Page 1

dr. Inż. Józef Kalinowski dr. Andrzej Kalinowski

Zwalczanie warrozy bez szkody dla pszczół I ich produktów

Berest 2006r.


Wstęp Zagrożenie wyginięcia pszczoły miodnej przez inwazję pasożyta Varroa jacobsoni, zmusza coraz więcej ludzi do szukania środków i sposobów do zwalczania pasożyta, a przynajmniej takiego jego ograniczenia, aby pszczoły nadal mogły spełniać rolę zapylaczek roślin i wytwarzać cenne produkty dla człowieka. Nie wdając się w usystematyzowanie dotychczas stosowanych środków ogólnie można stwierdzić, że stosuje się różne substancje występujące w naturze, przeważnie pochodzenia roślinnego, Zwalczanie naturalne polega głównie na dawaniu pszczołom możliwości wychowu nadmiernej ilości czerwiu trutowego i usuwaniu go z ula w odpowiednim stadium rozwojowym. Stosuje się też łączone metody zwalczania, polegające na wykorzystaniu okoliczności braku czerwiu w rodzinie lub celowym doprowadzeniu do takiego stanu i stosowaniu wtedy substancji niszczących pasożyta. Nie ulega kwestii, że największą skuteczność wykazują substancje chemiczne, łącznie ze środkami owadobójczymi. Ponieważ jednak pszczoła i warroza zaliczane są w systematyce do tego samego rzędu, tj. owadów, więc posiadają wiele cech wspólnych. Z tego tytułu zachodzi trudność znalezienia takiej substancji, która nie szkodziłaby pszczołom a niszczyła warrozę. Jak dotychczas wykorzystuje się większą odporność na niektóre substancje pszczół niż warrozy, przy ściśle określonym dawkowaniu tych substancji. Wymagania w odniesieniu do stosowanych środków wykraczają też znacznie poza zakres zwalczania pasożyta, gdyż nie mogą one powodować skażenia produktów pochodzenia pszczelego i powodować zakłóceń w zakresie opłacalności hodowli pszczół. Podsumowując zalety i wady, jakimi powinny charakteryzować się środki do skutecznego zwalczania warrozy, to nie powinny one: - być toksyczne / a przynajmniej mało toksyczne / dla pszczół i wykonującego Zabieg. - powodować skażenia produktów pszczelich. - posiadać zapachów wywołujących rabunki u pszczół. - powodować obcych zapachów u uzyskiwanych produktów pszczelich. - zwiększać odporności pasożyta na ich stosowanie. Powinny zaś: - pozwalać na łatwe i proste dawkowanie w zależności od liczby pszczół i ich Lokalizacji w ulu. - działać na pasożyta przez długi okres po zabiegu. - pozwalać na stosowanie ich od wiosny do jesieni, tj. Wtedy, gdy zauważy się Warrozę lub jej objawy i kiedy jest okazja do dokonania zabiegu, np. przerwa w czerwieniu, tworzenie rojów zsypańców. - być łatwo dostępne, tanie i nie podlegać szybkiemu przeterminowaniu. - w razie zagrożenia warrozą z obcych pasiek, winny działać zapobiegawczo. Biorąc powyższe pod uwagę w WOPR Sielinko od 1984 roku rozpoczęto prace doświadczalne nad znalezieniem środka spełniającego powyżej


wymienione warunki. W pierwszym etapie badano wytrzymałość pszczół na alkaloidy wyekstrahowane z kilku roślin. Wbrew oczekiwaniom zbadano, iż pszczoły znoszą w pokarmie duże dawki alkaloidów z przebadanych roślin, nie wykazując anormalności w zachowaniu i długości życia. Z braku jednak występowania warrozy w pobliskich pasiekach badania przerwano i rozpoczęto je na nowo od 1 czerwca 1986 r. Na wstępie przebadano, w warunkach laboratoryjnych, działanie wielu środków na warrozę i pszczoły, które były nosicielami pasożyta. Mimo, iż wyniki były bardzo interesujące, to każdy ze środków posiadał jakąś zasadniczą wadę. Najbardziej interesująco wypadł tymol, jednak jego zapach przechodzący na przedmioty i produkty znajdujące się w jego działaniu, wykluczają możliwość jego stosowania. Niepowodzenia te spowodowały, iż podjęto badania w innym kierunku. Biorąc pod uwagę różnice anatomiczne pszczoły i warrozy, postanowiono zaatakować u tej ostatniej jej najsilniejszą broń tj. przylgi, wychodząc z prostego założenia, iż „okaleczenie” przylg zakłóci cykl życiowy pasożyta i w efekcie końcowym ograniczy inwazję. Teoretyczne rozważania, długoletnia praktyka pszczelarska i przeprowadzane tematycznie różna doświadczenia oraz obserwacje nad życiem pszczół w kraju i poza nim doprowadziły do wniosku, że najodpowiedniejszą substancją do zaatakowania przylg bez szkody dla pszczół i ich produktów, powinny być drobne kryształki cukru. Próby laboratoryjne wykonane w kilku powtórzeniach w klateczkach zawierających po 10 pszczół, przynajmniej z jednym zauważonym osobnikiem warrozy były wprost zaskakujące. Około 20 % osobników spadło z pszczół już w czasie opylania, a pozostałe spadły w czasie do 90 minut. Stwierdzono, iż osobniki warrozy potraktowane pudrowym cukrem przewracają się na stronę grzbietową i nie mogą odwrócić się do normalnej pozycji. Jeśli jednak zbliży się do nich np. zapałkę lub jakiś pręcik, to na niego wchodzą i trzymają się dość silnie obejmując przedmiot odnóżami. Dnia 30 czerwca 1986r. postanowiono potraktować pudrowym cukrem pszczoły w ulu, z którego pobierano je wraz z warrozą do doświadczeń i już optycznie nie można było znaleźć pasożyta. Przed zabiegiem wstawiono pod ramki osiatkowaną wkładkę konstrukcji pszczelarza współpracującego z WOPR Sielinko, T. Botulińskiego z Sulechowa. Po dokonaniu opyłu /godz.15-ta temp.25 st.C/ stwierdzono na folii pod siatką 5 samic warrozy w pozycji leżącej. Po upływie godziny stwierdzono, iż pszczoły pozbyły się pyłu, zachowują się normalnie, a jedynie widoczne gołym okiem ślady pyłu są na obrzeżach plastrów, w dolnych partiach. Wkładkę usunięto po 90 min. I stwierdzono w całym ulu brak widocznych śladów po opyle. Na wkładce zaś znaleziono 62 żywe warrozy leżące na grzbiecie. Osobniki te w odpowiedni sposób poddano do ulika weselnego zawierającego matkę, pszczoły i czerw w różnym stadium rozwoju na ramce 12 x 17 cm. Wszystkie osobniki pasożyta weszły szybko na pszczoły i usadowiły się w różnych, ale owłosionych częściach ciała pszczoły. W następnych dwóch dniach znaleziono w sumie 7 martwych osobników warrozy w otworze wentylacyjnym i w narożnikach ulika. W efekcie końcowym warroza całkowicie zniknęła z ulika i nie znaleziono jej również w czerwiu.


Dalsze doświadczenia przeprowadzane już w kilku specjalnie do tego wykonanych jednoramkowych ulach, na ramkę 360 x 260mm dały podobne rezultaty. Zasugerowało to, iż warroza potraktowana cukrem po pewnym czasie ginie, lub opuszcza w bliżej nieokreślony sposób opylone kryształkami cukru środowisko i w takiej sytuacji stosowanie osiatkowanej wkładki w praktyce jest zbędne, co miałoby wprost kapitalne znaczenie. Badanie mikroskopowe wykonane przez dr. Andrzeja Kalinowskiego z PAN w Poznaniu wyjaśniły mechanizm „wysuszania” przylg, po zetknięciu się ich z kryształkami cukru. Ścisłe jednak doświadczenia, a zwłaszcza obserwacje wykazały, że niektóre osobniki warrozy, w początkowym stadium porażenia, po wejściu na pszczołę próbują pozbyć się kryształków cukru, wykonując około dwóch ruchów na silnie owłosionych partiach ciała pszczoły, do złudzenia przypominające wycieranie się. Po takim zabiegu niektóre osobniki wchodzą między sternity i przebywają tam jak normalne, nieporażone osobniki. Z drugiej jednak strony zaobserwowano, że warroza ponownie styka się przylgami z bardzo drobnymi kryształkami cukru znajdującymi się na włoskach pszczoły, w czasie wydalania niestrawionych lub niepotrzebnych w organizmie produktów. W czasie tego zabiegu osobnik warrozy szybkim ruchem wstecznym wycofuje się spod sternitu na odległość 2 – 3 długości swojego ciała, wydala uformowaną białą kuleczkę o średnicy 0,1 mm i szybkim ruchem do przodu ponownie wchodzi między sternity, dokładnie w poprzednie miejsce. Możliwość wtórnego /w czasie po dokonanym zabiegu opylania/ kontaktu przylg warrozy z kryształkami cukru lub mikrokropelkami „syropu” cukrowego została potwierdzona dwoma faktami. Badania pszczół, plastrów i innych składników pnia pszczelego po dokonaniu opyłu wykazały jeszcze po 12 dniach ślady po dokonanym zabiegu. Na włoskach pszczół znajdowano znaczną liczbę drobnych kryształków cukru lub mikrokropelek syropu, powstałego w wyniku działania wody z powietrza na kryształki o średnicy nieprzekraczającej średnicy włosków pszczoły. Zwłaszcza dużo kryształków i kropelek znajdowano na obrzeżach komórek plastrów. Można z tego wnioskować, iż oczyszczenie ula przez pszczoły jak i własnego ciała nie zachodzi do końca lub im to nie przeszkadza i brak jest bodźca do wykonania tego zabiegu. Jest to zjawisko bardzo korzystne z punktu widzenia praktyki pszczelarskiej, gdyż zabiegi opylania mogą być dokonywane z mniejszą częstotliwością. Zjawisko porażania przylg w okresie do 12 dni zbadał autor rozdziału, badając sukcesywnie żywe osobniki warrozy spadającej przez siatkę na zmienianą, co określony czas wkładkę. Spadłe osobniki miały na przylgach kryształki cukru. W wielu przypadkach przylgi wykazywały ‘zabrudzenie” przez przyklejenie się do wilgotnej masy cukru drobnych ziarenek odpadów z ula. Stwierdzono też zmianę proporcji opadającej warrozy pod względem wieku. W miarę upływu czasu od dokonanego zabiegu opylania rosła liczba warrozy młodej. Obserwacje te potwierdziły również wyniki liczbowe spadłej warrozy, dokonane po opyleniu przez H. Białeckiego. Wg jego danych, pudrowy cukier działa jeszcze na warrozę w 17 dniu po dokonaniu zabiegu opylania, a udział osobników młodych w osypie wzrasta z


dnia na dzień, co świadczy, że osobniki młode wychodząc z komórek plastra stykają się z cukrem i nie mogą przez swoje kalectwo dalej atakować pszczół i czerwiu, giną z głodu. Doświadczenia przeprowadzone w lipcu i w sierpniu 1986r. na kilkudziesięciu rodzinach pszczelich przy zastosowaniu osiatkowanych wkładów, przeprowadzone przez H. Białeckiego ze Zbąszynia i autora wykazały dużą skuteczność pudrowego cukru w walce z warrozą. Uzyskane wyniki liczbowe spadłej warrozy wprost wydają się nieprawdopodobnie wysokie, jeśli wziąć pod uwagę podawany w literaturze niski stopień rozmrażalności pasożyta. Znalezienie setek, a nawet tysięcy osobników pasożyta w rodzinach charakteryzujących się stosunkowo wysoką wydajnością, świadczyć może jedynie o braku wiedzy dotyczącej biologii rozwoju i wykrywalności warrozy w pasiekach. Należy nadmienić jeszcze, że wyniki liczbowe z wymienionych pasiek i pozostałych, w których też stosuje się pudrowy cukier do zwalczania warrozy przy zastosowaniu osiatkowanych wkładów, zostaną w miarę potrzeby opublikowane w innym wydaniu. Ze zrozumiałych względów najbardziej interesujące będą jednak wyniki, które uzyska się, po opyle jesiennym, tj. w czasie, kiedy występuje brak czerwiu, a pszczoły wykazują jeszcze wystarczającą aktywność do wykonania zabiegów. Z punktu widzenia praktyki pszczelarskiej, największe znaczenie będzie miała ocena rodzin wyzimowanych w zakresie rozwoju wiosennego. Wracając jeszcze do zagadnienia stosowania lub nie stosowania osiatkowanych wkładów to trzeba stwierdzić, że w większości uli w Polsce ich zastosowanie natrafi na bardzo duże trudności, a często nie będzie ich można zastosować. Z drugiej strony, osiatkowane wkłady posiadają też względną wartość praktyczną, jeżeli przyjmie się, że część osobników warrozy nie spadnie pod siatkę, a wpadnie do komórek plastra i w początkowym stadium porażenia przylg i tak wejdą z powrotem na pszczoły. Z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, że część takich osobników po ostatnim opyle, może przezimować i stanowić zagrożenie w przyszłym sezonie. Na udowodnienie słuszności wysuniętej hipotezy trzeba będzie jednak poczekać, a może nie będzie potrzeby jej udowadniać. Idąc, bowiem tropem dalszych obserwacji i prób, biorąc pod uwagę duże zalety wynikające ze stosowania opyłu pudrowym cukrem, postanowiono wypróbować inne substancje pyliste jako dodatek do cukru w takiej ilości, aby nie szkodziły one pszczołom i ich produktom, a łącznie z pudrowym cukrem porażały przylgi pasożyta szybko, skutecznie i bezpowrotnie. Z możliwych tego rodzaju substancji wybrano zwykłą sól kuchenną. Próby laboratoryjne okazały się zachęcające, gdyż osypane pszczoły z warrozą oczyściły się szybko z pudrowego cukru z zawartością soli, a warroza przy odpowiedniej zawartości soli w cukrze ginęła szybciej. W początkowym stadium porażenia, osobniki warrozy czyniły próby wchodzenia na pszczoły, ale nie mogły się na nich utrzymać z wyjątkiem tych, które objęły swoimi odnóżami, odnóża pszczoły. W takiej pozycji siedziały jednak nie dłużej jak 2


godz., a po odpadnięciu szybko zamierały. Ponieważ są wzmianki w literaturze, iż sól może być dla pszczół szkodliwa, więc próbowano stosować niskie dawki soli – ściśle 1 – 5 g na 100 g pudrowego cukru. W doświadczeniach laboratoryjnych górna dawka dawała wynik pozytywny, jednak próby w normalnych rodzinach dawały wynik wątpliwy, i dopiero dodatek 10 g soli na 100 g dał zauważalnie lepsze wyniki, jak sam pudrowy cukier. Doświadczenie pasieczne rozpoczęte 21 sierpnia 1986 r., na 15 rodzinach pszczelich opylanych bez obecności osiatkowanych wkładów potwierdziły słuszność postępowania. Dla udowodnienia tego wykorzystano znane każdemu pszczelarzowi zjawisko, że jeżeli ul jest pochylony w bok lub w tył, to pszczoły nie wynoszą, przynajmniej wszystkich, odpadów poza ul a „zmiatają” je do najniższego punktu na dennicy ula. Celowe podniesienie przodu ula o około 4 cm wystarczy, aby pszczoły wraz z odpadami zlokalizowały martwą i jeszcze żyjącą warrozę na dennicy, przy tylnej ścianie ula. Wybierając warrozę wraz z odpadami, można w przybliżeniu ustalić stopień zagrożenia pasożytem i dokonać analizy pozostałych potrzebnych elementów. Ponieważ jednak przy dokonaniu opyłu, bez osiatkowanej wkładki, cała zawartość soli /wraz z cukrem/ zostaje przez pszczoły zjedzona, wiec należy odpowiedzieć na pytanie, czy ilość zastosowanej w opyle soli nie będzie wywoływać ujemnych skutków u pszczół i czy nie będzie to miało wpływu na obniżenie wartości produktów wtedy, gdy opył będzie stosowany w części gniazdowej w okresie pożytkowym. Wiele doświadczeń wykazało, że pszczoły chętniej pobierają wodę z dodatkiem soli, nie samą wodę. Ku utrapieniu pszczelarzy, pszczoły w minimalnym stopniu korzystają z wody dostarczanej im w przemyślnych poidłach, a wolą wodę z różnego rodzaju źródeł, w których zawartość soli jest często bardzo wysoka. W pracy zbiorowej „Hodowla Pszczół” 1963 r. wyd.II, str.240 jest wzmianka:” do niedawna zalecano dodawanie do wody w poidle soli kuchennej w ilości około 5 g na 1 litr. Nowsze badania wykazały jednak, że woda solona może być / a wiec nie musi / dla pszczół szkodliwa.” W czasie rocznej praktyki u amerykańskich pszczelarzy spotkałem się z używaniem soli jako nośnika sulfatiazolu sodowego w formie opyłu, przy zwalczaniu złośliwego zgnilca, w ilości, co najmniej 20 g na jedną rodzinę pszczelą, porażoną zgnilcem lub zapobiegawczo. Pomijając inne doniesienia o dodatnim i negatywnym wpływie soli na pszczoły i pamiętając, że sól w dużych dawkach z pewnością jest szkodliwa, nie tylko dla pszczół, należy wyjaśnić w tym miejscu ile soli wprowadzi się maksymalnie do rodziny pszczelej przy sugerowanej dawce w czasie jednego opyłu. Jeśli w 100 g pudrowego cukru znajduje się 10 g soli, a tą ilością można opylić pszczoły w części gniazdowej w 4-5 pniach, to ilość soli na jedną rodzinę wyniesie 2,5 lub 2 g. Należy poważnie wątpić czy ta ilość soli może wywołać jakiekolwiek zaburzenia w życiu rodziny pszczelej, przy małej częstotliwości stosowanych opyłów. Gdyby przyjąć, że każdy pszczelarz będzie stosował osiatkowane wkłady, to ilość soli zjadana przez pszczoły będzie równała się praktycznie zeru, bo prawie cała masa cukru i soli zostanie pod siatką i nie będzie dostępna dla


pszczół. Nie jest też wykluczone, że stosując sól kamienną a nie warzoną, to zawarte w niej mikroelementy mogą mieć dodatni wpływ na życie pszczół. Wstępne doświadczenia porównawcze mające odpowiedzieć czy sól nie wpłynie ujemnie na długość życia i rozwój pszczół są prowadzone, jednak udowodnienie tego jest trudne i długotrwałe. Cenne będą również obserwacje pszczelarzy oparte na wynikach wyzimowania i rozwoju rodzin pszczelich poddanych uprzednio zabiegom opylania. II Obserwacje Mikroskopowe. Odnóża Varroa jacobsoni są owłosione i zakończone przylgami. Przylgi służą do utrzymania się i poruszania po gładkiej okrywie chitynowej żywiciela. Działanie przylg można wyraźnie obserwować nawet przy niewielkich powiększeniach / 32x /, pod warunkiem prześwietlenia obiektu. Żywe samice V. jacobsoni umieszczano stroną grzbietową na szkiełku podstawowym i przykrywano szkiełkiem nakrywkowym. Żywe samice warrozy szybko poruszały się między szkiełkami mikroskopowymi. Obserwacje mikroskopowe pozwoliły zwrócić szczególną uwagę na rolę pierwszej pary wysuniętych ku przodowi odnóży. Odnóża te spełniały niezwykle istotną rolę poruszaniu się obiektów między szkiełkami. W tych warunkach pasożyt musi pokonać opór tarcia wywołany ciężarem szkiełka nakrywkowego. Dlatego też samice warrozy wyciągały ku przodowi I parę odnóży, przylgami przyczepiały się do gładkiej powierzchni szkiełka i przez skurcz tych odnóży przy wydatnym udziale pozostałych trzech par, wykonywały ruch postępujący. Skuteczność przylegania przylg do gładkiej powierzchni szkła wzrastała wraz z upływem czasu obserwacji, wprost proporcjonalnie do wzrostu gęstości hemolimfy. Stąd też nasuwa się wniosek, że im pasożyt jest „głodniejszy” tym może mocniej przytwierdzić się do okrywy chitynowej żywiciela. Oczywistym jest, że wzrost gęstości hemolimfy postępować może do pewnej wartości krytycznej, co pozostaje w prostej zależności z lepkością przylg. Zatem zakłócenie w funkcjonowaniu przylg w ostateczności prowadzić musi do głodowej śmierci pasożyta. Jak zaznaczył autor I części, brak sprawnie działających przylg umożliwia utrzymanie się pasożyta na żywicielu, to jednak odżywianie się jego jest w zasadzie niemożliwe. Cukier pudrowy poprzez mechaniczne przyczepianie się do przylg powoduje, że tracą one swoje funkcje. Mając duże własności higroskopijne odwadnia organizm pasożyta. Dodatkowo drobne kryształy cukru wbijały się między włoski na całym ciele. W środowisku wilgotnym kryształki wchłaniały wodę, tworząc kropelki syropu powodując sklejanie się odnóży. Pasożyty V. jacobsoni zdejmowano mechanicznie z pszczół i umieszczano na 10 minut w cukrze pudrowym. Po tym czasie obserwowano, że na przylgach I pary odnóży znajdowały się drobiny cukru. Poza tym uszkodzona była przynajmniej jedna przylga z pozostałych trzech par odnóży. Obserwacje pod mikroskopem pasożytów wyjmowanych z cukru pudrowego jeszcze raz wykazały jak istotną rolę w poruszaniu się między szkiełkami odgrywa I para odnóży. Zaobserwowano, że pasożyty poruszały się w różnych kierunkach z przewaga


ruchów w kierunku bocznym. Zaznaczyć jeszcze raz należy, że obserwacje prowadzono po wrzuceniu pasożytów do cukru pudru. Prawdopodobnie efektywność przyczepiania się drobin cukru do przylg będzie wyższa, kiedy pasożyt będzie poruszał się po chitynie żywiciela pokrytej drobinami cukru. Wówczas jakoby wbije dodatkowe kryształy w odnóża. Romaniuk / Pszczelarstwo 4/83/ podaje, że „pasożyt jest wrażliwy na wysuszanie, bezpośrednie działanie światła i wysokiej temperatury, a wytrzymały na głód”. Właśnie cukier pudrowy działa wysuszająco. By przekonać się, jakie jest działanie wysuszającego środowiska na żywotność pasożyta umieszczono je w żelu krzemionkowym stosowanym w chromatografii cienkowarstwowej. Silikażel charakteryzuje się m.in. wysoką higroskopijnością. Zdjęte mechanicznie pasożyty /z pszczół/ i umieszczone w silikażelu żyły do 1 godz. Żel krzemionkowy działa jednak niekorzystnie na zachowanie się pszczół. Przekonano się o tym posypując pszczoły zaatakowane przez warrozę, które przetrzymywano w klatce hodowlanej. Co prawda wszystkie pasożyty spadły z pszczół w ciągu, 30 sek. To jednak same pszczoły były niezwykle podrażnione. Atakowały się one nawzajem do tego stopnia, że po 10 min. Żyła tylko jedna pszczoła. Jak mocno drażni pszczoły żel krzemionkowy w pylistej formie, przekonano się dodatkowo zanurzając pojedyncze osobniki w żelu, po czym umieszczano je w klatkach. Ku mojemu zdziwieniu pszczoła sama się atakowała chcąc się użądlić i odgryźć odnóża. Zastosowanie SiO2 do opylenia pszczół w ulu może mieć taki skutek, że oprócz warrozy zostanie zniszczony czerw i dorosłe osobniki. Konkludując, to działanie cukru pudrowego na pasożyty jest podobne jak działanie silikażelu, lecz bardziej wydłużone w czasie. Ważne jest jednak to, że cukier pudrowy nie drażni pszczół, a wręcz uspokaja je. Cytując Romaniuka /Pszczelarstwo 4/83/ zwrócono uwagę na to, że warroza jest wrażliwa na światło. Przekonano się o tym kiedy żywe samice warrozy znajdowały się w strumieniu światła z kondensora mikroskopu. Wówczas to żywe osobniki, warrozy poruszały się znacznie szybciej niż poza oświetlonym polem. Wrażliwość na światło przypomniała mi pewną poradę dla działkowiczów o jednym ze sposobów zwalczania mszyc. Radzono by pod roślinami umieszczać paski folii aluminiowej, która odbijając światło słoneczne drażni pasożyty roślin i powoduje, że opuszczają żywiciela. Nasunęło to pomysł by wkładki do wyłapywania warrozy wykonane były z materiału odbijającego światło /np. folia aluminiowa/. Wydaje się jednak, że położony na dnie ula arkusz owej folii przy pochyleniu ula i równoczesnym opylaniu pszczół pudrowym cukrem wzmoże efektywność niszczenia warrozy. W tym przypadku ule winny stać w miejscach nasłonecznionych, a wkładki aluminiowe będą spełniały rolę lustra. Należy przypuszczać, że odbite światło podrażni pasożyty, które mogą wykonywać intensywniejsze ruchy, a tym samym do ich przylg przyczepi się więcej drobin cukru. Przedstawione rozumowanie winno być sprawdzone w praktyce. Wkładki aluminiowe odbijające światło mogą wywołać


odwrotny efekt. Pasożyty mogą wciskać się między sternity i wyczekiwać na zmianę warunków oświetlenia w ulu. III . Wprowadzenie do technicznej strony wykonania zabiegów opylania. W następnych rozdziałach zostaną poruszone sprawy związane z techniką opylania tak, aby każdy pszczelarz mógł przeprowadzić próby we własnej pasiece i podzielić się wynikami z innymi. Jest to zagadnienie bardzo ważne, gdyż tylko światli pszczelarze, dysponujący w sumie dużą liczbą pni mogą wiarygodnie zbadać efekt i skutki zabiegów dokonywanych przeciw tak trudnemu do zwalczenia pasożytowi pszczół. Prawdopodobieństwo „zasolenia” produktów trafiających do konsumenta jest minimalne, gdyż zabiegu opylania dokonuje się w części gniazdowej i nie ma ani teoretycznego ani praktycznego uzasadnienia dokonywania zabiegów w miodni. Wyjątek mogą stanowić pasieki gdzie produkuje się mleczko w miodni i przestawiany jest tam czerw. Bezwzględne przestrzeganie, aby przestawiać wyłącznie czerw kryty rozwiązuje ten problem, bowiem osobniki pasożyta wychodząc z tych plastrów, nie znajdując czerwiu niekrytego przejdą do części gniazdowej. Niewątpliwą wadą stosowania pudrowego cukru w niewłaściwy sposób i w nieodpowiedniej porze sezonu może być przyspieszona krystalizacja miodu / nawet w plastrach/, a może i zapasów zimowych. Na pierwszy zarzut odpowiedź zna każdy pszczelarz, który zetknął się z pożytkiem rzepakowym lub z innych roślin krzyżowych. Na drugi zaś odpowiedzą na wiosnę ci, którzy po dokładnym zapoznaniu się z treścią niniejszego doniesienia zastosują pudrowy cukier jeszcze przed zimą obecnego roku. Podstawą jednak uzyskania wiarygodnych wyników jest to, aby nie potraktować badanym środkiem i podanym sposobem wszystkich rodzin w pasiece, a ograniczyć się do kilku traktując pozostałe / nawet przy zastosowaniu innych sposobów zwalczania w nich warrozy/ jako rodziny kontrolne, z którymi będzie można porównać pozytywne lub negatywne skutki działania nowo wprowadzonych zabiegów. Zauważalnym błędem jest, że pszczelarze dostarczonym środkiem traktują w pierwszej kolejności, a czasem tylko, rodziny słabe i słabo rozwijające się przesądzając z góry, że w rodzinach jest na pewno dużo pasożytów. Obserwacje własne takich rodzin zdecydowanie świadczyły, iż przyczynami słabego rozwoju były głównie czynniki związane z występowaniem rozstrzelonego czerwiu, a nie stopniem obecności w nich warrozy. W grupie rodzin, w których zamierza się zbadać jeden lub kilka problemów, muszą znajdować się rodziny o różnej sile, tj. takie, które będą reprezentować faktyczny stan w pasiece. Dla przypomnienia wypada też zwrócić uwagę, że im więcej rodzin w grupie tym wiarygodniejsze wyniki. IV. Ogólne uwagi o wykonaniu osiatkowanych wkładów. Warunkiem dobrego działania siatki jest, aby posiadała oczka 3 -3,5 mm, była poprawnie napięta i przybita np. na drewnianej ramie. Wskazane jest, aby siatka do ramy przybita była gwoździkami poprzez 4 cienkie drewniane listewki, o długości i szerokości odpowiadającym listwom ramy. Wymiar ramy powinien


być ok. 6 mm mniejszy od szerokości ula oraz odpowiednio mniejszy od dwóch pozostałych ścian tak, aby rama nie blokowała pszczołom otworu wylotowego. Dobrze zdaje egzamin dostępna w handlu siatka plastikowa, mająca oczka ukształtowane w formie równoległoboku lub rombu. Po naciągnięciu siatki na ramie – czynność tą powinno wykonywać się w temperaturze nie niższej jak 25 stopni C lub w czasie naciągania siatkę odpowiednio podgrzać np. suszarką do włosów, oczka jej maja w przybliżeniu wymiar 3 x 3 mm. Ponieważ jednak dłuższa przekątna rombu posiada wtedy wymiar ok. 4,2 mm, więc pszczoła może włożyć w oczko część głowy i końcem języczka dosięgnąć do 9 mm w głąb. Uwzględniając możliwość wchodzenia warrozy na drobne odpady z ula / pyłek w formie obnóży, kawałki wosku i oprzędów/ odległość siatki od podkładki lub dennicy ula, powinna wynosić, co najmniej 12 mm. Zapobiega się wtedy spadłej, ale jeszcze warrozie wchodzenia po języczku na pszczołę. Z praktyki wiadomo, iż nawet najbardziej poprawnie napięta i przybita do ramy omawiana siatka, po wstawieniu do ula, pod wpływem podwyższonej temperatury rozciąga się, a po wejściu na nią nawet niewielkiej liczby pszczół opadać może nawet o 10 mm. Aby do tego nie doszło, najpraktyczniej jest pod siatką zamocować, co ok. 5 cm drut ramkowy, o średnicy 0,4 mm. W tym celu w boczne listwy ramy /poprzez listewki mocujące siatkę/ wbija się, co np. 5 cm. Małe gwoździki, nie dobijając ich zupełnie. Drut wskazane jest pociąć na kawałki o ok. 5 cm dłuższe od szerokości ramy. Koniec kawałka drutu włożyć od dołu poprzez oczko siatki znajdujące się przy ramie naprzeciw gwoździka i zawinąć go, np. 2 razy, wokół nie dobitego gwoździka. Tak samo postępuje się z drugim końcem drutu, na przeciwnym boku ramy. Po wbiciu gwoździków drut napina się w różnym stopniu naprężenia, w każdym osobnym odcinku. Uregulowanie naciągu drutów uzyskuje się przez przegięcie ich w bok płaskimi kleszczami, w odległości, co kilka centymetrów. W ten sposób uzyskuje się napięty drut o zygzakowatym ukształtowaniu, niezależnie od temperatury i stosunkowo niskich nacisków na siatkę, są jednakowo napięte, co warunkuje prawidłowe położenie siatki i nie deformuje / nie wygina/ bocznych listew ramy. Zastosowanie znacznie grubszego lub cieńszego drutu jak podano, nie jest wskazane. Na dolne obrzeże ramy można przymocować folię silosowa lub lepiej umieścić obramowaną siatkę w wanience, uformowanej podobnie jak blacha piekarnicza, ze zużytych matryc poligraficznych lub innej cienkiej blachy. Rozwiązań konstrukcyjnych wkładów może być wiele, co zależy głównie od przestrzeni między dennicą ula a ramkami, możliwościami włożenia jej do ula. Najprościej osiatkowane wkładki można stosować w ulach o podwyższonej i ruchomej dennicy. Jak wiadomo, w celu unieruchomienia spadłej przez siatkę lub bez siatki na wkładkę warrozy, stosuje się pokrywanie wkładki lepkimi substancjami. Przy stosowaniu pudrowego cukru, osiatkowanej wkładki nie potrzeba smarować, gdyż osobniki warrozy spadając na pył cukrowy przewracają się na grzbiet i w tej pozycji z reguły giną. Często cukier na wkładce rozpuszcza się pod wpływem wody z powietrza i wtedy warroza przykleja się do powstałego syropu. Ponowny opył automatycznie regeneruje


wkładkę. Jak już wspomniano, to osiatkowana wkładka nie jest nie jest miernikiem natężenia warrozy w ulu i skuteczności całkowitej stosowanego środka, gdyż znaczna liczba osobników pasożyta jest wyrzucana z ula w czasie czyszczenia komórek plastrów przez pszczoły. Umożliwia ona jednak określenie przybliżonego stopnia zagrożenia poszczególnych rodzin pasożytem, co ułatwia znacznie dalsze postępowanie w celu ograniczenia warrozy w pasiece, nie tylko zresztą przy użyciu cukru czy dodatkowo soli. Osiatkowane wkłady uniemożliwiają też pszczołom kontakt z substancjami stosowanymi przy zabiegach, jeżeli spadają one przez siatkę lub są celowo wkładane pod siatkę. Wadą ich jest jednak to, że przyczyniają się do rozwoju motylicy w ulu. V. Substancje opylające, ich przygotowanie i technika opyłu. Znajdujący się w handlu pudrowy cukier, jest z reguły zbyt gruboziarnisty i przeważnie zbrylony. Rozdrobnienie brył jest pszczelarzom znane i nie ma potrzeby tego opisywać. Po rozbiciu brył i rozgnieceniu grudek, cukier należy przesiać przez gęste sito, gazę lub kawałek firany o oczkach ok. 0,5 mm. Następnie, około połowy cukru potrzebnego do opyłu, w tym może być pozostały cukier po odsianiu drobnego, zmielić na pył w elektrycznym młynku do mielenia kawy i zmieszać go z uprzednio przesianym cukrem. Przy dodawaniu soli, trzeba całą ilość potrzebnej soli dokładnie zmielić, też w młynku od kawy i dodać do przygotowanego uprzednio pudrowego cukru i nadzwyczaj dokładnie wymieszać z nim. Nie należy dodawać więcej ani mniej soli jak 10 g na 100g cukru /czyli 0,1 kg na 1 kg/ . Przy innych wielkościach cukru, dokładnie trzeba obliczyć potrzebną ilość soli. Jest absolutnie bezsensowne przygotowywanie opyłu z wilgotnego cukru lub soli. Jeżeli ma się wątpliwości, to po rozdrobnieniu pudrowego cukru należy w niego dmuchnąć. Gdy z cukru wydobędzie się pył i poleci dość wysoko w górę, to cukier nadaje się, zaś w przeciwnym wypadku cukier trzeba wysuszyć lub zamienić na suchy, i dopiero go przesiać i potrzebną ilość zmielić. Przygotowany pudrowy cukier najpraktyczniej jest przechowywać w słojach ‘twist” 0,9 l. lub mniejszych. Pyłu należy wsypać ok. 2/3 pojemności słoja /co umożliwia łatwe roztrząśnięcie, luźnych z reguły grudek, przed jego użyciem i ułatwia rozpoczęcie opylania/ i słoje dokładnie zamknąć. Przy mieszaninie cukru ze solą, słoje należy zamykać zakrętkami z masy plastycznej, gdyż metalowe szybko podlegają korozji i pył po silnym zbryleniu i zawilgoceniu, może nie nadawać się do ponownego rozdrobnienia. Dobrze przygotowany i prawidłowo przechowany pudrowy cukier, nadający się do opyłu, można rozpoznać przez kręcenie zamkniętym słojem z jego zawartością w pozycji poziomej. Jeżeli cukier przesypuje się sukcesywnie do obrotu słoja, to brak jest w nim lub jest w nim zbyt mało części pylistych i nie spełni on roli przy opylaniu. Jeżeli przesypuje się w formie bezkształtnych, ale rozsypujących się sukcesywnie brył, to przygotowany lub przechowywany cukier jest właściwy do uzycia. Przed dokonaniem opyłu, na obrzeże słoja należy nałożyć odpowiednio duży pojedynczy kawałek nowej elastycznej i cienkiej pończochy i po naprężeniu nad


otworem zamocować go dwoma recepturkami założonymi na szyjkę słoja. Tkanina silnie naprężona nad otworem ułatwia dokonanie zabiegu i wysypywanie się właściwej proporcji większych kryształków do bardzo drobnych, co zapewnia właściwy efekt opyłu. Manipulowanie ramkami w czasie opyłu jest sprawą indywidualną i sprawą nawyków. W zasadzie postępuje się podobnie jak przy dokładnym przeglądzie części gniazdowej lub wyszukiwaniu mateczników albo matki z tą jednak różnicą, że każdą ramkę trzeba najlepiej uchwycić za boczna beleczkę w okolicy wąsa, a drugi wąs oprzeć we wręg ula służący do zawieszania ramek, trzymając plaster w pozycji pionowej nad otwartą częścią ula. Po nieznacznym przechyleniu przeznaczonej do opyłu powierzchni plastra od pionu, tzn. po lekko ukośnym przechyleniu ramki. Po odchyleniu drugiej powierzchni plastra od pionu, tj. przechylając ramkę w przeciwna stronę, dokonuje się opylania pozostałych na plastrze pszczół. Nie zaleca się opylania tych powierzchni plastrów, gdzie brak jest pszczół, a wprost unikać opylania w miejscach występowania czerwiu odkrytego, gdzie też nie gromadzi się z reguły pszczoła. Wskazane jest jednak opylenie zwartych powierzchni krytego czerwiu, gdyż jest to miejsce spacerów warrozy. Oprócz opylenia pszczół na plastrach, należy opylić również pszczoły aktualnie przebywające na ścianach ula, matach, zatworach. Często potrzebne jest wcześniejsze potraktowanie pyłem pszczół w ulu jak na ramce trzymanej w danym momencie w ręce. Opylając pszczoły na plastrach, wskazane jest wiec uważać na masowy ruch pszczół ulu, schodzących np. z maty, po wyjęciu przylegającej do niej ramki. W czasie opylania słój z pyłem cukrowym najlepiej trzymać w pozycji leżącej i odpowiednio nim potrząsać. Po wytrząśnięciu ze słoja ok. ¾ zawartości wskazane jest zamienić słój na inny. Z reguły, bowiem cukier w tym stadium wykorzystania jest pozbawiony części pylistej, co jak już wspomniano wyklucza jego właściwe działanie. Po dokonaniu zabiegu plastry i inne części ula należy złożyć podobnie jak po dokonaniu przeglądów. Słoje z pozostałym po zabiegu cukrem należy dokładnie zamknąć. Nakrętek nie należy jednak zakręcać na siatkę z pończochy, gdyż spowodowałoby to jej przecięcie na krawędziach słoja. Z powodu krótkiego czasokresu stosowania opyłów pudrowym cukrem, a zwłaszcza pudrowego cukru z dodatkiem soli i niemożliwości dokonania w tak krótkim czasie specjalnych badań nad długością aktywnego działania środka w ulu na warrozę, to trudno jest odpowiedzieć na pytanie, z jaką częstotliwością należy wykonywać zabiegi w poszczególnych okresach sezonu. Jeśli przyjąć za wiarygodne wyniki uzyskane we wstępnych badaniach nad znaczącym jeszcze zapyleniem środowiska w dwunastym dniu po opyleniu, dokonanym w czasie kończącego się wziątku i znacznej aktywności pszczół do połowy sierpnia, to dwa opyły objęłyby cały cykl rozwoju pszczoły i trutnia, od jaja do owada doskonałego. Po połowie sierpnia, z uwagi na krótsze dni, dobowa aktywność pszczół maleje. Na zmniejszenie aktywności wpływa też brak wziątku, niższa temperatura /zwłaszcza nocą/, zmniejszony lot z powodu opadów i wtedy zapylenie środowiska ula trwa dłużej. Nie zachodzi tez tak szybka wymiana


pszczół i więcej jest / w porównaniu do poprzedniego okresu/ procentowo pszczół, które zetknęły się bezpośrednio z opyłem jak pozostałych. Zmniejszona ich aktywność może powodować, iż są one nosicielami znaczącej ilości kryształków przez dłuższy czas. W tym okresie, za wynikami uzyskanymi przez H. Białeckiego, można by sugerować, że opył działa skutecznie na warrozę 17 dni. Wstępne obserwacje potwierdzają, że zmniejszona aktywność pszczół wydłuża działanie opyłu. Wykonując badania nad skutecznością działania cukru na warrozę, już na samym początku stosowania opyłów zauważono, że w rodzinach słabych działanie cukru było dłuższe jak w silnych. Przy badaniu długości działania opyłu na warrozę, trzeba będzie oprócz wymienionych czynników obniżających aktywność pszczół, uwzględnić też czynnik wynikający z siły rodzin wziętych do doświadczeń. Biorąc pod uwagę chociażby tylko opisane spostrzeżenia, to teoretycznie można założyć, że po opyle jesiennym, w czasie, kiedy pszczoły są jeszcze na tyle aktywne, aby mogły z siebie i z plastrów usunąć duże kryształki cukru i małe kryształki znajdujące się w nadmiarze, a aktywność ich znacznie i długotrwale nie wzrośnie, to środowisko zagrażające warrozie, może utrzymać się przez okres całej zimy i pasożyt całkowicie zginie. Może są to zbyt optymistyczne przypuszczenia, ale wcale niepozbawione poprawnego sposobu rozumowania. W tym miejscu celowe będzie omówić jeszcze wspomniane zjawisko tajemniczego znikania warrozy z opylanych pudrowym cukrem rodzin pszczelich, co wyjaśni też kilka innych spraw poruszonych wcześniej. Specjalne, choć może zbyt mało precyzyjne doświadczenia wykazały, że warroza ginie bez osiatkowanego wkładu w ulu jak i w jego obecności. Przy wkładce można zobaczyć jednak częściowy efekt. Okazało się też, że przy dużej aktywności pszczół /po okresie wstępnego dokarmiania/ w rodzinach o znacznym zagrożeniu pasożytem, spadłej poprzez siatkę na wkładkę warrozy liczonej po 24 i 72 godzinach od opylania rodzin, dnia 10 sierpnia, znaleziono bardzo mało. Oględziny pszczół, nawet bez użycia przyrządu do diagnozowania, wykazały wiele osobników warrozy zlokalizowanej na pszczołach, silnie uwłosionych miejscach i w kilku wypadkach między tergitami. Zasugerowało to, iż cukier w bliżej nieokreślonych warunkach nie działa na przylgi warrozy lub są populacje pasożyta o innym zachowaniu i w jakiś sposób unikające styku przylg z opyłem cukrowym albo chowają się przynajmniej w czasie opyłu. Badania po 8 dniach wykazały jednak, że warroza w dużym procencie zginęła z ula, a na wkładach spady powiększyły się głównie o młode osobniki warrozy. Wykonane równocześnie ścisłe obserwacje nad zachowaniem się warrozy zdjętej w kilkudziesięciu egzemplarzach z pszczół takich rodzin wykazały wyraźnie, iż większość przylg miało przylepione kryształki cukru. Osobniki te poddane do pszczół, ponownie zajęły miejsce na owłosionych częściach pszczół. Nie podając bardzo zresztą interesujących dalszych szczegółów, jedynie słusznym wnioskiem jest, iż warroza w pewnych bliżej nieznanych warunkach po zetknięciu się z kryształkami cukru nie spada masowo z pszczół. Gdy zaś pszczoły są aktywne i dokonują lotów, to warroza luźno przyczepiona do


włosków pszczoły może spaść w czasie lotu, np. podrażniona światłem, od którego stroni, pędem powietrza lub może zostać strącona przez pszczołę podczas pracy na kwiatku. Nie można też wykluczyć, że porażona warroza sama może schodzić na kwiaty, zagrożona ruchem pszczoły. Zauważono, bowiem, że porażona warroza jest bojaźliwsza w odróżnieniu od zdrowej, która jest zdecydowanie agresywna. Zauważono tez w nieopylanych rodzinach, że w czasie wziątku, a ściśle w czasie bardzo silnych lotów pszczół, charakteryzujących się prawie całkowitym brakiem starszych wiekiem pszczół w części gniazdowej, wiele starszych samic warrozy, można zauważyć na tułowiu i innych górnych powierzchniach bardzo młodych pszczół, których włoski są jeszcze bezładnie przylegające do ciała. Fakt ten można z powodzeniem wykorzystać do uzyskania informacji o obecności warrozy w rodzinach pszczelich. VI. Ostrzeżenia i zalecenia przy opylaniu. Nawet najlepszy środek może być szkodliwy lub nie dawać efektu, jeżeli będzie się go stosować w nadmiarze, w nieodpowiednim czasie i nie będzie przestrzegać się zasad poprawnej pielęgnacji pszczół i ich hodowli. Najogólniej można wskazać, że: 1. Nie należy sypać pudrowego cukru w miejsca na plastrze, gdzie nie ma pszczół . Powierzchnie te i tak się „zapylą” przez chodzenie po nich pszczół i nieunikniony zasyp tych miejsc bardzo drobnym pyłem przez wentylujące po opyle pszczoły. 2. Bezwzględnie należy unikać silnego opylania otwartego czerwiu. 3. Nie należy wsypywać pudrowego cukru w uliczki między ramkowe, względnie wdmuchiwać go na plastry przy użyciu wentylatorów albo opylaczy. 4. Opylać tylko pszczoły, gdy są aktywne. Opył dokonywany w czasie i zaraz po dłuższym przebywaniu w ulu, z uwagi na niesprzyjające warunki atmosferyczne, powoduje straty pszczół i wywołuje inne ujemne skutki. Jeżeli z jakichkolwiek powodów musi się zaglądać do pszczół lub wykonać zabieg opylania, to pszczoły trzeba wpierw przywrócić do stanu aktywnego, np. przez kilkakrotne – w pewnych odstępach – pukanie w ul i dopiero dokonać przeglądu lub wykonać zabieg. 5. Przy zmniejszonej aktywności pszczół /krótkie dni, mało czerwiu/ , wysokiej wilgotności powietrza, stosunkowo niskiej temperaturze /zwłaszcza pod wieczór/ opył powinien być wykonany oszczędna dawką pudrowego cukru. W takich warunkach duże dawki mogą znacznie opóźnić oczyszczenie się pszczół i oczyszczenie plastrów przez pszczoły na tyle, że nadmierna ilość cukru zacznie się rozpuszczać wodą z powietrza, co może doprowadzić do sklejania się włosków na pszczołach i spowodować „zabrudzenie” się plastrów syropem. Uwaga ta jest ważna przy zabiegach w okresie późnoletnim i jesiennym, zwłaszcza w słabych rodzinach.


6. Nie należy dokonywać opylania rodzin w czasie wiatru, bo wtedy drobny pył roznosi się poza ul i skuteczność opyłu może być niska. Należy jeszcze przestrzec amatorów modernizacji, że pyły takie jak talk, krzemionka, popiół i im podobne są wybitnie szkodliwe dla pszczół i mogą u nich wywołać schorzenia. Z różnych względów nie można też stosować do opyłu pszczół mąki zbożowej, kartoflanej, bananowej itp. Pudrowy cukier jest nieszkodliwym pyłem, nie tylko ze względu na jego chemiczny skład, ale nie wnika on do tchawek pszczoły i może być przez pszczoły łatwo usuwany z powierzchni ciała, gdyż jego kryształki mają tendencję do łączenia się w większe agregaty /skupiska/ . Z dennicy i innych części ula pszczoły z łatwością / przy użyciu wydzieliny gruczołów ślinowych/ cukier zlizują. Korzystne jest i to, że cukier nie ma większego wpływu na przylgi pszczoły. Pszczoła przy różnych okazjach jest, na co dzień narażona na kontakt przylg z cukrem, gdy chodzi po cieście miodowo-cukrowym, po pływakach i wnętrzu podkarmiaczek, po plastrach odwirowanych z miodu. W odróżnieniu jednak od warrozy, posiada niezmiernie rozbudowany system samooczyszczania się i potrafi oczyścić z powierzchni ciała każdą pylista strukturę, nawet o znacznej przyczepności lub lepkości. Z wielu części ciała nie potrafi jednak zlizać substancji takich jak miód, syrop, ale czynią to chętnie jej siostry. Pszczoła dba też o czystość przylg, które maja wielorakie znaczenie, a najmniej używane są przy chodzeniu, gdyż w naturalnych warunkach pszczoła tylko sporadycznie chodzi po gładkich powierzchniach, a o ile chodzi to są one przeważnie zabrudzone i przylgi tracą szybko lepkość i pszczoła musi sobie radzić w inny sposób. Uwagi końcowe. W zakończeniu należy wyjaśnić, dlaczego zdecydowano się na tak wczesne udostępnienie pszczelarzom wyników badań nad zwalczaniem warrozy nowym sposobem, skoro doświadczenia pasieczne trwały zaledwie od 30 czerwca do 5 września 1986 roku. Jedna z odpowiedzi może być prosta, – ponieważ przygotowywano się do tego tematu od z górą dwóch lat i potrzebne próby, po uzyskaniu żywej warrozy, można było wykonać w błyskawicznym tempie. Nie mając na myśli podnoszenia ważności pomysłu, trzeba jednak stwierdzić, że zastosowanie cukru w walce z warrozą, dało wprost niewiarygodne pozytywne rezultaty, przy równoczesnym wyeliminowaniu obaw o pszczoły i ich produkty. Pierwszą myślą było, aby w szybkim tempie przeprowadzić próby na znacznej liczbie rodzin pszczelich w terenie i we własnych pasiekach. Z dużym uznaniem muszę powiedzieć, że w tym zakresie nie było trudności. Zgodę na przeprowadzenie prób tam gdzie dysponowano osiatkowanymi wkładami również na przeprowadzenie doświadczeń wyrazili: mgr. Zygmunt Kostrzewski z Poznania; Jan, Ryszard i Stanisław Bartkowiak z Konarzewa; Henryk Białecki ze Zbąszynia; Marian


Gawronek prezes Koła Pszczelarzy w Dopiewie i kilku innych. Wykonywanie wspólnie zabiegów opylania, pozwoliło w szybkim tempie wyeliminować popełniane początkowo błędy i wykazać jak należy przygotować pasiekę do walki z warrozą. Pozytywne rezultaty zachęcały do dalszej współpracy. W rozmowach podkreślano jednak, aby możliwie szybko udostępnić pszczelarzom wyniki i podać środki stosowane przy dokonywaniu opyłów tak, aby sami mogli wypróbować nowy sposób walki z warrozą, zanim będzie za późno. Wychodząc z założenia, że za rok zagadnienie walki z warroza tez nie będzie rozwiązane, jeżeli wszyscy nie wezmą w tym udziału, wiec zdecydowałem się na podzielenie się z pszczelarzami tymi wynikami i obserwacjami, które mogą być pomocne w walce z warrozą w pasiekach i przy poszukiwaniu nowych rozwiązań tego niezmiernie ważnego, a zarazem tak trudnego problemu. Zdając sobie sprawę, że niektórzy zastosują opył jeszcze jesienią br.,to chcę zwrócić uwagę na kilka spraw z tym związanych. Przed podjęciem decyzji o opylaniu należy bardzo wnikliwie zapoznać się i zrozumieć wszystkie uwagi zawarte w niniejszym opracowaniu. Do opyłu przeznaczyć tylko część rodzin z pasieki, co umożliwi porównać wyniki z dotychczas używanymi środkami i metodami w walce z warrozą. Wyniki można będzie też porównać z rodzinami, w których nie stosowano ani nie zamierzano stosować zabiegów. Dla ostrzeżenia podaję, że ostatnie nasilenie się artykułów, dotyczących diagnozowania choroby w mies. „Pszczelarstwo”, w dalszym ciągu sugeruje, że warroza jest już w naszym kraju powszechna. Potwierdzają to też pszczelarze z różnych regionów Polski. Problem tkwi jednak w tym, iż wielu pszczelarzy lekceważy te doniesienia, a po stwierdzeniu warrozy w pasiece nie są przygotowani do rozsądnej walki z pasożytem tak, aby nie zniszczyć pszczół. Dlatego bardzo wskazane jest, aby na dennicę ula, pod ramki rodzin badanych zamieścić osiatkowany wkład, co pozwoli na ustalenie przybliżonego stopnia zagrożenia rodzin, a pośrednio i pasieki, warrozą oraz pozwoli na stwierdzenie skuteczności opyłu lub zastosowanego innego zabiegu, jeśli w pasiece już warroza występuje. Opylanie dokonywane jesienią w rodzinach pszczelich silnie zagrożonych pasożytem, może ograniczyć warrozę, ale pszczoły mogą nie przezimować lub przezimować źle. W niektórych publikacjach podaje się, bowiem, że kłute przez warroze pszczoły w okresie późnego lata i wczesnej jesieni, giną w czasie wczesnej zimy, więc pozostałych może być zbyt mało, aby zapewniły sobie prawidłowe wyzimowanie i rozwój rodziny wiosną. Trzeba też wziąć pod uwagę, że pszczoły w rodzinach zagrożonych znaczącym stopniem pasożyta, a nieleczone w okresie letnim będą ubogie w ciało białkowo-tłuszczowe i w okresie wiosny mogą być silnie zaatakowane nosemozą. Te i inne niewymienione przyczyny mogą sugerować, że to opył pudrowym cukrem lub zastosowane inne środki przeciw warrozie, są


przyczyną strat w pogłowiu pszczelim. Takie sformułowanie zagadnienia nie jest próbą asekuracji przed odpowiedzialnością, ale próbą zwrócenia uwagi, iż walka z warrozą musi mieć charakter kompleksowy, uwzględniający wszystkie pozytywne elementy możliwe do wykorzystania, z zakresu chorób pszczół, pielęgnacji pszczół i ich hodowli. Czekanie np. do jesieni i twierdzenie, że jest to najkorzystniejszy okres do zwalczania warrozy, z powodu braku czerwiu w rodzinach pszczelich, może jedynie prowadzić do zagłady pasieki. Tylko powszechna walka z warrozą, przy zastosowaniu środków nieszkodliwych dla pszczół, a ograniczających rozwój pasożyta i stosowanie biologicznych sposobów zwalczania, może uratować pszczoły. Warroza jest szczególnym przypadkiem pasożyta, który pozornie nie liczy się z całkowitym zniszczeniem swojego gospodarza, w czym pomaga jej praktycznie nieograniczona dynamika rozwoju i niezbadane drogi szybkiego i skutecznego ‘wyszukania’ nawet pojedynczej rodziny pszczelej, żyjącej z dala od innych pasiek. Ten szczególny przypadek nie wynika jednak z atakowania przez pasożyta wszystkiego czerwiu i wszystkich pszczół, ale ze społecznego charakteru życia gospodarza. Kolegom, którzy nie szczędzili ani czasu ani wysiłku i udostępnili swoje pasieki do przeprowadzenia prób i doświadczeń, dla zbudowania skuteczności opisanej metody zwalczania warrozy, serdecznie dziękuję za dotychczasową współpracę, mając nadzieję na dalszą w następujących miesiącach i latach. Doktorowi Andrzejowi Kalinowskiemu dziękuję za konsultacje i inną pomoc przy rozwiązywaniu opisanych problemów oraz za podjęcie się przeprowadzenia badań mikroskopowych i opracowanie rozdziału o tej tematyce, a zwłaszcza za sprecyzowanie ciekawych wniosków, stanowiących podstawę do dalszych badań. Opracowali: Józef Kalinowski Andrzej Kalinowski Na prawach rękopisu. Prawa autorskie zastrzeżone. Poznań Wrzesień 1986.

Zwalczanie warrozy za pomocą cukru pudru  

Opracowanie Panów Kalinowskich udostępnione przez Pana Czesława Junga...

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you