Page 1

# N E W

R O M A N CE

LOUNGE #98

|

LUTY 2018

|

|

B E Z C E N N Y

ISSN: 1899-1262

WWW.LOUNGEMAGAZYN.PL


# NEW

S AM

ROMA NCE

RO CK W ELL

C A M M Y

N I C HO L A S

Aktor ma dużą szansę na Oscara, więc pytamy, czy ta nagroda zmieni jego życie.

Blogerka jest właśnie na bilbordach, więc rozmawiamy o tym, co czuje, gdy patrzy na samą siebie.

Tak naprawdę urodził się w Chinach, więc pytamy, co przyciągnęło go do Krakowa, gdzie prowadzi restaurację.

s t r. 1 6

S T R. 4 8

S T R . 8 0

REDAKCJA :

redaktor naczelny

zastępca redaktora naczelnego

dyrektor artystyczny

dyrektor kreatywny

M A R CI N L EWIC K I marcin@loungemagazyn.pl

RAF AŁ STAN OWSKI rafal.stanowski@loungemagazyn.pl

ROB ERT B EDNA RCZ YK robert.b@loungemagazyn.pl

FIL IP Ł YSZ CZ E K filip@loungemagazyn.pl

WSP ÓŁPRA C A :

Kuba Armata, Dominika Czartoryska-Dubel, Antonina Dębogórska, Luiza Dorosz, Anna Górska - Miciorek, Harel, Katarzyna Kwiecień, Marta Kudelska, Malwa & Michał, Barbara Madej, Michał Massa Mąsior, Julka Michalczyk, Daria Rogowska, Agnieszka Żelazko, Kamila Żyźniewska

OKŁAD K A : Maros Belavy

Rysunki powyżej (oprócz tego oczywistej jakości): Anna Ostapowicz

Wydawca: MADMEN Sp. z o. o. Redakcja Lounge Magazyn ul. Lipowa 7, 30-704 Kraków info@loungemagazyn.pl | tel. (12) 633 77 33

Poglądy zawarte w artykułach i felietonach są osobistymi przekonaniami ich autorów i nie zawsze pokrywają się z przekonaniami redakcji Lounge. Redakcja nie odpowiada za treść reklam i ogłoszeń. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych i zastrzega sobie prawo do skracania i przeredagowywania tekstów. Publikowanie zamieszczonych tekstów i zdjęć bez zgody redakcji jest niezgodne z prawem.

1


zdjęcia: mat. prasowe

I M P R E Z Y I OT WA R C I A zdjęcia: mat. prasowe

HUSQVARNA MOTORCYCLES Nowe Wrota do Kultury Motocyklowej:

2

W grudniu 2014, zaledwie rok po reaktywacji marki Husqvarna Motorcycles i jej przeniesieniu do Austrii, Husqvarna podkreśliła swoją wolą powrotu do segmentu motocykli szosowych prezentując podczas targów EICMA dwa koncepcyjne modele VITPILEN 401 oraz SVARTPILEN 401. W chwili obecnej Husqvarna Motorcycles jest w trakcie dostarczania produkcyjnych wersji modeli VITPILEN 401 oraz SVARTPILEN 401 do odbiorców detalicznych.

Husqvarna VITPILEN 401 wyznacza początek zupełnie nowego segmentu w świecie motocykli, segmentu maszyn wolnych od nadmiaru i zredukowanych do najprostszej formy. Ten motocykl ma na celu odwołanie się do zupełnie nowej generacji użytkowników dwóch kółek. Jest przeznaczony dla kierowców mniej zainteresowanych szumem i hiperbolą współczesnego motocyklizmu, preferujących rozwiązania prostsze, bardziej zorientowane na styl.

Zamysłem było nie tyle tworzenie motocykla dla konkretnego typu osoby, co raczej stworzenie motocykla dla każdego rodzaju użytkownika. To gdzie zdecydujesz się pojechać, to jak chcesz jeździć i kim jesteś pozostaje bez znaczenia. Wszyscy są równie istotni. Możesz być doprawdy kimkolwiek chcesz, ale zyskasz wolność odkrywania swojego miasta z zupełnie nowej perspektywy.

Husqvarna SVARTPILEN 401 to odważny, nowy odkrywca miasta. Ta pachnąca świeżością koncepcja motocykla zawarta została w kompaktowym, minimalistycznym, wytrzymałym i nowoczesnym jednocylindrowym 4-suwowym pakiecie. To współczesna interpretacja szorstkiego odkrywcy miejskich ulic.

www.husqvarna-motorcycles.com


I M P R E Z Y I OT WA R C I A

fot. Julka Michalczyk

Galeria Kazimierz w 2018 roku jeszcze bliżej ludzi Aż 12 nowych twarzy znajdzie się w nowej kampanii wizerunkowej Galerii Kazimierz. Kampania wizerunkowa na rok 2018 realizowana będzie zgodnie z hasłem: „Inspirują nas ludzie”. W najnowszej odsłonie znalazło się aż 12 twarzy, wszystkie te osoby od lat związane są z Krakowem. Inspirują nas ludzie, bo z myślą o nich powstało to miejsce. Jest dla ich wygody, komfortu i takie jak oni – kreatywne, rozwijające i spełniające potrzeby. A dodatkowo bliskie i tożsame z klimatem swojej wyjątkowej lokalizacji.

– mówi Anna Kusior-Jabłońska, Manager ds. marketingu Galerii Kazimierz. Nowe twarze W ciągu najbliższych miesięcy, w nowej kampanii zobaczymy – Kamilę Mraz (znaną jako blogerka Cammy, młodą, realizującą swoją pasję i pomysł na życie); Dawida Kulika (trzykrotnego Mistrza Polski w biegach na 300, 600 i 800 metrów, od lat trenującego w Krakowie); Beatę Schimscheiner (aktorkę teatralną i telewizyjną); Michała Kościuszko (polskiego kierowcę rajdowe

Nowy rok, nowe studio, nowe wyzwania ... Na mapie Krakowa pojawił się już trzeci obiekt Studio Synergy, który oferuje innowacyjny i efektywny trening personalny EMS 20 minut - 1 raz w tygodniu. Studio zostało zaprojektowane przez jedną z najlepszych pracowni w Polsce Ingarden & Ewý – autorskie biuro projektowe. Nowe Studio Synergy mieści się w Bronowicach przy ul. Przybyszewskiego 71/Armii Krajowej. Możecie skorzystać w nim także z oferty dietetyka oraz profesjonalnych masaży. 

4

go); Annę Stefańczyk (krakowiankę od urodzenia, trenerkę fitness); Joannę Glogazę (blogerkę Styledigger); Sebastiana Wojnara (twórcę kultowych miejsc na krakowskim Kazimierzu, sportowca z zamiłowania); Sarę Kotnowską (młodą, aktywną, bawiąca się modą); Jana Pawlika i Giovanni de Santis (dwóch przyjaciół – włoski designer i polski inżynier, tworzą autorskie, rzemieślnicze oświetlenie); Olę i Leona Grzegorzek (lubianą krakowską rodzinę). więcej informacji: www.galeriakazimierz.pl


NA HUMOR

Cafeteria

opracowanie: Julia Michalczyk

Uczucie, które stało się cegłą Ha Schult to niemiecki artysta, który w swoich pracach wykorzystuje śmieci i odpadki, by stworzyć nowe formy wyrazu, instalacje, czy rzeźby. Tym razem było jednak inaczej. Schult jako materiału budulcowego użył.. listów miłosnych. Niemiec wysłał otwartą prośbę o udostępnianie mu uczuciowych wyznań i w odpowiedzi uzyskał około 150,000 sztuk. Użył ich do oklejenia starego budynku berlińskiej poczty. Eksperyment ten, jak większość dzieł tego artysty, prowokuje do zabawy ze standardową formą. List miłosny - klasyka romantycznych zachowań staje się tutaj rodzajem cegły. Cegła miłosna- to, musimy przyznać, całkiem nowatorskie podejście. www.haschult.de

Prawie gnijące panny młode Jemima Kirke, aktorka znana z serialu “Dziewczyny”, ale również prężnie działająca malarka, ma za sobą nieudane małżeństwo i rozwód. Doświadczenie swoje i innych kobiet skłoniło ją do przemyśleń na temat ślubu- starej formy wyrazu miłości, a w rzeczywistości, według artystki, instytucji niosącej nieszczęście i zabijającej romans. Efekty przemyśleń przelała na płótno. W ramach swojej wystawy indywidualnej „The Ceremony” (można ją było niedawno zobaczyć galerii Sargent’s Daughters w No-

wym Yorku), Jemima prezentuje portrety kobiet w strojach ślubnych. Malarka skupia się przede wszystkim na różnorodności bohaterek; mimo różnic, każda jest zadumana,o nieobecnej, prawie martwej twarzy. Jemima Kirke zadaje pytanie o sens zawierania małżeństwa. Czy nie istnieje inna forma wyrażania wzajemnych uczuć?

www.sargentsdaughters.com/exhibitions/jemima-kirke

szy na polskim rynku komiks erotyczny o kobietach, tworzony z perspektywy kobiety. Książka składa się z siedmiu rozdziałów, każdy tworzyła inna z ilustratorek. Jest to więc pozycja zróżnicowana pod względem wizualnym. Temat komiksu odsłania seksualne tabu i “manifestuje nieskrępowaną energią” jak mówią autorki.

W obronie kobiecej seksualności Aleksandra Hirszfeld i Agata Nowicka - dwie niezależne artystki zdeterminowane by walczyć o kobiecość w ich rozumieniu tego słowa, zaprosiły do współpracy 6 innych kobiet. Tak powstała “Istota” - pierw-

6

Projekt ma na celu zmianę podejścia do kobiecego pragnienia i zwiększenie otwartości w rozmowach na temat romansu. Choć to nienowy temat, forma wykonania zasługuje na uwagę. Czy poskutkuje? Zobaczymy, premiera “Istoty” już niedługo. Wydawcą jest „Kultura Gniewu” www.kultura.com.pl.


FELIETON

MIEĆ CIASTKO I ZJEŚĆ CIASTKO PYTANIE O WYBÓR APARATU FOTOGRAFICZNEGO WRACA JAK BUMERANG W KAŻDYM SEZONIE WAKACYJNYM. AKTUALNIE ZAPEWNE WIELU Z WAS WYBIERA SIĘ NA NARTY, DESKĘ, SKITOURY ALBO JESZCZE INNE ATRAKCJE ZIMOWE. WSPOMNIENIA CHCIELIBYŚMY MIEĆ ZAPISANE NA ZDJĘCIACH. INSTAGRAMY I FACEBOOKI JUŻ OD POCZĄTKU GRUDNIA ZAPEŁNIANE SĄ FOTOGRAFIAMI Z MALOWNICZYCH MIEJSC. SWOJĄ DROGĄ NIE MA NIC BARDZIEJ DENERWUJĄCEGO NIŻ ZDJĘCIE ZE SŁONECZNYCH ALP WKLEJONE PRZEZ ZNAJOMEGO NA PORTALU SPOŁECZNOŚCIOWYM W PONIEDZIAŁKOWE PRZEDPOŁUDNIE. TY W PRACY ZASTANAWIASZ SIĘ, CO MOŻNA ODŁOŻYĆ NA PÓŹNIEJ, ŻEBY NAJBARDZIEJ PALĄCE PROBLEMY PCHNĄĆ DO PRZODU, A ON WBIJA CI SZPILĘ W TWOJĄ ZMĘCZONĄ PSYCHIKĘ. MYŚL O ZEMŚCIE PRZYBLIŻA SIĘ, BO TWÓJ WYJAZD ZAREZERWOWANY, ALE POZOSTAJE COROCZNE PYTANIE - CZYM JA TO SFOTOGRAFUJĘ?

Przyznam, że dość często odbieram telefon z prośbą o podpowiedź w w ybor ze sprzętu. Niestety w fotografii aktualnie, i pewnie jeszcze dość długo, nie będzie możliwe spełnienie wszelkich wymagań przy MICHAŁ kupnie jednego, wszechMASSA stronnego, stosunkowo MĄSIOR niewielkiego, dość lekkiego, mieszczącego się Fotograf mody i reklamy. w okrojonym wakacyjTechnikę szlifował w Internanym budżecie aparatu. tional Center of Photography w Nowym Jorku, a także pod Oczywiście za każdym okiem Bruce’a Gildena i Wojrazem zakładamy, że ciecha Plewińskiego. Na co dzień pracuje w Krakowie. ma on służyć na lata Specjalizuje się w nietypoi, tutaj pada kluczowe wych portretach i koncepcyjnych sesjach. Nie rozstaje się stwierdzen-ie, „robić doz aparatem fotograficznym, bre zdjęcia”. Jak pewnie co można obserwować na jego stronach wszyscy wiedzą, o jakości zdjęć przede wszystmadmassa.com kim decyduje ten, kto krakowtumieszkam.pl trzyma aparat. Sprzęt może jedynie pomóc w realizacji zadania. Trzeba sobie zatem odpowiedzieć na kilka pytań, żeby wybór miał sens. I mimo szczerej sympatii do wielu sprzed-awców, sugerowałbym o ich poradę postarać się na samym końcu. Oni żyją z handlu i zadbają o to, byście wyszli ze sklepu z jak najchudszym port-felem. A to nie zawsze jest dobre rozwiązanie… PO PIERWSZE UMIEJĘTNOŚCI Odpowiedz sobie szczerze na pytanie, czy wiesz co to jest czas, przysłona i czułość. Jak te parametry zestawić, by mieć właściwie wyeksponowane (czyli nie prześwietlone ani niedoświetlone) zdjęcia? Czym różnią się od siebie obiektywy szerokokątne i wąskokątne, oraz jaki mają wpływ na to, co zawarte będzie w Twoim kadrze? Renomowani producenci smartfonów, tacy jak Apple, Samsung, HTC, Sony czy inni, dawno już sobie na to pytanie odpowiedzieli. Doskonale wiedzą, że 99% użytkowników 8

nie ma o tych parametrach zielonego pojęcia. Dokładają wszelkich starań, by kamery wbudowane do Waszych smartfonów oraz oprogramowanie obsługujące je, pomimo niewiedzy użytkownika, elimi-nowało błędy. Niektóre aplikacje dodatkowo pozwalają na zastosowanie ró-żnych efektów imitujących wiele kosztownych gadżetów, znajdujących się w torbach profesjonalistów. Innymi słowy, smartfon zrobi za Ciebie bardzo wiele. Efekt zdjęciowy często może być bardzo zadowalający. Dodatkowym atutem smartfonów są ich gabaryty oraz najważniejsza cecha aparatu - możliwość ciągłego posiadania go przy sobie! PO DRUGIE WŁAŚNIE GABARYTY I WAGA Zapewne część z Was odpowiedziała sobie na pytanie zawarte w poprzednim akapicie twierdząco. No jasne, że umiem korzystać z czasów, umiem zamrozić, rozmyć zdjęcie efektem panoramowania. Mam pełne pan-owanie nad głębią ostrości i doskonale wiem, że szeroki kąt powoduje wrażenie większej dynamiki w ruchu. Długi, wąskokątny obiektyw pozwoli mi przybliżyć wydarzenia, które fotografuję, ale skutkiem jego użycia będzie skompresowana perspektywa, a ludzie na zdjęciach z teleobiektywu będą wyglądali na grubszych. Zgaduję jednak, że jeśli jedziecie na wakacje w ciepłe rejony czy na zimowisko, najprawdopodobniej nie przewidzieliście w budżecie tragarzy. Wyposażając się w profesjonalny sprzęt, trzeba mieć świadomość, że trzeba go będzie najprawdopodobniej nosić samemu. Stąd stara zasada fotografów-podróżników zabierz tylko to, co niezbędne. Z naciskiem na możliwość ciągłej pracy - baterie, karty - te akurat nie ważą wiele, więc warto zabrać ich tyle, by wystarczyło do kolejnego ładowania i zgrywania zdjęć do komput-era. NO A ZAAWANSOWANE KOMPAKTY POLECANE PRZEZ TYLE LAT? Technologicznie to, co było dziesięć lat temu, nie sprawdza się dzisiaj. Rynek aparatów kompaktowych zaczyna się zwijać. Smartfony przejęły funkcję „głupich Jasiów” i w bardzo wielu przypadkach otrzymamy znacz-nie lepsze efekty zdjęciowe z Waszych ajfonów, niż z klasycznych, małych kompaktów. Te większe, z półki zaawansowanych,

wyposażone są w obiek-tywy zoom o szerszym zakresie ogniskowych. Osobiście je odradzam. Obiektywy z krotnością 10, 20, 30 razy poprawnie działają gdzieś w środku zakresu długości. Jeśli zatem będziecie chcieli mocniej przybliżyć bądź oddalić obiekt, może się okazać, że nie ma ostrości, a obraz jest dziwnie, brzydko rozmyty. Dla tych, którzy umieją korzystać z profesjonalnego sprzętu, producenci fo-to mają szeroką ofertę bezlusterkowców, czyli aparatów gabarytowo niewiele większych od dawnych kompaktów. Wyposażone są one jednak w spore sensory rejestrujące obraz (APS, Full Frame, lub nawet w kilku przypadkach jeszcze większe). NIE/TAK Nie da się mieć wszystkiego w jednym. Nie istnieje jeden dobry obiektyw do wszystkiego, nawet jeśli sprzedawca próbuje Wam to wmówić. Lepiej wybrać zoom od umiarkowanie szerokich do umiarkowanie wąskich kątów. Przykład 17-50 dla matryc APS lub 24-70 (28-105) dla pełnej klatki. W większości wypadków spełni to Wasze potrzeby. Fotografowie bardziej zaawansowani zapewne poszukają jednak lekkiego, stałoogniskowego obiektywu w rodzaju klasycznej 35-tki lub 28-ki. Długie ogniskowe za-rezerwowane są przede wszystkim dla fotografów sportowych. Podczas zawodów nie da się podejść blisko. WARTO PAMIĘTAĆ Jeszcze raz podkreślę, że najlepszym aparatem jest ten, który akurat mamy ze sobą. Warto dobrze przemyśleć zasadność zakupów urlopowych. Osobiście na nartach nie lubię ze sobą wozić aparatu. I choć posiadam sto-sunkowo niewielki sprzęt, to i tak muszę zabrać przynajmniej sporą „nerkę”, by móc mieć go ze sobą na stoku. To ogranicza ruchy i możliwość wygod-nego wsiadania na wyciąg. Trudniej się także oddać pełnemu narciarskiemu szaleństwu, bo w razie upadku, uszkodzenie aparatu może być bolesne. No ale jak to tak zostać bez zdjęć? Sprawdzając uprzednio warunki pogodowe, ustalam sobie zatem jeden dzień, który poświęcam na fotografowanie. Tym sposobem mam ciastko i jem ciastko. Miłego fotografowania i do przeczytania za miesiąc.


I M P R E Z Y I OT WA R C I A

DENTAMED IMPREZA INTEGRACYJNA Garden Scandale, Krakow

fot. Jakub Gil

10


fo

N A P O C Z ĄT E K

ROMANTYZM TO DOBRY DEAL t.

ip Fil

Ły

ek s zcz

Romantyzm to ma pod górkę. Kapitalizm pożera idee i zamienia je w kłębek banknotów. Zawinięta w niego kultura cierpi i marzy o tym, żeby uciec z komercyjnego getta. To prawda? Nie, kompletna bzdura! Obalmy może pewien mit – artyści kiedyś tworzyli dla idei, a dziś są zmuszeni do realizowania wizji z potencjałem komercyjnym. Taki na przykład „Botoks” - film miał się przede wszystkim sprzedać, jakoś nie wierzę w te wszystkie górnolotne tezy, które w eter wypuszczał Patryk Vega. Nawet tytuł filmu został dobrany tak, by dobrze brzmiał w uchu i wpadał w pamięć, to nie: „Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową”. Ale to nie jest tak, że dopiero dziś artysta musi się sprzedać, bo takie są wymagania rynku zamieniającego idee w złoto. Artyści zawsze myśleli komercyjnie, zmieniło się tylko znaczenie tego słowa. Kiedyś publicznością była wąska grupa arystokracji, potem nakręconej przez rewolucję techniczną XIX wieku burżuazji, która stanowiła o być albo nie być sztuki. Kupowała lub odrzucała, bawiła się artystami, pozwalała popaść im w niełaskę, by następnie dobrodusznie wyciągnąć rękę. Michał Anioł malował freski w Kaplicy Sykstyńskiej na zamówienie papieża. Richard Wagner z powodu długów musiał uciekać za granicę, a z tarapatów uratował go dopiero król Ludwik II, a raczej jego skarbiec. Krystian Kamil Norwid nie otrzymał pożyczki od księcia Władysława Czartoryskiego, życie ostatecznie zakończył w przytułku na peryferiach Paryża. Vincent Van Gogh został doceniony dopiero po śmierci, która nastąpiła w wyniku wypadku, prawdopodobnie samobójstwa.

Oczywiście to tylko kilka przykładów, ale gdy prześledzicie historię sztuki, okaże się że artysta rzadko mógł czuć się zupełnie wolny. Zawsze musiał się liczyć z opinią ludzi, którzy zamawiali lub kupowali sztukę, a więc z konsumentami. Jeśli coś się zmieniło, to skala – dziś nie chodzi tylko o przetrwanie, lecz o zysk. Gra toczy się o miliony dolarów, tysiące sprzedanych płyt, setki kupionych książek. W tym labiryncie można się łatwo pogubić, tworząc dzieła nie tyle pokorne, co potworne. Pięknie śmieje się z tego brytyjska tragikomedia „Kill Your Friends”, opowiadająca o rynku światowej fonografii, w którym chodzi przede wszystkim o władzę i kasę, a nie o tworzenie sztuki. W tym numerze zastanawiamy się nad New Romantic, nie tylko nad słynnym nurtem glam-dźwiękowym z lat 80., lecz także nad tym, jak to pojęcie interpretować dzisiaj. Romantyzm jest w modzie i paradoksalnie świetnie się sprzedaje, pod warunkiem że trafimy do odpowiedniej grupy docelowej.

Korespondencja dwóch wizjonerów

„Detoks. Zdzisław Beksiński, Norman Leto. Korespondencja, rozmowa”, Prószyński Wydawanie prywatnych listów, wspomnień i pamiętników zawsze budzi we mnie ambiwalentne uczucia. Z jednej strony mam wrażenie, że często te karty nie powinny zostać odkryte, z drugiej w każdym z nas drzemię ciekawość jak wyglądało prywatne życie „wielkich”. No tak, wszyscy jesteśmy ludźmi i słabostki i przywary innych zawsze wydają się bardziej fascynujące niż nasze. Od pewnego czasu widać wielki powrót Zdzisława Beksińskiego. Mamy wystawy, książki, filmy poświęcone jemu, ale także jego rodzinie. Właśnie ukazała się książką tegorocznego laureata Paszportów Polityki w kategorii sztuki wizualne – Normana Leto, w której została przedstawiona niezwykła korespondencja dwóch wizjonerów sztuki. Cała ta historia zaczyna się w momencie, gdy młody artysta Łukasz Banach postanawia zaryzykować i napisać do Zdzi-

12

sława Beksińskiego. Piszę list. Po pewnym czasie dostaję odpowiedź. Tak zaczyna się historia przyjaźni, mimo dzielącej obu artystów sporej różnicy wieku. Początkowo są to rozmowy czysto techniczne – pytanie za pytanie. Dotyczą głównie sztuki. Są krótkie, rzeczowe. Z czasem jednak ta wymiana listowna zaczyna się przepoczwarzać – pojawiają się anegdotki z życia, przemyślenia i trudne pytania. Wiemy, że Beksiński i Leto byli w przyjaźni, aż do tragicznej śmierci Beksińskiego. Co ważne, wiemy, że dzwonili również do siebie, spotykali się i pisali e-maile. Ciekawym faktem jest to, że po latach Leto został zaproszony jako konsultant na plan „Ostatniej rodziny” Jana Matuszyńskiego. Czy warto zatem sięgnąć po „Detoks”? Jeśli jesteście zafascynowani Beksińskim, tak. Jeśli interesujecie się sztuką lub lubicie po

prostu dobrą literaturę, to bez wątpienia będzie to publikacja, która wciągnie Was na długie wieczory. Marta Kudelska


FOTOGRAFIA KULINARNA t. 517 847 308

www.rbednarczyk.pl


WYDARZENIA

RADAR KULTURALNY o p r a c o w a n i e : R A FA Ł S TA N O W S K I

TERAZ KOMIKS! Kim jest Bezrobotny Froncek? Czy kiedyś był bardziej popularny niż KRAKÓW Myszka Miki? Dokąd szedł Koziołek Matołek? Czyim psem jest Filuś, a czego boi się smok Miluś? Czy żółw może być symbolem superbohatera? Odpowiedź na te oraz inne pytania znajdziecie na wystawie „Teraz komiks!”, którą można zwiedzać od 2 marca w Muzeum Narodowym w Krakowie.

OD 2.03

Po raz pierwszy w historii Muzeum Narodowe w Krakowie organizuje wystawę prezentującą oryginalne prace, wydawnictwa i przedmioty z lat 18712017, związane z komiksem w Polsce. Wszystkie eksponaty pochodzą z prywatnej kolekcji Wojciecha Jamy – jednego z kuratorów wystawy. Zobaczyć będzie można ponad 600 obiektów, w tym: szkice, plansze, blaudruki, albumy z rysunkami i autografami, a także książki, katalogi, czasopisma, druki

ulotne oraz unikalne figurki, zabawki, monety, znaczki oraz przedmioty codziennego użytku. Intencją kuratorów wystawy jest ukazanie potencjału ekspozycyjnego komiksu jako dyscypliny sztuki współczesnej,

w której doskonale odbijają się przemiany w polskiej kulturze XX w. Komiks zakorzenił się bowiem w naszym kraju mocniej, niż moglibyśmy przypuszczać, a jego bohaterowie towarzyszą najważniejszym wydarzeniom w historii.

Kuratorami wystawy są Wojciech Jama, Tomasz Trzaskalik i Artur Wabik. Muzeum Narodowe Al. 3 Maja 1

ŻYCIE PO ŻYCIU „Altered Carbon” to propozycja dla fanów cyberpunku. Serial zrealizowany przez Netflix powstał na podstawie popularnej powieści science fiction Richarda K. Morgana (polski tytuł: „Modyfikowany węgiel”). fot. Netflix

14

Takeshi Kovacs (Joel Kinnaman) pochodzi z innych czasów. W XXII wieku był najemnikiem i rebeliantem. Zostaje przywrócony do życia 250 lat po śmierci i otrzymuje propozycję nie do odrzucenia: ma znaleźć sprawcę pewnego morderstwa. Swoje śledztwo w tej niezwykle zawikłanej sprawie rozpoczyna od przesłuchania... samego denata. Śmierć nie musi już oznaczać końca. W odległych o trzy wieki czasach ludzie dysponują technologią, dzięki której można pobrać świadomość na tzw. stos korowy, a następ-

OD 2.02 nie umieścić ją w nowym ciele, nazywanym też „powłoką”.

INTERNET

„Morgan napisał pionierską i bardzo poważną opowieść science fiction, w której głównym tematem jest technologia umożliwiająca wydłużanie życia ludzkiego w nieskończoność. W książce nie brak jednak odniesienia do emocjonalności człowieka. Jest to opowieść science fiction w każdym calu, jednak jej fundamentem jest prawdziwie ludzka historia. A to wszystko jest utrzymane w klimacie noir, który uwielbiam” - mówi reżyserka Laeta Kalogridis.

Serial od 2 lutego zobaczycie na Netflix.com.


WYDARZENIA

AKRTYCZNY OPEN’ER 4-7.07

Open’er Festival ogłosił kolejną wielką gwiazdę. W czasie imprezy muzycznej w Gdyni zagrają Arctic Monkeys. Alex Turner, Matt Helders, Jamie Cook, Nick O’Malley 12 lat temu wstrząsnęli światem za sprawą albumu „Whatever People Say I Am, That’s What I’m Not” – nadal najszybciej sprzedającego się debiutu w historii brytyjskiej muzyki,. Jednak w byciu Artcic Monkeys nigdy nie chodziło o bicie rekordów i nagrody, lecz o sobą, jednym z najlepszych zespołem, jaki wydała Anglia w ostatnim dwudziestoleciu. Kiedy ze sklepowych półek każdego dnia znikały dziesiątki tysięcy CD z ich pierwszym albumem oni nagrywali kolejną płytę, koncertowali i wypuszczali single i EP-ki z premierowym materiałem.

GDYNIA

„AM” z 2013 roku to jak na razie ostatnia płyta w dyskografii Artcic Monkeys, przy okazji dla wielu także ich najlepszy album. „AM” przyniósł grupie kolejne nagrody – powtórka z BRIT Awards i NME Awards. Brytyjczycy dołączą do innych gwiazd, które ogłosił już Open’er, czyli Depeche Mode, Gorillaz, Bruno Marsa czy Massive Attack.

Lotnisko Gdynia Kosakowo Al. Piłsudskiego 18, Gdynia

MUZYKA BEZ OGŁADY „Delfina” to pierwsze wydawnictwo Bownika z polskimi tekstami. Zawiera 30 minut muzyki, 9 piosenek, które zwracają uwagę minimalizmem produkcji, wyrazistym śpiewem i tekstami. Wydanej przez Kayax płyty możecie już posłuchać. W odróżnieniu od debiutanckiej EPki, która była podsumowaniem wielu lat podziemnej działalności muzyków, płyta została skomponowana i nagrana w krótkim czasie, co przełożyło się na spójne i charakterystyczne brzmienie. Utwory są intensywne i dosyć surowe, brak im ogłady, która charakteryzuje dziś wiele piosenek „wypolerowanych” na potrzeby rozgłośni radiowych. Za produkcję „Delfiny” odpowiadają członkowie zespołu, a nagrania pokazują, jak naprawdę brzmiał Bownik w momencie jej tworzenia. Mix i mastering wykonał Envee, a wszystkie partie instrumentalne (z wyjątkiem dźwięków nagranych przez Foxa, który pojawia się w dwóch utworach i jest jedynym gościem na płycie) zostały nagrane w mieszkaniu Michała Bownika. Wokale zarejestrowano w Quality Studio i w domowym studio Kayah.

15


R O Z M O WA

MIĘDZY NEUROTYKIEM A EVERYMANEM Niewykluczone, że już w lutym będziemy mieli za sobą najlepszy film tego roku. Mocnym kandydatem do tego miana są „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri” w reżyserii Martina McDonagha. Film podbił najpierw festiwal w Wenecji, następnie zdobył cztery Złote Globy, wreszcie mówi się o nim jako o czarnym koniu tegorocznych Oscarów. Jednym z największych zwycięzców tego rozdania może być amerykański aktor Sam Rockwell, który wciela się w filmie w rolę sadystycznego policjanta. Zagadnięty o swoje szanse, do rywalizacji podchodzi z dużym spokojem. „Jeśli dostaniesz Oscara, to wciąż potrzebujesz bilet, żeby dostać się do metra” – przekonuje. Choć z drugiej strony wspomina, jak odbierając nagrodę w Berlinie, popłakał się na scenie jak dziecko. O niefortunnych decyzjach, tym, dlaczego najczęściej obsadzany jest w roli szaleńców, mieszkaniu z matką i tym, dlaczego Donald Trump zasłużył na Oscara, z Samem Rockwellem rozmawia Kuba Armata.

16


Sam Rockwell w filmie Trzy billboardy za Ebbing, Missouri fot. mat. promocyjne

17


R O Z M O WA

Sam Rockwell i Sandy Martin fot. mat. promocyjne

Kuba Armata: Wygląda na to, że reżyser „Trzech billboardów…” Martin McDonagh może być twoją szczęśliwą kartą. Za rolę w tym filmie dostałeś już Złoty Glob, a wielu wymienia cię w roli faworyta do Oscara. Pamiętasz, kiedy pierwszy raz spotkałeś Martina? - Spotkaliśmy się w jakimś londyńskim hotelu, w związku z napisaną

18

przez Martina sztuką teatralną „The Pillowman”, którą zrealizować miał wybitny reżyser John Crowley. Nie wiem, dlaczego wtedy odmówiłem, ale z dzisiejszej perspektywy mogę powiedzieć, że był to duży błąd. Na szczęście Martin mi wybaczył i miałem okazję pracować przy jego innej sztuce „A Behanding Spokane”. Ważne było to dla mnie także dlatego, że poznałem wtedy wielkiego Christophera Walkena. Po

sztuce zagrałem jeszcze u Martina w filmie „Siedmiu psychopatów”. Czyli finalnie nie żywił do ciebie żadnej urazy? - Mimo tej początkowej niefortunnej decyzji od razu między nami zaskoczyło, bo to taki typ gościa, którego po prostu nie da się nie lubić. Pamiętam, że przed pierwszym spotkaniem stworzyłem sobie ja-


R O Z M O WA kieś wyobrażenie na jego temat, a potem okazało się, że jest dokładnie odwrotnie. To strasznie pozytywny facet, ale z bardzo czarnym poczuciem humoru. Na planie można się z nim dogadać, choć czasem jak się przy czymś uprze, to nie ma zmiłuj. Pisze świetne dialogi, więc to naturalne, że jest do nich przywiązany, ale wydaje mi się, że dał mi w „Trzech billboardach…” trochę luzu. Być może z uwagi na „Zieloną milę” Franka Darabonta, gdzie zagrałem dość podobną postać. Obu tych bohaterów łączy

to, że są neurotyczni, lecz bardzo wybuchowi. W takiej sytuacji trzeba mieć trochę wolności, żeby osiągnąć pożądany efekt. Postać, w którą wcielasz się w filmie, przechodzi prawdziwą metamorfozę. Początkowo twój bohater jest bardzo odpychający, ale potem robi się z niego naprawdę wrażliwy typ. Jak się w tym odnalazłeś?

- Kluczowe w tym wszystkim było to, że dostałem do ręki fantastyczny scenariusz. Martin to pewnie jeden z lepszych scenarzystów na tej planecie. Co ciekawe, nie dotyczy to tylko filmów, ale i sztuk teatralnych. Kiedy trafia ci się tak dobrze skonstruowana i wyrazista rola, wcale nie jest tak trudno. Pojechałem jednak do Missouri spotkać się z kilkoma policjantami, żeby lepiej poczuć, jak to jest być w ich skórze.

19


R O Z M O WA

Jak oni na to zareagowali? Bo ty raczej reprezentujesz tego brudnego glinę, który nie wpływa najlepiej na i tak pewnie nadszarpnięty wizerunek policji w Stanach Zjednoczonych. - To prawda, ale przyznałem im się do wszystkiego, więc doskonale zdawali sobie z tego sprawę (śmiech). Nie ma co ukrywać, mój bohater nie jest najmądrzejszą postacią w tym filmie, ale ujmujący może być fakt, że wiedzie go to do jakiegoś odkupienia. To rodzaj podróży, jaką ten gliniarz podejmuje. Zaczyna jako totalny dupek, lecz finalnie myślimy o nim jako o całkiem porządnym gościu. Policjanci, z którymi konsultowałem rolę,

sprawa Rodneya Kinga. Myślę jednak, że to wyjątki. Większość policjantów to nie są źli ludzie. W każdym sądzie znajdzie się kilka robaczywych jabłek. Mówisz, że twój bohater jest neurotyczny, sam też taki jesteś? - Myślę, że nie ponad normę i nie bardziej niż statystyczny aktor. Wydaje mi się, że ten zawód wymaga, byśmy byli trochę neurotyczni. To generalnie charakteryzuje kreatywnych ludzi. Dla mnie to raczej oznaka inteligencji niż coś negatywnego. Przynajmniej do momentu, w którym jesteśmy w stanie okiełznać naszą neurozę (śmiech).

głowę. Uważam się za ekscentryka, ale też bez przesady. Wspomniałem ci, jak poznałem Christophera Walkena. Gdy się z nim zetkniesz, przekonasz się, że to najnormalniejszy gość na świecie. A zobacz, jakie dostawał role. Naprawdę na swojej drodze spotkałem dużo bardziej szalonych kolegów po fachu ode mnie. Ale żadnych nazwisk (śmiech). Ciągnie się jednak za tobą taki stereotyp. Nie masz żalu, że rzadko zdarza ci się zagrać poczciwego everymana? - Wiesz co, chyba skończył nam się czas na rozmowę (śmiech). Żartuję, ale to naprawdę trudne i poważne pytanie. Coś

fot. mat. promocyjne

podeszli do tego bardzo empatycznie. Potrafili docenić tę przemianę, udzielili mi wielu cennych rad, by wypadło to wszystko bardziej wiarygodnie. Byłem naprawdę ciekawy tych spotkań, okazały się one bardzo pomocne. Mój bohater momentami jest sadystyczny, choć też nie ma co ukrywać, że w najnowszej historii Ameryki nie zdarzały się brutalne interwencje policji, które nie powinny mieć miejsca. Chociażby

20

Reżyserzy chyba nie zawsze ci wierzą w tej materii, bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że zazwyczaj dostajesz role bohaterów, którym daleko do normalności? - To jest bardzo dobre pytanie, które sam często sobie zadaję (śmiech). Jakoś tak się dzieje, że przyciągam takich bohaterów. Być może dlatego, że potrafię się z nimi utożsamić i wejść w ich

w tym jest, że często grywam takie postaci. A jak już zdarzy mi się zagrać normalnego gościa, jak w „Poltergeiście”, to w dość ekstremalnych okolicznościach. Harrison Ford chyba bardzo dobrze zna to uczucie, bo to taki typ roli jak Richard Kimble ze „Ściganego”. Bardzo lubię grać antybohaterów. Teraz na przykład miałem okazję wcielić się w członka Ku Klux Klanu. Taki zwyczajny człowiek, choć nie wiem, czy w to uwierzysz.


R O Z M O WA Sam Rockwell i Frances McDormand fot. mat. promocyjne

Ale nie mówisz tu o roli George’a W. Busha, w którego niedawno się wcieliłeś? - Nie (śmiech). Jednak tym projektem jestem bardzo podekscytowany. Niełatwo rozgryźć Busha. Kilku aktorów już próbowało. Josh Brolin był naprawdę dobry, a Will Ferrell, jak to on, szalenie zabawny. Jakkolwiek by to zabrzmiało, interesuje mnie u Busha pewien rodzaj niewinności. Odczuwam w stosunku do niego wiele współczucia. Szukam jakiejś ludzkości w jego publicznych przemówieniach i debatach. Zwłaszcza po 11 września. Wyglądał wtedy na człowieka, który jest totalnie wykończony, miota się i w zasadzie nie wie, co właściwie powinien powiedzieć. Wymagaliśmy od niego naprawdę wiele. To ciekawa postać do zagrania. Wielu uważa, że po prostu był idiotą, lecz ja bym się z tym nie zgodził. Bush być może był ignorantem w niektórych kwestiach, ale nie był głupi. Jest w nim dla mnie coś pociągającego i czarującego. Zwłaszcza z obecnej perspektywy. Trudno się dziwić. - Może to dziwne słowa, ale trochę nam go brakuje i za nim tęsknimy. Zdecydowanie wzięlibyśmy teraz Busha z powrotem. W porównaniu z Trumpem każdy chyba wypada korzystnie. - Taaak, popatrz tylko na tę jego fryzurę. To chyba starczy za cały komentarz dotyczący Trumpa. Nie wiem, co powiedzieć, jestem nim zawstydzony. Mogę tylko przepraszać za niego w imieniu mojego kraju. Zobaczymy, co się wydarzy, choć perspektywy są

dość przerażające. Zaczęliśmy naszą rozmowę od Oscarów, ale to Trump zasłużył na statuetkę. Prawie udało mu się zagrać człowieka. Piękna rola, nie sądzisz? Akcja filmu rozgrywa się w bardzo konserwatywnym środowisku, takim swoistym Trumplandzie. Potrafiłbyś się tam odnaleźć? - Takie niewielkie miejscowości na środkowym zachodzie Ameryki to skupiska konserwatystów. Raczej staram się w te rejony nie zapuszczać. Czasami mi się to jednak zdarza i spotykam ludzi o takich poglądach. Nie wszystko jestem w stanie zrozumieć, ale działa to pewnie w dwie strony. Ten film ma pewne polityczne, społeczne implikacje. Chociażby kwestia rasizmu. Mówi też o tym, że ludzi dzielić może wiele, ale kiedy się spotkają i spojrzą sobie prosto w oczy, może coś zaskoczyć i zaistnieć między nimi pewne połączenie. Widać to chociażby w scenie, kiedy postać grana przez Woody’ego Harrelsona podczas przesłuchania próbuje zastraszyć główną bohaterkę (gra ją Frances McDormand - przyp. aut.). W pewnym momencie kaszle na nią krwią. Widać wtedy, że coś ich łączy, nawzajem sobie przez chwilę współczują. Innym przykładem może być scena z udziałem mojego bohatera i chłopaka, którego pobił. Ten jak gdyby nigdy nic daje mu sok pomarańczowy. To film o odkupieniu i umiejętności przebaczania.

rzeczach, lecz ma w sobie jednocześnie wiele komicznych akcentów. Kojarzy mi się to trochę z twórczością Sama Sheparda, Harolda Pintera, Quentina Tarantino. Ale jednocześnie jest szalenie oryginalny i wyjątkowy. Jest w tym filmie coś z westernu, a wiem, że Martin bardzo lubi tę estetykę. Zresztą wszystkie jego dotychczasowe filmy miały w sobie jakieś westernowe elementy. Nie inaczej jest i tym razem. Film jest bardzo amerykański, czego symbolem tytułowe billboardy, ale jednak zrobiony przez Europejczyka. Czy miało to dla ciebie jakieś znaczenie? Mówi się, że o Stanach Zjednoczonych najlepiej opowiadają właśnie reżyserzy z Europy. - Myślę, że Martin jest mocno zamerykanizowany, bo dorastał, oglądając dokładnie te same filmy Martina Scorsese co ja (śmiech). Na planie co chwilę cytowaliśmy sobie dialogi z „Ulic nędzy” czy „Taksówkarza”. Te teksty mieliśmy w małym palcu. To właśnie była nasza płaszczyzna komunikacji. I na koniec, jesteś w stanie zrozumieć dojrzałych mężczyzn, którzy podobnie jak ty w filmie mieszkają ze swoimi matkami? - Mój bohater to prawdziwy maminsynek (śmiech). To bardzo dramatyczne i komiczne zarazem. Trochę jak z Hamletem. To było świetne i wdzięczne do zagrania.

Jak byś go określił? - Chyba jako dramat z elementami komediowymi. Opowiada o bardzo poważnych

R o z m a w i a ł K U B A A R M ATA

21


DESIGN

DESIGN OTWIERAJĄCY

WYOBRAŹNIĘ Są takie przedmioty, w których człowiek zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Jedno spojrzenie na projekt, fakturę, jeden dotyk i już czujemy się totalnie oczarowani. Do tej grupy należą rzeczy tworzone przez Magdalenę Tekieli i jej markę Paper Love.

Magdalena Tekieli fot. Joanna Zawiślan-Siuda

Jej wyobraźnia funkcjonuje na przecięciu sztuki i designu. Biorąc do ręki przedmioty czujemy, że mamy do czynienia z czymś więcej niż z notesem czy papierem pakowym. W deseń umieszczony na okładce plannera można wpatrywać się długo, podziwiając misterne linie i plamy barw, przecinające się i dopełniające nawzajem, niczym w obrazach autorstwa Braque’a czy bizantyjskich mozaikach.

22


fot.archiwum projektantki

Geometryczne wzory przenikają się, tworząc przestrzeń, w której załamuje się przestrzeń, oddając pole naszej imaginacji. Czujemy się lekko zagubieni, za-

traceni w kosmicznym lost in space, tak jakby wyrwano nas z ram rzeczywistości i umieszczono w kubistycznym abstrakcie. Nic dziwnego, że te znakomite koncepty

doceniły już ważne instytucje kultury, jak MOCAK czy Polski Instytut Sztuki Filmowej, zamawiając u artystki personalizowane plannery.

23


DESIGN fot.archiwum projektantki

Absolwentka krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych tworzy nie tylko przedmioty, w których zapiszemy swoje myśli. Projektuje też wzory tkanin czy meble, na czele z Secret Desk, które znajdzie się na ekspozycji designu w Muzeum Narodowym w Krakowie. W tym niezwykłym koncepcie biuro staje się czymś więcej niż tylko przedmiotem, który służy do pracy lub nauki. Kręcąc korbką otwieramy trzewia, z których wysuwają się liczne schowki i szuflady. Możemy ukryć w nich sekretne notatki, trochę niczym w zwojach naszej pamięci. Secret Desk pełni rolę powiernika skrywanych tajemnic, niczym najlepszy, bardzo dyskretny przyjaciel. Rafał Stanowski

24


R O Z M O WA

PIĘKNO OTACZA NAS WSZĘDZIE

Rozmowa z Łukaszem Czubem, managerem Galerii Orient w Szczecinie, o łączeniu sztuki i lifestyle’u

fot. Aleksander Pukalski

26


R O Z M O WA Galeria Orient, znajdująca się w niezwykłej przestrzeni Filharmonii Szczecińskiej, działa z sukcesami od pięciu lat, więc można chyba powiedzieć, że macie już swoją wierną publiczność? Projekt Galeria Orient stworzyliśmy wraz z Aleksandrą Philips, by kreować nową publiczność. Fascynujące jest to, że krąg odbiorców coraz bardziej się poszerza. Na przestrzeni lat udało nam się zachęcić całe rodziny do odwiedzania miejsc pełnych sztuki. Przez naszą pro-społeczną postawę udowodniliśmy, że obcowanie ze sztuką współczesną może być dobrym sposobem spędzania czasu z innymi. Dodatkowo wciąż łamiemy stereotypy, że dobra sztuka jest droga i niedostępna dla zwykłych ludzi. Kontynuując naszą działalność nadal stawiamy na promowanie młodych, zdolnych artystów, jak i znakomitych twórców z Londynu.

są artyści, pracownicy i klienci Galerii Orient. Pavilion to przestrzeń dialogu między edukacją, kulturą i sztuką. Nie tylko pokazujecie sztukę, ale też ją sprzedajecie. Co budzi największe zainteresowanie? Dzięki współpracy z artystami o światowym poziomie pokazujemy sztukę nie tylko w kontekście komercyjnym ale też ideologicznym. Galeria odbija

wodzeniem cieszą się prace dekoracyjne o charakterze optymistycznym. Od niedawna nasz galeria poszerzyła swoją ofertę o dzieła wykonane w techniką giclee, między innymi autorstwa Dominika Jasińskiego i Joanny Sierko Filipowskiej. Te print-arty można nabyć w atrakcyjnych cenach i cieszą się one duża popularnością.

Równo rok temu otworzyliście nową przestrzeń Pavilion Art Design. Chcieliście poszerzyć krąg działania? Jest to faktycznie nasza druga szczecińska siedziba. Prezentujemy tu wystawy indywidualne i zbiorowe, które mają również charakter sprzedażowy. Pavilion to miejsce, w którym propagujemy sztukę poprzez organizowanie kameralnych spotkań, wykładów i warsztatów. Jego beneficjentami

nasz gust. Zależy nam bardziej na jakości niż na ilości. Koncentrujemy się na wyszukiwaniu nowych i świeżych pomysłów artystycznych. Dużym po-

27


R O Z M O WA Pokażecie wkrótce dwie nowe wystawy, co o nich już wiadomo? Trwają przygotowania do wystawy w gmachu Filharmonii Szczecińskiej. Już 12 kwietnia odbędzie się wernisaż fotografii, na temat którego trwają jeszcze rozmowy, a dodatkową atrakcją będzie ekspozycja obrazów mojego autorstwa. Wystawa nosi tytuł „King of the hill”, kolekcja zbudowana jest z 12 wielkoformatowych obrazów. Kolorem przewodnim łączącym dzieła jest złoto i srebro. To właśnie przez te kolory obudzić chcę zapomniane w ludziach emocje takie jak odwaga, honor, wiara we własne ja. To będzie moja pierwsza od wielu lat wystawa zorganizowana przez Galerię Orient. Jak oceniłbyś rynek sztuki w Szczecinie? Wśród szczecińskiej publiczności wyróżniają się dwie grupy, pierwszą z nich są prywatni kolekcjonerzy sztuki, to zwykle ludzie bardzo zajęci zawodowo, którzy jednak znajdują czas na swoją pasję, chętnie bywają na wernisażach w całym kraju, przyjaźnią się z artystami, wspierają wydarzenia. Drugą grupą są ludzie młodzi, którzy są otwarci na nowe doznania artystyczne, chcemy umożliwić im kontakt ze sztuką w przyjaznych warunkach, co często kończy się kupnem pierwszego i kolejnych obrazów, zmieniając kolejnego odbiorcę sztuki w kolekcjonera. fot. Aleksander Pukalski

Twoje życie przebiega na linii spotkania sztuki i lifestyle’u, spotkaliśmy się jakiś czas temu na pokazie MMC czy KTW Fashion Week, wkrótce pewnie zobaczymy się na Cracow Fashion Week. Powiedz, skąd takie zainteresowania? Masz rację, piękno znaleźć można nie tylko w galerii sztuki, także moda, muzyka czy nawet zjedzenie lunchu w dobrej restauracji z bliskimi pozwala nam obcować z pięknem i spełniać się twórczo, co moim zdaniem jest niezwykle ważne dla prowadzenia satysfakcjonującego życia.

Rozmawiał Rafał Stanowski

28


JAK UGRYŹĆ

DEKORACJĘ

NA WESELE? Wywrócę do góry nogami Wasze spojrzenie na idealną drogę do wymarzonej dekoracji ślubu. Powtarzane motto: Szukaj inspiracji, zapisuj to, co Ci się podoba w ilościach nieskończonych a później realizuj ...

Obalam mit: Tylko czy na pewno w taki sposób to później działa? No, niestety, nie. Najczęściej padające pytanie na moich spotkaniach z Parami Młodymi, „- W jaki sposób dobrać dekorację na ślub, czym się kierować i jak to odpowiednio zaprojektować i zaplanować w czasie? Od czego zacząć?” Jeżeli mamy zarezerwowany termin i potwierdzony lokal to rozpoczynamy od wizji lokalnej obiektu i miejsca zaślubin. - to jest absolutnie podstawowa i zasadnicza czynność. Nie zaczynamy od szukania inspiracji i pięknych zdjęć na Pintereście gdyż kompletnie mają się nijak do naszej rzeczywistości, zastanej później na miejscu. Musimy mieć bazę, wnętrze i materiał do pracy a dopiero na jego podstawie rozpoczynamy inspiracyjną, szaloną wędrówkę. Pamiętajmy o miesiącu wydarzenia, inspiracje o tym nie wiedzą, zapytajmy o kwiaty i rośliny sezonowe dostępne w naszej dacie zaślubin, tak aby nie stracić fortuny. Najczęściej Pary rozbudzają swoje zmysły wspaniałymi zdjęciami z internetu a później następuje wielkie rozczarowanie i rezygnacja, że tych inspiracji nie da

30

się przełożyć na rzeczywistość i wychodzą kompletnie inne rzeczy niż oczekiwaliśmy. Jedynym wyjątkiem jest „ budżet bez ograniczeń” do naszej pełnej dyspozycji. A to zdarza się niezwykle rzadko. Do momentu nie zapoznania się z naszym celem nie drukujmy jeszcze moodbardów ani nie robimy makiet poglądowych, to zostawimy sobie na koniec, Na spotkanie wybierzmy się najlepiej z naszą florystką, konsultantką ślubną lub stylistką u boku, dla tych, którzy nie czują się na siłach w ocenie takich spraw. Wówczas jak będziemy mieli dokładne informacje dotyczącą stylu, charakteru obiektu, kolorów, tkanin, struktur i faktur we wnętrzu, przystępujemy do analizy dekoracji, pasujących tam. Zróbmy swoje zdjęcia i możemy wreszcie tworzyć wizję i przygotować wspólnie, z wybraną firmą, ofertę skrojoną i dopasowaną na wymiar. Zastanówmy się chwilę, jakiego rodzaju obiektem dysponujemy, czy to jest stodoła, chata, karczma, zajazd, dworek, hotel, namiot, zamek, czy też pałac? Oczywiste pytanie? Z doświadczenia wiem, że niekoniecznie. Każda z wymienionych przestrzeni to inna rzeczywistość ze swoimi plusami i minusa-

mi, wadami i zaletami. Każda z przestrzeni rządzi się innymi prawami i szacunkiem do zastanej rzeczywistości wokół. Tak modny styl boho nie będzie wszędzie pasował, a kolory, które uwielbiamy mogą albo rozjaśnić wnętrze albo go przytłoczyć i pomniejszyć. Wszystko ma znaczenie. Czy sufit jest nisko, czy wysoko, jaka jest perspektywa patrzenia z pułapu gościa wchodzącego do sali. Co trzeba ukryć, wysłonić lub zamaskować? Jakie są warunki początkowe? Przed spotkaniem nie znamy jeszcze możliwości lokalu, nie wiemy jakie będziemy mieć opcje montażu i czy w ogóle będziemy mogli się zamocować do ścian, podwiesić tkaniny i inne elementy dekoracyjne a przede wszystkim czy ekipa, która będzie dla nas pracować będzie miała odpowiednio dużo czasu aby ten montaż wykonać dzień wcześniej gdyż w przypadku udostępnienia sali dopiero w dniu wesela nie jest to możliwe. A rezerwacja sali z czasowym wyprzedzeniem, w celu wykonania danego projektu jest najczęściej dodatkowo płatna. Pomyślmy o tym wcześniej.


Wnętrze również możemy bardzo zmienić nie ingerując w tkankę struktury budynku. Służą do tego celu takie zabiegi jak : oświetlenie - podstawa na każdej imprezie, ślubie czy innym wydarzeniu. Bardzo dobrze sprawdzają się tkaniny a także pochodne temu jak transparentne blendy, lekkie, drewniane pergole czy też mobilne parawany. Takimi rekwizytami uzyskamy przytulność, klimat i intymną atmosferę. Możemy dodatkowo wprowadzić drzewka lub rośliny w formie nasadzeń do wnętrza, polecam w korytarzach, lobby lub foyez w celu zneutralizowania biznesowego charakteru otoczenia. Istnieje możliwość wypożyczenia zieleni ze szkółki ogrodniczej za ustaloną wartość procentową, już wiele firm oferuje taką usługę a efekt przerasta nasze oczekiwania.

rze indywidualnego, spersonalizowanego charakteru, odróżnimy nasz bankiet od stu tego typu innych a przecież na tym nam najbardziej zależy. Oczywiście przy tej kwestii najczęściej pada odpowiedź od Pary, że brak im pomysłu na taką myśl przewodnią. Kilka pytań pomocniczych wystarczy aby wejść na dobry trop wspólnych zainteresowań, hobby, ciekawych doświadczeń, przygód czy też pasji, którą się wzajemnie cieszą. Stwórzmy kajet wesela, zapisujmy wszystko w nim, planując każdy najdrobniejszy szczegół i rozkładając ten dzień na czynniki pierwsze, a jeżeli nie czujemy się na siłach, zwróćmy się o pomoc do profesjonalistówwedding planerów, którzy poprowadzą nas pewnie, swoim doświadczeniem za rękę.

Bardzo zachęcam do poszukiwania motywu wiodącego, tematu przewodniego lub drobiazgu wyróżniającego ślub. Dzięki takim akcentom to wydarzenie nabie-

Powodzenia! Ewa Klimek

www.floralconceptstore.pl

FLORAL CONCEPT STORE ul. Rajska 20, 31-124 Kraków Pracownia florystyczna: +48 600 414 325 Biuro / Wesela: +48 883 351 341

Luksusowa porcelana AS Ćmielów. Tradycja ręcznej produkcji porcelany Kubek Śląski | Slaski Mug

Luxury porcelain AS Cmielow. The tradition of hand made porcelain

Fabryka Porcelany AS Ćmielów

Ręcznie wytwarzane oraz malowane porcelanowe figurki, kubki, ekskluzywne filiżanki, obrazy oraz wazony. Fabryka Porcelany AS Ćmielów to manufaktura kultywująca tradycje produkcji porcelany sięgające 1804 roku. Oferuje ponad 400 różnych wzorów. Fabryka Porcelany AS Ćmielów jest również jedyną w Europie manufakturą produkującą wyroby z różowej porcelany.

Kraków, ul. Lubicz 17b krakow@cmielow.com.pl T: 792 047 766

Dziewczyna siedząca Sitting Girl

Katowice, Silesia City Center katowice@cmielow.com.pl T: 577 533 111

Zakochane koty | Cats in Love

Filiżnka June | June Cup

Handmade and hand painted high quality porcelain figurines, mugs, exclusive cups, paintings and vases. The AS Cmielow Porcelain Manufactory cultivates old tradition of handmade production, that dates back to 1804. The Manufacture offers over 400 different models. AS Cmielow Porcelain Manufactory is also the only pink porcelain manufacturer in Europe.


PSYCHOLOGIA

Lista miłosnych pomysłów i zakazów „A kysz mi z tym badziewiem!” - syczę do mojej przyjaciółki, która przesyła mi kolejny wpis para - związkowego blogera, który rozrzewnia się nad tym, że namiętność w związkach zanika, erotyzm usycha, seks więdnie i w ogóle romantyczna miłość to mit. W dodatku przyjaciółka kompletnie nie wie co robić w walentynki, bo jedyny kolega, którego brała pod uwagę w kwestii jedzenia lodów jedną łyżeczką w aranżacji z dmuchanych, czerwonych serduszek, wrócił do byłej dziewczyny. Podły nastrój, kolejne kwaśne zakończenie przelotnego romansu i zbliżająca się połowa lutego dały przyjaciółce powody do smutku i żalu. A będąc w podłym nastroju, nietrudno paść ofiarą internetowych około-walentynkowych pseudo-intelektualnych ekspertyz.

ANTONINA DĘBOGÓRSKA Psycholog, absolwentka psychologii ogólnej UJ. Jest autorką warsztatów i wykładów poświęconych dynamice związków romantycznych. Więcej informacji można znaleźć na fejsbukowej stronie Inteligencja Erotyczna

Dlatego dzisiaj, z okazji walentynek, będę wyznawać wszystko wprost. Zacznę od tego, że nie mogę patrzeć, jak w Polsce ludzie płaczą w poduszkę z powodu „nieuniknionego spadku namiętności”, a nie podejmą trudu przeczytania chociaż jednej książki o naturze pożądania. Wzruszają ramionami, gdy w ich sypialni zaczyna wiać nudą. Zaczynają narzekać, rozglądać się na boki, albo czytać romanse, w których zazdroszczą bohaterkom ich drapieżnych kochanków. A jak do tego w tłumaczeniach bezradności słyszę o opiniach blogowych ekspertów, albo (co gorsza!) badaniach naukowych , to już w ogóle wpadam w szał. Dostaje drgawek i grozi to impulsywną emigracją do miejsc na świecie, w których gdy pojawiają się problemy, szuka się rozwiązań. Wyznania wyznaniami, ale oprócz tego zapakowałam w tym tekście kilka szybkich, walentynkowych prezentów, w formie listy lektur, pomysłów i zakazów. Czytajcie i nie dziękujcie. Love!

pierwszym roku psychologii i było mi bardzo przykro.

Warto szukać odpowiednich źródeł wiedzy i inspiracji.

Poprzestając na lekturze „Psychologii miłości” można pogłębić walentynkowego doła. Ale na szczęście istnieją alternatywne (głębsze) analizy i teorie, które pozwalają zrozumieć namiętność skuteczniej. Mądrość płynie z zachodu, gdzie ludzie zamiast płakać w poduszkę nad istnieniem trudności natury psychicznej, szukają pomocy w gabinetach specjalistów.

Esther Perel w „Inteligencja Erotycznej” stara się odpowiedzieć na pytanie, czy ogniste pożądanie w długotrwałym związku jest możliwe i podpowiada jakich błędów nie popełniać, aby utrzymać atmosferę romansu między długoletnimi partnerami. Zaczynając od podstaw, czyli przyczyn zaniku pożądania, polecam Stephe-

fot. www.babeland.com

Jeśli myślicie o jednej książce o związkach, którą przeczytacie (może w w walentynki) niech akurat tą jedyną NIE będzie „Psychologia Miłości” autorstwa prof. Bogdana Wojciszke. W Polsce to wiodącą pozycja dotycząca dynamiki związków. Książka ukazuje pesymistyczną perspektywę. Zgodnie z interpretacją wyników badań autora, namiętność w związkach jest ulotna i krótkotrwała, a jednym z ważnych zadań każdego romantyka-optymisty jest pogodzenie się z tym faktem. W zamian za ożywczą energię namiętności proponuje się nam skupienie się na wspólnych sprawach i przyjaźni, jaka może łączyć partnerów przez długi czas. Dostałam ją jako lekturę na

32

Esther Perel - wybitna psychoterapeutka w swojej książce „Inteligencja Erotyczna” pisze, że jako europejka od zawsze podziwiała amerykański optymizm. Daleko w nim od rezygnacji i fatalizmu, właściwego kulturom bardziej konserwatywnym - jak nasza. Podejście Amerykanów wyraża nadzieje i zdrowe poczucie, że coś im się od życia należy. Nie ma mowy o chodzeniu na kompromisy i akceptowaniu tego, że „tak już w życiu jest” i „nic się nie da zrobić”. Podchodząc do tematu wnikliwie i wrażliwie, z namiętnością w związku da się zrobić wiele dobrego.

na Mitchella i jego „Czy miłość trwa wiecznie. Dzieje namiętności na przestrzeni wieków”. To znany amerykański psychoanalityk, który zwraca uwagę na namiętność jako stan, który zniewala, urzeka i dodaje energii, a który w przypadku uczucia do stałego partnera jest wyjątkowo… niebezpieczny. „Erotic mind” Jacka Morina przedstawia głęboką analizę natury pożądania seksualnego, podniecenia i erotyzmu, w oparciu o badania ponad tysiąca respondentów. Badani odpowiadali na pytania dotyczące ich najbardziej


zapamiętałych i najważniejszych przeżyć seksualnych. Książka pozwala spojrzeć fachowym okiem na fantazje erotyczne, które po wnikliwej analizie okazują się mówić o nas więcej niż przypuszczamy. Książka „Passionate marriage” Davida Schnarcha - jednego z pionierów w dziedzinie badań nad seksualnością w kontekście stałych relacji, przewraca do góry nogami stereotypowe myślenie o „pożyciu małżeńskim”. Schnarch przedstawia metody terapeutyczne, pomagające jego klientom tworzyć dojrzałe, namiętne związki. Twierdzi, że pożądanie do długoletniego partnera wymaga odwagi i umiejętności, które jesteśmy w stanie wypracować z wiekiem. Tym samym obala stereotyp, mówiący że seks to domena okresu młodości i beztroski. Sterta książek w walentynkowym prezencie może co poniektórych rozczarować, więc w moim pudełku z prezentami znajdziecie też super-gadżet. Dla fanów zabawek erotycznych i/lub nowinek technicznych, mam na walentynki Lovely. To seks-zabawka przyszłości. Pierścień erekcyjny z wibratorem, połączony z aplikacją, która łączy działanie pierścienia z zaawansowaną edukacją seksualną. To dopiero bajer w stylu „new romantic”! Misją Lovely Inc. jest poprawa jakości życia seksualnego ludzi na całym świecie w prosty i naturalny sposób, dzięki wykorzystaniu wiodących technologii. Zabawka z funkcją edukacyjną, ale dla dorosłych. Do tej pory tę funkcję spełniała bardzo często pornografia. Oglądanie pornografii może pełnić funkcję rekreacyjną, może być inspirujące, ale jest bardzo kiepskim seks-edukatorem. Powód jest prosty. Pornografia to filmy, a w filmach pokazywane są aktywności seksualne, które fajnie wyglądają na ekranie, ale niekoniecznie są przyjemne. Lovely wychodzi na przeciw potrzebie wzmocnienia wrażeń zmysłowych i jednocześnie zachęca pary do seks-eksploracji. Pierścień ma wbudowany czujnik, który łączy się z aplikacją za pomocą bluetootha i dostarcza parze spersonalizowanych sugestii, jak wzbogacić i urozmaicić ich pożycie. W dodatku Lovely wymyślił Polak - Jakub Konik. A ja - też Polka własnoręcznie dołożyłam starań, aby w aplikacji znalazły się porady z dziedziny inteligencji erotycznej. Bez względu na to, czy właśnie szukacie pomysłów na walentynkowy wieczór, zgodny z oczekiwaniami popkultury czy może (też) uważacie, że walentynki to straszna wiocha - zachęcam do wykorzystania tego święta, jako inspiracji do wnikliwego, przyjrzenia się namiętności i poszukiwania mądrej wiedzy o związkach. Mam nadzieję, że moje wyznania poruszają, a prezenty się spodobają. Mam jeszcze życzenia: jeśli chcecie aby wasze związki cieszyły się romantyzmem i gęstą, erotyczną atmosferą, która nie zanika i nie pojawia się tylko od święta - nie poddawajcie się potocznym, pesymistycznym przekonaniom. Buczenie w poduszkę i malkontenctwo zostawmy internetowym pseudo-ekspertom, a sami weźmy do ręki coś nasiąkniętego konkretną wiedzą. Dajmy się zainspirować, nie narzekać, lecz wziąć sprawy w swoje ręce - dosłownie!

Antonina Dębogórska Źródła: ourlovely.com Esther Perel w „Inteligencja Erotyczna” tłum. Magdalena Zielińska „Passionate marriage” David Schnarch „Erotic mind” Jack Morin „Czy miłość trwa wiecznie. Dzieje namiętności na przestrzeni wieków”. Stephen A. Mitchell. Tłum. Anna Boniczewska Psychologia Miłości” Bogdana Wojciszke.


Rewolucja

w sprzedaży online

Klienci

Marki

Osoby nie mające czasu na klasyczne zakupy, dzięki aplikacji mogą w krótszym czasie przymierzyć i uzyskać dostęp do większej ilości odzieży.

Dla marek odzieżowych aplikacja jest nowym kanałem kontaktu z klientem, jak również źródłem wiedzy o nim.

Jak działa

?

Aplikacja

Aplikacja Try On daje możliwość przymierzenia online ubrań i biżuterii. Odpowiada na potrzeby klientów, którzy preferują zakupy w internecie, a tym, którzy wciąż korzystają z tradycyjnych sklepów pomaga zlokalizować produkt w sklepie stacjonarnym. Z drugiej strony - Try On to aplikacja, która pomaga markom dotrzeć do szerszego grona klientów oraz lepiej poznać gusta swoich odbiorców.

Wygoda dla klienta

Jeśli robisz zakupy przez internet, aplikacja Try On będzie dla Ciebie niezbędna. Żeby móc wirtualnie przymierzyć spodnie, wystarczy, że zrobisz sobie zdjęcie lub wybierzesz jeden z awatarów. Na jego podstawie zobaczysz, jak będziesz wyglądał w wybranym przez siebie modelu. To jednak nie wszystko! Aplikacja Try On umożliwia polubienie danego produktu, dzięki czemu będziesz mógł otrzymać spersonalizowany kupon rabatowy oraz dostaniesz informacje na temat promocji podobnych produktów. Nie musisz obawiać się nadmiaru maili czy smsów - wszystkie informacje będą do Ciebie przesyłane za pośrednictwem aplikacji. Ponadto, jeśli polubisz w Try On dany produkt, aplikacja poinformuje Cię, jeśli będzie on akurat dostępny w sklepie,

obok którego będziesz przechodził. Geolokalizacja ułatwi zakup wybranego produktu w sklepie stacjonarnym wszystkim tym, którzy w swoim życiu łączą nowoczesne technologie z przywiązaniem do tradycyjnych zakupów. Try On proponuje także porównanie cen wybranego produktu w różnych sklepach oraz zaproponuje nam podobne stylizacje, wedle dokonanych już przez nas wyborów.

Nowe możliwości

dla sprzedawców Try On App przeznaczona jest dla marek odzieżowych oraz jubilerskich. Jeśli jesteś kontrahentem, aplikacja Try On pomoże Ci w analizie profilu docelowego klienta. Poprzez liczbę polubień i przymierzeń danego produktu oraz poprzez geolokalizację, możesz efektywnie usprawnić sprzedaż. Posiadając informacje na temat najczęściej wybieranych stylizacji, dowiesz się, jakie ubrania cieszą się największą popularnością i w efekcie - jakie są gusta Twoich klientów. Będziesz mógł wysyłać do swoich odbiorców wiadomości oraz spersonalizowane kupony rabatowe. Wszystkie te możliwości sprawiają, że poznasz lepiej gusta swoich obecnych oraz potencjalnych klientów, a także zyskasz nowych, którym z powodzeniem zaproponujesz interesującą ich ofertę. Try On App tworzy komunikację na linii marka - klient, co jest pomocne zarówno dla kupującego, jak i sprzedającego.

kontakt@tyron.pl | www.tyron.pl 34


% ULICA BOCHENSKA 7 KRAKÓW

10.02.2018 SOBOTA GODZ. 18:00-22:00

NIGHT SALE RE/OPENING


MOTO

CLASSIX

NOUVEAUX

Mimo zalewu nowatorskich form nadwozia, którymi producenci zapełniają kolejne nisze wśród nabywców aut, wciąż istnieją firmy wierne prastarej recepcie na klasyczne, rasowe coupe. Classix Nouveaux - taką zbitką słów, będących zresztą nazwą jednego z najbardziej znanych w Polsce zespołów stylu „new romantic”, można określić jeden z ostatnich modeli producenta ze Stuttgartu. Mercedes E400 Coupe 4Matic, bo o nim tu mowa, jest doskonałym dowodem na to, jak pełen smaku może być klasyczny samochód dosmaczony współczesnymi „przyprawami”. Mercedes-Benz , jedna z najstarszych motoryzacyjnych firm świata, ma w swoim dorobku wiele szykownych

36

modeli z nadwoziem coupe. Służyły one do romantycznych podróży, nigdy nie były absolutnie praktyczne i utylitarne. Zajmując miejsce we wnętrzu zauważam kolejny przykład nowoczesnej klasyki - miejsca jest tu znacznie więcej niż w rodowych poprzednikach - modelach 280 SL Pagoda, 300 SL, SLC czy CL. Mercedes E400 Coupe 4Matic prezentuje się wyjątkowo dojrzale w każdym z aspektów. Stanowi udaną próbę zaprzeczenia popularnemu hasłu przeciwników nadwozi coupe, które brzmi „mniej za więcej”. Co należy tłumaczyć: „dostaniesz mniej samochodu za więcej wydanych pieniędzy”. Rozważny i romantyczny – tak można by można o nim powiedzieć. Ale też

silny i łagodny. Mercedes E400 Coupe 4Matic ma 333 konie mechaniczne dostępne z silnika V6 o pojemności trzech litrów, „karmione” podwójnymi turbosprężarkami i przenoszone przez dziewięciobiegową przekładnię 9G-Tronic na cztery stale napędzane koła. To, w połączeniu z potężnym momentem obrotowym 480 Nm, absolutnie wystarcza, by zbudować szybkość i każdy manewr na drodze wykonać delikatnym muśnięciem pedału gazu. Wyciszenie nadwozia i pneumatyczne zawieszenie sprawiają, że nawet gwałtownym przyspieszeniom towarzyszy jedynie delikatny bulgot silnika, przypominający nieco klasyczne jednostki V8.


Oczywiście jak każdy większy samochód, Mercedes E400 Coupe 4Matic najlepiej odnajduje się na szerokich drogach z łagodnymi zakrętami, ale w jego przypadku zjazd na kręte odcinki nie oznacza dyskomfortu. Napęd 4Matic również w takich warunkach działa bardzo dobrze. W momencie gdy obciążone większą masą koła przednie zbliżają się do granicy podsterowności, dodanie większej dawki gazu powoduje transmisję momentu na tył i zgrabnie wyprowadza nielekkie przecież auto na właściwy tor jazdy. Nie przeszkadza w tym wcale elektryczne wspomaganie układu kierowniczego. By osiągnąć jednak pełną satysfakcję z prowadzenia warto zagłębić się w menu serwowane na multimedialnym

ekranie. Poznając kolejne stopnie wtajemniczenia na temat ustawień podzespołów samochodu (napędu, zawieszenia, układu kierowniczego} osiągam niemal stan motoryzacyjnej nirwany. Aby go zachować na dłużej, także wtedy gdy (niestety) będę się musiała rozstać z użyczonym przez Mercedes-Benz Polska samochodem, nastawiam na ekranie nawigacji adres: Manor House SPA. Tam właśnie w otoczeniu romantycznego parku i średniowiecznego Pałacu Odrowążów można wzmocnić holistyczne spojrzenie na świat. W tym miejscu Mercedes E400 Coupe 4Matic czuje się jak w domu. Na jego przykładzie teoria zakładająca, że świat stanowi

MOTO

całość, niedający się sprowadzić do sumy części, a zjawiska tworzą układy całościowe, sprawdza się wyśmienicie. To zresztą prawda obecna także w innej dziedzinie. Przygotowująca mnie do sesji fotograficznej wizażystka Kamila Patyna (mistrzyni Polski wizażystków 2016) połączyła w moim makijażu wiele faktur i kontrastujących ze sobą odcieni. Dzięki temu niebanalnemu połączeniu uzyskałyśmy awangardowy, ale też romantyczny look. Inspirując się ikonami stylu new romantic, postawiłyśmy mocny akcent na make up, co dało nam wyraźny, ostentacyjny efekt, który w latach 80. był bardzo pożądany. A gdy zapada zmrok i pora udać się w dalszą podróż, jeszcze raz można poczuć miłość do Mercedesa E400 Coupe 4Matic. Także za sprawą LED-owych reflektorów, wykorzystujących 84 segmenty świetlne oraz inteligentnie zapobiegających oślepianiu. Wyczarowują prawdziwą światłość. Czy można się jeszcze dziwić, że gwiazdy, także te spod znaku new romantic kochają nocne niebo?

LUIZA DOROSZ heelsonwheels.pl Foto: Patr yk Patynowsk i Mua: K amila Patyna Włosy: Iwona Kaim Stylizacja: Kinga Wcisło Buty: Carinii

37


39


NEWSY Fo t o : Z o s i a P r o m i n s k a | W ł o s y : To m a s z G o r e c k i Modelka: Klaudia Szcepanek/ Division | Asystent: Ginger Slaughter

PRZYPŁYW CIEPŁYCH EMOCJI Gdy wypowiadamy słowa Berenika Czarnota, od razu przychodzą na myśl dzianiny, w których specjalizuje się projektantka. Choć minęło już 20 lat od jej debiutu, nigdy nie poczuliśmy znużenia tą fascynacją. Najnowsze projekty Czarnoty, ujęte na doskonałych zdjęciach Zosi Prominskiej, są jak przypływ ciepłych emocji. Otulające sylwetkę swetry aż zachęcają, by obecną porę roku spędzić w najbardziej mroźnych rejonach. Takich, w których surowa biel śniegu będzie pięknie kontrastować z czerwienią, pomarańczem czy niebieskimi akcentami. Projektantka doskonale wie, że duszę rozgrzewa nie tylko materiał, lecz także kolor. A przy okazji doskonale czuje trendy. Oversize’owe sylwetki, długie rękawy, grube golfy – z jednej strony odbijają to, co dzieje się na wybiegach, z drugiej są bardzo użyteczne, zakrywając ciało przed zimowym chłodem.

40


NEWSY MUA: @atodua | Model: @nberadse | Foto: @k ikoshoot

SPOTKANIE WSCHODU Z ZACHODEM

42

Instagram przynosi wiele niezwykłych odkryć. Jednym z nich jest gruzińska marka Janashia, w której zachwyciło nas wszystko, od materiałów, przez krój, po sesję zdjęciową.

modę w swoim kraju. Dzięki wyczuciu stylu i trendów zyskała uznanie w oczach gruzińskich klientek. Dzięki temu rozwinęła markę na tyle mocno, by w ostatnich latach rozpocząć jej promocję poza granicami.

Markę tworzy projektantka Gvantsa Janashia, która ma za sobą gruntowne studia z projektowania mody w Paris American Academy. W 1993 roku, po powrocie z Francji, otworzyła własną markę, będąc jednym z pionierów nowoczesnego spojrzenia na

Kolekcja SS18, którą prezentujemy, powstała na przecięciu najnowszych trendów. Znajdziemy tu asymetryczne cięcia i zaburzone proporcje, które objawiają się przede wszystkim w przeskalowanych ramionach. Janashia nie boi się łączyć tkanin,

zestawiając mocne, garniturowe odmiany z tymi zwiewnymi, romantycznymi. Uwagę zwracają dodatki, zwłaszcza te w kolorze nasyconej żółci – botki na niskiej szpilce oraz torebka, która przypomina orientalne bukłaki. W tych projektach łączy się myślenie na temat mody Wschodu z Zachodem, tworząc nową, inspirującą jakość.

janashiastore.com


NEWSY zdjęcia: mat. promocyjne

AFIRMACJA ŻYCIA Kata Haratym, absolwentka SAPU, pokazała nową, niezwykle dojrzałą kolekcję Party Anima. Inspirowana jest królestwem zwierząt, afirmacją życia, zdolnością do przetrwania oraz radością samą w sobie. Projekty wykorzystują syntetyczną skórę i materiały imitujące futro. Część prac przetwarza ponownie materiały znalezione w sklepach z odzieżą używaną.

44

- Nie szkicuję sylwetek tylko modeluję tkaniny upinając je na manekinie, w ten sposób widzę jak kształt układa się na ludzkim ciele. Formy ubrań nawiązują do stylistyki disco lat 80. oraz imprez w latach poprzedzających rok 2000. Tym razem, zebrałam żywe kolory, zróżnicowane powierzchnie i tekstury - niektóre z nich mają zwierzęce wzory. Kolekcja skierowana jest do odważnych osób, które nie lubią ginąć w tłumie - mówi Kata Haratym.

W jej projektach spotykają się najnowsze trendy: sztuczne futro, asymetryczne cięcia, lampasy, a przede wszystkim umiejętność efektownego łączenia kolorów.


P e r f e k c y jn ie z a c z y n a m s w ó j d z ie ń d z ię k i M o s s

Znajdź nas na Facebooku i Instagramie ul. Prochowa 9 31-532 Kraków t. +48 12 446 90 09 moss.krakow.pl cammy.com.pl


NEWSY zdjęcia: mat. promocyjne

MINIMALISTYCZNE MAZAKI Zdjęcie jej kolekcji dyplomowej zdobiło naszą okładkę trzy lata temu. Teraz mamy przyjemność przedstawić jej nową markę Mazaki. Założyła ją Monika Wierzchowska, utalentowana absolwentka Szkoły Artystycznego Projektowania Ubioru w Krakowie. Mazaki to ubrania i akcesoria produkowane w krótkich seriach. Marka stawia na proste

46

formy i dopracowane detale, wśród których uwagę zwracają przede wszystkim niebanalne, autorskie tkaniny. Pierwszym produktem była warstwowa parka. Pomiędzy dwoma warstwami materiału znajdowały się wielobarwne nitki układane w niepowtarzające się wzory. Marka szyje w Polsce, wspierając lokalny biznes. Mazaki proponują również spodnie oraz plecak, wpisujące się w duch modnego minimalizmu. Domi-

nują jasne, ciepłe kolory, które sprawdzą się pod każdą szerokością geograficzną, nawet w Japonii. W końcu nazwa Mazaki brzmi trochę azjatycko. Produkty można kupić m.in. w Forum Mody w Krakowie lub zamówić przez stronę internetową. hellomazaki.tumblr.com


R O Z M O WA

ALE Z ZACIĘCIEM DO DAWNYCH CZASÓW

Gratulacje znalezienia się na bilbordach Galerii Kazimierz jako jedna z jej twarzy. Jak to jest widzieć się na plakatach, co czułaś? - Na początku ogromne obawy. Nie należę do odważnych osób. Od zawsze wolałam stać z boku i w ciszy pracować. Kiedy otrzymałam propozycję współpracy z Galerią Kazimierz, byłam w totalnym szoku. Teraz wiem, że moje lęki były zupełnie nieuzasadnione… Odezwało się do mnie mnóstwo osób, które chciały szepnąć mi choć małe, dobre słowo. Czuję wdzięczność, że ludzie poza twarzą widzą coś więcej – mnie ze wszystkimi emocjami! To dla mnie niezwykle ważne. Dzięki takim relacjom doświadczyłam niesamowitego wsparcia i czystej, pozytywnej energii. Mówisz o tym, że wolałaś stać z boku, ale przecież jesteś autorką popularnego bloga o modzie, życiu i motywacji. Gdy zaczynałaś go publikować musiałaś przełamać pewną barierę, czy Tobie to przyszło naturalnie? - To było dosyć naturalne. Już jako dzieciak fotografowałam się nawzajem z moją koleżanką. Później mój brat kupił aparat, ponieważ był zafascynowany naturą. Jego pasja jednak szybko przeminęła, a ja ten moment wykorzystałam… Pamiętasz chwilę, kiedy zdecydowałaś się na prowadzenie bloga? Co to był za impuls? - Oj tak, doskonale! To był mroźny, zimowy wieczór. Siedziałam na łóżku w studenckim mieszkaniu i przygotowywałam się do sesji na studiach psychologicznych. Wokół mnie panował niezły chaos. Czułam się przytłoczona nadmiarem obowiązków i poszukiwałam miejsca, gdzie mogłabym uwolnić swoje emocje, złapać kontakt ze światem, który od dawna grał w mojej duszy. Wtedy opublikowałam swój pierwszy post, to było prawie osiem lat temu… Dużo się zmieniło od tego czasu. A Twój pierwszy sukces związany z blogiem? Coś co cię bardzo mocno zmotywowało i powiedziało - to jest to, czym warto się zająć? - Tak naprawdę blog to jedna wielka niespodzianka od życia. Jestem wdzięczna za każdą znajomość, mnóstwo ciepłych wiadomości, kreatywne projekty i świadomość, że zawsze warto próbować, bo nigdy nie wiadomo co kryje się za rogiem… Pamiętam swój pierwszy wyjazd (po niecałym roku prowadzenia bloga) w ramach jakiejś akcji do Bielska Białej, gdzie poznałam dużo osób z tego środowiska. To był ten moment, kiedy poczułam, że chcę to robić…przede wszystkim dla siebie, nawet jeśli zawodowo zostanę psychologiem. Po drodze wydarzyło się jednak o wiele więcej niż mogłam wtedy przypuszczać. Zaczęłam pisać i w ten sposób nawiązałam bliską więź z moimi Czytelnikami. Otworzyłam się

48

zdjęcia: Archiwum Cammy

KAMILA MRAZ OSIEM LAT TEMU ZACZĘŁA SWOJĄ PRZYGODĘ Z PROWADZENIEM BLOGA CAMMY. Z HOBBY ZMIENIŁA SIĘ ONA W SPOSÓB NA ŻYCIE, KTÓRY PRZYNIÓSŁ KAMILI GRONO WIERNYCH FANÓW, MNÓSTWO SATYSFAKCJI ORAZ SZANSĘ OBEJRZENIA SIEBIE NA BILBORDACH REKLAMOWYCH. O TYM WSZYSTKIM ROZMAWIA Z RAFAŁEM STANOWSKIM.


49

R O Z M O WA


R O Z M O WA

i zrozumiałam, że blog to nie tylko moje miejsce… To świat, do którego chcę zapraszać również inne wrażliwe dusze. Te wrażliwe dusze mogą nie tylko czytać Twoje teksty, ale także oglądać wysmakowane zdjęcia. Zdradź, kto jest ich autorem? - Bardzo dziękuję. Przy zdjęciach zawsze towarzyszy mi Mąż, uwielbiamy wspólnie pracować. Często nie musimy nic mówić, aby wiedzieć, jaki efekt pragnęliśmy uzyskać. To niezwykle ważne. On potrafi uchwycić małe, proste momenty, a ja zajmuję się delikatną obróbką w stylu vintage, który jest niezwykle bliski mojej „starej duszy”. No właśnie, duch vintage’u przenika mocno Twój blog. Powiedz, kiedy dotarło do Ciebie, że tak wygląda Twoja, indywidualna estetyka? - Przez kilka lat prowadzenia tej strony poszukiwałam siebie, zastanawiałam się, co jest najbliższe mojemu sercu. Gdzie ja, jako człowiek, jestem w tym wszystkim? I w końcu - czy jako kobieta, psycholog, normalna dziewczyna, mogę coś wartościowego przekazać…? Wtedy natknęłam się na książkę Agnieszki Maciąg, która w piękny i głęboki sposób opisywała swoje doświadczenia od załamania, poczucia pustki, do spełnienia i życia w zgodzie ze sobą, gdzie panuje spokój i kojąca cisza. Jej słowa poruszyły mnie… Zaczęłam tworzyć w zgodzie z tym, co odczuwa moja nadwrażliwa dusza i jak interpretuję własną codzienność, a moje zdjęcia dopiero wtedy stały się ich prawdziwym uzupełnieniem, brakującym elementem mojej estetyki, która drzemie w każdym wpisie. Czasem mam wrażenie, że powinnam żyć w innych czasach. Jak bardzo jesteś konsekwentna w byciu w zgodzie ze swoim stylem? Czy to jest trudne? - Bardzo miło mi to słyszeć! Dziękuję. Ta estetyka dojrzewała razem ze mną. Na przełomie ośmiu lat zmieniłam się ja, moje postrzeganie otoczenia, podejście do życia, styl i smak. Obecnie to jest dla mnie naturalne, bo po prostu taka jestem. Nowoczesna, ale z zacięciem do dawnych czasów. Uwielbiam szerokie spodnie z wyższym stanem, bufki, apaszki, berety… Bloger jest wystawiony na pokusę popularności, by spełnić oczekiwania swoich fanów i potencjalnych sponsorów. Jak sobie z tym radzisz? - Staram się za dużo o tym nie myśleć. W głowie mam wyznaczoną granicę własnej prywatności. I trzymam się jej. Poprzez bloga i kanały społecznościowe pragnę przekazywać swój punkt widzenia i inspirować do pełnego życia, bo na swoim przykładzie wiem, że jest to niezwykle istotne, aby naprawdę poczuć, że żyjemy. Przychodzą mi tutaj na myśl słowa Agnieszki Maciąg: Nieważne w jakim świecie żyjemy, ważne jaki świat żyje w nas. Kiedyś blogi były hobby, dziś stały się sposobem na życie i biznesem - jak to jest w Twoim wypadku? - U mnie również przez wiele lat to było hobby, sposób na odreagowanie, zabawa. Ostatnie trzy lata przyniosły wiele zmian, a rok 2017 był bardzo pracowitym czasem. Nie mam pojęcia, ile godzin spędziłam przed laptopem, o ile za dużo wypiłam kaw i nadgryzłam niczemu niewinnych paznokci. Często nie umiałam, nie wiedziałam albo zwyczajnie nie radziłam sobie. Wiele razy miałam naprawdę dosyć. Jednak wciąż podnosiłam poprzeczkę i wymagałam od siebie więcej. Rok temu założyłam własną działalność gospodarczą,

50


R O Z M O WA

co wywołało we mnie przyjemne uczucie satysfakcji, ale też bardzo szybko doświadczyłam na własnej skórze, ile to kryje w sobie pracy. Gdyby nie pomoc mojego kochanego męża, sama nie dałabym rady z tak częstym tworzeniem wpisów, przygotowywaniem zdjęć, analizowaniem treści przychodzących od firm, pozyskiwaniem stałych partnerów, rozliczeniami, umowami i wieloma, wieloma innymi niezwykle ważnymi czynnościami, które bywają bardzo frustrujące, ale są konieczne do właściwego funkcjonowania mojej rozwijającej się działalności. Ludzie, którzy wierzą w hasło „rób to, co kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia w swoim życiu” chyba jeszcze nie wiedzą, co czynią. Każda praca, nawet ta najbardziej uwielbiana, staje się w pewnym momencie obowiązkiem. I tylko od nas zależy, w jaki sposób będziemy kierować własną głową, aby nie zatracić motywacji do działania. A bez szefa nad głową bardzo łatwo o pracoholizm lub prokrastynację. Coś o tym wiem! Bloger lifestyle’owy musi ciągle poszukiwać interesujących ubrań, lokacji, akcesoriów. W jaki sposób ich szukasz? - Najczęściej dzieje się to intuicyjnie. Uwielbiam odwiedzać vintage sklepy, ale nie rezygnuję też z popularnych sieciówek. Teraz, kiedy wiem w czym czuję się najlepiej, idzie mi to zdecydowanie łatwiej. Kiedyś zbyt dużo eksperymentowałam i chyba zawsze kończyło się to małą katastrofą stylizacyjną. Media społecznościowe pączkują, nieustannie wymyśla się nowe aplikacje. To wymaga dużej elastyczności i odkrywania nowych technologii, jak sobie z tym radzisz? - Wciąż i na nowo przełamuję swoje bariery. Kiedyś nie wyobrażałam sobie mówić do telefonu, teraz szczególnie podczas wyjazdów, udaje mi się to błędne przekonanie zmienić. To niezwykle zbliża do Czytelników i w ten sposób mogę im „na świeżo” przekazać własne emocje, opowiedzieć o miejscu, w którym jestem. Nowe technologie bywają bardzo pomocne, ale musimy wiedzieć, które są dla nas. Nie korzystam z tych, które nie pasują wewnętrznie do mnie. Często wspominasz swoich Czytelników. Jak często, tworząc bloga, sugerujesz się ich sugestiami? - Jestem w stałym kontakcie z Czytelniczkami i staram się odpowiadać na każdą otrzymaną wiadomość. Najczęściej dotyczą one prywatnej sfery, dlatego inspiruję się nimi dopiero w momencie, kiedy otrzymam taką zgodę. To dzieje się jednak dosyć często. Twoje życie stało się mocno związane z internetem, który jest medium wirtualnym, w więcej nie do końca istnieje. Czy myślałaś kiedyś, co by było, gdyby to wszystko w jakiś sposób zniknęło? - Nie ukrywam, że pojawiają się czasem takie myśli w mojej głowie. Kiedyś panikowałam… Teraz mam pewien mały plan. Wiem, że kontakt z moimi Czytelniczkami jest szczery i prawdziwy, dlatego najprawdopodobniej chciałabym go kontynuować. Wierzę, że dałoby się go przenieść także na realny grunt. A prowadzenie warsztatów z rozwoju osobistego byłoby czymś, w czym może potrafiłabym się odnaleźć? Czy Twój pies często asystuje przy tworzeniu bloga? - Zawsze! Uwielbiam go! Decyzja o adopcji psa była jedną z najlepszych w naszym życiu. Polecam każdemu! R o z m a w i a ł R A FA Ł S TA N O W S K I

51


53


54


55


56


57


58


59


S T R E E T FA S H I O N

Street is fashion MR. FACELESS PODGLÄ„DA ULICE FLORENCJI W CZASIE PITTI UOMO 2018 MRFACELESS.PL

60


61

S T R E E T FA S H I O N


BLOGERZY

DZIEWCZYNA W WIELKIM MIEŚCIE

SYLWIA DOLORES MICHALIK NA INSTAGRAMIE ZNANA JEST BARDZIEJ JAKO GIRL FROM TOWN, DZIEWCZYNA Z MIASTECZKA. NIECH WAS JEDNAK NIE ZMYLI TEN NICK, BOWIEM TO RACZEJ DZIEWCZYNA W WIELKIM MIEŚCIE, O CZYM ŚWIADCZĄ JEJ DOPRACOWANE STYLIZACJE.

Influencerka nie stawia na ekstrawagancki, szalony styl. Jej estetyka jest o wiele bardziej subtelna, wpisana w najnowsze trendy, ale nigdy im się wprost nie poddaje. Dominują raczej szarości, beż, czerń, przełamane mocniejszymi akcentami, ot choćby modną teraz czerwienią. Często w roli głównej lub drugoplanowej pojawia się krata i pepitka, widać że styl Sylwii mocno przeniknął duch angielskiej ulicy, z którą zresztą spotyka się na co dzień, mieszkając na Wyspie.

62

Nie dostrzeżemy tu jednak nachalnego uwodzenia spojrzeń mijanych przechodniów, nie o to zupełnie chodzi. Sylwia często odwraca wzrok od obiektywu, ukrywa się za ciemnymi okularami lub rondem kapelusza. Ci, którzy znają blogerkę w realu, wiedzą że to nie poza, lecz skromność. A zarazem świadomość, że dobre zdjęcie na Instagramie wcale nie musi pęcznieć od wypiętych ust.

Sekret popularności, która w tej chwili przyniosła jej 50 tys. obserwatorów, kryje się w wysmakowanych detalach. Jeśli pokazuje plakat, to Celine, często sięga też po markę Loewe, podziwia sztukę Henri’ego Matisse, a w torbie ukrywa nowy numer Vogue (mamy nadzieję, że też kiedyś znajdzie się tam nasz magazyn). Nie zamierza zdobywać popularności na siłę, lecz kreuje gusty, pokazując to, co jej w duszy gra.


63

zd j Ä™ c i a : a rc h i w u m G i r l f o m Tow n

BLOGERZY


NEW ROMANTIC

OWIE,

BROKAT I SYNTEZATORY

Zanim jednak goście oddali się muzycznym szaleństwom na parkiecie, musieli przejść selekcję. Pilnujących wejścia do klubu ochroniarzy nie dało się jednak przekupić zasobnością czyjegoś portfela, gdyż w Blitz Club kartą przetargową mogły być tylko dziwaczny styl i charyzma. Dla „makijażowych laików” i wielbicieli szarych kolorów stanie w długiej kolejce przed klubem było tylko stratą czasu. Zamiast śpiewać z Bowiem: You kiss me. With your kiss my life begins…, co najwyżej mogli pocałować klamkę Blitz. Zresztą nie byle jacy goście byli już odprawiani z kwitkiem - legendą stało się nieprzepuszczenie przez bramkę Micka Jaggera. Powód? Podobno wygląd lidera The Rolling Stones był „zbyt normalny” jak na oczekiwania klubu. Kto miał bilet wstępu od ręki? „Blitz Kids” - ekstrawaganccy „nowi romantycy”.

NOCE BOWIEGO Dzieci klubu Blitz miały dość jazgotliwego punk rocka. Haseł „no future”, „wściekłości i brudu” oraz buntowników w niedbałych fryzurach i podartych spodniach. Od rozstrojonych gitar Sex Pistols wolały dźwięki syntezatora, instrumentu wówczas „zakazanego” na scenie rocka. Niekonwencjonalne taneczne rytmy świetnie współgrały ze stylem klubowiczów. Punkowe uniformy, z mnóstwem agrafek i łańcuchów, zastąpiły wymyślne kostiumy - ubrania we wszystkich kolorach tęczy, o fantazyjnych krojach, pełne ozdób, takich jak żaboty, koronki czy kokardy. Ekstrawaganckie i teatralne stylizacje uzupełniały wysokie buty i różnorodne nakrycia głowy. Dopełnieniem romantycznego anturażu były starannie dopracowane fryzury oraz precyzyjnie wykonane makijaże. Do cyklicznych imprez organizowanych przez Steve’a Strange’a i Rusty’ego Egana - późniejszych członków grupy Visage,

64

przygotowywano się z tygodnia na tydzień. Klubowicze (wśród nich głównie studenci artystycznych szkół - St Martin’s School oraz Central School) kupowali materiały, z których szyli nowe kostiumy, przerabiali stare ubrania i dobierali do nich niekonwencjonalne dodatki. Tutaj zawartość portfela nie miała żadnego znaczenia - brak pieniędzy na nowe ubrania tylko wzmagał kreatywność i pobudzał wyobraźnię. - Hymnem klubu była piosenka „Heroes” Bowiego. Dlatego, że „choć przez jeden dzień” mogłeś wyglądać tak jak chcesz i być kimś więcej niż to, co oferuje ci Wielka Brytania wyznał Rusty Egan w rozmowie z magazynem „The Guardian” z 2010 roku. Na wygląd klubowiczów niemały wpływ miała oczywiście fascynacja glam rockiem i androgynicznym wizerunkiem Ziggy’ego Stardusta. Podobnie jak postać wykreowana przez Davida Bowiego, goście Blitz przełamywali stereotypy związane z płcią kulturową. Mężczyźni nie stronili od kolorowych cieni do powiek, sukienek czy obcasów - w klubie Strange’a i Egana można było wyrażać siebie na mnóstwo różnych sposobów. A co na to sam Bowie? Przy okazji pracy nad teledyskiem do Ashes To Ashes z albumu Scary Monsters (and Super Creeps) zaprosił na plan swojego klipu Steve’a Strange’a oraz kilku stałych bywalców klubu. Ten epizod wyraźnie przyczynił się do jeszcze większej popularności Blitz Club, a tym samym stał się momentem narodzin subkultury New Romantic.

„WSZYSCY ZNIKAMY W SZAROŚCI…” Chłodnym, elektronicznym rytmom, będącym wówczas niespotykaną mieszanką rocka i popu, towarzyszyły pełne nostalgii i melancholii teksty. Wszyscy znikamy w szarości… - śpiewali członkowie grupy ,

formacji założonej przez Steve’a Strange’a, która zyskała popularność, dzięki przebojowi Fade To Grey pod koniec 1980 roku. Wkrótce z duchem nowego nurtu poszli kolejni artyści, wśród których nie zabrakło stałych bywalców Blitz. W tym gronie pojawił się niejaki George Alan O’Dowd, znany pod pseudonimem Boy George, wokalista Culture Club, niegdyś pracujący jako szatniarz w słynnym londyńskim klubie. Kolejnym produktem czasów „new romantic” była grupa Spandau Ballet, która wypłynęła, dzięki przebojowi To Cut a Long Story Short. Niektórzy są jednak zdania, że do największej popularności tego nurtu przyczyniła się grupa Ultravox ze swoim kultowym albumem Vienna i tytułową piosenką uznawaną za hymn „new romantic”. Nowofalowe brzmienia idealnie korespondowały z charakterystycznym stylem artystów. Jak opisał ich kiedyś Tomasz Beksiński, niektórzy piewcy „new romantic” z powodzeniem pełnili rolę efektownych wieszaków na kolorowe ciuchy, przez co stali się dyktatorami mody (vide Duran Duran). A jednak moda ma już taką naturę, że często bywa zmienna - tak wyrazistej stylistyce ciężko było utrzymać się na pozycji najgorętszego trendu. Efekt był taki, że po kilku latach popularności artystom trudno było znaleźć nowy język i wymyślić coś równie wyrazistego. Nie da się jednak zaprzeczyć, że po tej muzycznej efemerydzie pozostało całkiem sporo dobrych utworów, które do dziś lecą z głośników na wielu imprezach. Kamila Żyżniewska

fot: (1) Ste ve Strange, fragm. teledysk u Visage, Fade to Gre y / Universal M usic I nter national Ltd ( 2 ) S t e v e S t r a n g e z B o y ’e m G e o r g e m / ź r ó d ł o : w w w. s t e v e s t r a n g e . o r g

KONIEC LAT 70. W LONDYŃSKIEJ DZIELNICY COVENT GARDEN. WOKÓŁ MNÓSTWO TEATRÓW, NA PIERWSZYM PLANIE GMACH SŁYNNEGO ROYAL OPERA HOUSE, ALE UWAGĘ MŁODYCH LUDZI ŚCIĄGA ZUPEŁNIE INNE MIEJSCE. DOOKOŁA NIEGO USTAWIAJĄ SIĘ TŁUMY. CZEKAJĄ NA TO SAMO CO TYDZIEŃ TEMU - WTORKOWĄ NOC Z MUZYKĄ DAVIDA BOWIEGO.


Gabinet Estetyki Ciała @gabinetestetykicialaorchidea

@gabinet_estetyki_orchidea

Gabinet Estetyki Ciała Orchidea ul. Solskiego 10, 32-005 Niepołomice www. gabinet-orchidea.pl


ECO MODA SZAFY PEŁNE UBRAŃ, NOWE TECHNOLOGIE I INNOWACYJNE SPOSOBY ZAKUPÓW SPRAWIAJĄ, ŻE DUŻO ŁATWIEJ JEST NAM NABYWAĆ NOWE DOBRA. NIEDAWNO ZAFASCYNOWAŁA NAS MOŻLIWOŚĆ DRUKOWANIA UBRAŃ Z DRUKARKI 3D W DOMOWYM ZACISZU, A W KOLEJCE JUŻ CZEKAJĄ KOLEJNE POMYSŁY ODMIENIAJĄCE NASZE GARDEROBY I NAWYKI KONSUMENCKIE. A CO, GDYBY ODWRÓCIĆ SIĘ, ZROBIĆ KROK W TYŁ I ZAMIAST TWORZYĆ WIĘCEJ, WYKORZYSTAĆ TO, CO JUŻ JEST?

ZERO WASTE I SHARING ECONOMY W MODZIE W oparciu o podstawy sharing economy powstała pierwsza w Polsce Biblioteka Ubrań. Swój początek ma jednak w jeszcze szerszym pojęciu – polityce zero waste, która sprowadza się do tego, że wszystkie rzeczy używane w domu i w pracy mogą być wielokrotnie wykorzystywane na kilka

66

sposobów. Jej skutkiem jest maksymalne zmniejszenie produkcji odpadków. Marta Niemczyńska, jedna z założycielek Biblioteki Ubrań, mówi, że sercem zero waste jest minimalizm i rezygnacja z rzeczy, które są nam niepotrzebne. – Najważniejszą zasadą tego stylu życia jest 3R, tj. reduce, reuse, recycle: redukcja, ponowne wykorzystanie i recykling. Rzeczy są przekształcane i naprawiane, a to, co nie może być już naprawione zostaje oddane do recyklingu. Zero waste uczy

podejmowania dobrych decyzji, ogranicza nie tylko produkcję śmieci, ale też wydatki. – podkreśla. Dzieląc się, pożyczając, wymieniając i świadcząc usługi, jako nadrzędne stawiamy dostęp do danego dobra nad jego posiadanie. – W ten sposób całkowicie zmienia się nasz sposób myślenia. Wystarczy spojrzeć na dynamiczny rozwój Airbnb, Blablacar czy Ubera – one wszystkie są przykładami eko-


ECO MODA

i dodatki. Ta wspólna szafa była impulsem do koncepcji Biblioteki Ubrań. Uznałyśmy, że skoro nam się marzy taka jedna, wielka niekończąca się szafa, to inne kobiety na pewno też chciałyby z niej korzystać. – wspomina początki koncepcji Marta.

nomii współdzielenia – zauważa Agnieszka Zawadzka, współzałożycielka Biblioteki Ubrań. System współdzielenia funkcjonuje tylko wtedy, gdy spełnione są następujące zasady: • niewykorzystany potencjał istniejących dóbr, które dzięki wspólnej konsumpcji są włączone z powrotem do obiegu, np. nienoszone ubrania zgromadzone w szafach, • wystarczająca liczba osób, która wierzy w ideę wzajemności, społecznej wymiany, • zaufanie pomiędzy nieznajomymi – przedmioty są dzielone lub używane w środowisku obcych sobie ludzi. – Jak widać na wspomnianych przeze mnie wyżej przykładach, dynamiczny rozwój internetu i nowych technologii znacząco wpływa na sharing economy. – dodaje Agnieszka.

CO TO JEST BIBLIOTEKA UBRAŃ? Agnieszka Zawadzka i Marta Niemczyńska chcą zupełnie zmienić podejście Polek do konsumpcji mody, to znaczy nauczyć nas dzielenia się zawartością szaf na co dzień. Biblioteka Ubrań działa jak biblioteka z książkami, a wypożyczane są różne części

garderoby. Wystarczy założyć konto na stronie www i wybrać cztery dowolne rzeczy z katalogu. Dostępne będą dwa rodzaje pakietów: wypożyczenie na weekend lub na miesiąc. – Po tym czasie oddajesz ubrania, tak jak w bibliotece książki, a my zajmujemy się ich czyszczeniem i pielęgnacją. Ty w tym czasie możesz już wypożyczyć kolejne ubrania! – wyjaśnia Agnieszka.

SKĄD POMYSŁ NA BIBLIOTEKĘ UBRAŃ? Marta pracowała kilka lat jako manager sklepu, więc miała okazję przyglądać się konsumpcyjnemu szaleństwu z dwóch perspektyw: zarządzania firm, dla których liczy się wynik i sprzedaż oraz klientów wpadających w szał zakupów, których większość była robiona bezmyślnie. Z kolei Agnieszka przyglądała się tematowi od strony naukowej – pod opieką prof. Dr Pauli Bialski opracowała projekt badawczy na temat zrównoważonej mody w Niemczech. Dziewczyny mieszkały razem w Hanowerze i dyskutowały o tzw. fast fashion. – Dostrzegłyśmy dobrze znany wszystkim kobietom problem: „Mam szafę pełną ubrań, ale nie mam się w co ubrać” Z resztą… my z Agą często pożyczałyśmy od siebie ubrania

Od kilku lat powoli nabywamy nowych nawyków. Uczestniczymy w SWAPach, czyli okazyjnej wymienianie ubrań, wyprzedażach garażowych, korzystamy z takich stron jak Vinted.pl, Szafa.pl, które pozwalają na odsprzedaż lub wymianę niepotrzebnych nam już ubrań i dodatków. A kiedy po kolejnych zakupach nadal nie będziemy wiedzieć, w co się ubrać, warto przypomnieć sobie o tysiącach złotych wydanych na ubrania tylko dlatego, że byliśmy znudzeni tym, co już mamy w szafie. Świat mody pędzi w szalonym tempie, a rozwój internetu i technologii napędza konsumpcję, ale jak podkreśla Agnieszka, obserwujemy też przecież pozytywne ruchy. – Slow life, minimalizm i etyka nastawiają nas na jakość, a nie ilość. Młodzi projektanci nie chcą wspierać obecnego trendu fast fashion i wolą oferować swoje ubrania w bardziej społeczny i zrównoważony sposób. Zaczynają tworzyć nowe ubrania z resztek tkanin lub tych ubrań, które zostały odrzucone lub wyrzucone. Sami też jesteśmy w stanie zrobić, naprawić lub zmienić własne ubrania. – tłumaczy. Wszystko to wymaga jednak od nas poświęcenia czasu, wysiłku i pieniędzy, bo takie produkty są dużo droższe.

Zdjęcia: Łuk asz Wierzbowsk i i Patr ycja Konieczna

PRZYSZŁOŚĆ ZRÓWNOWAŻONEGO PODEJŚCIA DO MODY

W rzeczywistości nie potrzebujemy nowej sukienki, a jedynie tego co ona nam daje, czyli szybkiej metamorfozy. I właśnie ten efekt otrzymamy korzystając z Biblioteki Ubrań. – Wierzę w to, że ludzie uznają za normalne pożyczanie zamiast kupowania. – dodaje Agnieszka. Od czego zacząć zmiany w swojej szafie? – Podstawa to wiedza o sobie i zmiana nawyków. W momencie, gdy przestajesz kupować pod wpływem impulsu i czujesz przesyt nagromadzonymi rzeczami, odpowiedz sobie na pytanie, czy na pewno nadal chcesz zagracać swoje życie? W końcu moda to nie wyścig za metką, a tworzenie własnego wizerunku i uzupełnienie osobowości.

Kasia Kwiecień www.fashionbranding.pl

67


68

zdjęcia: Marek Makowski

WYDARZENIA


Malwa&Michał malwaimichal.com

Romantyzm może mieć różne oblicza. Słowo to przywołuje tak wiele skojarzeń, że trudno nam odnaleźć jego prawdziwe znaczenie. Podobnie jest też w modzie. Romantycznych tendencji jest wiele, niektóre znacznie od siebie odbiegają, inne czerpią inspirację od siebie nawzajem. Próbując jednak zrozumieć współczesny trend romantyzmu w modzie, trzeba najpierw poznać jego początki a następnie alternatywne kierunki, w jakich się rozwijał. Najstarsze oblicze romantyzmu sięga XIX wieku i oznacza ówczesny styl ubierania się. Inspiracja epoką angielskiej pisarki Jane Austen co jakiś czas powraca we współczesnych trendach i widoczna jest na wybiegach u najbardziej wpływowych projektantów. W zeszłym roku na portalu vogue. com pojawił się artykuł zatytułowany „ What Jane Austen Can Teach Us About Fashion”, który skupiał się na współczesnych tendencjach w modzie inspirowanych strojami typowymi dla czasów angielskiego romantyzmu. Wpływ tej epoki możemy zobaczyć w ostatnich kilku kolekcjach Very Wang, Alexandra McQueena czy hiszpańskiej marki Loewe. Zwiewne bluzeczki oraz sukienki wykonane z transparentnych materiałów, z charakterystycznymi bufkami,

czy tzw. linią empire co sezon dostępne są również w największych sieciówkach i cieszą się sporą popularnością wśród młodych kobiet. Osobom zainteresowanym subkulturami i modą alternatywną pojęcie romantyzmu kojarzyć się może przede wszystkim z brytyjską subkulturą lat 80, która w swojej różnorodności była jedną z najciekawszych tendencji minionego wieku. New Romantics to połączenie punku, glam rocka i androgynicznych stylizacji. Trend zrodził się w undergroundowym klubie The Blitz w Londynie i szybko rozprzestrzenił się na ulice brytyjskiej stolicy. New Romantics oznaczało łączenie pozornie sprzecznych tendencji i tworzenie z nich całkowicie nowego wizerunku. Subkultura New Romantics to artystyczny makijaż wymykający się z jakichkolwiek ram, to charakterystyczne wystrzępione fryzury w płomiennorudych, czarnych lub platynowych odcieniach i to fascynacja takimi ikonami, jak David Bowie, Duran Duran, czy Boy George. Jak widać, romantyzm w ich wykonaniu daleko odbiegał od zwiewnych i delikatnych sukienek, które podziwiać możemy w ekranizacji powieści „Duma i uprzedzenie”.

FELIETON

ROMANTYZM, NEW ROMANTICS I NEOROMANTYZM Trzecia odmiana romantyzmu w modzie widoczna jest od kilku sezonów i co roku powraca przy okazji letnich kolekcji. To tak zwany neoromantyzm, który można podzielić na poszczególne podkategorie, jednak ostatecznie wszystkie podążają w  podobnym kierunku. Romantyzm XXI wieku to muślinowe, koronkowe i transparentne tkaniny inspirowane epoką Jane Austen oraz mocne dodatki najczęściej nawiązujące do stylu punk rocka, glam rocka oraz gotyku. Neoromantyzm w modzie to na przykład długie sukienki w kwiaty, które łączymy ze skórzaną ramoneską z ćwiekami, klamrami czy rockową grafiką. To również koronkowa sukienka i ciężkie trapery nabite nitami. Inaczej mówiąc, współczesny new romantic to sporo Jane Austen z odrobiną rockowego zacięcia w stylu lat 80. Mimo widocznych punktów wspólnych, ryzykownym jest płynne łączenie tych trzech romantycznych tendencji. Każda z fal romantyzmu pojawiała się w innym stuleciu i powstawała w odmiennych warunkach kulturowo-społecznych. Jak wszystko w modzie, tendencje te przenikają się nawzajem, jednak każda z nich mogłaby być osobną definicją romantyzmu.

69


P R AW O W M O D Z I E

MELONIK CHAPLINA

czyli o tym, czy trend można chronić

fo t . p e x e l s . c o m

WYDAJE SIĘ, ŻE KAŻDY TREND POCIĄGA ZA SOBĄ „PRZECIWTREND”. KIEDY JAKAŚ SUBKULTURA, MODA WZBUDZAJĄ KONTROWERSJE NATURALNĄ REAKCJĄ JEST ZAPROPONOWANIE CZEGOŚ, CO ZNAJDUJE SIĘ NIEJAKO NA ZUPEŁNIE DRUGIM BIEGUNIE. TAKĄ ODPOWIEDZIĄ NA PUNK BYŁ W LATACH 80. STYL NEW ROMANTIC. DOTKNĄŁ ON NIE TYLKO MUZYKI, ALE W DUŻEJ MIERZE RÓWNIEŻ – MODY.

New Romantic na ulice wyszedł ze scen muzycznych londyńskich klubów. Jednym z jego ojców chrzestnych był David Bowie, który pewne elementy trendu przemycał już niemal dekadę wcześniej pokazując się światowej publiczności jako Ziggy Stardust. Dziś po stylu New Romantic pozostały nam w zasadzie tylko wracające co któryś sezon, nawiązujące także do glam rocka długie kwieciste sukienki zestawione z ciężkimi botkami i nieśmiertelne ramoneski. Makijaże i stylizacje niczym z filmu kostiumowego (warto przypomnieć chociażby Adama Anta) odeszły już do historii mody, prawdopodobnie po to, aby jak każdy trend powrócić w którymś momencie jako „retro”. Bo przecież retro dla każdej epoki oznacza co innego. Mnie, jako dziecku ostatniej dekady XX wieku, dopiero od niedawna sformułowanie „10 lat temu” przestało kojarzyć się z latami 90., a to co związane z moim dzieciństwem (pomarańczowy Fiat 126p mojej mamy, gumy Turbo i mom jeans) powoli staje się retro. I jak w każdym innym wypadku – z powrotem wraca do łask. Dzięki Tomowi Hanksowi zachwycanie się „maluchem” to już nie obciach. Ogrodniczki i dżinsy z wysokim stanem znaleźć można w każdej sieciówce. Przykłady można by mnożyć. Nie

70

każdy trend był aż tak wyrazisty jak styl New Romantic, każdy jednak rządził się pewnymi prawami. Pytanie brzmi – czy ogół tych zasad i wyznaczony nimi styl może być objęty ochroną prawnoautorską? Pierwsza myśl nasuwa się od razu – styl, trend to nie utwór. To raczej pomysł, albo ich zbiór, a jako takie nie są one chronione prawem autorskim. Takie, słuszne zresztą założenie, pozwala na systematyczny powrót mody kolejnych, minionych już dekad (i bezkarne wygrzebywanie starych swetrów z szafy mamy) bez konieczności uzyskiwania od kogokolwiek licencji na produkowanie i wprowadzanie do obrotu ubrań à la dzieci kwiaty czy złote lata 20. Z drugiej strony, oglądając fotografie przedstawiające niektóre ze stylizacji i niezwykłe, powalające kolorystyką makijaże, chociażby z epoki New Romantic aż prosi się, żeby nadać im przymiot artyzmu – twórczości. O ile nie pozostawia wątpliwości, że kreacja może stanowić utwór, o tyle kwestia makijażu pozostaje dyskusyjna. Twórczość może mieć charakter nietrwały – utworem będzie na przykład rzeźba z lodu, o ile spełni inne warunki. Żeby więc ochroną objąć makijaż, wykazać należy jego indywidualny, twórczy charakter. W przypadku Ziggy’ego Stardu-

sta nietrudno skłonić się ku uznaniu charakterystycznej błyskawicy za twórczość. Warto pamiętać, że pod każdą, nawet najbardziej wymyślną stylizacją, która nadaje zupełnie nowy image skrywa się człowiek. Nawet jeśli nie jesteśmy w stanie chronić na gruncie prawa autorskiego trendu, który zadecydował o takim a nie innym wyglądzie, zawsze pozostaje nam jeszcze ochrona wizerunku. Dobro jakim jest wizerunek naruszyć bowiem można także upodabniając się do innej osoby w celu wprowadzenia w błąd obserwatorów. Dobrym przykładem jest Charlie Chaplin – melonik, wąsik i charakterystyczne zbyt duże buty nie stanowią utworu, ale składają się na niepowtarzalny i wyjątkowy image artysty. Jeśli ktoś postanowiłby wykorzystać te elementy, po to, aby wprowadzić odbiorców w błąd co do swojej tożsamości (co w tym wypadku byłoby trudne z uwagi na fakt, że Chaplin nie żyje już od ponad 40 lat i w przeciwieństwie do Elvisa Presleya – nie ma co do tego faktu wątpliwości), można by zarzucić takiej osobie naruszenie wizerunku. Natomiast widok „chaplinowskich” meloników w sklepach może co najwyżej przywołać nutkę nostalgii i w niczym nie naruszy niczyich praw. ANNA GÓRSKA-MICOREK


F I T FA S H I O N

5

WYMÓWEK

PRZED PIERWSZYM TRENINGIEM

JESTEŚMY ZAŁOŻYCIELKAMI MARKI WAKE UP & SQUAT. JEDNYM Z POWODÓW, DLA KTÓREGO POWSTAŁ NASZ BRAND, BYŁ FAKT, ŻE NIE CHCIAŁYŚMY CHODZIĆ UBRANE W SIECIÓWKI, OPRÓCZ TEGO ZALEŻAŁO NAM NA TYM, ŻEBY UBIOREM ZMOTYWOWAĆ DZIEWCZYNY DO ĆWICZEŃ. PRZEDE WSZYSTKIM CHCIAŁYŚMY SIĘ DOBRZE CZUĆ, ROBIĄC PRZYSIADY. Z ciuchami ruszyłyśmy w 2013, kiedy FIT BOOM w Polsce dopiero się rozkręcał. Chodakowska ruszyła mnóstwo Polek do działania, nowe siłownie wyrastały jak grzyby po deszczu. Wszystko działo się w dobrym momencie. Mamy mnóstwo koleżanek, które twierdzą, że zmotywowałyśmy je do treningów, dobrze wiemy, że przed treningiem może zwieść Cię milion wymówek. Wybrałyśmy 5, z którymi spotykałyśmy się najczęściej.

3. PRÓBOWAŁAM, NIE KRĘCI MNIE TO Wiele osób zaczyna ćwiczyć i nie czerpie z tego przyjemności. Zazwyczaj bierze się to z braku systematyczności. Jeśli ćwiczysz przez minimum miesiąc, pojawiając się regularnie na treningu, 3 razy w tygodniu, raczej ciężko jest, nie złapać bakcyla. Jeśli lubiłaś ale przestałaś trenować, przypomnij sobie to uczucie po treningu.

1. JA TEGO NIE POTRZEBUJĘ

4. NIE WIEM GDZIE IŚĆ I JAKI TRENING WYBRAĆ

Jeśli myślisz, że aktywność fizyczna jest Ci niepotrzebna, jesteś w błędzie. Nawet jeśli jesteś zadowolona ze swojego ciała, to pamiętaj, ruch to zdrowie. Można powiedzieć, że poprawa wyglądu sylwetki to skutek uboczny, a głównym czynnikiem, który Cię powinien motywować jest dbanie o zdrowie. Sport poprawia kondycję, ma wpływ na właściwą prace serca, wzmacnia odporność i jest oczywiście najlepszym, naturalnym antydepresantem.

Dobór miejsca i rodzaju treningu jest bardzo ważny. Wybierz klub jak najbliżej miejsca zamieszkania lub swojej pracy. Rodzaje aktywności fizycznej dobierz do siebie, zastanów się nad tym, jaki masz cel. Pomyśl o tym, co lubisz, i co na pewno Cię się nie znudzi.

2. NIE WIEM JAK ĆWICZYĆ NA SIŁOWNI Jeśli nigdy nie ćwiczyłaś, to nic dziwnego, że nie wiesz jak to robić. Każdy kiedyś był na siłowni pierwszy raz. My zaczęłyśmy od zajęc grupowych, które w nazwie miały słowo „PUMP” oraz „zdrowy kręgosłup”, czy pilates. Te zajęcia pomogą Ci wzmocnić mięśnie głębokie, co na pewno pomoże, gdy zaczniesz ćwiczyć na siłowni. Następnie zgłosiłyśmy się do trenera personalnego, który nauczył nas techniki oraz rozpisał nam plan treningowy i żywieniowy.

LEGGINSY BLACK BASIC Czarne Legginsy z wysokim stanem, wyszczuplają brzuch, podkreślają pośladki i modelują nogi. Wykonane są z materiału, który odprowadza wilgoć, jest niezwykle miękki i wygodny.

WU&S STORE

BRA TOP ACTIVE Wykonany z wysokiej jakości lycry, będziesz się w nim dobrze czuła również bez topu, długość jest idealnie dopasowana, a krój świetnie spisuje się nawet przy najcięższym treningu.

|

5. W CO JA MAM SIĘ UBRAĆ Odpowiedni strój podczas treningu ma olbrzymie znaczenie. Przede wszystkim, musisz się czuć komfortowo, bo bez tego, nie będziesz mogła skupić się na tym co najważniejsze. Równie ważny jest oczywiście look. Każda z nas chce dobrze wyglądać, również na siłowni! Dlatego też, przedstawiamy Wam kilka propozycji, zaprojektowanych i przetestowanych przez nas. W tych ubraniach nie skończy się na jednym treningu. MA LW I N A i MAG DA www.wakeupandsquat.com

TANK TOP ACTIVE Lekki, przewiewny tank top w wersji długiej lub krótkiej wybierz sama, w którym lepiej będziesz się czuła.

Nadwiślańska 11, 30-527 Kraków

|

TORBA WU&S Solidna torba, do której zmieścisz wszystko co będzie Ci potrzebne, pamiętaj żeby nie brać za dużo, treningowy wysiłek to wystarczająco dużo.

tel. 505416692

71


FRYZURY

BUENOS DIAS! BUENOS AIRES!

72

(2) Modelka: Malgorzata Nosewicz Foto: Bar tosz Modelsk i StudiO 57 Fr yzura: Maciej Kubuj, Excellent Q, Gdańsk

(1) Modelka Klaudia Mamcarz Foto i fr yzura : Maciej Kubuj, Excellent Q, Gdańsk

HALO, HALO WITAM W 2018! NIEZALEŻNIE OD TEGO, CZY MYŚLISZ O MANTRZE „NOWY ROK, NOWA JA” CZY TEŻ UWAŻASZ JĄ ZA OKLEPANĄ I KIEPSKĄ, NIE MA LEPSZEJ OKAZJI NIŻ POCZĄTEK KOLEJNEGO ROKU, BY WYRWAĆ SIĘ Z RUTYNY I ZASZALEĆ ZE SWOIM WIZERUNKIEM! JEŚLI 2017 NAUCZYŁ NAS CZEGOKOLWIEK, ZNACZY TO, ŻE LOB (DŁUGI BOB) NIGDZIE SIĘ NIE WYBIERA - I TO NIE BEZ POWODU. DŁUGOŚĆ WŁOSÓW DO RAMION JEST UNIWERSALNA DLA KAŻDEGO KSZTAŁTU TWARZY I PRAKTYCZNIE KAŻDEJ TEKSTURY WŁOSA. JEŚLI JEDNAK ZWIĄZEK Z TWOIM LOBEM POWOLI CIĘ NUDZI, ROZWAŻ ZMIANĘ CHOĆBY KOLORU.

Maślane blondynki, seksowne odcienie brązu, ogniste ombré, kolory fantazji od pastelowych po ciemnofioletowe - na nowy rok wybór trendów w modzie jest ogromny, możesz pokusić się o zmianę każdego miesiąca!

tajemnicą, że jedzenie jest najlepszym źródłem inspiracji dla kolorystyki włosów. Widzieliśmy wiśnie, cynamonowe wiry, dyniową przyprawę i wiele innych inspirowanych owocami odcieni, a wszystkie z nich są wspaniałe. Te „jadalne” odcienie są niesamowite!

Myślisz, że naturalny, stonowany kolor włosów jest nudny? Nic bardziej mylnego. W tej chwili to najbardziej pożądane odcienie na rok 2018. Kasztanowy brąz może być zrobiony albo jako pełny kolor włosów - albo jako pasma figlarnie połączone z drugim kolorem. Może to być świetna opcja, aby rozjaśnić Twój wygląd.

Jeśli śledzisz Instagrama, zobaczysz wielu popularnych kolorystów tworzących bogaty ametystowy kolor włosów. Jest to jasny i wyróżniający się cień, który pomoże ci skraść każdy show, gdziekolwiek jesteś. Kiedy patrzysz na ten odcień, możesz pomyśleć, że jest to wyprana lawenda, ale w rzeczywistości jest to ametyst z nutą indygo.

Nie byłabym sobą, gdybym nie opowiedziała o kolorach odważnych i bardziej szalonych. Znajdziemy tutaj najsłodsze odcienie śliwki. Nie jest

Znacząca lub subtelna zmiana włosów zależy od Ciebie. Cięcia, które śledzimy na czerwonym dywanie są

bardzo podstawowe - powrót do klasyki z małymi dodatkami. Plisowana pixie Katie Holmes i tępy, ciężki bob z grzywką Kerry Washington to tylko kilka propozycji, które zobaczycie wszędzie w nadchodzącym roku. Ja po raz pierwszy od kilku lat, zaczynam rok właśnie od zmian. I jakkolwiek bezsensowne mogą się wydawać nowe postanowienia, to mam wrażenie, że dzięki temu nie stoję w miejscu. Na zakończenie cytuję Coco Chanel: Kiedy kobieta zmienia swoją fryzurę, wkrótce zmieni swoje życie… To chyba dobry początek. Trzymam kciuki, i do dzieła!

DOMINIKA CZARTORYSKA-DUBEL


mysł z y m za pobud

y

Galeria Krakowska, I piętro ul. Pawia 5, 31-154 Kraków tel. 12 628 72 52 restauracja@miyakosushi.pl www.miyakosushi.pl dołącz do nas 73


NEWSY

DESER, KTÓRY NIE KRZYWDZI ZWIERZĄT Firma Delighted by Hummus postanowiła stworzyć serię pasty z ciecierzycy, którą można zjeść na deser. Wprowadziła do sprzedaży cztery smaki: brownie, wanilia, czekolada z miętą i korzennocynamonowy. Naturalnie, hummusy

nie zawierają cukru, są bezglutenowe i koszerne. Czy w takim wypadku mogą w ogóle godnie zastępować słodkie, tłuste desery? Podobno tak. W każdym razie nie zaszkodzi spróbować. www.delightedbyhummus.com

Oprac. JULIA MICHALCZYK

|

zdjęcia: mat. promocyjne

Hummus jest zdrowy i wegański, co czyni go, jak wszyscy wiemy, absolutnie najmodniejszą przekąską. Możemy dostać go w wielu wariantach, ostatnio również, jak się okazuje, na słodko.

POST I AFRYKA, KULINARNY WRÓŻBITA Eksperymenty z jedzeniem są modne już od paru lat. Kreatywni kucharze testują nowe metody obróbki, restauratorzy nowe menu, a społeczeństwo nowe diety. Studio Bompas&Parr jest ekspertem od eksperymentów, więc z początkiem no-

wego roku wyznaczyło siedem trendów na rok 2018 związanych z jedzeniem i całą branżą kulinarną. Najciekawsze z nich mówią o tym, że popularność kuchni azjatyckiej zniknie na rzecz kuchni afrykańskiej, a zamiast wymyślnych diet modny stanie się stary, dobry post.

Maja podobno powstać również kulinarne aplikacje typu Airbnb - zamiast do restauracji, na obiad wybierać się będziemy do domu w okolicy. Tylko jeden rok, a tyle spekulacji... co z nich okaże się prawdą? Sprawdzimy w grudniu. www.bompasandparr.com

DWIE POLKI WŚRÓD NAJLEPSZYCH NA ŚWIECIE “La liste” to jeden z najmłodszych, bo powstający dopiero od 3 lat, ranking najlepszych światowych restauracji. Powstała z inicjatywy pewnego Francuza lista zawiera co roku 1000 najlepszych lokali, wybieranych na podstawie głosów gości.

74

Na podium tegorocznej listy stoi Francja: restauracja Guy Savoy w Paryżu (na 100 możliwych punktów, średnia jej ocen wynosi 99.75). Najwięcej odznaczeń w rankingu otrzymały lokale japońskie (aż 134 restauracje).

Wyróżnienie otrzymały także te polskie, a dokładniej warszawskie: Atelier Amaro (z oceną 86.5) oraz Senses (86.00) Wniosek jest prosty - „schabowe z kapustą” mogą z pewnością równać się „sushi i ślimakom”. www.laliste.com


PROSECCO

IS ALWAYS THE ANSWER AND WE HAVE GOT PROSECCO!

ZAPRASZAMY CIĘ DO WYPRÓBOWANIA NASZEJ NOWEJ LINII PIW I WIN


ŻELAZKO W KUCHNI

LAS NA TALERZU

Te k s t i a r a n ż a c j e : AGNIESZKA ŻELAZKO www.zelazkowkuchni.pl Zdjęcia i produkcja: ADAM CISOWSKI www.adamcisowski.pl

JAK ZROBIĆ GWIZDEK Z ŻOŁĘDZIA? WIECIE, ŻE MOŻNA ZROBIĆ GWIZDEK Z ŻOŁĘDZIA? WŁAŚCIWIE Z CZAPECZKI ŻOŁĘDZIA, W KTÓREJ SIEDZI ORZECH. ALBO, ŻE TKANINĘ MOŻNA POFARBOWAĆ ODWAREM Z GOTOWANYCH LIŚCI? LIŚCIE BRZOZY BARWIĄ NA ZIELONO, JAŁOWCA NA KOLOR ZBLIŻONY DO KHAKI, BERBERYSU – NA ŻÓŁTY, JASKÓŁCZEGO ZIELA –POMARAŃCZOWY, A DZIURAWCA – CZERWONY. Wiem, że w rubryce kulinarnej powinnam pisać tylko jedzeniu, mięsiwach, warzywach lub dietach. Ja chciałabym jednak pisać o lesie. Zależy mi na tym, byście znaleźli tu leśny cicer cum caule (groch z kapustą). Z dala od polityki, zgiełku, wrzasku i porad „jak żyć”. Dlaczego las? Bo tam lubimy przebywać najbardziej. W lesie robimy też dużo zdjęć. Jasne, że realizujemy też sesje zdjęciowe dla

76

restauracji, cukierni lub hoteli, ale najlepsze zdjęcia wychodzą nam w lesie, co możecie zobaczyć w naszej ostatniej książce pt. Jedzenie przyprawione lasem. Okej. To jak zrobić ten gwizdek z żołędzia? Zaczekajcie do jesieni (haha), poszukajcie dębu, znajdźcie dużą kupulę (tak nazywa się czapeczka, w której znajduje się orzech), umieśćcie ją pod kciukami zgiętymi pod kątem prostym, a później przyłóżcie do ust

i mocno dmuchnijcie. Nie wiem do czego przyda Wam się ta wiedza, ale w kolejnym numerze opowiem Wam o bąku. To taki ptak, który wydaje dźwięki jak z horroru. Otwiera dziób i… aaa zresztą, sami przeczytacie. A tymczasem zapraszam na pyszny Omlet po syberyjsku. W kolejnym numerze znajdziecie przepis na zupę z soczewicy z kminem rzymskim i sałatę (tak, tę nudną sałatę ze szkolnej kanapki) z makiem i sosem karmelowym!


ŻELAZKO W KUCHNI

OMLET PO SYBERYJSKU OMLET, KTÓRY NA NASZYM ZDJĘCIU WYŁANIA SIĘ Z PÓŁMROKU (CO NAJMNIEJ JAK JA SPOD ZIMOWEJ PIERZYNY) JEST POŻYWNY I SYCĄCY. W SAM RAZ NA ZIMOWE ŚNIADANIE, CHOĆ ZIMY NIE MA. W NOMENKLATURZE KULINARNEJ NAZYWANY JEST OMLETEM PO SERBSKU, ALE ADAM PODCZAS SESJI ZDJĘCIOWEJ NADAŁ MU SWOJĄ NAZWĘ I TAK JUŻ ZOSTAŁO.

NA DESER: CZEKOLADA BEZ MLEKA Nie przepadam za mlekiem, więc robię płynną „czekoladę” na bazie owoców i kakao. Smakuje dobrze na zimno i ciepło.

JAK PRZYGOTOWAĆ CIASTO? Do miski wbij trzy jaja, dodaj łyżkę śmietany oraz dwa ugotowane ziemniaki (obrane i przepuszczone przez praskę). Dopraw do smaku solą, pieprzem, kurkumą i rozmarynem. Dokładnie wymieszaj i usmaż na patelni (dodając odrobinę oliwy).

Jak ją przygotować? Do blendera wrzuć pół awokado i dwa banany. Dodaj łyżkę wiórków kokosowych, trzy łyżki kakao i łyżeczkę miodu. Podlej wodą (w zależności od tego jaką chcesz uzyskać konsystencję, najlepiej ok. ¾ szklanki) i zmiksuj na gładką masę. Przelej do kubków i udekoruj. Możesz podgrzać, jeśli chcesz. Czasem, zamiast wody, dodaję zaparzoną wcześniej kawę rozpuszczalną. Energia gwarantowana.

JAK ZROBIĆ FARSZ? To zależy od Was. Ten omlet lubi zarówno farsz mięsny, jak i warzywny. Ja usmażyłam (na oliwie) trzy ząbki czosnku, pięć pomidorków koktajlowych, pół czerwonej cebuli, pół małej cukinii (pokrojonej w półksiężyce) i dwie garści szpinaku. Pod koniec smażenia dodałam pół łyżki masła, łyżkę białego wina i zaczekałam aż odparuje. Na końcu dodałam sól i pieprz.

77


EKOCENTRUM

TRENDY NIE ZAWSZE SĄ ZDROWE

fot. pexels.com

ZMIANY NA LEPSZE TRZEBA WPROWADZAĆ STOPNIOWO I Z GŁOWĄ, ŻEBY SOBIE NIE ZASZKODZIĆ. WIELE TRENDÓW ŻYWIENIOWYCH PO JAKIMŚ CZASIE OKAZUJE SIĘ SZKODLIWYCH, ALBO NIE TAK ZDROWYCH JAK ZAPEWNIANO. WARTO SŁUCHAĆ SWOJEJ INTUICJI I WYBIERAĆ TO, CO NAM SŁUŻY. NA CO UWAŻAĆ?

NIE WSZYSTKO JEST UNIWERSALNE Zdrowa żywność też może być alergenem, albo zwyczajnie ci nie odpowiadać. Nie zmuszaj się do zdrowych produktów, wybieraj te które ci smakują, i po których dobrze się czujesz. Dieta eliminacyjna jest najlepsza jeśli chcesz sprawdzić czy jakiś składnik ci szkodzi, wymaga trochę czasu, ale warto się spróbować. ZA DUŻO „NATURALNEGO” CUKRU Przez to, że syrop z agawy czy syrop ryżowy wydaje się zdrowszy, często jest nadużywany. Słodziki przetworzone nie są zdrowe i nie różnią się wiele od cukru. Dodawane z umiarem są zdrowsze, ale nie powinny być w naszej diecie każdego dnia. Syrop z agawy to jeden z najbardziej przetworzonych słodzików. Najlepszym słodzikiem są daktyle, rodzynki, inne suszone owoce, syrop z daktyli można przygotować szybko miksując je z wodą. Dopuszczalna dawka nie powinna przekraczać dwóch łyżek słodzika dziennie.

78

NIEWIELKA RÓŻNORODNOŚĆ POSIŁKÓW Jedzenie ciągle tego samego nie jest dobrym pomysłem. Zmiana warzyw, owoców, kasz, zbóż, superfoods każdego dnia jest najlepsza dla zdrowia. Dzięki temu zapewniamy sobie wiele różnych składników odżywczych i witamin. Zmniejszamy ryzyko wystąpienia niedoborów pokarmowych. Próbuj kilku warzyw i owoców tygodniowo i staraj się urozmaicać dietę. ZA DUŻO BIAŁKA Białko jest potrzebne, ale jego nadmiar może być szkodliwy. 40-70 g białka jest wystarczającą dawką w ciągu dnia. Trzeba dostosować jego ilość do swojej masy ciała i nie obawiać się o braki w diecie roślinnej. Białko jest między innymi w zielonych warzywach, kaszach, roślinach strączkowych. ALKOHOL Poza wytrawnym czerwonym winem, które w małych ilościach ma korzystny wpływ na zdrowie, cała reszta alkoholu nam szkodzi.

Najlepiej z niego zrezygnować, albo pić sporadycznie. STRESOWANIE SIĘ JEDZENIEM Zbyt duża kontrola nad tym, co jemy, może stresować. Warto mieć świadomość tego co nam służy, jednak trzymanie się w 100% zdrowych zasad każdego dnia nie jest możliwe. Jedz świadomie, ja najczęściej wybieraj to co jest zdrowe, ale nie poświęcaj temu całej swojej uwagi. Zdrowie nie ucierpi kiedy zjesz coś niezdrowego raz na jakiś czas. Jedzenie powinno być przyjemnością i kosztowaniem nowych smaków. Zmiana nawyków na zdrowsze często wiąże się z odkrywaniem smaków i produktów. To ciekawe doświadczenie.

DARIA ROGOWSKA ekocentryczka.pl


R O Z M O WA

KUCHNIA JEST JAK TEATR W MAŁYM LOKALU W BUDYNKU PRZY ULICY LWOWSKIEJ 1 W KRAKOWIE DANIA KUCHNI FRANCUSKIEJ GOTUJE NICHOLAS - CZŁOWIEK WIELU TALENTÓW, KTÓRY RÓWNIE PIĘKNIE ŚPIEWA OPERY JAK I KALIGRAFUJE. NA CO DZIEŃ - OD WTORKU DO PIĄTKU, W KRÓTKIEJ I STALE ROTUJĄCEJ KARCIE ZNAJDZIECIE DANIA KUCHNI FRANCUSKIEJ (TAKŻE W WERSJI LUNCHOWEJ), A W WEEKENDY KILKUDANIOWE MENU DEGUSTACYJNE. W PIERWSZE WEEKENDY KAŻDEGO MIESIĄCA NICHOLAS SERWUJE EGZOTYCZNĄ KUCHNIĘ SYCZUAŃSKĄ. Z NICHOLASEM, KTÓRY TAK NAPRAWDĘ NAZYWA SIĘ YINLIANG ZHOULEZI LU, R O Z M A W I A B A Ś K A M A D E J zdjęcia: Robert Bednarczyk

|

Lounge

Wytłumacz się najpierw z tego „Nicholasa”... - Pochodzę z Chin, imię Nicholas przyjąłem we Francji (gdzie wyjechałem w wieku 19 lat), gdyż było podobne do mojego imienia z dzieciństwa [Zhoulezi]. W dialekcie z miasta, z którego pochodzę, w połączeniu z nazwiskiem brzmi ono prawie jak Nicholas. Ponieważ imieniny Nicholasa wypadają w grudniu, a mój znak zodiaku to strzelec,

80

|

MadMen

wybór wydawał się naturalny. Jeśli pewnego dnia postanowię zmienić narodowość, przybiorę oficjalnie imię Nicholas. Dlaczego wyjechałeś z Chin? Jak to się stało, że wylądowałeś we Francji? - Urodziłem się w małym chińskim mieście, słynącym z mediów i telewizji, gdzie obok 7 milionów mieszkańców żyje zaledwie 200 obcokrajowców. Skończyłem liceum

i pojechałem na studia do Syczuanu. Mam dyplom z chemii, ze specjalizacją w zanieczyszczeniach wody. Nie był to mój zamiar, wolałem studiować metodologię nauki języków albo coś związanego z dyplomacją, ale w Chinach nie ma się zbyt dużego wyboru kierunku studiów. Tylko około 10% studentów zdających na uniwersytet dostanie się w ogóle na studia. I tylko ok 2 % może wybrać swój kierunek. W 2008 r. było


kuchni. Gdzie indziej znajdziesz pięciodaniowe menu degustacyjne za 68 zł? W przyszłości chciałbym dogadać się z jakiś supermarketem, żeby raz w miesiącu dostarczali mi resztki żywności, z których mógłbym gotować super tanie dania, za symboliczne 10 zł dla tych, którzy nie mogą sobie pozwolić na posiłki w restauracji

Po przyjeździe do Francji przeżyłeś szok kulturowy? - Miałem 19 lat, kiedy postawiłem pierwszy raz nogę na francuskiej ziemi i byłem w równym stopniu zachwycony, co zagubiony. Zacząłem w Orleanie, a potem przeprowadziłem się do stolicy. Paryżanie nie znoszą obcokrajowców i nie chcą rozmawiać w innych językach. Po 1,5 roku wciąż mówiłem kiepsko po francusku. Mieszkałem w dzielnicy obcokrajowców, która była niebezpiecznym gettem. Robiłem wiele rzeczy, żeby zarobić na życie: zmywałem, pilnowałem dzieci, rozładowywałem ciężarówki, a międzyczasie uczyłem się francuskiego. Zastanawiałam się co mógłbym robić, ale ponieważ nie miałem cierpliwości, wiedziałem, że nie potrafiłbym wykonywać

odtwórczej pracy. Widziałem się bardziej w branży kreatywnej, artystycznej.

R O Z M O WA

Kraków potrzebuje dobrej

ogromne trzęsienie ziemi w Syczuanie, które pochłonęło 240 tys. ofiar. Zginęło wielu moich przyjaciół. Woń rozkładających się ciał było czuć na ulicach jeszcze przez dwa miesiące. To było okropne. Widziałem na raz ponad 1000 ludzi klęczących na ziemi i płaczących w jednym momencie. To było dla mnie zbyt wiele. Potraktowałem to jako znak od losu, żeby wyjechać i sprawdzić, jak wygląda życie gdzieś indziej.

I postanowiłeś związać swoje życie z gastronomią? - Pomyślałem, że mógłbym gotować, a ponieważ jestem ambitny i wymagający, zdecydowałem się aplikować do najlepszej szkoły gotowania na świecie: Ferrandi Paris. To trzyletnia szkoła, bardzo prestiżowa i droga, ale uczysz się od najlepszych szefów na świecie. Początkowo byłem kiepskim studentem, bo nie rozumiałem słowa na zajęciach. Nawet dla Francuzów techniczne słownictwo było trudne. Nie było sensu pytać, co to znaczy po angielsku, bo wykładowcy wychodzili z założenia: jesteś we Francji, powinieneś mówić po francusku. Wstawałem o 5 nad ranem, od 7 do 13 trwały zajęcia praktyczne, a o 14 zaczynały się zajęcia teoretyczne, na których musieliśmy być w garniturach, inaczej nas nie wpuszczano. Nauczyłem się wtedy wiązać krawat na 9 sposobów. To było bardzo wymagające. Po 3 latach zdobyłem dyplom, co nie było łatwe - z 90 osób na roku szkołę skończyło 47, reszta zrezygnowała. Ja wiedziałem, że nie mogę - nie bardzo miałem do czego wracać, więc musiałem postawić wszystko na jedną kartę.

81


R O Z M O WA Podczas studiów jako pierwszy obywatel Chin otrzymałem stypendium od Fondation de Vocation Marcel Bleustein-Blanchet. Moje zdjęcie jest nawet na stronie fundacji wraz z opisem, w którym mówię, że dla mnie kuchnia jest jak teatr. Możesz mieć w nim różną rolę - dyrygować orkiestrą, nosić kostium, być operatorem światła wszystko jest spektaklem, który tworzy się dla widzów i każdego musisz traktować tak samo. Tyle się tu dzieje! Nieważne czy jesteś szefem kuchni czy kelnerem - zawsze musisz dawać z siebie 100%, tak jakbyś obsługiwał prezydenta USA. Co robiłeś po szkole? - Miałem dwie praktyki w gwiazdkowych restauracjach - jedną w Normandii, drugą

82

w Paryżu. A później zacząłem pracować w trzygwiazdkowej restauracji Hôtel Plaza Athénée, a następnie w trzygwiazdkowej restauracji Epicure, ulubionym miejscu Nicholasa Sarkozy’ego. Co więc przygnało Cię do Polski? - Odszedłem z pracy w ubiegłym roku. Wielu kucharzy poświęciłoby swoje życie, żeby móc pracę w trzygwiazdkowej restauracji wpisać w swoim CV i ja nie byłem wyjątkiem. Ale po latach niskich zarobków i upokorzeń stwierdziłem, że wystarczy. Mentalność ludzi w tym zawodzie jest w większości straszna, zdarzają się niewyobrażalne sytuacje, trudno mi nawet przetłumaczyć przekleństwa, jakie słyszałem. To nie mój świat, chciałem robić coś eleganc-

kiego. Zacząłem podróżować po Europie, byłem w prawie wszystkich słowiańskich krajach. Polska mnie zachwyciła i po prostu zdecydowałem się zostać. Odwiedziłem Gdańsk i Rzeszów, do którego wracam z powodu cudownych ludzi, których tam spotkałem. Bardzo lubię tamtejszy zamek, który wyglądem przypomina mały Wersal - chciałbym tam kiedyś ugotować posiłek. Kim jest Barbara, której płyty powiesiłeś na ścianie? - Barbara to francuska śpiewaczka (Monique Andrée Serf ), która urodziła się w żydowskiej rodzinie w 1930 r. i miała bardzo nieszczęśliwe dzieciństwo. Jej piosenki są bardzo melancholijne i piękne, pełne refleksji na temat życia. Jej utwory niesamo-


KRAKOWSKA SZKOŁA RESTAURATORÓW FAKTY: • Rok założenia: 2006, Kraków; obszar działania: cały kraj. • Ogólnopolska rozpoznawalność marki, przeszkolone ok. 15- 20 tys. osób. • Lider w zakresie wyspecjalizowanych szkoleń dla branży restauracyjno-hotelarskiej • Na nasze kursy i szkolenia od lat przyjeżdżają osoby z całej Polski i z zagranicy - Jesteśmy dostępni na terenie całego kraju, szkolimy od Bałtyku, aż do Tatr i od Odry do Bugu • Współpracujemy z hotelami, restauracjami, szkołami, organami samorządów - Świadczymy usługi doradczo – konsultingowe. Pomagamy tworzyć nowe obiekty

• Tworzymy standaryzacje obiektów, pomagamy wybrnąć z trudnych sytuacji biznesowych. • Jakość usług potwierdza m.in. Akredytacja Małopolskiego Kuratorium Oświaty, liczne referencje, udziały w programach TV, radiowych, prasie branżowej i ogólnodostępnej w roli ekspertów. • Wspieramy, współpracujemy i sponsorujemy lokalne ośrodki pomocy dla dzieci i młodzieży. • Organizujemy, współorganizujemy, sponsorujemy i sędziujemy konkursy gastronomiczne, małopolskie i ogólnopolskie. m.in. Krakowski Bieg Kelnerów realizacja od 2010 r. Najważniejsza impreza dla kelnerów w kraju i inne.

ZAPRASZAM DO SKORZYSTANIA Z NASZEJ OFERTY WARTO, SPRAWDŹ, POZNAJ I SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI KSR TO WIĘCEJ NIŻ PROFESJONALIZM, KURSY I SZKOLENIA TO SPOSÓB NA ŻYCIE, TO COŚ CO JEST W NAS, W SERCU… Z poważaniem SZYMON KOHUT Założyciel, właściciel

www.ksr.net.pl


R O Z M O WA wicie do mnie trafiają. Uwielbiam muzykę, sam śpiewam. Lubię włożyć trzyrzędowy garnitur i pójść do opery. Potrafię spędzić godzinę na wiązaniu muszki. Mam ich całą kolekcję oraz 300 vintage krawatów od najlepszych projektantów takich jak Christian Lacroix, Hermes i Chanel, które kupowałem za grosze na targu w Paryżu. Czy kuchnia francuska jest romantyczna? - Powiedziałbym raczej, że jest kluczem do romansu. Kuchnia francuska jest orzeźwiająca, z prostymi elementami. To kombinacja składników, z których każdy jest ugotowany w perfekcyjny sposób i ładnie zaprezentowany. W zasadzie gotując dania kuchni chińskiej także wykorzystuję francuskie techniki. Znajomi mówią, że gdybym wrócił i otworzył restaurację w Szanghaju, byłaby skazana na sukces, zwłaszcza, że są chętni, aby ją zasponsorować. Ale nie chcę wracać do zatrutego miasta i pracować dla kogoś, bo często wiąże się to z brakiem kontroli nad jakością składników. Chcę być swoim własnym szefem i decydować o tym co, jak i z czego gotuję. Pieniądze to nie wszystko.

84

Oczywiście, marzę o podróżach po świecie i nauce gry na pianinie. Ale jeśli masz uczciwą dobrą pracę, to wierzę, że życie Ci za nią odpłaci. Jakie afrodyzjaki występują w kuchni chińskiej? - Imbir i czosnek oraz przyprawy - wykorzystuje się ich wiele w kuchni chińskiej, podobnie jak herbaty. W chińskiej kuchni nie występują surowe produkty - wszystko powinno być ugotowane. Dlatego dania podaje się zawsze gorące. Myślisz o przyszłości w Krakowie? - Wybrałem Kraków, bo wydaje mi się być dobrą platformą dla ludzi młodych, takich jak ja, aby zacząć karierę bez popadania w nadmierne długi na starcie. Kraków staje się coraz bardziej popularny, widzę jego ogromny potencjał w przyszłości, przyjeżdża tu wielu turystów. I uważam także, że Kraków potrzebuje dobrej kuchni. Gdzie indziej znajdziesz pięciodaniowe menu degustacyjne za 68 zł? W przyszłości chciałbym dogadać się z jakiś supermarketem, żeby raz w miesiącu dostarczali mi resztki

żywności, z których mógłbym gotować super tanie dania, za symboliczne 10 zł dla tych, którzy nie mogą sobie pozwolić na posiłki w restauracji. Myślę, że to konieczne, sam mogę być kiedyś w takiej sytuacji. Nie jestem katolikiem, ale szanuję religijność i wierzę, że istnieje karma; że wszystko co dasz, do Ciebie wróci. Dobre i złe. Ale, żeby wprowadzać te wszystkie projekty w życie, potrzebuję pracowników, więc zapraszam do Chez Nicholas! Nasze życie jest marne - z powodu zanieczyszczeń wdychamy zatrute powietrze, jemy skażone produkty - jakość wszystkiego spada. Jemy krewetki i ostrygi, ale być może z powodu zanieczyszczeń wody za 20 lat już ich nie będzie. To nie pesymizm, tylko realizm. Dlatego uważam, że powinniśmy korzystać z życia i czerpać z niego radość. Ja chcę ludziom tę radość dawać, zapewniając im przyzwoite jedzenie. Bo tylko jedząc posiłki z wartościowych składników możemy czuć się dobrze i normalnie funkcjonować.

R OZMAWIAŁA BAŚK A MADE J


SKŁADNIKI (DLA 2 OS): • świeży filet z dorsza 300 g

PRZYBRANIE: • biała rzodkiewka 50 g • biała marchewka 50 g • buraki chioggia 10 g

SOS: • rybny wywar 200 ml (lub głowa białej ryby do zrobienia wywaru) • francuskie wytrawne białe wino (np. chardonnay) 50 ml

• kwaśna śmietana 100 g • tymianek • liść laurowy • opcjonalnie ząbek czosnku • warzywa (marchewka, cebula, seler)

PRZYGOTOWANIE: Oczyść wszystkie składniki, przemyj szybko rybę pod zimną wodą i pozbądź się ości. Ugotuj rzodkiewkę i marchewkę l’anglaise lub na parze. Przypraw odrobiną pieprzu i soli morskiej Guérande. W międzyczasie przygotuj sos. Wrzuć rybią głowę do zimnej wody, zagotuj, wylej i powtórz procedurę już z warzywami i przyprawami. Po ponownym zagotowaniu obniż temperaturę i gotuj 30 min.

Podsmaż pokrojone warzywa na oliwie z oliwek i wrzuć do garnka z wywarem, przyprawami i czosnkiem. Po zagotowaniu pozostaw na minimalnym ogniu przez 30 min. Odfiltruj bulion, zredukuj jego objętość do poziomu półpłynnego, dodaj białe wino i zmniejsz o połowę objętości. Następnie dodaj śmietanę i przyprawy i wymieszaj dokładnie. Podczas wykańczania sosu włóż rybę do piekarnika z odrobiną masła, soli i pieprzu

i piecz w 220 stopniach przez pięć minut lub odrobinę dłużej, w zależności od wielkości ryby. Włóż gotowane warzywa do sosu, by się rozgrzały i nabrały smaku. Gorącą rybę podawaj z cienką warstwą surowych buraków chioggia na wierzchu - nadadzą świeżości i naturalnej słodyczy. Możesz podawać danie również z ryżem.

Restauracja Taco Mexicano Kraków , ul. Poselska 20 tel.: 12 421 54 41 www.tacomexicano.pl

MEKSYKAŃSKA LEGENDA W CENTRUM KRAKOWA.... ZAPRASZAMY DO SPRÓBOWANIA NOWYCH DAŃ IDEALNYCH NA CHŁODNE DNI... Choriqueso z salsą blanca o dowolnej ostrości Ognisty Fajitas Monterrey z kurczakiem i grillowaną papryczką jalapeńo A na deser oryginalny meksykański sernik z polewą truskawkowo-pomarańczową

OD PONIEDZIAŁKU DO PIĄTKU W GODZINACH OD 12 DO 18 ZAPRASZAMY NA HAPPY HOURS!

PRZEPISY

PIECZONY DORSZ Z BIAŁYMI WARZYWAMI ZIMOWYMI Z SOSEM Z BIAŁEGO WINA A LA CHEZ NICHOLAS


SMAKI

7 NOWYCH TRENDÓW NA 2018 NIC NIE TRWA WIECZNIE! ZWŁASZCZA MODY PRZEMIJAJĄ SZYBKO, NAWET MOŻE ZA SZYBKO BO NAGLE OKAZUJE SIĘ, ŻE CZŁOWIEK SIĘ TYM CZY TAMTYM A TU KLOPS! NIE WYPADA! NIE MODNE! NIE MA! PRZEPADŁO! OCZYWIŚCIE NA TEGO TYPU ZAGRANIA LEPIEJ REAGOWAĆ STOICKIM SPOKOJEM I WŁASNYM GUSTEM ORAZ POTRZEBAMI. W KOŃCU W PRZYRODZIE (A TYM BARDZIEJ W KUCHNI!) NIC NIE GINIE. SKORO JUŻ JESTEŚMY PRZY MODACH I TRENDACH, ZOBACZYMY CO WIELCY GASTRONOMICZNEGO ŚWIATA PRZEWIDUJĄ DLA NAS W ROKU 2018. M A R T A K U D E L S K A zdjęcia: pexels.com | Michał Zębowicz

HERBATA Z herbatą nie jest taka prosta sprawa. O tym, że kawę należy odpowiednio zaparzyć wiemy już wszyscy. Stała się ona jednym z elementów współczesnej kultury miejskiej, ale teraz pora na herbatę. Herbata w sosach, herbata w deserach, herbata do picia wszędzie i w bogactwie jej różnorodności. Z herbatą można poszaleć, ale zgodnie z duchem slow life to do niej powinien należeć 2018. Wszyscy przecież lubimy chwilę wytchnienia z parującym kubkiem pysznego napoju?

MATCHA Jeśli była herbata to nie można zapomnieć o matcha! Tutaj zdania są podzielone. Jedni mówią, że było jej za dużo, jedni, że za mało. Osobiście myślę, że w Polsce matcha wciąż czeka na swoje 5 minut sławy. Matcha nie jest łatwa – trzeba ją dobrze przygotować, w odpowiednich warunkach, ale jej smak rekompensuję wszystko.

FIOLET Kolorem roku 2018 został fiolet, więc na pewno znajdzie to swoje przełożenie w kuchni. Wyczekujcie dań z fioletowych ziemniaków, marchewek, kapusty i jagód. Niby trochę melancholijnie, ale jednak z lekką nutką awangardy.

86


SMAKI

POKE I BUDDHA BOWL Chyba wszyscy pokochaliśmy pięknie skomponowane, kolorowe i pełne dobrodziejstwa miseczki? W tym roku z nich nie rezygnujemy – wracają ze wzmożoną siłą. Na tej fali nasze serca może pobić poke, czyli hawajska sałatka z surowego tuńczyka. Fajni, dobrej i świeżej ryby na pewno będą zachwyceni!

KUCHNIA KOREAŃSKA I PODRÓŻE NA WSCHÓD Według The Global Group ten rok ma należeć do kuchni koreańskiej. Zaskakujemy się w jej potrawach, ale także poddamy je kreatywnej fuzji. W temacie przypraw wieści głoszą, że harrisa podbije nasze serca, ale także szafran, kurkuma, pieprz cayenne, chrzan, cynamon, imbir i kminek! Uff zapowiada się gorąco!

LOKALNOŚĆ Lokalność to prawie jak mała czarna w modzie – nigdy jej nie opuszcza. Coraz bardziej cenimy to, co mamy pod ręką. Zatem wyruszajcie na targi, na pola, smakujcie jabłka prosto z drzew. I nie zapomnijcie o wspólnym gotowaniu z przyjaciółmi! Według prognoz ten rok ma właśnie należeć do takich inicjatyw!

COŚ DLA KRAKUSÓW Jako, że piszę te słowa mieszkając w Krakowie nie mogłabym nie wspomnieć o dwóch inicjatywach, które wydają mi się prawdziwym hitem. Po pierwsze inicjatywa KUK na BARCE – znana wszystkim Barka przy Kładce Bernatce otwiera swoje kulinarne podboje! A już po drugiej stronie Wisły w okolicach Korony niebawem otworzy się Miso Place. Mają tam serwować desery i dania z miso! KUK na BARCE fot. Michał Zębowicz

87


NA KONIEC

Umówmy się!

Spotkajmy się w następną sobotę. Wpiszmy to sobie w kalendarz i dotrzymajmy słowa. Nie przekładajmy na kolejną i kolejną. Nie odwołujmy w ostatniej chwili, bo pada śnieg, a kanapa okazała się nadzwyczaj wygodna. Nie przypo-minajmy sobie, że jednak mamy wtedy fryzjera, kosmetyczkę albo wizytę rodziców. Wyobraźmy sobie, że czas drugiej osoby jest równie cenny jak nasz. Zaraz… Chwila… Jak to?

HAREL Krytyk mody, autorka bloga HARELBLOG.PL

Ach, jak łatwo jest się teraz umówić! Wystarczy skrzyknąć znajomych na Facebooku albo wymienić kilka informacji na Tinderze. Miejsce wybieramy spośród polecanych przez najlepszych blogerów kulinarnych, sprawdzając, czy liczba przyznanych gwiazdek odpowiada naszym wymaganiom. Jeśli nie kojarzymy adresu, wrzucamy go w mapy i już wszystkie opcje dojazdu, wraz z potrzebnym czasem, mamy wyświetlone. Jeśli urodziny i prezent, sprawdzamy listę zainteresowań delikwenta i zrzucamy z przyjaciółmi na coś ekstra. Jeśli randka, bukiet kwiatów nigdy nie będzie zbyt staroświecki - tym bardziej, gdy zamówimy go przez internet. W sumie nawet nie musimy dokładnie wiedzieć, gdzie jedziemy - wystarczy wpisać adres w aplikacji taksówkarskiej. Kierowca nas dowiezie, a - jeśli tylko będziemy w stanie wyartykułować adres powrotny - zawiezie potem do domu. Wydawałoby się, że przy tym ogromie udogodnień życie towarzyskie powinno kwitnąć jak nigdy dotąd. A jednak, gdy tylko wychylimy się poza ekran naszego telefonu, zaczynają się schody. Był taki odcinek „Seksu w Wielkim Mieście” (Państwo wybaczą, jestem jego niepoprawną i bezkrytyczną fanką), w którym główna bohaterka umówiła się ze znajomymi w restauracji, by obchodzić trzydzieste piąte urodziny. Zdarzył się tylko jeden mały problem: nikt, prócz jubilatki nie przyszedł.

88

Po upokarzającym powrocie do domu (i opłaceniu tortu - niespodzianki) włącza sekretarkę telefoniczną i odsłuchuje wiadomości. Tłumaczenia, wymówki, głupie pomyłki - pechowo się złożyło, że każdemu coś wypadło. Kiedyś to była słodko gorzka scena z filmu. Obecnie najczęstszy scenariusz towarzyszący próbom zebrania kilku zaprzyjaźnionych, wydawałoby się, osób. Z lekkim rozrzewnieniem wspominam czasy, gdy nie mieliśmy komórek ani skrzynek mailowych, a jedyny zdalny kontakt odbywał się za pomocą domowego telefonu. Trzeba było się przedstawić i poprosić wybraną osobę, co zwłaszcza w przypadku dzwonienia do sekretnych szkolnych miłości bywało wyzwaniem. Świetnych miejsc na spotkania nie było zbyt wiele, więc odchodził problem marudzenia, bo ktoś nie lubi, a kogoś nie obsłużyli, więc nogi więcej nie postawi. Rzucało się pierwszy termin, jaki przyszedł do głowy, wieść jakimś cudem się niosła i spotkanie po prostu dochodziło do skutku. Co robiliśmy i o czym rozmawialiśmy, gdy nie było ani najnowszych hitów z YouTube’a, ani gorącej afery z udziałem jakiegoś nieszczęsnego „influencera - celebryty”? Mam trochę zdjęć z tamtych czasów. Robionych przy okazji, wywoływanych dużo później. Zostały dowody imprez przy stole, na którym nie leżał ani jeden smartfon. Nie to, że chciałabym wrócić do tamtego świata. Wygody tu i te-

raz nie da się z niczym porównać. Człowiek ma jednak wokół siebie tyle rozproszeń, że przestają dziwić towarzyskie trudności. Można się upierać, że nie tylko technologiczne nowinki odciągają nas od sedna. Bo przecież praca, dzieci, zwierzęta i sto obowiązków na godzinę. Mam jednak wrażenie, że kiedyś było łatwiej. Przypominam sobie tłumy znajomych w domu moich rodziców i dość regularne imprezy z nami, dzieciakami, plączącymi się między wesołymi dorosłymi. Może nie było alternatyw - z pewnością nie czekała na nich premiera wyczekiwanego od roku nowego sezonu kultowego serialu. Niedawno rozmawiałam z pewną dziewczynką, która przyznała, że po szkole najbardziej lubi zalec w swoim pokoju i „snapować” z przyjaciółmi. Z tymi samymi, których przed chwilą widziała w klasie. I nie uważa tego za nic dziwnego, kontakt jak każdy inny. I zaczęłam się zastanawiać. Może już mnie dopadła ta słynna przepaść pokoleniowa, może martwię się brakiem prawdziwych spotkań, bo tych wirtualnych za takie nie uważam? Eureka! Na takie wnioski nie byłam przygotowana.


lounge | No. 98 | February '18  

High quality lifestyle magazine. Priceless

lounge | No. 98 | February '18  

High quality lifestyle magazine. Priceless

Advertisement