Page 1


SKŁAD REDAKCJI: REDAKTOR NACZELNY: Hanna Zadrożna WSPÓŁPRACA: Konstancja Smolik Mateusz Jarzyna Karolina Granis SKŁAD I RYSUNKI: Marlena Rosłaniec Jolanta Pióro OPIEKA: mgr Paulina Zadrożna KOREKTA: mgr Agnieszka Karwowska DRUK: mgr Edward Czypionka mgr Iwona Jończyk Izabela Latuszek Magdalena Jałocha Gazeta Szkolna Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 1 im. Bohaterów Westerplatte w Garwolinie ul. Kościuszki 53 08-400 GARWOLIN tel./fax: +48 (25) 682 30 71, 682 03 10 http://www.zsgarwolin.pl

SPIS TREŚCI Słowo wstępne..........................3 Kalendarium.............................3

WIERZENIA Żmija.........................................9

Z ŻYCIA SZKOŁY Wywiad z Anna Onichimowską..........4-5 Wyjątkowe spotkanie................6

szuflada

QULTURA Rendes-vous z Tadeuszem........7 KONTROWERSJE Fala EKO TERRORYZMU......8

Czy warto robić notatki...........10 Internackie życie.....................11 SPORT PO-każ na co Cię stać.............12 We are the chempions.............13 Portret współczesnego sportowca................................14 FOTOPLASTYKON..........15

H C Y N A UD ACJI K A W List Jasia z wakacji: Jest pięknie. Świetnie wypoczywam. Bądźcie spokojni i nie martwcie się o mnie. P.S. Co to jest epidemia? CNN podało, ze Chuck Norris wybrał się na wakacje z zamiarem zwiedzenia Wszechświata. Po dwóch dniach wrócił zniesmaczony stwierdzając, że już wszystko obejrzał i zaczął się nudzić.

Eureka 2


SŁOWO WSTĘPNE Aloha! „Słońce świeci nad nami, ogrzewa nasze ciała promieniami” – lecz mimo to dzielnie pracowaliśmy, by oddać w wasze zacne dłonie plon naszej pracy, ostatni numer „Eureki” w tym roku szkolnym. Mamy nadzieję, że nie zawiedziemy waszych oczekiwań – m.in. dział KONTROWERSJE tym razem o ekologii, wywiad z dwoma znakomitymi Panami – Tadeuszem i Snikersem, sprawozdanie z zawodów z karabinem w tle. Zaintrygowani? Jesteśmy cali Wasi!:) Życzymy Wam, nasi wierni Czytelnicy na wakacje: opalenizny godnej mieszkańca Afryki, zabaw jeszcze lepszych, niż w klubach na Ibizie i takich przygód jakich nie powstydziłby się sam Indiana Jones:) Do zobaczenia we wrześniu! REDAKCJA

KALENDARIUM 8 kwietnia

KWIECIEŃ – historyczne zwycięstwo naszych siatkarek w zawodach regionalnych

12 kwietnia

– Msza żałobna w intencji ofiar katastrofy w Smoleńsku 29 kwietnia –

30 kwietnia

3 maja

Dzień Tanća

– pożegnanie maturzystów

MAJ – rocznica uchwalenia Konstytucji 3 Maja

4-26 maja 8 maja

- egzaminy maturalne

– Parada Schumana

25 maja-

26 maja

Dzień Mleka

– Dzień Matki

CZERWIEC

1 czerwca

– Dzień Dziecka

Eureka 3


WYWIAD Z ANNĄ ONICHIMOWSKĄ

Dziennikarki: Na początku chciałybyśmy Panią bardzo serdecznie przywitać w imieniu uczniów Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych w Garwolinie i zapytać: Czy możemy przeprowadzić z Panią wywiad? Anna Onichimowska: Jasne, jasne i tak już się zgodziłam (śmiech). Nie zmieniam zdania (śmiech). D.: Skąd czerpie Pani pomysły na swoje książki? A.O.: Pomysły leżą na ulicy tylko trzeba mieć oczy i uszy szeroko otwarte. Pomysłem może być wszystko... Może być strzęp rozmowy, strzęp przeczytanego zdania, może być jakaś zaskakująca sytuacja. Moim zdaniem pisarz powinien dziwić się światu tzn. nie przyjmować tego, co nas otacza jako oczywistości, tylko mieć takie podejście właśnie pełne zdumienia... Może tak. D.: Co skłoniło Panią do napisania książek o problemach młodzieży? A.O.: Ciekawość jak mi to wyjdzie (śmiech). Ja, kiedy byłam w Waszym wieku, nie czytałam książek dla młodzieży, bo nie bardzo lubiłam literaturę młodzieżową i czytałam książki dla dzieci z upodobaniem, i to jest w dalszym ciągu ważna część moich lektur no i oczywiście książki dla dorosłych. Lubię nowe wyzwania i właściwie nie ma gatunku literackiego, którego bym nie uprawiała, choćby przez moment, toteż kiedy powstało wydawnictwo „Filipinka”, którego zresztą już nie ma, i to wydawnictwo zwróciło się do mnie z prośbą, żebym napisała jakąś współczesną książkę dla młodzieży właśnie z bohaterami młodzieżowymi, potraktowałam to jako wyzwanie, coś nowego, coś, czego jeszcze nie robiłam, ale postanowiłam napisać tę książkę tak, jakbym pisała książkę dla dorosłych z tym, że z bohaterami młodzieżowymi, i w ten sposób w ogóle piszę książki dla młodzieży, żeby one były zarówno dla dorosłych jak i Was, przedstawiam i świat Waszych rodziców i Wasz świat, bo to są po prostu światy, które są ze sobą połączone i warto, żeby rodzice też troszeczkę więcej mogli się o Was dowiedzieć i vice versa. D.: Jakiej rady może pani udzielić pisarzom amatorom? A.O.: Żeby się nie bać, żeby nie stosować autocenzury — i to jest chyba najważniejsze, bo bardzo często jak rozmawiam z osobami, które próbują pisać to słyszę coś takiego: „a mam pomysł, ale on jest głupi”. Właściwie liczba tematów jest ograniczona i są tematy wędrowne, które się powtarza od wielu wieków... Historię Romea i Julii się powtarza jak gdyby od wieków i można ją opowiadać wciąż na nowo różnymi językami: literatury, filmu i teatru i tak dalej i tak dalej... Wszystko zależy od tego, jak się tę historię opowie, czyli ten sam motyw może być opowiedziany w sposób nowatorski, a może być też opowiedziany wtórnie. Dla mnie najważniejsze jest jak książka jest napisana, a nie w gruncie rzeczy, o czym ona jest. D.: Czy wydarzenia, sytuacje zawarte w Pani książkach są prawdziwe czy to raczej elementy fantastyczne?

Eureka 4

A.O.: Fantastyczne to może nie jest najszczęśliwsze określenie... Może nazwijmy to fikcją literacką. Niektóre są oparte na autentycznych wydarzeniach, jak na przykład pierwsza część cyklu „Hera moja miłość”, ja zresztą napisałam na czwartej stronie okładki, że ta historia zdarzyła się naprawdę i to potwierdzam, że przeczytałam opis tej historii rzeczywiście w pewnej amerykańskiej książce i na niej oparłam ten mój literacki świat. Ale większość tych historii są to oczywiście historie fikcyjne, chociaż być może, że one gdzieś w rzeczywistości się dzieją, że one gdzieś istnieją. D.: A na przykład postacie z książki „Lot komety”? A.O.: To są postacie fikcyjne z tym, że tak jak powiedziałam rodzina Niwickich jest moją literacką rekonstrukcją tej rodziny amerykańskiej, w której zdarzył się ten dramat, o którym może nie powinnam za dużo mówić, ponieważ nie wszyscy znają tę książkę. D.: Co chciałaby Pani przekazać młodzieży przez swoje utwory? A.O.: Żebyście uwierzyli w siebie, żebyście uwierzyli, że każdy z Was jest wyjątkową, wspaniałą istotą, że wszystko może Wam się udać tylko należy w to wierzyć, czyli należy wierzyć w siebie i w to, że wszystko nam się uda, jeśli tylko będziemy bardzo mocno tego chcieli, jeżeli będziemy potrafili do tego dążyć, jeżeli będziemy konsekwentnie do tego dążyć. Poza tym często są to książki o wyborach, więc właśnie żeby przed tymi najważniejszymi wyborami… bo Wasz wiek to jest wiek wyborów życiowych prawda?... Żeby nie popełniać jakichś błędów, które będą… Ja wiem, że to nie jest łatwe, ale żeby starać się przynajmniej nie popełniać błędów, które później nam zniszczą życie. D.: Pisząc książki „Hera moja miłość” i „Lot komety” zbierała Pani informacje o narkomanii wśród młodzieży?

A.O.: Tak oczywiście, oczywiście… Nawiązałam kontakt z ośrodkiem leczenia uzależnień z tym, że okazało się, że osoba z zewnątrz nie może uczestniczyć w grupach terapeutycznych, to są takie zamknięte seanse. Zresztą o tym wszystkim będę mówiła podczas spotkania, ale rozumiem, że teraz jest to oddzielna część, więc okazało się, że osoba z zewnątrz nie może uczestniczyć w takich grupach terapeutycznych, że to są zamknięte seanse i zaproponowano mi takie rozwiązanie żebym zostawiła swój telefon, aby Ci pacjenci, którzy będą mieli ochotę, mogli ze mną porozmawiać. Zgłosiło się kilku chłopców i ich odpowiedzi na szereg trudnych pytań były dla mnie ważne. Natomiast o tym, o czym jest „Hera” zdecydowała może nie tyle odpowiedź, co brak odpowiedzi na jedno z tych pytań, ponieważ moi rozmówcy nie chcieli absolutnie rozmawiać o rodzinie.


D.: Jaka jest dla Pani najwyższa wartość moralna i dlaczego? A.O.: Uczciwość. Taka uczciwość wobec siebie i wobec innych. Żeby się nie oszukiwać. D.: Dlaczego? A.O.: Dla mnie w tym momencie jest szalenie ważne, żebym mogła oprzeć się na moich przyjaciołach… Jeśli nie są wobec mnie uczciwi, jeżeli nie mogę na nich polegać to wtedy ta przyjaźń nie ma sensu. D.: Bez czego dziś nie wyobraża sobie Pani życia? A.O.: Łatwo by było powiedzieć… Bez podróży, bez pisania, bez moich przyjaciół. Może tak. D.: Czy jest coś, co mogłoby być powodem porzucenia przez Panią pisania? A.O.: Niedowład rąk i ślepota chyba… (śmiech) albo jakieś niedowłady umysłowe. D.: Ma Pani wielu czytelników, nie tylko wśród młodzieży. Czy mogłaby Pani zdradzić nam tajemnicę swojego sukcesu? A.O.: Niech czytelnicy mi zdradzą (śmiech). Ja nie potrafię odpowiedzieć Ci na to pytanie. Staram się traktować moich czytelników poważnie niezależnie od tego, w jakim są wieku. Traktuję poważnie zarówno trzylatka, jak i trzydziestolatka i może czytelnicy to doceniają, że ja nie poklepuję po plecach, tylko rozmawiam. D.: Bardzo dobrze zna Pani problemy młodzieży. Skąd czerpie Pani informacje? A.O.: Z obserwacji, z intuicji, z lektur. D.: Czy poprzez publikację nowej książki „Trzecie oko” chce Pani poszerzyć krąg odbiorców? A.O.: Raczej zawęzić (śmiech), dlatego uważam, że książki dla dzieci są również książkami dla dorosłych. Przecież pierwszy kontakt dziecka z książką odbywa się poprzez osoby dorosłe prawda? Czyli w moich książkach dla dzieci dorośli też muszą mieć jakiś „fun”. Książki dla młodzieży, tak jak mówiłam, są pisane też pod kątem rodziców… A „Trzecie oko” jest tylko dla dorosłych (śmiech). D.: Jakie ma Pani pasje oprócz pisania? A.O.: W dalszym ciągu sport, podróże i czytanie oczywiście. D.: Jakie najciekawsze miejsca Pani zwiedziła? A.O.: Bardzo wiele jest takich miejsc. Z takich dalekich, egzotycznych na pewno Australia, na pewno Republika Południowej Afryki, na pewno Nepal. Natomiast najbardziej jestem zakręcona na punkcie wysp greckich. Widziałam chyba trzydzieści. O niektórych mogłabym pisać przewodniki i ciągle chętnie wracam na te wyspy. To są miejsca, za którymi tęsknię. Kiedy długo nie jestem na wyspach, to czuję po prostu absolutną, życiową konieczność polecenia na kolejną wyspę. D.: Jesteśmy Pani bardzo wdzięczne za udzielenie wywiadu. Dziękujemy bardzo. Do widzenia. A.O.: Ja również dziękuję (śmiech). Do widzenia. Wywiad przeprowadziły uczennice klasy IA LO Wioleta Foryś i Weronika Jarząbek. Opieka: mgr Agnieszka Karwowska Zdjęcia: Weronika Jarząbek.

Eureka 5

Z ŻYCIA SZKOŁY

D.: W Pani utworach można znaleźć przekaz: „W życiu nie ma nic za darmo… żeby coś zyskać, trzeba coś równie cennego stracić”. Czy jest to Pani pogląd na życie? A.O.: Wiesz, nie myślałam o tym w ten sposób. Zaskoczyłaś mnie (śmiech). Muszę się nad tym zastanowić, czy rzeczywiście jest to w moich książkach. Możesz podać przykład? D.: Na przykład w książce „Lot komety” był motyw, że chłopak starał się odzyskać tę dziewczynę, która wpadła w wir sekty, za co „Rodzina” zaczęła go prześladować i on stracił wtedy swojego psa, z którym był tak mocno związany, w zamian za to jego rodzice zaczęli się godzić a on odzyskał Kometę, A.O.: Ciekawa interpretacja, ale wiesz, nie myślałam o tym w ten sposób. D.: Skąd wziął się Pani pomysł pisania książek? A.O.: Jest to coś, co umiem robić najlepiej (śmiech). Jak byłam małą dziewczynką uprawiałam wyczynowo sport, chciałam być tancerką, ale mama mnie nie posłała do szkoły baletowej, więc kariera tancerki legła w gruzach. Potem chciałam pójść w ślady mojego ojca, który był dziennikarzem i podróżnikiem, podróżował po krajach Trzeciego Świata i ta część tego mojego marzenia w jakimś sensie mi się spełniła, ponieważ właśnie bardzo dużo podróżuję… I piszę, co prawda nie tak jak ojciec, nie jestem dziennikarką, nie piszę książek geograficzno–politycznych, tylko właśnie literaturę piękną. Zawsze dużo czytałam. Po studiach zaczęłam pracę wydawcy i wtedy też postanowiłam zacząć pisać. Tak to się zaczęło, a od kilku lat jestem wolnym strzelcem, to znaczy pisanie jest moim zawodem. D.: Jakie były Pani pierwsze próby? A.O.: Wiersze. Wiersze dla dorosłych, wiersze dla dzieci były publikowane w różnych pismach literackich. Później była moja przygoda z radiem, która była bardzo ważna i w dalszym ciągu jest ważna. Jestem autorką ponad czterdziestu scenariuszy dla teatru Polskiego Radia. Jest to bardzo dobra szkoła dialogu dla pisarza i lubię pisać dla radia. Tak, że najpierw było radio, a potem właśnie ukazał się zbiór wierszy dla dzieci, jako moja pierwsza książka, a dalej powieści dla dzieci. D.: Bierze Pani sama udział w tych słuchowiskach radiowych? A.O.: Jako aktorka? Nie (śmiech). D.: Jak rodzina patrzyła na Pani pomysł pisania? A.O.: Kiedy już zaczęłam pisać, to rodzina nie miała nic do gadania (śmiech). Wcześniej oczywiście coś tam sobie pisałam, tak jak pewnie większość młodych osób. Nie przywiązywałam do tego żadnej wagi. Nigdy nie starałam się wziąć udziału w jakimś konkursie, oczywiście jako dziewczynka. Później stałam się nałogową konkursowiczką (śmiech). D.: Dawała Pani do czytania swoje teksty rodzicom? A.O.: Nie. Uważam, że jest to intymna czynność pisanie. D.: Czy początek realizacji Pani pomysłu był trudny? A.O.: Oczywiście, bo wkraczają w grę różne bariery psychologiczne: pewna nieśmiałość, czy to się spodoba, czy się nie spodoba… Oczywiście, że tak… i myślę, że dopiero… Po pierwsze, trafiłam na bardzo sympatyczną, mądrą panią redaktor w „Naszej Księgarni” i to było ważne, że to była akurat taka osoba a nie inna. Poza tym właśnie rozmaite nagrody w konkursach literackich też mi dodały pewności siebie.


Z ŻYCIA SZKOŁY

Wyjątkowe spotkanie

Trzeba odnaleźć w sobie powołanie, bo nie ma gdy bierze na warsztat temat, który ją zainteresował, nic gorszego niż pracować w zawodzie bez pasji. to bada różne jego aspekty. I tak np. pisząc Lot komety nawiązała kontakt z Dominikańskim Ośrodkiem Nie chodzi do pracy, a jednak pracuje, mimo że Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach, ma nieustające wakacje :) – mowa o Annie Oni- tu właśnie jej doradzono, aby przedstawiła sektę, chimowskiej, autorce takich hitów jak Hera moja która ma struktury mafijne, przybliżyła techniki jamiłość, Lot Komety, Samotne wyspy i storczyk i kimi się posługuje by zwerbować nowych członków. wielu innych, która znalazła czas aby spotkać się z młodzieżą powiatu garwolińskiego. To wyMoje książki to książki o wyborach i podejmowaniu darzenie miało miejsce 29 kwietnia 2010 roku. decyzji, które często rzutują na resztę życia. Dlatego W trakcie spotkania Anna Onichimowska przybliżyła pisze tak, aby rodzice dowiedzieli się jak odbiera świat czytelnikom swój warsztat pracy deklarując, że nie młody człowiek a młodzież aby poznała świat rodziców. ma znaczenia gdzie pisze, musi jedynie być wyciszona wewnętrznie i mieć spokój wokół siebie. Na pytaJuż wkrótce ukaże się nowa powieść Demony, ponie o natchnienie stwierdziła, że takiego nie ma, każ- ruszająca problem uzależnienia od Internetu, jest to dy pisarz ma lepszy i gorszy dzień. Ma świetne dni i kontynuacja przygód Komety. Niebawem obejrzymy wtedy dużo pisze i takie, gdy nie przychodzą jej do przygody Komety, ekranizacji powieści Hera moja migłowy żadne rozwiązania i wtedy wychodzi z domu łość podjął się reżyser Michał Szcześniak. Natomiast i zaczyna biegać. Ten czas przeznaczony na wysiłek reżyser Jacek Piotr Bławut przeniósł na ekran powieści fizyczny pozwala jej na swobodny przepływ myśli i Dzień czekolady, Sen który odszedł, Hotel potworny. wtedy przychodzi rozwiązanie. Gdy pisze powieść Na koniec autorka zachęciła do udziału we nie zna jej zakończenia, stopniowo poznaje swoich wszelkich konkursach literackich, gdyż dziębohaterów i nagle dochodzi do takiego momentu, że ki nim nabiera się wprawy w pisaniu:). Po spotpostaci zaczynają żyć swoim własnym życiem, są od kaniu można było otrzymać imienną dedykację. niej mądrzejsze, to one wymyślają swoje dalsze losy. mgr Agnieszka Karwowska Pomysły na książki czerpie z obserwacji, dużo czyta,

Eureka 6


QULTURA

Rendez–vous z Taduszem Bardzo młody, przystojny, energicznym krokiem wchodzi do karczmy Jankiela. Z pozoru pewny siebie, świadom swoich atutów, pod moim uważnym spojrzeniem czerwieni się, spuszcza wzrok, nerwowo splata dłonie. Widać wciąż nie jest przyzwyczajony do zainteresowania dojrzałych kobiet. – Tadeusz Soplica, syn Jacka Soplicy, bratanek Sędziego? – pytam. – To ja – odpowiada bez lęku, z iskierką podziwu w jasno błyszczących oczach, skierowanych tym razem prosto na mnie – czy to Pani ma ze mną przeprowadzić wywiad? – Tak ja, a więc zaczynajmy. Dojrzała Kobieta: Kochasz i jesteś kochany? Tadeusz Soplica: Zosia to wspaniała dziewczyna. Dobra, współczująca, mądra. Tak jak ja kocha wieś, nie chce zabaw i rozrywek, zbytku i wygody. Pragnie zostać ze mną w Soplicowie, choć rządy nad domostwem oddała mi. Wszyscy ją kochają. Nawet Jankiela namówiła, by zagrał na cymbałach na naszych zaręczynach! Zofia Horeszko, moja narzeczona. D.K: Jesteś z niej bardzo dumny. To była miłość od pierwszego spojrzenia? T.S: Dokładnie jednego spojrzenia. Tyle trwało nasze pierwsze spotkanie, zanim Zosia na mój widok uciekła z krzykiem. D.K: Taki straszny to nie jesteś. T.S: Też tak myślę, po prostu oboje byliśmy zaskoczeni. Zosia od pewnego czasu przebywała w Soplicowie pod opieką stryja Sędziego. Ja właśnie wróciłem do domu po dziesięcioletniej nauce w Wilnie. Wchodzę do własnego pokoju i widzę kobiece drobiazgi, fortepian z nutami i o zgrozo! jasną sukienkę niedbale porzuconą. A później Anioła w ogródku. Po takim szoku mogłem się jedynie zakochać. Dobrze, że z wzajemnością. D.K: Najpierw jednak uległeś fascynacji inną niewiastą. Dojrzałą, świadomą swoich wdzięków, obytą, tajemniczą uwodzicielką. T.S: Tak, nie zaprzeczam że zauroczony byłem Telimeną, opiekunką Zosi. D.K: Tylko tyle? Niewiele brakowało, a to z nią byłbyś dziś zaręczony. Kwestia przypadku? T.S: Przypadek? Nie, to raczej było nieporozumienie, które sprawiło, że pomyliłem lilię z różą. Niewinną, słodką dziewczynę z dojrzałą kobietą. D.K: Byłeś jednak bardzo zrozpaczony, gdy najpierw uległeś czarom Telimeny, właściwie to jak już powinno się ją tytułować, narzeczonej wielce szanownego pana Rejenta, by odkryć, że nie jej wpierw oddałeś swe serce. Chciałeś popełnić samobójstwo. T.S: Nie widziałem wówczas żadnego innego honorowego rozwiązania. Kochałem Zosię, a Telimena... Ona gdy czegoś pragnie potrafi być bardzo skuteczna. Gierki, niedomówienia – to zabawy, w których taki prosty żołnierz jak ja może być jedynie pionkiem. Moja krótka i hmmm... D.K: Bliska? T.S: Powiedziałbym raczej: serdeczna znajomość z opiekunką Zosi nauczyła mnie dwóch rzeczy: niezbędne jest zastanowienie, nim się podejmie ważną decyzję i zawsze należy sprawdzać na czym się siada, przebywając na polanie! Mrówki to takie pocieszne...zwierzątka (śmiech) . D.K: Im nie uległeś za to niedźwiedziowi podczas polowania, wraz z Hrabią niewiele brakowało. T.S: Przeceniłem swoje opanowanie i soplicowską zimną krew. Ostatni z Horeszków, chociaż po kądzieli jak uwielbia powtarzać stary klucznik Gerwazy, również. Kolejna nauka na przyszłość – nigdy nie chwytać we dwóch jednego oszczepu. Dobrze, że księdzu Robakowi odwagi nigdy nie brakowało. A jaki to był strzelec! D.K: Tadeuszu nie bądź tak surowy wobec siebie. Dopiero co wróciłeś ranny na własne zaręczyny, a wcześniej dzielnie walczyłeś podczas najazdu na Soplicowo. Lubisz się tak poświęcać? T.S: Dla dobra Ojczyzny wszystko. Tak wychował mnie stryj, patriotyzm i umiłowanie ojczystego kraju to uczucia, które zawsze będą mi towarzyszyć. Noszę imię na cześć wielkiego patrioty Tadeusza Kościuszki – czy więc mogłoby być inaczej? D.K: Soplicowo – ostatnie centrum polskości, tak goście i sąsiedzi mówią o twoim domu. Sędzia pieczołowicie pielęgnuje tradycje i obyczaje szlacheckie. Ty uwłaszczasz chłopów, przyjmujesz ich pod swój herb. Bunt? T.S: Nigdy bym się nie ośmielił. To była wspólna decyzja moja i Zosi. Jesteśmy kolejnym pokoleniem, musimy iść ku nowemu, ku zmianom na lepsze. Stryj akceptuje nasze nowoczesne, demokratyczne poglądy. D.K: Los bywa sprawiedliwy. Historia zatoczyła koło, piaski czasu wróciły na swoje miejsce, rody Sopliców i Horeszków połączyło uczucie, nie udało się rodzicom, udało się dzieciom. Miłość zwyciężyła. Tylko zamku starego Stolnika szkoda? T.S: Spór wciąż pozostaje nierozstrzygnięty, zaledwie zaniechany. Jednak sądzę, że kłótnie o niego powrócą. D.K: Życzę wam wielu jeszcze takich zgodnych i spokojnych dni, mimo widma walk u boku Napoleona, oby zwycięskich. Dziękuję za rozmowę. T.S: Ja również dziękuję. H.Z

Eureka 7


KONTROWERSJE

Fala EKO Terroryzmu

Jest jedna sprawa, która naprawdę mnie niepokoi. Jest nią ekologia a właściwie pseudoekologia. Sama w sobie jest dla ludzi absolutnie nieszkodliwa i nie mam nic przeciwko niej. Podoba mi się nawet to, że ludzie potrafię podporządkować całe swoje życie ratowaniu misiów polarnych, fok, tygrysów i lasów tropikalnych. Problem tkwi w instytucjach jedynie podających się za ekologiczne. Do nas najsilniejsza fala tych materialistycznych instytucji dopiero dotrze. Słyszymy o Eko–siatkach na zakupy, bateriach słonecznych, biopaliwach ale to nic. Nie narażają one naszej swobody osobistej co w ciągu paru lat najpewniej się zmieni. Organizacje ekologów zaczną ingerować w nasze życie i starać się je na siłę zmieniać, by było bardziej „zielone”. Przedstawię może na poparcie mojej wizji przyszłości parę przykładów do czego zdolni są ekoterroryści u naszych zachodnich sąsiadów. Na przykład Niemcy. Na początek zabronią poruszać się pojazdami, które mają ponad 15 lat. Co wówczas z tymi, których na nowszy pojazd nie stać oraz z kolekcjonerami klasyków? Trafią do muzeum albo do kasacji – brzmi odpowiedź. Słyszałem także o pomyśle wprowadzenia w dużych miastach stref środowiskowych. Polega to mniej więcej na tym, że metropolie podzielone zostaną na trzy części. Samochody o dużej emisji dwutlenku węgla będą mogły poruszać się jedynie w obrębie przedmieść a te o niższej będą mogły jechać dalej, do centrum. Moje pytanie do takiego pomysłu brzmi: co z limuzynami przedsiębiorców, którzy dzięki ciężkiej pracy mogą czerpać przyjemność z jazdy swoimi samochodami? W Anglii natomiast nie będzie można wjechać do lasu samochodem terenowym. Czy komuś to przeszkadza? „Lepszym” jeszcze pomysłem ekologów z Wysp Brytyjskich jest

Eureka 8

zwiększenie podatku za samochody z napędem na cztery koła. Idiotyzm! Pomyślcie o ludziach żyjących na farmach. Dojazd do domu w jakimkolwiek innym pojeździe oprócz czołgu, traktora czy helikoptera jest niemożliwy przez błoto i wyboje. Dlaczego oni mają za to płacić? Acha i zapomniałbym o zakazie polowania na lisy. Przecież jedynym zajęciem tych stworzonek jest roznoszenie wścieklizny i podjadanie kur farmerom. Absurd! Pierwsze symptomy tego, co może mieć miejsce w naszym kraju, już się pojawiają. Ekolodzy blokują budowę obwodnicy Augustowa przez dolinę Rospudy. To prawda, że żyją tam rzadkie gatunki żabek, ptaszków i innych zwierzaków. Jednak dobro zwierząt nie może być postawione ponad ludzkim. Nie powinno się pozostawiać tych ludzi na pastwę TIR– ów i związanych z nimi niebezpieczeństw, smrodu i hałasu. Powiem wam, że moim zdaniem pseudoekologom wcale nie zależy na dobru przyrody, tylko własnych kieszeni. Za każdą przeprowadzoną akcję dostają duże dofinansowania. Znaczna część dochodów trafia do ich kieszeni zamiast na potrzeby głodujących zwierząt i wycinane lasy. Chcą pójść jeszcze dalej i wymusić dodatkowe 450 zł rocznie od każdego obywatela na „dobro przyrody”. Wszystko o czym napisałem to absurdy. Wiem, że nasze państwo też tego doświadczy. Nie proponuję jednak działań mających zapobiec temu wszystkiemu, bo takie nie istnieją. Jest to oczywistość wynikająca z postępu cywilizacji i wyimaginowanego globalnego ocieplenia, wymyślonego przez wyżej wymienionych „ekologów” w celu napełnienia sobie kieszeni. Jestem pewny, że ja nie dam sobie wpoić tych ekobzdur i nie będę ograniczał kąpieli do dwóch minut.. Takiego zdrowego podejścia życzę wszystkim. Nie dajcie się zwariować. Mateusz Jarzyna


Wierzenia, przesądy, zabobony to wynik obserwacji człowieka i prób poznania praw, które rządzą przyrodą. Szczególnie zwierzęta mocno opanowały wyobraźnię człowieka, ich życie trudne do poznania, bardzo tajemnicze, budziło podziw i jednocześnie lęk przed nieznanym. Żmiję w wierzeniach ludowych wyobrażano sobie z brylantem na głowie, chodzącą za człowiekiem, budującą pałace w górach i lasach. Wąż, którego nikt nie widział przez 7 lat zamienia się w skrzydlatą żmiję o siedmiu głowach. Z jednej strony przypisywano jej moc nieczystą. Uważano, że żmija to sam diabeł, który skrycie czyha na człowieka. Wierzono, że: * gdzie się żmija przeczołga, tam trawa zupełnie znika; * kogo żmija ukąsi, ten cały spuchnie; ciało ukąszonego za życia rozpada się z hukiem; * jeśli człowiek chce zabić żmiję, tak aby nic mu się złego nie stało spotkawszy ją musi wymówić „ Żmija, żmija! Najświętsza Panno, podaj mi kija”, a natychmiast żmija wyciągnie się znieruchomieje i można ją bez przeszkody zabić. Zabitą żmiję należy zakopać, bo gdyby słońce na nią padło, zaszłoby krwawo i potem byłyby wielkie deszcze i grady w okolicy. Słońce przestałoby świecić, gdyby zabita żmija na nie patrzyła, bo swymi ślepiami może wszystką siłę z niego wyciągnąć; * gdy żmija ukąsi człowieka, a ten go zabije, to ona rusza ogonem do zachodu słońca; * nie można żmii batem uderzyć, bo konie zdechną; * komu żmija przejdzie drogę, będzie miał szczęście. * istnieje gad podobny do żmii, wydający z siebie roje pszczół; dlatego zwą go rojnicą, trzymają w pasiece. Żmija ta ma gniazdo pod ulem, który pszczelarz posiada ją temu pszczoły się darzą; Żmija i lecznictwo: * gdy człowieka ukąsi żmija, powinien czym prędzej biec do pokrzyw; jeżeli prędzej dobiegnie do pokrzyw niż żmija do wody, to wyzdrowieje, a żmija zdechnie; * po ukąszeniu jadowitej żmii wysysają krew z ranki i wypalają to miejsce żelazem rozpalonym do czerwoności; * po ukąszeniu żmii wkładano chorą część ciała do kwaśnego mleka i trzymano ją w nim tak długo, jak długo sączyła się krew z rany, a następnie na ranę przykładano żywe żaby i obwiązywano chustką; * chwycić żmiję jedną ręką za łeb i ostrym paznokciem ściągnąć skórę i wywrócić na drugą stronę; wyjąć sadło i przetopić je w domu na lekkim ogniu i zlać do osobnej flaszki; po stopieniu wygląda jak oliwa i nie krzepnie; wpuścić do małego kieliszka wódki parę kropelek i dać do wypicia ukąszonej osobie; * sadło żmii pomaga także na ukąszenie innych węży; * jeśli kogoś dręczą żmije, to można go uratować, dając mu napój z wroniego oka; * na ból zębów należy zmiażdżyć ząb żmii i proszkiem tym posypać ząb bolący, a ból ustanie; * by mieć bujne włosy należy codziennie o wschodzie słońca skrapiać głowę wodą, w której dobrze namokła skórka żmii, lecz włosy, co miesiąc w nowy czwartek muszą być przycinane; * skórę żmii stosuje się także na ból oczu. mgr Barbara Jastrzębska

Eureka 9

WIERZENIA

Żmija


SZUFLADA

Czy warto robic notatki?

Czy zastanawiałaś lub zastanawiałeś się kiedyś nad tym, co zrobić, żeby uczyć się łatwiej i skuteczniej? A czy przypadkiem nie zdarzyło Ci się kiedyś, że pomimo dużych chęci i wewnętrznego przekonania, że trzeba się nauczyć, napisać, powtórzyć, przeczytać, zapamiętać – efekt, czyli to, co udało Ci się zapamiętać, to za mniej niż się spodziewałaś czy spodziewałeś? Zacznijmy od tego, co to właściwie jest notatka i po co się ją robi. Notowanie wspomaga uczenie się, czyli celowe i zorganizowane zapamiętywanie. „Zaprzyjaźnianie się” z robieniem notatek może pomóc Ci sprawniej, skuteczniej i przyjemniej nabywać wiedzę. Jeśli robisz je systematycznie i masz swój opracowany sposób notowania, być może samo sporządzanie notatek sprawia Ci przyjemność? Najpierw wyjaśnijmy sobie, po co właściwie są notatki i dlaczego w szkole wymaga się, aby je pisać. NOTOWANIE to czynność zapisywania poznawanych treści słownych i pozostałych, towarzyszących temu zdarzeń, skojarzeń, interpretacji. Celem NOTOWANIA jest ułatwienie koncentracji uwagi, lepszy porządek i systematyzacja materiału oraz trwalsze zapamiętywanie. Oznacza to, że notowanie ma ułatwić uczenie się Tobie, a nie komuś innemu. Jak w takim razie robić notatki? Poniżej przedstawione są złote zasady robienia dobrych notatek. Prześledźmy je wspólnie. Zasady dotyczą zarówno notowania w trakcie wykładu, referatu, pogadanki czy odczytu, jak też robienia notatek na podstawie dłuższych tekstów pisanych. W przypadku notowania z podręcznika zanim zaczniemy pisać, najpierw należy tekst raz przeczytać szybko ze zrozumieniem, selekcjonując jednocześnie treści i podkreślając najważniejsze z nich. ZASADY ROBIENIA DOBRYCH NOTATEK • Zasada 1: WYBIERZ TREŚCI NAJWAŻNIEJSZE Notatki robione na bieżąco podczas słuchania wymagają uporządkowania. Nie daje się raczej zanotować wszystkiego, co się słyszy, dlatego nie należy się na tym koncentrować. W Twoim przypadku chodzi o zapisywanie tego, co najważniejsze, a służy temu selekcjonowanie przyswajanego materiału. Notatki robione „na gorąco” wymagają przejrzenia, usystematyzowania, uporządkowania graficznego i treściowego, wypunktowania, „wyłowienia” najistotniejszych treści. Można stosować swój oryginalny system znaków wyróżniających, podkreśleń, pogrubień, itp. Najistotniejsze jest to, żeby TREŚCI POUKŁADAĆ I WYODRĘBNIĆ NAJWAŻNIEJSZE Z NICH. Aby usprawnić notowanie najważniejszych treści warto zastanowić się nad zastosowaniem w swoich własnych notatkach odpowiednich, czytelnych i przejrzystych skrótów. • Zasada 2: WŁÓŻ WYSIŁEK W ROZUMIENIE TREŚCI Rozumienie podawanych informacji ułatwia wybór tych najważniejszych. Staraj się ROZUMIEĆ TO, CO SŁYSZYSZ I ROZUMIEĆ TO, CO CZYTASZ. • Zasada 3: WYKORZYSTAJ MIEJSCE Każda porcja materiału to oddzielna całość. Każdy temat wymaga oddzielnego miejsca na kartkach. Notuj KAŻDY ROZPOCZĘTY TEMAT NA KOLEJNEJ KARTCE. Można nawet przeznaczyć do tego oddzielny zeszyt. • Zasada 4: RÓB MARGINESY BOCZNE ORAZ GÓRNY I DOLNY Na marginesie górnym zamieszcza się nazwisko autora, tytuł książki lub po prostu tytuł rozdziału, czyli informacje identyfikacyjne. Na marginesie bocznym robi się coś, co nazwać można „planem notatki”, tzn. wypunktowuje się wybrane treści, hasła, symbole. A co się dzieje z marginesem dolnym? Margines dolny to miejsce na własne uwagi, interpretacje, pytania, odniesienia do innych książek, itp. • Zasada 5: UŻYWAJ ZDAŃ KRÓTKICH, RÓWNOWAŻNIKÓW ZDAŃ Na ile jest to możliwe – SKRACAJ. Uwaga: ważne wyrazy pisz raczej w całości. Jest to istotne ze względu na poprawność treści, które masz zapamiętać. • Zasada 6: WŁÓŻ INWENCJĘ TWÓRCZĄ W SPORZĄDZANIE NOTATKI Ogarnięciu materiału zawartego w notatce sprzyja INDYWIDUALNOŚĆ. Dowolnie i samodzielnie operuj wielkością liter i wyrazów, uwzględniaj marginesy, światło między wierszami, stosuj akapity, itp. • Na koniec zasada 7 - ogólna: DO NOTATEK ZAGLĄDAJ PO PEWNYM CZASIE, ABY OCENIĆ ICH UŻYTECZNOŚĆ I PRZEDE WSZYSTKIM PRZYPOMNIEĆ SOBIE ZAWARTE W NICH WIADOMOŚCI Pamiętaj o tych regułach robiąc notatki podczas lekcji oraz czytając podręcznik. mgr Sylwia Kozyra

Eureka 10


Delikatne szlochanie, rzęsisty płacz, gwałtowny krzyk… Cichy stukot, mocne uderzenia i żałosne wołanie! Od spontanicznych rozmów ze znajomymi odrywa nas stopniowo narastająca panika, która dociera spoza murów domu. Słychać kołatanie do okien, coraz głośniejszy dźwięk bicia dłońmi w szybę. Spanikowani, obawiamy się uchylić zasłonki, tej która do niedawna była dla nas kawałkiem materiału przyczepionym do karnisza, a teraz stanowi barierę strachu. Podmuch wiatru rozwiewa firany a za nimi obraz zalanej łzami kobiety. – Tomek, to twoja mama! Nagle odrywam głowę od poduszki, słyszę gwałtowne pukanie do drzwi pokoju i niczym echo powtarzający się ten dźwięk w dalszych częściach korytarza. To tylko profesor i jego tradycyjna pobudka będąca w moim wyobrażeniu horrorem z mamą Tomka w roli głównej. Zasypiam… „Hey, hey!” – znajoma melodia, która w ułamku sekundy wprawiła całą poduszkę w dziki pląs. Po omacku z lekkim grymasem na twarzy szukam telefonu, który za sprawą swojej wibracji i piosenki Davida Guetta, wprowadził pierze w dyskotekowy nastrój. Godzina 6.40, czyli codzienna potyczka Zamkniętych Powiek z Porankiem. A w tej bitwie ja – więzienie Duszy, która wiernie opowiada się po stronie Zamkniętych Powiek, choć wie, że to Poranek posiada silniejszą armię. Dusza emigruje, pozostaje walka między Ciałem a Grawitacją wiążącą około 48 kg w Łóżku. Spór zostaje załagodzony w Łazience, kiedy to o godzinie 7.00 dochodzi do zawarcia pokoju dzięki Zimnej Wodzie, której ustępują Zamknięte Powieki. Wstałam, trzeba przyznać nie było łatwo. W myśl powiedzenia, iż nie powinno się cofać nawet nie próbuję nakłaniać Zamkniętych Powiek do powrotu na tereny Łóżka. Czas na śniadanie, grupy znajomych (koleżanek, współlokatorów, sąsiadek) napływają do stołówki. Każdy odbiera talerz ze śniadaniem z okienka w którym tkwi lekko zaspana pani kucharka. Śniadanie zjedzone, w pokoju mnie i moją współlokatorkę Kasię wita Lista Przebojów ESKI. Rytmiczne pakowanie książek do torby przerywają nam o godzinie 7.30 wiadomości. Pora na przywrócenie chęci do uśmiechów, czyli mycie zębów. Gotowe do wyjścia zamykamy za sobą drzwi na klucz. W podobnym składzie zobaczymy się za siedem godzin. Około godziny 16.00 powrót na upragniony obiad (upragniony? – drodzy czytelnicy mieszkający w internacie proszę nie kręcić nosami, ja tam lubię pyzy:)) i odpoczynek po szkole. Od 16.30 do kolacji o 18.30 panuje ustawowa „cicha nauka”. Tak… teraz nie pośpiewa sobie żaden fan Beatlesów, a następczyni Agnieszki Rylik nie zagłuszy nikomu nauki taktownym skakaniem na skakance. Teraz ciii… i odrabiamy lekcje. Już o 18.15 słyszę na korytarzu kroki męskich głodomorów w towarzystwie podkładu muzycznego widelców brzęczących w kubkach. Mój żołądek jest wystarczająco cierpliwy by wytrzymać kolejny kwadrans bez przyłączania się do „korytarzowych arii”. Kolacja mija dosyć sprawnie, ponieważ większość chce skorzystać jeszcze ze słońca i wyjść na boisko czy też do naszego łaskawego zaopatrzeniowca w słodycze TESSCO. Od książek odrywają mnie koleżanki z propozycją gry w badmintona, to ostatnio nasza ulubiona kuracja odchudzająca. Tylko czy wystarczająco skuteczna? Po 21.30 gdy czas już na kąpiel, po której opiekunowie sprawdzają obecność w pokojach przyjaźnie prowadząc pogawędki z uczniami. Czas na ewentualne powtórki nauki i kolejny dzień się skończył. Próbując zasnąć słyszę bicie zegara, zastanawiam się jaka tym razem będzie moja senna interpretacja pobudki. Konstancja

Eureka 11

SZUFLADA

Internackie życie


„PO–każ na co Cię stać…”

SPORT

… ale nie jeden raz” – piosenka niby o nas, tylko ten rytm… mało wojskowy. Nikt nie wierzył, że jestem spraw-

na jak żołnierz i dobrze, bo nie jestem. W zawodach pod hasłem „Sprawni jak żołnierze” przypadkowo, brały udział trzy zbłąkane duszyczki czyli Ja, Marta oraz Hania. Zbłąkane duszyczki… nie ma co z reklamą jestem na bakier. Ale to już było dawno, dokładnie w tamtym roku szkolnym, kiedy zestresowane i jeszcze z lekkimi zakwasami dotarłyśmy na miejsce walki. Wtedy nie zajęłyśmy żadnego z „chwalebnych” miejsc. Pamiętam dobrze jedno z naszych zdań zamienionych w drodze powrotnej: „Za rok zdobędziemy drugie miejsce, nie pierwsze, bo to zawsze należy do gospodarzy.” Środa, godzina 7.30 parking przed szkołą. Nasza grupa w oczekiwaniu na tych jeszcze nie przybyłych przegląda mapki, aby zapoznać się z legendą, a raczej by nie zgłupieć po dostaniu podobnej kartki minutę przed „chaszczową przebieżką”. Wszyscy na miejsca, ruszamy. Zespół Szkół Zawodowych w Węgrowie przywitał nas profesjonalnie przygotowanym torem przeszkód, co ani na chwilę nie pozwoliło nam zapomnieć po co przyjechaliśmy. Po przywitaniu drużyn i wręczeniu kapitanom karteczek z kolejnością zadań, ruszyliśmy z całą grupą założyć stroje sportowe. Jako pierwszy czekał na „odbębnienie” tor przeszkód, m.in. brzuszki, zawiłe slalomy, bieg po ławce, skok przez kozła drużynowo poszedł nam całkiem nieźle – okrągłe 2 minuty 59 sekund. Czas ten w porównaniu z czterema minutami naszych „zagubionych” na torze poprzedniczek, prezentował się całkiem obiecująco. Cała radość na marne, ponieważ w wyniku późniejszych opadów deszczu unieważniono ową konkurencję ze względu na śliską nawierzchnię. W zasadzie chłopcy w mokrych koszulkach, w pocie czoła walczący z wilgocią trawy, nieodpowiednim do tych warunków obuwiem oraz grawitacją wyglądali bardzo ponętnie. Dlatego decyzja organizatorów delikatnie raniła oczekiwania dziewcząt. Cóż, te przepisy:). Pech chciał, że na czas konkurencji rzucania granatem rozpogodziło się. Po wykonaniu trzech rzutów przez każdą z naszych zawodniczek, wpadłyśmy w jeszcze głębszą rozpacz z powodu anulowania pierwszego zadania. Co tu owijać w bawełnę, w razie wojennej konieczności rzutu granatem prędzej doprowadziłybyśmy do jego wybuchu wśród własnych oddziałów niż u zamierzonego celu (oczywiście pod warunkiem, iż oddziały leżałyby co najmniej dziesięć metrów po lewej stronie wroga). W każdym razie zrzucałyśmy winę na wiatr:).

Eureka 12

Strzelectwo to dziedzina, którą we trzy od pewnego czasu zaczęłyśmy trenować, o tę konkurencję byłyśmy spokojniejsze. Oddanie łącznie 15 strzałów licząc z pięcioma próbnymi poszło nam błyskawicznie. Chwila odpoczynku tym razem nabierała innego znaczenia…. W oczekiwaniu na zaproszenie nas do sali „Pierwszej pomocy”, słysząc o wysokich punktach przeciwniczek i wprost proporcjonalnych do ich wysokości pozytywnych nastrojach dziewczyn, stopniowo popadałyśmy w stan maniakalnego obgryzania paznokci. I po krzyku. Sprawdzanie przytomności i udzielanie pomocy poszkodowanemu odbyło się bez objawów depresji, pozycja boczna ustalona nie doprowadziła do złamania jego kręgosłupa, a resuscytacja nie stała się przyczyną zejścia Bogu ducha winnego manekina. Otrzymano sześć punktów, paznokcie ocalały. Kolej na ostatnie z zadań, wspomnianą „chaszczową przebieżkę”. Każda drużyna po otrzymaniu mapy i jednominutowym zapoznaniu się z nią biegnie do lasu, aby zdobyć kolejne punkty. Nasza drużyna to: Hania – kartka do podbijania punktów, Marta – mapa, ja – marker do zaznaczania trasy. Biegniemy! 10 punktów, 35 minut i około 15 kilometrów. Realne? Zobaczymy. Odszukiwanie punktów na mapie przebiegło sprawnie, działanie zespołowe podkręcało w nas zapał i wolę walki. Jednakże w wyniku napięcia dochodziło do drobnych spięć z powodu wyczerpania. Do dotarci do każdego punktu skrupulatnie wybierałyśmy jedną będącą na siłach, podczas gdy reszta odpoczywała przed dalszą wspólną trasą. Dla zdobycia ostatniego punktu wytypowałyśmy Martę, która z naszej drużyny biega najszybciej. Pozostał już szybki powrót do mety, zależało nam na czasie, ponieważ każda minuta 35 wyliczonych prowadzi do odjęcia 5 punktów. Spóźniłyśmy się jedynie 23 sekundy i zdobyłyśmy aż 9 punktów, nasz profesor chyba był dumny czego nigdy nie okazywał, a teraz pogłaskał nas po policzkach jak córki. Zmęczone, hurtowo zapakowane do autokaru z innymi drużynami czułyśmy się jak podczas wywózki na Sybir, tylko wiosenna aura „gryzła się” z pełną charakterystyką. Na miejscu czekały na nas świeże drożdżówki, o które zadbali organizatorzy. Nastąpiło podliczenie punktów, chwila kiedy mogłyśmy zmienić strój i wyjąć z kucyków resztki liści przywiezionych z lasu. Tuż przed ogłoszeniem wyników, zaciskamy kciuki z błagalnym wyrazem „oby nie ostatnie miejsce”. Z ust organizatora wydobywa się zbawienne „ZSP w Siedlcach”, dziesięciokilowy odważnik właśnie został zerwany z linki przywiązanej do mojego ciągle szybko bijącego serca. Czwarte miejsce… (już wybieramy, która ma odebrać dyplom) ZSP … w… Adrenalina rośnie. Trzecie ZSP… Drugie ZSP nr 1 w Garwolinie!!! Tak, to właśnie wtedy nasza euforia nie miała granic. Marzenia się spełniają, a w to, że przypadki chodzą po ludziach nie uwierzę nigdy. Zawody w Węgrowie były fantastyczną przygodą, testem dla samych siebie. Sprawność – ważna, zaangażowanie – bezcenne! Konstancja


8 kwietnia 2010 roku w Mińsku Mazowieckim odbyły się zawody Final Four Licealiady Regionalnej Piłki Siatkowej Dziewcząt. Z dumą mogę poinformować, że pierwszy raz w historii szkoły Dziewczyny stanęły na najwyższym podium i tym samym mamy drużynę Złotek.

grała Królówka Siedlce rezultatem 3:1. Atmosfera była również gorąca. Obie drużyny dzielnie walczyły. W końcu nadszedł oczekiwany moment, rozpoczął się mecz o złoto. Szanse były wyrównane. Nasze dziewczyny były skupione, lecz trochę zdenerwowane. Na sali ciągle było bardzo głośno. Walka toczyła się „punkt za punkt”. Zawodniczki prezentowały bardzo dobrą grę. Patrząc na całokształt setów, szala zwycięstwa coraz bardziej przechylała się na stronę Garwolina. Jednak siatkówka to zaskakująca gra i przed ostatnim gwizdkiem sędziego nie wolno się cieszyć. Najgorętszy był czwarty set, który okazał się szczęśliwym, ostatnim. Prowadziliśmy 2:1 w meczu, a drużyny grały bardzo wyrównanie. Kibice ostatkiem sił wspierali swoją drużynę. Nareszcie nadszedł ten moment, ostatni gwizdek. Jest złoto! Są Mistrzyniami Licealiady – po raz pierwszy w długiej historii sportu naszej szkoły. Na boisko

Czwartek był bardzo gorącym dniem. O godzinie 8.30 drużyna wraz z trenerami i klubem kibica wyruszyła do Mińska Mazowieckiego. Odbyły się dwa mecze półfinałowe. Pierwszy rozegrał Ekonomik Garwolin z Tęczą Mińsk Mazowiecki. Nasze Złotka dzielnie obroniły 3 sety. Drugimi finalistkami były zawodniczki SPS Olimpia Węgrów, które wygrały z Królówką Siedlce. Na sali gimnastycznej było bardzo gorąco i głośno.

od razu wbiegł trener i kibice. Razem z dziewczynami w kółku, przytuleni skakaliśmy do góry. Polały się łzy szczęścia. To był piękny moment. Chwila pełna radości. Rozpoczęła się dekoracja. A klub kibica zamienił się w fotoreporterów wydarzenia. Dziewczyny dumne i radosne, z podniesionymi głowami wracały do Garwolina ze złotymi medalami na szyjach. Podziękowały trenerowi Mariuszowi Mikulskiemu i nam – kibicom. Byliśmy wprawdzie pomocnikami, bo to one dały z siebie wszystko, pokazały że są najlepsze i że zasługują na miano Złotek.

W półfinałowym meczu my kibice nie szczędziliśmy gardeł od okrzyków zachęcających naszą drużynę do walki, ani dłoni od klaskania, ani płuc od trąbienia w trąbki. Wiedzieliśmy że jesteśmy siód- W imieniu uczniów naszej szkoły na łamach gamym zawodnikiem drużyny i musimy dać z siebie zetki serdecznie gratuluję Dziewczynom zdobycie wszystko, by dziewczynom dobrze się grało. Nasz złotego medalu. doping przyniósł pierwszy rezultat. Wygrana 3:0 z KG Mińskiem. Przed dziewczynami, jak i również kibicami było ponad dwie godziny przerwy dzielącej od najważniejszego wydarzenia. Był to czas odpoczynku i zregenerowania sił. W meczu o brąz wy-

Eureka

13

SPORT

We are the Champions!


SPORT

Portret współczesnego sportowca Rafał Talarek – najpopularniejszy sportowiec w Ekonomiku, rekordzista szkoły w pchnięciu kulą. Uczeń klasy II f, mierzący 187cm siłacz o imponującym bicepsie i wesołym uśmiechu. Jaki jest? Wzięłam ołówek, dyktafon i naszkicowałam portret współczesnego sportowca.

H.Z: Snickers – tak nazywają cię znajomi. Brzmi baaardzo apetycznie. Skąd się wzięło to przezwisko? Rafał Talarek: Tak nazywali koledzy mojego starszego brata. Raz kupował z nimi Snickersa w sklepie, kumpel go przedrzeźniał i tak im się spodobało, że została mu juz taka ksywka. Na mnie wołali Młody Snickers, później Młodego już nie było, wyrosłem i zostało samo Snickers. H.Z: Jak wyglądały początki twojego flirtu ze sportem? R.T : Zainteresowałem się nim już na początku podstawówki, chociaż już wcześniej odkryłem miłość do roweru. Pogrywałem też w piłeczkę, która była zawsze w domu, grałem głównie z kolegami. H.Z: Jesteś świetnym sportowcem, rekordzistą szkoły w pchnięciu kulą. Gratuluję. Jednak twoja miłość do sportu zaczęła się od siatkówki,. później zdradziłeś ją dla lekkoatletyki, czy można wiedzieć dlaczego, była niemość wierna? R.T: Trochę zdradziecka. Rzeczywiście dosyć długo zajmowałem się piłką ręczną i siatkówką, trenowałem w klubie Wilga Garwolin. Ale później było parę kontuzji i nowa szkoła, gdzie zainteresowałem się kulą. H.Z: Słyszałam, że w naszej szkole brakuje już ciężarów, które mógłbyś podnosić, wszystkie są zbyt lekkie. Czyżby do trenowania pozostał ci już jedynie nasz zabytkowy samolot? R.T: Nie, myślę że obejdzie się bez samolotu. Dyrekcja o nas dba, już zakupiła 60 kilogramowe ciężary do ćwiczenia nóg, dla mnie i moich kolegów z którymi trenuję. H.Z: Wiążesz swoją przyszłość zawodową ze sportem? R.T: Zobaczymy jak się to wszystko ułoży. Nie ukrywam, że chciałbym, to marzenie każdego małego chłopca, który kiedyś chodził na treningi. Jeśli uda mi się wybić to bardzo chętnie będę brać udział w zawodach, mistrzostwach czy olimpiadach. Rozwijałbym się dalej. Jeśli nie, to mógłbym przekazać swoje doświadczenie jako nauczyciel wychowania fizycznego. H.Z: Masz „ciągotki” pedagogiczne? R.T: Chciałbym znaleźć chłopaka z pierwszej lub drugiej klasy gimnazjum i zacząć trenować go w pchnięciu kulą albo rzucie dyskiem. Gdybym miał osiągnięcia w zawodach szkolnych, to może by mi się udało w przyszłości stworzyć jakiś Klub? Ale nadal szukam chętnych. H.Z: Co daje ci sport? Oprócz niezłych mięśni? R.T: Samodyscyplinę, satysfakcję, poczucie, że te wyciskane na treningach hektolitry potu mają jakiś sens. H.Z: Co sądzisz na temat młodych sportowców, którzy nałogowo palą papierosy? R.T: Ja sam nie palę. Nie wiem czy takich ludzi można nazywać sportowcami. Sport uczy dyscypliny, a nałóg to słabość. H.Z: Świetna odpowiedź, ja również tak uważam. Wygrałeś plebiscyt na najpopularniejszego sportowca naszej szkoły. Zadzierasz teraz nosa? R.T: Nie, nie wydaje mi się. Cieszyłem się, gdy mi inni gratulowano, ale wcale nie uważam, że jestem najlepszy. Był to w końcu konkurs na najpopularniejszego sportowca, a nie najlepszego, a ponadto obejmował sportowców ze wszystkich dyscyplin, a przecież każdy jest w czym innym dobry, więc czułem się po prostu wyróżniony. H.Z: Wysiłek fizyczny to stały element twojego życia. Bez czego jeszcze nie wyobrażasz sobie dnia? R.T: Bez jedzenia Pożywienie jest niezbędne, do tego abym miał siłę ćwiczyć. H.Z: A co najbardziej lubisz jeść? R.T: Preferuję dania polskie, uwielbiam kotlecik schabowy z surówką i ziemniakami. H.Z: Wyobraź sobie, że jesteś specem od tworzenia reklam. Najlepszym z najlepszych – znasz to uczucie Musisz wymyślić krótki spot, który zachęciłby młodzież do ćwiczeń fizycznych. Jak by on wyglądał? R.T : Hmm... Myślę, że zacząłbym tak: młody chłopak, z dużą nadwagą, pryszczaty lekko garbaty interesuje się pewną ładną dziewczyną. Niestety ona nie ma ochoty na niego spojrzeć i pewnego dnia on postanawia regularnie trenować. Dzięki czemu poprawia swój wygląd, zyskuje uznanie w oczach dziewczyny, jego pewność siebie wzrasta. H.Z: Sadzę, że to by podziałało. Moje ostatnie pytanie, właściwe to pytanie naszych czytelniczek lubisz komedie romantyczne? R.T: Lubię. Kiedyś obejrzałem tak dobrą, że musiałem polecić ją innym. H.Z: Wzruszyłeś się? R.T: Trochę. Starałem się jednak to ukryć H.Z: Tak, musisz dbać o wizerunek wielkiego, silnego mężczyzny Dziękuję bardzo za rozmowę. R.T: Ja też dziękuję. H.Z

Eureka 14


FOTOPLASTYKON

Msza żałobna za ofiary katastrofy w Smoleńsku

Parada Schumana

Pociąg do Europy

Wystawa prac plastycznych

Zakończenie roku szkolnego klas maturalnych Przekazanie szkole sztandaru PRZEZ STOWAŻYSZENIE POLSKICH KOMBATANTÓW

Eureka 15


Lista sportowców kończących szkołę w roku szkolnym 2009/2010 zdobywcy medali , pucharów i dyplomów 1. Kapitańska Karolina- 4a TE – koszykówka 2. Kapitańska Joanna- 4a TE – koszykówka 3. Sybilska Anna- 4b TE – koszykówka 4. Ćwiek Klaudia- 3c LO – koszykówka 5. Błażejczyk Monika- 3c LO – koszykówka 6. Kondej Eliza- 3a LO – tenis stołowy 7. Babik Sławomir- 3d LO – piłka ręczna 8. Lodowski Mateusz-3 e LO – piłka ręczna 9. Cherubiński Artur- 3a LP – piłka ręczna 10. Nowicki Mateusz- 3e LO – piłka ręczna 11. Wielgosz Michał- 3b LP – piłka nożna 12. Osiak Hubert- 4 TI – piłka nożna, lekkoatletyka 13. Kowalski Karol 3d LO – piłka nożna, lekkoatletyka 14. Ziółek Piotr 4 TP – piłka nożna, siatkówka 15. Wielgosz Piotr- 3e LO – piłka nożna 16. Wielgosz Emil- 3e LO – piłka nożna 17. Filipek Zbigniew- 4 TI – gimnastyka 18. Soszka Małgorzata- 3b LO – gimnastyka 19. Gołębiowski Wojciech- 4a TE – gimnastyka 20. Knotek Maciej- 4 TP – gimnastyka 21. Długosz Dorota-4 TP – siatkówka 22. Karwowska Magdalena- 3 d LO – siatkówka 23. Przybysz Magdalena- 3d LO – siatkówka 24. Ziółek Alicja- 3d LO – siatkówka 25. Głaszczka Ilona- 3d LO – siatkówka 26. Saganowska Monika- 3c LO – siatkówka 27. Jaroń Iwona- 4d TE- lekkoatletyka 28. Guzewicz Konrad-3e LO – lekkoatletyka 29. Smoliński Mateusz- 3a LP – lekkoatletyka 30. Szulc Łukasz- 4 TP – piłka siatkowa 31. Piotrowski Piotr-3d LO – piłka siatkowa 32. Talarek Mateusz- 3d LO – piłka siatkowa 33. Bajera Kinga- 4d TE – piłka ręczna 34. Żaczek Ewelina- 3 a LO – piłka ręczna 35. Juźwiak Kinga- 3d LO – piłka ręczna 36. Osińska Malina- 3b LO - lekkoatletyka 37. Domański Marcin- 3d LO – pływanie 38. Bartniczak Wojciech- 3e LO – pływanie 39. Knotek Maciej- 4 TP – gimnastyka 40. Baran Przemysław- 4 TP - lekkoatletyka 41. Lodowski Bartosz- 4 TP - lekkoatletyka 42. Chrzanowski Mateusz- 4 TE- narciarstwo lekkoatletyka 43. Pełka Adrian- 3 E LO- lekkoatletyka 44. Krogulec Paweł- 3 E LO- lekkoatletyka 45. Wiśnioch Jakub - 4 d TE- Klub Olimpijczyka 46. Jedynak Sylwia – 4 a TE – lekkoatletyka 47. Balas Marlena – 4 a TE - lekkoatletyka 48. Mucha Martyna 3a LO- strzelectwo 49.Wojdyga Patrycja 3a LO- strzelectwo 50. Granis Kamil 4 TP-strzlectwo 51. Ciołkowski Krzysztof 4 TP strzelectwo

EUREKA 30  
EUREKA 30  
Advertisement