Issuu on Google+

4/2012

9

770239

641008

ECONOMIC STUDIES nr 4 (LXXV) 2012

ISSN 0239–6416

Cena 30,00 zł (w tym 5% VAT) Nakład 200 egz.

STUDIA EKONOMICZNE

STUDIA EKONOMICZNE • ECONOMIC STUDIES

Instytut Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk Pałac Staszica ul. Nowy Świat 72 00-330 Warszawa www.inepan.waw.pl

INSTYTUT NAUK EKONOMICZNYCH POLSKIEJ AKADEMII NAUK

WARSZAWA 2012


Studia ekonomiczne Economic studies

SE.4.2012.indb 433

20.2.2013 13:30:47


SE.4.2012.indb 434

20.2.2013 13:30:47


INSTYTUT NAUK EKONOMICZNYCH POLSKIEJ AKADEMII NAUK

Studia Ekonomiczne ECONOMIC STUDIES nr 4 (LXXV) 2012

Warszawa 2012

SE.4.2012.indb 435

20.2.2013 13:30:48


Czasopismo Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN

Studia Ekonomiczne RADA NAUKOWA Marek Belka, Barbara Despines, Marian Gorynia, Janina Jóźwiak, Tamara E. Kuzniecowa, Adam Lipowski, Krzysztof Starzec, Lew V. Nikiforow Komitet Redakcyjny Krzysztof Bartosik, Urszula Grzelońska (Redaktor Naczelny), Joanna Kotowicz-Jawor, Paweł Kozłowski, Witold Kwaśnicki, Adam Noga, Lesław Pietrewicz, Urszula Skorupska (Sekretarz Redakcji), Andrzej Sławiński, Cezary Wójcik Redakcja Władysława Czech-Matuszewska Lesław Pietrewicz Opracowanie Graficzne i Projekt okŁadki Beata Gratys Wydawca Instytut Nauk Ekonomicznych PAN © Copyright by Instytut Nauk Ekonomicznych PAN, 2012 ISSN 0239-6416 Wersja elektroniczna (e-ISSN 2084-4395) jest dostępna na stronie: www.inepan.waw.pl/publikacje---/studia_ekonomiczne/ Forma drukowana czasopisma jest wersję pierwotną. Projekt jest dofinansowany ze środków Narodowego Banku Polskiego

Realizacja wydawnicza Wydawnictwo Key Text sp. z o.o. 01-142 Warszawa, ul. Sokołowska 9/410 tel. 22 632 11 36, faks wew. 212 www.keytext.com.pl wydawnictwo@keytext.com.pl

SE.4.2012.indb 436

20.2.2013 13:30:48


Spis treŚci Piotr GASPARSKI, Paweł KOZŁOWSKI, Wprowadzenie do numeru . . . . . 439

ARTYKUŁY Zdzisław SADOWSKI, Jaki ład społeczno-gospodarczy jest potrzebny Polsce? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Kazimierz ŁASKI, Leon PODKAMINER, What Kind of Socio-Economic Order Do We Need in Europe? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Andrzej SOPOĆKO, Pieniądz niebankowy. Czy istnieje możliwość powrotu? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Janusz REYKOWSKI, Jakiego ładu społeczno-gospodarczego Polacy potrzebują? Jest to zapewne demokratyczny kapitalizm, ale... . . . . . . . . . . . Anna MACKO, Marcin MALAWSKI, Tadeusz TYSZKA, Skąd się biorą preferencje ludzi wobec zasad sprawiedliwego podziału? . . . . . . . . . . . . . . . Krystyna SKARŻYŃSKA, Dla kogo Polska jest sprawiedliwie urządzonym, a dla kogo najlepszym krajem do życia? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Krzysztof KORZENIOWSKI, Paranoja polityczna jako rys społeczno-politycznej mentalności Polaków . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

443 449 463 483 507 527 545

WSPOMNIENIA Paweł KOZŁOWSKI, Wspomnienie o Profesorze Tadeuszu Kowaliku . . . . . . 567 Tadeusz KOWALIK , Status i  pożytki ekonomii porównawczej (tezy referatu) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 569 Roczny spis treści . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

SE.4.2012.indb 437

573

20.2.2013 13:30:48


CONTENTS Piotr GASPARSKI, Paweł KOZŁOWSKI, Editors’ Introduction . . . . . . . . . . 439

ARTICLES Zdzisław SADOWSKI, Towards a Plausible Socio-Economic System for Poland . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Kazimierz ŁASKI, Leon PODKAMINER, What Kind of Socio-Economic Order Do We Need in Europe? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Andrzej SOPOĆKO, Non-Bank Money: Is the Return Possible? . . . . . . . . . . . Janusz REYKOWSKI, What Kind of Socio-Economic Order Do the Poles Need? Probably Democratic Capitalism, but… . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Anna MACKO, Marcin MALAWSKI, Tadeusz TYSZKA, On People’s Preferences for Principles of Distributive Justice . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Krystyna SKARŻYŃSKA, For Whom Is Poland Justly Ordered and the Best Country to Live in? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Krzysztof KORZENIOWSKI, Political Paranoia as a Feature of Sociopolitical Mentality of Poles . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

443 449 463 483 507 527 545

Memoirs Paweł KOZŁOWSKI, Memoir about Professor Tadeusz Kowalik . . . . . . . . . . 567 Tadeusz KOWALIK , The Status and Usefulness of Comparative Economics: Theses . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 569 Yearly Contents . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

SE.4.2012.indb 438

573

20.2.2013 13:30:48


Piotr GASPARSKI, Paweł KOZŁOWSKI, Wprowadzenie do numeru

Studia ekonomiczne 1 Economic studies nr 4 (LXXV) 2012

Wprowadzenie do numeru Oddajemy do rąk Czytelników numer specjalny „Studiów Ekonomicznych”. Jego unikatowość polega na tym, że w  jednym tomie znalazły się wypowiedzi przedstawicieli dwóch dyscyplin: ekonomii i  psychologii1. Naszym autorom postawiliśmy pytanie: „Jakiego ładu społeczno-gospodarczego Polacy potrzebują?”. Jest to parafraza tytułu tekstu Feliksa Jarońskiego z 1810 r.: „Jakiej filozofii Polacy potrzebują?”. Ambicją F. Jarońskiego było stworzenie polskiej terminologii naukowej i filozoficznej: „(...) usiłowaniem moim będzie wypracować w  ojczystym języku taki kurs metafizyki (...), aby ten dla moich rodaków był pożytecznym póty, póki inny, doskonalszy nie będzie wygotowany”2. Formułując hasło przewodnie, mieliśmy nadzieję, że połączonym wysiłkiem będziemy uczestniczyć w tworzeniu wspólnej dla ekonomistów i psychologów przestrzeni pojęciowej, pożytecznej dla opisu realiów. Czy ten zamiar się powiódł? Czy jest możliwe zbliżenie perspektyw ekonomistów i psychologów? Czy podejmując refleksję nad pożądanym ładem gospodarczym, ekonomiści i  psychologowie mogą mówić jednym językiem, a w każdym razie czy mogą się zrozumieć i wzajemnie czerpać ze swoich osiągnięć? Odpowiedź na te pytania okazała się niełatwa. Czytając teksty składające się na niniejszy tom, widać przede wszystkim to, co na powierzchni i  co najbardziej rzuca się w oczy – różnice w podejściu do przedstawianych zagadnień. Niemniej jednak, wchodząc w materiał nieco głębiej, można również wskazać na znaczne podobieństwa. Zacznijmy od różnic Globalne vs. indywidualne. Ekonomiści opisują świat w  kategoriach makro. Ład dla Polski jest przedstawiany z rozmachem, w kontekście międzynarodowym. 1  Wyrazem

dotychczasowej współpracy ekonomistów i psychologów z PAN są m.in. książki: Po dwudziestu latach. Polska transformacja z  perspektywy ekonomicznej, socjologicznej i prawniczej, P. Kozłowski i H. Domański (red. naukowa), INE PAN, Warszawa 2010. – Węzeł polski. Bariery rozwoju z perspektywy ekonomicznej i psychologicznej, P. Kozłowski (red. naukowa), INE PAN, Warszawa 2011. 2  F. Jaroński, Jakiej filozofii Polacy potrzebują? „Biblioteka Klasyków Filozofii”, PWN, Warszawa 1970, s. 36. –

SE.4.2012.indb 439

20.2.2013 13:30:49


440

Piotr Gasparski, Paweł Kozłowski

A.  Sopoćko odwołuje się do globalnych procesów historycznych; K. Łaski i L. Podkaminer wiążą to, co polskie, z systemem europejskim; Z. Sadowski pisze, że ład w Polsce jest funkcją systemu światowego. Psychologowie przyjmują perspektywę mikro. Ład ekonomiczny przedstawiany jest z  punktu widzenia jednostki; stanowi on część otoczenia. J. Reykowski odtwarza sposób myślenia o  gospodarce i  ekonomii typowych przedstawicieli określonych grup społecznych; A. Macko, M. Malawski i  T. Tyszka piszą o  prywatnych wizjach sprawiedliwości; K.  Skarżyńska wiąże opinie polityczne z  charakterystyką jednostek; a  K. Korzeniowski przedstawia sposób myślenia grupy wyróżnionej ze względu na profil psychologiczny. Ta perspektywa sprawia, że ekonomiści obserwują funkcjonowanie parametrów ekonomicznych, koncentrują się na charakterystyce gospodarki. Kategorie, którymi posługują się, opisując jej funkcjonowanie, to zmienne o  charakterze ekonomicznym, jak popyt, bezrobocie czy recesja. Natomiast psychologowie, dla których gospodarka jest manifestacją ludzkich działań, obserwują ludzi, koncentrują się na charakterystyce i  zachowaniach jednostek lub określonych grup społecznych. Wyjaśniają fenomeny ekonomiczne za pomocą zmiennych o charakterze psychologicznym, jak schematy percepcyjne, paranoja czy stosunek do ryzyka. Teoretyczne vs empiryczne. Kolejna różnica to sposób uzasadniania twierdzeń. Przekonując do swoich racji, ekonomiści odwołują się do systemów teoretycznych. Formułowane przez nich wnioski są najczęściej efektem dedukcji. Czasem teoria to model, na który składa się system sformalizowanych postulatów, jak w tekście K. Łaskiego i L. Podkaminera. W artykułach ekonomistów nie ma empirii wprost – jest ona ulokowana „w głębi” rozważań, a dane empiryczne są zapośredniczone teorią. Ekonomiści odwołują się do teorii ogólnych lub średniego zasięgu. Psychologowie prowadzą rozumowanie indukcyjne i bezpośrednio wspierają się empirią. Wszystkie cztery artykuły pisane przez psychologów uzasadniają wnioski, odwołując się do badań. Trzy z nich to prace empiryczne, przedstawiające badania własne autorów. Psychologowie szukają wyjaśnień w teoriach średniego zasięgu odnoszących się bezpośrednio do obserwowanych przez nich zachowań i postaw ludzi. Normatywne vs deskryptywne. Teksty ekonomistów mają charakter normatywny. Autorzy wskazują, jak powinien wyglądać ład społeczno-ekonomiczny i prezentują sposoby osiągnięcia pożądanych rezultatów. Postawa psychologów jest skromniejsza, ich teksty mają charakter deskryptywny. Posługując się swoistymi narzędziami badawczymi, psychologowie rozmawiają z ludźmi i opisują ich opinie dotyczące ładu. Tak więc ekonomiści piszą, jak być powinno, a  psychologowie pokazują, co o tym myślą zwykli ludzie. Takie są różnice. W  publikowanych tekstach widać również podobieństwa. Spróbujmy je przedstawić, wyróżniając dwa kluczowe pojęcia, które pojawiają się zarówno w tekstach ekonomistów, jak i psychologów.

SE.4.2012.indb 440

20.2.2013 13:30:49


Wprowadzenie do numeru

441

Dystrybucja. O dystrybucji, podziale puli lub dostępie do dóbr piszą właściwie wszyscy autorzy. Dostęp do dóbr to główny wątek rozważań J. Reykowskiego, który – podobnie jak A. Sopoćko – zwraca uwagę na związek zasad podziału z wydajnością systemu. Wagę sprawiedliwego podziału podkreślają Z. Sadowski oraz A. Macko, M. Malawski i T. Tyszka. Wątek dotyczący dystrybucji pojawia się w tezach T. Kowalika, w tekście K. Skarżyńskiej zaś ukryty jest w rozważaniach dotyczących orientacji materialistycznej. Wydaje się, że kwestie dystrybucji i podziału w równym stopniu zajmują ekonomistów, jak i psychologów. Zaufanie. Kolejnym pojęciem występującym w  większości tekstów jest „zaufanie”, aczkolwiek nie wszyscy autorzy używają tego słowa. Czasem jest to zaufanie wobec pieniądza i  systemu (Reykowski, Sopoćko, Sadowski). Czasem dotyczy ono relacji międzyludzkich (Skarżyńska, Korzeniowski, Macko i  in.). Czytając teksty ekonomistów, można odnieść wrażenie, że waga pojęcia „zaufanie” wynika z rozczarowań spowodowanych wydarzeniami ostatnich lat, kiedy to krach finansowy przekształcił się w kryzys zaufania wobec ładu ekonomicznego. Analiza tego, co w naszych tekstach jest wspólne, prowadzi do następującego wniosku: ważną cechą ładu społeczno-ekonomicznego potrzebnego Polsce i Polakom powinien być system dzielenia wspólnie wytworzonych dóbr. Zasadniczą cechą musi być zaufanie zarówno do zasad tego systemu, jak i do tworzących go ludzi. Inny wniosek ma związek ze starą tezą Edwarda Abramowskiego, że systemy polityczne (gospodarcze też) mają swoją podstawę w  zbiorowej mentalności ludzkiej. Pożądany w  Polsce ład musi więc uwzględniać stan świadomości społeczeństwa polskiego i być akceptowany przez obywateli. Wspomniany na początku „Wprowadzenia” F. Jaroński, żyjący w XIX wieku profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, troszczył się o modernizację społeczeństwa polskiego. Uważał, że najważniejsze jest unowocześnienie sposobu myślenia i komunikowania się. Już 200 lat temu wskazywał na pierwszorzędne znaczenie nauki (nic nie mówił o poszatkowaniu jej na wąskie dyscypliny) czy szerzej: na racjonalizm. Wróćmy do jego myśli: „(...) jeżeli chcemy upowszechnić prawdę i  światło między nami, za najpierwszy fundament usiłowań naszych położyć powinniśmy, aby mowę narodową zrobić mową uczoną i  zdolną tłumaczyć najgłębsze nauk tajemnice”3. Taką też próbę podjęliśmy w  niniejszym tomie, konfrontując dwa nurty stylistyczne wypowiedzi naukowej zdeterminowane podobną materią badawczą. Piotr Gasparski, Paweł Kozłowski

3  F.

SE.4.2012.indb 441

Jaroński, op.cit., s. 37.

20.2.2013 13:30:49


SE.4.2012.indb 442

20.2.2013 13:30:49


Zdzisław SADOWSKI, Jaki ład społeczno-gospodarczy jest potrzebny Polsce?

Studia ekonomiczne 1 Economic studies nr 4 (LXXV) 2012

Artykuły

Zdzisław Sadowski*

Jaki ład społeczno-gospodarczy jest potrzebny Polsce?1

I.

Podstawowe cechy istniejącego w  Polsce ładu społeczno-gospodarczego należą do rozwiązań systemowych panujących w Unii Europejskiej i szerzej w układzie światowym. Opierają się na systemie kapitalistycznej gospodarki rynkowej i politycznej demokracji. Przed 23 laty ich wprowadzenie do Polski było powszechnym marzeniem. Marzenie to zostało zrealizowane. Ale narzekania ludności na warunki życia oraz liczne akcje protestacyjne podejmowane przez związki zawodowe i  organizacje polityczne świadczą o  tym, że realizacja ta nie cieszy. Dlaczego? Po pierwsze, transformacja systemowa, która wprowadziła z sukcesem upragnioną gospodarkę rynkową, doprowadziła w krótkim czasie do głębokiej polaryzacji dochodowej i majątkowej społeczeństwa, tworząc trwałe masowe bezrobocie i rozległe obszary biedy, która do dziś pozostawia ponad dwa miliony ludzi na marginesie życia, a znacznie więcej na poziomie minimum socjalnego2. Po drugie, niezadowolenie z istniejącego ładu nie jest dziś szczególną cechą Polski. Ostra krytyka współczesnego kapitalizmu stała się powszechna niemal we wszystkich wyżej rozwiniętych krajach świata. Powstał bardzo widoczny w USA i Europie Zachodniej „ruch oburzonych”3. Bezpośrednią przyczyną tych zjawisk stał się wielki kryzys z roku 2008, który wywołał daleko idące perturbacje, a jego *  Polska

Akademia Nauk. Tekst oparty na referacie przedstawionym na konferencji Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN w Mądralinie w marcu 2012 r. 2  Zob. „Bogaci i biedni – problemy rozwoju społeczeństwa polskiego, Z. Sadowski (red.), Polska Akademia Nauk, Komitet Prognoz Polska 2000 Plus, Warszawa 2012. 3  Znakomitym jego wyrazem stały się we Francji kolejne książki Stephane’a Hessela: Indignezvous! (2010) oraz Le chemin de l’esperance (2011 z  E. Morin), w  których autorzy wywodzą z oburzenia dojrzałe myśli kierunkowe o szukaniu nowego ładu. 1

SE.4.2012.indb 443

20.2.2013 13:30:49


444

Zdzisław Sadowski

skutki są wciąż dalekie od opanowania. Ale istotne przyczyny, które doprowadziły do takiego kryzysu, leżą głębiej. Wielki międzynarodowy kryzys finansowy i gospodarczy, jaki wybuchł w USA i szybko objął cały świat rozwinięty, był bezpośrednim skutkiem działania wolnego od ograniczeń systemu rynkowego. W  ostatnich dekadach XX stulecia, w znacznej mierze pod wpływem sytuacji powstałej w wyniku kryzysów naftowych, w myśleniu ekonomicznym zatriumfowała doktryna neoliberalna, głosząca ideę pełnej swobody rynkowej w globalizującym się świecie. To zwycięstwo doprowadziło do nieograniczonego władztwa rynku w funkcjonowaniu gospodarki, co na przełomie stuleci spowodowało zasadnicze zmiany w  kapitalizmie światowym. Nastąpiła przede wszystkim powszechna komercjalizacja życia, która objęła niemal wszystkie dziedziny ludzkiej aktywności, przynosząc daleko idące zmiany nie tylko w gospodarce, lecz w całej obyczajowości społecznej, składające się w znacznej mierze na brutalizację stosunków międzyludzkich. Co więcej, kapitalistyczny system rynkowy uległ w ciągu kilkunastu lat daleko idącemu wynaturzeniu, polegającemu na tym, że dominującą pozycję w gospodarce światowej uzyskał kapitał finansowy, skupiony w wielkich centrach bankowych. Spowodowało to zasadniczą zmianę sposobu funkcjonowania gospodarki, a nawet samego pojęcia gospodarowania. Najważniejszą formą działalności gospodarczej stało się obracanie kapitałem pieniężnym w  nieustannym poszukiwaniu najbardziej opłacalnych możliwości jego inwestowania. W tzw. rozwiniętym świecie obroty na rynkach finansowych wielokrotnie przekroczyły wielkość obrotów handlu światowego. Pozytywną stroną tej wielkiej liberalizacji przepływów kapitału było to, że przyczyniła się do globalizacji gospodarki światowej i poważnego przyśpieszenia wzrostu gospodarczego w  krajach mniej rozwiniętych, z Chinami i Indiami na czele. Zasadniczym negatywnym następstwem wynaturzenia systemu rynkowego stał się jednak niebywały wzrost zróżnicowania dochodowego i  majątkowego zarówno między krajami, jak i w ramach poszczególnych krajów. Przy szybkim rozrastaniu się największych fortun rozszerzają się obszary biedy. Trwają ogólnoświatowe procesy polaryzacji społecznej, która rodzi coraz silniejsze konflikty społeczne i polityczne. Jednocześnie w wyniku trwającego, wciąż szybkiego, przyrostu liczby ludności świata i związanego z tym nieustannego wzrostu produkcji utrzymuje się wysokie tempo degradacji, a  nawet rujnowania środowiska naturalnego wskutek rabunkowego zużywania zasobów naturalnych. W  tych wysoce niepokojących warunkach zasadniczym czynnikiem, który może stwarzać nadzieję na pokonanie narastających zagrożeń przyszłości, jest trwająca od kilku dziesięcioleci rewolucja naukowo-techniczna, która wprowadziła świat na drogę cywilizacji informacyjnej, zmieniając warunki życia dzięki wspaniałemu rozwojowi wiedzy. Aby jednak stało się to możliwe, potrzebne będzie dokonanie zasadniczej zmiany istniejącego systemu społeczno-gospodarczego w całym układzie światowym. Trudno liczyć na to, że taka pożądana zmiana dokona się samoczynnie w trybie spontanicznej ewolucji, jakiej w nadchodzącym okresie system ten będzie

SE.4.2012.indb 444

20.2.2013 13:30:49


Jaki ład społeczno-gospodarczy jest potrzebny Polsce?

445

ulegał pod działaniem bieżących napięć gospodarczych, wybuchów społecznych, rosnących obaw przed zagrożeniami przyszłości oraz zmian geopolitycznych. Nadanie tej ewolucji pożądanego kierunku wymaga uzgodnionego w skali międzynarodowej racjonalnego działania, na jakie dotychczas ludzkość zdobyć się nie potrafi. Jest pewne, że nie można zrezygnować z  systemu rynkowego, gdyż tylko on wyzwala ducha przedsiębiorczości i innowacyjności. Z drugiej strony okazało się, że – jak pisał przekonywająco Karl Polanyi już 70 lat temu – losów ludzkości nie można powierzać rynkowi, bo rodzi on polaryzację, biedę i wykluczenie, podważając warunki działania prawdziwej demokracji4. Jednocześnie powoduje niszczenie środowiska naturalnego, prowadząc do autodestrukcji warunków życia. Działanie rynku wymaga więc korygowania przez rozumne sterowanie rozwojem. Zadanie to należy do poszczególnych państw narodowych i ich związków, ale jego realizacja wymagać będzie coraz szerszego i sprawniejszego współdziałania międzynarodowego w ramach uzgodnionej ogólnoświatowej strategii trwałego rozwoju. To wyznacza podstawowe ramy pożądanego ładu. Trudno przewidzieć, czy okaże się to osiągalne, a jeśli tak, to w jakim horyzoncie czasu i w jakich formach politycznych i instytucjonalnych. W warunkach dzisiejszego świata wciąż nie udaje się osiągać takich wielkich porozumień, na przeszkodzie stają bowiem interesy krótkookresowe. Może jednak mądrość ludzka zdoła w końcu przezwyciężyć tę przeszkodę.

II.

Choć kryzys światowy dotknął Polskę w małym stopniu, to jednak polaryzacja społeczeństwa wywiera negatywny wpływ na życie kraju. Oznacza ona istnienie znacznej liczby ludzi pokrzywdzonych przez dokonujące się przemiany, a skonfrontowanych na co dzień z nie mniejszą liczbą beneficjentów tych przemian, z których niektórzy osiągnęli kłujące w oczy bogactwo. W tych warunkach nasza rodząca się dopiero i nie mająca żadnych tradycji demokracja natrafia na głęboki podział społeczeństwa, nie dający w życiu politycznym żadnej możliwości porozumienia w jakiejkolwiek sprawie publicznej. Ten wątpliwy ład demokratyczny nie może nadążyć za zmianami obyczajowości, jakie wynikają z gwałtownego rozwoju form komunikacji społecznej i zmieniających się z nimi warunków życia. Wpływ Polski na ewolucję systemu światowego jest minimalny, ale nasze dezyderaty wobec pożądanego ładu dla kraju powinny się mieścić w  ramach tego, czego pragniemy dla świata. Przynależność do Unii Europejskiej w  zasadzie powinna uściślać te ramy. Dzisiejsza, wciąż kryzysowa, sytuacja gospodarcza Unii postawiła jednak wiele znaków zapytania co do tego, jakie konkretne rozwiązania są możliwe do uzgodnienia i realizacji. Pozostawia to Polsce znaczną swobodę wyboru rozwiązań własnych, choć ograniczeniem dla decyzji politycznych dotyczących tych rozwiązań pozostaną presje grupowe, konflikty i akcje protestacyjne. 4  “To allow the market mechanism to be sole director of the fate of human beings and their natural environment (…) would result in the demolition of society.” (K. Polanyi, The Great Transformation, 1944, s. 73).

SE.4.2012.indb 445

20.2.2013 13:30:50


446

Zdzisław Sadowski

Trzeba też pamiętać o własnych doświadczeniach z rządami autorytarnymi, tych dawnych i tych najnowszych. Odpowiedź na pytanie o cechy potrzebnego ładu ustrojowego wymaga więc uwzględnienia tego, co dotyczy bezpośrednio bieżącej sytuacji w  Polsce. Podstawowe wymagania można ująć jak następuje: trzeba sprostać rosnącemu niezadowoleniu z  istniejącego systemu; trzeba poważnie ograniczyć biedę i zmniejszyć polaryzację dochodową; trzeba dostosować praktykę rządzenia do nowych potrzeb obyczajowych, związanych z rozwojem sieci internetowej i nowych form mobilizacji protestów społecznych. Za podstawowy postulat trzeba uznać umacnianie demokracji. Doświadczenie polskie wskazuje na potrzebę zapobiegania wszelkim formom wprowadzania systemów autorytarnych, takich jak próba wprowadzania systemu autorytarnego pod hasłem budowy IV RP, podjęta mimo członkostwa w Unii. Są jednak różne dążenia i poglądy. Z jednej strony widoczne jest pragnienie obrony wartości liberalnych, interpretowanych przede wszystkim jako wolność słowa i zgromadzeń. Z drugiej widać skłonność do ulegania populistycznym przywódcom, dążącym do władzy autorytarnej. Zastanowienia wymaga więc problem systemu wartości, na jakim powinien opierać się pożądany ład społeczno-gospodarczy. Co wybrać za podstawę – dobro wspólnoty czy wolność jednostki? W warunkach podzielonego społeczeństwa solidarystyczna koncepcja uznania dobra wspólnoty za podstawę działania wygląda pociągająco. O cóż może bardziej chodzić w sytuacji, gdy tak wiele jest biedy zawinionej przez panujący system? Doświadczenie wskazuje jednak, że koncepcji tej nie daje się urzeczywistnić w trybie demokratycznym przez dobrowolne współdziałanie świadomych obywateli, czyli przez tzw. solidaryzm organiczny. Praktyka należy zawsze do solidaryzmu mechanicznego, w którym interpretatorem dobra wspólnoty i organizatorem działań na jego rzecz staje się jakaś partia, a  potem władza państwowa. Doświadczenie państw o reżimach faszystowskich oraz komunistycznych wskazuje, że taki ład społeczny zamienia się w autorytaryzm z łatwym przejściem do totalizmu i ponurymi konsekwencjami. Tę koncepcję trzeba więc odrzucić. Natomiast koncepcja liberalna została skompromitowana przez charakter nadany kapitalistycznej gospodarce rynkowej w okresie dominacji doktryny neoliberalnej, która – lekceważąc doświadczenie historyczne dwóch stuleci kapitalizmu oraz ostrzeżenia takich uczonych, jak cytowany Karl Polanyi – powróciła do wiary w fundamentalizm rynkowy czyli leseferyzm z ogromną szkodą dla procesów społecznych. Wiara ta, fałszywie nawiązująca do nauki Adama Smitha, obarczona jest zasadniczym błędem ahistoryzmu, gdyż idea tego wielkiego myśliciela sprzed 200 lat była właśnie w ówczesnych warunkach przepojona dążeniem do społecznej sprawiedliwości, czego nigdy nie udało się zrealizować. Uznanie umacniania demokracji za najważniejszy element pożądanego ładu dla Polski skłania do skierowania uwagi na idee wytworzone przez liberalizm demokratyczny, zwłaszcza na koncepcję społecznej gospodarki rynkowej oraz rozwiniętą przez myśl socjaldemokratyczną koncepcję państwa opiekuńczego, obie realizowane z  powodzeniem w  niektórych krajach Europy. Obie, choć

SE.4.2012.indb 446

20.2.2013 13:30:50


Jaki ład społeczno-gospodarczy jest potrzebny Polsce?

447

w różny sposób, opierają swoje idee ładu społeczno-gospodarczego na połączeniu konkurencyjnego ładu rynkowego ze wspomagającym i korygującym działaniem państwa: pierwsza kładzie nacisk na porządek instytucjonalny, mający zapewnić względną sprawiedliwość podziału, druga – na korygowanie podziału dokonywanego przez rynek. W myśleniu o potrzebnym Polsce typie ładu społeczno-gospodarczego widzę potrzebę nawiązania do obu tych koncepcji i doprowadzenia do ich syntezy5. Czego potrzeba, aby postulowany ład demokratyczny mógł zostać zapewniony przez racjonalny układ sił politycznych z rządem mającym silny mandat wyborczy i opozycją krytycznie konstruktywną, a nie nastawioną na destrukcję? Wydaje się, że podstawowym warunkiem powodzenia jest tworzenie i rozwój społeczeństwa obywatelskiego i wynikająca z  tego rozbudowa kapitału społecznego zaufania. Tempo zmian zachodzących we współczesnym świecie sprawia, że tworzenie nowego ładu ustrojowego nie może być pojmowane w  kategoriach jakiejś unowocześnionej, ale statycznej konstrukcji. Chodzi raczej o określenie pożądanego kierunku oddziaływania na tworzenie się mobilnego, adaptacyjnego układu instytucjonalnego, realizującego podstawowe cele społeczne, a jednocześnie zdolnego do ciągłej, szybkiej absorpcji przemian w  strukturze potrzeb i  motywacji człowieka. Osiągnąć to może tylko elastyczne społeczeństwo obywatelskie, dające silne oparcie aktywnemu i sprawnemu państwu.

STRESZCZENIE System kapitalistyczny w  skali światowej uległ wynaturzeniu, gdy dominującą pozycję uzyskał kapitał finansowy, a główną formą działalności gospodarczej stało się obracanie kapitałem pieniężnym. Wady tego systemu ujawnił trwający wciąż kryzys gospodarczy. Warunki rozwoju zmienia też ciągły przyrost ludności świata, tworząc trudności zaopatrzenia w żywność i wodę oraz przyczyniając się do degradacji środowiska naturalnego wskutek rabunkowego zużywania zasobów naturalnych. Nadzieję na pokonanie tych zagrożeń przyszłości może dawać rozwój wiedzy. Konieczna jest jednak zmiana systemu społeczno-gospodarczego w kierunku uzupełnienia systemu rynkowego przez racjonalne sterowanie. Nie może to dokonać się samoczynnie, lecz wymaga działania uzgodnionego w skali międzynarodowej i odpowiednich działań w poszczególnych krajach. W Polsce szczególnie negatywną cechą obecnej formy ustrojowej jest polaryzacja społeczeństwa według stanu zamożności, która uniemożliwia należyte funkcjonowanie formalnie istniejącego ładu demokratycznego. Stąd pytanie o cechy potrzebnego ładu ustrojowego. Trzeba ograniczyć biedę i  zmniejszyć polaryzację dochodową; a  także dostosować praktykę rządzenia do nowych potrzeb obyczajowych. Za podsta5 Nie widział takiej możliwości najwybitniejszy głosiciel idei społecznej gospodarki rynkowej Ludwig Erhard przeciwnik idei państwa opiekuńczego (zob. L. Erhard, Dobrobyt dla wszystkich, PTE, Warszawa 2012, s. 290 i nast.). Można jednak wykazać, że zmiana warunków życia pozwala na reinterpretację myśli Erharda.

SE.4.2012.indb 447

20.2.2013 13:30:50


448

Zdzisław Sadowski

wowy postulat trzeba uznać umacnianie demokracji i zapobieganie próbom wprowadzania systemów autorytarnych. Podjęcie problemu wyboru systemu wartości wskazuje na potrzebę odrzucenia zarówno koncepcji solidaryzmu, jak neoliberalizmu na rzecz demokratycznego liberalizmu, realizowanego przez elastyczne społeczeństwo obywatelskie Słowa kluczowe: rynek, państwo, zagrożenia, racjonalne sterowanie, systemy wartości, liberalizm demokratyczny, neoliberalizm, solidaryzm.

Towards a Plausible Socio-Economic System for Poland ABSTRACT The world capitalist system degenerated when it became dominated by the financial capital which made investment in financial markets the main form of economic activity. The faults of this system were made clear by the present persistent crisis. World development conditions are changing also under the impact of continuous population growth which causes deficiencies of food and water supply, leading also to ecological destruction due to predatory exploitation of natural resources. Hope to overcome these threats to future development may be offered by the development of knowledge. This, however, would require a change of the socio-economic system towards introducing more rational steering into the market economy. This presupposes coordinated international action supported by related policies of individual countries. With regard to Poland, a  particularly negative feature of its present socioeconomic system is wide polarization of the society in terms of income and wealth distribution, which does not allow the formally existing democratic system to function properly. Hence the need to look for change. What is needed is the reduction of poverty and limitation of income polarization, and also adjustment of the system of governance to the quickly changing set of social needs. A basic requirement is consolidation of democracy and prevention of any endeavors to re-introduce an authoritarian regime. Consideration of the problem of the value systems leads to rejection of the concepts of both solidarism and neoliberalism in favor of that of democratic liberalism implemented by a flexible civic society. Keywords: market, government, threats, rational steering, value systems, democratic liberalism, neoliberalism, solidarism. JEL Classification: H11, O11, P16

SE.4.2012.indb 448

20.2.2013 13:30:50


Kazimierz Laski, Leon Podkaminer, What kind of socio-economic order do we need in Europe?

Studia ekonomiczne 1 Economic studies nr 4 (LXXV) 2012

Kazimierz Laski* Leon Podkaminer**

WHAT KIND OF SOCIO-ECONOMIC ORDER DO WE NEED IN EUROPE? The difficulty lies not so much in developing new ideas as in escaping from old ones. J.M. Keynes

1. CAN POLAND DEVELOP ITS OWN SOCIO-ECONOMIC ORDER, INDEPENDENT OF THE EUROPEAN (DIS)ORDER? In ‘theory’ various things are possible. In practice, a small and economically weak country may, under favorable circumstances, develop its own specific ‘order’. Sometimes such a country can even benefit from having developed an own order – as is the case with some East Asian countries. But a country seeking its own way can also fail miserably. Besides, developing an own ‘order’ seems to require a certain level of an enlightened, but essentially authoritarian, rule. During its early transition years (1989–90), Poland could have, hypothetically, attempted to develop an order imitating ‘the Scandinavian model’ (as was then advocated by Professor Tadeusz Kowalik). In practice, an attempt to ‘implement’ such a model did not seem to have had a fair chance of success. There was no willingness to replace, even if on a  temporary basis, one authoritarian rule (the just failed anachronistic regime) with another (even if ‘enlightened’ and ‘well-meaning’) one. Of course, it is quite obvious that the socio-economic (dis)order that started to emerge as the old regime kept disintegrating reflected, to a  large degree, Zeitgeist, the Spirit of the Time. Emissaries of the international financial *  University

of Linz and Vienna Institute for International Economic Studies (emeritus). of Economic Sciences of the Polish Academy of Sciences; Vienna Institute for International Economic Studies and Wyższa Szkoła Administracji, Bielsko-Biała. **  Institute

SE.4.2012.indb 449

20.2.2013 13:30:50


450

Kazimierz Laski, Leon Podkaminer

organizations and their local lieutenants who guided the first stage of transition were firm believers in the then prevailing simple views on what kind of socioeconomic order suits Poland (and any other society) best. To us the socio-economic order that has developed in Poland is imperfect, to say the least. We do not approve of many of its features: high and endemic unemployment (especially among the young), deteriorating work conditions, excessive income inequalities, contracting social spending (which restricts access to education and health services, constricts culture etc.), privileges enjoyed by economic elites, foreign investors. Add to this the irregularity of growth – cyclical ups and downs which magnify the destructive sense of uncertainty and temporariness. A meaningful change of the present situation is rather unimaginable – unless it takes place within a ‘broader context’. Polish disorder has become a part of the international – European – economic system. Within that system Poland keeps afloat largely thanks to the advancing barbarization of its labor relations (disguised as “labor market flexibilization”) and its taxation system, and degradation of social services. Worse still, the present European (and generally global) system strengthens these negative tendencies, if indirectly. In the case of various EU regulations, some negative tendencies are even imposed directly.

1.1. A BETTER ORDER IN EUROPE? BYGONE? A better order in Poland requires a better order in Europe. But is a better order in Europe at all possible? Historical evidence suggests it is. From about 1950 for two decades Western Europe developed fast and harmoniously (as compared to more recent decades), with little unemployment, inflation and even public debt. The then prevailing socio-economic order had some specific systemic (or institutional) features, reflecting beliefs about ‘Welfare State’, or Social Market Economy (soziale Marktwirtschaft). Interests of labor and business tended to be harmonized through negotiations while governments tended to conduct fairly active incomes, trade and even industrial policies; income taxation systems were quite progressive; the financial sector was subject to restrictive regulations (with international private capital flows restricted under the Bretton Woods system) etc. Macroeconomic policy (very much à  la Keynes) actively stabilized cyclical fluctuations (primarily through fiscal adjustments, with monetary policy playing a secondary role, at best).

1.2. THE CURRENT EUROPEAN DISORDER After 1970 a  gradual erosion of the ‘good old capitalism’ set in. The erosion process culminated in the early 1990s – coincident with the fall of the Soviet system, the global triumph of Neo-liberalism (as epitomized by the ‘Washington Consensus’), and – in Europe – with the Maastricht Treaty. We maintain that the

SE.4.2012.indb 450

20.2.2013 13:30:50


WHAT KIND OF SOCIO-ECONOMIC ORDER DO WE NEED IN EUROPE?

451

European paradise was lost for ideological reasons, not because it was ‘objectively’ doomed to fail sooner or later. The 1970s saw the resurrection of economics predating Keynes. Masqueraded as a discipline of nearly mathematical precision, the obsolete doctrine became fashionable again. That this mental transformation well suited real interests of some gradually strengthening financial business groups does not need to be added. The European socio-economic system that increasingly embodies the teachings consistent with the new-old doctrine has had several consequences, to us none of them worthy of approval. Overall growth has become anemic and irregular; high and persistent unemployment has become the order of the day – as have rising income inequalities. Contrary to declarations (and efforts), the new European system does not promote sustainable catch-up of income levels of poorer regions and countries. The orientation of national fiscal and wage policies has become non-cooperative to the point of becoming mutually harmful. ‘Beggar-thy-Neighbor’ attitudes in wage policies have been unleashed and ‘races to the bottom’ rule the day as far as taxation policies are concerned. The common currency – and the common monetary policy as conducted by the European Central Bank – proves to be an instrument of disintegration. The new ‘Fiscal Pact’ (and the ‘Six Pack’) does not promise anything good. It prescribes more of the same (false) medicine. Overall, the current European disorder does not bode well. But we still do hope that something sensible can emerge out of the present turmoil.

1.3. WHAT KIND OF SOCIO-ECONOMIC ORDER DO WE NEED IN EUROPE? To us the answer is simple: Europe needs an order that is truly different from the present one. In some aspects the desirable order ought to refer to the order of the post-war ‘golden age of capitalism’. Isn’t the restoration of conditions reminiscent of that period a  sheer utopia? Perhaps. Powerful interests protect the status quo. But much can depend on courage in unmasking economic myths, refuting these notorious TINAs (‘There Is No Alternative’) imposed on the general public in the course of the past 30 or so years. Unmasking errors is not an impossible mission. Some fantasies of the mainstream ‘theory’ are already being refuted and a  few (still too few) prominent economists seem to be renouncing their earlier teachings (Stiglitz, 2011). Much remains to be done. But our own goal has been limited and rather modest. It is to contribute a  critique of some selected opinions still guiding macroeconomic policy making in Europe. Specifically, we have dissected, critically, the wisdom of subordinating domestic policies to the needs of external competitiveness as well as the possibility of effective coordination of monetary and fiscal policies without coordination of the wage policies across Europe (Laski and Podkaminer, 2011, 2012). The rest of this paper examines – in some detail – the economic rationale of yet another axiom of the economic policy making in the European Union, namely its insistence on balanced public finances.

SE.4.2012.indb 451

20.2.2013 13:30:51


452

Kazimierz Laski, Leon Podkaminer

2. SHOULD THE EUROPEAN UNION STRIVE TO ACHIEVE PERMANENTLY BALANCED PUBLIC FINANCES? 1.2. BALANCED PUBLIC FINANCES ARE INCOMPATIBLE WITH PRIVATESECTOR DEMAND FOR FINANCIAL WEALTH Looking at a national economy from both the income and expenditure sides, one gets the following identity:

YD + T + M = CP + IP + G + X

(1)

where YD denotes the disposable income of the private sector, T is the disposable income of the government (all taxes net of all monetary transfers to the private sector) and M is the income of the rest of the world (RoW) from imports of the national economy in question (the left-hand side of (1)). On the right-hand side of (1) we have private sector expenditures on consumption (CP) and that sector’s gross investment (IP), government expenditure on goods and services (G), and RoW expenditure on the national economy’s exports (X). By simple rearrangement, we get ((YD – CP) – IP)) = (G – T) + (X – M). This is equivalent to:

or, finally:

(SP – IP) = (G – T) + (X – M)

NPS = D + E (2) In (2) we denote by NPS = (SP – IP) the net private savings, by D = (G – T) the budget deficit and by E = (X – M) the RoW deficit (or the current account surplus of the country concerned). Ex post, the formula (2) always holds because it is an identity. However, even as an identity it points up interesting relationships between sectors, especially when statistical data covering longer periods are available. For the world as a whole, we obviously have NPS = D. This is an identity which links the financial balances of the private and government sectors aggregated globally. Budget surpluses (D < 0) and even balanced budgets (D = 0) do occur, albeit rarely; thus, for monetary economies worldwide, budget deficits (D > 0) seem to be the rule rather than an exception. This applies not only to times of war and disasters, but – at least for the industrial countries disposing of longer statistical records – also to periods of peace (Laski, 2008). The world public debt-to-GDP ratio has increased over the past 120 years from about 40% to about 70% and for advanced countries from about 50% to about 100% (IMF, 2011). Although there were also periods when this ratio went into decline, its tendency to increase implies not only an increase in debt but also an increase ahead of GDP growth. In advanced industrial countries, the public-

SE.4.2012.indb 452

20.2.2013 13:30:51


WHAT KIND OF SOCIO-ECONOMIC ORDER DO WE NEED IN EUROPE?

453

debt ratio increased from 30% to over 100% between the mid-1970s and the mid-2000s. Taking into account the fact that the rate of interest (on public debt) was – for extended periods of time – lower than the rate of growth of (nominal) GDP, this implies that the primary budget deficit in most countries must have been positive. Given that for the world as a whole E = 0 by definition and D > 0 (as shown by long-term statistical records), we have, according to (2), NPS > 0. The private sector of the entire global economy thus displays a  sustained tendency to save more than it invests. The same observation can be made with respect to the European Union (EU). The EU is a group of countries with negligible E. Almost all EU countries have consistently run budget deficits (very much in violation of the Maastricht Treaty); hence for the EU as a whole, we also have D > 0. In fact, the consolidated budget deficits for the entire euro area have been positive since at least 1995. It thus follows that the NPS for the EU as a whole is also positive. Last but not least, we observe that for NPS = 0 – which can be understood as a minimum requirement or something to that effect whereby the private sector should not incur outside debt – all countries with positive current accounts (E < 0) must record budget deficits D > 0. Of course, all these observations are to be understood as referring to a trend and average values for longer periods – and not as a rule for each country and every year. We also observe that those countries, which happen to report budget surpluses (D < 0), very often (although not always) record high E. This must be the case if E > PS > 0 (e.g. the case of Norway since becoming a major oil exporting country). Within the private sector we have two subsectors: private households and firms. Correspondingly, private savings (SP = YD – CP) comprise household savings SH and profits retained by firms PR. It is normally assumed that for most of the time, firms invest more than they save (in the form of profits retained), hence incurring a  flow of debt, the volume of which increases over time. This debt makes it possible to expand the firms’ productive capacities beyond the levels funded from their own savings (i.e. profits retained). One also assumes that private households are net savers, whose financial assets increase over time. The assumption NPS > 0 is thus normally interpreted as a situation in which private households save in excess of the new debts that firms are prepared to incur. The fact that as a  rule (or mostly so) NPS is positive can be interpreted as reflecting the desired level of private savings (SP) being higher than the actual level of private investments. Positive (D + E) helps to narrow the gap between private savings and investments. Alternatively, it can be said that the positive NPS must be reflected in the sum (D + E) being positive as well. However, NPS equal to (D + E) is an identity; as such, it does not say anything about the direction of causality. In any event, positive NPS must be counterbalanced by the sum of government and foreign deficits. The private sector’s desire to run a  financial surplus (NPS > 0) cannot be realized without the willingness of government and foreign sectors (taken together) to run a deficit. Similarly, the government and foreign sectors (again taken together) cannot run financial surpluses (D + E < 0)

SE.4.2012.indb 453

20.2.2013 13:30:51


454

Kazimierz Laski, Leon Podkaminer

without the private sector’s net dis-saving (NPS dropping below 0) i.e. without private sector savings falling short of private sector investment. At present, the understandable trend throughout much of the industrialized world is for the private sector to increase net savings (DNPS > 0). ‘Deleveraging’ should strengthen private sector balance sheets. Both households and firms (including those in the financial intermediation sector) feel they have incurred excessive debt. The deleveraging trend, however, actually clashes with the present overall orientation of fiscal policies. Those policies prescribe fiscal austerity – reducing budgetary deficits. Should austerity prevail, one would have DD < 0. Should the private sector succeed in deleveraging, DNPS > 0 would be the outcome. Clearly, the identity DNPS = DD (for a while disregarding the change in current account, DE), would of necessity be violated. However, by their very nature, the identities hold under any circumstances. In reality, the identity DNPS = DD will hold no matter what policy is pursued and irrespective of private-sector preferences. What kind of outcome will emerge out of the two conflicting tendencies or which of them will ultimately prevail is very much an open issue. In any case, that conflict is likely to incur some ‘collateral damage’ in the form of weaker growth and higher unemployment. However, why do net private savings tend to be positive? In a  ‘textbook economy’ (consisting solely of a private sector – without government and the rest of the world), NPS according to (2) would have to be zero. Indeed, in such an economy D = E = 0, hence NPS = 0. In such a ‘textbook economy’, investment is equal to savings (both are private) so that SP – IP = 0. It must be understood that in such an economy, the private sector as a  whole would be unable to accumulate net (‘outside’) financial wealth – simply because there would be no party other than the private sector to supply the financial debt that would constitute the private sector’s financial wealth. Undoubtedly, economies that rule out accumulation of private sector net financial wealth are conceivable. In all probability, the early ‘natural’ economies would have fitted that description. However, it is hard to imagine (unless one adheres to the ideas of ‘mainstream economics’) a modern monetary economy without private sector accumulation of net financial wealth. In a modern economy the private sector accumulates net financial wealth – if not in the form of government bonds, then at least in the form of hoards of cash/fiat money issued by the government’s own central bank. To gain access to the money to be hoarded, the private sector would of its own free will have to supply the government with goods and services that it had produced on its own. (Thereby the government would have had to acquire such goods and services, without paying for them out of the proceeds of proper taxation levied on the private sector). Of course, the private sector’s net financial wealth would have to be matched by the debt issued by the government – plus, eventually, the debt issued by foreign parties that the private sector acquires (Wray, 1998, Chapter 4). Why does the private sector tend to accumulate external debt (in particular, that of its own government)? The simplest answer is that the private sector

SE.4.2012.indb 454

20.2.2013 13:30:51


WHAT KIND OF SOCIO-ECONOMIC ORDER DO WE NEED IN EUROPE?

455

greatly values such debt. For the private sector, public debt must be wealth – no matter what the proponents of ‘Ricardian equivalence’ claim. Otherwise, the private sector would not trade valuable goods and services it produces for government ‘paper’. What kinds of benefits follow from the ownership of public debt? The opportunity to earn interest income on that debt may certainly be one motive. That motive alone, however, does not seem to be decisive. In many countries the rate of interest on public debt is purely symbolic. Japan with its soaring public debt has no difficulty in floating its massively expanding public deficits at interest rates of less than 1%. Interest rates on Switzerland’s public debt gravitate towards zero. Essentially, public debt is in such great demand in the private sector for reasons of liquidity (as, of course, stressed by Keynes) or as a  trusted store of value or as those necessary capital reserves that facilitate firms’ access to capital markets (and thus private investment, as in Kalecki). Our hypothesis is that private sector demand for public debt is even likely to strengthen secularly (Laski and Podkaminer, 2012). This will be due to private sector savings in general rising more rapidly than private investment. Changes observed in the structure of private sector income (with rising inequality in disposable incomes and the emergence of a super-rich class whose members derive their incomes from trade/ speculation in various assets and financial instruments rather than from capital investment in productive capacities) is one of the factors contributing to the yawning gap between private sector savings and investment1. The emergence of  the super-rich is, of course, intimately linked to the ever-progressing financialization/privatization of services traditionally provided by the public sector (inter alia, health, education and old-age pensions). Financialization/ privatization also induces a higher propensity to save for precautionary reasons – without the requisite rise in the propensity to invest productively. The flip side of financialization of the services formerly provided by the public sector is the rise in private funds, such as pension funds (Toporowski, 2012). These funds may tend to acquire – especially in turbulent times – growing chunks of public debt. Ageing in a time of ever-increasing financialization of the pension system may add strength to the private propensity to save. Moreover, technological change may be another factor. The productivity of fixed assets is likely to improve secularly owing to advances in technology – the investment of smaller amounts of real assets enables producing more output. This trend may be temporarily 1  The study of impacts of rising inequality on macroeconomic performance has come to the fore of research interests recently (Rajan, 2010; Berg and Ostry, 2011). More research on links between rising inequality, rising net private savings and the overall growth slowdown is still needed. In particular, it remains to be examined whether the relatively rapid and balanced (NPS á 0, D á  0, E á 0) growth of major industrial countries in the 1950s and 1960s was not associated with rather low/falling levels of inequality prevailing at that time. Low/falling inequality may have produced reduced levels of household sector’s savings and increased levels of consumer demand. Furthermore, the increased size of consumer goods markets may have induced large investments in firms that soaked up household’s savings leading to relatively minor surpluses in the private sector financial balance as well as to relatively low budget deficits.

SE.4.2012.indb 455

20.2.2013 13:30:51


456

Kazimierz Laski, Leon Podkaminer

interrupted by major inventions (such as ‘electricity’ which called for high initial investment in the construction of power stations, transmission grids, etc.). In the long term, as the supply of goods produced by the private business sector can perhaps be expected to outstrip demand for the same, the desire to save could systematically outstrip the desire to invest.

2.2. DESTRUCTIVE FISCAL CONSOLIDATION There is a basic difference between state debt and private debt. A private debtor can become insolvent, while the state, if indebted in its own fiat currency that is not linked to any commodity or any other currency via a fixed exchange rate, is always solvent, assuming that the central bank and public finance act in concert. Under those conditions, there are no exact limits to the level of the public debtto-GDP and the deficit-to-GDP ratios as long as the economy’s GDP remains below the potential output. In the Economic and Monetary Union (EMU) monetary policy is supposed to be divorced from fiscal policy. While fiscal policy remains the responsibility of member states, monetary policy is the domain of the European Central Bank (ECB), which is politically independent with the prime task of maintaining price stability. From the very outset it excluded the possibility of the ECB bailing out countries that encounter difficulties in gaining access to financial markets. This is tantamount to a situation in which each EMU member country manages its fiscal policy in a foreign currency. Godley (1997, p. 2) noted this danger even before EMU had been created: ‘If a  government does not have its own central bank on which it can draw cheques freely, its expenditures can be financed only by borrowing in the open market in competition with business, and this may prove excessively expensive or even impossible, particularly under ‘condition of extreme emergency’ The danger, then, is that the budgetary restraint to which governments are individually committed will impart a  disinflationary bias that locks Europe as a  whole into a depression it is powerless to lift‘ The EMU assumed that the member states’ fiscal policy could be constrained by numerical criteria on the maximum deficit-to-GDP and debt-to GDP ratios. Actually, the Stability and Growth Pact goes even further as it ‘… lays down the obligation for Member States to adhere to the medium-term objective for their budgetary positions of close to balance or in surplus…’2. The Fiscal Compact recently agreed upon by majority of EU leaders is designed to strengthen ‘fiscal discipline’ across the euro area (and beyond). Moreover, the Fiscal Compact imposes the obligation to reduce public debt/GDP ratios. In so doing, it actually may impose, on some euro-area countries, the obligation to run – on a long-term basis – budgetary surpluses. Taxation of the private sector (net of transfers to the 2  See Council Regulation No. 1055/2005 amending the Growth and Stability Pact. “Official Journal of the European Union”, 7 July 2005, L. 174/1. The same requirement features in the recent Fiscal Compact (Article 3, point 1(a)).

SE.4.2012.indb 456

20.2.2013 13:30:51


WHAT KIND OF SOCIO-ECONOMIC ORDER DO WE NEED IN EUROPE?

457

same) should be persistently higher than income earned by the private sector on sales on goods and services to the government. The private sector in most euroarea countries will ‘bleed’ for many years to come – for the sake of ‘healthy public finances’. The latter are deemed indispensable to the long-term robustness of the private sector itself. (An analogy to the mediaeval ‘medical science’ and the practice of bloodletting inevitably comes to mind). The economic and social costs of this austerity hysteria will no doubt be immense. Supposing D is negative (as required by the Fiscal Compact), NPS (further disregarding possible changes in E) would have to be negative as well. Or (remembering that NPS = SP – IP) private sector savings would have to be consistently lower than private sector investment. The private sector’s financial wealth would then have to drop: for example, via the government redeeming its debt to the private sector (with the proceeds then serving to finance private investment). It is at least debatable whether the private sector would be eager to engage in investment under such conditions. The falling financial wealth and contracting domestic consumer demand might more likely induce falling investment and rising savings, thereby initiating spiraling recessionary adjustment. The question worth asking is whether it will be possible at all – and under what conditions – to run a euro-area-wide policy, which in fact requires that the net private savings of the member states be persistently negative. Of course, the current account E (the changes of which we disregarded for a while) for some euro-area countries may, on occasion, be positive and high enough to render D(D + E) still positive. A small country (such as Luxembourg) can combine large budgetary surpluses with current account surpluses over extended periods of time – without this having a perceptible impact on its trading partners. A large country (such as Germany) is unlikely to persist indefinitely with high budgetary surpluses combined with massive current account surpluses, the reason being that Germany’s current account surpluses are the current account deficits of its partners, such as Italy. The latter country’s NPS would then have to be unambiguously negative – on account of both E and D being negative. Thus, any attempts to run budgetary surpluses in one (or more) euro-area countries can only be successful (via expansion of current account surpluses), if the same attempts fail in some other euro-area countries3. Incidentally, under the present circumstances it is an illusion to expect that the EU as a whole could become a  major net exporter to the rest of the world. Germany and some other EU member countries can continue – at least for some time – to run mercantilist (and deflationary) policies which negatively affect other countries (also outside 3  We describe in summary terms another difficulty that arises. A  combination of current account surpluses with budgetary surpluses implies a  shift in a  country’s private sector net financial wealth. To an ever increasing degree, that wealth would consist of foreign (private or public) debt. At the same time, the share/size of debt issued by that country’s government would decline. It is doubtful whether the German private sector would actually be eager to substitute bunds for private/public Greek (or even Italian) debt.

SE.4.2012.indb 457

20.2.2013 13:30:51


458

Kazimierz Laski, Leon Podkaminer

the EU). There are limits, however, to the beggar-thy-neighbor policies. Such policies will sooner or later provoke retaliatory reactions. The rest of the world (and the USA, in particular) is unlikely to remain passive, should the EU as a whole start recording gigantic trade surpluses (for example, matching those of China). Otherwise, the successful beggar-thy-neighbor policy is self-defeating because it implies accumulation of the foreign debt of those countries with persistent trade deficits. Once that debt is acknowledged to be unsustainable, growth in countries with persistent trade surpluses would inevitably flag as well. Moreover, the creditor countries would have to write off chunks of their ‘bad assets’. The idea of fiscal consolidation as a  way out of the present difficulties is related to the diagnosis of the present crisis. Over the past few decades in the world as a whole – and especially in advanced countries – the debt-to-GDP ratio has increased, but private debt has increased more rapidly than government debt. The crisis started when the private household sector could no longer service its debt, which amounted to almost 100 per cent of GDP in the US (financial institution debt accounted for another 125 per cent, and the total debt ratio ran to 500 per cent of GDP). The fiscal interventions that had to be undertaken by governments in the US and Europe gave rise to a significant increase in public debt in relation to GDP; thus, the increase in government debt was the consequence of the crisis – not its cause. Hence, it is totally misleading to interpret the present crisis as a sovereign debt problem. It is more a case of a speculative financial bubble suddenly bursting, the dark side of which is increasing debt and inequality (Papadimitriou and Wray, 2012) Moreover, the term “balance sheet recession” (Koo, 2003) pinpoints the notion that the real cause of the present crisis is over-indebtedness of private households and firms that need to repair their balances via lower expenditures and higher savings; the latter are the real factors restricting demand.

2.3. PUBLIC DEFICITS ARE GOOD FOR PRIVATE BUSINESS However, the diagnosis prevailing in European politics is quite different. The reason for the crisis is seen as lying in too high a  public debt and excessive Government spending, hence the suggestion that the essential solution lies in tightening fiscal discipline. Mr. Wolfgang Schäuble, Germany’s Minister of Finance, put it this way: ‘The main reason for the lack of demand is the lack of confidence; the main reason for the lack of confidence is the deficits and public debts which are seen as unsustainable’. On another occasion he said, ‘We won’t come to grips with economies deleveraging by having governments and central banks throwing – literally – even more money at the problem. You simply cannot fight fire with fire’ (Giles, 2011). First, it just happens that fire can be – and is – used very effectively to fight forest fires. Breaks in the forests are back-burnt so as to prevent the spread of an uncontrollable wildfire. Secondly, and much more importantly, the question

SE.4.2012.indb 458

20.2.2013 13:30:52


WHAT KIND OF SOCIO-ECONOMIC ORDER DO WE NEED IN EUROPE?

459

arises as to the intellectual basis of the ‘doctrine of expansionary austerity’. This is what (Krugman, 2012) calls the ‘confidence fairy tale’: the idea that confidence would enter the fray and reward policy-makers for their fiscal virtue. In actual fact, business confidence depends on many things – but surely profits earned are vital. Let us, therefore, take a  look at the impact of fiscal consolidation on profits. From (2) and taking into account that SP = PR + SH (private sector’s savings consist of profits retained by firms and household savings) we get

PR = IP + D + E – SH.

(3)

Remember that total profits P equal profits retained (PR) plus profits distributed (PD). By adding PD to both sides of (3) we eventually get the following identity:

P = IP + CPD + D + E – SHW.

(4)

In (4) CPD represents consumption out of profits and SHW household savings out of non-profit incomes.4 In a  closed economy without a  government (4) reduces to the following identity:

P = IP + CPD – SHW.

(5)

In (5) is the famous profit equation due to Michał Kalecki. The equation says that in a closed economy without government, profits are equal to the sum of private investment and capitalist consumption (i.e. consumption out of distributed profits) minus workers’ savings. Equation (4) adds budget deficit D and trade surplus E to the items that increase, ceteris paribus, profits earned by firms. By virtue of being tied together in identities, profits P and other items on the righthand side of (4) and (5) are simultaneous. There is no time lag between appearance of deficit spending and appearance of profits earned by firms. It is evident that policy actions successfully reducing budget deficits would, ceteris paribus, be matched by a  simultaneous reduction in firms’ profits. But firms suffering a loss in profits are highly unlikely to improve the sense of confidence essential to encouraging private firms to invest more. As a rule, large profits are a precondition for investment take-off. In other words, the negative D, as required by the Fiscal Pact, must be expected to be recessionary – all the more so, if at the same time the household sector attempts to accumulate more savings and the business sector does not invest enough. Of course, recessionary adjustments could, ultimately, steer NPS into negative territory (consistent with the budgetary surpluses). That outcome, however, would feature low (falling) income and high (rising) unemployment levels. At a very low level of private savings, the requisite negative net private savings could eventually be achieved. However, even if economically imaginable, such an 4  This

SE.4.2012.indb 459

implies that (SH – SHW) denotes savings out of the distributed-profits income.

20.2.2013 13:30:52


460

Kazimierz Laski, Leon Podkaminer

outcome would be unacceptable – both politically and socially. We doubt whether this is the outcome that the EU leaders actually desire. On the other hand, we deeply deplore the fact that the economic advisors to the EU heads of state apparently fail to grasp the actual consequences of the policies that they so doggedly advocate.

REFERENCES Berg A.G. and Ostry J.D. (2011), Inequality and unsustainable growth: Two sides of the same coin? IMF Staff Discussion Note, SDN 11/88. Giles C. (2011), Dark humour and hard talk at IMF meetings, “Financial Times”, September 25. Godley W. (1997), Curried EMU – the meal that fails to nourish, “Observer”, 31 August, Business. Koo R.C. (2003), Balance Sheet Recession: Japan’s Struggle with Uncharted Economics and its Global Implications, J. Wiley & Sons (Asia). Krugman P. (2012), Death of a fairy tale, “New York Times”, April 27. IMF (2011), Fiscal Affairs Department, Historical Public Debt Database. Laski K. (2008), Market economy needs to run budgetary deficits, “The Vienna Institute Monthly Report”, 6. Laski K., Podkaminer L. (2011), Common monetary policy with uncommon wage policies: Centrifugal forces tearing the euro area apart, “Intervention”, No. 1. Laski K. and Podkaminer L. (2012), The basic paradigms of the EU economic policymaking need to be changed, “Cambridge Journal of Economics”, No. 1. Papadimtriou D.B., Wray L.R. (2012), Fiddling in Euroland as the Global Meltdown Nears, Public Policy Brief No 122, Levy Economics Institute of the Bard College. Rajan R.G. (2010), Fault Lines, Princeton University Press. Stiglitz J. (2011), Rethinking macroeconomics: What went wrong and how to repair it, “Journal of European Economic Association”, No 3. Toporowski J. (2012), The End of Finance: Capital Market Inflation, Financial Derivatives and Pension Fund Capitalism, Routledge. Wray L.R. (1998), Understanding Modern Money, Edward Elgar.

Jakiego ładu społeczno-gospodarczego potrzebujemy w Europie? STRESZCZENIE Celem artykułu jest zbadanie teoretyczno-ekonomicznych podstaw podstawowego aksjomatu polityki gospodarczej w Unii Europejskiej, a mianowicie przeświadczenia o konieczności bilansowania finansów publicznych. Autorzy analizują podstawowe tożsamości wiążące rachunki finansowe sektora publicznego i pry-

SE.4.2012.indb 460

20.2.2013 13:30:52


WHAT KIND OF SOCIO-ECONOMIC ORDER DO WE NEED IN EUROPE?

461

watnego. Wykazują, że dążenia do eliminacji deficytu sektora publicznego nie da się pogodzić z dążeniem sektora prywatnego do akumulacji zasobów finansowych netto. Co więcej, dowodzą, że deficyty sektora publicznego w normalnych warunkach są istotną determinantą zysków sektora przedsiębiorstw prywatnych. Konkludując, stwierdzono, że fiskalna orientacja polityki UE (wyrażona w Traktacie z Maastricht, a ostatnio potwierdzona także przez Pakt Fiskalny) nie jest oparta na właściwych podstawach teoretycznych. Jako taka orientacja ta może być uznana za współodpowiedzialną za słabość długoterminowego wzrostu gospodarczego w UE (jak również za czynnik wzmagający kryzysy występujące w UE od kilku lat). Słowa kluczowe: makroekonomia, polityka fiskalna, sektorowe bilanse finansowe, oszczędności i inwestycje.

ABSTRACT The purpose of the paper is to examine the economic rationale of the basic axiom of the economic policy making in the European Union, namely its insistence on the need to achieve balanced public finances. The examination proceeds through the restatement of essential identities tying up financial accounts of the public and private sectors. It is shown that the elimination of the public sector deficits is incompatible with the private sector preference for the accumulation of net financial wealth. Moreover, public sector deficits are shown to be normally essential for positive profits of the business sector. Concluding, the paper argues that the fiscal policy orientation of the European Union (epitomized by the Maastricht Treaty, and its recent variants such as the Fiscal Compact) lacks proper rationale. As such, this orientation may be seen as co-responsible for the weak long-term economic performance of the EU (as well as contributing to its recent crises). Keywords: macroeconomics, fiscal policy, austerity, sectoral financial balances, savings and investments. JEL Classifications: F15, F33, E12

SE.4.2012.indb 461

20.2.2013 13:30:52


SE.4.2012.indb 462

20.2.2013 13:30:52


Andrzej Sopoćko, Pieniądz niebankowy. Czy istnieje możliwość powrotu?

Studia ekonomiczne 1 Economic studies nr 4 (LXXV) 2012

Andrzej Sopoćko*

PIENIĄDZ NIEBANKOWY. CZY ISTNIEJe MOŻLIWOŚĆ POWROTU? Obecny pieniądz ma charakter bankowy. W  swojej zasadniczej, gotówkowej postaci (M0), czyli jako baza monetarna, jest pewną pozycją w  bilansie banku centralnego. Zgodnie z definicją jest to podstawowa forma pieniądza obejmująca monety i banknoty w obiegu poza sektorem bankowym oraz pieniądz bezgotówkowy banków komercyjnych na rachunkach w banku centralnym. Najprościej można powiedzieć, że jest to pieniądz, który najszybciej krąży w  gospodarce. Nie wyczerpuje to jednak zakresu tego pojęcia. Zwykle stosuje się go w szerszym ujęciu, obejmującym pieniądz bardziej lub mniej trwale unieruchomiony na rachunkach bankowych. W  tej sprawie jednak trudno zająć jednoznaczne stanowisko. Zróżnicowanie argumentów za tym, że coś jest jeszcze pieniądzem, a coś już raczej nie – jest bardzo duże. Zarówno regulatorzy (u nas – NBP), jak i  teoretycy wymieniają różne klasy tzw. agregatów, czyli grup depozytów o coraz mniejszym poziomie płynności, które powinny być wyodrębniane jako szczególny rodzaj pieniądza. Niestety, wcale nierzadko zmieniają zdanie na ten temat1. Nie należy się temu bynajmniej dziwić, ponieważ kwestia wystarczającej czy niewystarczającej płynności jest tu raczej umowna. Ponadto funkcje pieniądza mogą wcale nieźle spełniać niektóre płynne instrumenty finansowe, niezależnie od ich terminu zapadalności. Spektakularnym przykładem jest certyfikat depozytowy, będący swoistym, długoterminowym depozytem na okaziciela. A zmieniać właścicieli może w każdym momencie. Już J.M. Keynes rozważał zaliczenie do szerokiego pojęcia pieniądza także obligacji o najwyższym poziomie płynności. *  Instytut

Nauk Ekonomicznych PAN. zmiany były wprowadzone m.in. w 1996 r., a w 2002 r. podstawowy agregat M2 został zastąpiony agregatem M3. 1  Te

SE.4.2012.indb 463

20.2.2013 13:30:52


464

Andrzej Sopoćko

Problem agregatów pieniężnych, tj. na ile ich wartości i ujęcia (definicje) służą prowa­dzeniu efektywnej polityki pienieżnej, ich zależność od podstawowych narzędzi monetarnych – to cała dziedzina wiedzy. Aby jednak nie zgubić głównego wątku tego artykułu, pisząc dalej o  pieniądzu, pod tym pojęciem będzie rozumiany tylko pieniądz gotówkowy. Podstawowym przedmiotem analizy nie jest określenie, co i jak pełni funkcje pie­niądza, ale pytanie, na ile konieczne jest istnienie tylko takiej, jak obecnie występująca jego formy? Podjęto więc próbę odpowiedzi, czy mogą istnieć efektywnie inne niż generowane klasycznymi narzędziami polityki monetarnej metody emisji pieniądza gotówkowego. W dalszych częściach tekstu rozważa się w szczególności: 11

Czy słuszne jest odwrócenie sytuacji, w której suweren zamiast korzyści z emisji pieniądza (do czasów nowożytnych) ponosi tylko koszty pozyskiwania dodatkowej jego ilości, niezbędnej do utrzymania konsumpcji publicznej?

11

Czy wobec zróżnicowanego przedmiotu wydatków poszczególnych grup dochodo­wych, a także zróżnicowanej ich efektywności dla wzrostu gospodarczego należy utrzymać uniwersalny, nie określony co do adresata (publiczny? prywatny?) strumień emisji pieniądza?

1. KONSUMPCJA PUBLICZNA. JAK JĄ FINANSOWAĆ? Bank centralny emituje tyle pieniądza, ile uważa za konieczne. Tyle, że czyni to w specyficznej formie. Pieniądz banku centralnego to przede wszystkim pieniądz kredytowy, co samo w sobie stanowi pewne istotne ograniczenie. Jest nim przede wszystkim dla suwerena, który, inaczej niż w poprzednich okresach historycznych, nie może pozyskiwać z niego bezpośredniego przychodu z emisji. Pośrednio jest, co prawda, beneficjentem operacji banku centralnego, ponieważ jego zysk zasila budżet. Jest to jednak wielkość nieduża i  mało przewidywalna, gdyż jest wynikową wielu zjawisk ekonomicznych. W obecnej formule państwo, poza daninami, zasila się z podatków i pożyczek. Docho­dów z  renty emisyjnej nie ma. Nie ma też możliwości, a  nawet bardzo wybiórczego kierowania strumieniem środków z emisji. Czy słusznie? Poprzez budżet państwa, a także na poziomie samorządów dokonuje się dystrybucji produkcji czystej wytworzonej w gospodarce. W prostym modelu można by to przedstawić następująco: gospodarka wytwarza produkt, państwo według ustalonych reguł dzieli go na to, co pozostaje u wytwórców, i na to, czym dysponuje według ustalonych przez siebie kryteriów. Problem ten jest tak prosty tylko w skrajnym modelu liberalnym, nigdzie nie istniejącym w praktyce. Tylko tam cała sfera wytwarzania leży poza państwem, które w swojej roli ogranicza się do funkcji strażnika systemu. Co najwyżej możliwe w tym modelu jest, jak uważał guru tej teorii F. Hayek, wykonywanie pew-

SE.4.2012.indb 464

20.2.2013 13:30:52


PIENIĄDZ NIEBANKOWY. CZY ISTNIEJe MOŻLIWOŚĆ POWROTU?

465

nych zadań z zakresu polityki socjalnej, a więc np. wspomaganie ubogich i tych, co nie dają sobie rady w życiu. W  rzeczywistości jednak istnieje spora trudność z  utrzymaniem konwencji: gospodar­ka wywarza, państwo wytworzony produkt dzieli. Trudność pojawia się wówczas, kiedy samo państwo także staje się wytwórcą. A tego nie da się uniknąć. W rękach państwa pozostaje od lat wiele usług, które, jak się okazuje, musi realizować pod groźbą degradacji stosunków społecznych i  systemu wytwarzania. Należy do nich oświata (przynajmniej na poziomie podstawowym), obronność, system kontroli i  sankcjonowania przestrzegania prawa, badania podstawowe w  nauce. Jak funkcjonowałaby komercyjna elektronika czy podstawowe prace z zakresu fizyki ciała stałego gdyby nie finansowanie przez państwo? Od co najmniej dwu pokoleń doszedł jeszcze problem kosztownej ochrony środowiska, który, co prawda, w znacznej części da się przerzucić na podmioty gospodarcze, jednak dopiero po dokonaniu obciążających budżet inwestycji. Państwo więc, bez względu na funkcjonującą doktrynę polityczną, jest także wytwórcą. W dodatku działa w obszarze o dość specyficznym produkcie, którego dokładnie nie da się zmierzyć, a tym samym określić bazy podatkowej. Gdyby to były przedsięwzięcia typu państwowej fabryki samochodów czy nawet wytwarzanie przez państwowy koncern energii elektrycznej, dałoby się zastosować normalne, stosowane także w gospodarce prywatnej reguły. A więc: określenie zysku, odprowadzanie do państwowej kasy jego części. Co jednak zrobić, jeśli ta produkcja nie trafia na rynek, a jest powszechnie udostępniana jak oświata czy rezultaty badań naukowych? Istnieje więc znaczna część narodowego produktu (niezależnie czy w prowadzonych rachunkach ujmuje się z tego całość, czy też nie) wytwarzanego przez państwo. I choć ono ten produkt tworzy, w niewielkiej części jest jego bezpośrednim beneficjentem. O ile więc w przypadku podmiotu prywatnego bezpośrednie korzyści są, w naj­ prostszym ujęciu, określone pozostającą u  niego częścią zysku, o  tyle w  przypadku dzia­łalności gospodarczej państwa, często nie daje się nawet określić rozmiaru przychodów. Jako takie po prostu nie występują. Można tylko przyjąć, że jeśli jest to działalność efektywna z  makroekonomicznego punku widzenia, to egzekwowanie części z  tak wypracowanych (ale nigdzie nie ujętych) zysków odbywa się pośrednio. Mianowicie zwiększa ona, drogą dar­mowego przejmowania tego produktu, zyskowność przedsiębiorstw komercyjnych. To z kolei powiększa bazę podatkową, a  końcowym rezultatem są (ściślej – powinny być) wyższe wpływy budżetowe. Gdyby wszyscy występujący po drodze uczestnicy byli efektywni, można byłoby powiedzieć, że jest to rozwiązanie nie obarczone większymi mankamentami. Nie ma powodów jednak, by ta efektywność występowała w  przypadku każdego z korzystających z publicznych usług przedsiębiorstwa. Należy więc przyjąć, że tymi darmowymi usługami będą zasilane także jednostki nieefektywne, co jest marnowaniem środków, tym razem – w sposób niewidoczny.

SE.4.2012.indb 465

20.2.2013 13:30:52


466

Andrzej Sopoćko

Jak się wydaje, w tej chwili nie ma dobrych pomysłów, by wspomniane zjawisko skutecznie ograniczać. Można tylko poddać w wątpliwość ogólne stwierdzenie, że pośrednio, przez rozwój sfery prywatnej, zyski z produktu wytwarzanego przez państwo trafiają do budżetu. Tak jest, ale najwyżej w jakiejś części. Zanim powstał model współczesnej polityki pieniężnej, była ona, paradoksalnie, bardziej zróżnicowana. Dochodami były zarówno wpływy podatkowe, jak i przychody z  emisji. Dokładniej rzecz biorąc, w  tym drugim przypadku, skarb ówczesnego państwa mógł płacić pieniądzem, który sam produkował. Wielkość budżetu była określona przez sumę tej kwoty i kwoty poboru podatkowego. Zostawiając na razie problem zagrożeń związanych z  wpływem państwa na politykę emisyjną, warto rozważyć dwa hipotetyczne przykłady. Jednym z nich jest sytuacja, w której wydatki państwa są marginalnymi w  stosunku do wytworzonego produktu narodowego. Drugim – odwrotnie. Wydatki państwa pokrywają większość wytworzonego produktu, czyli obywatele tylko niewielką cześć swoich potrzeb realizują ze swoich prywatnych zasobów. Pierwszy odpowiada modelowi „dzikiego kapitalizmu”, drugiemu odpowiada system izraelskich kibuców. Obecnie co prawda ich formuła jest intensywnie modyfikowana, ale pewna ich część zachowała model, w którym konsumpcja jest w zasadzie tylko zbiorowa. Wydatki indywidualne są jej marginesem. Jeśli porówna się te dwa systemy z  punktu widzenia efektywności systemu redystry­bucji, opartego na podatkach, oczywiste staje się, że najlepiej pasuje do niego model pierwszy (dziki kapitalizm). Gdyby natomiast w pełni zastosować go w drugim rozwiązaniu, to znaczy w warunkach niezwykle rozwiniętego państwa opiekuńczego, mielibyśmy do czynienia z bardzo niedobrą – z punktu widzenia motywacji pracy – sytuacją. Mianowicie ogromna większość przychodu byłaby odbierana tym, którzy go wypracowali. Trzeba byłoby go bowiem przeznaczyć na konsumpcję społeczną. Zwiększenie dochodu np. o dolara skutko­wałoby przyrostem indywidualnego funduszu konsumpcyjnego np. o  kilkanaście centów. W dodatku dochód ten musiałby być ewidencjonowany i widoczny, co przy wspomnianych relacjach dawałoby fatalny efekt psychologiczny. Przy takiej formule lepiej więc przejmować bezpośrednio wytworzony produkt i, jak w kibucu, wypłacać pewną kwotę do indywidualnej dyspozycji. Mogłaby ona być, nawet w sporej w części, uzależniona od indywidualnych wysiłków i  poziomu ich skuteczności. W relacji jednak do całości spożytkowanej konsumpcji – nieduża. Jeśli więc mielibyśmy do czynienia z modelem państwa o bardzo wysokiej ingerencji w dystrybucję wytworzonych dóbr, formuła podatkowa byłaby nieefektywna. Państwami, gdzie zmonopolizowanie przychodów budżetu przez podatki stanowi wątpliwe rozwiązanie, wcale nie muszą być kraje o  daleko idącej opiece społecznej. Dotyczy to także państw obciążonych wielkimi programami publicznymi, jak np. powojenna odbudowa, realizujących (pomińmy ocenę moralną) ambitne programy zbrojeniowe czy infrastrukturalne. Być może w  niedalekiej przyszłości trzeba byłoby do tego doliczyć także duże eksploracje kosmosu, czynnego przeciwstawiania się efektowi cieplarnianemu lub przechodzenia na rodzaje energii, które są neutralne w stosunku do środowiska, i wiele innych.

SE.4.2012.indb 466

20.2.2013 13:30:53


PIENIĄDZ NIEBANKOWY. CZY ISTNIEJe MOŻLIWOŚĆ POWROTU?

467

Jeżeli się weźmie to pod uwagę i z pewnym rozmachem spojrzy na scenariusze dalszej przyszłości (pokolenie lub dwa pokolenia naprzód), wcale nie jest wykluczone, że obecna relacja między konsumpcją ze źródeł publicznych a konsumpcją finansowaną z indywidualnych funduszy gospodarstw domowych zmieni się głęboko w kierunku tych pierwszych źródeł. Jest więc możliwe, że konsumpcji prywatnej będzie relatywnie niewiele w  stosunku do publicznej. Wówczas model finansowania budżetu z podatków musi szwankować, ponieważ stopy podatkowe osiągną poziom 70–80% i, być może, po raz pierwszy urzeczywistnią efekt Laffera w praktyce. Nie byłby on, jak dotąd, czysto teoretyczną konstrukcją. Jeśli tak, to zasilanie przez podatki straci swój sens. Być może warto będzie zatem sięgnąć po doświadczenia z dość dalekiej przeszłości. Pomijając w tym momencie rozwiązania techniczne i to, kto by to robił, można sobie wyobrazić kolejny uproszczony model, oparty na średniowiecznym wzorcu chińskim. Punktem wyjścia jest tu oszacowanie możliwego przyrostu popytu wewnętrznego wraz z przepływami z zagranicy netto. Następnie powinien zostać określony podział na część generowaną ze środków publicznych i część – ze środków prywatnych (popyt końcowy). Część popytu wygenerowana ze środków publicznych byłaby w  tej sytuacji kwotą określoną w  budżecie. Natomiast dla utrzymania kontrolowanej wielkości popytu prywatnego musiałyby być zastosowane standardowe narzędzia polityki monetarnej (stopa referencyjna, system rezerw obowiązkowych itp.) Jak widać i  ten model, jak zresztą każdy inny, wymaga spójności polityki budżetowej i pieniężnej. W przypadku zaprezentowanym wyżej byłoby to prawdopodobnie trudniejsze niż w modelu tradycyjnym. Obecne wydatki budżetowe mogą bowiem być finansowane (?) tylko z podatków lub z powiększania zadłużenia, oba źródła mają swoje oczywiste ograniczenia. Natomiast swobodna emisja pieniądza miałaby ograniczenia znacznie słabsze, bo określone tylko odpowiedzialnością za równowagę wewnętrzną. Poczucie odpowiedzialności należy do barier raczej miękkich, ponieważ w  tej dziedzinie mamy do czynienia nie tyle z kwotami, co z argumentacją. Dokładniej rzecz ujmując, obecnie najpierw ustala się kwoty (przychody podatkowe, poziom zadłużenia), a dopiero w dalszej kolejności – argumenty, że powinny one być o  ileś tam przekroczone. W  drugim modelu prawdopodobnie byłoby odwrotnie, to znaczy do zamierzonych wydatków byłaby dopasowywana argumentacja, próbująca je uzasadnić. Jeśli bowiem wydatki są punktem wyjścia, to nie jest to twardy element startu wyliczeń. Potrzeby są zawsze większe. Od jakiego poziomu ich zaspokojenia wyjść – jest raczej otwartym pytaniem. Prostsza sytuacja jest wówczas, gdy właśnie poziom zaspokojenia jest wielkością wynikową kwoty, która może być wzięta pod uwagę. Nie odwrotnie. Argumentacja najczęściej zdominowana jest osobistym czy grupowym interesem. Należałoby raczej krytycznie odnosić się do wszelkich rozwiązań, gdzie wydatki są zależne od szukających popularności polityków. Choć jest i we współczesnej historii wiele chwalebnych wyjątków, to jednak ten, kto daje więcej, może liczyć na więcej głosów niż jego bardziej oszczędny konkurent. Ani rząd, ani

SE.4.2012.indb 467

20.2.2013 13:30:53


468

Andrzej Sopoćko

parlament w  roli projektantów rozmiarów i  struktury popytu wewnętrznego, a później wykonawców samego projektu, nie są bezpiecznym rozwiązaniem. Jeśli więc dopuściłoby się do bezpośredniej emisji pieniądza celem powiększania konsumpcji publicznej, decydentem powinien być organ zewnętrzny, w miarę izolowany od politycznego lobby. Z pewnością, dla czystej zasady niemnożenia bytów, rolę tę mógłby wypełniać bank centralny. W jednym ręku byłyby więc instrumenty kontrolujące popyt prywatny i publiczny. Nie jest to jednak wymóg absolutny. Do pomyślenia jest przecież sytuacja, kiedy jedna odpowiedzialna instytucja określa przyrost funduszu konsumpcji publicznej. Dziać się to powinno na podstawie szacunków dotyczących przewidywalnego wzrostu konsumpcji prywatnej. Jak jednak duża powinna być towarzysząca tej ostatniej konsumpcja publiczna? Obecnie tym kryterium, w  istocie ograniczeniem, jest cel inflacyjny. Niewątpliwie nie jest to bezdyskusyjne rozwiązanie, ponieważ czynniki zewnętrzne (paliwa, ceny zbóż itp.) bardzo silnie oddziaływają na ten wskaźnik. Takie same (co do siły) reakcje zarówno w tym, jak i w przypadku mocnego parcia czynników wewnętrznych na inflację, nie są zbyt przekonywa­jące. Do celu inflacyjnego warto więc podchodzić z pewną tolerancją i zróżnicowaną strategią przeciwdziałającą jego przekroczeniom. Taki punkt widzenia nie jest jednak dobrą podstawą określenia rozmiarów konsumpcji publicznej. Granica jej wzrostu gubi się w  takim mięknącym kryterium. Jest to niebez­pieczne, jeśli wziąć pod uwagę interesy polityków, którym rola dobrego Mikołaja zawsze będzie bardzo bliska. Ograniczenie musi być twardsze. Jak się wydaje, do rozważenia jest przede wszystkim kryterium zatrudnienia, a ściślej rzecz biorąc – bariera nadmiernego zatrudnienia. Odpowiada to sytuacji, w której zapotrzebo­wanie na pracę jest większe niż jej podaż, co nadaje żądaniom płacowym nadmierną siłę przetargową, uruchamiając gonitwę cen i wynagrodzeń. A więc przedsięwzięcia w obszarze wydatków publicznych powinny służyć podtrzymywaniu pewnego, z góry określonego poziomu zatrudnienia, rzecz jasna nie tylko w sektorze publicznym, ale w całej gospodarce. Nie jest to oczywiście żadna marginalna myśl, ponieważ tak określony jest od lat 30. ubiegłego wieku cel działania Fed2 . W tym momencie pojawia się oczywiste pytanie, czy nie można poprzestać na samych szacunkach przyrostu konsumpcji (prywatnej i  publicznej). Otóż nie wydaje się to warte rekomendacji, ponieważ ex ante nie orientujemy się najlepiej co do rzeczywistych (a nie potencjalnych) możliwość wzrostu wydajności pracy. Zaskakiwanie niespodziewanymi jej przyrostami czy spadkami stało się raczej regułą niż wyjątkiem. Choć i w wydatkach prywatnych istnieje tzw. reguła rygla (utrzymywanie standardu konsumpcji, niezależnie od spadku dochodów), to jednak jest to sfera, paradoksalnie mniej znana. 2  W  ustawie o Fed stosowny zapis brzmi: „to promote effectively the goals of maximum employment, stable prices and moderate long term interest rates”.

SE.4.2012.indb 468

20.2.2013 13:30:53


PIENIĄDZ NIEBANKOWY. CZY ISTNIEJe MOŻLIWOŚĆ POWROTU?

469

Z powodu tego że trudno zaplanować poziom konsumpcji prywatnej i z tak niepewnego elementu tworzyć plan wzrostu konsumpcji publicznej, lepiej więc sięgnąć do podstaw równowagi gospodarczej i planować budżet nie tylko co do wartości, ale także wprowadzając do niego elementy, które same z siebie wspomogą proces równoważenia. Problemem jest to, że wydatki budżetowe są wielkością planową. Wartości kon­sumpcji prywatnej mogą zmieniać się w  górę lub w  dół w  sporym zakresie tolerancji, natomiast to, co zapisane w budżecie, ma w sobie pierwiastek przymusu. Bardzo trudno wydać mniej, niż zapisano. Budżet, jaki jest, każdy widzi. Każdą pozycję da się rozszyfrować, dla każdej wyliczyć niezbędne kwoty, a później argumentować, że i tak to za mało, W  sumie więc wydatki publiczne trzeba planować ostrożnie, ale później – trzymać się wyznaczonych kwot. Wydatki prywatne mogą być szacowane z większym marginesem błędu. Ponieważ w oczywisty sposób wiążą się one z wydajnością pracy (w  skali kraju), dbać trzeba, by i  jej czynniki były w  miarę w  pełni wykorzystane. Wyższa bowiem wydajność pracy, to przecież lepsza podstawa opodatkowania (dochody) i łatwiejsze wykonywanie zadań budżetowych. Rząd odpowiedzialny za wykonanie budżetu powinien mieć także możliwości dokonywania bieżących operacji, umożliwiających utrzymanie stosownych przychodów. Oczywiście w ramach swoich naturalnych możliwości i przy nałożonych ograniczeniach. Nie takich jednak, by był w  tej sprawie ubezwłasnowolniony. Powinien mieć możliwość podejmowania działań na rzecz zmniejszenia bezrobocia, a także – pozyskiwania na nie środków. Jak jest to argumentowane dalej – także z  bezpośredniej emisji pieniądza, a  nie tylko przez zwiększanie długu publicznego. Model, w którym owa możliwość zostałaby uwzględniona, już na poziomie idei wydaje się skomplikowany. Wymaga nowych lub głębokiego przekształcenia już istniejących instytucji. Gdyby próbować go stworzyć w formie docelowej, a w szczególności – wdrożyć, sfera finansowa mogłaby przeżyć silny wstrząs. Niezależnie od tego, czy koszty z  nim związane system byłby w  stanie ponieść, czy nie, warto pomyśleć o bardziej łagodnej drodze wprowadzenia tej idei (choćby z tego punktu widzenia, że mniej radykalne rozwiązania są bardziej realistyczne). W tym momencie rodzi się pytanie o sens takiego przedsięwzięcia. Dość długo przecież całkiem nieźle funkcjonowała formuła pieniądza bankowego jako jedynej jego formy, bez wprowadzania szczególnych przesłanek i kanałów. Można więc rozważyć utrzymanie tego, co jest, i  zastosować silniej dyscyplinujące: politykę fiskalną i wydatki budżetowe czy zwiększyć przejrzystość rynku kapitałowego itp. Otóż, wydaje się, że dotychczasowe podejście wyczerpało swoje możliwości. Widać to w perspektywie dwu horyzontów: dłuższego i krótszego. W dłuższej perspektywie pojawia się problem słabnącej roli konsumpcji prywatnej w krajach o najwyższym poziomie rozwoju. Kierunek tego procesu wydaje się naturalny, a skutki nieuniknione bez względu na możliwość przezwyciężenia obecnych kłopotów światowej gospodarki i  ewentualnych przyszłych jej perturbacji i wzlotów.

SE.4.2012.indb 469

20.2.2013 13:30:53


470

Andrzej Sopoćko

W krótszej perspektywie jest to problem krajów, które, po pierwsze, znalazły się w pętli zadłużenia i są za duże, by można je uratować klasycznymi środkami, jakie np. MFW stosował w  regionalnych kryzysach w  niedalekiej przeszłości. Próby obecnych, konwencjonalnych terapii wydają się skazane na niepowodzenia. Możliwe do zastosowania zastrzyki pieniężne wydają się daleko niższe od koniecznych, a unia walutowa i inne ograniczenia zredukowały zestaw środków sanacyjnych (dewaluacja itp.). Po drugie, w  krajach tych wykształciła się nieefektywna gospodarczo struktura dochodów, to znaczy, coraz więcej mają ci, którym zwiększenie wydatków jest niepotrzebne; uzyskane pieniądze zamiast tworzyć efektywny popyt, grzęzną w grze finansowej. Na obu tych płaszczyznach rozwinięte kraje europejskie, a także Japonia i być może także USA, prawdopodobnie już przekroczyły Rubikon możliwości dotychczasowego systemu. Przy tak ogromnym zadłużeniu mało realne wydaje się przywrócenie równowagi finansowej bez wejścia, nie wiadomo jak daleko prowadzącej, spirali kryzysu. Gdyby można było szybko obniżyć płace o  około 20–30%, zwiększając tym samym zarówno konkurencyjność tych krajów, jak i  pole dla podwyższania danin publicznych, budżet zyskiwałby na równowadze, a  gospodarka na rozwoju. To jednak jest nierealne w warunkach braku możliwości deprecjacji waluty w  krajach strefy euro jak i  w  Japonii, choć w  obu przypadkach z nieco różnych względów. W Japonii inflacja powodowałaby skok stóp procentowych i realnej wartości obsługi długu publicznego, co przy jego relacji do PKB w wysokości 236% byłoby katastrofą budżetową (IMF, 2012, Statistical Appendix, s. 204). Bardziej realna jest destrukcyjna sekwencja: oszczędniejszy budżet wyższe bezrobocie, dalsze zmniejszenie budżetu, nowi bezrobotni itd. Aby mimo redukcji wydatków publicznych nie redukować wzrostu gospodarczego, potrzebne są inwestycje. Trudno na nie liczyć w  sektorze prywatnym, wystraszonym coraz czarniejszą perspektywą przyszłości. Gdyby istniały możliwości zwiększania długu publicznego, można byłoby inicjować wzrost inwestycji w  gospodarce odpowiednimi działaniami ze strony budżetu. Dług mógłby być więc zwiększony w nadziei na powstanie zdarzeń ułatwiających jego spłatę w przyszłości. Barierą jest jednak koszt takiej operacji. Dla krajów najbardziej zadłużonych stopy procentowe obecnie dochodzą poziomu 7% (w Grecji – nawet 20%). Pomijając sam problem wizerunku kraju, który podejmuje tak ryzykowną decyzję, to owe państwowe inwestycje miałyby określony dość wysoko próg efektywności. Musiałby on być znaczący, być może nawet o  1–2 punkty procentowe ponad koszty nowych długów. Wyjściem z  tej sytuacji (jak się wydaje – wyłącznie teoretycznym) byłaby restrukturyzacja budżetu, polegająca na znaczącym cięciu płac, które nie tylko obniża wysokość wydatków, ale jeszcze pozwala na dokonanie zauważalnych w skali całej gospodarki inwestycji publicznych. Takie sytuacje jednak, jeśli się w historii zdarzały, to tylko w przypadku konieczności poniesienia nadzwyczajnych wydatków zbrojeniowych związanych z  działaniami wojennymi. Zresztą nawet i  wtedy, mimo znacznej bezzwrotnej pomocy (np. USA w  stosunku do Wielkiej Brytanii), następował skokowy, bardzo wielki wzrost długu publicznego.

SE.4.2012.indb 470

20.2.2013 13:30:53


PIENIĄDZ NIEBANKOWY. CZY ISTNIEJe MOŻLIWOŚĆ POWROTU?

471

To oczywiście w tej chwili w przypadku Grecji i innych krajów PIGS nie wchodzi w rachubę. Albo więc będziemy mieli do czynienia z przeciągającym się procesem opierania się zapaści, polegającym jedynie na jego spowalnianiu, albo zostaną zastosowane niekonwencjonalne środki pozwalające na wzmocnienie sił napędowych tych gospodarek. Żeby to zrobić, jedynym wyjściem jest sięgnięcie po nowe środki, takie jednak które nie obciążają budżetu zarówno teraz, jak i w najbliższych kilku latach. I nie wchodzą tu w grę tak proste rozwiązania jak np. wieloletnie obligacje zerokuponowe czy radykalne skrócenie zapadalności papierów rolowanego długu. To ostatnie rozwiązanie może wydać się szczególnie kuszące wobec bardzo niskich obecnie stóp „krótkich” walorów (w  lipcu 2012 r. EURIBOR 1 rok – 1,0%). Byłoby to jednak w obu przypadkach wejście na minę zegarową. Z czasem trzeba byłoby bowiem zapłacić gigantyczne dyskonto obligacji zerokuponowych, albo w  drugim przypadku narazić się na znaczny skok kosztów obsługi długu, gdyby stopy na rynkach pieniężnych zbliżyły się do przeciętnego poziomu. Wówczas cały dług trzeba by było rolować po nowych, wyższych stopach, podczas gdy w przypadku bardziej zróżnicowanej struktury zapadalności wyemitowanych obligacji – tylko tej części, którą należy wykupić w danym roku. Rozwiązanie stanowiłoby więc takie przynajmniej zasilenie, które w wieloletnim okresie nie tworzy nowych obciążeń budżetowych. Ideologicznie musiałoby być blisko modelu bezpośredniej emisji pieniądza na potrzeby publiczne, jednocześnie bardziej jednak konserwatywne w  formie, by zostało zaakceptowane przez środowiska finansowe. Te ostatnie nie są zbyt otwarte na metody ratowania systemu, które im nie przynoszą bezpiecznego dochodu. Pewne warianty tak uwarunkowanych rozwiązań zostały przedstawione w dalszej części artykułu.

2. KONSUMPCJA PRYWATNA VERSUS WYDAJNOŚĆ PRACY Długookresowa równowaga w gospodarce może mieć miejsce w zasadzie tylko wówczas, gdy tempo wzrostu wydajności pracy będzie równe wzrostowi konsumpcji. Ta zasada ma spektakularne wyjątki, jak np. Chiny w ostatnich dwu dekadach czy Japonia do kryzysu początku lat 90. Pojedynczym, nawet sporym krajom przez pewien czas rosnącą wydajność udawało się pokrywać eksportem. To już przeszłość. Małym krajom może się to jeszcze udać, nie jest to już jednak możliwe w takich grupach jak Unia Europejska, a już na pewno w tzw. Wielkim Trójkącie (Europa, USA, Azja Płd.-Wsch.). Pozornie wydaje się, że ze względu na nieograniczoność potrzeb ludzkich z jednej strony, z  drugiej – brak nieprzekraczalnych barier w  przyroście wydajności pracy, tempo jednego i drugiego da się skoordynować. W rzeczywistości jest chyba inaczej, ponieważ funkcje wzrostu mają w obu przypadkach odmienną postać. W przypadku wzrostu konsumpcji sprawdza się teoria malejącej użyteczności krańcowej, według której elastyczność wydatków konsumpcyjnych szybko maleje

SE.4.2012.indb 471

20.2.2013 13:30:53


472

Andrzej Sopoćko

wraz ze wzrostem dochodów. Pokazują to liczne statystyki bogatych krajów3, wskazujące na przesuwanie się wolumenu oszczędności na grupy osób najlepiej zarabiających. Ten proces narastającej rozpiętości między dochodami i zasobami ma charakter bardziej uniwersalny, występując jednak z nierówną siłą w zależności od modelu społeczno-politycznego. Widać to szczególnie w sferze dochodów, gdzie państwa skandynawskie reprezentują najbardziej egalitarny wzorzec. W sferze zasobów (majątku rodziny) tego ciągu w kierunku równości jednak już tak nie widać (Davies, Sandström, s. 56). Można sformułować wniosek, że w  tych krajach pozycja w grupie dochodowej jest w znacznej mierze dziedziczona. Tak czy inaczej zjawisko: im więcej zarabiasz, tym większy udział oszczędności w dochodach, jest powszechne w krajach rozwiniętych (Sopoćko, 2012, rys. 6) Tą drogą idą także kraje rozwijające się. Z analiz BGŻ Optima wynika, że do 6% klientów banków, którzy zarabiają co najmniej 5 tys. zł netto, należy aż 48% wszystkich oszczędności. Mowa tu nie tylko o depozytach w bankach, ale też o pieniądzach zainwestowanych w funduszach czy obligacjach4. Im większy udział najbogatszych w strumieniu dochodów, tym mniejsza jego cześć ląduje w sklepach. Okres, w którym sformułowano tę tezę (H.H. Gossen, E. Wiesen, E. BoehmBawerk), to druga połowa XIX w., kiedy do zjawisko przesytu konsumpcji było jeszcze daleko. Trudno ją więc bezpośrednio adresować do ogólnej tendencji, że wraz ze wzrostem dochodów społeczeństwa malejąca użyteczność konsumpcji będzie powodowała spadek relacji związanych z nią wydatków do tychże dochodów. Taki proces jednak wystąpił mimo pojawienia się produktów i usług, o jakich wcześniej nawet nie myślano (telewizja, telefon komórkowy, chirurgia kosmetyczna itp.). Pokazują to powszechnie znane długookresowe statystyki. Jak się jednak okazuje, nawet w obfitującym w perturbacje i kryzysy pierwszym dziesięcioleciu XXI w. trend wzrostu stopy oszczędności jest wyraźny. Dochody są względnie stabilnym fragmentem produkcji czystej (w tym czasie nie wzrastały podatki bezpośrednie), co sugeruje, że przyrost konsumpcji w bogatszych krajach Unii jest większy niż produkcja. Różnicę musiał pokryć wzrost eksportu. Co ciekawe jednak, wykres dotyczący całej Unii (27 państw) ma analogiczną postać, mimo że wymiana handlowa w tym obszarze jest w zasadzie zbilansowana. Można więc było to osiągnąć tylko dzięki przyspieszonemu wzrostowi w uboższej części Europy, zdolnemu zaabsorbować to, czego nie skonsumowała „stara” Unia. Bogate kraje oszczędzają coraz więcej; globalną równowagę, a ściślej – wzrost gospodarczy bogatych krajów może więc ratować tylko przyspieszony wzrost w krajach o niższym poziomie PKB, będących importerami netto. Poza wspomnianym Wielkim Trójkątem ta rosnąca strefa jest jednak słaba. W dodatku Chiny stały się potężnym światowym eksporterem. W rozwiniętej gospodarczo strefie świata tempo przyrostu popytu zwalnia, przez co nie ma jak ulokować rosnącej produkcji. 3 4

SE.4.2012.indb 472

Więcej o tym w: Sopoćko (2012). Za: „Gazeta Wyborcza” z 12.07.2012 r.

20.2.2013 13:30:53


473

PIENIĄDZ NIEBANKOWY. CZY ISTNIEJe MOŻLIWOŚĆ POWROTU?

Rysunek 1. Stopa wzrostu oszczędności w 16 krajach EU w latach 2000–2010 18 16 14 12 10 8 6 4

kw. I 2010

kw. I 2009

kw. III. 2009

kw. I 2008

kw. III. 2008

kw. I 2007

kw. III. 2007

kw. III. 2006

kw. I 2006

kw. III. 2005

kw. I 2005

kw. III. 2004

kw. I 2004

kw. III. 2003

kw. I 2003

kw. III. 2002

kw. I 2002

kw. I 2001

kw. III. 2001

kw. I 2000

0

kw. III. 2000

2

Uwaga: linia prosta – trend. Źródło: “Eurostat News Release”, 29 July 2010.

Gdyby wydajność pracy względem czasu miała kształt zbliżony do krzywej wydatków konsumpcyjnych na jednostkę wzrostu dochodów, a więc paraboliczny (rosnący, ale coraz wolniej), byłoby inaczej. Te krzywe nie musiałaby się rozchodzić, mogłoby dojść do ich zbieżności. Wówczas nie byłoby większych problemów z równowagą popyt – podaż. Stałoby się bowiem tak: 11

za wyprodukowanie kolejnej jednostki produktu trzeba by było płacić coraz więcej, dochody rosłyby więc szybciej od produktu,

11

ponieważ z  każdą jednostką wzrostu dochodu rośnie stopa oszczędzania, wydatki konsumpcyjne rosną wolniej od dochodu,

11

ponadproporcjonalny wzrost dochodów nie musi działać inflacyjnie, a przyrost oszczędności – hamująco na popyt.

Niestety takich szczęśliwych przebiegów funkcji wzrostu po stronie podaży i popytu nie ma. Wydajność pracy rośnie liniowo, co w znacznej części można tłumaczyć liniowym przyrostem innowacji. Taki dokładnie trend występuje w USA, wiodącym zdecydowanie jeśli chodzi o nowe wynalazki i zastosowania, a więc w kraju o relatywnie najmniejszej „rencie naśladowczej”. Liczba zgłaszanych patentów co najmniej od 30 lat charakteryzuje się mniej więcej równym rocznym przyrostem (Sopoćko, 2012, rys. 9).

SE.4.2012.indb 473

20.2.2013 13:30:54


474

Andrzej Sopoćko

Rysunek 2. Potencjalny wzrost PKB Stanów Zjednoczonych w latach 1950–2010 18 000 16 000 14 000 12 000

PKB, miliardy USD

10 000 8 000 14 500

6 000

14 000 13 500

4 000

13 000 12 500

2 000 1950

1960

1970

PKB potencjalny

1980

1990

2007 2008 2009 2010 2011

2000

2010

2020

PKB aktualny

Źródło: Center on Budged and Policy Priorities, Ch. Stone, “Testimony” 12 Sept 2012, na podstawie danych Bureau of Economic Analysis and Congressional Budget Office.

Tę liniowość wzrostu wydajności pracy widać także w  innym zestawieniu. W  amerykańskim podejściu naturalna stopa wzrostu, a  więc wywołana przez lepszą wydajność czynników wytwórczych, odpowiada wzrostowi PKB przy także naturalnej stopie bezrobocia. Określa się ją tam na 5%. Okazuje się, że gdyby przyjąć takie założenie, to wzrost potencjalnego PKB byłby liniowy. Pokazuje to rysunek 2, na którym w okienku pokazano odchylenie od potencjalnego wzrostu w latach ostatniego kryzysu. W tym wzroście wydajności bierze udział zarówno kapitał jak i praca, co oznacza, że ludzie coraz lepiej pracują. Gdyby nie lepsze urządzenia, tempo przyrostu spadałoby jednak do zera, ponieważ ludzkie możliwości mają swoje granice. W związku z tym postępu należy upatrywać głównie w innowacjach technicznych. Te ograniczeń nie mają. Statystyka pokazuje, że proces wzrostu wydajności jest liniowy. Nie widać też ograniczeń, które spowodowałyby zakrzywienie go w dół w przyszłości. Jeśli się to uwzględni, teza o  linowym wzroście wydajności pracy wydaje się mieć dobre oparcie w faktach. To samo dotyczy nieliniowości wzrostu konsumpcji względem dochodów, a ściślej – systematycznego spadku jej wartości marginalnej. Rozejście się więc przyrostu podaży i popytu ze źródeł prywatnych wydaje się zjawiskiem nieuniknionym, a  tym samym – koniecznym do uwzględnienia w kształtowaniu polityki gospodarczej.

SE.4.2012.indb 474

20.2.2013 13:30:54


475

PIENIĄDZ NIEBANKOWY. CZY ISTNIEJe MOŻLIWOŚĆ POWROTU?

Jeśli zgodzić się z tą tezą, to powstaje pytanie, co się dzieje z pieniędzmi, które lądują w zasobach finansowych. Powinny zasilać proces inwestycyjny, który niekoniecznie w  danym okresie owocuje przyrostem dóbr i  usług, jeśli takowy w ogóle jest dla nich planowany (np. budowa stadionów, regulacje rzek). Otóż sytuacja, być może na szczęście, wygląda inaczej. W znacznej części pieniądz ten grzęźnie w  wielkiej finansowej grze, niczego w  istocie po stronie podaży nie wywołując. Dobrym tego przykładem jest Wielka Brytania, kraj o wysokim poziomie rozwoju zarówno sferze gospodarki realnej, jak i finansów. Oto jak przedstawia się sytuacja w  zakresie zasobów finansowych według grup ich posiadaczy w Wielkiej Brytanii. Rysunek 3. Kredyty w Wielkiej Brytanii w latach 1987–2011 % 600 500 400 300 200 100

1987

1990

1993

1996

1999

2001

2003

2006

2009

2011

0

Kredyty gospodarstw domowych

Dług publiczny

Kredyty przedsiębiorstw

Kredyty sektora finansowego

Źródło: D. Aikman, Bank of England. The Macroprudential Framework in the UK , Conference Macroprudential Policy – International Experience, 21 May 2011, Narodowy Bank Polski5.

Jak widać na rysunku 3, w ciągu 10 lat kilkakrotnie wzrosły kredyty udzielane w ramach sektora finansowego. Ich wartość trzykrotnie przerosła brytyjski dochód narodowy. Jeśli na początku tego okresu było ich mniej niż np. kredytów dla przedsiębiorstw, to pod koniec – kilkakrotnie więcej. Gra finansowa więc mocno się rozwinęła, czego nie da się powiedzieć o gospodarce brytyjskiej. Niewątpliwie gra finansowa w  pewnym zakresie zaabsorbowała środki z oszczęd­ności, które dzięki niej nie wzmocniły procesu inwestycyjnego tworzącego przyszły produkt końcowy. Tak jakby zniknęły, dzięki czemu zagrożenie 5

SE.4.2012.indb 475

Szerzej o tym w: Instruments of Makroprudential Policy (2011).

20.2.2013 13:30:54


476

Andrzej Sopoćko

równowagi gospodarczej nieco zmalało. Gdyby przeznaczone były na inwestycje, przejściowe zmniejszenie popytu końcowego zostałoby wyrównane w przyszłości i to z nadwyżką. Problem ten jest znany od lat w teorii cyklu gospodarczego. To co jest obecnie nowe, to przyczyny wzrostu skłonności do oszczędzania, wynikające w  części z bogacenia się społeczeństwa w ogóle, w pozostałej części – ze wzrostu dywersyfikacji dochodowej, w  której bogatsi stają się jeszcze bogatsi, a  co się z  tym wiąże mniej skłonni do kupowania. Mocno angażują się natomiast w grę finansową. Ta bardzo swoista pomoc, jaką w procesie równoważenia niesie rozwój casinocapitalismu, ma raczej niską wartość nie tylko w kategoriach społecznych, lecz także – ekonomicznych. Paleta instrumentów finansowych jest coraz większa, z tym że przybywa głównie tych najbardziej skomplikowanych i trudnych do zrozumienia. Z drugiej strony charakteryzują się one wysokim ryzykiem, ponieważ właśnie związana z nim wysoka premia przyciąga do gry. Gra z małymi wygranymi nie nęci, ponieważ na zasadzie odpowiednika rodzi małe emocje. Z punktu widzenia ekonomii jest to więc obszar dużej niestabilności, która łatwo może się rozlać efektem domina na inne sfery gospodarki. Najważniejsze jest jednak to, że środki zaangażowane w grę nie pomnażają majątku narodowego. Tworzą co prawda miejsca pracy w sektorze finansowym, ale ich wpływ na możliwy przyrost dóbr i usług jest niski. One nie przekształcają się w dochody pracowników tej sfery. Dochody to tylko prowizja, jaka jest z tych środków pobierana. W sumie więc, ze względu na spadające tempo wzrostu popytu, dostosować się musi do tego wzrost produkcji. Wydajność pracy jednak nieubłaganie rośnie. Nie da się jej powstrzymać, bo konkurencja o odbiorców jest zbyt duża. Trzeba stosować techniki dziś najbardziej wydajne. Skutek łatwo można przewidzieć. Jeśli wydajność pracy rośnie szybciej niż produkcja, spada zatrudnienie i bezrobocie rośnie. A to zjawisko jest, jak zawsze zresztą, początkiem zapaści gospodarczej. Aby się przed nią obronić, trzeba stworzyć rozwiązania podtrzymujące poziom zatrudnienia. Dobrze by były one w miarę naturalne, tzn. nadające pracy sens ekonomiczny, nie sztuczne, np. w postaci mnożenia stanowisk w sferze administracji czy np. blokowania zwolnień w przedsiębiorstwach. Tymi metodami można zahamować bezrobocie tylko na krótki okres. Później jednak, wskutek obniżenia w ten sposób konkurencyjności danego kraju w globalnej gospodarce, przedsiębiorstwa będą wypadały z rynku wraz z ich pracownikami, a deficyt budżetowy skłoni do drastycznych ograniczeń zatrudnienia w sektorze publicznym. Skuteczne rozwiązanie, oczywiście na etapie projektu, jest proste. Malejącym przyrostom konsumpcji prywatnej musi towarzyszyć wzrost konsumpcji publicznej. Trzeba tworzyć dobra i usługi, które nie tylko nie istnieją, ale także nie wypierają producentów prywatnych. Nie produkować więc sit i makaronów, ale budować drogi, oczyszczalnie, wzmacniać publiczne usługi związane z  bezpieczeństwem. Jest to sfera naturalnych inwestycji publicznych, która zagospodaruje

SE.4.2012.indb 476

20.2.2013 13:30:54


PIENIĄDZ NIEBANKOWY. CZY ISTNIEJe MOŻLIWOŚĆ POWROTU?

477

nadwyżkową wartość wydajności pracy, tj. wytwarzania ponad to, co zostaje spożytkowane w  konsumpcji prywatnej. Dzięki temu nie byłby konieczny spadek zatrudnienia poniżej jego naturalnego poziomu. Z punktu widzenia makroekonomicznych proporcji jest to możliwe i uzasadnione, z punktu widzenia techniki finansowania tego procesu w tradycyjnym systemie – prawie nierealne.

3. NIEKONWENCJONALNE FINANSOWANIE INWESTYCJI PUBLICZNYCH Najprostszym sposobem bezpośredniego pokrycia wydatków budżetowych byłoby, jak w  średniowieczu, wyemitowanie odpowiedniego strumienia pieniądza. Na przeszkodzie temu stoją jednak niebagatelne ograniczenia formalne, tj. m.in. problem skutecznej kontroli przyrostu pieniądza. Jeśli mielibyśmy do czynienia z  dwoma decydentami (bank i  rząd), rozbieżności w  tej sprawie byłyby raczej nieuniknione. Zapadające w końcu decyzje miałyby charakter kompromisu miedzy interesami dwu negocjujących ośrodków. Na ile uwzględniony byłby tu interes gospodarki – jest sprawą otwartą. Trudno jednak sądzić, by był decydujący. Jeśli więc miałoby dojść do takich negocjacji, decydujące słowo powinno być przypisane jednemu z  organów – bankowi centralnemu. Przede wszystkim ze względu na mniejszy wpływ na jego decyzje politycznych lobbies. Podstawowym zadaniem zmodyfikowanego systemu emisji nie jest jednak zwiększanie ilości pieniądza (bazy monetarnej). Z tym obecny system radzi sobie dostatecznie dobrze. Chodzi o to, by trafiał on do gospodarki, pełniąc tam funkcje popytotwórcze. Z tym właśnie jest kłopot. W ciągu ostatnich czterech lat baza monetarna w USA wzrosła około 2,5 razy, w Wielkiej Brytanii – 2,5 razy, w Japonii – 3 razy (Dane: Bank of England Narrow Money (notes & coin) and Reserve Balances 2011, Bank of Japan – Monetary base, 2001). Całkowicie nieproporcjonalnie do przyrostu PKB6. Tak duży wzrost bazy monetarnej jest ewenementem w historii globalnego sytemu finansowego. Widać to na rysunku 4. Otóż tak wielki przyrost pieniądza nie wygenerował popytu7 pozwalającego, by w tym czasie wystąpiło ewidentne ożywienie gospodarcze. Problem więc nie w  tym, że banki centralne krajów rozwiniętych źle określają ilość pieniądza. Przyczyna jest głębsza, korzeniami tkwiąca w strukturze dochodów. Przyrost dochodów, jak wielokrotnie wspominano, dotyczy niewielkiej grupy najlepiej zarabiających, którzy nie mają ochoty na znaczące zwiększanie konsumpcji, a  więc ich środki lądują w  oszczędnościach. Ściślej – w  obszarze gry finansowej. Systemy amerykański, brytyjski czy japoński stworzyły dla tej gry bar6 Na przykład badania w  USA wskazały, że okresy hossy na rynku kapitałowym nie są spowodowane wzrostami podaży pieniądza. Por. Bordo, Wheelock (2004). 7  Dane ECB wskazują, że w strefie euro przyrost pieniądza (M1) był raczej stabilny w całym dziesięcioleciu, obejmuje on jednak kraje o  znacznym zróżnicowaniu monetyzacji gospodarki i PKB (ECB Statistical Dat Warehouse – M1 & Components). Patrz: Calza, Sousa (2003).

SE.4.2012.indb 477

20.2.2013 13:30:54


478

Andrzej Sopoćko

dzo dobre warunki wskutek wysokich wartości monetyzacji gospodarki (ponad 100%) i  rozwiniętego rynku rozmaitych instrumentów spekulacyjnych. Tak po prostu jest i  nad tym faktem jednak nie ma co ubolewać. Tyle że im lepsze warunki gry, tym większa chęć ich wykorzystania. Gdyby nie było nadmiaru pieniądza, nie byłoby instytucjonalnych i przedmiotowych warunków gry. Nie da się ukrócić tego procederu ani ze względu na niezwykłą złożoność, ani zapanować nad nim. Regulatorzy mogą jednak próbować tak prowadzić politykę finansową, by spekulacyjny rynek finansowy nie paraliżował gospodarczego rozwoju. Rysunek 4. Baza monetarna w USA % 120

2 500

113,21% 2 347,9 USD 110

2 300

100

Biliony USD

2 100

90

1 900

80

1 700

70 60

1 500

50

1 300

40 30

1 100 875,7 USD

900 700

20 10 0

01.2005 03.2005 05.2005 08.2005 10.2005 12.2005 03.2006 05.2006 07.2006 09.2006 12.2006 02.2007 04.2007 07.2007 09.2007 11.2007 01.2008 04.2008 06.2008 09.2008 11.2008 01.2009 03.2009 06.2009 09.2009 10.2009 12.2009 03.2010 05.2010 06.2010 10.2010 12.2010 02.2011

500

BASNS

–10

ROC

Uwaga: Prawa skala – roczne tempo wzrostu. Źródło: Blackman M. (2011).

Pieniądz bogacący najbogatszych oczywiście nie jest do nich specjalnie kierowany. Tak się dzieje ze względów systemowych. Jeśli więc ma on trafiać do dysponentów generujących popyt, to trzeba przełamać rynkowe mechanizmy alokacji, traktując to bynajmniej nie jako przejściowa korektę, ale rozwiązanie trwałe. Poprzednio wskazywano, że w  celu utrzymania równowagi i  wzrostu gospodarczego konieczny jest ponadproporcjonalny wzrost konsumpcji społecznej. Ta zaś nie jest kształtowana przez rynek. W każdym razie – ma on bardzo niewielki udział w  jej tworzeniu i  podziale. Mimo że rynek jest świetnym urządzeniem kierującym alokacją pieniądza, możliwość wykorzystanie tej jego właściwości

SE.4.2012.indb 478

20.2.2013 13:30:55


PIENIĄDZ NIEBANKOWY. CZY ISTNIEJe MOŻLIWOŚĆ POWROTU?

479

w obszarze konsumpcji społecznej jest ograniczona. Pozostaje, niestety, jedynie sterowanie przez rząd lub tworzone przez niego organy. W sytuacjach, gdzie są pieniądze do rozdziału, natychmiast uruchamiają one procesy biurokratyzacji. Organ taki musi więc mieć narzucone z  góry twarde ograniczenia administracyjnego wzrostu. Ilościowe – od góry, jakościowe – od dołu. Istotne jest także, by w swoich statutowych celach, kierował środki wyłącznie tam, gdzie efektywność rynku jako regulatora zaczyna zawodzić. Powinny one być raczej tylko w obszarze materialnej oraz społecznej infrastruktury, włączywszy w to obronność i bezpieczeństwo wewnętrzne. Co do samego strumienia środków znajdujących się w dyspozycji tego organu trzeba, jak się wydaje, wprowadzić następujące warunki: 1. Jego wielkość podlega kontroli zewnętrznej. A  więc, jeśli organ ten byłby w dyspozycji rządu, to kontrolować wypełnianie jego funkcji może praktycznie tylko bank centralny jako kompetentna i  doświadczona w  zakresie polityki pieniężnej instytucja. 2. Pieniądz, jeśli nawet przyjąłby formę długu publicznego, nie może generować koszów obsługi. Jeśli nie byłby „darmowy”, to cała jego użyteczność znika i wysoko zadłużone kraje pozostają zablokowane w kwestii rozwoju. Sięgniecie po nowy dług, ze względu na nowe jego koszty, nie pozwoli uchwycić równowagi budżetowej. 3. Jeśli nowy system ma generować rozwój, to musi być kierowany tam, gdzie spowoduje przyrost PKB. Naturalnym adresatem byłyby więc inwestycje publiczne. Dbać natomiast trzeba szczególnie, by nie stał się środkiem pomnażania płac w administracji. 4. Powinny być jasno określone reguły, do jakich wartości i kiedy można opisywane środki emitować. Ogranicznikiem powinna tu być naturalna stopa bezrobocia. Prawdopodobnie ze względów bezpieczeństwa wartość ta powinna być nieco zaostrzona. Docelowo postać tak opisanego modelu emisji prawdopodobnie byłaby dość złożona. Jaki przyjmie kształt ostateczny, pokaże przyszłość. Ze względu jednak na absolutnie podstawowe znaczenie polityki pieniężnej dla funkcjonowania gospodarki i  społeczeństwa, model musi być budowany stopniowo i ostrożnie. Istotne więc nie jest, jaki ma być w ostatecznej postaci, ale od czego zacząć w jego tworzeniu i wdrożeniu. Otóż pierwszym krokiem mogłaby być niewielka emisja zerokuponowych obligacji skarbowych, sprzedawanych jednak po cenie nominalnej bankowi centralnemu. Skala tej emisji byłaby określona przez aktualny poziom bezrobocia. Ze względu jednak na możliwość zmian tego wskaźnika w bliskiej przyszłości, wskazana byłaby tu większa ostrożność. Emisje powinny być nieco mniejsze od wyliczonych o pewien margines bezpieczeństwa. Można też się obawiać, że gdyby były to decyzje powstałe pod presją polityczną (wyłącznie po stronie rządu), ostroż-

SE.4.2012.indb 479

20.2.2013 13:30:55


480

Andrzej Sopoćko

ność owa byłaby niedostateczna. Musiałyby więc zostać podjęte jako rezultat konsensusu z  głównym organem polityki pieniężnej, jakim jest bank centralny i w ramach przez niego określonego programu emisji pieniądza. Aby środki te trafiały tam, gdzie powinny, nie mogą stanowić nieoznaczonego przychodu budżetowego. Powinny znaleźć się tam, gdzie istnieją regulacje i ograniczenia, pozwalające wydać je na z  góry określony cel czy grupę zadań. Przy obecnych rozwią­zaniach legislacyjnych najlepszą formą byłoby utworzenie specjalnej rezerwy celowej, która jest właśnie przeznaczona na tego rodzaju oznaczone wydatki. Wspomniane zerokuponowe obligacje, o zerowej stopie zwrotu, mogłyby być użyte również do zmniejszenia ciężaru obsługi długu publicznego. Trzeba to jednak czynić z wielkim umiarem. Jeśli bowiem bank centralny przejmuje część rolowania długu od sektora niefinansowego, to pieniądze, które ów sektor poprzednio przeznaczał na ten cel, zostają uwolnione w postaci gotówki. A tej jest i tak nadmiar. Do zrealizowania nawet pierwszych elementów przedstawionej modernizacji modelu emisji pieniądza niezbędna jest przebudowa norm ustawowych. Początkowo niekoniecznie jednak rewolucyjna. Później jednak chyba nie uniknie się zmian głębokich podstaw systemu finansowego. Trudno zresztą, korygując istotne jego właściwości, pozostać tylko w obszarze norm o wtórnym, w stosunku do najważniejszych, charakterze. Każde rozwiązanie w tym zakresie będzie wymagało zmian, nie tylko w rozporządzeniach prezesa banku centralnego. Ten artykuł przedstawia praktycznie jedno, nie pozbawione wad, rozwiązanie. Prawdopodobnie są i inne możliwości realizacji idei wzmacniania pozycji konsumpcji społecznej, by uzyskać stabilizację wzrostu gospodarczego i wyjść z pętli zadłużenia. Ważne jednak wydaje się, że możliwości dotychczasowego systemu dla kilku przynajmniej, kluczowych dla globalnej równowagi finansowej krajów, zostały wyczerpane. Polski to jeszcze nie dotyczy i zastosowanie wspomnianych rozwiązań nie jest konieczne, a nawet chyba nie jest wskazane. Być może jest to jednak tylko sprawa czasu.

BIBLIOGRAFIA Bernanke B.S. (2006), Monetary Aggregates and Monetary Policy at the Federal Reserve: A  Historical Perspective, The fourth EBC Central Banking Conference, Germany. Blackman M. (2011), The inflation story: Separating fact from fiction, “Working Money”, 4.04.2011 (http://premium.working-money.com/wm/display.asp?art=808). Bordo M.D., Wheelock D.C. (2004), Monetary policy and asset prices: a look at past US stock market booms, “Working Paper”, No. 1074, National Bureau of Economic Research. Calza A., Sousa J. (2003), Why Has Broad Money Demand Been More Stable in the Euro Area than in Other Economies? A Literature Review, European Central Bank, Frankfurt.

SE.4.2012.indb 480

20.2.2013 13:30:55


PIENIĄDZ NIEBANKOWY. CZY ISTNIEJe MOŻLIWOŚĆ POWROTU?

481

Davies J.B., Sandström S., Shorrocks A.B,. Wolff E.N. (2009), The level and distribution of global household wealth, “Working Paper”, No. 15508, National Bureau of Economic Research, Cambridge, Mass., November. “Eurostat News Release” (2010), 29 July (epp.eurostat.ec.europa.eu/cache/ITY_ PUBLIC/2-29072010-AP/EN/2-29072010-AP-EN.PDF). Górski M. (2009), Rynkowy system finansowy, PWE, Warszawa. Gruszecki T. (2004), Teoria pieniądza i  polityki pieniężnej. Oficyna Ekonomiczna, Kraków. Instruments of Makroprudential Policy (2011), Bank of England, December (www. oxford-man.ox.ac.uk/sites/default/files/events/discussionpaper111220%5B1%5D. pdf). IMF (2012), World Economic Outlook, April, Statistical Appendix. Jabłecki J. (2006), Pieniądz papierowy – made in China, „Opcja na prawo”, nr 6. Jurek M., Marszałek P. (2007), Pieniądz, polityka pieniężna i  systemy kursowe. Wydawnictwo Akademii Ekonomicznej w Poznaniu. Sopoćko A. (2012), Gra finansowa. Stagnacja czy wzrost bogatego świata, „Ekonomista”, nr 4. De Soto J.H. (2007), Pieniądz, kredyt bankowy, cykle koniunkturalne, Instytut von Misesa, Warszawa. Wójcik C. (2005), Przesłanki wyboru reżimu kursowego, Wydawnictwo Szkoły Głównej Handlowej, Warszawa.

STRESZCZENIE Współczesny pieniądz jest pieniądzem bankowym, tzn. w  podstawowej postaci (bazy monetarnej) stanowi pozycję pasywów w  bilansie banku centralnego. Ta wielkość z kolei określa skalę operacji kredytowych i otwartego rynku tej instytucji. Emisja pieniądza nie ma w zasadzie formalnych ograniczeń. Jest go tyle, ile uzna bank centralny. Ten sposób emisji rodzi jednak ważne konsekwencje. Jest to mianowicie pieniądz kredytowy. W zrównoważonej gospodarce jego przyrost jest skutkiem przyrostu kredytów, które przedsiębiorstwa biorą, kiedy dostrzegą szanse na rozwój. W warunkach kryzysowych takiej szansy nie widzą; jedyną możliwością wyjścia ze spirali kryzysowej poprzez zwiększenie popytu jest wzrost wydatków państwa. Za czasów J.M. Keynesa było to rozwiązanie proste i łatwe do wprowadzenia. Obecnie, przy ogromnym zadłużeniu znajdujących się w kryzysie liderów globalnej gospodarki, ten sposób wychodzenia z niedoborów popytu wydaje się zbyt ryzykowny. Samo zwiększenie emisji pieniądza też niewiele daje. Kilkakrotne zwiększenie bazy monetarnej w  tych krajach w  zasadzie nie dało efektów popytowych. Warto więc zastanowić się nad innymi wcześniejszymi rozwiązaniami w  sferze emisji pieniądza. Do czasów nowożytnych było to prawo suwerena. Wtedy pieniądz najpierw zasilał kasę państwową (monety z mennicy królewskiej czy książęcej), następnie trafiał do sektora prywatnego, skąd częściowo wracał w formie podatków. Obecnie tylko ten ostatni strumień zasila fundusze publiczne. Nie wydaje się to jedynym możliwym lub koniecznym rozwiąza-

SE.4.2012.indb 481

20.2.2013 13:30:55


482

Andrzej Sopoćko

niem. Przy pewnych niezbędnych rozwiązaniach ograniczających, warto, jak się wydaje, powrócić do bezpośredniego, pozakredytowego zasilania budżetu państwa. Słowa kluczowe: bankowość, polityka monetarna, bank centralny, wzrost gospodarczy, równowaga finansowa.

Non-Bank Money: Is the Return Possible? ABSTRACT Present-day money is issued by the central bank. In its basic form it is a liability on the bank’s balance sheet. This position in turn determines the scale of credits issuance and open market operations. Technically, the issue of money does not have any formal limits – central bank can issue as much money as it wants. This issuance method has its disadvantages. Namely, it is credit money. In the balanced economy the increase of money supply results from rising credit, which is taken when enterprises perceive the good prospects for development. During the crisis they don’t see such possibility. The only chance to cope with the demand shortage is to increase the state expenditures. In the times of M. Keynes such solution was plausible and strongly recommended. Nowadays this remedy seems to be very risky. The indebtedness of the leading economies is too big to increase it further. This suggests a need to consider other forms of money issue. Before modern times money was issued directly by the state (the sovereign). Kings minted coins (not only from gold and silver). Such money reinforced the state budged first, and only later it moved to the private sector, partially returning to the state in the form of taxes. Nowadays only money from taxes reinforces the state budget. It seems not to be the only possible solution. Under some necessary constraints, one should consider coming back to the direct, not credit, form of the budget reinforcement. Keywords: banking, monetary policy, central bank, economic development, financial equilibrium. JEL Classification: G20, G21, G28

SE.4.2012.indb 482

20.2.2013 13:30:55


Janusz Reykowski, Jakiego ładu społeczno-gospodarczego polacy potrzebują? Jest to zapewne demokratyczny kapitalizm, ale...

Studia ekonomiczne 1 Economic studies nr 4 (LXXV) 2012

Janusz Reykowski*

JAKIEGO ŁADU SPOŁECZNO-GOSPODARCZEGO POLACY POTRZEBUJĄ? JEST TO ZAPEWNE DEMOKRATYCZNY KAPITALIZM, ALE... Odpowiedź na pytanie postawione w tytule może być, w zależności od jego interpretacji, łatwa lub trudna. Łatwa wtedy, kiedy zgodzimy się, że Polacy (jak inne narody) pragną takiego ładu, który zapewni im wysoką jakość życia, i zgodzimy się także, iż jakość życia zależy przede wszystkim od dwóch podstawowych warunków: od dostępu zarówno do dóbr materialnych, jak i dóbr kultury oraz od charakteru społecznych stosunków. Odpowiedź staje się trudniejsza, kiedy chcemy bliżej scharakteryzować, jak ten dostęp do dóbr miałby wyglądać i jakie mają być te stosunki. Jej treść zależy wtedy, w dużym stopniu, od ideologicznych predylekcji. Tak więc z jednej strony będą tacy, którzy opowiedzą się za taką formą ładu, którą w naszym kraju najlepiej reprezentują poglądy Leszka Balcerowicza (czy – jeszcze skrajniej – KorwinaMikke), a  z  drugiej tacy, którzy bliscy są stanowisku wyrażanemu u  nas przez takich autorów jak Tadeusz Kowalik czy Ryszard Bugaj, a  w  bardziej skrajnej formie np. Piotr Ikonowicz. Ale jest wielu i takich, których w żadnej z tych kategorii nie da się zmieścić.

DOSTĘP DO DÓBR Dobra powstają dzięki temu, że ludzie, działając jako jednostki i  społeczności, podejmują „działalność produktywną”, wykorzystując zasoby istniejące w  naturze i  zawarte w  ludzkich istotach (siła, sprawność, umiejętności, zdolności twórcze, *  Instytut

SE.4.2012.indb 483

Psychologii PAN.

20.2.2013 13:30:55


484

Janusz Reykowski

uroda, talenty, odwaga itp.). Wszakże wg Realistycznej Teorii Konfliktów (Sherif, 1958) wszelkie ważne dla ludzi dobra są ograniczone. Dlatego dla uzyskania i powiększania do nich dostępu ludzie rywalizują ze sobą i walczą, często posługując się przemocą. W rzeczy samej przez długi okres ludzkiej historii duże nagromadzenie dóbr w  rękach poszczególnych jednostek czy grup było możliwe tylko dzięki przemocy. Właśnie dzięki niej powstawały wielkie państwa i wielkie fortuny. Dążenie do uzyskania ograniczonych dóbr skłania ludzi także do współpracy i wzajemnej pomocy. Ta współpraca i pomoc dotyczy zarówno wytwarzania dóbr jak też ich zdobywania w drodze grabieży, podboju, zniewalania. Społeczności ludzkie z reguły starały się zwiększać swoją zdolność do rywalizacji i walki z obcymi grupami, a zdolność do współpracy między członkami grupy własnej – własnego klanu, rodu, plemienia, klasy społecznej, organizacji czy państwa. To właśnie dzięki takiej współpracy możliwe było uzyskiwanie coraz lepszego dostępu do dóbr przez członków danej społeczności. Wszakże rywalizacja i walka o ograniczone zasoby (jednostek czy frakcji) pojawia się także wewnątrz grup. Zagraża to ich egzystencji. Dlatego ważnym celem każdej istniejącej społeczności – większej lub mniejszej – było i  jest utrzymanie harmonii wewnątrzgrupowej – przynajmniej na tyle, aby rywalizacja i konflikt nie zniweczyły zdolności do współdziałania. Dla zachowania takiej harmonii konieczne jest wypracowanie zasad dostępu do ograniczonych dóbr. Zasady te, jeśli są powszechnie akceptowane, funkcjonują w umysłach ludzi jako kryteria sprawiedliwości. Innymi słowy dostęp do dóbr zgodny z tymi zasadami jest uważany powszechnie za sprawiedliwy, a ich naruszenie – za pogwałcenie zasad sprawiedliwości. Sprawą dyskusyjną może być kwestia powszechności. W  wielu społeczeństwach występują znaczne różnice w  poglądach na temat tego, jakie zasady dostępu do dóbr należy uznać za sprawiedliwe, na ogół jednak za sprawiedliwe uznawane są te, które uzyskują akceptację dominujących grup społecznych. Zasady te bywają akceptowawane także przez grupy upośledzone, jeśli grupy te przyswoją panującą ideologię. Ideologia taka pełni funkcje usprawiedliwiania systemu (Jost, Banaji, 2004). Działa jako mit legitymizacyjny obejmujący „postawy, przekonania, wartości, stereotypy dostarczające moralnego i intelektualnego uzasadnienia panujących praktyk dotyczących rozdziału dóbr wewnątrz systemu społecznego” (Sidanius, Pratto, 2004, s. 323). Podobne stanowisko przedstawiali wcześniej Marks i Engels, mówiąc o panującej ideologii jako systemie przekonań wyrażających interesy i perspektywę klasy panującej. „Myśli klasy panującej są w każdej epoce myślami panującymi“ (Marks, Engels, 1949, s. 82).

ZASADY DOMINUJĄCE Społeczności, państwa czy epoki historyczne różnią się tym, jakie zasady osiągają w nich rolę dominującą. Wydaje się, że w społeczeństwach znajdujących się na wczesnych etapach cywilizacyjnego rozwoju szczególnie wielką rolę odgrywała

SE.4.2012.indb 484

20.2.2013 13:30:56


JAKIEGO ŁADU SPOŁECZNO-GOSPODARCZEGO POLACY POTRZEBUJĄ?…

485

zasada solidarności, zgodnie z  którą każdy z członków wspólnoty był zaopatrywanny w  podstawowe dobra niezależnie od tego, jaki był jego osobisty wkład w  ich uzyskanie. Jest to naturalne tam, gdzie warunki życia są bardzo trudne, możliwość uzyskania niezbędnej ilości pokarmu i innych niezbędnych dóbr niepewna, gdzie sytuacja poszczególnych jednostek i grup zależy w wielkim stopniu od zmieniających się warunków zewnętrznych, np. takich jak pogoda. W  tych okolicznościach zaspokojenie podstawowych potrzeb i zdolność utrzymania się przy życiu jednostek i  grup wymagały współdziałania i  wzajemnej pomocy – wymagały przestrzegania zasady solidarności. W miarę rozbudowy społecznej organizacji ludzi – powstawania państewek i państw – coraz większą rolę zaczęła odgrywać zasada statusu. O dostępie do dóbr decydowało w znacznym stopniu miejsce człowieka w ramach hierarchicznego porządku, który wytwarzało dane społeczeństwo. Różnice statusu występowały przede wszystkim między tymi, którzy dysponowali siłą, a tymi, którzy jej ulegli. Zależały także od pełnionych ról. Opisując kształtowanie się społeczeństwa klasowego w Polsce, Bendykt Zientara mówi o  możnowładztwie, jako o  ludziach z  otoczenia księcia, z  których znaczna część to osoby, „...którym udział we współrządach przysługiwał niejako dziedzicznie: potomkowie tych, którzy wraz z Piastami podbijali oporne plemiona i ustalali granice nowego państwa” (Zientara, 1988, s. 42).

Powstawały wyodrębnione warstwy społeczne (patrycjuszy i  plebejuszy, władców i dworzan, panów i  sług oraz niewolników), tworzyła się arystokracja, szlachta, mieszczanie, chłopi itp. Status miał charakter dziedziczny, choć mogły go zmieniać osiągnięcia militarne, powodzenie w działalności gospodarczej, wola władców i inne. Kształtowanie się kapitalizmu prowadziło do wzrostu znaczenia zasady produktywności. Zasada ta rozwinęła się i zinstytucjonalizowała w formie gospodarki wolnorynkowej. Zasadą konstrukcyjną gospodarki wolnorynkowej jest uzależnienie dostępu do wszelkich dóbr zarówno materialnych, jak i symbolicznych (w tym statusu i władzy) od wielkości własnego udziału w tworzeniu lub/i udostępnianiu dóbr, czyli, w wersji idealnej, od wartości dostarczanych dóbr. Głównym mechanizmem regulacji dostępu do dóbr materialnych jest rynek. Zawiera on określone narzędzia „wyceny” dóbr dostarczanych przez ludzi. W systemie rynkowym wartość dostarczonego dobra mierzona jest jego ceną. Tak skonstruowany mechanizm ma określony wpływ na ludzką motywację, odmienny niż mechanizmy budowane na innych zasadach. Inaczej ukierunkowuje rywalizację, jaka w sposób naturalny rozwija się między ludźmi. Rywalizacja między ludźmi o dostęp do dóbr jest zapewne tak stara jak sama ludzkość, ale sposoby rywalizowania bywają różne. Zależą od społecznych warunków wyznaczających dostęp do dóbr. W  społecznościach, w  których ważnym warunkiem dostępu do dóbr jest zasada solidarności wymagająca przekazywania darów jej członkom, ludzie rywalizują wielkością darów – hojnością.

SE.4.2012.indb 485

20.2.2013 13:30:56


486

Janusz Reykowski

Szczególnie charakterystycznym przykładem tej rywalizacji jest ceremonia potlach, w  trakcie której możni członkowie społeczności konkurują wielkością darów rozdawanych uczestnikom. „Licytowanie się w rozrzutności typu »potlach« w społeczeństwach pierwotnych i  »gargantuiczne« uczty urządzane przez średniowiecznych feudałów mają wiele wspólnego: (...) agresywną szczodrość, obliczoną na pognębienie zaproszonych swoim rozmachem i  zwycięstwo w  tej swoistej społecznej »grze«” (Guriewicz, 1976, s. 255).

Gdy ważnym warunkiem uzyskiwania dóbr jest zdobywanie ich przemocą i  dzielenie według zasady układu sił rywalizacja między ludźmi dotyczy siły, odwagi, sprawności w  walce lub też zdolności do gromadzenia sojuszników i aliantów itp. Dostęp do dóbr uzależniony od pozycji w systemie hierarchicznym zależny od statusu ukierunkowuje ludzi na rywalizację o pozycję, a więc o awans. W różnych systemach hierarchicznych kryteria awansu się różnią. Ponieważ awans w systemie hierarchicznym bardzo często uzależniony jest od uznania tych, którzy w  tym systemie zajmują wysokie pozycje (monarchów, panów feudalnych, dowódców, dyrektorów, prezesów i in.), to ci, którzy w takim systemie funkcjonują, skłonni są do rywalizowania o przychylność i uznanie „możnych“. Szczególną cechą rynkowej rywalizacji bywa to, że mobilizuje ludzi do jak najlepszego wykorzystania swojego potencjału – talentów, wiedzy, przedsiębiorczości, wydolności itp. do wytwarzania czy dostarczania dóbr. Mechanizm taki nie działał (lub działał słabo) w innych opisywanych tu systemach, bo nie wiążą one (bezpośrednio) dostępu do dóbr z produktywnością. Z jednym wyjątkiem: wtedy, gdy dostęp ten jest uzależniony od skutecznego zastosowania środków przemocy i od układu sił, rywalizacja może dotyczyć budowania narzędzi walki i rozwoju sposobów skutecznego panowania nad ludźmi. Ubocznym tego skutkiem bywa rozwój technologiczny. Mirosława Marody opisała różnice strategii życiowych ludzi działających w ramach systemu hierarchicznego w  jego współczesnych formach, czyli „etatystycznego” oraz „systemu rynkowego”. W tym pierwszym „dochód zależy bardziej od rodzaju etatu i jego miejsca w siatce płac niż od faktycznie wykonywanej przez jednostkę pracy. Konkurencja w tym systemie dotyczy przede wszystkim dostępu do określonych etatów (....)”. W  tym drugim dochód „wyznaczany jest (...) przez zakres i  złożoność realizowanych (...) zadań i  (...) przez sytuację na rynku”. Wymaga to „(...) nieustannego weryfikowania kwalifikacji i  kompetencji poprzez konkurencję merytokratyczną” (Marody, 2000, s. 83–87).

System, który efektywnie mobilizował ludzi do produktywnej działalności, zdobywał przewagę nad systemami, które koncentrują energię ludzi na innych niż produktywna działalność celach. Oczywiście, każde społeczeństwo musi dysponować środkami pobudzania działalności produktywnej, bo bez tego nie mogłoby przetrwać. Ale żaden inny z dotychczas znanych systemów nie tworzył tak szerokiego zakresu bodźców pobudzających działalność produktywną jak system rynkowy.

SE.4.2012.indb 486

20.2.2013 13:30:56


JAKIEGO ŁADU SPOŁECZNO-GOSPODARCZEGO POLACY POTRZEBUJĄ?…

487

Wydaje się, że właśnie dzięki tym właściwościom system oparty na zasadzie produktywności doprowadził do szybkiego rozwoju ekonomicznego i cywilizacyjnego społeczeństw. Stworzył możliwości polepszania warunków życia wielkich rzesz ludzi.

KAPITALIZM DEMOKRATYCZNY Konkurencyjny, wolny rynek premiuje tych, którzy potrafią dostarczać produkty i usługi lepsze, nowsze, tańsze, ładniejsze, bardziej potrzebne lub bardziej atrakcyjnie niż inni. Jest to system, który wiąże indywidualny (czy grupowy) zysk z produktywnością. Wszakże po to, by system ten mógł dobrze działać, musi być odpowiednio zabezpieczony. Zabezpieczenia wymaga własność, wolność gospodarowania, dotrzymywanie umów itp. Wolność jako warunek istnienia konkurencyjnych rynków może być zagrożona z różnych stron. Mogą jej zagrażać zorganizowane grupy interesów, którym przeszkadzają konkurenci, mogą jej także zagrażać spontaniczne procesy rynkowe takie jak koncentracja i monopolizacja produkcji lub handlu. Istnieje też konieczność zabezpieczania rynku przed tym, aby uczestnicy gry rynkowej nie mogli uzyskiwać dostępu do dóbr (zwiększać swój zysk), łamiąc jej zasady, a więc: oszukując, przekupując, stosując przemoc, dezinformując, fałszując towary itp. Najlepsze stworzone dotychczas zabezpieczenia gospodarki rynkowej wypracowane zostały przez nowoczesne demokracje. Ukształtowany w  XX stuleciu demokratyczny kapitalizm stworzył warunki do szybkiego rozwoju gospodarki rynkowej1. Mechanizm rynkowy i mechanizm demokracji mają ze sobą wiele wspólnego. Według ekonomicznej teorii demokracji (Schumpeter, Downs; por. Mansbridge, 1983) w  demokratycznym systemie politycznym działają podobne w  zasadzie reguły jak w gospodarce rynkowej. Teoria ta zakłada, że poszczególne jednostki czy grupy dążą do realizacji swych własnych interesów i w związku z tym kierują swe roszczenia pod adresem systemu politycznego. Politykom zależy na zdobyciu lub utrzymaniu władzy i w tym celu muszą przedstawiać programy odpowiadające na te roszczenia (aby uzyskiwać głosy obywateli). Rywalizując o  głosy, zachwalają siebie i swoje programy, ganią politykę rywali lub też wyszukują sposoby skompromitowania ich w oczach potencjalnych wyborców. Instytucje demokratyczne tworzą ramy tej rywalizacji – określają reguły walki politycznej i „areny”, na których się ona toczy (parlament, samorządy, media, system sądowniczy itp.). Jeśli nie ma demokracji, ludzie albo walczą ze sobą fizycznie, albo też muszą ulegać decyzjom narzuconym przez autorytarne władze. Można stwierdzić, że w systemie gospodarczym ludzie konkurują ze sobą, produkując dobra materialne i usługi, a w systemie politycznym konkurencja dotyczy „produkcji“ 1  Teza ta zaczyna być kontestowana w  związku z  ogromnymi sukcesami gospodarki chińskiej.

SE.4.2012.indb 487

20.2.2013 13:30:56


488

Janusz Reykowski

i  realizacji różnych politycznych programów. W  tym pierwszym miarą wyniku jest zysk materialny, w drugim – władza. Wszakże w  demokratycznym kapitalizmie zasada produktywności realizowana w  ramach systemu rynkowego nie jest jedynym warunkiem dostępu do dóbr. Dużą rolę odgrywają także inne zasady. Jedną ze szczególnie ważnych jest zasada statusu. Istotne znaczenie ma status związany z osobistymi osiągnięciami – z zajmowanym stanowiskiem, wykształceniem, rangą. Tak np. dostęp do dóbr pracowników zatrudnionych w administracji (zarówno w instytucjach państwowych, jak i w prywatnych zakładach pracy), w szkolnictwie, w służbie zdrowia, w policji i in. zależy od pozycji zawodowej czy stanowiska, a nie od produktywności. Poszczególnym stanowiskom przypisane są określone uprawnienia i przywileje – przede wszystkim płaca, ale także inne, np. specjalny dostęp do opieki lekarskiej, deputaty, umundurowanie i różne inne. System ten często jest uzupełniany przez wynagrodzenia przyznawane na zasadzie uznaniowej (premie czy nagrody), co ma służyć powiązaniu dostępu do dóbr z  produktywnością. Nieraz służy jednak innym celom, bo ci, którzy owe premie i nagrody przyznają, mogą kierować się innymi niż produktywność kryteriami. Typową formą regulacji dostępu do dóbr na zasadzie statusu, związanego niekiedy z zasadą uznaniowości, jest zatrudnienie etatowe. Trzeba zaznaczyć, że w demokratycznym kapitalizmie zasada statusu funkcjonuje inaczej niż w innych systemach. W demokracji zostają zniesione (mniej lub bardziej skutecznie) różnice stanowe czy kastowe, ogranicza się przywileje wynikające z różnic rasowych lub etnicznych, otwierają się kanały społecznego awansu. Sprzyja ona budowaniu hierarchii statusu opartego na zasadach merytokratycznych. Na podstawie analizy dochodów obywateli 28 krajów europejskich Henryk Domański stwierdza: „W większości krajów (w 17 na 28) najwyższymi dochodami charakteryzują się wyżsi kierownicy i specjaliści, którzy wyprzedzają pracowników umysłowych i  właścicieli firm; za nimi sytuują się robotnicy wykwalifikowani, a najniższe dochody uzyskują robotnicy niewykwalifikowani i rolnicy. Hierarchia ta stanowi odzwierciedlenie wymagań kwalifikacyjnych, poziomu wykształcenia, złożoności ról zawodowych i prerogatyw wynikających ze stanowiska kierowniczego i władzy” (Domański, 2009, s. 139).

Ale hierarchie w  krajach demokratycznego kapitalizmu mają nie tylko merytokratyczny charakter. Nadal istnieje hierarchia przywilejów wynikających z dziedziczenia różnic majątkowych i społecznej pozycji – przywileje te utrzymują się i utrwalają. „Klasowa pozycja w dojrzałych społeczeństwach przemysłowych nadal zależy w wielkim stopniu od klasowego pochodzenia. Na przykład w Anglii lub Francji szanse uzyskania pozycji w klasie średniej syna, którego ojciec należy do klasy średniej, są dwudziestokrotnie większe niż syna, którego ojciec jest niewykwalifikowanym robotnikiem. (...) Pozycja klasowa, która wiąże się z posiadaniem kapitału lub ziemi, jest „dziedziczona”, a więc w dużo większym

SE.4.2012.indb 488

20.2.2013 13:30:56


JAKIEGO ŁADU SPOŁECZNO-GOSPODARCZEGO POLACY POTRZEBUJĄ?…

489

stopniu przechodzi z rodziców na dzieci niż pozycja klasowa, która nie wiąże się z posiadaniem tego rodzaju dóbr” (Müller, 2001, s. 9921). W kapitalizmie demokratycznym działa zasada uznaniowości, ale w zmodyfikowanych formach. Jest realizowana przez zwykłych obywateli (np. w formie darowizn na rzecz kościołów czy organizacji pożytku publicznego), przez specjalnie powoływane ciała czy instytucje prywatne lub rządowe (które przyznają stypendia, nagrody czy dotacje), a także przez potężne grupy interesów, które za pomocą dotacji na rzecz partii politycznych czy poszczególnych polityków starają się wpływać na decyzje polityczne. Natomiast ograniczane są, w znacznym stopniu, różne tradycyjne mechanizmy uznaniowości, np. w  stosunkach między pracownikiem i pracodawcą (dzięki takim rozwiązaniom jak prawa pracownicze, ubezpieczenia, system emerytalny itp.), w stosunkach między rządzącymi a rządzonymi (zasady państwa prawa) itp. Ale ci, w rękach który pozostaje kontrola nad zasobami wielkich rozmiarów, wykorzystując je w  sposób uznaniowy, osiągają znaczny stopień kontroli nad życiem politycznym i społecznym. Istotną rolę w  kapitalizmie demokratycznym odgrywa zasada solidarności realizowana przez instytucje państwa opiekuńczego, przez instytucje powołane do wytwarzania dóbr publicznych, a także dzięki działaniom pewnych organizacji pożytku publicznego. Uważa się więc za sprawiedliwe, że ilość przekazywanych dóbr musi zależeć od wielkości potrzeb – więcej należy się tym, którzy mają pilne, życiowe potrzeby – kto jest ciężej chory, ma większą rodzinę, poniósł większą stratę na skutek katastrofy żywiołowej itp. Ale uważa się także, iż więcej dóbr należy się każdemu członkowi wspólnoty, jeśli wzrosła ilość dóbr uzyskana przez wspólnotę – jeśli wzrósł PKB. Kapitalizm demokratyczny przybiera różne formy w  różnych krajach, co wiążą się przede wszystkim z tym, jaką rolę w każdym z nich odgrywają wspomniane tu zasady. Są więc takie, w których zasada produktywności realizowana przez system rynkowy ma wyraźny priorytet (co wydaje się charakteryzować np. Stany Zjednoczone), i  takie, w których dużą rolę odgrywa zasada solidarności (jak np. kraje skandynawskie), a  także takie, gdzie rozbudowane są instytucje oparte na zasadzie statusu. Różnice form demokracji dotyczą także stopnia rozbudowy kontrolnych i regulacyjnych funkcji państwa. Od czasów Margaret Thatcher i  Ronalda Reagana przekonanie, że upowszechnienie zasad rynkowych a ograniczenie innych zasad jest najlepszym sposobem pobudzania rozwoju społeczno-gospodarczego, uzyskało znaczną popularność, zarówno w sferach gospodarczych i politycznych, jak i wśród szerokiej publiczności. Dopiero teraz, pod wpływem bolesnych doświadczeń związanych ze wstrząsem wywołanym przez światowy kryzys ekonomiczny, zaczęła wzrastać liczba sceptyków. W  szczególności, kiedy się okazało, że „okręty flagowe” systemu rynkowego – wielkie banki, wielkie korporacje – muszą być ratowane przez państwa za pomocą środków publicznych. A więc mechanizm rynkowy musi być wspomagany przez instytucje, które działają na zupełnie innych niż rynkowe zasadach.

SE.4.2012.indb 489

20.2.2013 13:30:56


490

Janusz Reykowski

Mimo to przekonanie, że system rynkowy jest najlepszym wynalazkiem ludzkości w dziedzinie tworzenia i podziału dóbr, że jest on najskuteczniejszy, a więc powinien być umacniany i upowszechniany (zastępując inne) jest nadal szeroko podzielane. Szczególnie wśród elit ekonomicznych, ale nie tylko. Powstają nawet ruchy społeczne, które walczą o ograniczenie roli państwa i bronią wolności rynkowej. Jeden z takich ruchów – Tea Party – uzyskał w Stanach Zjednoczonych znaczne wpływy polityczne.

MIT LEGITYMIZACYJNY SYSTEMU RYNKOWEGO Sukces gospodarki rynkowej doprowadził do rozwinięcia jej „mitu legitymizacyjnego”, wg którego mechanizm rynkowy zapewnia nieograniczone możliwości rozwojowe, a obserwowane jego niedostatki są wynikiem zewnętrznej (politycznej) ingerencji w procesy ekonomiczne. Przykładem tego sposobu rozumowania jest interpretacja kryzysów kapitalizmu przez Amity Shlaes lub przez Leszka Balcerowicza. Autorzy ci kwestionują, iżby źródłem kryzysów były defekty systemu. Twierdzą, że ich przyczyn trzeba szukać w  szkodliwych ingerencjach w  system dokonywanych przez państwo. Według tego stanowiska właściwie nie ma co mówić o defektach systemu, bo nie mają one większego znaczenia ani wpływu na jego dalsze losy. Temat ten rozwija Leszek Balcerowicz w  książce pt. Wolność i  rozwój (1995). Odróżnia on ograniczenia zakresu działania rynku „...od jego rzeczywistych (lub rzekomych) słabości...” (s. 192). Jego zdaniem ograniczenia rynku dotyczą: 11 Wytwarzania dóbr publicznych (np. bezpieczeństwa, oświetlenia ulic). 11 Wewnętrznego funkcjonowania dużych przedsiębiorstw. 11 Pewnego rodzaju ubezpieczeń (chronicznie chorych). Słabością rynku, ale możliwą do skorygowania, jest to, że nie tworzy cen ważnych dóbr, takich jak środowisko naturalne. Ale autor zastrzega, „...że alternatywne mechanizmy mogą mieć jeszcze gorsze właściwości.”

Ma z  tego wynikać, że dalszy pomyślny rozwój społeczeństw zależy od konsekwentnego upowszechniania podstawowych zasad rynkowej regulacji dostępu do dóbr – zastosowanie ich we wszelkich dziedzinach ludzkiej działalności. Proces ten rzeczywiście zachodzi. Jak stwierdza Michael Sandel profesor na Uniwersytecie Harvarda: „W ciągu ostatnich trzech dekad rynki i rynkowe wartości zaczęły rządzić jak nigdy przedtem (…). Są stosowane jako mechanizm alokacji w sferze zdrowia, edukacji, bezpieczeństwa publicznego, bezpieczeństwa państwa, wymiarze sprawiedliwości, ochronie środowiska, rekreacji, prokreacji i w innych społecznych dobrach...” (Sandel, 2012, s. 64).

SE.4.2012.indb 490

20.2.2013 13:30:56


JAKIEGO ŁADU SPOŁECZNO-GOSPODARCZEGO POLACY POTRZEBUJĄ?…

491

Przytacza on liczne przykłady ekspansji rynku takie jak: możliwość przeniesienia więźnia do lepszej celi za opłatą 90 dolarów dziennie, „zakupienie” matki zastępczej w Indiach za 8000 dol., dostęp do telefonu komórkowego własnego lekarza za 1500 dol., poddanie się testom nowego leku za 7500 dol., przeczytanie książki przez ucznia w szkole w Dallas za 2 dol. i in. (Sandel, tamże).

Teza, że mechanizm rynkowej konkurencji jest najlepszym możliwym sposobem zapewniania wysokiego poziomu produkcji dóbr i usług, a zatem najlepszą drogą do zaspokajania ludzkich potrzeb, opiera się na koncepcji rynku w  jego wersji idealnej. Zgodnie z nią „Udział w konkurencyjnych rynkach skłania racjonalne, troszczące się o  własny interes jednostki do wytwarzania, jako niezamierzony rezultat ich osobistej działalności, rezultatów dobrych społecznie (collectively good results)” (Satz, 2001, s. 9198). Dowodem tej tezy może być ogromny postęp ekonomiczny, jaki dokonał się w tych krajach, w których system rynkowy został wprowadzony i  miał szanse swobodnego rozwoju. Najpierw więc w  Europie Zachodniej i Ameryce Północnej, a obecnie w krajach Azji i w niektórych krajach Ameryki Łacińskiej. Pozytywne konsekwencje wprowadzenia gospodarki rynkowej w miejsce gospodarki centralnie sterowanej miały też okazję poznać społeczeństwa krajów Europy Środkowej i  Wschodniej, w  których dokonała się prorynkowa transformacja. Te cechy systemu ujawniły się m. in. w  procesie transformacji, jaki dokonał się w Polsce. Transformacja polegała przede wszystkim na zmianie zasad dostępu do dóbr. W systemie gospodarki centralnie sterowanej dostęp do większości podstawowych dóbr był zapewniony, choć na mało zróżnicowanym poziomie, dla wszystkich właściwie obywateli (a więc działała tu zasada solidarności). Dostęp do dóbr bardziej zaawansowanych (mieszkań, telewizorów, samochodów, podróży zagranicznych) był zależny, w dużym stopniu, od decyzji dysponentów dóbr. Kierowali się oni kryterium zasługi oraz uwzględniali status w  polityczno-administracyjnej hierarchii systemu. Tak więc pierwszorzędną rolę odgrywały zasady uznaniowości i  zasady statusu. Zasada produktywności miała podrzędne znaczenie dotycząc głównie poszczególnych uczestników procesu produkcyjnego (np. w  formie wyścigu pracy), a nie sytemu jako całości. W  systemie rynkowym wprowadzonym w Polsce w  wyniku reform L. Balcerowicza głównym (ale nie jedynym) warunkiem dostępu do wszelkich dóbr stał się stan majątkowy, który można było powiększyć dzięki produktywnej (rynkowej) działalności (choć nie tylko). Bezpośrednią konsekwencją zmiany było rozpowszechnienie „ducha przedsiębiorczości” i  zasad ekonomicznej (rynkowej) racjonalności. W Polsce w  krótkim czasie spowodowało to uruchomienie samodzielnej aktywności gospodarczej wielkich rzesz ludzi. Miasta, wsie, drogi zaroiły się od drobnych lub większych zakładów handlowych, zakładów produkcyjnych, firm oferujących najrozmaitsze usługi. Pojawiły się nowe produkty, nowe oferty, nowe organizacje gospodarcze. Należy jednak dodać, że zmiany pociągnęły za sobą wielki koszty społeczne (Kowalik, 2009; Wiatr, 1999).

SE.4.2012.indb 491

20.2.2013 13:30:56


492

Janusz Reykowski

Sukcesy gospodarki rynkowej przyczyniły się do ogromnego zwiększenia liczby zwolenników wolnego rynku i  upowszechnienia przekonania, że dalszy rozwój ludzkości jest możliwy tylko wtedy, jeśli system rynkowy zapanuje we wszystkich dziedzinach życia. Jak bowiem głoszą zaprzysięgli zwolennicy tego poglądu, każdą formę ludzkiej działalności można ujmować jako dostarczanie dóbr i usług, a więc do każdej można zastosować reguły wolnego rynku (Baker, 1990). Wszakże mit legitymizacyjny systemu rynkowego ignoruje jego bardzo istotne defekty.

DEFEKTY SYSTEMU RYNKOWEGO O  defektach systemu rynkowego określanych w  ekonomicznej literaturze jako market failures mówi się od dawna, określając je jako warunki, w których rynek nie przyczynia się do „zwiększania użyteczności” albo powoduje jej erozję (utility enhancing effects of markets are either inoperable or eroded). Za defekty uznaje się takie zjawiska, jak przerzucanie kosztów działalności produkcyjnej na inne podmioty (co doprowadza m.in. do takich konsekwencji jak niszczenie środowiska naturalnego, degradacja obszarów miejskich itp.), a także takie jak powstawanie monopoli. Nowsze badania zwracają uwagę na asymetrię informacji posiadanych przez strony transakcji, co przyczynia się do deformacji w  ocenie ich kosztów (Satz, 2001, s. 9199). Według Zdzisława Sadowskiego można wskazać dwa główne defekty systemu rynkowego, które autor ten określił jako autodestrukcyjne tendencje w kapitalizmie. Są to „rujnowanie środowiska ekologicznego“ oraz „pogłębianie nierówności dochodowych i generowane przez nie konflikty“ (Sadowski, 2011). Wszakże są podstawy by twierdzić, że cały mechanizm produktywności oparty na systemie wolnorynkowym ma jeszcze inne bardzo poważne defekty. Na szczególną uwagę zasługują trzy ich rodzaje. Po pierwsze, system rynkowy spontanicznie generuje procesy, które przyczyniają się do osłabiania związku między działalnością produktywną a dostępem do dóbr, czyli osłabia swój własny mechanizm napędowy. Po drugie, system rynkowy przyczynia się do pogarszania społecznych stosunków, ponieważ intensyfikując indywidualną rywalizację osłabia lub rozrywa więzi społeczne i generuje bardzo wysoki poziom stresu psychologicznego; zwiększony dzięki temu systemowi dostępu do dóbr i  usług opłacony zostaje znacznym wzrostem kosztów psychologicznych. Po trzecie, pewne ważne obszary działalności produktywnej nie mają, w warunkach systemu rynkowego, optymalnych warunków rozwoju.

osłabianie związku między poziomem produktywności a dostępnością do dóbr We współczesnym wolnorynkowym kapitalizmie zachodzą różne procesy, które doprowadzają do rozrywania związku między działalnością produktywną a dostę-

SE.4.2012.indb 492

20.2.2013 13:30:57


JAKIEGO ŁADU SPOŁECZNO-GOSPODARCZEGO POLACY POTRZEBUJĄ?…

493

pem do dóbr. Joseph Stiglitz, laureat Nagrody Nobla, zwraca uwagę na dwa systemowe tego powody. Pierwszy z nich, który nazywa agency problem, jest związany z  oddzieleniem własności i  zarządzania. Skutkiem tego rozdzielenia jest fakt, że podejmowane są decyzje inwestycyjne przynoszące wielkie korzyści decydentom i wielkie ryzyko inwestorom. Drugi powód nazywa externalities. Chodzi tu o to, że wymiana rynkowa pociąga za sobą koszty lub korzyści dla tych, którzy w tej wymianie nie brali udziału. Najdobitniejszym przykładem owych kosztów jest zmiana sytuacji materialnej wielkich rzesz ludzi dotkniętych utratą pracy czy utratą życiowych oszczędności, mimo że oni sami w żaden sposób do swojej sytuacji się nie przyczyniali (Stiglitz, 2010). Ta charakterystyka nie wyczerpuje listy powodów rozrywania owego związku. Można do niej dodać kilka innych, bardzo znaczących. Takim bardzo znaczącym powodem jest rozwój rynków finansowych, dzięki czemu spekulacje finansowe mogą stawać się dogodnym sposobem pomnażania majątku. Jak zauważa Paul Volcker (były szef Fed), spekulacja na rynkach finansowych, która rozwinęła się szczególnie po 2000 r., była źródłem ogromnych zysków dla banków, co jednak nie przyczyniło się do wzrostu produktywności i do polepszenia sytuacji gospodarstw domowych. Doprowadziło to do ekonomicznej nierównowagi (Kavoussi, 2013). Niemniej jednak rola banków stawała się coraz bardziej znacząca. Jednym z  przejawów tego znaczenia był fakt, że najzdolniejsi absolwenci najlepszych amerykańskich uniwersytetów garnęli się do tych właśnie instytucji (zdaje się, że ostatnio ta tendencja osłabła). Ale najwyraźniejszym dowodem znaczenia rynków finansowych jest ich ogromny wpływ na politykę państw – zarówno małych jak i wielkich. Innym powodem rozrywania czy osłabiania związku między produktywnością a  dostępem do dóbr jest przesuwanie się głównych obszarów kapitalistycznej konkurencji od sfery produkcji do sfery marketingu. Coraz więcej wysiłków i  nakładów kierowane jest na działalność, której celem nie jest poprawienie jakości czy obniżanie ceny produktów, lecz kreowanie ich wizerunku (reklama, marketing, facelifting). Pewną odmianą tej działalności jest lobbing, którego celem jest kreowanie wizerunku produktów w  oczach państwowych decydentów oferujących intratne kontrakty. Na działalność tę poświęca się olbrzymie środki, choć jako taka żadnych nowych produktów nie wytwarza. Jak podaje prof. Robert Reich, w  ciągu ostatnich lat gwałtownie rosła w Waszyngtonie liczba lobbystów– już jakiś czas temu było ich aż 60 000! (Reich, 2009). Inny jeszcze powód rozrywania związku między działalnością produktywną a dostępem do dóbr jest bardziej ukryty niż poprzednio opisane. Wiąże się on z faktem, że gra rynkowa polega nie tylko na konkurencji w zakresie produkcji i sprzedaży, lecz uzależniona jest także od układu sił – ekonomicznych i politycznych. Mit legitymizacyjny gospodarki rynkowej zakłada, że w demokratycznym kapitalizmie rywalizacja o ograniczone zasoby i związane z nią konflikty inte-

SE.4.2012.indb 493

20.2.2013 13:30:57


494

Janusz Reykowski

resów rozwiązywane są dzięki rynkowej konkurencji. Konkurencję mają wygrywać ci, którzy potrafią zaoferować lepsze, tańsze, nowocześniejsze, wygodniejsze w użyciu czy dostępie produkty lub usługi. W demokratycznym kapitalizmie walka konkurencyjna zastępuje więc walkę przy użyciu przemocy. Teza ta, w niemałym stopniu prawdziwa, nie uwzględnia jednak, że oprócz rynkowej konkurencji działa też zupełnie inny mechanizm z produktywnością nie związany – mechanizm „układu sił”. Rzecz w  tym, że grupy posiadające większy potencjał polityczny i ekonomiczny są w stanie narzucać korzystne dla siebie reguły gry rynkowej i politycznej słabszym grupom. Zjawiska te występują zarówno w skali makro jaki w skali mikro. Ich przejawem w skali makro są stosunki klasowe. Tak np., jak twierdzi wielu badaczy i obserwatorów, w światowej gospodarce systematycznie spada siła pracobiorców, co skutkuje przesunięciem dochodów do górnego procenta hierarchii dochodowej. Kwestię tę analizuje Zygmunt Bauman w artykule Fate of social inequality in liquid modern times (2012). Stwierdza w  nim, że jednym z  podstawowych sposobów kontroli nad ludźmi jest manipulacja ich poczuciem bezpieczeństwa. Możliwość tej manipulacji posiadają ci, którzy mogą wywoływać u  drugich stan niepewności. Według M. Croziera „każdy, kto znajduje się blisko źródła niepewności – rządzi”. Obecnie w  czasach globalizacji u  „źródła niepewności” znajdują się ci, którzy odgrywają decydujące role w gospodarce. Dzięki temu mogą jednostronnie dyktować warunki wymiany – przede wszystkim warunki wymiany pracy na środki utrzymania.

Układ sił może też decydować o  warunkach gry rynkowej. Szczególnie jaskrawym przykładem tego, jak silniejsi mogą narzucać słabszym dogodne dla siebie warunki, jest działanie amerykańskich sił okupacyjnych po zajęciu Iraku. Paul Bremer, szef Tymczasowych Władz Koalicyjnych w Bagdadzie, we wrześniu 2003 r. wydał cztery dekrety: 11

o pełnej prywatyzacji przedsiębiorstw publicznych,

11

o  pełnych prawach zagranicznych przedsiębiorstw do nabywania przedsiębiorstw irackich,

11

o prawie pełnego transferu zysku za granicę,

11

o eliminacji niemal wszystkich barier dla handlu.

Prawa te, w sposób oczywisty sprzyjały wielkim zagranicznym korporacjom, a znacznie pogarszały sytuację przedsiębiorców lokalnych (Harvey, 2008). W niemałej części przypadków rywalizacja rynkowa nie ogranicza się do ekonomicznej konkurencji, lecz włącza elementy przemocy. Jest to na ogół przemoc zmodyfikowana. Polega na działaniach symbolicznych zmierzających do zniszczenia czy podporządkowania konkurenta.

SE.4.2012.indb 494

20.2.2013 13:30:57


JAKIEGO ŁADU SPOŁECZNO-GOSPODARCZEGO POLACY POTRZEBUJĄ?…

495

Można zilustrować to następującym przykładem: Firma News America chciała wykupić mniejszą firmę Floorgraphics (konkurenta). Zagroziła, że w razie odmowy ją zniszczy. Floorgraphics odrzuciła ofertę. Wtedy News America zaczęła realizować swą groźbę: opłacała klientów Floorgraphics (duże sklepy) za to, że wycofają się ze współpracy z tą firmą, spowodowała włamanie do jej systemu komputerowego i rozpowszechnianie, na podstawie znalezionych tam materiałów, informacji, które miały kompromitować tę firmę. W  wyniku tych i  podobnych działań Floorgraphics straciła kontrakty z  kilkoma sieciami. Ostatecznie została kupiona przez News America.

Omawiane powyżej zjawiska stawiają pod poważnym znakiem zapytania główną tezę mitu legitymizacyjnego systemu rynkowego, według której system ten pozostawiony sam sobie ma nieograniczone możliwości rozwojowe. Przeciwnie, wiele wskazuje, że system rynkowy, mimo wielu zalet, spontanicznie generuje procesy, które te możliwości rozwojowe mogą osłabiać ponieważ powodują rozrywanie związku między produktywnością a dostępem do dóbr, a tym samym rozstrajają mechanizm, który był podstawą jego sukcesów. Co więcej, z coraz to nową siłą odnawiają się w nim tendencje do tego, aby opierać się na innej niż konkurencja rynkowa zasadzie dostępu do dóbr – aby wykorzystywać instrumenty politycznej i  ekonomicznej przewagi do obrony i umacniania przywilejów grup najsilniejszych kosztem słabszych grup. Zjawiska tego rodzaju nie są incydentalnym schorzeniem systemu rynkowego, ale wynikają raczej z jego natury, przede wszystkim z tego, że głównym wyznacznikiem sukcesu w rynkowej konkurencji nie jest pomnażanie dóbr lecz poziom zysku. Zysk można pomnażać w różny sposób – nie tylko przez zwiększanie produktywności, ale również przez wymuszanie większej pracy za  mniejszą płacę, albo przez manipulowanie wyglądem produktów, albo przez działania perswazyjne wobec konsumentów, albo przez niszczenie konkurencji, albo przez finansowe spekulacje itd. Od niedawna defekty systemu rynkowego są coraz lepiej dostrzegane zarówno w kręgach ekonomistów, jak wśród szerszej publiczności – przyczynił się do tego ostatni kryzys. Destruktywne konsekwencje kryzysu sprawiły, że mit legitymizacyjny systemu rynkowego zaczął być coraz częściej kontestowany. Jego zagorzali zwolennicy nadal jednak utrzymują, że źródeł kryzysu szukać trzeba nie w systemie rynkowym lecz w polityce państw. Tak np. prof. L. Balcerowicz w wywiadzie udzielonym „Gazecie Wyborczej” (11 maja 2009 r.) wypowiada następującą opinię: „Jeżeli ktoś zatrzymuje się na symptomach to (...) powie: zawiódł sektor finansowy. Ale symptomy to nie przyczyny (...), przyczyną narastania bąbla spekulacyjnego (...) była zbyt luźna polityka pieniężna Fed”. Ale okazuje się, że mit ten traci poparcie swoich do niedawna najbardziej prominentnych rzeczników. Przykładem tej zmiany może być opinia, którą wyraził Alan Greenspan wieloletni przewodniczący Banku Rezerw Federalnych w USA, uważany przez bardzo długi czas za guru kapitalistycznej gospodarki.

SE.4.2012.indb 495

20.2.2013 13:30:57


496

Janusz Reykowski

Fragment przesłuchania Alana Greenspana w  komitecie Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych 28 października 2008 roku odpowiadał on na pytania Przewodniczącego Komitetu Henry Waxmana. Waxman zacytował dawniejszą wypowiedź Greenspana, która brzmiała: „Mam pewną ideologię. Zgodnie z  moim osądem wolne, konkurencyjne rynki są jak dotąd niedoścignioną formułą organizacji gospodarki”, co Greenspan skomentował następująco: „Każdy z nas ma ideologię, pan też. ... Problem polega tylko na tym, czy opisuje ona rzeczywistość precyzyjnie. I  chcę powiedzieć, że owszem, znalazłem w  niej istotne błędy, choć nie wiem, jak bardzo znaczące i trwałe. Faktem jest, że znalazłem i jestem tym poważnie zakłopotany”. W  dalszym ciągu Waxman pyta: „Innymi słowy zrozumiał pan, że pański obraz świata, pańska ideologia była błędna, że ona nie działa?”. Na to Greenspan: „Dokładnie tak, i właśnie z tego powodu byłem tak zdruzgotany ponieważ przez 40 lat żyłem w  przekonaniu, że ona działa wyjątkowo dobrze”. (Kryzys. Przewodnik Krytyki Politycznej, 2009, s. 232–233).

PogarszaniE społecznych stosunków i wzrost poziomu stresu psychologicznego System rynkowy wykorzystuje potężną siłę motywacyjną własnego interesu – dążenie do polepszania materialnych warunków życia oraz do celów symbolicznych, takich jak prestiż, status i inne. Motywacja ta pobudza ludzi do zaangażowania w rynkową konkurencję. Adam Smith uważał, że konkurencja ta zapewnia najbardziej efektywne wykorzystanie zasobów, a więc maksymalizuje wynik produkcyjny. Twierdzenie to jest szeroko podzielane w kręgach neokonserwatywnych i neoliberalnych. Siła motywacyjna własnego interesu może pobudzać ludzi do działań różnego rodzaju: do ciężkiej pracy, do zwalczania i niszczenia rywali, do wspinania się po drabinie statusu, do szukania sławy, a nawet do pomagania innym i okazywania hojności. System rynkowy zbudowany jest w  taki sposób, aby ową siłę motywacyjną własnego interesu wykorzystać do działalności produktywnej. Jest z  nią trochę tak, jak z energią elektryczną. Energia ta w swej naturalnej postaci posiada wielką moc niszczenia, ale w  elektrowniach, akumulatorach czy silnikach służy wytwarzaniu dóbr. System rynkowy nie tylko „wykorzystuje” istniejący potencjał własnego interesu, ale też potencjał ten wzmaga. Wytwarzając ogromną liczbę różnorodnych towarów, nie tylko umożliwia zaspokojenie podstawowych potrzeb człowieka, ale też kreuje nowe potrzeby. Powoduje, że motywacja deficytu (pobudzana przez konieczność zdobywania środków niezbędnych do życia) zostaje zastąpiona przez

SE.4.2012.indb 496

20.2.2013 13:30:57


JAKIEGO ŁADU SPOŁECZNO-GOSPODARCZEGO POLACY POTRZEBUJĄ?…

497

motywację wzrostu – dążenie do polepszania i udoskonalania życia. O ile motywacja deficytu jest w zasadzie ograniczona (bo człowiek potrzebuje np. tyle żywności, ile jest w stanie zjeść lub przechować bez narażenia na zepsucie), to motywacja wzrostu właściwie żadnych granic nie ma (Bell, 1994). System rynkowy ukierunkowuje motywację wzrostu na powiększanie konsumpcji, operując czynnikami pobudzającymi dwojakiego rodzaju: uwydatnia atrakcyjne cechy nowych produktów (czemu służy cała marketingowa działalność) oraz nadaje pozyskiwaniu nowych, coraz lepszych dóbr znaczenie jednego z podstawowych pól rywalizacji między ludźmi i kryterium życiowego sukcesu. Sytuacja ta sprzyja rozwojowi silnej „motywacji posiadania” – chciwości. Apologeci systemu rynkowego głoszą, że „chciwość jest dobra”, bo pobudza ludzi do produktywnej działalności. W rzeczy samej znaczna część członków społeczeństwa może zaspokajać (lepiej lub gorzej) swoje pragnienie posiadania właśnie dzięki temu, że angażuje się w konkurencyjną działalność rynkową. Można powiedzieć, że system rynkowy stworzył samonapędzający się mechanizm ekonomiczny wykorzystujący potencjał motywacyjny konkurencji dwojakiego rodzaju: konkurencji producentów i  sprzedawców oraz konkurencji konsumentów. Wygórowane ambicje i  chciwość są przez ten system wykorzystywane i  pobudzane. Już Adam Smith ostrzegał, że namiętne pragnienie władzy i bogactwa może doprowadzać do zakłóceń (disrupt) systemu ekonomicznego (Whithead, 1991, s. 61). Ale owo „zakłócenie” dotyczy nie tylko systemu ekonomicznego. Obejmuje dużo szerszy krąg zjawisk, w szczególności zaś wpływa negatywnie na charakter społecznych stosunków, przyczyniając się do osłabiania czy niszczenia więzi społecznych i zwiększania poziomu stresu psychologicznego. Zakłócenia te są wynikiem jednostronnego rozbudowywania motywacji nastawionej na maksymalizację korzyści materialnych i związanego z tym prestiżu – powoduje to zwiększanie intensywności walki konkurencyjnej między ludźmi i  rozwijanie się procesów, które Morton Deutsch określił jako „destruktywna rywalizacja“. Jest to rywalizacja, w rezultacie której przynajmniej jedna strona traci (czasami tracą obie). Jej przeciwieństwem jest rywalizacja konstruktywna, dzięki której korzyści mogą odnieść obie strony, jak np. wtedy, gdy rywalizacja dotyczy tego, kto zdobędzie więcej jakichś dóbr, które będą wspólnie konsumowane, albo też rezultaty rywalizacji przynoszą korzyści obu stronom, ale zwycięzcom większe (Deutsch, 2006). Destruktywna rywalizacja może wywierać wysoce negatywny wpływ na charakter społecznych stosunków. Podsumowując różne badania i obserwacje Deutsch zwraca uwagę, że rywalizacja taka : 11

SE.4.2012.indb 497

Pogarsza jakość komunikacji między ludźmi, ponieważ w ich kontaktach chodzi przede wszystkim o uzyskanie przewagi nad drugą stroną. Mając takie cele ludzie skłonni są posługiwać się dezinformacją, ingracjacją, fałszywymi obietnicami itp. Niszczy to wzajemne zaufanie.

20.2.2013 13:30:57


498

Janusz Reykowski

11

Skłania do przeszkadzania innym, stwarzania im utrudnień, co wytwarza niechętne czy wrogie postawy – współpraca i podział zadań są znacznie ograniczone.

11

Pobudza do krytyki i negatywnych ocen poglądów i działań „rywali”.

11

Sprzyja przyjmowaniu tzw. konfrontacyjnego schematu konfliktu, który opiera się na przekonaniu, że interesy stron mają charakter antagonistyczny, a rozwiązanie można osiągnąć, posługując się różnymi formami przymusu czy przemocy

Nastawienia tego rodzaju przyczyniają się, w wielu przypadkach, do pogarszania lub rozpadu więzi społecznych. Reakcją na taki stan rzeczy jest poczucie osamotnienia, wyobcowania, zagrożenia. Poszukując sposobów obniżania tego napięcia, wielu ludzi wybiera środki mające dezadaptacyjny charakter, takie jak alkohol, narkotyki itp. Bezwzględna rywalizacja i niepewność własnego losu są źródłem stresu psychologicznego, z którym wielu ludzi nie umie sobie radzić. Ulegają marginalizacji, stając się ofiarami systemu. Masowa skala bezdomności, chroniczne bezrobocie, upowszechniająca się narkomania, choroby psychiczne, depresja – to przejawy tego zjawiska. Rozbudowana motywacja własnego interesu związana z  zaangażowaniem w destruktywną rywalizację powoduje tłumienie innych mechanizmów motywacyjnych w człowieku, w szczególności tych, które pobudzają do troski o innych i  budowania bezinteresownych więzi. W  skali makro zjawisko to wyraża się w  formie obojętności na los tych, którzy konkurencję rynkową przegrywają, i  w  zwalczaniu zasady solidarności jako sposobu regulacji dostępu do dóbr, a więc w dążeniach do likwidowania instytucji państwa opiekuńczego. Dobitną ilustracją tego ostatniego zjawiska może być zaciekłość, z  jaką zwalczana jest reforma opieki zdrowotnej wprowadzana przez Prezydenta Obamę. Jak podają media, około ¾ dorosłych Amerykanów jest przeciwna reformie, która ma doprowadzić do objęcia opieką zdrowotną 40 milionów obywateli tego państwa, dotychczas tej opieki niemal zupełnie pozbawionych.

Nieskuteczność systemu rynkowego w pewnych obszarach produktywnej działalności Mit legitymizacyjny systemu rynkowego opiera się na dwóch przyjmowanych implicite założeniach: (1) że w prawie wszystkich obszarach ludzkiej działalności konkurencja rynkowa jest najlepszym sposobem osiągania wysokiego poziomu produktywności, czyli zwiększania dostępności i jakości towarów i usług, a dzieje się tak dlatego, że (2) konkurencja rynkowa skutecznie pobudza główny motyw zaangażowania w  działalność produktywną, jakim jest dążenie do osobistych korzyści, przede wszystkim materialnych.

SE.4.2012.indb 498

20.2.2013 13:30:57


JAKIEGO ŁADU SPOŁECZNO-GOSPODARCZEGO POLACY POTRZEBUJĄ?…

499

Oba te założenia są tylko częściowo prawdziwe. Przede wszystkim teza, iż konkurencja rynkowa jest najlepszym sposobem zapewniania wysokiej jakości produktów ma pewne oczywiste ograniczenia. Konkurencja rynkowa jest dobrym sposobem odróżniania produktów lepszych od gorszych, dobrej od złej pracy głównie wtedy, gdy odbiorcy tych produktów czy tej pracy – klienci czy konsumenci – są w  stanie sami je ocenić. Ale w  bardzo wielu obszarach to nie jest możliwe. Przeciętny konsument sam nie jest w stanie ocenić tego, co jest warte lekarstwo, które kupuje w aptece (czy jest lepsze, czy gorsze od innych, czy pomagając w danej chwili, nie przyniesie fatalnych skutków w przyszłości), czy kupowana przezeń żywność nie zawiera szkodliwych składników, czy rzemieślnik, który reperuje jego sprzęt wykonał swą pracę starannie, czy nauczyciel w klasie jego dziecka troszczy się należycie o powierzonych mu uczniów, czy też zadowala się mechanicznym odrabianiem wymogów programowych, czy lekarz, który go leczy pogłębia swoją wiedzę i  stosuje najlepsze metody itp. Jeszcze trudniejsza jest sytuacja konsumenta w tych dziedzinach, w których w grę wchodzą podstawowe wymogi bezpieczeństwa, gdzie skutki błędów i lekkomyślności producentów czy personelu obsługi lub nadzoru mogą pojawić się niespodzianie, powodując od razu tragiczne konsekwencje, takie jak zawalenie się domu lub katastrofa lotnicza. W  dziedzinach, w  których sam konsument nie może trafnie ocenić jakości produktu, działają instytucje kontrolne państwa lub też specjalne organizacje. Ale ani te instytucje, ani organizacje nie działają (nie mogą działać) na zasadach rynkowej konkurencji. W  tych wypadkach w  mechanizm rynkowy włączony zostaje mechanizm kontrolny innego rodzaju, który go modyfikuje. Wszakże zewnętrzna kontrola ma ograniczoną skuteczność. W wielu dziedzinach, które wymagają precyzji, wielkiej odpowiedzialności, gdzie trzeba uwzględniać ciągle zmieniającą się sytuację i zmieniające się wymagania (jak np. w działalności lekarza, nauczyciela, policjanta itp.), kontrola taka może uchwycić bardzo wyraźne defekty czy bardzo wyraźne osiągnięcia, ale nie na wiele może się przydać przy ocenie codziennych praktyk. Taka zewnętrzna kontrola często musi ograniczyć się do ocen opartych na bardzo powierzchownych wskaźnikach. Można np. stworzyć różne wskaźniki do oceny pracy nauczyciela, ale większość z nich dotyczyć będzie dość powierzchownych cech tej pracy (np. czas pracy, ilość skarg ze strony uczniów i  rodziców, umiejętność utrzymania dyscypliny w klasie, wyniki testów uczniów, prowadzenie dokumentacji itp.). Wszakże to co podstawowe – a więc osobiste zaangażowanie w kształcenie i wychowanie uczniów, staranność przygotowania do lekcji, staranność w sprawdzaniu prac, czas poświęcony na samokształcenie – skontrolować jest dużo trudniej. Zewnętrzna ocena jakości trudna jest w tych dziedzinach, w których obiektywne wskaźniki poziomu wykonania nie dają pełnego obrazu ocenianych zjawisk. Ale, jak pokazuje doświadczenie, nawet tam, gdzie takie wskaźniki istnieją, jak np. wskaźniki jakości funkcjonowania instytucji finansowych, zewnętrzna kontrola bywa zawodna. Co jakiś czas wychodzi na jaw, że wielkie instytucje finan-

SE.4.2012.indb 499

20.2.2013 13:30:57


500

Janusz Reykowski

sowe cieszące się wysoką reputacją u klientów wprowadzały ich w błąd, narażając na wielkie straty, a czasem na finansową ruinę. Greg Smith, jeden z dyrektorów w wielkiej finansowej instytucji Goldman Sachs, opisał w  liście otwartym panujące w  niej zasady funkcjonowania: „Dzisiaj cię awansują wtedy, gdy zarabiasz dostatecznie dużo dla samego Goldmana. Kiedy przekonasz klientów, by zainwestowali w  (...) produkty finansowe, których sama firma usiłuje się pozbyć, gdyż nie rokują dużego zysku. Kiedy nakłonisz klientów (...) do transakcji, które przynoszą największy zysk nie im, lecz Goldmanowi, co w  żargonie korporacji nazywa się «polowaniem na słonie»” (Cytuję za „Gazetą Wyborczą” z dnia 17–18 marca 2012 r.). Analogiczne procesy występują w wielkich firmach farmaceutycznych.

W tych i w wielu innych obszarach ludzkiej działalności możliwość zewnętrznej oceny wartości oferowanych produktów i usług jest bardzo trudna i może nastąpić dopiero po dłuższym czasie. W sferach tych jakość rezultatów zależy od tego, na ile poszczególni pracownicy czują się odpowiedzialni za dobre wykonanie swoich zawodowych zadań niezależnie od tego, czy przynosi to (czy też nie przynosi) im jakieś osobiste korzyści. Jeżeli jedyną czy główną motywacją ludzi jest sukces rynkowy i zysk, to będą troszczyli się jedynie o to, aby zwiększać własne korzyści kosztem klientów (uczniów, pacjentów, słuchaczy itp.). Straty, jakie ponosić mogą ich klienci, będą uwzględniane tylko w  tym stopniu, w  jakim mogą być przez klientów lub odpowiednie instytucje skontrolowane. Nie jest jednak prawdą, że zaangażowanie w  działalność produktywną jest uwarunkowane wyłącznie przez dążenie do pomnażania osobistych korzyści. U wielu ludzi ważną rolę odgrywa motywacja innego rodzaju – motywacja zadaniowa (Reykowski, 1975). Wynika ona z istniejących w umysłach ludzi standardów dobrego wykonania danych zadań. Standardy te mogą powstawać jako rezultat identyfikacji z  pełnioną rolą lub też mogą być generowane przez samą jednostkę. Motywacyjne działanie takich standardów można łatwo zaobserwować u  wielu naukowców, artystów, oddanych swemu zawodowi rzemieślników czy urzędników, wynalazców, odkrywców, zaangażowanych lekarzy czy wychowawców i innych. Ilość i jakość wykonywanej przez nich pracy nie jest sterowana przez oczekiwane nagrody, lecz przez wymogi sytuacji zadaniowej – przez stan chorego, potrzeby dziecka, wyobrażenie o doskonałej jakości produktu, przekonanie o tym co jest niezbędne dla bezpiecznego funkcjonowania danego urządzenia, wyobrażenia o tym czego potrzebuje dana społeczność itp. Jednym z ważnych źródeł tej motywacji jest potrzeba podmiotowego wpływu na rzeczywistość, czyli jak to określają niektórzy badacze (Deci, Ryan, 1985) – potrzeba autodeterminacji (self-determination need). Jest to jedna z podstawowych potrzeb człowieka. Przejawia się ona jako dążenie do kształtowania rzeczywistości zgodnie z własnymi standardami, z tym co dana osoba uważa za słuszne, właściwe, niezbędne, piękne, co jest zgodne z jej przekonaniami moralnymi, społecznymi, estetycznymi, z jej zainteresowaniami itp.

SE.4.2012.indb 500

20.2.2013 13:30:58


JAKIEGO ŁADU SPOŁECZNO-GOSPODARCZEGO POLACY POTRZEBUJĄ?…

501

W wielu sytuacjach życiowych ludzie muszą podporządkować się zewnętrznym wymaganiom, czy to dlatego, że są do tego przymuszeni, czy też dlatego, że im się to opłaca – dzięki podporządkowaniu mogą osiągać różne korzyści. Ale wtedy to nie produkt się liczy, a tylko to, co można uzyskać w zamian. Standardy, którymi człowiek się kieruje, mogą być (w jakiejś części) tworzone przez niego samego, ale także mogą być przez niego przyswojone i zinternalizowane w związku z przynależnością do określonej społeczności i poczuciem identyfikacji z nią. Tak np. poczucie przynależności do określonej grupy zawodowej pociąga za sobą, z reguły, przyswojenie określonego etosu tej grupy i standardów uprawiania zawodu. Standardy te stają się wewnętrznym kryterium oceny realizowanej pracy. Już w  bardzo dawnych czasach ludzie podchodzili do wytworów własnej pracy jako do dzieł, które wyrażały ich samych. Aron Guriewicz opisując średniowieczne rzemiosło stwierdza: „Gotowy produkt ucieleśniał nawyki i  smak wytwórcy (...). Również momentów etycznych i  estetycznych nie dało się wyeliminować z  produkcji rzemieślniczej (...), rzemieślnik nie mógł widzieć w swoim dziele samej tylko nagiej wartości wymiennej...” (Guriewicz, 1976, s. 274).

Motywacja tego rodzaju nie zależy od zewnętrznych nagród, a działania pod jej wpływem wykonywane nie są ukierunkowane na maksymalizację osobistych korzyści, lecz na realizację wewnętrznie ustalonych celów. Jest to tzw motywacja immanentna. Motywacja immanentna jest niezbędna do tego, aby człowiek był zdolny do dobrego wykonywania tego, czego rynek nie umie dobrze kontrolować. A  także do tego, aby wytwarzać produkty najwyższej jakości, mimo że sukces rynkowy dałoby się osiągać, obniżając jakość. A nawet wtedy, gdy dzięki obniżeniu jakości sukces dałoby się zwielokrotnić. O  takiej właśnie motywacji mówił Steve Jobs, kiedy opisywał działalność firmy Apple: „To, co robimy, musi oczywiście znajdować uzasadnienie komercyjne. Nigdy jednak od tego nie wychodzimy. Wychodzimy od produktu i  doświadczenia użytkownika” (Beahm, 2011, s. 36). „...autorzy sukcesów kochali to, co robili, dlatego trwali przy swoich postanowieniach nawet w obliczu poważnych trudności” (ibid., s. 51). [Podkreślenia – J.R.].

Deci i Ryan (1985), opierając się na prowadzonych przez siebie badaniach, wymieniają dwa podstawowe warunki działania immanentnej motywacji. Może ona rozwijać się (1) w sytuacjach, które zapewniają człowiekowi pewien poziom autonomii – poczucie, że może w jakimś stopniu decydować, co i jak ma robić, oraz (2) gdy otrzymuje on informacje o  uzyskiwanych wynikach, a  więc ma możność przekonania się o  znaczeniu tego, co robi czy zrobił. Na rolę tych mechanizmów zwraca się uwagę w teorii organizacji. Przykładem jest tu słynna teoria Y opisywana przez McGregora.

SE.4.2012.indb 501

20.2.2013 13:30:58


502

Janusz Reykowski

Jedna z głównych tez teorii Y stwierdza, że „Zewnętrzna kontrola i groźba kary nie są jedynymi sposobami pobudzania wysiłku do realizacji celów organizacji. Człowiek, zachowując osobistą autonomię (self-direction) i  samokontrolę, będzie realizował cele, w które się zaangażował“. Wprawdzie „zaangażowanie w określone cele jest funkcją nagród związanych z ich realizacją“, ale „najbardziej znaczące z tych nagród, te, które zapewniają satysfakcję dla ja i  dla potrzeby samorealizacji, wiążą się z samym faktem realizacji celów organizacji“ (Cartwright, 1965, s. 14).

Do tej charakterystyki należałoby dodać ważne uzupełnienie: dla utrzymania motywacji immanentnej konieczne jest (na ogół) zaspokojenie potrzeb życiowych człowieka na odpowiednim poziomie, a więc brak stresu wynikającego z deprywacji ważnych potrzeb. Motywacja immanentna pobudzająca do wykonywania określonych zadań słabnie, jeżeli za ich wykonanie ludzie są osobno nagradzani. Zademonstrowano to m.in. w serii specjalnych eksperymentów, w których osoby badane miały wykonywać atrakcyjne dla nich zadania. Kiedy za wykonywanie tych zadań otrzymywały nagrody pieniężne, to ich zainteresowanie tymi zadaniami spadało – przestawały je wykonywać, jeśli nie otrzymywały za nie nagrody. Innymi słowy można zupełnie zniweczyć immanentne zainteresowanie dobrym wykonaniem jakichś produktów czy usług, jeśli zastosuje się przy ich wytwarzaniu reguły rynkowej konkurencji (Deci, Ryan, 2000). Stłumienie immanentnej motywacji przez motywację korzyści nie musi pogarszać jakości produktywnego funkcjonowania. Jest wielka liczba produktów, których jakość jest dobrze kontrolowana przez rynek. Producent wytwarzający liche samochody nie ma dużych szans utrzymania się przez dłuższy czas na konkurencyjnym rynku. Ale równocześnie jest wiele takich bardzo ważnych sfer działalności, gdzie konkurencyjny rynek zawiedzie. Można zaryzykować tezę, że zmiany społeczne i cywilizacyjne zwiększają znaczenie dziedzin, w których kontrola rynkowa staje się mniej efektywna, a rośnie waga immanentnej motywacji. Ale upowszechnienie reguł rynkowych może być dla tej motywacji groźne.

GŁÓWNE KONKLUZJE W ostatnim dwudziestoleciu panowało w Polsce przekonanie, że ład społecznogospodarczy, którego Polacy potrzebują, to demokratyczny kapitalizm rozumiany jako szeroki zakres wolności i sprawna gospodarka rynkowa pozbawiona patologii takich jak: korupcja, nepotyzm, polityczny klientelizm itp. To przekonanie zgodne było z paradygmatem neoliberalizmu, który w okresie transformacji zdobył u nas pozycję dominującego dyskursu. Dopiero wielki kryzys, który w ostatnich latach objął znaczną część światowej gospodarki, uruchomił falę sceptycyzmu, co do wartości tego paradygmatu. Dla wielu przestało być oczywiste, że

SE.4.2012.indb 502

20.2.2013 13:30:58


JAKIEGO ŁADU SPOŁECZNO-GOSPODARCZEGO POLACY POTRZEBUJĄ?…

503

konkurencyjny rynek, pozostawiony w  dużym stopniu sam sobie, rzeczywiście doprowadzi do powszechnej pomyślności. A  jeśli nie powszechnej, to przynajmniej zapewni ją tym, którzy działają zgodnie z jego regułami. Sceptycyzm, choć słabiej wyrażony, dotyczy także tego, czy bezwzględna konkurencja polityczna jako zasada rządzenia państwem jest najlepszym sposobem rozwiązywania jego problemów i  ochrony praw obywateli. W  kraju uważanym dotychczas za wzór demokracji – w Stanach Zjednoczonych – zasady te okazują się coraz bardziej dysfunkcjonalne. Najbardziej dostrzeganym defektem systemu rynkowego są występujące w nim kryzysogenne mechanizmy. Uważa się więc, że opanowanie tych mechanizmów jest zadaniem państwa, które przez odpowiednie procedury regulacyjne powinno kontrolować system i  wprowadzać doń odpowiednie modyfikacje. Wywołuje to gwałtowny sprzeciw obrońców wolnego rynku, którzy twierdzą, że państwo może więcej zepsuć niż naprawić. Analiza, którą starałem się tu przedstawić, prowadzi do odmiennych wniosków. Wychodzi ona z założenia, że charakterystyczne dla wolnego, konkurencyjnego rynku powiązanie dostępu do dóbr z produktywnością okazało się niezmiernie skutecznym sposobem pobudzania rozwoju gospodarczego i czynnikiem szybkiego cywilizacyjnego rozwoju. Ale rynkowa konkurencja traktowana jako uniwersalny lek na wszystkie wady organizacji życia społecznego ujawniła (tak jak wszelkie inne leki) swoje poważne ograniczenia i groźne skutki uboczne. Stają się one tym bardziej widoczne, im bardziej rozpowszechnia się zasada konkurencji jako wiodący wyznacznik stosunków społecznych. Podstawową tezą niniejszego wywodu jest więc stwierdzenie, że ślepe, mechaniczne rozpowszechnienie tej skądinąd pożytecznej zasady prowadzi w  konsekwencji do pogorszenia działalności produktywnej i  stosunków społecznych. Prowadzi do pogorszenia jakości ludzkiego życia. Wynika z tego następujący wniosek. Demokratyczny kapitalizm w swej prototypowej formie ma fundamentalne wady. Wady te wynikają z  bezkrytycznej wiary w  pożytki konkurencyjnego systemu rynkowego w  jego ekonomicznej i  politycznej postaci. Ludzkość stoi więc przed perspektywą (koniecznością?) zasadniczych zmian tak budowanego systemu. Zmiany te, nie eliminując roli mechanizmów konkurencyjnych, muszą zapobiec jego dominacji. Muszą więc zmierzać do rozbudowywania instytucji, które sprzyjają utrwalaniu więzi między ludźmi, respektując zasadę solidarności (która ma charakter opozycyjny w stosunku do zasady konkurencji). Zmiany te powinny także zmierzać do kształtowania warunków, które rozwijają gotowość do uczestniczenia w  działalności produktywnej opartej na motywacji zadaniowej i  innych formach motywacji immanentnej. Nie jest to żadna idealistyczna mrzonka. I dawniej, i dzisiaj spotykamy środowiska czy instytucje, w których te zasady odgrywają istotną rolę. Problem w tym, aby nie zostały one niszczone czy tłumione przez ekspansywne siły konkurencyjnego rynku. Aby miały możliwość rozwoju.

SE.4.2012.indb 503

20.2.2013 13:30:58


504

Janusz Reykowski

BIBLIOGRAFIA Baker G.S. (1990), Ekonomiczna teoria zachowań ludzkich, Warszawa. Balcerowicz L. (1995), Wolność i rozwój, Znak, Kraków. Balcerowicz L. (2009), Wywiad, „Gazeta Wyborcza” 11 maja. Bauman Z. (2012), “Fate of social inequality in liquid modern times“(w druku). Beahm J (2011), Ja, Steve. Steve Jobs własnymi słowami, MT Biznes,Warszawa. Bell D. (1994), Kulturowe sprzeczności kapitalizmu, PWN, Warszawa. Birket-Smith K. (1974), Ścieżki kultury, Wiedza Powszechna, Warszawa. Cartwright D. (1965), Influence, leadership, control, w: Handbook of Organizations, J.G. March (red.), Rand McNally, Chicago. Deci E.L., Ryan R.M. (1985), Intrinsic Motivation and Self Determination in Human Behavior, Plenum Press, New York. Deci E.L., Ryan R.M. (2000), The support of autonomy and the control of behavior, w: Motivational Science, E.T. Higgins, A.W. Kruglanski (red.), Psychology Press, Philadelphia. Deutsch M. (2006), Justice and conflict, w: The Handbook of Conflict Resolution, M. Deutsch, P.T. Coleman, E.C. Marcus (red.), Jossey-Bass, San Francisco. Domański H. (2009), Społeczeństwa europejskie. Stratyfikacja i  systemy wartości, Scholar, Warszawa. Downs A. (1957), An Economic Theory of Democracy, Harper and Row, New York. Firth R. (1965), Społeczności ludzkie, PWN, Warszawa. Guriewicz A. (1976), Kategorie kultury średniowiecznej, PIW, Warszawa. Harvey D. (2008), Neoliberalizm. Historia katastrofy, Instytut Wydawniczy Książka i Prasa, Warszawa. Jost J.T., Banaji M.R. (2004), The role of stereotyping in system justification and the production of false consciousness, w: Political Psychology, J.T. Jost and J. Sidanius (red.), Psychology Press, New York. Kavoussi B. (2013), Paul Volcker: Goldman Sachs Changed For The Worse, „Huffpost Business“, February 2. Kowalik T. (2009), www. Polska transformacja.pl, Muza, Warszawa. Mansbridge J.J. (1983), Beyond Adversary Democracy, The University of Chicago Press, Chicago. Malinowski B. (1958), Szkice z teorii kultury, Książka i Wiedza, Warszawa. Marody M. (2000), Instytucjonalne ramy negocjacji społecznych, w: Między rynkiem a etatem, M. Marody (red.), Scholar, Warszawa. Mączak A. (1988), Więzi stanowe, w: I. Ihnatowicz, A. Mączak, B. Zientara, J. Żarnowski. (red.), Społeczeństwo polskie od X do XX wieku, KiW, Warszawa. Müller W. (2001), Mobility social, w: International Encyclopedia of the Social & Behavioral Sciences, N.I. Smelser, P.B. Baltes (red.), Vol. 15, Elsevier, Amsterdam. Reich R.B. (2009), Kapitalizm niszczy demokrację, w: J. Żakowski, Zawał, Biblioteka Polityki, Warszawa. Reykowski J. (1975), Zadania pozaosobiste jako regulator czynności, w: Studia nad teorią czynności ludzkich, I. Kurcz, J. Reykowski (red.), PWN, Warszawa.

SE.4.2012.indb 504

20.2.2013 13:30:58


JAKIEGO ŁADU SPOŁECZNO-GOSPODARCZEGO POLACY POTRZEBUJĄ?…

505

Sadowski Z. (2011), Ku modernizacji Polski, w: Projekt dla Polski – Założenia, J. Reykowski (red.), Scholar, Warszawa. Sandel M. J. (2012), What isn’t for sale? „Atlantic”, April, 62–66. Satz D. (2001), Market and nonmarket allocation, w: International Encyclopedia of the Social & Behavioral Sciences, N.I. Smelser, P.B. Baltes (red.), Vol. 14, Elsevier, Amsterdam. Sherif M. (1958), Superordinate goal in the reduction of intergroup conflicts, “American Journal of Sociology”, 63, 349–356. Sidanius J., Pratto F. (1999), Social dominance theory: A  new synthesis, w: Political Psychology, J.T. Jost, J. Sidanius (red.), Psychology Press, New York. Stiglitz J.E. (2010), Free Fall, Norton, New York. Whithead J.W. (1991), The forgotten limits: Reason and regulation in economic theory, w:The Economic Approach to Politics, K.R. Monroe (red.), Harper, New York. Wiatr J.J. (1999), Socjologia wielkiej przemiany, Krajowa Agencja Promocyjna, Warszawa. Zientara B. (1988), Warstwy społeczne. Kształtowanie się społeczeństwa klasowego, w: Społeczeństwo polskie od X do XX wieku, I. Ihnatowicz, A. Mączak, B. Zientara, J. Żarnowski (red.), KiW, Warszawa.

STRESZCZENIE W Polsce i w wielu innych krajach za pożądaną formę ładu społecznego uznaje się najczęściej wolny od patologii demokratyczny kapitalizm, którego podstawę stanowi system rynkowy. System ten przyczynił się do ogromnego przyśpieszenia społeczno-ekonomicznego rozwoju wielu krajów dzięki temu, że wytworzył ścisły związek między dostępem do dóbr materialnych i symbolicznych a zaangażowaniem w działalność produktywną. Uruchomił on bardzo silną motywację pobudzającą do rywalizacji w zakresie produkowania dóbr i ich gromadzenia. Przyczynił się też do wytworzenia ideologii, która przedstawia go jako jedyny, skuteczny, naukowo uzasadniony ekonomiczny mechanizm gospodarczego i cywilizacyjnego postępu. Ideologia ta nie bierze jednak pod uwagę tego, iż po pierwsze mechanizm ten wykazuje poważne defekty (tzw. market failures), wśród których szczególnie niebezpiecznym jest zjawisko rozrywania związku między sukcesem rynkowym a działalnością produktywną; po drugie, mechanizm ten przyczynia się do intensyfikacji destruktywnej rywalizacji, a w konsekwencji do pogarszania społecznych stosunków i  narastania stresu psychologicznego na masową skalę; po trzecie, mechanizm ten wyolbrzymia znaczenie osobistego interesu, przyczyniając się do tłumienia innych form motywacji, a w szczególności motywacji zadaniowej, stanowiącej niezbędny warunek dobrego wykonywania zadań, wobec których kontrola rynkowa jest nieskuteczna. Słowa kluczowe: rynek, kapitalizm demokratyczny, motywacja, dostęp do dóbr, rywalizacja, osobisty (własny) interes, chciwość, potrzeba autodeterminacji.

SE.4.2012.indb 505

20.2.2013 13:30:58


506

Janusz Reykowski

What kind of socio-economic order do the poles need? Probably democratic capitalism, but… ABSTRACT There is a widespread agreement that democratic capitalism based on the market system is the best form of a social order. The market system has played the crucial role in the acceleration of the socio-economic development of many countries. It was due to the fact that the market had established a  strong relation between the access to material and symbolic goods and productive activities. It stimulated a very intense competitive motivation both for production and acquisition of material and symbolic goods. The historical success of the competitive market contributed to the development of market ideology that asserts that it is the only scientifically proven effective mechanism of the economic development and technological progress. However, this ideology seems to ignore several important shortcomings of the system, namely: (1) the market failures, especially the weakening of the connections between the market success and productive activities, (2) the fact that the market instigates the “destructive competition” (M. Deutsch) that contributes substantially to degradation of social relations and to the massive increase of the psychological stress, (3) the fact that the market amplifies the role of the motivation of self-interest. Self-interest suppresses other forms of motivation for participation in productive activities, especially intrinsic motivation and task orientation that are important in maintaining the high quality of functioning in all situations where market control is ineffective. The acknowledgment of these shortcomings is the necessary precondition for the critical reflection on the social reforms. Keywords: market,  democratic capitalism, motivation, access to goods, competition,  self-interest, greed, self-determination need. JEL Clasiffication: P19

SE.4.2012.indb 506

20.2.2013 13:30:58


Studia ekonomiczne 1 Economic studies nr 4 (LXXV) 2012

Anna Macko* Marcin Malawski* Tadeusz Tyszka*

SKĄD SIĘ BIORĄ PREFERENCJE LUDZI WOBEC ZASAD SPRAWIEDLIWEGO PODZIAŁU?1 ZNACZENIE MOTYWACJI SPRAWIEDLIWOŚCI W artykule nie odpowiadamy na pytanie, „jakiego ładu społeczno-gospodarczego Polacy potrzebują”, natomiast pytamy Polaków – dokładniej, kilka grup młodych Polaków – o ich rozumienie jednego z podstawowych elementów tego ładu, sprawiedliwości. To, że znakomita większość ludzi chce, aby porządek społecznogospodarczy, w którym funkcjonują, był sprawiedliwy, nie budzi chyba żadnych kontrowersji. Nie wymaga też uzasadnień stwierdzenie, że sprawiedliwość jest jednym z najważniejszych składników ładu społecznego i jest powszechnie postrzegana jako taki. Ludzie, wchodząc we wzajemne interakcje, przykładają wielką wagę do sprawiedliwości. Pojęcie sprawiedliwości wydaje się występować we wszystkich kulturach ludzkich. Melvin Lerner (2002) twierdzi, że sprawiedliwość ma szczególny status wśród norm i wartości zarówno na poziomie jednostki, jak i społeczności. Ludzie mają wyraźną, choć czasami ukrytą wrażliwość na uprawnienia własne i innych ludzi – co się im należy, do czego są uprawnieni w stosunku do konkretnych osób. Literatura na temat względnej deprywacji sugeruje, że żadna wielkość „pożądanych zasobów” nie usatysfakcjonuje osoby, która sądzi, że należy jej się więcej i żaden poziom deprywacji nie doprowadzi ludzi do wściekłości, gdy sądzą, że nie należy im się więcej niż mają. Motywacja sprawiedliwości jest tak silna, że przynajmniej w kulturach zachodnich normy związane ze sprawiedliwo*  Centrum

Psychologii Ekonomicznej i Badań Decyzji, Akademia Leona Koźmińskiego.

1  Praca naukowa finansowana ze środków na naukę w latach 2009–2012 jako projekt badawczy

(grant MNiSW nr N N106 144837).

SE.4.2012.indb 507

20.2.2013 13:30:59


508

Anna Macko, Marcin Malawski, Tadeusz Tyszka

ścią mają szczególny status, wypierający inne normy i  wartości. Odwołania do sprawiedliwości mogą legitymizować poświęcenie wolności, życia czy szczęścia. Ludzie są skłonni ponieść koszty, by ukarać tych, którzy naruszają normy sprawiedliwości. Pokazują to np. badania wykorzystujące grę ultimatum. W grze tej bierze udział dwóch uczestników, mających do podziału pewną kwotę pieniędzy (powiedzmy 100 zł). Jeden z uczestników proponuje jakiś podział owych pieniędzy, a drugi uczestnik albo podział ten akceptuje, albo odrzuca. Jeśli drugi uczestnik zaakceptuje podział, to obaj otrzymują pieniądze zgodnie z zaproponowanym podziałem, jeśli natomiast drugi uczestnik odrzuci propozycję, to obaj uczestnicy nie dostają niczego. W grze tej pierwszy uczestnik [–] ma olbrzymią przewagę, gdyż mógłby znaczną część dzielonej kwoty zatrzymać dla siebie (powiedzmy 95 zł), a partnerowi zaproponować tylko niewielką jej część (powiedzmy 5 zł), wychodząc z założenia, że tamten nie odrzuci oferty, gdyż wtedy działałby przeciwko sobie (zamiast otrzymać np. 5 zł nie otrzymywałby nic). Badania pokazują jednak, że tak się nie dzieje. Badani obsadzeni w roli uczestnika I najczęściej proponują równy podział kwoty, a ci, którzy decydują o akceptacji, odrzucają podziały wyraźnie nierówne, które są uważane za niesprawiedliwe. Motyw sprawiedliwości jest przy tym tak silny, że ludzie wolą nie uzyskać niczego, niż pozwolić innym odnieść zbyt dużą korzyść ich kosztem (Malawski, Roy, 2005). Z kolei badania nad wymierzaniem kar za naruszenie normy sprawiedliwości pokazują, że awersja do niesprawiedliwości jest u ludzi tak silna, iż na wymierzanie kar decydują się nie tylko osoby, które stały się ofiarami niesprawiedliwego traktowania, ale także ci, którzy byli tylko świadkami niesprawiedliwości (Fehr, Gächter, 2002; Fehr, Fischbacher, 2004a, 2004b). To ostatnie zachowanie określa się jako karę altruistyczną. Co więcej, reakcje na niesprawiedliwość daje się zaobserwować nawet u zwierząt. Pomysłowe eksperymenty na ten temat przeprowadzili na małpkach kapucynkach Sara Brosnan, Megan van Wolkenten i Frans de Waal (Brosnan, de Waal, 2003; van Wolkenten, Brosnan, de Waal, 2007). Pokazały one, jak zachowują się zwierzęta, gdy obserwują nierówność w przyznawaniu nagród za podejmowany wysiłek. Małpki umieszczano w klatkach i uczono je podawania żetonów eksperymentatorowi. W zamian za to otrzymywały nagrody różnej wartości: wyżej cenione winogrona i  mniej cenione plasterki ogórków. Każda małpka, zanim sama podjęła zadanie, mogła obserwować, jak eksperymentator traktował drugą małpkę. Wyniki pokazały, że: 11

Małpki chętnie współpracowały z eksperymentatorem wtedy, gdy wobec obu małpek stosowano te same nagrody (zarówno większe jak i mniejsze).

11

Współpraca znacznie malała, gdy małpki widziały, że inna małpka otrzymywała lepszą nagrodę za taką samą pracę.

11

Podobnie działo się, gdy druga małpka otrzymywała większą nagrodę (winogrono) bez konieczności wykonania pracy, a  badana małpka za swoją pracę otrzymywała mniej wartościową nagrodę (plasterek ogórka).

SE.4.2012.indb 508

20.2.2013 13:30:59


SKĄD SIĘ BIORĄ PREFERENCJE LUDZI WOBEC ZASAD SPRAWIEDLIWEGO…

509

11

Najniższy poziom współpracy notowano, gdy niepracująca małpka otrzymywała cenną nagrodę, a pracująca za znaczny wysiłek otrzymywała mniej wartościową nagrodę.

11

Małpki tolerowały jednak pewien poziom nierówności: współpracowały, gdy pracująca i  niepracująca małpka otrzymywała niewielką nagrodę (plasterki ogórka), a wymagany wysiłek nie był zbyt wysoki.

ZASADY SPRAWIEDLIWEGO PODZIAŁU DÓBR Samo pojęcie sprawiedliwości jest bardzo szerokie, niejednoznaczne i bywa różnie rozumiane w różnych kontekstach. Nie przeszkadza to jednak ludziom w częstym i swobodnym używaniu przymiotnika „sprawiedliwy”; co więcej, wydaje się, że mają oni mocne i ugruntowane intuicje na temat jego znaczenia (przynajmniej potocznego) i tego, co w konkretnych przypadkach jest sprawiedliwe, a co nie. Dlatego celowe jest badanie, co ludzie rozumieją pod tym pojęciem w konkretnych modelowych sytuacjach. Sprawiedliwość realizuje się (bądź nie realizuje) w  różnych obszarach życia, a jeden z jej najważniejszych obszarów stanowią zagadnienia podziału dóbr. Już od dość dawna wiemy, że obiecywany przez jeden z nurtów politycznych podział „każdemu według jego potrzeb” jest możliwy tylko w wyjątkowych sytuacjach i że dotyczy to zarówno podziału dóbr materialnych, jak niematerialnych. Powstaje zatem pytanie, jak sprawiedliwie dzielić dobra, których „nie wystarczy” dla wszystkich. Modelowym problemem jest tu zagadnienie rozkładu dochodów w społeczeństwie. Co w tym kontekście znaczy „sprawiedliwy rozkład”? Wulgarny egalitaryzm postulowałby tu jednakowe dochody dla wszystkich, czyli innymi słowy tzw. urawniłowkę; wątpliwe jest jednak, by taka zasada mogła zostać powszechnie uznana za sprawiedliwą, choćby ze względu na oczywiste różnice indywidualnych zasług w procesie tworzenia dóbr. Niemniej panuje dość szeroki konsens co do tego, że nierówności w  dochodach nie powinny być „zbyt duże”, a  zatem współczynnik Giniego pozostaje jednym z istotnych kryteriów sprawiedliwości rozkładu dochodów. Bardziej wyrafinowane kryteria, które uzyskały szeroki oddźwięk i  które uwzględniamy w naszym badaniu, zaproponowali Harsányi i Rawls. Zagadnieniem spokrewnionym z  rozkładem dochodów jest kwestia sprawiedliwego systemu podatków. Niezależnie od redystrybucyjnej funkcji systemu podatkowego (a więc modyfikacji rozkładu dochodów), kwestia ta jest równoważna problemowi sprawiedliwego rozkładu obciążeń. Tak więc najpowszechniej formułowane są trzy stanowiska w  kwestii, jak powinna być skonstruowana zasada sprawiedliwego podziału dóbr: 11

Stanowisko utylitarystów: sprawiedliwy jest taki podział dochodów, który maksymalizuje uśredniony dochód społeczeństwa (równoważnie: sumę dochodów);

11

Stanowisko Rawlsa: sprawiedliwy jest taki podział dochodów, który maksymalizuje dochód najbiedniejszego członka społeczeństwa (dochód minimalny);

SE.4.2012.indb 509

20.2.2013 13:30:59


510

11

Anna Macko, Marcin Malawski, Tadeusz Tyszka

Stanowisko egalitarystów: sprawiedliwy jest taki podział dochodów, który minimalizuje rozpiętość dochodów między najbogatszym i najbiedniejszym członkiem społeczeństwa (podział równościowy).

Dla prostego zilustrowania tych stanowisk rozważmy społeczeństwo składające się z  pięciu jednakowo licznych klas dochodów o  dochodach przedstawionych w tabeli 1. Jak widać, każdy z tych rozkładów dochodów jest najlepszy z punktu widzenia jednej z  wymienionych powyżej zasad sprawiedliwości (najlepsze wartości poszczególnych kryteriów zostały wytłuszczone). Tabela 1. Trzy rozkłady dochodów w społeczeństwie składającym się z pięciu klas Klasy dochodów

Rozkład I

Rozkład II

Rozkład III

Wysoka

20,0

10,0

8,0

Średnio-wysoka

12,0

8,0

7,0

Średnia

6,5

5,0

4,5

Średnio-niska

2,5

3,0

3,0

Niska

1,0

2,0

1,5

Dochód średni

8,4

5,6

4,8

Dochód najniższy

1,0

2,0

1,5

19,0

8,0

6,5

Rozpiętość dochodów Źródło: opracowanie własne.

Spory o zasady sprawiedliwego podziału dóbr są toczone na różnych płaszczyznach. Szczególnie interesujący spór na ten temat wiedli dwaj wybitni filozofowie John Rawls i  John Charles Harsányi. Rawls nawiązał w  tej dyskusji do strategii wyboru racjonalnej osoby w  warunkach niepewności. Uznał, że gdy racjonalna jednostka dokonuje wyborów w warunkach niewiedzy, to powinna się kierować zasadą maksymalizacji dochodu najgorszego (zasada maksiminu). Analogicznie twierdził, że gdyby zapytać jednostkę o jej wybór zasady sprawiedliwego podziału dóbr „za zasłoną niewiedzy” (veil of ignorance), tj. kiedy pytany nie wiedziałby nic o  swojej przyszłej pozycji w  społeczeństwie, to będzie on skłonny za najbardziej sprawiedliwą uznać zasadę maksymalizacji dochodu najniższego. Harsányi podobnie jak Rawls dostrzegał analogię między racjonalnym wyborem „za zasłoną niewiedzy” i postrzeganiem sprawiedliwego rozkładu dochodów, zakwestionował jednak oba założenia Rawlsa. Zasada maksymalizacji dochodu najniższego nie jest, jego zdaniem, odpowiednia ani przy indywidualnych wyborach w warunkach niepewności, ani jako zasada sprawiedliwego wyboru społecznego. Rozważmy np. wybór między dwoma działaniami d1 i d2 w warunkach, gdy są możliwe dwa stany natury s1 i s2 (tab. 2). Wybierając d1 jednostka otrzymuje

SE.4.2012.indb 510

20.2.2013 13:30:59


SKĄD SIĘ BIORĄ PREFERENCJE LUDZI WOBEC ZASAD SPRAWIEDLIWEGO…

511

albo 0 albo 1000 euro, a w przypadku d2 otrzymuje 10 centów, niezależnie od tego, który stan rzeczy się zrealizuje. Zapewne w  takiej sytuacji niewiele osób zdecydowałoby się na wybór d2. Tabela 2. Wybór między dwoma działaniami w warunkach niepewności Stan natury Działanie

s1

s2

d1

0

1 000 euro

d2

10 centów

10 centów

Źródło: opracowanie własne.

Zgodnie z kryterium maximinowym działanie d2 jest tu działaniem lepszym niż działanie d1, gdyż przy gorszym stanie świata s1 przynosi (nieco) więcej. Jednak wiele osób przypuszczalnie wybrałoby w tej sytuacji działanie 1. Zdaniem Harsányi’ego racjonalny decydent w  warunkach ryzyka kieruje się zasadą maksymalizacji własnej oczekiwanej użyteczności, a więc w problemie z tabeli 2 wybierze decyzję d2 tylko przy skrajnie niskim prawdopodobieństwie wystąpienia stanu natury s2. Harsányi uważa ponadto – podobnie jak inni utylitaryści – że podobnie jak w przypadku indywidualnego podejmowania decyzji w warunkach niepewności, także wtedy, gdy rozważamy zasadę sprawiedliwego wyboru społecznego, to zasada maksymalizacji dochodu najgorszego nie jest zasadą najbardziej sprawiedliwą, jest nią zasada maksymalizacji średniego dochodu2. W obecnym badaniu podjęto próbę empirycznego sprawdzenia, którą z zasad sprawiedliwego podziału dóbr ludzie uważają za najwłaściwszą. Osoby badane miały za zadanie wskazać wśród przedstawionych im abstrakcyjnych zasad sprawiedliwości dystrybutywnej tę, którą uważają za najważniejszą, a  także wybrać z zestawu podanych możliwych rozkładów dochodów ten, który uważają za najbardziej sprawiedliwy. W ten sposób dowiadujemy się, które z zasad uważają za najistotniejsze, a niezależnie od tego – jak wyglądają w praktyce ich intuicje dotyczące sprawiedliwego rozkładu dochodów. Próbujemy także ustalić, co odpowiada za różnice w tych intuicjach i w preferencjach względem zasad tam, gdzie takie występują.

PYTANIA I HIPOTEZY BADAWCZE W związku z dyskutowanymi na normatywnym gruncie zasadami sprawiedliwego podziału dóbr pojawia się wiele pytań opisowych: 2 Dokładniej,

średni dochód służy tu jako rozsądne przybliżenie średniego poziomu satysfakcji (użyteczności) w społeczeństwie, w sytuacji gdy indywidualne funkcje użyteczności poszczególnych jednostek nie są znane.

SE.4.2012.indb 511

20.2.2013 13:30:59


512

Anna Macko, Marcin Malawski, Tadeusz Tyszka

Które zasady sprawiedliwego podziału dóbr są przez zwykłych ludzi preferowane? Pierwsze badanie na ten temat wykonali Frohlich, Oppenheimer i  Eavy (1987, 1987a), którzy studentom trzech uniwersytetów (University of Maryland, Florida State University i University of Manitoba) dawali wybór między czterema zasadami sprawiedliwego podziału dochodu w społeczeństwie: 1) maksymalizacji dochodu najniższego; 2) maksymalizacji dochodu średniego; 3) maksymalizacji dochodu średniego przy zagwarantowanym dochodzie minimalnym; 4) maksymalizacji dochodu średniego, z ograniczeniem rozpiętości najniższych i najwyższych dochodów. Badani porządkowali te zasady od najmniej do najbardziej sprawiedliwej, a  następnie dokonywali między nimi wyborów zarówno indywidualnie jak i  w  pięcioosobowych grupach. Wybory miały dla badanych konsekwencje finansowe, gdyż badani dokonywali wyborów między rozmaitymi rozkładami wynagrodzeń dla pięcioosobowych grup, przy czym różne rozkłady odpowiadały różnym zasadom sprawiedliwego podziału. Wyniki pokazały, że najczęściej wybieraną zasadą, zarówno w wyborach indywidualnych, jak i grupowych, była zasada maksymalizacji dochodu średniego przy zagwarantowanym dochodzie najniższym. Równocześnie najrzadziej wybieraną zasadą okazała się zasada Rawlsa. Tak więc przewidywania Rawlsa kompletnie się nie potwierdziły. Lissowski, Tyszka i Okrasa (1991) powtórzyli w końcu lat 80. badanie Frohlicha i in. w grupie polskich studentów (i co ważne, jeszcze w okresie gdy Polska była krajem komunistycznym, gdzie oficjalna ideologia głosiła hasła egalitaryzmu). Podobnie jak w badaniu amerykańskim najczęściej wybieraną zarówno w wyborach indywidualnych jak i grupowych okazała się zasada maksymalizacji dochodu średniego przy zagwarantowanym dochodzie najniższym. Równocześnie zasada Rawlsa okazała się najmniej popularna. Wynik ten pokazał, że (1) propaganda komunistyczna w Polsce nie zmieniała ocen odnośnie do sprawiedliwości dochodów w społeczeństwie i (2) preferencje między czterema zasadami podziału dóbr wydają się względnie powszechne. W obecnym badaniu wprowadzono trzy najpowszechniej formułowane stanowiska w kwestii sprawiedliwego podziału dóbr w społeczeństwie: 1) maksymalizacji dochodu najniższego; 2) maksymalizacji dochodu średniego; 3) minimalizacji rozpiętości między dochodem najniższym i najwyższym.

SE.4.2012.indb 512

20.2.2013 13:30:59


SKĄD SIĘ BIORĄ PREFERENCJE LUDZI WOBEC ZASAD SPRAWIEDLIWEGO…

513

Postawiono przy tym dodatkowe pytanie: czy preferencje wobec abstrakcyjnych zasad sprawiedliwego podziału dóbr są na tyle wyraźne i stabilne, że potwierdzają się w wyborach między różnymi rozkładami wynagrodzeń, czy przeciwnie – zależą od konkretnych wartości podstawowych parametrów: dochodu średniego, najniższego, najwyższego? Spór Rawlsa i Harsányiego odwołujący się do kryterium wyboru w warunkach niepewności pozwala sformułować pewne interesujące hipotezy odnośnie do różnic między ludźmi dotyczących preferowanych zasad sprawiedliwego podziału dóbr. Można mianowicie przypuszczać, że preferencje te mogą zależeć od dwóch rzeczy: (1) od oczekiwań dotyczących przyszłych zarobków jednostki oraz (2) od stosunku jednostki do ryzyka. 1. Czy preferencje między różnymi zasadami sprawiedliwego podziału dóbr pozostają w relacji osoby do ryzyka? 2. Czy preferencje wobec zasad sprawiedliwego podziału dóbr zależą od oczekiwań dotyczących przyszłych zarobków ? W związku z powyższymi pytaniami wykonaliśmy dwa badania. W pierwszym poszukiwaliśmy związku między preferowanymi zasadami sprawiedliwego podziału dóbr i  stosunkiem jednostki do ryzyka, w  drugim – związku między preferowanymi zasadami sprawiedliwego podziału dóbr a  oczekiwaniami dotyczącymi przyszłych zarobków jednostki.

BADANIE 1: PREFEROWANE ZASADY SPRAWIEDLIWEGO PODZIAŁU DÓBR I STOSUNEK JEDNOSTKI DO RYZYKA3 Badanie miało odpowiedzieć na pytanie, które zasady sprawiedliwego podziału dóbr są przez zwykłych ludzi preferowane. Postawiono również hipotezę, że preferencje wobec zasad sprawiedliwego podziału dóbr pozostają w związku ze stosunkiem osoby do ryzyka. W szczególności preferencja dla zasady maksymalizacji dochodu minimalnego powinna korelować pozytywnie z awersją do ryzyka. Metoda W  badaniu 1 połowa osób badanych otrzymywała scenariusz, w  którym prezentowano różne rozkłady dochodów między pięciu przedstawicieli handlowych na różnych terenach, a  druga połowa otrzymywała podobny scenariusz z  tymi samymi rozkładami dochodów i  z  wyjaśnieniem, że prezentowane rozkłady są skutkiem zastosowania różnych systemów podatkowych. Ponieważ nie zaobserwowaliśmy istotnych różnic w zachowaniu tych dwóch grup, w dalszym ciągu pominiemy tę manipulację, traktując obie te grupy łącznie. Dalej, tak przy jednym jak i przy drugim scenariuszu badanych dzielono na trzy grupy, otrzymujące trzy różne zadania: Jedna grupa otrzymywała opis 3  Współautorami

SE.4.2012.indb 513

tego badania byli ponadto: Beata Demidowicz i Jaideep Roy (2005).

20.2.2013 13:31:00


514

Anna Macko, Marcin Malawski, Tadeusz Tyszka

trzech zasad podziału wynagrodzeń i miała je uszeregować od najbardziej do najmniej sprawiedliwej. Przypomnijmy, że zasadami tymi były: zasada maksymalizacji najniższego wynagrodzenia, zasada maksymalizacji średniego wynagrodzenia, zasada minimalizacji rozpiętości między dochodem najniższym i najwyższym. W drugiej grupie badani również otrzymywali opis trzech zasad sprawiedliwego podziału wynagrodzeń, ale dalej dokonywali wyborów między rozmaitymi konkretnymi rozkładami wynagrodzeń. Badani otrzymywali kolejno cztery zestawy trzech różnych rozkładów i mieli z każdego zestawu wybrać najbardziej preferowany rozkład. Rozkłady dochodów były tak dobrane, aby w  każdym z zestawów różne zasady prowadziły do różnych wyborów. Ilustruje to poniższy przykład (pokazywany także osobom badanym). Wreszcie w trzeciej grupie badani jedynie dokonywali wyborów między rozmaitymi rozkładami wynagrodzeń bez jakiegokolwiek wspominania o  zasadach sprawiedliwego podziału wynagrodzeń. W grupie tej użyto tych samych zestawów rozkładu dochodów, co w  grupie drugiej. Po dokonaniu wszystkich wyborów zapoznano badanych w tej grupie z trzema zasadami i poproszono o uszeregowanie ich od „najbardziej” do „najmniej sprawiedliwej”. Każdy z uczestników badania z drugiej i trzeciej grupy otrzymywał rzeczywistą wypłatę proporcjonalną do wynagrodzenia, jakie w wybranym przez niego rozkładzie uzyskiwała jedna z osób (A, B, … lub E); zarówno ta osoba, jak i zestaw, z którego wybrano rozkład, były losowane po badaniu w obecności uczestników. Badani z pierwszej grupy otrzymywali ustaloną kwotę. Osoby badane Badanie przeprowadzono na grupie 180 (6 x 30) studentów studiów dziennych Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania w Warszawie. Przykład Rozważane są trzy różne rozkłady miesięcznego wynagrodzenia wśród przedstawicieli handlowych. Rozkłady te są przedstawione na rysunku 1 wraz z tabelą zawierającą pewne ich charakterystyki. W przykładzie przedstawionym na rysunku 1 w rozkładzie I osoba A zarabia (rocznie) 122 000 zł, osoba B – 74 000 zł itd. Z  kolei w  rozkładzie II osoba A zarabia 144  000 zł itd. We wszystkich trzech rozkładach wynagrodzeń (I, II, III) A zarabia najwięcej, B otrzymuje drugie pod względem wielkości wynagrodzenie itd. aż do przedstawiciela handlowego E, który zarabia najmniej. Stosunek jednostki do ryzyka mierzono, dając jej wybór spośród loterii pokazanych w tabeli 3. Pierwsza kolumna w tej tabeli zawiera litery przyporządkowane poszczególnym loteriom. Kolumny druga i trzecia pokazują, jaką kwotę uzyskuje osoba w  danej loterii, gdy po rzucie monetą wypadnie reszka albo orzeł. Jak widać, w  kolejnych loteriach (od góry do dołu) wzrasta oczekiwana wartość wypłaty, a zarazem rośnie wariancja (ryzyko). Wskaźnikiem poziomu akceptacji ryzyka był wybór loterii przez osobę. Osoba o dużej skłonności do ryzyka wybie-

SE.4.2012.indb 514

20.2.2013 13:31:00


SKĄD SIĘ BIORĄ PREFERENCJE LUDZI WOBEC ZASAD SPRAWIEDLIWEGO…

515

rze loterię umieszczoną nisko w tabeli, zaś osoba o dużej awersji do ryzyka wybierze loterię umieszczoną wysoko w tabeli. Rysunek 1. Rozkłady wynagrodzeń prezentowane badanym jako przykład w instrukcji 160 000

Wynagrodzenie

140 000 120 000

144 000 122 000

114 000

100 000

60 000

50 000

40 000

A

B

C

D

74 000 54 000

48 000

32 000 20 000

20 000 0

80 000

74 000

80 000

E

31 500 18 000

28 000 16 000 A

B

C

D

E

A

B

C

D

E

Rozkład I

Rozkład II

Rozkład III

Najniższe wynagrodzenie

20 000

16 000

18 000

Średnie wynagrodzenie

59 600

63 200

58 300

Rozpiętość wynagrodzenia

102 000

128 000

96 000

Źródło: opracowanie własne.

Tabela 3. Zadanie mierzące postawę osoby wobec ryzyka: sześć loterii do wyboru Opcje

Reszka

Orzeł

A

10 PLN

10 PLN

B

8 PLN

20 PLN

C

6 PLN

30 PLN

D

4 PLN

40 PLN

E

2 PLN

50 PLN

F

0 PLN

60 PLN

Źródło: opracowanie własne.

Wyniki Rysunek 2 przedstawia częstość wybierania rozkładów odpowiadających zastosowaniu poszczególnych zasad sprawiedliwości (wybór) oraz średnią pozycję tych zasad w uszeregowaniu (rangowanie) przez osoby badane w grupie, która wybierała rozkłady dochodów bez wiedzy o zasadach sprawiedliwości, a następnie

SE.4.2012.indb 515

20.2.2013 13:31:00


516

Anna Macko, Marcin Malawski, Tadeusz Tyszka

zostawała zapoznana z  tymi zasadami i  porządkowała je od „najbardziej” do „najmniej sprawiedliwej”. (Skala na pionowej osi rysunku oznacza pozycję w uporządkowaniu: zasada uważana przez respondenta za najbardziej sprawiedliwą otrzymuje ocenę 2, za najmniej sprawiedliwą – 0). Jak widać, uszeregowanie trzech abstrakcyjnych zasad sprawiedliwego podziału bardzo się różni od ich miejsca przy rzeczywistych wyborach. O ile przy rzeczywistych wyborach (prawa strona na rysunku) ludzie najrzadziej kierują się zasadą egalitarystów (minimalizacji rozpiętości), o  tyle przy rangowaniu abstrakcyjnych zasad cieszy się ona zdecydowanie najwyższym uznaniem. Dotyczy to nawet osób, które dopiero co dokonywały wyboru rozkładów w sposób sprzeczny z tą zasadą (lewa strona na rysunku). Natomiast przy rzeczywistych wyborach zasady maksymalizacji dochodu najniższego i maksymalizacji dochodu przeciętnego cieszą się mniej więcej jednakowym poparciem. Rysunek 2. Częstości wyboru trzech zasad oraz ich średnie oceny przy rangowaniu przez badanych z grupy 3 1,6 1,4 1,2 1 0,8 0,6 0,4 0,2 0

Wybór

Rangowanie

Maksymalizacja minimalnego dochodu Maksymalizacja średniego dochodu Minimalizacja rozwarstwienia

Źródło: opracowanie własne.

Jak widać na rysunku 3, poparcie uzyskiwane przez zasady maksymalizacji dochodu najniższego i maksymalizacji dochodu przeciętnego zmienia się nieco w zależności od tego, czy wspominano badanym o zasadach sprawiedliwości, czy nie. Przywołanie idei sprawiedliwości podnosiło nieco preferencje dla zasady Rawlsa, a  obniżało preferencję zasady maksymalizacji dochodu średniego. Obserwowane różnice nie są jednak istotne statystycznie.

SE.4.2012.indb 516

20.2.2013 13:31:00


SKĄD SIĘ BIORĄ PREFERENCJE LUDZI WOBEC ZASAD SPRAWIEDLIWEGO…

517

Ponadto dokonując wyborów między różnymi rozkładami dochodów, badani na ogół nie trzymali się jednej zasady. Spośród 120 osób, które w  badaniu 1 dokonywały wyboru rozkładu dochodu z  zestawu możliwych, tylko 28 wybrało z każdego z czterech zestawów rozkład najlepszy ze względu na to samo kryterium, zaś 37 dokonało takiego „konsekwentnego” wyboru w trzech spośród czterech zestawów. Rysunek 3. Częstość wybierania przez badanych poszczególnych zasad podziału przy wyborach między rozkładami dochodów w warunkach wprowadzenia i niewprowadzania rozważań nad sprawiedliwością 0,6 0,5 0,4 0,3 0,2 0,1 0

Maksymalizacja minimalnego dochodu

Maksymalizacja średniego dochodu

Minimalizacja rozpiętości dochodu

Grupa wybierająca po zapoznaniu z zasadami Grupa wybierająca bez znajomości zasad

Źródło: opracowanie własne.

Tabela 4. Współczynniki korelacji między skłonnością do ryzyka a ujawnionymi preferencjami dla poszczególnych zasad sprawiedliwości w grupie wybierającej rozkłady dochodów przy uświadomieniu zasad Preferencje dla zasady

Maksymalizacji dochodu najniższego

Maksymalizacji dochodu średniego

Minimalizacji rozpiętości dochodów

–0,31

0,30

–0,03

Skłonność do ryzyka Źródło: opracowanie własne.

Nie stwierdzono żadnej korelacji między bezpośrednim szeregowaniem (rangowaniem) zasad sprawiedliwego podziału i  stosunkiem jednostki do ryzyka. Oznacza to, że są to kompletnie inne rzeczy. Stwierdzono natomiast umiarko-

SE.4.2012.indb 517

20.2.2013 13:31:01


518

Anna Macko, Marcin Malawski, Tadeusz Tyszka

waną ujemną korelację miedzy skłonnością do ryzyka i preferowaniem maksyminowej zasady sprawiedliwego podziału oraz dodatnią korelację między skłonnością do ryzyka i preferowaniem zasady maksymalizacji średniego dochodu (tab. 3). Korelacje te wystąpiły jedynie w grupie, w której badani otrzymywali opis trzech zasad sprawiedliwego podziału wynagrodzeń i dokonywali wyborów między rozmaitymi rozkładami wynagrodzeń (grupa 2). Tak więc na preferencje między różnymi zasadami sprawiedliwego podziału dóbr może mieć jakiś wpływ stosunek jednostki do ryzyka. Zaskakujący jest jednak fakt, że w grupie dokonującej „czystego” wyboru rozkładów (bez wcześniejszego wprowadzenia zasad sprawiedliwości) takich korelacji nie obserwujemy. Istnienie związku między preferencjami zasad sprawiedliwości dystrybucyjnej a skłonnością do ryzyka potwierdzają także wyniki badań Palmera, Patona, Ngo’a, Thomsona, Hohwy’a  i Millera (2012). W  badaniu tym ustalano preferencje dla zasad sprawiedliwego podziału dóbr w kontekście opłacania posiłków dla biednych dzieci afrykańskich. Badani mieli dokonać wyboru między dwiema opcjami: (1) bardziej zmniejszyć liczbę posiłków jednemu z trójki dzieci, bądź (2) nieco mniej zmniejszyć liczbę posiłków dwójce z trójki dzieci. Należy przy tym dodać, że zmniejszenie liczby posiłków dwójce dzieci w  sumie redukowało łącznie liczbę posiłków bardziej niż zmniejszenie liczby posiłków tylko jednemu dziecku. Oznacza to, że opcja (1) była w zgodzie z zasadą utylitarystów, a opcja (2) była w zgodzie z zasadą Rawlsa. Skłonność do ryzyka mierzono różnymi narzędziami, m.in. Iowa Gambling Task4. Okazało się, że osoby, które cechowała większa awersja do ryzyka, mierzona Iowa Gambling Task, miały skłonność do preferowania opcji (2), a więc zasady Rawlsa, podczas gdy osoby, które cechowała mniejsza awersja do ryzyka, miały skłonność do preferowania opcji (1), a więc zasady utylitarystów.

BADANIE 2: PREFEROWANE ZASADY SPRAWIEDLIWEGO PODZIAŁU DÓBR I „ŻYCIOWE” OCZEKIWANIA JEDNOSTKI Postawiono w nim dwa przypuszczenia: 1. Preferencje między różnymi zasadami sprawiedliwego podziału wynagrodzeń będą się zmieniać w zależności od wielkości różnych parametrów konkretnych rozkładów wynagrodzeń. Oznaczałoby to, że ludzie nie mają „w głowie” prostych zasad, a raczej biorą pod uwagę różne parametry i ich charakterystyki. 2. Preferencje wobec zasad sprawiedliwego podziału dóbr zależą od oczekiwań dotyczących przyszłych zarobków. Istotnie, postulowana przez Rawlsa „zasłona niewiedzy”, przy której powinniśmy oceniać jakość zasad sprawiedliwego 4  Gra polega na odkrywaniu kart, z  których jedne prowadzą do zysku, a  inne do straty. Badany może przy tym wybrać jeden z czterech zestawów kart. Dwa pierwsze zestawy są wysoce „niebezpieczne” – zawierają wprawdzie karty z atrakcyjnymi wysokimi wypłatami, ale także karty z  katastrofalnie wysokimi stratami, co w sumie prowadzi gracza do strat. Dwa inne zestawy są „bezpieczne” – zawierają większość kart z  pozytywnymi wypłatami, co prawda mniejszymi niż karty z  talii „niebezpiecznych”, ale w  sumie prowadzącymi uczestnika do zysku. Wybór z  talii „niebezpiecznych” oznacza bardziej pozytywny stosunek do ryzyka.

SE.4.2012.indb 518

20.2.2013 13:31:01


SKĄD SIĘ BIORĄ PREFERENCJE LUDZI WOBEC ZASAD SPRAWIEDLIWEGO…

519

podziału dóbr, wynika z faktu, że w zwykłych warunkach ludzie nie są zdolni do formułowania bezstronnych ocen moralnych. Są raczej motywowani własnym interesem. Istnieje nawet pogląd etyczny, że kierowanie się własnym interesem jest wręcz obowiązkiem moralnym. Pogląd ten, zwany egoizmem etycznym, opiera się na założeniu, że normy moralne muszą być zgodne z rozumem. A racjonalne jest dążenie do własnego dobra. Jeśli zatem coś jest w naszym interesie, to jest to zarazem dobre (słuszne) moralnie. Tak czy owak, można sądzić, że oceny zasad sprawiedliwego podziału dóbr mogą pozostawać pod wpływem wiedzy albo oczekiwań dotyczących własnej pozycji w rozkładzie dochodów w społeczeństwie. Metoda Badanym prezentowano ten sam scenariusz co w  badaniu 1. Badani jedynie dokonywali wyborów między rozmaitymi rozkładami wynagrodzeń, bez jakiegokolwiek wspominania o zasadach sprawiedliwego podziału wynagrodzeń. W  badaniu użyto pięciu zestawów rozkładu dochodów tak dobranych, aby w każdym z nich różne zasady sprawiedliwego podziału prowadziły do różnych wyborów. Badani wskazywali, który rozkład wybraliby, będąc na miejscu opisywanej osoby, oraz który rozkład, ich zdaniem, jest najgorszy. Wybór był hipotetyczny, badani nie otrzymywali żadnego wynagrodzenia w zależności od dokonywanych wyborów. Badanych z Akademii Leona Koźmińskiego oraz Wyższej Szkoły Pedagogiki Resocjalizacyjnej Pedagogium pytano o to, jak przewidują swoją sytuację finansową za 10 lat. Swoje odpowiedzi zaznaczali stawiając kreskę na 10 cm odcinku, którego jeden koniec oznaczał sytuację zdecydowanie gorszą niż inni (w swojej grupie), a drugi koniec sytuację wyraźnie lepszą niż inni (w swojej grupie). Osoby badane W badaniu wzięło udział 152 studentów dziennych trzech warszawskich uczelni: Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego (n=60), Kolegium Prawa Akademii Leona Koźmińskiego (n=44) oraz Wyższej Szkoły Pedagogiki Resocjalizacyjnej Pedagogium (n=48). Dobór grup był podyktowany spodziewanymi różnicami pomiędzy nimi w oczekiwaniach przyszłych zarobków. Według stereotypu prawo zapewnia wyższe dochody niż przeciętne, natomiast pedagogika – niższe dochody niż przeciętne. Wyniki Rysunek 4 przedstawia średnie poziomy preferencji poszczególnych zasad sprawiedliwości w  każdej z  grup eksperymentalnych. Poziom indywidualnej preferencji danej zasady jest tu sumą pięciu liczb, po jednej dla każdego zestawu rozkładów dochodów: jeśli badany wybiera z  zestawu rozkład odpowiadający danej zasadzie, to zasadzie tej przypisujemy liczbę 2, jeśli ocenia go jako najgorszy – liczbę 0, a jeśli nie zachodzi żaden z tych dwóch przypadków – liczbę 1. W ten sposób zasada sprawiedliwości może uzyskać u danej osoby poziom preferencji

SE.4.2012.indb 519

20.2.2013 13:31:01


520

Anna Macko, Marcin Malawski, Tadeusz Tyszka

od 0 (gdy w  każdym z  zestawów odpowiadający jej rozkład jest uważany za najgorszy) do 10 (gdy w każdym z zestawów jest on wybierany), a suma poziomów preferencji dla wszystkich trzech zasad jest równa 15. Rysunek 4. Wybory trzech zasad podziału wśród badanych studentów z trzech uczelni 8 7 6 5 4 3 2 1 0

Maksymalizacja najniższego wynagrodzenia SGGW

Maksymalizacja średniego wynagrodzenia

Koźmiński

Minimalizacja rozpiętości wynagrodzeń

Pedagogium

Źródło: opracowanie własne.

Jak pokazuje rysunek 5, preferencje wobec trzech zasad sprawiedliwego podziału dóbr były zależne od zestawu. W szczególności zasada maksymalizacji średniego dochodu była najmniej preferowana w zestawie 3, w którym występowały szczególnie wysokie wynagrodzenia najwyższe. Wydaje się, że badani przejawiali awersję do rozkładu dochodów ze „zbyt wysokimi wynagrodzeniami najwyższymi”. Rysunek 5. Wybory zasady maksymalizacji średniego wynagrodzenia w różnych zestawach Maksymalizacja średniego wynagrodzenia 1,6 1,4 1,2 1 0,8 0,6 0,4 0,2 0

Zestaw 1 SGGW

Zestaw 2 Koźmiński

Zestaw 3

Zestaw 4

Zestaw 5

Pedagogium

Źródło: opracowanie własne.

SE.4.2012.indb 520

20.2.2013 13:31:01


521

SKĄD SIĘ BIORĄ PREFERENCJE LUDZI WOBEC ZASAD SPRAWIEDLIWEGO…

Podobnie jak w  badaniu 1 najrzadziej stosowaną zasadą sprawiedliwego podziału w sytuacjach rzeczywistego wyboru była zasada minimalizacji rozpiętości dochodów. Zasada maksymalizacji dochodu najmniejszego i  zasada maksymalizacji dochodu średniego wydają się mieć podobny poziom poparcia. Jak pokazuje tabela 5, niezależnie od stereotypu dotyczącego dochodów (zgodnie z  którym prawnicy spostrzegani są jako osoby o  wysokich, a  pedagodzy jako osoby o niskich dochodach) zdecydowana większość badanych w obu grupach badanych przewidywała swoje zarobki powyżej średniej. Wynika z  tego, że ludzie nie kierują się w swoich oczekiwaniach stereotypami na temat dochodów różnych grup zawodowych. Równocześnie preferencje badanych nie wykazywały żadnego związku (1) ani ze stereotypem kariery finansowej: grupa prawników nie różniła się od grupy pedagogów (por. rys. 4 i 5), ani (2) z oczekiwaniami dotyczącymi przyszłych zarobków: współczynniki korelacji między oczekiwaniami i preferowaniem zasad sprawiedliwego podziału dóbr były w obu grupach badanych nieistotne (poniżej 0,20). Tabela 5. Liczba badanych przewidujących swoją sytuację finansową poniżej średniej, równą średniej i powyżej średniej Grupa

Poniżej średniej

Równa średniej

Powyżej średniej

Razem

Prawo

4

9

32

45

Pedagogika

4

10

33

47

Źródło: opracowanie własne.

Dyskusja Jak pisaliśmy wyżej, ludzie są zdecydowanie wrażliwi na kwestię sprawiedliwego podziału dóbr. Gdy mają mniej niż inni, określają swoją pozycję społeczną jako „niesprawiedliwie nierówną”. Ale też kiedy mają więcej niż inni, doświadczają negatywnych emocji. Peters i in. (2008) wskazują, że w sytuacji, gdy w porównaniu z innymi osoba jest przepłacana za pracę, pojawia się u niej wewnętrzny konflikt między przyjemnością związaną z  lepszą wypłatą a  poczuciem, że jest to niewłaściwe. Wyrazem konfliktu były dłuższe, w  porównaniu z  osobami nie doświadczającymi przepłacenia, czasy oceniania swojego stanu satysfakcji z wyniku. W jednym i drugim przypadku ludzie odwołują się do jakichś intuicyjnych zasad sprawiedliwego podziału. W świetle obecnego badania zasady te nie są bynajmniej jasno określone. Po pierwsze stwierdziliśmy, że uszeregowanie trzech abstrakcyjnych zasad sprawiedliwego podziału bardzo się różniło od preferencji ujawnianych w rzeczywistych wyborach dokonywanych za zasłoną niewiedzy. Po drugie, dokonując wyborów między różnymi rozkładami dochodów, badani na ogół nie trzymali się jednej zasady. Zasady maksymalizacji dochodu najmniejszego i maksymalizacji dochodu średniego miały podobny poziom poparcia. Ale preferencje dla tych zasad zmie-

SE.4.2012.indb 521

20.2.2013 13:31:01


522

Anna Macko, Marcin Malawski, Tadeusz Tyszka

niały się w  zależności od konkretnych porównywanych rozkładów. Może to oznaczać, że ludzie nie mają „w  głowie” prostych zasad, a  raczej biorą pod uwagę różne parametry rozkładów (zarówno wartość minimalną jak i wartość średnią) i w zależności od ich wielkości decydują się na wybór zgodny bądź to z  jedną, bądź z  inną zasadą. Jest to zgodne z  wcześniejszymi wynikami Lissowskiego, Tyszki i Okrasy (1991), w których stwierdzono, że badani preferowali rozkłady oparte na „mieszance” zasady maksymalizacji dochodu najmniejszego i maksymalizacji dochodu średniego. Najczęściej wybieraną zasadą w tamtym badaniu była zasada maksymalizacji dochodu średniego przy zagwarantowanym minimum dla najgorzej sytuowanych. Oznacza to, że zasady, do których odwołują się ludzie, nie pokrywają się z zasadami dyskutowanymi przez filozofów moralnych. Sugeruje to także, że preferowane zasady mogą łatwo się zmieniać w zależności od pozycji zajmowanej przez jednostkę w społeczeństwie. Istotnie, wielkość zagwarantowanego minimum dla najgorzej sytuowanych może się łatwo przesuwać w górę lub w dół w zależności od miejsca jednostki w strukturze społecznej. W obecnych badaniach chcieliśmy ustalić, czy rzeczywiście preferencje wobec zasad sprawiedliwego podziału pozostają pod wpływem pozycji zajmowanej w społeczeństwie. Odwołaliśmy się przy tym nie do aktualnej, a raczej przewidywanej przyszłej pozycji społecznej jednostki. Niestety, zabieg ten raczej nam się nie udał. Wydaje się, że stanęła temu na przeszkodzie dobrze znana w psychologii skłonność do nadmiernego optymizmu (nazywa się ją też skłonnością do nierealistycznego optymizmu). Zjawisko to opisał Weinstein (1980), który prosił badanych studentów, by ocenili swoje szanse w porównaniu z szansami innych studentów: z jednej strony odnośnie do pozytywnych zdarzeń – takich jak zdrowie, sukcesy zawodowe itp., a  z  drugiej – do zdarzeń negatywnych, takich jak stanie się ofiarą wypadku samochodowego itd. Okazało się, że znakomita większość badanych oceniała, iż w  porównaniu z  innymi ich szanse na pozytywne wydarzenia są wyższe, a  szanse na negatywne wydarzenia są niższe. Podobnie stało się w naszym badaniu w odpowiedzi na pytanie „porównując siebie z kolegami i koleżankami z roku, jak przewidujesz swoją sytuację finansową za 10 lat?”, prawie 72% badanych zaznaczyło odpowiedź powyżej średniej. W  rezultacie nie stwierdziliśmy też zależności między preferowaną zasadą sprawiedliwego podziału a  określanymi obiektywnie i  subiektywnie oczekiwaniami dotyczącymi przyszłych zarobków. Wynik ten można uznać za „kłopotliwy” dla idei Rawlsa tzw. myślowego eksperymentu „za zasłoną niewiedzy” (veil of ignorance). Zgodnie z tą ideą, gdyby jednostki nie wiedziały, jaką pozycję zajmą w społeczeństwie (a także gdyby nie wiedziały, jaką będą mieć płeć, wiek itd.), to za najbardziej sprawiedliwą zasadę podziału dóbr musiałyby uznać jego zasadę maksymalizacji najmniejszego dochodu. Wygląda jednak na to, że psychologicznie jednostki „za zasłoną niewiedzy” ciągle pozostawałyby optymistyczne, więc zasada Rawlsa mogłaby im się wydać zbyt konserwatywna. Ciekawy jest związek między preferowanymi przez jednostkę zasadami sprawiedliwego podziału dochodów a stosunkiem jednostki do ryzyka. Związku takiego

SE.4.2012.indb 522

20.2.2013 13:31:02


SKĄD SIĘ BIORĄ PREFERENCJE LUDZI WOBEC ZASAD SPRAWIEDLIWEGO…

523

nie zaobserwowaliśmy przy deklarowanych werbalnie preferencjach wobec zasad sprawiedliwego podziału dochodów. Można to interpretować w  ten sposób, że w intuicjach ludzi zasady sprawiedliwego podziału nie mają skojarzeń z ryzykiem. Ryzyko odnosi się do indywidualnych decyzji podejmowanych w warunkach niepewności, natomiast zasady sprawiedliwego podziału dóbr odnoszą się do wyboru społecznego. W odróżnieniu od deklarowanych werbalnie preferencji wobec zasad sprawiedliwego podziału, kiedy jednostka ma do czynienia z wyborem między różnymi rozkładami dochodów, to jej stosunek do ryzyka musi się zaktualizować. W szczególności awersja wobec ryzyka powinna ją skłaniać do poszukiwaniu rozkładów „bezpiecznych”, tj. maksymalizujących dochód najniższy. Potwierdził to nasz wynik dotyczący pozytywnej korelacji między awersją wobec ryzyka a preferowaniem rozkładów opartych na zasadzie maksymalizacji minimalnego dochodu. Oznacza to, że argumentacja utylitarystów (Harsányi) w ich dyskusji z Rawlsem ma znaczenie, gdy chodzi o rzeczywiste ludzkie wybory między różnymi możliwymi rozkładami dochodów, nie ma natomiast znaczenia w odniesieniu do deklarowanych werbalnie preferencji wobec zasad sprawiedliwego podziału.

BIBLIOGRAFIA Brosnan S.F., de Waal F.B.M. (2003), Monkeys reject unequal pay, “Nature”, 425, 297–299. Demidowicz B., Malawski M., Roy J., Tyszka T. (2005), Preference towards justice and attitude towards risk, Presentation at 11th International Conference on Social Dilem Mas., Kraków 24–28 lipca 2005. Fehr E., Fischbacher U. (2004a), Third party punishment and social norms, “Evolution and Human Behavior”, 25, 63–87. Fehr E., Fischbacher U. (2004b), Social norms and human cooperation, “Trends in Cognitive Sciences”, 8(4), 185–190. Fehr E., Gächter S. (2002), Altruistic punishment in humans, “Nature”, 415, 137–140. Frohlich N., Oppenheimer J.A., Eavy C.L. (1987), Laboratory results on Rawls’s distributive justice, “British Journal of Political Science”, 17, 1–21. Frohlich N., Oppenheimer J.A., Eavy C.L. (1987a), Choices of principles of distributive justice in experimental groups, “American Journal of Political Science”, 31, 606– 636. Furnham A. (2005). The Psychology of Behavior at Work: The Individual in the Organization. Psychology Press, New York. Harsanyi J.C. (1975), Can the maximum principle serve as a basis for mortality? A critique of John Rawls’s theory, “American Political Science Review”, 59, 594–606. Lerner M. (2002), Pursuing the justice motive, w: M. Ross, D.T. Miller (eds.), The Justice Motive in Everyday Life, Cambridge University Press New York, 109–126. Lissowski G., Tyszka T., Okrasa W. (1991), Principles of distributive justice: Experiments on preferences in Poland and America, “The Journal of Conflict Resolution”, 35, 98–119. Malawski M., Roy J. (2005), Gry przetargu ultymatywnego, “Decyzje”, 3, 79–102. Rawls, J. (1971), A Theory of Justice, Harvard University Press, Cambridge, Mass.

SE.4.2012.indb 523

20.2.2013 13:31:02


524

Anna Macko, Marcin Malawski, Tadeusz Tyszka

Palmer C., Paton B., Ngo T.T., Thomson R., Hohwy J., Miller S.M. (2012), Individual differences in moral behaviour: A  role for response to risk and uncertainty, “Neuroethics”, DOI: 10.1007/s12152–012–9158–4. Peters S.L., Van den Bos K., Karremans J.C. (2008), On the psychology of the advantaged: how people react to being overpaid, “Social Justice Research”, 21, 179–191. Rawls J. (1974), Some reasons for the maximum criterion, “The American Economic Review”, 64, 141–146. van Wolkenten M., Brosnan S.F., de Waal F.B.M. (2007), Inequity responses of monkeys modified by effort, “Proceedings of the National Academy of Sciences”, 104, 18854–18859. Weinstein N.D. (1980), Unrealistic optimism about future life events, “Journal of Personality and Social Psychology”, 39(5), 806–820.

STRESZCZENIE Znane są trzy główne stanowiska w kwestii sprawiedliwego podziału dochodów w społeczeństwie: (1) stanowisko utylitarystów: zgodnie z nim sprawiedliwy jest taki podział dochodów, który maksymalizuje uśredniony dochód społeczeństwa (tj. sumę dochodów); (2) stanowisko Rawlsa: według tego stanowiska sprawiedliwy jest taki podział dochodów, który maksymalizuje dochód najbiedniejszego członka społeczeństwa (dochód minimalny); (3) stanowisko egalitarystów, zgodnie z którym sprawiedliwy jest taki podział dochodów, który minimalizuje rozpiętość dochodów między najbogatszym i najbiedniejszym członkiem społeczeństwa (podział równościowy). Prowadzone przez nas badania pozwalają sformułować następujące konkluzje: 1. Choć motywacja odwołująca się do sprawiedliwości jest powszechna i  ma wielki wpływ na ludzkie wybory, to w wielu kwestiach nie udaje się osiągnąć zgody co do tego, co jest, a co nie jest sprawiedliwe. Najrzadziej uznawaną w praktyce zasadą sprawiedliwego podziału jest zasada minimalizacji rozpiętości dochodów. Dwie zasady: maksymalizacji dochodu najmniejszego i maksymalizacji dochodu średniego wydają się mieć zbliżony poziom poparcia. 2. Co więcej, pojęcie sprawiedliwości dystrybutywnej jest dalekie od jednoznaczności nawet u pojedynczej osoby. Uszeregowanie trzech abstrakcyjnych zasad sprawiedliwego podziału bardzo się różni od preferencji ujawnianych przy rzeczywistych wyborach. Preferencje zmieniają się także w zależności od wielkości różnych parametrów rozkładu dochodów. 3. Preferencje między różnymi zasadami sprawiedliwego podziału dochodów nie zależą od aktualnej i oczekiwanej pozycji osoby w społeczeństwie. Pozostają natomiast, jak się wydaje, w  pewnej relacji do stosunku osoby do ryzyka – preferencja dla zasady maksymalizacji dochodu minimalnego (zasada Rawlsa) koreluje pozytywnie z awersją do ryzyka. Związek taki występuje jedynie przy wyborach między rozkładami dochodów, nie występuje natomiast przy dekla-

SE.4.2012.indb 524

20.2.2013 13:31:02


SKĄD SIĘ BIORĄ PREFERENCJE LUDZI WOBEC ZASAD SPRAWIEDLIWEGO…

525

rowanych werbalnie preferencjach wobec zasad sprawiedliwego podziału dochodów. Słowa kluczowe: sprawiedliwość dystrybutywna, rozkład dochodów, utylitaryzm, zasada Rawlsa, egalitaryzm, niechęć do ryzyka.

On people’s preferences for principles of distributive justice ABSTRACT There are three well-known general positions on what distributions of income in the society are just. The utilitarian position states that income should be distributed in such a way that the average income in the society, or equivalently the sum of individual incomes, is not less than for any other division. According to the Rawlsian position, the just distribution is one which maximizes the income of the least advantaged individual (the minimal income). The egalitarian standpoint is that the just distribution of incomes minimizes the difference between incomes of the richest and the poorest members of the society (the egalitarian distribution). Our studies allow to formulate the following conclusions: 1. While the motivation of justice is very common and greatly influences human choices, there is no consensus on what is and what is not just in many particular instances. The principle of minimizing the differences of incomes received least support in our experiments. Two other principles – utilitarian and Rawlsian - seem to have similar level of support. 2. Moreover, the notion of distributive justice is far from being unambiguous even at individual level. The ranking of three abstract principles of distributive justice strongly differs from preferences revealed when it comes to real choices of income distributions. The preferences also vary depending on various parameters of distributions. 3. The preferences about principles of distributive justice seem not to depend on the (actual or expected) position of the individual in the society. They seem related to individual attitude towards risk: there is a positive correlation between risk aversion and preference for the Rawlsian principle of maximizing the minimal income when choosing from sets of specified income distributions. It does not appear for verbal declarations of preference about abstract principles of distributive justice. Keywords: distributive justice, income distributions, utilitarianism, egalitarianism, Rawls’ principle, risk aversion. JEL Classification: D63, D81

SE.4.2012.indb 525

20.2.2013 13:31:02


SE.4.2012.indb 526

20.2.2013 13:31:02


Studia ekonomiczne 1 Economic studies nr 4 (LXXV) 2012

Krystyna Skarżyńska*

DLA KOGO POLSKA JEST SPRAWIEDLIWIE URZĄDZONYM, A DLA KOGO NAJLEPSZYM KRAJEM DO ŻYCIA? Na pytanie: „Jakiej Polski potrzebują Polacy?” można szukać odpowiedzi, bądź prosząc ekspertów o  wieloaspektowe analizy wyzwań, jakie czekają Polskę, Europę i świat w najbliższych dekadach i dalszej perspektywie, bądź analizując wyznaczniki ocen porządku ekonomicznego i  politycznego oraz zadowolenia z  życia polskich obywateli. Obie te perspektywy metodologiczne są – jak się wydaje – potrzebne choćby po to, aby zobaczyć, czy i w jakim stopniu zadania i cele wyznaczane przez ekspertów są bliskie potrzebom zwykłych ludzi. Co więcej, konfrontacja danych z tych różnych podejść może być przesłanką formułowania opinii na temat kierunku zmian, w jakim powinno zmierzać społeczeństwo, aby skutecznie mogło zmierzyć się z przewidywanymi przez ekspertów wyzwaniami i trudnościami. Autorka tego artykułu od lat prowadzi badania nad stosunkiem Polaków do różnych aspektów życia w Polsce. Także i w tym opracowaniu przedstawione zostaną ustalenia empiryczne, oparte na danych z dwóch badań, dotyczących psychologicznych wyznaczników ocen realnego systemu (moralnej legitymizacji ekonomicznego, społecznego i politycznego status quo), zadowolenia z życia w Polsce i uznania dzisiejszej Polski za najlepszy kraj do życia. Czym jest moralna, nazywana także społeczną, legitymizacja status quo? Społeczna legitymizacja systemu jest przekonaniem o  tym, że realny porządek ekonomiczny, społeczny i polityczny można uznać za moralnie słuszny czy sprawiedliwy. Oznacza to, iż ludzie wierzą, że władza działa w interesie obywateli, że dobra materialne dzielone są sprawiedliwie, że instytucje i  ich przedstawiciele służą całemu społeczeństwu, a  stanowione prawo jest sprawiedliwe (Cisłak, Skarżyńska, 2010, s. 10; Jost, Banaji, 1994, s. 2; Jost, Hunyady, 2002, s. 111; Jost, *  Instytut

SE.4.2012.indb 527

Psychologii PAN.

20.2.2013 13:31:02


528

Krystyna Skarżyńska

Banaji, Nosek, 2004, s. 881; Skarżyńska, 2009; Skarżynska, 201l, s. 35; Wojciszke, 2011, s.  112). Legitymizowany moralnie system jest przewidywalny: obywatele wiedzą, co można i należy zrobić, jakich reguł trzeba przestrzegać, a jakich naruszać nie wolno, aby poprawić swój los i żyć względnie bezpiecznie. Moralne uprawomocnienie realnego porządku społecznego pozwala więc cieszyć się „słusznym” sukcesem, ale także lepiej znosić swoje gorsze położenie, widząc w  nim z  jednej strony pewne korzyści, a  z  drugiej – dostrzegać szansę na pozytywną zmianę, przy spełnieniu warunków, jakie system stawia obywatelom (Jost, Kay, 2005, s. 498–450; Kay, Jost, 2003, s. 824–837). Społeczna legitymizacja status quo związana jest z tendencją do usprawiedliwiania, czyli psychologicznej racjonalizacji systemu; sprzyja więc stabilizacji,  hamuje natomiast poważne zmiany społeczne (Jost, Banaji, Nosek, 2004, s. 881–883; Jost, 2006, s. 651–670; Wakslak, Jost, Tyler, Chen, 2007, s. 267–274). W Stanach Zjednoczonych społeczna legitymizacja systemu jest silnie związana z akceptacją wielu potocznych ideologii, które pełnią funkcję „mitów legitymizujących” społeczne nierówności i  obserwowaną w  różnych sferach życia niesprawiedliwość. Najczęściej wskazywanymi „usprawiedliwiającymi” ideologiami są: protestancka etyka pracy (Jost, Hunyady, 2002, s. 112–114), ideologia merytokratyczna i  sprawiedliwego rynku (Jost, Pelham, Sheldon, Sullivan, 2003, s. 13–36; Jost, Blount, Pfeffer, Hunyady, 2003, s. 53–91; Jost, Thompson, 2000, s. 209–232), konserwatyzm polityczny (Jost, Glaser, Kruglanski, Sulloway, 2003, s. 339–375), wiara w sprawiedliwość świata (Lerner, 1980), orientacja na dominację społeczną (Sidanius, Pratto, 1999 oraz prawicowy autorytaryzm (Altemeyer, 1996). Teoretycy społecznej legitymizacji systemu twierdzą, że motywacja do usprawiedliwiania systemu, w jakim się żyje, jest powszechna. Jednak badania prowadzone w ostatniej dekadzie w Polsce i w innych krajach postkomunistycznych nie potwierdzają tej tezy (Cisłak, Skarżyńska, 2010, s. 8–11; Goszczyńska, 2009, s.  40–63; Mikiewicz, Wojciszke, 2007, s.  101–108; Skarżyńska, 2006, s.  21–36; 2009, s. 433–452; 2012, s. 243–266; Wojciszke, 2007, s. 317–332). Polacy raczej nie podejmują prób usprawiedliwiania aktualnego porządku społecznego, słabo wierzą w  ideologie podtrzymujące system nierówności. Można stwierdzić, że bardziej charakterystyczna dla naszego społeczeństwa jest delegitymizacja niż legitymizacja aktualnego porządku. Najwyższe wskaźniki moralnej delegitymizacji realnego sytemu obserwowano w  końcu roku 2004 (Skarżyńska, 2011, s. 36). Jak wygląda poziom moralnego uprawomocniania porządku ekonomicznego i politycznego w ostatnich latach, czy obserwowany poziom legitymizacji jest dzisiaj wyższy, czy niższy niż kilka lat wcześniej? Jakie zmienne psychospołeczne różnicują poziom legitymizacji? Czy moralna legitymizacja status quo wiąże się z zadowoleniem z życia w Polsce, z uznaniem Polski za najlepszy kraj do życia? Jakie czynniki psychologiczne – oprócz moralnego uprawomocnienia systemu – sprzyjają uznaniu Polski za najlepszy kraj do życia? Odpowiedzi na te pytania szukano w dwóch badaniach z lat 2008 i 2011.

SE.4.2012.indb 528

20.2.2013 13:31:02


DLA KOGO POLSKA JEST SPRAWIEDLIWIE URZĄDZONYM…

529

BADANIE 1 Celem tego badania było sprawdzenie, czy przekonania, które wzmacniają legitymizację realnego systemu w społeczeństwach zachodnich o ustabilizowanych systemie demokratycznego kapitalizmu, są także istotnym korelatem moralnej legitymizacji status quo w Polsce. Mierzono więc – obok moralnej legitymizacji realnego systemu – następujące zmienne: 1) przekonania dotyczące nierówności ekonomicznych (usprawiedliwiające nierówności i prawa rynku), 2) przekonania dotyczące opiekuńczej roli państwa i polityków, 3) konserwatywne przekonania światopoglądowe (podkreślające przywiązanie do tradycyjnych wartości, religii i ważnej roli Kościoła w  państwie), 4) przekonania o  antagonistycznej naturze relacji społecznych („wiara w życie jako grę o sumie zerowej”). Gdyby motyw moralnego usprawiedliwiania porządku społecznego, w  jakim się żyje, był uniwersalny, należałoby oczekiwać, że moralna legitymizacja status quo w Polsce jest tym silniejsza, im bardziej akceptowane są prokapitalistyczne potoczne ideologie. Innymi słowy: im bardziej akceptowane są przekonania usprawiedliwiające nierówności ekonomiczne i  prawa rynku, konserwatywne przekonania światopoglądowe oraz przekonania o antagonistycznej naturze relacji społecznych, a mniej ceni się opiekuńczą rolę państwa – tym silniej legitymizowany moralnie jest aktualny porządek ekonomiczny i polityczny.

Metoda Charakterystyka próby. W badaniu uczestniczyły 1024 osoby (w tym: 543 kobiety i  481 mężczyzn) w  wieku 18–75 lat, dobranych losowo na podstawie rejestru PESEL, tak by stanowiły próbę reprezentatywną (pod względem płci, wieku, wykształcenia, wielkości miejsca zamieszkania) dorosłych obywateli Polski. Badanie przeprowadzono w lutym 2008 roku w ramach szerszego interdyscyplinarnego sieciowego projektu badawczego PAN: „Rozpad i nowy porządek. Społeczeństwo – naród – kultura w okresie wielkiej zmiany”, realizowanego przez Instytut Filozofii i Socjologii oraz Instytut Psychologii PAN. Autorami prezentowanej części projektu są Krystyna Skarżyńska i Bogdan Wojciszke. Dane zbierane były metodą ustrukturalizowanego wywiadu ankieterskiego z  wykorzystaniem komputera (Computer Assisted Personal Interview – CAPI). Metoda ta pozwala na indywidualną randomizację kolejności poszczególnych pozycji kwestionariusza wywiadu. Narzędzia pomiarowe. Moralna legitymizacja realnego systemu mierzona była polską wersją skali System Justification Scale (SJS), autorstwa Kaya i  Josta (2003). Autorami tłumaczenia są Krystyna Skarżyńska i Bogdan Wojciszke. Jest to skala złożona z ośmiu pozycji, dotyczących opinii na temat działania systemu, urządzania społeczeństwa, równości ekonomicznych i równości szans życiowych. Przykładowe pozycje: „Polski system polityczny działa tak, jak powinien”, „Ludzie w Polsce na ogół mają to, na co zasługują”, „Nasze społeczeństwo urządzone jest sprawiedliwie”. Jest to skala typu Likerta; wobec każdej pozycji respondent

SE.4.2012.indb 529

20.2.2013 13:31:03


530

Krystyna Skarżyńska

zaznacza swoją opinię od 1 (zdecydowanie nie zgadzam się) do 7 (zdecydowanie zgadzam się). Skala jest rzetelna: a Cronbacha wynosi 0,74. Przekonania dotyczące nierówności ekonomicznych mierzono skalą liberalizmusocjalizmu gospodarczego, autorstwa Bogdana Wojciszke. Skala składa się z 10 pozycji, dotyczących uzasadniania nierówności ekonomicznych, roli rynku i centralnego, państwowego planowania gospodarki. Przykładowe pozycje: „Duże różnice w dochodach są niezbędne do zapewnienia w Polsce dobrobytu”, „Znaczna większość przemysłu powinna być w prywatnych rękach”, „Najbogatsi płacą obecnie zbyt wysokie podatki”. Jest to skala typu Likerta; wobec każdej pozycji respondent zaznacza swoją opinię od 1 (zdecydowanie nie zgadzam się) do 7 (zdecydowanie zgadzam się). Wyższa punktacja w  tej skali oznacza większą akceptację gospodarki rynkowej i  nierówności społecznych. Wynik w  tej skali można traktować jako wskaźnik konserwatyzmu ekonomicznego. Skala jest rzetelna: a Cronbacha wynosi 0,75. Przekonania dotyczące roli państwa i polityków – mierzono dziesięciopozycyjną skalą, której kolejne pozycje dotyczyły różnych oczekiwań, kierowanych pod adresem państwa i polityków. Przykładowe twierdzenia skali: „Państwo powinno kontrolować rozwój ekonomiczny kraju”, „Politycy powinni dbać o  dobry standard życia każdego obywatela”. Jest to skala typu Likerta; wobec każdej pozycji respondenci zaznaczali swoją opinię od 1 (zdecydowanie nie zgadzam się) do 7 (zdecydowanie zgadzam się). Wyższa punktacja oznaczała wyższe oczekiwania pomocy i  opiekuńczości ze strony państwa. Skala jest rzetelna: a Cronbacha wynosi 0,68. Przekonania światopoglądowe mierzono skalą konserwatyzmu światopoglądowego, autorstwa Bogdana Wojciszke. Skala składa się z 10 pozycji, dotyczących stosunku do tradycyjnych wartości, stosunku do religii i roli Kościoła katolickiego w państwie. Przykładowe pozycje: „Katolicyzm w Polsce powinien być religią państwową”, „Polska powinna bronić się przed zalewem wzorców obcych naszej narodowej kulturze”, „Życie poczęte powinno podlegać bezwzględnej opiece prawnej”. Jest to skala typu Likerta, punktowana od 1 (zdecydowanie nie zgadzam się) do 7 (zdecydowanie zgadzam się). Wyższa punktacja oznacza większą akceptację tradycyjnych wartości i  znaczącej roli Kościoła w  państwie. Wynik w tej skali można traktować jako wskaźnik konserwatyzmu światopoglądowego. Skala jest rzetelna: a Cronbacha wynosi 0,79. Przekonania o  antagonistycznej naturze relacji społecznych mierzono skalą „Wiary w życie jako grę o sumie zerowej” (Wojciszke, Baryła, Różycka, 2009). Skala mierzy poziom akceptacji antagonistycznej, wizję relacji społecznych, czyli przekonanie, że konflikt interesów, egoizm, bezwzględna rywalizacja są cechą natury ludzkiej. Jest to skala typu Likerta, składa się z 10 pozycji, każda oceniana od 1 (zdecydowanie nie zgadzam się) do 7 (zdecydowanie zgadzam się). Przykładowe twierdzenia skali: „W życiu już tak jest, że kiedy ktoś zyskuje, to ktoś inny na tym traci”, „Bogactwo nielicznych budowane jest na krzywdzie wielu”, „Kiedy jest w kraju coraz więcej bogatych ludzi, biedni też na tym zyskują” (kodowanie odwrócone). Skala jest rzetelna: a Cronbacha wynosi 0,78.

SE.4.2012.indb 530

20.2.2013 13:31:03


531

DLA KOGO POLSKA JEST SPRAWIEDLIWIE URZĄDZONYM…

Kontrolowano także zmienne społeczno-demograficzne: wiek, płeć, wykształcenie, wielkość miejsca zamieszkania i deklarowany dochód.

Wyniki badania 1 Statystyki opisowe poszczególnych zmiennych oraz korelacje między zmiennymi przedstawia tabela 1. Tabela 1. Statystyki opisowe i współczynniki korelacji r Pearsona między zmiennymi uwzględnionymi w badaniu 1 1 1. Konserwatyzm ekonomiczny

2

–0,34**

3. Antagonistyczna wizja relacji

–0,39**

0,09

4. Opiekuńczość państwa i polityków

–0,12*

0,23**

*p

4

5

2. Konserwatyzm światopoglądowy

5. Moralna legitymizacja systemu

3

0,27**

– 0,11*

–0,01

–0,19**

–0,28**

M

2,51

4,01

3,04

3,20

3,02

SD

0,81

1,08

0,57

0,84

0,97

< 0,01;

**p

< 0,001.

Źródło: badanie własne, 2008 r.

Poziom społecznej (moralnej) legitymizacji realnego systemu w roku 2008 jest niski: średnia 3,2 w skali od 1 do 7 oznacza tylko lekkie przesunięcie od braku zdania do umiarkowanej akceptacji twierdzeń skali. Interesujące są także wyniki dotyczące przekonań Polaków na temat gospodarki rynkowej i nierówności oraz światopoglądu. Okazuje się, że akceptacja konserwatywnych przekonań prorynkowych jest bardzo niska: przeciętny Polak raczej odrzuca niż akceptuje nierówności ekonomiczne, umiarkowanie akceptuje opiekuńczość państwa, ale ma konserwatywny światopogląd (akceptuje tradycyjne wartości oraz znaczącą rolę Kościoła w  państwie). W  tej ostatniej sferze poglądy Polaków są bardziej zróżnicowane niż w pozostałych (świadczy o tym najwyższe odchylenie standardowe wyników w skali konserwatyzmu światopoglądowego). Konserwatyzm światopoglądowy silnie ujemnie koreluje z  konserwatyzmem ekonomicznym a  pozytywnie – z  akceptacją opiekuńczości państwa. Natomiast poziom moralnej prawomocności status quo jest pozytywnie skorelowany wyłącznie z  konserwatyzmem ekonomicznym (akceptacją nierówności i  praw rynku) a  ujemnie wiąże się z  oczekiwaniami opiekuńczego państwa oraz z  antagonistyczną wizją relacji społecznych.

SE.4.2012.indb 531

20.2.2013 13:31:03


532

Krystyna Skarżyńska

Kolejne analizy miały na celu stwierdzenie, jaki procent zmienności ocen legitymizacji realnego systemu wyjaśniają wszystkie uwzględnione w badaniu zmienne i jaki jest relatywny udział każdej z nich w wyjaśnianej wariancji. Przeprowadzona analiza wielokrotnej regresji wykazała, że wszystkie uwzględnione w  badaniu zmienne łącznie wyjaśniają 27% wariancji ocen systemu. Okazało się, że najsilniejszym negatywnym predyktorem moralnej legitymizacji realnego systemu w Polsce w roku 2008 były przekonania o  antagonistycznej naturze relacji społecznych, czyli wiara, że życie jest grą o sumie zerowej (standaryzowany współczynnik regresji b wynosi –0,36, p < 0,0001). Także akceptacja przekonań o opiekuńczej roli państwa i polityków negatywnie (ale słabiej niż wiara, że życie jest grą o sumie zerowej): b wynosi –0,13; p < 0,01). Natomiast najsilniejszym pozytywnym predyktorem poziomu legitymizacji systemu okazały się konserwatywne (akceptujące nierówności ekonomiczne i prawa rynku) przekonania ekonomiczne (b wynosi 0,29; p < 0,0001). Tradycyjny, narodowo-katolicki światopogląd także był istotnie pozytywnie związany z  poziomem akceptacji status quo w  Polsce (b wynosi 0,10; p < 0,01). Wśród uwzględnionych zmiennych społeczno-demograficznych jedynie wiek okazał się istotnym – choć słabym – predyktorem moralnej legitymizacji systemu: osoby starsze oceniają status quo w dzisiejszej Polsce jako bardziej moralnie słuszne niż osoby młodsze (b wynosi 0,06, p < 0,05). Nasze pierwsze badanie w zasadzie potwierdza wcześniejsze ustalenia badaczy innych społeczeństw, w których konserwatywne poglądy ekonomiczne i merytokratyczna ideologia służą jako mity usprawiedliwiające system (Jost, Pelham i in., 2003, s. 13–36; Jost, Thompson, 2000, s. 209–232; Jost, Glaser i in., 2003, s.  334–375; Wojciszke, 2011, s.  112). Ciekawe wydaje się jednak to, że osoby, które widzą relacje społeczne jako bezwzględną walkę, nie dostrzegają wspólnych korzyści z  bogacenia się ludzi, słabiej legitymizują aktualny system. Prawdopodobnie antagonistyczne relacje społeczne są traktowane jako efekt bądź nieodłączny składnik aktualnego porządku ekonomiczno-politycznego w Polsce. Dlatego taka wizja międzyludzkich stosunków może skłaniać ludzi do moralnej delegitymizacji tego porządku. Tym bardziej że spostrzeganie życia społecznego jako gry o sumie zerowej łączy się z poczuciem braku bezpieczeństwa i nieufnością (Skarżyńska, 2012, s. 253). Aby sprawdzić, czy rzeczywiście sposób spostrzegania relacji społecznych (spostrzegane zagrożenie, indywidualizm i  egoizm jako dominujące motywy) istotnie różnicują poziom moralnej legitymizacji realnego systemu, przeprowadzono kolejne badanie.

BADANIE 2 Cele tego badania były następujące: 1) sprawdzenie roli pewnych schematów spostrzegania świata społecznego, 2) zbadanie zmian poziomu legitymizacji realnego systemu, jakie zaszły między latami 2008 a 2011 oraz 3) ustalenie korelatów zadowolenia z życia w Polsce.

SE.4.2012.indb 532

20.2.2013 13:31:03


DLA KOGO POLSKA JEST SPRAWIEDLIWIE URZĄDZONYM…

533

Zmiennymi wyjaśnianymi w tym badaniu są więc: 1) moralna legitymizacja realnego systemu oraz 2) zadowolenie z życia w Polsce. Zmiennymi, które traktujemy jako korelaty legitymizacji, są negatywne schematy świata społecznego: 1) antagonistyczna wizja relacji społecznych, 2) świat niebezpieczny, miejsce pełne zagrożeń, 3) darwinizm społeczny, świat widziany jako społeczna dżungla, w której przeżywają tylko jednostki silne, bezwzględne oraz 4) materializm, czyli nastawienie na zdobywanie i pomnażanie dóbr materialnych, przy lekceważeniu celów społecznych i potrzeb innych ludzi. Jako zmienne, które mogą wyjaśniać stopień zadowolenia z  życia w  Polsce – oprócz wyżej wymienionych – uwzględniliśmy także: 5) identyfikację narodową, 6) grupowy autorytaryzm, czyli przekonania o tym, że dobro własnej grupy narodowej (z którą się identyfikujemy) jest ważniejsze niż indywidualne potrzeby jej członków, 7) niechęć do imigrantów jako obcych oraz 8) wiek i 9) poziom wykształcenia. Przewidywano, że: 1) negatywne schematy relacji społecznych będą obniżały moralną akceptację aktualnego ładu ekonomiczno-politycznego a  także będą negatywnie korelowały z zadowoleniem z życia w Polsce; 2) silniejsza identyfikacja narodowa, silniejszy grupowy autorytaryzm oraz niechęć do imigrantów – powinny korelować z silniejszym faworyzowaniem Polski jako kraju, który wydaje się najlepszy do życia; 3) starszy wiek oraz niższy poziom wykształcenia powinny także pozytywnie korelować z silniejszym faworyzowaniem Polski.

Metoda Charakterystyka próby. W badaniu uczestniczyło 853 osoby, losowa reprezentatywna (pod względem wieku, płci, wykształcenia i wielkości miejsca zamieszkania) próba dorosłych Polaków. Dane zbierane były w marcu 2011 roku metodą CAPI (indywidualnego wywiadu z użyciem komputera) przez ankieterów CBOS. Badanie jest częścią projektu: „Style przywiązania jako determinanty przekonań o  świecie społecznym i  poziomu aktywności społecznej”, finansowanego przez Narodowe Centrum Nauki, a realizowanego w Instytucie Psychologii PAN. Narzędzia pomiarowe. Moralna legitymizacja realnego systemu: posłużono się tą samą co w pierwszym badaniu Skalą Usprawiedliwiania Systemu. Rzetelność tej skali jest dość wysoka (a Cronbacha wynosi 0,75). Świat jako zagrożenie: skala autorstwa Duckitta i Fisher (2003), w  polskim tłumaczeniu Piotra Radkiewicza. Składa się z 10 pozycji, opisujących świat społeczny jako pełen zagrożeń, chaosu, niepewności. Przykładowe twierdzenia skali: „Jest wielu ludzi w naszym społeczeństwie, którzy mogą zaatakować kogoś bez powodu, ze zwykłej podłości”, „Z  każdym dniem rośnie społeczne bezprawie i brutalność, a ryzyko, że ktoś zostanie napadnięty, obrabowany a nawet zamordowany, jest coraz większe”. Jest to skala typu Likerta; respondenci oceniają stopień (od 1 do 7), w  jakim zgadzają się lub nie zgadzają się z  każdą pozycją skali. Wyższa punktacja w  tej skali oznacza spostrzeganie świata jako bardziej niebezpiecznego, zagrażającego.

SE.4.2012.indb 533

20.2.2013 13:31:03


534

Krystyna Skarżyńska

Antagonistyczna natura relacji społecznych: mierzono tak samo, jak w badaniu 1, czyli skalą wiary w życie jako grę o sumie zerowej. Świat jako społeczna dżungla: skala Darwinizmu Społecznego, autorstwa Duckitta i współpracowników (2002), w polskim tłumaczeniu Piotra Radkiewicza. Składa się z 15 pozycji, opisujących relacje między ludźmi jako pole bezwzględnej, cynicznej rywalizacji o władzę i dobra materialne, w której wygrywają ci, którzy wykorzystują innych ludzi. Przykładowe pozycje tej skali: „Żyjemy w świecie, który nie zna litości i  czasami trzeba zachowywać się bezwzględnie”, „Jeżeli trzeba być mściwym i bezlitosnym, aby osiągnąć swoje cele, należy tak robić”. Skala jest typu Likerta, każda jej pozycja oceniana jest od 1 (zdecydowanie nie zgadzam się) do 7 (zdecydowanie zgadzam się). Rzetelność skali jest zadowalająca: a Cronbacha wynosi 0,75. Wyższa punktacja w tej skali oznacza, że respondent bardziej akceptuje darwinistyczne reguły życia społecznego. Materialistyczna orientacja życiowa: rozumiana jako egocentryczne nastawienie na sprawne osiąganie własnych celów materialnych, przy lekceważeniu celów społecznych i potrzeb innych ludzi, mierzona była skróconą do 5 pozycji skalą, autorstwa Pawła Boskiego (1995). Przykładowe pozycje: „Staram się, aby wszystko, czego się w życiu tknę, przyniosło konkretny zysk materialny”, „Sprawy publiczne obchodzą mnie o tyle, o ile mogą wpływać na moją sytuację materialną i spokój”. Skala jest typu Likerta: każda pozycja oceniana jest od 1 (zdecydowanie nie zgadzam się) do 7 (zdecydowanie zgadzam się). Rzetelność skali jest dostateczna: a Cronbacha wynosi 0,64. Wyższy wynik oznacza, że respondent jest bardziej zorientowany na własne zyski materialne. Identyfikacja z Polską: mierzona była uśrednioną odpowiedzią na dwa pytania: 1) Jak bardzo czuje się Pan(i) związany(a) z Polakami? Odpowiedzi zaznaczano na skali od 1 (wcale) do 5 (w bardzo dużym stopniu) oraz 2) Jak często używa Pan(i) słowa „My” w odniesieniu do Polaków? Odpowiedzi zaznaczano na skali od 1 (prawie nigdy) do 5 (prawie zawsze). Autorytaryzm grupowy – narodowy: rozumiany jako zespół kolektywistycznych przekonań, zgodnie z którymi dobro wspólnoty (własnej grupy narodowej), jej spójność i wymagania, związane z  realizacją wspólnych celów, powinny być dla jej członków ważniejsze niż osobiste potrzeby i wartości. Akceptację tych przekonań mierzono Skalą Grupowego Autorytaryzmu (Stellmacher, Petzel, 2005), w  polskim tłumaczeniu Piotra Radkiewicza. Skala składa się z  12 pozycji. Przykładowe pozycje: „Jeśli ktoś żyje w Polsce, nie powinien robić niczego, co jest sprzeczne z normami i zasadami polskiego społeczeństwa”, „Ktoś, kto żyje w Polsce, musi zawsze szanować polskie władze i przestrzegać ich zarządzeń”. Skala jest typu Likerta, respondenci ustosunkowują się do każdej z pozycji, zaznaczając stopień jej akceptacji w skali od 1 (zdecydowanie nie zgadzam się) do 7 (zdecydowanie zgadzam się). Rzetelność skali jest zadowalająca: a Cronbacha wynosi 0,79. Wyższy wynik w tej skali oznacza, że respondent bardziej akceptuje kolektywistyczne przekonania, związane z ograniczeniem autonomii jednostek na rzez spójności i realizacji celów własnej grupy narodowej.

SE.4.2012.indb 534

20.2.2013 13:31:03


535

DLA KOGO POLSKA JEST SPRAWIEDLIWIE URZĄDZONYM…

Niechęć wobec imigrantów: skala złożona z 8 twierdzeń opisujących negatywne i pozytywne aspekty obecności imigrantów w Polsce. Stosowana wcześniej w różnych badaniach socjologicznych; autorstwo skali nie jest znane. Przykładowe pozycje: „Cudzoziemcy przyjeżdżający do Polski z innych krajów odbierają pracę Polakom”, „Nie przestrzegają prawa”, „Są dobrymi i  solidnymi pracownikami” (kodowanie odwrócone). Skala jest typu Likerta, każda pozycja oceniana jest od 1 (zdecydowanie nie zgadzam się) do 7 (zdecydowanie zgadzam się”). Rzetelność skali jest wysoka: a Cronbacha wynosi 0,82. Wyższy wynik w tej skali oznacza, że respondent żywi większą niechęć, dostrzega więcej obaw, związanych z obecnością cudzoziemców w Polsce. Zmienne społeczno-demograficzne: kontrolowano wiek, płeć, poziom wykształcenia, deklarowane dochody, wielkość miejsca zamieszkania respondentów.

Wyniki badania 2 Statystyki opisowe i wskaźniki korelacji między poszczególnymi zmiennymi przedstawia tabela 2. Tabela 2. Statystyki opisowe i współczynniki korelacji r Pearsona między zmiennymi uwzględnionymi w badaniu 2 1 1. Świat jako zagrożenie

2

3

4

5

6

7

8

2. Antagonistyczna wizja relacji

0,52**

0,25**

0,27** –0,09*

0,21**

0,15* –0,42**

3. Darwinizm społeczny

0,13**

0,25**

0,39** –0,12*

0,02

0,10*

0,06*

4. Materializm

0,26**

0,27**

0,39**

5. Identyfikacja z Polską

–0,28** –0,09*

–0,12*

0,05

0,20**

0,05

0,03

0,05

0,29**

0,06

0,16*

6. Autorytaryzm grupowy

0,26**

0,21**

0,02

0,20**

0,29**

7. Niechęć do imigrantów

0,21**

0,15*

0,10*

0,05

0,06

0,12*

8. Moralna legitymizacja

*p

0,12* –0,11* 0,07

0,06*

0,03

0,16*

–0,11*

0,07

M

3,57

3,05

2,53

3,22

3,10

3,79

3,20

2,91

SD

0,71

0,53

0,56

0,97

1,02

0,57

1,04

0,74

< 0,002;

**p

–0,47** –0,42**

< 0,001.

Źródło: badanie własne, 2011 r.

SE.4.2012.indb 535

20.2.2013 13:31:04


536

Krystyna Skarżyńska

Analizy korelacyjne pokazały, że moralna legitymizacja gospodarczego i politycznego porządku w  Polsce jest negatywnie związana z  dwoma negatywnymi schematami spostrzegania świata społecznego: ze spostrzeganym zagrożeniem oraz z  antagonistyczną wizją relacji międzyludzkich i społecznych. Akceptacja obu tych schematów jest ze sobą silnie pozytywnie skorelowana. Można powiedzieć, że obie te wizje świata wzajemnie się wzmacniają: spostrzeganie relacji społecznych jako gry o sumie zerowej prawdopodobnie zwiększa poczucie zagrożenia, a silniejsze poczucie zagrożenia z kolei nasila spostrzeganie relacji z ludźmi jako antagonistycznych. Pozostałe zmienne uwzględnione w badaniu okazały się słabo (lub nieistotnie) związane z moralną legitymizacją status quo w Polsce. Warto zauważyć, że identyfikacja z Polakami jest silnie pozytywnie związana z  grupowym autorytaryzmem a  negatywnie – ze spostrzeganym zagrożeniem. Natomiast jej związek z moralną legitymizacją ekonomicznego i politycznego status quo w Polsce jest pozytywny, umiarkowany. Jest to spostrzeżenie, do którego wrócimy przy analizach faworyzacji Polski jako kraju do życia. Kolejnym krokiem było zbadanie relatywnej wagi poszczególnych zmiennych w wyjaśnianiu wariancji ocen realnego systemu. Podobnie jak w badaniu 1 przeprowadzono analizy wielokrotnych regresji. W pierwszym kroku (model 1) wprowadzono do równania regresji jedynie zmienne społeczno-demograficzne: płeć, wiek, poziom edukacji; następnie – w drugim kroku (model 2) – wprowadzono także te zmienne psychologiczne, które korelowały z  wynikami skali moralnej legitymizacji systemu, czyli schematy percepcyjne świata społecznego i grupowy autorytaryzm. Wyniki przeprowadzonych analiz regresji przedstawia tabela 3. Tabela 3. Wyniki analizy regresji wielokrotnych dla zmiennej: moralna legitymizacja systemu (liczby oznaczają standaryzowane współczynniki regresji b) Model 1

Predyktory

(R2

= 0,018)

Płeć

–0,09**

Wiek

0,08**

Poziom wykształcenia

0,07*

Model 2 (R2 = 0,32) –0,04 0,13*** –0,05

Schemat zagrażającego świata

–0,37****

Antagonistyczne relacje społeczne

–0,31****

Materialistyczna orientacja

0,14***

Darwinizm społeczny

0,08**

Błąd standardowy

0,73

F(3, 742)

4,06*** –

F(7, 742) *p

< 0,05;

**p

< 0,03;

***p

< 0,007;

****p

0,32 – 44,28****

< 0,0001.

Źródło: badanie własne, 2011 r.

SE.4.2012.indb 536

20.2.2013 13:31:04


537

DLA KOGO POLSKA JEST SPRAWIEDLIWIE URZĄDZONYM…

Analizy regresji wielokrotnej wykazały, że zmienne demograficzne – oprócz wieku – mają słaby związek z moralną legitymizacją ekonomicznego i politycznego status quo w Polsce. Istotnymi, silnymi predykatorami legitymizacji są natomiast schematy percepcyjne, czyli to, w  jakich kategoriach respondenci widzą społeczne relacje. Spostrzeganie otaczającego świata jako pełnego zagrożeń oraz relacji społecznych jako antagonistycznych znacznie osłabia moralną legitymizację realnego systemu. Dwa inne, także indywidualistyczne schematy świata, mianowicie darwinizm społeczny i orientacja materialistyczna, są jednak pozytywnie związane z  poziomem moralnej legitymizacji systemu. Oznacza to, że osoby akceptujące rywalizację i cynizm w postępowaniu z ludźmi oraz wysoko ceniące dobra materialne silniej legitymizują aktualny porządek ekonomiczno-polityczny niż osoby odrzucające społeczny darwinizm i materializm. Także osoby starsze bardziej legitymizują status quo w Polsce niż osoby młodsze. Ważnym celem opisywanego badania było sprawdzenie, czy poziom legitymizacji systemu ulega jakimś zmianom w czasie, czy po trzech latach od poprzedniego pomiaru rośnie, słabnie, czy raczej pozostaje bez zmian. Odpowiedź na to pytanie wydaje się ważna, ponieważ w  ostatnich dwóch latach (od czasu katastrofy smoleńskiej) prawicowa opozycja przejawia wiele antysystemowych zachowań (między innymi podważa moralną legitymizację aktualnego obozu władzy). Spadek społecznej legitymizacji status quo dowodziłby efektywności tych oddziaływań. Wstępny ogląd uzyskanych wyników – porównanie średnich poziomów legitymizacji (por. tabele 1 i 2) – wskazuje na podobieństwo poziomu legitymizacji w latach 2008 i 2011. Co więcej, rozpiętość ocen w próbie okazała się mniejsza w drugim pomiarze. Są to jednak dość „grube” wskaźniki. Przyjrzyjmy się więc także bardziej szczegółowym danym – procentowym rozkładom odpowiedzi na poszczególne pozycje skali legitymizacji (tab. 4). Tabela 4. Procentowe rozkłady ocen poszczególnych pozycji Skali Legitymizacji Systemu: porównanie danych z reprezentatywnych prób dorosłych Polaków w latach 2008 i 2011 Pozycja Skali Legitymizacji

Rok 2008 (n = 1024)

Rok 2011 (n = 853)

Tak*

Nie**

?

Tak*

Nie**

?

Polski system polityczny działa tak, jak powinien

10,5

77,0

19,5

14,0

79,8

6,2

Ludzie w Polsce na ogół mają to, na co zasługują

30,5

57,0

12,5

35,3

59,9

4,8

W Polsce każdy ma równe szanse, by być bogatym i szczęśliwym

19,2

70,3

10,5

25,7

71,3

3,0

Nasze społeczeństwo urządzone jest sprawiedliwie

13,0

71,0

16,0

20,6

72,6

6,8

SE.4.2012.indb 537

20.2.2013 13:31:04


538

Krystyna Skarżyńska

Tab. 4 – cd. Polityka służy zwykle realizacji dobrych celów

21,0

60,0

19,0

23,1

68,0

8,9

Organizacja społeczeństwa wymaga radykalnej zmiany

72,8

11,0

16,2

72,0

20,0

8,0

Nasze społeczeństwo staje się z roku na rok gorsze

52,0

27,0

21,0

56,0

36,2

7,8

Polska jest dla mnie najlepszym krajem do życia

52,0

21,0

27,0

68,0

23,5

8,5

*oceny

7–5;

**oceny

3–1.

Źródło: badania własne.

Porównanie procentowych rozkładów odpowiedzi na poszczególne twierdzenia Skali Moralnej Legitymizacji Systemu prowadzi do następujących wniosków: 1) w  r. 2011 oceny są bardziej zdecydowane i  spolaryzowane, zdecydowanie mniej jest odpowiedzi „trudno powiedzieć” (zaznaczonych w  tabeli 4 jako „?”); 2) niemal wszystkie pozycje Skali są oceniane wyżej w 2011 r.; warto zauważyć, że także twierdzenie „nasze społeczeństwo staje się z  roku na rok gorsze” zyskało w 2011 r. więcej aprobaty (56%) niż w 2008 r. (52%), jednak w ostatnim badaniu także większy procent próby nie zgadza się z  tym twierdzeniem; 3) największy przyrost pozytywnych ocen zaobserwowano w odpowiedziach na ostatnie twierdzenie skali: „Polska jest dla mnie najlepszym krajem do życia” (52% pozytywnych ocen w 2008 r. i 68% w 2011 r.). Wygląda na to, że w ciągu trzech ostatnich lat wzrósł procent osób zadowolonych z życia w Polsce. Ostatnim punktem analiz jest zbadanie istotnych predyktorów ocen twierdzenia, że „Polska jest dla mnie najlepszym krajem do życia”. Uwzględnione w analizach regresji zmienne pozwoliły wyjaśnić 26% wariancji ocen Polski jako najlepszego kraju do życia (całe równanie jest istotne: F(8,846) = 18,57; p < 0,0001; R2 = 0,26). Najsilniejszym predykatorem okazał się wiek badanych: im starsi, tym wyższa ocena Polski jako kraju do życia. Faworyzacja Polski jest istotnie pozytywnie związana także z moralną legitymizacją systemu, niechęcią do imigrantów w  Polsce, silną identyfikacją z  Polakami i  grupowym autorytaryzmem, czyli przekonaniami o  tym, że cele i  spójność własnej grupy narodowej powinny być ważniejsze niż indywidualne potrzeby członków. Natomiast negatywnymi predykatorami faworyzacji Polski (jako najlepszego kraju do życia) są: percepcja zagrożenia w otaczającym świecie (schemat zagrażającego świata społecznego, pełnego niebezpieczeństwa i  ryzyka), poziom wykształcenia oraz darwinizm społeczny. Innymi słowy, Polska jest tym niżej

SE.4.2012.indb 538

20.2.2013 13:31:04


DLA KOGO POLSKA JEST SPRAWIEDLIWIE URZĄDZONYM…

539

oceniana jako kraj najlepszy do życia, im ktoś czuje się mniej bezpieczny, mniej akceptuje egoistyczną, bezwzględną rywalizację, a także im ma wyższy poziom wykształcenia. Tabela 5. Wyniki analiz regresji wielokrotnych dla zmiennej: „Polska jest dla mnie najlepszym krajem do życia” (liczby oznaczają standaryzowane współczynniki regresji b) Predyktory

b

Wiek respondenta

0,19**

Moralna legitymizacja systemu

0,17**

Niechęć do imigrantów

0,16**

Schemat zagrożenia

–0,14**

Poziom wykształcenia

–0,14**

Autorytaryzm grupowy

0,12**

Identyfikacja z Polakami

0,11* –0,10*

Darwinizm społeczny *p

< 0,001;

**p

< 0, 0001.

Źródło: badanie własne, 2011 r.

KONKLUZJE Dwadzieścia dwa lata po zmianie systemu ekonomicznego i politycznego poziom moralnego uprawomocnienia realiów tego systemu jest w Polsce niski: prawie 80% Polaków sądzi, że polski system polityczny nie działa tak, jak powinien, 72% – że nasze społeczeństwo nie jest urządzone sprawiedliwie, a  jego organizacja wymaga radykalnej zmiany. Trudno więc mówić o silnym i powszechnym moralnym wsparciu status quo. Co więcej, oceny realnego systemu krystalizują się i polaryzują – od roku 2008 znacznie zmniejszył się procent Polaków, którzy nie mają zdania na temat moralnych aspektów aktualnego ładu społecznego. Dlaczego tak się dzieje, że stabilizacja porządku politycznego i ekonomicznego nie idzie w  parze z  moralnym usprawiedliwianiem tego porządku przez obywateli? Czy mamy do czynienia z przejawami „kultury narzekania” (zwłaszcza na rządzących polityków), o czym pisze Wojciszke (2011, s. 114–115), czy raczej ze słabo utrwalonymi „mitami legitymizującymi” społeczne nierówności, towarzyszące porządkowi ekonomiczno-politycznemu w Polsce? Przedstawione w artykule wyniki sugerują raczej to drugie wyjaśnienie: w pierwszym badaniu stwierdzono słabość konserwatywnych poglądów ekonomicznych (potocznej wersji ideologii), a to właśnie ona najsilniej jest związana z moralną legitymizacją realnego systemu. Co więcej, silniejsza wydaje się potoczna ideologia przeciwna ekonomicznemu konserwatyzmowi – czyli przekonanie o opiekuńczych obowiązkach

SE.4.2012.indb 539

20.2.2013 13:31:04


540

Krystyna Skarżyńska

państwa i rządzących polityków. Ale im silniejsze jest to przekonanie, tym słabsza legitymizacja status quo w  Polsce. Ponadto czynnikiem istotnie obniżającym moralną legitymizację systemu jest negatywna wizja społecznego otoczenia jako niebezpiecznego, a  relacji społecznych – jako antagonistycznych (badanie 2). Natomiast orientacja materialistyczna oraz akceptacja reguł społecznego darwinizmu pozytywnie koreluje z legitymizacją realnego systemu. Wydaje się więc, że w świadomości Polaków aktualny porządek ekonomiczny i  polityczny wiąże się z poważnym brakiem bezpieczeństwa i bezwzględną rywalizacją o przewagę ekonomiczną. I właśnie taka percepcja relacji społecznych w naszym realnym kapitalizmie obniża jego moralną legitymizację wśród tych, którzy nie cenią głównie wartości materialnych, a zwiększa usprawiedliwianie status quo wśród tych, którzy akceptują materializm i cynizm w społecznych relacjach. Moralna prawomocność systemu nie jest równoznaczna z faworyzacją Polski jako najlepszego kraju do życia. Analizy danych z 2011 r. pokazują, że Polska wydaje się tym lepszym krajem do życia, im ktoś jest starszy, niżej wykształcony, im bardziej czuje się bezpieczny, silniej zidentyfikowany z  Polakami, bardziej nastawiony za jednorodność i spójność narodu, niechętnie nastawiony do imigrantów, a także im silniej odrzuca reguły społecznego darwinizmu. W świetle wyników badań wskazujących rolę podzielanych przez społeczeństwo przekonań w  rozwoju ekonomicznym i  procesie demokratyzacji (Fukuyama, 2003, s. 169–187; Grondona, 2003, s. 101–115; Inglehart, 2003, s. 146–168; McClelland, 1985; Skarżyńska, 2011, s. 27–45) poglądy, wizje świata społecznego i orientacje życiowe Polaków uznających Polskę za najlepszy kraj do życia – nie można uznać za „prorozwojowe”, czyli wspierające grupowy sukces. Brak poczucia bezpieczeństwa skłania do nieufności, niechęci do obcych, osłabia twórczość i innowacyjność. Antagonistyczna wizja relacji społecznych, w której sąsiad, kolega z pracy, urzędnik państwowy i polityk widziani są raczej jako potencjalni wrogowie niż sprzymierzeńcy – zniechęca Polaków do aktualnego politycznego i ekonomicznego porządku.

BIBLIOGRAFIA Altemeyer B. (1996), The Authoritarian Specter, Harvard University Press, Cambridge, Mass. Cisłak A., Skarżyńska K. (2010), System na szczęście, “Academia”, 8–11. Duckitt J., Birum I., Wagner C., du Plessis I. (2002), The psychological bases of ideology and prejudice: Testing a  dual process model, “Journal of Personality and Social Psychology”, 83, 55–93. Duckitt J., Fisher K. (2003), Social threat, worldview, and ideological attitudes, “Political Psychology”, 2, 63–84. Fukuyama F. (2003), Kapitał społeczny, w: L. Harrisom, S. Huntington (red.), Kultura ma znaczenie, Zysk i S-ka, Poznań, 169–187. Goszczyńska M. (2009), Percepcja nierówności statusu materialnego i tolerancja wobec bogatych w  polskim społeczeństwie, w: Społeczeństwo w  czasach zmiany,

SE.4.2012.indb 540

20.2.2013 13:31:04


DLA KOGO POLSKA JEST SPRAWIEDLIWIE URZĄDZONYM…

541

P. Radkiewicz, R. Siemieńska (red.), Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa, 40–63. Grondona M. (2003), Kulturowa typologia rozwoju gospodarczego, w: L. Harrison, S.  Huntington (red.), Kultura ma znaczenie, Zysk i S-ka, Poznań, 101–115. Inglehart R. (2003), Kultura a  demokracja, w: L. Harrison, S. Huntington (red.), Kultura ma znaczenie, Zysk i S-ka, Poznań, 146–168. Jost J., Banaji M. (1994), The role of stereotyping in system-justification and the production of the false consciousness, “British Journal of Social Psychology”, 33, 1–27. Jost J., Banaji M., Nosek B. (2004), A decade of system justification theory: Accumulated evidence of conscious and unconscious bolstering of the status quo, “Political Psychology”, 25, 881–920. Jost J., Blount S., Pfeffer J., Hunyady G. (2003), Fair market ideology: Its cognitive motivational underpinnings, “Research in Organizational Behavior”, 25, 53–91. Jost J., Glaser K., Kruglanski A., Sulloway F. (2003), Political conservatism and motivated social cognition, “Psychological Bulletin”, 129, 339–375. Jost J., Hunyady O. (2002), The psychology of system justification and palliative function of ideology, “European Review of Social Psychology”, 13, 111–153. Jost J., Kay A. (2005), Exposure to benevolent sexism and complementary gender stereotypes: Consequences for specific and diffuse from of system justification, “Journal of Personality and Social Psychology”, 88, 498–509. Jost J., Pelham B., Sheldon O, Sullivan B. (2003), Social inequality and the reduction of ideological dissonance on behalf of the system: Evidence of enhanced system justification among the disadvantaged, “European Journal of Social Psychology”, 33, 13–36. Jost J., Thompson E. (2000), Group-based dominance and opposition to equality as independent predictors of self-esteem, ethnocentrism, and social policy attitudes among African Americans and European Americans, “Journal of Experimental Social Psychology”, 36, 209–232. Kay A., Jost J. (2003), Complementary justice: Effects of “poor but happy” stereotype exemplars on system justification and implicit activation of the justice motive, “Journal of Personality and Social Psychology”, 85, 823–837. Lerner M. (1980), The Belief in a Just World. A Fundamental Delusion, Plenum Press, New York. McClelland D. (1985), Human motivation, Scott and Foresman, Glenview. Mikiewicz A., Wojciszke B. (2007), Delegitymizacja bogactwa materialnego, „Czasopismo Psychologiczne”, 13, 101–108. Sidanius J., Pratto F. (1999). Social dominance, Cambridge University Press, New York. Skarżyńska K. (2006), Dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze? Psychologiczne uwarunkowania słabej legitymizacji społecznej systemu politycznego, w: Wyzwania i  zagrożenia demokracji w  Polsce w obliczu wyborów 2005, A. Bronowicka (red.), Wydawnictwo Uniwersytetu Opolskiego, Opole, 21–36. Skarżyńska K. (2009), Społeczna legitymizacja systemu. Rola potocznych ideologii obywateli, w: Polityka i politycy. Diagnozy – oceny – doświadczenia, J. Miluska (red.), Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań, 433–452.

SE.4.2012.indb 541

20.2.2013 13:31:05


542

Krystyna Skarżyńska

Skarżyńska K. (2011), Psychologiczne czynniki rozwoju: przekonania i szczęście, w: Węzeł polski. Bariery rozwoju z perspektywy ekonomicznej i psychologicznej, K. Kozłowski (red.), Wydawnictwo Key Text, Warszawa, 27–45. Skarżyńska K. (2012), Percepcja świata społecznego a socjalizacja w rodzinie, w: Agresja, socjalizacja, edukacja. Refleksje i inspiracje, H. Grzegołowska-Klarkowska (red.), Wydawnictwo Akademii Pedagogicznej, Warszawa, 243–266. Stellmacher J., Petzel Th. (2005), Authoritarianism as a group phenomenon, “Political Psychology”, 26, 245–274. Wakslak C., Jost J., Tyler T., Chen E. (2007), Moral outrage mediates the dampening effect of system justification on support for redistributive social policies, “Psychological Science”, 18, 267–274. Wojciszke B. (2011). Psychologia społeczna, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa. Wojciszke B., Baryła W., Różycka J. (2009), Wiara w  życie jako grę o  sumie zerowej, w: Między przeszłością a  przyszłością. Szkice z psychologii politycznej, U. Jakubowska, K. Skarżyńska (red.), Wydawnictwo Instytutu Psychologii PAN, Warszawa, 179–188.

STRESZCZENIE Celem badań przedstawionych w artykule jest analiza psychologicznych predyktorów moralnej legitymizacji realnego porządku ekonomicznego i politycznego w Polsce oraz faworyzacji Polski jako najlepszego kraju do życia. Ramy teoretyczne badań stanowi koncepcja usprawiedliwiania systemu (System Justification Theory – SJT), stworzona i weryfikowana empirycznie przez psychologów amerykańskich (Jost, Banaji, 1994; Jost, Banaji, Nosek, 2004; Kay, Jost, 2003). Teoria ta postuluje istnienie powszechnej motywacji do racjonalizowania (czy moralnego uprawomocniania) systemu, w jakim żyje jednostka, służy to bowiem podtrzymywaniu poczucia wpływu na rzeczywistość, wzmacnia samoocenę i pomaga zaakceptować swoje położenie, co w rezultacie zwiększa zadowolenie z życia. Testowano wywodzące się z tej koncepcji hipotezy o legitymizującej system roli akceptacji konserwatywnych przekonań ekonomicznych i  światopoglądowych – jako „mitów legitymizujących nierówności” i przekonań na temat opiekuńczości państwa – w badaniu 1 oraz schematów spostrzegania społecznego otoczenia (zagrożenia, antagonistyczności relacji społecznych, darwinizmu społecznego i materializmu) – w badaniu 2. W obu badaniach, prowadzonych w lutym 2008 r. (n = 1024) i marcu 2011 r. (n = 853) na reprezentatywnych próbach dorosłych Polaków, posłużono się metodą wywiadu ankieterskiego z  użyciem komputera (Computer Assisted Personal Interview – CAPI). Metoda ta pozwala na indywidualną randomizację porządku pozycji poszczególnych kwestionariuszy. Wyniki wskazują na niski poziom moralnej legitymizacji realnego systemu w obu momentach pomiarowych. Potwierdziły się także hipotezy o legitymizującej system roli konserwatywnych przekonań oraz o antylegitymizującej roli spostrzegania otoczenia jako zagrażającego i antagonistycznego. Faworyzacja Polski

SE.4.2012.indb 542

20.2.2013 13:31:05


DLA KOGO POLSKA JEST SPRAWIEDLIWIE URZĄDZONYM…

543

jako najlepszego kraju do życia jest silniejsza wśród osób starszych, silniej zidentyfikowanych narodowo, odrzucających reguły darwinizmu społecznego, nastawionych na zachowanie spójności i jednorodności narodu, niechętnie ustosunkowanych do imigrantów i czujących się bezpiecznie. Konkludując, spostrzegany przez obywateli związek między realnym systemem ekonomicznym i politycznym a poczuciem zagrożenia i spostrzeganą bezwzględną rywalizacją, wrogością między ludźmi istotnie osłabiają moralną legitymizację status quo w Polsce. Słowa kluczowe: moralna legitymizacja systemu, mity legitymizacyjne, schematy spostrzegania otoczenia społecznego, zagrożenie, społeczny darwinizm.

For Whom is Poland Justly Ordered and the Best Country to Live in? ABSTRACT The purpose of two studies presented in the article is to find psychological predictors of moral legitimization of actual economic and political system in Poland and also some predictors of favoritism of Poland as the country to live in. The studies were conducted within the System Justification Theory (SJT) framework (Jost, Banaji, 1994; Jost, Banaji, Nosek, 2004, Kay, Jost, 2003).According to this theory, people in general are motivated to rationalize the status quo because it helps to maintain and protect a sense of internal control and positive image of oneself and/or one’s group, and is associated with individual life’s satisfaction. The role of conservative economic beliefs (supported economic inequalities and free market economy) and traditional conservative worldview – treated as “ideological legitimization myths” of the real system – was tested in the first study. The role of negative perceptual schemata of the social world – the dangerous and antagonistic social relations – was tested in the second study. Both studies were conducted on random representative samples of adult Polish citizens (n = 1024, study 1, February 2008; n = 853, study 2, March 2011). The data was collected in a face-to-face interview using a computer (Computer Assisted Personal Interview – CAPI), which ensured individual randomization of the item order within multi-item scales. Results support the hypotheses based on SJT: the significant predictors of the system justification level (moral legitimacy) are conservative social beliefs (study 1). Other important negative predictors of the moral legitimacy are schemata of social world: the perception of the social world as dangerous and social relations as antagonistic (study 1 and 2). The level of favoritism of Poland as the best country to live in is predicted by respondent’s age, national identification, group authoritarianism and sense of security (study 2).

SE.4.2012.indb 543

20.2.2013 13:31:05


544

Krystyna Skarżyńska

In conclusion, moral legitimization of the economic and political status quo in Poland is rather weak. Most of Polish citizens do not accept “ideological legitimization myths” and perceive their social environment as full of hostility, aggressive rivalry, but not supportive. People who see Poland as the best country to live in are strongly identified with Polish nation, accept collectivistic group authoritarianism and have sense of security in their social environment. Keywords: system justification, moral legitimization, legitimization myths, social schemata, dangerous and antagonistic social world, social Darwinism. JEL Classification: Y80, Z13

SE.4.2012.indb 544

20.2.2013 13:31:05


Studia ekonomiczne 1 Economic studies nr 4 (LXXV) 2012

Krzysztof Korzeniowski*

PARANOJA POLITYCZNA JAKO RYS SPOŁECZNO-POLITYCZNEJ MENTALNOŚCI POLAKÓW Motta: Paranoja najbardziej interpersonalna z chorób psychicznych, jest również najbardziej polityczna, w szerokim tego słowa znaczeniu: dotyczy stosunków władzy. Paranoicy potrzebują przecież wrogów, a gdzie można ich znaleźć więcej niż w świecie polityki? R.S. Robins, J.M. Post Paranoja polityczna Podejrzliwość ma swój urok. Dzięki niej człowiek czuje, że ma rację i słusznie postępuje. Podejrzliwość to bardzo przyjemna rzecz. S. Peres, fragment wywiadu Lepiej być obiektem wrogich knowań, niż być lekceważonym. R.S. Robins, J.M. Post Paranoja polityczna

WSTĘP Namysł nad tym, jakiej Polski potrzebują Polacy, może przybierać przynajmniej dwie postacie. Po pierwsze, możemy analizować, jakiego ładu społeczno-ekonomiczno-politycznego rodakom obiektywnie brakuje, a zatem jaki powinni wybierać. Po drugie, możemy się zastanawiać, jakiego ładu brakuje im w ich własnym odczuciu/przekonaniu, jaki im samym jest na rękę. Jako badacz społeczny nie mam ani kompetencji, ani śmiałości zabierać głosu w  pierwszej płaszczyźnie namysłu, zostawiając pole ideologom lub wiecowym trybunom. W  płaszczyźnie *  Instytut

SE.4.2012.indb 545

Psychologii PAN.

20.2.2013 13:31:05


546

Krzysztof Korzeniowski

drugiej pojawia się innego typu problem. Otóż pojawia się pytanie: „Wszystkim Polakom czy którym Polakom?” Powiada się, że w psychologii (i innych naukach społecznych) istnieje jedna poprawna odpowiedź na każde pytanie. Brzmi ona: „To zależy”. Rzecz w tym, że w świecie dominują zależności interakcyjne. W pewnych warunkach ludzie opowiadają się za jedną opcją, podczas gdy w innych – za drugą. Ludzie o pewnych cechach preferują pewne stany rzeczy, a o odmiennych – inne. Wobec wspomnianych ograniczeń, w tym opracowaniu przyjęto następującą strategię. Będzie tu mowa o szczególnym rysie mentalności społeczno-politycznej – paranoi politycznej – i  jej społeczno-politycznych konsekwencjach. Innymi słowy postaramy się opowiedzieć, jakiej Polski Polacy też potrzebują, czy jakiej Polski potrzebują niektórzy Polacy, jak się okaże, wcale nie nieliczni. Aby sprostać temu zadaniu, najpierw postaramy się przybliżyć kategorię i zjawisko paranoi politycznej, jej naturę i  uwarunkowania. Odpowiedź na podstawowe pytanie zostanie udzielona w części drugiej. Podstawą empiryczną tego opracowania jest seria badań, których większość została przeprowadzona na próbach reprezentatywnych (Korzeniowski, 2010).

GARŚĆ UWAG O MYŚLENIU SPISKOWYM Myślenie spiskowe towarzyszy ludzkości co najmniej od czasów biblijnych, by przypomnieć Hamana, głównego ministra króla Persji Achaszwerosza, prekursora zoologicznego antysemityzmu. Z drugiej strony, zwraca się uwagę, że myślenie spiskowe rozwinęło się ze szczególną intensywnością po Rewolucji Francuskiej (Pipes, 1998), kiedy to w  Europie załamał się model jedynowładztwa, w  czego konsekwencji pojawiła się poliarchia (Sartori, 1998). Powstało wielowładztwo, podział władzy na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Zauważmy, że wtedy – w Oświeceniu – pojawiła się też władza czwarta – prasa, opinie coraz bardziej niezależnych dziennikarzy (a w efekcie ich czytelników, teraz nazywanych opinią publiczną). Powstanie poliarchii, w konsekwencji powstania wielu, nie zawsze łatwo identyfikowalnych centrów władzy sprzyjać mogło dopatrywania się źródeł rozmaitych wydarzeń w siłach niejawnych, ukrytych przed wzrokiem i sposobami pojmowania charakterystycznymi dla świadomości potocznej. Warto zwrócić uwagę, że istniały i istnieją systemy polityczne i kultury, których immanentym elementem były podejrzliwość, wrogość i myślenie spiskowe. Mamy tu na myśli nie tylko nazizm i stalinizm, ale także opisywaną przez antropologów kultury organizację życia społecznego mieszkańców wyspy Dobu (Benedict, 2002). Twierdzenie, że myślenie spiskowe jest zjawiskiem kulturowym, zdaje się być jednak półprawdą. Potoczna obserwacja uczy, że zwierzęta przejawiają pewnego rodzaju bezinteresowną czujność czy baczność, a nawet podejrzliwość (vigilance). Nie polega ona tylko na uważnym badaniu i bezinteresownym eksplorowaniu nowego otoczenia. Przejawia się ona przede wszystkim w tym, że niczym nie niepokojone i już czymś zajęte zwierzę odrywa się od wykonywanej czynności

SE.4.2012.indb 546

20.2.2013 13:31:05


PARANOJA POLITYCZNA JAKO RYS SPOŁECZNO-POLITYCZNEJ MENTALNOŚCI… 547

(np. jedzenia), by czujnie lustrować otoczenie wzrokiem, słuchem i węchem, tak jakby mogło się spodziewać czegoś nowego, ale i  zagrażającego. Zachowania takie występują w  odniesieniu do przedstawicieli innych gatunków, ale także w odniesieniu do członków własnego stada (np. Pannozzo i in., 2007). Dodatkowo okazuje się, że taka czujność czy baczność nie musi prowadzić do mniejszego zaspokojenia potrzeb życiowych. Stwierdzono np. że czujne lustrowanie otoczenia nie zmniejsza ilości spożytego pokarmu (Fortin i  in., 2004). Wiadomo, że ostrożność i strach są przystosowawcze, nie można zatem tego waloru odmówić czujności i podejrzliwości – antycypowaniu zagrożenia. Można zatem przypuszczać, że gotowość do dostrzegania wrogich knowań może mieć podłoże biologiczne (Alexander, 1987). Istnieją dane wskazujące, że w opisywanej czujności znaczącą rolę odgrywa szczególny obszar mózgu, odpowiedzialny za przypisywanie znaczenia emocjonalnego lub wartości odbieranym wrażeniom oraz uruchamianie reakcji obronnych, zwany ciałem migdałowatym (Davis, Whalen, 2001, Sah i  in., 2003). Specyfika działania ciała migdałowatego polega na tym, że impulsy o  ewentualnych zagrożeniach odbiera ze wzgórza dwutorowo: bezpośrednio, a więc szybciej, oraz za pośrednictwem – a więc wolniej – kory mózgowej. Sugerować to może, że mobilizacja wobec ewentualnego zagrożenia powstaje przed pojawieniem się jego świadomego (odzwierciedlanego w korze mózgowej) rozpoznania. Okazuje się ponadto, że ciało migdałowate odpowiedzialne jest za zapamiętywanie i  odtwarzanie tego rodzaju impulsów czy zdarzeń (LeDoux, Phelps, 2005; Panskepp, 2005). Ten może przydługi wątek psychoneurologiczny można zakończyć zwięzłą konkluzją: podejrzliwość zdaje się mieć znaczenie przystosowawcze dla jednostki i dla gatunku. Może stąd wynikać szczególna właściwość myślenia spiskowego. Pojawia się ono bardzo szybko po ważnych awersyjnych wydarzeniach i jednocześnie jest bardzo odporne na wygaszanie, szczególnie przy użyciu perswazji. Ludzie żywią spiskowe przekonania nie tylko na temat pojedynczych wydarzeń czy ich grup lub sekwencji, ale tworzą także uogólnione konspiracjonistyczne wizje rzeczywistości społeczno-politycznej. Konspiracjonizm w perspektywie psychologicznej może być rozpatrywany jako swoista naiwna teoria rzeczywistości społeczno-politycznej (Lachowicz-Tabaczek, 2004). Według tego podejścia człowiek wierzący w nią, uważa, że wydarzenia ważne z jakichś powodów są wynikiem uknutych w konspiracji tajemnych porozumień czy decyzji podejmowanych w sposób co najmniej niejawny. Na gruncie psychologii możemy odnaleźć dwa podejścia do naiwnych, prywatnych spiskowych teorii dziejów czy polityki. Pierwsze koncentruje się na studiowaniu przekonań, że jakaś grupa knuje w ukryciu spiski przeciwko szeroko rozumianym „nam”. Podejście drugie skupia się na badaniu zgeneralizowanego przekonania, że światem, a  dokładniej rzeczywistością społeczno-polityczną rządzą spiski. Zjawisko to nazywamy paranoją polityczną. Jedna kwestia wydaje się wymagać doprecyzowania. Paranoją polityczną nie jest sama wiara, że spiski są obecne w  polityce. Jak piszą R.S. Robins i  J.M. Post: „W poglądach paranoika na historię godne odnotowania jest nie to, że wierzy on w istnienie i znaczenie spisków – w końcu zdarzają się i mogą mieć znaczenie –

SE.4.2012.indb 547

20.2.2013 13:31:05


548

Krzysztof Korzeniowski

ale, że uznaje spisek za siłę napędową historii oraz podstawową zasadę organizującą świat wszelkiej polityki” (Robins, Post, 1999, s. 53).

PARANOJA I PARANOJA POLITYCZNA O  tym, czym jest paranoja, właściwie należałoby się dowiadywać ze słownika psychiatrii lub psychopatologii, bowiem termin ten oznacza jedną z tzw. chorób psychicznych, psychoz. Paranoja na dobre jednak zagościła w języku potocznym i przy jej użyciu opisujemy rozmaite stany psychiczne i sytuacje nie zawsze zgodne ze słownikową definicją. Mawiamy często „Toż to paranoja!” komentując np. jakieś urzędowe, biurokratyczne wariactwo. Zajrzyjmy do „Encyklopedycznego słownika psychiatrii” (1978). Dowiadujemy się, że termin paranoja „wywodzi się z języka greckiego: para – to »mimo, obok, poza czymś, wbrew«, zaś noos – to »sens, myśl, istota, rozum«. Dalej możemy przeczytać, że jest to psychoza przewlekła, cechująca się usystematyzowanymi urojeniami, które mogą się pogłębiać, bez jednakowoż osłabienia intelektu i bez zmian osobowości. „Za charakterystyczne w tej psychozie uchodzą tzw. urojenia interpretacji (tj. urojenia wynikające z  bezkrytycznie fałszywej oceny prawidłowych spostrzeżeń) oraz urojenia ksobne (tj. dopatrywanie się urojonych związków pomiędzy zjawiskami zewnętrznymi i działaniem innych ludzi a własną osobą). Częste są również urojenia prześladowcze, rozwijające się najczęściej w związku z przeszkodami, jakie natrafia chory w swej działalności i realizowaniu swych chorobliwych koncepcji. Uderza przy tym logika oraz uporządkowanie sekwencji w  rozwijaniu założeń urojeniowych oraz brak rozkojarzenia w  myśleniu. (...) Osobowość bywa na ogół mało zmieniona i zdolność do pracy bywa często zachowana” (ESP, 1978, s. 294–295). Jedna z postaci paranoi wyróżnionych przez autorów „Słownika” nosi miano „prześladowcza” (persecutoria). Urojenia prześladowcze zdają się w tej psychozie dominować czy występować najczęściej. R.S. Robins i J.M. Post przytaczają następującą definicję paranoi (za: Webster’s New Universal Unabridged Dictionary): „Choroba psychiczna, dla której typowe są usystematyzowane urojenia oraz projekcja osobistych konfliktów, przypisywanych rzekomej wrogości otoczenia; chroniczna psychoza funkcjonalna, rozwijająca się w podstępny sposób. Charakteryzuje się uporczywymi, nie ulegającymi zmianom, spójnymi pod względem logicznym urojeniami, dotyczącymi przeważnie prześladowań albo związanych z manią wielkości” (Robins, Post, 1999, s. 9). W psychiatrii i psychologii napotykamy jeszcze kilka terminów pochodnych, jak np. schizofrenia paranoidalna, osobowość paranoiczna, paranoja polityków czy paranoja polityczna (Korzeniowski, 2010). Mimo że są to różne zjawiska, mają kilka cech wspólnych, zaś najbardziej wyróżniającymi są poczucie zagrożenia, nieufność i  występowanie urojeń. Paranoi politycznej – definiowanej jako uogólnione przekonanie, że głównym, jeżeli nie jedynym mechanizmem rządzącym polityką są knute w tajemnicy spiski – nie sposób z góry uznać za chorobę psychiczną, psychozę czy zjawisko psychopatologiczne. Wiadomo powszechnie,

SE.4.2012.indb 548

20.2.2013 13:31:06


PARANOJA POLITYCZNA JAKO RYS SPOŁECZNO-POLITYCZNEJ MENTALNOŚCI… 549

że na życie polityczne mają wpływ różne ukryte siły (niekiedy eufemistycznie nazywane z  angielska lobby). Knucie spisków politykom nie jest obce. „Paranoiczna” podejrzliwość niekiedy (a w niektórych sytuacjach nawet nagminnie) może być traktowana jako ustosunkowanie oparte na nader racjonalnych podstawach (np. w systemach totalitarnych, policyjnych, w których podstawą ładu społecznego jest sieć donosicieli). Nie zapominajmy też, że badacze wywodzący się z socjobiologii pokazują, jak konspiracjonizm, a raczej rozbudowana podejrzliwość i poczucie zagrożenia mogą być niekiedy funkcjonalne dla rozprzestrzeniania własnych genów, a zatem sprzyja trwaniu i rozwojowi hordy, stada, gatunku (Alexander, 1987). Powtórzmy zatem, że paranoja polityczna nie musi być sama z  siebie stanem patologicznym czy chorobowym. Jak zauważają R.S.Robins i J.M.Post: „Reakcja paranoiczna to wypaczenie użytecznego zachowania służącego radzeniu sobie. Paranoja jest przesadną formą wypróbowanego w polityce stylu czujnej podejrzliwości, uważnej obserwacji i wykorzystywania okazji” (1999, s. 31) i dalej: „Paranoja, zwłaszcza w politycznym wydaniu, rzadko bywa całkowitym urojeniem. Jest przeważnie wypaczeniem jakiejś prawdy” (s. 69). Na zakończenie tego fragmentu rozważań powróćmy jeszcze na chwilę do psychopatologii. Paranoja prawdziwa jest bodajże jedyną chorobą psychiczną, którą można się poniekąd zarazić. Otóż psychiatrzy wyróżniają tzw. paranoję indukowaną, zwaną także z francuska obłędem udzielonym (folie a deux). „W psychozie tej osoba bliska choremu zaczyna wierzyć w prawdziwość wypowiadanych przez niego urojeń, a następnie zaczyna sama je wypowiadać. Najczęściej osoby te są związane bardzo silnym związkiem emocjonalnym, połączonym z  izolacją społeczną. Paranoja udzielona może dotyczyć więcej niż dwu osób, czasami system urojeniowy chorego przejmowany jest przez całą rodzinę, a nawet społeczność. Znane są przykłady całych wiosek, zwykle żyjących w  znacznej izolacji, których mieszkańcy podzielali przekonania urojeniowe chorej osoby. Objawy psychozy indukowanej ustępują zwykle po rozdzieleniu osób, u których ona wystąpiła” (Namysłowska, 2001, s. 260). Warto może zapamiętać, że osiowy objaw paranoi – urojenia interpretacji – może być w warunkach (szeroko pojętej) społecznej izolacji przejmowany przez osoby silnie emocjonalnie związane z osobą chorą.

Sposób pomiaru paranoi politycznej Różne formy myślenia spiskowego badane są przy użyciu metod kwestionariuszowych (Goertzel, 1994; Kofta, Sędek, 1995, 1999). Podobnie rzecz się ma z paranoją polityczną. Do jej pomiaru stosowano kilka wersji Skali Paranoi Politycznej (Korzeniowski, 2010). Metodą najczęściej używaną była składająca się z sześciu pozycji wersja skrócona (Korzeniowski, 2011). W badaniach na próbach reprezentatywnych okazywała się wysoce rzetelna – uzyskiwała wartość współczynnika a Cronbacha powyżej 0,82. Wyniki analizy czynnikowej wskazują, że jest zjawiskiem jednowymiarowym, co przedstawiono w tabeli 1.

SE.4.2012.indb 549

20.2.2013 13:31:06


550

Krzysztof Korzeniowski

Tabela 1. Wyniki analizy czynnikowej pozycji skróconej wersji Skali Paranoi Politycznej (N = 1522) Wyszczególnienie

Składowa 1

To nie rząd nami rządzi. Ci, którzy naprawdę nami sterują, nie są w ogóle znani.

0,691

Obecny chaos polityczno-organizacyjny jest spowodowany celowym działaniem.

0,653

Wszystkie wydarzenia polityczne są wynikiem tajnych działań i ustaleń, o których szary obywatel nie ma zielonego pojęcia.

0,747

Nigdy nie poznamy tych, którzy tak naprawdę sprawowali, sprawują i będą sprawować władzę nad nami.

0,778

W polityce, tak naprawdę, nic nigdy nic dzieje się jawnie; wszystkie kluczowe decyzje polityczne podejmowane są w ukryciu.

0,755

Ci, którzy twierdzą, że istnieją na świecie potężne, ukryte siły spiskujące przeciwko Polsce, mają wiele racji.

0,565

Metoda wyodrębniania czynników – głównych składowych. Źródło: Korzeniowski (2010).

Przedstawione wyniki wypada opatrzyć krótkim komentarzem. Analizy czynnikowe prowadzone na dłuższej wersji narzędzia wskazują, że, najogólniej rzecz ujmując, można wyróżnić dwa aspekty paranoi politycznej – afektywny (np. poczucie zagrożenia) i poznawczy (spiskową wizję polityki). Stosowana skrócona wersja Skali Paranoi Politycznej zawiera pozycje diagnostyczne dla obu tych aspektów, co gwarantuje, że mierzy zjawisko w całej jego złożoności (Korzeniowski, 2010).

Paranoja polityczna a psychopatologia Uprzednio zastrzegaliśmy się, że przynajmniej wyjściowo nie sposób paranoi politycznej uznać za zjawisko z  obszaru psychopatologii i  traktować jako chorobę psychiczną lub zaburzenie osobowości. W celu weryfikacji tego przypuszczenia A. Lautsch zbadała związki paranoi politycznej z szeregiem skal diagnozujących psychopatologiczne zaburzenia osobowości (Korzeniowski, 2010). W  tym celu posłużono się kwestionariuszem MMPI (Minnesota Multiphasic Personality Inventory) (Sanocki, 1976). Składa się on z dziewięciu skal klinicznych – w tym paranoi – oraz trzech kontrolnych. Na podstawie przeprowadzonego badania uzyskano kilka znamiennych rezultatów. Po pierwsze, nie stwierdzono, by paranoja polityczna towarzyszyła paranoi mierzonej inwentarzem MMPI. Po wtóre, nie stwierdzono, by paranoja polityczna była silnie prostoliniowo związana z pozostałymi

SE.4.2012.indb 550

20.2.2013 13:31:06


PARANOJA POLITYCZNA JAKO RYS SPOŁECZNO-POLITYCZNEJ MENTALNOŚCI… 551

skalami klinicznymi. Innymi słowy, nie ma podstaw, by sądzić, że paranoja polityczna jest zjawiskiem o wyraźnym obliczu psychopatologicznym. Wyjątkiem była hipomania, innymi słowy, lżejsza forma manii. Zaobserwowana słaba korelacja (r = 0,24, p < 0,05) sugeruje, że paranoicy polityczni są ponad miarę pobudzeni emocjonalnie, mentalnie i motorycznie. Może ich cechować m.in. podwyższony nastrój, zwiększona energia, mniejsze zapotrzebowanie na sen, uczucie dobrego samopoczucia, większa aktywność fizyczna i  psychiczna. Czwartym, wartym komentarza rezultatem jest związek paranoi politycznej z wynikami uzyskanymi w kontrolnej skali K. Osoby silniej paranoiczne politycznie uzyskiwały w tej skali istotnie wyższe wyniki (r = 0,23, p < 0,05). Odwołując się do wyjaśnień W. Sanockiego, osoby te skłonne są do negowania występujących u nich faktycznie trudności w  przystosowaniu czy symptomów zaburzeń psychicznych. Wynik wysoki w skali K „stanowi wskaźnik obniżenia krytycyzmu i jest wyrazem postawy obronnej, niechęci do ujawniania swych ‘psychicznych braków’ oraz tendencji do świadomego fałszowania wyników w tym celu, aby rezultat badania był jak najbardziej zbliżony do normalnego, społecznie pożądanego obrazu osobowości (występuje tu zatem problem dyssymulacji objawów)” (Sanocki, 1976, s. 81). Dalsze, bardziej dokładne analizy ujawniły, że mimo braku związku paranoi politycznej z  całą skalą paranoi MMPI, istniała istotna statystycznie korelacja (r = –0,36) z subskalą „Naiwności”, którą można traktować jako przeciwieństwo podejrzliwości. Przypomnijmy, że osiowym objawem paranoi są urojenia. W  związku z tym badano związki paranoi politycznej ze skłonnością do myślenia urojeniowego (badania te prowadziły J. Flakiewicz, M. Kopczyk i J. Kuć; zob. Korzeniowski, 2010). Posłużono się Inwentarzem Objawów Urojeniowych Z. Bizonia (Bizoń i  in., 2001). Pierwotnie miał on służyć diagnozie różnych treści urojeniowych, możliwe też jednak było stosowanie globalnego wskaźnika informującego o skłonności do myślenia urojeniowego, a  mówiąc językiem potocznym, do myślenia nierealistycznego czy „wiary w cuda”. Zadaniem badanych było wyrażenie stopnia akceptacji ze stwierdzeniami takimi jak: Moi bliscy są narażeni na poważne niebezpieczeństwo; Potrafię bez trudu czytać w myślach innych ludzi; Bóg obdarzył mnie szczególną łaską; Udało mi się poznać wielką tajemnicę itp. Narzędzie okazało się satysfakcjonująco rzetelne, wartość współczynnika a Cronbacha była większa od 0,7. Wartości współczynnika korelacji między paranoją polityczną a zgeneralizowanym myśleniem urojeniowym okazały się wysokie i istotne statystycznie (Korzeniowski, 2010). Odpowiadając na pytanie, czy paranoja polityczna jest zjawiskiem psychopatologicznym, nie sposób udzielić całkowicie jednoznacznej odpowiedzi. Przede wszystkim należy powiedzieć, że nie ma podstaw, by paranoję polityczną można było uważać za przejaw/rodzaj psychopatologicznych zaburzeń osobowości, a w szczególności za przejaw czy odmianę paranoi. Trzeba jednak pamiętać, że osoby paranoiczne politycznie zdradzają subtelne symptomy manii, są nadmiernie podejrzliwe, starają się dysymulować ewentualne symptomy zaburzeń psychicznych, przede wszystkim jednak są skłonne do uogólnionego myślenia uroje-

SE.4.2012.indb 551

20.2.2013 13:31:06


552

Krzysztof Korzeniowski

niowego, innymi słowy – do „wiary w cuda”. Na tej podstawie nie sposób jednak rekomendować osobom paranoicznie myślącym o polityce wizytę u psychiatry.

Rozmiary i zmienność w czasie paranoi politycznej Analizując jakiś rys mentalności społeczno-politycznej, warto jest na początku poznać, jak jest on w społeczeństwie rozpowszechniony, a także czy jego rozmiary w  czasie zwiększają się, czy zmniejszają. Do realizacji tego celu pomocne są wyniki badań zrealizowanych na reprezentatywnych próbach narodowych. Badania na próbach ogólnopolskich realizowano w latach 90. ubiegłego oraz w początkach XXI wieku. Przypomnijmy, że wyniki przytaczane w dalszej części opracowania uzyskano na próbach reprezentatywnych (z wyjątkiem jednego badania, co wyraźnie zostanie zaznaczone). W  badaniach tych systematycznie stosowano dwie pozycje Skali Paranoi Politycznej: 11

To nie rząd nami rządzi; ci, co naprawdę nami sterują, nie są w ogóle znani;

11

Ci, którzy twierdzą, że istnieją na świecie potężne ukryte siły spiskujące przeciwko Polsce, mają wiele racji.

Procent Polaków zgadzających się („zdecydowanie” oraz „raczej”) z  tymi stwierdzeniami przedstawiał się następująco w kolejnych latach (w %): 11

1996 – 30,

11

1997 – 27,

11

1999 – 41,

11

2002 – 45,

11

2010 – 57.

Powyższe zestawienie wskazuje, że nasilenie paranoi politycznej wzrastało w latach transformacji systemowej oraz konsolidacji demokracji w Polsce. Bardziej szczegółowy rozkład odpowiedzi na oba pytania przedstawiono w tabeli 2. W  wynikach przedstawionych w  tabeli 2 zwracają uwagę dane z  2010 roku. Wtedy wyraźnie wzrósł odsetek zgadzających się ze stwierdzeniem drugim (o światowym spisku wymierzonym przeciwko Polsce), podczas gdy nieznacznie zmalał (w porównaniu z rokiem 2002) odsetek zgadzających się z pierwszym stwierdzeniem. Badanie odbyło się niespełna pół roku po katastrofie smoleńskiej i wydaje się, że daje tu o sobie znać szczególnego rodzaju nagłośnienie tego wydarzenia. Dotychczas pokazywano wyniki odnoszące się do dwóch pytań Skali Paranoi Politycznej. Na marginesie dodajmy, że taka superkrótka skala charakteryzuje się całkiem przyzwoitą rzetelnością – wartość a Cronbacha wyniosła 0,58. Na rysunkach 1 i 2 przedstawiono rozkłady wartości wskaźnika obliczonego na podstawie wszystkich sześciu pozycji stosowanego narzędzia badawczego.

SE.4.2012.indb 552

20.2.2013 13:31:06


PARANOJA POLITYCZNA JAKO RYS SPOŁECZNO-POLITYCZNEJ MENTALNOŚCI… 553

Tabela 2. Procentowy rozkład na dwa centralne pytania Skali Paranoi Politycznej Procent respondentów Stwierdzenie

To nie rząd nami rządzi; ci co naprawdę nami sterują, nie są w ogóle znani Ci, którzy twierdzą, że istnieją na świecie potężne, ukryte siły spiskujące przeciwko Polsce, mają wiele racji

Rok

„Zdecydowanie” oraz ”raczej” ZGADZAM SIĘ

„Zdecydowanie” oraz ”raczej” NIE ZGADZAM SIĘ

„trudno powiedzieć”

1996

36

46

18

1997

33

43

24

1999

49

36

15

2002

61

39

0

2010

57

43

0

1996

24

53

22

1997

21

52

27

1999

33

49

18

2002

29

71

0

2010

56

44

0

Źródło: opracowanie własne (Korzeniowski 2010).

Rysunek 1. Rozkład wartości wskaźnika paranoi politycznej w 2002 roku Histogram 200

Częstość

150

100

50

0

1,00

2,00

3,00

4,00

Paranoja polityczna Obserwacje ważone przez waga Średnia = 2,75 Odch. Std. = 0,629 N = 1 522

Źródło: opracowanie własne.

SE.4.2012.indb 553

20.2.2013 13:31:06


554

Krzysztof Korzeniowski

Rysunek 2. Rozkład wartości wskaźnika paranoi politycznej w 2010 roku Histogram 120 100

Częstość

80 60 40 20 0

1,00

2,00

3,00

4,00

Paranoja polityczna Obserwacje ważone przez waga Średnia = 2,81 Odch. Std. = 0,538 N = 800

Źródło: opracowanie własne.

Dane przedstawione na obu rysunkach wskazują, że nasilenie paranoi politycznej w pierwszej dekadzie XXI wieku było większe niż teoretyczny środek skali (który wynosi 2,5). Jak by na przedstawione wyniki nie patrzeć, nie można powiedzieć, że konsolidacja systemu demokratycznego w  Polsce owocuje spadkiem paranoi politycznej. Być może relacjonowane wyniki można traktować jako potwierdzenie historycznej tezy, że myślenie spiskowe jest może niechcianym, ale niedającym się wydziedziczyć dzieckiem demokracji.

Psychospołeczne korelaty i predyktory paranoi politycznej Od czego zależy paranoja polityczna? Wśród jakich osób najłatwiej ją napotkać? Po pierwsze okazuje się, że osoby o większym nasileniu paranoi politycznej zajmują niższe lub mniej korzystne pozycje w strukturze społecznej (Korzeniowski, 2010). Są to jednak zależności bardzo słabe, co zostanie za chwilę uwidocznione w tabeli 4. Po drugie okazuje się, że paranoi politycznej towarzyszy wiele odczuć, postaw i orientacji. Ich wspólnym mianownikiem jest negatywizm (Korzeniowski, 2010). Przykładowe zależności korelacyjne – pochodzące z badań z roku 2010 – pokazano w tabeli 3.

SE.4.2012.indb 554

20.2.2013 13:31:06


PARANOJA POLITYCZNA JAKO RYS SPOŁECZNO-POLITYCZNEJ MENTALNOŚCI… 555

Tabela 3. Paranoja polityczna a negatywizm (2010 r.) Zmienne Deprywacja globalna

Korelacja Pearsona

0,102

Istotność (dwustronna)

0,004

N Barometr nastrojów

0,276

Istotność (dwustronna)

0,0001

Korelacja Pearsona Istotność (dwustronna) N Depresja

800

Korelacja Pearsona N Resentyment

Paranoja polityczna

800 0,345 0,0001 800

Korelacja Pearsona

0,184

Istotność (dwustronna)

0,0001

N

800

Źródło: opracowanie własne.

Wyniki zawarte w tabeli 3 pokazują, że osoby paranoiczne politycznie oceniają negatywnie jakość swojego życia (przeszłego, obecnego i  tego, którego się spodziewają), negatywnie oceniają sytuację kraju i  jego perspektywy, mają zgeneralizowane poczucie krzywdy i źle myślą świecie społecznym, towarzyszy im depresyjny nastrój. Wart odnotowania jest jeden, być może znaczący, wyjątek od, powiedzmy, reguły negatywności. Otóż nie stwierdzono, aby osoby paranoicznie politycznie negatywnie myślały o sobie samych. Wręcz przeciwnie. M. Zakolska stwierdziła, że silniejszej paranoi politycznej towarzyszy wyższy poziom samoakceptacji (Korzeniowski, 2010). Osoby paranoiczne polityczne lubią się i są dobrego mniemania o sobie. Pojawia się jednak pytanie, od jakich postaw lub orientacji zależy paranoja polityczna. Uprzednio – w roku 1977 – zaobserwowano, że w grę wchodzą dwie grupy czynników: stan dezorientacji i bezradności oraz autorytarny światopogląd. Ustalenia te znalazły potwierdzenie w nowszych badaniach, co pokazują dane tabeli 4. Wyniki przedstawione w tabeli 4 pokazują, że rola wyznaczników statusu ekonomiczno-społecznego jest nieznaczna. Co więcej ich znaczenie (bezpośrednia moc predyktywna) znika w porównaniu z czynnikami psychologicznymi. Ponadto okazuje się, że paranoja polityczna nie zależy bezpośrednio od negatywizmu: nastroju, oceny jakości życia oraz oceny sytuacji w kraju. Bliższego przyjrzenia się wymagają cztery stwierdzone predyktory paranoi politycznej. Okazało się, że zależy ona od alienacji politycznej, anomii społecznej, autorytaryzmu i antysemityzmu. Wyniki te zdecydowanie przypominają uzyskane w uprzednim badaniu ogólnopolskim z roku 1997 i wskazują na dwutorową genezę paranoi politycznej.

SE.4.2012.indb 555

20.2.2013 13:31:07


556

Krzysztof Korzeniowski

Model

Tabela 4. Predyktory paranoi politycznej. Wyniki analizy regresji wielokrotnej

brak (Stała) wykształcenie

1

Beta

3,075

0,038

–0,059

0,008

–0,224 –0,091

–0,00008

0,000

(Stała)

–0,494

0,160

0,016

0,007

dochód per capita

Błąd standardowy

dochód per capita wykształcenie

2

B

–0,00001

t

Istotność

80,848

0,0001

–7,048

0,0001

–2,861

0,004

–3,078

0,002

0,060

2,194

n.i.

0,000

–0,014

–0,607

n.i.

autorytaryzm

0,203

0,032

0,166

6,312

0,0001

anomia społeczna

0,106

0,030

0,108

3,578

0,0001

alienacja polityczna

0,648

0,044

0,458

14,605

0,0001

depresja

0,045

0,025

0,049

1,810

n.i.

deprywacja

0,009

0,017

0,012

0,539

n.i.

barometr nastrojów

0,054

0,032

0,046

1,692

n.i.

antysemityzm

0,142

0,019

0,179

7,482

0,0001

Zmienna zależna: paranoja polityczna.

Źródło: Korzeniowski (2010).

Z  jednej strony, jawi się ona jako forma adaptacji do stanu bezradności, wyobcowania i dezorientacji w  świecie społecznym. Paranoja polityczna wydaje się być przede wszystkim funkcją poczucia bezradności. Stan izolacji, zagubienia i  wykorzenienia z  rzeczywistości społeczno-politycznej też nie wydaje się psychologicznie komfortowy, bowiem „przestaje być wiadomo, co jest możliwe, a co niemożliwe, co właściwe, a co niewłaściwe, jakie żądania i oczekiwania są uzasadnione, a jakie przekraczają miarę” (Durkheim, 2006, s. 321; zob. Arendt, 1994; Merton, 1982; Riesman, 1996; Szafraniec, 1986). Pojawia się wówczas swoisty „głód sensu”. Z  silnym głodem zaś jest tak, że uruchamia fantazje nie o wymyślnych frykasach, a  o daniach najprostszych i  najłatwiej przyswajalnych. Spiskowe teorie polityki z  powodów oczywistych stanowią znakomity sposób zaspokojenia głodu społeczno-politycznego sensu. Dzięki nim świat szybko i łatwo staje się zrozumiały i przewidywalny.

SE.4.2012.indb 556

20.2.2013 13:31:07


PARANOJA POLITYCZNA JAKO RYS SPOŁECZNO-POLITYCZNEJ MENTALNOŚCI… 557

Z drugiej strony, paranoja polityczna jawi się jako forma ekspresji wysyconego uprzedzeniami autorytarnego światopoglądu. Przypomnijmy, że według danych M. Kofty i G. Sędka (1995, 1999) antysemityzm może być w Polsce traktowany jako prototyp uprzedzeń etnicznych i  stereotypu spiskowego. W  połączeniu z autorytaryzmem stanowi znakomitą podstawę wiary we wszechwładną i wszechobecną w polityce moc spisków. Omawiane wyniki wyraźnie korespondują z bardziej ogólną prawidłowością. Okazuje się mianowicie, że z  jednej strony stan bezradności i wyobcowania, a z drugiej autorytarna wizja rzeczywistości społecznej stanowią silne i niezależne od siebie predyktory wielu form myślenia spiskowego (Korzeniowski, 2009b).

JAKIEJ POLSKI POTRZEBUJĄ POLACY PARANOICZNIE MYŚLĄCY O POLITYCE? W tym rozdziale przedstawimy preferowane przez osoby paranoicznie politycznie kształt państwa oraz sposoby rozwiązywania ważnych kwestii społeczno politycznych, sposoby rozumienia przez nie demokracji, a także ich identyfikacje polityczne. Tabela 5 pokazuje, za jakim państwem opowiadały się osoby paranoicznie politycznie. Zadaniem respondentów, było wskazanie, za którą z dwóch przedstawionych możliwości się opowiadają. Tabela 5. Paranoja polityczna a preferowany kształt państwa Wybór w obszarze dylematu

F

p

Państwo, które stara się o dobrobyt obywateli, a nie: państwo, które zapewnia wszystkim polityczne wolności

20,99

0,0001

Państwo, które tworzy dobre warunki dla ludzkiej solidarności, a nie: państwo, które stwarza duże możliwości dla ludzkiej przedsiębiorczości

21,367

0,0001

Państwo, które ma dobrego prezydenta i dobrych urzędników, a nie: państwo, które ma parlament, który ustala mądre ustawy

3,067

n.i.

Państwo, które zapewnia wszystkim równy dostęp do służby zdrowia i szkolnictwa, a nie: państwo, które dba o oszczędzanie wydatków państwowych

1,141

n.i.

11,385

0,001

Państwo, które dba o postęp i nowoczesność społeczeństwa, a nie: państwo, które chroni i rozwija tradycje ojców Źródło: Korzeniowski (2010).

SE.4.2012.indb 557

20.2.2013 13:31:07


558

Krzysztof Korzeniowski

Przedstawione w tabeli 5 wyniki pokazują proste wybory respondentów. Zdają się jednak sugerować, że osobom paranoicznym politycznie bliższe jest państwo solidarystyczne – opiekuńcze i  kolektywistyczne – a  nie indywidualistyczne, promujące wolność i przedsiębiorczość. W naszych badaniach w ramach PGSW w roku 1997 (Książka kodów do komputerowego opracowania wyników Polskiego Generalnego Sondażu Wyborczego, 1997) interesowaliśmy się też tym, co Polacy myślą o ważnych sprawach społecznych i politycznych. Po pierwsze prosiliśmy o określenie, które kwestie oceniane są przez respondenta jako ważne. Wyniki przedstawia tabela 6. Tabela 6. Paranoja polityczna a deklarowana ważność kwestii społeczno-politycznych Waga

r

p

b.z.

0,037

n.i.

Prywatyzacja państwowych przedsiębiorstw

nieważne

–0,089

0,001

Określenie roli Kościoła i religii w państwie

ważne

0,083

0,0001

b.z.

0,053

n.i.

Problem bezrobocia

ważne

0,108

0,0001

Wysokość płaconych podatków

ważne

0,082

0,001

Kwestia przystąpienia Polski do NATO i Unii Europejskiej

b.z.

-0,054

n.i.

Określenie zakresu świadczeń socjalnych ze strony państwa

ważne

0,081

0,001

Dofinansowywanie rolnictwa z budżetu państwa

ważne

0,147

0,0001

Napływ obcego kapitału do Polski

b.z.

0,033

n.i.

Problem dopuszczalności aborcji

b.z.

0,052

n.i.

Kwestia Problem przestępczości

Problem byłej „komunistycznej nomenklatury”

Uwagi: b.z. – brak związku; n.i. – nieistotne. Źródło: Korzeniowski (2010).

Okazało się, że większemu nasileniu paranoi politycznej towarzyszyło uznawanie za ważne kwestii odnoszących się do zagadnień ekonomicznych, a szczególnie sprawowania przez państwo funkcji opiekuńczych oraz rola Kościoła katolickiego. W kolejnym kroku respondenci proszeni byli o zajęcie stanowiska w każdej z kwestii. Te wyniki zawarto w tabeli 7. Podsumujmy zwięźle wyniki przedstawione w  tabelach 6 i 7. Osoby paranoiczne politycznie, jak to wskazano powyżej, (deklaratywnie) uznały za ważne 5 spośród 11 badanych kwestii. Jednak we wszystkich (!) kwestiach wyraziły zdecydowane (tzn. odmienne od osób w małym stopniu paranoicznych) stanowiska.

SE.4.2012.indb 558

20.2.2013 13:31:07


PARANOJA POLITYCZNA JAKO RYS SPOŁECZNO-POLITYCZNEJ MENTALNOŚCI… 559

Można je określić jako populistyczne. W  kwestiach ekonomicznych zajmowały stanowiska w duchu państwa opiekuńczego, w polityce zagranicznej dominował izolacjonizm, deklarowały restrykcyjność wobec kogo tylko miały możliwość, przyznawały ponadto uprzywilejowaną pozycję w  państwie Kościołowi katolickiemu. Tabela 7. Paranoja polityczna a stanowiska w kwestiach społeczno-politycznych r

p

Z przestępczością należy walczyć twardo, nawet kosztem praw i swobód zwykłych obywateli

0,121

0,0001

Przedsiębiorstwa powinny zostać własnością państwową

0,123

0,0001

Kościół powinien mieć znaczny wpływ na sprawy państwa i jego politykę

0,117

0,0001

Osobom z „nomenklatury” powinno się zabronić pełnienia odpowiedzialnych funkcji

0,066

0,005

Zwalczanie bezrobocia najważniejszym zadaniem rządu

0,139

0,0001

Podatek: im większy dochód tym większy procent

0,071

0,002

Polska nie powinna wstępować do NATO i UE

0,108

0,0001

Państwo: możliwie pełny zakres świadczeń społecznych

0,094

0,0001

Rolnictwo powinno dostawać dotacje z budżetu

0,139

0,0001

Napływ obcego kapitału należy ograniczyć

0,09

0,0001

Kobieta nie powinna mieć prawa do aborcji

0,084

0,0001

Osoby bardziej paranoiczne uważały, że:

Źródło: Korzeniowski (2010).

Rodzić to może podejrzenie, że osoby politycznie paranoiczne nie są zwolennikami demokracji. I jest tak rzeczywiście (Korzeniowski, 2010). Pojawia się jednak problem bardziej subtelny, a  mianowicie, w  jaki sposób rozumieją one demokrację. Kwestia ta jest od kilku lat przedmiotem badań. Okazywało się, że potoczne sposoby rozumienia demokracji mogą nawet znacznie odbiegać od znaczeń, jakie napotkać można w  słownikach i  dziełach politologicznych (Reykowski, 1995; Korzeniowski, 2009a). Problem ten podjęto także w latach 2002 i  2010. Respondentów proszono o  ocenienie, które określenia najlepiej opisują państwo demokratyczne. Przy użyciu analizy czynnikowej (z  rotacją Varimax) wyodrębniono dominujące sposoby rozumienia demokracji. Przedstawiono je w  poniższych tabelach. Następnie badano, czy paranoja polityczna jest z  nimi związana. Wyniki z  lat 2002 i  2010 przedstawiono w tabelach 8 i 9.

SE.4.2012.indb 559

20.2.2013 13:31:07


560

Krzysztof Korzeniowski

Tabela 8. Paranoja polityczna a sposoby rozumienia demokracji Korelacje

Paranoja polityczna

Demo_państwo opiekuńcze (dobrotliwe)

Korelacja Pearsona Istotność (dwustronna) N

0,014 0,577 1 522

Demo_państwo katolickie (dla Polaków)

Korelacja Pearsona Istotność (dwustronna) N

0,171 0,0001 1 522

Demo_państwo demokratyczne

Korelacja Pearsona Istotność (dwustronna) N

–0,122 0,0001 1 522

Źródło: Korzeniowski (2002).

W roku 2002 wyodrębniono trzy potoczne sposoby rozumienia demokracji. Po pierwsze była ona pojmowana jako państwo opiekuńcze (czy szerzej – dobrotliwe), po drugie jako państwo wyznaniowe (katolickie), po trzecie jako państwo demokratyczne. Osoby paranoiczne politycznie najsilniej skłaniały się ku rozumieniu demokracji jako państwa katolickiego, zaś najbardziej obce było im rozumienie demokracji jako demokracji właśnie. Tabela 9. Paranoja polityczna a sposoby rozumienia demokracji Korelacje

Paranoja polityczna

Demo_państwo demokratyczno-patriotyczne

Korelacja Pearsona Istotność (dwustronna) N

–0,029 0,412 800

Demo_państwo katolicko-opiekuńcze

Korelacja Pearsona Istotność (dwustronna) N

0,143 0,0001 800

Źródło: Korzeniowski (2010).

W  roku 2010 dały się wyróżnić dwa sposoby rozumienia demokracji jako państwa: po pierwsze demokratyczno-patriotycznego oraz katolickoopiekuńczego. I  tym razem osobom paranoicznym politycznie nie było bliskie pojmowanie demokracji jako państwa demokratycznego. Skłaniały się natomiast ku rozumieniu jej jako państwa katolicko-opiekuńczego. Na marginesie warto zauważyć, że była to zależność swoista – kontrola (przy użyciu korelacji cząstkowej) roli alienacji politycznej, autorytaryzmu i resentymentu nie zmieniła omawianej zależności. Można więc stwierdzić, że nie ma powodów, by sądzić, że osobom paranoicznym politycznie obce jest samo słowo demokracja. Obce jest im natomiast rozu-

SE.4.2012.indb 560

20.2.2013 13:31:07


PARANOJA POLITYCZNA JAKO RYS SPOŁECZNO-POLITYCZNEJ MENTALNOŚCI… 561

mienie demokracji jako systemu demokratycznego. Systematycznie skłaniają się natomiast ku rozumieniu demokracji jako państwa wyznaniowego. Z prowadzonych analiz wynika i ten wniosek, że są osoby, które z hasłem „Demokracja!” na ustach oraz z głębokim przekonaniem, że ich manifest jest szczery, mogą zabiegać o porządek odległy od demokracji. W związku z tym, że słowa mogą nieść różne znaczenia, wypada odwołać się do zachowań. Prowadząc badania ogólnopolskie, niestety możemy się odwołać jedynie do deklaracji o  zachowaniach – najczęściej – wyborczych. W  badaniu z roku 2010 pytaliśmy respondentów, na które partie i na których pretendentów do urzędu prezydenta RP oddaliby swoje głosy, gdyby wybory odbywały się w najbliższą niedzielę. Deklaracje zostały pogrupowane tak, by odzwierciedlały identyfikacje z III lub IV RP. Na przykład deklarowana chęć oddania głosu na Platformę Obywatelską, Sojusz Lewicy Demokratycznej lub Zjednoczone Stronnictwo Ludowe bądź na Bronisława Komorowskiego, Włodzimierza Cimoszewicza lub Waldemara Pawlaka świadczyć miały o identyfikacji z III RP, natomiast na Prawo i  Sprawiedliwość, Ligę Polskich Rodzin lub Samoobronę bądź na Jarosława Kaczyńskiego, Andrzeja Leppera lub Marka Jurka – z IV RP. Na poniższych rysunkach przedstawiono związki paranoi politycznej z identyfikacjami politycznymi dotyczącymi partii politycznych, pretendentów oraz z  globalnym wskaźnikiem identyfikacji utworzonego przez zagregowanie dwóch pierwszych. Zależność przedstawiona na rysunku 3 jest istotna statystycznie: F2, 496 = 12,244 (p < 0,0001). Okazało się, że osoby identyfikujące się (poprzez gotowość oddania głosu) z partiami uosabiającymi IV RP były znacząco bardziej paranoiczne politycznie od pozostałych. Rysunek 3. Identyfikacje z partiami politycznymi a paranoja polityczna

Średnia – paranoja polityczna

3,10

3,00

2,90

2,80

2,70 III RP

inne

IV RP

Identyikacja polityczna – partie

Źródło: opracowanie własne.

SE.4.2012.indb 561

20.2.2013 13:31:08


562

Krzysztof Korzeniowski

Przedstawiona na rysunku 4 zależność jest także istotna statystycznie: F2, 494 = 6,125 (p < 0,002). Stwierdzamy, że osoby deklarujące gotowość oddania głosu na pretendentów uosabiających III RP były znacząco mniej paranoiczne politycznie od pozostałych. Rysunek 4. Identyfikacje z pretendentami do urzędu prezydenta a paranoja polityczna

Średnia – paranoja polityczna

2,95 2,90 2,85 2,80 2,75 2,70 III RP

inne

IV RP

Identyikacja polityczna – partie

Źródło: opracowanie własne.

Średnia – paranoja polityczna

Rysunek 5. Globalna identyfikacja polityczna a paranoja polityczna

3,00

2,90

2,80

2,70 III RP

inne

IV RP

Identyikacja polityczna – partie

Źródło: opracowanie własne.

Związek paranoi politycznej z globalnym wskaźnikiem identyfikacji politycznej stanowi syntezę poprzednich związków. Osoby identyfikujące się z III RP są

SE.4.2012.indb 562

20.2.2013 13:31:08


PARANOJA POLITYCZNA JAKO RYS SPOŁECZNO-POLITYCZNEJ MENTALNOŚCI… 563

najmniej, a z IV RP najbardziej paranoiczne polityczne. Zależność ta także jest wysoce istotna statystycznie: F2, 456 = 9,499 (p < 0,0001). Wartość współczynnika korelacji r = 0,18 (p < 0,0001). Dodajmy, że odchylenie od liniowości jest nieistotne (p > 0,05). Przedstawione ostatnio analizy pokazują, że osoby silniej paranoiczne politycznie opowiadają się nie tylko za szczególnym kształtem państwa, czy rozwiązaniami istotnych problemów społeczno-politycznych, ale także za konkretnym projektem politycznym, lansowanym i  realizowanym przed kilkoma laty przez koalicję: PiS, LPR i Samoobrona.

PODSUMOWANIE Dlaczego warto zajmować się paranoją polityczną? Pierwsza nasuwająca się odpowiedź brzmi: to ciekawe zjawisko. Przypomnijmy, że paranoja polityczna wydaje się interesująca bynajmniej nie dlatego, że stanowi szczególne zjawisko psychopatologiczne. Zgodnie z wyrażoną wyżej sugestią najporęczniej jest ją traktować jako naiwną teorię polityki. Do zajmowania się paranoją polityczną zachęcać też mogą jej rozmiary w  polskim społeczeństwie. Jak pamiętamy, w  latach transformacji systemowej i  konsolidacji demokracji jej nasilenie było i  jest znaczne, i ma tendencję zwyżkową. Wydaje się, że jej wzrost jest odpowiedzią na wzrastającą złożoność sceny politycznej, co owocuje poczuciem dezorientacji i alienacji. Pamiętamy też, że paranoja polityczna jest też owocem autorytarnego światopoglądu. Za interesowaniem się omawianym zjawiskiem przemawiają także inne względy, powiedzmy, praktyczne. Paranoja polityczna jest rysem mentalności społeczno-politycznej bezpośrednio i pośrednio podważającym legitymizację panującego demokratycznego systemu społeczno-politycznego. Podważanie bezpośrednie to przypisywanie dominującej roli spiskom politycznym, konspiracjonizm stanowiący oś paranoi politycznej oraz odmawianie realnej roli instytucjom i procedurom demokratycznym. Rzecz też nie w tym, że osoby paranoiczne politycznie otwarcie deklarują wrogość wobec demokracji. Przypomnijmy, że przede wszystkim nie pojmują jej one zgodnie z definicją słownikową. Dla nich demokracja to państwo wyznaniowe i  opiekuńcze. Jak zasugerowano powyżej, mogą one deklarować poparcie dla hasła demokracja, ale faktycznie będą zabiegać o system polityczny zgoła niedemokratyczny. Ten wątek przybliża nas do pośredniego podważania panującego demokratycznego status quo. Analizowane preferencje i postawy pokazują, że osobom paranoicznym bliskie jest państwo solidarystyczne, opowiadają się za populistycznymi rozwiązaniami ważnych kwestii społeczno-politycznych i mają sprecyzowane identyfikacje polityczne. Zatrzymajmy się przez chwilę przy decyzjach wyborczych osób paranoicznych politycznie. Uprzednio podjęto próbę analizy prodemokratyczności partii politycznych. Wzięto pod uwagę następujące kryteria jej braku: (i) niewielkie poszanowanie dla prawa i instytucji je stanowiących (np. deprecjonowanie prawa i parlamentaryzmu, głoszenie haseł populistycznych czy autorytarnych), (ii) nie-

SE.4.2012.indb 563

20.2.2013 13:31:08


564

Krzysztof Korzeniowski

wielkie poszanowanie dla demokratycznych procedur i wartości (np. apelowanie o wprowadzenie cenzury prewencyjnej, pomniejszanie praw mniejszości, ale też ignorowanie woli większości, np. nazywanie jej „przypadkowym społeczeństwem”), (iii) stosowanie zideologizowanej retoryki (np. nieliczenie się z  rzeczywistością w imię głoszonych wartości), (iv) niechęć czy niezdolność do prowadzenia dialogu, (v) niechęć do osiągania konsensu i tendencja do narzucania własnej woli. Kryteria te pozwoliły na zgrubne podzielenie sceny politycznej na części bardziej i mniej prodemokratyczną (Korzeniowski, 2002b). Wydaje się, że wybrańcy osób paranoicznych politycznie spełniają większość wymienionych kryteriów. Na zakończenie przypomnijmy emocjonalny klimat świata osoby paranoicznej politycznie. Zwracaliśmy uwagę, że cechuje go negatywizm. Czasami mówi się o dysforycznym nastroju. Osoby myślące o polityce w sposób paranoiczny negatywnie oceniają świat społeczny i świat polityki, własną sytuację i własne szanse, mają pretensje do świata i innych ludzi. Przypomnijmy jeden znamienny wyjątek. Osoby politycznie paranoiczne dobrze myślą o sobie samych. Być może tu kryje się wyjaśnienie, dlaczego mimo towarzyszącego im dysforycznego nastroju tak wiele jest osób paranoicznych politycznie. To co je cechuje to przecież bezbłędna, niezawodna przenikliwość. Paranoiczne myślenie znosi wszelkie wątpliwości i  daje niezłomną pewność w  słuszność swoich racji i  interpretacji. Pewność ta potrafi graniczyć z fanatyzmem. Osoba paranoiczna politycznie niesiona poczuciem misji, działa w imię wyższych celów, co daje jej poczucie „wyższego” sensu życia. Pamiętajmy o hipomanii. Polityczny paranoik jest niezmordowanym orędownikiem swoich racji. Wie, po co żyje i ma wystarczające zasoby energetyczne, by sprostać swojej misji. Jest to osoba heroiczna i świadoma swojego heroizmu. A przede wszystkim paranoja – także polityczna – chroni przed poczuciem bezwartościowości i daje poczucie dumy.

BIBLIOGRAFIA Alexander R.D. (1987), The Biology and Moral Systems, Aldine de Gruyter, Hawthrone, N.Y. Arendt H. (1994), Między czasem minionym a przyszłym. Osiem ćwiczeń z myśli politycznej, Fundacja „Aletheia”, Warszawa. Benedict R. (2002), Wzory kultury, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA, Warszawa. Bizoń Z., Bernstein E., Cedro A., Orłow-Trębicka A. (2001), Poglądy Profesora Bizonia na temat urojeń i  konstrukcja inwentarza treści urojeniowych. Doniesienie wstępne, w: Profesor Zdzisław Bizoń i jego idee, A. Kokoszka, M. Wojnar (red.), Polskie Towarzystwo Terapii Poznawczej i Behawioralnej im. Profesora Zdzisława Bizonia, Kraków. Davis M., Whalen P.J. (2001), The amygdale: vigilance and emotion, “Molecular Psychiatry”, 6, 13–34. Durkheim E. (2006), Samobójstwo, Oficyna Naukowa, Warszawa. Encyklopedyczny słownik psychiatrii (1978), L. Korzeniowski, S. Płużyński (red.), Państwowy Zakład Wydawnictw Lekarskich, Warszawa.

SE.4.2012.indb 564

20.2.2013 13:31:08


PARANOJA POLITYCZNA JAKO RYS SPOŁECZNO-POLITYCZNEJ MENTALNOŚCI… 565

Forbin D., Boyce M.S., Merril E.H., Fryxell J.M. (2004), Foraging costs of vigilance in large mammalian herbivores, „OIKOS” 107, 172–180. Goertzel T. (1994), Belief in conspiracy theory, “Political Psychology”, 15, 731–742. Kofta M., Sędek G., (1995), Stereotyp duszy grupowej. Wybory parlamentarne a postawy wobec osób pochodzenia żydowskiego, w: Jacy są Polacy. Badania opinii społecznej jako źródło wiedzy psychologicznej, B. Wojciszke (red.), „Kolokwia Psychologiczne”, 4, 55–72, Wydawnictwo Instytutu Psychologii PAN, Warszawa. Kofta M., Sędek G. (1999), Stereotypy duszy grupowej a postawy wobec obcych: wyniki badań sondażowych, w: Psychologia rozumienia zjawisk społecznych, B. Wojciszke, M. Jarymowicz (red.), Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa, Łódź. Korzeniowski K. (2002a), Utrata i pozyskiwanie politycznego sensu. Anomia i paranoja polityczna, w: Podstawy psychologii politycznej, K. Skarżyńska (red.), Zysk i S-ka, Poznań. Korzeniowski K. (2002b), Psychospołeczne uwarunkowania zachowań wyborczych, w: Podstawy psychologii politycznej, K. Skarżyńska (red.), Zysk i S-ka, Poznań. Korzeniowski K. (2009a), Pomiędzy demokracją a faszyzmem. O rozumieniu demokracji przez Polaków w latach transformacji systemowej, w: Polityka i politycy. Diagnozy – Oceny – Doświadczenia, J. Miluska (red.), Poznań: Wydawnictwo Naukowe UAM. Korzeniowski K. (2009b), O  dwóch psychologicznych przesłankach myślenia spiskowego. Alienacja czy autorytaryzm? „Psychologia Społeczna”, t. 47, z. 1–2, 33–44. Książka kodów do komputerowego opracowania wyników Polskiego Generalnego Sondażu Wyborczego (1997), Instytut Studiów Politycznych PAN, Warszawa. Lachowicz-Tabaczek K. (2004), Potoczne koncepcje świata i natury ludzkiej, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk. Merton R.K. (1982), Teoria socjologiczna i struktura społeczna, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa. Namysłowska I. (2001), Paranoja i reakcje paranoiczne, w: Psychiatria. Podręcznik dla studentów medycyny, A. Bilikiewicz (red.), Wydawnictwo Lekarskie PZWL, Warszawa. Pannozzo P.L., Phillips K.A., Meghan E.H., Mintz E.M. (2007), Social monitoring reflects dominancie relationships in a small captive group of Brown capuchin monkeys (Cebus apella), “Ethology”, 113, 881–888. Panskepp J. (2005), Emocje jako twory naturalne w  mózgu ssaków, w: Psychologia emocji, M. Lewis, J.M. Haviland-Jones (red.), Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk. Reykowski J. (1995), Subiektywne znaczenia pojęcia „demokracja” a ujmowanie rzeczywistości społecznej, w: Potoczne wyobrażenia o demokracji. Psychologiczne uwarunkowania i konsekwencje, J. Reykowski (red.), Wydawnictwo Instytutu Psychologii PAN, Warszawa. Riesman D. (1996), Samotny tłum, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA, Warszawa. Robins R.S., Post J.M. (1999), Paranoja polityczna. Psychopatologia nienawiści, Książka i Wiedza, Warszawa. Sah P., Faber E.S.L., Lopez de Armentia M., Power J. (2003), The amygdaloid complex: anatomy and physiology, “Physiological Review”, 83, 803–834. Sartori G. (1998), Teoria demokracji, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa. Szafraniec K. (1986), Anomia – przesilenie tożsamości. Jednostka i społeczeństwo wobec zmiany, Uniwersytet Mikołaja Kopernika, Toruń.

SE.4.2012.indb 565

20.2.2013 13:31:09


566

Krzysztof Korzeniowski

STRESZCZENIE Celem artykułu jest przedstawienie zjawiska paranoi politycznej oraz wybranych poglądów na temat państwa, ważnych kwestii społecznych i  ustrojowych osób politycznie paranoicznych. Podstawą empiryczną była seria badań zrealizowanych na próbach reprezentatywnych osób dorosłych w  latach 90. XX i  w  pierwszej dekadzie XXI wieku. Pokazano dane wskazujące, że paranoi politycznej nie można uważać za zjawisko psychopatologiczne. Stwierdzono, że nasilenie paranoi politycznej wzrastało w  latach transformacji systemowej i  konsolidacji demokracji w  Polsce. Okazało się, że osoby paranoiczne polityczne opowiadają się za państwem solidarystycznym oraz populistycznymi rozwiązaniami problemów społeczno-ekonomicznych. Stwierdzono, że osoby paranoiczne politycznie nie rozumieją demokracji zgodnie z definicją słownikową, a bliskie im jest rozumienie demokracji jako państwa wyznaniowego i opiekuńczego. Wskazano na istotne psychologiczne korzyści wynikającego z paranoicznego myślenia politycznego. Słowa kluczowe: spiskowe myślenie polityczne, paranoja polityczna, solidaryzm, populizm, sposoby rozumienia demokracji.

Political Paranoia as a Feature of Sociopolitical Mentality of Poles ABSTRACT The purpose of the article was to present the phenomenon of political paranoia and selected views on the state, important social and political issues of politically paranoid people. The empirical basis was a  series of research carried out on representative samples of adult Poles in the 1990s and the 2000s. Data showing that the political paranoia cannot be treated as a psychopathological phenomenon were presented. It was found that the intensity of political paranoia increased during years of system transformation and consolidation of democracy in Poland. It turned out that politically paranoid people were in favor of solidarity state and populist resolutions of important socio-economic issues. It was found that politically paranoid persons did not understand democracy according to it lexical definition and that understanding democracy as a religious and welfare state was close to them. Important psychological benefits resulting of paranoid political thinking were shown. Keywords: paranoid political thinking, political paranoia, social solidarism, populism, ways of understanding democracy. JEL Classification: Y80, Z13

SE.4.2012.indb 566

20.2.2013 13:31:09


Studia ekonomiczne 1 Economic studies nr 4 (LXXV) 2012

Wspomnienia

Wspomnienie o Profesorze Tadeuszu Kowaliku Tadeusz Kowalik (1926−2012) był profesorem nauk ekonomicznych i nauk humanistycznych. Taką stosowano niegdyś terminologię i pełną tytulaturę. Profesor Tadeusz Kowalik nie akceptował formalnie zwiększanego dystansu, tytulatury nie lubił, ale ta pasowała do Niego jak ulał. Ekonomię uważał za naukę społeczną, lokował ją właśnie pośród humanistyki. Najważniejsi byli dla Niego ludzie – ich dobre życie, pomyślność, rozwój. Wszyscy ludzie, teraz. Z takiego usytuowania ekonomii jako nauki wynikał sposób jej uprawiania, a  także związki z  gospodarką i  społeczeństwem. Należał do tych, którzy – podobnie jak np. F. Hayek czy J.M. Keynes – uważali, że najważniejsze są idee. To one tworzą nasz świat zbiorowej egzystencji. Profesor T. Kowalik zajmował się badaniem idei. Nie był to jedyny nurt jego intelektualnej pracy, ale ważny i ciągle się rozwijający. Idee porządkował, rozumiał, umieszczał w historycznym kontekście i społecznej sieci. Także oceniał. Tadeusz Kowalik wyraźnie i świadomie je waloryzował, uprawiał ekonomię normatywną. Dużo czytał, również literaturę pozaekonomiczną, a  wśród niej – teksty z  historii i filozofii nauki. Wiedział, że w gruncie rzeczy każda refleksja naukowa ma u swoich podstaw jakieś wartości. Niezależnie co scjentystyczni przedstawiciele danej dyscypliny o  sobie mówią, a nawet co sobie uświadamiają. Ekonomia i ekonomiści nie należą tu do wyjątków. Profesor T.  Kowalik wprost wyrażał wyznawaną przez siebie aksjologię. Oczekiwał od innych, nie zawsze z powodzeniem, podobnej postawy. Ekonomia jako nauka ma – według Niego – swoje reguły. Nie jest natomiast taką samą nauką jak na przykład fizyka czy chemia. Odrzucał naturalizm. Teorie i prawa ekonomii związane są z ludzką świadomością, ze zbiorową mentalnością. Na końcu procesu poznania i tak, jak napisał filozof, oglądamy swoje odbicie.

SE.4.2012.indb 567

20.2.2013 13:31:10


568

Paweł Kozłowski

Profesor Tadeusz Kowalik rozważał, które idee ekonomiczne są udokumentowane i które są zarazem mu bliskie. Uważał, że one mogą i powinny sprzyjać poprawie świata. Są niezbędne. Idee oddziałują na gospodarkę i formy ludzkich zbiorowości za pośrednictwem ruchów społecznych. Odrzucał kwietyzm, akademizm na Panteonie, opowiadał się za aktywizmem. W  okolicach października 1956 roku pokładał nadzieje w samorządach robotniczych. Później w solidarnościowym wzburzeniu, w ostatnich latach podkreślał potrzebę zbiorowego dążenia do rewindykacji treści Konstytucji obowiązującej u  nas od 1997 roku. Bliskość idei i aktywności, refleksji i życia była dla Niego ważna nie tylko w szerszej, ogólnospołecznej skali. On ten związek zaświadczał swoją egzystencją. Całym życiem. Ciągłość biografii Tadeusza Kowalika budzi podziw, jest godna podkreślenia tym bardziej, że nie jest u nas częsta. Był wybitnym ekonomistą. Dużo pracował, bardzo dużo napisał. Jednocześnie zawsze miał czas dla innych. Lubił rozmawiać, szczególnie w stylu perypatetycznym. Doświadczałem tego nieraz. Był skromny i  uczciwy. Badał myśl ekonomiczną, systemy gospodarcze, transformację polską i transformacje wcześniejsze. Troszczył się o stan społeczeństwa. Jego stosunek do świata wynikał ze zbiegania się dwóch perspektyw. Należał do tworzonego z przedstawicieli wielu historycznych pokoleń grona myślicieli, którzy uważają, że ludzie mogą żyć w świecie lepszym niż ten, w którym przyszło im być. Należał również do tych wrażliwych osób, którzy oceniają bieżący stan rzeczy z perspektywy grup najbiedniejszych. Ostatnie Jego teksty były właśnie temu poświęcone. Wskazywał na wielość systemów gospodarczych, a więc na możliwość wyboru. Krytykował obecność bezrobocia i ubóstwa. Nie potrafił zamykać oczu ani sumienia. Wskazywał na nierówności dochodowe, które, takie jak u nas, nie są ani konieczne, ani oczywiste. Ekonomia ma służyć zmianie, ma pokazywać rozmaitość rozwiązań oraz ujawniać ich społeczne konsekwencje. Profesor Tadeusz Kowalik od czasów swojego ideowego dojrzewania był intelektualistą zaangażowanym. Paweł Kozłowski

SE.4.2012.indb 568

20.2.2013 13:31:10


Studia ekonomiczne 1 Economic studies nr 4 (LXXV) 2012

Tadeusz Kowalik

STATUS I POŻYTKI EKONOMII PORÓWNAWCZEJ (tezy referatu)1 Będzie tu mowa o porównawczej analizie systemów ekonomicznych, albo komparatystyce ekonomicznej – subdyscyplinie, która na pierwszy rzut oka ma się całkiem dobrze. Ma swoje czasopisma, a najstarsze z nich, „Journal of Comparative Economics” obchodziło właśnie trzydziestolecie. Istnieją stowarzyszenia ogólnoświatowe i jej europejski odpowiednik. Można więc postawić pytanie: dlaczego „New York Times”, piórem dwóch brytyjskich ekonomistów, zarzuca ekonomistom rezygnację z  debaty na temat typów kapitalizmu2, co pozbawia ekonomistów języka, za pomocą którego myśli się i mówi o poważniejszych reformach. Piszą: „Jeśli ekonomiści chcą być pomocni w tworzeniu lepszego świata, to muszą zacząć stawiać pytania i  odpowiadać na trudne pytania o  nową wizję ukazującą potencjalne możliwości [innego typu] kapitalizmu”. (Backhouse, Bateman, 2011). Chodzi tu rzeczywiście o język, czyli o siatkę pojęciową języka opisu i analizy oraz o język reform. Dopóki zaś pozostajemy w kręgu abstrakcji jednego, szybko globalizującego się kapitalizmu, dopóty nie możemy realistycznie myśleć o potencjalnych możliwościach i granicach reformowalności kapitalizmu. Tytuł zapowiada omówienie dwóch grup zagadnień. Do pierwszej należą: powstanie i rozwój, a zwłaszcza obecne miejsce tej subdyscypliny, jej pierwotną zależność od rywalizacji dwóch systemów światowych, dwóch bloków państw – kapitalistycznego i komunistycznego. Tamta, ekonomia porównawcza, zwana niekiedy „starą”, była uprawiana, głównie przez tzw. sowietologów, w swej większości amerykańskich. Trzeba tu jednak odnotować niewielką grupę ekonomistów, 1  Tezy ostatniego referatu wygłoszonego przez Profesora na konferencji Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN w Mądralinie w marcu 2012 r. 2  W  referacie pojęcia typów kapitalizmu i  systemów społeczno-ekonomicznych używa się zamiennie, rezerwując dla określenia kapitalizmu i socjalizmu pojęcie megasystemów.

SE.4.2012.indb 569

20.2.2013 13:31:10


570

Tadeusz Kowalik

która oparła się atmosferze „zimnej wojny”, uprawiając niezależną subdyscyplinę, mającą parę czasopism i  katedr, stroniącą od bezpośredniego zaangażowania w ideologiczną i polityczną konfrontację owych dwóch bloków. Rozpad bloku komunistycznego, zwiastowanie końca historii, inwazja globalizacji, pojmowanej jako koncepcja świata bez granic i  państw narodowych (K. Ohme), w Europie wizja przyspieszonej integracji systemowej – wszystko to zepchnęło problematykę porównawczą na wąski margines. Na początku lat 90. można było nawet przypuszczać, że upadek komunizmu jest równoznaczny z zanikiem ekonomii porównawczej. A  tymczasem, właśnie postępy globalizacji, jej nieoczekiwanie negatywne skutki, ujawniły – już w  połowie lat 90. – rosnące zróżnicowanie systemowe, znacznie większą niż powszechnie sądzono trwałość i zapotrzebowanie na silne państwo narodowe jako warunek selektywnego korzystania z globalizacji. Nowe kontury systemowe tworzą Chiny, Indie, Brazylia i kilka innych krajów Ameryki Południowej. Zwraca też uwagę ponowny rozkwit krajów skandynawskich. Również Unia Europejska podlega procesom ustrojowego zróżnicowania. Decydują o tym przyczyny dwojakiego rodzaju. Sam fakt znacznego zwiększenia liczby krajów członkowskich w tak krótkim czasie, włączenie do niej grupy krajów postkomunistycznych, musiał oznaczać wzrost zróżnicowania. Wyraża się ono zarówno w zwiększeniu rozpiętości poziomów rozwoju (miejsce Portugalii zajęła teraz znajdująca się na znacznie niższym poziomie rozwoju Rumunia), jak i instytucjonalno-ogranizacyjnego zróżnicowania. Po drugie, niefortunny start Eurolandu skupiającego kraje o  różnym poziomie dojrzałości do wspólnej waluty musiał doprowadzić do dezintegracji UE, a więc i pewnego odwrotu. Takie jest podłoże, na którym rodzi się i rozwija „nowa ekonomia porównawcza”. Dzieje się to jednak niejako na uboczu, a często nawet w opozycji do środowiska ekonomicznego, bowiem ekonomiści głównych kierunków okazali się niezdolni do podjęcia tej problematyki. Gospodarka rynkowa, kapitalizm (na drodze do globalnego ładu), globalizacja, emerging markets, a nawet BRIC (co ma wspólnego Brazylia z Chinami?) – to są pojęcia absolutne, kryptonimy prowadzące do zacierania i ignorowania różnic. To, zdaje się, Ely Wiesel przestrzegał – w  odniesieniu do zupełnie innych spraw – przed poddaniem się terrorowi pojęć absolutnych, abstrakcyjnych. Tym językiem mówiąc, każda z nich – nie tylko ekonomia neoklasyczna, stanowiąca podstawę głównego nurtu, ale także szkoła austriacka oraz neomarksizm poddane zostały terrorowi takich pojęć, jak: kapitalizm (w ogóle), globalizacja, wolność gospodarcza. Współzałożyciel Stowarzyszenia Ekonomii Ewolucyjnej Geoff Hodgson, dowodził jeszcze w (1996) r., że owe trzy szkoły „są obojętne wobec różnego typu struktur występujących w kapitalizmie, pozostają ślepe na kulturę i  instytucje cechujące różne typy kapitalizmu”. Jego zdaniem, tylko ekonomia instytucjonalna, i to nie ta najnowsza, rozwijana na obrzeżach szkoły chicagowskiej, lecz stara – T. Veblena i J.R. Commonsa – okazała się najbardziej przygotowana do podjęcia tej problematyki. Nic więc dziwnego, że znacząca dla „nowej ekonomii porównawczej” zbiorowa książka: Varieties of Capitalism (Hall, Sockice

SE.4.2012.indb 570

20.2.2013 13:31:10


STATUS I POŻYTKI EKONOMII PORÓWNAWCZEJ (tezy referatu)

571

2001) jest dziełem dwóch politologów, a  nie ekonomistów. Ich dwubiegunowy podział na gospodarki rynkowo-koordynowane i rynkowo-liberalne został dość szybko zdezawuowany przez bliższe rozpoznanie kilku typów kapitalizmu. Ekonomista Bruno Amable (2003) wprowadza pięć typów kapitalizmu: oprócz „azjatyckiego”, rynkowy, kontynentalno-europejski, socjaldemokratyczny i śródziemnomorski. Zdaje sobie jednak sprawę z ułomności tej klasyfikacji i nie unika innych podziałów. Autor niniejszego referatu poszedł inną drogą. W książce Systemy gospodarcze (Kowalik, 2005) wyodrębnił kraje o najbardziej sprofilowanych systemach i omówił w odrębnych rozdziałach systemy: Stanów Zjednoczonych, Niemiec, Japonii oraz Szwecji. W najobszerniejszej części, a także w osobnej książce (2009) omówione zostały zarówno ustrojowe cechy polskiego ładu społeczno-ekonomicznego, jak i  droga do niego. Choć odwołano się do obu wymienionych książek o zróżnicowaniu kapitalizmu, żadnej z zawartej w niej klasyfikacji nie odniesiono do systemu polskiego, zadowalając się tezą, że wzorem dla polskiej transformacji był model Anglosaski. Istnieje jednak zbiorowe dzieło, zdaniem referenta, pionierskie, które w wielu przyczynkach i  w  różny sposób podejmuje tytułową tematykę: Varieties of Capitalism in Post-Communist Countries (2009). Oprócz części ogólnej, bardziej teoretycznej, wyodrębnia się w  niej trzy części już w  tytułach wskazujących na swoistą klasyfikacji krajów pokomunistycznych. Do Skonsolidowanych Gospodarek Rynkowych trafiły te z: Czech, Niemiec, Estonii, Polski i Ukrainy. Hybradalne Gospodarki Rynkowe stanowią gospodarki rosyjska oraz pozostałe postsowieckie. Chiny i Białoruś figurują jako Państwowe Gospodarki Rynkowe. Analizie polskiego ładu ekonomicznego w porównaniu z gospodarką Ukrainy, co może być zaskakujące, poświęcone jest studium Vlada Mykhenko: Poland and Ukraine Institutional Structure and Economic Performance. Do tego celu wykorzystuje on szeroko zarówno klasyfikację Halla i Sockice’a (rynkowe versus koordynowane), jak i kryteria pięciu typów Amable’a. Okazuje się, że pierwsza perspektywa – zaskakująco dużemu podobieństwu instytucjonalnemu towarzyszy radykalnie odmienna dynamika tych gospodarek. Co prowadzi autora do wniosku, iż wyjaśnienia dynamiki szukać należy w historii lub (i) układach zewnętrznych. Nie mogę tu wchodzić w szczegóły analitycznego opisu, wśród których znajduje się wiele interesujących spostrzeżeń, ale szereg wynikłych z niewiedzy rażących potknięć. Zapowiedzieć jednak powinienem, że teza o anglosaskim charakterze polskiego ładu nie znajduje w tym studium potwierdzenia, co zasługuje na odrębną dyskusję. Problematyka stosunku Polski do Unii Europejskiej znalazła się poza zakresem analizy tego brytyjskiego uczonego. Nie mogę tego jednak pozostawić przynajmniej bez najogólniejszej deklaracji. Można uważać za rezultat skrzywienia zawodowego fakt, iż chyba wszyscy specjaliści od comparative economics uważają odmienności systemowe za zjawisko względnie trwałe i  pożądane, czego fakt przynależności do UE nie likwiduje. Ale mógłbym wymienić całkiem liczną grupę ekonomistów, politologów, socjologów, którzy myślą czy myśleli podobnie. Należą

SE.4.2012.indb 571

20.2.2013 13:31:10


572

Tadeusz Kowalik

do nich przykładowo: J. Meade, J. Naibitt, M. Federowicz, R. Dore, R. Wade, R.  Boyer, P. Gourevitch i  chyba Dani Rodrig, autor świeżo wydanej w  Polsce książki: Jedna ekonomia, wiele recept (Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2011). Należę do tej grupy autorów, którzy od lat podkreślają granice integracji europejskiej. Ostatnio – opowiadając się na rzecz Europejskiej Unii Samodzielnych Państw Narodowych – pomyślanej jako wspólnoty kooperacyjnej, a nie zintegrowanej. Oczywiście, istnieje niebezpieczeństwo systemowej gleichszaltyzacji UE. Ale jestem przekonany, że im silniejszy będzie nacisk na integrację, tym większe niebezpieczeństwo ostatecznego rozpadu Unii.

BIBLIOGRAFIA Amable B. (2003), Diversity of modern capitalism, Oxford. Backhouse R.E., Bateman B.W. (2011), Gray matter. Wanted: worldly philosophers, “New York Times”, 5 listopad. Hall P.A., Sockice D. (2001), Varieties of Capitalism, The Institutional Foundations of Comparative Advantage, Oxford. Hodgson G.M. (1996), Varieties of Capitalism and Varieties of Economic Theory, “Review of International Political Economy”, 3(3), Autumn, 381–434. Kowalik T. (2005), Systemy gospodarcze. Efekty i  defekty reform i  zmian ustrojowych, Warszawa. Varieties of Capitalism In Post-Communist Countries (2009), D. Lane, M. Myant (red.), London.

SE.4.2012.indb 572

20.2.2013 13:31:10


ROCZNY SPIS TREŚCI

573

W 2012 r. w „Studiach Ekonomicznych” ukazały się:

Piotr GASPARSKI, Paweł KOZŁOWSKI, Wprowadzenie do numeru . . .

439/4

ARTYKUŁY Dorota BIAŁOWOLSKA, Piotr BIAŁOWOLSKI, Kapitał społeczny a poziom rozwoju gospodarczego w świetle modelu jastrząb-gołąb . . . . Bazyli CZYŻEWSKI, Produktywność zasobów w rolnictwie w Polsce wobec paradygmatu zrównoważonego rozwoju . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Natalia GORYNIA-PFEFFER, Wybrane aspekty działalności innowacyjnej na przykładzie Niemiec − wnioski dla Polski . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Maciej GRODZICKI, Emerytury branżowe w Polsce w  kontekście teorii grup interesu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Milena KABZA, Ryzyko systemowe – cecha współczesnych rynków finansowych . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Krzysztof KORZENIOWSKI, Paranoja polityczna jako rys społeczno-politycznej mentalności Polaków . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Irena E. KOTOWSKA, Agnieszka CHŁOŃ-DOMIŃCZAK, Zarządzanie finansami publicznymi w kontekście zmiany demograficznej . . . . . . . . . Piotr KRAJEWSKI, Finanse publiczne w  kryzysie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Witold KWAŚNICKI, Finanse publiczne – lekcja historii . . . . . . . . . . . . . . Kazimierz ŁASKI, Leon PODKAMINER, What Kind of Socio-Economic Order Do We Need in Europe? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Kamilla MARCHEWKA-BARTKOWIAK, Nowe ponadnarodowe reguły budżetowe odpowiedzią na kryzys zadłużenia publicznego w strefie euro Anna MACKO, Marcin MALAWSKI, Tadeusz TYSZKA, Skąd się biorą preferencje ludzi wobec zasad sprawiedliwego podziału? . . . . . . . . . . . Anna MOŹDZIERZ, Nierównowaga finansów publicznych w  Polsce w warunkach zmian w strukturze społecznej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Małgorzata PODOGRODZKA, Metoda aglomeracyjna w  analizie przestrzennego zróżnicowania bezrobocia w Polsce w latach 1990–2010 Janusz REYKOWSKI, Jakiego ładu społeczno-gospodarczego Polacy potrzebują? Jest to zapewne demokratyczny kapitalizm, ale… . . . . . . Zdzisław SADOWSKI, Jaki ład społeczno-gospodarczy jest potrzebny Polsce? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Krystyna SKARŻYŃSKA, Dla kogo Polska jest sprawiedliwie urządzonym a dla kogo najlepszym krajem do życia? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Andrzej SOPOĆKO, Pieniądz niebankowy. Czy istnieje możliwość powrotu? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

SE.4.2012.indb 573

139/2 165/2 211/2 345/3 393/3 545/4 7/1 73/1 89/1 449/4 51/1 507/4 27/1 189/2 483/4 443/4 527/4 463/4

20.2.2013 13:31:11


574

ROCZNY SPIS TREŚCI

Jacek STĄPAŁA, Tempo zmian koniunktury gospodarczej i  giełdowej w Polsce w latach 1998–2011 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Szymon TRUSKOLASKI, The Role of Cooperation and Observation in Innovative Activity of Polish Enterprises: Results from CIS 2008 . . . . . Anna WZIĄTEK-KUBIAK, Ewa BALCEROWICZ, Marek PĘCZKOWSKI, Sectoral Patterns of Innovation: Comparing High and Low Technology Sectors’ Firms in the New Member States . . . . . . . . . . . . .

371/3 325/3 293/3

MISCELLANEA Marlena DZIKOWSKA, Działalność przedsiębiorstw w erze delokalizacji modułów łańcucha wartości . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Jacek ORZEŁ, Nieadekwatność Rekomendacji M do instrumentów bazowych dla pochodnych ryzyka operacyjnego . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Arkadiusz ŚWIADEK, Łańcuchy przemysłowe w kształtowaniu aktywności innowacyjnej przedsiębiorstw w regionach Polski w latach 2008–2010 . .

411/3 265/2 239/2

RECENZJE Urszula GRZELOŃSKA, Transformacja postkomunistyczna: czy zmiana zasad, czy likwidacja chaosu? Recenzja książki Jana Winieckiego, „Transformacja postkomunistyczna. Studium przypadku zmian instytucjonalnych” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 117/1 Łukasz HARDT,  W  poszukiwaniu istoty ekonomii. Recenzja książki: Sedláĉek  T. (2012), „Ekonomia dobra i  zła. W  poszukiwaniu istoty ekonomii od Gilgamesza do Wall Streat” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 281/2 Elżbieta MĄCZYŃSKA, Demoralizująca hipokryzja konstytucji. Recenzja książki opublikowanej przez Instytut Nauk Ekonomicznych pt.: „Dwudziestolecie polskich przemian. Konserwatywna modernizacja”, autorstwa Andrzeja Karpińskiego, Tadeusza Kowalika, Pawła Kozłowskiego . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 125/1

WSPOMNIENIA Paweł KOZŁOWSKI, Wspomnienie o Profesorze Tadeuszu Kowaliku . . . 567/4 Tadeusz KOWALIK , Status i pożytki ekonomii porównawczej (tezy referatu) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 569/4

SE.4.2012.indb 574

20.2.2013 13:31:11


ROCZNY SPIS TREŚCI

575

“Economic Studies” published in 2012:

Piotr GASPARSKI, Paweł KOZŁOWSKI, Editors’ Introduction . . . . . . .

439/4

ARTICLES Dorota BIAŁOWOLSKA, Piotr BIAŁOWOLSKI, Social Capital and Economic Development: Conclusions From the Hawk-Dove Model . . . Bazyli CZYŻEWSKI, Resource Productivity in Polish Agriculture: Towards the Paradigm of Sustainable Development . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Natalia GORYNIA-PFEFFER, Selected Aspects of Germany’s National Innovation System – Lessons for Poland . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Maciej GRODZICKI, Sectoral Pensions in Poland in the Context of Theory of Interest Groups . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Milena KABZA, Systemic Risk as an Inherent Feature of Modern Financial Markets . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Krzysztof KORZENIOWSKI, Political Paranoia as a Feature of Sociopolitical Mentality of Poles . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Irena E. KOTOWSKA, Agnieszka CHŁOŃ-DOMIŃCZAK, Public Finance Management Under Demographic Change . . . . . . . . . . . . . . . Piotr KRAJEWSKI, Fiscal Policy during Crisis . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Witold KWAŚNICKI, Public Finance – A Historical Perspective . . . . . . . Kazimierz ŁASKI, Leon PODKAMINER, What Kind of Socio-Economic Order Do We Need in Europe? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Anna MACKO, Marcin MALAWSKI, Tadeusz TYSZKA, On People’s Preferences for Principles of Distributive Justice . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Kamilla MARCHEWKA-BARTKOWIAK, New Transnational Budgetary Rules as an Answer to the Public Debt Crisis in the Euro Area . . . . . . . Anna MOŹDZIERZ, Public Finance Imbalance and Changing Social Structure in Poland . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Małgorzata PODOGRODZKA, Agglomerative Hierarchical Clustering Procedure in Analysis of Spatial Differentiation of Unemployment in Poland in the Years 1990–2010 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Janusz REYKOWSKI, What Kind of Socio-Economic Order Do the Poles Need? Probably Democratic Capitalism, but… . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Zdzisław SADOWSKI, Towards a Plausible Socio-Economic System for Poland . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Krystyna SKARŻYŃSKA, For Whom Is Poland Justly Ordered and the Best Country to Live in? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Andrzej SOPOĆKO, Non-Bank Money: Is the Return Possible? . . . . . . . .

SE.4.2012.indb 575

139/2 165/2 211/2 345/3 393/3 545/4 7/1 73/1 89/1 449/4 51/1 507/4 27/1 189/2 483/4 443/4 527/4 463/4

20.2.2013 13:31:11


576

ROCZNY SPIS TREŚCI

Jacek STĄPAŁA, Comparison of Economic and Stock Market Cycles in Poland in 1998–2011 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Szymon TRUSKOLASKI, The Role of Cooperation and Observation in Innovative Activity of Polish Enterprises: Results from CIS 2008 . . . . . Anna WZIĄTEK-KUBIAK, Ewa BALCEROWICZ, Marek PĘCZKOWSKI, Sectoral Patterns of Innovation: Comparing High and Low Technology Sectors’ Firms in the New Member States . . . . . . . . . . . . . .

371/3 325/3 293/3

MISCELLANEA Marlena DZIKOWSKA, Enterprises in the Era of Value Chain Module Relocations . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Jacek ORZEŁ, Inadequacy of Recommendation M to Underlying Instruments for Operational Risk Derivatives . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Arkadiusz ŚWIADEK, Industry Supply Chains in Firms’ Innovative Activity in Polish Regions in 2008–2010 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

411/3 265/2 239/2

REVIEWS Łukasz HARDT, The Quest for Economic Meaning. Review of T. Sedláĉek’s “Economics of Good and Evil: The Quest for Economic Meaning from Gilgamesh to Wall Street” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Urszula GRZELOŃSKA, The Post-Communist Transition: Change of Rules or Overcoming of Chaos? Review of Jan Winiecki’s “The PostCommunist Transition: A Case Study of Institutional Change” . . . . . . Elżbieta MĄCZYŃSKA, The Demoralizing Hypocrisy of the Constitution. A Review of Andrzej Karpiński, Tadeusz Kowalik and Paweł Kozłowski’s Book “Twenty Years of Transition in Poland: A  Conservative Modernization” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

117/1 281/2

125/1

Memoirs Paweł KOZŁOWSKI, Memoir about Professor Tadeusz Kowalik . . . . . . . Tadeusz KOWALIK , The Status and Usefulness of Comparative Economics: Theses . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

SE.4.2012.indb 576

567/4 569/4

20.2.2013 13:31:11


UWAGI REDAKCYJNE 11

Redakcja przyjmuje do publikacji artykuły w języku polskim i angielskim.

11

Wszystkie artykuły są poddawane recenzji.

11

Redakcja nie przyjmuje artykułów opublikowanych przez inne wydawnictwa.

11

Redakcja prosi o przesyłanie artykułów na adres e-mail czasopisma: studia. ekonomiczne@inepan.waw.pl. Objętość artykułów (łącznie z  tabelami, rysunkami i  bibliografią) nie powinna przekraczać 25 znormalizowanych stron (45 tysięcy znaków bez spacji). Redakcja zastrzega sobie prawo dokonania w nadesłanych artykułach skrótów, poprawek redakcyjnych i innych zmian zgodnie z wymogami czasopisma.

11

Przypisy należy umieszczać na dole strony, a odnośniki bibliograficzne w tekście, na końcu zdania w  nawiasie okrągłym (autor, rok wydania, numer strony).

11

Autorzy są proszeni o podanie tytułu naukowego oraz adresu zwrotnego do korespondencji (z adresem e-mailowym).

11

Razem z artykułem należy przesłać jego streszczenie w języku polskim i angielskim, w objętości 1/2–2/3 strony maszynopisu. Streszczenie powinno składać się z czterech części: celu pracy (purpose), wskazania wykorzystanej metodologii badawczej (methods), opisu uzyskanych wyników (results) oraz wniosków (conclusions). Streszczenie powinno również zawierać słowa i zwroty kluczowe (keywords) w języku polskim i angielskim, klasyfikację JEL oraz pełną afiliację autora (wraz z adresem macierzystej jednostki naukowej).

11

Przesyłając artykuły do publikacji, autorzy wyrażają zgodę na umieszczenie artykułu w pełnej wersji tekstowej wraz ze streszczeniami w języku polskim i angielskim w archiwum na stronie internetowej czasopisma oraz w internetowej bazie IDEAS RePEc (Research Papers In Economics), a także na wprowadzenie angielskiego streszczenia do internetowej bazy danych czasopisma „The Central European Journal of Social Sciences and Humanities” (CEJSH) oraz upoważniają Redakcję „Studiów Ekonomicznych” do uzgodnienia z CEJSH ostatecznego tekstu streszczenia.

Redakcja „Studiów Ekonomicznych” Instytut Nauk Ekonomicznych PAN Pałac Staszica (pok. 22) ul. Nowy Świat 72, 00–330 Warszawa, tel. (22) 657 27 90 e-mail: studia.ekonomiczne@inepan.waw.pl „Studia Ekonomiczne” zamawiać można listownie lub faxem pod adresem: Instytut Nauk Ekonomicznych PAN, Biblioteka ul. Nowy Świat 72, 00–330 Warszawa fax (22) 657 28 04

SE.4.2012.indb 577

20.2.2013 13:31:11


SE.4.2012.indb 578

20.2.2013 13:31:11


4/2012

9

770239

641008

ECONOMIC STUDIES nr 4 (LXXV) 2012

ISSN 0239–6416

Cena 30,00 zł (w tym 5% VAT) Nakład 200 egz.

STUDIA EKONOMICZNE

STUDIA EKONOMICZNE • ECONOMIC STUDIES

Instytut Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk Pałac Staszica ul. Nowy Świat 72 00-330 Warszawa www.inepan.waw.pl

INSTYTUT NAUK EKONOMICZNYCH POLSKIEJ AKADEMII NAUK

WARSZAWA 2012


Studia Ekonomiczne nr 4/2012