Page 1

#25 PL

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


Mega*Zine Lost&Found #25/2019 Animacja | RE-animacja SPIS TREŚCI: 003_ GALERIA: Grażyna Ambrożek 028_ DZIAŁ POEZJI: 029_ Piotr Szreniawski 030_ Sylwester Gołąb 031_ Adam H. A. Michniewicz 032_ Magdalena Zawadzka 033_ Dymna Kruk 034_ Kamil Galus 035_ Małgorzata Anna Bobak Końcowa 036_ Mieszko Rybiński 037_ GALERIA: Kasia Miko / Madame Miko 046_ PREZENTACJE: 047_ Daria Solar 055_ Paulina Buczyńska [LAB35] 062_ Monika Szpener 077_ Adriana Lisowska 087_ GALERIA: Elena Baila Albrizzi 104_ DZIAŁ PROZY: 105_ Mateusz Kocowski 109_ Anna Rybkowska 116_ Justyna Michniuk 119_ Mateusz Antczak 131_ Anna Rybkowska 138_ GALERIA: Adam ERTU Topolski 164_ W(y)STĘP Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Autorka fotografii na okładce: Grażyna Ambrożek

Animacja | RE-animacja


GALERIA Grażyna Ambrożek AEGISart Na początku są ściany. Nagie i zimne określają przestrzeń, w której toczyć się będzie ludzkie życie.By ta przestrzeń stała się funkcjonalna i estetyczna wprowadzamy w nią mnóstwo elementów. Ubieramy okna w zasłony, a ściany w tapety, podłogę przykrywamy drewnianymi panelami, wstawiamy sprzęty i meble odpowiednie dla naszej codziennej aktywności. Dbamy o spójność faktur, kolorów, kształtów by na końcu wypełnić to nasze miejsce na ziemi odpowiednim światłem.Ciesząc się harmonią wnętrza naszego domu myślimy o nim jako o całości. A jednak poszczególne elementy, fragmenty, drobne detale mogą żyć swoim własnym życiem. Zdjęcia powstały we wnętrzach zaprojektowanych przez Kamillę Rudnik z gdańskiej Pracowni Projektowania Wnętrz Rudnik Wnętrza. https://www.facebook.com/ga.aegisart/

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Grażyna Ambrożek

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Grażyna Ambrożek

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Grażyna Ambrożek

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Grażyna Ambrożek

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Grażyna Ambrożek

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Grażyna Ambrożek

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Grażyna Ambrożek

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Grażyna Ambrożek

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Grażyna Ambrożek

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Grażyna Ambrożek

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Grażyna Ambrożek

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Grażyna Ambrożek

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Grażyna Ambrożek

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Grażyna Ambrożek

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Grażyna Ambrożek

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Grażyna Ambrożek

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Grażyna Ambrożek

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Grażyna Ambrożek

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Grażyna Ambrożek

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Grażyna Ambrożek

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Grażyna Ambrożek

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Grażyna Ambrożek

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Grażyna Ambrożek

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Grażyna Ambrożek

Animacja | RE-animacja


DZIAŁ POEZJI pod redakcją Piotra Kasperowicza

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


POEZJA

Piotr Szreniawski

odrzucający animator czy zdajesz sobie sprawę? romantycznie, konceptualistycznie zapraszać do niespełnienia przyślijcie mi prace odrzucę jedną po drugiej to dla dobra czytelników dla dobra no dobra ambicja ego nie będzie cię w tej antologii nie będzie cię w tej antologii nie będzie cię w tej antologii

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


POEZJA

Sylwester Gołąb

Dziewczyny z Diora Wisława z pewnością nasłałaby Andrzeja
 bo podobno się kolegowali
 moi znajomi nie stanęliby murem
 nadal nie mogę się zdecydować czy pisać
 czy rozwijać muskulaturę mas nordyckie kobiety podnoszą więcej na duszy
 niż Polscy mężczyźni
 którzy nie wiedzą czy nucić coś
 do ucha dziewczynom z Diora
 czy zamówić coś na czarnym rynku

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


POEZJA

Adam H. A. Michniewicz

Tamara może nie udało mi się z tobą umówić ale kupiłem sobie książkę mam nadzieję że i ty wyjdziesz na tym tak dobrze jak ja

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


POEZJA

Magdalena Zawadzka Ożywiam martwe wspomnienia 
 w ruchome obrazki biegnącego życia. Robię kukły ze szmatek z podartego starego swetra. Nogi i ręce zakładam na sznurek ruszam! Jedno wspomnienie popycha drugie klatka po klatce idą szeregiem a ja nimi kręcę. Mam kłopot z kierowaniem mózgami są stare i drętwe, rozbiegane nie mogę ich zebrać w całość grają każdy na swoja stronę. Poowijane w kokony niewiedzy uciekają w szalonym tempie kolejne wycinki, powyginane kształty rozmazane obrazki których nie da się już złożyć.

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


POEZJA

Dymna Kruk

(nie) waleczna versus róża wiatrów nie wyrzekam się siebie żadnej
 trzymam rozpadający się korzeń w dłoniach
 jestem spokojna o kolejne dziesięć tysięcy lat...
 bo jeśli rozpada się - znaczy robi miejsce na wzrost uczę się tworzyć w deszczu tu kształtują się mistyczne korytarze mnie gliną maluję usta na szarozielony spokój opowiadam o miłości jakbym tam była przyjdę do ciebie z ogniem rozpoznasz mnie w garści żaru nim zorza polarna roziskrzy popielate włosy zatrzymam się w linii zimnej gwiazdy żywica płynie w nas ta sama – my potomkowie a ty pytasz o czas na następne dziesięć tysięcy lat nad przepaść wystawiam stopę na północ kompas do miejsc w których byliśmy razem

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


POEZJA

Kamil Galus historia pewnej skarpy

pochodząc z miasta ułanów winniśmy walczyć o ciebie szabelkami w malborku chłopcy grają w krzyżaki chłopaki w bydgoszczy walczą po prostu pięściami tak więc walczyliśmy kijami niby-szablami i zatriumfowałem uzyskałem status twojego chłopaka-żołdaka przy pomocy przemocy i wątpliwej zwinności na zachody słońca nad wisłą chodziłem by spoglądać na twoje odkryte łydki łapałem cię za rękę i czułem twój zapach jednego razu przyznałem ci się że marek wygadał nam wszystkim co zaszło między tobą a jackiem jak ten spór rozwiązaliśmy nie trzeba było pytać choć zarzekałem się że byłaś mi wierna nosiłem podbite oko jako znamię urażonego kochanka podszedłem do krawędzi skarpy popatrzyłem w dół nawet nie wiesz ilu miałam takich jak ty miliony a nawet tuziny nie masz pojęcia w ilu wierszach próbowałem wyprowadzić cię na ludzi Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


POEZJA Małgorzata Anna Bobak Końcowa

pustynia ludzie składają usta do modlitwy 
 jakby szczypta soli zalegała pod językiem 
 i nie mogła się rozpuścić modlitwy umierają na wyświetlaczach telefonów 
 w świeżym zapachu gumy do żucia brakuje spowiedników 
 specjalistów od ducha ludzie znają tylko jedną stronę łóżka
 druga nazbyt twarda może tam leżeć kamień 
 albo gasnąca komórka

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


POEZJA

Mieszko Rybiński *** Humanizm nie lubi wychodzić z domu
 musi płacić rachunki
 wyprowadzać psa na spacer
 kupować chleb masło i mleko.
 Humanizm nie chce wychodzić z domu
 nie ciągnie go do „dalekich krain”
 nie pali nie pije nie bierze
 nie gra w karty ani się nie wdaje w romanse.
 Całymi dniami przegląda 
 kolorowe albumy
 studiuje dzieła starych mistrzów 
 którzy umarli za młodu. Jednak gdy noc zapada 
 nad jego Jerozolimą jego Atenami i Babilonem
 Humanizm nie może zasnąć.
 Mimo materaca miękkiego jak spokój sumienia
 mimo łóżka szerokiego jak horyzont możliwości 
 i tego że własnoręcznie posłał sobie 
 bo tylko sobie ufa 
 zasnąć nie może. W ciemnościach szurają szuflady
 skrzypią szafki szafy i regały.
 W ciemnościach z boku na bok się przewraca
 oczy się szklą dłonie drżą w gardle ściska.
 Rano jak to ma w zwyczaju
 nie będzie lubił wychodzić z domu
 ani też ciekaw nie będzie
 co tam się czai za rogiem myślenia.

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


GALERIA Kasia Miko | Madame Miko Artystyczna dusza. Od urodzenia z wielką otwartością do ludzi. Od chwili ukończenia w roku 1999 Technikum Fotograficznego, spełnia się zawodowo jako fotograf ślubny. Od trzech lat fotograf rodzinny i dziecięcy. Jej ulubioną dziedziną fotografii jest od zawsze fotografia portretowa, w szczególności fotografia kobiet. W poszukiwaniu nowej drogi dla uzewnętrznienia swojej kreatywności, trafiła na dziesiątą limitowaną edycji Fotogeneratora, na której głównym projektantem i stylistą był Marcin Urzędowski — kreator marki PREPOSTEVOLUTION. To właśnie spotkanie z energią młodego kreatora i nieszablonowymi stylizacjami rodem z filmu Mad Max pchnęły Kasię Miko do otwarcia i eksplorowania kolejnej ścieżki fotograficznej, której przedmiotem jest szeroko pojęta teatralność kostiumu i postaci. Prezentowane, filmowe kadry powstałe podczas fotograficznych warsztatów, zdradzają nową fascynację i zapowiadają ciekawy kierunek rozwoju "Madam Miko”. https://www.facebook.com/MadamMikoFoto/

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Madame Miko

Model: Jacek Izdebski, Stylizacja: Prepostevolution — Marcin Urzędowski, Event: Fotogenerator, Miejsce: Osada Sławutowo

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Madame Miko

Model: Jacek Izdebski, Stylizacja: Prepostevolution — Marcin Urzędowski, Event: Fotogenerator, Miejsce: Osada Sławutowo

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Madame Miko

Modelka: Patrycja Hołysz, Stylizacja: Prepostevolution — Marcin Urzędowski, Event: Fotogenerator, Miejsce: Osada Sławutowo Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Madame Miko

Modelka: Julia Szczepaniak, Wizaż: Dagmara Walczyńska, Stylizacja: Prepostevolution — Marcin Urzędowski, Event: Fotogenerator, Miejsce: Osada Sławutowo

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Madame Miko

Modelka: Julia Szczepaniak, Wizaż: Dagmara Walczyńska, Stylizacja: Prepostevolution — Marcin Urzędowski, Event: Fotogenerator, Miejsce: Osada Sławutowo

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Madame Miko

Modele: Natalia Jereczek i Jacek Izdebski, Stylizacja: Prepostevolution — Marcin Urzędowski, Event: Fotogenerator, Miejsce: Osada Sławutowo

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Madame Miko

Modelka: Edyta Jereczek, Stylizacja: Prepostevolution — Marcin Urzędowski, Event: Fotogenerator, Miejsce: Osada Sławutowo

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Madame Miko

Modelka: HellCat, Stylizacja: Prepostevolution — Marcin Urzędowski, Event: Fotogenerator, Miejsce: Osada Sławutowo Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


DZIAŁ PREZENTACJI pod redakcją Łucji Lange

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Daria Solar

Daria Solar publikowała u nas swoje prace już wiele razy. Jest malarką o wielkiej pasji i wyobraźni. Jej obrazy mówią wiele, żyją własnym życiem właściwie — każdy z nich, to opowieść sama w sobie. Nie zdziwiłam się, kiedy powiedziała, że była jedną z malarek odpowiedzialnych za obrazy w filmie Van Gogh… [L&F]: Naszą rozmowę sprowokował Twój współudział przy tworzeniu animacji dotyczącej Van Gogha. Jak wyglądała praca nad tym filmem? [Daria Solar]: Najpierw nakręcono „normalny” film kostiumowy z aktorami, którzy zostali wyselekcjonowani na podstawie podobieństwa do postaci z obrazów Vincenta (np. Jerome Flynn i Saoirse Ronan). Wtedy dopiero wkraczali do pracy malarze. W naszych małych studyjkach zwanych PAWS [painting animator work station] przystępowaliśmy do malowania p o s z c z e g ó l n y c h k a d r ó w, k t ó r e b y ł y Fotografia z archiwum Darii Solar

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Daria Solar

Fotografia z archiwum Darii Solar

wyświetlane rzutnikiem na specjalnie przygotowaną płytę. Kopiując kolorystykę i dukt pędzla Vincenta, malowaliśmy w technice olejnej obraz, po namalowaniu robiliśmy zdjęcia i wysyłaliśmy je do korekty, gdy zostały zaakceptowane przez reżyserów, stawały się klatką filmu. Następnie należało zetrzeć poruszającą się część tej klatki, czyli czasem całą klatkę — i namalować obraz od nowa, nieco w innym miejscu

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Daria Solar według wskazówek rzutnika. Po stworzeniu całej serii takich klatek animacja ożywała, ponieważ na 1 sekundę filmu przypadało 12 namalowanych klatek. [L&F]: Wygląda mi to na mnóstwo pracy. Jak długo zajęła Wam ta praca? [Daria Solar]: Od samego pomysłu reżyserki ponad 10 lat, natomiast ostatnie najgorętsze prace trwały dwa lata, studio we Wrocławiu działało niecały rok. Film miał powstać już rok wcześniej, ale… nie da się namalować filmu „na czas” na tym właśnie polega urok tego filmu, on został stworzony przez artystów… w ich czasie, a nie przez korporację przed „deadlinem”. Ja pracowałam nad filmem pół roku, w tym czasie namalowałam pół minuty filmu. [L&F]: Jak to jest być częścią procesu? [Daria Solar]: Dziwnie trochę, z punktu widzenia artysty-indywidualisty, ponieważ trzeba wtłoczyć się w ramy zarówno czasowe,

Fotografia z archiwum Darii Solar

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Daria Solar

jak i techniczne i malować tak, jak inni malarze. Mieliśmy coś, co się nazywało „key frame” klatkę kluczową — taki wzór nakładania kolorów czy prowadzenia pędzla, który — w rozsądnych granicach oczywiście — trzeba było powtórzyć. Ale sądzę, że wszyscy mieliśmy na względzie sukces końcowego projektu i staraliśmy się dostosować. W efekcie i tak styl malarski wszystkich artystów jest rozpoznawalny po wyglądzie klatek, które namalowali. [L&F]: A które klatki należą do Ciebie? [Daria Solar]: Trzy klatki. Pierwsza klatka to scena gdzie Vincent idzie odebrać list od Adeline, z kozą na pierwszym planie. A że to była moja pierwsza klatka, to do końca filmu zostałam Darią od kozy. Potem była scena w barze, gdzie zezłoszczony Vincent rzuca o blat stołu ścierką kuchenną, kupioną zamiast płótna, na które go nie stać. To bardzo ciekawa scena, bo tam Vincent ma wszystkie emocje na twarzy, widać tę frustrację i tak to trzeba było namalować. I ostatnia scena to Fotografia z archiwum Darii Solar

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Daria Solar

spojrzenie Marguerite zza krat okna, kiedy patrzy ona rzewnie na malującego Vincenta, gdyż ma już nakaz trzymania się z dala od niego. To smutna scena, krótka i piękna. [L&F]: Czy wcześniej uczestniczyłaś już w produkcji animacji? [Daria Solar]: Nie, nigdy. Miałam mały epizod przy tworzeniu scenografii do teledysku Natalii Kukulskiej, ale to nie miało nic wspólnego z animacją. Dla reżyserów LV ważniejsza była umiejętność malowania portretów i oddawania emocji postaci niż doświadczenie animacyjne, sądzę, że niewielu z nas miało jakiekolwiek doświadczenie w animacji. [L&F]: Jesteś malarką, tworzysz dość intensywnie — Twoja praca polega na zatrzymywaniu czasu i zamrażaniu klatki, pokazywaniu pojedynczych momentów. Czy praca nad filmem coś zmieniła dla Ciebie? [Daria Solar]: Tak, maluję szybciej. Praca w LV wymuszała pracę jak najszybszą, często skrótową interpretację tematu i sam fakt siedzenia przed płótnem całymi godzinami dziennie pozwalał nabrać automatyzacji, wprawy. Uważam, że moje malarstwo zyskało ogromnie dzięki udziałowi w projekcie. Poza tym kluczową sprawą było ścisłe trzymanie się światłocienia z klatki na filmie, a ta umiejętność bardzo pomaga w malowaniu, szczególnie realistycznych prac. [L&F]: Każdy z Twoich obrazów, chociaż przedstawia zatrzymaną w czasie chwilę, mógłby stać się dłuższą opowieścią — myślałaś kiedyś o tym, by zaanimować jakąś z narracji z Twoich obrazów?

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Daria Solar

Fotografia z archiwum Darii Solar

[Daria Solar]: Tak, chciałabym, żeby jakaś firma produkująca gry komputerowe wykorzystała moje elektryczne postaci w jakiejś grze, takie marzenie mam. Natomiast ja sama nie chciałabym ich animować, raczej oddać to w ręce profesjonalistów. Mam oczywiście pewne plany z tym związane, mam zamiar po skończeniu pracy nad resztą elektrycznych postaci skontaktować się z kilkoma firmami i zaproponować współpracę. Także, trzymajcie, proszę, kciuki.

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Daria Solar

[L&F]: Jasne! Wracając jeszcze do Van Gogha. Ile osób było zatrudnionych przy tym projekcie? Musieliście dogadywać się między sobą w kwestii kadrów czy może był jakiś odgórny podział, którego się trzymaliście, nie wchodząc sobie w paradę? [Daria Solar]: Było nas w sumie 125 osób. Z różnych krajów. I musieliśmy się dogadywać, a raczej to była taka piramida decyzji. Reżyserka nadawała ton, autorzy key-frame’ów, czyli takich klatek wzorcowych, tworzyli niejako wzory postaci i miejsc. Animatorzy musieli dostosować się do tych wzorów. Na przykład człowiek o jasnobrązowych włosach nie ma ich takich samych w prawie kompletnym cieniu i teraz należy podjąć decyzję, jaki kolor ma mieć ta czupryna w cieniu, a biorąc pod uwagę paletę van Gogha, mogła być ciemnobrązowa lub granatowa i to przychodziło ze studia – włosy: błękit pruski! To samo dotyczyło strojów i kolorów np. mebli. Wszystko musiało pasować u różnych artystów idealnie. Zauważ proszę, że czasem widzimy jedno biurko z dwóch perspektyw – i to musi być takie samo biurko w tym samym kolorze – a przecież malowało je dwóch różnych artystów. To samo dotyczyło miejsc i pejzaży. Ogólnie… dużo konsultowania. Więc każda prawie klatka, szczególnie na początku pracy leciała sfotografowana do Gdańska, gdzie była oglądana przez samą reżyserkę lub któregoś z opiekunów i zatwierdzana. Dopiero wtedy można było malować dalej. Czy to wywoływało opóźnienia? Jasne, ogromne. Do tego często następowały zmiany decyzji i wtedy kilka klatek trzeba było namalować od nowa — np. z innym kolorem włosów. Ale w tym właśnie cały urok. [L&F]: Zdając sobie sprawę z trudności pracy przy tego typu projekcie, chciałam zapytać jeszcze o to, czy ktoś podczas pracy doszedł do wniosku, że jednak nie da rady, że już nie może?

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Daria Solar

[Daria Solar]: Tak, wiele osób. Nie zapomnę dziewczyny, która przeszła przez wszystkie testy, zakończyła z sukcesem trzytygodniowe szkolenie, przyszła do studia…. i…. Nie wróciła następnego dnia. Stwierdziła, że to za duża presja i ona rezygnuje. Z dziesięciu kandydatów testowanych we Wrocławiu została nas szóstka. [L&F]: A jakie miałaś wrażenia, kiedy zobaczyłaś ostateczną wersję? Jak się z tym czułaś? [Daria Solar]: Zestresowana bardzo. Szczęśliwa i zestresowana co na to powiedzą ludzie, znajomi, jak moja klatka wypadnie na tle innych, czy uda się Oskar? To był projekt obarczony wielkimi, że tak powiem, oczekiwaniami. Wszyscy staraliśmy się „sprostać”. A to niełatwe i stresujące. I oczywiście była też druga strona, radość i zadowolenie z ukończenia „dzieła” i ten moment, kiedy widzi się swoje nazwisko na liście autorów W KINIE. Pewnie ludziom filmu to nie wyciska łez, ale nam tak. [L&F]: Dziękuję, że poświęciłaś swój czas i przybliżyłaś nam trochę kulisy pracy na planie tego niezwykłego filmu.

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Paulina Buczyńska

Paulinę Buczyńską poznałam dzięki jej fotografiom. Dopiero później dowiedziałam się, że projektuje również ubrania. Szukając właściwej drogi dla siebie, stworzyła własną markę (LAB/35), którą początkowo promowała, jak każdy projektant i każda projektantka. Z czasem jednak zmieniła się jej postawa — i o tej zmianie w kontekście animowania zachowań konsumenckich lub reanimacji już zapomnianych zachowań, chciałam z nią porozmawiać. [L&F]: Skąd wziął się pomysł na LABORATORIUM/35? [Paulina Buczyńska, LAB/35]: Zbudowanie własnej marki odzieżowej dla kobiet to wynik dłuższego procesu. Droga do tego miejsca (które wcale nie jest stałą, a raczej z definicji zakotwiczone jest w procesie) wiodła przez doświadczenia studiów nad sztuką, pracę w firmie masowo produkującej w Azji, doświadczenie projektów indywidualnych dla dzieci i wiele innych ważnych momentów, które w konsekwencji złożyły się na decyzję o powstaniu Laboratorium/35. [L&F]: W ostatnich miesiącach dość głośne stały się angaże w firmach modelingowych dla modelek bardziej dojrzałych — 60+ a nawet 90+. Dla kogo Ty tworzysz? Wymyśliłaś sobie swoje idealne modelki/użytkowniczki? [Paulina Buczyńska, LAB/35]: Nie tworzę na potrzeby show i modelek. Moje klientki mają z reguły powyżej 40 lat. Są pięknymi, oryginalnymi i prawdziwymi kobietami. Nie musiałam ich wymyślać. Mogę raczej powiedzieć, że to one wymyśliły sobie Labka.

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Paulina Buczyńska

Fotografia Paulina Buczyńska — sukienka

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Paulina Buczyńska

[L&F]: Od jakiegoś czasu hasła związane z fair trade i ekologię pojawiają się też w obszarach mody. Jakie idee wyznajesz w swoim LABORATORIUM/35? [Paulina Buczyńska, LAB/35]: Samo słowo moda niesie za sobą bardzo negatywny przekaz, chwilowość, kaprys, blichtr i powierzchowność. Wolę więc myśleć o Labkach jako o praktyce projektowania i produkcji odzieży. Założeniem projektu Lab/35 od samego początku (2012 rok) była produkcja w Polsce, w małych ilościach z dobrych jakościowo materiałów wytwarzanych w Europie. Myślę, że udało mi się stworzyć dobry produkt i z tego jestem dumna. Jakość i dbałość o detal stała się znakiem rozpoznawczym marki. Mam jednak coraz więcej wątpliwości dotyczących produkcji jako takiej w ogóle. Jak mówi Viktor Papanek „Istnieją co prawda dziedziny działalności bardziej szkodliwe niż wzornictwo przemysłowe, ale jest ich bardzo niewiele”. [L&F]: Na fanpejdżu LAB/35 zapytałaś przekornie o pochodzenie ubrań czytelniczek/ czytelników strony? A skąd pochodzą Twoje ubrania? [Paulina Buczyńska, LAB/35]: Od początku istnienia marki Lab/35 sama testuję pierwsze wzory i potem noszę je bardzo długo. Moje ukochane tuniki z pierwszej kolekcji mają 7 lat i są nie do zdarcia. Piorę, wieszam (bez prasowania) i noszę przez długie lata. To chyba nie jest zbyt popularne podejście jak na projektantkę mody. Nie ma elementu zaskoczenia, sezonowości, nie ma epatowania nowością. Lubię moje projekty, identyfikuję się z nimi. Stawiam na ponadczasowość i jakość. Mój wygląd jest spójny z ideologią, jaką wyznaję.

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Paulina Buczyńska

[L&F]: No właśnie. Jeśli o tę ideologię chodzi… Na Facebooku umieściłaś hasło „nic nie kupuj, wszystko masz”. To mało marketingowe podejście — chociaż bardzo ważne i sensowne. Jak reagują na nie Twoje klientki? [Paulina Buczyńska, LAB/35]: Moje klientki to bardzo świadome osoby. Wiedzą, dlaczego kupują Labki, wiedzą, za co płacą. W tej cenie jest zawarta idea związana ze zmniejszoną konsumpcją. [L&F]: Czy możliwe jest Twoim zdaniem, nakłonienie ludzi do zmniejszenia zapotrzebowania na rzeczy — ubrania, przedmioty, usługi? Czy idea post-wzrostu jest możliwa do wdrożenia? [Paulina Buczyńska, LAB/35]: Bardzo wierzę w proces małych, ale konsekwentnych kroków. Wierzę w działania oddolne, które zmieniają praktyki wielkich firm. To już się dzieje. Oczywiście bardzo daleko nam do prawdziwego wdrożenia idei postwzrostu na masową skalę. Myślę jednak, że ruch degrowth stanie się koniecznością w obliczu katastrofy, jaka nas czeka, jeśli nie zmienimy nawyków. [L&F]: Nawet nie wiesz, jak cieszę się, że o tym wspominasz. Tylko, czy takie podejście nie jest piłowaniem gałęzi, na której się siedzi? Pytam dlatego, że zastanawiam się, jak bardzo realne jest zarażenie innych twórców (wszelakich) postwzrostowym podejściem? Że nie wspomnę o samych konsumentach, którzy tkwią jednak w pewnych nawykach i chyba trudno będzie im się przestawić?

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Paulina Buczyńska

Fotografia Paulina Buczyńska — torebka

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Paulina Buczyńska

[Paulina Buczyńska, LAB/35]: Na pewno zmiana nie przyjdzie nagle, ale musimy próbować z całych sił jako twórcy, a przede wszystkim jako konsumenci! Lubię czasami spojrzeć wstecz do czasów, kiedy mleko w butelkach zwrotnych rozwoził mleczarz, na zakupy szło się z siatką wielorazowego użytku, warzywa i owoce sprzedawano luzem i pakowano do torebek papierowych, rzeczy się cerowało, nosiło przez wiele lat… i tak niewiele czasu zajęło nam odejście od tych praktyk. Może da się odwrócić to działanie równie szybko? [L&F]: Jak oceniasz możliwość stworzenia wspólnoty projektantów i projektantek, której celem byłoby właśnie promowanie mody slow, eko, fair trade? [Paulina Buczyńska, LAB/35]: Popieram działania wspólnotowe, kooperatywy i ruchy spółdzielcze. Nie jest to proste wyzwanie, ale myślę, że współpracując, można zdziałać naprawdę dużo. Chciałabym, aby edukacja (także projektantów) w naszym kraju, na każdym etapie większy nacisk kładła na współpracę niż na rywalizację. [L&F]: Jak często spotykasz się z nieetycznymi praktykami na rynku mody? Jak duże jest to zjawisko? [Paulina Buczyńska, LAB/35]: Jestem w momencie życia, kiedy odczuwam swoistego rodzaju antyidentyfikację ze światem mody. Jak zauważyłam na początku, już samo słowo „moda” jest nieetyczne. Kiedy zaczynałam pracę w zawodzie, w ciągu roku tworzyło się dwie kolekcje (wiosna/ lato i jesień/zima), obecnie duże marki sieciowe wypuszczają nowe kolekcje co cztery

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Paulina Buczyńska

tygodnie. Dbają o to, żeby klient się nie znudził, żeby pragnął więcej i szybciej to dostawał. Jednocześnie produkuje się rzeczy, które nie przetrwają jednego sezonu. Tempo produkcji i walka o klienta narzuca też niewolniczy system pracy. Po sezonie niesprzedane rzeczy pali się na masową skalę lub zaśmieca się nimi najbiedniejsze kraje świata. Wszystko w tej układance jest nieetyczne, niemoralne, złe… W obliczu takiej sytuacji naprawdę nie jest łatwo odpowiedzieć sobie na pytanie, czy produkować (nawet w sposób zrównoważony i etyczny) czy zaprzestać całkowicie… [L&F]: Wyłania się z naszej rozmowy bardzo depresyjna wizja, która nie odbiega jednak od obecnych nastrojów i przekonania że mamy 11 do 30 lat do zagłady świata — a przyczyną tej zagłady będziemy w głównej mierze my sami. Pozostaje mi życzyć nam obu wytrwałości w działaniu i… szybkiego wyginięcia… Dziękuję za Twoje odpowiedzi. https://www.facebook.com/Laboratorium35/

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Monika Szpener

Omawiając ze studentami ideę re-designu sięgnęłam po zdjęcia prac Moniki S z p e n e r. N a j e j s t r o n i e można przeczytać: „Monika Szpener materią swojej sztuki uczyniła kłopotliwe, codzienne odpadki: plastikowe butelki, puszki, zużyte opakowania, części komputerowe i wiele Z cyklu odNowa, basen, fot. Wnuk innych, postrzeganych przez nas jako śmieci, obiektów. Wykonuje z nich recyklingowe meble, o zaskakującej, estetycznej formie: ławki, stoliki, siedziska. Nadaje im nowe życie i przywraca im miejsce w przestrzeni społecznej, czyniąc je w ten sposób ponownie użytecznymi. Obiekty te są eksponowane na terenie firm i instytucji współpracujących przy powstawaniu danego eksponatu”. [źródło: http://www.szpener.pl/re-design.html] [L&F]: Przewrotne pytanie — czy sztuka tworzona ze śmieci, jest sztuką (w sensie jednostki) śmieci, czy jednak sztuką (w sensie kreatywnym)?

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Monika Szpener

[Monika Szpener]: To trudne pytanie i chyba zależy od tego, kto ze sztuką obcuje. Z mojej perspektywy sztuka stała się czymś, dzięki czemu mogłam twórczo przepracować dehumanizujące konsekwencje konsumeryzmu. Moje zainteresowanie konsumeryzmem pozwalało mi czerpać inspiracje oraz umiejscawiać w teorii swoje działania artystyczne. Potrzeba zaznaczenia własnej postawy artystycznej w świecie, gdzie wartością najwyższą jest konsumowanie, zarobkowanie i zwiększanie stanu posiadania wynikało z poczucia opresyjności tak widzianego świata. Taką rzeczywistość należy krytycznie przetwarzać, komentować — potrzebna jest interwencja twórcza. Czyli zdecydowanie sztuka w sensie kreatywnym. [L&F]: Zapytałam o to, ponieważ zastanawiam się nad przebiegiem procesu rehabilitacji śmieci, czy też tego, co uważamy za odpady. Kiedy przestajemy w śmieciach dostrzegać śmieci, a widzimy materiały możliwe do powtórnego wykorzystania? Jak to przebiega w Pani przypadku? [Monika Szpener]: Śmieci są problemem naszych czasów. Kultura urynkowionego procesu przymusowej estetyzacji sprzyja chwilowym fascynacjom, zmieniającym się trendom i modom. Wszystko, co traci na zainteresowaniu, staje się odpadem. Takie nastawienie sprawia, że przedmiotów nie wyrzuca się już z powodu niespełniania przez nie funkcji użytkowej, ale z powodu utraty przez nie wartości symbolicznej. Przedmioty, style, estetyki przeterminowują się, ponieważ przestają reprezentować wartości społeczne, z którymi chcemy się utożsamiać. W efekcie większość produktów, które reklamowane są jako niezbędne do życia, po krótkim czasie nabiera statusu odpadu — rzeczy nie tylko zbędnej, lecz także zaświadczającej o naszej

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Monika Szpener

nieadekwatności i opóźnieniu względem głównego nurtu cywilizacyjnych przemian. Idealnym stanem rzeczy dla systemu konsumpcyjnego byłaby sytuacja, kiedy już chwilę po odejściu od kasy mielibyśmy w torbie śmieci. W związku z tym śmieci nie są już tylko ubocznym skutkiem produkcji, są jej kwintesencją, ponieważ nieaktualność przedmiotów jest jedynym uzasadnieniem dla potrzeby ciągłej i w dodatku wzrastającej produkcji. [L&F]: Od czego się zaczęło? Jaki obiekt był pierwszym? Co Panią skłoniło/ zainspirowało do jego stworzenia? Jakie były jego losy? [Monika Szpener]: To jakieś zamierzchłe czasy sprzed 15 lat. Powód był bardzo, bardzo prozaicznie. Po studiach w Toruniu trafiłam do Szczecina, ciężko było się odnaleźć w nowym mieście bez znajomych i kontaktów, tym bardziej zorganizować warsztat rzeźbiarski i ogólnie życie twórcze w małym, wynajętym mieszkanku. Na klatce walały się tony gazetek reklamowych, wiec wyszło naturalnie, że po nie sięgnęłam. Codzienne dostawy świeżego materiału. Zaczęło się od eksperymentów różnego rodzaju i poszukiwaniu formy. Potem pierwsza instalacja z tychże właśnie gazetek w nieistniejącej już galerii OFFicyna oraz ciekawe zachowanie gości na wernisażu, którzy zaczęli sobie pokazywać buty, jakie chcą kupić, czy też inne „aktualne” promocje. Te autentyczne reakcje zachęciły mnie do eksploracji tego tworzywa. Następną pracą był Ołtarz. Sporych rozmiarów obiekt zbudowany z różnego rodzaju opakowań i nieorganicznych odpadów. Zaczęło się od wielkiej akcji gromadzenia materiałów. Ludzie odkładali mi pudełka, kartony po sokach, puszki, butelki. Na szczęście do tego czasu udało mi się już zorganizować dodatkowy lokal

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Monika Szpener

na pracownie, nie musiałam z tym wszystkim spać. Formą pracy nawiązałam do ołtarza gotyckiego, na którym była wyświetlana projekcja wideo ze zmiksowanych urywków reklam telewizyjnych.

Ołtarz, fot. własna

[L&F]: Wśród Pani projektów znajdują się również ławeczki? Jaki był ich odbiór przez publiczność? Co się z nimi stało?

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Siedziska, kapsle, fot. A. Golc

Fragment siedziska z kapsli, fot. A. Golc

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Monika Szpener [Monika Szpener]: Ławeczki są już od ponad 10 lat na stałej ekspozycji w Muzeum Techniki Zajezdnia Sztuki w Szczecinie. Był to pierwszy projekt dedykowany przestrzeni publicznej. Budziły tyle samo zainteresowania, co kłopotów, w sensie aktów wandalizmu. Okazało się, że realizacja projektów w przestrzeni miejskiej jest o wiele bardziej skomplikowana, niż w galerii, miejscu społecznie wyznaczonym do artystycznego eksperymentu. Odbiorcy czasami reagowali zachwytem, a czasami wpadali w skrajną negację — to były porywające obserwacje emocjonalnych zachowań względem mojej sztuki. Wpisuje się to w moje założenie uwrażliwiania percepcyjnego, rodzaju poszerzenia pola uwagi. Walkę z powszechnym powielaniem ograniczonych

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Monika Szpener

wzorców. Myślę, że ten projekt jakoś tak na stałe przypiął mi łatkę ekoartystki i jak widać, ciągle to pokutuje, chociaż od tamtego czasu wykonałam już mnóstwo innych realizacji o zupełnie odmiennej tematyce. Obecnie wracam, skłaniam się bardziej ku rzeźbie figuratywnej w rozumieniu popartowym, co traktuję jako syntezę dotychczasowych etapów pracy, w której zbiega się figuracja, estetyka odpadu i kultury popularnej oraz myślenie w kategoriach designu z pracą w ramach konceptualnie rozumianej przestrzeni. [L&F]: Poza obiektami w przestrzeni otwartej, tworzy Pani też obiekty użytkowe — lampy, stoliki, siedziska? Jakie jest zainteresowanie tymi przedmiotami? Kto chce nabywać „zrehabilitowane śmieci”? [Monika Szpener]: W większości były to firmy, które swoją działalność wywodzą z tego segmentu lub są z nim wyraźnie związane. Wykonałam szereg dedykowanych projektów, chociażby dla firmy REMONDIS czy EKO – Punktu Warszawa, także dla Kompanii Piwowarskiej S.A., Żywca i kilku innych bardziej lub mniej rozpoznawalnych marek. Niemniej prace, które wówczas (od kilku lat już nie używam śmieci) tworzyłam jako odpowiedź, alternatywę czy wręcz krytykę postawy konsumpcyjnej i sztucznie tworzonych trendów napędzających gospodarkę kapitalistyczną, zostały przez ten system wchłonięte. Na przełomie ostatnich dwóch dekad bardzo popularny i modny stał się model zbudowany wokół idei recyklingu, upcyklingu oraz szeroko rozumianego życia w stylu „bio”, „eko” i „fair trade”. To, co początkowo było oddolnym ruchem alternatywnym i kontestatorskim, wkrótce stało się dobrze sprzedającym się

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Monika Szpener

produktem — odgórnie kreowanym trendem. To namnożenie się najróżniejszych wydarzeń pararecyklingowych oraz adaptacja i komercjalizacja tej tendencji przez międzynarodowe korporacje znacznie zdewaluowały znaczenie mojej ówczesnej wypowiedzi artystycznej. Niejednokrotnie była ona odczytywana na skróty i szufladkowana — niezgodnie z moimi założeniami — razem z nowymi produktami konsumpcyjnymi z dumnym przedrostkiem EKO. Najbardziej znamiennym wyrazem tej sytuacji był otrzymany przez mnie tytuł „Ekoszczecinianki” roku 2016. Otrzymałam wówczas plastikową, masowo produkowaną statuetkę. Dość ironiczne. [L&F]: Na Pani stronie można znaleźć zdjęcia wielu realizacji. W zakładce „Transformacje” możemy odnaleźć przestrzenne formy, które wykonane zostały ze śmieci. Czytamy też: „Przetwarza to, co odrzucone, ponownie integruje to, co uległo rozpadowi, odnawia, ożywia, przywraca do życia". Czy w takim razie praca z odpadami może mieć wymiar transcendentalny? Jak wygląda takie „uwznioślenie”? [Monika Szpener]: Konstatacje te są już dosyć dobrze ugruntowane w socjologii i antropologii kultury. Zygmunt Bauman, wychodząc od takiej diagnozy współczesnej kultury, pokazuje w swoich książkach, jak ten stosunek do przedmiotu przekłada się na nasze relacje międzyludzkie zarówno w obszarze życia prywatnego, jak i wspólnotowego. Wystarczy przywołać z jednej strony zjawisko utowarowienia relacji międzyludzkich, a z drugiej strony politykę migracyjną czy sposób zarządzania przez władze państwowe najbiedniejszą częścią społeczeństwa. To przełożenie sposobu zarządzania przedmiotami na relacje społeczne — czy to w formie metaforycznej, czy

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Monika Szpener

to wręcz dosłownej — jest dla mnie do dzisiaj bardzo ważne i znajduje istotne miejsce w mojej twórczości.

Z cyklu odNowa, kosz piknikowy, fot. Wnuk

[L&F]: Skoro już zapytałam o wymiar spirytualny, to chyba czas przejść do projektu „odNowa”. Jego głównymi bohaterami stały się cmentarne „Jezuski”, co w Polsce może być postrzegane jako bluźnierstwo. Jak przyjęto ten projekt? Dlaczego

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Monika Szpener

zdecydowała się Pani na realizację właśnie za pomocą takich, a nie innych przedmiotów? [Monika Szpener]: Punktem wyjścia projektu OdNowa z 2012 roku, stał się kontekst religijny i figurki Jezusa znajdowane przeze mnie na śmietnikach szczecińskiej nekropolii. Spędzałam wówczas wiele czasu na cmentarzu ze względu za prowadzone tam prace rekonstrukcyjne i konserwatorskie. Zaobserwowałam dość powszechne zjawisko wyrzucania przedmiotów kultu i nagrobnych dekoracji, wywołujące ambiwalentne odczucia. Moją uwagę przykuł bardzo niski poziom artystyczny i estetyczny tych przedmiotów, co zdawało się doskonale odzwierciedlać dewaluację także wartości duchowych. Znalezione figury Jezusa („pasyjki”) przetworzyłam i przeniosłam w pozareligijny kontekst kultury popularnej i konsumpcyjnych odpadów. Na styku tych światów ujawniły się moim zdaniem interesujące znaczenia wyzwalające wielokierunkową refleksję nad współczesną kulturą. Można powiedzieć, że w tej realizacji przeniosłam strategię recyklingu odpadów konsumenckich na poziom recyklingu idei i znaczeń. Z pewnością moim celem nie było wywołanie kontrowersji. Taka metoda jest mi zasadniczo obca. Kontekst religijny był jedynie punktem wyjścia, użyczył przydatnych asocjacji i konotacji do podjęcia szerszej refleksji nad społeczeństwem konsumenckim. W Szczecinie realizacja ta została zauważona przez opinię publiczną, ale nie wzbudziła oburzenia. Na łamach „Gazety Wyborczej” ukazał się całkiem obszerny artykuł, w którym środowisko katolickie wyraziło swoją opinię na temat tej pracy, dosyć wyważoną i pozbawioną tendencyjnych zarzutów. Część prac z tego projektu została pokazana na targach sztuki SCOPE w Miami w 2012 roku. Odebrane tam zostały jako autokrytyczne i częściowo kupione przez prywatnych

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Monika Szpener

kolekcjonerów. Do dzisiaj zdarza mi się otrzymać zapytanie o możliwość kupienia lub wykonania podobnej statuetki na bazie figurki Jezusa.

Pokemony, fot. A. Golc

[L&F]: Fascynujące! Tego się nie spodziewałam. Zajmuje się Pani nie tylko śmieciami i znaleziskami. Zrealizowała Pani wiele projektów zaangażowanych — także

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Monika Szpener

politycznie. Czy mogłaby Pani opowiedzieć o najbardziej poruszających lub wymagających realizacjach? [Monika Szpener]: Pokemony to rzeźby postaci światowej polityki przedstawione jako bohaterowie popularnej japońskiej gry komputerowej zaprojektowanej przez firmę Nintendo. Wizerunki Donalda Trumpa, Jarosława Kaczyńskiego, Władimira Putina, Kim Dzong Una i Angeli Merkel zostały przeze mnie przerobione na fikcyjne „kieszonkowe potwory”. Pracę tę pokazywałam m.in. w ramach rezydencji artystycznej w „MeetFactory” w Pradze (2018), na wystawie „Skip the line! Populizm i obietnice współczesności” w ramach Biennale Warszawa (2018) oraz na wystawie „New Dictionary of Old Ideas” w TRAFO Trafostacji Sztuki w Szczecinie (2019). W realizacji tej wychodzę z założenia, że obecny populistyczny świat polityki to rzeczywistość głęboko medialna i symulowana, konstruowana na wzór produktów popkultury, takich jak komiks czy gra komputerowa. Nie ma w nim miejsca na niuanse, dyskusje, wątpliwości i refleksje, a przede wszystkim na zaangażowanie w trudne sprawy społeczne. Są za to dwie przeciwne strony konfliktu: rysowani grubą kreską bohaterowie z internetowymi memami zamiast ludzkich twarzy i tocząca się odwiecznie walka dobra ze złem. To świat kontrastów i kosmicznych proporcji, w którym do wszystkiego przykłada się kategorie moralne. Taki animalistyczny sposób przedstawiania silnych aktorów polityki wpisuje się w końcu w długą tradycję zoomorficznego ujęcia władcy — od manierystycznego bizarre po telewizyjne Polskie Zoo. Groteskowe ujęcie zdejmuje z „panujących” grozę mocy, a poprzez humor ratuje od ugrzęźnięcia w piekle społecznym. Cykl Pokemony może być traktowany jako współczesna wersja tej tradycji, odnosząca się do pop-/

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Monika Szpener

postpolitycznego myślenia, świata „show polityki”, polityki traktowanej w kategoriach medialnego spektaklu. Stach Szabłowski (2018) na łamach „Przekroju” pisał o tym cyklu następująco: „Potężni politycy, zamienieni przez artystkę w groteskowe stworki, wyglądają zabawnie, ale w gruncie rzeczy nie ma tu się z czego śmiać, chyba że mamy ochotę poszydzić z samych siebie”. [L&F]: Podczas jednego z łódzkiego Light Move Festival zaprezentowała Pani jedną z moich ulubionych prac — Łąkę Polską. Jest to praca łącząca w sobie światło i swoisty rodzaj mroku. Z jednej strony — oglądana po ciemku, zachwyca. Z drugiej — jeśli uda się dostrzec czym są te świetliste kwiaty, trochę przeraża. Do mnie ta przewrotność trafiła. Uczynienie kwiatami wycisków szczęki było całkiem przewrotne i w sumie zabawne. Spędziłam przy tej pracy sporo czasu, fotografując ją w różnych ujęciach. Czy często sięga Pani po taką przewrotność? Na wywołaniu jakich emocji najbardziej Pani zależy? [Monika Szpener]: Była to instalacja świetlna w przestrzeni parkowej składającą się z ponad dwustu gipsowych odlewów szczęk zebranych z zakładów protetycznych w Polsce. Brakujące uzębienie zostało uzupełnione świecącymi implantami LED, tworząc wrażenie świetlistej, kwitnącej łąki. Chore części ciała stały się na pozór dekoracyjnymi i przyjemnymi wizualnie obiektami, których pochodzenie ujawnia się dopiero przy bardzo bliskim oglądzie. Praca może być odczytywana jako rodzaj plastycznego zapisu kondycji polskiego społeczeństwa, jak również konfrontacji piękna i ładu natury z prozą życia codziennego.

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Monika Szpener

Ludzkie kości, czaszka, a zwłaszcza zęby jako element rozpadu, pozbywania się ciała jeszcze za życia, przypominają o nieuchronności śmierci i wpisują tę pracę w tematykę vanitas. W wersji łódzkiej Łąka Polska miała formę biało-czerwoną, co miało odnieść prowokowane przez nią refleksje do kontekstu społeczno-politycznego. W planowanych przyszłych odsłonach tej pracy — m.in. w przygotowywanej na 2020 rok przez TRAFO Trafostację Sztuki w Szczecinie i The National Museum of Art w Osace wystawie „Power of Error” — całość ma pozostać w kolorze bieli, konotując wyraźnie poziom egzystencjalny, temat śmierci i przemijania.

Z cyklu ostrożnie, nie patrzeć, fot. A. Roguszczak

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Monika Szpener

[L&F]: Łąka Polska nie była jedynym projektem z wykorzystaniem światła. Czym jest dla Pani światło w poszczególnych realizacjach? Jak okiełznać jego zmienność? Jak światło oswoić, by działało zgodnie z intencją twórcy/ twórczyni? [Monika Szpener]: Światło ma istotny wpływ na modelowanie form przestrzennych, dlatego też tak często formy, które tworzę, są białe podkreślając ich plastykę modelunkiem wydobytym przez światło. Światło stanowi też często integralną część kompozycji, również w warstwie ideowej. Chociażby przy projekcie z neonami jednym dla Trafo trafostacji sztuki, który opracowałam w zeszłym roku i który ma znaleźć się na frontowej fasadzie budynku tej instytucji. Neon będzie miał formę napisu: „Ten dom wychowuje na niezawstydzonych, mądrych i silnych wiernych nieposłuszne, złośliwe, krnąbrne męty społeczne, osoby występne i zaniedbane”. Jest to zdanie, które widniało w XVIII wieku na budynku szkoły stojącej w tym samym miejscu, co dziś galeria. Dość archaiczna w brzmieniu sentencja zachowuje dwuznaczną aktualność w odniesieniu do galerii sztuki jako miejsca, które ma ambicję wychowywania społeczeństwa poprzez kulturę i sztukę. Jest to jeden z projektów, który dobrze pokazuje moje rzeźbiarskie myślenie o przestrzeni. Ważny jest dla mnie wielopoziomowy kontekst miejsca oraz dążenie do recyklingu, odnawiania i aktualizowania istniejących już, zastanych w danej przestrzeni znaczeń. Innym projektem, w którym światło staje się tworzywem, jest obiekt pt. „Nie patrzeć”, który w warstwie symbolicznej jest zwycięstwem spontaniczności, cielesności, zmysłowości nad intelektem, prawem i konwencją. W pracy „Nie patrzeć” neon

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Monika Szpener

z jeszcze większą siłą angażuje spojrzenie. W tym zakazie wytrwać jest jeszcze trudniej, tym bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę jego historyczną funkcję. Neon jest formą reklamy zewnętrznej. Zakaz patrzenia został więc wyrażony tutaj w medium, które konotuje z konsumenckim pożądaniem. Neon pragnie uwagi widza po to tylko, aby jej zaprzeczyć, stając się konsumpcją zakazu konsumowania. Światło oczywiście było podstawą w pracach, które w swoim czasie wykonywałam z Panią Pawlosky jako duet „nieDAsie”. Śmieciowe, na pozór chaotyczne kompozycje były oświetlane projekcją wideo w znaczący sposób, zmieniając swój charakter. [L&F]: Dziękuję bardzo za poświęcony czas i niezwykłą rozmowę. https://www.facebook.com/leciwkosmos/

Landescape, fot. A. Golc Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Adriana Lisowska

Biżuteria jest komunikatem Już pierwsze zetknięcie z biżuterią współczesną (contemporary jewellery)* zmienia rozumienie istoty biżuterii, a wnioski z tego przewartościowania stają się kierunkowskazem w jej odbiorze. Za pośrednictwem biżuterii można komunikować się z innymi. To ciągłe rozwiązywanie zagadek, analizowanie zagadnień, interpretacja znaków, wchłanianie, przetwarzanie i przekazywanie energii, nieustanne procesy zmierzające do uchwycenia idei i zamknięcia jej w formie biżuteryjnej, powodują, że biżuteria współczesna staje w jednym rzędzie ze sztuką wysoką. W obrębie biżuterii współczesnej istnieje ogromna swoboda w wyborze materiału, technik i wszelkich innych środków tak, aby jak najlepiej służyły wyrażeniu treści przekazu. Materiał nie stanowi tutaj wyznacznika wartości. Stąd często stosuje się nie tylko tradycyjne materiały typowe dla złotnictwa, ale i te mniej kojarzone powszechnie ze sztuką biżuterii. Świadomość tradycyjnego pojmowania

Adriana Lisowska „Print”, brosza, bursztyn bałtycki, silikon, drewno, ludzkie włosy, stal.

*) W powszechnie dostępnych polskich opracowaniach dotyczących biżuterii nie istnieje konkretna, ustalona definicja biżuterii współczesnej. Brak rozróżnień w obrębie zjawisk biżuteryjnych jest jednym z powodów, dla których biżuteria ta często spotyka się z niezrozumieniem nawet ze strony samego środowiska twórców. Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Adriana Lisowska

biżuterii jako elementu czysto użytkowego sprawia, że ujawniają się jej bliskie związki z ciałem. Bliskość ta stanowi kolejną wartość, którą twórcy wykorzystują do poszukiwania i nadawania znaczeń.

Adriana Lisowska „Context”, brosza, bursztyn, lustro akrylowe, stal. Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Adriana Lisowska

Gray Flamingo, „Adoracja”, brosza, drewno, fotografia, akryl, stal. Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Adriana Lisowska

Jednym z artystycznych zabiegów jest użycie kontekstu. Czasem nawet zwykła ozdobna brosza, wpięta w klapę męskiej marynarki, staje się wypełnioną istotnymi treściami wypowiedzią.

Adriana Lisowska „Agenda setting”, zestaw broszek, bursztyn, heban, stal. Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Adriana Lisowska

Biżuteria prowokująca do myślenia, wzbudzająca emocje wychodzące poza doznania estetyczne i wspierająca odbiorcę w uzewnętrznianiu jego własnego manifestu jest równie cenna, jak obraz, rzeźba czy tkanina artystyczna.

Adriana Lisowska „Chance”, broszka, bursztyn.

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Adriana Lisowska

Uważam, że biżuteria współczesna jest doskonałym „odświeżaczem” dla bursztynu, uwalniając go od skojarzeń z kiczem i ostentacyjnie złym dizajnem. Taka mała re-animacja żywicznej bryłki. https://www.facebook.com/grayflamingo/

Adriana Lisowska „Context”, broszka, bursztyn, lustro akrylowe, stal. Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Adriana Lisowska

Adriana Lisowska „Imitacja”, naszyjnik, poliester.

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Adriana Lisowska

Adriana Lisowska „Purification”, tania bransoletka z bursztynkami, ogień. Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Adriana Lisowska

Adriana Lisowska „Now”, broszka, bursztyn, kiełek fasoli, stal. Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PREZENTACJE

Adriana Lisowska

Adriana Lisowska „Urban nomad”,broszka, bursztyn, heban, aluminium, stal.

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


GALERIA Elena Baila Albrizzi https://www.instagram.com/elena.baila/ https://www.behance.net/elenabaila https://vimeo.com/elenabaila https://www.facebook.com/ elenabailalbrizzi/ 001 - 004 geometrie kliniczne (seria) 2017 1 - 12 odrodzenie płyty głównej (seria) 2006

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Elena Baila Albrizzi

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Elena Baila Albrizzi

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Elena Baila Albrizzi

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Elena Baila Albrizzi

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Elena Baila Albrizzi

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Elena Baila Albrizzi

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Elena Baila Albrizzi

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Elena Baila Albrizzi

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Elena Baila Albrizzi

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Elena Baila Albrizzi

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Elena Baila Albrizzi

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Elena Baila Albrizzi

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Elena Baila Albrizzi

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Elena Baila Albrizzi

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Elena Baila Albrizzi

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Elena Baila Albrizzi

Animacja | RE-animacja


DZIAŁ PROZY pod redakcją Łucji Lange

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Mateusz Kocowski

Ołówek Gdyby użyć jego drugiej strony zetrzeć można by było to, co powstało przy użyciu strony pierwszej, choć błędem wydaje się dzielenie stron na pierwszą i drugą, gdyż to ołówek jest, a więc narzędzie, swego rodzaju produkt, a niekiedy i dłuto. Jednak ten ołówek, ten cicho leżący w szufladzie zapełnionej rzeczami, które już dawno temu trafić powinny do śmieci, po zakupie nie miał okazji się wykazać, a to go złości, sprawia, że gdyby tylko płakać potrafił, uroniłby nie jedną łzę. Przez tygodnie oglądał jak człowiek, mężczyzna poplamiony całą masą życiowych odcieni, wykorzystuje podobne do niego ołówki, lecz nie ołówki takie same jak on, bo bardziej przypominające mężczyznę ze względu na strudzenie, na czas, który zdążył odcisnąć na nich swoje piętno. Ołówek niezwykle się niecierpliwił, bo i on swój ślad chciał zostawić, przy wykorzystaniu dłoni należących do tego podstarzałego mistrza rysunku, ale to nie było mu dane, gdyż mężczyzna zmarł, odszedł jednego poranka bez słowa, pozostawiając wszystko: ludzi, zwierzęta, pracę i czas. Ołówkowi wydawać się mogło, że nie ma już nadziei, że jego perfekcyjnie naostrzony rysik już nigdy nie przyczyni się do postawienia kreski, jak i gumka nie przyczyni się do starcia tego, co ludzka dłoń w chwili słabości spartoliła, gdy nagle pojawiła się dziewczyna, dziewczyna młoda, bystra, totalnie niepasująca do tego przepełnionego śmiercią pomieszczenia.

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Mateusz Kocowski

Dziewczyna miała włosy blond do ramion, miała nogi długie i skórę gładką jak aksamit. Dziewczyna była wnuczką tego, który umarł i miała nie więcej jak osiemnaście lat. Ołówek zupełnie nie rozumiał, dlaczego dziewczyna się tu tak ciągle krząta, gdyż nie rozumiał też tego, że to do niej zaczął należeć ten pokój, jak i całe niepoznane przez ołówek mieszkanie i kiedy tylko dziewczyna uprzątnęła pracownię dziadka do tego stopnia, że w końcu uznała, iż można już tu pracować, z szuflady zagraconej rzeczami raczej zbędnymi, wydobyła ołówek, który dotychczas nietknięty przeleżał długie tygodnie. Dziewczyna kreślić zaczęła pierwsze kreski, a ołówek, jako że żądny był spełnienia, pozwolił sobie na współpracę z nią i to współpracę taką, jakiej nigdy nie doświadczył mężczyzna pracujący tu przez lata. Dziewczyna najpierw stworzyła twarz, twarz o oczach zmęczonych, które już nie jedno w swoim życiu widziały, a potem dodała też tułów, przesadnie otłuszczony, z brzuchem wystającym aż nadto. Dziewczyna stworzyła mężczyznę, o nogach krótkich, a rękach niczym bochny chleba, mężczyznę, na którego głowie rozgrywała się walka młodości ze starością. A później odłożyła ołówek na miejsce, do szuflady, w której ołówek mógł odpocząć przed dniem kolejnym, dniem, w którym dziewczyna tworzyła kolejne rysunki. Dziewczyna postanowiła, że stworzy biegacza, stworzy to, jak chudnie, w trakcie jednego biegu, postanowiła, że zrobi to w formie staroświeckiej animacji, stąd też na niewielkich kartkach papieru dzień w dzień, godzina po godzinie, kreska po kresce rysowała mężczyznę w coraz to nowszych, choć niewiele się różniących od siebie

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Mateusz Kocowski

pozach. A gdy zbliżała się już ku końcowi pracy nad postacią mężczyzny, uznała, że to za mało i że dorysuje coś jeszcze. Ołówek był w siódmym niebie, gdy przyszło mu uczestniczyć jeszcze w dorysowywaniu karetki pogotowania, jak i pary walczących o życie mężczyzny ratowników medycznych, bo mężczyzna, ten, którego wymyśliła dziewczyna, doznał zawału podczas wykreowanego w ciągu kilku ostatnich dni biegu. Dziewczyna stworzoną przez siebie historię chciała zakończyć happy end’em, w którym to mężczyzna odzyskuje przytomność, a później żyje długo i szczęśliwie, ale ołówek jej pękł, przełamał się na pół, a to magiczny ołówek był, to był ołówek, który nie tyle odwzorowywał, ile kreował, to był ołówek zupełnie inni niż wszystkie i dlatego też dziadek dziewczyny nigdy nie odważył się go użyć.

* Mężczyzna o oczach strudzonych, co dnia aż nadto przeciążanych widokiem rzeczy zbędnych, o posturze pulchnej, rękach i nogach krótkich postanowił, że schudnie, a chcąc schudnąć, zaczął biegać. W stroju zupełnie niesportowym wyruszył na trasę. Z brzuchem zdecydowanie przed pozostałą częścią swojego ciała, poruszał się naprzód, chudnąc przy tym w tempie, aż jego samego zadziwiającym, bo w tempie nienaturalnym, tempie, w którym się po prostu nie chudnie. Lecz jego to radowało, bo przecież brzuch chciał zgubić, a że to się działo, to biegł czym prędzej, szybko niczym w staroświeckiej animacji przygotowanej przy wykorzystaniu dłoni i ołówka na szeregu niewielkich karteczek, aż w końcu padł, upadł na ziemie, nie podnosząc się z niej, a po

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Mateusz Kocowski

chwili pojawili się przy nim ratownicy medyczni, który przyjechali do niego w karetce pozostawionej w tle tego zdarzenia. I próbowali go uratować, naprawdę, zdecydowanie i niezaprzeczalnie robili wszystko, co w ich mocy, ale nie byli w stanie go uratować, reanimacja, której się podjęli, nie przyniosła żadnego efektu, tak jakby coś w mężczyźnie pękło, coś się w jego wnętrzu złamało, i to złamało się coś, czego już w żaden, nawet najbardziej wyszukany sposób, nie dało się na nowo skleić.

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Anna Rybkowska

Reanimacja Brygida postanowiła coś ze sobą zrobić! Przeżyte jazdy z facetami uświadomiły jej, że ma przed sobą, być może, ostatnie pięć lat, nim ostatecznie zrezygnuje z feromonów, motyli w brzuchu itp., po czym zacznie się regularnie starzeć, i osuwać. A wiadomo nie od dziś, że ów proces jest bardziej łaskawy dla mężczyzn, gdyż kobiety — za ich liczne zalety (Rodzenie dzieci? Egzystencja kury domowej? Obgadywanie psiapsiółek? Udowadnianie tym z Marsa, że jesteśmy lepsze od nich, a nawet takie same!?), traktuje po macoszemu, niestety. No i jak to brzmi! Ma jeszcze trochę czasu, a kiedyś byłaby już słuszną matroną, z lorgnonem w dłoni, studiującą sępim okiem panny na wydaniu, i plotkującą, pod ścianą, na balu debiutantek, o posagach i konkietach. Najpierw zaczęła mniej żreć! Odstawiła (nie bez żalu) słodycze, które do tej pory tworzyły, wraz z nią, udany balans, pozwalający na krótko zapomnieć o porażkach, tym, że samą siebie trudno jej znieść, i w końcu znowu musi coś zjeść. Pięć lat po rozpadzie związku, z którego miała dwójkę dorosłych dzieci, było wystarczająco długim okresem ruderalnym, kiedy to jej pozbawiona racji bytu kobiecość leżała odłogiem, jak jakaś nikomu niepotrzebna pozłota, do głowy, która nie zasługiwała nawet na tombak. To prawda, że człowiek zajada nieszczęścia, swoje gafy, pomyłki i złamane serce. Że nawet jeśli istnieją przesłanki ku temu, by się ogarnąć, wygodniej jest nic nie robić, tylko utyskiwać. Żałować, tonąc w alkoholu, bądź właśnie

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Anna Rybkowska

podjadaniu, z którego rodziły się potem niekończące wyrzuty sumienia. Zastępcze tematy, jak posiadanie kilku bardzo zgrabnych teorii na temat życia w pojedynkę — nadawały się, owszem, w sam raz do przedyskutowania z przyjaciółką (ona też singielka) na czacie. Ale nie mogły żadną miarą zastępować życia. Zamieniła żale na nadzieje. A cukierki, ciastka, chałwę i orzechy w czekoladzie na suszone owoce, owoce jako takie — choć nie wszystkie jak leci!. Potem zrezygnowała z mięsa, za wyjątkiem gotowanego drobiu, ryb o niskiej zawartości tłuszczu i, od czasu do czasu, wołowiny w postaci wysokogatunkowego tatara, bez dodatków. To ostatnie uwielbia zresztą jej kotinka i z nią się chętnie dzieli, przynajmniej mniej zostaje dla Brygidy. Zaczęła liczyć kalorie, omijać tłuszcze. Żegnajcie pyszne sery pleśniowe, dojrzałe romadury, camemberty o kremowej konsystencji, witaj co najwyżej chudziutka mozzarello, beztłuszczowy twarogu, przypominający beton, i smakiem zbliżony do gówna w połogu. Ale można wytrzymać! Można? Można! Byle mieć motywację, z ostrożna. Podobnie zero procent kefiru, islandzki jogurt jak pasta do podłóg… nie, nie. Nie! W niej było sporo tłuszczu! I mleko, z półprocentową zawartością. Tłuszcz, twój wróg! Miała go sporo, zgromadziła wszędzie! A ile wysiłku kosztuje pozbywanie się go? Kiedyś przynajmniej było wrażenie, że jest ciepło w mróz, bo warstewka wyściełana pod skórą była jak wełniany sweter. Ale nie pora na sentymenty! I tanie oszczędności! Lepiej zainwestować w nową kurtkę, niż dalej nosić na sobie skorupę nadmiaru. Żywy dowód na swoją słabość charakteru! Jakże można panować nad życiem, jeśli nie panuje się nad swoim ciałem?

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Anna Rybkowska

Odtąd czytanie etykietek zajmowało trochę czasu i wydłużało zakupy. Nie miała pojęcia, ile wszędzie wciskają, nie tyle tablicy Mendelejewa, ile tłuszczu właśnie! Każdy gotowy posiłek lub jego substytut to głównie węglowodany i tłuszcze. Dlatego dobrowolnie zrezygnowała z wielu życiowych ułatwień, tańszych niestety, lecz na tym się kończą ich zalety. Postanowiła też, że jej dieta nikogo nie musi obchodzić (wyjąwszy ten tekst), toteż nie będzie się zachowywać jak jej znajoma, która głośno liczy kalorie przy stole, ilekroć ją gdzieś zaproszą. Urok takich osób polega na tym, że zadręczają swoimi procesami trawiennymi wszystkich dookoła, próbując ich edukować, i wygłaszając beznadziejne opinie o tym, co można znaleźć w białej kiełbasie albo majonezie. Rozstała się z kawą i mocną herbatą, tu przyświecał jej jeszcze jeden cel. Otóż mniej się zabarwia szkliwo zębów, kiedy pijemy herbatki owocowe i ziołowe. Poszła dalej! To znaczy do roboty fizycznej. Zatrudniła się jako pokojowa w hotelu! Doszła do wniosku, że umysłowa praca powoduje zwiotczenie mięśni. Brakuje sił, by ją konsekwentnie zakomponować z dobrowolnym wysiłkiem fizycznym, tak, by była w przyrodzie jako taka równowaga. Do osiedlowych przebieżek nie miała jeszcze kondycji, wystarczyło, że zaczęła wchodzić po schodach, na drugie piętro, bez wywalonego do pasa jęzora, pod drzwiami, gdy już szukała klucza. Była bowiem dobra dla siebie. Dawkowała adrenalinę! A widywała wiele osób, na spacerowym asfalcie, w parku. W różnym zresztą wieku. Ze sprzętem audio, przeciwwstrząsowym, i monitoringiem wysiłku, tudzież osiągów odpowiednio spalonych kalorii… Pierwotnie wystarczała jej desperacja. Gdyż jako pokojowa spalała tyle kalorii, że wracając po ośmiu godzinach do domu — a jeszcze czasem szła po kilka przystanków, jak

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Anna Rybkowska

dopisała pogoda! — padała na łóżko jak ścięty kłos. I nie była już w ogóle głodna! W trakcie roboty, wraz z oddziałem już wykwalifikowanych pań, nie mogła nawet czasem zjeść całego jabłka. Jak trzeba, to trzeba. I tak była najsłabszym ogniwem w łańcuchu! Zwalniało się piętnaście pokoi, trzeba było do czternastej się wyrobić. Plus dwie sale konferencyjne. Schody, hole, sale audiowizualne. Pokoje z łazienkami, a te ostatnie z kabinami prysznicowymi. Powoli stawała się ekspertką, od wanien i brodzików, tudzież kabin. Najgorsze są te całe przeszklone, szkłem przejrzystym, w oprawie z niklowanych ram, które należy nabłyszczyć i wyświecić. Żadnych smug! W otoczeniu licznych kurw, bo panie współpracowniczki były zwarte, szczupłe, umięśnione, i na swój sposób eleganckie, obwieszone złotem, tudzież wystrojone i ufryzowane. Robiły wrażenie dam...dopóki nie otwarły ust. Bez swoistych przecinków nie wypowiedziały zdania. W szybkim czasie zaczęły ją omijać, jak psią kupę na krawężniku, bo nie tylko nie klęła, ale i nie paliła papierosów. No, ale coś za coś. Tam miała siłownię za darmo! Jeszcze jej za nią płacono! Niecałe czternaście zeta, za godzinę. Udawała się regularnie na emigrację wewnętrzną, artykułując wyłącznie zapytania, jako „nowa”, oraz odpowiadając na ewentualne pytania, czy zarzuty. Chwile oddechu, kiedy one piją kawę, że łyżka stoi, Brygida przegryza mandarynką, lub batonikiem fitness, z jakichś niekalorycznych trocin i szyszek. Zresztą, z reguły wychodzą wszystkie na ćmika, gdzie ją z pewnością swobodnie obgadują. Już kiedyś słyszała, jak jedna młoda, która ma nawet kurwy jako dzwonek w telefonie (taki rap, z tekstem), mówiła reszcie, że ją wkurwiła, bo...wrzuciła biedronkę do wiaderka na mopa, a ona sobie właśnie czystą przyniosła. Jaka to z niej ofiara losu, bo mogła do szufelki wrzucić, gdzie były śmieci! A biedrona była żywa, wprawiała w trans menago,

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Anna Rybkowska

jak widziała bodaj jedną sztukę! (sezon na nie nastał, bo jesień to się garną do ciepła, żeby przezimować, a pojedynczej odkurzaczem się zwalczyć nie opłaca!), to co, miała sobie znów z tego śmietniska wyjść? Brygida nie umiała inaczej zabić tej pluskwiaczki, jak tylko ją utopić. Potem ją spokojnie wyłowiła i odłożyła (tak, tak, tę biedronkę!) na szufelkę. Ale afera urosła do poziomu skandalu dyplomatycznego! Z czasem nauczyła się dostrzegać smugi na lustrach i pojedyncze kłaki w zlewie lub… fuj, brodziku. A także paprochy, które zostawały od mopa na podłodze z kafelków, w łazienkach, no niedopuszczalne wręcz!! Niedomyte szklanki, i test specjalny — przy zgaszonym świetle, bo okna były z przodu — smugi, jakiekolwiek, mikroskopijne zaniedbanie było przez kierownicę kwitowane — przecież pani ma za to płacone, do cholery! Ba! Poniżyła się do tego stopnia, że na klęczkach, bez mopa, wykańczała łazienki! Ale schudła po miesiącu tej odpowiedzialnej roboty aż pięć kilo! Weszła w kurtkę, której już nie miała nadziei dopiąć, co więcej, można w niej posunąć guziki, bo luzy ma! To nic, że w gabinecie kierownicy poryczała się, bo nikt jej — niegdysiejszej żony i matki — tak nie upokorzył, wypisując na kartce wszystkie usterki, które miała… poprawić w oddanych pokojach. Powiedziała jej to, kiedy podała pudło z chusteczkami. Pamiętała jak wymieniać duże rolki papieru toaletowego, na klucz, pamiętała klucz do odkurzacza, pamiętała jak odkurzać meble, jak blaty a jak tablice i szyby w regałach. Że lodówka musi być wyłączona i otwarta. Że ręczniki zielone, po skosie, a białe idą na brodzik i do łazienki, że trzeba wyzerować ogrzewania, należy podwinąć pościel, poduszki muszą być równej wielkości, a nie habasy, choć habasy się czasem trafiały! Że mydełka jednorazówki i szamponetki, jak nie działają dozowniki (skąd ma to wiedzieć, kurka wodna, jak są i działają?), że krzesła są dwa na dwójki, że łyżeczki

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Anna Rybkowska

i szklanki trzeba uzupełniać, a na kuchni nie mają- to jak kuźwa, jak? Że ma dokręcać klapy od sedesów (co to, woźną jest?), że wyświecać brodziki, bo widać kropki po wodzie, pod światło...że chromy muszą lśnić, bez odcisków paluchów, a kosze na śmieci muszą mieć wymieniane worki (też mają świecić, jak bycze jaja!) odpowiedniej wielkości, że woda mineralna na stole, że telewizor, że kapy na łóżkach, że spuszone kołdry (czy pani wie co to znaczy spuszone?), że wietrzenie, układanie rolet, że obrywanie nitek przy ręcznikach... Ratunku!!! No, ale schudła. Zaczyna dostrzegać własne łono! I odzyskała talię, dawno niewidzianą krewną! Zaczyna oglądać w sklepach sukienki i normalne ciuchy, a nie namioty i obrusy. I ma resztę w pompie, to przecież tylko praca, ona nie jest jej życiem. Nie musi być perfekcyjną pokojową, dopóki jej stamtąd nie wywalą dyscyplinarnie, a… chyba nie wywalą. Może z wiosną sama odejdzie. Jak się nauczy kontroli, jak pozna znów smak tej kobiecości, w którą wierzy. Bo nie przekonują jej już namiastki. Chce jeszcze żyć pełnią, chce biegać po plaży i cieszyć lekkością, smukłością. Kształtem. Odczuwa pierwsze symptomy satysfakcji. Zaczęła się uczyć języka hiszpańskiego! Tak, w tej odmóżdżającej robocie! Nadeszła wiekopomna chwila. Przekroczyła recepcję w klubie fitness. Ona, kobieta po przejściach, kobieta spędzająca jako mól książkowy połowę życia! Zapisała się. Wprawdzie nie ma do końca przekonania, czy słusznie. Gdyż, kiedy miano od niej pobrać linie papilarne, które uruchamiają właz do przybytku, przeszklony i dostępny nie tylko z kartą klubu, ale i tym indywidualnym kodem, okazało się, że oprogramowanie nie łapie palucha. Ponoć nikomu się to jeszcze nie przytrafiło! No cóż... Nie zblendowała sobie palców, nie poparzyła nigdy aż do tego stopnia, była tylko żoną i matką. Praworęczną, całe życie. W ostateczności, po przetestowaniu

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Anna Rybkowska

wszystkich, po kolei palców. U obu dłoni, zaczęła się zastanawiać nad stopami, ale… zima za pasem, więc jakoś tak nieporęcznie. I wtedy coś się zresetowało, i kciuk Brygidy, triumfalnie, wszedł do systemu! Reanimacja trwa. Ona robi to dla siebie. I jest silniejsza niż kiedykolwiek!

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Justyna Michniuk

Czarno-biały świat Dziecko mojej niemieckiej koleżanki o bladej cerze i blond włosach jest czarne. Jego ojciec pochodzi z Afryki i nie miał pozwolenia na pobyt stały. Dlatego wyjechał na czas nieokreślony, aby nigdy więcej nie wrócić. Mnie nie wolno wypowiedzieć tego koloru na głos. To rasistowskie określenie. Muszę mówić o kolorze czekolady. Wtedy moje słowa kojarzą się z czymś słodkim i miłym. Tak wolno. Społeczeństwo akceptuje porównanie brązowej skóry do tabliczki wyprodukowanej z ziaren kakaowca i cukru. Ja jestem biała. Tak wolno o mnie mówić zawsze i wszędzie. Mówienie o kimś, że jest biały, nie jest nacechowane negatywnie. Stanowi jedynie stwierdzenie faktu. Wspomniane dziecko zadało mi kilka lat później pytanie. Nie jakieś tam pytanie, ale TO pytanie, które ludzie jak ja słyszą w swoim życiu przynajmniej raz. Byliśmy wtedy we trójkę na miejskim basenie. Nic szczególnego, jest w pobliżu i chodziłyśmy tam czasami dla zabicia czasu. Stałam pod prysznicem i próbowałam zmyć zapach chloru z mojej skóry. Chłopiec był z nami w damskiej łazience miał bowiem dopiero siedem lat i nie chciałyśmy, żeby kąpał się sam. Stali naprzeciwko mnie i moja koleżanka cały czas śmiała się z energicznej natury swojego synka. Nie mógł ani na chwilę ustać w jednym miejscu. Kiedy podniosłam ręce go góry, myjąc włosy, zobaczył mój tatuaż i natychmiast do mnie podbiegł. Schyliłam się, żeby mógł przesunąć palcem po jego chropowatej powierzchni. Wpatrywał się we wzór zdobiący zewnętrzną

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Justyna Michniuk

część mojego ramienia, a krople wody z szyi i włosów spływały po jego dziecięcej skórze, ślizgały się po nasmarowanej oliwką gładkiej powierzchni. — Co to znaczy? — zapytał i potarł raz jeszcze napis na moim ciele. — Pamiętaj — odpowiedziałam krótko i popatrzyłam na jego matkę. Beztrosko namydlała pachy nieświadoma tego, jak za moment potoczy się nasza rozmowa. — A co to za litery? Nic nie rozumiem, a znam już alfabet i umiem nawet napisać swoje imię! — mały był z siebie dumny. — To hebrajski, to język Żydów. — Czy to jakaś straszna choroba? — Bycie Żydem? — spojrzałam w jego ciemne oczy, a on skinął głową. — Nie sądzę — wymieniłam spojrzenia z jego matką. — O czym masz pamiętać? — zmienił temat i wskazał palcem na tatuaż. — O wszystkich tych, którzy odeszli, których zlikwidowano, jakby byli zarażeni jakąś straszną chorobą. — Czyli jednak! — krzyknął triumfalnie i kompletnie straciwszy zainteresowanie moją osobą, podbiegł do matki, aby przytulić się do jej nagiego brzucha. Umyła mu jego kruczoczarne, kręcone włosy i posłała po ręcznik. — Chyba się nie przejmujesz tym, co powiedział — szepnęła cicho. Jej głos zagłuszały odgłosy wciąż płynącej z pryszniców wody. To jeszcze dziecko. Plecie głupoty. Sama wiesz… — siliła się na uśmiech.

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Justyna Michniuk

Skinęłam głową i choć wiedziałam, że ma rację, nie potrafię zapomnieć jego słów do dzisiaj. Za każdym razem, kiedy wracam myślami do tego wydarzenia, czuję zapach chloru i słyszę potworny łoskot wody, wydobywającej się z natrysków.

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Mateusz Antczak

Zabierzcie mnie do swojego przywódcy Oficjalne przyjęcie rozpoczęło się po godzinie osiemnastej. Zgodnie z etykietą, zwaną w krajach anglosaskich black tie, prezydent Gwalbert Mrówecki miał na sobie białą koszulę, czarny smoking, pas i własnoręcznie zawiązaną muchę. Stylizację uzupełniały lakierowane oxfordy bez perforacji. Bankiet był jednym z pierwszych organizowanych przez nowo wybranego zwierzchnika Sił Zbrojnych RP. Mrówecki prezentował się doskonale. Młody jak na głowę państwa, czterdziestodwuletni mężczyzna miał zawsze nienaganną fryzurę i doskonałą dykcję. Znakomicie sprawdzał się w roli reprezentacyjnej. Do tej pory nie miał jeszcze okazji pokazać się jako prawodawca lub negocjator na arenie międzynarodowej. Zakończono charytatywną aukcję. Prezydent wiedział, że teraz zacznie się najnudniejsza część przyjęcia — uściski dłoni, zdjęcia dla krajowych dzienników, nic nieznaczące rozmowy i uśmiechy. Wzniósł kieliszek z szampanem, zaprezentował perfekcyjne uzębienie i zaproponował toast. Zgromadzeni goście przyjęli jego słowa ze szczerym lub udawanym entuzjazmem. Gwalbert pomyślał o żonie i uśmiechnął się w duchu ─ przynajmniej jej się upiekło, w tym samym czasie odbywała się wystawa sztuki, której patronowała. Zabrała dzieci i opuściła Belweder, zanim zjechali się ci wszyscy nadęci nudziarze i pseudocelebryci. Skryty w cieniu kwartet smyczkowy przygrywał nienachlanie, niczym klasycystyczne radio włączone w kuchni, by zabić ciszę pustego mieszkania. Mrówecki wyłowił z czterogłosowej faktury dźwięki wiolonczeli. Skupił się na Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Mateusz Antczak

kameralnej melodii, zanim pierwsi oficjele podeszli na tyle blisko, że musiał zwrócić na nich uwagę. Przerwano mu po kilku niezobowiązujących konwersacjach. — Panie prezydencie, najmocniej przepraszam, że przeszkadzam, ale muszę pana o czymś poinformować — wyszeptał szef ochrony pułkownik Petrecki, weteran wojny w Iraku. Gwalbert ufał mu jak mało komu. Przeprosił interlokutorów i odszedł z wojskowym poza zasięg słuchu gości. — Co się dzieje, pułkowniku? — Wojna, panie prezydencie. Niespodziewany atak. — Co?! Kto? Wschód? Rosja? — Gwalbert wyrzucał z siebie pytania bez przerw na oddech. — Nie… — Zachód?! — Nie, panie prezydencie, to atak z góry. — Skandynawia? — Nie z północy. Z góry, z kosmosu. Statki obcej cywilizacji weszły w atmosferę Ziemi. Jeden z nich kieruje się w okolice Warszawy. Musimy pana ewakuować. W pierwszej chwili Mrówecki pomyślał, że to jakiś żart, ale mina oficera BOR-u mówiła co innego. — Co z gośćmi? — Najpierw pan. Resztę poinformujemy później. Zdążą się schować, wyjechać, czy co uznają za słuszne, ale pana musimy wywieźć na Bankiet, zanim wybuchnie panika.

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Mateusz Antczak

Prezydent skinął głową, choć trudno mu było uwierzyć we wszystko, co usłyszał. Dlaczego nie było ostrzeżeń? NASA musiała wiedzieć, że do Ziemi zbliżają się niezidentyfikowane obiekty. Przecież trzy dni temu miał na łączach Biały Dom. Prezydent Stanów Zjednoczonych pogratulował mu objęcia urzędu, ale słowem nie zająknął się o kosmitach. — Powinienem coś powiedzieć? Wytłumaczyć się zebranym? — spytał. — My się tym zajmiemy, proszę wyjść wschodnimi drzwiami, tam przejmie pana porucznik Wrona.

*** Czarne audi w ciszy opuszczało miasto, raz po raz wyłaniając się z cieni w żółtym świetle sodowych lamp. — Proszę się nie przejmować, panie prezydencie, pańska rodzina również została ewakuowana i odwieziona do najbliższej kryjówki. Kiedy sytuacja na to pozwoli, dołączą do pana na Bankiecie — wyjaśniła porucznik Wrona, dodając gazu, gdy znaleźli się na międzymiastowej. — Wiadomo skąd przybyli? Czego chcą? Kontaktowali się z nami? — Nie wiem, panie prezydencie. Wszystkie informacje otrzyma pan na miejscu od oficerów Wydziału Siódmego. Oficjalnie Biuro Ochrony Rządu posiadało sześć wydziałów zajmujących się ochroną, sprawami organizacyjnymi, transportem i zaopatrzeniem. Wydział Siódmy był tajną jednostką odpowiadającą za gromadzenie informacji wywiadowczych.

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Mateusz Antczak

Gwalbert nie miał więcej pytań, wiedział, że Wrona nie udzieli mu żadnych odpowiedzi. Nie była dopuszczona do interesujących go danych. Bankiet był kompleksem schronów, którego zadaniem było przetrwać różnorodne działania wojenne, łącznie z zagrożeniem atomowym. Dwukondygnacyjny bunkier miał pomieścić głowę państwa z rodziną i sztab generałów zarządzających obroną. Wkopany w grunt betonowy blok zasłano tłuczniem, tak aby przypominał niewysoki nasyp ziemi zabezpieczający stary tor kolejowy. Stąd wzięła się jego nazwa, choć BOR-owcy odmieniali ją tak, jakby chodziło o wystawne przyjęcie. Wrona błyskawicznie wyprowadziła prezydenta z samochodu i zakwaterowała na Bankiecie. Zanim Mrówecki zdążył się rozgościć, porucznik zniknęła. Kwatera przeznaczona dla Gwalberta i jego rodziny nie przypominała komnat Pałacu przy Krakowskim Przedmieściu, ani nawet loży prezydenckiej na Stadionie Narodowym. Piętrowe łóżka zasłano wojskowymi śpiworami. Oprócz prycz w pomieszczeniu znajdowały się taborety i stół, pełniący funkcję jadalni, biblioteczki i centrum operacyjnego. — Proszę spojrzeć, panie prezydencie — polecił major Foltyn, kierownik Wydziału Siódmego, wykładając na stół rozmazane, jakby zrobione w pośpiechu zdjęcia. Przypominający XVII-wiecznego Sarmatę mężczyzna mówił niewyraźnie, jakby jego bujny wąs blokował wypowiadane słowa. Jak na razie był jedynym dowódcą, któremu udało się dotrzeć na Bankiet. Wstęp do prezydenckiego schronu, oprócz rodziny Mróweckich, miało dwanaście osób, w tym major Foltyn i sześciu generałów. — Są w Warszawie, panie prezydencie. W mordę lani kosmici wylądowali w mieście. — Gdzie dokładnie?

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Mateusz Antczak

— W Ogrodzie Chińskim. Pojazd przypomina ptasie jajo, ale jest sto razy większy niż jajo w mordę lanego mamutaka. — Wojskowy wskazał miejsce na planie Warszawy, fragment Łazienek Królewskich. — Czego? — Mamutaka. Strusia madagaskarskiego. Wymarłego ptaka z nadrzędu paleogantycznych. Jajo tego skurkowańca miało metr obwodu i dziesięć kilogramów wagi. To pięć razy więcej niż jajo strusia i sto sześćdziesiąt razy więcej niż jajo pospolitej kury. — Panie majorze, konkrety! Doceniam ciekawostki ornitologiczne, ale zaatakowali nas, jak pan sam zauważył, w mordę lani kosmici. Zniszczenia? — Na razie brak. Nie opuścili pojazdu. Telefon satelitarny majora zawibrował. Mężczyzna pokręcił wąsem, rozłożył składaną antenę i przyłożył słuchawkę do równie wydatnej co wąs małżowiny usznej. Przez chwilę słuchał. Kilkukrotnie przytaknął. Raz zaprzeczył. Jego oczy robiły się coraz większe. — Co jest? Co się dzieje?! — dopytywał Mrówecki. — Na jaju pojawiły się pęknięcia. Potem rozbłysło oślepiające światło i… — I?! Proszę natychmiast odpowiadać, gdyby pan zapomniał, jestem pańskim zwierzchnikiem! — To był jakiś w mordę lany laser. Wielokierunkowy. W kilka sekund wypaliło pół dzielnicy.

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Mateusz Antczak

Po czterdziestu minutach na Bankiet dotarł zwiadowca. Potwierdził wcześniejsze informacje. — Ewakuowaliśmy sąsiednie dzielnice i z odległości obserwujemy wroga, ale nie wiemy z czym mamy do czynienia. Nic nie wypełzło ze statku, niektórzy podejrzewają pojazd bezzałogowy, lub sztuczną inteligencję. To znaczy… sam nie wiem. Kosmicznego robota. — Abiologiczną formę życia — podsunął prezydent. Zwiadowca przytaknął bez przekonania. Zostawił raporty kilku generałów i opadł na taboret. Oddychał z trudem. Miał zakrwawiony mundur i zabandażowaną dłoń. Brakowało mu dwóch palców. — Byłem na granicy strefy wypalenia, kiedy nastąpił atak. Oberwałem jakimś odłamkiem. Fala uderzeniowa, którą wygenerowało jajo rozbiła szyby w oknach na drobne kawałki. Szkło i inne śmieci latały na odległość kilkuset metrów — wyjaśnił, widząc wzrok prezydenta. Kilka chwil później oglądali na niewielkim ekranie przechadzających się ulicami Warszawy kosmitów. Gdyby nie znajdował się na Bankiecie, Gwalbert nigdy by w to nie uwierzył. Uznałby film za zmyślna komputerowa animacja. Mina Foltyna wskazywała dobitnie, że wszystko dzieje się naprawdę. Wieczorem Gwalbert nagrał orędzie do obywateli Polski. Skorzystał z zestawu wideo, który miał przekazywać nagranie do sieci przy użyciu satelity. Prosił naukowców o rozwiązanie problemu statku obcej cywilizacji, a pozostałych rodaków, w razie potrzeby, o walkę.

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Mateusz Antczak

— Cokolwiek opuści statek kosmiczny, będzie miało do czynienia z Polakami! — zakończył. Kiedy wyłączył nagrywanie, Foltyn zapukał do drzwi. — Wyleźli. W mordę lani kosmici, rozpełźli się po Warszawie. Przypominają pacyficzne rawki. Z tą różnicą, że mają po dwa metry długości. — Co to, do cholery, są rawki? — Krewetki. Mają wystające, niezależnie poruszające się ślepia, chwytne szczękonóża i jaskrawy pancerz. — Major rozłożył na stole plan Warszawy i okolic. Naniesione flamastrem strzałki oznaczały kierunek przemieszczania się wrogich oddziałów. — Jajo stanowi jakiś w mordę lany kosmiczny portal. Ze środka wypełzło ich tyle, że w żaden sposób nie mogły się tam wcześniej pomieścić. — Ile ich jest? — Co najmniej trzy pułki. Dziewięć batalionów. I co jakiś czas pojawiają się kolejni. Prezydent potarł twarz dłońmi. Przez chwilę zastanawiał się jak zareagować. — Gdzie są nasze oddziały? Ilu mamy ludzi? — zapytał. Major wskazał na mapę, gdzie umieścił już odpowiednie oznaczenia. — Moglibyśmy wystawić ich więcej, ale obcy rozpylają po drodze radioaktywną mgłę. Musimy walczyć w maskach i kombinezonach przeciwpromiennych. Dobra wiadomość jest taka, że ołów dziurawi te w mordę lane krewetki tak samo jak ludzi. — Dobrze. Powinniśmy rozłożyć siły tutaj i tutaj — stwierdził prezydent, zakreślając flamastrem odpowiednie miejsca. — Nie wiemy czego chcą, dlatego trzeba obstawić

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Mateusz Antczak

wszystkie wyjścia z miasta. Wygląda na to, że jeden z ich batalionów zmierza w naszą stronę. — Tak. W nocy miną Bankiet i ruszą na kolejne miejscowości. — Czyli nie możemy liczyć, że dotrą do nas kolejni zwiadowcy — stwierdził prezydent. — I jeszcze jedno: dlaczego, do cholery, nikt poza panem nie składa mi raportów? Następnym razem chcę otrzymywać informacje z pierwszej ręki — dodał ze złością. Major przytaknął, ale nic nie odpowiedział.

*** Gwalbert nie mógł zasnąć, choć mijała już trzecia noc, odkąd wszystko się zaczęło. Zastanawiał się czy jego rodzina jest bezpieczna. Nie otrzymali jak dotąd żadnej informacji z placówki, do której ich ewakuowano. Spojrzał na drogi zegarek, wybrany specjalnie na awaryjnie przerwane przyjęcie. — Trzecia — mruknął. Nagle jego rozmyślania przerwał niepokojący szelest i ciche skrobanie. Wytężył słuch, wyłapując co chwilę chrzęst osypującego się tłucznia, maskującego Bankiet. Mrówecki zastanawiał się co oznaczają te dźwięki. Foltyn stwierdziłby pewnie, że to te w mordę lane krewetki. Równie dobrze mogła to być mysz lub silniejszy podmuch wiatru. A jeśli to ocalały żołnierz lub cywil? Gwalbert uznał, że dłużej tego nie wytrzyma. Major dawkował mu informacje, nie pozwalał decydować i tylko Bóg wiedział, czy rzeczywiście przekazywał dalej dyspozycje zwierzchnika. Prezydent wymknął się ze swojej kwatery. W śluzie wdział

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Mateusz Antczak

kombinezon przeciwpromienny i maskę. Zaopatrzył się w samopowtarzalny pistolet, latarkę i licznik Geigera. Przecisnął się przez niewielki, ukryty w krzakach właz i wyczołgał na powierzchnię. Gwiazdy świeciły w oddali nieprzysłonięte zanieczyszczeniem świetlnym pobliskiego miasta. Okolica nie zmieniła się w żaden sposób. Na wschodnim horyzoncie nadal majaczył kolejowy wiadukt, a na zachodzie widok ograniczał sosnowy zagajnik. Gwalbert ostrożnie obszedł cały Bankiet, ale nie zobaczył niczego podejrzanego. Słyszał tylko cykanie świerszczy. Spojrzał na licznik Geigera. Wskazówka nawet nie drgnęła. — Co jest?! — zastanawiał się. Za schronem znalazł zaparkowany samochód. Audi, którym przywiozła go Wrona. Skoro zostawiła tu pojazd, to w jaki sposób wróciła do miasta? Może zabrała się z innymi oficerami, którzy właśnie opuszczali prezydencką kryjówkę? Mrówecki powoli otworzył drzwi samochodu. Zasiadł za kierownicą i włączył radio. Kilka stacji jakby nigdy nic nadawało reklamy. Tu parking „rampampampam”, tam lek na infekcje intymne w super cenie. Przy czwartej próbie trafił na wiadomości sportowe. Speaker radiowy podawał wyniki Ekstraklasy: — Legia Warszawa przegrała z Lechem Poznań zero do dwóch. Tym samym Kolejorz objął prowadzenie w lidze. Prezydent nic z tego nie rozumiał. Jak to możliwe, że w obliczu inwazji obcych i zniszczenia połowy miasta, na Łazienkowskiej grano w piłkę? Gwalbert kręcił potencjometrem, ale nigdzie nie natrafił na choćby słowo o ataku z kosmosu. W końcu usłyszał coś, co rozjaśniło sytuację:

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Mateusz Antczak

— Prezydent Gwalbert Mrówecki został uznany za zaginionego. W porwanie prawdopodobnie zaangażowani są wysocy rangą funkcjonariusze BOR-u. Obowiązki głowy państwa przejął Marszałek Sejmu Józef Kruk… Porwany! Mrówecki zerwał z twarzy maskę. Rozebrał się i rzucił ochronny kombinezon na siedzenie pasażera. Następnie przetrząsł wszystkie skrytki samochodu w poszukiwaniu kluczyków. Bez skutku. Próbował sobie przypomnieć jak odpalić pojazd „na kable”. Tyle razy widział to w swoich ulubionych serialach postapokaliptycznych, ale nigdy nie sądził, że taka wiedza okaże się przydatna. Gorączkowo szukał rozwiązania. Nie usłyszał zbliżających się kroków. Ochłonął dopiero, gdy usłyszał głos Foltyna. — Tego pan szuka, panie prezydencie? — spytał major, machając mu przed nosem kluczami z breloczkiem złożonym z czterech obręczy. Mężczyźni równocześnie złapali za broń.

*** Obrusy były śnieżnobiałe, a srebrna zastawa nawet z daleka wyglądała na kosztowną. Marszałek Sejmu, obecnie pełniący obowiązki Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej, i prezes partii opozycyjnej, z której marszałek się wywodził rozsiedli się wygodnie, czekając na obsługę. Ochroniarze zostali na zewnątrz.

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Mateusz Antczak

Młody mężczyzna w nienagannie wyprasowanej koszuli zjawił się po niespełna dwóch minutach. „U Puchacza” goście nie musieli długo czekać. — Weźmiemy smażone kalmary z sosem z aioli — oznajmili oddając menu na ręce pracownika restauracji. — Doskonały wybór, jeśli lubią panowie smaki Hiszpanii — odparł kelner. — Polecam do tego francuskie Domaine des Malandes. Białe wytrawne, z winnic Grand cru Vaudésir. Tamtejsze gliniaste podłoże sprawia, że struktura trunku jest wyjątkowo długa i złożona. Będzie idealne do kalmarów. Goście kiwnęli głowami i dali znać kelnerowi, że może się oddalić. — Nie wierzę, że nasz plan się powiódł. Ale co teraz zrobimy? Nie możemy przetrzymywać, ekhm, przesyłki w nieskończoność. Może powinniśmy… no wiesz. — Nie, może nam się jeszcze przydać. Jeśli będzie tego wymagała sytuacja, w odpowiednim momencie zwrócimy przesyłkę nadawcy i będziemy bohaterami. Kelner przyniósł wino. Stuknęli się kieliszkami. — Za powodzenie! Ich zadowolenie nie trwało długo. Zanim toast i brzdęk kryształowych kieliszków wybrzmiały do końca, do lokalu wpadł oddział antyterrorystów. Bez zbędnych pytań dopadli polityków, powalili ich na ziemię i skuli kajdankami. Zanim Kruk i jego niedawny przełożony zdążyli zbluzgać funkcjonariuszy, wyjaśniając im z kim mają do czynienia, do restauracji wszedł ktoś jeszcze. Mężczyzna poprawił marynarkę sfatygowanego smokingu i z godnością rozejrzał się po pomieszczeniu.

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Mateusz Antczak

— Take me to your leader — oznajmił z niepasującym do sytuacji rozbawieniem Gwalbert Mrówecki.

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Anna Rybkowska

„Modlę się do ciebie Boże, w którego nie wierzę… Modlę się zdartym na strzępy pacierzem” (Witold Zechenter – Modlitwa)

Wyznanie winy W półmroku kościoła łatwiej było podejść do ołtarza. Anonimowo. Przez nikogo nie będąc rozpoznaną. Stukot obcasów na twardej, kamiennej posadzce nie denuncjował winowajcy. Jeszcze tylko prośba o pomoc, małe, przelotne spojrzenie pełne bólu, posłane figurce Frasobliwego. I tak nie patrzył, pogrążony w swoim cierpieniu. Może była niesprawiedliwa? Wstępując na skrzypiący próg starego konfesjonału, uczyniła szybki znak krzyża i wyszeptała powitanie: — Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. — Na wieki wieków. — Spowiadam się Bogu Wszechmogącemu i tobie, ojcze… — wydukała szybko i dość bezmyślnie podstawową formułkę, potem swoje dane, wiek i ilość dzieci w małżeństwie, nim przystąpiła do rzeczy. Właściwie nie zaczęła wyznawać grzechów, tylko pociągnęła swój wewnętrzny monolog… Potoczyły się słowa, bolesne i czyste. Jak paciorki rozerwanego różańca. — Wiadomo, że małe dzieci — mały kłopot. Duże… Też wiadomo. Moja córka w tym roku szkolnym przygotowuje się do matury. Jestem pełna obaw o jej przyszłość. Niby

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Anna Rybkowska

ma jakiś plan, chce studiować w szkole artystycznej. Jest, jak to mówią, zdolna, ale leniwa. W dodatku pochłonięta zupełnie innymi sprawami niż nauka. Od kilku miesięcy spotyka się z żonatym, dużo od siebie starszym mężczyzną, poznanym w pubie. Podszedł do niej i zagadał. Córka przyznała się do tej znajomości tylko mnie, prosząc o dyskrecję. Mąż nic nie wie, za każdym razem kłamię mu, że ona spotyka się ze swoim rówieśnikiem, kimś odpowiedniejszym. Utknęłam w tych kłamstwach, wiem, że powinien wiedzieć o wszystkim, jak ja, ale mój mąż jest człowiekiem porywczym, na pewno zareagowałby by gwałtownie. Boję się, że córka by się zamknęła, może nawet uciekła z domu. Próbowałam jej tłumaczyć, że taki związek nie ma przyszłości, że jest młoda i nie powinna się angażować w romans z mężczyzną, który ma żonę i jest obarczony dziećmi. Powinna zrozumieć, że wyrządza im krzywdę, odbiera ojca dzieciom i niszczy więź pomiędzy nim a tamtą kobietą. Przecież starałam się ją dobrze wychować, w domu nie miała złego przykładu. Nie miała takich wzorców również w dalszej rodzinie. Myślałam, że jest wrażliwa i znajdzie sobie chłopaka, który ją doceni, a nie będzie wołał do siebie, w tajemnicy, spotykał z nią po jakichś motelach, wtedy, gdy żona wyjeżdża. Tłumaczę, że nie może go przyprowadzić do domu, pokazać najbliższym, nie ma z nim nawet wspólnych zdjęć. Że nigdy nie będzie miała planów na przyszłość, ten związek zabije w niej wszelkie złudzenia i nauczy wyłącznie wyrachowania. Staram się wyperswadować jej ten upokarzający układ. Bo to jest układ, który jej nie oferuje niczego! — Czy córka podjęła z nim współżycie? — Tak. — Nie obawia się zatem konsekwencji, w postaci samotnego macierzyństwa?

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Anna Rybkowska

— Poszłam z nią do ginekologa i zapisuje jej pigułki. Za kratką konfesjonału zawrzało. Nim kapłan wytoczył działa, ona mówiła dalej: — Uważam, że lepsza jest antykoncepcja niż niechciana ciąża. — Trzeba było jej powiedzieć o konsekwencjach takiego grzesznego współżycia! Jest bardzo młoda, chyba nie musi podejmować życia seksualnego, jeżeli … — Ona twierdzi, że wszystkie koleżanki już dawno kogoś mają i z nim się kochają. Była ostatnia w paczce swoich przyjaciółek. Chciała za wszelką cenę kogoś mieć, znaleźć. Czuła się gorsza. Cierpiała, bo inne spotykały się w weekendy i wakacje a ona, ciągle z nami. Wciąż tylko przy rodzicach i z rodzeństwem. Ksiądz nie ma pojęcia, jaka dzisiaj jest młodzież. Ta ciągła presja na dorosłość, samodzielność, wolność i seks to są ich fetysze. Oni nie żyją ideowo. To inne pokolenie. My chodziliśmy pod pomnik Mickiewicza i nosiliśmy oporniki w swetrach, ale oni chcą się szybko urządzić, najlepiej wyjechać i nie być sami. Mówią, że nasza walka i narażanie się niczego nie dały! Śmieją się i szydzą ze Solidaruchów, bo większość z nich dorwała się do koryta i korzysta „pełnym ryjem”. Walczyliśmy o ośmiogodzinny dzień pracy, a jak to się ma do podejmowania po studiach pracy na akord, nieomal jak w wolontariacie, często bez pensji, byle tylko się gdzieś zaczepić. Na co dzisiaj się wszyscy godzimy bez sprzeciwu? Dymają nas banki. Tak mówią. I bankierstwo, o którym pisał Tuwim w „Kwiatach polskich”, że powinno zostać rozpędzone, nadal się panoszy, pije polską krew i tylko emeryci dostają coraz mniej, bo trzeba prowadzić wojny poza krajem, to znaczy — zaprowadzać pokój. I to za duże pieniądze. A bezrobocie jeszcze wzrośnie, młodych zniechęca decyzja o pracy do późnych lat, bo kto ich będzie zatrudniał? Chcieliby mieć życie i rodzinę, na wczoraj, na teraz, na

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Anna Rybkowska

zaraz, a tu nie ma żadnych perspektyw. Chyba że się świeci tyłkiem jak Doda albo drze biblię jak Nergal. Reszta, nie będąc celebrytami od byle czego, zostaje w tyle i pauperyzuje się, w coraz to szybszym tempie. Stąd te kradzieże, rozboje, brak poszanowania dla starszych, bo walka o pracę powiększa ten antagonizm wiekowy. Reklamy lansują życie łatwe i przyjemne a kto je ma naprawdę? Nawet dzieciaki chcą drogich zabawek, bo przed dobranocką je wszystkie pokazują! A tu zbliża się gwiazdka i człowiek myśli, że im pod choinkę dać może, co najwyżej dobre słowo, bo resztę zabierają rachunki. Mąż ma taką pensję, że nam nawet na opłacenie czynszu nie starcza. A co z resztą? Mamy czwórkę dzieci, wszystkie się uczą. Syn nie dostał jeszcze grosza ze stypendium, a za pasem grudzień! Dwadzieścia lat tutejsze rządy przekonywały mnie o swoich dobrych intencjach, głosiły szlachetne prawdy o rodzinie i polityce prorodzinnej. Z moją wielodzietnością doczekałam się tylko figi z makiem. Nikt nie rozwiązał tego w sposób uczciwy i kompetentny. Co tu się dziwić, że każda dziewczyna chce być dzisiaj tap madl jak Krupa? Że im się nie chce uczyć, bo jak mają zgrabne tyłki, to nimi zarobią więcej i szybciej, niż ślęcząc nad książką czy niszcząc wzrok przy komputerze. — Nie powinnaś pozwalać córce na łykanie pigułek antykoncepcyjnych! To nie jest postawa chrześcijanki, prowadzić ją do lekarza, żeby dał na nie receptę! A w ogóle powinnaś jej powiedzieć, że życie płciowe podejmuje się po ślubie, nie prędzej. I nie z żonatym mężczyzną. Jak możesz spokojnie patrzeć na rozbijanie czyjejś rodziny?! — Co mam zrobić? — Zakazać. Zamknąć w domu, jeśli będzie trzeba, ukarać. Dobra matka przewiduje konsekwencje i walczy z grzechem swoich dzieci, a jeśli nie ma innego wyjścia,

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Anna Rybkowska

potępia i stosuje sankcje. Kto mocno kocha ten surowo karze! A co do tych postaw życiowych, to jest wielu ludzi działających w oazie, chodzą na piesze pielgrzymki. Pełno młodych, w sanktuariach, na spotkaniach z Ojcem Świętym… Takie postawy się liczą, nie wolno czerpać garściami z brudu tego świata, ale szukać czystości i za nią podążać. Córka twoja jest młoda, jeszcze można jej zmienić charakter, tylko potrzeba stanowczości, konsekwencji i dobrego przykładu. — A jeśli nie zechce posłuchać? Ucieknie z domu i i tak zrobi swoje? Przecież ja ją kocham. Modlę się, by jej błędy spadły na moją głowę… — Możesz być pewna, że tak się stanie. Ona powinna wiedzieć, że w kwestiach moralnych się nie pertraktuje. Są zakazy i surowa dyscyplina! A Twoja ustępliwość jest banalizowaniem zła. Oswajaniem szatana! — Boję się, że stracę córkę… — Wiesz, co mówił Pan o grzesznych członkach? Kiedy twoje oko grzeszy — wyłup je! A dłoń, gdy grzeszna — to ją odrąb! — Tu nie chodzi o mnie. Tylko o moje dziecko! — Każda matka bywa egoistką, jeśli uważa, że dziecko jest jej dane raz na zawsze i do końca. Pan uczynił cię służebnicą i powołał do macierzyństwa, nie powiedział, że masz się go trzymać za wszelką cenę. Najważniejsze jest dobro i owoce jego. A twoje zakłamanie wobec męża rodzi między wami przepaść, kopiesz rów, w który pewnego dnia wpadniesz i nawet ukochana córka nie poda ci wówczas ręki! Słuchała tych słów z narastającym przerażeniem. Ma się wyrzec swojej córki? Ma ją może wyrzucić z domu?

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Anna Rybkowska

— Proszę księdza, ja tu przyszłam po pocieszenie. Wiem, że córka źle czyni i ona również ma taką świadomość. Jednak zakochała się w tym mężczyźnie i pozwala się wykorzystywać w imię tej… — Miłość to uczucie wzniosłe, czyste, zdolne do każdego poświęcenia i do każdej ofiary! Tobie nie jest potrzebne pocieszenie, tylko pokuta! — Ale ja się staram ją zrozumieć. Modlę się o kogoś, kto stanie na jej drodze i nauczy prawdziwej miłości. — Chcesz z Bogiem prowadzić handel wymienny? — Nie. Widzę, że jest samotna i staram się ją zrozumieć… — Musisz jej uświadomić występek i dać odczuć odrazę, jaką w tobie wzbudza jej postępowanie. Mąż ma więcej charakteru od ciebie, dlatego wolisz, żeby o niczym nie wiedział! — Jestem schorowana, od lat mam kłopoty z sercem i ciężką nerwicę. Marzę o spokoju w domu. I żebyśmy zawsze byli zgodni, razem. — Tu nie chodzi o sielskie marzenia, ale o potępienie dla twojej córki! Czy nie zdajesz sobie sprawy z grzechu zaniechania, jaki popełniasz wobec Boga? On jest najważniejszy, jako sędzia, przede wszystkim! Powinnaś bronić honoru i boskich przykazań. Zamiast tego pozwalasz córce żyć w grzechu cudzołóstwa, kłamiesz swojemu mężowi, tolerujesz zdradę i przeniewierstwo!!! Opamiętaj się! Idź zaraz do domu i uświadom mężowi, że wasza córka oddaje się bezwstydnie obcemu mężczyźnie, nie zważając na przykazanie szóste, siódme, ósme i dziewiąte! Córce postaw ultimatum, że albo porzuci ten odrażający związek, albo nie ma już wstępu do

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


PROZA

Anna Rybkowska

waszego domu! Jako pokutę naznaczam ci trzykrotne odmówienie Litanii do Wszystkich Świętych… Nie słuchała tego dłużej. Podniosła się z klęczek i wyszła z konfesjonału z podniesionym czołem. Nie spojrzała w stronę Frasobliwego. Przyjdzie tu jutro jeszcze raz i pomodli się w skupieniu. Teraz wszystko w niej krzyczało.

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


GALERIA Adam ERTU Topolski

Dakota https://www.daksovernormandy.com

Zdjęcia te dedykuję wszystkim byłym, obecnym i przyszłym załogom Dakot.

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Adam ERTU Topolski

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Adam ERTU Topolski




Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Adam ERTU Topolski

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Adam ERTU Topolski

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Adam ERTU Topolski

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Adam ERTU Topolski

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Adam ERTU Topolski

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Adam ERTU Topolski

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Adam ERTU Topolski

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Adam ERTU Topolski

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Adam ERTU Topolski

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Adam ERTU Topolski

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Adam ERTU Topolski

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Adam ERTU Topolski

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Adam ERTU Topolski

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Adam ERTU Topolski

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Adam ERTU Topolski

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Adam ERTU Topolski

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Adam ERTU Topolski

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Adam ERTU Topolski

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Adam ERTU Topolski

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Adam ERTU Topolski

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Adam ERTU Topolski

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Adam ERTU Topolski

Animacja | RE-animacja


GALERIA

Adam ERTU Topolski




Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja


Mega*Zine Lost&Found #25/2019 Animacja | RE-animacja W(y)STĘP Dokonaliśmy RE|animacji samych siebie. Dzięki temu możecie czytać ten numer. Z trudem przychodzi znajdowanie czasu, ale pozostajemy z planami na przyszłość. A ta będzie poświęcona ZWIERZĘciu [#26/2019]. Zwierzę w nas. Zwierzęta, które obserwujemy. Natura kontra kultura. Piękno. Dzikość. Niebezpieczeństwo. Cokolwiek Wam w duszy gra, gdy słyszycie to słowo. Puszczajcie wodze wyobraźni. A my poskładamy wszystkie myśli w kolejne wydanie. Kolejny rok otworzymy przełożoną PRZEPOWIEDNIĄ [#27/2020]. Jeżeli pragniecie coś przepowiedzieć, pogadać z zaświatami, pozaglądać za zasłonę — zapraszamy. Choć to dopiero za rok. Nie wiemy jeszcze, pod jakim tytułem wyjdzie numer zimowy w roku 2020 [#28] — istnieje szansa, że nie będzie ostatnim. A może będzie? Świat przez chwilę chyba jeszcze się nie skończy. Nie mamy pewności. A Wy? NASZ FANPEJDŻ NASZA STRONA

Numer przygotowali: TEKSTY: Piotr Kasperowicz, Adriana Lisowska, Łucja Lange TŁUMACZENIA NA JĘZYK POLSKI: Łucja Lange KOREKTA POLSKA: Łucja Lange TŁUMACZENIA NA JĘZYK ANGIELSKI: Zofia Piwowarska, Łucja Lange KOREKTA ANGIELSKA: Ed PRACE WIZUALNE: Łucja Lange Mega*Zine Lost&Found #25/2019

Animacja | RE-animacja

Profile for Lucja Lange

Mega*Zine Lost & Found #25/2019 PL  

Darmowy magazyn o kulturze i sztuce. Wersja polska. Temat: Animacja | RE-animacja

Mega*Zine Lost & Found #25/2019 PL  

Darmowy magazyn o kulturze i sztuce. Wersja polska. Temat: Animacja | RE-animacja

Advertisement