Page 1


CHANGE. YOU CAN.


WSTĘPNI A K

Krz ysztof Grabań

D

zisiaj jest dobry dzień na… No właśnie, na co? Na wszystko! Zazwyczaj nie uświadamiamy sobie tego, że każdy dzień jest dla nas szansą na odkrycie lub nauczenie się czegoś nowego, na wyjście ze swojej strefy komfortu. Zwłaszcza, jeżeli jesteśmy w pełni sprawni, wszystkie nasze zmysły działają na odpowiednich obrotach – mamy wszystko czego potrzebujemy, aby nie zmarnować dnia. Zamiast marudzić, że „pogoda nie taka”, „wiatr wieje w złą stronę”, powinniśmy pomyśleć o tym, jak wielkie szczęście nas spotyka, że mamy przed sobą nowy dzień i ile dzięki temu mamy możliwości. W poprzednim numerze pisałem o zmianach i o ich ekscytującym obliczu. Teraz dodam, że nie tylko one powinny nas nakręcać, ale właśnie całe życie. Powodem naszych niepowodzeń najczęściej jesteśmy my sami, przez nasze nastawienie i oczekiwania, że wszystko powinno być nam dane. Być może to, co piszę przypomina gadkę lewitującego yogina, ale serio, nastawienie i energia, która z niego płynie jest podstawą

hiro.pl kontakt: halo@hiro.pl facebook.com/hirofree.fb instagram: @hiro_magazine

W Y DAW NIC T WO In n a K o r p o r a c j a Sp. z o.o. ul. Górskiego 6/73 00-033 Warszawa

wszelkiego sukcesu. Stąd pomysł na stworzenie trzech wideo-afirmacji: odwagi, piękna i udanego dnia, wypowiedzianych przez bohaterów naszej okładki: Radka Pestkę, Jessicę Gorczycę i Romka Gelarda. Mam nadzieję, że dzięki nim zaczniecie zwracać uwagę na pozornie prozaiczne sprawy, za które powinniśmy być wdzięczni losowi. Ten niecodzienny projekt autorstwa Łukasza Jasiukowicza jest wynikiem połączenia sesji fotograficznej z animacją. Wideo, które znajdziecie na naszym kanale Youtube, uczyni Wasz dzień lepszym. W tym miejscu pozwolę sobie na mały spoiler: w projekcie będziecie mogli zobaczyć pierwsze wzory ze wspomnianego w poprzednim numerze HIRO\Apparel – to się już dzieje, a już wkrótce będziecie mogli kupić ubrania ze znakiem HIRO. Jednak zanim to nastąpi zamknijcie oczy, weźcie kilka głębokich oddechów i pozwólcie się pozytywnie nastroić. Dajcie znać, jeżeli poczujecie się lepiej i jeszcze raz, pamiętajcie: bierzcie los w swoje ręce i działajcie na pełnych obrotach!

RE DAK TO R PROWADZ ĄC A Klar ysa Marczak klarysa.marczak@hiro.pl S O C IAL ME D IA Ni c o l e S z c z e k o c k a nicole.szczekocka@hiro.pl RE K L A M A Anna Pocenta anna.pocenta@hiro.pl

W Y DAWC A / RE DAK TO R NAC ZE L N Y Krz ysztof Grabań kris@hiro.pl

C RE ATIV E D IRE C TO R M ir o s ł aw M a m c z u r mm@hiro.pl

WSP Ó ŁT WÓ RC A M AG A Z Y NU Sz y m o n G r u s z e c k i

PRO JE C T M ANAGE R Sy l w i a B ł a s z c z y k sylwia.blaszczyk@hiro.pl

WSP Ó Ł PR AC OW NIC Y Jakub Buczyński, Julia Borzucka, Rafał Chobot, Justyna Czarna, Bartosz Czartoryski, Grzegorz Czyż, Kamil Downarowicz, Joanna Filipiak, Wojciech Foit, Katarzyna Frąckowiak, Romek Gelard, Jessica Gorczyca, Zuzia Jankowska, Łukasz Jasiukowicz, Katarzyna Jaworska, Paulina Kaczmarczyk, Borys Kaltermann, Nina Kozieradzka, Marta Kudelska, Paweł Kuhn, Dominik Łoziński, Aleksandra Oleszek, Radek Pestka, Emilia Pluskota, Sebastian Rerak, Patrycja Roszczyk, Mateusz Suda, Mateusz Szlachtycz, Anna Szwec, Sylwia Walczowska, Artur Zaborski.

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych i zastrzega sobie prawo do ich redagowania, skracania oraz opatrywania własnymi tytułami. Redakcja nie odpowiada za treść zamieszczanych reklam i ogłoszeń. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za prawdziwość podawanych w ogłoszeniach i reklamach informacji.


FILM W Y WIAD

4

Zdjęcia: HBO

Pozostawieni

Rozkmina, przed którą nie da się uciec Rozmawiał: Artur Zaborski

Chris Zylka i Jovan Apepo - zapamiętajcie te nazwiska. Wkrótce będzie o nich naprawdę głośno. Pierwszy gra właśnie u Xaviera Dolana w filmie o amerykańskiej gwieździe aktorstwa. Drugi ma za sobą udział w nominowanym do Oscara „Fences” Denzela Washingtona. Obaj spotykają się w trzecim sezonie „Pozostawionych”, serialu HBO, który - jak mówią - zmusza do myślenia i do rozmowy. A to w dzisiejszej telewizji rzadkość. Z młodymi gwiazdorami spotkaliśmy się w Los Angeles, gdzie pozwolili nam się poznać bliżej.

Chris, twoja postać przechodzi dosyć poważną metamorfozę pomiędzy drugim a trzecim sezonem. Patrzysz teraz na swojego bohatera inaczej?

momentu stał się bardziej zadowolony z życia. Bo niewątpliwie taki jest w finałowej serii. Jak się czułeś w policyjnym mundurze?

Chris Zylka: Jestem jednym z tych aktorów, którzy pokornie zawierzają swoją postać scenarzystom. Kiedy dostałem streszczenie trzeciego sezonu serialu, sprawdzałem, kim teraz jest mój bohater i jak wygląda jego ewolucja, ale dalej był dla mnie tym samym starym, dobrym Tomem, z którym zdążyłem się z żyć. W pierwszym i drugim sezonie mój bohater przeszedł osobistą rewolucję – w finale drugiego sezonu odnajduje to, czego tak długo szukał. Bardzo możliwe, że od tego

Zylka: Polubiłem się zwłaszcza z policyjnym pasem, który powoduje, że od razu zmieniasz sposób, w jaki chodzisz, bo bardzo ci ciąży w dość intymnym miejscu! (śmiech) Wspomniałeś, że nie dostaliście gotowego scenariusza, tylko detale na temat ewolucji waszych postaci. Lubicie taki system pracy?


FILM W Y WIAD

Zylka: To kwestia zaufania do ludzi, którzy dzierżą w dłoniach los naszych bohaterów. Nie zasypujemy ich pytaniami typu: ,,Hej, co dalej z moją postacią?”. Oni wykonują swoją robotę, a potem tego samego oczekują od nas – ten układ funkcjonuje dobrze. Kręcimy dla HBO, a za tekst odpowiada Damon Lindelof, scenarzysta „Zagubionych” czy trzeba coś jeszcze dodawać? Jovan Apepo: Jestem tego samego zdania. „Zagubieni” to pierwszy serial, w którym gram. Kiedy dostałem tę rolę, myślałem, że będę spędzał długie godziny z Damonem Lindelofem i resztą scenarzystów na rozmowach o mojej postaci, jej historii, doświadczeniach itp. Martwiłem się, że Damon do mnie nie wydzwania, żeby omawiać szczegóły kolejnych odcinków. Chris mówił mi wtedy: „To dobrze, tak ma być”. Nasz serial jest bardzo nietypowy, wymaga kompleksowego myślenia i planowania fabuły z dużym wyprzedzeniem. To zadanie dla łebskich scenarzystów, którzy zajęli się swoją robotą. Od nas wymagali, abyśmy potrafili ożywić nasze postacie. To nie jest szkoła – na planie nauczyciel nie będzie cię na każdym kroku korygował. To praca, którą trzeba wykonać – Chris pomógł mi wejść w jej rytm. Co jest takiego wyjątkowego w „Pozostawionych”? Apepo: Większość seriali jest wtórnych – widz jest w stanie dokończyć dialogi za aktorów, doskonale wie, co się w nich wydarzy za chwilę. W przypadku naszej produkcji świetni twórcy przy pomocy utalentowanych aktorów byli w stanie opowiedzieć historię, która zmusza widzów do myślenia, a nie do twtittowania jakimś hasztagiem – mimo że mamy swój hasztag. (śmiech) Zylka: Zaskoczenie to niewątpliwie najmocniejsza cecha serialu. Sam byłem niejednokrotnie zaskoczony tym, w jakie miejsca zabierali nas scenarzyści i czego od nas wymagali. Ich podejście jest niesamowicie interesujące i inspirujące. Bardzo trudno będzie nam znaleźć podobnie ciekawe role do zagrania.

5

Serial stworzył też własną mitologię. Powstało wiele forów internetowych i grup w mediach społecznościowych, gdzie fani dyskutują na temat poruszonych w nim aspektów. Zylka: „Pozostawieni” wychodzą od szalenie ciekawiej refleksji: gdyby nagle 2 proc. populacji umarło albo zniknęło, co byśmy myśleli, co byśmy zrobili? Serial sprawia, że widz zostaje zmuszony, żeby sobie na to pytanie odpowiedzieć. Nie ma takiej możliwości, żeby tego nie zrobić. Po prostu, to pytania wżyna ci się w umysł i zaczynasz na jego temat rozkminę, którą potrzebujesz podzielić się z innymi. Cieszę się, że jesteśmy częścią czegoś, co nie tylko zmusza ludzi do myślenia, ale też do rozmowy. Takie produkcje to w dzisiejszych czasach rzadkość. Dlatego zostaliście aktorami, chcieliście poruszać ludzi, zmuszać ich do myślenia? Zylka: Historia mojej ścieżki zawodowej nie ma z tym nic wspólnego. Mój dziadek jest pół-Ukraińcem, pół-Rosjaninem. Rzuciłem szkołę na wczesnym etapie, żeby móc się nim zajmować. Kiedy się nim opiekowałem, próbowałem tworzyć: malowałem, rysowałem, działałem w obszarze szeroko rozumianych sztuk wizualnych, w których inspirowałem się moimi wschodnimi korzeniami. Miałem wtedy jakieś dwanaście lat. Ostatecznie doszedłem jednak do wniosku, że aktorstwo jest ciekawsze od malowania, a prócz tego aktorzy zarabiają więcej. (śmiech) Geneza mojej aktorskiej kariery jest niesamowita. Kiedy odbierałem wypłatę w barze w Kalifornii, menadżer zapytał mnie, czy jestem aktorem. Powiedziałem, że nie, dlatego tu pracuję. Nazywał się Johnson. Odnalazł mnie, nauczył mnie aktorstwa, metody. Miałem bardzo dużo szczęścia, że go spotkałem. To było dziewięć lat temu. Od tego czasu właściwie nie opuściłem Los Angeles. Apepo: Mój przypadek jest podobny. Nie interesowałem się aktorstwem, dopóki nie przeprowadziłem się do Los Angeles. Pochodzę z Maryland, gdzie ukończyłem politologię. Chciałem zostać pisarzem, dlatego przeniosłem się na Zachodnie Wybrzeże. Za radą przyjaciela


FILM W Y WIAD

6

Apepo: Kwestie polityczne są w przypadku „Pozostawionych” nieuniknione, bo Tom Perrota, autor literackiego pierwowzoru i jeden ze scenarzystów, napisał swoją książkę w reakcji na kryzys ekonomiczny 2008. Kiedy kręciliśmy sezon trzeci na tapecie był brexit i prawybory prezydenckie w USA. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, co dzieje się ze światem. Żartowaliśmy z kwestii politycznych, bo nie podejrzewaliśmy, że mogą nas doprowadzić tu, gdzie dziś jesteśmy. Mam wrażenie, że kręciliśmy serial w innym świecie niż ten, w którym my się spotykamy. Serial może być ucieczką przed tymi niepokojami?

poszedłem na kurs aktorstwa, chciałem kręcić reklamy. Moi nauczyciele namówili mnie, żebym spróbował swoich sił w zawodzie. I udało się. Teraz studiuję aktorstwo już szósty rok. Tak jak Chris, miałem szczęście. Skorzystałem z dobrej rady, a w efekcie wykorzystałem umiejętności i potencjał i rozpocząłem pracę z Peterem Bergiem nad pilotem serialu, który niestety nie wypalił. To było tuż przed tym, jak rozpoczęto pracę nad pierwszym sezonem „Pozostawionych”. Peter przedstawił mnie Damonowi Lindelofowi, z którym rozmawiałem przez jakieś dwie godziny. Nie musiałem nawet przychodzić na casting – od razu dostałem od niego rolę. Miałem wielkie szczęście. Praca nad trzecim sezonem serialu pokrywała się u ciebie z pracą na planie nominowanego do Oscara „Fences” Denzela Washingtona. Apepo: Wspaniałe było to, że producenci robili wszystko, żeby umożliwić mi udział w obu produkcjach. To fantastyczni, ciepli ludzie, byliśmy jak jedna wielka rodzina. Nauczyli mnie bardzo dużo o aktorstwie, co pomogło mi na planie „Fences”. Szkoda, że serial się skończył i musimy się rozstać. Wspominałeś o swojej znajomości politologii. Angażowałeś się w rozmowy na temat bieżących spraw politycznych z innymi członkami obsady?

Zylka: Oczywiście, może też pomóc zrozumieć świat, bo daje możliwość doświadczenia czegoś innego niż to, co znamy z naszej codzienności. Moi rodzice są bardzo konserwatywni, nigdy nie miałem zbyt ekscytującego życia. Eksplorowanie żyć innych ludzi za pomocą telewizji było dla mnie bardzo ciekawym doświadczeniem. Tylko dzięki temu byłem ich ciekawy i otwarty na nich. Serial wypromował was i umocnił pozycję Justina Therouxa jako gwiazdora. Zadzierał nos na planie? Zylka: Nawet przez chwilę nie. On jest jednym z tych facetów, do bycia którym powinien dążyć każdy aktor naszego pokolenia. Nauczyłem się od niego nieprawdopodobnie dużo. Oglądanie, jak pracuje z różnymi ekipami – w których każdy go uwielbia – na różnych kontynentach, to naprawdę cenna lekcja. Byłem pod nieustannym wrażeniem tego, ile pracy wkłada w kreowanie swojej postaci. Niezależnie od tego, ile energii zużywa, i tak cały czas jest pozytywnie nastawiony do wszystkich. Apepo: Justin pokazał mi, że możesz wstawać codziennie o 3, 4 rano i pracować przez 15 godzin, a każda z tych 15 godzin może być wspaniała. Dzięki niemu nie mam wątpliwości, że aktorstwo to praca moich marzeń. Ludzie nie wiedzą, jak dużo wysiłku wkładamy w nasz zawód, tak samo jak nie wiedzą, że ta praca też niesamowicie wynagradza. Kiedy kończymy dzień zdjęciowy, nie mogę się doczekać kolejnego poranka. Niezależnie od tego, jak jestem styrany po całym dniu zasuwania.


FILM W Y WIAD

7

Tekst i zdjęcie: materiały promocyjne

Fot: Dominik Łoziński

Joanna Kudzbalska / AS Management Warsaw Styl: Karolina Ficner Mua: Justyna Niziołek

DOŁĄCZ DO NAS

Zawrotne tempo życia i ogrom obowiązków sprawiają, że nie zawsze mamy czas, żeby się zatrzymać. Przyznając, że w życiu ważne są tylko chwile, staramy się, by były one warte zapamiętania. Właśnie w takich momentach warto się rozsmakować. Naprzeciw tym oczekiwaniom wychodzi Grant’s, proponując nowy wariant swojej kultowej whisky – Grant’s Select Reserve.

S

potkania z przyjaciółmi to czasem spontaniczne wypady, a czasem chwile proszące się o bardziej zaplanowaną i wysmakowaną oprawę. I nie chodzi tu o drobiazgowe dopasowywanie kolejnych elementów, detaliczne planowanie i chirurgiczną wręcz precyzję. Zdarza się, że wystarczy jedna mocno postawiona kropka nad „i”, by pojawił się odpowiedni klimat. Jeden szczegół ma nierzadko moc zmieniania całości. Jaki? To już zależy od każdego z nas, ale życiowym banałem, acz niestety prawdziwym, jest fakt, że nawet to, co na pierwszy rzut oka wydaje nam się złym pomysłem, okazuje się po chwili strzałem w dziesiątkę.

Z myślą o takich osobach powstał nowy wariant whisky – Grant’s Select Reserve, która jest idealna na rozpoczęcie przygody z tą klasą alkoholi. Jej podstawą jest mieszanka starannie dobranych whisky grain oraz single malt. Dojrzewały one w dębowych beczkach po innych alkoholach, m.in. bourbonie. Na rynkach na świecie Grant’s Select Reserve pojawił się niedawno i już zdążył zdobyć złoty medal w ramach konkursu The Global Scotch Whisky Masters 2015. Zapewne przed nim jeszcze więcej nagród – wszystko dzięki opracowanej pod nadzorem obecnego Master Blendera Briana Kinsmana, wyjątkowej recepturze, która przekłada się na niezwykły smak trunku. Warto dodać, że na polskim rynku – dotąd niespotykanego. Od pierwszego łyku poczujemy wanilię, kwiaty, pieczone Proponujemy 3-miesięczną przygodęjabłka, z ekipą HIRO, staż w formie zdalnej brzoskwinie, gotowane gruszki, gorzkąpołączony czekoladę. W sam raz na długie cotygodniowymi spotkaniami w Warszawie. Chceszw które się nauczyć trendy, Tak właśnie często ludzie reagują na zwhisky. Długo żyją w przeświadjesienne wieczory, wracamyanalizować sentymentalnie do wspomnień o wakaczeniu, że to nie dla nich. Mówią o zbyt intensywnym smak i zapachu, i słońcu. trzech tematów artykułów. tworzyć treści? Czekamy na Twoje CVcjach i propozycję kojarzą ją z ciężką atmosferą. Imprezy, na których występuje w roli głównej, wydają im się nadęte i poważne. Przed oczami migają im Każdy, kto do tej pory wzbraniał się przed whisky, może właśnie teraz staje kadry z Ojca Chrzestnego. Kiedy zmieniają zdanie? Gdy spróbują whisky przed niepowtarzalną okazją zmiany dotychczasowego punktu widzenia? Jesień W YŚ Lwszystkim I J N A Mtego AIL REmoże K RU JA @HIR O.PL , horyzontów i decyzję o spróbowaniu podanej w takiej formie, która im odpowiada. A przede byćTAC przecież porą na poszerzanie rodzaju whisky, która przekonuje niedowiarków, że nie zawsze trzeba czegoś nowego. Zawsze jest dobry moment na pozytywne zmiany i małe przymieć zestaw kubańskich cygar, żeby polubić ten trunek. jemności, prawda? Niech to zostanie pytaniem retorycznym.


FILM ART YKUŁ

8

Dziewczyny

Seriale spod znaku #girlpower Tekst: Klarysa Marczak | Foto: materiały prasowe

Niektóre seriale oglądamy metodą „w kółko, na okrągło”, ale czasami warto sięgnąć po coś, czego jeszcze nie widzieliśmy. Oto kilka propozycji seriali, które potwierdzają odpowiedź na pytanie: Who run the world? Girls! Haters Back Of f - Spadajcie Hejterzy Pewność siebie to najmocniejsza strona głównej bohaterki serialu — Mirandy. Jej największym marzeniem jest bycie sławną, dlatego otwiera własny kanał na YouTubie. Jest jeden problem: obiektywnie patrząc na sprawę, Miranda jest beztalenciem. Jak sobie poradzi w świecie, w którym właściwie tylko ona, wierzy w swój sukces? Haters Back Of f to oryginalna produkcja Netflixa, a w rolę Mirandy wcieliła się Colleen Ballinger. Zostało już oficjalnie potwierdzone, że trwają prace nad drugim sezonem, także do tego czasu warto nadrobić zaległości z pierwszego. Golden Girls - Złotka Cztery kobiety: cyniczna Dorothy (Bea Arthur), szczera do bólu Sophia (Estelle Getty), rozmarzona Rose (Betty White) i rozwiązła Blanche

(Rue McClanahan). Traf sprawia, że pewnego dnia stają się współlokatorkami. Próbując połączyć swoje zupełnie odmienne światy, łamią wszelkie konwenanse związane z tematami seksu, bycia sobą i niepodporządkowywania się istniejącym stereotypom. To jeden z tych seriali, które poza dziewczyńską mocą niesie za sobą odrobinę nostalgii do lat 80. i 90. Emitowany w latach 1985-1992 składa się z siedmiu sezonów, oraz spin-of fa zatytułowanego The Golden Palace. Ponadto, serial Golden Girls został trzykrotnie nagrodzony Złotym Globem w kategorii „Najlepszy serial komediowy lub musical”. UnREAL - UnREAL: Telewizja kłamie Wejdźcie do świata prowokacji i chaosu, jaki tworzy się za kulisami jednego z randkowych programów typu reality show. Świat ten jest w rękach dwóch kobiet — Rachel (Shiri Appleby), młodej producentki


FILM ART YKUŁ

9

Tak naprawdę dopiero uczę się słuchać słów w muzyce. Wcześniej zatracałem się kompletnie w dźwiękach, traktując słowa jak instrumenty.

i jej bezwzględnej szefowej — Quinn (Constance Zimmer), która zrobi wszystko, aby program odniósł oczekiwany sukces. A co jest zadaniem Rachel? Manipulowanie uczestnikami programu randkowego w taki sposób, aby otrzymać jak najbardziej dramatyczne nagrania, które w opinii Quinn uatrakcyjnią program. To przykład serialu, w którym ściera się ciemna i jasna strony mocy #GirlPower. Która wygra? Girls - Dziewczyny Lena Dunham stworzyła (oraz wcieliła się w rolę Hannah) serial, który porusza uniwersalne tematy dotyczące konsekwencji dorastania oraz przyjaźni. Uniwersalne, lecz nie banalne. Oglądając perypetie czterech przyjaciółek: Hannah (Lena Dunham), Marnie (Allison Williams), Jessy (Jemima Kirke) i Shoshanny (Zosia Mamet), wielokrotnie będziemy pod wrażeniem tego, z jak realnymi i bliskimi nam samym sytuacjami muszą się zmierzyć bohaterki. Idealna propozycja na leniwe weekendy, zwłaszcza, że aktualnie serial składa się z sześciu sezonów. Orphan Black Akcja serialu rozpoczyna się w momencie, gdy Sarah pojawia na dworcu kolejowym w złym miejscu i złym czasie - jest świadkiem samobójstwa. Okazuje się, że zmarła dziewczyna wygląda jakby była jej bliźniaczką. Co byście zrobili, gdyby okazało się, że osób wyglądających tak samo, jak wy jest więcej? We wszystkie postacie klonów głównej bohaterki, jak i nią samą wcieliła się Tatiana Maslany, która w 2016 odebrała nagrodę Emmy za najlepszą rolę w serialu dramatycznym. Nie można się temu dziwić, ani wątpić w słuszność tej nagrody: patrząc na sceny, w których jeden klon udaje drugiego klona i jeszcze pojawia się kolejny, a jest to przecież ta sama osoba, można być pełnym podziwu zarówno dla ekipy, jak i samej Tatiany. Grace and Frankie Frankie (Lily Tomlin) i Grace (Jane Fonda) nigdy nie były swoimi największymi fankami, nie mówiąc o zerowych szansach na przyjaźń. Sytuacja zmienia się dramatycznie, gdy okazuje się, że ich mężowie są w sobie bezgranicznie zakochani i chcieliby się pobrać. Tytułowe

bohaterki zostają zmuszone do porzucenia swoich dotychczasowych antypatii i odnalezienia się w nowej rzeczywistości. Serial Grace and Fankie to podobnie jak Hater Back Of f, produkcja Netflixa. Do tej pory zrealizowane zostały trzy sezony, ale mamy nadzieję na więcej! Jane the Virgin W dzieciństwie Jane (Gina Rodriguez) została nauczona, że dziewictwo to skarb, który powinna utrzymać przy sobie jak najdłużej, ponieważ gdy już je straci, nic nie będzie takie samo - wszystko zmieni się na gorsze. Dziewczyna żyje zgodnie z tą nauką do momentu, gdy okazuje się, że przypadkowo została zapłodniona metodą in-vitro. Jak Jane poradzi sobie z tą wiedzą i jak zareaguje jej rodzina? Gina Rogriguez za rolę w tym serialu otrzymała Złoty Glob w 2015 roku, w kategorii „Najlepsza aktorka w serialu komediowym lub musicalu”. Daria Girl power w animowanej wersji. Serial MTV o ponadprzeciętnie inteligentnej i ponadprzeciętnie cynicznej nastolatce - Darii. Ten kto nie zna serialu, może kojarzyć cały szereg obrazków z cytowanymi fragmentami dialogów, jednak to nie zmienia faktu, że powinien szybko nadrobić zaległości. Dziewczyna przemierza przez swoje nastoletnie życie jako stuprocentowa outsiderka, rozprawiając się z przygłupimi rówieśnikami i wymagającym światem dorosłych. Serial emitowany był przez MTV w latach 1997-2001, także oglądając go można doświadczyć odrobiny nostalgii lat 90. Orange Is The New Black Oryginalna produkcja Netflixa, która pojawiła się w 2013 roku do tej pory, niezmiennie podbija serca tysięcy widzów. A wszystko zaczyna się od tego, że Piper Chapman (Taylor Schilling) zostaje skazana na 15 miesięcy więzienia za popełnione przestępstwo. W wyniku tego, musi porzucić swoje dotychczasowe życie, w tym swojego narzeczonego i zamienić swoje dotychczasowe garsonki na tytułowy – pomarańczowy więzienny kombinezon. Serial do tej pory otrzymał aż 44 nominacje i zdobył 25 nagród, między innymi Emmy czy Złoty Laur.


MUZ YK A ART YKUŁ

10

BAASCH

Niedźwiedź Grizzly z milionem oczu Rozmawiała: Katarzyna Frąckowiak | Foto: Piotr Porebsky {Metaluna}

Mówi, że tytułowy „Grizzly Bear”, pochodzący z najnowszego krążka, to postać baśniowa, kryjąca w sobie wiele symboli. Razem z Bartoszem Schmidtem, znanym jako Baasch wspominamy jego debiutancki album, pytamy co się przez ten czas zmieniło i czego możemy się spodziewać po nowym albumie.

Twoja pierwsza płyta okazała się ogromnym sukcesem. Trochę mroczna, ale wciąż taneczna. Jesteś określany jako „rodzynek polskiej synth popowej sceny”. Czy tworząc drugi album szukałeś zupełnie nowych ścieżek? Owszem, płyta jest inna od poprzedniej, ale to naturalne. Zmieniam się, jak każdy. Nie jestem już dokładnie tą samą osobą, co 2 lata temu, moja muzyka też jest inna. Myślę, że nowy album jest nieco jaśniejszy od poprzedniego, trochę spokojniejszy w emocji, a jednocześnie szybszy w tempie. Ale jest w jakimś stopniu kontynuacją tego, co można było usłyszeć na „Corridors”.

Czy praca nad „Grizzly Bear With A Million Eyes” była tak samo satysfakcjonująca jak praca nad „Corridors”? Tak. To był świetny czas. Praca nad nową płytą była inna. Przede wszystkim dlatego, że pracowałem przy niej z większą liczbą osób. Ale też dlatego, że miałem ustalony termin jej ukończenia. To bardzo organizuje pracę i sprawia, że cały proces przebiega zupełnie inaczej. Jestem bardzo zadowolony z efektu końcowego. Czy tworząc drugą płytę, miałeś jakieś inspiracje? Jacy artyści wywarli na Ciebie wpływ?


MUZ YK A ART YKUŁ

Ciągle słucham nowej muzyki, ona na pewno zostaje we mnie i ma wpływ na kierunek moich poszukiwań, ale nigdy w wyniku konkretnych inspiracji nie zakładam, jak utwór albo płyta ma ostatecznie brzmieć. Tak samo było tym razem. Po prostu odpaliłem wrotki i obserwowałem, gdzie mnie to zaprowadzi. Jesteś doświadczonym muzykiem. Masz na swoim koncie tworzenie muzyki filmowej, debiutancki album, mnóstwo koncertów. Czy mając taki bagaż muzyczny starałeś się w jakiś sposób udoskonalić jakoś „Grizzly Bear With A Million Eyes”? Myślę, że każda z moich płyt jest dojrzalsza od poprzedniej. Tak to czuję. I cieszy mnie to, bo to oznacza, że się rozwijam i że ciągle mogę nagrywać rzeczy, z których jestem jeszcze bardziej zadowolony. Myślę, że istotne są wszystkie doświadczenia, jakie udało mi się zebrać nagrywając i grając koncerty, także pracując z innymi artystami. Te współprace zaowocowały między innymi tym, jakich gości zaprosiłem na płytę. Prawie z każdym z nich nagrałem coś wcześniej.

11

jak całościowo traktuje swój wizerunek artystyczny, ma swoje DNA, zawsze bardzo to cenię u innych. Ma też coś w głosie, co wyróżnia ją od innych wokalistek. Z którym utworem z „Grizzly Bear With A Million Eyes” utożsamiasz się najbardziej? Nie ma takiego. Cała płyta jest mi równie bliska. Przy tworzeniu drugiej płyty współpracowałeś z polską marką ZUO Corp. Na czym polegała ta współpraca? Bartek Michalec, projektant ZUO Corp zaprojektował okładkę, a także całą poligrafię mojej płyty. Idealnie zrozumiał to, co mam do przekazania w „Grizzly Bear...” i trafnie to zilustrował. Wyczuł klimat i atmosferę mojej muzyki. To była świetna współpraca. Przed nami jeszcze kolejne projekty w ramach promocji tego albumu. Czy moda jest ważna w Twoim życiu?

Jak powinniśmy zinterpretować tytuł Twojej nowej płyty? Ten album jest trochę baśniowy. To historia o poważnych rzeczach opowiedziana w sposób bardzo metaforyczny. Tytułowy „Grizzly Bear” jest właśnie taką postacią z baśni. Symbolizuje wewnętrzną siłę, która pozwala nam walczyć z wewnętrznymi demonami. Milion oczu to uważność - umiejętność obserwowania tego, co na zewnątrz i wewnątrz, żeby móc je namierzyć i sobie z nimi poradzić. Pierwszą piosenką z nowego albumu, którą mogliśmy usłyszeć była „Kind of Coma”. Dlaczego wybrałeś właśnie ten utwór? Bardzo lubię ten kawałek. Czułem, że to dobry wybór na początek. Wydaje mi się, że idealnie wprowadza w klimat całej płyty. Poza tym najwcześniej był gotowy. (śmiech) „Kind of Coma” jest piosenką o relacjach. Po wysłuchaniu jej możemy stwierdzić, że Baasch nie jest romantykiem. Jak to z Tobą jest? Jestem! Jak najbardziej. Myślę, że ten utwór jest bardzo romantyczny. Zresztą tak jak cały album. Nagrałeś piosenkę z Mary Komasą. Jak doszło do tej współpracy? Poznaliśmy się dawno temu, przy okazji premiery filmu „Płynące Wieżowce”, do którego skomponowałem muzykę. Od dłuższego czasu planowaliśmy zrobić coś razem. Kiedy powstał kawałek „Dare to take” od razu czułem, że głos Mary wprowadzi dodatkowy kolor, którego w nim brakuje. Nie myliłem się. Powstał rodzaj dialogu, który dodatkowo wzmocnił napięcie w piosence. Co Cię urzekło w Mary? Bardzo spodobał mi się jej album. Myślę, że jest na swój sposób odrealniony, tak jak „Grizzly Bear…”. Mary ma swój styl, podoba mi się

Ważna jest dla mnie estetyka i możliwość wyrażania siebie. Właśnie potrzeba wyrażenia siebie sprawiła, że zajmuję się muzyką. Myślę, że moda to po prostu inna dziedzina sztuki, która może Ci to dać. Przesłuchałam już Twoją nową płytę i osobiście jestem jej ogromną fanką. Chciałam na koniec zapytać, czy mógłbyś nam zdradzić jakiś sekret na temat tej płyty? Ten album kryje sporo sekretów, które ujawniają się w miarę słuchania. Ta płyta wymaga czasu, tak samo zresztą jak poprzednia. Trzeba poświęcić jej trochę energii i pozwolić jej ułożyć się w głowie. Wierzę, że na końcu czeka nagroda.


MUZ YK A W Y WIAD

12

Blonde Redhead

Cały czas poszukujemy nowych ścieżek Rozmawiał: Krzysztof Grabań | Foto: materiały promocyjne

Z Amedeo Pace, gitarzystą zespołu Blonde Redhead, rozmawiamy o tym jak się poznali, dlaczego ich kawałki brzmią inaczej na żywo i jak wspominają swój pierwszy koncert w Polsce.

Do tej pory zagraliście tylko jeden koncert w Polsce, było to sześć lat temu w trakcie OFF Festival w Katowicach. Jak to wspominasz? Nie pamiętam co prawda wszystkiego, ale to było z jednej strony dziwne doświadczenie, a z drugiej naprawdę się cieszę, że wtedy zobaczyłem Polskę. To była moja pierwsza wizyta i byłem pod ogromnym wrażeniem. Polska nie jest podobna do żadnego z miejsc, które do tej pory odwiedziłem. Katowice to naprawdę piękne miasto, chociaż tego

dnia, gdy graliśmy panowała trochę mroczna aura, było pochmurnie. Jednak wszyscy, których spotkaliśmy byli naprawdę niesamowitymi ludźmi, cieszę się, że mogliśmy tam wtedy być, tak samo jak cieszę się, że już wkrótce wrócimy do was z kolejnym koncertem. Tym razem będzie to Warszawa. Powiedz, czy lubicie zwiedzać miasta, w których gracie, spotykać ludzi? Niekoniecznie Waszych fanów. Czy po prostu wolicie wrócić do hotelu?


MUZ YK A W Y WIAD

To zależy, nasza rzeczywistość jest trochę inna, mamy całą ekipę, mamy obowiązki – pakowanie, podróże. Czasami nam się udaje, ale nie zawsze. Który album z waszej dyskografii jest dla ciebie najważniejszy lub też, który jest twoim ulubionym? Tak naprawdę nie wiem, czy mam konkretny, ulubiony album. Raczej mam ulubione utwory, lub konkretne momenty, ale naprawdę nie wiem, czy mam ulubiony album. Oczywiście, niektóre z albumów są dla nas pod pewnymi względami wyjątkowe i ważne. Przykładem tego jest trzeci album (przyp. red. Fake Can Be Just as Goud), który dokładnie odzwierciedla moment naszej przemiany jako zespołu. Nawet jeśli nie była to najlepiej nagrana płyta pod względem technicznym, to dla nas była to przełomowa produkcja. Osobiście, moim ulubionym albumem waszego zespołu jest Penny Sparkle, bardzo nowoczesne klarowne i przestrzenne brzmienie, niesamowity klimat, jeden z najlepszych albumów jakie kiedykolwiek miałem okazję słuchać.

13

Nad czym aktualnie pracujecie? Teraz stworzyliśmy EP-kę, która będzie miała swoją premierę jeszcze w lutym. Są na niej cztery utwory. Ten materiał będzie się różnił od tego, co dotychczas tworzyliśmy. Więcej instrumentów strunowych, więcej trąbek. Oczywiście wszystkiego pewnie nie uda nam się odtworzyć na koncercie, ale spróbujemy wypracować na to jakiś sposób. Piosenki są piękne, jestem bardzo podekscytowany. Wracając do koncertowania – czy nie myśleliście o tym, żeby zaprosić na scenę dodatkowych muzyków kiedy mogłoby to pomóc oddać wielowarstwowość utworów? Kiedyś już to wypróbowaliśmy, graliśmy koncerty z pięcioma dodatkowym osobami, ale to nie wyszło do końca tak, jak byśmy tego chcieli. Wydaje mi się, że po prostu trzeba spotkać na swojej drodze odpowiednich ludzi, a my jeszcze ich po prostu nie spotkaliśmy. Wyglądacie na wyjątkowo dobrze zgrany zespół, który łączy szczególna więź. Jesteście z Simone bliźniakami. Poza tym trio to najbardziej klasyczna forma grupy muzycznej.

Dziękuję. Dla nas to też wyjątkowy album. Znaleźliśmy w sieci informacje, że media wyraziły niekoniecznie pozytywne opinie na temat właśnie tego albumu, a dokładniej jego wykonań w wersji koncertowej. Muzyka na tej płycie jest faktycznie dość skomplikowana, posiada wiele warstw i dlatego pewnie trudno odtworzyć całość na żywo. Co sądzisz o tych opiniach? Czy grając ten materiał podczas koncertów staracie się wszystkie elementy odtwarzać na żywo, czy używacie wcześniej zmontowanych tracków?

Zgadza się, próbowaliśmy dogadać się też z innymi muzykami, ale to nie wychodziło, więc trochę się poddaliśmy. Tak naprawdę nigdy nie wiesz jak będzie, było wspaniale mieć więcej ludzi w ekipie, ale jeszcze nie teraz. Jesteś Włochem, powiedz mi jak to było, gdy razem ze swoim bratem poznaliście Kazu, czy już wtedy wiedzieliście, że jest to osoba, z którą będziecie pracować? Jakie były początki Waszej znajomości?

Tak, czasami używamy nagranych wcześniej dźwięków, ale raczej są to sample, na przykład perkusji. Gdybyśmy chcieli wszystko odtworzyć dokładnie na żywo, tak jest nagrane na płycie byłoby nam ciężko. Nie tylko z powodu, że gramy we trójkę, ale nie bylibyśmy w stanie przewozić tych wszystkich instrumentów, z których korzystamy w trakcie nagrywania w studio. Wiem, że wokół tego albumu pojawiło się trochę negatywnych opinii. Utwory inaczej brzmią na żywo – to prawda. Niektórzy nie są w stanie się z tym pogodzić, ale ja mam wrażenie, że właśnie ten album zapisze się w naszej historii jako jeden z ważniejszych, jeśli nie najważniejszy. Ma zupełnie inne brzmienie niż pozostałe. Był trudny pod względem realizacji, ale dzięki temu dużo się nauczyliśmy.

Trochę tak, trochę wiedzieliśmy, ja szukałem kogoś do współpracy, ona też, byliśmy oboje zmęczeni graniem w pojedynkę, więc to był dobry moment. Ale tak naprawdę przez pierwsze dwa lata zastanawialiśmy się nad tym, jaki kierunek obrać i gdzie znaleźć złoty środek, bo bardzo się od siebie różniliśmy. Wciąż się różnimy. Chodziło o uzyskanie kompromisu, na początku tylko przy dwóch osobach, bo mój brat dołączył do nas nieco później. To było duże wyzwanie, pierwszy rok zleciał właściwie na samych „próbach” tworzenia. Dużo pisaliśmy, wymienialiśmy się pomysłami. Chcieliśmy sprawdzić, gdzie możemy dotrzeć i kim chcemy być jako zespół. Zajęło to co prawda dużo czasu, ale ten proces nadal trwa i wciąż poszukujemy nowych ścieżek, kim chcemy być, jaką muzykę tworzyć.

Tak, ten album jest inny – delikatny wokal Kazu, melodyjne, spokojne brzmienia gitar i syntezatorów, a do tego w niektórych utworach bardzo mocna linia basu, „Not Getting There” czy „Oslo”. Wyciszający, ale według mnie idealny również do biegania.

Jak się poznaliście w takim razie?

Dokładnie tak. Przy tworzeniu tej płyty pracowaliśmy ze szwedzkim producentem i muszę przyznać, że trochę czasu nam zajęło zanim produkcja była gotowa. Jest tam mnóstwo wspaniałych dźwięków, ale jak już powiedziałem: nie wszystkie da się przenieść na koncertową rzeczywistość.

Nasza wspólna znajoma chciała żebyśmy się poznali, sugerowała, że może powinniśmy grać razem. Po prostu przedstawiła nas sobie. A przy okazji. Widziałem Wasz koncert na OFF Festivalu i zastanawiałem się, jakiego syntezatora wtedy używaliście? Biała obudowa. Pamiętasz? Tak, to był Virus.


AU TO K R AC JA W Y W I A D

14

Zdjęcia: HBO

Top Gear: Rory Reid

Jesteśmy krok od przełomu Rozmawiał: Artur Zaborski

Brytyjski dziennikarz motoryzacyjny Rory Reid nie ma wątpliwości: jesteśmy o krok od przełomu technologicznego. Wie co mówi, bo rynek samochodowy nie ma przed nim tajemnic. Udowodnił to nieraz jako prowadzący „Top Gear”, w którym możemy go oglądać obok Matta LeBlanca i Chrisa Harrissa na kanale BBC. Spotkaliśmy się z nim w studiu programu pod Londynem, gdzie opowiedział nam o samochodach przyszłości i związkach aut i ludzi. Te potrafią być skomplikowane…

Co możesz powiedzieć o kierowcy, jedynie na podstawie jego samochodu? Rory Reid: Gdybym patrzył na stojącą za mną Alfę Giulię, powiedziałbym: kierowcą jest ktoś ekstrawagancki, kto potrafi docenić piękno, być może jest kolekcjonerem dzieł sztuki. Na zewnątrz taka osoba jest bardzo ułożona, ale wewnątrz ma w sobie najprawdopodobniej coś z chuligana, dlatego decyduje się na tak potężny samochód, który ma przede wszystkim smak. Taki dobór świadczy o świetnym guście. Spróbujmy z inną marką - Renault Twingo.

Kierowcą jest ktoś, kto ma nieco gorszy gust i poczucie estetyki niż osoba, którą opisaliśmy jako właściciela Alfy Giuli. Najprawdopodobniej istotna w tym przypadku jest też kwestia wzrostu kierowcy - mamy tu zapewne do czynienia z kimś niskim. Może jest więc to auto Chrisa Harrisa? (śmiech) Poświadczałby o tym także fakt, że kierowca Renault Twingo kocha jeździć – to auto jest bardzo przyjemne do prowadzenia. Czyli z samochodu można wróżyć jak z fusów. Jest mnóstwo różnych aut, każde oddziałuje na ludzi w jakiś sposób. Mógłbym naszą zabawę kontynuować w nieskończoność. Samochód


AU TO K R AC JA W Y W I A D

jest nierozerwalnie związany z człowiekiem, bez niego istnienie auta nie ma sensu. Dlatego producenci tak różnicują modele, żeby parowały się z charakterem człowieka. Tak naprawdę motoryzacja ma duży związek z psychologią. Wybierasz taki samochód, który oddaje ciebie, albo który jest po prostu wygodny, czy tego chcesz, czy nie. Producenci doskonale o tym wiedzą i tę wiedzę wykorzystują. O samochodach zwykło się myśleć jak o zabawkach. Mówi się, że auto jest przedłużeniem penisa mężczyzny. Odkąd produkcja aut staniała, samochód przestał być postrzegany jako wyznacznik statusu społecznego kierowcy. Ludzie już nie zabijają się o auta, potrafią bez nich żyć. Zwłaszcza teraz, kiedy modne są wszelkiego typu ruchy pro-eko, wiele osób decyduje się na korzystanie z transportu publicznego z powodu przekonań, popularyzują się też formy carpoolingu, czyli wspólnych przejazdów ze wspólnego punktu początkowego do wspólnego punktu docelowego. Dziś wykorzystywanie samochodu do tego, żeby szpanować, jest źle widziane. Myślę, że zaimponowalibyśmy zupełnie mniejszej ilości ludzi w stosunku do tych, którzy by nas wyśmiali. Bilans zysków i strat wychodzi na minus.

15

Używałeś kiedyś samochodu, żeby zaimponować dziewczynie? Nadal to robię, przy każdej okazji! (śmiech) Mówiąc poważnie, to… jest to główny powód, przez który zainteresowałem się samochodami! W college’u jako jeden z niewielu miałem auto – nie było piękne, ale idealnie nadawało się do podwożenia koleżanek do domu, co sprzyjało zawiązywaniu atmosfery intymności. Ludzie kochają auta także z tego powodu, że sprawiają, że świat jest mniejszy. Nagle ogrom naszych spraw, problemów i zmartwień zawęża się do przestrzeni auta. Wtedy zmienia się perspektywa i okazuje się, że one są takie małe. Dlatego o samochodach mówi się, że wpływają terapeutycznie na ludzi. Rzeczywiście, za kółkiem można poczuć się wolnym. Ale wracając do twojego pytania, wyrywanie dziewczyn „na samochód” zacząłem i skończyłem w college’u. Dziś chyba ta metoda nie jest zbyt popularna, bo na tym etapie edukacji każdy ma już własną furę. Czym było wtedy dla ciebie twoje auto? Pamiętam, że gdy szedłem do college’u w wieku 17 lat, utożsamiałem samochody z podróżą, czymś ekscytującym. Kiedy wsiądziesz wraz


AU TO K R AC JA W Y W I A D

16

z grupą przyjaciół do samochodu, masz świat u swoich stóp – możesz wybrać się wszędzie, robić, co chcesz - myślałem. Do dziś kocham swobodę, jaką samochód mi daje. Czuję się wtedy niczym nieskrępowany, prawdziwie wolny…

Ważnych jest dla mnie kilka czynników: przede wszystkim wygląd samochodu. Nie ukrywam, że bardzo lubię obserwować reakcje ludzi, zwłaszcza małych dzieci, kiedy przejeżdżam obok nich. Mówiłeś przecież, że nie lubisz szpanować autem.

…co widać w „Top Gear”, kiedy oglądamy cię za kółkiem. Dlaczego twoim zdaniem ten program odniósł taki sukces? Bo jest właśnie o tej swobodzie. Pozwala poczuć zew. Nawet osoby, które nie interesują się samochodami, dają się porwać, bo każdy przecież kocha wolność. Człowiek jest tak skonstruowany, że za wszelką cenę będzie dążyć ku wolności. Nie jesteśmy w stanie funkcjonować zniewoleni. Natomiast we współczesności mnożą się formy naszego zniewolenia: praca, kredyty, wymogi społeczne itp. W „Top Gear” uwalniamy się od tego wszystkiego, pokazujemy świat, w którym liczy się tylko droga, podróż, której odbycie jest celem, a maszyna, z której pomocą tę podróż odbywamy, ma duże znaczenie. Określasz samochód mianem maszyny, a nie jakimś bardziej nacechowanym emocjonalnie słowem? Nigdy nie nadaję imion moim autom, nie przypisuję im też żadnej płci. To dla mnie przedmioty. Formuję z nimi więzi, jednak inne, niż z ludźmi. Jeżeli masz dobry samochód, który się z tobą dopasuje, możesz się z nim poczuć jednością. Ale nie zastąpi ci żywego człowieka: nie może stać się twoim przyjacielem, ziomem ani twoją „małą”. Zatem nie rozmawiasz ze swoimi samochodami? Tylko jeśli się zepsują, wtedy krzyczę na nie! (śmiech) Jeżeli jadą za wolno, zachęcam je do szybszej jazdy, ale bardziej w myślach niż werbalnie. W Kazachstanie,gdzie kręciliśmy część odcinków nowego sezonu „Top Gear”, cały czas narzekałem na samochód, którym jeździłem. Kiedy się zepsuł, również w myślach go za to przepraszałem. Nie był rewelacyjny, ale zawiózł mnie naprawdę daleko, dał mi dużo frajdy z podróży, a ja traktowałem go fatalnie. Więź formuje się, gdy dużo jeździ się danym pojazdem, ale nie sądzę, by między mną a moim samochodem kiedykolwiek pojawiła się więź silniejsza niż przyzwyczajenie.

Nie chodzi o szpanowanie, ale o reakcje na estetykę. Sam jestem estetą. To, jak samochód wygląda, jest dla mnie bardzo ważne. Kiedy inni ludzie też to doceniają, cieszę się, bo wiem, że wciąż jako gatunek dysponujemy zmysłem smaku. Zauważ, że najwięcej mają go właśnie małe dzieci. W nich najłatwiej wywołać reakcję. One chętnie zwracają uwagę na auta, pokazują je palcami rodzicom, coś musi przykuć ich uwagę. Lubię, kiedy to coś jest w moim samochodzie. Co poza wyglądem jest dla ciebie ważne? Gadżety – kocham technologię! Interesują mnie auta z najnowszymi technicznymi rozwiązaniami. Fascynuje mnie to, w jaki sposób technologia zmienia nasz sposób interakcji z samochodami. Dziś prowadzenie samochodu jest czymś zupełnie innym, niż było 10-20 lat temu. Nie mówiąc nawet o tym, jak to wyglądało 100 lat temu. Zmiany pod tym kątem wynikają z ciągłego, nieustającego procesu, jakim jest rozwój technologii. Jaki będzie kolejny krok technologiczny w ewolucji samochodów według ciebie? Czeka nas jeszcze długa droga, zanim będziemy jeździć samochodami zasilanymi bateriami, na co sam szczególnie mocno czekam. Żeby tak się stało, musi powstać odpowiednia infrastruktura punkty ładowania muszą być tak samo łatwo dostępne, jak dzisiaj stacje benzynowe. Myślę, że jesteśmy też o krok od przełomu, jakim niewątpliwie będą automatyczne samochody, jeżdżące bez kierowców. Staną się niezwykle popularne. Bardzo mnie ekscytuje ta idea, czekam, jak się rozwinie. Ile jeszcze poczekamy, zanim zobaczymy takie auta na ulicach? Myślę, że to jest kwestia najbliższych dziesięciu lat. To niewiele.

Nie masz więc problemu z wymianą auta na nowe? Żadnego. Ani nie potrzebuję się do tego przygotowywać psychicznie, ani tego nie odchorowuję. Zmiana samochodu jest dla mnie czymś kompletnie naturalnym, nakręca mnie. Lubię docieranie się z nowym pojazdem. Zawsze jest ta ciekawość: „jak nam się ułoży?”. Wspomniałeś, że samochód bywa traktowany jak zabawka. Wydaje mi się, że u mnie ten element zabawy pojawia się właśnie na początku „znajomości”, że tak to nazwę, z nowym pojazdem. Kiedy już przestaje mieć przede mną sekrety, wtedy uznaję naszą „znajomość” za dobrze rozwiniętą i jestem gotowy na kolejną wymianę. Co wzbudza twoje zainteresowanie danym samochodem?

Interesuję się tym zagadnieniem, śledzę doniesienia na ten temat. Stan badań na dziś pozwala nam stwierdzić, że dekada to wiarygodny okres, kiedy taka forma motoryzacji stanie się codziennością na drogach. Wspomniałeś o samochodach na prąd. Czy istotna jest dla ciebie kwestia ekologiczna przy wyborze samochodu? Oczywiście, to poważny problem. Trzeba szukać rozwiązań, które zminimalizują zanieczyszczenia. Dopóki istnieje balans pomiędzy ilością samochodów elektrycznych i potworów spalających kilkanaście litrów na 100 km, na drogach jest miejsce dla każdego.


AU TO K R AC JA W Y W I A D

17


Zdjęcie.: Muisto

Dog Whistle

Miłość do Persji i muzyczny feminizm Rozmawiała: Klarysz Marczak

Lena i Ania poznały się jeszcze na kultowym portalu grono.net, ale wówczas nie miały pojęcia, że za kilka lat stworzą zespół. Z dziewczynami z Dog Whistle rozmawiamy o wspomnieniach z debiutu, nurcie #girlpower i tęsknotą do lat 90.

Jesteście świeżo po premierze Waszej drugiej płyty, jak samopoczucie? Lena: To był trudny i ważny moment, który powiedział nam bardzo dużo o nas samych! Płyta podsumowuje ponad dwa lata naszego życia, a więc w pewien sposób rozliczamy się na niej z przeszłością i przechodzimy do przyszłości.

pisania piosenek. Każda z nas miała też dużo czasu na to, żeby się zastanowić, co jest dla niej ważne w życiu. Debiut był odkreśleniem całego, długiego okresu naszego życia, przejścia od tylko przyjaźni do zespołu, pierwszych koncertów, prób pisania i znalezienia swojego sposobu wyrażania siebie. Ania: Nabrałyśmy też więcej pewności siebie, szczególnie na scenie.

Jak w tym momencie, z perspektywy czasu patrzycie na Wasz debiut w 2015? Czego się nauczyłyście przez te dwa lata?

Jak wyglądał proces tworzenia materiału na płytę? Siadałyście i pracowałyście wspólnie nad każdą jej częścią, czy był jakiś podział obowiązków?

Lena: Na pewno zrobiłyśmy spore postępy, jeśli chodzi o umiejętność

Lena: Każda z nas ma swój rytm pisania. Najczęściej piosenki


MUZ YK A W Y WIAD

19

Obie jesteśmy realistycznymi feministkami. Nie chcemy rugować mężczyzn z życia publicznego, nie zgadzamy się między sobą co do wszystkich postulatów. Na pewno bliska jest nam jednak idea solidarności kobiet i równouprawnienia płci.

pojawiały się, zainspirowane konkretnymi przeżyciami czy historiami, naszymi lub zasłyszanymi. Potem wspólnie siadałyśmy i obrabiałyśmy je, aż szkielet obrastał mięsem. Ania: Sporą inspiracją w przypadku części materiału były też perskie piosenki, które wspólnie dość mocno dekonstruowałyśmy, tak że nawet ciężko je teraz nazwać typowymi coverami. Wydaje nam się, że efekt wyszedł całkiem interesująco. Czy był przez te kilka lat moment, gdy miałyście siebie nawzajem dość, czy raczej nie dochodzi między Wami do napięć? Lena: Oczywiście, że dochodzi między nami do napięć. Każda z nas jest dość silną, intensywną osobowością, więc bez konfliktów się nie obejdzie. Na szczęścia każda z nas zostawia tej drugiej dość przestrzeni. Ania: Bycie w zespole na pewno jest intensywne emocjonalnie, ale na szczęście nie doszłyśmy nigdy do etapu Metallici, która wspólnie z kamerzystą udawała się do terapeuty, by porozmawiać o swoich zespołowych problemach. Wasze piosenki są głównie w języku angielskim, ale także perskim, a na „2” pojawił się nawet utwór po francusku. Skąd wzięła się miłość do Persji?

ale jego rytm i duża ilość sylab w wyrazach sprawiają, że pisanie tekstów piosenek staje się dużym wyzwaniem. Czasem je podejmowałyśmy, ale nie byłyśmy nigdy w 100% zadowolone z rezultatów. Tym bardziej chylimy czoło przed muzykami, którym się ta sztuka udaje. Jest ich coraz więcej i bardzo im kibicujemy. W 2015 zagrałyście na OFF Festival. Jakie to było wrażenie, występować przez dość sporą publicznością? Wolicie bardziej kameralne klimaty? Lena: Występ na OFFie był świetnym doświadczeniem! Jedna z nas dryfuje w stronę kameralnych klimatów, a ta druga całkiem lubi high-life, więc obie czułyśmy się komfortowo na dużej scenie. Do tej pory spotykamy ludzi, którzy pamiętają ten występ i bardzo miło go wspominamy. Ania: Myślę, że dla nas obu to było bardzo fajne przeżycie, szczególnie że na OFF Festival jeździłyśmy od lat jako publiczność. Bardzo też miło zaskoczyła nas obecność wielu ludzi na naszym koncercie, mimo upału i dość wczesnej pory. Co przynosi Wam największą radość w trakcie występów na żywo? Lena: Kontakt z żywym odbiorcą i możliwość pokazywania mu naszych zajawek jak Iran dla Ani czy mój muzyczny feminizm.

Lena: Iran jest ukochanym krajem Ani, uwielbia tamtejszą kulturę – od tradycyjnej, jak poeta Hafiz, przez tę sprzed rewolucji, jak piosenki Googoosh, której „Man Amadeam” wykonujemy na „2”, po całkiem współczesną, jak tamtejszy odpowiednik Ricky’ego Martina, czyli Arash, wykonawca „Boro Boro”. Ania: Iran to wspaniały kraj na wakacje, byłam tam kilkakrotnie. Ludzie są gościnni i niebywale przyjaźni. Do fascynacji krajem doszła też fascynacja językiem- perski ma fantastyczne brzmienie i jest wbrew pozorom dość prosty. Po powrocie z Iranu zaczęłam się go uczyć, w czym na pewno pomagało dobieranie i aranżowanie fragmentów tekstów do naszej płyty.

Lena: To ja napisałam pierwsza ogłoszenie w sekcji „Szukam” świętej pamięci portalu Grono. Szukałam koleżanki/przyjaciółki, która lubiłaby Sonic Youth i Pixies i chodziłaby ze mną na koncerty, bo w liceum nikt nie podzielał mojej pasji. Ania: Wtedy odezwałam się ja, ujęta obecnością w ogłoszeniu Sonic Youth, i od razu umówiłyśmy się na spotkanie.

Czy ktoś już zarzucił Wam brak „językowego patriotyzmu” w muzyce?

Od początku wiedziałyście, że „to właśnie to”, że będziecie chciały stworzyć zespół?

Lena: Pytanie o polskie teksty pojawia się dość często, nazwa też przecież jest cudzoziemska. Niestety, dobry tekst po polsku napisać jest niebywale trudno! Ale jeszcze przyjdzie na to czas. Ania: Rzeczywiście, czasem łatwiej jest napisać prosty tekst po angielsku lub nawet po persku niż po polsku. Język polski jest wspaniały,

Lena: Wątek tego, że Ania grała w liceum na gitarze piosenki Nirvany, a ja chciałabym się nauczyć grać na basie, pojawił się już na pierwszym spotkaniu! Upłynęło jednak kilka lat, zanim z przyjaźni wywiązał się zespół. > całość na hiro.pl

Wiem, że poznałyście się przez Internet, ale jak to wyglądało w praktyce? Która znalazła którą? Pamiętacie swoje pierwsze wymienione wiadomości?


20

M U Z Y K A RE C E N Z JE

Sorority Noise You’re Not As _____ As You Think

¤

9/10 Pierwsza połowa 2017 to kolejny złoty okres w światku amerykańskiego emo. Udany powrót Free Throw i pierwszy pełnowymiarowy album Boy Rex nie zagroziły jednak pozycji najnowszej płyty „You’re Not As _____ As You Think” kwartetu Sorority Noise z Hartford, stolicy stanu Connecticut. Choć to dzieło o programowo mniejszym rozmachu niż „Harmlessness” ziomków z The World Is A Beautiful Place & I Am No Longer Afraid To Die, oba spokojnie można postawić obok siebie. Oba urzekają bowiem tą samą bogatą melodyką, niezwykle ciepłym, pełnym brzmieniem, pozostającym w całkowitym kontraście do tekstów. W zamierzeniu rekoncyliacyjnych, ale podszytych obawą o własne zdrowie psychiczne muzyków oraz opisujących ich przeżycia najcięższego kalibru. Oczywiście, uniwersum problemów jak najdalsze od tego w kraju, gdzie przez największe miasta przechodzą faszystowskie marsze, a mewithoutYou ma zero rekordów na Porcysie, ale nowego albumu Sorority Noise po prostu nie wolno przeoczyć. Grzegorz Czyż

Dog Whistle

Hurray For The Riff Raff

2

The Navigator

¤

¤

7/10

10/10

Lena i Ania to warszawianki, które grają na gitarach, bawią się elektronicznymi pokrętłami i wspólnie śpiewają teksty swoich piosenek. Na swoim fanpage’u napisały, że brzmią jak: „wasi rodzice, którzy po raz pierwszy wzięli do rąk instrumenty”. Ale spokojnie, to tylko kokieteria. Choć wirtuozerkami dziewczyny rzeczywiście nie są, to potrafią komponować chwytliwe, proste melodie, wpadające do ucha już za pierwszym przesłuchaniem. Weźmy np. takie „Sleepover” z nerwowym uderzaniem kostki o struny w stylu Sonic Youth, pulsujący synth popową energią „Boro Boro”, napędzany brudnym basem „Gun” czy nieco psychodeliczną zabawę elektroniką w przywołującej na myśl Xiu Xiu z wczesnych lat działalności „Bluberry Cake”, by przekonać się, że mamy do czynienia z artystkami, które mają różnorodne, ciekawe i intrygujące muzyczne pomysły. Nieprzekonani? A co powiecie na to, że w lirycznym kawałku „ Lost Weekend” na basie zagrał pierwszy hipster Trzeciej RP, Krzysztof Marzec, alias Pan Tik-Tak? No właśnie, to odpalajcie Spotify. Kamil Downarowicz

Wbrew temu, co twierdzi większość recenzentów, Father John Misty na swojej nowej płycie „Pure Comedy” nie zawodzi. Jednak to nie on, a dość niepozorna Alynda Segarra nagrała najlepszy w tym roku concept album o Ameryce epoki Trumpa. To najlepszy concept album od lat i chyba najlepsza w ogóle muzyka wydana na razie pod datą 2017. Zadziorna i nieowijająca niczego w bawełnę córka portorykańskich imigrantów snuje pełną autobiograficznych wątków, na wskroś gorzką, choć retrospektywnie także afirmatywną opowieść o Stanach, gdzie wszelkie mniejszości mają się znów o co upominać, zaś nadzieje rozbudzone po wyborze Obamy na prezydenta rozpłynęły się niczym piękny sen o poranku. Świetne kompozycje, wykonane i ułożone w całość z iście musicalowym zacięciem, mogą przywoływać na myśl te PJ Harvey z okresu „Stories From The City...”, ale wygrywają z nimi w cuglach. Niespodziewany awans Hurray For The Riff Raff z rootsowej okręgówki do światowej superligi indie folka. Grzegorz Czyż


21

M U Z Y K A RE C E N Z JE

Czy wyobrażacie sobie mycie podłogi bez konieczności biegania po mieszkaniu z wiadrem i mopem? Brzmi może jak czysta abstrakcja, ale iRobot Braava to faktycznie sprzęt, który sam umyje podłogę w Waszych domach. Co konkretnie wchodzi w zakres jego kompetencji? Mopowanie na mokro, wycieranie na wilgotno oraz zamiatanie na sucho. Jednak to nie koniec. Model iRobot Braava ma swojego kuzyna, który nazywa się iRobot Roomba 980 i wspólnie tworzą idealnie współpracujący duet. Robot odkurzjący, iRobot Roomba 980 posiada szereg przełomowych rozwiązań między innymi system intensyfikacji pracy na obszarach bardziej zabrudzonych, które sprawiają, że wykonuje powierzone zadania w maksymalnie efektywny sposób, co więcej, robi to na bardzo dużych powierzchniach. Dodatkowo, dzięki aplikacji mobilnej iRobot HOME możecie włączyć i stereować robotem z dowolnego miejsca w domu. Brzmi jak Si-Fi? To czysta prawda!

iRobot.pl


Radek Pestka

Nie chcę być tylko „głupim modelem” Rozmawiała: Katarzyna Frąckowiak

Wygrał 5. edycję programu Top Model, ale nie chce poprzestać jedynie na modelingu. Z Radkiem Pestką rozmawiamy o tym, jak widzi siebie za pięć lat, o potknięciach, a także o tym, czy w dobie mediów społecznościowych jest jeszcze coś, czego o nim nie wiemy? Kim w sieci jest Radek Pestka? Wyrośniętym nastolatkiem. Wiecznie niezadowolonym i rozkojarzonym. Mimo wad i ogólnego złego samopoczucia staram się być sobą. Zauważyłem, że wielu z obserwatorów nazywa mnie #tumblrboy - w jakiś sposób się z tym utożsamiam. Jestem nostalgiczny i smutny, rzadko się uśmiecham, nie lubię tego robić, chyba że jestem z przyjaciółmi i bliskimi. (nie wiem może zostawiłbym pierwsze zdanie nie wiem) Zdobyłeś sławę dzięki programowi Top Model. Mimo to wybrałeś drogę blogera, dlaczego? Na początku chciałem połączyć te dwie rzeczy i szczerze nadal uważam, że da się. Blogerki i blogerzy biorą udział w sesjach bardzo często - chociażby

na swoje blogi, a dodatkowo do magazynów czy ważnych kampanii. Nie chciałem być tylko głupim modelem, który nie ma nic do powiedzenia. Chcę pokazywać młodym odbiorcom jak się ciekawie ubierać i co robię na co dzień. Jesteś bardzo aktywny na kanałach social media. Twoi obserwatorzy widzą co jesz na śniadanie, jak wyglądają Twoje spotkania biznesowe, jak pracujesz, jakich używasz kosmetyków, pokazujesz nawet swoich przyjaciół i imprezy z nimi. Czy jest coś, czego jeszcze o Tobie nie wiemy? Tak, dużo rzeczy. Nie wszyscy wiedzą, jakie miałem życie przed programem, jakie miałem dzieciństwo, przez co w życiu przeszedłem. Ludzi tak naprawdę interesuje życie prywatne celebrytów, kimkolwiek by oni nie byli. Lubią widzieć, co ktoś robi, lubi, jakie ma poglądy. Wiele osób się


23

LIFEST YLE W Y WIAD

Nie wszyscy wiedzą, jakie miałem życie przed programem, jakie miałem dzieciństwo, przez co w życiu przeszedłem. Ludzi tak naprawdę interesuje życie prywatne celebrytów, kimkolwiek by oni nie byli.

utożsamia z kimś takim i w jakiś sposób się na nich wzoruje. Kanały mediów społecznościowych są zdradliwe i podstępne. Portale plotkarskie czekają na Twoje potknięcie. Czy dodając coś w internecie, zdajesz sobie sprawę, ilu ludzi na to patrzy i że wśród nich są „sępy” Pudelka? Nigdy nie przypuszczałbym, że zdjęcie jak odpalam papierosa zapalniczką z logo HIRO trafi na pudelka, jednak nie myślę o tym. W jakimś stopniu muszę się do tego przyzwyczaić, w zasadzie nie rusza mnie, co napisze dany portal plotkarski - ważne jest to, żeby była to prawda, a nie przekręcone słowa czy wymyślona historia. A co z tą sytuacją ze snapem penisa, która miała miejsce jakiś czas temu? Jesteś jeszcze młody i takie wpadki mogą Ci się zdarzyć. Są jednak podzielone zdania. Ludzie zadają sobie pytanie: wpadka czy celowe posunięcie marketingowe - zdradzisz nam prawdę? Głupstwem by było, gdybym zrobił to celowo. Do dzisiaj czuję na sobie krzywe spojrzenia ludzi, czy gdy ktoś, coś napomknie o tym. Niestety nic w internecie nie ginie i to jest jedyna wada tego wytworu. Jak to mówią: przypadki chodzą po ludziach - może tak miało być, że pomyliłem się, wiem, że w bardzo zły sposób, ale człowiek uczy się na błędach.

Facebook / Instagram / Snapchat - który kanał jest Twoim ulubionym i dlaczego? Tak naprawdę żaden. Nie ma dla mnie aplikacji, która byłaby w jakiś sposób odzwierciedleniem tego, czego bym chciał. Kiedyś mógłbym powiedzieć, że Instagram, bo nie było Instastory, statystyk, nie przypominało to niczym Facebooka, teraz jednak mamy wszystko w jednym. Jednak jeśli miałbym wybierać z wyżej wymienionych aplikacji, wybrałbym Instagram, bo tam mam najlepszy kontakt z obserwatorami.

Co myślisz o celebrytach i blogerach, którzy wykupują sobie like’i i followersów? Prawie każdy kiedyś to robił (ja nie) - gorzej jest, kiedy ktoś nie potrafi się do tego przyznać. Nie uważam, że jest coś w tym złego, bo i tak w przyszłości zostałoby to zweryfikowane i to najprawdopodobniej na niekorzyść kupującego. Czy Twoim zdaniem w social mediach można znaleźć prawdziwą przyjaźń? Tak, przecież my się znamy z internetu (śmiech). Ale na poważnie, wydaje mi się, że tak. Mógłbym nawet powiedzieć, że miłość również. Czy Twoim zdaniem w mediach społecznościowych można stworzyć wyidealizowaną rzeczywistość? Tak. Jest wielu influencerów, którzy przykładowo, nie pokazują twarzy, pokazują tylko piękne miejsca, tylko drogie rzeczy, a tak naprawdę mogą być nieszczęśliwi. W internecie można wszystko, tylko trzeba uważać. Twoje fanki były przekonane, że „mają u ciebie szanse”. Nie oszukujmy się - jesteś bożyszczem nastolatek. Przeglądając komentarze na Twoim Instagramie i Facebooku roi się od ochów i achów. Liczysz się z tym, że ujawniając swoją orientację seksualną możesz stracić masę followersów? Mógłbym powiedzieć, że to tylko liczby, jednak za tymi cyferkami kryją się ludzie, którzy w jakiś sposób inspirują się tym co robię, obserwują moje życie. Wydaje mi się, że to była oczywista kwestia i tak naprawdę nie musiałem tego mówić. Stało jak się stało. Czy mi to przeszkadza? Nie, bo jestem szczęśliwy i chyba każdy powinien do tego właśnie dążyć, prawda?

Co z hejtem? Czy masz go dużo? Czy masz jakieś sposoby, jak sprawnie poruszać się w social media? Staram się publikować zdjęcia mniej więcej w tych godzinach, gdzie zasięg jest największy, jednak zdarzają się wyjątki. A co do ogólnego poruszania się - nie jestem ekspertem. To pytanie powinno się zadać Jessice czy Maff, które siedzą w tym już z dobre kilka lat. Mało wiem i jeszcze dużo muszę się nauczyć. Chciałbym mieć takiego idealnego Instagrama, gdzie każde zdjęcie do siebie pasuje. Szanuję za to Laurę (Horkruks), której Instagram jest po prostu idealny.

Zawsze miałem, mam i będę i tak naprawdę nie przeszkadza mi to, bo mam wokół siebie ludzi, którzy mnie wspierają i nawet w momentach załamania i depresji potrafią bezinteresownie wyciągnąć dłoń.

> całość na hiro.pl/radek-pestka-wywiad


24

#hiroafirmacje

modele: Jessica Gorczyca, Radek Pestka, Romek Gelard współpraca: Anka Szwec, Sylwia Walczowska, Klarysa Marczak, Nicole Szczekocka video afirmacje: Łukasz Jasiukowicz video backtage: Rafał Chobot partnerzy projektu: Asus, Reebok

video afirmacje: hiro.pl


27

top - Reebok pasek - Polo Ralph Lauren


28


29

Romek: bluza Reebok, Radek: spodnie Reebok marynarka - Comme Des Garรงons Homme via Laura Boutique Jessica: bielizna - Maison Lejaby via Boutique Bielizny


30

Reebok InstaPump Fury OG


31

smarfon - Asus Zenfone 3


32

P E TA R DA D L A N I E J

PETARDA DLA NIEJ

QBRACELET Jeśli sądzicie, że to po prostu „jakaś” bransoletka, to jesteście w błędzie. QBracelet to brasoletka, która spełnia rolę powerbanku. Nie trzeba nosić już oddzielnych pudełeczek z kablami. Wystarczy otworzyć bransoletkę, wpiąć telefon i gotowe! Dostępne są dwa rozmiary obwodu nadgarstka, oraz kilka kolorów, między innymi różowe złoto, srebro, czy klasyczna czerń. qdesigns.co

Gigantic Flamingo Pool Float Lato zbliża się wielkimi krokami, więc dlaczego by nie dodać do swojego wyposażenia tego uroczego stworzenia? Olbrzymi, nadmuchiwany flaming umili każdą chwilę spędzoną na plaży, czy w trakcie basenowych imprez. A jak sezon już się skończy - zawsze możecie zrobić z niego stylowy fotel do pokoju. Jest idealny. thegadgetflow.com

Dolce & Gabbana: Mama’s Brocade Collection Najnowsza kolekcja Mama’s Brocade Collection od Dolce i Gabbana jest pełna oryginalna wzorów, czego przykładem jest właśnie ten model. Pełna ramka odzwierciedla najnowsze trendy, a koci kształt sprawi, że będą to idealne okulary na wiosenne przygody. Co więcej, ich precyzyjne i solidne wykonanie sprawi, że nie będą to okulary „na jeden sezon”. eyerim.pl


33

P E TA R DA D L A N I E J

HULA Beads Technologia pnie się w górę w praktycznie wszystkich dziedzinach naszego życia. Także tych intymnych chwil. HULA Beads to sterowane bezprzewodowym pilotem kulki do ćwiczenia mięśni Kegla. Górna kula wyposażona jest opcję wirowania, zaś dolna w wibracje. Dodatkową zalegą jest bezgłośność urządzenia. To co, chyba czas wczuć się w rytm swojego ciała? lelo.com/pl

Moschino Pink Fresh Couture Nowy wersja zapachu dla kobiet od Moschino. Oryginalny design flakonu w pełni oddający ideę prowokacyjnej marki. Pink Fresh Couture to między innymi zapach różowego grapefruita, czarnej porzeczki, konwalii, dzikiej róży i soczystego granatu. Powiew świeżości, który wprowadza w op-tymistyczny nastrój. Idealny na wiosenno-letni sezon. fragrantica.pl

Lampka Tetris Jesteście znudzone dotychczasowymi pomysłami na wystrój wnętrza? Chcecie wnieść do umeblowania swojego pokoju coś zaprojektowanego według nieszablonowego pomysłu? To zaprojektujcie to same. Albo właściwie - ułóżcie! Lampka składa się z komponentów stylizowanych na figury z popularnej, radzieckiej gry logicznej, które same składacie w całość wedle własnego uznania. Czujecie to poczucie dowolności? Ahhh! technow.pl ICE-WATCH Szczęśliwi niby czasu nie liczą, ale jak czas odmierza coś, co nie tylko wygląda ładnie, ale jest porządnie wykonane, to można odejść od tej zasady. Wodoszczelne, ze szkłem mineralnym i kwarcowym mechanizmem, zegarki Ice-Watch zdecydowanie spełniają wszystkie powyższe założenia. Czyli może to jednak szczęśliwi powinni liczyć czas? swiss.com.pl

Little Mima Blush Ten mały, puszysty plecak wykonany ze sztucznego futra i skóry naturalniej może być idealnym dopełnieniem wiosenno-letniej stylizacji. Wersja Little Mima pomieści format A5, a dodatkowo posiada dwie zewnętrzne kieszenie. A w dodatku ten jasnoróżowy kolor. Nie pozostaje nic innego jak się w nim zakochać. mimamima.pl


34

P E TA R DA D L A N I E J

Herbs & Hydro Produkty konopne cieszą się w Polsce coraz większą popularnością, organizowanych jest też coraz więcej inicjatyw je promujących, jak przykładowo Festiwal Konopny. Olej konopny posiada wiele cennych właściwości: zatrzymuje procesy starzenia i przyspiesza regenerację skóry. Firma Herbs&Hydro stworzyła w stuprocentach naturalne mydło konopne z mikropeelingiem tradycyjnemydlo.pl

Mokosh Firma Mokosh tworzy balsamy na bazie naturalnych olei i ekstraktów roślinnych o niezwykłych aromatach. Jak przykładowo słodki i apetyczny aromat żurawiny, połączony z olejkiem jojoba, arganowym, a także witaminą E sprawi, że wasza skóra będzie zregenerowana i wygładzona. W końcu wszyscy zasługujemy na odrobinę relaksu i luksusu. mokosh.pl

Maseczka węglowa
 Maska w czarnej płachcie o działaniu odżywczym, oczyszczającym i regenerującym. Przeznaczo-na dla każdego rodzaju skóry. Zadaniem zawartego w niej pudru węglowego jest absorbowanie wszelkich zanieczyszczeń, oczyszczanie porów oraz regulacja wydzielania sebum. Sprawdzi się także w nawilżaniu skóry, dzięki zawartości witaminy B3. skin79-sklep.pl

Fruiteatox Jeśli już uzbroiłyście się w maseczki i inne kosmetyki, warto też pomyśleć o innego rodzaju detoksie. Ostatnimi czasy coraz większą popularność zyskują herbaty oczyszczające organizm. Herbaciany Teatox to w stu procentach mieszanka samych naturalnych, organicznych i wolnych od GMO składników, dzięki którym oczyścicie organizm z toksym i zyskacie lepsze samopoczucie! mydetoxtea.pl

Balsam BOMB Cosmetics W balsamami do ust myśleliśmy, że odkryliśmy już wszystko. Smak waty cukrowej, gazowanych napojów... Jednak brytyjska firma BOMB Cosmetics podniosła poprzeczkę tworząc balsam do ust o zapachu... budyniu z rabarbarem! Oryginalny zapach to jednak nie jedyna zaleta tego balsamu. Towrząć balsamy, marka dopiera najlepsze, specjalnie wyselekcjonowane skłądniki, tak aby zadbać jak najlepiej nawet o wymagającą skórą. Skusicie się? bombcosmetics.pl


35

P E TA R DA D L A N I E J

Jaka majówka, taka cała wiosna Tekst i zdjęcia: materiały promocyjne

Zostało jeszcze tylko kilka dni do oficjalnego pożegnania kwietnia, który był ewidentną mieszanką lata z zimą i przywitania upragnionego maja. A jeśli o maju mowa, to wszyscy wiemy co nas czeka - majówka! Jägermeister podpowiada co zrobić, żeby majówka była udana! Po pierwsze, kumple. Majówka to idealny czas, żeby zorganizować wspólny wypad i nie przejmować się przez te kilka dni goniącymi nas na co dzień terminami i obowiązkami. Po prostu jest to czas na nadrobienie towarzyskich zaległości, spędzenia czasu na świeżym powietrzu, a wieczorem może jakaś impreza w towarzystwie subtelnej słodyczy przeplatającej się z gorzką, ale delikatną nutą zamkniętą w zmrożonych shotach Jägermeister? Po drugie, utrwalanie spędzonych wspólnie chwil. Skoro punkt pierwszy jest już spełniony, warto pamiętać też o tym, żeby tegoroczna majówka nie wyblakła za kilka lat z naszej pamięci. Róbcie dużo zdjęć - niekoniecznie publikując je od razu na wszystkich kanałach mediów społecznościowych. Po prostu uwiecznijcie spędzone razem chwile, a gdy (niestety) z powrotem przyjdzie zima i chłód, będziecie mieli do czego wracać wspomnieniami. Po trzecie, bawcie się! Gdy już słońce zajdzie i zrobi się chłodniej, warto znaleźć jakieś miejsce na przypieczętowanie dobrze spędzonej majówki, gdzie rozgrzeje nas

Jägermeister. Może jakaś impreza? Dlaczego nie, nawet jeśli ktoś za nimi na co dzień nie przepada, to w tym wypadku powiedzieć można tylko jedno: majówka bez dobrej zabawy nie będzie majówką, tylko zwykłym dniem wolnym. A przecież chodzi o to, żeby spędzić ją wyjątkowo. Zarzućcie na szyje hawajskie girlandy i idźcie w miasto, zarażając innych pozytywną majówkową energią. A gdy już odnajdziecie miejsce z fajną muzyką i dobrym klimatem, nie zapomnijcie, że wybór trunków to również istotna sprawa, a w tej kwestii niezawodnym kompanem każdej imprezy jest Jägermeister, którego rodzinna tradycja i receptura obejmująca 56 naturalnych składników, ma juz ponad 100 lat. Jeśli nie mieliście do tej pory bliższego spotkania z tym ziołowo-korzennym likierem, to właśnie w majówkę, obowiązkowo powinniście to nadrobić! Z kolei wiernych fanów Jägermeister mamy nadzieję, że nie trzeba będzie przekonywać do tego wyboru. Cieszcie się majówką i myślcie o coraz bliższej perspektywie nadchodzącego lata!


Upr zÄ… Ĺź, suk ie nk a : J o anna B aum gar tner


VERONIK A Fotograf: Dominik Łoziński Modelka: Veronika | United For Models St ylizacja: Aleksandra Oleszek Projektant: Jagoda Bar tczak Make up: Just yna Niziołek


42

P E TA R DA D L A N I EG O

PETARDA DLA NIEGO

MUCHA RENOIR Motyw dzieł sztuki na elementach garderoby nie jest co prawda niczym nowym, ale w tej formie zdecydowanie zasługuje na uwagę. Krawaty już jakiś czas temu zaczęły ustępować miejsca muchom. Jednak po co kupować zwyczajną, gładką muchę, gdy można kupić taką z obrazem Renoir? marthu.com

Pomp & Co Hair Cream Panowie, jeśli nie przepadacie za efektem natłuszczenia i wysokiego połysku waszych włosów, to matowa pasta Pomp & Co powinna brzmieć jak idealnie rozwiązanie. Dla mocniejszego chwytu należy nałożyć niewielką ilość na całkiem suche włosy, zaś dla lżejszego i matowego efektu - nałożyć produkt na lekko mokre włosy, rozszczesać i wysuszyć. Proste? Proste! mintishop.pl

CME Xkey Air 37 Wielka gratka dla miłośników tworzenia muzyki z użyciem urządzeń przenośnych. CME Xkey Air 37 to pełnowymiarowa, dynamiczna z aftertouch, 37-klawiszowa klawiatura wyposażona w złącze Bluetooth. Waży niecały kilogram, co jest niewątpliwie jej kolejną zaletą. Z całą pewnością wszyscy muzykoholicy będą zadowoleni z posiadania jej w swoim sprzętowym ekwipunku. thomann.de


43

P E TA R DA D L A N I EG O

Ray-Ban Caravan Myśleliście, że najbardziej kultowymi modelami Ray-Banów są Aviator lub Wayfarer? No to się myliliście. Pamiętacie Roberta De Niro w filmie Taksówkarz? Jakie miał okulary? Właśnie takie. Ray-bany Caravan. I uwierzcie nam - za chwilę, albo nawet już, ten model będzie najgorętszym trendem nadchodzących sezonów. Panowie, czas zainwestować w okulary! eyerim.pl

Amokrun Rose Bermuda Shorts Kultowe szorty od Amokrun stworzone według zasady, że ważniejsze od tego, co nosicie jest to, dlaczego to nosicie. Zaprojektowane i uszyte w Polsce z najlepszych materiałów i to w konkretnym kolorze – sprawcie sobie takie pod warunkiem, że się go nie boicie. Cieżko przejść obok nich obojętnie. Produkt mocno limitowany, śpieszcie się. amokrun.com

Mexx Fresh Mexx stworzył nową orzeźwiającą nutę zapachową specjalnie dla mężczyzn. Nie wiemy na ile będziecie w stanie sobie owy zapach wyobrazić, ale powiemy, że jest nuta dojrzałej marakui połączona z gałką muszkatałową i kolendrą. Mamy nadzieję, że czujecie się przekonani, a jeśli nie, to cóż - będziecie musieli przekonać się na „własne nosy”. douglas.pl

Reebok InstaPump Fury Interrupt Na szczęście nastał już moment w którym mnożemy zrzucić z siebie zimowe obuwie i przeskoczyć w coś lżejszego. Technologia Pump dba o indywidualne dopasowanie obuwia do właściciela, a system Graphlite wspiera łuk stopy. Kolorosytyka wpadająca w nietypowe moro również zachęca nawet największych przeciwników niejednolitych kolorystycznie projektów. rebook.pl

Wenger Kobiecą obsesją bywają buty, zaś męską? Myślimy, że zegarki. I nie ma w tym nic złego. Szczególnie, gdy jest to ponadczasowy model, który będzie pasował zarówno do bardziej jak i mniej oficjalnych sytuacji. Zegarek Wenger wyposażony w kwarcowy mechanizm Swiss Made oraz szkło mineralne z powłoką szafirową z pewnością będzie służył wam przez długie lata. swiss.com.pl


44

P E TA R DA T E C H N O

PETARDA TECHNO

Asus ZenFone 3 Max Czy chcielibyście, żeby Wasz telefon działał na jednej baterii cały dzień, a do tego ratował innych od utraty łączności ze światem? W przypadku ZenFone 3 Max jest to możliwe, ponieważ wyposażony został w akumulator 4100mAh. Co więcej, pojemność baterii jest na tyle duża, że smartfon może spełniać również funkcję power banku, dzięki któremu będziecie mogli zasilić inne urządzenie cyfrowe. Brzmi jak bajka, ale to całkowita prawda. asus.com

Projektor kieszonkowy PicoPix Bezprzewodowy projektor kieszonkowy marki Philips został stworzony po to, aby ułatwić wyświe-tlanie filmów i zdjęć, niezależnie od tego gdzie się znajdujemy. Posiada funkcję przesyłania dźwięku przez Bluetooth oraz dublowania ekranu, z wykorzystaniem klucza sprzętowego Wi-Fi. Dzięki nie-mu możemy wyświetlać filmy i obrazy w jakości HD na ekranie o przekątnej do 60 cali. philips.pl

Sony Action Cam 4K Nie możecie się już doczekać letnich wycieczek? My też. Szykując się na wyjazd, warto pamiętać o zabraniu czegoś, co utrwali spędzone z najbliższymi chwile. Jednak po co brać ze sobą olbrzymi sprzęt, jak można cieszyć się jakością 4K zamkniętymi w małej kamerze Sony Action Cam? Jakość obrazu stoi na najwyższym poziomie, a profesjonalny kodek XAVC S umożliwia rejestrację doskonałej jakości materiałów o dużej przepływności. Dodatkowo, kamera wyposażona jest w Wi-Fi. Czego chcieć więcej? sony.pl


45

P E TA R DA T E C H N O

Polaroid ZIP PRINTER Technologia niby wszystko ułatwia, ale czasem tęsknimy za magią wywoływanych zdjęć. Oto najmniejsza drukarka natychmiastowa od Polaroida do smartfonów z oprogramowaniem iOS i Android. Teraz wydrukujecie swoje smartfonowe zdjęcia w wysokiej jakości, a wbudowany akumulator jednorazowo pozowoli na wydrukowanie około 30 zdjęć. Cieszcie się ponownie magią wydrukowanych na papierze zdjęć. polaroidusa.pl

Mevo Wygląda niepozornie, ale niech nikogo to nie zmyli. W tej niewielkiej bryle kryją się naprawdę olbrzymie możliwości. Kamerka Mevo pozwala nie tylko na zdalne sterenowanie nagraniem przy pomocy smartfona, automatyczne kadrowanie konkretnych elemntów filmowanej sceny, automatyczny montaż. Świetnie sprawdzi się przy wszelkiego rodzaju live streamingach. getmevo.com

Okulary lenia Każdy z nas zapewne doświadczył kiedyś zmęczenia zwalającego z nóg. Najlepiej w takiej chwili położyć się na wznak i oddać się w objęcia błogiego relaksu. Co jednak gdy chcemy w takiej pozycji poczytać książkę? Mamy trzymać ją w, tak zmęczonych przecież, dłoniach nad głową? Niekoniecznie! Zakładamy okulary lenia, opieramy wygodnie książkę na klatce i cieszymy się czytaniem w takiej pozycji bez konieczności męczenia oczu ciągłym zezowaniem! Geniusz! Ministerstwogadżetów.pl

Cessna 182 ARF EPP Mężczyzna do szczęścia nie potrzebuje wiele, zwykle najbardziej potrzebuje świętego spokoju. A czy jest lepszy sposób na znalazienie spokoju niż wyjście do parku lub gdzieś za miasto w towarzystwie zdalnie sterowanego samolotu? Sądzimy, że nie. Dodatkowo, model Cessna 182 ARF EPP posiada pływaki, dzięki którym samolot będzie mógł lądować na wodzie. Czy może być lepszy sposób na spędzenie lata? ef3m.pl


46

S Z T U K A P R E Z E N TAC J E

Zuzanna Jankowska Popkultura, emocje i humor

Jej twórczość charakteryzuje graficzny realizm osadzony w geometrii. Zajmuje się grafiką warsztatową, komputerową oraz malarstwem. Nawiązując do popkultury, symboliki, emocji i przede wszystkim humoru, jej prace najczęściej przedstawiają wizerunki zwierząt, ludzi oraz rzeźb. Zuzanna w 2016 obroniła z wyróżnieniem tytuł magistra na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie na wydziale Grafiki, a także otrzymała prestiżową nagrodę jako finalistka konkursu o Nagrodę Artystyczną Siemensa.


S Z T U K A P R E Z E N TAC J E

Julia Borzucka Karierę chciałam poświęcić muzyce

Grafika to jej pasja od ponad roku, chociaż nigdy wcześniej nie myślała, że właśnie tym będzie się zajmować. Zainteresowanie sztuką co prawda towarzyszyło jej od zawsze, ale wolała raczej podziwiać prace innych, niż sama tworzyć. Marzyła o karierze muzycznej, a konkretniej grze na skrzypcach lub muzykologii. Jej ulubiony kompozytor to Brahms, ale czasami lubi posłuchać Radiohead. Kontuzja zniweczyła jej muzyczne plany, więc zaczęła tworzyć kolaże i rysować. Swoje prace publikowała głównie na Instagramie i Tumblerze raczej dla zabawy, ale z czasem przekształciło się to poniekąd w pracę. Tworzenie grafik, jak sama mówi, daje jej możliwość współpracy z wieloma inspirującymi osobami. W ten sposób wyraża swoje patrzenie na świat.

47


L I T E R AT U R A A R T Y K U Ł

48

Iwaszkiewicz

Miłość okryta tajemnicą Tekst i Foto: Wilk & Król Oficyna Wydawnicza

Wielkie uczucie, które wstrząsnęło życiem Jarosława Iwaszkiewicza u progu starości. Niedawno miała swoją premierę książka „Wszystko jak chcesz. O miłości Jarosława Iwaszkiewicza i Jerzego Błeszyńskiego”. Stawisko, niedziela 12 X [1958] Moje dziecko najdroższe, mój jedyny, mój kochany! I znowu skazani jesteśmy na korespondencję – i to na długi czas, podczas kiedy ta bajka mojego pobytu we wsi, którą wołają Pasieki, a piszą Alisin, dawała tylko cztery dni. Zauważ, że właściwie nigdy dłużej nie byliśmy razem, nawet cała „wyprawa” do Kopenhagi, łącznie z Boberkiem także trwała cztery dni. To okropny palec losu – kiedyś Ty już całe lato, czyli dwa miesiące był z nią… Moj złoty, mój kochany, musimy kiedyś – i to w najprędszym czasie spędzić gdzieś razem dwa lub trzy tygodnie – chyba mi to ofiarujesz kiedy, dobrze?

zaczynają się na odległości. Kochany, jeżeli Ci się ten medalionik podobał, to schowaj go sobie, zwłaszcza że tam jest moja fotografia – a ja dla Lilki kupię coś ładniejszego, co jej się będzie bardziej podobało (może zagranicą?) Te cztery, a właściwie trzy dni w chłopskiej chacie z tym widokiem i z ogródkiem, i te noce gwiaździste, i te drzewa wysokie – i moje tak gładkie poruszenie (płakałem wczoraj rano, zanim Hania przyjechała, jak dziecko) zostaną na zawsze w moim sercu, jak nowy paciorek w łańcuchu wspomnień tak bezcennych i tak intensywnych, związanych z Tobą.

Nie czekając na budowę Jurcina256! Może w górach, może w zimie kiedy. My się właściwie nie kłócimy, będąc razem, przy sobie – kłótnie

To było może nawet piękniejsze niż nocleg u Boberka – a w każdym razie równie intensywne. I tak mnie zadziwiło to, co napisałeś na tej


L I T E R AT U R A A R T Y K U Ł

fotografii, że ja „wyrzekłem” się Ciebie. Ja mogę gniewać się na Ciebie, mieć w sercu głęboki żal, może mnie do szaleństwa doprowadzać zazdrość (tak uzasadniona), ale nie mogę się Ciebie wyrzec, nie mogę dobrowolnie urwać tej nici, która nas łączy tak intensywnie i od tylu już lat. Oczywiście mogę robić Tobie te lub owe uwagi – których Ty nie znosisz – mogę mieć jakieś pretensje, mogę się czasem pogniewać – a przede wszystkim mogę mieć żal za rożne Twoje stanowiska (głownie za niemówienie mi całej prawdy, czasami w rzeczach najważniejszych) – ale nie mogę się „wyrzec” Ciebie, chociaż nie jesteś moim rodzonym synem, ale wszczepiony jak najgłębiej w sam rdzeń mojej istoty. Może to minie, może to przejdzie – na pewno przejdzie, ale tymczasem tak jest. Co do cierpliwego znoszenia uwag: powinieneś naprawdę nie brać ich do serca, czy są słuszne czy niesłuszne. Zirytowałeś się na biedną siostrę, kiedy Ci przypomniała godzinę spoczynku, a przecież miała rację. Robisz mi uwagi, chociaż jestem o tyle starszy, i ja je zawsze przyjmuję chętnym sercem, bo są słuszne. (Uwaga o „Choinkach”, uwaga o moim odczycie). Miałeś rację, że mi te uwagi zrobiłeś – pozwólże na to, że ktoś zrobi Tobie uwagę. Niecierpliwisz się, na przykład,, że Halina czy ja mówimy o Twojej ortografii. Oczywiście to wynika z Twojej nieuwagi (np. na fotografii napisałeś raz „wyżeka się”, a drugi raz dobrze „wyrzeka się”) – więc zwrócenie Ci na to uwagi da pewne rezultaty, a Twoje listy są także miło i wielokrotnie odczytywane – lepiej, żeby nie miały felerów. No, więc dosyć o tym. Przyjechaliśmy bardzo dobrze, tylko już od Błonia była mgła, ciemno i potworny ruch na szosie: krowy, baby, wózki dziecięce, wszystko waliło przed nami – aż wreszcie w Grodzisku przejechaliśmy czarnego kota! Szymek był tym bardzo zmartwiony. O 6 już byliśmy w domu, studiowałem moją korespondencję, która jest dość skomplikowana. Zastałem także w domu mnóstwo książek, między innymi dwa nowe tomy moich „Dzieł”. Chyba nie przysyłać Ci ich do Kruka? Co będziesz z nimi robił? Dzisiaj od rana znowu cudowny, letni dzień. Tak dobrze sobie wyobrażam teraz Ciebie, sanatorium i „Alisin”. Kwiatów w Stawisku mnóstwo; i na dworze, i u mnie na biurku. Cudowne świeże dalie… Hania wywiesiła na balkonie na słońce kostium, w którym wczoraj byłem u Ciebie, a że obok tego schnie jeszcze jakieś jej dessous, które wyprała, dokuczam jej, że wietrzy wszystkie rzeczy, do których dotykały się Twoje ręce. Bardzo się na mnie gniewa za takie żarty, ale się śmieje. Mimo wszystko widzę, że stara zakochała się, tak jest! Nic mi o rozmowie z Tobą nie mówiła, żadnych treści istotnych – tylko że tam to i owo, mniej więcej to, coś Ty mnie już obiecał. Myślę, że były tam rzeczy – w tej rozmowie – których ani Ty, ani ona mnie nie powtórzyliście. Oboje zresztą lubicie „nie mówić wszystkiego”. Jest to takie samo przekleństwo natury, jak „mówić wszystko” – co jest znowuż właściwością mojej natury. Nie wiem, czy zasmakujesz w lekturze tej książki, którą ona Tobie przywiozła. Ale zdaje mi się, że w ogóle mógłbyś więcej czytać. Chyba stan Twoich nerwów poprawił się po mojej wizycie, kiedy się przekonałeś, że Jarosław to jest Jarosław. I że w końcu zawsze na niego możesz liczyć. Mógłbyś może wyzyskać ten stan zdrowia i humoru na to, aby nie uczyć się, nie, ale jakoś systematyczniej

49

czytać, czy w ogóle czytać z pewnych dziedzin, czy znowuż coś z literatury, coś, co by Cię interesowało i o czym moglibyśmy mówić: Na przykład coś z tych książek, o których mówiłem w odczycie, Conrada np. – dowiedzieć się z nich, jak jest w tej Surabai. Uważam Cię za człowieka o dużej inteligencji i wielkiej wrażliwości, wszystko to jeszcze wymagałoby okrzesania, przed trzydziestką mógłbyś jeszcze bardzo dobrze uzupełnić luki Twojej wiedzy i erudycji. Oczywiście nie mówię tu o wiedzy technicznej, ale o humanistycznej. A propos wiedzy technicznej: narysuj plan „Jurcina”. Ja chcę, żeby na parterze było tak, a na pierwszym piętrze tylko pokój z balkonem na stronę jeziora – to chyba będzie wschód, nie? Garaż i składzik lepiej zrobić osobno zaraz od drogi, w dole – chociaż to zwiększy koszta, ale samochód trudno pchać pod gorę. Ja bardzo na serio myślę o tej budowie, chyba jak pójdzie „Balzac” na sceny, to można będzie to zrealizować, tak jak mówiłeś z żużlu na fundamencie ceglanym. Oczywiście wszystko bardzo skromne. Chciałbym trochę pomieszkać w tej miejscowości, która dla mnie już na zawsze połączyła się ze wspomnieniami Twojej dla mnie dobroci, oznak Twojego przywiązania – i tego połączenia smutku i szczęścia, jakie mi tak bardzo odpowiada. Chciałbym mieć tę chatę nad jeziorem – i żebyś tam czasem do mnie przyjeżdżał, i żebyśmy tam byli sami jak w Elzinie i bez niepotrzebnych koszmarów w oczach. Narysuj, narysuj – ten domek. Ja robię takie plany, jakbym miał żyć wiecznie – niestety moja aorta nie pozwala mi na takie plany, ale cóż to szkodzi? Będziemy zatem planowali najróżnorodniejsze rzeczy: przede wszystkim Jurcin, potem dwa tygodnie w lutym razem w górach, może w Bukowinie, chce mi się znowu bardzo w góry po przeczytaniu „Roży bez kolców” – a na wiosnę musimy się machnąć razem na dłużej zagranicę. To absolutnie, musimy się zdobyć na tyle energii, aby to przeprowadzić. Będziesz mi pomagał. Kiedy będziesz miał już swój cel w ręku – to nie tak się będziesz bał wyjeżdżać ze mną. Ma do mnie przyjechać zaraz jakiś nudny pan, którego nie widziałem ze 12 lat, skoro zapowiedział swoją wizytę, to na pewno nie darmo, musi mieć jakiś interes do mnie. W środę się stelefonujemy, z moim wyjazdem jeszcze nic nie wiadomo, bo mnie nie bardzo chcą puścić do Włoch „ze względów prestiżowych” – ale myślę, że mi się to jakoś ułoży – jak nie do Włoch to do Niemiec i Paryża. Oczywiście o przebiegu przygotowań do wyjazdu będę Cię zawiadamiał. Dziś dzwoniłem do Stryjk[owskiego] i przekazałem mu pozdrowienia od Ciebie. Pali się on do wycieczki do Gostynina – i ma o wszystkim bardzo naiwne pojęcie. Muszę się jeszcze kiedyś z Tobą urżnąć i niektóre kwestie wyjaśnić „pod muchą”, bo na trzeźwo to trudno. Całuję Cię mocno i po wiele razy, w oczy i w czoło moje ukochane, możesz sobie wyobrazić,co czuję, właściwie mówiąc, w środku. Przeniósłbym się na stałe do Elzina – do Elzium – całuję – J.


LIFEST YLE ART YKUŁ

50

NAJLEPSZE TOWARZYSTWO

Marcin Domański (Stara Baba Tattoo)

Wkrótce w Warszawie... Tekst: materiały promocyjne | Fotografia: Adam Wilkoszarski

Towarzystwo Handlowe to stworzona w 2017 roku w Warszawie inicjatywa skupiająca marki, które określić można mianem “rzemieślniczych”. Do udziału w projekcie zostali zaproszeni projektanci i twórcy wykorzystujący tradycyjne, pracochłonne metody wytwarzania produktów i usług. Członków Towarzystwa Handlowego łączy zamiłowanie do naturalnych materiałów i bezpretensjonalnych form. Wszyscy spotkamy się 13 maja w Warszawie w Forcie Mokotów.

Magdalena Błeńska i Piotr Błeński (Nautilo)


LIFEST YLE ART YKUĹ

51

Zosia Lubianiec (Edward)

towarzystwohandlowe.pl | fb/towarzystwohandlowe


L I T E R AT U R A A R T Y K U Ł

52

Kapitan Żbik

W kręgu powieści milicyjnej Tekst: Mateusz Szlachtycz | Foto: Max Suski | Ilustracje: materiały promocyjne

Kto był największym i najlepszym supermilicjantem okresu PRL-u? Oczywiście nikt inny jak komiksowy „Kapitan Żbik”. Swoją premierę miała niedawno książka „Kapitan Żbik. Portret pamięciowy”, w której autor w dowcipny sposób opowiada o okolicznościach powstania serii w roku 1968, jej złotym okresie w latach 70-tych, oraz wydarzeniach towarzyszących jej zamknięciu w roku 1982. A oto jej fragment.a oto jej fragment.

Od drugiej połowy lat pięćdziesiątych przed ludźmi pióra zaczęły się otwierać nowe możliwości. W rezultacie politycznej odwilży po roku 1956 władze zezwoliły na wydawanie kryminałów, a raczej przestały tego zabraniać. Do tej pory oficjalna narracja bardzo niechętnie przyznawała się do istnienia w Polsce jakichkolwiek patologii w zdrowej tkance socjalistycznego społeczeństwa.Wyjątkami były powieści i filmy sensacyjno‑szpiegowskie demaskujące działalność obcych agentów. Pierwszymi sygnałami odwilżowych roztopów stały się filmy dokumentalne opisujące ludzi z marginesu społecznego (zwane czarną serią polskiego dokumentu) oraz powieści Marka Hłaski czy Leopolda Tyrmanda, na przykład Zły (1955).

Soczysty, by nie rzec, komiksowo przestylizowany obraz Warszawy wczesnych lat pięćdziesiątych w Złym znacznie odbiegał od dotychczasowego, oficjalnego wizerunku stolicy. Tyrmand odważył się ukazać mroczną stronę miasta: gangsterów, upadłe kobiety, zakazane spelunki etc. Oczywiście nie mogło tu zabraknąć pozytywnej przeciwwagi w osobie porucznika Komendy Stołecznej MO Michała Dziarskiego. Zatem rok 1956 przyjmujemy jako narodziny endemicznego gatunku powieści kryminalnej: powieści milicyjnej. To wtedy wydawnictwo Iskry uruchomiło pierwszą kryminalną serię książkową „Klub Srebrnego Klucza” (łącznie około 200 tytułów), wkrótce potem


L I T E R AT U R A A R T Y K U Ł

wydawnictwo Czytelnik stworzyło serię kryminalną z jamnikiem (ponad 200 tytułów), a Ministerstwo Obrony Narodowej zainicjowało powstanie serii „Labirynt” (ponad 140 tytułów). Obok polskich autorów publikowano klasyczny kryminał amerykański i angielski. W latach siedemdziesiątych kryminalną ofertę wydawniczą poszerzyła Krajowa Agencja Wydawnicza, tworząc swoją tzw. różową serię (95 tytułów). Część intelektualnych elit traktowała wtedy uprawianie twórczości popularnej za niegodną szanującego się artysty, niektórzy widzieli w tym wręcz formę kolaboracji z reżimową władzą. Ofiarą środowiskowej anatemy stał się choćby Stanisław Bareja. W proteście przeciw nadmiernemu schlebianiu gustowi widowni masowej Kazimierz Kutz stworzył słynny neologizm „bareizm”. (Notabene to Stanisław Bareja zrealizował pierwszy polski powojenny kryminalny film kinowy Dotknięcie nocy, 1961). Zatem wielu szanowanych pisarzy tworzących powieści milicyjne z czysto merkantylnych powodów ukryło się pod pseudonimami. (I tak Andrzej Szypulski i Zbigniew Safjan przyjęli pseudonim Andrzej Zbych, Maciej Słomczyński powołał do życia Joe Alexa, Tadeusz Kwiatkowski publikował kryminały jako Noel Randon, natomiast Andrzej Szczypiorski podpisywał się Maurice S. Andrews). W roku 1968 ogłoszono konkurs na powieść milicyjną. W nagrodzonej Akcji „Chirurg” czytamy: „Talent gawędziarski majora MO Władysława Krupki powołał do życia tę książkę, za co składają mu podziękowanie autorzy” (czyli Barbara Nawrocka i Ryszard Doński). Tenże Doński napisał potem scenariusz zeszytu przygód Żbika Śledzić fiata 03‑17 WE (1970).

53

„Wspólnie z wydawnictwami, przede wszystkim z Iskrami i Krajową Agencją Wydawniczą, organizowaliśmy konkursy literackie na książki o tematyce kryminalnej, w których brało udział od trzydziestu do pięćdziesięciu osób. Tak między innymi powstała popularna seria »Ewa wzywa 07«. To pomogło wielu z tych osób przetrwać między innymi trudny okres materialny. Z TVP uruchomiliśmy program cykliczny pod tytułem Kontakty, który prowadził między innymi pan Wierzyński. Zainicjowaliśmy zrealizowanie kilku filmów o tematyce kryminalnej, między innymi: Tylko umarły odpowie, Brylanty pani Zuzi, Co jest w człowieku w środku, Pies Cywil, 07 zgłoś się”.


54

F E L I E TO N

Dochód podstawowy, czyli Rozkminki z Lektyki Tekst i Zdjęcie: Joasia Gąska

Ergonomia to dziedzina wiedzy, która zajmuje się dostosowywaniem różnych rzeczy do możliwości psychofizycznych ludzi. Żeby zrozumieć to pojęcie, należy wyobrazić sobie krzesło biurowe oraz lektykę. Czy mądrzejsze rzeczy ludzie wymyślili cierpiąc na odcinku lędźwiowym kręgosłupa usadzeni 8 godzin w absurdzie krzesła biurowego, czy też ułożeni swobodnie w lektykach? Otóż, antyczni filozofowie znani z wyważonych sądów z dużym prawdopodobieństwem nie psuli sobie zdrowia wciśnięci w biurowe krzesła.

N

ie wiem, czy w ogóle istnieje coś mniej ergonomicznego niż praca, rozumiana w taki sposób, w jaki ją sobie uwiązaliśmy u szyi. Wydaje mi się zresztą, że już wszyscy to na jakimś poziomie zarejestrowali. Chodziliśmy w końcu na te uniwersytety, uczyliśmy się lat z grubsza siedemnaście i nie do końca nam się podoba, gdy próbuje się nas traktować, jak w filmie „Idiokracja”, gdzie szczytem rozwoju osobistego było dopasowanie klocka w kształcie trójkąta do trójkątnego otworu. A często mniej więcej tym polega dostępna na rynku praca. Na przestrzeni ostatnich lat w ramach rozwoju internetu okazało się też przypadkiem, że ludzie mają wielką potrzebę ekspresji, wytwarzają rzeczy, bo lubią i wcale ich aż tak bardzo nie interesuje, czy ktoś to kupi, czy nie. Wystarczy zerknąć na stronę Boredpanda, żeby uświadomić sobie istnienie milionów hobbystów dochodzących do zaskakującej perfekcji w zupełnie niestandardowych dziedzinach. (jak na przykład rzeźbienie miniatur katedr w graficie ołówka, czy malowanie powiek we wzory pochodzące z japońskich drzeworytów). Ci ludzie niekoniecznie marzą o pisaniu mejli do osób, z którymi trzeba się wykłócać o pisanie mejli. Nie interesują ich obce umysłowe PMS-y.

(na przestrzeni lat około 20). Możliwości zdobywania żetonów na jedzenie dla ludzi będzie zatem coraz mniej. Z punktu widzenia potężnego CEO wielkiej korporacji roboty to w końcu wymarzeni ludzie. Nie mają uczuć, nie chorują, nie męczą się po 3 godzinach i właściwie nie popełniają wynikających ze znużenia błędów. Problem jest spory - na pewno zauważyliście polityczne tornado, które przetacza się przez świat. Graficznie, ale i programowo najlepiej oddaje jego charakter reprezentacja wyprostowanego środkowego palca. Możni tego świata debatują więc, co tu zrobić z poddanymi, którzy odkryli, że mają wiecznie odrętwiały odcinek lędźwiowy kręgosłupa oraz mózgi funkcjonujące na obraz i podobieństwo aplikacji. Bill Gates debatuje, Elon Musk debatuje, Justin Trudeau debatuje, Emanuel Macron debatuje, rząd Szwajcarii również, w Finlandii też się zastanawiają. Nawet Mateusz Morawiecki o tym myśli. Nie ma rady, trzeba będzie płacić ludziom za oddychanie. Bezwarunkowy Dochód Podstawowy (Universal Basic Income) wydaje się jedynym możliwym rozwiązaniem tego pata, jeżeli wciąż chcemy dumnie się określać mianem cywilizacji, która za jedno ze swoich największych osiągnięć uważa popularny termin publicystyczny „humanizm”.

Według różnych statystycznych danych pracownik polski pracuje wydajnie od 0,5 do 3 godzin dziennie. Bo nie lubi pisać mejli. Bo mało mu płacą. Bo wie, że to, co robi jest bez sensu. Bo przełożeni wytrenowani na głupim wzorcu, że od władzy nie ma nic zabawniejszego, pielęgnują folwarczne stosunki międzyludzkie. Bo człowiek z przyczyn fizjologicznych może być optymalnie skupiony przez maksymalnie 3 godziny.

Niektórzy przecierają oczy. Ale jak to tak, świat bez wyalienowanej pracy, bez duchowego niewolnictwa? Toż, to niemożliwe. W obliczu postępu zawsze znajdą się jednak jacyś reakcjoniści, osoby z wbudowaną w głowę klatką, przez której pręty widać jedynie wycinek. Kto będzie pracował na te żetony dla ludzi? Pytają oni z ironicznym uśmieszkiem, niepomni istnienia zjawiska nazywanego wnioskowaniem. Odpowiedź jest prosta i zawiera się w samej istocie problemu. Roboty będą pracowały i zarabiały, a my będziemy oddawać się leżeniu w lektyce lub rzeźbieniu w graficie ołówka, bo tak jest dla nas bardziej ergonomicznie. A ergonomia to królowa nauk.

To jedna tendencja. Druga tendencja jest taka, że podobno prace nieszczególnie skomplikowane już niedługo będą za nas wykonywać roboty


HIRO 55  

Polish culture magazine.

HIRO 55  

Polish culture magazine.

Advertisement