Page 1


KRYZYSU


U HEINER FLASSBECK

przełożył Michał Sutowski posłowie Kazimierz Łaski

WYDAWNICTWO KRYTYKI POLITYCZNEJ


HEINER FLASSBECK 10 mitów kryzysu Tytuł oryginału: Zehn Mythen der Krise Copyright © Suhrkamp Verlag Berlin, 2012 All rights reserved by and controlled through Suhrkamp Verlag Berlin. Copyright © for this edition by Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2013 Copyright © for the preface by Heiner Flassbeck, 2013 Copyright © for the postface by Kazimierz Łaski, 2013 Wydanie  Printed in Poland  978-83-63855-37-6 Tłumaczenie: MICHAŁ SUTOWSKI Redakcja: MAGDALENA BŁĘDOWSKA Konsultacja naukowa przekładu: KAZIMIERZ ŁASKI Korekta: MAGDALENA JANKOWSKA Redaktor prowadzący: MACIEJ KROPIWNICKI Projekt graficzny, typograficzny, skład i łamanie: MARCIN HERNAS | TESSERA.ORG.PL Książkę złożono pismami  Centro Panosa Vassiliou, Platform Bertona Hasebe i Frutiger Adriana Frutigera Druk i oprawa: WWW.OPOLGRAF.COM.PL

WYDAWNICTWO KRYTYKI POLITYCZNEJ ul. Foksal 16, p.  00-372 Warszawa redakcja@krytykapolityczna.pl www.krytykapolityczna.pl

Supported by a grant from the Open Society Foundations. Książka ukazuje się przy wsparciu Open Society Foundations.


PRZEDMOWA DO WYDANIA POLSKIEGO DLACZEGO DZIŚ POTRZEBA NAM DEMITOLOGIZACJI?


W czasie globalnego kryzysu stawia się często pytanie, czy teoria Keynesa albo założenia teoretyczne krytycznych ekonomistów w rodzaju Michała Kaleckiego mogłyby pomóc w rozwiązaniu kryzysu rynków finansowych i strefy euro. Pytanie to mówi więcej niż cokolwiek innego o tym, jak bardzo debatę publiczną na temat różnych teorii ekonomicznych zdominowały nieporozumienia. Bo to tak, jak gdyby zapytać, w jaki sposób matematyka może się przyczynić do rozwiązania problemów przy badaniu wszechświata. Otóż w ogóle nie może, odpowie ktoś nie bez racji — z pewnością jednak bez matematyki wszechświata nie da się badać w ogóle. W czasach, kiedy niezrozumiane pozostają kluczowe zależności logiczne, jak na przykład pomiędzy długami a oszczędzaniem, musimy traktować to, co często nazywa się keynesizmem, przede wszystkim jako nieodzowny środek pomocniczy, służący uporządkowaniu myśli i rozróżnieniu zależności mikro- od makroekonomicznych. W czasach, kiedy niemiecka kanclerz wierzy, że wszystkie kraje świata żyły ponad stan albo że wszystkie

7


kraje europejskie mogłyby poprawić swą konkurencyjność, po prostu obniżając płace — tylko marginalnie chodzi tu o keynesizm w tradycyjnym rozumieniu, przede wszystkim zaś o zdrowy rozsądek. Ale ten znajdziemy jedynie w analizie autorstwa wielkich ekonomistów heterodoksyjnych. Można się zatem długo spierać, czy to już keynesizm, jeśli stwierdzimy, że w relacjach między krajami posiadającymi własne waluty, których wartość dopasowuje się do różnic stóp inflacji pomiędzy nimi, kraj nie może poprawić swej konkurencyjności poprzez obniżkę płac. To jednak Keynes był wśród tych, którzy dostrzegli to bardzo wcześnie i bardzo wyraźnie. Także w obszarze blisko związanym z keynesizmem w jego popularnym wydaniu, mianowicie w obszarze długu, potrzeba głównie zdrowego rozsądku, a niekoniecznie wielkich teorii czy empirycznych badań na temat granic zadłużenia. Każdy rozsądny człowiek powiedziałby, że w czasie, kiedy prywatne gospodarstwa domowe opanowała niepewność w obliczu wysokiego bezrobocia, a do tego nie dysponują one dochodami na większe

8


wydatki konsumpcyjne, cięcia wydatków państwowych osłabią gospodarkę, o ile nie wydarzy się jakiś cud. A któż by zaprzeczał, że przy obecnych stopach procentowych w okolicach zera popyt na kredyty na rynku jest ewidentnie tak niski, że jeśli zaciągnie je państwo, to w żadnym razie nie wypchnie z niego inwestorów prywatnych? Wszystko to jednak jest kwestionowane przez określone kręgi, i to za pomocą argumentów tak niesłychanych, że aż mi się pióro stroszy przed ich wypisaniem. Toczy się tu jednak wielka ideologiczna walka rynku przeciwko państwu — i, niestety, spycha ona w cień niemal wszystkie kwestie gospodarcze. Jaka płynie stąd dla nas lekcja? Taka mianowicie, że nie powinniśmy wdawać się w dawno już stoczone bitwy teoretyczne wokół keynesizmu, lecz świadomie korzystać z rozumu. Musimy żyć z tym, że zawsze znajdą się po drugiej stronie ideolodzy kwestionujący elementarną tabliczkę mnożenia, jeśli tylko będzie im to pasowało do ich ideologicznego kramiku. Nie należy jednak dawać sobie wciąż od nowa wmawiać, że istnieją rzekomo dwie teorie, Keynesowska i neoklasyczna, które

9


należy uznać za właściwie równouprawnione, ponieważ objaśniają nam świat w zasadzie równie dobrze, tyle że z różnych punktów widzenia. Jeśli ktoś ignoruje kluczowe zależności makroekonomiczne, tak jak je na przykład w przypadku rynku pracy błyskotliwie zanalizował Kalecki, jeśli w dużej mierze zaniedbuje zależności makroekonomiczne w księgowości, jeśli neguje niepewność, w jakiej działają ludzie, jeśli wreszcie z góry postrzega rynek jako najlepszy mechanizm rozwiązywania wszelkich problemów — nie chce wyjaśnić świata. Chce tylko nałożyć światu ideologiczny gorset, po to, by utwierdzić istniejące struktury władzy, a masy ludzi utrzymać w stanie niewiedzy. Dlatego właśnie można całkiem prosto odpowiedzieć na pytanie zawarte w tytule naszej przedmowy: nic nie pomoże bardziej w rozwiązaniu naszego kryzysu niż próba logicznego myślenia i uwzględnienia bez uprzedzeń wszystkich aspektów naszego życia i myśli. Jeśli ktoś chce to nazwać keynesizmem, nie będzie daleki od prawdy, nawet jeśli nie będzie to miało wiele wspólnego

10


z tym, co się potocznie z Keynesem i keynesowskimi rozwiązaniami kojarzy. Innym przykładem dzisiejszego znaczenia heterodoksyjnej nauki ekonomii jest ujawniony właśnie „skandal” dziewięćdziesięcioprocentowej granicy długu publicznego. Ja sam nie wspominałem dotąd o tej liczbie, nie uważając jej za wartą wspomnienia; znaczenie, jakie przypisywały jej niektóre kręgi, i fakt, że odkrycie związanych z nią błędów obliczeniowych powoduje dziś tak wielkie zamieszanie, świadczą jednak o głębokiej nędzy nauk ekonomicznych, o której zbyt rzadko się mówi. W pewnym momencie historii, przypuszczam, że było to pod koniec lat 70.  wieku, w badaniach ekonomicznych zdecydowano się wszystko i wszędzie testować (przy wsparciu coraz wydajniejszych komputerów i „postępów ekonometrii”) empirycznie, a wynikom tych testów nadano w debatach ekonomicznych własną, szczególną wagę, której nigdy nie powinny one posiadać. Ponieważ silne było wówczas przekonanie, że udało się znaleźć model standardowy, niczym w fizyce, który — po Keynesowskiej rewolucji i neoklasycznej

11


kontrrewolucji — nie bardzo można było już poprawić, chodziło odtąd tylko o to, aby wzmacniać hipotezy owego modelu standardowego poprzez ścisłe testy ekonometryczne, a ewentualnie stwierdzone empirycznie odchylenia od założeń standardowych modelować na nowo wewnątrz samego modelu. W ten właśnie sposób „rozstrzygnięto” na przykład dyskusję wokół teorii oszczędności i inwestycji, która stanowiła jądro rewolucji Keynesowskiej — w modelu standardowym przyjęto założenie reprezentatywnego gospodarstwa domowego, którego preferencje na rzecz konsumpcji lub powstrzymania się od niej dominują nad wszystkimi innymi aktorami (przedsiębiorstwami, państwem i zagranicą), a tym samym w ogóle nie dopuszczono możliwości konfliktu między nimi. Na proste pytania: w jaki sposób dwa kraje mogą tak uzgodnić swoje salda bilansu płatniczego, aby odpowiadały one preferencjom obydwu, oraz jakie są mechanizmy rozwiązywania ewentualnych konfliktów przy tych samych preferencjach (na przykład kiedy oba kraje chcą per saldo oszczędzać,

12


to znaczy wykazać nadwyżki) — model standardowy nie chce ani nie może odpowiedzieć. Dla badań empirycznych model, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, jest oczywiście fatalny. Ponieważ naukowe uznanie może zyskać jedynie test takich hipotez, które są wywiedzione z modelu standardowego, testuje się najbardziej niezrozumiałe zależności, a gdy testy nie dają choćby pozoru dowodu, wynajduje się ad hoc hipotezy ratujące nasz model. I tak też podręcznik teorii gospodarki międzynarodowej, jaki Kenneth Rogoff napisał razem z Maurice’em Obstfeldem, ale także liczne artykuły obydwu pełne są takich „zagadek”, jak sami je nazywają, przy których empirii najzwyczajniej nie da się pogodzić z teorią standardową. W takich warunkach nie dziwi, że chwytamy się każdej zależności, o której sądzimy, że da się ją uzasadnić, i która z pozoru choćby stoi w zgodzie z modelem standardowym czy jego założeniami. I tak na przykład Keynesowskim rozważaniom na temat długów publicznych, w niektórych warunkach koniecznych dla stabilizacji

13


systemu, przeciwstawiono tak zwaną ekwiwalencję Ricardiańską. To jednak nie tylko teoretyczne fantazjowanie, lecz oficjalne stanowisko rządu w Berlinie i Komisji Europejskiej w Brukseli. W ich przekonaniu dodatkowy dług publiczny może działać wręcz destabilizująco, jeśli tylko wszyscy uczestnicy procesu gospodarczego mają pełną wiedzę na temat swych przyszłych dochodów i mogą z góry przewidzieć również działania rządu w dalekiej przyszłości (kierunek ruchu gwiazd, komet czy planet też przecież można przewidzieć!). Byłoby oczywiście świetnie, gdyby odnaleziono dokładnie ten punkt, w którym Keynesowski reżim akceptowania długów przez sektor prywatny zostałby zastąpiony przez neoklasyczny reżim bronienia się sektora prywatnego przed długami. Tak oto narodziłby się nowy mit. Naukowcy orientacji keynesowskiej lub tylko obdarzeni zdrowym rozsądkiem nie uwierzyliby w niego, ponieważ musieliby spytać krytycznie, dlaczego kryzys przy 90 procentach zadłużenia publicznego miałby rodzić zupełnie inne mechanizmy niż kryzys przy 80 procentach zadłużenia

14


lub, jak obecnie w Japonii, przy 250 procentach długu publicznego w relacji do . Kryzys czy recesja zawsze są bowiem wyrazem niepewności sektora prywatnego lub skutkiem bezpośredniego pogorszenia jego sytuacji ekonomicznej. Kogo interesuje, gdy pogarsza się jego położenie, a państwo — na przykład poprzez obniżkę podatków przy rosnącym długu — zapewnia mu bezpośrednią ulgę, czy owa ulga następuje przy mniej czy więcej niż 90 procentach zadłużenia? Większość uczestników gospodarki nawet nie wie, jaki poziom zadłużenia ma jego państwo i co on oznacza. Sam poziom 90 procent nic nam zresztą nie mówi, ponieważ długi należy generalnie rozpatrywać w relacji do majątku, a nie do bieżącego dochodu, jak na przykład . Dlaczego zamożne albo silnie inwestujące państwo miałoby wykazywać ten sam próg zadłużenia, co państwo znacząco mniej zamożne? O porażce owych „90 procent” nie decyduje błąd rachunkowy. Właściwe fiasko polega na tym, że renomowani badacze z jeszcze bardziej renomowanego uniwersytetu mają tak mało zdolności

15


do samokrytyki lub zdolności do refleksji, że decydują się na ryzyko przykładania tak wielkiej wagi do tak głupiej liczby. A wykrycie ich błędu jest dobre nie tylko dlatego właśnie, że go wykryto, ale dlatego, że być może skłoni niektórych do przemyślenia, jak to się mogło stać, że tak wielu politycznie odpowiedzialnych tak bezkrytycznie przyjęło tak głupie wyliczenia.


SPIS RZECZY


Przedmowa do wydania polskiego 5 Dlaczego dziś potrzeba nam demitologizacji? Przedmowa 17 Kryzysy gospodarcze i związane z nimi mity

Mit 1 25 Rynki finansowe są efektywne i wspierają nasz dobrobyt Mit 2 35 Rządy wreszcie zrozumiały, że muszą działać Mit 3 43 Zadłużenie państw to właściwa przyczyna kryzysu Mit 4 53 Żyjemy ponad stan Mit 5 61 Nie ma żadnego kryzysu euro, Europę w kryzys wpędziły nadmierne długi kilku małych państw

154


Mit 6 79 Niezależnie od przyczyn: państwa muszą oszczędzać Mit 7 89 Wszyscy muszą dać sobie radę bez długów Mit 8 93 Banki centralne, ratując państwa, wywołują inflację Mit 9 99 Niemcy stają się skarbnikiem Europy Mit 10 109 „Róbmy tak dalej” — to wciąż opcja dla Niemiec Konkluzja 119 Kryzysy gospodarcze i ich polityczne skutki

Kazimierz Łaski Posłowie 135 Bibliografia 147


Heiner Flassbeck "10 mitów kryzysu"  

Czy Europa naprawdę żyła ponad stan? Czy za obecny kryzys faktycznie odpowiada lenistwo Południowców, rozrzutność rządów i populizm politykó...