Page 1

Maria Trojanowicz-Kasprzak

CZYTANIE

E N L A B O L G po polsku

poradnik dla nauczycieli, rodzicรณw i terapeutรณw


Czytanie globalne po polsku

poradnik dla nauczycieli, rodziców i terapeutów Autor:

Maria Trojanowicz-Kasprzak

Redakcja merytoryczna:

Maria Broda-Bajak

Korekta:

Marta Stasińska

Skład:

Wojciech Wolak

Foto na okładce:

Stock Photo © Teerawut Masawat

ISBN 978-83-65915-33-7 Copyright © by CEBP 24.12 Sp. z o.o. Wydanie 2, poprawione Kraków 2019

Autorka książki dziękuje autorom zamieszczonych zdjęć za ich użyczenie i udzielenie zgody na publikację. Wydawca posiada zgodę opiekunów na publikację wizerunku dzieci widniejących na zdjęciach zamieszczonych w książce.

Publikacja, którą nabyłeś, jest dziełem twórców i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, które im przysługują.

Zawartość publikacji możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście Ci znanym, ale nie publikuj w internecie treści tu zawartych, ani ich fragmentów, a kopiując jej część rób to tylko na użytek osobisty.

Jeśli cytujesz fragmenty z publikacji, nie zmieniaj ich i zaznacz, czyje to dzieło.

Wydawca: CEBP 24.12 Sp. z o.o. 30-437 Kraków, ul. Kwiatowa 3 www.blizejprzedszkola.pl


Spis treści Od Wydawcy

45

To działa!

48

Początki

47

Co dalej?

49

A po wakacjach…

10

O motywacji

10

Pierwsze wrażenia

12

Co na to rodzice?

Jak po amerykańsku, jak po polsku? Pojedyncze słowa Wyrażenia dwuwyrazowe Proste zdania Rozbudowane zdania Książki

12 15 17 18 18 19

15

Warunkiem powodzenia – dobra zabawa!

20

Czytanie globalne i absurdy…

27

Jak się bawić, by nie było nudno?

22

Książeczki do czytania globalnego

28

Jak ustrzec się błędów?

30

Metoda globalna i dzieci dysfunkcyjne

31

Po co uczyć czytać małe dzieci?

37

Po latach. O przedszkolu bez podręczników

39

Czytanie globalne w Brusach

40

Czytanie globalne za wielką wodą

44

W Akademiach Małego Europejczyka

47

„Otulanie słowami”

48

A rodzice?

53

O motywacji raz jeszcze Na zakończenie

Zabawy z czytaniem globalnym na świeżym powietrzu Poznajemy kolory Zabawy z figurami geometrycznymi

Podziękowania

Bibliografia załącznikowa

61 65 67 69

65

73

74


Od Wydawcy

Oddajemy w Państwa ręce zmienione i uzupełnione wydanie książki Czytanie globalne po polsku – swoistego podręcznika objaśniającego metodę nauki czytania zwaną czytaniem globalnym. Autorka opisała w nim – krok po kroku – na czym czytanie globalne powinno polegać i jak w warunkach polskich realizować założenia tej metody, która przywędrowała do nas zza oceanu i wymagała dostosowania do specyfiki języka polskiego. Nie ograniczyła się jednak do teorii, lecz przedstawiła wiele pomysłów na zabawy do zrealizowania z dziećmi zarówno w domu, jak i w placówkach edukacyjnych. Przykłady dobrych praktyk z przedszkoli w kraju i za granicą pozwalają poznać rzeczywiste efekty zabawy w czytanie i inspirują do wdrażania przedstawionych pomysłów oraz tworzenia nowych własnych rozwiązań. Opisy doświadczeń rodziców bawiących się w domu w czytanie ze swoimi dziećmi pokazują, że czytanie globalne to świetna zabawa, której efekty mogą przerosnąć najśmielsze oczekiwania. Zapoznając się z treścią książki Czytelnik dojdzie do jednego zasadniczego wniosku: TO DZIAŁA! Czytanie globalne NIE UCZY CZYTAĆ. Powiedzmy to wyraźnie. Nie można nauczyć czytać nieznanego tekstu bez znajomości alfabetu. Jest natomiast etapem w procesie nauki „normalnego”, „szkolnego” czytania. Pozwala wkroczyć w czytanie łatwo, z radością, z ochotą i o wiele wcześniej, niż to zakłada program szkolny. Im wcześniej dziecko czyta, tym wcześniej poczyna zdobywać ogólną wiedzę. Staje się inteligentniejsze, poszerza zasób wiadomości. Bawiąc się w czytanie globalne, uczymy malucha koncentracji, uwagi, skupienia. Doskonalimy jego pamięć i umiejętność analizy wzrokowej. Pozwalamy przeżywać radość z przyswajania sobie nowych umiejętności. Wieloletnie zgłębianie tematu pozwoliło Autorce osiągnąć pewność, że czytanie globalne to wspaniała zabawa, która ma same zalety. Prowadzona w atmosferze luzu i radości (a jest to warunek podstawowy) daje dzieciom i opiekunom mnóstwo satysfakcji.

Zachęcając dziecko do zabawy w czytanie podnosimy jego wartość we własnych oczach – nazywając wyrazy na planszach, jest przekonane, że czyta i nie przeczmy temu. Bawmy się dalej, a jego przekonanie stanie się faktem.

5


Początki Ponad ćwierć wieku temu, w 1992 roku, ukazała się w Polsce książka1 Glenna i Janet Domanów zatytułowana Jak nauczyć małe dziecko czytać. To, co zawarli w niej autorzy, wprawiło mnie – ówczesną nauczycielkę przedszkola – w osłupienie. Z treści wynikało ni mniej, ni więcej, że wystarczy malutkim dzieciom odpowiednio często pokazywać w ciągu dnia wyrazy zapisane dużą czerwoną czcionką na planszach o odpowiednim wymiarze, a po jakimś czasie… dziecko będzie umiało czytać. Brzmiało to baśniowo i nierealnie. To jak? Nie będzie wyklaskiwania sylab? Wysłuchiwania, jaka głoska jest na początku słowa, a jaka na końcu? Nie będzie poznawania alfabetu litera po literze? Toż to rewolucja! Taki też był podtytuł książki Domanów – Cicha rewolucja. Ale co szkodziło spróbować? Rodzice przedszkolaków ochoczo podjęli się wydrukowania plansz. Naturalnie, nie było mowy o zastosowaniu czerwonej czcionki – nie te czasy. To nie tak, żebym nie miała żadnych wątpliwości. No bo jak to możliwe, że dzieci nieuczone alfabetu zaczną czytać? Dobrze, a jak już wyuczą się na pamięć zapisu wyrazu mama, to co począć z formami: mamą, mamy, mamami, mamusia, mamusiny? Coś tu jest nie tak… Napisałam list do twórcy metody – Glenna Domana. Instytut Osiągania Ludzkich Możliwości w Filadelfii prowadziła wówczas córka Glenna – Janet. To był zwykły, pocztowy list i na odpowiedź należało czekać kilka tygodni. Pytałam o to, jak czytanie globalne stosować w kraju, w którym język ma solidnie rozbudowaną fleksję i niemal każdy wyraz podlega odmianie – a to przez przypadki, a to przez liczby, rodzaje, czasy, tryby… Z odpowiedzi wynikało jasno, że Janet Doman nie miała do czynienia z grupą języków słowiańskich (może nawet nie wiedziała za dobrze, gdzie ta nasza Polska leży). Informowała jednak, iż metoda sprawdziła się już w Japonii, krajach Ameryki Południowej (w Brazylii rozgościła się na dobre), że dotarła do Europy Zachodniej, więc… trzeba próbować. Wraz z listem nadeszło mnóstwo materiałów na temat czytania globalnego i oficjalne, opatrzone pieczęcią „namaszczenie”, by szczepić metodę na polskiej ziemi.

Przyszło też zaproszenie do Filadelfii, ale wówczas jeszcze – z różnych względów – nie mogłam z niego skorzystać. Postanowiłam zatem próbować i czynić to na miarę sił i możliwości. Moje działania dalekie były momentami od zaleceń mistrza Domana, ale cóż – pewnych trudności przeskoczyć się nie dało. 1) G. Doman, J. Doman, Jak nauczyć małe dziecko czytać. Cicha rewolucja, Oficyna Wydawnicza Excalibur, Bydgoszcz 1992.

7


Stanęło na tym, że jeden raz, niekiedy dwa (zamiast dziewięciu w ciągu dnia) po-

kazywałam swoim czterolatkom plansze z wyrazami pisanymi czarną (nie czerwoną)

czcionką, o kroju, który dziś uznałabym za niewłaściwy. I… czekałam, co się będzie działo. Na początek owo „czytanie” stało się ulubioną zabawą dzieci. Może dlatego że od początku obrosło w dobre skojarzenia. Ja – „ptasia mama”, dzieciaki – „ptaszęta”. Pod

ręką rodzynki, morele suszone, co tam rodzice ofiarowali. Za tę chwilę uwagi, kiedy

odczytywałam wyrazy z plansz, „ptaszęta” dostawały wprost do dziobków słodkie ziarenka. A potem… potem minęło kilka dni i stwierdziłam ze zdumieniem, że… to działa.

To działa! Początkowo – stosując się do wskazówek mistrza – nie sprawdzałam, czy dzieci

przyswoiły sobie prezentowane wyrazy. Ale w grupie liczącej ponad trzydzieści osób powściągliwość okazała się nie do zastosowania. Dzieci na widok znajomych wyrazów

ochoczo wybrzmiewały ich znaczenie i nie było na to siły. Pomyślałam zatem, że skoro

uczyniłam już tak wiele odstępstw od zaleceń Domana, jedno więcej nie zrobi różnicy.

Blokowanie aktywności dzieci wydawało mi się nieludzkie. Czterolatki z entuzjazmem nazywały poznane wcześniej wyrazy i nie miałam serca im tego zakazywać.

Nowe plansze prezentowałam, gdy dzieci siedziały w półkolu. Ale już sprawdzanie

nie mogło być statyczne. Zaczęłam obmyślać zabawy, które pozwalały zweryfikować, ile maluchy zapamiętały z prezentowanego materiału i jednocześnie wprowadzały element ruchu, nieodzownego w pracy z dziećmi w tym wieku. W ten sposób narodziła się

kochana do dzisiaj zabawa w sklep, w auta pędzące od stacji mleko do stacji jajko albo

w rakietę odwiedzającą po kolei planety: nos, ręka czy pupa. Doświadczenie podpowiadało mi, że na planszach powinny znaleźć się wyrazy, których znaczenie jest bliskie

dzieciom albo po prostu zabawne. Nie rozmawialiśmy wówczas o literach. Wcale. Nie miałam pojęcia, co będzie dalej, ale na tym etapie bawiliśmy się wyrazem jako całością

– budowlą, której poszczególne elementy były dla dzieci zagadką i których w tym momencie jeszcze nie dostrzegały.

Jednak nie można odizolować dzieci od liter. Są nimi otoczone w domu, na ulicy.

Litery „zerkają” z tytułów książek, szyldów czy ekranu telewizora. Minęło nieco czasu –

może kilka, może kilkanaście tygodni – kiedy moje małe „Pieguski” (taką nazwę nosiła

grupa) zaczęły dostrzegać w prezentowanych wyrazach litery właśnie. Postanowiłam podążać krok w krok za dziećmi. Kiedy Weronika czy Bartek oznajmiali z dumą, że znają tę czy inną literkę, proponowałam, by odnaleźli taką samą w wyrazach na innych plan8


szach. Tę zabawę dzieci polubiły także. Nazywanie i odszukiwanie liter stało się nieodłącznym elementem zabawy w czytanie. Przyszedł taki dzień, w którym uświadomiłam sobie, że moje „Pieguski” znają alfabet. Jak i kiedy to się stało? Bez długich tygodni ćwiczeń, jak zalecał program? Niepojęte. A teraz? Co dalej?

Co dalej? Stąpałam po grząskim gruncie. Miałam bowiem świadomość, że mogę wyuczyć dzieci procesów, które okażą się szkodliwe. Albo nieodwracalne. To był okres bolącej głowy i myślenia, co będzie jeśli… Uznałam, że najbezpieczniej będzie dalej podążać za dziećmi, obserwować je i wychodzić naprzeciw ich oczekiwaniom. Dodawałam zatem nowe plansze, dzieciaki odczytywały je globalnie, ale też wyłuskiwały w nich znane litery, aż przyszedł dzień, kiedy jedno z dzieci przegłoskowało cały długi wyraz. Obserwowałam teraz proces, który dalej dokonywał się sam, właściwie bez mego udziału. Nie jestem zwolenniczką głoskowania, które podczas nauki czytania wystąpić musi, ale nie należy go przedłużać, utrwalać – lepiej, by dzieciaki jak najszybciej przechodziły do czytania sylabami. To tak jak przy nauce chodzenia – dziecko przechodzi okres czworakowania, jest on etapem naturalnym. Dąży jednak do przemieszczania się na dwóch nogach. Przygotowałam zatem plansze z krótkimi, nieznanymi dzieciom wyrazami, zaczynającymi się od samogłosek, które można w nieskończoność przedłużać podczas artykulacji. Tym sposobem dzieci weszły na wyższy, a może tylko inny, poziom czytania. Tego w książce Domanów nie było. Anglojęzyczne dzieci czytały globalnie, czytały, czytały… i… co dalej? Z książki to nie wynikało. Owszem, znalazłam krótką wzmiankę, że dziecko, które opanuje globalnie wystarczającą liczbę wyrazów, może potem, zmieniając szyk, nadawać inne znaczenie zdaniom. Skonsultowałam to z ludźmi, którzy dobrze znają angielski – tak rzeczywiście jest. W Polsce to nie wystarczało. A „Pieguski” rozkładały przed sobą tabliczki z uuu-lami, Aaa-lami, uuu-szami, ooo-czami i rozprawiały się z nimi coraz sprawniej. I – tak! tak! To nie było już czytanie globalne. To było czytanie zwyczajne, normalne, szkolne, analityczno-syntetyczne czy jak tam zechcemy je nazwać. Przed wakacjami większość czterolatków czytała krótkie wyrazy, a rodzice ze zdumieniem oznajmiali, że ich pociechy co i rusz odczytywały na ulicy jakiś kolejny szyld nad sklepem czy tytuł czasopisma. Czytanie jest jak lawina. Zaczynasz czytać, robisz to coraz częściej, coraz chętniej, coraz lepiej i ani się obejrzysz, a bez czytania już nie da się żyć. 9


Jak się bawić, by nie było nudno? Zabawy trzeba urozmaicać. Króciutki moment prezentacji plansz to jedyna chwila, kiedy wymagamy od dziecka skupienia i uwagi. Gdy chcemy przekonać się, ile zapamiętało z pokazywanych wyrazów, musimy to czynić na różne sposoby. Należy pamiętać, że malutkie dziecko po chwili skupienia potrzebuje ruchu. Toteż stale i wciąż powtarzam – pozytywne efekty zabawy w czytanie zaobserwujemy, gdy malec będzie się ruszał, będzie zainteresowany, będzie widział zaangażowanie i radość dorosłego – gdy oboje będą dobrze się bawić. Plansze możemy pokazywać dziecku w różnych sytuacjach. Nie musi to być koniecznie wtedy, gdy grzecznie siedzi przed nami na kanapie. Wyrazy z plansz możemy odczytywać, gdy dziecko siedzi przy posiłku, w wannie, a nawet na nocniczku. Można to czynić w parku lub siedząc przy malcu w aucie (oczywiście, pod warunkiem że nie jest się wówczas kierowcą). Sprawdzanie (i utrwalanie) zawartości plansz powinno się dokonywać w różnorodny sposób. Najlepsze efekty są wówczas, gdy zadbamy o to, by odbywało się ono w trakcie jak najbardziej urozmaiconych zabaw, pełnych ruchu, radości i śmiechu. Poniżej przedstawiam kilkanaście pomysłów na prezentowanie plansz i globalne odczytywanie ich zawartości przez malucha: • Rozłóż grupę kart na stole obrazkiem do góry. Weź dziecko na ręce. Spacerując wokół stołu, wskazuj palcem odpowiednie karty i wyraźnie odczytuj wyrazy. • Odwróć plansze obrazkiem do dołu. Pytaj: Gdzie jest nos? Gdzie jest auto? Dziecko wskazuje plansze. Odwróćcie je i porównajcie z obrazkiem. • Rozłóż grupę kart na podłodze. Weź dziecko pod pachy, niech skacze od wyrazu do wyrazu.

• Rozłóż grupę kart na stole. Pod każdą lub tylko jedną z kart ukryj niespodziankę – smakołyk, np. płatek kukurydziany lub plasterek suszonego owocu. Maluch, zanim odsłonisz kolejną kartę, skieruje na nią swoją uwagę. • Urządzamy sklep. Na podłodze (schodkach, półkach, stole) rozłóż różne produkty (warzywa, owoce, nabiał, części garderoby itp.) i poproś dziecko, by ustawiło przy nich plansze z wyrazami. 22

Urządzamy sklep.


yy Odwracamy zadanie. Rozłóż plansze z wyrazami. Dziecko jest „dostawcą” i ma przy planszach ustawić produkty.

yy Zabawa w sklep. Ukochana zabawa dzieci w wieku przedszkolnym. Dziecko „sprzedaje” ci wyrazy, o które prosisz. Możecie zamienić się rolami. Dziecko kupuje, a ty

sprzedajesz. Niekiedy się mylisz. Pozwalasz poprawiać się dziecku i przy okazji stwierdzasz, czy pamięta zawartość plansz.

yy Oglądamy książeczki. Jeśli twoje dziecko lubi oglądać książeczki, wykorzystaj to. Niech prezentacja plansz stanie się przerywnikiem między jedną książeczką a drugą. Dzięki

temu trafisz na moment, w którym twój maluch wykazuje dużą gotowość do percepcji bodźców wzrokowych. Dla niektórych dzieci najlepszym momentem prezentacji tablic może się okazać czas jedzenia. Tę metodę można stosować u dzieci karmionych jeszcze łyżeczką – tablice prezentujemy pomiędzy kolejnymi łyżeczkami posiłku.

yy Zabawa w listonosza. Niektóre dzieci to uwielbiają! Posadź dziecko za zamkniętymi drzwiami pokoju. Wsuwaj karty przez szparę pod skrzydłem drzwi. Maluch, odbierając kolejny „list”, koncentruje na nim uwagę.

yy Zabawa w pociąg. Rozłóż plansze (obrazkiem do dołu) w różnych punktach pomieszczenia. Zapowiadaj: Pociąg osobowy odjeżdża ze stacji mama do stacji jajko (słoń, klocki itd.).

yy Zabawa w rakietę. Przebiega jak wyżej, tyle że to rakieta startuje do kolejnych planet. yy Zabawa w szukające pieski. Rozmieść karty w różnych miejscach pokoju, ale tak, by były widoczne dla dziecka, w niewielkich odstępach od siebie. Dziecko biega od punktu do punktu i zbiera kolejne karty.

yy Zabawa w odkurzanie. Przygotuj gruby pędzel (doskonale nadaje się ten z twojej kosmetyczki). Niechaj dziecko odkurzy każdą z nazwanych przez ciebie plansz.

yy Wasze karty to baletnice. Skaczą i obracają się w rytm ulubionej muzyki. Grupa kart to zespół taneczny, a na scenę wychodzą kolejne tancerki-solistki.

yy Przejażdżka. Jeśli jedynym obiektem, który może zainteresować twoje dziecko, jest auto lub kolejka, zabierz wyrazy na przejażdżkę (ułóż je na dachu ulubionego pojazdu-zabawki dziecka). Rozwieś plansze na ścianie przedpokoju na wysokości twarzy dziecka. Przechodzicie tędy wielokrotnie w ciągu dnia. Wykorzystaj tych kilka chwil. Wskaż palcem każdą z kart. Nazwij ją. Następnym razem niechaj dziecko „odczyta” ją tobie.

yy Ukryte wyrazy. Ułóż na podłodze kilka plastikowych misek lub poduszek. Mogą to

być także apaszki lub książki. Umieść pod nimi plansze. Informuj dziecko, jaki wyraz

gdzie się ukrył. Niech potem „odczyta” te wyrazy. Możemy zrobić z tej zabawy wersję memo i poprosić dziecko, by pokazało, gdzie ukryło się słowo, które wymienisz.

23


Jak ustrzec się błędów? Wielu rodziców, którzy plansze do czytania globalnego pragną przygotować domowym sposobem (a nie jest to trudne, gdy ma się dostęp do komputera i drukarki), drukuje wyrazy na planszach dużymi literami. I nie chodzi tu o wysokość czcionki. To błąd pierwszy! Każda litera ma cztery wersje: dużą drukowaną (A), małą drukowaną (a), dużą pisaną (A) i małą pisaną (a). Pisane zostawiamy na potem, kiedy dziecko zacznie się uczyć pisma odręcznego. Interesują nas duże i małe litery drukowane. Niemal wszystko wokół pisane jest małymi drukowanymi literami: ten tekst, e-maile, teksty w czasopismach, książkach, pisma urzędowe. Dużymi literami zaczynamy nazwy własne i zdania. Wersaliki (duże litery) stosuje się na szyldach i w tytułach książek. Koniec! Kropka! Nie ma zatem żadnego uzasadnienia, by pisać na planszach: IZA, MAMA, KOT, NOS. Piszemy: Iza, mama, kot, nos. Początek zdania na etapie czytania globalnego nie ma znaczenia. Póki co układamy dziecku dwu-, trzywyrazowe wyrażenia. O budowie zdania (duża litera na początku, interpunkcja) porozmawiamy, jak podrośnie. Należy także zwracać uwagę na zabawki edukacyjne, które kupujemy dziecku. Nie wszystkie mają prawidłowe czcionki i wersje liter. Dla przykładu na fotografii poniżej pokazana jest dobieranka, która ma napisy zrobione dużymi literami, co jest błędem. Podobnie na zdjęciu obok widzimy ciekawie pomyślaną układankę, ale dyskwalifikuje ją nieuzasadnione użycie dużej litery w nazwach zwierząt i niewłaściwie dobrana czcionka (która powinna być bezszeryfowa – bez „stopek” i poszerzeń u góry).

Błąd drugi. Kiedy dziecko już dostrzeże, że wyraz to nie monolit i że składa się z liter, kiedy zacznie się o te litery dopytywać, nazywajmy je prawidłowo: b, c, j, z. Nie: be, ce, jot, zet! Jedna litera – jeden dźwięk. Dlaczego? Dlatego że przyjdzie moment, gdy dziecko podejmie próby składania liter. Jak wówczas przeczyta wyraz „jajo”? Jotajoto! 30


Trzecim błędem jest uczenie alfabetu dzieci dwu- i trzyletnie. Nie jest to niemoż-

liwe. Jednak dzieci w tym wieku nie potrafią jeszcze składać liter. Kiedy malec do tego dojrzeje, sam pocznie się o litery dopytywać. Nie stanie się nic złego, jeśli małemu

Antkowi napiszemy: A n t e k i nazwiemy litery, które składają się na to imię. Ale celowe, systematyczne uczenie liter takiego maluszka jest bez sensu. W tym wieku dziecko uczy

się na pamięć całego wyglądu wyrazu. Dlatego czytanie globalne zwane jest inaczej całowyrazowym.

Błąd czwarty. Rodzice prezentujący dziecku planszę z wyrazem mówią często: To

jest kot. / Tu jest napisane kot. / To wyraz kot. Tu znowu obowiązuje zasada, o której

już wspominałam i którą przypominam – jeden wyraz, jeden dźwięk. Mówimy: kot, nic

więcej. Dziecko bowiem może nabrać przekonania, że na planszy jest napis: to jest kot

albo: to wyraz kot. Przecież maluch nie wie, że te dziwne znaczki stanowią tylko jedno słowo.

Przestroga. Kiedy dziecko już zainteresuje się literami, zacznie je nazywać

i głoskować wyrazy, np. k-o-t, nie przedłużajmy tego etapu (głoskowania). Zachę-

cajmy je, by łączyło głoski w sylaby. W tym celu należy dostarczyć dziecku krótkie wyrazy (dwu-, trzyliterowe) zaczynające się samogłoską. Samogłoski dają się prze-

dłużać i tym sposobem można się „ślizgać” z literki na literkę, tak by „podawały

sobie rączki” i łączyły się w sylaby. Takie wyrazy to dla przykładu: on (ooo-n), Ula (Uuu-la), Ewa (Eee-wa), ale (aaa-le), ucho (uuu-cho), oko (ooo-ko), Iza (Iii-za).

Metoda globalna i dzieci dysfunkcyjne Wiele razy słyszałam pytanie, czy metodą globalną można nauczyć czytać dziecko

z jakimiś dysfunkcjami – zespołem Downa, zaburzeniami ze spektrum autyzmu, opóźnieniem w rozwoju umysłowym, dysleksją, nadpobudliwością psychoruchową, niedosłuchem czy niedowidzeniem. Aby odpowiedź była uczciwa i rzetelna, należy ją sfor-

mułować tak: powodzenie zależy od skali dysfunkcji, od zaangażowania rodzica/ nauczyciela, od klimatu, jaki będzie towarzyszył zabawom.

Jak pisałam wcześniej, czytanie globalne to etap wiodący do czytania „zwyczajne-

go”. Czytające globalnie dziecko prędzej czy później dostrzega litery i poczyna się nimi

interesować. Potem zaczynają się ćwiczenia w łączeniu (syntezie) liter. Nie każde dziecko z dysfunkcją ten etap osiąga. Są dzieci, które poprzestają na czytaniu globalnym. Z in-

31


je samodzielnie odczytać, połączyć lub stworzyć całe wyrażenie. Powiększając swój zasób słów w języku polskim, mają możliwość lepszej komunikacji i rozumienia tego, co tu, na obczyźnie, staje się dla nas – emigrantów – bardzo ważne. Już kolejny rok sięgam po tę metodę, która przynosi wspaniałe rezultaty w pracy z dziećmi i jest tak pomocna w nauce języka ojczystego.

W Akademiach Małego Europejczyka Akademia Małego Europejczyka (AME) – taką dumną nazwę noszą dwa niepubliczne, niewielkie, ogromnie klimatyczne przedszkola. Jak już wspomniałam wcześniej, jedno mieści się w Szczecinie, drugie w Kołobrzegu. Nasza znajomość została nawiązana kilka lat temu, kiedy właścicielka placówek poprosiła mnie o przeprowadzenie warsztatów dla personelu. Warsztaty się odbyły, ale między personelem i metodą nie zaiskrzyło od razu. Minął rok, może nawet więcej, zanim z tych przedszkoli poczęły napływać relacje na temat czytania globalnego, które nauczycielki i opiekunki coraz śmielej zaczęły wplatać w codzienne aktywności dzieci. Zaczęło się od opisania elementów pomieszczeń. Na półeczkach, sprzętach, pudłach pojawiły się kartki z wyrazami nazywającymi to, co pod napisami się kryło. Opisywanie przestrzeni to znakomity sposób na przyswojenie przez dziecko graficznej postaci przeróżnych słów. Trzeba jedynie pamiętać, by nie opisywać od razu całego mieszkania/sali przedszkolnej czy żłobkowej, ale zaczynać od kilku wyrazów i stopniowo dodawać nowe. Dobrze też raz na kilka tygodni zdjąć wszystkie napisy, rozłożyć je przed dzieckiem i zrobić mu mały test, by sprawdzić, czy wyrazy rzeczywiście zapadły dziecku w pamięć. Dlatego radzę przytwierdzać karty z napisami masą mocującą, którą łatwo odkleić, a następnie przymocować za jej pomocą karty ponownie. Podczas jednej z wizyt w szczecińskiej AME zachwycił mnie pomysł, by opisać różnymi wyrazami poszczególne stopnie schodów. Dzieci przemierzały te schody kilka razy dziennie i – chcąc nie chcąc – tworzyła się okazja, by zahaczyć wzrokiem o napisy. Spodobała mi 47


się także tablica obecności oraz tablica zwana hałasomierzem. Oprócz pełnienia ich podstawowej funkcji (sprawdzenie obecności w nietypowy sposób, zachęcenie dzieci do zachowywania ciszy) stwarzały także kolejną znakomitą okazję do zabawy w czytanie.

Zajęć z czytaniem globalnym przybywało, coraz częściej na mojej stronie internetowej pojawiały się fotografie i filmy z czytającymi globalnie przedszkolakami z owych placówek. Nauczycielki i opiekunki pisały, że zauważane efekty sprawiały, iż rosły im skrzydła, a wraz z tymi skrzydłami – motywacja do pracy tą metodą.

„Otulanie słowami” Prysznic emocji, czyli tworzenie pozytywnych skojarzeń z zaplanowaną dla dzieci aktywnością, to podstawowy warunek powodzenia zabaw w czytanie. Powiedziałabym, że to warunek powodzenia każdej dziecięcej aktywności. Na filmach otrzymywanych z AME obserwowałam, jak nauczycielki i opiekunki starają się o te dobre emocje. Nie komentowały faktu, że dziecko nie zapamiętało jakiegoś słowa, życzliwie i z sympatią zachęcały do podejmowania kolejnych prób globalnego odczytania wyrazu. Nagabywane przeze mnie o „szczyptę magii”, czyli o to, by do codziennych, nużących czynności dodać odrobinę niecodzienności, poczęły stosować w zabawach „zaklęcia”, „czarowanie”, zapraszać do współdziałania pacynki. Poczęły także „otulać” dzieci słowami. Pamiętacie? Wspominałam o tym wcześniej. Podczas realizowania treści programowych z różnych działów podstawy programowej, podrzucajmy tu i tam karty 48


Na zakończenie A na zakończenie… – nauczycielki z Akademii Małego Europejczyka w Szczecinie i Kołobrzegu mają Czytelnikom do zaoferowania upominek w postaci scenariuszy zabaw z elementami czytania globalnego! Ze scenariuszy mogą skorzystać nie tylko nauczyciele przedszkoli czy terapeuci. Z pomysłów można skorzystać także podczas domowych sesji z dzieckiem. Wszystkie te scenariusze przewidują to, co sprawia, że nauka staje się fascynującą zabawą – ruch, śmiech, absurd, odrobinę „magii”. To składniki prysznica emocji, a prysznic ów sprawia, że nauczycielowi/rodzicowi/terapeucie łatwiej uruchomić zasoby potencjału małego dziecka i sprawić, by wkroczyło ono w świat liter bez lęku – z ochotą, radością i dumą. Mocno wierzę w to, że mądra książka zmienia świat na lepsze. Pozwól zatem dziecku zaistnieć w zabawie, która sprawi, że i ono będzie mogło mieć udział w tej zmianie.

Scenariusz zajęć I

Zabawy z czytaniem globalnym na świeżym powietrzu

 Opracowanie: Dominika Śmielak  Konsultacja merytoryczna: Maria Trojanowicz-Kasprzak  Grupa wiekowa: cztero-sześciolatki  Cele główne: utrwalenie poznanych wyrazów czytanych globalnie; doskonalenie motoryki małej i dużej; rozwijanie percepcji wzrokowej; kształtowanie sprawności manualnej; aktywne spędzanie czasu na świeżym powietrzu.  Cele szczegółowe – dziecko: czyta globalnie wyrazy: tańczy, pracuje, kocha, motyl, komputer, Maja, Jaś; dopasowuje wyrazy; układa i odczytuje wyrażenia dwuwyrazowe; ćwiczy uwagę i koncentrację; doskonali spostrzegawczość wzrokową; rozwija motorykę małą i dużą poprzez zabawy; bierze czynny udział w zabawach; wykonuje polecenia nauczyciela; przestrzega ustalonych zasad.  Pomoce do zajęć: karty do czytania globalnego z napisami: tańczy, pracuje, kocha, motyl, komputer, Maja, Jaś; duża miska; woda; mydło w płynie; ręczniczki; piasek; łopatki; grzechotka bądź tamburyn; koc; klamerki; sznurek. 65


 Przebieg zajęć: 1. Demonstracja wyrazów. Dzieci siedzą na kocu na trawie. Nauczyciel pokazuje karty* i odczytuje przedstawione na nich wyrazy: tańczy, pracuje, kocha, motyl, komputer, Maja, Jaś. 2. Zabawy w piaskownicy. Nauczyciel, pod nieobecność dzieci, zakopuje przed zajęciami w piaskownicy zalaminowane karty: tańczy, pracuje, kocha, motyl, komputer, Maja, Jaś. Należy to zrobić tak, aby kart nie było widać. Zaprasza do siebie dzieci i tłumaczy, że w piaskownicy znajdują się skarby, których za moment będą szukać. Mogą to czynić na różne sposoby – kopać łopatkami albo rączkami. Po wykopaniu przez dzieci kart prowadzący prosi, aby przedszkolaki kolejno je odczytały. Dzieci mogą również czytać wyrazy od razu po wykopaniu. Następnie dzieli dzieci na dwie grupy. Pierwsza idzie bawić się z drugim nauczycielem bądź opiekunem, zaś druga w tym czasie zakopuje plansze w piaskownicy. Gdy wszystkie plansze są zakopane, pierwsza grupa wraca, by je odszukać i odczytać. Zabawę powtarzamy tak, aby każda z grup mogła zakopać i odkopać plansze. 3. Skaczące żabki. Nauczyciel rozrzuca na trawie karty do czytania globalnego: tańczy, pracuje, kocha, motyl, komputer, Maja, Jaś. Prosi, aby dzieci ustawiły się jedno za drugim. Głośno wymawia zwroty dwuwyrazowe, np. Maja tańczy, Jaś kocha, motyl skacze, komputer kocha. Zadaniem każdego kolejnego dziecka jest skakanie po kartach (np. jedna noga wskakuje na komputer, druga na kocha). Poprzez to, że niektóre zwroty brzmią absurdalnie – dzieci je szybciej i łatwiej zapamiętują. Następnie zabawę możemy powtórzyć już bez poleceń nauczyciela. Dzieci wskakują na plansze i same tworzą oraz odczytują zwroty dwuwyrazowe. 4. Pranie kart. Nauczyciel wcześniej przygotowuje dużą miskę z wodą i pianą mydlaną. Zanurza w niej zalaminowane karty do czytania globalnego (z tymi wyrazami, które pojawiły się już podczas tych zajęć) w taki sposób, aby piana je przykryła. Dzieci dzieli na dwie grupy. Jedna grupa przystępuje do zabawy, druga zaś zostaje pod opieką drugiego nauczyciela bądź opiekuna. Pierwsze zadanie polega na wyłowieniu rączkami kart i ich odczytaniu. Każde dziecko dokładnie wyciera swoją kartę za pomocą * Karty można wykonać samemu lub wykorzystać zestaw gotowych kart do nauki czytania. Przy wykonywaniu kart własnoręcznie należy pamiętać o odpowiedniej bezszeryfowej czcionce i stosownej wielkości liter, tak żeby wyraz był czytelny, wyraźny i przyjazny dla procesu analizy wzrokowej. Przy prezentowaniu kart należy najpierw pokazać stronę z obrazkiem i wyrazem, a następnie z samym wyrazem. Naturalnie, dotyczy to kart z rzeczownikami, gdyż tylko one są ilustrowane.

66

Profile for BLIŻEJ PRZEDSZKOLA

Czytanie globalne po polsku. Nowe wydanie  

Czytanie globalne po polsku. Nowe wydanie  

Advertisement