__MAIN_TEXT__

Page 1

#

M O D A

P O L S K A

LOUNGE #104

|

WRZESIEŃ 2018

|

B E Z C E N N Y

ISSN: 1899-1262

|

WWW.LOUNGEMAGAZYN.PL


#

M ODA

PO L SK A

DORO TA RO QUEP L O

MO N I K A MI CHA L U K

A L E K S A N D E R B A R O N

Znakomita kostiumograf opowiada o pracy nad takimi filmami, jak Miasto 44, Młyn i krzyż czy Twój Vincent.

Współautorka książki “Etnogadki” pisze o tym, że dziś często wracamy do takiego podejścia do mody, jakie panowało przed wiekami.

Szef kuchni Zoni o polskiej kuchni z ambicjami, kiszonkach i gotowaniu w pięknym plenerze Beskidu Wyspowego

S T R . 2 0

S T R .

S T R . 8 6

5 6

REDAKCJA :

redaktor naczelny

zastępca redaktora naczelnego

dyrektor kreatywny

M A R CI N L EWIC K I marcin@loungemagazyn.pl

RAF A Ł STA NOWSKI rafal.stanowski@loungemagazyn.pl

FILIP Ł YSZ CZ EK filip@loungemagazyn.pl

WSP ÓŁPRA C A : Kuba Armata, Szymon Bira, Antonina Dębogórska, Luiza Dorosz, Harel, Natalia Jeziorek, Katarzyna Kwiecień, Anna Górska-Micorek, Michał Massa Mąsior, Monika Michaluk, Baśka Madej, Julka Michalczyk, Kasia Rachuba, Mikołaj Typa, Malwa Wawrzynek, Agnieszka Żelazko

OKŁAD K A : fotograf: Paweł Biegun modelka: Wiktoria Adamska Rysunki powyżej (oprócz tego oczywistej jakości): Anna Ostapowicz

Wydawca: MADMEN Sp. z o. o. Redakcja Lounge Magazyn ul. Lipowa 7, 30-702 Kraków tel. (12) 633 77 33 info@loungemagazyn.p

Drogi Czytelniku, jeśli zdecydujesz się na kontakt z redakcją Lounge, Administratorem Twoich danych będzie wydawca: spółka MADMEN sp. z o.o. z siedzibą w Krakowie przy ul. Lipowej 7, 30-704 Kraków, wpisana do rejestru przedsiębiorców pod numerem KRS 0000567296, posiadająca numer NIP: 6793113681, REGON: 3620577320, z którym możesz skontaktować się pod podanymi wyżej adresami, mailem i numerem telefonu. Twoje dane będą przetwarzane wyłącznie w celu komunikacji, a podstawą prawną będzie prawnie uzasadniony interes Administratora (art. 6 ust. 1 lit. f RODO).

Poglądy zawarte w artykułach i felietonach są osobistymi przekonaniami ich autorów i nie zawsze pokrywają się z przekonaniami redakcji Lounge. Redakcja nie odpowiada za treść reklam i ogłoszeń. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych i zastrzega sobie prawo do skracania i przeredagowywania tekstów. Publikowanie zamieszczonych tekstów i zdjęć bez zgody redakcji jest niezgodne z prawem.

Dane, które nam podasz mogą zostać przekazane jedynie podmiotom, za pośrednictwem których odbywa się komunikacja jak np. Poczta Polska lub podmiotom, które obsługują nasz system informatyczne lub pocztowy, a przechowywać będziemy je tylko na czas korespondencji z Tobą. Przetwarzanie danych osobowych ma charakter dobrowolny, ale jest nam niezbędne do udzielnie Ci odpowiedzi. Masz prawo do żądania dostępu do nich, ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia ich przetwarzania, do wniesienia sprzeciwu, przenoszenia ich. Możesz także wnieść skargę do organu nadzorczego.

1


NA LUZIE Fot. Materiały prasowe

POLSKA NA KACU I BEZ OBRAZY Pocięta i poklejona byle jak, na kacu, na kolanie, chaotycznie. I nie wiadomo, jakim cudem jeszcze się trzyma – mówi o „Polsce” Alicja Biała. Bo taki właśnie tytuł ma wystawa jej prac, trwająca właśnie w Leica 6x7 Gallery Warszawa. To seria “wycinanek polskich” - fotokolaży powstałych początkowo jako ilustracje do wierszy Marcina Świetlickiego. Wycinanki mają swoją kontynuację; to właśnie projekt Polska Bez Obrazy. Tytuł ma zachęcać do właściwej interpretacji prac - do patrzenia z dystansem, uśmiechu, ewentualnie drobnej refleksji. Artystka, chyba słusznie z resztą, uważa, że Polacy są przewrażliwieni na punkcie polskości. Nie ma takiej potrzeby - wystarczy spojrzeć na te kolaże; jesteśmy barwni i kolorowi. Tak trzymać! warsaw.leica- galler y.pl

ZABYTKOWY KUBEK KAWY Stacja PKP Powiśle, to żywy dowód na to, że nie należy zbyt wcześnie czegoś przekreślać. Bo “stara”, bo “zaniedbana”, bo “przecież to tylko mały dworzec”. A właśnie taką, niby starą i zaniedbaną, wpisano ją właśnie do rejestru zabytków. Stacja zaprojektowana przez Arseniusza Romanowicza i Piotra Szymaniaka odzyskała życie i zdobyła popularność, gdy w starym budynku kasy otwarto lokal “PKP Powiśle”. O tej słynnej, modernistycznej stacji i ludziach, którzy ją stworzyli Centrum Architektury wydało nawet specjalną publikację. Jakie z tego wnioski? Gastronomia jest niekwestionowanym cudotwórcą, a my od dzisiaj, pijąc kawę na Powiślu, możemy przy okazji podziwiać zabytki.

NAJCIEKAWSZY W WARSZAWIE Jak się okazuje, wbrew temu, co się nam, Polakom, wydaje, świat docenia polskie projektowanie. Udowadnia to chociażby magazyn “Time” i jego lista “World’s Greatest Places 2018” Jest to lista 100. najciekawszych destynacji podróżniczych świata- hotele, spa,muzea, przyroda; czego dusza zapragnie. I właśnie otwarty w czerwcu tego roku warszawski hotel Raffles Europejski został umieszczony na tej liście. Czym sobie na to zasłużył? Wnętrza urządzone z najwyższą finezją i dbałością o szczegóły, meble autorstwa polskich projektantów i ponad 500 (!) dzieł sztuki na ścianach. Zdecydowanie zasługuje na wyróżnienie. Może mamy więcej powodów do dumy, niż nam się wydaje? time.com

2


PSYCHOLOGIA

SAMODESTRUKCJA CZY SAMOMIŁOŚĆ? ANTONINA DĘBOGÓRSKA Psycholog, absolwentka psychologii ogólnej UJ. Jest autorką warsztatów i wykładów poświęconych dynamice związków romantycznych. Więcej informacji można znaleźć na fejsbukowej stronie: Inteligencja Erotyczna

- Muszę Ci się czymś pochwalić - dzwoni do mnie moja trzydziestoletnia znajoma. - Wczoraj pierwszy raz, własnoręcznie, sama doprowadziłam się do orgazmu! - O matkoo…. nareszcie! Jestem z Ciebie taka dumna! - Było wspaniale! - Mówiłam Ci! Cieszę się baaardzo! To odmieni Twoje życie! Albo odwrotnie: Twoje życie się odmieniło, a ze zmianami przyszedł i orgazm. - Aż tak? Ale… jak? Dlaczego? To była dla mnie wspaniała wiadomość. Do końca nigdy nie mogłam uwierzyć w to, że można się nie masturbować. Mężczyzn, którzy tego nie robią jest mało, kobiet trochę więcej. Szkoda. Nie będzie wielką przesadą, gdy postawię tezę, że masturbacja jest kluczem do damskiej seksualności. To nie tylko odkrywanie tego, co lubi nasze ciało. Technika też ma znaczenie. Ale jako psycholog, kładę nacisk na to, że radość z masturbacji poprawia nasz psychiczny dobrostan. Masturbacja nie ma jednak lekkiego życia. W Polsce edukacja seksualna kuleje. Nasze dzieciaki nie dostają nawet podstaw związanych z antykoncepcją, ciążą i chorobami przenoszonymi drogą płciową. Nie zapomnę mojej rozmowy z siedemnastolatką, która po seksie z chłopakiem uspokajała samą siebie, że nie zajdzie w ciążę, bo po niezabezpieczonym stosunku z partnerem wypłukuje spermę wodą. Cieszyłam się, że mi zaufała i mogę z nią porozma-

4

wiać. Ale ta rozmowa powinna odbyć się siedem lat wcześniej. Seksualność w wieku dorastania ma swoją dodatkową funkcję, jaką jest oddzielenie się od opiekunów. Zwykle intuicyjnie poszukujemy wtedy prywatności. Czujemy jako młodzi ludzie, że nasza erotyczna przestrzeń dla rodziców powinna być niedostępna. Dlatego niektórzy rodzice często w lękowy sposób reagują na przejawy seksualności swoich dzieci. Czują, że one dosłownie i w przenośni zamykają im drzwi przed nosem. I tak właśnie ma to wyglądać. Dlatego warto rozmawiać z dziećmi o seksie zawsze, gdy o to zapytają. A najczęściej pytają na długo zanim zaczną uprawiać seks. Dzieciom często brakuje wsparcia autorytetów i zaufanych dorosłych, dzięki którym miałyby szansę eksplorować swoją seksualność ze świadomością, szacunkiem i przyjemnością. A z zagubionych dzieci często wyrastają sfrustrowani dorośli.

Gdy słyszę, że ktoś nigdy się nie masturbował, zastanawiam się jak to jest. Tak samo jak wtedy, gdy słyszę o parach, które lubią seks, a nie próbowały nigdy zabawek erotycznych. Sama też dopiero całkiem niedawno uznałam, że życie jest za krótkie, żeby ich nie używać. To oczywiście tylko moje osobiste odczucie, które porównuję do zabawy w piaskownicy. Można bawić się na całego samym piaskiem. Nosić piasek w rękach i budować nimi zamki. Ale można też wziąć wiaderko, łopatkę, grabki i foremki. Co kto lubi. Poruszając temat masturbacji trzeba wspomnieć o drugiej skrajności. Jednym z nowych zjawisk w seksuologii jest uzależnienie lub nadużywanie pornografii i masturbacji. Do specjalistów zgłaszają się szczególnie młodzi mężczyźni, którzy wymienili życie erotyczne w realu na wirtualne. Jak zrozumieć taki wybór? Masturbacja i pornografia to


PSYCHOLOGIA

lekarstwo na męskie lęki i wyzwania związane z seksem. Po pierwsze nie ma w niej ryzyka odrzucenia przez partnerkę, po drugie nie trzeba myśleć o jej potrzebach, ani „sprawdzać” się w sztuce miłosnej. Mężczyzna ma święty spokój, pobudzenie i przyjemność sam na sam. Wybór masturbacji zamiast seksu jest w porządku, chyba że zaczyna działać destrukcyjnie na inne sfery. Zdarza się, że partnerki mężczyzn nadużywających porno bardzo cierpią. Wybór dziewczyn z ekranu zamiast żywych, bliskich, pożądających, kochających - to często strzał prosto w damskie słabe punkty. Czują się brzydkie, opuszczone, zdradzane. Mężczyzna natomiast odczuwa złość i poczucie winy i często czuje jeszcze większą potrzebę ucieczki. Jak to ujął jeden z moich kolegów: „Im mniej upra-wiasz seksu, tym więcej się onanizujesz, im więcej się onanizujesz, tym mniej seksu uprawiasz. To taka spirala masturbacji”. Gdy związek zaczyna utykać, to okazja żeby usiąść wspólnie na kanapie u terapeuty. Najlepiej psychoterapeuty, który ma też ukończone studia seksuologiczne lub kurs sex-coachingu. Moja znajoma podzieliła się ze mną swoją obserwacją: - Mam taką zabawę z moim chłopakiem, że ja się masturbuję, a on się patrzy. I jakiś czas zajęło mi zanim doszłam w jego obecności. Bardzo to lubi. Często mu opowiadam o tym, jak i kiedy to robię. Ale ostatnio się pokłóciliśmy i wszedł do sypialni w trakcie, gdy się zadowalałam. Natychmiast wyłączyłam i ukryłam wibrator. Jakbym go tym raniła. W momencie, gdy nie byliśmy emocjonalnie blisko poczułam, że go tam nie chcę. Że się normalnie… wstydzę! Albo chce go przed czymś ochronić. Dziwne, nie? Nie tak bardzo. Wracamy do dyskusji o męskich potrzebach

6

i problemach. Mężczyznom wpaja się, że mają być seks-maszynami. Nic dziwnego, że w ich fantazjach pojawiają się kobiety, które zaspokajają się same. Odciążają ich. Ale ma to swoje dwie strony. Dlaczego masturbacja w związku może być tematem tabu? Bo poruszając ten temat uświadamiamy sobie, że nasz partner ma swój erotyczny świat, do którego nie mamy dostępu. Bezludną wyspę, na której jest szczęśliwy bez nas, wręcz możemy mu tam przeszkadzać. Ma tam swoje fantazje, swoje scenariusze i bodźce, swoje seksualne marzenia i doświadczenia. I to może wywoływać podobny lęk jak w rodzicu, który odkrywa, że jego dziecko uprawia seks. Nasza najbliższa osoba zamyka nam drzwi przed nosem. Ale to temat na kolejny tekst. Wróćmy do mojej znajomej, która pyta, dlaczego aż tak się cieszę z jej własnoręcznego orgazmu. Koleżanka jest przykładem sparentyfikowanej, najstarszej siostry. W domu była przemoc, matka była zmuszana do seksu przez ojca, a jej córka - nasza bohaterka - „podszczypy-wana” przez jego kolegów. W trakcie gdy jej matka kolejno zmagała się z ojcem alkoholikiem, a następnie po wymęczonym rozwodzie otworzyła swoją restaurację, jej córka wychowywała czwórkę młodszego rodzeństwa. Nic dziwnego, że wyrosła na mega samodzielną singielkę. Zawsze ogarnięta, zawsze przygotowana, zorganizowana w pracy i nadodpowiedzialna. W jej życiu nie było miejsca na świadomą przyjemność, na jej orgazmy. Orgazm zajmuje za dużo miejsca, jest zachłanny, pozbawia kontroli. Właśnie dlatego, gdy usłyszałam, że udało jej się pierwszy raz doprowadzić do orgazmu samodzielnie, ucieszyłam się niezmiernie. W jej przypadku samodzielny orgazm to nie tylko

szybkie rozwiązanie nadmiernego napięcia. Patrząc na to głębiej, nasza bohaterka odnalazła swoją bezludną wyspę, przestrzeń dla siebie, zgodę na przyjemność, która była dla niej niedostępna. Zawsze znajdowała miejsce tylko na potrzeby innych, na realizowanie cudzych oczekiwań, na przyjemność innych osób odbywającą się z jej udziałem lub jej kosztem. Nie czuła się bezpiecznie, nie wierzyła, że może sama sobie dać coś tak zniewalającego. Dała sobie miłość. Samomiłość.

ANTONINA DĘBOGÓRSKA

****** źródło: Esther Perel, I n t e l i gencja Erotyczna


#ICONICBYTS


FELIETON

NIECH TA CIEMNOTA PRZEMINIE Polski dizajn, polski dizajn, polski dizajn. Zaprojektowane w Polsce, made in Poland. Coraz częściej słyszę o jakości i stylistyce produktów zaprojektowanych „u nas”. Co prawda w retoryce politycznej jesteśmy my i oni, ale mam nadzieję, że w przypadku form przemysłowych, nie ma znaczenia, po której stronie barierek pod sejmem się znajdujemy. Kilka dni temu zobaczyłem na ramieniu koleżanki torebkę, która krzyczała napisem „made in Poland”. I mimo, że sam nie kupuję ortodoksyjnie rodzimych produktów, to przyznam, działa to na mnie trochę jak hymn podczas zawodów sportowych. Delikatne mrowienie w brzuchu i coś w rodzaju wzruszenia.

MICHAŁ MASSA MĄSIOR Fotograf mody i reklamy. Technikę szlifował w International Center of Photography w Nowym Jorku, a także pod okiem Bruce’a Gildena i Wojciecha Plewińskiego. Na co dzień pracuje w Krakowie. Specjalizuje się w nietypowych portretach i koncepcyjnych sesjach. Nie rozstaje się z aparatem fotograficznym, co można obserwować na jego stronach madmassa.com krakowtumieszkam.pl

Cały czas patrzę jednak krytycznie na nasze narodowe dokonania. I tak jak dwa numery temu „przewidziałem” wyniki na Mundialu, tak teraz sobie myślę, że żyję w kraju, którym rządzą mocno zmanipulowani i w wielu przypadkach ekstremalnie niedouczeni ludzie. W polskim „szołbiznesie” można odnieść sukces dlatego, że jest się znanym. Czyli na przykład dzięki długim tipsom, ustach typu „glonojad”, przedłużonych rzęsach do granicy, ponad którą powieka nie jest w stanie ich unieść, brwiach typu „angry birds” lub dzięki wydobywaniu z siebie dźwięków biegnących zupełnie swobodnie obok linii melodycznej. Można stać się ikoną sportu w TVP i będąc na kilkunastu olimpiadach i wielu mundialach, dalej nie mieć pojęcia o tym, co się komentuje. Można także mianować siebie naczelnym polskim detektywem, przypominając z wyglądu kwadrat i nie mając specjalnie większych osiągnięć. Polska to kraj, w którym wynik 1:27 jest zwycięstwem, a porażka piłkarska z drużyną z Luksemburga może być wynikiem błędów sędziow-skich. To także ojczyzna wujków „dobra rada”, z których każdy chętnie poradzi drugiemu, choć sam w danym temacie nie wie nic. Ale Polska, to także kraj wybitnych ludzi, którzy gdzieś w tle, bez fajerwerków robią swoje. Schowani za skromną osobowością tworzą fantastyczne rzeczy. Myślę, że każdemu na myśl przychodzą w tej chwili nazwiska muzyków, kompozytorów, aktorów, malarzy.

8

Coraz częściej mówimy także o polskich projektantach. Jako że moja rubryka w Lounge dotyczy fotografii, nie mogę nie wspomnieć tutaj Marka Karewicza. Niedawno odszedł od nas fotograf związany z polską sceną muzyki bigbitowej, autor kilkuset okładek płyt. Słynna fotografia Tadeusza Nalepy z synem z okładki Breakoutu czy kadry z pierwszego koncertu The Rolling Stones w Polsce, to właśnie dzieła Karewicza. Kiedy kilka lat temu miałem okazję go poznać, mimo swoich poważnych problemów zdrowotnych, był kompletnym rock’n’rollowym wariatem, a jego dowcipne opowieści o Niemenie wzbudzały salwy śmiechu nawet u tych, którzy Niemena znali tylko z nazwiska. W żadnym wypadku nie można tutaj zapomnieć o obchodzącym w tym roku dziewięćdziesiąte urodziny, Wojciechu Plewińskim, wybitnym fotografie, który przez czterdzieści lat pracował dla Przekroju, wykonał dla niego fantastyczne zdjęcia mody i genialne portrety polskich gwiazd ówczesnego showbiznesu. Fotograf kompletny, w którego portfolio można znaleźć także fantastyczny dokument, świetny akt, a nawet pejzaż. I gdyby nie mozolna praca jego syna Macieja (także świetnego artysty), niewielu wspominałoby dzisiaj kadry Wojciecha Plewińskiego. Nie wiem, czy skromność jest aktualnie u artysty cnotą. Dzisiaj bez szumu wokół nazwiska nie zawsze udaje się być wielkim. Pokora i spokój Plewińskiego powodu-

ją jednak, że obcowanie z jego sztuką, w połączeniu z autorską opowieścią o kulisach zdjęć, staje się przeżyciem metafizycznym. I pewnie gdyby komunizm nie był czasem separacji od świata, Plewiński mógłby być wymieniany dzisiaj jako jeden z ważniejszych fotografów europejskich, a nawet może światowych, obok Avedona, Sieffa czy Newtona. Choć dla mnie taki właśnie jest. Pamiętajmy też, że mamy wielu młodych, niesamowicie zdolnych artystów związanych z fotografią. Niedawno dotarła do nas wiadomość, że Rafał Milach został nominowany do członkostwa w najbardziej prestiżowej agencji fotograficznej świata, Magnum Photos. Co prawda dopiero za cztery lata dowiemy się, czy Polak zostanie pełnoprawnym jej członkiem, ale już teraz warto się cieszyć. Mimo kultu obrzydliwego disco polo, kiepskich kabaretów z puentą nałożoną łopatą, pożal się Boże wokalistów i niektórych inteligentnych inaczej zawodników MMA, mamy jednak wielkie nazwiska, nawet te świeże, którymi możemy się szczycić. I niech ta władza przeminie, jak cała ciemnota, którą nam wciska, bo zaczęliśmy wreszcie należeć do kultury zachodu pełną gębą, próbujemy powoli zajmować w niej coraz więcej miejsca. I obyśmy nie musieli wrócić na stare śmieci, do d…, w której niestety już urządzeni byliśmy. No, ale wielu już tego nie pamięta.


P R AW O K U LT U R Y

ŚPIEWANIE NIE NA MEDAL OSTATNIE MISTRZOSTWA EUROPY W LEKKOATLETYCE PRZYNIOSŁY NAM POWÓD DO DUMY. NASI SPORTOWCY WRÓCILI Z BERLINA Z 12 MEDALAMI – OKAZJI DO ZAŚPIEWANIA HYMNU PODCZAS DEKORACJI BYŁO WOBEC TEGO CAŁKIEM SPORO. PASOWAŁOBY DODAĆ – NIESTETY. BO AKURAT TYM RAZEM HYMN CHLUBY NAM NIE PRZYNIÓSŁ. Wiecie kto to Efialtes? Ja musiałam go sobie wyszukać w Wikipedii. Dlaczego? W gimnazjum uczył nas historyk, który twierdził, że zdrajców powinno się karać zapomnieniem. W związku z tym nie chciał nam powiedzieć, jak nazywał się Grek, który umożliwił Persom zwycięstwo pod Termopilami. Pana Profesora wspominam z dużą dozą sentymentu i muszę przyznać mu rację – najgorszą karą z perspektywy czasu i historii jest zapomnienie. Przy czym ja tę karę stosowałabym nie tylko do zdrajców. Na mojej osobistej liście osób, o których wolałabym nie pamiętać są wszyscy ludzie, którzy na siłę wpychają się do tramwajów, zanim stłoczona ciżba zdąży z nich umknąć (na nic zdają się moje złowrogie pomruki o charakterze edukacyjnym - najpierw się wychodzi!) i ostatnio Pani solistka, która śpiewała hymn podczas dekoracji naszych lekkoatletów w Berlinie. Piszę o niej Pani solistka, ponieważ nie mam zielonego pojęcia kto to jest i nawet nie chcę wiedzieć. Będzie moim Efialtesem. Do tej pory, jak niepodległości, zawsze broniłam stwierdzenia, że najtrudniejszą polską piosenką jest 100 lat. Jakiż to ma ambitus! Zazwyczaj osoby, które dają sobie nieźle radę z dołem, górę muszą „zdobyć” zdradliwym falsetem, po którym jubilat do setki będzie musiał już dociągnąć z koncertowo uszkodzonym słuchem. Jednakże, po ostatnich Mistrzostwach stwierdzić muszę, że ewidentnie najwięcej trudności wykonawczych sprawia hymn. Dwukrotne wykonanie hymnu przez panią solistkę (nie sposób nie spytać – kto dał jej do potrzymania mikrofon kolejnego dnia, po pierwszej ceremonii? Może był to jeden z nieszczęsnych, ogłuszonych jubilatów?), przy bolesnym akompaniamencie, który na pewno nie pochodził „z taśmy profesjonalnej”, skłoniło mnie do tego, aby zastanowić się nad tym, co z naszym hymnem jest nie tak? Bo to przecież już nie pierwsza, ani

10

nawet nie druga tego typu sytuacja. Zgodnie z ustawą z dnia 31 stycznia 1980 r. o godle, barwach i hymnie Rzeczypospolitej Polskiej oraz o pieczęciach państwowych, hymn Polski powinien być wykonywany w tonacji F-dur. Nie jest to łatwa tonacja, dlatego w większości przypadków pieśń transponowana jest na przykład do tonacji C-dur. Jak jakiś czas temu podnieśli organizatorzy Lekcji Śpiewania na Rynku Głównym w Krakowie, wykonywanie hymnu w tonacji innej niż przewidziana ustawą, jest naruszeniem prawa. Stąd postulat, aby w przepisach tonację zmienić i tym samym umożliwić Polakom śpiewanie hymnu „jak Pan Bóg przykazał”. Z drugiej jednak strony, warto zauważyć, że gdyby chciano rzeczywiście wyciągać konsekwencje z „nieustawowego” wykonywania hymnu, karze podlegałaby nie tylko zmiana tonacji, ale również każdy fałsz – co w zasadzie jest kuszącą, choć nierealną propozycją. Prawo nakazuje zachowanie należnego szacunku i czci podczas śpiewania hymnu – w związku z tym dopuszcza się w zasadzie każde wykonanie, które choć dopasowane jest do możliwości wykonawcy w zakresie tonacji, nie wypacza, nie ośmiesza i nie zmienia hymnu jako takiego. „Mazurek Dąbrowskiego” w C-dur, G-dur i tak dalej, ale z zachowaniem tekstu, melodii i rytmu pieśni to w dalszym ciągu ten sam utwór – chociaż w Berlinie można było się pomylić. Nie będę oceniać tego w jakiej tonacji śpiewała Pani solistka, ponieważ spektakularnie wypadła z niej dość szybko. Można się jednak zastanowić nad tym, czy było to już wykonanie ośmieszające nasz symbol narodowy. Zapis ustawy nie precyzuje na czym ten brak szacunku miałby polegać, wydaje się jednak, że nawet najgorsze pod względem artystycznym wykonanie,

nie będzie ośmieszające dla nikogo poza samym wykonawcą, dopóki zadba się o należyty szacunek. Innymi słowy – fałszuj ile wlezie, ale stój na baczność! Symbole narodowe nie mogą być przedmiotem obrotu handlowego. Natomiast ustawa, w stosunku do godła i barw, zezwala na ich „sprzedaż” w formie artystycznie przetworzonej, oczywiście z zachowaniem należytej czci. Dlatego też orzeł znalazł się na koszulkach Roberta Kupisza, bez problemu kupić można także kolejne olimpijskie kolekcje 4F w biało-czerwonych barwach. Z hymnem jest nieco inaczej – tu już artystyczne przetworzenie, tj. opracowanie na chór czy zespół instrumentalny lub wokalno-instrumentalny wymaga zatwierdzenia partytury przez Ministra Kultury i Sztuki. W tych wypadkach szczególnie łatwo bowiem o wypaczenie melodii utworu. Śpiewaliście kiedyś w chórze? A próbowaliście wykonać jakąkolwiek inną niż sopranowa partię hymnu? W niczym nie przypominają one oryginalnej pieśni, dopiero harmonia czterech głosów pozwala bezbłędnie rozpoznać „Mazurek Dąbrowskiego”. Trudno powiedzieć co stało się w Berlinie. W takich przypadkach najczęściej „zawodzi odsłuch”. Moim zdaniem, to co zawiodło tutaj, to słuch. Być może też Pani solistka próbowała śpiewać inną niż sopranowa partię. Albo inną niż „Mazurek Dąbrowskiego” pieśń. Nie da się jednak ukryć, że stała przy tym na baczność. Ja usiadłam z wrażenia. Śmiem natomiast przypuszczać, że gen. Dąbrowski delikatnie przewrócił się w grobie.

ANNA GÓRSKA-MICOREK


Avant Après / ul. Kupa 5, Kraków / tel. 12 357 73 57 / www.avantapres.pl

Finalistka konkursu COLOR TROPHY 2018 LOREAL PROFFESIONEL

włosy: Klaudia Daniels / stylizacja: Gosha Kusper / mua: Joanna Stawowy model: Martyna Klich / foto: Łukasz Sokół


I M P R E Z Y I OT WA R C I A

DYWIZJON 303. HISTORIA PRAWDZIWA - PREMIERA Na czerwonym dywanie zaprezentował się m.in. odtwórca głównej roli Maciej Zakościelny, Piotr Adamczyk, Antoni Królikowski czy Jan Wieczorkowski. Nie zabrakło także Edyty Górniak, która nagrała piosenkę do

produkcji oraz innych gwiazd polskiego show-biznesu. Partnerem premiery filmu była między innymi DELUXE ORIGINAL VODKA.

zdj. Bartosz Cygan

W poniedziałek 27 sierpnia w Multikinie w centrum handlowym Złote Tarasy odbyła się uroczysta premiera filmu Dywizjon 303. Historia Prawdziwa.

MODNY DESIGN W NARODOWYM Wystawa „Z drugiej strony rzeczy” w Muzeum Narodowym w Krakowie, prezentująca polski dizajn po roku 1989, zakończyła się modnym akcentem. W przestrzeni ekspozycji Szkoła Artystycznego Projektowania Ubioru zorganizowała

12

performance, prezentując projekty młodych projektantów - Joanny Organiściak, Agnieszki Maciochy, Michała Wójciaka, Marty Pilas, Hanny Vaty, Oliwii Jankowskiej czy Anny Marii Zygmunt. Tłumy widzów mogły przekonać się, że współczesna moda pretenduje do miana dziedziny sztuki. Pro-

jektanci z SAPU wraz z modelkami agencji Reklamex doskonale uzupełnili ekspozycję polskiego dizajnu.


N A P O C Z ĄT E K fo

MUSIMY UŁOŻYĆ NOWY POLSKI LEGOLAND ip Fil t.

z Łys

cze k

RAFAŁ STANOWSKI Z-CA REDAKTORA NACZELNEGO Kultura jest czymś, co nierozerwalnie wiąże społeczeństwo. Dlatego nie można jej rozcinać na wysoką i niską, na sacrum i profanum, na art i pop. Wszystko łączy się w jeden kanał komunikacyjny, w którym przenikają się dźwięki Madonny i Karlheinza Stockhausena, malarstwo Leonarda Da Vinci i szablony Banksy’ego, kino Murnaua i wizualne eposy Petera Jacksona. Moda, design, grafika dopełniają przekaz nadawany przez dźwięk, obraz czy ruch. Wszystko płynie, a my jesteśmy głęboko zanurzeni w kulturalnym nurcie.

14

CZY MADE IN POLAND COŚ ZNACZY? JAKIE SĄ NASZE PRODUKTY, KULTURA, SPOŁECZEŃSTWO? MIMO PATRIOTYCZNYCH UNIESIEŃ JESTEŚMY PRZECIEŻ CIĄGLE NARODEM NA GLOBALNYM DOROBKU, KTÓRY WALCZY O TO, BY GO W OGÓLE ZAUWAŻONO. Made in Italy – styl, design, choć niekoniecznie wybitnej jakości. Made in Japan – jakość perfekcyjna, ale ubrana w dość ekscentryczne wzornictwo. Made in Sweden – perfekcyjny minimalizm, bliskość natury, empatia. Made in Germany – teutońska siła, która z daleka rzuca się w oczy. Te stereotypowe skojarzenia, w których kryje się sporo prawdy, można by długo wyliczać, wymieniając kolejne społeczeństwa ponowoczesnego świata. A made in Poland – co może oznaczać? Odrzućmy romantyczne mity, odwołujące się do potęgi od morza do morza, której ostatnim akcentem było zwycięstwo husarii pod Wiedniem. Od tej victorii Polska traciła powoli powietrze, z biegiem lat ulatując w niebyt, którego tragiczną manifestacją stała się utrata własnej państwowości. Kreowaliśmy, owszem, piękne idee, jak demokracja szlachecka (druga na świecie po angielskiej!), Konstytucja Trzeciego Maja (druga po amerykańskiej) czy wspaniała sztuka sarmacka, tworzona na przecięciu szlaków handlowych prowadzących ze wschodu na zachód. Losy historii zaciągnęły nas w dość ponure i obskurne miejsce, w którym nie było tlenu dla rozwoju indywidualnego stylu. Podczas gdy państwa zachodnie celebrowały własną tożsamość, my ją utraciliśmy, wciśnięto nam twardy reset, który sformatował większość intelektualnych partycji – najpierw przez zaborców, potem przez wojnę i komunizm. Zmieniono nam granice (z państwa wielonarodowego staliśmy się po raz pierwszy od czasu Piastów jednonarodowym), wywrócono system do góry nogami, przeorano w głowach. Musimy na nowo siebie odkryć. Made in Poland jest dziś zlepkiem - z jednej strony dawnej tradycji, po której zostało więcej wspomnień niż realnych odniesień, z drugiej współczesnej historii, naznaczonej przeskakiwaniem przez mur, a potem zjadaniem popcornu. Nie możemy się odciąć, ani od historycznych uniesień, ani od XX-wiecznych doświadczeń – one ukształtowały przecież nasz światopogląd. Brzydkie lata 90., w których powstał skansen archiszop i skażono przestrzeń wszechobecną reklamą, to także część naszej spuścizny, której nie wymażemy magicznym pędzlem. Made in Poland oznacza na razie chaos – estetyczny, intelektualny, polityczny. Przeżyliśmy już

wystarczająco wiele, by zacząć to wszystko porządkować. Powinniśmy zastanowić się, jak ma wyglądać Polska za ileś tam lat. Zrobić to wspólnie, ponad podziałami, realizując idee solidarności, którymi udało nam się zmienić bieg historii, by je następnie porzucić dla napędzającego kapitalizm egoizmu. Proponuję zacząć od rozmowy o stylu – po pierwsze będzie łatwiej niż z polityką, a co ważniejsze – estetyka kształtuje naszą świadomość. Zastanówmy się, jak uczynić nasz kraj ładniejszym, bardziej funkcjonalnym, mniej inwazyjnym wobec natury. Rozmawiajmy, debatujmy, spierajmy się. Ale zróbmy coś. Bo na razie made in Poland to przede wszystkim napis na metce. To nie znaczy, że mieszkamy na estetycznej pustyni. W polskich projektantach drzemie ogromna energia, której przejawy coraz częściej wybuchają gdzieś na świecie, takimi przykładami są sukcesy Doroty Koziary, Oscara Zięty, Magdy Butrym, marek UEG, MISBHV czy Local Heroes. Ale ten wybuch trzeba stymulować mocniej, by nie pozostać na etapie efemerycznych sukcesów. Powinniśmy mieć plan, jak zbudować sukces metki made in Poland. Tymczasem na razie jak na Dzikim Zachodzie, nasi projektanci przypominają samotnych jeźdźców, którzy poszukują żyły złota wyposażeni w kilof i dobre chęci. Łódzki fashion week upadł i nie udało się stworzyć jego następcy, łatwiej dostać wsparcie finansowe na tomik poezji niż zaprojektowanie nowej kolekcji, nie istnieje żadna instytucja, która chciałaby podjąć się kompleksowego wspierania polskiej mody – na podobieństwo British Fashion Council. Polska moda mogłaby stać się ważnym kołem zamachowym polskiej gospodarki, tym bardziej, że coraz więcej firm myśli o tym, by wyprowadzić produkcję z dalekiej i coraz droższej Azji. Musimy zebrać to wszystko razem, całą naszą trudną historię, doświadczenia komunizmu i kapitalizmu, solidarności i egoizmu, i z nie zawsze pasujących do siebie klocków ułożyć nowy, polski Legoland.


WYDARZENIA

PR O WOK ACYJNE ZDJĘCIA LACHAPELLE W POZNANIU NAOMI CAMPBELL, MILEY CYRUS I RODZINA KARDASHIANS W OBIEKTYWIE DAVIDA LACHAPELLE W STARYM BROWARZE. 5 WRZEŚNIA W GALERII NA DZIEDZIŃCU OTWARTO WYJĄTKOWĄ WYSTAWĘ: LACHAPELLE. SONGS FOR THE WORLD. Do przestrzeni galerii sztuki mieszczącej się w Starym Browarze trafi aż 57 prac Davida LaChapelle: zarówno dzieł sztandarowych, jak Rebirth Of Venus czy Showtime at the Apocalypse, ale też najnowszych i wcześniej nieprezentowanych. Kuratorowi wystawy, Wojciechowi Piotrowi Onakowi, mniej niż na retrospektywnym charakterze wystawy, zależało na zwróceniu uwagi na proces twórczego rozwoju artysty oraz na zaakcentowaniu tematów, które zajmują autora obecnie. Stąd zestawienie portretów gwiazd – Miley Cyrus, rodzinyKardashianów, Steviego Wondera, ze scenkami ze świata natury czy cyklem Awakened z 2007 roku. Rape of Africa, głośne zdjęcie z Na-

16

omi Campbell jest tym, które pojawi się na oficjalnym plakacie promującym wystawę LaChapelle. Songs To The World. Ta wyjątkowa, dedykowana ekspozycja prac David LaChapelle, jednego z najsłynniejszych współczesnych fotografików, związana jest z 15-leciem Starego Browaru, przestrzeni, która gości światowe wydarzenia kulturalne prezentowane w Poznaniu.

Wystawa czynna do 10 grudnia


MÓWI SIĘ, ŻE KSIĄŻEK NIE NALEŻY OCENIAĆ PO OKŁADCE. PODOBNIE RZECZ MA SIĘ W ODNIESIENIU DO PŁYT, JEDNAK NIE MOŻNA ZAPRZECZYĆ, ŻE OPRAWA WIZUALNA POTRAFI SKUTECZNIE ZACHĘCIĆ DO SIĘGNIĘCIA PO NIEZNANY DOTĄD ALBUM. Malowniczy krajobraz z okładki płyty Norn, Sebastiana Zawadzkiego, dokładnie ukazuje, jakimi muzycznymi barwami operuje kompozytor. Inspiracją do powstania albumu stał się wymarły nordycki język norn. Kultura skandynawska nie jest obca autorowi, bowiem mieszka on od kilku lat w Danii. Motywy dźwiękowe prezentowane przez fortepian nieustannie ewolują, przenikając się wzajemnie. Kwartet smyczkowy dodaje znany i bezpieczny dla ucha efekt klasycznego brzmienia, natomiast nienachalna elektronika (syntezator modularny) doskonale wpisuje się w minimalistyczny klimat albumu i tworzy nieoczywiste dopełnienia oddziałujące na wyobraźnię. Norn, to tak-

że echo muzyki filmowej, którą również zainteresowany jest Zawadzki. Pomimo tych wielu składowych, które miksują się w przestrzeni dźwiękowej, powstał płynny i spójny materiał. W rezultacie czas spędzony z tą płytą daje szansę na chwilę wytchnienia, którego zazwyczaj wokół nas brakuje. Ta płyta prawdopodobnie jednak nie jest dla wszystkich. Aby czerpać przyjemność z tych brzmień, trzeba być przede wszystkim wrażliwym na piękno i jednocześnie otwartym na nowatorstwo. RÓŻA JACHYRA

RECENZJE

WYMARŁY JĘZYK, PONADCZASOWA MUZYKA


WYDARZENIA

SYMBIOZA

MUZYKI I ŚWIATA DAMN, ALE TO BYŁA IMPREZA! W CZASIE KRAKÓW LIVE FESTIVALU MUZYCZNE EMOCJE PRZEŻYWAŁO AŻ 50 TYSIĘCY OSÓB, A ZAGRAŁY WIELKIE ŚWIATOWE GWIAZDY. Die Antwoort, A$AP Rocky, Kendrick Lamar, Jessie Ware czy Martin Garrix rozgrzali powietrze nad krakowskim muzeum lotnictwa. Publiczność gorąco przyjęła artystów, pokazując że nie mamy ambicji stać na uboczu, lecz jako społeczeństwo czerpiemy radość z bycia częścią globalnej wioski. Krakowską publiczność komplementowała na secnie Jessie Ware, mówiąc: You make me feel like Beyonce. Kraków Live Festival był niezwykłą symbiozą artystów z fanami, muzyki z emocjonalnością, Krakowa z całym światem. /RS/ zdjęcia: Stolarska | KLF 2018

Jessie Ware

A$AP Rocky

Daria Zawiałow

Letnia Noc

Martin Garrix

18


WYDARZENIA Die Antwoord

Sonbird

Mery Spolsky

Stormzy

19


R O Z M O WA

DOROTA ROQUEPLO: KOSTIUMOGRAF MUSI CIĄGLE WTAPIAĆ SIĘ W TŁUM UCHODZI ZA NAJBARDZIEJ CENIONĄ KOSTIUMOGRAFKĘ W NASZYM KRAJU. NA SWOIM KONCIE MA WIELE NAGRÓD I JESZCZE WIĘCEJ CIEKAWYCH PROJEKTÓW, RÓWNIEŻ W ZANADRZU. TO ONA UBIERAŁA BOHATERÓW „MIASTA 44”, „MŁYNA I  KRZYŻA”, „HISZPANKI” CZY NOMINOWANEGO DO OSCARA „TWOJEGO VINCENTA”. Z  PANIĄ DOROTĄ SPOTKALIŚMY SIĘ W JEJ PIĘKNIE URZĄDZONYM – JAK NA TEN ZAWÓD PRZYSTAŁO – MIESZKANIU NA WARSZAWSKIEJ PRADZE-PÓŁNOC, A ROZMOWIE KUBY ARMATY UWAŻNIE PRZYSŁUCHIWAŁY SIĘ DWA KOTY.

Dorota Roqueplo, fot. Magdalena Deskur

20


A jak teraz wyglądamy? - Cudowną rzeczą jest to, że możemy wyglądać, jak chcemy. Są ludzie, którzy chodzą w ciuchach z lat 50. Inni z kolei ubrani są bardzo modnie, co często oznacza po prostu przywiązanie do danego projektanta. Jeszcze inni wszystko ze sobą mieszają. Byłabym ostrożna z użyciem słowa „oryginalność”, ale na pewno ulica jest ciekawsza niż kiedyś. A gdyby ją porównać z paryską? - Z uwagi na globalizację mamy coraz więcej wspólnych cech. Paryż jest pod tym względem specyficznych miastem, bo wszystko zależy w nim od dzielnicy. Bardzo lubię te afrykańskie, gdzie widać ludzi ubranych zupełnie tak, jak w swoim kraju. Pięknie, kolorowo, co pomieszane z europejskim sznytem robi naprawdę duże wrażenie. Przemieszanie kultur jest dla mnie najciekawsze. Wychodzą z tego bardzo interesujące kombinacje modowe. U nas niestety tego nie ma. Na szczęście trochę się to zmienia, choć wciąż jesteśmy nieco czarno-biali. Z drugiej strony wraca teraz taka moda! Czym dla pani różni się zawód kostiumografa od bycia projektantem mody? - Każdy z tych zawodów jest inny. Projektant może sobie wymyślić kukuryku na głowie, nie myśląc o danej postaci z krwi i kości, ale też nie będąc zobligowany do tego, by przekazywać prawdę. Dobrym tego przykładem może być Alexander

McQueen. Jego prace to kompletne szaleństwo. Niesamowicie go podziwiam, bo to człowiek, który miał ogromną wiedzę historyczną, którą widać było na każdym kroku. Jednocześnie to bardzo smutna postać. Przyznaję, że uciekłam z jego wystawy w Londynie. Nie mogłam tam zostać, bo z każdej strony czułam jego cierpienie. W każdym kostiumie. Bardzo dziwne uczucie. Wychodząc z wystawy, wiedziałam, że musiał popełnić samobójstwo. McQueen to był fenomen totalny. Interesuje panią w ogóle moda, pokazy, projektowanie? - Choć uważam ją za sztukę, w ogóle nie jestem modowa. To zupełnie inna rzecz niż to, co sama robię. Choć przykładowo Paco Rabanne zrobił wspaniałe kostiumy do Barbarelli – królowej galaktyki, Rogera Vadima, ale to jednak specyficzne rzeczy. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby ci nawet najbardziej kreatywni ludzie zrobili film współczesny jeden do jednego. Kostiumograf bardziej koncentruje się na człowieku, który w modzie stanowi jedynie dodatek. Ale bez mody nie byłoby ulicy.

Jak w ogóle zainteresowała się Pani kinem? - Moja mama co tydzień zabierała mnie do kina w Paryżu na specjalne seanse dla dzieci. Miałam wtedy chyba pięć lat. Widziałam wiele fantastycznych filmów, które mocno zadziałały na moją wyobraźnię. Podobno powiedziałam kiedyś, iż będę robiła ładniejsze kostiumy niż w Sissy z Romy Schneider. Później dopiero dowiedziałam się, że były to prawdziwe suknie z epoki (śmiech). Od najmłodszych lat bardzo to lubiłam. Siłą rzeczy nie byłam jeszcze wtedy pewna, czy w tę stronę to pójdzie, ale czułam, że jest w tym coś fascynującego, co mnie przy tym trzymało.

R O Z M O WA

Projektuje Pani kostiumy do filmów, których akcja dzieje się w różnych epokach. Ma Pani swoją ulubioną? - Lubię kino historyczne. Po pierwsze dlatego, że zawsze chciałabym wiedzieć, co ci ludzie tak naprawdę czuli. Interesuje się nie tylko historią, ale i człowiekiem. To właśnie ze względu na niego wykonuję ten zawód, a nie z uwagi na modę. Kino historyczne może być oparte na faktach bądź bazować na wymyślonej przez nas opowieści, rozgrywającej się w określonych realiach. Przez przypadek obejrzałam niedawno znowu Co się wydarzyło w Madison County, Clinta Eastwooda. Mam wrażenie, że ten film musiał rozgrywać się właśnie w tamtych latach, ale reżyser zrobił to bardzo subtelnie, delikatnie. W efekcie z dużą uwagą patrzyłam na wszystko, co otacza głównych bohaterów. Podoba mi się osadzanie człowieka w jego historii. To szalenie ciekawe. Co oczywiście nie oznacza, że nie lubię współczesności. Ona też może być interesująca. Najmniej atrakcyjna, co nie znaczy oczywiście, że wcale, jest moim zdaniem ta najbliższa mnie historia. Patrząc na modę lat 80. i 90. powiedzmy sobie szczerze – wyglądaliśmy wtedy niespecjalnie.

Zaczęła pani z wysokiego C, bo jedną z  pierwszych produkcji, przy których pani pracowała, był serial Macieja Wojtyszki, Mistrz i  Małgorzata. Ogromne wyzwanie jak na początek. - Wielką szansę dała mi wtedy Ewa Krauze. Była tam cała sekwencja Jerozolimy, którą powierzyła mi do zaprojektowania. Uważam w ogóle, że człowiek uczy się na planie. Wiedzę i umiejętność rysowania może oczywiście nabyć wcześniej. Nie-

DONALD SUTHERLAND POWIEDZIAŁ MI KIEDYŚ, ŻE MOGĘ GODZINAMI Z NIM PRACOWAĆ, BO DAJĘ MU JEGO NARZĘDZIE PRACY. SZCZEGÓŁY ZWIĄZANE Z KOSTIUMEM CZĘSTO SĄ NIEZWYKLE WAŻNE DLA AKTORA. POMAGAJĄ MU GRAĆ, SPRAWIAJĄ, ŻE JEST BARDZIEJ WYRAZISTY, WIARYGODNY.

Kostium traktuje pani ponoć jak drugą skórę. - Wejście w psychologię postaci wcale dla aktora nie jest łatwe. Donald Sutherland powiedział mi kiedyś, że mogę godzinami z nim pracować, bo daję mu jego narzędzie pracy. Szczegóły związane z kostiumem często są niezwykle ważne dla aktora. Pomagają mu grać, sprawiają, że jest bardziej wyrazisty, wiarygodny. W Polsce zazwyczaj nie ma zbyt dużo pieniędzy na produkcję, wobec czego producenci przekonują, że wystarczy poprosić, by aktor przyszedł we własnych butach. Nie zgadzam się z tym. To nie jest pan X, który jest aktorem, to konkretna filmowa postać. Trzeba to zrozumieć. Bardzo lubię aktorów i wydaje mi się, że oni mi tę sympatię oddają. Czują, że wchodzę w daną postać tak głęboko, iż na pewno nie zrobię im krzywdy. Nawet jeśli ich szpecę, jest w tym jakiś sens.

mniej jednak pracy w filmie trzeba nauczyć się właśnie na planie. Krok po kroku, zaczynając od asystentury. Nie wierzę, że od razu można z wszystkim sobie poradzić i być kompletnym kostiumografem. Trzeba cierpliwie przejść przez kolejne szczeble. Trudniej zrobić kostiumy do filmu historycznego niż współczesnego? - To kompletnie inna rzecz. Choć chyba trudniej zrobić do współczesnego filmu, z uwagi na to, że każdy ma tu jakieś swoje widzimisię. Pamiętam, jak pracowałam przy Operacji Samum, Władysława Pasikowskiego. Ktoś w pewnym momencie zwrócił mi uwagę, że nie było jeszcze wtedy T-shirtów w V, jakie nosili bohaterowie. Miałam oczywiście tego świadomość, ale koncentrowałam się na tym, że robię jednak kino współczesne. Słyszałam głosy, że to prawdziwa historia i warto byłoby się trzymać prawdy. Zastanawiam się

21


Miasto 44, materiały dystr ybutora - Next Film

R O Z M O WA zawsze, czy kostiumograf w takiej sytuacji ma prawo pójść trochę w kreację. I co Pani sądzi? - To niełatwa do rozstrzygnięcia kwestia. Czasami fotografuję ludzi na ulicy i wiele z tego mnie zaskakuje. Reflektuję się jednak, że nie mogę pokazać tego w filmie, bo kieruje się on innymi kategoriami. W niektórych sytuacjach to, co funkcjonuje w życiu, na ekranie wygląda tak, jakby było przesadzone. Staram się trzymać tej reguły, choć z drugiej strony lubię łamać prawdę. Wydaje się, że przy takim filmie jak Miasto 44, Jana Komasy, nie było na to miejsca, ale nie jestem też przekonana, czy jedna z bohaterek, Biedronka, włożyłaby w tamtej sytuacji akurat taką suknię. Stworzyłam tam pewną koncepcję bohaterki hołubionej przez rodziców, dziewczynki z dobrego domu, która wraz z postępującą akcją przemienia się w osobę bohaterską i wchodzi w pewien rodzaj służebności. Dlatego ma na sobie, niewiele przerobiony, kostium służb maltańskich.

bałaganu czy nagromadzenia tysiąca rzeczy, które przecież nie są nam potrzebne. Tym, co posiadam w największej liczbie, są książki. To prawdziwe źródło moich inspiracji. Internet jest w porządku, ale nie zawsze. Trzeba zdać sobie sprawę, że jest powierzchowny i w przeciwieństwie do książek nigdy nie znajdziemy w nim wszystkiego. Pamiętam, że wchodziłam do takich domów, gdzie nie było ani jednej książki. Jak przygotowuje się pani do swojej pracy? Pamiętam, jak jakiś czas temu Xavier Dolan opowiadał mi, że tworzy lookbook złożony z  wycinków, rysun-

ków, ksera, będący wyrazem jego wizualnych fascynacji. - Pracuję trochę inaczej. Pewne rzeczy oczywiście gromadzę, ale bardziej chyba wchodzi mi to wszystko do głowy. Mam tam tysiące szufladek, które powoli się wypełniają. Kiedy czytam scenariusz, pojawiają się pierwsze obrazy, które są tam przez cały czas. Nawet jeżeli pomysły ewoluują, wracam do tych z samego początku. Pierwsze pomysły, myśli często okazują się najlepsze. Trudność mojego zawodu polega na przelaniu tego wszystkiego na papier. Jeżeli tego nie zrobię, mam poczucie, że coś jest niedokończone. Zdarzają się sytuacje, kiedy czuję, że

Wracając do zdjęć, które robi Pani na ulicy. Często stanowią one inspiracje do pracy? - Nie wiem, czy mnie to inspiruje, ale na pewno lubię oglądać. Uważam, że kostiumograf to zawód polegający na ciągłej obserwacji i wtapianiu się w tłum. To nie moda. Moda to styliści, projektanci, a kostiumograf to człowiek, ulica. Kiedy pracuje się nad filmem współczesnym, powinno się wchodzić w różne środowiska. To szalenie ciekawe. Tak naprawdę niewiele wiemy, jak ludzie żyją. Szukając dla siebie mieszkania, odwiedziłam ich naprawdę wiele. Momentami nie wierzyłam, że tak można funkcjonować. W bardzo różnym wymiarze, chociażby Młyn i Krz yż, materiały dystr ybutora - Next Film 22


R O Z M O WA Hiszpanka, materiały dystr ybutora - Next Film

„mam” już kostium, rysuję go i dopiero wtedy przekonuję się, że czegoś brakuje. Kostiumy są szyte czy raczej szuka ich Pani w magazynach w całej Europie? - Wszystko zależy od filmu. W przypadku Twojego Vincenta kostiumy wszystkich postaci pierwszoplanowych były szyte. Z kolei całe tło było wypożyczone z Paryża. W przypadku Miasta 44 również cały pierwszy plan był szyty. Wspomniana Biedronka miała przykładowo osiem sztuk jednej sukienki. Mogłam posłużyć się prawdziwymi kostiumami z epoki, ale musiałabym mieć pewność, że nie zostaną zniszczone, a nawet pobrudzone. W tym przypadku takiej możliwości nie było. Jedynie w pierwszych scenach można zobaczyć kilka prawdziwych kostiumów wypożyczonych z Francji. Zresztą wiąże się z tym niesamowita historia. Moje asystentki wyciągały kostiumy, które wspólnie wybrałyśmy w Paryżu i nagle jedna z nich trafiła na kaszkiet. Była w nim złożona gazeta z 1920 roku. Kiedy ją wyprasowaliśmy, okazało się, że można tam przeczytać o Polakach, którzy obronili się przed atakiem Sowietów. To był znak. Zwracam na nie zresztą dużą uwagę. Na przykład? - Trzeba wsłuchiwać się w to, co nas otacza. Siedziałam kiedyś w moim mieszkaniu przy biurku i czytałam scenariusz Miasta

44. Był kwiecień, godzina 20, dość ciemno za oknem. Nagle aura światła gwałtownie się zmieniła, ale trochę sztucznie. Podniosłam się znad biurka i okazało się, że niedaleko płonęła kamienica. Czytać o powstaniu i widzieć zza okna płonącą kamienicę to dość mocny obraz. Gaszono ją przez osiem godzin, a ja w tym czasie czytałam o tym, jak cała Warszawa płonęła. Niewiarygodne. Zastanawiałam się, czy to nie zdarzyło się przypadkiem, żebym miała większą świadomość tego miasta. Często, gdy robię ważne filmy, dzieje się coś takiego, że człowiek przystaje i zaczyna się zastanawiać. Praca nad animowanym Twoim Vincentem wiele różniła się od tej przy jakimkolwiek innym filmie? - Podeszłam do tego jak do prawdziwego filmu. Początkowo pomysł był taki, by na drugim planie bohaterowie ubrani byli w jeansy i koszulę. Uparłam się jednak, żeby było inaczej. W końcu robiliśmy film o Van Goghu. Musieliśmy zatem oddać to, co on widział, a nie to, co my widzimy. Nie pracuję w animacji, więc do samego końca nie wiedziałam, co z tego wyjdzie. Mam jednak poczucie, że warto było się upierać i myśleć też o Van Goghu. Robienie filmu o takim artyście wymaga pokory. To też odnosi się do uznania, że żył on w konkretnej epoce.

Filmy malarskie są chyba pani bliskie. Obok Twojego Vincenta, to także Młyn i Krzyż, Lecha Majewskiego, czyli spojrzenie na dzieła Pietera Bruegla. - Uważam, że mariaż malarstwa i kina to wspaniała rzecz. Dotknąć czyjegoś malarstwa poprzez kostium daje dużą frajdę. Bruegla zresztą bardzo lubię i cenię jako malarza. Imponuje mi świat, jaki pokazywał. Kiedy dostałam tę propozycję od Lecha, poczułam, że to jakaś magia. Trochę się sprzeczaliśmy na planie, ale artystycznie dogadaliśmy się niesamowicie. Poza tym ja szalenie lubię średniowiecze i wcale nie uważam, że jest nieciekawe czy zacofane, a wiem, że taka opinia panuje. Trudniej ubrać człowieka czy awatar? Mam na myśli współpracę z Janem Komasą przy Sali samobójców. - O wiele łatwiej awatar. To było nowe i bardzo ciekawe doświadczenie. Janek to reżyser, który cały czas poszukuje, a ja lubię rysować i kombinować. W tej postaci wiele jest zresztą z historii kostiumu. Jak się dobrze przyjrzeć, Dominik jest dandysem z epoki tuż po rewolucji. Młodzi nosili wtedy szaliki, udając, że boli ich gardło. Robili sobie garba, tak jak my dzisiaj robimy tatuaże. Dekadencja. Taka była moda. Wiele jest tam takich smaczków. R o z m a w i a ł K U B A A R M ATA

23


FILM

FILMOWE STRZAŁY KUBY ARMATY FOKSTROT reż. Samuel Maoz Izrael/Sz wajcaria/Niemcy/Francja 2017, 113 minut Po bardzo ciekawym debiucie, jakim był Liban, z 2009 roku, na swój kolejny film izraelski reżyser Samuel Maoz kazał czekać widzom naprawdę długo. Jak przekonywał w jednym z wywiadów, miał co robić, gdyż w tym czasie, obok wychowywania dzieci, zajmował się rzeźbiarstwem, pisaniem książki czy prowadzeniem wieczornej audycji radiowej poświęconej muzyce. Ostatecznie czekać było warto, gdyż Fokstrot jest filmem więcej niż dobrym, czego dowodem chociażby Wielka Nagroda Jury na festiwalu w Wenecji. Podobnie jak w przypadku Libanu, zaczęło się od wątku autobiograficznego, który stanowił kanwę przejmującej opowieści o dwóch pokoleniach, przeznaczeniu oraz cierpieniu za błędy popełnione przez naszych rodziców. Film Maoza ciekawy jest również od strony formalnej. Ma strukturę tryptyku, przypominając tym nieco antyczną tragedię. Fokstrot jest też kolejnym dowodem na to, że kinematografia izraelska jest w tym momencie jedną z najciekawszych na świecie.

CZARNE BRACTWO. BLACKKKLANSMAN

zdj. mat. prasowe

reż. Spike Lee USA 2018, 128 minut Klasyk kina afroamerykańskiego Spike Lee powraca ze zdwojoną energią. Akcję swojego filmu przenosi do lat 70., bohaterem czyniąc Rona Stallwortha, pierwszego czarnoskórego detektywa, który służy w Departamencie Policji w Colorado Springs. Zadanie przed nim nie lada, gdyż za cel bierze sobie infiltrację lokalnych struktur Ku Klux Klanu. Pomóc ma w tym kolega z jednostki Flip Zimmerman, któremu z uwagi na kolor skóry, będzie dane przeniknąć w szeregi rasistowskiej organizacji. Aktorski duet – John David Washington oraz Adam Driver, grający w gruncie rzeczy jedną postać, to zdecydowanie najmocniejszy punkt opartego na faktach filmu. Spike Lee po raz wtóry potwierdza, że ma świetne ucho do dialogów, ale i tendencję do niepotrzebnego operowania patosem. Bo z jednej strony na Czarnym bractwie… zanosimy się śmiechem, z drugiej – momentami czujemy jakby ktoś w nachalny sposób wbijał nam do głowy słuszną tezę, zapominając chyba nieco o inteligencji widza.

Premiera: 14 września Ocena: �����

24

Premiera: 7 września Ocena: �����


DOGMAN reż. Matteo Garrone Włochy/Francja Takie filmy nie powstają często. Po canneńskiej premierze międzynarodowa prasa piała z zachwytu, a publiczność zgotowała twórcom długą owację na stojąco. Włoski reżyser Matteo Garrone, znany nam z Gomorry czy Pentameronu, na warsztat postanowił wziąć prawdziwą historię z lat 80., którą ponoć do dziś straszy się dzieci na Półwyspie Apenińskim. W jej centrum znalazł się niepozorny psi fryzjer Marcello, który obok pracy i wychowywania córki, dorabia sobie handlując kokainą. Stara się nikomu nie wadzić, dla każdego jest uprzejmy, stroni od kłopotów jak od ognia. Tyle że jak to często bywa, one same, pod postacią notorycznie ośmieszającego go lokalnego osiłka Simone, znalazły głównego bohatera. Świetny, dopracowany w każdym detalu scenariusz, wykreowana przez reżysera atmosfera rodem z westernu, zdjęcia czy kapitalna rola Marcello Fonte, za którą zgarnął zresztą Złotą Palmę na festiwalu w Cannes. Nie mam wątpliwości, że to jeden z najlepszych filmów drugiej połowy bieżącego roku. Premiera: 14 września Ocena: �����


A R T Y S TA

EMOCJONALNY SZTORM

ALICJI DOMAŃSKIEJ

Fot. Wiktor Franko

CO TAKIEGO KRYJE SIĘ W MALARSTWIE ALICJI DOMAŃSKIEJ, ŻE ZACHWYCAJĄ SIĘ NIM UZNANI KONESERZY SZTUKI, JAK KOLEKCJONER WOJCIECH FIBAK, PISARZ ANDRZEJ SARAMONOWICZ CZY ARTYSTA PROF. HENRYK CZEŚNIK?

W jej abstrakcyjnych obrazach przegląda się szeroka paleta emocji, których doświadczanie wywołuje silne estetyczne przeżycia. Informację o sobie zaczyna od pamiętnych słów Coco Chanel - „moda przemija, styl pozostaje”. Twórczość Alicji Domańskiej, podobnie jak projekty ikony fashion, chce płynąć poza nurtem zmieniających się trendów. Nie poszukuje powierzchownej popularności, którą mierzy się teraz liczbą lajków na Instagramie. Nie rzuca się w tłum uprawiający malarstwo ulicy, popularne w Gdańsku, gdzie kończyła Akademię Sztuk Pięknych, lecz podąża własną ścieżką, wiodącą raczej do galerii skierowanych do subtelnego odbiorcy.

26


A R T Y S TA Abstrakcyjne płótna, bliskie nurtowi taszyzmu, konsekwentnie uciekają od jednoznacznej definicji, wywodząc w pole tych interpretatorów, którzy chcieliby się w nich doszukać łatwych symboli czy alegorii. Podejmują intelektualną grę z odbiorcą, zmuszając do uruchomienia imaginacji i skupienia, czyli tych cech, które we współczesnym świecie należą do deficytu. Tym, którzy pozwolą się uwieść sztuce, otwierają portal prowadzący do wyobraźni artystki, a przede wszystkim jej emocjonalności, która naznaczona jest gwałtownymi – niczym sztorm na Bałtyku – ruchami pędzla.

27


A R T Y S TA

Najnowszy cykl obrazów nosi nazwę „Talizman” i wypływa z przekonania artystki o tym, że wszystko, co nas otacza, jest energią. Obrazy pełnią rolę nie tyle dekoracyjną, co stanowią estetyczne amulety, które wpływają na nas na podobieństwo mantry. Stanowią portal, w którym spotykają się materia i duchowość, otwierając drzwi prowadzące w głąb podświadomości. Zapraszają do odbycia intelektualnej podróży, której istotą będzie poszerzanie granic własnej imaginacji.

R A FA Ł S TA N O W S K I

28


DESIGN

PLAKATY,

KTÓRE KOCHAJĄ MODĘ

O M W - E WA F I W E K & N ATA L I A P E L A K

zdj. materiały promocyjne

NOWY SKLEP Z PLAKATAMI ON MY WALL, TO PROJEKT ŁĄCZĄCY MODĘ, SZTUKĘ I  UMIŁOWANIE DO PIĘKNYCH WNĘTRZ. DZIĘKI DOSKONAŁEMU ZMYSŁOWI EWY FIWEK I  NATALII PELAK, KTÓRE STOJĄ ZA ON MY WALL, MAMY SZANSĘ ZMIENIĆ NASZE ŚCIANY W GALERIĘ SZTUKI.

On My Wall proponuje selekcję autorskiej fotografii i ilustracji. Podstawowym kryterium wyboru prac są przykuwające uwagę, często wręcz pop-artowe grafiki, które pozwolą cieszyć oko nowoczesną estetyką. W gronie współpracujących artystów jest między innymi Agnieszka Stopyra – utalentowana polska ilustratorka, której prace także publikowaliśmy. Agnieszka oprawia rzeczywistość barwną plamą i linią, nadając

30

jej wyrazistości i operując perfekcyjnie dobranymi kolorami. Jej charakterystyczny styl wpisuje się w kierunek budowania obrazów z niemal rzeźbiarską precyzją. W kolekcji znalazły się również prace innej polskiej artystki Soni Hensler – „ilustratorki z krainy czarów”. Magiczny, niemal bajkowy styl z pogranicza jawy i snu zdradza inspiracje naturą i wiktoriańskim bogactwem form. W pierwszej odsłonie współpracy z

Sonią, On My Wall oferuje surrealistyczny sen o insektach i ogród z różami - urzekający lekką kreską i subtelnością. Kolejny utalentowany artysta, którego ilustracje można kupić w Polsce na wyłączność w On My Wall to Stanislav Senchuk. Wpływ na ekscentryczny styl rysowania Stanislava miał głównie amerykański reżyser Tim Burton, tworzący sztukę opartą na elementach fantastyki.


Zatrzymaj lato na tarasie widokowym Rozkoszuj się ostatnimi tygodniami lata na Tarasie Widokowym. Celebruj długie, ciepłe wieczory, smakując letnich propozycji naszego Szefa Kuchni oraz orzeźwiających koktajli serwowanych z najlepszym widokiem na Kraków. W piątki, daj się zaskoczyć perfekcyjnie skomponowanym sushi, serwowanym od 18:00 do 22:00. Taras Widokowy, ul. Powiśle 7, Sheraton Grand Krakow Czynny przez cały tydzień w godzinach 12:00 – 24:00 REZERWACJE I INFORMACJE T +48 12 662 1000 E gsc.krakow@sheraton.com | taras-loungebar.pl


DESIGN

sinfully divine

silk majesty x fashion ball guilty glamour

W pierwszej odsłonie oferty znalazły się m.in. makrofotografie utalentowanego holenderskiego fotografa Barta Oomesa, który podejmuje geometryczną grę dla oka, zabawę formą, kolorem i konsystencją. Miłośnicy mody docenią kawałki tkanin w bardzo wymagających ujęciach z wizjonerskim zacięciem.

32

Artyści współpracujący z On My Wall otrzymują wynagrodzenie za każdą kupioną kopię. Ceny kuszą – koszt jednej ilustracji wraz z przesyłką to 350 zł lub 390 zł, zależnie od rozmiaru. W przypadku fotografii jest to 450 zł lub 490 zł. onmywall.art


WYPOCZYNEK

ODPOCZYNEK W SERCU JURY POZIOM 511 DESIGN HOTEL & SPA TO 4-GWIAZDKOWY KAMERALNY OBIEKT POŁOŻONY W SERCU JURY KRAKOWSKO-CZĘSTOCHOWSKIEJ. HOTEL ZOSTAŁ WYBUDOWANY NA TERENIE PARKU KRAJOBRAZOWEGO ORLICH GNIAZD, NA SZCZYCIE NAJWYŻSZEGO WZNIESIENIA JURY. Hotel Poziom 511 to dwa budynki – nowoczesny i tradycyjny, które mieszczą 42 pokoje, w tym 6 apartamentów, restaurację, strefę Wellness z 20 metrowym basenem, jacuzzi, sauną i łaźnią oraz autorskim 511 MEDI SPA. Hotel może się pochwalić wieloma wyróżnieniami i nagrodami - m.in. 3 Poziomki Magdy Gessler za Hotel i 1 za Restaurację, a także udział w projekcie Fundacji Tasting Poland pod patronatem Ministerstwa Spraw Zagranicznych w promocji polskiej kultury w krajach skandynawskich (program dyplomacja publiczna - przesyłam od nich najważniejsze info dot. projektu) N AT U R A , S P O R T, R E L A K S Ulokowanie obiektu pośród zieleni i wapiennych skał, zaledwie 300 metrów od imponujących ruin Zamku Ogrodzienieckiego przyciąga ludzi, którzy szukają nowych wrażeń i swojego sposobu na odprężenie.

34

POZIOM 511 to miejsce dla wszystkich kochających piesze lub rowerowe podróże, wspinaczkę, jazdę na nartach, pływanie na basenie, który ma aż 20 m. długości. Jura jest także doskonałą alternatywą dla osób szukających miejsca pozwalającego na wyciszenie się, oczyszczenie umysłu, bliskiego kontaktu z naturą. K A M E R A L N O Ś Ć , AT R A K C J E , MOŻLIWOŚCI Hotel został dostosowany do oczekiwań osób, którzy potrzebują kameralności, dyskrecji i zapewnienia swobodnej atmosfery. W przestrzeni Hotelu goście mają do dyspozycji dwie sale restauracyjne, lobby kominkowe ze ścianą z naturalnej skały, a w budynku mieszczącym recepcję mogą korzystać z baru, Bookstore’u zaopatrzonego w najnowsze bestsellery wydawnicze, Showroomu z odzieżą niszowej marki Dear John. W lobby recepcyjnym można

także zakupić ręcznie wykonaną biżuterię z „czarnego złota śląska” czyli z węgla marki I Coal You. O D N O WA , W Y P O C Z Y N E K , KUCHNIA Goście Poziom 511 mogą skorzystać z relaksu w strefie 511 MEDI SPA, która oferuje zabiegi i kosmetyki wiodących marek kosmetycznych: Ericson Laboratoire, Selvert Thermal oraz Thalgo, a także konsultacje i zabiegi upiększające oraz wyszczuplające z zakresu medycyny estetycznej. 511 MEDI SPA oferuje także zabiegi detoksykujące i modelujące z użyciem urządzeń OxyGeneo, Endermologii Aliance firmy LPG, pakiety Day Spa czy rytuały m.in. kąpiel w wannach Offuro w winie lub kozim mleku. 511 BAR & RESTAURANT zaprasza do świata pełnego lokalnych, ale nowocze-


snych smaków i aromatów. W przygotowanej karcie menu każdy znajdzie dla siebie danie spełniające nawet najwyższe oczekiwania oraz szeroki wybór doskonałych win. 511 BAR & RESTAURANT to miejsce stworzone dla osób, które doceniają walory świeżych, lokalnych produktów; dla ludzi, którzy potrafią doceniać trend fine dining, oraz świadomie wybierają kierunek czerpania z bogactw otaczającej Hotel natury. K U LT U R A , S Z T U K A , M U Z Y K A POZIOM 511 to także miejsce spotkań i wydarzeń, w których Goście mogą zakosztować kultury i sztuki. W Hotelowe kalendarium wpisały się na stałe wydarzenia takie jak: koncerty młodych, wybitnych artystów, wernisaże, spotkania autorskie z podróżnikami i pisarzami, kolacje degustacyjne czy pokazy kulinarne, w których uczestnicy mogą poznać tajniki pracy Szefów Kuchni najlepszych polskich i światowych restauracji, blogerów, sommelierów oraz ich zaproszonych Gości – osób związanych ze sztuką kulinarną. Czas spędzony w Poziom 511 to unikalny balans między teraźniejszością a tradycją. Wyjątkowa lokalizacja, niezwykły design oraz nieograniczona bliskość natury czynią hotelowe Skalne Miasto metaforą przemijalności i stałości, gwarantując niezapomniane wrażenia, do których chce się wracać.

Poziom 511 Design Hotel&SPA Bonerów 33, 42-440 Podzamcze k. Ogrodzieńca +48 32 746 28 10 recepcja@poziom511.com www.poziom511.pl

35


Factory Park Kuklińskiego zlokalizowany jest bezpośrednio przy głównej arterii prowadzącej do centrum Krakowa z bardzo dobrą ekspozycją. Dzięki temu kontrahenci będą mogli w prosty sposób znaleźć siedzibę Twojej firmy, a pracownicy szybko i wygodnie dojechać do pracy samochodami, motocyklami, jak również rowerami i komunikacją miejską - przystanek tramwajowy oraz autobusowy znajdują się przy Factory Park Kuklińskiego. Jeśli szukasz biura blisko centrum z bardzo dobrym dojazdem i ogromnym parkingiem - zapraszamy do nas. W sąsiedztwie znajdują się punkty gastronomiczne, stacja paliw, sklepy spożywcze,

ośrodki sportowe, dwa zalewy z bogatą ofertą rekreacyjną, przedszkola, apteka oraz centra handlowe, w których Twoi pracownicy będą mogli załatwić bieżące sprawy w drodze do lub z pracy.

PRZESTRZENIE BIUROWE Nasza propozycja stanowi alternatywę dla powtarzalnej i typowej przestrzeni biurowej, w której często dążąc do maksymalizacji metrażu zapomina się o komforcie pracy, estetyce i otoczeniu. Industrialna, oryginalna cegła oraz odważna czarna blacha w towarzystwie zieleni tworzą klimatyczne i inspirujące miejsce, które na długo zapadnie w pamięć odwiedzających je osób.

NIEPOWTARZALNY KLIMAT W nadaniu Twojej siedzibie niepowtarzalnego klimatu pomogą oryginalne elementy, które znajdziesz w naszych budynkach - prawdziwą starą cegłę, metalowe elementy, które można przemalować, surowy beton, wysokie, żebrowane sufity z betonu lub blachy oraz oryginalne, odrestaurowane lampy, które od dziesiątek lat oświetlają wnętrza Spółdzielni. Z przyjemnością pomożemy Ci w aranżacji Twojego wymarzonego biura. Naszą pasją jest tworzenie przestrzeni, w których sami chcielibyśmy pracować.

ZIELONE PRZESTRZENIE Dedykowane do powierzchni ogrody i balkony pozwalają odpocząć i w skupieniu uporządkować myśli. Stanowią również doskonałą bazę do organizacji firmowych pikników i omawiania projektów na zielonej trawie. W zewnętrznych częściach wspólnych znajdziesz również wiele niespodzianek dla swoich pracowników - miejsca do wypoczynku, rozmów czy pracy na świeżym powietrzu, huśtawki, zewnętrzną siłownię, stanowisko dla food trucków, stoły piknikowe, leżaki, kawiarnie. Nasi Klienci nie pozostają obojętni na kwestie dotyczące zdrowia i ekologii, dlatego w Factory Park Kuklińskiego zadbaliśmy o wentylację z filtrami antysmogowymi oraz stację ładowania samochodów i rowerów elektrycznych.


HISTORIA MIEJSCA Factory Park Kuklińskiego znajduje się na terenie należącym uprzednio do Spółdzielni Transportowej „Zespół”, która powstała w 1945 roku i zajmowała się transportem oraz spedycją. Na terenie Spółdzielni pracowało ponad 140 osób, zarówno przy prowadzeniu dokumentacji, jak i obsłudze samochodów (kierowcy, lakiernicy, tokarze, blacharze, mechanicy). Przy ulicy Kuklińskiego 17 (wcześniej ul. Krzywdy) stacjonowała flota ok. 150 samochodów osobowych i ciężarowych, takich jak: Żuk, Syrena, Wołga, Fiat 125p, Star, Robur.

W związku z rozwojem nowych form transportu, powstawaniem firm kurierskich, korporacji taksówek i upowszednieniem samochodów prywatnych, popyt na usługi Spółdzielni malał i tak, w 2017 roku, podjęto decyzję o jej likwidacji. Budynki, w których mieściły się biura i warsztaty Spółdzielni Transportowej „Zespół” powstały

w latach 70-tych. Zostały obecnie gruntownie zmodernizowane i przebudowane w celu przystosowania ich do potrzeb nowych użytkowników. Z szacunku do historii miejsca pozostawiono możliwie liczne oryginalne elementy konstrukcji i stropów, by nie zatracić charakteru miejsca i pozostawić jego industrialny klimat.


DESIGN

DOMY NA NAJWYŻSZYM POZIOMIE DOM ARCHITEKTÓW STAWIA NA WŁASNĄ TECHNOLOGIĘ ZAAWANSOWANYCH MODUŁÓW 3D Z MASYWNEGO, KLEJONEGO DREWNA, NA WŁASNE KNOW-HOW, KREATYWNOŚĆ I KULTURĘ ZRÓWNOWAŻONEGO, ZINTEGROWANEGO ZARAZEM PROJEKTOWANIA I BUDOWANIA.

Nasze nowatorskie domy są połączeniem drewna i wielkogabarytowych przeszkleń, najwyższej efektywności energetycznej i najbardziej ekologicznych naturalnych materiałów, wysokiej klasy rzemiosła i minimalistycznej, czystej formy. Tak powstają domy na najwyższym poziomie. Wyjątkowe domy, dla wyjątkowych ludzi, z działką z najpiękniejszymi widokami. Nazywam się Walenty Durka i razem z żoną Emilią oraz naszymi pracownikami tworzymy manufakturę Dom Architektów. Droga dochodzenia do unikalnych, autorskich rozwiązań konstrukcyjnych była możliwa,

38

dzięki doskonałej umiejętności obserwacji i czerpania z róznych dziedzin zycia i nauki. Inspirowały mnie stare, ciesielskie metody łączenia drewna, czy rzemieślnicze sposoby maskowania połączeń wykorzystywane nadal m.in. przy budowie tradycyjnych drewnianych pokładów jachtowych. Ciekawe okazały się takze: mustro stosowane w krawiectwie, niemająca nic do ukrycia wyrafinowana technicznie budowa wyczynowych rowerów, szpilki ściągające stosowane w silnikach, a także linie montażowe w przemyśle motoryzacyjnym. Dzisiaj zaczynam zauważać, ze ta niezwykła, umiejętność łączenia i tworzenia nowych


DESIGN rozwiązań nie wynikała wyłącznie z pracowitości, czy z czasu poświęconego projektom, ale dojrzewała od najmłodszych lat. Historia naszego życia zawiera także wątek związany ze zdrowiem, co miało szczególny wpływ na przyjmowane od samego początku rozwiązania materiałowo-technologiczne w naszych domach. Fascynuje nas odkrywanie właściwości naturalnych materiałów, jakie skrywa przed nami natura. Po okresie kształcenia, przyszedł czas na samodzielną działalność, a przede wszystkim na realizację własnego pionierskiego domu. Tak powstał ekologiczny i sprzyjający zdrowiu Demonstracyjny Dom Pasywny pod Złotowem. Budynek został wyniesiony ponad grunt, by lepiej wykorzystać przepiękny widok na jezioro. Staraliśmy się używać jak najwięcej naturalnych materiałów i uwzględnić rózne aspekty zrównoważonego budownictwa. Jury Green Building Competition doceniło projekt i przyznało

39


DESIGN zwycięską nagrodę w kategorii „Najlepszy Ekologiczny Obiekt 2011”. Po okresie bogatym w doświadczenia pionierskich realizacji, przyszedł czas na kolejne projekty i nowe wyzwania. Zachwycały nas powstające na świecie nowoczesne, drewniane i mocno przeszklone domy z fantastycznym widokiem. Wtedy zadaliśmy sobie pytanie, dlaczego w Polsce nikt tak nie buduje? Już w latach dwudziestych

grupa kultowych dziś architektów, prawdziwych mistrzów jak: Le Corbusier, Ludwig Mies van der Rohe, Walter Gropius czy Richard Neutra stworzyli innowacyjną formę otwartych budynków. DOM ARCHITEKTÓW jest zwolennikiem tej samej wizji. Rzeczywiście, w przypadku naszych domów trudno powiedzie, gdzie kończy się wnętrze a zaczyna widok. Oferujemy nie tylko dom, ale otwarte miej-

sce do życia. Panoramiczne przeszklenie elewacji daje nieograniczone możliwości obcowania z naturą i wyjątkową przestrzeń ze spektakularnymi widokami. Zachowując przy tym bardzo wysoki standard energetyczny i doskonałą izolację cieplną. Prezentowana, realizacja domu naszego autorstwa, powstała na terenie Brodnickiego Parku Krajobrazowego, w woj. kujawsko-pomorskim. Projekt przygotowany

został indywidualnie pod klienta, wybraną działkę i jej wymagania, zarówno te związane z miejscowym prawem, jak i warunkami krajobrazowymi i gruntowymi. Projekt powstawał przez 9 miesięcy, na przełomie lat 2015 i 2016. Na Miedzynarodowych Targach Poznańskich Budma 2018, obradujące jury w ramach XII edycji konkursu o nagrodę im. Macieja Nowickiego „inteligentna architektura odpowiedzialna za środowisko” doceniło projekt przyznając mu wyróznienie. Obecnie przed nami kolejne wyzwania, tym razem pierwsza realizacja poza granicami Polski, z niesamowitym widokiem ze stoku góry, na jezioro i alpejskie szczyty. Zapraszam na stronę www.domarchitektow.pl, gdzie znajdą Państwo więcej informacji na temat naszej pracy oraz kontakt do nas.

40


MOTO 42

AUDI A6 SAMOSTERUJÄ„CY POCISK


MOTO

CHOCIAŻ WYDAWAĆ SIĘ MOŻE, ŻE WSZYSTKO JUŻ BYŁO, TO WCIĄŻ JEST MIEJSCE DLA NOWEGO - ŻYJEMY W ŚWIECIE NIEZLICZONYCH KSZTAŁTÓW I KOLORÓW. STĄD CIĄGLE MOŻEMY PODZIWIAĆ KOLEJNE PROJEKTY. RAZ NOWATORSKIE, INNYM RAZEM POWRACAJĄCE W NOWEJ ODSŁONIE. PROCES TAKI ODZWIERCIEDLA STAN CIĄGŁEGO POSZUKIWANIA. CZASEM BYWA INDYWIDUALNYM OSIĄGNIĘCIEM, CORAZ CZĘŚCIEJ JEDNAK Z UWAGI NA ZŁOŻONOŚĆ PRZEDMIOTÓW PROJEKTOWANIA SKŁADA SIĘ NA NIEGO PRACA ZESPOŁOWA.

W przypadku motoryzacji jest to jak najbardziej oczywiste. Wyroby Audi, firmy należącej do jednego z największych koncernów świata, Volkswagena, stylizuje międzynarodowy zespół, w którym bardzo znana jest trójka Polaków: Parys Cybulski, Kamil Łabanowicz i Bogusław Paruch. Nadwozie najnowszego Audi A6, bohatera tego numeru zostało właśnie “narysowane” i stworzone pod kierownictwem jednego z nich: pochodzącego z Płocka - Parysa Cybulskiego. Elegancka i dynamiczna sylwetka A6 idealnie definiuje klasę wyższą limuzyn. Z przodu uwagę zwraca agresywny grill, pokaźne wloty powietrza w zderzaku i światła o ostrym kształcie. W  bocznej linii auta mocniej zaakcentowano przednie i tylne błotniki, co stanowi ciekawą reminescencję pierwszej legendarnej generacji Audi Quattro, którego technika stała się wizytówką marki. Skrócone,

w porównaniu z poprzednią edycją modelu A6 zwisy nadwozia w połączeniu z 21 calowymi felgami tworzą proporcje zapowiadające emocjonujące doznania. I nie jest to tylko wrażenie. Model 50TDI Quattro, którym dzięki przedstawicielom Audi Centrum Łódż miałam niekłamaną przyjemność jeździć, daje to, co obiecuje jego zewnętrzna forma. Napędzany sześciocylindrowym silnikiem z podwójnym doładowaniem przenosi swą moc i potężny moment przez ośmiobiegową skrzynię Tiptronic na stale napędzane cztery koła w systemie Quattro. Samochód w swych reakcjach przypomina pocisk balistyczny - nieograniczony ciąg z każdych obrotów i równomierne narastanie szybkości. I jest to w dodatku pocisk “samosterujący”. Mnogość zaawansowanych technologii: czujniki ultradźwiękowe, radary, kamery, laser, sprawiają że najnowsze Audi A6 może nie-

43


MOTO malże poruszać się samodzielnie. Zazwyczaj nie prowadzę samochodu w szpilkach, ale pewność działania asystentów jazdy Audi A6 50TDI Quattro i wyjątkowa wygoda jaką zapewniają eleganckie buty firmy Baldowski, pięknie zaprojektowane przez Dominikę Nowak, zachęciły mnie do takiego eksperymentu. Okazał się udany - auto wróciło nienaruszone do Audi Centrum Łódź, a szpilki pozostaną ze mną na dłużej. A propos Łodzi. Miasto to słusznie uważane bywa za stolicę polskiej mody (z najdłuższym wybiegiem dla modelek w Europie), lecz tym razem moją uwagę zwróciły projekty mieszkanki Poznania: Sary Zalewskiej tworzącej dla własnej marki “Zalla”. Kreacje Sary wyróżnia wyjątkowa, użytkowa elegancja. Podobne przymioty posiada też biżuteria Astyle. Nie sposób również nie zauważyć tej cechy u  autorów interesującej koncepcji architektonicznej kompleksu Business Garden w Warszawie, który doskonale spina kompozycję widocznych tu fotografii.

LUIZA DOROSZ heelsonwheels.pl

44

Foto: Patr yk Patynowsk i Make-up : Klaudia Majewska/ Babor Beauty Spa Hair: Iwona Kaim Dress: Zalla by Sara Zalewska Shoes: Baldowski Jewellery : Astyle


FELIETON

M O D A

C Z Y L I

P O L S K A …

J A K A ?

MODA PARYSKA, CZYLI SZYK, ELEGANCJA-FRANCJA, COCO CHANEL, DIOR I BIAŁA KOSZULA ZAŁOŻONA NONSZALANCKO DO JEANSÓW I CZARNEJ MARYNARKI. MODA WŁOSKA, CZYLI BOGACTWO ZŁOTA, KUSE SUKIENKI, OKULARY PRZECIWSŁONECZNE, MOKASYNY I LNIANE MARYNARKI. MODA AMERYKAŃSKA, CZYLI WYZWOLENIE I TYGIEL KULTUROWY, KTÓRY SAM W SOBIE BUDUJE PEWIEN SCHEMAT UBIORU CAŁEGO NARODU. MODA POLSKA… CZYLI JAKA?

MALWA WAWRZYNEK

Co definiuje naszą polską modę i czy w ogóle można mówić o „modzie polskiej”? Czy są nią polscy projektanci, którzy osiągają sukcesy na międzynarodowym polu: Gosia Baczyńska, Magda Butrym, MISBHV? Czy może tworzą ją projektanci, którzy najczęściej wymieniani są w kolorowej prasie i kolorowych portalach, którzy w ogólnej świadomości narodu funkcjonują przez to na pierwszym miejscu: Kupisz, Jemioł, Zień? A może to ci najmniejsi, niezależni projektanci, którzy prezentują nowoczesne, świeże i fascynujące podejście do mody? A co jeśli tak naprawdę polska moda to sandał, skarpeta i koszulka z pseudozabawną grafiką? Tożsamość zawsze stanowiła jedno z najtrudniejszych zagadnień. Szukając tożsamości polskiej mody, można obić się o całkowicie odległe i sprzeczne ze sobą poglądy. Wynika to z kilku czynników, które razem powodują, że określenie tego, jaka polska moda jest, staje się zadaniem, które przerasta moje możliwości. Może warto jednak pochylić się nad najistotniejszym z nich, który tak bardzo utrudnia odnalezienie wspólnej tożsamości polskiej mody?

46

Trzeba pamiętać, że moda jest elementem kultury, elementem społecznym, który kształtowany jest przez dziesięciolecia. Modę francuską jest nam tak łatwo określić i zdefiniować, ponieważ przez ostatnie stulecie była konsekwentnie uznawana za istotny czynnik kulturalno-społeczny. Traktowana przez kreatorów mody jako sztuka sama w sobie, była przekazywana z pokolenia na pokolenie, od Diora po Yvesa Saint Laurenta. Widać w niej i konsekwencję i szacunek do poprzedników i chęć dostosowania jej do nowych warunków społecznych. Moda polska z kolei miała bardziej pod górkę, bo po pierwsze nigdy nie była uznana za istotny element kultury, gospodarki, czy nawet tożsamości społecznej, a po drugie nigdy nie stanowiła czynnika budującego tożsamość narodową. Wszyscy wiemy, że PRL to okres, kiedy w sklepach nie było nic, a kobiety żeby się dobrze ubrać musiały eksperymentować, kreować i zdobywać materiały na ubrania. Paradoksalnie, w tamtych czasach Polki wyglądały pięknie — unikatowo, elegancko, fikuśnie. Ale warto pamiętać, że wyglądały różnie. Nie było jednego kanonu mody, każdy ubierał się w to, co udało

mu się pozyskać. Patrzono na Zachód, ale przetwarzano tamtejszą modę na własną modłę i na własne umiejętności krawieckie. Chociaż różnorodność, która obecnie jest na wagę złota, była dobrym zjawiskiem, dzisiaj trudno jest z niej czerpać i budować na niej spójny obraz polskiej mody. Dlatego właśnie dzisiaj moda polska również jest mocno zróżnicowana. Z jednej strony mamy wybitnych kreatorów, którzy mogliby być tymi, którzy definiują polską modę, z drugiej jednak cały czas borykamy się z uznaniem mody za istotny aspekt kultury, społeczeństwa i gospodarki. Trywializacja mody na polskim podwórku sprawia, że trudno jest znaleźć punkty, które łączą nas wszystkich. Dlatego niektórzy wolą potraktować modę jako fanaberię i zamknąć się w swoim przekonaniu, że moda jest dla bab, homoseksualistów i niezrównoważonych emocjonalnie artystów. Zakładają więc skarpety, sandały i koszulki i nie przebierając w słowach, krytykują tych, którzy za nic mają sobie narodową tożsamość. Tylko że tożsamość buduje się na wielu polach, również poprzez wizerunek i dorobek kultury. A moda ma przecież wpływ i na jedno, i na drugie.


NEWSY Zdjęcia i grafika: Daz Wilde

PIĘKNO NIEDOSKONAŁOŚCI Jesienna kolekcja marki MAPAYA jest wyjątkowa. Została stworzona z organicznej bawełny przy użyciu wyłącznie naturalnych barwników, takich jak rdza, indygo oraz owoce i nasiona morwy. Proces ręcznego farbowania przy użyciu tradycyjnych przyrządów sprawia, że każda rzecz jest niepowtarzalna. Nieuniknione są pewne niedoskonałości, ale to właśnie one nadają gotowemu wzorowi niepowtarzalnego, artystycznego charakteru i sprawiają, że każda rzecz ma duszę. Projekty marki powstają w limitowanych edycjach, ale nawet, jeśli dany model zo-

48

stanie uszyty w dziesięciu egzemplarzach, nie ma nigdy dwóch identycznych. Tak jak nie ma dwóch takich samych kobiet, które będą je nosiły. Ubrania MAPAYA mają etniczny, artystyczny charakter, ale są jednocześnie łatwe do noszenia i stylizacji. Ubrania marki są jedyne w swoim rodzaju, gdyż tkaniny z których powstają są barwione lub tkane ręcznie w najdalszych zakątkach świata. MAPAYA współpracuje z rzemieślniczymi zakładami w Indiach, Indonezji, Tajlandii i Kambodży korzystając z dobrodziejstw takich technik pracy z tkaniną jak: ręcznie tkany ikat, indyjski

druk stemplami, batik, techniki shibori oraz nowoczesny sitodruk. Założona w 2013 roku MAPAYA to wspólne dzieło polsko-angielskiego małżeństwa, Martyny i Daza Wilde. MAPAYA to moda empatyczna; Martyna Wilde zdecydowanie woli to określenie od wszechobecnego sloganu „moda etyczna”. Co kryje za sobą to hasło? To, że ubrania i akcesoria marki powstają w zaprzyjaźnionych rodzinnych manufakturach w Azji i każde z miejsc z którym współpracują twórcy marki jest im dobrze znane pod kątem praktyk pracowniczych i panujących w nich warunkach.


NEWSY Fot. archiwum Piel

MAKSYMALNY MINIMALIZM Piel to jakość i prawda zawarta w jednym produkcie. Torby i plecaki wykonane są wyłącznie ze skór bydlęcych, ale nie wykorzystują okuć! Założeniem właścicielki i projektantki marki Marty Biskupskiej-Wawrzyńczak, było tworzenie autorskich toreb bez elementów metalowych. Tak aby nic nie zaburzało estetyki. Ważną częścią filozofii marki jest rezygnacja z kupowania skór z garbarni. Pozyskiwane są ze sprzedawanych przez duże firmy galanteryjne odpadów, dzięki czemu dostają drugie życie. Wpisuje się to w ekologiczne zasady circular economy. Piel tworzy poje-

50

dyncze sztuki, dzięki precyzyjnej konstrukcji oraz innowacyjnym zamknięciom, produkty są piękne i użytkowe. Marka trafia osób poszukujących nie tylko prawdziwego rzemiosła, ale i designu, czyli klasyki w nowoczesnym wydaniu. Piel udowadnia, że minimalizm w formie daje maksymalny wyraz. Osiąga taki efekt dzięki starannej i ścisłej współpracy inżynierów, kaletników i artystów.


NEWSY Fot. arch. Kokoworld Starowiślna 19 505 373 878 www.kokoworld.pl

KOKOWORLD - POLSKA MARKA, KTÓRA WIE JAK BYĆ FAIR. FAIR TRADE Jeśli kiedykolwiek zastanawiałaś się skąd pochodzi materiał, z którego zrobiono twój ulubiony T-shirt, czyje ręce stworzyły batik ozdabiający letnią spódnicę i czy w Polsce można sprzedawać modę odpowiedzialną to w KOKOworld znajdziesz odpowiedź. KOKOworld powstała z miłości do podróży i idei sprawiedliwego handlu. 7 lat temu założycielka marki - Agata, porzuciła pracę w korporacji i wyruszyła w podróż do afrykańskiego Mali. To tam powstał pomysł połączenia rękodzielników z odległych kontynentów i polskich krawcowych . Tak powstała KOKOworld, która łączy najdalsze krańce świata. Pasja do innych kultur,

odległych zakątków świata oraz wiara, że drobnymi krokami można zmieniać świat, stanowi o wyjątkowości KOKOworld. To dlatego jednym z głównych filarów marki jest sprawiedliwy handel. Fair trade to dla krakowskiej marki partnerstwo handlowe oparte na uczciwości, dialogu, przejrzystości i szacunku dla współpracowników. Jak mówi Agata Kurek, założycielka KOKOworld: „Najgodniejszy sposób, aby komuś pomóc, to dać mu pracę.” Kolekcje marki powstają w podkrakowskiej rodzinnej szwalni, a wszystkich rękodzielników właścicielka zna osobiście, pracuje z nimi od lat, a na stronie kokoworld.pl opowiada ich historie.

KOKOworld to także innowacyjne materiały, m.in. z recyklingowanych plastikowych butelek i odpadów wyłowionych z morza. Właścicielka ma głowę pełną pomysłów, angażuje się w projekty społeczne, a pracowników wysyła np. na warsztaty ze smart recyklingu. Przepis na modę odpowiedzialną i sukces marki, którego wyrazem były niedawne 7 już urodziny KOKOworld wydaje się być oczywisty. Agata Kurek i jej krakowska ekipa zamiast podążać za trendami, podąża za marzeniami, przedkłada jakość nad ilość i wierzy, że opłaca się być fair.

51


NEWSY Fot. archiwum Hojnatzk a

YES BOSS Nowa kolekcja marki Hojnatzka, tworzonej przez Ewę Chojnacką, to propozycja dla odważnych kobiet, które cenią klasyczny styl, ale lubią go przełamać artystycznymi elementami. Dobrze opisuje go tytuł kolekcji „Yes boss”. Projektantka dwa lata temu ukończyła krakowską SAPU, pokazując odważną, zapadającą w pamięć kolekcję, będącą spełnieniem marzenia o stworzeniu kolekcji artystycznej. Jej echa można odnaleźć w nowych krojach, które są mniej kostiumowe, dzięki czemu nadają się do codziennego użytku. Co nie znaczy wcale, że są

52

nudne – wprost przeciwnie. Hojnatzka bawi się krojem i kolorem, proponując ubrania na przecięciu klasyki i oryginalności. W każdym z projektów odnajdziemy niebanalne detale. Jeśli mamy białą koszulę, idealną do założenia do pracy, to pojawia się gorsetowe rozcięcie, a na ramionach dostrzeżemy podwójne rękawy. Długą, sięgającą kostek sukienkę w pasy wieńczy pasek, który można zawiązać na głowie na podobieństwo chusty. A brązowa tunika, krojem przypominająca habit ukrywający mankamenty sylwetki, potrafi dosłownie rozwinąć połacie tkaniny pod rękawami,

przypominając ptasie skrzydła. Ta ostatnia sylwetka jest ciekawym rozwinięciem efektownego projektu, który zwracał uwagę w kolekcji dyplomowej Ewy Chojnackiej. Patrząc na te projekty, aż chce się powiedzieć: „Yes, you can boss”.


NEWSY Fot. arch. organizatora

FORUM DESIGNU ZAPRASZA DO WYJĄTKOWEGO PROJEKTU Forum Designu to nowatorska propozycja dla niezależnych Twórców i Designerów, którzy chcą sprzedawać i promować swoje produkty na żywo – bez prowizji sklepu, w najmodniejszym miejscu na mapie Krakowa! To największy showroom w Polsce - ponad 750m2 i pierwsze zrealizowane w Polsce przedsięwzięcie, łączące w sobie trzy podstawowe zadania: promocję projektantów, stałą ekspozycję [showroom] i sprzedaż. To nie tylko zwykły salon wystawienniczy, ale także wydarzenia promujące

polski design. Miejsce kreatywne, w którym ciągle coś się dzieje. ZASADY WSPÓŁPRACY: • Sprzedaż eksponatów jest bez marży Forum Designu; • FD jest obsługiwany przez zatrudnionych pracowników, którzy dbają o ekspozycję, opowiadają o produktach i markach, przyjmują i wysyłają towar (obejmuje to również sprzedaż produktów przez internetową platformę sprzedażową, która wła-

śnie powstaje) oraz prowadzą ewidencję sprzedaży; • Platforma ma wspólną politykę promocyjną i infrastrukturę, obejmującą menedżera sklepu, specjalistów od promocji i reklamy, internet, czytnik kart, alarm, ubezpieczenie, usługi dekoratora dbającego o ekspozycję produktów, a podczas wydarzeń nawet do 8 pracowników obsługujących wzmożony ruch. Szczegóły: d i n a @ f o r u m d e s i g n u . p l www.forumdesignu.pl

53


NEWSY Fot. K lementyna Kępińsk a Fot. K lementyna Kępińsk a

Fot. Style On by Kinga Litwińczuk

MARKA, KTÓRA BAWI SIĘ KONTRASTAMI Romantyczny duch Paryża, skandynawski minimalizm prosto ze Sztokholmu i pełny nonszalancji Nowy Jork.

nić trampki na szpilki i pomalować usta. A potem wyjazd na weekend za miasto, albo w daleką podróż.

Trzy historie, trzy charaktery, trzy estetyki, które w ramach nowej marki PATCHOULI selekcjonuje jej właścicielka Agnesa Adamczak, znana blogerka i influencerka.

Dziewczyna PATCHOULI zna trendy, ale traktuje je po swojemu. Bawi się życiem i bawi się modą, zręcznie łącząc ze sobą różne estetyki. Zaskakuje… i jest z tego dumna. Jej stylu nigdy nie da się określić jednym słowem. PATCHOULI to w końcu coś więcej niż ubrania. To kolejny powód do tego, żeby cieszyć się swoją kreatywnością, sięgać po trendy i tworzyć nowe.

Marka została stworzona dla kobiet, które inspiruje tempo dużego miasta. Między spotkaniami z koleżankami a randką, między kawą, lunchem, kinem i szybką wizytą w bibliotece wystarczy przecież tylko zmie-

54


OD SPOT DO HOLLYWOOD! RAFAŁ ZAWIERUCHA, ABSOLWENT CENIONEJ SZKOŁY AKTORSKIEJ SPOT W KRAKOWIE, DOSTAŁ ANGAŻ DO NAJNOWSZEGO FILMU QUENTINA TARANTINO, ONCE UPON A TIME IN HOLLYWOOD. RAFAŁ ZAWIERUCHA ZAGRA W FILMIE POSTAĆ MŁODEGO ROMANA POLAŃSKIEGO. Obok Zawieruchy wystąpi cała plejada hollywoodzkich gwiazd, takich jak Leonardo DiCaprio, Brad Pitt, Al Pacino, Luke Perry,

Burt Reynolds i Margot Robbie. Filmowa premiera przewidziana jest na sierpień 2019 roku.

W Szkole Aktorskiej SPOT, Rafał Zawierucha uzyskał tytuł aktora w 2007 roku, otrzymując najwyższą notę. Ten niezwykle utalentowany aktor zagrał następnie w wielu produkcjach filmowych. Ostatnie obrazy to Miasto 44, Jack Strong, Obywatel czy znakomita kreacja w filmie Bogowie. Za rolę w filmie Księstwo został nominowany do Złotej Kaczki. SPOT, najstarsza prywatna szkoła aktorska w Polsce, to kuźnia wielu talentów aktorskich. Uczyli się tu m.in. Weronika Książkiewicz, Jan Wieczorkowski, Daniel Wieleba, Sebastian Pawlak, Paweł Pepe Monsiel. Dwa lata nauki w SPOT są zaliczane do stażu aktorskiego przez Państwową Komisję Egzaminacyjną Związku Aktorów Scen Polskich (ZASP). Uczestnicząc w zajęciach SPOT (dzienne lub zaoczne) można doskonale przygotować się do egzaminu na państwowe uczelnie aktorskie. Kreatywna i przyjazna atmosfera panująca w szkole sprzyja rozwojowi talentu i poszerzaniu horyzontów intelektualnych. Zajęcia prowadzone przez profesjonalnych aktorów z wieloletnim doświadczeniem sprawiają, że absolwenci SPOT mogą realizować marzenia o zdobywaniu pierwszoplanowych ról teatralnych i filmowych, a nawet o karierze w Hollywood. Więcej informacji na blogu www.ksa.edu.pl


NOWOŚCI

DAWNO, DAWNO TEMU

Z A N I M P O W S TA ŁY M A R K I I SIECI ODZIEŻOWE…

Ilustracje: Michał Stachowiak / Strzecha Design, źródło: książka Etnogadki, opowiastki o dawnych obrzędach i z wyczajach, wyd. Albus, www.albus.poznan.pl)

…PROCES WYTWARZANIA UBRAŃ NIE BYŁ ZWYKŁĄ PRODUKCJĄ, A RZEMIOSŁEM POWIĄZANYM Z NAJWAŻNIEJSZYMI WARTOŚCIAMI SPOŁECZNYMI I MAGICZNYMI RYTUAŁAMI. NIE BYŁO GALERII HANDLOWYCH, KOMERCYJNYCH SZWALNI, WIELKICH PROJEKTANTÓW ANI SEZONOWYCH KOLEKCJI. BYŁY ZA TO PORANIONE PALCE I MOZOLNY PROCES UPRAWY SUROWCÓW, Z KTÓRYCH NAJPIERW POWSTAWAŁY NICI, A POTEM TKANINY I UBRANIA. NA CZYM WIĘC POLEGA OWA MAGIA DAWNEGO RZEMIOSŁA? DLACZEGO ŚMIAŁO MOŻEMY MÓWIĆ O TYM, ŻE TO SILNY KONKURENT DLA WSPÓŁCZESNEGO PRZEMYSŁU MODOWEGO, KTÓRY DZIŚ POWSZEDNIEJE I ZACZYNA KOPIOWAĆ SAM SIEBIE?

56


Pośpiech i nieograniczony dostęp do informacji to nasza codzienność. Coraz szybciej żyjemy, zatem szybciej zużywamy i kupujemy nowe produkty. Skraca się cykl życia przedmiotów, a coś co jeszcze wczoraj było marzeniem jutro wyląduje na śmietniku. Kiedyś podczas jednej z rozmów na ten temat Witold Przewoźny, etnograf i znawca wzornictwa ludowego, powiedział mi – Współczesny świat to fabryka marzeń łatwo utylizowanych, kiedyś rzeczy służyły całym pokoleniom, dziś są sezonowe. Te słowa dobrze obrazują szereg zjawisk, w których dziś uczestniczymy. W ich kontekście pojęcie mody także nabiera nowego znaczenia i obnaża pewien paradoks. Bo to szczególnie marki modowe generują dziś nowe potrzeby konsumentów, już nawet nie poprzez kreację, a produkcję nowych trendów. Jednocześnie projektanci powtarzają jak echo – Wyróżnij się! Co to oznacza dla współczesnego konsumenta, który jednak szuka indywidualizacji w świecie seryjnych wzorów? Wróćmy do źródeł - funkcji użytkowych oraz wartości wynikających z pierwszych procesów wytwarzania odzieży i wzorów. To co dziś nazywamy modą i trendami, to hybryda wymogów rynkowych i pierwotnych potrzeb człowieka, a one są związane najpierw z przetrwaniem (funkcja ochronna), a dopiero potem z manifestacją tożsamości (dekalog wartości i podkreślenie przynależności do grupy). Dawniej moda opowiadała historie całych społeczeństw – posługując się zestawem symbolicznych wzorów, kolorów i fasonów. Dziś stała się kulturowym wariactwem, a jej zmienność odzwierciedla współczesne tempo życia i nasze rozproszenie.

CZY MODA TO RZEMIOSŁO? A MOŻE RZEMIOSŁO TO MODA? Choć współcześnie moda także stanowi pewną recenzję społeczności, w której jest używana, nie jest tak szczera jak dawniej. Modniejszy jest ten, kto szybszy, a rolę projektantów powoli przejmują instagramowicze i ludzie ulicy. Wartość stroju szybko dewaluuje się – ubieramy się na chwilę, więc produkujemy taśmowo. Ubrania tracą na wartości w momencie, gdy je zakładamy.

Jednocześnie pojawiają się kontrtrendy – na przekór unifikacji i bylejakości. Jednym z nich jest ponowne odkrycie natury i rzemiosła co łączy się z wielopokoleniowym doświadczeniem, a w obszarze mody – tysiącami lat eksperymentowania, testowania barwników, surowców i podpatrywania wzorów. Dawno, dawno temu, zanim powstały wielkie marki odzieżowe, świat materialnych przedmiotów mieszał się ze światem symbolicznym. Odzwierciedlał nie tylko podstawowe potrzeby człowieka ale też całe systemy wartości. To co człowiek miał na sobie było kulturowym komunikatem – strój wyróżniał, bo zdradzał pochodzenie i światopogląd. Ubrania były też narzędziem samoidentyfikacji, a procesy ich wytwarzania oraz zdobienia były długotrwałym, zbiorowym wysiłkiem o charakterze magicznego rytuału. Wiązała się z tym obrzędowość oraz cały zestaw szczególnych czynności, takich jak śpiew czy taniec. W dzisiejszym świecie, gdzie luksusem stał się czas, sen i własne miejsce, coraz częściej odkrywamy w sobie potrzebę otaczania się przedmiotami, które mają znaczenie. Staje się to oczywiste dla marek opierających swoje biznesy na społecznej odpowiedzialności, dbających o ekologię, etykę swoich procesów produkcyjnych, inspirujących się autentycznym wzornictwem. Wszystko to stanowi alternatywę dla współczesnego konsumenta, zmęczonego nadmiarem opcji, poszukującego swojej bajki - mikrospołeczności opartej o to co bliskie i ważne.

Przewoźnym stworzyliśmy książkę familijną pod tytułem: Etnogadki, opowiastki o dawnych obrzędach i zwyczajach. Chcieliśmy dać ludziom narzędzie, które pomogłoby im zrozumieć swoje korzenie, znaczenia przedmiotów codziennego użytku oraz ułatwiłoby dzielenie się wiedzą i doświadczeniami związanymi z wielopokoleniowym dziedzictwem. Jednak w autorskim zamyśle etnogadki to także pewien sposób opowiadania o przeszłości tak, aby nasze dzieci miały szansę na nowo odkryć świat, który dziś znacznie przyspieszył i stał się globalną wioską. Nasza opowieść ukazuje świat, w którym nie było internetu, fabryk, wielkich przedsiębiorstw, seryjnych produkcji i photoshopa. Człowiek był zdany tylko na własne ręce i naturę, a ona mogła go tak samo ubrać i nakarmić jak również zabić. Natura była też pierwszym źródłem inspiracji wzorniczych i estetycznych doznań dla naszych przodków – z całym bogactwem surowców, wzorów i ornamentów. Kiedyś kontakt z nią był podstawą funkcjonowania całych społeczeństw, dziś staje się atrakcją codzienności - trendem, który wciąż wymaga naszej uwagi i zrozumienia.

NOWOŚCI

FA B R Y K A M A R Z E Ń Ł AT W O U T Y L I Z O WA N YC H

MONIKA MICHALUK

SPOGLĄDAMY W PRZESZŁOŚĆ, ŻEBY ODKRYĆ TERAŹNIEJSZOŚĆ Dziś wracamy do świata wartości poprzednich pokoleń, a one z niszowej idei powoli ewoluują w nową modę. Czy rozumiemy te wartości? Jak głęboko się z nimi utożsamiamy? Czy potrafilibyśmy opowiedzieć o nich swoim dzieciom? Powrót do natury, rękodzieła, handmade, etnodesign - to dziś silne trendy ale też wabiki marketingowe. Jeśli pozostaną jedynie inspiracją do tworzenia kolejnych ornamentów i sezonowych hitów, będą tylko bladym odbiciem minionego świata. A on, jak się okazuje, wciąż jest nam potrzebny bo to tutaj poszukujemy dziś swojej tożsamości. Właśnie dlatego, razem z ilustratorem, Michałem Stachowiakiem i etnografem Witoldem

Monika Michaluk – autorka konceptów i tekstów, manager projektów. Pomysłodawczyni i  współautorka książki Etnogadki, opowiastki o dawnych obrzędach i zwyczajach, a także cyklu Etnoilustracje, projektów, realizowanych pod szyldem Strzecha Design razem we współpracy z Michałem Stachowiakiem, artystą-ilustratorem oraz Witoldem Przewoźnym, etnografem. Fot. Sławek Jankowsk i

57


HISTORIA

SCENA JAK WYBIEG HELENA MODRZEJEWSKA – IKONA MODY

BYŁA NIE TYLKO NAJWIĘKSZĄ GWIAZDĄ SCEN TEATRÓW EUROPEJSKICH I AMERYKAŃSKICH, AKTORKĄ, KTÓREJ TALENTEM I CHARYZMĄ ZACHWYCAŁY SIĘ TŁUMY. OKRZYKNIĘTO JA NAJPIĘKNIEJSZĄ KOBIETĄ XX-WIEKU, KOCHALI SIĘ W NIEJ MIN. IGNACY PADEREWSKI, STANISŁAW WITKIEWICZ I HENRYK SIENKIEWICZ. MÓWIONO, ŻE NA PRZEDSTAWIENIA Z JEJ UDZIAŁEM PANOWIE PRZYCHODZILI PODZIWIAĆ JEJ URODĘ, PANIE – KOSTIUMY. HELENA MODRZEJEWSKA BYŁA PRAWDZIWĄ XIX - WIECZNĄ IKONĄ MODY, ÓWCZESNĄ IT-GIRL.

MODA NA DESKACH TEATRU W swoich wspomnieniach Helena Modrzejewska, (właściwie Jadwiga Helena Misel), nieślubna córka krakowskiej wdowy, pisała, że u progu kariery miała do dyspozycji jedynie dwie suknie: czarną i białą, obie własnoręcznie uszyte. Za to kiedy w 1884 wypływała z Liverpoolu do Nowego Jorku, jej garderoba zajmowała 65 kufrów i ponoć warta była astronomiczną, jak na ówczesne warunki, kwotę 20 000 dolarów. Kiedy Modrzejewska grała, wiedziała doskonale, jak chce wyglądać – jej sceniczne stroje musiały uwzględniać nie tylko charakter postaci, ale też najnowsze trendy

58

w modzie. Dlatego aktywnie uczestniczyła w projektowaniu kostiumów do przedstawienia, tworzyła szkice, według których szwaczki upinały tkaninę na manekinie o jej wymiarach. Ponoć takowe posiadały najlepsze pracownie krawieckie w Wiedniu, Paryżu, Londynie, Berlinie czy Nowym Jorku. Przedstawienia z udziałem Modrzejewskiej były więc istną ucztą dla oczu, scenę aktorka zamieniała w modowy wybieg. Kobiety przychodziły na nie, żeby dowiedzieć się, co będzie modne w nadchodzącym sezonie, a ich mężowie, podziwiać wdzięki pięknej aktorki. Modrzejewska z niesłychanym jak na ówczesne czasy wyczuciem potrafiła bowiem podkreślić walory swojej sylwetki,

i jednocześnie zamaskować drobne wady. Nie podążała jednak ślepo za modą, nadając strojom indywidualny rys – już w 1891 roku, pod wpływem idei sufrażystek, z którymi sympatyzowała, zrezygnowała z powszechnie noszonych gorsetów, zastępując je wkładkami usztywniającymi plecy.

MODA W SŁUŻBIE EMANCYPACJI Feministyczne sympatie Modrzejewskiej znalazły też odzwierciedlenie w chęci poprawy sytuacji polskich dziewcząt z prowincji. Będąc córką niezamożnej wdowy, we wczesnej młodości często sama szyła sobie suknie i wiedziała, jak taka praktyczna


HISTORIA

umiejętność może odmienić życie dziewczyny. Kiedy odwiedziła Zakopane, wówczas ubogą wieś, zakochała się w tworzonych tam koronkach. Włączyła je na stałe do swojej garderoby – codziennej, wieczorowej i scenicznej – nie tylko w formie kołnierzy czy ozdobnych mankietów, ale też koronkowych wstawek, osiągających często imponujące rozmiary – zdarzało się, że ciągnęły się od dekoltu przez całą długość sukni. Modrzejewska, którą spokojnie można określić ówczesną trendsetterką i influencerką, sprawiła, że wśród kobiet zapanował prawdziwy szał na koronki. Widząc rosnące zapotrzebowanie na takie produkty, Modrzejewska postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce – w 1883 roku, z jej inicjatywy w Zakopanem powstała Krajowa Szkoła Koronkarska zwana Szpulkarnią. Zadaniem placówki było szkolenie młodych dziewcząt w umiejętnościach koronkarskich i tkackich. Szkoła dawała im jednak znacznie więcej, niż fach w ręku – uczennice mogły swoje prace sprzedawać, a zarobione w ten sposób fundusze gwarantowały im niezależność i możliwość samostanowienia o sobie. Sama Modrzejewska często korzystała z prac uczennic, zamawiając u nich elementy swoich kreacji.

MODJESKA ZA WIELKĄ WODĄ Szybko okazało się, że Europa jest dla talentu Modrzejewskiej za mała. Aktorka wyruszyła w tournée do Nowego Jorku i swoim ta-

STARDOMSKA 16

IDEA FIX POP-UP

OPEN MON-SAT KRAKÓW STRADOMSKA 16


HISTORIA

lentem, urodą i magnetyczną osobowością natychmiast podbiła serca amerykańskiej publiczności. Pewne rzeczy pozostały jednak bez zmian – tak jak działo się w teatrach krakowskich, tak stało się również w nowojorskich – panie przychodziły na spektakle nie tylko dla gry aktorskiej Modrzejewskiej, ale też aby podziwiać jej stroje. Choć podczas pierwszego tournée aktorka nie dysponowała jeszcze zbyt wielkim budżetem, potrafiła z niczego zrobić coś, co z miejsca budziło podziw. Do legendy przeszła suknia Damy Kameliowej na nowojorski debiut, stworzona przy pomocy niedrogiej krawcowej, z taniego białego atłasu, połączonego zręcznie z resztkami różowego i niebieskiego materiału. Strój ten ponoć wstrząsnął żeńską połową Nowego Jorku. Podczas kolejnych amerykańskich tournée, kiedy występowała we wciąż samodzielnie projektowanych, ale szytych przez najznamienitsze paryskie atelier kreacjach, jej stroje zaczęły być masowo kopiowane przez widzki i fanki. Szybko dostrzegli to właściciele domów towarowych i produkujących odzież damską firm. Jak grzyby po deszczu zaczęły się pojawiać kapelusze czy żakiety „a’la Modjeska” – tak zmieniono niemożliwe do wymówienia dla Amerykanów w oryginalnej formie nazwisko. Jak łatwo się domyślić, takie stosunkowo tanie i niesamowicie modne produkty sprzedawały się jak świeże bułeczki – były tym, czym dziś są tworzone przez sieciówki we współpracy z przeróżnej maści celebrytami kolekcje. Ponieważ Modrzejewska dzięki nietypowej wówczas dla kobiet aktywności fizycznej – regularnemu pływaniu, a nawet skokom do wody czy brawurowej jeździe konnej – bardzo długo zachowała urodę, była żywą reklamą kosmetyków. Szybko postanowiła wykorzystać to firma Larkin, która wypuściła zestawy kosmetyczne firmowane nazwiskiem pięknej Heleny. Helena Modrzejewska to postać, którą wielu zna z jej niezapomnianych ról teatralnych. Ale choć nie można umniejszać jej talentu aktorskiego, warto też pamiętać o jej związkach z modą. Dziś portrety czy zdjęcia aktorki stanowią znakomite źródło informacji na temat XIX -wiecznych kreacji – tak scenicznych, jak codziennych.

N ATA L I A J E Z I O R E K

60


27

3

1

2

4

5

28 30 26

34

23 24

35

6

31

33

25

7 8

32 36

22

9

38

37 21

10

40 39

20

11

19 18

12 17

ESSENTIALS

29

16

15

13 14

1. Nerka CASE CLOSED; 89 pln | 2. Naszyjnik MONOPOLKA; 80 pln | 3. Nerka MI TA; 220 pln | 4. Muszka MARTHU; 99 pln 5. Naszyjnik MONOPOLKA; 80 pln | 6. Nerka CASE CLOSED; 89 pln | 7. Naszyjnik MONOPOLKA; 130 pln | 8. Nerka CADO; 159 pln 9. Naszyjnik MONOPOLKA; 80 pln | 10. Nerka CASE CLOSED; 89 pln | 11. Naszyjnik MONOPOLKA; 80 pln | 12. Nerka CADO; 159 pln 13. Muszka MARTHU; 99 pln | 14. Naszyjnik PANIKA; 99 pln | 15. Nerka MI TA; 210 pln | 16. Naszyjnik DOROTA TOMASZEWSKA; 130 pln 17. Nerka MI TA; 200 pln | 18. Naszyjnik DOROTA TOMASZEWSKA; 130 pln | 19. Nerka MI TA; 210 pln 20. Naszyjnik DOROTA TOMASZEWSKA; 99 pln | 21. Nerka YAAGS YAAGS; 189 pln | 22. Naszyjnik THE PH; 139 pln 23. Nerka MI TA; 220 pln | 24. Muszka MARTHU; 99 pln | 25. Naszyjnik DOROTA TOMASZEWSKA; 130 pln 26. Nerka MI TA; 239 pln | 27. Naszyjnik DOROTA TOMASZEWSKA; 85 pln | 28. Nerka HANDVERK; 120 pln 29. Naszyjnik DOROTA TOMASZEWSKA; 159 pln | 30. Naszyjnik SOTHO; 139 pln | 31. Kolczyki DOROTA TOMASZEWSKA; 159 pln 32. Kolczyki DOROTA TOMASZEWSKA; 139-159 pln | 33. Bransoletka SOTHO; 76.30 pln | 34. Bransoletka SOTHO; 83.30 pln 35. Bransoletka SOTHO; 76.30 pln | 36. Naszyjnik SOTHO; 139 pln | 37. Naszyjnik DOROTA TOMASZEWSKA; 109 pln 38. Naszyjnik DOROTA TOMASZEWSKA; 160 pln | 39. Kolczyki DOROTA TOMASZEWSKA; 240 pln 40. Kolczyki DOROTA TOMASZEWSKA; 320 pln WSZYSTKIE PRODUKTY MOŻNA KUPIĆ W KONCEPT SKLEPIE IDEA FIX W KRAKOWIE PRZY UL. BOCHEŃSKIEJ 7. 61


R O Z M O WA

ZAFIXOWANI NA PUNKCIE POLSKIEJ MODY NA PYTANIA IDEA FIX ODPOWIADA KAMILA OSTROWSKA, ZAŁOŻYCIELKA MARKI ROWK, KTÓREJ ORYGINALNE PROJEKTY ZNAJDZIECIE W KRAKOWSKIM KONCEPT SKLEPIE.

Kamila Ostrowska

Jakie widzisz zmiany w postawie klientów, jeżeli chodzi o moment rozpoczęcia działalności i teraźniejszość? - Na przestrzeni lat, gdy zajmuję się projektowaniem, obserwuję dziewczyny. Wiadomo, że jedne podążają za trendem, inne za wygodą, jeszcze inne chcą stworzyć swój unikatowy styl. Są natomiast coraz bardziej otwarte na nowe formy i potrafią je miksować z rzeczami vintage lub z sieciówek. Bardzo mnie to cieszy, ponieważ niszowe polskie marki mogą w ten sposób naprawdę wejść w życie. Uwielbiam też gdy użytkowniczki moich projektów łączą rzeczy z poszczególnych kolekcji i budują z nich coraz to nowe zestawy. Czym inspirujesz się teraz, a czym inspirowałaś się podczas tworzenia pierwszej kolekcji?

62

- Pierwsze kolekcje ROWK były dość proste, z reguły czarne, monochromatyczne. Do dziś uwielbiam czerń, ale ostatnio zaczęłam się coraz bardziej otwierać na kolory. Kocham też lśniące, tkaniny techniczne i często wplatam je w całość. Aktualnie skłaniam się chyba najbardziej ku dekonstrukcji. Uwielbiam nietuzinkowe łączenia faktur i kolorów i miksować ze sobą różne formy. Staram się też być trochę wierna formom z wcześniejszych kolekcji, za każdym razem tylko je unowocześniać, poszukiwać nowych proporcji sylwetek. Czasem wystarczy, że znajdę nową tkaninę i już rodzi się pomysł jak ją wykorzystać. Jestem wzrokowcem. Niezmiennie inspirują mnie osoby, które spotykam w ciągu dnia na ulicy. Chociaż w Polsce jest z tym różnie. Ale najciekawsze osoby spotykam na fe-

stiwalach i imprezach techno. Tam można spotkać prawdziwe perełki. Jak przebiega proces tworzenia? - Różnie to bywa, nie mam jednej sprawdzonej recepty. Może to być tkanina, plakat, ciekawe połączenie kolorystyczne. Ostatnio jednak zainspirował mnie utwór muzyczny i pod jego brzmienie i stylistykę będę projektować nową kolekcję. Mam nadzieję że będę ją mogła pokazać na wybiegu, wtedy można najlepiej poczuć klimat całości. Gdy usłyszałam ten kawałek od razu wiedziałam, że to jest to. Kim chciałaś być będąc dzieckiem i jak patrzysz na to z perspektywy czasu? - Jako dziecko ewidentnie poszukiwałam. Chciałam być i piosenkarką i weterynarzem (śmiech). Zawsze lubiłam rysować, malo-


wać i to w tym kierunku zaczęłam podążać. Przez chwilę chciałam studiować projektowanie wnętrz, finalnie zajmuję się ciuchami i aktualnie to przynosi mi wiele satysfakcji. Jednak nie zamykam się na nowe doświadczenia, związane z modą i nie tylko. W tych czasach dziedziny się ze sobą przenikają i to jest bardzo stymulujące. Co sprawiło, że zaczęłaś projektować? - Skończyłam Projektowanie Ubioru w Łodzi i jakoś płynnie przeszło to w zajmowanie się tym potem zawodowo. Chociaż miałam też przygodę z projektowaniem biżuterii, prowadziłam sklep NEOVINTAGE w Łodzi, przerabiałam ciuchy. W pewnym momencie poczułam impuls do tworzenia swojej marki i zaczęłam to robić.

- Od lat podziwiam duet MMC. Tworzą jedną z najbardziej charakterystycznych polskich marek. Moda jest u nich sztuką, ale mają też, z tego co widzę, dobrze opracowany biznesowy plan na jej podanie.

Jakie jest Twoje dzisiejsze marzenie związane z modą? - Staram się, aby marka ciągle się rozwijała, poszukuję miejsc, w których mogę prezentować swoje projekty. Tak najbardziej można trafić na nowych użytkowników. Te ciuchy trzeba przymierzyć, pochodzić w nich chwilę i poczuć je. Uwielbiam jak ludzie zakładają ciuch i od razu czują się w nim dobrze. To sprawia że marka jest autentyczna i napędza mnie do działania.

Jak widzisz modę w przyszłości? - Myślę że ludzie są coraz bardziej świadomi swoich wyborów, dochodzi do tego bardzo modny ostatnio upcycling. Wystarczy pojechać do Berlina, aby zobaczyć jak bardzo moda jest różnorodna. Ludzie doceniają dobre marki, eksperymentują, ale nie widać w tym zadęcia. Wiadomo, że większość nie

Jaka jest Twoja idea fix? - Idea fix, drogą skojarzeń, to dla mnie „obsesja” na jakimś punkcie. Staram się nie mieć obsesji i po prostu robić swoje. Myślę że odnalazłam swój styl i nadal chciałabym aby ewoluował. To dla mnie ważne. Chciałabym aby był on rozpoznawalny na wielu płaszczyznach.

R O Z M O WA Zdjęcia: Barbara Latomska

przywiązuje wagi do tego jak i gdzie produkowane są ubrania i napędzają w ten sposób całą machinę. Wydaje mi się, że jest to główny problem. Może to doprowadzić do zagłady albo do całkowitego zwrotu kulturowego w tej dziedzinie. W przemyśle odzieżowym jest na szczęście miejsce i dla małych marek, znanych jedynie w wąskiej grupie, jak i dużych firm, które jak wiadomo mają na to pieniądze i możliwości. Myślę, że ciężko przewidzieć co stanie się za sto lat. Pożyjemy zobaczymy.

Czy w każdym projekcie pozostawiasz cząstkę siebie? - W każdym projekcie pozostawiam jakąś cząstkę siebie, to jaki mam aktualnie stan ducha, co mnie zachwyciło w danym czasie. Zawsze staram się żeby tak było, pragnę wypracować własne modowe DNA. Każdy wychodzący spod mojej ręki ciuch jest dokładnie taki, jaki sama chętnie bym założyła. Tego się trzymam :) Jeśli Twoja marka miałaby być kojarzona z jakąś osobą, kim ona by była? - Chciałabym, żeby była po prostu „fajną dziewczyną” z otwartą głową, wyluzowaną i świadomą. Taką która nie boi się jutra i łapie życie. Kto motywuje Cię do działania jako projektanta, ale też jako przedsiębiorcę?

63


64


65

modelka: WIKTORIA ADAMSKA f o t o g r a f : PA W E Ł B I E G U N m a k e - u p : M A R L E N A P U Z I O | PA E S E CO S M E T I C S w ł o s y : PAT R Y C J A PA J O R | A V A N T A P R E S S T Y L I Ś C I F R Y Z U R st ylistk a: W E R O W Y S O C Z Y Ń S K A | FA S H I O N V I C T I M I N D U S T R Y ubrania: IDEA FIX d o d a t k i : I D E A F I X , PA V I L O N V I N TA G E B U T I K , FA N A B E R I E M U LT I S T O R E produkcja: LOUNGE & IDEA FIX


66


67


68


69


70


71


SWIADOMA MODA

MODA POLSKA WYEMANCYPOWANA

CHOĆ UBIÓR CZĘSTO SPROWADZANY JEST DO BŁAHOSTKI, TO REALNIE MOŻE STAĆ SIĘ SYMBOLEM I ELEMENTEM WOLNOŚCI. KIEDYŚ ŹRÓDEŁ EMANCYPACJI W MODZIE POSZUKIWALIŚMY ZA ZACHODNIĄ GRANICĄ, WYRAŻAJĄC NIEZGODĘ NA STAN RZECZY W PAŃSTWIE I SYSTEMIE. CZY DZIŚ WYSTARCZY NAM T-SHIRT Z HASZTAGIEM #GIRLPOWER?

EPOKA 1 Druga połowa XIX wieku to ubiór, który stanowił opór przeciw zaborcom. Czarne suknie symbolizowały żałobę narodową, a podkreślała ją jeszcze biżuteria - bransoletki, które wyglądały jak kajdany czy oznaczające nadzieję kotwice. Magazyn Mód i Nowości Dotyczących Gospodarstwa Domowego instruował Polki w 1861 r.: „We wszystkich magazynach warszawskich widzimy tylko czarne przedmioty do ubrania: o nich więc mamy sobie za obowiązek uwiadomić nasze Czytelniczki. Czarne suknie na krynolinie miały jeszcze inną funkcję - służyły np. przemytowi broni. Zaledwie 30 lat później przyszedł czas na reformatorki. Wtedy orężem kobiet stała się naga moda, czyli suknie wieczorowe przylegające do ciała, bez rękawów z minimalnym stanikiem i ramionami okrytymi lekkim tiulem. Eksponowały budowę sylwetki. Mniejszość próbowała też przekonać Polki do jupe-culotte, tj. spódnicospodni (wiosną 1911 roku występowały w nich aktorki w Teatrze Letnim Ogrodu Saskiego). Nową modę „z Zachodu” nosiły m. in. Maria Dulębianka i Maria Rodziewiczówna. Feministyczne kierunki zmiany ubioru, oprócz kwestii równouprawnienia, wynikały też z higieny i zdrowia kobiet - była to agitacja przeciwko gorsetom zniekształcającym sylwetki, kołnierzom czy tumanom kurzu wznoszonym przez suknie z trenem. Jak się jednak okazało, zreformowany strój nie przypadł do gustu większości Polek.

EPOKA 2 W odzieżowych zakładach produkcyjnych pracowali świetni fachowcy, którzy nie mo-

72

W y d a w n i c t w o S p e c j a l n e „ Ś w i a t a M o d y ”, W i o s n a - L a t o 1 9 6 5


ŚWIADOMA MODA

P O L K I C H Ę T N I E K O R Z Y S TA ŁY Z GAZETEK Z WYKROJAMI, Z P R O J E K TA M I W Z O R O WA N Y M I GŁÓWNIE NA MODZIE FRANCUSKIEJ. J E Ś L I N I E M O G ŁY K U P I Ć W S K L E PA C H M O D N E J O D Z I E Ż Y - S Z Y ŁY J Ą S A M E .

gli szyć tego, co modne, bo system tego zabraniał. I wtedy pojawiła się Barbara Hoff, jej porady w Przekroju, a później ogólnie dostępne ubrania, którym do narzuconej odgórnie konfekcji było daleko. Projektantka w wywiadzie z Wysokimi Obcasami przyznała, że komunizm walczył z modą, bo ta przychodziła „z Zachodu”, a że ludzie chcieli naśladować trendy z zagranicy, to twórcy ubiegali się do różnych sposobów, by kopiować to, co podpatrzyli w czasopismach z Paryża i podczas światowych podróży.

EPOKA 3

Z drugiej strony historia zatacza koło, a my w nowej odsłonie uczestniczymy w Czarnym Proteście. Nadal nosimy koszulki #girlpower, ale jednocześnie wykorzystujemy to najprostsze ubranie, którym jest t-shirt do wyrażenia własnych poglądów. Czy to zakładając modele z napisem „konstytucja” na pomniki, czy nosząc limitowaną edycję topu Momu x Showmax inspirowanego serialem Opowieści podręcznej, z której sprzedaży dochód przekazany został na Centrum Praw Kobiet.

KASIA KWIECIEŃ www.fashionbranding.pl

W y d a w n i c t w o S p e c j a l n e „ Ś w i a t a M o d y ”, W i o s n a - L a t o 1 9 6 5

Momu x Showmax

Kierunek: świadomy wybór. Dziś łatwiej niż kiedykolwiek wcześniej czerpać z zachodniej mody, ale po ponad 150 latach jesteśmy już przecież w innym miejscu. Po zachłyśnięciu się kolorowymi latami 90., przyszedł czas na docenienie lokalnej mody i rzemieślnictwa. Polskie projektantki współpracują z modystkami (np. Jolie Su), pokazują, że szewc (np. Aga Prus) czy kaletnik (Przywara-Strzałka) nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.

73


I N S TA S T O R Y

KRAKOWSKI SPLEEN

CLAUDII GRABOWSKIEJ W STYLU CLAUDII GRABOWSKIEJ PRZEGLĄDAJĄ SIĘ WSPÓŁCZESNE TRENDY. KRAKOWSKA INFLUENCERKA NIE PODĄŻA JEDNAK ŚLEPO ICH TROPEM, LECZ WYSZUKUJE WŁASNĄ, KREATYWNĄ ŚCIEŻKĘ, POKAZUJĄC ŻE SĄSIEDZTWO WAWELU NADAL PRZYCIĄGA ARTYSTYCZNE DUSZE.

Jej blog The White Print oraz profil na Instagramie stanowią kopalnię dla trensetterów. Wystarczy uważnie wpatrzeć się w estetyczne, naznaczone krakowskim spleenem zdjęcia, by odnaleźć modne fetysze ostatnich sezonów. W kwadratowych kadrach pojawiają się magazyny Vogue czy Loewe, dominuje biel zderzona z ciepłą szarością, kocie okulary i luźne, lekko oversize’owe outfity, które zdradzają miłość do eleganckiego, ale wygodnego stroju.

74


I N S TA S T O R Y Gdyby chcieć koniecznie zlokalizować Claudię, można by powiedzieć, że jest bardzo krakowska. W jej stylizacjach i zdjęciach zawarta jest ta sama nostalgiczna nuta, którą słyszymy w kultowym „Krakowskim spleenie” Maanamu. Klasyka przenika się z nowoczesnością, tworząc estetyczny koktajl pełen smaku i szyku, a zarazem ciepłych, stonowanych emocji, które nie przepychają się na pierwszy plan. Subtelność, wyczucie stylu i klasa – te elementy stanowią o szczególnej wartości działań Claudii Grabowskiej. Przekładają się też na popularność na Instagramie, gdzie blogerka ma wielu fanów z całego świata.

75


KOSMETYKI

KALEJDIORSKOP "ZAPACH PERFUM MÓWI O KOBIECIE WIĘCEJ NIŻ CHARAKTER PISMA" CHRISTIAN DIOR

fot. mat. promocyjne

1947 Christian Dior zaprezentował swoja pierwszą autorską kolekcję, na widok której Carmel Snow z „Harper's Baazar” powiedziała: NEW LOOK! W swoich projektach stworzył "kobietę-kwiat" o sylwetce "8", zaznaczając ramiona, talię i biodra. Paryż oszalał z zachwytu i nienawiści, a kobiety odzyskały to, co im zabrano w czasie II wojny światowej, czyli zbytek, blask i nadmiar w postaci 50. metrów szyfonu potrzebnego do stworzenia halki dla spódnicy idealnej. Jeśli z jakiegoś powodu nie mogły nosić "Bar Jacket", mogły ubrać się w Diora za sprawą Miss Dior – zuchwałego, zielonego szypru, który łącząc galbanum, jaśmin i paczuli stał się hymnem dla życia i radości, pozwalając zapomnieć o wydarzeniach poprzednich lat.

1953 Przesądny i wierzący w to, co niewidzialne, Dior otaczał się przedmiotami, które uważał za przynoszące szczęście, jak np. gwiazda, którą znalazł na ulicy. Wierzył również w magię tarota, którego symbolikę w przyszłości wykorzysta Maria Grazia Chiuri, tworząc swoją debiutancką kolekcję dla The House of Dior. Monsieur Dior kochał kwiaty, jednak jeden z nich szczególnie. Były to konwalie. Przypinał je do sukienek, uznając za symbol szczęścia i pomyślności. Konwalia stała się inspiracją dla Diorissimo, najbardziej konwaliowego z zapachów, jaki powstał.

76

Geniusz Edmond Roudnistka odtworzył w Diorissimo nieuchwytny akord, a rysownik Rene Gruau pokazał go światu.

1985 Gdyby zapach mógł być postacią, to bez wątpienia Poison jest Tess McGill z filmu „Pracująca dziewczyna” Mike'a Nicholsa. Buntownicza i zdecydowana. Zuchwała i obezwładniająca. Przy pierwszym poznaniu mówisz jej: NIE! Jednak nie możesz przestać o niej myśleć. Jest jak trucizna, jak narkotyk, który zaczynając krążyć w Twoich żyłach, wywołuje emocje, o których istnieniu nie zdawałeś sobie sprawy. Poison woda toaletowa 50ml/389 zł

1991 Gianfranco Ferre. Włoski architekt, którego znakiem rozpoznawczym w czasach Diora staje się biała koszula. W jego interpretacji to nie element mody. To mała architektura, która jest symbolem bezgranicznej wolności. Taki też jest Dune, zamknięty w szklanej formie przywodzącej na myśl szlifowany wodą kamień. Zapach marzeń, spokoju i rozgrzanej słońcem skóry. Dune to zrzucenie z siebie żakietu i oddanie się we władanie piasku, morza i słońca.

kiedy świat zastanawia się, czy światowy system informatyczny nie legnie w gruzach w związku ze zmianą daty na '00, Galliano czerpie inspirację z Wersalu i estetyki Matrixa, łącząc skrajności, tak jak tylko On potrafi. Przypieczętowaniem bezgranicznego uwielbienia dla Dior staje się J'adore. Zapach kwiatów i kwiat zapachów. Ubrany w złoto flakon stylizowany jest na antyczną amforę nawiązującej formą do sylwetki "8". J'adore woda perfumowana 50ml/465 zł

2018 Dior to radość. Radość życia. Radość tworzenia. Radość z dzielenia się pięknem. Na przestrzeni lat to właśnie ten rzeczownik jest wspólnym mianownikiem dla wszystkich projektantów The House of Dior, który został przez nich odmieniony w niezliczony i charakterystyczny dla siebie sposób. Christian Dior sprawił, że kobiety znowu zaczęły marzyć. Yves Saint Laurent dał im władzę. John Galliano przyzwolił na bunt, a Maria Grazia Chiuri dodała im odwagi, by stać się taką, jaką chcesz być. Taki jest Dior Joy. Łączy subtelność i siłę, ciepło i chłód, by każda kobieta mogła odnaleźć własną interpretację radości. Joy by Dior woda perfumowana 50 ml/465zł

Dune woda toaletowa 50ml/389 zł

1999 Rozwścieczony punk w świątyni mody, czyli John Galliano, u sterów. W czasie

M I K O Ł A J T Y PA


STYLIŚC I MOSS HAIR ZAP RASZA JĄ ul. Prochowa 9 31-532 Kraków t. +48 12 446 90 09 moss.krakow.pl

Znajdź nas na


URODA

REWOLUCJA W DEPILACJI LASEROWEJ O TYM CZY DEPILACJA LASEROWA JEST BEZPIECZNA, JAKIE MOGĄ BYĆ RÓŻNICE W WYKORZYSTYWANYCH LASERACH I CZY PORA ROKU MA ZNACZENIE – ROZMAWIAMY Z KAROLINĄ GROBELNĄ, KOSMETOLOGIEM W CENTRUM LASEROTERAPII I MEDYCYNY ESTETYCZNEJ NEONIA Pani staż pracy jako kosmetolog jest już długi, czy umiałaby Pani określić ile zabiegów depilacji laserowej zrobiła Pani dotychczas? - Ciężko policzyć przez te lata, ale myślę, że na pewno kilka tysięcy zabiegów. Czy według Pani depilacja laserowa jest bezpieczna? - Jak najbardziej. Jeżeli jest tylko robiona przez odpowiednio przeszkolony personel, na serwisowanym i renomowanym laserze to jest bezpieczna. Czy zdarzyło się Pani kiedykolwiek poparzyć kogoś laserem lub uszkodzić skórę? - Nie, jak już wspomniałam, takie rzeczy zdarzają się bardzo rzadko i z reguły przez źle dobrane parametry i nieodpowiedniej jakości laser. Czy widzi Pani jakieś różnice pomiędzy tymi dwoma laserami? - Oczywiście. Z punktu widzenia technologii to w moim przekonaniu Soprano Ice Platinum znacznie wyprzedza Light Sheer. Jest to zasługa nie tylko świetnie chłodzącej głowicy, ale również tego, że w jednym urządzeniu mamy aż trzy wiązki lasera, a nie - jedną jak do tej pory. Pierwszy na świecie i chyba nadal jedyny, który wykorzystał trzy technologie (dioda, aleksandryt, nd-yag) w jednej głowicy to właśnie Soprano Ice Platinum. Tak jak mówiłam Light Sheer jest popularny w Polsce, natomiast w innych krajach, jak wielka Brytania czy Włochy, Soprano jest zdecydowanie popularniejszy. Wiąże się to przede wszystkim z tym, że skuteczność Light Sheerw’a jest dobra, jeżeli mamy jasną karnację i ciemny włos.

78

Nie radzi sobie jednak najlepiej z ciemną karnacją lub jasnym włosem. Jakie jeszcze zauważa Pani różnice? - Jest ich kilka i oprócz tej, którą już wymieniłam. Bardzo ważne dla klientów, to mniejsza bolesność. Nie ma efektu zasysania przez głowicę i odczuwania silnego przegrzania skóry, tak jak w przypadku Light Sheer Duet. Wielu klientów decyduje się na zmianę gabinetu i kontynuację serii zabiegów w naszym Centrum, bo nie wytrzymują bólu, zresztą kto z nas lubi cierpieć? Inni potrafią się nawet zdrzemnąć podczas zabiegu. Kolejna to krótszy czas trwania zabiegu. Dzięki technologii Soprano Ice Platinum i świetnemu systemowi chłodzenia, zabieg potrafi być krótszy od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu minut. Jakie pytania najczęściej zadają Pani klienci? - Najczęstsze pytania to ile zabiegów jest koniecznych do usunięcia owłosienia, czy jest bezpieczny, a szczególnie czy depilacja laserowa bikini jest bezpieczna i bardzo bolesna, czy depilacja laserowa męska jest skuteczna, (szczególnie dotycząca pleców), czy obszar musi być ogolony, czy można zaczynać depilację latem. Wszystkie informacje klient zawsze dostaje podczas konsultacji, gdzie również dowiaduje się o przeciwskazaniach w okresie depilacji laserowej. Jednak najczęściej zadawane pytanie dotyczy bolesności w trakcie zabiegu. Jak już wcześniej podkreślałam, nie jest ona odczuwana, natomiast wyjątkiem jest bikini. Skóra w tych okolicach jest bardzo delikatna, lecz dzięki technologii Soprano Ice Platinum odczucia bólowe są ograni-

KAROLINA GROBELNA mgr kosmetolog Absolwentka Kosmetologii na Małopolskiej Wyższej Szkole im. Józefa Dietla. Ukończyła również specjalizację Zarządzania Ośrodkami SPA na Akademii Wychowania Fizycznego. Posiada kilkuletnie doświadczenie w zabiegach z zakresu laseroterapii, mezoterapii igłowej oraz peelingów medycznych. Neonia – Centrum laseroterapii ul. Kobierzyńska 186 g/1 30-382 Kraków tel. 12 264 85 15 tel. 500 77 99 71 recepcja@neonia.com.pl

czone do minimum. Zdarza się jednak że niektórzy mają naprawdę niski próg bólu i w tym przypadku w naszym Centrum oferujemy znieczulenie maścią. Depilacja męska jest tak samo skuteczna, jak i u kobiet. Zazwyczaj jest potrzebne około 6 zabiegów w odstępie około 6-8 tygodni do całkowitego wyeliminowania owłosienia. Później wystarczy pojawiać się raz do roku na zabiegu przypominającym. Pamiętajmy, że obecnie jedyny skuteczny sposób uporania się z problemem włosów, nawet w przypadku hirsutyzmu, jest laserowe usuwanie owłosienia. A dzięki Soprano Ice Platinum można osiągnąć satysfakcjonujące efekty z każdym typem włosa. Neonia jest jedyną kliniką w Krakowie mającą w swoim asortymencie ten właśnie laser, prawda? - Z tego co mi wiadomo, to w Krakowie tak. Natomiast wiem, że w większości dużych miast, niektóre renomowane kliniki również korzystają z tego lasera. Nie trudno się dziwić, ponieważ jest to laser, który wygrywa wszystkie możliwe nagrody na całym świecie, jako najbardziej innowacyjny laser do usuwania owłosienia. Więcej można się dowiedzieć czytając naszą stronę internetową: www.neonia.com.pl.


mysł z y m za pobud

y

Galeria Krakowska, I piętro ul. Pawia 5, 31-154 Kraków tel. 12 628 72 52 restauracja@miyakosushi.pl www.miyakosushi.pl dołącz do nas


zdjęcia: Roma

NEWSY

POLSKA ROMA LEPSZA NIŻ ORYGINAŁ? miast, najdroższych hoteli. Brytyjski Guardian przedstawił ranking 20 najlepszych lodziarni w Europie i umieścił wśród nich wrocławską Romę. Roma to tradycyjna lodziarnia, która powstała tuż po wojnie. Założyli ją Polak i Włoch, którzy poznali się na froncie. Połą-

czyła ich pasja, która jest pielęgnowana do dziś. Sukces tego miejsca tkwi w naturalnej recepturze i dbałości o wieloletnią tradycję. Wierność swoim zasadom zawsze przynosi dobry efekt. Na przykład miejsce w takim czy innym rankingu... www.theguardian.com

zdjęcia: Coffee Spots Polska

Ludzie kochają rankingi. „Top 100” czy “World’s Best...” powodują zawsze chociaż minimalną ekscytację, a dla wyróżnionych to zawsze, chociaż minimalny, prestiż. Z tegoż właśnie powodu magazyny i strony internetowe tworzą swoje rankingi najlepszych restauracji, najciekawszych

NA KAWĘ DO GDAŃSKA CZY DO WROCŁAWIA? Kawa speciality wraz z alternatywnymi metodami jej parzenia coraz szybciej zmienia się z efektownej ciekawostki w nowy, świeżutki trend. Coraz więcej miejsc taką kawę serwuje, coraz więcej kawiarni skupia się tylko na niej. W Polsce działa ich już ponad 170. I dlatego właśnie Agnieszka Bukowska i Krzysiek Rzyman, na co dzień zwią-

80

zani z kawiarniami CoffeeDesk oraz STOR, poczuli potrzebę stworzenia kawowego przewodnika po Polsce. Coffee Spots Polska to efekt wielu podróży, dokładnych testów i setek wypitych kubków kawy. Publikacja zawiera dokładny przegląd całego kraju, idealny dla kawowych pasjona-

tów, ale także wszystkich, którzy zaczynają przygodę z dripem i chemexem. Przewodnik niesie ze sobą miłe przesłanie - kawa to nie tylko kofeina, to okazja do rozmów i poznawania ludzi, to świetny pretekst do podróży. Pijmy więc ją z przyjemnością. Na zdrowie!


NEWSY z d j ę c i a : M°Or.

GDY BABCIA PRZESTANIE KISIĆ OGÓRKI Żaden polski stół nie jest kompletny bez kiszonych ogórków, a żadna polska rodzina bez babci, która je robi. Ale czemu kiszonki kojarzą nam się tylko ze starszym pokoleniem i domową tradycją? Czemu nie robimy ich sami, na co dzień? Takie pytanie zadała sobie polska studentka Katarzyna Wasielewska, tuż przed tym, jak stworzyła M°Or. To nazwa jej zestawu

naczyń do domowej fermentacji, który zaprojektowała w ramach swojej pracy dyplomowej. Produkty są estetyczne i oryginalne, ale jednocześnie nawiązują do “babcinych” naczyń do kiszenia. To prawdziwy duet tradycji z nowoczesnością; filtr węglowy pochłaniający nieprzyjemne zapachy znajduje

się w rynnie wodnej - starym elemencie dawnych naczyń do fermentacji. Taki zgrabny zestaw zachęca do czerpania ze swojej spuścizny i wprowadzania do diety zdrowych i smacznych produktów. Niech tylko wejdzie do sprzedaży i kiszenie stanie się znów modne.

Restauracja Taco Mexicano Kraków , ul. Poselska 20 tel.: 12 421 54 41 www.tacomexicano.pl

MEKSYKAŃSKA LEGENDA W CENTRUM KRAKOWA.... ZAPRASZAMY DO SPRÓBOWANIA NOWYCH DAŃ IDEALNYCH NA CHŁODNE DNI... Choriqueso z salsą blanca o dowolnej ostrości Ognisty Fajitas Monterrey z kurczakiem i grillowaną papryczką jalapeńo A na deser oryginalny meksykański sernik z polewą truskawkowo-pomarańczową

OD PONIEDZIAŁKU DO PIĄTKU W GODZINACH OD 12 DO 18 ZAPRASZAMY NA HAPPY HOURS!


ECO LIFE

ZDROWY

BALANS DARIA ROGOWSKA EKOCENTRYCZKA.PL

JESTEŚMY RÓŻNI, ALE ZALEŻY NAM NA TYM, ŻEBY CZUĆ SIĘ DOBRZE. POCZUCIE KOMFORTU I DOBREGO SAMOPOCZUCIA JEST DLA KAŻDEGO INNE, ZALEŻY OD OSOBOWOŚCI, STREF KOMFORTU CZY WYZNACZONYCH SOBIE GRANIC. ZMIAN NIE MOŻNA WPROWADZAĆ NA SIŁĘ, KAŻDY POWINIEN ZNALEŹĆ SPOSÓB ODPOWIEDNI DLA SIEBIE. NIEZALEŻNIE OD OSOBOWOŚCI I SPOSOBU ŻYCIA, JEST KILKA SFER, W KTÓRYCH WARTO STARAĆ SIĘ ŻYĆ ŚWIADOMIE. ODŻYWIANIE

ODPOCZYNEK

Jak najwięcej naturalnych produktów i samodzielnie przygotowywanych posiłków to najlepszy sposób odżywiania. Jakość jedzenia ma ogromne znaczenie. Warzywa, owoce, kasze, orzechy, rośliny strączkowe, zdrowe tłuszcze powinny stanowić podstawę codziennego jadłospisu. Jeśli jesz mięso także zadbaj o jego jakość.

Ciało potrzebuje odpoczynku i regeneracji. Po każdym mocniejszym treningu zrób sobie dzień przerwy, zbyt intensywna aktywność bez dłuższych przerw sprawia, że rezerwy organizmu się wyczerpują. Bez regeneracji łatwiej o kontuzję, a to całkiem odbiera możliwość trenowania.

Oczywiście od czasu do czasu możemy pozwolić sobie na wszystko. Słodycze to nie zło, ale warto zastanowić się nad ich wyborem i przeczytać skład produktu. Nie popadajmy w skrajności, ale też nie bądźmy bezmyślni na zakupach. Jest wiele słodyczy czy produktów przetworzonych, które są mniejszym złem, w porównaniu z innymi. Czytanie składów tylko na początku jest trudne, z czasem szybko wyłapujemy składniki, których chcemy unikać. Złotą zasadą jest umiar we wszystkim co jemy. AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA Dobra kondycja będzie procentować całe życie. Osoby aktywne mniej chorują, mają zdrowsze stawy i lepsze samopoczucie. Nie chodzi o bardzo intensywny wysiłek, ale o umiarkowaną aktywność 2-3 razy w tygodniu. Jest tyle sportów, że każdy znajdzie coś dla siebie. Nie sugeruj się modą, ani znajomymi. Wybierz to co sprawia Ci przyjemność. Regularna aktywność to najzdrowszy nawyk, który warto sobie wypracować. Zaplanuj dni, w których będziesz się ruszać, przeznacz na to godzinę 3 razy w tygodniu. Poza tym każdego dnia staraj się jak najwięcej chodzić.

82

Ćwicz regularnie i z głową. Jeśli nie wiesz jak zacząć poproś o radę kogoś doświadczonego. RELACJE Równowaga w relacjach jest bardzo ważna. Nie można zapominać też o sobie i swoich potrzebach. Organizacja życia jest konieczna do spełnienia wszystkich ról społecznych i znalezienia czasu dla siebie. Budowanie bliskości jest ważne tak samo jak zachowywanie swojej własnej przestrzeni. Zachowanie równowagi zapewnia spokój i zdrowe relacje z bliskimi. EKOLOGIA Dbanie o środowisko powinno być najbardziej naturalną potrzebą. Zapewnia nam życie na czystej i zdrowej planecie. Chodzi tu o segregowanie śmieci, rozsądne zakupy, oszczędzanie wody i nie marnowanie jedzenia. Zgodnie z zasadami ekologii można żyć w wielkim mieście i na wiosce, chodzi o nastawienie. Co możesz zrobić od razu? Chodzić na zakupy z własną torbą, zmniejszyć ilość kupowanych plastikowych opakowań, filtrować wodę z kranu. Możliwości jest wiele, warto małymi krokami dążyć do bardziej świadomego życia.


MIĘSA Comber z dzika Baroque Kraków

fot. M ichał Ziębowicz Fotografia | Baroque

NIE BÓJCIE SIĘ DZICZYZNY DZICZYZNA TO POTRAWA PRZERABIANA WIELOKROTNIE PRZEZ KUCHARZY, KRYTYKÓW, GOSPODYNIE I OCZYWIŚCIE MYŚLIWYCH. MOGŁOBY SIĘ WYDAWAĆ, ŻE TEMAT ULEGŁ WYCZERPANIU. NIC BARDZIEJ MYLNEGO! MOIM ZDANIEM DZICZYZNA MA JESZCZE WIELE DO ZAOFEROWANIA I DLATEGO WARTO JĄ STALE ODKRYWAĆ. Dziczyzna od zawsze królowała na polskich stołach i była przyrządzana na setki sposobów. Trzeba pamiętać o ważnym zabiegu technicznym - a mianowicie o macerowaniu, a potem marynowaniu, co ma na celu skruszenie mięsa - jest ono bowiem twardsze od hodowlanego. W zależności od rodzaju dziczyzny zmienia się czas macerowania, np. zając potrzebuje kilka dni, a dzik już nawet dwa tygodnie. W dzisiejszych czasach trudno o prawidłowe macerowanie mięsa w odpowiednich warunkach, więc możemy przyjąć, że mrożenie jest też formą macerowania mięsa zwierząt łownych. Rozmrożenie powinno przebiegać bardzo powoli i w lodówce, co zapobiega wyciekowi soków oraz zachowuje wartości smakowe. Mięso łowne ma przede wszystkim wiele zalet zdrowotnych, gdyż ma dużą zawartość magnezu, fosforu, wapnia - najlepszym ich źródłem są sarnina i dzik. A co najważniejsze, dziczyzna jest lekko straw-

84

na. Najlepiej przyrządzać ją w okresie jesienno-zimowym, gdyż pochodzi wtedy ze zwierzęcia, które żywiło się wiosną i latem w większości naturalnym pokarmem (zioła, kory z drzew, jagody, grzyby). Takie mięso ma lepsze walory smakowe i aromatyczne, co w dużej mierze ma wpływ na końcowy smak dania. Jak przyrządzać? Dziczyzna najlepiej komponuje się z rozmarynem, jałowcem, wszelakie pieczenie dziczyzny marynowanej w czerwonym winie to kwintesencja staropolskiej kuchni polskiej. Warto zwrócić uwagę na takie części, jak polędwiczki z sarny czy jelenia, które przyrządzone na różowo z odrobiną smażonego foie gras i serwowane z pure z selera pozwolą nam zasmakować trochę luksusu (cena tych części mięsa jest naprawdę wysoka). Kto może jeść? Jeżeli mięso jest przebadane, a innego nie wyobrażam sobie używać - praktycznie wszyscy, z małym

wyjątkiem dzieci i kobiet w ciąży ze względu na ryzyko zachorowania na toksoplazmozę po zjedzeniu np. mięsa niedopieczonego lub surowego. Wino czerwone to najlepszy przyjaciel dziczyzny, moim ulubionym daniem jest wątroba z dzika z rozmarynem zawinięta w słoninę smażoną i pieczoną, z sosem na bazie czerwonego winna - nie zapominajmy, że podroby także można jeść (tylko muszą pochodzić ze sprawdzonego miejsca). Nie należy bać się dziczyzny, która jest na pewno dużo zdrowsza od wieprzowiny. Warto zafundować sobie raz na miesiąc np. pieczeń z dzika szpikowaną słoniną, podaną na grillowanej czerwonej kapusie z kopytkami.

R Y S Z A R D WA R N K E szef kuchni Baroque Kraków


PROSECCO

IS ALWAYS THE ANSWER AND WE HAVE GOT PROSECCO!

ZAPRASZAMY CIĘ DO WYPRÓBOWANIA NASZEJ NOWEJ LINII PIW I WIN


R O Z M O WA

ABY ZROZUMIEĆ KUCHNIĘ POLSKĄ, NALEŻY NAJPIERW ZROZUMIEĆ HISTORIĘ NASZEGO KRAJU SZEF KUCHNI RESTAURACJI ZONI, ZLOKALIZOWANEJ W DAWNEJ WYTWÓRNI WÓDEK „KONESER” NA WARSZAWSKIEJ PRADZEPÓŁNOC, AUTOR KSIĄŻEK KULINARNYCH, M.IN. POPULARNYCH „KISZONEK I FERMENTACJI”. Z ALEKSEM BARONEM, BYŁYM SZEFEM KUCHNI KULTOWEGO SOLCA 44 ROZMAWIA BAŚKA MADEJ, A SPOTKANIE ODBYWA SIĘ W OGNIU – RESTAURACJI NA OTWARTYM POWIETRZU, MALOWNICZO POŁOŻONEJ W BESKIDZIE WYSPOWYM. z d j ę c i a : I g o r H a l o s z k a

Zamknąłeś Solec 44, jesteś szefem kuchni restauracji Zoni. Opowiedz, co napędza te zmiany i czego możemy się spodziewać w nowym miejscu. - Zamknąłem Solec po prawie 8 latach, bo czułem, że tego wymaga dalszy rozwój. To nie znaczy, że była to prosta decyzja – Solec

86

był mi bardzo bliski. Powstało Zoni i jest to miejsce, gdzie mogę dużo więcej, na skalę światową. Współpraca z zespołem Zoni pozwala mi rozwinąć skrzydła. Poza tym człowiek potrzebuje zmian, zmiany są ważne w życiu. Często słyszę pytanie o to, co serwuję w Zoni. To samo – moja

kuchnia składa się z 3 ważnych składników. Pierwszym i najważniejszym jest produkt i jego jakość. Trzymam się polskich produktów, ale w Zoni pozwalam sobie na trochę więcej szaleństwa. Przez ostatnią dekadę docierałem do małych producentów, hodowców, rolników. Bo tylko z dobrych


R O Z M O WA

produktów ma szansę powstać dobra kuchnia. Wartością dodaną ze współpracy z lokalnymi wytwórcami są cenne relacje. Druga rzecz, która stanowi podstawę mojej kuchni, to olbrzymi szacunek do historii polski i jej dziedzictwa kulinarnego. Żeby zrozumieć kuchnię polską należy najpierw zrozumieć historię naszego kraju. Mieliśmy lata świetności i Polskę od morza do morza, dwa razy całkiem zniknęliśmy z mapy, mieliśmy masę mniejszości narodowych, łącznie z tysiącem lat wspólnej historii z polskimi Żydami, przeżyliśmy fascynację Włochami i Francją - to wszystko finalnie składa się na nasz stół i talerz. Trzeci wreszcie element, to potrzeba tworzenia, którą mam w sobie od nastolatka. Proces kreacji jest dla mnie szalenie ważny. Moje pomysły są często zakorzenione w historii jedynie produktem i przeniesione na talerz z pomocą nowoczesnych technik. Nie unikam jednak również tych prymitywnych, tak jak tutaj w Ogniu. I jeszcze jedna rzecz – kontakt z ludźmi. Jesteś kucharzem zespołowym? - Kontakt z ludźmi jest dla mnie szalenie ważny. Ja mam wizję swojej kuchni i menu, które jest bardzo zmienne. Ale namawiam zespół do tego, aby wychodzili z inicjatywą. Tak się dzieje i to bardzo cieszy. Nauka przez współtworzenie. Bardzo doceniam inwencję kucharzy u mnie w kuchni i nie boję się oddać pola. Cieszę się, kiedy widzę wysiłki, które w dodatku sprawiają im frajdę. Zespół jest najważniejszy, samemu nie da się gotować na 140 osób. Kuchnia jest statkiem, co prawda z jednym kapitanem, ale praca każdego człowieka na tym statku jest szalenie ważna.

KUCHNIA POLSKA ZNAJDUJE SIĘ W MOMENCIE, W KTÓRYM MAMY SZANSĘ I POWINNOŚĆ OKREŚLIĆ JEJ TOŻSAMOŚĆ. LATA PRL-U, CHOĆ NIE PRZEKREŚLAM ZUPEŁNIE TEGO OKRESU, SPOWODOWAŁY, ŻE DUŻO STRACILIŚMY. NA PRZYKŁAD DZISIAJ GOŚCIE SĄ ZDZIWIENI, KIEDY PODAJĘ W ZONI STEK Z POLSKIEJ WOŁOWINY Z SOSEM Z SARDELI I KAPARÓW.

87


R O Z M O WA 88

Skąd Twoje zainteresowanie historią? Zaszczepione przez rodzinę, dziadka, który walczył w Powstaniu, czy to fascynacja, która ma źródło w gastronomii? - Kuchnia polska znajduje się w momencie, w którym mamy szansę i powinność określić jej tożsamość. Lata PRL-u, choć nie przekreślam zupełnie tego okresu, spowodowały, że dużo straciliśmy. Na przykład dzisiaj goście są zdziwieni, kiedy podaję w Zoni stek z polskiej wołowiny z sosem z sardeli i kaparów. Tymczasem połączenie ryby i mięsa było kiedyś standardem w kuchni polskiej. Dla mnie powrót do tych korzeni jest wielką przygodą. Nie odtwarzam przepisów, ale na pewno się nimi inspiruję. Grzebię w Polonie i starych książkach, współpracuję z prof. Jarosławem Dumanowskim, wszystko po to, aby moja kuchnia miała mocną podstawę w historii . Podróżowałeś niedawno po Azji, na pewno przywozisz z wyjazdów ciekawe gastro-inspiracje. Dlaczego właśnie kuchnia polska, a nie jakaś inna, np. azjatycka? - Gdybym był teraz w Azji, to gotowałbym według własnego pomysłu kuchnię regionu, w którym bym się znajdował, korzystając z lokalnych produktów, natury i tradycji. Moja przygoda z gotowaniem zaczęła się w Szkocji i to tam zainteresowałem się hi-


storią. Objąłem kuchnię jako bardzo młody szef i szukałem na siebie pomysłu. Sięgnąłem do starych książek i zacząłem gotować rzeczy, których od dawna się nie przyrządza. Po powrocie postanowiłem zrobić to samo na miejscu, tylko zabrakło mi świetnego produktu. Stąd te poszukiwania. W Szkocji nie były konieczne. Skąd bierzesz produkty? - Niektóre z nich zbieram sam na łąkach Mazowsza i w lasach. Stosuję również produkty, do których dotarłem szukając w Internecie. Festiwale kuchni regionalnych, np. Festiwal Smaku w Grucznie czy Lublinie, to znakomite okazje, aby poznać producentów, ale najskuteczniejsze są chyba rekomendacje znajomych. Trudno wyobrazić sobie przejazd po polskich wsiach i poszukiwanie wszystkich produktów od zera. Wiadomo, marzenie - na pewno znalazłoby się mnóstwo perełek, ale nie ma na to czasu. W książce „Między wódką a zakąską” analizujesz z Łukaszem Klesykiem dziesiątki wódek. Jaka jest Twoja ulubiona wódka i z czego jest wytwarzana? - Na pewno nie będzie to jedna wódka. Młody ziemniak produkowany przez Polmos Siedlce w Krzesku to wódka rocznikowana, którą tworzy się się z młodych


R O Z M O WA 90

ziemniaków. Za każdym razem jest trochę inna, przez co szalenie ciekawa. Zawsze z niecierpliwością czekam na nowy rocznik, mam butelki z ostatnich kilku lat, do porównania. Kolejną wódką ziemniaczaną jest Vestal produkowana na Kaszubach, to też pojedyncza destylacja, gdzie mocno czuć składnik, z którego jest zrobiona. To bardzo piękna wódka. Podobnie Wyborowa Exquisite, która pociąga mnie przez to, jaka jest w nosie i smaku, a ja w niej czuję kogel mogel, przez co jest nieprawdopodobnie dobra. Bardzo też lubię wrocławską U’Luvkę produkowaną przez Panią Grażynę oraz wódkę Potocki. Zachwycam się czasem rosyjską, ale tylko wtedy, kiedy zdarza mi się ją konsumować w tamtym kraju, bo przy wódce jednak klimat jest najważniejszy, nawet bardziej niż jej smak. Kiedyś przeprowadziliśmy badanie na 200 osobach na najbardziej pamiętną potrawę i wynikło z niego, że nie samo danie, ale towarzystwo i okoliczności determinowały wybór. Dlatego w Polsce najbardziej smakuje mi polska wódka.

- Najfajniejsze rzeczy w życiu wychodzą na spontanie i tak było z Ogniem. To jedna z tych decyzji podjętych o 3. w nocy, przy którymś kieliszku wina. Powiedzieliśmy „zróbmy to” i tak powstał Ogień. Od początku był projektem szalonym i samozwańczym i chyba do końca nie wierzyliśmy, że Marcin Lorek to wszystko wybuduje, ale jak widać tak się stało. Marcin powiedział: Będziecie tu przyjeżdżać i gotować pod wiatą, wszystko na ogniu i… reszta sama się dopisała. My daliśmy słowo i się tego trzymamy. W tym miejscu nie kupuje się jedzenia, kupuje się czas. Nigdy nie byłem tu jako gość, ale bardzo bym chciał. Najbardziej ze wszystkich miejsc na świecie.

Spotykamy się w Beskidzie Wyspowym. Jesteś członkiem kolektywu Restobar Ogień w Pogorzanach, w gospodarstwie Lorków - opowiedz o tym projekcie.

Kiszonki United Soil to Twój brand? - Kiedyś robiłem warsztaty w Katowicach, po których podeszła do mnie para uczestników — Dorota Malek i Aleksander Antosik mówiąc, że potrzebują pomocy w produkcji

Bo to jest niezwykle gościnne miejsce! - Takie właśnie miało być. Miało być ogniowo, z możliwością wyjścia w góry, na spacer i powrotu na posiłek, z opcją pospania w hamaku, pójścia do sauny i zostania na noc. Ekipa jest niesamowita. My tu odpoczywamy - mimo intensywnej pracy w kuchni, to dla nas relaks.

kiszonek. A ja bardzo chciałem produkować kiszonki, ale nie miałem na to czasu i nie bardzo miałem z kim tego zrobić. I tak od słowa do słowa przeszliśmy do czynów, postawiliśmy pierwszą próbną tonę, później kilka ton i zaczęło nam to wychodzić. Dołączyła do nas Marta A. Dymek i otworzyliśmy stoisko w Hali Gwardii w Warszawie, gdzie można kupić nasze słoiki. Jaka jest Twoja największa ambicja kulinarna? Spełnienie marzeń? - Jest taki moment, kiedy wychodzisz na salę w restauracji i goście mówią Ci, że wszystko było smaczne. To jest wspaniały moment, bo kucharz karmi się światłem odbitym. Dla nas jest to oczywiście ważne, aby dawać ludziom przyjemność, bo leży to u fundamentu naszej misji. Ale jest jeszcze lepszy moment, kiedy ludzie opowiadają o posiłku, w sposób, w jaki Ty o nim myślałeś, kreując go w kuchni. Jeśli mówią Twoimi słowami, albo opisują to, co chciałeś wyrazić na talerzu, to jest to naprawdę wielkie spełnienie. Jestem w stanie się wzruszyć, kiedy to słyszę. I moją największą ambicją oraz marzeniem kulinarnym jest to, żeby ludzie rozumieli moją kuchnię.

Rozmawiała BAŚKA MADEJ


P R Z E P I S S Z E FA K U C H N I

TATAR CIELĘCY Z PIANĄ Z MLEKA ORAZ PIKLAMI Szef kuchni restauracji F i l i p a 1 8 F o o d W i n e A r t Marcin Sołtys stworzył autorskie menu inspirowane tradycyjną polską kuchnią w nowoczesnej odsłonie oraz regionalnymi produktami z najstarszego

targowiska w Krakowie – Starego Kleparza. Każde danie powstaje w otwartej kuchni. W tym miesiącu specjalnie dla czytelników Lounge Magazyn przygotował autorski przepis na tatara.

SKŁADNIKI: (Receptura na 10 porcji) • 1 kg bawety lub polędwiczki cielęcej • 150 g szalotki • 100 g ogórka kiszonego • 100 g grzybów marynowanych • 50 g solonych kaparów w zalewie • 100 g ikry z pstrąga • 30 ml oleju z pestek winogron • 10 szt. małych ogórków korniszonych • musztarda francuska (do smaku) • ketchup (do smaku) • 10 szt. jajek przepiórczych • 500 ml maślanki • 100 ml mleka • sól • pieprz świeży

• 25 g soli • 130 ml octu • 1l wody

*MASŁO Z CZARNUSZKĄ (Receptura na 10 porcji) • 200 g masła • 1 szczypta czarnuszki *CEBULA CZERWONA W ZALEWIE OCTOWEJ (Receptura na 10 porcji) • 200 g cebuli czerwonej • 7-8 szt. liścia laurowego • 12-15 szt. ziela angielskiego • 35 g cukru

fot. Filip Łyszczek / lounge

składników do mięsa, doprawiamy je i mieszamy na jednolitą masę. Mleko podgrzewamy, a następnie ubijamy pianę. Tak przyrządzoną potrawę układamy na talerzu, dekorując piklami, pianą z mleka oraz posypując ikrą z pstrąga. Dodatkowo podajemy świeże pieczywo oraz masło z czarnuszką. Bon Apetit!

*PIANA Z MLEKA (Receptura na 10 porcji) • 200 ml naturalnego tłustego mleka Masło rozpuszczamy w temperaturze pokojowej mieszamy z czarnuszką i odstawiamy. Z wody, przypraw i octu robimy marynatę, którą gotujemy przez 2 minuty, następnie ściągamy ją z ognia i dodajemy do niej cebulki czerwone i pozostawiamy ją do ostygnięcia. Polędwiczkę cielęcą lub bawetę obieramy z wszystkich błon i tłuszczu, a następnie siekamy bardzo drobno na tatar. Warzywa kroimy w drobną kosteczkę i każde z osobna odkładamy do lodówki. Maślankę przelewamy do rondelka, gotujemy, następnie odstawiamy na chwilę, cedzimy odstawiając na sitku. Tak przygotowaną maślankę smażymy na gorącej patelni, mieszając do rumianego koloru po czym odkładamy do wystudzenia. Jajka przepiórcze gotujemy w osolonej wodzie około 2 – 3 minuty, po czym wstawiamy do zimnej wody, aby je wystudzić. Po wystudzeniu jajka przepiórcze obieramy. Po dodaniu wszystkich

M A R C I N S O ŁT Y S Laureat Złotego Ślimaka Slow Food Polska V. Szkolenie w Instytucie Paula Bocuse’a w Lyon, Francja. Gotował dla Prezydenta Polski – Bronisława Komorowskiego, Prezydenta Niemiec – Christiana Wulffa, Prezydenta Bułgarii – Georgia Pyrwanowa, Kanclerza Niemiec – Gerharda Schrodera, Miss World 2006 – dla wszystkich uczestników, Prezydenta Ukrainy – Wiktora Juszczenko, Prezydenta USA - George’a Busha, Roberta Kubicy, Kamila Stocha, Grzegorza Krychowiaka, Mariusza Wacha, Mateusza Masternaka oraz całej drużyny Cracovii.

91


ŻELAZKO W KUCHNI

Te k s t i a r a n ż a c j e : AGNIESZKA ŻELAZKO www.zelazkowkuchni.pl Zdjęcia i produkcja: ADAM CISOWSKI www.adamcisowski.pl

PUDER SOSNOWY I PIERÓG NA PŁOCIE ALEŻ SIĘ DZIAŁO! PIEKARNIK ZANIEMÓGŁ, WIĘC ZROBILIŚMY PIZZĘ I DUŻE PIEROGI (PODOBNE DO WŁOSKICH CALZONE) NA OGNISKU. PIZZA WYSZŁA PYSZNA, PULCHNA, PIĘKNIE OPALONA, JAKBY PRZEWIANA WIATREM, ZAPACHEM DREWNA I TRAW. NA WIELKIEJ BLASZE UPIEKLIŚMY TEŻ DUŻE PIEROGI, NAFASZEROWALIŚMY JE PYSZNOŚCIAMI (PRZEPIS ZNAJDZIECIE OBOK), A PÓŹNIEJ ZROBILIŚMY IM ZDJĘCIA NA... STARYM PŁOCIE, W OGRODZIE. Najważniejsze jest jednak to, że lecieliśmy balonem. Gdzie? Oczywiście nad Mazurami. Start i lądowanie były dla mnie stresujące, ale sam lot zaliczam do najpiękniejszych życiowych przeżyć. Cisza, spokój, zachód słońca, maleńkie domy udające klocki, wąskie drogi udające nitki, jeziora udające kałuże i pola uprawne udające kolorowe chusteczki. Tylko uczuć nie da się udawać: radość, wolność i wzruszenie. Wielki balon w porównaniu z połaciami ziemi, lasów i jeziorami wydawał się maleńki, a my w koszu balonowym - jeszcze mniejsi.

92

Ostatnio wpadła w moje ręce książka o smakowitych drzewach, w której autorka przekonuje, że większość polskich drzew… można zjeść. Właściwie nie drzewa, ale ich poszczególne części takie jak nasiona, liście, kwiaty, pąki, a nawet kambium znajdujące się tuż pod korą. Postanowiłam zacząć od sosny. Okazało się, że z sosny można zbierać i „przerabiać” prawie wszystko – pąki zimowe, młode pędy, pyłek, igły, kambium, zielone szyszki, nasiona czy żywicę. Puder sosnowy, który przygotowałam w młynku do kawy, wykorzystałam do różnych de-

serów. Ależ pięknie pachniały i smakowały! Lasem, żywicą, świeżym powietrzem. Zrobiłam truskawki z serkiem mascarpone i pudrem sosnowym oraz kilka wariacji gofrów z bitą śmietaną, owocami i sosną właśnie. Przepis na puder i kilka podpowiedzi znajdziecie obok. Smacznego leśnego pałaszowania!


ŻELAZKO W KUCHNI

DUŻE PIEROGI Z WARZYWNYM FARSZEM SKŁADNIKI NA CIASTO: 2 dag drożdży ½ łyżeczki cukru ½ łyżeczki soli ½ szklanki wody 8 łyżek oliwy 2 szklanki mąki pszennej (lub więcej) Ulubione przyprawy (np. zioła prowansalskie, zielona czubryca) P R Z YG O T O WA N I E C I A S TA : Drożdże i cukier zalej przegotowaną, lekko ciepłą wodą i dokładnie wymieszaj. Posyp odrobiną przesianej mąki, by proces fermentacji przebiegał sprawniej. Odstaw na 30 minut. Gdy rozczyn będzie gotowy,

• • • • • • •

P R Z YG OTO WA N I E FA R S Z U :

dodaj go do przesianej mąki i posól. Zacznij wyrabiać ciasto, a później stopniowo dodawaj oliwę. Wyrabiaj minimum 15 minut, mocno uderzając ciastem o blat. Przykryj ściereczką i połóż w ciepłym miejscu. Gdy ciasto urośnie, rozwałkuj je na dwa cienkie placki. Każdy placek posyp obficie mąką (by pieróg nie skleił się w środku podczas pieczenia), a następnie złóż na pół (bez farszu) i zrób falbankę wzdłuż krawędzi. Piecz na ogniu lub w piekarniku (ok. 10-15 minut w 220 st. C). Gdy pieróg będzie gotowy przekrój go na pół, posmaruj dowolnym sosem (np. tatarskim), wyłóż sałatą lub szpinakiem i dodaj ulubiony farsz.

Zazwyczaj przygotowuję prosty farsz z kurczaka, cukinii, czerwonej cebuli, czosnku, papryki i pomidorów. Dwa ząbki czosnku i czerwoną cebulę pokrój i zeszklij na oliwie. Wkrój pół piersi z kurczaka i podsmaż na złoty kolor. Dodaj pół pokrojonej cukinii, po pół żółtej oraz czerwonej papryki, a następnie smaż aż warzywa się przyrumienią. Na końcu wkrój dwa pomidory (lub pomidorki koktajlowe) i duś przez 15-20 minut. Przypraw do smaku solą, pieprzem, papryką, świeżą bazylią i rozmarynem.

INSPIRACJA

wietrza, dlatego lepiej zbierać je na wsi, w lesie, a nie w rejonie miejskim).

Sosna działa bakteriobójczo, przeciwzapalnie, rozgrzewająco, wykrztuśnie oraz przeciwskurczowo. Pamiętajcie jednak, by wszystkie leśne przysmaki jeść ostrożnie i wprowadzać je do diety stopniowo – nigdy nie wiadomo, czy nie jesteśmy na coś uczuleni. Najpierw trzeba zebrać sosnowe igły (które mają mnóstwo witaminy C, ale lubią też akumulować zanieczyszczenia po-

Jak robię sosnowy puder? Do młynka, w którym mielę kawę wsypuję 1 łyżkę cukru i dodaję kilkanaście igiełek sosny. Całość miksuję. Co prawda po takim miksowaniu młynek trzeba dokładnie umyć lub wytrzeć (sosna, ze względu na olejki eteryczne, zostawia tłustawy osad na ściankach), ale zapach, który wydziela się z młynka jest obłędny! Tak przygotowanym pudrem posypuję różne ciasta, lody, gofry i świeże owoce.

PUDER SOSNOWY

93


ALKOHOLE

THE LAST PORT SPOŚRÓD WSZYSTKICH WYSTAWCÓW TEGOROCZNEGO RUM LOVE FESTIWAL WE WROCŁAWIU STOISKO THE LAST PORT ZWRÓCIŁO SZCZEGÓLNĄ UWAGĘ ODWIEDZAJĄCYCH SWOJĄ PREZENTOWANĄ OFERTĄ. THE LAST PORT TO NOWA INICJATYWA IMPORTERSKA Z SIEDZIBĄ ZAKOTWICZONĄ NAD POLSKIM MORZEM, KTÓRA POSTAWIŁA SOBIE ZA CEL POSZUKIWANIE RZADKICH OKAZÓW RUMÓW I CYGAR, ICH WYCZERPUJĄCĄ PREZENTACJĘ I SPRZEDAŻ W POLSCE.

fot. The Last Port

Działania rozpoczęte w Gdańsku w grudniu zeszłego roku wysoko postawiły poprzeczkę samym inicjatorom. Dotarcie i zdobycie zaufania nierzadko małych, rodzinnych marek alkoholi, stawiających przede wszystkim na jakość i ciągłość swoich dokonań oraz pozyskanie wyłączności na sprzedaż tego, co tworzą Polakom – musiało należeć do niełatwych zadań. Inicjatywa o tyle pionierska, że w przeciwieństwie np. do

94

whisky, polski rynek alkoholi premium dopiero zaczyna otwierać się na świat rumu. W dodatku to, co trafia do portfolio firmy, nie jest przypadkowe. Pozostaje owocem doświadczeń i wiedzy kilku ludzi oraz ich chęci do odkrywania nowych, niebanalnych produktów. Z globalnie znanych i wyraźnie docenionych przez fachowców marek rumów, które

już trafiły do Polski dzięki TLP, na pewno warto wymienić współpracę z firmą Hunter Laing z Glasgow (znaną głównie z butelkowania rzadkich okazów whisky typy single malt). Zaowocowała ona obecnością rumu „Kill Devil” (nazwa zwraca uwagę na to, że trunek ten w XVII i XVIII wieku nie zawsze był tak aromatyczny i smaczny, jak te prezentowane nam dzisiaj) czy złożonego z trzech różnych rocznikowych destylatów


ALKOHOLE

„Velier Royal Navy”. Ciekawe produkty pociągnęła również za sobą współpraca TLP z włoską firmą Velier. Dzięki niej na licznych targach i szkoleniach z pewnością usłyszymy o serii karaibskich rumów „Habitation Velier” (destylowanych tradycyjną metodą alembikową). Ciekawie prezentuje się również seria „Pusser’s rum”, niearomatyzowanych i niebarwionych lokalnych produktów z Gujany, alkoholi powstałych z melasy z trzciny cukrowej uprawianej w dolinie rzeki Demerara. Kto stoi za koncepcją The Last Port? Takiego wyboru alkoholi mogły dokonać tylko osoby, dla których rum to coś więcej niż popularny składnik koktajli. Tak też było – Justyna i Michał Rabiczko oraz Patryk Kozyra stworzyli firmę z pasji do upowszechniania kultury picia tego trunku. Doświadczenie Patryka Kozyry było przy tym bezcenne. Ten laureat konkursów barmańskich w Polsce i za granicą już od 2015 r. współtworzył wrocławski projekt barowy Parrot Rum Embassy – jeden z najlepiej zaopatrzonych rum barów w Polsce (około 300 pozycji rumowych z całego świat). Patryk to również współorganizator i ambasador wspomnianego, pierwszego rumowego festiwalu w Polsce Rum Love Festiwal oraz współtwórca wrocławskiego konceptu Blackbeard Barber & Barrel House. Rozmawiając z nim, pytam go o inspiracje i podróże. O najdalsze zakątki świata, dalsze plany i przyszłość Last Port. Wspomina o Karaibach, które odmieniły jego życie, sprawiły, że rum stał się jego ważnym elementem. Za najważniejsze podróże uznaje jednak Barbados, Trynidad i eskapadę do Puerto Rico. Wciąż nie był na Haiti, Jamajce czy Martynice. Ale mówi, że to już tylko kwestia czasu. Wyczuwam radość i zaraźliwe podekscytowanie, gdy o tym opowiada. Pewnie niebawem dotrze w te miejsca.

fot. Krz ysztof Piaseczny

fot. Krz ysztof Piaseczny

Prezentacja The Last Port na tegorocznym wrocławskim festiwalu rumu wzbudziła zainteresowanie zarówno dziennikarzy z branży, jak i osób będących po raz pierwszy na tego typu imprezie. Niech nas nie zwiedzie nazwa – The Last Port dopiero zaczyna swój rejs i to z szeroko rozpiętymi żaglami. Ciekawe, co nowego przywiozą statki w przyszłości do ich portu? fot. XO foto

SZYMON BIRA

95


NA KONIEC

SKĄD TO MASZ? ACH, JAK LUBIĘ SŁYSZEĆ TO PYTANIE. ZWŁASZCZA, GDY W ODPOWIEDZI MOGĘ PODAĆ POLSKIE NAZWISKO. JESZCZE PARĘ LAT TEMU, GDY JAK CO SEZON WYBIERAŁAM SIĘ NA ŁÓDZKI TYDZIEŃ MODY, MOJA AMBICJA, BY MIEĆ NA SOBIE TYLKO POLSKIE MARKI, POZOSTAWAŁA OKRUTNIE NIESPEŁNIONA. OWSZEM, ZAWSZE MOGŁAM LICZYĆ NA ANIĘ KUCZYŃSKĄ CZY MMC, ALE KWESTII AKCESORIÓW CZY OBUWIA NIE DAŁO SIĘ TAK ŁATWO ROZWIĄZAĆ.

HAREL Krytyk mody, autorka bloga HARELBLOG.PL

96

Jest rok 2018, a ja piszę ten tekst odziana od stóp do głów w rzeczy z metką made in Poland. Bluzka: Elementy. Spódnica: Est byS. Kapcie: Lunaby. Za moment wyjdę do sklepu po coś na obiad. Z modnym koszykiem w ręku. Koszyk z rogożyny, czyli pałki wodnej - naszego wspaniałego surowca, w którym właśnie zakochuje się cały świat. Będzie polski portfel, polska torebka, a nawet polskie etui na komórkę. Można? Można! Cudze chwalicie, swego nie znacie. Tak sobie myślę, widząc tłumy na wyprzedażach w sieciówkach. Czy te same tłumy narzekają potem na jakość produktów, żaląc się, że t-shirt stracił kształt po jednym praniu? Owszem, za jakość trzeba trochę więcej zapłacić. Ale zawsze powtarzam: zrezygnujesz z dwóch sukienek w Zarze i już masz jedną porządną od Justyny Chrabelskiej. Pamiętam wizyty zagranicznych gości, najpierw w domu moich rodziców, a potem już w moich prywatnych czterech ścianach. Czym byli najbardziej zainteresowani? Lokalnymi produktami. W latach osiemdziesiątych pozostawała Cepelia - nigdy nie zapomnę błysku w oczach pewnej znajomej Australijki, gdy kupowała wściekle zieloną góralską chustę. Nie rozumiałam tego zachwytu, folklor wydawał mi się wówczas przaśny, dobry raczej na bal przebierańców lub specjalne zajęcia z rytmiki. Z czasem to się zmieniło, a gdy spoglądam na wybiegi, całkiem współczesne, widzę bardzo dużo inspiracji i szacunku. Miałam sporo żalu do naszych projektantów, którzy zupełnie nie wykorzystywali potencjału ludowej tradycji. Zdarzały się wyjątki: Arkadius, Joanna Klimas, Teresa Seda. Ale to była raczej praca na gotowych elementach niż porządna reinterpretacja. Już w czasach, gdy prowadziłam swój blog,

gdy tylko przyjeżdżała znajoma z innego kraju, kierowała się do mnie, bym zabrała ją na prawdziwe polskie zakupy. I nagle spoglądałam innymi oczami na wszystko, co mamy wokół. Jedna zapałała niepoprawną miłością do bolesławieckiej ceramiki, niemalże płacząc, że jej się te wszystkie talerze nie zmieszczą w walizce. Inna pokochała nieistniejącą już markę, którą dziś określilibyśmy mianem „streetwearowej”, Cock’n’Bull Story i wykupiła połowę asortymentu. Kolejna wykonała najazd na Sukiennice i wróciła do domu ze skórzaną góralską torebką. A że była blogerką, w jej otoczeniu na owe torebki zrobił się istny szał. Mam podejrzenia, że kierpce w kolekcji Celine sprzed paru lat również mogły być związane z taką historią. Na dalekich wakacjach sama mam podobnie. Szukam lokalnych rzemieślników, butików z ich wyrobami, porządnych, oryginalnych pamiątek. Po ostatnim pobycie w Hiszpanii mam smętne refleksje. Najbardziej turystyczne miejsca przepełnione są produktami prosto z Chin, różniącymi się od tych z Włoch czy Francji jedynie napisem z nazwą miasta. Kompulsywnie zbieram koszyki, miałam nadzieję na spore zakupy w jednym z najbardziej koszykowych krajów świata. No i co? Wielki smutek, sto procent niepowodzenia. Chciałoby się powiedzieć: nie martwmy się, nie tylko u nas jest ciężko. Na szczęście do gry weszło nowe pokolenie i walczy ono jak stado lwów, by szersza publiczność wreszcie dostrzegła, ile dobrego dzieje się tuż za oknem. Ręcznie tkane dywany, makramy, wyplatane kosze, wiązane siatki choć kusi, by jednym kliknięciem zamówić to i owo z Urban Outfitters czy Anthropologie (o AliExpress nie wspominając), warto wcześniej się zorientować, czy przypadkiem źró-

dło nie bije obok nas. Tak odnajduję Stowarzyszenie Serfenta, która ma na celu zachowanie i przedłużenie polskiej tradycji plecionkarstwa. Grupa jeździ po kraju, by zdobywać wiedzę i doświadczenie oraz przekazywać je dalej. Oferta sprzedażowa jest niewielka, ale chwyta za serce. Bo brak tu masowej produkcji, każdy egzemplarz wykonany jest ręcznie z lokalnych surowców. Jeszcze bardziej wzruszają historie, jak dzięki internetowi tradycyjne polskie kosze wyplatane są po drugiej stronie kuli ziemskiej. Bo ktoś zobaczył instrukcję wykonania na YouTube, a ktoś inny zdobył książkę Plecionkarskim szlakiem Wisły, wydaną przez stowarzyszenie. Z pomocą Serfenty można wypleść własny koszyk, wystarczy zapisać się na warsztaty i odnaleźć pokłady cierpliwości (co zresztą wkrótce zamierzam). Ta bluzka, w której siedzę, też nosi w sobie ciekawą historię. Marka Elementy wszystko tworzy w Polsce, nawet swoje tkaniny oraz… autorskie kolory (tej jesieni w roli głównej ciemna zieleń, zaprojektowana specjalnie dla marki). Robiąc u nich zakupy, możemy poznać dokładne koszty produkcji, cena każdego produktu na stronie jest podzielona na cztery składowe. I nagle przestaje dziwić, dlaczego koszulka nie kosztuje 29 zł, tylko dużo więcej. Odwiedzam pracownię, widzę, jak powstają kolejne… elementy kolekcji. A potem naprawdę mam ochotę wydać więcej pieniędzy, bo świadomość etycznej mody nosi się równie dobrze jak sam ciuch. Mogłabym pisać dłużej, ale niestety każda strona A4 ma swój koniec. A teraz dopijam kawę z kubka Ja Cię Broszę w pieski, zakładam swojemu całkiem prawdziwemu psu obrożę Hey Dog Company i ruszam przed siebie. Jest dobrze.


SZKOLÄ„ NAS NAJLEPSI CHRISTOPHE GAILLET Z EKSKLUZYWNYM SZKOLENIEM W STREFIE FRYZUR

STREFAFRYZUR.COM

FACEBOOK.COM/SALONYSTREFAFRYZUR


ZŁAP ODDECH W MIEŚCIE!

GDYNIA ZACHÓD, UL. CHWARZNIEŃSKA

TEL. +58 785 11 11 ⁄ HOSSA.GDA.PL

Otwórz się na nowe! Chwarzno Polanki powstają zaledwie 10 minut od centrum Gdyni i 20 od Gdańska Oliwy. Wtulone w stuletni las bukowy osiedle dysponuje pełną infrastrukturą nowoczesnej dzielnicy, przez co doskonale łączy rytm otaczającej przyrody z przyjazną miejskością. To styl życia, który pasuje do Ciebie!

Profile for Lounge

lounge | No 104 | Sept'18 | Polish Fashion  

High quality limited lifestyle magazine. Priceless.

lounge | No 104 | Sept'18 | Polish Fashion  

High quality limited lifestyle magazine. Priceless.

Advertisement