Page 1

MAGAZYN

POLONIA KWARTALNIK DLA POLAKÓW W NIEMCZECH

Berlin – 2013 – nr1


POLONIA

MAGAZYN Kwartalnik, rok założenia – 2013 Wydawca: Konwent Organizacji Polskich w Niemczech www.konwent.de Redaguje zespół: Arkadiusz B. Kulaszewski, Agata Lewandowski, Wiesław Lewicki, Bogdan Żurek Redaktor odpowiedzialny: Alexander Zając Współpraca: Krystyna Koziewicz (Berlin), Barbara Małoszewska (Monachium), Romuald Mieczkowski (Wilno), Sława Ratajczak (Hamburg), Elżbieta Siemiątkowska (Hamburg), Sławomir Sobczak (Chicago), Robert Szecówka – Robs (rysunki, Hamburg), Andrzej Szulczyński (Berlin), Roman Śmigielski (Kopenhaga), Tadeusz Urbański (Sztokholm) i inni Kwartalnik powstaje we współpracy z Związkiem Dziennikarzy Polskich w Niemczech T.z.; http://zdpn.wordpress.com/ Opracowanie i koncepcja graficzna: Agata Lewandowski Fotografia na okładce: ©Lewa ISSN 2197-9324 ©Konwent Organizacji Polskich w Niemczech, 2013 2


SPIS TREŚCI

Od redakcji: ……………………………………………........................... 7

Z REGIONÓW Nadrenia Północna-Westfalia: Valerie Barsig, „Polonicus 2013“. Akwizgran jest Polski…………………. 9 Katarzyna Sowa, Ruhrpolen………………………………...…………... 11 Wiesław Lewicki, Pożegnanie lata: Muzyczny piknik Polregio w Plombieres…........................................................................................... 15 Monachium: Bogdan Żurek, Polski i niemiecki Oktoberfest……………………….…. 17 Bogdan Żurek, Medalista z Monachium……………………………........ 20 Hamburg: Elżbieta Siemiątkowska, Gdzie nasz dom……………………………..... 23 Arkadiusz E. Kulaszewski, Widziane z Hamburga……………………... 27 Małgorzata Zając, Arkadiusz B. Kulaszewski, Muzyczne spotkanie polsko-niemieckie, Hamburg 2013…………............ 31 Berlin: Krystyna Koziewicz, Dzień Polonii……………………………………... 34 Wojciech Zawadzki, Festyn polonijny „Wesoła Łąka”…………………. 37 HISTORIA Krystyna Koziewicz, Sierpień 80 – upomnieć się o pamięć…………….. 41 PRAWO Katarzyna Burzynska, Pomoc w pokryciu kosztów procesu w Niemczech……........................................................................................ 47 Bartosz Dudek, Dyskryminacja Polonii w Niemczech………………...... 49 OŚWIATA Grażyna Marszałek-Mańkowska, Polska Szkoła – Polnische Schule e.V. Witamy! ................................................................... 53 MŁODA POLONIA Powstanie Styczniowe – Gloria Victis? ...................................................... 56 POLONIA I STOWARZYSZENIA Spotkanie Stałej Konferencji Polskich O rganizacji Dachowych w Niemczech…………………………….................................................... 59 Katarzyna Sowa, Polonia i stowarzyszenia w Niemczech…………….... 61 Chrześcijańskie Centrum Krzewienia Tradycji, Kultury i Języka Polskiego.... 66 SPOTKANIA Agata Lewandowski, Biali Żydzi z numerami zamiast imion – rozmowa z Bolko Kliemek……………………………………………...................... 69 3


Roma Stacherska-Jung, Jestem Polonicusem – rozmowa z Normanem Davies’em.................................................................................................... 74 Agata Lewandowski, Polonia dla Polonii – rozmowa z Alexandrem Zającem……................................................................................................ 79

MY O NAS Sława Ratajczak, Jaka jesteś, Polonia…………………………………… 83 KAWIARNIA LITERACKA – KULTURA, SZTUKA Roma Stacherska-Jung, Zagłębie Ruhry czy kultury………………….... 86 Monika Polakowska, Nie wiem, dlaczego się bała/em………………….. 91 Polska poezja w Niemczech: Józef Pless, Miłość polsko-niemiecka; Stan od którego nie ma odwrotu; U siebie….................................................................................................... 101 Magia barw – ukryty znak: Ela Woźniewska, Próg Nadziei – wystawa malarstwa, poświęcona Janowi Pawłowi II………………………………………............................ 105 POLSKA MISJA KATOLICKA Piotr Małoszewski, XXII Plenarne Zebranie Polskiej Rady Duszpasterskiej Europy Zachodniej…………………………………….... 107 Ks. Stanisław Budyń, Tradycja pielgrzymowania……………………..... 110 Barbara Małoszewska, Polak – członkiem Komitetu Centralnego Katolików Niemieckich…………………………………………………... 112 POLSKA-NIEMCY. WYDARZENIA, FAKTY, OPINIE Krystyna Koziewicz, Uroczystości święta flagi RP – Jadwiga Supplitt, Dzień Europy w Düsselforfie – Róża Romaniec, Poseł SP krytykuje „puste gesty wobec P olonii” – Krystyna Koziewicz, Nie umarłem – Ich bin nich Tod. Wystawa o polskich g robach w Berlinie i niemieckich w Szczecinie – Ewa Maria Slaska, P rzyjęcie u prezydenta – Krystyna Koziewicz, Arkadiusz Kulaszewski, Polonijni dziennikarze na Ziemi Lubelskiej i Małopolskiej……...….....................................……. 114

4


INHALTSVERZEICHNIS

Vorwort der Redaktion /Editorial/:.…………………………………....

7

AUS DEN REGIONEN Nordrhein-Westphalen: Valerie Barsig, „Polonicus 2013“. Aachen ist polnisch............................. 9 Katarzyna Sowa, Ruhrpolen...................................................................... 11 Wiesław Lewicki, Sommerverabschiedung: Musikalisches Picknick in Plombieres............................................................................................... 15 München: Bogdan Żurek, Polnisches und deutsches Oktoberfest.............................. 17 Bogdan Żurek, Medaillengewinner aus München..................................... 20 Hamburg: Elżbieta Siemiątkowska, Dort, wo unser Zuhause ist............................... 23 Arkadiusz B. Kulaszewski, Betrachtet aus Hamburg................................ 27 Małgorzata Zając, Arkadiusz B. Kulaszewski, Deutsch-Polnische Musikalische Begegnung, Hamburg 2013................................................... 31 Berlin: Krystyna Koziewicz, Polonia-Tag.............................................................. 34 Wojciech Zawadzki, Polonia-Fest „Lustige Wiese”................................... 37   GESCHICHTE Krystyna Koziewicz, August 80 – Erinnerung fordern.............................. 41 RECHT Katarzyna Burzynska, Prozesskostenhilfe in Deutschland....................... 47 Bartosz Dudek, Diskriminierung der Polonia in Deutschland................... 49 BILDUNG Grażyna Marszałek-Mańkowska, Polnische Schule e.V. Willkommen!.... 53   JUNGE POLONIA Januaraufstand – Gloria Victis?................................................................... 56 POLONIA UND VEREINE Treffen der Regelmäßigen Konferenz der Polnischen Dachverbände in Deutschland............................................................................................. 59 Katarzyna Sowa, Polonia und die Vereine in Deutschland Christliches Zentrum für Verbreitung der polnischen Tradition, Kultur und Sprache..... 66   BEGEGNUNGEN Agata Lewandowski, Weiße Juden mit Nummern statt Vornamen – Gespräch mit Bolko Kliemek....................................................................... 69 Roma Stacherska-Jung, Ich bin Polonicus – Gespräch mit Norman Davies........................................................................................................... 74 Agata Lewandowski, Polonia für Polonia – Gespräch mit Alexander Zając............................................................................................................. 79 5


WIR ÜBER UNS Sława Ratajczak, Wie bist Du, Polonia...................................................... 83 LITERARISCHES CAFE - KULTUR, KUNST Roma Stacherska-Jung, Ruhr- oder Kulturpott......................................... 86 Monika Polakowska, Ich weiß nicht, warum ich Angst hatte.................... 91 Polnische Poesie in Deutschland: Józef Pless, Deutsch-polnische Liebe; Zustand ohne Rückzug; zu Hause..... 101 Farbenmagie – verstecktes Zeichen: Ela Woźniewska, Hoffnungsschwelle – Malereiausstellung, gewidmet Johannes Paul II.......................................................................................... 105   POLNISCHE KATHOLISCHE MISSION Piotr Małoszewski, XXII. Plenarsitzung des Polnischen Seelsorgerates für Westeuropa............................................................................................. 107 Pf. Stanisław Budyń, Tradition des Pilgerns.............................................. 110 Barbara Małoszewska, Ein Pole ist Mitglied des Zentralkomitees der Deutschen Katholiken............................................................................ 112 POLEN-DEUTSCHLAND. EREIGNISSE, FAKTEN, MEINUNGEN Krystyna Koziewicz, Feierlichkeiten anlässlich des Feiertages der Flagge der Republik Polen – Jadwiga Supplitt, Europa-Tag in Düsseldorf – Róża Romaniec, Abgeordneter der SP kritisiert „leere Gesten gegenüber Polonia” – Krystyna Koziewicz, Ich bin nicht Tod. Ausstellung über die polnische Gräber in Berlin und deutsche Gräber in Stettin – Ewa Maria Slaska, Empfang beim Präsident – Krystyna Koziewicz, Arkadiusz Kulaszewski, Polonia-Journalisten in Lublin- und Kleinpolen-Region............................. 114

6


SZANOWNI CZYTELNICY Oddajemy do Waszych rąk pierwszy numer nowego kwartalnika polonijnego, który będzie się ukazywał w Niemczech i zajmował tematyką ważną dla Polonii niemieckiej. Znajdziecie w nim – obok informacji polonijnych z różnych regionów Niemiec – wiele innych artykułów, mogących zainteresować Polaków, mieszkających w Niemczech. Sława Ratajczak w artykule po tytułem Jaka jesteś, Polonia pisze, że Polonia w Niemczech jest różnorodna i wspaniała: Młodzi Polacy w Niemczech są doprawdy fantastyczni! Uwierzcie! Niejednokrotnie słyszy się, że podejmują decyzje i inwestują w Polsce, że chcą, by ich firmy wchodziły na polski rynek. Ich rodzice są często sceptyczni, bo nie mają tego szerokiego widzenia, odwagi i wszystko biorą przez pryzmat swoich odległych doświadczeń, trudności, jakie przechodzili i rozmaitych kłopotów. Juniorzy idą odważnie i bez obaw w życie. Wybitny historyk angielski Norman Davies przyznaje się nam sympatycznie, że osobiście czuje się Polonicusem. Wyjaśnia dokładnie pochodzenie najbardziej na świecie znanego torunianina: Z tego, co wiemy, Kopernik pochodził z rodziny, w której mówili po niemiecku, ale wtedy nawet część mieszkańców Krakowa mówiła po niemiecku. Z drugiej strony – on był poddanym króla polskiego i znał polski. Skończył Uniwersytet Jagielloński. Pisał ani po polsku, ani po niemiecku, tylko po łacinie. W tamtych czasach pytanie – czy jest się Niemcem, czy Polakiem, było trochę dziwne. Także prawdopodobnie, kiedy pytano księdza kanonika po polsku – „Czy jest ksiądz Polakiem?” – odpowiadał: „Oczywiście”. Gdy zadawano mu to samo pytanie po niemiecku – „Sind Sie Deutsch?”, odpowiadał: „Natürlich”, ponieważ wtedy tamten świat nie był podzielony na narodowości. Krystyna Koziewicz wraca do lat osiemdziesiątych, opisując działania organizacji pro-solidarnościowych w Niemczech Zachodnich. Znajdziecie Państwo w kwartalniku również wiadomości z berlińskiej wizyty posła Arkadiusza Mularczyka, który krytykuje „puste gesty wobec Polonii” oraz wypowiedź dyrektora redakcji polskiej Deutsche Welle Bartosza Dudka – o dyskryminacji Polonii w Niemczech. A wśród Polonii niemieckiej jest wielu ciekawych przedstawicieli kultury światowej sławy, jak na przykład, jazzmani – Władysław Andzik Sendecki z Hamburga czy Leszek Żądło z Monachium, artyści malarze – Ela Woźniewska, Andrzej Piwarski, Barbara Piwarska-Ur z Berlina, sportowcy – Władysław Kozakiewicz, Robert Lewandowski, 7


Kuba Błaszczykowski, Łukasz Piszczek, lekarze, inżynierowie i menagerowie, muzycy i aktorzy. Polacy wzbogacają krajobraz kulturalny i społeczny Niemiec. Nadszedł czas, żeby powstał społeczno-kulturalny kwartalnik, pokazujący działania Polonii i Polaków we wszystkich ośrodkach i na terenie całych Niemiec. Warto, abyśmy sami w Niemczech, Polacy w Polsce, a także Niemcy, spojrzeli na naszą polską społeczność między Renem a Odrą jak na zintegrowaną, silną grupę, liczącą przecież prawie 2 miliony obywateli. W nas, Polakach w Niemczech, tkwi ogromny potencjał, z którego czasem nie zdajemy sobie sprawy. Właśnie „Magazyn Polonia” ma szanse go nam uświadomić. Oczywiście, jest między nami wiele różnic – tak, jak i w innych skupiskach Polonii na całym świecie. Polonia za granicą jest zminiaturyzowanym odzwierciedleniem Polski. Łączy nas wszystkich jedno – nasza wspólna Ojczyzna-Polszczyzna. To właśnie nasz język jest tą platformą współdziałania, na której zależy nam najbardziej. Nam wszystkim – bez względu na przynależność organizacyjną, zależy przede wszystkim na tym, aby nasze dzieci i wnuki mogły się uczyć języka polskiego tutaj, w kraju naszego zamieszkania. Okazuje się, że Polacy od zawsze walczyli o język polski w Niemczech, o czym mówi Bolko Kliemek z Berlina, który uczył się języka ojczystego jeszcze w przedwojennym Towarzystwie Szkolnym „Oświata”. W jedności siła – jak mówi przysłowie – dlatego zwracam się do wszystkich zainteresowanych współpracą z nami o kontakt i przesyłanie materiałów, obrazujących nasze życie, pracę i sukcesy, których nie brakuje nam w tym kraju.

8


Z REGIONÓW: NADRENIA PÓŁNOCNA-WESTFALIA „POLONICUS 2013“ – AKWIZGRAN JEST POLSKI Valerie Barsig Po tym, jak niedawno Angela Merkel odkryła swoje korzenie w Europie Wschodniej i jak piłkarz BVB Lewandowski przyczynił się decydująco do zwycięstwa „Dortmundu” nad „Real” Madrid Niemcy stały się bardziej polskie. Historia obydwu państw, podobnie jak historia Nadrenii Westfalli, powiązana jest ze sobą bardzo blisko. Już w XIX wieku polskie rodziny przyjeżdżały do Nadrenii Westfalii za pracą, którą znajdowały w kopalniach lub hutach stali. Również w Akwizgranie (Aachen) żyje dzisiaj około 1500 osób z sąsiedniego wschodniego państwa oraz duża ilość osób z niemieckim paszportem i polskimi korzeniami. Od 2009 roku Polonia Niemiecka corocznie przyznaje nagrodę „Polonicus” osobom, które w szczególny sposób zasłużyły się na rzecz porozumienia pomiędzy Polską a Niemcami i przyczyniły się do stworzenia pozytywnego obrazu Polaka. W Sali Koronacyjnej Ratusza w Akwizgranie nagrodzeni zostali w kategorii „tworzenia życia kulturalnego” – Maria i Czesław Gołębiewski. Założona przez nich i istniejąca od roku 2000 w Oberhausen restauracja

Laureaci prestiżowej Nagrody „Polonicus 2013“, gospodarze i goście 9


Z REGIONÓW

Zwycięzcy pierwszego ogólnoniemieckiego konkursu wiedzy o Polsce

„Gdańska” stała się prężnym ośrodkiem spotkań polsko-niemieckich. W swojej mowie dziękczynnej Maria Gołębiewska powiedziała: To jest naszych „5 minut”. To tak, jakbyśmy dostali Oskara. Kiedy przyjechaliśmy do Niemiec jako normalni emigranci, w poszukiwaniu miejsca, które będziemy mogli nazwać naszym domem, nie marzyliśmy nawet o tym, że wszystko się tak potoczy. „Polonicusa” otrzymali również: redaktor naczelny niemiecko-polskiej gazety „Dialog“ – Bazyl Kerski, prof. Władysław Miodunka, kierownik Centrum Języka i Kultury Polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Nagrodę honorową otrzymał reżyser Andrzej Wajda, który ze względów zdrowotnych nie mógł odebrać jej osobiście. Wyróżnionych zostało ponadto dwudziestu finalistów pierwszego ogólnoniemieckiego konkursu wiedzy o Polsce, przeprowadzonego przez Volkshochschule w Eschweiler, wspólnie z Uniwersytetem Jagiellońskim. Zwycięzcą konkursu został 26-letni Hannes Lauer z Bonn za referat na temat wspólnych mianowników dla Polaków i Niemców. Przecież my, młodzi ludzie mamy wszędzie podobne marzenia i wyobrażenie o życiu – to zdanie było również mottem nagrody „Polonicus”. Valerie Barsig

10


NADRENIA PÓŁNOCNA-WESTFALIA RUHRPOLEN Katarzyna Sowa Zagłębie Ruhry to jedno z największych na świecie złóż węgla kamiennego, soli kamiennej, rudy cynku i ołowiu. Po roku 1870 do tego szybko rozwijającego się ośrodka przemysłowego, aż do wybuchu I wojny światowej, przybywały setki tysięcy Polaków w poszukiwaniu pracy i lepszego życia. Dziś Zagłębie Rury z miastami Essen, Ober­hausen, Bottrop, Mülheim, Duisburg, Gelsenkirchen, Bochum, Herne, Hagen oraz sąsiadującymi Düsseldorfem, Kolonią i Bonn jest największą aglomeracją policentryczną Niemiec. Świetnie rozwinął się tu przemysł ciężki – hutnictwo żelaza i stali, metali nieżelaznych, a także przemysł zbrojeniowy i chemiczny, elektroniczny, środków transportu, również przemysł włókienniczy i spożywczy. To bogate w złoża naturalne miejsce było w XIX wieku celem pierwszej olbrzymiej emigracji Polaków. Ludność pochodząca z Mazur, Śląska i województwa poznańskiego przybywała na te tereny w poszukiwaniu pracy i godziwego życia. O ile początkowo przyjeżdżali po to, by zarobić i po pewnym okresie wrócić, to z czasem zaczęli ściągać swoje rodziny i osiedlać się na tych terenach na stałe. Ten trend zmienił się po zakończeniu I wojny światowej. W latach 20-tych XX wieku państwo niemieckie przeżywało kryzys, którego przyczyną była przegrana wojna

Sekcja Piłki Nożnej Towarzystwa Młodzieży Polskiej. Gelsenkirchen 1931 11


Z REGIONÓW

i jej konsekwencje, a te z kolei implikowały problemy społeczne. W związku z tym część robotników przeniosła się do Francji, gdzie prężnie rozwijał się przemysł związany z górnictwem. Część wróciła do wolnej już Polski. Część pozostała. Życie na emigracji Pod koniec XIX wieku licznie przybywających na te obszary robotników umieszczano w małych domkach kolonii pracowniczych. Z biegiem czasu rozwijały się one w osiedla, niektóre zamieszkałe głównie przez Polaków. W kopalniach Polacy tworzyli często więcej aniżeli połowę pracujących załóg. Miasta stały się centrami ówczesnej emigracji zarobkowej, gdzie kwitło życie kulturalne. W Recklinghausen w pewnym okresie Polacy stanowili nawet 17 proc. ludności. Wydawano polską prasę, organizowano się w licznych stowarzyszeniach. Olbrzymią rolę w życiu tej społeczności odgrywała religia katolicka. Tłem ich egzystencji był burzliwy okres w historii Niemiec. Czytając dokumenty i śledząc wydarzenia społeczne tamtego okresu, odnosi się wrażenie, że jako grupa etniczna żyli na uboczu wydarzeń politycznych i społecznych, pozostawieni samym sobie. W Cesarstwie Niemieckim, w czasach rządów Ottona von Bismarcka, jak i po I wojnie światowej, do wszystkiego, co nie niemieckie podchodzono z nieufnością. Stąd urzędy i policja próbowały zakazywać posługiwania się językiem polskim. Polacy znad Ruhry, lub jak ich

Zjazd delegatów Związku Towarzystw Młodzieży Polskiej w Westfalii i Nadrenii, 1926 12


Katarzyna Sowa

lekceważąco nazywano „Pollaken”, byli dyskryminowani. W odpowiedzi próbowali się bronić, zakładając organizacje, reprezentujące ich sprawy. W tamtych niespokojnych czasach istniały nawet polskie związki zawodowe. Trudno było uniknąć konflik- Młodzież ze sztandarami Związku Polaków w Niemtu. W 1899 doszło w czech, Herne 1947 Herne i Gelsenkirchen do strajku polskich górników, który został brutalnie stłumiony. Dla strajkujących było to bolesne również dlatego, że ich protest nie spotkał się z aprobatą i wsparciem niemieckich górników i robotników. Taki rozwój wyda­rzeń nie dziwi, biorąc pod uwagę fakt, że w lokalnej prasie niemieckiej z tego okresu i później, utrwalano stereotyp polskiego emigranta – awanturnika i jeśli już wypowiadano się o tej licznej grupie narodowościowej, to z lekceważeniem. W polskiej prasie emigracyjnej z tego okresu również trudno znaleźć choćby najmniejsze akcenty integracyjne. Liczna, nie akceptowana populacja etniczna, coraz bardziej zamykała się we własnym kręgu i niechętnie integrowała z miejscową ludnością. Z socjologicznego punktu widzenia, jak każda zamknięta grupa społeczna, stanowiła potencjalne zagrożenie. Nic więc dziwnego, że obie strony czując się wzajemnie ignorowane, reagowały na siebie z podejrzliwością. Nawet, jeżeli władze niemieckie i działacze polonijni zdawali sobie sprawę z narastającego problemu, żadna ze stron nie podejmowała skutecznych działań pozwalających załagodzić sytuację. Wzajemne pretensje narastały. Udana integracja? Profesor dziennikarstwa z uniwersytetu w Dortmundzie, Horst Pöttker kwestionuje powszechną opinię mówiącą, że Polacy znad Ruhry są przykładem dobrze przeprowadzonej integracji. Uzasadnia tę tezę swoimi badaniami. Twierdzi, że przede wszystkim media zarówno niemieckie, jak i emigracyjne mogły mieć znaczny wpływ na pozytywny przebieg integracji tej grupy społecznej. Trudno nie zgodzić się z jego opinią. 13


Z REGIONÓW

Młodzież Polska z zagłębia Ruhry na wycieczce w Polsce, Malbork 1968

Z licznych publikacji Pöttkera dotyczących migracji, integracji i roli mediów w tych procesach można wyciągnąć ważny wniosek: niewłaściwie ukierunkowany patriotyzm i instrumentalne użycie przynależności narodowej nie prowadzi do konstruktywnych rozwiązań, a może stać się źródłem konfliktów. Dziś o losach tej olbrzymiej grupy emigrantów świadczą wspomnienia i prasa z tamtego okresu. Pamiątki trafiają do muzeów i na wystawy poświęcone historii tego regionu. Wydarzenia oraz mechanizmy społeczne tamtych lat są przedmiotem analiz socjologów i socjotechników. Historia pozwala wyciągać wnioski dla kształtowania nowoczesnego, multikulturowego społeczeństwa. Zebrane doświadczenia powinny zostać dobrze wykorzystane również dla poprawy wielu aspektów życia społecznego i politycznego współczesnej Polonii. Otwartość i dialog międzykulturowy dają wiele możliwości wypracowania wspólnego zrozumienia i wzajemnej akceptacji. Przede wszystkim dziś we wspólnej Europie ma to olbrzymie znaczenie dla licznej grupy naszych emigrantów na całym świecie oraz dla ułatwienia kontaktów międzypaństwowych. Biorąc pod uwagę trudną historię obu krajów – Polski i Niemiec, w tym doświadczenia Polaków znad Ruhry, integracja nabiera szczególnego znaczenia. Katarzyna Sowa Zdjęcia pochodzą z archiwum Związku Polaków w Niemczech 14


NADRENIA PÓŁNOCNA-WESTFALIA POŻEGNANIE LATA: MUZYCZNY PIKNIK PO LREGIO W PLOMBIERES Wiesław Lewicki Po raz kolejny euregionalna Polonia spotkała się w przygranicznym Plombieres w Belgii, by bawiąc się we wspólnym gronie, pożegnać lato. Na corocznie odbywającym się pikniku klubu Polregio e.V. i jego zwolenników zgromadziła się Polonia z Nadrenii Północnej-Westfalii w Niemczech, Walonii w Belgii i innych regionów Niemiec, Belgii i Holandii. Jak zawsze, było bardzo wesoło! Nie zabrakło śpiewu, tańca i uśmiechu. A co najważniejsze, nie zabrakło przyjaciół i radosnej atmosfery! Choć pogoda nie sprzyjała relaksowi na świeżym powietrzu, wszyscy wspaniale się bawili. Nawet deszcz nie przeszkodził polonijnemu świętowaniu. Rozgrzewał taniec, wspólna gra w koszykówkę i smakołyki prosto z grilla. Wspólny posiłek współgrał ze spotkaniem znajomych, którzy od lat gromadzą się w takim gronie w Plombieres na pikniku Polregio. Powitalne okrzyki i serdeczne uściski towarzyszyły wielu przybyłym gościom. Poza stałymi bywalcami, nie zabrakło również „początkujących” sympatyków pikniku Polregio. – Pierwszy raz miałam okazję być na pikniku Polregio w Plombieres – mówi Kamila z Düren – i nie żałuję. Było super! Mogłam porozmawiać po polsku, potańczyć i pośpiewać. Muzyka live to jest to! Będąc w Niemczech, nie często mam okazję do spotkań z tyloma Polakami. Co więcej, zakochałam się w Plombieres, które jest naprawdę uroczym

15


Z REGIONÓW

miejscem. Poznałam też wiele wspaniałych osób, z którymi na pewno będę utrzymywać kontakt. Świetnie się bawiłam. Już dziś wiem, że wrócę tu za rok! Uszy i oczy cieszyły występy polonijnych muzyków: Joli Wolters oraz Róży i Benedykta Frąckiewiczów. W „dyskotece pod gołym niebem” udział brali przedstawiciele różnych pokoleń (... i ras – nawet obecne na pikniku psy przyłączyły się do wspólnej zabawy!) – dzieci i ich rodzice, dziadkowie z wnuczętami, żony z mężami, siostry, przyjaciele – było zatem bardzo rodzinnie! Wspólnie śpiewaliśmy polskie hity – te starsze oraz te bardziej aktualne (towarzyszyli nam, między innymi: Czesław Niemen, Danuta Rinn, Ania Wyszkoni czy Whitney Houston!) Muzyka na pikniku Polregio odegrała bardzo ważną rolę – wspólny śpiew i taniec przypominał o polskich korzeniach, jednoczył i pozwalał się poczuć jak w domu! Choć spotkanie organizowane jest przez klub Polregio e.V., który jest typowo polską organizacją, grillowi towarzyszyła iście internacjonalna atmosfera! Przybyli goście mówili nie tylko po polsku i niemiecku, ale również po francusku, flamandzku i hiszpańsku! Wygląda na to, że polska kultura ma wielu miłośników – co na pewno cieszy nas wszystkich. – Muszę przyznać, że piknik Polregio 2013 udał się! – mówi prezes Polregio e.V. Wiesław Lewicki. – Frekwencja dopisała, przybyło około 100 osób, a to nawet więcej niż oczekiwaliśmy! Piknik Polregio jest przyjacielskim i rodzinnym spotkaniem, które wiąże nas już od wielu lat. Bardzo cieszy mnie to, że ten nasz tradycyjny już „Muzyczny Piknik” jest i będzie kontynuowany. Park w Plombieres jest miejscem, do którego wszyscy chętnie powracają. Sprzyja piękny, zielony krajobraz z wysokimi drzewami, rzeką i lasem. Na pikniku Polregio, który co roku organizowany jest właśnie w tym miejscu, dodatnio wpływa również niesamowity klimat, tworzony przez obecną tam Polonię. Tu koncertowal m.in.: Stanisław Sojka, „górale” Banachy z Holandii, a Deutsche Rote Kreuz w kuchni polowej gotował dla nas grochówkę. Wiemy po co się spotykamy: by we wspólnym gronie bawić się i kultywować nasze polskie tradycje – bo To my jesteśmy Polregio! Do zobaczenia w przyszłym roku! Wiesław Lewicki

16


MONACHIUM POLSKI I NIEMIECKI OKTOBERFEST Bogdan Żurek Gdy wśród zwartego oddziału strzelców, maszerujących w tegorocznym pochodzie, otwierającym Oktoberfest, zauważono Murzyna, dla niejednego z Bawarczyków świat się zawalił, dla większości obcokrajowców – wręcz przeciwnie.

©Bogdan Żurek

Widok czarnoskórego nikogo w Monachium nie dziwi. Był zresztą czas, by się przyzwyczaić. Bez mała pół wieku stacjonowała w tym mieście armia amerykańska, w której służyli żołnierze różnej maści, pozostawiając po sobie całkiem sporą gromadkę barwnych latorośli, poczętych z mniej lub bardziej formalnych związków. Dziś, gdy w Monachium prawie 38 procent mieszkańców ma obce korzenie, czarny, żółty czy czerwony emocji żadnych nie wzbudza. Inaczej rzecz ma się na bawarskiej prowincji, która miejscem masowych osiedleń obcych nie jest. Tam, przywiązanie do tradycji, pielęgnowanie wielowiekowych obyczajów są dumą mieszkańców, lokalnym patriotyzmem, stającym się częstokroć elementem rywalizacji pomiędzy gminami. Biorą w tym udział związki strzeleckie, zespoły folklorystyczne, chóry, orkiestry, ochotnicze straże pożarne.

Czarnoskóry strzelec w bawarskim pochodzie 17


Z REGIONÓW

Zawadzka z Tanskim

©Bogdan Żurek

©Bogdan Żurek

Raz w roku jest szcze­­ gólna okazja, by się pokazać, pochwalić swoją gminą, regionem, tradycyjnym strojem, umiejętnościami mieszkańców. To Oktoberfest, a konkretnie najważniejsza z imW przerwie festiwalu, od prawej – dr Elżbieta Zawadz- prez mu towarzyszących, ka z mężem Lesławem, Justyna Lewańska – Konsul Trachten- und SchützenGeneralny RP w Monachium i Hartmut Tanski zug, czyli parada folkloru i związków strzeleckich, przemierzająca miasto wsród wiwatujących tłumów. Do niedawna, ta ogromna „scena“ zarezerwowana była dla Bawarczyków, w szczególności dla zakochanej w swej tradycji bawarskiej prowincji. Do niedawna, to znaczy do czasu, gdy pod koniec lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku spotkały się w monachijskim ratuszu dwie osoby o polskobrzmiących nazwiskach – Zawadzka i Tanski. Ona – dr Elżbieta Zawadzka, Polka z krwi i kości, pedagog, doktor socjologii, od roku 1981 na emigracji w Monachium. Przed dwudziestu laty założyła zespół „Polonia“. Przewodnicząca Polsko-Niemieckiego Towarzystwa Folklorystycznego o tej samej nazwie, organizatorka Festiwalu Kultury „Razem we Wspólnej Europie“, Kawaler Orderu Uśmiechu.

Grupa „Polonia“, na czele „Wielkopolanie“ z Poznania 18


Bogdan Żurek

On – Hartmut Tanski, Niemiec z krwi i kości, członek prezydium stowarzyszenia „Festring München e.V.“, zajmującego się się m.in. organizacją sławnego folklorystycznego pochodu, otwierającego Oktoberfest. Odznaczony przez Prezydenta RP Złotym Krzyżem Zasługi, za wspieranie i propagowanie polskiej kultury i folkloru. Współpraca tych dwojga zaowocowała regularnym udziałem zespołu „Polonia“ w oktoberfestowym pochodzie. Zaszczyt to co niemiara, gdyż surowa komisja kwalifikacyjna dopuszcza wyłącznie najlepsze, szczególnie artrakcyjne grupy. Gdy lody zostały przełamane, z biegiem lat otworzono się na inne kraje. Elżbieta Zawadzka skorzystała więc z okazji poszerzajac ofertę o zespoły z Polski i ośrodków polonijnych. Dzięki temu, w otwarciu święta piwa brali już udział tancerze m.in. z Krakowa, Żywca, Warszawy, Tych, Wrocławia, Gdańska, a także z Kolonii, Berlina, Hanoweru i Londynu. W tegorocznym Oktoberfeście, obok monachijskiej „Polonii“, wystąpili „Wielkopolanie“ z Poznania. Razem we Wspólnej Europie W tym roku mija dwadzieścia lat od założenia przez Elżbietę Zawadzką dziecięco-młodzieżowego zespołu tanecznego „Polonia”, mającego dziś na swym koncie około 500 występów. Na jego to bazie zarejestrowano Towarzystwo Folklorystyczne o tej samej nazwie (członek Polskiej Rady w Niemczech), które od 18 lat jest gospodarzem, zbiegającego się z Oktoberfestem, Polsko-Niemieckiego Festiwalu Kultury „Razem we Wspólnej Europie”. Uczestniczyło w nim już ponad cztery tysiące młodych artystów z Polski, Niemiec i innych krajów Europy. Pani Ela – jak zwą dr. Zawadzką w Monachium – odwdzięczyła się Hartmutowi Tanskiemu wnioskiem do prezydenta RP o Krzyż Zasługi i tytułem gościa honorowego festiwalu. Jeszcze nie tak dawno w zdominowanej przez konserwatywnych Bawarczyków, otwierającej Oktoberfest paradzie, nie było miejsca dla krakowiaków i górali. Dziś, dzięki takim ludziom jak dr Elżbieta Zawadzka i Hartmut Tanski, kroczą oni dumnie, obok innych nacji, razem z baAutor artykułu warskimi strzelcami, wśród których maszeruje... Murzyn. Bogdan Żurek

19


MEDALISTA Z MONACHIUM Waldemar Krypciak wrócił do Monachium z sześcioma złotymi medalami, zdobytymi w pływaniu na XVI Światowych Letnich Igrzyskach Polonijnych. Tym razem polonijna olimpiada odbywała sie w Kielcach, w dniach 3-10 sierpnia 2013 roku. Wzięło w niej udział ponad półtora tysiąca sportowców z 31 państw świata. Najliczniej reprezentowane były Litwa, Ukraina, Kanada, Białoruś, Czechy, Austria, Niemcy, Stany Zjednoczone i Rosja. W polonijnych igrzyskach Waldemar Krypciak startował po raz drugi. Przed dwoma laty we Wrocławiu zdobył „tylko“ jeden złoty, trzy srebrne i dwa brązowe medale. Na kieleckiej pływalni „znokautował“ rywali, stając na najwyższym podium aż sześć razy. Triumfował w swojej kategorii wiekowej, na kilku dystansach i w różnych stylach. Płynął kraulem, żabką i grzbietowym. Triumfator olimpiady powiedział reporterowi „Mojego Miasta”: – Ostatnio miałem problemy zdrowotne i mój wyjazd do Kielc stał pod znakiem zapytania. To, że pojechałem, zawdzięczam memu ortopedzie, doktorowi Jackowi Czernickiemu, któremu dedykuję jeden z moich medali. Drugi przeznaczam dla moich najbliższych – Magdaleny i Tomka Krypciak, za wsparcie i wiarę we mnie. Waldemar Krypciak (ur. 1951) mieszka w Monachium od ponad 30 lat. Jest co-trenerem drużyny piłki wodnej SG Stadtwerke München (U 11), która w tym roku zdobyła tytuł mistrza Bawarii. Bogdan Żurek

20


21


22


HAMBURG GDZIE NASZ DOM... Elżbieta Siemiątkowska

©Elżbieta Siemiątkowska

Rozrzuceni po świecie, często wbrew własnej woli wpisujemy się w jakże długą i mozolną historię wędrówek ludzi, opuszczających swoje domy z obawy przed prześladowaniami, w poszukiwaniu pracy, a czasem po prostu przed głodem. Fale emigrantów polskich opuszczały ojczyznę w rytm powstań, wojen, przemian politycznych i społecznych. Polska emigracja na przełomie wieków odzwierciedla burzliwe dzieje państwa polskiego, łącznie z jego nieobecnością na mapie Europy. Jednym z ważnych kierunków emigracji były Niemcy. W XIX wieku polskie skupiska emigracyjne na terenie Niemiec powiększały się wraz z rozwojem przemysłu na terenach Westfalii i Nadrenii, gdzie tylko w górnictwie Zagłębia Ruhry w 1908 roku pracowało 72 tysiące prusko-polskich i mazurskich robotników. Dla wielu Polaków z zaboru rosyjskiego, pozbawionych tu możliwości kształcenia się, Berlin był ważnym ośrodkiem życia naukowego, kulturalnego i politycznego. Tam też od 1848 roku Polacy mieli swoją reprezentację w sejmie pruskim, a od 1871 roku w parlamencie Rzeszy. Nie mniej istotną rolę w życiu Polaków odgrywał w XIX wieku Hamburg,

Targ Rybny 23


Z REGIONÓW

do którego z kolei migrowali uchodźcy polityczni. W 1807 roku Księstwo Warszawskie otwiera na terenie Hamburga konsulat i do roku 1913 osiedla się tu około 21 tysiące Polaków. Jednak trudno precyzyjnie wskazać skalę migracji ludności polskojęzycznej, ponieważ w większości posiadała ona paszporty pruskie, rosyjskie czy też austriackie. Hamburg przyciągał migrantów rozwojem przemysłu oraz możliwością podjęcia dalszej drogi za ocean. Pomiędzy latami 1850 a 1939 Hamburg był „oknem na świat”, przez które ponad 5 milionów europejskich migrantów wyruszało w dalszą podróż do Ameryki i Australii, by uniknąć politycznych i religijnych prześladowań, czy też po prostu w celu poprawy swojego bytu. Możliwość taką stworzył w 1901 roku Albert Balin, dyrektor Hambursko-Amerykańskiego Towarzystwa Akcyjnego Przewozu Towarów (HAPAG). W owym czasie był to największy armator na świecie, który oprócz rejsu zapewniał również podróżnym schronienie w barakach budowanych na nadbrzeżach. Udział Polaków w walkach na wszystkich frontach II wojny światowej to świadectwo nie tylko bohaterstwa, ale przede wszystkim chęci stworzenia niepodległego, suwerennego państwa polskiego. Jakże bolesny okazał się dla nich układ mocarstw, wytyczający granice państwa polskiego. W momencie zakończenia II wojny światowej na terenie byłej Trzeciej Rzeszy Niemieckiej znalazło się około 3,5 miliona Polaków. W obliczu nowego układu geopolitycznego repatriacja dla wielu z nich była niemożliwa. Sytuacja była również nie do ogarnięcia logistycznie, dlatego w latach 1945-1948 roku utworzono w niemieckim mieście Haren (Ems) polską enklawę. Samo miasteczko początkowo nazywane było Lwów, jednak w czasie wizyty w mieście, 4 czerwca 1945 roku, gen. Tadeusz Bór-Komorowski nadaje mu nazwę Maczków. Informacje, zamieszczone na stronie Haren, podają, że Maczków, był przez trzy lata polskim miasteczkiem, z burmistrzem, szkołą, strażą pożarną i polską parafią. Ulice otrzymały polskie nazwy takie jak: Armii Krajowej, Legionów, Jagiellońska, Zygmuntowska, Lwowska, Łyczakowska, Wileńska, Polna, Ogrodowa, Kopernika, Mickiewicza, Akademicka. Pieczęć miejska przedstawiała tarczę herbową z przedstawionym kwiatem maku, nad tarczą umieszczono hełm i skrzydło husarskie, jako znak 1 Dywizji Pancernej. Założono Uniwersytet Ludowy, a 19 czerwca 1945 roku powstał Teatr Ludowy im. Wojciecha Bogusławskiego, zorganizowany przez Leona Schillera, wyzwolonego z obozu jenieckiego. W mieście poza żołnierzami 1 Dywizji, schronienie znalazło 5000 Polaków uwolnionych z obozów pracy i obozów jenieckich. Wśród nich byli powstańcy warszawscy. Po drugiej wojnie światowej w okręgu hamburskim przebywało około 50 tysięcy Polaków. Liczba ta nie jest w pełni mia24


©Elżbieta Siemiątkowska

Ratusz w Hamburgu

25


©Elżbieta Siemiątkowska

Z REGIONÓW

Spichlerze w Hamburgu

rodajna, ponieważ urzędy niemieckie nie wyszczególniają w rubrykach emigrantów obywateli, posiadających paszport niemiecki. Powojenne fale emigrantów, przybywających na teren Niemiec, to w 1956 roku wyjazd autochtonów ze Śląska, Warmii i Mazur, będący wynikiem postępowania władz polskich. Wielu z nich związanych było z polską kulturą, mimo to nie uważali się oni ani za Niemców, ani za Polaków. W latach 80-tych do Niemiec w głównej mierze wyjeżdżali prześladowani politycznie działacze podziemia. Obecnie na terenie Niemiec mieszka około 600 tys. Polaków, którzy bez względu na rodzaj posiadanego paszportu utożsamiają się z Polską. Rozrzuceni po świecie, mówiący jeszcze w ojczystym języku, a niekiedy już nie, dbamy często o to, żeby dla naszych dzieci słowo Polska nie było martwym pojęciem. Staramy się powracać pamięcią do lat dzieciństwa, domu rodzinnego. Przywołujemy zasłyszane opowieści, tradycje kładzenia siana pod obrusem, polskie kolędy, smaki i zapachy. I chyba te ostatnie – zapachy, najtrudniej jest odtworzyć i zarazem najbardziej na nas działają. Dlatego z uśmiechem wspominam scenkę, która zaobserwowałam w autobusie, jadącym z Polski do Hamburga. Między rzędami przechodziła kobieta z wypchaną siatką. Dwóch młodzieńców odprowadziło ją wzrokiem, a jeden z nich skomentował: „Ależ ta pani pięknie pachniała ...kiełbasą krakowską.” Elżbieta Siemiątkowska 26


WIDZIANE Z HAMBURGA Arkadiusz B. Kulaszewski Chciałem zacząć od czegoś pozytywnego i ciekawego z punktu widzenia kogoś, kto od 36 lat mieszka poza Polską (w tym większość czasu w Hamburgu), a tutaj dopadła mnie szara rzeczywistość. Na pierwszej stronie tutejszego regionalnego dziennika zauważyłem nagłówek: Skradziony w Hamburgu – zatrzymany krótko przed granicą z Polską. O tej sprawie czytałem już wcześniej, jako o zuchwałej kradzieży na światłach (po prostu kazano kobiecie wysiąść z jej samochodu i odjechano) i naturalnie od razu pomyślałem: „Czy to nie znowu Polacy?” Ale tym razem w artykule ani słowem nie wspomniano o narodowości tych „fachowców”, więc pomyślałem, że chyba jednak nie. Niestety, zatrzymany kierowca okazał się być znowu Polakiem. Piszę o tym, ponieważ jest to pewien problem dla nas, mieszkających tu i pracujących uczciwie ludzi z Polski i od dłuższego czasu nie dziwi mnie już, często jednostronna, opinia Niemców o Polakach. Dlatego cieszy każda wiadomość o ich sukcesie w Hamburgu lub w Polsce. Taka, jak np. o wręczeniu prestiżowej Nagrody Jazzowej dla mieszkającego od wielu lat w Hamburgu Władysława „Adzika” Sendeckiego, co przekazały od razu miejscowa telewizja, radio i prasa. Jest on szanowanym i docenianym tu muzykiem oraz kompozytorem i nie ukrywa swojego kraju pochodzenia, jak to czasem się też zdarza innym. Jest to akurat problem ogólnoniemiecki, gdyż nie ma w ostatnich dziesięcioleciach drugiego takiego kraju na świecie, który by przyjął tylu ludzi z Polski (tylko w Hamburgu jest ich ok. 100 tysięcy), a jednocześnie ich stopień zorganizowania i tożsamości nie jest zbyt wysoki. Powodem jest przede wszystkim duży udział w tej liczbie tzw. „późnych przesiedleńców”, którzy zadeklarowali przy przyjeździe narodowość niemiecką 27


Z REGIONÓW

©Elżbieta Siemiątkowska

i nie bardzo wiedzą, czy można też powoływać się na polskość. Od ponad 20 lat otwarta jest też granica z Polską, co nie wpływa dodatnio na wszelkiego rodzaju działalność społeczną, no i oczywiście nikt nie chce się tu za bardzo obnosić ze swoją polskością, skoro przyjechano przede wszystkim w celach zarobkowych, a emigracja polityczna już nie istnieje. Polacy, w przeciwieństwie do innych narodowości, raczej się dobrze integrują (nie mylić z asymilacją) i chcą spokojnie żyć i pracować. Teraz mogę już przejść do tego, co chciałem napisać na wstępie, czyli jak to się tutaj w tym Hamburgu żyje, pracuje i odpoczywa. Czy jest inaczej niż w Berlinie, Monachium i innych niemieckich miastach, trudno mi powiedzieć, bo tam dłużej nie mieszkałem. Mogę najwyżej porównać z Londynem, choć było to dawno, kiedy w Polsce był jeszcze stan wojenny. Może po przeczytaniu tego, ktoś z tych innych miast napisze, co u niego jest inaczej, gorzej, lepiej… Rodowici mieszkańcy Hamburga uważani są za uosobienie spokoju i solidności, z domieszką angielskiej flegmy i zamiłowania do charakterystycznego wyspiarskiego stylu w architekturze. Jest to oczywiście – jak zawsze – pewien stereotyp, ale coś z prawdy może w tym jest. Z osobistego doświadczenia mogę potwierdzić, że mimo swoistej rezerwy w obcowaniu z innymi, Hamburczycy są narodem otwartym i pomocnym, mającym przy tym osobliwe poczucie humoru, prawie jak wyśmiewani przez nich Wschodni Fryzowie, lecz niezupełnie tak oszczędni i surrealistyczni. Hamburg jest też miastem bogatym (port, stocznie, media), lecz nierzu-

Filharmonia w Hamburgu 28


Arkadiusz B. Kulaszewski

©Elżbieta Siemiątkowska

cającym się tym bogactwem w oczy, tak – jak lubią to często robić np. Berlińczycy czy Monachijczycy. To wszystko w połączeniu z niezwykłą ilością zieleni na terenie miasta i okolic tworzy miejsce, które jest przyjaznym dla chcących tu żyć. Jest miastem tolerancji, co przejawia się choćby tym, że na ulicy można usłyszeć chyba wszystkie języki świata (i to nie turyści), a różnorodność restauracji jest jedną z największych na świecie. Do tych światowych rekordów dodam od razu największą liczbę konsulatów, mo- Centrum Biznesu stów i największy na świecie cmentarz-park Ohlsdorf (moja żona zaraz tu mnie pyta, czy byłem kiedyś w Krużewnikach – ale to wszystko prawda). Praca powinna tu się więc znaleźć, a wypocząć też jest gdzie. Z tego, co słyszę, najbardziej poszukiwani są lekarze, pielęgniarki, osoby do opieki, budowlańcy, no i oczywiście wysoko wyspecjalizowani inżynierowie i programiści, których poszukuje m.in. firma Airbus, przeprowadzająca tutaj końcowy montaż tych samolotów. Przy mniej skomplikowanych pracach wystarczy pewna znajomość angielskiego lub niemieckiego, ale już na wyższych stanowiskach trzeba oczywiście dobrze znać niemiecki. Pracę najlepiej załatwiać sobie już w Polsce (np. drogą korespondencji mailowej) i bez żadnych „uczynnych” pośredników, ewentualnie z pomocą urzędu pracy. Należy też zawsze koniecznie uwzględnić koszt wynajęcia mieszkania, który nie jest niski – minimum 500 euro miesięcznie. Raju na świecie nie ma, więc na pewno można spotkać się też z różnymi trudnościami i każdy, kto chce z Polski wyjechać w poszukiwaniu pracy, musi sam zadecydować, który kraj najbardziej mu pasuje. Proszę nie zrozumieć dlatego mojego artykułu jako agitacji na rzecz przyjazdu do Hamburga, lecz potraktować go informacyjnie. Dotyczy to również turystów, bo tacy też się z pewnością znajdą. Hamburg jest przyjazny dla rowerzystów (liczne punkty wynajmu rowerów – potrzebna karta kredytowa, do pół godziny za darmo), a w wielu hotelach i kawiarniach 29


Z REGIONÓW

©Elżbieta Siemiątkowska

dostępne są darmowe łącza Wi-Fi. Po przyjeździe warto może zajrzeć na główny dworzec autobusowy, gdzie można po polsku uzyskać różne potrzebne informacje. Tradycyjnie rodacy udają się też do polskiego kościoła św. Józefa przy ulicy Grosse Freiheit, w dzielnicy rozrywki St. Pauli, gdzie to zaraz obok w Star Club karierę rozpoczynali Beatlesi. Na końcu tej ulicy, Rzeka Alster na Beatles Platz, stoi od niedawna ich pomnik, ukazujący sylwetki tych sławnych muzyków. Czasy się zmieniły i teraz nie trzeba już przyjeżdżać na „Zachód” na koncerty słynnych zespołów, które występują zarówno w Hamburgu, jak i w Polsce (dzięki strukturze federalistycznej w Niemczech nie trzeba, tak jak w Polsce, na dobre koncerty jeździć do stolicy). Polskim akcentem było też niedawno przypłynięcie na kolejne Urodziny Portu „Daru Młodzieży”, który mogło w tym roku zobaczyć ponad 1,5 miliona odwiedzających – niestety zabrakło odpowiedniego PR i nie dosyć, że mimo informacji przy trapie, iż wstęp jest wolny, dopiero po wejściu na pokład i po odstaniu w kolejce około 20 minut pobierano opłatę 3 euro od osoby, to potem nikt nie zajmował się zwiedzającymi – może też przez to, że nikt z załogi nie znał języka niemieckiego . Za kilka miesięcy z kolei „Harley Days” z tradycyjną paradą tych motocykli przez miasto, po wspólnej mszy motocyklistów w kościele św. Michała. Na pewno przyjadą też harlejowcy z Polski. Myślę, że na początek tyle wystarczy. O Hamburgu i jego ciekawostkach (również tych związanych z Polską i Polakami), można pisać dużo, więc w następnych wydaniach będzie więcej, a zainteresowanych szczególnymi tematami zachęcam do pisania listów do redakcji. Arkadiusz B. Kulaszewski

30


MUZYCZNE SPOTKANIA POLSKO-NIEMIECKIE, HAMBURG 2013 Małgorzata Zając/Arkadiusz Kulaszewski

©Małgorzata Zając

13 września, w sali kameralnej prestiżowej Laeiszhalle w Hamburgu, odbyła się ciekawa impreza muzyczna, zorganizowana przez Związek Dziennikarzy Polskich w Niemczech T.Z, w ramach znanego już również w Berlinie, Hanowerze i Monachium cyklu Spotkań Polsko-Niemieckich. Koncert, którego polsko-niemiecka publiczność miała przyjemność wysłuchać tego wrześniowego wieczoru, odbył się w dwóch częściach, przedzielonych przerwą, będącą miłą okazją do licznych osobistych spotkań i rozmów polsko-niemieckich, będących oprócz samego koncertu również celem całej imprezy. W pierwszej części wieczoru odbył się koncert laureatów, przeprowadzonego wcześniej konkursu dla młodych muzyków. Jury w składzie: Mariola Rutschka, Ewelina Nowicka, Waldemar Saez-Eggers dopuściło do konkursu 17 uczestników, którzy interpretowali utwory polskich kompozytorów. Konkurs odbył się w dwóch kategoriach wiekowych. Przewodnicząca jury Mariola Rutschka przedstawiła zwycięzców konkursu. Pierwsze trzy miejsca i nagrody pieniężne otrzymali: 1 nagroda: Niklas Strauß (lat18) – solo na fortepianie. 1 nagroda (ex aequo): Janine Witthaus (18) i Johannes Wüllenweber (18) – duet na flet i fortepian. 2 nagroda: Florian Strauß (15) – solo na fortepianie. 3 nagroda (ex aequo): Daniel Simon Stoll (14) skrzypce (akompaniament Anna Dolska – fortepian). Wykonano utwory polskich kompozytorów, m.in. Fryderyka Chopina, Krzysztofa Pendereckiego, Karola Szymanowskiego i Grażyny Bacewicz. Zgromadzona publiczność owacyjnie przyjmowała każdy popis. Dla młodych muzyków uczestnictwo w samym konkursie, a zwłaszcza wyróżnienie i udział Nagrodzeni laureaci konkursu na scenie 31


Z REGIONÓW

©Małgorzata Zając

w koncercie laureatów, będą niezapomnianym przeżyciem, być może kamieniem milowym ich osobistych biografii, ale z pewnością staną się oni multiplikatorami wymiany, dialogu, a z czasem porozumienia polsko-niemieckiego. W drugiej części wieczoru mieliśmy okazję wysłuchać koncertu jazzowego zatytułowaVladislav Sendecki, Adam Bałdach i Marcio Doctor nego Jardin Oubliée czyli w luźnym tłumaczeniu Zapomniany ogród, przez który prowadziła nas niemiecka aktorka i reżyserka Angelique Duvier, znana publiczności z telewizji i z teatru. Polski jazz jest ceniony w świecie, również za sprawą takich polskich muzyków, jak Krzysztof Komeda, Wojciech Karolak, Jarosław Śmietana, Andrzej Trzaskowski, Michał Urbaniak, Leszek Możdżer, Zbigniew Namysłowski, Tomasz Stańko, Leszek Żądło, Urszula Dudziak czy Vladislav Sendecki. Mogliśmy się więc spodziewać koncertu na najwyższym światowym poziomie. Gwarantowali to występujący muzycy: Vladislav Sendecki (piano), uznany przez „New York Village Voice” za jednego z pięciu najlepszych pianistów jazzowych na świecie, Adam Bałdych (skrzypce) – laureat najważniejszej niemieckiej nagrody muzycznej ECHO 2013, Marcio Doctor (instrumenty perkusyjne) – wyróżniony GRAMMY AWARD za udział jako solista przy nagraniu płyty Some Skunk Funk. Zaskakujące było to, że koncert był prapremierą tria w tym składzie.Efekt był znakomity! Artyści świetnie harmonizowali ze sobą, grając razem, jak również doskonale się rozumieli podczas improwizacji solowych. Uwaga słuchających zwrócona była na młodego skrzypka z Krakowa, który zaprezentował znakomity warsztat muzyczny, połączony ze świeżością młodości. Adam Bałdych zalicza się aktualnie do największych odkryć muzycznych. W Niemczech został już doceniony, w Polsce nominowany jest do nagrody Fryderyka 2013 – Artysta Roku – Muzyka Jazzowa. Improwizacje jazzowe spotykały się z entuzjastyczną reakcją publiczności.

32


Małgorzata Zając/Arkadiusz Kulaszewski

Owacje po koncercie były na stojąco. Nie obeszło się bez bisów. Nawiązując do znanej w kręgach muzycznych „Warszawskiej Jesieni”, należy pogratulować organizatorom tegorocznej „Hamburskiej Jesieni”, wielkie brawa również za konkurs muzyczny dla polsko- i niemieckojęzycznej młodzieży, to prawdziwe novum wśród imprez polsko-niemieckich. Koncert swoją obecnością uświetnili: minister pełnomocny w Ministerstwie Finansów Królestwa Norwegii – Peder Berg, prezes Stowarzyszenia Wolnego Słowa – Wojciech Borowik z Polski (partner projektu), konsul Rzeczypospolitej Polskiej w Hamburgu – Marek Sorgowicki, goście polonijni z wiceprezydentem EUWP Aleksandrem Zającem, wiceprzewodniczącą Zrzeszenia Federalnego – Polska Rada w Niemczech Aldoną Głowacką, przewodniczący i członkowie organizacji polskich w Hamburgu i w Niemczech Północnych. Życzenia udanego spotkania organizatorzy otrzymali od przewodniczącego Frakcji CDU Wersicha oraz od zaprzyjaźnionych organizacji dziennikarskich z Europy, mianowicie – z Londynu, Glasgow, Liverpool, Nottingham, Paryża, Tuluzy, Wilna, Lwowa, Doniecka, Żytomierza i Mińska. Projekt odbył się dzięki finansowemu wsparciu Urzędu Pełnomocnika Rządu Federalnego ds. Kultury i Mediów, Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej oraz Konwentu Organizacji Polskich w Niemczech. Małgorzata Zając/Arkadiusz Kulaszewski

33


BERLIN DZIEŃ POLONII Krystyna Koziewicz

©Krystyny Koziewicz

W Berlinie już po raz drugi zorganizowane zostały uroczyste obchody Dnia Polonii – miały charakter festynu, co jest chyba najbardziej ulubioną formą świętowania każdej narodowej rocznicy w Niemczech. I każdej innej okazji też, a mieszkający tu Polacy z wyraźną przyjemnością przejęli ten zwyczaj. Organizacji Dnia Polonii i Polaków za Granicą po raz pierwszy w zeszłym roku podjęła się Polska Rada Związek Krajowy w Berlinie. W tym roku można już chyba mówić o tradycji. Zostaliśmy zaproszeni na plenerowy Festyn Polonijny i dodajmy od razu – nie było to łatwe przedsięwzięcie. Ale przewodniczący Rady, Ferdynand Domaradzki, najwyraźniej lubi trudne zadania – trzeba też przyznać, że wykazał ogromną determinację i zaangażowanie. Wspomagali go oczywiście inni działacze Rady i przedstawiciele Biura Polonii, a także konsul Mariusz Skórki. Niestety, trzeba tu dodać niemiłe słówko „były”, a mianowicie – były konsul. Wielce żałujemy, że pan Skórko odchodzi, bo Polonia berlińska ma mu wiele do zawdzięczenia, zwłaszcza w zakresie działań integracyjnych, tak wewnątrz-polonijnych, jak i w odniesieniu do środowisk niemieckich. Patronat nad świętem Polonii objął burmistrz dzielnicy Reinickendorf Frank Bal-

Tegoroczny Festyn w Berlinie z okazji Dnia Polonii spotkał się z wielkim zainteresowaniem i cieszył się sporą frekwencją 34


Krystyna Koziewicz

©Krystyny Koziewicz

zer, który udostępnił Polonii zarówno pomieszczenia wewnątrz ratusza, jak i przyległe tereny zielone. Team organizacyjny Ferdynanda to sprawdzeni członkowie i sympatycy Polskiej Rady, którzy i tym razem nie zawiedli zaufania szefa – ci ludzie zawsze są gotowi do działania. Gratulacje dla wolontariuszy Festynu! Polonia berlińska licznie skorzystała z udziału w pikniku familijnym, zwłaszcza, że pogoda była wręcz n a d z w y c z a j n a . Występuje chór z Baranowicz i zespół „Perełka” z Duisburga Program festynu skierowany był zarówno do dzieci, jak młodzieży i starszego pokolenia. Interesująca była prezentacja organizacji polonijnych. Dla dzieci przygotowano na świeżym powietrzu szereg atrakcji: teatrzyk kukiełkowy, gry i zabawy pod kierunkiem wykwalifikowanych animatorów. Dla dorosłych w pomieszczeniach ratuszowych przygotowano urozmaicony program artystyczny. Program moderował znany korespondent TVP Marcin Antosiewicz, który przeprowadzał na scenie interesujące wywiady z zaproszonymi gośćmi honorowymi. Mogliśmy posłuchać żywych i niebanalnych wypowiedzi posłów na Sejm – Joanny Fabisiak i Wojciecha Ziemniaka, konsula ds. Polonii Marka Budka, prezesa „Wspólnoty Polskiej”, Longina Komołowskiego oraz szefa Konwentu Organizacji Polonijnych w Niemczech, Aleksandra Zająca. Na terenie festynu powiewały pol­s­kie flagi, słychać było gwar oży­ wionych rozmów, śmiech dzieci, wspaniałą muzykę. Wystąpiły dwa chó35


Z REGIONÓW

©Krystyny Koziewicz

ry – z Baranowicz i Żytomierza, zespoły folklorystyczne „Krakowia­cy” i „Pe­reł­ka” z Duisburga, który zaprezentował tym razem tańce rock&rollowe. Udział wzięli znani artyści z Polski: Piotr Kajetan Matczuk, „Band of Endles Nosie”, „Smoky Pearls”, berliński zespół „Bloody Kishka”, „Tralala” oraz – główna atrakcja imprezy – Golec uOrkiestra. Nastrój wśród publiczności był doskonały, prawdziwe show zademonstrowali bracia Golcowie, którzy poka­zali wielką klasę i wysoki poziom aranżacyjny, a okazali się też prawdziwymi showmanami, którzy błyskawicz- W Niemczech bardzo lubiana jest Golec uOrkiestra; nie potrafią nawiązać Publiczność doskonale się bawiła świetny kontakt z publicznością. Festyn Polonijny odbył się dzięki finansowemu wsparciu Pełnomocnika Rządu Federalnego ds. Kultury i Mediów, Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polski oraz Konwentu Organizacji Polskich w Niemczech. Krystyna Koziewicz http://www.tvp.pl/polonia/aktualnosci/polacy-na-swiecie/kalendarz/ berlin-polonijne-swietowanie/11019975

36


BERLIN FESTYN POLONIJNY „WESOŁA ŁĄKA” Wojciech Zawadzki 15 września, na łąkach pomiędzy Lübars a Blankenfelde, odbył się kolejny festyn polonijny „Wesoła Łąka”. Głównym zmartwieniem organizatorów była w tym roku pogoda – nawet niewielki deszcz utrudniłby lub wręcz uniemożliwiłby przeprowadzenie imprezy. Szczęście sprzyja jednak uczciwym i pracowitym, pomimo zachmurzenia, deszczu nie było i impreza przebiegła bez zakłóceń. Główny organizator – Polska Rada Związek Krajowy w Berlinie i jej przewodniczący Ferdynand Domaradzki, przygotowali program, skierowany głównie do najmłodszej części publiczności. Dzieci i młodzież miały okazję brać udział w warsztatach latawcowych, poznać tajniki ich budowy, a następnie uczestniczyć w zawodach, prowadzonych przez profesjonalistów z Zielonej Góry. Dużym powodzeniem cieszyły się turnieje tenisa stołowego i piłki nożnej, dla miłośników tej dyscypliny sportu dodatkową atrakcją była obecność Artura Wichniarka, byłego zawodnika reprezentacji Polski, Arminii Bielefeld i Herthy Berlin. Nawet tak specyficzna dyscyplina, jak rzut kaloszem do celu, znalazła swoich zwolenników! Było też coś dla ducha – konkurs wiedzy o Polsce i Niem37


©Stefan Dybowski

Z REGIONÓW

czech, prowadzony przez berlińskie koło PTTK, cieszył się dużym zainteresowaniem. Wręcz oblegane były warsztaty plastyczne, gdzie oprócz rysunku i malowania, dzieci mogły uczyć się techniki graffiti. Również program muzyczny uwzględniał potrzeby najmłodszych uczestników festynu – bardzo podobał się występ uczniów klasy instrumentów dętych z Gustav-Heinemann-Oberschule i koncert młodych wokalistów ze Studia Piosenki „Rezonans” z Zielonej Góry. Dla tych odrobinę starszych, zaśpiewał chór „Santoccy Grodzianie” z Santoka. Do tańca grał i całą imprezę nagłaśniał, znany berliński zespół „New System”, a prowadził festyn Wojtek Zawadzki. Honorowym gościem był Frank Steffel, deputowany do Bundestagu. Głód, nawet na chwilę, nie zagroził uczestnikom festynu, liczne stoiska z daniami kuchni polskiej, skutecznie temu zapobiegły. Powodzenie imprezy mierzy się ilością uczestników i ich opiniami – pomimo niepewnej pogody przyszło bardzo dużo osób, które zdecydowanie pozytywnie oceniały jej przebieg! Wypada uzupełnić, że festyn był współfinansowany ze środków Pełnomocnika Rządu Federalnego ds. Kultury i Mediów, Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP i Konwentu Organizacji Polskich w Niemczech. Wszyscy z niecierpliwością czekają na następne spotkanie – „Wesoła Łąka 2014” już za niecałe 12 miesięcy! Wojciech Zawadzki 38


39


40


Historia Sierpień ’80 – upomnieć się o pamięć Krystyna Koziewicz

©Marian Stefanowski

Co roku w sierpniu wspominamy „Solidarność”, która mojemu pokoleniu kojarzy się z ważnymi dla Polski wydarzeniami. Wtedy to związek zawodowy „Solidarność”, a właściwie ponad 10-milionowy, masowy ruch społeczny, przyczynił się do pokojowych przemian ustrojowych w Polsce i w Europie Wschodniej. Impuls wywołany przez „Solidarność” zapoczątkował nieodwracalny proces zmian, które w ostateczności pogrzebały komunizm na śmietniku historii 4 czerwca 1989 roku. Z okazji rocznicy Sierpnia ´80 chcę przypomnieć aktywnych działaczy, ale nie tych dobrze nam znanych z mediów, lecz solidarnościowców emigracyjnych, których się nie zna i nie troszczy o ich los. Bez ich determinacji oraz wsparcia w postaci konkretnej pomocy niewiadomo, jak potoczyły by się losy „Solidarności” w Polsce. Z Zachodu nadchodziła strumieniami pomoc, którą obrotni Polacy koordynowali, dostarczając ważnych informacji co, gdzie, komu? Dzisiaj przy okazji Sierpnia w Polsce często się zapomina, że na Zachodzie istniały bardzo silne ruchy wsparcia „Solidarności z Solidarnością”. To byli obywatele polscy! Polacy, którzy wyjechali na Zachód, nieważne czy z pobudek politycznych czy ekonomicznych, zawsze interesowali się tym, co się działo i dzieje w kraju. Tak było dawniej i tak jest po dzień dzisiejszy. Może warto

Demonstracja przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego w Berlinie, styczeń 1982 41


Historia

©Marian Stefanowski

przy okazji rocznicy Sierpnia ‘80 przypomnieć o nich społeczeństwu. Ludzie ci wtedy spontanicznie się mobilizowali, organizując w środowiskach emigracyjnych i wśród możliwych sprzymierzeńców w kraju gospodarzy szeroko zakrojone akcje Członkowie Arbeitsgruppe Solidarność Berlin West. poparcia dla „SolidarOd lewej: Krzysztof Kasprzyk, Barbara Nowakowska- ności”. -Drozdek, Wojciech Drozdek, Marian Stefanowski Fascynacja „Solidarnością” była w tym czasie fenomenem masowym, na Zachodzie tworzyły się spontanicznie liczne grupy, podkreślające solidarność z narodem polskim. Zwłaszcza wprowadzenie stanu wojennego w Polsce wywołało w wielu krajach Europy ogromną reakcję społeczną. Cała Europa niosła pomoc dla Polski i wspierała ruch „Solidarności”. W Niemczech pomoc ta przeszła wszelkie dotychczasowe doświadczenia. W Düsseldorfie, w dniach 13-14 marca 1982 roku odbył się I Zjazd Koordynacyjny ruchu wsparcia „Solidarności” z terenu Niemiec. Reprezentanci grup roboczych „Solidarności” postanowili utworzyć w Bremie Biuro Informacyjne, koordynujące działalność pro-solidarnościową na terenie Niemiec Zachodnich. Biuro angażowało się w akcje, organizowane przez emigracyjną „Solidarność,” nawiązywało kontakty z politykami i działaczami SPD, CDU/CSU oraz niemieckim związkami zawodowymi (DGB), rozpoczęło wydawanie „Biuletynu Informacyjnego” w języku niemieckim. Biuro Informacyjne w Bremie istniało do września 1983, a po jego rozwiązaniu zadania przejął Komitet Pomocy Solidarności w Moguncji – Hilfskomitee „Solidarność” Mainz e.V., założony przez Jolantę i Andrzeja Wirgów w 1982 roku. Grupa osób, skupionych wokół Wirgów, koordynowała działalność organizacji pro-solidarnościowych od listopada 1983 do sierpnia 1990 roku. Komitet prowadził rejestrację represjonowanych działaczy „Solidarności”, w kartotece znalazło się ponad 8 tysięcy nazwisk, z tego ponad 1400 zostało objętych akcją patronatów. Od 1983 roku Andrzej Wirga był przedstawicielem „Solidarności Walczącej” (SW) w Niemczech, kierował najprężniejszym ośrodkiem 42


Krystyna Koziewicz

©Marian Stefanowski

przemytu sprzętu technicznego dla podziemia, organizował demonstracje i konferencje prasowe. Wirga regularnie dostarczał „Biuletyn Informacyjny” niemieckim parlamentarzystom, przekazywał informacje dla Radia Wolna Europa, zorganizował wystawę zdjęć niezależnej agencji fotograficznej „Dementi” z Polski, którą pokazano w bońskim Konrad-Adenauer-Haus, w obecności ówczesnego ministra pracy, Norberta Blüma. Arbeitsgruppe „Solidarność” Köln e.V. – grupa robocza „Solidarność” Kolonia e.V. powstała w końcu grudnia 1981 roku. Prowadziła szeroko zakrojoną działalność – od pomocy humanitarnej dla podziemnej „Solidarności” po akcje protestacyjne, a nawet strajk głodowy w obronie uwięzionych i skazanych na długoletnie kary więzienia: Andrzeja Gwiazdy, Władysława Frasyniuka, Bogdana Lisa i Adama Michnika, przywódców KPN, Kościoła i jego kapłanów. Podobne akcje miały też miejsce w innych miastach za granicą: Brukseli, Paryżu, Wiedniu, Oslo i Chicago. Do liderów grupy roboczej w Kolonii należeli Grzegorz Bakuniak, Krzysztof Chorosiński, Janusz Kocoj, Jerzy Lisiecki, Dorota Leszczyńska, Ewa Lück, Marek Poliwski, Stanisław Wolnik, Marek i Krzysztof Żmijewscy. W Aachen w 1982 roku powstała Arbeitsgruppe „Solidarność” Eschweiler-Aachen e.V., kiedy nawiązano kontakty z biurem „Solidarności” z Bremy oraz z Arbeitsgruppe „Solidarność” z Berlina Zachodniego. Do grona założycieli należeli Alexander Zając, Andrzej i Ewa Krawczuk, Barbara i Cezary Klementowscy, Darek Czerwiak, Janusz Mieczkowski i Ryszard Ziółkowski. Z upływem czasu grupa rozrastała się, zrzeszając w połowie lat osiemdziesiątych ponad 150 osób. Początkowo działalność koncentrowała się na zbiórce i wysyłaniu leków do Polski, potem doszły działania informacyjne wśród Niemców i Polaków, przeprowadzano też akcje protestacyjne i demonstracje pod ambasadą PRL w Kolonii. Zorganizowane zostały trzy wystawy o „Solidarności” w Eschweiler i w Aachen, grupa wydawała ulotki i kolportowała „Biuletyn Informacyjny”. Berlin, 1 listopada 1984. Demonstracja po zamordowaniu W zakresie aktyw- ks. Jerzego Popiełuszki. Przemawia Edward Klimczak – ności grupy mieści- przewodniczący Towarzystwa Solidarność - Berlin West 43


Historia

ła się też pomoc represjonowanym w kraju oraz rodzinom internowanych. Pomoc płynęła do Polski poprzez koordynatorów, dysponujących adresami docelowymi. Szmuglowano też do kraju sprzęt techniczny, przerzucany przez członków z innych grup solidarnościowych, współpracujących z Eschweiler. Grupa była członkiem światowego Porozumienia Organizacji Wspierających NSZZ „Solidarność” – CSSO. Organizowała dwa zjazdy CSSO, a Alexander Zając był europejskim koordynatorem CSSO. Strona tytułowa katalogu: W Berlinie Arbeitsgruppe „Solidarność” Solidarność z Polską. Ruch powstała w końcu grudnia 1981 roku i powsparcia „Solidarności” w Niemczech. Redaktor: Ale- dobnie jak inne grupy, prowadziła szeroką xander Zając, Copyright © działalność, począwszy od przerzutów sprzętu Arbeitsgruppe Solidarność dla solidarnościowego podziemia po proteEschweiler-Aachen e.V. sty i demonstracje. Do jej liderów należeli Krzysztof Wcisło, Krzysztof Kasprzyk, Barbara Nowakowska-Drozdek, Wojciech Drozdek, Marian Stefanowski. Grupa wydawała miesięcznik „Przekazy”, który w 1984 roku stał się organem prasowym Arbeitsgruppe „Solidarność” w Berlinie Zachodnim, Kolonii, Eschweiler – Aachen oraz Hilfskomitee „Solidarność” w Moguncji. W 1983 roku grupa osób, związanych z radiem Wolna Europa, założyła w Monachium Stowarzyszenie „Solidarność Wolnych Polaków w Bawarii”, którego prezesem był Janusz Urbanowicz, a potem kolejno – Wojciech Stokinger i Nina Kozlowska. Do organizacji należeli: Ryszard Gleich, Aleksander Tiplt, Jerzy Sonnewend, Bogdan Żurek, Mira Filipowicz, Adam Chodakowski, Zbigniew Dziakoński, Małgorzata Brydak, Adam Dyrko, Edmund Nowak, Anatol Kobylinski, Anna Olszowy, Zdzislaw Kosciuk, Joanna, Miroslawa, Rafal Gleich, Leszek Srokowski, Renata Dziakońska. SWPwB wydawalo „Biuletyn Informacyjny”, a następnie „Polonik Monachijski”. Ich redagowaniem zajmowali się Mira Filipowicz, Jerzy Sonnewand i Bogdan Żurek. Ze Stowarzyszeniem współpracowali aktorzy i artyści, m.in. Jacek Kaczmarski, Marcin Idziński, Leszek Żądło, Barbara Kwiatkowska-Lass, która w stanie wojennym organizowała pomoc dla kraju, opiekując się uchodźcami politycznymi i ich rodzinami, wspomagając akcje charytatywne. Towarzystwo „Solidarność” T.Z. powstało z nieformalnego Komitetu Obrony Solidarności (KOS), zostało zarejestrowane w 1983 roku, w 44


Krystyna Koziewicz

©Marian Stefanowski

Berlinie Zachodnim. Jego założycielem był Edward Klimczak, a celem działalności była pomoc działaczom „Solidarności”, represjonowanym w stanie wojennym oraz informowanie społeczeństwa niemieckiego i Polaków na Zachodzie o sytuacji w Polsce. Działaczami Towarzystwa byli Christian Bergmann, Tadeusz Folek, Wiesław Jurkiewicz, Leszek Kaleta, Julita Karkowska, Czesław Karkowski, Joanna Mankiewicz, Kazimierz Michalczyk, Bartłomiej Koziewicz, Jacek Kotala, Stanisław Ochocki, Roman Palamar, Stanisław Piotrowski, Marian Stefanowski, Horst Schumm oraz Leszek Woźniak. Towarzystwo „Solidarność” wydawało magazyn polityczny emigracji solidarnościowej w RFN i Berlinie Zachodnim „Pogląd”, pierwszy egzemplarz ukazał się 17 stycznia 1982, a ostatni nr 166 – we wrześniu 1990 roku. Organizacje pro-solidarnościowe powstawały na świecie wszędzie tam, gdzie znajdowali się Polacy. W 1983 roku utworzono Światowe Porozumienie Organizacji Wspierających Solidarność – CSSO, które skupiało 45 organizacji z czterech kontynentów. Współpraca tych organizacji w ramach CSSO była nieodzowna i niezwykle ważna. Misja organizacji pro-solidarnościowych została zakończona w Akwizgranie na zjeździe CSSO, z udziałem reprezentantów ruchu z przedstawicielami Komisji Krajowej NSSZ „Solidarność” i posłami Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego. Nie czuję się upoważniona do podsumowania roli, jaką odegrały ruchy wsparcia „Solidarności” na emigracji dla bytu i rozwoju struktur solidarnościowych w Polsce. To zadanie dla historyków. W trakcie pisania tego artykułu towarzyszyła mi jednak osobista refleksja. Ileż to ludzi brało udział w sztafecie „Solidarności”! Wykonali ogromną robotę i budzi to podziw i respekt. Pamięć o minionym czasie, o ludziach i ich działaniach nie może być wybiórcza, inicjatywy oraz praca grup wsparcia dla „Solidarności” z terenu Niemiec nie zostały jak dotąd właściwie docenione. Ich pomoc i wkład w przetrwa- Otwarcie biura AG „Solidarność” Berlin West w połączone nie trudnego czasu było z wystawą. Sierpień 1982 45


Historia

odniosły skutek, a osiągnięty cel był najcenniejszą zapłatą! Uwolniliśmy się od komunistów! Odzyskaliśmy wolność! Zrobiła to „Solidarność” w kraju, oczywiście, ale pomogli jej w tym wspaniali ludzie. Bohaterowie z Polski o znanych nazwiskach piastowali lub piastują i dziś wysokie stanowiska państwowe, ich działalność została sowicie wynagrodzona. OK, również w kraju nie każdy miał szczęście, nie każdy zrobił karierę, świadczy o tym najlepiej zainicjowana właśnie akcja udzielenia pomocy aktywnym uczestnikom walki z komuną, ludziom, żyjącym w trudnych warunkach finansowych. O nich ktoś się upomniał, o bohaterach z zagranicy nie pamięta nikt, nawet nie zna się ich nazwisk. Miejmy nadzieję, że powołane do życia Europejskie Centrum Solidarności w Gdańsku zapisze też historię niemieckiej „Solidarności”. W 30. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego władze w kraju i organizacje polonijne podziękowały Niemcom za okazaną pomoc i wsparcie, udzielone Polakom w czasie stanu wojennego. I słusznie! Jednakże bez udziału Polaków, zamieszkałych za granicą ta pomoc trafiła by na bariery i przeszkody trudne do pokonania, choćby ze względu na brak znajomości języka oraz specyfiki systemu komunistycznego. Polskim grupom wsparcia „Solidarności” nie podziękowano! Nadszedł najwyższy czas nadrobić zaległości z lekcji sumienia. Oni sami na pewno nie upomną się o pamięć! Krystyna Koziewicz W artykule wykorzystano materiały autorstwa Alexandra Zająca z biuletynu Solidarność z Polska. Ruch wsparcia „Solidarności” w Niemczech.

Od Redakcji Za wkład w odzyskanie przez Polskę niepodległości Prezydent RP odznaczył następujące osoby: Andrzeja Wirgę, Jolę Wirgę, Jerzego Lisieckiego, Dorotę Leszczyńską, Krzysztofa Chorosińskiego, Marka Poliwskiego-Wolskiego, Krzysztofa Kasprzyka, Barbarę Nowakowską-Drozdek, Wojciecha Drozdka, Mariana Stefanowskiego, Bogdana Żurka, Edwarda Klimczaka, Christiana Bergmann, Kazimierza Michalczyka, Maszę Kmicik-Lejman, Andrzeja Lewandowskiego, oraz z AG Solidarność Eschweiler-Aachen: Aleksandra Zająca, Ryszarda Wyżgę, Bogusława Teodorowskiego, Barbarę Łossowską, Zbigniewa Pilarskiego, Jadwigę Pilarską, Urszulę Ciężarek, Marka Ciężarka, Wojciecha Gawrona. 46


PRAWO POMOC W POKRYCIU KOSZTÓW PROCESU W NIEMCZECH Katarzyna Burzynska Jeżeli Państwo, nie posiadając odpowiednich środków pieniężnych, obawiacie się o to, że na terytorium Niemiec nie będziecie mogli dochodzić swoich roszczeń, to takie wahanie nie zawsze jest uzasadnione. Każdy uczestnik procesu po spełnieniu niżej w tym artykule opisanych warunków do sądu może złożyć wniosek o przyznanie mu pomocy finansowej na pokrycie zarówno opłat sądowych, jak i adwokackich. Możliwość taka występuje w sprawach cywilnych, pracowniczych i socjalnych oraz administracyjnych. W postępowaniu karnym także istnieje taka sposobność, lecz jedynie w sytuacji uczestniczenia w nim jako oskarżyciel uboczny, bądź też w ramach postępowania adhezyjnego, łączącego orzekanie w sprawie przestępstwa z jego skutkami cywilnoprawnymi. W każdym z wyżej wymienionych przypadków koszty postępowania w zamian za zobowiązanego do ich opłacenia ponosi Państwo, zapewniając przez to stronom postępowania ich równość wobec prawa. Powyższe jest uregulowane w niemieckim kodeksie postępowania cywilnego Zivielprozessordnung (ZPO) i nazywa się Prozesskostenhilfe (PKH). Na jego podstawie stronom postępowania jest przyznawana pomoc w pokryciu środków finansowych, przeznaczonych wyłącznie na prowadzenie postępowania sądowego. Aby wsparcie finansowe na prowadzenie procesu otrzymać, wymaganym jest to, by będący w takiej potrzebie, do sądu złożył dobrze uargumentowany wniosek o jego przyznanie. Wniosek ten może zostać rozpatrzony pozytywnie przez sąd, jeżeli strona procesu nie jest w stanie samodzielnie zapłacić kosztów adwokackich i opłat sądowych, w całości bądź na raty. Wniosek tego rodzaju składa się do sądu procesowo w sprawie właściwego albo też go się podaje do protokołu, sporządzanego w czasie trwania postępowania. Prawo do składania wniosku mają nie tylko obywatele Niemiec, lecz także obywatele innych Państw Członkowskich Unii Europejskiej. Wniosek o pokrycie kosztów procesu powinien być sporządzony w języku niemieckim. Należy w nim podać informacje, dotyczące sytuacji rodzinnej wnioskodawcy, zawód – jaki wykonuje, osiągane przez niego dochody oraz 47


PRAWO

ponoszone koszty (np. czynsz za wynajem mieszkania, opłaty za ogrzewanie, prąd itp.). Informacje zawarte we wniosku należy potwierdzić załącznikami. przetłumaczonymi na język niemiecki przez tłumacza przysięgłego. Koszty tłumaczenia tych dokumentów pokrywa wnioskodawca we własnym zakresie. Ważnym jest to, aby dane, które są we wniosku wymagane, były podane zgodnie z prawdą. Zeznanie nieprawdy, bądź jej zatajenie, np. poprzez nie wykazanie we wniosku posiadanej nieruchomości w innym kraju, kont bankowych, lokat, papierów wartościowych czy dóbr luksusowych, może prowadzić do poniesienia przez wnioskodawcę odpowiedzialności karnej. We wniosku o udzielenie pomocy złożonym wraz z pozwem należy opisać sprawę, o którą wnioskodawcy chodzi – po to, by sąd mógł ocenić szanse na powodzenie wszczynanego procesu. Sąd może oddalić wniosek w sytuacji, gdy po wstępnym zapoznaniu się ze sprawą stwierdzi, iż strona, wnioskująca o pomoc finansową, nie ma szans na jej wygranie. Jeżeli strona, wnioskująca o pomoc finansową, na prowadzenie postępowania procesowego sprawę wygra, to łączne koszty procesu ponosi strona przeciwna. Wyjątek w tej regule stanowią postępowania, toczące się przed sądami pracy, w których każda ze stron ponosi koszty na nią przypadające. Po rzetelnym wypełnieniu wniosku i dołączeniu do niego wymaganych załączników sąd ocenia to, czy pomoc finansowa zostanie przyznana. Po wydaniu pozytywnej w sprawie decyzji sąd pokryje opłaty sądowe i adwokackie strony, wnioskującej o pomoc finansową na pokrycie kosztów procesu. Zaznaczyć należy to, że w ramach opisanej instytucji, opłaty adwokackie zostaną pokryte jedynie za adwokata, a nie koszty dojazdu adwokata na rozprawę. Sąd postanowienie o przyznaniu stronie kosztów postępowania może zawsze zmienić w sytuacji, kiedy złożyłaby ona w sposób zamierzony oświadczenie niezgodne z prawdą. Nadto, sąd do czterech lat po zakończeniu postępowania od strony, której rzeczonej pomocy udzielił, może zażądać informacji o stanie jej finansów i w razie jego polepszenia, zmienić postanowienie o przyznaniu pomocy finansowej. W konsekwencji takiego orzeczenia sąd od strony postępowania może zażądać ich spłaty w ratach lub jednorazowo. Stronie w drodze niezwłocznie złożonego zażalenia przysługuje odwołanie się od postanowienia sądu w sprawie przyznania pomocy finansowej na pokrycie kosztów procesowych. Środek ten nie przysługuje jedynie wówczas, gdy wartość przedmiotu sporu w postępowaniu, nie przekracza 600 €. Katarzyna Burzynska Prawnik. Kancelaria prawna GSM LAW; tel. 0049 176 314 96 203 Artykuł ten jest tylko informacją i nie stanowi on porady prawnej. 48


DYSKRYMINACJA POLONII W NIEMCZECH Rozmowa z Bartoszem Dudkiem Pytałem przedstawicieli niemieckich władz, dlaczego środki, przyznawane na Polonię niemiecką, nie są proporcjonalne do tych, jakie rząd polski przeznacza na mniejszość niemiecką w Polsce. Odpowiedź była taka, że oni nie znają tych liczb. Bartosz Dudek, kierownik Polskiej Redakcji Deutsche Welle, jest zaniepokojony finansową dyskryminacją biura Polonii. PoBartosz Dudek – kierownik prosiliśmy go o naświetlenie problemu tej Redakcji Polskiej Deutsche dyskryminacji dla portalu Stefczyk.Info. Welle w Berlinie Dwa miesiące temu w Deutsche Welle poruszyliście bardzo krytycznie sprawę finansowania przez niemieckie MSW biura Polonii. Sprawa jest ciągle otwarta? Tak. Na początku chciałbym poczynić pewne wyjaśnienie. W Polsce jesteśmy określani jako rozgłośnia rządowa, a tymczasem Deutsche Welle jest rozgłośnią publiczną, należącą do sieci ARD. Jesteśmy niezależni od rządu i bronimy interesów Polaków w Niemczech. Rzeczywiście, dwa miesiące temu poruszyliśmy sprawę finansowania przez niemiecki MSW biura Polonii, a może raczej braku finansowania. Naszym zdaniem, rząd niemiecki nie wywiązuje się z ustaleń okrągłego stołu. W 2011 roku przedstawiciele rządu Niemiec i Polski, Polonii i mniejszości niemieckiej w Polsce podpisali deklaracje, na mocy której miało zostać utworzone biuro Polonii w Berlinie. To biuro miało reprezentować organizacje polskie w Niemczech, pomagać też tym organizacjom. Biuro powstało w 2012 roku. Dzisiaj sytuacja jest taka, że jest początek sierpnia 2013, a pracownicy tego biura nie dostali ze środków rządu niemieckiego ani centa. Finansowanie biura to 50 tys. euro. Dla porównania – biuro duńskie dostaje sumę paru milionów euro. Strona niemiecka mówi, że Duńczycy są w dużej mierze finansowani przez landy, a nie z kasy federalnej. To wybieg, mający zniwelować tę ogromną dysproporcję w traktowaniu Polaków i Duńczyków. Mówimy o sumie 50 tys. euro, co dla takiego kraju, jak Niemcy, jest sumą śmieszną. Jest to niezrozumiałe, dlaczego rząd niemiecki, który deklaruje oficjalnie, że chce, aby takie biuro istniało, de facto uniemożliwia jego działanie? 49


PRAWO

Czy jest to świadoma polityka dyskryminacyjna? Jak podejrzewam, przyczyna to blokada na poziomie urzędniczym. Co innego politycy, a co innego, gdy taka decyzja zostaje przekazana aparatowi urzędniczemu do realizacji. Tam są być może siły, które nie są zainteresowane, aby biuro działało. Z drugiej strony, dziwne to, gdy weźmie się pod uwagę, czym są procedury dla niemieckiej administracji. Temat ten rozpracowaliśmy dość dokładnie. To się wpisuje w politykę wobec mniejszości narodowych i grup etnicznych. Polacy nie są uznani za mniejszość narodową dlatego, że traktat polsko-niemiecki mówi o grupie osób, przyznających się do języka i kultury polskiej. To jest bardzo pojemne określenie. Ono zostało przyjęte w tym traktacie po to, aby nie wykluczać przesiedleńców, którzy wyjechali z Polski, podpierając się niemieckimi przodkami i otrzymali obywatelstwo niemieckie, ale czują się Polakami. Oficjalnie władze niemieckie zapewniają, że ci ludzie są Niemcami i nie mają nic wspólnego z Polską. To nie jest prawda. Wielu z nich wyjechało z Polski z powodów ekonomicznych. Jeśli się miało na utrzymaniu rodzinę z  sześciorgiem dzieci, a w Polsce nie było szans na godne życie, to się szukało jakiś niemieckich przodków. Ale ci ludzie, znam to z mojego kręgu znajomych, czują się Polakami. Nie można ograniczać mniejszości polskiej tylko do ludzi z polskim obywatelstwem. Status mniejszości narodowej jest gwarantowany przez różnego rodzaju konwencje międzynarodowe i te konwencje nakładają obowiązek odpowiedniego finansowania na rządy. Nie są to zatem gesty dobrej woli, ale realizacja zobowiązań? Oczywiście. Działalność biura to 50 tys. euro. Do tego dochodzi 30 tys. euro na funkcjonowanie portalu Polonii Niemieckiej. Są też osobne środki, trzeba to uczciwie powiedzieć, na projekty kulturalne Polonii. To jest 300 tys. euro, ale to pieniądze z innego ministerstwa. Od kilku miesięcy działa także Centrum Dokumentacji Polonii. Jest to projekt, który kosztuje 300 tys. euro. Jeśli policzymy to wszystko, to jest to około 700 tys. euro rocznie. Dla porównania: mniejszość duńska dysponuje sumą rzędu 12 milionów euro. Mamy dysproporcje. Pytałem przedstawicieli niemieckich władz, dlaczego środki, przyznawane na Polonię niemiecką, nie są proporcjonalne do tych, jakie rząd polski przeznacza na mniejszość niemiecką w Polsce. Odpowiedź była taka, że oni nie znają tych liczb, ponieważ rząd polski nigdy nie zakomunikował im, ile wydaje na mniejszość niemiecką. Powiedziałem, że można usiąść do komputera, wpisać hasło w google’a i będzie się wiedziało. Jednak wielu niemieckim urzędnikom bardzo wygodnie jest właśnie tak argumentować i funkcjonować. Rozmawiał: mm Źródło: www.stefczyk.pl. Więcej: http://www.stefczyk.info/publicystyka/opinie 50


51


52


OŚWIATA POLSKA SZKOŁA – POLNISCHE SCHULE e.V. WITAMY! Grażyna Marszałek-Mańkowska Nasza grupa rozpoczęła swą działalność jesienią 1995 roku, kiedy to wraz z innymi rodzicami, stworzyliśmy Rodzicielski Komitet Założycielski Szkoły Polskiej w Düsseldorfie – Elternintiative Polnische Schule Düsseldorf i wystąpiliśmy do władz niemieckich o wpisanie języka polskiego na listę języków, wyszczególnionych do nauczania, uzupełniającego w języku ojczystym, a następnie o umożliwienie tej nauki w szkołach niemieckich. Po początkowych trudnościach i miesiącach, wytężonej wspólnej pracy rodziców i dzieci, pedagogów i sympatyków, odnieśliśmy wielki sukces: w październiku 1996 roku rozpoczęły się regularne zajęcia w dwóch niemieckich szkołach w Düsseldorfie. W czerwcu 2006 spotkaliśmy się w gronie rodziców dzieci, uczęszczających na zajęcia języka polskiego jako ojczystego w Düsseldorf-Süd i założyliśmy stowarzyszenie. Z wielu alternatyw jednogłośnie została wybrana nazwa: Polska Szkoła – Polnische Schule e.V. 20 listopada 2006 roku zostaliśmy zarejestrowani w Rejestrze Zrzeszeń Miasta Düsseldorfu. Cel naszego działania to krzewienie szeroko rozumianej kultury i tradycji polskiej, pielęgnowanie języka polskiego, ze szczególnym uwzględnieniem dwujęzyczności oraz integracji społecznej, realizowane zarówno poprzez codzienną naukę i wychowanie, jak i polsko-niemieckie spotkania i projekty, adresowane do wszystkich grup wiekowych. Jesteśmy organizacją służebną, wspierającą MSU (Muttersprachli53


OŚWIATA

cher Unterricht in Polnisch – zajęcia z języka polskiego jako ojczystego), ale jednocześnie mającą na celu zorganizowanie i uskrzydlenie własnego środowiska, umożliwienie mu realizacji marzeń, które najpierw trzeba rozbudzić, uświadomić sobie i innym, wyartykułować. Na co dzień działamy „na własnym podwórku” – na południu Düsseldorfu: w W czasie codziennych zajęć; w W czasie uroczystości – takich, jak rozpoczęcie i zakończenie roku szkolnego, Mikołajki, Opłatek, Bal Karnawałowy, Majówka; w W czasie wycieczek, które realizujemy wspólnie z grupami MSU z innych miast; w 2006 roku do Gdańska, w 2007 – do Warszawy, w 2008 – do Wrocławia i Kotliny Kłodzkiej. A oto, co cenimy najbardziej i co staramy się wspólnie realizować: w Aktywne uczestnictwo; w Wspólne odkrywanie „na nowo” zarówno rzeczywistości, jak i świata sztuki: literatury, poezji, teatru i muzyki; w Eksperymentowanie; w Wspieranie i pobudzanie motywacji. Nasze dotychczasowe „wewnętrzne” przedsięwzięcia to: w Strona internetowa, jako kreatywne forum (webmaster: Artur Brzóska); w Konkurs na logo – wielomiesięczny, cieszący się ogromnym zainteresowaniem (23 projekty), budzący wielkie emocje, rozstrzygnięty w wyniku publicznego głosowania; w Konkursy fotograficzne na „zdjęcie z wakacji” 2006 i 2007; w Kółko teatralno-muzyczno-taneczne. Jednocześnie bardzo chętnie korzystamy z zaproszeń i uczestniczymy również w dużych, spektakularnych projektach. Oto najważniejsze z nich: w Występ z „Jasełkami“ w ramach koncertu Düsseldorfer Weihnachtssingen, Tonhalle, w grudniu 2006; autor i współsponsor dekoracji scenicznej „Szopka Krakowska”: Grażyna Marszałek-Mańkowska, mmAr; w „Jasełka“ w Polskiej Misji Katolickiej w Düsseldorfie w 2007 i 2008; w EUROPATAG, Düssel­­­ dorf, 2006 i 2007 – udział z własnym stoiskiem informacyjnym; 54


Grażyna Marszałek-Mańkowska

w Polonijna Olimpiada Języka Polskiego w Niemczech, 2006 i 2007 w Berlinie – udział uczniów wszystkich poziomów nauczania MSU Düsseldorf-Süd; w 2007 Daniel Morawiec, uczeń 9 klasy, zajmuje trzecie miejsce w finale olimpiady; w Kongres Naukowy „Wielojęzyczność“ i 10-lecie działalności Związku Nauczycieli Języka Polskiego i Pedagogów w Niemczech, Konsulat Generalny RP w Kolonii, w listopadzie 2007. Podczas kongresu wygłoszono wiele bardzo ciekawych referatów (dla zainteresowanych mamy ich teksty do wglądu). Wszystkie analizy, badania, statystki z całą mocą podkreśliły to, co my od dawna obserwujemy u naszych dzieci i w czym staramy się im pomagać. Wielojęzyczność sprzyja ogólnemu rozwojowi dziecka, a w szczególności jego możliwościom uczenia się dalszych języków i szeroko rozumianej integracji w społeczeństwie. Władze niemieckie, wspierane z całą stanowczością przez władze polskie, jak również nauczycieli i rodziców, zamierzają w możliwie krótkim czasie wprowadzić w szkołach język polski jako przedmiot maturalny. Cieszymy się i czekamy z niecierpliwością! Grażyna Marszałek-Mańkowska P.S. Jesteś zainteresowany? Chcesz pomóc? Zapraszamy na naszą stronę: www.polskaszkola.de Właśnie przygotowujemy autorskie przedstawienie teatralne pt. Czas nie ma znaczenia: w Scenariusz i reżyseria: Edyta Bieda; w Scenografia i kostiumy: Małgorzata Prokop; w Choreografia taneczna: Anna Zabłocka i Monika Kucharczyk; w Kierownik projektu: mgr Urszula Suchy, nauczycielka języka polskiego; w Realizacja: dzieci/młodzież, rodzice/sympatycy. Więcej informacji w „Kalendarium Polonijnym”. Serdecznie zapraszamy! 55


MŁODA POLONIA 150-LECIE POWSTANIA STYCZNIOWEGO – GLORIA VICTIS? Urodziliśmy się w polskich rodzinach w Berlinie. Wprawdzie interesujemy się historią zarówno Polski, jak i Niemiec, ale jak do tej pory wiedzieliśmy tylko tyle, że Powstanie Styczniowe było jednym z powstań, kiedy Polska była pod zaborami. Trudno jest nam, jako Polakom, urodzonym po zachodniej stronie Wisły, znać dobrze historię Polski, bo trzeba na co dzień uczyć się historii kraju, w którym się mieszka. Właściwie jedynie młodzi Polacy, którzy chodzą do polskiej szkoły przy ambasadzie w Berlinie, poznają bliżej historię Polski. Chodzimy do jedynej polsko-niemieckiej szkoły europejskiej w Niemczech. Od siódmej klasy młodzi dwujęzyczni berlińczycy uczą się tutaj historii po polsku. Zastanawialiśmy się, co polskojęzycznym uczniom kojarzy się z Postaniem Styczniowym? Żaneta mówi, że „Powstanie Styczniowe było może wielką klęską dla Polaków, ale z drugiej strony nigdy więcej w historii Polski nie było takiej współpracy i spójności Polaków. Godne to jest podziwu!” Większość osób na temat powstania wie niewiele, albo i nawet nic. W polskiej prasie czytaliśmy, że przeprowadzono w Polsce sondaże wiedzy o Powstaniu Styczniowym. Wyniki są nie najlepsze, bo ostatecznie tylko około 30 procent Polaków (i to mieszkających w Polsce) jest w stanie powiedzieć trzy zdania o Powstaniu 1863 roku. Od koleżanki dowiedzieliśmy się, że jej klasa ten temat przerabiała na lekcjach języka polskiego. Jako zaliczenie pisali klasówkę, w której ocenić trzeba było nastawienie oraz wiedzę współczesnych Polaków na temat Powstania. Najbardziej zainteresowało nas, dlaczego właśnie ten temat został poruszony na języku polskim. Nauczycielka – pani Nalewajka, która wykłada polski, historię i geografię, chciała przede Powstańcza walka – obraz Michała Elwiro Andriollego, wszystkim przybliktóry znał dobrze dzieje powstania, ponieważ sam był żyć uczniom wpływ powstańcem, ranny, potem na zesłaniu 56


Żaneta, Mateusz, Paulina, Jakub

powstania na polską literaturę, zwłaszcza okresu pozytywizmu i Młodej Polski. Dobrym przykładem literackim jest Gloria Victis Elizy Orzeszkowej, gdzie autorka pisze o ludziach, którzy byli w stanie dla swojego kraju zrobić wszystko i o powstaniu, które pomimo klęski Michał Elwiro Andriolli, Śmierć Ludwika Narbutta w wzmocniło ducha w Dubiczach – litografia, 1864-1865 narodzie. Nasza nauczycielka polskiego dodaje przy tym z przymrużeniem oka, żeby ubarwić nam to tak bardzo czarno-białe powstanie: „Trzeba wiedzieć, że Eliza Orzeszkowa przeszmuglowała Romualda Traugutta, ostatniego dyktatora, przez granice. Złośliwi mówią, że pod spódnicą...”. Popowstaniowy pozytywizm jest epoką, w której ludzie stwierdzili, że nie uda im się zbrojnie wywalczyć niepodległości, dlatego trzeba spróbować tę niepodległość wywalczyć pracą, aby polskość, tradycja i kultura przetrwała. Okazuje się, że w klasie zdania na temat potrzeby organizowania Powstania Styczniowego były bardzo podzielone. Uczniowie – tak, ja mówi pani Nalewajka, mają teraz bardzo racjonalne podejście do tego tematu i ogólnie do całej Polski jako kraju pochodzenia rodziców. Jakie dzisiaj ma znaczenie Powstanie Styczniowe dla nas, młodych Polaków, urodzonych w Niemczech? Trzeba powiedzieć, że zostało ono przez kolejne historyczne wydarzenie, jak na przykład Powstanie Warszawskie lub cała II Wojna Światowa, w pewien sposób przyćmione. Te późniejsze wydarzenia historyczne miały w sobie tak dużą siłę okrucieństwa, że o Powstaniu Styczniowym prawie już zapomniano. Jednak jeśli omawia się epokę – taką, jak 20-lecie międzywojenne, trzeba wiedzieć, kto dla ludzi żyjących w tym czasie był prawdziwym bohaterem narodowym. To właśnie powstańcy z roku 1863 byli najbardziej wtedy szanowanymi postaciami, nadawano im medale i obchodzono narodowe uroczystości na ich cześć. „Dlatego właśnie ten temat pojawił się na moich zajęciach – podkreśla pani Nalewajka. Mam nadzieję że udało mi się z moimi uczniami ten te57


MŁODA POLONIA

mat tak przerobić, że zapamiętają Powstanie Styczniowe. W szkolnym programie nauczania Powstanie 1863 roku nie Zryw niepodległościowy w 1863 roku znalazł swe odzwiercie- jest traktowane dlenie w malarstwie polskim. Tadeusz Adjukiewicz, „Scena z jako wydarzePowstania Styczniowego“ nie epokowe i nikt jego rangi tak naprawdę nie podkreśla, ponieważ uważane jest ono jako jedno z ogniw ciągłości wydarzeń historycznych. My ponieśliśmy smutną klęskę, ale wyszliśmy z tego moralnie wzmocnieni. Na lekcji dyskutowaliśmy, czy Polacy mają obowiązek wiedzieć, czym było Powstanie Styczniowe, a jeżeli nie wiedzą, to czy mogą się nazywać patriotami i czy są złymi Polakami? W ogóle kim są, jeżeli nie wiedzą prawie nic o Powstaniu Styczniowym?” Uczniowie polscy w Berlinie mówią, że nic nam nie daje pamiętanie i świętowanie dat, jeżeli nic z tego nie wywnioskujemy, a co gorsze – niektórzy politycy wciąż próbują nam wmówić, że musimy walczyć o niepodległość, jakbyśmy jej jeszcze nie mieli. Akademie ku czci takich wydarzeń i sama wiedza na ich temat nic nie przyniosą, jeżeli nie będziemy potrafili wyciągnąć konkretnych wniosków, a po nich nie zabierzemy się do pracy. Czym różniło się Powstanie Styczniowe od innych powstań, w których Polacy byli przecież „specjalistami” na przestrzeni wieków i jaką rolę powinno to powstanie odgrywać w dzisiejszym życiu Polaków? Naszym zdaniem, Powstanie Styczniowe było wyjątkowe, ponieważ było zrywem niepodległościowym całego polskiego narodu. Ludzie byli tak zdeterminowani, aby osiągnąć niepodległość, że byli nawet w stanie oddać własny majątek. Niestety, ten duch w narodzie, który kiedyś zapoczątkował Powstanie Styczniowe, został zatracony i już nie odrodził się w polskim społeczeństwie do dziś. Uczniowie Niemiecko-Polskiej Szkoły Europejskiej w Berlinie: Żaneta, Mateusz, Paulina, Jakub

58


POLONIA I STOWARZYSZENIA SPOTKANIE STAŁEJ KONFERENCJI POLSKICH ORGANIZACJI DACHOWYCH W NIEMCZECH 11 lipca 2013 w Ambasadzie RP w Berlinie odbyło się kolejne spotkanie przedstawicieli Konwentu Organizacji Polskich w Niemczech oraz Związku Polaków w Niemczech spod znaku Rodła. Ze strony Konwentu obecni byli prezydent Konwentu, prof. dr hab. inż. Piotr Małoszewski (Chrześcijańskie Centrum Krzewienia Kultury Tradycji i Języka Polskiego w Niemczech), wiceprezes Aleksander Zając (Polska Rada w Niemczech – Zrzeszenie Federalne) oraz ekspert Konwentu Wiesław Lewicki (dyrektor Konwentu-EWIV). Natomiast Związek Polaków w Niemczech (Rodło) reprezentowali prezes Józef Malinowski, wiceprezes Anna Wawrzyszko, pełnomocnik Zarządu Głównego Włodzimierz Daroszewski oraz ekspert i członek Rodła, mec. Stefan Hambura. Gościem spotkania był premier Longin Komołowski, prezes „Wspólnoty Polskiej”. Przedstawiciele Konwentu oraz przedstawiciele ZPwN Rodła spotkali się wcześniej z nowym Ambasadorem RP w Niemczech dr. Jerzym Margańskim. Zebrani postanowili zintensyfikować i pogłębić działania Stałej Konferencji Polskich Organizacji Dachowych w Niemczech, w skład której wchodzą ZPwN oraz Konwent. Stała Konferencja, powołana w Dortmundzie w 2010, będzie obecnie częściej wypracowywać wspólne stanowiska wobec władz niemieckich, polskich i Unii Europejskiej w sprawach, nurtujących Polonię i Polaków Spotkanie Konwentu z Ambasadorem Jerzym w Niemczech. Margańskim Podczas spotkania 59


POLONIA I STOWARZYSZENIA

przedyskutowano stan realizacji postanowień tzw. „Okrągłego Stołu” z 2011, który dokonał przeglądu wprowadzania w życie polsko-niemieckiego traktatu z 17 czerwca 1991 roku. Z dużym zadowoleniem przyjęto informację ZPwN o utworzeniu Centrum Dokumentacji Kultury i Historii Polaków w Niemczech „Porta Polonica”, które docelowo ma znaleźć swoje miejsce w domu Rodła w Bochum. Równocześnie wyrażono duże zaniepokojenie trudnościami z realizacją projektu biura i portalu internetowego dla Polonii oraz brakiem jakiegokolwiek postępu w sprawach uzyskania wsparcia nauczania języka polskiego prowadzonego przez organizacje polonijne. Przedyskutowano i ustalono dalsze niezbędne wspólne działania w celu rozwiązywania powstałych problemów. Obrady przebiegały w koleżeńskiej i konstruktywnej atmosferze. Ustalono, że spotkania Stałej Konferencji będą odbywały się regularnie.

60


POLONIA I STOWARZYSZENIA POLONIJNE W NIEMCZECH Katarzyna Sowa Polacy po Turkach i Włochach są najliczniejszą grupą etniczną w Niemczech. Wielu z nas jest zorganizowanych w różnych organizacjach polonijnych, promujących swoją kulturę i szeroko rozumiane interesy. W tak licznym gronie (wg Statistisches Bundesamt ok. 330 tysięcy) ludzie o podobnych zapatrywaniach łączą się najpierw w nieformalne grupy i kontakty prywatne, które z czasem, dla dobra obopólnego organizowane są w stowarzyszenia. Zadaniem ich jest reprezentowanie naszych interesów, przejawiających się zarówno we wspólnej tradycji i kulturze, jak i zawodowych, wynikających z różnorodności wykształcenia i wykonywanego zawodu. Poszukujemy w nich między innymi kontaktów towarzyskich. W gronie osób o podobnych doświadczeniach życiowych czujemy się swobodniej. Wspólne spotkania i imprezy kulturalne wynikają z przynależności do określonego kręgu kulturowego, z którym się identyfikujemy. Zaspokajają one naturalną potrzebę przynależności do grupy. Potrzebujemy również kontaktów biznesowych, niezbędnych w prowadzeniu działalności gospodarczej, czy choćby pomocy w poszukiwaniu pracy. Stowarzyszenia w mniejszym lub większym stopniu zaspokajają te potrzeby. POLSKA EMIGRACJA POWOJENNA W NIEMCZECH Międzynarodowa Komisja do Spraw Polonii i Emigracji do polskiej grupy etnicznej w Niemczech zalicza wszystkich, którzy bez względu na kraj, urodzenie i znajomość języka polskiego, zachowali tradycje polskiego pochodzenia oraz przejawiają zainteresowanie polską kulturą i zrozumienie dla polskich interesów narodowych. Ciekawą grupą (tzw. Spätaussiedler) są osoby, urodzone na terenie Polski, a posiadające obywatelstwo i narodowość niemiecką i przebywające w Niemczech na stałe. To dość duża grupa społeczna nieodnotowana przez niemiecki urząd statystyczny, przeważnie posługująca się językiem polskim i kultywująca polskie tradycje. Szacuje się, że jest ich około dwóch milionów. Gdyby doliczyć tę grupę do wcześniej wymienionych statystyk, bylibyśmy najliczniejsi wśród obcokrajowców w Niemczech. Poszczególne fale emigracji powojennej można ująć w kilka faz. Każda wywodziła się z określonego środowiska, nasiąknięta swoistymi ideami, 61


POLONIA I STOWARZYSZENIA

wynikającymi z określonego kontekstu historycznego, politycznego i ekonomicznego. Każda dążyła do osiągnięcia sobie właściwych celów. Od czasu zawieruchy II wojny światowej do 1949 roku na terenie RFN znalazły się trzy miliony osób, głównie wywiezionych na roboty, jeńców politycznych i wojennych. Przebywali tu również żołnierze polskiej armii, ale większość tych ludzi powróciła do kraju, lub wyemigrowała do innych państw. Warto też wspomnieć, że z terenów Polski zaraz po wojnie, około 1957 roku, wyemigrowało blisko 270 tysięcy przesiedleńców. Byli to przeważnie Niemcy o „silnym poczuciu tożsamości”, wrośnięci jednak w polską kulturą. Do tej pory przedstawiciele tego pokolenia aktywnie działają w dialogu polsko-niemieckim. Powojenne środowiska emigracyjne funkcjonowały prężnie i szybko przystosowały się do nowej rzeczywistości, chociaż i one wraz z zimną wojną i powstaniem RFN, utraciły na znaczeniu. W latach 80-tych instytucje, prowadzone przez tę pierwszą powojenną falę emigracyjną, znajdowały się już w rozsypce. Cele postawione w momencie założenia organizacji nie odpowiadały już nowej rzeczywistości społecznej i ekonomicznej, do której członkowie zdążyli się przyzwyczaić. Podobnie jak liczne organizacje, działające przed wojną, nie odnalazły się w nowej, powojennej rzeczywistości. Ich chęci do działania przejęła niemal całkowicie nowa fala „emigracji solidarnościowej”, wywodząca się z protestu przeciwko stanowi wojennemu oraz emigracja ekonomiczna

Polonia w Niemczech liczy wiele lat i pokoleń 62


Katarzyna Sowa

lat 80-tych. Jednak żadna z nowych organizacji, powstałych z protestu przeciwko polityce ówczesnej Polski, nie miała swojej kontynuacji. Polityka migracyjna RFN umożliwiła w latach 80-tych wyjazd z Polski około dwóm milionom osób. Ponad milion złożyło deklarację, że są Niemcami. Ułatwiło to liberalne ustawodawstwo, określające kto może być uznany za osobę pochodzenia niemieckiego i zostać obywatelem niemieckim. Stąd wielu wykorzystało tę sytuację, by emigrować z kraju z przyczyn ekonomicznych, rzadziej politycznych. Znaczna część tej ludności, mimo że akcentowała swoje związki z Polską, nie integrowała się jednak z istniejącymi organizacjami polonijnymi. Ostatnia fala emigracji, nazwana „postsolidarnościową” z lat 90-tych to osoby przeważnie dobrze wykształcone, posiadające wysokie kwalifikacje zawodowe. Szacuje się, że grupa ta posiada w swoich szeregach m.in. około siedmiuset muzyków i kompozytorów, około trzech tysięcy lekarzy z dyplomami polskich uczelni, wielu wysokiej rangi inżynierów i prawników. Przedstawiciele tej fali stworzyli nowe kręgi organizacyjne lub sprzyjają działalności już istniejących. Ich aktywność ma charakter przede wszystkim obrony własnych interesów zawodowych. STOWARZYSZENIA Prezentacja wszystkich organizacji polonijnych, tych już nieist­ niejących, które nie zostaną reaktywowane, obecnie funkcjonujących oraz pozostałych, aktywizujących się w różnych odstępach czasu, wymaga krótkiego usystematyzowania według charakteru ich działalności: w Stowarzyszenia o charakterze społecznym, prowadzące działalność charytatywną i udzielające porad prawnych, zaangażowane w rozwijanie umiejętności posługiwania się głównie językiem polskim i niemieckim; w Stowarzyszenia o charakterze kulturalnym, organizujące wystawy malarskie, wieczory literackie czy koncerty polskich twórców; w Działalność oświatowa, opierająca się na wychowywaniu i nauczaniu; w Działalność zawodowa, będąca głównym celem organizacji, skupiających specjalistów z konkretnych dziedzin; w Działalność sportowa i turystyczna; w Działalność religijna oraz inne rodzaje działalności na przykład wydawnicza czy dokumentacyjna. Niektóre z organizacji w założeniu mają spełniać kilka tych funkcji 63


POLONIA I STOWARZYSZENIA

jednocześnie. Inne skupiają się na pojedynczych celach. Zdecydowana większość prowadzi działalność o charakterze lokalnym. Najważniejsze wśród działających organizacji są te, które reprezentują interesy wszystkich pomniejszych wobec władz polskich i niemieckich w Konwencie Organizacji Polonijnych w Niemczech. Wszystkie reprezentują w zasadzie podobne cele. Należą do nich:

©Bogdan Żurek

w Chrześcijańskie Centrum Krzewienia Kultury, Tradycji i Języka Polskiego w Niemczech, organizacja religijna, dbająca o dostęp do nauki języka polskiego i stojąca na straży tradycji, skupia intelektualistów, związanych z polskim kościołem katolickim; w Kongres Polonii Niemieckiej, wspierająca działalność kulturalną, pielęgnację języka polskiego i polskich zwyczajów, a także materialny awans emigrantów polskich w Niemczech; w Polska Rada w Niemczech – Zrzeszenie Federalne, mająca na uwadze troskę o naukę języka polskiego oraz pielęgnowanie kultury i tradycji polskiej; w Związek Polaków Zgoda w RFN, dbająca o współtworzenie i upowszechnianie kultury, nauki i sztuki polskiej, polskich tradycji i obyczajów, które służyć mają zbliżeniu obu narodów i integracji europejskiej,

Stroje Polonii na terenie Oktoberfestu 2013 64


Katarzyna Sowa

a ponadto: w Związek Polaków w Niemczech (spod znaku Rodła), mająca na celu ochronę i reprezentowanie interesów Polaków, zachowanie i pielęgnowanie tożsamości etnicznej i kulturowej i współpracę opartą na dobrosąsiedzkich stosunkach Polski i RFN. Dyskusji należy poddać, które z rodzajów działalności organizacji polonijnych mają szansę na sprawne i przynoszące efekty funkcjonowanie w coraz szybciej zmieniającym się otoczeniu społecznym i ekonomicznym. Zdecydowana większość emigrantów nie potrafi odnaleźć się w stowarzyszeniach i organizacjach polonijnych. Stanowią bowiem zróżnicowane liczebnie i skrajnie odmienne grupy. Z jednej strony posiadają dostęp do tak dużego zasobu informacji, płynących z najnowszych mediów polsko- i niemieckojęzycznych, usług informacyjnych i imprez kulturalnych, że jako grupa odbiorców pozostają już na tym etapie analizy mocno spolaryzowane i trudne do zaszeregowania ze względu na cechy społeczno-kulturowe; lub też przeciwnie – ze względu na niedostateczną znajomość języka niemieckiego, mają problem z dostępem do niezbędnych informacji, umożliwiających prawidłowe funkcjonowanie na emigracji. Wynika to ze statusu społecznego, ekonomicznego i światopoglądu tej olbrzymiej i różnorodnej grupy Polaków. Pozostaje pytanie, kto i w jaki sposób realizuje się uczestnicząc w życiu stowarzyszeń i kogo oczekuje się w nich gościć. W przypadku każdej z organizacji ważne staje się ponowne rozpoznanie rzeczywistych potrzeb ludności polskiej przebywającej na emigracji w Niemczech i propozycja konkretnej oferty ze swojej strony. Katarzyna Sowa Od redakcji: W roku 2012 Związek Polaków „Zgoda” stracił Dom Polski, który został zlicytowany przez bank niemiecki. Związek popadł w tarapaty finansowe, z których nie potrafił się już podnieść. Próby pomocy ze strony polskiej oraz Konwentu Organizacji Polskich w Niemczech nie przyniosły pożądanego rezultatu. Bank niemiecki nie wyraził zgody się na ugodę, czy spłatę ratalną zadłużenia.

65


CHRZEŚCIJAŃSKIE CENTRUM KRZEWIENIA KULTURY, TRADYCJI I JĘZYKA POLSKIEGO W NIEMCZECH e.V. Stowarzyszenie Chrześcijańskie Centrum Krzewienia Kultury, Tradycji i Języka Polskiego w Niemczech e.V. (www.chrzescijanskie-centrum.de) zostało założone w październiku 1994, wykorzystując zapisy traktatu niemiecko-polskiego o dobrosąsiedzkich stosunkach z 17 czerwca 1991 roku i jest zarejestrowane w niemieckim sądzie administracyjnym w Würzburgu od marca 1995. Podstawowymi celami stowarzyszenia jest m.in.: - Popieranie nauki języka polskiego, kultury i tradycji polskich w Niemczech; - Wychowanie młodego pokolenia w duchu i w zgodzie z nauką Kościoła rzymsko-katolickiego; - Popieranie przyjaźni i wymiany kulturalnej między narodem polskim i niemieckim. Stowarzyszenie zrzesza katolicką Polonię i polskich katolików, skupionych i działających społecznie we wszystkich polskich ośrodkach duszpasterskich, stanowiąc integralną część Polskiej Misji Katolickiej w Niemczech. W skład Chrześcijańskiego Centrum, które obejmuje swoim zasięgiem wszystkie polskie ośrodki parafialne w Niemczech, wchodzą członkowie indywidualni oraz podmioty prawne tj. zarejestrowane stowarzyszenia parafialne. W chwili obecnej istnieją 27 takie stowarzyszenia, które są zarejestrowane w lokalnych sądach administracyjnych. W większości polskich parafii zorganizowana jest regularna katecheza w języku polskim, a w ponad 40 nauka języka polskiego często połączona dodatkowo z nauką geografii lub historii Polski. W różnych formach zajęć w języku polskim uczestniczy obecnie łącznie blisko 8500 dzieci i młodzieży. W parafialnym szkolnictwie, które jest integral- Zjazd Nauczycieli w Centrum Chrześcijańskim w 2010 66


Zarząd Centrum Chrześcijańskiego

ną częścią naszego stowarzyszenia, pracuje 166 nauczycieli świeckich, a systematyczna nauka języka polskiego prowadzona jest dla blisko 3500 dzieci (ponad 230 grup) w wymiarze 2-4 godzin tygodniowo. Obok nauki języka polskiego prowadzona jest nauka geografii i historii polski. W niektórych ośrodkach istnieją także biblioteki, chóry czy młodzieżowe zespoły muzyczne (1100 dzieci w 80 grupach). Oprócz zajęć lekcyjnych organizowane są imprezy o charakterze religijno-kulturalnym i patriotycznym. Specyfiką ośrodków kulturalno-oświatowych Chrześcijańskiego Centrum jest ich uzupełniający charakter w stosunku do szkół niemieckich, do których uczęszczają wszystkie dzieci. Całkowity koszt prowadzenia szkół naszego stowarzyszenia wynosi około 500 tys. euro rocznie (nie licząc kosztów pomieszczeń, udzielanych bezpłatnie przez ośrodki parafialne) i ponoszony jest przez rodziców oraz duszpasterzy. Na czele Chrześcijańskiego Centrum stoi 8-osobowy zarząd, wybierany każdorazowo na 4-letnią kadencję. W obecnej kadencji (2010-2014) funkcję przewodniczącego stowarzyszenia pełni ks. prałat dr Ryszard Mroziuk (Dortmund). Pozostałe funkcje we władzach stowarzyszenia tej kadencji pełnią: Wiceprzewodniczący – prof. dr hab. inż. Piotr Małoszewski (Monachium) Sekretarz – mec. Edmund Ropel (Linden) 67


POLONIA I STOWARZYSZENIA

Skarbnik – ks. Krzysztof Romanowski (Bielefeld) Członkowie zarządu: ks. prałat Kazimierz Latawiec (Mannheim), ks. Leon Sądowicz (Mainz); mec. Andrzej Holm (Mannheim), inż. Tadeusz Rogala (Ludwigsburg) Zarząd spotyka się regularnie w odstępach około czteromiesięcznych, a jego gościem jest ks. prałat Stanisław Budyń, rektor Polskiej Misji Katolickiej w Niemczech. Ostatnie zebranie plenarne stowarzyszenia odbyło się w październiku 2012, natomiast sprawozdawczo-wyborcze w marcu 2010 roku. Zebrania odbywają się w położonym w Górach Westerwaldu Domu Rekolekcyjno-Wypoczynkowym Polskiej Misji Katolickiej „Concordia” w Herdorf-Dermbach (www.haus-concordia.com), którego prawnym właścicielem jest Chrześcijańskie Centrum. Dom zakupiono w 1999 roku i został już całkowicie spłacony. Chrześcijańskie Centrum jest również prawnym właścicielem ośrodka PMK „Marianum” w Carlsbergu (www. bewegung-licht-leben.de). Koordynatorem Chrześcijańskiego Centrum ds. Nauczania Języka Polskiego jest mgr Halina Koblenzer. Pod jej przewodnictwem Chrześcijańskie Centrum zorganizowało w „Concordii” już trzy ogólnoniemieckie zjazdy nauczycieli języka polskiego, ostatni w 2010 roku. W 1998 roku, wspierając wysiłki, zmierzające do wyłonienia wspólnej reprezentacji Polonii Niemieckiej, Chrześcijańskie Centrum Krzewienia Kultury, Tradycji i Języka Polskiego w Niemczech stało się członkiem założycielem Konwentu Organizacji Polskich w Niemczech. W Konwencie reprezentuje je prof. dr hab., inż. Piotr Małoszewski.

68


SPOTKANIA BIALI ŻYDZI Z NUMERAMI ZAMIAST IMION Rozmowa z Bolko Kliemek (najstarszym uczniem przedwojenngo Towarzystwa Szkolnego „Oświata” w Berlinie) Pozwoli Pan, że zacznę nasz wywiad od pytań zasadniczych. Ile ma Pan teraz lat? Bolko Kliemek: 58, bo ja jestem rocznik 1927. A ile chciałby Pan mieć lat? Nieważne ile, byle byłbym zdrowy, bo teraz trochę za dużo już mnie boli i strzyka.

©Lewa

Które lata były w Pan życiu najlepsze? To było na pewno dzieciństwo. Dobrych miałem rodziców. Tata nigdy mnie nie bił, od mamy czasem coś przeskrobałem. Pan jest najstarszym uczniem berlińskiej „Oświaty”? Najstarszym jeszcze żyjącym… – śmieje się Kliemek. A „Oświata” to najstarszy związek polonijny w Niemczech, bo powstał w 1896 roku. Potem dopiero, w 1922, stworzono Związek Polaków, a mój ojciec był jednym z założycieli. Urodziłem się w Berlinie, ale w domu mówiliśmy tylko po polsku, no chyba że jakiś Niemiec nas odwiedził. Oczywiście, rodzice też mówili perfekcyjnie bez akcentu po niemiecku. Byli oni faktycznie pruskimi poddanymi. Kiedy się urodzili, nie było państwa polskiego ani państwa niemieckiego. Wtedy można było pielęgnować polskość tylko przy pomocy języka. Jak tylko zacząłem chodzić do szkoły w 33-tym roku, to jednocześnie poszedłem do „Oświaty” i moim nauczycielem był Jan Boenigk. Ten Boenigk, który miał trzech synów bez imion. Niemiecki urząd stanu cywilnego nie przyjął polskich imion, 69


SPOTKANIA

które chciał dać swoim dzieciom, wiec on nadał synom w metrykach numery. To była słynna historia: jego synowie do 1946 mieli zamiast imion cyfry rzymskie – I, II, III. A Pana imię jak udało się zarejestrować? Chyba Niemcy nie zorientowali się, że jest ono bardzo stare i prasłowiańskie. Nie kojarzyli z Bolesławem, czyli moim imiennikiem, któremu chcieli dodać „sławy” przez końcówkę. Nazwisko Pana też jest typowo polskie. Tak, moje nazwisko jest z poznańskiego, ale jego pisownia zmieniała się. Kiedy bardziej skrupulatny urzędnik pruski notował narodziny dziecka w naszej rodzinie, pisał je przez „e”, a Niemiec, któremu było to obojętne, odejmował „e” i zostawało Klimek. Z tego, co Pan mówi, wynika, że polskości nauczył się Pan w Berlinie. Nie tylko, regularnie jeździliśmy też do Polski. Moi dziadkowie są z Wielkopolski, czyli tzw. pyry poznańskie. W Poznańskiem nie było rodziny, która nie miałaby przynajmniej jednego krewnego w Niemczech. Raz w roku jeździłem tam w okolice Pleszewa na wakacje. Wszyscy członkowie Związku Polaków w Niemczech, którzy mieli legitymacje, otrzymywali zniżkę 50 procent na koleje. Ja jako uczeń „Oświaty”, miałem też specjalną legitymację na nią. Na kilka dni przed wojną chcieli aresztować moją siostrę, ale jak pokazała legitymacje Rodła z ich charakterystycznym znakiem, to Niemiec puścił ją, bo myślał, że to pół hakenkreuza… – śmieje się pan Bolko. Mama też mnie zabierała na różne święta państwowe. Pamiętam, jak nasz ambasador, Hrabia Lipski, zorganizował w budynku ambasady na Kurfürstenstraße uroczystość pożegnalną w związku ze śmiercią Piłsudskiego, na której ja też jako młody chłopak byłem z matką. Hitler wygłosił mowę pożegnalną, chwalił bardzo Piłsudskiego, a potem usiadł w pierwszym rzędzie. Tuż za nim siedział Jan Boenigk, a to był rok 1935. W trakcie wojny Boenigk był w obozie koncentracyjnym, ale po wojnie odwiedził nas w Berlinie. Ja mu wtedy powiedziałem w żartach, że to on jest winny wybuchowi wojny, bo jak wtedy siedział za Hitlerem to powinien był go zastrzelić. A jak Pan przeżył wojnę? Przede wszystkim trzeba wiedzieć, że w Berlinie wśród jego mieszkańców było bardzo mało hitlerowców, zwolenników Hitlera. Ludzie 70


Agata Lewandowski

tak się bali, że poddawali wszystkiemu. A dla tych berlińczyków, którzy nie zgadzali się z reżimem, w miejscowości Sonnenburg (Słońsk) pod Kostrzyniem specjalnie utworzono obóz koncentracyjny. Nie każdy gestapowiec był bandytą. Z jednym to nawet w czasie wojny BBC słuchałem i nie mogłem uwierzyć, że Niemcy stworzyli obozy koncentracyjne. Mnie w 1934 roku wzięli do wojska i należałem od jednostki spadochroniarzy. 10 kwietnia 1945, podczas ofensywy Ardenów, dostałem się do niewoli. Większa część żołnierzy niemieckich myślała tak, jak ja, tylko bali się tego mówić. Trzy razy uciekałem z niewoli i dwa razy mnie złapali. Potem z matką z Gumieniec pod Szczecinem wróciłem pociągiem do Berlina w 1946 roku. My, „Polusi” w Niemczech, nie wiedzieliśmy, że ta nowa Polska jest komunistyczna. Związek Polaków w Niemczech w pierwszych latach po wojnie nazywał się Komitet Repatriacyjny i namawiał Polaków, żeby wrócili do Polski. Dlatego wyjechaliśmy całą rodziną z powrotem do Polski, myśląc, że jest ona państwem demokratycznym. UB chciało, żebym został jego współpracownikiem. W odpowiedzi ubekowi napisałem: Der grosste Schuft im ganzem Land da ist und bleibt der Denunziant (Największym łotrem w całym kraju pozostaje donosiciel). Kiedy pracowałem w Szczecinie, złożyliśmy wniosek na wyjazd do Niemiec. Żona i dwoje dzieci dostali pozwolenie, a ja – nie. Dopiero po kilku odwołaniach mnie wypuścili z powrotem do Berlina. Jaka była przedwojenna Polonia niemiecka? Chyba najbardziej zmieszana z Niemcami, szczególnie w zagłębiu Ruhry. W Bochum ponad połowa ludności ma też pochodzenie polskie. Tylko oni się do tego nie przyznawali przed wojną i nawet z dziećmi nie mówili po polsku. Ja mam też rodzinę w zagłębiu Ruhry. Mój wujek, kiedy z ciocią rozmawiał po polsku, to tłumaczył swoim dzieciom, to „plattdeutsch”. Potem jak oni do nas przyjechali, to ich dzieci były bardzo zdziwione, kiedy powiedzieliśmy im, że to polski. To się działo przed II wojną, więc mogli się trochę bać represji z powodu pochodzenia. Największa część Polaków przywędrowała przed I wojną na teren Nadrenii z Pomorza, z Poznańskiego. Ślązacy wtedy rzadziej wyjeżdżali, bo jednak Śląsk był uprzemysłowiony i mieli pracę. Jak Polacy przyjeżdżali do Berlina, to osiedlali się koło Schlesischer Bahnhof, dziś Ostbahnhof. Tam kiedyś, teraz koło Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, była wielka mleczarnia Bölle Meierei i tam zatrudniała tylko katolików. Przytłaczająca większość w Berlinie to byli ewangelicy i czasem pogardliwie wyrażali się o Polakach – na71


SPOTKANIA

zywali ich „biali Żydzi”. W budynku Bolle był sala modlitw. Jak ktoś przyszedł pół godziny rano przed pracą i tam się pomodlił, to dostawał śniadanie za darmo. Jeszcze dzisiaj stoi ten budyneczek. Mieliśmy jeszcze jedną firmę w Berlinie, która zatrudniała tylko katolików – to był Brenninkmeijer, po wojnie C&A. Ten ostatni właściciel był księdzem. On przekazał wszystko w spadku Kościołowi katolickiemu. Polacy z Poznańskiego tak licznie przyjeżdżali do Berlina za pracą, że Fryderyk II kazał zbudować katedrę katolicką Świętej Jadwigi. Polonia w Niemczech, czyli Związek Polaków, założony 1922 roku, był o wiele lepiej zorganizowany przed wojną. Powojenne Zjednoczenie Polaków, do którego należę, ma teraz 50 członków, a mieliśmy swego czasu ich 1600 i byliśmy najsilniejszym związkiem polonijnym w Berlinie. Z czego czuje się Pan dumny jako Polak? Mieliśmy wielkich poetów, pisarzy… Z czego czuje się Pan dumny jako Niemiec? Mieliśmy wielkich poetów, pisarzy, noblistów… To znaczy, że jest Pan podwójnie dumny? Tak, bo tu i tu mieliśmy, tylko, że polskich było trochę mniej… – śmieje się pan Bolko. Ale czy czuje się Pan choć trochę Niemcem? Po długiej chwili zastanowienia … Tak naprawdę – nie, bo mam świadomość, że moi wszyscy przodkowie ze strony matki i ojca byli Polakami, to dlaczego ja mam być Niemcem? Jestem od urodzenia Polakiem. Nigdy nie miałem kłopotów z urzędem niemieckim ze względu na pochodzenie. Ja jednocześnie jestem obywatelem niemieckim i nie przyjmowałbym polskiego obywatelstwa nawet, gdyby mi chcieli dać, bo nie mam po co. Paszport nie ma znaczenia, bo można mieć niemiecki paszport, a być Polakiem, albo polski paszport, a być Niemcem. A można być Polako-Niemcem albo Niemco-Polakiem. Dzieci z mieszanych rodzin mogą mieć kłopot. Nigdy nikt mnie w Polsce nie spytał: „A co Ty, Polok jesteś na szwabskim paszporcie?” Tak samo po wojnie w Niemczech nie spotkałem się, żeby ktokolwiek do mnie zwrócił się antypolsko. My byliśmy w domu Polacy, ale bez nacjonalizmu i niechęć moich rodziców była do narodowców bardzo duża. Jestem Polakiem bez nacjonalizmu, bo każdy nacjonalizm ma w sobie elementy negatywne. Nacjonaliści z założenia traktują „nie nacjonalistów” z góry, jak 72


Agata Lewandowski

coś gorszego. Paszport nie ma żadnego znaczenia. Jestem już bardziej Europejczykiem. I moim największym życzeniem jest, żebyśmy za sto lat mówili, że jesteśmy Europejczykami. Czym się różnią Niemcy od Polaków? Niczym. Mamy tu i tam mądrych i głupich. Czego możemy się od siebie nauczyć? Musimy być tolerancyjni do innych też politycznie – po to, żeby już nie było wojny między Europejczykami! Unia jest najbezpieczniejszą rzeczą dla Europejczyków, żeby już się nie zabijali, a tylko sobie pomagali. Co Pan myśli o statusie mniejszości dla Polaków w Niemczech, o który niektóre ugrupowania polonijne starają się? Polskość, niemieckość, te inne „narodowościowości”, są na drodze przechodzenia w europejskość. Pojęcie narodowości będzie miało z roku na rok coraz mniejsze znaczenie, a będzie rozwijało się pojęcie europejskości. To jest proces długoterminowy. Kiedy żegnamy się, pan Bolko podczas sesji zdjęciowej zaczyna śpiewać stare szlagiery typu „Ninon, ach uśmiechnij się” po polsku i po niemiecku. Okazuje się, że jest śpiewanie jego pasją od zawsze. Nieśmiało podchodzi do nas starsza pani i przysłuchuje się uważnie. Wygląda na Niemkę, ale odnoszę wrażenie, że rozumie słowa polskich piosenek. Po chwili pełna podziwu chwali po niemiecku muzyczne zdolności szarmanckiego pana Bolka i przyznaje, że pierwszy raz od czasów wojny słyszy te piosenki. Wszystko rozumie po polsku, ale nie umie już mówić. Urodziła się w Warszawie. Jej rodzice – Niemcy, pracowali u Wedla, pamięta zbór ewangelicki na Placu Małachowskiego. Wyjechała z Warszawy, kiedy zaczęła się wojna, mając 11 lat. Nigdy potem nie była w Polsce, ale nadal pamięta polski. Odchodzi, dziękując Bolkowi za tę miłą sentymentalną niespodziankę, która ją spotkała. Nie chce podać swojego nazwiska… Rozmawiała: Agata Lewandowski

73


JESTEM POLONICUSEM Rozmowa z prof. Normanem Davies’em „Cieszę się, że jestem Polonicusem” – powiedział profesor Norman Davies odbierając w Akwizgranie /Aachen 8 maja 2011 roku „Polonicusa” – honorową nagrodę Polonii niemieckiej. Została ona stworzona przed trzema laty, jak mówi jej pomysłodawca Wiesław Lewicki z szacunku Polonii do siebie samej. Po wręczeniu wyróżnienia profesor Davies zaczął swoje przemówienie po angielsku, przeszedł na niemiecki, a potem kontynuował po polsku. Na początku swojej wypowiedzi podkreślił, że w trakcie podróży samochodem z Brukseli zasnął i kiedy obudził się w Aachen, nie wiedział gdzie jest – czy w Niemczech, czy we Francji czy też w Anglii. Sytuacja była dla niego dziwna – znajduje się w mieście, założonym przez Karola Wielkiego – w Akwizgranie, byłej siedzibie postępowego cesarza. Teraz należy ono do Niemiec, ale językiem uroczystości, na którą przybyło prawie czterysta osobistości życia publicznego, jest polski. Do tego nagrodę honorową od Polaków w Niemczech odbiera Brytyjczyk.

©Stefan Dybowski

Od wieków toczone są spory o narodowość wybitnych ludzi – takich, jak na przykład, Mikołaj Kopernik. Norman Davies: Wtedy, w XVI wieku, nie było pojęcia narodowości. Kopernik był przede wszystkim wielkim naukowcem. Z tego, co wiemy, pochodził z rodziny, w której mówili po niemiecku, ale wtedy nawet część mieszkańców Krakowa mówiła po niemiecku. Z drugiej strony – był poddanym króla polskiego i znał polski. Skończył Uni-

74


75


SPOTKANIA

©Stefan Dybowski

wersytet Jagielloński. Nie pisał ani po polsku, ani po niemiecku, tylko po łacinie. W tamtych czasach pytanie – czy jest się Niemcem czy Polakiem, było trochę dziwne. Także prawdopodobnie, kiedy pytano księdza kanonika po polsku: „Czy jest ksiądz Polakiem?” – odpowiadał – „Oczywiście”. Gdy Laureat nagrody w towarzystwie prezesów Konwentu zadawano mu to samo – Alexandra Zająca (od lewej) i Wiesława Lewickiego pytanie po niemiecku: „Sind Sie Deutsch?”, odpowiadał „Natürlich ”. Wtedy tamten świat nie był podzielony na narodowości. Jak posumowałby pan stosunki polsko-niemieckie? Moim zdaniem, konflikt polsko-niemiecki jest krótki, patrząc z perspektywy tysiącletniej historii. Kiedy ja byłem studentem, władza próbowała uzasadnić, że konflikt polsko-niemiecki był wieczny. Można zawsze wybrać złe wypadki, jak i te dobre, piękne. Prawda leży w całości, nie w tych małych wyborach. Nie można pisać historii Polski bez historii Niemiec, tak jak nie można mówić o Śląsku bez kultury niemieckiej. A były kiedyś takie czasy w Polsce, kiedy trzeba było pisać, że wszystko w historii Polski jest polskie. Napisałem historię Gdańska, który podobnie jak Wrocław miał początki słowiańskie, ale potem przez wieki był miastem niemieckim. Zrozumiałem, o co chodzi wtedy. Ci XV- i XVI-wieczni niemieckojęzyczni „Danziger” (Gdańszczanie) uważali się za Polaków. Napisałem też książkę o Wrocławiu. To miasto musiało być uznawane albo za polski Wrocław albo niemiecki Breslau. Zapominamy, że początki tego miasta były czeskie. Polacy powinni być dumni ze swojego dziedzictwa. Niemcy powinni być dumni, że tylu Polaków wybrało ich kraj na miejsce pracy. A ja jestem dumny, że od dziś jestem Polonicusem. Kim pan się czuje? Jestem urodzony w Anglii, mieszkam przeważnie w Anglii, jestem 76


Agata Lewandowski/Roma Stacherska-Jung

poddanym brytyjskim. Mój dziadek był poddanym walijskim. Dla mojego dziadka stwierdzenie, że jest Anglikiem to był dyshonor. Ja głęboko wierzę, że każdy z nas ma tożsamość wielowarstwową i można być i Anglikiem i Walijczykiem równocześnie, albo można być Polakiem i Niemcem. Tak jest na przykładzie naszych synów, a mamy ich dwóch. Matka jest Polką, ojciec Brytyjczykiem, urodzeni są w Polsce Jeden z nich jest do tego Amerykaninem. On żongluje pomiędzy tymi krajami i nie ma z tym problemu. Opowiem anegdotę, jak młodszy syn poszedł w Polsce do Świętego Mikołaja. Każde dziecko musiało coś wyrecytować. Mały Daniel powiedział perfekcyjnie do końca Wlazł kotek na płotek. Święty Mikołaj pochwalił go, że jest Polakiem z krwi i kości. Ja stałem obok i to słyszałem. Trzeba trochę bardziej elastycznie traktować to, czy się jest, czy nie jest się Polakiem. Jakim krajem jest pana zdaniem Polska? Ciągle uczę się Polski i ciągle ona mnie zaskakuje. Wszystko można powiedzieć o Polsce, ale nie to, ze jest krajem nudnym.

©Stefan Dybowski

O czym chciałby pan jeszcze napisać? Ostatnio trochę odszedłem od historii Polski. Ja miałem swoje 5 minut w PRL-u, kiedy historycy nie mogli swobodnie pisać. Mam jeszcze wiele tematów do zrobienia w przyszłości. Chyba zajmę się

Uczestnicy gali z profesorem Normanem Davies’em 77


SPOTKANIA

teraz historią Galicji, bo moja żona pochodzi z Galicji. Polacy myślą, że Galicja jest typowo polska, krakowska, a Ukraińcy traktują ją jako kraj, zamieszkany prawie wyłącznie przez Żydów. Każdy ma tutaj bardzo ograniczoną pamięć, a ja chciałbym połączyć to wszystko. Rozmawiały: Agata Lewandowski/Roma Stacherska-Jung

Profesor znalazł formułę dla siebie samego. My, przebywając dwa albo dwadzieścia lat, szukamy też tych formuł, pytając siebie, kim jesteśmy, albo zadając jeszcze trudniejsze pytanie – kim będą nasze dzieci, urodzone zagranicą w polskich rodzinach. Norman Davies patrzy na historię polsko-niemiecką ze zdrowym racjonalnym dystansem obcokrajowca, połączonym z dogłębną emocjonalną znajomością naszych narodowych przywar, a do tego dodaje swój wrodzony angielski spokój i humor. My, niestety, na emigracji często nie potrafimy nabrać takiego dystansu do „kraju lat dziecinnych”. Z drugiej strony – zdajemy sobie sprawę w pewnym momencie dłuższego wyjazdu, zwanego emigracją, że znajdujemy się w dziwnego rodzaju luce. Z tej nowej perspektywy patrzymy już z dystansem na to, co dzieje się w pierwszej i drugiej ojczyźnie, a nasze życie tu i teraz płynie swoim zwykłym – raz bardziej polskim, raz bardziej zagranicznym torem dalej. W 2004 roku spotkałam profesora na promocji jego książki w Berlinie. Publikacja ta nie była łatwa do rozreklamowania w Niemczech, ponieważ dotyczyła Powstania Warszawskiego, którego stłumienie zakładało całkowite wyniszczenie jego uczestników i naszej stolicy. Zastanawiałam się, gdzie w Berlinie 60 lat po wojnie można promować książkę o zbrodniach nazistowskich. Niemcy znaleźli złoty środek. Zorganizowali konferencje naukową i prasową, dotyczącą tego trudnego dla nich tematu w historycznym centrum Berlina, na znanym Placu Gendarmenmarkt, na terenie francuskiego kościoła – Französische Friedrichstadtkirche. Uczestnicy konferencji czuli się bezpiecznie i mogli wypowiadać się swobodnie, mając wrażenie jakby byli na terenie kraju trzeciego, nikt nie miał już problemu z narodowością.

(AG) 78


POLONIA DLA POLONII Rozmowa z Alexandrem Zającem

©Stefan Dybowski

Niektóre ustalenia traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy między Polską a Niemcami z 1991 roku były do tej pory tylko częściowo zrealizowane. Stosunki polsko-niemieckie uległy na przestrzeni lat znacznemu polepszeniu. Najtrudniejszym punktem traktatu okazało się wspieranie działań Polonii w Niemczech. Rząd Polski finansuje mniejszość niemiecką w Polsce. Rząd niemiecki w kilkakrotnie mniejszym stopniu wspiera działania Polonii, która nawet nie ma statusu grupy etnicznej. W ciągu dwudziestu lat od podpisania traktatu odbyło się wiele konferencji na temat praktycznego wdrażania jego założeń bez zadowalających rezultatów. Dopiero w lutym 2010 Polonia niemiecka została zaproszona przez ministra Christopfa Bergnera – pełnomocnika rządu ds. repatriantów i mniejszości narodowych do rozmów przy tzw. polsko-niemieckim „okrągłym stole”, obok przedstawicieli rządów Niemiec i Polski. Jego wynikiem było podpisanie wspólnych ustaleń oraz rezolucja Bundestagu, która oddaje cześć pomordowanym przez Trzecią Rzeszę ofiarom, zwłaszcza członkom Związku Polaków w Niemczech. Bundestag opowiedział się za ustanowieniem miejsca dokumentacji historii i kultury Polaków w Niemczech oraz za otwarciem Biura Polonii w Berlinie. Stało się to możliwe dzięki mrówczej pracy Konwentu Organizacji Polskich w Niemczech, który od 1998 roku domagał się należnych praw, wynikających z polsko-niemieckiego Traktatu, dla Polonii niemieckiej. Konwent Organizacji Polskich w Niemczech jest reprezentantem Polonii w Niemczech, nie tylko w stosunku do władz obu państw, ale również reprezentuje niemiecką Polonię w Europejskiej Unii Wspólnot Polonijnych oraz w Radzie Polonii Świata. Jakie dysproporcje istnieją w finansowaniu Niemców w Polsce i Polaków w Niemczech? Przede wszystkim istnieje dysproporcja w liczbie Polaków, zamieszkałych w Niemczech i Niemców w Polsce. Według spisu, do niemieckiej mniejszości narodowej w Polsce przyznało się 100 tysięcy osób, ale tamtejsze środowiska mniejszościowe mówią o około 400 tysiącach Niemców. Polaków w Niemczech jest około 2 miliony, czyli 5 razy więcej. 79


SPOTKANIA

Mniejszość niemiecka otrzymuje dotacje z kilku źródeł. Z polskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych dostaje wsparcie na projekty kulturalne i pomoc instytucjonalną. W województwach, w których mieszkają Niemcy w Polsce, dofinansowani są dodatkowo z puli wojewodów. Na Śląsku Opolskim, gdzie mieszka ich najwięcej, otrzymują również pomoc samorządową. Korzystają przy tym z własnych lokali, siedzib i szkół. Chyba najważniejszą kwestią jest sprawa finansowania nauki języka ojczystego. Niemcy w Polsce mają finansowaną naukę języka ojczystego przez Ministerstwo Edukacji. My w Niemczech nie mamy nic poza pojedynczym projektem szkoły europejskiej w Berlinie i w Bremie. Najlepsza sytuacja jest w Nadrenii, gdzie młodzież polska może poza zajęciami szkolnymi uczyć się języka polskiego jako dodatkowego. Ale w Hesji, Badenii-Wirtembergii czy Bawarii nawet wstępne rozmowy na temat nauczania polskiego języka nie są prowadzone. Wiemy, że ze względu na federacyjny charakter RFN nie można wprowadzić podobnego systemu wszędzie. W związku z tym naukę języka mogłyby przejąć stowarzyszenia polonijne – tak, jak to robi od 1985 roku „Oświata” w Berlinie. Polska dotuje naukę języka niemieckiego jako ojczystego sumą 36 milionów euro. Wsparcie na naukę języka polskiego w Niemczech wynosi w sumie 1,5 miliona euro. Brak nam pieniędzy na realizowanie ciekawych projektów kulturalnych. My dostajemy 300 tysięcy euro rocznie na takie projekty, a mniejszość niemiecka w Polsce – ponad 1 milion euro. Z tego wszystkiego wynika, że strona Polska wydaje kilkakrotnie więcej na i tak już dobrze się mającą mniejszość niemiecką w Polsce niż strona niemiecka na Polaków w Niemczech. Jak w tej chwili wygląda sytuacja z realizacją postanowień „okrągłego stołu”? W każdym kraju związkowym zostali ustanowieni pełnomocnicy ds. kontaktów z Polakami i osobami polskiego pochodzenia oraz ich organizacjami. W listopadzie planowane jest wspólne robocze spotkanie celem przedstawienia naszych problemów i zapoznania pełnomocników z naszymi potrzebami zwłaszcza odnośnie nauki języka polskiego. Ruszyło Centrum Dokumentacji, Historii Polonii i Polaków w Niemczech „Porta Polonica”. Jeszcze nie w Domu Polskim w Bochum, który ma być wcześniej odremontowany, przed przeprowadzką Centrum do Bochum. Centrum dysponuje rocznym funduszem 300 tys. euro i jest kierowane przez dra Jacka Barskiego. W połowie zeszłego roku ruszyło Biuro Polonii w Berlinie oraz w jego ramach portal internetowy „Polonia Viva”. Na oba projekty strona 80


Agata Lewandowski

niemiecka przeznaczyła rocznie kwotę 80 tys. euro. Najbardziej opornie posuwały się sprawy, związane z powstaniem strategii nauczania języka polskiego jako języka ojczystego. W tym celu została zawiązana specjalna komisja AG4, w obradach której brali udział nasi przedstawiciele Małgorzata Tuszyńska i Józef Malinowski. Niestety, Komisja zajęła się tylko strategią nauczania języka polskiego w systemie szkolnym, wyłączając z obrad naukę w systemie pozaszkolnym, czyli w naszych stowarzyszeniach, która jest najbardziej rozpowszechnioną formą nauczania. Zatem ta forma nauczania i jej finansowanie wróci z powrotem pod obrady okrągłego stołu. Nie jest to chyba jedyny problem z realizacją postanowień „okrągłego stołu”? Tak, mieliśmy problemy z realizacją naszego projektu Biura Polonii i portalu internetowego. Wynikły one, moim zdaniem, z różnego podejścia do tego, w jaki sposób mają być realizowane te projekty. Niestety, nie udało nam się porozumieć z poprzednim pełnomocnikiem federalnym, w wyniku czego nie zostały uruchomione na czas środki finansowe, przeznaczone na kontynuację obu projektów w tym roku. Myślę, że te problemy mamy już za sobą i uda nam się znaleźć z nową panią pełnomocnik taki kompromis, żeby były z tego zadowolone obie strony. Pragnę przypomnieć, że przy „okrągłym stole” udało nam się załatwić tylko niektóre sprawy z całego pakietu, z jakim zwróciliśmy się do rządu federalnego. Zwróciliśmy się m.in. o zapewnienie środków materialnych na pomoc instytucjonalną dla naszych organizacji, z której byłyby finansowane m.in. ich biura i Domy Polskie. Niestety, otrzymaliśmy tylko Biuro Polonii w Berlinie. Co było tego przyczyną? Wydaje mi się, że jedną z przyczyn był fakt, że nasza polonijna reprezentacja nie była jednomyślna. Były prezes Związku Polaków w Niemczech okazał się wielkim indywidualistą i nie trzymał się uzgodnionych przez nas pozycji. W takiej sytuacji ciężko było „wywalczyć” coś więcej. A jak jest teraz? Teraz jest podobnie, nie umiemy mówić jednym głosem. Udało nam się z wielkim trudem stworzyć wspólnie Konwent Organizacji Polskich w Niemczech. Trwało to bardzo długo. Teraz wiele małych organizacji podważa ten stan rzeczy, pisze na nas skargi, donosy itp. Wszystkim wydaje się, że jak się gdzieś dostaną np. do jury czy do obrad „okrą81


SPOTKANIA

głego stołu”, to się ich sytuacja radykalnie zmieni, albo że właśnie oni zdziałają cuda, bo my tego nie potrafimy. Ale po to, żeby być w tych rozmowach skutecznym, trzeba właśnie dysponować dużą wiedzą i doświadczeniem, wynikającym jeszcze z poprzednich rozmów m.in. z panami Waffenschmidtem i Kantherem. To w wielu przypadkach bardzo pomaga. Niestety, te wszystkie skargi i listy osłabiają naszą pozycję w rozmowach. To wygląda tak, jakby były pisane na zamówienie. A jak wygląda obecna sytuacja w Konwencie po odejściu Kongresu Polonii Niemieckiej? Trzymamy się mocno, ale oczywiście szkoda, że koledzy podjęli taką decyzję. Moim zdaniem, mało polityczną. Byli obecni przy „okrągłym stole”, mogli sami aktywnie w nim uczestniczyć, a tak dobrowolnie z tego zrezygnowali. Jak można wnioskować ze słów nowego prezesa, będą starali się do tego stołu powrócić, ale nie będzie to takie łatwe. Wznowiliśmy rozmowy ze Związkiem Polaków w Niemczech. Nowy zarząd jest gotowy do konstruktywnej współpracy – tak, że mogliśmy wznowić działanie stałej wspólnej konferencji, której zadaniem jest wypracowywanie wspólnego stanowiska wobec władz polskich i niemieckich. Będziemy dalej realizować nasze wspólne projekty. Ale oczywiście szkoda, że w mniejszym składzie, bo jak mówi stare przysłowie: w jedności siła. Rozmawiała: Agata Lewandowski

Traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy między Polską a Niemcami był podpisany 17 czerwca 1991 w Bonn przez premiera Polski Jana Krzysztofa Bieleckiego oraz kanclerza Niemiec Helmuta Kohla. Był on uzupełnieniem Traktatu o potwierdzeniu istniejącej granicy między Polską a Niemcami. Strony zobowiązały się: postępować zgodnie z prawem międzynarodowym, zwłaszcza z Kartą Narodów Zjednoczonych, realizować prawa i obowiązki zgodnie ze standardami międzynarodowymi, dotyczącymi mniejszości narodowych, intensyfikować i rozbudowywać wymianę kulturalną, zwłaszcza rozwijać kontakty i ścisłą współpracę młodzieży polskiej i niemieckiej. W trudnej kwestii, dotyczącej położenia mniejszości niemieckiej w Polsce oraz Polaków w Niemczech, uznano, że obie strony przyjmą zasadę wzajemności i obowiązujące standardy europejskie. 82


MY O NAS JAKA JESTEŚ, POLONIA? Sława Ratajczak Pytają nas o to przy wielu okazjach. Czy jesteśmy w stanie udzielić wiarygodnych, rzeczowych odpowiedzi? Znamy prawdę o nas samych? Polonia w Niemczech to zagadnienie złożone, obszerne i jeszcze wciąż słabo opracowane. To temat rzeka, który czeka na dociekliwych, cierpliwych i sumiennych, na takich, którzy potrafią dotrzeć do źródeł zagadnień i spraw latami pokomplikowanych. Przy całej złożoności tematu dostrzega się w ostatnim czasie wyraźny podział na Polonię „starą”, przybyłą przed trzydziestu, a nawet czterdziestu laty i młode pokolenie, które tu wyrosło i zdobyło wykształcenie. Ci młodzi właśnie warci szczególnego zainteresowania. Dlatego ogłoszony tego roku przez Senat konkurs „Polonia dawniej i dziś” powinien odpowiedzieć na niektóre spośród wątpliwości i pytań. Oto znowu sytuacje „z życia wzięte” – takie, które być może nie są powszechne, ale na tyle interesujące i znamienne, że kryją w sobie istotę emigracyjnych rozterek, problemów, porażek i sukcesów. W każdej z nich mieści się prawda o losach nas wszystkich, o złożoności naszych dziejów, o dramatach, zwycięstwach, słabościach i sile. Przeżycia starszych rzutują przecież na postawach młodych, doświadczenia i wiedza młodych zaś, wzbogaca ich rodziców i dziadków. We wszystkim powiązania, zależności, więzi i ta ciągłość, która zwie się polskim rodowodem. – Mój rodowód to Kosznajderia – mówi Marcin Patzke i wprawia wielu w zdumienie. Więc dla wyjaśnienia należy powiedzieć, że jest takie piękne miejsce na Pomorzu pomiędzy Tucholą, Chojnicami a Kamieniem Krajeńskim, które w latach 1334-1438 zasiedlili Niemcy wyznania rzymsko-katolickiego, przybyli z okolic Osnabrueck. Ziemie te, opanowane wówczas przez Krzyżaków, stały się na długie wieki małą ojczyzną specyficznej, rolniczej społeczności, nad której nazwą wciąż jeszcze zastanawiają się uczeni. Marcin jest prawnikiem, w Chojnicach urodzonym, z Kosznajdrami i Kaszubami spowinowaconym, ale nade wszystko przepojony polskością. Rodzinnego odkrycia – jak powiada, – a więc pochodzenia dziadów, pradziadków i ich ojców dokonał będąc uczniem gimnazjum. Nigdy przecież w domu nie mówiło się o „niemieckich korzeniach” – wspomina. – Owszem rodzice byli w posiadaniu starych dokumentów, które zgromadzili 83


MY O NAS

przed wyjazdem do Niemiec i różne widniały w nich nazwiska i nazwy miejscowości. Musieli wykazać niemieckie pochodzenie, więc zebrali po rodzinie co się dało, nawet adresy i zdjęcia jakichś dalekich krewnych spod Wuppertalu i Detmold, których nigdy na oczy nie widzieli. Miałem 9 lat, gdy zabrali mnie w 1989 w to „lepsze miejsce”, w bogatszy i łatwiejszy świat luksusu – opowiada. – Płakałem, tęskniłem, nie potrafiłem do nowego przywyknąć i pierwszych życiowych goryczy doznałem właśnie jako chłopak w gimnazjum. Tych przykrości nie zapomina się łatwo. Nauczyciel miał do mnie i do dwóch moich kolegów z Polski wyraźnie lekceważący stosunek. Kpił i drwił sobie z nas, wiecznie strofował, że rozmawiamy po polsku. Bez żenady naigrywał się, że to, co polskie, to beznadziejne. Kiedyś po wakacjach kazał wszystkim opisać miejsce, skąd pochodzimy i które latem odwiedziliśmy. – My ci Polskę opiszemy, aż zdębiejesz i rzeź pod Tannenbergiem ci się przypomni! – postanowiliśmy. Tak kraj nasz przedstawimy, że ci głupio będzie i zaniemówisz.... Tak postanowiliśmy, my trójka z Polski, w klasie, w której było dziewięć różnych narodowości. Pamiętam, że poszedłem do biblioteki i wybrałem wszystkie książki o Pomorzu, o Kaszubach, Borach Tucholskich i zamkach krzyżackich. Pierwsze dwa zdania, jakie wówczas napisałem – wspomina z uśmiechem i satysfakcją – brzmiały: Nie należy nigdy wypowiadać się na temat, który jest nam mało, albo wcale nieznany. Ja znam kraj, z którego przybyłem, kocham go i postaram się wam go możliwie ciekawie przedstawić. Opisałem piękne lasy wokół Tucholi, Jezioro Charzykowy, Brdę, Chojnice, oczywiście uroczą Szwajcarię Kaszubską i o Kosznajdrach, ma się rozumieć, też napisałem. Napisałem najlepiej jak potrafiłem, a czerpałem wiedzę z niemieckich książek, bo też wszystkiego jako piętnastolatek nie wiedziałem. Rodziców o niektóre tylko rzeczy wypytałem, ale za wiele nie potrafili powiedzieć. To było najdłuższe wypracowanie w moim życiu. Obaj moi kumple – Sławek i Sebastian też się wysilili, też uczuciowo do tematu podeszli, bo tak żeśmy ustalili i okazało się, ... że „porwaliśmy Niemca za kołnierz i uszy”. Tak się zainteresował Pomorzem, zwłaszcza krzyżackimi zamkami i starym mostem w Tczewie, i Malborkiem, i Bytowem... Zgłupiał, albo zmądrzał? Inaczej tego się nie da wytłumaczyć. A my cieszyliśmy się, że już nie będzie miał się czego czepiać i zechce Polskę poznać, nim cokolwiek o niej powie. Poskutkowało. Nawet wycieczkę chciał organizować do Gdańska, Tczewa i Malborka, ale Turcy, a było ich w naszej klasie dwunastu, przegłosowali Stambuł. – To wcale nie do śmiechu – mówi Sebastian, który pochodzi z Gdańska. Ja wszystkich moich niemieckich sąsiadów, seniorów zwłaszcza, a i wielu moich pacjentów tak przeszkoliłem, że do sanatoriów i na wypo84


Sława Ratajczak

czynek tylko do Polski jeżdżą. – Gdyby nie doktor, to my byśmy tylko do Antalyi i Alanyi latali, kebaby i bakłażany zajadali i na migi gadali – mówią. – Popatrzcie, oczy przetarli! Nareszcie! – śmieją się wszyscy trzej. Młodzi Polacy w Niemczech są doprawdy fantastyczni! Uwierzcie! Niejednokrotnie słyszy się, że podejmują decyzje i inwestują w Polsce, że chcą, by ich firmy wchodziły na polski rynek. Ich rodzice są często sceptyczni, bo nie mają tego szerokiego widzenia, odwagi i wszystko biorą przez pryzmat swoich odległych doświadczeń, trudności jakie przechodzili i rozmaitych kłopotów. Juniorzy idą odważnie i bez obaw w życie. – Jakże ja się cieszyłem – wspomina Marcin Paszke, kiedy u nas na uniwersytecie w Osnabrueck, w Instytucie Europejskiej Nauki Prawa, odbyła się przed trzema laty międzynarodowa konferencja prawników Polska i Niemcy w Europejskiej Wspólnocie Prawnej. Przedmiotem debat były zagadnienia z dziedziny prawa majątkowego, rodzinnego i spadkowego, rozpatrywane w ramach Projektu Wspólnego Odniesienia. Młodzi polscy i niemieccy prawnicy, doktorzy i doktoranci polskich i niemieckich placówek naukowych, bardzo dobrze się dogadywali ze sobą i toczyli ciekawe dyskusje. Wydaje mi się, że to jest sukces naszych czasów, że tak się rozumiemy i potrafimy ze sobą współpracować. Pokolenie moich rodziców nie ma w pełni tej umiejętności. Czy to pamięć historii na nich ciąży? – A ja zauważyłem – dodaje Sławek (autor wypracowania o tczewskim Moście Lisewskim, który w XIX wieku, zbudowany w latach 18511857. był najdłuższym mostem w Europie), że nasi rodzice przybyli tu pełni obaw. Nie wiedzieli, czy im się powiedzie, czy się przystosują, czy sprawiedliwie będą ocenieni, co powiedzą krewni w Polsce? Przez lata powtarzali, żeby się podbudować: – Och, dobrze, żeśmy tu przyjechali, w Polsce wciąż tak ciężko żyć. Nie ma co żałować, trzeba się z emigracyjnym losem pogodzić. My zaś mówimy: – W Polsce jest kapitalnie, bardziej niż tu światowo, serdecznie i swojsko – i tam jedźcie wypocząć i dusze wasze poratować! Czy nie widzicie, że Polska jest liczącym się w świecie krajem? Oglądacie przecież TV Polonia! Muszą nam wierzyć, jakże inaczej? Trzeba przyznać, że młodzi utrzymują ze sobą kontakty, spotykają się i choć nie demonstrują patriotyzmu, to przekonani są, że pochodzą z wyjątkowego kraju i dla swej ojczyzny są w stanie wiele pożytecznego zrobić. I co najważniejsze: cenią tych spośród siebie, którzy Polskę w świecie sławią. Polonia niemiecka jest różnorodna i ma w tym kraju długoletnie tradycje i pokaźne osiągnięcia, a więc warta jest rzetelnego dokumentowania. To doskonałe zadanie dla młodych i tych, co się jeszcze młodo czują! Sława Ratajczak 85


KAWIARNIA LITERACKA – KULTURA, SZTUKA ZAGŁĘBIE RUHRY CZY KULTURY? DOBRA NIEMIECKA RECEPTA NA KULTURĘ ZE STALI, WĘGLA I HAŁD Roma Stacherska-Jung Przemysł ciężki, górnictwo, księżycowy krajobraz i zanieczyszczone środowisko. To obrazy, kojarzące się ze słynnym niemieckim Zagłębiem Ruhry. Tak tu było od wieków – to kopalnie i huty ściągały setki tysięcy przybyszów „za chlebem” – przede wszystkim z terenów Polski, bo badania wykazują, że co trzeci mieszkaniec tego rejonu ma polskie korzenie. Teraz nastały inne czasy – tak, jak na polskim Górnym Śląsku. Kopalnie i huty są na wymarciu, a wzdłuż rzeki Ruhry wyrosła tzw. kultura przemysłowa. Rok temu Essen grało Stolicę Kulturalną Europy, parę dni temu Düsseldorf zabłysnął wyjątkowo ciekawą oprawą „Eurovision Song Contess”. To w Duisburgu organizuje się corocznie Festiwal Kultury „Duisburger Akzente”. W byłych kopalniach są muzea, koncerty, wystawy, a w halach wielkich hut i koksowniach na terenie Zagłębia odbywają się tzw. Ruhrtriennale, jeden z najsłynniejszych europejskich festiwali kultury międzynarodowej, specjalizujący się w spektakularnych przedstawieniach teatralnych, operowych, literackich, muzycznych i tanecznych, których inscenizacje wplata się celowo w scenografię maszyn i urządzeń, pozostałych po czasach przemysłowego boomu. Co trzy lata zmienia się kierownik artystyczny Ruhrtriennale – wybierany wśród najlepszych na świecie, a Opera Nadreńska – czyli Polska flaga nad byłą kopalnią Rheinoper z siedzibami w Düsseldor- Hannover w Bochum na otwarcie fie i Duisburgu, należy do najbardziej wystawy „Polacy w Niemczech: prestiżowych scen w Europie. Historia i kultura” w 2012 86


Roma Stacherska-Jung

To w Arenie Oberhausen – jednej z największych hal koncertowych Europy odbywają się koncerty najsłynniejszych światowych muzyków, a w Düsseldorfie corocznie ma miejsce „Jazz-Railly” – jeden z największych festiwali jazzowych naszego kontynentu. Włodarze tego regionu podkreślają z dumą, że po Berlinie Zagłębie Ruhry stało się drugim kulturalnym centrum Niemiec. Nie brak tu i polskich akcentów – nie tylko związanych z ogromną liczbą emigrantów z Polski. Najbardziej zaludniony Land Niemieckiej Republiki Federalnej, czyli Nadrenia Północna Westfalia, rozwinęła aktywne partnerstwo z regionem Górnego Śląska i właśnie w marcu bieżącego roku otwarto uroczyście „Rok Nadrenia Północna Westfalia – Polska”, w programie którego przez najbliższe dwa lata przewidziane są liczne prezentacje, imprezy, wystawy, koncerty, wspólne projekty i naukowe wymiany. W parlamencie Landu od lat istnieje niemiecko-polska grupa parlamentarna, promująca również kulturowe więzi z Polską. To w Düsseldorfie swoją siedzibę ma Instytut Polski, który od 1990 roku propaguje szeroko pojętą polską kulturę wśród publiczności

Wielotysięczna polonijna publiczność w Grugahalle w Essen na Koncercie Gwiazd, Essen 2012 87


KAWIARNIA LITERACKA – KULTURA, SZTUKA

niemieckiej na terenie całego terenu Zagłębia. To tu intensywnie wypełnia się życiem partnerstwa miast, szczególnie wymianę kulturalną między Düsseldorfem a Warszawą. W Duisburgu emitowana jest jedyna audycja radiowa na żywo po polsku w niemieckiej prywatnej stacji tego regionu, a w Oberhausen mieści się restauracja, której bardzo szeroki kulturalny program od przeszło dziesięciu lat przybliża Niemcom Polskę – nie tylko od strony kulinarnej. To w Düsseldorfie pracują wielcy architekci z Polski, których dziełem są słynne budowle nie tylko na terenie Niemiec, a którzy projektowali i budowali stadiony w Polsce na Euro 2012. To tu śpiewacy operowi z Polski grają główne role w wielkich inscenizacjach, a polscy jazzmani podbijają publiczność. Ciemną stroną krajobrazu kulturowo-księżycowego jest bezrobocie, zamykanie wielkich fabryk, koncernów i zakładów, lęk o przyszłość i niechęć do otwierania jakichkolwiek rynków pracy. Choć i tu zdarzają się wyjątki. I jakkolwiek sukcesu pełne przekształcenie przemysłu w kulturę jest absolutnie wyjątkowym przykładem do naśladowania nie tylko dla naszego Górnego Śląska, to jednak z samej kultury po prostu się żyć nie da. Roma Stacherska-Jung

88


89


90


NIE WIEM, DLACZEGO SIĘ NIE BAŁA/EM Monika Polakowska Lipiec 1979 i nareszcie wakacje. Skończyłam szkołę podstawową i dostałam się do szanowanego liceum w Warszawie. Zamiast wyjazdu na wczasy, przeprowadzamy się z dobrego, starego Powiśla, do najwyższego bloku na dolnym Mokotowie. Zamieniam widok na ogródek i bzy, które sadziła moja babcia, na szare blokowisko z perspektywy okna na 9 piętrze. Któregoś dnia po przeprowadzce śni mi się, że na ulicach nie ma ludzi ani samochodów, a zwykle głośne i ruchliwe skrzyżowanie obok naszego nowego domu jest zupełnie puste. Jest bardzo spokojnie. We śnie wiem, że jest wojna, ale nie boje się. Zapominam szybko o tym bezsensownym śnie. 13 grudnia 1981 roku w Warszawie. Jest niedziela. Budzę się i myślę – o jak dobrze, jaki spokój za oknem, nie słychać wcale samochodów, pędzących non stop sześciopasmową Wisłostradą. Nasze kaloryfery bywały ledwo cieple, ale tego ranka jest dużo zimniej niż zwykle. Leżąc myślę, jakie klasówki mam w przyszłym tygodniu. Dochodzę do wniosku, że znowu zmarnuję niedzielę na naukę. Zmęczona tą perspektywą, wlokę się w piżamie do pokoju mamy. Siedzi, mocno podekscytowana, ze swoją siostrą, która akurat wtedy była u nas. Dowiaduję się, że jest stan wojenny, co dla mnie oznacza, że jest zimno, nie ma ciepłej wody, nie ma telewizji i co najgorsze – nie ma telefonu. Jak ja porozumiem się z moimi koleżankami? Chyba umrę, jak nie posiedzę codziennie z nimi kilku godzin na linii! Jaruzelski przemawia – nareszcie coś wiadomo. Nie boję się go – jego córka chodziła na te same balangi co ja. Tylko zawsze czekała na nią obstawa i było mi jej dlatego trochę żal. A poza tym jest super: nie muszę iść do szkoły, tylko jak ja przeżyję ten tydzień bez telefonu? Z ciekawości idę na najwyższe – 16 piętro, żeby z okna klatki schodowej zobaczyć, co dzieje się na ulicach. Na rogu Czerniakowskiej i Gagarina stoi sobie spokojnie czołg. Żołnierze, którzy nie wyglądają na zadowolonych z powodu śniegu i mrozu, grzeją ręce przy czymś dziwnym. Nigdy przedtem nie widziałam czegoś a la metalowy kosz na śmieci, wypełniony palącym się węglem. Nikogo nie ma na ulicach. Sąsiedzi na klatce toczą gorące dyskusje. Mama uprzedziła mnie, że nie mam nic z domu nie powtarzać, ani mówić o polityce, bo teraz nie wiadomo, kto jest kto. Poza tym ogólnie jest nawet fajnie, tylko trzeba ciągle siedzieć z rodziną w jedynym pokoju, ogrzewanym „farelką” i to jest straszne. 18 grudnia 1981, ulica Gagarina. Mam wszystko na sobie, co w domu było najcieplejsze, łącznie z za dużym kożuchem ojca. Stoimy 91


KAWIARNIA LITERACKA – KULTURA, SZTUKA

w kilometrowej kolejce po chleb do piekarni, którą właśnie otworzyli. Nareszcie mogę spotkać się z koleżankami i nadrobić braki w codziennych rozmowach telefonicznych. Śmiejemy się i wygłupiamy. Świeci słońce, jest piękna pogoda, z piekarni czasem doleci do nas ciepły zapach świeżego chleba, świat wraca na swoje tory. Lato 1982. Jadę rozklekotanym miejskim autobusem na młodzieżową demonstrację na Starym Mieście. Utknęliśmy w korku na Placu Trzech Krzyży. Równolegle do nas stoi nowiutki autokar, pełen zomowców. Walą rękami w szyby w naszym kierunku, wyzywają nas – przypadkowych przecież ludzi. Czuję na sobie ich agresję, rzuciliby się na nas i rozszarpali. Za co? Nie mogę patrzeć na zezwierzęcenie w ich oczach, bo nie chcę wiedzieć, że człowiek może dojść do tego stopnia upodlenia. Zaczyna mnie mdlić, chcę wysiąść i uciec od tych twarzy. Nikt nie wysiada, autobus już nie jedzie na Plac Zamkowy, zmienił trasę i zawraca. Jesień 1982, Liceum Stefana Batorego. Jesteśmy jedyną maturalną klasą humanistyczną. Koledzy rozrzucają ulotki po szkole. My solidarnie ich kryjemy, że nie wiemy, kto je przyniósł. Na moich oczach sprzątaczka łapie jednego z nich i gdzieś odprowadza. Okazuje się, że nasza stara, dobra „ciocia” była szpiclem. Na znak protestu przeciwko stanowi wojennemu i temu wszystkiemu, co dzieje w ludziach i z ludźmi dookoła nas, robimy czarne przerwy. Wszyscy ubrani na czarno, kucamy pod ścianami w szkole i siedzimy tak milcząc. Bardziej lub mniej mundurowi panowie chodzą między nami bezradnie, bo przecież my nic nie robimy. Potem próbują na lekcjach regularnie robić pranie mózgów. Nie dajemy się – mieliśmy za dobrą profesor od historii. Za to właśnie zwalniają ją z pracy, a nam mają wydać „wilcze bilety”. Ojciec jednego z kolegów był rektorem na wydziale prawa. Dyrektorka ręczy za nas osobiście, chociaż do tej pory myśleliśmy, że jest mocno czerwona. Warunkowo zdajemy maturę, na której z obowiązkowej historii pisemnej wszyscy dostajemy temat Historia ruchu robotniczego w Polsce. Koksownik stał się dla mnie symbolem stanu wojennego. Kiedy zobaczyłam go znowu na ulicy, automatycznie zapytałam się sama siebie: „Czy to znowu się zaczyna?” Wierną i dzielną „farelkę”, która pozwoliła przetrwać stan wojenny, wyrzuciłam z żalem rok temu przy ostatniej przeprowadzce. Wtedy znalazłam też kilka numerów „Robotnika”, którego mamie aż do tej pory, od czasu stanu wojennego, udało się ukryć przede mną. Oddałam je mojemu 17-letniemu synowi, mówiąc: „Przeczytaj, szanuj i zachowaj dla potomnych”. O moim wojennym śnie bałam się nawet komukolwiek powiedzieć, żeby nie pomyśleli, że jestem nienormalna. Dziś, mając ponad 40 lat, wiem, że 92


Monika Polakowska

©Lewa

ten sen przygotował mnie na pierwszy widok stanu wojennego. Może dlatego byłam tak spokojna potem – w stanie wojennym żyło mi się dobrze, miałam co jeść, mogłam chodzić do szkoły i spotykać się z koleżankami. Ważne było przetrwać, aż go odwołają. Nie interesowała mnie zagranica i myślałam, że dla tej bogatej, Zachodniej Europy, my byliśmy całkowicie obojętni. Okazuje się, że Michał Sielewicz, podobnie jak ja, był 13 grudnia w Warszawie. Poznałam go zimą 2010 roku, przy okazji imprezy solidarnościowej w Berlinie. Wyglądał na bardzo skromnego człowieka, a wszyscy mówili, że dużo pomagał w czasie stanu wojennego. Wracaliśmy razem metrem i miło rozmawiało mi się z tym Niemcem, mówiącym po polsku z dziwnym akcentem. – No właśnie – mówi Michał Siele- Michał Sielewicz wicz, krzywiąc twarz, wszyscy mnie biorą za Niemca, a ja jestem Polakiem. 12 grudnia 1981 roku pojechałem na weekend do Warszawy. Mieszkałem u mojej byłej sąsiadki, w okolicach Placu Bankowego. Pani Janina obudziła mnie rano i pokazała w telewizji przemówienie Jaruzelskiego. Zapakowała mi parę kanapek i dała herbatę w termosie, a ja piechotą przeszedłem na Dworzec Gdański, który już był otoczony wojskiem. Jakiś oficer mówi, pan tutaj nie ma czego szukać, bo pociągi nie jeżdżą, ale ja wiedziałem, że ten pociąg moskiewski do Paryża musi jechać. Schowałem się na dworcu i pociąg punktualnie przyjechał o 12-tej. Wskoczyłem do wagonu i zamknąłem się do toalety. Oczywiście, znaleźli mnie tam, za jakieś dwie godziny. Kazali wysiąść przy granicy, sprawdzili jeszcze raz moje dokumenty, ale puścili. Jak przyjechałem do Berlina, to byłem jedyny, który wysiadł z tego pociągu tej nocy, tzn. 14-tego. Na dworcu już czekało BBC i Tim Sebastian, z którym potem współpracowałem i informowałem go na bieżąco, co się dzieje w Polsce. Ja byłem informatorem Sebastiana, a potem to szło na cały świat. Na jakim paszporcie jeździł Pan wtedy, że pozwolili Panu opuścić kraj? Miałem wtedy paszport konsularny, ale to trochę skomplikowana 93


KAWIARNIA LITERACKA – KULTURA, SZTUKA

sytuacja. Urodziłem się w Anglii, gdzie skończyłem gimnazjum. A potem studiowałem medycynę w Warszawie. Miałem trochę kontaktów z podziemiem. Pani Erdmann, wnuczka Wańkowicza, studiowała medycynę w mojej grupie na Akademii i razem z mężem organizowała tzw. Salon Walendowskich, gdzie spotykał się latający uniwerek. UB dowiedziało się o mojej aktywności i musiałem wyjechać z Polski. Wylądowałem w Szwabii, zupełnie przez przypadek, gdzie znalazłem swoje pierwsze miejsce pracy. Kiedyś z nudów, siedząc w irlandzkim pubie, przeglądałem gazetę niemiecką i znalazłem w niej ogłoszenie, że niemiecki profesor szuka asystenta. Nie znałem wtedy wcale niemieckiego. Po jakimś czasie profesor zadzwonił, ja przytakiwałem – „ja, ja”. I okazało, że on chce mnie widzieć u siebie od 1 stycznia. Był wrzesień, a ja w Londynie. Na drugi dzień poszedłem do biblioteki i zacząłem się uczyć. Dowiedziałem się do tego, że jest tzw. Vorstellungsgespraech, więc opracowałem sobie 100 możliwych pytań i odpowiedzi na pamięć. I to była moja podstawa, kiedy jechałem do Niemiec. Jak dojechałem, szefa nie było, był na nartach i oni podpisali ze mną umowę. Okazało się, że miałem sześć miesięcy na okres próbny. Na szczęście, profesor był małomówny i to mnie uratowało. Najgorszy problem to były wypisy. Zebrałem 40 wypisów i kombinowałem trochę z tego, trochę i z innego. Najłatwiej było z pacjentami, bo opracowałem sobie system pytań z odpowiedzią na tak i nie. I to była jak odwrócona piramida, po której po kolei dochodziłem do określenia diagnozy. Tak się bałem, że odkryją moją nieznajomość niemieckiego, że przez pięć miesięcy zamknąłem się w swoim pokoju i nie miałem żadnych kontaktów towarzyskich. To była izolacja na własne życzenie. Jak tylko poznałem język, postanowiłem wyjechać jak najszybciej z głębokiej Szwabii, z Bad Walzeker – właściwie wioski, która miała 8 tysięcy mieszkańców. Miałem 30 lat i to był rok 1980. Przeniosłem się do Berlina i tutaj udało mi się zrobić karierę naukową. Byłem ordynatorem ortopedii w szpitalu Neukoeln i stworzyłem Amerykanom klinikę ortopedii od podstaw. A 12 grudnia pojechałem do Warszawy w odwiedziny. Ponieważ urodziłem się w Anglii, to miałem według prawa ziemi obywatelstwo angielskie, ale mój ojciec był Polakiem, więc według prawa krwi też miałem obywatelstwo polskie. W 1976 roku podczas studiów w Polsce złożyłem papiery o kartę stałego pobytu, ale nigdy nie dostałem odpowiedzi. Nagle, będąc już w Szwabii, dostałem niespodziewanie paczkę z Ambasady Polskiej w Londynie z paszportem konsularnym, chociaż o niego nigdy nie prosiłem. Jedynym moim wytłumaczeniem może być, że to ktoś z Solidarności mi to zrobił. 94


Monika Polakowska

Nie bał się Pan ukrywać w pociągu? Trzeba mieć odpowiednie nastawienie do życia, być optymistą. Patrzyłem na wiele sytuacji jak na przygodę. Lęku, ani strachu o własne życie nie odczuwałem, chociaż to może brzmi arogancko. Kiedy przyjechałem do Berlina, od razu myślałem, jak mogę pomóc. Nawet nie zastanawiałem się, czy trzeba pomóc, tylko jak pomóc. Będąc lekarzem, najlepiej robić coś w swoim zawodzie, więc dla mnie to oznaczało zbierać leki. Pierwszy transport był w połowie lutego. To były prawie dwie tony leków, które zbierałem w aptekach szpitalnych. W Berlinie była Arbeitsgruppe „Solidarność”, ale ja tych ludzi nie znałem i nie chciałem znać, bo takie grupy są zawsze spenetrowane przez służby specjalne. Dlatego postanowiłem działać sam i zorganizowałem 17 takich transportów. Potem dołączył do mnie Niemiec Hano Fischer, który organizował ciężarówki, a ja zawartość w postaci leków, ubrań. Hato wyemigrował do Grecji jakieś 25 lat temu. A poznałem go przy okazji wykładów, jakie organizowaliśmy wcześniej w Berlinie. Był z zawodu filozofem i miał po prostu sympatię do Polski. A ja miałem zaufanie do niego, bo wracając, zawsze przewoziliśmy jakieś rzeczy. Raz były to mikrofilmy od Herberta. Do 1984 roku zorganizowałem siedem transportów. Największe kłopoty robili enerdowcy. Za pierwszym razem kazali prześwietlić każde opakowanie oddzielnie. To mi zajęło 8 godzin. Im chodziło o to, żeby zniechęcić. Następnym razem wziąłem niemiecką dziennikarkę ze sobą, żeby potem mogła to opisać. Z mojego szpitala zabrałem z rentgena taki szyld, który noszą na szyi rentgenolodzy i on pokazuje, jakie jest promieniowanie. Kiedy za drugim razem Niemcy kazali mi prześwietlić leki, wyciągnąłem zza koszuli szyld i pokazałem, że nie mogę, bo jestem chory na raka krwi. Oni zaproponowali, żeby ta dziennikarka niemiecka to prześwietlała, a ja na to, że nie może, bo jest w ciąży. Tym razem siedzieliśmy już tylko trzy godziny, bo enerdowiec wykurzył się i sobie poszedł. Potem już nie zmuszali mnie prześwietlać, więc wygrałem te partię. Wtedy żeby pojechać do Polski, trzeba było mieć pozwolenie z misji wojskowej. Musiałem podawać dokładną listę leków z ceną, więc to też było zabawne. Za pierwszym razem byliśmy jedyną ciężarówką na trasie, co 100 kilometrów sprawdzało nas wojsko, a widoki dokoła były przerażające, bo wszędzie stały czołgi. Starałem się zawsze wziąć kogoś ze sobą, żeby był świadkiem wydarzeń w Polsce, żeby o tym pisał i opowiadał dalej. Raz wziąłem ze sobą córkę Güntera Grassa, żeby opowiedziała o tym swojemu ojcu. Zawoziłem lekarstwa bezpośrednio do kościoła Świętego Stanisława Kostki w Warszawie, bo wiedziałem, że związany jest z Solidarnością, do 95


KAWIARNIA LITERACKA – KULTURA, SZTUKA

szpitala na Bielanach, tam pracowało kilku moich kolegów ze studiów, raz do szpitala w Zakopanym i raz do prof. Szapiry w Łodzi. No i zawsze coś przywoziłem z Polski. Był kłopot, jak to coś schować – enerdowcy w drodze powrotnej rozkładali wóz na czynniki pierwsze. Ale jak się mówi, najciemniej jest pod latarnią. Ja zbierałem polne kwiaty. Zrobiłem bukiet z takich zasuszonych kwiatów i umieściłem na lusterku w kabinie. Niemcy szukali wszędzie, ale nie w kwiatach, gdzie były schowane mikrofilmy. Przede wszystkim przewoziłem informacje ustne właśnie dla Tima Sebastiana z BBC. Kiedyś miałem zadanie przeprowadzić wywiady z robotnikami z Ursusa, żeby sprawdzić, jakie są nastroje wśród nich. Kiedy miałem przeprowadzić wywiad z przewodniczącym Solidarności regionu Mazowsza, jeździłem najpierw pół dnia autobusami i tramwajami, żeby nikt mnie nie śledził. Najśmieszniejsze było jak się spotkaliśmy i on próbował otworzyć mieszkanie, w którym mieliśmy rozmawiać. Miał ze sobą pęk co najmniej z 30 kluczy, bo codziennie gdzieś indziej musiał nocować, żeby go nie złapali. I było najlepiej ustnie wszystko zapamiętać. W takich sytuacjach człowiek powinien znać jak najmniej nazwisk i jak najmniej pisać, bo nawet jak wpadnie, to nikogo nie wyda. Skąd brała się taka chęć pomocy? To był dosłownie odruch. Widziałem problem i myślałem automatycznie, w jaki sposób chociaż małym uczynkiem pomóc. Chciałem w ten sposób też ludzi podnieść na duchu, że nie są sami. W Berlinie podałem ponad 30 adresów na paczki do Polski. Potem Niemcy zaadoptowali te rodziny i kilka lat im je wysyłali. Podałem adresy rodzin naprawdę potrzebujących i nawet moja rodzina w Polsce miała do mnie pretensje, dlaczego ich pominąłem. Ta pomoc to była u nas tradycja rodzinna, ja to chyba miałem we krwi. Tak zostałem wychowany. Mój ojciec należał do generacji Kolumbów. Polska międzywojenna była inna niż dzisiaj. Mój ojciec Władysław zawsze miał ten zapał, tę wiarę, był lotnikiem polskim w Anglii. Urodził w 1918 w Estonii, mieszkał w Białymstoku. Kiedy weszli tam Rosjanie, wzięli go do Armii Czerwonej, potem przeszedł do Armii Andersa. Lądował na Bliskim Wschodzie. Zgłosił się do lotnictwa. W 44-tym roku, jako pierwszy lotnik przekonywał swojego dowódcę, żeby go zwolnił z wojska, bo po Teheranie nasza sprawa była przegrana. Jako pierwszy polski lotnik dostał się też na uniwersytet w Londynie. Mama, będąc panną, mieszkała wtedy na niemieckim Pomorzu i jako medyczna asystentka dostała się do pracy do Londynu. Tam się rodzice poznali. W domu neutralnym językiem był angielski i tylko w nim mówiliśmy, bo mama nie znała polskiego – była niemieckojęzyczną 96


Monika Polakowska

Ślązaczką. Teoretycznie mógłbym więc być Niemcem. Mama pochodziła z bardzo starej rodziny śląskiej z XVI wieku. Ja w domu nie nauczyłem się ani po polsku, ani po niemiecku i musiałem to wszystko potem sam nadrobić. Mama mówiła, że Niemcy stracili ducha przez wojnę i panuje straszny materializm. Nie była zadowolona, że pojechałem do Niemiec. Jest Pan urodzonym Anglikiem, z domieszką krwi polskiej i niemieckiej, ale czuł się Pan do tego stopnia Polakiem, że poświęcał Pan swoje siły i czas, aby pomóc swym rodakom? Patriotyzm to znaczy dla mnie kochać własny kraj – ten lepszy czy gorszy, no i pomagać, żeby on był jeszcze lepszy. Studia w Polsce to kolejna przygoda w moim życiu, ja zawsze szedłem pod prąd – wszyscy jechali na Zachód, a ja na Wschód. Poza tym chciałem nauczyć się dobrze polskiego. Poznać swoje korzenie w Polsce i przez przypadek poznałem swoje niemieckie korzenie. Moim wspólnym językiem ojczysto-macierzystym był angielski. Dlatego dosyć wcześnie odkryłem, kim jestem. A stało się to jak miałem 13 lat. Ojciec mnie wysłał „Batorym” z Ameryki do Polski na wakacje. Nie znałem słowa po polsku. Ojciec dał mi bilet i powiedział – synu zobaczymy się za trzy miesiące. Rodzina obwiozła mnie po Polsce i ja po prostu dobrze się tutaj czułem, miałem wrażenie, że mam coś wspólnego z Polską, pomimo że nie znałem polskiego. Trudno to wytłumaczyć, bo powodem tego nie były dziewczyny czy dobre jedzenie, to było jakieś ciepło, które powstało. Tego ciepła ani wcześniej, ani później nigdy nie odczułem – ni w Anglii, ni w Stanach, ni w Niemczech. Z moim o 12 lat młodszym bratem było zupełnie inaczej. On żyje i pracuje we Włoszech i czuje się Anglikiem, chociaż chodził do polskiej szkoły w Londynie. Czy pamięta Pan kto zgłaszał się do Pana z darami dla Polaków? Wszystko, co zawoziłem do Polski, dostawałem od Niemców. Oni naprawdę pomagali od serca. Byli wspaniali, i to na różnych szczeblach, bo współpracowałem ze szpitalami i prywatnymi aptekami. Ile razy zgłosiłem się, nikt mi nie odmawiał pomocy. Czasem pytałem, czy mają polskie korzenie. W wielu wypadkach byli z Pomorza i Śląska, ale pomagali, nie mając 97


KAWIARNIA LITERACKA – KULTURA, SZTUKA

żadnych pretensji za przeszłość. Nie mam z nimi dziś kontaktu, bo to była pomoc bezimienna. Niemcy jak pomagają, to robią to naprawdę altruistycznie, nic nie oczekując w zamian. Polacy czasem traktują pomoc jako inwestycję. Na przykład, główny aptekarz szpitala Neukoelln pochodził z Gdańska, załatwiał tony lekarstw i niczego za to nie chciał. Pamiętam, jak profesor Zierski dał 10 tysięcy zastrzyków jednorazowych. Wszyscy wiedzieli: jeżeli masz coś do oddania, to zadzwoń do Michała. Wiedziałem, że kiedy już mój pokój w mieszkaniu na Schmargendorf był wypełniony, to będzie akurat na jedną ciężarówkę. Wtedy normalnie pracowałem w piątki do 17. Wyjeżdżaliśmy koło 18 do Warszawy i wracaliśmy koło 2 w nocy w poniedziałek, a rano szedłem do pracy... Po 84 roku już zapału nie było i w 87 roku już wszystko ucichło. A teraz tak, jak od dawna planowałem, przeniosłem się do Polski, do Sopotu, bo ja bardzo lubię morze. Mam trochę wolnego czasu i zapisałem się do International Rotary Club. Dowiedziałem się, że jest sporo rodzin aspołecznych w tym bogatym Sopocie. Dzieci nie mają kurtek na zimę i pieniędzy na obiady, nie mają książek. Udało mi się przegłosować w klubie projekt pomocy dla nich, a teraz szukam sponsora na tablice multimedialne do ich szkoły. Jestem dumny, że 98 procent naszych środków przeznaczonych na te dzieci dochodzi bezpośrednio do tych dzieci, a nie tylko półtora procenta, jak w innych organizacjach. Moją żonę, Niemkę, też zaraziłem polskością, organizowała wymiany młodzieżowe, nauczyła się polskiego, wspólnie organizowaliśmy Dni Sopotu w Berlinie, a teraz, tak jak ja, uwielbia mieszkać w Sopocie. Profesor Waltraut Kerber-Ganse też lubi polskie morze. Była nawet w Trójmieście w czasie kongresu Solidarności w Oliwie i tak wzruszyła się wtedy niezwykłą atmosferą wolności, że już nie mogła zachować się obojętnie po wybuchu stanu wojennego w Polsce. Skąd powstało u Pani zainteresowanie Polską? Jednym z powodów, dla których zajęłam się Polską, były sprawy rodzinne. Mój ojciec pracował jako celnik Łodzi w czasie okupacji. A ja zawsze czułam wewnętrzne powiązanie ze Wschodem. Po raz pierwszy powiem to szczerze – miałam zawsze uczucie, że kiedyś tam pojadę, bo coś muszę zrobić dobrego w zamian, choć myślę, że mój ojciec nie robił nic złego. Okazją, żeby zrealizować zamiar był stan wojenny. Z powodu tego uczucia nauczyłam się języka polskiego. Moim partnerem życiowym w tym czasie był przesiedleniec z Polski, ze Śląska. Zaczęło się to wszystko w ten sposób, że zorganizowaliśmy stoisko na terenie Freie Universitaet Berlin, gdzie symbolicznie sprzedawaliśmy 98


Monika Polakowska

własnoręcznie zrobione tomiki poezji Tomasza Jastruna, przetłumaczone przez mojego przyjaciela. Znaliśmy osobiście go wtedy jako młodego poetę. Każdy mógł za nie zapłacić ile chciał i my zbieraliśmy to jako dary. Ja już wtedy pracowałam jako wykładowca na Uniwersytecie Technicznym. Mogliśmy zbierać te datki, ponieważ mieliśmy stowarzyszenie założone przy przedszkolu moich dzieci. W ten sposób mogliśmy wydawać zaświadczenia jako organizacja charytatywna. Prowadzaliśmy regularne zbiórki ubrań i butów. A do tego współpracowaliśmy ze szkołą podstawowa, do której chodził mój syn. Tam organizowaliśmy po ogłoszeniu stanu wojennego regularne akcje pomocy. Razem wysłaliśmy jako stowarzyszenie prawie 20 transportów do Polski. Z reguły jeździliśmy w kilka ciężarówek razem z innymi ludźmi, którzy też zawozili dary do Polski. Kilka razy jechaliśmy z Włoszką, której nazwiska dzisiaj nie pamiętam. Za zabrane pieniądze kupowaliśmy podstawowe artykuły żywnościowe – mąkę, cukier. Głównie zaopatrywaliśmy w Warszawie rodziny internowanych, ich żony i dzieci, które pozostały bez środków do życia. Dlatego też woziliśmy dużo puszek z odżywkami dla niemowląt. Enerdowscy celnicy chcieli wszystko prześwietlać, a my walczyliśmy o to, żeby nie kontrolowali tych puszek i nawet udało się ich przekonać. Miałam już wtedy tytuł doktora nauk humanistycznych. Tłumaczyłam celnikom, że jestem lekarzem specjalistą i według najnowszych badań tego rodzaju rentgen wpływa negatywnie na żywność, szczególnie dla dzieci. Jako stowarzyszenie funkcjonujące przy przedszkolu na Lichtenrade zorganizowaliśmy 20 transportów. Poza odżywkami dla dzieci i ubraniami za każdym razem zawoziliśmy do Warszawy papier i długopisy jako dar berlińskiego Uniwersytetu Technicznego dla wydziału Pedagogiki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego, z którym od lat współpracowaliśmy i byliśmy zawodowo zaprzyjaźnieni. Nie do końca oficjalnie dyrekcja naszego uniwersytetu zamawiała tzw. materiałów piśmiennych niż nam było potrzebne, specjalnie po to, żeby przekazać je do Polski. Fenomenalne przy tym było to, z jaką dokładnością celnicy enerdowscy zawsze rozkręcali każdy długopis po kolei. Wiadomo, że kiedy rozwoziliśmy te paczki byliśmy śledzeni. Kiedy woziła Pani dary dla polskich rodzin i dzieci, była Pani sama już wtedy matką trójki dzieci. Nie miała Pani obaw zostawiając je w domu i jadąc do kraju, w których w każdym momencie mogła wybuchnąć wojna? To jest dobre pytanie, bo nigdy się nad tym nie zastanawiałam i sama go sobie nie zadawałam. Nawet nie przeszło mi do dzisiaj przez głowę, żeby się bać. Pomoc Polakom to była dla mnie oczywista potrzeba i 99


KAWIARNIA LITERACKA – KULTURA, SZTUKA

konieczność. To był taki normalny, naturalny odruch, bez zastanowienia. Tak samo jak teraz, kiedy wszędzie na świecie staram się podkreślić, że Korczak był pierwszym pedagogiem, dla którego prawa człowieka były sprawą zasadniczą. Niestety nikt o tym nie wie, bo jego prace nie zostały przetłumaczone na żadne języki obce. Często biorę udział w Genewie w obradach ONZ związanych z prawami dziecka. Długo sprawdzałam w genewskich archiwach, czy ktoś kiedykolwiek wspomniał o Korczaku. Ucieszyłam się, kiedy znalazłam jedną jedyną wzmiankę o Korczaku w przemówieniach wygłaszanych w ONZ. Okazało się, że jedynym człowiekiem, który go wspomniał był Jaruzelski. Waltraut Kerber-Ganse nigdy nie spotkała się z Michałem Sielewiczem, chociaż kiedyś jeździli tymi samymi drogami z transportami do Polski i ci sami celnicy kazali im prześwietlać wszystkie dary. Kiedy opowiadają o tym, jak pomagali Polakom w stanie wojennym wygląda jakby już o tym zapomnieli. Pomagali wtedy, bo taka była po prostu potrzeba. Nawet przez chwile nie zastanawiali się, czy się boją i czym ryzykują. Ten czas minął. Teraz są ważniejsze potrzeby. Michał Sielewicz pomaga niedożywionym dzieciom w Sopocie, Waltraut Kerber-Ganse walczy o prawa dziecka, których najlepszym ambasadorem jej zdaniem był Janusz Korczak. Dalej pomagają tym najbardziej potrzebującym, czyli dzieciom. Nie chcą za to podziękowań, ani medali. Dalej robią swoje. Nie zdawałam sobie sprawy jako 15 latka w stanie wojennym, że byli tacy dziwni ludzie z Zachodu, którzy pomagali tak jak mogli najlepiej Polakom w stanie wojennym. I do dzisiaj bym się o tym nie dowiedziała, gdyby z trudem nie udało mi się namówić ich na wywiady. Byli zdziwieni, że chcę z nimi o tym rozmawiać. Nie mieli czasu, bo są bardzo zajęci, a poza tym nie uważali swojej pomocy Polakom w stanie wojennym za coś nadzwyczajnego. Dziś mogę podziękować tym, którzy wtedy pomagali bardziej potrzebującym niż ja. To dziwne, że tacy ludzie jak Waltraut Kerber-Ganse czy Michał Sielewicz i ich bezimienni pomocnicy, nie bali ryzykując może nawet życie odwiedzinami w kraju pełnym czołgów i bezprawia. Monika Polakowska Od Redakcji: Medale „Solidarności” – CSSO za pomoc dla Polski otrzymali: Miasto Berlin, prof. dr Waltraud Kerber-Ganse, Giorgio Carowi, Katharine Baronowa von Künssberg, Dieter Dombrowski, Michał Sielewicz, Helana Bohle-Szacki, Adam Chodakowski, Gabriela Mądry, Leszek Żądło. 100


POLSKA POEZJA W NIEMCZECH

JÓZEF PLESS Miłość polsko-niemiecka miłość zagraniczną z pachnącymi hiacyntami z poezją baroku z mazurskim pejzażem zatrzymano na granicy obłędu muszelka i kamyk systematycznie podtapiana wyczekują uwolnienia z zakodowanego nurtu z krzyczącego nietaktu z krępującej zawiści zamiast płakać będą starannie nabierać pewności w napar senesowy wyjaśniać interpretować wyjawiać 101


KAWIARNIA LITERACKA – KULTURA, SZTUKA

niezwykłe motywy wypukłości na desce po której przeskakiwali zwykle podnieconą Odrę 2012 Stan, od którego nie ma odwrotu Pytałem nieskłaniającego się w żadną stronę, czy to prawda, że ruszając z obojętnie, którego brzegu Odry dochodzi się do tego samego punktu. Odpowiedział nie heroicznie i bez troski o nasze egzystowanie… nie wiem. Pytałem też tłumną Breite Strasse w Lubece i Długą w Gdańsku, bo przecież w jakimś stopniu biorą one udział w sprawie i przypuszczałem, że mogą podpowiedzieć – czy iść przed siebie, czy skręcić w lewo, czy ruszyć w prawo. USŁYSZAŁEM Spotykamy się na rynkach, by unieść ręce, uwolnić się ze smyczy, zapomnieć o granicy strachu, wrócić do rzetelnej potencji uśmiechu. Nie zgubić alternatywy – w zaciśniętej pięści, w bełkocie politycznej historii, w akcie gniewu mundurowych. Wy tam w hanzeatyckich ratuszach – podziwiajcie teraz nasze oczy bez łez, 102


Józef Pless

poetyckie wersy bez imperatorów kontekst bez odwetu. Nadzieja w lubeckim marcepanie i gdańskim bursztynie w oddechu tryumfalnych, jak kontrabas plecach człowieka z twarzą bez lęku. Jeszcze rozstrzygająca – rezolutność, śmiałość, wnikliwość uwolni się z izolacji, intrygi, irytacji. A na koniec, roześmiejemy się szczęśliwi, i więcej już nie spadnie po obu stronach granicy, ani jedna kropla krwi. U siebie W mojej krainie noc jest rajem, a dzień odkrytym przez napoleonów piekłem. W niedziele z płonącego krzewu przyszedł do mnie Bóg, a w tygodniu przedzierałem się przez materie z Chrystusem, by zupełnie niespodziewanie w synagodze Nożyków, odkryć skarb malowany w jidysz. W mojej krainie chcę być obok posłusznej tęsknoty, chcę też pamiętać czułość wiatru, a w upały, jak mocna kawa 103


KAWIARNIA LITERACKA – KULTURA, SZTUKA

z iskrami księżyca układać wileńskie wspomnienia. W mojej krainie wierzy się w normalność istnienia, i nie ważne po której jestem stronie Odry, w Warszawie czy w Berlinie zawsze jestem w Europie. 2013

Józef Pless, Lubeka/Warszawa

Józef Pless – poeta, prozaik, bywa też tłumaczem. Wydał kilkanaście książek, w tym powieść pt. Jaki tam ze mnie Volkswagen, tomiki poetyckie i książki wspomnieniowo-biograficzne. Ostatni monograficzny album pt. Andrzej Sadzio Sadowski. Scenograf ukazał się w 2013 roku. Wydawcą jest Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie i Wootwórnia Warszawa. 104


MAGIA BARW – UKRYTY ZNAK ELA WOŹNIEWSKA: Podczas długoletniego pobytu w Hiszpanii zapoczątkowałam cykl obrazów piktograficznych, nazywając je kryptogramami (ukryty znak), inspirując się znakami piktograficzno-hieroglificznymi różnych proweniencji kulturowych epok prehistorycznych. Z czasem te znaki pojawiają się w formie coraz bardziej zredukowanej, pozostawiając jednak jej charakter antropomorficzny i bliski cechom stanów emocjonalnych. Dlatego często nazywam te cykle emoticonami (emocje + ikony). Jest to mój atrybut artystyczny. Urodzona w Bolesławcu. 1980-1983 – studia na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, Wydział Grafiki w Katowicach. 1983-1985 – kontynuacja studiów na Hochschule der Künste w Berlinie Zachodnim. Po uzyskaniu dyplomu pracowała w zakresie grafiki użytkowej i ilustracji dla wydawnictw książkowych: Ullstein, Cornelsen, Bertelsmann, z niemieckimi i międzynarodowymi firmami, instytucjami w Berlinie. W latach 1991-1999 – pobyt w Hiszpanii. Współpraca z wydawnictwami: Alfagaua, Anaya, Ediciones del Prado, Edaf, Mondadori, Pais Agila, Tecnos oraz z Ministerstwem Kultury w Madrycie. 1999 – powrót do Berlinia i współpraca z wydawnictwami Orlanda Frauenverlag, Cornelsen Scriptor, Beuth Verlag (Niemiecki Instytut Normy); z Księgarnią Akademicką, w Krakowie (Teatr jaki mógłby być, Andrzeja T. Wirtha); Theater Zerbrochene Fenster (Międzynarodowy projekt teatralny Drei Od lewej: Elżbieta (Ela) Woźniewska z Ewą Marią Slaską Originale); E&E 105


KAWIARNIA LITERACKA – KULTURA, SZTUKA

Communikation Consultants AG; Deutsches Nationaltheater, Weimar; iBVogt Process Engineering + Project Management GmbH; czasopismo „BalletTanz”, Europe‘s Leading Dance Magazine (Manipulacja fotograficzna do instalacji Christo i Jean Clode w Ela Woźniewska, Yeshua Nowym Jorku); Buddy Bär Berlin GmbH. Od 2003 roku powstają pierwsze obiekty książkowe, o charakterze unikatowym, w autorskiej edycji BETA: Mity i znaki; Ikony polskiej kobiecości; Aforyzmy; Labirynt czasu; Gilgamesz (w przekładzie Józefa Wittlina i Georga Burckharda). 13 września 2013 roku w „Galerii pod Bazyliką” w Berlinie została otwarta wystawa Eli Woźniackiej, poświęcona Bł. Janowi Pawłowi II Jej prace znajdują się w zbiorach: Museum Modern Art (Hünfeld, Niemcy); Musashino University of Art (Tokio, Japonia); Staatsbibliothek zu Berlin Preussischer Kulturbesitz; Książnica Pomorska im. Stanisława Staszica w Szczecinie; Kunsthaus Rehau, IKKP (Niemcy); Austria Center (Internationales Amtssitz- und Konferenzzentrum – Wien); BWA, Galeria Grodzka (Lublin); Galería AELE, Evelyn Botella (Madryt, Hiszpania); The Society for Arts (Chicago, USA). Jak też w prywatnych zbiorach – w Boliwii, Brazylii, Hiszpanii, Kolumbii, Niemczech, Paragwaju, Polsce, Portugalii, Wenezuelii, Włoszech, USA.

106


polska misja katolicka w NIEMCZECH XXII PLENARNE ZEBRANIE POLSKIEJ RADY DUSZPASTERSKIEJ EUROPY ZACHODNIEJ Piotr Małoszewski Polska Rada Duszpasterska Europy Zachodniej powstała w 1992 roku jako przedstawicielstwo polskich katolików w Europie Zachodniej. Przewodniczy jej każdorazowo Delegat Konferencji Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa Emigracji Polskiej. Od dwóch lat jest nim ks. bp Wiesław Lechowicz, sufragan tarnowski. W skład 12-osobowej delegacji Polonii Niemieckiej, której przewodniczy ks. prałat Stanisław Budyń (Hannower), Rektor Polskiej Misji Katolickiej, wchodzi m.in. 6 członków Zarządu Chrześcijańskiego Centrum Krzewienia Kultury, Tradycji i Języka Polskiego: ks. dr prałat Ryszard Mroziuk (Dortmund), prof. dr hab. inż. Piotr Małoszewski (Monachium), mec. Edmund Ropel (Giesen), ks. prałat Kazimierz Latawiec (Mannheim), ks. prałat Leon Sądowicz (Mainz) i. mec. Andrzej Holm (Mannheim), a ponadto pozostali przedstawiciele Rady Naczelnej Polskich Katolików Świeckich w Niemczech: Małgorzata Brzósko (Dortmund), Andrzej Krysta (Norymberga), dr Grażyna Koszałka (Hamburg) oraz ks. Jerzy Wieczorek SChr, prowincjał Towarzystwa Chrystusowego w Niemczech (Bochum) i ks. Jacek Herma, moderator Ruchu „Światło-Życie” (Carlsberg). Prof. Piotr Małoszewski jest wiceprzewodniczącym rady z ramienia świeckich. W dniach 4-6 października 2013 roku nasi przedstawiciele z Niemiec

Polska Rada Duszpasterska Europy Zachodniej. Od lewej – ks. prałat Stefan Wylężek (rektor PMK w Anglii i Walii – wiceprzewodniczący Rady), prof. dr hab. inż. Piotr Małoszewski – wiceprzewodniczący, ks. bp Wiesław Lechowicz – przewodniczący, ks. Marek Ciesielski (Bonn), ks. Krzysztof Tiliszczak – sekretarz Rady 107


polska misja katolicka w niemczech

wzięli udział w dorocznym, XXII zebraniu plenarnym rady, które odbyło się w Domu Rekolekcyjnym przy Sanktuarium Maryjnym Mariabesyno w Gődőlő koło Budapesztu. W sumie na spotkanie przybyło ponad 60 osób: rektorzy, duchowni, siostry zakonne i świeccy z 11 krajów zachodniej Europy. Wśród nich byli obecni, zaproszeni do udziału w pracach rady, ks. Ryszard Głowacki SChr, Generał Towarzystwa Chrystusowego, ks. Wiesław Wójcik SChr, dyrektor Instytutu Duszpasterstwa Emigracyjnego, ks. Leszek Kryża SChr, dyrektor biura Zespołu pomocy Kościołowi na Wschodzie, s. Bożena Sienkiewicz MChr, Matka Generalna Misjonarek Chrystusa Króla dla Polonii Zagranicznej oraz zaproszeni goście z Polski, m.in. red. Marcin Przeciszewski, prezes Katolickiej Agencji Informacyjnej. Tegoroczny temat spotkania brzmiał Media w przekazywaniu wiary. W trakcie obrad wysłuchano trzech referatów wprowadzających do ogólnej dyskusji: - Red. Marcina Przeciszewskiego – Obrona wiary i Kościoła poprzez media; - Ks. Marka Ciesielskiego SChr, duszpasterza z Bonn - Duszpasterstwo w konfrontacji ze współczesnością - media w duszpasterstwie parafialnym; - Ks. Andrzeja Koprowskiego SJ, dyrektora programowego Radia Watykańskiego – Media w przekazywaniu wiary. W referatach i dyskusji doceniono olbrzymią rolę mediów, szczególnie w duszpasterstwie parafialnym oraz wskazano na konieczność coraz bardziej profesjonalnego korzystania w ewangelizacji ze współczesnych środków komunikacyjnych. Zebrani z dużym uznaniem odnieśli się do działalności mediów katolickich na szczeblu lokalnym, ogólnopolskim czy nawet światowym, a szczególnie TV Trwam i Radia Maryja oraz diecezjalnych rozgłośni radiowych, a także prasy katolickiej. Równocześnie uczestnicy obrad z

Podczas obrad Rady Duszpasterskiej Europy Zachodniej 108


Piotr Małoszewski

Od lewej – prof. dr hab. inż. Piotr Małoszewski (Monachium), mec. Edmund Ropel (Giesen), ks. prałat Kazimierz Latawiec (Mannheim), mec. Andrzej Holm (Mannheim), ks. prałat Stanisław Budyń (Hannower – rektor Polskiej Misji Katolickiej), ks. bp Wiesław Lechowicz, Andrzej Krysta (Norymberga) z żoną, dr Grażyna Koszałka (Hamburg), ks. Jerzy Wieczorek SChr, prowincjał Towarzystwa Chrystusowego w Niemczech (Bochum), Małgorzata Brzósko (Dortmund), ks. prałat Leon Sądowicz (Mainz)

wielkim niepokojem zauważyli zdecydowanie antykościelny charakter dużej części mass-mediów w Polsce, lansujących światopogląd lewicowy i jednoznacznie wspierających kształtowanie się radykalnej lewicy. Obrady były również okazją do wymiany doświadczeń w różnych dziedzinach duszpasterskich. Spotkanie zakończyło się Mszą Świętą we wspólnocie polskiej przy parafii personalnej w Budapeszcie, prowadzonej przez księdza Karola Kozłowskiego TChr. we współpracy z Siostrami Misjonarkami Chrystusa Króla dla Polonii Zagranicznej. We Mszy Świętej i późniejszym spotkaniu polonijnym uczestniczył Roman Kowalski, ambasador RP na Węgrzech. Ustalono, że przyszłoroczne zebranie rady zostanie poświęcone duszpasterstwu emigracyjnemu w kontekście współczesnych zagadnień antropologicznych – Człowiek Stworzenie Boże, czy wybór ludzki? Info: prof. Piotr Małoszewski Więcej o spotkaniu rady można przeczytać na stronie Katolickiej Agencji Informacyjnej: http://ekai.pl/wydarzenia/swiat/x71287/obrady-duszpasterzy-polonijnych-z-europy/ 109


TRADYCJA PIELGRZYMOWANIA Ks. rektor Stanisław Budyń Sierpień wyróżnia się w religijności polskiej wyjątkową aktywnością, jaką są piesze pielgrzymki na Jasną Górę. W 2012 roku w 169 pielgrzymkach wzięło udział ok. 103 tysiące osób. W roku bieżącym zameldowanych jest blisko 130 tysięcy uczestników. Jedne pielgrzymki organizowane są przez poszczególne diecezje, inne przez zakony, a jeszcze inne przez różnego rodzaju stowarzyszenia religijne. Pątnicy przemierzają łącznie ponad 15 tysięcy kilome- Ks. rektor St. Budyń trów i w sposób „gwiaździsty” zdążają ze wszystkich stron na Jasną Górę. Pierwsza zorganizowana pielgrzymka przybyła dod Częstochowy w 1434 roku, po odnowieniu Obrazu Matki Bożej, zniszczonego przez złodziei. Wówczas obraz niesiony był przez pątników z Krakowa na Jasną Górę. Kroniki podają, że w XVI wieku pielgrzymi przybywali z ponad 300 miejscowości Rzeczpospolitej i z ponad 50 znajdujących się poza jej ówczesnymi granicami. O znaczeniu pielgrzymek dla ludności świadczy fakt, że pomimo trwającego obowiązku pańszczyzny, nie odważono się zakazać chłopom uczestniczenia w nich. Pielgrzymowały wszystkie warstwy społeczne – od chłopstwa, przez mieszczaństwo aż do szlachty. Dla wielu była to jedyna możliwość udania się w podróż. Grupy pielgrzymów nazywano kompaniami, na czele każdej stał przewodnik. On wyznaczał trasę, miejsce i godziny postoju oraz prowadził modlitwy. Przewodnikami były najczęściej osoby świeckie. W okresie zaborów pielgrzymki na Jasną Górę były wyrazem jedności narodu. Pomimo zakazów rosyjskich i niemieckich zaborców ludzie brali w nich udział, wyrażając nie tylko swój patriotyzm, ale i wierne trwanie w pobożności maryjnej. Najstarsza zorganizowana pielgrzymka, która nieprzerwanie trwa do dzisiaj, wyrusza z Warszawy i przemierza swój szlak od 1711 roku. Biorą w niej udział mieszkańcy stolicy i okolicznych miejscowości – od 8 do 15 tysięcy pątników. W 1792 roku uczestnicy prawie doszczętnie zostali wymordowani przez wojska rosyjskie. Upamiętnia to pomnik w pobliżu wsi Krasice, ok. jednego dnia drogi od Częstochowy. Nawet podczas II wojny światowej i podczas Powstania Warszawskiego nie przerwano pielgrzymowania. Po II wojnie światowej liczba pątników, z racji uwarunkowań politycznych i społecznych, znacznie się zmniejszy110


Ks. rektor Stanisław Budyń

ła. Byli oni szykanowani; w dni pielgrzymkowe zatrzymywano pociągi w drodze, aby nie dojeżdżały do Częstochowy, ulice w mieście zamykano pod pretekstem remontów itd. Ponieważ komunikacja w Polsce była wyłącznie w rękach państwowych, istniał całkowity zakaz wyjazdów na Ja- Ks. rektor Stanisław Budyń z Nagrodą Cordi Poloniae w towarzystwie działaczy polonijnych w Niemczech sną Górę. Komunistyczne rządy nakazały milicji drastyczne obostrzenia, nakładały wysokie kary pieniężne, łącznie z więzieniami. Każde zbiorowe nabożeństwo na placu przed wałami, uważano za antypaństwowe i rewolucyjne. Znaczny wpływ na zwiększenie liczby pątników miał wybór kardynała Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową. Wyjątkowym rokiem był 1991, kiedy to na Jasnej Górze zorganizowano VI Światowe Spotkanie Młodzieży pod przewodnictwem Ojca św. Jana Pawła II. Przybyło wówczas ok. 1,6 miliona uczestników z całego świata. Dlaczego ludzie pielgrzymują? Głównym powodem jest religia, wyznanie wiary i osobiste intencje uczestniczących. We wspólnocie przeżywa się braterstwo, wzajemną pomoc, życzliwość. Wędrówce towarzyszy modlitwa, śpiewy, codzienna liturgia Mszy św., dawanie świadectwa o własnych przekonaniach religijnych i duchowych doświadczeniach. Każda pielgrzymka ma swoje hasło, które wiąże się najczęściej z ideą podawaną przez Ojca Świętego lub z hasłem, zaproponowanym przez Episkopat Polski. Są ludzie, którzy od wielu dziesiątek lat rokrocznie pielgrzymują na Jasną Górę w zorganizowanych grupach. Istnieje także specjalna strona internetowa z galerią zdjęć, praktycznymi informacjami i aktywnością poszczególnych grup oraz z możliwością otrzymania konkretnej pomocy w trudnej sytuacji. Pielgrzymom towarzyszą ciężarówki, które wiozą ich wyposażenie. Duże wrażenie robią grupy pątnicze, gościnnie przyjmowane przez ludność miejscowości znajdujących się na szlaku ich wędrowania. Warto kiedyś przeżyć taką pielgrzymkę, pozostawia niezapomniany ślad w życiu. Ks. rektor Stanisław Budyń Źródło: „Nasze Słowo” 111


POLAK – CZŁONKIEM KOMITETU CENTRALNEGO KATOLIKÓW NIEMIECKICH Barbara Małoszewska Po raz pierwszy w powojennej historii członkiem najwyższego gremium niemieckich katolików świeckich – ZdK (Komitet Centralny Katolików Niemieckich) – został Polak – prof. dr hab. inż. Piotr Małoszewski, wiceprzewodniczący Chrześcijańskiego Centrum Krzewienia Kultury Tradycji i Języka Polskiego w Niemczech. 22 czerwca 2013 katolicy obcojęzyczni, podczas spotkania we Frankfurcie nad Menem, dokonali wyboru swoich trzech przedstawicieli do ZdK. Obok prof. Małoszewskiego na czteroletnią kadencję wybrano Hiszpana – Jose Ibaneza i przedstawiciela Afryki dr. Emeka Ani z Nigerii. Ich wprowadzenie do ZdK nastąpi w listopadzie br. podczas zebrania plenarnego w Bonn. Katolicy obcokrajowcy, przede wszystkim Polacy po przewodnictwem ks. prałata Stanisława Budynia, Rektora PMK w Niemczech, od wielu lat zabiegali o to, by w ZdK znalazło się miejsce dla ich przedstawicieli, których sami wybiorą. W Niemczech mieszka obecnie 4 miliony katolików obcojęzycznych (30 grup etnicznych), co stanowi 17 proc. wszystkich katolików. W kwietniu br. Komitet Centralny Katolików Niemieckich, podczas zebrania plenarnego w Münster, zdecydował się na ustępstwo i dokonał, warto tu podkreślić – jednomyślnie, odpowiednich zmian statutowych. Przewidywały one wprowadzenie na stałe do 230-osobowego ZdK trzech nowych członków, wybieranych bezpośrednio przez przedstawicieli katolików obcojęzycznych w Niemczech, na takich zasadach, jakie obowiązują w diecezjach niemieckich i w ordynariacie polowym wojska. W dniu 25 czerwca br. Rada Stała Konferencji Biskupów Niemieckich zatwierdziła zmiany statutowe, dokonane przez ZdK. Prof. Piotr Małoszewski jest pracownikiem naukowym, absolwentem Wydziału Elektrotechniki AGH w Krakowie, wicedyrektorem Instytutu Ekologii Wód Podziemnych w Centrum Badawczym Helmholtza w Monachium. Od ponad dziesięciu lat jest przewodniczącym Rady Naczelnej Polskich Katolików Świeckich w Niemczech oraz wiceprzewodniczącym Polskiej Prof. Piotr Małoszewski Rady Duszpasterskiej Europy Zachodniej, której 112


Barbara Małoszewska

przewodniczy obecnie ks. bp Wiesław Lechowicz, delegat Konferencji Episkopatu Polski ds. duszpasterstwa emigracji polskiej. Działa również aktywnie w strukturach katolików świeckich w archidiecezji Monachium-Fryzynga, gdzie w latach 2006-2010 był wiceprzewodniczącym Diecezjalnej Rady Katoli- Prof. Piotr Małoszewski z przewodniczącym ZdK, ków Świeckich, a od 2002 znanym politykiem CSU Alois’em Glück’iem, jest członkiem zarządu i wi- byłym prezydentem parlamentu bawarskiego ceprzewodniczącym Rady Regionu Monachium. W latach 1996-2006 był przewodniczącym Rady Parafialnej Polskiej Misji Katolickiej w Monachium. Jest współzałożycielem oraz wiceprzewodniczącym Chrześcijańskiego Centrum Krzewienia Kultury, Tradycji i Języka Polskiego w Niemczech, stowarzyszenia zarejestrowanego, działającego w strukturach Polskiej Misji Katolickiej. Prof. Małoszewski reprezentuje Chrześcijańskie Centrum w Konwencie Organizacji Polskich w Niemczech. Jest odznaczony m.in. papieskim Orderem św. Sylwestra oraz Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Komitet Centralny Katolików Niemieckich jest najwyższym przedstawicielstwem (parlamentem) katolików świeckich w tym kraju. Jest to organ przede wszystkim opiniotwórczy, wypowiadający się w wielu sprawach, związanych nie tylko z życiem Kościoła, ale również w sprawach polityczno-społecznych. W skład ZdK, który oficjalnie powstał w 1869 roku (ZdK zawiesiło swoją działalność w roku 1933 i reaktywowało w 1946), wchodzi po trzech przedstawicieli wybieranych w każdej z 27 diecezji, z ordynariatu polowego wojska i z Federalnej Rady Katolików Obcokrajowców, 97 przedstawicieli organizacji i ruchów katolickich oraz 45 osobistości dobieranych przez walny zjazd delegatów (plenum ZdK). Na czele ZdK stoi prezydium, któremu przewodniczy znany polityk CSU Alois Glück, były prezydent parlamentu bawarskiego. Barbara Małoszewska

113


NIEMCY-POLSKA WYDARZENIA, FAKTY, OPINIE POD BIAŁO-CZERWONĄ. DZIEŃ FLAGI NARODOWEJ ORAZ POLONII I POLAKÓW ZA GRANICĄ 2 maja Polacy na całym świecie obchodzili Dzień Polonii i Polaków za Granicą. Święto ustanowione zostało w 2002 roku, w uznaniu wielowiekowego dorobku i wkładu Polonii i Polaków za granicą w odzyskanie przez Polskę niepodległości, wierność i przywiązanie do polskości oraz pomoc Krajowi w najtrudniejszych momentach, w celu potwierdzenia więzi z Macierzą i jedności wszystkich Polaków, tak mieszkających w Kraju, jak i żyjących poza nim. Stowarzyszenie „Wspólnota Polska” tradycyjnie w tym dniu zorganizowało w Warszawie spotkanie przedstawicieli Polonii z wielu regionów świata. W tym roku wspólne obchody 2 maja – Święta Flagi Rzeczypospolitej Polskiej oraz Dnia Polonii i Polaków za Granicą – rozpoczęły się w Warszawie przemarszem Polonii i zaproszonych gości sprzed Domu Polonii, przez Krakowskie Przedmieście na plac przed Pałacem Prezydenckim, w asyście Podlaskiej Chorągwi Husarii, dwunastoosobowej grupy rekonstrukcyjnej. W pochodzie, który przeszedł Krakowskim Przedmieściem do Pałacu Prezydenckiego uczestniczyli przedstawiciele organizacji polskich i polonijnych z różnych zakątków świata oraz harcerze ze Sztokholmu. Na dziedzińcu Pałacu Prezydenckiego odbyła się uroczystość podniesienia flagi państwowej oraz wręczenie flag jednostkom wojskowym, organizacjom pozarządowym, szkołom i organizacjom polonijnym. Corocznie do uroczystości zapraszanych jest Delegacja polonijna z parą prezydencką, po ceremonii kilka kolejnych organizacji polonijwręczenia flag 114


Jadwiga Supplitt

nych. W tym roku zaszczytu odebrania biało-czerwonych flag z rąk Prezydenta Bronisława Komorowskiego dostąpili m.in.: Longin Komo- Alexander Zając z prezydentem Rzeczypospolitej Polłowski – prezes Sto- skiej Bronisławem Komorowskim warzyszenia „Wspólnota Polska”, ks. hm. Paweł Drążyk – komendant Niezależnego Hufca Harcerstwa Polskiego „LS-Kaszuby” w Szwecji, Jan Cytowski – wiceprezes Kongresu Polonii Kanadyjskiej, Alexander Zając – dyrektor Biura Organizacji Polskich w Berlinie; Ryszard Stankiewicz – prezes Związku Polaków na Łotwie, Teresa Kopeć – prezes Wspólnoty Polskich Organizacji w Austrii „Forum Polonii”, Józef Szymeczek – prezes Kongresu Polaków w Republice Czeskiej. Krystyna Koziewicz, Berlin DZIEŃ EUROPY W DÜSSELDORFIE W ramach 8. Dnia Europy wielu mieszkańców Düsseldorfu wybrało weekend w dniach 10-12 maja na łonie natury. Jednak ci, którzy przypadkowo lub celowo znaleźli się na placu przed Ratuszem, mogli czuć się usatysfakcjonowani. Jestem pewna, że każdy znalazł tu coś zarówno dla oczu, uszu jak i podniebienia. Leżą przede mną pięknie wydane foldery, zachęcające do zwiedzania m.in. Słowenii i Węgier, na licznych stoiskach można się było zaopatrzyć w wiele ciekawych publikacji i materiałów informacyjnych. I nie tylko. Estończycy np. oferowali wyroby z drewna i wełniane czapki (z myślą o zimie!). Można było spróbować smakołyków kuchni regionalnych, kupić wino u Francuzów, u Słoweńców – zaś śliwowicę albo wódkę gruszkową. Restauracja „Gdańska” z Oberhausen serwowała bigos i kiełbasę krakowską, a pragnienie można było ugasić „Żywcem”. Swoje stoiska miały też organizacje i stowarzyszenia kulturalne, reprezentujące polską społeczność w Düsseldorfie. Obecne były Polska Szkoła, Stowarzyszenie Inżynierów Polskich oraz Towarzystwo „Cultura”. Do stałych uczestników obchodów Dnia Europy należy też chór „Polonia 1898”, który i tym razem otworzył uroczystość Odą do radości, której wersja instrumentalna jest hymnen Zjednoczonej Europy. Kiedy chór o ponad stuletniej tradycji śpiewał Wszyscy ludzie będą braćmi, byłam pewna, że do tego jeszcze długa droga. Ale kiedy zobaczyłam na placu sąsiadujące ze sobą namioty SPD i CDU, pomyślałam – może wcale nie taka długa...? 115


NIEMCY-POLSKA

Program artystyczny tegorocznych obchodów był bardzo bogaty, choć krótszy niż zwykle i mógł zadowolić nawet dość wyrafinowane gusta. Barwnie prezentowały się grupy folklorystyczne z Chorwacji, Słowenii i Czech. Grecy urzekli widzów muzyką, wykonywaną na ludowych instrumentach (m.in. buzuki). Duże brawa otrzymał zespół pod nazwą „Rhine-Area Pipes and Drums”, którego muzycy, ubrani w szkockie spódniczki (kilty), grali na kobzach. Mnie jednak najbardziej podobał się występ chóru „Benedictus” Polskiej Misji Katolickiej z Wuppertalu. Wbrew nazwie, chór zaskoczył swoim repertuarem, na który złożyły się znane polskie piosenki, m.in. Wsiąść do pociągu byle jakiego i Dziwny jest ten świat. Bardzo podobał się również występ grupy z Düsseldorfu, tańczącej flamenco. Program artystyczny mocnym akcentem w sensie dosłownym zakończyła orkiestra dęta, reprezentująca Portugalię. Szkoda tylko, że w tym roku Dzień Europy świętowano nieco w cieniu festiwalu jazzowego „Jazz Rally”. I choć hasło tegorocznych obchodów brzmiało „Europa meets Jazz”, nie zmienia to faktu, że informacji o święcie Europy było „jak na lekarstwo”. Mimo tego wróciłam z miasta z przekonaniem, że „ludzi dobrej woli jest więcej”. Jadwiga Supplitt, Düsseldor POSEŁ SOLIDARNEJ POLSKI KRYTYKUJE „PUSTE GESTY WOBEC POLONII” Poseł SP Arkadiusz Mularczyk zarzuca rządowi RFN „puste gesty” i „brak woli politycznej”. Chodzi o niewywiązywanie się z deklaracji Okrągłego Stołu. Niemcy mieli ułatwić naukę języka polskiego i finansować biuro Polonii. Asymetria przywilejów

Poseł na Sejm Rzeczpospolitej Polskiej Arkadiusz Mularczyk

Po artykule DW o zablokowaniu przez Niemców środków na funkcjonowanie biura Polonii, sprawą zainteresowali się politycy polskiej opozycji. Podczas gdy polski MSZ żądał zmiany w tekście redakcyjnym, opozycja wybrała się osobiście do Berlina, by na miejscu przekonać się o sytuacji. W tym celu poseł Solidarnej Polski (SP) Arkadiusz Mularczyk spotkał się nawet z wiceministrem spraw wewnętrznych Christopherem Bergnerem (CDU), który jako parlamentarny sekretarz stanu jest politycznie odpowiedzialny za wdrożenie postanowień międzyrządowych porozumień Okrągłego Stołu. 116


Róża Romaniec

W deklaracji z 2011 Niemcy obiecali Polonii m.in. ułatwienia w nauce języka polskiego w Niemczech oraz finansowanie biura w Berlinie. Tymczasem po przydzieleniu środków na 2012 rok, na 2013 je zablokowano. Brak jednak uzasadnienia tej decyzji. W efekcie biuro od stycznia pozostaje bez środków, a dwóch jego pracowników czeka od ponad pół roku na wypłatę. Biuro Polonii zainicjowało poradnictwo psychologiczne, Niemcy są przeciwni. Mularczyk mówi, że zwrócił uwagę Bergnerowi na asymetrię przywilejów Polonii w Niemczech i mniejszości niemieckiej w Polsce. Poseł miał wyliczyć, że Polska wydaje miliony na naukę języka niemieckiego, że w urzędach ponad 40 gmin można się porozumiewać w języku niemieckim, że 300 nazw wsi i miejscowości jest również w języku niemieckim, że nie ma progu procentowego w ordynacji wyborczej, przez co mniejszość niemiecka ma swoich przedstawicieli w Sejmie itd. Wobec wywiązywania się Polski z postanowień traktatowych można oczekiwać, że Niemcy wykażą dobrą wolę i wypłacą obiecane środki dla biura Polonii, podkreśla Mularczyk. Jest to wręcz absurdalne, bo chodzi o symboliczną sumę 50 tys. euro – dodaje. Puste gesty Poseł nie ukrywa rozczarowania po spotkaniu w niemieckim MSW. – Ogólnie zapewniano o dobrych wzajemnych relacjach, ale konkretnie wygląda to gorzej, mówi. – Moim zdaniem mamy do czynienia z pustymi gestami, bo brak jest woli politycznej, by rozwiązać problem, dodaje. – Autorytarne decyzje urzędników niższego szczebla blokują wypłacanie obiecanych środków i negatywnie wpływają na relacje bilateralne, ocenia Mularczyk. Jego zdaniem, strona niemiecka bezpodstawnie blokuje środki finansowe. – Przez pół roku mówiono o niespełnianiu warunków formalnych przez biuro, a teraz nagle mowa jest o konieczności wypracowania nowej koncepcji biura, relacjonuje po spotkaniu z wiceministrem Bergnerem. Polonia ma otrzymać od RFN na działalność w 2013 łącznie 80 tys. euro. Pieniądze wypłaca MSW na działalność biura Polonii (50 tys.) i portal internetowy (30 tys.). Poseł Mularczyk mówi o „rozczarowaniu postawą Niemców” i ewentualnej konieczności „zmiany koncepcji i realnych stosunków z Niemcami”. Sugeruje, że Polska powinna się zastanowić nad ograniczeniem przywilejów niemieckiej mniejszości w Polsce. Wieczne czekanie Sytuacja Polonii jest o tyle niepokojąca, że w Niemczech odbyły się wybory do Bundestagu i nie wiadomo, czy nie dojdzie do dalszych 117


NIEMCY-POLSKA

zmian w MSW. Szef biura Polonii Aleksander Zając obawia się, że w takiej sytuacji środki mogłyby być blokowane do 2014 roku. Do zmian na stanowiskach w ostatnich miesiącach dochodziło kilkakrotnie, zarówno po niemieckiej, jak i po polskiej stronie. Mimo trudnej sytuacji, pracownicy biura nie chcą się poddawać i nadal walczą o środki. – To jest absurdalne, bo nadal nie wiemy, co nam się konkretnie zarzuca – mówi Zając i dodaje, że po ostatniej rozmowie z urzędnikami odpowiedzialnymi istnieje szansa, iż biuro dostanie przynajmniej zaliczkę. Równocześnie podtrzymuje zarzuty wobec niemieckiego MSW, iż resort ten „stale zmienia wymagania” i żąda dostarczania przez biuro Polonii kontaktów i list mailingowych osób, z którymi biuro koresponduje. Zając dodaje, że nie spełni tego wymogu, bo przypomina mu to metody z minionej epoki. Tę kwestię miał poruszyć na spotkaniu z niemieckim MSW także Arkadiusz Mularczyk. Zwróciłem uwagę min. Bergnera na pewnego rodzaju inwigilację biura Polonii – powiedział na konferencji w Berlinie. – Nie wygląda to dobrze, bo można mieć wrażenie, że ministerstwo nadmiernie monitoruje działalność Polonii”. Tymczasem MSW zapewnia, że tak funkcjonują wszystkie biura mniejszości w Niemczech. Mularczyk zapowiedział, że będzie wnioskował w Warszawie o powołanie specjalnej grupy, która monitorowałaby wywiązywanie się Berlina z postanowień Okrągłego Stołu. Poseł SP chce poinformować o wynikach swojej wizyty komisję spraw zagranicznych sejmu, szefa MSZ Radka Sikorskiego oraz marszałek Ewę Kopacz. O to samo zapytał poseł SPD do Bundestagu Dietmar Nietan i otrzymał od rządu pani Merkel jedynie ogólnikową odpowiedź. Róża Romaniec, Berlin Źródło: Deutsche Welle – http://www.dw.de/polish Więcej: http://www.dw.de/pose%C5%82-sp-krytykuje-puste-gesty-wobec-polonii/a-16987731

„NIE UMARŁEM – ICH BIN NICHT TOT”. WYSTAWA O POLSKICH GROBACH W BERLINIE I NIEMIECKICH W SZCZECINIE Każdy z nas ma swoje miejsce na ziemi. Za życia i po śmierci. Żyjemy tak długo, jak długo trwamy w pamięci innych. Za życia i po śmierci. Nie umiera tylko ten, o kim ktoś pamięta, ktoś, kto zachował pamiątki, fotografie, talizmany, kto odwiedza groby, kto wspomina… Ewa Maria Slaska – kuratorka i realizatorka wystawy Nie umarłem 118


119


120


Krystyna Koziewicz

©Krystyna Koziewicz

– Ich bin nicht tot to wszechstronnie utalentowana pisarka, dziennikarka, która inspiracje do działania czerpie z każdego miejsca, gdziekolwiek się znajduje i co najważniejsze – ze znaleziska potrafi zrobić „życie”. Życiorys ma imponujący, kto chce bliżej poznać Ewę, odsyłam do polskiej Wikipedii - http://pl.wikipedia.org/wiki/ Kuratorem wystawy była Ewa Maria Slaska Ewa_Maria_Slaska, choć i tam nie da się znaleźć wszystkiego. Lubi chodzić po cmentarzach, w końcu jest archeolożką z wykształcenia, a w Berlinie ma swoje „Eldorado”, bo to miasto, w którym z uwagi na uwarunkowania historyczne znajduje się 270 cmentarzy. Na cmentarzach Śląska „odkrywa” groby wielu postaci. No, a jeśli już napotka na polskie nazwisko, jak w przypadku nazwiska Niedźwiedziński z polskimi znakami, to cieszy się jak małe dziecko. Nie opuszcza tego miejsca bez notatek, zdjęć, by potem miesiącami, a niekiedy latami szperać w archiwum i poznać historię znanego lub nieznanego Polaka. Tych znanych nie było zresztą w Berlinie zbyt wielu, świadczą o tym nielicznie zachowane groby. Tych nieznanych były masy, ale jak trudno dojść do tego, że w grobie pochowano rzeczywiście Polkę lub Polaka. Slaska znalazła jednak i takie, gdzie nie archiwa mówią o tym, kto w danym miejscu leży pochowany, lecz same groby. I wtedy okaże się, że Manfred Paul Oswin Zänker, człowiek o niemieckim nazwisku i czterech niemieckich imionach – był Polakiem i się z narażeniem życia do swej polskości przyznawał. Kilka takich biografii Slaska udokumentowała na wystawie, więcej znajduje się w jej prywatnych archiwach. W drugiej części wystawy dwie osoby ze Szczecina, członkowie Stowarzyszenia „Nasze wycieczki” przygotowali 15 biogramów Niemców z niemieckiego Stettina, o których pamięta się jeszcze i w polskim Szczecinie. Oto, co mówi inicjatorka wystawy Ewa Maria Slaska: Cmentarze, zwłaszcza, gdy mają charakter parku i zapraszają do spacerów, to miejsca gdzie każdy człowiek może nawiązać kontakt z przeszłością swojego otoczenia. Cmentarze są bogatym źródłem informacji historycznych, a osoba zainteresowana nie musi szperać po archiwach. Wystarczy zwykły spacer, pod warunkiem, że chce się zrozumieć to, co nam mówią. Nasza wystawa będzie takim spacerem, umożliwiającym mieszkańcom naszych miast, Polakom i Niemcom, wgląd w zmienną historię obu na121


NIEMCY-POLSKA

©Krystyna Koziewicz

szych narodów w ciągu ostatnich trzech stuleci. Istnieją tu pewne podobieństwa. W dzisiejszym polskim Szczecinie mieszkali przedtem Niemcy. W Berlinie mieszkała duża grupa imigrantów z Polski – po dziś dzień. Spacer po Cmentarzu Centralnym w Szczecinie pokazuje polskiemu mieszkańcowi Szczecina niemiecką przeszłość jego miasta. Podobny spacer po licznych cmentarzach w Berlinie pokaże berlińczykowi, że od stuleci mieszkali tu ludzie z innej kultury, używający innego języka i że społeczeństwo wielokulturowe nie jest tu czymś nowym. Do końca II wojny światowej Szczecin był miastem niemieckim, choć często zapomina się, że było to miasto pomorskie o bardzo zmiennych losach. Dopiero w roku 1713 król pruski Fryderyk Wilhelm I zajął miasto i ostatecznie włączył je do Prus po pokoju sztokholmskim w 1720 roku. W roku 1901 postanowiono w Szczecinie przenieść cmentarze poza obręb miasta. Tak zwany Wielki Berlin powstał w roku 1920, a w jego skład weszło sześć miast, 59 gmin wiejskich i 27 posiadłości rolnych. Każda jednostka administracyjna wchodząc w skład miasta wniosła czasem tylko jeden cmentarz, ale czasem nawet dziesięć lub dwadzieścia. Dlatego w chwili obecnej Berlin posiada łącznie 270 cmentarzy. Poszukując polskich śladów na cmentarzach w Berlinie trzeba przyjść osobno na każdy z nich. W Berlinie nie ma polskich cmentarzy, ani polskich kwartałów na niemieckich cmentarzach. Polacy pochowani są na wszystkich cmentarzach w Berlinie. Kilku z nich to znane postaci, ale wielka masa to zwykli ludzie. Dlatego nie ma ich w rejestrach czy na tablicach informacyjnych. Trzeba ich znaleźć. Wystawę Nie umarłem – Ich bin nich tot ogladać można było w lipcu na jednym z czterech cmentarzy historycznych na Bergmannstrasse 42-44, na Kreuzbergu. Wystawa rodzi refleksje natury ogólnej, nie po raz pierwszy, zresztą. Sfinansowały ją wspólnie dwie instytucje niemieckie – główny organizator wystawy czyli Stowarzyszenie Städtepartner Stettin e.V. z siedzibą na Kreuzbergu i Związek Cmentarzy Ewangelickich w Berlinie. Mówi się teraz, że być może ukaże się książka o polskich grobach w Berlinie,

122


Krystyna Koziewicz

a sfinansuje ją Fundacja Berlińskich Cmentarzy Historycznych. Ze strony instytucji polskich nie ma żadnego wsparcia. Ich przedstawiciele nie przyszli na otwarcie. Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej już kilka lat temu nie przyznała funduszy na sfinansowanie publikacji na temat polskich grobów w Berlinie. Inicjatorka wystawy kilkakrotnie występowała – czy to sama czy za pośrednictwem Oświaty i Polskiej Rady – do Ambasady RP z projektami wykładów, warsztatów i publikacji na ten temat i nigdy nie otrzymała dofinansowania. Nie ona jedna przecież. I nie tylko ten temat nie budzi zainteresowania. Dlaczego tak jest? Dlaczego nie ma ani zainteresowania, ani wsparcia dla wielu inicjatyw polonijnych. Nikomu nie zależy, by powstało w Berlinie miejsce na archiwum, dokumentujące polskie ślady w Berlinie. Wśród nas znajdują się Polonusy – ludzie, którzy pasjonują się dokumentowaniem życia polonijnego: opracowują albumy fotograficzne, katalogi, leksykony, gromadzą ulotki, flyery, czasopisma, książki, wydawane przez pisarzy polonijnych. To ciekawe, że nie brakuje kasy na festyny, pikniki czy spotkania, które są potrzebne, oczywiście, ale na miłość boską, pozwólcie polonijni decydenci, że zapytam Was: co pokażemy kolejnym pokoleniom? Krystyna Koziewicz, Berlin PRZYJĘCIE U PREZYDENTA

©Henning Schacht

Prezydent Niemiec Joachim Gauck już po raz drugi zorganizował w dniach 30 i 31 sierpnia 2013 roku tzw. Bürgerfest / Festyn Obywatelski w Parku i Pałacu Bellevue w Berlinie. Pałac jest siedzibą prezydenta, który tu mieszka i pracuje. Pierwszego dnia na uroczystość zaproszono 4000 osób, drugiego – 14 tysięcy. Możliwe, że Bürgerfest w Bellevue – prezydent Joachim Gauck otPolacy wzięli udział wiera festyn w towarzystwie Danieli Schadt w tym festynie podczas obu dni, tego nie wiem. Moi znajomi i ja byliśmy zaproszeni pierwszego dnia, kiedy to Prezydent postanowił zaprosić 123


NIEMCY-POLSKA

©Henning Schacht

Polaków, którzy ponad 30 lat temu angażowali się w strajkach sierpniowych, aktywnie działali w „Solidarności” i w opozycji po wprowadzeniu stanu wojennego. Cały festyn przebiegał zresztą pod hasłem podziękoPrezydent przed zdjęciem z Bronisławem Komorowskim i wania prezydenta plakatem „Solidarności” dla tych, którzy się bezinteresownie angażują. Impreza została zorganizowana z wielkim rozmachem. Na dwóch scenach odbywały się występy muzyczne i dyskusje, rozmowy i wywiady z zaangażowanymi mieszkańcami Niemiec. W miasteczku festynowym można było dostać wspaniałe smakołyki. Były stoiska dla dzieci, ustawiona jurta, w której odbywały się czytania – dla dorosłych i dla dzieci. Dla dorosłych czytano listy obywateli do Theodora Heussa, pierwszego prezydenta Republiki Federalnej Niemiec w latach 1949-1959, oraz odpowiedzi prezydenta, niekiedy pisane przez jego asystenta, ale niekiedy osobiście przez niego samego. Listy, zatytułowane Hochverehrter Herr Bundespräsident! Der Briefwechsel mit der Bevölkerung 1949-1959 zostały wydane w Berlinie w roku 2010. Było to nadzwyczaj ciekawe – i same listy, i fakt, że czytanie odbyło się podczas przyjęcia u prezydenta. Drugim interesującym elementem imprezy była możliwość zwiedzenia Pałacu Prezydenckiego. Piękny, piękny, piękny. Wszyscy zachwycali się cudownie nakrytymi stołami, a mnie naprawdę wzruszyły dywany – o pięknej kolorystyce, powściągliwym wzornictwie – ogromne, miękkie, zamawiane specjalnie do wystroju pałacu. Podczas przyjęcia został wykonany program artystyczny, w którym nie zabrakło polskiego akcentu. Na głównej scenie zaraz po przemowie inauguracyjnej prezydenta pojawił się polski zespół jazzowy – Iwona Cudak & Band. Niestety, zostało to w wydrukowanym programie zapowiedziane jako Crazy Vibes, bo tak się nazywa zespół tej znakomitej śpiewaczki jazzowej. Oczywiście marketingowo to świetna nazwa, ale akurat u prezydenta dobrze by było, żeby pojawił się jakiś polski akcent. Nie widziałam listy gości podczas tego pierwszego dnia, ale część

124


Ewa Maria Slaska

zaproszonych Polaków spotkałam osobiście. Był Alexander Zając z żoną. Alexander jest od lat szefem Zrzeszenia Federalnego – Polska Rada w Niemczech i od ponad roku, szefem Biura Polonii w Berlinie. Biuro to powstało jako jeden z niewielu, jak najbardziej wymiernych efektów obrad tzw. Okrągłego Stołu polsko-niemieckiego i rozpoczęło działalność w lipcu 2012 roku. Jego zadaniem jest koordynacja działalności polonijnej na terenie Niemiec. I choć po roku pracy Biura można powiedzieć, że jego rola i dostęp dla Polonii nadal mijają się z oczekiwaniami, jest to pierwszy oficjalny urząd, jakim dysponuje Polonia. I, dodajmy, jest to absolutna nowość. Polonia masowo mieszka i pracuje w Niemczech od XIX wieku, dotychczas jednak na szczeblu oficjalnym nie posiadała swojej reprezentacji. W imieniu grupy wypowiadały się albo stowarzyszenia lub ich związki albo, od roku 1918 (oczywiście z przerwą w okresie wojny), instytucje oficjalne reprezentujące państwo polskie. Stowarzyszenia nie mają jednak tej samej rangi co urzędy, a dla instytucji przedstawicielskich Polski Polonia jest grupą o znaczeniu marginalnym. Na festynie byli też Marek Slaski, w czasie strajków sierpniowych w 1980 roku delegat swojego zakładu pracy do Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego na Stoczni Gdańskiej, oraz Krzysztof Trojnar, zastępca Władysława Frasyniuka w regionie dolnośląskim „Solidarności” oraz Jacek Slaski, organizator festiwalu Solidarności w Berlinie w roku 2009. Była też Dorota Danielewicz-Kerski, znana dziennikarka nieistniejącego już niestety radia MultiKulti i niestrudzona multiplikatorka, autorka wydanej niedawno książki Berlin. Przewodnik po duszy miasta, w której opisuje nie tylko samo miasto, ale też i swoje życie, poczynając od roku 1981, kiedy jako kilkunastoletnia dziewczyna przyjechała tu z rodzicami. Ważnymi osobistościami życia polonijnego zaproszonymi na festyn do prezydenta był Wojciech Drozdek z żoną. Wojciech Drozdek, mimo tego, że dostał wyrok w zawieszeniu za działalność w łódzkim RUCHu, otrzymał paszport. Dzięki temu na trzy lata przed powstaniem „Solidarności” wyjechał do Berlina Zachodniego. Podczas stanu wojennego działał w organizacji, która zajmowała się wzmacnianiem polskiego podziemia. Był również wydawcą „Przekazów”. No, i wreszcie na przyjęciu była też autorka niniejszej relacji, Ewa Maria Slaska, pisarka i dziennikarka, w okresie Solidarności i stanu wojennego dziennikarka prasy solidarnościowej, oczywiście – w okresie stanu wojennego – nielegalnej. 125


NIEMCY-POLSKA

Jeżeli byli jeszcze inni przedstawiciele Polonii i osoby zaproszone z uwagi na działanie w Solidarności, proszę, żeby się zgłosiły – uzupełnię powyższy tekst o ich nazwiska i informacje. Z poważaniem Wasza Ewa Maria Slaska, Berlin Od Redakcji: Alexander Zając, założyciel Arbeitsgruppe „Solidarność” Eschweiler-Aachen T.z., przedstawiciel Centrum Informacji Akademickiej NZSu na Zachodzie, Europejski Koordynator Światowego Porozumienia Organizacji Wspierających „Solidarność”, członek Solidarności Walczącej. POLONIJNI DZIENNIKARZE NA ZIEMI LUBELSKIEJ I MAŁOPOLSKIEJ Członkowie naszego Związku wzięli ostatnio udział w szkoleniu Wzmocnienie, rozwój i integracja mediów polskich i polonijnych za granicą, zorganizowanym przez Fundację Nowy Staw, a współfinansowanym przez MSZ RP. Polonijni dziennikarze gościli w związku z tym na ziemi – Lubelskiej i Małopolskiej, które znane są z bliskich kontaktów z mediami polskojęzycznymi na emigracji. Media polonijne służą nie tylko integracji polskiej diaspory, ale mają też znaczący wpływ na kreowanie pozytywnego wizerunku Polski poza granicami kraju. Pierwszy etap szkolenia odbył się w Nasutowie koło Lublina, gdzie dziennikarze z sześciu krajów Europy Zachodniej i Wschodniej: Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Litwy, Białorusi i Ukrainy, przez pięć dni przechodzili intensywne szkolenia ze Polonijni dziennikarze podczas szkolenia

126


Krystyna Koziewicz

specjalistami z różnych dziedzin mediów. Był kurs fotografii prasowej, wideo, reportażu, tworzenia blogów i stron HTML itd. Zajęcia rozpoczynały się wcześnie rano i trwały do późnego wieczora. Druga część rozpoczęła się po miesięcznej przerwie w Krakowie, gdzie dziennikarze uczestniczyli także w różnorodnych warsztatach szkoleniowych, np. Jak zrealizować transmisję online – sprzęt, Podczas Forum Ekonomicznego w Krynioprogramowanie, porady czy cy. Od lewej – Arkadiusz B. Kulaszewski, Dziennikarz polonijny w poszuki- Agnieszka Sygacz i Magda Gnyp waniu ciekawego i użytecznego tematu. To tylko wybrane tematy z bogatego programu, jaki przygotowali organizatorzy. Przeglądając program szkolenia, można pokusić się o stwierdzenie, że trafnie dobrano problematykę – tak, by odpowiadała oczekiwaniom środowiska dziennikarzy polonijnych. Możliwość poznania meandrów nowoczesnych form komunikowania się w nowym świecie cyfrowym to wyzwanie, z którym niewątpliwie, prędzej czy później, każdy będzie musiał się zmierzyć. Przy okazji odwiedzono też redakcje „Tygodnika Powszechnego” i gazety regionalnej „Sądeczanin”. Kulminacyjnym wydarzeniem był udział w Forum Ekonomicznym w Krynicy Zdroju. „Polskie Davos” to miejsce, gdzie rozstrzygają się plany gospodarcze na przyszłość. Motto tegorocznego Forum Perspektywy nowego ładu nawiązywało do przemian ekonomicznych, społecznych i politycznych w dobie światowego kryzysu. Obecność mediów polonijnych na forum stanowiła nowe doświadczenie dziennikarskie, które pozwoliło na zdobycie wiedzy z sektora ekonomicznego. W mediach emigracyjnych właściwie nie ma tematów z polskiej czy europejskiej ekonomii, ponieważ ani politykom, ekonomistom czy biznesmenom nie zależało  dotychczas na ich popularyzacji. Niewiadomo, dlaczego nie bierze się pod uwagę faktu, iż poza granicami kraju media polonijne mają często dobre relacje ze światem biznesu. Polonijnych dziennikarzy powitał gościnny region, który malowniczymi krajobrazami ogrzał serce i zadziałał niczym balsam dla spragnionego polskości Polonusa! Krystyna Koziewicz, Berlin/Arkadiusz Kulaszewski, Hamburg 127


Adres redakcji i wydawcy: Konwent Organizacji Polskich w Niemczech Sigmundstr. 8, 52070 Aachen Tel. +49 241 4011537 Fax: +49 241 4011538 E-mail: redakcja@konwent.de

Druk: Drukarnia „Efekt” – Jan Piotrowski, Tadeusz Markiewicz. Spółka jawna, ul. Lubelska 30/32, 03-802 Warszawa 8 arkuszy drukarskich. Format A5, papier 80 g. Nakład: 800 egzemplarzy

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo do ich redagowania, zmiany tytułów i skracania. W sprawie prenumeraty prosimy o kontakt z Redakcją.

Projekt jest współfinansowany ze środków finansowych, otrzymanych od Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP, w ramach konkursu na realizację zadania „Współpraca z Polonią i Polakami za Granicą”. 128

Magazyn Polonia 2013 - Nr 1  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you