Issuu on Google+

KORNIK

do mnie, dziecko, chcesz strzelac?


W TYM NUMERZE

KORNIK REDAKTOR NACZELNY Jakub Biernacki

TEMAT NUMERU

ZASTĘPCA NACZELNEGO Jakub Gruszczyński

06 Dla Ojczyzny

FOTOGRAF Adrianna Pruchniak

KOPERNIK 04 W tym miesiącu

ŁÓDŹ

ZAINTERESOWANIA

08 5 rzeczy, których nie wiedziałeś o Łodzi - vol.3

14 Światła ze sceny

12 Chinol z Koprem

19 Poczuj się jak dr House

16 Do roboty!

21 Edukacja w Japonii 23 Chemiczny strzał w 10

AUTORZY Michał Wielec Olgierd Suwalski Klaudia Kłos Andrzej Weber Kosma Nykiel Adam Wojnarowski PROJEKTANT Jakub Gruszczyński OKŁADKA Małgorzata Rumpel


OD Naczelnego Po niespełna czterech miesiącach pracy redakcji (tak, projektowaliśmy już w wakacje) mogę stwierdzić jedno – każdy kolejny numer wymaga od nas dużych pokładów kreatywności – rozpoczynając od interesującej okładki, a kończąc na ciekawym zamknięciu numeru ostatnią stroną. Jeżeli po tych trzech wydaniach miałbym zarzucić sobie i całej ekipie jedną wadę, byłaby to zdecydowanie punktualność. Ilość i formę artykułów przedkładamy nad ustalony deadline. Ale to dobra wiadomość dla tych z was, którzy zagapili się na początku roku. Jeśli macie własne refleksje lub ciekawe historie, śmiało, szukajcie kontaktu z redakcją, najlepiej na Facebooku. W każdym numerze stawiamy sobie chociaż jeden cel wyższy, związany ze szkolną społecznością, czy historią. Listopad dobiega końca, w tym miesiącu patriotycznej refleksji składajmy hołd wszystkim bohaterom, którzy dojrzewali w murach naszej szkoły. Część z nich wspomina w tym numerze Michał Wielec i jego tekst polecam wam szczególnie. Zapraszam i życzę miłej lektury.


KOPERNIK W TYM MIESIĄCU Akademia z okazji Święta Niepodległości W ósmym dniu listopada w naszej szkole odbyła się uroczystość upamiętniająca odzyskanie przez Polskę niepodległości. Jednym z ważnych momentów obchodów święta, było wystąpienie Pana Andrzeja Dabińskiego - absolwenta Jedynki i maturzysty z 1949. W sentymentalny sposób opowiadał on o Koprze w owych latach, a także o celebrowaniu Święta Niepodległości siedemdziesiąt sześć lat temu. Obchody uświetniła część artystyczna przygotowana przez klasę 2c.

Spotkanie z Małgorzatą Niemczyk W osiemnastym dniu listopada naszą szkołę odwiedziła Pani Poseł Małgorzata Niemczyk. Zgromadzonym na Sali uczniom opowiedziała o swojej karierze sportowej oraz kulisach polskiej reprezentacji siatkarek. Następnie odpowiadała na liczne pytania zadawane przez uczniów. Ostatecznie rozdała spora ilość autografów. Spotkanie trwało ponad dwie godzin lekcyjne. Osiem dni później Pani Poseł powróciła do naszej szkoły na krótki, dwugodzinny trening z zainteresowanymi siatkówką uczniami.

4

4

KORNIK

#01/PAŹDZIERNIK 2013 KORNIK@JOURNALIST.COM


KORNIK@JOURNALIST.COM

#01/PAŹDZIERNIK 2013 KORNIK

5


Dla oj

TEMAT NUMERU Michał Wielec ,,(...) Wśród list absolwentów nie ma rocznika, który w czerwcu 1939 roku otrzymał promocję do klasy maturalnej. Przeszkodziła mu w tym wojna.” Czytając wszelkie opracowania dotyczące historii I Liceum, już na pierwszy rzut oka daje się zauważyć, że w skrupulatnym opisie dziejów brakuje okresu lat 1939 -1945. Z początku może się to wydawać całkiem naturalne. Koniec końców nasza szkoła została na ten czas zamknięta przez okupanta hitlerowskiego. Warto jednak zwrócić uwagę nie tyle na dzieje samej placówki w okresie II WŚ, co na burzliwą historie losów uczniów uczęszczających do przedwojennego ,,Kopra”, którzy wykazując się ogromną odwagą i dojrzałością, poszli z pomocą ginącej ojczyźnie. Często zapominani, niemi bohaterowie o których warto przypominać przy każdej nadarzającej się ku temu okazji. Szczególnie w tak wyjątkowym miesiącu jakim jest listopad.

Najprawdopodobniej była ona początkiem wojennej tułaczki wielu ,,jedynkowiczów”. Władysław Orłowski i Włodzimierz Krzyżankowski w 1939 roku otrzymali promocje do klasy maturalnej.Wojna pokrzyżowała jednak ich plany i niespodziewanie, w krótkim czasie po ewakuacji miasta Łodzi, trafili oni do kompani PW dowodzonej przez porucznika Kędzierskiego, z którą odbyli pieszy marsz aż do Chełma Lubelskiego. Tam trafili do zgrupowania armii gen. Kleeberga w szeregach której stoczyli ostatnią dużą bitwę kampanii wrześniowej - bitwę pod Kockiem.

Już w pierwszych dniach wojny uczniowie ,,Kopra” żywo zareagowali na zaistniałą potrzebę służby ojczyźnie i liczną grupą stawili się do pracy w oddziałach wartowniczych na terenie całego miasta. Warto wzmiankować tutaj ich szczególny wkład w organizacje Komendy Obrony Przeciwlotniczej Miasta mieszczącej się przy skrzyżowaniu ulic Kościuszki i Jaracza. Kres ich wytężonej pracy dała ewakuacja Łodzi w nocy z 5 na 6 września 1939 roku.

6

6

KORNIK

#01/PAŹDZIERNIK 2013 KORNIK@JOURNALIST.COM


jczyzny Bezpośrednio przed wybuchem II WŚ, nauką religii w I Liceum zajmował się ks. Bronisław Butkiewicz. Prawdopodobnie jeszcze w 1939 roku, został on wywieziony przez Niemców do KL Dachau. Został tam przypadkiem spotkany przez przedwojennego absolwenta szkoły - Jerzego Kozińskiego. Obaj mężczyźni znaleźli się w tej samej sali dla chorych podczas gdy ks. Butkiewicz umierał na tyfus.

Tragiczny rozdział historii bohaterskiej walki w obronie ojczyzny zakończyła śmierć Jana Har -harcerza szczepu im.Romualda Traugutta, 3. maja 1945 roku. W przededniu wyzwolenia obozu koncentracyjnego, wraz z wieloma innymi więźniami został on utopiony w morzu przez załogę KL. ,,Żadnego bohaterstwa nie da się zaplanować; może się ono jedynie przytrafić”

Janek Woźniak podobnie jak Władysław Orłowski oraz Włodzimierz Krzyżanowski otrzymał w czerwcu 1939 roku promocje do klasy maturalnej. Po wybuchu wojny schronił się on w Warszawie. Nieszczęśliwie został on schwytany przez hitlerowców w łapance urządzonej na placu Teatralnym, w wyniku której stracił życie. W gronie osób związanych z przedwojennym I Liceum w Łodzi, nie zabrakło także osób poległych śmiercią żołnierzy Polski Podziemnej. Zygmunt Meissner w 1941 roku ukrywał się przed okupantem pod zmienionym nazwiskiem na terenie rzeszowszczyzny. Zginął najprawdopodobniej podczas jednej z akcji bojowych AK. Podobnie jak Jurek Galewski, maturzysta z 1939 roku, który swoje życie oddał na gruzach powstańczej Warszawy.

KORNIK@JOURNALIST.COM

#01/PAŹDZIERNIK 2013 KORNIK

7


ŁÓDŹ

Pięć rzeczy, których nie wiedziałeś o Łodzi vol. 3 – Rodzina Heinzlów Kosma Nykiel W Łodzi było bardzo wiele rodzin fabrykanckich – bardziej lub mniej zamożnych. Dominowali głównie Niemcy i Żydzi, ale można było znaleźć także Czechów, a nawet Anglików i Włochów. Jedną z najciekawszych rodzin byli Heinzlowie. Postaram się przybliżyć tę arcyciekawy ród łódzkich przemysłowców.

1. Król wełny

Rodzina Heinzlów pochodziła z Augsburga. Później przenieśli się na Śląsk, a w latach 20. XIX wieku majster tkacki Jan i jego żona Franciszka Heinzel osiedlili się w Łodzi, będąc jednymi z pierwszych łódzkich osadników. Synem Jana był Juliusz, który po studiach technicznych wstąpił do Zgromadzenia Majstrów Tkackich. Początkowo pracował w zakładach Scheiblera. Na start miał majątek równowartości zaledwie 100 rubli. W roku 1864 roku wybudował przy Piotrkowskiej 104 zmechanizowaną tkalnię wełnianą – nie zdecydował się na bawełnę z powodu ‚kryzysu bawełnianego’ – z powodu wojny secesyjnej Łódź straciła duże źródło surowca, jakim były Stany. Zakład szybko rozbudowywał się, całkiem niedługo Heinzel stał się największym fabrykantem wełny w całym Królestwie. Ponoć na jego postaci Władysław Reymont wzorował Müllera, bohatera ‚Ziemi Obiecanej’. W 1879 roku wszedł w spółkę z innym przemysłowcem – Juliuszem Kunitzerem, który planował na Widzewie założyć dużą fabrykę, potrzebował tylko wspólnika. Fabryka zatrudniała ponad 3500 osób. Oprócz zakładów fabrykanci zbudowali także osiedle dla robotników i szkołę, dofinansowali również budowę kościoła św. Kazimierza. Heinzel zmarł w roku 1895, fabryką od tego momentu zarządzał Kunitzer, po którego śmierci przejął zarząd nad nią baron Giuseppe Tanfani, zięć Heinzla, a następnie Oskar Kon. To jednak zupełnie inna historia. Fabryka pod nazwą Widzewska Manufaktura (Wi-Ma) istnieje do dzisiaj i ma się bardzo dobrze, co prawda nie ma w niej już produkcji, ale kwitnie w niej kultura. Kiedy Juliusz zmarł, sporządzono bilans całego majtku.Wyszło 5 858 673 rubli i 61 kopiejek. 40 lat wcześniej Heinzel zaczynał z majątkiem 105 rubli. 8

8

KORNIK

#01/PAŹDZIERNIK 2013 KORNIK@JOURNALIST.COM


2. Trzy pałace Jak na króla wełny przystało, potentat o takim majątku musiał mieć okazały pałac. Jego pierwsza siedziba mieściła się przy Piotrkowskiej 104. Reymont określił go jako pałac ‚o ciężkim, renesansowo-berlińskim stylu’. Na froncie spoczywa alegoryczna rzeźba przedstawiające trzy kobiety, uosabiające przemysł. Za pałacem mieściła się fabryka. Dzisiaj w tych budynkach mieści się Urząd Miasta Łodzi i Urząd Wojewódzki. Heinzel chyba niekoniecznie przepadał za hałaśliwym centrum miasta, skoro pod koniec lat 80. XIX wieku zbudował kolejny pałac, tym razem na Radogoszczu. Przy okazałym pałacu założył nie mniej wspaniały park. Całe założenie kosztowało łącznie 600 tysięcy rubli! Od imienia właściciela do dzisiaj okolica nazywana jest Julianowem (o którego historii napisałem więcej w poprzednim numerze). W pałacu na początku wojny mieścił się sztab Armii „Łódź”, dlatego został on zbombardowany przez Niemców we wrześniu 1939 i już nigdy nie odbudowany. Jedyne, co po nim pozostało, to wielka łąka. Kolejny pałac stanął w Łagiewnikach, nad stawem na rzece Łagiewniczanka, niedaleko klasztoru i kapliczek. Zamieszkał tam Ludwik, który niekoniecznie angażował się w sprawy przedsiębiorstwa. Prowadził stadninę koni (w budynkach której dzisiaj mieści się Łódzki Klub Jeździecki) oraz browar i wytwórnię win w Arturówku. Stworzył także kolekcję obrazów starych mistrzów i malarzy współczesnych, nie zachował się jednak żaden rejestr, nie wiemy też, co się z nimi stało. Wedle przekazów, wyposażenie pałacu było niezwykle bogate. Szczególnie wspaniała miała być sala lustrzana. Niestety, kryształowe zwierciadła nie przetrwały obecności radzieckich żołnierzy w 1945 roku. Inną ciekawostką jest to, że kiedy po wybuchu wojny Łódź początkowo weszła w skład Generalnej Guberni, to właśnie w tym pałacu, a nie na Wawelu, miał rezydować Hans Frank. To chyba najdobitniej świadczy klasie tego budynku. Po wojnie mieścił się tam Szpital Chorób Płuc, a dzisiaj pałac znajduje się w rękach Urzędu Marszałkowskiego i jest na sprzedaż za 7 mln złotych.

KORNIK@JOURNALIST.COM

#01/PAŹDZIERNIK 2013 KORNIK

9


ŁÓDŹ 3. Las nie dz***a, nie każdy może wejść Juliusz Heinzel zarobione pieniądze musiał spożytkować jakoś inaczej niż na budowę pałaców – ufundował m.in. główny ołtarz w kościele pw. św. Stanisława Kostki, ale skupiał się głównie na rzeczach bardziej przyziemnych. Oprócz budowania pałaców budował także pokaźny majątek ziemski – w jego posiadaniu był m.in. Radogoszcz, zakupione w 1887 roku od Augusta Zawiszy, dziedzica okolicznych majątków, Marysin i Arturówek, zakupione w 1888 roku dobra Skotniki i Łagiewniki. Wedle legendy Heinzel potrafił chodzić po lesie ze strzelbą i strzelać do wszystkich intruzów, którzy weszli na jego prywatny teren, mawiał że ‚las to nie dziwka, nie każdy może wejść’. Po I wojnie światowej Heinzlowie, podobnie jak inni fabrykanci, zaczęli miewać problemy finansowe. Kiedy tworzono nowy cmentarz żydowski, teren pod niego kupiono właśnie od Juliusza Heinzla. W 1929 Roman Heinzel rozparcelował dobra Marysin III – w największym przybliżeniu są to tereny ograniczone: torami kolejowymi, ulicami: Kasztelańską, Strusią, Wycieczkową, Fiołkową i Centralną. W 1937 bardzo zubożała rodzina Heinzlów musiała sprzedać także i Julianów, którego powolne wyprzedawanie trwało od początku dekady. Kupiło go miasto, park otwarto dla wszystkich, a w pałacu umieszczono zbiory Muzeum Archeologicznego.

4. Spokrewnieni z Napoleonem, zasłużeni dla Polski Ale Heinzlowie to nie tylko Juliusz senior. Jego syn, Ludwik, ożenił się z Marią Colonną-Walewską, wnuczką słynnej pani Marii Walewskiej, kochanki samego Napoleona. Na tej podstawie Ludwik uważał, że jego syn będzie w linii prostej prawnukiem samego cesarza Francuzów! Brat Ludwika, Juliusz Teodor, mąż Anny Geyer, był filantropem – był przewodniczącym komitetu budowy szpitala przy Pańskiej (dziś szpital im. WAM przy Żeromskiego), dzięki niemu powstały linie tramwajowe do Pabianic i Zgierza. W jego pałacu na Julianowie bywali często tacy ludzie jak Eugeniusz Bodo, ks. bp Tymieniecki czy słynny kapitan Franciszek Żwirko, natomiast Heinzlowie byli wielokrotnie gośćmi u Ignacego Daszyńskiego. Dbał również o dzieci – w 1916 w pałacu Heinzlów przy Piotrkowskiej 104 urządzono wielką kwestę na rzecz ratowania dzieci, połączoną z wystawą dzieł sztuki. Juliusz Teodor udostępnił swoje bogate zbiory, w których skład wchodził m.in. obraz pt. ‚Patrol powstańczy’ M. Gierymskiego, dziś własność Muzeum Narodowego w Warszawie. Syn Juliusza Teodora, Juliusz Ryszard (Roman) był oficerem Wojska Polskiego – walczył w wojnie polsko-bolszewickiej, za co otrzymał order Virtuti Militari, w 1940 roku dostał się do niewoli sowieckiej i został zamordowany przez NKWD w Charkowie. Co warte zauważenia, żaden z członków rodziny nie podpisał volkslisty w czasie wojny, przez co rodzina spotykała się z szykanami ze strony gestapo. 10

10

KORNIK

#01/PAŹDZIERNIK 2013 KORNIK@JOURNALIST.COM


5. Baron Heinzel von Hohenfels Król wełny był człowiekiem bardzo ambitnym. Nie wystarczały mu trzy okazałe pałace w Łodzi i okolicy ani rozległe posiadłości ziemskie. Musiał mieć coś, co odróżniałoby go od innych fortun fabrykanckich w mieście. I tak (ponoć za namową synów) nabył od Ernesta, ks. SachenCoburg-Gotha posiadłość i zamek w Koburgu w Turyngii, za który zapłacił 100 tysięcy rubli. Z posiadłością związany był dziedziczny tytuł szlachecki, odtąd sam Juliusz, jak i jego potomkowie dumnie tytułowali się Heinzel von Hohenfels. Miał również swój własny herb – wyrzeźbiony został m.in. pałacu w Łagiewnikach oraz kaplicy grobowej na Starym Cmentarzu. Sama symbolika herbu musiała być oczywiście nierozerwalnie z przemysłem. Na dolnym polu herbu umieszczono skrzyżowane srebrne młoty na czerwonym tle, natomiast pod tarczą herbową umieszczono dewizę ‚Industriae coronam’

KORNIK@JOURNALIST.COM

#01/PAŹDZIERNIK 2013 KORNIK

11


ŁÓDŹ

Chinol z Koprem Kurczak w pięciu smakach, czyli ile można jeść kebab? Wiecie, gastronomiczne pułapki nie są moimi ulubionymi miejscami do jedzenia. Pal licho te nieznane, kiedy odkrywają one swoje mroczne tajemnice post factum w łazience. Dużo gorzej jest kiedy znamy właściwości specjałów podawanych w niektórych barach w naszym słodkim mieście. Wtedy po prostu się boimy - czy zamówiony wczoraj kurczak z ryżem dzisiaj sam mnie nie zje? Zauważyłem, że mój zakres działania to ulica Piotrkowska. Nie inaczej będzie tym razem, ale mam plany by trochę rozszerzyć moją jurysdykcję Tępiciela Złego Żarcia. Pierwszy krok mam już za sobą - w tym epizodzie nie skupię się na kebabie, będzie to bar orientalny A-san A-san i Pacyfik to dwa orientalne bary do których ludzie przychodzą większymi tłumami niż uczennice IV LO na Fashion Week. Oba znajdują się na Off Piotrkowskiej. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że są bliźniakami. Jednak, z mojej obserwacji, to A-san jest tym gorszym. Dlatego go przetestowałem, ku waszej uciesze. Pierwszym problemem w przypadku takich barów jest procedura testowa. Zdecydowałem się, że każdorazowo będę wybierał danie, bez jakichś stricte określonych ram.

12

12

KORNIK

#01/PAŹDZIERNIK 2013 KORNIK@JOURNALIST.COM

Olgierd S


Chcę kurczaka z ryżem? Biorę kurczaka z ryżem. Chcę kurczaka z makaronem? Biorę kurczaka z makaronem. Tym razem wybrałem kule gombało z makaronem sojowym. Niestety ciężko jest ocenić czas oczekiwania, gdyż w lokalu był tłumek ludzi. Jednak kucharze się nie obijają - po zrealizowaniu jednego zamówienia od razu biorą się za następne. Zauważyłem również, że kule dorabiane są na bieżąco i od razu rzucane na patelnię. Największe obawy miałem przy makaronie - poprzednie doświadczenia z makaronem sojowym wypaczyły mi umysł i nie wiem w końcu, jak on powinien smakować. Jednak mam wrażenie, że ten z Asanu jest najbardziej prawilnym z tych jakie jadłem w swoim życiu. Warto zauważyć, że ciasto na kurczaku jest lekko grubsze. Mnie to nie przeszkadza, ale niektórzy mogą uznać to za wadę i oszukiwanie na mięsiwie. Jeżeli macie dość kebabów to mam dla was alternatywę. Asan na Offie. Tanio, smacznie, bez późniejszych ekscesów z układem trawiennym. Bierzcie i jedzcie z niego wszyscy!

Suwalski

KORNIK@JOURNALIST.COM

#01/PAŹDZIERNIK 2013 KORNIK

13


ZAINTERESOWANIA

Światło ze sceny Alina Grzelczak

Dnia 17 X 2013r. odbyła się uroczysta inauguracja roku kulturalnego łódzkich liceów. Z tej okazji uczniowie czterech najstarszych łódzkich ogólniaków udali się do Teatru Wielkiego w Łodzi na musical „My Fair Lady”

14

14

KORNIK

#01/PAŹDZIERNIK 2013 KORNIK@JOURNALIST.COM


Jako mała dziewczynka często chodziłam z rodzicami do teatru. Zawsze po powrocie do domu odgrywałam wybrane sceny z obejrzanych przedstawień przed lustrem i marzyłam, że pewnego dnia stanę po drugiej stronie kurtyny. Tym razem było podobnie, jednak otulona zimnym płaszczem październikowej nocy zdałam sobie sprawę, że oto spełnił się mój dziecięcy sen. Od 5 lat tańczę w ZPiT Anilana. Jednak pamiętam pewien wakacyjny występ w teatrze muzycznym, kiedy po raz pierwszy w życiu poczułam się naprawdę dobra w tym, co robię. Na sam koniec występu wraz z całą grupą zebraliśmy się radośnie do ukłonu. Gdyby ktoś zapytał mnie, jaką ceną opłacony był ten uśmiech, zamilkłabym. Dopiero, kiedy skończą się słowa, zostanie prawda. Mnóstwo świateł. Gdy opowiadasz obcym o swojej pasji, pytają, co jest w niej najpiękniejszego. Leżę na scenie, to jeszcze nie koniec, ale właśnie z publiczności spływa deszcz oklasków. Próbuję uspokoić oddech. Sceniczny uśmiech zamienia się w głęboki, radosny i (jakby to określili moi bliscy) nijaki wyraz twarzy. Ten, który mam na co dzień, ten, który oznacza, że jestem szczęśliwa. No, bo jestem. W oczy razi mnie ostry blask jupiterów. Po wielu próbach, litrach przelanego potu, obolałych stopach, odciskach na palcach, wykrzyczanych słowach i rzuconych pod nosem wiązankach przekleństw zostaje nagle tylko aplauz i oklaski. KieKORNIK@JOURNALIST.COM

dy wydaje Ci się, że wszystko traci sens, warto powrócić do takich wspomnień, które sprawiają, że mimo wszystko nadal to robisz. Chociaż wszystko wygląda na banalnie proste, chociaż często słyszysz, że w ogóle się nie starasz. I wtedy, kiedy leżysz zdyszany na teatralnych deskach, wiesz, że podpisałeś pakt z diabłem. Te piękne momenty są ulotne, a codzienność przepełnia gorycz rutyny. Jednak zgadzasz się na to wszystko, dla tych chwil. Chwil, które kochasz. Przez sekundę nie ma mnie tutaj gdzie jestem. Nie ma mnie dla nikogo poza mną samą. Tylko wtedy musisz wstać i zacząć tańczyć dalej. Wracam z dalekiej podróży, która chociaż dla Was nie miała miejsca, dla mnie trwała nieskończoność. Na twarz powraca uśmiech, który jest trochę przerysowanym odzwierciedleniem wewnętrznej euforii. Serce bije jak szalone, jest szczęśliwe. A dusza? Dusza, ta ulotna i nieuchwytna, sprawia, że jak zwykle jestem gdzieś obok. Show must go on. Więc tańczysz, to jest chyba najpiękniejsze. Nie ma drugiego dna. Goła prawda, ale o tym nie da się opowiedzieć. Możesz to poczuć tylko gdzieś głęboko, wewnątrz siebie, bijące z oddali uczucie, które trudno mi określić. Wyobrażenie jest zawsze inne od rzeczywistości. Piękno tkwi w Tobie.Taniec staje się kawałkiem Twojej ulotnej duszy. Znowu jestem gdzieś obok, tęsknię, tylko już sama nie wiem za czym. To dziwne pójść do teatru i wiedzieć jak to jest stać po drugiej stronie.Teraz, kiedy to ja jestem widzem, strasznie za tym tęsknię, za światłem ze sceny. #01/PAŹDZIERNIK 2013 KORNIK

15


ZAINTERESOWANIA

Dziewczyny do roboty!

Klaudia Kłos Do wakacji zostało już tylko 222 dni. Wiem, że może wydawać się to śmieszne, ale jeśli chcemy cieszyć się słońcem i dobrze wyglądać w kostiumie kąpielowym, musimy zacząć pracę już teraz. Nie ma co płakać w czerwcu, weź się za siebie już w listopadzie. Pomyśl o efektach, na które nie trzeba będzie długo czekać! Jeśli już ćwiczysz to gratuluję i życzę dalszych sukcesów. Jeśli jeszcze nie zaczęłaś, czas najwyższy. Wiem, że obecnie bardzo trudno znaleźć choć trochę czasu. Ciągle się gdzieś śpieszymy, wiecznie mamy coś na głowie. Kartkówki i klasówki, zajęcia dodatkowe, obowiązki w domu sprawiają, że zarywamy noce, a przecież trzeba mieć też czas na imprezy. Ale wbrew pozorom wystarczy znaleźć trzy godzinki w tygodniu. To naprawdę niewiele patrząc na to, ile czasu przeciętna osoba w naszym wieku spędza w internecie. Aktywność fizyczna jest dla każdego. Z łatwością można znaleźć coś dla siebie. Nieważne czy lubisz pływać, jeździć na ro16

16

KORNIK

werze, tańczyć, czy będziesz chciała spędzić ten czas na siłowni. Pomysłów jest nieograniczenie wiele. Z możliwościami i wykonaniem już niestety gorzej, ale nie ma się co załamywać. Jeśli nie masz wystarczająco czasu aby wybrać się basen, pogoda zniechęca do roweru, a nie czujesz się jeszcze na siłach iść do klubu fitness, mam dla Ciebie pewną alternatywę.

cam programy Deanne Berry z serii „Pump it up!” lub „Clubland”, dla szukających wrażeń jest Jillian Michaels.

Jeśli wymienione aktywności Cię nie przekonują, polecam coś uniwersalnego - bez dojazdów, bez karnetów, bez ograniczeń czasowych. Ćwiczysz kiedy chcesz, kiedy masz na to ochotę i czas – w domu. Na sam początek polecam filmy na youtubie. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę Mel B, Fitappy, Chodakowska lub po prostu workout. Można się i zmęczyć i spocić, aby po systematycznej pracy zobaczyć niewyobrażalne efekty. Nie da się jednak ukryć, że nie zastąpią one oryginalnych płyt, które z łatwością możemy zamówić przez Internet. Dla kogoś lubiącego ćwiczenia przy rytmach muzyki, pole#01/PAŹDZIERNIK 2013 KORNIK@JOURNALIST.COM


Pozostają też programy z lat 90, czyli nietracące na wartości ćwiczenia prezentowane przez modelki Cindy Crawford i Claudia Shiffer. Nie mogłabym również pominąć naszej polskiej ambasadorki fitness Ewy Chodakowskiej - łatwość doboru stopnia trudności treningu do osoby, ciepłe słowa oraz jej niegasnący entuzjazm. Dla początkujących skalpel, dla bardziej zaawansowanych np. kiler lub turbo. Płyt i autorskich programów jest jednak znacznie więcej. Praca nad sobą w domu ma również swoje minusy: pani za ekranem trudniej jest nas zmotywować niż prawdziwej trenerce. Wciąż trzeba uważać na poprawność wykonywanych ćwiczeń. Pełnia sukcesu jest również niemożliwa bez systematyczności. Wymaga to ogromnej motywacji, uporu i zaangażowania, chociaż o to uczniowie naszej szkoły chyba nie muszą się martwić. Mam nadzieję, że to was nie zniechęci i będziecie walczyć o dobre samopoczucie. Początki zawsze są najtrudniejsze, jednak gdy już zaczniesz, nie będziesz mogła przestać. Zrób to dla siebie, zarówno dla ciała jak i dla ducha! Nie od dziś wiadomo, że

świetny wygląd i dobre samopoczucie to nie tylko ćwiczenia. Wraz z nimi w parze idzie zdrowe odżywianie.Tak, zdrowe odżywianie. Specjalnie nie użyłam słowa „dieta”. Oczywiście nie chodzi o przejście na króliczy tryb życia z sałatą na śniadanie, obiad i kolację, ale o zdrowe wybory. Poświęćmy 10 minut rano na śniadanie. Na mieście postarajmy się wybrać coś zdrowego i nie objadajmy się wieczorem, kiedy wrócimy zmęczone po całym dniu. Ale najważniejsze, postarajmy się ograniczyć słodycze i słone przekąski. Zamiast jeść codziennie batona w szkole, zabierzmy lunch

KORNIK@JOURNALIST.COM

ze sobą. Postarajmy się o to, aby kanapka oprócz sera i szynki była urozmaicona sałatą, ogórkiem, rzodkiewką czy pomidorem. Oczywiście podstawową opcją zdrowych przekąsek są warzywa i owoce, ale to wcale nie musi być, ani nudne, ani monotonne. Oczywiście, jabłka są zdrowe, ale spożywane codziennie przez cały rok mogą się znudzić. Wykorzystujmy sezon jesienią jabłka i gruszki, zimą mandarynki i pomarańcze, wiosną i latem całą resztę witamin w szerokiej gamie owoców. Oto kilka sposobów na przełamanie monotonii zdrowych przekąsek.

#01/PAŹDZIERNIK 2013 KORNIK

17


ZAINTERESOWANIA 1)

Koktajl

2)

Sałatka

3)

Muesli

Pełna dowolność, do blendera można wrzucić praktycznie wszystko. Owoce i warzywa zmiksować z mlekiem lub jogurtem naturalnym. Moja propozycja to zielony koktajl, który jest tak pyszny, że nie czuć smaku szpinaku (przekonajcie się sami). -banan -pomarańcza -jabłko -3 garście oczyszczonego świeżego lub kilka kostek mrożonego szpinaku -mleko, jogurt lub woda mineralna dla uzyskania konsystencji O zdrowotnych aspektach sałatek nie muszę dużo mówić. Znów pełna dowolność, wystarczy pokroić nasze ulubione owoce i warzywa w kosteczkę, wymieszać i gotowe. Dzisiejsza propozycja, która ostatnio bardzo przypadła mi do gustu to zmodyfikowana wersja obiadowej surówki z jabłka i z marchewki. -jabłko -marchew -kilka kropel soku z cytryny -garść orzeszków ziemnych -garść rodzynek -pestki słonecznika Alternatywa płatków z mlekiem. Muesli możemy kupić, lecz lepiej jest przygotować je samemu w domu, gdyż mamy wtedy otwartą rękę doboru składników jak i pewność, że nie została tam dodana tona cukru. Granole najlepiej przygotować w nagrzanym do ok 180 stopni piekarniku, w czasie 20 minut, co 5 minut mieszając. Bakalie dodać do już gotowej granoli. -2-3 szklanki płatków owsianych -posiekane orzechy (pełna dowolność, ja polecam laskowe, warto jednak najpierw je obrać, uprażyć je na patelni, a następnie przesypać do ściereczki i pocierając zdjąć z nich skórkę) -posiekane migdały -dwie garści pestek dyni lub słonecznika -miód wg. uznania ok. dwoma łyżkami oblać wszystkie składniki -suszone owoce, znów pełna dowolność (rodzynki, suszone śliwki, żurawina, figi, daktyle) -opcjonalnie brązowy cukier Gotowa, przesypana do pojemnika granola jest świetnym dodatkiem do jogurtu naturalnego, świetnie smakuje również bez niczego.

Eksperymentujcie, twórzcie, szukajcie i urozmaicajcie! 18

18

KORNIK

#01/PAŹDZIERNIK 2013 KORNIK@JOURNALIST.COM


Poczuj się jak dr House – czyli trochę o metodach diagnostycznych w medycynie Andrzej Weber

Rola badań diagnostycznych

nych i wielu pacjentów może cieszyć się zdrowiem.

Diagnoza, słowo pochodzące z greki, oznaczające rozpoznanie, jedno z podstawowych zadań lekarza. Diagnoza musi być poprawna, by wyleczyć pacjenta.

Rezonans magnetyczny – teraźniejszość

Czasami do poprawnej diagnozy wystarczą jedynie charakterystyczne objawy, dla anemii to np. długotrwałe osłabienie organizmu, częste zawroty głowy, omdlenia, trudności w koncentracji. Jednak potwierdzeniem wystąpienia może być jedynie badanie krwi - dokładniej poziomu RCB (red blood cell). Dopiero na tej podstawie można podjąć decyzję o leczeniu i dlatego obecnie lekarze najczęściej wysyłają pacjentów na wiele badań, nie wydając wcześniej diagnozy – najważniejszy jest wynik badania, dający realny obraz sytuacji.

Najczęściej określana tomografią, jest nieinwazyjną metodą badania właściwie wszystkich części ciała. Zależnie od wskazań można zrobić tomografię kręgosłupa – we wszystkich trudnych przypadkach, głowy czy jamy brzusznej – na przykład przy chorobie LeśniowskiegoCrohna, czyli przewlekłym zapaleniem ścian jelita. Dzięki MR (magnetic resonance) można zaobserwować wszystkie zmiany w tkankach, przerzuty nowotworowe, zwyrodnienia i zbadać drożność naczyń.

Mamy na szczęście bardzo wiele możliwości badań dla wielu schorzeń. Najpopularniejsze, czyli morfologię krwi, zdjęcia rentgenowskie czy testy skórne, miał prawie każdy i dzięki tej powszechności badań bardzo wiele chorób może zostać dobrze i szybko zdiagnozowaKORNIK@JOURNALIST.COM

#01/PAŹDZIERNIK 2013 KORNIK

19


Co przyniesie przyszłość?

ZAINTERESOWANIA Jak działa aparat do magnetycznego rezonansu jądrowego?

Oto kilka metod diagnostycznych, które jeszcze niedawno, podobnie zresztą jak MR, były nieosiągalne dla lekarzy. One również wykorzystują osiągnięcia fizyków. Wraz z czułością obrazu wzrasta ich poziom skomplikowania a nauka zajmująca się tymi metodami to medycyna nuklearna.

Wykorzystuje on dość skomplikowane metody fizyczne, co można jednak przedstawić w dość prosty sposób. PET – Pozytonowa emisyjna toOtóż już w nazwie występuje określenie „jądrowy”, pomografia komputerowa nieważ badanie odnosi się do pojedynczych jąder atomów. Jądra te cały czas wirują, bo każde ma jakąś energię. Takie wirujące jądra mają tzw. spin, dla którego każdy atom może przyjmować wartości -½ i ½. I tutaj następuje najważniejszy moment badania. Otóż każdy taki spin charakteryzuje niewielkie pole (oddziaływanie) magnetyczne. I jeśli przyłoży się odpowiednio silny magnes, część atomów, na przykład z kory mózgowej albo kręgosłupa, namagnesuje się z różną siłą, zależnie od ich położenia. Inną wartość będą miały oddziaływania w kościach a inne w żołądku, bo występują tam pierwiastki w różnych proporcjach. Następnie przykłada się magnes w kierunku prostopadłym do tego pierwszego. Po ponownym namagnesowaniu urządzenie rejestruje te wszystkie dane z dwóch stron. Jest ich bardzo dużo ale komputery są w stanie taką ilość odkodować i stworzyć mapy tkanek, oto przykłady:

Głównie stosowana w badaniach mózgu, polega na podaniu pacjentowi radioaktywnej substancji ulegającej przemianie beta plus. Może być to cukier znakowany fluorem 18. Detektor rejestruje promieniowanie emitowane z tkanek i powstają takie obrazy:

SPECT – najnowsza i superczuła metoda diagnostyczna Tomografia emisyjna fotonów, czyli SPECT, to najnowsza i jedyna metoda do wczesnego rozpoznania wielu schorzeń mózgu, przede wszystkim guzów i schorzeń psychicznych. Można dzięki niej uzyskać obrazy 3D o wysokiej rozdzielczości. Wykorzystuje różnice w metabolizmie różnych związków w mózgu, a analizy danych dokonuje superkomputer. Niedogodności polegają na tym, iż do poprawnego działania

1. Rozwój zespołu Alzheimera ( po lewej – zdrowy, po prawej – atak choroby) 2. Skan kolana

20

20

KORNIK

#01/PAŹDZIERNIK 2013 KORNIK@JOURNALIST.COM


Szkoła polska, a szkoła japońska Adam Wojnarowski Preludium Japonia to państwo położone u wschodnich wybrzeży Azji o nieco większej powierzchni całkowitej od Polski. Jest to kraj niemal całkowicie górzysty (czyli o niekorzystnym ukształtowaniu powierzchni) leżący w strefie subdukcji (styku dwóch płyt tektonicznych) oraz posiadający bardzo ubogie zasoby naturalne. Mimo to, jest to jedna z największych na świecie potęg gospodarczych. Nasuwa się pytanie dlaczego? Społeczeństwo Japońskie od zawsze nazywa siebie „kyōiku shakai”, czyli społeczeństwem opartym na edukacji, a może raczej społeczeństwem, w którym dobrobyt jednostki zależy od zdobytego przez nią wykształcenia. Niezależne badania wykazują, że Japończycy to naród o jednej z najwyższych średnich ilorazów inteligencji (IQ) oraz o jednym z najlepszych na świecie systemów edukacji. Gospodarka tego kraju w znacznej części opiera się na dystrybucji i rozwoju zaawansowanych technologii (high-tech), może więc to właśnie sukces

systemu oświaty przekłada się na sukces gospodarczy tego kraju? W tym krótkim artykule postaram się omówić najważniejsze różnice w systemach edukacyjnych Polski i Japonii.

Kształtowanie się japońskiego systemu edukacji Pierwsze szkoły w Japonii powstały z inicjatywy rodziny cesarskiej już w VII wieku, lecz swoim zasięgiem obejmowały przede wszystkim dwór cesarski i arystokrację. Bardziej powszechnymi ośrodkami nauczania stały się świątynie buddyjskie, a mnisi pełnili funkcję zarówno przewodników duchowych jak i nauczycieli. Od XII wieku zaczęły powstawać szkoły samurajskie, które poza standardowymi przedmiotami (kaligrafią, muzyką, poezją, filozofią i ikebaną) skupiały znaczną uwagę na nauce różnorodnych sztuk walki (a jest ich bardzo wiele~). W XVI wieku do kraju kwitnącej wiśni (bo tak również jest nazywana Japonia) przybyli pierwsi misjonarze chrześcijańscy, którzy poza

KORNIK@JOURNALIST.COM

szerzeniem własnej religii, zakładali liczne szkoły i szerzyli europejskie wzorce. Ale przenieśmy się do troszkę bliższych nam czasów… Pierwszy ogólny system edukacji obejmujący cały kraj został wprowadzony w 1872 roku, była to reforma o niespotykanych do tej pory rozmiarach w większości oparta o zachodnie wzorce. Powszechny obowiązek szkolny w Japonii wprowadzono dopiero po II wojnie światowej, czyli około 100 lat później niż w Polsce. W 2002 roku tydzień szkolny został skrócony z 6-ciu do 5-ciu dni (sobota stała się dniem wolnym).

Ogólne różnice i podobieństwa Inaczej niż w Polsce, rok szkolny w Japonii trwa od 1 kwietnia do końca/połowy marca. W ciągu roku szkolnego jest: 40 dni wakacji letnich, 2 tygodnie ferii zimowych w okresie noworocznym i 2 tygodnie ferii wiosennych, na koniec roku szkolnego (oraz tak jak w Polsce – święta państwowe są wolne od nauki i pracy).

#01/PAŹDZIERNIK 2013 KORNIK

21


ZAINTERESOWANIA Japoński rok szkolny jest zazwyczaj dzielony na trzy trymestry – właśnie ze względu na takowe ułożenie przerw w nauce. Tak jak w Polsce, powszechnym obowiązkiem szkolnym objęci są uczniowie szkół podstawowych oraz szkół średnich niższego stopnia – czyli japońskiego odpowiednika gimnazjów. We wszystkich japońskich szkołach istnieje obowiązek noszenia jednolitych mundurków przez uczniów, nie ma również personelu sprzątającego (albo jest bardzo ograniczony), gdyż poszczególne klasy dzielą się jego obowiązkami, co ma nauczyć młodzież poszanowania dla własności publicznej, które w Japonii jest praktycznie normą społeczną. Język japoński jest uznawany za jeden z najtrudniejszych na świecie, dlatego aż do szkoły średniej niższego stopnia jest to jedyny język jakiego uczą się Japończycy w szkołach, potem dochodzi obowiązkowy język angielski. Przed lekcjami często odbywa się apel poranny, przerwy pomiędzy zajęciami trwają zazwyczaj 5 minut, a same zajęcia – 50 minut. Po pierwszych czterech lekcjach we wszystkich japońskich szkołach następuje przerwa na lunch, która trwa zazwyczaj 22

22

KORNIK

od 30-stu minut do maksimum - jednej godziny. Skala ocen w Japonii jest bardzo podobna do tej w Polsce, lecz oceny w tymże kraju mają tylko funkcję informacyjną dla rodziców i innych nauczycieli, tak naprawdę nie mają żadnego znaczenia (ani wpływu na promocję do następnej klasy), gdyż liczą się tylko procentowe wyniki z klasówek i egzaminów państwowych, które przeprowadzane są 5 razy w roku (uczniowie wszystkich szkół piszą je równocześnie). O przyjęciu do danej szkoły zawsze decydują egzaminy wstępne. Japońskie określenie na ucznia, który nie zda egzaminów wstępnych i musi czekać rok na kolejne to „ronin”. Szkoły w Japonii są z reguły dużo większe, a klasy – liczniejsze. Każda szkoła posiada 200-metrowe boisko, 25-metrowy basen pływacki i przynajmniej jedną salę gimnastyczną o co najmniej dwóch boiskach do koszykówki. W Japonii tak jak w Polsce istnieje pięcioszczeblowy system oświaty. 1. Przedszkole (yōchien, wiek 3 - 6 lat) 2. Szkoła podstawowa (shōgakkō 6 klas, wiek 6 12 lat)

3. Szkoła średnia niższego stopnia (chūgakkō, 3 klasy, wiek 12 - 15 lat) 4. Szkoła średnia wyższego stopnia (kōtōgakkō lub koko, 3 klasy, wiek 15 - 18 lat) 5. Uniwersytet (daigaku, 4 - letni kurs odpowiadający tytułowi licencjata oraz 2letni kurs magisterski, daigaku - in) Szczeble systemu edukacji w Japonii nie różnią się szczególnie od tych w polskim systemie, jedyne różnice to: - dzieci w Japonii rozpoczynają naukę od 6-tego roku życia, - istnieją nieznaczne różnice w długości trwania studiów 1-szego i 2-giego stopnia.

Od autora Mam nadzieję, że przybliżyłem Wam nieco japoński system szkolnictwa oraz po krótce wskazałem to czym się różni od polskiego. Temat jest bardzo rozległy, więc musicie wybaczyć mi, jeśli o czymś nie wspomniałem. W każdym razie jest to mój pierwszy artykuł na łamach Kornika, proszę więc o wyrozumiałość.

#01/PAŹDZIERNIK 2013 KORNIK@JOURNALIST.COM


Chemiczny strzał w 10

Andrzej Weber

O ewolucji z pewnością słyszał każdy, jest to przecież podstawowy proces trwający w środowisku, także u ludzi. Niewiele osób zdaje sobie jednak sprawę z tego, że ewolucja zachodzi przede wszystkim na poziomie struktur chemicznych. Na przykład cis pospolity, w miastach występujący najczęściej w postaci krzewu, wytwarza silną toksynę. Jest to alkaloid o nazwie taksyna. Ale dla wielu ptaków, na przykład kowalików, czerwone osnówki cisa są świetnym pokarmem, nasiona z toksyną wydalają w niezmienionej postaci umożliwiając ich rozsiewanie. Intensywnie zabarwienie wabi owady a twarda łupina nasienna nie jest trawiona i może z niej wykiełkować roślina. Co ciekawe, z całej rośliny jedynie czerwona osnówka nie zawiera trującej taksyny, co stanowi przystosowanie do rozsiewania przez ptaki nasion. Nazywa się to fachowo ornitochorią. Tak między innymi działa ewolucja.

obdarzonym zwierzęciem jest niewielki chrząszcz, strzel bombardier, występujący w Polsce, a także posiadające największe dawki toksyny chrząszcze-kuzyni polskiego strzela, żyjące w tropikach. Polują na nie głównie żaby czy ropuchy i ewolucja musiała u tych owadów wykształcić jakieś mechanizmy obronne. To właśnie okazało się strzałem w 10, ponieważ strumień cieczy – chinonu z wodą oraz gazu – tlenu do temperatury 100 stopni Celsjusza jest kierowany wprost na napastnika. Jeśli będzie nim mrówka, ginie, a jeśli żaba, zostaje mocno ranna. Przy okazji powstaje wybuch, stąd nazwa gatunkowa owada bombardier.

Jednakże toksyna cisa może być efektowna co najwyżej po nieopatrznym zjedzeniu kilku nasion. Przyroda stworzyła o wiele ciekawsze substancje, służące głównie do ochrony przed konsumentami, którymi często stają się też ludzie (na przykład peptyd amanityna w muchomorach). Hydrochinon i nadtlenek wodoru to właśnie substancje odpowiedzialne za jedną z najefektowniejszych reakcji, jakie można zaobserwować wśród zwierząt. Tak

KORNIK@JOURNALIST.COM

Taksyna - wytwarzana przez cisa pospolitego silna trucizna zaburza pracę serca i blokuje podziały komórkowe.

#01/PAŹDZIERNIK 2013 KORNIK

23


ZAINTERESOWANIA

24

24

KORNIK

#01/PAŹDZIERNIK 2013 KORNIK@JOURNALIST.COM


Dlaczego bombardiera chronią akurat te dwa związki, hydrochinon i nadtlenek wodoru? Właściwości tych związków mogą tu wiele pomóc. Nadtlenek to silny utleniacz, stosowany jako woda utleniona (3% roztwór) – spienia okolice zranienia wydzielając tlen, więc ‚czyści’ bakterie z tych okolic, a także jako perhydrol (30%) - w technologii chemicznej oraz jako paliwo rakietowe ( 80% roztwór). Hydrochinon natomiast jest środkiem redukującym – wykorzystywanym w tradycyjnej fotografii jako wywoływacz obrazu, zgodnie z reakcją widoczną na obrazku obok. Bromek srebra redukuje się do czystego metalu, co jest widoczne jako kontury postaci na obrazie. Jako uczestnik III Forum Chemików we wrześniu tego roku we Wrocławiu miałem okazję zobaczyć efekty fotografii tradycyjnej. Obraz był naprawdę dobrej jakości i jak się okazuje, takie zdjęcia mogą przetrwać wiele lat w dobrym stanie, w przeciwieństwie do cyfrowych fotografii. A oto na koniec artykułu wyjątkowy alkaloid – paklitaksel, naturalnie wytwarzany przez amerykańskiego kuzyna naszego cisa pospolitego, cisa zachodniego. Okazał się mieć właściwości antynowotworowe. Jako lek jest stosowany m.in. przy popularnych guzach: jajnika, płuc, jądra. Od lat 60’ XX wieku ścięto tysiące cisów zachodnich, bo to z ich kory pozyskiwano substancję, jednakże by nie narażać gatunku na wyginięcie, stworzono ten związek – poprzez syntezę organiczną i metodami inżynierii genetycznej.

KORNIK@JOURNALIST.COM

Lek pod nazwą Taxol od lat 90’ jest stosowany w formie syntetycznej, co stanowi tym samym o jego niższej cenie. Jak widać, granica między śmiertelną trucizną a zbawiennym lekiem jest niewielka. Niewątpliwie znajdzie się w naturze jeszcze wiele ciekawych trucizn i skutecznych leków, które z pewnością cały czas czekają na odkrycie.

#01/PAŹDZIERNIK 2013 KORNIK

25



Kornik - listopad 2013