Page 1

HP_cover_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:35 Page 1

nr 10 (54) • październik 2011 ISSN 1897-0958 cena 7 zł (w tym 5% VAT)

BLIŻEJ CZOŁÓWKI

LEKCJE RASMUSSENA WALCZYMY W LIDZE MISTRZÓW TAJEMNICA LEWEJ RĘKI ŻYCIE PO ŻYCIU


HP_cover_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:35 Page 2


HP_cover_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:35 Page 3


HP_cover_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:35 Page 4


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:32 Page 3

//Fleszem

HANDBALL POLSKA nr 10 // październik 2011

Losowanie 1/8 Pucharu Polski kobiet W siedzibie ZPRP rozlosowano pary 1/8 finału Pucharu Polski kobiet. Spotkania 1/8 finału rozegrane zostaną 26 października. Terminy rozgrywek ćwierćfinałowych ustalono na 14 i 21 grudnia. Losowanie półfinału i finału (Final 4) odbędzie się 29 grudnia (czwartek) w samo południe w siedzibie ZPRP.

Zestaw par KPR Jelenia Góra – Vistal Łączpol Gdynia UKS Olimp Grodków – Ruch Chorzów KSS Kielce – Start Elbląg (przełożony na 16.11) Aussie Latocha Sambor Tczew – SPR Lublin AZS AWF Gardinia Wrocław – Pogoń Baltica Szczecin AZS AWF Warszawa – KU AZS Politechnika Koszalińska Piotrcovia Piotrków Tryb. – Finepharm Polkowice KGHM Metraco Zagłębie Lubin – wolny los.

Wilczyński, Rosjanin – gracz Barcelony, Konstantin Igropulo oraz jego klubowy kolega, białoruski internacjonał Sierhei Rutenka.

Palau Sant Jordi areną MŚ 2013 Władze Barcelony, działając w porozumieniu z Hiszpańską, a także Katalońską Federacją Piłki Ręcznej ogłosiły, że hala Palau Sant Jordi będzie areną 23. Mistrzostw Świata Mężczyzn, które odbędą się 18-27 stycznia 2013 roku. W olimpijskim obiekcie, mogącym pomieścić 16 500 widzów, zostaną rozegrane trzy mecze rundy wstępnej, cztery spotkania rundy zasadniczej, dwa ćwierćfinały, półfinał, finał i mecz o 3.miejsce. Jednocześnie Rada Miejska stolicy Katalonii poinformowała, że w miejscowych szkołach przy okazji mistrzostw będzie promowany program kobiecej i dziecięcej piłki ręcznej.

Czarna seria – zmarł na parkiecie... W trakcie meczu II ligi duńskiej pomiędzy Ribe-Esbjerg a Team Sydhavsoerne na parkiet padł jak rażony gromem Lars Olsen. Reanimacja prawoskrzydłowego Ribe-Esbjerg nie przywróciła jego organizmowi funkcji życiowych. Lekarze stwierdzili zgon młodego zawodnika, a sekcja zwłok nie określiła dokładnie przyczyny śmierci Olsena.

... zginął w wypadku Wielką stratę poniósł słowacki handball. W wypadku samochodowym zginął Frantisek Bohac. Samochód 22-letniego zawodnika Tatrana Presov z dużą prędkością uderzył w betonowy słup w okolicach Koszyc. Bohac w czerwcu został powołany do reprezentacji Słowacji na ostatnie spotkanie kwalifikacji do mistrzostw Europy.

Turniej o Puchar Gdyni Austria, Białoruś i Rosja to najbliżsi rywale reprezentacji Polski. Turniej o Puchar Gdyni zaplanowany na 4-6 listopada br. będzie ostatnią okazją w tym roku do zobaczenia wybrańców Bogdana Wenty w kraju. W grudniu biało-czerwoni pod szyldem Polska B zagrają w turnieju na Słowacji. Rosjanie podczas ostatniego pobytu w Polsce (2009 rok) wygrali turniej, pokonując w decydującym meczu Polskę 35:30. Biało-czerwoni będą mieli więc doskonałą okazję do rewanżu. W turnieju wspieranym przez miasto Gdynia w zagranicznych ekipach awizowani są bardzo znani polskim kibicom zawodnicy: Austriak z polskimi korzeniami Konrad

Rosja po raz trzeci sięgnęła po Puchar Świata

Rosjanki triumfują Piłkarki ręczne Rosji wygrały z Norweżkami 25:23 (12:11) w finale rozgrywanego w duńskim Aarhus turnieju o Puchar Świata, tradycyjnie rozpoczynającego sezon międzynarodowy. Rosjanki zrewanżowały się tym samym Skandynawkom za porażkę w finale turnieju olimpijskiego w Pekinie. W spotkaniu o trzecie miejsce Francja pokonała Hiszpanię 16:15 (9:9).

3


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:32 Page 4

4

//SPIS TREŚCI 6

14

19

24 13

//Fleszem

16

//Liga Mistrzów

10

14

WIELKA PIŁKA WRÓCIŁA DO PŁOCKA

KŁOPOTY Z „SZY, CZY” 24

//Uwaga talent – Patrycja Królikowska

NOGI SIĘ UGIĘŁY

SERB Z WĘGIERSKIM PASZPORTEM

28

//Liga Mistrzów

30

//Reprezentacja Polski

//Turniej o Puchar Śląska

OPTYMIZM NIE URZĘDOWY

//Iwona Niedźwiedź

TRZEBA CIERPLIWOŚCI //leworęczni

LEWORĘCZNI SĄ WŚRÓD NAS 33

//Marcin Lijewski

CHCIAŁEM BYĆ SKRZYDŁOWYM

POLSKA KADRA 19

//Kim Rasmussen

//Nikola Eklemović

NA PUNKTY CZEKALI DO TRZECIEJ KOLEJKI 18

22

34

//Puchar Zdobywców Pucharów

DWA GOLE OD SENSACJI


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:33 Page 5

HANDBALL POLSKA nr 10 // październik 2011

34

Stan – trzy do trzech

P

ierwsze rozdanie z udziałem polskich klubów w Lidze Mistrzów wypadło na remis. Orlen Wisła Płock i Vive Targi Kielce wspólnie uzbierały trzy zwycięstwa, wspólnie też zanotowały trzy porażki. Nasze eksportowe wizytówki traktujemy jednakowo. Cieszymy się z ich sukcesów, smucimy, gdy schodzą z boiska w roli pokonanych. A mogło być przecież jeszcze lepiej, gdyby nie minimalne porażki w Koprze i Berlinie. Nie zmienia to faktu, że poziom polskiej klubowej piłki ręcznej, w wydaniu męskim, systematycznie pnie się do góry. I niech tak zostanie.

O

bjęcie ponad rok temu kobiecej reprezentacji Polski przez Kima Rasmussena wywołało w środowisku spore poruszenie. Facet z Danii już na starcie miał wielu zwolenników i chyba drugie tyle osób... niezbyt mu przychylnych. Przedstawiciel skandynawskiej szkoły zacisnął zęby i z zapałem zabrał się do pracy. Złapał dobry kontakt z zespołem. Nie boi się ryzykować, ma ciekawe pomysły. Pierwsze efekty już są. Wygrywamy z europejskimi średniakami, a nawet finalistkami mistrzostw świata. Jednego, czego mu na razie brakuje, to szczęścia w losowaniu. Jego kontrakt wygasa z końcem 2012 roku. Pozwólmy mu spokojnie kierować zespołem narodowym, a dopiero później oceniajmy.

W 40 38

//Patrycja Mikszto

Z WYSOKIEGO KONIA 40

//Challenge Cup

CENNA NAUCZKA 42

//Izabela Puchacz

DUŻE EUROPEJSKIE GRANIE 44

//NA KARTACH HISTORII

RENATA ZIENKIEWICZ „TUTKA” – MISTRZYNI ŚWIATA Z POLSKIM RODOWODEM 50

Z

wielką radością prezentujemy przykłady młodych trenerów, którzy po zakończeniu kariery zawodniczej postanowili zostać przy dyscyplinie. Niestety nie jest to jeszcze częsty obrazek. Anna Unijat pracuje od niedawna w Słupsku z młodzieżą, a już zdążyła zanotować sporo sukcesów. Gorąco kibicujemy takim jak ona. Jeszcze polska piłka ręczna nie zginęła! Marek Skorupski

//Edyta Chudzik

DYSTANS I SPOKÓJ 46

numerze poruszamy temat, który na co dzień nas nie dotyczy. Przynajmniej zdecydowanej większości. Piszemy bowiem o największej mniejszości, stanowiącej 10 procent populacji świata. Przedstawiciele tej grupy przejawiają zdolności do kompleksowego, syntetycznego, szybkiego myślenia oraz wykazują się dużą fantazją i pomysłowością. Każda szanująca się drużyna piłki ręcznej powinna mieć ich kilku w swoim składzie. Kto to taki? To leworęczni.

//Anita Unijat

ŻYCIE PO ŻYCIU

Wydawca: Związek Piłki Ręcznej w Polsce 02-819 Warszawa, ul. Puławska 300 tel.: +48 (22) 82 90 12, 892 90 13, faks: +48 (22) 892 90 11 www.zprp.pl, e-mail: handball@zprp.org.pl Prezes: Andrzej Kraśnicki Redaktor Naczelny: Marek Skorupski Nakład: 5000 egz. Opracowanie graficzne: Izabela Ciemny Przygotowanie do druku: Studio 63, s63@studio63.com.pl Druk: Drukarnia Edit, Warszawa

5


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:33 Page 6

6

//Liga Mistrzów

WIELKA PIŁKA WRÓCIŁA DO PŁOCKA Prawie trzy lata czekali płoccy kibice, aby ich zawodnicy wrócili do europejskiej elity. Dokładnie 20 listopada 2008 roku płocczanie rozegrali ostatnie spotkanie w Lidze Mistrzów, a ich rywalem było niemieckie RheinNeckar Loewen, którego barw bronili Sławomir Szmal, Karol Bielecki oraz Grzegorz Tkaczyk.

O

statni z tej trójki, zdobywając 6 bramek, okazał się wtedy najskuteczniejszym w swojej drużynie. Ze względu na fakt, iż popularny płocki „Blaszak” nie spełniał wymogów europejskiej federacji, mecz odbył się w Łącku. W Płocku natomiast Liga Mistrzów ostatni raz gościła 6 listopada 2005 roku, a przeciwnikiem Wisły było duńskie KIF Kolding. Gdy 29 maja br. Orlen Wisła Płock zdobył tytuł mistrza Polski, na Mazowszu wrócił apetyt na walkę z najlepszymi.

Rosjanie nie zdobyli Płocka

Rumuni na początek Do inauguracyjnego spotkania Ligi Mistrzów wiślacy przystąpili bez kontuzjowanych Adama Twardy, Vukasina Rajkovicia i Michała Zołoteńki. Drużyną, która jako pierwsza przyjechała do Orlen Areny była HCM Constanta, składająca się głównie z reprezentantów Rumunii. Pierwszą bramkę dla płocczan w europejskich rozgrywkach zdobył Michał Kubisztal. Podopieczni Larsa Walthera grali twardo w obronie oraz konsekwentnie w ataku,


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:33 Page 7

HANDBALL POLSKA nr 10 // paĹşdziernik 2011

7


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:33 Page 8

8

//Liga Mistrzów

30:29 (13:15)

Sędziowali: Oyvin Togstad i Rune Kristiansen (obaj Norwegia). Widzów: 3500.

ORLEN WISŁA PŁOCK: Seier, Wichary – Kavas 8, Kubisztal 8/2, Miszka 4/2, Baeckstroem 3, Spanne 3/1, Wiśniewski 2, Eklemović 1, Toromanović 1, Kwiatkowski, Chrapkowski, Dobelsek, Syprzak, Paczkowski. Kary 8 min. Trener Lars WALTHER.

HCM CONSTANTA: Stanescu, Popescu – Stamate 10, Novanc 4, Buricea 4, Ghionea 3/2, Riganas 2, Csepreghi 2, Toma 1, Angelovski 1, Stavrositu 1, Sabou 1, Sadoveac, Irimescu, Adzic, Criciotoiu. Kary 14 min. Trener Ion CRACIUN.

27:24 (14:13)

Sędziowali: Oscar Raluy Lopez i Angel Sabroso Ramirez (obaj Hiszpania). Widzów: 2100.

RK CIMOS KOPER: Skof – Krivokapić 10/4, Dobelsek 5, Brumen 4, Bombac 2, Bundalo 2, Osmajić 1, Skube 1, Konecnik 1, Bogunović 1, Rapotec, Vran, Mlakar. Kary 16 min. Trener Fredi RADOJKOVIČ.

ORLEN WISŁA PŁOCK: Seier, Wichary – Toromanović 5, Spanne 4/2, Kavas 3, Chrapkowski 3, Eklemović 2, Kubisztal 2, Baeckstroem 2, Wiśniewski 2, Miszka 1, Kwiatkowski, Paczkowski. Kary 8 min. Trener Lars WALTHER.

30:26 (17:11)

Sędziowali: Peter Horvath i Balazs Marton (obaj Węgry). Widzów: 4000.

ORLEN WISŁA PŁOCK: Wichary, Seier, Dudek – Chrapkowski 6, Wiśniewski 5, Toromanović 4, Kubisztal 4, Spanne 4/4, Miszka 3, Eklemović 2, Kavas 2, Baeckstroem, Kwiatkowski, Zołoteńko, Paczkowski. Kary 10 min. Trener Lars WALTHER.

ST. PETERSBURG HC: Kostygow, Komok, Bogdanow – Nasyrow 5, Pronin 5, Sanaszkin 3/2, Szindin 3/1, Wisznewskij 2, Poliakow 2, Liaszenko 2, Gabojew 1, Pyszkin 1, Mukhin 1, Chezlow 1, Orłow, Samarski. Kary 6 min. Trener Dmitry TORGOWANOW.

//GRUPA C 1. HSV Hamburg 2. Orlen Wisła Płock 3. RK Cimos Koper 4. HC Metalurg Skopje 5. St. Petersburg 6. HCM Constanta

3 3 3 3 3 3

6 4 4 3 1 0

98:71 84:82 77:77 78:80 71:87 80:91

Michał Kubisztal otworzył konto bramkowe Wisły w nowym sezonie Ligi Mistrzów

a do dobrej gry swoich kolegów z zespołu dołączył się również bramkarz Morten Seier, na którego sposób miał głównie tylko Alexandru Stamate (10 bramek w całym spotkaniu). Wszystko rozpoczęło się więc zgodnie z planem, bowiem gospodarze zyskali przewagę, której nie oddawali przez pierwsze dwadzieścia minut. Później do głosu doszli goście. Dopiero w 41 minucie, po trafieniu pozyskanego przed sezonem Michała Kubisztala, na tablicy ponownie widniał remis (20:20). Niestety nie trwało to długo. Dobra postawa Rudiego Stanescu w bramce pomogła Rumunom ponownie zbudować kilkubramkową przewagę. Kluczowym momentem była kara George Buricei na trzy minuty przed końcem meczu. Wtedy to „Nafciarze” przejęli inicjatywę, podjęli ryzyko i podwyższyli obronę. Dzięki temu złapali kontakt, a następnie doprowadzili do remisu. Na 12 sekund przed końcem w kontrataku faulowany był Michał Kubisztal i to on zdobył zwycięską bramkę wykorzystując rzut karny. Było to pierwsze od 9 listopada 2006 roku wygrane spotkanie Wisły w Lidze Mistrzów. Po raz ostatni sztuka ta udała się w meczu z francuskim Chambery Savoie HB (32:31).


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:33 Page 9

HANDBALL POLSKA nr 10 // październik 2011 Piotr Chrapkowski okazał się najskuteczniejszym zawodnikiem w meczu z St. Petersburgiem

Ale to była akcja – zdaje się krzyczeć Joakim Baeckstroem

ścią, a w ten sposób nie można wygrać meczu – skomentował drugą połowę szkoleniowiec mistrzów Polski.

Powrót do dobrej gry

Zabrakło konsekwencji Na drugi mecz mistrzowie Polski wybrali się do Słowenii, gdzie gościła ich drużyna RK Cimos Koper. Miało to być bratobójcze spotkanie, gdyż w drużynie mistrza Słowenii (tytuł ten zdobyli po raz pierwszy w ponad sześćdziesięcioletniej historii klubu) występuje Jure Dobelsek. Na przeszkodzie stanęła jednak kontuzja brata – Luki. „Nafciarze” już od pierwszych minut mieli problemy z przedarciem się przez obronę Słoweńców. Gospodarze podwyższali, grali agresywnie, a na dodatek świetne zawody w bramce rozgrywał Gorazd Skof. Dopiero w 5 min pierwszą bramkę dla płocczan zdobył Michał Kubisztal. Była to akcja, po której wiślacy ruszyli do ataku i prawie przez całą pierwszą połowę prowadzili. – Na początku, gdy na boisku była wyjściowa siódemka, graliśmy bardzo mądrze, do pewnej pozycji rzutowej. Potem zaczęło brakować nam powietrza, przestrzeliliśmy kilka kontrataków i Koper wyszedł na prowadzenie – mówił po meczu Lars Walther. W drugiej połowie w bramce pojawił się Marcin Wichary, który popisał się kilkoma skutecznymi interwencjami, jednak płocczanie byli nieskuteczni w ataku. W 43 min Cimos miał już pięć bramek przewagi (20:15), a ich twarda i agresywna obrona powodowała, że „Nafciarze” nie potrafili zmniejszyć różnicy. Co prawda w końcówce strata się nieco zmniejszyła, jednak gra, którą Wisła prezentowała w drugiej połowie, nie pozwoliła na przywiezienie dwóch punktów do Polski. – Po przerwie gospodarze zagrali bardzo dobrze w obronie. Mieliśmy problemy z jej sforsowaniem, rzucaliśmy z nieprzygotowanych pozycji. Zagraliśmy z 45-procentową skuteczno-

Trzecim rywalem płockiej Wisły był wicemistrz Rosji, St. Petersburg HC. W drużynie tej występuje były wiślak, Ivan Pronin, którego płoccy kibice przywitali niezwykle gorąco. Od samego początku świetnie spisywali się bramkarze Wichary oraz jego vis-à-vis Gienadij Komok. O ile mistrzowie Polski w obronie prezentowali się z dobrej strony, tak w ataku widać było nerwowość i nieporadność. Żadna z drużyn nie mogła odskoczyć na więcej niż dwie bramki. Obraz gry zmienił się po 17 minutach. Wtedy to płocczanie wskoczyli na odpowiednie obroty i zaczęli wypracowywać przewagę. Goście wydawali się być rozbici tym obrotem sprawy, a Wiśle wychodziło praktycznie wszystko. W efekcie podopieczni Larsa Walthera przeszli ze stanu 8:8 do 17:11 na koniec pierwszej połowy. Nie było to jednak ostatnie słowo „Nafciarzy”, bowiem po powrocie na parkiet ich przewaga wynosiła już dziewięć bramek (21:12 w 35 min). Dzięki bardzo dobrej grze mistrzowie Polski wygrali i po trzech kolejkach zajmują w swojej grupie drugie miejsce.

Powtarzalność płockich mistrzów Można przyczepić się do formy mistrzów Polski, bowiem ich głównym problemem jest gra w defensywie oraz przestoje. Niepokojący jest też fakt, że w ostatnich spotkaniach mistrzów Polski powtarza się pewien schemat. W pierwszej połowie zyskują przewagę, by równie szybko ją stracić. Zdarza się tak na parkietach europejskich, jak i w lidze polskiej. Wyjątkiem było spotkanie z Rosjanami, w którym to płocczanie utrzymali wypracowaną przewagę. TEKST: Piotr Czajkowski FOTO: Dominik Dziecinny

9


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:33 Page 10

10

//Nikola Eklemović

SERB Z WĘGIERSKIM PASZPORTEM 33- letni Nikola Eklemović, to jeden z najbardziej doświadczonych i uznanych rozgrywający w Europie. W ostatnie wakacje postanowił po 12 latach opuścić Veszprem i dołączyć do zespołu Orlen Wisły Płock. – Oczywiście o takich decyzjach zawsze rozmawiam z żoną, ale ostatnie słowo należało do mnie. Taka jest moja praca, a piłkarzem ręcznym nie będę do końca życia – mówi nowy rozgrywający „Nafciarzy”. Jak się panu mieszka w Polsce po opuszczeniu Węgier? Bardzo dobrze. Nie mam na co narzekać. Mamy z rodziną dom w ładnej dzielnicy miasta. Poznaliśmy wielu miłych ludzi, rodzą się pierwsze przyjaźnie. Naprawdę czuję się w Płocku znakomicie.

Po tej przeprowadzce rozpoczęły się pana pierwsze problemy z zespołem narodowym. Przypomnijmy tylko, że w swojej bogatej karierze koszulkę reprezentacyjną założył pan tylko 42 razy. Zgadza się. Jako junior reprezentowałem barwy Serbii, później zaliczyłem jeszcze 15 spotkań

Byłem w wielkim szoku, kiedy pojechałem z moją nową drużyną na mecz do Szegedu i dostałem… burzę oklasków, owacje na stojąco. Byłem niesamowicie wzruszony i jednocześnie zaskoczony, gdyż każdy zawodnik, który obierał podobny do mnie kierunek, był zwykle wygwizdywany.

Cofnijmy się może o 16 lat, do Belgradu, gdzie rozpoczęła się pana niezwykle bogata kariera. Byłem zawodnikiem Partizana Belgrad, ale w wieku 16 lat trafiłem do lokalnego rywala Crvenej Zvezdy. Mieliśmy naprawdę ciekawą drużynę. Z nazwisk, które kibice powinni kojarzyć, to grali tam: Dejan Sarić, Ratko Nikolić, Ivan Nikcević, Zikica Milosavljević, Danijel Andlejković. W „Gwieździe” grałem do 21 roku życia. To było wejście w dorosłą piłkę, bo już bardzo wcześnie mogłem występować na europejskich parkietach. Jugosławia jednak w tamtym okresie była bardzo niestabilna pod względem politycznym. Pojawiało się zagrożenie bombardowania ze strony NATO. Wtedy otrzymałem propozycję z Węgier, z klubu Pick Szeged. Spakowałem szybko walizki i ruszyłem w drogę.

w pierwszej drużynie, której trenerem był Bronislav Pokrajac. Niestety, mieliśmy w kraju takie prawo, że zawodnik nie mógł przenieść się za granicę przed ukończeniem 26 lat. Ja tę zasadę złamałem i przestałem otrzymywać powołania do reprezentacji. Mogę się tylko domyślać, dlaczego tak się stało, gdyż nikt nie dał mi wtedy jednoznacznej odpowiedzi. Po pewnym czasie kadrę Serbii objął Veselin Vujović, który za wszelką cenę chciał mnie z powrotem w reprezentacji. W pewnym momencie mój powrót stał się tematem numer jeden w lokalnej prasie. Ludzie ze związku dzwonili do mnie, do mojej rodziny, aby przekonać do gry dla Serbii. W końcu dałem się namówić. Niestety znowu zaczęła się jakaś nieczysta gierka wobec mnie. Punktem kulminacyjnym była sytuacja, gdy przed mistrzostwami świata w Tune-

zji, trener nie wystawił mnie do składu na mecz z Chorwacją, bo... rozmawiałem przez komórkę podczas lunchu w hotelu. Wróciłem więc do Belgradu i więcej z Vujoviciem nie zamieniłem słowa. Kiedy otrzymałem węgierski paszport i propozycję gry w tamtejszej reprezentacji kraju, pojawiły się znów telefony od trenerów z Serbii, ale już nie byłem zainteresowany. W międzyczasie opuścił pan Szeged i przeniósł się do największego rywala – Foteksu Veszprem. Dlaczego akurat tam? Wiedziałem, że z Pick więcej już nic nie osiągnę, potrzebowałem kroku naprzód. W tamtym czasie Veszprem był numerem jeden na Węgrzech, jedną z czołowych drużyn w Europie. Zresztą do dzisiaj tak jest. W barwach Pick zawsze byłem drugi, czy to w lidze, czy w pucharach. Co na to kibice? Przecież taka przeprowadzka, to jak w Polsce transfer na linii Płock-Kielce? Rzeczywiście, oba kluby są największymi rywalami i delikatnie mówiąc nie przepadają za sobą. Ale byłem w wielkim szoku, kiedy pojechałem z moją nową drużyną na mecz do Szeged i dostałem... burzę oklasków, owacje na stojąco. Byłem niesamowicie wzruszony i jednocześnie zaskoczony, gdyż każdy zawodnik, który obierał podobny do mnie kierunek, był wygwizdywany. A mnie, nie wiem dlaczego, spotkał taki zaszczyt. Raz dostałem od klubu z Szeged przed meczem z Veszpremem koszulkę ze swoim nazwi-


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:33 Page 11

HANDBALL POLSKA nr 10 // październik 2011

Nikola Eklemović nie wyklucza pozostania w Płocku na dłużej

11


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:33 Page 12

12

//Nikola Eklemović Mistrzowie Polski w swoim debiucie w Lidze Mistrzów pokonali HCM Constanta

skiem, dres, a jeden z kibiców trzymał wielki transparent z namalowaną moją koszulką i nazwiskiem.

w ostatecznym rozrachunku zawsze byliśmy górą. W Europie czegoś nam jednak zawsze brakowało. Naj-

Zdobyłem dziewięć bramek, ale powiem szczerze – po końcowym gwizdku upadłem na parkiet i się rozpłakałem. Dzisiaj mogę zaryzykować stwierdzenie, że żaden z moich kolegów po tej tragedii w pewnym sensie nie jest już taki sam, jak wcześniej. Do dzisiaj przechodzą mnie ciarki, jak to wspominam. Szeged na zawsze pozostanie w moim sercu. Sześć mistrzostw Węgier, pięć krajowych pucharów, europejskie puchary. To był udany okres w pana karierze? Zgadza się. W lidze w zasadzie wygrywaliśmy wszystko. Czasami zdarzały nam się wpadki, ale

większym osiągnięciem był półfinał Ligi Mistrzów. Za to najbliżej finału byliśmy w 2006 roku, kiedy mierzyliśmy się z Portland San Antonio. Pierwszy mecz wygraliśmy 29:27, w rewanżu przegraliśmy niestety 29:32. Dużym sukcesem było też zwycięstwo w Pucharze EHF w 2008 roku.

Jest jakiś mecz z tamtego okresu, który utkwił panu szczególnie w pamięci? Gdybym miał wspomnieć jeden, byłby to mecz z 15 lutego 2009 roku, rozegrany tydzień po śmierci naszego kolegi z drużyny Mariana Cozmy, który zginął w dniu moich urodzin. Nietrudno sobie wyobrazić, jakie panowały wtedy nastroje w drużynie. Każdy chodził przybity, podłamany, a grać trzeba było. Wiadomo, że otoczka tamtego spotkania z Ademar Leon była bardzo przygnębiająca. Jednak ja rozegrałem wtedy jedno z najlepszych spotkań w karierze. Zdobyłem dziewięć bramek, ale po końcowym gwizdku upadłem na parkiet i się rozpłakałem. Dzisiaj mogę zaryzykować stwierdzenie, że żaden z moich kolegów po tej tragedii w pewnym sen-


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:33 Page 13

HANDBALL POLSKA nr 10 // październik 2011 pięta, szukano winnych porażki. Ówczesny trener Istavan Csoknyai, który był równocześnie asystentem w Veszpremie, został zwolniony, a kadrę objął Lajos Moscai. Ten ponownie powołał mnie na mecze kwalifikacyjne do mistrzostw świata w Szwecji. Niestety na turniej nie pojechałem z powodu kontuzji. Rehabilitacja po kontuzji przebiegała dosyć mozolnie. Co więcej, podobno długo nikt nie potrafił stwierdzić – dlaczego coś jest nie tak? Miałem poważne problemy z ramieniem, a problem polegał na tym, że klubowy lekarz nie potrafił zdiagnozować, co mi dolega, więc oficjalnie byłem zdrowy. Pojechałem jednak do specjalisty, gdy ten obejrzał moje ramię, dosłownie był w szoku. Kazał mi się odwrócić do lustra i porównać oba ramiona – rzeczywiście moje prawe było o dwa razy mniejsze niż lewe, niemalże pozbawione bicepsa i tricepsa.

sie nie jest już taki sam, jak wcześniej. W grudniu 2007 roku, po odbyciu trzyletniej karencji, dostał pan powołanie do reprezentacji Węgier. W jakich okolicznościach to się odbyło? Laszlo Skaliczki zaprosił mnie na zgrupowanie. Z reprezentacją Węgier pojechałem na trzy turnieje. Najpierw na mistrzostwach Europy w Norwegii w 2008 roku zajęliśmy ósme miejsce, rok później na mistrzostwach świata – szóste. Europejski czempionat w 2010 roku nam nie wyszedł. Zaczęliśmy dobrze, bo od remisu z Francją, potem przyszła porażka z Hiszpanią. O awans z grupy przyszło nam grać z Czechami i przegraliśmy 26:33. Po tej porażce sytuacja wokół kadry zrobiła się na-

Spędził pan w Veszprem tyle lat. Nie było pokusy, żeby sprawdzić się w silniejszej lidze? W zasadzie nigdy poważnie o tym nie myślałem. Zawsze proponowano mi nową umowę z rocznym wyprzedzeniem, co dawało pewien komfort. Pojawiały się co jakiś czas jakieś propozycje, ale Bundesligi nie lubię, a w Hiszpanii pod względem finansowym w zasadzie nigdy nie było różowo. Poza tym trzeba byłoby płacić sumę odstępnego, żeby wykupić mój kontrakt, a o tym w klubie nikt nie chciał nawet słyszeć. Wolałem zatem zostać w Veszprem, skąd pochodzi moja żona, gdzie dziecko chodziło do szkoły. Co zatem skłoniło pana do przeprowadzki do Płocka, za co spotkały pana kłopoty? W zasadzie decyzję o opuszczeniu Veszprem podjąłem już dwa lata temu. Powiedziałem sobie, że to jest mój ostatni kontrakt z tym klubem, dlatego działacze byli mocno wkurzeni. Jak wyleczyłem kontuzję, to praktycznie już nie grałem. Raz nawet zdarzyła się sytuacja, że podczas jednego z meczów tylko ja nie zagrałem z całej kadry. Dopiero gdy kontuzje złapało dwóch kolegów, to trener zdecydował się mnie wpuścić na parkiet. Były też inne kwestie, ale nie chcę ich już poruszać. Po prostu

cieszę się, że po przeprowadzce do Płocka mogę się wreszcie skupić tylko i wyłącznie na grze. Prezes Wisły, Andrzej Miszczyński wiele razy mówił, że marzy mu się w Płocku drugie Veszprem. Proszę porównać oba kluby. Czy Wiśle daleko do tego węgierskiego zespołu? Pod wieloma względami Wisła jest porównywalna do Veszprem i jesteśmy na dobrej drodze, żeby w przyszłości stworzyć tak samo mocną drużynę. Ale zaznaczę od razu, że to jest proces, który trwa latami. Sportowo Wisła musi jeszcze nabrać dojrzałości, bo gdy do zespołu przychodzi czterech-pięciu nowych zawodników, nie można od razu oczekiwać gry na światowym poziomie. Nie da się zbudować drużyny w ciągu jednego okienka transferowego. Proszę spojrzeć na Veszprem. Tam praktycznie od kilku lat gra ten sam zespół, a zmiany personalne są kosmetyczne. Dostrzegam jednak, że prezes Miszczyński wykonuje naprawdę dobrą pracę. Mamy piękną halę, więc powiem, że organizacyjnie Wisła może nawet prześcignęła już Veszprem, ale pod względem sportowym potrzeba drużynie jeszcze dwóch, może trzech sezonów. Liga węgierska i polska są podobne do siebie. Są dwie mocne ekipy, a reszta walczy o dalsze miejsca. Dlatego jakiś czas temu pojawił się projekt Ligi Regionalnej, w której miały zresztą grać Wisła i Veszprem. Czy te rozgrywki to dobry pomysł? Zdecydowanie nie, bo o co te drużyny grają? O jakie mistrzostwo? Ta rywalizacja bardziej przypomina mecze sparingowe, a całe przedsięwzięcie służy zarobieniu pieniędzy przez kilku biznesmenów. To kolos na glinianych nogach, a gdy ktoś stwierdzi, że mu się ta zabawa nie opłaca, to zwinie zabawki i tyle. W wieku 33 lat podpisał pan trzyletni kontrakt z Wisłą. Myślał pan o zakończeniu kariery? Jeszcze nie. Moja umowa z Wisłą obowiązuje do 2014 roku, ale chciałbym pograć jeszcze kolejne trzy lata. W Wiśle? Nie wykluczam. TEKST: Wojciech Jabłoński FOTO: Dominik Dziecinny

13


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:33 Page 14

14

//Liga Mistrzów

Kibice Veszprem mieli powodu do radości

NA PUNKTY CZEKALI DO TRZECIEJ KOLEJKI Vive Targi Kielce – zaczęło u siebie fatalnie, w Berlinie było blisko, w Moskwie miało szczęście. Dwa punkty – to dorobek wicemistrzów Polski po trzech seriach spotkań w Lidze Mistrzów sezonu 2011/2012.

K

ibice w Kielcach mieli nadzieję, że po pokonaniu w walce o dziką kartę Ligi Mistrzów czołowej niemieckiej drużyny, Rhein-Neckar Loewen, ich drużyna w bardzo mocnej grupie B będzie walczyła jak równy z równym ze wszystkimi. Ale kielczanie zawalili pierwszy mecz, z węgierskim MKB Veszprem, rozgrywany w Hali Legionów. I nie chodzi nawet o porażkę 25:29, ale o styl, w jakim została poniesiona. Węgrzy byli o klasę lepsi, ale nie tyle ze względu na umiejętności, co na niewykorzystanie swojego potencjału przez wicemistrzów Polski. Już w 11 minucie zespół z Kielc przegrywał 1:6, a w drugiej połowie przewaga gości urosła do dziesięciu goli.

Wszyscy zawiedzeni Czterobramkowa porażka była najniższą z możliwych kar za brak gry zespołowej, chwilami zwykłą bezmyślność w rozgrywaniu akcji, a momentami, co chyba najbardziej przykre, kłótnie między zawodnikami (Michał Jurecki versus Uros Zorman). W ten sposób Veszprem ma 100-procentową skuteczność w pojedynkach z kielczanami – pokonało ich w Lidze Mistrzów we wszystkich pięciu rozegranych dotychczas spotkaniach.

– Wszyscy są mocno zawiedzeni, my i kibice, którzy nas wspaniale wspierali. Można powiedzieć, że Veszprem nam nie leży, ale dzisiaj w żadnym calu nie byliśmy zespołem. Dużo pracy włożyliśmy w przygotowania do meczu, przeciwnik niczym nas nie zaskoczył, ale jego działaniom nie brakowało jakości wykończenia, tak jak naszym. Mieliśmy swoje szanse, ale skuteczność nas zawodziła – mówił trener Vive Targi Kielce, Bogdan Wenta. – Zabrakło nam głowy. Nie pokazaliśmy, że gramy u siebie. To Veszprem grało twardziej w obronie, a my rzutami z 9. metra próbowaliśmy się przebić przez tych dwumetrowych chłopów. Nie tędy droga, szczególnie przy takim bramkarzu jak Mirko Alilović – ubolewał bramkarz Sławomir Szmal.

O niebo lepiej 250 kibiców z Kielc (wyjazdowy, zagraniczny rekord) jechało do Berlina pełnych nadziei, że ich drużyna pokaże się z dobrej strony w meczu z Fuesche. Powodem do optymizmu było choćby to, że w dwóch poprzednich edycjach Ligi Mistrzów kielecki zespół zawsze dobrze prezentował się w wyjazdowych spotkaniach z drużyna-


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:33 Page 15

HANDBALL POLSKA nr 10 // październik 2011

25:29 (10:17)

Sędziowali: Gjorgij Nachevski i Slave Nikolov (Macedonia). Widzów: 4200.

Rastko Stojkovic nie miał łatwego zadania w Czechowie

VIVE TARGI KIELCE: Szmal, Cleverly - Stojković 9/2, Jurasik 5, Tkaczyk 3, Zorman 2, Olafsson 2, Rosiński 1, Jurecki 1, Tomczak 1, Buntić 1, Kuchczyński, Jachlewski, Zaremba, Grabarczyk. Kary 6 min. Trener Bogdan WENTA. MKB VESZPREM: Alilović - Vuijn 6/4, G. Ivancsik 5, Csaszar 5, Sulić 5, Terzić 2, Perez 2, T. Ivancsik 2, Ilyes 1, Gulyas 1, Laluska. Kary 10 min. Trener Lajos MOCSAI.

30:27 (14:15)

Sędziowali: Nordine Lazaar i Laurant Reveret (Francja). Widzów: 8500.

FUECHSE BERLIN: Heinevetter, Stochl - Laen 7, Christophersen 6, Nincević 4, Petersson 3, Jaszka 2, Romero 3, Bult 3/2, Richwien 2, Spoljarić, Pevnov. Kary 2 min. Trener Dagur SIGURDSSON.

VIVE TARGI KIELCE: Cleverly - Tkaczyk 5, Jurecki 4, Jurasik 4, Stojković 3, Rosiński 4, Buntić 3, Jachlewski 3, Olafsson 1, Zaremba, Tomczak. Kary 14 min. Trener Bogdan WENTA

30:31 (17:17)

Sędziowali: Nenad Nikolić, Dusan Stojković (obaj Serbia). Widzów: 2300.

CZECHOWSKIE NIEDŹWIEDZIE CZECHOW: Grams – Dibirow 1, Kokszarow 2, Harbok 3, Staryk 1, Rastworcew, Iwanow, Filippow 5, Szelmienko 8, Jerochin, Kowaliew 4, Sziszkariew, Czipurin 6, Czernoiwanow. Kary 10 min. Trener Władimir MAKSIMOW.

VIVE TARGI KIELCE: Szmal, Cleverly – Tomczak 2 , Jurecki 9, Tkaczyk 4, Rosiński, Zorman 1, Buntić 6, Zaremba, Olafsson 5, Kuchczyński ,Stojković 4, Grabarczyk. Kary 8 min. Trener Bogdan WENTA. mi z Niemiec. Tak też było i tym razem, choć punkty zgarnęły „Lisy”, dla których był to pierwszy w historii rozgrywany w Berlinie pojedynek Champions League. Goście świetnie zaczęli mecz, prowadzili już 11:6. Od tego momentu gospodarze zaczęli jednak odrabiać straty i do przerwy drużyna z Kielc wygrywała tylko 15:14. W 53 minucie po golu Thorira Olafssona było 26:23 dla Vive i wydawało się, że zwycięstwo polskiego zespołu jest jak najbardziej możliwe. Ale od stanu 27:25 w 56 minucie kielczanie nie zdobyli już gola, podejmując złe decyzje rzutowe i robiąc proste błędy. Niemcy to wykorzystali, wygrywając 30:27. Trzeba dodać, że w końcówce meczu cieszyli się sympatią francuskich sędziów, którzy nadzwyczaj chętnie odsyłali kielczan na ławkę kar, w ostatnich 10 minutach Vive niemal non stop grało w osłabieniu. – Zagraliśmy o niebo lepiej niż z Veszprem, przede wszystkim była to gra zespołowa – mówił tuż po meczu Mariusz Jurasik. – Mecz mógł się podobać, bo było dużo

//GRUPA B 1. Atletico Madryt 2. Fuesche Berlin 3. MKB Veszprem 4. Czechowskie N. 5. Vive Targi Kielce 6. Bjerringbro-Silkeborg

3 3 3 3 3 3

5 5 4 2 2 0

97:85 91:83 89:87 91:92 83:89 77:92

szybkich akcji i prowadzenie często się zmieniało. Przez większość czasu to my prowadziliśmy, szkoda, że w końcówce oddaliśmy trzy nieprzygotowane rzuty z drugiej linii, gdy graliśmy w osłabieniu. Sędziowanie było trochę dziwne, bo w końcówce cały czas graliśmy w pięciu lub nawet w czterech, a gdy „Siwemu” (Mateuszowi Jachlewskiemu – przyp. red.) prawie połamali nogi, to był tylko rzut wolny... – Mieliśmy trochę szczęścia, bo w końcówce meczu Kielce prowadziły trzema bramkami, ale Peter Stochl dobrze pobronił i poszły z tego kontry. Przez niemal 60 minut nie było wiadomo, kto wygra, mecz był bardzo ciekawy, na pewno podobał się kibicom – mówił reprezentant Polski w barwach „Lisów”, Bartłomiej Jaszka.

Poskromili Niedźwiedzie Cztery dni później Vive Targi Kielce grało kolejny wyjazdowy mecz, z uczestnikiem Final Four sprzed dwóch

15


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:33 Page 16

16

//Liga Mistrzów Nie tak miało być

Grzegorz Tkaczyk faulowany przez gracza Veszprem Uros Zorman miał swój udział w wygranej

lat, Czechowskimi Niedźwiedziami Czechow. I to był kolejny dziwny pojedynek. Pierwsza połowa była wyrównana (remis po 17), ale drugą dużo lepiej zaczęli Rosjanie, prowadzeni przez „cara rosyjskiej piłki ręcznej”, Władymira Maksimowa. Niedźwiedzie wygrywały już 24:19, a jeszcze w 54 minucie gospodarze prowadzili 30:27 i nic nie wskazywało na szczęśliwą dla kielczan końcówkę. Jednak już do końca spotkania, słabo dotąd dysponowana, defensywa wicemistrzów Polski, nie dała się ograć ani razu. W ostatnich 30 sekundach przy remisie 30:30 Rosjanie zmarnowali dwa karne – najpierw Marcus Cleverly obronił rzut i dobitkę Dmitrija Kowaliewa, ale za drugim razem skrzydłowy Niedźwiedzi był faulowany przez Grzegorza Tkaczyka (kara dwóch minut) i na linii siedmiu metrów stanął Eduard Kokszarow. Ten jednak trafił w słupek! Trener Bogdan Wenta wziął czas, a na rozegranie akcji było 12 sekund. Piłka trafiła do Michała Jureckiego, który niemal równo z końcową syreną trafił! – Mieliśmy dużo szczęścia, ale walczyliśmy do końca – mówił zadowolony strzelec decydującego gola. Po spotkaniu miejscowi dziennikarze nie mogli wyjść z podziwu słuchając niezwykle poprawnego języka rosyjskiego trenera Wenty. – Dziś mogliśmy ponieść trzecią porażkę z rzędu i nasze szanse na awans do play-off byłyby wtedy niewielkie. Z meczu na mecz byliśmy bliżsi zwycięstwa, najpierw gładko przegraliśmy mecz z Veszprem w Kielcach, byliśmy blisko zwycięstwa w Berlinie, ale nie udało się, a dzisiaj w końcu zagraliśmy bardzo dobrze – cieszył się duński bramkarz kielczan, Marcus Cleverly. TEKST: Paweł Kotwica, „Echo Dnia” FOTO: Patryk Ptak, Czechowskie Niedźwiedzie


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:33 Page 17


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:33 Page 18

18

//Reprezentacja Polski

POLSKA KADRA

Nr koszulki 40 89 7 21 77 16 5 27 17 31 26 32 10 28 19 3 //REZERWA 30 64 22 9 8 11 4 6

Pozycja

Meczs

Bramki

17.06.1987 09.01.1989 25.11.1978 10.01.1985 31.03.1989 26.05.1983 22.07.1979 26.08.1980 25.10.1988 01.01.1988 14.08.1986 23.04.1989 26.07.1985 21.03.1987 19.03.1984 03.11.1981

Wzrost (cm) / Waga (kg) 182/79 181/71 174/73 177/69 178/80 179/75 177/73 175/67 193/80 185/90 169/55 1983/70 175/70 191/85 172/65 170/62

GK CB PV RW PV GK LB/RB LB LB PV LW LB RB LB RW LW

4 68 174 16 35 15 127 90 56 7 2 18 25 22 17 57

0 127 331 18 37 0 365 180 128 8 3 29 26 25 23 106

22.04.1990 27.05.1985 12.08.1991 17.01.1988 15-05-1992 12.01.1982 02.01.1981 14.09.1981

182/74 187/75 183/63 170/60 160/55 168/,58 179/70 178/72

PV GK GK RW RW LW PV LB

0 11 0 2 2 155 51 50

0 0 0 2 2 368 68 139

Imię

Nazwisko

Klub

Data ur.

Anna Kinga Joanna Katarzyna Patrycja Patrycja Iwona Joanna Klaudia Hanna Karolina Karolina Lucyna Alina Karolina Kaja

BARANOWSKA BYZDRA DWORACZYK KONIUSZANIEC KULWIŃSKA MIKSZTO NIEDŹWIEDŹ OBRUSIEWICZ PIELESZ SĄDEJ SULŻYCKA SZWED WILAMOWSKA WOJTAS ZALEWSKA ZAŁĘCZNA

SPR Lublin MKS Zagłębie Lubin KU AZS Politechnika Koszalińska Vistal Łączpol Gdynia Vistal Łączpol Gdynia Vistal Łączpol Gdynia Tvis – Holsterbro (DEN) MKS Zagłębie Lubin MKS Zagłębie Lubin EKS Start Elbląg Vistal Łączpol Gdynia Vistal Łączpol Gdynia DJK/MJC Trier (GER) SPR Lublin Issy Paris Hand (FRA) MKS Zagłębie Lubin

Agnieszka Izabela Ewelina Agnieszka Patrycja Kinga Monika Karolina

BIAŁEK CZARNA KĘDZIERSKA KOCELA KRÓLIKOWSKA POLENZ STACHOWSKA SIÓDMIAK

Vistal Łączpol Gdynia MKS Zagłębie Lubin EKS Start Elbląg SPR Lublin Vistal Łączpol Gdynia KPR Ruch Chorzów Arvor 29 Pays de Brest (FRA) Vistal Łączpol Gdynia


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:33 Page 19

//Turniej o Puchar Śląska

HANDBALL POLSKA nr 10 // październik 2011

Islandia zagra w finałach MŚ 2011

OPTYMIZM NIE URZĘDOWY Reprezentacja polskich piłkarek ręcznych wygrała w Chorzowie wracający do kalendarza Międzypaństwowy, już XXXIV, Puchar Śląska im. Huberta Gorsza.

T

urniej, który pierwszy raz rozegrany został w 1969 roku (triumfowała NRD), wrócił do kalendarza federacji po trzyletniej przerwie, a do Chorzowa zawitał po pięciu latach nieobecności. Ostatnią edycję w 2008 roku w Dąbrowie Górniczej wygrały Słowaczki, zaś reprezentacja

Polski zajęła wówczas drugie miejsce. Puchar Śląska był wtedy jednocześnie turniejem kwalifikacyjnym do mistrzostw świata. Polska ostatni raz zdobyła trofeum w 2005 roku. Tym razem rywalkami biało-czerwonych przygotowujących się do eliminacji mistrzostw Europy by-

19


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:33 Page 20

20

//Turniej o Puchar Śląska

Mama Miro tu była Puchar Śląska ma bardzo bogatą historię. To przecież 34. już edycja tej imprezy, która sięga roku 1969. To właśnie podczas inauguracyjnej edycji najskuteczniejszą zawodniczką (20 goli) była Barbara Jeż, czyli... mama Miroslava Klose. Pani Barbara pierwsze kroki stawiała w Otmęcie Krapkowice, z którym w latach 1970 i 71 zdobywała mistrzostwo Polski. W biało-czerwonych barwach wystąpiła 82 razy.

28:25 (13:14)

Sędziowali: Peter Dvorsky i Milan Sivak (Słowacja). Widzów: 700.

POLSKA: Mikszto, Czarna - Załęczna 6, Stachowska, Niedźwiedź 4, Dworaczyk 4, Królikowska, Kocela, Wilamowska 2, Pielesz 1, Zalewska 2, Obrusiewicz 4, Wojtas, Sądej 2, Szwed 3, Kulwińska. Kary 10 min. Trener Kim RASMUSSEN.

CZECHY: Dolakova, Satrapova - Knedlikova 4, Borovska, Luzumova 3, Chrenkova 2, Poznarova 1, Ruczkova 1, Czerna 6, Vitkova 1, Hrbkova 2, Martinkova 5, Stellnerowa, Gebraselassie, Crhova, Matouszkova. Kary 10 min. Trener Jan BASNY.

26:22 (16:12)

Sędziowali: Peter Dvorsky i Milan Sivak (Słowacja). Widzów: 550.

POLSKA: Mikszto, Baranowska - Stachowska, Niedźwiedź 1, Królikowska 2, Kocela 2, Wilamowska 3, Pielesz 2, Koniuszaniec, Sulżycka 2, Obrusiewicz, Wojtas 4, Sądej 2, Szwed 1, Kulwińska 4, Byzdra 3/1. Kary 8 min. Trener Kim RASMUSSEN.

ISLANDIA: Asmundsdottir, Mariasdottir - Knutsdottir, Palsdottir, Stefansdottir 2, Gudmundsdottir, Sigurdardottir 4, Skuladottir 3, Kjoernested 3, Magnusdottir, Gunnarsdottir, Skuladottir 2, Stefansdottir 4/1, Gudmundsdottir 2, Haraldsdottir 2, Atladottir. Kary 4 min. Trener Agust JOHANNSSON.

31:28 (19:15)

ły finalistki mistrzostw świata, które odbędą się w grudniu w Brazylii (Polek zabraknie na mundialu, przegrały rywalizację z Danią) – Holandia i Islandia oraz Czechy. I biało-czerwone spisały się w Chorzowie znakomicie. W pobitym polu zostawiły wyżej notowane zespoły, co pozwala z optymizmem spoglądać w przyszłość. Z drugiej strony w naszej reprezentacji można było dostrzec wiele mankamentów, o czym zresztą mówił nie owijając w bawełnę selekcjoner Kim Rasmussen. Warto też podkreślić znakomitą organizację turnieju. Chorzów nie pierwszy raz zdaje reprezentacyjny egzamin, a miejscowa hala ma magiczny wpływ na postawę naszych zawodniczek. – To była wspaniale zorganizowana impreza. Mieliśmy wszystko na najwyższym poziomie, co potrzebne jest do treningów, rozgrywania meczów, odnowy biologicznej. Chorzowska hala też jest nam bardzo przyjazna, kibice we wszystkich meczach nas mocno wspierali. Proszę podziękować organizatorom w imieniu zespołu – poprosił trener drużyny narodowej Kim Rasmussen. Teraz przed Polkami (19 października) pierwszy mecz eliminacji mistrzostw Europy z Rosją na wyjeździe. Trzy dni później zmierzymy się z Czarnogórą w Chorzowie.

Zwycięski początek Turniejowe zmagania zainaugurowaliśmy meczem z reprezentacją naszych południowych sąsiadów. Początkowo w tym meczu nasze zawodniczki miały kłopoty z dokładnym rozegraniem piłki (1:3, 4:6) i tylko dzięki dobrej postawie bramkarki Patrycji Mikszto schodziły na pierwszą połowę z jednobramkową stratą. Po przerwie trener Kim Rasmussen zmienił obronę na 3-2-1. To pomogło, bo już w 38 minucie biało-czerwone objęły pierwsze prowadzenie w meczu i utrzymały przewagę do końca spotkania, gdyż w kluczowych momentach świetnie broniła Izabela Czarna, wybrana najlepszą zawodniczką zespołu. – O pierwszej połowie zapomnijmy. Dziewczyny zaczęły grać dopiero po przerwie. Zszedł z nich stres, opanowały nerwy. Mamy jednak wiele do poprawy w ataku, nie tylko w kontekście tego turnieju, ale przede wszystkim w meczach eliminacyjnych z Rosją i Czarnogórą – powiedział po pierwszym dniu zawodów Kim Rasmussen.

Spokojnie, pod kontrolą Sędziowali: Peter Dvorsky i Milan Sivak (Słowacja). Widzów: 800.

POLSKA: Czarna, Baranowska – Załęczna 2, Niedźwiedź 8, Dworaczyk 1, Wilamowska, Pielesz, Zalewska 1, Koniuszaniec 4, Sulżycka 1, Obrusiewicz, Wojtas 2, Sądej 2, Szwed 1, Kulwińska 1, Byzdra 8. Kary 14 min. Trener Kim RASMUSSEN.

HOLANDIA: Van Der Wal, Roelofs – Jankovic, Van Dort 2, Bovenberg 8, Van Der Heijden 3, Bont 4, Polman 2, Snelder 2, Malestein, Lamein 3, Hilster 1, Visser, Broch 2, De Haze 1, Van Der Wissel. Kary 10 min. Trener Henk GROENER.

Zgodnie z zapowiedzią trener Rasmussen zmienił wyjściowy skład w porównaniu do rozegranego dzień wcześniej spotkania z Czeszkami. W siódemce ostała się tylko Joanna Obrusiewicz, ale biało-czerwone od razu ruszyły na rywalki i szybko objęliśmy prowadzenie (4:1, 8:3, 10:7). Co prawda Islandki doprowadziły do remisu po 11, ale potem zdobyliśmy cztery bramki z rzędu i na przerwę udawaliśmy się z niezłym zapasem. Po przerwie Polki kontrolowały już przebieg spotkania, choć ekipa z Islandii bardzo starała się dobrać nam do skóry. Ostatecznie pokonaliśmy siódemkę z wyspy gejzerów czterema trafieniami.


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:33 Page 21

HANDBALL POLSKA nr 10 // październik 2011 //Pozostałe wyniki turnieju: Holandia – Islandia 29:23 (15:11), Holandia – Czechy 26:23 (13:13), Czechy – Islandia 30:28 (15:15). //Końcowa tabela: 1. Polska 2. Holandia 3. Czechy 4. Islandia

3 3 3 3

6 4 2 0

85:75 83:77 78:82 73:85

Izabela Czarna

Zaproszenie do Londynu Nasza reprezentacja po październikowej inauguracji zmagań w eliminacjach do Mistrzostw Europy 2012, weźmie udział w listopadzie (23-27) w międzynarodowym turnieju „London Handball Cup”. Polki w Wielkiej Brytanii rywalizować będą w swojej grupie z Chinami oraz Słowacją. Dwie najlepsze drużyny awansują do półfinału. Turniej w Londynie będzie również sprawdzianem dla organizatorów. Mecze rozgrywane będą na obiektach, które w 2012 roku gościć będą uczestników igrzysk olimpijskich. Kaja Załęczna

Brawo Kinga Nasz ostatni występ z Holandią decydował o pierwszym miejscu w turnieju. Pierwsza połowa rozpoczęła się od wyraźnej przewagi rywalek, a duński szkoleniowiec Polek musiał szybko zareagować na naszą niemoc minutową przerwą. Dopiero po kwadransie biało-czerwone opanowały nerwy i w 18 min doprowadziły do remisu, a potem po rzucie Iwony Niedźwiedź z 9 metrów wyszliśmy na pierwsze prowadzenie w meczu. Dobrze naszą grą dyrygowała Kinga Byzdra, więc na przerwę schodziliśmy z przewagę czterech goli. W drugiej połowie biało-czerwone miały zawody już pod całkowitą kontrolą, a Kim dał pograć wszystkim zawodniczkom wpisanym do protokołu. Nasze zwycięstwo, dobrą grę i triumf w turnieju podkreśliła Iwona Niedźwiedź, zdobywczyni ostatniej bramki w tegorocznej edycji Pucharu Śląska. TEKST: Zbigniew Cieńciała FOTO: Kuba Gucma

Joanna Obrusiewicz

21


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:33 Page 22

22

//Kim Rasmussen

KŁOPOTY Z „SZY, CZY”

P

o przegranych eliminacjach mistrzostw świata w play offach z Danią, duński selekcjoner biało-czerwonych rozpoczął drugi etap budowy reprezentacji. 34. Puchar Śląska miał być poligonem doświadczalnym i takim był. Trener Kim Rasmussen dał szansę młodzieży – odstawiając m.in. Kingę Polenz czy Karolinę Semeniuk-Olchawę i... – Jestem zadowolony. Praktycznie wszystkie z tych zawodniczek pokazały się z bardzo dobrej strony – przyznaje duński selekcjoner. – Cieszę się też ze zwycięstw nad finalistami tegorocznych mistrzostw świata, bo na przykład Holandia jest dla mnie jednym z najlepszych zespołów na świecie. Znajduje się w pierwszej ósemce europejskich teamów.

Które z nowych zawodniczek w szczególny sposób zaimponowały panu? Na pochwały zasłużyły przede wszystkim Alina Wojtas, Karolina Szwed czy 19-letnia Patrycja Królikowska, która jeszcze wiosną grała w I lidze. Patrycja początkowo była nieco stremowana, ale potem się rozkręciła, a gdy się pojawiła w meczu z Islandią była wręcz bezbłędna. Z pozytywnej strony pokazały się Hanna Sądej i Patrycja Kulwińska. Realizowały wszystkie moje założenia taktyczne, pokazały, że drzemie w nich spory potencjał. Zgodzi się pan z oceną, że na rozegraniu już tak dobrze nie było? Całe rozegranie nie jest naszą mocną stroną. Popełniamy wciąż za dużo błędów technicznych. I to się

tyczy całego zespołu. Kłopot mamy również na prawym rozegraniu, gdyż brakuje zawodniczek leworęcznych. Nasza gra przypominała w turnieju sinusoidę. Popełnialiśmy zbyt wiele niewymuszonych błędów. Nie graliśmy spokojnie, gdy aż się prosiło o uspokojenie gry. Jeśli tak zagramy z Rosją, Czarnogórą, to te zespoły nas zjedzą. Z drugiej strony jeśli wyeliminujemy te proste błędy i zagramy przez pełną godzinę na pełnej koncentracji, to jestem przekonany, że dobierzemy się im do tyłka. Bawił się pan w trakcie turnieju defensywą, właściwie zmienianiem nawet w czasie jednego meczu kilku systemów gry w obronie. To było planowane zaskakiwanie? Mieliśmy taki plan, żeby właśnie „mieszać” w defensywie. Ustawienie


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:33 Page 23

HANDBALL POLSKA nr 10 // październik 2011

Holandia zaliczana jest do światowej czołówki

płaskie 6–0 nie zawsze nam dobrze wychodziło. Więc graliśmy 3-2-1 i to zaskoczyło pozytywnie. Mam nadzieję, że będzie to taka nasza broń. Silna broń. Trzeba ją dopracować, szlifować i nauczyć się wykorzystywać w meczach z innymi rywalami. Dlaczego potrafimy nawiązać walkę z czołowymi zespołami tylko przez 40-50 minut? To zaczyna być irytujące. Nie jesteśmy w stanie grać dobrze przez pełną godzinę? Problem leży w głowach, niektórym dziewczynom brakuje pewności siebie. Jak tam sobie to wszystko poukładamy, to zrobimy postęp. W przygotowaniu mentalnym mamy ogromne rezerwy, tu potrzebne są największe zmiany. I tutaj potrzebne jest nam bardzo wasze wsparcie – mediów. Drużyna męska nie musi się już tym przejmować. Oni są czołowym zespołem świata. U pań mamy bardzo młody zespół, świetnie rokujący na przyszłość, ale bez doświadczenia. Dlatego tak ważna jest atmosfera – a ta jest świetna – żebyśmy wszyscy – media, działacze, szkoleniowcy, wszyscy, myśleli w tym

samym kierunku, wspierali się i pomagali sobie wzajemnie. Mam nadzieję, że zwycięstwo w tym turnieju pomoże polskiej reprezentacji. Kogoś panu brakowało w Chorzowie? Postawię już na grupę 22 zawodniczek, którą wyselekcjonowałem, ale nie oznacza to, że drzwi do kadry są zamknięte przed tymi, które w lidze błysną formą. Jeśli dojdzie do swojej dyspozycji Karolina Siódmiak, to bardzo poważnie biorę jej kandydaturę pod uwagę. Co z Karoliną Kudłacz? Karolina jest bardzo ważnym ogniwem naszej drużyny, ale w tej chwili się rehabilituje po operacji i jest bardzo mało prawdopodobne, że w tym roku jeszcze nam pomoże. Miał pan w Szczyrku pod opieką grupę młodzieżowych reprezentantek kraju. Jak się prezentowały w porównaniu do swych rówieśniczek z pana ojczyzny, Danii? Jest duża różnica w technicznym przygotowaniu, a w mentalnym wręcz ogromna. Nad tym te młode

zawodniczki muszą przede wszystkim pracować. Są jednak w Polsce utalentowane dziewczęta – wspomniana Królikowska, Alicja Fierka, Joanna Drabik, gdy uwierzą, że mogą coś osiągnąć, będą mocno pracowały, to reprezentacja Polski będzie z nich miała pociechę. One szybciej zrobią kariery, czy pan nauczy się języka polskiego? Ha, ha. Znam już trzy słowa po polsku, ale straszne kłopoty sprawiają mi te wasze „szy, czy”. Dziewczyny mają notoryczny ubaw ze mnie, gdy staram się coś powiedzieć po polsku. Został mi jeszcze rok kontraktu, więc obiecuję, że jeśli polska federacja przedłuży ze mną umowę, to na poważnie zabiorę się za naukę polskiego. To wymaga czasu, tak jak budowa reprezentacyjnego zespołu, który będzie miał szanse skutecznie powalczyć z najlepszymi na międzynarodowych arenach. To wymaga przynajmniej pięciu lat. TEKST: Zbigniew Cieńciała FOTO: Kuba Gucma

23


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:33 Page 24

24

//Uwaga talent – Patrycja Królikowska

NOGI SIĘ UGIĘŁY

//PATRYCJA KRÓLIKOWSKA Ur.: 15.05.1992 Wzrost/waga: 163/60 Kluby: MKS Piotrcovia Piotrków Tryb., ChKS Łódź, Vistal Łączpol Gdynia

Jeszcze chwilę temu biegała po drugoligowych parkietach. Dziś walczy o mistrzostwo Polski i ma za sobą dwa występy w seniorskiej reprezentacji. Życie 19-letniej Patrycji Królikowskiej zmieniło się błyskawicznie. – Tak błyskawicznie, że sama jeszcze nie wiem jak to się stało – uśmiecha się sympatyczna szczypiornistka.

w

szystko zaczęło się kilka lat temu w Łodzi. – Oczywiście jak to zwykle bywa – przez wielki przypadek. Rodzice, ani nikt z rodziny nie mieli tradycji sportowych. Poszłam do gimnazjum. Tam trafiłam do klasy sportowej o profilu piłka ręczna. Szybko złapałam bakcyla i tak zostało do dziś – opowiada Patrycja Królikowska. Pierwsze kroki stawiała w ChKS-ie Łódź. – Był krótki epizod w rezerwach Piotrcovii Piotrków Trybunalski. A tak to cały czas reprezentowałam ChKS – mówi jedna z najskuteczniejszych zawodniczek ostatnich lat drugiej ligi.

Powołanie do kadry Wyróżniającą się zawodniczką zainteresował się sztab juniorskiej reprezentacji Polski. Ostatnie występy z orzełkiem na piersi zaliczyła na sierpniowych młodzieżowych mistrzostwach Europy w Holandii. Zmagania biało-czerwonych oglądał tam trener kadry, Kim Rasmussen. Selekcjoner zanotował sobie kilka nazwisk, które chciałby sprawdzić przy okazji wrześniowego turnieju o Puchar Śląska. Wśród nich była także Królikowska. – Pewnego dnia

Patrycja do naszego klubu trafiła dość późno, w pierwszej klasie gimnazjum. Można powiedzieć, że z łapanki. Po roku chciała zrezygnować z piłki ręcznej i zacząć uprawiać lekkoatletykę, gdzie uzyskiwała dobre wyniki z wytrzymałości. Po naszej perswazji udało się ją zatrzymać. Tak na poważnie bakcyla połknęła, gdy ChKS zaczął odnosić sukcesy w finałach Mistrzostw Polski Juniorek. Tam zauważył ją trener Roman Jezierski i tak trafiła do juniorskiej reprezentacji Polski. Miała propozycje od trenera Mirosława Urama przejścia do drużyny z Polkowic. Spodziewałam się, że wcześniej czy później zasili klub Superligi. Małgorzata Derendo trener ChKS Łódź

zadzwonił trener Rasmussen. Początkowo nie mogłam w to uwierzyć. Nogi lekko się ugięły. Szybko wzięłam się jednak w garść, bo zrozumiałam, że to dla mnie ogromna szansa. Skoro ją otrzymałam, muszę wykorzystać. Dzień, w którym dosta-

łam informację o powołaniu do seniorskiej kadry był wspaniały – nie kryje zadowolenia szczypiornistka. A to początek. Jeszcze wspanialszy dzień dla Patrycji bowiem dopiero nadszedł. Przez cztery dni zgrupowania w Szczyrku Kim Rasmussen


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:33 Page 25

HANDBALL POLSKA nr 10 // październik 2011 bacznie przyglądał się wszystkim zawodniczkom. Z 27 musiał wybrać 20, które ostatecznie miały wystąpić w chorzowskim turnieju o Puchar Śląska. W „sądnym” dniu szkoleniowiec wytypował nazwiska, z których zrezygnował. Na liście tej nie było Królikowskiej. 19-latka jako jedyna z najmłodszych debiutantek otrzymała przepustkę do drugiego etapu selekcji.

Debiut z Czeszkami Na wstępie w pierwszej reprezentacji przyszedł sprawdzian z Czeszkami. – Trema oczywiście była. Stres był jednak mobilizujący. Powiedziałam sobie, że nie mogę zawieść. Muszę wyjść na parkiet i pokazać na co mnie stać – przyznaje Królikowska. – W jej poczynaniach widać było tremę, ale z każdą minutą się rozkręcała i nabierała pewności siebie – ocenił pierwszy występ „Królika”

w seniorskiej reprezentacji trener Rasmussen. W kolejnym spotkaniu z Islandią było już z górki. – Na pewno dwa skuteczne kontrataki dodały jej skrzydeł. Dobrze radziła sobie również w obronie. Można powiedzieć, że była bezbłędna – podsumował selekcjoner. – To było wspaniałe przeżycie móc uczestniczyć w zgrupowaniu z pierwszą reprezentacją. A przede wszystkim móc zagrać przeciwko m.in. finaliście (Islandii – red.) grudniowych mistrzostw świata i do tego wygrać – cieszy się Królikowska.

Zaskakujący telefon Przeskok z młodzieżówki do seniorskiej kadry to nie jedyny awans jaki zawodniczka zaliczyła tego lata. Od tego sezonu nie biega już po drugoligowych parkietach tylko z Vistalem Łączpolem Gdynia walczy o mistrzostwo Polski. – To też był ko-

Konkurs nr 44 – Październik 2011 1 2 3

lejny zaskakujący telefon. Działacze Vistalu poszukiwali skrzydłowej. Zadzwonili do mnie z propozycją, abym przyjechała do Lubina na turniej. To miał być taki sprawdzian – mówi 19latka. W starciach m.in. z mistrzem Polski Zagłębiem Lubin czy wicemistrzem SPR-em Lublin zawodniczka wypadła na tyle pozytywnie, że tuż przed startem ligi gdynianie zdecydowali się ją zakontraktować. – To wszystko działo się tak błyskawicznie, że sama jeszcze nie wiem jak to się stało – uśmiecha się Królikowska. – Cieszę się bardzo, że trafiłam właśnie do Gdyni. Jest tu wiele koleżanek, od których mogę się sporo nauczyć. Chciałabym to jak najlepiej spożytkować, aby cały czas iść do przodu – kończy sympatyczna blondynka. TEKST: Mariusz Polak FOTO: Marek Skorupski

Hasło z pionowej kolumny wraz z kuponem należy przesłać na adres redakcji: 02-819 Warszawa ul. Puławska 300. Nagrodami są: • koszulka, smycz, proporczyk przygotowane przez klub mistrza Polski – Zagłębie Lubin.

4 5 6 7 8

Wyniki konkursu nr 42 Prawidłowa odpowiedź: Puchar Śląska. Nagrody otrzymują: • koszulki i czapeczki Issy Paris Handball przygotowane przez reprezentantkę Polski Karolinę Zalewską: Joanna Ptak – Kielce; Łukasz Świderek – Piotrków Tryb., Jakub Kwaśniewski – Koszalin.

9 10

••••• KUPON nr 44 •••••

11

1. Drużyna, która miała być przeciwnikiem Polaków w Międzynarodowym Turnieju o Puchar Gdyni 2. Bialoruski internacjonał. Grał w barwach Słowenii i Hiszpanii 3. Kraj, z którego pochodzą przeciwniczki KGHM Metraco Zagłębia Lubin w 3. rudzie Pucharu Zdobywców Pucharów Kobiet 4. Przeciwniczki Polek w turnieju przedolimpijskim London Prepares, który odbędzie się pod koniec listopada 5. Grupowy przeciwnik Orlen Wisły Płock w rozgrywkach EHF Ligi Mistrzów 2011/2012 6. Twórca sukcesów kobiecej reprezentacji Rosji

7. Rosyjskie miasto o włoskiej nazwie, w którym Polki zmierzyły się z Rosjankami w meczu eliminacji do EHF EURO 2012 Kobiet 8. 29.05.2011 zostali nowym członkiem EHF, 7.10.2011 ich drużyna zadebiutowała na arenie międzynarodowej w towarzyskim meczu z Irlandią. 9. Miasto romantycznych podróży, w którym pod koniec października juniorzy młodsi rozegrają turniej międzypaństwowy 10. Imię reprezentanta Austrii polskiego pochodzenia 11. Pseudonim bohatera Vive Targów Kielce, który rzucił bramkę w ostatniej sekundzie meczu EHF Ligi Mistrzów z Czechowskimi Niedźwiedziami

25


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:33 Page 26

FOTO: ナ「kasz Laskowski/PRESSFOCUS


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:33 Page 27

Iwona Niedźwiedź


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:33 Page 28

28

//Iwona Niedźwiedź

TRZEBA CIERPLIWOŚCI Przed turniejem mówiła pani, że czuje się staro w tej odmłodzonej reprezentacji. Ale jak widać nadal jest pani potrzebna – rozmawiamy z Iwoną Niedźwiedź. I z tego bardzo się cieszę, że jeszcze mogę dać coś od siebie naszej reprezentacji. Z 13 bramkami była pani najskuteczniejszą zawodniczką zespołu. A przyznam, że mogło być jeszcze lepiej. Z powodu lekkich dolegliwości zdrowotnych dwa pierwsze mecze nie były takie, jak bym sobie życzyła. W pełni zadowolona mogę być jedynie ze spotkania z Holandią. Jak się okazało, diabeł nie taki straszny. Ograłyście przecież finalistki mistrzostw świata. Nas niestety w Brazylii zabraknie. Dlatego możemy tylko żałować, bo mundial był w naszym zasięgu. W eliminacjach przegraliśmy z Danią, czyli zespołem z najwyższej światowej półki. Tamten dwumecz pokazał jednak, że do tej czołówki nie jest nam wcale tak daleko. Turniej w Chorzowie to potwierdził.

Brakuje koncentracji i mobilizacji. Zaczynamy grać swoje dopiero, gdy się nam pali pod nogami. Musimy to wyeliminować. Bo walczyć trzeba przez pełną godzinę i ani minuty krócej.

Ale nie potrafimy grać równo. Skąd te przestoje, które klasowy rywal od razu wykorzystuje?

Jak oceni pani postawę młodszych koleżanek, które dopiero wchodzą do zespołu?

Iwona Niedźwiedź dobrze się rozumie z Joanną Obrusiewicz Bardzo pozytywnie. Możemy się cieszyć, że mamy taki narybek. Dzięki ciągłości sukces kiedyś przyjdzie. Nie dziś, nie jutro, ale w przyszłości. Trzeba być cierpliwym.

2012 //Terminarz grupy 3 el. EHF Euro 19.10.2011 Czarnogóra – W. Brytania 19.10.2011 Rosja – Polska 22.10.2011 Polska – Czarnogóra 22.10.2011 W. Brytania – Rosja 21.-22.03.12 Czarnogóra – Rosja 21.-22.03.12 W. Brytania – Polska

24.-25.03.12 Rosja – Czarnogóra 24.-25.03.12 Polska – W. Brytania 30.-31.05.12 Polska – Rosja 30.-31.05.12 W. Brytania – Czarnogóra 02.-03.06.12 Rosja – W. Brytania 02.-03.06.12 Czarnogóra – Polska

TEKST: (mp) FOTO: Kuba Gucma


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:33 Page 29


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:33 Page 30

30

//leworęczni

LEWORĘCZNI SĄ WŚRÓD NAS

Są największą mniejszością na świecie, stanowią 10 procent całej populacji na ziemi. Przejawiają zdolności do kompleksowego, syntetycznego, szybkiego myślenia oraz wykazują się dużą fantazją i pomysłowością. Nic dziwnego, że w ich gronie można natrafić na wybitnych naukowców, muzyków, polityków, artystów i sportowców. Co łączy Alberta Einsteina, Leonardo da Vinci, Ludwiga van Beethovena, Baracka Obamę i Mariusza Jurasika? Przede wszystkim leworęczność.

Karolina Zalewska


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:33 Page 31

HANDBALL POLSKA nr 10 // październik 2011

T

a cecha jak wiadomo w piłce ręcznej uważana jest za skarb. Każda szanująca się drużyna powinna mieć trzech-czterech takich zawodników w swoim składzie. Dopiero wówczas może myśleć o osiągnięciu sukcesów.

nała grać pół na pół, na prawym rozegraniu i...w bramce! Nie najlepsze warunki fizyczne skłoniły ją do przejścia na skrzydło. Leworęczność i pozycja bramkarza często idą w parze. Wie coś na ten temat trener Jarosław Cieślikowski.

asystent Kima Rasmussena w kobiecej reprezentacji Polski. Zdarzają się także zawodnicy potrafiący oddać celne i mocne rzuty zarówno prawą, jak i lewą ręką. Dwóch z nich gra nawet w jednym klubie, we wspomnianych Azotach.

Na temat przyczyn leworęczności naukowcy wciąż się spierają. Najpopularniejsza teoria naukowa mówi na jej temat, że u osób leworęcznych dominującą półkulą mózgu jest półkula prawa, która kontroluje lewą stronę ciała człowieka. Wiadomo, że jest ona przekazywana genetycznie. Prawdopodobieństwo narodzin leworęcznego dziecka w przypadku, gdy oboje rodzice są leworęczni wynosi 46 procent; gdy oboje rodzice są praworęczni wynosi 2 procent; a gdy jeden rodzic jest leworęczny wynosi 17 procent. Prawdopodobieństwo wystąpienia leworęczności jest wyższe u mężczyzn (12,6 procent niż u kobiet (9,9 procent). O dziedziczeniu leworęczności może coś powiedzieć zawodnik Vive Targów Kielce Mariusz Jurasik, którego syn przejął tę cechę. Co ciekawe, siedmiolatek, podobnie jak tata, piłkę nożną kopie jednak prawą nogą. Będący w mniejszości mańkuci z reguły nie mają problemów z zatrudnieniem w klubach piłki ręcznej. Codzienną egzystencję osładzają im przedmioty zaprojektowane na ich potrzeby, np. nożyczki, otwieracze do konserw, wieczne pióra. Do wielu rzeczy muszą się jednak przyzwyczaić, jak choćby do skrzyni biegów w aucie po swojej prawej stronie. Dzieciństwo nie zawsze miło wspominają. W ich pamięci pozostał obraz pań w przedszkolu nakazujących przekładanie kredki do prawej ręki, czy troskliwych babć czy dziadków stale korygujących ich odmienność. – Od urodzenia wszystko ściągałam lewą ręką...tylko babcia chciała mnie przerobić i mówiła w kółko: „weź jedz prawą rączką, będzie ci łatwiej...!” – wspomina Karolina Zalewska. – Uważam, że ta cecha to zaleta, bo inne jest zawsze ciekawsze, ale nie powiem – ciężko było. Gdy byłam mała to były jeszcze przedmioty tylko dla praworęcznych: nożyczki, łyżki wazowe z dzióbkiem. Męczyłam się też pisaniem na tablicy w klasie. Co ciekawe, reprezentacyjna prawoskrzydłowa grę w handball zaczy-

– To nietypowi i inni ludzie. W zespole wyróżniają się swoją postawą i inteligencją. Coś jest z nimi jednak nie tak. Zdarza się, że zachowują się w niekonwencjonalny i nieprzewidywalny sposób. Gdy po upływie pory zbiórki drużyny autokar ma odjeżdżać, a kogoś brakuje, to można być więcej niż pewnym, że nie ma bramkarza albo leworęcznego – mówi szkoleniowiec. Niewątpliwie strzały mańkutów są trudniejsze do obrony, gdyż bramkarze z reguły w większości przypadków trenują z praworęcznymi zawodnikami. Marcin Kurowski, trener Azotów Puławy na podstawie własnych obserwacji dodaje, że rzuty leworęcznych graczy są szybsze i dokładniejsze. – Leworęczni zawodnicy rzucają niewątpliwie inaczej. Ale wydaje mi się, że nie jest to kwestia prawej czy lewej ręki, tylko kwestia motoryczności i ewidentnie talentu zawodnika. W latach kiedy ja grałem, to w polskiej lidze występował najlepszy leworęczny świata – Jerzy Klempel. Był on zawodnikiem, który przysparzał wszystkim bramkarzom problemy, nie tylko mnie. Posiadał to „coś” i miał duży repertuar rzutów. Potrafił rzucać silnie, szybko i zaskakująco – wspomina Antoni Parecki,

Krzysztof Łyżwa to przykład zawodnika, który dobrze gra prawą jak i lewą ręką Mowa o Grzegorzu Gowinie i Krzysztofie Łyżwie. Obaj mają dominującą prawą rękę, a umiejętność gry lewą ręką, to predyspozycja, którą wyćwiczyli przez lata treningów. Ten drugi przeważnie gra na prawym rozegraniu, tak było w młodzieżowej reprezentacji Polski czy Baniku Karwinie. Nie stanowi dla niego żadnego problemu, aby zmienić lewą na prawą rękę i przenieść się na środek rozegrania czy lewą połówkę. – Na środku rozegrania bez problemu w obie strony mogą rozdzielać piłki. Obaj stanowią duże zagrożenia dla zawodników broniących, którzy tak do końca nie wiedzą czego się spodziewać. Gdy dochodzi do sytuacji rzutowej, po zwodzie, są przecież w stanie przełożyć sobie piłkę z ręki do ręki w zależności od sytuacji – dodaje Kurowski. Jurasik uważa, że można temu zaradzić, gdyż nie wolno obserwować sylwetki rywala, ale trzeba skupiać się na piłce. Zasada jest prosta. Ręką rzucającą będzie ta przeciwna do nogi, z której wybija się do wyskoku zawodnik. Jako ciekawostkę przytacza przykład Michaela Haasa, z którym grał w Rhein Neckar Loewen. To pra-

13 sierpnia przypada – obchodzony od 1992 roku – Międzynarodowy Dzień Leworęcznych

31


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:33 Page 32

32

//leworęczni

Mariusz Jurasik

Naukowcy doszli do wniosku, że osoby o sprawniejszej lewej ręce mają większą szansę na przetrwanie w walce. Tezę tę zdaje się potwierdzać fakt, że wielu leworęcznych robi kariery bokserskie oraz w szermierce i tenisie. woręczny zawodnik, ale w badmintona czy tenisa gra już lewą ręką. „Józek” należy do klasycznych mańkutów. Żadnej czynności życiowej, no może poza jedzeniem, nie jest w stanie wykonać prawą ręką. Ale nie narzeka. – Jesteśmy w mniejszości, ale podobno inteligentniejsi. Nie mnie jednak to oceniać – zaznacza. Na poziomie narodowych reprezentacji seniorskich nie zdarza się, aby na prawym skrzydle występował gracz praworęczny. Światowej klasie bramkarzy byłoby wręcz niemożliwością rzucenie bramki przez takiego zawodnika. – W ligowych zespołach były takie przypadki. Gdy prowadziłem Śląsk Wrocław, to praworęczny Leszek Starczan grał na

prawym skrzydle. Dopiero gdy w klubie pojawił się Paweł Piwko, to Starczan przeniósł się na lewe skrzydło, gdzie zresztą występował również w reprezentacji Polski. Zalewska zna kilka praworęcznych zawodniczek na swojej pozycji. Podziwia je za to jak się wyginają na skrzydle. – Tak naprawdę nie wiem, jak one sobie z tym radzą – mówi zawodniczka Issy Paris. Warto pamiętać, że leworęczni nie są nie do zastąpienia na prawym rozegraniu. Zdarzają się takie przypadki. Wyjątkami potwierdzającymi regułę, że praworęczni potrafią okazać się lepsi na nominalnych pozycjach mańkutów są – ciemnoskóry reprezentant Danii Mads Mensah Larsen oraz Jerome

Fernadez. Kapitan Trójkolorowych ma jednak taki repertuar zagrań, że grając na prawym rozegraniu doskonale radzi sobie w ataku. „Deficyt lewej ręki” zawsze będzie jednak trudny do wypełnienia. Wystarczy pójść na zawody niższej ligi i szybko się przekonać kto gra po prawej stronie boiska. Nie bez powodu Zenon Łakomy, były trener kobiecej reprezentacji, często przytaczał anegdotę. – Zawsze gdy na poczcie w okienku widziałem leworęczną urzędniczkę, to pytałem czy nie chciałaby spróbować swoich sił w piłce ręcznej. TEKST: Marek Skorupski FOTO: Łukasz Grochala Cyfra Sport,

Archiwum, Patryk Ptak VTK


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:33 Page 33

//Marcin Lijewski

HANDBALL POLSKA nr 10 // październik 2011

CHCIAŁEM

BYĆ

SKRZYDŁOWYM Czy mańkutom jest lepiej czy gorzej w życiu? W życiu prywatnym nie ma żadnego znaczenia czy ktoś jest leworęczny czy praworęczny. W sporcie odgrywa to dużą rolę, szczególnie w piłce ręcznej. Prawe rozegranie czy prawe skrzydło są specyficznymi pozycjami. Jeżeli zespół nie ma na tych dwóch pozycjach leworęcznych, to nie ma odpowiedniego tempa gry. Zawodnicy praworęczni rzucający z tych pozycji mają gorszy kąt. Od początku grał pan na pozycji prawego rozgrywającego? Chciałem być skrzydłowym. Po jednym treningu od razu przesunęli mnie na rozegranie.

Zaczynał pan jednak od koszykówki? Tak, ale w basket grałem prawą ręką. Ja w ogóle nie jestem leworęczny tylko rzucam nią piłkę. Nie wiem dlaczego tak jest. Wszystkie czynności życiowe wykonuję prawą ręką, mogę też lewą. Brat już jest 100-procentowym leworęcznym. W rodzinie nikogo nie było leworęcznego? Mówią, że sąsiad był leworęczny (śmiech). Mnie „przekierowały” panie w przedszkolu. Gdy rysowałem lewą ręką, to przekładały mi kredki do prawej ręki i zawsze miałem najgorsze rysunki w grupie.

A pana dzieci przejawiają skłonności typowe dla leworęcznych? Natalka jest praworęczna, a Wiktor ma jakieś zapędy na leworęcznego, ale jeszcze jest za wcześnie, aby o tym przesądzać. Robi rzeczy obiema rękami. Mam nadzieję, że będzie leworęczny. Jak nie, to mu w tym pomogę. Fajnie by było, gdyby został piłkarzem ręcznym, ale nigdy nie mam zamiaru wywierać na niego presji. Sam zadecyduje o własnej przyszłości. TEKST: MAS FOTO: Marek Biczyk

33


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:33 Page 34

34

//Puchar Zdobywców Pucharów Zawodniczkom Vistalu Łączpolu Gdynia nie udał się debiut w Pucharze Zdobywców Pucharów. W dwumeczu z niemieckim HC Lipsk szczypiornistki z Trójmiasta okazały się nieznacznie gorsze od utytułowanych rywalek.

DWA GOLE OD SENSACJI N

a pierwszy mecz Niemki przyjechały do Gdyni osłabione brakiem kontuzjowanych Anny Ulbricht, Mette Ommundsen oraz Karoliny Kudłacz. Polska rozgrywająca zajęła miejsce tuż za ławką rezerwowych. Nasza zawodniczka, która przechodzi rehabilitację po operacji ścięgna Achillesa, mogła jedynie dopingować swoje klubowe koleżanki. Miejscowe od pierwszego gwizdka rozpoczęły bardzo ambitnie. Jednak duże chęci nie przełożyły się na styl gry. Na parkiecie obserwowaliśmy festiwal błędów. Początkowo lepiej w tym chaosie radziły sobie gospodynie, które po pierwszym kwadransie i skutecznych kontratakach Katarzyny Koniuszaniec wyszły na prowadzenie 7:4. Duży udział w wypracowaniu przewagi miała Patrycja Mikszto, która dzielnie odbijała piłki w bramce Vista-

Karolina Sió́dmiak

lu. Gdynianki mogły prowadzić nawet wyżej, niestety rzutów karnych nie wykorzystały Monika Głowińska i Karolina Siódmiak. Duński szkoleniowiec Lipska, Thomas Madsen, przerwał akcję swoim zawodniczkom i poprosił o przerwę. Chwilowy przestój w grze zdekoncentrował gospodynie, które szybko straciły wypracowaną przewagę. Do remisu 10:10 doprowadziła Louise Lyksborg. Niemki wykorzystały błędy rywalek i objęły prowadzenie, którego nie oddały do końca pierwszej połowy. Druga odsłona nie zmieniła obrazu gry. Obie drużyny notowały przestoje i grały bardzo nierówno. Vistal dwukrotnie wyrównał stan rywalizacji. Ostatni raz remis – 22:22, na tablicy świetlnej pojawił się sześć minut przed


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:34 Page 35

HANDBALL POLSKA nr 10 // październik 2011

25:28 (11:13)

Sędziowali: Laurynas Mykolaitis, Gytis Sniurevicius (Litwa). Widzów: 1000.

VISTAL ŁĄCZPOL GDYNIA: Mikszto - Kulwińska 5, Siódmiak 5, Głowińska 3, Jędrzejczyk 3, Koniuszaniec 3, Szwed 3, Białek 1, Mateescu 1, Sulżycka 1, Duran, Królikowska. Kary 2 min. Trener Thomas ORENBORG

HC LIPSK: Schuelke, Ploeger - Lyksborg 7, Augsburg 5, Visser 5, Roesler 4, Hubinger 2, Muller 2, Schulze 2, Lang 1 Kary 8 min. Trener Thomas MADSEN

24:26 (16:15)

Sędziowali: Branka Maric, Zorica Masic (Serbia). Widzów: 2500.

HC LIPSK: Schuelke, Ploeger - Lang 6, Roesler 6, Schulze 5, Hubinger 4, Augsburg 3, Haugen, Hellriegel, Lyksborg, Mazzucco, Mueller, Schombel. Kary 8 min. Trener Thomas MADSEN

VISTAL ŁĄCZPOL GDYNIA

Własenko, Mikszto Głowińska 7, Szwed 5, Mateescu 4, Koniuszaniec 3, Duran 2, Siódmiak 2, Białek 1, Kulwińska 1, Sulżycka 1, Jędrzejczyk, Kobzar, Królikowska, Lipska. Kary 4 min. Trener Thomas ORENBORG

Pierwszy mecz zadecydował o awansie Niemek

– Nie zaprezentowaliśmy się źle na arenie europejskiej, aczkolwiek szkoda pierwszego meczu w Gdyni. Te trzy bramki przewagi Lipska, to było za dużo, patrząc na przebieg spotkania. Uczulałem swoje podopieczne, że w Niemczech nie ma się kogo bać i jedziemy tam po zwycięstwo. Cel został osiągnięty, ale do awansu zabrakło dwóch bramek. Z postawy drużyny jestem zadowolony, gdy przychodziłem do Polski czułem, że przydam się szczególnie młodym zawodniczkom, które będę wprowadzał do gry. Byłem jednak ciekaw mojej współpracy z bardziej doświadczonymi piłkarkami. Ku mojej radości okazało się, że słuchają mnie uważnie i robią duże postępy. Idealnym przykładem jest Monika Głowińska, która w mojej ocenie zanotowała największy progres.

Patrycja Kulwiń̃ska

35


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:34 Page 36

36

//Puchar Zdobywców Pucharów

Patrycja Kulwiń̃ska wzięta w kleszcze obrony

Patrycja Mikszto końcem meczu, kiedy do bramki trafiła ze skrzydła Aleksandra Jędrzejczyk. W ostatnich minutach więcej zimnej krwi zachowały przyjezdne, które pokonały Vistal 28:25. Na niedzielne spotkanie rewanżowe zawodniczki Vistalu wyjechały już w piątek. Włodarze gdyńskiego klubu robili wszystko, aby swoim szczypiornistkom zapewnić komfortowe warunki. HC Lipsk doznał natomiast kolejnego osłabienia, gdy do rekonwalescentek dołączyła Holenderka Maura Visser, która nabawiła się urazu w spotkaniu w Gdyni. Jej miejsce w składzie zajęła siedemnastoletnia Michelle Schombel. Mecz w Leipzig Arena obserwowało niespełna 2500 widzów. Gospodynie niesione dopingiem swoich fanów szybko uzyskiwały przewagę. Po dziewięciu minutach Niemki prowadziły 8:4, a chwilę później było już 13:8.

Vistal nie miał jednak nic do stracenia i niespodziewanie to zawodniczki Thomasa Orneborga zaczęły odrabiać straty. Do remisu 15:15, na dwie minuty przed gwizdkiem oznaczającym koniec pierwszej połowy, doprowadziła Karolina Szwed. Wynik 16:15 – tuż przed przerwą, ustaliła Natalie Augsburg. Po zmianie stron obie drużyny toczyły wyrównany bój, a prowadzenie zmieniało się jak w kalejdoskopie. Siedem minut przed końcem spotkania na tablicy świetlnej po raz kolejny pojawił się remis 23:23. Dwa trafienia autorstwa Moniki Głowińskiej i Katarzyny Koniuszaniec wyprowadziły Vistal na prowadzenie. Gdynianki miały trzy minuty, aby zdobyć jeszcze jedną bramkę i awansować do trzeciej rundy PZP. Ostatnie minuty na parkiecie Areny Lipsk przypominały dreszczowiec. Najpierw bramkę rzuciła Saskie Lang. Bardzo szybko odpowiedziała Karolina Siódmiak (24:26). Ostatnią minutę gry kibice oglądali na stojąco. Niestety dla gdynianek wynik nie uległ już zmianie i z awansu mogły cieszyć się gospodynie. W dwumeczu lepsze okazały się Niemki, które wygrały 52:51. Zawodniczki HC Lipsk w trzeciej rundzie Pucharu Zdobywców Pucharów spotkają się z Toulon Saint Cyr Var Handball z Francji. W tych samych rozgrywkach, po niepowodzeniu w Lidze Mistrzyń, znalazła się drużyna Zagłębia Lubin. Rywalem „Miedziowych” będzie ekipa Britterm Veseli nad Moravou z Czech. Pierwsze mecze trzeciej rundy PZP odbędą się 5 i 6 listopada, a spotkania rewanżowe tydzień później. TEKST: Maciej Napiórkowski (Handball.pl),

współpraca Michał Pomorski FOTO: Piotr Pędziszewski


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:34 Page 37


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:34 Page 38

38

//Patrycja Mikszto

Z WYSOKIEGO KONIA


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:34 Page 39

HANDBALL POLSKA nr 10 // październik 2011

Przed reprezentacją walka o mistrzostwa Europy. Podobnie jak poprzednio w grupie trafiliśmy na Rosję i Czarnogórę, czyli potentatów z najwyższej półki. - Uważam, że wszystko jest możliwe. Jeżeli pokażemy to, co potrafimy, to możemy nieźle namieszać – mówi Patrycja Mikszto, bramkarka biało-czerwonych. Gdy rozmawialiśmy blisko rok temu, przed turniejem preeliminacyjnym mistrzostw świata, mówiła pani, że: „W tej chwili mamy najmocniejszą kadrę od kilku lat. Wiemy, że nie możemy tego zepsuć”. Niestety, znów się nie udało... Ale trzeba przyznać, że niewiele nam zabrakło. Turniej wygrałyśmy. W decydującym starciu barażowym trafiłyśmy na jedne z najsilniejszych rywalek na świecie. Do momentu, kiedy starczyło nam sił, to grałyśmy z Dunkami jak równy z równym, a nawet je wyprzedzałyśmy. Zresztą wielu stwierdziło, że w dwumeczu przez godzinę byłyśmy lepsze. Zabrakło tych drugich 60 minut. Czego jeszcze zabrakło? Także wytrzymałości. Podstawą ich gry była kontra. Tak silne drużyny wygrywają szybkim atakiem, a nie pozycyjnym. Bronią zaciekle dostępu do bramki i czekają na moment, w którym mogą wyprowadzić błyskawiczny cios. Ale mimo porażki z Danią, nie można powiedzieć, że były to całkowicie nieudane dla nas eliminacje. Możemy wręcz stwierdzić, że idziemy w dobrym kierunku. Bo jeszcze niedawno nie byłyśmy ani przez minutę lepsze od takich rywalek, jak Dunki.

Niedaleko od czołówki W Chorzowie, w Pucharze Śląska, ograłyście dwóch finalistów grudniowych mistrzostw świata – Holandię i Islandię. Kiedy takich przeciwników pokonamy na wielkiej imprezie? Jesteśmy już niedaleko. Trzeba poprawić przede wszystkim grę obronną oraz, tak jak właśnie te drużyny, grać dużo z kontry. Jeżeli bramkarz odbije kilka piłek, defensywa zatrzyma kilka rzutów, to cała drużyna nabiera wiatru w żagle. Wtedy należy szybkim atakiem dobijać podłamanego rywala. Bo właśnie w ten sposób, najłatwiej zdobywa się bramki. A z pewnością dużo łatwiej niż żmudnym, wyczerpującym atakiem pozycyjnym. Nam właśnie jeszcze

tego brakuje. Aby myśleć o kontrze należy najpierw zatrzymać rywala pod własną bramką. Czyli kluczem do sukcesu jest obrona, którą musimy jeszcze poprawić. A potencjał ku temu mamy spory. Chorzowski turniej pokazał, że nie brakuje nam młodego narybku. Dokładnie. Jest kilka nazwisk, na które warto stawiać. Uważam, że Patrycja Królikowska poradziła sobie bardzo dobrze. Zresztą jak zobaczyłam ją u nas w klubie (latem Królikowska przeszła z ChKS-u Łódź do Vistalu Łączpolu Gdynia – przyp. red.), to nie wiedziałam kto to jest. Szybko jednak zaskoczyła mnie pozytywnie. Z treningu na trening robi ogromne postępy i z pewnością Gdynia, jak i reprezentacja, będą miały z niej w przyszłości wiele pociechy. Karolinie Szwed również należą się brawa. Swoboda rzutu, swoboda zagrania, jak u doświadczonej zawodniczki. A ona ma 22 lata. Widać, że dziewczyny dodają wartości tej reprezentacji i mogą jej pomóc. Przed wami eliminacje mistrzostw Europy i podobnie jak poprzednio na przeszkodzie staje Rosja i Czarnogóra. Czyli znów szanse są niewielkie? Trzeba przyznać, że ponownie nie miałyśmy szczęścia w losowaniu. Ale jak spaść, to z wysokiego konia. Wszystko jest możliwe. Jeżeli zagramy w pełni to co potrafimy, to niewykluczone, że możemy namieszać w tej grupie.

Brakuje lewej ręki Zadanie chyba nieco trudniejsze, gdyż w dwóch pierwszych meczach z Rosją i Czarnogórą zabraknie liderki Karoliny Kudłacz? Karolina jest naszym filarem. To światowej klasy zawodniczka. Na pewno będzie jej brakować. Niemniej musimy patrzeć na to w ten sposób, że nie ma ludzi niezastąpionych. Każdemu może się zdarzyć słabszy dzień i wtedy najważniejsze jest, aby koleżanka miała ten lepszy. Akurat na ro-

zegraniu nie możemy narzekać, że brakuje nam klasowych zawodniczek. Na środku rozegrania może i nie, ale na prawym już tak. Brakuje nam lewej ręki. Jest to naszą bolączką. Zresztą nie tylko naszą. Wiele zespołów zmaga się z brakiem lewej ręki. Na ostatnim zgrupowaniu miały pojawić młode zawodniczki, ale były kontuzjowane. Zresztą to melodia przyszłości. Na teraz musimy się ratować prawą ręką, a takich zawodniczek nam nie brakuje.

Konkurencja na plus Reprezentacyjna i klubowa rywalka Małgorzata Gapska (dawniej Sadowska) poszła na urlop macierzyński. Przybyły pani jednak nowe konkurentki w reprezentacji – Anna Baranowska i w klubie – Maryna Własenko. No tak. Po tym jak przerwę zrobiła sobie Małgosia klubowi działacze rozpoczęli poszukiwania zawodniczki na jej miejsce. Znaleźli Marynę, która od początku dobrze się wkomponowała w zespół. Mamy zupełnie inne warunki fizyczne i technikę bronienia. Maryna jest wyższa. Ja nadrabiam ruchliwością. Dobrze się uzupełniamy. Podobnie jak wcześniej z „Rybą”. To tylko na plus dla zespołu, że w składzie są dwa różne bramkarskie typy. Podobnie jest w reprezentacji. Ania świetnie radziła sobie z Dunkami i przebojem weszła do składu. Zresztą w kadrze jest więcej rywalek. Ale to tylko na plus dla nas wszystkich. Zdrowa konkurencja zawsze podnosi poziom sportowy. A o to przecież chodzi. W ostatnich dwóch latach Vistalowi nie udało się wywalczyć upragnionego złota. Do trzech razy sztuka? Nie ukrywamy, że interesuje nas tylko i wyłącznie mistrzostwo. Od dwóch sezonów w Gdyni cierpliwie budowany jest zespół, który ma tego dokonać. Cały czas się rozwijamy. Wierzymy, że właśnie trzecie podejście będzie udane. TEKST: Mariusz Polak FOTO: Łukasz Grochala Cyfra Sport

39


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:34 Page 40

40

//Challenge Cup

CENNA NAUCZKA Zawodniczki KSS Kielce były w poprzednim sezonie objawieniem PGNiG Superligi. Zajmując wysokie piąte w rozgrywkach klub ze stolicy Świętokrzyskiego otrzymał możliwość udziału w preeliminacjach Challenge Cup organizowanych w bośniackim Mostarze. Historyczny występ klubu na arenie europejskiej podopieczne Zdzisława Wąsa zakończyły na drugim miejscu, kończąc tym samym pucharową przygodę. Do kolejnej rundy rozgrywek awansował bowiem tylko triumfator trzydniowych zawodów, czeski Sokol Pisek. Debiut „Tygrysic” Na inaugurację turnieju „Tygrysice” zmierzyły się z miejscowym ZRK „Zrinski” Mostar. Kielczanki zagrały dużo poniżej swoich możliwości. Szczególnie gra w ataku nie układała się po ich myśli. Pierwsza część meczu była wyrównana, jednak kielczanki popełniły kilka niewymuszonych błędów, co zadecydowało o niekorzystnym dla nich wyniku 11:14. Po zmianie stron polskie szczypiornistki nie poprawiły gry obronnej, jednak dzięki uporowi w ataku na siedem minut przed końcem spotkania zdołały wyjść na dwubramkowe prowadzenie. Gdy wydawało się, że „Tygrysice” przejęły kontrolę nad wynikiem spotkania, nagle zupełnie straciły skuteczność. W końcowym rachunku przegrały 25:27. – Można powiedzieć, że dostałyśmy od przeciwniczek mocno „po twarzy”, bo przegrałyśmy ze średniej klasy drużyną na własne życzenie. Myślę, że tak naprawdę już wtedy przegrałyśmy ten turniej, ponieważ psychika niektórych zawodniczek została mocno zachwiana – stwierdziła ze smutkiem liderka KSS, Marta Rosińska.

Twardo w obronie Pomimo falstartu w pierwszym meczu podopieczne Zdzisława Wąsa przed drugim spotkaniem, które było ich ostatnią szansą, były nadzwyczaj zmobilizowane. Nie przyjmowały innej opcji niż wygrana z drużyną HC Druts z Białorusi. Po-

dobnie jak w meczu z gospodyniami turnieju pierwsza połowa była dość wyrównana, choć nieznacznie przeważały kielczanki, prowadząc do przerwy 15:13. Warto odnotować, że bramki Białorusinek strzegła doskonale znana z występów w polskiej lidze Alesia Korabawa. W drugiej odsłonie zespół reprezentujący nasz kraj znacznie poprawił grę i w 19 minut zdobył 12 bramek, tracąc jedną. Polki walczyły twardo w obronie, a w bramce świetnie spisywała się Małgorzata Kawka, dzięki czemu KSS wyprowadzał skuteczne kontrataki. Zawodniczki starały się wygrać spotkanie jak największą różnicą bramkową, zdając sobie sprawę, że w ostatecznym rozrachunku liczyć się może każdy gol. Nie zawiodły swoich kibiców, kończąc rywalizację wygraną 32:21. Przedłużyły tym samym szanse na wywalczenie pierwszego miejsca w turnieju.

Być albo nie być Ostatnie spotkanie miało zadecydować o „być albo nie być” KSS w Challenge Cup. Przeciwniczkami kieleckiej siódemki był czeski Sokol Pisek. Przedmeczowe kalkulacje wskazywały, że do awansu niezbędna jest wygrana sześcioma bramkami. Polki przez całe spotkanie goniły rywalki, doprowadzając dwukrotnie do remisu (12:12 w 22 min, 22:22 w 36 min), ale za każdym razem zawodniczki Sokola odskakiwały na kilka bramek. W końcówce spotkania kielczanki chcąc za wszel-

Paulina Piechnik


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:34 Page 41

HANDBALL POLSKA nr 10 // październik 2011

25:27 (11:14)

Sędziowały: Marija Ilieva, Silvana Karbeska (Macedonia). Widzów (Litwa). Widzów: 400.

KSS KIELCE: Kawka, Muszioł – Agova 6, Lalewicz 6, Skryniarz 6, Paszowska 2, Piechnik 2, Rosińska 2, Kot 1, Drabik, Pokrzywska, Młynarczyk, Nowak. Kary 0 min. Trener Zdzisław WĄS

ZRK „ZRINSKI” MOSTAR: Pandza, Glibić, Puljić-Vlahić - Papak 7, Prusina 7, Mlakić 5, Prouda 3, Marić 2, Sulejmanagić 2, Kolobara 1, Karacić, A.Knezović, I.Knezović, Ristić, Tambić. Kary 6 min. Trener Zvonko PAPAK

21:32 (13:15)

Sędziowały: Marija Ilieva, Silvana Karbeska (Macedonia). Widzów: 100.

HC DRUTS: Muchina, Korabawa - Korbut 8, Maroz 6, Isarawa 2, Kuksiankowa 2, Czornaja 1, Hauruszka 1, Jarmolenka 1, Skarahodawa. Kary 6 min.

KSS KIELCE: Kawka, Muszioł – Agova 6, Drabik 5, Paszowska 5, Rosińska 5, Kot 3, Skrzyniarz 3, Lalewicz 2, Piechnik 1, Pokrzywka 1, Woźniak 1, Nowak, Młynarczyk. Kary 0 min. Trener Zdzisław WĄS

32:37 (17:20)

Sędziowały: Marija Ilieva, Silvana Karbeska (Macedonia). Widzów: 100.

KSS KIELCE: Kawka, Muszioł – Agova 8, Piechnik 7, Drabik 6, Paszowska 3, Rosińska 3, Skrzyniarz 2, Kot 1, Lalewicz 1, Woźniak 1, Młynarczyk, Nowak, Pokrzywka. Kary 6 min. Trener Zdzisław WĄS

SOKOL PISEK: Brozova, Skalova - Vrabcova 3, Keslerova 1, Sozet 1, Borovska 6, Vyhnalova 1, Rusfelova, Luzumova 13, Janouskova 3, Zemenova, Mala 4, Stellnerova 4, Dvorakova 1. Kary 6 min. Trener Jan SLAVIK

//Pozostałe wyniki turnieju: Sokol – HC Druts 39:29, ZRK „Zrinski” – Sokol 22:32, ZRK „Zrinski” – HC Druts 17:23. //Końcowa tabela: 1. Sokol Pisek 2. KSS Kielce 3. ZRK „Zrinski” Mostar 4. HC Druts

Bułgarka Stefka Agova była najskuteczniejszą zawodniczką KSS w turnieju – zdobyła 20 bramek

3 3 3 3

6 2 2 2

108:83 89:85 66:80 73:88

ką cenę zniwelować straty oddawały niecelne rzuty z nieprzygotowanych pozycji, po których Czeszki wyprowadzały skuteczne kontrataki. Ostatecznie podopieczne Zdzisława Wąsa przegrały pięcioma bramkami zaprzepaszczając tym samym szansę na awans do kolejnej fazy spotkań na arenie europejskiej. W ostatnim spotkaniu turnieju HC Druts pokonał Zrinski Mostar 23:17, dzięki czemu drugie miejsce w turnieju stało się udziałem Polek. – Historyczne doświadczenie zdobyte w Challenge Cup okazało się bolesne, ale pouczające. Z pewnością zmusi nas do pewnych przemyśleń. Boli fakt, że przy naszej normalnej, dobrej dyspozycji, wszystkie zespoły biorące udział w turnieju można było pokonać. Na domiar złego okazało się, że z Czeszkami wystarczyło wygrać jedną bramką poprzez układ, jaki wytworzył się w „małej tabeli” po zakończeniu wszystkich meczów. Ten turniej był dla nas doskonałą lekcją, że aby wygrywać spotkania musimy być zespołem i wzajemnie się wspierać. Wiemy również, że musimy nad wieloma rzeczami ciężko pracować, bo obecnie nasza gra wygląda zbyt chaotycznie i nerwowo – powiedziała po zakończeniu turnieju w Bośni, środkowa KSS-u, Marta Rosińska. TEKST:

Karolina Młynarczyk, współpraca: Michał Pomorski FOTO: Michał Janyst

Pierwszy mecz z Bośniaczkami przegraliśmy na własne życzenie, bo z przebiegu spotkania byliśmy zespołem lepszym. Przyznam, że ustępowaliśmy Czeszkom z Sokola Pisek, natomiast z Białorusinkami mogliśmy wygrać nawet różnicą dwudziestu trafień. Przed wyjazdem do Mostaru mówiłem, że jedziemy po awans, ale choć nie udało się osiągnąć zamierzonego celu, mam nadzieję, że zdobyte doświadczenie będzie owocować w lidze. Ten turniej był dla nas cenną nauczką. Zdzisław Wąs trener KSS Kielce

41


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:34 Page 42

42

//Izabela Puchacz

//IZABELA PUCHACZ (Z DOMU CZAPKO) Ur.: 23 lipca 1973 r. w Elblągu Pozycja: rozgrywająca Wzrost/waga: 182/72 Kluby: Start Elbląg (1991-1994, 1995-1999), Via Vena Warszawa (1994-1995), Montex i SPR Lublin (1999-2003, 2005-2011), Buducnost Podgorica (2003-2005). Sukcesy: 10-krotna mistrzyni Polski (1994, 2000-2003, 2006-2010), wicemistrzyni kraju (1997, 2011), brązowa medalistka MP (1993), 6-krotna zdobywczyni Pucharu Polski (2000-2003, 2007, 2010), 2-krotna mistrzyni Serbii i Czarnogóry (2004, 2005), zdobywczyni Pucharu Federacji EHF (2001), 2-krotna uczestniczka MŚ i raz ME. Reprezentacja: 121-krotna reprezentantka kraju (1992-2004), zdobywczyni 556 bramek, MŚ:1997 – 8, 1999 – 11, ME – 1996 – 11.

DUŻE EUROPEJSKIE GRANIE – Muszę przyznać, że dosyć łagodnie przeszłam na sportową emeryturę. Pewnie dlatego, że mam pracę i nie narzekam na brak zajęć. Uważam, że decyzję podjęłam w odpowiednim momencie – mówi Izabela Puchacz, wielokrotna reprezentantka Polski i zdobywczyni Pucharu EHF, która w maju zakończyła bogatą karierę. Jak zaczęła się pani przygoda z piłką ręczną, która przerodziła się w wielką karierę? Wszystko zaczęło się w czwartej klasie szkoły podstawowej. Po testach sprawnościowych trener Jerzy Ringwelski zakwalifikował mnie do klasy sportowej o profilu piłki ręcznej. W tamtych czasach piłka ręczna była główną dyscypliną uprawianą w wielu szkołach. To była pierwsza miłość, czy jednak wcześniej miała pani inne plany? To była pierwsza i jak się później

okazało – jedyna miłość. Co nie znaczy, że inne dyscypliny sportu mnie nie interesowały. Zaczynała pani karierę w Elblągu, potem przeniosła się do Warszawy, a następnie wróciła do Elbląga. Jak wspomina pani tamte lata? Pierwszym klubem było Truso Elbląg w okresie juniorskim. Mając 16 lat zaczęłam uczęszczać na treningi w zespole seniorskim w Starcie Elbląg. Tam podpisałam pierwszy kontrakt. Trenowałam przez kilka lat pod okiem trenera Jerzego Ciepliń-

skiego, wśród tak znakomitych piłkarek jak: Anna Ejsmont, Anna Garwacka, Ewa Szeląg czy Katarzyna Szklarczuk. Z tamtą ekipą wywalczyłam złoty medal mistrzostw Polski (1994), ostatni przed „erą Monteksu”. Po roku spędzonym w Warszawie wróciłam do Elbląga. Ale ten kilkuletni okres wspominam wspaniale. To były lata nauki, ciężkiej pracy, zbierania doświadczeń Następnym etapem kariery był Lublin. Tam wywalczyła pani aż dziewięciokrotnie złote


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:34 Page 43

HANDBALL POLSKA nr 10 // październik 2011 za domem była ogromna. Musiałyśmy jednak dać sobie radę, bo na szczęście nie byłam tam sama, tylko z Moniką Marzec. Satysfakcją były jednak sukcesy sportowe, choć znów pozostał niedosyt, gdyż aspiracje sięgały finału Ligi Mistrzyń. Nie udało się. Ogólnie wspominam te dwa lata bardzo fajnie. Wiele nawiązanych znajomości pielęgnuję do dzisiaj. Poznałam inną kulturę, zobaczyłam wiele pięknych miejsc.

Zgrupowanie kadry Polski w 1996 roku – Izabela Puchacz stoi trzecia od lewej

SPR Lublin podpisało porozumienie o partnerstwie z lubelskim hospicjum im. Małego Księcia. – Nasze dziewczyny mają serce do walki, ale są też bardzo wrażliwe – wyjawia Sławomir Bracław, prezes klubu. W ramach współpracy, hospicjum planuje organizowanie razem ze szczypiornistkami pikników i imprez promocyjnych. W grudniu rozpocznie się kampania „Przekaż jeden procent podatku”, w której także wezmą udział piłkarki SPR. Natomiast na meczach lublinianek pojawi się pięćdziesięciu małych pacjentów wraz z opiekunami. medale mistrzostw Polski. Miasto nad Bystrzycą zauroczyło panią do tego stopnia, że postanowiła pani w nim zostać... na stałe? Postawiłam na Montex Lublin. Klub z perspektywami na „duże europejskie granie”. Wywalczone złote medale mistrza kraju oraz gra w europejskich pucharach mówią same za siebie. Chciałam się rozwijać, a lubelski klub stwarzał mi takie możliwości. Tutaj również poznałam swojego męża, Jacka Puchacza, także sportowca, uprawiającego sporty walki. Rozumieliśmy i rozumiemy do dzisiaj czym jest sport, wysiłek fizyczny, smak zwycięstwa, gorycz porażki. To jest fajne, że zawsze możemy porozmawiać o swoich wrażeniach, doświadczeniach, wymienić poglądy, wspierać się. Jaki był pani największy sukces w karierze, a gdzie można mówić o niedosycie? Największym sukcesem było zdobycie Pucharu EHF w 2001 roku. To był wspaniały okres... Niedosyt pozostał po występach w Lidze Mi-

strzów, liczyłyśmy wówczas przynajmniej na półfinał rozgrywek, ale niestety nie udało się. W reprezentacji Polski wystąpiła pani w ponad stu spotkaniach, w których zdobyła ponad 500 bramek, ale pewnie brakuje medalu mistrzostw Europy, mistrzostw świata, lub występu na igrzyskach olimpijskich? Szkoda, że nie udało się z reprezentacją zagrać na igrzyskach olimpijskich. To było moim marzeniem, niestety nie spełnionym. Pozostał niedosyt, ale są i doświadczenia zebrane podczas występów na mistrzostwach Europy i mistrzostwach świata. „Małym” zadośćuczynieniem na międzynarodowej arenie są z pewnością dwa złote krążki mistrza kraju wywalczone z ekipą czarnogórskiej Budocnosti Podgorica? Dwa lata spędzone w Podgoricy były chyba najcięższymi w mojej karierze. Trenowałyśmy tam bardzo ciężko. Musiałam poznać nowy język, poznać mentalność i zachowania ludzi z zupełnie innego otoczenia. Tęsknota za bliskimi,

Nie ciągnie panią na ligowe parkiety? Pewnie jeszcze dałaby pani radę pograć na dobrym poziomie przez kilka lat? Muszę przyznać, że dosyć łagodnie przeszłam na sportową emeryturę. Pewnie dlatego, że mam pracę i nie narzekam na brak zajęć. Uważam, że decyzję podjęłam w odpowiednim momencie. Są wspaniałe, młode dziewczyny, które pięknie się wykazują. Ja występuję teraz w roli kibica i jest mi z tym dobrze. Odwiedzam czasami dziewczyny i jestem na każdym meczu w Lublinie. Służę im również radą i doświadczeniem. Wspomagam również klub w startującym właśnie projekcie „Gramy dla Lublina”. Tak więc nie odcięłam się od sportu. Pracuję w szkole, w gimnazjum nr 18 w Lublinie i tam także staram się przekazywać swoje doświadczenie młodym ludziom. Staram się zachęcać ich do aktywności ruchowej, wysiłku i sportu. Jak wygląda życie po życiu? Teraz życie toczy się w innym rytmie. Do niedawna ten rytm nadawany był przez treningi, mecze i wyjazdy. Aktualnie ten czas mam po prostu inaczej zagospodarowany. Są inne obowiązki, z których muszę się wywiązać, jest to innego rodzaju praca. Mam trochę więcej czasu dla dziecka i męża i nareszcie wiem, co znaczy wolny weekend. Czy jest szansa, że córeczka pójdzie śladami mamy? Czy Laura pójdzie w ślady mamy? No cóż, trudno powiedzieć... Na pewno chciałabym, żeby uprawiała jakiś sport, ale niczego nie będę jej narzucała. FOTO:

TEKST: Marcin Puka Przemysław Szyszka/CyfraSport, Archiwum

43


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:34 Page 44

44

//Edyta Chudzik

DYSTANS I SPOKÓJ Z gry w Niemczech jestem bardzo zadowolona, bo odżyłam fizycznie i psychicznie w tym zupełnie innym dla mnie świecie – mówi z wiarą w powrót do reprezentacji Polski kołowa Edyta Chudzik, która od roku reprezentuje klub 2.Bundesligi, VfL Wolfsburg.

//EDYTA CHUDZIK Ur.: 19.05.1985 Wzrost/waga: 179/82 Przebieg kariery MKS Słupia Słupsk (1995-2002), SMS Gliwice (2002-2004), AZS AWFiS Gdańsk (2004-2008), Piotrcovia Piotrków Tryb. (2008-2010), Vfl Wolfsburg (od 2010)

Jak ocenia pani klub z Wolfsburga? Jestem w Wolfsburgu od lipca 2010 roku. Dołączyłam do zespołu, który awansował do 2. Bundesligi. Zajęłyśmy w lidze piąte miejsce, tracąc tylko jeden punkt do strefy play-off. VfL Wolfsburg jest młodą drużyną, większość zawodniczek pracuje lub studiuje, dlatego treningi mamy 3-4 razy w tygodniu. Poza tym działacze zadbali o to, byśmy mogły w każdej chwili korzystać z klubu fitness i basenu, dlatego każdy, kto ma taką potrzebę, może uczęszczać na dodatkowe zajęcia. Bundesliga charakteryzuje się również tym, że wiele piłkarek łączy występy na boisku z pracą na pełny etat. Czy pani też ma takie obowiązki? Przez pierwsze dwa miesiące pobytu w Wolfsburgu moim jedynym zajęciem był trening. Później zaczęłam jednocześnie szkołę językową i pracę w biurze. Nie mówiłam wtedy za dobrze po niemiecku, dlatego moja praca polegała bardziej na oswajaniu się z językiem i drobnych zadaniach przy komputerze. Po skończeniu pierwszego kursu zaczęłam pracę w innym biurze, to już był cały etat. Od września br. uczęszczam z kolei na kolejny kurs językowy, dlatego znów mam wolne od pracy. Praca w biurze nie była wyczerpująca, chociaż po ośmiu godzinach nie zostawało już tak dużo siły i ochoty na trening. Myślę, że w drugiej lidze taki system może się sprawdzić, ale jeśli zespół myśli o graniu o wyższe cele, to trzeba postawić na profesjonalizm. Czasami zdarzało się bowiem, że ktoś nie mógł zwolnić się z pracy na trening, czy nawet mecz. Jak to jest występować w jednym zespole z legendarną Anną Ejsmont? Od 1998 roku żadna Polka nie miała okazji grać w jednej drużynie z popularną „Walą”. Ania gra bardzo dobrze z kołem, dlatego bardzo się cieszę, kiedy jesteśmy jednocześnie na boisku. Jak ważna jest dla kołowej dobra rozgrywająca, przekonałam się podczas moich ostatnich dwóch lat występów w Polsce. Mimo że grałyśmy z Anią w zupełnie innym czasie w polskiej lidze, bardzo dobrze rozu-


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:34 Page 45

HANDBALL POLSKA nr 10 // październik 2011

Po sparingu przedsezonowym w Northeim. Edyta Chudzik i Anna Ejsmont kleczą w pierwszym rzędzie. Po paniach grał męski zespół Wolfsburga przeciwko Fuechse Berlin z Bartkiem Jaszką.

miemy się też w obronie. Jest bardzo dobrą zawodniczką i swoimi rzutami na treningu psuje mi nerwy (śmiech), ale dzięki temu codziennie mam dobrą lekcję blokowania, co później przekłada się na mecz. Czy pamięta pani swój ostatni mecz w reprezentacji Polski? Ostatnio w reprezentacji zagrałam w nieudanym występie w Portugalii, w maju 2008 roku. Później zmienił się trener, a u mnie zaczął się niezbyt dobry okres w karierze, do tego doszła kontuzja, dlatego nie byłam już powoływana do kadry. Czy pobyt w Niemczech rozwinął panią jako zawodniczkę? Czuje się pani lepszą kołową? Oczywiście, że pobyt w Niemczech wpłynął na mój sportowy rozwój. Wróciłam po kontuzji, nabrałam pewności w grze. Może nie wróciłam jeszcze do najlepszej dyspozycji, jaką prezentowałam chyba podczas ostatnich dwóch lat grania w Gdańsku, ale jestem na dobrej drodze. Każde nowe doświadczenie, inne zawodniczki, inny styl gry zespołów poma-

gają w rozwinięciu umiejętności. Nabrałam dystansu i spokoju. Czasami gram też na rozegraniu, jeśli wymaga tego sytuacja na boisku. Podczas treningu jest to dla mnie świetna zabawa, w czasie meczu bardzo pomaga mi to, że jestem „nowa” w tej lidze i przeciwniczki spodziewają się po kołowej niezbyt dużego udziału w grze na innej pozycji, co staram się jak najlepiej wykorzystać, przypominając sobie swoje początki i kilka dobrych lat gry w drugiej linii. Jakie są pani plany na przyszłość? Dzisiaj nie myślę o powrocie do Polski. Mam kontrakt ważny do końca sezonu, ale nie wiem jeszcze jakie barwy będę reprezentowała w kolejnym. Chciałabym się rozwijać, sprawdzić swoje możliwości, dlatego sportowym celem jest gra w 1. lidze niemieckiej. Może w przyszłości dokończę studia w Niemczech (Edyta zdobyła licencjat na Uniwersytecie Gdańskim – przyp. red). To tylko dwa lata, więc może się skuszę. Na pewno jednak wrócę do Polski, gdyż swoją przyszłość wiążę z Pomorzem.

Może jeszcze uda mi się też zagrać w polskiej lidze? Mimo gry poza granicami kraju, polska liga nie jest pani chyba obca? Praktycznie codziennie sprawdzam wiadomości sportowe, oglądam w internecie transmisje meczów z polskiej ligi. Jestem więc na bieżąco i bardzo się cieszę, że w Gdyni powstał naprawdę silny zespół. Kibicuję Vistalowi i życzę mu złotego medalu w sezonie 2011/2012. Kibicuję też oczywiście drużynie narodowej i chociaż wywalczenie awansu na kolejne zawody rangi mistrzowskiej jest obecnie bardzo ciężkie ze względu na miejsce, na którym jesteśmy sklasyfikowani, to sama gra napawa optymizmem. Dziewczyny tworzą drużynę, widać że chcą razem grać i że potrafią wygrywać. Mam nadzieję, że jeszcze uda mi się zagrać w kadrze narodowej, ale to jeszcze wymaga trochę pracy. Z gry w Niemczech jestem jednak bardzo zadowolona, bo odżyłam fizycznie i psychicznie w tym zupełnie innym dla mnie świecie. TEKST: Michał Pomorski FOTO: Archiwum

45


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:34 Page 46

46

//NA KARTACH HISTORII Renata Zienkiewicz

RENATA ZIENKIEWICZ „TUTKA” – MISTRZYNI ŚWIATA Z POLSKIM RODOWODEM

Była nietuzinkową, kompletną i uniwersalną zawodniczką. W zależności od potrzeb zespołu mogła występować na lewym, środkowym i prawym rozegraniu. Wyróżniała się szybkością i dynamiką oraz bardzo dobrym rzutem z drugiej linii, a jednocześnie była silnym punktem defensywy. Po wyjeździe do Niemiec, w nowej i niełatwej sytuacji potrafiła wykorzystać swój nieprzeciętny talent i wytężoną pracą dojść do dużych osiągnięć. Została mistrzynią świata i wicemistrzynią Europy. Jest pierwszą, i jak do tej pory jedyną zawodniczką z polskim rodowodem, mogącą poszczycić się takimi tytułami. Gdańskie początki Renata Tutkowska, bo tak brzmi jej panieńskie nazwisko, urodziła się w Kościerzynie, ale dzieciństwo i wczesną młodość spędziła w Klinczu Wielkim – dużej, bo liczącej prawie 2 tysiące mieszkańców wsi sołeckiej, oddalonej o 10 km od dzisiejszej siedziby powiatu. Od najmłodszych lat interesowała się sportem. W szkole podstawowej chętnie grała w koszykówkę i uprawiała lekkoatletykę, biegając na 400, 800 i 3000 metrów. Reprezentowała swoją szkołę na zawodach regionalnych. Talent i predyspozycje do gry w piłkę ręczną dostrzegł nauczyciel wychowania fizycznego, Andrzej Kerlin, ale ojciec był przeciwny uprawianiu tej dyscypliny sportu

przez córkę. Wizyta ówczesnego trenera Startu Gdańsk Romana Jezierskiego i kierownika wyszkolenia w tym klubie, Andrzeja Tempczyka, być może nieco złagodziła stanowisko rodziców, którzy widząc tak zdecydowany upór Renaty dali jej ciche przyzwolenie na wyjazd do Trójmiasta. Opuściła rodzinny dom w wieku 15 lat, na początku mieszkając u babci i dziadka w Gdyni, a później już w internacie. Technikum Gastronomiczne, które jej zaproponowano, nie było szkołą marzeń, ale rok szkolny właśnie się rozpoczynał i szybko musiała zdecydować na „tak”. Jesienią 1982 roku została również zawodniczką gdańskiego Startu i dalej sprawy potoczyły się błyskawicznie. Pod wodzą trenerów

Romana Jezierskiego i Leszka Biernackiego juniorki Startu zdobyły brąz (1983), a następnie złoto (1985) w mistrzostwach Polski, a jednocześnie w sezonie 1984/1985 pierwszy zespół Startu wywalczył upragniony awans do I ligi. Już wtedy ważną rolę w drużynie spełniała Tutkowska, która niedługo potem otrzymała powołanie do kadry narodowej juniorek i młodzieżowej.

W biało-czerwonych barwach W kwietniu 1984 roku Renata Tutkowska zadebiutowała w kadrze juniorek, ale wkrótce przeszła do drużyny młodzieżowej przygotowującej się do mistrzostw świata w Korei Południowej (18.10 – 02.11.1985). Młoda piłkarka z Gdańska otrzymała


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:34 Page 47

HANDBALL POLSKA nr 10 // październik 2011 mandat zaufania od trenera Jerzego Noszczaka i znalazła się w zespole, który w pięknym stylu wywalczył dla naszych barw brązowy medal. W tym najważniejszym i jakże dramatycznym spotkaniu z NRD o trzecie miejsce „Tutka” zdobyła 4 bramki. Niespełna rok później Renata Tutkowska zaliczyła swój pierwszy występ w reprezentacji Polski seniorek. W meczu z Austrią w Wilnie padł remis 22:22, a gdańszczanka zapisała na swoim koncie 3 trafienia. Tutkowska była także w składzie polskiej ekipy na mistrzostwa świata grupy A w Holandii (3-12.12.1986), gdzie nasze zawodniczki zajęły 13. miejsce oraz na turnieju o MŚ grupy B w Bułgarii (8-20.12.1987). W tych ostatnich zawodach Renata Tutkowska zdobyła 34 bramki i obok Mirelli Mierzejewskiej (36 trafień) należała do najskuteczniejszych w naszym zespole. Ostatni mecz w biało-czerwonych barwach rozegrała 26 czerwca 1988 roku w turnieju w Burgas. W zremisowanym 22:22 spotkaniu z Bułgarią była najlepszą w polskiej drużynie i zdobyła 7 bramek. W sumie jako seniorka reprezentowała Polskę w 48 meczach międzypaństwowych, zdobywając 151 bramek.

Pasmo sukcesów klubowych Mimo kuszących propozycji ze Śląska pozostała wierna barwom Startu Gdańsk, gdzie grała przez sześć lat. W tym okresie wywalczyła z trójmiejskim zespołem brązowy medal mistrzostw Polski (1988), trzykrotnie też była medalistką Pucharu Polski. Ostatni sezon ligowy w Polsce zakończyła z rekordem 197 bramek i średnią 7 bramek na mecz. W połowie 1988 roku Renata Tutkowska prywatnie wyjechała do Republiki Federalnej Niemiec wraz z przyszłym mężem Mariuszem Zienkiewiczem, znanym zawodnikiem Spójni Gdańsk. Dopiero w sezonie 1989/1990 rozpoczęła grę w czołowej zachodnioniemieckiej drużynie TV Luetzellinden i od razu sięgnęła po podwójną koronę, zdobywając mistrzostwo i puchar Niemiec. Po urodzeniu syna Patricka przeniosła się do TuS Walle Bremen, gdzie funkcję trenera objął niedawny szkoleniowiec gdańskiego Startu Leszek Kro-

wicki. Sukcesy posypały się jak z rogu obfitości. W latach 1992-1996 zespół z Bremy wywalczył cztery tytuły mistrza kraju i trzykrotnie zdobył Puchar Niemiec. Na dodatek w sezonie 1993/1994 podopieczne Leszka Krowickiego sięgnęły po Puchar Zdobywców Pucharów, zwyciężając w finałowym dwumeczu Spectrum FC Budapeszt (21:23, 24:21). Obok Renaty Zienkiewicz o sile TuS Walle Bremen stanowiła wówczas znakomita Dunka Anja Andersen oraz wielokrotne reprezentantki Niemiec: Heike Schmidt, Michaela Erler, Dagmar Stelberg i Christine Lindemann. Bez wątpienia wśród piłkarek z polskimi korzeniami „Tutka” osiągnęła na niemieckich parkietach zdecydowanie najwięcej, a przecież znakomita gra i sukcesy klubowe miały dopiero zaprocentować powołaniem do reprezentacji Niemiec.

Tytuł mistrzyni świata Na trzy tygodnie przed mistrzostwami świata w Norwegii (1993) kontuzja czołowej niemieckiej piłkarki Katje Kittler sprawiła, że współpracujący z kadrą narodową trener Uli Weiler przyszedł z niespodziewaną propozycją gry w drużynie Niemiec. Prosił, by Renata zastąpiła kontuzjowaną koleżankę i pomogła drużynie w tych ważnych zawodach. Była to już kolejna propozycja, bowiem pierwszą złożono Renacie Tutkowskiej rok po przyjeździe do RFN, ale wtedy Tutkowska ją odrzuciła nie planując zmiany barw narodowych, a poza tym w perspektywie kilku miesięcy miał się urodzić syn Patrick. Tym razem perspektywa występu w imprezie najwyższej rangi zainteresowała Renatę i zdopingowała do wytężonej pracy. Start drużyny niemieckiej w tych mistrzostwach przeszedł najśmielsze oczekiwania. Wprawdzie w eliminacjach po zwycięstwach nad Szwecją 17:15 i Angolą 30:8 Niemki uległy Rumunii 21:24, to jednak zakwalifikowały się do grupy półfinałowej, gdzie już kroczyły od zwycięstwa do zwycięstwa. Kolejno pokonały Czechy-Słowację 22:21, USA 24:12 i Austrię 25:10, pewnie wygrywając grupę i uzyskując przepustkę do ści-

słego finału. W walce o złoto ich rywalkami były Dunki, które – jak się później okazało – rozpoczynały swoją medalową serię w turniejach rangi mistrzowskiej. Jednak tu, w Norwegii, jeszcze nie dane im było zwyciężyć. Na przeszkodzie stanęła bowiem świetnie zorganizowana drużyna niemiecka i trener Lothar Doering. Finałowe starcie było bardzo dramatycznym widowiskiem, a do jego rozstrzygnięcia potrzebna była dogrywka, bowiem po 60 minutach był remis 17:17. W końcówce dodatkowego czasu gry losy spotkania rozstrzygnęło trafienie Bianki Urbanke, które zapewniło Niemkom wygraną 22:21. Występująca w podstawowym składzie Renata Zienkiewicz dołożyła swoją cegiełkę do tego sukcesu, zdobywając 2 jakże cenne bramki. Dodajmy, że w tym samym turnieju Polki zajęły 5. miejsce w swojej grupie półfinałowej i w meczu o 9-10 miejsce uległy połączonej drużynie Czech i Słowacji 17:22.

Wicemistrzostwo Europy Niespełna rok później reprezentacja Niemiec znowu odbierała medale, a Renata Zienkiewicz ponownie wystąpiła w roli głównej. Było to podczas pierwszych mistrzostw Europy w roku 1994. Startujące na własnym terenie Niemki bez trudu dotarły do półfinału, gdzie odprawiły aspirujące do złota Norweżki różnicą czterech bramek (22:18). Finał Niemcy – Dania był rewanżem za ostatnie MŚ. Dunki mające w swym składzie tak wybitne zawodniczki jak: Anja i Camilla Andersen, Anette Hoffmann czy Lene Rantala (w wieku 43 lat zagrała niedawno w meczu z Polską) tym razem okazały się lepsze i wygrały 27:23. Najskuteczniejszą piłkarką drużyny niemieckiej była eksreprezentantka Polski, lewa rozgrywająca Renata Zienkiewicz, zdobywczyni 6 bramek. Srebrny medal i wicemistrzostwo Starego Kontynentu stało się jej niezaprzeczalnym udziałem.

Olimpijski awans i wielkie rozczarowanie Kolejny start Renaty w barwach Niemiec wypadł podczas MŚ w Austrii i na Węgrzech (1995). Turniej

47


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:34 Page 48

48

//NA KARTACH HISTORII Polska młodz. – 1985 na pierwszym planie od lewej: K. Frąszczak, A. Kaleta, B. Seliga, A. Kozak, V. Malczak, B. Banaszczyk, W. Luberecka drugi rząd od lewej: M. Strzałkowska, R. Tutkowska, J. Pęciak, E. Dziadczyk, D. Sobolewska, B. Stasiak, I. Nabożna.

był jednocześnie kwalifikacją do igrzysk olimpijskich w Atlancie (1996). Po udanym początku Renata Zienkiewicz rozchorowała się i nie była w pełni sił. W kilku meczach nie mogła wystąpić, ale gdy ważyły się losy ostatniego turniejowego spotkania Niemcy – Rosja, a stawką było 5. miejsce dające przepustkę do Atlanty, zdecydowała się wejść na parkiet na ostatnie 10 minut spotkania. Zdobyła kilka ważnych bramek, które zadecydowały o zwycięstwie nad Rosją 26:22 (14:10). Walnie przyczyniła się do wywalczenia przez drużynę niemiecką upragnionego awansu olimpijskiego. Bardzo chciała wystąpić na olimpiadzie, ale kiedy na trzy tygodnie przed wyjazdem odniosła kontuzję trener Ekkehard Hoffmann był bezwzględny i bezlitosny. Zabrał do Atlanty dwie młode zawodniczki bez szans na grę w olimpijskim turnieju, a dla Renaty zabrakło miejsca. Miała o to ogromny żal do trenera, bo tak naprawdę, to właśnie jej ten wyjazd się należał. W sumie w latach 1993-1995 roze-

grała w reprezentacji Niemiec 52 spotkania, zdobywając około 100 bramek. Mistrzyni świata i wicemistrzyni Europy nigdy nie doczekała się jednak oficjalnego pożegnania ze strony Niemieckiego Związku Piłki Ręcznej. Mogła za to liczyć na pamięć koleżanek z drużyny, które w ważnych chwilach potrafiły być ze sobą razem. Co ciekawe, w okresie gry w reprezentacji Niemiec, bodajże tylko raz zagrała przeciwko Polsce, a było to na turnieju w Chebie (02.02.1994). Z bardziej znanych polskich piłkarek wystąpiła wtedy m.in. Magdalena Łeszyk (Chemicz), dla której był to drugi mecz w drużynie narodowej oraz Aleksandra Śniegoń (Pawelska) i Agnieszka Truszyńska. W spotkaniu tym Renata Zienkiewicz zdobyła 2 bramki dla swoich barw.

Dekada awansów Kiedy w wieku 31 lat odchodziła z TUS Walle Bremen czuła się już zawodniczką spełnioną sportowo za-

równo w wymiarze klubowym, jak i reprezentacyjnym. Zapewne nie spodziewała się, że gra w drużynach niższych klas dostarczy jej jeszcze tylu wspaniałych wrażeń i tak ogromnej satysfakcji. A tymczasem w latach 1998-2000 trzecioligową Germanię List Hanover wprowadziła najpierw do drugiej, a następnie do pierwszej klasy rozgrywek. Kolejne trzy lata spędziła w klubie Buntekuh Luebeck, gdzie wraz z młodszymi koleżankami świętowała awanse z trzeciej do drugiej i z drugiej do pierwszej ligi. Mimo upływu lat wciąż była bowiem niezwykle sprawną i skuteczną piłkarką, organizatorką gry i dyrygentem zespołu. Wreszcie w sezonie 2004/2005, mając już 38 lat, raz jeszcze dała się namówić na powrót do trzeciej ligi i znowu wydatnie pomogła drużynie Eidelstaedt Hamburg w uzyskaniu awansu do wyższej klasy rozgrywek. Takie serie nie zdarzają się zbyt często, zwłaszcza na niemieckich parkietach, gdzie na każdym szczeblu ligowej rywalizacji jest niesamowita konkurencja.


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:34 Page 49

HANDBALL POLSKA nr 10 // październik 2011 //RENATA TUTKOWSKA (ZIENKIEWICZ) Ur.: 09.04.1967, Kościerzyna. Pozycja: rozgrywająca Wzrost/waga: 178 cm, 72 kg. Kluby: Start Gdańsk (1982-1988); RFN i Niemcy – TV Luetzellinden (1989-1990), TUS Walle Bremen (1991-1998), SC Germania List Hannover (1998-2000), SC Buntekuh Luebeka (2000-2004), Eidelstaedt Hamburg (2004-2005). Sukcesy: uczestniczka MŚ gr. A i B oraz brązowa medalistka MMŚ (1985). 48-krotna reprezentantka Polski (1986-1988), zdobywczyni 151 bramek, 42 występy i 63 bramki w kadrze juniorek i młodzieżowej (1984-1986), brązowa medalistka MP (1988); 2-krotnie srebrna (1986, 1988) i brązowa (1985) medalistka Pucharu Polski; mistrzyni Polski juniorek (1985); najskuteczniejsza zawodniczka turnieju o Puchar Śląska (1987). Mistrzyni świata (1993) i wicemistrzyni Europy (1994) w barwach Niemiec, 52-krotna reprezentantka tego kraju (1993-1995), zdobywczyni około 100 bramek; 5-krotna mistrzyni Niemiec (1990, 1992, 1994, 1995, 1996) i wicemistrzyni tego kraju (1993); 4-krotna zdobywczyni Pucharu Niemiec (1990, 1993-1995); zdobywczyni Pucharu Zdobywców Pucharów (1994). Wychowanka: R. Jezierskiego, L. Biernackiego i L. Krowickiego. Pseudonim: „Tutka”. Rodzina: mąż Mariusz Zienkiewicz (ur. 24.06.1962, Gdańsk) był piłkarzem ręcznym (skrzydłowym i kołowym) m.in. Spójni Gdańsk i TV Huettenberg; syn Patrick (ur. 1990) jest futbolistą IV-ligowego VBL Luebeck.

Nietuzinkowa, kompletna i uniwersalna Renata Tutkowska (Zienkiewicz) była nietuzinkową, kompletną i uniwersalną piłkarką. W zależności od potrzeb zespołu mogła występować na lewym, środkowym i prawym rozegraniu. Wyróżniała się szybkością i dynamiką oraz bardzo dobrym rzutem z drugiej linii, a jednocześnie była silnym punktem defensywy. Poza tym cechował ją niezwykły duch walki i nie było dla niej piłek straconych. U szczytu swojej kariery była filarem drużyny klubowej i reprezentacyjnej. Życiowe losy sprawiły, że w wieku 21 lat opuściła rodzinny kraj, który dotąd godnie reprezentowała, przysparzając mu wielu sukcesów zarówno na poziomie rozgrywek młodzieżowych jak i w gronie seniorek. Po wyjeździe do Niemiec, w nowej i niełatwej sytuacji potrafiła wykorzystać swój nieprzeciętny talent i wytężoną pracą dojść do dużych osiągnięć. Została mistrzynią świata i wicemistrzynią Europy. Jest

pierwszą i jak do tej pory jedyną piłkarką z polskim rodowodem mogącą poszczycić się takimi tytułami. A przecież na długiej liście jej sportowych sukcesów są jeszcze laury zdobyte z drużynami klubowymi, w tym europejski Puchar Zdobywców Pucharów.

Sentymenty i wspomnienia Dziś, kilka lat po zakończeniu kariery zawodniczej, z dużą dozą sentymentu opowiada o swojej przygodzie ze sportem. Zdaje sobie sprawę, że jako piłkarka ręczna osiągnęła bardzo wiele, choć nutka rozczarowania związanego z utratą olimpijskiej szansy jest w jej pamięci ciągle obecna. W ciepłych słowach wspomina swoich pierwszych trenerów z gdańskiego Startu i ówczesnego trenera naszej kadry narodowej Jerzego Noszczaka. Bardzo wiele zawdzięcza też Leszkowi Krowickiemu, który poprowadził TuS Walle Bremen do tak wielkich sukcesów. Spośród polskich piłkarek przełomu lat

80. i 90. bardzo wysoko ceni jedną z najlepszych bramkarek Europy Alicję Górecką-Główczak i „bramkostrzelną” Barbarę Kamińską-Haładyn. Z uznaniem odnosi się też do starszych koleżanek z boiska – Barbary Krefft i Małgorzaty Trafalskiej-Waszkiewicz. Obecnie Renata Zienkiewicz mieszka w Stockelsdorf koło Lubeki, a pracuje w zawodzie fizjoterapeutki w Bad Schwartau. Ma bardzo dobre kontakty z naszym krajem, dokąd przyjeżdża co najmniej dwa razy w roku odwiedzając rodzinę i znajomych. Można jednak odnieść wrażenie, że mimo tylu wspaniałych dokonań jest piłkarką mniej znaną, zwłaszcza młodszej grupie kibiców i sympatyków sportu. Z prawdziwą przyjemnością prezentujemy więc sylwetkę tej zasłużonej dla polskiego i niemieckiego handballu zawodniczki, jak również jej drogę do sportowego mistrzostwa. TEKST: Władysław Zieleśkiewicz pochodzą ze zbiorów Katarzyny Jankowskiej, Renaty Zienkiewicz i zasobów ZPRP FOTO:

49


HP_body_pazdziernik_Layout 1 11-10-19 22:34 Page 50

50

//Anita Unijat Radość po zdobyciu złotego medalu mistrzostw Polski dzieci

ŻYCIE PO ŻYCIU Anita Unijat znana była z parkietów Słupska, Piotrkowa Trybunalskiego, Jeleniej Góry. Niedawno zakończyła karierę, ale to nie oznaczało dla niej rozstania z piłką ręczną. Teraz trenuje młode zawodniczki Słupi. – Świętej pamięci prezes Słupi Słupsk, Sławomir Myśliński, gdy jeszcze grałam w Jelfie Jelenia Góra, zaproponował mi pracę z młodymi zawodniczkami. Ja już wtedy dochodziłam do wniosku, że coraz mniej mi zależy na grze. Pomysł był fajny, więc postanowiłam wrócić do Słupska. Tam podjęłam pracę w szkole i zajęłam się trenowaniem dzieci – mówi Anita Unijat. Okazało się, że nowa rola przynosi jej dużo satysfakcji. Mimo początkowych obaw bardzo szybko przyszły pierwsze sukcesy. I to na skalę kraju. Tym sposobem zamknęło się koło. Unijat, jeszcze pod panieńskim nazwiskiem Augustyniak, sama zaczynała trenować od najmłodszych lat ręczną – od kategorii dzieci, poprzez młodziczki, juniorki, aż do seniorek. Zebrała przez ten czas mnóstwo doświadczeń, z których korzysta w swojej pracy. – Często zawodnicy uczą się najwięcej od szkoleniowców, z którymi pracowali. Ale teraz nie robię tego, czego ja nie lubiłam

jako zawodniczka. Jeżeli kiedyś mnie trenowano i wprowadzano jakieś elementy gry, których nie lubiłam, to teraz ja już ich nie stosuję. Oczywiście, jeśli nie są na tyle potrzebne, to ograniczam je do minimum. Kiedyś dużą wagę przykładano do obozów w górach, powtarzano: „kondycja, kondycja, kondycja”. Jak jeździłyśmy na obóz w góry, to była to ciężka praca. Ja staram się robić z moimi podopiecznymi ćwiczenia kondycyjne, ale wszystko robię z piłkami, aby było przyjemnie i pożytecznie, aby to co się robi sprawiało radość – komentuje Unijat dodając – Satysfakcja z pracy jest olbrzymia. Nieporównywalnie większa, niż z sukcesów, gdy sama jeszcze grałam w lidze. Rok temu, zdobywałyśmy mistrzostwo Polski dzieci z rocznika 1997. Nie cieszyłam się z żadnego swojego medalu w karierze tak jak z tego sukcesu – dopowiada. I to jest to. Pięć jej zawodniczek jest w kadrze Pomorza, jedna jest

w kadrze narodowej juniorek młodszych. To Małgorzata Trawczyńska. Unijat, która wywalczyła drużynowe mistrzostwo Polski w kategorii dzieci, w tym sezonie będzie bronić tytułu w kategorii młodziczek. Zdobyła także wicemistrzostwo kraju zespołów szkolnych. Ma się więc już czym pochwalić. Co ciekawe, ten sposób na „życie po życiu” w handballu jest mało popularny wśród innych zawodniczek znanych z ligowych parkietów. Wydawałoby się, że to najbardziej naturalny sposób na pozostanie w tej dyscyplinie sportu – przesiąść się płynnie do autobusu z napisem „szkolenie”. – Fakt, mało moich koleżanek tak robi. Marta Oreszczuk z którą grałam w Jeleniej Górze, prowadzi tam grupę dziewcząt z rocznika 1997, grałyśmy zresztą przeciwko sobie w mistrzostwach Polski. Ela Kopertowska też ma swoją grupę. I to chyba wszystko – wylicza Unijat. Sukcesy to jedno, drugie, to codzienna praca. Ba, harówka na treningach. Nie zawsze przecież wszystko układa się różowo. – Jest ciężko. Dziewczyny mają po 14-15 lat i to jest wiek, w którym interesują się wszystkim. Wydaje mi się jednak, że tak głęboko mają zaszczepioną piłkę ręczną, że te, które miały odpaść, już odpadły. Ten trzon, który został, dociągnie do końca – mówi o ciemnej stronie handballu. Sama też wie, że tak naprawdę, to dopiero początek jej szkoleniowej drogi. Wszystko jeszcze przed nią. – Cały czas się uczę. Odkryłam właśnie fajną duńską stronę w internecie. Dania to potęga w piłce ręcznej. Na tym się wzoruję. Wprowadzam nowe ćwiczenia i formy pracy z młodzieżą. U nas praktycznie się tego nie stosuje. Nie wiem, czy my jesteśmy do tyłu w porównaniu z Danią, czy jesteśmy przywiązani do swoich starych metod szkoleniowych. Ale to jest fajne, że młode pokolenie trenerów chce się uczyć, że się wymienia doświadczeniami. To kiedyś musi przynieść korzyści – podsumowuje Unijat. TEKST: Rafał Szymański FOTO:

Łukasz Capar

HP_10_2011  

LEKCJE RASMUSSENA TAJEMNICA LEWEJ RĘKI ŻYCIE PO ŻYCIU nr 10 (54) • październik 2011 ISSN 1897-0958 cena 7 zł (w tym 5% VAT) Palau Sant Jordi...