{' '} {' '}
Limited time offer
SAVE % on your upgrade.

Page 1

fot. Marcin Kadziolka / Shutterstock.com

KRZYŻÓWKA W ŚRODKU str. 24

ROZMOWA Z ADAMEM MAŁYSZEM Jak wygląda życie po skokach?

ISSN 2450-7512 nr 76 STYCZEŃ 2020

NIE DAJ SIĘ ZIMIE Jak zadbać o odporność?

TAK RODZIŁ SIĘ JAZZ

Z szemranych klubów do prestiżowych sal koncertowych


Zwycięski artykuł konkursu „Konceptu”

Magdalena Zając

Być jak Leonardo da Vinci.

O edukacyjnym (de)konstruowaniu ludzkiego intelektu

M

iliony zainteresowań i próbowanie swoich sił w wielu dziedzinach płynie pomiędzy czerwonymi krwinkami człowieka już od urodzenia. Manipulowanie rozmaitymi przedmiotami, poznawanie świata za pomocą zmysłów, błotne kąpiele połączone z marzeniami o wykonywaniu wszystkich zawodów świata nie są przypadkowe – wielopłaszczyznowy rozwój jest wpisany w ludzką naturę i to właśnie tego człowiek już od najmłodszych lat poszukuje, otaczając się rozmaitymi bodźcami, które pozwalają zrozumieć złożoność otaczającego go świata. Ma to miejsce aż do momentu, gdy smyk przekroczy progi szkoły, które ze swobodnym poznaniem mają niewiele wspólnego. Za to specjalizuje się w zawężaniu zainteresowań i wpajaniu przekonania, że uczeń dobry czy nawet wzorowy nie może mieć na świadectwie szóstki z matematyki i języka polskiego, bowiem są to dziedziny zbyt odległe, aby ludzki umysł pojmował je jednocześnie. Intellectus to łacińskie słowo odnoszące się do zdobywania i wykorzystywania wiedzy w dosłownym tłumaczeniu oznacza nic innego jak postrzeganie, poznanie. Jak się wobec tego okazuje, samo znaczenie terminu, który w naukach społecznych pojawia się nader często, jest znacznie szersze aniżeli to, które istnieje w świadomości społecznej. Oznacza ono bowiem różnoraką wiedzę połączoną z umiejętnościami i jej praktycznym zastosowaniem, aczkolwiek nie jest to jedynym zadaniem, które

stoi przed współczesnymi nauczycielami. Trudno mówić o szerokich horyzontach, zapominając o przekazywaniu kulturowych treści, które powoli zanikają. Pytania wkraczające na grunt metafizyki i transcendentnego poznania nurtują nie tylko wielkich filozofów tego świata, ale w sposób szczególny młodych ludzi, poszukujących składników własnej tożsamości. Brak takich przedmiotów jak filozofia czy etyka, które wcale nie znajdują się w opozycji do nauki religii, powoduje, że to, co znajdowało się dotychczas za zasłoną niewiedzy,

specjalistów w danej branży. Coraz mniej ludzi pragnie podążać śladami Platona czy Leonarda da Vinci, którzy poza tym, że byli specjalistami w określonych dziedzinach, charakteryzowali się olbrzymią wiedzą na temat otaczającego ich świata, czym starali się dzielić z kolejnymi pokoleniami. Ich współcześni edukacyjni naśladowcy muszą się jednak liczyć ze społecznym ostracyzmem, bowiem „Sokrates został zgładzony przez <mieszkańców jaskini> za to, że zaczął <mieszać> w ich tradycyjnych wyobrażeniach i pragnął pokazać dro-

Pytania wkraczające na grunt metafizyki i transcendentnego poznania nurtują nie tylko wielkich filozofów tego świata, ale w sposób szczególny młodych ludzi, poszukujących składników własnej tożsamości. nie może zostać przez młodych ludzi samodzielnie odkryte. Człowiek opuszczający mury współczesnej placówki niestety bardzo często jest już wąsko ukierunkowanym produktem systemu, uformowanym w taki sposób, aby w nim się odnaleźć. Mniejsza liczba różnych przedmiotów na kolejnych etapach edukacji zamiast konstruować, dekonstruuje młodzieńczy intelekt, nie ucząc samodzielnego, krytycznego myślenia ani formułowania pytań. Bazowanie na wąskiej ścieżce kształcenia kierunkowego prowadzi do odnajdywania się wyłącznie w określonej dziedzinie i zainteresowania jedynie tym, co się z nią wiąże, oraz często powoduje ograniczenie relacji międzyludzkich do wąskiej grupy

gę do prawdziwego poznania”. Światli, rozwinięci przez system edukacji ludzie, których intelekt i głód wiedzy winien być rozbudzony do granic możliwości, coraz częściej nie pragną odwrócenia się od ściany i zbadania tego, co znajduje się poza platońską jaskinią. Jak głosi postmodernizm, którego wychowankami jest pokolenie ludzi masowo kończących zazwyczaj wąsko wyprofilowane uczelnie wyższe, skonstruowany przez nasz intelekt świat nie musi tworzyć spójnej koncepcji. Fragmenty różnego rodzaju nurtów i idei połączone w sposób mniej lub bardziej losowy uzasadnia się „własną prawdą”, do której każdy człowiek ma prawo. A niestety, pozostanie w platońskiej jaskini jest także ludzkim prawem.


Mateusz Zardzewiały

Patointeligencja albo esencja hip-hopu

ówi się, że na dobre rzeczy trzeba czekać. Pewnie dlatego najważniejszy hip-hopowy utwór minionego roku miał swoją premierę dopiero w grudniu. Chodzi oczywiście o „Patointeligencję” Maty. Ten singiel wjechał do sieci z przytupem, wywołując małe trzęsienie ziemi. Siła rażenia była na tyle duża, że utwór przebił się nawet do świadomości ludzi na co dzień niemających styczności z hip-hopem – co widać było po licznych reakcjach w mediach społecznościowych. I jak to w podobnych przypadkach często bywa, nie obyło się bez bolesnych zderzeń. Bo i bolesna jest sama treść utworu – pochodzący od słowa „patologia” pierwszy człon tytułu mówi wszystko. Niestety nie wszyscy pamiętają lekcje z młodości. Już w szkole podstawowej uczono nas podstaw interpretowania dzieł kultury. Tymczasem wielu krytyków „obyczajów bogatej młodzieży” najwidoczniej

M

zapomniało, co to jest hiperbola, nie mówiąc już o niedopuszczalnym utożsamianiu podmiotu lirycznego z twórcą. Ale nieważne, nie jestem tu po to, by krytykować krytyków. Wróćmy do „Patointeligencji”. W końcu w ramach nowego roku powinniśmy się raczej cieszyć i ja właśnie cieszyć się chcę. Bo tym singlem Mata uratował staczający się hip-hop. Jak to możliwe? Przenieśmy się do lat 90. XX wieku, kiedy to na polski grunt przeniesiono trendy muzyczne zza wielkiej wody. Wówczas rap był przede wszystkim głosem wykluczonego pokolenia, młodych ludzi, którzy przez trudności spowodowane transformacją ustrojową stanęli naprzeciw wyjątkowo wyboistej drogi. A hip-hop jako gatunek niewymagający od artystów wykształcenia muzycznego (i dużych pieniędzy na zarejestrowanie materiału) stał się tubą, przez którą popłynął głos pokolenia. Wiele wody musiało upłynąć w Wiśle, lecz z biegiem lat wahadło wychyliło się w drugą stronę. Dziś przemysł rapowy stał się maszynką do zarabiania dużych pieniędzy. Nie dziwi więc, że jest cała rzesza chętnych do skubnięcia kawałka tortu. Jednak niewielu z nich ma coś do przekazania w zakresie treści czy wizji artystycznej. Za to na scenie pełno jest kopiowania amerykańskich trendów, rzewnych piosenek o miłości czy żebraczego zawodzenia o konsumpcyjnych ciągotach. Jednak nie jest tak, że jest tylko źle. Mimo wszystko wciąż zdarzają się raperzy wypełniający lukę – choćby Taco Hemingway. Eksplozja jego sukcesu spowodowana była tym, że jako jeden z pierwszych przedstawił dylematy kolejnej generacji: pokolenia prekariatu. Teraz Mata (nie tylko w singlu „Patointeligencja”) wydaje się być głosem kolejnej klasy. I choć ktoś słusznie zauważył, że tytuł tego utworu powinien raczej brzmieć „Patoburżuazja”, to jednak nie zmienia to faktu, że samo dzieło jest ważnym głosem, którego nie można histerycznie zakrzyczeć. A jaki płynie stąd morał do studentów? Bardzo prosty – nie kserujcie, lecz wytyczajcie własne drogi. I tego właśnie Wam życzę w 2020!

„Koncept” magazyn akademicki Wydawca: Fundacja Inicjatyw Młodzieżowych Adres: ul. Solec 81b; lok. 73A, 00-382 Warszawa Strona: www.fim.edu.pl www.gazetakoncept.pl E-mail: redakcja@gazetakoncept.pl Redakcja: Mateusz Zardzewiały (red. nacz.), Dominika Palcar, Wiktor Świetlik, Hubert Kowalski, Filip Cieśliński, Mateusz Kuczmierowski i inni Projekt, skład i łamanie: Henryk Prokop Korekta: Aleksandra Klimkowska Druk prasowy wykonuje Drukarnia Kolumb z siedzibą w Chorzowie. Aby poznać ofertę reklamową, prosimy o kontakt pod adresem: redakcja@gazetakoncept.pl Chcesz dystrybuować „Koncept” na swojej uczelni? -> PISZ: redakcja@gazetakoncept.pl

ZNAJDŹ NAS: @GazetaKoncept

Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności - Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018-2030

@FundacjaFIM /fundacja inicjatyw mlodziezowych

koncept 3


Spis treści 5–7 2 // WYNIKI KONKURSU

Być jak Leonardo da Vinci. O edukacyjnym (de)konstruowaniu ludzkiego intelektu Magdalena Zając

20–24 // STUDENT NA RYNKU Dla kogo praca kreatywna? Piotr Gozdowski

Jesteś kreatywny? Działaj! Łukasz Samborski

3 // NA POCZĄTEK

15–17

„Patointeligencja” albo esencja hip-hopu

25 // FELIETON

Mateusz Zardzewiały

Jakub Greloff

5–7 // WYWIAD NUMERU

26–27 // KULTURA

Dyrektor też może nosić narty z Adamem Małyszem rozmawia Jerzy Chwałek

Będąc młodym intelektualistą

Jazz przywędrował z mrocznych zakątków Nowego Orleanu Kamil Kijanka

8–9 // EDUKACJA

Szybkie czytanie. Do czego może się przydać?

28–29 // SPOŁECZEŃSTWO

Hubert Kowalski

Karolina Krupa

10–11 // MEDYCYNA

30–31 // HISTORIA

Karolina Chruścicka

Kamil Kijanka

12–13 // KULTURA

32–33 // SPORT

Mateusz Kuczmierowski

Filip Cieśliński

14 // RELACJA

34 // FELIETON

Aleksandra Klimkowska

Igor Zalewski

15–17 // FOTOREPORTAŻ

34 // FELIETON

Joanna Proksien

Wiktor Świetlik

Wzmocnij odporność, odstaw suplementy

23–25

Przełom roku w kulturze

niePEŁNOSPRAWNI

Anglia, której nie znacie

18–19 // HISTORIA Pragnienie życia

26–27 4 styczeń 2020

Patryk Kijanka

Świadomy konsument

Zbrodnia doskonała w centrum Warszawy

Uroczysta groteska

Parytety

Za kim jesteś?


Jerzy Chwałek

Dyrektor też może nosić narty

Skoki narciarskie to dyscyplina sportu, która od lat dostarcza polskim kibicom wiele radości. To, co zrobili Adam Małysz, Kamil Stoch czy Dawid Kubacki na zawsze przejdzie do historii naszego sportu. Obecnie Adam Małysz spełnia się w roli dyrektora sportowego Polskiego Związku Narciarskiego, gdzie koordynując skoki i kombinację norweską, dba o to, żeby jego następcy wciąż zdobywali medale i dawali kibicom pozytywne emocje.


fot. Tadeusz Mieczyński

Koncept: W 2011 roku zakończył pan karierę skoczka. Nie ciągnęło pana do powrotu do skakania? Adam Małysz: Może od razu po zakończeniu kariery mnie ciągnęło. Ale gdy szybko po rozstaniu ze skocznią zacząłem startować w rajdach terenowych, to miałem inne cele, zadania i koncentrowałem się na treningach za kierownicą. W ten sposób zdystansowałem się do skoków, a po dłuższym czasie wiadomo było, że ważę za dużo, skoki się zmieniały i byłbym bez szans, żeby wracać. Czy zdarza się, że któryś z kolegów ze skoczni radzi się innych, kiedy zakończyć karierę, albo czy jest sens wracać po pewnym czasie? Nie. Skoki to indywidualny sport i każdy musi sam dojrzeć do podjęcia pewnych decyzji. Co może doradzić inna osoba? Może coś przekazać z własnego doświadczenia, ale każdy z nas jest inny, inaczej czuje obciążenia, inaczej funkcjonuje. Każdy sam musi czuć, w którym momencie odejść. Pana idolem był niemiecki skoczek Jens Weissflog. Mieliście albo macie ze sobą jakiś bliższy kontakt? Przez pewien czas skakaliśmy jeszcze razem w Pucharze Świata. Byłem też zaproszony na jego pożegnanie, gdy kończył karierę. Wielokrotnie miałem okazję się z nim spotkać, ale to były krótkie rozmowy. Głównie dlatego, że Jens jest wyciszonym człowiekiem, a nawet mogę powiedzieć, że skrytym. Nie wyróżnia się, a raczej stoi gdzieś

Co dokładnie, może pan zdradzić? Ja jestem ekspertem w TVP podczas konkursów skoków, oni z kolei pracują w tej roli dla Eurosportu, choć wiem, że Martin ma jakąś funkcję w niemieckiej federacji. Jeśli potrzebujemy nawzajem jakichś informacji, to się kontaktujemy. Czyli można być w dobrych relacjach z niemieckimi skoczkami już po zakończeniu kariery? Bo na skoczniach rywalizowaliście mocno. Rywalizacja była, ale myślę, że media ją dodatkowo podkręcały. Zawsze z racji naszej historii czuliśmy się przez tych Niemców poszkodowani i zawsze chcieliśmy rywalizować, również w sporcie. Te zaszłości były, również u kibiców, a że media to jeszcze podkreślały, powodowało to pewne napięcia. My, zawodnicy, też to odczuwaliśmy, ale sama rywalizacja była naprawdę na zdrowych zasadach, a kontakty z niemieckimi skoczkami bardzo koleżeńskie. To wróćmy już do teraźniejszości i pana pracy jako dyrektora sportowego w PZN. Mając na uwadze pana wiedzę, doświadczenie, a jednocześnie patrząc na zaangażowanie, nawet gdy niesie pan narty za którymś ze skoczków, to odnoszę wrażenie, że funkcja jest dla pana stworzona. Ma pan sto procent satysfakcji z tej pracy? Bardzo mnie satysfakcjonuje. Dopóki daje mi wiele radości, a jednocześnie zawodnicy chcą, żebym im pomagał i służył doświadczeniem, tym

Dyrektor w związku sportowym może pomóc nawet nieść narty czy służyć dobrą radą, a w biznesie przyjdzie i pomoże pracownikowi, który sobie nie daje rady. z boku, więc nawet trudno do niego podejść i zacząć konwersację. A z Martinem Schmittem i Svenem Hannawaldem, z którymi rywalizował pan przez większą część kariery, utrzymuje pan kontakt? Tak, ale nie prywatnie, tylko bardziej na stopie zawodowej. Ze Svenem piszemy na Whatsappie, jeśli nawzajem coś od siebie potrzebujemy.

6 styczeń 2020

bardziej mnie to cieszy. Widzę, że jestem potrzebny. W przeciwnym razie bym się wycofał, bo nie lubię robić tego, co nie sprawia mi przyjemności albo nie byłoby akceptowane przez innych. To, że po zawodach poniosę narty Piotrka, Kamila czy Dawida jest dla mnie czymś normalnym. Uważam, że stereotypy roli dyrektora się zmieniają, nie tylko w sporcie, ale na przykład w biznesie. Uważam, że dyrektor to nie tylko osoba, która przychodzi i mówi, że to ma być zrobione i wydaje inne rozkazy.


Z jednej strony mamy młodzież, co do której prognozy są bardzo optymistyczne, a z drugiej strony skoki są nieprzewidywalnym sportem. Mieliśmy wiele talentów w wieku dziecięcym czy juniorskim, a później ludzie się nie przebili. Dyrektor w związku sportowym może pomóc nawet – to, o czym pan wspomniał – nieść narty czy służyć dobrą radą, a w biznesie przyjdzie i pomoże pracownikowi, który sobie nie daje rady. To świadczy nie tylko o człowieczeństwie tej osoby-dyrektora, ale również o tym, że jest odpowiednią osobą na swoim stanowisku. Dla mnie ten świat polega na tym, żeby być nie tylko od wydawania rozkazów, piąć się po stopniach kariery za wszelką cenę i sprawiać, że inni się ciebie boją. Owszem, respekt do przełożonego musi być, ale trzeba być bardzo otwartym, bo nikomu z głowy włos nie spadnie, jeśli pomoże swojemu podwładnemu. Czy ma pan w planach pracę w roli trenera, może nawet kadry? Do tej pory nawet o tym nie myślałem, ale nigdy nie mów nigdy. Najpierw pan, później Kamil Stoch swoimi medalami zdobytymi na Igrzyskach Olimpijskich włącznie postawiliście bardzo wysoko poprzeczkę następcom. Kibice będą oczekiwali medali. Nie obawia się pan tych dużych oczekiwań, pracując teraz w roli dyrektora sportowego? Apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc te oczekiwania będą, a to nie jest proste, żeby kontynuować taką medalową passę. Obawy są, ale robimy wszystko, żeby zawodnicy te medale zdobywali. Jeśli nawet ich się zdobędziesz, ale wiesz, że wykonałeś dobrze swoją pracę, a zabrakło ci szczęścia, może formy w tym momencie, to przynajmniej masz satysfakcję i wiesz, że zrobiłeś wszystko, co możliwe. Jeśli podejdziesz do tego lekceważąco, to nie będzie sukcesów. Sport jest taką dziedziną życia czy – nazwijmy wprost – formą pracy, w której nie ma nic za darmo. Grozi nam posucha, gdy swoje kariery zakończą Stoch, Żyła czy Kubacki? To bardzo trudne pytanie. Z jednej strony mamy młodzież, co do której prognozy są bardzo optymistyczne, a z drugiej strony skoki są nieprzewidywalnym sportem. Mieliśmy wiele talentów w wieku dziecięcym czy juniorskim, a później ludzie się nie przebili. Robimy wszystko, żeby talenty rozwijały się prawidłowo i dały nam dużo radości. Jako spełniony sportowiec z sukcesami co radziłby pan młodym sportowcom

czy w ogóle młodym ludziom na początku kariery? Wytrwałości, cierpliwości, determinacji w dążeniu do celu. Jeśli wierzysz w coś i pracujesz w stu procentach, to możesz osiągnąć każdy cel. Wiadomo, że w sporcie są ludzie bardziej i mniej utalentowani. Ten utalentowany może włożyć mniej pracy, żeby odnieść sukces, ale ten drugi też go odniesie, jeśli włoży odpowiednio dużo wysiłku, będzie bardziej cierpliwy i wytrwały. Czy Kamila Stocha stać na medal na trzecich kolejnych igrzyskach olimpijskich w 2022 roku? Myślę, że tak. Jest on zawodnikiem już spełnionym, zdobył 3 złote medale igrzysk olimpijskich i osiągnął wszystko, co było do zdobycia. Z drugiej strony jest bardzo ambitny i zaangażowany w to, co robi, dlatego uważam, że może zdobyć medal. Miał pan wątpliwości przy wyborze Michala Doležala na stanowisko trenera kadry po odejściu Stefana Horngachera? Zawsze są wątpliwości. Nawet przed wyborem Horngachera było pewne „ale” – czy to wypali i jak będzie funkcjonować. Wybór Doležala jest o tyle bezpieczny, że zawodnicy go znają i wiedzą, iż będzie kontynuował pracę Stefana, a jednocześnie wniesie coś nowego od siebie. Zaangażowanie nowego trenera z zagranicy byłoby ryzykiem, choćby z tego względu, że nasi czołowi zawodnicy nie są już młodzi. Kolejna zmiana sposobu trenowania czy techniki nie byłaby łatwą rzeczą, a wręcz nie wiem, czy by ją zaakceptowali. Wybór Doležala był najlepszy w tym momencie. Odejście Horngachera do Niemców, którzy go bardzo chcieli, było dla mnie mimo wszystko dziwne i niespodziewane, bo zazwyczaj takie ruchy robi się po igrzyskach olimpijskich. Warunki atmosferyczne to nieodłączny czynnik mający wpływ na rywalizację skoczków. Ma pan jakiś pomysł, żeby coś ulepszyć w przelicznikach wiatru, żeby było bardziej sprawiedliwie? Od tego są specjaliści i nic lepszego do tej pory nie wymyślili. Nie oznacza to, że nie można tego ulepszyć, jeśli wiemy, że wiatr jest mierzony, a przeliczniki są podawane z pewnym opóźnieniem. Jeśli chodzi o kibiców i oglądalność, i to, że serie skoków nie są często przerywane i powtarzane, to obecny system jest najlepszy, ale nie mówię, że doskonały.

koncept 7


Hubert Kowalski

Szybkie czytanie.

Do czego może się przydać? Umiejętność szybkiego czytania można posiąść, stosując różne ćwiczenia. Warto je poznać, ale jednocześnie należy zastanowić się nad celami, które chcemy osiągnąć, siadając przed tekstem.

S

ztuka szybkiego czytania przydaje się w życiu codziennym, gdy mnogość informacji z różnych źródeł jest przytłaczająca. Metody szybkiego czytania przede wszystkim uczą mózg prawidłowego odkodowania znaków pisanych, jednak bez ich analizy. Poprawiają koncentrację i skupienie wzroku na tekście. Zdarza się, że w tekście pojawiają się wyrazy długie lub niezrozumiałe. Podstawowym odruchem czytelnika jest regresja, czyli powrót wzrokiem do wcześniej przeczytanego słowa lub nawet całego fragmentu zdania, co do którego ma się wątpliwości. Po wyćwiczeniu umiejętności szybkiego czytania ów czynnik regresji zostaje wyeliminowany.

kolejnych wyrazów, dzięki czemu szybciej będziemy w stanie zapoznać się z całością tekstu.

GRUPUJ!

które potrafią spojrzeć na tekst i od razu go zapamiętać. Jak wynika z badań, człowiek jest w stanie zapamiętać maksymalnie 500 słów na minutę. Jest to związane z biologicznymi ograniczeniami naszego oka.

Najbardziej popularną techniką szybkiego czytania jest grupowanie. Metoda ta polega na odczytywaniu zespołów wyrazowych. Gdy pogrupujemy dane słowa występujące w wersie, to czas odczytywania wersu się skróci. Dla czytelnika przyzwyczajonego do tradycyjnego czytania metoda grupowania może stanowić problem w początkowej fazie jej stosowania. Jednak wystarczy trochę ćwiczeń, aby ją opanować. Gdy opanujemy umiejętność skupiania się na grupach słów, czas czytania skróci się. Nie należy również przejmować się, gdy nie jesteśmy w stanie szeroko objąć całości tekstu, ponieważ szybkie czytanie właśnie do tego zmierza – aby nie czytać widzeniem ostrym, lecz wykorzystać widzenie peryferyjne. Chodzi zatem o to, aby podczas czytania domyślać się 8 styczeń 2020

PRZYDATNE, ALE DO CZEGO?

Możliwość opanowania technik szybkiego czytania jest bardzo kusząca. Należy jednak zastanowić się nad tym, ile tak naprawdę jesteśmy w stanie zapamiętać i przyswoić z szybko przeczytanego tekstu. Na całym świecie żyje tylko kilka osób,

nauki. – Aby przeczytać tekst ze zrozumieniem, powinniśmy to robić, przerabiając maksymalnie 300 słów na minutę. Zwiększanie tej prędkości powoduje znaczący spadek zrozumienia przetwarzanych treści – podkreśla. Nauczenie się czegoś nowego wymaga połączenia nowej wiedzy z wiedzą posiadaną wcześniej. Wymaga to powrotów do danego materiału. – Szybkie czytanie rzeczywiście może być przydatne przy pierwszym podejściu do tekstu, kiedy chcemy poznać jego

Szybkie czytanie rzeczywiście może być przydatne przy pierwszym podejściu do tekstu, kiedy chcemy poznać jego szkielet i ogólną problematykę, jednak nie sprawdzi się, gdy naszym celem jest szczegółowe zgłębienie tematu.

Aby przyswoić nową treść, musimy przejść następujące etapy: 1. Zdjęcie tekstu przez oko. 2. Nadanie sensu przeczytanym słowom. 3. Przekazanie informacji do świadomości. 4. Przekazanie do pamięci krótkotrwałej. – Zwolennicy bardzo szybkiego czytania dążą do pominięcia drugiego i trzeciego etapu. Niestety, zbyt szybkie czytanie w efekcie powoduje ograniczenie rozumienia tekstu – mówi Wiktor Barwiński, ekspert ds. efektywnej

szkielet i ogólną problematykę, jednak nie sprawdzi się, gdy naszym celem jest szczegółowe zgłębienie tematu. Można szybko przeczytać książkę, ale to nie pozwoli na wczucie się w wydarzenia w niej opisane. Można to porównać do oglądania filmu na dwukrotnie lub trzykrotnie zwiększonej prędkości – ocenia Wiktor Barwiński. Szybkie czytanie jest bez wątpienia bardzo przydatną umiejętnością, jednak warto zastanowić się, w jakim celu mielibyśmy się nią posługiwać. Czy liczy się wyłącznie jak najkrótszy czas czytania i proste przyswajanie informacji? A może głębsze zapoznanie się z przerabianym tematem? Odpowiedź na to pytanie na pewno pomoże w podjęciu decyzji nad wyborem najbardziej odpowiedniej metody czytania. Samo czytanie bowiem powinno być dla nas również przyjemnością. Warto o tym pamiętać.


Cykl edukacyjny „Konceptu”

Zanim sesja zaskoczy studentów… czyli poradnik efektywnej nauki 1. Notuj kreatywnie! „Koncept” nr 73 – przeczytaj na www.gazetakoncept.pl 2. Mnemotechniki – jak poprawić pamięć? „Koncept” nr 74 – przeczytaj na www.gazetakoncept.pl 3. Pokonaj prokrastynację – jak nie odkładać wszystkiego na później? „Koncept” nr 75 – przeczytaj na www.gazetakoncept.pl 4. Techniki szybkiego czytania 5. Smartfon studenta – przegląd aplikacji pomocnych w nauce „Koncept” nr 77 6. Styl życia a edukacja „Koncept” nr 78 7. Znów to samo, czyli skuteczne powtarzanie materiału „Koncept” nr 79

Prawie 4 lata na spłatę świątecznych kredytów Święta już za nami, ale nie raty, które pozostają jeszcze na długo w noworocznym budżecie wydatków. Za zakupy ratalne przyjdzie płacić średnio 18 miesięcy, a z ratami z powodu kredytu gotówkowego uporamy się dopiero po 45 miesiącach.

Z

a przedświąteczno-noworoczne szaleństwo trzeba teraz zapłacić, zapewniając bufor na spłatę ponad 4,45 mld zł kredytów gotówkowych i 1,41 mld zł kredytów ratalnych, zaciągniętych w okresie 1-24 grudnia 2019 r. Tymczasem ponad połowa Polaków złożyła postanowienia finansowe na rok 2020. Wśród nich, na pierwszym miejscu, plasuje się oszczędzanie. W okresie przedświątecznym (1-24 grudnia) w czterech ostatnich latach 2016 – 2019, banki i SKOK-i udzieliły 2,4 mln szt. kredytów konsumpcyjnych, w tym niewiele ponad 1 mln gotówkowych i 1,4 mln ratalnych. Ten przedświąteczny zastrzyk gotówki należy teraz solidnie, cierpliwie spłacać. Jak wynika z danych Biura Informacji Kredytowej, średni okres umowy zawartej na kredyt gotówkowy wynosi ponad 44 miesiące, nieco mniej, bo „tylko” 17 miesięcy za kredyt ratalny.

CIĘŻAR ŚWIĄTECZNYCH WYDATKÓW Jak podaje BIK, w okresie 1-24 grudnia 2019 r. średnia kwota udzielonego kredytu gotówkowego wyniosła 17 180 zł, a ratalnego 4 072 zł. Pocieszająca jest także obserwacja rzetelności płatniczej. Udział opóźnionych zobowiązań (ponad 90 dni zaległości po roku od udzielenia

kredytu) w przypadku kredytów gotówkowych BIK ocenia jako stabilny, wynosi on 2,3% i utrzymuje się na tym poziomie od ponad 3 lat. W przypadku kredytów ratalnych sytuacja płatnicza poprawia się z roku na rok, co obrazują wyniki w poszczególnych rocznikach: 1,4% w 2016 r., 1,2% w 2017 r. i 0,9% w 2018 r. Poniesieni magią Świąt i nowym rokiem, Polacy zaciągnęli kredyty, by zapewnić swoim bliskim obfite Święta i radość z choinkowych upominków. I nie ma w tym nic złego, o ile pożyczali z głową, racjonalnie, finansując swoje zakupy z wcześniej zgromadzonych oszczędności, a tylko częściowo wspierając się kredytem.

PLANY FINANSOWE NA 2020 ROK

Na 2020 rok 62% Polaków złożyło noworoczne postanowienia finansowe. Z badania opinii, zrealizowanego w grudniu 2019 r. na zlecenie BIK wynika, że istotne zmiany dotyczące swoich finansów chce wdrożyć aż 67% kobiet, podczas gdy taki zamiar zadeklarowała niewiele ponad połowa mężczyzn (56%). Finansowe postanowienia noworoczne Polaków dotyczą przede wszystkim oszczędzania na konkretny cel, co potwierdziło aż 67% badanych. W drugiej kolejności upla-

sowała się potrzeba oszczędzania w celu zapewnienia sobie „poduszki finansowej”. Na tzw. czarną godzinę odkładać będzie 44% respondentów. W tej kategorii bardziej zapobiegliwi okazali się mężczyźni (49%), a także osoby w wieku 35-44 lata (58%). Kobiety natomiast swoje postanowienia kierują w stronę lepszego zarządzania swoim budżetem (39%). Postanowienia dotyczące spłaty długów czy kredytów plasują się dopiero na 4 miejscu - takie plany miało 22% badanych. Znacznie gorzej wygląda potrzeba zdobywania wiedzy w obszarze finansów – tylko 7% badanych wymieniło w tegorocznych planach dokształcanie się. Stojąc w obliczu nowego roku, warto zastanowić się nad rozpoczęciem gromadzenia funduszy, oszczędzaniem drobnych kwot już dziś, by przed kolejnymi świętami nie zastanawiać się nad wyborem kredytu, lecz skupić się na wyborze prezentów i organizacji rodzinnego spotkania.

koncept 9


Karolina Chruścicka

Wzmocnij odporność, odstaw suplementy Okres zimowy to sezon wysokiej zachorowalności na przeziębienie i grypę. Spadek temperatury, częstsze przebywanie w zamkniętych, ciepłych i suchych pomieszczeniach powodują, że zgłaszamy się do lekarza dużo częściej niż w pozostałe pory roku. A w dzisiejszym świecie nikt przecież nie ma czasu na chorowanie. Nie dziwi więc, że porady o najróżniejszych metodach poprawy odporności zalewają internetowe portale zdrowotne. Jak spośród tych wszystkich informacji wybrać te prawdziwe? I jeszcze dodatkowo nie zachorować?

U

dzielenie odpowiedzi na te pytania wcale nie jest proste, bo układ odpornościowy to jeden z najbardziej skomplikowanych mechanizmów ludzkiego ciała. Jego podstawowe zadanie to szybka identyfikacja obcych cząsteczek z zewnątrz pod kątem ich potencjalnej szkodliwości i odróżnienie ich od komórek własnego ciała. Każda komórka posiada na swojej powierzchni unikalne białka – antygeny. Dzięki nim układ immunologiczny rozpoznaje wirusy, bakterie, toksyny i dobiera odpowiednią reakcję na zagrożenie. Szybka reakcja jest możliwa, ponieważ układ odpornościowy nie znajduje się tylko w jednym miejscu. Tworzą go krwinki białe rozmieszczone w węzłach chłonnych, migdałkach, śledzionie czy jelitach. Jedne pożerają chorobotwórcze zarazki, inne wytwarzają przeciwciała, które je zabijają, a jeszcze inne są w stanie je zatruwać. Dodatkowo posiadają pamięć immunologiczną, która pozwala reagować szybciej na powtórne zarażenie. Wszystko to tworzy ogromną armię, która stoi na straży naszego zdrowia. Czasami jednak się nie udaje, drobnoustroje skutecznie atakują i wywołują chorobę.

LEPIEJ ZAPOBIEGAĆ…

Najlepszą ochroną przed zachorowaniem jest zapobieganie. Szczepienia są najlepszą opcją, niestety

nie chronią nas przed wszystkim. Przeziębienie jest wywoływane przez wirusy i tylko prawidłowo funkcjonujący układ immunologiczny może nas przed nim uchronić. Czy w takim razie możemy na niego wpłynąć i go wzmocnić? Pomysł sam w sobie jest niezwykle kuszący, przecież każdy z nas chciałby zażyć magiczną tabletkę, która ochroni nas przed katarem, bólem gardła czy głowy i złym samopoczuciem. Niestety ta umiejętność jest nieuchwytna z kilku powodów. Układ odpornościowy jest właśnie tym – układem, a nie pojedynczym organem, a jego poprawne działanie zależy od równowagi w całym organizmie. Wciąż jest wiele rzeczy, których naukowcy nie wiedzą o zawiłościach i wzajemnych powiązaniach odpowiedzi immunologicznej. I chociaż jedna tabletka byłaby świetnym rozwiązaniem, to wciąż pozostaje poza naszym zasięgiem. Naukowcy są jednak zgodni, że prowadzenie zdrowego stylu

dla siebie zrobić, aby naturalnie utrzymać silny i zdrowy organizm, a tym samym układ odpornościowy. Każda część twojego ciała funkcjonuje lepiej, gdy jest wspierana przez prawidłowe odżywianie i aktywność fizyczną. Unikanie palenia i stresu, regularne ćwiczenia minimum 3 razy w tygodniu i spanie powyżej 8 godzin na dobę to nie tylko dbanie o siebie tu i teraz, ale przede wszystkim ochrona przed chorobami w wieku podeszłym. Najprościej zacząć od zmiany diety: surowe warzywa i owoce bogate w witaminy oraz minerały wspierają odnowę tkanek i dostarczają substancji koniecznych do walki z drobnoustrojami. I nawet najlepszy suplement diety ich nie zastąpi. Półki sklepowe uginają się od produktów, które mają zwiększać lub wspierać odporność. Najliczniejsza i najmniej wiarygodna grupa to suplementy diety. Producenci preparatów nie muszą wykonywać żadnych badań

Układ odpornościowy to jeden z najbardziej skomplikowanych mechanizmów ludzkiego ciała. życia jest z pewnością dobrą strategią, aby ludzki organizm w całości, a tym samym układ odpornościowy, lepiej działał. Postępowanie zgodnie z podstawowymi zasadami zdrowego trybu życia jest najlepszym, co możesz

przed wprowadzeniem ich na rynek. W większości ich działanie nie zostało przebadane kliniczne i nie mają udowodnionej skuteczności. Pozytywne wyjątki, które zostały zbadane, to kwasy tłuszczowe Omega-3, wapno, witamina D i kwas foliowy. Nie mo-


żemy jednak zapomnieć, że głównym przeznaczeniem suplementów jest uzupełnienie niedoborów i przed ich zakupem powinniśmy skonsultować się z lekarzem, czego potrzebujemy i jakie są przyczyny dolegliwości. Spożywanie nadmiernych ilości może skutkować przedawkowaniem substancji i pogorszeniem stanu zdrowia. Kumulacja określonych witamin

czosnek od wieków uznawany jest za roślinę leczniczą. Ma udowodnione właściwości antyoksydacyjne, antybakteryjne (m.in. na bakterie gram-dodatnie) i przeciwgrzybicze. Badania epidemiologiczne wykazują ponadto wyraźną zależność między dietą bogatą w czosnek a małą zachorowalnością na nowotwory układu pokarmowego. Ponadto czosnek

Postępowanie zgodnie z podstawowymi zasadami zdrowego trybu życia jest najlepszym, co możesz dla siebie zrobić, aby naturalnie utrzymać silny i zdrowy organizm, a tym samym układ odpornościowy. może powodować zaburzenia działania organów lub całych układów. A niektóre składniki suplementów diety mogą zmniejszać wchłanianie leków lub zaburzać ich metabolizm. Dlatego tak ważne są wcześniejsze badania, konsultacja z lekarzem i farmaceutą przed zakupem i przyjmowanie suplementów tylko kiedy jest to konieczne, a nie traktowanie ich jako złoty środek na wszystko.

CO Z WITAMINĄ C?

Najpopularniejszy złoty środek to oczywiście witamina C. Przeziębienie? Zmęczenie? Złe samopoczucie? Od razu sięgamy po małe, żółte tabletki. Niestety jest to jeden z największych medycznych mitów. Duże badania kliniczne, analizujące ponad 6 tysięcy przypadków infekcji dróg oddechowych, wykazały, że profilaktyczne stosowanie witaminy C doustnie w dużych dawkach nie zmniejsza ryzyka zachorowania na przeziębienie, ani nie wpływa znacząco na czas jego trwania i ciężkość przebiegu. Podawanie jej osobom chorym również nie wpływa na jego przebieg. Jest natomiast skuteczna w zapobieganiu zachorowania u osób narażonych na wysiłek fizyczny, szczególnie na dużym mrozie. Nie oznacza to oczywiście, że mamy wykluczyć witaminę C z naszego jadłospisu. Naturalna, występująca w kwaśnych owocach, ziemniakach i kalafiorach jest dla nas kluczowa, bo ma wpływ na wiele szlaków metabolicznych. Nie wytwarzamy jej sami, dlatego tak ważne jest dostarczanie jej w codziennej diecie, a po tabletki najlepiej sięgać w jej niedoborach. Naturalne substancje występujące w warzywach są podstawą bycia zdrowym. Bardzo popularny w Polsce

wzmacnia i reguluje reakcje komórkowe układu immunologicznego, a ze względu na skład można o nim mówić jako naturalnym antybiotyku. Jego działanie jest najsilniejsze na surowo i po zgnieceniu. Dlatego ciepłe mleko z miodem i czosnkiem warto przygotowywać tak, aby czosnek został dodany na samym końcu, już po podgrzaniu napoju. Mimo swoich wszechstronnych właściwości czosnek nie jest lekiem i powinien być stosowany dodatkowo, a nie w zamian. Suchy kaszel jest częstym objawem infekcyjnego zapalenia górnych dróg oddechowych, czyli potocznie przeziębienia. Jednym z naturalnych środków, który uważany jest za bezpieczny i mający działanie przeciwbakteryjne, jest miód. Amerykańskie badanie z 2007 roku wykazało, że w łagodzeniu nocnego kaszlu towarzyszącego przeziębieniu u dzieci skuteczny jest miód gryczany. W kolejnym badaniu w Izraelu również stwierdzono zmniejszenie częstotliwości, nasilenia i uciążliwości kaszlu nocnego po podaniu miodu

jest uważana za jeden z najcenniejszych środków podnoszących odporność organizmu. W 2007 roku zostało opublikowane badanie oparte na kilkunastu pracach badawczych. Autorzy twierdzą, że preparaty jeżówki zmniejszają ryzyko przeziębienia o 58% i skracają czas utrzymywania się objawów o średnio 1,4 dnia. Obiecujące dane zostały jednak oparte na niejednorodnych badaniach. Na ich podstawie nie można jednoznacznie potwierdzić skuteczności wyciągu z jeżówki w leczeniu przeziębienia oraz w jego zapobieganiu, a tym bardziej zalecić jego stosowania. Zioła są często opisywane jako remedium na wszystko, niestety nie ma żadnych danych naukowych potwierdzających skuteczność preparatów tui, aronii, aloesu, soku grejpfrutowego, ziół tybetańskich czy torfu na wzmacnianie odporności.

ZREZYGNUJ Z SUPLEMENTÓW

Półki sklepowe zachęcają nas kolorowymi opakowaniami. Reklamy bombardują nas ciągle nowymi produktami, które mają uchronić nas przed zachorowaniem. Internet pełny jest porad opartych na niepotwierdzonych informacjach. Jesteśmy zagubieni w natłoku bodźców i trudno się dziwić, że w końcu każdy z nas skusi się na pudełko tabletek, które zrobi z nas prawie niezniszczalnych. Polacy w 2018 roku wydali ponad 13,3 mld złotych na suplementy diety i leki bez recepty. Leczymy choroby, których nie ma. Spożywamy produkty, które nie działają. Ten trend widoczny jest na całym świecie. Nikt już nie pamięta o tym, że najlepszym lekarstwem jest ruch i zdrowe odżywianie. Powinniśmy zmienić swoje podejście, zapobiegać

Polacy w 2018 roku wydali ponad 13,3 mld złotych na suplementy diety i leki bez recepty. Leczymy choroby, których nie ma. Spożywamy produkty, które nie działają. gryczanego 30 minut przed snem. Pulmonolodzy uważają, że w leczeniu kaszlu towarzyszącemu przeziębieniu należy zalecać stosowanie miodu, zamiast wielu leków dostępnych bez recepty, których skuteczność jest wątpliwa. Zioła są równie chętnie stosowane zarówno w zapobieganiu, jak i leczeniu chorób w okresie zimowym. Jednym z nich jest jeżówka (echinacea), która w medycynie naturalnej

zamiast leczyć, o to właśnie powinna walczyć dzisiejsza medycyna. Dlatego następnym razem, gdy najdzie was ochota na zakup kolejnego błyszczącego opakowania, zastanówcie się, czy nie lepiej wprowadzić nawyk marszobiegu lub pływania 3 razy w tygodniu, a zaoszczędzone pieniądze przeznaczyć na zdrowe, pełne witamin warzywa. Obiecuję, że takie podejście do życia nigdy nie zrobi was w bambuko. koncept 11


Mateusz Kuczmierowski

Przełom roku w kulturze, czyli co warto sobie przypomnieć i na co należy czekać Wielbiciele kina zapamiętają końcówkę tego roku. Jedynie w listopadzie premierę miały: „Irlandczyk”, „Historia małżeńska”, „The Lighthouse”, „Le Mans ‘66” i „Na noże”. Wszystkie te bardzo oczekiwane filmy zebrały także świetne recenzje, a zanim krytycy i widzowie zdążyli je dobrze omówić, już pojawiał się następny obraz.

N

Istnieje prawdopodobieństwo, że w przyszłym roku wiele wysokobudżetowych filmów nie zarobi tyle, ile oczekują inwestorzy. 12 styczeń 2020

a ostatnie dni roku przypadną premiery chociażby „Dwóch papieży”, „Oficera i Szpiega” i wielkich komercyjnych produkcji, o których będzie się przez długi czas szeroko dyskutować, czyli najnowszych „Gwiezdnych Wojnach” oraz „Wiedźminie”. Wiele z tych filmów to oczywiście główni konkurenci w walce o Oskary, a jak można podejrzewać, na początku roku nadejdzie następna fala. Najpierw w polskich kinach pojawi się „Judy”, biografia najszerzej znanej dzięki roli w „Czarnoksiężniku z Oz” Judy Garland z chwaloną rolą Renée Zellweger. „Gorący temat” to film, który zebrał średnie recenzje i również posiada chwalone role kobiece, tym razem Charlize Theron, Nicole Kidman i Margot Robbie. Prawdopodobnie jednak zostanie w cieniu „Małych kobietek”, filmu z rolami najsłynniejszych aktorek młodszego pokolenia i drugiego dzieła Grety Gerwig, reżyserki „Lady Bird”. Najnowszy film Clinta Eastwooda „Richard Jewell” dotyczący nieudanego zamachu terrorystycznego i „1917” Sama Mendesa to pozycje z trochę innego bieguna, nie przypadkiem również trafiające do kin w tak zwanym okresie oskarowym. „1917”, najnowsze dzieło reżysera dwóch ostatnich filmów o przygodach Jamesa Bonda, początkowo w zwiastunach zbytnio przypominało świeżą jeszcze „Dunkierkę”, ale „symulowany” na jedno nieprzerwane ujęcie film ponoć robi ogromne wrażenie.


OSCARY NADCHODZĄ

9 lutego Amerykańska Akademia filmowa rozstrzygnie, jak rozdzielić nagrody pomiędzy filmy uprzednio wymienione, wakacyjne premiery Almodovara i Tarantino, „Parasite”, biograficzny film z Tomem Hanksem, kilka mniejszych produkcji, jak np. kryminalny thriller „Uncut Gems”, „Jokera”, któremu kibicować będzie wiele osób, rzadko śledzących Oskary, i kilka innych produkcji. Wszystko wskazuje na to, że gali będą towarzyszyć wyjątkowo duże emocje, a oglądalność także będzie nadzwyczaj dobra.

STREAMING W NATARCIU

Nie bez znaczenia jest fakt, że kilka z tych premier to produkcje Netflixa. „Irlandczyk”, „Historia małżeńska” i „Dwóch Papieży” to filmy, które najpierw pojawiły się w wąskiej dystrybucji kinowej, a następnie, prawie od razu, na łatwo dostępnej platformie, gdzie zostały obejrzane przez większość osób. Zbiega się to w czasie ze wzrostem konkurencji wśród platform VOD. Na jesieni premierę miały serwisy streamingowe Disney’a i Apple’a. Chociaż premiera platformy Disney’a była głośniejsza, towarzyszyło jej wydanie niewielu oryginalnych produkcji. Dopiero na koniec przyszłego roku pojawi na niej się pierwszy nowy serial Marvela i wtedy walka o pieniądze konsumentów rozpocznie się na dobre. Jednakże o rywalizacji nazywanej już wojnami streamingów będzie w przyszłym roku bardzo głośno. Na rynek wejdzie nowa platforma streamingowa HBO MAX, która nie będzie stanowić jedynie internetowego przedłużenia kanału telewizyjnego, a pełnoprawną odpowiedź na działania konkurencji. W wyścigu bierze udział także Amazon Prime Video, które największe działo wytoczy w 2021 pod postacią serialu „Władca Pierścieni”, gdzie budżet estymowany jest na miliard dolarów. Cała sytuacja przypominać może rywalizację studiów filmowych w złotych czasach Hollywoodu. Jeśli chodzi o wielkie widowiska, na koniec przyszłego roku zapowiadana jest adaptacja kultowego cyklu sci-fi Franka Herberta, czyli „Diuny”. Za kamerą stanie Dennis Villeneuve, reżyser, który według fanów gatunku dobrze poradził sobie z zadaniem stworzenia kontynuacji „Blade Runnera”. Zaplanowane jako początek cyklu wysokobudżetowe widowisko

z Timothéem Chalametem na czele to spore ryzyko dla wytwórni, które dodatkowo wsparte będzie pobocznym serialem HBO. Ambicją jest stworzenie ogromnej franczyzy, o prestiżu porównywalnym z wcześniej wspomnianym „Władcą Pierścieni”.

CZAS POWROTÓW

Wcześniej, bo już w kwietniu, powróci jedna z najstarszych filmowych serii, czyli James Bond z tytułem „Nie czas umierać”. Mimo długiej, trudnej produkcji film ma duże szanse na sukces. Młody – i póki co niezawodny – Cary Fukunaga, reżyser pierwszego sezonu „Detektywa” i Phoebe Waller-Bridge, twórczyni „Fleabag” zostali późno zatrudnieni, ale wydają się idealnymi osobami do sprawnego

ostatnio stworzył „Baby Drivera”. „Last Night in Soho” trafi do kin dopiero we wrześniu i zapowiadane jest jako horror psychologiczny. Niektóre sequele sprawią, że sam repertuar kin przeniesie widzów do lat 80. Kontynuacje „Pogromców duchów” i „Top Gun” wydają się być w rękach pasjonatów, ale widzowie zwracają uwagę na tendencję Hollywoodu do wykorzystywania sukcesu i nostalgii związanej ze starymi hitami i nie przysparza to wielkim wytwórniom najlepszego PR-u. Niemniej ta tendencja nie będzie definiować przyszłego roku. Harmonogram premier mniejszych i niezależnych produkcji nie jest jeszcze znany, ale nie ma powodu, aby spodziewać się, że rok 2020 będzie dla takiego kina mniej udany.

W wyścigu bierze udział także Amazon Prime Video, które największe działo wytoczy w 2021 pod postacią serialu „Władca Pierścieni”. przejęcia tej produkcji i doprowadzenia jej do stylowego finiszu. Nadzieje budzą także złowroga postać Ramiego Malka i stylowe zdjęcia operatora, który kręcił m. in. „Pierwszego człowieka”. W przyszłym roku produkcje Marvela nie przytłoczą konkurencji. Szpiegowska „Czarna Wdowa” zapewne nie przyniesie wielu zaskoczeń, za to „Eternals” może wprowadzić trochę świeżości, adaptując uwielbiany przez koneserów materiał źródłowy czerpiący z mitologii. Wyniki finansowe produkcji Disney’a nie mają szans, by przebić tegoroczne. Wątpliwe jest, czy w czasie protestów w Hongkongu dobrze zostanie odebrana „Mulan”, mająca przypaść do gustu zwłaszcza chińskim widzom. Nowej produkcji fantasy „Artemis Fowl” daleko do bycia tak zwanym pewniakiem. Pewniakami są za to nowe, oryginalne filmy fabularne Pixara, jeden bawiący się z konceptem duszy i muzyką, a drugi z gatunkiem fantasy. Tajemnicze póki co pozostaje nowe dzieło Christophera Nolana, czyli „Tenet”. Jedną z niewielu wskazówek na temat fabuły jest tytuł-palindrom. Czy zapowiada podróże w czasie? Kampania reklamowa nie będzie musiała ujawniać wszystkich sekretów. Na sekretach opiera się przecież marka twórcy „Incepcji”, który zdobył u widzów duży kredyt zaufania. W przyszłym roku powraca także inny autor porywającego, autorskiego kina Edgar Wright, który

Tendencją definiującą będą za to rekordowe budżety seriali. Oczywiście już lata temu występ w produkcjach telewizyjnych przestał być uważany za ujmę dla aktorów pracujących przy filmach kinowych, ale dawne rozróżnienie pozostało żywe. Najdroższe serie pozostawały mniej widowiskowe od największych filmów kinowych. W obliczu deszczu nagród dla filmów platform streamingowych i fali serialowych superprodukcji ta relacja będzie ewoluować razem z obecnym modelem dystrybucji kinowej. Istnieje prawdopodobieństwo, że w przyszłym roku wiele wysokobudżetowych filmów nie zarobi tyle, ile oczekują inwestorzy. Jako zagrożone wymienić można „Dolittle’a”, „Artemis Fowl”, „G.I Joego” czy „Sonica”. Niełatwo też wytypować lidera światowego box office’u. Duże szanse mają nowe przygody Jamesa Bonda i Wonder Woman. Niemniej widoczna jest nowa przestrzeń dla średnio budżetowego kina, z którego wymieraniem wiązały się największe obawy kinomanów. Takie budżety pozwalają realizować filmy z udziałem najlepszych twórców, nie skupiające się na efektach komputerowych. W zeszłej dekadzie ta kategoria rzadko przyciągała widzów do multipleksów i nie była tam też szeroko reprezentowana. Tymczasem rok 2019 okazał się świetnym rokiem dla takiego kina i wszystko wskazuje na to, że może być jeszcze lepiej. koncept 13


Aleksandra Klimkowska

niePEŁNOSPRAWNI Jedyną niepełnosprawnością w życiu jest złe nastawienie. Te słowa wypowiedziane przez Scotta Hamiltona przyświecały spotkaniu zorganizowanemu 12.12.2019 przez Dolnośląski Oddział Klubu Lidera Rzeczypospolitej we Wrocławiu.

P

ozwólcie, że opowiem Wam o wydarzeniu, które uporządkowało nam wiele kwestii w głowach. Zacznijmy jednak od początku. Pewnego jesiennego popołudnia umówiliśmy się na spotkanie robocze, aby porozmawiać o pomysłach na nowy projekt. Dawid zapytał, czy może opowiedzieć o sytuacji, która spotkała go, gdy czekał na przystanku tramwajowym w Warszawie. Otóż zauważył osobę niewidomą. Dobry z niego chłopak, więc pomógł napotkanej kobiecie wsiąść do nadjeżdżającego tramwaju. Nie chciał być nachalny, przeszedł zatem do innej części pojazdu. Po chwili spojrzał na panią i stwierdził, że wydaje się być zdezorientowana. Pomyślał, że być może przypadkiem zaszkodził jej oferowaną pomocą. I tak wywiązała się dyskusja. Bo dla wszystkich z nas rzeczą naturalną jest, że żyją w naszym społeczeństwie osoby z niepełnosprawnościami (dowiedzieliśmy się, że zgodnie z zaleceniami europejskimi nie należy mówić „osoby niepełnosprawne”). I teoretycznie jesteśmy z tym stanem oswojeni, prawda? Ale kiedy przychodzi do bliższego kontaktu… często nie mamy pojęcia, jak należycie się zachować, tak, aby obie strony czuły się jak najbardziej komfortowo. Dlatego przy współpracy z Młodym Dolnym Śląskiem i Samorządem Studentów Uniwersytetu Wrocławskiego zaprosiliśmy trzech prelegentów: Basię Marcol (studentkę wrocławskiej polonistyki, która ma problemy z chodzeniem), Monikę Łojbę (studentkę

dziennikarstwa, miłośniczkę strzelania) oraz Mariusza Kędzierskiego (artystę i mówcę motywacyjnego, który nie ma dłoni). Goście opowiadali o najśmieszniejszych i najbardziej absurdalnych sytuacjach, jakich doświadczają w swoim życiu. Mamy dla was kilka wskazówek: nie pytajcie psa przewodnika osoby niewidomej, jak ma na imię. Przypuszczalnie nie odpowie. To, że ktoś jest niewidomy, nie oznacza od razu, że ma problemy ze słuchem. Jeśli ktoś nie ma dłoni, to nie musicie witać się z nim, wkładając mu rękę pod pachę. Po prostu łapcie za tę część, którą podaje. I nie patrzcie na osoby z niepełnosprawnościami jak na obcych. Jeśli chcecie wiedzieć, co się stało – po prostu zapytajcie. Bez podchodów, ale z taktem, tak jak w innych sytuacjach w życiu. Niesamowicie się cieszymy, że wywiązał się dialog pomiędzy widownią a gośćmi. Nie było pytań tabu. Było za to wiele wzruszeń, motywacji,

wdzięczności. Dziękujemy najbliższym naszych prelegentów, którzy – w ramach niespodzianki – opowiedzieli, jak to jest, gdy najbliższe im sercu osoby borykają się na co dzień z różnymi niedogodnościami. Całe spotkanie dodatkowo uświetniła marka Monte (Monte Snack zrobiło furorę zarówno wśród młodszych, jak i starszych) oraz listopadowe wydanie „Konceptu”. Jako koordynatorka całego projektu i prowadząca wydarzenie chcę serdecznie podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że spotkanie odbyło się właśnie w takiej formie. Uczestnikom, gościom, przedstawicielom instytucji pomagających osobom z niepełnosprawnościami. Jesteśmy niesamowicie wdzięczni za feedback, jaki otrzymaliśmy od osób, które wysłuchały niesamowitych historii naszych gości. To był nasz pierwszy tak duży projekt i już nie możemy doczekać się organizacji kolejnych!


Joanna Proskień

Anglia, której nie znacie

Seaford Head Nature Reserve to ukryty skarb południa. Nadmorski pejzaż z białymi klifami równoważony jest przez melancholijne, czarne, ciągnące się po horyzont kamieniste plaże.

koncept 15


1

2

3

16 styczeń 2020


Anglia to nie tylko Londyn czy Stonehenge. Południe Anglii zachwyca, urzeka i czaruje tak samo jak stolica, ale bez jej tłoku, hałasu i pędu. Południe jest idealne do relaksu i refleksji. By odpocząć w Anglii, trzeba udać się właśnie tam! 1. Brighton - największe miasto na południu, kurort, uzdrowisko. Miejscowość typowo wypoczynkowa, której symbolem są ciągnące się wzdłuż wybrzeża kolorowe, bajeczne budki letniskowe. 2. Cuckmere Haven - najpiękniejsza plaża Wielkiej Brytanii, dla której tłem są słynne białe klify. To one od wieków witają przybyszy, którzy dostają się tutaj od strony kanału La Manche. 3. Wszędobylskie owce pasą się na zielonych, krótkich angielskich trawnikach, dodając krajobrazowi jeszcze większej sielskości. 4. Brighton Pier - drugim symbolem Brighton jest molo. To prawdziwe centrum miasta i punkt obowiązkowy każdej wycieczki. Tutaj można zjeść, odpocząć i zrelaksować się, obserwując morskie krajobrazy.

4


na zdjęciach Litzmannstadt Ghetto, autor fotografii nieznany

Patryk Kijanka

Pragnienie życia Nie zmyje bowiem największa ulewa rozdartego zupełnie serca i nic nie zasklepi tej wiecznej pustki w duszy, mózgu, umyśle i sercu, jaka powstaje po utracie najukochańszego człowieka, który kocha swe życie tak jak ja – takie słowa 6 września 1942 roku zapisał w dzienniku uwięziony w piekle łódzkiego getta niespełna osiemnastoletni Dawid Sierakowiak. Było to dzień po wywiezieniu jego matki na śmierć.

P

rzed wybuchem II wojny światowej Łódź zamieszkiwało około 233 tysięcy Żydów. W tamtym okresie stanowili oni ponad jedną trzecią mieszkańców miasta. Jednakże rozpoczęta przez Niemcy II wojna światowa sprawiła, że wielu z nich zadecydowało o ucieczce za wschodnią granicę. Tym, którym nie udało się opuścić państwa, Niemcy zgotowali prawdziwe piekło. W Łodzi – podobnie jak w wielu innych okupowanych przez hitlerowców miastach – przedstawicielom społeczności żydowskiej sukcesywnie odbierano prawa, nakładano na nich zakazy i przejmowano ich majątki. Z czasem sytuacja mieszkańców ulegała już jedynie pogorszeniu. Punktem kulminacyjnym dla losu łódzkich Żydów było wprowadzone 8 lutego 1940 roku rozporządzenia wydanego przez szefa policji Johannesa Schäfera. Dyspozycja ta dotyczyła utworzenia Lizmannstadt Ghetto – specjalnej dzielnicy żydowskiej na

nad niemiecką administracją cywilną sprawował w tym miejscu Hans Biebow – zbrodniarz wojenny, członek NSDAP osądzony i stracony w Łodzi 23 czerwca 1947 roku. Kontrowersyjną i z reguły negatywnie ocenianą przez świadków postacią Lizmannstadt Ghetto był także wybrany na zwierzchnika żydowskiego Chaim Mordechaj. Spośród wszystkich stworzonych przez Niemców gett łódzkie funkcjonowało najdłużej, do 29 sierpnia 1944 r.

ODNALEZIENIE DZIENNIKA

Jedną z osób zmuszonych przez Niemców do opuszczenia swojego miejsca zamieszkania w związku z tworzeniem Lizmannstadt Ghetto był Wacław Szkudlarek, który po niemal pięciu latach – już po wyzwoleniu miasta – zdecydował się wrócić do swojego przedwojennego mieszkania. Po powrocie odkrył znajdujące się na piecu zeszyty. Okazało się, że są to

Łódzkie getto było pierwszym w pełni odizolowanym i zamkniętym obszarem przeznaczonym dla Żydów, które stworzyli Niemcy na terenie okupowanej Polski. terenie Łodzi. Oznaczało to, że ludzie zostali siłą zmuszeni do przesiedleń, a tym samym zostawienia swoich dotychczasowych domów. Już 30 kwietnia 1940 roku podjęto decyzję dotyczącą całkowitego zamknięcia granic getta. Najbardziej zaniedbany obszar Łodzi – obejmujący Stare Miasto oraz Bałuty – stanowił od tej pory przestrzeń do życia dla zgromadzonych tam pod przymusem Żydów. Łódzkie getto było pierwszym w pełni odizolowanym i zamkniętym obszarem przeznaczonym dla Żydów, które stworzyli Niemcy na terenie okupowanej Polski. Pieczę 18 styczeń 2020

relacje spisane przez zamkniętego w getcie Dawida Sierakowiaka, który wraz z rodziną w pewnym okresie zamieszkiwał lokal Wacława Szkudlarka. Sierakowski to urodzony 25 lipca 1924 roku łodzianin. Pozostawione przez niego dzienniki zawierają bezcenne dla świata świadectwo Holocaustu. Przypuszcza się, że istniały jeszcze dwa bruliony, które najpewniej spłonęły w piecu: z prozaicznej przyczyny walki o przetrwanie w trakcie mroźnej zimy w 1945 roku. Dwa pierwsze zeszyty zostały wydane w 1960 roku w oparciu o opracowanie pracownika naukowego oraz byłego


więźnia łódzkiego getta Lucjana Dobroszyckiego. Trzy zachowane i pozostałe dzienniki zostały oddane do druku wiele lat później za sprawą łódzkiego dziennikarza Konrada Turowskiego.

PRZEDWOJENNE SZCZĘŚCIE

Dawid był uzdolnionym uczniem cieszącego się dużą renomą Gimnazjum Towarzystwa Żydowskich Szkół Średnich. Przed drugą wojną światową mieszkał razem z ojcem Majlechem, matką Surą oraz o trzy lata młodszą siostrą Natalią w wynajmowanym mieszkaniu zlokalizowanym przy ulicy Sanockiej 22 w Łodzi. To właśnie obszar, na którym znajdował się lokal zajmowany przez rodzinę Sierakowiaków, Niemcy wybrali jako jeden z pierwszych przeznaczonych do masowych przesiedleń. Z dzienników Dawida można dowiedzieć się, że posiadał zdolność porozumiewania się w kilku językach oraz predyspozycje pedagogiczne, które później – już po uwięzieniu w getcie – starał się wykorzystać, by przetrwać: udzielał korepetycji dzieciom bardziej wpływowych rodzin. W brulionach zachowały się także jedne z jego ostatnich pozytywnych wspomnień poprzedzających wybuch drugiej wojny światowej. Żywiołowa relacja z odbywającego się latem 1939 roku obozu w Pieninach pozwala czytelnikowi poznać autora dzienników jako pozytywnego, zakochanego w przyrodzie i podróżach młodego, wrażliwego człowieka, który nie tracił dobrego humoru.

ROZPOCZĘCIE OKUPACJI

Dawid w swoim dzienniku wspomina o napiętej sytuacji politycznej panującej w sierpniu 1939 roku i mimo że wykazuje relatywnie duże zainteresowanie bieżącymi wydarzeniami, to nie wydaje się być przesadne przerażony nieubłaganie zbliżającym się zagrożeniem ze strony Niemiec. Nawet po powrocie do Łodzi i już rozpoczętym ataku nazistów nie stracił pozytywnego nastawienia,

czego przykład możemy odnaleźć w zapiskach dotyczących czasu spędzonego w schronie: Schodzimy na dół do schronu. Jest kilka panienek, robi się wesoło. Zaimprowizowałem nawet mowę Hitlera. Tymczasem dwa samoloty niemieckie zostały strącone. Za trzecim uganiają się kule.

PIEKŁO GETTA

Niestety nie zachowały się dzienniki, które zawierałyby relację Dawida z czasu, gdy przymusowo przesiedlono go wraz z rodziną do getta. Wiadomo jedynie, że autor dzienników nie miał w tym momencie skończonych nawet szesnastu lat.

i przymusowo wywiezieni za mury Lizmannstadt Ghetto. Mimo skrajnego wyczerpania spowodowanego głodem, Dawid z dużą światłością umysłu opisywał zmiany zachodzące w getcie. Czytając zapiski młodego Sierakowiaka, można dojść do wniosku, że autor niejako oswoił się ze śmiercią obecną na każdym kroku. Jednakże gdy 5 września 1942 roku jego matka została uznana za niezdolną do pracy i wywieziona na śmierć – autor dzienników uległ kompletnemu załamaniu. Biorąc pod uwagę fakt, że pół roku później umarł także jego ojciec, a sam Sierakowiak gasł z powodu postępującej „choroby getta”, Dawid zdawał się godzić ze

Czytając zapiski młodego Sierakowiaka, można dojść do wniosku, że autor niejako oswoił się ze śmiercią obecną na każdym kroku. Sierakowiak największą uwagę zwracał na wyniszczający głód, który był przyczyną ogromnej liczby zgonów w Lizmannstadt Ghetto, a także na fakt wytworzenia się sztucznej hierarchizacji wśród Żydów, która budziła ogromne poczucie niesprawiedliwości. Nastroje te były skierowane względem nielicznej grupy związanej z Chaimem Rumkowskim, która dzięki wpływom mogła liczyć na protekcję i bezcenne w tamtym czasie dodatkowe porcje żywnościowe. Obraz ten budził ogromne poczucie krzywdy wśród umierających z głodu ludzi, stanowiących zdecydowaną większość. Dawid wspominał także o celowym ograniczaniu informacji ze strony Niemców oraz o nieświadomości, która panowała wśród uwięzionych. Dowodem tego były dobrowolne zgłoszenia Żydów do rzekomych transportów do pracy. Ludzie, którzy łudzili się, że otrzymali szansę wyrwania się z piekła getta, w rzeczywistości trafiali do komór gazowych w przygotowanych do eksterminacji ciężarówkach w Chełmnie nad Nerem. W pewnym momencie pisania dziennika sam autor zastanawiał się nad tym, dokąd trafiły dzieci i starcy uznani za niezdolnych do pracy

swoim nieuchronnym, tragicznym losem. Słowa, które stanowiły zakończenie ostatniego zachowanego zeszytu, brzmiały: Doprawdy, nie ma dla nas ratunku.

PAMIĘĆ I WDZIĘCZNOŚĆ

Dawid zmarł 8 sierpnia 1943 roku i został pochowany na cmentarzu żydowskim znajdującym się przy ulicy Brackiej w Łodzi. Jego młodsza siostra Natalia prawdopodobnie została wywieziona i zgładzona w Auschwitz niespełna rok później. Przykład Sierakowiaka pokazuje, że ludobójstwa dokonane w okresie drugiej wojny światowej spowodowały nieodwracalną stratę dla całej cywilizacji. Niewykorzystany potencjał intelektualny, który tkwił w obdartych z godności ludziach, nigdy nie został wykorzystany. Tym samym nie dowiemy się, ile wspaniałych rzeczy mogły dokonać dla świata i ludzkości ofiary, które zakończyły swe życie za murami Lizmannstadt Ghetto. Dziś pozostała nam jedynie wdzięczność i pamięć o osobach pokroju Dawida, które mimo niewyobrażalnego cierpienia, odnalazły w sobie siłę do pozostawienia bezcennego świadectwa dla przyszłych pokoleń. koncept 19


Piotr Gozdowski

Dla kogo praca kreatywna? Jak wyglądają początki, z czym należy się liczyć i jak się przygotować na sukces w branży. Z prof. Rafałem Kasprzakiem rozmawia Piotr Gozdowski. Co należy rozumieć jako „branża kreatywna”? To takie formy działalności, wykorzystujące kreatywność człowieka w wytwarzaniu produktów. Możemy tutaj wymienić sektory aktywności jak praca literacka, aktywność filmowa, moda, sztuki perfomatywne, przemysł filmowy, muzyka, teatr i szeroko pojęta dziedzina rozrywki elektronicznej, do której należą zarówno gry wideo, jak i media społecznościowe, czyli aktywności, które wykonujemy w czasie wolnym z użyciem komputera czy urządzeń mobilnych. Do tego grona zaliczyłbym także influencerów, czyli osoby występujące w przestrzeni internetowej, promujących pewne postawy, idee czy produkty bądź usługi. W ramach branży kreatywnej możemy wykonywać też pracę na rzecz większej organizacji, np. pracując na zlecenie agencji reklamowej, ale zajmując się tylko wycinkiem jej pracy. Produkty wytwarzane przez sektor przemysłów kreatywnych nie istnieją samoistnie; każdy z nich wymaga określonego otoczenia tworzonego przez inne sektory gospodarki, tak aby mógł zaistnieć, co oznacza, że tego typu produkty sprzyjają wytwarzaniu produktów w branżach komplementarnych wobec nich. Sektor kreatywny dzięki wysokiemu potencjałowi twórczości może także inspirować lub wspierać rozwój innych branż. Przykładem może być organizacja festiwalu, który poza aktywnością w obszarze przeżyć artystycznych wytwarza określone efekty dla gospodarki regionu, generując dane efekty zewnętrzne.

20 styczeń 2020

Co ma kluczowe znaczenie na początku kariery: wykształcenie czy nabyte umiejętności, niekoniecznie ze studiów? Obecnie dzięki rozwojowi technologii obniżył się bardzo próg wejścia do branży kreatywnej. Dzisiaj, aby zmontować film stosunkowo profesjonalnie, wystarczy smartfon i bezpłatna aplikacja, którą możemy wybrać z kilkunastu propozycji. Podobnie jest z audycjami radiowymi: kiedyś bariera kapitałowo-technologiczna była dla pojedynczego, zwłaszcza początkującego twórcy nie do przejścia, dziś audycję w formie podcastu możemy stworzyć i umieścić w sieci praktycznie w kilkadziesiąt minut, nie narażając się na dodatkowe koszta. Aby stworzyć przebój i zaistnieć z nim, nie potrzebujemy studia nagraniowego. Oznacza to, że możemy nauczyć się zawodu praktycznie sami, korzystając z dostępnych dla wszystkich narzędzi. Jednak nic nie zastąpi talentu, czyli tzw. „iskry bożej” i oczywiście pracy. Wykształcenie, czy to studia, czy kursy, czy praktykowanie u kogoś, choćby na zasadzie mistrz – czeladnik, na pewno nie przeszkodzą, pozwolą np. nawiązać relacje, tzw. znajomości, jednak wspomniany niski próg wejścia pozwala ominąć wymagania, typu konieczność zdobywania wykształcenia czy doświadczenia zawodowego. Jak powinien przygotować się i jakie aktywności podejmować kandydat na członka branży kreatywnej? Na pewno dużą rolę odgrywa nastawienie mentalne. Praca kreatywna to bardzo duże obciążenie mózgu, a nigdy nie wiemy, jak osiągnie-


ST

N

my efekt. Zdarza się, że sukces osiągniemy np. pierwszym filmikiem na popularnym portalu internetowym, uzyskując kilkaset tysięcy wyświetleń, a kolejny nie spotka się z praktycznie żadnym zainteresowaniem. Ktoś planujący karierę w branży kreatywnej powinien nastawić się na to, że będzie potrzebował dużo samozaparcia, a wielce prawdopodobne jest, że nie uniknie okresów frustracji. Bardzo często w branży kreatywnej jako odbiorcy widzimy efekt, który zazwyczaj firmowany jest jednym nazwiskiem, marką czy twarzą. Jednak na to składa się sztab ludzi, więc na końcowy sukces składa się wiele osób, nie możemy być ekspertami od wszystkiego. Jeśli widzimy influercerkę w atrakcyjnej scenerii, to zazwyczaj pracuje na to grono ludzi: styliści, makijażyści, fryzjerzy, operatorzy, fotografowie itd. To są właśnie też zalety aktywności typu studia czy praktyka: nawiązujemy kontakty w branży kreatywnej, z których możemy skorzystać w procesie twórczym, zaoferować swoje usługi, kiedy innemu twórcy brakuje kompetencji w naszej dziedzinie czy znaleźć odbiorców, czy klientów. Jak wygląda model pracy w gospodarce kreatywnej, przypomina los przedsiębiorcy, freelancera czy może jest podobny do pracy etatowej? Dzisiaj modele pracy zaczynają odbiegać od tradycyjnego schematu pracy, więc można powiedzieć, że praca w branży kreatywnej zaczyna przypominać inne sektory. Tradycyjne branże, zwłaszcza związane z masową produkcją, przenoszą się w inne rejony świata, w UE zaczyna-

UD E N T

A R NKU Y

ją dominować usługi. Cyfryzacja gospodarki i zmiana jej charakteru pozwala uelastycznić sposób pracy, możemy pracować np. w domu albo podróżując, a członków zespołu możemy mieć z całego świata. Patrząc na klasyczny model, praca kreatywna najbardziej przypomina pozycję freelancera, ale też spotykane są opcje zatrudnienia na etacie, np. w instytucjach kultury. Praca na zasadach freelance’u wymaga, oprócz wspomnianego samozaparcia, także umiejętnego i konsekwentnego rozplanowania pracy. Jak wynagradzana jest praca w branży kreatywnej: zarówno sposób wypłacania, jak i drabinka płac? Produkty wytwarzane przez sektor przemysłów kreatywnych powstają w odpowiedzi na popyt zgłaszany przez konsumentów, który jest bardzo trudny do efektywnego oszacowania i zbadania. To wiąże się z ryzykiem związanym z prowadzeniem działalności w tej branży, a także silnej asymetrii w kosztach i przede wszystkim przychodach. Wspomniany niski próg wejścia powoduje, że konkurencja jest bardzo liczna i w każdej chwili może urosnąć, np. w związku z jakimś nowym, prostym i łatwo dostępnym rozwiązaniem technicznym. Ogromny i szybki sukces finansowy, z którymi kojarzone są gwiazdy branży kreatywnej, osiągnie niewielu. Co jest największym ograniczeniem rozwoju kariery w gospodarce kreatywnej? Przede wszystkim praca w branży kreatywnej to ogromne obciążenie mózgu. Zmuszamy koncept 21


go do aktywności, jakich w normalnym trybie działania wykonuje niewiele, porównując inne sektory. Kolejnym czynnikiem jest ogromna konkurencja, co w kolei oznacza trwałą walkę o odbiorców i sukces finansowy. Jednak to wszystko rekompensowane jest przez możliwość samorealizacji. To kompensuje te wszystkie niedogodności, daje niespotykaną frajdę i motywację, by pokonywać wszelkie bariery. Jak wygląda rozplanowanie pracy w branży kreatywnej, gdzie i na jakich czynnościach spędza się czas? Kreatywność ma to do siebie, że przychodzi w bardzo różnych momentach. Są techniki, które sprzyjają stymulowaniu kreatywności. Ta „iskra boża” może przyjść w najbardziej nieoczekiwanych momentach, podobnie jak wśród osób zajmujących się wynalazkami. Historie o tym, jak ktoś robił coś kompletnie niezwiązanego z przedmiotem aktywności i nagle wpadał na genialne odkrycie, są bardzo częste. Możemy się zainspirować w wielu miejscach i podczas różnych czynności, inspiracją może być widok albo spotkanie. Praca na akord czy zmianowa jest bardzo łatwa do zaplanowania: pierwsza zmiana 8-16, druga 16-24 itd. W przypadku branży kreatywnej nie jesteśmy w stanie zaprogramować siebie jako człowieka, że będę kreatywny między 8 a 16. Często osoby pracujące w branży kreatywnej mają nieregularny tryb pracy, np. rozpoczynają, jak się przebudzą, kończą późno w nocy. Trudno jest znaleźć wspólny scenariusz. Chyba że pracujemy w instytucjach kultury, zatrudniających na etat i wtedy jest określony wymiar godzinowy.

Jednak trudno jest wiele osiągnąć, jeśli nie stosuje się samodyscypliny. Pisarze, zwłaszcza ci najbardziej płodni, nie pracują, kiedy ich najdzie wena, tylko wyznaczają sobie ramy, np. 8 godzin pisania dziennie od poniedziałku do soboty. A wielki sukces osiągają ci, którzy samodyscyplinę opanowali do ekstremum. Czy praca w domu może być efektywna? Praca w domu może być zarówno kreatywna, jak i efektywna pod warunkiem, że zostaną zachowane zasady higieny. Najlepiej jest mieć wydzieloną przestrzeń, która jest miejscem pracy, a nawet ubierać się do pracy w domu. W tej przestrzeni nie powinniśmy spędzać czasu prywatnego. Niektórzy eksperci uważają, że powinno rozdzielać narzędzia do pracy i do spędzania czasu wolnego, np. gdy pracujemy na komputerze, powinniśmy mieć dwa urządzenia: jedno właśnie do pracy, drugie przeznaczone do zabawy czy rozrywki. Wydzielenie w domu osobnych sfer jest trudne, ale to naprawdę pomaga. Jak poradzić sobie z „kryzysami twórczymi”, jak wyzwolić kreatywne myślenie w chwilach zmęczenia? Jest kilka metod, na pozór bardzo się różniących. To, co najczęściej się powtarza w literaturze przedmiotu, to: słuchanie muzyki poważnej, sport, ruch na świeżym powietrzu, relaks, spotkania towarzyskie, socjalizacja. Z punktu widzenia fizjologii proces kreatywny jest bardzo dużym obciążeniem dla mózgu i mózg stara się tego procesu unikać. To wywołuje potrzebę odreagowania.

Sprawdzaj swoją wiedzę w quizach ekonomicznych

i zdobywaj nagrody! Co musisz zrobić? - Zapoznaj się z cyklem ekonomicznym projektu „Student na rynku”. - Zarejestruj się na stronie www.quiz.gazetakoncept.pl - Rozwiąż dostępne Mini Quizy Ekonomiczne. - Raz na 3 miesiące weź udział w Quizie Ekonomicznym z nagrodami. - Rozwiązuj quizy i weź udział w Wielkim Quizie Ekonomicznym. - Ciesz się zdobytą wiedzą i nagrodami!

Kolejny mini quiz do rozwiązania

jest już dostępny! Do wygrania: 22 styczeń 2020

9 x tablet 3 x laptop

W każdym numerze „Konceptu” nowy

dodatek ekonomiczny Regulamin Konkursu: www.quiz.gazetakoncept.pl


Łukasz Samborski

Jesteś kreatywny? Działaj!

W

świecie nowych mediów i niezliczonych perspektyw wynikających m.in. z bezproblemowego podróżowania, możliwości na rynku pracy są coraz bardziej zróżnicowane. Pracodawcy w ofertach często apelują o otwarty umysł i duże pokłady entuzjazmu, a sami obiecują możliwość wdrażania własnych pomysłów. Młodzi ludzie w każdej chwili mogą wyjść z inicjatywą i założyć własny biznes, o czym pisaliśmy w ostatnim numerze. Nic nie stoi więc na przeszkodzie, by zadebiutować w branży kreatywnej, choć warto wiedzieć, z czym wiąże się praca w tym sektorze, i jak można przygotować się do funkcjonowania w creative industries. Pod hasłem branża kreatywna kryją się wszelkie wytwory i usługi mające wartość artystyczną lub rozrywkową. Od aktorów i pisarzy przez dziennikarzy po event managerów, administratorów kont firmowych w serwisach społecznościowych i influencerów, którzy pod własnym nazwiskiem reklamują w internecie

wybrane towary – oni wszyscy pracują w branży kreatywnej i, zgodnie z wyliczeniami PARP („Przemysły kreatywne w Polsce – perspektywy rozwoju”), stanowią aż 4,6 proc. zatrudnionych w Polsce. To oni rewitalizują tereny pofabrycznej Łodzi i hale, które od czasów świetności gdańskiej stoczni świecą pustkami, wypuszczają na rynek autorskie marki odzieżowe i rejestrują agencje PR-owe. Co ich łączy? Talent, ambicja i samodyscyplina. Nie bez znaczenia jest też znajomość tricków, które pomagają w efektywnej i jakościowej pracy. Oczytanie i lekkie pióro są efektem wielu przewertowanych stron i przeanalizowanych tekstów. Łatwość w przyswajaniu zagranicznej terminologii i umiejętność odnajdywania się w nowych projektach, które z powodzeniem realizowane są już za granicą, stanowią mniejszy problem, kiedy dobrze operuje się językami obcymi. Kiedy talent plastyczny lub smykałka komputerowa połączone są ze studiami, które dają

np. marketingowe know-how, łatwiej jest o sprecyzowanie biznesplanu i start w działaniu. Do podjęcia ryzyka i innowacyjności zachęca Komisja Europejska, która właśnie w sektorze kreatywnym upatruje ekonomicznej przeciwwagi dla nowoczesnych potęg azjatyckich. Praca kreatywna to praca umysłowa, więc pod żadnym pozorem, szczególnie w okresach tzw. kryzysu twórczego, nie można zapomnieć o zdrowych, pożywnych posiłkach, dobrym śnie i regularnym dotlenianiu. Nienormowany czas pracy i brak stałości etatu wymagają samodyscypliny, a w pewnym stopniu również kreatywności, która pozwoli w odpowiedni sposób dysponować środkami finansowymi, oszczędzać je i być przygotowanym na czas recesji. Masz predyspozycje? Pomysł? Realizuj go, bo pracowici wizjonerzy zmieniają świat na lepszy, a przecież w naszej, polskiej naturze leży odwaga, tak potrzebna do realizowania śmiałych idei. Powodzenia!

koncept 23


KRZYŻÓWKA

14. Strategia polegająca na zabezpieczaniu się przed zmianą ceny instrumentu bazowego, na przykład: ceny dobra, kursu waluty, stopy procentowej.

POZIOMO:

16. Inaczej znak fabryczny, znak firmowy, znak określający producenta: nazwa lub symbol graficzny.

2. Krzywa … ilustrująca statystyczną zależność pomiędzy stopą bezrobocia a inflacją płac.

17. Wspólnik spółki akcyjnej lub spółki komandytowo-akcyjnej będący posiadaczem akcji wyemitowanych przez taką spółkę.

5. To rodzaj handlu, w którym dobra lub usługi są bezpośrednio wymieniane na inne dobra lub usługi bez udziału pieniądza.

18. Jest instrumentem ułatwiającym bezgotówkowe rozliczenie międzynarodowych transakcji handlowych.

8. Ustawodawstwo, forma stanowienia prawa, w którym organy państwowe i samorządowe tworzą akty prawne powszechnie obowiązujące na danym terenie.

19. … papier wartościowy to dłużny papier wartościowy emitowany wyłącznie przez banki na warunkach podawanych do publicznej wiadomości.

9. Jedna ze stron cesji. 11. Źródła finansowania majątku przedsiębiorstwa.

20. Transakcja mająca na celu wykorzystanie różnicy w cenach tego samego dobra na dwóch różnych rynkach w dwóch różnych postaciach.

12. Rynek … to rynek obrotu papierami wartościowymi, na którym transakcje odbywają się bezpośrednio pomiędzy uczestnikami rynku, bez pośrednictwa trzeciego podmiotu.

PIONOWO:

1. Największe państwo pod względem liczby ludności.

3. W świecie mediów społecznościowych osoba wpływowa, która jest w stanie oddziaływać na decyzje wielu ludzi, z którymi posiada trwałe relacje. 4. Podkarpackie miasto z zamkiem Lubomirskich i Potockich. 6. Proces wyprowadzania ze stanu kryzysowego zdegradowanych obszarów miasta. 7. Administracyjne obniżenie kursu waluty kraju w stosunku do innych walut. 10. Opłata nakładana przez państwo na towary w związku z ich wywozem i przywozem dokonywanym przez granice. 13. To proces społeczny i zarządczy, mający na celu rozpoznawanie, pobudzanie i zaspokajanie potrzeb klientów. 15. Jedna z form finansowania działalności przedsiębiorstwa polegająca na wykupie wierzytelności przez forfaitera od forfaitysty.

1

2

3

6 4

5

6

5

7

8

9

10

13

11

3

4

11

12

9 13

16

14

15

16 17

2

14

10

8

1

18

19

12

20

Rozwiązanie: 1

24 styczeń 2020

2

3

7

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

15


Niezbędnik intelektualisty Jakub Greloff

Będąc młodym intelektualistą Po czym poznać, że weszliśmy na drogę kultury wiodącą do poznania samego siebie? Tego nie sposób pomylić z niczym innym. Wówczas jak poeta zakrzykniemy: „Nigdy jeszcze nie utwierdziłem się mocniej w kojącej pewności: jestem obywatelem Ziemi, dziedzicem nie tylko Greków i Rzymian, ale prawie nieskończoności”.

ytuacja bycia w świecie skłania nas do przyłączenia się do tej inspirującej pracy odkryć i ustaleń trwających od pokoleń. Przez przynależność do danej nam wspólnoty historycznej każdy jej coś przydaje, ale i ona coś nam powierza. Bez konsekwentnego wysiłku nie dotrzemy do przyswojenia, do uczynienia swoim tego wielkiego spadku. Intelektualne bogactwo pozostanie cudze, a my utkniemy uwięzieni w historycznym wyobcowaniu, w miejscu odległym o znaczny kulturowy dystans od naszych poprzedników i nam współczesnych. Wola jest kluczem do sprawy. To ona w jednoznaczny sposób odpowiada na pytanie: kto? Kto ma podjąć wyzwanie? Kto nawiąże dialog na miarę pokoleń? Kto wzbogaci swą osobowość? Czas zbuntować się przeciwko wszechobecnej atmosferze buntu. I zwrócić się w górę strumienia, do źródła starannie ukrytego w tajemnicy swego początku. Powiedzieć: „ja chcę”, to znaczy zarazem: „podjąłem decyzję”, „rozporządzam sobą”. Wysiłek intelektualny jest jak wysiłek mięśni. Uśpione ideały czy twórczość, której nie dano szansy – to dlatego zastępy nieodkrytych talentów chodzą po świecie. Ludzka myśl potrzebuje światła, by mknąć do przodu. Okręt nie został zbudowany po to, by stał w porcie. Ta zachęta ma praktyczny

S

sens i może mieć takowy skutek. Nie chodzi tu jedynie o poznawczą ciekawość świata, ale o to, by obrać właściwy kurs i cała na przód! W życiu nie ma aż tak wielu okazji, by tego kroku dokonać. Szkoła średnia dla wielu z nas to jeszcze zbyt wcześnie, żeby zrozumieć i docenić to kulturowe dziedzictwo. Studia są jedną, a dla wielu wręcz jedyną okazją, nim praca zawodowa zaangażuje niemal pełnię naszych sił. Ruszajmy, póki można. Byśmy poniewczasie nie spostrzegli: „Wypłynąłem na suchego przestwór oceanu”. Intelektualista, jak każdy inny, posiada swój warsztat pracy. Kto raz solidnie w pocie czoła go opanuje, ten zawsze już będzie z niego korzystał. A kto ni razu nie był intelektualistą, tego zawsze już będzie kusić droga łatwizny. Na warsztat składają się: miejsce, czas i asceza. Miejsce to biblioteka lub laboratorium, gdzie ślęczymy godzinami przy szeroko rozumianym biurku. Czas na naukę albo jest precyzyjnie wyznaczony każdego dnia, albo zostanie nam skradziony. Tylko wówczas zadziała prawo narastania, dając na koniec przyjemność zwieńczonego dzieła. Asceza zaś jest konieczna, ponieważ by do czegoś dojść, trzeba umieć przetrwać długo bez gratyfikacji. Walka jest stała, a sukcesy przychodzą nieśpiesznie. Czeladnik musi polubić trzy rzeczy: papier, ciszę i brak uznania. Papier, ponieważ konieczna jest zażyłość z książkami. Żyjemy

Czas zbuntować się przeciwko wszechobecnej atmosferze buntu. w czasach, w których prawdziwa wiedza nie została jeszcze zdigitalizowana i nadal spoczywa w książkach. Intelektualista zna siłę ciszy i nie ulega dyktaturze hałasu. A brak uznania ze strony otoczenia uczy pracy pomimo to. Wytrwałość w małych rzeczach, zachowanie ładu, uporządkowanie otoczenia, plan dnia i punktualność, zasada golden hour, wytrwanie w pracy i w tej ostatniej minucie przed przerwą położenie na stole obrazka z kimś, kto nas inspiruje. Czy to wszystko przyda się w życiu? Praca naukowa jest najtrudniejszą formą pracy, wymaga samodyscypliny, prostowania intencji i wyzwalania motywacji. Intelektualiście zostanie człowiekiem pracy, homo faber, przyjdzie później bez najmniejszego trudu. koncept 25


Kamil Kijanka

Jazz przywędrował z mrocznych zakątków Nowego Orleanu Pierwsze tropy do muzyki jazzowej w formie znanej nam dzisiaj nie prowadzą wcale na ekskluzywne salony, pełne dystyngowanego, eleganckiego towarzystwa. By odszukać ślady związane z początkiem jazzu, należy udać się w podróż na południe Stanów Zjednoczonych. To tu, w najbardziej mrocznych zakątkach Nowego Orleanu, w dzielnicach biedoty i wszechobecnej prostytucji, narodził się ten gatunek muzyczny.

D

roga przyszłych wirtuozów trąbki bywała zbliżona. Louis Armstrong urodził się i dorastał w tym największym mieście Luizjany, choć życie nie należało tam do najłatwiejszych. Pochodził z bardzo biednej rodziny. Jego matka i siostra były prostytutkami. Miłość do muzyki uratowała mu skórę – od najmłodszych lat miał bowiem problemy z prawem. Kiedy zdecydował się poświęcić muzycznej drodze, przeniósł się z Nowego Orleanu do Chicago. Tak się złożyło, że w tym samym kierunku popłynął po raz pierwszy także i jazz. Było to w latach dwudziestych XX wieku. Jednak aby zrozumieć, skąd wzięły się właśnie takie, a nie inne okoliczności jego narodzin, należy poszukać znacznie głębiej.

fot. Jimmy Baikovicius

Z AFRYKI DO STANÓW

Kształtowanie się tego gatunku było procesem długotrwałym. Można go podzielić na kilka istotnych etapów. Pojawienie się czarnoskórych ludzi w Ameryce Północnej miało znaczący wpływ na powstanie jazzu. W ogólnym ujęciu należy przyjąć, że na współczesny jazz składają się elementy muzyki ludowej, rozrywkowej i artystycznej. Jest to wynik połączenia wpływów zachodnioafrykańskich i europejsko-amerykańskich. Zanim jednak do tego doszło, musiało upłynąć niezwykle dużo czasu. Proces kształtowania się muzyki jazzowej w obecnej postaci jest bardzo nieoczywisty i zdaniem wielu związany z początkiem niewolnictwa w USA. Na początku XVII wieku rozpoczął się transport ludności afrykańskiej z Afryki do Stanów 26 styczeń 2020

Zjednoczonych. Postępujące niewolnictwo przyczyniło się pośrednio do popularyzacji kultury i muzyki ludów murzyńskich. Opierały się one zazwyczaj na prostej melodii i kładły główny nacisk na wokal. A to właśnie rytm i emocje są charakterystyczne dla jazzu.

NIEWOLNICTWO, KOŚCIÓŁ I RAGTIME

Z czasem można było zaobserwować coraz większy wpływ protestantyzmu na miejscową twórczość muzyczną, a tym samym większe zainteresowanie psalmami, chórami i tematyką religijną. Ta tragiczna historia początków obecności Afrykańczyków w USA przyczyniła się do powstania negro spirituals, czy plantation songs – pieśni śpiewanych przez niewolników. To z kolei dało podwaliny pod formowanie się kolejnych gatunków muzycznych, takich jak blues i ragtime. Ciekawe jest to, że choć blues pojawił się wcześniej niż jazz, to ten drugi gatunek stał się popularny jako pierwszy. Można go tłumaczyć jako „smutek”, ulegał

zowała się synkopowanym rytmem z jednostajnym, schematycznym tłem w partii basowej. Miała formę cykliczną na kształt ronda, w której jedna z części odpowiadała za refren, pozostałe zaś oddzielały ją, budując różne nastroje. Mimo że ragtime utożsamia się z pierwszym stylem jazzowym, różnił go brak podstawowych elementów dla tego gatunku – improwizacji oraz swingowania. Najsłynniejszym przedstawicielem ragtime’u był pochodzący, najprawdopodobniej z Texarkany w stanie Teksas, afroamerykański kompozytor Scott Joplin, żyjący w latach 1868–1917.

TAJEMNICZA ETYMOLOGIA

Tak jak zawiłe są wspólne korzenie dla samego gatunku muzycznego, tak równie interesujące jest samo pochodzenie słowa jazz. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, w jaki sposób ten termin zaczęto powszechnie utożsamiać z tą muzyką. Wiadomo, że w slangu słowo to krążyło już na początku 1912 roku. Cztery

Tak jak zawiłe są wspólne korzenie dla samego gatunku muzycznego, tak równie interesujące jest samo pochodzenie słowa jazz. licznym modyfikacjom. W muzyce tej poruszane były takie kwestie jak relacje damsko-męskie czy problem nierówności społecznej. Ragtime jest dużo trudniejszy do zdefiniowania. Ta forma taneczna, docelowo wykonywana przy użyciu instrumentów klawiszowych, przesuwała akcent na słabszą część taktu. Inaczej mówiąc – charaktery-

lata później, jeden z największych dzienników w Stanach Zjednoczonych w pewnym ze swoich artykułów wykorzystał słowo „jazz” w odniesieniu do muzyki. Jazz od początku swojego istnienia, tj. mniej więcej od końca pierwszej dekady poprzedniego stulecia, ewoluował i ulegał licznym przeobrażeniom. Stąd też można


wyróżnić wiele rodzajów jazzu, związanych z konkretnym okresem lub nawet miejscem. By mieć jakiś punkt zaczepienia, warto tę muzykę zamknąć w konkretne klamry. Należy jednak wyraźnie zaznaczyć, że są to jedynie umowne, a nie sztywne ramy czasowe. Można zatem wyróżnić trzy najważniejsze fazy w historii tego gatunku. Pierwszą z nich jest jazz tradycyjny, trwający (umownie) w latach 1910–1930. Jak można się domyślić, na okres ten składa się kilka nurtów, wśród których można wyróżnić dixieland, zwany także jazzem wczesnym. W tym stylu nowoorleańskim wykorzystywano puzon, trąbkę, klarnet gitarę lub banjo, tubę, perkusję, fortepian czy kontrabas. Tu jeden instrument wiodący gra określoną melodię, a pozostałe improwizują w zbliżonym tonie. Innym rodzajem

– Glenna Millera, Duke’a Ellingtona czy Benny’ego Goodmana – cieszą się poważaniem i są odtwarzane przez współczesne grupy. Po drugiej wojnie światowej wkroczyliśmy w fazę jazzu nowoczesnego – opartego w głównej mierze na kilkuosobowych zespołach muzycznych. Od tego czasu jazz przechodził wiele przemian. W latach czterdziestych najpopularniejszy był bebop, który dawał więcej miejsca na improwizację i rytmikę. Najpopularniejszymi przedstawicielami tej odmiany jazzu byli Thelonious Monk, Charlie Parker i Dizzy Gillespie. W następnej dekadzie prym wiódł cool-jazz, styl zdecydowanie bardziej stonowany, pod przewodnictwem Milesa Davisa. Po nich na salony jazzu nowoczesnego wkroczyły hard bop, free jazz i fusion, czyli jazz-rock. Hard

W najbardziej mrocznych zakątkach Nowego Orleanu, w dzielnicach biedoty i wszechobecnej prostytucji narodził się ten gatunek muzyczny. znanym w pierwszym okresie był jazz chicagowski, który kładł nacisk na improwizację solo. Druga faza przypada na przełom lat trzydziestych i czterdziestych. Jest to czas swingu, czyli muzyki wykonywanej przez big-bandy – wieloosobowe zespoły instrumentalne. Do dziś największe big-bandy z tamtego okresu

bop stanowił niejako odpowiedź na ugrzecznionego poprzednika, włączając w linię melodyczną elementy rhytm and bluesa, bluesa czy muzyki gospel. Free jazz to nurt niezwykle istotny w historii, który rozwinął się na początku lat sześćdziesiątych i jest popularny do dziś. Swoje piętno odcisnął na wielu zespołach, także

spoza sceny jazzowej. John Coltrane, choć początkowo tworzył kompozycje w stylu hard bop, z czasem stał się jednym z najwybitniejszych przedstawicieli free jazzu. W odmianie tej nie tylko można zauważyć jeszcze więcej miejsca na improwizację, ale również łączenie styli i zapożyczenie elementów muzyki etnicznej z całego świata.

NARODZINY PIĘKNA

Zwykło się mówić, że piękno rodzi się w bólu. Tak też w skrócie można powiedzieć o muzyce jazzowej. Okoliczności powstania tego nurtu czy korzenie, z których się wywodzi, są przepełnione historiami ludzi pełnymi cierpienia. Jego początków należy doszukiwać się przed wiekami, wraz z pojawieniem się pierwszych niewolników z Afryki na terenie Stanów Zjednoczonych. Tworzona przez nich muzyka była ich odpowiedzią i świadectwem niedoli, którą starano się osładzać poprzez muzykę. Z czasem stała się formą protestu wobec nierówności społecznych i wyrazem sprzeciwu na taki stan rzeczy. To z tej właśnie muzyki, o ironio, na początku poprzedniego stulecia, w obskurnych ulicach Nowego Orlenu zrodził się tak szanowany w każdej części świata gatunek muzyczny. Dzisiaj jazz zachwyca, ale by znaleźć się na należnym mu miejscu, musiał przejść drogę niezwykle wyboistą.

koncept 27


Karolina Krupa

Bądź świadomym konsumentem

Planowe postarzanie produktów to poważny problem. Produkujemy przez to coraz więcej elektrośmieci, co szkodzi nam, środowisku i z dużym prawdopodobieństwem także gospodarce. Producenci celowo tworzą taki sprzęt, w którym tuż po okresie gwarancji awarii ulega zwykle jeden, ale za to najdroższy element. Jego wymiana i naprawa to koszt porównywalny do zakupu nowego modelu.

R

ola konsumenta sprowadza się do zakupu, szybkiego zużycia i wyrzucenia produktu, a następnie kupienia kolejnego. Częściowo da się odzyskać surowce, ale wiele niebezpiecznych związków chemicznych, które posiada każde urządzenie elektryczne i elektroniczne, trafia do środowiska, co może spowodować zatrucie rzek, zwierząt i ludzi, a w konsekwencji: katastrofę ekologiczną. Nierzadkim procederem jest też przewożenie śmieci do krajów najsłabiej rozwiniętych pod przykrywką recyclingu. Koncerny zatrudniają inżynierów, których zadaniem jest zaprojektowanie „słabych ogniw” urządzeń, aby po pewnym czasie zepsuły sprzęt. Są to na przykład: aktualizacje oprogramowania smartfonów, które celowo spowolnią działanie procesora telefonu, niska żywotność baterii, ograniczanie żywotności żarówek, drukarki z bardzo drogimi tonerami lub takie, które sygnalizują wymianę tonera zaledwie po 2/3 jego zużycia itd.

POMYSŁY CZEKAJĄCE NA REALIZACJĘ

Wielokrotnie duże firmy były już oskarżane o tego rodzaju praktyki. We Francji w 2015 r. został przyjęty projekt ustawy, który przewiduje dwa lata więzienia i 300 tysięcy euro grzywny za celowe wywoływanie awarii w produkowanych urządzeniach. Skorzystaliby na tym konsumenci, którzy rzadziej musie28 styczeń 2020

liby wymieniać sprzęt domowy. W 2016 r. niemiecki Urząd ds. środowiska opublikował raport, z którego wynika, że sprzęty RTV i AGD psują się średnio o kilka lat szybciej niż kilkanaście lat temu. Niestety korzyści z ustawy we Francji są niewielkie, bo rząd nie planuje masowych kontroli produktów. Warto również pamiętać, że nawet gdyby urządzenia były badane, wciąż byłoby trudno udowodnić, że użycie słabej jakości komponentu jest celową próbą uśmiercenia sprzętu po upływie wyznaczonego czasu, a nie zwykłą oszczędnością na kosztach produkcji. Półtora roku wcześniej, też we Francji, zgłoszono inny projekt, który miał nałożyć na producentów obowiązek udzielania minimum pięciu lat gwarancji oraz zabronić im stałego montowania

o sposobie działania akumulatorów litowo-jonowych, ich trwałości, jak i samym użytkowaniu z możliwością wymiany. Firma ta oficjalnie przyznała, że celowo spowalnia swoje smartfony, jeśli ich ogniwa nie spełniają norm, i oficjalnie przeprosiła, obniżyła koszty wymiany akumulatorów oraz dodała w iOS stosowną informację o stanie ogniwa i możliwości wyłączenia algorytmu zmniejszającego wydajność. Kary te zostały już nałożone, ale pojawiły się odwołania. W przypadku Apple’a podobne śledztwa toczą się nadal we Francji, gdzie agencja ochrony konsumenta może obciążyć tę firmę do 5% rocznego obrotu. Planowane postarzanie produktów jest łatwiejsze do zastosowania przez oligopole – tam gdzie jest mniejsza konkurencja i wysokie

Rozważa się także wprowadzenie zakazu sprzedaży sprzętu elektronicznego z trudno wymienialnymi akumulatorami. akumulatorów w urządzeniach. Co więcej, firmy miały gwarantować francuskim konsumentom dostęp do części zamiennych przez co najmniej 10 lat od wprowadzenia sprzętu na rynek. Niestety tamten projekt został zablokowany przez grupy lobbystów. Sprawa jednak toczy się dalej też w innych krajach UE, w zeszłym roku we Włoszech złożono wniosek o nałożenie grzywny po 5 milionów euro na Samsunga i Apple’a. Apple ma zapłacić dodatkowe 5 milionów euro za brak informacji

koszty wejścia na rynek. Z teorii ekonomii rynek oligopoli nie musi być (lub ze swej natury nie jest) konkurencyjny, tzn. poprzez obserwację konkurencji zarządy oligopoli nie podejmują kroków mających na celu uszczuplenie w przyszłości zysków całej branży. Jest to tzw. dylemat firmy, która się wyłamie, proponując coś taniego o dłuższym okresie przydatności. Początkowo jej zyski wzrosną, ale z czasem inne firmy zrobią tak samo i straci ona początkową przewagę. W efekcie producenci całej branży będą zarabiać


mniej. Z teorią, że dzięki większej produkcji nietrwałych urządzeń mamy większe zatrudnienie, więcej zarabiają koncerny i szybciej rozwija się gospodarka, trudno także jednoznacznie się zgodzić. A gdyby tak ci wielcy gracze musieli więcej inwestować w badania i rozwój, by stworzyć nowocześniejsze rzeczy, nowej generacji, o których nam się jeszcze nie śniło, a nie w produkcję nowej linii, która tylko nieznacznie

swobodę w ustalaniu poziomu trwałości swoich produktów. Organ doradczy UE – Europejski Komitet Ekonomiczno-Społeczny (EKES) - ogłosił w 2013 r., że bada „całkowity zakaz planowanego starzenia się”. Stwierdził, że zastąpienie produktów, które mają przestać działać w ciągu dwóch lub trzech lat od ich zakupu, jest marnotrawstwem energii i zasobów oraz generuje zanieczyszczenie. W 2014 r. EKES zorganizował okrą-

W internecie można znaleźć wiele porad na temat walki z planowanym postarzaniem produktów. Dotyczą one możliwości naprawy sprzętów lub przedłużenia ich działania. różni się od tej z zeszłego sezonu? Dobrym pomysłem wydaje się etykietowanie produktów, co wskazuje na trwałość urządzenia, dzięki czemu konsument może wybrać czy woli kupić tani produkt, czy droższy i trwalszy. Rozważa się także wprowadzenie zakazu sprzedaży sprzętu elektronicznego z trudno wymienialnymi akumulatorami. Politycy i działacze w stanie Waszyngton rozważają wprowadzenie zakazu sprzedaży sprzętu elektronicznego z trudno wymienialnymi akumulatorami. W Substitude House Bill 2279 zauważają, że „producenci, utrudniając możliwość napraw i serwisowania sprzętu elektronicznego, działają na niekorzyść konsumenta. Wobec czego zamierzeniem ustawodawcy jest rozszerzenie dostępu do informacji oraz narzędzi niezbędnych do naprawy elektroniki użytkowej”. Jeden z wnioskodawców stwierdził (dla portalu Motherboard), że Apple przykleja baterię do obudowy w iPhonie tylko po to, by zapobiec próbom napraw tych smartfonów. Inny pomysł to wprowadzenie globalnego systemu recyklingu, by producenci brali odpowiedzialność za „całe życie” sprzedawanego sprzętu: od fabryki po wysypisko śmieci. Tak żeby nie konsument, a producent ponosił ostateczną odpowiedzialność za elektrośmieci. Na chwilę obecną Unia Europejska nie zaproponowała jednak poważnych zmian w prawie, a strategia wymyślonej trwałości zasadniczo nie jest zabroniona, bo producenci mają

gły stół w Madrycie pt. „Najlepsze praktyki w dziedzinie wbudowanej przestarzałości i konsumpcji opartej na współpracy”, na którym wezwano, aby zrównoważona konsumpcja była prawem konsumenckim w prawodawstwie UE.

ETYCZNY KONSUMENT

Jedyne, co nam pozostaje na chwilę obecną, to indywidualne, etyczne zachowanie, czyli segregacja śmieci i nie uleganie modom. W Polsce zużyte baterie można oddać w placówkach Poczty Polskiej, stoją tam pudła przeznaczone do tego celu. Według naszego prawa każdy sklep o powierzchni handlowej powyżej 25 m², a także hurtownie, mające w swojej ofercie baterie i akumulatory, muszą przyjmować zużyte ogniwa swoich klientów. Potem są one przekazywane do wyspecjalizowanych firm zbierających odpady. Nieużywane sprzęty, ale jeszcze w dobrym stanie, możemy sprzedać lub oddać za darmo np. na olx.pl, są tam też oferty firm, które przykładowo podjadą zabrać naszą starą lodówkę i jeszcze za to zapłacą. Praktycznie każdy sprzęt elektryczny i elektroniczny nie może być wyrzucany do zwykłych śmietników, o czym ma nam przypominać mały znaczek z przekreślonym śmietnikiem na opakowaniach. Niestety rzadko zwracamy na niego uwagę. BBC News podaje, że według wyliczeń United Nations University

stare kuchenki mikrofalowe, pralki, zmywarki i inne przedmioty AGD stanowią większość elektronicznych odpadów, które trafiają na śmietnik, i tylko 16 proc. wyrzuconych przedmiotów zostało poddanych recyklingowi, a elementy ich tworzywa ponownie wykorzystano. Wyrzucone odpady zawierały surowce warte 52 mld dolarów. Na przykład w procesie produkcji monitorów i telewizorów (z założenia mówimy o starszych urządzeniach) wykorzystywane były niebezpieczne substancje jak np. arsen, kadm, chrom, rtęć czy ołów. W starych lodówkach wciąż może znajdować się freon. W telefonach komórkowych to m.in. złoto, nikiel, kobalt, miedź. W bateriach znajdują się metale ciężkie, takie jak ołów, kadm, cynk, rtęć i nikiel. Związki, które uwolnione do środowiska mogą mieć negatywny wpływ na wody gruntowe, gleby, powietrze, rośliny, zwierzęta i ludzi. Tak naprawdę nie wiemy, jaki wpływ ma zanieczyszczenie środowiska w krajach rozwijających się np. na rośliny, które są też spożywane przez mieszkańców krajów rozwiniętych. W Internecie można znaleźć wiele porad na temat walki z planowanym postarzaniem produktów. Dotyczą one możliwości naprawy sprzętów lub przedłużenia ich działania: baterii, monitorów itp. oraz użytkowania darmowego i otwartego oprogramowania (np. portale majsterkowicz.pl lub elektroda. pl). Coraz więcej ludzi kupuje też używane sprzęty, nierzadko lepszej jakości niż nowe, tylko nie najnowszego trendu. Jak wiemy, mody są często sezonowe, wybierajmy więc to, co ładne, bez względu na modę, możemy też tworzyć własne gadżety, ponownie wykorzystując już to, co mamy. Działań przeciw konsumpcjonizmowi (anticonsumerism) jest masa, są też ciekawe filmy na ten temat np.: „Spisek żarówkowy” (The Light Bulb Conspiracy) profesora ekonomii Serge Latouche’a czy „Myśl globalnie, działaj agrarnie” Coline’a Serreau’a (Solutions locales pour un désordre global) – oba z 2010r. – a także What Would Jesus Buy? –film dokumentalny Rob’a VanAlkemade’a o komercjalizacji Świąt z 2007 r.

koncept 29


Kamil Kijanka

Zbrodnia doskonała w centrum Warszawy Napad z bronią w ręku, kradzież ponad miliona złotych, ofiary śmiertelne. Sprawcy? Nieznani. To nie jest kolejny scenariusz filmu akcji. W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku doszło w Warszawie do najsłynniejszego rabunku w naszej historii, znanego jako napad stulecia. W tym roku mija 55 lat od tego wstrząsającego wydarzenia, a w sprawie wciąż więcej jest pytań niż odpowiedzi.

D

om Pod Orłami znajduje się w ścisłym centrum Warszawy. Nazwa odnosi się wprost do rzeźb orłów zdobiących kopuły na narożnikach dachu. Budynek powstawał w latach 1912–1917. Jego architektem był Jan Fryderyk Heurich, który na początku lat dwudziestych piastował urząd ministra sztuki i kultury. Kompleks zniszczony pod koniec II wojny światowej został odbudowany i zmodyfikowany według projektu Barbary Brukalskiej. Dom Pod Orłami przez ponad 100 lat swojego istnienia spełniał różne funkcje. Najpierw stanowił siedzibę Banku Towarzystw Spółdzielczych. Obecnie znajduje się tu siedziba Krajowej Rady Spółdzielczej, Muzeum Historii Spółdzielczości w Polsce i oddział banku Pekao SA. W latach sześćdziesiątych mieścił się tu III Oddział Narodowego Banku Polskiego. Wtedy też z powodu wydarzeń, które miały tu miejsce, pojawił się na ustach całego kraju.

CZAS I MIEJSCE

22 grudnia 1964 roku. Polacy przygotowywali się do Świąt Bożego Narodzenia. Myślami byli już przy wigilijnym stole. Kupowali prezenty i artykuły spożywcze. Oczywiście na miarę swoich możliwości. Należy pamiętać, że był to czas głębokiego PRL-u. Mimo wszystko handlowcy nie narzekali. Nie od dziś wiadomo, że okres przedświąteczny wiąże się ze wzrostem sprzedaży, a tym samym – większym zyskiem. Wiedzieli o tym również tajemniczy jegomościowie, którzy postanowili wzbogacić się na cudzej krzywdzie. Termin, ze względu na okoliczności, nie został wybrany przypadkowo. 30 styczeń 2020

Bank pod Orłami, choć stanowił miejsce całej akcji, nie był bezpośrednim celem rabusiów. Ich uwaga skupiała się na Centralnym Domu Towarowym przy ulicy Kruczej. Budynek pierwszy raz został oddany do użytku latem 1951 roku. Wów-

chód marki Warszawa podjechał pod gmach Domu Towarowego po godzinie osiemnastej. Kierowca pojazdu i jego towarzysze mieli do pokonania niespełna kilometr, zanim znaleźli się pod III Oddziałem Narodowego Banku Polskiego. Z auta wysiadła

W 1997 roku w jednej z gazet opublikowano artykuł na temat tego napadu. Odpowiedzią na tekst był list od anonimowego nadawcy, który potwierdzał rewelacje o powiązaniu sprawców z bezpieką i ich potajemnej likwidacji. czas zachwycał swoją nowoczesnością i funkcjonalnością. Znajdował się tu chociażby rewolucyjny jak na tamte czasy parking podziemny czy schody ruchome, a fasadę budynku ozdobiono neonami. To właśnie utarg CDT stanowił łakomy kąsek dla bandytów.

PRZEBIEG ZDARZEŃ

Dwa dni przed Wigilią Dom Towarowy jak zwykle został zamknięty o godzinie 18:00. Następnie, zgodnie z procedurami, dzienny przychód był transportowany do znajdującego się nieopodal banku przy ulicy Jasnej. Jak to zazwyczaj bywa, zimą o tej porze było już kompletnie ciemno. Napastnicy zdawali sobie sprawę, że działając w mroku, mają zdecydowanie większe szanse. Sekundy, może minuty. Dosłownie chwila zadecydowała o tym, że ktoś tego mroźnego grudniowego popołudnia stracił życie w samym centrum Warszawy, a nieznani sprawcy bez konsekwencji zrabowali ponad 1,3 miliona złotych. Samo-

kasjerka Centralnego Domu Towarowego i dwóch konwojentów. Mężczyzna kierujący pojazdem pozostał na miejscu. Mniej więcej o wpół do siódmej padły strzały. Jeden z pracowników samodzielnie wyjął ważący niemal 10 kg wór pełen banknotów, który docelowo zamierzał jak zawsze dostarczyć do banku. W chwili, gdy otwierał drzwi placówki, drogę zagrodził mu nieznany mężczyzna. Nie kalkulował. Strzelił w okolice klatki piersiowej, zabrał łup i uciekł. Strażnik ostatkami sił zdołał wczołgać się do środka budynku. Dosłownie chwilę później został zaatakowany drugi konwojent. Kolejny napastnik wykorzystał powstałe zamieszanie i oddał kilka strzałów. Niestety, strażnik był bez szans – kule trafiły w głowę. Było to morderstwo z zimną krwią. Po tym, jak ofiara osunęła się na ziemię, oprawca dobił konwojenta kolejnym strzałem. To cud, że nie było więcej ofiar. Kasjerka schowała się za samochodem i zapewne tylko dlatego uszła z życiem. Kierowca Warszawy, kiedy


zorientował się, co się dzieje, zaczął intensywnie trąbić, by ostrzec uczestników ruchu o zagrożeniu. Ryzykował życiem, by zasygnalizować niebezpieczeństwo przechodniom. Bandyci oddali strzały w jego kierunku podczas ucieczki, ale kule szczęśliwie nie znalazły celu. Ucierpiała jedynie szyba i fotele. Po wszystkim napastnicy skręcili w dzisiejszą ulicę Zgody i zniknęli bez śladu. Niedaleko miał czekać na nich samochód, którym oddalili się od miejsca zdarzenia. Ich łupem padło ponad 1 355 000 zł.

TEORIE SPISKOWE

Nawet jeśli próbowano wyciszyć tę sprawę, było to zadanie nierealne. Napad w centrum Warszawy odbił się szerokim echem w całej peerelowskiej Polsce. Na podstawie zeznań kilku świadków udało się zrekonstruować przebieg zdarzeń, prawdopodobną drogę ucieczki sprawców, jak i podobizny poszukiwanych. Wykorzystano do tego papier mâché – twardniejącą po

wali się kryminaliści. Sprawcy napadu pozostawali cały czas nieuchwytni. Wszystko to spowodowało, że wokół tej historii zaczęły pojawiać się kolejne hipotezy. Jedna z nich mówiła o tym, że bandyci byli związani ze Służbami Bezpieczeństwa. I tutaj pojawiają się kolejne sensacyjne insynuacje. Według jednej sprawę zwyczajnie zamieciono pod dywan. Wersja druga mówi o tym, że sprawców zlikwidowano po cichu, by nie wywoływać kolejnego skandalu. W 1997 roku w jednej z gazet opublikowano artykuł na temat tego napadu. Odpowiedzią na tekst był list od anonimowego nadawcy, który potwierdzał rewelacje o powiązaniu sprawców z bezpieką i ich potajemnej likwidacji. Nigdy jednak nie zweryfikowano, czy tak było naprawdę. Oficjalnie do dziś nie postawiono nikomu zarzutów w tej sprawie. Śledztwo przyniosło kilka tropów. Na podstawie rysopisów świadków i łusek znalezionych na miejscu zdarzenia przy ulicy Jasnej wykazano, że ci sami ludzie byli odpowiedzialni za inne rabunki, po-

Ponad pół wieku po skoku stulecia zgłosił się rzekomy świadek, który miał znać sprawców rabunku z 1964 roku. wysuszeniu masę, którą, zanim to nastąpiło, dało się formować. Stworzone w ten sposób portrety pamięciowe mężczyzn, zdaniem przesłuchiwanych, dość wiernie odzwierciedlały rzeczywisty wygląd sprawców. Intensywne działania milicji nie przynosiły rezultatu. Sprawie nadano kryptonim P-64, co nawiązywało bezpośrednio do broni, jaką posługi-

cząwszy od napadu na sklep obuwniczy w 1957 roku. Dwa lata później bandyci zastrzelili milicjanta w celu zdobycia kolejnej broni i napadli na pocztę. W każdym z tych rabunków sprawcy wykazywali się dobrą znajomością terenu, co sugerowało, że mieszkali w Warszawie lub okolicy. Ponadto nie odzywali się do siebie podczas akcji, przez co nikt nie mógł rozpoznać ich po głosie.

ZA PÓŹNO NA ROZWIĄZANIE ZAGADKI W artykule opublikowanym przez ogólnopolski dziennik „Rzeczpospolita” z maja 2019 roku pojawiły się niezwykle interesujące informacje. Ponad pół wieku po skoku stulecia zgłosił się rzekomy świadek, który miał znać sprawców rabunku z 1964 roku. Byli to koledzy, którzy w tamtym czasie zajmowali się sprzedażą samochodów. Jeden z nich miał w tamtym czasie iść do więzienia za niepłacenie podatków, dzięki czemu odsunął od siebie ewentualne podejrzenia o napad przy ulicy Jasnej. Po tym jak sprawa się wyciszyła, miał prowadzić udane interesy i wieść dostatnie życie. Czy rzeczywiście wyjaśnienie skoku było na wyciągnięcie ręki? Tego się nie dowiemy. Prokuratura, ze względu na fakt, iż minęło tak wiele lat, nie zdecydowała się na ponowne wszczęcie postępowania. Sprawa bowiem uległa przedawnieniu w… 1989 roku. Ponadto domniemany sprawca nie żyje od 2013 roku. Rabunek przy ulicy Jasnej z 22 grudnia 1964 roku przeszedł do historii polskiej kryminalistyki. Nie był to co prawda największy skok w naszym kraju, ani nawet klasyczny napad na bank. Swoją złą sławę zawdzięcza jednak niezwykłej bezwzględności sprawców. Wrażenie robi nie tylko wartość skradzionego łupu, ale to, że napastnicy najprawdopodobniej pozostali bezkarni. Do dziś napad w centrum stolicy skrywa w sobie wiele tajemnic. Niektóre z nich chyba już na zawsze pozostaną bez odpowiedzi, a sam rabunek pozostanie synonimem zbrodni doskonałej.

koncept 31


Filip Cieśliński

Uroczysta groteska (Bez)sens Euro 2020 a sprawa polska

Końcówka roku to okres prezentowego szaleństwa i obdarowywania bliskich. Intuicyjnie załóżmy, że jego celem zazwyczaj jest wywołanie na twarzach głównych zainteresowanych uśmiechu. W Gwiazdora swego czasu postanowił zabawić się były prezydent UEFA Michel Platini i zmienił zasady Euro 2020 tak, by cały Stary Kontynent mógł cieszyć się tym turniejem. Uśmiechu przy tym jest niewiele, pozostał raczej śmiech. I sporo bólu głowy. Francuz zamiast na order zasłużył na rózgę, a my, przymierzając się do niechcianego prezentu, możemy tylko udawać, że wszystko jest w najlepszym porządku.

U

dawać jednak trudno. Szczęśliwie Platini nie jest dobrym wujkiem (co więcej, prędzej – jak mówi się o „przegniłych” sportowych działaczach – leśnym dziadkiem, do tego zupełnie w ostatnich latach zdyskredytowanym), przed którym wypadałoby grać w to, że prezent jest idealny i będziemy go używać. To, co ujrzeliśmy po otwarciu ładnie zapakowanej paczuszki podpisanej hasłem „Euro 2020”, nadaje się na śmietnik. I na ten pewnie trafi – historii. Tylko co my zrobimy, gdy dzieci zapytają, jakim cudem mógł odbyć się taki turniej?

ŚWIĄTECZNY PREZENT CZY ŻART NA PRIMA APRILIS?

To od początku. W 2020 roku UEFA świętować będzie 60-lecie funkcjonowania mistrzostw Europy. Były prezes federacji Michel Platini zadbał o to, byśmy 16. turniej tej rangi w historii zapamiętali na długo. Założenie było romantyczne – jubileusz mieliśmy świętować wspólnie, oglądać mecze w najróżniejszych punktach kontynentów, mieć swoich przedstawicieli niemal niezależnie od piłkarskiego potencjału. Liczba gospodarzy turnieju została zwiększona z jednego do dwunastu, a występujących drużyn z 16 do 24 (przedsmak tego mieliśmy już na turnieju we Francji cztery lata temu). Wywrócono też do góry nogami system kwalifikacji, 32 styczeń 2020

tak by żadna z czołowych reprezentacji, nawet jeśli powinie jej się noga w eliminacjach, nie straciła możliwości występu na turnieju. Szczytna, romantyczna idea zaczęła pękać już przy pierwszym zderzeniu z racjonalnym myśleniem. Gdy patrzyło się na mapę stadionów, które będą gościć Euro, człowiek szybko orientował się, że rozgrywanie turnieju na całym kontynencie raczej nie posłuży ani kibicom, ani piłkarzom. Ci z grupy A będą musieli przemieszczać się np. między Rzymem i Baku. Grupa B swoje mecze będzie rozgrywać w Kopenhadze i Petersburgu, a ci z E w Dublinie i Bilbao. Na przemieszczenie się często będą 4 dni. Kosztów, jakie poniosą ci, którzy zechcą oglądać swoją reprezentację w każdym meczu, już delikatnie współczujemy.

kontynencie nie będzie więc dotyczyła wszystkich kibiców i drużyn narodowych. Najbardziej absurdalnie wygląda sytuacja Anglików. Jeśli dojdą do finału, to poza ojczyzną mogą zagrać tylko jeden mecz (ćwierćfinał). W Londynie rozegrane zostaną bowiem finał, półfinały, jeden z meczów 1/8 finału i – oczywiście – wszystkie mecze grupowe Anglików. To, że Brytyjczycy trafią do tej grupy, która będzie swoje mecze rozgrywać m.in. w Londynie, było oczywiście jasne już przed oficjalnym losowaniem. To losowanie, które zazwyczaj jest kulminacyjnym momentem ekscytacji na pół roku przed startem wielkiego turnieju, w przypadku Euro 2020 stało się groteską. Konieczność umieszczenia w konkretnych grupach gospodarzy, relacje polityczne uniemożliwiające

Założenie było romantyczne – jubileusz mieliśmy świętować wspólnie, oglądać mecze w najróżniejszych punktach kontynentów, mieć swoich przedstawicieli niemal niezależnie od piłkarskiego potencjału. Musimy też obalić tezę o turnieju wyrównanych szans, dzięki któremu to cała Europa będzie mogła zobaczyć na żywo najlepsze reprezentacje świata. Regulamin został sformułowany tak, że Włosi, Hiszpanie czy Niemcy wszystkie grupowe mecze zagrają u siebie. Konieczność podróżowania po

zestawienie ze sobą niektórych drużyn czy wysłanie innych w dany zakątek Europy, a także szereg innych niezrozumiałych zależności zamiast realnego losowania dał nam żmudne dobieranie wąskiej grupy drużyn do tych, które konkretne miejsca w turniejowej drabince zajęły ze względu nie na los, a obostrzenia


wynikające z regulaminu. To tak, jakby zacząć układać 1000-elementowe, skomplikowane puzzle, gdy do wykorzystania zostało już tylko pięć wolnych elementów. Chwilę pogłówkujemy, przymierzymy coś metodą prób i błędów i po dwóch minutach zabawę będziemy mieli z głowy, nie zbliżając się nawet do choćby najmniejszej ekscytacji. Dowodów tej groteski nie brakuje. Skład grupy B znaliśmy już praktycznie przed losowaniem – jasne było, że zagrają w niej Rosja, Dania (gospodarze) i Belgia. Do nich trzeba było dolosować kogoś, na kogo pozwalał szereg regulaminowych obostrzeń. W efekcie mogła to być wyłącznie Walia lub Finlandia. – To hańba i zwyczajne lekceważenie. Piłka nożna coraz bardziej zamienia się w biznes – grzmiał pomocnik Manchesteru City i reprezentacji Belgii Kevin de Bruyne. Trochę emocji odebrano także Polakom. Z góry wiadomo było, że nie trafimy do grupy B (jw.) i C (tam przydzielono Holandię, gospodarza, która tak jak my została umieszczona w drugim koszyku). Tyle na poziomie losowania. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że przy tej konstrukcji mistrzostw zbyt emocjonujące nie mogły być nawet poprzedzające je eliminacje. Biało-czerwoni dostaliby bowiem szansę gry na Euro, nawet gdyby wyjątkowo spartolili tę klasyczną drogę na wielki turniej. Regulamin rozpisano bowiem tak, by ciągnąć za uszy drużyny znajdujące się wyżej w rankingu FIFA. Przykładem niech będzie nasz ligowy rywal, Izrael, który w drodze na Euro wygrał tylko dwa mecze w Lidze Narodów (ona też miała znikomy wpływ na awanse), w grupie eliminacyjnej za-

ledwie trzy, a finalnie i tak przystąpi do baraży o awans.

BEZ POMPOWIANIA

1. Anglia, 2. Polska, 3. Portugalia, 4. Gruzja… tak to czuję – przewidywał za pośrednictwem Twittera wyniki losowania „polskiej grupy” na Euro 2020 Zbigniew Boniek. Przy okazji nadział się na regulaminowe zawiłości, których, jak się okazało, nie rozumie nawet on. Zgodnie z wytycznymi Gruzini nie mogli bowiem zająć miejsca w grupie D. Prezesowi PZPN pod zalewem prześmiewczych komentarzy pozostało więc nieco się

jak ta z finału igrzysk olimpijskich w 1992 roku czy słynny sparing z 2010, kiedy Polacy zostali brutalnie sprowadzeni na ziemię, a Hiszpanie rozbili nas aż 6:0. Ze Szwedami jest niewiele lepiej. Ostatnie zwycięstwo w 1992 roku, a remis pięć lat później. Od tego czasu same porażki – 0:1 i 0:2 w eliminacjach do Euro 2000, 0:3 i 0:2 walcząc o Euro 2004, później 1:3 w meczu towarzyskim. Choć od ostatniego spotkania Polaków z tą reprezentacją minęło już niemal 16 lat, trudno nie podchodzić do skandynawskiego rywala z szacunkiem. Szwedzi, choć bez Zlatana

Dowodów tej groteski nie brakuje. Skład grupy B znaliśmy już praktycznie przed losowaniem. zarumienić, a nam mieć nadzieję, że finalny kształt grupy będzie odrobinę choćby łatwiejszy dla biało-czerwonych niż w wizji Bońka. Rzeczywistość zafundowała nam jednak najgorsze losowanie od lat. Grać będziemy z Hiszpanią, Szwecją i kimś z czwórki Bośnia i Hercegowina/Irlandia/Irlandia Północna/Słowacja (uczestnika wyłonią baraże). O ile z ostatnią ekipą powinniśmy sobie poradzić, to dwie pierwsze bynajmniej nie przywołują u nas dobrych futbolowych wspomnień. Zacznijmy od Hiszpanów. Na 10 spotkań, które z nimi rozegraliśmy, ekipa z półwyspu Iberyjskiego wygrała aż osiem. Ostatni raz choćby remis ugraliśmy z nimi w 1994 roku, ale trudno mówić tu o „urwaniu punktów”, bo był to tylko mecz towarzyski. Nasza historia naszpikowana jest bolesnymi porażkami z byłymi mistrzami świata i Europy,

Ibrahimovicia, przeżywają jeden z najlepszych okresów piłkarskich w historii. W kadrze nie brakuje gwiazd. W drodze na Euro przegrali tylko jedno spotkanie – właśnie z Hiszpanią, którą los przypisał także do ich grupy eliminacyjnej. Mamy też jednak światełko w tunelu. Grupa E, do której trafili Polacy, rozgrywać będzie swoje spotkania w Bilbao i Dublinie. Nie jest tajemnicą, że w tym drugim mieście biało-czerwoni będą mogli liczyć na szczególne wsparcie. Biało-czerwone trybuny mogą pomóc nam w walce o punkty i awans. Pomóc, paradoksalnie, może także to, że po raz pierwszy od bardzo dawna trafiliśmy do trudnej piłkarsko grupy. Historia pokazała, że naszą kadrę nie raz gubiło przedturniejowe „pompowanie balonika”. Tym razem, zamiast brutalnie się zawieść, możemy wreszcie miło się zaskoczyć. koncept 33


Igor Zalewski

Parytety Za feministkami nie przepadam, ale feministyczne postulaty są mi bliskie. a feministkami nie przepadam, ale feministyczne postulaty są mi bliskie. Jako pięćdziesięcioletni biały mężczyzna widziałem nie raz, jak kobiety z automatu dostawały gorszą kasę niż faceci, ale za to w bonusie otrzymywały solidną porcję rechotów na temat swych erotycznych umiejętności (albo ich braku). Widziałem też – czasem sam to miałem – absolutnie naturalne poczucie intelektualnej wyższości przeciętnych mężczyzn nad także nieprzeciętnym kobietami. Natomiast tak zwane parytety to czyste zło. Zawsze byłem ich przeciwnikiem, bo uważałem, że kobiety mogą osiągać stanowiska i sukcesy za sprawą swych umiejętności, a nie uprzywilejowania. Ostatnio widziałem jednak stosowanie parytetów w praktyce i było to straszne. Otóż byłem w jury pewnego konkursu dla studentów. Jurorzy mieli wybrać trzy najlepsze projekty. Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, stawka była wyrównana. Po zażartych dyskusjach odrzucono teoretycznie najsłabszych i w grze została piątka osób. Trzech chłopaków i dwie dziewczyny. Po kwadransie dalszej rozmowy wydawało się, że nagrody dostanie dwóch chłopaków i jedna dziewczyna. Ta trójka zdawała się być najlepsza. Zwycięzca zaś był murowany. Nie było wątpliwości, że najlepszy projekt przygotował jeden z chłopaków. Wtedy część jurorów rzuciła na stół parytety. – Owszem – przyznawali – gdyby się koncentrować na samej jakości projektów, to nagrodzeni powinni zostać dwaj chłopcy i dziewczyna. Ale nie należy absolutyzować jakości. Trzeba brać pod uwagę względy historyczne i społeczne. A one są takie, że przez wieki faworyzowano mężczyzn i tępiono kobiety. Stoi przed nami zadanie zatrzymania tego

Z

34 styczeń 2020

trendu i odwrócenie go. A to można uczynić tylko przez faworyzowanie kobiet. Dlatego nagrodę powinny dostać dwie dziewczyny i jeden chłopak. A nagrodę główną – dziewczyna. Pozostali jurorzy protestowali, ale dość niemrawo. Może dlatego, że sami byli w przygniatającej większości facetami. Może poczuli zew postępu. A może przygniatała ich płciowa odpowiedzialność za wiele tysięcy lat kobiecej niedoli pod męskim butem. Z nieco większym animuszem protestowałem ja – pewnie dlatego, że jestem utajonym feministą, a może też dlatego, że wychowywała mnie matka i dwie ciotki, które wszczepiły mi do DNA najwyższy szacunek wobec kobiet, który zabraniał mi na

Tak zwane parytety to czyste zło. Zawsze byłem ich przeciwnikiem. przykład mówić o kobietach per „dupa”, co było w moim pokoleniu dość nagminne, także wśród bardzo liberalnych samców. Ponieważ nie miałem poczucia winy wobec kobiet (choć oczywiście feministki na pewno udowodniłyby mi, że niesłusznie) próbowałem polemizować, dowodząc, że jesteśmy jury w konkursie dla studentów, nie stanowimy zaś Komisji Do Spraw Poprawienia Świata. I dlatego powinniśmy mieć w nosie czyjąś płeć, a koncentrować się wyłącznie na jakości ocenianych przez nas projektów. Pouczono mnie jednak, że nic nie jest samoistnym bytem i wszystko ma swój kontekst społeczny. Dlatego nie możemy się ograniczać do wybierania najlepszego projektu, bo świat się sam nie naprawi. Musimy to robić tutaj i teraz. Zwolenników parytetów spytałem jeszcze, czy nie boli ich, że ofiarami walki o postęp będą konkretni ludzie. W tej sytuacji student X (który powinien być pierwszy, a miał być drugi) oraz student Y (który początkowo miał być trzeci, ale finalnie miał być wykopany poza grono laureatów).


Wiktor Świetlik

Za kim jesteś? Jak byłem mały, w Łodzi podchodziły czasem starsze chłopaki i pytały, czy jestem za Widzewem czy ŁKS-em. – Włókniarz Pabianice – odpierałem, a oni puszczali mnie jak Indianie szaleńca na pustyni. W przypadku dzisiejszych sporów nie ma przebacz. końcem roku wokół mnie rozgorzał nowy spór. Okopy ciągną się wzdłuż innych linii niż podczas poprzednich wojen, choć i tu można niektórych zaszufladkować według sympatii politycznych. Jak ktoś jest za lewicą, to na pewno wyląduje w jednym z okopów. Ci od Korwina z dużą dozą prawdopodobieństwa wylądują w drugim. Ale ci z PiS-u znowu lądują często w tym samym okopie, co ci z lewicy. No to ci od Schetyny znowu czasem wędrują do okopu korwinowego, by Naczelnikowi Kaczyńskiemu na złość zrobić. I tak się to kręci. Moi znajomi – waszych wielu pewnie też – tym razem podzielili się na pieszych i kierowców. Właściwie to jeszcze kilka lat temu frakcja kierowców była w przewadze. Bezsensownie montowane fotoradary, oznaczenia terenu zabudowanego w miejscu, gdzie żaden budynek nie stoi – nawet taki kartonowy jak w „Misiu” („osiedle przyszłości”), pochowane w krzakach patrole z fotoradarami, a równocześnie każdy akwizytor swoją toyotą musi wyrobić normę. No ale teraz – w dużym stopniu za sprawą mody na kamerki montowane w samochodach – poszło na drugą nóżkę. W internecie co rusz ktoś zamieszcza filmy beemek zajeżdżających drogę innym samochodom, białoruskich tirów spychających nasze polskie, rodzinne dacie, skody i volkswageny z lewego pasa, ale przede wszystkim wariatów drogowych rozjeżdżających na pasach pieszych. Często przy wyprzedzaniu stojącego samochodu. W związku z tym, o ile jeszcze jakiś czas temu wszyscy byli za kierowcami przeciwko opresyjnemu państwu, teraz wzywają na pomoc państwo, by zrobić porządek z kierowcami w obronie pieszych. Zaostrzenie kar dla kierowców popiera 82 procent Polaków. Ja w niektórych przypadkach też nie miałbym nic

Z

przeciwko – szczególnie dla tych, którzy piszą sms-y w czasie jazdy i jeżdżą powyżej 200 kilometrów na godzinę lub powyżej 100 w mieście. Ale jest w tym wszystkim pewien szkopuł. Niektórym się to zdarza i zdarzyło się jakiś czas mojemu znajomemu. Zaparkował przy ulicy, nieostrożnie tworzył drzwi od samochodu, by wysiąść, a facet z tyłu jechał za szybko. Drzwi urwał, omal nie przejechał mojego kolegi. No i teraz – bez względu na winę – powstaje pytanie. Czy ów kolega wysiadający z samochodu był już pieszym, czy jeszcze kierowcą? Do którego okopu ze swoją krzywdą powinien się zgłosić?

W ramach walki z hejtem napuścimy was na siebie, a potem policzymy kasę. Co za bezsensowne pytanie i idiotyczne dzielenie Polaków powiecie? Jasne że tak. Wszyscy pełnosprawni kierowcy są pieszymi, a dwie trzecie pieszych to kierowcy. Jedne przepisy są mądre, inne głupie. Na niektórych drogach powinno się ograniczyć prędkość, na innych pozwolić jechać szybciej – zależy od drogi. Nie da się tak naprawdę podzielić ludzi na pieszych i kierowców. Ale na tym właśnie polega biznes. Zapiszemy was na trybuny A lub B, każemy krzyczeć „Wy ch...!” do tamtych z tamtej strony, a przy okazji będziemy wam sprzedawać szaliki i bilety. Podzielimy was na ludzi z miasta lub ze wsi. Wykształconych lub nie. Ze wschodniej Polski lub zachodniej. Ze stolicy lub prowincji. Liberałów lub konserwatystów. Zwolenników i przeciwników rządu. Obrońców i przeciwników sędziów. Polaków i Ukraińców. Tolerancyjnych i nietolerancyjnych. Zwolenników Unii i przeciwników. A potem napuścimy na siebie, poszczujemy, rozbijemy rodziny, powiemy, że to wszystko w ramach walki z hejtem i fejknewsami tamtej strony, a na koniec policzymy kasę. koncept 35


BĄDŹ PRZEDSIĘBIORCZY

HARMONOGRAM NAJBLIŻSZYCH SZKOLEŃ

www.akademialiderowrp.pl/edukacja-ekonomiczna

2019

Kraków – 15 lutego 2020 | Katowice – 16 lutego 2020 Gdańsk – 29 lutego 2020 | Łódź – 1 marca 2020 Białystok – 14 marca 2020 | Szczecin – 14 marca 2020 Wilno – 15 marca 2020 | Poznań – 15 marca 2020

Profile for Koncept

Koncept nr 76  

Zapraszamy do lektury pierwszego noworocznego wydania Konceptu, a w nim: - wywiad z Adamem Małyszem, - co sądzi nasz Naczelny o Patointelige...

Koncept nr 76  

Zapraszamy do lektury pierwszego noworocznego wydania Konceptu, a w nim: - wywiad z Adamem Małyszem, - co sądzi nasz Naczelny o Patointelige...