dziadka, z którym pewnie chciała porozmawiać wcześ niej niż ja. Idąc z nimi w moją stronę, bardzo szybko coś dziadkowi klarowała. Starszy pan słuchał jej nieuważnie, jednocześnie uśmiechał się do panny Barbory i przyjaźnie kiwnął jej ręką. Kiedy doszli do nas, dziadek powiedział, że to niemożliwe, i spytał, gdzie jest klucz. Ciotka powiedziała, że właśnie o to chodzi, klucza nie ma. Dziadkowi przypomniała się jakaś dziecięca rymo wanka i zaraz ją wyrecytował: „Była ryba, bo był ruczaj, klucz w jej pysku tkwił; nie ma ryby, nie ma klucza, co z tego, że był”. Potem powiedział, że kiedy woda opadnie i stanie nowy mostek, możemy posłać po ślusarza. Na razie Milouš musi to jakoś wytrzymać. Ciotka zrobiła kwaśną minę i zaserwowała nam przy słowie: „Kto innym szkodzi, temu się źle powodzi”. Spojrza ła na mnie hardo, jak gdyby chciała powiedzieć, że będzie wplatać do swoich wypowiedzi tyle przysłów, ile zechce, i dodała, że „prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”, i prosi nas, byśmy zaraz zrobili wszystko co konieczne dla uwolnienia Milouša. Dziadek oznajmił, że on z kolei kieru je się przysłowiem „nie gaś tego, co cię nie parzy”. Potem dodał, że ciotka chyba nie chce, żebyśmy wyłamali drzwi albo żeby Milouš wyskoczył przez okno, a on, dziadek, łapał go w prześcieradło. W końcu poradził jej, by popro siła o pomoc Saturnina, bo to człowiek wielkich talentów. Ciotka odeszła, a ja właśnie chciałem opowiedzieć dziadkowi o jej grubiaństwie, ale zauważyłem, że panna Barbora patrzy na mnie błagalnie zza pleców doktora Vla cha, trze dłonią o dłoń, wierci się i kręci głową. Wyglądała przy tym tak uroczo, że nie mogłem jej odmówić, chociaż byłem na ciotkę Kateřinę bardzo rozgniewany. Dziadek i doktor Vlach usiedli na ziemi i spytali na szej ślicznej kucharki, co dostaną na śniadanie. Panna Barbora odparła, że pieczone ziemniaki i czarną kawę. ( 98 )
Ukázka elektronické knihy, UID: KOS257399