Issuu on Google+

............................................................................................................................................................................. INDEKS 377325 • ISSN 0137-222X

7-8

lipiec-sierpień 2010 cena 12 zł (w tym 0% vat) |

FromBork

– miasTo pod wzGÓrzem Opowieść o mieście, w którym żył i umarł Mikoaj Kopernik (ss. 6-13)

ŻaBia doLa Wakacyjny temat: żaby w literaturze, tradycji i sztuce (ss. 20-25)

kuŹnice Znane turystyczne miejsce po rewaloryzacji dawnego zespołu dworsko-parkowego (ss. 36-38)

zaczarowane dŹwiĘki Historia szczęśliwie odnalezionego obrazu z kolekcji Leopolda Kronenberga (ss. 53-57) 9 77 0 1 3 7 2 2 2 9 0 3

08


| Spotkania z Zabytkami

|

7-8 2010

Spis treści

............................................................................................................................................

■6

Frombork i jego osobliwości Andrzej Rzempołuch

■ 14 Witraże malborskiego zamku Monika Nowakowska

■ 20 Żabia dola

Jarosław Komorowski

■ 26 Wokół jednego zabytku: Kopiec Kościuszki PioTr Hapanowicz

■2

„Spotkania” z... fachowcami

■3

przeglądy, poglądy

■ 28

Spotkanie z książką: Kazimierza Stronczyńskiego inwentaryzacja zabytków w Królestwie Polskim

■ 51

................................................................................................................................

■ 53

spotkania na wschodzie JaroSŁaw KoMorowSki

zabytki w krajobrazie

Sensacyjny powrót obrazu ze zbiorów Leopolda Kronenberga WoJciEcH PrzYBYSzEwSki

. . . . . . . . . . . ...................................................................................................... . . . . . . . . . . . . . . .

Pałac Bułhaków w Dobośni

KrzYSztoF SpaŁEk

zbiory i zbieracze

. . . . . . . . . . . ...................................................................................................... . . . . . . . . . . . . . . .

■ 29

Akcja cmentarze: Zabytkowy kirkut w Białej

■ 57

Srebra z kolekcji Jürgena Gromka

■ 58

Spotkanie z książką: Znaki na srebrze – czwarta edycja

z wizytą w muzeum

. . . . . . . . . . . ...................................................................................................... . . . . . . . . . . . . . . .

Dwa nagrobki w Drobinie – dzieło mistrza i jego naśladowców

................................................................................................................................

■ 59

Mazowsze – kraina młodości Chopina

■ 36

Zabytkowe Kuźnice

■ 61

Spotkanie z książką: Wawel

■ 39

Akcja cmentarze: Anioł Michała Kamieńskiego na cmentarzu w Ozorkowie

■ 62

Porcelanowe skarby

■ 32

Iwona JESionowSka, PawEŁ TYSzka StaniSŁaw GrzElacHowSki

MiroSŁaw PiSarkiEwicz

■ 40

Akcja drewno: Cerkiew w Łosince

■ 42

Kraina Domów Przysłupowych

■ 45

Spotkanie z książką: Przewodnik dla dzieci i rodziców

■ 46 ■ 48

JErzY SaMUSik

MicHaŁ WoŹniak

KrzYSztoF MordYŃSki

Dorota GaBrYŚ

z zagranicy

................................................................................................................................

■ 63

Kartka z historii. Na ratunek Abu Simbel KrYStYna SŁoMka

rozmaitości

................................................................................................................................

■ 64

Krewni Chopina w Łańcucie

Budowle z rudy darniowej na Śląsku Opolskim

■ 66

Sekretarzyk z Wrocławia

Kapliczki, figury przydrożne i krzyże w Beskidzie Sądeckim

■ 68

Akcja zabytki poprzemysłowe: Warsztaty Archeologii Przemysłowej

■ 69

Wiedzieć więcej

KrzYSztoF SpaŁEk

Maria JaworSka-MicHaŁowSka

Marta PatErak

Witold Szlęzak

...


Od Redakcji

MiESięcznik popUlarnonaUkowY

........................................................................................................................................................................................................ 7-8 (281-282) XXXIV Warszawa 2010 ADRES REDAKCJI 00-590 Warszawa, ul. Marszałkowska 4 lok. 4 tel./fax 22 622-46-63 e-mail: redakcja@spotkania-z-zabytkami.pl http:// www.spotkania-z-zabytkami.pl

REDAKCJA Wojciech Przybyszewski redaktor naczelny

Lidia Bruszewska

zastępca redaktora naczelnego

Ewa A. Kamińska sekretarz redakcji

Jarosław Komorowski Piotr Berezowski opracowanie graficzne

WSPÓŁPRACOWNICY Stanisław Grzelachowski Monika Nowakowska Janusz Sujecki Tomasz Urzykowski Hanna Widacka Wanda Załęska RADA REDAKCYJNA prof. dr hab. Andrzej Tomaszewski

........................................

(przewodniczący)

dr hab. Dorota Folga-Januszewska dr Dominik Jagiełło prof. dr hab. Stanisław Januszewski dr hab. inż. arch. Robert M. Kunkel prof. dr hab. Małgorzata Omilanowska prof. dr hab. Maria Poprzęcka prof. dr hab. Jacek Purchla prof. dr hab. Andrzej Rottermund prof. dr hab. Bogumiła Rouba mgr Andrzej Sołtan dr Marian Sołtysiak dr hab. inż. Bogusław Szmygin WYDAWCA

00-590 Warszawa, ul. Marszałkowska 4 lok. 4 tel. 22 353 83 30, fax 22 353 83 31 e-mail: fundacja@fundacja-hereditas.pl http:// www.fundacja-hereditas.pl Redakcja zastrzega sobie prawo wprowadzania zmian i skrótów w materiałach przeznaczonych do publikacji oraz publikowania wybranych artykułów w wersji elektronicznej. Materiałów niezamówionych redakcja nie zwraca. Za treść reklam i ogłoszeń redakcja nie odpowiada. Nakład: 6000 egz.

J

ak podała pod koniec czerwca br. Polska Agencja Prasowa, powołując się na lokalne węgierskie media, w tym jeden z najpopularniejszych portali internetowych index.hu: „Deszcz żab spadł w miejscowości Rakoczifalva, 100 km na wschód od Budapesztu. − Bardzo się przestraszyłam, gdy zobaczyłam, że w mój parasol zaczęły uderzać spadające z nieba żaby − powiedziała portalowi mieszkanka Rakoczifalvy, która doświadczyła tego nietypowego fenomenu. − Nie lubię tych stworzeń, więc czym prędzej schroniłam się pod wiatą przystanku autobusowego. Nigdy wcześniej nie widziałam czegoś podobnego − dodała. Dwie inne osoby potwierdziły, że również były świadkami tego zjawiska. [...] Według ekspertów – czytamy dalej w PAP-owskiej informacji – za fenomen spadających z nieba zwierząt mogą odpowiadać trąby wodne, czyli tworzące się na skutek silnego wiatru małe trąby powietrzne przechodzące nad zbiornikami wodnymi. Są one w stanie wznieść na dużą wysokość niewielkie przedmioty, rośliny lub zwierzęta, np. żaby, pająki lub ryby, które podczas burzy opadają na ziemię. Sądzi się też, że zwierzęta mogą być przenoszone przez formujące się gęste i rozbudowane pionowo chmury deszczowe cumulonimbus, w których występują silne prądy wznoszące”. A tak się złożyło, że „nad Węgrami w ostatnich tygodniach przeszły liczne silne burze”. Dzięki podanej wiadomości wiemy już przynajmniej, co oznacza powiedzenie „prało z nieba żabami”, używane niekiedy dla określenia intensywnego, nękającego deszczu. Pamiętając o niedawnych anomaliach pogody także i u nas oraz nie zapominając, że przed nami jeszcze kawał, miejmy nadzieję pięknego, słonecznego lata – w tym numerze polecamy szczególnie artykuł właśnie na temat... żab, ich miejsca w literaturze, tradycji i sztuce (Żabia dola, ss. 20-25), napisany przez naszego redakcyjnego kolegę Jarosława Komorowskiego. Do Fromborka, miasta Kopernika, ale nie tylko (Frombork i jego osobliwości, ss. 6-13) – zaprasza Andrzej Rzempołuch, znawca zabytków Warmii i Mazur. Stamtąd niedaleko do Malborka, w którym pobrzmiewa jeszcze echo niedawnego oblężenia zamku – echo bitewnego zgiełku potykających się rycerzy, echo odgłosów walki, jazgotu oręża oraz wrzawy licznie przybyłej do miasta gawiedzi. Rocznicowa gala wszak zobowiązuje – obchody Roku Grunwaldzkiego na Zamku w Malborku jeszcze się nie zakończyły. Może więc warto choć na chwilę zatrzymać się w tym miejscu i odwiedzić wystawę malborskich witraży, po której chętnych oprowadzi Monika Nowakowska (Witraże malborskiego zamku, ss. 14-19). Lato w pełni. Czas ruszyć w Polskę!

NA OKŁADCE: Frombork – katedra i fragment miasta (zob. artykuł na ss. 6-13). (fot. Stanisław Kuprjaniuk)

Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

3


........................................................................................................................................................................................................

„Spotkania” z...

fachowcami

........................................................................................................................................................................................................ Ochrona zabytków zawsze miała wymiar europejski, obecnie dotyczy to też kształcenia kadr konserwatorskich. Bacznie śledzimy wszelkie zmiany w tym zakresie, dlatego redakcja naszego czasopisma przeprowadziła wywiad z profesorem Pawłem Zalewskim z Wydziału Kulturoznawstwa Uniwersytetu Europejskiego Viadrina we Frankfurcie nad Odrą, kierownikiem studiów drugiego stopnia „Ochrona Europejskich Dóbr Kultury”. ▶ Panie Profesorze, czy może nam Pan opowiedzieć o kierunku studiów, które Pan prowadzi? − Nasze studia podyplomowe powstały już 11 lat temu z myślą o tradycyjnie wykwalifikowanych fachowcach reprezentujących szeroko pojętą branżę ochrony zabytków (archeologowie, architekci, historycy sztuki, konserwatorzy oraz przedstawiciele innych kierunków humanistycznych). Naszym celem jest transfer metod menedżerskich, prawno-organizacyjnych, medialnych i  dziennikarskich na potrzeby ochrony zabytków. To, na ile nasze działania konserwatorskie zyskają dzisiaj i w przyszłości akceptację społeczną, jak również wsparcie polityczne oraz finansowe, jest w epoce tzw. społeczeństwa informacyjnego zależne od sprawnego zarządzania projektami, marketingu i dobrej prasy. „Informacja i gwar”, jak pisał już trzydzieści lat temu Aleksander Wallis, zmieniają społeczeństwo, a od czasów upowszechnienia się internetu i forów społecznych zmiany te i strategie komunikacji wiedzy osiągnęły nowy etap. Propagowany przez nas nowy kierunek myślenia i  działania marketingowo-informacyjnego stwarza wspaniałe możliwości, aby za pomocą projektów edukacyjnych krzewić wiedzę o historii kultury oraz podnosić świadomość wartości świadectw historii. Jednocześnie bardzo profesjonalna i ekspansywna konkurencja wszelkich innych tematów medialnych stwarza niemal absolutną konieczność efektywniejszej komunikacji wlasnych informacji nowymi drogami (audio, video, online-media, itd.). ▶ Czy oznacza to, że studia na kierunku „Ochrona Europejskich Dóbr Kultury” mają na celu kształcenie filmowców? − Nie, gdyby nawet było to naszym celem, nie byłoby to możliwe w tak krótkim cyklu kształcenia, choć jesteśmy jedyną katedrą ochrony zabytków w Niemczech, która współpracuje z redakcjami radiowymi i telewizyjnymi oraz z największą szkołą dziennikarską z Berlina. Chodzi nam przede wszystkim o kwalifikacje menedżerskie i marketingowe naszych studentów i absolwentów, które pozwolą np. historykowi sztuki, zarówno prowadzącemu własną działalność kuratorską lub edukacyjną, jak i realizującemu projekty dla większych instytucji, sporządzić systematyczny i skuteczny plan swoich działań. Ważne są przy tym kwestie budowania kontaktów i  przekonywania potencjalnych sponsorów (networking, fundraising), jak również precyzyjna analiza zainteresowanych grup społecznych. Staramy się, aby pomysły sprawdzone i uzgodnione w trakcie studiów z wieloma partnerami stały się zaczątkiem własnej działalności. Dla autorów najlepszych projektów przewidziane są nawet stypendia na uruchomienie własnej działalności po zakończeniu studiów. Nasi absolwenci znakomicie radzą sobie na niemieckim rynku pracy. ▶ Czy w  tym menedżersko ukierunkowanym programie jest jeszcze miejsce na tradycyjne kwestie konserwatorskie? − Jak najbardziej. Zwracając się z naszą ofertą równocześnie do specjalistów z wielu branż, chcemy, aby rozumieli oni wzajemnie swoje

4

| Spotkania z Zabytkami

7-8 2010

warsztaty pracy. Dlatego też oferujemy zajęcia z przedmiotów wprowadzających w podstawy historii, teorii i praktyki konserwatorskiej, rewitalizacji miast, archeologii, jak również konserwacji dzieł sztuki i muzealnictwa. Ważne są przy tym dwa aspekty: ścisły związek z praktyką oraz wgląd w inne europejskie systemy ochrony zabytków. Pierwszy cel osiągamy przez współpracę z licznymi urzędami konserwacji zabytków, z federalnymi fundacjami i renomowanymi instytucjami muzealnymi głównie w Berlinie i w Poczdamie. Drugi cel jest realizowany przy udziale wykładowców-praktyków pochodzących z Austrii, Francji, Rumunii, Wielkiej Brytanii oraz oczywiście z Niemiec i z Polski. Regularnie wykłada u nas były dyrektor Centrum Światowego Dziedzictwa UNESCO, które mieści się w Paryżu. ▶ Na ile interesujące mogą być te studia dla kandydatów z Polski? − Prowadzimy wszystkie zajęcia w języku niemieckim lub też – w niewielkim zakresie – w angielskim. Dobra znajomość niemieckiego jest niezbędna. Korzystny, niestacjonarny tryb kształcenia (7 dwutygodniowych bloków rozłożonych na 4 semestry oraz e-learning) pozwolił na ukończenie naszych studiów nie tylko Niemcom i Polakom, lecz również Austriakom, Francuzom, Grekom, Holendrom, Rumunom, Słoweńcom, Węgrom, a nawet jednej Koreance. Tym bardziej jesteśmy otwarci na nowych kandydatów z  Polski. Predestynuje nas do tego już samo położenie geograficzne, gdzieś między Berlinem, Poczdamem i Dreznem a Szczecinem, Poznaniem i Wrocławiem. Podróż z Warszawy do Frankfurtu nad Odrą zajmuje pociągiem jedynie 4 godziny. Uniwersytet Europejski Viadrina jest też miejscem intensywnych studiów mających na celu kreowanie wielobranżowych kontaktów między wschodnią i zachodnią częścią Unii Europejskiej, dlatego można tu spotkać nadzwyczaj wielu „polonofilów”, poczynając od samego Guntera Pleugera, rektora uczelni. Nasze biura, sale komputerowe, studia medialne i zasoby biblioteczne znajdują się w większości po polskiej stronie granicy w  reprezentatywnym Collegium Polonicum, prowadzonym wspólnie z Uniwersytetem Adama Mickiewicza w Poznaniu. Również w Słubicach dysponujemy znakomitą bazą noclegową z akademikami w przystępnej cenie, zamieszkanymi przez wielonarodową grupę studentów. Nasze studia są jednak płatne − opłata semestralna wynosi około 550 euro. ▶ Czy jest Pan zainteresowany współpracą z różnymi instytucjami w Polsce? − Jak najbardziej! W przyszłych latach widzimy nasze studia jako platformę wymiany doświadczeń i wspólnych projektów między Niemcami a Polską lub nawet w szerszym zakresie. ▶ Dziękujemy za rozmowę.


PRZEGLĄDY, POGLĄDY

Przeglądy, poglądy

......................................................................................................................... DREWNIANE SKARBY

Stowarzyszenie „Pro Carpathia” realizuje międzynarodowy projekt „Skarby w drewnie ukryte” – polsko-norweska wymiana doświadczeń w  dziedzinie konserwacji i promocji dziedzictwa kulturowego. Realizacja projektu potrwa do 30 września 2011 r., a  w  przedsięwzięcie zaangażowane jest także norweskie miasto Røros oraz wiele instytucji i wybitnych ekspertów ze świata kultury i sztuki. Obecnie w Europie przetrwały cztery wyróżniające się grupy cennych architekto-

nicznie drewnianych świątyń. Pierwszą i  najstarszą reprezentuje zespół norweskich kościołów klepkowych (stavkirke) z  X-XIV w. Kolejna − to świątynie konstrukcji zrębowej, zlokalizowane w  Małopolsce i na Podkarpaciu, z których najstarsze obiekty datuje się na XIV w. Jej uzupełnieniem jest grupa drewnianych cerkwi i  kościołów po drugiej stronie Karpat, na Słowacji. Czwarty zespół stanowią cerkwie unickie z  XVII-XVIII w., znajdujące się na terenie rumuńskiego Marmaroszu. Tak sklasyfikowane dziedzictwo jest bardzo zróżnicowane pod względem poziomu technicznego, stanu zachowania, atrakcyjności i  stosunku społeczności do jego utrzymania i kontynuacji tradycji „kultury drewna”. Największe doświadczenia związane z konserwacją drewnianych świątyń mają specjaliści norwescy. Standardy ochrony kościołów klepkowych przed czynnikami zniszczenia są tam uważane za modelowe w  skali europejskiej. Z  kolei w  Europie Środkowej dostrzega się proces zatracania związku lokalnych społeczności z  historyczną architekturą, a  tym samym destrukcję obiektów i niski poziom rozwoju technik konserwatorskich, co wpływa na nikłe możliwości promowania turystyki kulturowej w tym regionie.

JUBILEUSZ MUZEUM HISTORYCZNEGO MIASTA GDAŃSKA

Muzeum Historyczne Miasta Gdańska obchodzi w tym roku 40-lecie swego istnienia; uroczystości jubileuszowe odbyły się 6-7 maja w  Dworze Artusa. Muzeum to zostało powołane w  1970 r. Tworzona od podstaw instytucja, gromadząca zbiory dokumentujące dzieje miasta, nie miała zaplecza muzealnego, tj. pracowni merytorycznych i  magazynów zbiorów. Brakowało sali oświatowo-audiowizualnej, pomieszczeń do przygotowywania wystaw oraz pracowni technicznej. Pomimo tych trudności muzeum rozwijało się: przybywały nowe eksponaty, organizowano wystawy, nierzadko zagraniczne, publikowano katalogi wystaw i inne prace, organizowano sympozja i odczyty, rozszerzano współpracę z  placówkami tego typu. Przygotowywano wnętrza swojej siedziby – Ratusza Głównego Miasta do spotkań delegacji rządowych i zagranicznych, goszczących w  Gdańsku, współorganizowano koncerty i  przedstawienia teatralne. W  efekcie starań dyrekcji muzeum włączono do muzealnego zasobu posiadania gmachy należące do najsłynniejszych zabytków gdańskiej architektury świeckiej, ale o różnym stanie zachowania. Na muzeum spoczął obowiązek dokończenia ich odbudowy, rewaloryzacji oraz dostosowaWraz z Podkarpackim Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków wybrano dziewięć świątyń znajdujących się na dziewięciu trasach Szlaku Architektury Drewnianej na Podkarpaciu. Kościoły w  Iwoniczu Zdroju, Soninie, Gawłuszowicach i  Łękach Górnych oraz obecne i  dawne cerkwie w Czerteżu, Liskowatem, Pielgrzymce, Miękiszu Starym i  Nowym Bruśnie staną się przedmiotem prac inwentaryzacyjnych polsko-norweskich zespołów. Planowane są również badania dendrochronologiczne oraz wykonanie wizualizacji pierwotnego wyglądu przebudowanych zabytków. Zebrane dokumenty będą podstawą do stworzenia Białej Księgi Dziedzictwa Historycznego, zawierającej dane do opracowania eksperckich planów konserwacji i  renowacji zabytków. Kolejna publikacja − to Zielona Księga Dziedzictwa Historycznego, prezentująca

nia do muzealnych funkcji. Intensywne remonty i prace budowlano-konserwatorskie stały się nieodzownym elementem muzealnej rzeczywistości. Obecnie Muzeum Historyczne Miasta Gdańska ma następujące oddziały: Ratusz Głównego Miasta – główna siedziba muzeum, Dwór Artusa, Sień Gdańska, Dom Uphagena, Twierdza w Wisłoujściu, Wartownia nr 1 na Westerplatte, Muzeum Bursztynu, Muzeum Zegarów Wieżowych, Muzeum Poczty Polskiej. Ważnym niedawnym wydarzeniem w Muzeum Historycznym Miasta Gdańska była uroczystość odsłonięcia w  Wielkiej Hali Dworu Artusa zrekonstruowanego herbu Gdańska. Zaginiony oryginał pochodził z  końca XVI w. i  tworzył wraz z  herbem Polski zestaw heraldyczny ściśle związany z  protokołem dyplomatycznym Gdańska. Wykonawcą rekonstrukcji jest Stanisław Wyrostek – autor najwyższej klasy rekonstrukcji zaginionych dzieł rzeźbiarskich. W najbliższym czasie planowane jest wykonanie Wielkiego Herbu Polski z Aniołami na podstawie zachowanej dokumentacji fotograficznej zaginionego zabytku. modelowe rozwiązania konserwatorskie w  wybranych obiektach. Projekt zwieńczy wydanie Katalogu drewnianej architektury sakralnej z obszaru Podkarpacia.

..................................................... RENESANSOWY DWÓR W PODDĘBICACH

Jest to jeden z najciekawszych renesansowych zabytków świeckich centralnej Polski. Wzniesiony został w  pierwszej połowie XVII w. (jego budowę rozpoczęto w  1610 r. dla Zygmunta Grudzińskiego, wojewody rawskiego, ówczesnego dziedzica Poddębic) i  swoim stylem nawiązuje do małopolskich dworów epoki Odrodzenia, inspirowanych włoskimi willami. Kilkakrotnie przebudowywany przez kolejnych właścicieli, m.in. Barbarę Sanguszkową w 1773 r. i Napoleona Zakrzewskiego w 1873 r., odzyskał pierwotny

Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

5


PRZEGLĄDY, POGLĄDY

kształt dzięki pracom renowacyjnym przeprowadzonym w  latach 1949-1957. Odsłonięto wówczas zamurowaną pod koniec XVIII stulecia piękną renesansową loggię. Z  kolei ostatni remont dworu i  związane z  nim prace badawcze, przeprowadzone w  1980 r., ujawniły fre-

ski na sklepieniu kaplicy, wchodzącej w skład pierwotnego dworskiego założenia, przedstawiające postacie świętych. Malowidła pochodzą z  drugiej połowy XVII w. i razem ze stiukową, późnorenesansową dekoracją sklepienia składają się na interesujący wystrój kaplicy. Ponieważ od ostatniego remontu upłynęło 30 lat, dwór wymaga dziś kolejnej rewi-

PROGRAM OBCHODÓW 600. ROCZNICY BITWY POD GRUNWALDEM W MUZEUM NARODOWYM W WARSZAWIE

talizacji – zarówno fasady, jak i wnętrza. Dlatego właściciel dworu, Urząd Miejski w  Poddębicach, planuje rozpocząć pod koniec 2010 r. kompleksową rewitalizację renesansowego dworu oraz przebudowę otaczającego go parku i  bulwaru spacerowego nad Nerem; w ramach inwestycji na bazie istniejącego kompleksu pałacowo-parkowego utworzony zostanie Ogród Zmysłów – fundusze na ten cel pochodzą z  Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Łódzkiego na lata 2007-2011 (7 mln zł), resztę potrzebnej kwoty planuje się pozyskać również ze środków unijnych, gdyż koszt całego przedsięwzięcia oszacowano na 20,5 mln zł. Do czasu rozpoczęcia remontu we  dworze można oglądać wystawę „Pradziejowe znaleziska archeologiczne z  okolic Poddębic”, zrealizowaną we  współpracy z  Instytutem Archeologii Uniwersytetu Łódzkiego. Zgromadzono na niej eksponaty pochodzące z okresu od IV do XIV w. p.n.e. Ekspozycja ta zapowiada docelowe utworzenie Muzeum Ziemi Poddębickiej przez Urząd Miejski w Poddębicach, zlokalizowane w  kościele poewangelickim, znajdującym się na terenie dworskiego parku.

Warszawskie Muzeum Narodowe w  bogatym programie obchodów grunwaldzkiego jubileuszu umieściło wiele interesujących przedsięwzięć. Jednym z nich jest trójwymiarowa rekonstrukcja „Bitwy pod Grunwaldem” Jana Matejki, wykonana

waldem” Jana Matejki. Prace prowadzone będą w specjalnie przygotowanej Sali Matejkowskiej warszawskiego muzeum i potrwają około 1,5 roku. Sponsorem konserwacji obrazu jest Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Malowidło zyska nowy dublaż i  metalowe krosno, wymienione zostaną stare werniksy, oczyszczone lico obrazu, wyretuszowana warstwa malarska. Prace konserwator-

przez grafików w  technice stereoskopii. Ważną pozycję w  tym programie stanowi też wydana przez muzeum książka pt. Jana Matejki Bitwa pod Grunwaldem: nowe spojrzenia, będąca pierwszym krytycznym zbiorem współczesnych analiz zarówno dzieła, jak i  bitwy. Autorami tych analiz są wybitni historycy i historycy sztuki, polscy i obcy. Wielkim wydarzeniem jest również kompleksowa konserwacja „Bitwy pod Grun-

sko-restauratorskie poprzedzone zostaną szczegółowymi badaniami, które pozwolą określić stopień degradacji materiałów organicznych i  stan mikrobiologiczny obrazu. Środki finansowe na aparaturę badawczą mają pochodzić z  narodowej zbiórki pieniędzy (wpłaty można przekazywać do skarbonek w Muzeum Narodowym w Warszawie i jego oddziałach lub na specjalne konto bankowe: 82 1020 1042 0000 8302 0231 9200).

6

| Spotkania z Zabytkami

7-8 2010

REMONT MUZEUM W BIAŁYMSTOKU

Dziewiętnastowieczna rezydencja fabrykanckiej rodziny Cytronów przy ul. Warszawskiej w  Białymstoku, dziś siedziba Muzeum Historycznego, odzyskała dawny blask. Zabytek ten już od dawna czekał na gruntowny remont. Z secesyjnej elewacji sypał się tynk, zębem czasu zostały nadgryzione liczne dekoracje. Po przeprowadzonym remoncie obiekt odzyskał dawny wygląd. Dominującym kolorem elewacji jest ł o s o s i o w y, uzupełniany szarością, białe pozostały jedynie dekoracje. Obecny kolor elewacji jest wynikiem ekspertyz laboratoryjnych z  przebadanych warstw malarskich. Przyjęto kolorystykę jak najbardziej zbliżoną do pierwotnej. Wewnątrz pałacyku przywrócone zostały pierwotne kolory pomieszczeń, a  nowy wystrój wnętrz jest odzwierciedleniem tego, jak mieszkały białostockie elity. Po zakończeniu prac w budynku głównym planowane są już kolejne, na zapleczu muzeum. Pałacyk przeznaczony byłby na część ekspozycyjną, a w oddzielnym budynku umieszczone byłyby magazyny.

ŚWIĘTO KAMIENICY WITTÓW

Przy ul. Emilii Plater 9/11 w Warszawie stoi późnosecesyjna kamienica z 1904 r., charakterystyczna dzięki zachowanej na bocznej ścianie dwujęzycznej polsko-rosyjskiej reklamie sprzed pierwszej wojny światowej. Właścicielami kamienicy byli członkowie rodziny Wittów, prowadzący tu fabrykę aparatów miedzianych i  odlewni „Adolf Witt i  Syn”. W  fabryce produkowano armaturę łazienkową, piece kąpielowe, naczynia kuchenne oraz specjalistyczny sprzęt dla szpitali. Kamienica wraz z fabryką przetrwała wojnę i  Powstanie Warszawskie w  stanie nienaruszonym, w posiadaniu rodziny Wittów pozostawała do lat sześćdziesiątych XX w., kiedy budynki zostały znacjonalizowane, a właściciele wywłaszczeni. Po wieloletnich staraniach w 2005 r. budynek wrócił do spadkobierców. 22 maja br. Fundacja Centrum Europy zorganizowała festiwal Święto Kamienicy Wittów, aby upamiętnić i utrwalić historię budynku. Bogaty program imprezy objął wystawę zdjęć i materiałów archiwalnych prezentujących historię kamienicy i  fabryki oraz dzieje ludzi związanych z  tym miejscem, zabawy i  zajęcia


PRZEGLĄDY, POGLĄDY

integracyjne dla dzieci (m.in. grę w bule), aukcję charytatywną, malowanie graffiti. Otwarte zostały wszystkie znajdujące się obecnie w  kamienicy lokale i  sklepiki, na podwórku przy kawiarnianych stolikach można było wypić oranżadę sporządzoną według starej receptury, w  winotece skosztować wina. W  centrum podwórka ustawiono scenę, na której wieczorem wystąpiły znane warszawskie zespoły muzyczne, odbył się bankiet wspomnieniowy.

..................................................... CENNY MANUSKRYPT Z ARCHIWUM KAPITULNEGO NA WAWELU

Na Zamku Królewskim na Wawelu do 30 września 2010 r. na wystawie „Na znak świetnego zwycięstwa”, zorganizowanej z okazji 600-lecia zwycięstwa pod Grunwaldem, można oglądać tzw. Ewangelistarz z  fundacji biskupa krakowskiego Piotra Tomickiego. Jest to bogato ilumi-

WYSTAWA W LEŻAJSKU

W  Muzeum Ziemi Leżajskiej w  Leżajsku czynna jest (do 30 października br.) wystawa „Grecja – narodziny Europy”, wypożyczona z Muzeum Narodowego w Warszawie. Wśród 150 eksponatów znajdują się m.in. repliki rzeźb, oryginalne inskrypcje, naczynia, intercyza spisana na papirusie oraz złota biżuteria antyczna. Ponieważ Muzeum Ziemi Leżajskiej spełnia wszystkie nowoczesne standardy, dotyczące bezpieczeństwa wystawiania cennych zbiorów, wystawę po raz pierwszy będą mogli podziwiać mieszkańcy Podkarpacia. Kuratorem wystawy jest kustosz Muzeum Narodowego w Warszawie, Alfred Twardecki. Orkiestra, która w przyszłym roku będzie obchodziła 60-lecie swego istnienia, nie miała dotychczas własnej siedziby. Dlatego muzycy z  utęsknieniem czekali na zakończenie remontu budynku.

..................................................... APEL O ODBUDOWĘ PRASKIEJ PAROWOZOWNI nowany rękopis ze  zbiorów Archiwum Kapitulnego na Wawelu, m.in. z  miniaturami upamiętniającymi zwycięstwo pod Grunwaldem. Autorem wspaniałych dekoracji był Stanisław Samostrzelnik, najsłynniejszy krakowski malarz czasów Zygmunta Starego.

..................................................... ODREMONTOWANY ZABRZAŃSKI ZABYTEK

Zakończone zostały prace remontowo-konserwatorskie w  dawnej bibliotece Donnersmarcków w  Zabrzu. Ten prawie stuletni budynek, o  ciekawej architekturze, stanowił część kompleksu socjalnego, przeznaczonego dla robotników pracujących w zabrzańskiej hucie. Przeszklony dach umożliwiał czytanie w  świetle dziennym, a  pracownicy huty mieli do dyspozycji ogromny 20-tysięczny księgozbiór. Później historia nie obeszła się już łaskawie z budynkiem, a w ostatnich latach zamieniał się stopniowo w  ruinę. Przed dwoma laty władze Zabrza zdecydowały o przeprowadzeniu gruntownego remontu zabytku i  przeniesieniu do niego muzyków Filharmonii Zabrzańskiej.

Ponad rok po zburzeniu parowozowni przy ul. Wileńskiej na warszawskiej Pradze (zob. „Spotkania z Zabytkami”, nr 1-2, 2010, s. 1), 17 czerwca 2010 r. Instytut Historii Nauki PAN oraz Muzeum Warszawskiej Pragi (Oddział Muzeum Historycznego m.st. Warszawy) zorganizowały debatę na temat perspektyw odbudowy i  przyszłości praskiej parowozowni. Jednak już na początku debaty Ewa Nekanda-Trepka – stołeczny konserwator zabytków poinformowała o wyroku sądu administracyjnego, uchylającego wpis do rejestru praskiej parowozowni, dokonanego w trybie nadzwyczajnym w  maju zeszłego roku przez Wojewódzką Konserwator Zabytków − Barbarę Jezierską. Następnie po przedstawieniu historii zniszczonego zabytku przez dra Zbigniewa Tucholskiego pytania zadawali uczestnicy spotkania. Skierowane do przedstawicieli urzędów konserwatorskich zagadnienia dotyczyły gruntownego wyjaśnienia sprawy przebiegu procesu decyzyjnego oraz zgody na wyburzenie parowozowni praskiej przez urzędników; sprawę próbowała wyjaśniać przedstawicielka Stowarzyszenia „Creo” Ewa Komendowska. Pojawiły się również pytania dotyczące legalności wydania zgody na rozbiórkę zabytku przez naczel-

nika Wydziału Architektury Pragi Północ. Bardzo ożywione i  pełne emocji posiedzenie zakończyło się wypracowaniem wspólnego stanowiska. Podjęto decyzję, że przedstawiciele przybyłych na debatę instytucji, stowarzyszeń i  organizacji społecznych zwrócą się z pisemną prośbą do Generalnego Konserwatora Zabytków o odwołanie się do sądu wyższej instancji w sprawie niekorzystnej decyzji sądu administracyjnego dotyczącej zniszczonego zabytku. Jednocześnie uczestnicy zwrócili się z  apelem do różnych środowisk, w  tym organizacji i  władz kolejarskich o  poparcie prośby do Generalnego Konserwatora Zabytków i pomoc w uratowaniu cennego zabytku kolejowego. Brak reakcji i zaprzestanie walki o zabytek będzie oznaczać zielone światło dla burzenia zabytków przez innych inwestorów w Warszawie i poza stolicą.

..................................................... URATOWANY CMENTARZ CHOLERYCZNY

Odbudowany został w  Warszawie, na pograniczu Pragi, Golędzinowa i Bródna, cmentarz choleryczny – pamiątka po epidemii szalejącej w latach 1872-1873 (zob. „Spotkania z  Zabytkami”, nr 12, 2009). W  1908 r. cmentarz ten zlikwidowano, a  szczątki zebrano w  jednym miejscu, ogrodzono i na środku ustawiono pomnik z krzyżem. W czasie ostatniej restauracji uporządkowany został teren wokół tego symbolicznego miejsca – grobu, odnowiony pomnik, odbudowano dawne ogrodzenie, wprowadzono też dodatkowo nowe – stalowy parkan z tablicą informacyjną. Inicjatorem całego przedsięwzięcia było Przedsiębiorstwo Napraw Infrastruktury sp. z oo. Zakład Mazowiecki.

„PLAŻA W POURVILLE” W KONSERWACJI

Jedyny obraz impresjonisty Claude’a Moneta w zbiorach polskich, odzyskany niedawno po kradzieży w 2000 r. (zob. „Spotkania z Zabytkami”, nr 7, 2008), poddany jest konserwacji w  pracowni Muzeum Narodowego w  Poznaniu. Prace rozpoczęto od usunięcia papierowych naklejek z  tyłu ramy, świadczących o historii malowidła. Najbardziej żmudny będzie proces sklejania wyciętego przez złodzieja obrazu z  pozostałościami płótna przy ramie. Wszystkie prace potrwają wiele miesięcy.

Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

7


Frombork

i jego osobliwości Andrzej Rzempołuch

.........................................................................................................................................................................................................................

No i pochowali nam Kopernika. W roku jubileuszowym 750-lecia Kapituły Warmińskiej kości wielkiego badacza sfer niebieskich, odbywszy powtórną ziemską wędrówkę do Torunia i Olsztyna, spoczęły ponownie, tym razem niebezimiennie, we fromborskiej katedrze obok ołtarza Krzyża Świętego. Nad miejscem pochówku wznosi się pomnik z polerowanego, inkrustowanego mosiądzem czarnego włoskiego granitu, zdaniem pomysłodawców i projektantów – płyta.

.........................................................................................................................................................................................................................

8

| Spotkania z Zabytkami

7-8 2010


1 | Widok Fromborka

1

T

radycja ustąpiła wymogom nowych czasów: uhonorowany pomnikiem Mikołaj Kopernik słusznie i zasłużenie wyrasta obecnie ponad swych konfratrów kanoników warmińskich − nad ich pochówkami płyty są położone. Ponieważ jednak komora grobowa astronoma jest od pomnika odsunięta i  przykryta flizami posadzki, spełnia się zarazem życzenie pobożnych chrześcijan doby średniowiecza, tak pięknie wyrażone w krypcie książąt sandomierskich w  Wiślicy: „Ci pragną być deptani, aby mogli się wznieść ku gwiazdom” (w oryginale: HI CONCVLCARI QVER[un]T VT IN ASTRA LEVARI POSSINT...). Napis „kapitałą w  leonijskim heksametrze” – powtarzam za Marią Pietrusińską (katalog do dzieła Sztuka polska przedromańska i  romańska do schyłku XIII wieku, red. Michał Walicki, Warszawa 1969) wyryty na posadzce zwanej przez historyków sztuki płytą wiślicką, towarzyszy postaciom, wśród których znajdują się wyobrażenia Henryka Sandomierskiego i Kazimierza Sprawiedliwego. We Fromborku niedowiarkowie mogą obejrzeć podświetloną trumnę najwybitniejszego warmińskiego kanonika przez szybę pomiędzy kamiennymi flizami. Jeżeli mam żal do odkrywców, to dlatego, że

nie można już powiedzieć za Marianem Biskupem, iż „cała katedra fromborska jest jakby ogromnym grobowcem Wielkiego Astronoma” (M. Biskup, Mikołaj Kopernik (1473-1543) astronom, twórca nowego obrazu Wszechświata, [w:] Wybitni ludzie dawnego Torunia, Toruń 1982, s. 34).

bałamutny, a jakże prawdziwy; miedzioryt z dzieła Krzysztofa Hartknocha, Alt- und neues Preußen, Frankfurt n. Menem 1684 2 | Nowe domy fromborskich mieszczan, w tle potężna bryła kościoła św. Mikołaja z okopconym dachem

2 Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

9


3 3 | Wzgórze Katedralne

10

Mamy Kopernika i go nie oddamy. Zdumiewa mnie sceptycyzm niektórych badaczy, notabene młodszego pokolenia, zasadzający się na stwierdzeniu zbyt dobrego stanu górnego uzębienia czcigodnego denata (żuchwy nie odnaleziono). Kopernik był wszak lekarzem, leczył się sam i dbał o higienę tak ciała, jak i umysłu, stronił od przyziemnych przyjemności, takich jak obżarstwo i  opilstwo, namiętnie oddawał się pracy. To pozwala długo zachować młodość i  dożyć późnego wieku. W  tamtych czasach nawet biskupi nieczęsto osiągali siedemdziesiątkę. A  trzeba wiedzieć, że klimat we  Fromborku jest niezwykle sprzyjający zdrowiu. Łagodne zimy z  niewielkim śniegiem (to przecież do Fromborka uciekał Ignacy Krasicki z  mroźnego Lidzbarka, kiedy już nie mógł jeździć do Warszawy), wczesne wiosny, lata nieupalne, długie jesienie, a  przez cały rok – czyste i przejrzyste powietrze (gwiazdy nad Fromborkiem świecą najjaśniej), oko-

| Spotkania z Zabytkami

7-8 2010

liczna przyroda (bukowe lasy Wysoczyzny Elbląskiej) i na talerzu ryba od miejscowego rybaka (Zalew Wiślany oczyszcza się powoli, lecz skutecznie) – to przepis na długie i dobre życie. Frombork nie ma jeszcze statusu uzdrowiska, ale tutejsze sanatorium psychiatryczne cieszy się od dziesięcioleci znakomitą renomą. Imponujący rozmiarami, wspaniale położony na terenie dawnego alodium kapitulnego, gmach tej placówki (zbudowany w  latach 1927-1928 według projektu z biura architektonicznego Moritz & Betten w  Kolonii dla specjalistycznej kliniki ortopedycznej „Dom Kopernika”, niem. Koppernikus-Haus) wyróżnia się jedyną w  swoim rodzaju – na tle wszystkich znanych mi wschodniopruskich szpitali – mocną i  dynamiczną strukturą bryły tudzież elewacji, utrzymującą pomimo upływu lat znamiona nowoczesności. Jest optycznie przyciężki i według dawnych kanonów zachowuje peł-


ną symetrię zwartej bryły, wystarczy jednak, że nad wzgórzem zaświeci słońce, a rozedrgane światłem elewacje budowli, pokryte ceglaną licówką i urozmaicone partiami tynku imitującego kamień, pozytywnie oddziaływują na widza; ogrodowa sprawia szczególnie przyjazne wrażenie przez nawiązanie do architektury mieszkaniowej. Tradycje szpitalnictwa sięgają w  mieście Kopernika połowy XIV w. Podobnie jak w  innych ośrodkach na Warmii, założenie szpitala musiało nastąpić na zakończenie procesu organizowania się miasta. Ówczesne szpitale, zwłaszcza leprozoria, były bardziej przytułkami niż placówkami leczniczymi, co nie znaczy, że pozostawały miejscami nędznej wegetacji. Najlepszym tego przykładem jest fromborski szpital Ducha Świętego. Dzięki szczególnej opiece miłosiernych kanoników – najbardziej zasłużył się pochodzący z Torunia dziekan kapituły Arnold von Datteln (zm. 1459 r.) – w drugiej ćwierci XV stulecia wzniesiono na jego potrzeby porządny murowany budynek, bezpośrednio zrośnięty z  kaplicą. Obecna postać budowli jest wynikiem przebudowy w  obrębie gotyckich murów obwodowych, dokonanej po 1686 r. z legatu kanonika Wawrzyńca Ludwika Demutha. Całkowicie nowym pomysłem była − zachowana do dzisiaj − forma trójnawowej quasi-bazyliki w części szpitalnej, z obszerną nawą o trzech przęsłach, do której przylega w  rzędach po sześć cel dla chorych. Połączenia między celami przebito na początku XX w. i  w  1959 r. Fasada szpitala, otynkowana, z  portalem w  porządku toskańskim i  boniowanymi narożnikami, nawiązuje do architektury wczesnego wazowskiego baroku lat trzydziestych i czterdziestych XVII w. Ów archaizm w  sięganiu do odpowiednich wzorców uzmysławia nam, co utraciliśmy na Warmii z dorobku dawnej kultury, może być bowiem wynikiem nawiązania do podziwianych wówczas, a  nieznanych nam budowli w innych miastach dominium. Całą ścianę apsydy prezbiterium pokrywa gotyckie malowidło przedstawiające Sąd Ostateczny w  szczególnej redakcji tego tematu, przeniesionej z  iluminatorstwa. Tronujący Chrystus Sędzia, ukazany w  mandorli, w  asyście aniołów dmących w  trąby oraz Marii w typie Mater Misericordiae i św. Jana Chrzciciela, osądza ludzkie uczynki i charaktery. Jako redaktor periodyku „Folia

4

Fromborcensia” przyjąłem swego czasu do druku erudycyjny artykuł na temat symboliki i wymowy jednej z postaci w dolnej części przedstawienia. Redaktorem okazałem się nieuważnym, ponieważ mniemana fromborska personifikacja Mądrości (sophia) − to w  istocie dobrze opisana w  literaturze przedmiotu jedna z  najgorszych przywar: pycha (superbia). Błąd autora, antropologa historycznego, polegał na złym odczytaniu łacińskiej abrewiacji; błąd redaktora spowodował, że odkrycie poszło w świat. Frombork potwierdził swą sławę jako miejsce sprzyjające odkryciom. W Olsztynie pamięć o Koperniku odnowił pastor luterański Henryk Rajnold Hein, który w 1796 r. ogłosił artykuł Kilka zabytków po Mikołaju Koperniku (tytuł w przekładzie z niemieckiego). W Toruniu i Fromborku była ona wiecznie żywa. Biskup dziejopis Marcin Kromer w 1580 r. ufundował epita-

4 | Ceglana fasada katedry fromborskiej

Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

11


fium astronoma, które umieszczono na ścianie południowej nawy fromborskiej katedry, naprzeciw szóstego filara (w pobliżu domniemanego miejsca pochówku). Epitafium toruńskie, szczęśliwie zachowane w staromiejskiej farze św. Jana, sprawił lekarz i humanista Melchior Pirnesius. W  1734 r. kanonik Piotr Maria Ruggieri zgłosił pomysł umiesz-

5 5 | Pomnik Mikołaja Kopernika autorstwa Mieczysława Weltera (1972 r.) na tle warowni katedralnej

12

czenia na Wieży Wodnej tablicy pamiątkowej, która miałaby upamiętniać Kopernika jako „wynalazcę i  twórcę” fromborskiego wodociągu. Gdy Kromerowe epitafium Kopernika musiało ustąpić miejsca nagrobkowi biskupa Krzysztofa Andrzeja Jana Szembeka (1746 r.), obok wzniesionej wcześniej przez tego hierarchę kaplicy mauzoleum pod wezwaniem Najświętszego Zbawiciela, kapituła podjęła decyzję o  przeniesieniu go na inne miejsce. Obramiona tablica z czarnego marmuru, z  portretem astronoma w  typie toruńskiego, osadzona została na pierwszym

| Spotkania z Zabytkami

7-8 2010

filarze północnym od strony ołtarza maturalnego katedry dopiero około 1760 r. Pora wreszcie zastanowić się nad tożsamością Fromborka mieszczańskiego. Pod tym względem dostrzegam analogię do Lidzbarka, a być może również do Malborka i  innych siedzib władztwa ziemskiego, tam gdzie feudałowie utworzyli ośrodki władzy jako osobne organizmy, wyodrębnione terytorialnie. Podkreśla się, że zespół zamkowy w  Malborku dorównywał powierzchnią lokacyjnemu miastu; nie inaczej było w  biskupim Lidzbarku. Kapituła warmińska, do której należał Frombork (w tej samej sytuacji były na Warmii Melzak, obecne Pieniężno, i  Olsztyn) – a  której 750-lecie w  tym roku obchodzimy – miała go u  stóp swej siedziby, jednak miasto pozostało odseparowane – nie tylko z powodu ukształtowania terenu – niczym Kraków u podnóża Wawelu. Gdzie tkwi różnica? Krakowiacy znakomicie wykorzystali królewskie sąsiedztwo dla rozwoju miasta i  dla własnych karier, mieszkańcom Fromborka los nie dał takich możliwości. Nie znaleźli się w  gronie ludzi zaufanych, artystów bądź plenipotentów kapituły. Jeżeli gdzieś się wymienia wybitne lub sławne postacie związane z  Fromborkiem, są to wyłącznie rezydenci Wzgórza. Do 1926 r., czyli jeszcze przez ponad 150 lat po zaborze Warmii, miasto i należący do kapituły zespół Wzgórza Katedralnego: warownia z  katedrą, starym pałacem biskupów i  kuriami wewnętrznymi, nowy pałac biskupów oraz kurie zewnętrzne − pozostawały osobnymi jednostkami administracyjnymi. Na kartach historii pojawia się najpierw Castrum Dominae Nostrae – Gród Naszej Pani (1278 r.). Chodzi o nową siedzibę kapituły warmińskiej, założonej przez biskupa Anzelma w 1260 r., która początkowo rezydowała przy tymczasowej katedrze w Braniewie. To słabo rozpoznany przez naukę okres istnienia kapituły, w  Prusach trwało w  tym czasie powstanie tubylczej ludności przeciwko Krzyżakom. W Braniewie funkcję katedry pełniła zamkowa kaplica św. Andrzeja, kanonicy w tym okresie najprawdopodobniej nie mieli obowiązku rezydencji. Po translokacji do Fromborka przez pół wieku kapituła gromadziła siły i środki, by móc podjąć wysiłek budowy murowanego kościoła. Żadna jego część nie pasowała do obowiązującego w dojrzałym średniowieczu modelu świątyni


6

katedralnej. Prezbiterium zostało wzniesione w latach 1329-1342; korpus nawowy, z fasadą bez wieży, ukończono przed 1388 r. Realizacja obwodu obronnego, który tworzył warownię katedralną, oraz zabudowy wzgórza, z  kuriami wewnętrznymi i  tzw. starym pałacem biskupów, zamknęła się w latach od około 1350 (początek budowy wschodniego i północnego ciągu murów) do około 1540 r. (stary pałac, cylindryczna baszta wschodnia, barbakan przed bramą południową). Potwierdzenie lokacji miasta nastąpiło już w 1310 r. (dokument Eberharda z Nysy, w którym biskup, zgodnie z życzeniem swego poprzednika, zapisał miastu ziemię „na prawie lubeckim na zawsze”, uznawany jest za odpowiednik przywileju); w tym samym czasie lokowano na Warmii tak ważne w jej późniejszych dziejach ośrodki, jak Orneta (przed 1313 r.) i Melzak (Pieniężno, ok. 1312 r.); Lidzbark Warmiński otrzymał dokument lokacyjny w 1308 r. Na niewiele się zdało obdarzenie Fromborka przywilejem na prawie lubeckim, zapewniającym de iure znaczną samorządność w wyborze władz, jak również w organizowaniu handlu i rzemiosła. Był to gest symboliczny: współstolica dominium została zrównana w prawach z ówczesną siedzibą biskupów − Braniewem. Pozostałe miasta na Warmii lokowano na prawie chełmińskim. Prawa nadawano, a potem

7

je „wydzierano”, jak pisze wybitny historyk ks. Alojzy Szorc – od 1980 r. kanonik rzeczywisty warmińskiej kapituły katedralnej – zdaniem którego „kapituła w swej domenie rządziła w  sposób bardziej absolutny niż biskupi w swojej”. Jako badacz dziejów Olsztyna, zgadzam się z tym całkowicie. Frombork nie miał większych szans na rozwój ze względu na swe położenie – w pobliżu Braniewa i tuż przy granicy dominium. Nie otoczono go nawet murami obronnymi. W razie zagrożenia warownia katedralna mogła pomieścić wszystkich mieszkańców. Za miedzą znakomicie rozwijał się krzyżacki portowy Elbląg. W pierwszej połowie XVI w. wydawało się, że granicę będzie można przesunąć kosztem skrawka Prus Królewskich, kapituła bowiem wzięła w  dzierżawę Tolkmicko, które trzymała do 1569 r. Nie można powiedzieć, że panowie kanonicy mieli Frombork w niełasce, znajdujemy budujące przykłady opieki nad dobrem wspólnym, jak szpital i  wodociąg. Dalsze badania pokażą, czy i w jaki sposób obecność kapituły in corpore i poszczególnych kanoników z osobna przyczyniła się do rozwoju miasta. Chlubą mieszczan był parafialny kościół św. Mikołaja, dobroczyńcy dziatek, ale również patrona podróżników i  żeglarzy. Ileż wspaniałych świątyń na polskim i  niemieckim Pomorzu, z  kościołem farnym Starego

6 | Tablica konsekracyjna prezbiterium katedry (1342 r.)

7 | Epitafium Mikołaja

Kopernika ufundowane przez kapitułę katedralną około 1760 r.

Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

13


8 8 | Gotycko-barokowy zespół szpitala Ducha Świętego; po prawej stronie widoczna kaplica z zakrystią (ukończona przed 1437 r.)

14

Miasta Elbląga i  klasztornym ojców dominikanów na Starym Mieście w  Gdańsku, nosi to wezwanie! (Patronka kaplicy przy szpitalu, św. Anna, również była szczególnie czczona przez żeglarzy; jej kult na Pomorzu Wschodnim nasilił się na początku XVI w.). Czy jest jednak możliwe, aby został on wzniesiony – a  przynajmniej podjęto jego budowę – jeszcze przed połową XIV w., za czym optują tak poważni badacze, jak Ernst Gall, Marian Arszyński i  Marian Kutzner, a ostatnio Christofer Herrmann? Z uwagi na dyspozycję planu (czteroprzęsłowa hala na planie bazyliki, bez prezbiterium) i  pewne cechy formalne fromborskiej fary św. Mikołaja, nie można tego wykluczyć. Wskazuje się przy tym na inspirację rozczłonkowania elewacji po stronie ołtarzowej (południowej, kościół nie jest orientowany) wschodnią ścianą prezbiterium katedralnego. Taki już mój los badacza ceglanej architektury gotyku, że gdy nie ma twardych dowodów, liczy się dar przekonywania. A  skoro sam nie jestem do czegoś przekonany, szukam innego wyjaśnienia, które... może przekona moich czytelników. Spójrzmy więc na dzieje

| Spotkania z Zabytkami

7-8 2010

budowlane kościoła św. Mikołaja w kontekście historycznym i  warsztatowym rozwoju architektury na Warmii. Co powinno zaniepokoić uważnego badacza? Po pierwsze skrócona perspektywa czasowa. Obywatele Starego Miasta Braniewa (ponowna lokacja na prawie lubeckim w 1284 r.) położyli kamień węgielny pod budowę fary św. Katarzyny w 1343 r., w Ornecie interwał między założeniem miasta a budową kościoła św. Jana Chrzciciela wyniósł około 30 lat, podobnie było w  Olsztynie (lokacja w 1353 r.). Owe dziesiątki lat były konieczne do zgromadzenia zapasu gotówki i przygotowania materiału budowlanego. Musiano także znaleźć odpowiedni zespół wykonawców, który mógł związać się na lata z daną „fabryką”. Dalej należy postawić pytanie o miejsce budowli w ewolucyjnym cyklu hal bezchórowych na Warmii, których było siedem. Jeżeli przyjmiemy pierwszeństwo fary we Fromborku, w dodatku z tak wczesnym datowaniem, upadają dwie uzupełniające się, rozważane przez uczonych konstrukcje myślowe o  pojawieniu się tego modelu kościoła miejskiego w  dominium w  takiej,


9

a  nie innej postaci. Jedna koncepcja wywodziła warmińską halę bezchórową od układu bazylikowego pozbawionego prezbiterium; ogniwem pośrednim miałaby być bazylikowa fara w  Ornecie. Druga wskazywała na decydujące oddziałanie korpusu katedry na kształt murów obwodowych, formę okien, elementy podziałów architektonicznych w kościołach tej grupy. Prezbiterium świątyni katedralnej zostało ukończone w 1342 r., o  czym zaświadcza tablica konsekracyjna. Kiedy dokładnie wzniesiono wydłużony ośmioprzęsłowy korpus Ecclesiae Warmiensis (źródłowa nazwa na określenie katedry), tego już nie wiemy; z  pewnością nie nastąpiło to prędko. Do jego realizacji, według spójnego projektu całości przygotowanego przez pierwszego mistrza, kapituła zatrudniła inny zespół wykonawców. Prace się przeciągały, jak bardzo, nie wiemy. Ze względów praktycznych dzielono je na zadania. Teresa Mroczko (Architektura gotycka w Polsce, red. Teresa Mroczko, Marian Arszyński, Warszawa 1995) wyodrębnia aż siedem faz budowy korpusu. W inskrypcji z datą „1388”, obiega-

10

jącej wnętrze kruchty zachodniej, mówi się o  ukończeniu kościoła wraz z  „portykiem”, czyli właśnie kruchtą. Jaki z tego wniosek? Oddziałanie korpusu świątyni katedralnej da się potwierdzić w kilku budowlach (ewidentnie w Lidzbarku Warmińskim), ale nie ma ono związku przyczynowo-skutkowego z  farą św. Mikołaja, która albo była pierwszą na Warmii halą bezchórową – jeżeli rację mają cytowani badacze – całkowicie oryginalną pod względem koncepcji, albo została wzniesiona w późniejszym okresie i zajmuje swoje (osobne) miejsce w  ciągu ewolucyjnym. Na rzecz tego ostatniego poglądu przemawia pierwotny wygląd bryły kościoła, z osobnymi dachami nad każdą z trzech naw, ukazany na odkrytym ostatnio w zbiorach biblioteki Wyższego Seminarium Duchownego „Hosianum” w Olsztynie sztychu z ostatniej ćwierci XVII w. Widać ją w  głębi, na bliższym planie bowiem, tuż za palisadą otaczającą miasto, znajdujemy zabudowania szpitala Ducha Świętego przed barokową przebudową. Andrzej Rzempołuch

9 | Sławny obraz z przedstawieniem procesji Bożego Ciała na Wzgórzu Katedralnym autorstwa Jerzego Pipera z Lidzbarka Warmińskiego, około 1683 r. 10 | Południowo-zachodni narożnik murów warowni katedralnej – dzwonnica zwana wieżą Radziejowskiego, pobudowana (1685 r.) na oktogonalnej wieży z połowy XV w. (zdjęcia: 1 – Grzegorz Kumorowicz, 2 – Andrzej Rzempołuch, 3-10 – Stanisław Kuprjaniuk)

Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

15


Witraże

malborskiego zamku

Monika Nowakowska

.........................................................................................................................................................................................................................

Przypadająca w tym roku rocznica 600-lecia bitwy pod Grunwaldem − to doskonały pretekst, aby odwiedzić Malbork – główną siedzibę państwa krzyżackiego. Znajdujący się tam gotycki kompleks warowny wciąż imponuje skalą, funkcjonalnością i stanem zachowania (bezustannie prowadzone są przy nim prace badawczo-konserwatorskie), a organizowane przez Muzeum Zamkowe wystawy odkrywają kolejne tajemnice średniowiecznego zabytku, tym razem historię oszkleń Wielkiego Refektarza.

.........................................................................................................................................................................................................................

16

| Spotkania z Zabytkami

7-8 2010


Z

amek w  Malborku wciąż kryje wiele skarbów, a  ich tropienie było, jest i  długo jeszcze będzie wielkim wyzwaniem dla historyków, muzealników i poszukiwaczy przygód. Ten gotycki kompleks w ciągu ponad ośmiu wieków swojego istnienia (jego budowę rozpoczęto około 1274 r.) był kolejno: sie-

wojennego, co niekorzystnie odbiło się na kondycji zabytkowych wnętrz i obronnych murów. Na szczęście na początku XIX stulecia, na fali niemieckiego romantyzmu i rodzącego się nacjonalizmu, dostrzeżono walory historyczne i zabytkowe malborskiego zamczyska i rozpoczęto jego systematyczną odbudowę i  restaurację, prowadzoną na

1

1

dzibą Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, od 1456 r. należał do polskich królów i zakonu jezuitów, po pierwszym rozbiorze Rzeczypospolitej (1772 r.) przeszedł pod panowanie pruskie, pełniąc funkcje koszar regimentu piechoty, manufaktury włókienniczej, magazynów wojskowych, szpitala

miarę ówczesnej wiedzy i możliwości konserwatorskich aż do 1945 r. Największą tragedią dla Malborka okazały się ostatnie miesiące drugiej wojny światowej – od 26 stycznia do 17 marca 1945 r. zajmowany przez oddziały niemieckie zamek bronił się przed atakami armii radzieckiej. Zniszczenia objęły prawie 50% jego

1 | Johann Carl Schultz,

„Wnętrze Wielkiego Refektarza”, akwarela, 1844 r. (w zbiorach Muzeum Zamkowego w Malborku)

Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

17


zabudowy: zburzony został kościół zamkowy z figurą średniowiecznej Madonny (obecnie zbierane są fundusze na jej kopię) i wschodnia część Zamku Średniego z  innymi cennymi dziełami sztuki, wartościowym księgozbiorem i  elementami wyposażenia wnętrz. Te, które przetrwały, uległy rozproszeniu w pierwszych powojennych latach, kiedy zamkowe ruiny pozostawały bez należytej opieki, dewastowane i rozgrabiane jako „mienie poniemieckie”. Dopiero w 1960 r. Ministerstwo Kultury i  Sztuki podjęło decyzję o  odbudowie gotyckiego kompleksu i  w  następnym roku przeznaczyło wnętrza Zamku Wysokiego i  Średniego na Muzeum Zamkowe w  Malborku. Od tego momentu prowadzone są tam prace   budowlano-konserwatorskie i  rekonstrukcyjne, dzięki którym cały zespół odzyskuje dawną świetność, choć badania nad jego architekturą i wyposażeniem trwają po dziś dzień i  wciąż pozostawiają wiele niewiadomych – chociażby ze względu na liczne przebudowy, modernizacje i  aranżacje wnętrz, wynikające z potrzeb i gustów kolejnych właścicieli. Nie wszystkie elementy można też odtworzyć ze  względu na brak zachowanych

materiałów ikonograficznych. Dlatego wiele rozwiązań − to współczesne interpretacje, których celem jest oddanie klimatu tego miejsca: średniowiecznego klasztoru i rycerskiej warowni w jednym, o niezwykle funkcjonalnej, ale i reprezentacyjnej architekturze. Efektem działań naukowo-badawczych i  konserwatorskich, przeprowadzonych przez muzealny zespół w  czasie ostatnich 20 lat, jest wystawa „Oszklenia witrażowe Wielkiego Refektarza w  XIX i  XX wieku”, czynna do końca października 2010 r. w piwnicach pod Wielkim Refektarzem na Zamku Średnim. Autorka pomysłu i aranżacji ekspozycji, kustosz i  historyk sztuki Ewa Witkowicz-Pałka, od lat tropi wszelkie wątki związane z malborskimi oknami, których losy wpisują się w burzliwą historię krzyżackiego zamku. Nie wiadomo, jak wyglądały pierwotne (gotyckie?) przeszklenia Wielkiego Refektarza – najokazalszej i  najbardziej reprezentacyjnej sali całego kompleksu, zwanej też Salą Rycerską, wzniesionej w  drugiej ćwierci XIV stulecia z  przeznaczeniem na wystawne biesiady i  zgromadzenia kapituły zakonnej, także na wybory wielkich mistrzów. Najwcześniejsze znane i udokumentowane witraże Wielkiego Refektarza są pozostałością po pierwszej, tzw. romantycznej restauracji zamku, prowadzonej od początku XIX w. przez Karla Friedricha Schinkla (1781-1841), jednego z  najwybitniejszych

2 2 | Projekt okna witrażowego w ścianie zachodniej Wielkiego Refektarza z postaciami krzyżackiego rycerza i landwerzysty, rys. Karl Friedrich Schinkel, 1821 r. (w Archiwum Państwowym w Elblągu z siedzibą w Malborku) 3 | 4 | 5 | Herby na ścianie zachodniej Wielkiego Refektarza: Zelewskich Dołęga − Adam Breysig, Lobgott Randt, Albert Höcker, 1822 r. (3), Zelewskich Brochwicz − Adam Breysig, Lobgott Randt, Albert Höcker, 1822 r. (4) oraz klejnot herbu von Schlieben − Adam Breysig, Lobgott Randt, Albert Höcker, 1822 r. (5) (własność Felicji Kiersnowskiej)

18

| Spotkania z Zabytkami

3

4 5

7-8 2010


niemieckich architektów wczesnego historyzmu, zafascynowanego architekturą średniowieczną, dość swobodnie przez niego interpretowaną, także przy działaniach konserwatorskich na zamku w Malborku. Dla środkowego okna ściany zachodniej Schinkel zaprojektował scenę figuralną: krzyżackiego rycerza z inskrypcją i datą „1190” (data założenia Zakonu NPM Domu Niemieckiego) i towarzyszącego mu żołnierza pruskiej landwery, mającego kontynuować krzyżackie dzieło „parcia na Wschód”. Program pozostałych romantycznych witraży, datowanych na lata 1821-1822, a  zaprojektowanych do Wielkiego Refektarza przez Augusta Gersdorffa, Adama Breysiga, Lobgotta Randta 6 i  Alberta Höckera, również wpisywał się w  ideologię pruskiego nacjonalizmu i  obejmował 112 tarcz herbowych i  godeł należących do rodzin szlacheckich z Pomorza i Powiśla, wspierających dzieło odbudowy malborskiego zamku. Wśród tych witraży znalazło się sześć herbów miast (m.in. Gdańska, Elbląga, Torunia, Wałcza) i sześć godeł pruskich urzędów. Polskim akcentem wystroju Sali Rycerskiej było okno ściany zachodniej z herbami szlachty powiatu chełmińskiego, m.in. Dołęga i  Brochwicz rodziny Zelewskich, towarzyszył im herb rodu pruskich junkrów Schlieben, z którego pozostał jedynie klejnot – tylko te trzy motywy z całego roman7 tycznego zespołu witraży zachowały się do naszych czasów i wszystkie są dziś własnością prywatną; zakonserwowane we wrocławskiej pracowni Sławomira i Beaty Oleszczuk, obrazują kunszt witrażowników działających na początku XIX w., kiedy ta dziedzina sztuki została na nowo odkryta i  doceniona na fali fascynacji architekturą i sztuką gotycką. Niewiele pozostało także z drugiego zespołu malborskich oszkleń, zrealizowanych w  1909 r. przez witrażystę z  Hanoweru, Franza Lauterbacha. Nowe okna zamówił kolejny konserwator zamku, Conrad Stein-

brecht (1848-1923) – propagator puryzmu stylowego, metodycznie usuwający nawarstwienia barokowe z  architektury zespołu, a w ich miejsce wprowadzający rozwiązania neogotyckie. Romantyczne oszklenia Wielkiego Refektarza, dość swobodnie odnoszące się do stylistyki i tematyki średniowiecznej, zostały usunięte na początku XX w. Ich wspomnieniem są przekopiowane z witraży malarskie motywy pruskich herbów, wykonane na glifach okiennych w 1916 r. przez Friedricha Schwartinga. Na miejscu dzie-

6 | Oszklenia witrażowe na

ścianie zachodniej Wielkiego Refektarza na motywach Dziewięciu Najlepszych Bohaterów, Franz Lauterbach, 1909 r. (wg Marienburg Baujahr, 1909, s. 10)

7 | Oszklenia witrażowe na

ścianie wschodniej Wielkiego Refektarza na motywach Dziewięciu Najlepszych Bohaterów, Franz Lauterbach, 1909 r. (wg Marienburg Baujahr, 1909, s. 15)

Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

19


8 8 | Montaż witraży Franza Lauterbacha w oknie ściany wschodniej (postać elektora Moguncji) (wg Marienburg Baujahr, 1909, s. 13)

20

więtnastowiecznych witraży Steinbrecht zaproponował nowy program ideowy i ikonograficzny, odwołujący się do średniowiecznego kanonu Dziewięciu Najlepszych Bohaterów (Bohaterów Świata): trzech pogan (Hektor, Aleksander Wielki i  Juliusz Cezar), trzech Żydów ( Jozue, David i Juda Machabeusz) oraz trzech chrześcijan (król Artur, Karol Wielki i Gotfryd z Bouillon). Tę szeroko pojętą ideę rycerstwa, kojarzącego się z  takimi wartościami, jak wiara, bohaterstwo, honor, ojczyzna, dopełniało 19 postaci, w  zamierzeniu autora równie wybitnych i zasłużonych dla dziejów świata, m.in. Matatiasz Machabeusz, Leonidas, Zygfryd, Ivein, Dietrich von Bern, Parsifal i Fryderyk Barbarossa. Ich wizerunki wyłaniały się z okien ściany zachodniej Wielkiego Refektarza. W  oknach ściany wschodniej umieszczono postacie władców niemieckich: cesarza niemieckiego, elektorów

| Spotkania z Zabytkami

7-8 2010

Czech, Trewiru, Moguncji, Nadrenii-Palatynatu, Bawarii, Saksonii, Brandenburgii oraz dostojników krzyżackich − Wielkiego Mistrza, Wielkiego Komtura, Wielkiego Marszałka i Wielkiego Skarbnika; nie są to wizerunki konkretnych postaci, raczej ich uniwersalne wyobrażenia. W ten sposób na nowo zinterpretowany został pruski patriotyzm jako kontynuacja najlepszych postaw i wzorców zaczerpniętych ze świata starożytnego i średniowiecznego. Niestety, żadne z  28 przedstawień figuralnych tego bogatego i  interesującego programu nie przetrwało do naszych czasów, zaginęły także kwatery geometryczno-roślinne z  dolnych partii ośmiu okien zachodnich i  większość pól witrażowych z  maswerków. Z  ocalałych fragmentów, z  wielkim pietyzmem scalonych i  zakonserwowanych przez Wojciecha i Władysława Koziołów z  Torunia na przełomie XX i XXI w., możemy dziś podziwiać 72 historyzujące witraże z  pracowni Lauterbacha: 16 prostokątnych kwater wypełnionych motywami roślinno-geometrycznymi oraz 56 pól o  różnych wykrojach, pozostałości po okiennych maswerkach – pierwotnie stanowiących dopełnienie przedstawień figuralnych. Poza jedną prostokątną kwaterą wszystkie „historyzujące” witraże są dziś własnością Muzeum Zamkowego w  Malborku, a  ich układ odwzorowuje dawne rozmieszczenie w  obrębie poszczególnych okien; dopełnieniem prezentacji są archiwalne zdjęcia Wielkiego Refektarza z 1901 i 1909 r., pochodzące z Roczników Odbudowy Zamku (Marienburg Baujahr). Razem z trzema przedstawieniami herbowymi z lat dwudziestych XIX w. mają przypominać o  burzliwej historii (także prac konserwatorskich) malborskiej warowni, wciąż zaprzątającej wyobraźnię badaczy. – „Eksponując je mamy nadzieję wzmóc czujność szerokiej opinii publicznej na zachowane gdzieś jeszcze pozostałości malborskich witraży. Liczymy zwłaszcza na kontakt z osobami, które posiadają zabytkowe szkła lub materiały archiwalne mogące rzucić światło na losy pozostałych, pogrzebanych w gruzach warowni w  1945 roku. Jak dotąd muzeum udało się nawiązać kontakt z potomkami Jana Teodora Serwatowskiego z Warszawy, który tuż po wojnie wydobył z ruin zamku cztery prezen-


9

10

9 | 10 | 11 | 12 | Witraże

11

towane na wystawie dzieła. Być może takich osób było więcej? Nie chcemy odbierać im tych cennych pamiątek, raczej uzupełnić naszą wiedzę na temat stanu zachowania szklanej spuścizny Wielkiego Refektarza, co w  przyszłości zaowocować mogłoby pełną lub choćby częściową rekonstrukcją badanego przez nas zespołu witraży” – apeluje do zwiedzających Ewa Witkowicz-Pałka. Obecnie w 14 oknach Wielkiego Refektarza znajdują się oszklenia Władysława Kozioła (ur. 1929 r.), toruńskiego konserwatora, wybitnego witrażysty i  malarza, który eksperymentując z fakturą i strukturą szkła zaprojektował dla malborskiego zamku kilka zespołów witraży, zarówno figuralnych, jak i abstrakcyjnych, w formie często archaizujących, a stopniem przejrzystości przypominających oszklenia średniowieczne. Od

z Wielkiego Refektarza, Franz Lauterbach, 1909 r. (własność Muzeum Zamkowego w Malborku)

12

1968 r. realizował witraże m.in. do Pałacu Wielkich Mistrzów, kaplicy św. Katarzyny, Refektarzy na Zamku Wysokim i Średnim. Są to oszklenia neutralne, operujące nierówno ciętymi kwaterami w kształcie „poruszonych” rombów, kwadratów, prostokątów, o  lekko rozedrganej powierzchni i  zróżnicowanej grubości szkła, uzyskanej dzięki zastosowaniu dmuchanych bąbli-pęcherzy, dynamizujących i uszlachetniających strukturę szyb. Swoją metodę uzyskiwania szkła, zwanego malborskim, Kozioł opatentował w 1983 r. Witraże jego autorstwa, zdobiące dziś Wielki Refektarz − to doskonały przykład tego, jak inspirująca, także dla artystów współczesnych, jest zabytkowa spuścizna pokrzyżackiej warowni w Malborku. Monika Nowakowska

Wystawę „Oszklenia witrażowe Wielkiego Refektarza w XIX i XX wieku” w Muzeum Zamkowym w Malborku można zwiedzać od 20 maja do 31 października 2010 r. Kuratorem wystawy jest Ewa Witkowicz-Pałka, projekty plastyczne opracowali Mariusz Stawarski i Jolanta Kacperska, fotografie wykonali Bożena i Lech Okońscy.

...............................................................................................................................................................................................................................

Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

21


Żabia dola Jarosław Komorowski

.........................................................................................................................................................................................................................

Wszechobecne maskotki i pamiątki z pluszu, drewna, ceramiki, metali i półszlachetnych kamieni, biżuteria i żabki na szczęście, coraz skuteczniejsza ochrona, z przenoszeniem przez jezdnię i budową specjalnych tuneli, wreszcie międzynarodowy Rok Żaby, obchodzony dwa lata temu – taka jest dziś sytuacja małych, zwykle zielonych płazów, od niedawna zgodnie uznawanych za sympatyczne. Ale żabia dola nie zawsze była tak dobra.

.........................................................................................................................................................................................................................

22

| Spotkania z Zabytkami

7-8 2010


W

kulturze europejskiej żaba przez wiele stuleci należała do grupy stworzeń wyklętych i budzących lęk, choć mniej jednoznacznie niż jej bliska krewna ropucha, wprost kojarzona z diabłem, piekłem i wiedźmami. Często ją zresztą z ropuchą mylono bądź utożsamiano, nie odróżniając gatunków. Start miała jak najgorszy, pojawiając się w Starym Testamencie jako druga z plag egipskich, zatem narzędzie gniewu Bożego (Księga Wyjścia 7, 26-8, 10). „Żaby wślizgną się i do ciebie, i  do twego ludu oraz do twoich sług” – kazał powiedzieć Pan faraonowi. W  Nowym Testamencie też nie jest lepiej. W Apokalipsie św. Jana, intensywnie nasyconej symboliką zwierzęcą, z  paszczy Smoka, paszczy Bestii i  z  ust Fałszywego Proroka wychodzą „trzy duchy nieczyste jakby żaby” (16,13). Wprawdzie w  najbardziej rozpowszechnionej tzw. Biblii Tysiąclecia znajdziemy w  tym miejscu ropuchy, ale wedle biblistów − to jedynie niedokładność w  przekładzie greckiego słowa oryginału. Opinię najwyższego autorytetu wzmacniały obserwacje natury. Na co dzień żaby znano przecież głównie z  głośnego, zbiorowego rechotu i  łatwej do zauważenia kopulacji. Nic dziwnego, że Ojcowie Kościoła uznawali je za symbol próżnej gadatliwości i głupoty, zwłaszcza heretyckiej, oraz przyziemności, nieczystości i bezwstydu. Ale nie musiało być aż tak jednoznacznie. Fizjolog, dzieło podstawowe dla symbolicznej zoologii średniowiecza, wzorzec wszelkich bestiariuszy, wprowadził znamienne rozróżnienie, w  myśl którego złe są żaby wodne, lądowe natomiast symbolizują chrześcijańskie cnoty: „Istnieje żaba lądowa i żaba wodna. Fizjolog powiedział o żabie lądowej, że potrafi znieść skwar słoneczny i płomienisty ogień. Gdy jednak zaskoczy ją ostra zima, ginie. Żaba wodna zaś, kiedy wyjdzie z wody i ogrzeje ją słońce, natychmiast ponownie zanurza się w wodzie. Najszlachetniejsi chrześcijanie podobni są do żaby lądowej, wytrzymują bowiem skwar prześladowań, kiedy zaś nagle zaskoczy ich zima, czyli prześladowanie z powodu cnoty, giną. Ci zaś, którzy należą do świata, są jak żaby wodne, kiedy bowiem nieco ogrzeje ich ciepło pokusy lub żądzy, nie potrafią tego znieść i z powrotem

nurzają się w  pragnieniu rozpusty” (Fizjolog, Warszawa 2003, s. 50). W Boskiej Komedii Dantego cierpiący męki w ósmym kręgu piekła oszuści, zanurzeni we wrzącej smole, porównani zostali właśnie do żab wodnych: „jak żaby w kałuży, gdy z rowu Nad wodę pyszczki prężą za oddechem, A kryją nogi i resztę tułowu, Tak wysterczeli ci skalani grzechem”.

Żaby mogły też pojawić się w piekle jako narzędzie kary dla grzeszników innego rodzaju. Winni obżarstwa mieli być po śmierci karmieni rozmaitymi paskudztwami. W  Polsce bardzo sugestywnie opisał to w  1670 r. Kle-

1

mens Bolesławiusz: „żaby, jaszczurki, parchate bufony, / żmije rozjadłe i wężów ogony [...] Te czarci w usta potępieńców tkają” (K. Bolesławiusz, Przeraźliwe echo trąby ostatecznej, wyd. J. Sokolski, Wrocław 2004, s. 89). Nic dziwnego że Francuzi, jedzący żaby, nie mieli potem u Sarmatów najlepszej opinii... Na średniowiecznych obrazach, przedstawiających upersonifikowane grzechy, jadące na groźnych lub wstrętnych zwierzętach, żaba bywa „wierzchowcem” chciwości lub nieczystości. Gotyckie malowidło z drugiej połowy XIV w. w prezbiterium kościoła św. Andrzeja w Olkuszu ukazuje parę chciwców na wielkiej żabie. Analogiczne wyobrażenie siedmiu grzechów głównych i  siedmiu uczynków miłosierdzia oglądać można w kościele św. Jakuba w Lewoczy na słowackim Spiszu. Postrzegane negatywnie żaby rzadko pojawiały się w sztuce niesakralnej, np. jako godła

1 | Godło domu „Pod

Zieloną Żabą” w Pradze

Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

23


3

2 2 | 3 | Fontanna Flisaka

w Toruniu (2) i jedna z żab siedzących na balustradzie tej fontanny (3)

24

domów. Mieszkać „pod słoniem”, „pod niedźwiedziem” czy choćby „pod kogutem” − to jednak co innego, niż „pod żabą”. Jest jednak wyjątek. W Pradze, przy ul. U radnice 8, stoi dom „Pod Zieloną Żabą” z 1654 r., przy czym nazwa ma zapewne starszą proweniencję. Godło ukazuje żabę widzianą z góry, z wyeksponowaną głową, szerokim pyskiem i  i  dużymi oczami. Co więcej, w XV w. istniały przy tej ulicy domy, którym patronowały żaby czarna i złota, co czyni ów praski „żabi zaułek” miejscem wyjątkowym. Reprezentacyjny portret żaby raczej niż ropuchy, bo wyraźnie bez złowrogich konotacji, trafił w połowie XVI w. na Wawel, na zamówienie Zygmunta Augusta. Okazałego płaza odnajdziemy z prawej strony arrasu nadokiennego z Pogonią, herbem Wielkiego Księstwa Litewskiego, pod kwietno-owocową girlandą. Tapiserię wykonano w  Brukseli w  latach 1550-1560, według kartonu twórcy z  kręgu Pietera Coecke van Aelsta. Zwierzątko siedzące z lewej strony też wygląda jak żaba, tyle że egzotycznie ubarwiona – szara z czerwonym grzbietem. Część przedstawionych owoców pochodzi z Ameryki Południowej, może więc artysta wiedział także o  kolorowych zamorskich żabach. Legendy i  baśnie, od mitologii greckiej poczynając, utrwalały najczęściej złą opinię o  żabach. Zamiana w  żabę − to kara lub zły czar, obecność żab jest utrapieniem. Bogini

| Spotkania z Zabytkami

7-8 2010

Latona, matka Apollina i Artemidy, przemieniła w  żaby wieśniaków, którzy odmówili jej dostępu do źródła. Opowieści o  zaklętym w  żabę księciu lub królewnie słuchało wiele pokoleń, przy czym szczególny podziw budził bohaterski dowód miłości – pocałowanie „paskudnego” stworzenia. Czczony w Szwajcarii i Niemczech św. Pirmin, żyjący na przełomie VII i VIII w., miał rozkazać skrzeczącym żabom oraz wężom, by na zawsze opuściły wyspę Reichenau na Jeziorze Bodeńskim, gdzie założył klasztor. Jest też jedynym świętym, który ma żabę jako atrybut. Legenda o pladze żab wiąże się z Toruniem. Miał to być rezultat klątwy, rzuconej przez wygnaną żebraczkę, albo bardziej prozaicznie – efekt powodzi. Gdy burmistrz ogłosił, że za uwolnienie grodu od płazów ofiaruje rękę córki i  sporo złota, zjawił się flisak, pięknie grający na skrzypcach. Muzykalne żaby zgromadziły się wokół niego, a potem, zasłuchane, pozwoliły się wyprowadzić na okoliczne łąki. W  czerwcu 1914 r. mieszkańcy upamiętnili legendę pomnikiem w  formie fontanny, wzniesionym na dziedzińcu Ratusza Staromiejskiego. Figura flisaka jest dziełem Georga Wolfa, niemieckiego artysty urodzonego w  Toruniu, a  pracującego w  Berlinie. Grajka otacza osiem siedzących na balustradzie żab, tryskających wodą z  pyszczków. W  1943 r. naziści zdemontowali pomnik dla pozyskania cennego brązu. Rzeźba przetrwała jednak, po wojnie ustawiano ją w różnych miejscach, a w 1983 r. fontanna została zrekonstruowana na rynku, obok ratusza. Złote, Srebrne i Brązowe Żaby, nagrody festiwalu sztuki operatorów filmowych „Camerimage”, powołanego do życia w Toruniu, to kopie żab z pomnika, które zrobiły w ten sposób międzynarodową karierę. W  Polsce jako pierwszy w  obronie żab wystąpił pod koniec XVIII w. biskup Ignacy Krasicki w  bajce Dzieci i  żaby, potępiając


prześladowanie niewinnych zwierząt: „Chłopcy, przestańcie, bo się źle bawicie! / Dla was to jest igraszką, nam idzie o życie”. Ale prawdziwą rehabilitację żab i tym samym polepszenie ich doli przyniósł romantyzm, uznając żabie kumkanie za ważny element ojczystego krajobrazu. W  istocie zaś dokonał tego jednym pociągnięciem pióra sam Adam Mickiewicz, i to na kartach narodowej epopei. Oto w VIII księdze Pana Tadeusza Hrabia, dokonujący na czele dżokejów zajazdu, zjawia się nad Soplicowskim stawem: „A zachwycony wdziękiem nocy tak pogodnej I harmoniją cudną orkiestry podwodnej, Owych chórów, co brzmiały jak harfy eolskie (Żadne żaby nie grają tak pięknie jak polskie), Wstrzymał konia i o swej zapomniał wyprawie, Zwrócił ucho do stawu i słuchał ciekawie”.

Zrymowanie „żaby polskie” z  „harfy eolskie” było bez wątpienia nobilitacją w poetycko-patriotycznym duchu. Żaby (zresztą nie tylko u  nas) zostały w  romantycznej epoce „odczarowane”, pozbawione złych skojarzeń, w  odróżnieniu od ropuch, nadal uważanych za wstrętne i  jadowite. Dzięki temu mogły się później pojawić jako sympatyczne bohaterki książek, wierszy i  piosenek dla dzieci, a  nawet jako pieszczotliwe określenia osób najbliższych: „żabcia”, „żabeczka”, „żabuchna”. W sierpniu 1886 r. Henryk Sienkiewicz przy pomocy warszawskiego przedsiębiorcy Juliusza Henneberga zdobył dla szwagierki Jadwigi Janczewskiej, czule zwanej „żabą”, oryginalny prezent – żabę z brązu. „Siedzi to u mnie na stole, a  ja, co spojrzę na te oczy obsadzone po dwóch stronach głowy – to się rozczulę. Jest to coś mającego związek z wilgocią, wodą, zatem i z mgłą. Co to jest i dla kogo?” – pytał ją w liście z  austriackiego uzdrowiska Kaltenleutgeben. W kolejnym zaś wyjaśniał: „pyszna żaba! Gdy siedzi na przygotowanych kartkach «Potopu», przysięgłabyś, że żywa”. Tytułowa bohaterka dramatu Gabrieli Zapolskiej Żabusia (1897 r.) jest tak właśnie nazywana przez męża, którego zresztą zdradza. Wolne od złego czaru, mogły też żaby na przełomie XIX i XX w. wejść do grona zwierząt, zdobiących różnorodne budowle, z  bazyliką Sagrada Familia Antonia Gaudiego na czele. Występują niezbyt często, ale tym bardziej przyciągają uwagę. Najsłynniejsze żaby polskiej architektury znajdują się za granicą, w Kijowie. Działający w  tym mieście Władysław Horodecki (zob. „Spotkania z  Zabytkami”, nr 12, 2003) zbudował dla siebie w latach 1901-1903 moder-

4 | Żaby na dachu domu Horodeckiego w Kijowie 5 | 6 | Pałacowe żaby w Mosznej

4

5

6

nistyczny dom przy ul. Bankowej 10. Budynek szybko zyskał rozgłos dzięki dekorującym go ze wszystkich stron, a także wewnątrz, licznym rzeźbom zwierząt, realnych i fantastycznych. Według projektu polskiego architekta menażerię wykonał jego stały współpracownik, Eglia Sala, pochodzący z Mediolanu. Jako tworzywa użyto nowoczesnego, bardzo wówczas modnego „sztucznego kamienia”, czyli betonu. Na krawędzi dachu Domu pod Chimerami – bo tak go wkrótce nazwano – siedzą rzędem żaby z łapkami na okrągłych brzuszkach. I nic w tym dziwnego, jeśli się pamięta, że Horodecki dorastał w rodzinnym majątku Żabokrzycz w  pow. bracławskim na Podolu. Jego kijowskie żaby nie krzyczą jednak, lecz milczą jak zaklęte. Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

25


7

8

7 | 8 | Prudnik – żaby na fasadzie łaźni 9 | Żabia Fontanna w Żaganiu

Nieco wcześniej, bo w  ostatnich latach XIX w. górnośląski magnat przemysłowy Franz Hubert von Thiele-Winckler zaczął rozbudowę rezydencji w  Mosznej, między Opolem a Prudnikiem. W rezultacie powstał ogromny, baśniowy pałac, neoromański, neogotycki i neorenesansowy. Projekt przypisuje się ostatnio, choć bez rozstrzygających dowodów, cesarskiemu architektowi Franzowi Heinrichowi Schwechtenowi. Rodowi patronował św. Hubert, a  gospodarz lubił polowania, stąd liczne zwierzęta w  wystroju na zewnątrz (rzeźby i płaskorzeźby) oraz we wnętrzach (witraże). Nie są to tylko zwierzęta łowne – jak wspaniały niedźwiedź, wydobywający się z muru narożnej wieży. Na wspornikach wychodzącego na taras wykusza prócz wilków oglądać możemy wiewiórki i sowy, a także najciekawsze rzeźbiarsko dwie sceny z  żabami. Jedna ukazuje dużą żabę, którą dynamicznie wygięta jaszczurka chwyta za łapkę. Głównym tematem drugiej jest jemiołuszka, karmiąca pisklęta w gnieździe na gałęzi dębu. Na liściu powyżej przycupnęła mała żabka z otwartym pyszczkiem, niżej kryje się chrząszcz jelonek.

9

26

| Spotkania z Zabytkami

7-8 2010

Ryby, żaby i raki, a także żółwie i kraby, jako stworzenia wodne, opanowały fasadę łaźni miejskiej, wybudowanej w 1906 r. w Prudniku. Ufundował ją Emanuel Fränkl, właściciel wielkiej fabryki włókienniczej. Budowniczy Launer przybył z  Quedlinburga, gdzie trzy lata wcześniej wzniósł obiekt podobny, choć bez tak osobliwych ozdób. Widocznie zrealizowane zostały na życzenie zleceniodawcy. Najlepiej wyeksponowane dwie pełnopostaciowe żaby z  betonu siedzą naprzeciw siebie na parapecie wielkiego, półkolistego okna, pod napisem „Basen miejski” – jakby chciały zajrzeć do środka. Dwie inne, płaskorzeźbione i  wyraźnie nadęte, zdobią ściany po obu stronach głównego wejścia. Łaźnia nie jest zła, ale podmokła łąka tuż nad rzeką to dla naszych bohaterek środowisko wręcz idealne. Żaba siedząca na niewielkim wodotrysku w  parku pałacowym w  Żaganiu, nad Bobrem, zajęła więc znakomite miejsce. Zajęła zresztą najdosłowniej, gdyż pierwotnie nad czaszą w kształcie muszli znajdował się na kolumience mały satyr z brązu. Po 1945 r. rzeźba znikła, a podczas późniejszych porządków pojawiła się żaba. Dokładnie skąd, nie wiadomo, ale nie wygląda na nową, więc gościła gdzieś w parku już dawniej. Zadomowiła się w każdym razie, gdyż miejsce to zwane jest obecnie Żabią Fontanną. W  Rydze, na starówce, dwie spore żaby (jedna niestety z  utrąconą głową) służą jako wsporniki neogotyckiego portalu budynku biurowego, dobudowanego w  1903 r. do Wielkiej Gildii (ul. Amatu). Związków z wodą brak, mamy więc do czynienia z czystą wyobraźnią miejscowego architekta Wilhelma Bockslaffa. W zwieńczeniu portalu też są „żabki”, ale architektoniczne, liściokształtne. O aluzji mówić jednak nie można, gdyż w języku twórcy, czyli po niemiecku, nasza „żabka” nazywa się „krabem” (die Krabbe).


Żeby zobaczyć żaby najbardziej niezwykłe, bo uczłowieczone, trzeba pojechać do Bielska-Białej. Właściwie zaś do Białej, małopolskiej części „podwójnego” miasta. Około 1905 r. w  narożniku ówczesnego Starego Rynku (dziś pl. Wojska Polskiego) stanęła secesyjna kamienica, mieszcząca winiarnię Rudolfa Nahowskiego o  ponad stuletniej tradycji. Nad bramą od strony ul. Targowej w  swobodnych pozach siedzą na gzymsie dwie żaby, a  dokładniej „panowie żaby”, o ludzkich rozmiarach i ludzkich obyczajach. To bez wątpienia bywalcy lokalu, elegancko ubrani – marynarki, kamizelki, koszule, spodnie za kolana (czyli „na żaby”). Jeden pali fajkę z  długim cybuchem, w  lewej łapce trzymając kielich, drugi, podochocony, przygrywa na mandolinie. Na leżącej między nimi beczułce widnieje data założenia winiarni – „1795”. Dom pod Żabami − to jeden z  najpopularniejszych zabytków w  mieście. Ostatnio z  inicjatywy Towarzystwa Przyjaciół Bielska-Białej i Podbeskidzia zrodził się projekt postawienia pomnika z brązu według projektu bielskiej rzeźbiarki Lidii Sztwiertni. „Panowie żaby”, pełni radości życia, mają jechać przez któryś z miejskich placów na bicyklu i rowerze. Żabę grającą na mandolinie, choć już nie tak malowniczą, można zobaczyć również we wnęce na drugim piętrze domu przy ul. Retoryka 1 w  Krakowie. Jednopiętrową kamienicę „Pod Śpiewającą Żabą” wzniósł w latach 1889-1890 znany architekt Teodor Talowski. Po dobudowaniu kondygnacji w 1909 r. śpiewaka przeniesiono ze szczytu budynku na obecne miejsce. W  2002 r. przy Dyrekcji Parku Narodowego Gór Stołowych w Kudowie Zdroju (ul. Słoneczna 31) utworzono pierwsze w Polsce Muzeum Żaby. Wśród ponad trzech tysięcy eksponatów są wizerunki żab wszelkiego rodzaju z  najrozmaitszych materiałów, znak drogowy „Uwaga, żaby”, a także słoje ze starymi preparatami, jakie wielu z nas pamięta ze szkolnej pracowni biologicznej. Kolejne Muzeum Żaby powstało w 2007 r. w Żabiej Woli koło Grodziska Mazowieckiego. Istnieją też poważne kolekcje prywatne, poświęcone żabiej tematyce. Śliczna żabka czy brzydka żaba? Na pytanie zasadnicze dla żabiej egzystencji próbował odpowiedzieć Zbigniew Herbert w bajce Poeta i żaba z 1954 r., która nie weszła do tomu Hermes, pies i  gwiazda i  dopiero niedawno

10

11

została ogłoszona (Z. Herbert, Bajki, oprac. R. Krynicki, Kraków 2009):

„Tak, niebo było jak baldachim, ptaki śpiewały cudnie a zioła pachniały na umór. Poeta siedzący na białym kamieniu, w środku tych wspaniałości, zapisał: Świat jest piękny. Wtedy spod kamienia wylazła żaba i  utkwiła w nim swoje brzydkie od zbytniej mądrości oczy. Natychmiast niebo posypało się jak zwiędłe liście, ptaki umilkły przerażone, a kwiaty w popłochu wciągnęły zapach. Brzydota żaby była ponad siły świata. Poeta czuł, że dzieje się coś strasznego, więc zamknął oczy i  wyobraził sobie, że żaba żegluje na białym obłoku i gra na skrzypcach bardzo przejmującą melodię. Nie otwierając powiek pogładził ją po oślizgłej głowie. Kiedy znów otworzył oczy, zobaczył, że żaba płacze. Teraz już ją można było trochę kochać. Więc niebo, drzewa, strumienie i kwiaty zaczęły robić to, co zawsze. Poeta oddalił się. Mówią, że odtąd szedł za nim mądry smutek”.

10 | Wspornik portalu Wielkiej Gildii w Rydze 11 | Bielsko-Biała, bywalcy winiarni w Domu pod Żabami (zdjęcia: Jarosław Komorowski)

Jarosław Komorowski

PS. Gdyby nasi Czytelnicy znaleźli w  Polsce inne jeszcze „zabytkowe” żaby, prosimy o informacje. Za najciekawsze okazy przyznane będą żabie nagrody. Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

27


Wokół jednego zabytku ........................................................................................................................................................................................................

Kopiec Kościuszki

........................................................................................................................................................................................................

W

zbiorach Muzeum Historycznego Miasta Krakowa znajduje się obraz olejny „Sypanie Mogiły Kościuszki” (nr inw. MHK278/III), namalowany w  1858 r. przez cenionego malarza grafika, pedagoga krakowskiego Jana Nepomucena Bizańskiego (1804-1878). Pochodził on z Wadowic, kształcił się w krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych u  znanego malarza Józefa Brodowskiego (1781-1853), następnie studiował w Akademii Sztuk Pięknych w  Wiedniu. Przez wiele lat był profesorem krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych, a także Szkoły Technicznej. Malował portrety (m.in. biskupa Jana Pawła Woronicza, Tadeusza Kościuszki), obrazy religijne („Matka Boska pod krzyżem”), zajmował się także litografią. Wykonał m.in. rysunki do Pamiętnika Krakowskich Nauk i  Sztuk Pięknych, a  także do Starożytności historycznych Ambrożego Grabowskiego. Wśród obrazów o  tematyce historycznej tworzył dzieła związane m.in. z tematyką kościuszkowską. Prace Bizańskiego znajdują się w zbiorach muzeów Krakowa, Tarnowa, Poznania oraz Biblioteki Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu. Obraz „Sypanie Mogiły Kościuszki”, o  wymiarach 85 x 107 cm, przedstawia uroczystość związaną z  rozpoczęciem sypania Kopca Kościuszki w  Krakowie, zwanego dawniej Mogiłą Kościuszki, która odbyła się 16 października 1820 r. na wzgórzu bł. Bronisławy. Malowidło zostało wykonane przez artystę w kilku zbliżonych wersjach, różniących się jedynie rozmiarami. Warto przypomnieć najważniejsze fakty związane z wydarzeniem przedstawionym na obrazie. Po śmierci generała Tadeusza Kościuszki 15 października 1817 r. w Solurze w Szwajcarii krakowskie władze rozpoczęły intensywne starania mające na celu sprowadzenie ciała naczelnika do Krakowa. 11 kwietnia 1818 r. doczesne szczątki Kościuszki dotarły do Krakowa, początkowo spoczęły w kolegiacie św. Floriana na Kleparzu, a 22 czerwca 1818 r. przewieziono je uroczyście do Katedry wawelskiej. Następnego dnia po uroczystym nabożeństwie trumnę złożono w krypcie św. Leonarda. Jeszcze przed sprowadzeniem zwłok naczelnika do Krakowa Franciszek Jacewski z  Mogiły wystąpił na łamach „Gazety Krakowskiej” z 19 listopada 1817 r. z propozycją uczczenia bohatera narodowego „stosownym pomnikiem”. Podobny projekt wysunął rząd Królestwa Polskiego. Już 21 lutego 1818 r. Senat Rządzący podjął uchwałę o  przeprowadzeniu dobrowolnej subskrypcji na ten cel; akcja zbiórki funduszy miała charakter powszechny. Ksiądz kanonik Sebastian Sierakowski zaproponował początkowo wzniesienie obelisku na pl. Gwardii Narodowej (obecnie pl. Szczepański); projekty tego pomnika obeliskowego przechowywane są w Bibliotece Jagiellońskiej. Inna koncepcja przewidywała pomnik z brązu. Wysuwano jednak argumenty o braku artystów w kraju, którzy mogliby podjąć się wykonania dzieła godnego bohatera narodowego, a  sprowadzenie artysty z  zagranicy przekraczało możliwości finansowe Rzeczypospolitej Krakowskiej. Istniało ponadto przeświadczenie, że zaborcy przy pierwszej sposobności zniszczyliby pomnik. W tej sytuacji pojawiła się myśl sypania mogiły na wzór kopca Krakusa czy Wandy. Wśród ojców pomysłu wymieniano: prezesa Senatu Stanisława Wodzickiego, sekretarza Senatu Jacka Mie-

28

| Spotkania z Zabytkami

7-8 2010

roszewskiego, wiceprezesa Trybunału I Instancji Wolnego Miasta Krakowa Jakuba Mąkolskiego, senatora Feliksa Radwańskiego, biskupa Jana Pawła Woronicza. Była to zapewne koncepcja większości, odpowiadająca duchowi panującego wówczas romantyzmu. Uważano, że mogiła będzie świadectwem wielowiekowej ciągłości dziejów, pomnikiem najtrwalszym i  niezagrożonym zniszczeniem przez najeźdźców, a przy tym koszt jej wzniesienia nie będzie ogromny. Ostatecznie na wniosek Jakuba Mąkolskiego Senat 19 lipca 1820 r. przyjął uchwałę Usypanie Mogiły za Pomnik Tadeuszowi Kościuszce. Jako miejsce sypania kopca wybrano wzgórze bł. Bronisławy, niegdyś zwane Sikornikiem, położone na zachód od ówczesnej wsi Zwierzyniec. Właścicielki terenu, norbertanki, przekazały ziemię pod budowę kopca. Nadzór nad całością prac i  uroczystościami związanymi z  założeniem podstawy mogiły objął senator Feliks Radwański senior, nad stroną techniczną budowy czuwał jego syn Feliks młodszy, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, budowniczy miejski. Rozpoczęcie budowy kopca zostało wyznaczone pierwotnie na 15 października 1820 r., dzień rocznicy śmierci Kościuszki. Dzień ten jednak przypadał w niedzielę, tak więc przesunięto uroczystość na następny dzień. Założenie podstawy mogiły poprzedziło sprowadzenie dzień wcześniej ponad 25-metrowego masztu jodłowego ze Śląska, mającego stanowić pion mogiły. Ofiarował go obywatel krakowski Antoni Kruczkowski, właściciel dużego przedsiębiorstwa drzewno-węglowego. 16 października 1820 r. na wzgórzu bł. Bronisławy zebrały się władze Rzeczypospolitej Krakowskiej z prezesem Senatu Stanisławem Wodzickim na czele, byli przedstawiciele dworów opiekuńczych, w tym rezydent Rosji Ignacy Miączyński, Austrii hrabia Józef Sweerts-Spork, Prus baron Ernest Reibnitz, liczne duchowieństwo, profesorowie i studenci Uniwersytetu Jagiellońskiego na czele z rektorem Walentym Litwińskim, korpus sądowy, szkolnictwo średnie i niższe, a także tysiące krakowian i mieszkańców najbliższych okolic, z rydlami i motykami. Uroczystość rozpoczęło nabożeństwo odprawione przez dziekana kapituły krakowskiej ks. Karola Skórkowskiego. Po mszy nastąpiło poświęcenie miejsca, narzędzi i księgi darów. Następnie, po odegraniu przez orkiestrę Poloneza Kościuszki, mowę wygłosił prezes Senatu hrabia Stanisław Wodzicki, a po nim przyjaciel Kościuszki − generał Franciszek Paszkowski. Po mowach został odczytany Wywód słowny założenia mogiły. Dokument z pamiątkami narodowymi, w tym ziemią z pola bitwy racławickiej oraz bronią z czasów insurekcji kościuszkowskiej, złożono w  fundamencie kopca. Wśród znakomitych gości z zagranicy był m.in. wybitny rzeźbiarz duński Bertel Thorvaldsen, a także Angelica Catalani, słynna włoska śpiewaczka, która zatrzymała się w Krakowie w drodze z Petersburga do Paryża (na obrazie Bizańskiego – dama w różowej sukni, z parasolką, pośrodku na pierwszym planie). W trakcie uroczystości kilkadziesiąt taczek wywieźli znaczniejsi obywatele według uprzednio przygotowanej listy, a później, jak pisał naoczny świadek, znikła różnica stanów, profesji, hierarchii, wieku oraz narodowości. Pracowano z  niebywałym entuzjazmem przy dźwiękach muzyki patriotycznej. O zmroku wzgórze ilumino-


| Jan Nepomucen

Bizański, „Sypanie Mogiły Kościuszki”, 1858 r.

(fot. Józef Korzeniowski)

.............................................

wano racami, pochodniami i kagankami. Przez kilkanaście następnych dni po kilkaset osób dziennie pracowało od świtu do nocy pod okiem specjalistów od fortyfikacji ziemnych. 24 listopada 1820 r. dalszy nadzór nad sypaniem kopca Kościuszki został przekazany komitetowi obywatelskiemu, określonemu jako Komitet zarządzający budową Pomnika Tadeusza Kościuszki, który następnie nosił nazwę Komitetu Budowy Kopca, a od 1937 r. Komitetu Kopca Kościuszki. Jego pierwszym prezesem był generał Franciszek Paszkowski. Przez dalsze trzy lata, od wiosny do jesieni, trwały prace budowlane. Do wzniesienia kopca przyczynili się w znacznej mierze architekt Szczepan Humbert oraz profesor Franciszek Sapalski. Ich pomysłem był zarówno kształt usypiska, jak też nowatorskie przyjęcie budowy podwójnej ślimacznicy, prowadzącej na jego szczyt. Na zebraniu Komitetu Budowy Kopca w styczniu 1821 r. uchwalono Odezwę do Polaków, wzywającą wszystkich przedstawicieli społeczeństwa polskiego do ofiarności na rzecz budowy tego wielkiego pomnika ziemnego. Podczas sypania kopca umieszczono w nim urny z ziemią z miejsc uświęconych walkami Kościuszki i jego żołnierzy, w tym spod Dubienki, Szczekocin, Maciejowic. Po trzech latach prac i korektach planów kopiec został usypany i pokryty urodzajną glebą, na powierzchni posadzono specjalne rośliny i perze o silnych korzeniach, które miały gwarantować ochronę budowli przed wiosennymi i letnimi deszczami. 25 października 1823 r. oficjalnie zakończono budowę kopca. Komitet Budowy Kopca nie został rozwiązany po jego wzniesieniu. Najważniejszym jego zadaniem stało się teraz dbanie o budowlę i finansowanie wszelkich prac konserwatorskich. Z funduszy ofiarowanych przez społeczeństwo finansowano nieustannie prace naprawcze, gdyż kopiec, będąc budowlą ziemną, był szczególnie narażony na działania atmosferyczne. Nadmierne zawilgocenie, a następnie wysuszenie powodowało pęknięcia stoku i obsuwanie się ziemi. Dużą część winy za ten stan rzeczy ponosili

konstruktorzy, którzy odstąpili od pierwotnego planu, sypiąc kopiec bez oparcia konstrukcji na solidnym rusztowaniu z drewna i kamienia. W 1846 r. polecono opracować projekty przebudowy kopca i zabezpieczenia jego ścian przed obsuwaniem się ziemi. Nie zostały one zrealizowane z powodu wydarzeń patriotycznych w Krakowie w 1846 i 1848 r. Ciekawą inicjatywą Komitetu była próba realizacji założenia przy kopcu wzorcowej osady o nazwie Kościuszko dla potomków weteranów powstania kościuszkowskiego. Do osadników miała należeć opieka nad kopcem. Po wydarzeniach Wiosny Ludów, w latach 1849-1850 austriackie władze wojskowe zajęły grunty położone na wzgórzu bł. Bronisławy z zamiarem wzniesienia na nich fortyfikacji. Po interwencjach u cesarza Franciszka Józefa Habsburga w 1852 r. osiągnięto kompromis, na mocy którego wojsko wykupiło cały teren. Jedynie obszar o powierzchni 1 morgi wiedeńskiej (0,56 ha) u podstawy kopca wraz z kapliczką został uznany przez władze austriackie za własność Komitetu. W latach 1850-1856 został wzniesiony przez Austriaków oryginalny i unikatowy w swej formie fort cytadelowy: Fort Kościuszko, który otoczył kopiec. Cytadela ta − to jedna z najstarszych i najpotężniejszych zachowanych fortyfikacji Twierdzy Kraków. Budowla zachowała się do dnia dzisiejszego niemal w całości, jedynie w latach 1945-1947 wyburzono bastion południowo-zachodni i przyległe kaponiery. Fort stanowi przykład mistrzostwa w europejskiej sztuce fortyfikacji w połowie XIX w. 16 czerwca 1860 r. na szczyt kopca został wtoczony olbrzymi głaz granitowy, który przywieziono znad potoku Bystrego w Kuźnicach koło Zakopanego. Pod bryłą granitu z napisem „Kościuszce” zdeponowano pamiętnik budowy kopca, opis kamienia oraz banknoty z czasów insurekcji. Mieszkańcy Krakowa tradycyjnie odwiedzali kopiec w dniu rocznicy śmierci Kościuszki, Konstytucji 3 maja oraz w czasie odpustu Emaus.

Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

29


Spotkanie z książką Władze austriackie postanowiły zamknąć kopiec dla zwiedzających, a  wiązało się to z  manifestacjami patriotycznymi, które miały miejsce przed wybuchem powstania styczniowego. W  poniedziałek wielkanocny 1869 r. mieszkańcy Krakowa po Emausie, zgodnie ze zwyczajem, udali się na górę bł. Bronisławy i zastali zamkniętą bramę. Została ona jednak wyważona, umożliwiając krakowianom wejście na kopiec. W dobie autonomii galicyjskiej, kiedy Kraków był stolicą duchową ziem polskich pod zaborami, władze austriackie nie robiły większych trudności w  odwiedzaniu kopca. Obiekt stał się miejscem pielgrzymek narodowych, budził uczucia patriotyczne i  jednoczył Polaków ze wszystkich zaborów. Po wybuchu pierwszej wojny światowej w 1914 r. kopiec został uznany za ważny element austriackiego systemu fortyfikacji Twierdzy Kraków. Ze  szczytu usunięto pamiątkowy głaz, a na jego miejscu umieszczono wojskowe posterunki obserwacyjne. W niepodległej Polsce kopiec stanowił nadal oprócz atrakcji turystycznej i punktu widokowego miejsce szczególne w patriotycznej edukacji młodego pokolenia. W okresie międzywojennym był też świadkiem wielu uroczystości państwowych, parad wojskowych i spotkań krakowian, odbywających się na Błoniach. 4 lipca 1926 r. w 150. rocznicę Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych do kopca została złożona ziemia amerykańska z  pól bitewnych w  Yorktown oraz spod Saratogi. W okresie okupacji niemieckiej, w kwietniu 1941 r. generalny gubernator Hans Frank zatwierdził projekt niwelacji kopca, jako symbolu polskości, nieodpowiedniego tła dla projektowanej na Błoniach dzielnicy rządowej (Regierungsviertel). Na szczęście skończyło się tylko na planach. Po drugiej wojnie światowej pomimo pomysłów wyburzenia fortyfikacji w  bezpośrednim otoczeniu kopca, fort został uratowany. Na początku lat siedemdziesiątych XX w., w  związku z  powrotem do Polski ze  Lwowa „Panoramy Racławickiej”, rozpatrywano koncepcję wybudowania wokół kopca kompleksu muzealno-wystawienniczego, w którym eksponowano by monumentalne dzieło. W  1980 r. została podjęta ostatecznie decyzja o umieszczeniu obrazu we  Wrocławiu. Powodziowe ulewy 1997 i 1998 r. spowodowały tak wielką erozję kopca, że stan pomnika uznano za katastrofę budowlaną. Po usilnych staraniach kopiec został odbudowany w latach 2000-2002. Uroczyste jego otwarcie nastąpiło w  wigilię Święta Niepodległości w 2002 r. Od 190 lat po dzień dzisiejszy bezpośrednią pieczę nad kopcem sprawuje Komitet Kopca Kościuszki. Piotr Hapanowicz

30

| Spotkania z Zabytkami

KAZIMIERZA STRONCZYŃSKIEGO INWENTARYZACJA ZABYTKÓW W KRÓLESTWIE POLSKIM

J

est, jest, jest! Nareszcie doczekaliśmy się! Staraniem Gabinetu Rycin Biblioteki Uniwersyteckiej w  Warszawie oraz Krajowego Ośrodka Badań i Dokumentacji Zabytków, przy znaczącym wsparciu finansowym Ministerstwa Kultury i  Dziedzictwa Narodowego, zainicjowanym w  przededniu dwusetnej rocznicy urodzin Kazimierza Stronczyńskiego (1809-1896), pierwszego inwentaryzatora zabytków w Polsce (zob. „Spotkania z Zabytkami”, nr 1, 2009, s. 1) przez śp. ministra Tomasza Mertę, ukazał się pierwszy z dziesięciu tomów monumentalnego dzieła – Kazimierza Stronczyńskiego opisy i  widoki zabytków w Królestwie Polskim (1844-1855). Tom pierwszy, zatytułowany Ogólne sprawozdanie Delegacji (opracowanie: Jerzy Kowalczyk przy udziale Roberta Kunkla i  Wojciecha Szymańskiego oraz Wojciecha Boberskiego, wydawca: KOBiDZ, redaktor prowadzący: Beata Bauer, Warszawa 2009) liczy 478 stron i jest starannie wydany (skład i opracowanie graficzne: Piotr Derol). Opuścił on drukarnię (Petit s.c. Lublin) już pod koniec ubiegłego roku, ale ze względu na katastrofę smoleńską, w której zginął m.in. Tomasz Merta, promocja książki odbyła się dopiero 14 czerwca 2010 r. Tom, który otrzymaliśmy jest wprowadzeniem do zasadniczego dzieła Kazimierza Stronczyńskiego (jego inwentaryzacji zabytków starożytności w  Królestwie Polskim, obejmującej ponad 400 miejscowości!) i  podzielony został na dwie części: źródła oraz komentarze. Jak pisze we wstępie prof. Jerzy Kowalczyk „Dopiero po 150 latach od zakończenia prac [...] prowadzonych przez Kazimierza Stronczyńskiego, podjęliśmy kompleksowe opracowanie tego monumentalnego dzieła, szczęśliwie zachowanego w Gabinecie Rycin Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie. Składa się ono z pięciu tomów opisów zabytków i  siedmiu atlasów z  widokami zabytków malowanych akwarelą [utrwalonych na 418, pierwotnie 420, tablicach]. Ta wielka praca została wykonana w latach 1844-1855 przez Delegację Komisji Rządowej i  jej kierownika Kazimierza Stronczyńskiego, przy udziale archiwistów i  malarzy. Wreszcie przygotowana zostaje do druku w pełnej wersji – tekst źródłowy i ilustracje”. Włączony do opracowania materiał jest jednak znacznie szerszy i  obejmuje (poza wymienionymi źródłami przechowywanymi w  Gabinecie Rycin BUW): Pamiętnik Kazimierza Stronczyńskiego z  lat czterdziestych i  pięćdziesiątych XIX w. (nabyty w  jednym z  warszawskich antykwariatów do zbiorów

7-87-820102010

Gabinetu Rycin w  1963 r. przez prof. Stanisławę Sawicką), Dziennik podróży Kazimierza Stronczyńskiego z  1844 r., Noty z  podróży z ilustracjami z inwentaryzacji Guberni Lubelskiej i Augustowskiej z lat 1853-1854 oraz foliał Kazimierza Stronczyńskiego Adressa Korrespondentów zawierający kopiariusz listów z lat 1839-1841 (odnalezione w 1973 r. przez Kazimierza Głowackiego w  Archiwum Państwowym w Piotrkowie Trybunalskim), a także brulion z inwentaryzacji Guberni Płockiej z lat 1851-1852 i pamiątki związane ze Stronczyńskim, m.in. model kościoła w  Parzniewie (odnalezione przez tego samego badacza w  Muzeum w  Piotrkowie Trybunalskim). Praca w szerokim zakresie uwzględnia związane z  tematem publikacje (od wydanego jeszcze przed drugą wojną światową opracowania Michała Walickiego, po artykuły Mieczysława Kurzątkowskiego, Kazimierza Głowackiego, Lecha Stępkowskiego, Stanisława Michalczuka, Tadeusza Rudkowskiego), a także rozprawę doktorską Hanny Delimat i niepublikowane wypowiedzi Marcina Gąsiora oraz Piotra Zawilskiego z sesji naukowych (w 1983 i 1999 r.) poświęconych Kazimierzowi Stronczyńskiemu. Program prac nad wydaniem inwentaryzacji Stronczyńskiego od początku zakładał, że opisy zabytków oraz rysunki i  widoki z  połowy XIX w. będą skonfrontowane z dzisiejszym ich stanem, a  zamysł ten udało się w  pełni zrealizować. Dzięki temu powstałe przed stu pięćdziesięcioma pięcioma laty monumentalne dzieło nabrało nowych, edukacyjnych wartości. Pierwszy tom inwentaryzacji Stronczyńskiego, w  cenie 200 zł, można zamawiać u  wydawcy za pośrednictwem faxu: 22 82602-39, poczty elektronicznej: zamowienia@ kobidz.pl lub listownie: Krajowy Ośrodek Badań i  Dokumentacji Zabytków, ul. Kopernika 36/40, 00-924 Warszawa. Gotowy jest także tom drugi, zawierający dwa atlasy z  kolorowymi akwarelami i  fotografiami zabytków w  Guberni Radomskiej, opracowany przez Karola Guttmejera (Biuro Stołecznego Konserwatora Zabytków), a jeszcze w  tym roku planowany jest druk tekstu do tego właśnie tomu oraz wydanie dwóch kolejnych atlasów, tym razem z widokami zabytków w Guberni Warszawskiej, pod redakcją Przemysława Wątroby (BUW). Jednakże sprzedaż poszczególnych woluminów dotyczących zabytków w  danej guberni będzie prowadzona przez wydawcę dopiero po skompletowaniu tomów zawierających część opisową i ilustracyjną.


SPOTKANIA NA WSCHODZIE

Pałac Bułhaków

w Dobośni

D

obośnia, rozległa posiadłość w dawnym woj. mińskim, 30 km na wschód od   Bobrujska,   należała w XV w. do książąt Trabskich, następnie, jako „Doboszny”, do Gasztołdów. W 1542 r., po śmierci Stanisława Gasztołda, pierwszego męża Barbary Radziwiłłówny, jego dobra przeszły we  władanie Chodkiewiczów, a  w  1620 r. – Sapiehów. Pod koniec XVIII w., na krótko przed rozbiorami, kupił Dobośnię sędzia i rotmistrz rzeczycki Ignacy Bułhak. Ponieważ ani on, ani jego brat Wincenty nie mieli dzieci, majątek zapisali siostrze Fortunacie, która wyszła za Gabriela Bułhaka z innej linii rodu. Nazwisko właścicieli nie uległo więc zmianie. Po wprowadzeniu rosyjskiego podziału administracyjnego płynąca przez Dobośnię rzeczka – także Dobośnia – stała się granicą guberni mińskiej (na prawym brzegu) i mohylewskiej. Mniejszą, lewobrzeżną część miejscowości z folwarkiem zwano Żylicze. Dziś nazwa ta oficjalnie obejmuje całą wieś. Pałacu trzeba więc szukać w  Żyliczach (Dobośnia − to obecnie

.........................................................................................................................................

mały przysiółek, nieuwzględniany na mniej dokładnych mapach). Dwaj synowie Gabriela, Józef i  Ignacy, podzielili się majątkiem. By otrzymać Dobośnię, która stała się ośrodkiem rodzinnych dóbr, Ignacy Bułhak spełnił warunek wuja Igna-

cego i  ukończył Uniwersytet Wileński. Posiadłości znacznie powiększył, drogą kupna oraz dzięki dwóm małżeństwom. Powszechnie szanowany, został marszałkiem szlachty powiatu bobrujskiego (wcześniej tę godność piastował wuj) oraz honorowym in-

1 1 | Korpus główny pałacu Bułhaków 2 | Pałacowa kaplica

...............................................................................

2

spektorem szkół. Nic więc dziwnego, że postanowił wznieść w  Dobośni wspaniałą rezydencję, odpowiadającą jego zamożności i pozycji. Mimo wielu zniszczeń zachowana w  zasadniczym kształcie, należy ona do cenniejszych zabytków architektury dzisiejszej Białorusi. Korpus główny pałacu z  dwoma skierowanymi do tyłu skrzydłami stanął w  latach 1825-1826, ale kolejne przebudowy i  rozbudowy klasycystycznego gmachu trwały z przerwami Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

31


SPOTKANIA NA WSCHODZIE

3 | Makieta pałacu – stan obecny 4 | Sufit przedsionka sali jadalnej 5 | Fragment sali jadalnej ..............................................................................

ległym do korpusu głównego. Środek zajmuje wielka brama przejazdowa dla powozów, sklepiona kolebką z kasetonami i z obu stron wsparta na kolumnach korynckich. Boczne partie tego skrzydła zdobi od strony dziedzińca sześć kolumn jońskich. Pałacowe wnętrza – około stu sal i pokoi – znamy jedynie z wykonanych tuż przed 1914 r.

3 niemal do pierwszej wojny światowej. Kto go zaprojektował, w  istocie nie wiadomo – brak dokumentów nie pozwala, jak dotychczas, na jednoznaczne ustalenia. Antoni Urbański, informowany przez ostatniego właściciela, Emanuela Bułhaka, podaje, że „budową domu kierował architekt Kłobukowski, uczeń akademii petersburskiej. Wszystkie detale architektoniczne wewnętrznego urządzenia były przez niego opracowane” (A. Urbański, Memento kresowe, Warszawa 1929, s. 100). Kierowanie budową i zaprojektowanie wystroju wewnętrznego − to jednak niekoniecznie projektowanie całości, zwłaszcza że ów Kłobukowski nie jest bliżej znany. Na podstawie niemożliwej do zweryfikowania wzmianki w „Kurierze Warszawskim” z 1853 r. (nr 265) często wiąże się dobośniański pałac ze  znanym wileńskim architektem Karolem Podczaszyńskim, czy jednak miałby on być twórcą pierwotnego projektu, czy autorem rozbudowy z  połowy XIX w., stwierdzić nie sposób. Obszerna litewska monografia Podczaszyńskiego również opiera się jedynie na informacji z  „Kuriera” (V. Levandauskas, Architektas Karolis Podčašinskis, Vilnius 1994, ss. 48-53). Fasadę najstarszej części pałacu akcentuje sześciokolumnowy portyk koryncki w wielkim porządku, zwieńczony trójkątnym szczytem – niegdyś z  herbami właścicieli. Na jego osi, ponad klatką schodową zbudowany został górujący nad budowlą dwukondygnacyjny belweder z nieistniejącymi już dziś zegarami od frontu i od dzie-

32

| Spotkania z Zabytkami

4 dzińca. Skrzydła boczne również mają portyki, ale czterokolumnowe. Po śmierci Ignacego w 1848 r. jego syn Edgar powiększył rezydencję, przedłużając boczne skrzydła niższymi, parterowymi łącznikami, wiodącymi do narożnych pawilonów. Pośrodku prawego łącznika wzniesiono kaplicę pałacową z fasadą ozdobioną Okiem Opatrzności w trójkątnym szczycie. Nową część lewego skrzydła przeznaczono na oranżerię i ogród zimowy. Pałac w takim kształcie oglądał i  w  dwóch ujęciach narysował Napoleon Orda. Kolejną rozbudowę podjął na przełomie XIX i XX w. syn Edgara, Emanuel Bułhak, zamykając dziedziniec skrzydłem równo7-8 2010

5


SPOTKANIA NA WSCHODZIE

trzu, pokazywanym jako dawny pokój dziecinny, skromniejszemu sufitowi towarzyszy fryz z  gryfami. Na klatce schodowej we  fryzie widnieją kobiety w  antycznych strojach, oplecione złotymi girlandami. Bogato ozdobione zostały nawet sufity korytarzy. W  jednej z  sal parteru znajduje się efektowny fryz z aniołami i głowami dziewcząt. Wokół pałacu rozciąga się zaniedbany park, a w nim ruiny budynków gospodarczych, m.in. lodowni. W zaroślach leży cokół nagrobka pierwszego właściciela Dobośni z rodu Bułhaków. Na poobtłukiwanym kamiennym prostopadłościanie widnieje napis: „Tu spoczywa Ciało / Ś. P. Jaśnie Wielmoż-

6 fotografii Jana Bułhaka (zob. Roman Aftanazy, Dzieje rezydencji na dawnych Kresach Rzeczypospolitej, Warszawa 1991, t. 1, ss. 38-56). Podczas pierwszej wojny światowej Bułhakowie wywieźli w głąb Rosji bogate zbiory: meble, obrazy, rzeźby, srebra, tkaniny, pamiątki historyczne, bibliotekę i  archiwum (gdzie zapewne była dokumentacja budowy). Po bolszewickim przewrocie wszystko przepadło, podobnie jak wyposażenie pozostawione na miejscu. Sam pałac jednak ocalał, władze sowieckie umieściły w nim technikum rolnicze. Podczas drugiej wojny światowej zniszczeniu uległa oranżeria i przylegający do niej narożny pawilon, powstała więc wyrwa w  czworobocznej zabudowie. Obecnie w dawnej rezydencji Bułhaków mieści się „kompleks muzealny”, udostępniający najciekawsze sale głównego korpusu i niewielką ekspozycję historyczną na piętrze belwederu. Przy czym, wobec nieistnienia jakiegokolwiek historycznego wyposażenia, jest to nie tyle muzeum wnętrz pałacowych, co „muzeum pałacowych sufitów”, zwiedzane z  głową zadartą ku górze. Najciekawsze są bowiem bez wątpienia ocalałe polichromowane sufity i  drewniane kasetonowe stropy oraz towarzyszące im stiukowe fryzy, zwłaszcza w reprezentacyjnych pomieszczeniach pierwszego piętra. W  największej sali jadalnej, wspartej na czterech korynckich kolumnach,

6 | Kasetonowy strop sali balowej

7 | Fryz z gryfami w pokoju dziecinnym

8 | Fryz w sali na parterze (zdjęcia: Jarosław Komorowski)

7

8 fryz ukazuje sceny mitologiczne, z  antycznymi wojownikami, rydwanami i walką ze smokiem. Niezwykły jest sufit przedsionka tej sali z wielobarwną rozetą o orientalnej stylizacji. Nieco mniejszą salę balową nakrywa strop kasetonowy, uzupełniony fryzem o motywach roślinnych. We wnę-

nego / Ignacego syna Alexandra / BUŁHAKA / Marszałka P[owia]tu Bobrujskiego / Kawalera Orderu Śtej Anny 2ej Klassy. / Urodzony z  Bartkowskiej R[ok.]u 1764 / [...] 28 dnia. Okończył [!] życie / [...] oktobra 1go dnia”. Jarosław Komorowski

Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

33


ZABYTKI W KRAJOBRAZIE

Dwa nagrobki w Drobinie

– dzieło mistrza i jego naśladowców

.........................................................................................................................................

N

ajstarsze wzmianki źródłowe wspominające o Drobinie, niewielkim miasteczku położonym na północy Mazowsza, pochodzą już z  pierwszej połowy XIV stulecia. W  ciągu wieków dobra drobińskie były kolejno własnością Gulczewskich, Skarbków, Tyszkiewiczów, by w końcu w XIX w. przechodzić z rąk do rąk co kilka lat. Rodem najbardziej związanym z miastem, a  zarazem władającym nim najdłużej, bo od połowy XV w. aż po schyłek wieku XVII, była rodzina Kryskich. Kryscy herbu Prawdzic należeli do najstarszych, najmożniejszych i  bardzo wpływowych rodzin szlacheckich ziemi ciechanowskiej i  płockiej. Przedstawiciele rodu od połowy XV w. reprezentowali   elity   dygnitarsko-senatorskie kolejno Mazowsza, Korony czy później – Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Swoją wysoką pozycję społeczną, urzędy oraz majątek zawdzięczali regalistycznej postawie i bezpośrednim związkom z dworami książąt mazowieckich i królewskim. Twórcą znaczenia familii był Ninogniew I, który kolejno piastował urzędy kasztelana płockiego (1463-1465) oraz wojewody płockiego (1465-1468). Pozostawił po sobie kilku synów, z  których najmłodszy, Ninogniew II, sprawujący także godność wojewody płockiego (1496-1507), również miał liczne męskie potomstwo – siedmiu synów. Tak duża dzietność w każdym pokoleniu powodowała, że Kryscy musieli wciąż na nowo odbudowywać i powiększać swój stan majątkowy. Niestety, nie wszyscy przedstawiciele rodziny wykazywali w  tej dziedzinie odpowiednie zdolności, co prowadziło nieuchronnie do ubożenia i degradacji społeczno-politycznej kolejnych linii rodu i przechodzenia ich

34

| Spotkania z Zabytkami

do szeregów średniozamożnej szlachty od końca XV i przez cały XVI w. Największe znaczenie polityczno-majątkowe Kryscy osiągnęli na przełomie XVI i XVII w. dzięki osobistym zdolnościom i  przedsiębiorczości najmłodszego z  synów Ninogniewa II, Pawła − żonatego z  wojewodzianką płocką Anną Szreńską. Sam nie pełnił on żadnego urzędu – był jedynie sta-

1 rostą mławskim (1521-1529), ale to właśnie jego męscy potomkowie kontynuowali senatorską tradycję rodu i  to ich piękne renesansowe nagrobki możemy do dzisiaj oglądać w kościele drobińskim. Spośród trzech starościców mławskich Wojciech (urodzony ok. 1530 r.), kolejno dworzanin Zygmunta Augusta, sekretarz królewski, podkomorzy płocki (1552 r.), zmarł młodo w  1562 r. Zasłużył się jako zdolny dyplomata, któremu ostatni z Jagiellonów powierzył kilka trudnych misji, m.in. do papieża Juliusza III, Marii Tudor czy Filipa II, króla Hiszpanii. Drugi z  braci − Szczęsny (Feliks) nie przejawiał żadnej aktywności politycznej i zmarł bezżennie w 1573 r. Karierę zrobił natomiast najmłodszy 7-8 2010

potomek Pawła – Stanisław. Był on starostą dobrzyńskim od 1558 r., kasztelanem raciąskim od 1563 r., starostą zakroczymskim w  latach 1574-1576, by w końcu osiągnąć godność wojewody mazowieckiego i starosty płockiego (1576 r.). Aktywnie angażował się w kolejne interregna, popierając szczęśliwie za każdym razem zwycięskiego kandydata, co niewątpliwie pomagało mu w  pięciu się w  hierarchii urzędniczej. Przez całe życie był wiernym regalistą i  zagorzałym przeciwnikiem Habsburgów. To właśnie Stanisław Kryski wystawił swoim rodzicom − Pawłowi i  Annie ze  Szreńskich oraz bratu Wojciechowi pomnik nagrobny w  kościele parafialnym w  rodzinnym Drobinie, w którego podziemiach zostały złożone ich doczesne szczątki. Wojewoda mazowiecki z  małżeństwa z  Małgorzatą, córką wojewody płockiego Arnolfa Uchańskiego, brata prymasa Jakuba, doczekał się czterech synów: Pawła (zmarłego w  dzieciństwie), Piotra, który umarł w 1600 r., mając około dwudziestu ośmiu lat, Wojciecha (zmarł w 1616 r.) – kolejno kasztelana sierpeckiego (1609 r.), kasztelana raciąskiego (1613 r.) i w końcu kasztelana płockiego (koniec 1613 r.) oraz Szczęsnego vel Feliksa (1562-1617), który, będąc bliskim współpracownikiem Zygmunta III, w nagrodę za wierną służbę doszedł do jednego z najwyższych urzędów państwowych – kanclerstwa wielkiego koronnego (1613 r.). To jednak nie kanclerz, lecz wojewoda płocki ufundował dla rodziców i  brata – Piotra bliźniaczy nagrobek po drugiej stronie prezbiterium kościoła drobińskiego. Po śmierci Szczęsnego Kryskiego rodzina zaczęła powoli tracić status możnowładczy. Było to spowodowane nie tylko licznymi podziałami majątku na skutek zbyt dużej dzietności, ale


ZABYTKI W KRAJOBRAZIE

Obiektem, dzięki któremu Drobin na stałe zapisał swoją obecność na kartach podręczników historii sztuki jest mieszczący się w centralnym punkcie rynku kościół parafialny św. Stanisława. Mimo iż sama w  sobie gotycka, wielokrotnie przebudowywana bryła świątyni do pereł architektury nie należy, wybrane elementy wyposażenia wynagradzają niedostatki urody wyglądu zewnętrznego kościoła. Salowe założenie o  wnętrzu na planie prostokąta skrywa w  swym prezbiterium dwa niezwykle ciekawe pomniki sztuki sepulkralnej. Pierwszy z  nich − to nagrobek znanej nam już rodzi-

3

2 1 | Kościół św. Stanisława w Drobinie 2 | Nagrobek rodziny Kryskich autorstwa Santi

Gucciego w drobińskim kościele

3 | Herb Dołęga Szreńskich na nagrobku

................................................................................

także brakiem wybitnych jednostek wśród członków rodu. Spośród synów i bratanków kanclerza większość otrzymała jedynie niskie w hierarchii urzędy tytularne ziemskie. Okres świetności rodu na przełomie XVI i XVII w., kiedy potomkowie starosty mławskiego uzyskali ponadregionalne znaczenie i w znaczący sposób angażowali się w życie polityczne nie tylko Mazowsza, ale całej Rzeczy-

pospolitej, pozwolił na zgromadzenie ogromnego, jak na realia mazowieckie, potencjału ekonomicznego. Stanisław Kryski pod koniec życia był właścicielem połowy rodowego Drobina oraz trzydziestu pięciu wsi. Ponadto miał również osiem wsi zastawnych oraz dobra drugiej żony – Katarzyny Kosińskiej. Dysponując tak znacznym majątkiem, wojewoda mazowiecki mógł zatrudnić jednego z najlepszych architektów i  rzeźbiarzy w  Europie, by wykonał nagrobek, który z  jednej strony miał upamiętniać jego najbliższych krewnych, z  drugiej zaś świadczyć o wielkim znaczeniu polityczno-majątkowym samego fundatora.

ny Kryskich – Wojciecha, którego to Łukasz Górnicki uczynił jednym z  bohaterów Dworzanina oraz jego rodziców – Anny de domo Szreńskiej oraz Pawła, dawnych właścicieli Drobina. Autorstwo dzieła powszechnie przypisuje się krakowskiemu artyście przybyłemu z  Włoch, Santi Gucciemu, bądź też rzeźbiarzowi z jego kręgu warsztatowego. Zarówno kunszt wykonania, jak i  nowatorstwo formy zastosowanej przy projektowaniu nagrobka, nawiązującej jednak wyraźnie do pomników nagrobnych rodu Medyceuszy, wskazują na autorstwo samego Gucciego. Spośród jego bogatego dorobku artystycznego warto

Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

35


ZABYTKI W KRAJOBRAZIE

4 | 5 | Postać Anny ze Szreńskich (4) i fragment z dłońmi trzymającymi książkę (5) 6 | 7 | Nagrobek

rodziny Kryskich autorstwa rzeźbiarza lokalnego – postać Stanisława Kryskiego (6) i Małgorzaty z Uchańskich (7)

(zdjęcia: 1 – Paweł Tyszka, 2-7 – Iwona Jesionowska)

5

4 wymienić choćby kilka tak znanych i  cennych dzieł, jak manierystyczny zamek Mirów w  Książu Wielkim − pierwsze na ziemiach polskich założenie typu palazzo in fortezza, wybudowany na zlecenie biskupa Piotra Myszkowskiego, nawiązujący w  swej formie do Wawelu pałac Leszczyńskich w  Baranowie Sandomierskim, kaplicę Myszkowskich przy kościele św. Trójcy w  Krakowie czy wreszcie serię różnorodnych w  swej formie nagrobków: kilkukondygnacyjny, monumentalny pomnik upamiętniający rodzinę Montelupich w  krakowskim kościele Mariackim, stosunkowo prosty nagrobek Andrzeja i  Barbary Firlejów z  postaciami upozowanymi na leżąco, znajdujący się w Janowcu opodal Kazimierza Dolnego czy ciekawy ze  względu na uchwycone w pozie klęczącej, adorujące krzyż postacie Grzegorza i Katarzyny Branickich w Niepołomicach, który to sposób portretowania zmarłych spopularyzuje się w epoce baroku.

36

| Spotkania z Zabytkami

Nagrobek drobiński powstawał w  latach 1572-1578 i  był pierwszym polskim zleceniem tego typu realizowanym przez Santi Gucciego. Wydaje się on szczególnie interesujący ze  względu na prekursorskie, a  zarazem unikatowe w  skali naszego kraju ujęcie postaci przez artystę. W  architektonicznym, dwuosiowym założeniu postacie rodziców spoczywają na siedząco we  wnękach, pomyślanych jako przeciwwaga dla leżącego u  ich stóp syna. Całość dopełnia się wzajemnie, tworząc spójną, przemyślaną kompozycję, w  której każdy z  elementów współgra idealnie z  pozostałymi, postacie zaś sprawiają wrażenie zastygłych w niemej rozmowie. Odzianego w zbroję, leżącego na tumbie grobowej syna otula czułym spojrzeniem matka, wychylająca się ku niemu ze swej niszy. Czułość rodzicielska bije także od postaci małżonka, siedzącego po jej prawicy, uczucie to podkreśla ręka zmarłego ułożona w okolicy serca, co nawiązuje do podobnego gestu wykonywanego przez kobietę. Niezwykle ciekawy efekt uzyskał autor nagrobka, umieszczając oboje zmarłych w  wypełnionych kasetona7-8 2010

................................

mi niszach – padające na nie światło doskonale uwypukla nie tylko fakturę umieszczonych w  podłuczach rozet, ale też wydobywa z głębokiego cienia wnęk jasne postacie Anny i Pawła, doskonale odcinające się od ciemnego tła. Całości dopełnia bogata, nawiązująca do klasycznych form architektonicznych dekoracja, oddająca renesansowy charakter nagrobka – masywny, trójkątny naczółek z  wieńczącymi go amforami, wsparty na dekorowanych motywami kwiatowymi zdwojonych pilastrach jońskich, zawieszone ponad postaciami zmarłych uskrzydlone głowy aniołków, fryzy rollwerkowe okalające kartusze z sentencjami zaczerpniętymi m.in. z Homera i Seneki, a także flankujące ryzalit z  postacią leżącego Wojciecha Kryskiego herby – Prawdzic Kryskich oraz Dołęga Szreńskich. Wart podkreślenia jest również kunszt, z  jakim rzeźbiarz oddał poszczególne elementy odzienia postaci – plisy i załamania szaty Anny ze Szreńskich, trzymającej w  dłoni spoczywającej na kolanie książkę, zapewne modlitewnik oraz różaniec, miękko spływającą na jej ramiona chustę, a  przede wszystkim odwzorowane z najdrobniejszymi detalami elementy zbroi, w które przyodziani są obaj sportretowani męscy członkowie rodu Kryskich.


ZABYTKI W KRAJOBRAZIE

6 Swego rodzaju przeciwwagę estetyczną dla wysokiej próby pomnika sztuki nagrobnej autorstwa Santi Gucciego stanowi drugi nagrobek, umieszczony na przeciwległej ścianie prezbiterium kościoła. Mamy tu do czynienia z  obiektem późniejszym o  kilka dziesięcioleci, wykonanym w  latach 1609-1613 na zlecenie kasztelana sierpeckiego Wojciecha Kryskiego dla swego brata Piotra oraz rodziców – Stanisława i Małgorzaty z Uchańskich Kryskiej. Wystawiony przez niego pomnik wyraźnie koresponduje z nagrobkiem sąsiednim, stanowiąc jego znacznie uboższe, sprymitywizowane odbicie. Fundatorowi piastującemu zaledwie urząd kasztelana z pewnością zbrakło funduszy na sprowadzenie do Drobina wysokiej klasy rzeźbiarza, mogącego sprostać niełatwemu zadaniu dorównania warsztatem pomnikowi dłuta Santi Gucciego, toteż zadowolić się musiał wyrobem autorstwa lokalnego, nieznanego nam artysty. Rzeźbiarz odwzorował ogólne rozplanowanie nagrobka, umieszczając obie postacie rodziców w niszach, syna zaś w pozie leżącej u ich stóp. Uniesione na wysokość piersi dłonie Stanisława

7 i  Małgorzaty naśladują gesty swych pierwowzorów, brak w  nich jednak niezwykłej czułości wyrażanej przez Annę i Pawła, oczy sprawiają wrażenie pustych i martwych, na twarzach natomiast brak wyraźnych rysów, co sprawia wrażenie, jakby przez kilka wieków czas zatarł w  kamieniu te cechy osobowe, które autor chciał zapewne przekazać potomnym. Relief płaskorzeźbionych rozet w  niszach jest płytszy, detal zdobniczy znacznie uboższy i uproszczony, rollwerki ściśle przylegają do ściany, sprawiając wrażenie niemalże płaskich. Pojedyncze pilastry – nad których głowicami umieszczono herby Prawdzic Kryskich oraz Radwan Uchańskich − flankujące wnęki pozostają niewypełnione detalem zdobniczym, a jedynie inskrypcjami dotyczącymi zmarłych. Całość sprawia wrażenie płaskości i statyczności. Drapowanie szat Małgorzaty Uchańskiej jest bardzo niezdarne i  słabo widoczne, podobnie jak elementy zbroi Piotra i  Stanisława, wyglądające wręcz na karykaturalne odbicie swych przodków strojnych w  bogate zbroje paradne, tak znakomicie oddane w każdym detalu

w nagrobku opracowanym przez Santi Gucciego. Elementem stanowiącym przejaw inwencji własnej, dodanym przez artystę w  pomniku późniejszym, jest postać dziecka, stojącego na niewysokim postumencie obok Małgorzaty Kryskiej, podtrzymującego tablicę opatrzoną inskrypcją, a  także wieńczący naczółek anioł, trzymający w rozpostartych ramionach banderolę. W pewnym sensie dopiero dzięki bezpośredniemu zderzeniu wizualnemu obu pomników – autorstwa uznanego, renomowanego jakbyśmy dziś powiedzieli artysty, oraz artysty lokalnego – docenić można bez trudu kunszt i zdolności włoskiego rzeźbiarza. Niepozorne mazowieckie miasteczko nie przyciąga rzesz turystów. Nagrobki drobińskie, choć dorównują klasą tym z  Krakowa czy nawet Rzymu, znane są raczej wąskiemu gronu zainteresowanych. Warto jednak zwiedzając np. Płock, zboczyć nieco z  utartych tras i  zobaczyć perełkę renesansowej sztuki sepulkralnej, dostępnej niemal na wyciągnięcie ręki. Iwona Jesionowska Paweł Tyszka

Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

37


ZABYTKI W KRAJOBRAZIE

ZABYTKI W K

Zabytkowe Kuźnice

.........................................................................................................................................

K

uźnice – ważne miejsce turystyczne − znane są całej Polsce. Tu znajduje się dolna stacja kolejki linowej na szczyt Kasprowego Wierchu, tu mają początek najbardziej uczęszczane szlaki tatrzańskie. Należy jednak pamiętać, że jest to także miejsce powiązane bardzo ściśle z  przeszłością Zakopanego. Sama nazwa wskazuje, iż dawniej teren ten wykorzystywany był na cele przemysłowe. W XIX w. przez wiele lat istniał tu dobrze prosperujący zakład metalurgiczny o  znaczeniu ponadlokalnym, należał bowiem do największych tego typu w  ówczesnej Galicji. Zakopane w tym samym okresie było tylko ubogą wsią góralską.

W  XVIII w. w  pobliskiej dolinie Jaworzynki zaczęto wydobywać rudę żelazną, którą transportowano poprzez Kuźnice do huty w Dolinie Kościeliskiej. Wkrótce jednak i  w  Kuźnicach założona została huta, znana pod nazwą Huta Hamerska. Zakład ten okazał się mało wydajny, głównie ze  względu na niedostateczne dostawy rudy. Znaczny rozwój produkcji nastąpił dopiero na początku XIX w., gdy huta przejęta została przez wywodzącą się z Węgier, a później spolonizowaną rodzinę Homolacsów. W 1807 r. Jan Wincenty Homolacs stał się formalnie jej właścicielem. W  1824 r. Emanuel Homolacs nabył dobra zakopiańskie. Transakcja ta umożliwiła

jakością. Początkowy dość skromny ich asortyment stał się bardzo szeroki. Produkowano różnego rodzaju wyroby kute, walcowane, konstrukcyjne oraz tzw. galanterię żelazną. Niemały wpływ na trwałość zatrudnienia w zakładzie miała dobrze zorganizowana działalność socjalna. Terenem działalności przemysłowej była dolina potoku Bystra. Jego wody, odprowadzone tzw. Młynówką, wykorzystywano jako siłę napędową maszyn. Wzdłuż całej doliny rozlokowane były liczne urządzenia i obiekty produkcyjne: wielki piec z  odlewnią, młot, walcownia, ślusarnia, modelarnia, warsztat tokarski. Powstał również budynek dyrekcji, a w tzw. Murowani-

2

1 1 | Plan zrewitalizowanego zespołu dworsko-

-parkowego w Kuźnicach (na podstawie „Tatry”, TPN, zima 2006, nr 1)

1 – dawna wozownia dworska, 2 – taras z fundamentami dawnego dworu, 3 – zrewitalizowane założenie ogrodu dworskiego, 4 – dawne domki urzędnicze, 5 – dawna karczma, 6 – dawny budynek dyrekcji zakładu metalurgicznego – obecnie siedziba dyrekcji TPN, 7 – krzyż z 1839 r. przy alei głównej, 8 − dawny spichlerz dworski, 9 – restauracja „Kuźnice”, w miejscu dawnej modelarni hutniczej, 10 – lokalizacja wielkiego pieca hutniczego, 11 – dolna stacja kolejki linowej

2 | Taras z odtworzonymi fundamentami dworu Homolacsów od strony południowo-wschodniej

................................................................................

38

| Spotkania z Zabytkami

mu odtąd eksploatację górskich lasów, prowadzoną w celu pozyskiwania paliwa drzewnego dla huty. Niestety, połączone to było z nadmiernym wyrębem drzewostanu w  dolnych partiach reglowych, co doprowadziło do jego dewastacji. Po przejęciu zakładu w  1830 r. przez bratanka Emanuela – Edwarda Homolacsa nastąpiły lata prosperity huty. Przyczyniło się do tego zarówno fachowe zarządzanie, jak i  ciągły popyt na wyprodukowane wyroby odznaczające się wysoką 7-8 2010

cy mieściła się administracja walcowni. W  całym tym zespole wzniesione zostały także budynki mieszkalne i gospodarcze: dwór właścicieli, budynki pracowników tzw. domki hamerników, wozownia, spichlerz, karczma. Historia dworu kuźnickiego związana jest bardzo z jego długoletnią właścicielką Klementyną ze Sławińskich Homolacsową, najpierw żoną Emanuela, a  później Edwarda. Z  pewnością to ona kształtowała wnętrze dworu i parkowe otoczenie wokół niego.


KRAJOBRAZIE

Na początku drugiej połowy XIX w. pojawiły się pierwsze oznaki spadku koniunktury dla zakładu. Ze względu na brak rudy i konkurencję nowocześniejszych przedsiębiorstw, produkcja stawała się coraz mniej opłacalna. W tej sytuacji w 1869 r. Homolacsowie podjęli decyzję o sprzedaży zakładu oraz dóbr zakopiańskich. Następni właściciele nie zdołali zatrzymać procesu upadłościowego i  w  1881 r. zaniechano produkcji. Nowy rozdział w  dziejach Kuźnic rozpoczął się w  1889 r., gdy dobra zakopiańskie nabył Władysław Zamoyski. Wydarzenie to przyjęte zostało z  dużym zadowoleniem nie tylko przez miejscową społeczność,

ZABYTKI W KRAJOBRAZIE

3 3 | Zrekonstruowane założenie ogrodu dworskiego – w głębi budynek dyrekcji TPN

4 | Budynek dawnej karczmy od strony południowej 5 | Budynek dawnej wozowni z widokiem na Nosal

4 lecz również i  przez ogół Polaków. Na terenie Kuźnic nie wznowiono już działalności przemysłowej. Rozpoczęto rozbiórkę urządzeń i  burzenie zabudowań, a maszyny przeznaczono na złom. Pewne obiekty jednak przetrwały i zostały zaadaptowane do nowych celów. W  dawnym budynku dyrekcji zakładu umieszczono Szkołę Pracy Domowej Kobiet, prowadzoną przez Jadwigę Zamoyską – matkę Władysława; szkoła ta, założona w Kórniku, po kilku zmianach lokalizacji, ostatecznie znalazła siedzibę w Kuźnicach. Uczennicom pochodzącym ze  wszystkich zaborów zapewniała oprócz praktycznego wykształcenia także wychowanie patriotyczne. Z  pozostałych obiektów zachowały się: tzw. Murowanica, dawna karczma, wozownia i spichlerz dworski. Sam dwór jednak nie ocalał, gdyż w 1884 r. został zniszczony przez pożar. Władysław Zamoyski prowadził szeroko zakrojoną działalność na

...............................................

5

rzecz Tatr i  Zakopanego. Dla sprawy polskiej najważniejsza była jego wieloletnia walka o Morskie Oko, szczęśliwie zakończona sukcesem. W jego dobrach zaprowadzony został porządek, zatrzymano niekontrolowany wyrąb lasów, podejmowano liczne inicjatywy o  znaczeniu gospodarczym i  społecznym. Kuźnice i dobra zakopiańskie były własnością Władysława Zamoyskiego do jego śmierci w 1924 r. Potem przejęte zostały przez utworzoną przez niego fundację – Zakłady Kórnickie. Z kolei w 1934 r. przeszły na własność państwa polskiego. Utrzymywana przez fundację szkoła w 1932 r. przekształcona została w  Gimnazjum i  Liceum Gospodarcze. W czasie okupacji niemieckiej, po usunięciu zakładu szkolnego, budynek zaadaptowano na hotel dla władz okupacyjnych. Po zakończeniu drugiej wojny światowej wznowiono na krótko przerwane nauczanie szkolne.

W  1951 r. obiekt z  terenem przystosowano dla potrzeb zespołu szpitalno-sanatoryjnego, który prowadził tu pełną działalność aż do 2003 r. Odtąd nastąpiło stopniowe jego przenoszenie w inne miejsca. Równocześnie opuszczone obiekty przekazywane były nowemu zarządcy – Tatrzańskiemu Parkowi Narodowemu. W 2004 r. podjęte zostały pierwsze prace remontowe w dawnej wozowni, spichlerzu i  karczmie. W  2005 r. Tatrzański Park Narodowy, po złożeniu wniosku, uzyskał dofinansowanie z  funduszy europejskich na realizację projektu „Rewitalizacja zespołu dworsko-parkowego w Kuźnicach”. Projekt ten nie obejmował budynku poszpitalnego, przeznaczonego na siedzibę dyrekcji Tatrzańskiego Parku Narodowego – jego adaptacja miała stanowić oddzielną inwestycję. W  latach 2006-2008 przeprowadzone zostały dalsze prace remontowo-adaptacyjne

Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

39


ZABYTKI W KRAJOBRAZIE

ZABYTKI W K

otaczająca fontannę. Dzieło to pod względem plastycznym odznacza się spokojnymi harmonijnymi wzorami. Nadwątlona przez czas, częściowo zdekompletowana, w 1977 r. balustrada poddana została gruntownej renowacji. Drugim obiektem, zaliczającym się do najstarszych wyrobów kuźnickich, jest krzyż z 1839 r. przy alei głównej. Został on wystawiony przez Edwarda Homolacsa dla uczczenia pamięci jego sługi, który podczas napadu uratował mu życie, lecz przy tym sam zginął. Oprócz tych zachowanych na dawnym terenie dworskim, metalowe wyroby pochodzące z  Kuźnic można jeszcze dziś odnaleźć w różnych miejscach Zakopanego.

6

7

8

7 6 | Dawne domki urzędnicze (obecnie

pracowników TPN) z widokiem na Nosal

7 | Budynek dyrekcji TPN od strony zachodniej 8 | Dolna stacja kolejki linowej (zdjęcia: Stanisław Grzelachowski)

................................................................................

w  istniejących budynkach oraz rewitalizacyjne na obszarze całego zespołu. Głównym założeniem prac terenowych było odtworzenie dawnego układu dworsko-parkowego. Uczytelnione zostały fundamenty dworu Homolacsów. Zrekonstruowano tarasowe rozplanowanie ogrodu dworskiego, ze  schodami, fontanną i  gazonami. Wykonano nowy układ pieszo-jezdny, respektując jednocześnie historyczne założenie z aleją główną w partii środkowej. Cały teren otrzymał stylowe oświetlenie, wzdłuż alei głównej ustawiono ławki. Taras w miejscu dawnego dworu przeznaczono na organizowanie czasowych ekspozycji.

40

| Spotkania z Zabytkami

W 2005 r. dwa zachowane budynki dworskie z początku XIX w. − wozownia i  spichlerz − zostały wpisane do rejestru zabytków. Wozownię przeznaczono na cele muzealne, a spichlerz na wystawy czasowe. Odremontowano dwa dawne domy urzędnicze, usytuowane w sąsiedztwie nieistniejącego dworu, które są obiektami mieszkalnymi pracowników Parku. We  wrześniu 2008 r. obszar zespołu dworsko-parkowego wpisany został do rejestru zabytków. Od listopada 2008 r. w odnowionym budynku poszpitalnym mieści się dyrekcja Tatrzańskiego Parku Narodowego. Na parterze budynku znajduje się kaplica urządzona jeszcze przez Jadwigę Zamoyską. W Kuźnicach zachowały się tylko nikłe ślady przemysłowej działalności zakładu metalurgicznego, natomiast przetrwały niektóre wyroby tego zakładu. Jednym z  nich jest odlana z  surówki, segmentowa balustrada 7-8 2010

Po trwających dwa lata pracach związanych z  rewitalizacją zespołu dworskiego w  Kuźnicach 6 czerwca 2009 r. nastąpiło jego symboliczne otwarcie, połączone z  okolicznościowymi imprezami. Zorganizowana została sesja popularnonaukowa, inscenizacje teatralne, koncert oraz zwiedzanie zespołu. Przekazany społeczeństwu odnowiony zespół dworsko-parkowy dobrze przyczynia się do popularyzacji przeszłości Kuźnic. Pomocne w  tym są wystawy oraz ekspozycje organizowane w jego obiektach. Atrakcyjność tego zespołu, w  porównaniu do podobnych w  innych miejscach kraju, jest wyjątkowa ze względu na jego położenie pośród Tatrzańskiego Parku Narodowego. Zachowane budynki zabytkowe, poprzez swoją formę i użyte materiały, doskonale wpisują się w to naturalne środowisko górskie. Stanisław Grzelachowski


KRAJOBRAZIE

ZABYTKI W KRAJOBRAZIE

Akcja cmentarze

Anioł Michała Kamieńskiego na cmentarzu w Ozorkowie

O

..........................................................................................................................................

zorków, drugie co do wspaniałe odlewy aniołów na naroż- oraz wspaniała rzeźba ze spiżu autorwielkości miasto w  pow. nikach. Sarkofag nadal jest ozdobio- stwa Michała Kamieńskiego. zgierskim, ma średnio- ny rzeźbionym w kamieniu, pięknym Anioł Kamieńskiego umieszczony wieczną metrykę. Do po- medalionem przedstawiającym praw- jest na szczycie wzgórza, na którym czątku XIX w. miejscowość była wsią. dopodobnie głowę Matyldy Schlösser. ulokowany został cmentarz. Rzeźba, W  1816 r. Ozorków uzyskał wielkości dorosłego człowieka, status miasta prywatnego, nalepostawiona jest na ogrodzonym żącego początkowo do Ignacego ozdobną kratą grobie Heleny Starzyńskiego, a  następnie do Wandy z  Liebichów Modro hr. Feliksa Łubieńskiego i  jego (1905-1929). Usytuowana na syna gen. Tomasza Łubieńskieprostym postumencie, z  epitago. Po uzyskaniu praw miejfium z  tzw. szwedzkiego szkła, skich rozwój Ozorkowa przeprzedstawia kobietę w  antyczbiegał w  sposób zbliżony dla nym stroju z  potężnymi skrzyinnych miejscowości fabryczdłami, wyciągającą ręce nad nych, leżących w  orbicie Łogłową dziecka. Najprawdopodzi. Miasto stało się ośrodkiem dobniej w  2009 r. skradziono przemysłowym, zamieszkanym lub zniszczono postać dziecka przez ludność zróżnicowaną na– widoczna jest już tylko na rodowościowo. W jej skład wefotografii. Mimo dewastacji szła znaczna grupa niemieckich monument nadal jest piękny ewangelików. Pozostałością po i  imponujący. Postać anioła nich są: kościół Dwunastu ma sygnaturę warszawskich Apostołów Jezusa Chrystusa, odlewników: inż. M. Gawryufundowany przez Heinricha chowskiego i  J. Szczecińskiego. Schlössera i  Christiana WilZ boku podstawy umieszczono helma Wernera oraz cmentarz sygnaturę autora rzeźby – Miewangelicko-augsburski przy ul. chała Kamieńskiego. Cmentarnej. Oprócz prac w  Muzeum Cmentarz jeszcze w  latach Narodowym w  Warszawie, podziewięćdziesiątych XX w. był mnika Ignacego Jana Paderewnekropolią z  wieloma niezwyskiego w  Parku Ujazdowskim kłymi obiektami sepulkralnymi. i  rzeźby wiceprezydenta WarObecnie jest systematycznie szawy dr. Karola Rychlińskiego okradany przez złomiarzy i hanw  Drewnicy-Ząbkach jest to dlarzy antykami. Zdewastowaprawdopodobnie jedna z  nieno m.in. zespół grobowy rodu | Rzeźba Michała Kamieńskiego na fotografii sprzed 2009 r. licznych przetrwałych realizacji fabrykanckiego    Schlösserów (fot. Mirosław Pisarkiewicz) rzeźbiarskich rozstrzelanego i  Wernerów, z  charakterystycz- ............................................................................................................ w Powstaniu Warszawskim Miną kaplicą grobową Heinricha chała Kamieńskiego, nie licząc i Carla Schlösserów, czy raczej mauzo- Na całym obszarze cmentarza znikają odtworzonego niedawno Pomnika leum w formie egipskiej świątyni, wy- w  zastraszającym tempie kraty ogro- Dowborczyka. budowany w 1884 r., po śmierci męża, dzeń i żeliwne krzyże. Czy rzeźba ocaleje na coraz barprzez Matyldę Schlösser. Ze stojącego Na cmentarzu w Ozorkowie znaj- dziej niszczonym cmentarzu ewanna zewnątrz kamiennego sarkofagu duje się także kwatera żołnierzy nie- gelicko-augsburskim w  Ozorkowie? skradziono na przełomie XX i XXI w. mieckich, poległych w Operacji Łódz- Czas pokaże ... wszystkie brązowe ozdoby, m.in. kiej w  listopadzie i  grudniu 1914 r. Mirosław Pisarkiewicz Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

41


ZABYTKI W KRAJOBRAZIE

Cerkiew

Akcja drewno

w Łosince

..........................................................................................................................................

P

rawosławna parafia w  Łosince, położonej w  powiecie bielsko-podlaskim, powstała w  1778 r. na mocy przywileju wydanego przez hetmanową wielką koronną i  starościnę bielską, Izabelę Branicką, w  porozumieniu z metropolitą unickim i administrato-

ny przez nadwornego malarza Jana Klemensa Branickiego − Augustyna Mirysa, a  w  ołtarzach bocznych obrazy św. Jakuba Apostoła oraz Opieki Matki Bożej pędzla tego samego mistrza. Obok cerkwi usytuowana została dwukondygnacyjna dzwonnica, również drewniana, czworo-

2 1 | Cerkiew św. Apostoła Jakuba syna Alfeusza w Łosince

2 | Wnętrze cerkwi, w głębi ikonostas z 1886 r. 3 | Ołtarz z ikoną Świętej Trójcy 4 | Ikona patronalna św. Apostoła Jakuba (zdjęcia: Jerzy Samusik)

................................................................................

1 rem biskupstwa brzeskiego, Leonem Szeptyckim. Wtedy też konsekrowano cerkiew, której wznoszenie właśnie zakończono, nadając jej za patrona św. Jakuba Apostoła. Nie była to budowla nowa, lecz siedemnastowieczna, drewniana, przeniesiona z cmentarza znajdującego się w pobliskim Nowym Berezowie. Postawiono ją na planie sześciokąta, na fundamencie z  cegły, ściany zewnętrzne oszalowano, dach pokryto gontem, kopułę zaś blachą. Ponieważ była to cerkiew obrządku unickiego, wewnątrz nie zbudowano ikonostasu, lecz trzy ołtarze. W ołtarzu głównym znalazł się obraz przedstawiający Świętą Trójcę, namalowa-

42

| Spotkania z Zabytkami

boczna, pokryta gontem, mieszcząca cztery dzwony. Najcięższy z  nich, ważący około 500 kg, z wizerunkiem Jezusa Chrystusa, Matki Bożej i  św. Mikołaja Cudotwórcy, odlany został w  Moskwie, skąd przywieziono go w 1879 r. W  latach trzydziestych XIX w. w cerkwiach poczęły pojawiać się ikonostasy w związku z powrotem unitów do prawosławia. Także w  łosińskiej cerkwi zbudowano w 1840 lub 1841 r. ikonostas, do którego ikony napisał sprowadzony z Brańska malarz Cyryl Michnow. Przysłonił on ołtarz, w którym nadal znajdowała się „Święta Trójca” Augustyna Mirysa. Przedłuże7-8 2010

niem ikonostasu stały się ołtarze boczne, z zachowanymi obrazami malarza Branickich. Przeniesiona z  Nowego Berezowa świątynia była już znacznie nadwątlona i w miarę upływu czasu wymagała coraz częstszych remontów. W 1882 r. postanowiono ją wreszcie rozebrać i na jej miejscu zaczęto budować nową, dużo większą, na którą materiał budowlany w postaci około 1500 kloców drewna pozyskano z Puszczy Ladzkiej. W  1886 r. świątynię konsekrowano i  nadano patrona – św. Apostoła Jakuba syna Alfeusza. Była to pierwsza i dotychczas jedyna cerkiew w Polsce pod takim wezwaniem. Nowa cerkiew wzniesiona została na planie krzyża łacińskiego, co było rzadkością na Podlasiu Północnym, gdzie prawie wszystkie prawosławne świątynie zakładano na planie krzyża greckiego. Wyjątek – oprócz Łosinki – stanowiły cerkwie w Narwi, Pasynkach i  Nowej Woli. Zwężone prezbiterium zostało zamknięte trójbocznie, po obu jego stronach znalazły się dwa prostokątne pomieszczenia: prothesis i  diakonikon. Budowla otrzymała


ZABYTKI W KRAJOBRAZIE

konstrukcję wieńcową i  szkieletową. Ustawiona została na fundamencie z ciosanych kamieni polnych zespolonych zaprawą. Ściany oszalowano deskami, wzmacniając je lisicami. Więźba dachowa była krokwiowo-płatwiowa, z zastosowaniem zastrzałów, dach wielopołaciowy, łamany, pokryty blachą. Nad skrzyżowaniem nawy i transeptu wzniesiono ośmioboczną wieżę, nakrytą cebulastym hełmem i  zwieńczoną cerkiewnym krzyżem na kuli. Ścianki wieży gładkie, z pilastrami na narożach, zakończone trójkątnymi szczytami, nakrytymi dwuspadowymi daszkami. W  każdej ściance umieszczono wielokwaterowe okno, zakończone łukiem.

4

3 Jednoosiową elewację frontową cerkwi usytuowano po stronie zachodniej; na osi znalazły się drzwi wejściowe, poprzedzone gankiem, wspartym na ośmiu toczonych, ozdobnych słupach. Podobne ganki zbudowano również przed wejściami bocznymi w  ścianach północnej i  południowej. Elewacja frontowa w  partii dachu przeszła w  dwupiętrową wieżę, która w kondygnacji niższej miała plan kwadratu, w wyższej zaś – ośmiokątnego bębna, opilastrowanego na narożach, zwieńczonego profilowanym gzymsem. Bęben, z  czterema prostokątnymi, wielokwaterowymi oknami, nakryty został hełmem ostrosłupowym,

z cebulastym zwieńczeniem i krzyżem na kuli. W wieży tej zawieszono dzwony z poprzedniej cerkwi, a oprócz nich również 800-kilogramowy dzwon, sprowadzony w  1889 r. z  Moskwy, a  zamówiony przez parafian na pamiątkę cudownego ocalenia cara Aleksandra III, w dniu 17 października 1888 r. podczas nieudanego zamachu w  pobliżu Petersburga. Budową kierował Izydor Iwacik, cieśla ze  wsi Wasilkowo, którego dziełem były także cerkwie w Narwi i Zubowie. W  jednoprzestrzennym wnętrzu Izaak Cypkin z Wilna zbudował trójkondygnacyjny ikonostas. Kondygnacja dolna zawierała oprócz carskich wrót osiem pól wypełnionych ikonami, kondygnacja wyższa była pięciopolowa, a najwyższa, zwieńczona tympanonem, trójpolowa. W  1915 r., w  okresie bieżeństwa część wyposażenia cerkwi, większość ikon i  wszystkie dzwony zostały wywiezione do Kazania i Jarosławia, skąd w 1923 r. wróciły tylko dwa dzwony: jeden odlany w 1700 r. z wyobrażeniami Ukrzyżowania Jezusa Chrystusa i  św. Mikołaja Cudotwórcy, o  wadze 135 kg, oraz wykonany w 1851 r. z wyobrażeniem Ukrzyżowania Jezusa,

ważący tylko 45 kg. Nie wiemy natomiast, co stało się z obrazami Mirysa. Istnieje opinia, iż znajdująca się obecnie w  obrębie ołtarza ikona „Święta Trójca” jest właśnie przemalowanym obrazem Augustyna Mirysa. Zarówno pierwszą, jak i drugą wojnę światową przetrwała cerkiew w Łosince bez większego uszczerbku, nie licząc strat w wyposażeniu, częściowo zresztą uzupełnionym przez księgi, chorągwie, naczynia i  szaty liturgiczne pochodzące z  cerkwi św. Eljasza w Hryniewiczach, która spłonęła i nie została w  okresie międzywojennym odbudowana. Po drugiej wojnie światowej cerkiew w Łosince kilkakrotnie remontowano. W  latach 1995-1997 pomalowano całą świątynię z zewnątrz oraz wykonano renowację ikonostasu. Zajęli się tym przybyli z  Poczajewa (Ukraina) złotnicy i  konserwatorzy, wyspecjalizowani w restauracjach cerkwi – Andrzej, Jerzy i  Włodzimierz Prisiażniukowie. Pozłocili cały ikonostas oraz dokonali konserwacji bardzo już zniszczonych ikon, m.in. „Zaśnięcia Matki Boskiej” z  drugiej połowy XIX w., „Ukrzyżowania” z  XVIII w., „Matki Boskiej Znamienije” prawdopodobnie z XVII w. Następny, jeszcze gruntowniejszy remont przeprowadzono po 10 latach. Proboszcz parafii ks. Jerzy Koc uzyskał z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego dofinansowanie w wysokości 352 tys. zł. Suma ta (plus własny wkład w kwocie 80 tys. zł) umożliwiła wykonanie w ciągu czterech miesięcy (od 2 lipca do 10 listopada 2007 r.) wielu prac. Odnowiono i  pomalowano całe ogrodzenie wraz z  wejściowymi bramami, naprawiono dach i rynny, dokonano renowacji 18 drewnianych kolumn, wymieniono wszystkie 23 okna oraz fragmenty podłóg w świątyni i na dzwonnicy. Po usunięciu starej farby olejnej pomalowano na nowo ściany wewnętrzne i  sufit oraz ściany zewnętrzne – te ostatnie farbą w  kolorze écru, dzięki czemu świątynia zyskała barwę wyróżniającą ją spośród innych, dość licznych na Podlasiu drewnianych cerkwi, malowanych przeważnie na niebiesko. Jerzy Samusik

Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

43


ZABYTKI W KRAJOBRAZIE

Kraina

Domów Przysłupowych

..........................................................................................................................................

N

azwą „Kraina Domów Przysłupowych” określa się fragment Górnych Łużyc (w  Polsce jest to południowo-zachodnia część Dolnego Śląska), położony na pograniczu

(tzw. stół). Dzięki temu ciężar wyższej kondygnacji (lub tylko dachu) przekazywany jest bezpośrednio na grunt. Słupy opierano najczęściej na kamiennej lub betonowej podmurówce, w starszych budynkach natomiast

1 polsko-czesko-niemieckim.   Region ten znany jest z występujących tu licznie, niemal w każdej wsi, unikatowych domów   drewniano-murowanych, wzniesionych w  konstrukcji przysłupowej. Stanowią one charakterystyczny element krajobrazu kulturowego, wręcz symbol Górnych Łużyc. Do dzisiejszego dnia po trzech stronach granicy zachowało się około 19 tys. tego rodzaju budynków, z czego około 400 znajduje się na terytorium Polski. Podstawową cechą konstrukcji przysłupowej jest to, że przy ścianie wieńcowej (zrębowej) domu lub w  odległości nie większej niż około 20 cm od niej ustawione są pionowe słupy dźwigające piętro i dach, stanowiące niezależną konstrukcję nośną

44

| Spotkania z Zabytkami

na głazach, wkopanych kamieniach, palach lub na głębokim murowanym fundamencie. W  budynkach o  konstrukcji mieszanej, w  których obok konstrukcji przysłupowej stosowano także ściany murowane, słupy opierano na fundamentach zagłębionych w  gruncie i  nieco wysuniętych przed lico ściany. Ze  względu na rozstaw słupów, podtrzymujących piętro lub dach, stosowano rozwiązania szerokoprzęsłowe (o rozstawie słupów do 6-7 m, występujących tylko w narożach izby parteru i bez umieszczania podpór pośrednich), spotykane na wschód od rzeki Kwisy, wąskoprzęsłowe (o  rozstawie słupów 2,5-3,5 m), występujące na zachód od Kwisy i w rejonach górskich, 7-8 2010

oraz mieszane, które pojawiają się zarówno w budynkach parterowych, jak i piętrowych. Całą konstrukcję usztywniano za pomocą ukośnych mieczy, łączących słupy z oczepem (belką podtrzymującą strop). Miecze były łączone ze słupem i oczepem na tzw. jaskółczy ogon. Najstarsze budynki miały konstrukcję typu długomieczowego. W  takich rozwiązaniach usztywniające miecze przedłużane były poza oczep i  kończyły się najczęściej na środkowym poziomym ryglu ściany szkieletowej piętra. Często tak przedłużone miecze tworzyły w ścianie razem z zastrzałami oryginalne okratowania w  formie krzyży św. Andrzeja, zwane kratownicami frankońskimi. W  XVII w. nastąpiło oddzielenie konstrukcji ściany szkieletowej od konstrukcji słupowej parteru. W efekcie tego powstały konstrukcje krótkomieczowe. Elementy łączono początkowo za pomocą zaciosu na nakładkę, później – na czop. Układ kratownicy piętra uległ uproszczeniu: nie miała ona już usztywnienia mieczowego, jedynie słupy narożne łączone były z ryglami pojedynczymi zastrzałami. Odmianą rozwiązań krótkomieczowych były konstrukcje, w których miecz był profilowany w formie łuku. Powstawały one w  wyniku zastępowania początkowo jednego krótkiego miecza dwoma mieczami krzyżującymi się, które następnie zamieniano na jeden miecz wygięty w  kształcie łuku lub odpowiednio wyprofilowany. Podobnie profilowano oczep, dzięki czemu powstały tzw. rozwiązania łukowe, przypominające nieco podcienia i nawiązujące do miejskiej architektury murowanej. Tego typu rozwiązania najliczniej stosowano w rejonie tzw. worka turoszowskiego (okolice Bogatyni).


ZABYTKI W KRAJOBRAZIE

1 | Parterowa chałupa przysłupowa w Krobicy na Pogórzu Izerskim, ściana szczytowa wraz z przysłupami oszalowana deskami 2 | Dom piętrowy z parterem w konstrukcji wieńcowo-przysłupowej i piętrem szkieletowym w Jaroszycach (przysiółek Antoniowa) w Górach Izerskich 3 | Niszczejąca chata przysłupowa w Wieściszowicach w Rudawach Janowickich

2

3 Konstrukcja przysłupowa nigdy nie występowała samodzielnie, na ogół łączono ją ze  ścianami wieńcowymi, a  także murowanymi bądź szkieletowymi. Ściany wieńcowe wykonywane były wówczas najczęściej z belek świerkowych lub bukowych, o  przekroju prostokątnym lub z  tzw. połowizn, układanych gładką płaszczyzną do wnętrza. Belki łączono w węgłach na jaskółczy (rybi) ogon, na obłap lub na obłap z ostatkami. Bale zabezpieczano przed przesuwaniem za pomocą specjalnych kołków, a  szczeliny między nimi wypełniano słomą, wymieszaną z gliną i sieczką.

Konstrukcje przysłupowe występowały zarówno w  budynkach parterowych, ze  ścianką kolankową, jak i  piętrowych. W  budynkach parterowych przysłupy stosowano w ścianach szczytowych lub wzdłuż ścian kalenicowych. Konstrukcję przysłupową budowano także przy trzech ścianach izby. W budynkach ze ścianką kolankową ciężar ścianki kolankowej mógł być przenoszony na grunt zarówno przez przysłupy, jak i ściany wieńcowe. Natomiast w  budynkach piętrowych przysłupy mogły znajdować się tylko w ścianie szczytowej, przy dwóch ścianach izby (gdy pozostała część parteru

była murowana) bądź też mogły otaczać trzy ściany obudowującego izbę zrębu, często niezależnego od konstrukcji pozostałej części budynku. Istnieje wiele hipotez powstania konstrukcji przysłupowej, ale żadna z  nich nie określa jednoznacznie genezy tej formy. Najpowszechniejsze i  najbardziej wiarygodne są dwie z  nich. Jedna z  wersji głosi, że konstrukcja ta powstała w wyniku deformacji i wyboczenia ścian w budynkach o  konstrukcji wieńcowej, co skłoniło budowniczych do odciążania ścian i  stosowania zewnętrznych podpór w  postaci słupów. Inna teoria mówi, że istotnym czynnikiem wpływającym na upowszechnienie się budownictwa przysłupowego było tkactwo, które rozwijało się na obszarze Sudetów i  Przedgórza Sudeckiego od XVI w. Mocowanie krosien do stropu parteru powodowało osłabienie ścian przyziemia, wywołane drganiami stropu. Konstrukcja przysłupowa umożliwiała odizolowanie stropu od pozostałej części budynku. Mimo jednak występowania tkactwa także na ziemi kłodzkiej, konstrukcja przysłupowa tam w  ogóle nie pojawiła się. Mogło to wynikać ze stosowania na tym obszarze innego typu krosien, niewytwarzających drgań niszczących budynek, bądź też z  silnego przywiązania miejscowej ludności do konstrukcji wieńcowej.

Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

45


ZABYTKI W KRAJOBRAZIE

ze  ścianką kolankową występują najczęściej na terenie Kotliny Jeleniogórskiej. W  obrębie ziemi kłodzkiej budynki przysłupowe w ogóle nie występują. Szczególnie interesujące skupisko domów przysłupowych zachowało się na obszarze „worka turoszowskiego”. Są to na ogół piętrowe domy, w  których parter wykonany jest w  konstrukcji wieńcowo-murowanej, natomiast piętro – szkieletowej. Ściany wieńcowe parteru otoczone są przysłupami, podpartymi za pomocą łukowo wyprofilowanych krótkich mieczy i  oczepu. Słupy często są rzeźbione i mają m.in. formę kolumn z głowicami. Domy tego typu występują m.in. w  Bogatyni, Wykrotach i  Działoszynie. Jeszcze w latach siedemdziesiątych XX w. w całym „worku turoszowskim” doliczono się około 700 chałup przysłupowych, ale w ostatnich kilkudzie-

4 Najprawdopodobniej genezę konstrukcji przysłupowej właściwie tłumaczy pierwsza z  przytoczonych hipotez, natomiast rozwój tkactwa mógł przyczynić się do rozpowszechnienia tego rozwiązania w Sudetach. Kolebką konstrukcji przysłupowej był zapewne teren Spreewaldu na Łużycach, gdzie powstała ona około VIII w. (stąd często spotykana zwyczajowa nazwa tego budownictwa – domy łużyckie). Na Dolny Śląsk konstrukcja ta dotarła w XIII w., za pośrednictwem germańskich osadników, którzy osiedlali się na terenach zachodniej Słowiańszczyzny. Stąd konstrukcja przysłupowa przenikała dalej na wschód, docierając na Morawy i Słowację oraz do Małopolski, w okolice Krakowa i Łańcuta. Duże rozprzestrzenienie się tej konstrukcji na Dolnym Śląsku nastąpiło w XVI w., wraz z rozwojem tkactwa. Obecnie zwarty obszar występowania budownictwa przysłupowego obejmuje w  Europie wschodnią Turyngię, południową Brandenburgię, Górną Saksonię, północno-zachodnie Czechy, Łużyce oraz południowo-zachodnią część Dolnego Śląska. Najwięcej takich obiektów spotkać można w trójkącie Żytawa-Liberec-Lubań. W Polsce budynki o konstrukcji przy-

46

| Spotkania z Zabytkami

5 słupowej rozmieszczone są na obszarze Sudetów Zachodnich i  Środkowych, a  zwarty zasięg ich występowania kończy się na wschodzie w okolicach Nowej Rudy. Najliczniej występują one w  południowo-zachodniej części regionu: w rejonie Bogatyni i Lubania (obszar dawnych Łużyc) oraz Lwówka Śląskiego, Jeleniej Góry i  Jawora. Na obszarach górskich spotyka się przede wszystkim budynki parterowe, na terenie pogórzy – piętrowe. Domy 7-8 2010

sięciu latach ich liczba dramatycznie spadła w  związku z  działalnością kopalni węgla brunatnego. Wielokrotnie próbowano podejmować próby objęcia ochroną zabytkowego i  unikatowego dziedzictwa kulturowego, jakie stanowią domy przysłupowe (m.in. były projekty utworzenia skansenu budownictwa łużyckiego w  dzielnicy Bogatyni – Markocicach, których nigdy nie zrealizowano). Obecnie zamierza się


ZABYTKI W KRAJOBRAZIE

6 4 | Piętrowy dom przysłupowy w Szklarskiej Porębie-Hucie 5 | Fragment zabudowy Jiříkova na Šluknovsku (północne Czechy) z konstrukcją przysłupową przypominającą miejskie podcienia

6 | Przykład domu piętrowego w konstrukcji

przysłupowej z łukowo wyprofilowanymi mieczami i ozdobnymi słupami w Ebersbach po stronie niemieckiej

(zdjęcia: Michał Woźniak)

...............................................................................

podjąć starania o  wpisanie domów przysłupowych na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i  Naturalnego UNESCO. Od 2005 r. odbywa się corocznie pod koniec maja Dzień Otwarty Domów Przysłupowych, w  trakcie którego po trzech stronach granicy można zwiedzać wnętrza wybranych obiektów (na co dzień zamkniętych dla zwiedzających), zapo-

znać się z ich dzisiejszą funkcją czy też uczestniczyć w  imprezach mających na celu promocję tego rodzaju budownictwa. Do najpiękniejszych po polskiej stronie obiektów o  architekturze łużyckiej należą: Dom Kołodzieja pod Zgorzelcem (przeniesiony w  2005 r. ze  zniszczonej przez kopalnię węgla brunatnego wsi Wigancice Żytawskie) oraz Niebieski Burak w Łaziskach pod Bolesławcem. Jednym z  najciekawszych przykładów budownictwa ludowego w Sudetach (choć w fatalnym stanie technicznym) jest też znajdująca się nieco dalej na wschód Karczma Książęca w  Miszkowicach koło Lubawki. Obiekt ten został wzniesiony najprawdopodobniej w  XVII w. i przebudowany w 1772 r. Wznosi się na wysokiej kamiennej podmurówce,

ma parter o  konstrukcji murowano-drewnianej (wieńcowo-przysłupowej) i  piętro szkieletowe, częściowo oszalowane deskami. Dom nakrywa wysoki dwuspadowy dach z oszalowanymi szczytami, prowadzą do niego zewnętrzne, obudowane schody. Miejską odmianę domów przysłupowych reprezentują tzw. domki tkaczy w  Chełmsku Śląskim, Międzylesiu i  Sulikowie. Stanowią one pozostałości znacznie większych zespołów tego typu z  XVII-XVIII w., później    częściowo    rozebranych. Obiekty w Chełmsku i Międzylesiu są to drewniano-murowane, parterowe domy z  wysokimi szczytami, mieszczącymi dwupoziomowe poddasze mieszkalno-użytkowe. Ustawione są szeregowo szczytami do drogi, a podtrzymujące dach słupy tworzą charakterystyczne podcienia, w  których dawniej tkacze wykładali swój towar. Nieco inna architektura cechuje dwa budynki w  Sulikowie, wybudowane jako piętrowe w  konstrukcji szkieletowej. W  konstrukcji przysłupowej, łączonej z wieńcową, wzniesiono także kilka schronisk górskich w  Sudetach Zachodnich, nawiązując w ten sposób do architektury łużyckiej. Są to schroniska: Na Stogu Izerskim w  Górach Izerskich (wybudowane w  1924 r.) oraz Samotnia (budowane od końca lat siedemdziesiątych XIX w. i później wielokrotnie rozbudowywane i  przebudowywane) i  Domek Myśliwski (1924 r.) w Karkonoszach. Michał Woźniak

PRZEWODNIK DLA DZIECI I RODZICÓW

W

arszawskie wydawnictwo VEDA zainaugurowało w 2009 r. nową serię wydawniczą Polska na 6. Seria będzie obejmowała przewodniki po największych i najciekawszych rejonach Polski napisane z myślą o najmłodszych odbiorcach i ich rodzicach. Pierwsza książeczka – Warszawa. Stare i  Nowe Miasto, napisana przez Mariannę Gal, opisuje wycieczki po stołecznym Starym i  Nowym Mieście, przy okazji których prezentowane są podstawowe informacje o warszawskich zabytkach, miejskie legendy, najważniejsze fakty i daty z historii miasta, opisane style architektoniczne. Książeczka przeznaczona jest dla dzieci w  wieku 5-12 lat, a  więc teksty napisane zostały zwięzłym, prostym językiem, zrozumiałym dla najmłodszych, zawiera wiele kolorowych ilustracji oraz rysunki w formie komiksów. Sympatyczna rodzina głównych bohaterów – Gościmskich – ubarwia opowieści; śledzenie ich przygód ułatwia przyswajanie tekstów.

Spotkanie z książką

Taka formuła książeczki – przewodnika umożliwia rodzinne zwiedzanie miasta. W  końcowej części książki zamieszczony został rozdział adresowany do rodziców, wzbogacony słowniczkiem używanych terminów, do przewodnika dołączona została mapka, którą można zabrać na spacer. Książkę (cena: 29 zł) można zamówić u wydawcy (Veda Agencja Wydawnicza, ul. Drużbackiej 13, 01-622 Warszawa, tel. 22 499-68-52, e-mail: biuro@veda.com.pl).

...............................................................................................................................................................................................................................

Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

47


ZABYTKI W KRAJOBRAZIE

Budowle z rudy darniowej na Śląsku Opolskim

..........................................................................................................................................

D

o dnia dzisiejszego na Śląsku Opolskim zachowały się dosyć liczne, unikatowe ślady wykorzystania rud darniowych w  budownictwie. W całym kraju takich budowli spotkać

przekracza kilkadziesiąt centymetrów. Już w średniowieczu, a być może znacznie wcześniej, zauważono niezwykłe właściwości tych skał, a  mianowicie bardzo szybką odnawialność. Ówcześni badacze natury zauważyli,

2

1 | Przykościelna dzwonnica w Chróścinie Opolskiej

1 można obecnie niewiele, w  Europie znane są nieliczne przykłady w Niemczech oraz na Wyspach Brytyjskich. Rudy darniowe – to skały z  niewielką zawartością związków żelaza, występujących pod postacią limonitu, czerwonobrunatnej mieszaniny minerałów (głównie tlenków i wodorotlenków żelaza). Powstają na wielu podmokłych, okresowo zalewanych łąkach i  bagnach. Swoją nazwę zawdzięczają występowaniu na niewielkiej głębokości, często tuż pod warstwą darni. Nigdy nie tworzą grubych pokładów − ich miąższość rzadko

48

że wyeksploatowana warstwa rudy narasta ponownie w  ciągu nawet kilkunastu lat. Obecnie wiadomo, że jest to wynik procesów biochemicznych, w  których biorą udział bakterie żelaziste, czerpiące energię z  utleniania występujących w wodach gruntowych jonów żelaza. W  Polsce obszar występowania rud darniowych obejmuje niemal cały niż. Utwory te, oprócz zastosowania do celów metalurgicznych, wykorzystywane były również, szczególnie na terenach ubogich w  surowce skalne, jako specyficzny materiał budowlany. Jednym z najstarszych w naszym kraju przykładem tego typu zastosowania rud darniowych jest kościół grodowy na Ostrowie Lednickim, pochodzący z  przełomu X i  XI w. W  niewiele młodszym, wczesnośredniowiecznym klasztorze benedyktynów w  Lubiniu koło Kościana wykorzystano rudę darniową do budowy fundamentów przyklasztornego kościoła oraz warstwy podścielającej posadzkę. W  późniejszym czasie rud darniowych używa-

| Spotkania z Zabytkami

5

2 | Skarpa w narożniku kościoła ewangelickiego w Kluczborku 3 | Gotycka brama w Jędrzejowie

4 | Elizjum w parku w Pokoju

5 | Fragment

budynku mieszkalnego w Święcinach ozdobionego bloczkami z rudy darniowej

3

7-8 2010

(zdjęcia: Krzysztof Spałek)

......................................


ZABYTKI W KRAJOBRAZIE

no przy budowie kościołów, pałaców, zamków, zabudowań gospodarczych, ogrodzeń, kapliczek, mostów, a nawet studni. Na największą skalę zjawisko to obserwuje się na ziemi lubuskiej, w  okolicach Wrocławia, w  dolinie Baryczy oraz na Śląsku Opolskim. W  woj. opolskim jedną z  najciekawszych tego typu budowli jest gotycka dzwonnica w  Chróścinie Opolskiej z XV w., która znajduje się w sąsiedztwie kościoła i  stanowi jednocześnie bramę na przykościelny cmentarz. W  dwóch dolnych kondygnacjach jest murowana z kawałków rudy darniowej, natomiast w  górnej z  cegły. Wzniesiona jest na planie kwadratu, z  przejazdem, nakrytym stropem belkowym. Równie interesujący pod tym względem jest gotycki, ewangelicki kościół Zbawiciela w  Kluczborku z  XIV w.; rudę darniową wykorzystano w  narożnych skarpach kościoła. Takie zastosowanie rudy darniowej występuje również w  innych tego typu budowlach, gdyż ruda chroniła najbardziej wysunięte ich części. Kościół w  Kluczborku pierwotnie był świątynią katolicką, a od 1527 r. pod patronatem książąt brzeskich stał się kościołem protestanckim. Obecnie wystrój jego wnętrza jest rokokowy o bardzo bogatej, jak na świątynię ewange4 licką, dekoracji rzeźbiarsko-ornamentalnej,   wykonanej   około 1750 r. przez Leopolda Jaschkego z  Wrocławia. W  Jędrzejowie koło Grodkowa znajduje się kościół św. św. Szymona i Judy Tadeusza z XV w., który prawie w całości zbudowany jest z  rudy darniowej. Niestety, otynkowanie nie pozwala obecnie podziwiać materiału użytego do jego budowy. Materiał ten możemy zobaczyć przed kościołem, gdyż zbudowana jest z niego ostrołukowa, gotycka brama wejściowa. Z kolei w zabytkowym parku w  Pokoju znajduje się wybudowane w  XIX w. z  bloków rudy darniowej Elizjum. Nawiązując nazwą do paryskich Pól Elizejskich, miejsce to mia-

ło wywołać u  zwiedzających zadumę i  refleksję nad życiem i  umieraniem, przypominać bohaterów z przeszłości i lata dawnej chwały, by na końcu dać nadzieję oraz przywrócić radość życia. Elizjum w Pokoju składa się z tunelu, którym dochodziło się do rotundy otoczonej wysokim murem. W  okolicach Nysy, a  także w  dolinie Małej Panwi, Stobrawy i  Budkowiczanki, m.in. w  okolicach Goli, Domaradza, Ozimka zachowało się również kilka murów kościelnych, budynków mieszkalnych oraz zabudowań gospodarczych częściowo lub w  całości

trwały do naszych czasów lub w wielu przypadkach zostały pokryte tynkiem. Z punktu widzenia współczesnych wymogów budowlanych rudy darniowe nie stanowią wartościowego surowca, jednakże stan zachowania liczących często kilkaset lat budowli jest zazwyczaj bardzo dobry. Przy dawnym braku materiałów ozdobnych bloczki z  rud darniowych miały również charakter zdobniczy, ze  względu na ich specyficzną kolorystykę i  fakturę, szczególnie przy stosowaniu jasnych zapraw murarskich. Dlatego trudno rozstrzygnąć, czy zastosowanie rud darnio-

3

5 zbudowanych z  rudy darniowej. Zabudowania gospodarcze zbudowane są zazwyczaj częściowo z  tego materiału, który w  tym przypadku posłużył jako materiał zdobniczy, modny w tych regionach pod koniec XIX w. Najciekawsza pod tym względem jest miejscowość Święciny koło Pokoju, w  której większość budynków mieszkalnych i  gospodarczych z  przełomu XIX i XX w. ozdobiona jest różnymi wzorami z wykorzystaniem bloczków z rudy darniowej. Zapewne jeszcze na początku XX w. budowle powstałe z zastosowaniem bloków rudy darniowej były na Śląsku Opolskim znacznie częściej spotykane, jednakże nie prze-

wych do celów budowlanych było korzystną innowacją, czy też decydowały o  tym tylko względy ekonomiczne. Niezaprzeczalnie jednak zachowane tego typu budowle stanowią bardzo specyficzny i unikatowy przykład wykorzystania miejscowych surowców skalnych i z tego względu powinny być w szczególny sposób chronione przed niszczeniem i  przebudową. Stanowią również znakomitą atrakcję turystyczną. Można by się nawet pokusić o wyznaczenie w  południowo-zachodniej i  zachodniej części Polski najprawdopodobniej pierwszego w Europie szlaku budowli z rud darniowych. Krzysztof Spałek

Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

49


ZABYTKI W KRAJOBRAZIE

Kapliczki, figury przydrożne i krzyże w Beskidzie Sądeckim

.........................................................................................................................................

P

rzydrożne kapliczki, krzyże i  figury są nierozerwalnie związane z  polskim pejzażem. Wznoszone z  fundacji prywatnej pojedynczych osób, niekiedy całej wsi, były sposobem na uwiecznienie cudownego wydarzenia lub podziękowaniem za nadzwyczajny dar. Najwięcej w Polsce tego typu małych obiektów sakralnych jest w Beskidzie Sądeckim, głównie na terenie dawnego „państwa muszyńskiego”. Klucz muszyński, jako posiadłość biskupów krakowskich, obejmował od wieków średnich do czasu sekularyzacji tych ziem w czasach rozbiorów terytorium od doliny Wierchomli na zachodzie, po rzekę Ropę na wschodzie oraz od wzniesienia Jaworzyny na północy, po Poprad na południu. Usytuowanie kapliczek lub krzyży nigdy nie było przypadkowe. Stawiano je w  miejscach, w  których człowiek coś wymodlił, spotkał kapłana z Eucharystią lub na rozstajach dróg. W okresie rozbiorów i polskich powstań kapliczki budowano również w  miejscach pochówku walczących żołnierzy, czcząc ich pamięć. Każda z tych budowli ma indywidualną i piękną historię. Na terenie, gdzie od wieków splatały się dwie kultury: polska i  łemkowska, małe obiekty sakralne stanowią pomniki tej tradycji. Przybywająca tu w XVI w. ludność z  Karpat przeniosła tradycję kultury rusko-bizantyńskiej, ugruntowaną w  organizacji cerkiewnej. Muszyna, siedziba starosty-zarządcy dóbr, jako centrum administracyjne klucza, była miastem, w którym znajdowała się parafia rzymskokatolicka. Z  kolei okoliczne wsie miały parafie obrządku wschodniego. Był to ewenement w owym czasie, ponieważ organizm ten funkcjonował dzięki rzadko spotykanej na świecie wyznaniowej tolerancji. Pod wpływem oficjalnych

50

| Spotkania z Zabytkami

stylów w  architekturze forma kapliczek również ulegała zmianom, co widać w  kształcie szczytów, dachów, hełmów, w  sposobie podziałów pionowych i  w  samym zdobnictwie. W XVIII i XIX w. na sztukę ludową niewątpliwie wywierał wpływ barok. Uwidoczniło się to w  projektowaniu postumentów z  płycinami, płaskorzeźbami i  gzymsami oraz spopularyzowaniu figury przedstawiającej św. Jana Nepomucena. Występowały również rozwiązania nawiązujące do renesansowych, centralnych kaplic kopułowych. Na początku XIX w. dodawano do głównej bryły klasycyzujące portyki. W  drugiej połowie XIX i na początku XX w. rozpowszechniły się formy eklektyczne, z  przewagą neogotyku. W okresie tym znajdowały zastosowanie także nowe materiały, takie jak beton i  żeliwo, stosowane głównie w  figurach i  krzyżach. Po drugiej wojnie światowej niejednokrotnie budowano krzyże i  kapliczki betonowe z  elementami metalowymi i z tworzyw sztucznych. Przeglądu    reprezentatywnych przykładów małej architektury sakralnej, występującej na terenie dawnego „państwa muszyńskiego”, można dokonać zgodnie z  klasyfikacją ich formy architektonicznej. Kapliczki domkowe. Na rynku muszyńskim stoją od ponad 200 lat kapliczki św. Jana Nepomucena i  św. Floriana. Pierwsza z  nich, powstała jeszcze w XVIII w., zbudowana na kwadracie, kamienna, otwarta z trzech stron półkolistymi arkadami, z  wnętrzem przesklepionym i  nakrytym namiotowym daszkiem, chroni rokokową figurę świętego i  dwa adorujące putta. Święty, zamordowany w 1393 r. przez utopienie w Wełtawie za dochowanie tajemnicy spowiedzi, 7-8 2010

1

2 przedstawiony jest w pozycji stojącej. Ubrany w  tradycyjny strój kanonika praskiego, w prawej ręce trzyma krzyż – atrybut męczenników i symbol wiary, w  lewej zaś palmę męczeństwa. Wokół głowy ma aureolę z  pięcioma sześcioramiennymi gwiazdami, które oznaczają pięć liter łacińskiego wyrazu tacui (milczałem). Podobny


ZABYTKI W KRAJOBRAZIE

schemat powtarza druga kapliczka, dedykowana św. Florianowi. Jej podziały ramowe i  półkoliste okienka − to cechy klasycyzujące, wskazujące na pochodzenie z XIX w. Ikonografia przedstawia tego świętego, jako rzymskiego oficera gaszącego płonący dom lub kościół. Godna uwagi wydaje się również trzecia kapliczka w  Muszynie, przy ul. Piłsudskiego, z  nastawą na namiotowym daszku w  kształcie wieżyczki − latarenki. Zbudowana na początku XIX w., na planie kwadratu, sklepiona kolebkowo, murowana i  otynkowana, kryta jest gontem. Wewnątrz znajduje się ludowa rzeźba

3 1 | Kapliczka św. Floriana na Rynku w Muszynie 2 | Kapliczka przy ul. Piłsudskiego w Muszynie 3 | Kapliczka wnękowa na murze kościoła barokowego w Muszynie

4 | Kapliczka na drodze z Muszyny w kierunku

wsi Jastrzębik

5 | Kapliczka słupowa w Powroźniku przy drodze krynickiej

................................................................................

przedstawiająca Matkę Boską z Dzieciątkiem. Od frontu otwartą arkadę, zwieńczoną półkolistym łukiem, zamyka furta z  żerdzi. Narożniki zaakcentowane zostały lizenami. W dzielnicy Muszyny, zwanej Folwarkiem, stoi kapliczka z  przełomu XVIII i  XIX w., wymurowana z  kamiennych ciosów piaskowca, pierwot-

nie łączonych gliną, a po generalnym remoncie zaprawą cementowo-wapienną. Zbudowana na planie prostokąta zbliżonego do kwadratu, jest nieotynkowana, z  widocznym wątkiem kamiennym. Nie ma otworów okiennych. Drewniana więźba dachowa o  konstrukcji krokwiowo-płatwiowej kryta jest blachą i gontem. W trakcie prac remontowych przeprowadzonych w  latach 1990-1995 budowla została rozebrana, a następnie odtworzona. Zabieg ten był − zdaniem konserwatorów − niezbędny ze  względu na konieczność wykonania betonowej podmurówki oraz zabezpieczenia murów, które na skutek wstrząsów spowodowanych przez przejeżdżające obok pociągi groziły zawaleniem. Dzisiejsza lokalizacja kapliczki dziwi obserwatora. Usytuowana jest bowiem obok torów, bez dojścia i drogi. Pierwotnie kapliczka wybudowana została przy drodze na Węgry, która już dzisiaj nie istnieje. W latach 1874-1876 tuż obok niej wytyczono tory dla kolei tarnowsko-leluchowskiej i  tak kapliczka pozostała na małej, prywatnej działce obok pasa przejazdu. We  wnętrzu obiektu znajdowały się początkowo figury świątków, zwane przez miejscowych „duszkami”, a  obecnie – rzeźba św. Floriana ze  wspomnianej kapliczki w  rynku. Wykonana w drewnie i pokryta polichromią postać świętego przedstawiona jest jako młody mężczyzna w stroju rzymskiego legionisty, bez broni, jedynie w  zbroi ochronnej i  w  hełmie z  pióropuszem. Stoi na ugiętych nogach z  rękoma wyciągniętymi do przodu i  wzrokiem skierowanym na wprost. W lewej ręce trzyma sztandar, a w prawej naczynie z wodą, którą gasi palący się kościół. Przy drodze z Muszyny w kierunku Jastrzębika stoi kapliczka o  nietypowej w tym rejonie formie architektonicznej. Wybudowana na planie koła, przypomina swoim kształtem małą rotundę. Przyglądając się jej, można dostrzec pewien związek z  formą ocembrowanej studni. W  przeszłości Huculi budowali studnie przydrożne na użytek przechodniów, którzy korzystając z  nich winni byli pomo-

4 dlić się w  intencji zmarłych. Stawiali krzyże koło studni lub odwrotnie, konewki z  wodą na osobnym słupku z  daszkiem. Być może jest to ślad tej pięknej tradycji. Kapliczkę nakrywa dach stożkowy o podstawie ośmiokąta, wykończony blachą i  zwieńczony metalowym krzyżem prawosławnym. Kapliczki słupowe. W  Powroźniku (gmina Muszyna), tuż przy

5

Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

51


ZABYTKI W KRAJOBRAZIE

drodze do Krynicy stoi kapliczka słupowa, wymurowana na planie prostokąta na przełomie XVIII i XIX w. Składa się z prostopadłościennej podstawy i  ustawionego na niej czworobocznego, szerokiego słupa z  wnęką od północy. Wykonana jest z  łamanego, polnego kamienia łączonego gliną i  otynkowana. Wewnątrz znajduje się sklepienie o formie łuku odcinkowego. Więźba drewniana ma konstrukcję płatwiowo-krokwiową. Okapy dachu są obiegające, nadwieszone nad ścianami, podbite deskami. Dach stożkowy z gontów zwieńczony jest krzyżem łacińskim. W  głębokiej wnęce kapliczki stoi posąg św. Jana Nepomucena. Jest to drewniana, późnobarokowa rzeźba z XVIII w. Kapliczki szafkowe. Tuż przy rezerwacie lipowym w  „Obrożyskach” znajduje się mała szafkowa kapliczka zamontowana na drzewie.

Kapliczki – groty. Są to obiekty wykonane w formie sztucznej jaskini, najczęściej z kamienia, mieszczące rzeźbę figuralną. Taka kapliczka została wykonana w XX w. przy drodze z Muszyny do Krynicy, z widoczną figurą Matki Boskiej. Kapliczki wnękowe. Ten szczególny rodzaj kapliczek w postaci nisz ochraniających wizerunki świętych występuje w Muszynie i okolicy na murach przykościelnych. Na zewnątrz muru opasającego barokowy kościół znajduje się nisza, a  w  niej drewniana ludowa rzeźba. Przedstawia ona mężczyznę trzymającego w  ręce serce, z  którego wyłania się krzyż. Wskazujący palec drugiej ręki wyciągnięty jest ku dołowi, pokazując u stóp postaci podeptanego węża, z na poły ludzką i zwierzęcą głową. Figurę tę wykonał w 1977 r. miejscowy rzeźbiarz. Przedstawia ona Chrystusa,

8 6 | Kapliczka szafkowa umieszczona na przydrożnej, starej lipie

7 | 8 | Figura Matki Bożej z Dzieciątkiem (7)

oraz krzyż na miejscu dawnego kościoła (8) przy ul. Piłsudskiego w Muszynie (zdjęcia: Maria Jaworska-Michałowska)

...............................................................................

6

7

Element ten, wykonany po 1951 r., jest wierną kopią skrzyneczki, umieszczonej wcześniej na wyłamanym przez wiatr pniu. Ufundowany na pamiątkę nieszczęśliwej miłości austriackiego żołnierza i  muszynianki, ma formę oszklonej, drewnianej świątynki z wieżyczką. Wewnątrz widać obraz Serca Pana Jezusa. Poniżej umocowana jest oszklona metalowa latarnia, z  przeznaczeniem na świecę.

52

| Spotkania z Zabytkami

który – według autora − wskazując na szatana, daje nam swoje serce, by walczyć ze złem. Figury przydrożne. Za przejazdem kolejowym, przy ul. Piłsudskiego w  Muszynie usytuowana jest kamienna figura Matki Boskiej Różańcowej − płaskorzeźba umieszczona w  postumencie, którego zwieńczenie stanowi posążek św. Józefa 7-8 2010

z  Dzieciątkiem. Figura ta jest wierną kopią kapliczki z  1770 r., która, wykonana z  piaskowca, nie wytrzymała próby czasu. Nieco dalej znajduje się figura Matki Bożej z  Dzieciątkiem. Prawdopodobnie została wykonana w 1900 r. Usytuowana jest na czworobocznym postumencie, na którym zamocowano metalową latarnię. Całość po wykonaniu prac konserwatorskich zabezpieczono blaszanym daszkiem. Największym kultem otoczona jest kamienna figura Matki Boskiej – „Pani na Muszynie”, znajdująca się na wzgórzu zamkowym. Była widoczna ze  wszystkich miejsc w  miasteczku. Po licznych aktach wandalizmu odrestaurowano ją i przeniesiono do starej kaplicy cmentarnej z  końca XIX w. Współczesną figurę, która zastępuje oryginalną, umieszczono w  tym samym miejscu w 1980 r. Krzyże przydrożne. Nad źródłem wody mineralnej przy ul. Grunwaldzkiej w  Muszynie został wznie-


ZABYTKI W KRAJOBRAZIE

Maria Jaworska-Michałowska

Akcja cmentarze

............................................................................................................................................................... ..... ... ..... ... ..... ... ..... ... ..... ... ..... ... ..... ... ..... ... .....

siony w 1910 r. z inicjatywy i fundacji hrabiny Janiny Komorowskiej krzyż. Wówczas to źródło zostało ocembrowane i  wybudowano prowadzące do niego kamienne schody. Współczesny modrzewiowy krzyż z  wizerunkiem Chrystusa na blasze jest już czwartym z kolei w tym miejscu. Poprzednie uległy zniszczeniu. Otoczenie również się zmieniło. Zamontowano pompę i hydrofor. Na elewacji domu przy ul. Kościelnej również znajduje się krzyż. Dom ten, dawniej parafialny, mieścił muszyński przytułek dla starców i  ubogich. Poprzednie krzyże wieszane na tym budynku uległy zniszczeniu. Oglądany dziś − pochodzi z XX w. Z kolei krzyż przy ul. Piłsudskiego stoi tuż przed torami, w miejscu dawnej świątyni drewnianej, wokół której chowano zmarłych. Po pożarze kościoła przypomina, wraz z  przyległą łąką, o świętości tego miejsca. W  Muszynie i  okolicy stawiano również krzyże wotywne na zbiorowych mogiłach w  czasach, kiedy powietrze morowe dziesiątkowało mieszkańców, zwłaszcza w  XIX w. Przykładem są obiekty umieszczone na pobliskim wzniesieniu Malnika i  Średniej Górze. Najmłodszy wiekiem krzyż został postawiony i ufundowany przez obywateli muszyńskich dla uczczenia jubileuszu dwutysiąclecia chrześcijaństwa. Wykonany z modrzewiowego drewna stanął na górze Koziejówce. Prawie połowa wszystkich przydrożnych kapliczek, figur i  krzyży znajdujących się w  dawnym „państwie muszyńskim” poświęcona jest Matce Bożej. Święta otoczona jest szczególnie wielkim kultem w gotyckiej figurze na ołtarzu muszyńskiego kościoła. Rzeźba pochodzi z  katedry wawelskiej. W  2000 r. została poddana konserwacji, a  wcześniej brała udział w wielkiej wystawie jubileuszowej „Wawel 1000-2000”. Inną formą kultu maryjnego jest tradycja grania „majówek” spod figury Matki Bożej spoglądającej na dolinę Popradu ze wzgórza zamkowego.

Zabytkowy

kirkut w Białej

.........................................................................................................................................

B

iała − malownicze miasteczko położone w południowo-zachodniej części woj. opolskiego − była przez dłuższy czas jednym z dwóch na Śląsku miast (poza Głogowem), którego mieszkańcami mogli być Żydzi. Obecnie jedynym dowodem istnienia tego ważnego ośrodka żydowskiego jest wpisany

W XVIII w. w Białej istniała największa gmina żydowska na Śląsku. Pierwsze wzmianki o  gminie żydowskiej w Białej pochodzą z 1562 r. W czasie swego istnienia wybudowała początkowo drewnianą synagogę, która jednak spłonęła. Jej miejsce zajęła murowana, która została otwarta w 1774 r. Wybudowano ją w stylu barokowym,

1

do rejestru w  1977 r. zabytkowy kirkut, położony na zachodnim stoku wzgórza Kopiec, na którego szczycie znajdują się ślady średniowiecznego grodziska. Pierwsza wzmianka o  Żydach w Białej pochodzi z 1543 r., ale przypuszcza się, że byli już tu obecni pod koniec XIV w. Początkowo było ich niewielu, ale z czasem ludność żydowska stanowiła już jedną trzecią miasta.

1 | Kirkut w Białej

................................................................................

miała ściany w  kolorze niebieskim ze  złotymi motywami, a  we  wnętrzach mieściła specjalną komnatę, w której przez wiele lat zgromadzono wielki skarb − naczynia kultowe z metali szlachetnych i  nieszlachetnych. Gmina żydowska w  Białej utrzymywała akademię talmudyczną i  bogatą

Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

53


ZABYTKI W KRAJOBRAZIE

2 | 3 | 4 | Macewy

na kirkucie w Białej − jedna z najstarszych macew z symbolem lwów (2), macewa z symbolem korony (3), macewa dwujęzyczna (4)

(zdjęcia: Krzysztof Spałek)

2

3

bibliotekę, a w XIX w. prowadziła nawet hebrajską drukarnię. Żydzi z Białej zajmowali się głównie handlem. We Wrocławiu sprzedawali jedwab, ręcznej roboty koronki, wełnę śląską, wosk i miód. Dzięki swej mobilności byli znani również w  innych śląskich miejscowościach, jak Jawor, Nysa, Świdnica, a także w Jarosławiu i  Krakowie. Rozkazem rządowym z dnia 15 sierpnia 1914 r. gmina żydowska w Białej została rozwiązana. Wszystkie kosztowności z  synagogi przekazano do Prudnika, a  pozostali w  Białej Żydzi przeszli pod opiekę gminy prudnickiej. Zachowany w  Białej kirkut ma powierzchnię około 0,54 ha i  kształt nieregularnego czworoboku. Do niedawna sądzono, że został założony około 1640 r. Przed kilku laty znaleziono jednak w korycie płynącej w sąsiedztwie cmentarza rzeki Białki płytę nagrobną z hebrajską inskrypcją, która w polskim przekładzie brzmi: „Tu pogrzebana jest cnotliwa i pobożna dzielna niewiasta, pani Estera, córka uczonego, pana Symchy. Pamięć sprawiedliwego niech będzie błogosławiona, roku [5]382 według krótkiego rachunku”. Żydowski rok 5382 przypada na chrześcijańskie

54

| Spotkania z Zabytkami

lata 1621-1622, dlatego cmentarz musiał istnieć już w 1622 r. Obecnie na cmentarzu w  Białej znajduje się około 900 macew, wykonanych z piaskowca lub granitu. Ponad połowa z  nich pochodzi z  pierwszej połowy XIX w. Na większości znajdują się teksty zawierające cytaty biblijne oraz rymy wychwalające zmarłego. Do początku XIX w. napisy były pisane wyłącznie w  języku hebrajskim, następnie tłumaczono je na język niemiecki (często na odwrotnej stronie nagrobka), a na początku XX w. prawie wyłącznie w  języku niemieckim. Zgodnie z  zasadami judaizmu, na grobach nie ma zdjęć czy podobizn zmarłych. Można natomiast spotkać bardzo bogatą symboliczną ornamentykę. Oprócz tekstów na wielu macewach wykute są zdobienia nawiązujące do zawodu, funkcji czy też społecznej przynależności zmarłego. Najczęściej spotykanym motywem jest lew − znak plemienia Judy, ludu Izraela, symbol potęgi, siły, wyzwolenia i odkupienia. Na licznych nagrobkach lwy podtrzymują również koronę lub zwoje Tory. Dosyć częstym symbolem są również sama korona, którą umieszcza się m.in. na grobach rabinów lub osób darzo7-8 2010

.......................................

nych dużym szacunkiem, oraz dzban zdobiący groby zmarłych pochodzących z  plemienia lewitów (osób pełniących funkcje pomocników podczas modlitw; do ich zadań należało m.in. czytanie w synagodze Tory oraz obmywanie rabinom rąk, do czego używano dzbana i  misy). Rzadko spotykanymi symbolami są złamane świece lub świeczniki − płaskorzeźby występujące na grobach kobiet. W  żydowskiej rodzinie to właśnie kobieta zapala szabasowe świece. Złamana świeca stanowi odniesienie do przerwanego życia, podobnie jak spotykany na kilku macewach, złamany kwiat, będący symbolem tragicznej śmierci młodej kobiety. Wszyscy zmarli traktowani byli jednakowo. Nie mogli wyróżniać się nagrobkiem. Dlatego płyty są podobne do siebie i żadna nie przekracza wysokości człowieka. Zmarli chowani byli bez trumien, w białych całunach, zawsze zwróceni w  stronę Jerozolimy, gdyż stamtąd miały zabrzmieć trąby wskrzeszenia, w  pozycji siedzącej lub ułożeni ukośnie, aby łatwiej im było się podnieść w momencie zmartwychwstania. Ostatni pogarzeb na cmentarzu żydowskim w  Białej odbył się w 1938 r.


ZBIORY I ZBIERACZE

................................................................................................................................................................ ... ..... ... ..... ... ..... ... ..... ... ..... ... ..... ... ..... ... ..... ....

Sensacyjny powrót obrazu ze zbiorów

Leopolda Kronenberga

.........................................................................................................................................

4 Od połowy XVII w. aż do pierwszych lat po drugiej wojnie światowej bialski kirkut był otoczony drewnianym płotem, opartym na murowanych słupkach. Do dziś zachowało się kilka słupków. Znajdują się tu ponadto fundamenty domu przedpogrzebowego, trochę gruzu po wybudowanym w 1826 r. domu grabarza oraz mocno zniszczona brama główna. Na cmentarzu rosną okazałe drzewa, głównie liściaste. W  kilku miejscach macewy stojące w  pobliżu drzew zostały w  miarę upływu czasu obrośnięte tkanką drzewa, włączone niejako w  jego organizm. Wiele macew, głównie przewróconych i zdewastowanych, porośniętych jest bluszczem. Roślina ta bardzo często była sadzona na cmentarzach, również żydowskich. W wielu religiach wiecznie zielony bluszcz jest symbolem życia wiecznego i  wiernego przywiązania. Być może tradycja żydowska, nakazująca pozostawienie miejsc pochówku zmarłych bez ingerencji, okaże się bardzo pomocna w  zachowaniu nowej, podwójnej roli starego cmentarza żydowskiego w  Białej − jako zabytkowego miejsca o znaczeniu historycznym oraz terenu ważnego pod względem krajobrazowym. Krzysztof Spałek

edną z najbardziej zasłużonych rodzin dla warszawskiej finansjery, komunikacji i przemysłu w XIX w., mających także duże zasługi w sferze kultury i  dobroczynności w  całym Królestwie Polskim, była rodzina Kronenbergów. Najwybitniejszym jej przedstawicielem, a  zarazem twórcą niemałej jak na owe czasy fortuny, był Leopold Kronenberg (1812-1878), warszawski bankier i  przemysłowiec, właściciel monopolu tabacznego, współzałożyciel Kolei Warszawsko-Terespolskiej, główny udziałowiec Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, wreszcie twórca Kolei Nadwiślańskiej, a także założyciel Banku Handlowego, właściciel wielkiego majątku ziemskiego i związanych z nim cukrowni, wydawca „Gazety Codziennej” (przemianowanej wkrótce na „Gazetę Polską”), mecenas sztuki, kolekcjoner i  filantrop. Dla utalentowanego, znakomicie wykształconego i przygotowanego do samodzielnej pracy w handlu i bankowości młodego Leopolda Kronenberga nie było spraw, których nie udałoby się rozstrzygnąć zgodnie z jego zamysłem. Bo też, jak wspominał po latach swojego opiekuna, pracodawcę, wreszcie przyjaciela Józef Ignacy Kraszewski: „Umysł to był niezmiernie żywy, pojęcie bystre, duch śmiały i  przedsiębiorczy, wola niezłomna. [...] wpływowi jego starsi nawet ulegali”. W świadomości ówczesnego społeczeństwa polskiego na prawdziwy szacunek zasługiwał jednak dopiero taki biznesmen, który aktywność w  dziedzinie gospodarczej i  finansowej oraz wynikające z  niej własne bogactwo umiał wykorzystywać także w  innych sferach życia – angażować się w spra-

wy polityki, działać na rzecz ruchów niepodległościowych, wspierać naukę i  kulturę, wreszcie prowadzić szeroko rozumianą działalność dobroczynną. Leopold Kronenberg i  dziedziczący jego fortunę potomkowie dobrze

1 1 | Teodor Rygier?, „Popiersie Leopolda

Kronenberga”, druga poł. XIX w. (1878 r.?), marmur, wys. 42 cm (w zbiorach Muzeum Historycznego m.st. Warszawy)

................................................................................

o  tym wiedzieli. Nic więc dziwnego, że jednym z  obszarów takiej właśnie aktywności bankiera było m.in. wspieranie przez niego młodych polskich artystów. Ponadto – będąc mecenasem sztuki i, szerzej, rodzimej kultury – sam interesował się polską sztuką współczesną oraz stworzył jedną z najciekawszych i  najbogatszych kolekcji dzieł sztuki w Królestwie Polskim.

Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

55


ZBIORY I ZBIERACZE

Kolekcję Leopolda Kronenberga wymienia, obok innych zbiorów warszawskich bankierów ( Jana Gotlieba Blocha, Matiasa Bersohna, Mieczysława Epsteina), Przewodnik po Warszawie i  jej okolicach na rok 1873/74 Feliksa Fryzego i  Ignacego Chodorowicza. Niestety, jak słusznie zauważył Tadeusz S. Jaroszewski w artykule o upodobaniach artystycznych Kronenberga, trudno dziś ustalić, jakie obrazy w niej się znajdowały (T. S. Jaroszewski, Wielki bourgeois – mecenas, kolekcjoner, odbiorca, [w:] Kronenbergowie – pamiątki rodzinne, Wydawnictwo Muzeum Historycznego m.st. Warszawy i Fundacji Bankowej im. Leopolda Kronenberga, Warszawa 1998, s. 55). By nie pozostawić jednak czytelników z  tym stwierdzeniem, profesor wspomniał jeszcze o  kilku przekazach dotyczących działalności kolekcjonerskiej bankiera: „Wiemy na pewno – pisał – że w  1863 r. zakupił obraz Wojciecha Gersona «Górale tatrzańscy w szałasie», który w posiadaniu spadkobierców bankiera znajdował się do roku 1939. Wiemy również, że w 1860 r. Józef Simmler namalował na zamówienie Kronenberga portret jego córeczek Marii Róży i Róży Marii Karoliny znajdujący się dziś w  Muzeum Narodowym w Warszawie. Wiemy, że Leopold Kronenberg chciał zamówić w 1873 r. u Matejki za pośrednictwem Kraszewskiego obraz przedstawiający sejm, na którym posłowie zdeptali kodeks projektowany przez Andrzeja Zamoyskiego”, ale do realizacji tego zamówienia nie doszło. Wiemy wreszcie, że dwukrotnie portretował Kronenberga Leopold Horowitz (w 1877 i 1879 r., a więc już po śmierci pozującego), lecz to wszystko. Chyba, że z kolekcji twórcy fortuny Kronenbergów pochodzi także skromna młodzieńcza praca Jana Rosena, przedstawiająca dwóch konnych jeźdźców pytających o drogę wiejską dziewczynę (akwarela sygnowana „J. Rosen / 75”), przekazana w 1973 r. wraz z 246 innymi pamiątkami rodzinnymi i dziełami sztuki do zbiorów Muzeum Historycznego m.st. Warszawy przez zamieszkałą w Los Angeles Janinę Kronenberg (1900-1980), drugą żonę wnuka Leopolda Kronenberga, który zmarł w 1971 r. w Ameryce.

56

| Spotkania z Zabytkami

Kolekcja obrazów Leopolda Kronenberga, zdobiąca wnętrza niewielkiego pałacyku w  ogrodzie, na rogu ulic Marszałkowskiej i  Hożej, na początku lat siedemdziesiątych XIX w. znalazła godne miejsce w  okazałym, bogato wyposażonym w sprzęty i dzieła sztuki pałacu Kronenbergów przy pl. Ewangelickim (obecnie pl. Małachowskiego) w  Warszawie. Tam też – stanowiąc własność spadkobierców Leopolda i przez nich stale uzupełniana oraz rozbudowywana – przetrwała w stanie niemal nienaruszonym aż do wybuchu drugiej wojny światowej. We  wrześniu 1939 r. w  wyniku niemieckiego bombardowania pałac Kronenbergów zdewastowany został przez pożar. Przepadła kolekcja, przepadły najcenniejsze obrazy zakupione niegdyś przez Leopolda Kronenberga, a wśród nich jedno z najlepszych płócien Wojciecha Gersona, wspomniany przez Tadeusza S. Jaroszewskiego, „Odpoczynek w szałasie tatrzańskim” („Górale tatrzańscy w  szałasie”, „Zaczarowane dźwięki”, „W  góralskiej chacie”, „Góralski koncert”), olej na płótnie, o  wymiarach: 92,5 x 134,5 cm, sygnowany i  datowany przez autora w prawym dolnym rogu. Namalowany został w 1862 r. i jeszcze w tym samym roku wystawiony w  warszawskiej Zachęcie, a po zakończeniu wojny włączony do katalogu strat kultury polskiej (w  publikacji Biura Pełnomocnika Rządu do Spraw Polskiego Dziedzictwa Kulturalnego za Granicą Straty wojenne. Malarstwo polskie. Obrazy olejne, pastele, akwarele utracone w latach 1939-1945 w granicach Polski po 1945 r., Poznań 1998 – odnotowany na s. 67, poz. 71; publikacja dostępna także na płycie CD). Niespodziewanie   pod   koniec 2003 r. zaginione dzieło Wojciecha Gersona pojawiło się w ofercie katalogu domu aukcyjnego Sotheby's, przygotowywane na aukcję w  londyńskiej siedzibie firmy (British and Continental Pictures, 21 stycznia 2004 r., poz. 410), z  tytułem „The Sheperd’s Concert” i estymacją ceny 6-8 tys. funtów brytyjskich. Obraz wypatrzył polski kolekcjoner malarstwa, mieszkający od lat w stanie New Jersey (USA). Nie dysponując jednak szczegółowymi 7-8 2010

danymi i dobrej jakości zdjęciem malowidła, nie mógł ocenić, czy rzeczywiście jest to oryginalne dzieło Gersona, czy może tylko jego kopia lub (nie daj Boże!) jakieś fałszerstwo; jak pisze bowiem bez ogródek zaprzyjaźniony z  nim znawca tematu Marek Walicki, do którego kolekcjoner zgłosił się ze  swoimi wątpliwościami – „od fałszywych Brandtów, Wieruszy, Wywiórskich i Gędłków [...] roi się w metropolii nowojorskiej” (M. Walicki, Cenne, bezcenne... odzyskane, „Przegląd Polski” [tygodniowy dodatek literacko-społeczny do „Nowego Dziennika”], wyd. z 30 stycznia 2004 r., s. 9). Tym razem szczęście uśmiechnęło się nie tylko do naszych rodaków – kolekcjonera z  New Jersey i  jego doradcy – ale także do wszystkich tych, którym nieobojętne są losy polskiego dziedzictwa kulturowego i którzy wierzą, że mimo upływu tak wielu lat od zakończenia drugiej wojny światowej możliwe są jeszcze powroty do kraju utraconych dzieł sztuki. Wymiana korespondencji pomiędzy kolekcjonerem, domem aukcyjnym i Markiem Walickim pozwoliła na szybkie wyzbycie się wątpliwości. „Nie zwlekając dłużej – pisał Walicki – zacząłem przeglądać na płycie CD katalog strat wojennych, przygotowany przez Biuro Pełnomocnika Rządu do Spraw Polskiego Dziedzictwa Kulturalnego za Granicą, które podlega Ministerstwu Kultury i  Sztuki. I  nagle aż załomotało mi serce! Na stronie 67, poz. 71 widniał «jak byk» identyczny obraz Gersona! Z  tego samego 1862 roku! Główny tytuł – «Odpoczynek w  szałasie tatrzańskim». Dwa inne tytuły pod jakimi był znany, to «Zaczarowane dźwięki» i  «W  góralskiej chacie». Zajrzałem następnie na stronę internetową Sotheby’s i  w  katalogu aukcyjnym ujrzałem, w powiększeniu, fotografię [obrazu] Gersona lepszą niż wszystkie dotychczasowe. Nie miałem już większych wątpliwości. Góry widoczne z  szałasu były wspaniale namalowane. «Sensacja! Znalazłem obraz Gersona! – informowałem mego przyjaciela z  New Jersey. – Tak jak przypuszczałem, zaginiony w  latach 1939-1945. Własność spadkobierców Leopolda Kronenberga. W  albumie


ZBIORY I ZBIERACZE

2 2 | Wojciech Gerson, „Odpoczynek w szałasie tatrzańskim” („Górale tatrzańscy w szałasie”, „Zaczarowane dźwięki”, „W góralskiej chacie”, „Góralski koncert”), 1862 r., olej, płótno, wym. 92,5 x 134,5 cm (w zbiorach Zamku Królewskiego w Warszawie)

................................................................................

«Sto lat malarstwa polskiego», 1919, s. 14, poz. 71»” (ibidem). Próba identyfikacji obrazu na podstawie dobrej jakości zdjęcia pozwalającego w  dużym powiększeniu dostrzec fragment dzieła z  mistrzowsko namalowanym tatrzańskim pejzażem była dobrym pomysłem. Fascynacja Gersona górami, o których myślał już w  latach młodości − pierwsze szkice ukazujące krajobraz górski przywiózł latem 1860 r. z podróży po Śląsku Cieszyńskim, Podhalu i wycieczki zakończonej w Tatrach (odbytej w towarzystwie przyjaciół: Marcina Olszyńskiego, Alfreda Schouppé i Juliana Ceglińskiego) – dała bowiem już wtedy pol-

skiemu malarstwu jakże udane owoce w postaci realistycznie namalowanych widoków tatrzańskich i  scen rodzajowych. To oczywiste, że przy tworzeniu pejzaży artysta kierował się przede wszystkim uczuciem, a  w  scenach rodzajowych – sympatią dla mieszkających tam ludzi. Malując obrazy zawsze jednak dbał o to, by uczucia te utrzymywać w  ryzach: „refleksyjność, panowanie myśli, zastanowienia, wymagań teoretycznych nad bezpośrednimi porywami uczucia i  temperamentu” – oto jego dewiza (Henryk Struve, Wojciech Gerson, „Kłosy”, nr 1187 z 17 [29] marca 1888 r., s. 205). W pejzażu starał się, na ile tylko było to możliwe, oddawać prawdę, bez upiększeń i  naukowych dywagacji. „Do ocenienia piękności górskiej przyrody krajobrazu tatrzańskiego – pisał pod koniec życia – do otrzymania zeń potężnego wrażenia, wiadomość o  układzie geologicznym gór, w  rodza-

ju granitu śnieżnych szczytów, nie jest potrzebna” (W. Gerson, Znawstwo prawdziwe i  rzekome w  malarstwie, Warszawa 1895, s. 28). I tak, z czasem, autor „Odpoczynku w szałasie tatrzańskim” w obrazowaniu gór stał się prawdziwym mistrzem. „W  1885 r. oraz w  latach 1889-1898 corocznie udaje się w  Tatry – czytamy w  jednej z  poświęconych mu monografii. – Mimo podeszłego już wieku i przebytej ciężkiej choroby dociera do najbardziej niedostępnych szczytów i  zakątków górskich. Nawiązuje z  ludem góralskim liczne, serdeczne nici przyjaźni. Ukazując całe bogactwo tatrzańskiej natury: «dymiące» szczyty górskie, kamieniste zwały, wyschnięte potoki, kłębiaste, przeganiane zimnymi porywami wiatru chmury, przycupnięte tu i ówdzie ubogie szałasy i  góralskie chaty [...] – potrafi artysta wydobyć szczególną nutę prawdy prosto i  serdecznie powiedzianej o  pełnej

Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

57


ZBIORY I ZBIERACZE

3

4

3 | 4 | Fragmenty obrazu Wojciecha Gersona:

pejzaż tatrzański (3), scena centralna z góralem grającym na piszczałce (4)

(zdjęcia: 1 – wg „Kronenbergowie – pamiątki rodzinne", Warszawa 1998, s. 190; 2-4 – Fundacja Bankowa im. Leopolda Kronenberga przy Citi Banku Handlowym w Warszawie)

................................................................................

grozy i poezji ziemi oraz o twardej doli ludu góralskiego” (Armand Vetulani, Wojciech   Gerson,   Warszawa   1952, ss. 63-64). Skromny pejzaż tatrzański namalowany w prawym górnym rogu „Odpoczynku w szałasie tatrzańskim” jest więc zapowiedzią tego, co pod koniec życia artysty stanie się w  jego malarstwie tak często i chętnie podejmowanym tematem. Z  artykułu Marka Walickiego dowiadujemy się, że z  chwilą rozpoznania zaginionego dzieła sprawy potoczyły się szybko i  zmierzały we  właściwym kierunku: „[...] w  wyniku interwencji władz polskich obraz Wojciecha Gersona został wycofany z licytacji wyznaczonej przez Sotheby’s na 21 stycznia 2004 r.” (M. Walicki, ibidem). To zaś umożliwiło podjęcie dalszych, niestety, jak się okazało bardzo już czasochłonnych i skomplikowanych działań prawnych, mających na celu sprowadzenie dzieła do kraju. Nie wchodząc w  szczegóły, można jedynie zdradzić, że na londyńską aukcję obraz przywieziony został z... Republiki Południowej Afryki oraz, że w  podobnych wypadkach pertraktacje w sprawie odzyskania utraconego dzieła sztuki mogą się toczyć latami.

58

| Spotkania z Zabytkami

Na pocieszenie, w dodatku do drugiego wydania katalogu Strat wojennych zamieszczony został ten sam obraz Wojciecha Gersona „Odpoczynek w szałasie tatrzańskim”, ale już w kolorowej reprodukcji (op. cit., Obrazy odnalezione w kraju i za granicą, Poznań 2007, s. 326). W końcu po kilku latach od odnalezienia obrazu, przy niemałej zasłudze polskich służb dyplomatycznych i  współpracującego z  nimi Departamentu Dziedzictwa Kulturowego w  Ministerstwie Kultury i  Dziedzictwa Narodowego, otwarta została droga do zakończenia negocjacji z  właścicielami obrazu i  odzyskania go dla polskich zbiorów. Zadania tego podjęła się i przeprowadziła je z sukcesem Fundacja Bankowa im. Leopolda Kronenberga w Warszawie, działająca przy banku City Handlowy. I tak, po kilkudziesięciu latach nieobecności „Odpoczynek w szałasie tatrzańskim” Wojciecha Gersona powrócił do kraju. 1 czerwca 2010 r. na Zamku Królewskim w  Warszawie odbyła się uroczystość przekazania obrazu do zbiorów tego muzeum. Dla prezesa Zarządu City Handlowy Sławomira S. Sikory była to okazja do podkreślenia związków pomiędzy Leopoldem Kronenbergiem, dziełem pochodzącym z kolekcji bankiera i obchodzącym w  bieżącym roku jubileusz 140-lecia Bankiem Handlowym w  Warszawie. Odbierając obraz z  rąk prezesa, prof. 7-8 2010

Andrzej Rottermund, dyrektor Zamku Królewskiego w Warszawie, dziękował za dar i mówił o ogromnym wzruszeniu, które towarzyszy mu zawsze wtedy, kiedy takie jak to, utracone dzieło sztuki wraca do kraju. Z kolei historyk sztuki Piotr Kopszak, w  przygotowanej na tę okazję krótkiej wypowiedzi, przedstawił interesującą interpretację tematu obrazu Wojciecha Gersona, mówiąc m.in.: „«Odpoczynek w  szałasie tatrzańskim» znany także pod tytułem «Zaczarowane dźwięki» jest najambitniejszym dziełem Gersona o tematyce góralskiej i jednym z najpopularniejszych jego obrazów w  XIX w. Jednak jego treści narodowe są co najmniej równie ważne jak ludoznawcze. Obraz powstał w  przededniu powstania styczniowego. Poświęcenie wówczas dużego obrazu przedstawieniu postaci w  strojach góralskich, jeszcze bardzo egzotycznych dla warszawskiej publiczności, mogło być także swego rodzaju artystycznym protestem wobec zakazu «noszenia odróżniającej się od zwykle używanej odzieży», sformułowanego w  zarządzeniu o  wprowadzeniu stanu wojennego z  14 października 1861 r. Narodową wymowę posiada jednak przede wszystkim przedstawiona na obrazie scena. Stary góral grający na piszczałce w otoczeniu młodych juhasów i dzieci został tu przedstawiony niczym grecki wieszcz. Tytułowe «Zaczarowane dźwięki» to być może dawna melodia, która ma przypomnieć o czasie utraconej wolności. W  tym kontekście promienie


ZBIORY I ZBIERACZE

................................................................................................................................................................ ... ..... ... ..... ... ..... ... ..... ... ..... ... ..... ... ..... ... ..... ....

słońca oświetlające postaci mogą zostać odczytane jako promienie jutrzenki wolności. Muzyka obecna w obrazie jest zatem skrajnie różna od salonowych tańców granych na balach, do udziału w których przymuszał zaborca”. Zgodziwszy się z  możliwością takiej właśnie interpretacji treści ideowych Gersonowskiego dzieła, warto zauważyć, że obraz ten nacechowany jest jeszcze innymi walorami, znacznie podnoszącymi jego wartość artystyczną. O jednym z nich – idealizacji przedstawionych postaci, stanowiących charakterystyczną cechę obrazów Gersona o ludowej tematyce – uczestnicy spotkania na Zamku usłyszeli od Piotra Kopszaka, że jest ona „zgodna z  akademickimi kanonami. Tutaj – kontynuował mówca – do przedstawienia postaci górali artysta wykorzystał wzory przeniesione z  greckich rzeźb. Taki zabieg miał służyć przede wszystkim uwzniośleniu ukazanych postaci. Udało się artyście uniknąć przy tym wrażenia sztuczności, jakie mógł on wprowadzić”. Wcześniej była już mowa o  znakomicie namalowanym tatrzańskim pejzażu... Na koniec warto wymienić jeszcze jeden ważny walor tego pięknego dzieła − bijące z  niego ciepło, spokój i  harmonię. Jak się wydaje, zgrupowane w  szałasie postacie nie są jedną rodziną, ale sprawiają wrażenie jakby w  rzeczywistości nią były... Tak malować mógł tylko ktoś, dla kogo życie nabrało nowego sensu i znaczenia – ktoś zakochany (?), szczęśliwy (?) czy może (zwyczajnie) myślący o  założeniu stadła małżeńskiego. Tak też w 1862 r. malował obrazy („Chłopiec i  dziewczyna przy studni”, „Portret Kamei [Kamilli], żony artysty”, „Portret własny”, „Portret górala”, „Odpoczynek w  szałasie tatrzańskim”) Wojciech Gerson – od marca tegoż roku mąż Kamilli z domu Frydrych (zmarłej przedwcześnie, dwa lata później), szczęśliwy malarz z Warszawy, oczekujący przyjścia na świat swojego pierwszego dziecka (córki, Jadwigi Gerson, później Jadwigi Gerson-Bobińskiej, malarki,   urodzonej   30   listopada 1862 r.). Późniejsze prace artysty będą już zupełnie inne. Wojciech Przybyszewski

Srebra z kolekcji Jürgena Gromka

.........................................................................................................................................

W

  Muzeum Historycznym Miasta Gdańska czynna jest wystawa „Srebra z  gdańskiego kredensu. Dzieła złotnicze w kolekcji Jürgena Gromka z  Bractwa Świętych Trzech Króli gdańskiego Dworu Artusa w  Lubece”. Jest to prezentacja zbiorów niemieckiego kolekcjonera, gdańszczanina z  pochodzenia, Jürgena Gromka. Intencją kolekcjonera jest

przekazanie sreber miastu Gdańsk; opiekę nad liczącym blisko 600 obiektów zbiorem sprawować będzie Muzeum Historyczne Miasta Gdańska. Kolekcję Jürgena Gromka tworzą przedmioty ze srebra, srebra częściowo złoconego, srebrzonych stopów metali, alpaki i brązu, pochodzące z okresu od XVIII do XX w. Wykonane zostały przede wszystkim w  Gdańsku – wybitnym ośrodku twórczym w Europie 1 | Solniczka, Friedrich Wilhelm Sponholtz, Gdańsk, 1777 r., srebro

2 | Tabakiera, Michael Schleich, Gdańsk, 1746 lub 1754 r., srebro

........................................

1

2

2 Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

59


ZBIORY I ZBIERACZE

3 | Para świeczników, Carl Ludwig

Meyer, Gdańsk, 1772 i 1787 r., srebro

...........................................................

3 Północnej, a także w kilku dużych niemieckich ośrodkach, produkujących srebra na eksport w  drugiej połowie XIX w. i  w  pierwszej ćwierci XX w., jak Brema, Schwäbisch Gmünd, Hanau, Heilbronn, Pforzheim, Berlin, Düsseldorf. Ekspozycja kolekcji Jürgena Gromka jest niezwykle cenną lekcją Spotkanie z książką

na temat dziewiętnastoi dwudziestowiecznego złotnictwa gdańskiego, bowiem dorobek warsztatów i  firm działających w  tym okresie był jak dotychczas na marginesie rozważań naukowych, pomijano go też w  planach wystawienniczych. Chlubą prezentowanej na wystawie kolekcji są przedmioty wykonane w słynnej gdańskiej firmie Moritz Stumpf & Sohn, istniejącej nieprzerwanie od 1807 do 1945 r., przekształconej w 1861 r. przez Carla Moritza Stumpfa z  tradycyjnego rodzinnego warsztatu w  nowoczesną firmę o  charakterze manufaktury. Interesujące są także wyroby innych gdańskich firm, takich jak Carl Hermann Danziger czy Robert Adolph Rosalowski. Na wystawie można m.in. zobaczyć pochodzące z  tych firm patery, cukiernice, półmiski, tacki, karafki, sosjerki, koszyczki oraz różnorodne sztućce. Wśród dziewiętnastowiecznych wyrobów znajdują

się także protestanckie dzbany liturgiczne oraz łyżki związane z  historią gdańskich bractw strzeleckich. Duża liczba srebrnych wyrobów okolicznościowych z  pierwszej ćwierci XX w. − to trofea w  zawodach sportowych i  pamiątkowe puchary, np. puchar ufundowany z  okazji kolacji w  hotelu Danziger Hof w  1905 r. Mniejszą, ale niezwykle wartościową część kolekcji stanowią wyroby złotnicze, wykonane w  gdańskich warsztatach złotniczych w  XVIII w., m.in. piękne i świadczące o kunszcie artystycznym gdańskich mistrzów przedmioty stołowe: dzbanki do kawy i  herbaty, tacki, kubek z ornamentem regencyjnym Hieronymusa Holla II, solniczka Friedricha Wilhelma Sponholtza, para lichtarzy Carla Ludwiga Meyera czy półmisek najsłynniejszego gdańskiego złotnika Johanna Gottfrieda Schlaubitza. Miłośnicy medalierstwa i numizmatyki znajdą okolicznościowe medale i plakiety, a także monety obiegowe z  czasów Wolnego Miasta Gdańska. Wystawie towarzyszy bogato ilustrowany, dwujęzyczny katalog. Ekspozycję można zwiedzać do 9 stycznia 2011 r. w Domu Uphagena (ul. Długa 12) – Oddział Muzeum Historycznego Miasta Gdańska. ☐

ZNAKI NA SREBRZE – CZWARTA EDYCJA

N

akładem wydawnictwa Fundacji Here- i  wytrwałości. Michał Gradowski, jesień 2009”. Nie dajemy wiary, poditas w  Warszawie ukazało się kolejne, nieważ za dziesięć lat pora będzie szykować kolejne wydanie Znaków na srebrze, a kto lepiej to zrobi, jeśli nie ich Autor – niestrudzony badacz czwarte już wydanie Michała Gradowskiego i znawca tematu, mający w swoim dorobku wiele publikacji naukowych Znaków na srebrze, niezwykle cenionego i  ważnego pod względem zawartości kata- i  popularnonaukowych (drukowanych także w  „Spotkaniach z  Zabytkalogu znaków złotniczych miejskich i  pań- mi”), facecjonista i gawędziarz? Jak czytamy w przedmowie do pierwszego wydania książki, napisanej przez Marka Konopkę, ówczesnego dyrekstwowych używanych na terenie Polski tora Ośrodka Dokumentacji Zabytków: „Znawstwo znaków złotniczych w obecnych jej granicach. To dobra i dawno oczekiwana wiadomość, która ucieszy nie dla wielu jawi się jako wiedza tajemna, gdyż prawidłowe ich odczytanie tylko historyków sztuki, konserwatorów wymaga nie tylko lupy, ale nade wszystko wprawnego oka. Nasz Autor zabytków i  muzealników zajmujących się swym doświadczeniem i  wiedzą zawsze służy bezinteresownie wszystkim zainteresowanym, bowiem zebrany kapitał traktuje nie jako wiedzę na co dzień rzemiosłem artystycznym, ale także antykwariuszy oraz licznych kolek- tajemną, ale wręcz jako okazję do szczodrej rozrzutności”. I niech już tak zostanie. cjonerów dawnych wyrobów złotniczych. Od ostatniego wydania minęło W  nowej edycji książka doczekała się starannej, a  nade wszystko wszak niemal dziesięć lat, poprzednie już dawno się wyczerpały... „czas więc dopisać nowe ustalenia i skorygować część starych błędów” – infor- trwałej, przygotowanej na częste użytkowanie oprawy i  dobrej jakości papieru. Można ją kupić (cena: 72 zł, dla prenumeratorów „Spotkań muje Autor opracowania w krótkim uzupełnieniu dołączonym do wstępu – „a nade wszystko nanieść erratę na ostatnie wydanie, które wydruko- z Zabytkami” cena specjalna: 60 zł) bezpośrednio u wydawcy (Fundacja Hereditas, 00-590 Warszawa, ul. Marszałkowska 4, lok. 4, tel. 22 353wano bez korekty”. Nie dajemy tylko wiary temu, o czym napisał Autor w kolejnych zda- -83-30), w wybranych księgarniach lub za pośrednictwem strony internetowej wydawcy: www.fundacja-hereditas.pl. niach: „Już dawno odszedłem na emeryturę, tak więc następne poprawki i uzupełnienia tej pracy będziecie robili już Wy. Życzę Wam powodzenia

...............................................................................................................................................................................................................................

60

| Spotkania z Zabytkami

7-8 2010


.

Z WIZYTĄ W MUZEUM

Mazowsze

– kraina młodości Chopina

W

.........................................................................................................................................

ystawa   „ Ma zowsze w  czasach Chopina”, otwarta w Muzeum Niepodległości w  Warszawie, daje obraz rzeczywistości, z którą spotykał się młody Fryderyk, nim w 1830 r. opuścił Polskę. Mazowiecka wieś, szlachecki dwór i rozwijające się miasto pierwszej połowy XIX w. są tematem tej ekspozycji. Znajdziemy na niej proste przedmioty codziennego użytku chaty wiejskiej, bogate i wyrafinowane obiekty stanowiące wyposażenie dworu, ale przede wszystkim wielką sztukę tamtych czasów, olejne obrazy i marmurowe popiersia, wykonane rękami polskich twórców. Chopin, który mieszkał w  Warszawie, już od pierwszego roku życia chłonął atmosferę elit intelektualnych Królestwa Kongresowego. Jego ojciec wykładał w  Liceum Warszawskim. W  latach 1817-1827 rodzina Chopinów mieszkała w  oficynie Pałacu

...............................................................................

1 | Aleksander Kokular, „Edyp i Antygona”, 1825 r.

2 | Antoni Brodowski, „Portret Ludwika

Osińskiego”, ok. 1820 r.

1

2

Kazimierzowskiego, za sąsiadów mając zarówno profesorów, jak i gmachy Uniwersytetu Warszawskiego. Samuel Bogumił Linde – twórca pierwszego słownika języka polskiego, Kazimierz Brodziński – poeta i krytyk literacki, Juliusz Kolberg – kartograf i geodeta mieszkali w tym samym budynku, co młody Fryderyk. Wartości właściwe

dla kręgów akademickich oraz salonów arystokracji kształtowały osobowość, intelekt i wrażliwość przyszłego mistrza. Chociaż Chopin znany jest głównie jako genialny kompozytor i „poeta fortepianu”, to jednak nieobce mu były i talent, i zdolność odczuwania wzruszenia w  dziedzinie sztuk plastycznych czy literatury.

Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

61


Z WIZYTĄ W MUZEUM

Na pewno ważną rolę w kształtowaniu charakteru mistrza odegrały specyficzne czasy, w których wzrastał. Okres konstytucyjny Królestwa Polskiego (1815-1830), a więc lata młodości Chopina, to czas, w którym na ziemiach polskich rozpoczynają się zasadnicze zmiany. Prowadzą one do osłabienia stosunków feudalnych na wsi i  rozwoju kapitalizmu, zwłaszcza przemysłu. Ciężar życia gospodarczego, umysłowego i kulturalnego zaczyna przenosić się z  dworu i  pałacu do miasta. Następuje rozwój nowoczesnych instytucji państwowych, administracji i, co szczególnie istotne, ożywienie polskiego życia artystycznego. To w  czasach Królestwa Polskiego wydają plon ziarna zasiane przez króla Stanisława Augusta na polu sztuki. Utworzony staraniem Stanisława Staszica i  Stanisława Kostki Potockiego Uniwersytet Warszawski staje się miejscem kształcenia rzesz studentów. Istotną nową jakość stanowią rodzimi bądź asymilowani profesorowie. Szczególnie istotna zmiana widoczna jest w  środowisku malarskim. W  czasach dawnej Rzeczypospolitej bardziej doniosłe dzieła zamawiano u zagranicznych artystów. Teraz doceniani są profesorowie uniwersyteccy Oddziału Sztuk Pięknych: Antoni Brodowski, Antoni Blank, czy też pedagog Liceum Warszawskiego – Aleksander Kokular. Wykształcą oni wielu polskich malarzy, przyczyniając się do rozkwitu narodowego malarstwa w drugiej połowie wieku. Można zaryzykować stwierdzenie, że w  czasach Chopina sztuka w Polsce staje się wreszcie sztuką polską. Na wystawie w Muzeum Niepodległości obejrzeć można czternaście obrazów, w tym dzieła trzech wymienionych malarzy. Portret przedstawiający profesora Ludwika Osińskiego pędzla Brodowskiego zachwyca umiejętnością oddania bogactwa psychiki tej interesującej postaci. Na wykłady Osińskiego poświęcone literaturze zawsze przybywały tłumy, najprawdopodobniej uczęszczał na nie także Fryderyk Chopin. Twórczość Blanka reprezentowana jest przez jeden z licznych wykonanych przez niego portretów.

62

| Spotkania z Zabytkami

3 | Jakub Tatarkiewicz,

„Popiersie Fryderyka Chopina”, 1851 r. 4 | Antoni Blank, „Portret generała Józefa Załuskiego”, 1818 r. (zdjęcia: Piotr Ligier i Krzysztof Wilczyński; wszystkie obiekty w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie)

3 Przedstawia on gen. Józefa Załuskiego, adiutanta cara Aleksandra, a później powstańca listopadowego. Szczególne miejsce zajmuje dzieło Aleksandra Kokulara „Edyp i Antygona”. To wielkie płótno dobrze charakteryzuje dominujący wówczas w  Europie kierunek malarstwa neoklasycznego. Tematy podniosłe, przedstawiające bohaterów mitów greckich i historii rzymskich, uważane były za najbardziej wartościowe. Kokular namalował epizod z  bogatego mitu greckiego o  Edypie i  jego zmaganiach z przeznaczeniem. Kompozycja, układ postaci i  niewielka dynamika ich ruchów wzorowane są na greckich oraz rzymskich dziełach rzeźbiarskich. Edyp i jego córka ukazani zostali w  przestrzeni pozbawionej głębi. Górski krajobraz znajdujący się za ich plecami nie wydaje się realny. Jest to celowy zabieg malarza, dążącego do wywołania efektu zbliżonego do podziwianych wówczas płaskorzeźb starożytnych zdobiących architekturę. Edyp i Antygona, pomimo ukazania ich w ruchu, przyjmują pozę pozbawioną dynamiki, niewolną od teatralnego gestu. Sprawiają wrażenie statycznych posągów. Chłodne barwy wprowadzają atmosferę powagi i spokoju. 7-8 2010

...........................................

Z  powściągliwymi środkami malarskimi    kontrastuje    dramatyczna treść. Edyp, władca Teb i potężny człowiek, udaje się w hańbie na wygnanie. Towarzyszy mu córka Antygona. Cierpienie ojca nabiera silniejszego wyrazu, gdy odbite zostaje we współczującym spojrzeniu córki. Kokular popisał się tu swą erudycją, cytując w odchyleniu głowy Antygony słynną grecką rzeźbę „Niobe bolejącej”. Ta bohaterka innego mitu, rozpaczająca nad stratą swych dzieci, została w sztuce toposem nieskończonej boleści. Dowód na to, że głowa „Niobe bolejącej” była powszechnie znana, znaleźć można na obrazie Franciszka Mielnickiego, także eksponowanym na wystawie. Obraz ukazuje wnętrze pracowni malarskiej, gdzie wśród wykonanych w  celach szkolnych gipsowych odlewów rzeźb znajduje się głowa Niobe. Obraz Kokulara powstał w związku z konkursem na najlepsze malarskie ujęcie tematu „Edypa i  Antygony”, ogłoszonym w 1823 r. przy odbywającej się raz na dwa lata wystawie sztuk pięknych w  Warszawie. Temat dość oryginalny, co stanowi szczególną wartość, gdyż ówczesne malarstwo europejskie rzadko poruszało ten epizod mitu. Jak twierdzi Jerzy Miziołek, to


Z WIZYTĄ W MUZEUM

murze popiersia Fryderyka Chopina i Józefa Zajączka tchną powagą i majestatem. Zgodnie z ówczesną manierą twarze są idealizowane i  całkowicie pozbawione wyrazistej mimiki. Dążąc do zgromadzenia tych wspaniałych dzieł, autorzy wystawy pragnęli przekazać swój zachwyt nad dostojną, umiarkowaną atmosferą płócien, urokiem białego marmuru i  powagą neoklasycznych popiersi, a także monumentalnym wyrazem architektury późnego klasycyzmu. Sztuka nie jest jedyną atrakcją wystawy. Wnętrze salonu z  pięknymi i czasem zagadkowymi meblami, militaria oraz zachwycające elegancją mundury wojskowe, przedmioty służące do rozrywki we  dworze szlacheckim, a także ilustracje maszyn rodzącego się wówczas przemysłu są wspomnieniem pasjonującej epoki młodzieńczych lat Chopina. Ekspozycja oferuje też nietradycyjne możliwości lepszego poznania tematu. Na specjalnie zaaranżowanych stanowiskach można za pomocą dotyku przekonać się o  różnorodności faktury poszczególnych rodzajów kamienia i  materiałów tekstylnych, spróbować zawiązać krawat tak, jak to robił Chopin, zmierzyć się z jedną z gier edukacyjnych na komputerach czy posłuchać muzyki naszego mistrza w  wykonaniu Katarzyny Kraszewskiej. Wystawie towarzyszy bogaty program spotkań. Wśród nich są koncerty, wykłady oraz imprezy plenerowe. Szczegóły znajdują się na stronie internetowej: www.muzeumniepodleglosci.art.pl.

Spotkanie z książką

WAWEL

W

ydany w br. nakładem Wydawnictwa BOSZ z  Olszanicy album Wawel, opracowany przez Kazimierza Kuczmana i  Jerzego T. Petrusa – to zbiór artystycznych, niekonwencjonalnych fotografii (ponad 200), wykonanych na Wzgórzu Wawelskim. Autor zdjęć – Piotr Kłosek – starał się pokazać to niezwykłe miejsce przez ilustracje nieznanych detali, ujętych z oryginalnej perspektywy, czasem z półcienia, co wbrew pozorom – uwypukla niezwykłość obiektów, a nie zaciemnia ich wizerunku. Wydobycie nowych ujęć wielokrotnie fotografo4 wanego zabytku wymagało niebanalnej szaty graficznej, jaką opracował Lech Majewski. Wstęp do albumu napisali wyżej wymienienajprawdopodobniej pod wpływem ni wieloletni pracownicy Zamku Królewskiewykładów wspomnianego profesora go na Wawelu i  znawcy tematu – Kazimierz Ludwika Osińskiego czy też dzięki Kuczman i Jerzy T. Petrus. Opisują oni historię Wawelu, który jego inicjatywie wybrano taki temat jest „miejscem (Inspiracje śródziemnomorskie, Warnierozerwalszawa 2004, ss. 181-190). Do konkurnie związanym su stanęli także Brodowski i  Blank. z  dziejami Polski, na którym Gdy prace wystawiono w  1828 r., trwale odciKokular otrzymał drugą, najwyższą snęły się ślady przyznaną przez jury nagrodę. Jedchwil najpięknak jego główny konkurent, Antoni niejszych i  najBrodowski, nie poddał swego dzieła wznioślejszych, pełnych chwapod ocenę, co może widza zachęcić do ły, ale również samodzielnego wydania werdyktu – tych tragiczpłótno Brodowskiego znajduje się na nych, związanych z  głębokim upadkiem”, od stałej ekspozycji Muzeum Narodowenajstarszych śladów pobytu człowieka na Wzgórzu Wawelskim po stan obecny. Autorzy go w Warszawie. zajmują się też dziejami eksponowanych na Okres lat 1815-1830 jest także Wawelu skarbów, przedstawiają stałe wystawy, znaczący dla rzeźby polskiej, choć nie pomijają wzmianki o Smoczej Jamie – kraw  mniejszym stopniu niż dla masowej jaskini w  zachodnim zboczu Wzgórza larstwa. Na wystawie prezentowane Wawelskiego, a osobny podrozdział poświęcają Katedrze krakowskiej na Wawelu – „najdosą dzieła rzeźbiarzy warszawskich, stojniejszej polskiej świątyni”. uczniów największych sław europejAutorzy kończą swój esej słowami: „Nieskich ówczesnego rzeźbiarstwa: Jazmienny pozostaje […] pomnikowy charakter kuba Tatarkiewicza – ucznia Bertela wzgórza, zaklęte w  nim piękno i  pouczające przesłanie o  przeszłości polskiego narodu, Thorvaldsena oraz Ludwika Kaufwielkiej i  wzniosłej, a  jednocześnie budzące manna – ucznia Antonia Canovy. Anrefleksje nad chwilami tragicznymi w  historii tykizowane, wykonane w białym marKrzysztof Mordyński Polski i losami jej bohaterów”. Część ilustracyjną albumu wzbogacają reprodukcje grafik i malarstwa najwybitniejszych polskich artystów, m.in. Leona WyczółkowskieWystawa „Mazowsze w czasach Chopina”, go czy Jana Nepomucena Głowackiego, pocho14.05.2010-10.10.2010, Muzeum Niepodległości dzące z  Działu Dokumentacji Fotograficznej w Warszawie, al. Solidarności 62. Zespół Zamku Królewskiego na Wawelu. Wszystkie teksty i  podpisy pod ilustracje autorski: Krzysztof Mordyński, Stefan podane zostały z  tłumaczeniem na język anArtymowski, Paweł Bezak; projekt plastyczny: gielski. Alicja Ilgiewicz. Muzeum czynne: od wtorku do Album w  cenie 99 zł można zamówić piątku w godz. 10.00-17.00, w soboty i niedziele w Dziale Wydawnictw Zamku Królewskiego na w godz. 10.00-16.00, w niedziele wstęp wolny, Wawelu albo za pomocą strony internetowej w poniedziałki ekspozycje nieczynne. wydawcy (www.bosz.com.pl). ........................................................................................................................................................... ..................................................................................

Spotkania Spotkania z Zabytkami z Zabytkami 7-8 7-82010 2010 | |

63 63


Z WIZYTĄ W MUZEUM

Porcelanowe skarby

..........................................................................................................................................

D

o końca września br. w  Zamku Królewskim na Wawelu czynna będzie wystawa prezentująca prawie sześćdziesiąt obiektów zakupionych, otrzymanych w  darze lub przyjętych w depozyt w 2009 r. Wystawie towarzyszy katalog, obejmujący także obiekty niepokazywane. Na ekspozycji znalazły się renesansowe obrazy, portrety pochodzące z  historycznej kolekcji Sapiehów we  Lwowie oraz rzemiosło

Burbonów i  Rzeczypospolitej oraz Leszczyńskich. Najwyższa jakość wielobarwnej dekoracji malarskiej przedstawiającej sceny portowe oraz bogactwo złoceń czynią z  tych obiektów prawdziwe arcydzieła, jednostkowe i  rzadkie w  handlu antykwarycznym. O  ich wyjątkowej wartości decyduje także znaczenie historyczne. Serwis był pierwszym darem dyplomatycznym wysłanym przez króla Augusta III na dwór francuski po zakończeniu wojny

1

2

1 | Filiżanka do czekolady ze spodkiem z serwisu

Marii Leszczyńskiej, przed marcem 1737 r., Miśnia, Królewska Manufaktura Porcelany, porcelana biała, szkliwiona, wielobarwna dekoracja malarska naszkliwna, złocenia, filiżanka o średnicy 6,7 cm i wys. 6,4 cm, spodek – średnica 13 cm, wys. 3 cm 2 | Spodek z dekoracją malowaną purpurą, ok. 1740 r., Miśnia, Królewska Manufaktura Porcelany, porcelana biała, szkliwiona, dekoracja malarska naszkliwna, średnica 13,4 cm, wys. 2,7 cm (zdjęcia: Anna Stankiewicz)

...............................................................................

artystyczne – tkaniny, tłoki pieczętne i formy kuchenne do bab i pasztetów. Szesnaście nowych przedmiotów wzbogaciło wawelski zbiór porcelany, wszystkie są wczesnymi wyrobami Królewskiej Manufaktury w Miśni. Najwspanialszymi z  prezentowanych dzieł sztuki są – zakupione na aukcji w Londynie – filiżanka i spodek z serwisu królowej Francji Marii Leszczyńskiej, z  malowanymi herbami

64

| Spotkania z Zabytkami

sukcesyjnej (1733-1735). Znaczący jest fakt, że adresatem tego prezentu była córka rywala Augusta III do polskiej korony, Stanisława Leszczyńskiego. Jak wynika z współczesnych listów Augusta III do kardynała André-Hercule de Fleury, dar ten miał być początkiem odnowienia stosunków dyplomatycznych z  Francją. Serwis został zapakowany w skrzynię obitą czerwoną skórą i  zawieziony do Francji przez królewskiego przyrodniego brata, Maurycego Saskiego w  marcu 1737 r. Składał się z 12 spodków, 12 czarek do herbaty, 12 filiżanek do czekolady ze spodkami, miski, dzbanka do czekolady, mlecznika, 2 dzbanków do herbaty, podstawy do dzbanka, cukiernicy oraz herbatnicy. Obecnie znane i  publikowane części serwisu – to dzbanek do herbaty z Gilbert Collection w Londynie oraz miska w kolekcji prywatnej i filiżanka ze spodkiem z Michele Beiny Harkins Collection. 7-8 2010

Również pozostałe zabytki należą do najlepszych przykładów wyrobów miśnieńskich pierwszej połowy XVIII w. Z  wczesnego okresu, kiedy tematykę i  styl dekoracji czerpano z wyrobów dalekowschodnich, pochodzi spodek malowany przez Johanna Ehrenfrieda Stadlera, dwa talerze z wielobarwnie malowanymi ptakami oraz flasza malowana przez Johanna Davida Kretzschmara, z  podszkliwną dekoracją kobaltową z rezerwami, w których znajdują się miniatury z przedstawieniami przedmiotów z tzw. grupy Stu antyków. Na wystawie prezentowany jest też zakupiony w  Londynie talerz z  serwisu hr. Aleksandra Józefa Sułkowskiego, będący czwartym elementem tego słynnego serwisu w  zbiorach wawelskich, oraz talerz z serwisu z herbami Brühl i Kolowrat-Krakowský, zwanego serwisem łabędzim – dziesiąty „łabędź” w kolekcji. Ubiegłoroczne nabytki porcelanowe dopełnione są elementami serwisu z  dekoracją malowaną purpurą: miską, cukiernicą z  nakrywką oraz trzema półkulistymi czarkami ze  spodkami zakupionymi ze  znanej kolekcji Ireneusza Szarka z  Warszawy. Rodzajowa tematyka dekoracji z drobnymi postaciami w  pejzażu zaczerpnięta została z  wzorów graficznych – około 1745 r. miśnieńska manufaktura posiadała już ponad 5000 druków, co dawało nieograniczone możliwości inwencji malarzom pracującym przy dekoracji wyrobów. Jednym z bardziej znanych wzorników była Iconographia, wydana w Augsburgu przez Melchiora Küsela w  latach 1670-1686. Weduty, sceny portowe oraz pejzaże z  drobnymi postaciami wśród antycznych ruin kopiowane były z licznie wydawanych wzorów autorstwa Israëla Silvestre’a, Gabriela Perelle’a, Johanna Wilhelma Baura czy Jana van der Veldego. Dorota Gabryś


Z WIZYTĄ W MUZEUM Z ZAGRANICY

Kartka z historii

Na ratunek Abu Simbel

.........................................................................................................................................

P

rzypomnijmy ratowanie świątyń w Abu Simbel, które prowadzone było wprawdzie ponad 40 lat temu (1964-1968), ale z  jakże znaczącym udziałem polskich archeologów. Od tysięcy lat byt Egiptu i  jego mieszkańców uzależniony był od jednej rzeki. To szczodrość Nilu umożli-

szyła obszar nawadnianych upraw, z czasem jednak okazała się niewystarczająca. Pięćdziesiąt lat później trzeba było powziąć decyzję o  wzniesieniu większej zapory na południe od Asuanu, co pozwoliłoby zatrzymać nadmiar wód Nilu bezużytecznie uchodzących do Morza Śródziemnego. Oznaczało to zamianę około 500 km Doliny Nilu − ...........................................

1 | Pierwotna lokalizacja świątyni Ramzesa II, 1902 r.

2 | Rozbiórka zabytku blok po bloku 3 | Głowa Ramzesa

gotowa do transportu

1 wiła powstanie jednej z  największych cywilizacji świata i  tylko za sprawą jego corocznych wylewów starożytne państwo wciąż trwało. Bogactwo osiągnięte dzięki Nilowi pozwoliło faraonom na wznoszenie wzdłuż całego biegu rzeki zdumiewających rozmachem budowli i świątyń na chwałę starożytnych bóstw, a także ich samych. Ale łaskawość rzeki była w rękach bogów, przeto zdarzały się zarówno wieloletnie okresy suszy, jak i  katastrofalne powodzie. Dopiero zbudowana przez Anglików i  oddana do użytku w  1902 r. Mała Tama Asuańska uniezależniła Egipt od wahań poziomu rzeki, zwięk-

2

3 pomiędzy I i II kataraktą − w ogromne jezioro. Tym samym pod wodą miała się znaleźć znaczna część Nubii wraz ze wspaniałymi reliktami sztuki sprzed ponad trzydziestu wieków. W  obliczu unicestwienia znalazły się wysunięte najdalej na południe, wzniesione przez Ramzesa II w  XIII w. p.n.e. świątynie w  Abu Simbel, pełne arcydzieł sztuki rzeźbiarskiej, oraz ponad dwadzieścia innych świątyń i grobowców. Nie troszcząc się o los tych cennych zabytków, w  1960 r. rozpoczęto prace przy budowie Wysokiej Tamy. Dopiero wobec protestów archeologów władze Egiptu i  Sudanu zwróciły się do UNESCO z apelem o pomoc. Kilka lat później na zagrożonych terenach rozpoczęło badania 60 ekip badawczych z  23 krajów. Wśród zaproszonych do współpracy był prof. Kazimierz Michałowski, który zorganizował ekspedycję statkiem wzdłuż Nilu, spisując cenne obiekty zagrożone zalaniem. Po ich przeanalizowaniu, krótko potem UNESCO ogłosiła apel o ocalenie Nubii. Do jej siedziby napływały odtąd projekty ze  wszystkich stron świata − niektóre wręcz nierealne do wykonania, inne bajecznie kosztowne. Jedni proponowali zastosowanie obwałowania z  ziemi, inni podniesienie świątyni w całości, Polacy zaś zamknięcie jej pod wodą w  żelbetonowych czaszach, do których można by zjeżdżać windą. Żaden z pomysłów nie wydawał się odpowiedni, toteż zwlekano z ostateczną decyzją. Tymczasem w  Asuanie rosła budowa nowej tamy. Wreszcie po wielu debatach zatwierdzono projekt Szwecji, polegający na całkowitym usunięciu

Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

65


Z ZAGRANICY

mas skalnych znajdujących się ponad obiektem, pocięciu świątyń na kawałki i ponownej ich rekonstrukcji na poziomie znacznie wyższym od pierwotnego. Projekt ten nie wydawał się najlepszy, ale jedyny do wykonania w  ściśle określonym terminie. Prace nadzorował przewodniczący międzynarodowego komitetu ekspertów, którym został prof. Kazimierz Michałowski. Zadanie okazało się nader skomplikowane, gdyż świątynie wyrzeźbiono w  pionowej ścianie głębokiego wąwozu, którym płynął Nil, i dla zachowania

4

5

4 | Transport skalnych bloków 5 | Schemat konstrukcji sztucznej góry

zbudowanej dla przeniesionych świątyń (zdjęcia ze zbiorów autorki)

................................................................................

dotychczasowego krajobrazu trzeba było je przenieść wraz z  fragmentami skalistego brzegu. Zaczął się wyścig z czasem. Piaskowiec jest stosunkowo miękki, a  to, choć ułatwiało prace, stwarzało ryzyko zniszczeń. W  celu wzmocnienia struktury kamienia wykonano siedemnaście tysięcy otworów, przez które wstrzyknięto syntetyczną żywicę. Zużyto jej trzydzieści trzy tony i mniej więcej tyle samo stalowych klamer, które zabezpieczały piaskowiec przed kruszeniem. Włoscy kamieniarze, najlepsi w  swoim fachu, dekorowane ściany i kamienne figury cięli bardzo ostrożnie i cienkimi piłami. Równocześnie z pracami ratowniczymi prowadzono badania. Nieczęsto archeologom trafia się taka gratka: po raz pierwszy od tysiącleci na światło dnia wydobyto wnętrza, które powstawały w duchocie i mroku rozświetlanym jedynie pochodnią. Dopiero teraz było dokładnie widać setki płaskorzeźb i fresków, można było zba-

66

dać każdą literę napisów, każdą szczelinę, nawet każdy błąd artysty ukryty przed obserwatorem. Minęło półtora roku, od kiedy po ukończeniu pierwszego etapu budowy, w maju 1964 r. Wysoką Tamę oddano do użytku, i od tego czasu wody Nilu napełniały sztuczne jezioro. Ich poziom rósł w  znacznie szybszym tempie niż zakładano. Trzeba było przyśpieszyć. Kiedy w  końcu lata 1965 r. wody Jeziora Nasera sięgnęły miejsca, gdzie pierwotnie stały świątynie, te były już bezpieczne. Wcześniej, oddzielone od

| Spotkania z Zabytkami

skały zabytki pocięto na 1036 ponumerowanych bloków o wadze w granicach 30 ton każdy, przemieszczono na występ skalny 64 m powyżej dotychczasowej lokalizacji i  200 m dalej od brzegu rzeki. Podobnie przeniesiono tysiące kawałków otaczającego je górotworu. W  sumie przetransportowano 15000 ton skał. Teraz trwała rekonstrukcja obiektów. Blok po bloku, kamień po kamieniu przywracano im dawny wygląd. Najistotniejszym zadaniem było ścisłe zachowanie wcześniejszej orientacji świątyni faraona względem słońca, co było kluczem do zjawiska świetlnego oglądanego dwa razy w  roku w  sanktuarium ulokowanym w najgłębszej jej części. Na koniec dwie gigantyczne żelazobetonowe kopuły niczym klosze nakryły świątynie, utrzymując ciężar sztucznych wzgórz, jakie ułożono ze  skał przeniesionych z dawnego miejsca. W  pośpiechu i  z  trudem, ale budowniczowie zdążyli. Ratowanie świątyń w  Abu Simbel trwało cztery lata. Kosztowało 40 mln dolarów, a  było przedsięwzięciem, jakiego archeologowie nigdy wcześniej nie musieli się podjąć. Krystyna Słomka 7-8 2010

P

rzy skrzyżowaniu ulic Tadeusza Kościuszki i  Stanisława Moniuszki w  Łańcucie stoi dom, który przez pierwszych właścicieli nazywany był „domem szwajcarskim”. Dom ten poleciła zbudować księżna marszałkowa Izabela z  Czartoryskich Lubomirska. Był on wianem ślubnym Francuzki Małgorzaty de Belaj, córki emigranta, kapitana gwardii króla Ludwika XVI. Uciekając przed represjami rewolucji francuskiej, podczas których stracił żonę, Cezary de Belaj schronił się z  dzieckiem u  księstwa Czartoryskich w  Polsce. W  1804 r. w  Puławach Małgorzata de Belaj wyszła za mąż za architekta Fryderyka Baumana. Przebudowywał on wraz z młodszym bratem Antonim łańcucki zamek obronny Lubomirskich na rezydencję pałacową. Nowo zaślubieni małżonkowie zamieszkali na stałe właśnie w  „domu szwajcarskim” w  Łańcucie. Tu urodziło im się sześcioro dzieci. Ojcem chrzestnym pierwszego z nich − Adama został w 1804 r. stryj Antoni, sztukator, porucznik Wojsk Księstwa Warszawskiego w  Korpusie Inżynierii jako architekt budowli wojskowych; rozbudował Twierdzę Modlin. Po powstaniu listopadowym ukrywał się jako poborca podatkowy powiatu augustowskiego, pod koniec życia wrócił do Warszawy. W  bibliotece Muzeum-Zamku w  Łańcucie znajdują się niepublikowane pamiętniki synów Fryderyka Baumana, Antoniego oraz najmłodszego Teofila i  sztambuch tego ostatniego z  1836 r. z  różnymi wpisami osób najbliższych i  zaprzyjaźnionych, który sam ilustrował. Teofil Bauman swój pamiętnik napisany w  1978 r. zadedykował księżnej Cecylii z  Zamojskich, żonie księcia Jerzego Henryka Lubomirskiego z Przeworska. Wspomina w  nim też o  swoich dziadkach oraz najwybitniejszych pracach ojca: „W  Puławach poznała ojca mego Księżna Marszałkowska Lubomirska [...] i  zawezwała, aby przybył do Łańcuta gdzie w roku 1801 zamek się restaurował wedle planów architekta Eignera, między innemi ozdobami duża Sala w Zamku jest pracą mego ojca przy pomocy brata jego młodszego Antoniego. […] Dziad mój Virgili Bauman rodem z  Kurlandii żonaty z  Krystyną de Hoppen, był nadwornym sztukatorem króla Stanisława Poniatowskiego lubiwnika sztuk pięknych. Stukaterie w Zamku Królewskim w Łazienkach i innych pałacach są jego roboty, które wraz z ojcem moim Fryderykiem wykonali. Tam zastało ich powstanie Kościuszki, do którego ojciec mój będąc młodym zaciągnął się. Opowiadał mi czasem o tych strasznych dniach” (Teofil Bauman, Pamiętnik z  lat 1794-1878, rkps, 1878, s. 3). Z  kolei Antoni Bauman wyjaśnia, kim była babka obydwu braci: „Choppin Kompozytor / Larghetta, i Ofiara Delfinii Hr. Potoc-


ROZMAITOŚCI

........................................................................................................................................................................................

Krewni Chopina w Łańcucie

........................................................................................................................................................................................ kiej 1834 /, fortepianista zmarły w Paryżu urodzony w Warszawie był synem Brata mojej Babki a żony ś.p. Wirgiliusza Baumana Dziadka mego drugiego Budowniczego Króla Stanisława Ponia-

Francuskim umarł w  Warszawie, on Emigrantem Polskim umarł w  Paryżu. Całe niemal mienie dzielił między wychodźców z Polski do śmierci został bezżennym” (Antoni Bauman, Wspomnienia

nych w Łańcucie, w tym Antoniego i  Teofila Baumanów. Między Fryderykiem Chopinem a  ciotecznym bratem Fryderykiem Baumanem przez całe życie nie było właściwie żadnego kontaktu, aż do śmierci tego ostatniego u córki Krystyny w 1845 r. w Potyliczu. Dużo starszy Bauman został ojcem czwórki dzieci na długo przed narodzinami Chopina. Nie ma też śladu w  archiwaliach o  ich korespondencji. Tym bardziej nie ma też śladu kontaktów z drugim kuzynem, Antonim, wojskowym ukrywającym się po klęsce powstania listopadowego.

i pozostawał pod opieką głównie matki Justyny z  Krzyżanowskich, Polki z  Kujaw. Nigdy nie poznał więc swojej ciotki Baumanowej. Jej zgon zbiegł się z wiadomością o  śmierci księżnej marszałkowej Izabeli z  Czartoryskich Lubomirskiej w Wiedniu. W  1817 r. Fryderyk Bauman sprzedał „dom szwajcarski” z  ogrodem hr. Alfredowi Potockiemu i  przeniósł się wraz z  rodziną do Lwowa „dla edukacji” dzieci. Gdy dorośli jego synowie, Antoni oraz Teofil, pomagali mu w  pracach sztukatorskich i  budowlanych. Pierwsze

1 towskiego. Chopin wysłany 1828 r. do Paryskiego Konserwatoryum muzycznego dla kształcenia się – wskutek swych narodowych Kompozycji ostrzeżony nie śmiał wrócić do Warszawy i do Rodziny swej, pozostał w Paryżu do śmierci. Ojciec jego był Emigrantem

lat 68 ubiegłych w  życiu moim, rkps, 1877, s. 5). Zatem żona Wirgiliusza Baumana, Krystyna Chopin, była ciotką (po mieczu) Fryderyka Chopina, a  tym samym był on wujem (po mieczu) jej wnuków, sześciorga rodzeństwa urodzo-

3 1 | „Dom szwajcarski” Baumanów

w Łańcucie, stan obecny 2 | 3 | Sala Balowa w zamku w Łańcucie (2) ze znajdującymi się w niej sztukateriami wykonanymi przez braci Fryderyka i Antoniego Baumanów (3)

............................................................

2

A  jaki był kontakt Fryderyka Chopina z  ciotką? Narodowość i  ucieczka przed gilotyną mocno związały Krystynę Chopin Baumanową z  synową Magot i  jej dziećmi. Często bywała w  Łańcucie, dokształcała wnuki w  biegłości języka francuskiego, a najmłodszego Teofila w 1813 r. z  dziadkiem Wirgiliuszem trzymali do chrztu. Po wyjeździe w  1816 r. do Belgii przysyłała synowej pieniądze, ale po kilku miesiącach pobytu tam zmarła. Fryderyk Chopin miał wtedy 6 lat

kroki zawodowe Antoni stawiał w Łańcucie w latach 1826-1833, „wezwany do przejstoczenia facyaty północnej Zamku do budowy Reitszuli która stanęła od strony górnego i do urządzenia Galeryi Antyków w Zamku” (Antoni Bauman, op. cit., s. 25, oraz AGAD − APŁ, nr 113/9 i  113/14). Zatrudniony przez hr. Artura Potockiego na stanowisku architekta na stałe zamieszkał w  Krzeszowicach, był także czynny w Przeworsku. Natomiast Teofil związał się pracą z  księciem Henrykiem Lubomirskim (ojcem chrzestnym Antoniego), osiedlił się w  Przeworsku i  tu założył rodzinę. Do końca życia był majordomusem w pałacu Lubomirskich. Z  Fryderykiem Chopinem nie dzieliła braci Baumanów różnica wieku, ale emigracja polityczna pianisty, który − jak wiado-

Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

67


ROZMAITOŚCI

.........................................................................................................

Sekretarzyk z Wrocławia .........................................................................................................

F

4 4 | 5 | Wielka

Jadalnia (4) z dekoracjami sztukateryjnymi Fryderyka Baumana (5) 6 | Galeria Rzeźb urządzona przez Antoniego Baumana, syna Fryderyka (zdjęcia: 1 −Roman Łyko, 2- – ze zbiorów Muzeum-Zamku w Łańcucie, fot. Marek Kosior i Maria Szewczuk)

5

6 mo − całe swoje dorosłe życie spędził na zachodzie Europy. Na starość Antoni Bauman był dumny z krewnego kompozytora, wspominając jego koncerty f-mol i e-mol, czyli larghetta, jak je nazywał. Podziwiał Chopina, jego odwagę i patriotyzm, wyrażane m.in. w Etiudzie Rewolucyjnej, bezpośredniej przyczynie wygnania. Łańcucki „dom szwajcarski” Baumanów, przebudowany w 1821 r. przez Fryderyka Bau-

68

mana (AGAD − APŁ, nr 113/3), do drugiej wojny światowej pozostawał w rękach hr. Potockich. W 1913 r. kolejny raz przebudowany według planu Amanda Bauqué stał się siedzibą zarządu dóbr i mieścił szwalnię Bractwa Świętego Wincentego a’Paulo (AGAD – APŁ, nr 186, k.475; zob. też Elżbieta Potocka, Wspomnienia 1885-1915, maszynopis, Bibl. i Arch. MZŁ. B. III. 4/23075, s.12). Marta PatErak

| Spotkania z Zabytkami

7-8 2010

rancuska sztuka dekoracyjna XVIII w. (a w tym szczególnie ebenistyka) starała się całkowicie zaspokajać potrzeby dobrze urodzonej klienteli europejskiej. Potrzeby te charakteryzowały się szczególnie dwiema cechami: fascynacją egzotyką i rozmiłowaniem w luksusie. Zaspokajaniem i jednocześnie w dużej mierze kreowaniem tych potrzeb zajmowali się handlarze wyrobami luksusowymi, czyli marchands-merciers, którzy handlowali meblami, porcelaną (europejską i wschodnią), biżuterią, brązami, innymi elementami dekoracyjnymi, a także artykułami egzotycznymi, np. muszlami, pełnili przy tym także funkcję dekoratorów wnętrz. Marchand-mercierzy często inspirowali ebenistów, dostarczając im zarówno projekty, jak i elementy mające upiększyć produkowane meble. Do najpopularniejszych należały brązy złocone, a do wyrobów wybitnie ekskluzywnych montowano także laki chińskie i japońskie, plakiety z porcelany czy florencką mozaikę. Często elementy te pochodziły z rozmontowywanych specjalnie do tego celu sprzętów oriental1 nych lub mebli z poprzednich epok. Ceny mebli zdobionych w ten sposób były znacząco wyższe od tradycyjnych mebli drewnianych, nawet tych zdobionych egzotycznymi fornirami. W Polsce jednym z nielicznych przykładów takiego luksusowego mebla jest wystawiany na Zamku Królewskim w Warszawie stół autorstwa Martina Carlina, zdobiony płytkami z porcelany z Sèvres, malowanymi przez Charlesa-Nicholasa Dodina, a przedstawiającymi przygody Telemacha. Stałe i niemalejące zapotrzebowanie na wyroby z laki zaowocowało z kolei licznymi europejskimi jej naśladownictwami; we Francji bracia Mar-

tin wynaleźli tzw. vernis Martin, a w Niemczech wschodnie laki udatnie naśladowali Gerard Dagly (1657 − ok. 1715), a później Martin Schnell (ok. 1685-1740). Cechą charakterystyczną w XVIII w. było to, że dalekowschodnie dzieła sztuki umieszczano zwykle w swoistym europejskim kontekście. I tak japońskie lub chińskie laki służyły do wyrobu rokokowych lub klasycystycznych komód, a porcelana zyskiwała

okucia z brązu złoconego już w europejskim stylu. W polskich muzeach francuskie meble wykonane z zastosowaniem egzotycznych elementów bądź ich imitacji występują bardzo rzadko − w zbiorach wilanowskich przechowywana jest piękna rokokowa komoda wykonana z zastosowaniem imitacji laki chińskiej, a w Zamku Królewskim w Warszawie znajduje się klasycystyczna komoda z laki chińskiej. W Muzeum Narodowym w Warszawie do 1939 r. wystawiana była efektowna sekretera à abattant w stylu Ludwika XVI, wykonana z europejskiej imitacji laki chińskiej.


ROZMAITOŚCI

niejszych ebenistów paryskich okresu rokoka. Szczęśliwie wszystkie   charakterystyczne elementy wykazują duże podobieństwo z  cechami innych, sygnowanych tym razem mebli, znanych z zagranicznych kolekcji muzealnych lub międzynarodowego rynku antykwarycznego, co pozwala atrybuować jego wykonanie mimo braku sygnatury autorskiej. W  zagranicznych zbiorach publicznych można znaleźć dwa takie obiekty. Pierwszy niewiele różniący się wymiarami od wrocławskiego (powtarzający zarówno jego kształt, wykorzystanie laki japońskiej, jak i  motywy użyte w okuciach, np. promienie słoneczne w  rogach odkładanego blatu czy też bardzo charakterystyczne okucia nóg) znajduje się w  słynnej kolekcji Jamesa A. Rothschilda w  Waddesdon Manor w  Wielkiej Bryta-

2

nistów doby rokoka. Jego duży warsztat, mieszczący się w  paryskim Faubourg-Saint-Antoine, specjalizował się w  sekreterach, biurkach, sekretarzykach i  komodach, często wykonywanych z  użyciem laki chińskiej i  japońskiej lub ich naśladownictw. Jego autorstwa jest także, wspomniana wcześniej, komoda z Wilanowa. Ciekawostką jest, że najsłynniejszy mebel przez niego wykonany ma polskie konotacje. To prawie 3-metrowej wysokości kątnik projektu Nicolasa Pineau, wykonany około 1745 r. dla hetmana wielkiego koronnego Jana Klemensa Branickiego. Sprzedany przez potomków pierwszego właściciela wiedeńskim Rothschildom, skonfiskowany przez hitlerowców, następnie odzyskany trafił ostatecznie do J.P. Getty Museum. Na szczęście, jak się okazuje, mamy możliwość podziwiania w  Polsce innych prac Duboisa.

1 | Sekretera francuska ze zbiorów

Muzeum Narodowego w Warszawie (obecnie zaginiona) (wg Tadeusz Mańkowski, Stanisław Gebethner, Przewodnik po dziale sztuki zdobniczej, Warszawa 1936) 2 | 3 | Sekretarzyk z Wrocławia (2) i jego klapa, wykonana z laki japońskiej (3) (zdjęcia: 2 – Jerzy Buława, 3 – Arkadiusz Podstawka)

............................................................

Muzeum Narodowe we  Wrocławiu od kilku lat sukcesywnie publikuje katalogi zabytkowych mebli, które posiada w  swoich zbiorach. Ta godna ze  wszech miar poparcia inicjatywa pozwala dokładnie poznać zasoby z  XVIII i  pierwszej połowy XIX w. zebrane w  stolicy Dolnego Śląska, często mało dostępne i  ukryte w  muzealnych magazynach. W tomie opisującym meble osiemnastowieczne (Małgorzata Korżel-Kwaśna, Meble XVIII wieku, Wrocław 2004) jeden z nich zwraca szczególną uwagę. Jest to francuski sekretarzyk z odkładanym blatem w  stylu Ludwika XV, wykonany − według zamieszczonego opisu katalogowego − około 1770 r. i  zdobiony reliefowymi i  malowanymi scenami „chińskimi”. Dodatkowo mebel

jest sygnowany literami „L.S.” z koroną. Wrocławski sekretarzyk jest przykładem luksusowego mebla, wykonanego z  użyciem egzotycznych materiałów. Jednym z  głównych elementów zdobiących ten niewielki (wym. 91 x 74 x 40 cm), zgrabny mebel (tzw. secrétaire en pente) jest klapa, która po odchyleniu staje się blatem do pisania. Jest ona ozdobiona wykonanym reliefowo krajobrazem, z  motywami szałasów, sosen, budynków i  wzgórz, a  dokładna analiza sposobu jej wykonania prowadzi do wniosku, iż została wyprodukowana z laki japońskiej, pochodzącej z przełomu XVII i XVIII w. Na czarną lakę elementy krajobrazu zostały naniesione metodą sypanego złota w  technice maki-e i  harimaki-e. Odkrycie, że do wykonania takiego mebla użyto laki japońskiej czyni go obiektem wyjątkowym; w  polskich zbiorach publicznych nie są znane inne osiemnastowieczne meble francuskie wykonane z jej zastosowaniem. Forma mebla, a  także materiał oraz ilość i  jakość okuć ze  złoconego brązu każą szukać jego twórcy wśród wybit-

3 nii. Inny sekretarzyk, wykonany tym razem z  imitacji laki chińskiej, podziwiać można w  zbiorach The Art Institute of Chicago. Podobne sygnowane obiekty pojawiają się także co jakiś czas na międzynarodowym rynku antykwarycznym (np. sekretarzyk z laki japońskiej w domu aukcyjnym Christie’s w 2006 r., aukcja 7252, lot. 109, sprzedany za 90 tys. funtów). Wszystkie te sekretarzyki są, jak wspomniano, sygnowane, co pozwala jednoznacznie powiązać autorstwo wrocławskiego mebla z  osobą Jacquesa Dubois (1694-1763; mistrz od 1742 r.) oraz datować jego powstanie na mniej więcej połowę XVIII w. Dubois − to jeden z najważniejszych i najpłodniejszych paryskich ebe-

Kończąc, warto także przeanalizować znaczenie widniejącej na meblu sygnatury. Zdaniem autora to jednoznacznie znak własnościowy. Ze względu na to, że we  Wrocławiu znane są inne obiekty tak sygnowane, to chyba właśnie na Dolnym Śląsku szukać należy miejsca jego pierwotnego przechowywania. Literę „S” widniejącą w  sygnaturze kojarzyć można z  niemieckim słowem Schloss (zamek). Pozostaje tylko odkrycie, jaki zamek lub pałac kryje się pod literą „L”. Witold Szlęzak Autor pragnie podziękować za udzieloną pomoc pracownikom Muzeum Narodowego we  Wrocławiu, a  szczególnie jego dyrektorowi, p. Mariuszowi Hermansdorferowi.

Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

69


ROZMAITOŚCI

Akcja zabytki poprzemysłowe ...........................................................................................................

Warsztaty

Archeologii Przemysłowej

...........................................................................................................

W

dniach 20-22 maja 2010 r. odbyła się kolejna, siódma już edycja Międzynarodowych Warsztatów Archeologii Przemysłowej, organizowanych przez Fundację Otwartego Muzeum Techniki, Politechnikę Wrocławską i Międzywydziałowe Studenckie Koło Naukowe Politechniki Wrocławskiej „Ochrony Zabytków Techniki HP Nadbor”; czynny udział w  warsztatach wzięli przedstawiciele Fundacji Hereditas i „Spotkań z Zabytkami”.

wojewódzkich urzędów konserwatorskich, uczelni, w  tym Uniwersytetu Technicznego Bordeaux 1 we  Francji, Uniwersytetu Zielonogórskiego, Politechniki Wrocławskiej, Politechniki Śląskiej, Opolskiej, a  także sektora organizacji pozarządowych, m.in. Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Tarnogórskiej. Zamysłem organizatorów kolejnych edycji warsztatów jest stworzenie stałej płaszczyzny współdziałania oraz wymiany

2 1 | Uczestnicy warsztatów przy zaporze Jeziora Bystrzyckiego

2 | Kompleks militarny „Riese” w Głuszycy (zdjęcia: 1 − Elżbieta Stefaniak, 2 − Stanisław Januszewski)

............................................................

1 Dolnośląskie spotkania miłośników kultury industrialnej adresowane były, jak co roku, przede wszystkim do studentów i  doktorantów uczelni polskich i  zagranicznych. Tradycyjnie uczestniczyły w  nich jednak wszystkie osoby zainteresowane ochroną dziedzictwa techniki. W warsztatach wzięli udział m.in. przedstawiciele Urzędu Stołecznego Konserwatora Zabytków,

70

doświadczeń studenckiego ruchu naukowego w  obszarze hi­storii techniki, ochrony dziedzictwa przemysłu i  techniki, a  także turystyki industrialnej. Szczególną uwagę zwrócono na rolę kulturową techniki, na relację człowiek – środowisko, a  w  sferze obowiązujących programów nauczania – na potrzebę humanizacji studiów technicznych i  politechnizacji kierunków humanistycz­nych. Te-

| Spotkania z Zabytkami

7-8 2010

matyka prelekcji i zajęć praktycznych (warsztatowych) związana była z  historią nauki i  techniki, archeologią przemysłową, ochroną dziedzictwa technicznego i  opieki nad zabytkami przemysłu. Autorzy programu podkreślali szczególną wagę czerpania z dziedzictwa dla rozwijania sfery edukacji, oświaty, kształtowania przestrzeni i  formułowania nowych programów rozwoju społeczności lokalnych. Podkreślono istotną rolę coraz popularniejszej formy spędzania wolnego czasu – turystyki industrialnej, która stać się może katalizatorem rozwoju regionów zasobnych w  relikty poprzemysłowego dziedzictwa. Nadzieją na rychłe wprowadzenie teorii w  czyn napawa obecność na warsztatowych spotkaniach władz regionu. Niewątpliwym atutem projektu, a jednocześnie dużą atrakcją dla samych uczestników była kompleksowość warsztatów – poszczególne elementy programu wzajemnie się przenikały, sesjom plenarnym towarzyszyły prezentacje i  pokazy multimedialne, wykłady i  prelekcje łączyły się z laboratoriami i badaniami terenowymi. Sesje odbywały się w zabytkowych obiektach parowozowni dzierżoniowskich, w Domu Technika w  Świdnicy, w  wałbrzyskiej Bibliotece Pod Atlantami, w  noworudzkiej Bibliotece Pu-

blicznej. Łączono je z  zajęciami laboratoryjnymi, prowadzonymi w  schronie amplifikatorni świdnickiej z 1939 r., w wałbrzyskim Muzeum Przemysłu i  Górnictwa (wokół zabytkowych wyciągów kopalnianych szybów Julia i  Sobótka), w  osiemnastowiecznej Lisiej Sztolni, na obszarze cywilizacyjnym szybu Lech i  wokół zabytkowych pieców szybowych Prażalni Łupku Ogniotrwałego na Polu Piast w Nowej Rudzie. Kończący czterodniowe spotkania całodniowy objazd poznawczy po najcenniejszych dolnośląskich zabytkach przemysłu i techniki był znakomitym podsumowaniem rezultatów projektu. Uczestnicy zwiedzili m.in. zabytkową, wciąż pracującą elektrownię wodną Lubachów (z  wyposażeniem z 1913 r.), zapoznali się z zasadami funkcjonowania zapory na Jeziorze Bystrzyckim (jeden z  najciekawszych przykładów budownictwa wodnego na Dolnym Śląsku, powstały w  latach 1912-1917), analizowali relikty sztolni i  zwałów skały płonnej szesnastowiecznej kopalni rud ołowiu, cynku i  srebra w  Górach Sowich, zwiedzili jeden z  podziemnych kompleksów militarnych „Riese”, powstałych w latach drugiej wojny światowej w zboczach Osówki w Głuszycy. Warsztatom tradycyjnie towarzyszyło wydanie publikacji Technika w  dziejach cywilizacji. Z myślą o przyszłości. Na kolejną odsłonę spotkań z dziedzictwem przemysłu i  techniki organizatorzy zapraszają już w  październiku br., kiedy to odbędzie się 8. Sowiogórski Festiwal Techniki (szczegóły na www.nadbor.pwr. wroc.pl). (kkm)


ROZMAITOŚCI

..........................................................................................................

Wiedzieć więcej

..........................................................................................................

R

ubryka ta poświęcona jest przedmiotom, o  których nie wiemy, do czego w przeszłości służyły oraz kiedy i gdzie powstały. Jednocześnie będziemy pomagać Czytelnikom w dokładniejszym poznaniu różnych dzieł sztuki, które mają w swoich zbiorach i nie potrafią określić np. ich twórcy, lat powstania, stylu, przypuszczalnej ceny itp. Redakcja w porozumieniu z ekspertami będzie starała się zdobyć jak najwięcej informacji i przedstawi je w tej rubryce. „Ostatnio wszedłem w  posiadanie żydowskiego świecznika o nieznanym mi przeznaczeniu (il. 1). Nie chciałbym popełnić gafy, pisząc, że mam przed sobą tzw. szabasowy świecznik, dlatego też proszę o  identyfikację zabytku (określenie jego rytualnego lub utylitarnego przeznaczenia). Na świeczniku, wśród oznaczeń fabrycznych, bez problemu można np. odczytać: «BR. HENNEBERG W  WARSZAWIE». Zainteresowały mnie także rosyjskie litery i  numery: «УДТМ 13714», wybite obok (il. 2). Rad byłbym poznać losy fabryki, która w 1909 r. (czy na pewno chodzi o datę produkcji?) stworzyła to dzieło. Ciekawi mnie ponadto, czy jej produkcja ograniczała się tylko do zaspokajania potrzeb żydowskiej społeczności Warszawy i  okolic, czy też może całej Kongresówki. Przy okazji chciałbym podziękować Państwu za Wasz (i  mój) ukochany miesięcznik. Od lat jestem jego wiernym czytelnikiem. Życzę kolejnych pomyślnych lat w popularyzowaniu i ochronie rodzimych zabytków, uświadamianiu ich znaczenia w naszym życiu. Nie dajcie się nigdy zepchnąć do lamusa przy coraz powszechniejszym zalewie gazetowej tandety, miernoty i ignorancji”. Robert Grzybowski Bydgoszcz W celu wyjaśnienia, do czego mógł służyć świecznik znajdujący się w kolekcji naszego czytelnika, najlepiej będzie, jeśli posłużymy się cytatem z  kompetentnego wydawnictwa, za jakie niewątpliwie można uznać album prezentujący najcenniejsze zbiory Muzeum Żydowskiego Instytutu

Historycznego w Warszawie. Czytamy w  nim m.in.: „Świeczniki (pojedyncze lub ich pary na jedną świecę) w przeciwieństwie do innych przedmiotów kultu takich jak lampki chanukowe, balsaminki, których funkcje i zastosowanie są przypisane tylko do jednej religii – judaizmu – służyły z  powodzeniem zarówno Żydom jak i  chrześcijanom, wierzącym i niewierzącym, a ich forma najczęściej była odzwierciedleniem aktualnie obowiązującego stylu w  sztuce i  pozbawiona charakterystycznej symboliki, występującej na żydowskich przedmiotach kultowych. Czasami jedyną wskazówką, że były używane przez Żydów są wtórnie dodane inskrypcje donacyjne, znana historia przedmiotu, niekiedy wyjątkowo motywy zdobnicze np. drzewa palmowego lub pnącza i  owocu winnej latorośli, co jednak nie wyklucza, że z  tą ornamentyką świecznik mógł być nabyty i użytkowany przez każdego. Żydzi palili świeczniki z  okazji świąt, wesel, rocznic śmierci, a  przede wszystkim w  dniu najuroczystszym – na rozpoczęcie szabatu, kiedy to pani domu zapalała 2 świece, które wg jednej z interpretacji mają przypominać o dwóch nakazach danych przez Boga w  Pięcioksiągu: «Pamiętaj o  dniu Szabatu» i  «Przestrzegaj dnia Szabatu», a  następnie odmawiała błogosławieństwo nad ich światłem, stąd najczęściej pary takich świeczników określa się mianem szabatowych” (Katalog. Rzemiosło artystyczne, oprac. Iwona Brzewska i  Magdalena Sieramska [w:] Muzeum Żydowskiego Instytutu Historycznego. Zbiory artystyczne, Warszawa 1995, s. 78). Tak więc nazwanie

w liście świecznika „świecznikiem rowanych i  galwanizowanych), szabasowym” (szabatowym) jest od 1862 r. przy ul. Wolskiej 17 prawidłowe, a  dodatkowego ar- (jako fabryka wyrobów platerogumentu na takie określenie do- wanych i  brązowych), wreszcie starcza charakterystyczna relie- zarejestrowana przez Juliusza fowa dekoracja poszczególnych Henneberga i  jego brata Wilheljego elementów: kolistej stopy, ma pod firmą „Bracia Henneberg” wazonowej tulejki oraz kołnierzy stała się jednym z  pięciu (obok (liście palmowe, kwiat akantu wytwórni Frageta, Braci Buch, Wernera i  Norblina) najlepiej i gwiazda Dawida – il. 3). Świecznik jest wyrobem z pla- rozwijających się w  Królestwie teru, wykonanym w warszawskiej Polskim zakładów przemysłoFabryce Braci Hennebergów. wych w  tej branży. Fabryka po Cechy stylowe zabytku, sygna- dwudziestu latach od założenia tura fabryczna i  związana z  nią zatrudniała 60 robotników, po pięciopałkowa korona pozwalają kolejnych dwóch dekadach prodatować go na koniec XIX w. Na- dukcji miała ich już blisko 170 tomiast liczba „1910” – to nu- (wtedy firmą zarządzał już Julian mer fabryczny modelu, a  ozna- Henneberg, syn Juliusza) i  proczenie „У. Д. Т. М. / Nº 13714” wadziła dwa sklepy przy Krakow(„? ? Тарговый Магазин” / Nº skim Przedmieściu w Warszawie, 13714”) odnosi się zapewne do a nieco później także magazyny spisu inwentarza jakiegoś zwią- w Petersburgu, Moskwie, Kijowie,

2

3

1 zanego z wytwórnią składu handlowego (za wskazanie takiego rozwiązania skrótu literowego dziękuję Paniom Elżbiecie Piwockiej i Agnieszce Dąbrowskiej z  Muzeum Historycznego m.st. Warszawy – WP). Fabryka założona została w  1857 r. przez Juliusza Józefa Henneberga (mistrza tokarskiego zatrudnionego w  wytwórni Józefa Frageta w Warszawie) i Michała Czajkowskiego (brązownika). Początkowo działała przy ul. Waliców (jako fabryka sztućców maszynowych, wyrobów plate-

Odessie i  Wilnie. Oferta handlowa Fabryki Braci Henneberg była bardzo bogata – od sztućców, serwisów stołowych, świeczników, etażerek na owoce i  żardinier aż po przybory kościelne oraz kompletne urządzenia platerów przeznaczonych do barów i  restauracji. Judaika stanowiły istotną część tej oferty.

*

„Szanowna Redakcjo! Nim skieruję prośbę o  jeszcze jedną pomoc, także dotyczącą ustalenia autorstwa zabytkowych listów z  mojej kolekcji, pragnę

Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

71


ROZMAITOŚCI

podziękować za informację dotyczącą listu Bohdana Zaleskiego, która ukazała się w rubryce WW (nr 3, 2009). W moich najśmielszych oczekiwaniach nie spodziewałem się tak gruntownej i rzeczowej odpowiedzi. Nie wiem, czy kolejna prośba z mojej strony nie będzie nadużyciem, ale bardzo mnie interesuje, kto jest autorem pięciu jednokartkowych listów (o wymiarach: pierwszy 16,7 x 22,2 cm, cztery pozostałe – 16,7 x 26,5 cm), których reprodukcje przysyłam. Listy te zawierają m.in. poemat zatytułowany «Pokutnica», a ich autor (podpisujący się «Julek» lub «Dolek») zwraca się w nich do kobiety o imieniu bądź pseudonimie «Neluś».”

5

4

żarliwy propagator poezji MicJ. G. kiewicza, a potem jego przyjaciel stały czytelnik z Jawora i towarzysz podróży po Włoszech wiosną 1830 r., uwieczniony Rękopisy z kolekcji naszego wreszcie przez poetę w III Części czytelnika okazały się bardzo «Dziadów» jako Adolf z Salonu interesujące. Do kompletu bra- Warszawskiego, żywot miał prawkuje w nich, co prawda, zapewne dziwie bohaterski” (Z paryskiego jeszcze dwóch listów, ale i tak archiwum Adolfa Januszkiewicza, tych pięć zachowanych stanowi „Twórczość”, nr 9, 1961, s. 102). nieznane badaczom literatury I rzeczywiście. Urodzony na zampolskiej XIX w. potwierdzenie ku w Nieświeżu, początkowo uczył stanu ducha, w jakim w pierw- się u tamtejszych dominikanów, szych miesiącach 1837 r. znalazł następnie w znanym gimnazjum się przebywający na zesłaniu w Winnicy, wreszcie od jesieni w Iszymie na Syberii Adolf Ja- 1821 r. w Wilnie, na uniwersytenuszkiewicz (1803-1857), przy- cie. W czasie studiów próbował jaciel Mickiewicza, uczestnik po- poezji (przykładem duma Meliton wstania listopadowego, podróż- i Ewelina, ogłoszona w 1821 r. nik, pisarz i poeta, autor listów w „Dzienniku Wileńskim”), ale z zesłania i dziennika z podróży szybko zrozumiał wielkość poezji po „stepach kirgijskich”, z któ- Mickiewiczowskiej i po pierwrych najbardziej jest znany (naj- szych młodzieńczych próbach na nowsze wydanie, w opracowaniu wiele lat zamilkł, w każdym razie Haliny Weber i z przedmową uważa się, „że już około 1841 r. Janusza Odrowąża-Pieniążka: nie pisał poezji” (J. OdrowążAdolf Januszkiewicz, Listy z Sy- -Pieniążek, Mickiewiczowski Adolf berii, Warszawa 2003) po wyco- [w:] A. Januszkiewicz, op. cit., faniu przez narzeczoną Stefanię ss. 9 i 25). Po ukończeniu studiów (1825) Ginowską (zm. 1865 r.) danego mu słowa. On to bowiem jest au- powrócił na Podole, osiedlając torem wszystkich odnalezionych się na kilka lat w Kamieńcu Podolskim, gdzie mimo młodego listów. O Adolfie Januszkiewiczu wieku został wybrany ławnikiem (jego portret, litografowany Sądu Głównego. Zapewne w niepośmiertnie u Józefa Lemercie- odległym Krasnem w lipcu 1827 r. ra w Paryżu, rycina ze zbiorów w domu krewnego, podkomoBiblioteki Narodowej – il. 4) rzego Michała Januszkiewicza, pisał już blisko pięćdziesiąt lat poznał przyszłą narzeczoną Stetemu Janusz Odrowąż-Pieniążek: fanię Ginowską (córkę Stefana „[ten] ongi student wydziału i Tekli z domu Domaniewskiej), literackiego Uniwersytetu Wi- zamieszkałą w Kobyłeckiem na leńskiego, zbliżony do filaretów, Podolu (jej olejny portret, mi-

72

| Spotkania z Zabytkami

7-8 2010

niatura autorstwa nieznanego artysty, ok. 1830 r., ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie – il. 5). Będąc jednak słabego zdrowia (już wówczas „chorował na płuca”) zmuszony był wiosną 1829 r. „udać się do wód zagranicznych”, co też niezbyt chętnie uczynił, pozostawiwszy narzeczonej pełen złych przeczuć list pożegnalny – sonet Odjazd, opublikowany w Noworoczniku litewskim na rok 1831 (Wilno 1830). Zalecona przez lekarzy kuracja wodolecznicza na obczyźnie nie była stacjonarnym pobytem w którymś z renomowanych kurortów. Przypominała raczej popularną, zwłaszcza w kręgach arystokratycznej młodzieży w XVII i XVIII w., Grand Tour – podróż po Europie. Chory na gruźlicę Januszkiewicz odwiedzał więc kolejne uzdrowiska, pił w nich leczniczą wodę i dwukrotnie (w Franzenbadzie i Rzymie, gdzie bawił całą zimę) cieszył się towarzystwem Adama Mickiewicza. Do domu wrócił po osiemnastu miesiącach. Wkrótce po tym aktywnie zaangażował się do prac w konspiracji. Podczas powstania listopadowego, „wyszedłszy, jako podporucznik, na linię, siedmiokrotnie ranny, wzięty był do niewoli. Wysłany w pieszą drogę do Wiatki, powrócił do Kijowa i tu przez feldmarszałka Sakena skazany został na utratę szlachectwa, majątku i «posielenie» na Syberii, oświadczył bowiem, że uczynił wszystko «z niezmiennego przekonania»” (J. Odrowąż-

-Pieniążek, Z paryskiego archiwum [...], ibidem). Na zesłaniu spędził 24 lata, z czego 6 lat (1835-1841) – w Iszymie, gdzie przewodniczył niejako znacznej grupie przebywającej tam kolonii Polaków-zesłańców. Po przeniesieniu się do Omska (sierpień 1841 r.) i podjęciu pracy w kancelarii tamtejszego Sądu Okręgowego bliżej zetknął się z Kazachami – ich zwyczajami, prawami i językiem, a po kilku miesiącach, gdy pracował już w kancelarii Pogranicznego Zarządu Kirgizów Syberyjskich, jego zainteresowanie Kirgizją przerodziło się w namiętną pasję, realizowaną w kolejnych latach zesłania. Podejmował wówczas liczne podróże w „stepy kirgijskie”, które z wielkim talentem opisywał w swoich dziennikach oraz w listach wysyłanych do rodziny i przyjaciół. Do rodzinnej Dziahylni na Litwie wrócił dopiero rok przed śmiercią. Tam zmarł 18 czerwca 1857 r. Znajdujące się w kolekcji naszego czytelnika listy pisane są piórem, pismem starannym, miejscami zdradzającym umiejętność kaligrafowania. Tylko w dopiskach poprzedzających i kończących poetyckie strofy (którymi w większości są zapełnione) pospiesznie formułowane zdania stają się chaotyczne, a odzwierciedlający je dukt pióra – niezgrabny. Jednak to właśnie w tych fragmentach listy pod względem charakteru pisma najbardziej przypominają autografy Adolfa Januszkiewicza.


ROZMAITOŚCI

Jeśli dobrze wczytać się w treść odnalezionych listów – rozpaczliwe, rozbiegane myśli pisarza i poety przepełnione są nie tylko bólem i goryczą po stracie narzeczonej, ale także zadają kłam własnym słowom, którymi w tak trudnej chwili – kamuflując prawdziwy stan swego ducha – starał się uspokajać najbliższą rodzinę. Tłumaczył, że chociaż nie rozumie decyzji Stefanii, to jednak przyjmuje ją i życzy byłej narzeczonej „wszelkiego dobra i szczęścia”. W liście do matki z 23 stycznia (4 lutego) 1837 r. pisał: „Napisawszy do Januarka [Januszkiewicza, najmłodszego brata Adolfa – WP] obszernie o wyjściu za mąż Stefanii nie chcę [...] rozwodzić się długo nad tym wypadkiem – spodziewam się bowiem, że Mama, znając doskonale moje serce, oceni moje uczucia, jakie we mnie ten wypadek wzbudził, i że będzie się tak jak ja cieszyć ze spokojności, którą odzyskałem. Dla jej ciekawości tylko donoszę, że Stefania jest już czy ma być żoną Karola Kaczkowskiego, niegdyś krzemienieckiego, później warszawskiego, a teraz lubarskiego wielce sławnego i bogatego doktora, który ją wyleczył (ze słabości dla mnie – nie mówię to z ironii!), który kupił niedawno wielką wieś na Wołyniu, na którego miejsce niegdyś naznaczony byłem w Komitecie [Legii Warszawsko-Wołyńskiej], a który dzisiaj zajął moje miejsce – ale i to żartem tylko piszę, bo jak Bóg na niebie, tak zaręczam mamie, że życzę Stefanii wszelkiego dobra i szczęścia” (A. Januszkiewicz, op. cit., s. 102). W innym zaś liście, do tej samej adresatki, pisanym 18 (30) kwietnia 1837 r., w którym cytuje otrzymany od narzeczonej (niechciany, ale jakże długo wyczekiwany) list pożegnalny – jego treść komentuje słowami: „Dziś więc ostatni raz piszę do Stefanii. Odsyłam jej obrączkę z tysiącem życzeń szczęścia w całym jej życiu i – na tym się kończy historia mego romansu, z którego p. Balzac mógłby cztery tomy napisać i wziąć za nie najmniej 20 tysięcy franków. A ja com zyskał na nim? – Wspomnienie! tylko wspomnienie!” (ibidem, s. 106). Bezpośrednio do Stefanii (Stafaneli, Neli; starsza siostra

nazywała ją Stefusią) Ginowskiej skierowany jest pierwszy z wierszy w zespole rękopiśmiennych listów znajdującym się u naszego czytelnika (chyba jednak nigdy do niej nie wysłanych, pisanych raczej „do szuflady”, „dla uspokojenia umysłu”), podpisanych zdrobniałym imieniem „Dolek”; tylko ostatni z listów sygnowany jest zgodnym z podpisem Ja-

Dla Ciebie «życie» me – boleści mam bezdenne.

Lata płynęły jak fale przez morza, Wieki się nasze już przemieniłe, Ja Cię kochałem! i dziś kocham szczerze! Uczucia me Neluś się nie zmieniłe!

I Ty o nigdy! serca mego nie umiałaś ranić, Lecz się ze mną dzieliłaś – duszą i my[...]”. ślami, A dziś?... Dziś tego nie rozbiorą nawet aniołowie, W wierszu tym odnaleźć możI kogo z nas mają potępić – nie wiedzą na nie tylko słowa rozpaczy poety już sami! po stracie narzeczonej, ale także

6 nuszkiewicza pełnym jego imieniem „Adolf”. To umieszczone na karcie oznaczonej rzymską cyfrą „I”, opatrzonej znamiennym nadtytułem Wolne wieczory i tytułem, ubranym w listowe zawołanie, Neluś najdroższa! wyznanie miłości żarliwej, romantycznej, wystawionej na najcięższą próbę (a może już zawiedzionej?), lecz możliwej jeszcze do uratowania (początek i koniec listu – il. 6), o czym świadczą takie chociażby jego fragmenty (cały siedemnastozwrotkowy wiersz, w oryginalnej pisowni, na stronie www. spotkania-z-zabytkami.pl): „[...] Dla Ciebie żyję ja, dla Ciebie w oku łza, Dla Ciebie pierś ma drży, Tyś szczęście me! ach Ty! Dla Ciebie «gałubczyk» mój – mam noce bezsenne,

Me serce zranione, nic więcej nie rozpoznać niektóre wątki z bioczuje, grafii autora i adresatki. JanuszPrócz żalu i smutku – co dni moje truje. kiewicz pisze np.: „Kiedy po raz [...] Ośm lat piłem słodycz z czary żywota! – Sam piołun został na spodzie; Już mi nadziei gwiazdeczka złota Błysła! – i gaśnie na południowym-zachodzie. [...] Rozjaśnij czoło – mój złoty Aniele, Przestań łzy ronić – i tęsknić i smucić! Wszak już gorzkich chwil przeżyliśmy wiele, Zacznijmy dzisiaj pieśń nadziei nucić! Minęły lata – lata swawoli – Pamiętam nawet pod myśli nawałem – Kiedy po raz drugi szliśmy z Winiatyniec, Wtedy już Neluś – ja Cię pokochałem!

drugi szliśmy z Winiatyniec [wieś położona w rejonie „Szwajcarii Naddniestrzańskiej”, kilkanaście kilometrów od Zaleszczyk – WP], / Wtedy już Neluś – ja Cię pokochałem”. Skądinąd wiadomo też, że poeta zapisał na marginesie jednego z listów, który otrzymał od Ginowskiej: „5 lutego [1]828 raz pierwszy powiedziałem jej «kocham»” (Jan Trynkowski, „Ile ja wieków na ten list czekałem...”. Listy Stefanii Ginowskiej do Adolfa Januszkiewicza, „Blok-Notes Muzeum Literatury”, nr 12/13, 1999, s. 313). Może więc wspomnienie w wierszu jest aluzją do ich spotkania, czy nawet dłuższego pobytu w znanej z łagodnego klimatu i pięknych ogrodów kolonii Wygoda we wsi Winiatyńce?

Spotkania z Zabytkami

7-8 2010 |

73


ROZMAITOŚCI

Natomiast sprawę datowania wiersza (i czterech pozostałych listów) – już bez znaku zapytania – przesądza wcześniejsza zwrotka, w której Januszkiewicz wyznaje z goryczą: „Ośm lat piłem słodycz z czary żywota! – / Sam piołun został na spodzie; / Już mi nadziei gwiazdeczka złota / Błysła! – i gaśnie na południowymzachodzie”, co łatwo skonfrontować z adnotacją poety na innym liście od narzeczonej, w którym

mantycznych ballad innych poetów, co Januszkiewicz wyjaśnia już na początku pierwszego z tej grupy listu: „Ażeby Ci przynajmniej tem dokuczyć i dać dowód, że pamiętam o Tobie, nie zważając na to coś mi mówiła o innych osobach drogich, zacznę Ci pisać jedną historyjkę, wyszukaną w moich szpargałach. Możliwe nawet, że gdzieś, kiedyś czytałaś ją, ale ja już w końcu nie mam co pisać, bo odpowiedzi żadnej od

7 Stefania przystaje na jego długie nalegania i obiecuje mu małżeństwo: „28 kwietnia/10 maja [1833 r.] Ile ja wieków na ten list czekałem / i jeszcze jak na złość poczta się spóźniła. / Pierścionek odebrałem / [wiersz starannie wymazany] / Poznałem ją 25 lipca 1827 / ostatni raz widziałem 17 grudn[ia] 1830 / pierwszy raz powiedziałem jej / słowo: kocham 5 lutego 1828” (ibidem, ss. 299, 301). Pozostałe cztery listy oznaczone są cyframi arabskimi: „Nº 1”, „Nº 4”, „Nº 5” i „Nº 6”. Zawierają zaś – pisaną na przemian jedenasto- i ośmiozgłoskowcem, po cztery wiersze w zwrotce – balladę Pokutnica (Po zdradzie), w której pobrzmiewa echo wczesnych ro-

74

Ciebie nie otrzymuję, a drażnić Cię i dokuczać moim pisaniem nie mam zamiaru zaprzestać. Całość owej historyi przedstawia mi się dość przezwoicie, bo z niej można się dowiedzieć prawdy i nauki!”. Następnie informuje adresatkę: „Po każdej części będę czekał na odpowiedź, aż tak wyślę następną”. Wydaje się, że w swych oczekiwaniach jest nie tylko okrutny, ale i stanowczy. A jednak... słowa nie dotrzymuje i w kolejnych listach, nie bacząc na milczenie Stefanii, odsłania dalsze fragmenty wiersza („Przyobiecałem ciągu dalszego nie pisać, aż po otrzymaniu wiadomości na Nº 1. Ale doprawdy dziś ostatni raz słowa dotrzymać nie mogę [...]”, „Nie życzę najgorszym mym wro-

| Spotkania z Zabytkami

7-8 2010

gom przeżywać chwile oczekiwania na jako-taką wiadomość, na jedno marne słóweczko, rzucone od niechcenia [...]”, „[...] mimo moich najgorętszych próśb i modłów nie byłem godny otrzymać jakiejkolwiek wiadomości od Ciebie. Neluś – Neluś, jaką Ty nieczułą jesteś obecnie na ból takiego, który by Ci nieba przychylić pragnął, dnia ni nocy spokojnej nie ma, wywyższa Cię nadewszystko i wszystkich. – A ty? [...] Teraz dokończę tę bajeczkę, bo sam sobie się dziwię, że tak daleko potrafiłem zajść wbrew (przeciwnie) memu usposobieniu i mej woli...”). Zawsze, po zapisaniu fragmentu ballady, w kilku słowach go komentuje, w jednym z listów posiłkując się nawet znanym cytatem z Mickiewicza („To było dawniej! dawno! a dziś? Dziś inaczej postępują – wszystkim naraz. «Ja kocham cały naród» – mówi Mick[iewicz w Improwizacji; Dziady – Część III] Pa! droga Neluś pa temczasem. Dolek”), korespondencję kończy zaś złowróżbnymi słowami: „Koniec powiastki a koniec smutny! [...] Nie daj Bóg!, żebyśmy kiedyś mieli czytać podobne z wymienieniem osób! – Nie wiem – nie wiem doprawdy, dlaczego brak mi tematu? Lękam się już własnych myśli, żeby za daleko nie zajść! – Pa pa moja droga. Adolf.” (fragmenty ostatniego listu – il. 7). Cóż zatem było treścią tej ballady, że stała się aż tak poruszająca i smutna? W całości, zgodnie z zapisem, można się z nią zapoznać na naszej stronie internetowej. Tu z 64 i ½ ocalałych zwrotek wiersza (cała ballada liczyła zapewne około 100 zwrotek) – jedynie mała próbka utworu. Wiersz zaczyna się sielankowo:

Sama! – z przeszłością , żalem i nadzieją Co łzami duszy prześwieca. [...].

Brakujący fragment ballady nie pozwala na prześledzenie całej opowieści, ale z treści kolejnych zwrotek wynika, że owa pokutująca dziewczyna była (czy może jest jeszcze?) obiektem odwzajemnionej miłości autora utworu, który powodowany patriotycznym obowiązkiem zmuszony był ją opuścić; przed rozstaniem zakochani zdążyli przysiąc sobie wierność: Nadeszła chwila nieszczęsnej rozłąki Kraj wołał! – jam się nie sierdził. Daliśmy sobie wzajemnie pierścionki A Bóg nasz związek potwierdził! [...] Ona mi rękę uścisła w milczeniu, I obraz wskazała święty, (szpital) Uklękła przede mną i w uniesieniu Rzekła: „Kto zdradzi – przeklęty!!” I zarzuciła na moje ramiona, Szarfę ze wstęgi różowej, Dała swój portret; – jam wskoczył w strzemiona I znikł na drodze krzyżowej! – [...]

Mijają lata. Przerwana przez narzeczoną korespondencja budzi u poety najgorsze przeczucia. Postanawia („oczami duszy”) powrócić do dziewczyny i sprawdzić przyczynę tego zaniechana: Trzeci rok mijał; haniebne rozterki Zabiłe wszelkie nadzieje, Ostatnie zgasłe zapału iskierki I straszne zapadłe dzieje!...

„[...] [...] W pustej ustroni, pomiędzy skałami, W cieniu chateczka drewniana. Obok strumyczek z srebrnemi falami I łąka kwieciem zasłana. [...].

Powracam! – wszystko w mej duszy drzemiące Naraz zagrałe wspomnienia I oczekiwań pamiętnych tysiące Wysnute wieńce marzenia.

Po chwili, w scenerii tej pojawia się jednak niepokojąca postać [...] tytułowej pokutnicy: Opowieść zbliża się do finału – tragicznego, zwieńczonego Tamto daleko, przed świata zawieją morałem: Zawarła się pokutnica...


Podchodzę do drzwi. Ranek był przyjemny. Pukam, – aż dreszcz mnie przenika! Wewnątrz zajękło jak odgłos podziemny, Drżę cały! – myśl mi się wikła. Pukam powtórnie, – znów cicho jak w grobie, Nagle skrzypnęły wrzeciądze, Przedemną stanął mężczyzna w żałobie. Spojrzałem! – wszakże nie błądzę?? [...] Gdzie N... moja? – cel moich nadziei!? On się roześmiał szyderczo: «Szaleńcze! – widzisz te drzewa tam w kniei Co czołem ku niebu sterczą? [...] Rozpacz mnie bierze i oko się łzawi Kiedy jej imię usłyszę; Ona dziś hańby pieszczotą się bawi, Uściskiem – zdrady – kołysze!...» [...] «Oto jej portret! – jeśli znasz dokładnie Jej rysy – poznaj – czy ona? (Twoje portrety? Kto ma?) Resztę niech własne Twe serce odgadnie, Idź z Bogiem! – powieść skończona!»

KLUB „SPOTKAŃ Z ZABYTKAMI” Korzyści wynikające z prenumeraty naszego miesięcznika są oczywiste: • wygoda • pewne i nieprzerwane dostawy ulubionego czasopisma • dzięki współpracy z zaprzyjaźnionymi z redakcją wydawnictwami i muzeami będziemy przekazywać pięciu losowo wybranym prenumeratorom, którzy zamówią „SPOTKANIA Z ZABYTKAMI” bezpośrednio w wydawnictwie (zob. informację niżej) książki oraz płyty CD o tematyce związanej z profilem naszego czasopisma.

Nagrody otrzymują: Maria Walczuk z Podkowy Leśnej – Michał Gradowski, Znaki na srebrze, wyd. Fundacja Hereditas, Warszawa 2010 Władysław Sokołowski z Teresina – Jerzy S. Majewski, Warszawa nieodbudowana. Królestwo Polskie w latach 1815-1840, wyd. Veda, Warszawa 2009 Maciej Rydel z Gdańska – Maciej Andrzej Zarębski, Dwory i pałace w widłach Wisły i Pilicy, wyd. Świętokrzyskie Towarzystwo Regionalne w Zagnańsku, 2009 Muzeum Miejskie w Żywcu – Reyowie. Wspomnienia XIX-XX w., oprac. Jerzy Skrzypczak, Mielec 2009 Szkoła Podstawowa nr 45 w Bytomiu − Ludowe tradycje. Dziedzictwo kulturowe ludności rodzimej w granicach województwa śląskiego, pod red. Barbary Bazielich, wyd. Muzeum Śląskie w Katowicach i Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Wrocław-Katowice 2009

[...] «Znalazłem Ciebie szatanie przeklęty!» Wrzasnął, aż jękła chałupa. Porwał się z ławy, wściekłością popchnięty I chwycił... – zimnego trupa!... – [...] Nazajutrz, kiedy jej ciało grzebano, Pielgrzym się zjawił śród drogi – I przed wieśniaczek gromadą zebraną Te wyrzekł słowa przestrogi: «Niech będzie stałym! – kto stałość przysięga Kto kocha niechaj nie zdradza!!!! – Bo palec Boży każdego dosięga I po zasłudze nagradza!! –»”

26 listów od Stefanii Ginowskiej do Adolfa Januszkiewicza z lat 1832-1837, odnalezionych w Archiwum Akt Dawnych (wcześniej przechowywanych w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie), przed przeszło dziesięciu laty opublikował Jan Trynkowski (J. Trynkowski, Adolf Januszkiewicz na zesłaniu – nowe materiały [w:] Polacy w Kazachstanie. Historia i współczesność, pod red. Stanisława Ciesielskiego i Antoniego Kuczyńskiego, Wrocław 1996, ss. 157-165; tenże, „Ile ja wieków na ten list czekałem...” [...], op. cit., ss. 279-328). Listy od Adolfa Januszkiewicza do Stefanii Ginowskiej nie były dotąd znane. (WP)

PRENUMERATA W 2010 r. ukaże się 6 numerów „Spotkań z Zabytkami” w cenie 12 zł każdy. W wypadku zamówienia całorocznej prenumeraty z wysyłką koszt wyniesie 72 zł. Aby zamówić prenumeratę, należy dokonać wpłaty na konto Fundacji Hereditas: Fundacja Hereditas, ul. Marszałkowska 4 lokal 4, 00-590 Warszawa. Konto: ING Bank Śląski 36 1050 1038 1000 0090 6992 4562 Przy wpłacie prosimy o podanie dokładnego adresu, na jaki ma być dostarczana przesyłka. Dane można też przesłać pocztą elektroniczną na adres: prenumerata@spotkania-z-zabytkami.pl. Najprostszą metodą zamówienia prenumeraty jest wypełnienie formularza na stronie spotkania-z-zabytkami.pl. W przypadku chęci otrzymania faktury VAT prosimy o podanie danych do jej wystawienia. Wszelkie pytania w sprawie prenumeraty na 2010 r. prosimy kierować do Fundacji Hereditas, tel. (22) 353 83 30, e-mail: prenumerata@spotkania-z-zabytkami.pl.

SPRZEDAŻ Aktualne numery „Spotkań z Zabytkami” są w sprzedaży w kioskach RUCHU, KOLPORTERA i w punktach sprzedaży GARMOND oraz w warszawskich księgarniach. Sprostowanie: W numerze 1-2, 2010, na s. 15 podpis odnoszący się do il. 6 powinien przyjąć postać: 6. Autor nieznany, „Wnętrze salonu z fortepianem firmy Fryderyk Buchholtz w Warszawie”, ok. 1830 r., akwarela, gwasz, w zbiorach Muzeum w Nieborowie i Arkadii. Z kolei we wkładce do numeru 5-6, 2010 podpis pod fot. 4 na s. 35 odnosi się do fot. 5 i na odwrót – podpis pod fot. 5 na s. 36 do fot. 4. Nie ustrzegliśmy się także błędu w nazwie biblioteki, w której znajduje się Cronica der Preussen Heinricha von Redena (rysunek pochodzący z tej kroniki pokazaliśmy na okładce wkładki „Spotkania pod Grunwaldem”); obecna nazwa tej instytucji to Biblioteka Uniwersytecka w Toruniu. Za popełnione błędy serdecznie przepraszamy redakcja


Ochrona Europejskich Dóbr Kultury (Schutz Europäischer Kulturgüter) Podyplomowe studia magisterskie na Uniwersytecie Europejskim Viadrina we Frankfurcie nad Odrą (prowadzone w języku niemieckim i częściowo w angielskim) - studia adresowane są do osób zajmujących się szeroko rozumianą ochroną dóbr kultury bądź planujących karierę zawodową w tym zakresie (m.in. do konserwatorów zabytków, historyków sztuki, archeologów, architektów, planistów, prawników i przedstawicieli innych kierunków); - oferta programowa obejmuje m.in. następujące przedmioty: prawne aspekty ochrony dóbr kultury, zarządzanie projektami, marketing kultury, PR i promocja medialna działań konserwatorskich i muzealniczych; - zajęcia prowadzone są przez międzynarodowe grono ok. 30 renomowanych wykładowcówpraktyków reprezentujących instytucje konserwatorskie, muzea, fundacje oraz media z Niemiec, Polski, Anglii, Austrii, Francji, Rumunii; - możliwość wygodnego i przystępnego cenowo zakwaterowania oferuje międzynarodowy campus Collegium Polonicum po polskiej stronie granicy, w Słubicach; - zajęcia odbywają się w dwutygodniowych blokach (7 bloków w ciągu czterech semestrów); absolwenci uzyskują tytuł Master of Arts. Dalsze informacje można uzyskać pod adresem Kształcenie na Uniwersytecie Europejskim Viadrina we Frankfurcie nad Odrą to również szansa na nawiązanie wielu interesujących kontaktów zawodowych w międzynarodowym środowisku

Berlin 2008: zajęcia na budowie Neues Museum

Berlin 2008: zajęcia w Museum für Asiatische Kunst

Park Mużakowski 2010: ćwiczenia terenowe

Camaret-sur-Mer 2008: zjazd absolwentów

E U RO PA

-

U N I V E R S I TÄ T

V I A D R I NA

F R A N K F U RT

( O D E R )


7-8 2010