Page 1

MAGAZYN Nr 1/2016 (6) ISSN 2353-1142 www.folk24.pl www.folk24.org Bezpłatny

FESTIWALE - LATO 2016 Zapowiednik festiwalowy

OD TRADYCJI PO HIP-HOP o folku z Serhijem Postolnykowym

Z MIŁOŚCI DO GÓR 25 lat Werchowyny

MUZYKA REBELII The Soldier’s Song 1916 FELIETONY

R. Chojnacki, T. Konador, M. Łata, W. Ossowski, M. Świątek 2/2014 (3) Magazyn FOLK24

1


W FOLKOWYM NA POCZĄTEK TONIE

IDZIE NOWE Długo kazaliśmy na siebie czekać, ale w przerwie pomiędzy kolejnymi wydaniami Magazynu poczyniliśmy parę zmian. Numer szósty, który Droga Czytelniczko i  Drogi Czytelniku trzymasz właśnie w  rękach, jest nieco inny. Jest go więcej, i to w dwóch wymiarach. Objętości, bo mamy aż 52 strony! Ilości, bo niemal 7000 Magazynów trafi do Was tego lata, z czego większość przed wakacjami. Postanowiliśmy radykalnie zmienić system kolportażu i od tego wydania Magazyn FOLK24 będzie bezpłatnym periodykiem, ale nie znaczy to wcale, że dostępny będzie wszędzie i dla każdego. Przede wszystkim będzie trafiał pocztą do Czytelników Folk24, którzy dokonali zakupów poprzednich wydań (tych płatnych) oraz do naszych folkletterowiczów, którzy zgłosili chęć otrzymywania Magazynu pocztą. To ok 3500-4000 egz. Pozostały nakład trafi m.in. do tych, którzy pojawią się na letnich festiwalach etno-folkowych. Tematem wiodącym tego wydania są właśnie festiwale. Ania Wilczyńska znów wykonała moc pracy i zebrała informacje o ponad 30 festiwalach, które odbędą się w Polsce od czerwca do sierpnia. Mamy nadzieję, że taki przewodnik pozwoli Wam tak zaplanować wakacje, by na jakiś festiwal dotrzeć. Zwracam uwagę, że już w czerwcu, w kilku miejscach Polski, będzie się naprawdę ostro działo. My będziemy z Magazynem w Poznaniu na „Ethno Porcie”, na katowickich „Ogrodach Dźwięków”, w  Krakowie na festiwalu „EtnoKraków/Rozstaje”, we Wrocławiu na „Nocy Świętojańskiej” czy w Warszawie na „Energii Źródeł - Folkowe OKO”. Będziemy też w Zakopanem, na Międzynarodowym Festiwalu Folkloru Ziem Górskich. Szukajcie tam Magazynu. A poza tym w numerze tradycyjnie: wywiady, relacje, recenzje (powiększyliśmy ten dział, bo trochę się nazbierało). Wśród autorów są też nowi. Witam na łamach Susann Flynn, która opowiada w numerze o historii irlandzkiej pieśni buntu („Muzyka rebelii”) oraz Macieja Łatę, który z kolei po latach próbuje własnymi oczami spojrzeć na projekt Grzegorza Ciechowskiego („Powrót do Ciechowa”). Patrycja Napierała pisze o instrumentach etnicznych, Wojciech Ossowski wspomina początki folkowego środowiska, Tadeusz Konador przedstawia 25-letnią Werchowynę, a Monika i Rafał Chojnaccy szwedzkiego ELVISa. Jest świat country Macieja Świątka i nie mogło zabraknąć szant. Jeśli chcielibyście komuś sprezentować Magazyn – piszcie, chętnie go w Waszym imieniu wyślemy do wskazanej osoby. Na koniec dziękuję następującym instytucjom za zaufanie i wsparcie tego Magazynu: Centrum Kultury „Zamek” w Poznaniu (zwłaszcza za zdjęcie na okładce), Katowice Miasto Ogrodów Instytucja Kultury im. Krystyny Bochenek, Stowarzyszenie Rozstaje. u Zbiegu kultur i tradycji w  Liszkach, Zakopiańskie Centrum Kultury, Centrum Kultury i Sztuki im. Ady Sari w Starym Sączu, Polish Folk Management i Stadthaus Rudolstadt.

MAGAZYN Nr 1/2016 (6) ISSN 2353-1142 www.folk24.pl www.folk24.org Bezpłatny

FESTIWALE - LATO 2016 Zapowiednik festiwalowy

OD TRADYCJI PO HIP-HOP o folku z Serhijem Postolnykowym

Z MIŁOŚCI DO GÓR 25 lat Werchowyny

MUZYKA REBELII The Soldier’s Song 1916 FELIETONY

R. Chojnacki, T. Konador, M. Łata, W. Ossowski, M. Świątek 2/2014 (3) Magazyn FOLK24

1

MAGAZYN FOLK24 Nr 1/2016 (6) Wydawca: Fundacja Folk24 Adres redakcji: 41-902 Bytom, ul. A. Józefczaka 49 tel. 32 722 03 07 mail: redakcja@folk24.pl Redaktor naczelny: Kamil Piotrowski Projekt: Robert Derda Skład dtp: Marcin Łęczycki – MUZO Redaguje zespół: Ewelina Grygier, Monika Samsel-Chojnacka, Anna Wilczyńska, Rafał Chojnacki, Tomasz Drozdek, Tadeusz Konador, Wojciech Małota, Wojciech Ossowski, Maciej Świątek, Witt Wilczyński Współpraca: Patrycja Napierała, Maciej Łata, Susan Flynn (Irlandia/ Anglia) Na okładce: Festiwal Ethno Port 2009 w Poznaniu, zdj. Maciej Kaczyński Numer zamknięto: 15.05.2016 Nakład: 6900 egz. Dystrybucja i reklama: Agencja INVINI tel: 32 722 03 07 | mail: biuro@invini.pl ZAPRASZAMY NA WWW.FOLK24.pl

I udanych wakacji Wam wszystkim. Kamil Piotrowski Redaktor naczelny Bytom, 15 maja 2016

1/2016 (6) Magazyn FOLK24

3


SPIS TREŚCI

WIEŚCI

WYKONAWCY TAM

WYKONAWCY TAM

5 Newsy, zapowiedzi, ogłoszenia

kańskich dziewczęcych grup wokalnych, wykonujących piosenki z pogranicza folku i popu. Z drugiej zaś mamy nuty, podbarwione muzyką w stylu americana, w której współczesne brzmienie towarzyszy elementom country i folku. W to wszystko delikatnie wkrada się odrobina jazzu i poezji spod znaku Boba Dylana i Leonarda Cohena. Paradoksalnie, najmniej w tym wszystkim rock’n’rolla, choć kiedy już się pojawia, zagrany jest z niemal punkową zadziornością... A przecież to tylko piątka dziewczyn, grających na akustycznych instrumentach.

KRÓL MIESZKA W SZWECJI...

W FOLKOWYM TONIE

Fröken Elvis Tekst i zdjęcia: Monika Samsel-Chojnacka i Rafał Chojnacki

7 Co było i będzie

To prawda – Elvis żyje! Jest folkowcem. Mieszka w Szwecji. I tak naprawdę jest dziewczyną..., a dokładniej piątką dziewczyn,

WYWIAD

Siła tekstu Szwedzka muzyka bardzo silnie odwołuje się do tradycji folkowej. Słynne visor, czyli standardy śpiewane przy różnych okazjach, mają swoje korzenie w ludowych balladach, a autorami wielu z nich są popularni bardowie, zwani przez Szwedów trubadurami. Nic więc dziwnego, że tradycja pisania dobrych tekstów w rodzimym języku jest tu bardzo silna.

tworzących formację Fröken Elvis.

8 Od tradycji po hip-hop

I takie właśnie są tłumaczenia tekstów piosenek Presleya. Być może słowo „tłumaczenia” nie w pełni oddają precyzję tego, co z tymi utworami zrobiono. Oto bowiem dokonano dwóch wolt, które mogłyby wydawać się niemożliwe do zrealizowania. Po pierwsze teksty zostały napisane tak, jakby od początku powstawały z myślą o śpiewających je dziewczynach. Po drugie udała się trudna sztuka lokalizacji, polegająca nie tylko na tym, że zmieniono nazwy geograficzne na szwedzkie, ale również na tym, że nadano utworom nowy kontekst kulturowy. Idealnym przykładem może być rockowy przebój „In the Ghetto”, którego warstwa tekstowa została przeniesiona na współczesne, sztokholmskie przedmieścia, zamieszkane przez imigrantów. W wersji Fröken Elvis jest to piosenka „I betongen”, opowiadająca o dziewczynie, która mieszka w brudnym, betonowym bloku, a jej życie wyznaczone jest przez pasmo rozczarowań, wynikających z silnego poczucia bezradności, które cechuje mieszkańców współczesnych gett. Balladowa aran-

WYKONAWCY TAM 12 Król mieszka w Szwecji WYKONAWCY TU

Tajemnicza Panna E. No właśnie, dziewczyny. Warto w tym miejscu pochylić się na chwilę nad ideą, przyświecającą powstaniu projektu Fröken Elvis. Już sama nazwa zdradza nam inspiracje, wszak znaczy ona po szwedzku tyle co „Panna Elvis”. Mamy więc przed sobą pięć takich „panien”, śpiewających piosenki Elvisa Presleya. Co w tym niezwykłego? Albo też raczej: co w tym folkowego? - można by zapytać. Okazuje się że całkiem sporo. Sam pomysł na zaśpiewanie, przepełnionych testosteronem, utworów Króla przez wokalistki jest już

15 Mosaik W FOLKOWYM TONIE 16 Świat kozła

w sumie dość ciekawy, choć nie specjalnie oryginalny. Wiele wokalistek sięgało już po ten repertuar. Nie zawsze udawało się tchnąć w te utwory nowe życie. Tymczasem w projekcie, który zrodził się w głowie Camilli Fritzén, tkwi jednak przebłysk geniuszu. Piosenki potraktowano jako punkt wyjścia do stworzenia czegoś nowego. Zaaranżowano je, nadając zupełnie inny charakter znanym już od dawna melodiom. Dzięki temu muzyka brzmi jednocześnie vintage’owo i nowocześnie, nawiązując z jednej strony do popularnych w latach 50. i 60. amery-

INSTRUMENTY

1/2016 (6) Magazyn FOLK24 13

WYWIAD

17 Darabuka

Rozmowa z Serhijem Postolnykowym, muzykiem ukraińskiego zespołu Hulajhorod Rozmowa: Anna Wilczyńska | Zdjęcia: Kamil Piotrowski

20 Recenzje płyt polskich

28 Kolorowy port

33 Folklor spod Giewontu PIEŚNI MORZA

Skąd się wzięła nazwa Hulajhorod? Nasze miasteczko – Kirowogrod, na centralnej Ukrainie, jest otoczone ziemnymi wałami (fortyfikacjami), które powstały w połowie XVIII w. Nazywano to „horody”, „horodyszcza”. Tak się nazwaliśmy, bo jesteśmy z tego miasta i idziemy z niego dalej w świat. Hulaj-horod to również przenośna konstrukcja bojowa używana przez Kozaków podczas oblężenia twierdz, znana chociażby z „Ogniem i mieczem”. Trzecie wytłumaczenie - mamy dużo w okolicy toponimów z rdzeniem „horod” np. Hulajhorodok. 8

BEZ GRANIC

50 Jak Raga z Varsovią

Shannon „Crowded Head”

To płyta składająca się z wielu „naj”. Przede wszystkim to tak naprawdę najbardziej celtycka płyta w dorobku zespołu. Ktoś może się zdziwić, ponieważ od pierwszej kasety zespół obraca się cały czas w kręgu muzyki celtyckiej. Jednak dołączenie do składu Oisina Dillona sprawiło, że zespół zabrzmiał nagle jakby jego serce biło gdzieś na Wyspach. Co ciekawe działa to bez

Leśne Licho 2016

Mamadou & Sama Yoon „Umbada” For Tune 2016

Sama Yoon (czytaj „sama jon”) znaczy w języku wolof „moja droga”, „mój wybór”. Droga muzyczna, którą obrali członkowie zespołu, prowadzi przez afrobeat, ethno folk i reggae. Stylistyka dosyć rozległa, jednak nie powinno to dziwić, jeśli weźmiemy pod uwagę rozległe doświadczenie i różnorodne osobowości muzyków. Teksty piosenek są głównie w wolof ojczystym języku wokalisty, Mamadou Dioufa, który opowiada w nich o miłości, tradycji, tęsknocie za krajem, szacunku do drugiego człowieka, poszukiwaniu wiedzy. Ale smutek nie dominuje na tej płycie, jest tu też zabawa, uśmiech, radość. Podbita poprzez zaproszenie wielu wspaniałych, muzycznych gości, którzy swoje zainteresowania i umiejętności wnieśli do muzyki Mamadou i Sama Yoon. Przepięknie wybrzmiewa tu afrykańska kora, rytmu nadają afrykańskie bębny, ale też darabuka czy cajon, zaskakująco objawia się mandolina czy śpiew gardłowy, jakby kompletnie z innej bajki, nie mówiąc o bitach, skretchach, sekcji dętej czy hamondowskich klawiszach. Liczba połączonych światów, nurtów, inspiracji bije na głowę niejeden festiwal world music. No i te wokalizy w tle. Doskonała płyta. KP

str. 20 W FOLKOWYM TONIE

PIEŚNI MORZA

OGRODY ETNOFOLKU Tekst: Łukasz Kałębasiak | Zdjęcia: Julia Wesely Muzyka w Katowicach? Skojarzenia są proste: klasyka (NOSRP), jazz (Akademia Muzyczna), blues (Rawa Blues) i hiphop (Paktofonika i inni). O world music myśli się rzadziej. A przecież i tam powstają i grają świetne zespoły uprawiające współczesny folk. Nie bez powodu jednym z argumentów za przyznaniem Katowicom w 2015 roku zaszczytnego tytułu Miasta Muzyki UNESCO było bogactwo muzycznych tradycji.

Festiwalową imprezą poświęconą wyłącznie world music Katowice cieszą się jednak od niedawna. Pierwsze Ogrody Dźwięków, przygotowane przez instytucję Katowice Miasto Ogrodów, odbyły się zaledwie w 2013 roku, choć powstały na kanwie projektu EuroMed poświęconemu nurtowi muzyki śródziemnomorskiej (2009-2012) W dwa piątki, w podcieniach Miasta Ogrodów (dawnego Centrum Kultury Katowice) czekają nas dwa koncerty. Oba można zaliczyć do nurtu „nowej tradycji”. Najpierw projekt „Qra” (24.06), czyli połączone siły zespołu Quferau i grupy wokalnej Zora. Qfe-

rau to zjawisko wyjątkowe, nieprzyzwoicie młode. Punkt przecięcia word music, jazzu, fussion i groove. Bardzo naturalny głos Marceli Rybskiej, przywrócony do życia wibrafon, niepospolite i stale poszerzane instrumentarium rytmiczne. Zora (siedem wokalistek) prezentuje z kolei wielogłosowe pieśni a capella, z różnych regionów Polski oraz Ukrainy, Słowacji, Bułgarii, Serbii i Litwy. Drugą gwiazdą pierwszego koncertu będzie austriacki Federspiel. W tym roku mija 12 lat, odkąd w Krems zdecydowali się na wspólne granie, w którym znajdziecie elementy austriackiej przaśności, alpejskich równin i Milki na szelkach, zrewidowane w przewrotny, awangardowy sposób. Jodłowanie gwarantowane. Tu gra siedmiu młodych facetów i mają tupet. Wszyscy skończyli Konserwatorium Wiedeńskie,wszyscy wyżywają się na instrumentach dętych, nieobce im rytmy rodem z orkiestry mariachi, a także muzyka współczesna. A przy tym nie opuszczają rodzinnych granic. Zdolni do natychmiastowej ironii. Świetnie improwizują. I dobrze się bawią. Drugi wieczór (1.07), tydzień później, należeć będzie do śląskiej grupy Blokowioska i szkockiego kwartetu Fara. Pierwsi nie są ortodoksyjnymi folkowcami. Tradycję słowiańskich, bałkańskich i karpackich pieśni żenią z dubstepem, drum’n’basem. Samplują, a nade wszystko improwizują. Farę - reprezentującą Glasgow, podobnie jak Katowice, należące do Sieci Miast Muzyki UNESCO tworzą trzy skrzypaczki (w tym jedna śpiewająca) i pianistka. Znawcy młodej szkockiej sceny jednogłośnie piszą o ogniu. I czystości dźwięku. Fara to energia, harmonia, tradycja. I indywidualne, nowoczesne brzmienie. Więcej o festiwalu i biletach na stronie miasto-ogrodow.eu

30 Magazyn FOLK24 1/2016 (6)

SZANTYMEN, KIM JEST Praca, jak nie każda inna

Bez niego, jeszcze pod koniec XIX w., nie wychodził w morze żaden żaglowiec. Ostatni z nich, legendarny Stan Hugill, pracował na tej posadzie jeszcze po II wojnie światowej. Kim dziś są szantymeni? Na dawnych pokładach rola szantymena była bardzo ważna. Szanta, jako pieśń pracy, służyła do skoordynowania działań wielu marynarzy, w jeden wspólny wysiłek. Śpiewane razem refreny, lub wykrzykiwane, krótkie zaśpiewy, pozwalały nabrać odpowiedniego tempa pracy. Ale to szantymen właśnie nadawał tej pracy właściwy rytm, wybierając odpowiednią szantę do danej czynności (szanty wzięły swoje nazwy od rodzajów prac, do których je śpiewano). Mówiło się, że dobry szantymen, znający wiele szant (liczby szły w setki), wart był pracy stu marynarzy. Wraz z odejściem żaglowców do lamusa, odeszli też szantymeni. Za ostatniego z nich uznaje się Anglika, Stana Hugilla (1906-1992), który jeszcze w latach 50. XX w, uprawiał ten zawód. Stan jest dziś ikoną ruchu szantowego, nie tylko dlatego, że był ostatnim szantymenem, ale dlatego, że odszukał i wydobył z niebytu wiele zapomnianych, daw-

Z MIŁOŚCI DO GÓR 25 lat Werchowyny Tekst: Tadeusz Konador | Zdjęcia: Kamil Piotrowski

Tekst: Kamil Piotrowski | Zdjęcie: Basia Wójcik

nych tradycyjnych pieśni morza. Napisał też o nich książkę, uznaną dziś za „biblię szantymena”. Był ich wielkim pasjonatem i badaczem. A kim są dzisiejsi „szantymeni”? Ich rola nieco się zmieniła. Nadal wodzą prym w śpiewie, ale już nie na pokładzie żaglowca, a na dechach klubów folkowych czy scen festiwalowych. Dziś szanty służą rozrywce, ale dzięki temu nadal żyją. Choć w kilku miejscach na świecie, można przy nich jeszcze popracować (np. w Mystic Seaport Museum w USA, gdzie zatrudnieni są szantymeni, którzy śpiewają szanty, gdy zwiedzający wczuwając się w rolę załogi, ciągną liny lub pchają kabestan). Do najbardziej znanych i poważanych dziś w świecie szantymenów, uprawiających sztukę solowego śpiewania szant, należą m.in. Pat Sheridan (Irlandia), Tom Lewis (Kanada), Geoff Kaufman (USA), Jim Magean, Pete „Shanty Jack” Hayselden, Ian

38 Magazyn FOLK24 1/2016 (6)

Prawie każdy program naszego koncertu zaczyna się: „Zespół powstał w 1991 roku z inicjatywy studentów uczelni warszawskich związanych ze środowiskiem Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich. Zaczynaliśmy jako grupa przyjaciół śpiewająca przy ogniskach pieśni zasłyszane podczas górskich wędrówek. To właśnie spotkania z górami, z żyjącymi w nich ludźmi i ich muzyką zadecydowały o artystycznym obliczu zespołu.”

Pierwszy, poważniejszy występ to udział w Mikołajkach Folkowych w Lublinie, w grudniu 1991 roku, w grupie około 15 osób. Ale dziś już nikt nie pamięta czy wtedy udało nam się coś zdobyć czy nie. Po kilku miesiącach na koncercie w warszawskim Kamionku, była już nas ponad dwudziestka. Dużo widzów, wielkie emocje, wiele wpadek, ale i za razem pierwszy sukces. W swoim instrumentarium mieliśmy kontrabas, skrzypce, mandolinę, flet, bęben oraz gitary, z których szybko zrezygnowaliśmy jako, że nie pasowały do naszej muzyki. Koncerty na Politechnice rozpoczęły się już rok po naszym powstaniu, w grudniu 1992 roku. W tym czasie byliśmy zespołem Politechniki Warszawskiej, i tam mieliśmy nasze próby. Wieczorem, gdy nie było już studentów, często wychodziliśmy śpiewać na aulę, gdyż bardzo podobało się nam brzmienie, pogłos tego pomiesz-

czenia. I tak narodził się pomysł koncertów. Odbywały się one przy zgaszonym świetle, a na podłodze paliły się jedynie świeczki. Nasz pierwszy występ tam trwał ponad dwie godziny, aż dziwne, że ludzie nie wychodzili. Tak nam się to spodobało, ale i widzom, że regularnie, na początku roku, mamy tam koncert. Zaczęliśmy dość często występować na rozmaitych imprezach folkowych, łemkowskich Watrach, imprezach studenckich. Szybko zdobyliśmy dużą popularność, wydaliśmy dwie kasety, głównie z repertuarem łemkowskim. Po kilku latach udało nam się nawiązać kontakt z ukraińskim zespołem Werhowyna z Drohobycza, co zaowocowało wspólną, tygodniową trasą koncertową po terenach zachodniej Ukrainy. Wszędzie wywoływaliśmy zdziwienie, że Polacy tak potrafią grać i śpiewać muzykę ukraińską.

40 Magazyn FOLK24 1/2016 (6)

str. 30

str. 38

str. 40

BEZ GRANIC

COUNTRY

WATS’ON

ODJECHALI Z DYLIŻANSEM Przegląd polskiej sceny muzyki country

JAK RAGA Z VARSOVIĄ Moje środowisko folkowe

Tekst: Maciej Świątek | Zdjęcia: Robert Kashmiri

MUZYKA REBELII The Soldier’s Song 1916 Tekst: Susan Flynn | Zdjęcia: Kamil Piotrowski i Rafał Chojnacki

Uważa się, iż wyjątkowy charakter tradycyjnej muzyki irlandzkiej opiera się głównie na żywiołowym rytmie, który nadaje jej spójne brzmienie. Mówi się też, że w przeszłości tradycja ludowa kwitła przede wszystkim w społeczności wiejskiej. Tymczasem irlandzka muzyka, język, literatura i religia stały się ważnymi punktami, tworzącymi relacje z władzą i budującymi tożsamość narodową. Sto lat temu Republika Irlandii uzyskała niepodległość, uniezależniając się od Wielkiej Brytanii. Warto więc zastanowić się nad znaczeniem tradycyjnej muzyki dla irlandzkiego nacjonalizmu.

Za podstawowe, tradycyjne instrumenty muzyki irlandzkiej uznaje się: skrzypce, flet irlandzki, tin whistle, harfę, uilleann pipes i bodhran. Same skrzypce nie różnią się budową od tych klasycznych, inny jest jednak styl gry. Skrzypek trzyma instrument nieco inaczej, przez co grając może swobodnie eksperymentować, wprowadzając więcej muzycznych ozdobników. Ta ostatnia zasada dotyczy też każdego innego, tradycyjnego instrumentu, dzięki temu muzyka irlandzka posiada bogatą ornamentację, którą nadają jej poszczególni instrumentaliści i śpiewacy.

Tradycyjna muzyka grana przez Irlandczyków, przybyła na Wyspę wraz z Celtami, około dwa

tysiące lat temu. Celtowie z kolei pozostawali pod wpływem brzmień z Bliskiego Wschodu, uważa się więc, że irlandzka harfa może w rzeczywistości pochodzić z Egiptu. Harfa zyskała swoją popularność na dworach irlandzkich wodzów (chieftains), którzy zatrudniali harfistów, mających uprzyjemniać im czas. Tak było aż do „Odlotu Earlów“ w 1607 roku, kiedy to rdzenni irlandzcy wodzowie musieli opuścić wyspy w obawie przed brytyjskimi najeźdźcami. Z powodu ucieczki patronów na kontynent, harfiści zostali zmuszeni do wędrówki po kraju. Grali gdzie tylko mogli. Ich muzyka stała się symbolem irlandzkiego nacjonalizmu i tęsknoty za wolnością. Od XVI wieku harfa jest symbolem Irlandii, a jej brzmienie ma często kluczowe znaczenie dla tradycyjnych irlandzkich melodii.

Kolejny, szesnasty już, Plebiscyt Dyliżanse, to okazja do przedstawienia bliżej polskiej sceny muzyki country, mającej już blisko czterdziestoletni dorobek i mimo wielu przeszkód zupełnie przyzwoitą teraźniejszość. Tegoroczni laureaci w sposób bardzo reprezentatywny pokazują różnorodność muzyki country w polskim wykonaniu, uosabiając także jej możliwości i potencjał. Pozwolę sobie zatem przedstawić ich, bo mimo poziomu, jaki prezentują, nadal są niedostatecznie znani szerokiej publiczności. Artystą roku został po raz pierwszy w plebiscytowej historii instrumentalista, Janusz Tytman. Muzyk to znany nie tylko na countrowej scenie.

ka Staszczyka. Jest nie tylko znakomitym mandolinistą, ale też autorem wielu projektów muzycznych i muzykiem sesyjnym, chętnie angażowanym przez inne podmioty artystyczne. To wielka osobowość nie tylko sceniczna. Od wielu lat jest też specjalistą od terapii uzależnień, a w nielicznych wolnych chwilach zapalonym sportowcem – zaczynał od skoku o tyczce, potem biegał maratony, a zimą fascynuje go snowboard. Jest liderem zespołu PowerGrass, ale występuje także w takich formacjach jak: Lazy Bones, Smythe & Taylor oraz Szwagierkolaska i T Love Muń-

Wokalistka roku, Alicja Boncol, to fenomen na polskiej scenie country. Dyliżans w tej kategorii zdobyła już po raz czternasty, nadal będąc niedo-

1/2016 (6) Magazyn FOLK24 43

str. 43 Magazyn FOLK24 1/2016 (6)

Leśne Licho „Pieśni Starego Lasu”

Po dziewięciu latach burzliwej historii zespół wydał pierwszy, oficjalny materiał studyjny. Z pierwotnego składu ostał się jedynie lider, Miki (który przesiadł się z gitary na perkusję) oraz dawna keyboardzistka Shonhor, która na płycie udziela się wokalnie w chórkach. Jednak charakterystyczne, melodyjne brzmienie zespołu pozostało. Ta płyta to wypadkowa zainteresowań muzycznych lidera grupy, przez co klimatem bliższa jest fuzji Nightwish z czasów z Tarją Turunen z Metallicą z czasów „Kill’em All”, niż np. Arkonie czy Bathory’emu. Taki był i jest właśnie zamysł Leśnych jako zespołu. Proste, ale energetyczne riffy gitarowe skrzyżowane w gotycko-folkowym duchu, opartym tematycznie

o szeroko rozumianą Słowiańszczyznę z motywami fantasy i klimatami około-skandynawskimi, co od zawsze było znakiem rozpoznawczym zeaspołu. Materiał miło zaskakuje świeżością. Do znanych z koncertów (i starej demówki) kawałków „Pani Jeziora”, „Topielica” czy „Pieśń Starego Lasu” (przearanżowanych rzecz jasna) doszło kilka nowych, w tym „Zabić Trola” i, będące muzycznym żartem, zaaranżowane w klimacie gothic-discopolo „Leśne Dicho”, które na swój sposób nawiązuje do „Strefy Odpałowej” z dawnych i niegdyś popularnych wśród fanów folkmetalu radiowych audycji „Mocne Nocne” oraz „Słowiańska i nie tylko Podróż Muzyczna”. WW

IV Festiwal Muzyki Świata Ogrody Dźwięków, 24.06/1.07.2016, Katowice

Szczypta historii

4

względu na pochodzenie utworu. Tematy szkockie, irlandzkie czy bretońskie po prostu zyskały nowego, niedostępnego dotąd wymiaru. I dotyczy to nie tylko brzmienia gitary czy ciekawego głosu Oisina, ale też innych instrumentów i głosów, które budują razem całkiem nową jakość. „Crowded Head” to również płyta najlepiej wyprodukowana. Utwory nie tylko brzmią bardzo dobrze, można wręcz słuchać każdego z instrumentów z osobna, co przy muzyce akustycznej jest niezwykle ważne, ale również rezonują ze sobą, uzupełniają się i bardzo ciekawie komponują. Wprawdzie nie sądzę by zespołowi chodziło tu o jakąś spójną historię, jednak mam wrażenie że zadziałało koncertowe ogranie materiału i dobre zakorzenienie Oisina w zespole. Mało brakowało, a byłby to również najpoważniejszy album w dorobku Shannona. Zamieszczony na końcu utwór „Ganja Man” - żart, osadzony w jamajskich klimatach, zakorzeniony w reggae i dancehallu czy ragga, niweczy jednak tę możliwość. Oczywiście to nie pierwszy taki muzyczny dowcip, wcześniej też zdarzały się zespołowi różne wybryki muzyczne. RCh

20 Magazyn FOLK24 1/2016 (6)

str. 17

46 T.ETNO

WATS’ON

Do realizacji słowiańskiego projektu Lelek, jego lider Maciej Szajkowski zaprosił muzyków z różnych światów. Dzięki temu na płycie spotkali się ludzie od world music/pop, medieval folku, psychodelii, śpiewu tradycyjnego po rodzimą odmianę reggae. Tytuł podświadomie kojarzy się z zaprzeczeniem znanego sloganu „Twilight of The Gods”, a w przeciwieństwie do np. R.U.T.Y. Lelek jest projektem pozbawionym jakichkolwiek politycznych nawiązań. Pomysłodawcy chodziło bowiem o pokazanie, że pradawne, słowiańskie tradycje są naszym, wspólnym dobrem. Znalazł się więc na płycie tekst Broniewskiego, jak i jednego z poetów ruchu zadrużnego. Album pełen jest dźwięków zaczerpniętych nie tylko z nuty rodzimej ale również tych, nawiązujących do brzmień indoeuropejskich, od Persji po Indie. Od klimatów tradycyjnych, wręcz archaicznych, do tych dzisiejszych, bliższych soundsystemom i klubowym etnobitom. Instrumentarium użyte do realizacji płyty również jest bardzo intrygujące - od sazu, cytry, lir i conga, po bębny obręczowe i fidel płocką. Jedenaście utworów, mimo swej olbrzymiej różnorodności stanowi piękny monolit. WW

Polish Folk Management 2016

FESTIWALE

PORTRETY

47 Odjechali dyliżansem

podobieństw i podobne nazwy w użyciu. W zależności od regionu, z którego pochodzą, mogą się zwać: tarabuka, doumbek, toumperleki, darbuka, debuka, dumbec, dumbeg, dumbelek czy ta-

Jakie były początki zespołu? Poznaliśmy się w szkole, w rodzinnym mieście. Potem na wyższej uczelni muzycznej zaprzyjaźniliśmy się bardziej z racji wspólnego zamiłowania do folkloru. Był tam nauczyciel, Aleksander Tereszczenko, który razem z żoną Natalią jeździł po okolicy i spisywał pieśni od starych ludzi. Jako pierwszy pokazał nam autentyczny folklor, co było dla nas odkryciem. Gdy poczuliśmy, że to też nasza pasja, zrozumieliśmy, że sami musimy zacząć jeździć po wsiach. Nie wszystko jeszcze jest zbadane, na tych naszych stepowych terenach nie wiadomo

str. 8

43 Muzyka rebelii

COUNTRY

Tekst: Patrycja Napierała | Zdjęcia: fotolia.pl

1/2016 (6) Magazyn FOLK24 17

W FOLKOWYM TONIE 42 Powrót do Ciechowa

DARABUKA Instrumenty perkusyjne Bliskiego Wschodu, cz. 1

Mówi się, że był najpopularniejszym instrumentem w muzyce Bliskiego Wschodu. Jest również bardzo ważnym instrumentem towarzyszącym tańcom brzucha (bellydance). Gra na tym instrumencie z tancerką lub grupą tancerek jest niezwykle trudna. Nie wystarczy grać określonego rytmu - należy wspólnie z tancerkami aranżować wiele kompozycji, a podczas występu zachować czujność, ponieważ często tancerki tworzą improwizacje zachęcając instrumentalistę do muzycznego dialogu.

Magazyn FOLK24 1/2016 (6)

38 Szantymen, kim jest 40 Z miłości do gór

Karrot Kommando 2016

Muzyk, miłośnik i badacz tradycyjnych pieśni i muzyki z centralnej Ukrainy. Uczestnik projektów łączących ludowe nuty ze współczesnymi gatunkami muzycznymi. Instruktor tańca tradycyjnego. Z zamiłowania rekonstruktor czasów kozackich.

29 Kalendarz festiwalowy 30 Ogrody etnofolku

Lelek „Brzask Bogów”

Darabuka zaliczana jest do tzw. goblet drums, czyli bębnów kielichowych i stanowi jedną z najważniejszych klas ogólnych bębnów spotykanych w Afryce Północnej, w Azji, w krajach Bliskiego Wschodu itd. Instrumenty te mają wiele

WYDAWNICTWA TAM FESTIWALE

WYDAWNICTWA TU

INSTRUMENTY

OD TRADYCJI PO HIP-HOP

WYDAWNICTWA TU

24 Recenzje płyt zagranicznych

12-14

12 Magazyn FOLK24 1/2016 (6)

1/2016 (6) Magazyn FOLK24 47

str. 47

Tekst: Wojciech Ossowski Jestem osobą leciwą i nie da się ukryć, że świat w czasach mej młodości wyglądał zupełnie inaczej. Inaczej też funkcjonowała muzyka folkowa. Fakt, że była obecna w radiu, trudno było wręcz na nią nie trafić, ale choć Maryla Rodowicz, Skaldowie, No To Co, Bractwo Kurkowe, 2+1 czy Andrzej i Eliza (by wyliczyć tylko garstkę), mniej lub bardziej nawiązywali do Dylana, Donovana, skiffla czy folk-rocka ala Fairport Convention, to nie czynili tego pod wspólnym szyldem. Słowem – grali muzykę rozrywkową, popową, czasami „dziwnego rocka”. Środowisko folkowe, to z mojego pokolenia, zbierało się powoli – poprzedników z Folk Blues Meeting w Poznaniu, rozbił stan wojenny. Andrzej Jakubowicz z Trójki, wyjechał przed 13 grudnia do Stanów i powrócił dopiero, na chwilę, w latach 90., pismo RADAR zniknęło z kiosków… Przypomnę, że nie było wówczas Internetu, paszportów w szufladzie i kasy. Folkowcy działali w różnych miastach. Jako młody redaktor, miałem z wieloma kontakt – często pisali do mnie, przysyłali domowej roboty nagrania. Pierwsze spotkanie, wraz z Andrzejem Goleniewskim, z którym razem studiowałem na muzykologii UW, a który był szefem artystycznym FAMY, zrobiliśmy w Świnoujściu, w wiosce folkowej. Wcześniej z zapałem jąłem mu snuć wizję, że zrobimy wielki, międzynarodowy festiwal folkowy. Ku mojemu zdumieniu zgodził się natychmiast (działał w Almaarcie), z tym, że zastrzegł, że na początek nie wielki, bo ma jedynie 20 łóżek dla artystów, nie międzynarodowy, bo jak (był stan wojenny) i nie do końca folkowy, bo na FAMIE.

Łóżek rzeczywiście zabrakło, ale nie pamiętam by ktokolwiek spał. Artyści, rozproszeni po różnych miastach Polski, nie znali się, albo znali, ale nie zawsze za sobą przepadali. Pamiętam, jak małżeństwo Pomianowskich (Raga Sangit) kręciło nosem, że będą dzielić scenę z Varsovią Mantą – a to ci, co nie stroją?! A Varsovia, dowiedziawszy się, że przyjdzie im grać po Radze Sangit – a to ci, co grają takie po…?! Na koniec, nie dość że się polubili, to spędzili wiele czasu na wspólnym graniu… Byli też goście zagraniczni - Sediq Quiam z Pakistanu, niesamowity śpiewak, doktorant na którejś z polskich uczelni, przyjaciel Pomianowskich (jakżeby inaczej) i cały oddział kurdyjskich Peshmerga, partyzantów, którzy na podstawie sfałszowanych matur studiowali u nas. Na FAMIE śpiewali i tańczyli, choć było pewne, że gdyby doszło do ostrej wymiany zdań, to Kurdowie stawialiby kropkę. Potem przyszła Wioska Folkowa w Jarocinie. Spadkiem po niej był festiwal w Krotoszynie i „Scena Folkowa” na Woodstocku. Nam lekko nie było. Piszę jednak o tym by powiedzieć, że wówczas istniało coś, co było w miarę zgranym środowiskiem folkowym i mimo braków w środkach komunikacji i ewidentnego upośledzenia finansowego – folk w Polsce miał się nieźle. Zastanawiam się nad tym, czy są teraz jakieś kultowe miejsca, imprezy czy inicjatywy, które jednoczą muzyków tak różnych jak Raga Sangit z Varsovią? Czy jest jakieś miejsce: klub, festiwal…, które jest nie tylko miejscem recitali, ale i miejscem wymiany myśli i wrażeń? Oczywiście mógłbym wskazać swoje typy, ale zadając pytanie nie chciałbym sam sobie na nie odpowiadać.

50 Magazyn FOLK24 1/2015 (5)

str. 50


WSTĄP do KLUBU FOLK24 JEŚLI CHCESZ otrzymywać KOLEJNE wydania Magazynu FOLK24

BEZPŁATNIE oraz BRAĆ UDZIAŁ w losowaniu NAGRÓD przyślij nam swoje dane do wysyłki mailem na: redakcja@folk24.pl JEŚLI CHCESZ zdobyć poprzednie wydania pisma, ZAJRZYJ na str. 27

Uwaga zespoły, wykonawcy! Jeśli planujecie WYDANIE PŁYTY między czerwcem a wrześniem 2016 roku i CHCIELIBYŚCIE pojawić się na naszej SKŁADANCE prosimy o kontakt z redakcją. Przesłanie danych jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na ich marketingowe przetwarzanie przez Fundację FOLK24 oraz Invini sp. z o.o. na potrzeby realizacji powyższych usług.

Fundacja Folk24

ZAPRASZA NA

oraz 15-lecie zespołu Sąsiedzi

15 X 2016 Koncerty szant i pieśni dawnych pokładów, po współczesną piosenkę żeglarską. Bilety na: www.nadkanalem.pl


WIEŚCI

DWIE DEKADY PISMA

„Pismo Folkowe”, wcześniej „Gadki z Chatki”, w  maju obchodziło jubileusz 20 lecia istnienia. Do Lublina na obchody zjechali czytelnicy, przyjaciele i  redaktorzy tytułu. Odbyły się m.in. prelekcje, konferencja oraz koncert Orkiestry św Mikołaja, której część członków była zaangażowana w powstanie, wtedy jeszcze muzycznego zinu. Podczas jubileuszu zaprezentowano nowy numer Pisma Folkowego (122/123) oraz nową stronę internetową periodyku. Od dziś zaglądajcie na www.pismofolkowe.pl ODSZEDŁ MERLE Dokładnie w swoje 79 urodziny, zmarł Merle Haggard, jeden z legendarnych artystów muzyki country, stawiany w jednym szeregu z Johnnym Cashem, Willie Nelsonem czy Krisem Kristoffersonem. Miał burzliwą młodość i  barwne życie. Do poważnego zajęcia się muzyką przekonał go Johhny Cash, którego koncertu Merle wysłuchał odbywając karę więzienia w San Quentin. Haggard, wspólnie z innymi wykonawcami z Zachodniego Wybrzeża, tworzył nurt nazywany brzmieniem Bakersfield, będący w opozycji do Nashville Soundu. Wiele jego piosenek stało się standardami muzyki country. Łącznie miał 38 „nr 1” na liście Billboardu. Był też laureatem kilku nagród Grammy, a w 2006 r. przyznano mu tę nagrodę za całokształt twórczości. Wywarł

6

Magazyn FOLK24 1/2016 (6)

ogromny wpływ na współczesną muzykę country. Ostatni album „Django & Jimmie”, nagrany z Willie Nelsonem, wydał w ub.r. GNIAZDO W PDF Od czerwca, po raz pierwszy w  historii tytułu istnieje możliwość zakupienia archiwalnych wydań periodyku „Gniazdo” w wersji elektronicznej, czyli PDF. Pliki można zamawiać w naszym sklepie internetowym www. folk24.pl/sklep - w dziale „Czasopisma”.

MORSCY ZA OCEANEM Dwie grupy z Polski – Za Horyzontem z  Wrocławia oraz Pod Wiatr z Ostrowca Świętokrzyskiego, wezmą  udział w  tegorocznym zlocie żaglowców „The Tall Ship Celebration” w Bay City nad Wielkimi Amerykańskimi Jeziorami. Podczas trzydniowej imprezy zespoły wystąpią na  odbywającym się tam festiwalu muzycznym oraz na sesjach klubowych. Pod Wiatr miało okazję odwiedzić Bay City rok temu, lecz nie zaliczyli zlotu, gdyż ten odbywa się co 2 lata. Spodobali się, stąd ponowne zaproszenie za ocean. Dla Za Horyzontem to pierwsza taka wyprawa – próbkę atmosfery mieli już w konsulacie w Krakowie, grając kilka utworów przed Konsulem USA.

DO RUDOLSTADT W tym roku, do przeklimatycznego miasteczka Rudolstadt w centralnych Niemczech, na niesamowity festiwal folkowy w  dn. 7-9 lipca, jako reprezentant Polski wybiera się Kapela Maliszów.

PAKIET MAGAZYNÓW Choć Magazyn Folk24 jest od teraz dostępny bezpłatnie, ci którzy po raz pierwszy mają go w ręce, mogą uzupełnić numery dzięki specjalnej promocji „Pakiet Magazynów Nr 1-5”. Ci, którzy zdecydują się na zakup otrzymają od

nas płytę w prezencie. Liczba pakietów ograniczona, więc nie zwlekajcie. Szczegóły znajdziecie na str. 27 oraz w naszym e-sklepie (www.folk24.pl/sklep). Kolejne numery, od 6, można otrzymać pocztą już bezpłatnie – trzeba tylko do redakcji wysłać dane do wysyłki. Więcej w dziale „Wieści” na portalu Folk24.pl


W FOLKOWYM TONIE

CO BYŁO I BĘDZIE Dynamicznie na scenie etno-folkowej Tekst: Kamil Piotrowski

Gdy poprosiliśmy czytelników portalu Folk24 o ich podsumowanie roku 2015, większość zgodnie stwierdziła, że rok 2015 był rokiem niezwykłych polskich płyt etno-folkowych. Trudno się z tym nie zgodzić, bo już dawno nie było takiego wysypu niesamowitych tytułów.

Współczułem tegorocznym jurorom Folkowego Fonogramu Roku, bo wybór był naprawdę trudny. No bo jak tu porównać płyty zespołów takich jak: Lautari, InFidelis, Beltaine, Tęgie Chłopy, Angela Gaber + Trio, Vołosi, Kapela ze Wsi Warszawa, Kapela Maliszów, Kapela Brodów, Kraków Street Band i Krystyna Święcicka-Wójcik, Ćaci Vorba czy Grzecha Piotrowskiego, Arka Zawilińskiego, PM2Collective i możnaby jeszcze wymieniać i wymienać. Do tego zestawu (bardzo niepełnego) dodajmy jeszcze pierwszą w  40-letniej historii sceny tradycyjnego folku morskiego i  współczesnej piosenki żeglarskiej - koncertową płytę DVD, którą wydali mentorzy i  nestorzy gatunku, obchodzący w minionym roku 35-lecie działalności - zespół Stare Dzwony. Nareszcie! Ważny sygnał dla tradycyjnej muzyki morza popłynął także z Anglii, gdzie po raz drugi z rzędu Grupą Roku w  plebiscycie „BBC Radio 2 Folk Awards” zostało świetne trio The Young’Uns, inspirujące się od początku tradycyjnymi pieśniami morza. Rok 2015 był też niesamowicie płodny jeśli chodzi o  produkcję teledysków. Ania i  Witt Wilczyńscy zebrali ponad 50 klipów (lista na portalu), a  większość zrealizowana jest na bardzo wysokim poziomie technicznym i  muzycznym. Ale scena nie zasypia, od początku roku mamy

już kilkanaście premier teledysków, docierają też kolejne płyty, w tym Bubliczki, Hańba!, Orkiestra św. Mikołaja, Karolina Cicha. Osobiście czekam z niecierpliwością na debiut Laboratorium Pieśni czy Mosaik. Koncertowo i  festiwalowo niestety w  minionym roku nie dane mi było zbytnio się udzielać, ale tak jak na wielu, wrażenie zrobili na mnie muzycy Kapeli Maliszów, ciekawie zabrzmiał nowy projekt „Pieśni zbójnickie“ Krzysztofa Trebuni-Tutki z Tymonem Tymańskim, nieustająco zachwycało Sutari, Vołosi, zaintrygowała Hańba!. Wydarzeniem niewątpliwie była wizyta Rosanne Cash na „Pikniku Country & Folk“ w Mrągowie (środowisko country nadało mu tytuł „Wydarzenie Roku“ i  statuetkę „Dyliżanse 2015“), no i  „Etno-Kraków“, połączony z  „Rozstajami“, był rzeczywiście „mega“ wydarzeniem. Zobaczymy jak będzie w tym roku, festiwal już za chwilę. Co do festiwali, to czeka nas już na początku wakacji kilka wielkich wydarzeń. Obok wspomnianego krakowskiego, w Poznaniu mamy „Ethno Port“, w Katowicach „Ogrody Dźwięków“ oraz wielkie gwiazdy „Ethno Jazz“ i mocna programowo „Noc Świętojańska“ w  Europejskiej Stolicy Kultury, Wrocławiu. Jeśli miniony rok był dynamiczny, to ten zapowiada się jeszcze bardziej dynamicznie, a  lato zwłaszcza.

1/2016 (6) Magazyn FOLK24

7


WYWIAD

OD TRADYCJI PO HIP-HOP Rozmowa z Serhijem Postolnykowym, muzykiem ukraińskiego zespołu Hulajhorod Rozmowa: Anna Wilczyńska | Zdjęcia: Kamil Piotrowski

Muzyk, miłośnik i badacz tradycyjnych pieśni i  muzyki z  centralnej Ukrainy. Uczestnik projektów łączących ludowe nuty ze współczesnymi gatunkami muzycznymi. Instruktor tańca tradycyjnego. Z zamiłowania rekonstruktor czasów kozackich. Skąd się wzięła nazwa Hulajhorod? Nasze miasteczko – Kirowogrod, na centralnej Ukrainie, jest otoczone ziemnymi wałami (fortyfikacjami), które powstały w  połowie XVIII w. Nazywano to „horody”, „horodyszcza”. Tak się nazwaliśmy, bo jesteśmy z tego miasta i idziemy z  niego dalej w  świat. Hulaj-horod to również przenośna konstrukcja bojowa używana przez Kozaków podczas oblężenia twierdz, znana chociażby z „Ogniem i mieczem”. Trzecie wytłumaczenie - mamy dużo w okolicy toponimów z rdzeniem „horod” np. Hulajhorodok. 8

Magazyn FOLK24 1/2016 (6)

Jakie były początki zespołu? Poznaliśmy się w szkole, w rodzinnym mieście. Potem na wyższej uczelni muzycznej zaprzyjaźniliśmy się bardziej z racji wspólnego zamiłowania do folkloru. Był tam nauczyciel, Aleksander Tereszczenko, który razem z żoną Natalią jeździł po okolicy i spisywał pieśni od starych ludzi. Jako pierwszy pokazał nam autentyczny folklor, co było dla nas odkryciem. Gdy poczuliśmy, że to też nasza pasja, zrozumieliśmy, że sami musimy zacząć jeździć po wsiach. Nie wszystko jeszcze jest zbadane, na tych naszych stepowych terenach nie wiadomo


WYWIAD

do końca, jakie pieśni były śpiewane. W 2002 założyliśmy zespół, od tej pory jeździmy po wioskach centralnej Ukrainy i wszystko zapisujemy. Czy Wasz repertuar jest głównie z  rodzinnego regionu kirowogradzkiego? Nie. Trochę muzyki instrumentalnej wzięliśmy już z dalszych stron, bo ja już później jeździłem do wsi na Połtawszczyźnie i  nagrywałem wybitnego skrzypka multiinstrumentalistę, który mógł pokazać jak brzmią pierwsze, drugie skrzypce, a nawet bas. W zespole już jest taka tradycja, że nasze piosenki i  muzyka instrumentalna pochodzą z  centralnej Ukrainy, ale czasem sięgamy trochę bardziej na wschód, na Połtawszczyznę – a tej muzyce bliżej do Rosji. Muzyka z Połtawszczyzny to dominanta w tym naszym stepowym regionie - to wynika z historii, 250 lat temu tam była duża kolonizacja, a Dzikie Pola już nie były takie dzikie... (śmiech)

sam dialekt, który spisaliśmy od ludzi w terenie. Chcieliśmy, żeby wszystko było jak najbardziej prawdziwe. W  2005 r wyszła płyta z  tym projektem, a  potem druga, z  remiksami, wydana przez ekipę studia Kofein. Z Tartakiem wystąpiliśmy też w  Warszawie na I  edycji festiwalu Skrzyżowanie Kultur w 2005 r. Czy nikt w zespole nie miał oporów przed współpracą z  hiphopowcami – przedstawicielami tak odmiennego nurtu muzycznego? Wtedy było nas mniej w  zespole, trzy osoby (śmiech). Dla nas to było nowe doświadczenie, byliśmy ciekawi, co z tego wyjdzie. Od razu założyliśmy, że jak Tartak zacznie za bardzo ingerować w nasze pieśni, to zerwiemy współpracę. Ale okazało się, że oni aranżowali te utwory pod nas, a nie odwrotnie, więc nie było takiej potrzeby.

Jak doszło w 2005 r do Waszej współpracy z Tartakiem – zespołem hiphopowym? Trochę przez przypadek. Poznaliśmy Olega Skripkę, znanego na Ukrainie muzyka i wokalistę, lidera rockowej grupy Vopli Vidoplyasova. Zaprosił nas na organizowany przez siebie festiwal Kraina Mrij [Kraina Marzeń – przyp. red]. Przed kolejną edycją festiwalu Oleg wpadł na pomysł, że tym razem powinniśmy zrealizować wspólny projekt z  inną kapelą. Zaproponował znany już wtedy na Ukrainie hip hopowy Tartak. Oleg wysłał propozycję, oni się zgodzili, a potem my potwierdziliśmy nasz udział. Jak przyjęła Was publiczność hiphopowa? Super, świetnie! Ludzie, którzy nigdy wcześniej nie słyszeli wielogłosu i białego śpiewu byli zdziwieni, chcieli się potem tego uczyć. Dla nas to było ważne, że nie zmienialiśmy tych pieśni i że możemy popularyzować tę muzykę taką, jaka jest. Potem dopiero zobaczyliśmy, że ten projekt na scenie ma moc. Pod te pieśni Tartak robił aranżacje, pisał swoje teksty, a nasze piosenki zostały takimi, jak je nagrywaliśmy. Gdy powstają projekty z muzyką ludową to artyści rockowi często zmieniają różne elementy, np. mówią –„Tu nie tak śpiewajcie”, a my nic nie zmienialiśmy. Zachowaliśmy rytm, melodię, strukturę wielogłosową, akordy, nawet taki 1/2016 (6) Magazyn FOLK24

9


WYWIAD

Współpracowaliście też z polskim kolektywem R.U.T.A. na płycie „Na Uschod” – jak doszło do tego spotkania? Parę lat temu, na festiwalu folkowym w  Czeremsze, poznaliśmy Nastkę Niakrasavą z  białoruskiego zespołu Kvecień i razem pomuzykowaliśmy. Rok później, gdy już współpracowała z  R.U.T.Ą, napisała do nas, że ma pomysł, aby zaprosić nas do tego projektu i  pytała się, czy znamy jakieś ukraińskie pieśni buntu i  niedoli. Odpowiedzieliśmy, że tak, przyjechaliśmy do Warszawy i tak to się zaczęło. Czy oprócz płyt z Tartakiem i R.U.T.Ą wydaliście jakiś materiał? Nagraliśmy naszą solową płytę w 2007 r., ale potem nie tak bardzo się nam podobała. Zrobiliśmy jej reedycję, ale tylko dla fanów. Wspólnie z zespołem Choreja Kozacka nagraliśmy też album „Terra Cosaccorum”. Krążek jest różnorodny, za-

wiera utwory od XV do XVIII w. Jest tu męski śpiew z czasów Chmielnickiego, muzyka instrumentalna, szczedriwki [bożonarodzeniowe pieśni życzące z refrenem szczedryj weczir - przyp. red] śpiewane przez nasze dziewczyny oraz utwory Chorei, która rekonstruuje dawną muzykę dworską, szlachecką. Są też kawałki nagrane wspólnie, jak np. taniec kozaczok, który znalazłem w archiwum. Spotkałam Was podczas warsztatów tańca na festiwalu folkowym „Z  wiejskiego podwórza” w  Czeremsze w  2013 r. Jak Wam się prowadziło te zajęcia? W Czeremsze nam zawsze łatwo (śmiech). Jesteśmy tu już czwarty albo piąty raz. Było bardzo dużo ludzi, którzy chcieli się uczyć tańca. Mamy doświadczenie w prowadzeniu takich zajęć i możemy poznać, kto wcześniej tańczył. Zaczęliśmy od podstawowych elementów. Drugiego dnia ludzie chodzili, próbowali rytmicznie klaskać, może nie do końca, jak chcieliśmy, ale myślę, że nam się udało. Nam czasem jest trudno, bo tylko ja mówię po polsku, reszta zespołu tylko po ukraińsku i nie zawsze ludzie nas rozumieją. Jaką macie strategię na takich warsztatach? Uczymy od najprostszego do trudniejszego. Najbardziej archaiczne tańce to kozaczki, w których można pokazać swoje umiejętności - zwłaszcza panowie mogą popisać się energią i zręcznością. Dziewczyny tańczą drobno, „pańsku”, choć nie zawsze. Trochę to rekonstrukcja ale większość naszych tańców wiejskich była opisana i  jest w archiwach, trzeba tylko poszukać. A jaką macie strategię podczas badań terenowych? Staramy się zapisać w  jednej wsi jak najwięcej wariantów danej pieśni, bo w  jednej wsi mogą być różne jej wersje. Dzięki temu potem można zrozumieć taki bardziej ogólny, stały wariant, który się powtarza i który mógłby zaistnieć. To jak mozaika: ta babcia pamięta te słowa, których inna nie pamiętała... Składamy potem z  tego jedną wspólną wersję, ale zawsze musi być potwierdzona w regionie.

10 Magazyn FOLK24 1/2016 (6)


WYWIAD

Najciekawszy taniec, pieśń spotkana w czasie Twoich wypraw...? Bardzo lubię męski śpiew. Nie mogę zrozumieć, dlaczego u nas na wsi nie ma tego śpiewu - bo kiedyś był. Po uświadomieniu sobie tego faktu, pół roku później, blisko mojego regionu, spotkałem dwóch dziadków, którzy fantastycznie śpiewali na głosy. Nie zapomnę ich, choć było to już 14 lat temu!

POLECAMY!

Rozmowa z Jolą Kossakowską (Mosaik) w dziale „Wywiady” na portalu Folk24.pl.

Który region w Polsce muzycznie najbardziej Ci się podoba? Rzeszowszczyzna, bo muzyka stamtąd brzmi podobnie jak moja. Na jakich instrumentach gracie? W zespole wszyscy grają na wszystkim (śmiech). Ira, Olena i  Nastka śpiewają, przy czym Nastka gra jeszcze na bębnie, ja gram na basie i drugich skrzypcach, Seweryn na skrzypcach, basie i  wiolonczeli, Saszko świetnie gra na basie i cymbałach z  centralnej Ukrainy, a  wszyscy potrafią tańczyć i śpiewać.

Za chwilę premiera waszej trzeciej płyty, drugiej po wspomnianych zmianach. Jaka będzie ta płyta? Płyta będzie miała przede wszystkim inne tempo, dlatego nosi tytuł „Wolno!”. Nagrywaliśmy zupełnie bez pośpiechu. Daliśmy sobie czas na to, żeby muzyka dojrzewała. Poszliśmy jeszcze bardziej w stronę improwizacji i swobodnego traktowania tematów muzycznych.

Nad czym ostatnio pracowaliście? W listopadzie 2015 r. ukazała się nasza najnowsza płyta „GG”. Ten album to połączenie tradycyjnego, wielogłosowego śpiewu i nagrań instrumentalnych z  nowoczesną muzyką w  wersji klubowej DJskiej. To również hołd złożony naszym przodkom (GG to skrót od Great Grandmothers/ Grandfathers), którzy przekazywali kolejnym pokoleniom naszą tradycyjną kulturę muzyczną i zachowali ją w pierwotnej formie. Dzięki połączeniu dawnych melodii z nowoczesnymi stylami chcieliśmy zainteresować słuchaczy kulturą ukraińską. Do projektu zaprosiliśmy gości: poznaną już wcześniej ekipę studia nagrań Kofein oraz twórcę muzyki elektronicznej, Andrija Antonenko. Album był prezentowany na festiwalu Kraina Mrij; jesienią ub. r. mieliśmy też krótką trasę po kraju. Gdzie można Was znaleźć w sieci? Mamy profil na facebooku – Hulajhorod (pisany cyrylicą), mamy też stronę internetową – www. gulgorod.com Dziękuję za rozmowę! 1/2016 (6) Magazyn FOLK24 11


WYKONAWCY TAM

KRÓL MIESZKA W SZWECJI... Fröken Elvis Tekst i zdjęcia: Monika Samsel-Chojnacka i Rafał Chojnacki

To prawda – Elvis żyje! Jest folkowcem. Mieszka w Szwecji. I tak naprawdę jest dziewczyną..., a dokładniej piątką dziewczyn, tworzących formację Fröken Elvis.

Tajemnicza Panna E. No właśnie, dziewczyny. Warto w tym miejscu pochylić się na chwilę nad ideą, przyświecającą powstaniu projektu Fröken Elvis. Już sama nazwa zdradza nam inspiracje, wszak znaczy ona po szwedzku tyle co „Panna Elvis”. Mamy więc przed sobą pięć takich „panien”, śpiewających piosenki Elvisa Presleya. Co w tym niezwykłego? Albo też raczej: co w  tym folkowego? - można by zapytać. Okazuje się że całkiem sporo. Sam pomysł na zaśpiewanie, przepełnionych testosteronem, utworów Króla przez wokalistki jest już 12 Magazyn FOLK24 1/2016 (6)

w sumie dość ciekawy, choć nie specjalnie oryginalny. Wiele wokalistek sięgało już po ten repertuar. Nie zawsze udawało się tchnąć w te utwory nowe życie. Tymczasem w projekcie, który zrodził się w głowie Camilli Fritzén, tkwi jednak przebłysk geniuszu. Piosenki potraktowano jako punkt wyjścia do stworzenia czegoś nowego. Zaaranżowano je, nadając zupełnie inny charakter znanym już od dawna melodiom. Dzięki temu muzyka brzmi jednocześnie vintage’owo i  nowocześnie, nawiązując z  jednej strony do popularnych w  latach 50. i  60. amery-


WYKONAWCY TAM

kańskich dziewczęcych grup wokalnych, wykonujących piosenki z pogranicza folku i popu. Z drugiej zaś mamy nuty, podbarwione muzyką w stylu americana, w której współczesne brzmienie towarzyszy elementom country i folku. W to wszystko delikatnie wkrada się odrobina jazzu i poezji spod znaku Boba Dylana i Leonarda Cohena. Paradoksalnie, najmniej w  tym wszystkim rock’n’rolla, choć kiedy już się pojawia, zagrany jest z niemal punkową zadziornością... A przecież to tylko piątka dziewczyn, grających na akustycznych instrumentach. Siła tekstu Szwedzka muzyka bardzo silnie odwołuje się do tradycji folkowej. Słynne visor, czyli standardy śpiewane przy różnych okazjach, mają swoje korzenie w ludowych balladach, a autorami wielu z nich są popularni bardowie, zwani przez Szwedów trubadurami. Nic więc dziwnego, że tradycja pisania dobrych tekstów w rodzimym języku jest tu bardzo silna.

I takie właśnie są tłumaczenia tekstów piosenek Presleya. Być może słowo „tłumaczenia” nie w pełni oddają precyzję tego, co z tymi utworami zrobiono. Oto bowiem dokonano dwóch wolt, które mogłyby wydawać się niemożliwe do zrealizowania. Po pierwsze teksty zostały napisane tak, jakby od początku powstawały z  myślą o  śpiewających je dziewczynach. Po drugie udała się trudna sztuka lokalizacji, polegająca nie tylko na tym, że zmieniono nazwy geograficzne na szwedzkie, ale również na tym, że nadano utworom nowy kontekst kulturowy. Idealnym przykładem może być rockowy przebój „In the Ghetto”, którego warstwa tekstowa została przeniesiona na współczesne, sztokholmskie przedmieścia, zamieszkane przez imigrantów. W  wersji Fröken Elvis jest to piosenka „I  betongen”, opowiadająca o  dziewczynie, która mieszka w brudnym, betonowym bloku, a jej życie wyznaczone jest przez pasmo rozczarowań, wynikających z  silnego poczucia bezradności, które cechuje mieszkańców współczesnych gett. Balladowa aran-

1/2016 (6) Magazyn FOLK24 13


WYKONAWCY TAM

żacja, w której rozpoznajemy oczywiście oryginalną linię melodyczną, sprawia, że historia staje się jeszcze bardziej przejmująca, a w oku niejednego słuchacza kręci się łza... Muzyczny spektakl To nie przypadek, że koncert zatytułowany Elvis på Svenska odbywał się na teatralnych deskach. Chociaż zespół Fröken Elvis występuje również na koncertach klubowych i plenerowych, a nawet na festiwalach, to właśnie teatralna atmosfera najlepiej wpływa na odbiór muzyki proponowanej przez grupę. Oprócz piosenek otrzymujemy również coś na kształt spektaklu, który doskonale wzbogaca przekaz prezentowanych tekstów. Na scenie widzimy specjalnie przygotowaną scenografię, z  radiem z  końcówki lat 50., i  wyposażeniem pokoju, stylizowanym na podobny okres. Niektóre z  tych elementów posłużą później za elementy przedstawienia. W innych warunkach koncerty Fröken Elvis mogą być równie udane, ale chyba trudno byłoby stworzyć aż tak ciekawą atmosferę. Nie jest to musical, ale nie mamy też do czynienia ze zwyczajnym odegraniem zaplanowanego repertuaru. To raczej rodzaj muzycznego spektaklu, w którym piosenki przeplatane są dialogami i monologami, wymyślonymi wspólnie przez osoby tworzące tę niezwykłą grupę. Nic więc dziwnego, że program Elvis på Svenska, którego premiera miała miejsce w  ubiegłym roku, wraz z  wydaniem debiutanckiej płyty zespołu, nadal jest grany na scenie Teatru Miejskiego. Patrząc na frekwencję podczas występu, który było nam dane oglądać, trudno się dziwić, że dziewczyny z  zespołu chętnie grają w  tym miejscu. Kalejdoskop nastrojów Koncert Fröken Elvis to prawdziwa feria muzycznych barw. Jak już wspomnieliśmy były też momenty pełne wzruszenia. Chyba najbardziej łapiącym za serce utworem była ulubiona piosenka ojca Elvisa Presleya, irlandzka ballada „Danny Boy”. W szwedzkiej wersji, pięknie rozłożonej na głosy, opowiada ona o chłopcu imieniem Benjamin, który wprawdzie nie ginie, jak jego irlandzki pierwowzór literacki, ale i  tak zostawia swoją 14 Magazyn FOLK24 1/2016 (6)

ukochaną, a ona czuje się, jakby coś w  jej życiu umarło. Jednak dziewczyny z zespołu potrafią również doskonale bawić i to zarówno piosenkami, elementami teatralnymi, jak i  konferansjerką. Wyznanie Josefin Berge, która przyznała się, że jej jedynym związkiem z  Elvisem, przed przyłączeniem się do grupy, był kot, który nosił takie imię, spotkało się z  salwą śmiechu na widowni. Podobnie miała się sprawa z opowieściami z trasy, zwłaszcza dotyczącymi stereotypów płciowych („same gracie na instrumentach?”, „jak to, ty grasz na perkusji?”), które bawiły niekiedy do łez. Piosenki, takie jak „Räkans Sång”, czy ocierający się o nutę szaleństwa „Psychopat” bawiły zarówno tekstem, aranżacją jak i pomysłem na wykonanie. Płyta a koncert Po ostatnim bisie zachwycona koncertem publiczność ustawia się w kolejce do zakupu płyty. Inni przynoszą ze sobą egzemplarze, na których chcieliby otrzymać autografy. Choć tudyjne wersje utworów zarejestrowane na płycie s nie oddają w pełni koncertowej ekspresji, to muzyka Fröken Elvis świetnie sprawdza się również, gdy słucha się jej z  krążka. Za każdym przesłuchaniem można odkryć jakieś kolejne smaczki – czy to muzyczne czy tekstowe. Ciekawie byłoby, gdyby dało się zaprosić zespół do Polski, żeby pokazać taki nietypowy kawałek szwedzkiej kultury. Nietypowy, bo oparty na amerykańskich korzeniach, a jednak tkwiący głęboko w  miejscowym gruncie. Nie ulega wątpliwości, że grupa zasługuje na to, by poznali ją polscy słuchacze.


WYKONAWCY TU

WOLNO! PROSZĘ Mosaik Tekst: Kamil Piotrowski | Zdjęcie: Anna Pałyga Zaczynali jako Mosaic pod koniec 2006 roku. Kilka lat temu, dokonali kosmetycznej zmiany w nazwie na skutek nieco poważniejszej zmiany w  składzie. Grupa funkcjonuje na pograniczu muzyki Orientu i Słowiańszczyzny, słowem szeroko rozumianego Wschodu. W repertuarze znajdują się barwne, autorskie aranżacje utworów z różnych tradycji i czasów. W  tym roku Mosaik będzie świętował okrągłe urodziny. A jak urodziny, to nie powinno obejść się bez płyty, zwłaszcza, że od poprzedniego krążka pt. „Całe szczęście” (trzeciego w karierze) minęło już kilka lat. Nagrania już za nimi, płyta ukaże się za moment i będzie nieco inna od poprzedniej. Tak w wywiadzie dla Folk24.pl, opowiada o niej Jolanta Kossakowska: - Płyta będzie miała przede wszystkim inne tempo, dlatego nosi tytuł „Wolno!”. Nagrywaliśmy zupełnie bez pośpiechu. Daliśmy sobie czas na to, żeby muzyka dojrzewała. Poszliśmy jeszcze bardziej w  stronę improwizacji i  swobodnego traktowania tematów muzycznych. Od samego początku działalności fascynują ich brzmienia muzyki dawnej i  tradycyjnej, i  to z  różnych obszarów tradycji, ale nie zamykają się w żadnych granicach, te dla nich nie istnieją, zarówno terytorialne, jak i  czasowe. Za swój znak firmowy grupa obrała mieszanie wielu wątków i  aranżowanie motywów i  pieśni ludowych na tradycyjne instrumentarium, które sami rekonstruują, bądź zdobywają. Instrumentów stale przybywa, tak jak inspiracji tematami Wschodu, Orientu, ale i polskimi, ludowymi nutami. Mieszanie tych wszystkich źródeł i instrumentów tworzy barwną... no właśnie, nazwa zobowiązuje. W skład zespołu wchodzą utalentowani muzycy, wszechstronnie wykształceni muzycznie. Ich wiedza i  umiejętności wspaniale mieszają się z fascynacją innymi kulturami i własnymi ścieżkami muzycznych poszukiwań. Przy pracy nad najnowszą płytą znów nastąpiły przetasowania składu. Do zespołu dołączył Gwidon Cybulski, który sesję nagraniową do płyty rozpoczął jako gość, ale tak mu się spodobała muzyka, że został na stałe.

Poczytaj więcej o zespole Mosaik w dziale „Wykonawcy”, na portalu Folk24.pl.

Mosaik A.D. 2016 tworzą (od lewej): Bart Pałyga – wspak, śpiew gardłowy, drumla; Gwidon Cybulski – balafony, ngoni, harmonijka ustna, śpiew; Mateusz Szemraj – lutnia arabska, cymbały, rubab; Wojciech Lubertowicz – instrumenty perkusyjne, duduk, ney; Jolanta Kossakowska – śpiew, skrzypce, fidel średniowieczna; Zofia Kolbe–Wojdyr – gaita gallega, flety, tanpura, instrumenty perkusyjne, śpiew.

Nic dziwnego, bo to między innymi za pomysł na muzykę Mosaic/Mosaik otrzymał szereg nagród festiwalowych („Nowa Tradycja”, „Mikołajki Folkowe”) czy zaproszenia do gry z uznanymi muzykami sceny world music, jak Nidi D’Arac, Soema Montenegro, Seema Tewari, Al Andaluz Project czy Maria Pomianowska. Najnowsza płyta „Wolno!” ukaże się w  czerwcu 2016 r. i z niecierpliwością na nią czekam. 1/2016 (6) Magazyn FOLK24 15


W FOLKOWYM TONIE

ŚWIAT KOZŁA Wielkopolska regionem muzyki dudziarskiej Tekst: Ewelina Grygier

Zachodnie rubieże Wielkopolski to kolebka największych i najokazalszych dud polskich – kozła białego. Jest to tylko jeden z kilku instrumentów dudowych występujących na terenie województwa wielkopolskiego. Znajdziemy tu też dudy wielkopolskie, kozła czarnego oraz wykonane ze świńskiego pęcherza sierszeńki (z dymką – pompką służącą do wtłaczania powietrza, jak i te tradycyjne, nadymane ustnie). Występuje tu więc większość ze współcześnie używanych dud w  Polsce. Pozostałe miejsca, gdzie możemy spotkać te instrumenty to Podhale, Beskid Śląski i Żywiecki. Tradycja muzykowania ludowego na dudach jest w  Wielkopolsce, a  w  szczególności jej zachodniej części – w Regionie Kozła, bardzo żywa. Dość zauważyć, że Region Kozła to nie tylko nazwa zwyczajowa, odnosząca się do terytorium występującego tu instrumentu, ale też twór samorządowy – stowarzyszenie gmin (Babimost, Kargowa, Zbąszynek, Trzciel, Siedlec, Zbąszyń), którego obszar wykracza nieco poza historyczny teren występowania kozła. Stolicą regionu jest Zbąszyń. W mieście działa Państwowa Szkoła Muzyczna I  stopnia, w której od 1950 roku można uczyć się gry na tradycyjnych instrumentach (sierszeńkach, kozłach, klarnecie czy mazankach). Jest to jeden z nielicznych, tak chlubnych przykładów polskiej szkoły, w której doceniono walory, i przede wszystkim potencjał płynący z  kultywowania tradycji. Pierwszym nauczycielem w  klasie instrumentów ludowych był słynny koźlarz Tomasz Śliwa. Obecnie nauczycielem jest Jan Sylwester Prządka, który jest także prezesem zbąszyńskiego Stowarzyszenia Muzyków Ludowych (istnieje od 1959 r.). Zarówno 16 Magazyn FOLK24 1/2016 (6)

szkoła, jak i stowarzyszenie prężnie działają promując region i jego muzykę. Od 1973 roku odbywają się tutaj Biesiady Koźlarskie (w Nądni, obecnie w Zbąszyniu), w trakcie których prezentowane są kapele kozła czarnego i białego, ale także bardzo podobne do nich instrumenty dudowe (kozły) z niemieckich Łużyc. Podczas Biesiad odbywa się także konkurs Młodego Muzyka Ludowego. Ponadto, od niedawna, w  Zbąszyniu odbywa się także Festiwal Dud Polskich, zrzeszający wszystkich polskich muzyków grających na dudach czy gajdach. Odbyły się już dwie edycje tego arcyciekawego wydarzenia, w trakcie których poza koncertami, uroczystym przemarszem przez miasto, miały także miejsce warsztaty i pokazy instrumentów dudowych z terenu całego kraju. Działalność SML i Szkoły Muzycznej sprawiają, że muzyka w regionie jest wciąż żywa, a nazwiska takie jak Tomasz Śliwa, bracia Brudłowie, Andrzej Kapracki czy Antonina Woźna i założony przez nią w  1938 roku zespół Wesele Przyprostyńskie (istnieje do dziś!) nie są tylko wspomnieniem o świetności muzycznych tradycji Regionu Kozła, ale ikonami tradycji, która jest żywa do dnia dzisiejszego. Na poparcie tezy o żywotności muzyki koźlarskiej w regionie wystarczy bowiem wymienić kilka nazwisk: Henryk Skotarczyk, Bernard Kasper, Jan S. Prządka i cała plejada muzyków młodego pokolenia, m.in. Mikołaj Taberski czy Adam Knobel.


INSTRUMENTY

DARABUKA Instrumenty perkusyjne Bliskiego Wschodu, cz. 1 Tekst: Patrycja Napierała | Zdjęcia: fotolia.pl Mówi się, że był najpopularniejszym instrumentem w muzyce Bliskiego Wschodu. Jest również bardzo ważnym instrumentem towarzyszącym tańcom brzucha (bellydance). Gra na tym instrumencie z tancerką lub grupą tancerek jest niezwykle trudna. Nie wystarczy grać określonego rytmu - należy wspólnie z tancerkami aranżować wiele kompozycji, a podczas występu zachować czujność, ponieważ często tancerki tworzą improwizacje zachęcając instrumentalistę do muzycznego dialogu. Darabuka zaliczana jest do tzw. goblet drums, czyli bębnów kielichowych i stanowi jedną z najważniejszych klas ogólnych bębnów spotykanych w  Afryce Północnej, w  Azji, w  krajach Bliskiego Wschodu itd. Instrumenty te mają wiele

podobieństw i podobne nazwy w użyciu. W zależności od regionu, z którego pochodzą, mogą się zwać: tarabuka, doumbek, toumperleki, darbuka, debuka, dumbec, dumbeg, dumbelek czy ta-

1/2016 (6) Magazyn FOLK24 17


INSTRUMENTY

blah. Instrument wykorzystywany głównie w muzyce arabskiej, choć często używany również w  muzyce bałkańskiej, perskiej, sefardyjskiej. W ostatnich latach darabuka trafiła również do zachodniej muzyki popularnej, gdzie jest bardzo często używana jako orientalny dodatek czy tło.

nu, w którym jest wykonywana). Rozmiar membrany szacuje się na ok 9 cali (22,8 cm). Dźwięk jest również wysoki i donośny. Kolejny instrument to darabuka sombaty, której rozmiary oscylują wokół 46 cm wysokości, a rozmiar membrany ma ok 11.8 cala (29,5 cm). Jest to już stosunkowo duży instrument o  niższym brzmieniu, który jest bardziej bębnem akompaniującym, niż solowym.

Rodzaje darabuk Tradycyjnie instrument ten był wykonywany z gliny lub drewna. Obecnie korpusy tworzy się również z  metali takich jak miedź, mosiądz czy aluminium. Z kolei pierwotne naciągi były robione ze skór: koziej lub rybiej. Obecnie, głównie ze względu na zmieniające się warunki klimatyczne (wahania temperatur i  wilgotności), stosuje się naciągi syntetyczne (plastikowe) lub naciągi syntetyczne skóropodobne tzw. fiberskin czy deepskyn, które mają za zadanie zachować autentyczność brzmienia skór naturalnych. Kiedyś regulowano napięcie skór sznurami, był to podobny system strojenia jak w  przypadku afrykańskiego bębna Djembe. Obecnie napięcie membran regulują śruby, co znacznie ułatwia sprawę. Oczywiście do dziś dzień można spotkać darabuki gliniane z  naciągiem naturalnym. W trudnych warunkach atmosferycznych muzycy radzą sobie z napięciem skóry używając lampki z  żarówką, która powoli i  stopniowo napina membranę. Istnieją dwa główne modele darabuk: model egipski, który ma zaokrąglone brzegi oraz model turecki, zakończony ostrymi krawędziami, przez co muzyk może używać techniki gry zwanej finger-snapping. Darabuki dzielimy również ze względu na ich rozmiary. I tak, wyróżniamy darabukę małą, tak zwaną sopranową, która może mieć od 6-7 cali (rozmiar membrany), oraz 9 cali wysokości (22,8 cm). Jest dość mała i ma bardzo wyraźny, wysoki dźwięk. Kolejny rozmiar to darabuka klasyczna jak np. Aleksandria (nazwa wzięła się od regio18 Magazyn FOLK24 1/2016 (6)

Największa darabuka nazywa się dohola. Jest to instrument basowy. Jego rozmiary kształtują się mniej więcej 19 cali wysokości (47,5 cm), a średnica membrany osiąga rozmiar 12 cali (30 cm). Taki instrument potrafi ważyć ok 10 kg. Dohola jest instrumentem akompaniującym wśród innych instrumentów perkusyjnych, ze względu na swój bardzo niski, basowy dźwięk. Sposób trzymania oraz technika gry W przeszłości, podczas gry, darabukę umieszczano głównie pod pachą. Obecnie sposób trzymania instrumentu jest inny. Muzyk zazwyczaj umieszcza bęben na kolanie. Niektóre bębny posiadają również specjalnie zamocowane paski, dzięki którym można przewiesić je przez ramię, co ułatwia muzykowi taniec w trakcie gry. Darabuka nazywana jest również bębnem ręcznym ponieważ do gry używamy głównie rąk (palców). Istnieją trzy podstawowe dźwięki wydobywane z  instrumentu. Pierwszy z  nich nosi nazwę doum (D), i jest najniższym z możliwych dźwięków, tzw. dźwięk basowy. Wydobywamy go uderzając dłonią w centralną część membrany. Kolejny dźwięk, tzw. wysoki, to tek (T), który uzyskujemy poprzez uderzenie serdecznym palcem prawej ręki (bądź odwrotnie jeśli ktoś jest leworęczny), w  krawędź instrumentu. Trzeci dźwięk to ka (k), który gramy uderzając serdecznym palcem lewej ręki w górną krawędź bębna. Oprócz tego występuje jeszcze kilka dodatkowych dźwięków. Niektóre są zapożyczane z  technik gry wykorzystywanych na przeróżnych instrumentach pochodzących z całego świata.


INSTRUMENTY

Inną techniką gry, która jest używana głównie w Grecji, Bułgarii to technika, w  której jedna ręka (zazwyczaj lewa) wykorzystuje do gry bardzo cienki kijek. Taki styl gry na darabuce jest zaczerpnięty z  bębna Tapan, używanego w  krajach bałkańskich. Osobiście uważam, że im większa wyobraźnia muzyka, tym szerszy wachlarz barw jaki można odkryć na darabuce. Zachęcam do ciągłego eksperymentowania ponieważ dzięki temu instrument ten ciągle ewoluuje. Szukać mistrzów W  związku z  tym, że dostęp do internetu jest w tych czasach bardzo prosty, bardzo łatwo można znaleźć sporo filmików instruktażowych nauki gry na darabuce. Niestety bywa również tak, że są to filmiki pokazujące złą technikę gry na tym instrumencie. Moim zdaniem dobrze jest kupić   np. filmy dvd, które pokazują podstawowe uderzenia oraz rytmy, np. dvd na stronie www.arabinstruments.com. Wiadomo, że najlepiej jest pojechać do źródła i  tam obserwować muzyków czy nawet spędzić trochę czasu ze swoim mistrzem, który dokładnie nauczy podstaw gry na darabuce. Wiąże się to z kosztami, na które nie wszyscy mogą sobie pozwolić, dlatego też polecam indywidualną naukę gry wśród znanych polskich perkusjonistów, którzy przez lata zbierali swoje doświadczenia i wiedzą co i jak pokazać. Jeżeli chodzi o  mistrzów światowych to moim zdaniem jak najbardziej należy do nich Mısırlı Ahmet. Urodził się w  Ankarze (Turcja) i  jest specjalistą i wirtuozem gry na darabuce.  Kolejnym, zupełnie innym muzykiem, jest Itamar Doari, który pochodzi z Izraela. Jest perkusjonistą, który gra m.in w  zespole Avishai Cohena. Zupełnie inaczej podchodzi do gry na darabuce ponieważ wykorzystuje ją jako element, zbudowanego przez niego, setu instrumentów perkusyjnych. Bardzo ciekawą postacią jest perkusista pochodzący z Anglii - Pete Lockett. Jest to przykład muzyka, który sporo jeź-

dził do krajów bliskiego wschodu czy Indii aby uczyć się gry na wielu instrumentach perkusyjnych, czego efekty można oglądać podczas jego występów. Można by w nieskończoność wymieniać artystów z całego świata, którzy są wirtuozami w grze na darabuce. Najlepiej jest poświęcić trochę czasu i samemu znaleźć swojego mistrza, i go obserwować, a może nawet kiedyś spotkać się z nim i zaczerpnąć wiedzy? Jaki instrument będzie odpowiedni dla mnie? Na pewno nie ma jednoznacznej odpowiedzi, jaki instrument jest najlepszy. Obecnie na rynku jest wiele znanych i cenionych firm, które wykonują najróżniejsze, niepowtarzalne darabuki. Uważam, że dla osób początkujących dobrym będzie model egipski, standardowej wielkości jak np. Aleksandria. Dla zaawansowanych instrumentalistów polecam darabuki ciężkie, które wykonywane są ręcznie i pochodzą od prywatnych wytwórców, którzy często również są muzykami i  wiedzą jaką gramaturę czy kształt powinien mieć profesjonalny instrument. Patrycja Napierała – pedagog, perkusjonistka (m.in. z  Sama Yoon, Shannon, Same Suki, Hoboud, Kayah & Transoriental Orchestra). Od końca 2011 roku jest oficjalną endorserką bodhranów Roberta Forknera, a  od 2015 roku polskiej firmy AW Cajon. Wspólnie z  Anią Szyszką i Jarulą opracowują i produkują bębny obręczowe, strojone bodhrany oraz inne instrumenty perkusyjne. Patrycja prowadzi też indywidualne oraz grupowe warsztaty bębniarskie dla dzieci, młodzieży oraz dorosłych. www.patrycjanapierala.pl

1/2016 (6) Magazyn FOLK24 19


WYDAWNICTWA TU

Lelek „Brzask Bogów” Karrot Kommando 2016

Do realizacji słowiańskiego projektu Lelek, jego lider Maciej Szajkowski zaprosił muzyków z różnych światów. Dzięki temu na płycie spotkali się ludzie od world music/pop, medieval folku, psychodelii, śpiewu tradycyjnego po rodzimą odmianę reggae. Tytuł podświadomie kojarzy się z zaprzeczeniem znanego sloganu „Twilight of The Gods”, a w przeciwieństwie do np. R.U.T.Y.  Lelek jest projektem pozbawionym jakichkolwiek politycznych nawiązań. Pomysłodawcy chodziło bowiem o pokazanie, że pradawne, słowiańskie tradycje są naszym, wspólnym dobrem. Znalazł się więc na płycie tekst Broniewskiego, jak i jednego z poetów ruchu zadrużnego. Album pełen jest dźwięków zaczerpniętych nie tylko z nuty rodzimej ale również tych, nawiązujących do brzmień indoeuropejskich, od Persji po Indie. Od klimatów tradycyjnych, wręcz archaicznych, do tych dzisiejszych, bliższych soundsystemom i klubowym etnobitom. Instrumentarium użyte do realizacji płyty również jest bardzo intrygujące - od sazu, cytry, lir i conga, po bębny obręczowe i fidel płocką. Jedenaście utworów, mimo swej olbrzymiej różnorodności stanowi piękny monolit. WW

Shannon „Crowded Head” Polish Folk Management 2016

To płyta składająca się z wielu „naj”. Przede wszystkim to tak naprawdę najbardziej celtycka płyta w dorobku zespołu. Ktoś może się zdziwić, ponieważ od pierwszej kasety zespół obraca się cały czas w kręgu muzyki celtyckiej. Jednak dołączenie do składu Oisina Dillona sprawiło, że zespół zabrzmiał nagle jakby jego serce biło gdzieś na Wyspach. Co ciekawe działa to bez

20 Magazyn FOLK24 1/2016 (6)

względu na pochodzenie utworu. Tematy szkockie, irlandzkie czy bretońskie po prostu zyskały nowego, niedostępnego dotąd wymiaru. I dotyczy to nie tylko brzmienia gitary czy ciekawego głosu Oisina, ale też innych instrumentów i głosów, które budują razem całkiem nową jakość. „Crowded Head” to również płyta najlepiej wyprodukowana. Utwory nie tylko brzmią bardzo dobrze, można wręcz słuchać każdego z instrumentów z osobna, co przy muzyce akustycznej jest niezwykle ważne, ale również rezonują ze sobą, uzupełniają się i bardzo ciekawie komponują. Wprawdzie nie sądzę by zespołowi chodziło tu o jakąś spójną historię, jednak mam wrażenie że zadziałało koncertowe ogranie materiału i dobre zakorzenienie Oisina w zespole. Mało brakowało, a byłby to również najpoważniejszy album w dorobku Shannona. Zamieszczony na końcu utwór „Ganja Man” - żart, osadzony w jamajskich klimatach, zakorzeniony w reggae i dancehallu czy ragga, niweczy jednak tę możliwość. Oczywiście to nie pierwszy taki muzyczny dowcip, wcześniej też zdarzały się zespołowi różne wybryki muzyczne. RCh

Leśne Licho „Pieśni Starego Lasu” Leśne Licho 2016

Po dziewięciu latach burzliwej historii zespół wydał pierwszy, oficjalny materiał studyjny. Z pierwotnego składu ostał się jedynie lider, Miki (który przesiadł się z gitary na perkusję) oraz dawna keyboardzistka Shonhor, która na płycie udziela się wokalnie w chórkach. Jednak charakterystyczne, melodyjne brzmienie zespołu pozostało. Ta płyta to wypadkowa zainteresowań muzycznych lidera grupy, przez co klimatem bliższa jest fuzji Nightwish z czasów z Tarją Turunen z Metallicą z czasów „Kill’em All”, niż np. Arkonie czy Bathory’emu. Taki był i jest właśnie zamysł Leśnych jako zespołu. Proste, ale energetyczne riffy gitarowe skrzyżowane w gotycko-folkowym duchu, opartym tematycznie

o szeroko rozumianą Słowiańszczyznę z motywami fantasy i klimatami około-skandynawskimi, co od zawsze było znakiem rozpoznawczym zeaspołu. Materiał miło zaskakuje świeżością. Do znanych z koncertów (i starej demówki) kawałków „Pani Jeziora”, „Topielica” czy „Pieśń Starego Lasu” (przearanżowanych rzecz jasna) doszło kilka nowych, w tym „Zabić Trola” i, będące muzycznym żartem, zaaranżowane w klimacie gothic-discopolo „Leśne Dicho”, które na swój sposób nawiązuje do „Strefy Odpałowej” z dawnych i niegdyś popularnych wśród fanów folkmetalu radiowych audycji „Mocne Nocne” oraz „Słowiańska i nie tylko Podróż Muzyczna”. WW

Mamadou & Sama Yoon „Umbada” For Tune 2016

Sama Yoon (czytaj „sama jon”) znaczy w języku wolof „moja droga”, „mój wybór”. Droga muzyczna, którą obrali członkowie zespołu, prowadzi przez afrobeat, ethno folk i reggae. Stylistyka dosyć rozległa, jednak nie powinno to dziwić, jeśli weźmiemy pod uwagę rozległe doświadczenie i różnorodne osobowości muzyków. Teksty piosenek są głównie w wolof ojczystym języku wokalisty, Mamadou Dioufa, który opowiada w nich o miłości, tradycji, tęsknocie za krajem, szacunku do drugiego człowieka, poszukiwaniu wiedzy. Ale smutek nie dominuje na tej płycie, jest tu też zabawa, uśmiech, radość. Podbita poprzez zaproszenie wielu wspaniałych, muzycznych gości, którzy swoje zainteresowania i umiejętności wnieśli do muzyki Mamadou i Sama Yoon. Przepięknie wybrzmiewa tu afrykańska kora, rytmu nadają afrykańskie bębny, ale też darabuka czy cajon, zaskakująco objawia się mandolina czy śpiew gardłowy, jakby kompletnie z innej bajki, nie mówiąc o bitach, skretchach, sekcji dętej czy hamondowskich klawiszach. Liczba połączonych światów, nurtów, inspiracji bije na głowę niejeden festiwal world music. No i te wokalizy w tle. Doskonała płyta. KP


WYDAWNICTWA TU

Werchowyna „Męskie głosy”

Angela Gaber + Trio „Dobre duchy”

Konador 2015

Čači Vorba „Šatrika” Oriente Musik 2015

Aura Art 2015

Werchowyna to niekwestionowana legenda naszej rodzimej sceny folkowej. Gdy wydawało się, że zespół, którego repertuar bazuje przede wszystkim na tradycyjnych pieśniach ze wschodnich krain Europy, nie może już niczym specjalnym zaskoczyć, oto ukazał się, krążek „Męskie głosy”. To zbiór pieśni kozackich z różnych części wschodniej Słowiańszczyzny, od szczedriwek i pieśni wojskowych, po liryczne pieśni miłosne i pieśni religijne, ale nie tylko. Na krążku znalazła się także piosenka „Na Horodi”, którą pamiętamy z początków istnienia zespołu. A Werchowyna to nie jest zespół stricte odtwórczy, to także, i przede wszystkim, grupa która na bazie wieloletnich doświadczeń tworzy własne brzmienia dawnych pieśni oraz dobiera je tak, by we współczesnym świecie nie zatraciły swojego przekazu. Tak jest tutaj z „Ne wysoko”, której treść skupia się na problemach emigracji. Jeszcze dwie pieśni, odnoszące się do najnowszej historii, znalazły się na płycie – „Pływe Kacza”, która wykonywana była przez Tercję Pikardyjską podczas pogrzebów ofiar kijowskiego marca 2014. Druga to, doskonale znana „Zoriuszka”, ale z odwróceniem ról, czyli pierwotnie śpiewana przez same kobiety, tu zabrzmiała tylko męskimi głosami. Jakże inne to brzmienie. WW

Nowa Płyta

To druga płyta w historii grupy. Dalej oparta o bieszczadzkie i wschodnie inspiracje tamtejszą kulturą. W przeciwieństwie jednak do debiutanckiego krążka, inspirowanego czy wręcz opartego na muzyce tradycyjnej, tu mamy do czynienia z twórczością autorską, głównie Angeli Gaber, założycielki i liderki grupy, ale w kompozycjach udzielali się też pozostali muzycy. Powiększył się skład zespołu (wymienili niektórzy muzycy). Niezmienny za to jest klimat. Muzyka, wykonywana m.in. na gitarach, bouzouki, kalimbie, congach, djembe, dzwonkach, wspartych elektronicznymi efektami, snuje się gdzieś w przestrzeni. Płyną poetyckie teksty, wyśpiewywane niezwykle brzmiącym głosem Angeli, powtarzane często jak mantra. Mistyka, połączona z realnością, tradycja, ze współczesnością, wrażliwość z radością grania i śpiewania. Więcej tu, niż na debiucie, gitarowego, elektronicznego brzmienia, więcej rytmicznego grania na instrumentach perkusyjnych. Mój ulubiony duduk, który tak czarował na „Opowieściach z Ziemi“, tym razem pojawia się raz, gościnnie. KP

Nutę romską zespół z Lublina opanował do perfekcji, tak tę z wiosek, jak i miejską. Naturalność z jaką muzycy oddają klimat utworów niejednego wprowadziła w błąd, bo wielu myślało, że słyszy właśnie zespół cygański. Słychać u nich inspiracje nieograniczoną przestrzenią, po której toczą się koła cygańskich taborów, po małe, często duszne i „zakazane” knajpki, w których grywają najlepsi na świecie muzycy. Od Bałkanów, po kraje Orientu. Bo ta płyta, to zbiór inspiracji właśnie z podróży. Tu nie ma dęciaków, za to jest niepozostawiający obojętnym głos Maryśki Natanson (czy to w śpiewie, czy szeptanych melorecytacjach) i szczypta etno-jazzu wplecionego w neo-tradycyjne rytmy. I prawdziwa wędrówka po muzycznym, cygańskim świecie. O ile „Zdravo!” to podróż po Macedonii i jej najbliższych okolicach, tak „Šatrika” to daleka rosyjsko-rumuńsko-bułgarsko-serbsko-turecka wyprawa. Sporo na płycie melancholii, zadumy, chwil wyciszenia... i jeszcze więcej mistrzowskiej wirtuozerii w grze. Ot, stara dobra Čači Vorba. WW/KP

Shannon

CROWDED HEAD zawiera singiel Bedlam

czytaj, słuchaj, zamów:

Boys

www.shannonband.com 1/2016 (6) Magazyn FOLK24 21


WYDAWNICTWA TU

na deser. To płyta wyjątkowa, niespotykana, różnorodna, pełna pasji i przede wszystkim wspaniałej muzyki. KP

Michał Czachowski „Acatao” CM Records 2014

Old Marinners „Set Sail”

Międzynarodowy projekt muzyczny Michała Czachowskiego – „Indialucia” to zarazem jeden z najbardziej znanych zespołów z gatunku World Music Fusion i pierwszy, który połączył muzykę Indii z andaluzyjskim flamenco. Druga płyta pt. „Acatao” (w Caló, starym języku Cyganów iberyjskich oznacza „zjednoczeni”) to kontynuacja tego, nowatorskiego przedsięwzięcia, gdzie przenikają się style i instrumenty oraz powstają nowe muzyczne spotkania, do tej pory nieznane. Całkowicie akustyczne brzmienie, wielu znanych wirtuozów instrumentów etnicznych i wokalistów o światowej renomie (aż roi się tu od „nazwisk”, w tym polskich, uznanych muzyków) oraz połączona w jedno – energia hiszpańskiego flamenco i mistycznych Indii oraz polska fantazja, dały niespotykany efekt. W porównaniu do porzedniczki, o wiele więcej energii i czasu włożono tu w pracę w studiu. To słychać. Brzmienie jest perfekcyjne. Płyta jest koncepcyjna, ale też nie zamyka się w schematach. Mnogość barw instrumentów, efektów, smaczków, wątków może zachwycić, ale i przytłoczyć w pierwszym momencie. Na szczęście nie wszystko da się od razu wychwycić. Można smakować powoli. A orkiestrę kameralną Aukso, pod dyrekcją Marka Mosia, zostawić sobie

Soliton 2015

Takie płyty, jak „Set Sail”, cieszą mnie podwójnie. Po pierwsze dlatego, że są debiutem, co oznacza, że coś nowego jednak dzieje się na naszej scenie muzyki morza. Po drugie, i ważniejsze, że na płycie dużo jest odniesień i inspiracji tradycyjnym folkiem morskim. I jedno i drugie, to ostatnio niezmiernie rzadkie zjawisko. Na krążku znalazło się 14 utworów, o mieszanym stylu – od instrumentalnej muzyki folkowej, przez inspiracje pieśniami kubryku, szantami, po utwory współczesne, w tym autorskie. Zaskoczyły mnie, i to bardzo pozytywnie, dwie pieśni prowadzone głosem Magdy Bolechowskiej („Do roboty”, „Dzikie gęsi”). Ta druga to w oryginale szanta fałowa. W obu odkryłem Magdę, w nowej dla mnie, roli solistki (i Mateusza Bolechowskiego jako tłumacza). W Old Marinners liderem (i autorem większości tekstów) jest Arek Rurarz. Jego głos zazwyczaj słychać ze sceny. Kolejnym zaskoczeniem jest standard „Parting Glass”, zaśpiewany prosto, folkowo (ten głos!) przez gitarzystę – Grzegorza Ziętkowskiego. Piękna rzecz. Odsłuchuję też częściej marinnersową wersję szanty „Hanging Johny”, tu

z kolejnym dobrym tłumaczeniem Mateusza i towarzyszeniem całego potencjału instrumentalnego Old Marinners. Z tradycyjnych są tu jeszcze „Shiny Oh!”, „Dziewczyna marynarza”, „Moby Dick”. Są też współczesne piosenki zaaranżowane na folkowo, śpiewnie, melodyjnie. Słabym puktem płyty są utwory instrumentalne. Brzmią tu jakby nagrane były na syntezatorze, zagrane jeszcze „kwadratowo”. Mimo paru mankamentów, jest to bardzo udany i ważny dla sceny folku morskiego debiut załogi ze Skarżyska-Kamiennej. KP

Arek Zawiliński „Na rozdrożu” Dalmafon 2015

Brzmienie gitar na tej płycie powala. Przestrzeń dźwięku, jaka nagle otacza słuchacza jest… „przeprzestrzenna”. Słucha się tej muzyki jak starych, dobrych amerykańskich bluesowo-folkowych hitów, a do tego udane, polskie teksty, opisujące nasze, polskie troski, potrzeby, rozterki, radości, chwile. Piękna, refleksyjna płyta, pokazująca nie tylko wrażliwość jej twórcy ale także bogactwo instrumentarium (gitara dobro, akustyczna, elektryczna, banjo, harmonijki) i technik gry, jakimi Arek Zawiliński operuje. Fingerpicking, lap-style, slide i bottleneck – płynnie między nimi przechodzi. Płyta zarówno na samotne wieczory z dobrym trunkiem, jak i szaloną jazdę z kompanią po naszych bezdrożach. KP

Do nabycia w sklepie: www.folk24.pl/sklep

MARTA ŚLIWA • POŚRODKU NIESPOTYKANY DOTĄD DEBIUT NA POLSKIEJ SCENIE ŻEGLARSKIEJ 14 AUTORSKICH PIOSENEK INSPIROWANYCH WIATREM I WODĄ

DlaCzytelników Czytelników FOLK24 Dla MagazynuMagazynu ŻAGLE 30% rabatu

30% rabatu przy zamówieniu podaj kod: Marta Folk24

przy zamówieniu podaj kod: MARTAZAGLE

Płyta dostępna na koncertach oraz na www.folk24.pl/sklep | Zamówienia hurtowe: tel. 32 722 03 07 | biuro@invini.pl

22 Magazyn FOLK24 1/2016 (6)


KSIĘGARNIA MUZYCZNA śpiewniki, nuty, partytury, podręczniki do nauki gry, gadżety muzyczne, struny, akcesoria muzyczne.

KOMPUTEROWE PRZEPISYWANIE, EDYCJA NUT I PARTYTUR

PROJEKTOWANIE GRAFICZNE WYDAWNICTWO MUZYCZNE SKŁAD DTP redakcja, korekta, skład i łamanie czasopism, książek, katalogów, folderów, ulotek, itp. www.muzo.com.pl • www.sklep.giszowiec.org tel. 32 411 07 85 • 601 44 69 12

T.ETNO DWIE PŁYTY CD I DVD JUŻ W SPRZEDAŻY www.tomaszdrozdek.info


WYDAWNICTWA TAM

Tomáš Kočko & Orchestr „Velesu” Indies Scope 2016

Hoia Baciu „ ‘nrădăcinat” Hoia Baciu 2016

Solfrid Molland & street musicians from Romania „Musiken er mitt fedreland” Kirkelig Kulturverksted 2014

Orkiestra Tomáša Kočko to, obok grupy Čechomor, najważniejszy przedstawiciel nowoczesnej sceny morawskiego folku. Nowy projekt, odwołujący się do spuścizny czasów przedchrześcijańskich jest wyjątkowo atrakcyjny, ponieważ w ciekawej folk-rockowej estetyce udało się zamknąć piękne historie. To już druga taka płyta w dyskografii tej formacji. Poprzednia, poświęcona Živě, bogini ziemi, nie była aż tak urozmaicona. Tu mamy do czynienia z pięknie snującymi się melodiami, takimi jak „Jen se rozvzpomenout” czy „Vnuk”. Kočko doskonale balansuje pomiędzy dwoma światami, dawnym, tradycyjnym i współczesnym, elektronicznym. Wszystkie utwory powstały w bogatej wyobraźni Tomáša i jego muzyków. Nie brakuje tu elementów niemal teatralnych, balansujących na krawędzi rytuału i przedstawienia teatralnego. Dzieje się tak dlatego, że cała płyta poświęcona jest opowieści. To właśnie historie i ich klimat są tu najważniejsze. Nawet jeżeli traci czasem na tym odbiór płyty, ponieważ trzeba jej słuchać dość uważnie, to jednak w ostatecznym rozrachunku trzeba przyznać, że powstało dzieło bezkompromisowe i niewątpliwie warte uwagi. RCh

24 Magazyn FOLK24 1/2016 (6)

Hoia Baciu to folk/blackmetalowy projekt Giurgeca „Halbe Pline” Alexandru z Timisoary (Rumunia), do którego zaprosił Andrei Oltean’a z blackmetalowej formacji Prohod z Sibiu. Swą nazwę zaczerpnął od lasu Hoia Baciu znajdującego się pod Klużem i będącego według różnych podań transylwańskim „Trójkątem Bermudzkim” z całym spektrum zjawisk paranormalnych. Las ma swój magiczny klimat, a z folklorem łączy się także przez sąsiedztwo z Parkiem Etnograficznym „Romulus Vuia”. Brzmienie Hoia Baciu nawiązuje tu do charakterystycznego, rumuńskiego, atmosferyczno-nostalgiczno-folkowego grania, do jakiego przyzwyczaiły nas takie zacne formacje jak Dordeduh, Negură Bunget, Marţolea. Album oddaje tajemnice i majestat lasów Transylwanii w każdym dźwięku. Potężna, blackmetalowa machina została, w bardzo dobrych proporcjach, uzupełniona autentycznym, folkowym brzmieniem całego bogactwa tradycyjnego instrumentarium Karpat. Tu nie ma niepotrzebnych słów (poetycki tekst śpiewany jest tylko w utworze „Valea”, który poświęcony jest wędrówce – tak fizycznej jak i duchowej). Magiczna potęga dawnych dackich i rumuńskich klimatów została w pełni oddana przez przemyślaną muzykę. WW

Moją uwagę do tej płyty przyciągnęła barwa głosu Solfrid - miękka, matowa, niska, i rzekłbym wręcz „dobra”. Norweska artystka, pianistka, kompozytorka, śpiewaczka, zafascynowana kulturą i muzyką Romów, zaprosiła do nagrań cygańskich muzyków grających na co dzień na ulicach Oslo, chór społeczności romskiej w Oslo oraz dwóch norweskich instrumentalistów. Z ich współpracy zrodziła się płyta, która jest swoistym zapisem podróży po gorącym południu Europy.
Obok współczesnych romskich czy norweskich kompozycji jest tu kilka utworów, które fanom folku są znane, jak otwierający płytę, klasyk cygański „Trec, Tiganii, Trec”, chyba nie ma dancingu bez niego. Znany jest też „Jeg er em fremmed”, bo to norweska wersja słynnego folkowego „The Wayfaring Stranger”. Tradycyjny jest też „Sanie cu zurgalai”. Dużo tu popisów instrumentalnych na wysokim poziomie. Nic dziwnego. Gheorge Vasile to syn Constantine, słynnego w Rumunii śpiewaka i skrzypka. Z kolei Valentine, syn Gheorghe, to muzyk z wykształceniem klasycznym, ma na koncie koncerty z Filharmonią Bukareszteńską. Życie sprawiło, że obaj występują dziś w restauracjach i na ulicach Oslo. Tam spotkała ich właśnie Solfrid. KP


WYDAWNICTWA TAm

1/2016 (6) Magazyn FOLK24 25


Kiedy po jednym z organizowanych przez nas koncertów, ktoś w komentarzach napisał: „dziękuję, że spełniacie cudze marzenia”, trochę się zdziwiliśmy. Dotąd myśleliśmy, że spełniamy tylko nasze. Okazało się, że można spełniać marzenia innych, wychodząc od własnych. Muzyka folkowa, inspirująca się lokalną tradycją, to dla nas jeden z cudów świata. Jest ciekawa, różnorodna, nie zamyka się w schematach i co najważniejsze, inspiruje od wieków. Chcemy to bogactwo pokazać jak największej liczbie ludzi, sprawić by w świadomości zbiorowej folk zyskał co najmniej taką samą rangę jak blues czy jazz, bo uważamy, że na to zasługuje. Dlatego

ROZWIJAMY FOLKOWE MEDIA

MAGAZYN MIŁOŚNIKÓW PIEŚNI MORZA

Egzemplarz bezpłatny

MAGAZYN 1/2013 CENA 15.90 zł (w tym 5% VAT) www.folk24.pl

1 (27)/ 2012

Michał czachowski o Indialucii i nowej płycie

o czYM ŚPiEwa DziaD i RaPER pieśni dziadowskie a hip-hop

ThE DublinERs N

AZY MAG

koniec legendy

A

SZ N KUPI lk w.fo ww

24.p

ep l/skl

RoŚniE naM

polska scena muzyki celtyckiej

Partnerzy wydania:

FEliEToNy

R. Chojnacki, T. Konador, W. Ossowski 1/2013

Magazyn Folk24

1

WWW.FOLK24.ORG Fundacja Folk24 | tel: 32 722 03 07 | mail: fundacja@folk24.org KRS: 0000418561


ORGANIZUJEMY KONCERTY

W SKLEPIE

I FESTIWALE

MAGAZYN FOLK24

cykl koncertów Wieczory Folkowe w Bytomiu - Vołosi w Operze Śląskiej

Koncert 30 lat Mechaników Shanty + Flash Creep, Sąsiedzi, Tonam & Synowie i inni

PAKIET Nr 1-5 + CD /w prezencie do wyboru/

w cenie 50 zł TYLKO do 20 VIII (lub wyczerpania nakładu)

spektakl taneczno-muzyczny Usłyszeć Taniec

www.folk24.pl/sklep tel. 32 722 03 07 (10.00-16.00) Zyski ze sprzedaży wspierają działalność Fundacji FOLK24

Międzynarodowy Festiwal Morza Nad Kanałem w Gliwicach Możesz pomóc

Alior Bank: 91 2490 0005 0000 4520 3315 9092


FESTIWALE

KOLOROWY PORT IX Festiwal Ethno Port, 17-19.06.2016, Poznań Tekst: Kamil Piotrowski | Zdjęcia: materiały organizatora

Bardzo klimatyczne otoczenie, oraz wnętrza, Centrum Kultury ZAMEK, znów gościć będą artystów spod znaku folku i world music, a Poznań na kilka dni stanie się miastem portowym, choć szant tym razem nie usłyszymy.

Organizatorzy tegorocznej, dziewiątej edycji Festiwalu Ethno Port, zaprezentują widzom bardzo różnorodną muzykę, z Europy, jak i z najbardziej egzotycznych rejonów świata. Przez trzy dni, od 17 do 19 czerwca, na trzech scenach odbędzie się czternaście koncertów, w tym trzy plenerowe. Wystąpią muzycy pochodzący z różnych obszarów Afryki, Azji oraz kilku krajów europejskich, także z  Polski. Wśród gwiazd znajdą się m.in. Vardan Hovanissian & Emre Gültekin (pokazując, że Ormianie i  Turcy mogą się porozumieć, np. za pomocą

duduku i sazu), Karolina Cicha & Shafqat Ali Khan (z  premierą wspólnej płyty), Ionică Minune Band & Alex Simu (z „perłą klasycznej muzyki Rumunii”), czy włoska Kalàscima. Posłuchamy też egipskiej „wasli”, śpiewów polifonicznych z  rejonu Oksytanii, czy rytmów z Capo Verde (Wysp Zielonego Przylądka). - Jak zwykle podczas Ethno Portu przyjrzymy się dwóm, powiązanym ze sobą, procesom obecnym w  dzisiejszym świecie: potencjałowi globalnej wymiany i  potrzebie poszukiwania tożsamości. Ich przejawy odnajdujemy w  odmiennym sposobie podejścia do tradycji muzycznej” – tłumaczy Andrzej Maszewski, dyrektor Festiwalu. W programie przewidziano też: projekcje filmowe, dyskusje, warsztaty muzyczne dla dorosłych i plastyczne dla dzieci, wystawę, imprezy w klubie festiwalowym oraz wiele atrakcji-rekreacji dla całych rodzin. Pełny program na www.ethnoport.pl

28 Magazyn FOLK24 1/2016 (6)


FESTIWALE

CZERWIEC Dni Morza 10-12.06.2016 Szczecin: Łasztownia Wystąpią m.in.: Dikanda, Stary Szmugler, Bubliczki, Formacja, EKT Gdynia, Dominika Żukowska i Andrzej Korycki, Sviata Vatra, Qftry, The Nierobbers, Emerald, Laboratorium Pieśni, RO20. Bilety: wstęp wolny http://dnimorza.szczecin.eu/ CzarnOFF Fest 11-12.06.2016 Rudawy Janowickie k. Czarnowa Wystąpią m.in.: Foliba, Cheeba, Bethel, ŜANĜO, Kosmos Mega Sound System, Gradu Minimo, Shamanik Bilety: wstęp wolny www: brak  Festiwal Ethno Port 17-19.06.2016 Poznań: CK Zamek Wystąpią m.in.: Vardan Hovanissian i Emre Gültekin (Turcja/Armenia), Ionică Minune i Alex Simu (Rumunia), Kalàscima (Włochy), Chicuelo (Hiszpania), Moh Kouyaté (Gwinea) Bilety: 100-120 (karnet) / 75 / 65 / 40 / 30 www.ethnoport.pl 28 Międzynarodowe Spotkania Zespołów Cygańskich Romane Dyvesa 23-25.06.2016 Gorzów Wlkp.: Amfiteatr Wystąpią m.in.: Mahala Rai Banda (Rumunia), KAL (Serbia), Terno (gospodarze), zespoły cygańskie

Bilety: b.d. www.romanedyvesa.com WrocLove Fest – Noc Świętojańska 23-25.06.2015 Wrocław m.in.: H. Stulecia i Pergola Wystąpią: Golec uOrkiestra, Kapela ze Wsi Warszawa, Boban Marković Orchestra (Serbia), Fanfara Tirana meets Transglobal Underground (Albania/Wlk Brytania), Bollywood Masala Orchestra (Indie). Bilety: 80-100 / 65-90 / 45-60 www.wrockfest.pl 26 Festiwal Kultury Żydowskiej „Shalom na Szerokiej” 25.06-3.07.2016 Kraków: różne lokalizacje Wystąpią m.in.: Kronos Quartet i D. Krakauer (USA), Leopold Kozłowski, Diwan Saz (Izrael), Glass House Orch. (USA/Węgry), Ola Bilińska Bilety: 370 / 200 / 10-100 / plener bezpłatny www.jewishfestival.pl Festiwal Muzyki Świata Ogrody Dźwięków 24.06.2016 i 1.07.2016 Katowice: Miasto Ogrodów – Instytucja Kultury Wystąpią: „Qra” (Quferau + Zora), Federspiel (Austria) oraz Blokowioska i Fara (Szkocja) Bilety: 10 zł www.miasto-ogrodow.eu

LIPIEC EtnoKraków / Rozstaje 5-9.07.2016 Kraków: różne lokalizacje Wystąpią m.in.: Buika (Hiszpania), Jojo Abot z zespołem (Ghana/Szwecja/ USA), Mokoomba (Zimbabwe), Twelfth Day (Szkocja), TradAttack! (Estonia), Joanna Słowińska, InFidelis, Gęsty Kożuch Kurzu, Sefardix, Maciej Fortuna, Dagadana Bilety: 20 - 200 (karnet) / plener bezpłatny www.etnokrakow.pl, www.rozstaje.pl Wschód Kultury – Inne Brzmienia Festiwal 6-10.07.2016 Lublin: różne lokalizacje Wystąpią m.in: Shibusashirazu Orchestra (Japonia), Tortoise (USA), Easy Star All Stars (USA), Kwadrofonik Bilety: wstęp wolny www.innebrzmienia.eu 5 Festiwal „Celtycki Gotyk“ 6-10.07.2016 Toruń: różne lokalizacje Wystąpią : Carrantuohill, Lindsay Davidson, Gabad, Balzinga, ISTA, Thorn, Trebaruna, Beltaine, Avaloo, Duo Celtic, nObrotów, Dudys Parad Band Bilety: wstęp wolny www.celtyckigotyk.art.pl

Kalendarz festiwalowy Opracowanie: Anna Wilczyńska

1/2016 (6) Magazyn FOLK24 29


FESTIWALE

OGRODY ETNOFOLKU IV Festiwal Muzyki Świata Ogrody Dźwięków, 24.06/1.07.2016, Katowice Tekst: Łukasz Kałębasiak | Zdjęcia: Julia Wesely Muzyka w Katowicach? Skojarzenia są proste: klasyka (NOSRP), jazz (Akademia Muzyczna), blues (Rawa Blues) i hiphop (Paktofonika i inni). O world music myśli się rzadziej. A przecież i tam powstają i  grają świetne zespoły uprawiające współczesny folk. Nie bez powodu jednym z argumentów za przyznaniem Katowicom w 2015 roku zaszczytnego tytułu Miasta Muzyki UNESCO było bogactwo muzycznych tradycji.

Festiwalową imprezą poświęconą wyłącznie world music Katowice cieszą się jednak od niedawna. Pierwsze Ogrody Dźwięków, przygotowane przez Instytucję Katowice Miasto Ogrodów, odbyły się zaledwie w 2013 roku, choć powstały na kanwie projektu EuroMed poświęconemu nurtowi muzyki śródziemnomorskiej (2009-2012) W  dwa piątki, w  podcieniach Miasta Ogrodów (dawnego Centrum Kultury Katowice) czekają nas dwa koncerty. Oba można zaliczyć do nurtu „nowej tradycji”. Najpierw projekt „Qra” (24.06), czyli połączone siły zespołu Quferau i grupy wokalnej Zora. Qfe30 Magazyn FOLK24 1/2016 (6)

rau to zjawisko wyjątkowe, nieprzyzwoicie młode. Punkt przecięcia word music, jazzu, fussion i groove. Bardzo naturalny głos Marceli Rybskiej, przywrócony do życia wibrafon, niepospolite i  stale poszerzane instrumentarium rytmiczne. Zora (siedem wokalistek) prezentuje z kolei wielogłosowe pieśni a  capella, z  różnych regionów Polski oraz Ukrainy, Słowacji, Bułgarii, Serbii i Litwy. Drugą gwiazdą pierwszego koncertu będzie austriacki Federspiel. W tym roku mija 12 lat, odkąd w Krems zdecydowali się na wspólne granie, w którym znajdziecie elementy austriackiej przaśności, alpejskich równin i Milki na szelkach, zrewidowane w  przewrotny, awangardowy sposób. Jodłowanie gwarantowane. Tu gra siedmiu młodych facetów i  mają tupet. Wszyscy skończyli Konserwatorium Wiedeńskie, wszyscy wyżywają się na instrumentach dętych, nieobce im rytmy rodem z  orkiestry mariachi, a  także muzyka współczesna. A przy tym nie opuszczają rodzinnych granic. Zdolni do natychmiastowej ironii. Świetnie improwizują. I dobrze się bawią. Drugi wieczór (1.07), tydzień później, należeć będzie do śląskiej grupy Blokowioska i szkockiego kwartetu Fara. Pierwsi nie są ortodoksyjnymi folkowcami. Tradycję słowiańskich, bałkańskich i karpackich pieśni żenią z dubstepem, drum’n’basem. Samplują, a nade wszystko improwizują. Farę - reprezentującą Glasgow, podobnie jak Katowice, należące do Sieci Miast Muzyki UNESCO tworzą trzy skrzypaczki (w tym jedna śpiewająca) i pianistka. Znawcy młodej, szkockiej sceny jednogłośnie piszą o ogniu. I czystości dźwięku. Fara to energia, harmonia, tradycja. I  indywidualne, nowoczesne brzmienie. Więcej o festiwalu i biletach na stronie miasto-ogrodow.eu


FESTIWALE

Folkowisko Festiwal Kultury Pogranicza 8-10.07.2016 Gorajec, gmina Cieszanów Wystąpią: Joryj Kłoc (Ukraina), Angela Gaber i Trio, Orkiestra ze Zdziłowic Bilety: 75 / 65 www.folkowisko.pl 4 Słowiańska Noc Folkmetalowa i 6 Dni Dawnych Kultur 8-10.07.2016 Brenna: Amfiteatr Wystąpią: Diaboł Boruta, Łysa Góra, Runika Bilety: wstęp wolny www brak 33 Festiwal Muzyki Inspirowanej Folklorem „Dźwięki Północy” 14-17.07.2016 Gdańsk: Centrum Św. Jana Wystąpią m.in.: Kimmo Pohjonen (Finlandia), Aallotar (Finlandia/USA), Valkyrien allstars (Norwegia), Helene Blum & Harald Haugaard Band (Dania), Vassvik (Norwegia), Vołosi Bilety: b.d. www.dzwiekipolnocy.pl 10 Międzynarodowy Festiwal Piosenki Turystycznej „Kropka” 14-16.07.2016 Głuchołazy: Park Zdrojowy Wystąpią m.in: Raz, Dwa, Trzy oraz Celtic Tree, Na Bani, Elżbieta Adamiak, Robert Kasprzycki, Słodki Całus od Buby i Bez Jacka, Daniel Gałązka z zespołem, Bilety: wstęp wolny www.kropka.glucholazy.pl

Globaltica 2016 World Cultures Festival 20-24.07.2016 Gdynia: Park Kolibki Wystąpią m.in.: Fanfare Ciocărlia (Rumunia), Rancho Aparte (Kolumbia), Ngawang Lodup (Tybet), Monsieur Doumani (Cypr), Kapela Maliszów Bilety: 40 (karnet) /18 / 30 www.globaltica.pl 2 Wschód Piękna - World Orchestra Festival 21-25.07.2016 Różne miejscowości woj. warmińsko-mazurskiego Wystąpią: World Orchestra Grzecha Piotrowskiego, Jan Smoczyński Trio, Apolonia Nowak, Espen Leite (Norwegia), Liz Rosa Qintet (Brazylia); Hadrien Feraud Quartet (Francja) Bilety: od 300 (karnet) / 60-110 www.worldorchestra.com 21 Festiwal Wielu Kultur i Narodów „Z wiejskiego podwórza” 22-24.07.2016 Czeremcha: GOK Wystąpią: Oratnitza (Bułgaria), Dobranotch (Rosja), Czeremszyna, Mosaik, Cimbaliband (Węgry), Mokoomba (Zimbabwe), Light in Babylon (Turcja), Kapela Maliszów, Gypsy Ska Orquesta (Wenezuela) Bilety: wstęp wolny www.festiwalczeremcha.pl Festiwal Piosenki Turystycznej „Babie Lato“ 26-27.07.2016 Żegiestów Zdrój: Łopata Polska Wystąpią: Małżeństwo z Rozsądku, Anita Lipnicka

Bilety: wstęp wolny www: brak 9 Międzynarodowy Festiwal Muzyki, Sztuki i Folkloru „Podlaska Oktawa Kultur” 26.07-1.08.2016 Różne miejscowości woj. podlaskiego Wystąpią: zespoły folklorystyczne z Serbii, Rumunii, Cypru, Chorwacji, Gruzji, Rosji, Białorusi, Słowacji, Węgier, Turcji, Włoch oraz Tęgie Chłopy, Janusz Prusinowski Kompania Bilety: wstęp wolny www.oktawa.woak.bialystok.pl 35 Międzynarodowy Festiwal Piknik Country & Folk 29-31.07.2016 Mrągowo: amfiteatr Wystąpią: Rednex i inni Bilety: b.d. www.festiwalpiknikcountry.pl Kielecki Tabor Domu Tańca 31.07-7.08.2016 Sędek, gmina Łagów Wystąpią m.in.: Jan Góral, Stanisław Witkowski, Edward Dziarmaga, Tęgie Chłopy Bilety: b.d. www.taborkielecki.domtanca.pl SIERPIEŃ 22 Festiwal Słowian i Wikingów 5-7.08.2016 Wolin: Centrum Słowian i Wikingów Jomsborg Vineta Wystąpią m.in.: Percival, Ęzibaba, Kalabalik (Szwecja), Lutaś (Białoruś) Bilety: b.d. www.jomsborg-vineta.com 1/2016 (6) Magazyn FOLK24 31


C E N T RU M K U LT U R Y Z A M E K P

O

Z

N

A

Ń

17–19.06.2016

32 Magazyn FOLK24 1/2015 (5)


FESTIWALE

FOLKLOR SPOD GIEWONTU 48 Międzynarodowy Festiwal Folkloru Ziem Górskich, 19-26.08.2016, Zakopane Tekst: Kamil Piotrowski | Zdjęcie: materiały organizatora Pasja, radość, ekspresja i autentyczny folklor, porwą festiwalową publiczność. Festiwal w Zakopanem jest wyjątkowy, za sprawą jego niepowtarzalnej atmosfery. Folklor świata spotyka się pod Giewontem! Pod tym hasłem odbędzie się w Zakopanem 48. edycja Międzynarodowego Festiwalu Folkloru Ziem Górskich, podczas której górale z różnych zakątków zaprezentują dziedzictwo kulturowe własnych regionów. Festiwal od niemal pięćdziesięciu lat jest wizytówką miasta Zakopane. W  swej niezwykłej żywiołowości przyciąga co roku do stolicy Tatr tysiące turystów. Bogaty program tegorocznej edycji wypełni osiem festiwalowych dni, a  tematem przewodnim będzie taniec. Podczas widowiskowych koncertów konkursowych 18 amatorskich zespołów z regionów górskich będzie rywalizować o Złotą, Srebrną i Brązową Ciupagę. Ponadto w programie znajdą się: warsztaty folklorystyczne dotyczące tańca góralskiego, flamenco i czardasza; międzynarodowa konferencja naukowa „Taniec w  kulturze”, korowód ulicami Zakopanego, Mistrzostwa Podhala w Powożeniu, parada dorożek konnych, dni narodowe, koncert Muzyki Łuku Karpat, warsztaty dla dzieci i młodzieży, animacje dla najmłodszych, zabawy taneczne, wystawy fotograficzne, koncerty plenerowe i  wiele innych. Dzięki atrakcyjnemu i  róż-

norodnemu programowi, Festiwal trafia do szerokiego grona odbiorców. Można pokusić się o stwierdzenie, że w  ostatnim tygodniu sierpnia Zakopane zamienia się w  centrum światowego folkloru. Spotkamy tu żywiołowych Hiszpanów i  Włochów, usłyszymy bałkańskie rytmy Bułgarów, zobaczymy tajemniczy folklor Azji i natrafimy na energicznych mieszkańców Łuku Karpat: Rumunów, Słowaków i  Węgrów. Nie zabraknie również zespołów polskich, które zaprezentują zwyczaje i  obrzędy związane z  kulturą ludową. Bogactwo sztuki można podziwiać podczas Kiermaszu Sztuki Ludowej i Rzemiosła Artystycznego w  osadzie festiwalowej. Obecni na Międzynarodowym Festiwalu Folkloru Ziem Górskich twórcy demonstrują proces wytwarzania dzieł, prowadzą warsztaty rękodzieła dla dzieci i młodzieży. W tym roku najmłodsi pasjonaci folkloru będą mogli poznać tajniki malarstwa na szkle, tkactwa artystycznego, haftu, garncarstwa, zabawkarstwa i wycinanki łowickiej. Oprócz zajęć manualnych, organizatorzy przygotowali również animacje, podczas których uczestnicy będą podejmowali zadania o charakterze muzycznym, plastycznym i ruchowym. Szczegóły na www.festiwale.zakopane.pl 1/2016 (6) Magazyn FOLK24 33


FESTIWALE

Ogólnopolskie Prezentacje Kultur Mniejszości Narodowych i Etnicznych - „Muzyczne Dialogi nad Bugiem” 6-7.08.2016 Mielnik: Amfiteatr Wystąpią m.in: Sarakina Balkan Band, Czeremszyna, Styrta, Patrycja & Gipsy Stars, Future Folk, Ciernica (Białoruś), Haydamaky (Ukraina) Bilety: wstęp wolny www.goksir.mielnik.com.pl OFF Festival 5-7.08.2016 Katowice: Dolina III Stawów Wystąpią: The Master Musicians of Jajouka (Maroko), Clutch (USA), Janusz Prusinowski Kompania, Księżyc, Odpoczno, The Feral Trees, Basia Bułat Bilety: 310-340 (karnet) www.off-festival.pl 53 Tydzień Kultury Beskidzkiej 6-14.08.2016 Różne miejscowości woj. śląskiego Wystąpią: zespoły folklorystyczne z Meksyku, Egiptu, Turcji, Francji, Hiszpanii, Bułgarii, Albanii, Chorwacji, Czarnogóry, Słowenii, Słowacji, Ukrainy, Węgier i Polski Bilety: wstęp wolny www.tkb.art.pl Festiwal Folkloru Polskiego – 50 Sabałowe Bajania 10-14.08.2016 Bukowina Tatrzańska: BCK „Dom Ludowy” Wystąpią m.in.: Megitza Trio, Golec uOrkiestra, Śtadraj 34 Magazyn FOLK24 1/2016 (6)

Banda, Krywań Bilety: wstęp wolny www.domludowy.pl Festiwal Piosenki Żeglarskiej „Charzykowy” 12-13.08.2016 Charzykowy/Chojnice: Amfiteatr im. O. Weilanda/ Rynek w Chojnicach Wystąpią m.in.: Harmony Glen (Holandia), Atlantyda, Formacja, Chór Zawisza Czarny, Klang, Cztery Refy, RO20, Drake, Orkiestra Samanta, Perły i Łotry Bilety: wstęp wolny www: brak Jarmark Jagielloński 12-14.08.2016 Lublin: różne lokalizacje Wystąpią m.in.: Orkiestra Jarmarku Jagiellońskiego Bilety: wstęp wolny www.jarmarkjagiellonski.pl 48 Międzynarodowy Festiwal Folkloru Ziem Górskich 19-26.08.2016 Zakopane: różne lokalizacje Wystąpią: zespoły folklorystyczne z terenów górskich z Polski i Europy Bilety: b.d. www.festiwale.zakopane.pl 14 Festiwal Muzyki Celtyckiej „Zamek” 19-21.08.2016 Będzin: Zamek Wystąpią m.in.: Sąsiedzi, Beltaine Bilety: wstęp wolny www.zamekfestival.pl 4 Pannonica Folk Festival 25-27.08.2016 Barcice: gmina Stary Sącz Wystąpią m.in.: Dzambo

Agusevi Orchestra (Macedonia), Parno Graszt (Węgry), Dejan Petrovic Big Band (Serbia), Mahala Rai Banda (Rumunia), Dikanda, Sharena Bilety: 65-100 (karnet) www.pannonica.pl 32 Port Pieśni Pracy 26-28.08.2016 Tychy: Paprocany Wystąpią m.in.: Storm Weather Shanty Choir (Norwegia), Chór Akademii Marynarki Wojennej, Stonehenge, RO20, Perły i Łotry, Andrzej Korycki & Dominika Żukowska, Leje na Pokład, Brasy, Trzecia Miłość. Bilety: wstęp wolny www: brak 13 Festiwal Kultury Żydowskiej „Warszawa Singera” 27.08-4.09 Warszawa: różne lokalizacje Wystąpią m.in.: Hamsa (Wielka Brytania), The Klezmatics (USA), kantorzy: Benzion Miller, Yaakov Lemmer i Tzudik Greenwald Bilety: b.d. www.festiwalsingera.pl WRZESIEŃ Europejski Festiwal Smaku 3-11.09.2016 Lublin: różne lokalizacje Wystąpią: Bubliczki, Aida (Armenia), Wattican Punk Ballet (Armenia/Węgry), The Reincarnation Orchestra (Armenia) Bilety: wstęp wolny (koncert gwiazdy biletowany – b.d.) www.europejskifestiwalsmaku.pl


KRAKÓW

WOKÓŁ JACEK MAJCHROWSKI ETNO-FOLKU PREZYDENT MIASTA KRAKOWA ZAPRASZA

organizatorzy:

wsparcie finansowe:

www.etnokrakow.pl Festiwal EtnoKraków / Rozstaje, 5-9.07.2016 Podczas festiwalu zaprezentują się gwiazdy międzynarodowej sceny world music, m.in. laureatka Latin Grammy i Disco de Oro - porywająca Buika (Hiszpania), twórczyni autorskiej wizji muzyki flamenco. Po raz pierwszy w Polsce wystąpi zjawiskowa Jojo Abot z zespołem (Ghana/Szwecja/USA), wybuchowa Mokoomba z Zimbabwe, łącząca tradycje plemienia Tonga z elementami rapu, ska, brzmień afro-kubańskich i soukous oraz szkocki duet Twelfth Day. Wystąpią też, zdobywające publiczność na świecie: Kalàscima (Włochy), TradAttack! (Estonia), Sans (Wielka Brytania/Finlandia/ Armenia) czy El Naan (Hiszpania), odwołujący się do najsubtelniejszych tradycji muzyki kastylijskiej, odkrywający dziedzictwo arabskie, celtyckie i żydowskie w muzycznych tradycjach Półwyspu Iberyjskiego. Usłyszymy też A Filetta (Francja/Korsyka), nawiązujący do wielowiekowej tradycji polifonii korsykańskiej oraz chór Iberi kultywujący tradycję gruzińskiego wielogłosu. Polskę reprezentować będą m.in. projekt Sefardix, Joanna Słowińska, Dagadana, InFidelis. KP

Festiwal Wielu Kultur i Narodów „Z wiejskiego podwórza”, 22-24.07.2016, Czeremcha To uznana, kultowa wręcz impreza w Czeremsze na Podlasiu, która od 20 lat gości czołówkę polskiego folku oraz gwiazdy etno z całego świata. W tym roku impreza ma bardzo urozmaicony program. Fanów folku z pewnością przyciągną zagraniczne zespoły: transowi Bułgarzy z Oratnizy, utytułowani wykonawcy afrofusion (Mokoomba) oraz poszukujący wschodnich brzmień znad Morza Śródziemnego, Light in Babylon z Istambułu. Gypsy Ska Orquesta z Wenezueli, klezmerzy z Dobranotch i ogniste czardasze Cimbaliband zapewne porwą w tany. Nie zabraknie polskich grup: Mosaika, Kapeli Maliszów, DJa Woja i gospodarzy - Czeremszyny. Stałym elementem imprezy są warsztaty rękodzielnicze, muzyczne, taneczne, kulinarne, pokazy filmów, wystawy i kiermasz sztuki ludowej, a ostatnio też przegląd harmonijkarzy ludowych i  Błotna Liga Mistrzów. To również jeden z  niewielu festiwali, na który dotrzemy i wrócimy specjalnym, darmowym pociągiem (z Warszawy). AW

1/2016 (6) Magazyn FOLK24 35


FESTIWALE

BAŁKANY NAD POPRADEM 4. Pannonica Folk Festival, 25-27.08.2016, Barcice Tekst: Kamil Piotrowski | Zdjęcia: materiały organizatora Spontaniczna, niczym nieskrępowana radość, pozytywnie zakręceni ludzie i ogień, nie muzyka. Festiwal kultury bałkańskiej i węgierskiej zagra w tym roku po raz czwarty, a na scenie, zbudowanej w szczerym polu koło Starego Sącza, wystąpią prawdziwe gwiazdy. Odwiedziliśmy redakcyjnie ten festiwal w ub.r. i  rozmach zrobił  na nas wrażenie. Pannonica to trzy dni szalonej zabawy przy rytmach, które nie pozostawiają obojętnymi, bo czyż da się spokojnie usiedzieć, gdy na scenie energia aż kipi? Od samego początku wizytówką festiwalu są bałkańskie orkiestry weselno-pogrzebowe. Tu wzorem dla organizatora jest największy festiwal orkiestr w Guczy. W tym roku pojawi się w Barcicach legenda Guczy i obecnie najbardziej uznany serbski mistrz trąbki Dejan Petrović z  12 osobowym Dejan Petrović Big Band. Pojawi się też, dobrze znana w Polsce Mahala Rai Banda. Trzeci brass band z Bałkanów to Dzambo Agusevi Orkestar z Macedonii. Pozostali zagraniczni wykonawcy to dwa cy-

gańskie zespoły - Parno Graszt z Węgier i Terne Chave z  Czech, które należą do uznanych kapel romskich i stylu roma-fusion w środkowo-wschodniej Europie. Wystąpi też ciekawy Balkansambel ze Słowacji, specjalizujący się w  etno folkowym, bałkańskim repertuarze we własnych aranżacjach. Polskę reprezentować będą Dikanda, Sharena, Chudoba. W programie przewidziano też coś dla miłośników tanecznej zabawy przy brzmieniach klubowych – Balkanscream. Dla wszystkich, którzy poczują niedosyt wieczornych koncertów, organizatorzy rokrocznie organizują bałkańską potańcówkę, tzw. GuczoDisko w  stodole. Zaś dla kinomaniaków przewidziano nocne pokazy najlepszych filmów z  Bałkanów i o Bałkanach. Poza tym będą warsztaty tańców, śpiewu, rękodzieła, wspólne wyjścia w góry, jazda konna oraz liczne atrakcje dla najmłodszych. A że nie tylko strawa duchowa jest ważna, w Pannonice zapewnia się także coś dla ciała - oryginalne bałkańskie potrawy i napitki. Szczegóły na www.pannonica.pl

36 Magazyn FOLK24 1/2016 (6)


www.sasiedzi.art.pl

Folk & szanty

2001-2016 Koncerty: 11.06 WARSZAWA | 18.06 RUDA ŚLĄSKA | 17.07 KUNICE | 5-7.08 BREMA (D) | 20.08 BĘDZIN 26-28.08 APPINGEDAM (NL) | 18.09 SOSNOWIEC


PIEŚNI MORZA

SZANTYMEN, KIM JEST Praca, jak nie każda inna Tekst: Kamil Piotrowski | Zdjęcie: Basia Wójcik Bez niego, jeszcze pod koniec XIX w., nie wychodził w morze żaden żaglowiec. Ostatni z nich, legendarny Stan Hugill, pracował na tej posadzie jeszcze po II wojnie światowej. Kim dziś są szantymeni? Na dawnych pokładach rola szantymena była bardzo ważna. Szanta, jako pieśń pracy, służyła do skoordynowania działań wielu marynarzy w jeden wspólny wysiłek. Śpiewane razem refreny lub wykrzykiwane, krótkie zaśpiewy, pozwalały nabrać odpowiedniego tempa pracy. Ale to szantymen właśnie nadawał tej pracy właściwy rytm, wybierając odpowiednią szantę do danej czynności (szanty wzięły swoje nazwy od rodzajów prac, do których je śpiewano). Mówiło się, że dobry szantymen, znający wiele szant (liczby szły w  setki), wart był pracy stu marynarzy. Wraz z  odejściem żaglowców do lamusa, odeszli też szantymeni. Za ostatniego z nich uznaje się Anglika, Stana Hugilla (1906-1992), który jeszcze w latach 50. XX w. uprawiał ten zawód. Stan jest dziś ikoną ruchu szantowego, nie tylko dlatego, że był ostatnim szantymenem, ale dlatego, że odszukał i wydobył z niebytu wiele zapomnianych, daw38 Magazyn FOLK24 1/2016 (6)

nych tradycyjnych pieśni morza. Napisał też o nich książkę, uznaną dziś za „Biblię szantymena”. Był ich wielkim pasjonatem i badaczem. A kim są dzisiejsi „szantymeni”? Ich rola nieco się zmieniła. Nadal wodzą prym w śpiewie, ale już nie na pokładzie żaglowca, a na dechach klubów folkowych czy scen festiwalowych. Dziś szanty służą rozrywce, ale dzięki temu nadal żyją. Choć w kilku miejscach na świecie można przy nich jeszcze popracować (np. w Mystic Seaport Museum w USA, gdzie zatrudnieni są szantymeni, którzy śpiewają szanty, gdy zwiedzający wczuwając się w rolę załogi, ciągną liny lub pchają kabestan). Do najbardziej znanych i poważanych dziś w świecie szantymenów, uprawiających sztukę solowego śpiewania szant, należą m.in. Pat Sheridan (Irlandia), Tom Lewis (Kanada), Geoff Kaufman (USA), Jim Mageean, Pete „Shanty Jack” Hayselden, Ian


PIEŚNI MORZA

Woods czy nieodżałowany Johnny Collins (wszyscy z Anglii). Choć znam jeszcze wielu, wymieniam ich nie bez przyczyny, bo wszyscy należą do czołówki ruchu, i  mieli też okazję wystąpić w  Polsce, a  większość współpracować z polskimi zespołami, gdyż nowoczesny sposób na wykonywanie pieśni morza, jaki panuje u nas, bardzo przypadł do gustu starym folkowcom. Ta współpraca doświadczenia i  tradycji z  młodością i  nowymi pomysłami na wokalne aranżacje przyniosła wiele ciekawych projektów, uznanych za granicą (polskie grupy od lat słyną z wykonań szant a cappella w świecie folku morskiego). Tom Lewis współpracuje z  zespołem Qftry (świetne płyty projektu Poles Apart, koncerty za granicą), Pat Sheridan nagrywał w  Bytomiu z Segarsami, a potem z Brasami, z ostatnimi pojawia się na scenach w Polsce (ale też ostatnio z Sąsiadami). Jim Mageean bywał w Polsce wielokrotnie, najczęściej z  nieżyjącym już Johnnym Collinsem. Ponad rok temu nagrywał szanty w Gliwicach z  Sąsiadami – na efekt czekamy. Ian Woods, przesympatyczna postać, nagrywał „wieki temu” z Czterema Refami oraz North Cape. Niestety, o  ile w  polskich zespołach, wspomnianych i w paru innych, trafiają się frontmeni z szantowym zacięciem, tacy jak: Jerzy Ozaist, Jerzy Rogacki (Cztery Refy), Henryk Czekała „Szkot” (Mechanicy Shanty), Ryszard Muzaj, Marek Szurawski (Stare Dzwony), Maciej i  Paweł Jędrzejko (Banana Boat), Marek Wikliński (Sąsiedzi) i można by jeszcze trochę powymieniać (np. w  Chórze „Zawisza Czarny” jest też wielu wziętych szantymenów), o tyle szantymena z krwi i kości, uprawiającego ten gatunek solo, mamy tylko jednego. Jest nim Marek Szurawski, który z  powodzeniem, kiedyś w mediach, dziś już tylko na scenach festiwalowych, propaguje dawne pieśni mórz i  oceanów. Z niecierpliwością czekam na płytę „Szurawy” z Ryszardem Muzajem, która zapowiadana od kilku lat, jakoś nie może ujrzeć światła dziennego.

z szantami nie mające wiele wspólnego). Kolejnych pokoleń szantymenów próżno na razie wypatrywać, zarówno u nas, jak i za granicą. Czy odchodzący mistrzowie będą ostatnim pokoleniem, które jeszcze łączy jakoś szanty z  morzem (większość to żeglarze ze wielkim doświadczeniem). Na razie blado to wygląda. W tym roku, 19 listopada, przypada 110 rocznica urodzin Stana Hugilla. Postanowiliśmy, pod patronatem Magazynu FOLK24 i serwisu Szanty24. pl wdrożyć w życie taki pomysł, by dzień ten ogłosić ogólnoświatowym „Dniem Szantymena”, zorganizować koncerty w  całym kraju (i  za granicą) i zrobić trochę szumu medialnego wokół tego, niemal zapomnianego już zawodu, by w  ten sposób przywrócić szanty i  szantymenów światu. Chętnych do działania proszę o kontakt z redakcją.

o szantach i piosenkach żeglarskich wiemy sporo

Na konkursach festiwalowych w Polsce od lat już nie słychać szant, coraz mniej ich w repertuarach wykonawców (tzw. polska scena „szantowa”, to w  większości współczesne piosenki żeglarskie, 1/2016 (6) Magazyn FOLK24 39


W FOLKOWYM TONIE

Z MIŁOŚCI DO GÓR 25 lat Werchowyny Tekst: Tadeusz Konador | Zdjęcia: Kamil Piotrowski Prawie każdy program naszego koncertu zaczyna się: „Zespół powstał w 1991 roku z inicjatywy studentów uczelni warszawskich związanych ze środowiskiem Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich. Zaczynaliśmy jako grupa przyjaciół śpiewająca przy ogniskach pieśni zasłyszane podczas górskich wędrówek. To właśnie spotkania z górami, z żyjącymi w nich ludźmi i ich muzyką zadecydowały o artystycznym obliczu zespołu.”

Pierwszy, poważniejszy występ to udział w Mikołajkach Folkowych w  Lublinie, w  grudniu 1991 roku, w grupie około 15 osób. Ale dziś już nikt nie pamięta czy wtedy udało nam się coś zdobyć czy nie. Po kilku miesiącach na koncercie w warszawskim Kamionku, była już nas ponad dwudziestka. Dużo widzów, wielkie emocje, wiele wpadek, ale i zarazem pierwszy sukces. W swoim instrumentarium mieliśmy kontrabas, skrzypce, mandolinę, flet, bęben oraz gitary, z których szybko zrezygnowaliśmy jako, że nie pasowały do naszej muzyki. Koncerty na Politechnice rozpoczęły się już rok po naszym powstaniu, w  grudniu 1992 roku. W  tym czasie byliśmy zespołem Politechniki Warszawskiej i tam mieliśmy nasze próby. Wieczorem, gdy nie było już studentów, często wychodziliśmy śpiewać na aulę, gdyż bardzo podobało się nam brzmienie, pogłos tego pomiesz40 Magazyn FOLK24 1/2016 (6)

czenia. I tak narodził się pomysł koncertów. Odbywały się one przy zgaszonym świetle, a na podłodze paliły się jedynie świeczki. Nasz pierwszy występ tam trwał ponad dwie godziny, aż dziwne, że ludzie nie wychodzili. Tak nam się to spodobało, ale i widzom, że regularnie, na początku roku, mamy tam koncert. Zaczęliśmy dość często występować na rozmaitych imprezach folkowych, łemkowskich Watrach, imprezach studenckich. Szybko zdobyliśmy dużą popularność, wydaliśmy dwie kasety, głównie z  repertuarem łemkowskim. Po kilku latach udało nam się nawiązać kontakt z ukraińskim zespołem Werhowyna z  Drohobycza, co zaowocowało wspólną, tygodniową trasą koncertową po terenach zachodniej Ukrainy. Wszędzie wywoływaliśmy zdziwienie, że Polacy tak potrafią grać i śpiewać muzykę ukraińską.


W FOLKOWYM TONIE

W tym czasie poznaliśmy też legendarnego arty- W międzyczasie udało nam się sprzedać jedną piostę-muzyka huculskiego, Romana Kumłyka, który senkę do reklamy telewizyjnej, za dość duże pieoprócz grania na skrzypach i fletach uczył nas lu- niądze, za które zorganizowaliśmy sobie 15-lecie, dowych tańców tego regionu. Tak się z  nim za- gdzie grał z nami białoruski zespół WZ Orkiestra przyjaźniliśmy, że później na tydzień pojechali- ze wspaniałym showmanem Todarem, czyli Zmiśmy do jego domu w  Werchowynie (dawnej cierem Wajciuszkiewiczem. Tam też miała swój Żabie), gdzie mieliśmy też wspaniałe warsztaty debiut Mała Werchowynka, to jest – nasze dzieci, muzyczne. I okazało się, że Roman był też hucul- które przyniosły widzom wiele radości. skim wolfarem (szamanem). Gdy dwójka z  ludzi bardzo mocno zachorowała, on zrobił miksturę My nie używaliśmy już intsrumentów od kilku lat, alkoholową, która postawiła chorych na nogi bo tak się złożyło, że nasi instrumentaliści powyw ciągu dwóch godzin. Rejeżdżali – część w góry, a część ceptury nie chciał nam ab- Werchowyną mieszkańcy Beskidów za granicę. Śpiewamy już tylWschodnich nazywają całe swoje ko a cappella, co narzuciło też solutnie zdradzić. otoczenie. Zauroczeni surową lekko zmianę repertuaru, któmelodyjnością beskidzkiej pieśni rego teraz główną cześć staNasze pięciolecie to duży stworzyliśmy tutaj swoją koncert w  warszawskim nowią pieśni z  różnych tereWERCHOWYNĘ „Remoncie”, w którym brali nów Ukrainy. Jednak udział między innymi OrŁemkowszczyźnie zostaliśmy kiestra Św. Mikołaja czy Hiłka, a na widowni sie- wierni i  na każdej płycie jest co najmniej kilka dział też ówczesny ambasador Ukrainy. Rocznicy utworów z tego regionu. towarzyszyła też naukowa konferencja poświęcona muzyce ludowej i  folkowej. W  tym czasie została Nasze dwudziestolecie odbyło się bez wielkiego też wydana nasza pierwsza płyta „Kryniczenka”, koncertu, ale za to zrobiliśmy sobie wielkie spogdzie oprócz utworów instrumentalnych znalazło tkanie wspominkowe, na którym zjawili się prasię już dużo utworów czysto wokalnych. wie wszyscy niegdyś grający w zespole. Oglądaliśmy też archiwalne programy telewizyjne, Od tego czasu coraz mniej występowaliśmy. Prak- w  których występowaliśmy kilka razy m.in. tycznie żyliśmy występami na Politechnice i orga- w  „Swojskich Klimatach” – wspaniałym progranizowanymi co pięć lat rocznicami. Dziesięciolecie mie poświęconym ludowości, prowadzonym przez to występ w Polskim Radiu i warsztaty taneczne ze, dawnego muzyka, a obecnie redaktora – Jana Powspomnianym już, Romanem Kumłykiem. spieszalskiego. W  naszym zespołowym życiu bardzo ważną rolę odgrywają nasze spotkania wigilijne, które odbywają się głównie u  Joli, na które przychodzą zarówno obecni, jak i dawni członkowie wraz z rodzinami, a  zbiera się nas wtedy nawet koło pięćdziesięciu - sześćdziesięciu osób. Dlatego też Mikołajowi rozdawanie prezentów zajmuje co najmniej godzinę. Do tej pory wydaliśmy dwie kasety, siedem płyt, w tym jedną z kolędami polskimi, oraz jedną z pieśniami kozackimi, czysto męską. Kończymy następną płytę, która ma się ukazać lada chwila. No i szykujemy wielki koncert 25-lecia. Jak wyjdzie? Zobaczymy. 1/2016 (6) Magazyn FOLK24 41


W FOLKOWYM TONIE

POWRÓT DO CIECHOWA „Piejo kury piejo, nie majo koguta” Tekst: Maciej Łata Pamiętam, że kiedy przeszło dwadzieścia lat temu słuchałem muzyki z płyty „OjDADAna” byłem tak zaskoczony, że nie umiałem ocenić, czy jest ona dobra czy zła. Produkcja Grzegorza z Ciechowa była medialnym wydarzeniem, a czym jest dziś? Z perspektywy czasu wydaje się, że to pierwsza próba stworzenia polskiego world music, niestety niezbyt udana. Ale dlaczego?

Słuchając ostatnio wspomnieniowej audycji o Ciechowskim, dowiedziałem się, że lider Republiki w latach 90. odnalazł się w roli producenta. Odpowiadała mu możliwość eksperymentowania z  nowymi technikami i  eksportowanie zachodnich brzmień. Ciechowski przed wydaniem „OjDADAna” słuchał wykonawców łączących delikatną chilloutową elektronikę z  wątkami etnicznymi, takich jak Deep Forest czy Enigma. Rzeczywiście, kiedy dziś słucham utworów Grzegorza z  Ciechowa wyraźnie słyszę te inspiracje. Problem w  tym, że ten modny wówczas nurt szybko okazał się sezonową ciekawostką, a złośliwi krytycy określili go „muzyką do wind”. Te inspiracje momentami bywają nieznośne. Ciechowski sięgnął nie tylko po podobne narzędzia, ale też postarał się, aby fragmenty archiwalnych nagrań polskiej muzyki ludowej upodobnić do muzyki afrykańskiej, po którą chętnie sięgali jego zachodni ulubieńcy. Oczywiście nie ma nic złego w  szukaniu wspólnych pierwiastków w  muzyce różnych kultur, ale Ciechowski poszedł zanadto na skróty, samplując archiwalne nagrania tak, aby upodobnić je do egzotycznych wokaliz. Wprowadzenie polskiej muzyki ludowej do „pierwszego obiegu” zostało okupione zredukowaniem jej do pozbawionego tożsamości „etno”. To z dzisiejszej perspektywy boli chyba najbardziej. To paradoks, że „OjDADAna” słabo broni się po latach nie przez swoją zaściankowość czy prza42 Magazyn FOLK24 1/2016 (6)

śność, ale dlatego, że Ciechowski zbyt gorliwie czerpał z tego, co wówczas uchodziło za nowoczesne i  światowe. Stylistyczne mody znudziły się jednak słuchaczom i krytykom, a nowe technologie zastąpione zostały jeszcze nowszymi. Ciekawe, że dużo lepiej zniosły próbę czasu prostsze i  mniej ambitne utwory popularnych później grup pop-folkowych. Być może skierowanie muzyki do mniej wymagającej publiczności ocaliło jej twórców od pułapki imitacji. Trzeba jednak przyznać, że Ciechowski wykazał się niezłą intuicją i wrażliwością. Etnomuzykolodzy chwalili go za dobór wykonawców, a przecież nie miał fachowego przygotowania. Próbował też oddać towarzyszący muzyce świat dźwięków i emocji – pokrzykiwania, zapowiedzi, opowieści. Myślę, że Ciechowski odkrył w  ludowym muzykancie z taśmy człowieka z krwi i kości, a nie tylko „anonimowego twórcę ludowego”. Słychać, że nie brakowało mu szacunku do tradycji, ale narzędzi, które muzycy folkowi wypracowywali latami w niszy. Mam wrażenie, że w  pracy Ciechowskiego był pewien potencjał do zrozumienia i  odczarowania polskiej muzyki ludowej. Nie wyszło. Została przestroga przed bezrefleksyjnym kopiowaniem światowych mód i  fascynacją nowinkami technologicznymi. Pamiętajmy o  niej dziś, kiedy nowoczesna produkcja muzyczna staje się fetyszem.


BEZ GRANIC

MUZYKA REBELII The Soldier’s Song 1916 Tekst: Susan Flynn | Zdjęcia: Kamil Piotrowski i Rafał Chojnacki

Uważa się, iż wyjątkowy charakter tradycyjnej muzyki irlandzkiej opiera się głównie na żywiołowym rytmie, który nadaje jej spójne brzmienie. Mówi się też, że w przeszłości tradycja ludowa kwitła przede wszystkim w społeczności wiejskiej. Tymczasem irlandzka muzyka, język, literatura i religia stały się ważnymi punktami, tworzącymi relacje z władzą i budującymi tożsamość narodową. Sto lat temu Republika Irlandii uzyskała niepodległość, uniezależniając się od Wielkiej Brytanii. Warto więc zastanowić się nad znaczeniem tradycyjnej muzyki dla irlandzkiego nacjonalizmu.

Za podstawowe, tradycyjne instrumenty muzyki irlandzkiej uznaje się: skrzypce, flet irlandzki, tin whistle, harfę, uilleann pipes i bodhran. Same skrzypce nie różnią się budową od tych klasycznych, inny jest jednak styl gry. Skrzypek trzyma instrument nieco inaczej, przez co grając może swobodnie eksperymentować, wprowadzając więcej muzycznych ozdobników. Ta ostatnia zasada dotyczy też każdego innego, tradycyjnego instrumentu, dzięki temu muzyka irlandzka posiada bogatą ornamentację, którą nadają jej poszczególni instrumentaliści i śpiewacy. Szczypta historii Tradycyjna muzyka grana przez Irlandczyków, przybyła na Wyspę wraz z Celtami, około dwa

tysiące lat temu. Celtowie z kolei pozostawali pod wpływem brzmień z  Bliskiego Wschodu, uważa się więc, że irlandzka harfa może w rzeczywistości pochodzić z Egiptu. Harfa zyskała swoją popularność na dworach irlandzkich wodzów (chieftains), którzy zatrudniali harfistów, mających uprzyjemniać im czas. Tak było aż do „Odlotu Earlów” w 1607 roku, kiedy to rdzenni irlandzcy wodzowie musieli opuścić wyspy w obawie przed brytyjskimi najeźdźcami. Z  powodu ucieczki patronów na kontynent, harfiści zostali zmuszeni do wędrówki po kraju. Grali gdzie tylko mogli. Ich muzyka stała się symbolem irlandzkiego nacjonalizmu i  tęsknoty za wolnością. Od XVI wieku harfa jest symbolem Irlandii, a jej brzmienie ma często kluczowe znaczenie dla tradycyjnych irlandzkich melodii. 1/2016 (6) Magazyn FOLK24 43


BEZ GRANIC

Muzyka symbolem buntu W okresie kolonialnych relacji Irlandii z  Anglią, muzyka irlandzka zawsze miała związek z polityką, zarówno w zakresie tekstów, melodii, jak i przekazywanych kodów kulturowych. W XVII i XVIII wieku miał miejsce w Irlandii rozwój nacjonalizmu kulturowego, który cechował się pragnieniem zachowania unikalnej tożsamości, co wiązało się z odnowionym zainteresowaniem muzyką tradycyjną. Jako wyraz indywidualności, muzyka ta stała się symbolem dywersji i buntu. W ten sposób angielskie prawo w rzeczywistości wzmocniło tradycyjną muzykę irlandzką, która stała się nieodłączną częścią tożsamości narodowej. Pod koniec XVIII wieku Towarzystwo Zjednoczonych Irlandczyków (Society of the United Irishmen), pierwsza zbrojna organizacja republikańska, wyrażało swoje sympatie poprzez tradycyjne pieśni, z których wiele pojawiło się w  pierwszej edycji „The Harp of Erin”, serii książeczek, które wydawano od 1795 roku. Gromadzono w nich utwory patriotyczne. Powstanie Ligi Gaelickiej i Gaelickiego Stowarzyszenia Atletycznego, które odpowiada za odro44 Magazyn FOLK24 1/2016 (6)

dzenie w 1884 roku irlandzkich sportów, takich jak hurling i futbol gaelicki, przyczyniło się do wzrostu popularności rodzimych, tradycyjnych rozrywek. To, co nazwano „odrodzeniem gaelickim”, obejmującym irlandzki sport, muzykę, język i  literaturę, było jednocześnie sprzeciwem wobec angielskich praw. Zjednoczeni Irlandczycy zdawali sobie sprawę z potencjału, jaki piosenki mają dla propagandy politycznej, używali więc ballad, by szerzyć swój przekaz w języku irlandzkim. Śpiew na Poczcie Głównej Wojna o niepodległość w 1916 roku zakończyła się gorzkim finałem na Poczcie Głównej przy O’Connell Street w  Dublinie. W  Poniedziałek Wielkanocny, w  czasie gdy wielu Dublińczyków korzystało z  wolnego dnia, zdyscyplinowana grupa Irlandzkich Ochotników zajęła budynek poczty, co zostało odczytane jako akt buntu przeciwko władzy brytyjskiej. To jedno z najbardziej znaczących wydarzeń we współczesnej historii Irlandii. Budynek Poczty Głównej stał się centrum koordynacyjnym rebelii. Służył jako kwatera buntowników i  stał się siedzibą rządu tymczasowego, którego po-


BEZ GRANIC

wstanie proklamowano. Pięciu najbardziej czczonych dziś irlandzkich patriotów - Patrick Pearse, Tom Clarke, James Connolly, Seán MacDermott i Joseph Plunkett - pełniło tam służbę. Pod koniec tygodnia rebelianci zostali zmuszeni do kapitulacji, opuszczany przez nich, wspaniały niegdyś budynek poczty, po oblężeniu stał się pustą skorupą. Sprawiło to jednak, że przekształcił się w  najsłynniejszy gmach w całej Irlandii. Budynek, będący świadectwem dziewiętnastowiecznej brytyjskiej potęgi, stał się nowym symbolem narodowym. Jak to jest, być uwięzionym w budynku, oglądać i słuchać, jak niszczone jest miasto? Relacje świadków słyszymy w  irlandzkich piosenkach, śpiewanych przez ochotników, młodych mężczyzn i  kobiety, w  większości pochodzących ze środowisk robotniczych. Wiele raportów wspomina o  tym, że rewolucjoniści podtrzymywali się na duchu, śpiewając tradycyjne irlandzkie ballady, takie jak „The Soldier’s Song”, która stała się znana właśnie dlatego, że śpiewali ją patrioci z Poczty Głównej. Została napisana w  1907 roku przez Peadera Kearney’a, a  jej tekst był wyraźnie słyszany z  murów Poczty Głównej w czasie oblężenia. Wkrótce potem pieśń ta stała się hymnem Zielonej Wyspy. Jej tekst nakłania wszystkich Irlandczyków do udziału w walce, która ma zakończyć rządy Anglików w  Irlandii. Zawiera aluzje do wcześniejszych powstań i wsparcia ze strony irlandzkich Amerykanów („z ziemi zza morskich fal”). Śpiewany w  języku gaelickim refren jest oficjalnym hymnem Republiki od 100 lat. Żołnierski los Irlandii życie każe dać, Przyszliśmy Z ziemi zza morskich fal. Wolności zew To dla ojczyzny naszej znak: Niewoli i tyranii kres. O Eryn bój, więc broni szczęk Niestraszny nam – chwała czy śmierć Za jedno, pośród huku dział Niech brzmi żołnierska pieśń.*

Podczas imprez masowych powszechnie używana jest wersja instrumentalna. Wiąże się to z charakterem pieśni buntu, która stała się kontrowersyjna w momencie, gdy od dwudziestu lat prowadzone są działania na rzecz pokoju i pojednania w Irlandii. W czasie walk narodowych tradycyjne ballady obudowane zostały ideologią irlandzkiej tożsamości. W  tym czasie także pieśń „Roisin Dubh“ stała się jednym z najbardziej znanych, klasycznych utworów irlandzkiego nacjonalizmu. To wciąż popularny temat, zarówno w wersji śpiewanej, jak i instrumentalnej. Pieśń na piedestale W całej Irlandii trwają obecnie imprezy z okazji obchodów stulecia uzyskania niepodległości. Rozpoczęły się one 30 stycznia, kiedy Lorcan Mac Mathúna zaprezentował podczas słynnego na cały świat festiwalu „Tradfest”, który odbywa się w dublińskiej dzielnicy Temple Bar, spektakl pt. „1916 Visionaries and Their Words”, zawierający nowe, tradycyjne kompozycje muzyczne, oparte na zapiskach siedmiu sygnatariuszy proklamacji niepodległości. W terminie od 28 marca do 3 kwietnia miał też miejsce cykl siedmiu koncertów tematycznych „Imagining Home”, w National Concert Hall. Brali w nich udział czołowi irlandzcy i amerykańscy muzycy folkowi, tacy jak: Rosanne Cash, Paul Brady, Maura O’Connell, Rodney Crowell, Andy Irvine, Tim O’Brien i Mick Moloney. Ale to jeszcze nie koniec tej historii.

*) przekład Elżbieta Tabakowska

tłumaczenie artykułu: Monika Samsel-Chojnacka i Rafał Chojnacki 1/2016 (6) Magazyn FOLK24 45


PORTRETY

T.ETNO Muzyk, producent, kompozytor, wydawca, dziennikarz, kolekcjoner i budowniczy instrumentów etnicznych (zgromadził już ponad 300!). Przedstawiciel młodego pokolenia folkowców i dobrej szkoły „zrób to sam”. Ma różnorodne zainteresowania (etno, jazz, metal, reggae, rock, folk, piosenka żeglarska i  autorska). Współpracował z różnorodnymi zespołami, m.in. Canau, Kaloka46 Magazyn FOLK24 1/2016 (6)

gathos (nagrywał materiał na płytę projektu Habakuk-Kalokagathos), Makabunda. Od 2012 pod marką T.ETNO prowadzi solową działalność artystyczną i warsztatową. Na koncie 3 płyty, w tym DVD (które wydał  jednocześnie!). Jego muzyka ilustruje powieści w Trójce, oraz najnowszy spektakl Mumio. Rozpoczyna też pracę z nowym zespołem - Jakto?fonia.


COUNTRY

ODJECHALI Z DYLIŻANSEM Przegląd polskiej sceny muzyki country Tekst: Maciej Świątek | Zdjęcia: Robert Kashmiri Kolejny, szesnasty już, Plebiscyt Dyliżanse, to okazja do przedstawienia bliżej polskiej sceny muzyki country, mającej już blisko czterdziestoletni dorobek i mimo wielu przeszkód zupełnie przyzwoitą teraźniejszość. Tegoroczni laureaci w sposób bardzo reprezentatywny pokazują różnorodność muzyki country w polskim wykonaniu, uosabiając także jej możliwości i potencjał. Pozwolę sobie zatem przedstawić ich, bo mimo poziomu, jaki prezentują, nadal są niedostatecznie znani szerokiej publiczności. Artystą roku został po raz pierwszy w plebiscytowej historii instrumentalista, Janusz Tytman. Muzyk to znany nie tylko na countrowej scenie.

ka Staszczyka. Jest nie tylko znakomitym mandolinistą, ale też autorem wielu projektów muzycznych i muzykiem sesyjnym, chętnie angażowanym przez inne podmioty artystyczne. To wielka osobowość nie tylko sceniczna. Od wielu lat jest też specjalistą od terapii uzależnień, a  w  nielicznych, wolnych chwilach zapalonym sportowcem – zaczynał od skoku o tyczce, potem biegał maratony, a zimą fascynuje go snowboard. Jest liderem zespołu PowerGrass, ale występuje także w takich formacjach jak: Lazy Bones, Smythe & Taylor oraz Szwagierkolaska i T Love Muń-

Wokalistka roku, Alicja Boncol, to fenomen na polskiej scenie country. Dyliżans w tej kategorii zdobyła już po raz czternasty, nadal będąc niedo1/2016 (6) Magazyn FOLK24 47


COUNTRY

ścignionym wzorem dla wykonawczyń będących na początku kariery, które też zawsze mogą znaleźć w niej wsparcie i konkretną pomoc. Nie bez racji nazywana jest królową muzyki country w Polsce i otoczona tłumem wielbicieli. Wokalista roku, Marcin Rybczyński, uznawany jest za najlepszego stylistę nurtu honky tonk. Śpiewa w  zespole Honky Tonk Brothers, którego liderem jest jego brat, Robert. Honky Tonk Brothers obecni są na scenie od ponad 10 lat i niezmiennie cieszą się ogromną popularnością wśród fanów. Nic więc dziwnego, że po raz kolejny wygrali kategorię Zespół roku. Ich największym atutem są koncerty i  umiejętność nawiązywania kontaktu z publicznością, co pozwala im utrzymywać się na countrowym szczycie, choć w  swojej karierze nie wydali żadnej płyty. W ich składzie gra również Instrumentalista roku, Grzegorz Kopka, wirtuoz gitary elektrycznej, także lider warszawskiego zespołu Alabama. Nowym wykonawcą roku został poznański zespół Cashflow. Mają za sobą udane starty w konkursach telewizyjnych, a także występy na prestiżowych scenach w Niemczech. Przekonują, że tradycyjny, aczkolwiek nowocześnie brzmiący, nurt w muzyce country jest także atrakcyjny dla młodzieży. Nie bez przyczyny też internetowe Forum Muzyki Country przyznało im swoją nagro-

48 Magazyn FOLK24 1/2016 (6)

dę za najlepsze wykonanie standardu muzyki country, za wykonanie piosenki z repertuarów Hanka Snowa i  Johnny’ego Casha – „I’ve Been Everywhere”. Filarami zespołu są: obiecujący wokalista Grzegorz Sykała i  świetny gitarzysta, Łukasz Kulczak. Dyliżans za Wykonanie roku powędrował do Joanny Gołombiewskiej, Cezarego Makiewicza i zespołu Babsztyl za interpretację piosenki „Na Stawigudzkim Polu”, pochodzącej z nagranej

w gwarze warmińskiej płyty „Stoi łoset kele drogi”. Tu związek muzyki country z  folkiem staje się oczywisty. Przejmująca historia dziewczyny, której narzeczony zginął w  bitwie, zaśpiewana jest w sposób niezwykle ekspresyjny, a muzyka i aran-


COUNTRY

żacja ma w sobie znamiona mistrzostwa. Wykonanie to zaistniało w minionym roku szerzej dzięki teledyskowi, a album „Stoi łoset kele drogi”, nadal nie w pełni doceniony i znany, kryje w sobie z pewnością jeszcze wiele niespodzianek. Interesującemu wykonaniu w dużym stopniu zawdzięcza swój sukces także Piosenka roku – „Był czas” napisana przez Wojtka Dudkowskiego, a  zaśpiewana przez autora w  duecie z  Pawłem Bączkowskim, dawną gwiazdą polskiej sceny country, powracającą ostatnio do koncertowania. Połączenie dwóch pokoleń wykonawców, w  refleksyjnej piosence o minionych czasach, w emocjonalny sposób trafiło do wielu słuchaczy.

się w ulewnym deszczu występu na długo pozostaną w pamięci wszystkich, którzy byli na nim obecni. Nieczęsto słyszymy w Polsce gwiazdy tego formatu i to w roku, w którym otrzymały one nagrodę Grammy. Rzeczywiście było to największe wydarzenie, wykraczające też poza granice countrowej sceny.

Albumem roku została składanka skompilowana przez Korneliusza Pacudę. Znalazły się na niej piosenki z konkursów na piosenkę country przeprowadzanych na piknikach w  Mrągowie, stąd tytuł „Pozdrowienia z  Mrągowa”. To pożyteczne wydawnictwo, bowiem na płycie jest wiele piosenek, których próżno szukać na innych nośnikach, a zasługują na szersze spopularyzowanie.

Po dyliżansowych podsumowaniach przed nami kolejny rok muzyki country w Polsce. Zapowiada się interesująco. Piknik w Mrągowie będzie obchodził swoje trzydziestopięciolecie, nadal rozwija się festiwal „Czyste Country” w Wolsztynie, firmowany przez Lonstara, bardzo obiecujący wydaje się też zdobywający sobie znaczącą pozycję festiwal Twinpigs w Żorach, a festiwal w Wiśle poświęci jeden ze swoich dni piosenkom Boba Dylana. Wielu artystów zapowiada też nowe płyty, co pozwala na większy optymizm, w tej, najtrudniejszej z prozaicznych powodów, działalności artystycznej. Jest też grupa młodych wykonawców, o których może być głośno już przy okazji następnego dyliżansowego Plebiscytu. Zachęcam do przyjrzenia się polskiej scenie muzyki country, bo dla wielu może być ona ciekawym i inspirującym odkryciem.

I wreszcie Wydarzenie roku, którym został anonsowany również przez Folk24 koncert Rosanne Cash i Johna Leventhala na 34 Pikniku Country & Folk w Mrągowie. Niezwykły poziom artystyczny i  dramaturgia odbywającego

Autor jest wydawcą i redaktorem Gazety Autorskiej „Dyliżans”, której bezpłatną, elektroniczną prenumeratę można zamówić pisząc na maila: stagecoach@dylizanse.pl.

1/2016 (6) Magazyn FOLK24 49


WATS’ON

JAK RAGA Z VARSOVIĄ Moje środowisko folkowe Tekst: Wojciech Ossowski Jestem osobą leciwą i nie da się ukryć, że świat w  czasach mej młodości wyglądał zupełnie inaczej. Inaczej też funkcjonowała muzyka folkowa. Fakt, że była obecna w radiu, trudno było wręcz na nią nie trafić, ale choć Maryla Rodowicz, Skaldowie, No To Co, Bractwo Kurkowe, 2+1 czy Andrzej i Eliza (by wyliczyć tylko garstkę), mniej lub bardziej nawiązywali do Dylana, Donovana, skiffla czy folk-rocka ala Fairport Convention, to nie czynili tego pod wspólnym szyldem. Słowem – grali muzykę rozrywkową, popową, czasami „dziwnego rocka”. Środowisko folkowe, to z mojego pokolenia, zbierało się powoli – poprzedników z Folk Blues Meeting w  Poznaniu, rozbił stan wojenny. Andrzej Jakubowicz z  Trójki, wyjechał przed 13 grudnia do Stanów i  powrócił dopiero, na chwilę, w  latach 90., pismo RADAR zniknęło z kiosków… Przypomnę, że nie było wówczas Internetu, paszportów w  szufladzie i  kasy. Folkowcy działali w różnych miastach. Jako młody redaktor, miałem z  wieloma kontakt – często pisali do mnie, przysyłali domowej roboty nagrania. Pierwsze spotkanie, wraz z  Andrzejem Goleniewskim, z  którym razem studiowałem na muzykologii UW, a który był szefem artystycznym FAMY, zrobiliśmy w Świnoujściu, w wiosce folkowej. Wcześniej z zapałem jąłem mu snuć wizję, że zrobimy wielki, międzynarodowy festiwal folkowy. Ku mojemu zdumieniu zgodził się natychmiast (działał w  Almaarcie), z  tym, że zastrzegł, że na początek nie wielki, bo ma jedynie 20 łóżek dla artystów, nie międzynarodowy, bo jak (był stan wojenny) i nie do końca folkowy, bo na FAMIE.

50 Magazyn FOLK24 1/2015 (5)

Łóżek rzeczywiście zabrakło, ale nie pamiętam by ktokolwiek spał. Artyści, rozproszeni po różnych miastach Polski, nie znali się, albo znali, ale nie zawsze za sobą przepadali. Pamiętam, jak małżeństwo Pomianowskich (Raga Sangit) kręciło nosem, że będą dzielić scenę z Varsovią Mantą – a to ci, co nie stroją?! A  Varsovia, dowiedziawszy się, że przyjdzie im grać po Radze Sangit – a to ci, co grają takie po…?! Na koniec, nie dość że się polubili, to spędzili wiele czasu na wspólnym graniu… Byli też goście zagraniczni - Sediq Quiam z Pakistanu, niesamowity śpiewak, doktorant na którejś z polskich uczelni, przyjaciel Pomianowskich (jakżeby inaczej) i cały oddział kurdyjskich Peshmerga, partyzantów, którzy na podstawie sfałszowanych matur studiowali u nas. Na FAMIE śpiewali i tańczyli, choć było pewne, że gdyby doszło do ostrej wymiany zdań, to Kurdowie stawialiby kropkę. Potem przyszła Wioska Folkowa w  Jarocinie. Spadkiem po niej był festiwal w Krotoszynie i „Scena Folkowa” na Woodstocku. Nam lekko nie było. Piszę jednak o tym by powiedzieć, że wówczas istniało coś, co było w  miarę zgranym środowiskiem folkowym i mimo braków w środkach komunikacji i ewidentnego upośledzenia finansowego – folk w Polsce miał się nieźle. Zastanawiam się nad tym, czy są teraz jakieś kultowe miejsca, imprezy czy inicjatywy, które jednoczą muzyków tak różnych jak Raga Sangit z Varsovią? Czy jest jakieś miejsce: klub, festiwal…, które jest nie tylko miejscem recitali, ale i miejscem wymiany myśli i wrażeń? Oczywiście mógłbym wskazać swoje typy, ale zadając pytanie nie chciałbym sam sobie na nie odpowiadać.


Magazyn FOLK24 1/2016  

Długo kazaliśmy na siebie czekać, ale w przerwie pomiędzy kolejnymi wydaniami Magazynu poczyniliśmy parę zmian. Numer szósty, który Droga Cz...

Magazyn FOLK24 1/2016  

Długo kazaliśmy na siebie czekać, ale w przerwie pomiędzy kolejnymi wydaniami Magazynu poczyniliśmy parę zmian. Numer szósty, który Droga Cz...

Advertisement