Issuu on Google+


Niniejsza darmowa publikacja zawiera jedynie fragment pełnej wersji całej publikacji. Aby przeczytać ten tytuł w pełnej wersji kliknij tutaj. Niniejsza publikacja może być kopiowana, oraz dowolnie rozprowadzana tylko i wyłącznie w formie dostarczonej przez NetPress Digital Sp. z o.o., operatora sklepu na którym można nabyć niniejszy tytuł w pełnej wersji. Zabronione są jakiekolwiek zmiany w zawartości publikacji bez pisemnej zgody NetPress oraz wydawcy niniejszej publikacji. Zabrania się jej od-sprzedaży, zgodnie z regulaminem serwisu. Pełna wersja niniejszej publikacji jest do nabycia w sklepie internetowym Gazetta.


Anka Grupińska

Odczytanie Listy Opowieści o warszawskich powstańcach Żydowskiej Organizacji Bojowej


Wszelkie powielanie lub wykorzystanie niniejszego pliku elektronicznego inne niż jednorazowe pobranie w zakresie własnego użytku stanowi naruszenie praw autorskich i podlega odpowiedzialności cywilnej oraz karnej.

Projekt okładki WITOLD SIEMASZKIEWICZ Na okładce wykorzystano fotografię obrazu Jarosława Modzelewskiego, Zabawy na balkonie, wieczór, 2005, tempera żółtkowa / płótno, 120 x 180 cm / kolekcja Galerii Zderzak, Kraków Projekt typograficzny ROBERT OLEŚ / D2D.PL Copyright © by ANKA GRUPIŃSKA, 2014 Korekta MAGDALENA KĘDZIERSKA-ZAPOROWSKA i SANDRA TRELA / D2D.PL Skład ROBERT OLEŚ / D2D.PL Konwersja MAGDALENA WOJTAS / VIRTUALO SP. Z O.O. WYDAWNICTWO CZARNE SP. Z O.O. www.czarne.com.pl Redakcja: Wołowiec 11, 38-307 Sękowa tel. +48 18 351 00 70 e-mail: redakcja@czarne.com.pl Sekretarz redakcji: malgorzata.kur@czarne.com.pl Wołowiec 2014 Wydanie II, uzupełnione ISBN 978-83-7536-779-9


Spis treści

Dedykacja Podziękowania ••• Zapisywanie Zagłady Opowieści o powstańcach Nazwy, pojęcia, terminy Lista poległych w obronie getta warszawskiego Nowe odczytanie Listy Obrona ghetta Bibliografia Przypisy

Wszystkie rozdziały dostępne w pełnej wersji książki.


Jakubowi


Dziękuję najserdeczniej Władysławowi Bartoszewskiemu, Izraelowi Gutmanowi, Ali MargolisEdelman, Markowi Edelmanowi, Michałowi Friedmanowi, Irenie Jaszuńskiej, Rucie Sakowskiej, Leokadii Silverstein, Ani Solarskiej. Dziękuję także historykom: Alinie Skibińskiej, Jankowi Jagielskiemu i Darkowi Libionce za pomoc i życzliwe uwagi. Dziękuję żobowcom i ich bliskim za udostępnienie fotografii. Anka Grupińska


•••

Kult śmierci w basenie Morza Śródziemnego istnieje od bardzo dawna. Piramidy egipskie, sarkofagi rzymskie, piękne cmentarze w zieleni, z kamieniami, na których wyryte nazwiska i imiona zmarłych. Często dopisane krótkie zdanie o ich życiu. Im więcej ów człowiek uczynił, tym dłuższy napis, okazalszy pomnik, bogatsza historia. W Polsce żyjemy w kulcie dla niepodległości – składamy hołd tym, którzy walczyli za Kraj. I każdy z nich ma własne nazwisko, własne imię – oni żyją w naszej pamięci. Powstanie warszawskie: wielka kwatera brzozowych krzyży. Monte Cassino: tam, gdzie w jasnym słońcu ginęli żołnierze, tam mają dziś jasne kamienie z imionami, stopniem wojskowym, datą śmierci. I Katyń, i Starobielsk. Na Powązkach kolejne imiona, ranga wojskowa. I każdy z nich istnieje. Każde imię zostało zapisane. Getto warszawskie nie ma cmentarza. Kości żołnierzy żydowskich są zmieszane z cegłami zburzonego miasta. Proch spalonych ciał zmieszany z ziemią. Nie ma grobów, nie ma kamiennych tablic. I nie ma człowieka z jego imieniem i nazwiskiem, z opowieścią najkrótszą, kim był i jak żył. Anka Grupińska tworzy pomnik. Buduje pomnik dla każdego z nich, dla każdego żołnierza getta warszawskiego. I to jest cmentarz Żydowskiej Organizacji Bojowej. A ten cmentarz nie z zieleni, kwiatów, nie z kamieni. To cmentarz z liter, cmentarz ze słów o tamtych ludziach. I będzie taki cmentarz stał na półkach, i każdego dnia przypomni nam tych, którzy kamiennych grobów nie mają. Marek Edelman, lipiec 2002


Zapisywanie Zagłady

Relacje, świadectwa, paradokument, formy fabularyzowane. O Zagładzie pisze się wiele. I choć Holokaust wydaje się doświadczeniem niemożliwym do zapisania, zapisujemy Zagładę ciągle. Uwolnić się od tego zapisywania nie potrafimy. Szukamy nieistniejącej formy dla ponadludzkiej treści. Odnaleźć czyjąś śmierć, odgadnąć fragment cudzego losu – w strzępach i skrawkach różnych pamięci. I zanotować. Na kolejnym skrawku przetworzonej pamięci. Odnaleźć szczegół, który będzie nasz: czerwony sweter, dziewczyna z kawałkiem bułki na Waliców, sukienka w groszki, bony wycięte… Czytamy kolejny tekst w poszukiwaniu własnego szczegółu. A pomiędzy jest przestrzeń dla milczenia. Bez niej nie ma zapisania Zagłady. I chwilę potem ogarniamy na moment rzeczywistość nieprzedstawialną, i znowu rozumiemy tę niemą przestrzeń, bo za nią ukryty jest szczegół, dzięki któremu przez sekundę dotykamy świata wyobrażanego. Marek Edelman mówi: było nas 220 powstańców. Historyk pisze: ŻOB liczył 450–500 członków. Nie wiadomo, ilu żołnierzy tworzyło armię Żydowskiej Organizacji Bojowej. Ilu ich było w styczniu 1943, a ilu w kwietniu 1943 roku. Wiadomo, że w nocy z 18 na 19 kwietnia do walki stanęły 22 grupy ŻOB-u. Przyjmuje się, że każda grupa liczyła około 12 bojowców. I jeszcze łączniczki i łącznicy, żydowscy i polscy, w getcie i poza murem. Wiadomo, że żobowców nie mogło być mniej niż 220 i nie było ich więcej niż 400. (W powstaniu walczyli też inni. Na przykład tak zwani dzicy. Jakoś uzbrojeni, działali pojedynczo albo w małych grupach, bronili się w bunkrach i ruinach. Były też grupki partyjne, które nie weszły do ŻOB-u; być może miały z nim jakiś kontakt. I druga formacja zbrojna: Żydowski Związek Wojskowy – żołnierze bitwy na placu Muranowskim. O nich wszystkich w tej książce nie piszę). Próbuję opowiedzieć o żołnierzach Żydowskiej Organizacji Bojowej, zrekonstruować armię, która nigdzie nie została spisana. W czerwcu, a może w lipcu 1943 roku Celina Lubetkin, Antek Cukierman i Marek Edelman mieszkali w ukryciu przy ulicy Komitetowej 4. (U pani Stasi Kopikowej, która z sukcesem kryła swoje żydostwo i udawała „kapitanową” przed sąsiadami). Celina, Antek i Marek postanowili spisać imiona żobowców zamordowanych w powstaniu w getcie warszawskim. Odtwarzali z pamięci ich nazwiska. „Bo przecież myśmy się wszyscy znali” – mówił Marek Edelman. I podpisali zdaniem: „Lista niniejsza nie jest kompletna z powodu braku informacji o pozostałych członkach ŻOB-u”. Marek Edelman pamiętał, że spisali 220 nazwisk. Lista była przechowywana prawdopodobnie w mieszkaniu Józefa Saka i Tadka Borzykowskiego. Chyba Sak zaniósł ją na Żurawią, do Ignacego Samsonowicza. Bodaj w listopadzie 1943 Leon Feiner wysłał listę mikrofilmem do Londynu. Możliwe, że adresatami byli Emanuel Szerer i Ignacy Schwarzbart. Odczytuję listę londyńską żołnierzy Żydowskiej Organizacji Bojowej. 222 nazwiska (w numeracji jest pomyłka) i litera oznaczająca przynależność organizacyjną: D to Dror, B – Bund, Sz – Haszomer Hacair. Jeszcze w styczniu 1945 roku z Palestyny do Warszawy przyjechał


Melach Neustadt. Miał przy sobie tę listę londyńską. Siedzieli z Markiem, Antkiem i Kazikiem w hotelu Polonia. Wypytywał o tych, którzy zginęli. W 1946 Neustadt napisał książkę Hurban begetto warsza, a w niej zanotował to, co usłyszał w Warszawie, i to, czego dowiedział się w Palestynie o kwietniowych powstańcach. Potem lista londyńska została zapomniana. Chyba w 2001 roku zapytałam Marka Edelmana, czy ktoś kiedyś zapisał nazwiska żobowców kwietniowych, powstańców warszawskich. I wtedy Marek Edelman przypomniał sobie, że listę spisaną na Komitetowej wysłali do Londynu. Kilka tygodni później przeglądałam papiery składowane od prawie sześćdziesięciu lat w kartonie, na którym ktoś napisał: „Żydzi”. Przywiozłam kopię listy londyńskiej do Warszawy. Próbuję ją odczytać na nowo. W 2014 roku – po raz kolejny. Bo po pierwszym wydaniu książki w roku 2002 przez wiele miesięcy odbierałam listy pisane ręką i listy pisane klawiaturą, telefony z Polski i z zagranicy – a w nich: małe poprawki, uzupełnienia, sprostowania, strzępy nowych szczegółów. Lodzia Hamersztein na przykład prosiła, żeby koniecznie poprawić adres „kibucu” powojennego przy Poznańskiej. Mieszkali pod 38 a nie pod 58. A Majus Nowogrodzki napisał, że trzeba w nowym wydaniu zaznaczyć, że Michał Klepfisz dostał Virtuti Militari, a kopia certyfikatu tego odznaczenia znajduje się w nowojorskim YIVO. Lista londyńska jest na pewno niekompletna. Nie ma na niej nazwisk wielu powstańców: nie ma tych, którzy przeżyli, i nie ma tych, którzy zginęli, a o których nie pamiętano. Jest też w jakimś sensie błędna: są na niej nazwiska tych, których w kwietniu, ani nawet w styczniu 1943 roku nie było już w getcie. (Jest grupa 12 chaluców, którzy zginęli w 1942 w Hrubieszowie. Są tam też imiona trzech żobowców krakowskich). Moja lista także jest niekompletna, być może niepoprawna, również błędna. Spisałam 246 powstańców kwietniowych, 29 żydowskich i 13 polskich łączników ŻOB-u. Znalazłam 20 nazwisk żobowców zamordowanych w styczniu 1943 roku. Doliczyłam się 308 warszawskich żobowców żyjących w styczniu 1943 roku. 275 walczyło w powstaniu kwietniowym. 20 zginęło w akcji styczniowej. (Nie ma w tej książce opowieści o żobowcach aresztowanych, o żobowcach zamordowanych przed styczniem 1943). Ustaliłam, że 31 powstańców przeżyło powstanie i wojnę. Nie potrafię – zresztą to już chyba niemożliwe – stworzyć pełnej listy tamtych imion. Zbieram strzępy, fragmenty najróżniejszych zapisków i z nich wyczytuję opowieści o przyjaźniach, o tęsknieniu do Erec Israel, o niedokończonych kochaniach, spisuję opowieści o umieraniu. Szukam szczegółu, przez który wyobrażam tamten świat. Chcę zachować jak najwięcej. Czasem nie znajduję nic – pozostaje tylko imię z listy. Piszę trochę cudzymi, a trochę swoimi słowami. W żydowskich tekstach chłopak był jasny: nie blondyn, lecz właśnie jasny. Więc jasny jest w mojej książce Jurek Błones i jasny jest Zygmunt Frydrych. Niektóre określenia brzmią niezgrabnie: że w czasie rewizji znaleziono ludzi, że ktoś zbyt niebezpiecznie wyglądał albo miał bezpieczną urodę. Nie umiałam zgrabniej. Za późno na taką książkę – mówił Marek Edelman w 2001 roku. Bo choć upierał się, że szczegół nie ma żadnego znaczenia – szczegół historyczny, a nie narracyjny – to chciał, żeby było prawdziwie, „bez haftowania”. Ale i dawniej nie można było prawdziwiej zapisać. Bo relacje – i te pierwsze, i te ostatnie – pełne są własnego pamiętania, pełne przeinaczeń i niepamięci. Czasem niechcący, a czasem świadomie tekst uczestnika czy świadka tworzy kolejną rzeczywistość. Marek Edelman twierdził, że nie ma prawdziwych relacji, bo wszystkie są podkolorowane. Mieszają się fakty, legendy, plączą krzywe pamięci.


I tak buduje się nasza pamięć historii. I tak nasza pamięć historii jest fałszowana. Dotarłam do opowieści o powstańcu imieniem Aleksander. Nie zapamiętano jego nazwiska. Jakiś historyk napisał, że Aleksander to prawdopodobnie Efraim Fondamiński. W jednej książce Fondamińskiemu przypisano pseudonim Aleksander. W następnej to imię się już nawet nie pojawia, pozostaje tylko przywódca pepeerowski w komendzie ŻOB-u Efraim Fondamiński. „On nie miał nic wspólnego z Aleksandrem. Fondamiński nie istniał już w październiku 1942, musiał zginąć w Wielkiej Akcji. A Aleksander zginął w powstaniu na Miłej” – twierdził Marek Edelman. Tak fałszuje się pamięć historii: zapomnianymi faktami, wymyślonymi opowieściami, wyobrażonymi uczuciami. Powstaje mit, który czasem, na chwilę, odzierany jest ze swojej archeologii. Powstanie w getcie skończyło się 8, a może 10 maja – mówił Marek Edelman. – Powstanie czynne trwało do 23 albo 24 kwietnia – twierdził Antek Cukierman. Powstanie skończyło się 28 kwietnia – opowiadał Kazik Ratajzer. Inna pamięć, bo inne doświadczenie, inne widzenie, a w konsekwencji – inna historia. Albo inny przykład. Bronisław (Sławek) Mirski w 1951 roku opowiedział o swoich powstańczych doświadczeniach Bernardowi Markowi, zdał relację w Żydowskim Instytucie Historycznym. Bernard Mark był historykiem, dyrektorem ŻIH-u, działaczem PZPR-u i pisał swoją wersję przeszłych zdarzeń. Bronisław Mirski stwierdził, że miał w getcie kontakt z Sarą Żagiel. Jako że ona była lewicowa, Bernard Mark zapisał, że Mirski należał do grupy młodzieży komunistycznej. Po wielu latach kolejny historyk powtarza ten zapis. A Sławek Mirski w 2014 roku ze smutkiem mówi, że nigdy nie był komunistą. Tak fałszuje się historię. • „Lista poległych w obronie ghetta warszawskiego”, nazywana przeze mnie listą londyńską, jest pierwszym źródłem dla opowieści o kwietniowych powstańcach z getta. Reprodukuję tę listę i dokładnie przepisuję. Potem ją porządkuję: dopisuję kolejne nazwiska powstańców styczniowych i kwietniowych, zaznaczam nazwiska tych, którzy znaleźli się na liście pomyłkowo, zapisuję nazwiska żydowskich i polskich łączników ŻOB-u. Liczę powstańców i opowiadam o nich. Podaję ich imiona, różne brzmienia, różnie zapisane: wiele imion i krótka opowieść. Czasem to tylko formuła: że imię zostało zapisane i że nie znalazłam żadnej wiadomości. Jest też w zapisie nazwisk i słów obcych jakaś zasada mimo pozornej niekonsekwencji. Jedne nazwiska odmieniam (piszę na przykład „Mittelmana” ), drugich – nie, bo się ich nie odmieniało (jest więc grupa Heńka Kawe, a nie Kawego). Piszę, że ktoś należał do Frajhajtu, ale uczył się w szkole Tarbut. Aleksander Edelman zapytał mnie w 2014 roku, dlaczego w książce nie ma biogramu Chawki Folman. Dlatego, że Chawki nie było w powstaniu – odpowiedziałam. (Aresztowano ją w grudniu 1942 roku). Ktoś pytał mnie o Reginkę Justman. (Reginka była w Krakowie). Nie ma w tej książce opowieści o żobowcach aresztowanych, o żobowcach zamordowanych przed styczniem 1943. Nie ma też opowieści o żobowcach z innych gett. To moje odczytanie listy zostało autoryzowane przez Marka Edelmana. I, mimo że niepozbawione błędów, niech takim już pozostanie. Pisałam moją książkę takim językiem, w jakim słyszę te opowieści. (Bo język czasem, jak obraz, może pokazać, a nie wytłumaczyć czy objaśnić). Słyszę, że „Marek Edelman ma prosty


kręgosłup” i że „taka była moc słowa Abraszy”, i „Masza była w parze z Jakubkiem”, „ktoś dostał zapewnienie w szopie”, a ktoś inny „miał bezpieczny wygląd”. A jeśli piszę, że „był dumny, więc nadawał się na łącznika”, znaczy to, że wielu Żydów na łączników się nie nadawało, bo się bali; poza gettem jeszcze bardziej niż w getcie. „Leon Feiner umarł w łóżku”: w łóżku, a nie na kupie śmieci, nie w komorze gazowej, nawet nie na ulicy. Po prostu: umarł w łóżku. Cukierman zapisał, że Artsztajn mówił „żydowskim pełnym patosu i wykrzykników, ale że to był prawdziwy język”. Więc piszę, że Artsztajn mówił prawdziwym językiem – cokolwiek miałoby to znaczyć, jakkolwiek można by to odczytać. Niech decyduje słuchacz moich cudzych opowiadań. W opowieściach o powstańcach nie ma żadnego faktu, zdarzenia, żadnej informacji, żadnego przymiotnika z potrzeby wymyślenia, dodania czy upiększenia. Wszystkie one są skądś wzięte. (Pochodzą z tekstów pisanych bądź z moich rozmów. Kiedyś Ala Margolis przedstawiła mnie swojej znajomej tak: „Anka – od dwudziestu lat rozmawia z Żydami, którzy jeszcze żyją”). I to „skądś” jest tu ważne, bo oznacza, że informacja ma swoje źródło, ale nie owo źródło jest istotne. W jakimś sensie jest ono nawet nieważne. Nieważne, bo nikt wiedzieć nie może, na ile wiarygodne. I nieważne, bo nie o źródła w pamięci, w pamiętaniu chodzi. Pamięć szybko dystansuje się wobec źródła, pamięć staje się autonomiczna i autonomiczne stają się opowieści o tamtej przeszłości. Piszę: zapisano, zapamiętano, gdzieś zapisano; czasem piszę: wspomniał historyk. To taki sposób na powiedzenie, że informacja, którą podaję, istnieje poza źródłem. Że jakiś fakt, tym razem przeze mnie opowiedziany (zapisany), jest już poza weryfikacją. Że autorytet źródła zwykle nie ma znaczenia. Sądzę, że ma go tylko czasem. Wtedy, gdy jestem pierwsza, która ze źródła skorzystała. (Usłyszawszy słowa Marka Edelmana, że „Masza to dobrze pamięta”, dzwoniłam do Maszy Putermilch. Zapisując jej pamięć, wymieniam Maszy imię). Często odwołuję się imiennie do moich wieloletnich rozmówców. Chciałam „wyrozmawiać” jak najwięcej z ich pamięci. Usłyszeć i zapisać. Wzięte z tych rozmów kawałki zdań, strzępy opowieści potem brzmiały mi w głowie. Zapisałam opowieści i opowiadania innych. Moja książka jest opowiadaniem cudzych (i trochę moich) opowiadań. Anka Grupińska


Opowieści o powstańcach


Irena Adamowicz urodziła się w 1910 w Warszawie. Wychowana w rodzinie katolickiej, przed wojną była działaczką Związku Harcerstwa Polskiego. Należała do władz harcerstwa żeńskiego i blisko współpracowała z żydowską młodzieżą z Haszomer Hacair. Bardzo się przyjaźniła z Josefkiem Kapłanem. Irena ukończyła pedagogikę na Uniwersytecie Warszawskim. W czasie okupacji była łączniczką żydowskiego podziemia. Pierwszy raz z Warszawy do getta wileńskiego pojechała w czerwcu 1942. Abie Kownerowi i Róźce Korczak, tamtejszym liderom podziemia, opowiedziała o getcie w Warszawie. Potem jeździła do gett w Kownie, Szawlach, Białymstoku. Pośredniczyła między AK i ŻOB-em. Często wchodziła do getta warszawskiego. Odwiedzała chaluców na farmie czerniakowskiej – o tym pamiętała Hela Szuster. Irenie bardzo pomagały dwie starsze panie: Janina Pławczyńska i Rena Laterner. (Przenosiły listy i gazety między żydowskimi bojowcami a polskim podziemiem. Po powstaniu kwietniowym same zbudowały kryjówkę dla dziesięciu powstańców; zginęły razem z nimi. Zdaje się, z powodu donosu). Po wojnie Irena Adamowicz mieszkała na ulicy Dolnej. Pracowała w Bibliotece Narodowej. Opiekowała się starą matką i żyła przyjaźniami wojennymi: pisała serdeczne listy do Izraela. (Przez kilka miesięcy w 1958 odwiedzała izraelskich przyjaciół, wróciła bardzo szczęśliwa). Irena bała się śmierci w samotnej chorobie. Pod koniec życia stroniła od wszystkich, nawet od swych najbliższych. Zmarła w sierpniowy dzień 1973 roku, nagle, na chodniku Krakowskiego Przedmieścia. (Medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata została odznaczona w 1985 roku). Chaim Akerman (Ankerman) był działaczem pepeerowskim w getcie. W powstaniu kwietniowym walczył w grupie ŻOB-u Pawła Bryskina, która na początku maja przedostała się do dowództwa powstania przy Miłej 18. (To był wielki, dobrze wyposażony bunkier unterweltu. Zarządzał nim Szmul Iser, który zgodził się wpuścić wszystkich żobowców). Chaim zginął najprawdopodobniej 8 maja 1943 roku, kiedy Niemcy wpuścili gaz do bunkra. Zginęli prawie wszyscy – 100, może 150 osób. Aleksander pozostał w zapiskach i pamięci przywódców powstańczego ŻOB-u. Był działaczem lewicowym, potem powstańcem. Nie zapisano wtedy jego nazwiska. Marek Edelman pamięta, że miał trzydzieści kilka lat, był tęgim, barczystym brunetem, nosił ciemne okulary. Bystry humanista, dobrze mówił po żydowsku i po polsku, znał się na literaturze i na wojskowości. (Historyk napisał: prawdopodobnie mowa o Fondamińskim. I tak powtarza historia). Marek Edelman mówi, że Aleksander nie miał nic wspólnego z Fondamińskim, że Fondamiński zginął wcześniej, przed październikiem 1942. Anna Lanota, która znała Fondamińskiego mówi, że on wyglądał zupełnie inaczej niż Aleksander i że zginął chyba w Wielkiej Akcji. Aleksander zginął w powstaniu, 8 maja w bunkrze na Miłej. Jakub Chaim Meir Aleksandrowicz urodził się w Ostrowcu


Kieleckim [Świętokrzyskim], w rodzinie handlarza drewnem. Jakub był uczniem jesziwy. Gdy wybuchła wojna, obciął pejsy i przystąpił do skautów żydowskich z Haszomer Hacair; został sekretarzem miejscowego gniazda. W październiku 1942 Niemcy zamordowali jedenaście tysięcy ostrowieckich Żydów. Wtedy zginęli rodzice i siostra Jakuba. W grudniu 1942 i na początku 1943 kilku żydowskich chłopców i dziewcząt z Ostrowca przyjechało do getta w Warszawie. Eiger Awram, Gertner Abek, Morgenlender Icchak, Horowicz Awram, Silman Basia i Silman Suja, Katz Nechemia, Aleksandrowicz Jakow – te nazwiska, w taki sposób, zapisał Dawid Sztajn. Jakub był jednym z najmłodszych żobowców. Przyjaciele nazywali go Klostermajer, bo strzelał tak celnie, jak znany w getcie esesman1. Walczył w grupie Dawida Nowodworskiego na terenie szopów Toebbensa-Schultza. 23 kwietnia kula dum-dum rozerwała mu rękę. Ciężko rannego powstańcy nie zabrali do kanałów. Jakub został w getcie. Miał wtedy osiemnaście lat. Estera Altenberg urodziła się w Międzyrzecu Podlaskim. Była aktywna we Frajhajcie, młodzieżowej przybudówce Poalej Syjon Prawicy. Marzyła o wyjeździe do Palestyny, więc przyłączyła się do kibucu Borochowa w Łodzi. (Łódzka hachszara, obok kieleckiej, była jednym z największych ośrodków przygotowujących młodzież do wyjazdu do Palestyny). Została kibucową szwaczką. Po wybuchu wojny pojechała na farmę rolniczą do Sterdyni koło Sokołowa. Kiedy Niemcy coraz szczelniej zamykali getta, chaluce musieli likwidować hachszary. Wówczas Estera przyjechała do warszawskiego getta. Przyjęto ją do ŻOB-u, do grupy Droru Beniamina Walda. Estera przyjaźniła się z Rebeką Glanc, która zginęła w walce żobowców w Częstochowie w sierpniu 1943. Estera Altenberg zginęła w Warszawie kilka miesięcy wcześniej, w kwietniu. Miała dwadzieścia siedem lat. Aron Alter, Antoś, walczył w grupie PPR-u Heńka Kawe. (27 kwietnia śmiertelnie ranny Hesiek Kawe oddał swój pistolet i zegarek Antosiowi). Wiadomo, że Antoś wyszedł z getta kanałami 29 kwietnia i dotarł do lasów wyszkowskich. Nie wiadomo, w jakich okolicznościach zginął. Małke Alterman, Mania, urodziła się w 1915 w Żelechowie. Matka Mani była krawcową, a ojciec woził różne towary do miasteczkowych kramarzy. Rodzice, pobożni i biedni bardzo, przenieśli się do Warszawy w nadziei na trochę łatwiejsze życie. Mieszkali przy Miłej 4, w sercu żydowskiej dzielnicy. Małke była pilną uczennicą żydowsko-polskiej szkoły powszechnej przy Bonifraterskiej. Musiała pomagać rodzicom, więc zaczęła pracować i uczyć się wieczorami na kursach szkoły zawodowej ORT-u. Trochę wbrew ich woli, a bardzo pod wpływem siostry Biny, która od kilku lat mieszkała w Palestynie, Małke zaangażowała się w pracę ruchu syjonistycznego. Razem z Polą Elster założyła grupę młodych


Frajer Szomer przy Poalej Syjon Lewicy. Małke dorastała w organizacji, a potem uczyła i wychowywała innych. W getcie pracowała w kuchni ludowej przy Elektoralnej 14 – pomagała jeszcze biedniejszym. Zaangażowała się także w działania podziemne – kolportowała prasę, była łączniczką z polską konspiracją. Zginęła najprawdopodobniej w czasie powstania kwietniowego. Szlomo Alterman też urodził się w Żelechowie. Żywy i wesoły chłopak interesował się świeckim życiem i nie chciał chodzić do chederu. Podobnie jak jego starsza siostra Małke, marzył o dalekim Kraju i dlatego wstąpił do Frajhajtu. Szlomo pracował jako pomagier w mydlarni na Nalewkach. Trochę po kryjomu przed ojcem uczył się na kursach organizowanych przez Tarbut i był kolarzem w klubie sportowym Hapoel. Zupełnie po kryjomu przed ojcem jeździł na letnie obozy koedukacyjne młodych syjonistów. W getcie był elektrykiem i opiekował się uciekinierami z małych miasteczek. Krótko pracował na poczcie. W powstaniu kwietniowym walczył w oddziale Droru Henocha Gutmana na terenie szczotkarzy, a potem na Franciszkańskiej. 10 maja wyszedł z getta kanałami na stronę polską. Masza Glajtman-Putermilch pamiętała, że Szlomo ładnie śpiewał i był piękny jak marzenie, to on ciągnął ją w kanale i sił dodawał. Walczył w oddziale partyzanckim na wschodnim brzegu Bugu. Zginął w lecie 1943 w okolicach Łomży, najprawdopodobniej ze swoim przyjacielem, powstańcem z getta, Kubą Gutrajmanem. Tosia Altman urodziła się 24 sierpnia 1918 w Lipnie koło Włocławka. Jej rodzina była zamożna i postępowa. Tosia miała jedenaście lat, kiedy przyłączyła się do młodzieżowego ruchu Haszomer Hacair. Uczyła się w gimnazjum hebrajskim i z pasją młodej, energicznej i ideowej panny oddawała się pracy w swojej organizacji. Była ukochaną instruktorką młodszych dziewcząt na letnich koloniach szomrowych. Od 1938, po praktyce w Częstochowie, współpracowała z zarządem głównym Haszomer Hacair w Warszawie. Nadal wychowywała młodszych, była też redaktorką hebrajskiej gazetki „Hanawadim”. Na początku wojny Tosia przyjechała z grupą szomrów do Wilna. Kiedy wkrótce potem wracała do Warszawy, została zatrzymana w niemieckim areszcie na granicy. Do Warszawy dotarła w końcu 1939 roku. Pracowała w centrali chalucowej. Jak dawniej wiele jeździła po Polsce: odwiedzała drużyny szomrowe w Generalnej Guberni. W 1940 organizowała ruch w Galicji, w 1941 odwiedzała gniazda Haszomer Hacair w Białymstoku, Baranowiczach i Wilnie. Podróżowała sama lub z innymi. Przyjaźniła się


z Lońką Koziebrodzką. (Lońka wpadła na trasie z Białegostoku do Warszawy w listopadzie 1942. Miała przy sobie cztery rewolwery i jedną gazetkę. Zmarła na tyfus w Auschwitz w marcu 1943). Tosia i Lońka, szomrowe łączniczki, przewoziły wiadomości z getta do getta. Często były pierwszymi, które opowiadały młodzieży w zamkniętych żydowskich miastach o potrzebie buntu, o konieczności powstania. Po wielu latach Szmuel Ron przypominał płomienne, odważne przemówienia Tosi Altman w getcie będzińskim, bo to one zapaliły jego serce do walki. Obeznana ze światem za murem, tam zamieszkała jakiś czas przed powstaniem kwietniowym. Zdobywała broń dla Żydowskiej Organizacji Bojowej. Wtedy, w 1943 Tosia pisała listy do tych, którzy byli daleko od miejsca Zagłady. „Ze wszystkich sił powstrzymuję się, żeby nie wylać całej goryczy, która we mnie wzbiera na ciebie i na twoich przyjaciół za wasze całkowite zapomnienie o nas. […] Izrael umiera na moich oczach, a ja stoję z założonymi rękoma i nie mogę mu pomóc. Próbowałeś kiedy przebić głową ścianę…? Mam tylko jedno życzenie: żeby świat dowiedział się, że Izrael jest tak bardzo chory. Przecież to mój najlepszy przyjaciel…”2 Tosia weszła do getta na chwilę przed powstaniem. Może dlatego że do getta wrócił bardzo chory Jurek Wilner, jej chłopak? W pierwszych dniach maja była w bunkrze dowództwa ŻOBu przy Miłej 18. Schroniło się tam około osiemdziesięciu żobowców i ponad stu cywili. 8 maja Niemcy otoczyli pięć wejść do bunkra, wrzucili gaz. Kilkunastu żobowców ocalało, bo znaleźli szóste wyjście. Marek Edelman przeprowadził ich na Franciszkańską 22. Tosia była w tej grupie. Stamtąd 10 maja około czterdziestu powstańców przedarło się kanałami na drugą stronę murów. Przy włazie na Prostej czekała ciężarówka. Powstańców przewieziono do lasku w Łomiankach pod Warszawą. Tosia, ranna w głowę i nogę, nie nadawała się do wyczekiwanej partyzantki. Kilka dni później przyjechała do Warszawy. Ukryto ją razem z innymi żobowcami na strychu fabryki materiałów celuloidowych na Pradze, przy ulicy 11 Listopada 10. Na wielki, pusty strych właziło się po drabinie, którą zaraz trzeba było schować. Kilkanaście osób siedziało na workach z celuloidem. Nie wiadomo, jak doszło do pożaru, który wybuchł 24 maja. Hela Rufeisen-Schüpper, która była tam chwilę wcześniej, mówi, że Tosia rozgrzewała maść ichtiolową, żeby opatrzyć rany. A może ktoś zapalił papierosa? W ciągu kilkunastu minut spłonął cały budynek. W pożarze zginęło kilka osób. Zosia o nieznanym nazwisku, Mojsze Szarfsztajn, Zygi Kirszenbojm, Marek Majerowicz, Icek Morgenlender i Mania Grajek. Eliezer Geller i Meir Szwarc zdołali uciec. Tosia i Szyfra Sokółka, na którą wołano Stenia, bardzo poparzone wybiegły na ulicę. Polscy policjanci zatrzymali ranne dziewczyny. Przekazali je Niemcom, bo to były Żydówki. Obie zmarły w szpitalu, bo Niemcy kazali pozostawić je bez pomocy. Tosia miała wtedy dwadzieścia pięć lat. Mordechaj Anielewicz, „Marian”, urodził się w 1919 w Warszawie. Wychowywał się na Powiślu, pośród dzieci polskiej biedoty. Matka Mordka handlowała na placu rybami, a on o świcie roznosił po domach świeże bułki. W gimnazjum Laor był krótko sympatykiem rewizjonistycznego Bejtaru. Wstąpił jednak do Haszomer Hacair i stał się znanym aktywistą w szomrowym środowisku. Siedziba gniazda mieściła się przy Rymarskiej 12, nieopodal Ogrodu Saskiego, w polskiej dzielnicy miasta. Dawni koledzy pamiętają, jak Marian dzielnie przewodził im w walkach na kije toczonych z polskimi bojówkarzami. W pierwszych tygodniach wojny wyjechał do przygranicznego miasteczka Kuty, by sprawdzić możliwość przerzutu działaczy syjonistycznych do Rumunii. Do Warszawy wrócił po kapitulacji. Pod koniec 1939 pojechał na


kilka tygodni do działaczy wileńskich. W warszawskim podziemiu szomrowym współredagował gazetkę „Neged Hazerem” i prowadził zajęcia z młodzieżą w kibucu na Nalewkach 23. W 1942 odwiedził getta w Będzinie i Sosnowcu. Szukał sposobu na przejście granicy polsko-węgierskiej. Wrócił do getta warszawskiego 13 września 1942. Marek Edelman mówi, że był bezkompromisowo odważny i pełen nieludzkiej chęci zemsty. I że taka jego bezrefleksyjna odwaga brała się stąd, iż Anielewicz nigdy nie widział wysiedlenia. Mimo że kolejnej akcji wysiedleńczej spodziewano się w getcie od wielu tygodni, akcja rozpoczęta 18 stycznia była zaskoczeniem dla żobowców. Tego dnia grupa Anielewicza: Elek Różański, Emilka Landau, Merdek Growas i inni, spała w mieszkaniu na Miłej, kiedy wczesnym rankiem Niemcy okrążyli dom. Szomrowcy mieli kilka minut. Pod ubraniem ukryli broń i zbiegli na ulicę. W dużej grupie prowadzono ich na Umschlagplatz. Na rogu Zamenhofa i Miłej Anielewicz dał znak: zaatakowali granatami. Niemcy zaczęli uciekać. Wielu szomrowców zginęło. Trzech, zdaje się, skryło się w domu na Niskiej. Anielewicz bił się z Niemcem i zdołał zabrać mu karabin. W ukryciu doczekał końca akcji. 13 marca Anielewicz rozkazał zastrzelić na Miłej niemieckiego strażnika, werkszuca, żeby zabrać jego pistolet. W odwecie Niemcy wyciągnęli z bunkrów przy Miłej i Muranowskiej około czterystu osób. W nocy z 6 na 7 maja Anielewicz przyszedł z Mirą Fuchrer i Celiną Lubetkin na Franciszkańską 30. Marek Edelman namawiał ich, żeby zostali. Mordechaj i Mira wrócili na Miłą. 8 maja 1943 Mordechaj Anielewicz, dowódca powstania kwietniowego, znajdował się ze swoimi żołnierzami w bunkrze przy Miłej 18. Popełnili samobójstwo, kiedy Niemcy ich zaatakowali. On jako jedyny spośród nas mówił o honorze narodu – pamięta doktor Edelman. Chaim Arbuz urodził się w Warszawie. Ojciec jego z powodzeniem handlował drewnem. Mieszkali w dzielnicy żydowskiej, na Nowolipiu 41. Chaim był wysoki, miał rude włosy, niebieskie oczy i dużo piegów. Był bardzo lubiany przez kolegów z Haszomer Hacair. Chaim założył szomrową bibliotekę. Zanim wybuchła wojna, uczył się w gimnazjum Chinuch przy Ogrodowej 27. W getcie pracował w bibliotece i administrował domem na Nowolipiu. Mieszkał z rodzicami na Nowolipkach 72. To musiała być zamożna rodzina, skoro mogli pozwolić sobie na pomoc domową w getcie – przypomina Leokadia Silverstein, dawniej Hamersztein, która myła w ich mieszkaniu okna przed pierwszym świętem pesachowym w 1941 roku. Ojciec Chaima pracował w szopie stolarskim Hallmana – przed wojną był współwłaścicielem tej fabryki. Przy jego pomocy grupa Szlomo Winogrona podpaliła magazyny szopu w lutym 1943. W tamtej akcji brał udział także Chaim. Przed kwietniem Chaim skupował broń i przemycał ją do getta. W powstaniu był żołnierzem jednej z grup szomrowych. 29 kwietnia wydostał się kanałami na drugą stronę. Z Łomianek przeprowadzono go z grupą Merdka Growasa do lasów wyszkowskich. Wkrótce słuch zaginął o tej grupie żydowskich partyzantów. Przypuszcza się, że zostali zabici przez oddział NSZ-etu. Chaim Arbuz miał dwadzieścia dwa lata. Zachariasz Artsztajn urodził się w 1923 w Pruszkowie. Jego rodzice byli zdeklarowanymi syjonistami. Pięcioro rodzeństwa Zachariasza wyjechało przed wojną do Palestyny. Wielki


wpływ na chłopca miał Abraham Koziebrodzki, nauczyciel i wychowawca młodzieży żydowskiej w Pruszkowie. Zachariasz uczył się w Warszawie w żydowskim seminarium nauczycielskim Poznańskiego, działał we Frajhajcie i czekał na wyjazd do Kraju. Był jednym z bardziej znanych przywódców młodzieżowych w getcie warszawskim. W 1941 brał udział w konspiracyjnym seminarium Droru przy Dzielnej 34. (Nauczycielami dwudziestu młodych ludzi byli wówczas: Icchak Kacenelson, Janusz Korczak i Józef Sak). Potem przez jakiś czas pracował w odlewni stali w Ostrowcu, a w 1942 na farmie czerniakowskiej. (Tam było około stu chaluców i jakieś pięćdziesiąt osób niezorganizowanych, i trochę Polaków, ale oni pracowali osobno – pamiętała Hela Szuster Kron). Kiedy 18 stycznia 1943 Niemcy wpadli do domu przy Zamenhofa 58, Zachariasz siedział w pokoju i czytał Szaloma Alejchema. Niemcy weszli do mieszkania, a on siedział twarzą do drzwi i czytał. Kiedy go minęli, Zachariasz odwrócił się i strzelił któremuś w plecy. Zaraz po nim strzelił Henoch Gutman. Ktoś inny rzucił granat za uciekającymi. Meir Finkelsztajn został ciężko ranny. Zachariasz przeniósł kolegę do bezpieczniejszego mieszkania. Jego grupa, około czterdziestu chłopców, przeszła dachami na Muranowską 44. Potem bronili się na Miłej 34. W lutym 1943 Zachariasz Artsztajn brał udział w likwidacji agenta gestapo Alfreda Nossiga. 19 kwietnia Artsztajn dowodził dużą grupą uzbrojonych chłopaków. Oddział zajął pozycję na rogu Nalewek i Gęsiej i jako pierwszy ostrzelał wkraczających do getta Niemców. Zachariasz nie wyszedł z getta. Koledzy nie znaleźli jego grupy w ruinach. Zapisano, że Zachariasz Artsztajn został razem z Icchakiem Blausztajnem, Joskiem Farberem i innymi. Bronili się w bunkrach przy Nalewkach 34, 37, 38. Kiedy Nalewki przestały istnieć, Artsztajn przeszedł, zdaje się, na Bonifraterską. Szukał wyjścia na drugą stronę w okolicy Mylnej. Doktor Ryszard Walewski zapamiętał, że w drugiej połowie maja 1943 połączyli się żobowcy, pepeerowcy, żołnierze ŻZW i „dzicy” powstańcy. Żobowcom przewodził Zachariasz. Byli na Franciszkańskiej 22, walczyli na Bonifraterskiej 11/13 i tam, zapamiętał Walewski, zabili sześciu Niemców. Grupa Zachariasza czyściła też kanały z min. Chawka Folman powiedziała, że Zachariasz był bardzo męski, bo wysoki i barczysty. I że miał okrągłą twarz. A Antek Cukierman: że mówił żydowskim pełnym patosu i wykrzykników, ale że to był prawdziwy język. Eliezer Asz walczył w grupie młodzieży syjonistycznej Hanoar Hacyjoni na terenie szczotkarzy. Kiedy w nocy 20 kwietnia Marek Edelman przeprowadzał powstańców z terenu szczotkarzy do getta centralnego, Eliezer został ze swoją grupą na Wałowej. Szlomo Baczyński był jednym z najmłodszych w gettowym Haszomer Hacair. W powstaniu kwietniowym był żołnierzem w grupie dowodzonej przez Szlomo Winogrona na terenie szopów Toebbensa-Schultza. 29 kwietnia wyszedł kanałami z getta. Kiedy czterdziestoosobowa grupa dotarła do włazu przy Ogrodowej, Szlomo i Regina Fudem zdecydowali, że wrócą po pozostałych w getcie powstańców. Nie wiadomo, czy zginęli w kanałach, czy w getcie. Dwora Baran urodziła się w 1922 lub 1923 w Kowlu w rodzinie


pobożnego syjonisty, handlarza drobnym towarem. Uczyła się w hebrajskiej szkole powszechnej towarzystwa Tarbut i w zawodowej szkole ORT-u. W 1938 wyjechała do kibucu Borochowa w Łodzi. Kiedy wybuchła wojna, Dwora została w Łodzi, by pilnować kibucowego mienia. Po kilku tygodniach przyjechała do Warszawy i przyłączyła się do młodzieży chalucowej na farmie czerniakowskiej. Zaprzyjaźniła się tam z Helą Szuster. Razem nosiły ciężkie kosze z kapustą. Hela mówi, że Dwora była dziewczynką romantyczną. Kiedy utworzono październikowy ŻOB, wstąpiła do organizacji w oddziale Droru. W pierwszych dniach powstania kwietniowego walczyła w grupie Henocha Gutmana na terenie szczotkarzy, przy Św. Jerskiej i Wałowej. (Kazik Ratajzer poznał Dworę na Czerniakowie, przed powstaniem. Pamięta, że kiedy paliło się getto i czuć było swąd spalonych ciał, Dwora tęskniła za zapachem wołyńskich lasów). 1 maja Niemcy otoczyli bunkier na Franciszkańskiej 30. Znajdowała się tam duża grupa powstańców, wśród nich grupa Henocha Gutmana. Dwora odważnie wyszła z bunkra i rzuciła granatem w zaskoczonych Niemców. Tego dnia zginęli Abram Ejgier, Abram Diamant, Staszek Brylantsztajn i jeszcze dwóch powstańców. Żobowcy nie mieli innego schronienia, więc pozostali na Franciszkańskiej. Niemcy wrócili 3 maja. Zginęli wtedy: Berek Sznajdmil, Szaanan Lent, Zysie Papier, Cypora Lerer, Jurek Grynszpan, Izrael Mittelman, Stefa Rozen, Majorek Szerman i wielu innych, niezapamiętanych z imienia. (Kazika Ratajzera nie było już w getcie, kiedy 3 maja zginęła jego przyjaciółka Dwora Baran). Nate Bartmesser urodził się w 1923 w Mogielnicy, w biednej, pobożnej rodzinie. Nate uczył się w polskiej szkole powszechnej. Wcześnie zaczął pracować. Przy bracie krawcu uczył się zawodu na Muranowskiej 42. Nate należał do Frajhajtu, a potem do Poalej Syjon Prawicy. W getcie został przyjęty do grupy Droru. Wiadomo, że zginął w powstaniu kwietniowym. Heniek Bartowicz to imię powstańca kwietniowego, które dowódcy wpisali na listę zamordowanych żołnierzy Żydowskiej Organizacji Bojowej. Podali, że należał do PPR-u. Nie znalazłam żadnej wiadomości o Heńku Bartowiczu. Frania Beatus urodziła się w Koninie. Żydzi konińscy zostali zamknięci w getcie w Ostrowcu. 11 października 1942, w przeddzień likwidacji getta, Frania uciekła do Warszawy. Wracała do Ostrowca kilkakrotnie, by przewieźć do getta warszawskiego drorowców i szomrów: Berla Brojde, siostry Basię i Suję Sylman, Abę Gertnera, Icchaka Morgenlendera i innych. Niska, pyzata, hoża wiejska dziewczyna z grubym lnianym warkoczem. Wyglądała bardzo młodo, na nie więcej niż czternaście lat. Dobrze mówiła po polsku. I była odważna. Świetny materiał na łączniczkę – powiada Hela Schüpper. Franię wysłano na drugą stronę w styczniu 1943. Wynajęła mieszkanie przy rodzinie, gdzieś w Śródmieściu. 13 kwietnia czekała na Antka Cukiermana pod murami getta. Miała wysokie obcasy i damską torebkę, żeby nie wyglądać jak


smarkata. Wzięła Antka pod rękę i zaprowadziła na Marszałkowską 118. Była pierwszą łączniczką Cukiermana po polskiej stronie murów. Od 19 kwietnia Frania nie przestawała płakać i mówić o samobójstwie. Napominana przez Antka, wróciła do swoich obowiązków. Odbierała nocne telefony z getta od Tosi Altman i rano biegła do Cukiermana, by mu przekazać informacje. Organizowała kryjówki dla powstańców uciekinierów z getta. 1 maja, kiedy Kazik Ratajzer i Zygmunt Frydrych dotarli kanałami z getta do Anny Wąchalskiej, była tam Frania. Bardzo czekała na swojego chłopaka, który nigdy stamtąd nie wyszedł. Zdaje się, że ten chłopak nazywał się Dawid Szulman. 10 maja Frania zadzwoniła do Sary Biederman, która ukrywała się w mieszkaniu państwa Balickich. Mówiła o samobójstwie, prosiła, żeby ktoś przyszedł po rzeczy i po trzydzieści tysięcy złotych. Zostawiła dokładne rozliczenie i list do Antka Cukiermana. Jej ciała nigdy nie znaleziono. Nie wiadomo, jak umarła Frania Beatus. Miała siedemnaście lat. Chajka Bełchatowska, Halina [Szpigiel]3, urodziła się w 1919 w Warszawie. Jej matka była introligatorką, należała do JAF-u, bundowskiej organizacji kobiecej. Mieszkały na Smoczej 14. W getcie Chajka pracowała w bundowskiej kuchni na Nowolipiu i kolportowała bundowską prasę. Po Wielkiej Akcji była zatrudniona w szopie Roericha. W listopadzie 1942 roku Niemcy zabrali z szopów na Umschlagplatz kilkaset osób. Chajka była z bundowcami. Mieli w butach piłki, więc przepiłowali kraty. Pierwszy skakał Mosze Kojfman, bo miał dobre papiery i wierzył, że mu się uda. Potem trójka Błonesów, Brucha Einstein, Lola Wiernik, Baruch Zalcman, Minia Wajsgruz, Chajka Bełchatowska. Ostatni – opiekun grupy, późniejszy dowódca w powstaniu – Welwł Rozowski. W kwietniu 1943 walczyli razem na Smoczej na terenie szopów Toebbensa-Schultza. W tej grupie był też Bronek Szpigiel, chłopak Chajki. Wyszli z getta kanałami 30 kwietnia i samochodem ciężarowym zostali zabrani do Łomianek. A potem, 15 maja, do lasów wyszkowskich, do partyzantki. Chajka i Bronek byli w lesie do 22 sierpnia 1943. W czasie powstania warszawskiego ukrywali się z Maszą GlajtmanPutermilch i jej mężem Jakubkiem na Żelaznej 64, w mieszkaniu Władka Świętochowskiego. Przez chwilę Chajka i Bronek mieszkali przy Siennej 38. Wyjechali z Polski do Kanady w 1946. Mieszkali w Montrealu. Chajka długo chorowała, zmarła 27 marca 2002 roku. Hersz (Hirsz) Berliński urodził się w 1908 w biednej rodzinie tkacza na łódzkich Bałutach. Uczył się w chederze, a potem w koedukacyjnej żydowskiej szkole świeckiej im. Borochowa. (Kierownikiem był tam Chaim Kagan, ojciec Kazi Bergman, członek Poalej Syjon Lewicy. Kazia pamięta szkolną przyjaźń z Herszem). W 1923 wstąpił do Cukunftu, ale po roku przeszedł z grupą kolegów do młodzieżowego ruchu Poalej Syjon Lewicy. Hersz przewodził młodym tkaczom, których agitował przeciwko ideologii Bundu i PPS-u; namawiał do marzeń o Erec Israel. Ojciec jego wzbogacił się bardzo po Wielkiej Wojnie. Hersz wyprowadził się z domu i bywało, że organizował strajki w fabryczce ojca. We wrześniu 1939 opuścił Łódź. Do Warszawy dotarł po kilku przymusowych przystankach: w obozie w Rawie Mazowieckiej, w Częstochowie i w Łodzi. W getcie dostał pracę w szopie


Landaua. Hersz skupiał wokół siebie młodych sympatyków Poalej Syjon Lewicy. Został ich dowódcą w powstaniu kwietniowym. Jego grupa walczyła pod komendą Marka Edelmana na terenie szczotkarzy, a potem w getcie centralnym. Berliński wyszedł z getta 10 maja i jak inni, przez Łomianki, dotarł do lasów wyszkowskich. Po kilku tygodniach wrócił do Warszawy. Ukrywał się na Żoliborzu z Elkiem Erlichem, działaczem Poalej Syjon, i Polą Elster, łączniczką Żydowskiego Komitetu Narodowego. Zdaje się, że wówczas na prośbę Basi Bermanowej z ŻKNu zapisał swoje wspomnienia z getta. Cała trójka zginęła 27 września 1944. Nikt nie zna okoliczności ich śmierci. 29 kwietnia 1945 pochowano ich na cmentarzu żydowskim przy Okopowej. Franka Berman należała do grupy pepeerowskiej Pawła, czyli Arona Bryskina. Walczyła w powstaniu kwietniowym w getcie centralnym. Zginęła 8 maja 1943 roku w bunkrze na Miłej 18. Miała dwadzieścia dwa lata. Tosia Berman była najpewniej siostrą Franki. Prawdopodobnie należała do tej samej grupy PPR-u. Wiadomo, że 8 maja była na Miłej 18. Zginęła w bunkrze albo w komorze Treblinki razem z sześćdziesięcioma innymi wyprowadzonymi z Miłej 18. Sara Biederman (Biderman), Krysia Serafin, urodziła się w 1922 w Warszawie. Mieszkali przy Dzikiej 3. Mimo że jej rodzina była biedna, a ojciec nosił chałat, Sara ukończyła gimnazjum i w 1939 została studentką Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej. Mieszkała przy ulicy Pawiej. A potem w getcie. W czasie Wielkiej Akcji Sara ukrywała się z rodzicami w piwnicy przy Muranowskiej 44. Niemcy podpalili dom i wszystkich pognali na Umschlagplatz. Matka wypchnęła Sarę z pociągu. Potem Sara należała do Droru, pracowała na farmie czerniakowskiej. Do getta wróciła z chalucami w listopadzie 1942. W styczniu 1943 przyjęto ją do ŻOB-u. Zamieszkała z grupą bojową Beniamina Walda na terenie szopów Toebbensa-Schultza. 29 kwietnia wyszła kanałami z grupą powstańców poza mury. Chowała się na polach czerniakowskich z Rywką Moszkowicz. Kazik Ratajzer znalazł Sarę i zaprowadził do Heli Schüpper, która miała wtedy kryjówkę w Rembertowie. Mieszkała z nimi jeszcze jedna dziewczyna, Szoszana Langer z Akiby, którą też Kazik spotkał bezdomną na ulicy. Wszystkie trzy chciały iść do partyzantki i czekały na wyprowadzenie do lasu. Jakiś Polak wskazał Sarę Niemcowi na ulicy w Rembertowie. Chyba uciekała, dostała dwie kule w brzuch. Niemiec pewnie sądził, że nie żyje, bo ją zostawił. Z Rembertowa do Zielonki, potem dwa tramwaje – Sara dowlokła się do Warszawy, do mieszkania rodziców Heli Balickiej. Umieścili ją w szpitalu na Wolskiej. Marek Edelman pamięta inaczej: Sarę znalazł na ulicy jakiś chłop i zabrał ją na furze do szpitala Przemienienia Pańskiego na Zygmuntowskiej. Potem Irka Gelblum wzięła Sarę na Pańską 5, do mieszkania Zielonej Marysi i Jurka Grasberga. W powstaniu


warszawskim Sara jest z żobowcami, wchodzą do oddziału AL-u: Sara, Cywia Lubetkin, Icchak Cukierman, Marek Edelman, Kazik Ratajzer, Irka Gelblum i inni. Cukierman wysyła grupę Kazika na Leszno 18 po archiwum ŻOB-u. Papierów nie znajdują. Po kilku tygodniach łapią ich Niemcy. Sarę wywożą do obozu pracy. Po wojnie przez chwilę, Sara mieszkała przy Poznańskiej 38/119. W 1946 wyjechała do Palestyny. Zamieszkała w kibucu Jagur w Galilei, a później w kibucu Lochamej Hagettaot. Dużo przesiadywała u Chawki Folman, bo była bardzo samotna i chora na duszy. Z kibucu uciekła do dużego miasta, nigdy jednak nie przestała być samotna, nigdy nie wyzdrowiała. Była mądra, ale miała smutne życie, smutny los – mówi Chawka. Sara Biederman zmarła w 1972. Menachem Bigielman (Biegelman, Bejgelman) urodził się w Warszawie w 1919 w bardzo biednej rodzinie handlarza meblami. Mieszkał w żydowskiej dzielnicy, na Bonifraterskiej 19. Menachem nie skończył szkoły. Miał trzynaście lat, gdy zaczął pracować w warsztacie stolarskim. Miał siedemnaście lat, kiedy wstąpił do związków zawodowych i do ruchu chalucowego. Był skarbnikiem warszawskiej Hechaluc Hacair. Potem w getcie był stróżem domu przy Dzielnej 34. (Tam chaluce mieli swój kibuc). Menachem przyjaźnił się z Jaffą Lewender, która też należała do chaluców. W czasie powstania kwietniowego walczył w oddziale Berla Braude w getcie centralnym. 8 maja 1943 był w bunkrze na Miłej 18. Tego dnia Niemcy zaatakowali bunkier. Ciężko ranny i zatruty gazem, wydostał się z bunkra szóstym wyjściem. 10 maja wyprowadzono z getta kanałami około czterdziestu powstańców. Nie udało się wyprowadzić około trzydziestu. Kazik Ratajzer pamiętał, że w kanale zginęli Sewek Duński, Lejbl Rozowski, Bronka Manulak, Jechiel Górny, Adolf Hochberg, Pnina Zandman, Menachem Bigielman… Janek Bilak urodził się w 1920, najpewniej w Warszawie. Był uczniem CISzO, członkiem dziecięcego Skifu, a potem młodzieżowego Cukunftu. We wrześniu 1939 ruszył na wschód: z Białegostoku został wywieziony do Rosji. Po dwóch miesiącach zdołał wrócić do Warszawy z kolegami Lejbem Gruzalcem i Naftalim Leruchem. W getcie warszawskim miał rykszę do spółki z dwoma innymi bundowcami. Dzięki niej utrzymywał rodzinę. Był też bardzo pomocny podziemiu gettowemu: po Wielkiej Akcji mógł się poruszać legalnie między zamkniętymi obszarami. Mieszkał na terenie szczotkarzy i razem z Jurkiem Błonesem organizował grupy bundowskie. W żydowskim powstaniu walczył na swoim terenie. Z getta wyszedł kanałami 10 maja. Rankiem samochód ciężarowy stanął przy włazie na Prostej. Półżywi wciągali się na przyczepę. Samochód dowiózł wszystkich do zagajnika w Łomiankach. Grupa czekała na przyjęcie do polskiej partyzantki. Niektórzy wrócili do Warszawy, żeby ukryć się w mieście. Wielu zginęło, bo wydali ich okoliczni chłopi. Inni polegli


w akcjach lub zostali zabici przez polskich partyzantów. Janek był w leśnym oddziale z Chaną Kryształ i Gabrysiem Fryszdorfem. Do Warszawy wrócił w lipcu 1944. Ukrywał się przy Rakowieckiej 24 z Chaną Kryształ, Dowem Szniperem i Pniną Grynszpan. W pierwszych dniach polskiego powstania właścicielka wymówiła im schronienie. Zostali złapani na ulicy i z grupą Polaków zaprowadzeni na Szucha. Niemcy zwolnili kobiety i zabili wszystkich mężczyzn. Adina Blady-Szwajgier, Inka [Świdowska], urodziła się 21 marca 1917 w Warszawie. Mama Inki, Stefania Szwajgier była dyrektorką znanego żydowskiego gimnazjum żeńskiego Jehudyja. Ojciec, Icchak Szwajgier, wyjechał w 1927 roku do Palestyny i pisał lubiane książki dla dzieci. Inka Szwajgier ukończyła studia medyczne w Warszawie tuż przed wojną. W getcie warszawskim mieszkała z mamą na Św. Jerskiej 34 i pracowała w szpitalu Bersonów i Baumanów. Przed Wielką Akcją szpital przeniesiono na Umschlagplatz. Doktor Szwajgier ratowała dzieci przed śmiercią w Treblince: podawała im morfinę i dzieci umierały na szpitalnych łóżkach. (Kiedyś, pod koniec lipca, Inka wróciła ze szpitala i nie znalazła już mamy. Tylko kartkę pospiesznie zapisaną: bony wycięte, miód zapłacony). W styczniu 1943 Marek Edelman kazał Ince wyjść za mur. Nie chciała wyjść, bo nie chciała być sama, ale rozumiała, że potrzebni są swoi ludzie po drugiej stronie. Inka, łączniczka ŻOB-u, opiekowała się tymi, którzy nie mogli poruszać się po mieście. Nosiła broń, pieniądze, informacje. Kiedy po powstaniu kwietniowym było ich wielu po polskiej stronie, Inka i inne łączniczki biegały w ważnych sprawach aż do godziny policyjnej. W powstaniu warszawskim była lekarką w szpitalu na Starówce. Po wojnie – jednym z pierwszych ftyzjopediatrów. Pracowała w Warszawie i w Łagiewnikach. W Szczecinie założyła sanatorium dla dzieci chorych na gruźlicę i te dzieci nie chciały stamtąd wracać do domów. W 1986 napisała swoje wspomnienia na oddziale kardiologicznym doktora Edelmana. Inka Szwajgier zmarła 19 lutego 1993 na oddziale kardiologicznym doktora Edelmana w Łodzi. Marek Blank urodził się w Warszawie. W Gordonii prowadził zajęcia z młodszymi dziećmi. Mimo słabego zdrowia Marek wstąpił do grupy bojowej Eliezera Gellera na terenie szczotkarzy. Krótko przed powstaniem kwietniowym grupa Gellera została przeniesiona na teren szopów Toebbensa-Schultza. Marek miał przedostać się na stronę aryjską, żeby organizować pomoc. Znał przejście z terenu szczotek, nie zdążył jednak wyjść z getta. Przyłączył się do grupy bojowej na Św. Jerskiej. Zdaje się, że zginął na Franciszkańskiej 30 w pierwszych dniach maja. Miał dwadzieścia jeden lat.


Icchak Blaustein (Blausztajn, Blojsztajn) urodził się w 1923 w Żyrardowie, w bardzo biednej rodzinie. Był jeszcze dzieckiem, kiedy zaczął pracować. Nie skończył szkoły powszechnej. Należał do Frajhajtu w Żyrardowie. W getcie warszawskim uczył się na seminarium chalucowym przy Dzielnej 34. Z Zachariaszem Artsztajnem i innymi chłopcami brał udział w organizowaniu podziemia zbrojnego. W powstaniu był komendantem grupy bojowej Droru w getcie centralnym. Zginął w nieznanych okolicznościach. Abrasza Blum pochodził z Wilna. Urodził się 11 września 1905. Po studiach na politechnice w Gandawie w 1929 przyjechał do Warszawy. Nie znalazł pracy w swoim zawodzie, więc na Uniwersytecie Ludowym przy Krochmalnej uczył francuskiego i astronomii. Należał do młodej kadry przywódców Bundu. (Zdaje się, że był jedynym, który zdecydował się zostać w Warszawie po wrześniu 1939). Był członkiem podziemnych władz swojej partii przez cztery wojenne lata. Reprezentował Bund na międzypartyjnych naradach w getcie, został członkiem prezydium Komitetu Koordynacyjnego ŻKN-u i Bundu. Nie chciał wyjść za mur, choć miał po drugiej stronie rodzinę. Słabej kondycji fizycznej, bojowiec bez broni, zapalał ludzi do walki słowem i czynem. Bardzo słuchano jego głosu, bo Abrasza był skromny i mądry. W powstaniu był razem z bundowskimi żołnierzami ŻOB-u, którymi dowodził Marek Edelman, ideowy wychowanek Bluma. 5 maja grupa Marka była gdzieś w suterenie. Temperatura dochodziła do pięćdziesięciu stopni, bo paliło się getto. Niemcy wykuwali w murach otwory na dynamit. Zakładali ładunek w sąsiednim pomieszczeniu. Rozebrani prawie do naga powstańcy leżeli pod łóżkami, bo tam było najchłodniej. Nikt już nie reagował. Abrasza podszedł do Marka: „Ja myślę, że stąd wyjdziemy”. I wtedy Marek ruszył ludzi, przeprowadził ich w inne miejsce. Taka była moc słowa Abraszy – mówi Marek Edelman. 9 maja Blum wszedł do kanałów z Markiem Edelmanem i Celiną Lubetkin z bunkra przy Franciszkańskiej 22. (Na drugą stronę muru wyszło trzydziestu powstańców, może kilku więcej). Na czas organizowania bezpieczniejszego miejsca Abrasza zamieszkał u Władki Peltel, przy Barokowej 2. Dozorca wydał ich Niemcom. Abrasza Blum próbował uciec, zsuwając się z trzeciego piętra po prześcieradłach. Spadł i ciężko potłuczony został zabrany na gestapo. Być może udałoby się wykupić Abraszę Bluma, tak jak wykupiono Władkę Peltel. Zbyt szybko jednak przewieziono go z posterunku na Daniłowiczowskiej w Aleje Szucha. Zginął najpewniej 20 maja. Tola Blumenfeld należała do PPR-u. Była łączniczką ŻOB-u. Sprzedawała kwiaty pod murem getta. I jeszcze wiadomo, że była córką rabina, że była bardzo młoda i miała krótkie, jasne włosy. Zdaje się, że po powstaniu kwietniowym ukrywała się z innymi ocalałymi z getta w piwnicy na


Miodowej 14 lub 24. I tę kryjówkę wydali polscy sąsiedzi. Tola miała osiemnaście lat. Guta Błones urodziła się w 1917 albo 1921 w Warszawie. Była starszą siostrą Jurka i Luśka. Uczyła się w szkole CISzO i w zawodowej szkole ORT-u. Działała w dziecięcym Skifie, a potem w Cukunfcie. Ich matka zmarła młodo, więc Guta zajmowała się braćmi i domem. Mieszkali przy Smoczej. W getcie rodzeństwo trzymało się razem. Guta pracowała w kuchniach ludowych. W swoim mieszkaniu przy Nowolipiu 67 ukryli powielacz. Jurek Błones i Marek Edelman drukowali tam gazety bundowskie, a dziewczyny roznosiły je po getcie. Po Wielkiej Akcji Błonesowie mieli zatrudnienie w szopie Roericha. W listopadzie 1942 roku Guta, Jurek i najmłodszy Lusiek zostali zabrani z szopu na Umschlagplatz. W pociągu byli w grupie bundowców z Chajką Bełchatowską i innymi. Postanowili wyskoczyć. Zdaje się, dziesięć osób. Wszyscy wrócili do getta. W powstaniu kwietniowym byli razem na terenie szczotkarzy. Guta prowadziła gospodarstwo dla powstańców i z braćmi rzucała granaty. 10 maja wyszli z Franciszkańskiej. Kanałami, po kilkunastu godzinach, dotarli na Prostą. Kazik Ratajzer i Krzaczek przewieźli ich ciężarówką do Łomianek. Potem mieli się przyłączyć do partyzantów w lasach wyszkowskich, ale Jurek ciężko zachorował. Guta też była chora. Postanowiono ukryć ich w Płudach. Zygmunt Frydrych ich tam zaprowadził. Zostali wydani Niemcom przez Polaka, który obiecał im schronienie. Wszystkich zastrzelono na miejscu. To było najpewniej 13 maja. Icchak Błones urodził się w Warszawie. Rodzina mieszkała przy Św. Jerskiej 28. Icchak był w grupie Hanoar Hacyjoni Jakuba Praszkiera. W czasie powstania walczyli na terenie szczotkarzy. Praszkier nie wyprowadził swojej grupy do getta centralnego. Jego powstańcy zginęli razem z cywilami, kiedy Niemcy wysadzili bunkier przy Wałowej 8. Icchak Błones miał niespełna dwadzieścia dwa lata. Jurek Błones urodził się w Warszawie w 1920 lub 1924. Był wychowankiem szkoły CISzO im. Michalewicza na Miłej. Miał dziesięć lat, gdy wstąpił do Skifu, potem należał do Cukunftu. Jurek został mechanikiem samochodowym. W getcie działał w podziemiu bundowskim. Najpierw drukował i kolportował gazetki, a potem organizował zakup i transport broni. Często wychodził z getta. Chudy, dość wysoki, jasny – miał bezpieczną urodę. Umiał skakać przez mur. Jurek był zapaleńcem, to on przekonał Michała Klepfisza, żeby produkować koktajle Mołotowa i nosić je do getta. W powstaniu kwietniowym został dowódcą grupy bojowej na terenie szczotkarzy. Potem, kiedy szczotki zaczęły się palić, grupy Błonesa, Gutmana, Berlińskiego i Grynszpana pod dowództwem Marka Edelmana przedarły się do getta centralnego, na Franciszkańską 30. 10 maja 1943 Guta, Jurek i Lusiek wyszli kanałami na drugą stronę murów. Razem z innymi przewieziono ich do Łomianek, a po kilku dniach do lasów wyszkowskich. Tam Jurek ciężko zachorował. Miał wysoką gorączkę i trzeba go było natychmiast zabrać z lasu. Postanowiono, że Zygmunt Frydrych znajdzie dla niego miejsce w Płudach, gdzie ukrywała się Róźka Klog-


Wasserman. Do lasu po Jurka pojechał Celek Celemeński i chyba Antek Cukierman. Na miejscu postanowili, że zabiorą również chorą Cimeret Wachenhojzer, osiemnastoletnią Fajgele Goldsztajn, która się bardzo Jurkiem opiekowała (ona nie walczyła w powstaniu, poznali się z Jurkiem na Franciszkańskiej 30, i od wtedy byli parą), a także Gutę i Luśka Błonesów. Zygmunt Frydrych przejął samochód z pasażerami na placu Wilsona. Płudy były niedaleko, po drugiej stronie Wisły, na terenie dzisiejszej Pragi. Polak, który miał ich ukryć, sprowadził policję. (Władka Peltel napisała, że Niemcy ich skuli i poprowadzili przez Płudy z kartkami na piersiach: „żydowscy bandyci, będą zastrzeleni, tak rozprawimy się z Żydami i z tymi, którzy będą im pomagać). Wszystkich zastrzelono pod drewnianym płotem, naprzeciwko domu Polaka. W 1946 pochowano ich – pięciu bundowców i szomerkę – na cmentarzu żydowskim w Warszawie. Lusiek Błones, Eliezer, był najmłodszym powstańcem. Miał trzynaście lat, kiedy dzielnie walczył w kwietniu 1943. Lusiek Błones był łącznikiem między grupami bojowymi w getcie. W czasie obrony przy Franciszkańskiej 30 Niemcy przestrzelili mu wargę. (Luśka cierpliwie karmiły wtedy dwie prostytutki). Z getta wyszedł kanałami 10 maja. Był w Łomiankach, potem krótko w lasach wyszkowskich. Zabrano go z chorym bratem i siostrą do bezpieczniejszego miejsca. Powstańcy zostali wydani Niemcom przez Polaka, który obiecał dać im schronienie. Wszystkich zastrzelono na miejscu, w Płudach. A chłop skarżył się potem we wsi, że dostał za małą nagrodę za Żydów. Melach Błones urodził się w Warszawie. Był młodszym bratem Icchaka. Przed wojną należał do Akiby. Jego grupa pod dowództwem Berla Braude zakwaterowana była na Miłej 29 i walczyła na terenie getta centralnego. Melach zginął 8 maja 1943 w bunkrze na Miłej 18. Miał około dziewiętnastu lat. Mosze Izrael Bojm (Baum) urodził się w 1919 roku w Jeżowie koło Łodzi. Był wysoki, postawny i zawsze nosił harcerski mundur. Pewnie dlatego nazywano go jeżowskim generałem. Pochodził z religijnego domu. Miał w sobie taką chasydzką żarliwość dla spraw zupełnie niereligijnych. I jak chasydzi był rozśpiewany. Po kilku okupacyjnych miesiącach przyjechał do Warszawy. W getcie mieszkał w komunie i występował w hebrajskim kółku dramatycznym. W powstaniu kwietniowym należał do grupy bojowej Hanoar Hacyjoni Jakuba Praszkiera. Tak jak inni z grupy Praszkiera, nie wyszedł z terenu szczotkarzy. N. Goldman zapisał w swojej relacji z 1944, że bojowiec Bojm został złapany przez patrol niemiecki w nocy, pod koniec czerwca 1943 roku. Zastrzelono go na miejscu, gdzieś na Św. Jerskiej. Chawa Bonder (Brander) walczyła w pepeerowskiej grupie Heńka Kawe. Zginęła 27 kwietnia w bunkrze przy Lesznie 74. Bernard Borg (Bork) urodził się 15 stycznia 1906 w Warszawie. Mama miała na imię Edla,


a ojciec nazywał się Jakób Lewenberg, był urzędnikiem. (Gdzieś zapisano, że Bernard w 1939 mieszkał na Gęsiej 29). Wcześnie zaczął pracować na swoje utrzymanie i wcześnie zaczął komunizować. Od 1926 był członkiem Związku Młodzieży Komunistycznej, a od 1931 należał do Komunistycznej Partii Polski. Za działalność polityczną kilkakrotnie był aresztowany. W getcie warszawskim związał się z pepeerowskim podziemiem. W powstaniu kwietniowym walczył na terenie Toebbensa-Schultza. W swojej relacji Borg wymienia komendanta Mietka Goldsztajna, Róźkę [Rozenfeld?], Rywę [Szmutke?], towarzysza Rybę. Z Leszna 74 wycofali się na Leszno 76, a potem na Nowolipie 63, gdzie połączyli się z grupą Heńka Kawe. 1 maja pepeerowcy spotkali się w bunkrze przy Lesznie 74. Mieli tam radio. Wszyscy z czerwonymi znaczkami w klapach wysłuchali pierwszomajowego rozkazu wielkiego Stalina. Było ich siedemnaścioro: dwunastu mężczyzn i pięć kobiet. Przemawiał towarzysz Szachne. 7 maja, kiedy bunkier został wykryty, na Lesznie 74 (kanał stamtąd prowadził na podwórko Leszna 71, za mur) znajdowało się około stu pięćdziesięciu cywili i kilku powstańców. (Wtedy zastrzeliła się Itka Hejman). Niemcy wysadzili wejście i pognali wszystkich na Umschlagplatz. Bernard Borg został wywieziony do Treblinki, był też w obozach na Majdanku i w Auschwitz. Po wojnie mieszkał na Pradze i został przewodniczącym żydowskiego komitetu w Warszawie. Pracował w ruchu spółdzielczym, był urzędnikiem i działaczem kulturalnym, reprezentował powstańców getta warszawskiego na akademiach i uroczystościach. Zmarł 17 maja 1968 w Warszawie. Roman Born-Bornstein urodził się 14 stycznia 1898. Brał udział w kampanii wrześniowej. Był lekarzem. W getcie wykładowcą na tajnym wydziale lekarskim. W swojej relacji o wyjściu z getta napisał, że po raz trzeci próbował się przedrzeć na polską stronę w nocy z 8 na 9 maja. Tym razem był w grupie ze Szlamkiem Szusterem, Adolfem Hochbergiem, Merdkiem Growasem, Abraszą Blumem. W kanałach spotkali Kazika. Ta kilkunastoosobowa grupa podzieliła się na dwie. Jedna wróciła do getta po powstańców z Franciszkańskiej 22 i po grupy Artsztajna, Blausteina i Farbera, które kryły się na Nalewkach 37. Druga grupa, w której był Roman Bornstein, czekała pod włazem na Prostej. Z getta zostali sprowadzeni tylko ci z Franciszkańskiej, nie znalazła się grupa Artsztajna z Nalewek. (Pnina Papier też wychodziła kanałami w nocy z 8 na 9 maja. Była w grupie, która spotkała Kazika Ratajzera. Pnina inaczej zapamiętała tamtą noc). Właściwie nie wiadomo, czy Born-Bornstein był powstańcem. (Marek Edelman mówi, że tylko powstańcy wychodzili kanałami tamtej nocy). Po wyjściu z getta został naczelnym lekarzem Polskiej Armii Ludowej w stopniu kapitana. A w powstaniu warszawskim walczył w zgrupowaniu „Chrobry II” i szefował służbie sanitarnej w Śródmieściu. Po wojnie mieszkał w Szwecji.


Tuwia Borzykowski, Tadek, urodził się w 1910 w Łodzi. Przed wojną mieszkał w Radomsku. Mama miała na imię Chaja, a ojciec Szlama. Tuwia był krawcem i działaczem organizacji syjonistycznych. Samouk, miłośnik literatury żydowskiej i wyznawca idei Borochowa. W połowie 1940 roku przyjechał do Warszawy. Związał się z kibucem drorowskim na Dzielnej 34, prowadził wykłady z literatury proletariackiej. W 1942 mieszkał i pracował z młodzieżą chalucową na farmie czerniakowskiej. Trochę próbował być łącznikiem, ale nie bardzo dawał sobie radę: miał zbyt żydowski wygląd i ciągle go szantażowano. 18 stycznia 1943 Niemcy zaskoczyli chłopców z Droru i Gordonii w ich mieszkaniu na Zamenhofa 58. Żobowcy mieli trzy pistolety i trzy granaty, drągi metalowe, kije, butelki. Kiedy Niemcy wtargnęli do pokoju, pierwszy strzelił Zachariasz Artsztajn. Grupa wycofała się ośnieżonymi dachami na Muranowską 44. Tuwia musiał pójść do kryjówki, bo nie miał broni. Schował się w schronie Naftalego Nusenblata, działacza Akiby, na Muranowskiej 44. (Potem, w powstaniu, ukrywało się tam około sześćdziesięciu osób. Czasem przychodzili żobowcy: Tosia Altman, Lutek Rotblat, Rywka Pasamonik). 19 kwietnia grupa Artsztajna, do której przypisany był Borzykowski, zajęła pozycje na Nalewkach 33. Tuwia stał na balkonie wychodzącym na róg Gęsiej i Nalewek. Niemcy otoczyli getto o szóstej rano. Kiedy oddziały niemieckie zbliżały się do trójkąta ulic: Gęsia, Nalewki i Franciszkańska, grupa Artsztajna zaatakowała pierwsza. Chłopcy strzelali z pistoletów, rzucili kilka granatów i bomb własnej produkcji. Zwarte oddziały niemieckie na chwilę zmieniły się w małe grupy przyklejone do muru. 24 kwietnia rano Tuwia, Halina, Jeremiasz z Haszomer Hacair i Dorka Goldkorn z PPR-u po raz pierwszy zeszli do kanałów w poszukiwaniu wyjścia. Po kilkugodzinnej wędrówce doszli do kolejnej studzienki. Mieli nadzieję, że są poza gettem. Kiedy otworzyli klapę, zobaczyli przed sobą mur. Halinę i Dorkę zaaresztowali granatowi policjanci. Jeremiasz próbował uciekać i został zastrzelony na miejscu. Kula wystrzelona do wychodzącego z kanału Tuwii trafiła znajdującego się tuż za nim. Tuwia zsunął się znów do kanału i z rannym na plecach rozpoczął powrotną wędrówkę. Słyszał wybuch granatu przy włazie. 7 maja kolejna grupa próbowała znaleźć drogę kanałami za mur. Na rogu Zamenhofa i Wołyńskiej zostali zaatakowani przez Niemców: czterech żobowców zostało rannych, trzech – Borzykowski, Growas i Kanał – skryło się w ruinach. Dotarli na Miłą 18, ale nie znaleźli już tam nikogo. Tuwia wszedł do kanałów po raz kolejny 9 maja. Był w grupie z Adolfem Hochbergiem, Szlamkiem Szusterem, Merdkiem Growasem, Abraszą Blumem, Jurkiem Błonesem i Pniną Grynszpan (Pnina pamięta, że było ich dziesięcioro). Błądząc pod ziemią przez wiele godzin, cudem spotkali Kazika Ratajzera, który szukał w getcie ostatnich powstańców. W lesie Tuwia zachorował na tyfus. Miał czterdzieści stopni gorączki i ani doktor Skórnik, ani doktor Kirjasefer nie mogli nic pomóc. Trzeba go było zabrać do Warszawy. Był pierwszym, który wrócił z lasu. 17 maja Antek i Kazik, którzy go prowadzili na Krzyżanowskiego do pani Anny Wąchalskiej, udawali pijanych, bo Tuwia bardzo się zataczał. Potem w powstaniu warszawskim walczyli razem w grupie żobowskiej na barykadzie przy Mostowej. 27 sierpnia grupa przedostała się kanałami na Żoliborz. Po upadku powstania żobowcy nie wyszli z Warszawy. Skryli się w piwnicy przy Promyka, gdzie dotrwali do połowy listopada.


Wyprowadzeni przez patrol sanitarny, trafili do szpitala w Boernerowie. Końca wojny doczekali w podwarszawskich miasteczkach. Tuwia Borzykowski znalazł schronienie we wsi Blizno, w domu, w którym Felek Rajszczak wybudował skrytkę. Lodzia Hamersztein przeprowadziła Tadka do mieszkania w Brwinowie. Po wojnie Tuwia Borzykowski pracował w redakcji „Unzer Wort” w Łodzi. W 1949 opublikował swoje wspomnienia w jidysz, ale cenzor kazał książkę zniszczyć. W tym samym roku Tuwia pojechał do Izraela ze swoją przyjaciółką Lodzią. Razem z innymi ocaleńcami z Warszawy budowali kibuc Lochamej Hagettaot. Lodzia wyjechała do Ameryki w 1968. Tuwia został w kibucu i układał kafelki. Był samotny, nie miał rodziny, przyjaźnił się z Celiną i Antkiem. Zmarł w 1959. To był pierwszy grób na cmentarzu kibucowym. Berl Braude (Brojde) urodził się około 1920 w Słonimiu. Był młodym aktywistą Frajhajtu. Przygotowywał się do życia pioniera w Erec Israel na kursach w łódzkim kibucu Borochowa. Kilka miesięcy po wybuchu wojny przeniósł się do Warszawy i zamieszkał w komunie chalucowej przy Dzielnej 34. W czerwcu i lipcu 1940 był sekretarzem kibucu w Ceranowie, niedaleko Małkini. (Chawka Folman była z Berlem na tej farmie). W dzień chaluce pracowali na folwarku u polskiego dziedzica, a wieczorami śpiewali piosenki hebrajskie i słuchali pogadanek Berla. Jesienią 1941 Berl został wysłany przez swoją organizację do Ostrowca, żeby przygotować grupę drorowców do samoobrony. Na kilka miesięcy przed powstaniem Chawka Folman przywiozła go do Warszawy. Jechali dorożką. Berl z zabandażowaną głową, bo miał żydowskie oczy i kruczoczarne włosy – zbyt niebezpiecznie wyglądał. (Antek Cukierman powiedział o nim, że był intelektualistą i miał żydowski wdzięk). 29 listopada 1942 Berl Braude zastrzelił agenta gestapo Izraela Firsta. (Wyrok został wykonany na ulicy Gęsiej, kiedy First wracał do swego domu przy Muranowskiej). 17 stycznia 1943 Niemcy złapali grupę Berla Braude i pognali na Umschlagplatz. Berl wyskoczył z pociągu gdzieś niedaleko Treblinki. Wrócił do Warszawy. W lutym 1943 został mianowany dowódcą grupy bojowej Droru w getcie centralnym. W pierwszych dniach powstania kwaterowali na Miłej 29, w pobliżu Muranowskiej 44. Walczyli na Miłej i Zamenhofa. 8 maja 1943 Berl Braude był w bunkrze przy Miłej 18. Ranny, nie mógł do siebie strzelić, poprosił o pomoc kolegę. Staszek Brylantsztajn urodził się w Warszawie, w domu zamożnych rodziców. Neustadt zapisał, że Staszek wychowywał się na żydowskim Nowolipiu, Masza Glajtman-Putermilch pamiętała, że miał głuchoniemego brata i mieszkał w polskiej dzielnicy. Był uczniem podstawowej szkoły CISzO przy Karmelickiej 29, członkiem Skifu, a potem Cukunftu. Późno, zdaje się, tuż przed powstaniem, przyłączył się do podziemnego Bundu i do ŻOB-u. Walczył w grupie Jurka Błonesa. Zanim zginął na Franciszkańskiej 30, prosił Marka Edelmana o jakiś adres po drugiej stronie. „Jeszcze za wcześnie” – odpowiedział Marek, bo nie miał żadnego adresu. Masza Glajtman-Putermilch pamiętała, jak kiedyś leżeli na ziemi w piwnicy, strasznie gorąco było, bo domy rozpalone. Staszek jej wtedy powiedział: „Ja bym tak chciał zginąć, żeby kula mi tu weszła i tu wyszła”. Masza widziała go zabitego – miał przestrzeloną głowę. Staszek


Brylantsztajn zginął 2 maja na Franciszkańskiej 30. Został tam pochowany z czteroma innymi żobowcami. Aron Bryskin, Paweł, urodził się w 1912 w Warszawie. Jego rodzice pochodzili z Białorusi. Dziadek Aron był nauczycielem i pewnie po nim Paweł dostał swoje żydowskie imię. Ojciec Bernard był agentem handlowym. (Jeszcze na Litwie zdał egzamin rabinacki w znanej jesziwie, ale postanowił „wrócić do pytania”, czyli odejść od wiary. Ożenił się z Miriam, najpiękniejszą dziewczyną w okolicy, i wyruszył z nią do Warszawy. W latach trzydziestych oślepł. Uważał, że to była kara, i dlatego „wrócił do wiary”). Mieszkali na Gęsiej 33. Aron był najmłodszym synem, czwartym dzieckiem. (Tylko Sonia przeżyła wojnę, była w Rosji). Aron skończył szkołę rzemieślniczą na Stawkach 36 i pracował w fabryce metalowej Klajnmana przy Okopowej. To on wymyślił sobie imię Paweł, bo nie wymawiał „r” i konspirował. Był kilkakrotnie aresztowany za swoje komunizowanie. Tuż po wybuchu wojny został wypuszczony z więzienia i wyjechał do Białegostoku, a stamtąd dalej, w głąb Rosji. Pracował na żydowskiej farmie gdzieś na Krymie. Gdy Niemcy weszli do Rosji, w 1941, Aron przebił się z powrotem do Warszawy, bo chciał być z rodzicami w getcie – napisał Eryk Kamieniecki, syn Soni, siostrzeniec Pawła. W getcie związał się z podziemiem pepeerowskim. Pracował w szopie Brauera na Nalewkach 28–38. W powstaniu kwietniowym dowodził grupą PPR-u w getcie centralnym. 24 kwietnia, w dzień, razem z Lutkiem Rotblatem i kilkunastoma powstańcami przeprowadził kilkuset ludzi z bunkra płonącego domu przy Miłej 29 do bunkra na Miłej 9. Tam, na trzech wielkich podwórkach i w piwnicy, koczowały setki uciekinierów. Kiedy płomień przeniósł się z ul. Meiselsa na Miłą 9, powstańcy przebili się na Miłą 18. 7 maja Anielewicz wysłał Pawła z grupą żobowców, by szukali drogi z getta. (W tej grupie byli: Hela Schüpper, Szymon, Icchok Suknik, Lilka Zimak i kilku niemieckich Żydów, którzy przyszli do getta z farmy czerniakowskiej). Mieli adres Cukiermana przy Marszałkowskiej. Według planu mieli wyjść z kanału na Bielańskiej, ale szli długo, od północy do piątej rano, i zabłądzili pod ziemią. Wyszli w pobliżu parku Krasińskich. Natychmiast zostali zauważeni przez polskich policjantów i niemiecki patrol. Strzelając, próbowali uciekać w różnych kierunkach. Hela Schüpper biegła z Pawłem. Dogonili ją policjanci, ale zdołała się wyrwać i schować w jakichś ruinach. Pawła straciła z oczu. 27 maja dozorca domu przy Miodowej 14 lub 24 wydał ukrywających się Żydów Niemcom. To była grupa Pawła Bryskina: Zygfryda Simson – jego przyjaciółka, Icchok Suknik, nazywany Kozą, Wanda Ochron, Lilka Zimak. (Rzekomo, jakiś czas potem dozorca został rozstrzelany przez GL).


Niniejsza darmowa publikacja zawiera jedynie fragment pełnej wersji całej publikacji. Aby przeczytać ten tytuł w pełnej wersji kliknij tutaj. Niniejsza publikacja może być kopiowana, oraz dowolnie rozprowadzana tylko i wyłącznie w formie dostarczonej przez NetPress Digital Sp. z o.o., operatora sklepu na którym można nabyć niniejszy tytuł w pełnej wersji. Zabronione są jakiekolwiek zmiany w zawartości publikacji bez pisemnej zgody NetPress oraz wydawcy niniejszej publikacji. Zabrania się jej od-sprzedaży, zgodnie z regulaminem serwisu. Pełna wersja niniejszej publikacji jest do nabycia w sklepie internetowym Gazetta.


Odczytanie listy. Opowieści o warszawskich powstańcach Żydowskiej Organizacji Bojowej