Page 1

Ameryka Południowa

1


Ameryka Południowa

Spis treści Satanoperca mapiritensis (Fernandez-Yepez, 1950) – początek przygody..................................4 Enigmatochromis lucanusi Lamboj 2009.........................................................................................17 Podręcznik Apistomaniaka, część 1.............................................................................................24 Cryptoheros nanoluteus (Allgayer 1994)........................................................................................37

Okładka: Para Cryptoheros nanoluteus z potomstwem Autor: Piotr „piotrK” Koba Redaktor naczelny: Piotr „piotrK” Koba Redakcja: Cichlidae.pl Team Korekta: Justyna Kmiecik Autorzy: Łukasz „Ruki” Brzeziński, Marcin „galimedes” Chyła, Katarzyna „mei” Wawiórko, Piotr „piotrK” Koba cichlid@e.pl Magazyn 2014 © Cichlidae.pl Team. Wszystkie prawa zastrzeżone.

2


Ameryka Południowa Drodzy Przyjaciele, Jak widać, na kolejne wydanie Magazynu przyszło Wam trochę poczekać. Niestety (a może i stety?) przyjęta przez nas forma tego mini-wydawnictwa, czyli aperiodyk daje nam (Teamowi Cichlidae.pl jak i autorom tekstów) znacznie większą swobodę działania i mniejszą, mówiąc potocznie, „spinę”. Wszak ma to być zabawa, przyjemność, relaks, a nie ciężka robota i wyczerpujące nadgodziny. Trzeba jednak przyznać, że powoli nabieramy doświadczenia w tworzeniu czegoś takiego jak e-zin, co, miejmy taką nadzieję, zaowocuje szybszym i sprawniejszym składaniem kolejnych numerów. Ale ale... wiele zależy także od Was – Cichlid@e.pl Magazyn będzie miał prawo bytu tylko wtedy, kiedy to czytelnicy jak i forumowicze będą zainteresowani dzieleniem się na jego łamach swoją wiedzą i doświadczeniem związanym z hodowlą pielęgnic. Na forum, poza klasycznym już kalendarzem pojawiła się nowa inicjatywa – a mianowicie wakacyjne spotkanie użytkowników w Kołobrzegu. Nie jest to jednak typowy zlot czy wystawa: w przeciwieństwie do wielu innych „oficjalnych” (tu: ogłaszanych/organizowanych na forum publicznym) imprez ma to być rodzinny mityng, bez biegania z wiadrami wody, nabawiania się korzonków od ustawiania akwariów, stresów związanych z transportem zwierząt, potrzaskanych świetlówek, bagażników pełnych korzeni, a nie... bagaży etc. Co, oczywiście, to wszystko jest fantastycznym przeżyciem (no, z paroma wyjątkami), ale przy takiej, nazwijmy ją „typową”, imprezie akwarystycznej często jest stosunkowo niewiele czasu na rozłożenie się w fotelu z szklanką mleka czy innego wyskokowego napoju w dłoni i rozmowę na tematy niekoniecznie akwarystyczne. Inną sprawą jest to, że nieczęsto zdarza się by rodzina akwarysty zechciała uczestniczyć w takim „kontrolowanym bajzlu”. Stąd też pomysł na zebranie zainteresowanych forumowiczów wraz z ich rodzinami na lipcowym zlocie w Kołobrzegu. Spotkajmy się! Dobra, to tyle jeżeli chodzi o reklamę pięknego nadmorskiego miasta, wróćmy jednak do tego, co w tej chwili najważniejsze – czyli zawartości bieżącego, drugiego wydania Magazynu. Artykułem otwierającym numer jest długo oczekiwana praca Łukasza Brzezińskiego, wszystkim znanego pod nickiem Ruki. Pierwsza część (tak, będzie tego więcej!) traktuje o środowisku życia, biologii i wymaganiach życiowych pielęgniczek. Łukasz porusza praktycznie każdy istotny aspekt i sądzę, że ten dwuczęściowy artykuł można nazwać polskojęzyczną podstawą i podręcznikiem dla wszystkich zainteresowanych tymi rybami. Kolejny tekst, tym razem autorstwa Kasi Waw „mei” to solidna porcja informacji na temat rzadkiego w akwarystyce (jak i w naturze) gatunku zachodnioafrykańskiego barwniaka, czyli Enigmatochromis lucanusi. Dalej znajdziecie tekst Marcina Chyła „galimedes” dotyczący przepięknych ziemiojadów należących do gatunku Satanoperca mapiritensis. Obszerny tekst przybliża zarówno aspekty hodowli jak i sprawiającej kłopoty identyfikacji ziemiojadów zebranych w tym rodzaju. W końcu, mój skromny artykuł przedstawiający sylwetkę jednej z najbardziej uroczych małych pielęgnic z Ameryki Środkowej – Cryptoheros nanoluteus, które polubiłem nazywać „żółtkami”, ze względu na ich fantastyczne ubarwienie godowe. Mam nadzieję, że i w tym artykule znajdziecie interesujące dla Was informacje. Jak widać z powyższego streszczenia nie udało nam się zebrać materiałów reprezentujących każdy typ wód zasiedlanych przez pielęgnice, ale nie jest to łatwe tym bardziej, że nie jest naszym celem konkurowanie z wyspecjalizowanymi czasopismami czy stowarzyszeniami skupiającymi swoją uwagę i treść swoich tekstów na Wielkich Jeziorach Ryftowych. Liczymy jednak, że w kolejnych numerach i takie teksty pojawią się – w końcu Cichlidae.pl to forum dotyczące wszystkich pielęgnic. Peace & Love. Kończę już swoje wodolejstwo i zostawiam czytelnika z czterema tekstami, które, na co liczymy, będą interesującą lekturą.

Wasz red. nacz. piotrK

3


Ameryka Południowa

Marcin Chyła „galimedes” Satanoperca mapiritensis (Fernandez-Yepez, 1950) – Początek przygody… Odkąd sięgam pamięcią zawsze mieliśmy w domu akwarium. Pierwsze założył mój Tata; było to stare, ramowe, nieco ponad stulitrowe akwarium, w którym co jakiś czas przeciekał kit i musieliśmy go uzupełniać. Pływały tam różne odmiany karasia złocistego, mieczyki, kiryśniki czarnoplame, kiryski oraz zbrojniki niebieskie. Wystrój był raczej stonowany, bez ozdobnych korzeni, ale pamiętam, że ogromne wrażenie robił na mnie gąszcz wysokich nurzańców oraz las zwartek, które rozwijały się w nim nadzwyczaj dobrze. Pamiętam jeszcze jedną rzecz. Podczas comiesięcznych podmian wody czyściliśmy również wkład filtra wewnętrznego. Był on upchnięty w szklanej tubie i wyciągając go z niej zauważyliśmy czerwoną jak marchew ikrę zbrojników. Przełożyliśmy ją

4


Ameryka Południowa delikatnie do wielkiego słoja i w ciągu kilku następnych dni mogłem obserwować jak wykluwają się z niej młode. Takie właśnie akwarystyczne przygody w naszym domu spowodowały, że sam zapragnąłem założyć akwarium i aż do czasów studenckich miałem takowe w swoim pokoju. Na czas mojego pobytu na studiach zarzuciłem akwarystykę, ale zawsze myślałem ( i wiedziałem!), że jeszcze do niej wrócę… Gdy po ukończeniu studiów i zamieszkaniu z moją żoną przyszedł czas życiowej stabilizacji, natychmiast powróciła dawna tęsknota i dwustulitrowe, klejone, nowoczesne akwarium stanęło w naszym mieszkaniu. Z wyborem gatunków, które zamierzałem hodować nie miałem problemów. Od zawsze fascynowały mnie pielęgnice południowoamerykańskie. Wybrałem więc Akary z Maroni (Cleithacara maroni) oraz Korumbę czerwonobrzuchą ( Laetacara dorsigera). W tym drugim przypadku było to spełnienie moich marzeń z lat młodości, bo któż z nas nie zachwycał się zdjęciem tej ryby w moim zdaniem jednej z najlepszych w tamtym okresie książek akwarystycznych pt. „Moje akwarium” Hansa Freya. Tak obsadzone akwarium stało sobie przez około 2 lata, aż pewnego, długiego, zimowego wieczoru wziąłem do ręki numer „Naszego Akwarium” i wszystko się zmieniło… Na okładce tego numeru widniało zdjęcie ryby, której nigdy przedtem nie widziałem. Z pewnością nie była to jedna z tych bajecznie kolorowych pielęgnic z wielkich jezior Afryki – wręcz przeciwnie: była szara z wielkim pyskiem i ogromnymi oczami. Powiem szczerze, że moją pierwszą myślą było „kto chciałby hodować taką rybę”? Z czystej ciekawości zacząłem czytać artykuł o niej traktujący i z minuty na minutę odkrywałem, że w tej rybie jest wszystko to, czego poszukiwałem w akwarystyce. Po pierwsze specjalizacja pokarmowa lub raczej specjalizacja w sposobie zdobywania pokarmu. Zawsze dążyłem do jak najwierniejszego odwzorowania warunków, w których żyją hodowane przeze mnie ryby. I gdy na przykład natura (ewolucja) wyposażyła je w specjalne „twory” na łukach skrzelowych po to, aby mogły odfiltrowywać cząstki pokarmowe z miałkiego podłoża. Jedyne co musiałbym zrobić, to zapewnić im takie podłoże. Po drugie była to specyficzna aura tajemniczości spowijająca przedstawione w artykule ryby. Po części, dlatego, że ich ubarwienie jest raczej stonowane, jak również z powodu licznych trudności w utrzymaniu i rozmnożeniu ich w niewoli ryby te nigdy nie były regularnie dostępne w handlu. Powiem więcej, zapewne większość z pracowników sklepów zoologicznych nawet nie wie o ich istnieniu. Przykładem może być moja wizyta w pewnym sklepie zoologicznym, gdzie na pytanie: „Czy mają państwo ziemiojady?” sprzedawczyni z uśmiechem na twarzy odpowiedziała: „Tak, oczywiście..” i wskazała mi klatki

5


Ameryka Południowa dla ptaków... Trzecim powodem mojej początkowej fascynacji tymi rybami była ciągle jeszcze nierozwiązana sprawa z opisem gatunkowym poszczególnych ich odmian. Z artykułu wynikało, że mamy do czynienia z mnóstwem gatunków lub odmian barwnych wymagających naukowego opisu. Miałem nadzieję, że skoro tak mało wiemy o tych rybach to nawet ja mogę przyczynić się do ich lepszego poznania…fascynujące! Przeczytawszy artykuł dowiedziałem się, że ryba przedstawiona na zdjęciu to Satanoperca jurupari (Heckel, 1840), jeden z gatunków z rodzaju Satanoperca (Gunther, 1862). Uzbrojony w tę wiedzę rozpocząłem poszukiwania wszelkich, dodatkowych informacji na temat tych ryb. Nie było tego wiele; w polskiej literaturze dostępne były tylko artykuły pana Radosława Bednarczuka, który jest także autorem wyżej wspomnianego, oraz jeden artykuł Tomasza Nideckiego „Tonid”, w którym opisuje on wszystkie znane mu gatunki ziemiojadów oraz pokrótce je charakteryzuje. Nieco więcej materiałów znalazłem wertując anglojęzyczne strony internetowe. Najciekawszym znaleziskiem była seria artykułów którą napisał „guru” miłośników satanoperek ( wybaczcie za to spolszczenie ale przypadło mi ono do gustu i będę się nim posługiwał także w dalszej części artykułu), a mianowicie Lee Newman z Kanady. Opisywał on w nich doświadczenia z hodowanymi przez siebie rybami oraz pokrótce przedstawił środowisko, w którym one żyją. Czytając jego artykuły z każdą chwilą nabierałem pewności, co do kierunku, jaki obiorę na mojej akwarystycznej drodze. Ujmując to bardziej obrazowo: myślę, że Pan Radosław oraz Tomasz wskazali mi drzwi, po otwarciu których czekał na mnie tajemniczy, fascynujący i urzekający swym pięknem świat południowoamerykańskich ziemiojadów. Jaki był mój pierwszy krok na tej nowej akwarystycznej drodze? Oddałem wszystkie ryby i rośliny do zaprzyjaźnionego sklepu, wyrzuciłem cały żwir , nasypałem 40 kilogramów drobniutkiego piasku i patrzyłem jak zahipnotyzowany na… puste akwarium. Już czytając te wszystkie artykuły, wiedziałem, że nie będzie łatwo dostać moje wymarzone satanoperki. Fakty są takie, że musiałem na nie czekać prawie rok. Bynajmniej nie był to czas stracony. Powoli zacząłem układać szybko nagromadzoną wiedzę na temat rodzaju Satanoperca (Gunther, 1862) oraz planowałem dalsze, bardziej systematyczne działania. Ich wynikiem była między innymi zmiana akwarium. Standardowe [200L] akwaria mają wymiary: 100x40x50 cm i jest to stanowczo za mało dla satanoperek. Ponieważ

6


Ameryka Południowa w tym czasie nie miałem dosyć miejsca aby je wydłużyć, postanowiłem zwiększyć powierzchnię dna, poszerzając je. W ten sposób zamówiłem akwarium o wymiarach 100x60x50 cm i pojemności 300L, które z całą pewnością mogło stać się domem dla kilku ryb z tego rodzaju. Pomyślałem również o bardziej wydajnej filtracji. Dotychczas stosowany filtr wewnętrzny zastąpiłem sumpem o pojemności 30 L, który wypełniłem biobalami i ceramiką. Bazując na swoim doświadczeniu oraz wiedzy zdobytej podczas czytania najrozmaitszej literatury dotyczącej akwarystyki wiedziałem jednak, że dobry filtr to tylko połowa sukcesu. Jeżeli filtr jest wydajny, będzie on przerabiał spore ilości materii organicznej (cykl azotowy), czego wynikiem będzie stale rosnące stężenie azotanów. Można się ich pozbywać na kilka sposobów. Jednym z najbardziej oczywistych są podmiany wody, ale niestety nie miałem jeszcze wówczas filtra RO i musiałem ograniczyć je do minimum (najbliższe źródło mojej wody do podmian miałem kilka przystanków autobusowych od mojego mieszkania i do dziś czuję na plecach te 45 kg wody które mieściło się w plecaku, i które co miesiąc taszczyłem tą drogą). Innym ze sposobów jest „zamknięcie cyklu”, czyli wykorzystanie azotanów na przykład jako „pożywienie” dla roślin. W zbiornikach dekoracyjnych, które obficie obsadzone są roślinami, zużycie azotanów jest wystarczające, aby nie kumulowały się one za szybko. W moim zbiorniku roślin nie było (brak odpowiedniej ilości światła i docelowe ryby, które natychmiast wykopały by każdą roślinę) tak więc zdecydowałem się na hydroponikę, czyli uprawę roślin których tylko korzenie zanurzone są w wodzie. Jako pierwszą z roślin, która miała pomóc mi w utrzymaniu równowagi w akwarium wybrałem…fasolę. Wybór może nieco zaskakujący, ale pamiętałem jeszcze z przedszkola jak szybko z ziarna fasoli zanurzonego w szklance z wodą wyrastały korzenie. Szybki wzrost to szybkie „wyciąganie” azotanów pomyślałem i w tylnej części akwarium zainstalowałem 6 koszyczków , po jednym na każde ziarno. Gatunek fasoli, którego użyłem, mógłbym określić jako „fasola kuchenna” czyli ta z zapasów mojej żony – wybaczcie że wykazałem się w tym temacie ignorancją, ale naprawdę zależało mi tylko na prostocie tego rozwiązania. Niestety, szybki wzrost fasoli, która prawdę mówiąc naprawdę pięknie wyglądała kiedy się rozrosła, powodował również to, że szybko marniała i usychała. Dlatego wymieniłem ją na roślinę z rodzaju filodendron. Ponieważ prawie wszystkie rośliny, które trzymamy w doniczkach pochodzą z tropikalnych regionów naszego globu, prawie wszystkie one przystosowane są do życia będąc częściowo zanurzone w wodzie. Ten gatunek sprawdził się znakomicie, rozrastał się systematycznie i co najważniejsze, raz wykształcone korzenie nie gniły i utrzymywały się pod wodą bardzo długo. Kilka lat później, kiedy przeprowadzałem się do nowego mieszkania, zmieniłem tylko gatunek filodendrona na mniejszy – na nowym regale nie było już miejsca na „drzewo” o półmetrowych liściach które wyrosło przez te wszystkie lata. Teraz byłem już przygotowany na przyjęcie swoich wymarzonych ryb. Stało się to w marcu 2007 roku , gdy zadzwonił do mnie mój znajomy akwarysta mówiąc: „byłem wczoraj w jednym sklepie zoologicznym i widziałem że mieli te twoje satanoperki”. Poderwałem się na równe nogi i zabierając plecak oraz kilka grubych swetrów poleciałem do tego sklepu. Ponieważ nie miałem jeszcze wówczas samochodu wiedziałem, że droga powrotna z rybami zajmie mi ok. 40 minut – tymi swetrami zamierzałem owinąć worek z rybami , aby nadmiernie się nie wychłodziły. Gdy wszedłem do sklepu i ujrzałem „moje” ryby, byłem zszokowany. Pływały w grupie ok. 10 osobników wraz z akarami (Aequidens rivulatus) oraz pielęgnicami pawiookimi (Astronotus ocellatus). Woda była mętna i jak okazało się podczas łowienia, cuchnąca. Ryby miały poobgryzane płetwy, były wychudzone

7


Ameryka Południowa i miały ospę. Opisano je jako Satanoperca jurupari, ale od razu zauważyłem, że pływały tam dwa gatunki: Satanoperca demon (Heckel, 1840) , oraz jakaś forma z grupy juruparoidów (satanoperek bez plam na bokach ciała). Gdy spytałem sprzedawcę o ich pochodzenie, odpowiedział tylko: „hurtownia w Niemczech”. Mimo to wziąłem 5 sztuk tych z grupy juruparoidów – wiedziałem, że gdy dorosną będą mniejsze niż Satanoperca demon które jako 30cm ryby w żaden sposób nie zmieszczą się w metrowym akwarium. Z perspektywy czasu wiem, że zakup tych ryb był błędem. Dlaczego? Wszystkie ryby maja określoną tolerancję na „złe traktowanie”, czyli niewłaściwe parametry wody, błędy w żywieniu itp. Przeważnie jest też tak, że ryby z odłowu mają ją mniejszą. Gdy już przekroczy się pewną niewidzialną granicę to nawet po przywróceniu warunków optymalnych , ryba nigdy nie powróci do swojego stanu sprzed tego okresu. Tak też było z moimi rybami , już zawsze miały zapadnięte brzuchy i porównując je z rybami które dokupiłem później ze sprawdzonego źródła, ich ubarwienie nie wykształciło się w pełni. Jedna, najmniejsza sztuka padła też kilka dni po zakupie. Przyczyną był zapewne stres, który spowodował wydęcie powłok brzusznych i śmierć ryby (z ang. bloat). Jednak pomimo tych wszystkich problemów byłem zadowolony, w końcu miałem moje wymarzone ryby i jedyne co chciałem teraz ustalić to ich pochodzenie i nazwę gatunkową. Hurtownią w Niemczech okazała się być firma Aqua-global mająca siedzibę niedaleko Berlina. Napisałem do nich e-mail i powiem szczerze nie wierzyłem, że dostanę odpowiedź. A jednak - byłem w błędzie, gdyż kilka dni później pan Ingo Seidel odpisał, że ryby które mam w akwarium to Satanoperca mapiritensis, oraz, że wraz z S. daemon z którymi przebywały, zostały odłowione z rzeki Orinoko na terytorium Kolumbii. Byłem ogromnie zaskoczony, spodziewałem się bardziej „powszechnego” gatunku satanoperek, a tu proszę , S. mapiritensis… Nawet w książce Thomasa Weidnera „Southamerican Eartheaters” (monografia poświęcona tylko i wyłącznie południowoamerykańskim ziemiojadom) określono ten gatunek słowami: rzadko spotykane, brak danych na temat maksymalnej wielkości, brak danych na temat rozmnażania. Jednakże pomimo tego, że zasięg występowania S. mapiritensis pokrywał się z obszarem z którego pochodziły moje ryby (osobniki na podstawie których opisano ten gatunek odłowiono z rzeki Mapirito , będącej najbardziej na północ wysuniętą odnogą Delty Orinoko), jeden szkopuł powodował, że moja radość była „stonowana”. Zdjęcie przedstawiające wymieniony gatunek nijak miało się do moich satanoperek. Ryba na tym zdjęciu miała ciało raczej wysokie jak na ten rodzaj, oraz odznaczała się mnóstwem ciasno upakowanych cętek na pysku i pokrywach skrzelowych. Moje ryby były raczej „niskie” a na ich pyskach zaznaczały się bardziej linie niż cętki. Co prawda ryby były jeszcze młode i miały ok. 7-8 cm długości całkowitej (liczonej wraz z płetwą ogonową), ale i tak wydawało mi się, że

8


Ameryka Południowa to nie są te ryby. Jak się później okazało, wystarczyło poczekać kilka miesięcy a największa z moich ryb była już kropka w kropkę podobna do tej ze zdjęcia. Ale co tam, wówczas najważniejsze było, aby „wyprowadzić” je z tego okropnego stanu „sklepowego”. Już przy pierwszym podaniu pokarmu, moje nowe ryby mnie zaskoczyły. Podałem im mrożoną artemię i... nic, nawet nie tknęły. Następnie spróbowałem ochotkę, także mrożoną… również nic. Tak samo było z czarną larwą komara i wodzieniem… Pomyślałem, że owo złe traktowanie skazało je na powolną śmierć głodową, ale wpadł mi do głowy pewien pomysł. Ponieważ byłem już wtedy, przynajmniej teoretycznie, przygotowany na hodowlę satanoperek, wiedziałem, że bardzo ważnym składnikiem ich diety jest szeroko pojęta zielenina. Do dyspozycji w tym czasie miałem tylko mrożony szpinak i groszek, więc spróbowałem podkarmić je tymi składnikami. Efekt był natychmiastowy, ryby ze smakiem (!) zjadły wszystko co im podałem i po ok. 2 tygodniach wychudzenie nie było już tak bardzo widoczne. Po kilku dniach karmienia samą zieleniną, łączyłem ją z różnymi mrożonkami i widziałem, że powoli ryby zaczynają akceptować także i je. Jeżeli chodzi o przygotowanie szpinaku i groszku to robiłem to w następujący sposób: szpinak starałem się kupować w postaci całych, zamrożonych liści. Następnie tuż przed skarmieniem otwierałem opakowanie i ostrym nożem ucierałem jakąś część liścia. W ten sposób mrożony szpinak dawał się łatwo utrzeć do postaci cienkich i drobnych kawałeczków które od razu wrzucałem do akwarium, lub dodawałem do rozmrażanych przed podaniem pokarmów mięsnych. Z groszkiem było nieco więcej „zabawy”. Również kupowałem go w postaci zamrożonej i wysypywałem odmierzoną ilość ziaren do miseczki. Zalewałem je następnie wrzątkiem i czekałem kilka minut aż zmiękną. Następnie ręcznie obierałem każde ziarno (!) z twardej łuski a pozostałe miękkie Tarło odbywały w słabo widocznym miejscu

9


Ameryka Południowa części rozgniatałem łyżeczką na drobne kawałki. Przed karmieniem przemywałem powstałą pulpę kilkukrotnie wodą wodociągową, aby pozbyć się pyłu i najmniejszych kawałeczków. W ten sposób pozostawały mi w miseczce tylko kawałki o wielkości kilku mm, które po odlaniu wody , palcami podawałem rybom. Dzięki wcześniejszemu płukaniu zanieczyszczenie wody było znikome, a pokarm znikał w ciągu kilku minut. Tak żywione ryby rosły bardzo dobrze i w końcu mogłem cały swój czas poświęcić na obserwację ich zachowań. W momencie nabywania moich ryb wybrałem dwa większe i trzy mniejsze osobniki. Ponieważ jedna, najmniejsza sztuka padła, został mi układ dwóch większych i dwóch mniejszych. Naturalnie myślałem że są to 2 samce i 2 samice, ale życie pokazało, że jest inaczej. Przez okres pierwszych dwóch lat nie działo się nic szczególnego. Ryby rosły, wybarwiały się i przeganiały od czasu do czasu po całym zbiorniku. Muszę dodać, że przez pierwszy rok były w akwarium same a po tym czasie dodałem do nich 6 szt. z gatunku Biotodoma wavrini (Gosse, 1963), które pochodziły z tej samej rzeki. Pod koniec tego okresu, zauważyłem też zmianę w zachowaniu moich ryb. Od początku w grupie 4 osobników dało się wyodrębnić jedną największą (najdłuższą) rybę, która utrzymywała wszystkie inne w „ryzach” i która , jak później się okazało, była samcem. Największe boje staczał on z drugą pod względem długości ale wizualnie większą (wyższe ciało) rybą. Gdy pewnego razu Jak przystało na ziemiojady, S. mapiritensis to towarzyskie ryby wróciłem z pracy zauważyłem, że pretendent do roli dominującej pływa dumnie po całym akwarium, a dotychczas dominująca ryba chowa się w kącie akwarium. Ponieważ nigdy przedtem nie zdarzyło się nic podobnego pomyślałem, że nadeszła pora tarła, ale niestety po kilku dniach sytuacja wróciła do normy. Teraz z doświadczenia wiem już, że takie zachowanie związane jest z osiągnięciem dojrzałości płciowej danego osobnika. Podobne zachowanie (nagły, ale tylko kilkudniowy wzrost agresywności) zauważyłem także u pozostałych osobników jak i na przykład u Satanoperca pappaterra (Heckel, 1840). Po dwóch latach jedno z moich marzeń się spełniło i zamieniłem 300L akwarium na takie o wymiarach 160x65x60 i pojemności 625L. W nowym domu ryby poczuły się znakomicie i w końcu nieskrępowane mogły rozpłynąć się po całym akwarium. W tym miejscu muszę udzielić małej rady dla przyszłych hodowców satanoperek: każde akwarium o długości 100cm będzie za małe dla tych ryb i nawet gdy tak jak w moim przypadku powiększymy powierzchnię dna, to ciągle będzie ono za krótkie. Takie akwarium natomiast świetnie nadaje się na „podchowanie” młodych ryb. Wspomnę może o parametrach wody, w których trzymam swoje ryby. Ponieważ przez okres ok. 2 lat miałem dostęp do w pełni wyposażonego laboratorium chemicznego , mierzyłem je bardzo

10


Ameryka Południowa często i dokładnie przez ten czas. Temperatura wody w moich akwariach oscylowała wówczas w przedziale 28-30°C, pH wynosiło 5,0-6,0, a przewodność utrzymywałem w okolicach 100 μs/cm. Po zmianie zbiornika na większy zainstalowałem również filtr RO z membraną o wydajności 100L/ dobę. Ponieważ tego rodzaju filtry działają lepiej i wydajniej gdy ciśnienie wody na wejściu do filtra jest duże, u mnie z powody niewystarczającego ciśnienia, woda na wyjściu miała przewodność ok. 50 μs/cm . To jednak uchroniło mnie przed jednym poważnym błędem. Całkiem niedawno, gdy w końcu udało nam się zamieszkać we własnym domu, zainstalowałem filtr RO i okazało się, że przy dużym ciśnieniu z sieci wodociągowej uzyskiwałem z filtra wodę o przewodności ok. 10 μs/cm. Ponieważ nigdy wcześniej podczas podmian nie mieszałem wody z filtra z wodą wodociągową, tym razem również tak nie robiłem. Mój sposób na preparowanie wody do podmian wyglądał tak, że do dwóch 30 litrowych baniaków z wodą RO wrzucałem kilka wysuszonych łupin (zielonych, nie skorupek!) orzecha włoskiego, które charakteryzują się bardzo dużą zawartością garbników. Po jednym, dwóch dniach woda nabierała intensywnego, ciemnego koloru i taką wlewałem do akwarium. Gdy zrobiłem tak po przeprowadzce ryby natychmiast zaczęły szybciej oddychać i ocierać się o przedmioty. Trwały w tym stanie przez dosyć długi okres, ponieważ robiąc im podmiany ciągle postępowałem w ten sam sposób (przez kilka poprzednich lat to działało, dlaczego więc teraz nie…). Doprowadziło to moje ryby do stanu, w którym nie pobierały już pokarmu i stojąc tyłem do przedniej szyby i mając szeroko otwarte pyski gwałtownie poruszały skrzelami. Nie przyszło mi do głowy , że problem może być z wodą, ponieważ w naturze żyją one także w bardzo miękkiej i kwaśnej wodzie. Jednakże wiem teraz, że problem leżał nie w parametrach, a w szybkości w której się one zmieniały – bardzo miękka woda którą zacząłem uzyskiwać z filtra RO w nowym mieszkaniu, nie miała żadnych własności buforowych, czyli takich które pozwalały by na utrzymanie stabilnej wartości pH podczas zwiększania stężenia czynników ją obniżających (garbniki). Dlatego robiąc podmiany czystą RO z garbnikami – pH w zbiorniku zmieniło się bardzo gwałtownie i ryby tego nie wytrzymały. W poprzednich latach, woda na wyjściu z filtra była miękka, ale bez przesady i to pozwalało na utrzymanie w miarę stabilnego poziomu wartości pH. Teraz zawszę dodaję kranówkę do wody z filtra RO w takim stężeniu, aby przewodność uzyskanej wody wynosiła ok. 50-70 μs/cm. Dodam tylko , że gdy w końcu zdiagnozowałem ten problem postanowiłem wlać dwa 10L wiadra czystej kranówki do akwarium i pierwszy raz widziałem, aby stan ryby poprawił się tak szybko: już podczas wlewania ryby, które były najbliżej ożywiły się i przestały gwałtownie oddychać. Po kilku dniach intensywnych podmian nowym sposobem, zachowywały się już normalnie i rozpoczęły pobieranie pokarmu. W nowym akwarium satanoperki rosły i wybarwiały się bez większych problemów. Z wyjątkiem wspomnianego wcześniej zdarzenia, podział „ról” w akwarium pozostawał bez zmian. Wiedziałem , że dojrzałość płciową ryby z rodzaju Satanoperca osiągają dosyć późno, bo w wieku ok. 3 lat (Newman), tak więc uzbroiłem się w iście anielską cierpliwość ale tym samym radość z pierwszego

11


Ameryka Południowa tarła moich Satanoperca mapiritensis była większa (ponieważ, jak chyba każdy akwarysta, chciałem nieustannie robić coś przy moich akwariach, postanowiłem wygospodarować jedno, małe akwarium na ryby z rodziny kąsaczowatych – rodzaj Copella. Są to bardzo ruchliwe i żywotne ryby, u których samiec opiekuje się złożoną przez samicę ikrą. Ponieważ tarły się one u mnie bardzo często, praktycznie cały czas zajęty byłem hodowlą najróżniejszego pokarmu i skarmianiem narybku). Trudno powiedzieć, co skłoniło moje ryby do pierwszego tarła. Nie robiłem w tym czasie żadnych większych podmian wody, jak również częstotliwość karmienia oraz rodzaj karmy pozostawały bez zmian. Jedyną rzeczą, którą zmieniłem to wystrój akwarium. Ponieważ bardzo chciałem, aby akwarium z satanoperkami wyglądało naturalnie, zawsze starałem się, aby dno pokrywała warstwa zatopionych liści. Jednakże moje ryby nie przejmowały się tym za bardzo i zazwyczaj na drugi dzień, wszystkie liście zakopywane były w podłożu. Aby im to utrudnić, we wrześniu 2009 roku umieściłem w akwarium całe gałęzie dębu wraz z liśćmi. Już po kilku minutach od ich włożenia zauważyłem ciekawe zachowanie satanoperek. Gdy zanurzały swoje pyski w piachu, aby dobrać się do jakiś smakowitych kąsków i natrafiały na liść, próbowały przesunąć go jak czyniły to zwykle. Tym razem jednak liście były przytwierdzone do gałęzi, więc ryby kilkukrotnie „siłowały” się z nimi próbując je przesunąć, ale liście ciągle wracały na swoje miejsce. Czasami, to „siłowanie” wyglądało naprawdę efektownie, ponieważ ryby wkładały w nie coraz więcej energii. Takie zachowanie zauważyłem u wszystkich gatunków moich satanoperek, ale nie na przykład u ryb z rodzaju Biotodoma. Nie wiem czy miało ono jakikolwiek związek z tarłem, ale fakt jest taki ,że po włożeniu tych gałęzi ryby stały się niezwykle pobudzone. Gdy pewnego wieczoru siedziałem i obserwowałem moje akwarium, zauważyłem, że jedna z ryb jest bardziej nerwowa niż inne. Nieustannie pływała wzdłuż przedniej i bocznych szyb z przyciśniętym do nich pyskiem, a opisane wyżej „siłowanie” się z liśćmi było częstsze i bardziej energiczne. Od czasu do czasu brała też do pyska kawałek lignitu i podpływała z nim do powierzchni wody, tam go wypuszczając. Był to ten osobnik, którego brałem za drugiego samca w moim stadku. Był może nie najdłuższy, ale za to jego ciało było najwyższe i tym samym największe. Nie zauważyłem, aby starał się przypodobać którejś z ryb, w ogóle nie zwracał na nie uwagi. Tuż przed godziną, w której automatycznie wygaszały się świetlówki nad akwarium moje tętno zaczęło Zbieranie potomstwa z wykopanego w piasku dołka Kuksańce to część zalotów

12


Ameryka Południowa rosnąć, gdy zauważyłem, że czyści on pyskiem jeden z większych kawałków lignitu, które rozrzucone były po całym akwarium. Niestety, krótko po tym ryby uspokoiły się i opadły na dno przygotowując się do nocy. Na drugi dzień, po powrocie z pracy, od razu podbiegłem do akwarium i rozpocząłem poszukiwania tego osobnika. Przez dłuższą chwilę nie mogłem go znaleźć. W końcu wypatrzyłem go schowanego wśród zatopionych korzeni filodendrona. Był trochę przestraszony, ale co najważniejsze miał pysk wypełniony ikrą! W tym miejscu należy się małe wyjaśnienie, wymieniony osobnik Młodych pełen pysk okazał się być samicą, która jeszcze kilkukrotnie wycierała się z najdłuższym osobnikiem – samcem. Postanowiłem zostawić ją w spokoju , zresztą jako jedna z największych ryb nie miała problemu z obroną swojego (niewielkiego) terytorium. Sam przebieg tarła mogę opisać na podstawie obserwacji ich następnych tareł, których byłem już świadkiem. Za każdym razem to samica je inicjowała. Na 2-3 godziny przed tarłem stawała się niezwykle pobudzona i rozpoczynała czyszczenie wybranego kawałka lignitu lub liścia - jedno tarło odbyło się na liściu który po tarle i zebraniu przez samicę całej ikry, został usunięty przez samca poza terytorium tarliskowe. Na tym etapie pojawiało się też u niej pokładełko. Nie zauważyłem aby miały miejsce jakiekolwiek dłuższe zaloty, poza dosłownie kilkoma epizodami, gdy samiec i samica prężyli się wzajemnie, napinając płetwy i płynąc bokami do siebie. W kilku przypadkach, samiec nie interesował się samicą aż do czasu złożenia przez nią pierwszych ziaren ikry. Ona sama wybrała i przygotowała miejsce tarła, a następnie złożyła ikrę przepływając nad lignitem. Jednorazowo składała około 10 ziaren i natychmiast zawracała, aby zabrać je do pyska. Samiec dołączał do niej dopiero po dwóch „rundach” i kopiując jej ruchy, zapładniał ikrę przepływając nad nią. Kilka razy gdy odpływał od miejsca tarła, aby przegonić jakieś ciekawskie ryby, samica zabierała jeszcze niezapłodnioną ikrę, więc do jej zapłodnienia musiało dochodzić już w pysku. Te kilka tareł, których byłem świadkiem trwały około godziny i po tym czasie samiec odpływał nie wykazując zainteresowania samicą. Ona natomiast ukrywała się w plątaninie korzeni i od czasu do czasu odganiała ryby, które znalazły się za blisko niej. Przez okres około 10 dni nie pobierała pokarmu, ale pod koniec tego okresu często wypływała ze swojej kryjówki w czasie, gdy podawałem pokarm i widziałem, że starała się uszczknąć co nieco, ale ponieważ jej pysk był szczelnie wypełniony ikrą nie udawało się to jej po czym odpływała z powrotem w gęstwinę. Po 10 dniach Samica wypluwa swoje potomstwo do po raz pierwszy zobaczyłem jak wypluwa młode i muszę wykopanego dołka

13


Ameryka Południowa przyznać, że widok samicy, która wypuszcza około stu maluchów jest niesamowity. Początkowo „spacery” były krótkie, ale z czasem się wydłużały. Na pierwszy pokarm wybrałem larwy artemii i wybór ten okazał się trafny, młode zjadały je ze smakiem a ich brzuszki szybko robiły się pomarańczowe. Karmienie młodych w 600 litrowym akwarium pełnym innych ryb nie było jednak łatwe. Już podczas pierwszych „spacerów” inne ryby, a przede wszystkim te z gatunku Biotodoma wavrini, bardzo interesowały się gromadką młodych i gdy tylko któraś z nich zagubiła drogę do pyska matki, natychmiast zostawała zjedzona. Z tego powodu zdecydowałem się przenieść samicę do innego akwarium. Ale jak to zrobić w akwarium pełnym korzeni? Po chwili namysłu zdecydowałem się na sposób opisany Piękne barwy to nie tylko cecha ‘plamistych’ przez pana Lee Newmana. Obniżał on poziom wody w satanoperek akwarium i wkładając do niego wiaderko delikatnie zaganiał do niego samicę. Niestety u mnie ten sposób nie wypalił i w ostateczności musiałem odłowić samicę zwykłą siatką. Po wpuszczeniu jej do osobnego akwarium wypluła ona wszystkie młode i ciężko dysząc chowała się w najciemniejszym kącie. Po kilku godzinach, gdy ciągle jeszcze nie zebrała młodych, postanowiłem przenieść ją z powrotem do głównego akwarium. Te wszystkie młode (kilkadziesiąt szt.), które przeżyły do tego czasu, rozwijały się dobrze, ale ja postanowiłem, że po kolejnym tarle zostawię samicę z młodymi najdłużej jak się da. W tym celu przyciąłem płytę z przeźroczystej plexi tak, aby po włożeniu do akwarium odcinała ona jeden z jego boków i po tarle zaganiałem tam inkubującą samicę. System sprawdził się doskonale i już mogłem podziwiać jak troskliwie opiekuje się ona swoim narybkiem. Trzeba tylko pamiętać, że stosując ten system należy go uwzględnić już podczas projektowania wystroju akwarium. Ja musiałem trochę je przeorganizować (usuwając najdłuższe korzenie, W pełnej krasie które uniemożliwiały odseparowanie całego boku), co niepotrzebnie stresowało nie tylko samicę ale też i inne ryby. Wychów narybku jest bezproblemowy i pamiętając o częstych podmianach wody oraz regularnym karmieniu młode rosną w miarę szybko. Osiągnąwszy już ok. 3-4 cm tempo wzrostu nieco spada i utrzymuje się na takim poziomie przez dłuższy czas. Moja najstarsza samica, w wieku około 7 lat, ma w tej chwili nieco ponad 20 cm długości całkowitej i jest naprawdę dużą rybą. Zbliżając się już do końca mojej opowieści przytoczę może jeszcze kilka najnowszych faktów dotyczących tych ryb. Już na etapie przygotowywania się do ich hodowli i czytaniu wszystkich dostępnych artykułów na ten temat, wyłaniał się z nich jasny podział rodzaju Satanoperca (Gunter 1862). Należało do niego 7 gatunków : Satanoperca demon, Satanoperca lilith, Satanoperca acuticeps, Satanoperca

14


Ameryka Południowa jurupari, Satanoperca leucosticta, Satanoperca pappaterra oraz Satanoperca mapiritensis ( jeszcze bez opisanego w 2012r. gatunku Satanoperca rhynchistis wówczas znanego jako Satanoperca sp. „red lip”). Te wszystkie gatunki można było z kolei podzielić na dwie grupy, jedną zawierającą gatunki posiadające czarne plamy na bokach ciała (pierwsze trzy wymienione) oraz na grupę tzw. juruparoidów, czyli satanoperek bez plam na bokach ciała. Opisywany prze ze Przepychanki mnie gatunek Satanoperca mapiritensis należy do tej drugiej grupy. Była ona również dzielona dawniej jeszcze na dwie mniejsze podgrupy. W pierwszej podgrupie znajdowały się satanoperki u których nie występowały białe cętki na pysku i pokrywach skrzelowych (Satanoperca jurupari oraz Satanoperca pappaterra) a do drugiej podgrupy zaliczano dwa gatunki których pysk i pokrywy skrzelowe pokryte były cętkami (S. leucosticta oraz S. mapiritensis). Taki podział funkcjonował przez dłuższy okres, a fakt, że w akwariach rozmnażano tylko te gatunki przyczynił się do utrwalenia jeszcze jednej tezy. Uważano mianowicie, że wszystkie satanoperki nie posiadające cętek na pysku są gębaczami bezpośrednimi, podejmującymi ikrę natychmiast po złożeniu (owofilne). A pozostałe gatunki z grupy juruparoidów posiadające cętki, są gębaczami podejmującymi ikrę z opóźnieniem (larwofilne). Ten podział funkcjonował dosyć długo, ale z czasem zaczęły pojawiać się satanoperki które łamały ten schemat. Jednym z przykładów jest Satanoperca cf. leucosticta odłowiona z Amazonki niedaleko miasta Manaus i przedstawiona przez Lee Newmana w jednym z jego artykułów. Kiedy on spodziewał się, że będzie to gębacz podejmujący ikrę z opóźnieniem, ryba ta Samica wypluwa swoje potomstwo do wykopanego dołka okazała się być gębaczem bezpośrednim. W moim przypadku było podobnie. Nie znalazłem żadnych informacji na temat przebiegu tarła u S. mapiritensis i jak najbardziej spodziewałem się, że będzie to gębacz larwofilny. Okazało się, że jest przeciwnie. Satanoperca mapiritensis jest gębaczem bezpośrednim podejmującym ikrę natychmiast po złożeniu, a dodatkowo ikrą opiekuje się tylko samica, a samiec prawie natychmiast jest gotowy do następnego tarła (u mnie wytarł się z dwiema samicami w przeciągu kilku dni). Trochę światła na tę sprawę rzuca arcyciekawy artykuł z 2012r., traktujący o podobieństwach i różnicach genetycznych w rodzaju Satanoperca („Species-level phylogeny of ‘Satan’s perches’ based on discordant gene trees” autorstwa Stuart C. Willis, Hernán López-Fernández, Carmen G. Montańa, Izeni P. Farias , Guillermo Ortí). Okazuje się bowiem, że Satanoperca mapiritensis i Satanoperca jurupari są genetycznie nierozróżnialne i dlatego w tym artykule opisano je jako jedną „grupę”. Jedną z hipotez takiego

15


Ameryka Południowa stanu rzeczy jest hipoteza o istnieniu strefy przejściowej pomiędzy obszarami, w których występują S.jurupari i S. mapiritensis (rzeka Casiquiare – kanał łączący rzeki Orinoko oraz Amazonkę) w której dochodzi do hybrydyzacji obu gatunków i tym samym ujednorodnienia ich genotypów (aby dochodziło do krzyżówek, przebieg tarła musi być taki sam u obu gatunków). Oczywiście pod względem morfologicznym (wygląd) oba gatunki są doskonale rozróżnialne i na tej też podstawie je opisano. Przytoczony ułamek tej pracy pokazuje jak dużo zostało jeszcze do zbadania i tym samym jak szalenie interesujący jest cały rodzaj Satanoperca. W handlu coraz częściej pojawiają się nieznane dotąd satanoperki, które na przekór wszystkim wcześniejszym zasadom trą się na swój własny, ustalony przez miliony lat ewolucji, sposób. Dlaczego kładzie się taki nacisk na to aby poznać zachowania rozrodcze danego gatunku? Ponieważ zachowanie to, tak jak i sam akt tarła jest jedynym zachowaniem, które w akwarium wygląda podobnie jak w naturze. Każda inna aktywność taka jak na przykład sposób pobierania pokarmu, agresja wewnątrz i zewnątrz gatunkowa, czy ogólnie zachowanie się ryb w grupie, jest ściśle związana z mikro-ekosystemem jaki tworzymy rybom w naszych akwariach i niekoniecznie odzwierciedla to, w jaki sposób podobne aktywności przebiegają w ich środowisku naturalnym. Skrajnym tego przykładem może być karmienie ryb z rodzaju Symphysodon ( dyskowce) pokarmem na bazie serc wołowych. Ryby w akwariach jedzą taki pokarm, ale czy to oznacza, że w naturze żywią się stałocieplną padliną….oczywiście nie! (Tę niszę ekologiczną zajmują już inne ryby z rodzaju Serrasalmus - popularne piranie). To my wybieramy rodzaj i częstotliwość podawania pokarmu, ilość osobników z gatunku, który chcemy hodować oraz pojemność akwarium. Te wszystkie i wiele innych czynników będzie decydowało o tym, w jaki sposób nasze ryby będą się zachowywały i dlatego ważne jest abyśmy tworząc nasze akwaria, zawsze dążyli do jak najwierniejszego odwzorowania środowiska, w którym one żyją.

Bibliografia: •

Bednarczuk, R. 2003. Ziemiojad dla każdego, czyli Satanoperca jurupari. Nasze Akwarium nr 50

Newman, L. 2002. Wprowadzenie do ryb demonów cz.1. AquaForum nr 2

Newman, L. 2002. Wprowadzenie do ryb demonów cz.2. AquaForum nr 3

Reclos, G. J., Panis, F., Zezza, F. 2002. Filtracja w praktyce. AquaForum nr 2

Schubert, M., Herwing, R. 1990. Mieszkamy wśród kwiatów. Państwowe wydawnictwo rolnicze i leśne, Warszawa

Weidner, T. 2000. Southamerican Eartheaters. Cichlid Press

Nidecki, T. Ziemiojad dla każdego. Internet

16


Afryka Zachodnia Katarzyna Wawiórko „mei”

Enigmatochromis lucanusi, Lamboj 2009

Dorosły samiec Od dawna fascynowały mnie pielęgnice. Są to ryby arcyciekawe, charakteryzujące się niesamowitymi zachowaniami, do tego bardzo inteligentne. Przez moje akwaria przewinęło się kilka gatunków pielęgnic. Zaczęłam zastanawiać się nad biotopem i gatunkiem ryb wtedy, gdy do zagospodarowania miałam 96l litrowy zbiornik. Trafiłam wtedy na Anomalochromis thomasi. W akwarium postanowiłam więc odwzorować warunki biotopowe charakterystyczne dla rzek w Afryce Zachodniej. Dolną warstwą podłoża stanowił torf; do aranżacji użyłam korzeni, kilku kamieni, oraz rośliny z rodzajów Anubias i Bolbitis. Efekt końcowy był jednak niezadowalający. Brakowało jakiegoś dodatkowego, ciekawego elementu. Była nim para kolejnych pielęgnic pochodzących z Gwinei. W tym czasie w Polsce nie można było zdobyć nic pasującego do mojej koncepcji. Rozglądałam się za Pelvicachromis signatus, Pelvicachromis roloffi i Enigmatochromis lucanusi. Moje poszukiwania nie przynosiły rezultatów aż pewnego dnia dostałam niespodziewaną ofertę kupna od kolegi z forum Cichlidae.pl. Dzięki niemu stałam się posiadaczką pięknej dorosłej parki Enigmatochromis lucanusi i to w dodatku WF. Te ryby urzekły mnie swoim wyglądem, zachowaniem, i sposobem rozmnażania. W tym artykule przedstawię garść informacji o tym gatunku oraz opiszę swoje doświadczenia hodowlane.

17


Afryka Zachodnia Informacje Gatunek ten jest dotychczas znany z występowania w jednej lokalizacji; możemy go znaleźć w odcinku rzeki Foto niedaleko miasta górniczego Fria w Gwinei. Jest to dosyć mała rzeka płynąca przez gęstą sawannę oraz las. Ma szerokość od 3 do 6 m, w porze suchej ma jedynie głębokość od 30 do 90 cm i widoczność około 1,2 m. Powalone drzewa utrudniają dostęp do wody w wielu miejscach. Na brzegach zauważyć można odsłonięte głazy i kawałki drzew. Rośnie tam dosyć dużo roślin takich jak Anubias lanceolata, Bolibitis heudelotti oraz innych paproci. W odsłoniętych i nasłonecznionych miejscach zauważyć można spore skupiska przedstawicieli rodzaju Vallisneria. Podłoże to głównie drobny żwir z kilkoma większymi kamieniami i głazami oraz kawałki drewna. Parametry wody zmierzone w porze suchej w lutym 2006 r. : GH=0, KH=0, pH=5,8, temperatura 24°C. Powyższe informacje oraz dane zostały dostarczone przez kanadyjskiego importera oraz akwarystę Olivera Lucanusa, którego nazwiskiem został nazwany ten gatunek. Na podstawie późniejszych badań i obserwacji tego gatunku ustalono, że będzie on się dobrze czuł w miękkiej i bardzo miękkiej wodzie o pH od 5,5 do nawet 7,0. Najbardziej optymalną temperaturą (szczególnie ważną podczas rozmnażania) będzie 24°C. Doświadczenia hodowlane Para Enigmatochromis lucanusi przyjechała do mnie po kilku godzinach podróży. Ryby były blade, zmęczone i zestresowane. Czekała je jeszcze długa aklimatyzacja zanim mogłam je wpuścić do ich nowego domu. W moim akwarium woda miała niskie twardości oraz pH 6,5. Woda, w której przyjechały miała natomiast pH 6,0. Nie chciałam aby ryby przeżyły szok, tak więc umieściłam je w wiadrze i używając kroplówki dolewałam im wody z akwarium. Każdemu polecam użycie rurki od kroplówki podczas aklimatyzacji ryb. Ryby są mniej zestresowane, woda miesza się powoli i stopniowo. Poza tym krople spadające do wiadra z rybami dodatkowo trochę napowietrzają wodę. U mnie aklimatyzacja z wykorzystaniem tej metody przebiegła praktycznie automatycznie i trwała około 5 godzin. Przez pierwsze dni ryby były bardzo wystraszone. Zaszyły się głęboko w roślinach i praktycznie nie wypływały. Nawet jedzenie nie zachęcało ich do opuszczenia swojej kryjówki. Ryby ten długo przyzwyczajają się do nowego miejsca i nowych ludzi, co potwierdzają wszystkie znalezione przeze mnie informacje na ich temat. Należy uzbroić się w cierpliwość i czekać. U mnie zaczęły się pokazywać jakoś po tygodniu od wpuszczenia. Oswoiły się ze mną po jakimś miesiącu.

Drugi miot - 1,5miesiące-młode i rodzice

18

Drugi miot - 1,5miesiące-młode


Afryka Zachodnia Po tym pierwszym tygodniu parka obrała sobie swoje terytorium w akwarium. Stopniowo je poszerzała i utrwalała jego granice, przepędzając parkę moich Anomalochromis thomasi. Nie były to jednak agresywne potyczki. Na główne miejsce przebywania Enigmatochromis lucanusi wybrały sobie jamkę pod korzeniem, tuż obok jednego z kokosów. Kiedy podpływały tam A. thomasi, samiec E. lucanusi zwyczajnie je przeganiał. Samica rzadziej odganiała intruzów. Ogólnie mogę powiedzieć, że są to dość statyczne ryby. Lubią przebywać w jednym i tym samym miejscu. Nie pływają po całym swoim terytorium, chyba, że szykują się do tarła lub opiekują się młodymi. Tak jak już wcześniej wspomniałam, Enigmatochromis lucanusi to dosyć spokojne ryby, które nie przejawiają zbytniej agresji w stosunku do intruzów. Tak się złożyło, że w niedługim czasie od pojawienia się u mnie tych ryb, moja parka A. thomasi dorobiła się sporej chmurki maluchów. E. lucanusi nie były nimi zainteresowane, nie widziałam polowań, czy też prób zjadania obcego narybku. W dalszym ciągu obserwowałam jedynie dość leniwe przeganianie ryb z okolic głównej kryjówki. Zachęcona

Miot - 1,5miesiące - młode takim zachowaniem ,wprowadziłam do akwarium stadko małych Aplocheilichthys normani. Mimo, że są to dosyć ruchliwe i wścibskie ryby, to również nie zauważyłam, żeby były atakowane przez E. lucanusi. Niestety, do tej chwili z całego stada ocalał mi tylko jeden bohater. Reszta została wybita przez A. thomasi. Rozmnażanie i opieka nad narybkiem Po miesiącu, gdy E. lucanusi całkowicie oswoiły się z nowym akwarium, zaczęły się pierwsze przygotowania do tarła. Samiec dosyć długo zalecał się do samicy, wykonując przed nią wymyślne zygzaki, ocierając się o nią i trącając głową. Przypominało to w pewnym sensie jakiś latynoamerykański taniec. Po około tygodniu takich zalotów parka zaczęła wspólnie przekopywać swoje terytorium. Stworzyły wtedy dosyć spore tunele pod korzeniami i wydrążyły w piachu kilkucentymetrowe doły. U mnie w akwarium, pod warstwą piachu, znajduje się torf i niestety po takich zabawach wszędzie było go pełno. Przez wiele dni ryby bezustannie kopały i poprawiały zbudowane konstrukcje. Wtedy także zrobiły się trochę bardziej agresywne w stosunku do innych ryb, ale nie można powiedzieć, że stwarzały dla nich jakieś zagrożenie. Kiedy para uznała, że wszystko jest tak jak powinno, przystąpiła do tarła w kokosie. Tarło było dosyć szybkie, jaja zostały przyczepione do górnej części wnętrza kokosa. Jaja mają kolor pomarańczowy, są nieprzeźroczyste i mają kształt przypominający ziarna zboża. Samica złożyła 30-40 dosyć dużych jaj. Po udanym tarle samica została

19


Afryka Zachodnia

w kokosie aby wachlować ikrę, samiec krążył w pobliżu, przeganiając inne ryby lub pomagał samicy w opiece. Czasem też dokonywał drobnych poprawek wcześniej wykonanych podkopów wokół kokosa. Larwy wykluły się po około 96 godzinach. Przez pierwsze 6 dni powoli wchłaniały zapasy żółtka. Po tym czasie rozpoczęłam karmienie maluchów. Podawałam pokarm 5-6 razy dziennie. Niestety, nie miałam własnej artemii, także zastąpiłam ją mrożonką, specjalnie rozdrabnianą na potrzeby maluchów. Dodatkowo posiłkowałam się tabletkami dla ryb dennych Tetra Tabimin, które w wodzie rozpadały się na pył. Wraz ze wzrostem młodych dołączyłam do ich diety również mrożony oczlik ze spiruliną. Pokarmy podawałam prosto pod pyszczki za pomocą dużej strzykawki z podłączonym wężykiem. W pierwszym tygodniu życia zaobserwowałam jak rodzice biorą młode do pyszczków i przenoszą je w inne miejsce. Wówczas przypominały chomiki z wypchanymi policzkami. Opieka rodziców nad narybkiem to niesamowity widok. Oboje bardzo uważnie pilnowali młodych, byli cały czas przy nich. Młode zaczęły normalnie pływać po około dwóch tygodniach od wyklucia. Wtedy też zaczęły się pierwsze pierwsze „spacery” całą rodziną. Na początku maluchy były bardzo posłuszne, pływały dokładnie tam, gdzie były kierowane przez rodziców. Czasem, gdy dorosłe ryby nie były pewne czy wszystko jest w porządku, „nakazywały” młodym, by pozostały w bezruchu. I wtedy całe stado sprawiało wrażenie martwych. Niektóre maluchy bezwładnie toczyły się po piasku. Dopiero po chwili rodzice pozwalali im znów normalnie pływać. Młode E. lucanusi rosły na początku średnio 1 cm miesięcznie. W pierwszych 2 miesiącach życia młode były ciemno ubarwione i miały cętki. Potem ich ciało się rozjaśniło a zamiast cętek pojawił się ciemny pasek biegnący przez całą długość ciała. Taki sam pasek jest widoczny u dorosłych osobników w momencie podniecenia czy stresu. W trzecim miesiącu życia ryby zaczęły rosnąć wolniej. Po 4 miesiącach miały średnio 3 cm długości. Opieka nad młodymi trwała około 2 miesiące. Po jakimś czasie rodzice zaczęli traktować swoje maluchy jak każde inne ryby w tym akwarium – były tolerowane, ale gdy za bardzo się naprzykrzały, były przeganiane. Z tego tarła udało mi się odchować około 20 młodych. W miocie było mniej więcej tyle samo samic i samców. Udało się to głównie dlatego, że dbałam o stabilne parametry wody oraz, co chyba najważniejsze, utrzymywałam temperaturę wody na poziomie 23-24 stopni C. Płeć ryb dało się rozpoznać mniej więcej po 3-4 miesiącach życia. Młode długo pływały stadnie, nie widać było większych przepychanek. Po 6 miesiącach nadal większość trzymała się razem, szczególnie wtedy, gdy przechodziłam obok akwarium. Młode E. lucanusi są bardzo inteligentne, poznają opiekuna, który je karmi. Zabawnie jest, gdy podchodzę do akwarium, a cała zgraja podpływa pod powierzchnię wody i czeka na jedzenie. Swoim zachowaniem ośmieliły także swoich rodziców. Wcześniej dorosłe ryby podpływały jedynie w momencie, kiedy pokarm był już w wodzie, teraz wyczekują karmienia razem z młodymi.

20


Afryka Zachodnia

Dorosła samica

Dorosła samica

Dorosła samica - barwy godowe

Dorosły samiec

Dorosły samiec

Dorosły samiec w barwach godowych

21


Afryka Zachodnia

Młody 0,5mca na wypasie

Ponad2mc-mlode

Samiczka - 9mcy Po niecałych trzech miesiącach od wyklucia się młodych, dorosłe E. lucanusi ponownie zaczęły się szykować do tarła. Zaczęły się tańce, przekopywanie dna oraz nieznacznie wzrosła ich agresja w stosunku do innych ryb. Po odbyciu tarła ikra jednak zniknęła. Trudno mi powiedzieć czemu tak się stało, możliwe że parametry wody nie były odpowiednie. W akwarium pływało już wtedy trochę ryb, woda była podmieniana dosyć dawno, a w związku z moją dłuższą wtedy nieobecnością, opieka nad rybami sprowadzała się jedynie do ich karmienia. Podejrzewam, że w akwarium panowało za duże stężenie azotanów i dlatego E. lucanusi zjadły ikrę. Po powrocie podmieniłam wodę i zadbałam o całe akwarium, nie musiałam więc długo czekać na kolejne tarło. Odbyło się ono po niecałych 3 tygodniach od poprzedniego i zakończyło się ono sukcesem. Odniosłam nawet wrażenie, że narybku było więcej niż poprzednio. W akwarium znajdowało się jeszcze stado potomstwa z poprzedniego tarła, dlatego też postanowiłam nie dokarmiać nowych maluchów. O dziwo, sporo ryb przetrwało jedząc jedynie detrytus, którego jest u mnie dostatek oraz resztki po dorosłych rybach.

22


Afryka Zachodnia Młode spokojnie rosły przez ponad miesiąc czasu i byłam pewna, że skoro ja ich nie dokarmiam specjalnie, to przetrwają także nasz 2-tygodniowy wyjazd. Rybom zostawiłam kostki pokarmu wakacyjnego, który już nie raz dostawały w takich sytuacjach i wiedziałam, że go lubią i im wystarcza. Niestety, po przyjeździe okazało się, że młodych już nie ma. Za głównych winowajców uważam młode A. thomasi. Wcześniej to właśnie one wyjadły prawie wszystkie A. normani, podejrzewam zatem, że momencie ograniczonego dostępu do pożywienia, skusiły się i zapolowały na małe E. lucanusi. Po 1,5 miesiąca od powrotu znalazłam w akwarium jednego uciekiniera z tamtego tarła. Nie wiem w jaki sposób udało mu się przez tak długi czas ukrywać i przeżyć bez opieki rodziców. Jednak widać było, że dużo wolniej się rozwija. Po ponad 3 miesiącach życia miał wielkość i wygląd 2-miesięcznego narybku z pierwszego tarła. Od tamtej pory nie było kolejnego tarła. Wydaje mi się, że to m.in. przez temperaturę. W związku z latem i upałami, nie udaje mi się zbić temperatury wody poniżej 26 stopni, a są momenty, kiedy jest ona jeszcze wyższa. Innym powodem może być również chwilowe przerybienie akwarium. Mam jeszcze sporo młodych z pierwszego tarła, które ciągle rosną i zajmują coraz więcej miejsca. Interesujące jest to, jak zmienia się ubarwienie u tych ryb, a jest to związane właśnie z rozmnażaniem się. Podczas zalotów, tarła i później podczas opieki nad młodymi, dorosłe E. lucanusi mają dosyć intensywne ubarwienie. Samica ma kolor ciała wpadający w śliwkowy i bardzo jaskrawo opalizującą na zielono płetwę grzbietową. Samiec natomiast jest wtedy bardziej żółto-pomarańczowy a jego płetwy grzbietowa i ogonowa są kontrastowo ubarwione na różowo z ciemnymi cętkami. Poza okresem rozrodu i wychowu młodych ryby te mają bardziej blade ubarwienie. E.lucanusi tak jak już wspominałam to bardzo inteligentne ryby. Szybko się uczą. Nie dają się nabrać, kiedy udaję, że wrzucam im jedzenie. Rozróżniają też konkretne osoby. Wiedzą dokładnie kto je karmi, kto lubi tylko na nie popatrzeć, a kto jest całkiem obcy. Do mnie wszystkie podpływają licząc na jedzenie, do mojego partnera też podpływają ale nie pod taflę wody jak przy mnie, tylko po prostu w pobliże przedniej szyby. Na obce osoby jakoś szczególnie nie reagują. Ciekawa sytuacja miała miejsce po powrocie z 2-tygodniowego wyjazdu. Oświetlenie w moich akwariach włącza się i wyłącza automatycznie, zawsze o tej samej godzinie, jednak przez ten czas nie było w domu żadnego człowieka i E. lucanusi stały się bardzo nieufne. Chowały się i nie podpływały po jedzenie tak, jak wcześniej. Powrót do starych przyzwyczajeń i ponowne odkrycie, że „człowiek=pokarm” zajęło im około 2 tygodni. Podsumowując, uważam że Enigmatochromis lucanusi to bardzo ciekawy gatunek i warto by go rozpowszechnić wśród akwarystów. Są to spokojne ryby, które jednak pokazują charakter oraz zachowania typowe dla pielęgnic. Na podstawie moich doświadczeń mogę także stwierdzić, że nie są one szczególnie wymagające i wrażliwe. Są to piękne i odporne ryby, które z powodzeniem mogłyby być hodowane przez mniej zaawansowanych akwarystów. W mojej ocenie mimo osiąganych rozmiarów (samiec 8cm / samica 6cm), dla pojedynczej pary wystarczyłoby akwarium o dnie 60x30cm lub 50x50cm. Natomiast gdybyśmy chcieli je hodować w towarzystwie innych pielęgnic, to za minimum należy przyjąć dno 80x40cm.

23


Ameryka Południowa Łukasz Brzeziński „Ruki”

Podręcznik Apistomaniaka, część 1

Czym jest pielęgniczka? W nomenklaturze hobbystycznej pielęgniczkami zwykło się nazywać najmniejszych przedstawicieli pielęgnicowatych z Ameryki Południowej. Należą do nich ryby z dobrze znanych akwarystom rodzajów: Apistogramma, Dicrossus, Laetacara, Microgeophagus, Nannacara czy Taeniacara. Do tej grupy należą też ryby mniej znanych rodzajów, takich jak Apistogrammoides, Biotoecus, Creniacara czy Ivanacara. Pochodzą one ze strefy równikowej i podzwrotnikowej Ameryki Południowej – z Argentyny, Boliwii, Brazylii, Kolumbii, Samiec A. paulmuelleri Paragwaju, Peru, Urugwaju i Wenezueli. Co jednak sprawiło, że ta grupa ryb została wyróżniona własną nazwą? Po pierwsze, w porównaniu do innych rodzajów pielęgnic, osiągają one znacznie mniejsze rozmiary. Najmniejszą do tej pory opisaną pielęgniczką jest Apistogramma angayuara, której samiec osiąga 24,7 mm SL (długość standardowa), a samica 22,7 mm SL (dane z opisu gatunkowego). Największą pielęgnicą jest Cichla ocellaris, której największy okaz mierzył 74 cm (za Fishbase). Warto wspomnieć, że wędkarze i rybacy mówią nawet o metrowych okazach z rodzaju Cichla. Charakterystyczne jest też to, że pielęgniczki w niewielkim stopniu przekopują dno. Ograniczają się do płytkiego przesiewania dnia w poszukiwaniu pokarmu, wykopania dołka tarłowego lub ewentualnie do zasypywania kryjówki tarłowej. W porównaniu do większych pobratymców są też znacznie mniej agresywne, zwłaszcza poza okresem tarła i opieki nad narybkiem. Większość pielęgniczek nie niszczy roślinności. W trakcie modyfikowania dna czy przesiewania podłoża zdarza się im wykopać czy podkopać rośliny zakorzenione, nie jest to jednak działanie celowe. Wyjątek od reguły stanowią ryby z rodzaju Laetacara, które w przypadku zbyt małej ilości pokarmów roślinnych w diecie, mogą uszkadzać i zjadać drobnolistne rośliny czy delikatne mchy. Za rodzaj typowy dla całej grupy pielęgniczek uznaje się (wg. autora) rodzaj Apistogramma. Nazwa tego rodzaju wywodzi się od dwóch greckich słów: apisto- oznacza coś niepewnego, nieokreślonego, -gramma to znak lub sygnał. Tyczy się to linii nabocznej, która u osobników

24


Ameryka Południowa

A. paulmuelleri, samica pilnująca narybku

młode A. agassizii „Flamenco”

Apistogramma barlowi, samica inkubująca larwy w pysku

tego rodzaju jest różnie rozwinięta, czasami prezentowana wyłącznie przez otwory kanalików linii nabocznej w łuskach. Jest to drugi po Crenicichla najliczniejszy gatunkowo rodzaj pielęgnic południowoamerykańskich. Na chwilę obecną naukowo opisanych zostało 68 gatunków, ale co najmniej drugie tyle wciąż czeka na opisanie. Pomiędzy poszczególnymi gatunkami obserwuje się bardzo dużą różnicę kształtu i kolorystyki ciała i płetw oraz różnicę wielkości, jak np. wspominana wcześniej A. angayuara o długości 24,7 mm SL wobec A. barlowi o długości 63,7 mm SL przy długości całkowitej 147,0 mm (dane z opisu gatunkowego). U wszystkich gatunków mocno widoczny jest dymorfizm płciowy, samce są znacznie większe i piękniejsze od samic. Tylko w przypadku kilku gatunków (np. Apistogramma sp. „Tiquie”) występuje odwrócony dymorfizm płciowy. Drugim omawianym rodzajem jest rodzaj Dicrossus. Należy do niego pięć naukowo opisanych gatunków: D. filamentosus, D. foirni, D. gladicauda, D. maculatus, D. warzeli . Charakterystyczną dla tego rodzaju cechą jest ubarwienie złożone z czarnych plam układających się we wzory na ciele. Każdy gatunek posiada inny wzór. Wszystkie z nich są zbliżone wielkością, różnią się przede wszystkim ubarwieniem oraz wielkością i kształtem płetw. Do rodzaju Laetacara należy 6 gatunków ryb, są to Laetacara araguaiae, curviceps, dorsigera, flavilabris, fulvipinnis i thayeri. Przez mocno zbudowane ciało stwarzają wrażenie większych niż są w rzeczywistości. Charakterystyczną dla tej grupy cechą jest to, że samce są monogamiczne, często łączą się w pary na bardzo długi okres czasu. Kolejnym rodzajem jest Microgeophagus, który w starszej literaturze można spotkać pod synonimiczną nazwą Papiliochromis (Kullander, 2003). W skład tego rodzaju wchodzą tylko dwa gatunki: Microgeophagus altispinosus oraz ramirezi . W porównaniu do pozostałych omawianych pielęgniczek wyróżniają się kształtem ciała, które jest mocno bocznie spłaszczone i znacznie bardziej wygrzbiecone. Charakteryzują je słabo zaznaczony dymorfizm płciowy, zwłaszcza w przypadku M. altispinosus, gdzie samca od samicy jest w stanie rozróżnić tylko bardzo doświadczony hodowca. Ciało i płetwy samca M. ramirezi są pokryte mocno opalizującymi na niebiesko plamkami. Przedstawiciele rodzaju Nannacara są smuklejsi niż wcześniej wspominane Laetacara. Temu rodzajowi przypisano 4 gatunki: Nannacara anomala, aurocephalus, quadrispinae, taenia. W 2006 roku z rodzaju przeniesiono dwa gatunki (adoketa i bimaculata), do nowo powstałego Ivancara. Ryby te rosły znacznie większe i bardziej masywne. Wydzielenie tego rodzaju było poprzedzone badaniami genetycznymi.

25


Ameryka Południowa Taeniacara to rodzaj monotypowy, którego jedynym przedstawicielem jest Taeniacara candidi. Charakteryzują się mocno wydłużonym ciałem, którego nie spotkamy u żadnego innego rodzaju pielęgniczek. Dymorfizm płciowy jest mocno zaznaczony - samice są znacznie mniejsze i słabiej ubarwione. Samce mają mocno wydłużone płetwy, zwłaszcza ogonową i brzuszne. Środowisko życia pielęgniczek Opisywane pielęgniczki zamieszkują, z racji szerokiego pod względem geograficznym zasięgu występowania, diametralnie różniące się biotopy. Spotyka się je w wartkich ciekach spływających ze zboczy Andów, w wijących się przez amazońską dżunglę rzekach i ich wielkich rozlewiskach (w trakcie pory deszczowej), a także w ciekach pampy. Rzeki i jeziora tamtych regionów dzielimy ze względu na warunki fizykochemiczne wody na 3 typy. Pierwszym z nich są czarne wody. Nazwa bierze się od koloru wody, który przypomina herbacianą esencję. Spowodowany jest dużą zawartością garbników i kwasów humusowych, które powstają w trakcie rozpadu dużej ilości szczątek roślinnych (liście, owoce) oraz butwiejącego Apistogramma barlowi, samica zbierająca larwy do drewna. Dno jest piaszczyste, pokryte grubą pyska warstwą liści i drewna. Woda zawiera śladowe ilości soli mineralnych, co w połączeniu z dużą zawartością garbników i kwasów humusowych skutkuje bardzo niskim pH (3.0 - 5.0). Tworzy to specyficzne środowisko, o bardzo dużej sterylności (środowisko jest wrogie bakteriom i pierwotniakom). Z tego samego powodu komarów jest znacznie mniej niż w innych obszarach Amazonii. Kolejnym typem są wody czyste. Ich nazwa wzięła się od krystalicznie czystej wody, czasami o błękitnym zabarwieniu. Na charakterystyczny kolor wody wpływa skaliste dno, po którym te cieki płyną. Dzięki dużej zawartości soli mineralnych są znacznie bardziej żyzne, mają bogatą faunę i florę, ale pH wody i jej twardość jest znacznie większa niż we wcześniej wspomnianych czarnych wodach - waha się w okolicach 7.0. Dno zazwyczaj pokryte jest żwirem, otoczakami lub kamiennymi płytami - morfologicznie przypominają rzeki polskiego pogórza takie jak górny Dunajec czy Raba. Zupełnie inaczej wyglądają cieki o krystalicznej wodzie płynące przez lasy tropikalne. Dzięki słabszemu nurtowi na dnie osadza się materia organiczna i muł. Roślinność rośnie w postaci grubych łanów, a miejsce kamieni zajmują korzenie i gałęzie. Nazwa wody białe wzięła się od mleczno białego koloru wody, wynikającego z dużej ilości zawiesiny mineralnej, ograniczającej mocno widoczność. Zawiesina powstaje w wyniku wypłukiwania osadów w górnym biegu cieków. Dzięki temu są bardzo żyzne, a łachy grubych osadów stanowią stołówkę dla ryb, w których znajdują bardzo dużą ilość pożywienia. Wody te bogate są w mikroorganizmy, larwy owadów i skorupiaki. pH wody jest mocno skorelowane

26


Ameryka Południowa z podłożem, które jest wypłukiwane, waha się od 6.0 do wartości powyżej 7.0. Białe wody są najbardziej rozpowszechnionym biotopem w Ameryce Południowej. Najwięcej z nich znajdziemy w Argentynie, Boliwii, Paragwaju czy Urugwaju. Zbiornik Przy wyborze akwarium dla pielęgniczek najważniejsza jest jego odpowiednia długość, a co za tym idzie - powierzchnia dna. To właśnie te dwie cechy determinują jaki gatunek można wpuścić do danego akwarium i w jakiej konfiguracji. Pielęgniczki są rybami dennymi i minimalna wysokość akwarium dla nich to 20-25 cm, mniejsza będzie stwarzała problemy z instalacją sprzętu czy z odpowiednią dekoracją. Pielęgniczki nie należą do ryb, które wymagają akwariów o dużym rozmiarze. Zbiornik o dnie 80x35 cm jest zbiornikiem uniwersalnym, nadającym się dla każdego gatunku. Należy jednak pamiętać, że mimo swoich rozmiarów, pielęgniczki są rybami terytorialnymi i w  zbiorniku możemy umieścić wyłącznie jednego samca i samicę (w przypadku gatunków haremowych 2 lub 3 samice). Na szczęście dla posiadaczy mniejszych akwariów, istnieje spora liczba gatunków, które będą mogły się w nich zadomowić. Również w tym przypadku należy pamiętać, że zbiornik nie może być mniejszy niż o powierzchni dna Przepychanki Taeniacara candidi 50x30cm. Mniejsze akwaria nie nadają się bowiem do stałego hodowania pielęgniczek. Poniżej tabela z przykładowymi gatunkami:

Akwaria o długości 50 — 60 cm

Akwaria o długości 60 — 80 cm

Akwaria o długości 80 cm i większe

Apistogramma: borelli, erythura, linkei, trifasciata • Apistogrammoides pucallpaensis • Microgeophagus ramirezi

• Apistogramma: gephyra, gibbiceps, elizabethae, hongsloi, nijsseni, panduro, steindachneri • Dicrossus filamentosus, maculatus • Nannacara anomala, taenia • Laetacara curviceps, dorsigera

• • • •

Apistogramma: agassizii, atahualpa, baenschi, cacatuoides, macmasteri*, norberti Nannacara aurocephalus Laetacara araguaiae Microgeophagus altispinosus Taeniacara candidi

*W chwili obecnej na rynku duży procent osobników A. macmasteri to hybrydy z A. viejita. Ich rozróżnianie będzie jednym z tematów drugiej części artykułu.

27


Ameryka Południowa Przy zakładaniu akwarium dla pielęgniczek (zwłaszcza w przypadku przedstawicieli Apistogramma) musimy pamiętać, by dno stanowił drobny piasek, którego średnica ziaren nie powinna przekraczać 1-1,5mm. Jest to ważne z racji sposobu pobierania pokarmu; ryby przesiewają podłoże podobnie jak ich więksi pobratymcy – ziemiojady. Piasek spełnia też dwie inne role: drobinki czyszczą skrzela z zanieczyszczeń, a podczas tarła dołki wykopane w piaszczystym podłożu stanowią kryjówkę dla larw i narybku. W akwarium powinno znaleźć się dużo korzeni, które również spełniają rolę kryjówki i wpływają pozytywnie na parametry wody. Korzystnym dla ryb będzie umieszczenie w akwarium warstwy spreparowanych liści buku, dębu, ketapangu Samica A. trifasciata, w barwach tarłowych czy magnolii. Tworzą one schronienia i dobrze wpływają na chemię wody. Obecność roślinności w akwarium nie jest konieczna. Jeżeli się na nie jednak zdecydujemy, należy pamiętać, aby wybrać takie, którym kwaśna, miękka i jałowa woda oraz mała ilość światła nie będzie przeszkadzać. W swoich akwariach z pielęgniczkami umieszczam mikrozoria, rogatka, paprotnice, żabienice i kilka gatunków mchów takich jak mech jawajski czy Christmas moss. Parametry wody Przy doborze obsady do naszego akwarium należy wziąć pod uwagę, że większość pielęgniczek najlepiej czuje się w miękkiej (o twardości ogólnej poniżej 6 stopni niemieckich) i kwaśnej (pH poniżej 6,5) wodzie. Jeśli woda w  naszym kranie jest twarda, najlepszym wyjściem będzie zakup filtra RO. W chwili obecnej najtańsze modele można kupić za około 150 zł, a spełnią one wszystkie wymagania które są nam potrzebne. Godną polecenia jest też metoda DIY jaką jest tzw. armata torfowa. Jest to rura/butelka/pojemnik wypełniona torfem kwaśnym, przez który przepuszczamy powoli wodę. Torf uwalnia garbniki i kwasy humusowe, obniżając pH i twardość

Samiec A. eremnopyge

Samica A. eremnopyge

28


Ameryka Południowa węglanową. Zazwyczaj stosuje się około 2 — 3 litry torfu i przepuszcza się przez nie wodę w tempie do 10 litrów na godzinę. Jednakże jeśli mamy wodę twardszą niż 10 — 15*n, metoda ta będzie nieskuteczna. Wiele gatunków bardzo źle znosi obecność związków azotowych w wodzie, dlatego wymagana jest bardzo wydajna filtracja biologiczna oraz częste podmiany w celu zmniejszenia poziomu NO3. W przypadku niektórych gatunków nie powinno ono przekraczać 5 mg/dm3. Z tego tez powodu przy dobieraniu roślin do akwarium z pielęgniczkami nie należy wybierać takich gatunków, które wymagają zasilania nawozami azotowymi. Obsada towarzysząca Pielęgniczki, mimo dużej zadziorności, nie zawsze radzą sobie z opieką nad ikrą i narybkiem. Zwłaszcza jeśli ich towarzyszami są szybki i stadne ryby czy pancerne zbrojniki. Dlatego należy zadać sobie pytanie czy chcemy umożliwić naszym pielęgniczkom udane odchowanie narybku, czy nam na tym nie zależy. Trzeba się też wystrzegać drobnych gatunków przy pielęgniczkach z dużym pyskiem, gdyż mogą one skończyć jako żywy pokarm. Dorosłe samce Apistogramma agassizii są w stanie zjeść wyrośnięte Corydoras pygmaeus. Poniżej zamieszczono tabelę z kilkoma proponowanymi przez autora gatunkami.

Pielęgniczki małe i średnie (maksymalne rozmiary nie przekraczające 7 cm) Ryby denne

• Ryby pływające w toni

małe kiryski karłowate, takie jak Corydoras habrosus, hastatus czy pygmaeus zbrojniki z rodzaju Otocinclus, Paraotocinclus

małe drobnostki i najmniejsze ukośniki: Nannostomus anduzei, eques, marginatus, mortenthaleri, trifasciatus • małe bystrzyki takie jak H. amandae, •

Pielęgniczki duże

zbrojniki z rodzaju Otocinclus, Paraotocinclus, Rineloricaria, Sturisoma • mniejsze kiryski takie jak C. habrosus, panda •

• •

Ryby przypowierzchniowe

pstrążenice takie jak C. marthae, myersi, strigata

29

małe i średnie drobnostki Nannostomus beckfordi, eques, marginatus, mortenthaleri, trifasciatus smuklenie Copella arnoldi czy Pyrrhulina laeta, spilota, vittata, zigzag neony: czerwony, czarny, Inessa, zielony pstrążenice i topornice


Ameryka Południowa

M. altispinosus (fot. mei)

Jeśli nie zależy nam na odchowaniu narybku, pielęgniczki możemy połączyć z większością mniejszych kąsaczowatych, zbrojnikowatych czy kiryskowatych. W odpowiednio dużych akwariach można spróbować z połączeniem większej liczby pielęgniczek (czy to osobników jednego gatunku, czy kilku). Jednakże osobom początkującym odradza się to dokonywać w akwariach krótszych niż 80 cm (najmniejsze i najspokojniejsze pielęgniczki) czy 100 — 120 cm (w przypadku większych pielęgniczek). Należy pamiętać, by łączyć ze sobą co najmniej 3 samce z jednego gatunku; w przypadku dwóch, najsłabszy zazwyczaj jest atakowany i przeganiany przez silniejszego. Istnieje szansa na udane połączenie większych gatunków ze spokojnymi pielęgnicami południowoamerykańskimi, takimi jak żaglowiec skalar czy Leopolda; ziemiojadami z  rodzaju Satanoperca, Guianacara, Biotodoma czy najmniejszymi Crenicichla (compressiceps, regani, notophthalmus). Należy jednak pamiętać, by pielęgniczki pojawiły się jako pierwsze w takim akwarium. Żywienie Pielęgniczki z rodzajów Apistogramma, Dicrossus, Mikrogeophagus i Taeniacara są rybami wszystkożernymi, większość ich diety powinny stanowić pokarmy zwierzęce. W naturze odżywiają się one głównie planktonem, larwami owadów, skąposzczetami oraz detrytusem. Odwrotnie sprawa wygląda w przypadku Laetacara i Nannacara, u których pokarmy roślinne powinny stanowić większy udział w diecie. Jednakże w przypadku wszystkich pielęgniczek idealna dieta jest szybko- i łatwostrawna, z tego względu należy wystrzegać się częstego podawania kalorycznych pokarmów, takich jak doniczkowiec. Biorąc pod uwagę potencjalną szkodliwość, wynikającą z obszarów występowania, lepiej unikać podawania rureczników i ochotki. W przypadku tej drugiej, duże ryzyko dla ryb stanowią jeszcze chitynowe wypustki i pazurki pancerzyka, które mogą prowadzić do perforacji w obrębie układu pokarmowego. Z pokarmów naturalnych dietę polecam zbalansować z poniższych składników:

30


Ameryka Południowa • pokarmy żywe: wodzień, oczlik, dafnia, artemia, czarny komar, wrotki, doniczkowiec(okazjonalnie), grindal, nicienie mikro • pokarmy mrożone: takie jak wyżej, do tego dla większych gatunków polecane są lasonogi i kryll • pokarmy roślinne: liście mlecza, babki lekarskiej, glony nori W przypadku pokarmów sztucznych najlepiej wybrać drobne granulaty, które nie pęcznieją pod wpływem wody, lub pasze M. altispinosus (fot. mei) ekstrudowane. Należy jednak pamiętać, że nie zawsze nasze ryby chętnie pobierać będą pokarmy sztuczne, zwłaszcza jeśli są to ryby dzikie. W takich przypadkach należy stosować pokarm o mocnym zapachu, a jego podawanie poprzedzić kilkudniową głodówką. Rozmnażanie Przy zapewnieniu odpowiednich warunków (parametry wody, aranżacja, obsada towarzysząca) tarło większości gatunków to tylko kwestia czasu. Apistogramma i Taeniacara należą do szczelinowców, więc do odbycia tarła potrzebują ustronnej kryjówki, np. łupiny kokosa, szczeliny w korzeniu, ceramicznej groty (takiej jak dla zbrojników) czy doniczki. Przy braku dogodnej kryjówki, za taką może im posłużyć warstwa liści na dnie, gdzie poprzez podkopanie warstwy podłoża samica tworzy własną grotę. Dicrossus, Laetacara, Microgeophagus i Nannacara należą do pielęgnic, które tarło dobywają na otwartej powierzchni, a jako substrat pod ikrę czyszczą dużą płaską powierzchnię jak liść, kamień czy kawałek korzenia. Gdy zauważymy ikrę albo „podejrzanie” zachowującą się samicę (nerwowo pływająca w jednym miejscu akwarium, o charakterystycznej szacie godowej) staramy się nie robić nic ani w akwarium, ani przy nim. Nie robimy żadnych podmian wody, nie przycinamy roślin ani nie zmieniamy aranżacji – zapewniamy samicy spokój. Z ikry po 2 — 3 dniach wykluwają się larwy, które przez najbliższy tydzień będą resorbować woreczek żółtkowy. Przez ten okres są zdane na opiekę rodziców – nie pływają i są pozbawione możliwości jakiejkolwiek ucieczki. W momencie gdy zaczynają aktywnie pływać, podajemy im

D. maculatus

T. candidi

A. agassizii ”Flamenco”

31

A. allpahuayo


Ameryka Południowa pokarm. Moim zdaniem najlepszym pokarmem są naupliusy artemii, gdyż są wystarczająco małe, by narybek mógł je zjeść. Jest to bardzo kaloryczny pokarm dzięki któremu młode rosną bardzo szybko. Przez swój pomarańczowy kolor są bardzo chętnie zjadane, a my jesteśmy w stanie stwierdzić czy młode poprawnie pobierają pokarm – naupliusy w żołądku są widoczne przez powłoki brzuszne. Innymi dobrymi pokarmami dla narybku są: wrotki, nicienie mikro, pył stawowy. Samica opiekuje się młodymi najczęściej do następnego tarła, które czasami następuje już po miesiącu. M. altispinosus (fot. mei) Jeżeli młodych jest bardzo dużo lub akwarium jest małe, najlepszym wyjściem jest odłowić je do osobnego zbiornika. Nie będą wtedy przeganiane przez samicę czy samca, a same nie będą zagrożeniem dla kolejnego pokolenia pielęgniczek. Pielęgniczki prezentują wiele unikalnych sposobów opieki nad larwami i narybkiem. Wiele z nich jest charakterystyczne wyłącznie dla kilku gatunków, takim zachowaniem jest np. inkubacja larw w pysku przez Apistogramma barlowi. Zachowanie te zostały podzielone na dwa typy. Pierwszym jest zachowanie pośrednio wpływające na młode, jakim jest zmiana szaty u samicy na charakterystyczną dla okresu opieki nad ikrą, młodymi i narybkiem. Drugim typem są zachowania bezpośrednio wpływające na młode. Zaliczone do nich zostały: kopanie dołków (umieszczane są w nim larwy i narybek), inkubowanie w pysku larw (pełni rolę kryjówki dla narybku w czasie zagrożenia), przyklejanie larw do sklepienia kryjówki, sterowanie młodymi poprzez ruchy całego ciała lub poszczególnych płetw. Pielęgniczki prezentują bogatą paletę ubarwień związanych z opieką nad młodymi. Niewiele dużych pielęgnic, takich jak np. Geophagus, Satanoperca, Cichla czy Pterophyllum, prezentują w ogóle zmianę w ubarwieniu. Spotyka się ją u średniej wielkości pielęgnic z Centralnej Ameryki, jak u tych z rodzaju Cryptoheros czy mniejszych południowoamerykańskich Crenicichla, Cichlasoma lub Guianacara. Nie są one w takim stopniu dopracowane jak u omawianych pielęgniczek. Konkurować mogą z nimi jedynie małe pielęgnice z Afryki Zachodniej (Römer, 2001, 2006). Każdy gatunek pielęgniczki ma swoją własną szatę godową, charakterystyczną dla danego gatunku. W przypadku niektórych pielegniczek z rodzaju Apistogramma identyfikacja samic jest możliwa tylko poprzez

L. araguaiae

L. araguaiae

L. araguaiae

32


Ameryka Południowa porównanie szaty godowej. Jej kolorystyka składa się z barwy żółtej lub pomarańczowej oraz kontrastującej czerni. Na czarno zabarwione są płetwy, charakterystyczne plamy (zazwyczaj po jednej na każdym boku) oraz pasma na ciele. Ubarwienie to pełni też rolę ostrzegawczą. Służy oznajmieniu samcom, że samica właśnie odbyła tarło i ich zaloty będą daremne. Dodatkowo samica ostrzega napastliwe samce oraz inne ryby, że zbliżenie się w jej okolice oznacza podjęcie walki. W mętnych wodach o niskiej widoczności, takie kontrastowe ubarwienie pomaga znaleźć młodym samicę. U samic z rodzaju Dicrossus na ciele Samiec A. sp. „Tefe” pojawia się szachownica, w której ilość i układ plam jest cechą charakterystyczną każdego gatunku. Cechą gatunkową jest również zmiana koloru płetw - kolor czerwony (D. filamentosus oraz D. gladicauda), żółty (D. maculatus) lub żółto-pomarańczowe (D. foirni oraz D. warzeli). U osobników z rodzaju Laetacara, Mikrogeophagus oraz Nannacara nie spotkamy specjalnej szaty w okresie opieki nad narybkiem. Nie różni się niczym od szaty godowej. Samice Taeniacara candidi posiadają podobne ubarwienie jak samice z rodzaju Apistogramma. Wynika to z bardzo bliskiego pokrewieństwa tych dwóch rodzajów. Przodek rodzaju Taeniacara wywodzi się najprawdopodobniej od jednego z podgatunków Apistogramma agassizii. Samice przybierają mocno kontrastujące ubarwienie - ciało staje się żółte, a pasy, które pojawiają się na nim i na płetwach, są czarne. Rola tego ubarwienia jest taka sama jak u drugiego rodzaju – ryba sygnalizuje, że ma młode i będzie atakować w ich obronie. W ten sposób samica informuje również młode Samica D. maculatus o swojej lokalizacji. Kolejnym ciekawym zachowaniem omawianych pielęgniczek jest kopanie dołków, do których są przenoszone młode. To zachowanie jest charakterystyczne dla rodzaju Laetacara, Mikrogeophagus oraz Nannacara, samice z rodzaju Apistogramma nie zawsze podejmują takie działania i zazwyczaj są to samice najmniej zaawansowanych gatunków. Dołki nie są tak efektowne jak u niektórych pielęgnic z jeziora Tanganika czy Malawi i nie przypominają tamtejszych „kraterów” o ponad metrowej średnicy. Częściej kopane są na terytorium samicy i mają kształt owalny. Ich głębokość

33


Ameryka Południowa

A. cacatuoides

A. cacatuoides

Samica A. norberti

Ivanacara adoekta (fot. macben

Samiec A. panduro

Samica A. pantalone

34


Ameryka Południowa warunkowana jest wielkością kopiącej samicy, zazwyczaj stanowi połowę wielkości jej głowy. Materiał dna pobierany jest do pyska i następnie w pewnej odległości wypluwany. Rolą dołków jest zabezpieczenie larw i bardzo młodego narybku przed rozpłynięciem się, w przypadku larw mogązostać one rozproszone nawet przez silny prąd wody. Samice Apistogramma trifasciata oraz Taeniacara candidi prezentują bardzo ciekawe oraz unikalne zachowanie, którego do tej pory u żadnego innego gatunku nie zaobserwowano. Larwy, po wylęgnięciu, zostają przyklejone przez samicę do sklepienia kryjówki. Czynność ta jest powtarzana przez około tydzień, nim larwy nie wchłoną woreczków żółtkowych i nie zaczną samodzielnie pływać. Na chwilę obecną nie podjęto badań w celu określenia, na jakiej zasadzie larwy są przyczepiane do substratu. Nie wiadomo czy posiadają specjalne gruczoły wydzielające pewną substancję, która pomaga się im przykleić czy raczej to samica produkuje jakąś substancję, którą przykleja młode. Na podstawie własnych obserwacji nie zauważono by samica wykonywała dodatkowe czynności prócz wzięcia młodych do pyska, a następnie ich przyklejenia do sklepienia kryjówki. Gdyby ta substancją była wydzielana w pysku, sklejeniu ulegałyby różne stałe zanieczyszczenia, takie jak piasek czy detrytus. Takich sytuacji nie zaobserwowano ani u jednego, ani u drugiego gatunku. Wśród opisywanych powyżej pielęgniczek nie spotyka się tak spektakularnych zachowań związanych z opieką nad młodymi, jak u wielu dużych pielęgnic. Jednakże dwa gatunki z rodzaju Apistogramma wyróżniają się w sposób szczególny. Są to Apistogramma barlowi oraz bliźniaczy, nieopisany naukowo gatunek Apistogramma sp. „Kelleri”. Co je wyróżnia na tle innych gatunków? Są fakultatywnymi gębaczami, inkubującymi larwy w pyskach. Pierwszy z nich, występujący w peruwiańskiej rzece Rio Ampiyacu, jest największym gatunkiem z rodzaju Apistogramma. Apistogramma sp. „Kelleri” zamieszkuje strumienie w pobliżu kolumbijskiego miasta Leticia, samce osiągają około 12 cm a samice 6 cm. Charakterystyczna dla obu gatunków jest bardzo duża i masywna głowa z pokaźnym pyskiem. Jest to morfologiczne przystosowanie do pomieszczenia larw, a później narybku w pysku. Kolejną cechą, którą można zauważyć dopiero przy tarle, jest mniejsza niż u większości gatunków Apistogramma liczba ikry - 50 sztuk uważane jest za bardzo dużą ilość. Wielkością nie różni się na tle ikry innych gatunków z rodzaju Apistogramma. Inkubacja larw w pysku samicy lub samca (co ma rzadko miejsce) jest zależna od podłoża w akwarium i obecności innych ryb na terytorium samicy. W przypadku podłoża o bardzo drobnej granulacji (piasek) larwy zawsze podejmowane są do pyska, w przypadku braku podłoża lub gdy jest ono gruboziarniste (żwir), larwy nie są podejmowane do pyska. Jeżeli jednak w akwarium znajdują się energicznie pływające ryby, larwy również będą podjęte do pyska. Nikt nie jest w stanie odpowiedzieć, dlaczego tak się dzieje. Możliwe, że jest to spowodowane brakiem możliwości odtworzenia przez ryby wszystkich naturalnych zachowań. W naturze podłoże żwirowe nie występuje i w akwarium ryby spotykają się z nim po raz pierwszy. W późniejszym okresie pysk samicy służy jako schronienie dla narybku, który wpływa do niego aż do momentu osiągnięcia rozmiarów uniemożliwiających im pomieszczenie się w nim. Młode chronią się w nim na noc i w momentach zagrożenia. W następnym wydaniu magazynu ukaże się druga część artykułu, poświęcona dokładniejszej charakterystyce akwariów dla pielęgniczek. Znajdą się w niej również opisy wybranych gatunków pielęgniczek wraz z kluczem do identyfikacji najczęściej mylonych gatunków.

35


Ameryka Południowa Bibliografia: •

Bohnet V., Koslowski I., Stawikowski R. 2005. DATZ South American Dwarf Cichlids, Verlag Eugen Ulmer

Carey R. 1999. Breeding Dicrossus maculatus: the Spade-tail Checkerboard Cichlid. PUBLICATION OF THE MINNESOTA AQUARIUM SOCIETY

Coleman R. 1997. That amazing Mouth. Cichlid News Magazine, 10: 30-31

Ferreira E. J.G., Kullander S. O. 2005. Two new species of Apistogramma Regan (Teleostei: Cichlidae) from the rio Trombetas, Pará State, Brazil. Neotropical Ichthyology. Porto Alegre July/Sept. vol. 3 no. 3

Hahn I., Römer U. 2008. Apistogramma barlowi sp. n.: Description of a new facultative mouth-breeding cichlid species (Teleostei: Perciformes: Geophaginae) Northern Peru. Vertebrate Zoology, 58:49-66

Kocher D. Thomas. 2006. Genetic Basis of Vertebrate Diversity: the Cichlid Fish Model. The International Cichlid Genome Consortium

Kullander S. O. 2003. Cichlidae (Cichlids). s. 605-654. [w: Ferraris Carl, Kullander Sven O., Reis Roberto, Checklist of the Freshwater Fishes of South and Central America. Porto Alegre: EDIPUCRS, Brasil, 2003]

Linke H., Staeck W. 1985. American Cichlids II – Large Cichlids. Tetra Verlag

Miller M., Schliewen U. 2005. The molecular phylogeny of the genus Apistogramma – a working hyphotesis. [w: Bohnet Volker, Koslowski Ingo, Stawikowski Rainer, DATZ South American Dwarf Cichlids, Verlag Eugen Ulmer]

Römer U. 2001. Cichlid Atlas I. Mergus Verlag

Römer U. 2006. Cichlid Atlas II. Mergus Verlag

36


Ameryka Centralna Piotr Koba „piotrK”

Cryptoheros nanoluteus (Allgayer 1994) klejnot z Rogów Byka

W pierwszym wydaniu Magazynu Cichlid@e.pl przedstawiłem czytelnikom inne podejście do hodowli mniejszych pielęgnic z Ameryki Środkowej – hodowli Cryptoheros cutteri w kolonii złożonej z kilku par. Tym razem opowiem o kolejnym przedstawicielu tego rodzaju, a mianowicie o C. nanoluteus. Systematyka i występowanie Gatunek ten został opisany przez Allgayera w 1994 roku na podstawie osobników złowionych przez słynnego Jeana Claude Nourissata w rzece Guarumo oraz jej dopływach (Guabo, Peje Bobo). Guarumo płynie w panamskiej prowincji Bocas del Toro (dosłownie: rogi byka), w dystrykcie Chirqui Grande leżącym na wybrzeżu Atlantyku. Największy opisany osobnik miał tylko 64 mm długości standardowej, czyli od czubka pyska do podstawy ogona (stąd wziął się pierwszy człon nazwy: nano, oznaczający tyle co „niewielki”). Blisko spokrewniony gatunek - Cryptoheros altoflaWówczas został on zaliczony do rodzaju vus. Na zdjęciu widoczna jest samica opiekująca się Archocentrus. Niestety, o ile ważność gatunków ikrą, fot. Eric Banner pielęgnic z Ameryki Środkowej jest rzadko podważana, o tyle ilość uznawanych rodzajów jest równa ilości naukowców i akwarystów-badaczy zainteresowanych tematem – każdy ma swoje osobne zdanie na ten temat, co często wprowadza przeciętnego miłośnika pielęgnic w spore zakłopotanie. Tym samym, z czasem rodzaj Archocentrus został ograniczony do trzech gatunków zbliżonych do pielęgnicy miodowej: A. multispinosus, A. centrarchus i A. spinosissimus (a i ta kwestia to nadal temat dyskusji). Allgayer dla pielęgnic zebr i im podobnych gatunków utworzył więc rodzaj Cryptoheros (Allgayer, 2001), a przy okazji opisał kolejny gatunek z prowincji Bocas del Toro, mianowicie C. altoflavus. Ryby te wedle opisu mają występować w rzece Cañaveral i jej dopływie Caña płynących niemal przy samym brzegu Morza Karaibskiego. Dwie podstawowe cechy różniące go od omawianego gatunku mają odzwierciedlenie w epitecie gatunkowym: alto (łac.): wysoki + flavus (łac.): żółty. C. altoflavus jest bowiem uznawany za najbardziej wygrzbieconego przedstawiciela podrodzaju

37


Ameryka Centralna Bussingius (Schmitter-Soto, 2007), a więc i C. nanoluteus jest od niego smuklejszy. Poza tym, C. altoflavus posiada na ciele więcej żółtej barwy. Warto również dodać, że największy osobnik z opisu C. altoflavus miał 90 mm długości standardowej. Obserwacje akwariowe nie potwierdzają jednak tak znaczących różnic w wielkości tych dwóch gatunków; obydwa mogą przekraczać 10 cm długości całkowitej (od czubka pyska do końca płetwy ogonowej).

Mapa 1. Obszar występowania dwóch żółtych przedstawicieli Cryptoheros: ■ - C. nanoluteus; ● - C. altoflavus. Mapa sporządzona na podstawie Google Earth i Google Maps. Na Mapie 1. zaprezentowałem uproszczony obszar występowania C. nanoluteus oraz C. altoflavus. Jak widać, ten drugi gatunek można spotkać również w Rio Cricamola. Nieopisane na mapie rzeki to Guariviara (po lewej) i Mananti (po prawej). Wedle uzyskanych przeze mnie informacji, są one słabo przebadane z uwagi na brak prowadzących do nich dróg; dostać się do nich można wpływając na łódce od strony ujścia. Można jednak podejrzewać, że i w tych rzekach występują opisywane pielęgnice (a być może jakieś nieopisane gatunki czy odmiany?). Poza wspomnianymi wcześniej rzekami C. nanoluteus (C. altoflavus ?) łowione były w innych ciekach wodnych stanowiących zlewnię Laguna de Chirqui: Guabito, Robalo, Uiama, Canazas (C. Hofer, korespondencja prywatna). Większość rzek, w których spotykane są omawiane pielęgnice, toczy dość szybkie wody, a ich dno stanowią otoczaki i skały o różnych wielkościach. Roślin wodnych praktycznie nie ma. Odczyn wody jest neutralny lub lekko zasadowy, a twardości wahają się w granicach 10 stopni niemieckich.

38


Ameryka Centralna

Samiec w barwach godowych, próbujący odwrócić moją uwagę od gniazda znajdującego się za nim

Grupa nowo przybyłych C. nanoluteus

Portret młodego samca

39


Ameryka Centralna

Zaloty młodych osobników

W rzece Canazas C. nanoluteus występuje w towarzystwie Astatheros alfari, Cryptoheros (Amatitlania) kanna, Parachromis managuensis (introdukowany) oraz Poecilia sp. Panama to niewielki kraj (zaledwie 78 000km2), jeden z mniejszych w Ameryce Środkowej. Gdy weźmiemy ten fakt pod uwagę, uderzające staje się, jak mały obszar występowania mają C. nanoluteus. Niestety, choć owe okolice są jeszcze relatywnie słabo zamieszkane, to wiele miejsc przeznacza się na uprawę bananów. Z tego względu pielęgnice te zostały ujęte na liście programu C.A.R.E.S. (http://www.carespreservation.com/ ) z dopiskiem CVU – narażone oraz CP – priorytet ochrony. Jak już wspomniałem, część rzek, w których występują te ryby, jest trudno dostępna, ale z czasem może się to zmienić. Warto mieć to na uwadze, gdy C. nanoluteus do nas trafiają. Jeżeli zbyt szybko się ich pozbędziemy, być może nie będziemy mieć już okazji, aby je zdobyć– zamiast tego można zasilić populację akwariową, co zawsze jest przydatne w przypadku tak rzadkich ryb.

40


Ameryka Centralna Moje doświadczenia hodowlane Kiedy pierwszy raz zobaczyłem zdjęcia tych pięknych ryb na stronie Cichlidae.com, wiedziałem, że muszę je kiedyś zdobyć. Stało się to szybciej, niż bym się spodziewał. W grudniu 2011 roku dowiedziałem się bardzo okrężną drogą, że znajomy znajomego wybiera się do Niemiec a także Holandii, skąd planuje przywieść sporo ciekawych pielęgnic amerykańskich. Na liście pewnego hodowcy dostrzegłem właśnie C. nanoluteus. Rodzice ryb pochodzili od Thomasa Tilmanna z Duisburga, więc mogłem być pewien, że jakość narybku będzie bez zarzutu, a co

Zaloty. Na zdjęciu samiec i dwie samice

więcej, że nie będzie to pokolenie odległe od dzikusów. Niewiele myśląc, zamówiłem standardowe 6 sztuk maluchów, po które musiałem podjechać do Wrocławia przy podłej pogodzie – ale czego nie robi się dla wymarzonych ryb? Podróż całej szóstki przebiegła bez większych problemów. Po krótkiej aklimatyzacji wylądowały w docelowym, 180-litrowym akwarium o długości 110 cm. Wystrój akwarium stanowiły otoczaki i łupki (tworzą kryjówki Zaloty. Ryby przybierają wówczas miodowo złoty kolor

niezbędne pielęgnicom z rodzaju Cryptoheros, składającym ikrę w ukryciu), korzenie i kępa mchu. Na dnie znajdował się piasek wymieszany z grubym żwirem. Woda jakiej używam dla pielęgnic z Ameryki Środkowej ma pH 7,5 GH 14, a KH około 8. Jest to typowa, jurajska kranówka o parametrach idealnych dla tych właśnie pielęgnic. Niestety, ku mojemu rozczarowaniu, z czasem okazało się, że mam tylko jednego samca – reszta ryb okazała się być samicami, co można rozpoznać już w dość młodym wieku poprzez obecność czarnych plamek (w niebieskich otoczkach) na płetwie grzbietowej, których brak u samca. Było to dla mnie rozczarowanie, bo liczyłem na możliwość obserwacji podobnych zachowań i relacji między parami jak w przypadku C. cutteri, ale u mniejszego i spokojniejszego gatunku.

41


Ameryka Centralna

W czasie zalotów wyraźny staje się też wzorek na płetwie grzbietowej samicy

Ryby rosły, wybarwiały się i po kilku miesiącach zaczęły się pierwsze zaloty i przepychanki. Pojawił się jednak problem: jedyny samczyk wcale nie był największą rybą w akwarium. Choć jego oko przybierało niesamowity niebieski kolor, wspaniale kontrastujący z bladożółtą podstawową barwą ciała, to dwie największe samice stały się zdominowały akwarium - terytorialne i agresywne, atakowały resztę obsady, czyli malutkie samice i samca. Nie chciałem się rozstawać z tak rzadkimi w Polsce rybami, ale nie miałem wyjścia – musiałem oddać te dwie agresywne sztuki. Wówczas, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, samiec zaczął rosnąć i pięknieć w oczach. W czasie zalotów zmieniło się także ich ubarwienie – delikatne żółte barwy naznaczone paroma czarnymi plamkami i paskami zastąpione zostały miodowo-złotym, podstawowym kolorem ciała. Płetwa odbytowa mieniła się na seledynowo. Najpiękniej wyglądała samica, choć trudno było to uchwycić to mam nadzieję, że da się to zauważyć na zdjęciach – wzorek na płetwie grzbietowej wydawał się świecić. Do pierwszego tarła doszło na początku czerwca – ilość młodych była niewielka i właściwie prawie ich nie widziałem. Kolejne tarło miało miejsce już pod koniec czerwca, ale tym razem moja 2-tygodniowa nieobecność nie pozwoliła mi na dopilnowanie, żeby około 20 sztuk narybku mogło przetrwać. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że w czasie opieki nad potomstwem ryby te przybierają niezwykle

42


Ameryka Centralna

Aktywny seksualnie samiec

Spokojny samiec w pełnej krasie

43


Ameryka Centralna atrakcyjne ubarwienie. Większość ciała i płetw staje się kanarkowożółta, wszystkie czarne elementy stają się bardziej intensywne – niebieskie oczy robią się czarne, co w połączeniu z „maską” w tym samym kolorze nadaje im groźnego wyglądu. Co ciekawe, wzorek na płetwie grzbietowej u samicy staje się wówczas mniej wyraźny. W końcu trzecie tarło zakończyło się sukcesem. Jako że był to okres wakacyjny, miałem czas na spokojną obserwację i zanotowanie różnych zachowań. Po pierwsze, przekonałem Samica pilnująca ikry rzadko wypływa z kryjówki się, że kryjówki to dla tych ryb podstawa – samica składała ikrę w najbardziej schowanym miejscu jakie mogła znaleźć, czyli po wewnętrznej stronie łupka opartego o tylną ścianę akwarium. Wejście do tej kryjówki było tylko jedno i nawet samica miała problemy z wciskaniem się w tę szczelinę. Ów kamień był dodatkowo osłonięty korzeniem i kępą mchu. Tym samym nie miałem szans na zauważenie tarła, czy samej samicy przez okres opieki nad ikrą i larwami. Jedyne na podstawie dostępnej literatury mogę powiedzieć, że larwy wylęgają się po około 48 godzinach od złożenia ikry, a po kolejnych 30-48 godzinach zaczynają swobodnie pływać (Steinhaus i inni, 2012). Dopóki młode nie zaczynały pływać mógłbym nie wiedzieć, że tarło w ogóle miało miejsce. Był jednak jeden szczegół, który zwrócił moją uwagę kiedy nie mogłem dopatrzyć się samicy, a było to zachowanie samca w okresie opieki nad ikrą i larwami. Gdy podchodziłem do akwarium, a samiec zauważał moją obecność, jego kolory stawały się zdecydowanie bardziej blade i zaczynał zachowywać się bardzo nerwowo. Nie był to jednak atak; on po prostu próbowało odwrócić moją uwagę! Pływał wzdłuż przedniej szyby akwarium, starając się odciągnąć mnie od gniazda – ciekawe zachowanie, o którym czytałem kiedyś w odniesieniu do pielęgnicy zebry (C. nigrofasciatus). Przy okazji tego tarła zauważyłem, że dwie pozostałe w akwarium samice polują na narybek, toteż zdecydowałem je odłowić. Jeżeli chodzi o karmienie to nie ma tu mowy o wybrednych rybach. Zarówno młode, jak i dorosłe przyjmują każdy rodzaj podawanego pokarmu, od suchych po mrożonki, przy czym, co oczywiste, wolą ten drugi typ, zwłaszcza larwy Samica opiekująca się narybkiem

44


Ameryka Centralna

Samica rozgrzebuje dno, a narybek szuka pożywienia w powstałej zawiesinie

Kilkudniowy narybek

Młody osobnik w wieku 3 miesięcy

45


Ameryka Centralna komarów, artemię czy lasonogi. Pokarm roślinny powinien być uwzględniony w diecie, ale to ryby żerujące w naturze głównie na larwach owadów, więc to one są najważniejsze. Świeżo pływający narybek bez kłopotów przyjmuje odkapsułkowane larwy artemii i najdrobniejszy (pokruszony) suchy pokarm. Podsumowanie Mam nadzieję, że niniejszym artykułem przybliżyłem Wam sylwetkę tej nietuzinkowej i przepięknej pielęgnicy, jaką jest Cryptoheros nanoluteus. Z moich wiadomości wynika, że początkowo w Polsce znalazły się dwie pary tych ryb; to daje nadzieję, że gatunek pozostanie w polskich akwariach, tym bardziej że część narybku rozprowadziłem wśród użytkowników forum Cichlidae.pl. Miejmy jedynie nadzieję, że nie będzie krzyżowany z innymi przedstawicielami swojego rodzaju, co w przypadku „zeberek” ma czasem miejsce, a nie ma takiej potrzeby – ryby dzikich form są wystarczająco piękne. W ostatnich słowach chciałbym podkreślić jak zafascynowały mnie te ryby – nie zamierzam rozstawać się z tym gatunkiem, co więcej, zostawiłem sobie dwie parki potomstwa, aby przypadkiem nie stracić ich ze swoich akwariów. Wkrótce moje nanoluteusy zostaną przeniesione do dwukrotnie większego akwarium, gdzie będą im towarzyszyły inne, niesamowicie ubarwione Cryptoheros z Panamy: C. panamensis. Ale ten gatunek to inna historia...

Bibliografia: • Allgayer, Robert. 1994. Description d’une espèce nouvelle du genre Archocentrus Gill & Bransford 1877 (Pisces: Cichlidae) du Panama. Revue Française des Cichlidophiles: 6-24 . • Allgayer, Robert. 2001. Description d’un genre nouveau, Cryptoheros, d’Amérique centrale et d’une espèce nouvelle du Panama (Pisces: Cichlidae). L’an Cichlidé. v. 1 / 2001: 13-20. • Kullander, Sven. 2003. Family Cichlidae (Cichlids). Check list of the freshwater fishes of South and Central America. pp. 605-654 • Stawikowski, R. i Werner, U. 1998. Die Buntbarsche Amerikas. Band 1. Eugen Ulmer GmbH & Co.: 458-459. • Stawikowski, R. i Werner, U. 2004. Die Buntbarsche Amerikas. Band 3. Eugen Ulmer GmbH & Co.: 456-457. • Steinhaus, K., Steeves, G., Chin, P. 2012. To save a life: C.A.R.E.S. Preservation Program. Tropical Fish Hobbyist nr 11 (676): 52-53. • http://www.cichlidae.com/gallery/species.php?id=196&lang=pl • http://www.cichlidae.com/gallery/species.php?id=199&lang=pl

46

Profile for Cichlidae.pl

cichlid@e pl Magazyn nr 2  

cichlid@e pl Magazyn nr 2  

Advertisement