Page 1

NR5

ISSN: 2082-6699 · STYCZEŃ – MARZEC · 2012 · CENA: 5,90 PLN


EDYTORIAL spis treści

05 10

NEON news OSOBOWOŚĆ w tabliczkach

EWA DZIEKAN SŁODKA, MŁODA, AKTYWNA

ANGELINA JOLIE

Z INSULINĄ JEJ DO TWARZY

18

MAGDA PROKOPOWICZ

TOMEK RYGALIK SŁOWO NA LITERĘ „D”

CZARNA bez cukru

NIE DAJ SIĘ GENOM

30

LOOKIER design

MIEJSKA FOTOSYNTEZA

41 42

LOOKIER tester LOOKIER miejsce

SZALEŃSTWO

W 3D

RAFINACJA

BĄDŹ KULĄ DOBREJ ENERGII

26

38

44 46 47 48

LOOKIER noty

49

POD pokrywką

LOOKIER trendy SŁODKA linia LOOKIER akcja

CHŁÓD

NA GŁÓD?!

GORĄCO MI!

CZARNA słodzona

STAROŚĆ RADOŚĆ

CZYLI TREND NA DOJRZAŁOŚĆ

54

SZARE komórki

MÓZG MANIPULANT

CZEKOLADA ODKRYJ GORZKĄ PRAWDĘ

Magazyn diabetologiczny „Gorzka Czekolada” wydawany pod patronatem firmy Sanofi-Aventis Sp. z o.o., ul. Bonifraterska 17, 00-203 Warszawa. Redaktor Naczelna: Monika Witecka-Blanch / Zastępca Redaktor Naczelnej: Paulina Fehler / Wydawca: Agencja Wydawnicza Musqo, ul. Boya-Żeleńskiego 11/16, 91-747 Łódź, tel.: (42) 209-39-36, www.musqo.pl/ Kierownik Projektu: Marcin Biedrzycki / Sekretarz Redakcji: Ewa Pliszka / Projekt graficzny i skład DTP: Przemysław Ludwiczak / Korekta: Hanna Opala, Jarosław Matusz / Współpraca: Justyna Mazepus, Małgorzata Chmiel, Marysia Ramotowska, Emilia Przybył, Dorota Chyra-Jach, Joanna Jachmann, Magdalena Kacalak, Olga Woźniak, Łukasz Iwasiński, Kamil Nadolski, Wojciech Pastuszka, Marek Lewoc, Aneta Łańcuchowska, Agata Jędraszczak, Jarosław Matusz, Iwona Bielawska, Robert Trzęsala / Ilustracje: Michał Wenski / Zdjęcia: Justyna Ejsmont, Przemysław Ludwiczak, Marcin Stępień, Michał Eysymontt, East News, MW Media, BEW, Shutterstock, Getty Images / Reklama: Małgorzata Chmiel, gorzka.cz@musqo.pl, (42) 209-39-36 / Nakład: 7000 egz.

03


EDYTORIAL słowo wstępu

PRZYDATNE WSPARCIE

Skończyliśmy pierwszy rok! „Gorzka Czekolada” przeszła z Wami przez wszystkie pory ubiegłego roku. Patrząc na sprawę obiektywnie, za nami cztery numery, żywa reakcja diabetyków na nowy magazyn lifestylowy, setki mail i listów. Jednak dla nas ten rok to także podwójna próba sił. Po pierwsze, sprawdzenie, czy słuszne były nasze intuicje o potrzebnie istnienia magazynu diabetologicznego, który zamiast straszyć, pouczać i nudzić niepraktyczną teorią, pokazuje, że diabetyk może realizować swoje pasje i marzenia. Wystarczy go w tym mądrze wspierać, zaciekawić wiedzą o własnym organizmie i pokazać, że są inni, którzy pomimo choroby nie rezygnują z bycia sobą. Po drugie, ubiegły rok był dla nas sprawdzianem, czy jesteśmy w stanie dać Wam do ręki magazyn, który w pozytywny sposób zmotywuje do dbania o zdrowie, rozbudzi chęć życia i pokaże, że pomimo cukrzycy można wiele. Wśród wspomnianych wcześniej maili i listów, które utwierdziły nas w celowości tego projektu, kilka zapadło mi głęboko w pamięć. Szczególnie dobrze pamiętam mail od matki małego diabetyka, pisany ze szpitala, w którym leżał jej synek. Informacja o chorobie dziecka była dla jego rodziców szokiem i ciosem. Rozmowy z lekarzami i wyszukane w internecie informacje pozwoliły opanować intelektualnie chorobę, ale nie uciszyły niepokoju i smutku. Znaleziony na oddziale numer „Gorzkiej Czekolady” okazał się być dla matki właśnie tym pozytywnym elementem, który pozwolił jej inaczej spojrzeć na chorobę. Mamy nadzieję, że dla każdego z Was „Gorzka” jest właśnie takim przydatnym wsparciem.

MONIKA WITECKA-BLANCH redaktor naczelna

Przed nami kolejny rok. Obiecujmy nieustanie się rozwijać i słuchać Waszych potrzeb. Chcemy być coraz lepsi, dlatego piszcie do nas, pytajcie, proponujcie tematy, dzielcie się z nami Waszymi spostrzeżeniami. Jesteśmy dla Was i chcemy być jak najbliżej Was.

MASZ POMYSŁ NA CIEKAWY TEMAT? NAPISZ DO NAS. NASI DZIENNIKARZE CZEKAJĄ: GORZKA.CZ@MUSQO.PL

04


NEON news

ZDROWIEeee...

Okazuje się, że nie wszystkie barwniki oznaczane źle kojarzącym się „E” są niebezpieczne. W ostatnich miesiącach brazylijscy naukowcy z Uniwersytetu Narodowego w Rio Grande do Sul wykazali pozytywny wpływ na zdrowie barwnika E-100, czyli kurkuminy ekstrachowanej z kłączy ostryżu długiego (Curcuma longa, kurkuma). Żółto-pomarańczowa kurkumina wykorzystywana jest m.in. do barwienia curry, margaryny, panierek, serów topionych, ale też bawełny i kosmetyków. W badaniach opublikowanych w Journal of Nutritional Biochemistry wykazano, że barwnik E-100 u 9 z 11 osób redukuje ponad 81% wielkości guza mózgu, zwanego glejakiem (GBM). W ostatnich latach ochronne i lecznicze działanie kurkuminy w różnych schorzeniach wykazali także amerykańscy naukowcy z Louisiana State University Health Sciences Center. Ich badania dowiodły, że kurkumina hamuje wzrost i rozprzestrzenianie się komórek raka piersi oraz raka trzustki. Udowodnili też, że barwnik ma działanie lecznicze w 572 innych schorzeniach, w tym: przy stresie oksydacyjnym, różnego typu zapaleniach, uszkodzeniach DNA, chorobach wątroby o podłożu chemicznym, chorobie Alzheimera i zwłóknieniach wątroby. Obecnie bada się wpływ substancji na inne nowotwory i kolejne choroby. MgCh

Ojcostwo na receptę

Według pisma „Proceedings of the National Academy of Sciences” poziom testosteronu u mężczyzn, którzy niedawno zostali ojcami, ulega znacznemu obniżeniu, a to wpływa pozytywnie na ich zdrowie. Badacze z amerykańskiego Northwestern University przeanalizowali poziomu testosteronu w ślinie 624 młodych Filipińczyków, z których około jedna trzecia w ciągu 4,5 roku trwania badań została ojcami. Okazało się, że pojawienie się dziecka przyczyniało się do spadku stężenia hormonu o 26−34 proc. Spadek ten był ponad dwukrotnie większy niż w przypadku normalnego obniżenia się poziomu testosteronu z wiekiem (10−13 proc.). Wcześniejsze badania wykazały, że mężczyźni, którzy założyli rodziny, cieszą się lepszym zdrowiem i żyją dłużej. Amerykańscy badacze twierdzą, że ma to związek właśnie z obniżeniem poziomu testosteronu. Zbyt wysoki poziom tego hormonu wywołuje bowiem większą podatność na choroby przewlekłe i może zwiększać ryzyko raka prostaty. Jar

Fusy na zdrowie

Herbata zdrowa jak wino? Naukowcy odpowiadają jednogłośnie – tak. Przyzwyczailiśmy się do wychwalania prozdrowotnych właściwości herbaty zielonej, białej i czerwonej, a niesłusznie pomijamy tę najbardziej pospolitą – czarną. Herbata swe uznanie zawdzięcza dużej zawartości polifenoli, które hamują działanie wolnych rodników, a więc chronią przed rozwojem chorób sercowo-naczyniowych i nowotworów oraz zapobiegają szybkiemu starzeniu się. Obliczono, że w jednej filiżance mocnej herbaty znajduje się ich tyle, ile w pięciu szklankach soku z pomarańczy. Najsilniejsze działanie antyoksydacyjne ma oczywiście zielona odmiana, ale naukowcy ostatnimi czasy coraz częściej przyglądają się najczęściej pitej na świecie – czarnej herbacie. Docenia się ją głównie za zmniejszanie ryzyka zawału serca, wspomaganie trawienia i hamowanie rozwoju bakterii w przewodzie pokarmowym (skuteczna przy dolegliwościach gastrycznych) oraz przeciwdziałanie powstawaniu zakrzepów. Stomatolodzy dodają, że dobrze chroni przed próchnicą, bo zawiera dużo fluoru. A z badań, którym poddało się ponad 63 tys. Chińczyków, wynika, że picie jednej szklanki fermentowanej herbaty (czarnej) dziennie może zmniejszyć ryzyko wystąpienia choroby Parkinsona o około 71%. Ta bardziej wychwalana – zielona – nie wykazała w badaniach takiego powiązania. EP

Przełom z komórkami beta

W laboratorium Francuskiego Państwowego Instytutu Poszukiwań Naukowych odtworzono ludzkie komórki, które naturalnie produkują insulinę. Ta informacja może okazać się przełomowa dla wszystkich diabetyków korzystających z terapii insulinowej. W niedalekiej przyszłości osoby te mają szansę odstawić zastrzyki z insuliny. Przyczyną cukrzycy jest bowiem brak lub złe funkcjonowanie tzw. komórek beta trzustki. To dlatego nad próbami ich odtworzenia naukowcy na całym świecie pracowali od ponad 30 lat. Francuscy eksperci uważają, że dzięki ich dokonaniu otworzyły się zupełnie nowe perspektywy poznania i leczenia cukrzycy. Odtworzenie poprawnie działających komórek beta w laboratorium pozwala bowiem na lepsze zrozumienie ich funkcjonowania, a w dalszej perspektywie umożliwi leczenie diabetyków i wszczepianie sztucznie stworzonych komórek pacjentom. MgCh

05


NEON news

Zapach układu odpornościowego

Ona tyje po ślubie, a on po rozwodzie

Urlop w klasztorze

Zamiast hotelu z basenem w modnym kurorcie, skromny pokoik z biurkiem i tapczanem. Bez dostępu do internetu i z komórką poza zasięgiem. Kiedy jedni jadą do spa, inni stawiają na SPeS, czyli salus per silentium, co oznacza „zdrowie przez ciszę”. Już kilkanaście klasztorów w Polsce oferuje wypoczynek za swoimi murami. Chętnych nie brakuje. Coraz więcej Polaków – głównie „szczurów korporacji”, przedstawicieli najbardziej stresogennych zawodów czy uzależnionych od hazardu albo sieci – szuka podczas urlopu wyciszenia i spokoju w skromnych klasztornych murach. Chcą uwolnić się od nadmiaru bodźców i emocji, skonfrontować się z samym sobą, przewartościować życie. – Zajmujemy się ludźmi, których dopadły współczesne choroby cywilizacyjne, np. pracoholizm czy siecioholizm – wylicza ks. Tomasz Lis, kapelan Pustelni Złotego Lasu – Relaksacyjno-Kontemplacyjnego Centrum Terapeutycznego w Rytwianach (woj. świętokrzyskie), najmodniejszego obecnie ośrodka SPeS. W ramach pobytu w SPeS Relax można wykupić tydzień programu terapeutycznego z psychologiem, relaksacyjnego z odnową biologiczną czy kontemplacyjnego połączonego z terapią duchową. Nie poddając w wątpliwość zalet, jakie mają wakacje pod hasłem odnowy duchowej, trudno jednocześnie nie ulec wrażeniu, że jest to kolejny modny trend w turystyce. Aby spędzić dziś urlop w sposób oryginalny należy wybrać zwiedzanie slumsów, szlaków wojennych, miejsc dotkniętych kataklizmami czy odnowę duchową w klasztorze. Wypoczynek pod palmami z opcją all inclusive staje się coraz bardziej passe… EP

06

Wolontariusz żyje dłużej

Zaangażowani w wolontariat żyją dłużej, pod warunkiem, że motywem ich działania jest chęć pomocy innym, a nie sobie – taki wniosek można wysnuć z badań opublikowanych w „Health Psychology”. Naukowcy najpierw przeanalizowali ankiety, w których uczestnicy badań odpowiadali na pytania związane z wolontariatem. Następnie poddano ich obserwacji i okazało się, że w ciągu czterech lat po przeprowadzeniu ankiety zmarło 4 proc. wolontariuszy, którzy kierowali się własnymi potrzebami, oraz 4,3 proc. osób niezaangażowanych w wolontariat. Wśród wolontariuszy skoncentrowanych na potrzebach innych było to jedynie 1,6 proc. Jak badacze zinterpretowali te wyniki? Według nich osoby, których głównym motywem jest chęć pomocy innym, mogą być wolne od różnego rodzaju stresów, np. związanych z pracą zarobkową. A nie od dziś wiadomo, że brak stresu może mieć zbawienny wpływ na nasze zdrowie. Jar

Naukowcy z USA udowodniają, że kobiety przybierają na wadze zazwyczaj tuż po ślubie. Natomiast mężczyźni najczęściej tyją po rozwodzie. Badacze z Ohio State University przeanalizowali dane zebrane wśród ponad 10 tys. osób w latach 1986−2008. Zauważyli oni, że osoby, które niedawno pobrały się lub rozwiodły, częściej przybierały na wadze niż te, które nigdy nie weszły w związek małżeński. A znaczny przyrost wagi w krótkim czasie po zmianie stanu cywilnego stwierdzono częściej u pań, które niedawno wyszły za mąż, oraz u panów, którzy niedawno się rozwiedli. Z czego to wynika? Autorzy analizy przypominają wcześniejsze badania, które pokazują, że małżeństwo dobrze wpływa na zdrowie mężczyzn, a to oznacza, że po rozwodzie ryzyko pogorszenia się zdrowia, m.in. poprzez tycie, zwiększa się. Natomiast kobiety, jak twierdzą badacze, zwykle muszą wykonywać więcej prac w domu niż mężczyźni. W związku z tym mogą mieć mniej czasu na ćwiczenia i dbanie o kondycję fizyczną niż ich rówieśniczki stanu wolnego. Jar

Eksperyment czeskiego antropologa, dr. Jana Havlíčeka z Uniwersytetu Karola w Pradze, dowodzi, że używane przez nas perfumy, dezodoranty czy wody po goleniu nie mają maskować naturalnego zapachu ciała. Wręcz przeciwnie – zupełnie nieświadomie wybieramy sobie perfumy, które go uzupełniają i wzmacniają. Odkryliśmy, że ludzie wybierają zapachy uzupełniające ich własną woń. Pewnie dlatego kupowanie perfum w prezencie jest tak trudne i z tego powodu często kończą one nieużywane w łazience – tłumaczy Havlíček. Naukowiec podkreśla, że kiedy człowiek sam wybiera swoje perfumy i zmieszają się one z zapachem jego skóry, włosów itp., taki zapach jest uznawany za przyjemniejszy i bardziej atrakcyjny niż w sytuacji, gdy ktoś użyje perfum wybranych dla niego przez inną osobę. Na konferencji w Londynie, na której Havlíček zaprezentował swoje wyniki badań, wystąpił także prof. Tim Jacob z Uniwersytetu w Cardiff, który wysunął tezę, że istnieje statystyczna korelacja między [...] immunotypem a preferowanymi zapachami. Wydaje się, że wybieramy perfumy odzwierciedlające nasz układ odpornościowy. W uproszczeniu oznacza to, że dobór płciowy ma wpływ na to, po jakie marki sięgamy w perfumerii. EP


NEON news

Płeć cukrzycy

Pismo „Diabetology” informuje, że mężczyźni, nawet z niskim BMI, są bardziej narażeni na cukrzycę typu 2. niż kobiety z nadwagą. Po przebadaniu prawie 52 tys. mężczyzn i ponad 43 tys. kobiet ze Szkocji, okazało się, że u pań z cukrzycą występuje wyższy BMI (wskaźnik masy ciała) niż u panów z tą chorobą. Średnie BMI u kobiet wynosiło 33,69, a u mężczyzn − 31,83. Badacze zwracają uwagę na to, że mężczyźni najczęściej cierpią na tzw. otyłość brzuszną polegającą na tym, że tłuszcz gromadzi się m.in. w wątrobie, co prowadzi do zaburzeń metabolicznych. Natomiast u kobiet tłuszcz odkłada się przede wszystkim pod skórą, np. na biodrach i udach − jest to tzw. otyłość obwodowa. By u kobiet mogły rozwinąć się zaburzenia metaboliczne, musi być w ich organizmie dużo więcej tłuszczów niż w organizmie mężczyzn. Naukowcy podkreślają, że mężczyźni powinni korzystać ze zbilansowanej diety oraz regularnie ćwiczyć. Dzięki temu zachowają odpowiednią wagę ciała, a ryzyko wystąpienia cukrzycy znacznie się zmniejszy. Jar

Koral do opalania

Serwis „BBC News/Health” donosi, że mechanizmy obronne koralowców pomogą w stworzeniu pigułki, która ochroni nas przed promieniowaniem ultrafioletowym. Brytyjscy naukowcy odwiedzili australijską Wielką Rafę Koralową i zbadali próbki zagrożonego wyginięciem korala Acropora. Z ich badań wynika, że żyjące w symbiozie z koralami glony wytwarzają substancję, którą koralowiec przetwarza w preparat ochronny, służący zarówno glonom, jak i koralowcom. Nawet zjadające koralowce ryby uzyskują ochronę przed ultrafioletem, prawdopodobnie dlatego, że możliwe jest przekazywanie tej substancji drogą pokarmową. Pobranie substancji bezpośrednio od korali nie jest możliwe (są one gatunkiem zagrożonym), więc naukowcy skopiowali jej kod genetyczny. Badacze twierdzą, że pigułka, którą obecnie opracowują, będzie mogła chronić przed działaniem słońca zarówno naszą skórę, jak i nasze oczy. Jar

Boli mnie komputer!

Program komputerowy wykrywający ból u pacjenta na podstawie odczytów aktywności mózgu opracowali naukowcy z University of Stanford (USA). Próg bólu jest subiektywny. Pytanie lekarza o to, co boli i jak, często sprawia wiele problemów, bo precyzyjne określenie stopnia bólu, a nawet konkretnej lokalizacji bywa bardzo trudne. Tylko chory może określić, czy i jaki ból odczuwa. Co więcej, w przypadku pacjentów, z którymi komunikacja nie jest możliwa – np. noworodków, osób w śpiączce bądź sparaliżowanych – lekarze pozostają bezradni. Nadziei upatruje się w opracowaniu wykrywacza bólu. Dr Sean Mackey z Stanford University School of Medicine postanowił znaleźć odpowiedź na pytanie, czy nowoczesną technologię skanowania aktywności mózgu uda się wykorzystać do obiektywnego wykrywania bólu. W badaniu został wykorzystany algorytm komputerowy zwany maszyną wektorów nośnych, który posłużył do sklasyfikowania wzorów aktywności mózgu i określania, kiedy pacjent odczuwa ból. Aby nauczyć komputer rozpoznawać ból, ośmiu ochotników podłączonych do skanera aktywności mózgu miało kolejno dotykać ciepłego, a potem boleśnie parzącego przedmiotu. Następnie komputer miał porównać różne wzory aktywności mózgu dla różnych doświadczeń. Okazało się, że tak „wytrenowany” komputer w 80 proc. przypadków poprawnie wykrywał, kiedy badani odczuwali ciepło, a kiedy ból. Dr Mackey zastrzegł jednak, że jego eksperyment został przeprowadzony w kontrolowanych warunkach laboratoryjnych i jego celem nie było rozróżnianie bólu silnego od chronicznego. EP

Hipoglikemia o podłożu genetycznym

Mutacja genu AKT2 odpowiada za wystąpienie rzadkiej i ciężkiej hipoglikemii, która występuje nawet w przypadku nieobecności insuliny. Gdy ilość glukozy we krwi spada poniżej 55 mg/dl, pojawia się hipoglikemia (niedocukrzenie). Jest ona powiązana z cukrzycą typu 1. i daje o sobie znać wtedy, gdy np. pacjent wstrzyknie sobie za dużo insuliny, przyjmie za dużą dawkę leków przeciwcukrzycowych, pije alkohol czy zapomina o posiłku. Niski poziom cukru występuje też przy zaburzeniach polegających na nadprodukcji insuliny. Jednak w 1 na 100 tys. urodzeń ujawnia się wada genetyczna, która prowadzi do ciężkiej, zagrażającej życiu hipoglikemii, mimo że w krwiobiegu nie ma wykrywalnej insuliny. U tych pacjentów zakłada się sondę żołądkową, by nie dopuścić do ataków podczas snu, gdy objawów można po prostu nie zauważyć. W ramach studium klinicyści z Cambridge, Londynu i Paryża badali troje dzieci z tą rzadką postacią hipoglikemii. U wszystkich dzieci, ale nie u ich rodziców, wykryto pojedynczą zmianę w genie AKT2. Gen ten odgrywa krytyczną rolę w przekazywaniu sygnału insulinowego do tkanek. Zidentyfikowana właśnie mutacja powoduje, że sygnał jest przez cały czas częściowo włączony (nawet podczas postu). Trwa praca nad lekami, część jest już na zaawansowanym etapie badań klinicznych. EP

07


Napięta, szorstka, wysuszona Jak pielęgnować skórę nadwrażliwą? Dr Beata Kociemba SPECJALISTA DERMATOLOG

Beauty Derm - Europejski Instytut Dermatologii Estetycznej i Laserowej

Skóra nadwrażliwa (nadreaktywna, nietolerancyjna) łatwo ulega podrażnieniom, którym towarzyszy zaczerwienienie i pieczenie. Jest nadmiernie wysuszona, napięta i szorstka, często pojawia się świąd. Objawy te mogą dotyczyć nie tylko twarzy, ale również innych okolic ciała. Cechą charakterystyczną jest trudność w dobraniu odpowiedniego, niewywołującego podrażnień kosmetyku. Jest to nietolerancja zarówno środków myjących, jak i kremów. Objawy po zastosowaniu kosmetyku pojawiają się po kilku minutach, rzadziej godzinach, ale mogą również stopniowo narastać w okresie jego stosowania, tak że pacjent nie wiąże dyskomfortu na skórze z preparatem. Nadwrażliwość może dotyczyć każdego typu skóry, np. suchej, naczyniowej, ale również tłustej czy trądzikowej. Spowodowana jest obniżeniem progu tolerancji na różnego rodzaju bodźce. W badaniach histopatologicznych stwierdza się rozszerzenie naczyń krwionośnych i nacieki zapalne. Obserwuje się również obniżenie funkcjonowania bariery skórnej ze wzrostem przeznaskórkowej utraty wody (TEWL), która może zwiększyć narażenie na czynniki drażniące. Występowanie nieprawidłowych odczuć i rumienia może świadczyć o zaangażowaniu układu nerwowego w skórze. CZYNNIKI WYWOŁUJĄCE NADWRAŻLIWOŚĆ SKÓRY MOŻEMY PODZIELIĆ NA 3 GRUPY: - czynniki środowiskowe: zimno, wiatr, gorąco, zmiany temperatury, ekspozycja na słońce, zanieczyszczenie środowiska, - czynniki wewnętrzne: stres, miesiączka, pot, pokarmy, - czynniki kontaktowe: mydła, chlorowana, twarda woda (prysznic, baseny), otarcia przez ubrania, kosmetyki. Pielęgnacja skóry nadwrażliwej jest trudna, ponieważ nie toleruje ona większości kosmetyków. Osoby ze skórą nadwrażliwą powinny wybierać kosmetyki proste, np. kremy typu baza, z niewielką ilością składników, bezzapachowe, bez barwników, bez substancji peelingujących i wyciągów roślinnych (np. z rumianku, szałwii). Powinny unikać preparatów ze składnika-

08

mi takimi, jak glikol propylenowy, glikol butylenowy, laurylosiarczan sodu, czy na bazie alkoholu etylowego. Rekomendowane są przetestowane przez osoby o skórze nadwrażliwej preparaty, które mają właściwości kojące i łagodzące oraz wzmacniają mechanizmy obronne skóry. Najlepiej takie, które zawierają m.in.: masło shea, alantoinę, oleje roślinne, kwas linolowy, skwalen, woski. Ponieważ nadwrażliwość może być związana z różnymi typami skóry, przy doborze kosmetyku należy również uwzględnić jego konsystencję i właściwości podłoża. Po zastosowaniu nieodpowiedniego kosmetyku i pojawieniu się reakcji alergicznej, nie należy rezygnować z preparatów pielęgnacyjnych, gdyż prowadzi to do zwiększenia transepidermalnej utraty wody z naskórka (TEWL) oraz odwodnienia skóry, co pogłębia nadwrażliwość. Ponieważ skóra tego typu nie toleruje większości kosmetyków, należy unikać częstych zmian preparatów pielęgnacyjnych, aby zminimalizować ryzyko podrażnień. W przypadku, gdy sięgamy po nowy kosmetyk, zarówno pielęgnacyjny, jak i kolorowy, warto zawsze przetestować go na małym fragmencie skóry. Osoby ze skórą nadwrażliwą powinny unikać słońca i gwałtownych zmian temperatury. Nie powinny używać chlorowanej, twardej wody do oczyszczania twarzy, a także zażywać długich kąpieli w ciepłej wodzie i wycierać skóry szorstkimi ręcznikami. Zaraz po kąpieli należy nałożyć preparaty pielęgnacyjne, aby zabezpieczyć naskórek przed nadmierną utratą wody.


NEON porady DZIAŁ REDAGUJE:

D C J orota

hyra- ach

czyli ,,królowa stołu’’ - tak można o niej powiedzieć jest łatwa w przygotowaniu, rozgrzewa, pobudza apetyt, syci. Jej walory dostrzeże każdy, kto zimą wraca zziębnięty z pracy czy z górskiej wędrówki. Czy jednak zupy są zdrowe?

Mariola Klocek

MGR ZDROWIA PUBLICZNEGO ZE SPECJALNOŚCIĄ DIETETYKA

Zupa podawana na ciepło „zaspokoi pierwszy głód”, co spowoduje, że druga część posiłku będzie spożyta w mniejszych ilościach. Gdy jemy zupę powoli, mózg szybciej otrzyma sygnał dotyczący uczucia sytości. Według badań ci, którzy jedzą codziennie zupę, mają mniej problemów z nadwagą i otyłością. Nie każda jednak zupa jest tak samo zdrowa i może być spożywana bez ograniczeń. Grochówka i fasolówka mogą powodować wzdęcia (jak przygotować strączki, aby były zdrowe – patrz: „Gorzka Czekolada” nr 3), żurek jest bardzo kaloryczny, a szczawiowa zwiększa ryzyko powstawania kamieni nerkowych. Zdrowsze są zupy na wywarach z warzyw niż zupy gotowane na wywarach kostnych i mięsnych. Warzywa mają dużą wartość odżywczą. Zawierają składniki mineralne, witaminy, niewielkie ilości białka, cukier oraz substancje zapachowe, kwasy organiczne, olejki eteryczne, garbniki i inne. Podczas gotowania tracimy co prawda kwas foliowy czy witaminę C, jednak dużo ważnych składników pozostaje nadal w wywarze. Takie danie to pożywne źródło witaminy C, beta-karotenu oraz licznych składników mineralnych (między innymi potasu, który wspomaga obniżenie ciśnienia tętniczego krwi), jak i dobroczynnych flawonoidów oraz błonnika pokarmowego regulującego pracę jelit. Należy jednak pamiętać o krótkim gotowaniu zup, by ocalić warzywa od utraty witamin i składników mineralnych. Jedyny wyjątek stanowi pomidorowa, gotowana dłużej zawiera więcej cennego dla zdrowia przeciwutleniacza likopenu, chroniącego przed zawałem serca, udarem mózgu czy nowotworami. Na chłody szczególnie polecane są zupy ze świeżych pomidorów oraz z buraków z dodatkiem czosnku, cebuli i aromatycznych przypraw. Wspomniany już wcześniej, a zawarty w pomidorach likopen rozszerza naczynia, co powoduje szybsze krążenie krwi i lepsze ocieplenie organizmu. Cebula i czosnek wspomagają pracę serca, a w dodatku wzmacniają odporność, leczą katar, kaszel oraz inne zimowe przypadłości. Zupy mogą mieć właściwości lecznicze, czego przykładem jest powszechnie znany rosół, który mocno rozgrzewa. Natomiast olejki eteryczne z warzyw i przypraw oraz ciepło unoszące

się znad talerza oczyszczają górne drogi oddechowe. Jaka jest ich wartość kaloryczna? Wszystko zależy od tego, jak zupa zostanie przyrządzona i jakie dodatki się w niej pojawią, a to daje możliwość modyfikacji w zależności od naszych potrzeb. Miska zupy warzywnej z niewielkim dodatkiem ryżu czy kaszy ma średnio 100 kcal, każda łyżka śmietany to 30–40 kcal więcej, a jeżeli dodamy jeszcze wywar z żeberek, tłustych skrzydełek, trochę masła, otrzymamy posiłek dwukrotnie bardziej kaloryczny. Zatem jak otrzymać mniej kaloryczną zupę? Gęstą zupę-krem bez dodatku mąki można sporządzić ze zwiększonej porcji brokułów, cebuli, pora lub kalafiora – większa ilość warzyw nada jej odpowiednią konsystencję. Lepiej dodać do zupy jogurt zamiast śmietany. Zamiast gotować ją na tłustym mięsie, można dodać jedynie niewielki dodatek masła lub troszkę oleju, co korzystnie wpłynie na zwiększoną przyswajalność witamin. Jeśli jednak chcemy zupę potraktować jako danie główne, wówczas wskazany będzie dodatek porcji kaszy czy makaronu i mięsa – po to, aby posiłek był wystarczająco sycący i pełnowartościowy. Przyprawy należy dodawać umiejętnie. Każda zupa powinna mieć charakterystyczny smak i zapach. Własnoręcznie przygotowana zupa będzie o wiele smaczniejsza i zdrowsza niż ta, którą można kupić w sklepie lub barze. Zupy w puszkach mają mnóstwo kalorii, natomiast najwięcej glutaminianu sodu oraz szkodliwych tłuszczów trans zawierają zupy w formie instant, np. ,,chińskie’’. Zimą można korzystać z mrożonych mieszanek warzywnych. Gotowanie zupy to wyzwanie dla wyobraźni, a jednoczesnie zupa to dość proste w przygotowaniu danie. Wystarczy wszystkie składniki potrzebne do bulionu zalać sporą ilością wody, pozostawić na niewielkim gazie i gotować. A kiedy mamy już bulion, możemy przystąpić do dalszego etapu. Dokładamy dowolnie przez nas wybrane warzywa i zupa jarzynowa jest gotowa. Gdy ją zmiksujemy, otrzymamy zupę-krem. Ostudzając tę zawiesinę i zaprawiając jogurtem, otrzymamy chłodnik. Osoby, które mają mało czasu, mogą raz ugotowany bulion przelać po ostudzeniu do hermetycznych pojemników i zamrozić lub zapasteryzować w słoikach.

09


OSOBOWOŚĆ w tabliczkach

OPRACOWAŁA:

M

ałgorzata

C

hmiel

23 lata, urodzona w Zawierciu, obecnie mieszka w Opolu. Terapeutka. Prowadząc zajęcia z dziećmi niepełnosprawnymi intelektualnie, wykorzystuje w pracy z nimi m.in. dogoterapię. Na cukrzycę choruje od piętnastu lat. Szybko oswoiła chorobę i lubi pomagać innym chorym – działa w Polskim Stowarzyszeniu Diabetyków i współtworzy inicjatywę Słodcy, Młodzi i Aktywni

10

- www.smia.pl -


MERDAJĄCE OGONEM CZTERY ŁAPY NA PEWNO POPRAWIAJĄ HUMOR, ALE CZY MOGĄ W JAKIKOLWIEK SPOSÓB WSPOMÓC CZŁOWIEKA W LECZENIU JEGO DOLEGLIWOŚCI? O TYM CZY PIES MOŻE BYĆ POMOCNY DLA DIABETYKA ROZMAWIAMY Z BEATĄ KULISIEWICZ, PEDAGOG, TERAPEUTKĄ I ZNAWCZYNIĄ TERAPII Z UDZIAŁEM PSA. NASZA ROZMÓWCZYNI JEST AUTORKĄ KSIĄŻEK: „WITAJ PIESKU! DOGOTERAPIA WE WSPOMAGANIU ROZWOJU DZIECI O SPECJALNYCH POTRZEBACH EDUKACYJNYCH”, „DOGOTERAPIA WE WSPOMAGANIU NAUKI I USPRAWNIANIU TECHNIKI CZYTANIA” ORAZ „PIES W AKTYWNOŚCI TWÓRCZEJ DZIECKA I ARTETERAPII”, PROWADZI BLOG dogoterapia.blogspot.com

Beata Kulisiewicz PEDAGOG, TERAPEUTA

Czy najlepszy przyjaciel człowieka może pomagać osobom chorym na cukrzycę?

Można szkolić psy na „opiekunów” czy „towarzyszy” diabetyków, choć jest to bardzo trudne i wymaga ogromnego zaangażowania i wyczucia nie tylko ze strony psów i trenerów, ale także samego diabetyka i jego bliskich. Wyszkolony pies może odczuwać zmiany zanim widoczne są wyraźne objawy, może ostrzegać i spowodować uzyskanie wcześniejszej pomocy. To jest wspólna trudna nauka obserwacji zachowania i stanu zdrowia diabetyka oraz nauka psa, żeby odpowiednio reagował na różnego rodzaju sytuacje, nastrój chorego, sygnały, niewidoczne dla niewprawnego oka, ucha i nosa. W zależności od potrzeb właścicieli, psy także mogą przynieść niezbędne środki medyczne (np. opakowanie z glukozą czy zestaw do badania krwi) lub nacisnąć przycisk alarmowy.

To znaczy, że pies może wyczuć nagły spadek cukru?

Tak, psa można nauczyć, by identyfikował zmiany zapachu sygnalizujące spadek cukru, choć zaznaczam, że nie

dość że odczytywanie sygnałów wysyłanych przez psa jest trudne, to jeszcze trzeba pamiętać, że jego pomoc może jedynie wspomagać regularną diagnostykę i pielęgnację. Ludzie nie powinni mieć w stosunku do psów zbyt dużych wymagań i oczekiwań. Niestety w Polsce nie ma jeszcze tak przygotowanych specjalistycznie psów.

Jakie korzyści daje nam posiadanie psa?

Jedną z takich korzyści jest budzenie motywacji do działania, która stanowi fundament rozwoju człowieka i jego aktywności. Jej brak może doprowadzić do apatii i bezczynności, a nawet depresji. Obecność zwierzęcia w domu powoduje, że człowiek podejmuje liczne działania, które są związane z zapewnieniem czworonogowi odpowiedniej opieki, a także motywuje do konstruktywnego spędzania czasu. Następnym rodzajem są korzyści społeczne. Każdy człowiek odczuwa potrzebę afiliacji społecznej. Szuka więc kontaktów z innymi osobami, co daje mu poczucie przynależności do określonej grupy. Kolejne to korzyści emocjonalne. Pierwszą z nich jest dawanie właścicielowi poczucia bezpieczeństwa, to jedna z podsta-

wowych potrzeb człowieka. Człowiek dąży do jej zaspokojenia poprzez poszukiwanie w swym otoczeniu stałości i przewidywalności, które dadzą mu oparcie i podstawę do zaspokojenia innych potrzeb. Towarzyszące zwierzę spełnia te oczekiwania. Właściciel potrafi przewidzieć jego zachowania, ma świadomość, że po powrocie do domu zastanie swojego czworonoga, który zawsze przywita go z taką samą radością. Niektórzy autorzy podają, że oprócz tego, że człowiek tworzy więź emocjonalną z drugim człowiekiem, jest także w stanie stworzyć więź emocjonalną z reprezentantami gatunków zwierząt. Istnieje więc przypuszczenie, że towarzyszące zwierzę, w szczególności pies, może stwarzać sposobność zaspokajania potrzeby więzi emocjonalnej, ponieważ właściciele zwierząt domowych często traktują je jako członków rodziny lub najlepszych przyjaciół. Psy oczywiście nie zastąpią chorym wykwalifikowanego personelu medycznego ani specjalistycznego sprzętu. Nie zastąpią też relacji z ludźmi, ale mogą je znacząco wzbogacić i podnieść ich jakość życia.

11


OSOBOWOŚĆ w

tabliczkach

NIE PAMIĘTAM ŻYCIA PRZED

Na cukrzycę zachorowałam, gdy byłam za mała, żeby zrozumieć powagę sytuacji. Właściwie nie znam innego życia niż to z cukrzycą, więc być może lepiej, że zachorowałam tak wcześnie. Ominęło mnie przeżycie szoku, depresja, bunt. Z pierwszych miesięcy choroby pamiętam głównie to, że codziennie na długiej przerwie przychodziła do mnie do szkoły mama, żeby podawać mi strzykawką insulinę. Poza tym pamiętam pilnowanie stałych godzin posiłków. Nie było wtedy jeszcze szybko działających analogów insuliny.

Ewa zapadła na cukrzycę mając 7 lat. Cechą charakterystyczną tej choroby u dzieci jest jej ostry początek. Poza klasycznymi objawami: wzmożone pragnienie, wielomocz, osłabienie, zmęczenie i utrata masy ciała, często pojawiają się bóle brzucha.

AKTYWISTKA

NAJLEPSZY PRZYJACIEL ZDROWIA

Dogoterapia to metoda wspomagająca inne terapie i rehabilitację osób niepełnosprawnych. Metoda ta może być stosowana również u zdrowych dzieci i dorosłych podczas zajęć edukacyjnych lub rekreacyjnych. Pies to wspaniały motywator, zachęca do ćwiczeń, ruchu, przełamuje bariery między terapeutą a pacjentem. Zajmuję się terapią dzieci niepełnosprawnych intelektualnie i podczas

zajęć z psami obserwuję wyraźny wzrost skupienia i samodzielności u dzieci, a także ogólnie większe zaangażowanie w ćwiczenia. Metodę tę wykorzystuję przede wszystkim w pracy z dziećmi z autyzmem. W pracy z czworonogiem chciałabym pójść krok dalej – uczę się właśnie szkolenia psów, interesuje mnie też terapia zachowania i behawioryzm zwierząt.

Labrador retriever to jedna z częściej wykorzystywanych ras psów w dogoterapii, zwanej też czasem kynoterapią.

12

Lubię działać, co pewnie wzięło się trochę z mojej cukrzycy i chęci pomagania innym. Moją aktywność ukształtowało harcerstwo. Jestem prezesem Naukowego Koła Terapeutów na Uniwersytecie Opolskim i właśnie w ramach tej działalności organizuję ogólnopolską konferencję terapeutyczną. Współtworzę ponadto inicjatywę Słodcy, Młodzi i Aktywni (smia.pl), a w ramach jej działania organizuję różnego rodzaju akcje edukacyjne związane z najnowszymi metodami leczenia cukrzycy. Biorę też udział w innym projekcie edukacyjnym dla diabetyków – jestem Młodym Liderem Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków, co wiąże się z udziałem w szkoleniach PSD i realizacją ciekawych projektów.

Na stronie internetowej inicjatywy Słodcy, Młodzi i Aktywni smia.pl znajdziecie informacje na temat akcji edukacyjnych na terenie Opola, przeprowadzanych przez Ewę i innych wolontariuszy.


OSOBOWOŚĆ w tabliczkach

LABORATORIUM W KUCHNI

Moją pasją jest zdrowe odżywianie, ciągle więc eksperymentuję z gotowaniem i mieszaniem smaków. Najczęściej przygotowuję dania kuchni śródziemnomorskiej i orientalnej. Ostatnio często piekę muffinki i częstuję nimi wszystkich znajomych. Mam dobry sposób na przekąski. Zamiast martwić się, że nie powinnam ich jeść – zwykle są to jednak niezdrowe produkty – przyrządzam przeróżne gatunki herbat i wyszukane mieszanki kawy. To zaspokaja moją potrzebę smakowania i ucisza wewnętrznego łasucha. Nie daję się zmęczyć ograniczeniom. W zasadzie to ich nie uznaję. Jem wszystko, na co mam ochotę. Mogę sobie na to pozwolić, dokładnie planując i obliczając wszystkie posiłki. Jesteśmy pod wrażeniem sposobu Ewy nas podjadanie i słodycze. Warto mieć w domu różne gatunki herbat i bawić się w przyrządzanie ich mieszanek. Aromatyczny, niesłodzony napój zaspokoi naszą zachciankę na „coś” wyjątkowego. O ciekawych przepisach na zdrowe napoje czytaj na s. 52.

BEZ OGRANICZEŃ

Zawsze lubiłam sport i podróże, a w gimnazjum wstąpiłam do 69. Harcerskiej Drużyny Turystycznej ZHP w moim rodzinnym Zawierciu, co pozwoliło mi na ciekawe spędzanie czasu. Polubiłam wędrówki po Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, jaskinie, spływy kajakowe i nurkowanie. Najbardziej pokochałam jednak wędrowanie po bieszczadzkich połoninach. Nadal uwielbiam tam jeździć i podziwiać tamte widoki. Pamiętam pierwszy rajd ekstremalny po Jurze Krakowsko-

-Częstochowskiej, na który wybrałam się z moją przyjaciółką Natalią, również diabetykiem. Wszyscy uczestnicy mieli małe plecaki, ale tylko nasze wypchane były po brzegi coca-colą, cukrem i kanapkami. Najtrudniej było przekonać lekarzy, żeby wydali zgodę na wzięcie udziału w rajdzie – początkowo kategorycznie twierdzili, że nie możemy sobie na to pozwolić. Sam rajd nie był już taki trudny...

Jak już przekonywaliśmy na łamach „Gorzkiej”, diabetyk może uprawiać sporty wymagające dużego wysiłku, musi to jednak skonsultować ze swoim lekarzem, dobrze zaplanować i przygotować się na różne ewentualności.

DZIĘKI, CUKRZYCO!

Dzięki mojej chorobie bardzo dużo się nauczyłam, a także poznałam najważniejszych ludzi w moim życiu. Z tego powodu czasem żartuję, że cieszę się, że mam cukrzycę. Myślę, że wynika to w dużej mierze z faktu, że nie znam innego życia niż z cukrzycą. Zawdzięczam jej wybór kierunku studiów związanego z terapią i co za tym idzie – pracę terapeuty, empatię, samokontrolę, systematyczność, opanowanie i cierpliwość dla innych. Nie byłabym sobą, gdyby nie ona. Mówienie o chorobie innym jest bardzo często czynnikiem wzmacniającym i pogłębiającym więzy. Dzieląc się z bliskim swoimi trudnymi doświadczeniami, budujemy z nimi relację opartą na zaufaniu i poczuciu bezpieczeństwa.

13


OSOBOWOŚĆ w tabliczkach

OPRACOWAŁ:

M L

Z INSULINĄ JEJ DO TWARZY Ucieleśnienie ideału. Piękna, utalentowana, wrażliwa – to wystarczająco dużo, by być uwielbianą przez fanów i znienawidzoną przez zastępy wrogów. Urodzona w 1975 r. Angelina Jolie od lat wzbudza wielkie emocje. Nie każdy jednak wie, że jedna z najpopularniejszych aktorek na świecie i najlepiej opłacana hollywoodzka gwiazda w 2008 r. zachorowała na cukrzycę ciążową. Nabawiła się jej przed urodzeniem bliźniaków. Dziś Angelina na nowo podbija filmowy świat, przygotowując się do roli Kleopatry.

14

arek

ewoc


OSOBOWOŚĆ w tabliczkach

CUKRZYCA

W 2008 roku, nosząc bliźniaczą ciążę, aktorka zachorowała na cukrzycę ciążową. W związku z tym musiała całkowicie zmienić swoją dietę i zatrudnić specjalistę od żywienia. Objawami, które dotknęły ją w największym stopniu, było poważne osłabienie organizmu i bolesny obrzęk stóp. Prawdopodobną przyczyną choroby jest fakt, że przez całe życie Jolie zmagała się z dużymi wahaniami wagi – w 2007 roku, po śmierci matki ważyła zaledwie 48 kilogramów przy wzroście ponad 170 centymetrów. Wszystko wskazuje na to, że zdrowie Angeliny po porodzie wróciło do normy, podobnie jak u ¾ kobiet cierpiących na cukrzycę ciążową. Niemniej osoby, których dotknęła ciążowa odmiana choroby, są w grupie ryzyka zachorowalności w przyszłości. Aktorka jest świadoma tego niebezpieczeństwa, a jak przyznaje, cukrzyca pomogła jej zwrócić uwagę na własne ciało i jego potrzeby.

OD SMARKULI DO KLEOPATRY

Aktorstwo było pisane Angelinie od samego początku. Jej ojcem jest hollywoodzki gwiazdor Jon Voight. Również matka Angeliny, zmarła w 2007 r. Marcheline Bertrand, miała za sobą filmowe role i była producentką. Na dużym ekranie Jolie zadebiutowała już w wieku 7 lat w filmie „Szukając wyjścia”. W świadomości szerszej publiczności aktorka zaistniała dzięki roli w „Hakerach” z 1995 r. Wkrótce jej kariera nabrała rozpędu. Już w 1998 r. mogła cieszyć się z pierwszej statuetki Złotego Globu za rolę w telewizyjnym filmie „George Wallace”. Duże uznanie krytyków wzbudziła też jej kreacja modelki

GRZECHY MŁODOŚCI Gii Carangi w filmie „Gia”. Po oskarowej roli w „Przerwanej lekcji muzyki” wcieliła się w postać Lary Croft w ekranizacji kultowej gry komputerowej „Tomb Rider”, a szczyt popularności osiągnęła w 2005 r., występując w filmie „Pan i Pani Smith” u boku Brada Pitta. Kolejne filmy tylko potwierdziły jej pozycję jako nowej damy Hollywood. W 2009 i 2011 r. Angelinę oficjalnie uznano za najdroższą aktorkę w „fabryce snów” z dochodami na poziomie 27 i 30 milionów dolarów. Na 2013 r. zapowiadana jest premiera najnowszego filmu z jej udziałem – „Kleopatry” w reżyserii Davida Finchera.

Prawdziwym przełomem okazała się dla Angeliny „Przerwana lekcja muzyki” Jamesa Mangolda, w której zagrała u boku Winony Ryder. Za rolę pacjentki kliniki psychiatrycznej, psychopatycznej Lisy, została nagrodzona Oscarem.

Aktorka nigdy nie kryła swojej skomplikowanej przeszłości, wielokrotnie opowiadała o swoich problemach psychicznych, samookaleczaniu i depresji, pokazywała liczne tatuaże. Tą szczerością zdobyła rzesze fanów. Dorastająca w pięknym, ale i niebezpiecznym Beverly Hills Jolie w młodości czuła się wykluczona i doświadczała agresji ze strony rówieśników. Eksperymentowała z narkotykami, w wyniku czego o mało nie odebrała sobie życia. Gdy już zaistniała w mediach, otwarcie przyznawała się do swojej biseksualności i zainteresowania kontrowersyjnymi praktykami seksualnymi. Jolie ma także niezwykle toksyczną relację ze swoim ojcem Jonem Voightem. Przez wiele lat Angelina nie potrafiła wybaczyć swojemu ojcu niewierności wobec jej matki. W 2001 r. pogodziła się z nim, by po dwóch latach ponownie zerwać wszelkie kontakty. Od 2009 r. ponownie panuje między nimi pokój…

15


OSOBOWOŚĆ w tabliczkach

NARODZINY BRANGELINY

Jeszcze przed 28. urodzinami Jolie zdążyła dwukrotnie stanąć na ślubnym kobiercu i dwukrotnie się rozwieść. Pierwszego męża, Jonny’ego Lee Millera, poznała na planie „Hakerów”. Drugiego, Billy’ego Boba Thorntona, podczas kręcenia „Zmęczenia materiału”. Aktorka nigdy nie kryła także swojego zainteresowania kobietami. Prawdziwa sensacja miała miejsce jednak w 2005 roku, gdy media doniosły o jej romansie z jednym z najpopularniejszych aktorów na świecie, Bradem Pittem, jej ekranowym partnerem z filmu „Pan i Pani Smith”. Przy okazji wybuchł niemały skandal obyczajowy, ponieważ Pitt dla Jolie

rozwiódł się z Jennifer Aniston, z którą wcześniej uchodzili za przykładne małżeństwo. Zarówno Jolie, jak i Pitt zaprzeczali, że wdali się w fizyczny romans na planie, przyznając się jednocześnie do wielkiej miłości. W ten sposób narodziła się najgorętsza para show biznesu, przez media ochrzczona „Brangeliną”. Mimo licznych plotek o sekretnym ślubie, do tej pory Angelina i Brad nie zalegalizowali swojego związku, ale mają wspólnie trójkę biologicznych dzieci: Shiloh, Knoxa i Vivienne, oraz troje adoptowanych: Maddoxa, Paxa i Zaharę.

Mimo licznych plotek o sekretnym ślubie, do tej pory Angelina i Brad nie zalegalizowali swojego związku, ale mają wspólnie trójkę biologicznych dzieci: Shiloh, Knoxa i Vivienne, oraz troje adoptowanych: Maddoxa, Paxa i Zaharę.

16

BOJOWNICZKA O LEPSZY ŚWIAT

Jolie dała się poznać jako osoba szczególnie wrażliwa na niesprawiedliwość społeczną. Podczas kręcenia filmu „Tomb Rider” w Kambodży zainteresowała się losem uchodźców i wkrótce została Ambasadorką Dobrej Woli UNHCR, czyli jednostki ONZ pomagającej uciekinierom. Uczestniczyła w misjach polowych w ponad 30 krajach. Kilkakrotnie udawała się do miejsc będących w stanie wojny – Darfuru, Czadu, Iraku, Afganistanu czy ostatnio Libii. Za swoją działalność była wielokrotnie honorowana i nagra-

dzana. Poza trójką własnych dzieci, ma także trójkę adoptowanych. Pierwsze – kambodżańskiego chłopca, którego nazwała Maddoxem – adoptowała już w 2002 roku. W 2005 roku do rodziny Jolie dołączyła etiopska dziewczynka Zahara, a w 2007 roku wietnamski chłopiec Pax. Obecnie wszystkie dzieci noszą nazwisko Jolie-Pitt. Wspólnie z partnerem aktorka powołała także fundację imienia Maddoxa Jolie-Pitta, walczącą z biedą oraz chroniącą bogactwa naturalne i dziką przyrodę.

Zainteresowanie mediów życiem Angeliny i Brada sprawiło, że para, podobnie jak wielu innych celebrytów, zgodziła się sprzedać pierwsze zdjęcia swoich dzieci na wyłączność określonym wydawcom. Jednak w przypadku „Brangeliny” nie można mówić o zwykłej pazerności. Większość pieniędzy para przeznaczyła na cele charytatywne.


17


MAGDA PROKOPOWICZ Kule dobrej energii – tak Magda Prokopowicz, załoTEKST:

J J oanna

ZDJĘCIA: archiwum

achmann

M.P.

JEJ HISTORIA NIE JEST BAJKĄ Z OCZYWISTYM ZAKOŃCZENIEM, CHOĆ JEST W NIEJ DUŻO MIŁOŚCI, SZCZĘŚCIA CZERPANEGO Z ŻYCIA I SATYSFAKCJI. MOŻNA NAWET POWIEDZIEĆ, ŻE JEST W TEJ HISTORII PRAWDZIWY „KSIĄŻĘ, KTÓRY POKOCHAŁ JĄ TAKĄ, JAKA JEST, CZYLI CHORĄ. CHOROBA, A DOKŁADNIE RAK, TO WŁAŚNIE TEN ELEMENT, KTÓRY NIE POZWALA WRZUCIĆ HISTORII MAGDY PROKOPOWICZ NA PÓŁKĘ Z TYPOWYMI BAJKAMI.

18

życielka i szefowa Fundacji Rak’n’Roll. Wygraj Życie! mówi o ludziach, którzy ją otaczają. Jej organizacja zajmuje się zmianą schematu myślenia na temat choroby nowotworowej i jakością życia chorych na raka. Jej członkowie skupiają się na pozytywnej energii, uśmiechu i radości życia. To właśnie o nich i rzeszy osób związanych z fundacją Magda mówi jak o pozytywnej energii. Kulą takiej energii jest również na pewno pani, która dostała od fundacji upragnioną perukę z prawdziwych włosów, dzięki czemu może bez stresu odebrać dziecko ze szkoły. Swoją radość opisała w mailu do fundacji. Albo inna, która po sesji w „Elle” (nakrycia głowy dla 12 łysych kobiet autorstwa topowych polskich projektantów) wróciła do domu i po dwóch tygodniach odważyła się wyjść na ulicę z łysą głową. Zrobiła sobie odważne zdjęcia i założyła klub Amazonek, bo okazało się, że nie jest jedyną kobietą po mastektomii w miasteczku. Kulę energii wysyłają do Magdy i do fundacji wszyscy dobrzy ludzie. Łatwiej wtedy przetrwać niepowodzenie czy chwilę słabości. Bo cóż one znaczą wobec morza dobroci i miłości przychodzącej z każdą paczką włosów, które fundacja zbiera w ramach akcji „Daj włos”. Z tych włosów fryzjerzy-perukarze zrobią peruki dla kobiet. – Kiedy zaczynaliśmy tę akcję, spodziewałam się, że może obdarujemy perukami kilka kobiet. Bez reklamy, bez wsparcia medialnego… Naprawdę nie wierzyłam, że się nam uda. A tu każdego dnia listonosz przynosi po kilka paczek z włosami! I już ponad 50 zakładów fryzjerskich w całej Polsce współpracuje z nami! – Magda cieszy się jak dziecko. Kiedy się spotykamy, ma długie włosy z grzywką, złoty sweter na ciemnoszarej sukience i świetne botki na płaskim obcasie.

Hej, hej, hej....Jestem, jestem, jestem! U mnie dużo się dzieje, fundacja rozwija się tak szybko, że aż buzia się cieszy. 6 października minęły 2 latka :-). Yuuuuupiii!!!! Zaraz wrzucę troszkę nowych informacji o tym, co robimy i co się dzieje! Z ważnych dla Was informacji: eribulina u mnie nie zadziałała, zmiany na wątrobie się powiększyły, więc już jestem po dwóch podaniach paklitakselu :-) (chyba tak się to pisze). Zatem chyba znowu mnie włosy opuszczą :-)))), hehehe :-). Całuję WAS mocnooooooooooo !!!!

Tak napisała na blogu 17 października. Umknął mi gdzieś ten wpis i idąc na spotkanie z nią, spodziewałam się krótkowłosego punka z mocno umalowanymi oczami.

2 listopada: To piękna data. Dziś skończyłam 34 lata. Cieszę się jak szalona. Choć ostatnie doświadczenia życiowe nauczyły mnie obchodzić urodziny każdego dnia. W każdej sekundzie mojego życia jestem szczęśliwa tak, jakby miała być ona moją ostatnią... ale te kalendarzowe urodziny są ważne, bo są dowodem na to, że mimo przeciwności losu, choroby można być szczęśliwym. Jestem totalnie szczęśliwa. Dostałam dziś tyle życzeń i dobrej energii, że mogłabym latać. Cieszę się, że czymś zasłużyłam sobie na dobre słowo od ludzi. Każdy kolejny rok to dla mnie ogromny powód do radości. Dziękuję wszystkim i wszystkiemu. Dziękuję za wszystko. Kocham. Całuję. Szanuję. Jak ona to robi, że w ogóle znajduje czas na prowadzenie bloga? Nie mam pojęcia. Jest chora na raka, ma czteroipółletniego synka, którego odprowadza do przedszkola, a po południu odbiera. Prowadzi fundację i na spółkę z koleżanką agencję aktorską. Ciągle ktoś chce z nią zrobić wywiad… Czyżby nadmiar zajęć pozwolił jej nauczyć się zarządzać czasem? Za pierwszym razem, gdy wypadły jej włosy, okropnie płakała, bo wydawało się jej, że wraz z włosami traci całą kobiecość. Rozumie, jak czuje się łysa kobieta w trakcie chemioterapii, w społeczeństwie, które wybaczy pijaństwo czy znęcanie się nad rodziną, ale choroby, zwłaszcza TAKIEJ, nie. Dlatego wymyśliła akcję „Daj włos”, w której zdrowe kobiety oddają swoje włosy chorym. Kiedy opowiada o trzech gimnazjalistkach z Tuszyna, które obcięły włosy i przysłały je do fundacji, o mamie prowadzącej rodzinny dom dziecka, która przysłała włosy dwóch swoich córek, albo o niesamowitej parze metalowców z Irlandii, którzy zdecydowali się


RAFINACJA Magdy Prokopowicz

19


PIELĘGNIARKA W CENTRUM ONKOLOGII POWIEDZIAŁA MI, ŻE JEST TAKI DOKTOR, KTÓRY POMAGA CHORYM NA RAKA URODZIĆ DZIECI, A PRACUJE PIĘTRO NIŻEJ. POFRUNĘŁAM DO JEGO GABINETU .

20

podarować fundacji niestrzyżone od osiemnastu lat włosy – wzrusza się do łez. – Jakbym była nastolatką, chyba bym się nie odważyła – mówi. – Jakbym miała takie piękne i długie włosy jak ta pani z Irlandii, to bardzo bym się zastanawiała, czy je obciąć. Siedzimy w gabinecie Magdy w fundacji, pijemy kawę, w drugim pokoju pracują dziewczyny wolontariuszki. Leoś nie poszedł dziś do przedszkola, więc bada możliwości komputera. Podoba mu się to zajęcie. „Na raka się umiera”, „Co któraś kobieta zachoruje i umrze” – takie szkodliwe stereotypy krążą w wielu głowach i z ust do ust. Są również jednym z powodów, że wyrzucamy do śmieci zaproszenie na bezpłatną mammografię. Skoro się umiera, to po co wiedzieć? – Zaczęłam mieć problem z wytłumaczeniem Leosiowi mojej choroby. Niedawno jakaś dziewczynka w przedszkolu powiedziała do niego: A twoja mama ma raka. Umrze. I co się wtedy mówi przerażonemu czteroipółletniemu chłopcu? Póki był malutki, nie było problemu. Teraz się zaczyna. To dlatego, żeby zmienić myślenie ludzi o raku, powstała fundacja Rak’n’Roll. Moja mama przez sześć lat nikomu nie powiedziała, że ma raka piersi! Ja, wydawałoby się kobieta wykształcona, przez półtora roku się nie leczyłam, tylko latałam po gabinetach medycyny naturalnej. Spotkałam Bartka, który zaprowadził mnie do psychoonkologa. Teraz wiem, jakie to jest ważne, żeby specjalista pogodził nas ze sobą. Dlatego organizujemy warsztaty psychologiczne. Chory musi zaakceptować swoją chorobę i siebie w chorobie. Rak to jest życie. Trudne. Daję sobie 5 lat na przeoranie świadomości. Za 5 lat będzie w dobrym stylu badać się, tak jak dziś jest w dobrym stylu nie palić. Kim są ludzie, którzy okazali mi życzliwość, pomogli, powiedzieli o lekarzu w Mediolanie stosującym nieznaną w Polsce metodę, przeszli ze mną kawałek tej trudnej drogi? Jest ich mnóstwo. Niektórych nawet nie znam osobiście. I wspaniały dr Jerzy Giermek, o którym powiedziała mi jakaś pielęgniarka w Centrum Onkologii, że jest taki doktor, który pomaga chorym na raka urodzić dzieci, a pracuje piętro niżej. Pofrunęłam do jego gabinetu. To dzięki niemu zostałam matką Leosia, bo wszyscy lekarze proponowali mi tylko jedno wyjście – aborcję. Tak, ludzie są bardzo ważni w tej chorobie. Dzięki Bartkowi poznałam miłość. Już wiem, że jestem do niej zdolna. Że potrafię kochać mężczyznę. Że ten mężczyzna pokocha mnie i zostanie moim mężem. I ojcem naszego synka. Zakochanie, oświadczyny i ślub – to było jak trans. Ale nic nie wytrzymuje porównania z macierzyństwem. Świadomość, że

kobieta jest odpowiedzialna za życie, które się w niej rozwija, pozwala zmierzyć się, jak było w moim przypadku, z podwójną mastektomią, pozwala znieść chemioterapię… Co ja mówię, chemioterapię – wszystko znieść! Leoś przyszedł na świat w terminie i był zdrowy jak rydz. Wtedy się rozsypałam. Na 3 lata. Kiedy zakładałam fundację też mogłam się zapaść. Ale miałam syna. To dla niego chcę żyć jak najdłużej i w dobrej formie. Kiedyś myślałam: chciałabym zobaczyć, jak mój synek idzie do szkoły. A teraz myślę – chciałabym być babcią i wychowywać jego dzieci. Po to jest mi potrzebna wielka kula dobrej energii. Choroba zmieniła też moje relacje z rodziną. Przede wszystkim z bratem i bratową. Byliśmy daleko, jesteśmy blisko. A kiedy tylko mam wolną chwilę, biorę Leosia i odwiedzamy ciotki, wujów, stryjów i kuzynów, bo familię mam ogromną, tylko „niezapoznaną”. Fundacja właśnie skończyła dwa lata. Magda założyła ją w momencie, kiedy okazało się, że ma przerzuty do kości i do wątroby. Na szczęście są już na to leki. Monika Jaruzelska pomaga nam realizować akcję „Nie po to kupiłam sukienkę aby umrzeć”, pomagagamy chorym kobietom fajnie się ubierać. Odbyły się już dwie edycje… Sukces. Kula energii ruszyła. W Empikach można kupić piękny album „Boskie matki”, do którego Andrzej Świetlik sfotografował matki, które w chorobie urodziły dzieci. Tenże Świetlik – uważa się za szczęściarza, że współpracuje z fundacją – jest autorem zdjęć do kalendarza, do którego inspiracją były okładki płyt. Dostają go przede wszystkim dobrodzieje fundacji. Kula rośnie. Wiosną Magda chciałaby namówić znane kobiety, żeby ogoliły głowy i zgodziły się upublicznić ten wizerunek; jest nadzieja, że wiosną ruszy projekt „Róbmy sceny”, czyli sztuka teatralna o walce z rakiem.

Na stronie www.raknroll.pl możesz dowiedzieć się wszystkiego o Fundacji Rak’n’Roll. Wygraj Życie! Dostępne jest też tam jej konto: 73 1140 2017 0000 4502 1050 9042.


RAFINACJA Magdy Prokopowicz

21


TOMEK RYGALIK TO OD KILKU LAT NIEKWESTIONOWANA GWIAZDA POLSKIEGO DESIGNU. WYKSZTAŁCONY W NOWYM JORKU I LONDYNIE PROJEKTANT MA KLIENTÓW W CAŁEJ EUROPIE, ALE ZNAJDUJE CZAS TAKŻE NA TO, BY EDUKOWAĆ KOLEJNE POKOLENIE DESIGNERÓW ORAZ PROMOWAĆ WIEDZĘ O WZORNICTWIE WŚRÓD KONSUMENTÓW, MIĘDZY INNYMI PROWADZĄC PROGRAM W TELEWIZJI DOMO. „GORZKIEJ CZEKOLADZIE” OPOWIADA O SWOJEJ KARIERZE, O TYM, CZY CHCIAŁBY ŻYĆ W ŚWIECIE ZAPROJEKTOWANYM OD POCZĄTKU DO KOŃCA I O SWOJEJ NIECHĘCI DO POSIADANIA WIELU PRZEDMIOTÓW.

ROZMAWIAŁ:

M L arek

22

ewoc


RAFINACJA Tomka Rygalika

23

fot.: Krzysztof Kozanowski


Dla wielu osób design to drogi mebel stojący na wystawie w sklepie. To bardzo częsty błąd. Jak ważne jest w codziennym życiu wzornictwo?

Wszystko co nas otacza jest wzornictwem. Design kreuje naszą rzeczywistość, formuje to, w jaki sposób będzie się ona rozgrywać. I jest w pełni demokratyczny, uniwersalny, powszedni, dotyczy nas wszystkich, bo czy tego chcemy, czy nie, wpływa na to, w jaki sposób żyjemy, siedzimy, piszemy, jemy, wyglądamy. Żyjemy w świecie konsumenckim, spędzamy coraz więcej czasu w sklepach, wybieramy, kupujemy i otaczamy się rzeczami. One mówią o tym, kim jesteśmy w społeczeństwie. Nawet, gdy chcemy się indywidualizować, to i tak należymy do pewnej grupy ludzi indywidualizujących się w podobny sposób. W związku z tym każda z tych grup potrzebuje atrybutów, które ją zdefiniują. Od tego, żeby je zaprojektować, są designerzy. Ale istnieją też obiekty czy miejsca, które i bez ingerencji projektanta są idealne. Taki „no design” jest czasem lepszym światem od tego w pełni dopracowanego i wystudiowanego. Na to, w jaki sposób odbieramy pewne rzeczy, wpływają ludzie, energia, doświadczenia. Ulubiona filiżanka czy fotel od babci zdecydowanie bardziej działają na emocje i pod względem praktycznym idealnie pasują do naszego życia. Dlatego nie przeceniałbym roli projektanta i nie chciałbym, żeby wszystko było od początku do końca zaprojektowane. To by było straszne! Są takie miejsca, na przykład lotniska. Moim zdaniem taki świat wcale nie jest lepszy od tego, w którym wszystko się trochę rozłazi po kątach.

Ale wszyscy dążymy do tego, żeby żyć w coraz lepiej zaprojektowanej rzeczywistości. Czy tworzący ją projektant to artysta z wizją czy raczej chłodny, kalkulujący umysł?

Raczej ten drugi. Design nie jest sztuką w tym sensie, w jakim jest ona ekspresją czy krytyką otaczającej nas rzeczywistości. Oczywiście w sposobie myślenia projektantów możemy znaleźć podejście artystyczne, ale samo tworzenie produktów jest niewątpliwie oparte na racjonalności. Z drugiej strony obiekty sztuki po pewnym czasie też stają się produktami, a to zbliża te dwa światy.

Wróćmy do ciebie – kiedy zdecydowałeś, że chcesz być projektantem?

24

Dorastając, w ogóle nie miałem elementarnej świadomości, że jest taki zawód. W dzieciństwie widziałem, jak mój ojciec sam wykonuje różne rzeczy. Sam robiłem łódki z kory, interesowałem się wyglądem i zasadami działania obiektów, uwielbiałem oglądać „Zaczarowany ołówek”. Ale ani ja, ani moi rodzice nie wiedzieliśmy, że mogę coś zrobić w tym kierunku. Wywodzę się z inżynierskiej rodziny, w liceum chodziłem do klasy matematyczno-fizycznej. Naturalnie skierowało mnie to na politechnikę, a kierunkiem technicznym, który najbardziej flirtuje z historią, filozofią, sztuką, fotografią, czyli różnymi dziedzinami, które mnie wtedy interesowały, była architektura. Dwa lata studiowałem na Politechnice Łódzkiej, ale już po roku zorientowałem się, że jest zbyt wiele ograniczeń, które mi się nie podobały. Formatowano studentów w bardzo podobny sposób, a ja chciałem się wyzwolić. Czułem potrzebę samorealizacji – dlatego wyjechałem do Nowego Jorku i dostałem się do Pratt Institute. Tam poza architekturą mogłem również zgłębiać inne kierunki i okazało się, że najwięcej zajęć interesowało mnie na kierunku industrial design, który ostatecznie ukończyłem. Miałem uczucie, że robię coś bardzo pionierskiego, że moje środowisko – rodzina, koledzy z architektury – w ogóle nie wie, że taki świat istnieje, a ja go właśnie odkrywam i czerpię z niego dużo energii. Zamieniłem się z przeciętnego ucznia i rozrywkowego studenta w bardzo skoncentrowanego na swojej działalności twórczej młodego człowieka. Zależało mi, żeby dobrze skończyć szkołę, zrobić dobre portfolio, dostać dobrą pracę, zostać w Nowym Jorku. Wszystko poszło po mojej myśli, ale po pewnym czasie zorientowałem się, że pracuję w bardzo rzemieślniczy sposób, wykonuję zadania całkowicie zdeterminowane przez sztywne wytyczne, a na końcu powstaje coś, co mogłoby zrobić pewnie wiele innych osób. Wiedziałem, że we wzornictwie mogę znaleźć samorealizację, pracować bardziej autorsko i w ten sposób trafiłem do renomowanego londyńskiego Royal College of Art. Dostałem się, bo miałem dobre portfolio i realizację bardzo wielu projektów celowych, a jednocześnie potrzebę stworzenia siebie na nowo. Dla nich to było bardzo interesujące, że jest ktoś, kto posiadł warsztat, ale szuka czegoś więcej. I faktycznie, przez dwa lata intensywnie pracując, znalazłem swój świat w designie, który teraz konsekwentnie rozwijam.

„Lemming” Tomek Rygalik, fot.: Iker

„Xylo Comforty” Tomek Rygalik, fot.: Ernest Winczyk & Bartosz Gorka

TOMEK RYGALIK (rocznik 1976), urodzony w Łodzi. Jeden z najbardziej znanych i cenionych na świecie polskich projektantów sztuki użytkowej z licznymi nagrodami, wystawami i publikacjami na koncie. Studiował architekturę i urbanistykę na Politechnice Łódzkiej oraz industrial design w Pratt Institute w Nowym Jorku. Tworzył projekty dla takich klientów, jak Kodak, Polaroid, MTV, Unilever czy DuPont. W 2003 r. podjął podyplomowe studia na Royal College of Art w Londynie, a obecnie jest pracownikiem naukowym tej uczelni. W Warszawie prowadzi Studio Rygalik, wykłada także na Wydziale Wzornictwa stołecznej ASP. Wśród jego najważniejszych projektów są meble dla takich firm, jak DuPont/Corian, Moroso, Artek, Iker, Noti, ABR, Heal's, Ideal Standard, Pfleiderer, BOZAR. Zaprojektował także meble promujące polską prezydencję w UE. W telewizji DOMO prowadzi program „Design – istota rzeczy”.


RAFINACJA Tomka Rygalika

I to z wielkimi sukcesami. Co czujesz, gdy słyszysz, że jesteś gwiazdą polskiego designu?

„CHOPIN Comforty” Tomek_Rygalik, fot.: Ernest Winczyk & Bartosz Gorka

Miałem to szczęście, że wcześnie zacząłem pracować na wysokim zawodowym poziomie. Wtedy w Polsce dopiero się rodziła świadomość tej dyscypliny w ujęciu biznesowym. Oczywiście istniały studia z zakresu wzornictwa, ale jeśli chodzi o sferę zawodową, działo się bardzo mało. Miałem okazję spojrzeć na to z zupełnie innej perspektywy i to mi dało mocny start. Potem ciężką pracą poszedłem za ciosem i to spowodowało, że w pewnym momencie odłączyłem się od peletonu, ale nie dlatego, że byłem najlepszym kolarzem, tylko dlatego, że wystartowałem z innego miejsca. Teraz znalazłem sobie mój świat. Natomiast nie uważam, że projektanci rywalizują między sobą. Każdy pracuje zupełnie inaczej. Ja widzę siebie jako lidera w tym, co robię – ale jest to bardzo wąska dziedzina, ograniczona pewnie tylko do mnie.

Zdradź zatem, jak wygląda codzienna praca projektanta?

Każdy dzień wygląda inaczej, bo mam wiele spotkań, bardzo dużo podróżuję. Obecnie działam w zespole. Moja pracownia Studio Rygalik to siedem osób, projektanci z różnych dziedzin. Prowadzimy razem wiele projektów jednocześnie. W każdy jestem mocno zaangażowany, ale tylko na tych etapach, które wymagają mojego wkładu. Każdy projekt zaczynamy od szkiców, rozrysowania pewnych rozwiązań. Nie chodzi tutaj o ładny rysunek, tylko o wizualizację pomysłów i ewaluowanie ich przy pomocy lapidarnych, prostych rysunków. Jest w tym dużo modelowania 3D, czyli obrabiania bryły w sposób wirtualny. Dopiero potem budujemy fizyczne modele, najpierw w skali, potem coraz większe, aż do skali 1:1. Potem następują poszczególne etapy prototypowania, aż do uzyskania ostatecznego obiektu.

Jak w każdej twórczej dziedzinie, przychodzą pewnie momenty, gdy trudno o inspirację. Gdzie jej szukasz?

W ludziach, do których trafi produkt. Ważne jest, żeby się do nich zbliżyć, odczytać ich faktyczne wymagania, bo niestety oni nigdy nie mówią lub nie znają prawdy o tym, jakie są ich aspiracje czy potrzeby dotyczące codziennego życia. Trzeba być obserwatorem, szukać inspiracji w praktycznych rozwiązaniach, by potem być może je zrobić nieco lepiej. Rolą projektanta jest polepszanie kondycji kultury materialnej wokół nas, a nie bycie wynalazcą i rewolucjonizowanie rzeczywistości. Czasami zdarzają się większe kroki naprzód, ale zazwyczaj jest to redefiniowanie tego, co nas otacza, uwspółcześnianie, dostrajanie do faktycznych potrzeb społecznych. Poza tym trzeba samemu żyć ciekawym życiem, próbować różnych rzeczy. Nie można się ograniczyć do własnych ścieżek, trzeba mieć naturę żądną nowych doznań.

Inne cechy, które musi posiadać designer to…

Spryt, zaradność, umiejętność ułatwiania sobie pracy poprzez korzystanie z tego, co mamy pod ręką. Podstawą jest także, żeby nie wejść na piedestał, z którego nie będziemy później w stanie zejść. Nie można pracować w białych rękawiczkach. Jeżeli nie jesteśmy w stanie zakasać rękawów i samemu czegoś fizycznie wykonać, boimy się pobrudzić i czujemy, że nam to nie przystoi, to nie jest to zawód dla nas. Pokazując innym palcem, co mają zrobić, nigdzie nie zajdziemy. Trzeba być też blisko ludzi: zarówno prezesa korporacji, który jest naszym klientem, jak i ludzi pracujących fizycznie. Wiele czasu spędza się na hali produkcyjnej, w warsztacie czy stolarni. Projekt wymaga pełnego zaangażowania do samego końca, aż uzyskamy gotowy produkt.

Na koniec powiedz, czy otaczasz się ładnymi obiektami?

Może to jakaś obsesja, ale rzeczy są dla mnie tylko ciężarem. Uważam, że im bardziej skomplikowana sieć nas otacza, tym bardziej nas to przytłacza. Lubię czuć się wolny, w tym znaczeniu, że mogę zmienić miejsce swojego pobytu. Dlatego mam bardzo mało przedmiotów – tylko to, co jest mi potrzebne albo ma dla mnie emocjonalne znaczenie. Nie miałem nigdy potrzeby otaczania się pięknymi rzeczami. Lubię je oczywiście oglądać, analizować, ale niekoniecznie posiadać. Również dlatego, że ciągle się rozwijam i rzeczy, które mi się wczoraj podobały, dziś już mi się nie podobają. Wybieram to, co uważam za najlepsze w każdej kategorii. Są to najczęściej rzeczy ponadczasowe – nie jakiś wybryk projektanta, tylko obiekty, które czas zweryfikował jako najlepiej zaprojektowane. Nie chcę ich tylko po to, żeby stały na półce – nie jestem gadżeciarzem. Wolę, żeby ludzie kupowali mniej, ale wybierali dobre produkty.

„Basin” Tomek Rygalik, fot.: Ideal Standard

25


CZARNA bez cukru

Z doniesień naukowych łatwo można wysnuć wniosek, że to od genów zależy nasza uroda, zdrowie, szczęście i powodzenie w życiu. Czy naprawdę jesteśmy niewolnikami swoich genów? W jakim stopniu możemy na nie wpłynąć? TEKST:

eny podnoszą ryzyko nadciśnienia. Dwa geny udało się powiązać z większą łamliwością kości u kobiet. Naukowcy odkryli genetyczne podłoże zwężenia zastawki aorty. O genie, który może być odpowiedzialny za zwiększone ryzyko zachorowania na cukrzycę typu 2. oraz otyłość, piszą specjalistyczne gazety. Gen, który decyduje o długości snu, odkryli amerykańscy badacze. Pojedyncza mutacja w jednym genie wystarczy, by wywrócić do góry nogami rytm naszego dnia – zaobserwowali naukowcy. Skłonność do rozwoju zapalenia zatok i tworzenia polipów nosa także może mieć podłoże genetyczne. To tylko kilka z najnowszych doniesień naukowych. Gdzie się nie obrócisz – geny. To one decydują o twoim wyglądzie, upodobaniach, cechach charakteru, skłonnościach do chorób, a niektórzy twierdzą, że także o długości życia. Czy to oznacza, że jesteśmy ich niewolnikami? Zrobimy wszystko, co zechcą i jeśli „zmuszą” nas do jakiegoś zachowania (agresji, uporu, depresji, euforii), to nie będziemy mogli im się przeciwstawić? Jeśli skażą nas na jakąś chorobę, to będziemy musieli zachorować? – Każda nasza cecha jest jakoś genetycznie uwarunkowana, ale żadna cecha i żadne zachowanie nie jest genetycznie zdeterminowane – uspokaja także prof. Leszek Kaczmarek, biolog molekularny z Instytutu

26

O W lga

oźniak

Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN. – Geny dają nam pewne spektrum zachowania, poza które nie wyjdziemy, ale jest ono bardzo szerokie. Wpływ środowiska jest tu ogromny. – To, że posiadamy mutację w danym genie nie zawsze oznacza, że musimy zachorować – zaprzecza też prof. Jan Lubiński z Pomorskiej Akademii Medycznej, który w 1992 r. otworzył w Ośrodku Nowotworów Dziedzicznych w Szczecinie pierwszą

Amerykanie odkryli, że mniej więcej co druga kobieta, która ma mutację genu BRCA1 i dostaje raka piersi czy jajnika, nie ma wcale zachorowań wśród krewnych – ten gen dostaje od ojca, który, jak wiadomo, zachorować nie mógł. A jeśli przed 25. rokiem życia stosuje środki antykoncepcyjne przez około 5 lat, a ma mutację genu, to zwiększa ryzyko raka piersi o 30 procent. Dlatego, jeśli kobieta decyduje się na stosowanie tych środków przed

A JAK JEST U CIEBIE W DOMU? JAK CZĘSTO POSIEDZENIA PRZY STOLE ZMIENIAJĄ SIĘ W GIEŁDĘ INFORMACJI O ZDROWIU TWOJEJ RODZINY? MOŻE WRESZCIE CZAS ZACZĄĆ SIĘ IM PRZYSŁUCHIWAĆ. BO Z NAJBLIŻSZYMI DZIELIMY NIE TYLKO RODZINNE PLOTECZKI, ALE TEŻ WŁAŚNIE GENY.

w kraju onkologiczną poradnię genetyczną. – Im lepiej znamy swoje geny, tym lepiej pokierujemy swoim życiem. Kobieta, która ma mutację w genie BRCA1 i o tym nie wie, ma 80-proc. ryzyko zachorowania na raka piersi albo na raka jajnika w młodym wieku: 40–50 lat. Jeśli jednak będzie tego świadoma, to przez odpowiednie postępowanie spowoduje, że ryzyko nie przekraczy 10–15 proc.

25. urodzinami, powinna przeprowadzić test genetyczny. Gdy okaże się, że jest genetycznie obciążona, powinna raczej myśleć o innej metodzie antykoncepcji.

Leci z nami pilot

W każdej komórce posiadamy dwie kopie naszych genów: jeden komplet dostaliśmy od mamy, a drugi od taty. Zawsze działa po jednym genie z każdego kompletu. Po co


więc kopia zapasowa? Zdarza się bowiem, że jakiś gen jest wadliwy. Rozwój choroby następuje, gdy mamy popsute dwa geny. Załóżmy, że ten wadliwy dostaliśmy tylko od ojca. Teraz musimy dbać o drugą „zdrową” kopię – to drugi pilot, który działa, gdy nawala pierwszy. Jeśli jest sprawny, katastrofy nie będzie. Jak się o niego troszczyć? Trzeba go osłaniać przed czynnikami, które mogą mu zaszkodzić. Nie pić, nie palić, unikać stresu. Prowadzić zdrowy tryb życia, stosować odpowiednią dietę. Wiadomo, że istnieją substancje działające ochronnie na nasze geny, „wzmacniające” naszych komórkowych skrybów. Należą do nich na przykład witamina C czy selen. Składniki herbaty, czosnku, żurawin, kompotu z suszonych owoców, ryb będą chronić nasz organizm. To, jak wielki wpływ na nasze geny ma środowisko, widać najlepiej w badaniach prowadzonych przez naukowców na bliźniętach jednojajowych. Mają one identyczny zestaw genów. Wydawać by się więc mogło, że będą chorować na to samo. A jednak często tak nie jest! Bliźnięta różnią się wtedy, gdy jakąś cześć swego życia spędzają w różnym środowisku. Dotyczy to także ich pierwszego otoczenia, czyli miejsca w macicy. Jeśli jedno z dzieci było w życiu płodowym lepiej odżywione, włą-

czą się u niego jedne geny, a wyłączą drugie. Trochę inne niż u siostry/brata. Z czasem różnic będzie więcej. Jedno zachoruje na nadciśnienie, drugie nie. Na przykład dlatego, że jedno je warzywa, owoce i oddycha świeżym powietrzem, bo mieszka na wsi, a drugie wcina hamburgery i wędzi się w miejskich spalinach. Jedno pali papierosy, drugie nie.

Myszy dały nadzieję

To czynniki środowiska sprawiają, że może się włączyć (lub wyłączyć) określony gen. Naukowcy dowiedli tego, badając szczep myszy zwanych agouti. Genetyczne manipulacje sprawiły, że te myszy były żółte, grube i cierpiały na cukrzycę. Pewnego dnia dr Randy Jirtle z amerykańskiego Duke University postanowił sprawdzić, czy będzie tak także wtedy, kiedy zmieni dietę pewnej grupie ciężarnych myszek. Podawał im więcej kwasu foliowego, witamin z grupy B, soli organicznych. Jakie było jego zdumienie, kiedy nagle w laboratoryjnej klatce pojawiały się małe myszki jakby wzięte od innych rodziców: szczuplutkie, zwinne, brązowe. Zdrowe. Wyglądało na to, że w jakiś tajemniczy sposób geny, które z takim mozołem zaszczepiali myszom naukowcy, by wyhodować z nich chorowite spaślaki, nagle przestały działać. Ktoś lub

coś je wyłączyło. Co? Metylacja. Pod tą mało przyjaźnie brzmiącą nazwą kryje się pewna reakcja chemiczna. Polega ona na tym, że do rozmaitych naszych genów może przyczepić się cząsteczka zwana grupą metylową. A kiedy już się przyczepi, zatyka gen. Wyłącza go. Dezaktywuje. Skąd owa zatyczka bierze się w naszym organizmie? Źródeł jest wiele: my sami, jedzenie, picie, toksyny, lekarstwa – najogólniej

KAŻDA NASZA CECHA JEST JAKOŚ GENETYCZNIE UWARUNKOWANA, ALE ŻADNA CECHA I ŻADNE ZACHOWANIE NIE JEST GENETYCZNIE ZDETERMINOWANE.

mówiąc – środowisko. Ono wpływa na to, które z naszych genów działają, a które nie. W 2003 r. dr Jirtle razem ze swoimi grubymi myszami dowiedli, że z pomocą czegoś tak banalnego jak dieta ciężarnej matki można wpłynąć na DNA dziecka. W trakcie naszego życia wiele czynników działa na geny, które nosimy w komórkach naszego ciała. Jedne „przełączają” nasze geny, inne (zwane mutagennymi) je psują.

27


CZARNA bez cukru

Zamieszanie w DNA

potem poddane analizie komputerowej. Program komputerowy porównuje fragmenty DNA badanej osoby z wzorcem. Jeśli obraz różni się od prawidłowego, oznacza to, że u pacjenta występuje większe ryzyko choroby. Co wtedy? Odwiedź proktologa, ginekologa, onkologa, poinformuj lekarza o tym, że jesteś w grupie ryzyka. Pomoże ci ustalić dietę, tryb życia, wskaże czynniki środowiskowe, których należy unikać.

A jak jest u ciebie w domu? Jak często posiedzenia przy stole zmieniają się w giełdę Nasze komórki wciąż się mnożą i mnoinformacji o zdrowiu twojej rodziny? Może żą. Jedne zużywają się i umierają, a na wreszcie czas zacząć się im przysłuchiwać. ich miejsce rodzą się nowe. Każda nowa Bo z najbliższymi dzielimy nie tylko rodzinkomórka musi „odpisać” sobie od innej ne ploteczki, ale też właśnie geny. I zamiast instrukcję obsługi naszego organizmu, czekać, co nam zgotują nasze własne, lewedług której będzie postępować. Przy piej nauczyć się na cudzych. Z rodziną zaś takim przepisywaniu mogą powstawać mamy ich bardzo wiele wspólnych. Im błędy, bo jakiś czynnik może zakłócić prabliżsi krewni, tym więcej nas z nimi łączy. cę „komórkowego skryby”. Może to być Nie tylko znamię na policzku, orli nos czy na przykład promieniowanie UV, któremu talent do muzyki, ale i skłonności do różpoddajemy się, opalając się na plaży nych chorób. By dowiedzieć się więcej i nie zabezpieczając skóry kremem o sobie samym, warto więc zaGENY KONTRA z odpowiednim filtrem. Probawić się w rodzinnego deŚRODOWISKO – DLACZEGO mieniowanie może doprotektywa i zamiast niecierwadzić do błędów DNA CHORUJEMY NA CUKRZYCĘ? pliwić się narzekaniem w komórkach skóry. starszych na kłopoty Czy winne jest nasze środowisko, czyli dieta, tryb życia, Skutek: niektóre ze zdrowiem, lepiej choroby wirusowe, który przechodzimy? A może skazani jestez tych komórek nadstawić ucha, śmy na cukrzycę niezależnie od tego jak żyjemy za sprawą naszego zaczną działać jakie przypadłogenetycznego uwarunkowania? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. zupełnie „na ści dotykają własną rękę”, twoją rodziW przypadku cukrzycy typu 1. prawdopodobieństwo zachorowania na nią przekształnę. Twoja przed 20. rokiem życia wynosi średnio 1:300. Niestety w przypadku dzieci cając się z mama zamatek chorych na cukrzycę typu 1. ryzyko to wzrasta już do 1:50, a gdy choczasem częła tyć rował ojciec aż do 1:15. Te dane wydają się jasno wskazywać genetyczne uwaw nopo czterrunkowanie choroby, jednakże badania bliźniąt oraz rodzin z cukrzycą typu 1. wotwór dziestce, wykazują, że czynniki genetyczne nie są wystarczające dla jej rozwoju. Naukowcy zwany podobnie sugerują, że pewne wirusy oraz elementy diety dzieci mogą się przyczyniać do czerniajak babcia wystąpienia tej choroby. Wśród czynników dietetycznych wymienia się podawanie kiem. i wszystw bardzo wczesnym okresie życia mleka krowiego i produktów zbożowych oraz Błąd w kie ciotki? niedobór witaminy D � w czasie ciąży i pierwszych miesięcy życia. Wyniki badań D N A Większość nie są wszakże jednoznaczne w tej kwestii. może poz nich chowstać takruje na cuCukrzycę typu 2. zwykło przypisywać się czynnikom środowiskowym. I rzeże w rozkrzycę? Zaczywiście istotnymi czynnikami ryzyka w tej cukrzycy są m.in. otyłość wijającym pisz to sobie. (zwłaszcza brzuszna), nadciśnienie tętnicze, zła dieta i siedzący tryb żysię zarodku Może warto cia. Również palenie tytoniu jest w tym przypadku istotnym czynniczy podczas będzie zadbać kiem zwiększającym ryzyko. Jednak także w przypadku cukrzycy naszego życia o dietę i zmierzyć typu 2. wyraźne jest podłoże genetyczne tej choroby. Predyspłodowego. Taki poziom cukru we pozycja do cukrzycy typu 2. powstaje w wyniku współdziamłody organizm krwi. łania wielu genów, które regulują metabolizm danej jest bardzo podatny Słyszysz o tym czy osoby. Ważne są również wiek i płeć, gdyż ryna czynniki środowiska. owym przodku, że chorozyko zwiększa się z wiekiem i występuje Zamieszanie w jego gewał na serce? Warto sprawczęściej u mężczyzn. nach może wywołać lek, który dzić poziom cholesterolu i odpodczas ciąży będzie przyjmować wiedzić kardiologa. Podejrzanie dużo matka, a także wirus, bakteria, alkohol, osób w twojej rodzinie zapadało na nowoa nawet nadmierny stres czy po prostu twory? – zrób badania kontrolne. wiek rodziców (z wiekiem nasze geny tracą A więc trzymajmy rękę na pulsie. Nie A jeśli do poradni ci nie po drodze? Bana jakości i są bardziej podatne na szkodlidajmy się zaskoczyć naszym genom. Im we czynniki). Wszystkie te czynniki mogą danie swoich genów możesz zacząć pod- wcześniej dowiemy się, że nosimy w geczas... rodzinnego obiadu. wpłynąć na zachowanie się genów małenach tykającą bombę, tym wcześniej bęgo człowieka i wywołać chorobę, na którą dziemy mogli ją rozbroić. Jak mówi stare nie cierpieli jego rodzice czy dziadkowie. lekarskie przysłowie: lepiej zapobiegać niż No dobrze, a gdyby tak dowiedzieć się, co leczyć. mamy zapisane w tych genach... Moglibyśmy przewidzieć, czy grozi nam cukrzyca, zawał czy otyłość, i w porę przedsięwziąć – Nie, nie, dziękuję, nie będę jeść kapuodpowiednie kroki zaradcze. Marzenie sty – bardzo źle wpływa mi na wątrobę – przyszłości? Wcale nie. Już dziś można to uśmiecha się zwykle moja ciotka, gdy w jej stronę wędruje kolejne danie. Stwierdzezrobić! Jak? Można oczywiście udać się do po- nie to nie przechodzi bez echa. Moja babradni genetycznej. Zwiększone ryzyko za- cia wyraźnie się ożywia: – Ja z wątrobą nie chorowania na raka jelita grubego, piersi, mam problemów – zagaja – ale żołądek to jajnika można wykryć dzięki badaniom często mnie boli. genetycznym. Ceny takich badań wahają W tym momencie zwykle mój stryj włącza się od kilkudziesięciu do kilkuset złotych. się w dyskusję z opowieścią o swoim nadZ pobranej do badania próbki krwi izoluje ciśnieniu, a stryjenka opowiada o kamicy się materiał genetyczny, czyli DNA. Jest ono nerkowej.

Diagnoza przy obiedzie

28


ból głowy gorączka migrena

bóle zębów

ból krzyża

Podwójna siła w walce z bólem

Aby świat znowu nabrał

kolorów

Opis produktu: Ibalgin®: 1 tabletka powlekana zawiera 200 mg ibuprofenu (Ibuprofenum). Ibalgin® Maxi: 1 tabletka powlekana zawiera 400 mg ibuprofenu (Ibuprofenum). Wskazania do stosowania: Bóle różnego pochodzenia o nasileniu słabym do umiarkowanego: bóle głowy (m.in. ból napięciowy i migrena), bóle zębów, bóle okolicy lędźwiowo-krzyżowej, bóle towarzyszące grypie i przeziębieniu. Gorączka różnego pochodzenia, m.in. w przebiegu grypy, przeziębienia lub innych chorób zakaźnych. Bolesne miesiączkowanie. Preparat jest przeznaczony do stosowania doraźnego. Przeciwwskazania: Preparat jest przeciwwskazany u pacjentów: z nadwrażliwością na ibuprofen lub którąkolwiek substancję pomocniczą preparatu oraz na inne niesteroidowe leki przeciwzapalne (NLPZ); u których po zastosowaniu kwasu acetylosalicylowego lub innych leków z grupy NLPZ występowały objawy alergii w postaci nieżytu nosa, pokrzywki lub skurczu oskrzeli w wywiadzie; z czynną chorobą wrzodową żołądka i (lub) dwunastnicy, perforacją lub krwawieniem, również związanymi ze stosowaniem leków z grupy NLPZ; stosujących jednocześnie inne leki z grupy NLPZ, w tym inhibitory COX-2 (zwiększone ryzyko wystąpienia działań niepożądanych); w III trymestrze ciąży; ze skazą krwotoczną; z ciężką niewydolnością wątroby, nerek lub serca. Podmiot odpowiedzialny posiadający pozwolenie na dopuszczenie do obrotu: Zentiva a.s., U Kabelovny 130, Dolní Měcholupy, 102 37 Praga 10, Republika Czeska. Pozwolenie MZ na dopuszczenie do obrotu nr: 12820. PL.IBG.10.01.12

Informacji w Polsce udziela: Sano-Aventis Sp. z o.o., ul. Bonifraterska 17, 00-203 Warszawa, tel. 22 280 00 00.

Przed użyciem zapoznaj się z ulotką, która zawiera wskazania, przeciwwskazania, dane dotyczące działań niepożądanych i dawkowanie oraz informacje dotyczące stosowania produktu leczniczego, bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każdy lek niewłaściwie stosowany zagraża Twojemu życiu lub zdrowiu.

29


CZARNA słodzona

TEKST:

M

agdalena

K

acalak

Top modelki wracają z emerytury, najstarsza modelka świata niedawno skończyła 80 lat, a na początku 2012 r. ukaże się album z najmodniejszymi kobietami w zaawansowanym wieku. Czy młodość zaczyna być passe? oś się ruszyło. Niedawno skandal budziły 10-letnie dziewczynki ucharakteryzowane w sesji zdjęciowej na dorosłe kobiety. Mówi się, że dziś taka sesja już by nie przeszła, że to był ostatni moment, gdy młodość, a nawet niedojrzałość były gloryfikowane w tak bezczelny i nachalny sposób. Wreszcie jest szansa, że to dojrzałość, idące z nią doświadczenie i dystans do świata zaczną mieć wartość. Trudno określić, kiedy to zjawisko się zaczęło. Być może równolegle złożyło się na to wiele zjawisk, które wzajemnie na siebie oddziałując, kazały nam zauważyć, że starość jest modna. Nie jest to jeszcze szaleństwo ogarniające cały glob, ale coś wyraźnie jest na rzeczy. Być może wpływ miał na to światowy kryzys ekonomiczny, który sprawił, że ludzie zaczęli cenić sobie cechy, których nabiera się z wiekiem. Lekkomyślność i skłonność do ryzykanctwa, poniekąd synonimy młodości, dziś uznawane są za cechy niepożądane u pracodawców. Nasze społeczeństwa się starzeją, już teraz nasz przyrost jest ujemny, czas więc dostrzec grupę 50+, dotąd zaniedbywaną jako potencjalni klienci. Młodzi jeszcze się nie dorobili albo żyją na kredyt, więc w tej chwili poważną siłą nabywczą na świecie dysponują ludzie w okolicy 60. roku życia. Rynek zaczął to dostrzegać i tak zaczęła się rewolucja.

Seniorzy na wybiegi

Marketingowo o dojrzałości pierwsi zaczynają myśleć projektanci mody. Calvin Klein w sezonie wiosna/lato 2010

30

zaprosił na swój wybieg modelki, których popularność przypadła na przełom lat 80. i 90., a które dziś mają po 40 lat. To zwykle dla modelki jest już stan spoczynku. Francisco Costa, główny projektant marki, jako gwiazdę pokazu wybrał Kristen McMenamy, dziś 46-letnią, która pokazała w całej krasie swoje naturalne, siwe włosy. Costa podszedł do sprawy bardzo pragmatycznie. Skoro kryzys ekonomiczny pozbawił wielu jego klientów środków na zakupy, trzeba skupić się na tych, którzy jeszcze wydawać mogą. Koniec więc z wdzięczeniem się do dwudziestoparolatek, które jedną torebkę będą spłacały przez cały rok. Klient wierny to klient zabezpieczony finansowo, a według badań marki, średni wiek klientek CK to ponad 45 lat. Nic więc dziwnego, że na wybieg powraca Stephenie Seymour, Claudia Schiffer czy Stella Tennant, która od niedawna jest też twarzą Celine i sieciowej Zary. TEN, KTO WSTYDZI SIĘ SWOJEGO WIEKU, Mówi się już nawet WSTYDZI SIĘ WSZYSTKIEGO, CO PRZEŻYŁ o wielkim come I CO ZBUDOWAŁO GO JAKO DOROSŁEGO backu dojrzałych CZŁOWIEKA. top modelek, bo co chwilę niemal spod ziemi wyrasta nowa – a może lepiej napisać nie tyle nowa, co zapomniana – twarz. W zeszłym sezonie Karl Lagerfeld zaprosił jako gwiazdę swego pokazu 52-letnią Inez de la Fressange, niegdyś muzę projektanta. Jej pojawienie się na wybiegu wzbudziło owację oklasków. Lagerfeld podkreśla, że inspirację czerpie od najlepszych, a nie ma nic bardziej działającego na wyobraźnię niż dojrzała, świadoma swego


CZARNA słodzona

31


CZARNA słodzona

uroku, dobrych i złych stron kobieta, która wie, czego chce i nie musi już niczego sobie udowadniać. Filozofię projektanta popiera też Marc Jacobs, którego solowe kampanie i te dla Louis Vuitton w poprzednich sezonach reklamowały Christy Turlington (43 lata), Elle Macpherson (47 lat) i wspomniana powyżej Kristen McMenamy. Natomiast twarzą Moschino została w zeszłym sezonie 46-letnia Yasmin Le Bon.

Zmienia się sylwetka i kanon piękna

Moda stanęła na wysokości zadania, przestając promować wychudzoną, pozbawioną kobiecego kształtu sylwetkę. Poprzednie sezony przywróciły nam modę na retro – lata 50. z wyraźnie zaznaczoną talią, lata 40. z obcisłymi, zaokrąglonymi biodrami. Zmieniły się trochę proporcje, a kobieta przyznająca się do swojego wieku, wagi i ułomności staje się powoli obrazem lansowanym także przez media. Wszyscy wspominamy sesje zdjęciowe „Paris Match”, gdzie Monica Bellucci i Sophie Marceau wystąSŁOWO „STARE” POMAŁU PRZESTAJE piły nago i bez retuszu, MIEĆ WYDŹWIĘK TYLKO NEGATYWNY oraz dla francuskiego – OPISUJE PRZECIEŻ PEWIEN STAN „Elle”, gdzie znane kobiety wystąpiły bez RZECZY. STARE MODELKI STAJĄ SIĘ retuszu i bez makijażu, KULTOWE, MODA STARYCH LUDZI pokazując prawdziSTAJE SIĘ PRZEDMIOTEM ZAINTEREwą twarz kobiety po SOWANIA STYLOWEJ ŚMIETANKI. 50-tce. Coraz więcej aktorek, m.in. Kate Winslet i Rachel Weisz, mówią o tym, że upokarza je „photoshopowanie” ich zdjęć i niepokazywanie ich zmarszczek. Ten, kto wstydzi się swojego wieku, wstydzi się wszystkiego, co przeżył i co zbudowało go jako dorosłego człowieka.

Moja babcia jest modelką!

Słowo „stare” pomału przestaje mieć wydźwięk tylko negatywny – opisuje przecież pewien stan rzeczy. Stare modelki stają się kultowe, moda starych ludzi staje się przedmiotem zainteresowania stylowej śmietanki Nowego Jorku, wydawane są albumy, w który stare ciało ludzkie jest obiektem fetyszyzacji. Na listy przebojów powracają Kate Bush (wydała w tym roku 2 udane albumy po kilkuletniej przerwie!) i Patti Smith (świetna płyta „Outside Society” oraz książka „Kids” o jej związku z fotografem Robertem Mapplethorpem). Znane marki projektują linie advanced, bo kobiety po 50-tce nie chcą już ubierać się w H&M. Furorę ostatnio robi Cindy Joseph, którą odkryto na ulicy Nowego Jorku, gdy miała 49 lat. Od tego czasu minęło 12 lat, a pracy dla niej jest coraz więcej! Była twarzą kampanii reklamowych Oil of Olay, Elizabeth Arden, pozowała do zdjęć m.in. dla takich marek, jak Banana Republic, J.Crew, GAP. Niedawno stworzyła własną linię kosmetyków, które mają podkreślać

32

naturalne piękno, zamiast „wygładzać”, „odmładzać” i „tuszować mankamenty”. Nową ikoną piękna jest teraz Carmen Dell’Orefice, która w zeszłym roku skończyła 80 lat! Swoje pierwsze zdjęcie na okładkę „Vogue’a” zrobiła w 1946 r. i od tego czasu z mniejszymi bądź większymi przerwami pracuje cały czas. Można nawet mówić o jej drugiej młodości ze względu na popularność, którą osiągnęła. Chodziła po wybiegu u Johna Galliano w 2000 r., Hermèsa w 2004 r. i Alberty Ferretti w tym roku. Za jej główną konkurentkę uchodzi Daphne Selfe, odkryta ponownie na emeryturze. Karierę zaczynała w 1950 r., gdy wzięła udział w lokalnym konkursie modelingu. Potem zajęła się domem, choć zupełnie z pozowania nie zrezygnowała. Gdy w końcu odchowała dzieci, a potem wnuki, powróciła na wybieg. W 1998 r. na pokazie Red or Dead zauważył ją agent z Models 1 i szybko Daphne wróciła na szczyt. Zrobiła kampanie dla Dolce and Gabbana, Gapa, Nivea, Olay, a potem pojawiła się na sesjach w „Vogue’u” i „Marie Claire”. Daphne nigdy nie miała operacji plastycznej, a żeby zachować formę, ćwiczy jogę i zdrowo się odżywia. Dzięki temu zarabia nawet 1000 funtów za sesję zdjęciową, choć dwa lata temu zaczęła dziewiątą dekadę życia.

Ciało seniora może być sexy

Gdy kilka miesięcy temu Tom Ford, jak zawsze o krok do przodu, zrealizował sesję zdjęciową pokazującą intymne chwile starych ludzi, a nawet sugerowane akty miłosne, najpierw nazwano to „geriatrycznym porno”. Jednak po pierwszym zażenowaniu, odezwały się głosy zachwytu. Ktoś wreszcie pokazał, że seks nie kończy się wraz z wejściem w wiek średni, a stare ciało nie jest ciałem brzydkim, tylko ciałem, które weszło w inną fazę czasu. Dzięki takim sesjom zdjęciowym zmienia się podejście do tematu redaktorów kobiecych pism, zmienia się sposób podpisywania zdjęć gwiazd w wieku dojrzałym. W prasie kolorowej zachwycają się ciałem 78-letniego Armaniego, sfotografowanego podczas wakacji na swoim jachcie, a pożądanie męskiej części populacji wzbudza Helen Mirren (66 lat) w kostiumie kąpielowym, która zresztą zupełnie otwarcie mówi w wywiadach, że uwielbia seks i z wiekiem staje się on coraz lepszy. Być może dziś film Carlosa Reygadasa z 2002 r., „Japon”, opowiadający o romansie mężczyzny w średnim wieku ze starą kobietą, nie zostałby tak zbiorowo przemilczany.

Trendsetterzy po 90-tce

Współczesną ikoną, jednak już nie modelingu, a stylu, jest jednak 90-letnia Iris Apfel, amerykańska bizneswoman branży tekstylnej, filantropka i projektantka wnętrz. Pięć lat temu część jej garderoby trafiła na wystawę w Museum of Modern Art Costume Institute i Iris z dnia na dzień awansowała na światową ikonę stylu. Jej niezwykły barwny styl to połączenie wielkiej mody i rzeczy wyszukanych na pchlim targu. Nazywana „rzadkim ptakiem” świata mody (Rara Avis,


CZARNA słodzona

dr Dominika Byczkowska INSTYTUT SOCJOLOGII UŁ fot. Anna Kacperczyk

Zwrócenie się rynków ku ludziom starszym to dosyć naturalne zjawisko w sytuacji, gdy okres nauki wydłuża się i młodzi ludzie coraz później rozpoczynają karierę zawodową, a następnie właściwie prawie od razu biorą kredyty, które przez następne kilkadziesiąt lat będą musieli spłacać. Osoby starsze (czytaj: te, które kredyty mają już spłacone), dzięki korzystnym systemom emerytalnym w krajach zachodnich mają coraz więcej pieniędzy na własne przyjemności, ponadto znacznie wydłużyła się w okresie ostatnich 50 lat długość życia. Dzieci często mieszkają daleko, więc nie trzeba się zajmować wnukami (których również rodzi się coraz mniej). Dlatego właśnie osoby starsze stają się coraz atrakcyjniejszą grupą docelową. Istotne jest także drugie zjawisko – znudzenie przeretuszowanymi młodymi modelkami, które najczęściej wyglądają jak spod sztancy. Gładka skóra bez porów, brak zmarszczek, a czasem także i pępka na retuszowanych fotografiach sprawia, że trudno uwierzyć w to, co się widzi. Nie można w ten sposób trafić do coraz bardziej świadomych i pewnych siebie kobiet po 60. r.ż. Zaczyna panować odwrotny trend – modelki XXL, osoby starsze, a także zwrócenie uwagi na „piękno brzydoty” w sztuce. Pamiętajmy także, że w wiek 60+ zaczyna wchodzić pokolenie urodzone po II wojnie światowej, dorastające w czasach hippisowskich. Są to zatem osoby wychowywane już w inny, mniej tradycyjny sposób – chętne do odkrywania nowego i cieszenia się z życia. W Polsce dużą barierą dla starszych ludzi są niskie emerytury. Jednak coraz więcej miast wprowadza programy aktywizujące dla seniorów, np. tańsze bilety do kina czy kawę za złotówkę. Najlepszym dowodem, który świadczy o tym, jaki potencjał, także finansowy, tkwi w tej grupie odbiorców czy klientów, jest sukces Radia Maryja. Jako pierwsze w Polsce skierowało swój przekaz do ludzi starszych i rozbudziło w nich dużą aktywność społeczną. Piękna dojrzałość, czyli Kristen McMenamy (46) i Helen Mirren (66) tak też nazywała się wystawa na jej cześć), potrafi łączyć ze sobą kontrastowe kolory, przedziwne wzory, materiały i style, zawsze z korzyścią dla swego wizerunku, zawsze z dowcipem i nonszalancją. Za nic ma trendy, zasady odpowiedniości stylu do wieku. Zawsze ubiera się w zgodzie z samą sobą, uważając swój strój za jedno ze swoich najważniejszych dzieł. Mawia, że swoje życie trzeba kreować na co dzień, i nie wypada się z nią nie zgodzić. Z fascynacji między innymi postacią Iris oraz innych kreatywnych starszych pań powstał trzy lata temu blog Advanced Style, w którym młody mężczyzna dokumentuje pięknie ubrane wiekowe kobiety. Wychowywany przez same kobiety, zafascynowany swoją babcią, Ari Seth Cohen fotografować

zaczął, gdy przeniósł się do Nowego Jorku. To był jego sposób, żeby oswoić się z miastem. Z czasem dostrzegł, że po ulicach Nowego Jorku spaceruje mnóstwo ciekawych, wspaniale ubranych postaci, jakby zatrzymanych w czasie. Jak sam mówi, te kobiety nie poddają się łatwo modzie, wiedzą od lat, jakie są ich mankamenty, w czym im dobrze i jak ubrać się stosownie do sytuacji. Wcale nie chodzi o znane marki, raczej o bycie kreatywnym na co dzień, o zabawę swoim wizerunkiem, gdy nie trzeba już nikomu nic udowadniać. Wtedy ubieranie się to prawdziwa przyjemność. Wkrótce w Stanach ukaże się album z fotografiami z bloga Advanced Style i miejmy nadzieję, że dyskusja o modnej starości powróci i zatoczy szersze kręgi.

33


CZARNA słodzona

TEKST:

W

P

ojciech astuszka

Wydobyte z owocu nieobrane ziarna kakaowca poddajemy przez kilka dni fermentacji, potem suszymy je na słońcu przez 1–2 tygodnie i w końcu prażymy, aż osiągną prawie czarny kolor. Dzięki temu ziarna ujawnią w pełni swój niezwykły smak i aromat. Następnie zdejmujemy łuski i ścieramy ziarna na pastę. Dodajemy do niej wedle upodobania startą kukurydzę, maniok, chilli, wanilię, zioła i inne przyprawy. Można też dodać miodu, by złagodzić gorzki smak. Na końcu rozpuszczamy wszystko w wodzie i uzyskujemy przepyszny napój, który możemy podawać na ciepło albo na zimno.

ak mógłby brzmieć przepis na czekoladę w azteckiej książce kucharskiej. Ten przepis zawierałby zapewne również radę, że pastę, której nie zużyjemy od razu, możemy wysuszyć. Stanie się wówczas twardym blokiem, który jednak łatwo rozpuszcza się w wodzie. Dawni mieszkańcy Meksyku uwielbiali ten napój, a jeszcze bardziej pianę, która powstawała podczas jego przelewania z naczynia do naczynia. Takie wytwarzanie czekoladowej piany stało się nawet widowiskowym rytuałem.

34

W jego trakcie stojąca osoba przelewała czekoladę z trzymanego na wysokości głowy zdobionego naczynia do innego, które stało na ziemi.

Czekoladowa waluta

Czekolada była dla azteckich i majańskich elit niezwykle ważnym napojem. Dowodami na to są nie tylko dzieła sztuki ukazujące m.in. opisane wyżej rytualne przelewanie czekolady. Wedle świętej księgi Majów Popol Vuh kakao było jednym ze składników,

z których bogowie zrobili ludzi. Pito ją głównie na dworach władców oraz podczas różnych uroczystości. Naukowcy uważają nawet, że władcy Majów i Azteków używali swojej potęgi do kontrolowania konsumpcji czekolady, co pozwalało wzmocnić status elit. Wiele podbitych przez Azteków ludów płaciło im trybut właśnie nasionami kakaowca. W państwie Azteków, którego mieszkańcy nie znali pieniędzy, nasiona zyskały nawet status waluty. Z zapisków poczynionych już po przybyciu Hiszpanów wiemy, że jeden


dzień pracy tragarza kosztował 100 nasion, a indyk – 200. Pewien hiszpański konkwistador kupił niewolnika za 100 ziaren. Zostawił nam też informację, że usługi prostytutki kosztowały 10 ziaren. Aztekowie zwali tę pitną czekoladę xocolatl (czyt. szokolatl), co oznacza „gorzka woda”, a Majowie określali ją terminem kakaw (czyt. kakał). Czekoladę piły też inne dawne ludy Meksyku. Jednak przez długi czas naukowcy nie zdawali sobie sprawy, jak bardzo stary jest to zwyczaj.

Na początku było piwo?

ZDANIEM AZTEKÓW NAPÓJ UŁATWIAŁ „SUKCES Z KOBIETAMI”. WIEKI PÓŹNIEJ NAUKOWCY WYKRYLI W CZEKOLADZIE FENYLOETYLOAMINĘ, KTÓRA WYSTĘPUJE TEŻ W NASZYCH MÓZGACH I JEST ZWIĄZANA ZE STANAMI EUFORYCZNYMI.

W 1984 r. archeolodzy z Harvardu znaleźli w Rio Azul, dawnej metropolii Majów, grobowiec możnego człowieka, który zmarł w V w. n.e., a w nim 14 naczyń. Młody archeolog Grant Hall pobrał z nich parę próbek ciemnego osadu. Gdy okazało się, że na dwóch naczyniach jest hieroglif oznaczający kakaw, Hall na-

brał podejrzeń, że pobrane próbki mogą być najstarszą czekoladą świata. Potrzebował jednak specjalisty, który je przebada. Szukając go, zadzwonił do największego

35


CZARNA słodzona

Z ZAPISKÓW POCZYNIONYCH PRZEZ HISZPANÓW WIEMY, ŻE JEDEN DZIEŃ PRACY TRAGARZA KOSZTOWAŁ 100 NASION KAKAOWCA, A INDYK – 200. PEWIEN HISZPAŃSKI KONKWISTADOR KUPIŁ NIEWOLNIKA ZA 100 ZIAREN. ZOSTAWIŁ NAM TEŻ INFORMACJĘ, ŻE USŁUGI PROSTYTUTKI KOSZTOWAŁY GO 10 ZIAREN.

w USA producenta czekolady – Hershey Company. Pytanie młodego badacza trafiło do chemika W. Jeffreya Hursta z należącego do Hershey centrum badawczego. Hurst uznał, że najlepszym sposobem zweryfikowania, czy rzeczywiście jest to czekolada, będzie sprawdzenie, czy w próbkach jest teobromina – podobna do kofeiny substancja o działaniu pobudzającym. Jest ona charakterystycznym składnikiem chemicznym nasion kakaowca i co ważne – wśród rodowitych amerykańskich roślin duże jej ilości mają tylko te ziarna. Wykonane nowoczesnym spektrometrem masowym analizy wykazały, że rzeczywiście pobrane przez Halla próbki zawierają teobrominę. Tak naukowcy uzyskali najstarszy dowód spożywania czekolady. Ta pierwsza identyfikacja czekolady wywołała małą naukową rewolucję, choć na jej pełne efekty przyszło nam poczekać do XXI w. W 2002 r. do laboratorium Hursta inni badacze przysłali próbki z naczyń zna-

36

lezionych w Colha w Belize. Chemik znów znalazł ślady teobrominy. Sprawa nabrała sporego rozgłosu, gdyż naczynia pochodziły z V w. p.n.e. Okazało się, że mieszkańcy Ameryki popijali sobie czekoladę, gdy Rzym był jeszcze tylko małym miasteczkiem, a w Atenach budowano Partenon. Od tego momentu próbki z dawnych naczyń napływały do Hursta już całkiem szerokim strumieniem. W chwili obecnej status najstarszych pewnych śladów spożywania czekolady dzierżą naczynia z około 1900–1500 r. p.n.e., które znaleziono w Paso de la Amada, w meksykańskim stanie Chiapas, niedaleko brzegów Pacyfiku. Indianie pili więc czekoladę ponad 3000 lat przed przybyciem Kolumba i na długo przed pojawieniem się cywilizacji Majów i Azteków. Niezwykle ciekawe wyniki przyniosły też badania naczyń z Puerto Escondido w Hondurasie. W nich również wykryto teobrominę, ale badania wykazały, że w tym wypadku była ona w napoju alkoholowym. Zdaniem archeologów Ro-

semary Joyce i Johna Hendersona początkiem czekolady mogło być indiańskie piwo wytwarzane z miąższu owocu kakaowca. Jak twierdzą, w którymś momencie indiańscy piwowarzy przypadkiem zorientowali się, że fermentacja nadaje smak ziarnom kakaowca.

Czekolada zalewa Europę

Jednymi z pierwszych Europejczyków, którzy zetknęli się z czekoladą, byli członkowie ekspedycji Hernana Cortesa, słynnego zdobywcy Meksyku. Mamy relację z uczty na dworze władcy Azteków Montezumy w 1519 r., gdzie podano dziesiątki dzbanów z xocolatl. Hiszpański kronikarz zanotował nawet, że zdaniem Azteków napój ułatwiał „sukces z kobietami”. Wieki później naukowcy wykryli w czekoladzie fenyloetyloaminę, która występuje też w naszych mózgach i jest związana ze stanami euforycznymi (np. euforią biegacza). To stąd pochodzą obiegowe opinie o czekoladzie wpływającej na poprawę humoru. Jednak


CZARNA słodzona

zdaniem naukowców większość fenyloetyloaminy z czekolady jest szybko rozkładana i nie dociera do naszych mózgów. Powróćmy jednak do konkwistadorów. Podobno wielkim miłośnikiem azteckiego xocolatl został sam Cortes. Przypisuje mu się założenie w Meksyku pierwszej europejskiej plantacji kakaowców, a także wprowadzenie innowacji w postaci dodawania do napoju cukru, zamiast ostrych przypraw. Z Meksyku napój szybko trafił do Hiszpanii, gdzie z łatwością podbił serca elit. W XVII w. czekolada dotarła na dwór francuski wraz z księżniczką Anną Austriaczką, córką króla Hiszpanii Filipa III i zdobyła tam sobie renomę afrodyzjaka. W tym samym stuleciu w Londynie pojawiły się pierwsze oferujące czekoladę lokale, które stały się popularnym miejscem spotkań elit. Jakiś czas później sir Hans Sloane zapoczątkował na Jamajce rozpuszczanie czekolady w mleku zamiast w wodzie i zwyczaj ten wprowadził następnie w Londynie. Jednak cały czas czekolada była bardzo luksusowym

dobrem, dostępnym tylko dla zamożnych Europejczyków. Większość ludzi nie miała z nią jeszcze żadnego kontaktu. Dopiero w pierwszych dekadach XIX stulecia ogromna liczba plantacji kakaowców spowodowała szybki spadek cen ziaren. Ceny obniżyła też mechanizacja produkcji. Kluczowe znaczenie miało tutaj wynalezienie w 1828 r. prasy do miażdżenia ziaren. Nie tylko zmniejszyła ona cenę, ale zwiększyła też jakość produktu, który zyskał gładszą konsystencję oraz lepszy smak. Te wydarzenia zapoczątkowały prawdziwy wyścig technologiczny, w którym pierwsze skrzypce grali Anglicy i Szwajcarzy. Wyspiarze wysunęli się na prowadzenie, oferując w połowie XIX w. pierwszą czekoladę w formie tabliczek. Dotychczas bowiem jedynie z rzadka robiono z niej ciastka bądź cukierki. Rozwiązano też ostatecznie problem ogromnej ilości tłuszczu (masła kakaowego). By go maskować, producenci dodawali do czekolady mąkę ziemniaczaną, ale zdarzało się, że ci mniej uczciwi uży-

wali do tego pyłu ceglanego. Zastosowanie coraz lepszych pras ułatwiło usuwanie znacznej części tłuszczu, poprawiając smak i eliminując z czekolady mąkę. Jednak w latach 70. XIX w. Szwajcarzy odpowiedzieli tak wielkimi wynalazkami, że nawet brytyjskie Cadbury oficjalnie przyznało, że to alpejscy producenci czekolady wówczas zwyciężyli. Po ośmiu latach eksperymentów Daniel Peter wprowadził na rynek czekoladę mleczną do jedzenia. Wkrótce potem inny Szwajcar, Rodolphe Lindt, opracował konszowanie (mieszanie) masy czekoladowej. Dzięki temu tabliczki stały się gładkie, a czekolada rozpuszcza się w ustach. Tysiące lat po jej wynalezieniu przez Indian czekolada ostatecznie stała się taka, jaką znamy teraz.

37


LOOKIER design

DOMY ZASILANE I STEROWANE ENERGIĄ SŁONECZNĄ, FARMY MIEJSKIE W DRAPACZACH CHMUR, A NAWET PŁYWAJĄCE WYSPY, KTÓRE MIAŁYBY SPEŁNIAĆ FUNKCJĘ MIAST. TO NIE FRAGMENT POWIEŚCI JULIUSZA VERNE’A, TO REALNE PROJEKTY EKOMIAST PRZYSZŁOŚCI. TEKST:

K N amil

adolski

o 2050 r. trzy czwarte ludzkości będzie żyło w miastach. Nie trzeba być ekspertem, aby prognozować, że jeśli aglomeracje będą rozrastały się w takim tempie, otaczająca nas przyroda stanie się reliktem przeszłości. Jak rozwiązać ten problem? To proste – budując ekologiczne miasta...

Samowystarczalne domostwa

Wiadomo, że architektoniczne cele najłatwiej osiąga się małymi krokami. Myśląc o rozbudowie całych miast, tak aby w ich przestrzeni swoje miejsce znalazły ekoprojekty, warto zacząć od pojedynczych budynków. Z roku na rok budowa tzw. pasywnych domów zyskuje bowiem na popularności. Pasywne budynki to takie, które przy ekstremalnie niskim wykorzystaniu energii potrafią zapewnić maksymalny komfort cieplny. Efektywne wykorzystanie energii słonecznej osiągnąć można choćby poprzez właściwe ustawienie domu (zorientowanie mieszkania na południe). Na tym nie koniec. Odpowiednia powłoka i kolorystyka ścian sprawią, że ciepło zgromadzone przez kolektory słoneczne nie ucieknie, a tym samym energia nie będzie marnotrawiona. Ciepło wnętrza ziemi można wykorzystać do ogrzewania bieżącej wody, a gaz pozyskiwać z rozkładu ścieków i odpadów. Słowem, pełna samowystarczalność i uniezależnienie się od energii z zewnątrz. Poza tym takimi budynkami można sterować przez telefon komórkowy i internet. Oprócz wymiaru ekologicznego jest jeszcze jeden – ekonomiczny. Choć początkowo wybudowanie takiego domu jest nawet 15% droższe niż zwykłego, inwestycja zwraca się. Tradycyjny dom z lat 80. potrzebuje ok. 220 kWh ener-

38

gii do ogrzania 1m² powierzchni. Współczesny dom niskoenergetyczny: 30–70 kWh/m², a domy pasywne, mniej niż 15 kWh/m² w skali roku. To kilkanaście razy mniej niż w przypadku tradycyjnego budownictwa. Dziś budowa pasywnych domów uchodzi jeszcze za ekstrawagancję, niedługo jednak może stać się koniecznością, głównie poprzez ingerencję człowieka w środowisko naturalne. Szacuje się, że na świecie wybudowano ponad 20 tys. prywatnych domów pasywnych. W zdecydowanej większości powstały w Niemczech, Szwajcarii i Skandynawii. W Polsce to nadal nowość. Sytuacja ulega jednak zmianie i z każdym rokiem jest coraz lepiej. W Innsbrucku już dwa lata temu oddano do użytku całe osiedle mieszkań pasywnych (w sumie 3 mln m²), tworząc tym samym największe na świecie osiedle domów pasywnych. Kolejne powstać mają w Linzu i Wiedniu.

Wiszące ogrody

W temacie ekologicznych miast jest jeszcze kilka innych kwestii do przemyślenia. Podstawowy problem to zaopatrzenie w żywność. Rozrastające się aglomeracje sprawią, że dostawcy będą musieli przemierzać każdego dnia setki kilometrów, zakładając, że znajdzie się jeszcze miejsce na uprawy. Jedynym rozwiązaniem będzie hodowanie wszystkiego na miejscu w wielkich farmach. W celu oszczędności powierzchni pod zabudowę, farmy miejskie należałoby tworzyć w drapaczach chmur. Prof. Dickson Despommier, autor książki „The Vertical Farm. Feeding the World in the 21st century” właśnie w pnących się dziesiątki metrów w górę ogro-


GÓRA:

Projekt Stanisława Młyńskiego, studenta Politechniki Poznańskiej, zdobył trzecie miejsce w międzynarodowym konkursie na zaprojektowanie ekologicznej ściany. Polak zaprojektował strukturalną ścianę utworzoną z kontenerów na bioodpady. Układ elementów, jak również ich kształt, ma dodatkowo tworzyć miejsca schronienia dla zwierząt, gromadzić wodę, redukować CO2 , a system kolektorów słonecznych ma zaopatrywać budynek w energię elektryczną.

ŚRODEK:

Ogród na dachu Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie jest jednym z największych i najpiękniejszych ogrodów dachowych w Europie. Rozciąga się na powierzchni ponad 1 ha. Roślinność zajmuje w nim 5111 m2.

DÓŁ:

Rozrastające się aglomeracje sprawią, że dostawcy będą musieli przemierzać każdego dnia setki kilometrów, zakładając, że znajdzie się jeszcze miejsce na uprawy. Jedynym rozwiązaniem będzie hodowanie na miejscu, w mieście.

39


PRAWA:

Pasywne budynki przy ekstremalnie niskim wykorzystaniu energii potrafią zapewnić maksymalny komfort cieplny. Praktyka pokazuje, że zapotrzebowanie na energię w tych obiektach jest ośmiokrotnie mniejsze niż w tradycyjnych budynkach wznoszonych według obowiązujących norm.

LEWA:

Projekt Gitty Gschwendtner w angielskim Cardiff to 50-metrowa ściana stanowiąca schronienie dla ponad 100 ptaków i nietoperzy. Jednocześnie jest geometryczną, strukturalną budowlą oddzielającą część mieszkalną od rzeki.

Ewa Trzcionka REDAKTOR NACZELNA MAGAZYNU „DESIGN ALIVE”

Wiele projektów urbanizacyjnych – w których zieleń to nie tylko ozdoba, ale też uprawa warzyw, ziół i owoców – uchodzi jeszcze za awangardę. Jest to jednak zwiastun zmian, jakie czekają miasta przyszłości, zwłaszcza te przeludnione. Warto zauważyć, że chęć powrotu do natury podyktowana jest nie modą, lecz zwyczajnym pragmatyzmem. W obliczu rosnącej liczby mieszkańców globu, wiejskie ogrodnictwo nie zaspokoi całkowicie problemów z wykarmieniem przeludnionych miast. W przestrzeni miejskiej musi znaleźć się miejsce na koegzystencję z uprawami choćby na własne potrzeby, w przeciwnym wypadku dla nikogo nie skończy się to dobrze. Nie od dziś przejawem oddolnych inicjatyw są nasze polskie ogródki działkowe, które, choć często straszą chaotyczną zabudową, świadczą jednak o potrzebach mieszkańców miast. W nie powinni wsłuchiwać się urbaniści. Podobne miejskie ogródki powstają od podstaw w Wielkiej Brytanii. Wiele pomysłów na własne miejskie uprawy realizuje się też w Detroit, Berlinie czy Nowym Jorku.

40

dach widzi przyszłość. Dzięki odpowiedniej pielęgnacji i stworzonym warunkom (m.in. uprawie bez gleby, metodą hydroponiczną, która polega na utrzymywaniu zanurzonych korzeni non stop w wodzie) plony można byłoby zbierać kilka razy do roku i to bez względu na pogodę. Specjaliści szacują, że jeden budynek o wysokości 49 pięter jest w stanie produkować tyle żywności, co farma o powierzchni 700 ha. Doskonale wie o tym John Edel, przedsiębiorca z Chicago, który już dziś realizuje projekt Plant Chicago. W jednym z przemysłowych budynków stworzył czteropoziomowe gospodarstwo, w którym hoduje sałatę, jarmuż i rukiew wodną. W dalszej perspektywie znajdą się też inne rośliny. Podobnych projektów jest więcej. Sky Farm, autorstwa Gordona Grafa, zakłada budowę 58-piętrowego ogrodu w Toronto. Studenci z Malezji zaprojektowali z kolei więzienie, będące jednocześnie gospodarstwem rolnym wytwarzającym żywność na potrzeby miasta. Więźniowie resocjalizowaliby się poprzez uprawę miejskiej farmy. Niestety, podobnie jak większość innych projektów, jest to jedynie architektoniczna wizja, której do realizacji jeszcze daleko. Górę bierze ekonomia, bo bardziej opłaca się przeznaczyć grunt pod biurowiec niż rośliny. Póki co kwitnie hodowla dachowa. W Nowym Jorku czy japońskim mieście Fukuoka plantacje na dachach budynków cieszą się ogromną popularnością.

Miasta wolne od smogu

Pozostaje jeszcze kwestia energii. W większości projektów pomysł na jej pozyskiwanie wiąże się z budową całych ekomiast od podstaw, a główne założenie opiera się na stosowaniu odnawialnych źródeł energii słonecznej, wiatrowej i wodnej. Słynna już wizja Lilly Pad, belgijskiego architekta Vincenta Callebauta, opiera się na budowie sztucznych wysp na morzu, które niczym lilie wodne unosiłyby się na wodzie. Każda z nich byłaby w stanie pomieścić do 50 tys. osób. Podczas gdy projekt wodnych lilii możemy włożyć między bajki, sam pomysł ekomiast wzbudza ogromne zainteresowanie. Mało tego, są miejsca na świecie, gdzie jest już realizowany.

W Zjednoczonych Emiratach Arabskich od pięciu lat powstaje projekt Masdar City – pierwsze na świecie w pełni ekologiczne i samowystarczalne miasto. Woda ma być odsalana i oczyszczana z Zatoki Perskiej, śmieci zamieniane w gaz, a gaz w energię. Poza tym obowiązywać będzie całkowity zakaz poruszania się samochodami spalinowymi (tylko elektryczne!), dzięki czemu będzie to pierwsza aglomeracja miejska nieemitująca dwutlenku węgla do atmosfery. 50 tys. mieszkańców ma tam zamieszkać już w 2025 roku. Z kolei w Chinach powstaje jedna z najbardziej futurystycznych i zaawansowanych budowli na świecie – Wuhan Energy Center. Wygląda jak wielki 140-metrowy kwiat lilii, której kielich to gigantyczna elektrownia słoneczna, największy zbiornik na deszczówkę oraz elektrownia wiatrowa w jednym. Innym projektem Chińczyków jest budowa miasta Dongtan (25 km od Szanghaju) tworzonego od podstaw na wyspie piachu i błota, naniesionych przez rzekę Jangcy. Dongtan ma opierać się na trzech założeniach: naturalne źródła energii, minimum samochodów i maksimum recyklingu. Realizacja już trwa. W 2010 roku zakończono pierwszy etap budowy, a oddanie do użytku całości planowane jest za trzydzieści lat. Jeśli chodzi o koszty, znacznie łatwiej jest wybudować ekomiasto od podstaw niż dostosować istniejącą aglomerację do określonych wymogów. Z takiego założenia wyszedł amerykański architekt E. Kevin Schopfer, który przedstawił projekt odbudowy zniszczonego przez trzęsienie ziemi Haiti. Pomysł, powiedzmy szczerze, innowacyjny, nosił nazwę Harvest City. Była to pływająca wyspa na planie koła o średnicy 3,2 km. Całkowicie ekologiczna, zasilana siłą żywiołów. W samym centrum koła znajdować miał się wewnętrzny port oraz najważniejsze ośrodki życia miasta: szkoły, urzędy, miejsca spotkań i handlu. Świat nie jest jeszcze gotowy na tego typu wizje, niewykluczone jednak, że już za parę lat...


LOOKIER tester KLOCKI LEGO DLA KAŻDEGO

Tak się składa, że z klocków Lego większość z nas nie wyrasta. Linia Agabag to biżuteria, zegarki, pendrive’y i zabawki, nawiązujące w sposób oczywisty do dziecięcych pragnień. Bransoleta Las Vegas 2 – cena 55 zł, pendrive Klaun – cena 120 zł, pierścionek – cena 29 zł, agabag.com

DODATKI RZĄDZĄ!

Mamy kolejną dekadę panowania minimalizmu. Proste, ciągle podobne ubrania dookreślamy dodatkami. Dodatki przejęły poważną rolę mówienia o nas, jacy jesteśmy, co lubimy i czego pragniemy. Przetestowaliśmy dodatki z Showroomu, który odwiedziliśmy na polskim tygodniu mody. FashionPhilosophy Fashion Week Poland odbywa się w Łodzi jesienią oraz wiosną (fashionweek.pl).

NIECO NIEGRZECZNA BIŻUTERIA

Mosiężna biżuteria z logo Mafia przywieziona z Bankoku, dostępna jest w Polsce za sprawą Pauliny Górskiej, prowadzącej sklep internetowy z unikatowymi ubraniami i dodatkami. Naszyjnik Knockout 160 zł, kolczyki Pocer Girl 89 zł, oohandy.com

COOKIE

To nie są karnawałowe kreacje, tylko stylowe fartuchy kuchenne COOKie. Na naszych łamach często zachęcamy Was do eksperymentowania w kuchni, najlepiej robić to właśnie w nich. Próbujcie naszych zdrowych przepisów, szukajcie swoich smaków, częstujcie nimi bliskich, a wwszystko to w wygodnych i pięknych fartuchach wykonanych z jasnej, grubej bawełny. Model męski Pedro 220 zł, model damski Julietta 170 zł, looklikecookie.com

NIE TYLKO DLA HIP-HOPOWCA

Kto nie widział jeszcze odlotowych filmów i reklam artystycznej grupy RUSH dnm, tego odsyłamy obowiązkowo na facebook, a jeśli ta hip-hopowa stylistyka Was wciągnie, to gadżety i ubrania zaprojektowane przez RUSH można kupić w sklepie internetowym rushdnm.com/shop Pasek męski 119 zł, portfel męski 129 zł

NOWY ATRYBUT MĘSKOŚCI

Hit ostatnich sezonów to duża, wytrzymała męska torba. Mężczyzni nie noszą już portfeli w torebkach swoich partnerek, nie muszą też mieć identycznych, sztywnych toreb na laptopy. Ci, którzy chodzą na treningi, mają teraz dobrą alternatywę dla zwykłych plecaków przypominających raczej szkolne wyprawki niż prawdziwie męskie, sportowe akcesoria. iwonabielawska, wzór, facebook.com/bielawskaiwona

„Z PRZEKORĄ” STAĆ NA ZIEMI

Lola Ramona to designerskie, skórzane obuwie z Danii, dostępne u nas dzięki marce odzieżowej Luka Bandita, prowadzonej przez projektantkę Manię Strzelecką. Botki cena 599 zł, kozaki 799 zł, lukabandita.com/shop

41


LOOKIER miejsce

TEKST:

M L arek

ewoc

Kino 3D, które jeszcze niedawno było tylko ciekawostką wizualną, w ostatniej dekadzie wkroczyło na salony i stało się ambicją każdego znaczącego filmowca. Pokochali je też widzowie, żądni wrażenia bycia o wyciągnięcie ręki od wydarzeń na ekranie. Jak Polska długa i szeroka, sale kinowe pękają w szwach. Tak wygląda przyszłość kinematografii. 42


LOOKIER miejsce

Lata eksperymentów

Epoka, w której szczytem marzeń filmowców były zapierające dech w piersiach efekty specjalne, dawno minęła. Teraz to za mało. Produkcja filmów w trójwymiarze przestała być niewyobrażalną ekstrawagancją i staje się powoli standardem. Nie wszyscy jednak wiedzą, że idea tworzenia filmów 3D jest niemal tak stara, jak historia samego kina. Pierwszy trójwymiarowy projektor został opatentowany jeszcze w XIX wieku przez Williama Friese-Greene’a, brytyjskiego fotografa i wynalazcę. Mechanizm polegał na odtwarzaniu dwóch obrazów, które były skupione w jednym punkcie za pomocą urządzenia zwanego stereoskopem. Wynalazek nie przyjął się jednak w kinematografii. Nie przeszkodziło to kolejnym filmowcom przez lata eksperymentować z trójwymiarową materią. Już w 1922 roku publiczność mogła obejrzeć pierwszy pełnometrażowy film fabularny nakręcony w technice stereoskopowej – „The Power of Love”. Obraz nie odniósł znaczącego sukcesu. Przez kilka dekad pomysł na kino 3D pozostawał w niszy i był raczej domeną parków rozrywki niż ambicją wielkich reżyserów. Tak było aż do 2003 roku, gdy James Cameron, twórca „Titanica”, nakręcił dokumentalny film „Głosy z głębin”, w którym prezentował w trójwymiarze wędrówkę do wraku słynnego transatlantyka, spoczywającego na dnie oceanu. W ten sposób 3D wkroczyło do mainstreamu, a ukoronowaniem jego rosnącej popularności był kolejny film Camerona, głośny „Avatar” z 2009 roku. Dziś technologia 3D to najdynamiczniej rozwijająca się gałąź kinematografii, która znajduje zastosowanie także w telewizji i grach komputerowych.

Kosmiczna technologia

Na czym polega niezwykłe zjawisko głębi na płaskim ekranie kinowym? Przez lata filmy trójwymiarowe powstawały w najprostszej technologii anaglifowej, polegającej na zestawieniu ze sobą dwóch zdjęć wykonanych z lekkim poziomym przesunięciem i odpowiadającym obrazom dla lewego i prawego oka. Oglądając taki obraz przez czerwono-niebieskie okulary, widz otrzymywał złudzenie trójwymiaru. Niestety ten system pozostawiał wiele do życzenia – obraz był posegregowany na plany i sprawiał wrażenie wycinanki z papieru, dlatego anaglifowe filmy były raczej ciekawostką niż prawdziwie wciągającym widza zdarzeniem. Współczesny film 3D to już zdecydowanie bardziej zaawansowana technologia. Prawdziwą rewolucją było wprowadzenie w latach 80. systemu IMAX wykorzystującego polaryzację fali świetlnej. Dziś analogowe systemy są zastępo-

wane przez w pełni cyfrową technologię projekcji. Zabawa samym obrazem i sposobem jego projekcji nigdy nie dawała wystarczających efektów, dlatego filmowcy czynili usilne starania, żeby nauczyć się także kręcić w 3D. W ten sposób powstały zaawansowane technicznie kamery, tzw. rigi, które zapisują obraz pod różnymi kątami, dzięki czemu powstaje uczucie głębi kadru. Żeby taki film odtworzyć, potrzebny jest również odpowiedni projektor i ekran oraz „dekoder” dla widza, czyli specjalne okulary. W tej dziedzinie mamy prawdziwy technologiczny zawrót głowy: widzowie mogą wybierać spośród takich technologii, jak wspomniany IMAX, najpopularniejszy na świecie system RealD Cinema (niedostępny w Polsce), XpanD (10 sal w Polsce) czy Dolby 3D Digital Cinema (ponad 150 sal w Polsce).

Nad Wisłą gonimy Zachód

Na razie najczęściej na ekran w trójwymiarze trafiają filmy animowane („Toy Story 3”, „Epoka lodowcowa 3”), science-fiction (np.„Avatar”, „Tron: Dziedzictwo”) i fantasy („Alicja w krainie czarów”, „Beowulf”), czyli spektakularne historie, gdzie efekt głębi obrazu wspiera scenariusz i bardziej angażuje zmysły widza. Polska kinematografia weszła w epokę kina 3D 30 września 2011 roku za sprawą wielkiego widowiska historycznego – filmu „1920 Bitwa warszawska” Jerzego Hoffmana. Niedługo potem swoją premierę miał krótkometrażowy thriller „4:13 do Katowic”. W listopadzie swoją premierę miał kolejny trójwymiarowy obraz, „Latająca maszyna”, będąca międzynarodową koprodukcją ze znaczącym udziałem polskich animatorów. Ta jesienna ofensywa nie powinna dziwić, bowiem już od dłuższego czasu trwał wyścig o to, kto będzie pierwszym polskim twórcą kina 3D. Teraz, gdy jest to już rozstrzygnięte i nikogo nie goni czas, możemy ostrzyć sobie zęby na coraz lepsze efekty wizualne.

Co nas czeka po 3D?

Technologia 3D posuwa się do przodu na tyle szybko, że już teraz można mieć trójwymiarowe kino w swoim domu. Również niektóre kanały telewizyjne oferują transmisje 3D. To jeszcze nie koniec – kina już kuszą widzów filmami 4D, gdzie czwarty wymiar oznacza autentyczne odczucia tego, co dzieje się na ekranie, np. powiewu wiatru czy kropli deszczu. Czas pokaże, czy kiedyś doczekamy się spełnienia filmowych wizji o wciągnięciu widza w świat z kinowego ekranu.

Nowości 3D w 2012 r.

„Underworld: Przebudzenie” Premiera: 20 stycznia 2012 r. Kontynuacja kultowej trylogii. Kate Beckinsale ponownie pojawi się na ekranie w roli wampirzycy Seleny, która tym razem budzi się w świecie u progu wielkiej wojny przeciwko nieśmiertelnym rasom. „The Avengers” Premiera: 4 maja 2012 r. Grupa superbohaterów kolejny raz uratuje świat, tym razem w 3D. Kapitan Ameryka, Iron Man, Hulk i inni połączą siły, by odegnać od Ziemi widmo zagłady. „The Amazing Spider-Man” Premiera: 3 lipca 2012 r. Tym razem dostajemy opowieść o nastoletnim Spider-Manie. Młody Peter Parker musi pogodzić się ze swoją nową tożsamością oraz ze śmiercią wuja, za którą obarcza się winą. „Epoka lodowcowa 4: Wędrówka kontynentów” Premiera: 6 lipca 2012 r. Ulubieni bohaterowie wszystkich miłośników animacji komputerowej: leniwiec Sid, mamut Manfred, tygrys Diego oraz niezmordowana wiewiórka powracają z kolejnymi prehistorycznymi perypetiami.

Najlepsze kina 3D POLSKA Warszawa: Nove Kino Praha Pierwsze cyfrowe kino 3D w Polsce, otwarte w 2007 roku. Przy seansach cyfrowych korzysta z projektora Barco DP90 o rozdzielczości 2K (2048 x 1080 pikseli). Łódź: IMAX w Cinema City Łódź, jako pierwsze miasto w Europie Środkowej, doczekało się najnowocześniej, cyfrowej wersji technologii IMAX. Od 2009 roku widzowie kina Cinema City mogą cieszyć się najdoskonalszą jakością trójwymiarowego obrazu. Do tej pory digitalizację przeszły także kina Imax w Katowicach, Krakowie i Poznaniu. ŚWIAT Sydney – LG IMAX Theatre Kino może pochwalić się największym na świecie ekranem o wysokości 29,42 m i szerokości 35,73 m. W sumie daje to powierzchnię 1015 m2, co gwarantuje niezapomniane przeżycia podczas projekcji 3D.

43


LOOKIER trendy

W MODZIE DAMSKIEJ OSTATNIO DOMINUJE ZWIEWNOŚĆ I DELIKATNOŚĆ. UBRANIA MĘSKIE NATOMIAST SĄ CORAZ BARDZIEJ ZDECYDOWANE, KONKRETNE I GEOMETRYCZNE. WYGLĄDA JEDNAK NA TO, ŻE NADCHODZĄCY SEZON WIOSNA-LATO 2012 ROZPRAWI SIĘ Z ŁAGODNOŚCIĄ, DOPRAWIAJĄC JĄ KONKRETEM, A NOWY TREND ZAPANUJE ZGODNIE W UBRANIACH DAMSKICH I MĘSKICH.

Zaskakujące jest to, że w kolekcjach damskich nadal przeważają beże, pudrowe róże, szarości, biel, karmele. Po chwilowym powrocie do amarantów, pomarańczy i innych agresywnych kolorów projektanci znów proponują delikatne kolory oraz kobiece, lejące kroje. Tym razem jednak łagodność połączona zostanie z geometrią, wyrażoną zarówno w krojach (ostre cięcia, zaskakujące rozcięcia czy wręcz rozdarcia, asymetria, wyraźnie krótsze przody i dłuższe tyły sylwetek), jak i w deseniach oraz nadrukach. Dodatkowo znów powracają frendzle i różne inne sposoby akcentowania wyraźnych linii prostych.

44

TEKST:

M R arysia

amotowska


LOOKIER trendy

Poszukując nowej męskiej tożsamości w modzie, projektanci redefiniują podstawowe części męskiej garderoby: koszulę, marynarkę, kamizelkę, płaszcz, sweter, spodnie. Dekonstrukcja ostatnio stała się zasadą organizującą męskie kolekcje. Teraz odświeży ją stosowanie lżejszych krojów i zwiewnych materiałów, a także większa fantazyjność wzorów, nadruków i jasna kolorystyka.

Ciekawe, czy romans konkretu z ulotnością okaże się trwalszy niż wiosenno-letnie zauroczenie i portwa dłużej niż jeden sezon...

Joanna Klimas

PROJEKTANTKA, KTÓREJ MINIMALISTYCZNY STYL WYZNACZYŁ NOWĄ KLASYKĘ W POLSKIEJ MODZIE Moja kolekcja na wiosnę-lato 2012 jest delikatniejsza i dużo zwiewniejsza, niż wcześniejsze projekty. Delikatnym jedwabiom, do których dopiero ostatnio się przekonałam, dodałam wyrazistości przez zdecydowane zestawienia czystych kolorów. Dla kontrastu z delikatnością i zwiewnością zastosowałam dużo grubszą od jedwabii ale miękką skórę naturalną oraz nowoczesny materiał stworzony z połączenia jedwabiu, bawełny oraz metalu. Tkanina ta sprawia wrażenie pogniecionej, jest jednak połyskliwa i dzięki temu kobieca i szykowna.

45


SŁODKA linia

Jerzy Owsiak

ORGANIZATOR WIELKIEJ ORKIESTRY ŚWIĄTECZNEJ POMOCY

PAULINA FEHLER zastępca redaktor naczelnej p.fehler@gorzkaczekolada.pl

REALNE ZMIANY CZYLI MAŁE KROKI DO WIELKIEGO CELU Jednym z moich ulubionych cytatów noworocznych jest ten autorstwa Marka Twaina: „aby każdy dzień Nowego Roku miał szansę stać się Najpiękniejszym Dniem Waszego życia” ak każdy, wraz z nadejściem nowego roku obiecuję sobie wiele, chyba nawet zbyt wiele, bo większość moich noworocznych obietnic nigdy nawet nie wychodzi poza sferę marzeń i planów. W tym roku postanowiłam jednak, że zmiana będzie stopniowa, skoro radykalne metamorfozy kompletnie się w moim przypadku nie sprawdzają. Postanowiłam wytyczyć sobie trzy główne cele i realizować je krok po kroku przez cały rok. Inspiracją do podjęcia takiej decyzji była książka Malcolma Gladwella ,,Poza schematem”. Tym, którzy jej nie przeczytali, serdecznie polecam. Okazuje się, że to właśnie systematyczny trening czyni mistrza i są na to dowody. Oczywiście w książce są opisane różne okoliczności, które mają wpływ na to, czy odniesiemy sukces czy też poniesiemy porażkę, ale dla mnie systematyczność i wytrwałość są w tym wypadku kluczowe. Zanim przystąpimy do planowania istotnych zmian w swoim życiu, które mamy nadzieję wprowadzić w życie w roku 2012 musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, na czym nam najbardziej zależy i co jest tzw. kamieniem milowym w naszym rozwoju. Chyba każdy diabetyk wie, jak ważna jest dla niego samokontrola, jak wielu powikłań można uniknąć dzięki dobrej znajomości własnego organizmu. Kluczem jest poświęcenie swojego czasu na to, aby jak najwięcej nauczyć się o samej chorobie i o własnym organizmie. Wydaje się jednak, że to mały koszt, aby zyskać spokój i świadomości, że kontrolujemy siebie w 100%. To chyba jest właśnie ten kamień milowy, który pozwoli nam rozwijać się dalej i myśleć nie tylko o chorobie, ale żyć z nią, a nawet mimo niej rozwijać swoje pasje i zainteresowania. A jeżeli czujesz, że

46

masz w sobie zbyt mało samodyscypliny, to znajdź kogoś, z kim będziesz mógł się wzajemnie wspierać i razem dążyć do osiągnięcia zamierzonego celu. Z własnego przykładu wiem, że zupełnie nie nadaję się do uprawiania sportu w samotności. Ćwiczenia na siłowni, bieganie to kompletnie nie dla mnie! Ja najlepiej czuję się w grupie ludzi i tylko wtedy jestem najbardziej efektywna, a co więcej, mam z tego ogromną przyjemność i relaks. To jest klucz do mojego sukcesu – odnalezienie swojej indywidualnej drogi osiągnięcia postawionego sobie celu. Mam nadzieję, że wszystkie osobiste i zawodowe cele czytelników ,,Gorzkiej Czekolady” zostaną osiągnięte i oby za rok o tej porze każdy z nas mógł powiedzieć, że jest z tej zmiany zadowolony.

Kobiet borykających się z problemem cukrzycy w czasie ciąży są w Polsce tysiące. Dzięki prostym badaniom łatwo jest wykryć i zapobiec skutkom tej przypadłości. W tym szczególnym dla kobiety okresie istotny jest dostęp do nowoczesnej terapii i sprzętu medycznego. To właśnie dlatego fundacja Jurka Owsiaka postanowiła im pomóc. W TYM ROKU NAJWIĘKSZA „ORKIESTRA ŚWIATA” POMOŻE KOBIETOM CHORYM NA CUKRZYCĘ. DLACZEGO AKURAT IM? Jest to wynik akcji prowadzonej przez nas już od kilku lat. Trzeba powiedzieć głośno, że pompy insulinowe zakupione przez nas dla kobiet w ciąży świetnie się sprawdzają. Chcemy rozszerzyć ten program z dwunastu województw na wszystkie. Chcemy uświadomić wszystkim kobietom, że dzięki Fundacji mają prawo do nieodpłatnego wypożyczania pomp na okres przedciążowy, na cały czas ciąży i na krótki okres po porodzie. Jesteśmy w stanie kupić dodatkową ilość urządzeń, aby starczyło dla wszystkich potrzebujących. Efekt korzystania z pomp jest rewelacyjny i dla samych matek, i dla dziecka. Dziecko rodzi się zdrowe, prawidłowo rozwija się w ciąży i dlatego tym właśnie chcemy się zająć. HASŁO TEGOROCZNEGO FINAŁU WOŚP TO „WYGRAMY Z CUKRZYCĄ”. JAK MOŻNA Z NIĄ WYGRAĆ? Co roku od wielu lat prowadzimy bieg „Policz się z cukrzycą”, mówimy ludziom, że cukrzycę pierwszego typu się ma, ale „dwójki” można uniknąć. W zdrowym ciele zdrowy duch, a aktywne życie połączone z prawidłową dietą pomoże nam uniknąć kłopotów. Propagujemy ideę, aby na opakowaniach z żywnością znalazły się przeliczniki diabetologiczne. Mówimy ludziom, że można pokonać cukrzycę m.in. dzięki nowoczesnej technologii. Postęp w leczeniu cukrzycy jest tak ogromny, że pozwala na bardzo wiele. Trzeba jedynie uświadomić ludziom, że można korzystać z nowoczesności.


LOOKIER akcja

SŁODKA WIELKA ORKIESTRA O tym, że Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy będzie grać do końca świata i o jeden dzień dłużej, wie każdy. Jednak zanim doczekamy się tej odległej daty, warto wybrać się na dwudziesty finał Orkiestry. Jak zwykle będzie muzyka, wbrew warunkom pogodowym gorąca atmosfera, oraz oczywiście zbiórka na szczytny cel. Tym razem Orkiestra zagra m.in. dla kobiet ciężarnych z cukrzycą. Fundacja WOŚP ma bardzo ambitne plany: poprzez zakup kilkuset pomp insulinowych chce pokryć w 100 proc. zapotrzebowanie na te urządzenia cierpiących na cukrzycę matek. Trzymamy kciuki i zachęcamy do udziału! XX FINAŁ WIELKIEJ ORKIESTRY ŚWIĄTECZNEJ POMOCY – 8 STYCZNIA 2012 – CAŁA POLSKA I NIE TYLKO

Szalone

BĘBNY Yamato występowali już w Polsce, i to z ogromnym sukcesem. Teraz grupa japońskich bębniarzy grających na tradycyjnych bębnach taiko powraca z nowym spektaklem pt. „Gamushara”. Yamato to dźwięki bębnów, dźwięki tradycyjnych instrumentów strunowych, a przede wszystkim niezwykłe widowisko. To także niezwykłe interpretacje muzycznej tradycji Kraju Kwitnącej Wiśni. Artyści przy użyciu kilku tuzinów bębnów przekazują nam tyle energii, że nic dziwnego, że po każdym spektaklu wypoczywają przez całe 12 godzin. Muzyka, akrobacje i humor, a także kolorowe japońskie stroje uzupełniają widowisko.

YAMATO, „GAMUSHARA” – 16 MARCA – ZABRZE, DOM MUZYKI I TAŃCA; 18 MARCA – WARSZAWA, SALA KONGRESOWA; 20 MARCA – POZNAŃ, HALA ARENA.

Rozśpiewana

„SOLIDARNOŚĆ”

Polski musical i to na miarę popularnego „Metra”? Taką gratkę wielbiciele tego gatunku będą mogli zobaczyć już w styczniu. „Nie ma SOLIDARNOŚCI bez miłości!” to widowisko muzyczne oparte na faktach polskiego sierpnia 1980 r. w Stoczni Gdańskiej. Obok historycznych wydarzeń nie zabraknie również romantycznej historii. W rolach głównych zobaczymy m.in. Cezarego Żaka, Marię Niklińską, Julię Kołakowską. Usłyszymy takie klasyki, jak „Przeżyj to sam” zespołu Lombard czy „Mury” Jacka Kaczmarskiego. „NIE MA SOLIDARNOŚCI BEZ MIŁOŚCI!” – PRAPREMIERA 21 STYCZNIA 2012 – WARSZAWA, TEATR PALLADIUM

Już na początku roku w sklepach pojawi się długo wyczekiwany album wyjątkowej skrzypaczki Emily Autumn pt. „F.L.A.G.”. To nie koniec dobrych wiadomości dla fanów artystki, bo już w marcu będą mogli ją zobaczyć na żywo. Autumn podczas swojego jedynego polskiego koncertu zaprezentuje się w towarzystwie „The Bloody Crumepts”, czyli swoich demonicznych wokalistek i tancerek. Bo jej koncerty to nie tylko muzyka, ale także wyjątkowa oprawa sceniczna, choreografia i scenografia. EMILY AUTUMN, „F.L.A.G. TOUR” – 20 MARCA 2012 – WARSZAWA, KLUB PROGRESJA

Hołd dla Króla Popu Pomoc w rytmie reggae

„Afryka Reggae Festiwal”, dawniej znany jako „Africa is Hungry”, to połączenie festiwalu i akcji dobroczynnej. Ta jedna z największych imprez reggae w kraju gości największe gwiazdy gatunku zarówno z Polski, jak i z całego świata, a dochód z niej przekazywany jest najbiedniejszym krajom Afryki, gdzie wydawany jest na prowadzenie szpitali i sierocińców. Festiwal współpracuje z Polską Akcją Humanitarną. „AFRYKA REGGAE FESTIWAL” – 27–28 STYCZNIA 2012 – TORUŃ, KLUB OD NOWA

Show „Forever King of Pop” to hołd złożony Michaelowi Jacksonowi. Spektakl pokazuje jedną z największych postaci w historii popu za pomocą muzyki, tańca, śpiewu wokalistów i chóru gospel. Podczas show usłyszymy „Billie Jean”, „Beat It”, „Bad”, „ABC”, „I Want You Back”, „Smooth Criminal”, „Human Nature” i inne. Spektakl wyprodukowany został pod patronatem i przy współpracy Jackson Family Foundation. „FOREVER KING OF POP” – 13, 14 MARCA – WARSZAWA, SALA KONGRESOWA; 16 MARCA – GDAŃSK/SOPOT, ERGO ARENA; 18 MARCA – BYDGOSZCZ, HALA „ŁUCZNICZKA”; 20 MARCA – ZIELONA GÓRA, HALA WIDOWISKOWO-SPORTOWA; 22 MARCA – WROCŁAW, HALA STULECIA; 24 MARCA – ZABRZE, DOM MUZYKI I TAŃCA W ZABRZU.

Robert Iwański

ORGANIZATOR AFRYKA REGGAE FESTIWAL Dla kogo gra w tym roku „Afryka Reggae Festiwal”? Jak co roku gramy dla Afryki Południowej i zbieramy pieniądze na kolejną studnię w Sudanie, którą chcemy wybudować przy pomocy Polskiej Akcji Humanitarnej. Koszt takiej studni to około 15 tys. dolarów. W zeszłym roku udało się ukończyć budowę jednej studni, pieniądze na nią zbieraliśmy trzy lata. Korzysta z niej dziennie około 500 osób.

Kto przychodzi na „Afryka Reggae Festiwal”? Przekrój wiekowy jest bardzo szeroki. Początki reggae w Polsce to lata 80. Ci ludzie mają teraz po 50–60 lat i przychodzą ze swoimi dziećmi, a nawet wnukami – jest to więc już trzecie pokolenie. Dochód z biletów na festiwal chcemy przeznaczyć na kolejną studnię. Cel był zawsze taki sam: pomagać Afryce.

47


LOOKIER noty MAGDALENA KACALAK

wystawa, książka Ermutigung WOLFGANG TILLMANS, ZACHĘTA

Jeśli coś można uznać za wydarzenie jesienno-zimowego sezonu, to właśnie indywidualną wystawę Tillmansa w Zachęcie. Dla wielu Tillmans to postać kultowa, niespieszny obserwator rzeczywistości, ironiczny komentator absurdu życia i poeta smutku. Do 29 stycznia możemy oglądać jego prace w warszawskiej Zachęcie. Pierwsze skojarzenie, gdy patrzymy na dwóch całujących się chłopców, to nie uczucie podglądania, tylko współuczestnictwo w cudzej intymności. W latach 90. artysta, na stałe poruszający się między Berlinem a Londynem, portretował zamknięte środowiska, outsiderów, swoich przyjaciół. To przysporzyło mu kultowej sławy podobnej do Nan Golin, choć jest to artysta zupełnie innego rodzaju. Trudno określić interesujący go zakres tematyczny – porusza się między reportażem, portretem, detalem, fotografią modową i abstrakcyjną. Tillmans zafascynowany jest fotografią jako medium. Naciśnięcie migawki to u niego konsekwencja pewnego procesu myślowego, a zarazem nie koniec, tylko początek pracy. Tillmans tworzy bowiem swoje zdjęcia podczas wywoływania. To, jak bawi się kolorem, kadrem czy sposobem wystawienia zdjęcia, jest tak samo znaczące jak przedstawiane miejsce czy człowiek. Każda wystawa Tillmansa jest wyjątkowa, każda przygotowywana specjalnie dla miejsca, w którym się pojawi. Wielkoformatowe odbitki wiszą obok przyklejonych taśmą samoprzylepną pocztówek i wycinków z gazet. Układ wygląda na chaotyczny, ale to celowe działanie artysty, który daje nam pole do popisu dla interpretacji. Tillmans chętnie wypowiada się w kwestiach politycznych, choć raczej nakreślając sytuację, niż dając gotową odpowiedź na stawiane pytania. Podczas ostatniego pobytu w Polsce, w kwietniu 2010 r., fotograf był świadkiem wydarzeń, które miały miejsce wokół katastrofy smoleńskiej – wydarzenia te udokumentował podczas wędrówek po mieście z oprowadzającym go Karolem Radziszewskim. Warto zobaczyć Warszawę widzianą jego oczami.

kulturoznawczyni, dziennikarka

W Zachęcie, na prawie 700 m², Tillmans prezentuje kompozycję stworzoną specjalnie dla sal galerii i ukazującą tematy oraz motywy fotograficzne zajmujące go w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Na wystawie znalazły się abstrakcyjne fotografie z serii „paper drops” i „Freischwimmer”, jak i wybór najnowszych prac – „Weltbilder”. Można także zobaczyć pięć prac wideo artysty oraz „truth study center tables”, czyli instalacje na stołach, które na podobieństwo archiwum dokumentacyjnego łączą fotografie z wycinkami prasowymi, fotokopiami, drukami offsetowymi i ulotkami.

Mozaika. Śladami Rechowiczów MAX CEGIELSKI, WYDAWNICTWO W.A.B.

Ocalmy przeszłość od zapomnienia. Kilka lat temu w Warszawie stoczono przegraną walkę o ocalenie kultowego miejsca, Supersamu na ul. Puławskiej. Przy okazji przypomniano sobie o artystycznym małżeństwie Rechowiczów, którzy byli autorami mozaiki wewnątrz budynku. Od tego czasu Max Cegielski, przyjaciel wnuka Hani i Gabra prowadził drobiazgowe śledztwo, próbując uchwycić ich fenomen. Za ich historią nie kryje się jednak tajemnica, nie było żadnej tragedii ani wielkiego sukcesu, więc właściwie trudno dociec, czego Cegielski szuka, co go pcha dalej. W końcu dociera do nas, że to tak naprawdę wędrówka dziennikarza w głąb samego siebie. Cegielski próbuje zrozumieć, jakimi torami porusza się ludzkie życie, jak tworzy się pamięć o nim, w którym momencie kariera zaczyna przygasać, kiedy zaczynamy się starzeć. Patrząc na cierpiącego z bólu Gabra, ekscentryczną Hanię i na swoją małą córkę, próbuje ukonstytuować się w czasie, osadzić siebie w swoim, na przekór wszystkiemu, starzeniu się. Przy tym odkrywa dla nas zupełnie zapomnianą parę niezwykle barwnych, oryginalnych, żyjących właściwie poza rzeczywistością ludzi, którym udało się stworzyć własny świat, poza modą, polityką, poza czasem i poza sztuką nawet.

JAKUB DUSZYŃSKI

film

dyrektor artystyczny Gutek Film, prowadzący cykl „Kino Mówi” w stacji Ale Kino!

Człowiek z Hawru

Wstyd

PREMIERA 6 STYCZNIA 2012

PREMIERA 24 LUTEGO 2012

Rok 2012 zaczniemy od premiery najnowszego filmu mistrza czarnego humoru Akiego Kaurismakiego – „Człowiek z Hawru”. Ta czarna komedia z elementami kryminału wydaje się, jak do tej pory, jego najbardziej przystępnym i komercyjnym filmem. Kaurismaki ma w Polsce grono wiernych fanów za sprawą swoich wcześniejszych filmów, m.in. „Leningrad Cowboys” i „Człowiek bez przeszłości”.

Koniec lutego to premiera długo wyczekiwanego „Wstydu” z Michaelem Fassbenderem i Carey Mulligan w rolach głównych. Brandon, dobrze sytuowany 30-latek z Nowego Jorku, prowadzi pozornie idealne życie. W rzeczywistości jest jednak seksoholikiem uzależnionym od internetowej pornografii i niezdolnym do stworzenia bliskiej relacji z kobietą w prawdziwym świecie. Kiedy do Brandona wprowadza się siostra w tej roli Mulligan mężczyźnie wszystko zaczyna wymykać się spod kontroli.

Moja łódź podwodna

Czarny koń

PREMIERA 27 STYCZNIA 2012

PREMIERA 9 MARCA 2012

20 lutego w kinach najlepsza niezależna brytyjska komedia od lat – „Moja łódź podwodna”. To film w stylu najlepszych produkcji Wesa Andersona z Sally Hawkins w jednej z głównych ról. 15-letni Oliver Tate ma w życiu dwa cele: stracić dziewictwo przed kolejnymi urodzinami i nie dopuścić, by matka porzuciła ojca dla jej nauczyciela tańca. „Moja łódź podwodna” to reżyserski debiut Richarda Ayoade, który do tej pory był scenarzystą, realizował również teledyski m.in. grupy Arctic Monkeys.

Kolejna propozycja na luty to również komedia. „Czarny koń” Todda Solondza to opowieść o neurotycznym trzydziestolatku – w tej roli Justin Bartha – który nie potrafi wyprowadzić się od rodziców, aż do momentu, gdy spotyka dziewczynę w swoim wieku równie przywiązaną do rodzinnego domu jak on. W rolach rodziców zobaczymy Mię Farrow i Christophera Walkena.

48


POD pokrywką

A

STR. 49–51

neta

ŁAŃCUCHOWSKA

DIETETYK, PORADNIA DIETETYCZNA „HÄLSA”

Zima nie sprzyja dobrym zwyczajom żywieniowym. W sklepach brakuje świeżych warzyw, a smak tych, które są dostępne, pozostawia wiele do życzenia. Wzmaga się apetyt, a ilość okazji do aktywności fizycznej drastycznie maleje, bo minusowa temperatura i mrok za oknem nie zachęcają do wychodzenia na dwór na dłużej niż to konieczne.

A

www.halsa.pl STR. 52–53

GATA

JĘDRASZCZAK

ie dajmy się jednak zwieść tym pozorom! Zima wcale nie musi być równoznaczna z kulinarną monotonią i dodatkowymi kilogramami, których zrzucenie będziemy musieli przepisywać z roku na roku na nową listę noworocznych postanowień. PASJONATKA DOBREJ KUCHNI

Zimnych uszu i dreszczy dostajemy niestety w pakiecie z zimową, burą pogodą za oknem. Istnieją jednak (na szczęście!) sposoby na pokonanie nie tylko pierwszych objawów chandry z nią związanych, ale nawet niewielkiego przeziębienia. I na dodatek w pysznym stylu! kuchniaagaty.blogspot.com

Zimą potrzebujesz mniej

Panuje powszechne przekonanie, że zimą powinniśmy więcej jeść, ponieważ organizm potrzebuje więcej energii na wytwarzanie większej

49


POD pokrywką

Zimowe ŚWIEŻYNKI

Wbrew powszechnej opinii, zima nie jest martwym sezonem, w którym nic nie rośnie i nie zbiera się plonów. I nie mówimy tu o sztucznie hodowanych pomidorach czy sałacie. Te lepiej jeść, gdy dojrzewają na polu w słońcu. Zima to pora zbioru warzyw, które choć nie tak liczne, to są prawdziwymi bombami wartości odżywczych.

Jarmuż

Gdy mróz zmiata ze straganów zieleninę, wówczas pojawia się on. Jarmuż preferuje klimat chłodniejszy, dlatego nie znajdziemy go w tropikach. Najlepiej smakuje w czasie zimy i wówczas jest dostępny w sprzedaży! Zawiera silne przeciwutleniacze i właściwości przeciwzapalne. Jest bogatym źródłem witaminy K, witaminy C, karotenoidów (β-karotenu, luteiny, zeaksantyny), a także wapnia i żelaza. Podobnie jak brokuły i inne warzywa kapustowate zawiera sulforafan, związek posiadający właściwości przeciwnowotworowe. Świetny do surówek, sałatek i zup.

Cykoria

Tę roślinę sieje się wiosną, by przez całe lato pięknie się zieleniła. Jesienią wykopuje się jej korzeń, by zimą wyrosła z niego dopiero kolba cykorii, którą znamy. Tylko zimową porą cykoria jest tak chrupka i lekko gorzka. Dzięki zawartości goryczki – intybiny i inuliny – wpływa dodatnio na tworzenie się czerwonych ciałek krwi, przewód pokarmowy, wątrobę i nerki. Co ważne, jest też zasadotwórcza. Zawiera m.in.: sód, potas, magnez, mangan, żelazo, miedź, cynk, fosfor, chlor, karoten, witaminy: B1, B2, C oraz kwasy: nikotynowy i szczawiowy.

50

Kiszonki

Trudno pisać o nich jako o zimowych warzywach sezonowych, ale czyż to nie zimą smakują najlepiej? Są zdecydowanie bardziej godne polecenia niż warzywa konserwowane octem. Poza popularnymi u nas ogórkami i kapustą, kisić możemy również paprykę, marchew, brukiew, czosnek, cukinie, buraki, a nawet śliwki. Proces kiszenia nie powoduje utraty witamin i składników mineralnych. Co więcej, ilość witamin C i B podwaja się! Dla diabetyków istotne powinno być też to, że podczas kiszenia spada w roślinach zawartość cukrów, a co za tym idzie – są mniej kaloryczne i lżej strawne. Kwas mlekowy wytworzony w kiszonkach ma właściwości odtruwające i oczyszczające organizm. Zawarta w nich acetylocholina reguluje ciśnienie krwi i ma dobroczynny wpływ na pracę jelit, zapobiegając zaparciom.


POD pokrywką

ilości ciepła. Niemal namacalnym dowodem na potwierdzenie tej teorii jest większy apetyt. Jest ona także dobrą wymówką, żeby nie stosować narzuconych sobie reżimów żywieniowych. Niestety, hipoteza ta mija się z prawdą i to z wielu powodów. Po pierwsze, większość z nas tak naprawdę nie spędza długich godzin na mrozie, dzień w dzień. Zwykle, gdy jest zimno, robimy wszystko, żeby skrócić czas pobytu na dworze i większość czasu spędzamy w nagrzanych wnętrzach, co z kolei oznacza, że mniej się ruszamy, a więcej siedzimy. W związku z tym zimą nasze zapotrzebowanie energetyczne tak naprawdę maleje. Po drugie, zużycie energii na ogrzewanie ciała to tylko niewielki procent ogólnej sumy energii wydatkowanej przez organizm na podtrzymanie podstawowych procesów życiowych. Znacznie bardziej energochłonnym procesem jest chłodzenie ciała i wydzielanie potu, dlatego na przekór naturalnym odczuciom, to latem, podczas upałów zapotrzebowanie energetyczne się zwiększa.

PROCES KISZENIA NIE POWODUJE UTRATY WITAMIN I SKŁADNIKÓW MINERALNYCH. CO WIĘCEJ ILOŚĆ WITAMIN C I B PODWAJA SIĘ! DLA DIABETYKÓW ISTOTNE POWINNO BYĆ TEŻ TO, ŻE PODCZAS KISZENIA SPADA W ROŚLINACH ZAWARTOŚĆ CUKRÓW.

Przetrwać zimę

Wiemy już, że powinniśmy jeść mniej. Pozostaje pytanie, co jeść, skoro repertuar dostępnych w sklepach warzyw drastycznie się zmniejsza wraz ze spadkiem temperatury. Pamiętajmy, że nasi pradziadkowie zimą skazani byli na jedzenie ogórków kiszonych, ziemniaków i niewielkiej ilości odpornych na zepsucie warzyw. My mamy do wyboru różnego rodzaju mrożonki, kiełki, kiszonki, a także warzywa i owoce importowane z krajów, gdzie o tej porze roku nie trzeba nosić ciepłej kurtki. Zatem nie powinniśmy narzekać. Egzotyczne owoce z dalekich krajów są polecane o każdej porze roku. Spora część z nich (np. mango, banany czy winogrona) ma wprawdzie wysoki indeks

NIE MUSIMY ZA TO OBAWIAĆ SIĘ MROŻONEK. WARZYWA I OWOCE ZWYKLE ZAMRAŻA SIĘ TUŻ PO ZBIORZE, A WIĘC WTEDY, GDY MAJĄ NAJWIĘCEJ WITAMIN.

glikemiczny, ale za to zawierają one dużo cennych witamin i minerałów. Z kolei jeśli chodzi o importowane warzywa, to ich smak często nie zachwyca. Dzieje się tak dlatego, że zwykle dojrzewają one sztucznie przy użyciu specjalnych gazów. Nie stają się szkodliwe, ale mogą zawierać dużo mniej substancji odżywczych, bo są zbierane przed zakończeniem dojrzewania, kiedy to powstają niektóre związki chemiczne odpowiedzialne za smak i zapach, a także witaminy.

Mrożonkom i kiszonkom mówimy TAK!

Nie musimy za to obawiać się mrożonek. Warzywa i owoce zwykle zamraża się tuż po zbiorze, a więc wtedy, gdy mają najwięcej witamin. Wstępna obróbka polega na płukaniu, czasem także blanszowaniu, czyli traktowaniu gorącą parą wodną lub wodą, w celu zniszczenia mikroorganizmów. Proces blanszowania może wprawdzie negatywnie wypływać na ilość niektórych witamin, ale w nieznacznym stopniu. Dobrym wyborem są także wszelkiego rodzaju kiszonki, przede wszystkim kiszone ogórki i kapusta. Są one doskonałym źródłem witamin, a bakterie, które hamują procesy gnilne i konserwują kiszonki, chronią przewód pokarmowy przed rozwojem niepożądanej mikroflory, podobnie jak te z probiotycznych jogurtów. Ogórki konserwowe i wszystkie warzywa w zalewie octowej nie są już tak polecane. Ocet sam w sobie nie jest zdrowy, a poza tym niszczy witaminy i inne wartościowe substancje zawarte w warzywach. Jeśli ktoś lubi warzywa w zalewie octowej, nie musi z nich rezygnować, ale warto mieć świadomość, że nie zastąpią one prawdziwych.

ryb. Są one źródłem cennych składników, takich jak wielonienasycone kwasy tłuszczowe omega-3 oraz witamina D. Kwasy omega-3 (głównie DHA i EPA) wykazują dobroczynne działanie na mózg i układ naczyniowosercowy – obniżają poziom złego cholesterolu i trójglicerydów we krwi, chronią przed nadciśnieniem i zawałami. Szczególnie ważna zimą jest odpowiednia podaż witaminy D, której ryby są najważniejszym źródłem. W związku z tym, że dzień jest krótszy i rzadziej wystawiamy ciało na działanie promieni słonecznych, musimy dostarczać większe jej ilości z dietą. Zauważono, że zimą wykrywa się znacznie więcej przypadków cukrzycy niż w innych porach roku. Jest to związane z niedoborami witaminy D w tym okresie, ponieważ ma ona między innymi działanie antycukrzycowe – obniża glikemię, zwiększa wrażliwość na insulinę i podnosi tolerancję glukozy. Niedobory witaminy D u diabetyków mogą także sprzyjać rozwojowi miażdżycy. Ryby najbogatsze w witaminę D to między innymi śledzie, łososie oraz sardynki.

Bądź omega – jedz ryby Zimą szczególnie warto zadbać o to, aby w naszej diecie nie zabrakło

51


POD pokrywką

dla każdego

AGATA JĘDRASZCZAK z wykształcenia prawnik, pasjonatka dobrej kuchni, bloggerka

52

...nic trudnego

1.

2.

3.

Do szklanki włóż gałązkę melisy i 2 spore kawałki skórki okrojonej z wcześniej dokładnie umytej i sparzonej cytryny (lub całe plasterki owocu). Zalej wrzątkiem, pij ciepły napój.

Imbir obierz ze skórki, ukrój 5 cienkich plastrów, włóż do szklanki. Dodaj kilka (ok. 4) gałązek świeżego tymianku. Zalej wrzątkiem, pozwól naparowi naciągnąć, pij ciągle ciepły napój.

Jabłko wraz ze skórką pokrój w bardzo cienkie (ok. 1–2 mm) plastry. Ułóż je na papierze do pieczenia, na blasze, i piecz aż staną się zupełnie suche w piekarniku nagrzanym do 90 ºC (ok. 1 h). Wystudzone i wysuszone kawałki owocu włóż do szklanki wraz z 2 kawałkami skórki okrojonej z wcześniej dokładnie umytej i sparzonej pomarańczy. Dołóż laskę cynamonu, zalej wrzątkiem, pij ciepły napój.

HERBATKA Z MELISĄ I SKÓRKĄ CYTRYNOWĄ

HERBATKA TYMIANKOWO-IMBIROWA

NAPÓJ Z SUSZONYCH JABŁEK, SKÓRKI POMARAŃCZOWEJ I CYNAMONU


POD pokrywką

Czy wiesz, że... Kiełki!

imnych uszu i dreszczy dostajemy niestety w pakiecie z zimową, burą pogodą za oknem. Istnieją jednak (na szczęście!) sposoby na pokonanie nie tylko pierwszych objawów chandry z nią związanych, ale nawet niewielkiego przeziębienia. I na dodatek w pysznym stylu! Na rozgrzewkę w zdrowym stylu proponuję aromatyczne napoje, skomponowane w 100% z naturalnych składników. Po pierwsze, ciepły napar o cytrynowym zapachu z działającą wyciszająco i przeciwgorączkowo melisą, skomponowaną z cytrynową skórką. Druga propozycja zawiera gałązki tymianku (o właściwościach antybakteryjnych oraz przeciwkaszlowych) i rozgrzewający, pikantny korzeń imbiru. Trzecia propozycja jest typowo świąteczna: suszone jabłka ze skórką pomarańczy i laską kory cynamonowej – ta herbatka nie tylko zniewalająco pachnie, ale i wygląda na tyle dostojnie, że można ją z powodzeniem podać nawet na przyjęciu. Ostatnim moim pomysłem jest własnoręcznie przygotowana mieszanka czarnej herbaty (polecam Darjeeling) z korzennymi przyprawami: goździkami i egzotycznym kardamonem o niesamowitym, korzennym aromacie. Mam nadzieję, że te przepisy staną się dla Was inspiracją do tworzenia własnych zdrowych „drinków”. Niech plastry pomarańczy, imbir, goździki, melisa i inne zioła staną się zachętą do dalszego eksperymentowania. Przekonacie się, że stanowią świetną bazę do przygotowywania wielu rozgrzewających napojów. Każdy z nich możecie oczywiście doprawić słodzikiem lub odrobiną miodu czy syropu klonowego.

4.

CZARNA HERBATA Z KARDAMONEM I GOŹDZIKAMI Na 10 g herbaty dodaj 5 goździków i 1 rozdrobnione nasiono kardamonu. Połącz wszystkie składniki, przesyp do szczelnego słoiczka. Na szklankę napoju zużyj ok. ½ łyżeczki mieszanki. Możesz dodać także nieco świeżo utartej gałki muszkatołowej lub mielonego cynamonu.

Owoce i warzywa w czasie zimowego przechowywania są mniej wartościowe i mniej smaczne, zmniejsza się w nich zawartość witamin i innych składników. Te sprowadzane z zagranicy są najzwyczajniej drogie. Z tego powodu dobrze jest w okresie zimy i wczesnej wiosny uzupełniać dietę w kiełki, które są bogate w cenne dla zdrowia witaminy A, B, C, E, H (rekordową zawartość witaminy C mają kiełki rzodkiewki: 61,2 mg w 100 g, dla porównania korzeń rzodkiewki ma jej trzy raz mniej). Skiełkowane nasiona zbóż i warzyw zawierają także duże ilości mikro- i makroelementów: wapnia, żelaza, siarki, magnezu, potasu oraz biotynę, cynk, selen, lit i chrom (największą zawartość magnezu mają kiełki pszenicy: 66,2 mg w 100 g). Ilość tych składników zależy oczywiście od tego jakie nasiona kiełkujemy. Co więcej, sam proces kiełkowania powoduje, że zgromadzone w nasionach składniki odżywcze ulegają przemianom w związki łatwo przyswajalne przez organizm.

Kiełki znane są w Chinach od tysięcy lat, dzisiaj stosowane są coraz szerzej na całym świecie. Można je hodować w domu i w zależności od temperatury, nasilenia światła oraz rodzaju nasion zarodki po 2–7 dniach nadają się do zbioru. Najprostszym sposobem jest hodowla kiełków na sitku. Wystarczy 1–2 łyżki namoczonych nasion wysypać na sitko i następnie umieść je z sitkiem w innym naczyniu, np. słoiku lub misce z wodą. Pamiętaj o płukaniu nasionek najlepiej 2 razy dziennie.

Jakie nasiona warto kiełkować: RZODKIEWKĘ, LUCERNĘ, PSZENICĘ, BROKUŁ, CIECIERZYCĘ, FASOLĘ MUNG, SŁONECZNIK Najłatwiejsze w hodowli są kiełki z nasion soczewicy, rzodkiewki i fasoli mung. Jeśli nie masz doświadczenia w kiełkowaniu nasion, nie zaczynaj od kiełkowania słonecznika, gdyż jest on bardzo podatny na pleśnie. Zawsze na początku przepłukuj zakupione nasiona pod bieżącą wodą w celu zmycia z nich mikroflory. Nigdy nie stawiaj naczynia z kiełkującymi nasionami na parapecie i nie wystawiaj ich na działanie bezpośredniego słońca. Może to spowodować powstanie pleśni, a w niektórych przypadkach utratę wartości odżywczych i walorów smakowych (będą gorzkie). Zdecydowanie lepiej przysłuży im się półcień. Kiełki możesz przechowywać w lodówce nawet przez tydzień, pamiętaj jednak, aby je wcześniej osuszyć. Pe.El.

53


SZARE komórki

O W lga

Pamiętasz, kto w życiu okłamał Cię najbardziej dotkliwie? Oszukał, zmanipulował, wykorzystał Twoją naiwność?

54

Laureatka konkursu „Popularyzator Nauki” Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz serwisu „Nauka w Polsce” Polskiej Agencji Prasowej. Zwyciężczyni konkursu organizowanego przez Polskie Stowarzyszenie Dziennikarzy Naukowych na najlepszy tekst popularnonaukowy w polskiej prasie. W latach 2008 i 2009 nominowana do nagrody Grand Press w kategorii dziennikarstwo specjalistyczne.

oźniak

ie możesz tego pamiętać. Zrobiła to bowiem twoja własna pamięć. I oczywiście dla twojego dobra. Przykłady? Bardzo proszę! Jeśli jesteśmy nieszczęśliwi w związku, często zaczyna nam się wydawać, że już na początku „coś” było nie tak. Ci studenci, którzy dobrze zdają egzamin, wyolbrzymiają swój lęk przed nim, by mieć poczucie, że udało im się dokonać czegoś naprawdę wielkiego. Gdy na przestrzeni lat zmieniamy poglądy polityczne, te dawne pamiętamy jako bardziej podobne do dzisiejszych, niż były w rzeczywistości. Często wyolbrzymiamy przeszkody, które nie pozwoliły nam zrobić czegoś, co powinniśmy. Dlaczego? By mieć lepszy obraz siebie. O nasze mniemanie o sobie dba ukryte w podświadomości „ja”. Ono nie pozwoli przyznać się przed samym sobą, że zachowaliśmy się jak ostatnie bydlę. Zaprzeczy, że oszukiwaliśmy. W przypadku kłamstw, kradzieży, zdrad znajdzie okoliczności łagodzące. Wyszuka argumenty, dzięki którym nasze podłe zachowanie ujrzymy w lepszym świetle. Zagłuszy wyrzuty sumienia. Skoryguje. Wybieli. Struktura naszego „ja” tworzy się w dzieciństwie i rozwija się przez całe życie. Psychologowie opisują ją jako zbiór wyobrażeń, które mamy o sobie samych. Gdy się ukształtuje, stanowi pryzmat, przez który odbieramy inne doświadczenia – od niej zależy, jakie nadajemy im znaczenia i czy są przez nas łatwo czy trudno zapamiętywane. Nasze „ja” jest zatem obrazem nas samych, który musi być jasny, konsekwentny i spójny. Jest podstawą naszej samooceny. Dlatego wciąż wymaga dowodów, że jest dobre i wartościowe. Jeśli coś zaczyna zagrażać temu wizerunkowi, robi wszystko, by do tego nie dopuścić. Manipuluje pamięcią. Wymazuje fakty. Retuszuje wspomnienia.

Psychologowie nazywają ten mechanizm „totalitarnym ego”. Bo zachowuje się jak historycy w kraju o totalitarnym ustroju, którzy manipulują przeszłością, by lepiej pasowała do teraźniejszości. Gdyby jeszcze – jak nasza pamięć – umieli zaszczepiać fałszywe wspomnienia! Naszym mózgom daleko do obiektywności maszyn. Znajdujące się w nich zapisy zdarzeń od samego początku nie są „czyste”. Przed zapamiętaniem podlegają poważnemu ocenzurowaniu lub interpretacji. Wyobraźmy sobie, że oglądamy mecz, w którym sędzia uznaje kontrowersyjnego gola. Jeśli strzeliła nasza drużyna, zapamiętujemy, że sędzia był sprawiedliwy. Jeśli natomiast strzeliła drużyna przeciwna, uznajemy, że sędzia na pewno został przekupiony. Takie przekonanie o tym człowieku będzie nam towarzyszyć, gdy już sami zapomnimy, co leżało u jego podstaw. Proces wprowadzania przekłamań do pamięci wzmaga się też podczas przypominania sobie danego zdarzenia. Gdy opowiadamy o nim komuś, zwykle trochę dodajemy, ujmujemy, naciągamy fakty, ubarwiamy. Taka nowo zredagowana wersja zdarzenia znów trafia do naszej szafy wspomnień. Nie tylko odkurzona – także nieco „ulepszona”. Gdy sięgniemy po to zdarzenie po raz kolejny, możemy dostać ową drugą wersję, „nadpisaną” na oryginalną. W takich warunkach doprawdy niewiele trzeba, by powstały wspomnienia całkowicie nieprawdziwe. A to znaczy, że człowiek bardziej boi się tworów własnego umysłu niż rzeczywistości.


Niezb´dna na ból brzucha w domu i w podró˝y

Likwiduje bóle brzucha. Działa, bo rozkurcza! • kolka jelitowa • kolka wàtrobowa • kolka nerkowa • ból p´cherza moczowego • ból menstruacyjny NO-SPA®, 40 mg tabletki; ka˝da tabletka zawiera 40 mg chlorowodorku drotaweryny. Substancje pomocnicze: laktoza jednowodna. Wskazania do stosowania: Stany skurczowe mi´Êni gładkich zwiàzane z chorobami dróg ˝ółciowych: kamicà dróg ˝ółciowych, zapaleniem p´cherzyka ˝ółciowego, zapaleniem okołop´cherzykowym, zapaleniem przewodów ˝ółciowych, zapaleniem brodawki Vatera; stany skurczowe mi´Êni gładkich dróg moczowych: kamica nerkowa, kamica moczowodowa, zapalenie miedniczek nerkowych, zapalenie p´cherza moczowego, bolesne parcie na mocz. Jako leczenie wspomagajàce mo˝e zostaç u˝yta bezpiecznie i z po˝àdanym skutkiem: w stanach skurczowych mi´Êni gładkich przewodu pokarmowego: chorobie wrzodowej ˝ołàdka i dwunastnicy, zapaleniu ˝ołàdka, zapaleniu jelit, zapaleniu okr´˝nicy, stanach skurczowych wpustu i odêwiernika ˝ołàdka, zespole dra˝liwego jelita grubego, zaparciach na tle spastycznym i wzd´ciach jelit, zapaleniu trzustki; w schorzeniach ginekologicznych: bolesnym miesiàczkowaniu; w napi´ciowych bólach głowy. Dawkowanie i sposób podawania: DoroÊli: dawka dobowa: 120 do 240 mg w 2-3 dawkach podzielonych. Dzieci: nie stosowaç u dzieci poni˝ej 3. roku ˝ycia. Dzieci od 3. roku ˝ycia do 6 lat: dawka dobowa wynosi 40-120 mg w 2-3 dawkach podzielonych, powy˝ej 6 lat: dawka dobowa wynosi 80-200 mg w 2-5 dawkach podzielonych. Przeciwwskazania: Nadwra˝liwoÊç na substancj´ czynnà lub któràkolwiek substancj´ pomocniczà produktu. Ci´˝ka niewydolnoÊç wàtroby, nerek i serca. Blok przedsionkowo-komorowy II i III stopnia. Nie stosowaç u dzieci poni˝ej 3. roku ˝ycia. Specjalne ostrze˝enia i Êrodki ostro˝noÊci dotyczàce stosowania: Ze wzgl´du na zawartoÊç laktozy produkt leczniczy mo˝e powodowaç dolegliwoÊci ze strony przewodu pokarmowego u pacjentów z nietolerancjà laktozy. Produkt nie powinien byç stosowany u pacjentów z rzadko wyst´pujàcà dziedzicznà nietolerancjà galaktozy, niedoborem laktazy typu Lapp lub z zespołem złego wchłaniania glukozy-galaktozy. Produkt nale˝y stosowaç ostro˝nie u pacjentów z niedociÊnieniem. Produkt nale˝y stosowaç ostro˝nie u dzieci, poniewa˝ nie przeprowadzono badaƒ dotyczàcych działania drotaweryny w tej grupie pacjentów. Nale˝y zachowaç ostro˝noÊç podczas stosowania drotaweryny u kobiet w cià˝y. Nie nale˝y stosowaç drotaweryny w okresie porodu. Działania niepo˝àdane: Badania kliniczne wykazały, ˝e stosowanie drotaweryny mo˝e wywoływaç nast´pujàce objawy, rzadko (≥1/10 000, <1/1000): nudnoÊci, zaparcie, ból głowy, zawroty głowy, bezsennoÊç, kołatanie serca, niedociÊnienie t´tnicze. OTC – produkt leczniczy wydawany bez przepisu lekarza. Przed przepisaniem nale˝y zapoznaç si´ z pełnà informacjà o leku. Podmiot odpowiedzialny: Sanofi-Aventis Sp. z o.o., ul. Bonifraterska 17, 00-203 Warszawa, tel. 22 280 00 00. Pozwolenie na dopuszczenie do obrotu wydane przez Ministra Zdrowia nr: 4377. PL.DROT.10.11.02.

Przed użyciem zapoznaj się z ulotką, która zawiera wskazania, przeciwwskazania, dane dotyczące działań niepożądanych i dawkowanie oraz informacje dotyczące stosowania produktu leczniczego, bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każdy lek niewłaściwie stosowany zagraża Twojemu życiu lub zdrowiu.


Gorzka czekolada nr5  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you