Page 1


Ws t ęp d o c a ł oś ci


W roku akademickim 2017/2018 przypadła 80. rocznica powsta-

nia pierwszego Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego.

W 1937 roku na prośbę ówczesnego prymasa kardynała Augusta

Hlonda dominikanie wrócili po latach nieobecności do Poznania, wy-

budowali klasztor oraz kościół i od tego czasu nieprzerwanie współ-

pracują ze studentami. Dziś duszpasterstwa akademickie prowadzone przez dominikanów obecne są w całej Polsce i gromadzą setki

młodych ludzi. Przy okazji jubileuszu świadomie położyliśmy nacisk

na refleksję na temat fenomenu duszpasterstwa akademickiego —

wspólnoty, która wyrastając z jednego korzenia, wierząc w określone

wartości, gromadzi się w jednym miejscu, żeby razem — nawet jeśli

tylko przez chwilę — iść przez życie, pogłębiać życie duchowe, spę-

dzać razem czas. Warto zapytać, jaką rolę pełnią dziś duszpasterstwa, kogo kształtują i jakie jest ich miejsce w krajobrazie współczesnego

polskiego Kościoła.

W ramach obchodów jubileuszu odbyło się wiele spotkań — od

panelu historycznego poświęconego źródłom duszpasterstwa przez

spotkania programowe duszpasterzy i przeorów debatujących nad

możliwym kształtem jego dalszego rozwoju po cykl otwartych spotkań zatytułowany „Warto…”, w czasie których przedstawiciele świata

kultury, mediów, biznesu i Kościoła opowiadali o istotnych aspektach

ich życia, którymi chcieliby się z młodymi ludźmi podzielić. Z okazji

jubileuszu na portalu Dominikanie.pl opublikowana została seria tek-

stów autorstwa polskich dominikanów, pracujących zarówno w Pol-

sce, jak i za granicą, którzy publikowali swoje przemyślenia na temat

realizowanej w praktyce idei duszpasterstwa i pracy duszpasterza.

4


W Poznaniu można było podziwiać wystawę przedstawiająca historię DA. Przeprowadzone zostały również badania socjologiczne poświęcone

analizie duszpasterstw akademickich w Polsce.

Wszystkie te wydarzenia, spotkania i przemyślenia z nich płyną-

ce są przedmiotem niniejszej publikacji, stanowiąc pewnego rodzaju

podsumowanie obchodów jubileuszu 80-lecia Dominikańskiego

Duszpasterstwa Akademickiego. Zebrano w nich przekrój tekstów

i zdjęć obrazujących to, co się wydarzyło w czasie roku obchodów.

Trzeba jednak podkreślić, że jest to tylko wycinek tego, co miało miejsce, bo nie da się oddać emocji, jakie towarzyszyły spotkaniom po la-

tach dawnych absolwentów i międzypokoleniowej wymianie do-

świadczeń i wspomnień. Trudno opisać, co działo się na spotkaniach

ze znanymi ludźmi, którzy opowiadali, że warto się dążyć do celu, war-

to podążać za marzeniami, warto się dobrze wsłuchać. Nie da się sło-

wami oddać atmosfery, która panowała wśród studentów organizują-

cych spotkania, na których poznawali kolegów z innych uczelni, miast,

a także swoich poprzedników, często sprzed wielu lat, a nawet dekad. I choć zadanie opisania obchodów Jubileuszu wydaje się ponad

siły, a słowo i obraz nie mogą oddać wszystkiego, to jednak w swojej

namacalnej formie pozostają świadectwem tego niezwykłego roku.

A podsumowaniem i przesłaniem tego wydarzenia niech będzie słoMarcin Barański OP i Grzegorz Dąbkowicz OP — koordynatorzy Jubileuszu 80-lecia Dominikańskiego Duszpasterstwa

wo-klucz promujące spotkania organizowane wspólnie przez Duszpa-

sterstwo i Uniwersytet: Warto. Warto być, warto się dzielić, warto dą-

żyć do czegoś, do Kogoś razem. Na tym polega wspólnota. Na tym polega idea Duszpasterstwa Akademickiego.

Akademickiego

Wstęp

| 5


Z his t orii Dominik a Ĺ„sk ieg o Dus zpa s t er s t wa A k a demick ieg o


U źródeł dominikańskiego duszpasterstwa akademickiego

Marek Miławicki OP Szanowni Państwo,

w swoim referacie chciałbym zwrócić uwagę na pewną ideę zwią-

zaną z tworzeniem duszpasterstwa, którego pierwszym, konkretnym owocem było — i dalej jest — duszpasterstwo akademickie w Poznaniu. Duszpasterstwo wśród młodzieży akademickiej do 1927 roku

Zaczynając od krótkiego zarysu, trzeba powiedzieć, że duszpa-

sterstwo akademickie sensu stricto — tak jak je dzisiaj rozumiemy — pochodzi dopiero z 1927 roku. Widzimy zatem, że powstało ono wcze-

śniej niż duszpasterstwo dominikańskie w Poznaniu. Pierwsze

duszpasterstwo akademickie powstało bowiem przy kościele św.

Anny w Krakowie z inicjatywy metropolity krakowskiego arcybiskupa

Stefana Adama Sapiehy. Jednak warto się zastanowić, czy już wcze-

śniej mieliśmy do czynienia z czymś, co również moglibyśmy uznać

za formę duszpasterstwa akademickiego. Czy już sam fakt zaangażowania się w pracę apostolską wśród młodzieży akademickiej można

uznać za takowe duszpasterstwo? Wiadomo, że w XIX stuleciu po-

szczególni dominikanie duszpasterzowali wśród młodzieży gimna-

zjalnej i wśród studentów. Jeden z nich, Wincenty Podlewski, jako

przeor krakowski na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XIX wieku nie tylko ich spowiadał i organizował im spotkania for-

macyjne, odprawiał Msze św., ale również organizował obiady dla

biedniejszych gimnazjalistów i studentów. Tym zasłużył na ich

wdzięczność, która w szczególny sposób wyraziła się podczas jego

pogrzebu w grudniu 1918 roku, kiedy na uroczystości pojawiło się

około 10 tys. osób, w tym większość, która w latach szkolnych i studenckich doświadczyła jego życzliwości i pomocy, a teraz jako wykształceni, dorośli i usytuowani obywatele mogli go pożegnać. Takich

przykładów można podać jeszcze kilka. Jednak nie było to zorganizo-

wane duszpasterstwo, za którym stałby klasztor, w tym bardziej prowincja — wówczas Prowincja Galicji i Lodomerii św. Jacka, swoją jurys-

dykcją obejmująca zabór austriacki. Było to raczej niesformalizowane

zaangażowanie konkretnych zakonników. Oczywiście czasami wciągani byli w to także inni zakonnicy z klasztorów. Głównie miało to

miejsce wówczas, gdy za tym stał sam przeor, jak chociażby zdarzyło

się to w powyższym przykładzie. To on inicjował takie działania. Miało

to miejsce u dominikanów krakowskich w XIX wieku, wówczas

w duszpasterstwo angażował się cały klasztor, chociaż nie zawsze

z wielkim entuzjazmem.

8


Już bardziej sformalizowany charakter miało duszpasterstwo

wśród studentów Akademii Krakowskiej w latach 1621—1630. Działało

ono w ramach bractwa różańcowego pod nazwą „Oratorium akademickie świętego różańca”. Za tą inicjatywą stał zarówno klasztor, jak

i uniwersytet. Bractwo to istniało jednak jedynie dziewięć lat i nie

udało się wypracować trwalszych struktur duszpasterstwa wśród stu-

diującej młodzieży. Przy okazji warto wspomnieć, iż poniekąd podobny charakter miały tzw. Sodalicje Mariańskie działające przy szkołach

i kolegiach jezuickich. W przeciwieństwie do krakowskich dominika-

nów, jezuitom udało się wytworzyć trwałe struktury. Sodalicje przetrwały stulecia. Wracając jednak do owego bractwa dla studentów,

ono przede wszystkim skupiało się na pielęgnowaniu wśród członków konkretnych praktyk religijnych — głównie modlitwy różańcowej

— i wokół nich prowadzono formację religijną. Trudno tutaj mówić o szeroko rozumianej formacji intelektualno-duchowej.

Podsumowując ten punkt, należy powiedzieć, że trudno ustalić

z pewnością, jak wyglądała wcześniej praca stricte duszpasterska

dominikanów. Wiadomo, że brali oni czynny udział w życiu uniwersytetu — jako profesorowie, wykładowcy, czasami też jako studenci, więc

najprawdopodobniej jakoś się przez to angażowali, ale trudno wów-

czas mówić o duszpasterstwie akademickim w takim znaczeniu, jak dziś je rozumiemy. Na pewno nie było to duszpasterstwo, z którym

mamy do czynienia od 1927 roku. Myślę, że w pewnym sensie było to

naturalne, jeśli wziąć pod uwagę powszechną obecność duchownych

na uniwersytetach. Na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie nie-

którzy księża pełnili urząd rektorski. Ponadto do lat pięćdziesiątych

XX w. na uniwersytetach polskich istniały wydziały teologiczne,

w głównej mierze obsługiwane przez kapłanów. Kontakt duchownych z młodzieżą był wręcz naturalny. Nie znaczy to jednak, że owi

duchowni na większą skalę angażowali się w pracę duszpasterską wśród studentów. Mamy pewne przykłady, ale raczej należą one do

wyjątku podkreślające regułę. Jedynie utworzony w 1918 roku Uni-

wersytet Katolicki w Lublinie (później nazywany Katolickim Uniwer-

sytetem Lubelskim) utworzył formalnie duszpasterstwo akademickie,

do którego zaangażowani byli konkretni kapłani, a jednocześnie wy-

kładowcy uniwersytetu. Jednym z nich był dominikanin, Jacek Woroniecki, który później odegrał także ważną rolę przy tworzeniu domini-

kańskiego duszpasterstwa akademickiego w Poznaniu. Powstawanie

w drugiej połowie lat dwudziestych ubiegłego stulecia sformalizowa-

nych duszpasterstw akademickich może jedynie potwierdzać przy-

puszczenie, że mimo obecności duchownych na uniwersytetach mło-

dzież była zaniedbana pod względem wychowania religijnego. A jest

to czas, kiedy pojawia się wiele niebezpiecznych prądów filozoficz-

nych, które dla nieugruntowanego religijnie i duchowo człowieka mo-

gły zakończyć całkowitym zerwaniem więzi nie tylko z Kościołem,

Z historii Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego

| 9


ale i z Bogiem. Również wiele niebezpieczeństw było w łonie samych wiernych, przed czym bronili bardziej światli kapłani, a szczególnie wspomniany już o. Jacek Woroniecki.

Jacek Woroniecki i reforma zakonu w Polsce

Jacek Woroniecki żył w latach 1871—1949. Pochodził z książęcej

rodziny Korybutów Woronieckich. Do historii przeszedł jako wybitny teolog i filozof (głównie specjalizował się w teologii moralnej, etyce

i pedagogice opartych na nauce św. Tomasza z Akwinu), rektor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, dziekan tamtejszego Wydziału

Teologicznego i długoletni wykładowca, duszpasterz inteligencji i ziemiaństwa; w zakonie jako syndyk, prowincji, wykładowca i regens

studium zakonnego, wykładowca Papieskiego Uniwersytetu Toma-

sza z Akwinu („Angelicum”) w Rzymie, a przede wszystkim reforma-

tor dominikanów polskich. Do zakonu wstąpił już jako dojrzały czło-

wiek, absolwent Uniwersytetu we Fryburgu Szwajcarskim, na którym

ukończył nauki przyrodnicze, a następnie teologię. Potem wstąpił do

seminarium duchownego i przyjął święcenia kapłańskie z rąk ordynariusza diecezji lubelskiej, biskupa Franciszka Jaczewskiego. Powrócił

jeszcze na krótki czas do Fryburga, by dopełnić studiów i sfinalizować

je doktoratem z teologii. W Lublinie wykładał Pismo św. i inne przedmioty, ponadto był sekretarzem wspomnianego biskupa. W 1909 roku

postanowił wstąpić do dominikanów, jednak nie w Galicji, gdzie jesz-

cze istniało kilkanaście klasztorów, a w Krakowie i we Lwowie prowa-

dzono nowicjat, ale w Europie Zachodniej. Powodem było to, że prowincja galicyjska nie była zreformowana w duchu reformy generała

zakonu Wincentego Aleksandra Jandela. Stąd wybór padł na klasztor w Fiesole we Włoszech, gdzie Woroniecki odbył nowicjat. Z racji, iż

posiadał już doktorat, nie wysłano go do domu studium, gdzie mógłby dalej odbywać formację zakonną, ale został przełożonym konwiktu

dla studiujących kapłanów we Fryburgu. Jednak zarówno przyjmujący

go do zakonu bł. Jacek Cormier, jak i jego następcy widzieli w Woronieckim reformatora dominikanów na ziemiach polskich. W 1918 roku

wysłano go zatem do Krakowa, gdzie miał zaszczepiać ducha reformatorskiego, tak już powszechnie obecnego w klasztorach Europy

Zachodniej. Woroniecki spotkał się z ogromnym oporem ze strony

braci i władz prowincji galicyjskiej. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości Woroniecki w porozumieniu z kurią generalną próbował

nawet — obok już istniejącej w Galicji — utworzyć nową prowincję, któ-

ra od początku żyłaby tą reformą. Niestety z różnych przyczyn nie do-

szło to do skutku. W 1927 roku prowincja galicyjska została przekształcona w prowincję polską (wcześniejsza prowincja polska przestała

istnieć w wyniku kasat przez zaborców), a sam Woroniecki, dotych-

czas będący pod bezpośrednią jurysdykcją generałów zakonu, został

do niej przyłączony (tzw. transfiliacja). Wówczas Woroniecki stał się

10


najbardziej zaufanym człowiekiem generała w prowincji, ale jedno-

cześnie został wyznaczony do tego, by wprowadzić ducha reformy w Polsce. Opór wśród braci nadal był obecny, jednak dzięki wsparciu

władz generalnych i części braci z samej prowincji, zwłaszcza młod-

szego pokolenia, którym sposób życia i funkcjonowania starszych zakonników również nie odpowiadał, coraz bardziej udawało się reformować kolejne przestrzenie życia i działalności dominikanów polskich.

A jedną z idei owej reformy było opuszczanie małych miast, w których przeważnie znajdowały się klasztory dominikańskie, i przeniesienie

się do miast uniwersyteckich, by móc pracować wśród studentów i profesorów. Sam Woroniecki uważał, iż dominikanie, którzy zawsze

kojarzeni byli z pracą intelektualną, powinni właśnie funkcjonować na

uniwersytetach i wśród inteligencji.

Przyśpieszenie reformy zakonnej miało miejsce w latach trzydzie-

stych XX w. W 1929 roku kapituła prowincjalna obradująca w Podkamieniu (dzisiejsza Ukraina), zaleciła wdrażanie reformy, którą miano

rozpocząć od likwidacji kilku małych placówek (głównie w Galicji

Wschodniej) i podjęcia starań mających na celu osiedlenie się w Warszawie i Poznaniu.

Co prawda dominikanie już wcześniej próbowali w obu tych mia-

stach się zadomowić, jednak wówczas nie doszło to do skutku. Zaraz

po odzyskaniu niepodległości przez Polskę dominikanie pojęli starania odzyskania kościoła św. Dominika i klasztoru w Poznaniu. Jednak

ówczesny generał zakonu Ludwik Theissling gmachy oddał archidie-

cezji poznańskiej, a kardynał Edward Dalbor przekazał je jezuitom.

Wywołało to dość ostrą korespondencję prowincjała galicyjskiego,

który twierdził, że nie zgadza się z tą decyzją. Co prawda nie wiemy,

jaki pomysł mieli dominikanie galicyjscy na Poznań, natomiast ważne

jest, że wtedy ta inicjatywa odzyskania klasztoru się nie udała i ciekawe, że generał Theissling z jednej strony każe Woronieckiemu odzy-

skiwać klasztory, a z drugiej strony oddaje klasztor komuś innemu. Podobnie było w przypadku dawnego klasztoru dominikańskiego

w Sieradzu (skasowanego w 1864 roku w ramach represji po powsta-

niu styczniowym). Tutaj sami dominikanie podcięli sobie skrzydła. Odrębny problem stanowił klasztoru i kościół św. Jacka na Nowym Mie-

ście w Warszawie (także skasowany w 1864 roku). Metropolita

warszawski kardynał Aleksander Kakowski z Warszawy nie wyrażał

na to zgody, a jako powód — co jasno wyraził później w swoich pamięt-

nikach — było to, że zakon ten nie był reformowany. Swój sprzeciw

wyrażał aż do swojej śmierci w 1938 roku. Nie pomogła nawet osobi-

sta wizyta generała zakonu Stanisława Gilleta, który razem z Woronieckim odwiedził hierarchę podczas wizytacji kanonicznej prowincji

w 1933 roku. Wówczas metropolita zgodził się na osiedlenie się i bu-

dowę klasztoru pod Warszawą. Wybór padł na Służew, wówczas

jeszcze wieś podwarszawską, która jednak niebawem została przyłą-

Z historii Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego | 11


czona do stolicy. Tam prowincja planowała stworzyć duży ośrodek

uniwersytecki dla dominikanów Europy Środkowo-Wschodniej. Już w 1937 roku osiedlili się tam bracia studenci, jednak zarówno budowy

kościoła i klasztoru, a tym bardziej stworzenia ośrodka uniwersyteckiego nie udało się zrealizować z powodu wybuchu II wojny świato-

wej. W Poznaniu sytuacja się zmieniła za rządów Prymasa Polski kar-

dynała Augusta Hlonda, który osobiście zaprosił dominikanów do

Poznania z ofertą stworzenia ośrodka akademickiego dla środowiska uniwersyteckiego. Ale o tym będzie jeszcze mowa nieco później.

Dzięki podjętej reformie, której głównej twarzą był Woroniecki —

co nieraz przysparzało mu nieprzyjemności — dominikanie mogli

wyjść poza Galicję, gdzie wcześniej skupiała się większość placówek.

Oczywiście było to kosztem mniejszych miejscowości, z których trzeba było się wycofać nawet po kilku stuleciach istnienia. Ponadto nale-

żało przeprofilować zadania prowincji: zostawić parafię, katechezę

i duszpasterstwo w sanktuariach maryjnych, a zająć się pracą nauko-

wą i duszpasterstwem akademickim. Woroniecki oczywiście nie był

przeciwny tym sanktuariom, sam napisał przewodnik o jednym z nich,

ale uważał, że to jest zbyt angażujące dla tak małej wtedy grupy dominikanów, która liczyła zaledwie 150 osób, a jej połowę stanowili

bracia i klerycy. Ta garstka kapłanów nie była w stanie nawet obsłu-

żyć parafian, tym bardziej nie mogła zaangażować się jeszcze w inne

prace duszpasterskie. Dlatego, zdaniem Woronieckiego, należało od-

dać małe ośrodki diecezjom, a zasoby ludzkie przenieść do pracy

wśród inteligencji. Fundusze na tworzenie nowych klasztorów i ośrodków miały pochodzić ze sprzedaży majątków ziemskich, które posia-

dały klasztory na Kresach Południowo-Wschodnich — wówczas zakon

dominikański posiadał największe posiadłości ziemskie z wszystkich

zakonów w Polce. Dominikanie mieli tyle ziemi, co pozostałe zakony

męskie i żeńskie razem (ale majątek ten był dużo mniejszy od wła-

sności ziemskiej należącej tylko do jednej diecezji). Sprzedaży ziemi

sprzyjała także wprowadzana reforma rolna, wobec której Kościół katolicki był przeciwny, ale poszczególne instytucje kościelne, w tym

dominikanie, ją przeprowadzały.

Większość braci w prowincji była przeciwna reformie zakonnej,

choć wokół Woronieckiego skupiło się pewne grono, które popierało

jego pomysł. Niechętni jej zakonnicy obawiali się zmiany dotychcza-

sowego stylu życia, ale także poczucia bezpieczeństwa materialnego,

które zapewniały posiadane przez klasztory dobra ziemskie. Oczywi-

ście tego otwarcie nie mówili, ale bronili się przed tym pod pretekstem niszczenia tradycji zakonnej. Robert Świętochowski, historyk

zakonu, jako młody kapłan i kronikarz klasztoru krakowskiego opisał

panującą wówczas atmosferę w kronice. Pisał, że dominikanie oddają

kolejne klasztory w Galicji Wschodniej i sprzedają majątki. Natomiast

wywoływało to — co ciekawe — m.in. napięcia narodowościowe, a to

12


dlatego, że czasami dobra ziemskie kupowali Ukraińcy, co — zdaniem

polskiej ludności i mediów — było „inwazją ukraińską” na polskich Kre-

sach Wschodnich. Prasa polska właśnie za to atakowała zakonników

w białych habitach, ale sam Świętochowski, który to relacjonował,

zgadzał się z podejmowanymi przez prowincję działaniami. Kończąc

opisywanie całej atmosfery w prowincji i nagonki mediów na zakon, tak podsumował zasadność opuszczania małych ośrodków: „trudno

studiować na wsi”. Coś wiem na ten temat, gdyż sam przez dwa lata

byłem w małym ośrodku i próbowałem uprawiać pracę naukową (dzi-

siaj jest internet i lepsze środki komunikacji, które ułatwiają szybszy

dostęp do książek i materiałów, ale wówczas tego przecież nie było).

Myślę, że potrzebna była wówczas ogromna determinacja, przynajm-

niej części osób, żeby zaplanowane projekty przeprowadzić z sukce-

sem. A dzisiaj są one nie tylko chlubą, ale też już tradycją zakonu dominikańskiego w Polsce.

Należy jeszcze wspomnieć, iż dominikanie podejmowali — sku-

teczne zresztą — działania zmierzające do rewindykacji klasztoru

Świętego Ducha w Wilnie. Woroniecki planował również tutaj utwo-

rzyć duszpasterstwo akademickie. Datę przejęcia budynków klasztornych przez zakon zaplanowano na 25 września 1939, jednak ponad tydzień wcześniej miasto zajęli Sowieci i nie udało się ziścić w pełni tych planów.

Ogromne zasługi w całym tym przedsięwzięciu należy przypisać

Jackowi Woronieckiemu, wspieranemu przez władze zakonne, generała Theisslinga (zmarł w 1925 roku) oraz jego następców: Bonawenturę Garcíę de Paredesa (obecnie błogosławionego Kościoła Katolic-

kiego jako męczennika z wojny domowej w Hiszpanii) i Stanisława

Gilleta. To ojciec Bonawentura nakazał polskim dominikanom: „Macie

odzyskać Warszawę, Poznań i Lublin i tam mają powstać duszpaster-

stwa akademickie”. Oczywiście, jak to twierdził jeden z naszych historyków, nieżyjący już o. Bruno Mazur, na pewno inicjatywa wyszła od

Woronieckiego ale bardzo znaczące było poparcie władz generalnych.

Z dzisiejszej perspektywy patrząc, decyzje wówczas podjęte okazały się bardzo opatrznościowe.

Katolicyzm polski i jego krytyka

W czasach Woronieckiego poziom religijny inteligencji polskiej

był w opłakanym stanie. Wykształceni ludzie, uważający się za osoby wierzące, poziomem wiedzy religijnej i sposobem przeżywania

wiary nie wyróżniali się wcale; ich poziom pod tym względem był

taki sam, jak osób prostych, które nie posiadały wykształcenia. Po-

nadto oni jeszcze bardziej byli podatni na poziom prądy filozoficzne

(głównie modernizm), które pojawiały się i stawały się popularne.

Ponadto brak odpowiedniego ukształtowania duchownego i niedostateczna wiedza religijna sprawiły, że ulegali oni sentymentali-

Z historii Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego | 13


zmowi, indywidualizmowi, racjonalizmowi i fideizmowi. Najogólniej mówiąc, sentymentalizm charakteryzował się tym, że ludzie skupiali

się na uczuciach, gdy tymczasem wiara dotyczy władz rozumu, czyli intelektu i woli. Stąd zbytnie skupienie się na emocjach i przez ten

pryzmat ocenianie swojej wiary: są uczucia, to jest wiara; brak uczuć,

wrażeń, uniesień — brak wiary. Szczególnie istotne było to w modli-

twie. Warto przy okazji podkreślić, iż Woroniecki napisał nawet prze-

wodnik po modlitwie dla inteligencji katolickiej, pt.: Pełnia modlitwy, w którym omówił te problemy. Indywidualizm natomiast polega na

relatywnym podejściu do prawd wiary i zasad moralnych; często są

one oceniane subiektywnie (stąd czasami mówi również o problemie

subiektywizmu w wiarze i życiu religijnym), a nie patrzy się, iż prawo Boże, prawo naturalne, a także prawo moralne i związane z nimi

wartości — są obiektywne i nie można ich traktować wybiórczo. Ra-

cjonalizm i fideizm — to dwie skrajności w patrzeniu na rolę rozumu

w wierze: racjonalizm odrzuca wiarę jako coś nienaukowego, nie-

dającego się udowodnić, a więc nie zasługujące na uwagę (w skrajnej formie jest to ateizm), natomiast fideizm przyznaje zbytnią rolę

wierze, odrzucając jednak udział rozumu w poznawaniu Objawienia,

kształtowaniu sumienia i odczytywaniu działania Pana Boga w świe-

cie (w skrajnej formie wyraża się on przez fundamentalizm). Woroniecki już wówczas dostrzegał te problemy wśród przedstawicieli inteligencji katolickiej, nie tylko w ich życiu naukowym, ale prywatnym

i społecznym (np. wśród wielu polityków, którzy ze względów prywatnych przechodzili na inne wyznania, aby móc zawrzeć ponowny ślub).

Woroniecki dobrze wiedział, co mówi i pisze, sam bowiem wywodził się z tego środowiska, ciągle utrzymywał z nim kontakty, czasami

podejmował polemikę. Ponadto widział on, jak powierzchowność,

indywidualizm, sentymentalizm, racjonalizm, a w innym przypadku

fideizm inteligencji katolickiej destrukcyjnie wpływają na życie i funkcjonowanie Kościoła w Polsce. Nie omieszkiwał przypominać o tym

w różnych książkach czy na spotkaniach. Świadczy o tym spuścizna

drukowana i rękopiśmienna, którą uczony dominikanin po sobie zo-

stawił.

Woronieckiego niepokoiło jeszcze wciąganie ideologii nacjonali-

stycznej do wiary i życia religijnego. Obecne było to także w środowiskach inteligenckich i niejednokrotnie prezentowane przez duchownych. Dla dominikanina było jasne, że nacjonalizm nie ma nic

wspólnego z patriotyzmem (umiłowaniem ojczyzny), która wynika

z samego przykazania miłości. A miłość do kogoś lub czegoś nie może

być jednocześnie niechęcią, zamknięciem się, a tym bardziej nienawi-

ścią do czegoś lub kogoś innego. Stąd dla niego propagowany przez skrajne środowiska narodowe nacjonalizm był achrześciajński. Dla

nich to naród i jego dobro były na pierwszym miejscu, a wszystko inne,

z religią i Bogiem włącznie, miałoby być temu podporządkowane.

14


Środowiska te, które często przyznawały się do przekonań katolickich, do religii podchodziły instrumentalnie. Niestety problem ten był także

obecny wśród inteligencji, która niejednokrotnie przesiąknięta była niezdrowym nacjonalizmem.

To wszystko pokazywało, że przedstawiciele tej warstwy spo-

łecznej potrzebują głębszej formacji filozoficzno-teologicznej, która

podbudowałaby ich wiarę i sposób jej przeżywania i praktykowania.

A warto podkreślić, iż do inteligencji wówczas zaliczano nie tylko

pracowników naukowych, studentów, ale i ziemian, wojskowych czy

w końcu pracowników administracji i urzędników. Do tej grupy oczywiście zaliczani byli także duchowni. Jak się okazywało, również i ich

poziom wiary pozostawiał jeszcze wiele do życzenia. W latach trzy-

dziestych XX w. dominikanin Innocenty Józef Bocheński, który Woronieckiego uważał za swojego mistrza i mentora, pod pseudonimem

napisał artykuł krytykujący życie religijne inteligencji katolickiej. Za

tę sytuację winił m.in. samych duchownych, których poziom religijny

i wiedzy teologicznej niewiele odbiegał od wiernych. Często wręcz

oni sami utwierdzali świeckich w tych praktykach opartych na sentymentalizmie czy fideizmie. Oberwało się od niego także jezuitom

i dominikanom, którzy — według swojego charyzmatu — powinni się temu przeciwstawiać, a tymczasem postępowali podobnie. Stąd

przed obawą swoich współbraci postanowił ów tekst napisać pod pseudonimem, o czym później wyraźnie pisał do swojego ojca.

Zdaniem Woronieckiego i jego współbraci, którzy uważali podob-

nie, to właśnie ich zakon mógł odegrał rolę ewangelizatora i wycho-

wawcy duchowego inteligencji katolickiej, która dobrze ukształtowana moralnie, intelektualnie i religijnie będzie miała największy wpływ na kształtowanie życia społecznego, politycznego i gospodarczego

zgodnie z wartościami ewangelicznymi i nauczaniem Kościoła. Bracia

kaznodzieje mieli być jedynie przewodnikami duchowymi, wskazują-

cymi właściwe ścieżki, którymi podążaliby świeccy katolicy, szcze-

gólnie tym, którzy jako ziemianie, politycy, wykładowcy, nauczyciele, prawnicy, lekarze, dziennikarze itd. — mają wpływ na kształtowanie się postaw moralnych i społecznych społeczeństwa. Woroniecki bowiem

widział ogromną rolę świeckich — ale dobrze uformowanych — w ży-

ciu Kościoła i w szukaniu symbiozy między tym co państwowe i katolickie, ale także w budowaniu właściwych relacji państwo-Kościół.

Można zatem uznać Woronieckiego za prekursora idei, które później

sformułował Sobór Watykański II (1963—1965), pisząc o miejscu i roli

świeckich w Kościele. Stąd, zdaniem Woronieckiego, Kościół musi zadbać o inteligencję, aby do życia społecznego wprowadzała zdrowe

przeżywanie wiary i emanowała tym na całe społeczeństwo. A jak

wiemy, większość społeczeństwa nie tylko że o nią nie dbała, zawsze

podchodziła do niej nieufnie i od niej uciekała. Tymczasem byłemu

rektorowi KUL-u marzyło się, aby zrobić z niej elitę państwa. Zarów-

Z historii Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego | 15


no Woroniecki, jak i jego uczniowie, pokładali nadzieję w tym, że to

właśnie oni i ich współbracia z prowincji, sami zreformowani, dobrze

wykształceni i właściwie uformowali duchowo, wypełnią tę ogromną

wyrwę, która wytworzyła się w katolicyzmie polskim w ciągu stuleci. Dominikanie a SKMA „Odrodzenie”

Woroniecki jako profesor, wykształcony teolog, filozof, osobiście

zaangażował się w pracę duszpasterską wśród młodzieży studiującej. Szczególnie widoczne było to na KUL-u, gdzie przez krótki czas pełnił obowiązki rektora (1922—1924) i znacznie dłużej dziekana wydziału teologicznego (1924—1929). Przez badaczy dziejów tego uniwersytetu

uważany jest za jednego z twórców duszpasterstwa akademickiego

(obok ks. Władysława Korniłowicza, późniejszego duszpasterza w Zakładzie dla Ociemniałych w Laskach). W okresie międzywojennym

młodzież różnych opcji politycznych i wyznań gromadziła się w sto-

warzyszeniach. Jedno z takich stowarzyszeń młodzieży katolickiej

nosiło nazwę „Odrodzenie”. Woroniecki bardzo silnie zaangażował

się w jego działalność nie tylko w Lublinie, ale również w Warszawie,

Wilnie i we Lwowie. W oddziale lwowskim był jeszcze zaangażowany Franciszek Czartoryski, najpierw jako osoba świecka, a później już

jako dominikanin — o. Michał. Obecnie Michał Czartoryski czczony jest w Kościele jako błogosławiony męczennik, gdyż w czasie Powstania

Warszawskiego jako kapelan szpitala na Tamce pozostał wraz z rannymi powstańcami i został z nimi zamordowany przez hitlerowców.

Jego kolegą i następcą jako szefa lwowskiego oddziału „Odrodzenia” był prof. Stefan Swieżawski, późniejszy wybitny historyk filozofii, wykładowca KUL-u i współtwórca tzw. „lubelskiej szkoły filozoficznej”.

Z tych środowisk wywodziła się bardzo duża grupa osób, która już po

wojnie zaznaczyła swoją obecność w kościele, m.in. Jerzy Turowicz

czy Stanisław Stomma. Poza dwoma wspomnianymi dominikanami

w „Odrodzeniu” współpracował również Bernard Przybylski. Jak widzimy, gdy w 1937 roku zostawał duszpasterzem akademickim w Poznaniu,

miał już duże doświadczenie pracy ze studentami, które właśnie wy-

niósł z „Odrodzenia”. Można jeszcze wymienić mniej znanych braci za-

angażowanych w formację intelektualno-religijną „odrodzeniowców”:

Sadoka Maćkowiaka, który później wyjechał do Chin czy Romualda

Kosteckiego. Oni wszyscy uważali, że całą swoją energię należy po-

święcić środowiskom uniwersyteckim i inteligenckim, przede wszystkim młodzieży akademickiej. Może to zabrzmi źle, ale uważali oni tę

starszą inteligencję niestety za przegraną i czuli, że z nią nie będzie

można czegokolwiek zdziałać, więc lepiej — żeby nie tracić sił — in-

westować w młodzież. Według nich, daje ona większą nadzieję na to,

że ich praca nie pójdzie na marne i w przyszłości przyniesie owoce.

Zakonnicy organizują różnego rodzaju spotkania formacyjne i intelektualne, przy niektórych swoich klasztorach (w Jarosławiu czy w Pod-

16


kamieniu) tworzą ośrodki rekolekcyjne na tzw. „rekolekcje zamknięte”.

Wówczas było to nowością, chociaż — co uczciwie należy zaznaczyć — nie tylko dominikanie je prowadzili, ale także inne zakony. Innowacją

u dominikanów było to, że owe rekolekcje były adresowane właśnie

do studentów. Część z nich wywodziła się z rodzin arystokratycznych,

takich jak Dzieduszyccy, Cieńscy, Czartoryscy, Rostworowscy, Stad-

niccy itd., więc w organizacje i wspieranie dominikanów angażowali

się ich rodzice. Stąd czasami rekolekcje odbywały się właśnie w majątkach ziemiańskich.

Była to bardzo skuteczna inicjatywa, która przynosiła duże owoce.

Znając sylwetki i biografie niektórych osób, które przed drugą wojną światową należały do „Odrodzenia”, mogę powiedzieć, że do końca

trwały one w wierze, żyły wypracowanymi wtedy zasadami i posta-

wami, a w okresie komunistycznym, kiedy państwo za wszelką cenę

chciało zniszczyć religię i zaprowadzić ateizm — były bardzo dobrymi

świadkami tej wiary. Widzimy więc, że ta formacja była bardzo skuteczna i owocna. Dlatego myślę, że bardzo ważne jest zwrócenie

uwagi na wszystkie inicjatywy pracy wśród młodzieży.

Dominikanie angażowali się głównie w „Odrodzenie”, chociaż

było więcej katolickich stowarzyszeń młodzieżowych. To co wyróżniało „Odrodzenie” — to fakt, że nie angażowało się w politykę. Nie-

którzy mieli mu to za złe, z biskupami włącznie, dlatego żaden biskup

nie przychodził do „Odrodzenia”; hierarchowie kościelni często natomiast pojawiali się w stowarzyszeniach akademickich skupiających

młodzież wszechpolską i narodową. Członkowie „Odrodzenia” chcieli

być apolityczni, żeby pokazać, że w ich stowarzyszeniu chodzi przede

wszystkim o formację intelektualną i duchową. Nie znaczy to jednak,

że nie mieli żadnych poglądów politycznych. Po prostu ta instytucja nie kojarzyła się w bezpośredni sposób z polityką ani wspieraniem

jednej czy drugiej strony sceny politycznej.

Praca dominikanów wśród studentów skupionych wokół stowa-

rzyszenia akademickiego „Odrodzenie” pokazała jeszcze bardziej

zasadność podejmowanych reform i konieczność tego, żeby swoim

zasięgiem ogarnęły inne miasta uniwersyteckie. Podsumowując zatem tę cześć mojego referatu, chcę stwierdzić, iż u źródeł powstania

duszpasterstwa akademickiego stały przede wszystkim dwa aspekty: pierwszy to odnalezienie się dominikanów w nowej rzeczywistości

po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, i wyjście z marazmu,

w który wpadła w okresie zaborów; drugi — potrzeba formacji filozo-

ficzno-teologicznej i religijnej inteligencji katolickiej, szczególnie tej młodej, studenckiej, która dopiero się kształtuje. Rola ojca Bernarda Przybylskiego

W religijnej i intelektualnej formacji członków stowarzyszenia

„Odrodzenie”, a jeszcze bardziej w tworzeniu i początkowych latach

Z historii Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego | 17


istnienia i działalności duszpasterstwa akademickiego w Poznaniu,

bardzo ważną rolę odegrał Bernard Przybylski. Początkowo, po obronie doktoratu na „Angelicum” w Rzymie i powrocie do Polski, obok

wykładów w kolegium filozoficzno-teologicznym dominikanów we

Lwowie, podejmował współpracę z lwowskim oddziałem „Odrodzenia”. Przede wszystkim prowadził rekolekcje zamknięte dla młodzieży

akademickiej. Gdy w 1937 roku władze prowincji pozytywnie rozpatrzyły propozycję kardynała Hlonda, aby przybyć do Poznania, zaczęto zastanawiać się nad kandydatami do nowej placówki. Wybór padł

na młodego wówczas Bernarda i doświadczonego w życiu zakonnym

Cyryla Markiewicza, dotychczasowego wychowawcę nowicjuszy i braci studentów. O. Bernard został wytypowany na duszpasterza

akademickiego, natomiast o. Cyryl — na przełożonego domu i odpowiedzialnego za budowę klasztoru. Ten ostatni, ideowo bliski wizji

Woronieckiego, ale jednocześnie przedstawiciel starszej generacji

dominikanów, niechętnych — jak wiadomo — nowym porządkom wprowadzanym przez Woronieckiego i kurię prowincjalną, dawał rękojmię

powodzenia i słuszności podejmowanych przez prowincję projektów,

ale także był gwarantem pewnej pokoleniowej tradycji. Dodatkowym

jego atutem było to, że jako magister nowicjatu w Krakowie, a potem

studentatu we Lwowie, był wychowawcą wielu pokoleń dominikanów.

Szanowali go zarówno starsi, jak i młodsi bracia, u wszystkich cieszył

wielką estymą, a nawet opinią świętości. (W 1926 roku ówczesny no-

wicjusz br. Innocenty Bocheński, późniejszy światowej sławy filozo-

fii i logik, zapisał, że już wtedy bracia uważali go za świętego, a dowodem na to był fakt, że bracia po ostrzyżeniu głowy ojca magistra,

zachowywali jego włosy jako relikwie.) Poprzez przydzielenie go do

klasztoru w Poznaniu Woroniecki chciał jeszcze bardziej upewnić się,

że inicjatywa, która została podjęta, jest dobrą inicjatywą — być może

niepewną, może ryzykowną, bo nie wiadomo było, w jakim kierunku to pójdzie, ale ważna była świadomość, że również pewna grupa ze

starszego pokolenia też jakby za tym stoi.

Kandydatura Przybylskiego na duszpasterza studentów i całego

środowiska uniwersyteckiego Poznania także okazała się trafiona. O. Bernard był przecież dobrze przygotowany intelektualnie do tej

pracy, był też odpowiednim partnerem zarówno dla studentów, jak

i profesorów uniwersyteckich. Woroniecki chciał, aby duszpasterstwo

zostało oparte na solidnej doktrynie religijnej, wypływającej z nauki

św. Tomasza z Akwinu. Stąd na spotkaniach formacyjnych czytano

właśnie dzieła Akwinaty, przede wszystkim jego Summę teologiczną.

Dzisiaj raczej nie czyni się tego podczas spotkań formacyjnych. Kto dzisiaj na co dzień czyta św. Tomasza? Niewielu, prawda? A oni jego

dzieła czytali podczas spotkań, była to podstawowa lektura na spotkaniach. Studenci stykali się wtedy z myślą teologiczną, która w duszpa-

sterstwie była uprawiana na poziomie akademickim. Tak też było na

18


spotkaniach „Odrodzenia”. Jestem skłonny przypuszczać, że czytanie

Tomasza o. Przybylski przeniósł z sekcji filozoficznej lwowskiego „Odrodzenia”, którą sam przecież prowadził. Jak widać, już miał to prze-

pracowane i sprawdzone. Okazuje się, że myśl tomistyczna — co dzi-

siaj może dziwić, chociaż niesłusznie — wciągała ówczesną młodzież.

Dominikanie, wykładając naukę św. Tomasza, „meblowali głowy”, czyli wiedzę, w co i dlaczego wierzymy. Tomizm zatem pomagał im

uporządkować myślenie ludzi o Bogu, świecie i człowieku. Prof. Stefan Swieżawski wspominał po latach, że w ten sposób budowali oni

„dyszel w głowie”, nawiązując do odrodzeniowej piosenki: „Wszystko

nam jedno — jak każdy wam powie — dreszczy unikać, a dyszel mieć

w głowie”. I chociaż wspomnienie profesora dotyczy jego działalności

w „Odrodzeniu”, śmiało można przenieść je również na duszpaster-

stwo akademickie w Poznaniu. Studentki i studenci, którzy do niego

chodzili zarówno przed wojną, jak zaraz i po wojnie, kiedy nadal duszpasterzem był Przybylski, dalej czytali św. Tomasza i — podobnie jak

w „Odrodzeniu” — budowali „dyszel w głowie”. Początki duszpasterstwa

Dominikanie do Poznania przybyli w 1937 roku i od razu przystą-

pili do tworzenia duszpasterstwa akademickiego. Jednak początki nie

były łatwe. Zakonnicy nie mieli żadnej bazy, gdzie mogliby realizo-

wać swoje dzieło. Jak możemy przeczytać w ówczesnych gazetach,

początkowo zakonnicy zamieszkali w poznańskim wyższym seminarium duchownym. Tutaj bardzo przychylną osobą był rektor i przyja-

ciel ojca Woronieckiego ksiądz Kazimierz Kowalski, późniejszy biskup

chełmiński, który sam zajmował się myślą św. Tomasza. To on przyjął u siebie dominikanów. Następnie zakonnicy mieszkają przez krótki

okres w klasztorze Sacre Coeur. Wtedy rozpoczęli budowę klasztoru.

Trzeba przypomnieć, że duchowi synowie św. Dominika i św. Jac-

ka przybyli do Poznania na bezpośrednie zaproszenie prymasa Polski,

kardynała Hlonda, co pokazuje szerszą ideę, zrodzoną nie tylko z ini-

cjatywy samych dominikanów. Kardynał Hlond ściągnął dominikanów,

gdyż chciał stworzyć ogólnopoznańskie duszpasterstwo przy uniwer-

sytecie. Warto tutaj wspomnieć o dużym zaangażowaniu profesora Stanisława Kasznicy, rektora uniwersytetu. Co ciekawe, jego syn,

Andrzej Kasznica, jako student prawa, był też w duszpasterstwie akademickim w Poznaniu po drugiej wojnie światowej (wówczas nosiło

ono nazwę „Caritas Academica”), a po skończonych studiach prawniczych wstąpił do dominikanów (przyjął zakonne imię Krzysztof) i był

nawet prowincjałem dominikanów przez jedną trzyletnią kadencję.

Przy tworzeniu duszpasterstwa akademickiego widzimy zatem pewną

sieć kontaktów i powiązań, które już wówczas się wytworzyły.

Warto wspomnieć o jeszcze jednym rektorze Uniwersytetu Po-

znańskiego, profesorze Stefanie Tytusie Dąbrowskim, który — jak po-

Z historii Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego | 19


daje jego biograf, Józef Malinowski — współtworzył program ideowy

duszpasterstwa akademickiego. Tutaj również wpływ miały osobiste

kontakty Dąbrowskiego z Woronieckim. Znali się już z lat szkolnych,

gdyż byli gimnazjalnymi kolegami. Razem uczyli się w jednej klasie.

Później do tego grona doszedł jeszcze Władysław Konopczyński,

w przyszłości wybitny profesor historii. Wszyscy trzej wspólnie za-

angażowali się w różne dzieła duszpasterskie i mimo upływu lat po-

zostali w przyjacielskich relacjach. Dzięki temu łatwiej było pewne

rzeczy załatwić. Ojciec Woroniecki zresztą bardzo dobrze się o wy-

powiadał o rektorze Dąbrowskim, ponieważ on jako uczeń był niewie-

rzący, ale po pewnym czasie się nawrócił i później bardzo się zaan-

gażował w działalność różnych stowarzyszeń katolickich. W dodatku

sam osobiście wspierał ideę utworzenia wspólnego duszpasterstwa

akademickiego dla całego Poznania. Budowa kościoła w Poznaniu

Wychodząca we Lwowie „Gazeta Kościelna” tak pisała o począt-

kach budowania kościoła akademickiego (tak nazywał się kościół dominikanów, a przynajmniej tak oficjalnie o nim mówiono): „Ojcowie

dominikanie podjęli się zorganizowania w Poznaniu duszpasterstwa

akademickiego. W tym celu buduje się już w dzielnicy uniwersyteckiej kościół, klasztor i dom duszpasterstwa akademickiego, będzie to pierwszy dom tego rodzaju w Polsce. Każde stowarzyszenie będzie

miało w tym domu swój lokal. Większe sale służyć będą do zebrań

ogólnych, poza tym przewiduje się czytelnię czasopism, bibliotekę

uwzględniającą na pierwszym planie dzieła z zakresu nauk katolickich, encyklopedie i wydawnictwa zagraniczne, które pomagają

w utrzymaniu kontaktu z aktualnym ruchem umysłowym w innych

krajach. Ojcowie dominikanie, obejmując duszpasterstwa akademickie, postępują w myśl tradycji swego zakonu. Wszak dawnym i głównym celem dominikanów było zakładanie klasztorów przy uniwersytetach. Od siebie dodamy, że budujący się tak pomyślnie w naszej

ojczyźnie ruch religijny wśród młodego pokolenia inteligencji polskiej

domaga się by ojcowie dominikanie, do których doktryny św. Tomasza

i tradycji młodzież ma zaufanie ruchem tym specjalnie się zaopieko-

wali”. Warto wspomnieć, iż ta sama gazeta wcześniej atakowała do-

minikanów za sprzedaż majątków na wschodnich rubieżach II Rze-

czypospolitej. Pokazuje to, jak bardzo zdania otoczenia były czasami podzielone i zmienne w zależności od sytuacji.

Oprócz artykułu mamy również pierwszy projekt kościoła au-

torstwa architekta Stefana Cybichowskiego z lat 1937—1938. Tworze-

nie kompleksu akademickiego dominikanie rozpoczęli od budowy

budynku klasztornego, w którym mogliby jak najszybciej zamieszkać

i rozpocząć działalność duszpasterską. Postawili więc część klasztoru

(miał wówczas dwa piętra, a trzecie było w stanie surowym), w budo-

20


wie reszty przeszkodziła wojna i okupacja miasta przez Niemców, którzy przejęli budynek klasztorny, a dominikanów osadzili w Kazimierzu

Biskupim (po kilku miesiącach zostali zwolnieni, wszyscy poza Przybylskim, który jednak uciekł podczas podróży do okulisty w Poznaniu).

Co ciekawe, hitlerowcy dobudowali kolejne kondygnacje, żeby urządzić sobie swoje pomieszczenia.

Do projektu Cybichowskiego dominikanie powrócili po zakończe-

niu drugiej wojny światowej, ale władze komunistyczne niestety nie

zgodziły się na to jego kontynuowanie, gdyż — w ich mniemaniu — był zbyt modernistyczny. Później pojawiały się nowe projekty. Jednym

z nich był projekt Mariana Pospieszalskiego, który jednak również został odrzucony. Ostatecznie, trochę rzutem na taśmę, wygrał projekt

Adolfa Szyszko-Bohusza. Warto o tym powiedzieć, bo może nie wszyscy kojarzą, że ten projekt już wcześniej został wykonany w mieście

Tremblowla, leżącym między Tarnopolem a Czortkowem (dzisiejsza

Ukraina) w latach 20. XX wieku. Wykonał go sam architekt, który teraz

przekazał go dominikanom. Projekt został przerobiony jedynie w nie-

wielkim stopniu. Jedyna różnica polega na tym, że w pierwotnym pro-

jekcie przed kościołem są same kolumny, a w Poznaniu dorobiono później ściany, dzięki czemu powstały typowe krużganki. Podsumowanie

Reasumując całość mojego wystąpienia, chciałbym podkreślić,

że idea duszpasterstwa, o której mówiłem, od samego początku istniała w głowie kilku osób, zwłaszcza Jacka Woronieckiego. Była ona również obecna u dominikanów z zachodniej Europy. Woroniecki

uważał, że warto poświecić tej idei czas, energię, a także małe klasztory i majątki ziemskie. Osobiście uważam, że była to bardzo opatrz-

nościowa decyzja. Po pierwsze dlatego, że dzięki niej zawdzięczamy

powstanie Służewa i duszpasterstwa akademickiego w Poznaniu,

które prężnie trwa do dzisiaj, a po drugie — majątki na wschodzie zo-

stały dobrze wykorzystane, a tak prowincja utraciłaby je wraz z włączeniem Galicji Wschodniej do Związku Radzieckiego i wypędzeniem

z niej polskich zakonników.

Można przypuszczać, iż w chwili tworzenia duszpasterstwa aka-

demickiego w Poznaniu było ono dziełem prowincji, ale nieakcepto-

wanym przez wszystkich braci. Jednak zarówno dzięki wizji Woronieckiego i części dominikanów, ale także i kardynała Hlonda

— dominikanie odkryli swoje zadanie w Kościele w Polsce, które do dzi-

siaj realizują — praca duszpasterska wśród studentów i środowisk inteligenckich, oparta na doktrynie katolickiej. To, co dzisiaj jest „wizytówką” prowincji polskiej zakonu św. Dominika, zaczęło się właśnie

w okresie międzywojennym i bardzo ważnym elementem było dusz-

pasterstwo akademickie zapoczątkowane przez Bernarda Przybyl-

skiego. Bez wkładu, determinacji, energii i zapału takich dominikanów,

Z historii Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego | 21


jak Jacek Woroniecki, Michał Czartoryski, Bernard Przybylski, Cyryl

Markiewicz, ale także ówczesny prowincjał Henryk Jakubiec, dzisiej-

sza prowincja polska byłaby w innym miejscu. Lepszym czy gorszym

— trudno gdybać. Ale to, jaka jest dzisiaj — zawdzięcza właśnie ich wizji i zaangażowaniu.

Być może nie powiedziałem o samych początkach duszpaster-

stwa, bo to też nie było moim celem, chciałem jedynie pokazać, że ten

pomysł wziął się z konkretnych wizji poszczególnych wybitnych osób.

I myślę tutaj, że nie tylko Bernard Przybylski ma w tym wielką zasługę,

ale na wspomnienie zasłużył także Jacek Woroniecki. Stąd jemu po-

święciłem najwięcej uwagi.

Niniejszy tekst ojca Marka Miławickiego OP, a także kolejne — autor-

stwa dr Zofii Fenrych oraz Mateusza Szłapki — zostały wygłoszone 18 kwiet-

nia 2018 roku podczas panelu historycznego odbywającego się w ramach

obchodów Jubileuszu 80-lecia Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego.

22

Marek Miławicki OP — teolog i historyk, członek Dominikańskiego Instytutu Historycznego w Krakowie, zajmuje się nowożytną i współczesną historią Zakonu Kaznodziejskiego.


Rozwój Duszpasterstwa Akademickiego oo. Dominikanów w latach 70.

dr Zofia Fenrych Chciałabym zacząć również, tak jak ojciec Marek, od idei duszpa-

sterstwa akademickiego, ponieważ ma ona duże znaczenie w kontek-

ście duszpasterstwa w okresie PRL-u. Pan rektor przywołał sformułowanie „duszpasterstwo uniwersyteckie”. Taka właśnie idea istniała

w koncepcji DA ojca Bernarda Przybylskiego. Nie widział on duszpa-

sterstwa akademickiego jako działań tylko dla studentów, ale dla całego środowiska akademickiego – profesorów, pracowników uczelni.

Słowo „uniwersyteckie”, pochodzące od łacińskiego słowa universitas, wydawało mu się o wiele szerszym pojęciem. Jest to koncepcja, którą

zasadniczo zniweczył system panujący w Polsce po II wojnie światowej. Być może to dobrze, jak na tamte czasy, bo właśnie w formule, która powstała i przetrwała trudne lata PRL-u, DA wygrało. Forma otwarta

Myślę, że większość z nas kojarzy skrót DA nie tyle z pewną dzia-

łalnością Kościoła, ale z konkretnym ośrodkiem. Zawsze mówiliśmy:

duszpasterstwo dominikanów, duszpasterstwo jezuitów, w Szczecinie duszpasterstwo chrystusowców. W rzeczywistości duszpaster-

stwo akademickie, w myśl teologii pastoralnej, to wszystkie działania

duszpasterskie Kościoła skierowane do młodzieży akademickiej, czy

też szerzej: środowiska akademickiego. To, w jaki sposób dany ośro-

dek czy dane miejsce będzie działało, zależy w głównej mierze od

duszpasterzy. Może być tak jak w latach 70. w wielu miastach Polski,

że duszpasterz akademicki miał być w każdej parafii, na której terenie

znajduje się jakaś uczelnia lub akademiki. Najczęściej był to po prostu wikary, który miał dodatkowe obowiązki, na przykład odprawiał mszę akademicką, spowiadał młodzież, ewentualnie organizował

rekolekcje dla tej grupy. Czyli właściwie realizował podstawowe elementy duszpasterstwa ogólnego, uwzględniając jednak także postu-

laty duszpasterstwa specjalnego (nazywanego niekiedy branżowym).

Wszystko, co wykraczało ponad te obowiązki, zależało od poszczególnych duszpasterzy. To, że niektóre postacie są zdecydowanie bardziej

rozpoznawalne, świadczy o ich dodatkowym zaangażowaniu w pracę

z młodzieżą.

Duszpasterstwo akademickie nie jest konkretną strukturą. To nie

jest organizacja, w której obowiązują zapisy, do której można przyjść,

dopiero kiedy opłaci się składkę. To nie jest forma zamknięta (jak na

przykład różnego rodzaju organizacje katolickie, jak Sodalicje Mariań-

skie, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży itd.), lecz otwarta. I właśnie

Z historii Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego | 23


to uratowało duszpasterstwo akademickie w końcu lat 40. przed li-

kwidacją, kiedy większość organizacji katolickich została zawieszona

przez episkopat, by ochronić ich uczestników ze strony działań aparatu bezpieczeństwa czy aparatu państwowego. I właśnie m.in. dzięki

tej otwartej formule duszpasterstwa akademickie przetrwały okres

PRL-u. Myślę, że nasze kojarzenie DA jako struktury, jako ośrodka, wynika z konieczności pewnego ograniczania się Kościoła. By nie do-

puszczać do środowiska potencjalnych wrogów, dezintegrujących

działania duszpasterskie, siłą rzeczy grupa się konsolidowała. Nie za-

wsze było to oczywiście skuteczne, ale budowa wewnętrznego zaufania zdecydowanie sprzyjała rozwojowi zaangażowanej młodzieży.

Ponadto mimo tworzenia mniej lub bardziej zamkniętych grup duszpasterskich nadal było to nieformalne. Rola duszpasterza

Moim zadaniem jest przedstawienie rysu historycznego lat 70.

w historii DA oo. dominikanów. Nie jest to łatwe w tak krótkim cza-

sie. Chciałabym jednak wskazać kilka ważnych etapów i zagadnień,

a także opowiedzieć kilka ciekawostek. Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na rolę duszpasterzy akademickich, bo to właśnie od nich przede wszystkim zależy, w jaki sposób duszpasterstwo akademickie

będzie działało. To oni z reguły przyciągają swoją osobą, charyzmą,

umiejętnościami i pomysłami. W moich badaniach nad duszpaster-

stwem akademickim próbowałam znaleźć pewien katalog cech, które powinien duszpasterz akademicki posiadać. Biskupi i duszpasterze akademiccy spotykający się na zjazdach i zebraniach w pewnym

sensie wyznaczyli wymagania, które powinien spełnić duszpasterz.

Powstał dokument poruszający ten temat, który miał stanowić pewnego rodzaju pomoc dla biskupów diecezjalnych, być głosem dorad-

czym, nie było jednak obowiązku jego respektowania. Istnieje także

swoisty katalog, który stworzył przywoływany już o. Bernard Przybylski. Ojciec Bernard pisał, że studenci powinni wiedzieć, że duszpasterz jest dla nich, jest ich, mogą się zawsze do niego zwrócić, jest otwarty

na ich potrzeby, a jednocześnie wymagający i wyrozumiały. Duszpa-

sterz to osoba, którą cechuje przede wszystkim autentyczność. Nie

tylko mówi on o Ewangelii, ale rzeczywiście nią żyje i nie zatraca swo-

jego kapłaństwa. Nie jest przyjacielem, kumplem, ale właśnie przede

wszystkim kapłanem, który w tym kapłaństwie jest z młodzieżą. Nie

jest drogowskazem, który wskazuje, jak dana osoba ma iść, tylko towarzyszem drogi, który razem z młodzieżą będzie tę drogę pokonywał.

W razie potrzeby pomoże, podeprze. Będzie obok. W tym kontekście

znana jest bardzo ciekawa historia, którą często opowiadał ojciec Jan

Góra OP. Próbując znaleźć jakąś formę zwracania się do młodzie-

ży, która początkowo go przerażała, zaproponował, by mu mówili po imieniu. Młodzież mu otwarcie powiedziała: „Janków to ja mam dużo

24


w klasie, na studiach. Ty masz być dla mnie ojcem”. I właśnie w ten

sposób realizował swoje powołanie duszpasterz ojciec Jan. Myślę, że

to taki kolejny drogowskaz dla duszpasterzy akademickich. Patrząc

na poczet duszpasterzy w duszpasterstwie dominikanów w Poznaniu, porównując z całą Polską, dostrzec można rzeczywiście nazwi-

ska czołowe, bardzo ważne w historii DA i całego Kościoła w PRL-u, od samego o. Bernarda Przybylskiego począwszy. Później pojawili

się o. Stanisław Dobecki, o. Marcin Chrostowski, też wspaniała postać, o. Joachim Badeni, o. Tomasz Pawłowski, który sam zaczynał jako

student z duszpasterstwa poznańskiego, później po studiach i wstąpieniu do dominikanów był duszpasterzem akademickim w Poznaniu,

a następnie tworzył słynną „Beczkę” w Krakowie. Następnie o. Konrad Hejmo, który prowadził duszpasterstwo w nieco innej formie, bardzo

otwierając je na cały klasztor poznański. On był głównym duszpasterzem, ale właściwie wszyscy ojcowie, którzy w tym czasie mieszkali

w klasztorze, byli z młodzieżą, spotykali się z nią na Eucharystii, pro-

wadzili spotkania, wyjeżdżali na obozy czy spowiadali. Dzięki temu

kontakty między młodzieżą a dominikanami były bardziej żywe i bar-

dzo owocne w przyszłości. Wśród dominikanów z tego okresu warto tu wspomnieć o. Marcina Babraja, który sam był absolwentem tego

ośrodka i bardzo blisko współpracował z o. Konradem. Ponadto pojawili się ojcowie Piotr Prus, Tadeusz Marek – ten drugi co prawda krótki okres, ale dla niektórych studentów był ważną postacią, Jan Spież,

Z historii Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego | 25


również absolwent duszpasterstwa akademickiego i też duszpasterz,

Honoriusz Kowalczyk, Tomasz Alexiewicz (kolejny absolwent DA), Jan

Góra.

Cele duszpasterstwa akademickiego

Czym jest duszpasterstwo akademickie, chyba nikomu z tutaj

obecnych nie muszę tłumaczyć. Chciałabym jednak skupić się na kliku przestrzeniach, w których duszpasterstwo oddziałuje. Celem ogólnym, wyznaczonym przez Kościół dla duszpasterstwa akademickiego

jest stworzenie, wychowanie świeckiego apostoła, czyli osoby, która

swoim życiem będzie świadczyła o swojej wierze. Jest to nauka konfrontacji Ewangelii z rzeczywistością, w taki sposób, by zawsze to robić

w świetle wiary. Żeby w momentach trudnych umieć wybrnąć. Jest tu

też bardzo ciekawe zdanie, które chciałabym przywołać. Duszpaster-

stwo niejednokrotnie było ogarnięte troską nie tylko księży, nie tylko

duszpasterzy, ale również katolików świeckich. Na jednej z dyskusji o duszpasterstwie akademickim, organizowanych przez czasopisma

katolickie („Znak”, „Więź”, „W drodze”), Stefan Wilkanowicz powie-

dział takie zdanie: „Co twoi koledzy powiedzieliby o chrześcijaństwie, gdyby znali tylko jednego chrześcijanina, czyli ciebie? ”. I do dojrzałej

odpowiedzi ma również przygotowywać duszpasterstwo. To był i jest również cel pracy duszpasterskiej. Formacja duchowa

W jaki sposób te cele były realizowane? Były trzy podstawowe

formy, sfery działania: formacja duchowa, formacja intelektualna i for-

macja społeczna. Myślę, że wszystkie te przestrzenie się ze sobą wią-

żą i nawzajem przenikają. W pierwszej z nich, czyli formacji duchowej, mieszczą się te wszystkie podstawowe elementy duszpasterstwa

skierowanego konkretnie do młodzieży studenckiej. Czyli msze akademickie – zarówno te niedzielne, jak i poranne „siódemki”. Idea tych

ostatnich, jeśli chodzi o duszpasterstwo poznańskie, jest bardzo dobrze opisana m.in. przez o. Tomasza Pawłowskiego, który bardzo dużo

dobra w „siódemkach” dostrzegał. Uważał wręcz, że jest to jeden

z najważniejszych elementów pracy duszpasterstwa akademickiego.

Bo raz, że trzeba pokonać siebie i wstać na tę godzinę siódmą. Dwa,

że jest to też gest wyciągania ręki do nowych osób, które usłyszały, że jest „siódemka” i przyszły na nią, a jest to na tyle niewielkie grono,

że można ten kontakt nawiązać i od razu zaprosić kogoś na śniadanie. Jest ono kolejnym ważnym elementem po tej mszy porannej. Do

formacji duchowej należą również rekolekcje. Zarówno adwentowe,

jak i wielkopostne. W miarę rozwoju duszpasterstwa akademickiego

robią się one coraz „większe”, zarówno pod względem sławnych na-

zwisk rekolekcjonistów, jak i coraz większych tłumów wiernych gromadzących się w tym czasie w kościołach. Rzeczywiście rekolekcje

26


akademickie, i to nie tylko w Poznaniu, ale w każdym innym mieście,

to jest wydarzenie. Bo wiadomo, że będą one na bardzo wysokim po-

ziomie zarówno intelektualnym, jak i duchowym. Tutaj mamy nazwiska, które są faktycznie tymi czołowymi, jeśli chodzi o duchownych,

jak i świeckich, bo też czasami to się pojawia. Bardzo często rekolekcje były połączone ze spotkaniami, wykładami itd. Odbywały się także rajdy skupienia, które były pomysłem samych studentów. Oni

to, bardzo lubiąc rajdy piesze, połączyli rekolekcje z wędrówką. Rajdy

skupienia odbywały się pieszo, w małych grupach. Po drodze rozwa-

żano Pismo Święte, odmawiano różaniec. W ten sposób docierano

do miejsca docelowego, na przykład do Otorowa, i tam odbywało się

spotkanie z duszpasterzem i dalej rekolekcje. Ważnym elementem

pracy duszpasterskiej w tym czasie były pielgrzymki na Jasną Górę

(w maju i piesze w sierpniu), jak i spotkania z szeroko rozumianymi ludźmi Kościoła.

Formacja intelektualna

Przestrzeń intelektualna, która bardzo mocno przenikała się z du-

chową, to przede wszystkim wykłady, spotkania dyskusyjne (tu także

zapraszano czołowe postacie Kościoła i świata szeroko pojętej kultury i nauki), które uzupełniały wiedzę studentów, często oficjalnie

zakazaną w szkole, na uniwersytetach, poszerzając ją głównie o wiedzę ogólnohumanistyczną, w zakresie historii, literatury czy filozofii.

Ojciec Konrad Hejmo, na jednej z wspominanych już dyskusji organizowanych przez czasopisma katolickie, stwierdził, że filozofia, która

na uniwersytetach jest tak zdominowana przez marksizm-leninizm,

potrzebuje odnowienia, świeżości, powrotu do świata niematerialne-

go. W tym kontekście studenci wspominali niejednokrotnie spotkania

o nauczaniu św. Tomasza z Akwinu, prowadzone przez duszpasterzy

(np. oo. Joachima Badeniego i Tomasza Pawłowskiego) oraz zaprasza-

nych gości. Bardzo ciekawym pomysłem, który pojawił się w duszpa-

sterstwie w Poznaniu, a później zaadaptował się także w innych miastach, między innymi w Szczecinie, były trybuny duszpasterskie. Był

to pomysł o. Konrada Hejmo, choć początku należy szukać w idei eki-

py I sekretarza PZPR Edwarda Gierka. Zaczęło się od tego, że Gierek

i jego ludzie stworzyli telewizyjne Trybuny Obywatelskie, w których

przywódca państwa miał dyskutować ze społeczeństwem i odpowia-

dać na jego pytania. Gierek wytrzymał dwie takie debaty. Tymczasem

dominikanie podchwycili ten pomysł i zrobili takich trybun kilkanaście, podejmując bardzo różne tematy, również te kontrowersyjne. Byli za

to krytykowani — zarzucano im na przykład, że tworzą jakiś niepotrzebny ferment w Kościele, że mu wręcz zagrażają. W rzeczywistości

debaty takie wskazywały, że Kościół stał się otwarty na rozmowy, na dyskusje.

Z historii Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego | 27


Ważna w formacji intelektualnej okazała się również biblioteka

DA, niezwykle istotna w tamtym czasie. Była ona miejscem spotkań, miejscem, gdzie można było znaleźć czasopisma katolickie jak np.

„Więź”, „Znak”, „Tygodnik Powszechny”, jak również literaturę, która nie

była dostępna w zwykłych bibliotekach. Duszpasterze bardzo zachę-

cali, żeby z tego korzystać. W latach 1950—1954 działalność ośrodka

została zawieszona w wyniku nakazu władz. Wówczas działała tylko

biblioteka. I to było także miejsce spotkań, kontaktów, które odbywały

się w dużej konspiracji.

Następnym elementem formacji intelektualnej były spotkania

z szeroko pojętą kulturą. To również bardzo ważny element pracy,

kontynuowany w latach 80. Chciałabym przywołać tu postać o. Mar-

cina Babraja, który wiele rzeczy związanych z kulturą realizował. Miał

szerokie kontakty z literatami, aktorami, zapraszał ich do duszpasterstwa, jak i wspólnie ze studentami DA różne rzeczy organizował. Studenci wspominają np. spotkania z Romanem Brandstaetterem, pol-

skim pisarzem żydowskiego pochodzenia, znawcą Biblii. Razem z nim wystawiali jego sztuki.

Formacja społeczna

I na koniec trzecia przestrzeń, czyli formacja społeczna. Tutaj

wymieniłabym zarówno pomoc charytatywną, która jeśli chodzi

o duszpasterstwo poznańskie była niezwykle imponująca, ale rów-

nież szeroko pojęte życie towarzyskie, które jest bardzo istotne, je-

śli chodzi o duszpasterstwo akademickie. Zacznę od tego, że często

pojawiają się uwagi, czy wręcz zarzuty, że duszpasterstwo akademic-

kie to przestrzeń do szukania żony/męża. Myślę, że słowo „zarzuty”

jest zdecydowanie zbyt mocnym słowem, ponieważ to również o to

chodziło, to także był cel – łączenie młodych ludzi, kształtowanie ich

w taki sposób, by tworzyli dobre, trwałe rodziny. Duszpasterstwo ma

28


wszak przygotować przede wszystkim do życia po studiach. A bycie

świadkiem wiary to również bycie świadkiem wiary w swojej własnej

rodzinie. Myślę, że patrząc całościowo na duszpasterstwo akademic-

kie w Polsce, jednym z jego sukcesów można nazwać właśnie rodziny,

małżeństwa, które są dobrymi znakami, jeśli chodzi o formację dusz-

pasterską.

Z kolei mówiąc o pomocy charytatywnej, nie sposób nie wspo-

mnieć o Caritas Academica (CA). To również pomysł poznański, kon-

kretnie o. Bernarda Przybylskiego. Miał on w głowie piękną ideę duszpasterstwa akademickiego, wielkie koncepcje spotkań, wykładów

organizowanych wspólnie z Uniwersytetem Poznańskim. Wrócił po wojnie do duszpasterstwa w Poznaniu i zobaczył, że to nie była idea

na ten czas. Że to nie ten moment, kiedy on może tego typu działalność prowadzić. Dostrzegł, że studenci, owszem, garnęli się do nauki,

że bardzo chcieli wrócić do normalności, że ta „wielka trwoga” powo-

jenna była również czasem wielkiej nadziei, żeby znowu żyć w pokoju, szczęściu itd., ale także, że ta młodzież była biedna, głodna, chora, bezdomna, że potrzebowała przede wszystkim zaopiekowania się nią.

Wówczas ojciec Przybylski stworzył Caritas Academica (oddział Caritasu, który miał się zajmować przede wszystkim młodzieżą studiującą,

mający dużą niezależność i swobodę działania). Co jest wspaniałego

w Caritas Academica? Po pierwsze, błyskawicznie organizowany jest

w innych miastach – właściwie w większości miast gdzie są studenci.

Po drugie, działają tam sami studenci. Studenci dla studentów. Dzia-

łacze CA bardzo często sami wspominali, że ten „bakcyl pomagania”

owocował: jeśli ktoś otrzymał pomoc, to bardzo chętnie później an-

gażował się w pomaganie innym. To, co również w CA jest ciekawe,

to niesłychana kreatywność studentów, m.in. w zdobywaniu fundu-

szy na dalszą pomoc, na przykład na budowę dodatkowych mieszkań,

tworzenie stołówek, wyjazdy dla osób, które są chore, tworzenie sanatoriów itd. To jest rzeczywiście bardzo imponujące oraz niesamowicie

twórcze (jednym z takich pomysłów było przejęcie monopolu w ca-

łym mieście na sprzedaż choinek w okresie bożonarodzeniowym).

W kolejnych latach działania duszpasterstwa już takiej pomocy nie

organizowano, bo na szczęście aż taka nie była już konieczna. Jednak w dalszym ciągu ten element charytatywny był obecny. Na przykład

w latach 70. ówczesny student Tomasz Alexiewicz był jednym z pomysłodawców wysyłania paczek do Indonezji. Co ciekawe, wysyłanie

paczek z biednego PRL-u było obecne w wielu duszpasterstwach.

Inną przestrzenią pomocy był kontakt z dziećmi z domów dziecka

– w przypadku Poznania z dziećmi z Otorowa, dokąd jeżdżono z od-

wiedzinami, zapraszano dzieci do siebie na święta itd. Poza tym organizowano akcje pomocy ludziom starszym, np. w sprzątaniu czy w za-

kupach. Ogólnie rzecz biorąc, chodziło o otwieranie się studentów na

drugiego człowieka, tworzenie obywatela, który jest zainteresowany

Z historii Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego | 29


również tym, co się dzieje dookoła niego. W wielu przypadkach za-

owocowało to także zaangażowaniem w działalność opozycyjną wobec władz PRL-u.

Kończąc, uważam, że duszpasterstwo akademickie to wychowy-

wanie do samodzielności, do wolności, ale niekoniecznie do opozycji,

walki z reżimem. To wychowanie do o wiele szerzej pojętej wolności,

do dojrzałych wyborów, do samodzielnego myślenia, szerokich hory-

zontów. A tym samym do bycia rzeczywistym świadkiem wiary.

dr Zofia Fenrych — dr historii, edukatorka w Oddziale IPN w Szczecinie, zajmuje się badaniem historii młodzieży z perspektywy duszpasterstwa akademickiego; autorka pracy magisterskiej poświęconej ośrodkowi DA dominikanów w Poznaniu, pracy doktorskiej na temat duszpasterstwa akademickiego na terenie Szczecina oraz licznych artykułów naukowych i popularnonaukowych.

30


Duszpasterstwo Akademickie oo. Dominikanów w Poznaniu w latach 1974—1991

Mateusz Szłapka Przedstawienie historii Duszpasterstwa Akademickiego oo. Do-

minikanów w latach 1974—1991 to dość karkołomne zadanie, zwłasz-

cza w tak krótkiej formie jak tekst popularnonaukowy. Kluczem, który

został przeze mnie wybrany do opisu tej historii, są poszczególni

duszpasterze — ojcowie: Honoriusz Kowalczyk, Tomasz Alexiewicz,

Tomasz Pawłowski i Jan Góra, którzy funkcjonowali w Poznaniu w przedstawionym okresie.

Duszpasterstwo Akademickie. Uwagi ogólne

Na początek informacje ogólne, jeżeli chodzi o rolę i znaczenie

Duszpasterstwa Akademickiego jako „strawy duchowej”. Trzeba podkreślić, że w 1935 roku, kiedy Prymas August Hlond zaprasza domini-

kanów do Poznania, to zaprasza ich właśnie w tym jednym, konkretnym celu, czyli w celu utworzenia duszpasterstwa akademickiego.

Dominikanie mieli przede wszystkim objąć opieką duszpasterską

studentów Uniwersytetu Poznańskiego, ale także kadrę profesorską

oraz różnego rodzaju akademickie stowarzyszenia katolickie (Juventus Christiana, Stowarzyszenie Katolickiej Młodzieży Męskiej, Stowa-

rzyszenie Katolickiej Młodzieży Żeńskiej). Tę pracę Duszpasterstwa

Akademickiego przerywa II wojna światowa. Po wojnie ośrodek się

odradza z małą przerwą w latach 50., kiedy to Duszpasterstwo Akademickie zostaje zamknięte, a główny ośrodek przeniesiono do Para-

fii Wszystkich Świętych przy ul. Grobla. Zamknięcie ośrodka u dominikanów zostało podyktowane przez ówczesną działalność zakonników

(przede wszystkim Caritas Academica) oraz przez fakt podporządkowywania sobie Kościoła rzymskokatolickiego ówczesnym władzom

— głównie na podstawie dekretu z dnia 9 lutego 1953 roku o obsadzaniu duchownych stanowisk kościelnych oraz dekretu z dnia 5 sierpnia

1949 roku o zmianie niektórych przepisów prawa o stowarzyszeniach. W roku 1956 ośrodek rozpoczyna ponownie normalną pracę, chociaż faktycznie do 1989 główny ośrodek DA jest w Parafii Wszystkich

Świętych na Grobli.

Od 1971 roku datujemy rozkwit innych ośrodków duszpasterstwa

akademickiego. Według Edmunda Kędzierskiego, ówczesnego kierownika Wydziału ds. Spraw Wyznań Urzędu Wojewódzkiego w Po-

znaniu, w czerwcu 1971 roku tych ośrodków było 12. Kolejny wzrost liczby ośrodków datować można na lata 80. Jest to zasługa działalności

abpa Jerzego Stroby, który próbuje „rozbić monopol” dominikański na duszpasterstwo akademickie. Bardzo często zarzucał on

Z historii Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego | 31


dominikanom, że odciągają oni wiernych od parafii. Chcąc temu prze-

ciwdziałać, wydaje on zarządzenie, że przy każdym kościele parafialnym albo przy każdym kościele, gdzie gromadzą się studenci, powinien funkcjonować duszpasterz akademicki.

W rozmowie ze mną ks. Adam Przybecki mówił, że było to w za-

sadzie sztuczne tworzenie ośrodków duszpasterstwa, ponieważ duchowni wikariusze powoływani na to stanowisko zwykle nie mieli czasu na pracę ze studentami czy ze środowiskiem akademickim, bo

byli obciążeni różnego rodzaju zadaniami na terenie parafii, w związku z tym i tak mówiono: „Idźcie do dominikanów, dominikanie są od tego, żeby się wami zająć”.

Faktycznie i prężnie funkcjonujące ośrodki DA w Poznaniu to:

— pallotyni — zostali przydzieleni do Akademii Medycznej,

— parafia św. Stanisława Kostki z ks. Tomaszem Ilskim jako duszpasterzem — została przydzielona do Akademii Rolniczej,

— parafia św. Rocha przy Poligrodzie — tam duszpasterzem akade-

mickim przez wiele lat był ks. Adam Przybecki, później także die-

cezjalny duszpasterz akademicki na miasto Poznań,

— a także oczywiście Duszpasterstwo Akademickie oo. Dominikanów kojarzone zwykle z Uniwersytetem im. Adama Mickiewicza,

chociaż w tym ośrodku uczestniczyli nie tylko studenci z UAM. DA oo. Dominikanów do 1974 roku. Opozycja

Ośrodek DA oo. Dominikanów od początku swojego istnienia

(a już na pewno istnienia powojennego) kojarzył się z działalnością

„opozycyjną” w szeroko rozumianym kontekście. Najsłynniejszym incydentem sprzed okresu faktycznie rodzącej się opozycji (KOR oraz

Solidarność), jest oczywiście incydent z listopada 1961 roku, kiedy na

wykładzie pt. „Katolik wieku atomowego” prowadzonym przez ks. Le-

ona Kantorskiego doszło do interwencji Milicji Obywatelskiej, ZOMO

i SB, która przerwała owe spotkanie. Oddźwięk tego wydarzenia w ko-

ściele oo. Dominikanów dotarł aż do Prymasa Stefana Wyszyńskiego, który interweniował w tej sprawie zarówno u władz partyjnych, jak

i bezpieczeństwa, a także wyraził swoje poparcie dla działania stu-

dentów oraz duszpasterzy akademickich listownie, wysyłając m.in. list poparcia do klasztoru oo. Dominikanów w Poznaniu.

Przechodząc już do opowieści z lat 1974—1991, pokrótce zaprezen-

tuję sylwetki obydwu najważniejszych zakonników z lat 1974—1983

czyli o. Honoriusza Kowalczyka oraz o. Tomasza Alexiewicza.

O. Honoriusz został duszpasterzem akademickim w roku akade-

mickim 1974/1975, chociaż w zasadzie z Duszpasterstwem Akademic-

kim jest związany od zawsze z małymi przerwami, kiedy to przeby-

wał w innych placówkach. W materiałach zgromadzonych w IPN po

raz pierwszy z imienia i nazwiska pojawia się już w kontekście wyda-

rzeń marcowych roku 1968. Funkcjonariusze opisują wówczas kazanie

32


o. Honoriusza Kowalczyka, które wygłasza on do studentów celem uspokojenia „gorących głów”.

Podobną drogę przeszedł o. Tomasz Alexiewicz, który — jak sam

wspominał — do dominikanów chciał wstąpić w zasadzie od razu po

maturze, odradzano mu to jednak i powiedziano, żeby najpierw skoń-

czył jakieś studia, ponieważ dobrze jest, żeby dominikanie w tym

okresie mieli przynajmniej jakieś drugie wykształcenie, aby mogli uzupełniać swoją wiedzę teologiczną także różnego rodzaju innymi

doświadczeniami. Najpierw więc o. Tomasz skończył psychologię,

a następnie wstąpił do Zakonu Kaznodziejskiego. W zasobie archiwum IPN zachowała się sprawa operacyjnego rozpracowania, kryptonim „Dominik”, założona właśnie na Tomasza Alexiewicza. Ciągnie się

ona od jego czasów studenckich, aż do roku 1987. Od zawsze rodzina

Alexiewiczów była kojarzona z tym ośrodkiem, od zawsze z tym duszpasterstwem akademickim.

Pierwsze inicjatywy, które duszpasterze akademiccy podejmowa-

li w związku z działalnością opozycyjną, zaczynają się już w roku 1976.

Wtedy to o. Honoriusz wraz ze studentami wspiera Komitet Obrony

Robotników. Jako gest poparcia powstają listy wspierające próby wyjaśnienia śmierci Stanisława Pyjasa pisane przez Studenckie Koła

Samopomocy. O. Honoriusz niejako koordynował te prace, zbierał

podpisy, wspierał również studentów, którzy się w to angażowali. To

m.in. daje się zauważyć w dokumentach, które zgromadzone są w za-

sobach IPN, chociażby różnego rodzaju Kwestionariusze Ewidencyjne

(kryptonim „Beniamin”, „Edward”) zakładane na studentów z Duszpasterstwa Akademickiego, czy sprawy operacyjnego sprawdzenia,

kryptonim „Oczko”, oraz „Amelia”, które były założone na Duszpaster-

stwo Akademickie.

O. Honoriusz wywodził się z dominikańskiego założenia wolno-

ściowego, wypływającego z nauki Zakonu Kaznodziejów, z dominikańskiej formacji, która dąży do demokracji, do wolności. W związku

z tym właśnie wokół tych zagadnień tworzy swoje duszpasterstwo.

Kolejną rzeczą, którą warto podkreślić, jest fakt, że właśnie

w Duszpasterstwie Akademickim oo. Dominikanów, już od czasów

powojennych, czyli jeszcze przed Soborem Watykańskim II, docho-

dzi do bardzo dużej liberalizacji w prowadzeniu mszy świętej oraz do wyjścia z tymi mszami świętymi poza mury kościoła. To właśnie

dominikanie wprowadzali różnego rodzaju innowacje i działania liberalizujące prowadzenie mszy. Nabożeństwa odbywały się w każdym miejscu, zwykle na różnego rodzaju wyjazdach wakacyjnych, rajdach

górskich i w miejscach, gdzie odpoczynkowi fizycznemu towarzyszyła wytężona praca duchowa.

Jeżeli chodzi o działalność i zaangażowanie obydwu duszpa-

sterzy akademickich, czyli o. Honoriusza Kowalczyka i od 1980 roku

o. Tomasza Alexiewicza, trzeba pokreślić dwie rzeczy. Po pierwsze,

Z historii Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego | 33


obaj zostali wciągnięci do pracy z rodzącą się wówczas Solidarnością,

o. Tomasz Alexiewicz zostaje nawet kapelanem Solidarności, jest de-

legatem na pierwszy zjazd w poznańskiej Arenie, gdzie wygłasza płomienne kazanie. Obaj angażują się jednak również w to, co się dzieje

wokół kościoła Dominikanów. Zostają także wciągnięci w inicjatywę budowy pomnika ofiar Poznańskiego Czerwca 1956 roku.

Kolejną inicjatywą, którą o Honoriusz wprowadził jeszcze przed

przyjściem o. Tomasza Alexiewcza w roku 1978, jest magazyn „Przy-

stań” — niezależne pismo młodzieży katolickiej, które było wydawane

przez Duszpasterstwo Akademickie. Tutaj chwilę chciałbym poświęcić

temu magazynowi z tego względu, że jest on pokłosiem właśnie „Try-

bun Duszpasterskich”, o których wspominała pani dr Zofia Fenrych.

Mianowicie w momencie kiedy zrezygnowano z prowadzenia

„Trybun” powstaje „Przystań” jako miejsce dialogu pomiędzy zarówno

duszpasterzami akademickimi a studentami, ale także Duszpaster-

stwem Akademickim a szeroko rozumianym środowiskiem inteligenc-

kim. W „Przystani” pojawiają się artykuły na różne, czasem kontro-

wersyjne tematy, jak chociażby aborcja czy kontrowersyjna w czasach

PRL-u kwestia Poznańskiego Czerwca ‘56. Prawdopodobnie jest to

pierwsza publikacja, na czele z artykułem dr Łucji Łukasiewicz, która traktuje w ogóle o kwestii Poznańskiego Czerwca właśnie w czasach

PRL-u.

Inne tematy, które były poruszane w „Przystani”, to chociażby

kwestia bardzo krótkiego pontyfikatu Jana Pawła I, był osobny numer poświęcony temu zagadnieniu, oczywiście kwestia wyboru Karola

Wojtyły na papieża Jana Pawła II. To wszystko właśnie w tej przestrzeni „Przystani” było poruszane. Treści, które były tam zawarte, to także

artykuły historyczne, socjologiczne, również były fragmenty poezji, często zakazanej, wolne głosy, listy od czytelników, a także ankiety i ich wyniki. Można powiedzieć, że „Przystań” wyrosła z magazynu

„W drodze”, była jego akademickim odpowiednikiem.

„Przystań” była wydawana w zasadzie aż do roku 1983, czyli do śmier-

ci o. Honoriusza. Śmierć tego duszpasterza staje się punktem zwrotnym dla „Przystani”, ponieważ zatrzymuje wydawanie tego magazynu.

Okres od powstania Solidarności do 13 grudnia 1981 roku, czyli

do wybuchu stanu wojennego, można nazwać symbolicznie „oknem

wolności”. Sytuacja ta jest wykorzystywana jako okazja do ponowne-

go połączenia Duszpasterstwa Akademickiego z Uniwersytetem.

Bardzo dużą rolę we współpracy w tym czasie pomiędzy Uniwer-

sytetem a Duszpasterstwem Akademickim odgrywa prof. Janusz Ziółkowski, który pojawia się na mszy inaugurującej rok akademicki, a tak-

że na klasztornych absolutoriach, a później, kiedy zostaje odsunięty od władzy po wprowadzeniu stanu wojennego, nadal uczestniczy

w tych spotkaniach organizowanych na terenie klasztoru ojców dominikanów.

34


Okres 1974—1983 został tu opowiedziany być może nieco cha-

otycznie, ale — tak jak wspomniałem — trudno opisać w tak krótkim

tekście ilość inicjatyw, które były podejmowane w tym czasie. Trzeba

jednak wspomnieć, że grubym cieniem, który rzuca się na ten okres,

jest śmierć o. Honoriusza Kowalczyka. Najpierw wypadek 17 kwietnia

1983 roku, następnie jego zgon 8 maja 1983 roku. Śmierć do dzisiaj

niewyjaśniona, nie będę wchodził w polemikę, czy to była śmierć spo-

wodowana działalnością Służby Bezpieczeństwa, czy też wynikała

ona z nadmiernego wyeksploatowania o. Honoriusza.

Warto jednak wspomnieć, że wielu przyjaciół o. Honoriusza, z któ-

rymi rozmawiałem, m.in. ks. Adam Przybecki, który również współpra-

cował z o. Honoriuszem, wspominało, że faktycznie w tych kwietniowych dniach 1983 roku o. Honoriusz był wyczerpany zarówno przez

studentów, to znaczy przez tę pracę duszpasterza akademickiego, jak również poprzez pracę, którą pełnił on w Komitecie Pomocy Osobom

Represjonowanym i Internowanym. Również kwestia ciągłego rozpracowania przez Służbę Bezpieczeństwa, a także kwestie związane

z o. Tomaszem Alexiewiczem, który przez kilka dni był internowany

w grudniu 1981 roku, odbiły się ujemnie na zdrowiu i psychice du-

chownego.

Ciągłe zaangażowanie o. Honoriusza mogło się odbić zdaniem

niektórych na jego kondycji fizycznej, co w ostateczności mogło do-

prowadzić do tego nieszczęśliwego wypadku. Tak jak wspomniałem, nie chcę tutaj — ponieważ nie ma żadnych dokumentów mogących

jasno stwierdzić, czy ta śmierć była spowodowana faktycznie działalnością Służby Bezpieczeństwa, czy też nie — odpowiadać jasno na

pytanie, co się stało z o. Honoriuszem. Dzisiaj oczywiście patrzymy na to przez pryzmat ks. Popiełuszki, ks. Zycha, ks. Niedzielaka itd. Nie

ma jednak jednoznacznych dowodów na to, że o. Honoriusz został za-

mordowany.

Wówczas ta śmierć niewątpliwie była ogromnym szokiem. W pa-

mięci wielu wspominana jest zgodnie ze zdjęciem z trumną o. Honoriusza na tle Grobu Pańskiego, który został stworzony przez Bolesława

Musierowicza w roku 1983 — to takie bardzo wymowne zdjęcie z napi-

sanym solidarycą słowem „Zmartwychwstanie” oraz krzyżami symbolizującymi ofiary stanu wojennego. W momencie śmierci o. Honoriusza

jego naturalnym następcą wydawał się o. Tomasz Alexiewicz.

W momencie kiedy Przeor wraz z o. Tomaszem Alexiewiczem uda-

li się do abp. Jerzego Stroby celem jakby przedstawienia o. Tomasza

Alexiewicza jako następcy o. Honoriusza, jak wspominał o. Tomasz Alexiewicz — metropolita poznański kategorycznie i w żadnym wypadku nie zgadzał się z kandydaturą o. Tomasza na zostanie duszpasterzem

akademickim. Wpływ na to miało m.in. jego zaangażowanie polityczne

oraz fakt, że abp Stroba wielokrotnie musiał tłumaczyć się i wyjaśniać

zachowanie o. Tomasza.

Z historii Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego | 35


Okres przejściowy. Ojciec Tomasz Pawłowski

O. Tomasz w późniejszych rozmowach wspominał, że decyzja ta

była dla niego ogromnym szokiem. Postanowiono jednak wówczas

wybrać postać, która moim zdaniem była również bardzo mocno za-

angażowana, ale jakoś wydawała się — przynajmniej według abp. Stroby — lepszym kandydatem na to stanowisko. Tym duchownym był

o. Tomasz Pawłowski. Okres obejmujący lata 1983—1987 jest czasem

pewnego rodzaju stagnacji, nie jeśli chodzi o kwestie społeczno-polityczne, ale o kwestie rozwoju duchowego. Ojciec Pawłowski, który

zostaje niejako wyrwany ze stworzonego przez niego od podstaw środowiska krakowskiej „Beczki”, przywozi do Poznania dwa elementy

wypracowane w Krakowie, czyli „element siły przebicia” i organizowania Duszpasterstwa Akademickiego na podstawie małych grup tzw.

„katów”.

W swojej książce „Stopem przez życie” o. Pawłowski mówił,

że na trudność w jego ponownej pracy w Poznaniu składały się dwa czynniki: po pierwsze ogromnym szokiem była dla niego, jak i dla

całego środowiska, śmierć o. Honoriusza, po drugie — musiał wejść w bardzo trudną rolę, ponieważ o. Honoriusz do momentu swojej

śmierci wypracował, „swoją markę” nie tylko w środowisku akademickim, ale również w środowisku opozycyjnego Poznania w ogóle.

W związku z tym o. Pawłowski miał bardzo trudne zadanie i ten okres czteroletni, kiedy funkcjonuje on jako duszpasterz akademicki, ciężko

szczerze mówiąc opisać, bo trudno przede wszystkim o jakąkolwiek

dokumentację (skądinąd wiadomo, że o. Pawłowski również działał w środowiskach opozycyjnych — na jego temat możemy znaleźć

wzmianki w Sprawie Operacyjnego Rozpracowania kryptonim „Kleryk” dot. środowiska działaczy przy Kościele Matki Boskiej Bolesnej

w Poznaniu). O. Pawłowski w swoich książkach o tym okresie przej-

ściowym sam też za wiele nie wspomina, ponieważ już w 1987 roku

zostaje przeniesiony do Rzeszowa (gdzie miał od podstaw stworzyć kolejny ośrodek DA).

Ojciec Jan Góra. Nowa jakość w Duszpasterstwie

W 1987 roku duszpasterzem akademickim zostaje ówczesny dusz-

pasterz szkół średnich o. Jan Góra. Ojciec Jan miał zupełnie inny pomysł na Duszpasterstwo Akademickie niż to, które było prowadzone

wcześniej. W roku 1985 o. Jan pisze dosyć ostry w swojej wymowie list

do ówczesnego Prowincjała Prowincji Dominikanów w Polsce, gdzie

w punktach wymienia słabe cechy Duszpasterstwa Akademickiego

oraz argumenty za tym, dlaczego trzeba je zreformować i zmienić.

Ojciec Jan nie wyjawił, czy ten list faktycznie wysłał. Na skutek pożaru,

który strawił większą część jego archiwum, zgromadzonego na Lednicy, nie ma możliwości odtworzenia tej korespondencji. Autor posia-

da zdjęciowe kopie we własnych zbiorach. W tym liście o. Jan pisał, że

36


trzeba zrezygnować z politycznego zaangażowania Duszpasterstwa

Akademickiego, że pozycja Duszpasterza Akademickiego ma być drogowskazem, natomiast całą pracę w Duszpasterstwie Akademickim

powinni wykonywać studenci oraz profesorowie, kadra naukowa, która się wokół całego Duszpasterstwa Akademickiego gromadzi, a nie

środowisko opozycyjne.

Faktycznie ta zmiana działań nastąpiła. Ojciec Góra próbował

wypracować swoją metodę na prowadzenie Duszpasterstwa Akade-

mickiego. Jednym z elementów tego wypracowania miało być spotkanie w Hermanicach w 1989 roku, kiedy odbył się zjazd wszystkich

duszpasterzy akademickich w Polsce. Próbowano tam wypracować metodę działań ośrodków w nowo rodzącej się rzeczywistości, które

zaangażowałoby bardziej duchowo środowisko akademickie zwią-

zane z Duszpasterstwem Akademickim, mniej natomiast społecznie

(w tym kontekście — opozycyjnie). O. Jan Góra próbuje to środowisko

zaangażować bardziej duchowo. Punktem kulminacyjnym jego dzia-

łalności jest rok 1991 i włączenie m.in. Duszpasterstwa Akademickiego Ojców Dominikanów w Poznaniu na czele z nim samym oraz

o. Tomaszem Alexiewiczem, w organizację Światowych Dni Młodzie-

ży w Polsce. W momencie kiedy powstaje pieśń „Abba, Ojcze”, o. Jan

zmienia swoją wizję Duszpasterstwa Akademickiego. Uważał on bowiem, że Duszpasterstwo Akademickie ma mieć charakter ogólnośro-

dowiskowy, ale także ma mieć wymowę ogólnopolską. W tym czasie

rodzą się najpierw Hermanice, potem powstaje Jamna, a z doświad-

czeń, które o. Jan zebrał podczas szóstych Światowych Dni Młodzieży, rodzi się Lednica. Duszpasterstwo Akademickie Ojców Dominikanów

Mateusz Szłapka — urodzony w 1991 r. Historyk, absolwent Instytutu Historii UAM (praca magisterska: Duszpasterstwo Akademickie oo. Dominikanów w Poznaniu w latach 1974—1991, obroniona 2015), doktorant w Zakładzie Najnowszej Historii Polski IH UAM (temat pracy: Polityka władz wobec Kościołów mniejszościowych i związków wyznaniowych w Wielkopolsce

w Poznaniu cały czas jest związane z tymi właśnie inicjatywami, któ-

re podejmował o. Jan Góra, aż do roku 2012, kiedy o. Jan zostaje desy-

gnowany tylko i wyłącznie do prowadzenia Ruchu Lednickiego. Miało to duże znaczenie, ponieważ Duszpasterstwo Akademickie za mocno

jest wciągane w indywidualne inicjatywy o. Jana, które niekoniecz-

nie zawsze były inicjatywami akademickimi. Odejście o. Jana z funk-

cji duszpasterza akademickiego ma więc charakter symboliczny, bo

zamyka okres „historyczny” DA, a otwiera zupełnie nowe możliwości i właściwości, które są realizowane po dziś dzień.

w latach 1945—1989), pracownik Oddziałowego Archiwum IPN w Poznaniu. Zainteresowania badawcze skupiają się głównie wokół spraw wyznaniowych w Wielkopolsce, ze szczególnym uwzględnieniem polityki władz wobec chrześcijańskich kościołów mniejszościowych i związków wyznaniowych, a także funkcjonowania ośrodków duszpasterstwa akademickiego.

Z historii Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego | 37


Wspólnota , O dwaga , L iturgia , Świąt y nia K l a s z t or w P ozn a niu — cech y ch a r a k t ery s t yc zne mie js c a . M at er i a ły z w y s taw y


Wspólnota potrzebuje miejsca

Helena Postawka-Lech Z punktu widzenia architektury poznański kościół i klasztor są

dziełem złożonym. Na architekturę nie można bowiem patrzeć je-

dynie jak na bryłę w przestrzeni. To ciąg zdarzeń, koncepcji i napięć, które doprowadziły do tego, że ta konkretna bryła stoi w tym miejscu.

Jak mówi jeden ze współczesnych architektów, Jean Nouvelle: Archi-

tektura jest zapisem drgań i napięć epoki. A w tym wypadku zapis ten jest szalenie ciekawy.

Dominikanie wraz z powrotem do Poznania rozpoczęli planowa-

nie nowej świątyni i domu — klasztoru. W 1938 roku projekt wykonał

Stefan Cybichowski — architekt związany z Poznaniem. Zaproponował

on świątynię monumentalną, bardzo odpowiadającą duchowi swoich czasów, czyli końca lat trzydziestych. W tym okresie architektura

europejska fascynowała się klasycyzmem, radykalna nowoczesność

była w odwrocie. Po kryzysie z lat 1929—1931 nikt już nie wierzył w no-

wy wspaniały świat. Do głosu doszła więc architektura z drugiej linii

awangardy, posługująca się językiem zmodernizowanego klasycy-

zmu. Smukłe proporcje brył, wydłużone proste podpory i horyzontalne, rytmiczne podziały elewacji — wszystko bez ornamentu i dekoracji

sprawiało jednak wrażenie klasyczności. W przypadku architektury

sakralnej budziło to także dodatkowe konotacje — z architekturą go-

tycką, a ta już od XIX wieku uznawana była za najbardziej odpowied-

nią dla świątyń. W Polsce w okresie dwudziestolecia międzywojenne-

go nie był to jednak styl dobrze kojarzony — łączono go z gotykiem

pruskim, czyli z architekturą zaborcy. Jednak monumentalne bazyliki

z szarego betonu przywodziły na myśl raczej katedry francuskie niż

pruskie ceglane kościoły. Tym bardziej styl ten przyjął się, że dzięki za-

stosowaniu betonu zbrojonego można było praktycznie zrezygnować

ze ścian i przeszklić je witrażami. W takim duchu projektowane były wielkie świątynie międzywojennej Polski: Bazylika Opatrzności Bożej w Warszawie i Bazylika Morska w Gdyni — obie autorstwa Bohdana

Pniewskiego — oraz właśnie poznańska świątynia Cybichowskiego.

Jednak żaden z tych trzech projektów kościołów nie został zrealizo-

wany. Czyżby tak monumentalne dzieła przerosły nas finansowo i or-

ganizacyjnie?

Cybichowski był dzieckiem swoich czasów — i tylko w tych cza-

sach mógł zaistnieć. Po wojnie było już za późno na powrót do tych planów. Nowa rzeczywistość polityczna nie pozwalała na wzniesienie

budowli tak monumentalnej, rzucającej się w oczy. To otworzyło nowy rozdział w historii budowy kościoła i klasztoru — rozdział poszukiwania

40


formy i eksperymentu. Z tego okresu najciekawszy jest projekt kon-

kursowy Marka Leykama. Zaproponował on bazylikową świątynię

o prostej, syntetycznej formie, z oknami w formie ciągów okrągłych

otworów w elewacji — jakby ktoś podziurawił ściany dziurkaczem.

Jeszcze dzisiaj wydaje się on być nowoczesny — specyficzne rozwiązanie z perforacjami przypomina architekturę współczesnego wirtuoza

betonu i światła, Petera Zumthora. Zachwyca swoją lekkością i pro-

stotą. Jednak ten pomysł również nie został zrealizowany, podobnie

jak inne nadesłane na konkurs propozycje. Zdecydowano się w koń-

cu na projekt podarowany przez największą figurę międzywojennej

architektury w Polsce — Adolfa Szyszko-Bohusza. Ten architekt i kon-

serwator, zawodowo związany przede wszystkim z Krakowem, zapi-

sał się w historii architektury sakralnej kilkoma realizacjami. Jednym

z bardziej znanych jego projektów był kościół świętych Piotra i Pawła

w Trembowli (obecnie na Ukrainie). Wyniosła bazylika w typie wcze-

snochrześcijańskim miała być świadectwem zachodniej kultury na

ziemiach wschodu i dowodem polskiej dominacji na tych terenach.

Zaprojektowana w 1923 świątynia mocno ciążyła w stronę historyzmu, ale jednocześnie niosła w sobie twórczą reakcję na modernizm.

Ten sam projekt został powtórzony w Poznaniu. Teraz mamy zatem dwie świątynie spoglądające na siebie z odległych zakątków. Tyle że

to dzięki Poznaniowi możemy zobaczyć, jak wygląda ona w całej kra-

sie, ponieważ świątynia trembowelska jest zniszczona i pozbawiona wież.

Na historyczne warstwy nakłada się współczesność. Kaplica Aka-

demicka stworzona przez Matuszewskiego, Brzozowskiego i Kozłow-

Helena Postawka-Lech — historyczka sztuki, badaczka architektury II RP. W polu jej zainteresowań badawczych leżą przedwojenna i powojenna architektura modernistyczna, muzealnictwo

skiego to dzieło wyjątkowe, zaryzykowałabym stwierdzenie, że po

zniszczeniu w Krakowie kaplicy świętych Borysa i Gleba to najciekawsze, całościowo zaprojektowane wnętrze w Polsce. 80 lat historii

duszpasterstwa widoczne jest w architekturze i sztuce dominikań-

skiego kompleksu w Poznaniu.

oraz edukacja muzealna. Redaktorka prowadząca dwóch pierwszych tomów serii „Modernizmy. Architektura nowoczesności w II Rzeczypospolitej”. Od 2009 roku pracuje w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie jako kurator wystaw i programów towarzyszących. Publikuje teksty w takich czasopismach jak „Contemporary Lynx”, „Autoportret” czy magazyn „O.pl” oraz współpracuje z różnymi instytucjami kultury, w tym z Małopolskim Instytutem Kultury, dla którego opracowała szlak po międzywojennej architekturze w Krynicy.

Klasztor w Poznaniu — cechy charakterystyczne miejsca. Materiały z wystawy | 41


Pokaż mi, gdzie zbudowałeś klasztor, a powiem Ci kim jesteś. Miejsce, w którym fundowano kościół i klasztor, od zawsze mia-

ło ogromne znaczenie. Zakony mendykanckie, Dominikanie i Fran-

ciszkanie, jako pierwsze zaczęły w XII wieku osiedlać się w centrach

miast. Muszą być blisko ludzi, ich praca i życie są z nimi mocno zwią-

zane. Ale ta relacja działa też w drugą stronę. Klasztory w centrach miast wpływają na swoje otoczenie, zmieniają je. To miejsca, gdzie

gromadzi się społeczność. A kultura i dziedzictwo powstają właśnie

tam, gdzie jest spotkanie człowieka z człowiekiem, wymiana myśli

i poglądów.

Tak też było w Poznaniu. Działka przy ul. Libelta nie była przypad-

kowym wyborem. Osiemdziesiąt lat temu Dominikanie, po stosunko-

wo krótkiej nieobecności, wrócili do Poznania na zaproszenie władz

Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Nie był to jednak powrót na

„stare śmieci”, do XIII-wiecznego klasztoru przy ul. Dominikańskiej

(obecnie klasztor Jezuitów). Wybrali miejsce, które miało odpowiadać ich nowej misji: budowie Duszpasterstwa Akademickiego. Wy-

szli poza Stare Miasto, a skierowali się w stronę nowo powstającego

szlaku uczelni oraz przylegających do nich ściśle akademików.

42

w spólno t a


Być może to właśnie potrzeba otwartości skłoniła też Dominika-

nów do wyboru projektu Szyszko-Bohusza?

Portyk otwiera całe założenie na ulicę, tworzy przestrzeń po-

między miastem a kościołem. Miejsce, które staje się naturalnie

punktem spotkań — miejscem na rozmowę przed lub po mszy. Prosta

bryła kościoła akcentuje obecność Dominikanów w mieście, ale jej nie narzuca.

Klasztor w Poznaniu — cechy charakterystyczne miejsca. Materiały z wystawy | 43


Od samego początku w projektach uwzględniany był obszerny

klasztor mieszczący pomieszczenia dla wspólnoty i duszpasterstw,

ale także mieszkanie dla zakonników. Klasztor to dom tych, którzy

służą wspólnocie. Żeby ich służba była dobra i wydajna, to co im słu-

ży musi być funkcjonalne. Dbałość o projekty, meble i wyposażenie

to nie pycha i chęć otaczania się zbytkiem. Istotą jest tu służebność:

ludzi, ale też i mebli.

Dlatego też zaprojektowanie części wyposażenia klasztoru po-

wierzono Janowi Węcławskiemu, projektantowi, który miał na swoim koncie wyposażenie do najbardziej luksusowych hoteli w Polsce,

takich jak poznański Merkury czy krakowska Cracovia. Dla Dominika-

nów Węcławski zaprojektował spowiednicę (zrealizowana), meble do

zakrystii i cel klasztornych (niezrealizowane) oraz lektorium (zrealizo-

wane). Wszystkie projekty łączy prostota i funkcjonalizm. Cela klasztorna to miejsce pracy, modlitwy i odpoczynku. Węcławski równorzęd-

nie połączył te formy w jednej przestrzeni. Projekty uwzględniały też

kolorystykę: granat, biel i surowe drewno. Meble Węcławskiego są po

to, aby służyć, nie błyszczeć. W jakiś sposób udało mu się stworzyć

przedmioty piękne i jednocześnie pokorne, niewalczące o uwagę.

44

w spólno t a


Klasztor w Poznaniu — cechy charakterystyczne miejsca. Materiały z wystawy | 45


Od samego początku klasztor i kościół oo. Dominikanów był po-

myślany jako duchowy dom dla studentów. Przed wojną miał być tak-

że domem dla różnego rodzaju stowarzyszeń katolickich. Po wojnie

Duszpasterstwo stało się zarówno domem w sensie duchowym, jak

i fizycznym. W latach funkcjonowania Caritas Academica w klaszto-

rze przebywali studenci, którzy nie mogli znaleźć lokum w zrujnowa-

nym Poznaniu. Wówczas także tworzyły się duchowe zręby jedności

i wspólnoty.

W późniejszych latach pomieszczenia klasztorne również były

dla studentów domem fizycznym — to tutaj uczyli się do kolokwiów,

pisali prace zaliczeniowe, przychodzili na agapy — śniadania po trady-

cyjnych siódemkach.

W okresie działania o. Honoriusza Kowalczyka idea „domu” przy-

brała formę hasła, gdyż ów duszpasterz nazwał swoje duszpasterstwo

„DA-Dom”. Bardzo często studenci zagubieni odnajdywali w murach

klasztoru swoich ojców, a także żony czy mężów. Po wprowadzeniu

stanu wojennego działacze Niezależnego Zrzeszenia Studentów m.in. w budynku przy ul. Stalingradzkiej szukali schronienia. Podobnie

studenci wyrzuceni z akademików za działalność opozycyjną. Przez

wszystkie lata funkcjonowania DA tworzyła się wspólnota pokolenio-

wa, która przetrwała do dnia dzisiejszego.

46

w spólno t a


Wspólnotowy charakter całego przedsięwzięcia prowadzonego

przez oo. Dominikanów miały wyjazdy. Przybierały one różne formy

— od pielgrzymek (zwłaszcza akademickiej na Jasną Górę), przez od-

wiedziny innych Duszpasterstw Dominikanów w innych miastach wywodzących się z tego poznańskiego, aż po wyjazdy wakacyjne. One

wydają się najważniejsze, gdyż w okresie najmniej wytężonej pracy

akademickiej podtrzymywano jedność i wspólnotę Duszpasterstwa

Akademickiego. Poszczególni Ojcowie w ten sposób chcieli przez

cały rok utrzymywać kontakt ze swoimi podopiecznymi i pogłębiać ich duchowość.

Klasztor w Poznaniu — cechy charakterystyczne miejsca. Materiały z wystawy | 47


Dominikańskie Duszpasterstwo Akademickie wobec tego wszyst-

kiego, o co walczyły wcześniejsze pokolenia, a co teraz jest rzeczywi-

stością, nadal pozostaje wierne duchowi i inspiracji, z jakiej powstało.

W czasach nieskrępowanego rozwoju kultury, powszechnego dostępu do informacji, nieograniczonej możliwości spotykania się osób

wierzących i łatwej komunikacji, chce być drogą, na której studenci mogą stawać się twórczymi ludźmi Kościoła.

Opierając się na dominikańskiej tradycji, uformowanej wokół

wspólnoty, liturgii, intelektualnego podejścia do wiary oraz medytacji

nad Słowem Bożym, Duszpasterstwo Akademickie staje się przedłu-

żeniem klasztoru — w całej specyfice jego misji, bogactwie talentów oraz temperamentów ludzi tworzących je. Korzystając z bogactwa tej różnorodności, rozwijamy naszą misję: głosić wszędzie, wszystkim

i na wszelkie sposoby.

48

w spólno t a


Dominikański charyzmat, którego podstawą są więzi i wzajemne

relacje, połączony z wielkopolskimi wartościami pracy organicznej,

stanowi punkt wyjścia do rozwoju twórczego fermentu, który przez lata tworzył i nadal tworzy społeczność naszego miasta i kraju. Mocą tak pojętego przedsięwzięcia akademickiego jest stała i integralna

współpraca Dominikańskiego Duszpasterstwa z Uniwersytetem w przestrzeni miasta.

Klasztor w Poznaniu — cechy charakterystyczne miejsca. Materiały z wystawy | 49


Dominikanie mieszkają w Poznaniu od dawna. Najstarsze źródła

podają, że przybyli tutaj w 1231 roku, jeszcze przed lokacją miasta na prawie niemieckim. Bracia działali w klasztorze umiejscowionym

w historycznym centrum miasta do 1833 roku (ul. Dominikańska,

obecnie klasztor Jezuitów). Sto lat później, w 1935 roku, prymas

August Hlond, na prośbę ówczesnego rektora Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, prof. Stanisława Kasznicy, ponownie zaprosił domi-

nikanów do Poznania, aby zajęli się duszpasterstwem rozwijającego

się środowiska akademickiego.

50

od w aga


Budowa duszpasterstwa akademickiego stanowiła dla oo. Do-

minikanów nową misję, którą rozpoczęli bardzo odważnie. Śmia-

łość, z jaką zakonnicy podjęli wyzwanie, odzwierciedla się zarówno

w wyborze miejsca, jak i architekturze kościoła i klasztoru, który od

samego początku miał służyć jako przestrzeń modlitwy i spotkań dla środowiska intelektualnego miasta. Choć budowę przerwała

wojna, to na pierwszych planach z tamtych lat możemy zobaczyć

szeroko zakrojone, ale ostatecznie niezrealizowane, marzenia braci

dominikanów, których najśmielszym wyrazem była budowa domu

akademickiego dla studentów. Plany te są namacalnym dowodem

przełomowego i nowatorskiego podejścia w myśleniu o duszpaster-

stwie akademickim.

Coś ważnego tutaj się rozpoczęło — wspólnymi siłami, zdecy-

dowanie i bezkompromisowo. Z czasem moc oddziaływania tego

miejsca dała początek kolejnym ośrodkom duszpasterskim, poja-

wiającym się w innych dużych miastach Polski, gdzie mieściły się

dominikańskie klasztory. Obecnie jest ich jedenaście.

Klasztor w Poznaniu — cechy charakterystyczne miejsca. Materiały z wystawy | 51


Nowa obecność wymagała nowej świątyni, łączącej w sobie róż-

ne funkcje — byłoby to miejsce mieszkania dla wspólnoty klasztornej

i spotkań dla studentów. Wspólnym mianownikiem tych wszystkich

założeń jest odwaga; obecność i spotkanie z drugim człowiekiem. Wszystkie projekty, które powstały, noszą znamiona tej odwagi.

Pierwszy projekt, jeszcze przed wojną, przygotował Stanisław

Cybichowski. Zakładał on monumentalną, orientowaną świątynię

w formie trójnawowej bazyliki. Fasada miała przylegać bezpośrednio do Alei Niepodległości (wówczas Wały Batorego). Jej wyraźnym

akcentem miała być wolno stojąca, wysmukła dzwonnica. Razem

z masywną bryłą kościoła stanowiły wyraźną dominantę w okolicy. Podłużne podziały elewacji sprawiały, że całość nie wydawała się

ciężka, wręcz przeciwnie, mimo masywności bryła sprawiała wrażenie lekkości.

Jednak rozmiary świątyni stały się powodem, dla których projekt

nie został zrealizowany. Tak potężna inwestycja wymagała dużych na-

kładów finansowych i czasu — przed wojną udało się zrealizować tylko

część zabudowań klasztornych. Po wojnie, w atmosferze świeckości

i budowania realnego socjalizmu, realizacja tak wyraźnej sakralnej

budowy nie była możliwa. Rozpisano więc konkurs architektoniczny.

Wśród projektów, które wpłynęły, znalazły się propozycje poznańskiego architekta Mariana Pospieszalskiego. Są to szkice skromnych

świątyń o wyraźnym historyzującym charakterze — z barokizującymi hełmami wież czy monumentalną rozetą w fasadzie.

Zwyciężył projekt bardzo rewolucyjny w swojej wymowie. Marek

Leykam, architekt poznańskiego Okrąglaka, zaproponował prawdziwie nowoczesny kościół. Tym razem fasada miała przylegać do ulicy

Libelta. Prosta, syntetyczna bryła halowego, jednonawowego kościoła pozbawiona była jakichkolwiek dekoracji. Cały efekt dekoracyjno-

ści był osiągnięty jedynie za pomocą okien utworzonych z niewielkich

okrągłych otworów ciągnących się rzędami w fasadach bocznych czy

przepruwających całą ścianę zamykającą prezbiterium. Takie rozwią-

zanie było obliczone nie tylko na efekt dekoracyjny z zewnątrz, ale

przede wszystkim na osiągnięcie niesamowitej atmosfery we wnętrzu kościoła. Światło wpadające przez otwory grałoby i prześwietlało

przestrzeń nieregularnymi promieniami. Pobrzmiewa tu bardzo silnie

teologia średniowieczna i recepcja Platona: jeżeli światło jest emana-

cją Boga, to uczynienie go widzialnym w świątyni niesie ze sobą głę-

boki, duchowy sens. Projekt ten jest nawet na dzisiejsze czasy — awan-

gardowy. Dlatego też nie został zrealizowany. Szukano dalej.

52

od w aga


Stefan Cybichowski (1881—1940) — był architektem wykształconym w Berlinie, co było typową drogą wielkopolskich architektów w początkach XX wieku. Tam też stawiał swoje pierwsze kroki jako architekt pracując przy budowie Akademii Sztuk Pięknych czy Mennicy Królewskiej. W 1910 roku powrócił do swojego rodzinnego Poznania. Założył biuro architektoniczne i rozpoczął działalność społeczną: należał do licznych stowarzyszeń i zgromadzeń. W trakcie swojej poznańskiej kariery pracował w Urzędzie Wojewódzkim, wykładał na Uniwersytecie Poznańskim i był członkiem Rady Miasta. Pozostawił po sobie liczne budynki w Poznaniu i okolicach, m.in. kościół św. Stanisława Kostki w Poznaniu (1928—1930 oraz 1936—37), Zespół Szkół Handlowych w Poznaniu (1927—1928) czy Seminarium Duchowne w Gnieźnie (1935). W 1939 roku został natychmiast aresztowany przez nazistów w ramach akcji Intelligenzaktion Posen i rozstrzelany w 1940 roku.

Klasztor w Poznaniu — cechy charakterystyczne miejsca. Materiały z wystawy | 53


Caritas Academica

Dominikanie z o. Bernardem Przybylskim na czele, widząc trudną

sytuację studentów, postanowili założyć organizację, która pomagałaby tylko i wyłącznie studentom — Caritas Academica; funkcjonowała

ona w latach 1945—1950, chociaż formalnie tylko do 1948 roku, kiedy

została podporządkowana władzom PRL. CA jako fundacja wspierała

studentów w poszukiwaniu lokum, zbierała fundusze na pomoc materialną. Duchownymi, którzy koordynowali działania CA, byli: o. Bernard

Przybylski i o. Stanisław Dobecki.

TRYBUNY DUSZPASTERSKIE

Mimo represyjnych działań władz w latach 1945—1989, klasztor

oo. Dominikanów funkcjonował nadal jako bastion wolności. Na tym

„wolnościowym” fundamencie powstały Trybuny Duszpasterskie, będące miejscem wymiany myśli oraz dyskusji. Zainicjował je w 1971

roku m.in. o. Konrad Hejmo. Trybuny były naśladownictwem telewizyjnych „Trybun Obywatelskich”. Odbywały się w każdy ostatni czwartek

miesiąca. Prelegentami byli m.in. Józefa Hennelowa, Lew Starowicz, Andrzej Wielowieyski czy Antoni Słonimski.

54

od w aga


SOLIDARNOŚĆ I STAN WOJENNY

W okresie „karnawału Solidarności” klasztor oo. Dominikanów

stał się nieoficjalnym miejscem schronienia dla Związku. W działalność opozycyjną wciągali się także działacze DA. Nieformalnym kapelanem poznańskiej „Solidarności” został o. Tomasz Alexiewicz.

Związek tak mocno czuł się związany z klasztorem i jego duszpasterzami, że obydwaj kapłani akademiccy — o. Honoriusz Kowalczyk oraz o. Tomasz zostali włączeni w prace nad pomnikiem wydarzeń Poznańskiego Czerwca 1956 roku.

Po wprowadzeniu 13 grudnia 1981 roku stanu wojennego w Pol-

sce klasztor przy ul. Stalingradzkiej stał się naturalnym schronieniem

dla poszukiwanych i prześladowanych. To tu organizowano, przy

udziale i pomocy studentów i duszpasterzy akademickich, pomoc dla

osób represjonowanych i ich rodzin. To w tym klasztorze przejściowo ukrywali się poszukiwani działacze „Solidarności”. To także tutaj orga-

nizowano wszelkie uroczystości, mające na celu podkreślenie, że w przestrzeni klasztoru i kościoła każdy człowiek jest wolny.

Klasztor w Poznaniu — cechy charakterystyczne miejsca. Materiały z wystawy | 55


Miesięcznik i wydawnictwo

Niewątpliwie istotnym wydarzeniem w życiu klasztoru, ale także

duszpasterstwa, było zainicjowanie wydawania w marcu roku 1973

miesięcznika W drodze. Na czele tego pisma stanął o. Marcin Babraj.

W pełni legalnie wydawane pismo przez klasztor oo. Dominikanów

miało być odpowiedzią na potrzeby intelektualne katolików świeckich

oraz spełnienie dewizy: „Głosić wszystkim, wszędzie i na wszelkie

możliwe sposoby”. Jednym z tych sposobów głoszenia stało się także

wydawnictwo.

Wydawnictwo W drodze stwarzało wówczas jedną z niewielu

możliwości wymiany myśli i publikacji dzieł nie tylko z zakresu ducho-

wości i teologii, ale także filozofii, spraw społecznych, kultury, literatury.

Właśnie W drodze jako pierwsze w kraju wydawnictwo publikowało

opowiadania Gustawa Herlinga-Grudzińskiego czy dramaty Szekspira w świetnym przekładzie Stanisława Barańczaka.

Jerozolima

O. Tomasz Alexiewicz na temat Jerozolimy w rozmowie

z Mateuszem Szłapką 25 lutego 2014:

Była też rzecz, która trochę ze mną przyszła razem, mianowicie odnowa charyzmatyczna. Zwołałem w październiku 1980 poprzez plakat studentów na spotkanie z formacją oazową i się zaczęła tworzyć grupa modlitewna. To był mój pomysł i ta grupa w 1983 roku przyjęła nazwę „Jerozolima”. To była grupa modlitewna ze swoimi spotkaniami modlitewnymi, naprzód w kaplicy, później w Kościele. I wtedy doszły jeszcze wakacje, oprócz obozów wędrownych, oprócz pielgrzymki jeszcze zaczęły dochodzić w latach 80. rekolekcje wakacyjne. Wakacje letnie, w przerwie semestralnej, to wtedy najczęściej odbywało się w ośrodku rekolekcyjnym w Konarzewie, pod Poznaniem. Jeździłem z ludźmi, których brałem do pomocy i to była klasyka — granie na gitarze, rozprowadzanie książek, pomoc w modlitwie. Tak najogólniej to wyglądało. Nasza Jerozolima, miejsce uzdrowienia wewnętrznego, ale nie jako takie fizyczne, ale też duchowe. To jest to, co zawsze robię.

56

od w aga


Paleolit

Początek wspólnoty datuje się na rok 1997. Ta oddolna inicjaty-

wa była odpowiedzią na potrzebę dalszej formacji osób kończących

studia i siłą rzeczy rozstających się z duszpasterstwem akademickim

o. Jana Góry. Obecnie to wspólnota osób chcących wspólnie pogłębiać swoją wiarę, rozwijać modlitwę, dzielić się doświadczeniem życia

chrześcijańskiego. Tworzą ją głównie rodziny, które chcą być dla sie-

bie oparciem, ale i wspierać swoje motywacje w procesie rozwoju du-

chowego. Realizują to poprzez wspólnotowe Msze święte, rekolekcje wyjazdowe, dni skupienia i spotkania w małych grupach.

Hermanice, Jamna, Lednica

Kiedy w roku akademickim 1987/1988 duszpasterzem został mia-

nowany o. Jan Góra OP, dotychczasowy opiekun młodzieży licealnej, nic nie zapowiadało diametralnych zmian. Zaczęły się one jednak już

w roku 1989, kiedy o. Góra wpadł na pomysł zorganizowania zjazdu

duszpasterzy oraz studentów w Hermanicach, w celu omówienia kondycji duszpasterstwa. Miało to być przedsięwzięcie integrujące całe

środowisko. Po pierwszym spotkaniu o. Jan pisał w raporcie:

Obecnych było 28 braci, w tym 21 kapłanów z naszego zakonu, trzech kapłanów diecezjalnych, oraz ośmiu braci kleryków. Młodzieży przybyłej na spotkanie z całej Polski było około 170 osób, nie licząc miejscowych, którzy także brali udział w spotkaniu […]. Było to wielkie dzieło jedności i współpracy braci z różnych klasztorów. Pokłosiem tego spotkania była decyzja podjęta przez o. Jana, aby

zakupić ziemię w okolicach Hermanic, żeby organizować doroczne spotkania duszpasterzy z ośrodków.

Po Hermanicach przyszedł czas na VI Światowe Dni Młodzieży

w Częstochowie, do których o. Jan napisał hymn „Abba, Ojcze!” Do-

świadczenia zebrane podczas tego wydarzenia doprowadziły do

utworzenia kolejnych dwóch inicjatyw — przejściowej — Jamnej oraz

największego dzieła o. Jana — Lednicy. Jamna miała być letnim i zimo-

wym sanktuarium, głównie dla DA Poznańskiego, ale nie tylko. Orga-

nizowano (i organizuje się po dziś dzień) w nim co roku spotkania syl-

westrowe dla całego środowiska.

VI ŚDM spowodowały zdecydowane zwiększenie wizji o. Jana

— tak powstała Lednica, która początkowo miała przygotowywać młodzież do III Tysiąclecia. Pierwsze spotkanie, zorganizowane w 1997 roku, swoim ogromem przerosło nawet organizatora. Niesiony tym

sukcesem, kontynuował on spotkania na Polach Lednickich z młodzieżą aż do swojej śmierci w 2015 roku.

Klasztor w Poznaniu — cechy charakterystyczne miejsca. Materiały z wystawy | 57


Z końcem XIX wieku w kościele zaczęto zwracać coraz większą

uwagę na liturgię i podkreślać jej rolę jako osi, wokół której toczy się

życie wspólnoty. Zmiany, które zostały zwieńczone Soborem Watykańskim II, były odczuwalne już w początkach XX wieku i dotyczyły

także architektury. Zaczęto uwypuklać rolę prezbiterium i konstru-

ować przestrzeń kościoła tak, aby było ono widoczne z każdego miej-

sca. Do lamusa odeszły potężne filary przesłaniające widok na ołtarz. Przestrzeń kościoła stawała się coraz bardziej transparentna. Ten

nurt w projektowaniu architektury sakralnej jest wyraźnie widoczny

w międzywojennych realizacjach, taki jest też projekt Szyszko-Bohu-

sza. W tym duchu została wykonana posoborowa przebudowa prezbiterium. Usunięto przedsoborowy, barokowy ołtarz, wysunięto i pod-

wyższono mensę ołtarzową, zlikwidowano balustradę. Za projekt

nowego ołtarza i tabernakulum odpowiadali Jan Węcławski i Józef

Kopczyński.

58


Ważnym elementem liturgii są tkaniny i naczynia. Ich piękno i ja-

kość nie mają stanowić czczej ozdoby. To przedmioty poświęcone

Bogu, służebne. W klasztorze są w użyciu stuły zaprojektowane przez

Annę Bednarczuk, poznańską artystkę. Wykonane przez nią tkaniny

charakteryzują się intensywną kolorystyką, wyraźnym splotem i mię-

sistą strukturą. Mają swój ciężar. Wyczuwalna faktura i waga sprawiają, że są bardzo namacalne, wyraźne i materialne. Jednocześnie za-

chowują prostotę zgeometryzowanych wzorów. Razem z nimi zostały

zaprojektowane także trzy gobeliny.

Wyraźne i namacalne są też naczynia liturgiczne z firmy W. Kruk. Ich

szlachetna prostota podkreśla wagę tego, do czego zostały poświęcone. Jest w tych przedmiotach, zarówno tkaninach, jak i naczyniach, jakiś szczególny szacunek i szczerość w sprawowaniu liturgii.

Klasztor w Poznaniu — cechy charakterystyczne miejsca. Materiały z wystawy | 59


Andrzej Matuszewski (1924—2008) — studiował na Wydziale Malarstwa Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Poznaniu, dyplom uzyskał w pracowni Wacława Taranczewskiego. W swojej karierze artystycznej zajmował się nie tylko malarstwem, ale też ceramiką, perfomancem i happeningiem. Był związany z poznańską Galerią odNowa, miejscem skupiającym młodych eksperymentujących artystów.

60


Obecność Dominikanów w Poznaniu jest mocno związana z mi-

sją posługi duszpasterskiej dla środowisk akademickich. Sercem tej

posługi w poznańskim kościele jest Kaplica Akademicka. Chociaż

dziś już nie jest w stanie pomieścić całego duszpasterstwa, to wciąż

stanowi ważne miejsce sprawowania liturgii. Dzisiejszy kształt kaplicy jest wynikiem pracy trzech artystów: Andrzeja Matuszewskiego, Jarosława Kozłowskiego i Tadeusza Brzozowskiego.

Andrzej Matuszewski stworzył ceramiczną okładzinę wnętrza, któ-

ra we wnętrzu tworzy dominujący efekt. Kaplica jest otulona ciemną,

ciepłą strukturą z klinkierowej cegły, o nierównej, miejscami pooranej Jarosław Kozłowski (ur. 1945) — ukończył Państwową Wyższą Szkołę Sztuk Plastycznych w Poznaniu, z biegiem czasu został jej rektorem i wykładowcą. Jego twórczość artystyczna jest różnorodna i obejmuje wiele form, takich jak: instalacje, rysunki, obiekty, książki artystyczne i performance. W latach 1972—1990 założył i prowadził galerię Akumulatory w Poznaniu. Uważany jest za jednego z najważniejszych polskich twórców konceptualnych.

i żłobionej fakturze. Gdzieniegdzie widnieją znaki i symbole: niektóre rozpoznawalne, w tym symbole dominikańskie, niektóre abstrakcyjne

i nieczytelne. Struktura ścian jest przez to niejednolita, uskokowa. Światło załamuje się na powierzchni, migocze, każde oświetlenie — światło

dzienne, żarówki czy świece — sprawiają, że wnętrze wygląda inaczej.

Światło odgrywa w tym miejscu kluczową rolę, nie tylko poprzez igranie na ścianach, załamywanie się i odbijanie w szkliwionych fragmentach. Do wnętrza wpada ono też przez proste, geometryczne witraże

zaprojektowane przez Tadeusza Brzozowskiego. Wąskie, prostokątne

okna zamknięte półokrągłym łukiem wypełniają tafle szkła ułożone

w dynamiczną kompozycję, przypominające pokruszony lód. Ich niere-

gularność współgra ze ścianami. Na ścianie zamykającej kaplicę znajduje się okrągły witraż — w lakoniczny sposób, za pomocą paru linii

i intensywnych odcieni czerwieni i fioletu — opowiadający o Zesłaniu

Ducha Świętego. Tadeusz Brzozowski (1918—1987) — ukończył krakowską Akademię Sztuk Pięknych i był członkiem Grupy Krakowskiej. Swoje życie prywatne i zawodowe związał z Zakopanem. Tam był wykładowcą i dyrektorem prestiżowego Państwowego Liceum Technik Plastycznych im. Antoniego Kenara. Jego malarstwo oscyluje między surrealizmem a abstrakcją.

Całości wnętrza dopełniają, zwisające spod sufitu, gobeliny za-

projektowane przez Jarosława Kozłowskiego. Miękkie, organiczne

tkaniny, o nieregularnych kształtach, z jednej strony kontrastują z ce-

ramiczną okładziną ścian, a jednocześnie zaskakująco do niej pasują.

Zadziwiające jest to, jak spójne jest to wnętrze, stworzone przez

trzy odmienne i wyraziste osobowości artystyczne. Kluczem do zro-

zumienia wnętrza jest organiczność. Ceramika, witraż i gobelin nie

konkurują tu ze sobą, a tworzą spójną całość: uskoków i nierówności

ścian, splątanych włókien tkaniny, nieregularnych tafli szkła. Łączy je ludzka miara, kaplica jest jak odcisk dłoni, coś bliskiego i ciepłego.

Klasztor w Poznaniu — cechy charakterystyczne miejsca. Materiały z wystawy | 61


Duszpasterze akademiccy z klasztoru oo. Dominikanów bardzo

szybko zaczęli wprowadzać innowacje w odprawianej liturgii. Jedną

z nich było wyprowadzenie Mszy św. poza mury kościoła. Jeszcze

przed Soborem Watykańskim II, który zliberalizował kwestię Eucharystii, prowadzili oni często liturgię na polach, w lasach, nad jeziorami

— czyli wszędzie tam, gdzie wyjeżdżali ze studentami na odpoczynek

fizyczny, ale też pracę duchową. Kiedy nie mieli możliwości odnale-

zienia świątyni — była nią polana, a ołtarzem — kamień, kajak, bądź przenośny stolik.

Duszpasterstwo i kościół akademicki stały się miejscem międzyre-

ligijnego dialogu. To właśnie u Dominikanów organizowano Tygodnie

Modlitw o Jedność Chrześcijan, zawsze w styczniu. Na otwartych wykładach często poruszano tematy ekumenizmu. Za czasów o. Honoriu-

sza Kowalczyka OP istniał stały punkt w programie pracy ze studentami o nazwieः „W drodze do jedności — ekumenizm”.

Jednym z najsłynniejszych wydarzeń ekumenicznych, które odby-

ły się w czasach komunizmu w kościele oo. Dominikanów była wizyta

Billy’ego Grahama — nazywanego czasem „papieżem prezydentów

USA”. Ten baptystyczny kaznodzieja odbył nabożeństwo u Dominikanów 9 października 1978 roku dla blisko 4 tys. osób. W kościele śpie-

wał chór baptystyczny z Wrocławia. Była to kulminacja dobrej współpracy pomiędzy Dominikanami a poznańskimi baptystami, ponieważ

od lat prowadzono ekumeniczne nabożeństwa w świątyni przy Stalingradzkiej. Wydarzenie to miało charakter przełomowy — to właśnie

u Dominikanów w Poznaniu po raz pierwszy w historii Billy Graham przemawiał w kościele rzymskokatolickim.

62


Klasztor w Poznaniu — cechy charakterystyczne miejsca. Materiały z wystawy | 63


Poznań jest miejscem, które bardzo twórczo odczytało zaproszenie

Soboru Watykańskiego II do reformy, zwłaszcza śpiewu liturgiczne-

go. Odnowiona liturgia wymagała nowej oprawy muzycznej. Poznań-

scy Dominikanie, wsparci mocnym środowiskiem akademickim, mają

w tym względzie spore zasługi. To tutaj, dzięki otwartości i dobrze zaplanowanej edukacji muzycznej, zaczęły kiełkować pierwsze zapisy

nutowe nowych pieśni, bądź to przywiezionych i przetransponowa-

nych przez o. Jana Górę, bądź skomponowanych przez miejscowych muzyków. To tutaj powstały pierwsze zręby popularnego już w całej

Polsce śpiewnika Niepojęta Trójca. To ten ruch spowodował wzrost

świadomości wiernych uczestniczących w celebracji eucharystycznej i ogromne podniesienie poziomu śpiewu liturgicznego i świadomości

jego ważności.

64


Pan Walerian Piotrowski, jeden z absolwentów duszpasterstwa

z czasów, kiedy duszpasterzem akademickim był o. Stanisław Dobecki OP (1948—54), wspomina, iż bardzo konkretnym przykładem

siły organizacyjnej duszpasterstwa była wielka procesja akademicka

na ulicach Poznania w Boże Ciało. Trwała ona przez wiele lat. Choć

w czasach komunistycznych studenci inteligentnie obeszli „zakaz

budowania trwałych oznak religijnych”, ograniczając się do rucho-

mych ołtarzy przemieszczających się na platformach samochodo-

wych, procesje zostały zawieszone w 1952 roku. Procesje Bożego

Ciała wznowiono w 2016 roku w nowej formie. Zupełnie bezwiednie,

choć można w tym doszukiwać się elementów ponadczasowego dominikańskiego charyzmatu, udało się przenieść coś z ducha tamtych

procesji. Również współcześnie postument będący ołtarzem dla Naj-

świętszego Sakramentu jest mobilny — przenoszony przez studentów od stacji do stacji procesji.

Odmieniono również jedne z najbardziej tradycyjnych nabo-

żeństw: roraty. O. Jan Góra, który przywiózł ze sobą ten rodzaj liturgii z Prudnika, swojej rodzinnej miejscowości, tak opisywał ich klimat

oraz niesamowitość w swoim felietonie Nasze Roraty:

„Na pierwszych roratach było nas jakieś osiem osób. Ludzi jednak stopniowo przybywało. Przed roratami zaproponowałem Godzinki [...]. Nasz dominikański kościół szczególnie nadaje się na tego rodzaju nabożeństwa. Surowy, bez ozdób, przestronny, z krużgankami [...]. W kościele jest już ciasno. Śpiew po prostu wybucha. W mroku kościoła widać tylko twarze i dłonie trzymające świece. Bardziej słychać niż widać. Zupełnie nowe zjawisko. Godzinki na młode głosy. Rozlega się dzwonek [...] przeciskamy się w mroku przez tłum, aby dotarłszy do końca nawy, ruszyć do ołtarza. [...] Za chwilę ołtarz spowity zostanie kłębami pachnącego dymu. I już rozbrzmiewa gregoriańskie Kyrie — Cum jubilo. Śpiewają wszyscy. To ewenement. Cała nawa główna i dwie boczne, zgromadzeni w prezbiterium i w przedsionku. Otwarte są drzwi na korytarz, bo i tam stoją ludzie […]. Słowa Bożego słuchamy z napięciem. Pełni niecierpliwego czekania. Wszyscy czekają. Cały wszechświat czeka. Adventus. On przyjdzie... Chociaż roraty poznańskie narodziły się w środowisku młodzieży szkół średnich, to wraz z duszpasterzem przeszły do Duszpasterstwa Akademickiego i stały się roratami akademickimi. [...] Potrafią skłonić młodych ludzi do nadzwyczaj wczesnego wstawania i zdążania do świątyni, aby wspólnie przeżywać oczekiwanie na coś, co dopiero ma się zdarzyć [...] Długo trwa rozdawanie komunii świętej. [...] Po komunii chwila milczenia, ostatnia modlitwa i błogosławieństwo. Na zewnątrz świta. Robi się szaro. Wstaje nowy dzień”. O. Jan Góra, Poznań, Kościuszki 99.

Klasztor w Poznaniu — cechy charakterystyczne miejsca. Materiały z wystawy | 65


13 października 1927 roku ówczesny Prymas Polski, Kardynał Au-

gust Hlond wyraził zgodę na ponowne osiedlenie się Dominikanów

w Poznaniu. Decyzja ta pociągała za sobą konieczność budowy no-

wej świątyni. Początkowo miała ona powstać według projektu po-

znańskiego architekta Stefana Cybichowskiego. Ojców Dominikanów

wspierał w wysiłkach budowy komitet budowy kościoła akademickiego, zawiązany jeszcze w 1930 roku. Na jego czele stał Stanisław

Kasznica, profesor Uniwersytetu Poznańskiego, prawnik i działacz polityczny. Kasznica, razem z Prymasem Hlondem, gorąco zabiegał

o powrót Dominikanów do Poznania i objęcia duszpasterstwa. Ukoronowaniem tych wysiłków było poświęcenie kamienia węgielnego

pod przyszłą świątynię w dniu 30 września 1938 roku. Jednocześnie

cały czas trwała intensywna akcja zbierania funduszy na tak rozległą

inwestycję. Organizowano koncerty w auli uniwersyteckiej, prowa-

dzono zbiórki na terenie całego województwa, a Prymas Hlond wy-

stosował list pasterski z prośbą o poparcie tej inicjatywy. Do wybuchu II wojny udało się ukończyć część zabudowań klasztornych.

66


Po wojnie wrócono do budowy, jednak ze względu na rozmiary

projektowanej przez Cybichowskiego świątyni, które w nowej, komunistycznej rzeczywistości były nie do zaakceptowania, zmieniono projekt. Nowy projekt świątyni podarował Adolf Szyszko-Bohusz.

Były to plany oparte na istniejącej już świątyni — kościele św. Piotra

i Pawła w Trembowli (obecnie na Ukrainie), którą Szyszko-Bohusz

zaprojektował w 1923 roku. Do Poznania przysłał on plany, które wymagały adaptacji — dokonał tego profesor Władysław Czarnecki. Ko-

ściół od trembowelskiej świątyni różni się jedynie centralną kaplicą na osi boku atrium. Został on poświęcony w 1947 roku, jednak prace

budowlane i wykończeniowe ciągnęły się o wiele dłużej. Zwłaszcza

że w powojennej, deficytowej rzeczywistości, nawet proste materiały stanowiły problem.

Obecna świątynia jest więc dziełem złożonym. Początki Cybi-

chowskiego, projekt Szyszko-Bohusza a także późniejsze elementy, jak wystrój Kaplicy Akademickiej, stanowią o jego niepowtarzalnym

charakterze.

Klasztor w Poznaniu — cechy charakterystyczne miejsca. Materiały z wystawy | 67


Kościół św. Piotra i Pawła w Trembowli, który jest pierwowzorem

poznańskiej świątyni, jest ciekawym przykładem międzywojennej ar-

chitektury sakralnej. Trembowla to niewielka miejscowość o średniowiecznym rodowodzie, leżąca na terenach określanych jako Podole

Galicyjskie, dzisiaj w granicach Ukrainy. W okresie międzywojennym

znajdowała się na terenie województwa tarnopolskiego, w niedużej

odległości od granicy ze Związkiem Radzieckim. Z racji swojego poło-

żenia, a także historycznego charakteru, została wybrana na miejsce

budowy monumentalnej świątyni, która nie tylko miała spełnić potrze-

by wiernych, ale być wyraźnym znakiem obecności polskiej w woje-

wództwach wschodnich. Inwestorem w tym przypadku była nie tylko

parafia, ale także Państwo — środki płynęły z Ministerstwa Wyznań

Religijnych i Oświecenia Publicznego. Budowę tego „kościoła — deklaracji” powierzono w 1923 roku Adolfowi Szyszko-Bohuszowi. Wybrał

on formę przypominającą wczesnochrześcijańską bazylikę: o dwuwieżowej fasadzie poprzedzonej portykiem kolumnowym, wewnątrz

przykrytą kasetonowym stropem. Szyszko-Bohusz już wcześniej się-

gał po historyzujące formy w przypadku projektów sakralnych. W latach 1920—1924 wg jego projektu powstał neobarokowy wieczernik

i spowiednica na Jasnej Górze. Jednak wybór w Trembowli form przy-

wodzących czasy pierwszych chrześcijan, a także pośrednio walkę

z pogaństwem — miał charakter wielce symboliczny. Swoją archaicz-

nością podkreślał długie trwanie Państwa Polskiego na tych terenach.

68


Adolf Szyszko-Bohusz (1883—1948) — był czołową postacią architektury międzywojennej w Polsce. Zapisał się w historii nie tylko jako znamienity architekt, ale także teoretyk i konserwator. Kształcił się na Akademii Sztuk Pięknych w Petersburgu. Następnie związał się na długie lata z Krakowem, gdzie w latach 20. współtworzył kurs architektury na Akademii Sztuk Pięknych. W tym czasie wykładał także na Politechnice Lwowskiej. Ważnym rozdziałem w jego życiu było objęcie w 1916 posady głównego konserwatora zabytków na Zamku Królewskim na Wawelu. Funkcję tę pełnił do wybuchu II wojny światowej, a znaczna część współczesnego wyglądu wzgórza jest jego zasługą. Architektura, którą tworzył odznacza się ogromną różnorodnością. Z łatwością poruszał się między stylami i konwencjami. Dużą część w jego twórczości zajmują realizacje historyzujące, takie jak gmach PKO w Krakowie przy ulicy Wielopole czy właśnie kościół ss. Piotra i Pawła w Trembowli. Był też pionierem modernizmu. Dom Plastyków przy ul. Łobzowskiej w Krakowie, Nowy Dom Zdrojowy w Żegiestowie, czy poczta w Częstochowie (wspólnie z Fryderykiem Tadanierem) są doskonałymi przykładami recepcji Bauhausu na ziemiach polskich.

Klasztor w Poznaniu — cechy charakterystyczne miejsca. Materiały z wystawy | 69


Klasztor oo. Dominikanów wraz z kościołem stoi w samym sercu

Poznania. Znajduje się on na rogu ulic Libelta, Kościuszki i alei Niepodległości (dawnej alei Stalingradzkiej). Jego umiejscowienie właśnie

w tym miejscu — pomiędzy Domem Studenckim „Hanka”, Rektoratem

Uniwersytetu i placem Adama Mickiewicza spowodowało, że stał się on w powojennej historii miasta miejscem szczególnym.

W latach 1945—1989 klasztor i kościół stały się „oazą wolności”

— miejscem do wymiany nieskrępowanej myśli, spotkań, a także — specyficznym schronieniem. Przez to specjalne usytuowanie to właśnie na krużganki klasztoru uciekali manifestujący ludzie w praktycznie

wszystkich publicznych wystąpieniach przeciwko władzy w tym okre-

sie. Funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa często pisali, że „pingwiny zamknęły metalową bramę” — symboliczne schronienie. Niewielu

ośmieliło się złamać mir klasztoru i braci. Wydarzyło się to tylko raz — w listopadzie 1961 roku, kiedy do świątyni wtargnęły oddziały Zmoto-

ryzowanych Odwodów Milicji Obywatelskiej, czyli ZOMO w celu przerwania prelekcji Katolik wieku atomowego, którą prowadził ks. Leon

Kantorski. Na to bezprawne wtargnięcie do Kościoła zareagował

Prymas Polski Kardynał Stefan Wyszyński, jednoznacznie sprzeciwiając się takim działaniom i broniąc Dominikanów, wysyłając oficjalne

listy do władz oraz listy poparcia do przeora i klasztoru. Później już taka sytuacja się nie wydarzyła.

70


W okresie stanu wojennego, kiedy manifestacje często wylewały

się na ulice, funkcjonariusze ZOMO często otaczali kordonem kościół.

Podobnie robili po ważniejszych mszach celebrowanych przez ojców,

zwłaszcza za Ojczyznę — miało to za zadanie przestraszyć uczestniczących w nabożeństwie wiernych, bądź uciekających przed pałką manifestujących. Na próżno.

Krużganki klasztoru są też wyjątkowe — tablice, które się w nich

znajdują, często niedostrzegane przez wiernych, były nośnikiem wiedzy historycznej często zakazanej przez władze PRL. Dominikanie

jednak chętnie je eksponowali, podkreślając wagę zarówno dziedziń-

ca przed kościołem, jak i samej świątyni.

Klasztor w Poznaniu — cechy charakterystyczne miejsca. Materiały z wystawy | 71


72

k alendar ium


Klasztor w Poznaniu — cechy charakterystyczne miejsca. Materiały z wystawy | 73


Dominik a ńsk ie Dus zpa s t er s t wo A k a demick ie w sp ó ł c ze śnie


Dominik a nie o Dus zpa s t er s t w ie A k a demick im


78


Duszpasterstwo to przedłużenie klasztoru. Inaczej nie istnieje

Marcin Barański OP i Grzegorz Dąbkowicz OP Osiemdziesiąt lat temu dominikanie, po stosunkowo krótkiej nie-

obecności w Poznaniu, wrócili do miasta na zaproszenie władz Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Nie wrócili jednak na „stare śmieci”,

do XIII-wiecznego klasztoru przy ul. Dominikańskiej (obecnie klasztor jezuitów). Wybrali miejsce, które miało odpowiadać ich nowej misji: budowie Duszpasterstwa Akademickiego. Wyszli poza turystyczne

Stare Miasto, a skierowali się w stronę kształtującego się na nowo

szlaku uczelni, gdzie mogli spotkać zarówno profesorów, studentów, jak i osoby pracujące w pobliskich urzędach.

Nie tylko nowy adres był ważny. Misji zostały bowiem podporząd-

kowane także plany architektoniczne nowo powstającego klasztoru.

Bez wielkiego budżetu, za to z dużą dbałością projektowano całą przestrzeń. Choć budowę klasztoru i kościoła przerwała wojna, jednak

na starych planach z tamtych lat możemy zobaczyć daleko zakrojone,

nigdy niezrealizowane marzenie dominikanów: dom akademicki. Dzi-

siaj jest to dla nas rodzaj symbolu przełomowego myślenia naszych

starszych braci. Przez wiele lat przy poznańskim klasztorze funkcjono-

wała fundacja Caritas Academica, która pomagała studentom w po-

szukiwaniu mieszkania, pracy i opieki zdrowotnej. Do dzisiaj w naszej

prowincji krążą opowieści o tym, jak bracia przyjmowali studentów do

siebie na tzw. „glebę”, zanim znaleźli dla nich odpowiednie lokum.

Coś ważnego tutaj się rozpoczęło — zdecydowanie, bez kompro-

misów i wspólnotowo. Z czasem energia tego miejsca dała początek

innym Duszpasterstwom Akademickim, pojawiającym się w kolejnych

dużych miastach Polski, gdzie mieszczą się dominikańskie klasztory.

Obecnie jest ich jedenaście. Co dzieje się w tych miejscach? Jak siła

i nadzieja tamtych początków przeniosła się na kolejne pokolenia?

Czy rozwinęliśmy ten pierwotny potencjał? Jaką wartość wypracowaliśmy przez te 80 lat?

Czym może być dla nas Jubileusz?

Jak można podsumować 80 lat tradycji, gdy ma się tylko 30 lub

40 lat życia? Być może nie o podsumowanie idzie, ale o świadomą

i odpowiedzialną kontynuację. Można przecież świętować, patrząc

wyłącznie wstecz i ciesząc się sukcesami tych, którzy nas poprzedzili, próbować ich naśladować. Ale można też wykorzystać nadarzającą

się jubileuszową okazję, by na nowo zmierzyć się z własną tożsamością, która jest nie tylko spuścizną, ale i zadaniem. Wzmocnić się

i otworzyć na nowe.

Dominikańskie Duszpasterstwo Akademickie współcześnie | 79


Dlatego w najbliższym roku chcemy skoncentrować się na pracy

„do wewnątrz”. Od minionych wakacji spotykamy się i rozmawiamy

w gronie studentów, absolwentów, duszpasterzy i przeorów, w których klasztorach mieszczą się Duszpasterstwa Akademickie. Efektem

tych spotkań będzie raport o obecnym stanie, który posłuży nam jako

punkt wyjścia do rozmowy na temat przyszłości DA.

Chcemy być świadomi, czy podążamy za zmianami, które zacho-

dzą w społeczeństwie. Zdać sobie sprawę z tego, co jest rdzeniem

Duszpasterstwa Akademickiego, a co powinno podlegać nieustannym przemianom. W jakim stopniu mamy świadomość różnic pomię-

dzy naszymi klasztorami i środowiskiem danego miasta w Polsce?

Czy potrafimy docenić tę różnorodność i znaleźć jedność Dominikańskiego Duszpasterstwa? Pytań jest wiele.

Chcielibyśmy nie tylko zatrzymać się na opisie, ale również zaini-

cjować proces budowania narzędzi, które usprawnią naszą komunika-

cję i przyczynią się do odważnego spojrzenia w przyszłość. Dlatego

18 listopada planujemy w Poznaniu zjazd duszpasterzy akademickich,

przeorów oraz prowincjała. Obok prezentacji i dyskusji wokół wspomnianego raportu, zaprosiliśmy braci także na warsztaty. Doświadczenie Kościoła

Tak zaplanowane świętowanie wynika z przekonania, że klasztor

nie może pełnić roli niemego świadka, czy — w najlepszym przypadku

— „dobrego zaplecza” dla działań duszpasterskich. W naszym dominikańskim kontekście obie te instytucje są bowiem organicznie powią-

zane.

Jeśli Słowo, którym się dzielimy, jest zawsze słowem głoszonym

„we dwóch lub trzech” — wspólnotowo, jak chciał św. Dominik, to rze-

czywistość, do której zapraszamy i w której uczymy studentów w dominikańskich klasztorach, jest przede wszystkim doświadczeniem

wspólnoty: modlitwy, liturgii, ale też relacji i wzajemnego wsparcia.

Nie chcemy być „Kościołem Pawła ani Apollosa”, tylko Kościołem

Chrystusa.

Czy jednak nasze Dominikańskie Duszpasterstwo Akademickie

nie zostało za bardzo sprywatyzowane i „spersonalizowane” ? Tak czę-

sto dziwimy się, że młodzi ludzie przychodzą z postawą roszczeniową

i traktują duszpasterstwo „usługowo”. Czy przypadkiem jednym z po-

wodów takiego stanu rzeczy nie jest nasz osobisty, bądź szerszy — dominikański „kryzys wspólnoty” ?

Chcielibyśmy, aby przychodzący do nas studenci z otwartością an-

gażowali się i tworzyli wspólnotę, ale czy zwracamy uwagę na to, co

zastają po przyjściu? W co mogliby się włączyć? Czy po przekrocze-

niu murów klasztoru obserwują wzajemną troskę i przyjaźń mieszka-

jących tam braci? Czy widzą dom głoszący — święte kaznodziejstwo?

Może stare przyzwyczajenia wyrobiły w nas błędne nawyki

80


działania poza strukturami klasztoru, w pojedynkę, i już nie widzimy

specyficznego charakteru naszej dominikańskiej misji. Czy nie zagubiliśmy siły i radości, jaką daje nam zakorzenienie w braterstwie

i wspólne głoszenie Chrystusa aż po krańce ziemi, które powinno

cechować każdy dominikański klasztor?

Choć brzmi to może nazbyt prosto, odważamy się postawić tezę,

że odnowa Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego będzie

możliwa wtedy, kiedy weźmie się pod uwagę jeden z podstawowych

rysów dominikańskiego życia: wspólnotę, a co za tym idzie: przestanie traktować się Duszpasterstwo Akademickie jako oddzielny byt,

a osadzi się je w szerszym kontekście: klasztoru, wspólnoty, środowiska, miasta, Zakonu i Kościoła.

Dokąd pójdę czy raczej dokąd pójdziemy?

Jeśli mielibyśmy zarysować kierunek, w którym idziemy w naszych

duszpasterstwach, to oczywiście każdy z duszpasterzy jedenastu Dominikańskich Duszpasterstw Akademickich mógłby napisać własną historię

i własną opowieść.

Dążmy do tego, aby tak właśnie się stało! Bardzo chcielibyśmy,

aby ten artykuł otworzył serię kolejnych, napisanych przez naszych braci, obecnych duszpasterzy akademickich z Polski, i nie tylko.

Naszym źródłowym doświadczeniem duszpasterskim jest spo-

tkanie drugiego człowieka. Myślimy, że jest ono głęboko zanurzo-

ne w Dominikowym wołaniu: „Co będzie z grzesznikami? ”. Od tego

spotkania wszystko w duszpasterstwie się zaczyna. Jest ono zawsze

wejściem w indywidualną historię życia i w miejsca, w którym dana

osoba obecnie się znajduje. To w spotkaniu bowiem rodzi się zaufanie, które w przyszłości może zaowocować wspólnym działaniem czy

projektami duszpasterskimi.

Zaufanie powstaje wtedy, gdy mamy czas do zagospodarowania

i możemy młodemu człowiekowi powiedzieć: „Jestem dla Ciebie”.

Nie jest to jednak takie proste, gdyż wciąż w przestrzeni klasztorów

„wyłażą stare demony”, które przekonują, że praca ze studentami jest

wyłącznie prywatną sprawą duszpasterzy i dodatkiem do innych, bardziej podstawowych zaangażowań. Problem na ogół zawiera się

w tym, że w żaden sposób nie można umieścić niewymiernej pracy

duszpasterskiej na grafiku klasztornej tablicy ze spowiedziami i mszami oraz że nie jest ona związana z regularnym przynoszeniem do

klasztoru pensji.

W męskim środowisku, które swoją wzajemną wartość mierzy

wysokością przychodów, nie jest łatwo ocalić niedochodowego „bycia

dla”. To może uwierać, „zakwaszać” i odbierać siły oraz pragnienie do

pracy. Może, ale czy chcemy to zmieniać? Przecież odwaga powiedzenia: „Jestem dla Ciebie” bierze się stąd, że mój Prowincjał, mój klasztor posłał mnie do Ciebie. I wiem też, że nie wymaga jednocześnie,

Dominikańskie Duszpasterstwo Akademickie współcześnie | 81


żebym w tym czasie zarabiał, bo tym będą się zajmowali inni bracia. Wtedy będzie to nasza wspólna odpowiedzialność.

Ten temat bardzo często jest tematem tabu. Nie wiemy, czy do tej

pory ktoś z odwagą go podjął. Wiemy natomiast, że jako bracia jeste-

śmy różni i oczywistym jest dla nas fakt, że wnosimy różne wartości

do wspólnoty. Nie potrzebujemy z tym walczyć, ale wprost przeciwnie: mocno dowartościować tę różnorodność i sensownie zaplanować nasze zaangażowania. Widzimy to jako ogromną szansę i zadanie do

podjęcia.

Nowy dobry początek

Myślimy, że w Duszpasterstwie Akademickim najważniejsze jest

bycie z ludźmi; uczenie ich dojrzałości i odpowiedzialności za siebie,

wyjścia ze świata wirtualnego do świata prawdziwych ludzkich relacji.

Obserwujemy i słyszymy, że nasi studenci mają z tym duży problem, a duszpasterstwo może stać miejscem, gdzie będą się tego uczyć.

Zauważamy też, jak bardzo słaby bywa poziom katechezy i z jak

wielką niewiedzą zmagają się młodzi ludzie w kwestii wiary, dogmatów, nauczania społecznego i moralnego Kościoła. Duszpasterstwo

jest miejscem, gdzie można te pytania postawić i wspólnie na nie odpowiedzieć.

Jest też miejscem, które powinno uczyć odpowiedzialnego, ro-

zumnego i samodzielnego poszukiwania odpowiedzi. Duszpasterstwo z pewnością pomaga nam pięknie i twórczo przeżywać liturgię,

czerpać z niej i się o nią troszczyć. Tego nigdy za wiele w świadomo-

ści chrześcijanina.

O co możemy prosić Pana Boga na początek tego jubileuszowego

roku? O to, o co codziennie Go prosimy: o łaskę wiary. Abyśmy zdali

sobie sprawę, że to, czego często się boimy, wcale nie jest tym, czego naprawdę powinniśmy się obawiać. Aby prowadziła nas nadzieja, że

Bóg cały czas chce nas posyłać ze swoim Słowem. I że my, „słudzy niegodni”, ze swoimi ograniczeniami i trudnościami, ale umocnieni

wspólnotą Kościoła i Zakonu, możemy Jego zaproszenie wielkodusznie podjąć.

Marcin Barański OP i Grzegorz Dąbkowicz OP — koordynatorzy Jubileuszu 80-lecia Dominikańskiego Duszpasterstwa

Tekst ukazał się w portalu Dominikanie.pl 30 października 2017 roku.

82

Akademickiego


Jak to się robi?

Janusz Pyda OP Jestem bardzo podejrzliwy wobec rozważań typu: „Czy dusz-

pasterstwo akademickie jest jeszcze potrzebne? Przecież jest tyle

wspólnot zapraszających młodych ludzi do zaangażowania — neokatechumenat, charyzmatycy, grupy modlitwy i medytacji. Po co jeszcze

DA? ”. Albo: „Czy duszpasterstwo szkół średnich da się jeszcze prowadzić, skoro młodzież licealna ma tyle atrakcyjnych propozycji zajęć pozaszkolnych? ”. Kiedy słyszę tego typu dywagacje, jakoś dziwnie

czuję, że pod ich podszewką kryje się pewien typ rozczarowania, że nam, dzisiejszym duszpasterzom, robota wychodzi gorzej niż naszym

poprzednikom dwadzieścia czy trzydzieści lat temu. A i my jeste-

śmy jacyś gorsi — bezbarwni, codzienni, małoformatowi. Gdzie nam

do „Orzecha”, Góry, Pawłowskiego, Wiśniewskiego czy Kłocza. Ani ta

energia, ani ten rozmach, ani pomysłowość, ani te warunki. Czy zatem jest sens się trudzić? A może lepiej uznać, że pewne formy już

przebrzmiały, pewne sposoby duszpasterzowania się skończyły i trze-

ba zgasić światło? Może wraz z umasowieniem studiów i odejściem

w niepamięć tak zwanego etosu inteligenta skończył się czas duszpa-

sterstw akademickich?

Jestem przekonany, że tak nie jest. Chcę zatem podzielić się pew-

ną wizją duszpasterstwa akademickiego, która jest prosta i klarowna.

Zawiera w sobie dużo z przeszłości, ale stara się nie ignorować tego, co się ostatnimi czasy zmieniło w świecie i w duszpasterzowaniu. Być

może wymaga uzupełnień, a nawet krytyki. Tak czy inaczej, wolę dys-

kutować o pewnej wizji niż o tym, czy wizję w ogóle warto mieć.

Pomysł na duszpasterstwo, który chcę opisać, streszcza się właści-

wie w trzech słowach: Dominikańskie Duszpasterstwo Akademickie. Rys indywidualny

Jestem dominikaninem, więc staram się tworzyć duszpasterstwo

dominikańskie. Niemniej jednak ten punkt spokojnie może być zasto-

sowany do każdego duszpasterstwa akademickiego. Dzisiejsze duszpasterstwo akademickie, w moim najgłębszym przekonaniu, musi być

jakieś. Może być dominikańskie, jezuickie, franciszkańskie, artystow-

skie, charytatywne albo biblijne, ale musi mieć swój wyraźny charakter,

smak, zapach i kolor. Ów rys indywidualny i charakterystyczny może

być nadany przez duchowość i charyzmat zakonu, przy którym duszpasterstwo istnieje, tradycję tego, a nie innego miejsca i tego konkret-

Dominikańskie Duszpasterstwo Akademickie współcześnie | 83


nego duszpasterstwa, wreszcie przez pasję i charakter duszpasterza.

Tu można dyskutować, które źródło jest lepsze, a które gorsze. Czy na

przykład opieranie kolorytu duszpasterstwa na duszpasterzu nie jest

zbyt ryzykowne i nie spowoduje upadku, gdy tylko jakimś cudem uda

się tego konkretnego duszpasterza „odspawać” od tak prowadzonego duszpasterstwa, które stało się częścią jego potężnego „ja”. A może

nie ma w tym nic złego? Wielkie rzeczy robią wielcy ludzie, a ci zwy-

kle mają wielkie „ja” — z wszelkimi plusami i minusami takiego stanu

rzeczy. Nie wiem, ale nie o tym w tej chwili chcę pisać. Zależy mi na

tym, aby powiedzieć, że duszpasterstwo musi być jakieś. DA jezuitów

powinno pachnieć jak jezuici — rekolekcjami ignacjańskimi i indywi-

dualnym prowadzeniem, DA franciszkanów powinno pachnieć jak

franciszkanie — dobrocią, bezpretensjonalnością, spontanicznością,

humorem, akademickie duszpasterstwo diecezjalne powinno wpisać

się w najgłębszy charakter swojej diecezji i swojej tradycji. W ten sposób studenci mieliby dostęp do różnorodności Kościoła i świadomość

wielości dróg do Pana Boga w obrębie chrześcijaństwa. Duszpaster-

stwa przestałyby ze sobą bez sensu konkurować w boju o liczbę studentów, a duszpasterze nie musieliby udawać, że są kimś, kim nie są,

a komu akurat sprawdza się jakaś forma duszpasterskiego oddziaływania w duszpasterstwie „za miedzą”. Mogliby być w głębokim sen-

sie sobą i reprezentować tradycję, w której są zanurzeni. Mogliby być

„jacyś”, a dzięki temu i duszpasterstwo przez nich prowadzone byłoby „jakieś”.

Dominikańskie

Co w takim razie znaczy, że duszpasterstwo akademickie jest nie

franciszkańskie, jezuickie czy diecezjalne, ale dominikańskie? Odpo-

wiedź jest najprostsza na świecie. Dominikańskie to znaczy oparte na

fundamentach życia dominikańskiego. Tych fundamentów jest pięć,

ale jeden z nich jest nie do zastosowania w pracy ze studentami, więc trzeba go pominąć. Mam na myśli pięć podstawowych obserwancji

dominikańskich: liturgia, studium, wspólnota, głoszenie Słowa i śluby. Ślubów nikt w duszpasterstwie nie składa, więc zostawmy je na boku. Ale pozostałe cztery stosują się doskonale do pracy w DA.

Liturgia — wielu ludzi przychodzi na msze akademickie, a później

do duszpasterstwa, bo ujęła ich staranność i szlachetne piękno celebrowanej liturgii. Trzeba na to odpowiedzieć w różnorodny sposób.

Położyć duży nacisk na służbę liturgiczną. W całym duszpasterstwie

powoli, ale głęboko i konsekwentnie wtajemniczać ludzi w gesty,

symbole, przedmioty i słowa liturgii. Pokazać liturgię jako celebrację wiary i praktykę teologii, jako sumę sztuk i skrzyżowanie, na którym

spotykają się prawda z dobrem i pięknem. Studenci są naprawdę wrażliwi na piękno liturgii. Mają dość krzyczącego kiczu na ulicach

84


— nawet jeśli nie jest to przez nich nazwane. Chcą wreszcie zrozumieć

to, w czym uczestniczą od dzieciństwa. A tak się składa, że dominika-

nie to liturgia.

Studium — aby wiara pociągała, trzeba wiedzieć, jaka jest i dla-

czego jest taka, a nie inna. Na tym polega studium wiary. Mój znajomy fizyk mówił mi ostatnio, że skokowo wzrasta liczba ludzi, którzy

podważają rzeczy wydawałoby się oczywiste — to, że Ziemia jest

okrągła, czy to, że kręci się wokół Słońca. Odrzucają dogmaty nauki, bo są one dla nich dostępne w istocie „na wiarę”. Czy dlatego, że ktoś

napisał w książce i namalował Ziemię jako kulę i Układ Słoneczny tak,

jak namalował, mam wierzyć, że tak jest naprawdę? Rysunki średniowiecznych astronomów były jeszcze ładniejsze, a mówi się, że nie

przedstawiały prawdy. Ludzie tracą przekonanie nawet do kolistości

Ziemi czy skuteczności szczepionek, bo nie wiedzą, skąd się bierze

wiedza im przekazywana. A skąd tak naprawdę wiadomo, że Ziemia

jest kulą? Jak to sprawdzić? Czy musimy wierzyć tym, którzy lecą w ko-

smos? Skąd my sami bezpośrednio możemy wiedzieć, że Ziemia jest kulą? Dokładnie tak samo jest z wiarą chrześcijańską. Ludzie wątpią

w jej prawdy, bo nie wiedzą, skąd się wzięły i jakie racje za nimi stoją.

Czy to na pewno jest w Piśmie Świętym? A jeśli nie ma, to czy jest ważnym, czy zbędnym dodatkiem? Dominikańskie duszpasterstwo

akademickie powinno być szkołą wiary. Tradycje i św. Tomasza, i Jacka Salija OP nie są przypadkowe. Należą do istoty dominikańskości.

Ludzie, przychodząc do duszpasterstwa, chcą, aby im ktoś wytłumaczył wiarę. Chcą wiedzieć, „skąd wiadomo, że”. Chcą być zaciekawieni, zobaczyć nowość i nieoczywistość prawd własnej wiary. Nie chcą

„dowodów”, ale chcą zrozumieć, skąd ta wiara pochodzi, dokąd prowadzi, co znaczą słowa, w których się wyraża. Dominikańskie duszpa-

sterstwo powinno być szkołą wiary i miejscem dobrej popularyzacji teologii. Powinno być przestrzenią wtajemniczenia.

Wspólnota — współcześni studenci żyją w świecie portali spo-

łecznościowych i — paradoksalnie — właśnie dlatego mają ogromne

problemy z relacjami międzyludzkimi. Prowadzą życie towarzyskie,

a głęboko pragną życia wspólnego. Ale o tym nie wiedzą, bo nie zdają sobie sprawy, czym życie wspólne jest. Z tego też powodu — między innymi — trudno im zrozumieć, czym jest Kościół. Potrzebują, ale nie

chcą życia wspólnego, bo w ogóle go nie znają. Chcą życia towarzy-

skiego, bo wydaje im się, że tego potrzebują i to znają. Ale dosyć szybko się przekonują, że próba zaspokojenia pragnienia życia wspólnego

czy społecznego życiem towarzyskim to picie słonej wody. Dominikanie to zakon na wskroś konwentualny, wspólnotowy. Dominikańskie

duszpasterstwo powinno być miejscem, w którym pokazuje się różni-

cę pomiędzy życiem towarzyskim a społecznym i wspólnotowym,

Dominikańskie Duszpasterstwo Akademickie współcześnie | 85


miejscem, w którym wprowadza się do Kościoła nie jako do budynku,

ale jako do wspólnoty, w którym pokazuje się piękno bycia razem na poważnie.

Głoszenie Słowa — nie ma nic gorszego niż „ukisić” duszpaster-

stwo, czyli zgromadzić grupkę ludzi, którzy dobrze się czują ze sobą i z duszpasterzem. Duszpasterstwo dominikańskie musi mieć udział

w charyzmacie głoszenia słowa dominikanów. Można rozmawiać, można organizować festiwale filmowe, zawody sportowe, odpusty

i co tam jeszcze studenci wymyślą — ale wszystkim na wszystkie

sposoby trzeba głosić Słowo Wcielone. Zwłaszcza tym poza naszym

duszpasterstwem, bo zakon dominikański jest posłany na krańce ziemi, a razem z nim duszpasterstwa. Lednica nie jest przypadkiem. Jan

Góra OP doskonale rozumiał, że duszpasterstwo dominikańskie musi

głosić światu, a nie tylko sobie. Inna sprawa, że nie da się głosić światu, nie głosząc najpierw sobie, a chęć głoszenia na zewnątrz zawsze

będzie miała w siebie wpisaną pokusę ucieczki od wewnętrznych problemów i trudu pracy „do wewnątrz”. Pokusy i niebezpieczeństwa

nie usprawiedliwiają zaniechań w tej dziedzinie. Duszpasterstwo,

które nie głosi — kisi się i rozkłada.

Dominikańskie Duszpasterstwo Akademickie musi być przede

wszystkim dominikańskie, a zatem oparte na liturgii, studium, wspólno-

cie i głoszeniu Słowa. Wtedy się uda. Tak, właśnie tak. Takie to proste. Duszpasterstwo

Duszpasterstwo akademickie jest właśnie duszpasterstwem,

a nie jakąkolwiek inną wspólnotą. Co to znaczy? Przede wszystkim

tyle, że jest to wspólnota czasowa. Nie da się być w niej — jak w kate-

chumenacie czy niektórych wspólnotach charyzmatycznych — dwadzieścia lat. Duszpasterstwo akademickie to trochę Wieczernik, a trochę sala na górze. Ludzie mają w niej spotkać Chrystusa w Eucharystii,

siebie nawzajem, odebrać dary Ducha i… pójść w świat. Duszpasterstwo ma ludzi zaprzyjaźnić z Panem Bogiem i między sobą, ale nie

związać z duszpasterstwem, bo za chwilę będą musieli z niego wyjść.

Jan Wróbel, wieloletni dyrektor liceum przy Bednarskiej w Warszawie, lubi powtarzać, że największą porażką szkoły jest nauczenie

młodego człowieka dobrego funkcjonowania w szkole, podczas gdy

szkoła ma uczyć funkcjonowania w świecie. Największą porażką

duszpasterstwa jest nauczenie człowieka funkcjonowania w dusz-

pasterstwie, podczas gdy ma umieć funkcjonować w Kościele i świe-

cie, w których będzie żył. W duszpasterstwo wpisane jest rozesłanie.

To bardzo trudne — zwłaszcza dla duszpasterza. W chwili, kiedy człowiek zacznie się dogadywać i ułoży sobie współpracę z ludźmi (a to

zawsze chwilę trwa), trzeba tych ludzi wyprawić w świat i przyjąć

86


nowych — świeżych, nieopierzonych, kanciastych. Uczyć się ich od nowa, i tak bez końca. Mit wiecznego powrotu w praktyce. Bardzo

ciężkie i bardzo ważne. Przełamywanie w sobie pokusy zawłaszczenia, tego, aby ludzie byli dla duszpasterza i jego pomysłów, a nie

duszpasterz dla ludzi. Ale duszpasterstwo musi być duszpasterstwem

— miejscem przygotowującym do rozesłania.

Jeszcze jedna rzecz — duszpasterstwo współczesne musi być

duszpasterstwem, bo obecnie nie ma potrzeby, aby robić z niego

cokolwiek innego. Za komuny duszpasterstwo musiało być wszystkim — kawiarnią, oddziałem PTTK, klubem tanecznym, salą sporto-

wą z nieodzownym stołem do ping-ponga. Teraz studenci mają to

wszystko dookoła siebie, w świecie. W duszpasterstwie potrzebują

wiary i wspólnoty. Wszystko inne może być dodatkiem, ale nie fundamentem duszpasterstwa. Nie jest dobrze, gdy duszpasterstwa stają

na głowie, aby przyciągnąć tłumy, stając się katolickimi „randkownia-

mi”, klubami sportowymi czy imprezowymi. Nawet jeśli się to udaje

— a udaje się rzadko — to powstaje problem. Przyciągnęliśmy ludzi i co my teraz z nimi zrobimy? Ile można młócić w ping-ponga? Akademickie

Z tym jest największy problem. Duszpasterstwa akademickie

powstały, aby ludzie, których intelekt wzrasta, nie pozostawili poza

strefą wzrostu swojej wiary. Duszpasterstwo akademickie miało słu-

żyć temu, aby inteligencja była też inteligencją w wierze. Obecnie pro-

blem polega na tym, że przez umasowienie studiów zanikł etos inteli-

genta. Ciekawe jest zjawisko formalnej i organizacyjnej zamiany wielu

wyższych szkół zawodowych (akademii rolniczych, ekonomicznych,

medycznych) w uniwersytety, a zatem w miejsca, które z definicji słu-

żyły do zdobywania wiedzy teoretycznej — takiej, która nie dawała wprost zawodu, ale kształtowała człowieka, czyniąc zeń inteligenta

czy klerka. Wyższe szkoły zawodowe formalnie zamieniane są w uniwersytety, ale realnie zachodzi proces odwrotny. Giną kierunki czysto

uniwersyteckie (nikt dziś nie idzie na biologię, co najwyżej na biotechnologię), a studenci nie pytają: „Kogo uczynią ze mnie moje studia? ”,

ale „Czy znajdę po nich pracę? ”. Wiedza i studia mają dla nich wymiar nie formacyjny, a zawodowy. Czy to dobrze? Fatalnie, ale nie ma się

co obrażać na rzeczywistość. Nakłada to jednak na duszpasterstwo

akademickie dodatkowe zadania — wprowadzenia studentów w kulturę, nauczenia ich kształtowania siebie i swojej wiary przez intelekt,

obcowania z prawdą i pięknem, nawet jeśli nie będzie to przynosiło korzyści finansowych czy zawodowych. Ponieważ uniwersytety nie

kształcą już klerków i inteligentów, a jedynie atrakcyjnych pracowników poszukiwanych na rynku pracy, duszpasterstwa muszą przejąć tę

rolę i kształcić OSOBY. Kształtować ludzi, którzy stworzeni na obraz

Dominikańskie Duszpasterstwo Akademickie współcześnie | 87


i podobieństwo rozumnego i wolnego Boga, mając rozum i wolną

wolę, nie dadzą się zredukować do roli towaru na rynku pracy. Będą

świadomi, że ich człowieczeństwo jest wyznaczane nie przez to, co

będą jeść i czym jeździć, ale czy będą w stanie stawiać fundamentalne pytania i rozumieć propozycję odpowiedzi, które ktoś kiedyś od

starożytnych Aten po Warszawę, Londyn i Kraków dawał — poprzez

kulturę, literaturę, muzykę, sztuki wizualne. Duszpasterstwo akademickie, choć to bardzo trudne, musi wciąż kształcić inteligencję, nawet,

a może przede wszystkim, jeśli robi to już tylko ono. Wcielenie Słowa dokonuje się w kulturze. W nią też trzeba obecnie wprowadzać.

Na koniec jeszcze jedna szczegółowa sprawa. Duszpasterstwo

akademickie musi mieć ambicje i podejmować działania, aby być

duszpasterstwem akademickim, a nie jedynie duszpasterstwem studentów. Kadra naukowa naprawdę potrzebuje opieki duszpasterskiej

i być może to ona właśnie jest najbardziej zaniedbaną grupą wierzą-

cych.

***

Duszpasterstwo akademickie jest dziś bardziej potrzebne niż kie-

dykolwiek przedtem. Ale jest też bardziej nieoczywiste niż kiedykolwiek przedtem. Nie zadawajmy pytania „czy”, bo będziemy jedynie

tracić czas na bezpłodne hamletyzowanie. Są studenci, powinno być

i duszpasterstwo akademickie. Jasne. Pytanie brzmi: Jak je robić? Naj-

prostsza odpowiedź jest zawsze taka sama — z pasją, wiarą i poświę-

ceniem.

Janusz Pyda OP — urodzony w 1980 r., dominikanin, absolwent filozofii UJ i teologii PAT. Duszpasterz akademicki

Tekst ukazał się w miesięczniku „W drodze” nr 531 (11/2017).

88

w Krakowie.


7 rzeczy, jakie wierzący studenci mogą dać współczesnemu światu

Jacek Szymczak OP W 1962 roku prezydent John F. Kennedy, w swoim wystąpieniu do

studentów na uniwersyteckim stadionie Rice w Houston powiedział,

że Amerykanie powinni jeszcze w tej samej dekadzie wysłać człowieka na Księżyc. I zrobić to nie dlatego, że jest to łatwe, ale właśnie

dlatego że jest to trudne. Zrobić to dlatego, że ten cel ich wzmocni i wyeksponuje w nich to, co najlepsze.

Rok później Kennedy ginie, ale postawiony przez niego cel i za-

danie zostały w studentach, którzy go słuchali. Pod koniec dekady lat

sześćdziesiątych Amerykanie wylądowali na Księżycu. Przytaczam tę

historię, byśmy wierzyli, że w studentach drzemie wciąż pasja i chęć

zmiany świata. Stąd też ten ranking. Wiara

W starożytnym Liście do Diogneta czytamy: „czym jest dusza

w ciele, tym są w świecie chrześcijanie”. Dlatego pierwszą misją, jaką

mamy wobec otaczającego nas świata, jest być „duszą” naszego świata — nie zawsze sprzyjającego i prawiącego nam komplementy, ale

oczekującego, że nie będziemy dwuznaczni i pełni hipokryzji.

Często z lęku, by się nie narzucać innym, rezygnujemy z mówie-

nia o tym, co dla nas ważne i istotne. Gdy wychodzimy z pomieszczeń

duszpasterstwa, staje się ono wielokrotnie tematem tabu wśród na-

szych znajomych. A przecież „nie może się ukryć miasto położone na

górze”. Dlatego tym, jak żyjesz, jak mówisz, odpoczywasz i patrzysz na otaczający Cię świat, możesz dać swoją wiarę innym. Nie używaj

zbyt wielu patetycznych słów, po prostu żyj wiarygodnie. I niczego się nie wstydź.

Nadzieja

Nieżyjący już ks. Janusz Pasierb mówił: „Jako chrześcijanie jeste-

śmy odpowiedzialni za poziom nadziei w świecie”. Autentyczna tożsamość, jaką mamy z wiary w Jezusa, może stać się źródłem nadziei dla naszych rówieśników.

Nie ma się co oszukiwać, wiele osób wokoło nas to „prorocy nie-

szczęść”, wieczni narzekacze, toksyczni pesymiści zatruwający nas dzień po dniu swoim ciemnym spojrzeniem. Stańmy obok nich, jako

ludzie, którzy mają zaufanie do świata, którzy nie widzą w nim jedynie zagrożenia wiary i upadku cywilizacji. Świat, nawet jeśli gubi się

w ciemnościach, oczekuje od nas światłości, jaką mamy z życia wiarą.

Dominikańskie Duszpasterstwo Akademickie współcześnie | 89


Miłość

Zawsze konkretna i bez wyłączania kogokolwiek, bez względu

na jakieś „ale”. Wszyscy dokoła mówią o miłości i za nią tęsknią. Mylą

ją z zawłaszczeniem, dominacją drugiej osoby. Dlatego niech miłość,

jaką my dajemy, będzie bezinteresowna, niesatysfakcjonująca i kompletnie nieopłacalna, niech będzie miłosierna.

Nasze duszpasterstwa są szkołą miłości miłosiernej: uczymy się

troski o siebie nawzajem i o tych najbardziej ostatnich, wyrzuconych

na margines życia. Miłość to także opuszczenie swojej strefy komfortu, dlatego tak ważne jest odkrycie sensu swojego życia w dawaniu,

a nie tylko w braniu. Bez miłości, nadziei i wiary staniemy się klubami towarzyskimi z dobrą organizacją. Pasja

Stworzeni na wzór i podobieństwo Stwórcy, mamy uczestniczyć

w dziele stworzenia — tworząc. Nie tylko wciąż kopiować utarte, od-

wieczne schematy, ale mieć odwagę innowacji. To właśnie dzięki

naszej młodości i pasji, odkrywaniu naszych talentów i umiejętności

możemy zmieniać ten świat na lepszy.

Ktoś nas oszukał, wmawiając nam, że nic od nas nie zależy, że

zmian dokonają inni, wybrani, wszechmogące instytucje. To okrutne

kłamstwo, jakiemu często ulegamy, przez co przestajemy wierzyć

w moc zmian i siłę naszych pomysłów. W każdym z nas złożony jest

dar i pasja, a także powołanie do robienia wielkich rzeczy, które przyniosą nam szczęście.

Odpowiedzialność

Miarą naszej dojrzałości jest nasza odpowiedzialność. Co chwi-

lę słyszę o ludziach, którzy czekają na to, aż ktoś zaspokoi ich różne

pragnienia czy oczekiwania, a jednocześnie za nic nie chcą być oni

90


odpowiedzialni. Odpowiedzialność to dorosłe przyjęcie konsekwencji

swoich wyborów i decyzji. Bo to, co robię, ma wpływ na innych.

Nie jesteśmy — jak wielu sądzi — samotnymi wyspami, unoszącymi

się bezpiecznie w swojej niezależności. To ogromne wyzwanie dla naszych środowisk — dosyć już nieustannego zasłaniania się „ktosiem”: ktoś, czyli nikt — on nie istnieje! Im szybciej uznamy tę prawdę, tym

lepiej. Przestając uciekać od odpowiedzialności, poznamy w końcu

siebie: tak realnie — bez wzniosłych oczekiwań i działających jak hamulec kompleksów.

Integralność i charakter

Wierząc w świętość i wyjątkowość każdego ludzkiego życia, sza-

nujmy wielość i różnorodność. Wiara maksymalnie otwiera nas na

innych i prowadzi nas do spojrzenia na drugich, jako na braci i siostry.

Charakter drugiej osoby może być dla nas darem. Dlatego nie odbierajmy nikomu jego niepowtarzalności. Nie oczekujmy, że inni będą

tacy sami jak ja. Praca nad charakterem to jego rozwój, a nie nagina-

nie go do egoistycznych oczekiwań — moich albo otoczenia.

Szanujmy wielość naszych charakterów, różnorodność umiejęt-

ności i bądźmy tymi, którzy to spójnie, integralnie łączą. Dzięki temu

pokażemy, jak rozumiemy Kościół: jako wspólnotę jedności, a nie jednolitości.

Sztuka życia

Jestem przekonany, że dzięki wierze posiedliśmy umiejętność

prawdziwego i szczęśliwego życia. Możemy się dzielić nią z innymi,

pokazując jednocześnie, że nie pędzimy ślepo za trendami współcze-

sności. Inna jest miara naszej wolności i sukcesu. Dlatego bez kompleksów możemy wchodzić w ten świat jako przywódcy, liderzy opinii

i twórcy środowisk. Wskazywać kierunki i cele, swoim dojrzałym ży-

ciem pociągać innych za sobą. To nie przypadek, że nasze duszpa-

sterstwa akademickie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych były

środowiskami, z których wyrosła demokratyczna opozycja, doprowadzając do radykalnych zmian ustrojowych.

Uwierzmy w to, że naprawdę mamy odpowiedź na pytanie:

„Jak żyć” ?

Jacek Szymczak OP — urodzony w 1979 r. Jest subprzeorem oraz duszpasterzem akademickim w Gdańsku.

Tekst ukazał się w portalu Dominikanie.pl 13 grudnia 2017 roku.

Dominikańskie Duszpasterstwo Akademickie współcześnie | 91


Przywrócić głębię. Notatki o duszpasterstwie akademickim w USA

Łukasz Miśko OP Utkwił mi w pamięci obraz murów z „Medytacji o Kościele” Hen-

riego de Lubaca SJ. Pisząc o katolickiej eklezjologii końca XIX stulecia,

jezuita porównał ją do miasta, w którym za odgórnym poleceniem

każdy centymetr kościelnych murów obronnych został obsadzony.

Niestety, gdy wszyscy dzielni teologowie zajęli pozycję na murach, uzbrojeni po zęby scholastycznymi dystynkcjami, okazało się, że nie ma komu poprowadzić wiernych do serca Kościoła.

Oczywiście, w dzisiejszej Ameryce katolickie milieu jest progra-

mowo różnorodne i każdy wiesza na swoim kawałku murów to, co mu

tylko w duszy gra: kolorowe neony, łatwe slogany o szybkim samo-

spełnieniu, a może i — w akcie reakcyjnej desperacji — apologetyczne

argumenty starego chrześcijaństwa…

Tylko dlaczego, gdy wszyscy zajęci są przemalowywaniem murów,

wciąż tak mało jest tych, co prowadzą w głąb, do serca Kościoła? Puste ręce?

Może zacznę od początku. Dlaczego w ogóle polscy dominikanie

w Stanach? Mimo że pracuję tu już 9 lat, wciąż spotykam się z tym

pytaniem. I pewnie słusznie. Nasi studenci i parafianie nie są jednak

zaskoczeni samym faktem naszej „zagraniczności”, wszak amerykański Kościół tylko przez około 10 lat swego istnienia (lata pięćdziesiąte

ubiegłego wieku) święcił wystarczającą ilość rodzimych kapłanów,

czyli zarówno przed, jak i po tym „złotym wieku” widok księdza importowanego z Irlandii, Włoch, Francji, Polski, a ostatnio Indii, Filipin

czy krajów Ameryki Łacińskiej nie był i nie jest niczym niezwykłym.

Co natomiast wydaje się naszym parafianom nietypowe, to nasze

rozumienie tożsamości duszpasterskiej. Zamiast, udając tubylców,

wpasowywać się w tutejsze kościelne koleiny, zamiast (jak wielu tzw. międzynarodowych księży) żyć na obrzeżach diecezji i nikomu się nie

narzucając, prowadzić małe podmiejskie parafie, wszyscy polscy bra-

cia, z którymi pracowałem lub pracuję, mówią odważnie: Jesteśmy dominikanami Polskiej Prowincji, posłanymi tu, by żyć jako dominikanie

i by współtworzyć kulturę duszpasterstwa akademickiego.

Skąd ta wyrazista postawa? Myślę, że jako bracia uformowani

przez specyficzną liturgię, studium i kaznodziejstwo polskiej prowincji,

92


wiemy że nie przychodzimy tu z pustymi rękami. Co zatem przyno-

simy? Może właśnie zaproszenie do doświadczenia serca Kościoła, w jego ponadpsychosocjologicznej liturgii, jego organicznej tradycji,

jego odpowiedzialnej wolności?

Pisanie politycznej historii naszych asygnat pozostawię specjali-

stom, tu podzielę się jedynie tym, czego świadkiem byłem w licznych

i bardzo zróżnicowanych duszpasterstwach akademickich, gdzie pra-

cowali polscy bracia: Columbia, Dartmouth, Virginia, Washington, Oregon, Arizona, i przez ostatnie lata Utah. Spróbuję o tym opowiedzieć w trzech punktach.

Instytucja: zasada ograniczonego zaufania

Biurokracja? W Ameryce?! O tak. Po wielu latach mieszkania

tu wciąż bywam zaskoczony, jak przerośnięte, niepotrzebnie skom-

plikowane i niewydolne są amerykańskie instytucje, włączając w to

Kościół katolicki. Wciąż największy wśród amerykańskich religii i wy-

znań (drugim co do wielkości „wyznaniem” są byli katolicy: 1 na 10

dorosłych), Kościół prowadzi ponad 200 uniwersytetów, ok. 6500 katolickich szkół podstawowych i średnich, i ok. 600 szpitali.

Każda diecezja jest zarządzana przez sztab kurialnych pracowni-

ków (dla przykładu, kuria nowojorska mieści się w dwudziestopiętro-

wym wieżowcu przy Pierwszej Alei, a nasza niewielka, złożona z zaledwie 48 parafii, misyjna diecezja Salt Lake City, zatrudnia w swej

kwaterze głównej ok. 40 pracowników).

Dominikańskie Duszpasterstwo Akademickie współcześnie | 93


Każda szanująca się parafia ma na etacie dyrektora administracyj-

nego, dyrektora muzyki, dyrektora formacji, sekretarkę, księgowego;

każde duszpasterstwo akademickie ma świeckiego duszpasterza,

dyrektora rozwoju… itd. A że to wszystko trzeba jakoś utrzymać, zbiera

się pieniądze, dużo pieniędzy.

Po co ten rozległy akapit w opowieści o duszpasterstwie akade-

mickim? Z kilku względów. Po pierwsze, gdy młodzi ludzie mówią

„Kościół”, to myślą „instytucja”. Ciężka, niemrawa… w najlepszym razie nieszkodliwa, ale zdecydowanie niepotrzebna.

Po drugie, gdy rodzą się ruchy odnowy — a pojawia się ich niema-

ło — ich wizjonerzy najczęściej popełniają stary błąd i zakładają nowe… instytucje, w których nowi ludzie wciąż siedzą za biurkami od 9 do 17…

Przykładem mogą być liczne programy „nowej ewangelizacji”, które

polegają na edukacji tych, którzy później zasiądą w biurach diece-

zjalnych i parafialnych, i będą pisali nowe programy, które z kolei… itd.

Dużo energii poświęca się budowaniu nowszego, bardziej atrakcyjne-

go muru, a wciąż mało „mistagogii” ku sercu Kościoła, ku doświadczeniu nowości życia Ewangelią.

Co z tym zrobić? Zasada ograniczonego zaufania w ruchu koło-

wym podpowiada, że należy zwolnić, przyjrzeć się nieoczywistej sy-

tuacji krytycznie, i — wyłączając ekstremalne przypadki — ostrożnie je-

chać dalej. Jako polscy bracia nie odrzucamy bynajmniej współpracy

z kościelnymi programami i instytucjami, ale zawsze robimy to w sposób twórczy i świadomy, traktując je jako coś, co może jedynie dodać pewien smak do duszpasterskiej potrawy, którą i tak sami musimy

przygotować. Co ciekawe, doświadczenie uczy, że często pracownicy parafii czy aktywiści odnowy tylko czekają na to, by ktoś zdjął z nich

zaklęcie korporacyjnego żargonu i opowiedział im, czym może być Kościół jako wspólnota wiary i sakrament zbawienia.

A studenci? Nasi studenci często nie mają bladego pojęcia

o chrześcijaństwie, lub też mają pojęcie głęboko skrzywione, spłycone, upolitycznione (polityzacja amerykańskiego Kościoła to temat na

osobny tekst!).

Jak zatem zacząć? Wiem, jak NIE zacząć: od stworzenia instytu-

cji. Powtórzę za braćmi Marcinem Barańskim i Grzegorzem Dąbkowiczem: musimy wyjść od osobistej relacji. Spotkania człowieka. Iskry

zaufania. Prostego „jestem tu dla ciebie”.

Aby jednak to spotkanie mogło nastąpić, potrzebne jest miejsce,

a to — o dziwo — wciąż jeszcze może być nam zaoferowane przez

94


pewną instytucję, której polski czytelnik nie może znać z pierwszej ręki: uniwersytecki kampus. Podczas gdy w kontynentalnej Europie

uniwersytety to głównie sale wykładowe, biblioteka, i może jeden czy

dwa akademiki, to w Anglii i za jej przykładem w Stanach Zjednoczonych uniwersytet staje się miejscem życia studenta. Tam mieszka, je,

uprawia sporty, chodzi na zajęcia, pracuje w laboratorium i bibliotece

o każdej porze nocy i dnia… i tam też może spotkać duszpasterza akademickiego, którego amerykański angielski nazywa nawet „campus minister”.

Spektrum naszej współpracy z kampusami bywa różne. Na Colum-

bii byliśmy pracownikami uniwersytetu, z własnym miejscem spotkań

i dostępem do innych pomieszczeń kampusu (jak też z mieszanym

błogosławieństwem naszej przełożonej, naczelnej kapelan szkoły),

zaś w innych szkołach mamy nasze własne, niezależne budynki, tzw. centra Kardynała Newmana, położone tuż przy uniwersytecie. Bliżej

czy dalej, na kampusie czy obok, jedno jest ważne: wykorzystać unikalną szansę, jaką stwarza dynamika życia kampusu. Być widocznym

i obecnym. Generować spotkanie, ale… na naszych warunkach. Język: zatęsknić za Tajemnicą

Czy jesteśmy kolejnym kampusowym „klubem”, konkurującym

o cenny czas współczesnego studenta? Czy kolejną dobroczynną

organizacją, w której udział — a może i pozycja lidera — będzie świetnie wyglądać w CV? Jak opowiadamy o sobie, zaczynając od ulotek

Dominikańskie Duszpasterstwo Akademickie współcześnie | 95


rozdawanych w pierwszym tygodniu szkoły, a na formacji odpowie-

dzialnych kończąc?

Język grup kościelnych w Ameryce to najczęściej język aktywizmu

i reklamy, litania benefitów dla tych, którzy zdecydują się dołączyć do

klubu. Konserwatyści i liberałowie, tradycjonaliści i progresiści, wszy-

scy używają płaskiego języka łatwej tożsamości.

Jedną z pierwszych lekcji, jakiej udzielił mi po przyjeździe do

Ameryki mój poprzednik na Columbii, o. Jacek Buda, było: Uważaj, jak

mówisz. Nie chodziło bynajmniej o słowiański akcent czy chwiejną

składnię, ale o dobór kościelnych słów, które w głęboko podzielonej

Ameryce często straciły swoje pierwotne znaczenie i nie odnoszą się już do rzeczywistości innej niż jedna z licznych kulturowych wojen.

Często naszą pracą jest odkrywanie na nowo, jak wyrazić podsta-

wowe kategorie chrześcijaństwa: dar, łaska, grzech, nawrócenie, mo-

dlitwa, tajemnica… Jak pogłębić słowa, które w popularnym dyskursie

zatraciły głębię? Jak uniknąć mielizny czy, co gorsza, manipulacji?

Teatralne fascynacje Jacka okazują się nieocenioną pomocą!

Jest jeszcze coś, co mogłoby zniechęcać, a jest moim zdaniem

ogromną szansą dla mocy słowa: niewielki rozmiar naszych duszpasterstw. Standardem jest to, że znamy przynajmniej z twarzy

wszystkich studentów, którzy pojawiają się na niedzielnych mszach.

Większość naszych kontaktów poza mszą to osobiste jeden na jeden, często przy kawie (więcej o tym w kolejnym punkcie). Ile głębi można

odkryć w słowach podczas takiego dialogu!

Sama kategoria dialogu i spotkania jest również czymś, co jako

96


bracia uformowani w Polsce chwytamy w mig, a co wcale nie jest

oczywiste dla naszych amerykańskich podopiecznych. Podczas gdy

my — chcąc nie chcąc — myślimy w duchu personalistycznej fenome-

nologii, tutejsze społeczeństwo przywykło do języka prawa i powin-

ności, tudzież przeciwieństwa tychże, czyli indywidualistycznej samowolki. Konsekwencje tych konceptów sięgają daleko: obraz Boga, natura moralności, autoekspresja…

Aby nie pozostawać w krainie abstrakcji, jako bracia staramy się po

prostu pokazać naszym studentom, jak działa właściwie uformowana

katolicka wyobraźnia. Czytamy i dyskutujemy z nimi na temat książek,

przez które my sami „czytamy” świat. Zabieramy ich w miejsca historii i piękna, i tam uczymy mówić o tym, co ważne, co nas kształtuje.

A przede wszystkim modlimy się z nimi i prosimy, by doświadczenie Słowa żywego pomogło naszym słowom odzyskać autentyczność.

Językiem naszej opowieści o Bogu jest nasza dominikańskość,

kształtowana wspólną celebracją Liturgii Godzin (cztery godziny

kanoniczne śpiewane codziennie w naszym kościele), jak i wspólną

adoracją Pana w Najświętszym Sakramencie. Pragnąc kontynuować

odnowę liturgii zapoczątkowaną w naszym poznańskim i krakow-

skim środowisku ponad 30 lat temu, staramy się budować w naszych

studentach świadomość Tajemnicy i Daru przez to, jak sprawujemy

Mszę Świętą i jaką muzyką się modlimy. W postrzeganiu i przeżywaniu rzeczywistości szukamy i odkrywamy prawdy nie tylko jako

coś obiektywnie przekonującego, ale przede wszystkim jako Kogoś

— Chrystusa, Pana.

Katedra, think tank, coffee shop

Czasami chciałoby się powiedzieć wiele, a ma się tylko 5 sekund.

Wtedy z pomocą przychodzi dobry slogan. Katedra — think tank — coffee shop. Takiego właśnie duszpasterstwa akademickiego chcemy.

Czym była katedra w średniowiecznym mieście, tym Centrum

Newmana ma być dla kampusu: punktem orientacji, miejscem piękna

i tajemnicy, oazą sacrum w sercu profanum, bijącym sercem liturgii

promieniującej na codzienne zajęcia i nadającej sens codzienności

samej. Think tank podkreśla nie pobieżną wymianę poglądów, ale metodyczną, rzetelną refleksję nad rzeczywistością.

W kulturze SnapChata i Instagrama naszym pragnieniem jest

odważne wspólne zamyślenie nad światem, który odziedziczyliśmy

i który wzywa nas do odpowiedzialności. Ale coffee shop? Tak, w przy-

padku Salt Lake City całkiem dosłownie, ale w przypadku każdego innego duszpasterstwa metaforyczny coffee shop wystarczy.

Dominikańskie Duszpasterstwo Akademickie współcześnie | 97


Po co coffee shop? Bo spontaniczność, wspólnota, praca i zdrowy

small talk, bo kultura wysoka i niska, a wszystko to w cudownych oparach kawy. Dla balansu katedry i think tanku.

Czym jeszcze ma być duszpasterstwo akademickie? Fundamen-

talnie, jak to już zostało dobitnie napisane, nasze duszpasterstwo

musi być przedłużeniem klasztoru i zaproszeniem studentów i profe-

sorów do tego, czym jako dominikanie sami się karmimy.

Ja i moi bracia po tej stronie Atlantyku wierzymy głęboko, że wła-

śnie taka polsko-dominikańska wizja jest unikalnym (i bardzo potrzebnym) darem dla amerykańskiego Kościoła.

Łukasz Miśko OP — urodzony w 1982 r. Duszpasterz akademicki w Salt Lake City w USA oraz dyrektor Catholic Newman

Tekst ukazał się w portalu Dominikanie.pl 15 stycznia 2018 roku.

98

Center na Uniwersytecie Utah.


Na habit spotkania się nie zorganizuje

Piotr Kruk OP Jak wygląda dominikańskie duszpasterstwo akademickie w Au-

stralii? Taka sytuacja. Na uniwersyteckim przystanku stoi dominikanin

w habicie, czekając na busa, który przewozi studentów z jednego na

drugi kampus. Wtem podchodzi do niego wyraźnie podekscytowany

młody student i pyta z radością, jak gdyby odnalazł Graala: „Czy ty je-

steś Mistrzem Jedi? ”. Lekko zbity z tropu dominikanin odpowiada

z uśmiechem: „Jeszcze nie. Jestem zakonnikiem… To taki chrześcijański mnich”. Po czym ów młodzieniec, ewidentnie zawiedziony i niezainteresowany dalszą rozmową, odchodzi. Witamy w mentalności

świata post-chrześcijańskiego, który poszukuje wartości duchowych, ale wydaje się być znudzony chrześcijaństwem i często obojętny

na to, co chrześcijaństwo ma do zaoferowania współczesnemu czło-

wiekowi. Brzmi znajomo? To nie Polska, jeszcze nie. To Australia. Dominikanin nie kangur

To nie tylko kraj spalonej słońcem ziemi, kangurów i surferów.

To także przestrzeń ścierania i przenikania się kultur, duchowości i ideologii. Kraj, który w pewien sposób wciąż w sporej mierze pozostaje

krajem misyjnym. Krajem marzeń, możliwości i nieoczekiwanych

wyzwań.

Krajobraz tu zdobią niejednokrotnie importowane z innych krajów

drzewa i rośliny i tak samo na ulicach miast można spotkać ludzi z każ-

dego zakątka Ziemi, którzy Australię traktują jak swoją nową ojczyznę.

I ta różnorodność społeczeństwa przejawia się także w statystykach,

kontrastujących wyraźnie z Polską. Około 52% społeczeństwa identyfikuje się jako chrześcijanie, prawie 23% to katolicy, a najbardziej

wyraźna i najszybciej rosnąca grupa identyfikuje się jako areligijni —

z 22% do 30% społeczeństwa w pięć lat.

I w tak ogólnie zarysowanej rzeczywistości pracuje kilku polskich

dominikanów zaangażowanych w życie lokalnego Kościoła, jak i pracę duszpasterską na australijskich uczelniach.

Ciśnie się na usta oczywiste pytanie: po co tu polscy dominikanie?

Nie było czegoś bliżej Polski? Może i było, ale rodzinie się nie odmawia. Australijski dominikanin, Anthony Fisher OP, arcybiskup Sydney,

gdy był jeszcze biskupem diecezji Parramatta (po aborygeńsku znaczy

„woda węgorzy”), czyli zachodniej części Sydney, odwiedził polskich

Dominikańskie Duszpasterstwo Akademickie współcześnie | 99


dominikanów w Nowym Jorku i Krakowie. Był zainspirowany pracą

braci wśród studentów oraz polskim modelem duszpasterstwa domi-

nikańskiego, a także pewnie liczbą studentów na mszy oraz spotkaniach.

Zaprosił więc polskich dominikanów, by stworzyli i poprowadzili

tutejsze duszpasterstwo akademickie podobne do polskiego. Było to

także pokłosie rady, jaką dostał od św. Jana Pawła II: „Chcesz odno-

wić wiarę w diecezji, to musisz mieć więcej zakonników (religious) niż kangurów”.

Obecnie jest w Sydney trzech braci z Polskiej Prowincji. Oczekują

na czwartego śmiałka. Kangurów jest jednak znacznie więcej… Gdy copy-paste nie działa

Ta sympatyczna historia o początkach pokazuje, że polski model

i działalność dominikańskiego duszpasterstwa akademickiego może

być towarem eksportowym. Ale nie wszystko da się po prostu sko-

piować. Próby budowania duszpasterstwa uwidaczniają, jak bardzo

100


polski model jest związany ze specyfiką polskiego Kościoła oraz budowaną przez pokolenia „marką dominikańską” w świadomości

środowisk akademickich.

Uczciwie mówiąc, jesteśmy więc w momencie dostosowywania

polskiego modelu do tutejszych warunków. To wymaga czasu, prób kolejnych metod duszpasterskich, dystansu, żarliwej modlitwy i przede

wszystkim cierpliwości. Nic od razu się nie dzieje, nie ma struktur, które można by jakoś modyfikować lub ulepszać, albo tradycji do której można by się odwoływać. Ani Szustaka.

Trzeba wszystko stworzyć od zera. A to wymaga najpierw od dusz-

pasterza zaaklimatyzowania się, zapuszczenia korzeni, rozpoznania

specyfiki danej kultury i miejsca, czyli uważnego przypatrywania się,

wsłuchiwania, uczenia, budowania kontaktów, znajomości i siatki lu-

dzi do współpracy.

Jako ciekawostkę różnic kulturowych można podać to, że jeżeli

będzie zorganizowane spotkanie z arcyciekawą osobą, ale bez darmowego jedzenia, oddźwięk będzie naprawdę mały w porównaniu

z przeciętnym spotkaniem, ale darmowym jedzeniem. No cóż, w końcu człowiek to nie tylko duch, dusza, ale i ciało.

Jeden z braci stwierdził kiedyś, że misje to czyściec duszpasterski.

I coś jest na rzeczy. Nie można liczyć na łatwe i szybkie rozwiązania.

Na habit spotkania się nie zorganizuje. I chociaż australijscy dominikanie oraz dominikanki też są aktywnie zaangażowani w duszpaster-

stwo akademickie, to na duchowej mapie Australii dominikanie nie są

za bardzo znani, często myleni z paulinami, a czasami nawet z muzułmanami. Albo „Assassin’s Creed”... Wędrowne duszpasterstwo

Kolejną specyfiką Australii, co jest też wyzwaniem dla polskiego

modelu, są naprawdę spore odległości między miejscem zamieszkania, pracy, uczelni i kościołem.

Polski model duszpasterstwa, jak zauważył o. Janusz Pyda OP,

promieniuje życiem klasztornym. Wszystkie znane mi duszpaster-

stwa w Polsce są tworzone przy klasztorze, jak grupy parafialne przy parafii. Można by nawet cały dzień nie opuszczać murów klasztoru

i spotkać ogromną ilość ludzi podczas organizowanych spotkań

czy indywidualnych rozmów.

Tu się tak nie da. Trzeba jeździć codziennie sporo kilometrów,

by spotkać się ze studentami na rozsianych po zachodnim Sydney

Dominikańskie Duszpasterstwo Akademickie współcześnie | 101


i oddalonych między sobą kampusach. Do klasztoru wracamy na mo-

dlitwę i życie wspólnotowe. Jak dla mnie, to bardzo dominikańskie.

Na uczelniach z kolei przestrzeń spotkań to część kapelanii mię-

dzywyznaniowej (multifaith chaplaincy), w której prowadzimy spotkania według dominikańskiej duchowości: nauka, modlitwa, wspólnota

i głoszenie. A wszystko to w otoczeniu spotkań czy plakatów zapra-

szających do innych wyznań, religii czy też ruchów religijnych. Istny panteon.

Ale takie otoczenie daje równocześnie możliwość wzajemnego

poznawania się i budowania u studentów własnej tożsamości religijnej nie poprzez potępianie innych, ale przez pogłębianie świadomości

własnej wiary. To też jest bardzo ważnym elementem budowania sza-

cunku i pokoju w społeczeństwie złożonym z emigrantów, różnych kultur i różnych religii. I co ciekawe, istnieje też pewna więź współpracy

między liderami różnych religii, a wszystko po to, by wspierać studentów w ich trudnościach i pomagać w rozwoju ludzkim i duchowym.

Oczywiście, różnice też są widoczne, ale nie ma poczucia dzikiej

konkurencji.

Przeważająca część studentów nie mieszka na kampusach, lecz

dojeżdża na wykłady, łączy pracę ze studiami i wraca do swoich śro-

dowisk, nie integrując się zbytnio. Rośnie ilość kursów i zaliczeń robio-

nych on-line, a więc studenci jeszcze rzadziej pojawiają się na kampu-

sach. Wyraźne wzrasta wśród studentów poczucie izolacji i tendencja do tworzenia hermetycznych grup znajomych.

Dlatego budowanie duszpasterstwa na kampusie ma sens, bo

stwarza przestrzeń spotkania dla studentów i pracowników uczelni

oraz sposobność do dzielenia się wiarą i pasjami, przemyśleniami, pomysłami. Ponadto studenci, wracając z tych spotkań na kampusie

do swoich środowisk, niejednokrotnie mocniej angażują się w działalność swoich lokalnych Kościołów, prowadząc grupy młodzieżowe czy

angażując się w działalność charytatywną. I pomimo tego, że przy naszym klasztorze nie tętni życie akademickie, to świadomość ubogacania życia diecezji przez związanych z nami studentów daje poczucie

satysfakcji. Bo w końcu po to tutaj jesteśmy.

I tak też odczytujemy potrzebę istnienia naszych duszpasterstw,

które nie mają jedynie skupiać się na własnym wzroście, ale włączać

studentów w życie diecezji, pośrednio przez bycie zaangażowanym

lub liderem w Kościele lokalnym, oraz przez bezpośrednie zaangażo-

wania w wydarzenia diecezjalne, których jest sporo.

102


Nikt nie myśli o tym, żeby zawojować całą Australię i wszystkich

uczynić katolikami. Nie ma pragnień triumfalizmu, ale jest pasja budo-

wania i wspierania kreatywnych mniejszości, których życie motywowane Ewangelią będzie błogosławieństwem dla diecezji i tego kraju.

A tłumaczenie i pogłębianie wiary na kampusach oraz budowanie

szerokiej społeczności katolików jest również naszą odpowiedzią na

wrastającą tendencję do izolacji. Tendencję starającą się wiarę ignorować, spłaszczać lub sprowadzać na margines życia społecznego,

a społeczność rozbijać na grupki fanów poszczególnych duchowości. Kryzys, czyli szansa

Przy tej okazji warto też wspomnieć o trudnej, ale niebywale

potrzebnej karcie australijskiego Kościoła, jaką jest rozliczenie się

ze złem dokonanym przez ludzi, którzy zamiast umacniać i pomagać wykorzystywali i krzywdzili najbardziej bezbronnych.

Niedawno przez Australię przetoczyła się medialna krytyka Ko-

ścioła za duchownych i świeckich pracowników Kościoła, którzy do-

puścili się wykorzystywania nieletnich. Zainteresowani mogą poczytać o tym w obszernych relacjach w internecie.

Myśleliśmy, że to będzie także cios dla naszej działalności wśród

studentów i wzrostu duszpasterstwa, a stała się rzecz odwrotna.

Zwiększyła się ilość osób zapisujących się na listy mailingowe, także

wyznawcy innych religii chcieli bez uprzedzeń dowiedzieć się więcej

o wierze i życiu Kościoła. Sporo studentów zaczęło się gromadzić

Dominikańskie Duszpasterstwo Akademickie współcześnie | 103


wokół naszych stoisk i spotkań na kampusach, żeby wyrazić swoją

solidarność i pokazać, że w Kościele jest o wiele więcej dobra.

Krytykowani i wyśmiewani za bycie katolikami, chcieli też bardziej

poznać swoją wiarę, umocnić swoją tożsamość opartą na wierze i bu-

dować Kościół, który jest wolny od nadużyć, a zaangażowany w na-

śladowanie Chrystusa. (W tym kontekście ogromnie wzruszające było

np. zobaczyć młodego Sikha w turbanie grającego w drużynie pewnego duszpasterstwa podczas corocznych zawodów katolickich dusz-

pasterstw akademickich uniwersytetów w Sydney).

Ostatnią myślą, jaką chciałbym się podzielić w niniejszym

artykule, jest trudne doświadczenie porażek. Bo nie zawsze studenci przychodzą na spotkania. Poczucie porażki i zawodu wprasza się do

świadomości. Włącza się sentymentalna płyta z nagraniem „Kiedyś to były spotkania…” albo wyjątkowo razi fecebookowy post sukcesów

i dokonań innych duszpasterstw dominikańskich na polskiej ziemi.

Czasami można całą noc łowić, przygotowywać się i nic nie uło-

wić. Życie, praca, zaliczenia… wiele jest powodów bezludnych spotkań.

I wtedy najlepiej pójść na kawę. Opuścić pokój spotkań i wyjść do lu-

dzi. Uśmiechnąć się, przybić piątkę z biegnącym studentem na egzamin, pobłogosławić zestresowanych, nakarmić papugi… Wtedy często

habit działa jako starter rozmów. Nie zawsze głębokich, ale potrzebnych. Na teraz i na przyszłość.

W postchrześcijańskiej rzeczywistości nie wszystko jest stracone.

Zmieniają się sposoby, metody i modele duszpasterskie, ale pozostaje

ta sama misja. Być wszystkim dla wszystkich, żeby choć niektórych

pozyskać dla Chrystusa. I trwać w zaufaniu, że to Bóg nas prowadzi,

duszpasterzy i duszpasterstwa. Wyprowadza ze stref komfortu i przypomina, że jesteśmy tylko i aż sługami Ewangelii, Dobrej Nowiny

o Jezusie Chrystusie.

Tekst ukazał się w portalu Dominikanie.pl 7 lutego 2018 roku.

104

Piotr Kruk OP — urodzony w 1977 r. W Zakonie Kaznodziejskim od 2004 roku. Pracuje w Australii.


Duszpasterstwo Akademickie — czyli wstań z kanapy Jan Andrzej Kłoczowski OP Nie można podejmować sensownych decyzji bez jakiegoś układu

orientacyjnego. Duszpasterstwo ma pomóc go odnaleźć.

Piszę z pozycji człowieka, który wiele zawdzięcza duszpasterstwu

akademickiemu. Najpierw jako student uczestniczyłem w życiu DA poznańskich dominikanów, biegałem na „siódemki”, spierałem się na

spotkaniach tzw. „kółka tomistycznego”, pilnie uczestniczyłem w wy-

kładach i spotkaniach z zapraszanymi „ciekawymi ludźmi”. Potem — nie bez związku z poznańskimi doświadczeniami — sam zostałem dominikaninem, co spowodowało, że po święceniach skierowano mnie

do pracy w krakowskiej „Beczce”, gdzie wspomagałem jej założyciela o. Tomasza Pawłowskiego.

Czasy były oczywiście inne, ale podstawowe zadania dla DA są

nadal aktualne, a może nawet więcej niż aktualne, bo niezbędne. Nie-

zbędne dla wspomagania młodych ludzi, którzy przygotowują się do dorosłego życia, w dojrzewaniu do podejmowania odpowiedzialnych decyzji życiowych opartych na pogłębionej i osobiście przyjętej wierze.

Cieszymy się wolnością, ale życie w wolności jest trudniejsze od

zniewolenia; trudniejsze bo bardzo łatwo pogubić się w świecie, który otwiera przed człowiekiem wiele możliwości, kusi by wybrać to, co łatwiejsze, co przyjemniejsze, a nie to, co wartościowe.

Większość studentów rozpoczynających studia wynosi z domu

wiarę, a także przeszło przez próbę wiary, jaką jest nauka religii

w szkole. Jest sprawą oczywistą i nie należy się tym gorszyć że wielu

nie bardzo umie się znaleźć z tak odziedziczoną wiarą w nowej sytu-

acji. Pojawiają się trudne pytania, mnożą wątpliwości, i wielu ludzi

„odkłada to na później”.

Ale nie można żyć, nie można podejmować sensownych decyzji

bez jakiegoś układu orientacyjnego. Innymi słowy: potrzebna jest

szkoła życia. I właśnie duszpasterstwo ma być taką szkołą dojrzałego

życia wiarą, a więc ma stworzyć warunki do dojrzewania tej wiary. Papież Franciszek w czasie Światowych Dni Młodzieży w Krakowie we-

Jan Andrzej Kłoczowski OP — urodzony w 1937 roku. Jest profesorem, doktorem habilitowanym, historykiem sztuki, teologiem, filozofem, kaznodzieją i publicystą. Przez wiele lat był duszpasterzem akademickim w Krakowie

zwał rozleniwionych, ale i pogubionych ludzi, by powstali z kanapy. DA nie ma być kanapą dla leniwych i pobożnych, ale jest — i coraz bardziej

ma być — miejscem tych, którzy chcą powstać z kanapy, a także tych,

którzy już powstali i uczą się jak żyć w bliskiej przyjaźni z Bogiem.

A ta przyjaźń uczy, jak być człowiekiem dla drugiego człowieka, jak otwierać się na drugiego i na innego — by świat był bardziej ludzki.

oraz duchowym opiekunem środowisk opozycyjnych.

Tekst ukazał się w portalu Dominikanie.pl 23 kwietnia 2018 roku.

Dominikańskie Duszpasterstwo Akademickie współcześnie | 105


Ale o co chodzi… w duszpasterstwie akademickim? Cyprian Klahs OP Do duszpasterstw akademickich — diecezjalnych i zakonnych —

przychodzi tylko nikły procent studentów. Na przełomie września

i października zaczyna się sezon akademicki. Spotkania, narady,

uzgadnianie rozmaitości z szefami i odpowiedzialnymi, dopinanie kalendarza, planów spotkań, wyjazdów…

No i to wciąż powracające pytanie: Ale o co właściwie chodzi?

Czego chcą i czego potrzebują ci, którzy przychodzą do duszpasterstwa (a także: gdzie są, czego chcą i potrzebują ci, którzy nie przychodzą, jak do nich docierać?). I jeszcze nieodłączna druga strona tego pytania: Co mamy do dania?

Czego chce duszpasterz

Na pewno wiem, czego nie chcę ja, co nie powinno być celem

DA. Nie chcę zawłaszczania ludzi i manipulowania nimi, zdobywania

jak największej liczby członków, czegoś, co miałoby posmak ideologii i partyjniactwa. Nie na tym mi zależy, żeby byli, żebym miał poczucie

sukcesu i wartości swojej pracy dzięki tłumom, żebym się mógł wyka-

zać (choć nie powiem, że nie jest to wielką pokusą).

Zależy mi, żeby ludzie przychodzili do DA tylko dlatego, że realnie

mamy coś cennego, prawdziwego i odpowiedniego do zaoferowania.

A co mamy? Co możemy, co chcemy dać? Nie wiem, od czego zacząć,

co jest na pierwszym, drugim, kolejnym miejscu. Może to zresztą nieistotne. Zatem:

FORMACJA — przede wszystkim, jak sądzę, udaje nam się budzić

w ludziach pasję wiary, fascynację chrześcijaństwem, a w nim żywym

Bogiem. Takim, który się objawia i szuka człowieka, bo Mu zależy na

tym, by człowiek żył pełnią życia, rozwijał się i by jego życie było

owocne.

To oznacza odkrywanie źródeł poznania i samo poznawanie tej

rzeczywistości, którą jest wiara i Bóg, do którego wiara prowadzi.

A więc Pismo Święte, liturgia, katecheza i oczywiście modlitwa (nie

jestem już tak naiwny, by sądzić, że modlitwa przychodzi nam spontanicznie, jak oddychanie, że nie trzeba się w tej dziedzinie wielu rze-

czy nauczyć i wyćwiczyć — nie na darmo w tradycji dominikańskiej od początku mówi się o „sposobach modlitwy”). Ale też to, co się nazywa

106


„formacją ludzką”, czyli zdolność do samopoznania, dobrze rozumianej samorealizacji, tworzenia więzi itp.

To wszystko byłoby dość abstrakcyjne, gdyby nie prowadziło do

zaangażowania, do odpowiedzialności, wierności, współczucia. Dlatego staramy się w DA dzielić odpowiedzialność, tworzyć przestrzeń dla

kreatywności studentów, stąd działania charytatywne. (To ciekawe,

że zwykle działania charytatywne znajdują wielu chętnych; pewnym odkryciem dla mnie, które przyszło podczas wakacyjnego spotkania

duszpasterzy dominikańskich, było to, że warto stawiać pytanie, jakie

ewentualne potrzeby własne chcą zaspokoić ci, którzy się w działalność charytatywną angażują).

Zdaję sobie sprawę, że czas studiów i obecności w duszpaster-

stwie jest tylko pewnym etapem, i to dość krótkim, dlatego chciałbym,

żeby ta formacja dawała raczej „narzędzia” do ciągłej autoformacji, niż zapewniała gotowy „produkt”. To, co możemy dać, rozumiem bardziej

jako wskazówki pomocne do poruszania się po meandrach tej drogi, którą jest życie i wiara.

INTEGRALNOŚĆ — wydaje mi się, że wielu wierzących żyje w cie-

niu jakiejś schizofrenii, rozdarcia pomiędzy „normalne życie” i „wiarę”, tak jakby to były dwie proste równoległe.

Integralność — do której możemy podprowadzać — rozumiem wła-

śnie tak: pokazywanie i pomaganie w scalaniu i harmonizowaniu tych

dwóch wymiarów. Pokazywanie, że wiara przystaje do życia, że służy dogłębnemu i autentycznemu poznaniu siebie, że życiu nadaje kierunek,

Dominikańskie Duszpasterstwo Akademickie współcześnie | 107


może być siłą napędową i twórczą. Czyli: że jedno dla drugiego nie

jest „kulą u nogi”.

Dlatego — tak mi się zdaje — nasze duszpasterstwa nie są „nadpo-

bożne” i często wychodzą poza mury kościoła, znajdując dalszy ciąg

w przyjaźniach, życiu towarzyskim, w różnych aktywnościach kulturalnych, artystycznych, sportowych, charytatywnych.

DOŚWIADCZENIE KOŚCIOŁA — poczynając od spotkania z księ-

dzem, który nie tylko reprezentuje instytucję, urząd nauczycielski lub

administracyjny albo jest funkcjonariuszem kultu, ale w bezpośrednich rozmowach, na wyjazdach, w grupie, przy wspólnej pracy, modlitwie, zabawie, aż po uczestnictwo w tworzeniu życia Kościoła, liturgii,

rekolekcji, pielgrzymek, remontów, sprzątań, jarmarków itp.

Ludzie z DA zazwyczaj czują się w kościele (i Kościele) jak u sie-

bie (czy po prostu „u siebie”, bez „jak”) i przez to są w Kościele bardziej

zakorzenieni, utożsamiają się z nim (łatwiej wtedy myśleć o Kościele

„my”, a nie „oni”), nabywają doświadczenia odpowiedzialności (i wielu

to poczucie niesie dalej, przeszczepia na inny grunt, w parafiach czy

konkretnych wspólnotach).

Myślę, że to jest niesłychanie cenna rzecz, którą mamy do dania,

choć zdaję sobie sprawę, że czasami jest ona uciążliwa dla księdza, parafii, klasztoru.

WSPÓLNOTA — studenci na co dzień żyją w diasporze i jest rze-

czą jak najbardziej naturalną, że potrzebują wsparcia, świadectwa,

108


spotkania z innymi, których łączy wspólny świat wartości, pragnień, celów, wrażliwości, wizji człowieka, życia. Takie doświadczenie jest

potrzebne, by w tej diasporze codziennej nie przemogło ich poczucie,

że są jakimiś dziwakami, kosmitami.

To jest też najbardziej naturalne doświadczenie Kościoła i w tej

bliskości, jaką daje wspólnota, najbardziej realny sprawdzian wiary

i miłości.

MIEJSCE I CZAS — może to powinienem wymienić na początku, bo

jest to coś najbardziej podstawowego i naturalnego, ale wymieniam

to na ostatnim miejscu, bo wiąże się z tym pewne ryzyko i niebezpie-

czeństwo, ale o tym za chwilę.

W każdym razie to też uważam za wartość, którą mamy do dania:

że są takie miejsca i takie momenty w ciągu dnia, w ciągu tygodnia, które coś w sobie mają. Mówi się przecież o genius loci i o kairoi — czyli

właśnie o miejscach i chwilach, które mają w sobie coś szczególne-

go, które pozwalają doświadczyć czegoś innego, niż w każdym innym miejscu i czasie: wspólnoty, Kościoła, Boga, bliskości.

A niebezpieczeństwo, o którym wspomniałem? Zapewne niektó-

rzy szukają w DA miejsca ucieczki, bezpiecznego schronienia, w którym nie muszą się konfrontować z wymagającą, poplątaną, nieraz

brutalną rzeczywistością. Miejsca, w którym mogą doświadczyć cie-

pła i opieki, zauważenia i dowartościowania, gdzie wszystko podane

„w pobożnym sosie” jest jasne, proste i pewne.

Takie osoby się pojawiają i to jest trudne, niewdzięczne wyzwanie

dla duszpasterstw i duszpasterzy, by DA nie stawały się przytuliskiem konserwującym czyjąś życiową niezaradność i wyobcowanie.

„CEL MATRYMONIALNY” — jakoś w te wszystkie powyższe elemen-

ty wplecione jest jeszcze jeden, który sam w sobie nie jest celem DA.

Raczej jest „skutkiem ubocznym”, ale widocznym i ważnym. I szczęśliwym, jak mi się zdaje: na gruncie takich wartości, takiego rozumienia

życia i przeżywania wiary, takiej wrażliwości rodzi się miłość, z której powstają małżeństwa. Pytanie wielkie

Myśląc nad tym, „o co właściwie chodzi”, odkrywam, że takie rze-

czy mamy do dania. Od razu dopowiadam, że mamy do dania w spo-

sób niedoskonały, niepełny, nieraz dobry w teorii, w praktyce słabszy, tak że czasami i miejscami jest to „suplement diety”.

Dominikańskie Duszpasterstwo Akademickie współcześnie | 109


A czego chcą i potrzebują studenci? Z wielką niepewnością, ale

jednak z dużą nadzieją myślę, że właśnie tego, co wyżej starałem się nazwać (choć pewnie nie tylko tego).

Tak to widzę. Może nazbyt optymistycznie. Zapewne prawie każ-

de moje zdanie można zakwestionować, co byłoby nawet wskazane.

A to choćby dlatego, że pozostaje wielkie pytanie o tych, do których DA — ani żadna inna forma duszpasterstwa — nie dociera.

Pytanie wielkie zaiste, skoro według różnych ocen opieką dusz-

pasterską objętych jest łącznie, przez wszystkie działające duszpa-

sterstwa diecezjalne i zakonne zaledwie kilka promili, w każdym razie bardzo nikły procent studentów.

Cyprian Klahs OP — urodzony w 1969 r. Magister braci studentów. Wcześniej przełożony domu św. Jana Pawła II na Wiktorówkach, redaktor naczelny wydawnictwa „W drodze”, przeor poznańskiego klasztoru oraz duszpasterz

Tekst ukazał się w portalu Dominikanie.pl 7 października 2014 roku.

110

akademicki. Mieszka w Krakowie.


Co dominikanie robią dla studentów∞

Łukasz Filc OP Dominikańskie Duszpasterstwa Akademickie (właściwie powin-

no się je nazywać duszpasterstwami studentów) bez wątpienia są

jedną z ważnych inicjatyw duszpasterskich Polskiej Prowincji Zakonu

Kaznodziejskiego. Przez kilkadziesiąt lat działania udało się wypracować model, który z różnymi zmianami funkcjonuje do dziś. Wyszły stąd elity kraju

Pierwszym duszpasterstwem było, założone jeszcze przed woj-

ną w 1937 roku, duszpasterstwo akademickie w Poznaniu. Po wojnie

ośrodki takie zaczęły powstawać w kolejnych miastach: Krakowie

(Beczka), Gdańsku (Górka), Wrocławiu (Dominik), Warszawie (Studnia

na Służewie i Freta10 na Freta), Rzeszowie (Szopka), Szczecinie (Bra-

ma), Lublinie, Łodzi (Kamienica) oraz Katowicach (Gniazdo). Najnow-

szym pomysłem jest dominikańska obecność w Kielcach i być może

praca w diecezjalnym duszpasterstwie akademickim w tym mieście

dwóch naszych współbraci.

Znanymi i charyzmatycznymi duszpasterzami byli ojcowie: Ber-

nard Przybylski, Joachim Badeni, Tomasz Pawłowski, Jan Andrzej Kło-

czowski, Ludwik Wiśniewski, Sławomir Słoma, Jan Góra.

W czasach PRL-u bez wątpienia duszpasterstwa akademickie

odgrywały ważną rolę w kształtowaniu świadomości przyszłych elit

kraju. Stawały się także oazami wolności, dzięki czemu studenci mo-

gli kształtować swoje własne przekonania. Formacja ludzka i chrze-

ścijańska była istotną częścią pracy duszpasterzy. Do dziś wielu wychowanków dominikańskich duszpasterstw pełni znaczące funkcje

w społeczeństwie. Po przemianach politycznych w 1989 roku rola

duszpasterstw nie straciła na znaczeniu.

Spotkasz tu ludzi wyznających te same wartości

Co dzieje się dziś w dominikańskich duszpasterstwach akademic-

kich? Na pewno są to miejsca, w których studenci mogą oczekiwać spotkania z innymi studentami wyznającymi podobny system wartości.

Jestem mocno przekonany, że najważniejsze w duszpasterstwach

dzieje się między wierszami — więzi, jakie młodzi ludzie nawiązują

między sobą, często pozostają na długie lata. Nierzadko także dusz-

pasterstwo pełni funkcję matrymonialną: jest to bardzo dobre miej-

sce do tego, aby znaleźć swojego przyszłego męża/żonę. Dla nas,

Dominikańskie Duszpasterstwo Akademickie współcześnie | 111


duszpasterzy, błogosławienie takich związków małżeńskich jest jednym z najpiękniejszych momentów.

Na co dzień duszpasterstwa skupione są wokół czterech obsza-

rów działania. Najważniejszym z nich jest wspólna modlitwa. Nie-

dzielna Eucharystia sprawowana wieczorami skupia w większości

ośrodków po kilkuset studentów. Wydaje się, że wypracowaliśmy

wspólny model sprawowania Eucharystii — piękno śpiewów domini-

kańskich wykonywanych przez scholę, liturgiczna służba ołtarza dba-

jąca o oprawę liturgii, także bracia duszpasterze starający się głosić

z mocą Słowo Boże. Przedłużeniem tej niedzielnej modlitwy są poranne Eucharystie w tygodniu (popularne siódemki), także wieczorne

oraz modlitwa w ciszy podczas adoracji Najświętszego Sakramentu,

a w niektórych miejscach wspólne wielbienia. Dbamy o rozwój intelektualny

Drugi obszar działania obejmuje pracę intelektualną podczas co-

dziennych spotkań. Podejmowana tematyka jest bardzo szeroka

w różnych ośrodkach. Są to spotkania biblijne, dyskusyjne (teologia,

filozofia, sprawy społeczne), wprowadzające w znajomość liturgii,

przeżywania sakramentów. Często także czytamy wartościowe arty-

kuły czy książki oraz oglądamy filmy, po czym toczą się nierzadko

żywiołowe dyskusje. Bardzo ważnym elementem tych spotkań są też,

112


cieszące się dużą popularnością, spotkania na temat relacji damsko-

-męskich.

Kolejnym ważnym elementem są różnego rodzaju eventy. Do nich

należy zaliczyć przede wszystkim spotkania z gośćmi — ludźmi, którzy mogą coś wartościowego przekazać studentom. Są to społecznicy,

politycy, profesorowie, ludzie kultury, nauki, podróżnicy i wielu innych.

Wyjątkowym rodzajem takiego eventu są rekolekcje. W wielu

ośrodkach odbywają się one „na dobry początek” (na początku roku

akademickiego), w Adwencie i w Wielkim Poście.

Ostatnim, nie mniej ważnym elementem działania duszpasterstw

akademickich, jest szeroko rozumiana praca charytatywna. Pomoc ludziom starszym, bezdomnym, niepełnosprawnym, chorym dzieciom uczy

studentów tego, że chrześcijaństwo nie może istnieć bez miłosierdzia.

Istotne są także wspólne wyjazdy w ciągu roku. W kilku ośrodkach

mają miejsce wrześniowe wyjazdy debiutantów (ich celem jest wdro-

żenie w duszpasterskie życie tych, którzy chcą zacząć być w duszpasterstwie). Wyjazdy integracyjne na początku roku akademickiego, majówki, a także wypady wakacyjne.

Wspólne elementy działania naszych duszpasterstw obecnie sku-

piają się w dwóch ważnych wydarzeniach: grupie Akademik podczas

Dominikańskiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę oraz corocznym wy-

darzeniu, jakim jest Forum Duszpasterstw Akademickich „Wiarygodni” na Jamnej, odbywające się w ostatnim tygodniu sierpnia (w tym roku zrezygnowaliśmy z jego organizacji ze względu na odbywające

się w Krakowie Światowe Dni Młodzieży). Forum to każdego roku po-

święcone jest innemu tematowi. W czasie forum, oprócz wspólnej modlitwy. odbywają się różne wykłady i warsztaty. Nie zwlekaj. Przyjdź

Na koniec chciałbym bardzo zachęcić wszystkich studentów do

włączenia się w życie duszpasterstw akademickich. Często słyszę

świadectwa młodych ludzi, że to, co otrzymali w duszpasterstwie, zo-

staje im na całe życie. Formacja duchowa, intelektualna, więzi, czasami współmałżonek.

Nieraz także słyszałem osoby, które mówiły, że żałują, iż tak póź-

no stały się częścią duszpasterstwa. A więc studencie — zapraszamy

Łukasz Filc OP — urodzony w 1982 r. Duszpasterz akademicki w Rzeszowie.

i czekamy na Ciebie we wszystkich tych ośrodkach, w których istnieją

Dominikańskie Duszpasterstwa Akademickie.

Pasjonat liturgii i duchowości chrześcijańskiego wschodu.

Tekst ukazał się w portalu Dominikanie.pl 25 lipca 2016 roku.

Dominikańskie Duszpasterstwo Akademickie współcześnie | 113


ŻEBYŚMY WIEDZIEL I , W CO WIER Z YMY.

Dominik a ńsk ie dus zpa s t er s t wa a k a demick ie w P ol s ce. R a p or t z b a d a ń


STRESZCZENIE

• Wizerunek polskiego Kościoła w oczach dominikanów pozostaje

w silnych relacjach z postrzeganiem samej tożsamości dominikań-

skiej. Funkcjonowanie Zakonu jest traktowane jako odpowiedź na

najważniejsze wyzwania Kościoła w Polsce. Oba te elementy są więc traktowane jako dobrze do siebie dopasowane.

• Polski katolicyzm jest przez dominikanów odbierany jako coraz czę-

ściej oparty na samodzielnych decyzjach (a nie tradycji lub przyzwyczajeniu), lecz jednocześnie oparty na wątłych podstawach intelektualnych. Dostrzegalna jest również zmiana potrzeb duszpasterskich,

odejście od tradycyjnych form pobożnościowych, szczególnie w ramach rozwoju ofert duszpasterskich w wielkich miastach. Może to

stanowić pewien problem dla duchowieństwa, nieprzygotowanego do nowych ról i wyzwań.

• Postrzeganym trzonem tożsamości dominikańskiej są kazania

i liturgia — określane jako przygotowane z dbałością, „niebylejakie”.

Kolejne, bardziej szczegółowe, cechy tożsamości zakonu to: uniwer-

salność (powołania i aktywności), otwartość (relacji i działania), funkcjonowanie na obrzeżach Kościoła oraz wspólnotowość.

• Do cech tożsamości dominikańskiej należą również związane z nią

dylematy: strukturalne bądź charakterologiczne źródła charyzmatu, przerost formy nad treścią, konflikt pomiędzy posługą kaznodziejską

a duszpasterską.

• Studenci DA widzą swoje miejsce w duszpasterstwie jako wypad-

kową trzech wymiarów swojej drogi życiowej: życia osobistego i spo-

łecznego, życia wiary oraz doświadczeń z DA. Wszystkie te wymiary nakładają się na siebie i są od siebie wzajemnie zależne.

• Studenci DA są postrzegani przede wszystkim jako wymagający,

sceptyczni wobec współczesnej kultury, selektywni w wyborze oferty kulturowej (w tym duszpasterskiej). Pewnym niebezpieczeństwem

dla ich tożsamości może być zbytnie związanie z DA, będące formą ucieczki od świata.

• W studenckiej drodze do wiary szczególną rolę pełni rodzina — któ-

ra może być zarówno źródłem wiary i tradycji religijnej, jak również

zniechęcać do niej i ją ograniczać. Poza czynnikami rodzinnymi droga

do wiary jest również związana z kontrą wobec własnego środowiska

i rolą momentów przełomowych w życiu. W każdym z tych przypadków podkreślane jest traktowanie wiary jako własnego, świadomego

wyboru.

116


• Funkcjonowanie w DA rozpoczyna się zazwyczaj z pomocą znajo-

mych lub poprzez „przypadek”. Stopniowe coraz większe utożsamianie się z DA jest związane z poczuciem bycia rozpoznawanym oraz

z przyjęciem odpowiedzialności za pewne zadania. Kluczowy jest tu więc zanik anonimowości.

• DA mogą być naturalną kontynuacją duszpasterstw szkół średnich,

ale jednocześnie taka droga kontynuacji dla niektórych może być

zniechęcająca ze względu na poczucie powtarzania tych samych sytuacji (tematów, relacji interpersonalnych). Specyficzną sytuacją jest

również „zasiedzenie” w DA osób z dawnych duszpasterstw młodzie-

żowych, co może negatywnie wpływać na funkcjonowanie całego duszpasterstwa akademickiego.

• Studenci postrzegają i definiują DA bardziej z punktu widzenia cech

nieformalnych, wynikających z podejmowanych aktywności i z cech

ludzi. Natomiast dla zakonników charakterystyczna jest raczej per-

spektywa sformalizowana.

• W perspektywie studentów głównymi filarami wyznaczającymi

tożsamość DA są intelektualizm, brak przesadnej emocjonalności, eu-

charystyczność. Poza tym cechami DA są również: naturalność wiary i relacji, oddolność działania, źle rozumiana elitarność.

• W perspektywie zakonników cechy DA to przede wszystkim: przy-

wiązanie do wiary, studenckość (granice wiekowe), oferowanie poczu-

cia bezpieczeństwa, wyznawanie podobnych wartości, odpowiedzialność.

• Wśród kluczowych elementów wpływających na funkcjonowanie

DA — zarówno jako potencjały, jak i bariery, wymieniane są: wielkość,

infrastruktura, lokalna historia i tradycja, powtarzalność pomysłów,

zakres instytucjonalizacji.

• Przeorzy pozostawiają DA raczej dużą przestrzeń swobody w po-

dejmowanych działaniach. Wyróżnić można trzy postawy przeorów

wobec DA: oczekiwanie współpracy, oczekiwanie obecności, oczeki-

wanie odrębności. Są one zależne od tego, czy przy klasztorze jest parafia.

• Przeor widzi obecność duszpasterza akademickiego w klasztorze

w dwóch perspektywach: fizycznej i mentalnej. Zalecana jest pewna

symetria obowiązków duszpasterza akademickiego i ogólnoduszpasterskich. Jednocześnie zasady ustalania obowiązków mają raczej charakter uznaniowy.

• Wśród studentów związanych z DA istnieje potrzeba przedłużenia

doświadczenia duszpasterstwa po zakończeniu studiów. Wynika to

z chęci pozostawania w tych samych grupach znajomych. Skutkiem

tego jest powstawanie zbyt dużej liczby grup postakademickich i brak

możliwości zagwarantowania im przez klasztory odpowiedniej opieki

duszpasterskiej.

Dominikańskie duszpasterstwa akademickie w Polsce. Raport z badań | 117


• Duszpasterz akademicki powinien oddzielać od siebie duchowy i in-

terpersonalny wymiar swoich relacji ze studentami. Najbardziej pożą-

dane role, w których powinien funkcjonować, to Ojciec i Przyjaciel, ale

nie Kumpel. Inne cechy, które powinny charakteryzować duszpasterza, to: dostępność, decyzyjność, doświadczenie.

• Współcześni zakonnicy są postrzegani jako tacy, którzy bardziej

kierunkują się na pracę intelektualną, a nie duszpasterską. Asygnaty

na duszpasterzy akademickich powinny zachowywać pewną regularność i wpasowywać się w rytm życia studenckiego. „Zespoły duszpa-

sterskie” (dwóch lub więcej duszpasterzy w tym samym DA) są dobre

pod warunkiem, że duszpasterze jasno określą między sobą podział

obowiązków i nie będą ze sobą rywalizowali.

118


METODOLOGIA I PRZEBIEG BADAŃ

Pomysł na badania Dominikańskich Duszpasterstw Akademickich

(dalej: DA) powstał w ramach obchodów 80-lecia DA, realizowanego

przez Duszpasterstwo Akademickie w Poznaniu. Prace nad koncepcją badań trwały od maja 2017 r. z inicjatywy ojców Marcina Barańskiego

i Grzegorza Dąbkowicza. Wtedy też podjęto dwie kluczowe decyzje,

wyznaczające podstawowe założenia projektu. Po pierwsze, przyjęli-

śmy, że badania będą miały charakter jakościowy — czyli będą badać świadomość i sposoby postrzegania DA przez różnych aktorów. Po

drugie, założono, że potrzebne jest spojrzenie na DA z wielu perspektyw, a więc od strony studentów, duszpasterzy i przeorów.

Rezultatem tego była decyzja dotycząca wyboru stosowanych

technik badawczych. Pierwsza z nich to zogniskowany wywiad gru-

powy (focus-group interview). W jego trakcie grupa złożona z 6-12 osób

wspólnie dyskutuje na te same tematy wyznaczane przez moderatora. Taka organizacja dyskusji może wytworzyć specyficzną dynamikę rozmowy, a tym samym dać możliwość poznania nowych perspektyw

badanego tematu i skonfrontowania różnych punktów widzenia. Przy-

jęliśmy, że w wywiadach zogniskowanych będą uczestniczyli studenci oraz duszpasterze DA. Druga wybrana technika to indywidualny wywiad pogłębiony (in-depth interview), w trakcie którego istnieje

możliwość dokładnego poznania postaw i opinii badanej osoby na

wybrane tematy. Wywiady pogłębione zostały zaplanowane do reali-

zacji z przeorami.

Scenariusze narzędzi obu technik zostały przygotowane wspól-

nie przez moderatora, duszpasterzy oraz studentów i absolwentów

DA w Poznaniu. Scenariusz zogniskowanych wywiadów grupowych

składał się z 4 modułów: (a) Historia przybycia do DA, (b) Specyfika

dominikańskiej duchowości i dominikańskich duszpasterstw, (c) Specyfika duszpasterza akademickiego i studenta w duszpasterstwie

akademickim, (d) Specyfika miejsca i formacji duszpasterstw akademickich. Pierwszy moduł nieznacznie się różnił w zależności od tego,

czy był skierowany do studentów, czy do duszpasterzy. Z kolei scenariusz wywiadów pogłębionych składał się z 3 modułów: (a) Specyfi-

ka zakonu dominikańskiego i duszpasterstwa akademickiego w Pol-

sce, (b) Klasztor dominikański i duszpasterstwo akademickie, (c) Rola duszpasterza akademickiego.

Dominikańskie duszpasterstwa akademickie w Polsce. Raport z badań | 119


Zogniskowane wywiady grupowe zostały przeprowadzone

w dniach 22—25 sierpnia 2017 r. w trakcie Forum Duszpasterstw Aka-

demickich na Jamnej. Zrealizowano łącznie 4 wywiady: jeden z duszpasterzami, dwa ze studentami, jeden z mieszaną grupą duszpasterzy

i studentów. Z kolei wywiady pogłębione przeprowadzono między

10 a 31 października 2017 r. z przeorami 6 klasztorów, przy których

działają DA. Dobór próby w przypadku wywiadów zogniskowanych

miał charakter ochotniczy, zachowując przy tym proporcje pomiędzy

DA z różnych miast. W wywiadach uczestniczyło zazwyczaj po dwo-

je studentów z każdego z duszpasterstw oraz wszyscy obecni na Forum na Jamnej duszpasterze, poza duszpasterzami z Poznania, którzy

wcześniej brali udział w przygotowaniu badań. Dbaliśmy również o to,

by we wspólnym wywiadzie duszpasterzy i studentów nie uczestni-

czyły osoby z tego samego miasta. Z kolei dobór próby do wywiadów

indywidualnych z przeorami miał charakter celowy. Zapraszając prze-

orów do wywiadów staraliśmy się zróżnicować ich pod kątem wielkości klasztoru, a także faktu, czy klasztor jest połączony z działającą przy nim parafią.

Nagrania wszystkich wywiadów zostały następnie przepisane

przez studentów z DA w Poznaniu. Już w trakcie transkrypcji wywia-

dy zostały zanonimizowane w taki sposób, aby utrudniona została

identyfikacja osób wypowiadających poszczególne sformułowania.

Dalsza anonimizacja nastąpiła tez w trakcie przygotowywania raportu. Stąd w cytatach z wypowiedzi nazwy miast i duszpasterstw oraz

imiona poszczególnych osób są zastąpione literami X Y. Każdy z przytoczonych cytatów jest natomiast oznaczony odpowiednim kodem,

który wskazuje na typ wywiadu (zogniskowane: FGI1-4; indywidualne:

IDI1-6) oraz typ uczestnika (S — student; D — duszpasterz akademicki;

P — przeor). W przedstawionych analizach obecne są te trzy kategorie uczestników, natomiast wtedy, gdy istnieje wspólna perspektywa

przeorów i duszpasterzy akademickich, określani są oni mianem za-

konników.

Dwie uwagi dotyczące tego, jak należy rozumieć i interpretować

poszczególne fragmenty niniejszego raportu. Po pierwsze, jak już zo-

stało wspomniane, badania miały charakter jakościowy. Oznacza to,

że nie odnoszą się one do „obiektywnej rzeczywistości” i nie pokazu-

ją zakresu/stopnia występowania poszczególnych zjawisk. Są one ra-

czej badaniem świadomości — a więc tego, jak różne zjawiska i proce-

sy związane z DA są postrzegane i odczuwane przez ich uczestników.

Ważne jest więc koncentrowanie się na znaczeniach przypisywanych

różnym zjawiskom. Z tego też powodu badania jakościowe nie mają

charakteru reprezentatywnego, gdyż jest to cecha badań i analiz ilo-

ściowych, realizowanych na większych próbach badawczych. Co z tym

120


związane, po drugie, badania były realizowane ze specyficznymi kategoriami osób: zakonników oraz studentów, którzy stanowią trzon

DA (są odpowiedzialnymi). Ich perspektywa jest zapewne w jakimś

stopniu różna od tej prezentowanej przez innych studentów związa-

nych z DA. Należy o tym pamiętać przy próbach uogólniania tez ra-

portu na całą społeczność DA.

Wyniki badań zostały zaprezentowane 18 listopada 2017 r. w Po-

znaniu podczas spotkania duszpasterzy akademickich i przeorów.

Niniejszy raport jest rozwinięciem i uszczegółowieniem tamtej pre-

zentacji.

Tytuł raportu „Żebyśmy wiedzieli, w co wierzymy” jest cytatem

z wypowiedzi jednego ze studentów w trakcie badań.

dr Łukasz Rogowski — socjolog z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu; autor badań i raportu. Kontakt: lukasz.rogowski@amu.edu.pl

Dominikańskie duszpasterstwa akademickie w Polsce. Raport z badań | 121


GDZIE I KIM JESTEŚMY? TOŻSAMOŚĆ DOMINIKAŃSKA NA TLE POLSKIEGO KATOLICYZMU

Pisanie o tożsamości jest zawsze problematyczne, gdyż zwią-

zane jest z pytaniem, z czyjej perspektywy tożsamość powinna być opisywana. W tym miejscu przyjmuję, że istotny jest opis tożsamości

widzianej i doświadczanej z różnych stron. Z jednej więc strony opi-

sane zostanie to, w jaki sposób dominikanie postrzegają współczesny

Kościół w Polsce jako przestrzeń swojej działalności. Z drugiej strony,

pokazane zostanie, jak zakonnicy widzą samych siebie i co w ich toż-

samości zakonnej jest dla nich najważniejsze. Z trzecie strony, wska-

zana zostanie percepcja zakonu i zakonników ze strony innych osób, które pochodzą częściowo „z zewnątrz”, czyli studentów z DA. Polski katolicyzm w oczach dominikanów

Punktem wyjścia będzie tu pytanie o to, w jaki sposób domini-

kanie swoją pracę duszpasterską i działalność kaznodziejską umiej-

scawiają w szerszym polu polskiej religijności i polskiego Kościoła.

Wskazać można na kilka wymiarów opisu, w których ścierają się ze sobą różne wizje i różne sposoby widzenia polskiego Kościoła.

Pierwszy wymiar dotyczy świadomości własnej wiary wśród wier-

nych. Z jednej strony wskazuje się na to, że coraz powszechniejsze staje

się funkcjonowanie wiary jako wyboru, a nie tradycji, przypisania czy

przyzwyczajenia. Ten aspekt będzie pojawiał się bardzo często w kolejnych częściach, przy wypowiedziach studentów, również dotyczących

ich własnej drogi do wiary i duszpasterstwa. Równie istotny jest tu element świadomości relacji pomiędzy wiarą a jej społeczno-kulturowym

otoczeniem. Świadomość własnej wiary to również rozumienie jej jako

zjawiska ukształtowanego cywilizacyjnie, to znajomość pewnych kodów kulturowych związanych z chrześcijaństwem:

Znaczy z jednej strony dobrze jest jak idziemy w kierunku takiej wiary głębokiej, zaangażowanej… I że trochę przestajemy żyć w takiej fikcji, że ktoś jest wierzący, a to się nijak nie przekłada na życie, natomiast, z drugiej strony […] jakaś taka postawa kulturowa jest i ona jest szansą [IDI1_P]. Z drugiej strony, jako element nieco przeciwstawny, wskazuje się

na braki w wiedzy religijnej. Brakuje podstawowej katechezy i zrozumienia wiary wśród polskich katolików. Katecheza kończy się na eta-

pie szkolnym, a dorośli wiarę traktują jako rytuał lub emocjonalność,

122


bez potrzeby zrozumienia. To również przyczyna, dla której dominikanie — postrzegani jako zakon otwarty i intelektualny — przyciągają do

siebie ludzi:

[Polski katolik jest] niewykształcony. Pierwsze skojarzenie takie. Brakuje wiedzy. Wiedzy. Nie tyle wiary. Jednak jesteśmy społeczeństwem w dużej mierze, takim, w którym ten przekaz wiary jest! Być może on nie jest głęboki, tak? Natomiast my nie mamy do czynienia z ludźmi nieochrzczonymi [IDI3_P]. Drugim — po świadomości własnej wiary — wymiarem opisu

współczesnego polskiego Kościoła jest kwestia (nie)zmienności potrzeb duszpasterskich. Doświadczenia przeorów z różnych miast po-

kazują różną percepcję potrzeb katolików. Z jednej strony, zwraca się

uwagę na stałość potrzeb. Na podstawowym poziomie są one zawsze

takie same: sakramenty i słowo Boże. Z drugiej strony, dostrzegalna

jest zmiana form, w których przejawiają się te potrzeby. Wskazuje się

na coraz mniejsze przywiązanie do duchowości i pobożności trady-

cyjnej, związanej z procesjami, klasycznymi wspólnotowymi nabo-

żeństwami, z głośnym odmawianiem modlitw. Podkreślana jest tu

szczególnie różnica pokoleniowa, związana z przekonaniem, że młodzi potrzebują ciszy i modlitwy bardziej indywidualnej:

No wcześniej na przykład takie formy pobożności tradycyjnej pod względem liczebności, nie liczebności były na pewno większe. Teraz jest mniejsza. To jest pytanie, czy się oprawa zdewaluowała, czy jest atrakcyjna jakby dla młodych, że się pod tym nie podpisują, czy o co chodzi [IDI4_P]. Trzecim wymiarem opisu współczesnego Kościoła są powroty

do wiary. Zakonnicy opowiadają o towarzyszeniu w nawróceniach,

w szczególności osób dorosłych. Takie osoby, powracające do Kościoła po kilkunastu latach, posiadają inne potrzeby, niż ci, którzy w Ko-

ściele są od dawna. Brakuje natomiast często odpowiedzi na takie

potrzeby ze względu na skostnienie instytucji, brak inicjatyw, daleko posunięte sklerykalizowanie:

My generalnie, księża, traktujemy czasem Kościół jako swoją prywatę, jako swój biznes […] Zagrożeniem jest wejście w tzw. też święty spokój, brak wyrazistości, brak odwagi w tworzeniu jakiejś nowej rzeczywistości, wizji duszpasterstwa itd. Bo zawsze tak było, bo tak ma być, bo nie przyjdą, bo tak ma być [IDI4_P]. Ostatnim wymiarem dominikańskiej charakterystyki współcze-

snego polskiego katolicyzmu jest coraz istotniejsza rola Kościoła

wielkomiejskiego:

Dominikańskie duszpasterstwa akademickie w Polsce. Raport z badań | 123


Dosłownie w ciągu 10-15 lat wieś bardzo spoganiała, a najbardziej dynamiczne i twórcze ośrodki katolickie to są największe miasta i ewidentnie to jest zauważalne jako… Jeżeli byśmy szukali miejsc takiego żywego Kościoła, dynamicznego, rozwijającego się, to to są jednak duże miasta, a wieś poganieje, nie? [IDI2_P]. Główną przestrzenią życia Kościoła stają się wielkie miasta. Zwią-

zane jest to z wspomnianymi wcześniej zjawiskami, a także z ogólniejszymi trendami społeczno-kulturowymi (urbanizacja, rozwój sektora usług, rozwój możliwości mobilności). Miasto jest przestrzenią

wyboru, wielu możliwości, z których wiara staje się jedną z wielu. Cechy tożsamości Zakonu Kaznodziejskiego

Gdyby chcieć najprościej scharakteryzować tożsamość Zako-

nu Kaznodziejskiego postrzeganą z zewnątrz, to można ją streścić

w dwóch słowach: kazania i liturgia. Te dwa elementy pojawiają się

niemal w każdej studenckiej wypowiedzi w badaniach. Są one rów-

nież pewnymi drogowskazami wyznaczającymi później ścieżkę do

duszpasterstwa.

Zwraca się tu uwagę przede wszystkim na „wykraczanie poza by-

lejakość”. Liturgia w dominikańskich kościołach jest postrzegana jako

bogata, przygotowana z dbałością o szczegóły. Szczególną uwagę

zwraca śpiew, a sama przynależność do scholi staje się dla członków

DA punktem wyznaczającym ich własną tożsamość. Co istotne, dotyczy to również innych, pozakościelnych sfer życia — uczestnictwo

w dominikańskiej scholi, a w szczególności kierowanie nią, jest traktowane jako ogólny wskaźnik umiejętności muzycznych. Liturgia jest

więc postrzegana jako praktyka przygotowywana wspólnie przez zakonników i wiernych świeckich — co z czasem staje się też płaszczyzną

wytwarzającą możliwości współpracy i więzi. Tak samo kazania dominikańskie są postrzegane jako odróżniające się od tych, które można

spotkać w innych kościołach. Zwraca się przy tym uwagę zarówno na

treść, która nie wydaje się banalna, jak i na formę i specyficzny spo-

sób mówienia, sprawiający wrażenie bliskości wobec słuchaczy:

Ja myślę, że to jest bardzo osobiste. Bo tak jedna z różnic, która myślę jest mocna pomiędzy księdzem diecezjalnym a dominikaninem to jest taka, że jak kazanie głosi ksiądz diecezjalny to takie stricte kazanie głosi, że on teraz przemawia i wszyscy słuchają. A dominikanie bardziej, przynajmniej z tego co zauważyłem, to jest tak, jakbym po prostu mówił, z kimś rozmawiał, to jest jak luźna rozmowa i tego się nawet nie odczuwa, że to tylko ta osoba na mównicy teraz mówi. A tez poza tym to jest takie, no dość mocno zajmują się egzegezą Pisma Świętego [FGI3_S].

124


Kazania i liturgia są więc elementami najbardziej dostrzegalnymi,

a tym samym zauważalnymi na samym początku kontaktu z Zakonem Kaznodziejskim. Z czasem, przy bliższym poznaniu, pojawiają się kolejne. Druga cecha tożsamości dominikańskiej to uniwersalność:

Uniwersalność. Że każdy jest tutaj, tak ja to wybieram, że nie ma podziału, że musisz być prawicowy/lewicowy, nie [z naciskiem]. Masz być człowiekiem, którego stworzył Pan Bóg [FGI2_S]. Uniwersalność jest cechą dominikańską dostrzeganą zarówno

przez zakonników, jak i przez studentów. Są to jednak dwa różne punkty odniesienia, stąd można wskazać na dwa znaczenia uniwersalności.

Z jednej strony — zakonnej — jest to uniwersalność powołania, która jest dostrzegalna już na poziomie formacji zakonnej. Oznacza ona

możliwość zachowania w zakonie własnych poglądów i własnych

sposobów myślenia. Jest to cecha, którą zakonnicy traktują często

jako element odróżniający ich od kleru diecezjalnego. Tam bowiem, ich zdaniem, pojawiają się od początku pewne wytyczne dotyczące

tego, co należy mówić i jak postępować w określonych sytuacjach.

Kandydat do życia duchownego jest wiec formatowany i ujednolicany do pewnego wspólnego standardu. Zakon Kaznodziejski pozostawia

natomiast dużą swobodę postępowania — w tym sensie uniwersalność oznacza możliwość „pozostania sobą”.

Z drugiej strony — studenckiej — mamy do czynienia z uniwersalno-

ścią aktywności. Dominikanie są postrzegani jako ci, którzy otwierają się na wiele środowisk i wiele duszpasterstw. Uniwersalność oznacza więc tutaj wielość podejmowanych działań, brak skoncentrowania

się na jednym tylko kierunku. Można przypuszczać, że taki wizerunek wynika w pewnym sensie ze wskazanych wcześniej cech najbardziej

rozpoznawalnych — kazań i liturgii — które nie formatują działań, lecz

otwierają wiele możliwości, również związanych z bardzo szczegółowymi środowiskami i potrzebami:

Ja myślałam, że jest to dla mnie niesamowity fenomen ludzki, ale widzę, że oni po prostu nie robią tak, że bądźmy jedną masą i zabiją to, co w tobie indywidualne, jak bardzo dużo zakonów, tylko oni wydobywają tą indywidualność. Jesteś artystą? Ok, zrób sobie rekolekcje dla artystów, otwórz wspólnotę dla artystów. Jesteś liturgistą? Liturgia. Jesteś kantorem, świetnie śpiewasz, znasz się na tym? Otwieraj scholę, głoś przez śpiew [FGI4_S]. Trzecia postrzegana cecha tożsamości dominikańskiej to otwar-

tość. Warto podkreślić, że pojawia się ona jako cecha szczególnie

wtedy, gdy następuje porównanie doświadczeń z dominikanami

Dominikańskie duszpasterstwa akademickie w Polsce. Raport z badań | 125


i doświadczeń z innymi miejscami/osobami w Kościele. Otwartość może więc być potraktowana jako jeden z podstawowych czynników różnicujących dominikanów i innych duchownych. Ona również może

być rozumiana na dwa sposoby. Z jednej strony, to otwartość relacji:

Ja bym powiedziała, że taka normalność. Że to są normalni ludzie, z którymi można porozmawiać i oni traktują cię jak człowieka a nie jak byle jakiego studenta [FGI4_S]. Wskazuje się więc tutaj na poważne traktowanie drugiej osoby,

także bez względu na wiek. Student czuje się partnerem duszpaste-

rza — choć szczegółowe kwestie relacji i partnerstwa zostaną rozwi-

nięte w kolejnych rozdziałach. Synonimami tak rozumianej otwartości mogą być autentyczność lub naturalność.

Z drugiej strony, możemy mówić o otwartości działania: Ale też ja podziwiam w dominikanach to, że oni podążają za duchem czasu. […] Dominikanie szukają nowych kanałów, szukają metod rozwiązań, szukają po prostu… [FGI4_S]. Otwartość jest w tym sensie rozumiana jako niezamykanie się

w ustalonych schematach — co często może z kolei zrażać do innych

miejsc w Kościele. Mieści się tu również otwartość na nowe formy

ewangelizacji, np. szeroka działalność podejmowana w mediach, w tym w internecie. Warto zauważyć, że owartość działania nie jest

ukierunkowana celowo i skoncentrowana na rezultatach. Jest raczej

postrzegana jako proces i to właśnie procesualność, sama chęć po-

dejmowania działań, są tutaj istotne.

Czwartą postrzeganą cechą tożsamości dominikańskiej jest sta-

wanie się „forpocztą Kościoła”

My mamy wyjść na peryferie mamy być na obrzeżach Kościoła i ludzi wciągać do Kościoła […] Jeśli oni tutaj u nas odnajdują coś pięknego, głębokiego, ważnego i potem ich ta wiara się pogłębia, no dobra. I potem mówią: „idziemy budujemy nasze parafie, budujemy nasze domy, wspólnoty” [IDI6_P]. Dominikanie dobrze wiedzą, że dla wielu ludzi są pierwszym miej-

scem kontaktu z Kościołem. To w pewnym sensie kontynuowanie

tradycyjnie rozumianego charyzmatu dominikańskiego, związanego

z pozostawaniem niejako na obrzeżach — aby stamtąd zapraszać do

Kościoła, a nie jedynie czekać w jednym miejscu. W takim rozumieniu dominikanie „uczą Kościoła” — tłumaczą wiarę, pokazują sposoby

126


życia wiarą. Także z założeniem, że z czasem tych swoich uczniów należy niejako „wypuścić”, przekazać dalej, pozwolić odejść do innych

wspólnot, również takich, gdzie istnieje możliwość realizowania bar-

dziej sprecyzowanej duchowości.

Ostatnia wskazana w badaniach cecha tożsamości dominikańskiej

to wspólnotowość:

Ludzie gdzieś tam to powtarzają, jakby, to pamiętam, że „jak wy sobie przekazujecie znak pokoju, to widać, że się lubicie”. Nie, że jest wspólnota, i to dla ludzi to jest widoczne [IDI1_P]. Wspólnota i jej bezpośrednie doświadczenie są często dla za-

konników jednym z głównych motywów przyciągających do zakonu.

Wspólnota daje możliwość samorealizacji, utożsamiana jest z dobrowolnością, wolnością, indywidualnością — co w jakimś sensie łączy

ją ze wspomnianą wyżej cechą uniwersalności. Z drugiej strony, tak

rozumiana wspólnotowość jest przejmowana przez świeckich zwią-

zanych z dominikanami. Obserwacja zakonników sprawia, że wierni

także zaczynają żyć na sposób wspólnotowy. To pokazuje dodatkowo

na niedostrzegane i niedowartościowane często kanały przekazywania postaw. Nie musi to być wyłącznie słowo — mówione lub pisane

— ale nauczanie poprzez praktyki i zachowania, odbierane przez obserwację. Taka „komunikacja niewerbalna” może być często traktowana

jako nawet bardziej wiarygodna.

Dylematy tożsamości dominikańskiej

Wraz z refleksją dotyczącą tożsamości pojawiają się oczywiście

pewne pytania i dylematy dotyczące tego zagadnienia. Nie muszą

one oznaczać — i zazwyczaj nie oznaczają — problemu, nie są też traktowane jako niespójność tożsamości. Wskazują raczej na pewne

punkty, które mogą być dyskutowane i na różny sposób odbierane

przez różne osoby.

Po pierwsze, to pytanie o to, skąd wywodzą się wspomniane

przed chwilą cechy charakteryzujące dominikańską tożsamość. Zakonnicy jednoznacznie wskazują, że tożsamość zakonu wynika z jego

struktury i tradycji:

A to wynika waszym zdaniem z cech osobowości, czy jednak cech zakonu? — [wszyscy zgodnie] Zakonu. — Ducha demokracji takiego w zakonie. — Kapituł, wyborów… — Tego, że u nas wszystko jest demokratycznie [FGI1_D].

Dominikańskie duszpasterstwa akademickie w Polsce. Raport z badań | 127


Jest to zapewne rezultat zarówno dłuższego przebywania w struk-

turach zakonnych, jak i formacji zakonnej, która zwraca uwagę na tra-

dycję. Szczególnie podkreślana jest demokratyczność struktur i spo-

sobów podejmowania decyzji. Z drugiej strony, studenci z DA źródeł tożsamości dominikańskiej upatrują bardziej w cechach samych

zakonników. Wskazują na to, że ich zdaniem Zakon Kaznodziejski

przyciąga osoby podobne do siebie charakterologicznie. Nie oznacza

to jedności postaw (to by przeczyło wspomnianej wcześniej uniwer-

salności dominikanów), a raczej podobieństwo stylu życia czy poczu-

cia humoru. Oczywiście oba te wymiary — strukturalny i charakterolo-

giczny — nie muszą być ze sobą sprzeczne. Wskazują jednak na różne

perspektywy: zakon, który formuje w ramach swojej tradycji, czy też

zakon, który z góry przyciąga specyficznie uformowane osoby?

Po drugie, w ramach dylematów tożsamości zwraca się uwagę na

przerost formy nad treścią:

Ja widzę dużo powierzchowności, wszystko musi być takie ładne, że sprzęty są zawsze dobrej jakości, że oprawa jest zawsze taka idealna. Kazania też są czasem opowiadane w taki sposób, że bardziej się zwraca uwagę na formę niż na sam przekaz [FGI4_S]. Jeżeli kazania i liturgia zostały wcześniej wskazane jako pierwot-

ny i najbardziej rozpoznawalny element tożsamości dominikańskiej,

to mogą być one również źródłem dylematów. Dzieje się tak wtedy,

gdy stają się zbyt rozbudowane i skomplikowane. W pewnym sensie

stają się celem samym w sobie, za którym — jak niekiedy twierdzą studenci — znika Bóg. Konieczne jest więc znalezienie swoistego „złote-

go środka”, powrót w niektórych momentach do potrzebnej i dobrze rozumianej prostoty.

Trzeci dylemat jest związany z pytaniem o relacje pomiędzy po-

sługą kaznodziejską a duszpasterską dominikanów:

[Chodzi o] różnicę pomiędzy duszpasterstwem a kaznodziejstwem, nie? I jednocześnie, jakoś tam mając świadomość, że to się wzajemnie jakoś tam zazębia, no rodzą się pytania czy my bardziej, nasz charyzmat jest bardziej duszpasterski czy kaznodziejski. Jeżeli się nazywamy Zakonem Braci Kaznodziejów, nie? Z też takim wyjściem wędrownych kaznodziejów [IDI2_P]. To fundamentalny dylemat, który w swojej skrajnej postaci może

nawet kwestionować istotę pracy duszpasterskiej dominikanów,

w tym DA. Duszpasterstwo jest bowiem wiązane ze stałością, z przebywaniem w jednym miejscu, odpowiada bądź pracy parafialnej, bądź

charyzmatowi mniszemu. Tymczasem dominikanin, chcąc być w pełni

128


w zgodzie ze swoim charyzmatem, powinien pozostawać w drodze, w ruchu. Mobilność, a nie stałość, jest elementem kaznodziejstwa.

W tym sensie oferowanie stałej opieki duszpasterskiej może być w jakimś sensie sprzeczne z charyzmatem. W mniejszym stopniu

znajduje to odzwierciedlenie w DA, bardziej natomiast w różnych formach duszpasterstw dorosłych — o czym będzie mowa w kolejnych

rozdziałach, wskazujących na zawód spowodowany poczuciem „bycia

opuszczonym” przez dominikanów. • UNIWERSALNOŚĆ

• OTWARTOŚĆ

• FORPOCZTA KOŚCIOŁA • WSPÓLNOTOWOŚĆ

Podsumowanie

Punktem wyjścia dla niniejszego rozdziału było przypomnienie,

że Zakon Kaznodziejski, w tym DA, nie istnieje w próżni społecznej,

lecz jest elementem szerszego pola współczesnego polskiego Ko-

ścioła. Oba te elementy są od siebie zależne również w tym sensie,

że myślenie o samym sobie jest uzależnione od postrzegania środowiska, w którym żyję. Innymi słowy — postrzegane cechy polskiego

TOŻSAMOŚĆ DOMINIKAŃSKA

katolicyzmu są otoczeniem, w którym wytwarzana jest tożsamość

dominikańska.

Stąd też oba opisane elementy można potraktować jako wzajem-

nie się napędzające trybiki. Zmiana jednego będzie zapewne wpły-

wała na funkcjonowanie drugiego. Obecnie można natomiast powie-

dzieć, że oba te elementy są bardzo dobrze do siebie dopasowane.

Dominikanie diagnozują cechy i problemy polskiego Kościoła w taki

WIZERUNEK POLSKIEGO KOŚCIOŁA

sposób, by dobrze wpasowywały się w podejmowane przez nich

działania duszpasterskie i kaznodziejskie. Można nawet pokusić się o stworzenie pewnej matrycy, w której każda z wymienionych cech

wizerunku polskiego Kościoła odpowiada którejś z cech tożsamości

dominikańskiej. Świadoma wiara przy jednoczesnym braku wiedzy

znajduje swoją realizację w dominikańskiej uniwersalności, w której

każda aktywność może zostać zagospodarowana. Zmienność po-

• ŚWIADOMA WIARA I BRAK WIEDZY • ZMIENNOŚĆ POTRZEB

• SKLERYKALIZOWANIE • WIELKOMIEJSKOŚĆ

trzeb katolików aktualizuje się w dominikańskiej otwartości, w tym

w podejmowaniu nowych i niestandardowych działań. Remedium na sklerykalizowanie Kościoła jest funkcjonowanie dominikanów na

obrzeżach Kościoła. Z kolei wielkomiejskość, w tym związana z nią

anonimowość i zagubienie, poszukuje recepty w dominikańskiej wspólnotowości.

Oczywiście takie połączenie może mieć charakter nieco uprasz-

czający. Jego celem jest natomiast wskazanie na to, że konieczna jest

ciągła aktualizacja wizerunku polskiego Kościoła i potrzeb wiernych.

Może bowiem w pewnym momencie pojawić się niebezpieczeństwo

chęci kształtowania fałszywego wizerunku — tylko po to, by uzasadniać w ten sposób własne postępowanie i własny dominikański styl

działania.

Dominikańskie duszpasterstwa akademickie w Polsce. Raport z badań | 129


Z KIM PRACUJEMY? STUDENCI DOMINIKAŃSKICH DUSZPASTERSTW AKADEMICKICH

Po zarysowaniu ogólnego tła funkcjonowania Zakonu Kazno-

dziejskiego opisany zostanie teraz profil studentów związanych z DA.

Wskazana zostanie z kolei ich tożsamość — zarówno w oczach ich samych, jak i w świetle doświadczeń i opinii duszpasterzy. Odwołam się również do autonarracji studentów o ich drodze do wiary i Kościoła

w ogóle, oraz w szczególności — do DA. Takie zagadnienia będą wstępem do omówienia w kolejnym rozdziale samego sposobu funkcjono-

wania DA.

Cechy „studentów dominikańskich”

Punktem wyjścia jest tu przekonanie, że tak jak Zakon Kaznodziej-

ski przyciąga do siebie specyficzne osoby, tak samo dzieje się w przypadku DA. Wskazać można na kilka cech — zarówno z perspektywy

duszpasterzy, jak i studentów — które charakteryzują członków DA. Po pierwsze, są oni wymagający:

Mianowicie, to są w większości ludzie, którzy... Którzy są bardziej wymagający od wiary... Tacy, którzy zadają... Zadają... więcej pytań. Albo też… też szukają czegoś więcej w Kościele, niż załatwiania obowiązku niedzielnej Mszy Świętej [FGI2_D]. W tym ujęciu do DA przychodzą osoby, dla których wiara stanowi

pewne wyzwanie. Odchodzą od postrzegania wiary i religijności jako

obowiązku. Nastawiają się na poszukiwanie, co uwzględnia również różnego rodzaju wątpliwości. Dla takich osób dominikanie są dobrym

punktem odniesienia ze względu na wspomniane w poprzednim roz-

dziale cechy, przede wszystkim uniwersalność i otwartość.

Druga cecha to sceptycyzm wobec współczesnej kultury: Są wierzący i poszukujący w tą stronę. Chociaż u mnie, no są raczej rozrywkowi, bawiący się też, to są trochę zniesmaczeni taką jakąś kulturą, nie wiem, ja sobie używam wielkich słów, dla nich może to tak nie brzmi, takich, takiej zabawy beztroskiej [FGI1_D]. Tak rozumiany sceptycyzm nie jest związany z otwartym kwestio-

nowaniem, nie jest tym bardziej sformalizowany — a wiec nie chodzi

tu np. o jakąś formę ruchów społecznych lub ich zalążków. Nie jest też

130


całkowitym deprecjonowaniem współczesnego świata, lecz jedynie

pewnych jego „beztroskich” fragmentów. Skutkiem tego jest postawa

poszukiwania alternatyw. Nie jest to więc wyłącznie poszukiwanie

wiary, ile raczej innych stylów życia — gdzie wiara może być jedną

z wielu możliwości. W rezultacie do DA trafiają również osoby niewierzące lub wątpiące — dla których duszpasterstwo jest alternatywnym

sposobem spędzania czasu.

Po trzecie, studenci dominikańscy są postrzegani jako selektywni: Tacy miłośnicy szwedzkiego stołu […] Biorą sobie z różnych, tak, duchowości. Tu pójdą na jakieś uwielbienie, tu pójdą na jakąś grupę, do nas pójdą na coś, co sprawia, że też nie mają takiej silnej tożsamości z naszymi duszpasterstwami, jeżeli w mieście jest ich kilka [FGI1_D]. Selektywność jest tu rozumiana jako brak stałego i pełnego przy-

wiązania do jednego miejsca. Taki „duchowy szwedzki stół” to innymi

słowy chęć poznawania różnych dróg i różnych sposobów realizowania własnej duchowości. W tym sensie selektywność jest odpowied-

nikiem ogólnej cechy współczesnej kultury, związanej z jej fragmentarycznością. Z jednej strony oznacza to niechęć wobec stałych

zobowiązań dotyczących jednego miejsca lub jednego typu działalności. Z drugiej, to chęć testowania różnych działań, różnych stylów

życia przed zdecydowaniem się na jeden z nich jako dominujący.

W przypadku studentów warto więc zadać pytanie, na ile selektywność jest właśnie sposobem szukania własnej drogi (po to, aby z cza-

sem zdecydować się na jedną z nich), a na ile ciągłym zmienianiem

swojego miejsca i brakiem umiejętności podejmowania wiążących decyzji.

Poza tymi trzema cechami studentów dominikańskich — wymaga-

nie, sceptycyzm, selektywność — warto wskazać na jeszcze jedną ich

charakterystykę. Ma ona trochę inny charakter, jest bowiem związana

nie z ogólną postawą do świata, która w szczegółowy sposób przeja-

wia się w DA, ale z bezpośrednią relacją wobec duszpasterstwa. Określić ją można jako ucieczka w duszpasterstwo:

Znam ludzi, którzy do takiego stopnia się angażują w duszpasterstwo, czasem jest to fascynacja, ale ona prędzej czy później jakby minie, jak ktoś się ogarnie i jakoś wynormalnieje. A czasem jest to, no może nie patologia, ale niezdrowe zachowanie [IDI3_P]. Ucieczka w duszpasterstwo oznacza zamykanie się w nim, trak-

towanie go jako najważniejszego punktu odniesienia, stopniowe

Dominikańskie duszpasterstwa akademickie w Polsce. Raport z badań | 131


izolowanie się od kontaktów z osobami z innych środowisk. Taka po-

stawa jest raczej wyjątkiem niż regułą wśród studentów, ale warto

o niej wspomnieć, gdyż jest postrzegana jako jedno z głównych niebezpieczeństw związanych z funkcjonowaniem DA. Ucieczka skutku-

je bowiem poczuciem wyizolowania po zakończeniu studiów, gdy

rytm spotkań i możliwości angażowania się w nie zostaje zatrzymany.

Dodatkowo trudno wytłumaczyć takim osobom negatywne skutki ich

postaw. Co istotne — ucieczka jest postrzegana raczej jako skutek osobowości niektórych osób, a nie cech strukturalnych DA. Droga do wiary

Narracje studentów o ich „życiorysie duchowym” są oczywiście

bardzo zróżnicowane. Zależą od różnego rodzaju uwarunkowań — ro-

dzinnych, środowiskowych, osobowościowych, sytuacyjnych. W niektórych przypadkach droga do wiary i droga do DA są ze sobą bez-

pośrednio powiązane i w pewnym sensie równoległe wobec siebie.

W innych są opowieściami następującymi po sobie, stąd na potrze-

by niniejszego raportu rozróżniam drogę do wiary i drogę do duszpasterstwa. Oczywiście wymienione wymiary nie są identyczne dla

wszystkich studentów — to raczej pewne powtarzające się najczęściej motywy.

Zacząć należy jednak od roli rodziny w kształtowaniu wiary stu-

dentów — gdyż oni sami ten temat przyjmowali często jako punkt wyj-

ścia do dalszych opowieści. Rodzina może tu pełnić dwojaką funkcję.

Z jednej strony jest źródłem wiary:

Myślę, że zaczęło się wszystko jednak od wychowania w wierze, i myślę, że nie można tego pominąć, że po prostu mam rodzinę, która jest wierząca i właściwie to było zawsze też dla mnie normalne: »idźmy dzisiaj do kościoła« [FGI3_S]. Rodzina to w tym sensie miejsce przekazywania wartości oraz

zwyczajów związanych z wiarą. Warto tu podkreślić, że ten drugi element — zwyczaje, nawyki, rytualne czynności (np. cotygodniowa

Msza) — jest częściej wspominany niż kształtowanie się wartości czy

przekonań związanych z wiarą. Rola rodziny może tu polegać również

— w odniesieniu do nieco późniejszych etapów życia — na zachęcaniu do wejścia do jakiejś wspólnoty kościelnej. Dotyczy to szczególnie

momentu rozpoczynania studiów. Rodzina może także „przyzwycza-

jać do dominikanów”, poprzez wspólne uczęszczanie tam na Msze.

W takich przypadkach DA wydają się naturalnym wyborem spośród wielu innych opcji obecnych w danym miejscu.

132


Z drugiej strony, rodzina może też być w jakimś stopniu ograni-

czeniem wiary:

Do duszpasterstwa w liceum to jest bardziej, ludzie którzy tam idą to jest bardziej jakby taka, nie wiem, poczucie obowiązku trochę, albo, nie wiem, taka tradycja rodzinna, coś takiego, że więcej takich ludzi tam trafia [FGI4_S]. Ograniczenie może tu dotyczyć pewnej formy rytualizmu wynie-

sionego z domu. Wiara staje się w takim przypadku obowiązkiem, bez osobistego zaangażowania w jej realizowanie. Jest to widoczne

w szczególności wtedy, gdy mowa o różnicach pomiędzy duszpaster-

stwem akademickim a duszpasterstwem młodzieży — temat ten zo-

stanie omówiony w dalszej części raportu.

Jednym z najczęstszych motywów opisu drogi do wiary — poza

tym rodzinnym — jest kontra wobec własnego środowiska:

Zobaczyłem [w DA], że młodzi ludzie w moim wieku potrafią się bawić bez alkoholu, jakby, że to jest, że to jest normalne, naturalne. Bo wcześniej w liceum, to jakby wszystkie takie jakieś wyjazdy integracyjne i kilka razy jeszcze na studiach i tak dalej, to po prostu było jedno wielkie chlanie wódy [FGI4_S]. Innymi słowy, chodzi tu o niezadowolenie wobec oferty obecnej

w środowisku rówieśniczym. Droga do wiary nie jest w tym przypadku

odnoszeniem się do doświadczenia Boga, wartości czy liturgii, ale zaczyna się raczej od dostrzeżenia pozytywnej różnicy pomiędzy tym, co dotychczas znane, a tym, co oferowane przez nowe środowisko

ludzi wierzących. W tym sensie jest to aktualizacja wspomnianego

wcześniej sceptycyzmu wobec współczesnej kultury, ale odniesione-

go do indywidualnych i bardziej skonkretyzowanych doświadczeń.

Droga do wiary jest również oparta o momenty przełomowe w życiu: „Po skończeniu właśnie tego długoletniego związku, poczułam, że jednak czegoś w tym życiu brakuje i miałam taką dużą potrzebę właśnie, żeby jednak nie siedzieć w domu i nie ryczeć w poduszkę, tylko wyjść do ludzi i właśnie, żeby coś robić, żeby się wziąć za siebie” [FGI3_S]. Otwarcie się na doświadczenie wiary i na środowisko kościelne

jest często rezultatem dużych zmian w życiu. Można odnieść wrażenie, że funkcjonuje tu trochę „logika domina”: coś, co wcześniej drzemało w danej osobie, ale było powstrzymywane przez zewnętrzne

uwarunkowania, teraz zostaje uwolnione. Najczęstszym motywem

Dominikańskie duszpasterstwa akademickie w Polsce. Raport z badań | 133


są tu zmiany dotyczące zakończenia związków intymnych. Taka sytuacja pociąga za sobą z jednej strony poszukiwanie nowych relacji,

z drugiej otwarcie się na doświadczenie nawrócenia (np. spowiedź).

Momentami przełomowymi są także wejścia w kolejne etapy edukacji, np. wyjazd z własnej małej miejscowości do dużego miasta na studia. Droga do wiary może więc być drogą łagodną i oczywistą, na

przykład wtedy, gdy jest oparta o doświadczenia i wzory rodzinne.

Może też być drogą bardziej wyboistą, gdy odnosi się do własnych

wyborów i doświadczeń, także niekiedy dramatycznych. Bez wzglę-

du jednak na to, wiara jest przez studentów opisywana jako własny i świadomy wybór:

Ja czasem mam wrażenie, że osoby, które tak nie wierzyły wcześniej, tylko się jakoś nawróciły, wierzą bardziej świadomie. Bo jak jest takie wychowanie od początku, za rączkę do kościoła, to często to jest takie bardzo płytkie i ludzie tego nie rozumieją po prostu [FGI3_S]. Motyw podkreślania tu własnego wyboru jest w jakimś sensie

sposobem budowania własnej tożsamości — poprzez przeciwstawianie „wiary samodzielnej” i „wiary nabytej/rytualnej”. Dotyczy to również osób, które wiarę wyniosły z domu i z doświadczeni rodzinnego

— wtedy wybór dotyczy kontynuowania takiej drogi, być może już na

własnych zasadach. Dopiero więc własna decyzja o tym, że Kościół

jest „moim miejscem”, skutkuje głębszym utożsamieniem się z grupą

i wyznaniem. To doskonały przykład charakterystycznej dla współ-

czesności tendencji do dominacji postaw samodzielnie osiąganych

od postaw przypisanych przez innych (np. z racji wychowania). Droga do dominikańskich duszpasterstw akademickich

Tak jak opisana przed chwilą droga do wiary nie ma charakteru li-

nearnego i może być związana z bardzo wieloma wzorami, tak w przy-

padku drogi do DA jest nieco inaczej. W tym przypadku można mówić

o pewnej linearności, która związana jest z głębokością „zanurzenia

się” w DA. Co więcej, taka droga jest — poza oczywiście bardziej szczegółowymi kwestiami — dość często powtarzalna. Kluczową różnicą

jest tu fakt ewentualnej wcześniejszej przynależności do duszpaster-

stwa młodzieży, co zostanie opisane w kolejnym podrozdziale.

Początek drogi do DA jest zazwyczaj związany z dwoma punkta-

mi odniesienia. Pierwszy z nich to rola znajomych:

Do duszpasterstwa przyprowadzili mnie moi znajomi, którzy po prostu zaprosili mnie na herbatę i że tak powiem siłą wciągnęli na górę do... do DA, żebym przyszła i zobaczyła po prostu chwilę porozmawiała. Czyli

134


bez żadnych zaangażowań duchowych i moralnych, czyli zwyczajnie [FGI4_S]. W rozpoczynaniu przygody z DA najbardziej problematyczna jest

sytuacja anonimowości. DA z zewnątrz jawią się jako grupy zamknięte, w których nowa osoba, bez znajomości, będzie się czuła nieswojo.

Dlatego tak istotne jest wprowadzanie przez znajomych — taka sytu-

acja sprawia, że nowa osoba nie czuje się anonimowa. Znajomi wprowadzają do wewnątrz, zaznajamiają ze wspólnotą, a jednocześnie

gwarantują bezpieczeństwo. Przy okazji warto też podkreślić, że taki

sposób zapraszania jest z czasem przejmowany i kierowany do kolejnych znajomych. I pomimo, że jest to działanie określane jako „bez

żadnych zaangażowań”, to można tu dostrzec pewną chęć subtelnego nawracania.

Drugim wstępnym punktem odniesienia jest przypadek: I chyba wtedy stało się tak, że trafiłam może po prostu na jakąś jedną mszę dominikańską i jakoś tak słyszałam, że jest duszpasterstwo, a że zawsze… [FGI3_S]. Taka sytuacja najczęściej dotyczy osób, które dopiero rozpoczy-

nają życie w dużym mieście, nie znają lokalnych kościołów, szukają

swojego miejsca. Z jednej strony mogą więc wtedy faktycznie trafić

gdzieś z przypadku. Z drugiej, mogą też rozpoznawać dominikanów,

choćby z mediów, i chcą sprawdzić na żywo kontakt z zakonem. Przypadkowość niekoniecznie musi być więc w tym kontekście całkowicie

niezaplanowana. Warto też podkreślić, że przypadek jest związany

z rozpoznaniem Mszy akademickiej — od niej się zaczyna, ale jedno-

cześnie jest ona zazwyczaj połączona z ogłoszeniami i zaproszeniami do DA.

Po pierwszym kontakcie z DA — bądź za pośrednictwem znajo-

mych, bądź z przypadku — pojawiają się kolejne etapy wchodzenia

w grupę. Pierwszy z nich to bycie rozpoznawanym:

Przyszłam do duszpasterstwa i nowy duszpasterz po trzech miesiącach nie potrafił powtórzyć mojego imienia, no naprawdę! [ze złością] […] Wróciłam drugi raz, kiedy zmienił się duszpasterz i moim punktem przełomowym była integracja, kiedy po tygodniu pozwolono mi jechać na wyjazd i jeszcze mówiono do mnie po imieniu. To było dla mnie takie ważne, czułam się po prostu ważna w tym duszpasterstwie [FGI3_S]. Można przypuszczać, że bez następującego w pewnym momencie

końca anonimowości dłuższe pozostawanie w DA byłoby niemożliwe.

Dominikańskie duszpasterstwa akademickie w Polsce. Raport z badań | 135


Bycie rozpoznawanym przejawia się zapamiętaniem imienia przez innych studentów, ale przede wszystkim przez duszpasterza. Imię

niejako nadaje tożsamość i daje poczucie, że jest się akceptowa-

nym w jakimś miejscu. Dotyczy to również kwestii zainteresowania

ze strony innych (w tym również: duszpasterza). Przejawia się to poprzez pytania dotyczące własnego życia albo po prostu poprzez bycie

zauważanym.

Drugi moment przełomowy to przyjęcie odpowiedzialności: Punktem takim przełomowym, kiedy poczułam, że rzeczywiście duszpasterstwo jest takie moje, to było w momencie, kiedy zajęłam się wolontariatem, który polega na udzielaniu korepetycji dzieciom. No i wtedy właśnie zaczęłam się tak zastanawiać rzeczywiście, że ja tu jestem za coś odpowiedzialna i muszę się czymś zajmować [FGI3_S]. Warto tu powrócić do wspomnianego na samym początku faktu,

że zdecydowana większość studentów uczestniczących w badaniach

to odpowiedzialni. Z tego powodu ich opowieści bardzo często okre-

ślały ostateczny moment utożsamienia się z DA jako moment bycia

odpowiedzialnym za jakiejś zadanie. Po pierwsze, jest to dla nich kontynuacja i kulminacja bycia rozpoznawanym, podkreślona przez zaufa-

nie ze strony duszpasterza i innych studentów. Po drugie, takie dowartościowanie jest często momentem otwierającym potencjał działania.

Pociąga za sobą kolejne własne inicjatywy. Można to traktować jako

swoiste „odblokowanie talentów”, a przy okazji internalizację warto-

ści i tożsamości DA, a szerzej: Kościoła. Odpowiedzialność może więc być potraktowana jako kwintesencja bycia w DA.

Duszpasterstwo akademickie a duszpasterstwo młodzieży

Jak już wspomniałem, istotne różnice w drodze do DA są związa-

ne z pytaniem, czy studenci posiadają wcześniejsze doświadczenia

z duszpasterstwami młodzieży. Mowa tu jest o wszelkich duszpasterstwach, aczkolwiek ze zwróceniem uwagi w głównej mierze na młodzieżowe duszpasterstwa dominikańskie.

DA mogą być więc postrzegane jako naturalna kontynuacja dusz-

pasterstw młodzieżowych:

Byłem w duszpasterstwie młodzieży. I teraz co się działo wcześniej. No wcześniej było tak, że wychowywałem się właściwie w duszpasterstwie młodzieży, stąd miałem wszystkich swoich najbliższych przyjaciół […]. Więc to była jakby pewna naturalna rzecz, że ja idę do duszpasterstwa [FGI4_S].

136


Dla wielu osób kontynuowanie w DA wcześniejszych doświad-

czeń jest więc czymś oczywistym. Warto jednak zwrócić uwagę,

że w mniejszym stopniu jest to kontynuacja na zasadzie tematyki (np.

pogłębianie i rozwijanie dotychczasowych działań lub zaintereso-

wań). Bardziej chodzi o pozostawanie w tych samych kręgach i sie-

ciach społecznych, być może niechęć do zerwania z dotychczasowymi przyzwyczajeniami.

Z drugiej strony, dla wielu osób (obecnych w badaniach raczej

w opowieściach i wspomnieniach) przechodzenie z duszpasterstw młodzieży do DA jest problematyczne:

Bardzo mało osób zostało z mojego rocznika w X, bo po prostu się nudziliśmy. To było dla nas takie kurczę, „jak można rozmawiać o takich rzeczach, to jest takie oczywiste”. I tam parę osób założyło swoja osobną, oddzielną grupę, nie duszpasterską, gdzie sobie coś czytali, sami między sobą się rozwijali [FGI2_S]. Dorastanie skutkuje zmianą potrzeb, przede wszystkim ze wzglę-

du na niechęć powracania do tych samych tematów, które były obecne w duszpasterstwie młodzieży. Można odnieść wrażenie, że

zakres tematyki i działań, które są podejmowane w różnych duszpasterstwach, wydaje się studentom ograniczony. Trochę jakby DA

były w wielu przypadkach kalką tego, o czym była mowa w duszpa-

sterstwach młodzieży. Tymczasem potrzeby stają się inne, z wiekiem

częściej wspomina się raczej o tematach ściśle religijnych, niż związanych z szeroko pojętym samorozwojem. Te pierwsze można omawiać

od bardzo wielu stron, tymczasem te drugie zmieniają DA w grupę

samopomocową.

Elementem zniechęcającym do DA absolwentów duszpasterstw

młodzieży jest wspominana już pośrednio niechęć wobec rozpoczy-

nania podobnych aktywności od nowa:

Wiele osób, które były bardzo głęboko w tym duszpasterstwie, były takim rdzeniem tego duszpasterstwa, nie chciały iść do duszpasterstw akademickich dlatego, że bały się kwestii takiej formacyjnej. Że jakby dużo pracy wyłożyły na to, żeby zbudować tutaj pewną wspólnotę, żeby poznać tych ludzi... [FGI4_S]. DA mogą być niekiedy odbierane jako pewne przekreślenie tego

wszystkiego, co wcześniej było obecne w duszpasterstwach młodzie-

ży. Nie chodzi tu wyłącznie o tematykę, ale również o pracę nad wspólnotą i relacjami. DA w poczuciu niektórych osób przekreślają to, co było. Dochodzenie nowych osób skutkuje koniecznością poznawania

Dominikańskie duszpasterstwa akademickie w Polsce. Raport z badań | 137


się na nowo i wytwarzania nowych zwyczajów. Dotychczasowe zasady funkcjonowania, znane z duszpasterstwa młodzieży, zostają jakby unieważnione, co wywołuje negatywne emocje.

W tym kontekście pojawia się również problem zasiedzenia: Oni mają swoje przyzwyczajenia z X, że... Ojciec wszystko załatwi, że jakoś tam... To znaczy nie chcę narzekać, bo w nich widzę też duży progres... [FGI4_S]. Osoby, które decydują się na pozostanie w DA po duszpasterstwie

młodzieży, mogą być postrzegane jako klika, która wpada w zgubne

przyzwyczajenia. Może to doprowadzić do podziału na starzy/nowi,

w którym ci pierwsi mają tendencję do dominacji. Taka sytuacja wpływa negatywnie na dynamikę wewnątrzgrupową również ze względu na stawianie duszpasterzy w dwuznacznej sytuacji. Podsumowanie

Przedstawiona droga studentów do DA jest procesem dokonują-

cym się na trzech poziomach. Po pierwsze, to ogólny poziom zwią-

zany z życiem społeczno-kulturowym i osobistym. Widoczna jest tu

pewna postawa dystansu wobec oferty współczesnej kultury, po-

szukiwanie bardziej wymagających celów, co przejawia się również

w pewnej selektywności i braku umiejętności dokonywania wyborów.

Drugi poziom to życie wiary, dotyczące w tym w szczególności roli

rodziny w wychowaniu religijnym, a także indywidualnych momentów przełomowych w życiu. Trzecim poziomem jest już sama historia

bycia związanym z DA, którą najogólniej można określić jako drogę

wychodzenia z anonimowości.

ŻYCIE OSOBISTE I SPOŁECZNE • WYMAGANIE • SCEPTYCYZM WOBEC WSPÓŁCZESNOŚCI • SELEKTYWNOŚĆ

ŻYCIE WIARY • WPŁYW RODZINY (ŹRÓDŁO LUB RYTUALIZM WIARY) • MOMENTY PRZEŁOMOWE • ŚWIADOMY WYBÓR • DUSZPASTERSTWO MŁODZIEŻY

ŻYCIE W DA

• ZNAJOMI • PRZYPADEK • ROZPOZNAWANIE • ODPOWIEDZIALNOŚĆ

138


Trzeba natomiast wyraźnie podkreślić, że te trzy poziomy są ze

sobą wzajemnie powiązane. Każdy kolejny jest w jakimś stopniu aktualizacją poprzedniego. Przykładowo, ogólny sceptycyzm wobec

współczesnej kultury znajduje swoje przełożenie na prowadzącą do

wiary kontrę wobec niektórych zachowań własnego środowiska. Po-

stawa wymagania aktualizuje się w niechęci dotyczącej powtarzania

podobnych tematów, obecnej w trakcie przechodzenia pomiędzy

duszpasterstwem młodzieży a DA.

Kształtowanie miejsca i roli w DA powinno więc uwzględniać

cztery najważniejsze elementy wyznaczające tożsamość „dominikań-

skich studentów”:

DOTYCHCZASOWE DOŚWIADCZENIA ŻYCIA I WIARY

SPECYFICZNA WRAŻLIWOŚĆ WOBEC ŚWIATA

PRZEDSTAWIANIE WIARY JAKO ŚWIADOMEJ DECYZJI

MIEJSCE W DA POTRZEBA ROZPOZNAWALNOŚCI

Dominikańskie duszpasterstwa akademickie w Polsce. Raport z badań | 139


KIM JESTEŚMY? SPECYFIKA DOMINIKAŃSKICH DUSZPASTERSTW AKADEMICKICH

Specyfika DA nie ma charakteru jednorodnego. Można stworzyć

osobny profil każdego DA w Polsce, na który wpływa lokalna tradycja, charakter miejsca czy też aktualne potrzeby. Jednocześnie można wskazać pewne ogólne cechy DA, które — uwzględniając te lokalne

różnice — stanowią wspólny trzon tożsamości. W takim ujęciu cechy

specyficzne DA były opisywane w kontrze do doświadczeń i skojarzeń związanych z innymi duszpasterstwami akademickimi. Poniżej

opisane zostaną cechy DA z dwóch perspektyw: studentów i zakonni-

ków (zarówno duszpasterzy, jak i przeorów). Wskazane zostaną również potencjały i bariery dla funkcjonowania DA.

Specyfika dominikańskich duszpasterstw akademickich — per-

spektywa studentów

Istnieją trzy główne filary w postrzeganiu przez studentów du-

chowości i sposobów działania DA. Pierwsza z nich to intelektualizm.

DA są traktowane jako miejsca formowania sposobów myślenia i zdobywania wiedzy. Dotyczy to nie tylko na tematyki religijnej, ale również współczesnej kultury, społecznej roli chrześcijaństwa:

To ja to jeszcze raz sformułuję, że ten intelektualizm... W X jest to bardzo widoczne, że moim zdaniem, są dwa, trzy duszpasterstwa powiedzmy takie intelektualne, a resztę odbieram jako takie modlitewno—uwielbieniowe [FGI2_S]. Drugi filar DA to brak przesadnej emocjonalności. To cecha, która

pojawia się w ogólniejszym sensie jako element duchowości dominikańskiej. Można tu dostrzec pewne przeciwstawianie intelektualizmu

i emocjonalności (związanej np. z uwielbieniem, modlitwą charyzmatyczną). W niektórych wypowiedziach — nawet sceptycyzm i krytykę takiego sposobu przeżywania wiary:

Taka wiara, która jest oparta nie na emocjach. Nie ma takiej emocyjki, takiego przesadnego uwielbienia, „Chwała Panu za wszystko” [FGI3_S]. Trzecim filarem jest eucharystyczność. To z jednej strony podkre-

ślanie istotności samej Mszy czy adoracji. Ale również koncentrowanie życia wspólnotowego wokół Mszy jako punktu wyjścia dla innych

działań:

140


— Jeszcze zadam to pytanie do innych, co jest tym „szkieletem choinki”? Gdyby czego zabrakło, Duszpasterstwo już by nie było? — Eucharystii — W ogóle modlitwy wspólnej — Wiele osób wspominając co było najbardziej budujące odpowiadają siódemki, dwudziestki czyli Eucharystia [FGI3_S]. Poza tymi trzema głównymi filarami wskazać można kilka innych

cech wyznaczających specyfikę DA. Mają one charakter nieco mniej

skonkretyzowany, dotyczą nieco bardziej odczuć i doświadczeń, niż wydarzeń i działań. Pierwszą z takich cech jest naturalność wiary i relacji: Koleżanka wyciągnęła do innego duszpasterstwa. No i potem wszyscy zaczęli składać sobie życzenia i wszyscy byli dla mnie tak przesadnie mili, włazili do tyłka po prostu z tym: „Ale super! Ale fajnie! Cieszę się!”. To było dla mnie tak nienaturalne, że ja stamtąd po prostu uciekłam, ludzie no traktujmy się normalnie. I jak trafiłam do dominikanów to oni byli: „No, cześć! Siema! Fajnie!”. I się śmiejemy, że ja przyszłam do dominikanów, bo dominikanie byli wredni [FGI4_S]. W takiej perspektywie wiara nie jest zamykana w Kościele. Jest

raczej traktowana jako coś, co się przeżywa, co jest oczywistym

elementem codzienności. Naturalność wiary przejawia się również w braku przesadnego nastawienia do innych ludzi. Kościół nie jest miejscem zmiany języka i zachowania, ale jest przestrzenią, w której

zachowujemy się tak samo, jak poza nim. Wiara naturalna to odejście od „ugrzecznionej wiary”.

Kolejna cecha to oddolność działania: Myślę, że to jest to, co charakteryzuje duszpasterstwa dominikańskie, przynajmniej to, w którym ja jestem, że główną pracę wykonują odpowiedzialni. Ojciec sakramenty i wszystkie sprawy duchowe, ale idea jest taka, żeby wszystko, co wychodzi, wychodziło od nas a nie od niego. To jest chyba znacząca różnica pomiędzy innymi duszpasterstwami, że to młodzież wymyśla, a ojciec jest jakby ostatnia instancją [FGI3_S]. Innymi słowy, DA są miejscami studentów. Rzadko ktoś przycho-

dzi na zastane i jest konsumentem tego, co przygotowali inni. Studenci sami definiują siebie jako tych, którzy chcą robić i decydować.

Duszpasterz jest w tym sensie pośrednikiem, sprawuje sakramenty,

ale nie wchodzi w szczegóły podejmowanych działań. Taką sytuację

można zdefiniować jako upodmiotowienie i zaufanie wobec studentów. Będzie to rozwinięte w kolejnych rozdziałach, przy opisaniu od-

powiednich form relacji pomiędzy duszpasterzem a studentami.

Dominikańskie duszpasterstwa akademickie w Polsce. Raport z badań | 141


Dotychczas wymienione cechy stawiają DA w zdecydowanie po-

zytywnym świetle. Warto natomiast zwrócić uwagę również na negatywny aspekt funkcjonowania, postrzegany przez studentów — źle rozumianą elitarność:

Szczerze mówiąc to było jedno z takich zarzutów może, kiedy się zastawiałam czy tam iść. Miałam takie wrażenie, że jacy my jesteśmy, jesteśmy taką dominikańska młodzieżą, oni maja białe nieskazitelne habity i tak dużo wiemy [FGI3_S]. Ta cecha może w pewnym sensie być rezultatem poprzednich.

DA są przez niektórych postrzegane jako zarozumiałe. Traktują siebie

jako lepszych, tak samo jak cały Zakon Kaznodziejski może być w po-

dobny sposób postrzegany. W ten sposób pojawia się pojęcie „Ko-

ścioła dominikańsko—katolickiego”, gdyż zamkniętego na współpracę z innymi. Przejawia się to choćby w braku poczucia więzi z Kościołem

z powodu małej liczby wspólnych inicjatyw z innymi duszpasterstwami akademickimi. To z kolei wynika zarówno z braku otwartości na

innych, jak i z braku chęci współpracy ze strony innych.

Specyfika dominikańskich duszpasterstw akademickich — per-

spektywa zakonników

Sposób postrzegania DA przez zakonników — zarówno duszpaste-

rzy akademickich, jak i przeorów — postaram się przedstawić w odnie-

sieniu do pojęcia „wspólnoty”, które we wszystkich wypowiedziach

pojawia się niesłychanie często. Spróbuję więc pokazać, o jakiej do-

kładnie wspólnocie jest mowa, gdy chodzi o DA.

Po pierwsze — i najważniejsze — jest to wspólnota wiary: Uczymy się, kim jest Pan Bóg, czym jest Kościół, kim jest człowiek wierzący. No to już jest pewna granica tak, że to nie jesteśmy grupą taką kulturalną jakąś, idee, kluby filmowe na przykład. Że to zbieramy się bo lubimy filmy i lubimy o tym rozmawiać. No nie, no to wiara musi być podstawą tego spotkania. Jak tego nie ma, no to wtedy jest, granica musi być [IDI6_P]. W pytaniach o granice funkcjonowania DA pojawia się to założe-

nie: duszpasterstwo jest wspólnotą wiary, bez tego fundamentu prze-

staje być duszpasterstwem, a staje się klubem znajomych. Wspólna

wiara jest więc granicą funkcjonowania. Jednocześnie fakt ten, pomimo że pojawia się niezwykle często (także u studentów), nie jest

skonkretyzowany. Nie jest jasno wskazane, jak łączyć wspólnotę wiary z innymi sytuacjami, o których była mowa (np. spontanicznością,

naturalnością, codziennością) — możliwe, że to jest element, który może budzić wątpliwości.

142


Po drugie, jest to wspólnota studencka: My mamy bardziej duszpasterstwo studentów, niż akademickie. A myślę, że to jest potrzeba duża, tylko to muszą robić profesorowie. Znaczy tacy tu w Polsce. Brak tego duszpasterstwa powiedzmy doktorantów, jakichś pracowników naukowych, ludzi zajmujących się nauką, pracujących na uniwersytetach, a nie studentów [IDI6_P]. W DA jest jasno określony wiek. To istotne z punktu widzenia

duszpasterzy, przede wszystkim ze względu na założenie, że ten sam

wiek pozwala bardziej budować więzi, a jednocześnie pozwala uniknąć nieprzyjemnych sytuacji (jak powiedział jeden z duszpasterzy:

„przychodzą starzy faceci, i po prostu rwą laski” [FGI1_D]). Jednocześnie

pojawia się tu problem braku duszpasterstwa akademickiego rozu-

mianego szeroko — duszpasterstwa ludzi nauki. DA są wspólnotami bezpieczeństwa:

No myślę, że szukają poczucia sensu czy bezpieczeństwa, co jest jakoś tam naturalne. Dodałbym przymiotnik „prawdziwego”, nie? Że się spodziewam, że tam mnie nikt nie oszuka, że w tym środowisku nie będą chcieli mnie wykorzystać, nie będą chcieli mnie… nie wiem… indoktrynować w taki sposób żeby mnie wykorzystać [IDI2_P]. Wcześniej zostało wskazane, że obecność w DA to często rezultat

sprzeciwu i kontestowania środowiska. Być może (choć to nie pojawiało się wprost w wypowiedziach) to także poczucie bycia oszukanym

przez świat. W tym sensie DA są miejscem, które zapewnia „prawdzi-

wą” wspólnotę — to znaczy taką, która nie oszuka, w której można się

czuć niezagrożonym.

Czwarta kwestia to wspólnota wartości. DA gromadzą ludzi, któ-

rzy mają podobny światopogląd, ale również takich, którzy właśnie

dzięki przynależności do DA taki światopogląd zyskują. Co za tym

idzie, wspólnota ma również służyć temu, by walczyć z negatywny-

mi stereotypami dotyczącymi chrześcijan i uświadomić sobie, że

wiara nie jest niczym złym i wstydliwym. Że osoby wierzące to osoby

„normalne”. W tym sensie funkcją DA jest umożliwianie wychodzenia z wartościami w świat:

No to jest przekazywanie też wartości, którymi się kieruję. Życie tymi wartościami, manifestowanie tych wartości, w sensie takim, no… nie krycie się z tymi wartościami, tylko kierowanie się tymi wartościami, ale też odważne prezentowanie tych wartości. I takie przenikanie do świata [IDI3_P].

Dominikańskie duszpasterstwa akademickie w Polsce. Raport z badań | 143


Ostatnia cecha z perspektywy zakonników to wspólnota odpo-

wiedzialności. Funkcją DA jest budowanie odpowiedzialnej postawy

wobec siebie, innych i świata. W tym sensie jest to podkreślenie spo-

łecznego wymiaru DA — to, w jaki sposób wpływamy na życie swoje

wśród innych ludzi:

Duszpasterstwo ma ich nauczyć życia. Takiej odpowiedzialności za siebie, za innych, za dom, za rodzinę, stworzyć ten wymiar, zbudować w nich wymiar tworzenia świadomości, że życie to jest powołanie, że to nie jest zawód, który uprawiasz, tak jak w małżeństwie, to że jestem mężem, ojcem to nie jest zawód, który uprawiam, że jestem do tego powołany [IDI4_P]. Potencjały i bariery funkcjonowania dominikańskich duszpa-

sterstw akademickich

Uczestnictwo w życiu DA, tym bardziej jako duszpasterz lub od-

powiedzialny, a także pośrednio, jako przeor klasztoru, przy którym funkcjonują DA, skutkuje większym wglądem w na co dzień nie do

końca dostrzegalne cechy tych grup. Stąd też trzy zbadane kategorie

są bez wątpienia tymi, które najlepiej mogą zidentyfikować potencjały i bariery dotyczące funkcjonowania duszpasterstw. Wymienionych

poniżej kilka wymiarów może zostać potraktowane zarówno jako

potencjały, jak i bariery. Innymi słowy, są to pewne kluczowe punkty

związane z działalnością DA, których wpływ jest jednak uzależniony od tego, jak się nimi zarządza w konkretnych sytuacjach. Pierwszy wymiar to wielkość: Trudniej jest chyba wywierać wpływ na dużą grupę, niż na grupę taką

kameralną, prawda? Trudniej dostrzec tutaj pojedynczego człowieka. Jestem przekonany, że duszpasterz akademicki tutaj, no fizycznie nie jest w stanie tutaj każdego znać, znać jego problemy, zauważyć, że coś jest nie tak, co ma miejsce w małych duszpasterstwach [IDI3_P]. Wcześniej zostało wspomniane, że brak anonimowości jest jed-

nym z momentów pełniejszej integracji studentów z duszpaster-

stwem. Jednocześnie możliwość i zakres redukowania anonimowo-

ści jest w dużej mierze zależny właśnie od wielkości grupy. Regularnie

pojawia się tutaj przykład Beczki jako miejsca, którego funkcjonowanie jest całkowicie inne, niż mniejszych duszpasterstw. Wielkość

wpływa też, co oczywiste, na sposób pracy duszpasterza — im grupa

większa, tym duszpasterz staje się bardziej koordynatorem, niż bezpośrednim organizatorem poszczególnych działań. Drugi wymiar jest związany z infrastrukturą:

144


Ja też... Ja dopiero to jakoś zacząłem w pewnym momencie zauważać, że... mało gdzie tak jest. W sensie u nas jest zasada, że do duszpasterstwa może wejść duszpasterz i przeor... W sensie reszta braci tam nie wchodzi, jest klauzula, jest chronione i dlatego, żeby studenci czuli się, że ten fragment klasztoru jest ich. I to jest normalną rzeczą u nas, że... to jak to wygląda, to robią studenci... [FGI2_D]. Niemal każde DA posiada własną przestrzeń przy klasztorze,

w której może spotykać się. Zakres „eksterytorialności” przestrzeni

jest natomiast negocjowalny i zależny od tego, jakie są potencjały

lokalowe danego miejsca. W niektórych sytuacjach przestrzenie DA

są udostępniane innym wspólnotom (to również zależy od faktu, czy mamy w danym miejscu do czynienia z parafią). Posiadanie większej

przestrzeni otwiera potencjał i daje większe utożsamienie się z klasztorem. Ale jednocześnie może prowadzić do zawodu, gdy kończy się

członkostwo w DA.

Trzeci wymiar potencjału i barier to lokalna historia i tradycja: To u nas właśnie przez około trzy, cztery lata, odrzucało mnie od tego, dlatego, że nic się nie zmieniało. Był brak nowości, cały czas tkwiliśmy w tym samym. Był taki sam program przez kilka lat, że była adoracja w środę, później msza, później spotkania biblijne, które jechaliśmy cztery lata, czy trzy lata teraz chyba, postaci biblijne po kolei każda [FGI4_S]. Każde DA posiada własną tradycję, która wynika z historii danego

miejsca. W niektórych przypadkach jest to kilka, w innych kilkadziesiąt

lat. Nawiązywanie do tradycji jest elementem wyznaczającym tożsamość poszczególnych duszpasterstw. Nie chodzi tu tylko o tradycję

ustną i wspominanie, ale również o powtarzalność działań i uzasadnianie ich funkcjonowania od odwołania do przeszłości. Jednocze-

śnie konieczne jest znalezienie odpowiednich relacji, aby tradycja nie

zamieniła się w skamielinę. W związku z tym potencjał i bariery są związane z relacjami pomiędzy tradycją a możliwym zakresem zmian funkcjonowania DA.

Czwarty wymiar jest związany z powtarzalnością pomysłów.

Przejawia się to w dużej mierze na indywidualnym poziomie pracy

duszpasterza. Tworzenie pomysłu pracy wyznacza rytm, ale nie jest

automatycznym gwarantem sukcesu. Indywidualne pomysły powinny być zestawione z lokalną specyfiką miejsca i tradycją danego DA.

Dopiero wtedy pojawia się wypadkowa działań:

Ja miałem takie doświadczenie jak jechałem z X do Y do duszpasterstwa. I w Y miałem po pewnym czasie duszpasterstwo i sobie pomyślałem „super,

Dominikańskie duszpasterstwa akademickie w Polsce. Raport z badań | 145


byłem duszpasterzem w X, mam gotowca”. Złapał w X, ludzie chcieli, chodzili, więc generalnie nawet nie muszę za bardzo zmieniać tytułów spotkań itd., Ludzie będą, samograj. Jak w X, no to proszę. I totalna porażka. Nic. Nie ma kopiuj—wklej, kopiuj—wklej, kopiuj—wklej [IDI4_P]. Ostatnim wymiarem jest funkcjonowanie w DA podgrup i powią-

zany z tym zakres instytucjonalizacji duszpasterstwa:

Robią się pewne grupki na przykład, bo wiadomo, że są ludzie, z którymi bardziej trzymają się jedni, z innymi drudzy, no to jest naturalne dość, że to zależy od tego, jak się z kim ktoś dogaduje, czy mają wspólne tematy. Bardzo łatwo się jest w tym trochę zamknąć, szczególnie jak jest duszpasterstwo, dość dobrze się prowadzi, w sensie prosperuje, jest sporo ludzi, są fajni ludzie, to jakby można zrobić z tego takie trochę dość łatwo kółeczko wzajemnej adoracji [FGI3_S]. DA są grupami społecznymi, posiadającymi strukturę i dynamikę.

Oczywiste jest, że z czasem powstają podgrupy osób, które bardziej

się lubią. Nie muszą one pokrywać się z grupami formalnymi i wyzna-

czanymi przez rytm pracy DA. Wyzwaniem jest to, aby znaleźć odpowiednie relacje pomiędzy swobodą a instytucjonalizacją działań.

W skrajnej wersji może to być dławienie wszelkich oddolnych inicja-

tyw bądź też przejmowanie inicjatywy przez jedną tylko grupę i domi-

nacja nad całością prac DA. Podsumowanie

Percepcja DA przez zakonników i studentów jest oczywiście

w wielu miejscach ze sobą zbieżna. Uczestniczenie w tych samych ini-

cjatywach sprawia, że jest to zjawisko naturalne. Jednocześnie można

dostrzec pewne różnice pomiędzy perspektywą studencką i zakonną.

Ta pierwsza ma charakter nieco bardziej nieformalny, odnosi się do

charakteru i trybu podejmowanych działań. Z kolei perspektywa zakonna ma charakter nieco bardziej zinstytucjonalizowany — wskazuje bardziej na pewne ramy funkcjonowania DA. PERSPEKTYWA STUDENCKA (NIEFORMALNA) • INTELEKTUALIZM

• BRAK EMOCJONALNOŚCI • EUCHARYSTYCZNOŚĆ

• NATURALNOŚC WIARY I RELACJI • ODDOLNOŚĆ DZIAŁANIA

• NEGATYWNY ELITARYZM

146

PERSPEKTYWA ZAKONNA (SFORMALIZOWANA) • WIARA

• STUDENCI

• BEZPIECZEŃSTWO • WARTOŚCI

• ODPOWIEDZIALNOŚĆ


Zakres formalności i nieformalności tych elementów jest oczywi-

ście umowny i może się zmieniać. Ważne jest natomiast zwrócenie

uwagi na generalną zasadę pokazującą w ten sposób pewien wymiar

relacji pomiędzy studentami a duszpasterzami. Zakonnicy wyznacza-

ją ogólne zasady, ramy i cele funkcjonowania DA. Zostają one następnie wypełnione treścią przez studentów w ramach podejmowanych

konkretnych działań. Z kolei znów do zakonników należy ocena, na

ile studenckie propozycje mieszczą się w zakreślonych wcześniej ramach, a na ile być może należy te formalne ustalenia w jakiś sposób

zmodyfikować. W ten sposób pomiędzy tymi dwiema perspektywami mieszczą się wymienione potencjały i bariery funkcjonowania DA. Ich

status jest wypadkową uwarunkowań formalnych i nieformalnych.

Dominikańskie duszpasterstwa akademickie w Polsce. Raport z badań | 147


ILE DUSZPASTERSTWA W KLASZTORZE? DUSZPASTERSTWA AKADEMICKIE W STRUKTURZE KLASZTORÓW DOMINIKAŃSKICH

Dotychczasowe rozdziały raportu związane były z samym funk-

cjonowaniem DA jako grup społecznych oraz z opisem studentów

jako ich podstawowych aktorów. Z kolei ten i następny rozdział bę-

dzie dotyczył duszpasterstwa jako elementu szerszej struktury klasztorów dominikańskich, a także sposobów postrzegania duszpasterzy

akademickich.

Relacje pomiędzy duszpasterstwem a klasztorem — perspekty-

wa przeorów

Punktem wyjścia będzie spojrzenie w pewnym sensie z zewnątrz

— pokazanie postaw przyjmowanych wobec DA przez przeorów klasztorów, przy których duszpasterstwa funkcjonują. Warto podkreślić, że

przeorzy rzadko posiadają bardziej szczegółową wiedzę związaną

z działalnością DA:

No zostawiam tę przestrzeń duszpasterzom, i tak o tyle o ile wiem, nie, jakby nie, jakoś tam... [IDI1_P]. Przeorzy wiedzą raczej o ogólnych kierunkach działań DA i o

tym, co duszpasterstwo robi na poziomie wspólnych inicjatyw całego

klasztoru. Zazwyczaj jednak podtrzymują postawę dystansu, pozosta-

wiając odpowiedzialność duszpasterzom. Widać to również w sposobie wypowiadania się, który raczej jest mówieniem w bardzo ogólny

sposób. Poniżej zaprezentowane zostaną trzy postawy przyjmowane przez przeorów wobec DA.

Pierwsza z postaw to oczekiwanie współpracy. DA są tu postrze-

gane jako część klasztoru, która powinna włączać się w ogólne działania podejmowanie wspólnie przy różnych okazjach. Brakuje jednak

określenia tego, w jaki sposób ma wyglądać komunikowanie o chęci takiej współpracy i uzgadnianie szczegółów:

Bardziej mogę liczyć na trzeci zakon czy na wspólnotę X, tak? Niż na duszpasterstwo, które teoretycznie mogłoby bardziej, są młodzi, mają czas i siłę, tak? [IDI1_P]. Druga postawa to oczekiwanie obecności. Jest tu obecne założe-

nie, że to raczej klasztor jest dla duszpasterstwa, natomiast nie ma

potrzeby odwzajemniania tej obecności. Bez względu jednak na to,

148


wzajemność i tak pojawia, gdyż duszpasterstwo włącza się w przebieg najważniejszych wydarzeń w ciągu roku liturgicznego, przede

wszystkim na poziomie śpiewu i liturgii:

Mógłbym powiedzieć wprost — nie uczestniczy. Że zasadniczo jakby jest, że my dajemy im miejsce, gdzie oni się mogą spotkać, dajemy im brata, który jest ich duszpasterzem, a oni są obecni [IDI2_P]. Trzecią postawą jest oczekiwanie odrębności. To przekonanie, że

dla funkcjonowania duszpasterstwa dobra jest swoboda i niezależność działania. DA powinny same wybierać, w co się angażują i na

jakich zasadach, gdyż posiadają własne potrzeby i zasady funkcjonowania. Pełne uczestnictwo DA w życiu klasztoru mogłoby skutkować

utratą odrębności:

To nie jest tak, że na wszystko co jest w klasztorze oni „wooo” jak pies na dwóch nogach i merdają ogonem i mówią „to jest nasze, to jest nasze”. Nie. Właśnie ja myślę, że oni jakby oni generalnie wybierają już różne rzeczy, jeśli coś jest ich to jest ich. Ale to też jest świat trochę jakby zamknięty w tym środowisku akademicki, studenckim [IDI4_P]. Relacje pomiędzy duszpasterzem a klasztorem — perspektywa

przeorów

Za pytaniem o relacje pomiędzy DA a klasztorami idzie pytanie

o rolę duszpasterza w klasztorze. Jest to osobne zagadnienie, gdyż oczekiwania dotyczące duszpasterzy nie muszą być wcale tożsame

z oczekiwaniami wobec duszpasterstw jako całych grup.

Warto zacząć od tego, że obecność duszpasterza w klasztorze

można rozważać na dwóch poziomach. Z jednej strony to obecność

fizyczna (obecność na modlitwach czy rekreacji), z drugiej — obecność mentalna (sposób bycia, zaangażowanie, myślenie). Wydaje się, że ta

druga jest istotniejsza, ale pierwsza oczywiście łatwiej dostrzegalna.

W perspektywie przeorów dobrze jest oczywiście, gdyby obie ze sobą współgrały:

W czasach „wielkich duszpasterzy” tak zwanych, to oni często byli zupełnie poza wspólnotami tak, tak... Znaczy tak, w sensie takim... mentalnym, to znaczy tam duszpasterstwo było bardziej ich domem, niż klasztor, nie? Myślę, że teraz tego nie ma [IDI1_P]. Obecność mentalna przejawia się przede wszystkim w kluczo-

wym pytaniu, które przeor stawia wobec duszpasterza: gdzie jest

moja wspólnota? Niewypowiedziane wprost założenie jest takie,

że wspólnota powinna być w klasztorze, a nie w duszpasterstwie.

Dominikańskie duszpasterstwa akademickie w Polsce. Raport z badań | 149


Przejawia się to jednak właśnie na sposób mentalny, a nie fizyczny.

Zrozumiała bywa np. nieobecność na wspólnych modlitwach, natomiast to nie powinno zmieniać ogólnego nastawienia do braci:

Granica to prawda. Prawda o mnie. Że jestem dominikaninem wspólnoty wewnątrz klasztoru a nie na zewnątrz, nie? Że właśnie nie szukam przyjaźni poza moimi braćmi, braterstwa poza moimi braćmi, tylko to tu jestem księdzem, jestem duszpasterzem. Jestem kimś, kto jest więcej, musi wiedzieć więcej, musi stawiać granic więcej, musi wymagać od siebie, od innych [IDI6_P]. Z perspektywy przeorów istotne jest zachowanie przez duszpa-

sterzy akademickich pewnej symetrii obowiązków:

Ja myślę, że... pewnie niebezpieczne są dwie skrajności, nie? Znaczy można mieć tak, tyle innych obowiązków, żeby nie mieć czasu na to, żeby być w pełni w duszpasterstwie. Ale z drugiej strony jest takie niebezpieczeństwo, że ktoś się zamyka, że ja i duszpasterstwo i jakby nic poza tym, w sensie odczepcie się ode mnie, nie? [IDI1_P]. Istnieją zadania — zazwyczaj wspomina się o spowiedzi i odpra-

wianiu Mszy — z których bycie duszpasterzem akademickim zwalniać

nie powinno. To nie tylko kwestia lojalności wobec wspólnoty klasztornej, ale przede wszystkim „higieny zaangażowania”. Czasami inne

obowiązki są formą oderwania się od DA. Ma to znaczenie szczególnie w przypadku parafii, gdzie dochodzą dodatkowe obowiązki (np.

pogrzeby). Z punktu widzenia przeora ideałem jest sytuacja, w której to sam duszpasterz dochodzi do takiej postawy.

Zakres obowiązków i przywilejów jest uzależniony od zakresu

sformalizowania zasad działania instytucji. Im bardziej formalne zasady, tym bardziej określone i zinstytucjonalizowane przywileje. W tym

sensie zasady działania duszpasterza w klasztorze zawsze będą miały

charakter uznaniowy, nie uda się ich jednoznacznie ustalić. Zależne są od porozumienia pomiędzy przeorem a duszpasterzem. W przypadku

innych obowiązków (np. wykładowcy) istnieje tutaj osobna instancja, która reguluje sposób funkcjonowania poszczególnych osób:

Te przywileje wykładowców są sformalizowane, przywileje duszpasterzy są bardziej nieformalne i zależne... też bardziej uznaniowe, znaczy zależne od przeora. No faktem jest, że duszpasterze też więcej wyjeżdżają, no ale są duszpasterzami i co, jak duszpasterstwo jedzie na Sylwestra, to co nie pojadą? [IDI3_P].

150


Co po DA? Ciągłość pracy duszpasterskiej

Miejsce i sposób funkcjonowania DA w relacji wobec całych klasz-

torów są również związane z szerszym pytaniem dotyczącym ciągło-

ści pracy duszpasterskiej i działań wobec absolwentów DA. Jest to

związane z ogólnym przekonaniem o braku jednoznacznego pomysłu na duszpasterstwo dorosłych. Dotyczy to zarówno osób będących

absolwentami DA, jak i innych.

Punktem wyjścia jest ogólne przeświadczenie o potrzeba prze-

dłużenia DA. Potrzeba ta wynika jednak często z przyzwyczajenia i z więzów towarzyskich. W jakimś sensie może też być potraktowana

jako element ucieczki przed światem i nowymi odpowiedzialnościami po studiach. Nieco rzadziej wskazuje się tutaj na motywacje religijne:

Tacy, którzy chcą przedłużenia DA i próbują robić to samo co w DA, bo są po studiach i chcą powielać ten schemat. Albo to są grupy przyjaciół i znajomych, którzy mają jakiś kontakt i chcą chociaż raz w miesiącu spotkać. Albo to są ludzie, którzy potrzebują wspólnoty, towarzystwa i boją się życia i potrzebują jakiegoś punktu zaczepienia [FGI2_D]. Problem, który w tym kontekście się pojawia, to powstawanie

„kółek wzajemnej adoracji” i zbytnie rozdrobnienie działań postakademickich:

Przy naszych klasztorach jest jakaś po prostu kumulacja najróżniejszych grup, grupeczek postakademickich, nazwijmy to, nie? I każdy chce mieć swojego duszpasterza i każdy chce mieć swoich, tam właśnie, pomysł na życie itd. itd. Nie? Jakby że ta formacja, to że my tam coś chce robić u dominikanów itd. [IDI2_P]. Dominikanie są modni, a więc przyciągają również różne pomysły

na działalność duszpasterską. W opinii przeorów taka sytuacja raczej

opiera się na wielości różnych niewielkich pomysłów, opartych — jak wcześniej wspomniane — na więzach sympatii, a nie na tożsamości

religijnej. Po zakończeniu DA (i w kolejnych kategoriach wiekowych)

mamy więc do czynienia z często zbyt daleko posuniętym rozproszeniem działań duszpasterskich.

Rezultatem tego jest problem z powstawaniem lub przyjmowa-

niem nowych grup. Z jednej strony wynika on z ograniczeń infrastrukturalnych, np. braku dostępnych sal do spotkań. Z drugiej, istotne są tu również ograniczenia personalnych, czyli brak duszpasterzy, którzy

mogliby podjąć się nowych zobowiązań:

To się przekłada w naszej strukturze, bo to jakby z przeorskiego punktu

Dominikańskie duszpasterstwa akademickie w Polsce. Raport z badań | 151


widzenia już teraz bardziej powiem, że, na to, że ja nie wiem ile bym musiał mieć braci w klasztorze żeby odpowiedzieć na te wszystkie potrzeby, nie? [IDI2_P]. W rezultacie można wskazać na pewien brak odpowiedzialności

ze strony zakonu. Dominikanie przyciągają swoją atrakcyjnością, liturgią, kazaniami. Nie mówią jednak wprost, że od pewnego momentu

nie ma miejsca i możliwości na rozwój nowych inicjatyw. Przy oka-

zji też nie wskazują kierunków, gdzie one mogłyby być realizowane. W ten sposób kształtuje się złudne nadzieje wśród wiernych:

Z całym tym, że gdzieś tam nawet bym powiedział nośnie, że my tam takiego bakcyla dominikańskiego gdzieś w tym ludziach zaszczepiliśmy. Tylko czy my im nie robimy złudnej nadziei? To jest gdzieś no duże pytanie, nie? Czy mamy jakiś inny pomysł oprócz fraterni trzeciego zakonu? Myślę, że nie za bardzo mamy, nie? [IDI2_P]. Podsumowanie

Oczekiwania klasztoru i przeorów wobec DA i duszpasterzy aka-

demickich są więc wypadkową trzech najważniejszych elementów.

Pierwszy z nich to stopień formalizacji obowiązków. Pytanie, na ile

praca w DA jest oparta na uznaniowości, a na ile na jasno określonych

(niekiedy wręcz policzalnych) wymiarach. Innymi słowy, to zagadnienie dotyczące punktu odniesienia określającego wzajemne relacje

obu stron. Drugim elementem jest oczekiwanie przynajmniej pewnego poziomu symetryczności obowiązków. Duszpasterz akademicki

— co zostanie rozwinięte w kolejnym rozdziale — ma prawo do całkowitego poświęcenia się pracy z DA, ale nie zwalnia go to z pewnych

ogólnych zobowiązań wobec klasztoru. Chodzi tu w głównej mierze

o spowiedź i odprawianie Mszy dla ogółu wiernych. Trzeci element to

oczekiwanie, by duszpasterz, pomimo swojego poświęcenia dla DA, mentalnie pozostawał w klasztorze i tam lokował swoją wspólnotę.

SYMETR SYMETRYCZNOŚĆ SYME OBOWIĄZKÓW ĄZKÓW

STOPIEŃ FORMALIZACJI CJI

MENTALNA PRZYNALEŻNOŚĆ DO KLASZTORU

WSPÓŁPRACA /OBECNOŚĆ/ ODRĘBNOŚĆ

152


W rezultacie powstają trzy postawy wobec relacji klasztor-DA.

Warto jednak zaznaczyć, że postawy są uzależnione od faktu, czy przy

klasztorze funkcjonuje parafia. W przypadku obecności parafii istnie-

je wiele innych grup, które niejako z obowiązku są powołane do tego, by uczestniczyć w życiu wspólnym danego miejsca. W takiej sytuacji

obowiązuje raczej postawa odrębności. Z drugiej strony, klasztor bez parafii zbliża się do postawy współpracy.

Dominikańskie duszpasterstwa akademickie w Polsce. Raport z badań | 153


JAKI DUSZPASTERZ AKADEMICKI? POMIEDZY IDEAŁEM A CODZIENNYM DOŚWIADCZENIEM

Ostatni ogólny temat niniejszego raportu związany jest ze spo-

sobami postrzegania i funkcjonowania samych duszpasterzy akademickich. Warto podkreślić, że temat ten budził najwięcej kontrowersji

i najbardziej gorące dyskusje — przede wszystkim wśród studentów,

ale także częściowo wśród zakonników.

Na samym początku warto podkreślić, że wszyscy zgadzają się

z końcem czasów „wielkich duszpasterzy” — postaci, które były duszpasterzami przez dziesiątki lat w jednym miejscu. Taka sytuacja jest

odpowiedzią na zmiany zarówno wśród zakonników, jak i wśród stu-

dentów. W tym też sensie studenci utożsamiają się raczej z miejscem,

a nie z osobą:

Skończyły się te czasy takich wielkich duszpasterzy i indywidualności, nie? Właśnie tutaj Tomasz Pawłowski, Joachim, Ludwik Wiśniewski. Znaczy, myślę, ze teraz nie ma tak wielkich postaci, które byłby duszpasterzami przez dziesięciolecia, to powoduje, że być może brakuje czasami takich punktów odniesienia, ale z drugiej strony myślę, że ludzie w duszpasterstwie no bardziej się utożsamiają nie z konkretnymi duszpasterzami... [IDI1_P]. Cechy idealnego duszpasterza akademickiego

Najbardziej burzliwe debaty dotyczyły zakresu poufałości pomię-

dzy duszpasterzem a studentami. Istotne jest tu zwrócenie uwagi na

to, że te relacje zmieniają się (i powinny się zmieniać) w zależności od

kontekstu i ich charakteru. Główne rozróżnienie jest związane z róż-

nicą pomiędzy relacjami duchowymi a interpersonalnymi.

W wymiarze duchowym duszpasterz powinien być Ojcem. Ozna-

cza to kogoś, kto jest przewodnikiem lub mentorem. Taka osoba po-

trafi wskazać drogę, i właśnie niesymetryczność relacji ułatwia przyj-

mowanie przez studentów punktu widzenia duszpasterza. W tym

wymiarze nie chodzi wyłącznie o wymianę doświadczeń, ale o zazna-

czenie, że oczekuje się obecności osoby, która będzie potrafiła merytorycznie podpowiedzieć sposób postępowania:

Ojciec ma być jakby osobą, która ma mną kierować duchowo, a przyjaciół to ja mam w duszpasterstwie jako ludzi [FGI3_S].

154


Nieco inną perspektywą jest rola Przyjaciela. Oznacza ona bo-

wiem pozostawanie przez duszpasterza i studenta na równym po-

ziomie relacji. Może to być dopuszczalne w sferze interpersonalnej

(wspólne zainteresowania, wyjazdy, spotkania etc.). Natomiast na po-

ziomie duchowym może wyrządzać szkodę obu stronom:

Ja myślę, że te relacje wtedy się zacierają i to też masz wtedy inne patrzenie i inaczej odbierasz to co Ci mówi duszpasterz, bo jak mówi Ci coś przyjaciel, to możesz to podważyć, a tak to autorytet. Poza tym przyjaciel to jest równość [FGI3_S]. Niedopuszczalną sytuacją jest natomiast w perspektywie studen-

tów przyjmowanie roli Kumpla. Przykładem kumplostwa (wielokrotnie

się pojawiającym) jest zbyt częste wspólne wychodzenie na piwo:

Mi się wydaje też, że taka kumpelska relacja może niszczyć autentyczność duszpasterza. Taką autentyczność może bardziej... jakby jakąś ważność? [FGI2_S]. Relacja Ojciec-Przyjaciel-Kumpel określa więc zakres poufałości

pomiędzy duszpasterzem i studentami. Wskazywane są natomiast

jeszcze inne istotne cechy duszpasterzy akademickich. Pierwsza

z nich to dostępność. Nie jest ona tożsama z oczekiwaniem ciągłego kontaktu. Studenci mają świadomość, że duszpasterz musi mieć czas dla siebie i dla swoich braci. Dostępność oznacza to, że poza DA nie prowadzi on innych grup i że można w miarę szybko umówić się

i spotkać na indywidualną rozmowę. Oznacza więc również szacunek dla kogoś, kto dostępności potrzebuje :

Dostępny w takim sensie, że jak ja zadzwonię do ojca i poproszę o rozmowę to On znajdzie dla mnie czas, a niekoniecznie to musi być już, ale też żeby tego nie odkładać [FGI3_S]. Kolejna istotna cecha to decyzyjność. Duszpasterz postrzegany

jest jako ktoś, kto pozostawia swobodę studentom, ale wchodzi pomię-

dzy nich w momencie sporów i potencjalnych konfliktów. Podejmuje

się rozstrzygnięcia wtedy, gdy trudno dojść do porozumienia. W tym

sensie duszpasterz nie powinien uciekać przed odpowiedzialnością i potrafić wyczuć moment, w którym warto wkroczyć do działania:

Jeżeli studenci nie mogą się doprowadzić do porządku, nie mogą podjąć ostatecznej decyzji, to nie może być tak, że to spada na mnie, na szefową. Bo tak już było wiele razy, że ani studenci się nie wypowiedzieli, ani ojcowie nie zabrali ostatecznego stanowiska, no bo to decyzja należy do studentów, więc ja musiałam podjąć tę decyzję [FGI4_S].

Dominikańskie duszpasterstwa akademickie w Polsce. Raport z badań | 155


Ostatnia istotna cecha to doświadczenie, dotyczące zarówno wie-

ku, jak i wcześniejszej pracy duszpasterskiej. Wiek duszpasterza dla

studentów nie był istotną kwestią. Odgrywał natomiast znaczenie dla

samych duszpasterzy — ze względu na kwestię doświadczenia i wynikającego z tego autorytetu. Innymi słowy, asygnata na duszpasterza

akademickiego powinna być poprzedzona wcześniejszą praktyką duszpasterską w — z pozoru przynajmniej — mniej odpowiedzialnych funkcjach:

Ja się czułem za młody, w Beczce mając ludzi dwa lata młodszych, trzy lata młodszych od siebie, także.. no jak tu być ojcem? […] Nieporozumienie... [FGI2_D]. Asygnata na duszpasterza akademickiego

Tak jak cechy duszpasterza akademickiego były opisywane i wska-

zywane przez wszystkich uczestników badań, tak kwestia asygnaty

jest tematem obecnym przede wszystkim w wypowiedziach zakonników, w szczególności przeorów. Istnieje zresztą ogólne przekonanie,

że studenci nie powinni być raczej uwzględniani w procesie decydowania o zmianie duszpasterza. To bowiem duszpasterze i przeor są

odpowiedzialni za formowanie studentów:

Są granice demokracji. I to nie studenci biorą odpowiedzialność za duszpasterza, ale duszpasterz i zakon za studentów, którzy przychodzą. Jakby jest taka inna droga w procedowaniu. To nie jest … na tego, którego my sobie wybierzemy, tylko my jako klasztor bierzemy odpowiedzialność za tych ludzi, kogo my tam poślemy [IDI1_P]. Tematyka asygnat jest też o tyle istotna, gdyż zwraca się uwagę na

podejście samych zakonników do pełnienia roli duszpasterza akademickiego, a w szerszym sensie — na zmiany pokoleniowe w nastawieniu

na pracę duszpasterską. Kilkanaście lat temu duszpasterstwo akade-

mickie było tym, co w głównym stopniu wyznaczało sposób myślenia

o własnym miejscu w zakonie. Jako przykład podawany był o. Jan Góra

jako punkt odniesienia — można go było lubić albo nie, ale wobec niego

kształtowało się swoje postawy. Obecnie dostrzegalne jest nastawie-

nie młodych braci w większym stopniu na pracę intelektualną:

Wydaje mi się, że teraz jest bardziej taki nurt, jak się patrzy, tak mi się wydaje, no przynajmniej ja tak słyszałem, na młodszych braci, studiujących, że tam wątek intelektualny bardziej jest obecny i że niekoniecznie tak wszyscy duszpasterzami chcą być jak kiedyś, nie? [IDI1_P]. Głównym przekonaniem dotyczącym asygnat jest potrzeba regu-

larności zmian i wpisania cyklu asygnat w cykl życia studenckiego.

156


Idealne założenie jest takie, żeby przez całe studia danej osoby jej

duszpasterz się nie zmieniał. W praktyce jest to trudne, bo przecież

studenci przychodzą na różnych etapach duszpasterzowania. Można

więc przyjąć, że — poza wyjątkowymi sytuacjami — w trakcie studiów nie powinno być więcej jak jednej zmiany duszpasterza. Jednocześnie

należy pamiętać o tym, że zmienia się również system studiów (3 lata

licencjatu, 2 lata magisterium, studiowanie wielu kierunków), więc niekoniecznie 5-letni system rotacji jest obowiązujący:

Znaczy ja myślę, że warto po pierwsze zobaczyć, że taki czas pobytu studenta w duszpasterstwie, to jest powiedzmy te pięć lat, jeśli jest przez całe studia. No to jak mu w ciągu tych pięciu lat zmieniają tego duszpasterza, no to jest słabo, nie? W sensie, no wiadomo, może się zdarzyć, że akurat wypadnie zmiana, tak? Ale jeżeli zaczyna z jednym, przychodzi drugi, potem znowu jest zmiana, to jest słabe, nie? [IDI1_P]. W niemal wszystkich wypowiedziach idealnym rozwiązaniem

jest dwóch (lub nawet więcej) duszpasterzy w jednym DA. Ma to zna-

czenie i jest zaletą również przy samej asygnacie, gdy duszpasterze

nie odchodzą jednocześnie, a więc nie ma sytuacji szokowej zmiany dla studentów. Jeden duszpasterz zostaje i wprowadza drugiego, nowego. W takim zespole ważne są jednak dwie kwestie. Pierwsza

z nich to ustalenie jasnego podziału obowiązków, aby nie wchodzić sobie w drogę:

Lepiej jest działać w dwóch albo w trzech nawet w duszpasterstwie, można tylko budując team, który nam pozwoli na to, żebyśmy wszystkiego sami nie nosili. Czyli, ja jestem pierwszy: ja mam zrobić rekolekcje, ja mam zrobić plan, ja mam wymyśleć wszystko, a inni wokół mnie mają sobie gwiazdorzyć, bo mają na to czas i możliwość [FGI1_D]. Drugi wymóg związany jest z tym, aby duszpasterze nie rywalizo-

wali ze sobą, lecz współpracowali:

Zmienia, pod warunkiem, że duszpasterze nie zaczynają rywalizować między sobą. Jeśli się uzupełniają, a nie rywalizują, mówiąc Ty jesteś pierwszy, ja jestem drugi — spoko, ale jeden drugiemu nie udowadnia czegoś, tylko współtworzą [IDI4_P]. Taka sytuacja jest wskazywana jako szczególnie istotna w dużych

duszpasterstwach, ale również dla małych ma ona znaczenie z punktu widzenia dynamiki funkcjonowania.

Dominikańskie duszpasterstwa akademickie w Polsce. Raport z badań | 157


Podsumowanie

Funkcjonowanie duszpasterza DA jest więc związane z trzema po-

ziomami. Pierwszy z nich, najbardziej ogólny, dotyczy uwarunkowań

zewnętrznych, w tym przede wszystkim reguł dotyczących asygnaty.

Sposób dokonania asygnaty i przyświecające temu wartości wpływają na późniejszą pracę duszpasterza i jego relacje z DA. Drugim poziomem są pożądane cechy samego duszpasterza. Można tutaj zwrócić

uwagę na swoisty wzór 3D: dostępny, decyzyjny, doświadczony. Spe-

cyficznym wymiarem cech duszpasterza są zasady wchodzenia przez niego w relacje ze studentami. Powinny one być oparte na modelu

Ojciec-Przyjaciel, z uwzględnieniem rozróżnienia na sferę duchową i interpersonalną.

UWARUNKOWANIA ZEWNĘTRZNE (ASYGNATA) PRACA DUSZPASTERSKA A INTELEKTUALNA

REGULARNOŚĆ ZMIAN

ZESPOŁY DUSZPASTERSKIE

RELACJE DUSZPASTERZ-STUDENCI DOSTĘPNOŚĆ

DECYZYJNOŚĆ

DOŚWIADCZENIE RELACJE DUSZPASTERZ-STUDENCI OJCIEC W SFERZE DUCHOWEJ

158

PRZYJACIEL W SFERZE INTERPERSONALNEJ


WNIOSKI

Niniejszy raport nie stawia sobie za cel przekazywania rekomen-

dacji dotyczących funkcjonowania DA. Wykracza to poza przyjęty

zakres badań, jest również związane z odpowiedzialnością innych podmiotów za wyznaczanie kierunków rozwoju DA. Przedstawione

natomiast zostaną najważniejsze ogólne wnioski wynikające z prze-

prowadzonych badań. Zostaną one podzielone na trzy aspekty tematyczne: studenci, duszpasterstwo, klasztor. Wskazane wnioski mogą

zostać potraktowane jako wskazówki dotyczące obszarów, w których ważne jest podejmowanie decyzji dotyczących rozwoju DA. Studenci

Wszystkie wnioski dotyczące studentów związanych z DA powin-

ny zakładać, że nie są oni wyjątkową, ekskluzywną kategorią, całko-

wicie odmienną od swoich rówieśników. Oczywiście posiadają pewne

specyficzne cechy, o których była mowa wcześniej. Ale jednocześnie

w wielu punktach charakterystyka studentów z DA jest tożsama

z szerszą charakterystyką ich pokolenia. Wizerunek studentów po-

winien więc uwzględniać relacje pomiędzy ogólnymi cechami współ-

czesnych młodych ludzi, a szczególnymi cechami, które przyciągnęły niektórych z nich do DA.

Po pierwsze, studenci z DA to osoby szukające alternatywnych

stylów/sposobów życia. Nie są zadowoleni z oferty proponowanej

przez współczesną kulturę, nie odnajdują się też w pełni wśród swo-

ich rówieśników. Szukają raczej czegoś odmiennego — w tym sensie

można ich potraktować jako pewien typ nonkonformistów. Trzeba

jednak podkreślić, że DA to nie jest jedyna odpowiedź na takie potrzeby. Duszpasterstwo może być jedną z wielu alternatyw, które stu-

denci przyjmują i zaczynają traktować jako swoje. Oznacza to jednak,

że często motywem zapraszającym do DA wcale nie jest sfera wiary,

ale raczej właśnie odmienność i niestandardowość zachowań i wartości. Wejście do DA może więc być pewną formą buntu.

Po drugie, dokonany w ten sposób wybór jest traktowany jako

osobisty i świadomy. Niekiedy z pewnym dystansem i nieufnością

traktowane są osoby, dla których wiara (a co za tym idzie — przyna-

leżność do DA) są raczej naturalną ścieżką wyniesioną z rodziny.

Studenci chcą być postrzegani jako ci, którzy samodzielnie kształtują swoje wybory — co może być również potraktowane jako pewna

Dominikańskie duszpasterstwa akademickie w Polsce. Raport z badań | 159


forma kontestacji współczesnej kultury. Po trzecie, wspomniany świadomy wybór jest raczej procesem,

niż jednorazowym wydarzeniem. Nie jest związany z szybkim podej-

mowaniem decyzji. Raczej wynika z konstelacji wielu czynników, któ-

re zostały opisane powyżej. Natomiast wybór postrzegany jako pro-

ces i tak potrzebuje częstego pewnego „wyzwalacza”. Są to punkty, momenty w życiu, które ułatwiają podejmowanie radykalnych decyzji

dotyczących zmian. W jakimś sensie aktywizują one wiarę i poczucie

tożsamości, które dotychczas były obecne, ale potrzebowały pew-

nej aktywizacji. W tym sensie ważne jest towarzyszenie studentom

w całym procesie.

Po czwarte, DA są duszpasterstwami wielkomiejskimi, dotyczą

więc ludzi, dla których kultura wielkomiejska jest naturalnym środo-

wiskiem życia. Oznacza to tym samym funkcjonowanie w kulturze

wyboru, w której istnieje obok siebie wiele ofert, dotyczących na-

wet tego samego obszaru. Co za tym idzie, wielkomiejscy studenci

są zmienni, nie są przyzwyczajeni do pełnej systematyczności i do

stałego związania się z jakąś inicjatywą. Poszukują raczej wielości doznać i możliwych opcji, także w sferze duchowej. DA nie muszą więc być dla nich jedynym punktem odniesienia, ale również elementem

procesu, w którym będą obecne dalsze etapy, dotyczące innych ini-

cjatyw.

Duszpasterstwo

Wymiar duszpasterstwa dotyczy już nie indywidualnego studen-

ta, ale studentów pozostających w relacjach pomiędzy sobą, a także

w relacjach z duszpasterzem i klasztorem. Dotyczy także osób, które podjęły już decyzję o związaniu się z DA.

Po pierwsze, kluczowym punktem w relacji z duszpasterstwem

jest dla studentów pozbycie się anonimowości. Bycie dostrzeganym i rozpoznawanym jest istotne z punktu widzenia zaangażowania się w dalszą działalność DA. Dotyczy to zarówno rozpoznawania

z imienia, jak również rozpoznawania indywidualnych cech i talentów

charakteryzujących daną osobę. W ten sposób znika „upiorna anonimowość”, która może również charakteryzować szerzej rozumianą

współczesną kulturę. Uczestnictwo w DA może być więc po raz kolejny potraktowane jako kontestacja (i w pewnym sensie też ucieczka)

od współczesnej kultury — w tym miejscu kultury anonimowości.

Po drugie, sposób funkcjonowania w DA i postrzegania go jest

w dużym stopniu zależny od sieci relacji, w ramach których pozosta-

ją studenci. Z jednej strony, jest to istotne w kontekście wchodzenia

160


do DA — często dzieje się to poprzez „insiderów”, znajomych już obe-

znanych ze środowiskiem dominikańskim. Taka droga od początku

zakłada pewną neutralizację anonimowości. Rozbudowane sieci znajomych mogą być też elementem podtrzymującym przynależność

i utożsamianie się z DA, co ma znaczenie w szczególności w momen-

cie przechodzenia pomiędzy duszpasterstwem szkół średnich a duszpasterstwem akademickim. Z drugiej jednak strony, zbyt silne relacje

mogą być balastem dla osób związanych z DA. Oznaczają bowiem

pewną statyczność kontaktów, pozostawanie wciąż wśród tych samych osób, co z czasem może doprowadzić do poczucia stagnacji i w rezultacie do stopniowego zrywania więzów z DA.

Po trzecie, konieczne jest znalezienie i jasne określenie relacji

pomiędzy studentami a duszpasterzem. Oznacza to przede wszyst-

kim konieczność oddzielenia od siebie różnych płaszczyzn tych re-

lacji. Powinna być postawiona wyraźna granica pomiędzy wymiarem

duchowym (np. spowiedź, kierownictwo i porady duchowe, rozmowy na tematy teologiczne) a wymiarem interpersonalnym (np. wspólne

wyjazdy, spotkania towarzyskie). Utrzymywanie takiej granicy powinno należeć zarówno do duszpasterza, jak i do studentów i powinno

być stale aktualizowane. I w ramach takiej granicy powinien również funkcjonować duszpasterz, przyjmujący — w zależności od wymiaru

— bądź rolę ojca (duchowość), bądź przyjaciela (relacje interpersonalne). Do duszpasterza należy również znalezienie odpowiedniej

relacji pomiędzy otwartością a mentorstwem; pomiędzy podkreślaniem znaczenia studentów a prowadzeniem ich. Oznacza to również

umiejętność rozpoznawania sytuacji, w których istnieje konieczność podejmowania decyzji i brania odpowiedzialności i oddzielania ich od

tych sytuacji, w których możliwe jest pozostawienie działania i decy-

zji studentom.

Po czwarte, należy pamiętać, iż istnieje bezpośredni związek po-

między sposobami i kierunkami funkcjonowania DA, a tym, jaki jest

w oczach dominikanów wizerunek polskiego Kościoła. Postrzeganie

pewnych duchowo-duszpasterskich potrzeb jako kluczowych ukierunkowuje działania duszpasterzy akademickich i ich plany. Współ-

istnienie tych dwóch wymiarów jako wzajemnie się napędzających

elementów wymaga, aby żadne z nich nie było oparte na fałszywych

przesłankach. Konieczne jest więc posiadanie w miarę dobrego ro-

zeznania dotyczącego potrzeb i zadań polskiego Kościoła i polskich katolików, aby umieć przełożyć je na funkcjonowanie DA. Klasztor

Relacje DA (w tym duszpasterza) z klasztorem, przy którym funk-

cjonuje, mają nieco inny charakter, niż te wspomniane wcześniej.

Dominikańskie duszpasterstwa akademickie w Polsce. Raport z badań | 161


Są one bowiem oparte również na relacjach przełożeństwa i władzy, uwzględniają kwestie zakonnej dyscypliny i prawodawstwa. Stąd nie

dotyczą wyłącznie dynamicznych relacji społecznych, lecz są ujęte w bardziej zinstytucjonalizowaną strukturę.

Po pierwsze, konieczne więc staje się znalezienie odpowiednich

relacji pomiędzy umownymi a zinstytucjonalizowanymi formami

działania. DA, pomimo pozostawania w ramach struktur zakonnych,

nie posiadają bardzo sformalizowanych reguł funkcjonowania i usta-

lania różnych relacji i zobowiązań. Ich brak oferuje większą swobo-

dę działania, ale jednocześnie może niekiedy generować problemy,

szczególnie wtedy, gdy chodzi o ustalanie wzajemnych obowiązków

klasztoru, duszpasterstwa i duszpasterza. Niedobra jest raczej sytuacja, w której np. relacje pomiędzy duszpasterzem akademickim

a przeorem są oparte na uznaniowości. Bardziej pożądaną sytuacją

byłoby wypracowanie w miarę ustalonego sposobu funkcjonowania w perspektywie długiego trwania. A więc również oddzielenia

relacji duszpasterstwo/klasztor od osobistych sympatii i antypatii

duszpasterza i przeora. Dotyczy to również potrzeby jasnego komunikowania wzajemnych oczekiwań pomiędzy duszpasterzem a prze-

orem. Jednocześnie ustalanie takich zasad nie powinno wprowadzać

standardu dla całej prowincji i dla wszystkich DA. Chodzi tu zarówno o zachowanie lokalnej specyfiki, jak również o różnice w relacjach

i potrzebach w zależności od tego, czy przy klasztorze funkcjonuje również parafia.

Po drugie, bardzo ważnym elementem jest dowartościowanie

pracy duszpasterzy akademickich. Z czasem, w porównaniu z sytu-

acją sprzed np. 20 lat, staje się ona zadaniem drugiej kategorii. Praca

intelektualna (studia, praca wykładowcy) staje się dla wielu zakonników podstawowym punktem odniesienia. Duszpasterz akademicki

może się natomiast mierzyć z pewnego rodzaju dwoistością oczeki-

wań. Z jednej strony DA są traktowane jako flagowe i pierwszorzędne

zadania całej prowincji. Z drugiej strony, praca duszpasterza jest stopniowo traktowana jako mniej wartościowa w porównaniu z innymi za-

daniami. Współgra z tym również pytanie przeorów i innych zakonników o to, czy podstawową wspólnotą duszpasterzy akademickich jest

DA czy klasztor. Takie niekonsekwentne komunikowanie oczekiwań

może skutkować spadkiem poczucia sensu własnej pracy duszpa-

sterskiej.

Po trzecie, niekonsekwencja może być również dostrzeżona w po-

stawach zakonu w stosunku do różnych kategorii wiernych. Podkreśla-

nie znaczenia DA koliduje z brakiem pomysłu na ofertę duszpaster-

ską dla absolwentów, a mówiąc szerzej — ogólnie dla osób dorosłych.

162


W okresie akademickim mogą powstawać złudne wrażenia związane

z przekonaniem, że całość działalności dominikańskiej jest oparta na podobnych zasadach, co DA. W tym sensie po raz kolejny konieczne

staje się jasne komunikowanie możliwości i planów duszpasterskich wobec różnych kategorii wiekowych.

Dominikańskie duszpasterstwa akademickie w Polsce. Raport z badań | 163


Jubil eus z 80-l eci a Dominik a Ĺ„sk ieg o Dus zpa s t er s t wa A k a demick ieg o


Sp o t k a nie dus zpa s t er z y i p r zeorรณ w


W ramach obchodów 80-lecia Dominikańskiego Duszpasterstwa

Akademickiego 17 i 18 listopada 2017 roku odbyło się w Poznaniu spo-

tkanie dominikańskich duszpasterzy akademickich i przeorów klasztorów, w których są duszpasterstwa. W spotkaniu wziął udział ojciec

Paweł Kozacki, przełożony Polskiej Prowincji Zakonu Kaznodziejskiego.

„Zaprezentujemy między innymi raport o stanie Dominikańskiego

Duszpasterstwa Akademickiego, który powstał w wyniku rozmów grupowych z duszpasterzami i studentami oraz indywidualnych spotkań́

z przeorami. Chcielibyśmy przedstawić́ efekty tej pracy, porozmawiać́

i zarysować́ kierunki rozwoju Duszpasterstwa Akademickiego” — podkreślali przed spotkaniem koordynatorzy Jubileuszu 80-lecia DA.

W sobotę uczestnicy spotkania wzięli udział we mszy świętej

w dominikańskim kościele Matki Bożej Różańcowej. Liturgię prowa-

dził biskup Damian Bryl z archidiecezji poznańskiej. Kazanie wygłosił

ojciec Kozacki. Przeorzy i duszpasterze uczestniczyli także w warsztatach.

168


Spotkanie duszpasterzy i przeorรณw | 169


Sp o t k a nie s t uden t รณ w i a bs olw en t รณ w


Z okazji Jubileuszu 80-lecia Dominikańskiego Duszpasterstwa

Akademickiego w Polsce studenci oraz ojcowie duszpasterze DA zaprosili ludzi związanych z DA na obchody ośmiu dekad działalności przy al. Niepodległości w Poznaniu. Wydarzenie było adresowane

do Środowiska Akademickiego, a do współorganizatorów należeli:

Uniwersytet im. Adama Mickiewicza oraz Urząd Miasta Poznania.

Pierwszym z wydarzeń należących do obchodów Jubileuszu była

wystawa czasowa rozstawiona w kruż gankach klasztoru poznań skich

dominikanów, trwająca od 13 kwietnia do 6 maja 2018 roku. Jej treści przedstawiały bogatą historię i niecodzienną architekturę kościoła pw. Matki Boż ej Róż ań cowej przy al. Niepodległości w Poznaniu

Otwarcie wystawy miało miejsce 13 kwietnia 2018 roku o godz. 16:00.

Wystawę otworzyli wspólnie przedstawiciele klasztoru oo. Dominikanów, Duszpasterstwa Akademickiego, Uniwersytetu i Władz Miasta

Poznania.

172


Po zakończeniu wernisażu wszyscy przybyli Goście zostali za-

proszeni na poczęstunek do świeżo wyremontowanego Domu Aka-

demickiego „Hanka”, w którym niegdyś dominikanie rozpoczynali

Duszpasterstwo Akademickie, znajdującego się w bezpośrednim są-

siedztwie klasztoru.

Spotkanie studentów i absolwentów | 173


Następnego dnia, 14 kwietnia 2018 roku odbył się panel historycz-

ny w zabytkowej Auli Lubrańskiego Uniwersytetu im. Adama Mickie-

wicza w Poznaniu. Podczas panelu zaproszeni prelegenci rozmawiali

o historii, rozwoju i roli duszpasterstwa akademickiego w Polsce. Spo-

tkanie podzielone zostało na część wykładową oraz dyskusyjną. Pre-

legentami byli: dr Zofia Fenrych, o. Marek Miławicki OP oraz Mateusz

Szłapka. Spotkanie prowadził prof. Konrad Białecki.

Tego samego dnia o godzinie 13.00 w kościele oo. dominikanów

bp Damian Bryl odprawił mszę świętą w intencji wszystkich byłych

oraz obecnych duszpasterzy oraz wychowanków Duszpasterstwa

Akademickiego.

O godzinie 15.00 w Teatrze Muzycznym przy ul. Niezłomnych

odbył się benefis jubileuszowy, który poprowadzili absolwenci

Duszpasterstwa. Benefis był oparty na programie słowno-muzycznym prezentują cym zdję cia, wypowiedzi i wspomnienia osób

identyfikują cych się z Dominikań skim Duszpasterstwem Akademickim. Wieczór uświetnił koncert zespołu jazzowego Piotr Baron Quintet w składzie: Piotr Baron (saksofony, klarnet), Michał Tokaj (fortepian),

Robert Majewski (trąbka, flugelhorn), Maciej Adamczak (kontrabas) oraz Łukasz Żyta (perkusja).

„Dominikań skie Duszpasterstwo Akademickie działa w Poznaniu

od 80 lat. To właśnie tutaj dominikanie na zaproszenie władz Uniwer-

sytetu im. Adama Mickiewicza założ yli grupę akademicką, która zapoczątkowała powstanie kolejnych duszpasterstw w całej Polsce. Jest to

dla nas duż ym przywilejem, ale i zadaniem. Ś więtując w tym roku Ju-

bileusz chcemy stworzyć wspólną przestrzeń zarówno dla absolwentów i studentów duszpasterstwa, jak i dla wszystkich tych, którzy byli

bądź są z nim związani” — mówili koordynatorzy Jubileuszu.

174


Spotkanie studentรณw i absolwentรณw | 175


C y k l sp o t k a ń „Wa r t o”


„WARTO...” — cykl otwartych spotkań

W ramach obchodów Jubileuszu 80-lecia istnienia Dominikań-

skiego Duszpasterstwa Akademickiego zrodził się pomysł comiesięcznych otwartych spotkań. W założeniu były to spotkania z gościem,

które organizowało Dominikańskie Duszpasterstwo Akademickie

w przestrzeni Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. TEMAT

Nicią przewodnią wszystkich spotkań i pretekstem, aby porozma-

wiać z zaproszonymi przez nas osobami, było „szczęście” — odkryte, podjęte i realizowane przez naszych gości. Chcieliśmy opowiedzieć

o historiach i sposobach — czy może raczej o walce i perypetiach —

związanych z dochodzeniem do najważniejszych wartości w naszym

życiu. Szczególnie zaś do tych, które nie mieszczą się w kategoriach

rynkowych i finansowych, ale są wyrazem wytrwałej pasji poszukiwa-

nia, czyli do wartości ludzkich.

Dlatego chcieliśmy spiąć wszystkie spotkania rozpoczynającym

je słowem „WARTO...”, a o dokończenie zdania prosiliśmy każdorazowo zaproszonego gościa. Temat pierwszego spotkania, dla przykładu,

brzmiał: „WARTO iść w górę. Spotkanie otwarte dla studentów z himalaistką Kingą Baranowską”. CEL

Spotkania z cyklu WARTO... dążyły do uruchomienia w słucha-

czach refleksji na temat przyszłości ich życia, na które bezpośrednio

wpływają podjęte już dzisiaj decyzje i wysiłek włożony w ich realiza-

cję. Całości obrazu dopełniają przyjaźnie, punkty oparcia, ale też błędy i sytuacje losowe, dzięki którym uczymy się czasem najwięcej.

178


GOŚCIE

Jednym z założeń planowanych spotkań było zaproszenie gości

z różnych dziedzin — sportu, mediów, biznesu, duchowości. W ramach cyklu odbyły się następujące spotkania:

1. WARTO iść w górę — spotkanie z himalaistką Kingą Baranowską

— 27.11.2017, prowadzenie: Roman Bielecki OP

2. WARTO improwizować — spotkanie muzykiem Robertem „Litzą” Friedrichem — 18.12.2017, prowadzenie: Andrzej Błaszczak

3. WARTO dążyć do celu — spotkanie z biznesmenem Dariuszem Dumą — 22.01.2018, prowadzenie: Cezary Kościelniak

4. WARTO być kreatywnym — spotkanie z dominikaninem Adamem Szustakiem OP — 5.02.2018, prowadzenie: Michał Brożyński

5. WARTO podążać za marzeniami — spotkanie z podróżnikiem Markiem Kamińskim — 5.03.2018, prowadzenie: Piotr Świątkowski

6. WARTO się dobrze wsłuchać — spotkanie z dziennikarzem muzycznym Hirkiem Wroną — 23.04.2018, prowadzenie: Ryszard Gloger

7. WARTO było komentować — spotkanie z dziennikarzem sportowym Tomaszem Zimochem — 28.05.2018, prowadzenie: Roman

Bielecki OP

Cykl spotkań „Warto” | 179


P odzięk owa ni a


Koordynatorzy Jubileuszu 80-lecia Dominikańskiego Duszpa-

sterstwa Akademickiego pragną w tym miejscu podziękować niżej wymienionym osobom i instytucjom za ich udział, zaangażowanie

i współpracę, bez których nie byłaby możliwa organizacja obchodów

Jubileuszu:

Polska Prowincja Dominikanów, a w szczególności prowincjał

Polskiej Prowincji Dominikanów Paweł Kozacki OP oraz przeor klasztoru dominikanów w Poznaniu Michał Pac OP

Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu reprezentowa-

ny przez prof. dr. hab. Andrzeja Lesickiego — rektora Uniwersytetu,

prof. dr. hab. Bogumiłę Kaniewską — prorektora ds. Studenckich Uni-

wersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz panią Natalię

Chromińską

Miasto Poznań w osobach: wiceprezydenta Miasta Poznania

Jędrzeja Solarskiego, radnego Rady Miasta Poznania Przemysława

Alexandrowicza, zastępcę dyrektora Wydziału Kultury Miasta Poznania Marcina Kostaszuka oraz referenta ds. planowania i realizacji bu-

dżetu Bartosza Antoniewicza

Portal Dominikanie.pl i Miesięcznik „W drodze” — za zgodę na

udostępnienie tekstów, które ukazały się pierwotnie na stronie portalu oraz na łamach miesięcznika

Fundacja im. o. Honoriusza Kowalczyka OP: przewodnicząca

Stanisława Borowczyk oraz pani Małgorzata Klęczak

Teatr Muzyczny wraz z dyrektorem Przemysławem Kieliszewskim Biskup Damian Bryl — za obecność i przewodniczenie mszy świę-

tej inaugurującej spotkanie duszpasterzy i przeorów

Bracia dominikanie — uczestnicy spotkania duszpasterzy i prze-

orów oraz autorzy tekstów o duszpasterstwie: Maciej Biskup OP, Maciej Chanaka OP, Adam Choma OP, Marcin Dąbkowicz OP,

Łukasz Filc OP, Marcin Jeleń OP, Romuald Jędrejko OP, Jan Andrzej

Kłoczowski OP, Piotr Kruk OP, Łukasz Miśko OP, Stanisław

Nowak OP, Janusz Pyda OP, Marek Rojszyk OP, Jacek Szymczak OP,

Bartłomiej Wolszleger OP, Patryk Zakrzewski OP, Cyprian Klahs OP

182


Osoby związane z cyklem otwartych spotkań „Warto”:

— goście: — Kinga Baranowska, Dariusz Duma, Robert „Litza” Friedrich, Marek Kamiński, Adam Szustak OP, Hirek Wrona, Tomasz Zimoch

— prowadzący: Roman Bielecki OP, Andrzej Błaszczak, Michał Brożyński, Ryszard Gloger, Cezary Kościelniak, Piotr Świątkowski

— pomoc techniczna przy obsłudze sal Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

— Sławka Wołoszyn za pomoc w szukaniu funduszy Sztab organizacyjny — duszpasterze: Marcin Barański OP

i Grzegorz Dąbkowicz OP, oraz studenci: Zofia Kątowska, Piotr Lasik,

Mateusz Ledzianowski, Maciej Nowak, Jakub Rostek, Marta Szostak,

Anna Trzcińska, Ireneusz Zając, Julia Żukowska

Osoby zajmujące się fotografowaniem i nagrywaniem wydarzeń:

Dominika Bućko, Ula Jocz, Dominik Fąferek

Uczestnicy panelu historycznego — prowadzący prof. Konrad

Białecki oraz prelegenci: dr Zofia Fenrych, Marek Miławicki OP, Mateusz Szłapka

Helena Postawka-Lech oraz Justyna Czyżak odpowiedzialne za

przygotowanie wystawy

Osoby biorące udział w przygotowaniu i realizacji jubileuszowe-

go benefisu: Tomasz Łozowicki, zaproszeni goście, zespół Piotr Baron

Quintet: Piotr Baron, Michał Tokaj, Robert Majewski, Maciej Adamczak, Łukasz Ż yta oraz obsługa techniczna Teatru Muzycznego w Poznaniu

Łukasz Rogowski — za przygotowanie badań socjologicznych

na temat duszpasterstwa, a także osoby, które pomagały przy trans-

krypcji: Natalia Boruczkowska, Natalia Cegła, Luiza Gwizdała, Szymon

Janus, Dominika Kasprzak, Alicja Pawłowska, Róża Rostek, Justyna

Stępniak, Karolina Weichert, Agata Suseł, Mateusz Szłapka, Zofia

Suszka, Ireneusz Zając, Ewa Zięba

Redaktorzy publikacji: Justyna Czyżak oraz Magdalena Wojtaś Słowa wdzięczności kierowane są również do studentów za po-

moc w przygotowaniach oraz do absolwentów za obecność i podzie-

lenie się swoją historią

Podziękowania | 183


Jubileusz 80-lecia Duszpasterstwa Akademickiego powstał przy

wsparciu i współpracy Miasta Poznania, Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, Teatru Muzycznego, klasztoru oo. Dominikanów oraz Duszpasterstwa Akademickiego.

WSPÓŁFINANSOWANIE ZE ŚRODKÓW BUDŻE TOW YCH MIA STA POZNANIA

184

ORGANIZ ATOR Z Y


Podziękowania | 185


Magdalena Wojtaś — redakcja

Justyna Czyżak — redakcja graficzna

Grzegorz Dąbkowicz OP — koordynacja projektu

80da.dominikanie.pl


Ws t ęp d o c a ł oś ci


Jubileusz 80-lecia Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego  

Publikacja podsumowująca Jubileusz 80-lecia Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego w Polsce (1937/38 – 2017/18). -------- Copyright ©...

Jubileusz 80-lecia Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego  

Publikacja podsumowująca Jubileusz 80-lecia Dominikańskiego Duszpasterstwa Akademickiego w Polsce (1937/38 – 2017/18). -------- Copyright ©...

Advertisement