Warchoły, złoczyńcy i pijanice - Jacek Komuda (fragment)

Page 1



Na nowo spisane w dwójnasób wzbogacone

Ilustracje: Andrzej Łaski Paweł Zaręba Hubert Czajkowski

Lublin – Warszawa


Lepiej nie żyć, niż szlachcicem nie być. Lepiej szlachcicem nie być, niż wolności odstąpić. Stanisław Stadnicki zwany Diabłem Łańcuckim

Co za świat, co za świat! Ciemny, dziki, morderczy. Świat ucisku i przemocy. Świat bez władzy, bez rządu, bez ładu, bez sprawiedliwości i bez miłosierdzia. Krew w nim tańsza od wina, człowiek tańszy od konia. Świat, w którym łatwo zabić, trudno nie być zabitym. Kogo nie zabił Tatarzyn, tego zabił opryszek, kogo nie zabił opryszek, zabił go sąsiad. Świat, w którym cnotliwym być zawsze trudno, a często niepodobna. Władysław Łoziński, Prawem i lewem




Arciszewski Krzysztof morderca i inteligent

Szarpali go, wyciągając z bryki. Gdy wreszcie zszedł, narzucili na szyję arkan i ranili dzidą. Prześcigając się w obelgach, związali nieszczęsnego i powlekli końmi za miasteczko. Tam wreszcie, gdy wzywał ich na sąd boży, zabili strzałami z rusznic. Konającemu wycięli z ust kłamliwy język i przybili do szubienicy na znak pogardy i krzywoprzysięstwa, pozostawiając obdarte, nagie ciało na gościńcu... W takich niezwykłych obec­ nie, aczkolwiek często spotykanych czterysta lat temu okolicznościach poznajemy człowieka, który do dziś uważany jest za bohatera. Krzysztof Arciszewski, urodzony w 1592 roku w Ro­ galinie w Wielkopolsce, syn Eliasza, znanego ariani­ na, uczył się pilnie w Śmiglu i Frankfurcie nad Odrą,


56  •  Jacek Komuda

­następnie przebywał na dworze hetmana Krzysztofa Radziwiłła na Litwie, pod którego komendą brał udział w kampanii inflanckiej lat 1621–1622 w wojnie ze Szwe­ dami. Karierę dworzanina i być może przyszłego dostoj­ nika Rzeczypospolitej, mającego zapewniony spokoj­ ny chleb u Radziwiłłów, przerwało zdarzenie, do któ­ rego doszło po powrocie Arciszewskiego do domu, w 1623 roku. Otóż jego ojciec sprzedał część miasteczka Śmigla niejakiemu Kacprowi Brzeźnickiemu, palestran­ towi przy Trybunale w Piotrkowie, człowiekowi zręcz­ nemu zarówno w mowie, jak i w prawie. Brzeźnicki najpierw nie zapłacił bowiem Eliaszowi za swoją część miasta, a pozwany do trybunału tak zręcznie prowadził proces, że nie tylko nie uiścił zapłaty, ale także pozba­ wił adwersarza drugiej połowy majątku. Rozwścieczeni Arciszewscy zasadzili się na Brzeźnickiego w Poninie pod Kościanem, po czym próbowali siłą zmusić pale­ stranta do ustąpienia ze Śmigla i zapłaty należności. Ku ich zaskoczeniu napadnięty okazał się uparty i szaleń­ czo odważny. Zapłacił za to głową, rozstrzelany przez braci. Dodatkowo Krzysztof wyciął mu język i przybił do szubienicy. Za zabójstwo w biały dzień pan Arciszewski otrzy­ mał wyrok infamii i banicji. Przezornie uciekł najpierw pod opiekę Krzysztofa Radziwiłła, który wysłał go do Holandii dla studiowania inżynierii wojskowej i arty­ lerii, a także wspomagał finansowo. Przy okazji Arci­ szewski wziął udział w wojnie z Hiszpanią, uczestnicząc w nieudanej odsieczy Bredy w 1625 roku. Z jego poby­ tem związane są też nieco legendarne doniesienia, jako­


Warchoły, złoczyńcy i pijanice  •  57

by jako jeden z pierwszych ludzi wykorzystywał sprzęt do nurkowania lub nieznany rodzaj dzwonu nurkowe­ go i spędził kilka godzin pod wodą na dnie w pobliżu Scheveningen (dziś dzielnica Hagi). W liście do Radzi­ wiłła bowiem opisuje, nie tylko jak zszedł pod wodę, ale także sytuację, kiedy znalazł sieć rybacką i chciał z niej wyjąć kilka ryb, jednak skaleczył się o jedną z nich. Był to ostrosz, który okazał się jadowity. Arciszewski cho­ rował potem kilka dni na zatrucie, cierpiąc na bóle i mając sparaliżowaną rękę. Co jednak nie odbiera mu sławy pierwszego nurka w historii Polski. Rok później udało mu się pojednać z rodziną Brzeź­ nickiego i uzyskać zawieszenie wyroku. Prawdopodob­ nie wrócił do Rzeczypospolitej, jednak tylko po to, aby zaraz wpaść w kolejną awanturę, która mogła koszto­ wać go życie. Otóż w 1625 roku hiszpańska infantka Izabela nie­ spodziewanie przysłała królowi Zygmuntowi III pisma, z których wynikało, że Krzysztof Radziwiłł zamierzał po śmierci władcy oddać tron w Rzeczypospolitej Ga­ stonowi księciu Orleanu, bratu króla Francji. Co gor­ sza, wymienieni byli tam Krzysztof Arciszewski i Piotr Kochlewski, słudzy i klienci hetmana litewskiego, jako główni sprawcy tej intrygi. Nic więc dziwnego, że król, i tak będący w nie najlepszej kondycji psychicznej po rokoszu i podejrzewający wszystkich o zdradę, nakazał ich schwytać, a Arciszewski musiał ratować się uciecz­ ką – tym razem do Francji. Na korzyść dobrego imienia bohatera należy przyznać, że cała sprawa wyglądała na intrygę wymierzoną w Radziwiłła. Dlaczego bowiem hetman – jak pisze Henryk Wisner – kalwin i protektor


58  •  Jacek Komuda

reformacji na Litwie, związany z Habsburgami, miałby forsować na tron Gastona, fanatycznego katolika i za­ przysięgłego wroga domu Rakuskiego? Arciszewski uciekł do Francji, gdzie znalazł służ­ bę na dworze kardynała Richelieu, wziął nawet udział w oblężeniu i zdobyciu twierdzy La Rochelle, później zaś wyjechał do Holandii i zaciągnął się jako żołnierz w szeregi Kompanii Zachodnioindyjskiej. Zmienił też wyznanie na kalwinizm. Już w listopadzie, w stopniu kapitana, wysłano go do Brazylii, gdzie Holendrzy to­ czyli walki z Hiszpanami i Portugalczykami. Uczest­ niczył w zdobywaniu dwóch twierdz – Olindy i Recife, zajmował się też działalnością na poły piracką. W 1630 roku zajął bowiem wyspę Itamaracá, gdzie został potem komendantem twierdzy Orange i niepokoił Hiszpanów wycieczkami. W prywatnych pismach zawarł opisy wie­ lu zwyczajów plemion indiańskich, co czyni go jednym z pierwszych polskich etnografów. Zaraz po powrocie w 1633 roku do Holandii, już w stopniu majora, otrzymał propozycję od króla Wła­ dysława IV wstąpienia do służby. Nie przyjął jej jed­ nak, po czym wrócił znowu do Brazylii. Na czele wojsk Kompanii zdobył Castello Real i Porto Calvo, oblegał port Nazareth. W 1636 roku pod Perifuero pobił Hi­ szpanów dowodzonych przez generała Ludwika de Ro­ xasa y Borgię, co sprawiło, że Kompania postawiła mu pomnik w... Pernambuco. W tym samym roku bohater wpadł jednak w kolej­ ne kłopoty. Otóż między nim a nowo mianowanym gu­ bernatorem Brazylii Maurycym hrabią von Nassauem­ ‑Siegenem doszło do konfliktów na tle zarządzania


Warchoły, złoczyńcy i pijanice  •  59

kolonią. Prawdopodobnie Polak nie mógł utrzymać ję­ zyka za zębami, otwarcie krytykował rządy konkuren­ ta i rok później wrócił do Holandii, nosząc się z myślą porzucenia służby. Kompania jednak nie chciała po­ zbyć się doświadczonego żołnierza. W Amsterdamie przyjmowano go jak bohatera, ofiarowano złoty łań­ cuch i wybito medal na jego cześć. Ostatecznie miano­ wany został generałem artylerii i pułkownikiem wojsk w Brazylii, po czym wysłany znowu za ocean, tym ra­ zem z obietnicą, że wkrótce zajmie miejsce dumnego hrabiego, na razie zaś ma sprawować nad nim nadzór. Jak widać, Arciszewskiemu udało się przekonać do swo­ ich racji władze Kompanii; jednak wkrótce okazało się, że było to zwycięstwo połowiczne. Kiedy pojawił się w kolonii, konflikt z Maurycym rozgorzał do tego stopnia, że miejscowa rada kazała Ar­ ciszewskiego aresztować i odesłać z powrotem do Euro­ py. Sądzony był później przez Stany Generalne, ale nie uwzględniono jego zarzutów przeciwko von Nassauo­ wi. Rozgoryczony i chory, poprosił o dymisję na włas­ ną prośbę. Została ona przyjęta. Na szczęście otrzymał od króla Władysława kolejną propozycję przyjazdu do Rzeczypospolitej, gdzie objąć miał godność admirała albo generała artylerii koronnej. Jakim człowiekiem był Arciszewski? Kilka słów to za mało, aby opisać go szczegółowo. Wydaje się, że sam najlepiej określił siebie w liście do króla Władysława, napisanym, gdy leczył się po powrocie z Brazylii. Po pierwsze, nie przywiązywał wielkiego znaczenia do re­ ligii, jak wielu żołnierzy w tej epoce. „Jam ci nigdy do­ brym arianem nie był” – pisał. „Zawszem się brzydził


60  •  Jacek Komuda

quaestiami o religię [...] i nie wdawałem się w nie”. De­ klarował się, tak jak całe rzesze jemu podobnych, jako zawodowy żołnierz i rycerz fortuny. Z tym jednak, że w przeciwieństwie do dzisiejszych najemników na służ­ bie utrzymywała go nie chęć zarobku, ale żądza sławy. Najciekawsze zaś, że ten awanturnik i obieżyświat czuł tęsknotę za ojczyzną. W 1638 roku, pomimo iż w Rze­ czypospolitej zlikwidowano wówczas akademię ariań­ ską w Rakowie i rozpoczęto prześladowania braci pol­ skich, pisał:

Chwała bądź Bogu! Już znowu w progu Ojczyzny swojej. Czuję jej dymy, Widzę kominy Rodziny mojej. Wykorzystany i oszukany przez Kompanię, wró­ cił do Rzeczypospolitej, gdzie król Władysław wdra­ żał ogromny program reform armii, wprowadzając między innymi nowe kalibry armat, budując cekhauzy i organizując piechotę cudzoziemskiego autoramentu. Władca zamierzał rozpocząć wojnę z Turcją, a w reali­ zacji tych planów potrzebna mu była pomoc doświad­ czonych oficerów. Dlatego 28 kwietnia 1646 roku Arci­ szewski został starszym nad armatą koronną po śmierci Pawła Grodzickiego. Od razu też wpadł w wir ciężkiej pracy i obowiązków, którym ledwie potrafił sprostać. To właśnie jemu zawdzięczać należy uporządkowanie wielu spraw związanych z artylerią, przede wszystkim


Warchoły, złoczyńcy i pijanice  •  61

zbudowanie ośmiu cekhauzów i arsenału warszawskie­ go, odlewanie nowych dział, ujednolicenie ich kalibrów. Arciszewski zaprojektował też przeprawy mostowe dla króla, które posłużyć miały do przejścia przez Dniestr, Prut i Dunaj w czasie planowanej wyprawy na Turcję – aż do Konstantynopola. Budowane w Pucku i Gdań­ sku, sprowadzone zostały do Warszawy, gdzie zapew­ ne zgniły, gdyż nie znaleziono odpowiedniego miejsca do ich składowania. Arciszewski pracę miał ciężką, a obowiązki ogrom­ ne, choć wspomagał go w nich zastępca – oberstlejt­ nant Mikołaj Arciszewski, jego synowiec, a także wy­ bitni inżynierowie wojskowi – Kazimierz Siemienowicz i Sebastian Aders. W dodatku praktycznie nie posiadał kancelarii, na której opłacanie nie starczały skąpe środ­ ki przeznaczone na pensję starszego nad armatą koron­ ną. W związku z tym w 1648 roku podał się do dymisji z powodu niemożności utrzymania arsenałów i artyle­ rii koronnej, jednak komisarze wojskowi podnieśli mu roczną wypłatę z 6 do 9 tysięcy złotych, zwiększając także fundusze na artylerię. Niewiele to było, zważyw­ szy na to, że jako wyższy oficer Kompanii otrzymywał rocznie ponad 12 tysięcy złotych. Dzięki poświęceniu króla i Arciszewskiego, kie­ dy w 1648 roku wybuchło powstanie Chmielnickiego, w cekhauzach i składach było dość broni, prochu, ar­ mat i kul, aby szybko sformować armię mającą pokonać zbuntowanych Kozaków. Na wyprawę w 1648 roku Arciszewski przygoto­ wał ogromną artylerię – liczącą około osiemdziesięciu dział różnych typów. Niestety, na skutek tchórzostwa


62  •  Jacek Komuda

r­ egimentarzy dostała się w całości w ręce przeciwnika po nieszczęsnej bitwie pod Piławcami, kiedy to armia koronna uciekła z pola walki. Bohater nie stracił jednak serca. Wycofawszy się do Lwowa, który był dobrze opa­ trzony w działa, skutecznie odpierał ataki. Z rachun­ ków wynika, że używał zarówno granatów, jak i kul zapalających, wytrzymując dwa tygodnie oblężenia. Zaraz po odwrocie armii Chmielnickiego Arciszewski rozpoczął przygotowania do kolejnej kampanii, jednak artyleria, którą zebrał, była bardzo szczupła. Wypro­ wadził w pole zaledwie cztery średnie i kilka lekkich działek regimentowych, wzmocnionych potem przez inne armaty. Już wkrótce schorowany, cierpiący na podagrę boha­ ter wyruszył na ostatnią wyprawę swojego życia – zbo­ rowską. Pozostając jako dowódca przy boku króla, na­ tychmiast stał się wrogiem drugiego doradcy – Jerzego Ossolińskiego. Pierwsze plany Arciszewskiego okazały się jednak fatalne. Zamiast bowiem iść na odsiecz ob­ lężonej w Zbarażu armii koronnej, doradzał czekanie na wroga pod... Zamościem. Była to rada fatalna, w ta­ kich warunkach bowiem obóz wojsk koronnych padł­ by w ciągu kilku tygodni, a resztki morale armii kró­ lewskiej oczekującej bezczynnie na atak kozackich mas runęłyby niczym domek z kart. Za radą Ossolińskiego ruszono na odsiecz, jednak armia króla Jana Kazimie­ rza została osaczona pod Zborowem. Tym razem to Arciszewski dawał dowody męstwa. On jeden nie upadł na duchu po pierwszych atakach Tatarów. Najpierw zbudował przeprawy przez Stry­ pę, wzniósł mosty, wybrał dla wojska pozycje obronne.


Warchoły, złoczyńcy i pijanice  •  63

W obliczu wroga doradzał zaś królowi przyjęcie bitwy w oparciu o fortyfikacje, gdyż był pewien wygranej. Zwyciężyły jednak układy i dobra wola chana Is­ lama Gereja, który nie zamierzał osłabiać Rzeczypo­ spolitej. Zawarto ugodę, przyznającą Kozakom szeroką autonomię, a sterany walką Arciszewski złożył po po­ wrocie dymisję ze względu na stan zdrowia. 3 stycznia 1650 roku generałem artylerii został Zygmunt Przyjem­ ski, który zginął dwa lata później w rzezi pod Batohem. Arciszewski osiadł u rodziny pod Gdańskiem, gdzie zmarł w kwietniu 1656 roku, podczas potopu szwedz­ kiego. Nawet po śmierci jego zwłoki nie zaznały spoko­ ju. Bohater spod Zborowa pochowany został w Lesznie, w zborze braci czeskich, jednak jego ciało spłonęło ra­ zem ze świątynią w czasie walk ze Szwedami. Pozosta­ ła po nim nieśmiertelna sława, kilka wierszy i sonetów, a także rozprawa medyczna Epistola de podagra curata per Doctorem Andream Cnoeffelium o leczeniu podagry, prześladującej bohatera aż do końca życia. A także wie­ le rozproszonych pism, listów i notatek, które wykorzy­ stali znajomi i przyjaciele, jak na przykład Gerard Voss, pisząc pracę filozoficzną De theologia gentili et physiologia christiana.





Badowski Konrad żarłok i pijak

Jednym ze znanych pijaniców i żarłoków w drugiej po­ łowie XVIII wieku był pisarz ziemski lubelski Konrad Badowski. Badowski często jeździł po dworach panów braci, a w każdej szlacheckiej sadybie potrafił spusto­ szyć spiżarnię i piwniczkę gospodarza. Ma się rozumieć, nie opuścił on nigdy żadnego sejmiku, żadnego szla­ checkiego zjazdu ani uczty. Pojemność jego ogromne­ go brzucha była wprost zdumiewająca. Powiadano, że gdy pewnego razu przyjechał pijany do znajomych, po­ prosił o zrazy z kaszą i skwarkami. W czasie gdy służba szykowała posiłek dla pana Konrada, Badowski wypił trzy butelki wina. Zaraz po tym zjadł półmisek zrazów z kaszą i skwarkami, poprawił jeszcze dwoma kapło­ nami, a na koniec, nim wyjechał, wypił jeszcze c­ ztery


68  •  Jacek Komuda

następne butle wina. Znajomi, wiedząc o apetytach pana Konrada, nie wiedzieli, czy zaliczyć go do pospo­ litych w owych czasach pijaniców, czy też do niezwyk­ łych żarłoków. Badowski „nie był nałogowym pijakiem, lecz opojem i żarłokiem niesłychanym” – napisał o nim Kajetan Koźmian. I w rzeczy samej Badowski, choć nie uchylał się ni­ gdy od spełniania rozlicznych toastów i sprawnie osu­ szał kolejne stągwie i beczki, chorował jednak na pew­ ną dość ciekawą przypadłość. Otóż kiedy już dobrze wypił, przestawał władać rękoma, zwykle stawał pod ścianą, opierał się o nią i czekał na pomoc współbiesiad­ ników. Kompani zwykle nie opuszczali go w nieszczęś­ ciu. Zazwyczaj ktoś szybko zbliżał się do pana pisarza z okrzykiem „do ciebie, panie Konradzie”. A wówczas Badowski, jak pisze Koźmian, „otwierał [...] tylko gębę, a przychodzący wycedzali mu kielichy w gardło, z któ­ rych trunek bulkocząc jak w przepaść przez gardło przelewał się”. Pomimo niemocy w rękach Badowski miał niesłychanie mocną głowę. „Szczególna rzecz, że tak z parę godzin stojąc oparty o ścianę, potem jak ze snu ocucony chodził, śpiewał, i całe towarzystwo prze­ trwał” – zanotował Kajetan Koźmian.


Bezprym

pierworodny i przeklęty Bezprym lub Bezprzem, pierworodny syn Bolesława Chrobrego z nieznaną z imienia księżniczką węgierską – być może Judytą lub Karoldą – nie zapisał się dobrze w dziejach Polski. Historycy stawiają go w roli uzurpa­ tora; nie biorąc pod uwagę tego, że jako najstarszy syn króla miał prawo sięgnąć po tron. Tymczasem Chrobry wyznaczył następcą jego młodszego, przyrodniego bra­ ta – Mieszka II Lamberta. Jaki był powód odsunięcia od tronu ­najstarszego Piastowica? Gerard Labuda podaje, iż w 987 roku Bole­ sław, rządzący własną dzielnicą w Krakowie, rozwiódł się z żoną Węgierką i poślubił Emnildę, c­ órkę Dobro­ mira z Moraw, z którą miał później dwóch ­synów – ­wspomnianego Mieszka II, króla Polski, i Ottona.


70  •  Jacek Komuda

­ ddalona pierwsza małżonka wróciła zapewne wraz O z dwuletnim synem na Węgry, a sam Bezprym poja­ wił się na dziejowej widowni dopiero około 1031 roku, w momencie wielkiego kryzysu monarchii. Historycy nie są zgodni, co się z nim działo. Labu­ da podaje, że nawiązał kontakty z księciem Jarosławem Mądrym, chcąc zdobyć jego poparcie. Z kolei Sławomir Syty uważa, że podobnie jak sto lat później Zbigniew, został wysłany do klasztoru do Włoch, gdzie przeby­ wał u benedyktynów w Pereum. Niewątpliwie Bezprym działał w porozumieniu z przyrodnim bratem Ottonem, również pozbawionym szans na sukcesję, jak i własną dzielnicę. Jak podaje Labuda, udało mu się zmontować dwustronny sojusz niemiecko-ruski. W 1031 roku ce­ sarz odebrał Mieszkowi II Łużyce i Budziszyn, po czym zmusił go do zawarcia pokoju, a jednocześnie Jarosław Mądry uderzył od wschodu, zdobywając Grody Czer­ wieńskie i Bełz. W tej sytuacji spiskowcom udało się wzniecić w kraju bunt – pokonany Mieszko II musiał uchodzić, władzę przejął Bezprym, wydzielając jakąś dzielnicę – zapewne Śląsk – Ottonowi. Gerard Labuda w biografii Mieszka II stawia tezę, że to właśnie Bezprym wywołał w Polsce reakcję pogań­ ską, obalając istniejący porządek rzeczy. Choć hipoteza ta daje wiele do myślenia pisarzowi powieści historycz­ nych, kilka faktów zdaje się jej przeczyć. Po pierwsze, żadne obce źródła nie nazywają Bezpryma odstępcą od wiary. Po drugie, jeśli reakcja pogańska zainicjowana została przez księcia, a więc najwyższą władzę, dlacze­ go główne ośrodki chrześcijaństwa – jak Gniezno ze zwłokami św. Wojciecha, Ostrów Lednicki czy Giecz –


Warchoły, złoczyńcy i pijanice  •  71

zniszczone zostały dopiero znacznie później, przez na­ jazd Brzetysława po wypędzeniu z Polski syna Mieszka, Kazimierza Odnowiciela, w 1038 roku? Po trzecie: jeśli sprawcą buntu stałby się władca, dlaczego nie zacząłby od burzenia katedr i kościołów z rzekomej zemsty za zniszczenie religii pogańskiej? Niewykluczone jednak, że Bezprym wywołał nie reakcję przeciwko chrześci­ jaństwu, ale zwykły bunt przeciwko władzy państwo­ wej, której główną podporą był Kościół. Byłby zatem pierwszym rewolucjonistą i romantycznym buntowni­ kiem w historii Polski. Przejąwszy rządy na jesieni 1031 roku, jak podają roczniki z Hildesheim: „ów Bezprym odesłał cesarzo­ wi koronę wraz z innymi insygniami królewskimi, któ­ re brat jego niesłusznie sobie przywłaszczył, a równo­ cześnie przez posłów swoich kornym przesłaniem obiecał poddać się cesarzowi”. Nie ma jednak dowo­ dów, że naprawdę to uczynił. Istnieje bowiem drugie źródło – kronika klasztoru w Brauweiler, podająca, że wywiozła je z Polski żona Mieszka II Rycheza, która rozwiodła się z królem z powodu „nienawiści i podju­ dzania niejakiej nałożnicy”, po czym przybyła do cesa­ rza do Saksonii, przywożąc dwie korony: swoją i mał­ żonka Mieszka II. Jeśli nawet nie był buntownikiem, Bezprym zasły­ nął walką ze stronnikami brata. Ofiarami represji stali się dwaj biskupi – krakowski Lambert i poznański Ro­ man, których śmierć odnotowują w jednym roku rocz­ niki krakowskie. Zgon dwóch wysokich dostojników świadczy o okrucieństwie represji; zapewne dlatego rzą­ dy nowego księcia trwały zaledwie do wiosny 1032 roku,


72  •  Jacek Komuda

gdy został: „zamordowany przez swoich, nie bez pod­ uszczenia braci”. Spisek Bezpryma oznaczał jednak cios zadany Kró­ lestwu Polskiemu. Utrata klejnotów koronnych otwie­ rała drogę do zrzeczenia się tytułu królewskiego przez Mieszka II na spotkaniu z cesarzem w Merserburgu. Co gorsza, dawne królestwo, a teraz księstwo wracało zno­ wu do zasady podziału jego ziem pomiędzy członków panującej dynastii. Pozostało jednak niezależne od ce­ sarza i jeszcze zachowało część sił. Dopiero późniejsze wydarzenia: dalszy ciąg powstania ludowego, kolejne bunty i najazd Brzetysława doprowadziły kraj do ruiny, z której ledwo wydźwignął go Kazimierz Odnowiciel.


Borejko Piotr pobożny pijanica

Spośród czterech największych pijaków Rzeczypospoli­ tej wymienianych przez księdza Kitowicza niepoślednie miejsce zajmuje Piotr Borejko, czy też Boreyko, herbu własnego, kasztelan zawichojski, podstoli żydaczowski i miecznik bracławski. Adam Małachowski z Bąkowej Góry, który opisany jest pod M, przymuszał gości do wy­ chylania duszkiem półgarncowego kielicha wina. Książę Karol Stanisław Radziwiłł (patrz pod R) urządzał figle i psoty z obrazą dla zdrowia i moralności biesiadników. O wiele spokojniejszy był Janusz książę S­ anguszko, któ­ ry miał tak tęgą głowę, że gdy już się spił, kazał zaprzę­ gać konie do karety i przejechawszy kilka mil, ­powracał trzeźwy jak gdyby nigdy nic, po czym pił na nowo z tymi, którzy jeszcze zdołali dotrzymać mu towarzystwa.


74  •  Jacek Komuda

Piotra Borejkę dla odróżnienia zwano „pijakiem po­ bożnym”, nade wszystko lubił bowiem pijać z duchow­ nymi. Aby zaś nie uchybić zwyczajom, organizował we dworze pijackie klasztory. Najpierw rozsyłał pisma do różnych zakonów, żeby przysłali mu po dwóch bracisz­ ków, „jakikolwiek pobożny pretekst do tego wymyśliw­ szy”. Ma się rozumieć, że przeorowie wysyłali mu ta­ kich, którzy mieli jak najtęższe głowy. Borejko zamykał się z nimi na wiele dni i nocy w osobnych pokojach, oznajmiając domownikom, że to jest klasztor, do któ­ rego po zamknięciu nie wpuszcza się nikogo – gości, swoich, obcych, żony ani, co oczywiste, żadnej kobiety. Tak doniosła ceremonia jak picie ku Bożej chwa­ le wymagała specjalnego przygotowania. Zatem po­ koje sypialne dla wygody pijących wykładano słomą i kobiercami, by każdy mógł spać tam, gdzie padł. Wy­ znaczano też zaufane sługi do posług, a przy jednych drzwiach zawieszano dzwonek – tak jak przy furcie klasztornej. Dzwoniąc w niego, oznajmiano, że nadcho­ dzi pora mszy, posiłków i oczywiście silentium – kiedy już „się wszyscy, popiwszy, powywracali na owej sło­ mie”. Rzecz jasna, iż w pijackim „klasztorze” nie śmiano w żaden sposób uchybić Panu Bogu. Dlatego też zawsze spośród gości Borejki naznaczano kapłana, który miał odprawiać mszę świętą. Nie była to najlepsza z funkcji, jako że „temu nie dali pić dłużej jak do godziny jede­ nastej, chociażby chciał, biorąc jeszcze ściślej godzinę, czas abstynencji kanonami przepisanej”. Zapewne dla­ tego każdego kolejnego dnia godność ową sprawował inny spośród członków pijackiego konwentu.


Warchoły, złoczyńcy i pijanice  •  75

Rozkład dnia był prawie jak w zakonie. Najpierw msza w kaplicy urządzonej przy „klasztorze”. Potem „napili się herbaty”, potem „wódki raz i drugi”, wreszcie następowało śniadanie. „Po śniadaniu wino, po winie, miernie zażytym, obiad, po obiedzie formalna pijaty­ ka, aż do wieczerzy; po wieczerzy toż samo. Wszakże przy tym wszystkim pacierze kapłańskie musiały być w swoich godzinach odbyte, i pan Borejko sam je z ka­ płanami odprawował”. Kiedy zaś pan kasztelan nie miał z kim pić albo okoliczni zakonnicy zmęczeni byli piciem, radził so­ bie w inny sposób. Na rozstajnych drogach niedaleko od dworu kazał wznieść kapliczkę św. Jana Nepomu­ cena, z daszkiem, płotem i ławkami dookoła. Borejko udawał się tam z czeladzią i odmawiając paciorki ró­ żańca, czyhał na przypadkowych podróżnych. Każdy, kto tylko przejeżdżał w pobliżu, zapraszany był przed oblicze pana kasztelana. W dodatku Borejko był praw­ dziwym piewcą multikulturowości picia, prosił bo­ wiem pod kapliczkę każdego, kto przejeżdżał – nieza­ leżnie od stanu i nacji. Było mu wszystko jedno, czy to szlachcic, czy chłop, Żyd, mieszczanin, czy też pospo­ lity dziad proszalny z kijem. Każdego pozdrawiał z da­ leka, zatrzymywał przywitaniem: skąd to, dokąd i po co. Tymczasem pachołek napełniał kielich, którym naj­ pierw Borejko pił zdrowie podróżnego, a potem sam wymagał tego od niego. Zatem każdy gość musiał pić dopóty, dopóki nie padł z nóg. Na dobro Borejki zapi­ sać jednak należy fakt, iż wtedy zostawiał przy śpiącym swego sługę, ­który pilnował, aby nikt nie okradł pija­ nego. Jeśli zaś pod kapliczkę podjechało po kolei k­ ilku


76  •  Jacek Komuda

­podróżnych, „ze wszystkimi póty pił, póki każdego nie upoił”. Podróżny jadący z licznym pocztem zaprasza­ ny był oczywiście do dworu na „wstęp momentalny, na który jeżeli się dał namówić, niełatwo się stamtąd wy­ dobył”. „Bodajeś tylego diabła zjadł jak pan Borejko” – po­ wiadali obywatele województwa krakowskiego, bardziej jednak z podziwu niż ze złości. Raz, bo pan kaszte­ lan był niezwykle gościnny, dwa zaś, bo słynął z hu­ manitarnego sposobu postępowania. Nie przymuszał bowiem nikogo do ścinania szklanic duszkiem tak jak Adam Małachowski; pozwalał odetchnąć, choć i to nie za długo. Jego syn Pius Franciszek Borejko był posłem na Sejm Czteroletni i nadzorował po nim sejmiki po­ dolskie w celu potwierdzenia Konstytucji 3 maja.


Borkowic Maćko w lochu zagłodzony

Maćko Borkowic to kolejny faworyt w galerii portre­ tów nieświętych. Syn wojewody poznańskiego Przyby­ sława Borkowica z Sierakowa, zasłynął przede wszyst­ kim jako twórca konfederacji zawiązanej 2 września 1352 roku w obronie rycerstwa wielkopolskiego, które­ go włości rujnowane były przez tak zwane prawo cią­ żenia. Oznaczało ono, że dobra rycerza postawionego w stan oskarżenia można było zająć jeszcze przed wy­ daniem wyroku sądowego, zajmował się tym zaś sta­ rosta – w którego wymierzony był wspomniany zwią­ zek szlachty. Była to jedna z pierwszych konfederacji, o której historycy piszą czasem mylnie, iż zawiązano ją przeciwko królowi. Ba, dodają nawet, że Borkowic, któ­ ry występuje w jej akcie obok licznych dostojników – na


78  •  Jacek Komuda

przykład ­kasztelana poznańskiego Przecława, sędziów ziemskich Mikołaja i Dobiesława oraz ponad osiem­ dziesięciu innych rycerzy – zamierzał oderwać Wiel­ kopolskę od Korony. Nic bardziej mylnego – konfedera­ ci, jak podaje Jerzy Wyrozumski w biografii Kazimierza Wielkiego, deklarowali się nie tylko wrogami wszyst­ kich, którzy okazaliby się nieprzyjaciółmi władcy, ale i przyrzekali królowi pomoc orężem. Któż jednak był ich głównym przeciwnikiem? Otóż mianowany starostą generalnym Wielkopolski Wierz­ bięta z Paniowic, człowiek obcy i znienawidzony, który w dodatku zastąpił na urzędach Borkowica i Przecła­ wa z Gułtów, gdyż Kazimierz Wielki zniósł godności dwóch starostów wielkopolskich, powołując jedne­ go generalnego. Król zrazu dążył do ugody – przyjął Borkowica i wysłanników konfederatów. Jednak w na­ stępnych latach doszło do rozruchów w Wielkopolsce – w 1354 roku nasz bohater zabił kasztelana gnieźnień­ skiego Beniamina, który prawdopodobnie działał na szkodę związku. Wygnany z kraju, Borkowic schronił się na Śląsku, przebywał między innymi we Wrocła­ wiu. Później jednak pojednał się z królem. Już w marcu 1357 roku pojawił się przy jego boku w Krakowie, potem towarzyszył mu podczas objazdu Wielkopolski i 16 lute­ go 1358 roku złożył w Sieradzu przysięgę na wierność. Borkowic niedługo cieszył się wolnością. Niespo­ dziewanie być może jeszcze w tym samym roku został uwięziony przez króla i skazany na śmierć. Jan Długosz podaje w rocznikach, że za łupiestwa, rabunki i utrzy­ mywanie rozbójników. Kazimierz Wielki nie był jednak rozlazłym Augustem III Sasem ani dobrotliwym Janem


Warchoły, złoczyńcy i pijanice  •  79

Sobieskim, u których można było wyprosić łaskę, aby umknąć spod topora. Skazał wojewodę na śmierć gło­ dową i wtrącił go do lochu na zamku w Olsztynie koło dzisiejszej Częstochowy. Jak pisze kronikarz: „z roz­ kazu króla dawano mu codziennie tylko wiązkę siana i czarkę wody, co go w tak okropną rozpacz wprawiło, że dla zasycenia głodu, póki mógł, własne ciało z rąk i innych miejsc wyżerał”. Borkowic przeżył w takich warunkach czterdzieści dni, a jego winy do dziś są nie­ jasne. Sam Długosz podaje: „twierdzą niektórzy, że król Kazimierz z tej przyczyny Macieja wojewodę tak sro­ gą ukarał kaźnią, że był oskarżony o miłosną sprawę z królową; za co przez dni czterdzieści głodem męczony umrzeć nie mógł, dopiero po przyjęciu świętego wia­ tyku wyznał przy zgonie, że na śmierć taką zasłużył”. Inne wersje tej historii, bardziej baśniowe, twierdzą, że król powierzył wojewodzie ochronę swojej kochanki Esterki i nadzór nad królową Adelajdą Heską, uwię­ zioną na zamku w Żarnowcu, jednak Borkowic sprze­ niewierzył pieniądze władcy, uwodził królową, a przy okazji mordował i rabował, za co odpokutować miał w głodowym lochu w Olsztynie. Maćko zmarł prawdopodobnie 9 lutego roku 1359 lub następnego, co stało się przyczyną kolejnego zamie­ szania. Najpierw jego rodzony brat Jan z Czacza roz­ począł przygotowania do rokoszu, by pomścić śmierć Maćka. Król jednak okazał się silniejszy – zgładził go, skonfiskował także należące do braci zamki w Koź­ minie i Czaczu, czyniąc z nich dobra królewskie. Syn Maćka lub jego brata Jana – bo Długosz wyraża się w tej sprawie niejasno – uciekł do Brandenburgii, skąd


80  •  Jacek Komuda

­ apadał na pogranicze Wielkopolski, ale został zatłu­ n czony przez chłopów w miasteczku Rozdrażew. Inni badacze twierdzą, że synowie skazańca zostali wygna­ ni na Śląsk. Śmierć Borkowica po dziś dzień jest legendą opo­ wiadaną chętnie na zamku w Olsztynie, jest jednak z ową postacią związane wydarzenie wzniosłe i nie­ spotykane. Jakimś niesamowitym fatum i przepowied­ nią dla przyszłej historii naszego kraju stał się fakt, że w treści przysięgi na wierność królowi złożonej w Kali­ szu pada po raz pierwszy słowo „Rzeczpospolita”, jako dodatek do sformułowania „jego królestwo” (sui regni). Zapisane w 1358 roku w przysiędze składanej przez no­ torycznego awanturnika i warchoła, a przy okazji także lokalnego patriotę.


Arciszewski Krzysztof . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 55 Badowski Konrad . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 67

Bezprym . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 69 Borejko Piotr . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 73 Borkowic Maćko . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 77

Chmielecka Teofila . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 83 Chrzanowska Anna . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 87 Daniłowicz Stanisław .

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

97

Daszkiewicz Eustachy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 100 Dębołęcki Wojciech . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 104 Diabeł Łańcucki . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 111 Diablęta Stadnickie: Diablica Stadnicka . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 159 Felicjana Stadnicka . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 164 Diablęta – Zygmunt Stadnicki . . . . . . . . . . . . . . 168 Diablęta – Władysław Stadnicki . . . . . . . . . . . . . 176 Diablęta – Stanisław „Diabełek” Stadnicki . . . . . . 181 Drohojowski Jan Tomasz . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 186 Dydyński . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 191 Dziersław z Rytwian . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 197

Glińska Helena . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 203 Golska Zofia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 207 Halszka z Ostrogskich . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 213 Herburt Jan Szczęsny

K ątski Marcin

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

220 235

Klofasowa Helena . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 239 Koniecpolski Aleksander . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 243 Kossakowski Szymon . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 247 Krasicki Jerzy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 254 Kryczyński Aleksander . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 258


Kunicki Stefan . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 262 Kurbski Andriej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 269 Kuźma Jan . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 273

Lanckoroński Przecław .

. . . . . . . . . . . . . . . . . . .

283

Ligęza Andrzej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 287 Lisowski Aleksander . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 291

Łahodowska Anna

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

301

Łaszcz Samuel . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 304 Łuba Jan Faustyn . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 309 Łuszkowska Jadwiga . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 316

Małachowski Adam

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Masław sięga po tron . . . . Mazepa Iwan Kołodyński Mniszchówna Maryna . . Moczarski Mikołaj . . . . . Morsztyn Jan . . . . . . . . . Murzyn pana Fredry . . . .

Niemirycz Henryk Niemirycz Samuel

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

323 330 334 338 349 353 357 363 367

Odlanicki Jan Władysław . . . . . . . . . . . . . . . . . . 373 Oleśnicki Zbigniew . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 377 Olędzki Tomasz . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 381 Olizar Jan Aleksander . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 385 Olsztyński Hieronim . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 389 Opalińska Zofia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 393 Oryszowski Jan . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 397 Ożarowski Piotr . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 404 Patkul Jan Reinhold

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

411

Piekarski Michał . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 415 Podkowa Iwan . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 419 Policcy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 423 P... Adam bez nazwiska . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 431 Potocki Mikołaj . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 435 Prażmowski Mikołaj Jan . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 440


R adziejowski Hieronim . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 449

Radziwiłł Karol Stanisław . . . . . . . . . . . . . . . . . . 452 Radziwiłł Marcin . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 460 Rogatka Bolesław . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 467 Rosińscy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 474

„ Sahajdaczny” Adam Konaszewicz . . . . . . . . . . . . 481 Sapieha Jan Kazimierz . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 485 Sapieha Mikołaj . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 493 Siciński Władysław . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 497 Sienieński Aleksander . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 506 Skarbimir . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 509 Spytek z Melsztyna . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 513 Stempkowski Józef Gabriel . . . . . . . . . . . . . . . . . . 517 Strzelbicki Antoni . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 521 Suchorzewski Jan . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 525

Trepka Walerian Nekanda . . . . . . . . . . . . . . . . . . 531 Wiśniowiecki Dymitr zwany Bajdą . . . . . . . . . . . . 537 Wiśniowiecki Jeremi . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 544 Wolski Tomasz . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 553 Wysoczan . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 557

Zawiszanka Beata . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 563

Zborowska Agnieszka . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 567 Zborowski Samuel . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 571

Premiera

29 października 2021 Kliknij

i przejdź do sklepu, by kupić książkę

Polub nas na

facebooku