Page 1

wrzesień — październik 2013 Cichocki / Learning from Warsaw / Landry / Szreder / Centrum Architektury / Biskupski / Gruszczyk / Milczanowska / Piekarski

Simone Ruess (→ s. 42) notes.na.6.tygodni.nr.86 | wydawnictwo bezpłatne | ISSN / 1730-9409

ARCHITEKTURA JAKO NARZĘDZIE PROGRAMOWANIA ZMYSŁÓW (→ s. 28)

Learning from Warsaw (→ s. 99)

ZIEMIA PRACUJE! (→ s. 26)

86


Synchronizacja 2013 Projekty dla miast przyszłości

———— Architektura jako narzędzie programowania zmysłów www.synchronizacja.pl

wystawy

publikacja     wydarzenia

czas ————————————————————— 20 lipca – 30 września 2013 ————————————————————— 20 września – 30 listopada 2013

organizator Fundacja Bęc Zmiana

dofinansowano ze środków

miejsce ————————————————————— domek fiński, ul. Jazdów 5a/4 Osiedle Jazdów, Warszawa ————————————————————— Nowy Teatr, Madalińskiego 10/16 Warszawa

partnerzy    


WYDAWCA

Fundacja Nowej Kultury Bęc Zmiana ADRES REDAKCJI

ul. Mokotowska 65/7 00-533 Warszawa t: +48 22 625 51 24, +48 22 827 64 62, m: +48 516 802 843 e: bec@beczmiana.pl TEKSTY

Karol Cichocki, Piotr Drewko, Arek Gruszczyński, Marta Lisok, Magda Roszkowska (orientuj się!), Bogna Świątkowska (redaktor), Szymon Żydek, gościnnie „Praktyka Teoretyczna”. Orientuj się: Informacje i ilustracje pochodzą z materiałów prasowych promujących wydarzenia kulturalne; drukujemy je dzięki uprzejmości artystów, kuratorów, galerii, instytucji oraz organizacji [kulturalnych].

SZEFOWA FNKBZ Bogna Świątkowska bogna@beczmiana.pl BĘC Drążek, Piotr Drewko, Arek Gruszczyński, Paulina Witek, Paulina Jeziorek, Szymon Żydek; Departament Dystrybucji: Paulina Pytel, Tomek Dobrowolski; Bęc Sklep Wielobranżowy: Ewa Paradowska; Departament Publikacji: Ela Petruk, Magda Roszkowska, Paulina Sieniuć. bec@beczmiana.pl Znak FNKBZ Małgorzata Gurowska m_box@tlen.pl

www.beczmiana.pl

Projekt

Laszuk, Hegman JAK OTRZYMAĆ ARCHIWALNY NOTES

Zasil Bęca (ING BŚ 02 1050 1038 1000 0023 3025 8183 z dopiskiem „Na rozwój FNKBZ”) darowizną minimum 13 PLN, prześlij nam o tym wiadomość na adres nn6t@funbec.eu, podaj adres, pod jaki mamy wysłać wybrany przez ciebie numer nn6t, a my wyślemy ci go pocztą priorytetową natychmiast. Większe wpłaty przyjmiemy entuzjastycznie! WYCZERPANIA

Uprzejmie informujemy, że nakład numeru 1, 2, 4, 7, 8, 9, 15, 20, 24_26, 27, 28, 29, 37, 41, 44, 45, 48, 49, 50, 51, 54, 55, 56, 57, 58, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73 został przez was wyczerpany. Bardzo nas to cieszy. Dziękujemy! Notes do pobrania również w wersji elektro: www.issuu.com/beczmiana www.notesna6tygodni.pl REKLAMA

Zamów cennik publikacje@beczmiana.pl DRUK

P.W. Stabil, ul. Nabielaka 16, 30-410 Kraków, tel. +12 410 28 20 Projekt finansowany z dotacji od m.st. Warszawy i Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Bęc Sklep Wielobranżowy łomo aparaty, książki, notatniki, dizajn Warszawa, Mokotowska 65 pon.—pt. 13.00—20.00 www.beczmiana.pl/sklep / + 48 22 629 21 85 Informacje, zamówienia: sklep@beczmiana.pl

BĘC DYSTRYBUCJA KSIĄŻKI, NOTATNIKI, KALENDARZE Informacje, zamówienia, kontakt z księgarniami: dystrybucja@beczmiana.pl

BĘC księgarnia internetowa www.beczmiana.pl/sklep


kalendarz bęca 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30

09 10 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18


JUŻ W SPRZEDAŻY!

Na książkę Rzeczy niepospolite. polscy projektanci XX wieku składają się teksty o twórczości 39 polskich projektantów autorstwa ponad 20 specjalistów. To jedyna tak szeroko zakrojona publikacja o historii polskiego dizajnu przygotowana w ostatnich latach. Zawiera ponad 350 fotografii, w większości wykonanych specjalnie na potrzeby tego wydawnictwa.

www.sklep.2plus3d.pl


THE BEATLES / NAM JUNE PAIK

20.09 / godz. 20.00

KRAFTWERK / AI WEIWEI I INNI

FILMY POKAZYWANE DZIĘKI UPRZEJMOŚCI

ORGANIZATORZY

FINISAŻ

PATRONI

FUNDACJA GALERII FOKSAL

GALERIA SZTUKI WSPÓŁCZESNEJ BWA

/

al. Wojciecha Korfantego 6

/

Katowice


ORGANIZATORZY

PARTNER STRATEGICZNY

PATRONAT HONOROWY

SPONSORZY

SFINANSOWANO ZE ŚRODKÓW

„Europejski Fundusz Rolny na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich: Europa inwestująca w obszary wiejskie”

PARTNERZY

PATRONATY MEDIALNE


Bogactwo oferty czyli internetowy sklep Bęc Zmiany

architektura, dizajn, eksperyment, sztuka, varsaviana, życie społeczne, komiksy, gadżety, notesy i kalendarze

www.beczmiana.pl/sklep


5 Zaw贸d:

13.10 - 8.12.2013

Architekt Muzeum Historyczne m.st. Warszawy Rynek Starego Miasta 28-42

facebook.com/festiwalwarszawawbudowie artmuseum.pl mhw.pl


„Autoportret” to kwartalnik poświęcony przestrzeni, w której żyjemy. Interesują nas związki architektury i polityki, antropologia przestrzeni, wpływ nowych mediów na przestrzeń, architektura współczesna, język, którego używamy, mówiąc o przestrzeni.

Czasopismo dostępne     w salonach empik Zapraszamy do  PRENUMERATY!

prZeSTrZeń jAko TAkA Cena rocznej  prenumeraty – 50 zł

Wszystkie archiwalne artykuły udostępniamy w pdfach za darmo na www.autoportret.pl

2 [41] 2013 Treści bieżących numerów

Chcemy rozumieć przestrzeń.

„Autoportretu” do pobrania

W 2013 r. ukażą się  W numerze: w formie e-booków na jeszce numery: —  Tadeusz Sławek o byciu z przestrzenią, e-sklep.mik.krakow.pl przestrzeń jako taka — Ákos Moravánszky o ujmowaniu przestrzeni – ujmowana teoretycznie w teorii architektury XX wieku, i doświadczana kulturowo — Cosimo Monteleone o tym, dlaczego zrównoważony rozwój Frank Lloyd Wright niszczył pudło, – czy równowaga— jest Harry Mallgrave o kulturze w ogóle możliwa? współczesnej architektury. ograniczenie – minimalizm w życiu, normatyw w architekturze

Wydawca Wydawca

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Dofinansowano ze środków Narodowego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

www.autoportret.pl

www.autoportret.pl


www.aioli-cantine.com fb.com/AioliCantine

Świętokrzyska 18 t. (22) 290 10 20

Najlepsza pizza w Warszawie tel. 537 75 75 75 Dostawy w Śródmieściu, w obrębie ulic: Wybrzeże Kościuszkowskie, Aleja Solidarności, Jana Pawła II / Chałubińskiego, Aleje Jerozolimskie Dostawy od poniedziałku do piątku w godzinach 12.00-18.00


światy

równoległe

w programie m.in.

Rimini Protokoll, Jan Fabre, An Kaler, Milo Rau, Rabih Mroué, Monika Strzępka & Paweł Demirski, Radek Rychcik

Kraków, 16 – 20.10.2013

www.rmnsc.pl, facebook.com/RMNSC.FESTIVAL Organizator

Projekt współfinansowany przez

Partnerzy


komuna// warszawa

re// mix edycja 2013

październik 2013

OPERA RE//MIX Georges Perec Kompozycja i wykonanie:

Woody Alien

Premiera: 5 października

RE//MIX Conrad Drzewiecki Choreografia:

Iwona Pasińska

Premiera: 26, 27 października

bilety 15/10 zł Projekt dofinansowany przez Urząd m.st. Warszawy

Projekt jest realizowany dzięki wsparciu finansowemu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego

ul. Lubelska 30/32 Współpraca

Partner

Patronat medialny

INSTYTUT SZTUK PERFORMATYWNYCH

www.komuna.warszawa.pl


0rientuj się

7—1 No86 / orientuj się


0—1

NOTES MA 10 lAT Z radością informujemy, że z okazji 10-lecia założyliśmy związek zawodowy Notes na 666.


No86 / orientuj się

24—25


0—2

ZIEMIA PRACUJE! październik www.format-p.pl

Siódmy numer humanistycznego magazynu „Format P” Ziemia pracuje! ma formę wystawy-książki, poświęconej konceptualnemu dziedzictwu Roberta Smithsona (1938—1973). — Koncentrujemy się na współczesnych legendach, fikcji oraz zawłaszczeniach związanych ze spuścizną tego radykalnego artysty. Czterdzieści lat po śmierci Smithson jest postacią skrajnie zmitologizowaną, a jego twórczość pozostaje jedną z najbardziej żywotnych legend dwudziestowiecznej sztuki. W polskim piśmiennictwie postać ta pojawia się jednak marginalnie, w wyidealizowany sposób, jako jeden z pionierów sztuki ziemi, autor Spiral Jetty oraz domniemany piewca amerykańskiego krajobrazu. Żaden z tekstów Smithsona nie został dotąd przetłumaczony na język polski — tłumaczy redaktor Sebastian Cichocki. Celem numeru Ziemia pracuje! jest jednak nie tyle zapełnienie tej luki, ile refleksja na temat żywotności idei artysty, krążących w obiegu „z drugiej ręki” — poprzez przekaz ustny, śladową dokumentację czy nawet sfabrykowane informacje. To kolejny rozdział badań i spekulacji wokół projektu intelektualnego, jakim była twórczość Smithsona. Ma on na celu weryfikację pewnych proroctw (dotyczących między innymi architektury, industrializacji i muzeów) głoszonych w tekstach artysty z przełomu lat 60. i 70. XX wieku. W numerze zgromadzone zostały prace ponad dwudziestu artystów i badaczy. Niektórzy z nich, jak Center for Land Use Interpretation czy Cyprien Gaillard, bezpośrednio odnoszą się do Smithsonowskich idei, w większości przypadków jednak owe związki są mniej jednoznaczne. 0—2 Shannon Ebner: Bez tytułu, 2009


No86 / orientuj się

26—27


0—3

ARCHITEKTURA JAKO NARZĘDZIE PROGRAMOWANIA ZMYSŁÓW Domek fiński, ul. Jazdów 5a/4 Nowy Teatr, ul. Madalińskiego 10/16 Pawilon wystawowy SARP, ul. Foksal 18 Jednym z elementów działań kończących 6. edycję festiwalu Synchronicity w okresie września i października będzie debata podsumowująca wakacyjny program dyskusji, wystaw i prezentacji, których centralnym ośrodkiem była przestrzeń domków fińskich na osiedlu Jazdów. W ramach spotkania z architektami, działaczami miejskimi, kuratorami i krytykami sztuki zostaną poruszone tematy m.in. architektury drewnianej w mieście, architektury kolonialnej jako przykładu inżynierii społecznej. Dodatkiem do dyskusji będą wystawy oraz instalacje: wystawa fotografii: Konrad Pustoła – Uzdrowisko; ingerencja dźwiękowa: Patryk Zakrocki- Ściany To Moje Membrany; Interwencje przestrzenne: Rafał Dominik, Agata Wrońska – Żryj Gruz, Ssij Kamienie; kamienna architektura pomnikowa: Marcin Chomicki Justyna Wencel – Architektura Przemiany. Jedną z części projektu będą działania audio-wizualne Dobrowolnie pod przymusem. Architektura jako narzędzie inżynierii społecznej, w ramach organizowanej przez Nowy Teatr wystawy Zdjęcie miasta. Fotografia warszawska i praktyki pokrewne, które obrazują zjawisko ‘czynu społecznego’ jako elementarnego fragmentu struktury społecznej okresu PRL-u. Partnerem wystawy jest Biuro Projektów Budownictwa Ogólnego BUDOPOL S.A. z archiwum którego pochodzą materiały wizualne. Działania w ramach projektu Synchronizacja zostaną również wzbogacone przez wykład wybitnego fińskiego architekta Juhani Pallasmaa oraz Matthew Ghandym z Departamentu Geografii z University of College London, którzy poruszą temat urbanistycznej infrastruktury, miejskiego chaosu oraz ich materialnych i społecznych zależności. Projekt Synchronizacja. Projekty dla miast przyszłości realizowany jest przez Fundację Bęc Zmian dzięki dotacji uzyskanej od Miasta Stołecznego Warszawy, Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.


0—3 Rafał Dominik, Agata Wrońska: Żryj Gruz, Ssij Kamienie, Słuchaj Drzewa, interewncje przestrzenne w ramach Synchronizacja 2013: urochom zmysły inne niż wzrok!, lipiec 2013, Jazdów, Warszawa No86 / orientuj się

28—29


0—4

WYZNANIE WIARY 6.09 — 10.11 Warszawa, Zachęta, pl. Małachowskiego 3 www.zacheta.art.pl

Religia odgrywała i odgrywa w Stanach Zjednoczonych niezwykle ważną rolę, a pluralizm wyznań sprawia, że można je uznać za jedno z najbardziej zróżnicowanych pod względem religijnym państw na świecie. Wystawa In God We Trust ma na celu ukazanie bogactwa wierzeń i praktyk religijnych składających się na krajobraz wyznaniowy Stanów Zjednoczonych. Chociaż na tamtejszej mapie wyznaniowej wciąż przeważają tradycyjne wspólnoty religijne, jednocześnie jesteśmy świadkami narodzin nowego modelu religijności, zgodnie z którym każdy może dowolnie zdefiniować swoją tożsamość religijną w sprzeciwie wobec relatywizmu współczesnego amerykańskiego społeczeństwa. Wyrażenie In God We Trust można interpretować jako mocną deklarację wiary, ale także jako manifestację prawa do „wyboru własnej religii”, która może przybierać najróżniejsze formy i oblicza. Wystawa obejmuje prace wielopokoleniowej grupy współczesnych artystów amerykańskich wywodzących się z różnych tradycji religijnych, takich jak Christian Jankowski, Joseph Johnson, William Klein, Nora Ligorano and Marshall Resse, David LaChapelle, Joanna Malinowska, Michael Murphy, Rashaad Newsome, Michael Rakowitz, Jay Rosenblatt, Martha Rosler, Andres Serrano, Jeff Sonhouse, Kim Sooja, Jim Shaw, Piotr Uklański, Bill Viola. Wystawa odnosi się również do wielu ważnych aspektów tego złożonego zagadnienia, opisując wzajemne relacje pomiędzy religią a społeczeństwem, ekonomią/kapitalizmem, polityką, patriotyzmem/amerykanizmem, sportem czy kulturą popularną. 0—4 David LaChapelle: Jesus Is My Homeboy: Intervention, 2003, © David LaChapelle, dzięki uprzejmości Jablonka Galerie, Kolonia

No86 / orientuj się

30—31


0—5

SZTUKA I ZBRODNIA od 6.09 | Göteborg | gibca.se

Kuratorką jednej z wystaw podczas 13. Biennale sztuki GIBCA w Göteborgu jest Joanna Warsza. Inspiracją dla ekspozycji Art & Crime. Legally On The Edge był szwedzko-duński serial kryminalny The Bridge. W jednej z pierwszych scen pokazane jest kompletnie zaciemnione miasto – przestrzeń działania mordercy-terrorysty, którego czyny zmuszają opinię publiczną do zmierzenia się z kwestiami politycznie niewygodnymi. Wystawa usytuowana w centrum miasta koncentruje się na kwestii zainteresowania artystów tematem szeroko pojętego przestępstwa w jego performatywnym i narracyjnym aspekcie, a także jego statusem politycznym. Warsza pokazuje artystów w roli detektywów, badaczy, opowiadaczy i aktywistów. Artyści: Tania Bruguera; Åke Edwardson; Forensic Architecture & Füsun Türetken; Núria Güell; Maja Hammarén; Katarzyna Krakowiak; Jill Magid; Mapa Teatro; Marion von Osten; Sunshine Socialist Cinema; Markus Öhrn. 0—5 Mapa Teatro © Rolf Abderhalde

0—5 Wnętrza Zamku Królewskiego, fot. Paweł Łucenko, Archiwum Biura Projektów Budownictwa Ogólnego BUDOPOL SA


No86 / orientuj się

32—33


0—6 Damien Hirst: Away from the Flock (Divided), 1995, fot. Prudence Cuming Associates, © Damien Hirst and Science Ltd., DACS 2013


0—6

BRYTYJSKO-POLSKI FERMENT 7.09 — 15.11 Warszawa, CSW Zamek Ujazdowski, ul. Jazdów 2 www.csw.art.pl

Wystawa British British Polish Polish poświęcona jest sztuce przełomu lat 80. i 90 XX wieku w Polsce i na Wyspach Brytyjskich. To właśnie w tym czasie wyodrębnić można dwa równoległe nurty: Young British Artists oraz Polską Sztukę Krytyczną. Tworząc prace dotykające ludzkich problemów — zagadnienia życia i śmierci, seksu i przemocy, etyki i polityki — artyści do nich przynależący wywołali w swoich krajach burzliwą debatę oraz budzili zainteresowanie mediów. Ich działalność sprawiła również, że w oczach Brytyjczyków i Polaków sztuka współczesna z niszy dostępnej tylko dla wtajemniczonych przeistoczyła się w obszar kultury popularnej. Co ważne, historie tych dwóch nurtów rozegrały się na tle burzliwych przemian gospodarczych i politycznych zachodzących w obydwu krajach. Wystawa prezentuje także twórczość artystów młodego pokolenia znad Wisły oraz ze Zjednoczonego Królestwa. Skłania tym samym do postawienia pytania: czy nadal żyjemy w „długich latach 90.” z Young British Artists i Polską Sztuką Krytyczną, czy też nastała już nowa, nienazwana jeszcze epoka?

No86 / orientuj się

34—35


0—7

GŁOŚNO do 29.09 Katowice, BWA, ul. Wojciecha Korfantego 6 www.bwa.katowice.pl

Stany głośne są społecznie niewskazane. Jako zakłócenia muszą zostać zneutralizowane dla spokoju i dobra ogółu. Na wystawie Głośno! prezentowani są artyści, którzy odwracają tę zasadę. Traktują dźwięk jako podstawowy sposób zaznaczenia swojej obecności, wyraz buntu przeciw zastanemu porządkowi. Dźwięk jest tu polityczny, bo staje się sposobem wydzierania dla siebie terytorium. Jak każda wystawa, także Głośno! ma swoje prace-twierdze, z których czerpie sens. Obok nich pojawiają się twory bardziej delikatne, niepostrzeżenie wymykające się pierwszej idei, przekraczające ją i wiodące widza na manowce. I tak do transowych wideo Dana Grahama, który łączy początki rocka z praktykami XVIII-wiecznej sekty shakersów; coveru nagranego w areszcie domowym przez Ai Weiweia; operowych maskarad Katarzyny Kozyry czy krzyków Pipilotti Rist przylegają dwie ciche prace: Ellis Island Meredith Monk i My Father Sigeko Kuboty. W przeciwieństwie do pozostałych nie mają one w sobie burzycielskiej energii hałasu. Budzą raczej tęsknotę za przemieszaniem czasów, nieprzerwanym trwaniem, którego nie można niczym zaburzyć.

0—7 Merce Cunninghan: CRWDSPCR, dzięki uprzejmości Electronic Arts Intermix (EAI), New York)


No86 / orientuj się

36—37


0—8

UCZĄC SIĘ OD WARSZAWY do 25.10 Warszawa, ul. Marszałkowska 9/15 www.learningfromwarsaw.com

— Zainspirowani słynną książką o architekturze Learning from Las Vegas chcemy uczyć się od dynamicznie rozwijającego się europejskiego miasta, jakim jest Warszawa. Projekt Learning From Warsaw jest wspólnym przedsięwzięciem polskich oraz szwajcarskich kuratorów i artystów. Przez dwa miesiące będziemy prezentować nieoczywisty research z ulic i miejskich fasad. Znajdziemy się w samym sercu miasta, włączymy się w kulturalne życie Warszawy poprzez wystawy, koncerty, wykłady oraz dyskusje — mówi Agnieszka Sosnowska, jedna z pomysłodawczyń cyklu. Artyści z Polski oraz Szwajcarii zajmujący się różnymi dziedzinami sztuki będą pracować nad realizacją wspólnej wystawy w ramach cyklu co 2-tygodniowych wernisaży oraz interwencji. Głównemu programowi będzie również towarzyszył program performatywny. Podejmowane działania będą na bieżąco dokumentowane oraz komentowane na prowadzonym przez kuratorów blogu oraz wydane w formie podsumowującej publikacji. Projekt zainaugurowany zostanie wystawą duetu Michael Meier/ Christoph Franz, Kathariny Marszewski oraz koncertem Konrada Smoleńskiego/ BNNT. Natomiast w połowie września przestrzeń dawnego sklepu z kapeluszami Porthos zaanektują Roland Roos i Katarzyna Przezwańska. Projekt Learning from Warsaw realizowany przez Artists-in-Residence Laboratory CSW Zamek Ujazdowski oraz Kunstverein Zürich otwiera nowy sposób działalności programu rezydencyjnego, wprowadzając eksperymentalny model instytucji-w-rezydencji, który angażuje nie tylko artystów oraz kuratorów, ale także instytucje oraz przestrzenie dla kultury. 0—8 Nicola Ruffo: Orange Building, Warszawskie Zoo, © Kunstverein Zurich

No86 / orientuj się

38—39


0—9

ĆWICZENIA PRZYSZŁOŚCI 27.09 — 26.10 Warszawa, Fundacja Profile, ul. Hoża 41 www.fundacjaprofile.pl

Pracujące w duecie artystki Alicja Karska i Aleksandra Went są autorkami instalacji, serii fotograficznych, książek artystycznych, realizacji w technice wideo i filmu. W wielu pracach podejmują problem pamięci i odzyskiwania dla kultury tego, co pominięte i zapomniane. Rejestrują zanikające obszary współczesnej wizualności, kulturowe fenomeny z obrzeży miejskich przestrzeni i peryferiów współczesnej wyobraźni. Ku przeszłości zwracają się też w najnowszym projekcie, poświęconym zmarłemu wybitnemu rzeźbiarzowi — Franciszkowi Duszeńce. Ich projekt nie upamiętnia, ale ożywia dialogiem ze współczesnością. W instalacji zatytułowanej Franciszek Duszeńko — monumenty (2012—2013) pokazują prace twórcy, umieszczając jego nieznane modele rzeźbiarskie we wnętrzach makiet imitujących różne przestrzenie wystawiennicze. Tym samym podejmują pytania o miejsce prac nieżyjącego artysty, o rolę muzeów, o metody podtrzymywania pamięci. Przyszłość ćwiczona jest w innej pracy Karskiej i Went, projekcji składającej się z kilku czarno-białych wideorejestracji pokazujących ćwiczenia poprzedzające akrobacje lotnicze. W Pieszo latając (2013) oglądamy pilotów oswajających się z kolejnością figur akrobatycznych, którzy niebywałą koncentracją, układami dłoni i mechaniką ruchów przenoszą się w przyszłość lotu.

0—9 Alicja Karska i Aleksandra Went: Pieszo latając, kadr wideo


No86 / orientuj się

40—41


0—10

KRÓLOWA I NEONY wrzesień Warszawa, Stacja Mercedes, róg al. 3 Maja i ul. Kruczkowskiego www.facebook.com/StacjaMercedes

Szymon Kobylarz z myślą o pawilonie ekspozycyjnym marki Mercedes realizuje serię ośmiu obiektów świetlnych wykorzystujących destrukty i resztki szyldów i napisów neonowych. Praca Kobylarza w przewrotny sposób wpisuje się w charakterystyczną dla Warszawy dyskusję nad dziedzictwem użytkowych instalacji neonowych stanowiących pozostałość po nocnym krajobrazie Warszawy lat 60. i 70. XX wieku. Kobylarz sytuuje się na przeciwnym biegunie wobec licznych w ostatnim czasie, motywowanych sentymentem rekonstrukcji i restauracji warszawskich neonów. Historyczny i należący do przeszłości charakter neonów podkreśla nie tylko gest artysty decydującego się na pozostawienie oryginalnych elementów w obecnym stanie, lecz również abstrakcyjna forma zrekonstruowanych rurek neonowych. Uwolnione od typograficznej formy pasy świetlne uzyskują autonomię, układając się w abstrakcyjne, lecz równocześnie niezwykle dekoracyjne formy. Z kolei Maurycy Gomulicki zrealizuje rzeźbę w formie totemu. Licząca około 3 metrów wysokości rzeźba The Queen nawiązuje do kształtu figury szachowej królowej. Wykonana z tworzywa sztucznego wertykalna forma nawiązująca do kształtów i faktury samochodowej karoserii zostanie pomalowana specjalnym lakierem samochodowym, zmieniającym odcień i kolor w zależności od kąta padania światła i kąta widzenia. 0—10 Simone Ruess: Na fali, interwencja przestrzenna w Stacji Mercedes, sierpień 2013


No86 / orientuj się

42—43


0—11

MENU 6 — 23.09 Łódź, Galeria Manhattan, Piotrkowska 118 www.pos.lodz.pl

W najnowszej serii prac Kasia Kmita kontynuuje zgłębianie wpływu kultury popularnej na codzienne życie. Menu to zestaw przedmiotów oraz zachowań, z jakimi mamy do czynienia w naszej codziennej „karcie dań”. Choć do nas należy wybór, to i tak wiemy, że siła reklamy oraz mody nie zawsze pozwala na prawdziwie osobistą refleksję nad tym, co tak naprawdę jest dla nas najlepsze. — Zdominowani przez wpływ reklamy podświadomie kierujemy się ku tym produktom, których marki zakorzenione zostały w naszych głowach przez wieloletnie wysiłki specjalistów od marketingu. Od tej swoistej tresury nie da się uciec. W jednym z cykli prac Kmita usiłuje tak sportretować przedmioty codziennego użytku, aby nie było widać logotypów, którymi są naznaczone. Systemy identyfikacji wizualnej są jednak skonstruowane w ten sposób, że wysiłek okazuje się daremny. Nawet nie widząc logo produktu, i tak z łatwością jesteśmy w stanie wskazać nasze ulubione marki. Nie możemy od nich uciec, pozostaje nam je tylko pokochać — przekonują kuratorzy z Manhattanu. 0—11 Kasia Kmita: Martwa natura, fotografia


No86 / orientuj się

44—45


0—12

ZDJĘCIE MIASTA 20.09 — 24.11 Warszawa, Nowy Teatr, Hala warsztatowa, ul. Madalińskiego 10/16, www.nowyteatr.org

— Warszawa może nie ma rozpoznawalnych na świecie ikon, nie ma symboli, ale ma wiele miejsc rozumianych jako zdarzenia czy sytuacje — przekonuje Adam Mazur, kurator wystawy Zdjęcie miasta. Fotografia warszawska i praktyki pokrewne. Prezentowane prace przedstawiają wizjonerskie, pełne rozmachu panoramy miasta, ale też w wielu wypadkach obrazy ruin i katastrofy. Nie chodzi tu tylko o nawiązanie do wojennych ruin znanych ze zdjęć Sempolińskiego czy Chomętowskiej i Chrząszczowej. Katastroficzne wizje obecne są we współczesnych pracach Zbigniewa Libery, Tomasza Szerszenia, Mariusza Hermanowicza, a także Kobasa Laksy. Tymczasowość, ruiny, wyburzenia, ale też ciągła budowa i przebudowa, nieustająca transformacja stanowią o tożsamości Warszawy; tożsamości szczególnej na tle innych stolic europejskich. Wystawa jest próbą rozpisania tego wciąż przecież nowego stanu rzeczy na obrazy. Prezentuje szereg możliwych interpretacji miasta, konfrontuje mieszkańców Warszawy z ich subiektywnymi wizjami, dostarczając jednocześnie podstawowych danych o samym mieście. Zorganizowana w niezwykłej przestrzeni Nowego Teatru wystawa składa się nie tylko z fotografii, obecne są na niej również filmy Akademii Ruchu, Tomasza Sikorskiego, Krzysztofa Bendkowskiego, Krystyny Piotrowskiej czy najnowsza praca Mikołaja Długosza. Tworzone przy użyciu kamery wizje Warszawy uzupełnia neon autorstwa Maurycego Gomulic­ kiego oraz mural Moniki Zawadzki. Część wystawy Zdjęcie miasta stanowi element tegorocznej edycji Synchronizacja. Architektura jako narzędzie programowania zmysłów koordynowanej przez Bęc Zmianę. 0—12 Aneta Grzeszykowska: z serii Cindy


No86 / orientuj się

46—47


0—13

PRZESTRZEŃ MORFOGENEZY

cjalnie z myślą o wystawie oraz fotografie z cyklu Disassembly (Demontaż).

9 — 17.09 Warszawa, V9, ul. Hoża 9 www.v9.bzzz.net

0—15

Pochodzący z Berlina Daniel Tagno, wychodząc od najbardziej pierwotnych form graffiti, czyli tagów i throwup-ów, tworzy własny wizualny język — jego ekspresyjne onelinery czasem wyglądające jak zapis sejsmograficzny, czasem jak EKG, powstają błyskawicznie, a trajektoria prowadzonej linii jest nieobliczalna. Najświeższe eksperymenty DTagno polegają na malowaniu zmultiplikowanym strumieniem farby. Skonstruowany przez artystę „gadżet” daje możliwość używania 22 aerozolów jednocześnie. Artysta przyjechał w sierpniu do Warszawy na zaproszenie Fundacji Vlepvnet, by wziąć udział w tegorocznej edycji projektu Updates. Na wystawie w V9 będzie można przyjrzeć się z bliska „gadżetowi” oraz obejrzeć 2 filmy, które pokazują jego maszynerię w działaniu. Zobaczymy filmową dokumentację malowania ściany na warszawskiej Woli oraz wideo Morphogenetic Field Device Little Boy z akcji w Berlinie.

27.09 — 9.11 Warszawa, galeria m2, ul. Oleandrów 6 www.m2.art.pl

0—14

KAŻDA IMITACJA ZAWODZI 27.09 — 31.10 Warszawa, Galeria Starter, ul. Gen. Andersa 13 www.starter.org.pl

Bownik przygląda się „sztuczności” w fotografii — w sposób intencjonalny korzysta ze środków wypracowanych przez fotografię studyjną i amerykańskie kino lat 40. Budując inscenizacje filmowe, konstruując plany, odtwarza warsztat i umowność filmowego świata. Inspiracje czerpie zarówno z klasycznej malarskiej ikonografii — martwej natury, martwej natury myśliwskiej, portretu — jak i z fotografii archiwalnej, poszukując w obrazie cech wspólnych reprezentacji charakterystycznych dla danego czasu i właściwego im kontekstu historycznego. Bohaterami fotografii Bownika są często nastolatki, a tematem młodość, która jednak osadzona jest w minionej czasoprzestrzeni. — Nie interesuje mnie szukanie prawdy, ale centrum emocjonalne, skojarzenie wywołane przez imitację intencjonalnie fałszywą — mówi autor. Umowność realizmu, ikonografia obrazu i wreszcie relacja sztuczności wykreowanego świata i prawdziwości emocji, które ten wywołuje — to zagadnienia, wokół których zbudowana jest najnowsza wystawa Bownika. Każda imitacja zawodzi prezentuje premierowe fotografie artysty przygotowane spe-

SKAZA Czy siostrzaność może być skazą? Siostry nie mogą zmienić sytuacji, w której się znalazły. Mogą na jej bazie coś zbudować, mogą zniszczyć i na pewno muszą się określić. Odnalezienie siebie w takiej bliskiej, rozbudowanej relacji może okazać się trudne. Siostry Borowe poruszają ten wątek na swojej indywidualnej wystawie Skaza. Pokazane są na niej trzy prace: film Więź (2013), cykl zdjęć moje-twoje 3 (2012—2013) oraz instalacja fotograficzna Siostry (2007). — Cykl moje-twoje 3 to praca, w której stawiamy pytanie o tożsamość. Siostry są przyzwyczajone do mylenia ich przez osoby trzecie. Zainspirowane tym doświadczeniem, stworzyłyśmy cykl wizerunków złożony z naszych portretów — jedna siostra z dwóch. Tożsamość ulega w nich zatarciu, tworzy się nowa wartość, nowy twór dwóch sióstr w jednej. Czy w moje-twoje 3 udało nam się stworzyć w końcu idealną postać? Czy wręcz przeciwnie — powstał portret ze skazą (skażony portret)? — zastanawiają się artystki. 0—16

KOEGZYSTENCJA www.dizajnwawa.pl

Cykl DIZAJN_WAWA w roku 2013 poświęcony zostanie kwestii KOEGZYSTENCJI, czyli problemowi współistnienia w przestrzeni miasta różnych grup społecznych, o rozmaitym potencjale ekonomicznym, w odmienny sposób manifestujących swoje aspiracje, ale jednak połączonych wspólnotą mieszkania w granicach tego samego miasta. Osią projektu jest dizajn umożliwiający tworzenie różnorodnej, przyjaznej, nie wykluczającej substancji miejskiej. W Warszawie w ostatnim czasie można zauważyć niekorzystne dla mieszkańców efekty działania „niewidzialnej ręki rynku”, pod wpływem której z wielu ulic, w różnych dzielnicach znikają podstawowe funkcje użyteczności publicznej, takie jak niewielkie sklepy spożywcze, niedrogie jadłodajnie, a w ich miejsce pojawiają się oddziały banków, lub miejsca oferujące bardzo drogie towary i usługi, osiągalne jedynie dla małej grupy mieszkańców. Przyjazne mieszkańcom miasto powinno umieć zadbać o różnorodne funkcje. Szczegółowy


0—13 Daniel Tagno: Morphogenetic Field Device Little Boy

0—15 Siostry Borowe: Więź, kadr z filmu, 2013, w ramach wystawy Skaza

0—14 Bownik: Łania, fotografia, 2013 No86 / orientuj się

48—49


program kolejnej edycji festiwalu ogłoszony zostanie już w połowie września. Jednym z jego filarów będzie konkurs na projekty proponujące rozwiązania projektowe sprzyjające przywróceniu różnorodnych form korzystania z przestrzeni miasta.

0—19

0—17

Wystawa Meyerhold — konstruowanie człowieka to przestrzeń-instalacja zaaranżowana przez performera i scenografa Pawła Korbusa. Na wystawę złożą się nigdy nieprezentowane w Polsce fotografie pochodzące z archiwum Muzeum Teatralnego im. A. A. Bachruszyna w Moskwie, przedstawiające dokonania Wsiewołoda Meyerholda — jednego z najwybitniejszych reżyserów XX wieku, twórcy pierwszego w teatrze zachodnim treningu aktorskiego — Biomechaniki Teatralnej. Zaprezentowany zostanie m.in. słynny zapis etiud biomechanicznych w wykonaniu Nikołaja Kustowa, grupowy trening aktorów Teatru im. Meyerholda, a także zupełnie nieznana naszym odbiorcom szersza ilustracja szczególnie ważnych spektakli: Rogacz wspaniały, Las, Śmierć Tariełkina, Pluskwa, Łaźnia i wreszcie Rewizor. Wystawa umożliwi polskim odbiorcom zapoznanie się z wielowymiarową koncepcją nowego aktorstwa opracowaną przez Meyerholda, a obejmującą zarówno edukację i praktykę zawodu, jak i wizualne aspekty działania ciała ludzkiego na scenie.

Dominika Lejmana interesuje przede wszystkim powierzchnia i forma rzeczywistości. Mówiąc o ciężarze i lekkości, zastanawiając się nad konceptem przeciwwagi, artysta nie formułuje sądów, lecz przywołuje postulat „nieprzydatności” sztuki jako „narzędzia do przegrywania”. Jego indywidualna wystawa Przeciwwaga uwidacznia pewne cechy, jakości czy zasady funkcjonowania we współczesnym świecie, ale „nikomu nie stara się sprzedawać własnej prawdy”. Lejman przekonuje, że „(...) rolą malarza nie jest zajmowanie stanowiska, tylko kwestia przyglądania się powierzchni. Cała krytyczna strona tego działania powstaje poprzez przyglądanie się powierzchni, a nie poprzez to, czy ja powiem, co jest dobre, a co jest złe.” Przeciwwaga inauguruje cykl wystawienniczy To nie jest film. Celem projektu jest ukazanie różnorodności zastosowań wideo w sztuce najnowszej, a także potencjału artystycznego tego medium. Film i wideo nie muszą pojawiać się w galerii sztuki jedynie w tradycyjnej formie z użyciem ekranów i telewizorów, mogą na przykład stanowić część instalacji, fragment rzeźby, być elementem scenografii czy też tworzywem wideomuralu lub wideofresków. Stąd też zawarta w nazwie cyklu negacja. Artyści zaproszeni do współpracy testują możliwości przekazu związane z użyciem kamery, manipulują obrazem i dźwiękiem, wykorzystują film w sobie właściwy sposób.

0—18

0—20

PSYCHOPAPIER

KOLEJNY DWORZEC MOŻE STAĆ SIĘ RUINĄ

KONSTRUOWANIE CZŁOWIEKA 25.09 — 14.10 Wrocław, WRO Center, ul. Widok 7 www.wrocenter.pl

27.09 — 9.11 Warszawa, Piktogram/BLA, ul. Mińska 25/ Soho Factory www.piktogram.org

Psychopapier to wystawa-kolaż prac na papierze bądź związanych z papierem, o psychodelicznym lub psychopatologicznym charakterze. Wszystkie prace pochodzą z lat 80. i są dokumentem stanu mentalnego wywołanego przedawkowaniem rzeczywistości będącej w stanie przewlekle utrzymującego się kryzysu. Artyści: Ryszard Grzyb (Gruppa), Leszek Knaflewski (Koło Klipsa), Zbigniew Libera (Kultura Zrzuty, Sternenhoch, Nihilistyczny Alians Orgiastyczny), Luxus, Jerzy Truszkowski (Kultura Zrzuty, Sternenhoch, Nihilistyczny Alians Orgiastyczny).

PRZECIWWAGA 19.09 — 30.10 Lublin, Galeria Labirynt, ul. ks. J. Popiełuszki 5 www.labirynt.com

Dworzec autobusowy w Kielcach ma kształt latającego spodka, przez co jest architektoniczną perełką i wizytówką miasta. Gdy powstawał w 1984 roku, był najnowocześniejszym dworcem w Polsce. Zastosowane tu rozwiązanie komunikacyjne nadal nie ma sobie równych. Kilka miast, nie tylko w kraju, chciało wykorzystać kielecki projekt. Kilka lat temu dworzec został sprywatyzowany, a spółka, która stała się właścicielem budynku, postanowiła na jego miejscu wybudować centrum handlowe. 25 lipca Rada Miasta Kielce przyjęła projekt zagospodarowania przestrzennego dla okolic dworca, który zakłada ochronę istniejącego kształtu budynku. 7 sierpnia spółka zapowiedziała, że do października rozwiąże wszystkie umo


0—17 Z wystawy Meyerhold — Konstruowanie człowieka, materiały dzięki uprzejmości Centrum sztuki WRO oraz Instytutu Grotowskiego

0—18 Luxus: Blurt, 1986

0—19 Dominik Lejman: To boli, nic nie czuję

No86 / orientuj się

50—51


0—1 Przygotowania Bęca do targów w Nowym Jorku

wy z pracownikami oraz skasuje połączenia autobusowe. Samochody trafią na złom. Na pytanie o przyszłość budynku pełnomocniczka zarządu firmy powiedziała, że dworzec będzie popadał w ruinę.

Projektowanie przedmiotów i rzeźba od stuleci mają ze sobą wiele wspólnego. Dekoracje rzeźbiarskie mebli czy naczyń były wyznacznikiem kolejnych stylów dawnej sztuki zdobniczej. Modernistyczne przedmioty użytkowe zaprojektowane w ubiegłym stuleciu wyglądają jak abstrakcyjne rzeźby. Dziś artystów i dizajnerów często łączy idea. Na przykład idea zrównoważonego rozwoju, twórczego wykorzystania odpadów, rzeczy zużytych i niepotrzebnych. Dlatego Muzeum Rzeźby zdecydowało się zaprezentować prace laureatów Przetworów. Rezydencji Twórczego Recyclingu z lat 2010—2012. Przetwory to próba odnalezienia nowej formy dla przedmiotu, który powstaje w wyniku przetworzenia surowców wtórnych. Efektem końcowym nie zawsze jest obiekt użytkowy, który nadawałby się do produkcji przemysłowej. Liczy się jednak idea kształtowania przedmiotu na nowo, proces przemiany surowca i formowania bryły. 0—23

0—21

BĘC W NOWYM JORKU! 19 — 22.09 Nowy Jork, Museum of Modern Art PS1, 22-25 Jackson Ave www.nyartbookfair.com

Bęc Zmiana weźmie udział w tegorocznej edycji targów książki NY Art Book Fair, które odbywają się w nowojorskim Museum of Modern Art PS1! Na naszym stoisku oprócz wydawnictw Bęca prezentować będziemy wybór z najnowszych publikacji dotyczących sztuki/architektury/ dizajnu wydanych w ostatnim czasie przez Centrum Architektury, Narodowe Centrum Kultury, Fundację Wyspa Progress Instytut Sztuki Wyspa, Korporację Ha!art i TR Warszawa. Dodatkowo odwiedzający nasze stoisko będą mogli posłuchać płyt warszawskich wytwórni Bôłt Records i Lado ABC.  NY ART BOOK FAIRS organizowane są przez Printed Matter, nowojorską organizację zajmującą się promocją i dystrybucją art booków. Targi rokrocznie grupują 283 wystawców oraz około 25 tysięcy zwiedzających. W tym roku, podobnie jak w latach poprzednich, obok Bęc Zmiany wśród wystawców z Polski obecna będzie również redakcja „Periodyka Najgorszego TO!”. 0—22

PRZETWORY RAZ JESZCZE

DZIAŁANIA NA TERENIE ZABUDOWANYM 23.09 — 31.10 Wrocław, BWA Dizajn, ul. Wita Stwosza 32 www.bwa.wroc.pl

Kuba Szczęsny, jeden z najważniejszych artystów działających w obszarze architektury eksperymentalnej i dizajnu krytycznego, na wystawie Działania w terenie zabudowanym pokaże projekty takie jak: Banksia Tower (Australia), Tamaguchi Park (Izrael), Stacja Powiśle (Polska), Dom Kereta (Polska). Wystawa pyta o zakres usług architekta, jego możliwości interwencyjne oraz sposoby konstruowania znaczeń społecznych. Prezentacja najciekawszych stanowisk tzw. postulatywnej krytyki architektury wraz z eksperymentalną formułą wystawy ma wskazać nowe drogi dla kuratorskiej koncepcji przedstawiania architektury w szerokiej perspektywie kulturowo-społecznej. Dodatkowym elementem wystawy będzie instalacja świetlna Szczęsnego Aureola, stanowiąca symboliczne przedłużenie galerii, interwencję w zaniedbane podwórko przy ulicy Szewskiej. Postępujące prace remontowe zbiegną się w czasie z tworzeniem instalacji, tak by finisaż wystawy mógł wskazać na potrzebę wspólnej odpowiedzialności — architekta, inwestora, użytkownika — za kształt sfery publicznej. Kuratorką wystawy jest Kaja Pawełek.

1 — 24.10 Warszawa, Muzeum Rzeźby, ul. Puławska 113A www.krolikarnia.mnw.art.pl


0—23 Jakub Szczęsny: Lampa Aureola, szkic, 2006—2013

0—22 Robert Pludra i Jakub Sobiepanek: Fotel z beczki, laureaci Przetworów 2011, fot. Krzysztof Kozanowski

No86 / orientuj się

52—53


0—24 Typopolo, fot. Hakobo

0—24

GLOBALNY / GLOKALNY DIZJAN 14.09 Tokio www.stgu.pl

Tematem konferencji Local vs Global. Power of locality in global design jest globalność i glokalność w dizajnie, czyli problem negocjacji międzykulturowych w dizajnie oraz zmian, jakim podlegają lokalne kultury pod wpływem procesów globalizacji. Polscy prelegenci: Agata Szydłowska, Agata Nowotny i Piotr Rypson przedstawią cykl prezentacji, które złożą się w spójną narrację na temat związków projektowania z burzliwymi przemianami politycznymi i społecznymi w Europie Środkowej w XX wieku i będą stanowić okazję do refleksji na temat lokalnych uwarunkowań dizajnu. Dzięki zarysowaniu szerokiego kontekstu oraz pogłębionej analizie prezentowanych prac uczestnicy odpowiedzą na pytanie, jakie jest miejsce dizajnu wobec coraz bardziej ujednoliconej globalnej kultury. Polscy i japońscy prelegenci będą dyskutować o tym, jak te procesy wpływają na kształt projektowania w ich krajach i w jaki sposób globalizacja zaciera (lub nie) różnice między narodowymi środowiskami projektowymi. Organizatorem wydarzenia ze strony japońskiej jest Kiyonori Muroga, redaktor naczelny jednego z najważniejszych magazynów projektowych, „Idea Magazine”, oraz polski think-tank Pracownia Krytyki Dizajnu, zajmujący się kulturą dizajnu w Europie Środkowej. 0—25

BIBLIOTEKA OBRAZÓW

w odległej perspektywie czasowej: jej życie i śmierć. W swoich pracach przy użyciu prostych zabiegów manualnych takich jak: rysunek na fotografii, zamalowywanie fragmentu obrazu białą farbą, wycinanie fragmentu obrazu, artysta nakłada na siebie warstwy upływającego czasu. Jego prace są projekcją wyobraźni, rzutowaną na dzisiejszą rzeczywistość z perspektywy przyszłości. Na obecnej wystawie Fiction / Non Fiction. Biblioteka obrazów szczególnie podkreślony jest wątek symbolicznego znaczenia księgi jako obiektu przechowującego wiedzę, która tworzy ludzką cywilizację. Jednocześnie Kostas Kiritsis ukazuje w swoich pracach narastający proces zastępowania tradycyjnej formy tekstowej przez obrazy. Kostas Kiritsis (1962) — w latach 1980—1986 studiował na Politechnice Szczecińskiej, a w latach 1992—1995 w School of Visual Arts w Nowym Jorku. Indywidualne wystawy prezentował m.in. w Warszawie (CSW Zamek Ujazdowski, 1999), Wrocławiu (Galeria Awangarda BWA, 2004), Sztokholmie (1999) i w Nowym Jorku (2003, 2011), gdzie mieszka. 0—26

KLASTER 27.09 — 17.10 Wrocław, Galeria Entropia, ul. Rzeźnicza 4 www.entropia.art.pl

Zagęszczanie przestrzeni i czasu oraz ich wzajemne przenikanie się stanowi lejtmotyw indywidualnej wystawy Anny Panek Klaster. Wnętrze galerii Entropia nie jest białym, czystym galeryjnym kubem pozbawionym śladów ingerencji człowieka. Wręcz przeciwnie, to pomieszczenie, w którym znajduje się renesansowy drewniany strop, rysunki i malowidła anonimowych ludzi, wiele warstw tynku, wytarty kamień. To nakładanie się obrazów i czasów stwarza sytuację szczególną. Anna Panek w swoich instalacjach malarskich często zestawia różne elementy i media, tworząc jeden wielowarstwowy obraz. Wystawa Klaster to zbiór obrazów, rysunków, obiektów, których czas powstania jest niejasny. Niektóre obrazy spatynowane, pokryte zżółkłym werniksem wyglądają, jakby powstały dawno temu, inne o czystych kolorach, o jasnej i świeżej powierzchni namalowane są lekko. Panek, zestawiając elementy z różnych porządków: architektury, malarstwa i rysunków, tworzy przestrzeń tajemniczą, zagmatwaną, poza czasem.

od 3.09 Wrocław, Galeria Entropia, ul. Rzeźnicza 4 www.entropia.art.pl

Tematem przewodnim twórczości Kostasa Kiritsisa jest nasza cywilizacja ujrzana


0—25 Kostas Kiritsis: Koniec świata

0—26 Anna Panek: Bez tytułu, z wystawy Klaster

No86 / orientuj się

54—55


0—27

0—29

KONGRES KULTURY W RADOMSKU

NOWE OBYCZAJE

12 — 14.09 Radomsko, Miejski Dom Kultury, ul. Brzeźnicka 5 www.kongreskultury.mdkradomsko.pl

— Wobec coraz bardziej zmieniającej się rzeczywistości, wirtualizacji wielu sfer życia, chcemy dyskutować nad najistotniejszymi sprawami dla instytucji kultury, w tym, jak szukać nowoczesnych metod kształtowania animatorów i edukatorów, skąd czerpać wiedzę o potrzebach kulturalnych mieszkańców, aby jak najlepiej wykorzystać istniejący potencjał ludzi i miejsc — tłumaczą organizatorzy I Kongresu Kultury w Radomsku. Dla nich to przede wszystkim spotkanie, podczas którego lokalni animatorzy, nauczyciele, przedstawiciele instytucji i stowarzyszeń kulturalnych, samorządowcy oraz dziennikarze wspólnie będą się zastanawiać na rozwojem kultury w niewielkich polskich miastach. W ramach Kongresu odbędą się m.in. panele dyskusyjne dotyczące edukacji kulturalnej, miejsca kultury w przestrzeni publicznej, a także współuczestnictwa w kulturze. Profesor Joanna Kurczewska wygłosi wykład na temat lokalnej kultury i budowania tożsamości. Będzie także można wziąć udział w warsztatach poruszających problem: jakiej kultury potrzebują małe i średnie miasta.

27.09 — 30.10 Warszawa, Galeria Stereo, ul. Żelazna 68/4 www.galeriastereo.pl

W cyklu trzech poematów prozą, opublikowanych w 1974 roku w książce Three Poems, John Ashbery opisuje stan umysłu człowieka w kryzysie lub, mówiąc dokładniej, podnoszącego się z kryzysu. Jednocześnie ton tej literatury ma w sobie coś z fantastyki, wszystkie trzy poematy brzmią jak wzniosła introdukcja do czegoś, co prawdopodobnie mogłoby być obszerną science fiction. Wychodzenie z kryzysu jest w konwencji tej poezji niczym przebudowa miasta po kataklizmie. Za pomoc służą poecie słowniki ekonomii, fizyki, statystyki, filozofii i antropologii. Ashbery przeprowadza seans, próbując tchnąć ducha w zwiędłe słowa i myśli. Wierni postapokaliptycznemu nastrojowi tej poezji, kuratorzy z Galerii Stereo postanowili zbudować wystawę z prac artystów, których praktyka polega na twórczej pracy z przedmiotem gotowym. Podążając w różnych kierunkach, wszyscy oni transformują i kwestionują zastany świat materialny, uruchamiając potencjał jego znaczeń. Ich prace, podobnie jak tekst Ashbery’ego, zawieszone między przeszłością a przyszłością, opisują nietrwały i zmienny czas teraźniejszy. Artyści: Nina Beier, Piotr Łakomy, Gizela Mickiewicz, Michael E. Smith. Wystawa Nowe obyczaje inauguruje działalność Galerii Stereo w nowej, warszawskiej siedzibie. 0—30

0—28

SECOND HAND 27.09 — 30.10 Warszawa, Galeria Leto, ul. Mińska 25 www.leto.pl

Geometryczna gorączka, echa nowoczesności, flirt z op-artem — porządki, powtórzenia, podróbki. Osady i destylaty, widma i powidoki: awangarda z supermarketu i bazarowy modernizm. Duże jest małe, małe jest wielkie. To, czego nie ma, a jednak jest. Nowoczesność w domu i w zagrodzie, w kawiarni i na dansingu. Bibeloty i fatałaszki. Rytmy i wzory. W szponach sztuki? Wolne żarty! Kontrabanda kultury. Dyskretny urok abstrakcji, nonszalancja form, antidotum dla koloru. Czarno-białe panoptikum. Ukłony dla Henryka Berlewi. Osmoza. To wszystko zobaczycie na indywidualnej wystawie Maurycego Gomulickiego Second Hand.

KOBIETY I RYBY 12.09 — 30.10 Warszawa, Galeria Foksal, ul. Foksal 1/4 www.galeriafoksal.pl

U podstaw koncepcji wystawy Fishing with John leży synteza pasji wędkarskiej i kolekcjonerskiej Honzy Zamojskiego, który od kilku lat zbiera fotografie kobiet pozujących z rybami. Większość zbioru stanowią zdjęcia publikowane w internecie, ale w kolekcji są również zdjęcia drukowane m.in. na łamach „Wiadomości Wędkarskich”. W Galerii Foksal Honza Zamojski buduje po raz kolejny swój autoportret; dosłownie i w przenośni. Monstrualna, figuratywna rzeźba rozpycha się w głównej przestrzeni wystawienniczej galerii, a dziwaczna kolekcja ichtiologicznych prac wdziera się do biura i archiwum, tworząc nowy ekosystem zamieszkany przez kobiety, ryby i kuratorów. Pasja do wędkowania jest jednocześnie metaforą miłości do sztuki i ucieczki od niej.


0—28 Maurycy Gomulicki: El Iksir

0—30 Honza Zamojski: z wystawy Fishing with John, fotografia

0—29 Nina Beier: The Demonstrators (Sinking Bulb), 2011, dzięki uprzejmości artystki i galerii Croy Nielsen, Berlin

No86 / orientuj się

56—57


Publikacja towarzysząca wystawie jest rodzajem eksperymentu wynikającego z połączenia idei „artist book” i opracowania naukowego, w którym artysta posługuje się piórem i wiedzą innych osób, aby dokonać analizy interesującego go zagadnienia. Honza Zamojski świadomie wykorzystuje potęgę „researchu” we współczesnym świecie i bawi się wolnością, którą zyskujemy dzięki zachowaniu pozornie surowych, akademickich reguł. Książka staje się dziełem sztuki tak samo jak kolekcja zdjęć nagich kobiet z rybami, staje się polem naukowej analizy, a naukowy charakter publikacji sprawia, że szowinistyczny wymiar kolekcji schodzi na dalszy plan. 0—31

Praga Północ i Praga Południe), ale również różnorodne pod względem krajobrazu kulturowego tereny Bródna, Targówka, Białołęki, Grochowa, Gocławia, Saskiej Kępy aż po Zerzeń i Tarchomin. W adaptowanej przestrzeni zabytkowej planuje się wystawę stałą i wystawy czasowe, w tym: wystawę dziejów prawobrzeżnej Warszawy, prezentację historii mówionej, ekspozycję modlitewni żydowskiej, salę warsztatów edukacyjnych, miejsce prezentacji ginących zawodów. W związku z nowo powstającym oddziałem Muzeum Historycznego ogłoszono konkurs na koncepcję scenariusza oraz koncepcję plastyczno-przestrzenną stałej ekspozycji Muzeum Pragi. Zachęcamy do zgłaszania swoich propozycji!

MAŁE FORMY MALARSKIE

0—33

do 29.09 Toruń, Galeria Wozownia, ul. Rabiańska 20 www.wozownia.pl

Triennale Małych Form Malarskich jest cykliczną ogólnopolską imprezą Galerii Wozownia prezentującą poszukiwania i osiągnięcia w dziedzinie kameralnej twórczości malarskiej we wszystkich współczesnych kierunkach twórczych. W tym roku na wystawę zakwalifikowano 214 prac 119 artystów. Nagrodzeni artyści to Bartosz Kokosiński, Anna Kuc, Paweł Lewandowski-Palle, Maciej Osmycki, Martyna Wolna i Joanna Zdzieniecka. Tradycyjnie już na wystawie swoje prace malarskie w mniejszym formacie zaprezentują także jurorzy 9 TMFM. — Impreza od samego początku, to znaczy od 1988 roku, była pomyślana jako przegląd obecnie tworzonych najlepszych i najciekawszych małych form malarskich, w ten sposób chcemy pokazywać stan i kondycję współczesnego malarstwa, ujawniać nowe postawy i nowych interesujących twórców, a także potwierdzać nieskończone możliwości tkwiące w tej dziedzinie sztuki — przekonuje Teresa Dudzińska, kuratorka Triennale. 0—32

MUZEUM WARSZAWSKIEJ PRAGI do 10.09 www.mhw.pl

RZECZY WSPÓLNE 20.09 — 31.12 Poznań, Art Stations, Stary Browar, ul. Półwiejska 42 www.artstationsfoundation5050.com

Punktem wyjścia dla wystawy Rzeczy wspólne są teksty Georges’a Pereca, w których formułuje on swoją literacką koncepcję zgłębiania tzw. „podzwyczajności”. Celem Pereca jest artystyczne opracowywanie materialnych aspektów rzeczywistości, zwracanie uwagi na banał codzienności, na najbliższe otoczenie i środowisko życia, wyłanianie się z nich niespodziewanych faktów. Wystawa zbudowana będzie wokół trzech kluczowych filarów. Pierwszy z nich stanowić będą prace, w których przedmiot codziennego użytku jest analizowany, poddawany destrukcji, rozkładany na czynniki pierwsze, nicowany, umieszczany w nowych konfiguracjach. Drugi aspekt wystawy prezentuje ulotne instalacje, domowe „pokątne” działania, tymczasowe interwencje, w których relacja między artystą a przedmiotem bywa bardzo osobista i intensywna, można rzec — performerska. Trzecim z filarów ekspozycji będą prace skupiające się na wyabstrahowanym detalu, wyrwanym ze swojego naturalnego otoczenia, częstokroć przeskalowanym, generującym poprzez artystyczny gest zupełnie nowe znaczenia i zaskakujące skojarzenia. Artyści to m.in. Wojciech Bąkowski, Andreas Gursky, Edward Krasiński, Igor Krenz, Piotr Łakomy, Gizela Mickiewicz, Agnieszka Polska.

Muzeum Warszawskiej Pragi powstaje jako oddział Muzeum Historycznego m.st. Warszawy, zajmujący się problematyką dziedzictwa kulturowego prawobrzeżnej Warszawy. W kręgu oddziaływania organizowanej placówki znajdą się nie tylko rejon historycznej Pragi, Golędzinowa, Skaryszewa czy Kamionka (dzisiejszych dzielnic


0—31 Martyna Wolna: Chłopcy bardzo skupiają się na…, olej na płótnie

0—33 Mikołaj Smoczyński: Obiekty w przestrzeni, 1981

No86 / orientuj się

58—59


0—34

SZTUKA DLA SZTUKI 20.09 — 26.10 Berlin, Galeria Żak-Branicka, ul. Lindenstrasse 34 www.zak-branicka.com

Zastanawiam się nad sensem fizycznej produkcji dzieł sztuki — mówi Szymon Kobylarz. Z doświadczenia wie przecież, że sztuka istnieje w świadomości społecznej głównie jako reprodukcja oraz że czarne wizje Waltera Benjamina przepowiedziane w jego Dziele sztuki w epoce mechanicznej reprodukcji spełniły się z nawiązką. Właśnie z tych wątpliwości powstała najnowsza seria Sztuka dla sztuki, seria obrazów przedstawiających wnętrza wystaw, które nigdy się nie odbyły. Z różnych zresztą powodów: albo ich realizacja byłaby za droga, albo za trudna lub nawet, z technicznego punktu widzenia, niemożliwa do zrealizowania. Są też takie, które byłyby zbyt nudne. To wszystko nie jest jednak powodem, aby o tych wystawach zupełnie zapomnieć. Jak piękne może być wnętrze galerii całkowicie pokryte kurzem, jak melancholijne jest muzeum z labiryntem pustych gablot? A gdyby w galerii zamknąć naturę i jej zjawiska: tęczę albo ognie świętego Elma? Kobylarzowi wystarczyła idea wystawy, sama realizacja była już zbędna. Jego realistyczne obrazy „kadrowane” są bardzo oszczędnie, prosto, jak zwykła dokumentacja fotograficzna. Co więcej, hipotetyczne wystawy mają miejsce w prawdziwych/istniejących galeriach. Celem takiego działania jest obiektywność. Tyle tylko, że ta dokumentacja uwiecznia fikcję.

w „Szpilkach”. Wystawa Rewizyta — Dali u Pendereckich organizowana jest z okazji 80. urodzin kompozytora. 0—36

PRZYTULANKA 21 — 29.09 Warszawa www.formyikształty.pl

Większość pomników w Warszawie jest niezauważalna dla przechodniów. Wykonane z kamienia wtapiają się w otaczającą przestrzeń, stają się niezauważalnym elementem codziennej rzeczywistości. Często upamiętniają trudne dla Polaków doświadczenia wojenne, inne ocierają się o kontrowersyjne, społeczne lub polityczne tematy. Obserwując to, co zastane, Iza Rutkowska z Fundacji Form i Kształtów postanowiła stworzyć żyjącą rzeźbę, która zmobilizuje ludzi do dialogu i integracji. W tym celu postanowiła przedstawić ludziom wiernego przyjaciela z dzieciństwa — pluszowego misia. Przytulanka będzie podróżować po stolicy, by na końcu pojawić się na Polu Mokotowskim, powiększona do gigantycznych rozmiarów, aby każdy mógł się na nią wspiąć, przytulić i wrócić pamięcią do czasów, kiedy był dzieckiem. Projekty Izy Rutkowskiej wywodzą się z żywiołu ludyczności, są dowcipne, celowo unikają kontekstów politycznych. Posiadają jednak walor artystyczny i społeczny, budzą zaskoczenie, czasem tylko śmiech, ale w szerszej perspektywie refleksję na temat rzeczywistości. 0—37

0—35

DALI U PENDERECKICH 29.9 — 22.12 Kraków, Filharmonia Krakowska, ul. Zwierzyniecka 1 www.mocak.pl

Marian Eile w połowie lat 70. XX wieku stworzył kilka serii fotograficznych. Najczęściej były to sytuacje aranżowane, układające się w narracje. Obok „serialu” o Pendereckich do dużych cykli należą jeszcze Napad na bal i Sceny historyczne. Te fotograficzne opowieści są lekkie, dowcipne i momentami absurdalne — trzy cechy, które Marian Eile cenił najbardziej. Sesje z udziałem Elżbiety i Krzysztofa Pendereckich odbywały się w ich krakowskim domu. Salvadora Dalego odgrywał Włodzimierz Mancewicz, a jego żonę Anna Arvay, która również aranżowała ujęcia i fotografowała. Powstał cykl kilkudziesięciu fotografii. Kilka z nich — z zabawnymi komentarzami — było drukowanych

DOM od 1.09 Elbląg www.przebudzenie.art.pl www.pasozyt.blogspot.com

Arek Pasożyt zrealizował marzenie niemalże każdego człowieka: wybudował dom. Podczas trzymiesięcznej pracy w przestrzeni publicznej Elbląga powstał niewielki budynek, do którego konstrukcji artysta wykorzystał materiały znalezione. Budowę swojego Domu Arek Pasożyt zaczął od zera — na początku lipca, z minimalnym ekwipunkiem do przetrwania, to jest namiotem, śpiworem, czajnikiem elektrycznym oraz przedłużaczem, rozpoczął osiedlanie się w Elblągu. Jako człowiek bez domu, a próbujący go samodzielnie od podstaw stworzyć, artysta starał się wdrażać, wtapiać i włączać w lokalną społeczność. Z czasem ujawnili się mieszkańcy osiedla, a także lokalne organizacje pozarządowe, które chcą działać


0—34 Szymon Kobylarz: Muzeum gablot, 166 x 125 cm

0—35 Marian Eile: Bez tytułu, 2013, fotografia, Archiwum MOCAK-u

0—36 Iza Rutkowska: Przytulanka, fot. Maciej Landsberg, dzięki uprzejmości Fundacji Form i Kształtów

0—37 Arek Pasożyt: Budowa Domu w Elblągu No86 / orientuj się

60—61


i opiekować się obiektem po wyjeździe Pasożyta. Dzięki temu DOM ma realne szanse zafunkcjonować jako osiedlowy dom kultury czy osiedlowa filia Galerii EL. 0—38

SALUT C’EST COOL 5.09, g. 19 Warszawa, Plac Zabaw, Park Agrykola www.salutcestcool.com

Na zaproszenie Bęc Zmiany do Warszawy przyjeżdża francusko-szwajcarski kolektyw muzyczno-performerski Salut C’est Cool. Grupa wsławiła się wykonywaniem bezsensownych czynności w przestrzeni miejskiej, takich jak strzelanie z bombonierek, przechodzenie pod miejskimi koszami na śmieci, przepoławianie papierosów w drzwiach automatycznych. W Warszawie muzycy nie tylko zagrają swoje największe hity, ale także wystąpią wraz z Panem Drążkiem i Rafałem Dominikiem jako jury konkursu na bezsensowne umiejętności miejskie. 0—39

ARTERIA 5 — 8.09 Częstochowa www.arteria.festiwal.info

ART.eria Trzeci Strzał to kolejna odsłona festiwalu sztuki odbywającego się w przestrzeni miejskiej Częstochowy. I tym razem zaproszeni artyści zaatakują miejską tkankę, przenikając do jej najgłębszych struktur, zaszczepiając swoją twórczość w głównych arteriach miasta. Ich interwencje to coś więcej niż tylko wizualna prowokacja i zatrzymanie na chwilę wzroku rozpędzonego przed siebie przechodnia. To także inicjowanie dialogu, angażowanie pojęć, idei i koncepcji, które mają na celu wywołanie dyskusji ukazującej różnorodny i trudny do jednoznacznego zdefiniowania charakter miasta. W tegorocznej edycji ART.eria udział wezmą m.in. Dominik Ritszel, Michał Smandek, Iwona Demko, Szymon Durk, Sztuczne Fiołki, kolektyw Paczdarek, Natalia Romik, Asi Mina. Ta ostatnia poprowadzi warsztaty dla dzieci Muzyka z odzysku. „To będzie statyczny warsztat podróżniczy. Ruszymy w podróż do swojego muzycznego wnętrza. Odszukamy pierwotny rytm, który każdy z nas niezaprzeczalnie zna i nosi w sobie” — przekonuje artystka. Z kolei Natalia Romik zamierza odwołać się do historii miasta, w której będzie doszukiwać się śladów społeczności żydowskiej. Zaś Sztuczne Fiołki stworzą miejską galerię.

0—40

STREFA NIENARUSZONA 7.09 — 12.10 Zielona Góra, Fundacja Salony, ul. Fabryczna 13b www.fundacjasalony.pl

Parki zawsze były popisowymi monumentami swojej epoki, prezentowały zdobycze techniki, nową estetykę i styl życia. Barokowe parki były pełne przepychu i majestatu, porządku narzuconego florze i faunie. Natomiast parki oświecenia akcentowały idylliczną harmonię z naturą, architektoniczne odniesienia do antyku. Tytułowy Virgin Area (obszar dziewiczy) to przestrzeń, która pozostawiona sama sobie będzie pomnikiem parku w transformacji, czyli tego, co pozostało po zniwelowanym cmentarzu. Projekt przygotowany do rewitalizowanego wkrótce Parku Tysiąclecia przez Gregora Różańskiego polega na wydzieleniu niewielkiego obszaru parku, który byłby pozostawiony nietknięty podczas rewitalizacji i mógłby stać się indykatorem służącym do obserwacji zmian i różnic zachodzących między tym miejscem a resztą parku w dłuższej perspektywie. Wystawa Virgin Area prezentuje zbiór obserwacji artysty, które udało mu się zebrać podczas pobytu w Zielonej Górze. Gregor Różański w swojej sztuce koncentruje się na współczesnych zjawiskach i kontekstach, wykorzystuje różne praktyki konceptualne, projekty efemeryczne, multimedia, internet, obiekty znalezione, rzeźbę, instalacje oraz rysunek. Jego prace były prezentowane na wystawach indywidualnych, m.in. w Muzeum Współczesnym we Wrocławiu, Para_Site Gallery w Grazu i O’Artoteca Project Space w Mediolanie. Brał też udział w wielu wystawach zbiorowych.

0—38 Plakat promujący koncert kolektywu muzycznoperformerskiego Salut c’est cool


0—39 Marta Pszonak: Samolot, w ramach ART.eria drugi strzał, Częstochowa 2012

0—40 Gregor Różański: Flowering Walls, 2012

No86 / orientuj się

62—63


0—41

BLACKOUT 7.09 — 6.10 Bielsko-Biała, Galeria Bielska, ul. 3 Maja 11 www.galeriabielska.pl

— Sztuka Jakuba Ciężkiego jest niezwykle powściągliwa, poddana rygorowi konstrukcji i kompozycji, a równocześnie bardzo atrakcyjna wizualnie. Podziw budzi konsekwentne operowanie formą geometryczną i jednocześnie wielkie możliwości mimetyczne — podkreśla Agata Smalcerz, dyrektor Galerii Bielskiej BWA. Wystawa najnowszych prac Jakuba Ciężkiego Blackout ukazuje ewolucję warsztatu twórczego artysty — znanego z realistycznych, a jednocześnie abstrakcyjnych w swojej strukturze obrazów — który obecnie w swoim malarstwie skupia się na płótnach w kolorze czarnym. Tytułowy termin oznacza w tym przypadku odejście od barw chromatycznych w stronę czerni, która staje się wielowątkowym nośnikiem znaczeń. Obrazy zostały wykonane w technice mieszanej, wykorzystującej fizyczne właściwości farb — ich strukturę, matowość, świecenie, połysk itp. Rozwinięciem prac malarskich są obrazy ceramiczne, wykorzystujące szkliwo o wysokim połysku, stanowiące formę pośrednią między obiektami a obrazami malarskimi. 0—42

EPIDEMIA 27.09.13 — 26.01.14 Toruń, CSW Znaki Czasu, ul. Wały gen. Sikorskiego 13 www.csw.torun.pl

Wystawa Epidemic w swoim tytule i formie nawiązuje do filmu Larsa von Triera Epidemia (1987) wchodzącego w skład jego „trylogii europejskiej”. Film, będący połączeniem dokumentu z fabułą, rejestruje proces pracy nad scenariuszem filmowym. Quasi-dokumentalne sceny, w których von Trier wraz ze scenarzystą Nielsem Vørselem próbują odtworzyć utracony scenariusz, łączą się z fabularnymi scenami z ich filmu opowiadającego o bliżej nieokreślonej epidemii. Wystawa Epidemic, czerpiąc z zaproponowanej przez von Triera autotematycznej refleksji nad filmem, jest przede wszystkim próbą testowania pojęcia wystawy rozumianego jako medium. Stara się zmierzyć ze współczesnymi kategoriami artystycznej produkcji rozpatrywanej przez pryzmat relacji, jakie zachodzą między artystą, kuratorem, publicznością oraz instytucją. Jej konstrukcja przypomina esej filmowy, gdzie na jednej płaszczyźnie spotykają się różnorodne narracje i sposoby przedstawienia,

gdzie rozmywają się wszelkie granice pomiędzy fikcją a rzeczywistością. Artyści: Ewa Axelrad, Tymek Borowski, Izabela Chamczyk, Matusz Kula, Jan Manski, Arek Pasożyt, Liliana Piskorska, Joachim Sługocki, Izabela Tarasewicz, Natalia Wiśniewska. 0—43

METAPOLITYKA do 26.10 Kraków, Galeria Zderzak, ul. Floriańska 3 www.zderzak.pl

— Pod hasłem „metapolityka” zebraliśmy prace, które odnoszą się do polityki nie wprost, ale metaforycznie lub jeszcze inaczej, tak jak czyni to sztuka, kiedy nie bierze na siebie ciężaru obowiązków propagandowych — tłumaczą kuratorzy wystawy Minister nie aprobuje takich wypowiedzi, czyli Metapolityka. Najstarsze dzieła na wystawie pochodzą z przełomu lat 60. i 70. — są to kolaże z cyklu Identyfikacje Danuty Urbanowicz, które powstały pod wrażeniem tzw. wydarzeń marcowych. Z okolicy roku 1992 pochodzą dwa duże rysunki Zbigniewa Libery. Oba są dość zagadkowe, gdyż odnoszą się do filozofii hermetycznej Roberta Fludda z przełomu XVI i XVII wieku, co jest tym bardziej ciekawe, że ich autora uznaje się powszechnie za anarchistę. Z okolicy 2000 roku pochodzi olbrzymi linoryt Rafała Bujnowskiego Auto, dom, ona, on. Dzieło reprezentuje, zdaniem kuratorów, światopogląd socjoliberalny i optymistyczny, właściwy epoce ustrojowej transformacji. Na wystawie pokazywane będą także prace Jurry’ego Zielińskiego, Jaapa Blanka i Jarosława Modzelewskiego. 0—44

NOWE ŻYCIE do 30.09 Bytom, CSW Kronika, ul. Rynek 26 www.kronika.org.pl

Kilka lat temu w Trzeciewcu — wsi położonej niedaleko Bydgoszczy — polska artystka Elżbieta Jabłońska znalazła neon Nowe życie, który w latach 70. oświetlał działającą tam Rolniczą Spółdzielnię Produkcyjną. Takich miejsc było wówczas wiele. Pozostały po nich ślady — zniszczone pustostany, niedziałające maszyny, nic dzisiaj nieznaczące szyldy. W 2010 r. Elżbiecie Jabłońskiej udało się przejąć podniszczony neon spółdzielni z Trzeciewca i nadać mu nowe życie, które nie musi oznaczać rewolucji. Chodzi o postawienie się w stan gotowości do zmiany, otwarcia na nieznane, poszukiwania nowych


0—41 Jakub Ciężki: Blackout

0—42 Natalia Wiśniewska: Rdzeń, instalacja, 2012, dzięki uprzejmości artystki

0—43 Jurry: Kapelusz na święto, 62 x 95, 1975, dzięki uprzejmości galerii Zderzak

0—44 Elżbieta Jabłońska: Nowe życie No86 / orientuj się

64—65


rozwiązań dla siebie, ale też dla miejsc, które tracą swoje znaczenie. Podczas wakacji dzieci wspólnie z artystami takimi jak: Agnieszka Brzeżańska, Monika Drożyńska, Elżbieta Jabłońska, Jose Carlos Torres Sanchez, Piotr Wysocki oraz Fundacja Napraw Sobie Miasto szukały inspiracji w kosmosie i pod ziemią, na zapisanych murach i pobliskich podwórkach, miejscach znanych i lubianych, ale także w opuszczonych ruinach. Efekty tych poszukiwań zobaczymy na wystawie Nowe życie.

realnym świecie, który staje się twórczym antidotum na otaczającą nas rzeczywistość. Artyści tacy jak: Alicja Bielawska, Nicolas Grospierre, Aneta Grzeszykowska, Przemysław Jasielski, Alicja Karska i Aleksandra Went, Szymon Rogiński, Rimas Sakalauskas, Julijonas Urbonas, Lina Zaveckyte, komentując współczesne otoczenie, zaproszą widza do spojrzenia przez okno, poza horyzont codzienności. Dzięki uważnej obserwacji rzeczywistości możliwe jest stworzenie własnego „homemade” — własnoręcznie skonstruowanego modelu mikroświata.

0—45

COPYCAMP 1.10 Warszawa, Kino Muranów, ul. gen. Władysława Andersa 5 www.copycamp.pl

II Międzynarodowa Konferencja CopyCamp to spotkanie specjalistów z różnych dziedzin, którzy zajmują się problematyką praw autorskich w aspekcie naukowym, ideowo-prawnym i praktycznym. W tym roku wydarzenie będzie poświęcone znalezieniu praktycznych rozwiązań dla sektora kreatywnego, analizie polskiego prawa autorskiego w kontekście ustawodawstwa międzynarodowego oraz językowi i komunikacji w ramach debaty publicznej. Zagadnieniom tym będą przyglądać się nie tylko badacze reprezentujący różne dyscypliny naukowe, lecz także artyści, działacze społeczni, prawnicy, politycy oraz przedstawiciele mediów. Gościem specjalnym CopyCampu 2013 jest Eben Moglen, profesor prawa na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku, autorytet w dziedzinie zastosowania wolnego oprogramowania, współtwórca licencji GNU GPL. Udział w konferencji jest bezpłatny, wystarczy się zarejestrować na stronie konferencji. 0—46

KONSTRUOWANIE ŚWIATÓW ZASTĘPCZYCH 5.09 — 13.10 Gdańsk, CSW Łaźnia, ul. Jaskółcza 1 www.laznia.pl

W tegorocznej edycji Festiwalu Wilno w Gdańsku analizowane będą skomplikowane relacje polsko-litewskie. Obydwa kraje łączy wspólna historia, kultura oraz położenie geograficzno-polityczne. Szczególnej refleksji poddane zostanie pojęcie domu, tworzących go przedmiotów, smaków i zapachów. Jedną z propozycji wystawienniczych będzie ekspozycja homeMade. Konstruowanie światów zastępczych, czyli opowieść o nie-

0—47

WSPÓŁCZESNY DEMONIZM 6.09 — 11.11 Łódź, ms1, ul. Więckowskiego 36 www.msl.org.pl

Skażona promieniotwórczo strefa w Czarnobylu, marsjański pejzaż pustyni Atacama w Chile, spustoszona falą tsunami Fukushima stały się miejscami, w których Angelika Markul odnajduje przejawy działania nieokiełznanych sił. Czasami niewiadomego pochodzenia, częściej wyzwolone przez błędy ludzi czy skutki uboczne ich działań, siły te oddziałują na nasz świat, zazwyczaj z niszczycielską mocą. Dlatego też budzą przerażenie i postrzegane są jako demoniczne. Angelika Markul lokuje owe niszczycielskie i nieokiełznane siły poza kulturowymi kategoriami dobra i zła, ale jednocześnie rozpoznaje ich nieodpartą moc przyciągania. Ulegając im po trosze, ukazuje je nam, a nawet do pewnego stopnia wzmacnia, by współczesny demonizm mógł się ujawnić w mieszaninie fascynacji i niepokoju. Na wystawie Wyzwolone siły. Angelika Markul i współczesny demonizm zaprezentowane zostaną najnowsze, niepokazywane dotąd prace artystki, w tym wyróżniony nagrodą Prix SAM 2012 Bambi w Czarnobylu. 0—48

ANDRZEJ WRÓBLEWSKI Z BLISKA / Z DALEKA 6 — 7.09 Warszawa, msn, ul. Pańska 3 www.artmuseum.pl

Bohaterem dwudniowej konferencji Andrzej Wróblewski z bliska / z daleka jest nie tylko malarz zaangażowany w przemiany polityczne w Polsce lat 50., ale również twórca o niezwykle sugestywnym spojrzeniu na wojnę i degradację człowieka. Jego twórczości nie da się zaszufladkować — Wróblewski tworzył i obrazy propagandowe, i formalne


0—46 Julijonas Urbonas: Chodzenie po ścianie: wstęp do projektowania choreografii, 6 października 2012, Narodowa Galeria Sztuki, Wilno, fot. Aistė Valiūtė & Daumantas Plechavičius

0—47 Angelika Markul: Gardziel diabła

0—48 Andrzej Wróblewski: Autoportret z odbiciem w szybie, 1950, fotografia czarno-biała, dzięki uprzejmości Fundacji Andrzeja Wróblewskiego No86 / orientuj się

66—67


eksperymenty na granicy abstrakcji. Rozdarty między zaangażowaniem politycznym a artystycznym eksperymentowaniem, stworzył odrębną, wysoce sugestywną formułę malarstwa figuratywnego, która nadal inspiruje i stanowi punkt odniesienia dla artystów kolejnych generacji. Badania twórczości Andrzeja Wróblewskiego mają na celu wskazanie nowych tropów i wpisanie niezwykle bogatego dorobku artysty w międzynarodowy kontekst historii sztuki. 0—49

KARTOGRAF ZŁOWROGIEJ HISTORII 4.09 — 24.11 Kraków, Międzynarodowe Centrum Kultury, Rynek Główny 25 www.mck.krakow.pl

Rumuński artysta Tara najchętniej posługuje się czarnym markerem i czerwoną farbą — jego najbardziej znane prace powstały na starych komunistycznych mapach i planszach szkolnych, w które wrysował karykaturalną i bezkompromisową prawdę o naszych czasach. W swojej twórczości odwołuje się do niewygodnej historii, komentuje też współczesną politykę — zarówno lokalną, rumuńską, jak i kwestie uniwersalne. Na wystawie Kartograf złowrogiej historii znajdzie się ponad 80 prac — mapy, prace na papierze, rzeźby, ale także własne ubrania artysty — wyszywane, zamalowywane, kreowane w całkowicie autorski sposób. Sztuka Tary (von Neudorf) naznaczona jest kontekstem miejsca, z którego artysta pochodzi i gdzie tworzy: Transylwanii. Lokalny kontekst jest okazją do artystycznej opowieści o tożsamości, trudnej historii, współistnieniu kultur, niezabliźnionych ranach, pustce wyludnionych dziś miejsc. Słowa klucze, wokół których koncentruje się jego twórczość, zostały wypisane na jednej z prac słynnej serii Black Rumania, należą do nich: korupcja, bieda, komunizm, głupota, rasizm, strach, kłamstwa, biurokracja, niepełnosprawność, chciwość, rozpacz.

0—50

WIERZCHOŁEK ŚWIATA www.mundin.org

Powołane przez Honzę Zamojskiego i Grażynę Kulczyk wydawnictwo Mundin ma zamiar publikować nietuzinkowe książki polskich oraz zagranicznych autorów, artystów i ilustratorów. Nazwa wydawnictwa pochodzi od alpejskiego szczytu Piz Mundin, co oznacza wierzchołek świata. Założyciele chcą nieustannie podnosić poziom graficzny i edytorski kolejnych publikacji oraz szukać nowych form narracji. „Książki wydawane przez Mundin mają wykraczać poza standardowe katalogi wystaw, monografie artystyczne i czytadła — będą to zarówno piękne obiekty, jak i progresywne magazyny wyjątkowych treści — zapowiadają twórcy. — Dla nas książka nie jest końcem pracy redaktorskiej, lecz początkiem przygody. Nie zamierzamy skupiać się tylko i wyłącznie na produkowaniu kolejnych tytułów, lecz będziemy starali się przenieść książkowe treści na inne media. Każda publikacja ma być nie tylko pretekstem do pogłębionej pracy nad dorobkiem danego artysty, ale również inspiracją do dalszych działań” — dodają. Już niebawem nakładem wydawnictwa Mundin ukaże się książka z rysunkami Leszka Knaflewskiewgo oraz album ze zdjęciami Bownika. 0—51

DZIEŃ JEST ZA KRÓTKI 13.09 — 21.10 Wrocław, Muzeum Współczesne, pl. Strzegomski 2a www.muzeumwspolczesne.pl

Wystawa Dzień jest za krótki poświęcona jest autobiograficznym relacjom w najnowszej sztuce polskiej. Zaproszeni artyści opowiadają własne historie. Są to historie z życia wzięte, w których narracja zazwyczaj jest snuta w pierwszej osobie. Napięcie pomiędzy figurą autora a podmiotem dzieła z jednej strony, a z drugiej — pomiędzy fikcją a prawdą przedstawienia tworzy oś wystawy. Narracje autobiograficzne mogą wynikać ze stopniowej erozji mitu twórcy. Lata najnowsze, zwłaszcza okres po roku 2000, są przecież czasem popularności sztuki inspirującej się codziennością i zwykłym życiem. Przekazywane w pierwszej osobie relacje, bazujące na życiu prywatnym, dokumentalne i quasi-dokumentalne, kryją w sobie splot zagadnień o kluczowej wadze dla współczesnej sceny artystycznej. Pojawiają się wśród nich odniesienia do historii zostawiającej ślad w życiu jednostek i ich sztuce, odniesienia do pamięci, statusu artysty i autora. Historia przefiltrowana przez zwykłe życie


0—49 Tara (von Neudorf): Coming Soon, 135 x 190 cm, 2006

0—50 Siedziba Mundin, nowego wydawnictwa Honzy Zamojskiego i Grażyny Kulczyk

No86 / orientuj się

68—69


zdaje się tracić na znaczeniu, notowanie codziennych zdarzeń sugeruje zaś, że treść dzieł zapewnia samo życie, że rolą artysty jest jedynie chwytanie go na gorąco. Artyści: Azorro, Basia Bańda, Wojciech Bąkowski, Agata Bogacka, Monika Drożyńska, Pola Dwurnik, Aneta Grzeszykowska, Elżbieta Jabłońska, Zuzanna Janin, Łukasz Jastrubczak & Małgorzata Mazur, Katarzyna Józefowicz, Katarzyna Kozyra, Robert Kuśmirowski i inni. 0—52

MIEJSCE PO GETCIE 12.09 — 20.10 Olsztyn, BWA, al. Marsz. J. Piłsudskiego 38 www.bwa.olsztyn.pl

Inne miasto to projekt fotograficzny Elżbiety Janickiej i Wojciecha Wilczyka zrealizowany w konwencji dokumentalnej. Praca jest próbą wizualnego opisania terenu dawnego getta warszawskiego (1940—1943), utworzonego przez hitlerowskie Niemcy w sercu miasta, stolicy Polski. „Miejsce-po-getcie” (określenie Jacka Leociaka) rozciąga się między Pałacem Kultury i Nauki na południu, a centrum handlowym Arkadia na północy. Granice dawnego getta od wschodu to Nowe Miasto, plac i Ogród Krasińskich, plac Bankowy, tyły gmachu PAST-y. Od zachodu zaś — ulice Żelazna, Okopowa (Cmentarz Żydowski i Stare Powązki). Artyści fotografują ów obszar z dachów i wysokich pięter budynków przy użyciu wielkoformatowego aparatu na klisze cięte o rozmiarach 4 x 5 cala. Pracują od jesieni do wiosny, w dni bezsłoneczne, unikając rejestrowania światłocienia i roślinności, gdyż zaciera to rysunek szlaków komunikacyjnych i zmienia modelunek brył. Projekt realizowany jest w kolorze odbieranym jako bardziej realistyczny i neutralny niż fotografia czarno-biała. Inne miasto proponuje refleksję nad kolejnymi etapami

0—52 Elżbieta Janicka i Wojciech Wilczyk: Rondo ONZ (w kierunku ul. Twardej), 11.03.11, w ramach projektu Inne miasto

powstawania powojennej Warszawy, nad koncepcjami architektury i urbanistyki, z których każda wyrasta z oceny przeszłości, będąc zarazem formą myślenia o teraźniejszym i przyszłym społeczeństwie. 0—53

CIAŁO / UMYSŁ 20 — 27.09 Warszawa, Teatr Studio im. St. I. Witkiewicza, pl. Defilad 1 www.cialoumysl.pl

Festiwal tańca współczesnego Ciało/Umysł organizowany jest nieprzerwanie od ponad 10 lat. Podczas tegorocznej edycji będzie można zobaczyć między innymi najnowszy spektakl Jérôme’a Bela. Artysta pokaże Disabled Theater wyprodukowany wspólnie z Teatrem HORA — najbardziej znanym szwajcarskim teatrem tworzonym przez osoby niepełnosprawne intelektualnie. Twórcy spektaklu drażnią naszą percepcję i pytają o przyczyny formatującej nas wszystkich normatywności. Podczas festiwalu pojawią się też Grzegorz Laszuk i Michał Libera ze spektaklem Szpieg. Albo Człowiek, który słuchał. To multimedialny spektakl muzyczno-taneczny oparty na motywach z życia legendarnego twórcy pierwszego instrumentu elektronicznego — Lwa Teremina. Zbudował on w latach 50. urządzenie podsłuchowe, które przez osiem lat „pracowało” w ambasadzie USA w Moskwie. Urządzenie, które zostało przemycone do ambasady jako prezent od koła gospodyń wiejskich, ukryte w ludowym dziele sztuki, działało bez zasilania elektrycznego. W spektaklu wystąpią: Ramona Nagabczyńska, Weronika Pelczyńska, Iza Szostak.

0—53 Fragment plakatu Szpieg. Albo człowiek, który słuchał


0—55 Aleksander Binder: Das Innere

0—54 Paweł Eibel: Greyscale Dominoes

0—54

SKALA SZAROŚCI 27.09 — 20.10 Warszawa, Galeria Czułość, Hala Koszyki, ul. Koszykowa 63 www.czulosc.com

Greyscale Dominoes będzie drugą indywidualną wystawą Pawła Eibla. Jej pomysł opiera się na rozstawieniu swego rodzaju wizualnego antylabiryntu, w którym to obrazy, a nie korytarze, będą prowadzić i jednocześnie zwodzić widza w znajdowaniu wyjścia z pułapek, jakie przed nim rozstawiają obrazy. W swojej twórczości Eibel bada nie tyle to, co obraz przedstawia, ile jak to robi. To właśnie w tej warstwie wizualnej, którą w sposób mylący nazywa się „językiem wizualnym”, kryje się komentarz obrazu na temat świata. Tytułowa Skala szarości jest odwołaniem do rozpiętości pomiędzy dwoma ekstremami: jasności i ciemności; do tego płynnego „pomiędzy”, które wahadłowym ruchem zamienia je ze sobą. Ostatnie dwa lata Paweł Eibel poświęcił na dekonstruowanie obrazów do stopnia, w którym ich jedyną reprezentacją staną się one same — chodzi o odsłonięcie ich szkieletu, wydobycie mechanizmów funkcjonowania, oddzielenie przygodnych cech obrazu. „Atom obrazowy” jest w ciągłym ruchu, który nie pozwala mu istnieć w oderwaniu od grupy. No86 / orientuj się

0—55

WNĘTRZA do 24.09 Warszawa, Lookout Gallery, ul. Puławska 41/22 www.lookoutgallery.com.pl

W języku niemieckim Das Innere ma dwojakie znaczenie. Rzeczownik ten służy do opisania wnętrza budynku lub obiektu fizycznego, ale określa też życie wewnętrzne człowieka, jego myśli, emocje, nadzieje, koszmary i lęki. Najnowsze prace Alexandra Bindera posługują się tą dwuznacznością w bardzo dosłowny sposób. Z jednej strony niemal malarskie ujęcia dymiących wulkanów i wybuchów lawy pokazują widzowi destrukcyjną siłę tkwiącą we wnętrzu ziemi. Z drugiej strony te obrazy pochodzą z głębi naszej duszy i są wyrazem niepokoju i samotności. Zdjęcia z cyklu Das Innere zostały wykonane w ciągu trzech lat podczas kilku podróży do południowych Włoch, Sycylii i Wysp Liparyjskich. Spędzając niezliczone dni na obserwowaniu wulkanicznego pustkowia, ruchu magmy i cząstek elementarnych, Binder był w stanie uchwycić niesamowite momenty, które wydają się oderwane od znanych nam miejsc i czasu.

70—71


0—56

POLIN I INNE PEJZAŻE 27.09 — 30.11 Warszawa, Galeria LeGuern, ul. Widok 8 www.leguern.pl

Włodzimierz Jan Zakrzewski posługuje się różnymi językami służącymi do graficznego przedstawienia przestrzeni i miejsca, sięgając po symbole kartograficzne, meteorologiczne i wojskowe. Wykorzystując w swoich pracach obrazy innych autorów, fotografie, wydruki planów i map, cytaty z historii malarstwa oraz nagrania dźwiękowe, tworzy swoisty zapis pamięciowy. — Zakrzewski doszedł do unikalnej i intelektualnie wysmakowanej formuły malarstwa, które sytuuje się w „rozszerzonym polu sztuki” — tłumaczą kuratorzy wystawy Polin i inne pejzaże. To druga indywidualna wystawa artysty w Galerii LeGuern. 0—57

WEEKEND Z GALERIAMI 27 — 29.09 Warszawa www.warsawgalleryweekend.pl

W tegorocznym programie Warsaw Gallery Weekend dominują indywidualne wystawy polskich artystów kilku generacji, m.in. Maurycego Gomulickiego, Natalii LL, Oskara Dawickiego, Tomasza Kowalskiego, Alicji Karskiej i Aleksandry Went. Grono galerzystów biorących udział w weekendzie powiększyło się o nowe galerie, takie jak: Dawid Radziszewski, Stereo, Aleksander Bruno czy Pola Magnetyczne. Ponadto program obejmuje także specjalne pokazy i wydarzenia w różnych warszawskich instytucjach: w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, w Centrum Sztuki Współczesnej czy Zachęcie Narodowej Galerii Sztuki. Informacje o wystawach w poszczególnych galeriach znajdują się w osobnych notkach. 0—58

STRUKTURY CIAŁA 27.09 — 30.10 Warszawa, Galeria FAF, ul. Andersa 13 www.archeologiafotografii.pl

uważany za specjalistę od aktu. Paradoks ten można tłumaczyć tym, że akty Dłubaka były zawsze poddane logice modernizmu — służyły wypowiedziom na temat języka fotografii, struktury powstawania i odczytywania znaczeń czy mechanizmów działania odbioru wzrokowego. Zagadnienia te, wysuwane na pierwszy plan, przesłaniały fakt, że owe teoretyczne rozważania prowadzone są na fotografiach nagiego kobiecego ciała. Wystawa Struktury ciała wydobywa te właśnie wątki z obszernego dorobku artysty. Składa się na nią seria Gestykulacje (1970—1978), wykonane w bardzo wielu wariantach z wieloma modelkami, oraz szkice i dokumentacja do Ikonosfery I. Wystawa, w szerszej wersji, po raz pierwszy prezentowana była w ramach programu głównego tegorocznego festiwalu Photoespaña w Madrycie. 0—59

GRA BEZ GRANIC 6 — 29.09 Zielona Góra, BWA, al. Niepodległości 19 www.bwazg.pl

Erika Stürmer-Alex, oprócz stosowania tradycyjnych technik artystycznych, tworzy obiekty i instalacje. Zajmuje się też sztuką w architekturze i przestrzeni publicznej, tworząc artystyczne akcenty w monotonii nowych osiedli. StürmerAlex bierze udział w działalności grup artystycznych próbujących zmienić obraz miejskich peryferii, pokazując socjalne i osobiste losy ich mieszkańców, prowadzi także koła plastyczne i warsztaty. Zależnie od koncepcji twórczej, wykorzystuje estetyczne strategie funkcjonowania mediów, nigdy nie dając się łatwo zaklasyfikować. Zawsze interesowało ją, by przelotny moment, gdy sztuka splata się z życiem, nie popadł w zapomnienie. Wystawa Gra bez granic stanowi przegląd jej prac. Erika Stürmer-Alex (1938) — należy do najistotniejszych i najbardziej wszechstronnych artystek wschodnioniemieckich. Ukończyła studia w Wyższej Szkole Sztuki w Berlin Weißensee. Brała udział w wielu sympozjach, plenerach artystycznych oraz pobytach studyjnych, m.in. w Londynie, Rzymie oraz Brazylii. Jej prace były prezentowane na wielu wystawach indywidualnych, m.in. w Museum Junge Kunst we Frankfurcie nad Odrą oraz w przestrzeni publicznej.

Zbigniew Dłubak (1921—2005), jeden z najważniejszych polskich fotografów powojennej awangardy, nad tematem aktu zaczął pracować około 1958 roku. Akt kobiecy stał się głównym motywem w jego twórczości fotograficznej. Artysta nie był jednak nigdy


0—56 Włodzimierz Jan Zakrzewski: Półwysep Hel, 2013, akryl na płótnie, olej na płótnie, 13 x 18 cm, 13 x 20 cm. Dzięki uprzejmości Galerii Le Guern

0—58 Zbigniew Dłubak: z wystawy Struktury ciała

0—59 Erika Sturmer-Alex: Wieża nr 1, 2008, 155 x 44 x 36 cm, © Museum Junge Kunst / BWA Zielona Góra

No86 / orientuj się

72—73


0—60

POWIEDZ MI, O CO CI W OGÓLE CHODZI do 30.11 Elbląg, CS Galeria EL, ul. Kuśnierska 6 www.przebudzenie.art.pl

Chcąc przebudzić Elbląg, Grzegorz Drozd umieści w przestrzeni miasta interaktywną rzeźbę, która będzie platformą swobodnej ekspresji, funkcjonującą zarówno w rzeczywistości realnej, jak i w przestrzeni wirtualnej Internetu. Betonowa forma, usytuowana obok Ratusza Staromiejskiego w ścisłej zabudowie Elbląga, na pierwszy rzut oka przypominać będzie nagrobek. Forma ta uzbrojona zostanie w system rejestrujący zarówno dźwięk, jak i obraz, dzięki czemu po naciśnięciu przycisku „record”, tak w dzień, jak i w nocy, będzie można zarejestrować dowolną formę ekspresji. Sześćdziesięciosekundowa rejestracja trafi bezpośrednio do sieci, gdzie będzie można ją skomentować. Tytuł projektu Powiedz mi, o co ci w ogóle chodzi Drozd zaczerpnął z kultowej piosenki Tomka Lipińskiego z 1981 roku, wykonywanej przez Brygadę Kryzys. 0—61

TRUST do 28.09 Wrocław, Galeria Awangarda BWA Wrocław, ul. Wita Stwosza 32 www.bwa.wroc.pl

Trust to pierwsza wystawa indywidualna Przemysława Truścińskiego w galeriach BWA i jednocześnie największa jak dotąd ekspozycja prac twórcy komiksów w polskich galeriach sztuki współczesnej. Na wystawie zaprezentowany zostanie wybór z całego artystycznego dorobku Truścińskiego, jego najważniejsze komiksy, ilustracje oraz rysunki koncepcyjne. Prace eksponowane będą w formie oryginałów, co w przypadku materiałów przygotowywanych do druku zdarza się niezwykle rzadko. Przemysław Truściński (1970) jest rysownikiem komiksów, ilustratorem, koncept artystą i malarzem. Studiował na Wydziale Grafiki i Malarstwa Łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych. Jest laureatem Grand Prix na IV Ogólnopolskim Konwencie Twórców Komiksu w Łodzi (1993 r.) za Piekło. Truściński ma na swoim koncie kilkadziesiąt komiksów krótkometrażowych, trzy antologie swoich prac, setki ilustracji wykonanych do tekstów prozatorskich oraz do artykułów prasowych, ogromną liczbę storyboardów, rysunki do

scenografii dla telewizji i teatru, a także projekty dla gier komputerowych. 0—62

UPRAWIAJĄC GENDER 27.09 — 9.11 Warszawa, lokal_30 / lokal_transfer, ul. Wilcza 29a/12 www.lokal30.pl

Natalia LL jest legendą polskiej neoawangardy, artystką o bardzo wyrazistej postawie, która w latach 60. i 70. należała do grupy prekursorów performance, filmu eksperymentalnego, zajmowała się także fotografią, instalacją i rzeźbą. Wystawa Doing Gender ma na celu dekonstrukcję mitu dotyczącego Natalii LL jako „autorki jednej pracy” — powszechnie znanej Sztuki konsumpcyjnej. Na wystawie zostaną pokazane nigdy dotąd nieprezentowane prace fotograficzne realizowane z Andrzejem Lachowiczem we Wrocławiu w połowie lat 60. Stanowią one pierwsze próby obiektywnego zapisu obrazu ciała ludzkiego. Motyw ten kilka lat później powrócił w rozbudowanym cyklu Sfera intymna (1969), aby zostać w pełni rozwinięty w pracach z początku lat 70., kiedy to Natalia LL zaczęła tworzyć permanentne rejestracje — drogi, czasu czy wreszcie twarzy. W pracach artystki z lat 60. uwidacznia się problem kształtowania tożsamości kobiety wbrew tradycji, przeciwstawiania się zastanym społecznym i kulturowym strukturom patriarchalnym. Wystawie towarzyszyć będzie pokaz filmu Karola Radziszewskiego America Is Not Ready For This, będącego rezultatem poszukiwania przez niego śladów obecności Natalii LL w Nowym Jorku w 1977 roku. Jesienią 2013 roku zostanie również wydana książka zawierająca nowe interpretacje twórczości Natalii LL.


0—60 Grzegorz Drozd, w ramach projektu Powiedz mi, o co ci w ogóle chodzi

0—61 Przemysław TRUST Truściński: Bez tytułu 0—62 Natalia LL: Topografia ciała, 1969, fotografia, dzięki uprzejmości artystki i Lokalu_30

No86 / orientuj się

74—75


0—63

0—65

O JEDNĄ PRACĘ ZA MAŁO

CZAS WOLNY

27.09 — 9.11 Warszawa, Galeria Raster, ul. Wspólna 63 www.rastergallery.com

do 22.09 Warszawa, Zachęta, pl. Małachowskiego 3 www.zacheta.art.pl

Performer, w odróżnieniu od aktora, gra tylko samego siebie. Ale i na niego czyhają pułapki sztuki. W najnowszej serii prac Oskar Dawicki zadaje pytanie o granice spektaklu — w życiu i sztuce — o różnicę między popisem a przeznaczeniem, reprezentacją i odtworzeniem, dziełem a profanacją. Artysta odwołuje się do jednej z najważniejszych figur nowoczesnej sztuki polskiej — postaci ofiar z Rozstrzelań Andrzeja Wróblewskiego. Serii fotografii towarzyszy instalacja site specific. Oskar Dawicki to artysta, który nieustannie kwestionuje sprawczą moc sztuki, a zarazem przekracza kolejne poziomy artystycznej fikcji. Stał się bohaterem literackim, a ostatnio także filmowym (tytułowa rola w zapowiadanym na wiosnę filmie Performer). Na wystawie O jedną pracę za mało Oskar Dawicki zaprezentuje swoje najnowsze prace.

„Obywatele PRL byli zajęci budowaniem socjalizmu do godziny 16. Potem, w czasie wolnym, po wyjściu z pracy, stawali się innymi ludźmi” — mówi Aleksander Jałosiński, fotoreporter. Życie codzienne uchwycone na fotografiach autorstwa sześciu uczestników wystawy Czas wolny bywa absurdalne, zabawne, ale także niepokojące. Dla części bohaterów zdjęć „czas wolny” to wysiłek funkcjonowania „pomimo rzeczywistości”, próba zapanowania nad tym, nad czym zapanować się da. Dla innych — przeciwnie — to czas zapomnienia w przypadkowej i doraźnej zabawie. Fotografie prezentowane na wystawie często w zamierzeniu pełniły funkcję propagandową. Równie często jednak — przy świadomym udziale ich twórców, a czasem jedynie dzięki nowemu kontekstowi —stawały się antypropagandą. Tym ciekawszą, że publikowaną przecież w oficjalnych mediach. Powstawały jako ilustracje do artykułów, wywiadów, reportaży, czasem „przy okazji” zleceń. Artyści: Bogdan Łopieński, Aleksander Jałosiński, Jan Morek, Tadeusz Rolke, Romuald Broniarek, Wojciech Plewiński.

0—64

ZNACZĄCA NIEOBECNOŚĆ 13b.iksv.org/en

Kuratorka 13. edycji biennale w Stambule Fulya Erdemci poinformowała, że formuła koordynowanego przez nią wydarzenia, z powodu sytuacji społeczno-politycznej w Turcji, ulegnie radykalnej zmianie. Pierwotnie biennale odbywać się miało w przestrzeniach publicznych Stambułu takich jak park Gezi czy plac Takisim, które po falach społecznych protestów stały się symbolami oporu obywateli przeciw rozporządzaniu przestrzenią miejską bez konsultacji z mieszkańcami. Zorganizowanie biennale w tych przestrzeniach wymagałoby od kuratorów wejścia w dialog z władzą, która nie w porozumieniu, lecz w przemocy upatrywała rozwiązania społecznego konfliktu. Stąd Fulya Erdemci podjęła decyzję o wycofaniu biennale z przestrzeni publicznej, podkreślając, że aktualnej sytuacji ta nieobecność jest znacząca, wyraża bowiem opór przeciw skandalicznej polityce władz. Biennale odbędzie się w przestrzeniach dwóch instytucji: ARTER oraz SALT Beyoğlu, a także w miejscu funkcjonowania niezależnej inicjatywy artystycznej 5533.

0—66

REMINISCENCJE / HIPPOKAMPUS 27.09 — 31.10 Warszawa, Galeria Asymetria, ul. Jakubowska 16 www.asymetria.eu

Reminiscencje to układ przestrzenny zrealizowany przez Józefa Szajnę, stanowiący epitafium dla artystów krakowskich wywiezionych w 1942 r. do obozu w Oświęcimiu i tam rozstrzelanych, pokazywany był m.in. na Biennale w Wenecji w 1970 r. Szajna przyjmuje rolę świadka, który czerpie ze swoich wspomnień w pracy artysty. Reminiscencje zostają udokumentowane przez fotografa Wojciecha Plewińskiego, który współpracuje z Szajną w trakcie jego tworzenia. Hippocampus z kolei to element odpowiedzialny za pamięć. Artystka Ronit Porat odwzorowuje jego funkcjonowanie, „przefotografowując” m.in. prace Marii Breslauer, niemieckiej fotografki pochodzenia żydowskiego. Jeden z portretów autorstwa Breslauer przedstawiał Annemarie Schwarzenbach, szwajcarską dziennikarkę


0—65 Maj 1959, Warszawa, Polska, sesja fotograficzna na okładkę tygodnika „Przyjaźń” z okazji 15-lecia czasopisma. Dwie dziewczyny na tle słupów wysokiego napięcia, fot. Romuald Broniarek/KARTA

0—63 Oskar Dawicki: w ramach wystawy O jedną pracę za mało

0—66 Ronit Porat: Bez tytułu, 2012, autoportret Marianne Breslauer, Berlin 1929

No86 / orientuj się

76—77


i fotografkę. Praca ta wykorzystana została jako plakat reklamujący wystawę. Porat fotografuje jeden z plakatów, na którym ktoś domalował wąsy, w ten sposób retuszując pierwowzór, którego staje się nowym świadkiem. Artystka buduje tablicę pamięci, zamieniając orientację historyczną w akt twórczej pamięci. Wystawa Reminiscencje / Hippokampus konfrontuje ze sobą te dwie nawiązujące do problemu pamięci postawy twórcze. 0—67

ZMYSŁY 9 — 30.09 Warszawa, Salon Akademii, ul. Krakowskie Przedmieście 5 www.asp.waw.pl

— Przyjemność zmysłowego obcowania ze sztuką jest demokratyczna, i to podwójnie. Każde dzieło, zgodnie z jego fenomenologicznym statusem, jest uzupełnione przez wrażliwość odbiorcy. Dopiero wtedy następuje jego konkretyzacja. Wartości, które przekazuje autor, a niesie jego dzieło, niekiedy elementarne i proste, niekiedy o ukrytym znaczeniu, są dla wrażliwego odbiorcy do zauważenia na drodze intuicji zmysłowej — tłumaczy Iwona Szmelter, kuratorka wystawy Zmysły. Celem wystawy jest pokazanie sztuki w momencie, gdy powstaje ona w wyniku gry emocjonalnej, zanim nabudowane zostaną nad nią szeregi interpretacji we wszechobecnej dzisiaj sztuce-publicystyce i publicystyce sztuki. W tej zmysłowej przygodzie udział bierze czworo artystów: Jarosław Perszko, Monika Korona, Patrycja Piwosz i Jordan Kłosowski. Każdy z nich całkowicie inaczej przedstawia swoje sensuarium w przestrzeni wystawy, co pozwala na swobodne interakcje zmysłów. Ich lista jest otwarta. Artyści skrycie marzą o szóstym zmyśle, a nauka dorzuca długą listę zmysłów, analizując, jak wzbogacają one nasz system postrzegania świata.

0—68

FANABERIE 23.09 — 1.10 Kraków, Bunkier Sztuki, pl. Szczepański 3a www.bunkier.art.pl

Podczas tygodnia performansu zaproszeni do projektu artyści wraz z publicznością założą społeczność produkującą i przetwarzającą ubrania. Tekstylia staną się zarówno artystycznym tworzywem, jak i tematem twórczej dyskusji. W Bunkrze Sztuki odbędą się warsztaty i performansy. Do domu będzie można wynieść sztukę, i to w dodatku na sobie! Do Fanaberii celowo nie zostali zaproszeni projektanci mody, lecz artyści sztuk wizualnych. Dzięki przerabianiu, malowaniu, naszywaniu i przeszywaniu przemienią ubrania w unikatowe, niepowtarzalne, sygnowane dzieła sztuki. Artyści uczestniczący w Fanaberiach to m.in. Monika Drożyńska, Dirk Fleischmann, David Hardy, Kiermasz Twórczej Reanimacji Odpadów, Kloszart Kolektyw, Justyna Koeke, Cecylia Malik. 0—69

TEN, TA, TO 27.09 — 30.10 Poznań, Galeria Miejska Arsenał, ul. Stary Rynek 3 www.arsenal.art.pl

Inspirację Şakir Gökçebağ zawsze znajduje w rzeczywistości, która go otacza: w konkretnych przedmiotach użytkowych, w architekturze, w naturze, a także w abstrakcyjnych wzorach geometrycznych. Koncentrując się na powszechnie dostępnych rzeczach i wytrącając je z codziennych funkcji, artysta oferuje im nowe życie w zaskakujących konfiguracjach. Sięga po węże ogrodowe, paski do spodni, klamerki do wieszania prania, miotły, kubły, parasole, dywany, buty, łyżki od odcedzania, różańce, przewody elektryczne i wtyczki, a nawet rolki papieru toaletowego — wydaje się, że jest w stanie zrobić sztukę z każdego przedmiotu, który wpadnie mu w ręce. Kurator wystawy Der, Die, Das, René Block, podkreśla, że atutem twórczości Şakira Gökçebağ jest jej antyakademickość, a George Maciunas, czołowy artysta Fluxusu, którego imienia nagrodę turecki artysta otrzymał w 2012 roku, miałby — zdaniem Blocka — czystą radość, widząc to innowacyjne i humorystyczne wyobcowanie przedmiotów codziennego użytku.


0—67 Jarosław Perszko: Stela, metal, fragment

0—68 Fanaberie goes global

0—69 Şakir Gokcebağ: Trans Layers No86 / orientuj się

78—79


0—71 Justna Wencel, Marcin Chomicki: Uwolnić pomniki

0—70

0—71

CO DALEJ Z ARSENAŁEM?

UWOLNIĆ POMNIKI

www.arsenal.art.pl

2 — 22.09 Warszawa, Kwiaciarnia Grafiki, ul. Tucholska 12 www.kwiaciarniagrafiki.pl

W poniedziałek 29 lipca 2013 prezydent Poznania Ryszard Grobelny ogłosił, że zamierza zlikwidować instytucję samorządową, jaką jest Galeria Miejska Arsenał w Poznaniu. Anulował również ogłoszony w maju konkurs na dyrektora Galerii Miejskiej Arsenał. Miejsce instytucji kultury ma zająć organizacja pozarządowa wyłoniona w konkursie, który ma zostać niebawem ogłoszony. Zostanie jej powierzone do realizacji zadanie publiczne. Na początku września radni miejscy mają decyzję prezydenta poddać głosowaniu. Poparcie dla galerii w jej obecnym sposobie funkcjonowania wyrazili m.in. prof. Piotr Piotrowski, były dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie, oraz Sekcja Polska Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Sztuki AICA. W momencie zamknięcia Notesu obecna dyrekcja galerii zaplanowała 20-godzinną akcję artystyczną Nie mamy wyjścia. O losach Arsenału będziemy informować w najbliższych miesiącach.

— Potrzeba uwolnić współczesne pomniki od ciężaru zużytych estetyk i nieadekwatnych rozwiązań artystycznych, rozszerzać definicję miejsc pamięci, pytać, co dziś warto upamiętniać. Nasz postulat: pomniki do przeżywania, pomniki do zapominania, pomniki do bycia razem — tak swoją wystawę zapowiadają Zmniennicy, czyli Justyna Wencel i Marcin Chomicki. Uwolnić pomniki to prezentacja projektów dla przestrzeni publicznej stworzonych w ciągu ostatnich lat wspólnej działalności. Dialog ze znaczeniami konkretnych miejsc w Warszawie, w Polsce i za granicą. Sztuka tworzona z myślą o przestrzeni użytkowanej przez człowieka ma stworzyć miejsce spotkania, poruszyć energię otoczenia i pobudzić aktywność odbiorcy. Wystawa zainauguruje działalność Kwiaciarni Grafiki w nowej siedzibie.


c z y ta j

12 No86 / czytelnia

80—81


raport

N

IE WSZYSTKO MUSI BYĆ W GRANICIE

Jesienią rozstrzygną się losy prezydenckiej ustawy o ochronie krajobrazu, regulującej między innymi kwestię rozmieszczania reklam wielkoformatowych. Władze miast mają szanse uzyskać narzędzie prawne do skutecznej walki z samowolą estetyczną. Warszawa od lipca ma nowego Naczelnika Wydziału Estetyki. Kluczowe pytanie pozostaje jednak wciąż to samo: co dla nas oznacza „wygląd miasta”. Czy zdajemy sobie sprawę z tego, że estetyka jest jednym z podstawowych narzędzi inżynierii społecznej? Problem wyglądu naszych miast nie kończy się na efektownym katalogu miejskich mebli, likwidacji reklam, estetycznych kamienicach czy systemie identyfikacji miejskiej. Zapytaliśmy więc miejskich aktywistów oraz urzędników zaangażowanych w kształtowanie estetyki polskich miast, co rozumieją pod pojęciem estetyki, co udało się w tej kwestii osiągnąć, a z czym musimy jeszcze się zmierzyć.


Piotr Sarzyński, tygodnik „Polityka”, autor książki Wrzask w przestrzeni. Dlaczego w Polsce jest tak brzydko:

Polskie miasta nie posiadają całościowej wizji poprawy estetyki i ładu w przestrzeni publicznej. Pojawiają się cząstkowe zmiany, dotyczące jakiegoś jednego, konkretnego fragmentu miasta. Dobrym przykładem jest tu Kraków i jego Park Kulturowy ograniczony do Starego Miasta i okolic Wawelu. Jeszcze gorzej jest w małych i średnich miejscowościach, gdzie zamiast wizji proponuje się rozwiązania-wytrychy. Działa tam następujący schemat: odmalujemy elewacje na rynku, wyremontujemy ratusz stojący pośrodku, zbudujemy na głównym skwerze nowoczesną fontannę sterowaną komputerowo, wyłożymy place i chodniki kostką granitową, jeżeli nas stać, a jeżeli nie to kostką Bauma. Skala tych remontów jest ogromna. Spędziłem ostatnio 10 dni na Dolnym Śląsku, podróżując między Wrocławiem, Jelenią Górą i Wałbrzychem. Przyznam, że byłem zaskoczony skalą finansowania unijnego. W każdym z tych małych miasteczek na rynku stała tablica informująca, że remont rynku albo ratusza został sfinansowany z pieniędzy unijnych. Często miałem poczucie, że zostały one niewłaściwie wydane, szczególnie oglądając chodnik prowadzący donikąd. Najważniejsze wyzwanie dla estetyk miejskich to zrównoważona walka ze szpetotą nowej i starej generacji. Często i chętnie mówimy o tym, że trzeba walczyć z dziką reklamą, graffiti, chaosem urbanistycznym, zabudową nieodpowiadającą potrzebom mieszkańców czy brakiem zrównoważonego rozwoju aglomeracji. Natomiast w małych i średnich miasteczkach problemem jest przede wszystkim rzucająca się w oczy szpetota z czasów PRL-u: brud, zaniedbania, budynki popadające w ruinę. Istotnym bodźcem do działania może się okazać aktywizacja społeczna w tej kwestii. Ważna jest zmiana świadomości społecznej, tworzenie potrzeb, które z kolei wywierają presję na władzę i inwestorów. Działania organizacji pozarządowych w tym kierunku już przynoszą zmiany. Choć nadal niezbędne wydaje się masowe podniesienie w społeczeństwie cieśnienia wymuszającego transformacje. Tomasz Fudala, kurator festiwalu Warszawa w budowie, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie:

W Warszawie inwestycje mające na celu poprawę miejskiej estetyki często były ze sobą sprzeczne. Naszym podstawowym problemem jest przeprowadzanie niezwykle kosztownych remontów. Wydaje mi się, że warto wyzbyć się kliszy, według której jedynie drogie elementy wyposażenia miast są w stanie poprawić jego wygląd. Dobrym przykładem jest tu rewitalizacja Placu Grzybowskiego czy rewitalizacja ul. Chłodnej czy ul. Emilii Plater. Nagromadzenie tego typu remontów skutkuje brakiem środków na ich realizację, a czasami wystarczy dobrze posprzątać albo mieć oryginalny pomysł na przykład taki jak stworzenie ścieżki pieszo-rowerowo-narciarskiej na dzikim brzegu Wisły. Innym pozytywnym działaniem na tamtym obszarze było stworzenie knajp, co też wpłynęło na estetykę, a przede wszystkim zachęciło warszawiaków do korzystania z tej przestrzeni. Zamawianie pięknych ławek czy elementów granitowych nie ma sensu, jeżeli nie ma się pomysłu, jak to ma być potem używane. Estetyka powinna być elementem myślenia o całym mieście. Zdajmy sobie wreszcie sprawę, że na granitowe bogactwo i drogie meble miejskie nas po prostu nie stać. W Warszawie bar- wyzwanie dla estetyk miejskich to dzo dobrym posunięzrównoważona walka ze szpetotą nowej ciem było stworzenie

Najważniejsze i starej generacji.

No86 / czytelnia

82—83


Miejskiego Systemu Informacji, który pozwolił poczuć się ludziom lepiej w ich mieście. Oderwane od siebie inwestycje „zastaw się, a postaw się” nie mają sensu. Filip Springer, reportażysta, autor książki Źle urodzone. Reportaże o architekturze PRL-u:

Większość problemów związanych z estetyką w Polsce, na przykład kwestia wielkoformatowych reklam, wynika z braku odpowiedniej legislacji. W konsekwencji mamy do czynienia chociażby z gettoizacją przestrzeni. Innym problemem jest suburbanizacja, czyli rozlewanie się przedmieść, które obciąża infrastrukturę, dla polskich miast od co najmniej kilku lat stało się to dotkliwie odczuwalne. Kolejną sprawą jest tworzenie katalogu mebli miejskich, według mnie wcale nie wpłyną one pozytywnie na wygląd miast, a tylko przyczynią się do jest zmiana namnożenia jeszcze większego syfu. Korzystaświadomości nie z ładnych przystanków oraz kontemplacja estespołecznej, tworzenie tycznych słupków nie będzie trwała długo, bo niepotrzeb, które z kolei uporządkowana kwestia reklam i szyldów sprawi, że te nowe obiekty zostaną zaraz oblepione dziewywierają presję na władzę i inwestorów.” siątkami ogłoszeń i reklam. Dobrze, że będziemy mieć spójny zestaw mebli miejskich, natomiast nie w tym tkwi problem estetyki. Nie tkwi on również w reklamie wielkoformatowej, ponieważ przy odpowiedniej determinacji polityków z tą kwestią możemy się uporać w pół roku. Zadaniem stojącym przed legislacją jest stworzenie warunków, w których sklepikarz musi konsultować z urzędem miasta wygląd wieszanego szyldu. Trzeba przyjąć do wiadomości, że święte w Polsce prawo własności często ingeruje w prawo własności innych. W Polsce na reklamie w przestrzeni zarabia tylko ten, kto ją stawia oraz ten, do którego należy nośnik i na końcu właściciel terenu, na którym on stoi. Natomiast ludzie, którzy muszą patrzeć na reklamę, nie mają z niej absolutnie nic. Podkreślmy, że ludzie nie są zobowiązani do oglądania reklam w gazecie lub w telewizji, bo mogą nie kupować prasy lub nie włączać telewizora. Ale przestrzeni miejskiej nie da się wyłączyć, a ona została sprywatyzowana reklamą. Trzeba zrozumieć, że własność należy nieraz ograniczyć dla dobra wspólnego. Jeszcze innym poważnym problemem jest fakt, że polskie wsie tracą swój charakter. Wsie na Roztoczu wyglądają tak samo jak te w Wielkopolsce. Domki, które były tradycyjne dla tego regionu, są schowane za nowymi domami z katalogu, które są różowe i fioletowe. To także jest dla nas wyzwanie.

Ważna

Wojciech Kacperski, socjolog, „Kultura Liberalna”:

W debacie nad estetyką polskich miast dużo mówi się o złej architekturze, wszędobylskich i szpecących reklamach czy hałasie. Wszystkie te elementy bardzo silnie obniżają jakość naszej przestrzeni publicznej, jednak wciąż brakuje nam odpowiednich narzędzi do walki o jej dobry poziom. Jedynym być może wyjątkiem jest przygotowana przez Kancelarię Prezydenta ustawa o ochronie krajobrazu – środowisko aktywistów wierzy, że pomoże ona w uporządkowaniu tzw. „kwestii reklam wielkoformatowych”. Jednak wciąż brakuje nam kompleksowego podejścia do wyglądu naszych ulic i placów oraz obecnej w nich zieleni. Skupiamy się na elementach, a nie umiemy ich łączyć w całość. Chciałbym aby w przyszłości polskie miasta były aranżowane w sposób całościowy a nie wyspowy, jak to ma miejsce obecnie. To jest według mnie najważniejsze wyzwanie dla polskich miast na nadchodzące lata.


Grzegorz Piątek, Naczelnik Wydziału Estetyki Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy:

Zamawianie pięknych ławek czy elementów

Gdybym zajmował się tylko granitowych nie ma sensu, jeżeli nie i wyłącznie tym, czy latarnia ma się pomysłu, jak to ma być potem ma być prosta czy pastorałkowa, czy słupek ma być biało- używane. -czerwony czy czarny, byłaby to strata czasu. Nie chodzi tylko o estetykę. W urządzaniu przestrzeni publicznej chodzi o coś więcej – o pewien standard, jakość, na którą składają się nie tylko gust, ale i funkcjonalność, dostępność czy bezpieczeństwo. O to, żeby projektując przestrzeń publiczną, starać się zrównoważyć dobro wszystkich użytkowników. W najbliższych miesiącach bardzo ważne będzie nowe zaprojektowanie terenów nad drugą linią metra. Czasu, żeby tu działać, jest bardzo mało, bo metro zostanie otwarte za ponad rok, a trzeba będzie urządzić ulicę Świętokrzyską. Musimy wykorzystać szansę i nie wracać do tego, co było wcześniej, tylko wprowadzić nowy standard, nie powtarzać błędów. Natomiast szeroko dyskutowana sprawa reklam wielkoformatowych wymaga uregulowania na poziomie krajowym. Tak się szczęśliwie składa, że pojawiła się prezydencka inicjatywa ustawodawcza o ochronie krajobrazu. Jesienią trafi pod obrady Sejmu i mam nadzieję, że legislacja nie skapituluje w obliczu haseł o ochronie miejsc pracy w branży reklamowej czy interesach rolników wynajmujących ziemię pod billboardy. Dopóki nie ma takich całościowych regulacji, pozostaje sterowanie ręczne, wykorzystywanie do maksimum istniejących instrumentów. Mamy rozporządzenie, które reguluje to, co się dzieje na terenach należących do miasta. Ale już to, co się dzieje za płotem na prywatnej działce, jest często poza kontrolą. Beata Urbanowicz, koordynatorka projektu plastycznego wystroju miasta w Zespole Architekta Miasta UM Wrocławia:

Oto, co w obszarze estetyki udało się nam osiągnąć we Wrocławiu: W 2008 roku został opracowany wrocławski katalog mebli miejskich. Służy on jako wskazówka dla projektantów oraz służb miejskich, zajmujących się ich utrzymaniem i uzupełnianiem. Zadbaliśmy o uporządkowanie plastyczne Rynku, czyli naszego salonu miejskiego, wraz z przyległymi uliczkami staromiejskimi. Określiliśmy jasne zasady organizacji letnich ogródków gastronomicznych. Zwiększamy powierzchnie dostępne dla pieszych, dbamy o jakość i rozbudowę systemu ścieżek rowerowych. Pilnujemy jakości projektów zagospodarowania terenu przy przebudowie ulic, placów, skwerów czy promenad. Projekty wyłaniane są na drodze konkursów architektonicznych. Realizujemy, przyjęty w 2007 roku, projekt Systemu Identyfikacji Miejskiej. Trwa program „stu kamienic” oraz rewitalizacji podwórek w obrębie dzielnic zabudowy przedwojennej. Niezależnie od projektów inwestycyjnych wprowadzamy w przestrzenie publiczne projekty plastyczne dające dodatkowe walory artystyczne w mieście: murale, zewnętrzne galerie uliczne, czasowe instalacje przestrzenne powstające w ramach festiwali. Zajmujemy się dopracowaniem systemu reklam, niezbędnych do promowania miejskich wydarzeń kulturalnych, społecznych i sportowych. Teraz chodzi o to, by utrzymać te nowe rozwiązania dla miasta na dobrym poziomie, to znaczy realizować przyjęte ustalenia odnośnie kolorystyki, mebli miejskich, iluminacji. Nie zaniedbywać codziennego sprzątania, naprawiania czy wymiany zużytych elementów. To są zajęcia bardzo nudne i niepopularne, ale No85 / czytelnia

84—85


Trzeba

dawanie dobrego przykładu najlepiej procentuje. Nie wymieniona zepsuta ławka, pomnik hrabiego Fredry stale bez pióra, fontanna, która nie działa, przyjąć do wiadomości, bardzo źle zapisuje się w pamięci zarówno mieszże święte w Polsce kańców jak i turystów. Jednak porządkowanie prawo własności często miasta musi iść w parze z uporządkowaniem kwestii dotyczących reklam. Uważam, że niezbędna ingeruje w prawo jest także spójna i całościowa strategia oświetwłasności innych. lenia miasta, zwłaszcza, że przekłada się ona na ekonomiczny aspekt zużycia energii i racjonalnego nią zarządzania. W małej skali to nowatorskie rozwiązanie wprowadzone zostanie na osiedlu Nowe Żerniki, które jest sztandarowym projektem inwestycyjnym Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016. Andrzej Nowak, Dyrektor Wydziału Urbanistyki i Architektury Miasta Poznania:

W 2010 roku Prezydent Poznania powołał pełnomocnika do spraw porządkowania i ochrony przestrzeni publicznej miasta, ale jego kompetencje ograniczały się jedynie do kwestii prawnych. Podjęta jest już decyzja o utworzeniu w jego miejsce pełnomocnika – koordynatora do spraw estetyki wizerunku miasta. Stworzyliśmy katalog mebli miejskich, które mają obowiązek stosować wszystkie zależne od miasta instytucje. Wydane jest zarządzenie w sprawie zasad umieszczania reklam i szyldów na nieruchomościach, które należą do miasta. Głównym problemem jest jednak to, że nie posiadamy podstawy prawnej, która pozwoliłaby nam działać w prosty i skuteczny sposób. Od wielu lat działania ustawodawcze w tej materii konsekwentnie zmierzały do wycofania takich przepisów jak na przykład artykuł 4 w prawie budowlanym o konieczności zharmonizowania budynku z otoczeniem. Dlatego w Poznaniu postanowiliśmy skupić się na kwestiach edukacji. Uważamy, że koncentrowanie się wyłącznie na szukaniu normy prawnej pozwalającej ścigać łamiących prawo nie ma sensu, wolimy edukować i tłumaczyć. Naszym celem jest kształtowanie świadomości estetycznej. Dr Anna Łakoma, Główny Specjalista – Plastyk Miasta Krakowa:

Wiele z problemów dotyczących estetyki Krakowa zostało już uregulowanych. Uchwała Rady Miasta Krakowa z dnia 3 listopada 2010 roku powołała do istnienia Park Kulturowy Stare Miasto. Na terenie Parku obowiązują nakazy i zakazy dotyczące m.in. umieszczania nośników reklamowych (umieszczania tylko i wyłącznie jednego szyldu reklamowego dla jednego podmiotu gospodarczego oraz zakaz obklejania wszystkich witryn), funkcjonowania ogródków gastronomicznych i prowadzenia robót budowalnych,. Duży szok wywołały zmiany w zakresie funkcjonowania wspomnianych ogródków gastronomicznych. Wcześniej były preferowane parasole, które były obrendowane, jak również meble, które właściciele otrzymywali od firm lub kompanii piwowarskich. Wprowadzono regulację dotyczącą umieszczania logotypów tylko i wyłącznie na jednej części parasola (lambrekinie), a kolorystykę ograniczono do koloru beżowego i szarego. W Krakowie funkcjonują także regulacje dotyczące wysięgników, czyli reklam prostopadłych. Natomiast nie ma precyzyjnych uregulowań (poza Parkiem) reklam płaszczyznowych na elewacjach. Trzeba pamiętać, że przestrzeń miasta dzieli się na historyczną tkankę i nowoczesne Miasto. Istniejące w mieście meble miejskie zostały zaprojektowane już znacznie wcześniej. Na przestrzeni lat pojawiły się jednak nowe formy mebli i obecnie należałoby dokonać inwentaryzacji i uporządkowania przestrzeni w tym zakresie. Chcemy ponownie dokonać spisu mebli, zastanowić się, jakie formy powinny być tymi wiodącymi.


W urządzaniu

Dużym problemem w Krakowie jest System Informacji Miejskiej. Tablice, które się przestrzeni publicznej chodzi o coś pojawiały, są nieadekwatne do współczesnych czasów. więcej – o pewien standard, jakość, Chociaż posiadają wpisującą na którą składają się nie tylko gust, się w charakter Starego Mia- ale i funkcjonalność, dostępność czy sta formę, często nie zawie- bezpieczeństwo. rają wszystkich niezbędnych informacji. Dlatego potrzebujemy nowoczesnego Systemu Informacji Miejskiej. Michał Szymański, kierownik Referatu Estetyzacji Miasta UM Gdańsk:

Nie posiadamy jednego dokumentu, stanowiącego odrębną strategię miasta w zakresie estetyzacji, natomiast podnoszenie jakości oraz estetyki przestrzeni publicznej jest zapisane w obowiązującej Strategii Rozwoju Gdańska. Obecnie trwają prace nad nową strategią miasta, w której z pewnością zagadnienie estetyzacji otrzyma wysoką rangę. Elementem realizacji istniejącej strategii było powołanie w 2011 roku Referatu Estetyzacji Miasta w strukturze Wydziału Urbanistyki, Architektury i Ochrony Zabytków, którego działalność przyczynia się do poprawy estetyki Gdańska. Nasz referat zajmuje się przede wszystkim dbaniem o jakość przestrzeni będącej w posiadaniu gminy. Dotychczas opracowaliśmy zasady lokalizacji nośników reklamy w przestrzeni miejskiej. Obecnie prowadzona jest weryfikacja wszystkich nośników reklamowych, które są ulokowane na terenach miejskich. Dotychczas zweryfikowaliśmy przeszło 600 takich nośników. W tym roku uporządkujemy przestrzeń głównego ciągu komunikacyjnego. Prowadzimy zaawansowane negocjacje z firmami branżowymi, chcemy, by także one włączyły się w ten proces i uporządkowały reklamy na terenach prywatnych. Utrzymywanie chaosu na terenach prywatnych, zmusi nas do usunięcia reklam z terenów gminy, zwykle posiadających doskonałe warunki ekspozycji. Efekty tych działań powinny być widoczne na początku przyszłego roku. Drugim istotnym zagadnieniem, którym się zajmujemy, jest zagospodarowanie przestrzeni publicznej w zakresie mebli, kiosków, ale także posadzek, czyli elementów, z którymi ma do czynienia przede wszystkim pieszy. Tutaj także opracowane zostały zasady w formie zarządzenia Prezydenta. W tym zakresie jest wiele do zrobienia, bo w mieście wciąż dominują klasyczne betonowe kosze i ławki. We wrześniu zostanie ogłoszony konkurs na kompleksowe zestawy mebli miejskich, które, będąc formami współczesnymi, miałyby akcentować tożsamość naszego miasta. W efekcie powstanie katalog mebli miejskich, który będzie obowiązywał wszystkie jednostki realizujące inwestycje na terenie miasta. Pokładamy nadzieje w inicjatywach legislacyjnych – szczególnie w inicjatywie prezydenckiej, odnoszącej się do ochrony krajobrazu. Może to nie jest rozwiązanie doskonałe, ale daje instrumenty do zwiększenia kontroli nad przestrzenią publiczną. Przede wszystkim jednak, liczymy na zmianę ustawy o egzekucji w administracji. Wiemy, że taki projekt jest w Sejmie. Jesteśmy przekonani, że bez wzmocnienia organów nadzoru budowlanego czy też konserwatorskiego, nie da się kompleksowo uporządkować reklam na terenie miasta. Brak jest realnego nadzoru nad terenami prywatnymi, dlatego nie jesteśmy w stanie skutecznie wyegzekwować samowoli, która stanowi 90% reklam w mieście. Wypowiedzi zebrali: Magda Roszkowska i Arek Gruszczyński

No85 / czytelnia

86—87


Lalka Roberta Smithsona wykonana przez Tomasza i Donata Kowalskich, fot. Małgorzata Mazur, współpraca Łukasz Jastrubczak, Bytom 2013


poszukiwania i eksperymenty

Z

iemia wciąż pracuje Robert Smithson dał nam wszystko: słownictwo, mapę i instrukcję do tego, jak będzie się rozwijać sztuka – z Sebastianem Cichockim, redaktorem 7. numeru eksperymentalnego magazynu humanistycznego „Format P”, tym razem zatytułowanego Ziemia pracuje. Wystawa o glebie, pyle, mauzoleach i szlamie, rozmawia Bogna Świątkowska

No86 / czytelnia

88—89


Dlaczego prace ziemne, land art jest temat, którym akurat teraz powinniśmy się zająć?

No właśnie, dlaczego akurat teraz ekshumacja jakiegoś kolejnego awangardowego truchła? Po co odgrzebywać idee z zupełnie innej epoki, z czasów, kiedy nie było Internetu, telefonów komórkowych, mediów społecznościowych i komputerów, kiedy zupełnie inaczej wyglądała sytuacja geopolityczna? Nowy numer „Formatu P” traktuję jako raport na temat potencjalnego „plan b” dla sztuki w ogóle. Na podstawowym poziomie jest to oczywiście wystawa, i to bardzo moim zdaniem udana. Niezłe prace, światowej klasy artyści, jest dobry rytm i dramaturgia. „Format P” po raz drugi testuje model wystawy, która nie ma swojego materialnego ekwiwalentu w przestrzeni muzealnej. Jest wystawą do noszenia w kieszeni. Na głębszym poziomie to rodzaj manifestu czy też zestaw instrukcji, wskazówek. Wydaje mi się, że czasami powinniśmy powracać do takich, wydawałoby się rozpoznanych i skodyfikowanych propozycji artystycznych. Dziś stać się mogą niezwykle użyteczne. Ten numer dedykowany jest myśli teoretycznej artysty Roberta Smithsona, bardzo ważnego dla mnie artysty, który umarł dokładnie 40 lat temu, latem 1973 roku. Co nowego można jeszcze znaleźć w twórczości Roberta Smithsona?

Staramy się odnaleźć w jego wczesnych tekstach z końca lat 60. pewne wskazówki, mapy ale też proroctwa. Wspólnie z moimi współpracownikami, Krzyśkiem Gutfrańskim i Ewą Tatar chcieliśmy zweryfikować jego hipotezy dotyczące dalszego rozwoju sztuki. Artysta ten, wydawać by się mogło dobrze znany w historii sztuki za sprawą kilku legendarnych realizacji w przestrzeni pozamiejskiej, jak „Spiral Jetty” czy „Broken Hill”, jest tak bardzo często źle interpretowany. To postać wielowymiarowa, bardziej teoretyk niż artysta. Był radykalny. Projektował wystawy na lotnisku do oglądania z okien lądującego samolotu, postulował burzenie muzeów, fotografował opuszczone prowincjonalne hotele i wykładał później o nich studentom architektury. Pozostawił po sobie liczne teksty, za pomocą których można zrozumieć lepiej zmiany w sztukach wizualnych ostatniego stulecia, poszukiwać tam inspiracji. Niestety w Polsce, Smithson został dawno temu włożony do szuflady z napisem land art, która jest raczej mało sexy. Nurt ten w polskim piśmiennictwie interpretowany jest jako rodzaj hołdu dla pejzażu, bezkresnego krajobrazu, to niby takie romantyczne malarstwo w 3D. Ci którzy zajmują się tym zagadnieniem nieco głębiej natychmiast odkrywają że sztuka ziemi była poważnym, radykalnym projektem politycznym, filozoficznym i etycznym, ściśle związanym z istotnymi wydarzeniami z przełomu lat 60. i 70. XX wieku: wojną w Wietnamie, pandemią grypy, upowszechnieniem LSD czy zdjęciami kuli ziemskiej wykonanymi z kosmosu. To, co wydarzyło się wówczas w sztuce jest wciąż bardzo pociągające.

Jaka jest struktura nowego “Formatu P”?

Ten numer jest wystawą – składającą się głównie z materiałów wizualanych - podzieloną na cztery rozdziały według logiki wybranych tekstów Smithsona, dotyczących kluczowych zagadnień podejmowanych przez artystę. Są to A Sedimentation of the Mind: Earth Projects , Language to Be Looked At And / Or Things to Be Read, The Artist as Sight-Seer; Or, A Dintrophic Essay oraz Some Void Thoughts on Museums. Wszystkie pochodzą z drugiej połowy lat 60. Wykorzystaliśmy formę esejów wizualnych, które pomagają „przetłumaczyć” teksty Smithsona na współczesność, zderzyć ją ze współczesnymi sytuacjami, jak np. architektura po tsunami, jakie uderzyło w Azję w 2004 roku czy też tworzenie typologii śladów jakie rożnego rodzaju broń pozostawia na budynkach na Bliskim Wschodzie.


Jednym z tych tematów jest po prostu sama ziemia, rozumiana jako gleba i tradycje land artowe. Staramy się opowiedzieć o sztuce ziemi nie jako czymś należącym do świata Europy Zachodniej i Ameryki Północnej, ale o globalnej tendencji, równolegle rozwijającej się w Europie Środkowo-Wschodniej, Ameryce Łacińskiej czy Azji (zwłaszcza w Japonii). To jest wprowadzenie historyczne. Interesuje nas przypomnienie kilku bardzo istotnych postaci, między innymi Marii Pinińskiej-Bereś, grupy OHO ze Słowenii, Teresy Murak. Pokusiliśmy się także o stworzenia słownika pojęć Smithsona, po raz pierwszy w języku polskim wprowadzamy jego kluczowe pojęcia i terminy. To jest historyczna trampolina, od której się odbijacie i szukacie związków ze współczesnością. Gdzie je znajdujecie?

Bardzo istotnym tematem – doskonałym łącznikiem ze współczesnością jest np. tekst Smithsona The Artist as Sight-Seer, czyli ujęcie całego świata jako wystawy a artysty jako „radykalnego turysty”. To wynika poniekąd z dotkliwej krytyki instytucjonalnej, którą uprawiał Smithson. W rozmowie z innym artystą, francuskim konceptualistą (bardzo w Polsce popularnym) Danielem Burenem, zwierzał się z poczucia, że muzea są mauzoleami, które należałoby natychmiast opróżnić ze wszystkich milczących rekwizytów a później zburzyć. Ewentualnie pozostawić tylko te lepiej zaprojektowane, jak Guggenheim Museum i cieszyć się ich pustymi skorupami, potraktować je jak rzeźby w przestrzeni publicznej. Smithson fantazjował o tym jak w przyszłości odwiedzają nas przybysze z innej planety, bardziej zaawansowani cywilizacyjnie, dla których to zgliszcza po ludzkości mogą być bardzo zwodnicze. Spotkają się z nagromadzeniem rzeźb i obrazów, które ze względu na sposób ekspozycji, pietyzm z jaki są konserwowane, sugerują że są oknami czy też portalami do innej rzeczywistości. Nieszczęśni przybysze będę walić głowami w rzeźby Rodina, szukają przejścia do innego wymiaru! Z drugiej jednak strony Smithson był wielkim entuzjastą sztuki. Wydaje się że czekał po prostu na moment, w którym to muzea wchłoną cały świat (w końcu oglądamy, że pojawia się w nich coraz więcej obiektów które nie są dziełami sztuki: kamieni, zwierząt, ludzi, rzemiosła i tak dalej), przez co cały świat stanie się jednym wielkim muzeum. Jest taka anegdota, mówi się że Robert Smithson raz spotkał się przypadkowo z Marcelem Duchampem podczas jakiegoś wernisażu. Duchamp zapytał Smithsona, czy gra w szachy, a on odparł z kamienną twarzą, że toleruje tylko grę w Monopoly. To jest bardzo zabawna opowiastka i pewnie nieprawdziwa, ale pokazuje trafnie fundamentalną różnicę między programami intelektualnymi tych dwóch artystów. Sztukę i teksty Smithsona cechuje zdecydowanie zimne, naukowe podejście. Inspirował się geologią, paleontologię, fizyką, zbierał skamieliny, jeździł do kamieniołomów i składowisk materiałów budowlanych. „Odkrycie” przez Smithsona świata jako jednego, wielkiego muzeum zapowiada wiele istotnych tendencji w sztuce współczesnej naszego stulecia. Nie szukajmy daleko, przyjrzyjmy się np. warszawskim instytucjom sztuki, które od kilku lat zajmują się intensywnie miastem, urbanistyką i przestrzenią publiczną – gdzie miasto traktowane jako gotowa wystawa, wielkie ready made. Daniela Brahm, z którą pracowaliśmy podczas pierwszej edycji Warszawy w budowie, zrobiła bilbord na placu Defilad z hasłem „Your city is the exhibition”. Tak właśnie dzisiaj postrzegamy miasto. Artysta często wciela się więc w przewodnika po mieście-wystawie, kolekcjonera, który kataloguje różne jej fenomeny, takie jak niedokończone domy, przystanki autobusowe, amatorskie samowolki, neony, budowlane fuszerki, ogrodzenia, dzikie rośliny i tym podobne. Całe spektrum zjawisk i rzeczy, które często przypominają sztukę prezentowaną w galeriach. No86 / czytelnia

90—91


Bardzo

To wydanie „Formatu P” rozpoczyna esej Roberta Smithsona z 1967 roku, który tu po raz pierwszy można przeczytać w języku polskim – Spacer śladami monumentów w Passaic, New Jersey.

istotnym tematem – doskonałym łącznikiem ze współczesnością jest np. Tak, to jest sensacja – tekst legenda, przez tekst Smithsona The Artist niektórych krytyków uznawany za jedno z kluczowych dzieł Smithsona. Passaic to as Sight-Seer, czyli ujęcie całego świata jako wystawy miasto w którym urodził się Smithson. Przypomina mi trochę Bytom, w którym przez a artysty jako „radykalnego kilka lat pracowałem. Poprzemysłowe miaturysty”. To wynika sto, rozpadające się na kawałki, pełne puponiekąd z dotkliwej stostanów, nieużytków, szczelin i dziur. Smithson opublikował ten tekst w Artfokrytyki instytucjonalnej, rum. Piękny, poetycki, brawurowo napisany którą uprawiał Smithson

i dowcipny. Tekst opowiada o spacerze śladami tamtejszych monumentach. Oczywiście w Passaic nie ma żadnej sztuki publicznej. Smithson napotykał na swej drodze m. in. piaskownicę z brudnym piaskiem, zardzewiałego żurawia dryfującego na pontonie, niedokończony most. Wykorzystał swoją erudycję i doświadczenie artysty pracującego poza muzeum, interesującego się erozją, wietrzeniem, starzeniem się materiałów. W Stanach Zjednoczonych to był też czasu wielkiego boomu sztuki w przestrzeni publicznej, najczęściej przerośniętych abstrakcyjnych konstrukcji zdobiących place przed wśród biurowców. Smithson opisuje znalezione wraki jak dzieła sztuki, np. brudną piaskownice interpretuje jako model pustyni, swoiste laboratorium rozpadu. Wyobraża sobie sytuacje, w której dziecko wchodzi do piaskownicy, w której zgromadzono biały i czarny piasek. Chodzi w kółko a piasek miesza się i staje coraz bardziej szary. Dziecko wpada w histerię i stara się odwrócić proces, zaczyna chodzić w druga stronę. Niestety chaos tylko się pogłębia. Dla Smithsona to była ilustracja entropii, w takim rozumieniu naukowym, zgodnie z drugą zasadą termodynamiki a nie według artystowskiego slangu. Ten tekst był dla mnie bardzo ważny, zwłaszcza podczas pracy w bytomskiej Kronice, ale i później podczas prowadzenia różnych warsztatów w takich miejscach jak Ramallah czy Meksyk. Zderzasz się z miejscem osobliwym, przegrzanym znaczeniowo, przeładowanym kuriozami. Albo produkujesz jeszcze więcej tych dziwności albo skupiasz się na tym, żeby je skatalogować, nazwać, uchronić się przed obłędem.

Postrzeganie świata jako muzeum to jedna z teorii, której obecność w Ziemi… jest szalenie istotna. Co jeszcze?

Relacja między językiem a światem materialnym. Smithson traktował konceptualizm jako projekt bardzo materialny. Pisał, że nie ma ucieczki od materii, nie można się zajmować tylko ideami, koncepcjami. Powtarzał że umysł i materia znajdują się na kursie kolizyjnym. Stąd wiele z dzieł tego artysty miało brutalny, siłowy charakter - wylanie asfaltu na wysypisku śmieci pod Rzymem czy wysypywanie gruzu na szopę, aż do momentu załamania jej sufitu. To były działania oparte na konceptualnym reżimie, ale jednocześnie miały charakter pewnego ekscesu, nadmiaru materiału i idei. Tak się składa, że większość osób zainteresowanych sztuk pamięta głównie Lalka Roberta Smithsona wykonana przez Tomasza i Donata Kowalskich, fot. Małgorzata Mazur, współpraca Łukasz Jastrubczak, Bytom 2013


No86 / czytelnia

92—93


spiralną groblę Smithsona. Z pewnością jednak temu artyście nie zależało na takich aspektach sztuki jak malowniczość czy aura. Jego celem było stworzenie pewnego projektu intelektualnego, który pozwala nam postrzegać świat za pomocą narzędzi, których używamy w kontakcie ze sztuką. Ten wątek jest kontynuowany w bardzo interesujący sposób np. przez Centrum Interpretacji Ziemi w Los Angeles (The Center for Land Use Interpretation), które bada różne aspekty modyfikowania kuli ziemskiej przez bardzo ekspansywny i pomysłowy gatunek zwierząt jakim jest Homo sapiens. To może być np. miasto-makieta wybudowana do ćwiczeń wojska i policji, miejsca magazynowania odpadów radioaktywnych, nieczynne bazy promów kosmicznych, zmodyfikowane dla celów turystycznych jaskinie i wiele innych fascynujących obiektów. Centrum, prowadzone przez byłego studenta Roberta Smithsona – Matthew Coolidge’a, powołało także do życia Muzeum Ziemi Amerykańskiej, które składa się z różnego rodzaju „prac land artowych”, czy też raczej obiektów które je przypominają, jak np. hałd górniczych. Muzeum nie ma oczywiście żadnego budynku ani zespołu, poszczególne prace zostały po prostu „przywłaszczone” do kolekcji. Kolekcja jest rozproszona po całych Stanach Zjednoczonych, ale muzeum jest wyłącznie konstrukcją mentalną, ćwiczeniem z wyobraźni. Oczywiście jest też w tym sporu osobliwego humoru, co wydaje się czasami ratować projekt artystyczny Smithsona przed osunięciem się w jakiś nawiedzony dydaktyzm. Będzie to więc nazwanie procesów, w których uczestniczymy lub sami je inicjujemy, chociaż nie mieliśmy narzędzia, które pozwoliłoby w procesie intelektualnym nadać temu kształt, format. Jest to charakterystyczne dla polskiego środowiska twórców kultury. Rzadko się zdarza inicjowanie krytycznej samoobserwacji. Robimy dużo rzeczy, które wynikają z emocji, intuicji, codziennego doświadczenia, a nie potrafimy osadzić tego w kontynuacji wysiłków ludzkich, w której przecież się poruszamy.

Zgadzam się z Tobą. W tym przypadku jednak należy zachować zdrowy rozsądek, proporcje. Nie próbuję wyjaśnić złożoności sztuki współczesnej, odczytując na nowo kilka tekstów nieżyjącego artysty i traktując je w kategoriach świętych pism. Pojęcie ciągłości jest ważne, nie chodzi tyle wyłącznie o tradycje ale o pewną świadomość. Misją „Formatu P” jest pokrywanie białych plam na polu historii i teorii sztuki, poszukiwania związków pomiędzy różnymi dziedzinami, wskazywanie na charyzmatyczne, unikalne postawy, tropienie projektów intelektualnych, które mogą stać się teraz na nowo użyteczne. Nie kompilujemy wyłącznie faktów, ale pokazujemy algorytmy, które mogą znaleźć zastosowane współcześnie i mogą być wskazówka dla artystów, w tym przypadku: jak można katalogować rzeczywistość, tworzyć pewne typologie, jak można posługiwać się obiektem znalezionym, jakie funkcje pełnić może instytucja sztuki. Smithson dał nam słownictwo, mapy i instrukcje, przewidując jak sztuka będzie rozwijać się pół wieku później. Interesujące są zwłaszcza jego przeczucia co do nowych relacji między sztuką i nauką, najczęściej sytuacji kiedy sztuka ujawnia przekręt albo szaleństwo nauki. W nowym numerze „Formatu P” pokazujemy na przykład kolekcje kamieni, które kiedyś

Myślę

że ten numer „Formatu P” podkreśla aspekt postępującej fikcjonalizacji wielkich bohaterów sztuki konceptualnej XX wieku, ich uromantycznienie, nieustannie fabularyzowanie. Tym bardziej, że opieramy się w większym stopniu na tekstach i relacjach świadków niż na materialnych dziełach sztuki.


Moment

były zaklasyfikowane omyłkowo jako meteoryty. Teraz trafiły do specjalnych magazynów, jako byłe meteoryty. Nie zostały przesunięcia pomiędzy wyrzucone – mają status byłych meteosite i non-site (miejsca rytów! Przedstawiamy więc manipulai nie-miejsca) jest szalenie cje związane z momentem Simithsonowskiego displacement, czyli przesunięcia, interesujący. Według co się dzieje gdy szklanka, która stoi teraz Smithsona z jednej strony przed nami znajdzie się w muzeum. Momamy rzeczywistość, ment przesunięcia pomiędzy site i non-site tak zwane miejsce, coś (miejsca i nie-miejsca) jest szalenie intereprawdziwego, świat, który sujący. Według Smithsona z jednej strony nie został zredagowany, nie mamy rzeczywistość, tak zwane miejsce, w nim miejsca na czasowniki, coś prawdziwego, świat, który nie został zredagowany, nie w nim miejsca na czarzeczowniki, przymiotniki sowniki, rzeczowniki, przymiotniki. Na przykład „las” nie jest w ogóle zredagowany, ale już o „białej przestrzeni galeryjnej” można powiedzieć, że przeszła bardzo skomplikowane zabiegi redakcyjne. Nagle dochodzi więc do cudów, alchemicznych transformacji, szklanka o znikomej wartości staje się dziełem sztuki. Dlaczego tak się dzieje, jakie są mechanizmy tej magicznej przemiany? To fascynujące pytania. Dla ludzi zajmujących się sztuką, pytania fundamentalne. Przestaliśmy się martwić o niemożność odpowiedzenia na pytania – co jest sztuką? Coraz więcej kłopotów sprawia pytanie – co nie jest nie może nigdy stać się sztuką? A więc dlaczego Smithson tu i teraz, w 2013 roku w Polsce?

Zacząłem zajmować się tekstami tego artysty intensywnie kilka lat temu. Nowy numer „Formatu P” to kolejna, i pewnie nie ostatnia materializacja tej fascynacji. Zeszłej zimy w krakowskiej Cricotece miał miejsce wykład w ramach projektu Radykalne języki, gdzie postać Smithsona została przywołana z zaświatów za pomocą lalki, zaprojektowanej przez Tomka i Donata Kowalskich. Lalka została ożywiona przez brzuchomówcę – Iana Saville’a, który uprawia „czerwoną magię”, łączy umiejętności prestidigitatorskie z wykładaniem marksizmu. Wywiad ze wskrzeszonym Smithsonem przeprowadziła sopranistka Marzena Lubaszko, wyśpiewując pytania o martwe muzea, miłość i fascynacje dinozaurami. Myślę że idee Smithsona w fascynujący sposób przekładają się na inne języki: literatury, teatru, może nawet opery, tymczasem słabo sprawdzają się jako tradycyjny akademicki wykład. Inną próbą reaktywacji tekstów Smithsona była wystawa w formie książki zatytułowana Miraż, którą opracowaliśmy wspólnie z post-konceptualnym polskim artystą Łukaszem Jastrubczakiem. Miraż to taki pojedynek miedzy nami, w dużej mierze oparty na tekstach Smithsona. W książce pojawia się plejada nieistniejących artystów czy nurtów w historii sztuki, takich jak zielony konceptualizm czy Szkoła Lafayette Hills. Łukasz Jastrubczak podróżując przez Stany Zjednoczone wykonywał zdjęcia, wysyłał je do mnie, ja miałem 24 godziny na napisanie tekstu, później on miał 24 godziny na odpowiedź, wykonanie zdjęcia. W ten sposób oddaliśmy do siebie 100 strzałów i urwaliśmy tę wymianę w martwym punkcie. To była wystawa, która udawała jakąś dziwną ilustrowaną nowelę. No86 / czytelnia

94—95


Wciągasz do swoich fascynacji wielu artystów, zmuszasz niejako Smithsona, żeby nadal pracował.

Racja, i to może być dla osób z mojego otoczenia dość męczące. Ostatnio Smithson powrócił w świetnym filmie Future Days Agnieszki Polskiej. Film ten powstał na wyspie Gotlandia na Morzu Bałtyckim, miejscu znanym z kilku filmów Bergmana i „Ofiarowania” Tarkowskiego. Opowiada o pośmiertnej tułaczce legendarnych, nieżyjących już artystów, jak Włodzimierz Borowski czy Lee Lozano. Trafiają do nieba, wędrują bezcelowo po tym rajskim krajobrazie, pozbawieni podstawowego popędu, który motywował ich do pracy, mianowicie leku przed śmiercią i zapomnieniem. Teraz już nic im nie grozi, więc tracą cała swoją kreatywność. Napotykają na szczątki różnych dzieł sztuki, które być może zostały wzięte do nieba za życia ich twórców ze względu na specyficzne właściwości. Jednym z nich jest jest Partially Buried Shed Smithsona, albo po prostu jama w kopalni odkrywkowej wapienia, która po prostu przypomina tę pracę. Zdaję sobie sprawę, że Smithson jest postacią niebywale zmitologizowaną, a ja też uczestniczę w procesie jego „historyczno-sztucznej kanonizacji”. Przedwczesna śmierć, zagadkowe dzieła sztuki skazane na rozpad, pełne literackich i filozoficznych tropów teksty - łatwo z tego stworzyć legendę. Myślę że ten numer „Formatu P” podkreśla aspekt postępującej fikcjonalizacji wielkich bohaterów sztuki konceptualnej XX wieku, ich uromantycznienie, nieustannie fabularyzowanie. Tym bardziej, że opieramy się w większym stopniu na tekstach i relacjach świadków niż na materialnych dziełach sztuki. Do tego teksty Smithsona są takie buńczuczne i aroganckie, ale też pełne polotu, brawurowych analogii, uwodzą wyobraźnię artystów. To wybuchowa, ale bardzo anachroniczna mieszanka: przeterminowany konceptualny trotyl, które nagle z niewiadomych powodów od czasu do czasu eksploduje z ogromną siłą.

Sebastian Cichocki (ur. 1975) Sebastian Cichocki - zastępca dyrektora ds. programowych w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Kurator wystaw, m in. w pawilonie Polonia na 52. i 54. Biennale Sztuki w Wenecji: indywidualnych wystaw Moniki Sosnowskiej i Yael Bartany (pierwszej w historii biennale zagranicznej artystki reprezentującej Polskę). Autor książek, traktowanych jako wystawy na papierze m. in. A Cookbook of Political Imagination (z Galit Eilat), Miraż (z Łukaszem jastrubczakiem), The Future of Art Criticism as Pure Fiction,

Psy z Uskudar (z Joanną Rajkowską), L.A.S.T. L.E.A.K. (z Antje Majewski), libretta Wystawy mówione. Opery instytucjonalnej w trzech aktach (z Michałem Liberą, Jarosławem Trybusiem i Grzegorzem Piątkiem) etc. W ostatnich latach zajmuje się m. in. zmitologizowanym dziedzictwem amerykańskiego pioniera sztuki ziemi Roberta Smithsona, przybliżając jego teksty m. in. w formie inscenizowanych wykładów, książek, programów rezydencyjnych.


FORMAT P Eksperymentalny magazyn humanistyczny ukazujący się od 2009 r. Regularnie zmienia się jego profil, zespół redakcyjny, zasięg dystrybucji, a nawet same motywacje wydawców. Identyczny pozostaje tylko poręczny format magazynu: 13 na 17 centymetrów. „Format P” ma formułę przechodnią, zespół redakcyjny współpracuje przy każdym wydaniu z inną grupą specjalistów, której powierza opracowanie merytorycznej koncepcji jednego numeru. Każdy z numerów ma swoje mocno zaakcentowane spięcie tematyczne. Do współpracy przy tworzeniu kolejnych numerów kwartalnika zapraszane są osoby bądź zespoły związane z różnymi kolektywami intelektualnymi, artystycznymi lub instytucjami. „Format P” kieruje uwagę w stronę ośrodków peryferyjnych, niezależnych, funkcjonujących poza głównym obiegiem; koncentruje się na zjawiskach znajdujących się na „marginesach” historii sztuki i literatury, znanych niewielkiej grupie specjalistów. Pismo działa w formule „drukowanego laboratorium: poszukującego nowych, interesujących korelacji pomiędzy różnymi dziedzinami kultury i nauki. Pierwszy numer pisma poświęcony był „życiu pozagrobowemu” przedmiotów codziennego użytku. Numer drugi miał charakter „fantomowy” (cały nakład został ukryty w schowku pod ziemią – zniszczone wilgocią numery trafią do dystrybucji w znanym tylko przez redakcję pisma terminie).

Trzecie wydanie stanowiło postulatywny tekstowy kolaż, składając się z zebranych manifestów z XX i XXI wieku, zarówno artystycznych, jak i aktywistycznych. 4 edycja, pod tytułem The Future of Art Criticism as Pure Fiction dojrzewała długo - większość tekstów została napisana jesienią i zimą 2010 roku. Formuła magazynu zmienia się po raz kolejny. Tym razem jest to anglojęzyczny zbiór tekstów literackich, napisanych przez kilkunastoosobową grupę autorów zaproszonych przez redaktora prowadzącego tego numeru, Sebastiana Cichockiego – kuratorów i krytyków sztuki, którzy flirtowali z literaturą, jako „potencjalnym formatem wystawy sztuki”. W efekcie powstało dziewiętnaście wystaw (obowiązywała zasada: tylko tekst, żadnych ilustracji) podszywających się pod opowiadania science-fiction czy erotyczne, fikcyjne wywiady, wiersze etc. „Wydarzenie towarzyszące”, dwudziesty element projektu, to pocztówka, której treść stworzyli wspólnie wszyscy autorzy numeru, wśród nich m. in.: Sina Najafi, Raqs Media Collective, Łukasz Ronduda & Łukasz Gorczyca, Dieter Roelstraete, Aaron Schuster i Ysla Leaver-Lap. „Format P” #5 był pięciojęzycznym (!) wydaniem zawierającym libretto opery instytucjonalnej w trzech aktach (autorzy: Sebastian Cichocki, Michał Libera, Grzegorz Piątek i Jarosław Trybuś). „Format P” #6 odkrywał nieznany wcześniej fakt istnienia publicznej kolekcji sztuki Miasta Stołecznego Warszawy.

www.format-p.pl

No86 / czytelnia

96—97


Modern Warsaw, autor nieznany, źródło www.learningfromwarsaw.com


praktyki spadochronowe

POUCZAJĄCE ODBICIA Dążenie do odkrywania nowych zjawisk i osiągnięć mających odzwierciedlenie w strukturze społecznej jest dla nas kluczowe. W przypadku Learning from Warsaw rys historyczny i wiedza architektoniczna były niezbędne do zrozumienia procesów urbanistycznych – Nele Dachmann, Nicola Ruffo i Agnieszka Sosnowska, czyli szwajcarsko-polski kolektyw kuratorski, przedstawiają kulisy wielowątkowego projektu realizowanego właśnie w ramach A-I-R Laboratory w CSW Zamek Ujazdowski. Rozmowę przeprowadził Piotr Drewko

No86 / czytelnia

98—99


Jak bardzo obraz miasta wpływa na was?

W fazie początkowej miasto wydaje się nam pozbawioną struktury kolekcją obrazów i schematów zakorzenionych w danej kulturze. Im dokładniej przyglądamy się jego historii tym wyraźniejsza staje się nasza percepcja. Przykładowo obraz Warszawy był dla nas bardzo trudny do zdefiniowania. Jednak to co przykuło naszą uwagę i wyznaczyło kierunek myślenia było związane z przestrzennym zdominowaniem miasta przez boom budowlany, który nastąpił po upadku systemu komunistycznego. Chcemy ten element połączyć z nowymi pomysłami i poddać analizie nowe mity. Czego szukacie w mieście?

Nie interesują nas rzeczy oczywiste czy turystycznie atrakcyjne. W momencie spotkania z historią patrzymy na to co kryje się za jej fasadą. Chcemy analizować jak owa historia jest konstruowana. Ponadto kwestią równie ważną są powstające wokół Warszawy mity i marzenia. Planujemy zagłębić się w proces postrzegania oraz rozumienia miasta w kontekście jego urbanistycznej logiki oraz świadomie budowanej przez mieszkańców struktury. Czego w takim razie można nauczyć się od Warszawy?

Zainspirowani architektonicznym dyskursem w publikacji Learning from Las Vegas* skupiliśmy się na poznawaniu historii młodego i wciąż kształtującego się europejskiego miasta. Od początku naszych wizyt badawczych byliśmy zainspirowani architekturą Warszawy, której manifestacją jest kolaż różnorodnych ideologii, w którym zmiany polityczne mają silne odbicie w planowaniu przestrzeni. Przykładowo plan miast szwajcarskich jest od wieków skrupulatnie przygotowywany i analizowany. Warszawa natomiast jest tego przeciwieństwem – w tym przypadku nauczyliśmy się jak miasto może być kilkakrotnie budwane od podstaw. Jednym z naszych celów jest właśnie analiza tego jak ta sytuacja urbanistyczna, dyktowana przez specyficzną historię, wpływa na społeczeństwo. Skupiając się na specyfice strony internetowej projektu łatwo zauważyć, że wasze posty i komentarze wizualne mają w sobie silne odniesienia do historii.

Strona www.learningfromwarsaw.com jest narzędziem badawczym, które umożliwia nam poznanie i skatalogowanie historii wizualnej Warszawy. Większość zaproszonych artystów pracuje według nieustalonego z nami sposobu badania miasta. Nie powstają żadne ograniczenia co do okresu lub konkretnego tematu, które mają być poddane analizie. Przykładowo szwajcarscy artyści Meier/ Franz badają specyfikę zamkniętych i skrupulatnie strzeżonych osiedli, na terenie których wszystko podlega kontroli. Ta kwestia interesuje nas również poza samą Warszawą ze względu na to, że staje się coraz wyraźniejszym trendem społecznym w wielu miastach.

*  Robert Venturi, Denise Scott Brown, Steven Izenour, Uczyć się od Las Vegas (Learning from Las Vegas), Karakter 2013. Opis wydawcy polskiego: „Jedna z najważniejszych książek o architekturze. Ognista polemika z Le Corbusierem. Przyglądając się Las Vegas, miastu blichtru, parkingów i szyldów, autorzy budują teorię architektury „zwyczajnej i brzydkiej” – a zarazem żywiołowej i pełnej wyobraźni. Dogłębna analiza zabudowy tego miasta stanowi punkt wyjścia do rozważań nad niesłusznie zdaniem autorów zapomnianą symboliką formy architektonicznej. Venturi, Scott Brown i Izenour dokonują żarliwej dekonstrukcji myśli modernistycznej, przywoływanej przede wszystkim w postaci książki W stronę architektury Le Corbusiera. Tropiąc sprzeczności i pułapki późnego modernizmu, autorzy opowiadają się za nową architektoniczną wrażliwością, nieskażoną protekcjonalizmem, otwartą na popularne gusta”. www.karakter.pl


Jak bardzo przydatne jest wasze dziennikarskie i architektoniczne zaplecze w pracy nad tym projektem?

Punktem zasadniczym naszej praktyki jest dynamika związana z pracą w środowisku artystycznym i kuratorskim, gdzie dominuje różnorodność opinii, doświadczeń oraz zaplecza edukacyjnego. W naszej pracy kluczowe jest dążenie do odkrywania nowych zjawisk i osiągnięć, które mają odzwierciedlenie w strukturze społecznej. Sprowadza się to znów do wymaganej bardzo dobrej znajomości historii obszaru, który poddawany jest badaniom. W przypadku Learning from Warsaw rys historyczny i wiedza architektoniczna były niezbędne do zrozumienia procesów urbanistycznych. Sama historia jednak nie wystarczy. Jakich filtrów jeszcze używacie?

Naszym głównym filtrem są artyści. Aby zrozumieć procesy urbanistyczne jesteśmy zmuszeni czerpać z doświadczeń badań socjologicznych oraz antropologicznych. Nie staramy się tworzyć żadnego dyskursu naukowego – naszym celem jest wizualna wystawa o Warszawie, w której wymieszane artystyczne wizje złożą się w konkretny obraz miasta. Merytoryczną podstawą waszego projektu jest wspomniana publikacja Learning from Las Vegas. W drugiej części tytułu pojawia się zdanie Zapomniany symbolizm formy architektonicznej. Czy interesuje was poszukiwanie i analiza symbolizmu uwikłanego w przestrzeń Warszawy?

Głównym

celem jest pokazanie mieszkańcom Warszawy ich miasta z naszej Naszym zdaniem symbolizm jest bardzo inte- perspektywy. Szukając resującym tematem, który dla autorów pubkontekstów „poza” likacji stał się kluczowy. Czy w przypadku schematem jest Warszawy jest on równie niezbędny do zrozawsze ciekawym zumienia i odczytania miasta? Na pewno nie w dokładnie taki sam sposób. Komunistyczna doświadczeniem

architektura ma oczywiście ogromny wpływ na jej formę i charakter. Współczesne tendencje architektoniczne, które odwzorowują system kapitalistyczny również mogą być traktowane jako jeden złożony symbol. W tym momencie jednak myślimy, że inne elementy takie jak manifestacja historyczna miasta są bardziej istotne. Wciąż filtrujemy jak najwięcej informacji i zjawisk, które pozwolą nam zbudować strukturę miasta. Czy to jest właśnie waszym celem? Rozłożenie struktury miejskiej na części pierwsze i przyglądanie się jej tkance?

Głównym celem jest pokazanie mieszkańcom Warszawy ich miasta z naszej perspektywy. Szukając kontekstów „poza” schematem jest zawsze ciekawym doświadczeniem. Zastanawiamy się na ile nieznajomość struktury miasta przyczyni się do stworzenia pełnej i bogatej refleksji o mieście. To w planie intelektualnym, a na czym polega działanie?

W ramach projektu zapraszamy polskich i szwajcarskich artystów do pracy w lokalu użytkowym przy Marszałkowskiej 9/15, gdzie znajdował się wcześniej sklep z kapeluszami PORTHOS. Jest to przestrzeń, która pozwoli nam działać zarówno poza gorsetem instytucji kultury, jak i galerii komercyjnej, dając artystom wolność na eksperymentowanie w bardziej nieformalnych warunkach. Tak zdefiniowany był też off-space Waescherei, który Kunstverein Zurich prowadziło No86 / czytelnia

100—101


Studying in Warsaw, autor nieznany, źródło www.learningfromwarsaw.com

Warsaw under construction, autor nieznany, źródło www.learningfromwarsaw.com


Ruch off-space

w czerwonej dzielnicy Zurychu. Ruch off-space jest jedną z najciekawszych inijest jedną z najciekawszych inicjatyw cjatyw artystycznych na szwajcarskiej scenie arty- artystycznych na szwajcarskiej scenie stycznej. Są to przestrzenie artystycznej. Są to przestrzenie dla dla sztuki zakładane przez sztuki zakładane przez młodych ludzi, młodych ludzi, którzy czę- którzy często są niezwiązani zawodowo sto są niezwiązani zawoze sztuką. Decydują się jednak poświęcić dowo ze sztuką. Decydują się jednak poświęcić swój swój prywatny czas, żeby działać dla prywatny czas, żeby dzia- kultury łać dla kultury. Efekt jest niezwykle mocny i inspirujący, ponieważ wchodzą z zupełnie nową odświeżającą energią, dając niezwykłą wolność artystom poprzez strukturalną otwartość na działania wymykające się definicjom i eksperymenty, zakładając też w sobie możliwość porażki. Poza tym możemy mówić tu o drugim stopniu wolności, który związany jest z brakiem zainteresowania rynkiem sztuki czy zupełnym ignorowaniem go. Poza prowadzeniem refleksji nad Warszawą, chcemy też w Warszawie działać poprzez wprowadzenie w jego tkankę nowego miejsca, którego – jak nam się wydaje – tutaj brakuje, a dalej obserwać jak przyjmie się taki przeszczep. Współpraca A-I-R Laboratory z Kunstverein Zurich rozwinęła się zresztą z spontanicznie rzuconego pomysłu, żeby mieć takie miejsce jak Waescherei w Warszawie i spontanicznie rzuconego „przenieśmy was”. Trafiło to akurat na moment, kiedy w A-I-R od dłuższego czasu wisiał w powietrzu pomysł wprowadzenia modelu instytucji-w-rezydencji, który angażuje nie tylko kuratorów, ale instytucję, organizację pozarządową czy art space rozumiane jako niezależne jednostki określane poprzez specyfikę prowadzonego programu. Struktura Learning from Warsaw będzie więc podporządkowana praktyce, jaką Nele Dechmann i Nico Ruffo stosowali w Waescherei z intensywnym rytmem wernisaży co dwa tygodnie oraz programem towarzyszącym, na który składają się dyskusje, spotkania ze specjalistami, koncerty i inne wydarzenia. Szwajcarscy artyści zaproszeni do przygotowania wystawy muszą działać więc niezwykle szybko, ale też precyzyjnie. Po przyjeździe mają około tygodnia na research, penetrację miasta i wybranie tematu, a dalej produkcję pracy. Polscy artyści są w zupełnie innej sytuacji. To zderzenie odmiennych perspektyw w ramach jednej wystawy – insidera i outsidera – wydaje nam się jednak ekscytujące poprzez ryzyko, które w nim drzemie i rezultat, który pozostaje do ostatniego momentu trudny do przewidzenia. Czyli jest to spontaniczna analiza miasta, działania wizualne bez określonej odgórnie struktury, komentarz zaproszonych artystów?

Niezwykle istotna wydaje nam się tutaj perspektywa nauki i stale ją podkreślamy. Jest to perspektywa otwierająca, nic nie narzucająca, pozwalająca formułować wypowiedź o mieście artystom, którzy często będą pierwszy raz nie tylko w Warszawie, ale też w Europie Środkowo-Wschodniej. To wyłapanie pierwszego spojrzenia bardzo nas interesuje, a nawet absolutnie fascynuje i widzimy w nim potencjał dokonania precyzyjnego cięcia. W książce Learning from Las Vegas widoczny jest silny dyskurs społeczny. Czy jako badacze architektury Warszawy chcecie się zagłębiać w relacje pomiędzy kulturą popularną, mediami i strukturą przestrzenną?

No86 / czytelnia

102—103


Manifest

sformułowany na samym początku w tym wypadku wykluczałby również możliwość uczenia się. Manifesty naznaczone są zazwyczaj pewnym strukturalnym zamknięciem i formułowane są z pozycji tego, który myśli czy twierdzi, że wie

Dostrzegliśmy, że w Warszawie rośnie społeczne zainteresowanie anektowaniem przestrzeni publicznej. Działania na tym polu realizowane są przez różnorodne projekty kulturalne. Nasz projekt skupia się na zrozumieniu tego procesu używając artystycznych środków wyrazu. Podczas gdy Robert Venturi i Denise Scott Brown analizowali Las Vegas poprzez konkretny materiał wizualny, my mamy zaproszonych artystów i ich wizje jako punkt odniesienia. Jak w takim razie opisalibyście Warszawę – jako komunikatywną, dekoratywną, symboliczną, pełną architektonicznych sprzeczności?

Warszawa na wielu poziomach wydaję się być miejscem pełnym sprzeczności. Jak wiadomo struktura przestrzenna została odbudowywana kilkakrotnie przez co nie ma ona jednorodnego charakteru. Owe sprzeczności reprezentują destrukcyjną polską historie i stają się jej głównym manifestem. Learning from Las Vegas w wyrazisty sposób karci ortodoksyjny modernizm oraz strofuje elitarne architektoniczne gusta. Czy chcecie, żeby wasz projekt stał się manifestem?

Wciąż uczymy się miasta i nasz projekt jest raczej eksperymentem niż pomysłem na skończony i drobiazgowy produkt badawczy jakim jest Learning from Las Vegas. Zapraszani przez nas polscy i szwajcarscy artyści pracują nad teraźniejszym obrazem miasta, mając do dyspozycji nieograniczone niczym konteksty. Projekt rozwija się procesualnie i będąc obecnie na jego początku nie jesteśmy w stanie dojrzeć, co czeka nas na końcu edycji warszawskiej pod koniec października. Jako kuratorzy nie zdecydowaliśmy się na sformułowanie manifestu. Manifest sformułowany na samym początku w tym wypadku wykluczałby również możliwość uczenia się. Manifesty naznaczone są zazwyczaj pewnym strukturalnym zamknięciem i formułowane są z pozycji tego, który myśli czy twierdzi, że wie. Książka Venturiego przyczyniła się do sformułowania pojęcia duck oraz decorative shed jako metafory ekspresyjnej i symbolicznej architektury. Czy wasz projekt posiada podobne, silnie nacechowane definicje?

Jeśli takie się pojawią w trakcie badań przestrzennych to na pewno zostaną wyraźnie nazwane. Każde miasto ma przecież swoją logikę oraz charakterystyczną strukturę.

Robert Venturi powiedział, że kiedy okoliczności opierają się porządkowi, to ów porządek powinien zostać wygięty lub złamany. Czy nie jest trochę tak, że wszelkiego rodzaju anomalie, niejasności i niepewności zapewniają wiarygodność architekturze?

Całkowicie się zgadzamy, szczególnie kiedy zaczynamy analizować związek pomiędzy społeczeństwem a środowiskiem naturalnym i jego deformacją spowodowaną coraz bardziej agresywnym gospodarowaniem przestrzeni. Socjolog Richard Sennett w roku 1970 w swojej książce ‘The Uses of Disorder’ pisał jak przesadnie zorganizowane miasta negatywnie wpływają na jednostkę całkowicie zamrażając jej rozwój po przez budowanie schematycznych, sztywnych


i niezmiennych postaw społecznych . Esej Senneta to skrupulatna analiza gęsto zaludnionych, chaotycznych miast. W jego opinii idealne miasto to przeciwieństwo aglomeracji skupiającej getta i zamknięte, strzeżone osiedla. To co pozytywnie wpływa na rozwój to przestrzeń, która jest w stanie łączyć anarchie, różnorodność oraz kreatywny nieład. Wszystkie te elementy spajają strukturę społeczną, która sprawnie reaguje na zmiany cywilizacyjne. Architektura to delikatny balans pomiędzy sztuką i funkcjonalnością. Czy mariaż tych dwóch elementów jest widoczny w Warszawie?

Ruch Awangardowy w latach 20. przekonywał, że architektura jest nauką ścisłą, nauką stosowaną. Po II Wojnie Światowej nacisk na socrealizm w praktykach architektonicznych ukuł tezę, iż architektura to sztuka. Faktem było jednak to, że ówczesna klasa polityczna dzięki swojej pozycji ukonstytuowała akceptowaną przez siebie estetykę. Obecnie ta rola została przejęta przez inwestorów oraz deweloperów. My patrzymy na Warszawę w podobny sposób jak autorzy Learning from Las Vegas – analizujemy co widzimy a nie oceniamy i krytykujemy.

Nele Dechmann pracuje jako architekt oraz uczy się w Zurychu i Berlinie. Podczas studiów na ETH w Zurychu oraz na Strathclyde University w Glasgow zrealizowała wieloletni projekt artystyczny Housefucking. w Berlinie zaprojektowała Bibliotekę Berlin-Köpenick, której projekt zdobył wiele nagród (np. BDA-Prize Berlin). Pracuje obecnie nad pracą doktorską na temat procesów miejskich. Jej ostatnia publikacja Hongkongu typologii została nagrodzona przez Swiss Federal Office of Culture jako Schönste Schweizer Bücher. Nicola Ruffo pracuje jako dziennikarz i kurator w Zurychu. W czasie studiów na Uniwersytecie Humboldta w Berlinie i na Uniwersytecie w Zurychu publikował jako krytyk filmowy dla magazynów w Niemczech i Szwajcarii (np. Cinema, Filmbulletin). Od 2004 do 2007 był dyrektorem artystycznym w Międzynarodowego Short Film Festival w Winterthur. Kuratorował programy wideo z udziałem takich artystów jak John Smith, Matthias Müller czy Nicolas Provost na różnych festiwalach filmowych (np. Britspotting Berlin, Zurich Filmfestival, FEC Festival
Barcelona oraz IFF Rotterdam). Kiedy w 2007 roku ukończył studia w na kierunki stosunków międzynarodowych oraz filmoznawstwo zaczął pracować jako dziennikarz w telewizji szwajcarskiej (Schweizer Fernsehen). W 2011 r. ukończył kuratorskie studia podyplomowe Postgraduate Program in Curating of the Zurich University of the Arts. Agnieszka Sosnowska kuratorka w programie Artists-In-Residence Laboratory Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie. Po ukończeniu studiów filozoficznych oraz kulturoznawczych pracuje nad

No86 / czytelnia

rozprawą doktorską poświęconą relacji między podmiotowością a obrazem w sztukach wizualnych oraz performatywnych w Instytucie Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Publikuje artykuły na temat sztuki współczesnej, tańca współczesnego oraz sztuki performance, a także estetyki nowych mediów.   Kunstverein Zürich Założona przez Nele Dechmann i Nicolasa Ruffo w 2010 roku jako program rezydencyjny oraz off-space Wäscherei (dawna pralnia). Program wystaw, spotkań z artystami oraz specjalistami, pokazów, koncertów oraz publikacji ma na celu budowanie dialogu oraz współpracy, przekraczając granice dyscyplin, geograficzne oraz ideologiczne. W tym roku Kunstverein Zürich wyruszyła w podróż. Tak jak w przestrzeni Wäscherei w Zurychu kuratorzy przygotowują program wydarzeń artystycznych w różnych przestrzeniach, które nie są zazwyczaj wykorzystywane dla kultury, odwołując się równocześnie do charakteru oraz historii tych miejsc. www.kunstvereinzuerich.ch A-I-R Laboratory CSW Zamek Ujazdowski Od 2003 roku zajmuje się organizacją pobytów twórczych artystów zagranicznych w CSW, prowadząc kuratorski program rezydencji: zaprasza zagranicznych twórców do udziału w programie, dzięki czemu mogą realizować własne projekty artystyczne. Wykorzystują czas rezydencji do badania nowego otoczenia i namysłu nad swoją praktyką, eksperymentują. Program polega na budowaniu sieci wymiany wiedzy i doświadczeń pomiędzy instytucjami artystycznymi ze Wschodu i Zachodu UE oraz wspieranie profesjonalnego rozwoju pracowników kultury. http://csw.art.pl

104—105


City Gallery Planning Processes, autor: Wing1990hk, 2013, źródło: www.wikimedia.commons.org


nerwice miejskie

K

REATYWNE MIASTO Powodem, dla którego potrzebujemy bardziej kreatywnego miasta, jest to, że cały czas warunki wokół nas się zmieniają. Musimy na nie odpowiadać i próbować się do nich dostosowywać. Chodzi też o uchwycenie tego, co było dobre z przeszłości i przekucie tego w sukces – z Charlesem Landrym, urbanistą i autorem książki Kreatywne miasto, wydanej przez Narodowe Centrum Kultury, rozmawia Karol Cichocki

No86 / czytelnia

106—107


Architekci, co wynika z historii, lubią myśleć, że są królami tworzenia miast. Mają tendencję do udowadniania, że wiedzą, co jest najlepsze. W swoim myśleniu mogą być jednak oderwani od tego, jak ludzie postrzegają miasto

Kultura jest zasobem?

Oczywiście. To, jak tworzysz jakąś przestrzeń, oparte jest na wyborach. Za nimi stoją kulturowe perspektywy, czyli to, jak myślimy, na co powinniśmy pozwolić i jakie mamy tendencje. W odniesieniu do miasta?

Tak. Chodzi o bycie otwartym i o to, by ludzie mogli myśleć, planować i działać, używając swojej wyobraźni. Jakie jeszcze?

Musimy tu zawęzić pojęcie kultury, np. do sztuki. Mówimy o polskim dizajnie, polskim filmie, muzyce, budynkach. Są kompletnie inne niż to, co mamy np. we Francji czy w Hiszpanii. To, co z nimi robimy, będzie miało swój polski charakter. Można mieć taką nadzieję.

W Polsce historycznie odzwierciedliliście swoje miasta. Zasoby, które możemy nazwać bardziej artystycznymi, determinują image tych miejsc. Na przykład ja postrzegam Kraków przez pryzmat historii Polski. Ale można to wykorzystać w różny sposób. Które miasta są kreatywne?

Tak do końca, to żadne miasto nie jest. Ta idea jest pewną drogą. Możemy zawsze powiedzieć, że jakieś miejsce może być jeszcze bardziej kreatywne. Tu chodzi o próbę. Warunkiem wstępnym jest posiadanie politycznego i kulturowego uwarunkowania, które pozwala planować z wyobraźnią w celu znalezienia ciekawych rozwiązań problemów lub możliwości. To musi wymagać pewnych atrybutów.

Pozytywnych bodźców, takich jak wspieranie odrębności. Potrzebne są też otwartość, regulacje sprzyjające tworzeniu partnerstwa publiczno-prywatnego i możliwości działania szeregu organizacji. Po co nam to ,,kreatywne miasto”?

To jest trudne pytanie. Wydaje mi się, że powodem, dla którego potrzebujemy bardziej kreatywnego miasta, jest to, że cały czas warunki wokół nas się zmieniają. Musimy na nie odpowiadać i próbować się do nich dostosowywać. Chodzi też o uchwycenie tego, co było dobre z przeszłości i przekucie tego w sukces. Pisze pan, że zanim zacznie się ten cały proces, najpierw musi nastąpić zmiana w myśleniu ludzi. Jak to zrobić?

Głębszym problemem, jeśli chodzi o sposób myślenia, jest to, że jesteśmy w pewien sposób wychowani do myślenia linearnego. Co jednak warte uwagi, rozwiązania problemów przychodzą najczęściej w wyniku łączenia ze sobą zupełnie różnych rzeczy. Na przykład nauki, technologii i sztuki?

Tak. Usługi kulturalne, usługi gospodarcze, usługi dotyczące środowiska łączą się ze sobą. To wymaga pewnego sposobu myślenia, który jest bardziej nastawiony na współpracę i wspólne tworzenie.


Tą zmianą sposobu myślenia nawiązuje pan do Struktur rewolucji naukowych Thomasa Kuhna.

Właśnie. Musimy patrzeć na szereg spraw w sposób bardziej realistyczny i bardziej połączony. Duża część programu kreatywności, o którym piszę, dąży do odsłonięcia, odkrycia zasobów i potencjału. Tu właśnie pojawia się ten problem patrzenia na świat. To, jak go postrzegamy, wynika z pewnych założeń, jakie czynimy i które ciężko jest odrzucić. Nie mówię oczywiście, że należy wszystko przewartościowywać, ale trzeba przynajmniej stwarzać możliwość spojrzenia z dystansu. Jest to niezbędne w celu podjęcia decyzji, szczególnie gdy decydujemy, czy coś pozostawić, czy zmienić. Jak architekt może skłaniać ludzi do większego zaangażowania?

Architekci, co wynika z historii, lubią myśleć, że są królami tworzenia miast. Mają tendencję do udowadniania, że wiedzą, co jest najlepsze. W swoim myśleniu mogą być jednak oderwani od tego, jak ludzie postrzegają miasto. Można zadać sobie pytanie, czy architekci lubią ludzi? Jeśli znajdzie się taki, który szczerze kocha i lubi ludzi, to można odczuwać jakieś współuczestnictwo z jego budynkami. Oczywiście część budynków zupełnie do tego zniechęca. Należy słuchać?

Tak. Kluczowym aspektem dla architekta jest słuchanie, co nie oznacza, że nie może on rozwijać swojej kreatywności i pomysłów. Dzięki słuchaniu i przekładaniu tego na projekty zachęca się ludzi do współuczestnictwa.

Można

Z punktu widzenia urbanisty?

Patrzenie przez pryzmat urbanistyki jest wielowymiarowe. Ja patrzę na urbanistykę z punktu widzenia zadać sobie pytanie, software i hardware, czyli w bardzo szerokim kontekczy architekci lubią ście. Trzeba myśleć o tym, czym jest przestrzeń publudzi? Jeśli znajdzie liczna, jakie interakcje między ludźmi mogą w niej zajść, gdzie one mogą zajść itd. się taki, który

szczerze kocha i lubi ludzi, to można odczuwać jakieś współuczestnictwo z jego budynkami. Oczywiście część budynków zupełnie do tego zniechęca

Jednym aspektem jest wytworzenie tego kapitału kreatywnego. Jak jednak skłonić władze do korzystania z niego?

Problem dużych oszczędności, który dotyka w szczególności Europę Zachodnią, powoduje, że miasta mają dziś rzeczywiście mniej pieniędzy na działanie. Pojawia się też problem ideologiczny. Jak należy działać na rzecz rozwiązywania problemów? Oddolnie czy odgórnie? Na pewno mieszkańcy miasta wiedzą, co jest dla nich najlepsze osobiście. Nie zawsze jednak jest to dobre dla całego miasta. To odwieczne pytanie, jak połączyć indywidualne pragnienia z powszechnymi potrzebami. Należy zrozumieć, że kluczową sprawą jest współtworzenie i współpraca.

Jakimi rozwiązaniami można wpłynąć na zachowanie mieszkańców?

Można poprzez architekturę wpłynąć na postawy proekologiczne. Architekci mogą – i część to robi – projektować takie budynki, które przy naszym poczuciu estetyki będziemy postrzegać jako ekologiczne. Dlatego ich wyglądem można wzmocnić wrażliwość na ochronę środowiska. Widzimy też dużo negatywnych działań. Wiele dzieł architektonicznych po No86 / czytelnia

108—109


prostu nas dzieli. Wiemy, że miasta są bardzo wewnętrznie zróżnicowane i że ludzie mają skłonności do bycia uprzedzonymi. Chodzi o to, by tworzyć miejsca i przestrzenie, w których ludzie będą się czuli bezpiecznie, wygodnie, będą zrelaksowani i będą mogli się otworzyć. Architektura może wspierać ten proces. Na przykład?

Port Zachodni w Malmö. Znajdujące się w pobliżu budynki mieszkalne nie są zamieszkane przez bogatszych i biedniejszych ludzi. Wszyscy mają piękny widok na morze, które w niektórych miejscach wdziera się trochę w ląd, co ma podkreślać tę styczność. Patrząc na to, zadajemy sobie pytanie, dlaczego tak to właśnie wygląda. Bez żadnych podpowiedzi możemy zauważyć, że tak została wyrażona idea zrównoważonego planowania. Fryburg?

Tak. Uważany jest za jedno z najbardziej ekologicznych miast w Europie. Postanowiono wykorzystać to, że w mieście często świeci słońce i w wielu miejscach zaczęto montować panele słoneczne, wkomponowując je w budynki. Cała ta kombinacja skłania do refleksji i angażuje do myślenia o środowisku. To, jak planujemy przestrzeń miejsca pracy, też może mieć wpływ?

Myślę, że tak. Gdybyśmy kierowali się skrajnie kapitalistyczną logiką, zastanawialibyśmy się, jak zagospodarować przestrzeń, by zatrudnić jak najwięcej ludzi. To skutkuje tym, że mamy w biurach bardzo wąskiej korytarze, które wręcz wzmagają w nas poczucie klaustrofobii. W mojej ocenie to, że człowiek czuje się przytłoczony, wpływa na jego samopoczucie, a w konsekwencji na efektywność pracy. Budynek kształtuje to, kim jesteś i jak się możesz czuć. Co z kolei przekłada się na produktywność. Deweloperów jednak to za bardzo nie obchodzi. Im zależy bardziej na tym, by po prostu sprzedać budynek. Nie obchodzą ich konsekwencje. Odwołuje się pan w książce do koncepcji ,,klasy kreatywnej” Richarda Floridy, która jest ważnym czynnikiem w miastach.

Ja zawsze staram się patrzeć na miasto jak na całość. Klasa kreatywna w Warszawie to, w przybliżeniu, od 25% do 30% ludności. Do dobrego funkcjonowania miasta potrzebujemy też tych pozostałych 70%. Dlatego myślę, że błędem jest wyróżnianie tej kreatywnej części i określania reszty ludzi mianem niekreatywnych. Zastanawiam się, czy da się ją zatrzymać w jednym mieście. W jej naturze może leżeć ciągła zmiana miejsca.

Zgadzam się, że ta grupa jest nomadyczna. Jednak myślę, że potrzeby i oczekiwania tej ,,kreatywnej klasy” i zwykłych obywateli są podobne, z tym że to właśnie ta ,,kreatywna klasa” mogła mieć większy wpływ na wykreowanie pewnych oczekiwanych sposobów życia. Wszyscy chcą mieć dostęp do różnego rodzaju udogodnień, dobrych doświadczeń w mieście, wspólnych przestrzeni. Problemem jest też to, że skupianie jej w jednym miejscu powoduje wzrost cen nieruchomości. To w konsekwencji może prowadzić do jej odseparowania i pozbawienia reszty dostępu do udogodnień.


Co z tym robić?

Z reguły występuje też reakcja odwrotna. Pojawiają się nowe miejsca, gdzie spotykają się młodsi bardziej innowacyjni ludzie, którzy sprawiają swoją obecnością, że stają się one atrakcyjne dla starszego pokolenia. Cały proces zaczyna się na nowo. Może warto by wdrożyć w planowanie próbę dialogu?

To bardzo ważne. Dialog zawsze ma pozytywny wpływ. Rozwój obszarów miejskich nigdy nie przebiega bezproblemowo. Pojawiają się przy nim tak kluczowe zagadnienia jak różnice między bogatymi a biednymi. To właśnie dialog na tej linii może być kluczowy. Niekoniecznie między obywatelami a władzami, ale raczej między biednymi i bogatymi. W jaką stronę powinna pójść urbanistyka w świecie, który możemy nazwać za Zygmuntem Baumanem „światem płynnej nowoczesności”?

Potrzebujemy pewnych reguł, zasad, punktów zaczepienia. Szczególnie w odniesieniu do miasta. Płynne warunki stawiają bardzo trudne zadanie przed tymi, którzy podejmują decyzje. Tu wracamy do rozumienia kreatywności.

Historycznie patrzymy na nią w kontekście tego, jak stworzono pewne obszary interesujące poprzez sztukę, czy jak odtwarzano jakieś stare konstrukcje. Oczywiście nadal powinna być użyta w przypadku ustalania tych zasad i rozwiązywaniu problemów, ale myślę też, że obecnie kreatywność powinna się skierować właśnie w stronę spraw, które pan podkreślił, m.in. dialogu.

Charles Landry światowej sławy autorytet w dziedzinie wykorzystania wyobraźni i kreatywności w polityce miejskiej. Od wielu lat współpracuje z lokalnymi decydentami i liderami, by zwiększyć potencjał miast poprzez wyzwalanie inwencji i kreatywnego myślenia jego mieszkańców. Wraz z Jonathanem Hyamsem zaprojektował Creative City Index, narzędzie, które mierzy, analizuje i ocenia innowacyjny puls miasta

No86 / czytelnia

i jego zdolności do przystosowania się do radykalnych globalnych zmian. Charles Landry gościł w czerwcu tego roku w Warszawie podczas IV Kongresu Innowacyjnej Gospodarki. Jego książka Kreatywne miasto wydana została przez Narodowe Centrum Kultury. http://charleslandry.com

110—111


Wirtualna Strefa Ekonomiczna podczas prezentacji na Jarmarku Dominikańskim w Gdańsku, sierpień 2013, fot. Krzysztof Chaos-Olechnowicz


strategie działania

K

RZYWE ODBICIE TRANSMITOWANE Z POWROTEM Wirtualna Strefa Ekonomiczna to swego rodzaju bezużyteczna przestrzeń publiczna, której głównym celem było podważenie prymatu wąsko rozumianej użyteczności. Funkcjonowała jako sposób na zawieszenie ciągu: funkcjonalność, użyteczność – o potencjale bezużytecznych przestrzeni publicznych, micie publiczności i Jarmarku Dominikańskim w Gdańsku z Kubą Szrederem, kuratorem Wirtualnej Stefy Ekonomicznej, rozmawia Szymon Żydek

No86 / czytelnia

112—113


Twój najnowszy projekt realizowany w przestrzeni publicznej to Wirtualna Strefa Ekonomiczna (WSE) – przestrzeń dla działań i prezentacji ze styku sztuki i ekonomii. Nazwa nawiązuje do Specjalnych Stref Ekonomicznych (SSE) – tworzonych przez ostatnie kilkanaście lat przez polskie samorządy. Na czym polega zbieżność/ różnica tych dwóch typów przestrzeni?

Specjalne Strefy Ekonomiczne obecne są tu przede wszystkim na zasadzie żartu i przewrotności, jest to po prostu gra słów i konceptów. Nasza strategia polega na wykorzystaniu sztuki w kontraście wobec ekonomistycznego myślenia. Myślenia, które pewien konkretny typ kalkulacji uważa za jedyny możliwy. Specjalne Strefy Ekonomiczne tworzone są z myślą o wspieraniu przedsiębiorczości i rozwoju lokalnego. Z tego powodu przedstawiane są jako ekonomicznie uzasadnione. Ich racjonalność jest jednak pozorna, ponieważ nie uwzględniania całościowych kosztów ich funkcjonowania. Niby są tworzone miejsca pracy, ale są one słabej jakości, a gminy są pozbawione wpływów z racji na obowiązujące na terenie SSE zwolnienia podatkowe. Ta niby racjonalność prezentuje samą siebie jako jedyną możliwą strategię działania. WSE działa na przekór takiego myślenia. W jaki sposób koncept wirtualności stanowić może alternatywę wobec takiego stanu rzeczy?

Wirtualność jest o tyle ciekawym pojęciem, że sugeruje z jednej strony coś możliwego do zrealizowania, a z drugiej strony coś, co nie istnieje w rzeczywistości. To co wirtualne znajduje na krańcu wachlarza możliwości, potencjalnie do urzeczywistnienia, ale nie w tym konkretnym momencie. Pojęcie wirtualności podważa te koncepcje rzeczywistości, które opierają się na braku alternatyw, które przedstawiają siebie jako jedyne możliwe. Wirtualność za to otwiera całe spektrum możliwości. Trzeba jednak podkreślić, że taki rodzaj wirtualności, jak testowany w ramach WSE, nie pretenduje do bycia społeczną alternatywą. Nie proponuje, tak jak robią to ruchy społeczne, wizji tego, jak można by cały świat społeczny urządzić inaczej. Proponowana przez nie wizja przedstawiana jest jako coś nie tylko pożądanego ale przede wszystkim możliwego do wprowadzenia w życie, będącego na wyciągnięcie ręki. Witalna Strefa Ekonomiczna nie pretenduje do statusu mikro środowiska, które może ekspandować na całą rzeczywistość. Nie chce przekształcać świata wedle swoich własnych reguł, co odróżnia ją od postulatów stawianych przez ruchy społeczne. Na przykład kooperatywy spożywców, które są przecież słuszną inicjatywą, często przestawiają siebie jako mikro-zalążek społecznej utopii. Wirtualność znajduję się pomiędzy tymi dwoma biegunami – zamknięciem wyobraźni, które urzeczywistnia się w SSE, oraz mocnej wizji alternatywy którą operują ruchy społeczne. O ile uważam, że w przypadku ruchów społecznych taka utopistyka jest pożyteczna i potrzebna, nie sądzę, żeby miało to szczególny sens w kontekście sztuki. Sztuka nie jest alternatywą dla ludzi, którzy na co dzień borykają się ze znojem kapitalistycznej ekonomii. Sztuka funkcjonuje raczej na zasadzie wyjątku, dlatego wirtualność wydaje się tutaj tak pasującym pojęciem. Zrealizowałeś wiele działań w przestrzeni publicznej, z których największy – KNOT – realizowany był w trzech krajach w Berlinie, Warszawie i Bukareszcie. W jaki sposób ten projekt bazuje na twoich wcześniejszych doświadczeniach w pracy z przestrzenią publiczną?

W tym projekcie pojawiają się dwa wątki. Jeden związany jest z nadmiarem dobrej woli, którą często wykazują się artyści działający w przestrzeni publicznej. Jest to problem bardzo praktyczny, wiążący się z tym, że działając jako artystyczny desant często mimowolnie stajesz się rodzajem „estetycznego


ewangelisty” albo „artystycznego domokrążcy”. Niekiedy zaczynasz odgrywać rolę podobną do XIX wiecznych misjonarzy, którzy działając we współpracy z administracją kolonialną, chcąc lub nie chcąc torowali jej drogę. Artystyczni misjonarze często wchodzą w bardzo zawikłane związki z siłami i procesami, nad którymi nie mają kontroli, jak na przykład z deweloperami dążącymi do zmiany wizerunku miejsca, stając się mimowolnie „użytecznymi idiotami” gentryfikacji. W innych wypadkach spełniają funkcję kwiatka figowego maskuwirtualności jącego nieudolność administracji, pokrywającego niemoc urzędniczą artystyczną patyną. Jednak z dru- podważa te giej strony nie ma sensu wylewać dziecka z kąpielą. koncepcje Jest bardzo dużo projektów artystyczno-społecznirzeczywistości, kowskich, które angażują się w budowanie sensow- które opierają się na nej przestrzeni miejskiej czy poprawę życia różnych braku alternatyw, społeczności w długofalowej perspektywie. A z mojego doświadczenia wynika, że projekty tymczasowe, które przedstawiają takie jak Wirtualna Strefa Ekonomiczna, mają zupeł- siebie jako nie inny potencjał i nie ma sensu, żeby pretendowały jedyne możliwe. do społecznej skuteczności. Potencjał wynika trochę Wirtualność z mojej praktycznej obserwacji, zdobytych podczas za to otwiera moich poprzednich projektów takich jak np. KNOT. całe spektrum Była to ciężarówka jeżdżąca po różnych miejscach możliwości w Berlinie, Warszawie i Bukareszcie. Po miesiącu działań i różnych aktywności w ramach projektu okazało się, że najciekawszą funkcją KNOT-a było to, że tworzył on taką tymczasową strefę niekomercyjnej bezużyteczności. Właściwie wszystkie miejsca w mieście mają jakąś określoną funkcję, a ten KNOT stawał się miejscem, które oferowało pewien naddatek, funkcje, które normalnie nie są w danym miejscu wytwarzane, podważając oczywistość, że na przykład parking służy jedynie do parkowania samochodów a skwer jest miejscem, gdzie sikają czworonogi.

Pojęcie

Czyli bezużyteczne?

W pewnym sensie. Tego typu projekty są bezużyteczne tylko jeżeli przyjmiemy wąskie rozumienie użyteczności, które one podważają. W Polsce użyteczność utożsamiana jest często z zyskiem. Oznacza to, że użyteczne jest to co się sprzedaje, to z czego można uzyskać wymierną korzyść w postaci zysków korporacji albo wpływów do kasy miasta. Można sobie wyobrazić że w przypadku ludzi którzy cały czas stykają się z widmem deficytu, ten rodzaj kalkulacji jest racjonalny i musi być obecny i nie jest w tym nic dziwnego. To co jednak jest niepokojące to to że jeżeli tego typu logika zaczyna rządzić całokształtem życia społecznego. W przypadku KNOT-a jednym z pierwszych pytań przypadkowych przechodniów było: „Dlaczego jest za darmo?” oraz „Co reklamujecie?”. Właściwie dużo z tego co wydarza się w mieście i jest nieco dziwne jest obecnie interpretowana jako reklama, co jest niepokojące. A znowu w sztuce obecna jest swego rodzaju bezużyteczność, rozumiana jako twórcze/nietwórcze lenistwo, nie do końca zdefiniowane działanie, pozbawione bezpośrednich rezultatów, nie przekładające się bezpośrednio ani na zysk, ale też nie na jakieś konkretne i jednoznaczne społeczne skutki. Na tym aspekcie zasadza się pomysł Wirtualnej Strefy Ekonomicznej, jako swego rodzaju bezużytecznej przestrzeni publicznej, której głównym celem było podważenie prymatu wąsko rozumianej użyteczności. WSE funkcjonowała jako sposób na zawieszenie tego ciągu: funkcjonalność, użyteczność, racjonalność i zysk. Drugim ważnym wątkiem obecnymi w tym projekcie No86 / czytelnia

114—115


Wirtualna Strefa Ekonomiczna podczas prezentacji na Jarmarku Dominikańskim w Gdańsku, sierpień 2013, fot. Krzysztof Chaos-Olechnowicz


No86 / czytelnia

116—117


się w miejsce publiczne dopiero wtedy kiedy ci ludzie utworzą jakąś formę publiczności wykorzystującą chodnik jako miejsce politycznej manifestacji. Taka sytuacja wydarzyła się na chodniku na Krakowskim Przedmieściu przed Pałacem Prezydenckim gdzie spotykali się ludzie demonstrujący swoje poglądy w sprawie katastrofy smoleńskiej, co wywoływało reakcję ze strony innych ludzi, którzy organizowali kontrmanifestacje. Ta sama przestrzeń, która normalnie jest przestrzenią transferową, zamienia się w pewne miejsce spolitycyzowane. To wiąże się z greckim pojmowaniem praxis jako aktywności odbywającej się w gronie równych na agorze. Co jest ciekawe i warte podkreślenia agora to było również targowisko – zarówno miejsce handlu jak i miejsce dyskusji. W każdym razie ciężko powiedzieć, co to znaczy jeżeli chodzi o projekty w przestrzeni miejskiej. Warto tutaj dokonać rozróżnienia na publiczność i widownię. Jest taka wizja, która mówi że im więcej osób zobaczy projekt, tym jest to projekt bardziej publiczny, bo ma się więcej widzów. W ten sposób postrzegają publiczność chociażby instytucje kultury w przestrzeni publicznej – im więcej ma odwiedzających tym bardziej często charakteryzuje jest postrzegana jako skuteczna. Oczywiście nadmiar dobrej woli. w tym sensie nasz projekt skazany był na fre- Niekiedy artyści zaczynają kwencyjny sukces.

Działania

odgrywać rolę podobną To chyba sposób myślenia żywcem wyjęty z pod- do XIX wiecznych misjonarzy, którzy ręczników do marketingu. Wchodząc w ten kontekst zaczynasz myśleć działając we współpracy nieco marketingowo, niby konkurując o mo- z administracją ment uwagi ze strony widzów. Z drugiej strony kolonialną, chcąc lub nie szybko zaczynasz przyjmować sposoby zachowania innych sprzedawców, którzy pozostają chcąc torowali jej drogę

całkowicie wyluzowani. Nie jest to na pewno typ arabskich sprzedawców, którzy krzykiem i wołaniem próbują zachęcać przechodniów do zakupów, lecz raczej przyjmują postawę pasywną czekając aż ktoś podejdzie i dopiero w ostateczności zaczynają z nim handlować. Trudno uciec od myślenia w kategoriach marketingowego niepokoju – tyle ludzi przechodzi, dlaczego tak mało się zatrzymuje – z drugiej jednak strony w porównaniu z naszymi sąsiadami i tak stosunkowo dużo ludzi się zatrzymywało, a gdy już się zatrzymali to zostawali na dłużej. I o to nam chodziło. Według mnie w przypadku projektów publicznych mamy do czynienia z całą gradacją postaw oraz sposobów wchodzenia w interakcję. Od zupełnie niezainteresowanych przechodniów, poprzez osoby chwilowo zainteresowane, przystających na moment obserwatorów, aktywnych uczestników, aż do bliskiego kręgu użytkowników i samych organizatorów. Według mnie nie ma sensu wrzucać tych wszystkich grup do jednego worka i traktować podobnie. Bardzo mi się podoba, że WSE miała swoją premierę na Jarmarku. Harmider targowiska skutecznie odstrasza różne widma nawiedzające projekty publiczne. Zazwyczaj w przypadku projektów artystyczno-społecznych faworyzuje się grupy zaangażowanych uczestników, którym artystyczni misjonarze mają niby jakoś pomóc. Należy się nad tymi ludźmi pochylić, co oczywiście zakłada pewną relację moralnej wyższości, dla mnie dosyć irytującą, chyba że idzie w parze z faktycznym i długotrwałym zaangażowaniem. W przypadku Jarmarku mamy do czynienia z ludźmi, których jest bardzo dużo, ale którzy w dużej mierze nie są tobą zainteresowani, a jeżeli potrzebują jakiejś pomocy to na pewno nie od ciebie i nie w tym konkretnym miejscu i czasie. Zresztą całe szczęście, bo inaczej byłoby to nie do wytrzymania. Parę procent z parunastu tysięcy to i tak jest kilkaset osób, z większą ilością nie jesteś w stanie wejść w sensowny kontakt, a na


Publiczność

tym nam przecież zależało. Tak więc WSE z góry założyło, że większość naszych odbiorców znajdzie się w kajest jednym z ciekawszych mitów tegorii „niezainteresowanych przechodniów”, nad czym nie boleję. Lu- zachodnioeuropejskiej cywilizacji dzie na Jarmark przychodzą, żeby pooglądać lub kupić różne mniej lub bardziej fascynujące bibeloty. Przechodząc obok WSE nagle znajdowali się obok czegoś trudnego do zdefiniowania i jeżeli nie byli całkowicie pogrążeni z jarmarcznym amoku, to na moment przystawali. W jaki sposób WSE sytuowało się wobec tego ekonomicznego kontekstu jarmarku?

Początkowo WSE miała działać na zasadzie wyjątku od Jarmarku, jednak okazało się że działała raczej na zasadzie wyjątku od Specjalnych Stref Ekonomicznych niż swojego bezpośredniego sąsiedztwa. Sektor kolekcjonerów na pewno nie jest świątynią ekonomicznej racjonalności czy miejscem akumulacji kapitału. Dla osób prowadzących swoje stragany jest to raczej sposób na życie. W tym niewielkim akwenie pływają oczywiście lokalne rekiny biznesu i różni wyjadacze. Wciąż jednak miejsce to zachowuje taki romantyczny urok pchlego targu. Sprzedawane przedmioty posiadają jakąś aurę, swoją historię, zamiana towaru na pieniądz nie dominuje całkowicie innych aspektów wymiany, tak jak ma to miejsce w ekonomicznych modelach rynku, które są pewną abstrakcją. Jarmark św. Dominika w ten sposób nie działa, zachodzące na nim transakcje są o wiele bardziej wielowarstwowe i bardzo często charakteryzują się raczej wątpliwą racjonalnością. Wchodzą tutaj w grę również emocje, gra pragnienia, pogodzenie się z wyrzucaniem i marnowaniem pieniędzy. WSE wzięła w nawias i wykasowała towarowo-pieniężny aspekt wymiany, uwydatniając jej niekomercyjny wymiar. Z transakcji usunęliśmy to co jest powszechnie uznawane za jej kwintesencję, czyli wymianę towaru na pieniądz. Całą resztę wzięliśmy w nawias, multiplikowaliśmy i zwielokrotnialiśmy, odbijaliśmy w krzywych zwierciadłach, przekształcaliśmy i transmitowaliśmy z powrotem, już w odmiennej formie. A w jaki sposób architektura samego pawilonu współgrała z otaczającym ją kontekstem?

Tak wszystko co tutaj mówimy brzmi bardzo abstrakcyjne, ale oczywiście WSE była jak najbardziej rzeczywista, jej wirtualność była namacalna. Na jednej z uliczek Jarmarku stał nasz stragan. W pawilonie gościli artyści, którzy prezentowali wystawy, wydarzały się w nim dyskusje i płynne seminaria, ludzie zatrzymywali się, oglądali i dyskutowali. Wirtualność WSE miała swój odpowiednik w sferze architektonicznej. Ściany pawilonu były zbudowane z około osiemdziesięciu obrotowych luster. Można było otworzyć wszystkie panele tworząc przestronny i przewiewny pawilon, a jednocześnie lustra odbijały to co wydarzało się dookoła i wewnątrz niego. Architektura była wymyślona przez Maćka Czeredysa i Natalię Romik. Zależało mi na tym, żeby w architektonicznej formie oddać paradoksy artystycznej ekonomii. Kiosk był z jednej strony całkowicie wyjątkowy, drugiego takiego pawilonu na Jarmarku nie było. Z drugiej strony wtapiał się w swoje otoczenie na zasadzie lustrzanej mimikry. Jeżeli spojrzało się na pawilon z odpowiedniego kąta to on zlewał z ze swoim tłem, odbijając to co działo się wokół. W tym sensie pawilon WSE był niczym kameleon, który siedząc na drzewie wygląda jak gałąź, ale sam gałęzią nie jest. Wizualnie dyfunduje on ze swoim otoczeniem, przyjmuje jego estetyczne właściwości, ale wciąż No86 / czytelnia

118—119


Wchodząc

jest kwestia nie-pracy, anty-pracy, który był rozwijany przez różnych teoretyków anty-ekonomizmu sztuki. To się ciągnęło w przestrzeń publiczną od pierwszej awangardy, taka wizja sztuki mimowolnie zaczynasz jako wyjątku, czegoś innego niż burżuamyśleć nieco marketingowo, zyjny kapitalizm, który utożsamił racjonalkonkurując o moment uwagi ność z instrumentalną kalkulacją i przedstawia siebie jako jedyny możliwy sposób ze strony widzów organizowania społeczeństw. Ten mit nigdy do końca nie był prawdziwy, bo artyści oczywiście nigdy nie byli wyłączeni z obiegu ekonomicznego. Sztuka od swego zarania służyła jako kwiatek do kożucha kapitalistycznego społeczeństwa klasowego. Wałkonienie się artystów nigdy nie było aż tak niewinne jak wielu artystom może się wydawać. Jak dla mnie ważne też było igranie z różnymi regułami świata sztuki, wyjmując tą mityczną bezużyteczność sztuki z kontekstu rynku sztuki i wrzucając w kontekst prawdziwego targowiska. Mówiąc prześmiewczo taka sztuka jarmarczna jest o wiele bardziej sztuką niż sztuka obecna w komercyjnej galerii. W oficjalnym obiegu sztuka pozostaje zawsze towarem, co skrzętnie starają się ukrywać nasi koledzy prowadzący komercyjne galerię, ale jednak w ostatecznym rozrachunku musi nastąpić ten rodzaj wymiany towarowo pieniężnej, który albo jest skrzętnie ukrywany albo jest pokazywany wszem i wobec jako miernik sukcesu i skuteczności galerii. Artyści w ramach WSE mogli sobie pozwolić na to, żeby nie rozmieniać się na drobne. Te różne wątki wpłynęły na kształt Wirtualnej Strefy Ekonomicznej, która ustanowiła strefę handlu na opak i ekonomii na wspak w samym centrum Jarmarku Dominikańskiego w Gdańsku. No właśnie pawilon WSE miał swoją premierę na Jarmarku Dominikańskim w Gdańsku w ramach tegorocznej odsłony festiwalu Alternativa. Co ciekawe WSE pojawiło się jednak tylko na tydzień, podczas gdy twoje wcześniejsze projekty obliczone były na dłuższą obecność w przestrzeni publicznej. Czego było to wynikiem? Czy wynikało to z kontekstu i specyficznej publiczności jaką oferował jarmark?

WSE z założenia jest projektem tymczasowym, w przeciwieństwie do społecznych alternatyw jego wartość nie jest określana przez jego długotrwałość. Poza tym tymczasowość jest sprawą względną, Dla mnie projekt WSE trwał ponad dwa lata, licząc od momentu kiedy pierwszy raz rozpocząłem prace koncepcyjne. Nie jest to również koniec projektu – pawilon został zbudowany z myślą o tym że będzie pojawiał się w innych miejscach i kontekstach. Jednak w tym konkretnym przypadku tymczasowość WSE była funkcją naszej ludzkiej wyporności, ekonomii rozumianej w antycznym sensie jako sensowne dysponowanie domowymi zasobami. Jarmark Dominikański, jest największym jarmarkiem tego typu w Europie – odwiedzanym przez parę milionów ludzi rocznie. Przez tydzień naszej bytności na Jarmarku przechodziło obok nas codziennie paręnaście tysięcy osób. Ta ludzka rzeka jest niemożliwa do okiełznania i na dłuższą metę bardzo męczącą. To ciekawe co mówisz o publiczności projektu, szczególnie że racjonalności i efektywność projektów artystycznych dotowanych przez środki publiczne mierzona jest również za pomocą wskaźników „oglądalności i docieralności” tzn. ilości osób które zobaczyły działanie. Umieszczenie pawilonu w kontekście Jarmarku Dominikańskiego z jego wielkim przepływem ludzi wydaje się być sytuacją wymarzoną.

Publiczność jest jednym z ciekawszych mitów zachodnioeuropejskiej cywilizacji. Czy na przykład chodnik po którym poruszają się ludzie z punktu A do punktu B jest miejscem publicznym, czy jak mówi Jacques Rancière, zamienia


jest jedynie jego tymczasową wizualną hybrydyzacją. Tak samo było z wypadku WSE, która przejmowała pewne właściwości swojego otoczenia, jednak nigdy się z nim do końca nie utożsamiając. Też w tym kontekście WSE nie pretendowała do statusu alternatywnego modelu rzeczywistości – gdyby wszystkie stragany zamieniły się w lustrzane pawilony, to skończylibyśmy w jednym wielkim gabinecie luster. No właśnie, opowiedz na czym polegały projekty które prezentowaliście w pawilonie? W jaki sposób te działania odnosiły się do tego o czym opowiadałeś wcześniej?

To co pokazywaliśmy rozgrywało się na kilku płaszczyznach. Większość z nich operowała lekką formą, w której ukryty był krytyczny pazur. Na przykład Jacek Niegoda w swoim Warsztacie Separacji Kolorów oddzielał biało-czerwone szczoteczki na białe włosie i czerwone rączki, albo stroje Mikołaja na białą brodę i czerwoną czapkę. Zazwyczaj wywoływało to początkowy szok przeradzający się w wywołany poczuciem absurdu śmiech. Folke Köbberling przywiozła ze sobą sklep z opornikami, który założyła na bazie zasobów sklepu swojego ojca, który handlował elektroniką w Kassel i zbankrutował na początku lat 2000 nie wytrzymując konkurencji ze strony wielkich sieci handlowych. Folke przekształciła ten rodzinny biznes w Tagesfiliale Köbberling Elektronik – czyli sklep jednodniowy, przenośny punkt dystrybucji oporników. Projekt bazował na tej samej metaforyzacji na której bazowali działacze Solidarności w latach 80. – nosząc oporniki w klapie jako symbol społecznego oporu. W przypadku Folke oporniki symbolizowały opór przeciwko globalizacji i konsumeryzmowi. Założenie filii sklepu Folke w WSE wywoływało całą serię skojarzeń i komunikatów, które albo rozpoczynały dyskusję na temat aktualności oporu, albo zamieniały się w ciąg wspomnień. Co ciekawe projekt ten poruszył czułą strunę wśród naszych sąsiadów, których wzruszyła historia przedsiębiorstwa ojca Folke, które nie wytrzymało konkurencji z wielkimi sieciami handlowymi. Nasz sąsiad Pan Leszek przekazał nam 20 znaczków Solarności, które Folke zabarała do Berlina. Z kolei Maya Gordon na WSE przywiozła swoją kolekcję zabawek, którą zbierała na pchlich targach, na śmietnikach, w sklepach ze starociami przez ostatnie pięćdziesiąt lat. Można powiedzieć, że jest to dzieło jej życia, które normalnie zajmuje honorowe miejsce w jej domu w Amsterdamie. Każda z nich, czy to była plastikowa syrenka czy grzechotka z podobizną Saddama Husajna, ma swoją historię, którą Maya opowiadała zwiedzającym. Oprócz tego zorganizowaliśmy też pogadankę filozoficzną z Michałem Kozłowskim i absurdalne seminarium Płynne poziomowanie Jespera Alvaera i Isabeli Gorsseovej. Na dachu naszego Kiosku małe grupy uczestników powoli upajały się egzotycznymi trunkami dyskutując o związkach pomiędzy układem trawiennym, pocztą, historią Hanzy i wieloznacznością języka. W taki sposób rozpoczynała się gra wyobraźni, która nie łączyła się z wymienianiem pieniędzy na towary tylko raczej z przekazywaniem komunikatów, wrażeń i symboli, wywołując ich momentalną inflację. Wirtualna Strefa Ekonomiczna działała w ramach tegorocznej edycji festiwalu Alternativa, http://alternativa.org.pl Kuba Szreder (ur. 1977) absolwent socjologii na Uniwersytecie Jagiellońskim, niezależny kurator interdyscyplinarnych projektów. Łączy sztukę, refleksję oraz aktywność w przestrzeni publicznej. W swojej pracy rozważania socjologiczne prowadzi równolegle z krytyczną analizą obecnych form uprawiania sztuki i działalności kulturalnej. Obecnie jest doktorantem na Loughborough

No86 / czytelnia

University School of the Arts i zajmuje się badaniami nad publicznym potencjałem współczesnych metod kreatorskich i praktyk artystycznych. Pomysłodawca i kurator Wolego Uniwersytetu Warszawy realizowanego z Fundacją Bęc Zmiana od 2009 r. www.wuw-warszawa.pl

120—121


Projekt autorstwa Medusa Group fot. Juliusz Sokołowski


obserwacje

W

KOŃCU JESTEŚMY DOJRZALI Prezentowane przez nas domy jednorodzinne zamykają cykl dorastania przez które przechodziliśmy przez ostatnie dziesięciolecia. Od wyzwolenia się od zunifikowanej kostki gierkowskiej, przez szaleństwa lat 90. Wydaje nam się, że doszliśmy do dojrzałości architektów i ludzi, którzy nie potrzebują niczego manifestować – o wystawie Na przykład. Nowy dom polski prezentowanej obecnie we wrocławskim Muzeum Architektury z kuratorkami Agnieszką Rasmus-Zgorzelską i Aleksandrą Stępnikowską z Centrum Architektury rozmawia Arek Gruszczyński


No86 / czytelnia

122—123


Wystawa Na przykład. Nowy dom polski prezentuje projekty domów jednorodzinnych, które zostały stworzone na życzenie konkretnych klientów. Nie pasują do szablonów, które są masowo sprzedawane Polakom przez różne biura architektoniczne – przez co przedmieścia są zalane dworkami szlacheckimi, ze skośnymi dachami, dużym garażem, czerwoną dachówką, kolumnami przed wejściem i małym ogródkiem. Ciągle jest zbyt mało odważnych ludzi, którzy decydują się na indywidualne projekty. Jaki jest więc kraj, w którym takich budynków po prostu nie ma? 


Agnieszka Rasmus-Zgorzelska: Ale one przecież są i o tym jest nasza wystawa. Przez ostatnie kilkanaście lat przyzwyczailiśmy się do nieustannego narzekania – w mediach i dyskusjach branżowych – na architekturę i chaos w przestrzeni. Rozumiemy to i uważamy, że jest ono potrzebne, ponieważ może z niego wyniknąć zmiana. Równolegle należy prowadzić pozytywny czy też pozytywistyczny dyskurs. Na wystawie pokazujemy jaskółki, które zwiastują wiosnę w architekturze. Co nie oznacza, że są to jedyne dobre domy w tym kraju. Prezentujemy przykłady zjawiska, które na naszych oczach się rodzi. Zjawiska rosnącej świadomości inwestorów, którzy wolą przeznaczyć więcej pieniędzy na projekt domu niż na gotowiec z katalogu, który potem drogo i bogato wyposażą, a następnie obstawią basenem czy samochodem. Zmienia się również dojrzałość i umiejętności architektów.
 Aleksandra Stępnikowska: Pojawia się umiejętność słuchania klientów.
 ARZ: Czyli mamy do czynienia z dialogiem pomiędzy klientem a architektem. Dotąd w narzekaniach na chaos panowała wizja zawodu architekta jako demiurga, wizjonera posiadającego wizję formy, którą chce narzucić społeczeństwu albo którą sam chce odznaczyć w przestrzeni. Pytanie – czy odważny klient chciał ją kupić – wydawało się kluczowe. Wydaje się nam, że te czasy minęły. Mamy świadomość, że nadal nie jest to częste zjawisko. Ale na tyle ważne, że postanowiliśmy zaprezentować je na wystawie, którą pokazujemy teraz w Muzeum Architektury we Wrocławiu, wcześniej w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, a chcemy też objechać z nią świat. Zatem – mówimy o kraju, w którym pojawiają się nowe domy. Warto również podkreślić, że nie chodzi nam o nazwanie nowego stylu narodowego dla domu jednorodzinnego.

 Czyli nie ma czegoś takiego jak tendencja, polska specyfika w architekturze domków jednorodzinnych, które prezentujecie na wystawie? Czy nie jest to nadal zbyt marginalne zjawisko?


AS: Poniekąd. Nie są to domy, które mogłyby stać się przykładami do bezrekilkanaście lat przyzwyczailiśmy fleksyjnego kopiowania. Nie o to nam chodzi. Raczej zasię do nieustannego narzekania na leży nam na rozpoczęciu architekturę i chaos w przestrzeni. dyskusji na temat architekRozumiemy to i uważamy, że jest ono tury i oczekiwań Polaków. potrzebne, ponieważ może z niego Większość osób w ogóle wyniknąć zmiana nie zadaje sobie pytania, jakie ma oczekiwania związane z domami, z budownictwem albo jak w ogóle chce mieszkać.
 ARZ: Oprócz kategorii estetycznych. Zgadzam się z tym, że jest to nadal zbyt marginalne. Ale do tej pory nie było zbyt wielu wystaw dotykających architektury jednorodzinnej w tak bogaty sposób – czyli w postaci makiet, specjalnie

Przez ostatnie


wykonanych zdjęć, programu towarzyszącemu i katalogu. Jest to pierwsza wystawa, która wywoła rozmowę. Nie boimy się zarzutu, że zajmujemy się marginalną tematyką.
 AS: Nawet jeżeli kogoś nie stać na zbudowanie specjalnie zaprojektowanego domu, to ludzie są mimo wszystko odbiorcami tej przestrzeni. Budynki upiększają lub oszpecają nasz krajobraz. Inną sprawą jest to, że zachwycamy się rozwiązaniami krajów zachodnich, a w Polsce potrafimy jedynie narzekać. Nie przenosimy dobrych wzorów ani kryteriów oceny na nasz grunt. Ocena architektury bardzo często sprowadza się do kwestii estetyki. Na przykład dotyka innych wątków.
 Funkcjonalności architektury?


Większość

AS: Też, ale również relacji budynków z otoczeniem, sąsiedztwem, krajobraPolaków w ogóle nie zadaje zem, ekologią, tożsamością. Tutaj są domy, które wynikają jako Bolko Loft sobie pytania, jakie ma Przemo Łukasika, z poczucia silnej toż- oczekiwania związane samości lokalnej właściciela, który po- z domami, z budownictwem albo stanowił swój patriotyzm lokalny zajak chce mieszkać manifestować mieszkaniem na terenie kopalni.
 ARZ: Funkcjonalność nie jest dzisiaj rozumiana tak jak była w czasach modernizmu, kiedy to architekt decydował, co jest funkcjonalne a co nie. Z czego następnie wynikała forma budynku. Obecnie funkcjonalność wynika z dialogu z użytkownikiem. Tutaj pojawia się wątek odpowiedzialności architekta.


ARZ: Na przykładzie prezentowanych domów i rozmów z ich właścicielami – wiemy, że właśnie takie rozmowy się odbywały. To był też klucz wyboru. Nie były to przede wszystkim wizje architekta, którą klient kupił lub nie. Zamawiający jasno określał swoje potrzeby – mówi jakiego typu ma rodzinę, ile osób zamieszka w nowym domu, czego potrzebuje, czego nie lubi, jak sobie wyobraża układ pomieszczeń, jakie rozwiązania są mu potrzebne, jakie ma potrzeby – dopiero po takim wywiadzie architekt proponował rozwiązania Dlatego wszyscy właściciele domów są z nich bardzo zadowoleni.
 AS: Są to przykłady sukcesu dialogu. Wiadomo, że nie wszystko tak dobrze się kończy. Ale to są akurat te perełki, przykłady pozytywnego rozwiązania.
 ARZ: Słuchanie jest przyszłością architektury, która przyśniła mi się kilka dni temu.

 Opowiedz!


ARZ: Śniło mi się, że za 20 lat czytałam własny tekst w jakimś czasopiśmie architektonicznym podsumowujący obecny stan architektury. Okazało się, że to, co teraz czujemy, o czym mówimy, czyli architekturze skierowanej na użytkownika stało się czymś powszechnie praktykowanym. Architektura służebna będzie pochodzić nie z wizji architekta, tylko z bardzo dobrze zdefiniowanych potrzeb użytkownika. Czułam w tym śnie ogromną radość i przyjemność. Niestety, zanim poznałam szczegóły projektów, to się obudziłam (śmiech). Idea była taka, że te budynki rodzą się zupełnie z dołu. Architekt naprawdę ubiera potrzeby w skórę architektoniczną. Forma nie ma żadnego znaczenia. Co nie znaczy, że ta architektura była brzydka.



No86 / czytelnia

124—125


Funkcjonalność nie jest dzisiaj rozumiana tak jak była w czasach modernizmu, kiedy to architekt decydował, co jest funkcjonalne a co nie. Obecnie funkcjonalność wynika z dialogu z użytkownikiem

Możemy się spotkać za 20 lat i zweryfikować twój sen. Innym tematem są powody tego, dla których Polacy nie decydują się na nowe projekty. Czy przyczyną jest wyłącznie brak edukacji? 


AS: Brak edukacji zawsze leży u podstaw. 
 ARZ: Niezbyt duża zamożność tego społeczeństwa sprawia, że jak ktoś ma już działkę i buduje na niej dom, to ma mało pieniędzy i kupuje projekt z katalogu. Tak po prostu jest. Ale nam bardziej chodzi o to, że jest wśród inwestorów grupa, którą byłoby stać na dom zaprojektowany od początku do końca. Architekt nie jest człowieka, z którym można rozmawiać.

 Wasza wystawa wpisuje się w dyskusję o chłopskim pochodzeniu Polaków, czy bardziej – marzeniu ludzi o zamieszkaniu w dworkach. Na przykład jest odpowiedzią na post-sarmackie dworki, które zalały w ostatnich latach polskie przedmieścia i wsie. To dobry trop?



ARZ: O tym traktuje jeden z dwóch esejów zamieszczonych w katalogu – tekst Joanny Kusiak, w którym autorka analizuje naszą podświadomość, stosując różne filozoficzne teorie. Przelatuje przez rozmaite fantazmaty, które pojawiały się przez ostatnie dziesięciolecia. Od dworu, przez gargamele, przez malowanie na pastelowo wszystkiego, co się dało, żeby było ładnie i przytulanie, a nie modernistycznie prosto i zimno. Wydaje się nam, że domy, które pokazujemy na wystawie są bardzo dojrzałe.

 Co to znaczy?


ARZ: One zamykają cykl dorastania, przez które przechodziliśmy przez ostatnie dziesięciolecia. Od wyzwolenia się od zunifikowanej kostki gierkowskiej, przez szaleństwa lat 90. Wydaje nam się, że doszliśmy do dojrzałości architektów i ludzi, którzy nie potrzebują niczego manifestować.
 AS: Jeżeli ktoś oglądając te domy pomyśli sobie: no ale przecież to nic szczególnego, mogłoby to powstać we Francji albo Szwajcarii lub Niemczech, to traktujemy to jako komplement. Nie mówimy: to są najlepsze przykłady domów na świecie, tylko: w końcu jesteśmy na tym samym poziomie myślenia o potrzebach użytkownika. Już nie ma drążącej i pchającej nas potrzeby, żeby uzewnętrzniać naszą historię, przeszłość, bogactwo, tylko żeby pokazać, kim jesteśmy dzisiaj.

 To dlaczego, mimo tej uniwersalności, w tytule jest przymiotnik polski?


ARZ: No bo są w Polsce. I nowy dom polski jest właśnie taki. Nie boi się korzystania z globalnych tendencji, zarówno jeżeli chodzi o materiały jak i gust, a z drugiej strony stosując je nawiązuje do miejsca, w którym jest – historii, kultury i krajobrazu. 

 Chcecie żeby cała Polska od morza do Tatr tak wyglądała?


AS: To nie są domy do kopiowania. Nie chodzi nam o to, żeby sklonować dom arkę i obstawiać nim Polskę. Te domy nie są typowe. Chodzi o rozwijanie świadomości Polaków – kim są, jak chcą mieszkać, jaki mają stosunek do architektury. Zależy nam,żeby powstał przyczynek do rozmowy na temat tego, jakie domy warto budować, a nie żeby skupiać się tylko na ilości pokoi.




Projekt autorstwa Piotra Kuczia fot. Juliusz Sokołowski

Agnieszka Rasmus-Zgorzelska (1972) absolwentka anglistyki na Uniwersytecie Warszawskim oraz podyplomowego Studium Urbanistyki i Gospodarki Przestrzennej na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej; studiowała także na kierunku Komunikowanie w Programie Studiów Europejskich/Institut D’Etudes Politiques de Paris w warszawskiej Szkole Głównej Handlowej oraz na wydziale studiów międzykulturowych na Warwick University w Wielkiej Brytanii. Redaktorka publikacji w języku polskim i angielskim, tłumaczka i autorka tekstów o architekturze, wnętrzach, designie, urbanistyce, kulturze i społeczeństwie w pismach branżowych i popularnych. Współzałożycielka Fundacji Centrum Architektury (2011) , kuratorka (wraz z A. Stępnikowską) wystawy Przekierowanie prezentowanej na festiwalu Łódź Design 2011.




Aleksandra Stępnikowska (1975) absolwentka Wydziału Architektury Wnętrz w Warszawie (dyplom 2000). W latach 2002-2011 redaktor miesięcznika „Architektura-murator”. Komisarz trzech warszawskich edycji konkursu architektonicznego Życie w architekturze organizowanego przez „A-m”. W latach 2006-2007 prowadziła na łamach miesięcznika autorskie projekty związane z fotografią i architekturą: W subiektywie (zwraz z J. Sokołowskim) oraz Okładki 2007: Przestrzeń. Młoda polska fotografia (wraz z J. Kołodziejskim). W latach 2008-2011 była kuratorem cyklu okładek „Architektury”, prezentujących potencjał młodego pokolenia grafików. Współzałożycielka Fundacji Centrum Architektury (2011) , kuratorka (wraz z A. Rasmus-Zgorzelską) bloku 6 wykładów o architekturze na festiwalu Łódź Design 2012.



www.centrumarchitektury.org NA PRZYKŁAD. NOWY DOM POLSKI Wystawa powstała, aby zaprezentować dobre wzorce architektoniczne szerokiej publiczności w Polsce i jako wizytówka polskiej architektury za granicą. Na wystawie prezentowane są syntetyczne makiety, zrealizowane przez Kubę Morkowskiego i Adama Perkę pokazujące bryłę i ideę domu oraz specjalnie wykonane na wystawę fotograficzne „portrety domów” autorstwa Juliusza Sokołowskiego, jednego z najlepszych polskich fotografów architektury. Z okazji wystawy został przygotowany katalog ze szczegółowymi prezentacjami domów, dodatkowymi zdjęciami i rysunkami oraz tekstami krytyka

No86 / czytelnia

architektury Pawła Krausa i socjolożki Joanny Kusiak.
Katalog jest dystrybuowany przez Fundację Bęc Zmiana i można go kupić na stronie www.sklep. beczmiana.pl Architekci, których projekty prezentowane są na wystawie: ARE, Piotr Brzoza/Marcin Kwietowicz, Hayakawa/Kowalczyk, HS99, Robert Konieczny, Piotr Kuczia, Jojko+Nawrocki, MAAS, Medusa. Wystawę można oglądać w Muzeum Architektury we Wrocławiu do 13.10.2013 www.ma.wroc.pl

126—127


Nowy Rynek w dzień targowy / Pocztowka, ok. 1912 r., ze zbiorow prywatnych


przeszłość miast

K

OMINY I MIGOCZĄCE ILUZJONY Łódź na przełomie XIX i XX wieku była wieloetnicznym i wieloklasowym miastem przemysłowym, tyglem społecznym. Wyobraźmy sobie te masy przybywające ze wsi do miast i uczące się miejskiego życia: wielkie budynki, fabryki, tłum uliczny, tramwaje, hałas... Kino było jednym z elementów tego krajobrazu miejskiego i miejskiego stylu życia, którego uczyli się przybysze – z Łukaszem Biskupskim, kulturoznawcą i filmoznawcą, autorem książki Miasto atrakcji rozmawia Bogna Światkowska

No86 / czytelnia

128—129


Kino

narodziło się dwa razy – raz jako nowa technologia zaadaptowana przez istniejące przedsiębiorstwa rozrywkowe, a dopiero później jako osobny segment branży rozrywkowej

Tytuł twojej książki Miasto atrakcji, która opowiada o związkach Łodzi i kina, nosi podtytuł „narodziny kultury masowej na przełomie XIX i XX wieku” Jak się z tego wytłumaczysz?

Dużo ostatnimi czasy dyskutuje się na temat przemysłów kultury. Uznałem, że warto przyjrzeć się, jak w rodzimym kontekście wyglądały ich narodziny. Dlatego postanowiłem zrekonstruować system rozrywkowy wielkoprzemysłowej metropolii, jaką była Łódź na przełomie XIX i XX wieku, pokazując, jak został on zdominowany przez kino, medium uznawane za archetypową formę dwudziestowiecznej masowej komercyjnej rozrywki. Usiłuję opowiedzieć historię kina, nieco inaczej rozkładając akcenty niż to się robi zazwyczaj, przekonując, że w mitycznym 1895 roku nastąpił „wielki wybuch”, w którym powstał zupełnie nowy twór – kino. Równie dobrze można je bowiem uznać za zwieńczenie XIX kultury rozrywkowej. Kino nie pojawiło się nagle w próżni, ale zaczęło funkcjonować jako element skomplikowanej sieci miejskich rozrywek takich jak fotoplastikony, pokazy latarni magicznych czy salony osobliwości, czyli tak zwane panoptika, gdzie za parę kopiejek z wypiekami na twarzy można było oglądać figury woskowe znanych postaci czy cielę z dwoma głowami zakonserwowane w formalinie. Kinematograf początkowo był tylko jedną z tego typu atrakcji. Równie istotna dla rozwoju kina była inna popularna forma XIX-wiecznej rozrywki, to znaczy teatr variété – jeden z takich teatrzyków prowadził w Łodzi ojciec Eugeniusza Bodo. Tam filmy pojawiły się w ramach programu złożonego z wielu krótkich numerów scenicznych. Najpierw popisywali się żonglerzy czy gimnastycy, później występowała roznegliżowana śpiewaczka w popularnym repertuarze, następnie treser prezentował swoje cudowne psy grające na pianinie, a na koniec spektaklu wyświetlano ruchome obrazy. Kina takie jakie znamy dziś pojawiły się dopiero po 1907 roku. Dlatego można powiedzieć, że kino narodziło się dwa razy – raz jako nowa technologia zaadaptowana przez istniejące przedsiębiorstwa rozrywkowe, a dopiero później jako osobny segment branży rozrywkowej. W książce staram się szczegółowo pokazać, jak przebiegały te podwójne narodziny kina w konkretnym mieście.

Opisujesz początki kina w czasie, gdy tradycyjna formuła jego oglądania wypierana jest chociażby przez serwisy internetowe umożliwiające ściąganie filmów i oglądanie ich w dowolnym miejscu. Na ile istotne było dla ciebie to, że kino zmienia swoje oblicze, następuje transformacja wspólnoty przeżywania, kultury wspólnego oglądania filmów?

Rzeczywiście wiele osób wieszczy koniec kina, ale jest to raczej koniec pewnego wyobrażenia o kinie, to znaczy pełnometrażowej fabule oglądanej na celuloidowej taśmie 35mm w zaciemnionej sali kinowej. Ten model pod wpływem rewolucji cyfrowej rzeczywiście traci na znaczeniu i zmusza nas to do przemyślenia sposobu naukowej refleksji nad kinem. Jak przekonuje profesor Andrzej Gwoźdź, dziś badacz, którego z przyzwyczajenia nazywamy filmoznawcą, nie może już być po prostu recenzentem filmów czy badaczem biografii reżyserów. Z uwagi na rewolucję cyfrową musi się przyglądać szerzej krajobrazom medialnym, również tym z przeszłości. Wielu badaczy zwróciło się ku historii i początkom kina – wtedy też nastąpił przełom medialny. Choć rzadko o tym pamiętamy, krajobraz medialny był wówczas równie złożony jak dzisiaj. Kino było jednym z wielu elementów kultury wizualnej, wcale nie najważniejszym.


Filmy funkcjonowały w różnych kontekstach, a oprócz tego niezwykłą popularnością cieszyły się takie urządzenia optyczne jak latarnie magiczne czy panoramy. Pisząc tę książkę chodziło mi między innymi o przepędzanie „Widma X Muzy” – zerwanie z archaicznym modelem badawczym, który opierał się na interpretowaniu filmowych arcydzieł wielkich mistrzów sztuki filmowej. Chciałem pokazać, jak można uprawiać naukową refleksję, którą równie dobrze można nazwać archeologią mediów. Jesteś współtwórcą Łódzkiego Stowarzyszenia Inicjatyw Miejskich Topografie, poznałam cię jako osobę zaangażowaną w sprawy miejskie, stąd w kontekście opowieści o początkach kina interesuje mnie wątek miejski. Jaką rolę odegrało kino w Łodzi?

Łódź na przełomie XIX i XX wieku była wieloetnicznym i wieloklasowym miastem przemysłowym, tyglem społecznym. Wyobraźmy sobie te masy przybywające ze wsi do miast i uczące się miejskiego życia: wielkie budynki, fabryki, tłum uliczny, tramwaje, hałas... Kino było jednym z elementów tego krajobrazu miejskiego i miejskiego stylu życia, którego uczyli się przybysze. Równocześnie kinematografy razem z innymi przestrzeniami komercyjnymi były materialnym wyrazem rodzącego się społeczeństwa konsumpcyjnego. W okresie swoich drugich narodzin kino z podwórek wyszło na główne ulice. Przed ich efektownymi budynkami stali portierzy w liberiach zapraszający widzów do środka. Kino było jednym z towarów, dzięki któremu za w miarę przystępną cenę można było kupić trochę luksusu. Zdobyłem kiedyś taką starą kolorowaną pocztówkę, która dobrze ukazuje ten miejski spektakl. Widać na niej jeden z głównych handlowych punktów ulicy Piotrkowskiej, gdzie znajdował się największy łódzki dom towarowy Schmechel i Rosner, kinematografy Odeon oraz Luna, a w sąsiedztwie luksusowe banki, restauracje, kinematografów często hotele i sklepy. Na pocztówce widoczny jest obwieszano migającymi jeszcze budka latarni magicznej, z której na żarówkami, które swoim wielki ekran (niewidoczny na zdjęciu) proświatłem zalewały ulice. jektowano slajdy reklamowe, doskonale wiWszystko to tworzyło doczne z ulicy Piotrkowskiej. Dodatkowo buspektakularną przestrzeń dynki kinematografów często obwieszano migającymi żarówkami, które swoim światkonsumpcji, gdzie obraz łem zalewały ulice. Wszystko to tworzyło i miasto zamieniały się w spektakularną przestrzeń konsumpcji, gdzie towar obraz i miasto zamieniały się w towar.

Budynki

Opisujesz początki kina przez pryzmat Łodzi. Jakie znaczenie ma pisanie takiej lokalnej historii?

Powody są co najmniej dwa – tożsamościowy i naukowy. Obecnie obserwujemy rozkwit zainteresowania historią lokalną i oddolną. Powstają archiwa lokalnych prywatnych fotografii, organizuje się spacery historyczne i gromadzi historie mówione dotyczące najbliższego otoczenia. Wynika to jak sądzę z potrzeby określenia własnej mikro-tożsamości w erze globalizacji. Ponadto, krytycy historiografii już jakiś czas temu zakwestionowali ideę tworzenia historii uniwersalnej, pisanej z ogólnej perspektywy. Kończy się to zazwyczaj uprzywilejowaniem perspektywy stolicy lub inną wykluczającą generalizacją. Natomiast tak zwana historia oddolna zwraca uwagę na fakt, że historia nieodłącznie wiąże się z miejscem, zawsze jest umiejscowiona (zręcznie to można ująć po angielsku: No86 / czytelnia

130—131


Staw, kaskada wodna i kiosk mauretański w parku w Helenowie / Pocztowka, ok. 1912 r., ze zbiorow prywatnych


No86 / czytelnia

132—133


Do migających

history always takes place). Mnie jako osobę zaangażowaną w aktyiluzjonów chodzili po pracy zamożniejsi robotnicy, majstrowie, pracownicy kantorów wizm miejski, ale też jako akademickiego fabrycznych badacza kultury interesowało napisanie takiej zlokalizowanej historii kina i życia codziennego. W oficjalnej historii Polski dominuje opowieść o heroicznych czynach, martyrologii, inteligencji, kulturze wysokoartystycznej i tak dalej. Mało miejsca poświęca się narracji historycznej traktującej o miejskim stylu życia, klasie robotniczej czy kulturze masowej. Miasto atrakcji chciałbym postrzegać jako takie uzupełnienie historii Polski. Na myśl o kulturze przełomu wieków, automatycznie pojawia się nam w głowie etykietka „Młoda Polska” i obraz natchnionych poetów snujących się po krakowskim rynku. Niewiele mówi się o tym, że wtedy tez pojawiła się nowoczesna kultura masowa, a do migających iluzjonów chodzili po pracy zamożniejsi robotnicy, majstrowie, pracownicy kantorów fabrycznych. Jako motto wybrałem fragment z Traktatu poetyckiego Czesława Miłosza, gdzie poeta pisze: „Tam nasz początek. Na próżno się bronić”. Odsyła nas do zjawisk kluczowych dla nowoczesności i modernizacji, takich jak przemysł, konsumpcja czy rozrywka. Miłosz wzywa, abyśmy przestali się wypierać pieśni przy kuflu piwa, tingel-tanglów, dwunastogodzinnych zmian w fabrykach, których kominy pokrywały miasta grubym czarnym osadem, czy też migających świateł i ekranów iluzjonów. Je również trzeba „przyjąć i uznać za swoje” i poszukiwać bardziej pojemnej formy nie tylko poetyckiej, ale również, jak sądzę, historiograficznej. Łódź świetnie się do tego nadaje. To miasto fascynuje mnie między innymi dlatego, że pokazuje inną niż elitarno-narodową historię Polski. W nim jak w soczewce skupiają się wszystkie wątki dotyczące fenomenu nowoczesności, której jednym z fundamentów są dymy fabryczne i kinematograf.

Łukasz Biskupski (ur. 1985) kulturoznawca i filmoznawca, doktorant w Instytucie Kulturoznawstwa Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie, wiceprzewodniczący Łódzkiego Stowarzyszenia Inicjatyw Miejskich Topografie. Interesuje się dawną i współczesną kulturą wizualną, zwłaszcza wczesnym kinem i street artem. Prowadzi blog www.miasto-atrakcji.edu.pl.

We wrześniu nakładem Narodowego Centrum Kultury ukazuje się jego książka Miasto atrakcji. Narodziny kultury masowej na przełomie XIX i XX wieku, dostępna w wersji papierowej oraz jako bezpłatny e-book. www.nck.pl

Dom towarowy Emila Schmechela i budynek Zgromadzenia Majstrow Tkackich na skrzyżowaniu ul. Piotrkowskiej i Przejazd. W głębi kinematografy Luna i Odeon / Pocztowka, ok. 1912 r., ze zbiorow prywatnych


No86 / czytelnia

134—135


Zapachowa akcja Justyny Gruszczyk pt „Imperium Snów” realizowana w Belfaście 2013


praktyki artystyczne

Z

apachy, w których jesteś u siebie Zapach jest jednym z najbardziej pierwotnych zmysłów, nie podlega takiej kontroli świadomości jak wzrok. To coś jak sen. Zapach bywa tak samo nieuchwytny, potrafi być tak samo dręczący – z artystką Justyną Gruszczyk, autorką efemerycznych instalacji zmysłowych rozmawia Marta Lisok

No86 / czytelnia

136—137


Człowiek

nie czuje zapachu własnego domu, tak jak nie czuje zapachu własnego ciała

W swojej sztuce od kilku lat poruszasz się w obszarze zapachów. Czym zajmowałaś się wcześniej?

Malarstwem i szkłem. Właściwie bez względu na technikę działałam na podobnych zasadach: z dużym przywiązaniem do fizycznych właściwości materii, którą się posługiwałam. Sensualna strona procesu twórczego zawsze była dla mnie bardzo ważna. Szczególną satysfakcję dawała mi praca ze szkłem, które było dla mnie bardzo przyjemnym materiałem, działającym na wiele zmysłów – podczas obróbki angażowało słuch i dotyk, wydawało rozmaite dźwięki. Różne rodzaje szkła różnie się zachowują podczas cięcia, niektóre są twarde, niektóre wręcz miękkie. Jaki jest pierwszy zapach, o którym myślisz?

To zapach architektury, właściwie różne zapachy różnych architektur. Mój ulubiony – gotycki zapach zamkowej piwnicy, zapach impregnatu do drewna w skansenie, taki jak w drewnianym kościele, zapach domu wczasowego – aż trudno uwierzyć, że coś tak grzybno-zatęchłego może kojarzyć się z latem – charakterystyczne zapachy mieszkań innych ludzi. Moment, kiedy wraca się do domu po długim pobycie gdzie indziej i przez jedną, unikalną chwilę czuje się zapach własnego domu. Jak mógłby pachnieć zapach „Dom”, do kupienia np. przy przeprowadzce?

Musiałby nie pachnieć. Myślę, że człowiek nie czuje zapachu własnego domu, tak jak nie czuje zapachu własnego ciała. Zapach własnego domu można poczuć przez chwilę, kiedy wracamy skądś po bardzo długim pobycie. Dla mnie zazwyczaj było to zaskakujące doświadczenie. Nos oswaja bezpieczne wonie i póki czujemy zapach miejsca, w którym przebywamy, to nie jest nasz dom. Co się skłoniło do skoncentrowania się na tak nietypowym medium?

To, co dostaje odbiorca, w przypadku malarstwa czy szkła jest już z reguły do oglądania. Cała zmysłowa strona materii, której się doświadczało podczas produkcji, gdzieś się gubi. Zaletą zapachu jest to, że można się podzielić z odbiorcą głębokim, zmysłowym doświadczeniem. Bezpośrednim bodźcem do stworzenia pierwszego zapachu była baśń, którą wtedy, w 2007 roku, napisałam. Miałam taki moment, że w wolnych chwilach pisałam baśnie, tak do szuflady. W jednej pojawił się zapach grozy, który postanowiłam wyprodukować. Kiedy podjęłam tę decyzję, nie wiedziałam jeszcze, że będzie z tego wystawa. W zapachu najbardziej lubię to, że potrafi łączyć w sobie skrajności – pomieszczenia galerii podczas moich wystaw są jednocześnie zupełnie puste i zupełnie pełne. Prowadzę w ten sposób przewrotną grę z konceptualizmem, który jest ważnym komponentem moich prac, jednocześnie totalnie zmysłowych, dowartościowujących ciało odbiorcy. Dostrzegasz ewolucję w swoim użyciu zapachowego środka wyrazu?

W ogóle nie lubię takich metafor jak ewolucja czy rozwój, albo, o zgrozo, droga twórcza. One są wszystkie linearne, sugerują z góry obrany kierunek i podążanie w tym kierunku. Tymczasem ja to widzę raczej tak: z punktu A idziesz do punktu B, po drodze błądzisz, trafiasz do punktu C, z którego idziesz jednocześnie do punktu D i W, potem w punkcie D siedzisz bezczynnie przez 3 miesiące, a w punkcie W kopiesz dziurę... Ostatnio na przykład, przy okazji przeprowadzki, wpadł mi w ręce katalog


Laboratorium Sztuki, cyklu wystaw w toruńskiej Wozowni, w którym brałam udział w 2007 roku. Teksty w katalogu były w formie wywiadów, więc postanowiłam przypomnieć sobie, co też wtedy powiedziałam; przeczytałam i okazało się, że pojawiło się w nim tak wiele niewyeksplorowanych jeszcze wątków, że powrót do tego momentu wydał mi się koniecznością. Lubię wracać do moich pomysłów z przeszłości, powtarzać doświadczenia. Jesienią będę realizować Przemiany, projekt z 2007 roku. Jestem ciekawa swoich doświadtakich metafor jak czeń przy pracy nad tym samym projektem sześć ewolucja czy rozwój, lat później. albo, o zgrozo, droga Poza tym, mamy teraz taki terror wydajności, zwłaszcza w dziedzinach, w których refleksja po- twórcza. One wszystkie winna być podstawowym narzędziem, takich są linearne, sugerują jak sztuka czy nauka, że tym bardziej warto podz góry obrany kierunek jąć próbę porzucenia chęci zrobienia czegoś nowego i lepszego. Wydaje mi się, że trzeba teraz i podążanie w tym pokazać wartość niepewności, cofania się, czasu kierunku zmarnowanego na nieudany eksperyment albo na wątpienie. Kiedy zaczynałam swoją działalność, jeden z moich znajomych, bardzo już w swojej karierze zaawansowany, napisał mi, że mi zazdrości tego stanu pozostawania w półmroku, działania po omacku, zanim się zamknę w swojej wybranej, wąskiej dziedzinie. I ja teraz tak widzę swoją rolę: próbować w tym półmroku pozostać.

Nie lubię

Często używasz określenia „po omacku”. Bardziej pociągają cię strategie związane z błądzeniem niż logiczny ciąg informacji, myślenie linearne?

O wiele łatwiej jest mi wyobrazić sobie siebie błądzącą po ciemku niż biegnącą korytarzem, który ciągle się zwęża. Kiedyś, jeszcze na studiach, uczestniczyłam w plenerze, który odbywał się w Piwnicach pod Toruniem, w Centrum Astronomii. To było bardzo intensywne doświadczenie. Oprowadzał nas tam między innymi profesor Andrzej Strobel, dużo mówił o Koperniku. O tym, że Kopernik poświęcił wiele lat na próby podważenia swojej własnej teorii. I o tym, że wątpliwości są clou nauki. Myślę, że są również clou sztuki. Niestety, w systemie, w którym żeby przeżyć, musisz nieustannie odnosić sukcesy, na wątpliwości nie ma miejsca, bo są nieproduktywne dla systemu, przynajmniej nie bezpośrednio. Czy potrafisz na przykład wyobrazić sobie, że współczesny naukowiec dostaje grant na próbę obalenia swojej własnej teorii? Myślę, że musimy walczyć teraz o prawo do wątpliwości, do cofania się, do błędu. A żeby to zrobić, trzeba te wątpliwości i błędy dowartościować. Aktualnie atramentem sympatycznym na płótnie maluję Niewidzialne miasta; jest to opowieść o miastach, do których nieskutecznie aplikowałam o pobyt rezydencyjny lub wystawę, czasem całkiem nieźle je przy okazji poznając. Mój obraz tych miejsc jest jednak wykoślawiony przez media, jakimi wizerunek tych miast do mnie dotarł. Ta praca jest właśnie o straconym, nieefektywnym czasie pracy artysty, o błędzie, porażce, i bardzo mi zależy na tym, żeby to też pokazać, bo niezrealizowane projekty są dla mnie tak samo ważne jak te, które doszły do skutku. Planuję też duży cykl bazujący na mojej fascynacji architekturą z okresu pierwszych Piastów; planuję w to włączyć m.in. Miejsce i Katedrę, którą wymyśliłam w 2009 roku, a która nigdy nie została zrealizowana. Miejsce będzie No86 / czytelnia

138—139


Zapachowa akcja Justyny Gruszczyk pt „Imperium Snów” realizowana w Belfaście 2013


No86 / czytelnia

140—141


alternatywną przestrzenią kontemplacji, nawonioną zapachem stworzonym na podstawie relacji o woniach, jakie podobno wydzielali święci. Chciałabym, żeby w Miejscu nie było sztucznego oświetlenia, żeby działało bez prądu, na zasadzie rytmu dnia i nocy. Natomiast Katedra będzie społeczną akcją próby budowy z kartonów pierwszej katedry gnieźnieńskiej, tej zburzonej przez Brzetysława. Każdy będzie mógł przynieść własny karton i dołożyć go do murów. Fascynuje mnie w naszej historii ten początek, budowanie Polski, zwłaszcza w opozycji do obowiązującego teraz patriotyzmu klęski. Architektura tamtego okresu jest dla mnie inspirująca również dlatego, że nie do końca wiadomo, jak wyglądała. To mi siedzi w głowie już dobrych parę lat, w zeszłym roku pojechałam do Gniezna, Giecza i na Ostrów Lednicki, żeby zobaczyć pewne rzeczy na własne oczy, ale to duży projekt, więc muszę wziąć przed nim naprawdę duży rozbieg. Czy twoje prace są przeznaczone do doświadczania w ciemnościach?

Są różne. Niektóre wręcz wymagają światła, by skonfrontować widza z wizualną pustką przestrzeni. Istotą ciemności jest to, że nie wiesz, co w niej jest – granicami przestrzeni są granice twojego ciała. Tak właśnie działała moja praca Bebok realizowana w ramach cyklu Replikantki, przywodząca postać śląskiego potwora, którym straszy się dzieci – ciemność wprowadzała tam komponent niepokoju. Tak na marginesie, teraz jest ciężko doświadczyć ciemności – wszędzie są latarnie uliczne, które zaglądają nam nocą w okna. Ja w nocy mogę się poruszać po mojej sypialni bez zapalania światła. Instalacje zapachowe to bardzo młode medium. Czy znasz innych artystów, którzy eksperymentują z zapachem w sztuce? Czy któryś z nich szczególnie cię zainspirował?

O wiele bardziej inspirują mnie artyści, którzy mają podobny do mojego sposób myślenia, a nie ci, którzy stosują to samo medium. Problem z tego typu projektami polega na tym, że właściwie nie da się ich zreprodukować; o ile więc mogę teoretycznie znać realizacje, na przykład Sissel Tolaas, to faktem jest, że nigdy ich nie doświadczyłam. Jedyna praca, w której zapach odgrywał kluczową rolę, a której udało mi się doświadczyć na własnej skórze, to praca Jana Upricharda, który razem z perfumiarzem Gezą Shoenem próbował wyprodukować zapach Belfastu. Powstały w ten sposób cztery kompozycje, z których jedna trafiła do mnie. Masz pomysł, jak reprodukować prace oparte na zapachu, pomijając ich literalny opis?

Pomijając dosłowne reprodukowanie zapachu w taki sposób, jak się to robi w reklamach perfum, które z wielu przyczyn, głównie ekonomicznych, jest dla mnie jeszcze niedostępne, myślę, że najlepszym medium jest język. Jego wadą jest to, że wymaga od odbiorcy wzmożonego wysiłku. Niemniej wydaje się bardziej obiektywny niż sam zapach, który w wyobraźni ludzi pobudza różne obszary i przywołuje różne wspomnienia. Jak przebiega praca nad zapachową instalacją. Jakie są jej etapy, jej techniczna strona?

Najpierw powstaje pomysł. Potem z perfumiarzem Piotrem Kempskim produkujemy zapach. Czasami wiem od razu, jakie składniki powinien zawierać, ale bywa też tak, że wiem tylko, jakie wrażenie ma wywołać, i męczę Piotra określeniami typu „ciepłe futro” czy „zmiażdżone liście”. Czasem też wysyłam jakieś podobnie pachnące rzeczy, jakieś trociny z piwnicy itp.; czasem jest jeszcze gorzej, np. mówię, że chcę zapach snu albo kosmosu. Z tym opisywaniem zapachu to jest tak, że używa się metafor, i nigdy właściwie nie dociera się do sedna. Poza sytuacją, kiedy mówi się o poszczególnych, konkretnych składnikach, język tutaj nie sięga, trzeba sobie radzić po omacku.


Potem Piotr zazwyczaj wysyła mi fiolki, ja te fiolki jakoś komentuję, Piotr coś miesza. Czasami kompozycja jest jeszcze poprawiana, ale z reguły to, co dostaję jako ostateczny projekt, jest już trafione. Podczas akcji zatytułowanej Ciała książek nawaniałaś jedną z krakowskich bibliotek. Jakie znaczenie miał dla ciebie sam tytuł? Jak wyobrażałaś sobie reakcje przypadkowych odbiorców?

Mamy teraz taki terror wydajności, zwłaszcza w dziedzinach, w których refleksja powinna być podstawowym narzędziem, takich jak sztuka czy nauka, że tym bardziej warto podjąć próbę porzucenia chęci zrobienia czegoś nowego i lepszego

Książka jest dla mnie przedmiotem oddziałującym na wiele zmysłów, może nawet na wszystkie, bo czasem liżemy palce, kiedy przekładamy strony. Dotyk książki potrafi sprawić przyjemność, zapach też. Uwielbiam zapach świeżego druku, ale też zapach kurzu unoszący się ze starych książek. Jednak książka jest postrzegana przede wszystkim poprzez treść, jaką ze sobą niesie, zwłaszcza teraz, kiedy można ją sprowadzić do komputerowego pliku. Dlatego biblioteka została wypełniona zmysłowym, cielesnym, wręcz erotycznym zapachem, który ewokował czyjąś – cielesną – obecność. W Ciałach książek tytuł był bardzo ważny – zresztą chyba ciągle jest, bo do wybranych książek zostały włożone pachnące zakładki z takim właśnie napisem. A że książki wybierano na chybił trafił i nie stworzono żadnej lista tych, w których zakładki są – a było ich 500 – nie wyobrażam sobie, by ktoś podjął się zadania usunięcia ich stamtąd po zakończeniu akcji. Niektóre pewnie są tam do dziś. Czytelnik może się więc ciągle natknąć na białą zakładkę z małym, szarym napisem Ciała książek. Zapach już pewnie dawno wywietrzał, ale tytuł ciągle pełni swoją funkcję. W instalacji Oddech zrealizowanej w krakowskim Bunkrze Sztuki wprowadzałaś zapach w korytarze i klatki schodowe. Na czym miała w tym przypadku polegać redefinicja funkcji, znaczenia tego miejsca?

Chciałam stworzyć wrażenie, że Bunkier żyje. W przypadku miejsca, do którego przychodzi się oglądać sztukę, architektura potrafi stać się niewidzialna. Tymczasem Bunkier to jeden z najbardziej interesujących budynków, jakie widziałam. Ma pełno dziwnych otworów, tajemniczych szpar, przez które oddycha; nie sposób oprzeć się wrażeniu, że niektóre z nich służą mu dla przyjemności... Oprócz zapachów fascynują cię sny. W tekście do katalogu Drobnostki pisałaś: „Sen to chyba jeden z najbardziej zaniedbanych zakątków życia, co więcej – nierzadko odmawia im się nawet bycia częścią rzeczywistości. Nie mamy odwagi brać na poważnie snów, których przecież doświadczyliśmy, czasami nawet wiele bardziej intensywnie, niż doświadczamy rzeczywistości. Pozostawiamy sny nauce – w życiu codziennym zamiatamy je jednak pod, wystawiając na pastwę szarlatanów. Są jak ciemna piwnica, w której się nie przebywa, wchodzi się tylko po to, by zostawić tam coś zepsutego i niepotrzebnego”. Od dwóch lat realizujesz w różnych miastach projekt Imperium snu bazujący na połączeniu snów mieszkańców o mieście z przygotowanym przez ciebie unikatowym zapachem rozpylanym w opisywanych przez śniących miejscach: zaułkach, taksówkach, windach, kawiarniach, antykwariatach. Zapach, który do niego stworzyłaś, zawierał bardzo dużo składników: coś mlecznego i jednocześnie kwaskowatego. Pisałaś o nim, że ma w sobie coś z podglądania śpiącej osoby, która o tym nie

No86 / czytelnia

142—143


Zapachowa akcja Justyny Gruszczyk pt „Imperium Snów” realizowana w Belfaście 2013


No86 / czytelnia

144—145


Czy potrafisz wyobrazić sobie, że współczesny naukowiec dostaje grant na próbę obalenia swojej własnej teorii? Myślę, że musimy walczyć teraz o prawo do wątpliwości, do cofania się, do błędu

wie. Ludziom kojarzył się różnie – niektórym z mlekiem, niektórym z lodami, jeszcze innym z truskawkową herbatą. Co ma wspólnego zapach i sen?

Nieuchwytność. Zapach jest jednym z najbardziej pierwotnych zmysłów, jak wzrok. To coś, co znajduje się poza kontrolą naszej świadomości, tak jak sen. Najbardziej fascynują mnie takie dręczące, niemal zapomniane sny, z których pamiętamy tylko wrażenie, że coś się śniło, i usiłujemy skoncentrować wszystkie myśli, żeby popłynęły w kierunku tego snu, ale się nie udaje. Zapach bywa tak samo nieuchwytny, potrafi być tak samo dręczący.

Jakie są miasta ze snów ich mieszkańców?

Myślę, że są prawdziwe, mimo tego, że projekt taki jak Imperium snu jest bardzo otwarty na wszelkiego rodzaju fikcję – zmyślanie czy tylko autocenzurę, która każe zmieniać w snach kluczowe elementy, zanim się je poda do publicznej wiadomości. Bardzo dobrze było to widać w Belfaście, gdzie poczucie zagrożenia splatało się w snach mieszkańców z różnymi niespodziankami, jakie miasto im sprawiało. Mimo że miałam tam mało czasu na zebranie snów i zebrałam ich niewiele, wyłonił się z nich wyrazisty portret miasta. Mieszkałam w Belfaście dwa miesiące, więc mogłam sobie zestawić ten portret z prawdziwym miastem, które przez ten czas można jako tako poznać. Katowice, których wcześniej nie znałam zbyt dobrze, zwiedzałam na podstawie zebranych snów, co też było ciekawym doświadczeniem, dlatego teraz przygotowuję przewodnik po wyśnionych miejscach. Jaką formę mógłby przyjąć taki przewodnik?

Myślę o klasycznej, książkowej, z dużą liczbą prawdziwych i zmyślonych map. Czy dawniej ludzie mieli bardziej wyczulony węch niż obecnie? A może dopiero niedawno ten zmysł wzmocniła obsesja higieny?

Mieli bardziej wyczulony węch, kiedy chodzili jeszcze na czterech łapach i węchem poznawali świat. Potem używali pachnideł, by ukryć zapach własnego ciała. Obsesja higieny zmieniła mniej, niż mogłoby się wydawać – raczej przytępiła naszą wrażliwość na zapachy naturalne, piętnując je jako brzydkie. W historii sztuki jednak dominuje oko, a nie nos.

Kiedy ewolucja oderwała nasze nosy od ziemi i postawiła na tylnych łapach, rola węchu zmalała. Wzrosła rola wzroku. Od tego czasu zmysł wzroku ciągle się rozwijał, zmysł węchu pozostawał za to na bardzo pierwotnym poziomie. To między innymi dlatego teraz mamy taką sytuację, że nasz wzrok jest kulturowo wykształcony, węch o wiele mniej. Do tego, co widzimy, łatwiej jest wyrobić sobie dystans, nie tylko z przyczyn kulturowych, ale i fizjologicznych – oczy można zamknąć, odwrócić głowę, ale nie można przestać oddychać, w każdym razie nie na długo. Zapach wchodzi do środka nas. Kiedy odbiorca sztuki wchodzi do galerii, spodziewa się czegoś, do czego może się na poziomie kulturowym odnieść, wstawić to sobie w jakiś kontekst i porównać. Kiedy daję mu zapach, wywołuję bardzo osobiste skojarzenia. Zapach zawsze odnosi się do wewnętrznej historii jednostki.


Czy inne zmysły będą przez sztukę, technologie, media nobilitowane w przyszłości? Czy oko zawsze będzie miało przewagę?

Technologicznie będziemy mieli coraz większe możliwości, miały już miejsce próby stworzenia np. telewizora generującego zapachy, więc to się w końcu uda i stanie się powszechne. Nie wyobrażam sobie za to, żeby ludzkość, w takim kształcie, w jakim istnieje teraz, zrezygnowała z dominacji oka, chociaż myślę, że przewaga wzroku nad innymi zmysłami trochę się zmniejszy. Jakie są konsekwencje skupienia na doznaniach dostarczanych przez zmysł węchu zamiast wzroku?

Podczas realizacji Przenikania, a jest to projekt polegający na zmianie zapachu w kilku miejscach publicznych na przestrzeni ulicy/dzielnicy/miasta, wielokrotnie słyszałam opinie, że w pewnym sensie „otwiera” nos. Poszukując podłożonych przeze mnie zapachów, widzowie nagle zaczynali zauważać również inne, te, których wcześniej doświadczali na co dzień, ale były one dla nich niezauważalne. Zapach, dopóki nie przeszkadza albo nie wywołuje silnych emocjonalnie reakcji, jest przezroczysty. I kiedy człowiek nagle zaczyna świadomie badać otoczenie nosem, to jest tak, jakby specjalnym skanerem odczytał dane z czipa, na który dotychczas mógł sobie tylko popatrzeć. Myślę, że jesteśmy teraz w bardzo fajnym momencie, kiedy już coś odkryliśmy, a nie wiemy jeszcze do końca co – i że warto to mądrze wykorzystać, bo nie wiadomo, jak długo jeszcze potrwa ten stan, zanim węch stanie się tak kulturowo opracowany jak wzrok i słuch, a tym samym powszedni. Czy przy wykorzystaniu zmysłu węchu łatwiej niż w przypadku wzroku zbudować poczucie wspólnoty?

Zapach odnosi się do doświadczenia jednostki, i to w taki sposób, że pozostaje w dużym stopniu poza jej kontrolą. Przywołuje całe sytuacje, nieraz sprzed lat, o których już prawie zapomnieliśmy. I pod wpływem tego samego zapachu trzy różne osoby zaobserwują u siebie trzy skrajnie różne reakcje, może to być fascynacja, wspomnienie poczucia bezpieczeństwa, radości, ale też odrzucenie. Możemy być uczeni tego, czy jakiś zapach jest ładny, czy brzydki, i obiektywnie to wiedzieć, ale wszystko zależy od tego, w jakiej sytuacji się z nim zetknęliśmy, czy ta sytuacja była dla nas pozytywna, czy nie. Tu właśnie najlepiej widać różnicę między zapachem a wzrokiem – estetycznie działa to tak samo, ale wizualnie bardzo łatwo możemy oddzielić to, co nam się podoba, od tego, co jest obiektywnie piękne. Z zapachem już nie jest tak łatwo, bo to są bardzo silne, emocjonalne reakcje, co więcej – możemy nawet nie być świadomi, że w ogóle jakiś zapach poczuliśmy, ale nasz nastrój się zmienia. Nie wyobrażam sobie tego przeżycia na poziomie kolektywnym, przy projektowaniu instalacji zapachowych zawsze odwołuję się do doświadczeń jednostki. Oczywiście można zapachem zapisać coś komuś w pamięci; ale będzie to zapis tego, co dana osoba czuje, czego doświadcza w tym momencie.

Justyna Gruszczyk absolwentka malarstwa na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu. Obroniła dyplom z wyróżnieniem w 2007 roku u prof. Krzysztofa Pituły. Była stypendystką marszałka śląskiego (2012) oraz dwukrotną stypendystką Miasta Torunia (2012 i 2010). Zajmuje się instalacją efemeryczną, w której główną rolę odgrywa zapach. Jej wystawy indywidualne były

No86 / czytelnia

prezentowane m.in. w galerii Bunkier Sztuki (Oddech), Galerii Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach (Język do lizania w ramach cyklu Replikantki), Rondzie Sztuki (Kolonie cz.3). Brała udział w projektach Przenikanie w 2010 w CSW Łaźnia, Kamperzy 2010 i Zjazd marzycieli w 2013 w CSW w Toruniu.

146—147


Miejska Biblioteka Publiczna w Radomsku, autor: JaqbS, 2008, źródło: www.commons.wikimedia.org


praktyki regionalne

R

ADOMSKO STOLICĄ KULTURY? Radomsko jest pierwszym polskim miastem średniej wielkości, w którym został zorganizowany regionalny Kongres Kultury. Prezydentka Radomska Anna Milczanowska w rozmowie z Arkiem Gruszczyńskim opowiada o głównych celach kongresu oraz problemach swojego miasta

No86 / czytelnia

148—149


Kongres Kultury w Radomsku będzie pierwszym tego typu spotkaniem w mniejszym ośrodku miejskim. Skąd ten pomysł?

Myślę, że teza o kulturze, która ma się nie najgorzej, ciekawych twórcach i interesujących zjawiskach kulturowych, a istnieje poza celebryckim fleszem wielkich miast, da się obronić. Ale już tak bardziej serio. Sam pomysł nie zrodził się znikąd. Inspiracją były z pewnością m.in. wcześniejsze działania Narodowego Centrum Kultury realizujące takie projekty w skali makro, nasza dotychczasowa współpraca z NCK i dyskusje o nowych wyzwaniach. Chętnie korzystaliśmy z tego, co wartościowe, ale jednocześnie dostrzegliśmy, że z perspektywy miast takich jak Radomsko można wnieść bardzo istotną i świeżą „wartość dodaną”. Podczas jednej z rozmów z zespołem Miejskiego Domu Kultury padło nieśmiałe hasło, że na pięć lat przed pięćdziesięcioleciem, bo tyle lat działa ta instytucja, to w sam raz dobry moment, by z perspektywy takiej instytucji spojrzeć na całokształt rozwoju kultury w regionie. Zastanowić się nad wyzwaniami i szansami stojącymi przed instytucjami i organizacjami działającymi w gminach oraz średnich czy małych miastach. Wymyśliliśmy Kongres Kultury w Radomsku by sprowokować twórcze spotkanie ludzi, dla których kultura jest czymś ważnym, bliskim. Zaprosiliśmy animatorów, nauczycieli, przedstawicieli instytucji i stowarzyszeń kulturalnych, samorządowców, organizatorów życia kulturalnego, także dziennikarzy, gotowych do dyskusji nad rozwojem kultury w mieście i regionie. Złożony w NCK projekt musiał się spodobać, skoro zyskaliśmy tak ważnego w całym przedsięwzięciu partnera. Przed jakimi problemami stoją instytucje kultury w Radomsku?

Myślę, że problemy radomszczańskich instytucji kultury nie są czymś wyjątkowym i przypisanym tylko nam. Oczywiście najprościej byłoby sprowadzić wszystko do wspólnego mianownika, jakim są pieniądze potrzebne do organizacji działań i bieżącego funkcjonowania. Jednak zamykanie tematu w popularnej ostatnio alternatywie „rura czy kultura” nie bardzo mi odpowiada. To nie może być coś zamiast czegoś, bo w moim przekonaniu jesteśmy winni naszym mieszkańcom zrównoważony rozwój. To jasne, że nadrabianie zaniedbań cywilizacyjnych jest bardzo ważne. Miejskie drogi, rzeczona kanalizacja, czy wiele jeszcze innych spraw, coraz częściej zrzucanych na barki samorządów, trzeba wykonać. Ale ponieważ wszystko musi mieć przysłowiowe ręce i nogi, to musi też mieć


Zamykanie

tematu w popularnej ostatnio alternatywie „rura czy kultura” nie bardzo mi odpowiada. To nie może być coś zamiast czegoś, bo w moim przekonaniu jesteśmy winni naszym mieszkańcom zrównoważony rozwój

i duszę. Dlatego nie wolno nam zapominać jak ważną rolę w funkcjonowaniu lokalnej społeczności odgrywa fundament kulturowy. To on nadaje rytm i sens wielu poczynaniom, tworzy i kształtuje wspólnotę. Jakie jest, z perspektywy prezydenta miasta o skali Radomska, znaczenie organizacji trzeciego sektora w tworzenie kultury?

Ogromne. Mówię to z pełnym przekonaniem, bo sama przez wiele lat związana byłam z takimi inicjatywami, nawet gdy jeszcze nie funkcjonowało tak istotne dziś pojęcie NGO. W Radomsku organizacje pozarządowe, te rejestrowe i te działające w sposób mniej formalny, są dla Miasta bardzo ważnym partnerem w wielu dziedzinach. A w kulturze obejmują bardzo szerokie spektrum wieku, dziedzin i sposobów działania. Współpracują i współtworzą miejskie instytucje kultury. I jestem przekonana, że w coraz większym stopniu jest to przyszłość determinująca nasz rozwój. Takiej lokalnej aktywności nie sposób przecenić i nie wolno przechodzić obok niej. Czy po kongresie nastąpią systemowe zmiany dotyczące dystrybucji funduszy przeznaczonych na kulturę? Jakie to mogłyby być zmiany?

W tym zakresie nie przewiduję raczej rewolucji. Już od wielu lat gospodarując publicznym groszem dbamy o to, by w miarę samorządowej kasy zaspokajać wszystkie potrzeby. Z pewnością coraz większy nacisk będziemy kładli na zadania realizowane wspólnie z organizacjami pozarządowymi. Ale podpatrując innych chętnie skorzystam z dobrych pomysłów. Mam też ogromną nadzieję, że kongres wzmocni nasze relacje ze sferą przedsiębiorczości. Otworzy nam nowe perspektywy wspólnych działań. Wiele obiecuję sobie po relacjach z naszym wypróbowanym partnerem, czyli Łódzką Specjalną Strefą Ekonomiczną. Jest też pewien pomysł, ale ... . Nie chciałabym wyprzedzać zdarzeń, które zaplanowane są na kongres. A jakie są oczekiwania mieszkańców Radomska wobec organizacji kulturalnych?

Te oczekiwania to zarówno chęć obcowania z kulturą jak i stwarzania warunków dla czynnego uczestnictwa w jej tworzeniu. Miejskie instytucje kultury wychodzą naprzeciw takim oczekiwaniom. Jako przykład wspomnę program Dom No86 / czytelnia

150—151


Jeśli Radomsko

Kultury+ Inicjatywy lokalne, który został przygotowany w ramach ma stać się miastem przyszłości, musimy współpracy Ministra Kulzadbać o to, by jego wizerunek odpowiadał tury i Dziedzictwa Narodowego, Narodowego zmieniającej się rzeczywistości, Centrum Kultury z eksniezależnie, kto sprawuje władzę. Nie pertami i przedstawichcemy jednorazowych i sporadycznych cielami Obywateli Kuldziałań tury, a którego celem jest wzmocnienie współpracy z przedstawicielami społeczności lokalnej, a zwłaszcza identyfikacja, promocja i wspólne urzeczywistnianie inicjatyw kulturalnych podejmowanych przez mieszkańców. Takie otwarte spotkania konsultacyjne z udziałem organizacji non-profit, lokalnych artystów, fundacji, kół zainteresowań, stowarzyszeń, harcerzy, uczniów radomszczańskich szkół, seniorów, niepełnosprawnych, bezrobotnych, przedstawicieli radomszczańskich instytucji, samorządu i biznesu, świetnie zafunkcjonowały, również w postaci bardzo ciekawych, nowych projektów. Myślę, że tędy droga. Wobec coraz bardziej zmieniającej się rzeczywistości, wirtualizacji wielu sfer życia, chcemy stąd czerpać wiedzę o potrzebach kulturalnych mieszkańców, aby jak najlepiej wykorzystać istniejący potencjał ludzi i miejsc. Dyskutujemy nad najistotniejszymi sprawami dla instytucji kultury, np. jak szukać nowoczesnych metod kształtowania animatorów i wychowawców. Jesteście w jakimś sensie prekursorami – wcześniej w średnich i małych miastach nie odbywały się tego typu kongresy. Czy problemy Radomska są typowe dla całego kraju?

Jak już wspomniałam, choć Radomsko jest dla mnie miejscem wyjątkowym, ma wspaniałych ludzi i swój wielokulturowy klimat, to przecież wiele spraw dziejących się u nas spotkać można zapewne w innych miastach i regionach. Dlatego takie spotkania, jak to kongresowe, mają dużą wartość. Wymiana doświadczeń i pomysłów buduje potencjał i otwiera nowe możliwości. Nasze doświadczenia i partnerzy z projektu Europejskie Sceny Jaracza czy coraz lepiej rozwijająca się współpraca naszych instytucji kultury z Łódzkim Domem Kultury już dziś przynoszą świetne efekty i stanowią doskonały punkt wyjścia, by chcieć więcej. Nie bez znaczenia jest dla mnie także aspekt naukowo-badawczy kongresu, który tworzy pewną systemową bazę, ale też zainspirował nowe działania, o których myślę, że będziemy mogli więcej powiedzieć na samym kongresie. Chciałabym, aby radomszczański kongres w swojej formule nie ograniczył się tylko ściśle do tych dwóch, trzech dni. I jestem przekonana, że z takimi partnerami, gośćmi i patronami, możemy to zrobić. Wiele mówi się np. ostatnio o nowej roli regionalnych ośrodków telewizji. Myślę, że w zakresie kultury kongres świetnie wpisuje się w te nowe zadania. Wykład inauguracyjny będzie dotyczył kultury lokalnej i budowania tożsamości. Czy budowa lokalnej tożsamości opierającej się na kulturze, zakorzenionej dosyć mocno w nowych technologiach i internecie, jest możliwa w średnich i małych ośrodkach miejskich?

Pani profesor Joanna Kurczewska to ogromny autorytet i wybitna osobowość, dlatego ten wykład z pewnością znakomicie otworzy kongresową dyskusję. Z tym większym zainteresowaniem na niego czekam, że nasze kroki i działania w zakresie obejmującym jego temat, od wielu lat staramy się małymi kroczkami budować w Radomsku. Pracujemy nad Strategią rozwoju i Marką Miasta. Jeśli Radomsko ma stać się miastem przyszłości, musimy zadbać o to, by jego


wizerunek odpowiadał zmieniającej się rzeczywistości, niezależnie, kto sprawuje władzę. Nie chcemy jednorazowych i sporadycznych działań. Poszukujemy i tworzymy klucz do tożsamości miasta. Sformułowanie jasnej i wyrazistej idei, tak by miasto nie było „standardowe” ani „normalne”. Chcemy się wyróżniać, być wyjątkowi. I dlatego powinniśmy nieustannie poszukiwać nowych sposobów pozytywnego zaskakiwania wszystkich tych, którzy zetkną się z naszym miastem. Oczywiście, że nie zamierzamy tworzyć Radomska od nowa, bo jesteśmy dumni z naszej historii, korzeni. Ale zamierzamy w nowoczesny sposób pokazać, jakie nasze miasto jest i jakim się staje. Nowoczesne technologie i środki komunikacji, które sprawiły, że o świecie mówi się często jak o globalnej wiosce. Ale daje jednocześnie ogromne możliwości by pokazać, że te prawdziwe wioski, miasteczka i miasta, a przede wszystkim żyjący w nich ludzie są piękni i trzeba ich słuchać. Bo małe jest piękne. Zatem spotkajmy się w Radomsku! Anna Milczanowska animatorka kultury, pedagog. Od połowy lat 90. związana z radomszczańską oświatą. W latach 2002-2006 była radną miejską z ramienia Forum Samorządowo-Gospodarczego. Od 2006 roku Prezydent Miasta. KONGRES KULTURY W RADOMSKU 12-14 września 2013 r. Udział w kongresie jest bezpłatny, wymaga jednak wcześniejszej deklaracji na formularzu zgłoszeniowym dostępnym na stronie kongresowej: www.kongreskultury.mdkradomsko.pl Organizatorzy: 
Miejski Dom Kultury w Radomsku przy wsparciu finansowym Narodowego Centrum Kultury w ramach Programu Narodowego Centrum Kultury – Kultura – Interwencje.

No86 / czytelnia

Współorganizatorzy: 
Fundacja Inicjatyw Kulturalnych w Radomsku, Miejska Biblioteka Publiczna w Radomsku, Muzeum Regionalne im. S. Sankowskiego w Radomsku, Miasto Radomsko, Łódzki Dom Kultury w Łodzi. Patronat Honorowy: 
Wojewoda Łódzki - Jolanta Chełmińska, Marszałek Województwa Łódzkiego Witold Stępień i Prezydent Miasta Radomsko - Anna Milczanowska

152—153


ROSZCZENIOWI PRACOWNICY CZY PRACODAWCY?

ażdego dnia ogarnia mnie coraz większa wściekłość, kiedy czytam ideologicznie zmanipulowane formacje prasowe. Z uwagi na wykonywaną pracę jestem zmuszony przeczytać część artykułów prasie ekonomicznej i prawniczej. Czytając, nie wierzę w to, co widzę, tj. jak bardzo media wracają kota ogonem.

ak co roku w związku z podwyżką acy minimalnej, w „Gazecie Prawnej” kilka miesięcy temu pojaały się teksty o tym, jak bardzo udea to w pracodawców, a wzrost płacy 600 brutto do 1680 brutto doprowadzi zwiększenia bezrobocia, ponieważ iększa to koszty pracodawcy. Swoją ymitywną tezę autorki argumentują zedstawianiem miesięcznego zwiękenia kosztów pracodawcy oraz efektu rostu wynagrodzenia po dwunastu esiącach obowiązywania podwyżki. jwiększe obrzydzenie budzi jednak mnie nie fakt udowadniania wyssanej alca tezy za pomocą arytmetyki i w ten osób nadawanie bredniom rangi naowej, ale kilka przykładów z życia, np.: roponowaną podwyżkę odczują przede zystkim przedsiębiorcy zatrudniający acowników o niskich kwalifikacjach, bec których najczęściej stosuje się acę minimalną. Nie ma ona natomiast aczenia dla firm, których pracownicy zymują wynagrodzenia wyższe od wyaczonego ustawą poziomu płacy mimalnej”. Dlaczego autorki tak bardzo zejmują się firmami, gdzie płace są tak skie? Sprawa jest prosta. Miejsc pracy takich miejscach jest sporo i to nie tyllegalnie, ale i na czarno.

akty te pokazują arogancję i ignorancję torek pracujących dla firmy Tax Care. pierwsze, sugeruje to, że zdaniem autok osoby pracujące jako: sprzątacze, kasje, pracownicy ochrony, część pracowników urowych, pracownicy gastronomii oraz asa innych pracowników nie zasługuje życie choćby na minimalnym poziomie. kazuje to też, z jaką perfidią pracownicy wykorzystywani przez pracodawców, poważ z jednej strony – oficjalnie – pracowy są kapitałem ludzkim, który ma przysić zysk pracodawcom. Z drugiej strony aktycznie – pracownicy to śmieci, którym się za pracę nie należy, chyba że ochłapy.

Intryguje mnie fakt, dlaczego autorki ubolewają też nad wzrostem wysokości mandatów za wykroczenia i przestępstwa skarbowe. Dla mnie sprawa jest prosta, ponieważ przez kilka ostatnich lat pracodawca próbował oszukiwać mnie i fiskusa, płacąc część etatu pod stołem, a część legalnie i od tej części płacąc składki. Pal licho państwo, które i tak swoje zabiera tu lub tam, ale przez takie płacenie pensji byłem oszukiwany na składkach ZUS, a w ten sposób okradano mnie z części przyszłej emerytury. Takich pracodawców jest wielu, z czego autorki zdają sobie sprawę, dlatego chlipią nad ich losem, choć być może niektórym z nich przydałyby się sankcje za kradzież mienia pracowników. Innym argumentem autorek jest ich przypuszczenie, że dla osoby zarabiającej nieco ponad tysiąc złotych na rękę, podwyżka o 56 złotych to nic. W skali roku to 669 złotych podwyżki, czyli połowa tego, co potrzebne na wyprawkę dziecka do szkoły, lub tyle ile rocznie wydaje przeciętny Polak na leczenie. Można by wnioskować, że autorki zamierzają pracownikom odmówić prawa do edukacji, wizyt u lekarza i wykupienia kilku leków więcej niż te przepisane przez lekarza. To ostatnie ma znaczenie, gdyż od wielu lat co czwarty pacjent nie realizuje swoich recept, a zdarza się, że są osoby, które z uwagi na niskie zarobki nie mogą sobie pozwolić nawet na wizytę u lekarza specjalisty, gdyż kolejki do lekarza z NFZ zaplanowane są na najbliższe parę lat. Ten ostatni problem dotyczy zwłaszcza osób najstarszych, czyli będących na emeryturze, ale jest on także bolączką osób w wieku produkcyjnym. Sęk w tym, że to właśnie od wysokości wynagrodzenia zależeć będzie przyszła emerytura tych osób, które i tak żyją za pensję minimalną. Doprowadzić to może tylko do tego, że z 6,7% Polaków żyjących poniżej granicy ubóstwa liczba ta wzrośnie do … No właśnie do ilu procent? Jakie jest drugie dno tego tekstu? Załóżmy, że pracodawcom nie zależy na masie bezrobotnych oraz na rzeszy nisko opłacanych pracowników, aby nie domagali się więcej i pracowali za przysłowiową „miskę ziemniaków”. Jaki jest sens utyskiwań pracodawców, że pracownicy oczekują zbyt wiele za ponad połowę życia spędzoną poza domem, z dala od rodziny, często w warunkach godnych krytyki?

Odpowiedź znajdziemy w danych, które pracodawcom są znane, a które co roku prezentują firmy analityczne i consultingowe. Co jest w tych danych? Informacje o tym, ile pracodawcy zarabiają dzięki naszej pracy. W jednym z raportów PwC można znaleźć dane o tzw. Human Capital Return On Investment. Jest to wskaźnik pokazujący, ile złotych otrzymują z powrotem pracodawcy z każdej złotówki wydanej na pracownika. Wśród kolorowych tabel i wykresów znajdują się także zdania o takiej treści: „Wynagrodzenia w polskich przedsiębiorstwach w niewielkim stopniu konsumują przychody, dzięki czemu firmy mogą przeznaczyć znaczne środki na inwestycje w programy rozwoju pracowników, w infrastrukturę – generalnie w nadrabianie dystansu dzielącego nas od firm zachodnich”. Właśnie to zjawisko, zwane poprawnie wyzyskiem, powoduje, że pracodawcy w Polsce mają się dobrze. Właśnie to zjawisko powoduje, że w specjalnych strefach ekonomicznych lokują się firmy z szeroko pojętego zachodu oraz wschodu, w tym np. Chin, które są podobno symbolem taniej siły roboczej. Dzięki temu pracodawcy w Polsce z każdego 1 złotego wydanego na pracownika otrzymują 2,37 złotego, gdzie np. w USA relacja ta wynosi średnio 1 do 1,55, a w Europie 1 do 1,17, natomiast w Rosji taka relacja wynosi 2,52 zł z każdej wydanej na pracownika złotówki. Wynika z tego, że nie warto przejmować się bełkotem mediów o roszczeniowych pracownikach oraz o ich marnym losie w Polsce, ponieważ z danych wynika, że to pracodawcy są bardziej roszczeniowi od pracowników. Nie bójmy się zatem walczyć o większy wpływ na nasze pensje, ale także na to, co dzieje się w naszych miejscach pracy, gdyż dzięki temu uda się nam odzyskać choćby część życia spędzonego w pracy, a pracodawcy będzie bardziej opłacało się zatrudnić kolejną osobę niż płacić za nasze nadgodziny czy wypłacać pod stołem ekwiwalenty za niewykorzystane urlopy wypoczynkowe. Jurek Kozak/ Inicjatywa Pracownicza


praktyki radykalne

S

TRAJK! Pracownicy takich publicznych galerii, jak poznański Arsenał, muszą mieć świadomość, że są częścią szerszego sektora publicznego. Dlatego będziemy nawoływać środowisko związane z kulturą i sztuką do dołączenia do strajku generalnego, ogólnopolskich dni protestu 11-14 września – z Markiem Piekarskim, anarchistą, działaczem Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza i Federacji Anarchistycznej, rozmawiają Krystian Szadkowski i Piotr Juskowiak („Praktyka Teoretyczna”)

No86 / czytelnia

154—155


Czy zaskoczyła cię decyzja prezydenta Ryszarda Grobelnego unieważniająca konkurs na dyrektora poznańskiej Galerii Miejskiej Arsenał?

Sztuka, kultura nic nie musi.

Nie za bardzo. Poznań jest miastem które aspiruje do bycia liderem w neoliberalnej logice „zarządza- Problem polega na nia” miastem. Nie bez kozery wymyślono kampanię tym że nic nie robi Poznań miasto know how. Władze miasta cały czas kombinują jak lepiej prywatyzować zyski, uspołeczniać koszta. Przyszedł czas na kulturę. Po przegranym konkursie o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016, z cichym poklaskiem władzy która do tego doprowadziła, powołano antykryzysowy komitet, którego celem było debatowanie na temat kultury w mieście. „Instytucje”, które wyłoniły się z tego komitetu nieco później, jak Poznański Kongres Kultury oraz Obywatelskie Forum Kultury, również próbowały analizować kondycję kultury w Poznaniu. Skończyło się to porażką, Kongres w żadnym stopniu nie znalazł panaceum na kryzys kultury. Wszelkie ich pomysły rozbiły się o elitarystyczne pojmowanie demokracji. Środowisko anarchistyczne w Poznaniu ujmowało to strukturalnie, postrzegając problem z kulturą jako część szerszego kryzysu zarządzania sektorem publicznym. Kryzys ten wynika przede wszystkim z wyabstrahowania twórców kultury ze społeczeństwa, elitarystycznej postawy ludzi kultury, którzy wyżej stawiali kwestię dobrego kontaktu z biznesem od traktowania kultury jako katalizatora dla oporu i walki. Ale dlaczego kultura i sztuka ma być tak silnie związana z walką? Tak bywa, zdarza się, ale czy musi?

To samo pytanie od lat. Jak nie odpowiesz będzie źle. W tym kontekście ja mam lepsze – gdzie jesteśmy, dlaczego i czy musi tak być. Jesteśmy w totalnej zapaści kulturalnej. Ludzie kultury przede wszystkim celebrują swoje jestestwo. Jeśli interesują się walką to tak jak Żmijewski w Berlinie. Powierzchownie i bez wyrzeczeń. Nie mówię już o całej gawiedzi wokół, świecącej odbitym światłem odbitego światła. No i mamy odpowiedź. Kultura albo będzie się zajmować walką, uczestniczyć w walce, albo będzie tkwiła w legitymizacji władzy – kapitalizmu – wyzysku. Prywatnie też bym chciał poopowiadać o Groupiusie, Baumanie czy Cras’ie, ale gdy na około trwa wojna, komu to potrzebne? Reasumując, jak widziałbym tych ludzi kultury angażujących się w strajki, protesty, siedzących godzinami z konfrontującymi się z władzą ludźmi, powiedziałbym – OK. Jeśli tego w ogóle nie ma, to co to za tekst – tak bywa, zdarza się. Nie. „Zdarza się” to jakiś pajac z kamerą, który później z nagrań demonstracji „robi sztukę”. Tu jesteśmy. Ludzie cierpią, zdychają na marginesie, ze świadomością, że nie mają na kogo liczyć fizycznie w konfrontacji z przemocą władzy, co gorsza nie mają nawet języka, którym mogliby kwestionować tą niesprawiedliwość. Tym językiem mogłaby być kultura, ale ona woli zadawać pytania, które są w granicach akceptacji przez Kulczykową i innych takich. A nuż coś się wystawi, sprzeda, zarobi. Dalej zadajemy te pytania? Sztuka, kultura nic nie musi. Problem polega na tym że nic nie robi. Jakie widzisz zagrożenia w zmianach jakie w funkcjonowaniu Arsenału proponują władze samorządowe?

Ważnym elementem tych działań – będących częścią szerszej strategii „substandaryzacji” kultury – jest to, że miasto opiera się na pewnych koncepcjach wysuniętych przez Obywatelskie Forum Kultury, czyli na idei, iż należy przekazać zarządzanie instytucjami kultury – oraz w szerszym sensie organizacjami


przestrzeni publicznej – NGO-som. Z jednej strony, władze miasta mówią o zwiększaniu partycypacji mieszkańców, wyjściu instytucji publicznych do społeczeństwa, z drugiej zaś strony jest to substandaryzacja stosunków pracy. Wszystkie sfery, za które odpowiadają tradycyjnie podmioty publiczne, a które z rynkowego punktu widzenia się nie opłacają, zostają przerzucone na organizacje pozarządowe. Mamy do czynienia z outsourcingiem kosztów, które ponosił dotąd budżet miasta na NGO’sy, które biorą odpowiedzialność za zarządzanie niegdyś publicznymi instytucjami. Większość organizacji pozarządowych nie stosuje zabezpieczeń socjalnych czy stałych warunków zatrudnienia, które są normą w publicznych czy samorządowych zakładach pracy. Wspomniane przeniesienie obowiązków z instytucji publicznej na organizację pozarządową opiera się w rzeczywistości na ludziach pracujących za małe pieniądze, w prekarnych warunkach. Problem z Arsenałem polega według mnie na tym, że przez długi czas większa część tego środowiska kładła zbyt duży nacisk na pozytywne aspekty NGOizacji sektora kultury. Natomiast teraz kiedy ich samych dotknął ten proces – próbują jakoś naprawić swoją narrację i przepracować krytykę działań w trybie NGO. Jak w takiej sytuacji organizować opór? Z jednej strony, sytuacja z NGOizacją jest niesatysfakcjonująca, z drugiej - nie sposób utrzymać funkcjonującego status quo, opartego na politycznych grach z samorządem i kapitałem. Czy w ogóle istnieje możliwość oporu, który wychodziłby poza obie hołubione przez magistrat logiki – publiczną i prywatną?

Ważne w tego typu dyskusji jest wskazywanie na to, w jakim letargu znajduje się środowisko kulturalne. Trwają w jego ramach ciągłe poszukiwania każdorazowo innej formuły na partycypację, demokratyzację procesu podejmowania decyzji, walki o swoje zakłady pracy czy o równoprawne uczestniczenie w całej rzeczywistości społecznej. Obywatelskie Forum Kultury było próbą uspołecznienia przestrzeni publicznej dla ludzi, których można nazwać robotnikami sztuki. Okazało się jednak, że nie posiadają oni nawet języka, który stawiałby ich na lepszej czy bardziej postępowej pozycji niż ta, którą zajmuje aktualna władza. Władze miasta są w równym stopniu wyalienowane, co Obywatele Kultury – ci drudzy przez 20 lat legitymizowali prywatyzowanie środków produkcji i przestrzeni publicznej. Po jej dokonaniu posiadaczom kapitału przestała być potrzebna ta legitymizacja, a więc doszło do odstawienia odpowiedzialnych za nią podmiotów. Dziś, po tych 20 latach, twórcy kultury nie spełniają swojej roli społecznej. Przestali być elitami, ponieważ dziś jest to zarezerwowane dla ludzi posiadających kapitał. Więc trudno odnaleźć im się tożsamościowo. Z jednej strony są jednak prokapitalistyczni, zajmują się tworzeniem dobrej atmosfery dla działalności bogaczy, z drugiej strony odczuwają, że ich wpływ na rzeczywistość jest znikomy. Obywatelskie Forum Kultury miało wytworzyć pewną formę komunikacji na podstawie przekonania, że nas, ludzi kultury należy cenić wyłącznie za to, że jesteśmy. Jak się okazało, władza się ugięła – nawet prezydent Grobelny zaproponował, że środowiska kulturalne powinny rozporządzać pieniędzmi z budżetu miasta przeznaczonymi na kulturę, dokonując zarazem demokratyzacji dotyczącego jej procesu decyzyjnego. Z drugiej strony, pieniądze na kulturę stanowią 3,5 procent budżetu miasta, czyli mniej więcej równowartość rocznej raty, jaką miasto płaci za stadion. Pokazuje to skalę absurdu, w którym tkwimy. Sądzę, że środowisko kultury ciągle postrzega zbyt wąsko swoje problemy. Jej główną aspiracją jest stanie się na nowo elitą, nie zaś otwarcie debaty, nie mówiąc o walce o całe społeczeństwo, a szczególnie o tych, którzy nie mogą się obronić.

No86 / czytelnia

156—157


Problem

z Arsenałem polega na tym, że przez długi czas większa część tego środowiska kładła zbyt duży nacisk na pozytywne aspekty NGOizacji sektora kultury. Natomiast teraz kiedy ich samych dotknął ten proces – próbują jakoś naprawić swoją narrację i przepracować krytykę działań w trybie NGO

Dlaczego w ogóle taki związek zawodowy jak Inicjatywa Pracownicza interesuje się sprawą Arsenału? Tym bardziej, że tak jak już mówiłeś, Arsenał, czy też ludzie w nim pracujący, do tej pory byli raczej po drugiej stronie barykady, raz legitymizując panujący w Poznaniu porządek, dwa uzyskując stabilne publiczne finansowanie.

Można traktować to jako sytuację zastaną – nic nie robić w związku ze złą sytuacją kultury i jej finansowania w tym kraju. Jednocześnie mieliśmy do czynienia z takimi działaniami jak strajk artystów i innymi wyrazami niezadowolenia, które nie były w pierwszym rzędzie ukierunkowane na jakieś abstrakcyjne problemy „z demokracją”, ale przede wszystkim dotyczyły ich sytuacji materialnej – warunków wykonywania pracy: braku świadczeń socjalnych, braku ciągłości przychodów w długim okresie czy ogólnie pracy bez systemu umów. Generalnie, po 1989 roku ci ludzie zostali pozostawieni samym sobie. W kontekście Arsenału mieliśmy do czynienia z ludźmi, którzy od wielu lat z nami współpracują na różnych polach – w związku z tym doszliśmy do wniosku, że trzeba zainterweniować i włączyć się w tę sytuację i zdefiniować ją z perspektywy politycznej żeby nie pisać klasowej, co drażni to środowisko. Opisaliśmy konflikt w kategoriach walki o konkretne miejsca pracy – a nie jakąś bliżej nieokreśloną kulturę – i w konsekwencji zaproponowaliśmy uzwiązkowienie. W ten sposób dyskusja dotycząca zamknięcia galerii i przerzucenie jej obowiązków do trzeciego sektora w ramach outsourcingu zaczyna się stawać problematyczna – ponieważ przestaje wreszcie być interpretowana tak, jak interpretować chciałaby ją władza. Chcieliśmy przede wszystkim pokazać, że nie jest to wyłącznie placówka, która posiada jedynie kuratorów i kuratorki, zdolne do mówienia o jakości sztuki i kultury. Jest to również miejsce zatrudnienia dla pracowników, którzy fizycznie tworzą owe wystawy, sprzedają bilety, prowadzą księgarnię czy sprzątają budynek. Nagle okazuje się, że z potocznego wizerunku galerii z 4 kuratorami na krzyż robi się średniej wielkości zakład pracy zatrudniający 17 pracowników.

I jak wygląda skuteczność waszych działań? Wszyscy pracownicy się uzwiązkowili?

Założyliśmy związek i w Arsenale jest już funkcjonująca komisja wraz z chronionymi pracownikami. Niestety aktualnie mamy okres letni i część pracowników jest na urlopach, ale liczymy na to, że po powrocie z wakacji dołączą do nas. Pytaliście o to dlaczego Inicjatywa Pracownicza angażuje się w tę walkę. Generalnie jesteśmy za uzwiązkowieniem całego sektora kultury. Zależy nam na przekonaniu tych pracowników, że są częścią szerszego sektora samorządowego – takimi samymi, jak np. pracownicy Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego, a pracowników MPK do tego, że galerie to takie same zakłady pracy jak zajezdnie i wykonuje się w nich pracę podobną do mycia samochodów. Poszerzylibyśmy wówczas to grono potencjalnych niezadowolonych ze zmian z dzisiejszych 3% osób uczestniczących w kulturze i chodzących do galerii o pracowników sektora publicznego i ich rodziny. Możliwa byłaby wówczas zmiana języka i włączenie do dyskusji społeczności lokalnej – kogoś poza środowiskiem wzajemnej adoracji. W idealnej sytuacji ludzie pytaliby jednym ciągiem: Jakim prawem zamykacie nam szkoły i galerie czy podnosicie ceny biletów? W ten sposób


mielibyśmy szansę na uniknięcie negatywnych konsekwencji słusznego, ale odosobnionego działania jakim był, np. zeszłoroczny Strajk artystów, który według mnie był takim trochę wołaniem na puszczy. Częściowo był to problem braku instytucjonalnego umocowania. I tutaj pojawia się najważniejsze moim zdaniem zadanie galerii publicznej. Należy podkreślić, że ona właśnie odpowiada nie tylko za swoich pracowników, ale za całe rzesze prekarnych pracowników sztuki znajdujące się poza kontekstem instytucjonalnym. Pracownicy takich publicznych galerii, jak Arsenał, muszą mieć również świadomość, że są częścią szerszego sektora publicznego. Dlatego będziemy nawoływać to środowisko do dołączenia do strajku generalnego, ogólnopolskich dni protestu 11-14 września. www.strajk.org

NASZE ŻĄDANIA

W wyniku presji pracodawców wiele z dotychczasowych zdobyczy ruchu pracowniczego osiągniętych w wyniku długoletniej walki: strajków, demonstracji, pikiet itd. zostało odebranych pracownikom. Nikt nie ważył się do tej pory zaatakować ich bezpośrednio. Poprzez sukcesywne zmiany w prawie, a przede wszystkim w wyniku praktyki, nasze prawa są jednak ograniczane. Z tego powodu: Żądamy 8-godzinnego dnia pracy. Ponieważ 8-godzinny dzień pracy coraz częściej jest fikcją. Jak wskazują najnowsze wyniki CBOS, aż 45% Polaków deklaruje, że pracuje dłużej niż 40 godzin w tygodniu – średnio to 46 godzin tygodniowo. Jeżeli dodamy do tego średnio 5 godzin dojazdów do pracy, które nieustannie się wydłużają, to poświęcają pracy 51 godzin tygodniowo. Ostatnio sejm przyjął projekt zmian, które pozwolą pracodawcom dowolnie manipulować naszym czasem pracy. Żądamy prawa do strajku. Ponieważ dziś prawo do strajku jest masowo ograniczane. Coraz większej części pracowników i pracownic, pod różnymi pozorami, odmawia się prawa do strajku. Na przykład pracownikom samorządowym – rozciągnięto bowiem definicję, kto nim jest, także na pra-

No86 / czytelnia

cownice żłobków, kierowców transportu publicznego czy zatrudnionych w przedsiębiorstwach oczyszczania miasta. W innych zakładach, jak kopalnie, często po strajku prokuratura wszczyna dochodzenia dotyczące ich legalności. Przesłuchuje się setki pracowników. Celem jest zastraszenie. Prywatni pracodawcy dokonują lokautów, wynajmują specjalne kancelarie prawne do zwalczania związków zawodowych i strajków lub ignorują ustawę o rozwiązywaniu sporów zbiorowych, a prokuratura z reguły umarza lub odmawia wszczęcia dochodzenia w takich sprawach. Żądamy godnego wynagrodzenia. 1,8 miliona osób aktywnych zawodowo, ale dziś bezrobotnych, pozbawionych jest dochodu (brak zasiłku). 20 procent polskich rodzin boryka się ze zdecydowanie zbyt małymi dochodami, a kilka procent żyje poniżej granicy ubóstwa.

Żądamy wolnych związków zawodowych. Każdego roku wielu działaczy traci pracę za swoją działalność związkową. Inni są pozbawiani awansów i podwyżek. Choć jest to nielegalne, w wielu, zwłaszcza prywatnych zakładach, dyrekcje zwalczają związki zawodowe lub blokują ich powstanie. Jedynie 10 procent pracowników i pracownic należy do związków zawodowych. W prywatnych firmach do związków należy jeszcze mniej osób. Wiele organizacji zostało utworzonych za aprobatą szefów, aby w ten sposób kontrolować załogę. Skorumpowana nomenklatura związkowa to jednak margines, ale pracownikom potrzebne są silne organizacje broniące ich interesów ekonomicznych i politycznych.

WWW.OZZIP.PL WWW.STRAJK.ORG

158—159


indeks nazwisk 2003 — 2013 Wydawanie czasopisma „Notes.na.6.tygodni”, ukazującego się od 2003 r., uważamy za najważniejszy projekt Fundacji Bęc Zmiana. „NN6T” ma charakter popularyzatorski – łączy eksperckie zaangażowanie z podejściem ciekawskich amatorów i entuzjastów. Od początku swojego istnienia jest bezpłatny, co jest ważne, bo ważna jest dla nas sytuacja w której „NN6T” jest darem, nie towarem. Dystrybuowany dzięki uprzejmości i pomocy wielu ludzi w całym kraju „NN6T” jest interdyscyplinarnym No86 / czytelnia

160—161


magazynem informującym o aktualnych wydarzeniach z kręgu sztuki najnowszej, architektury, dizajnu, projektowania graficznego, aktywizmu miejskiego, ekonomii alternatywnej i humanistyki badającej kulturę współczesną. Od 10 lat „NN6T” działa jako platforma wymiany informacji dotyczącej polskiej sztuki, łączy ośrodki centralne i peryferyjne, sieciuje twórców, producentów i badaczy kultury. Z okazji jubileuszu prezentujemy indeks nazwisk tych wszystkich, z którymi rozmowy dotychczas opublikowaliśmy – są na tej liście znakomite nazwiska polskiej (i nie tylko) kultury najnowszej. Cieszymy się, że mogliśmy Wam przedstawić rozmowy z nimi. Sprawdźcie archiwum tekstów na: www. notesna6tygodni.pl Pozdrawiamy! Redakcja


0–9 A

B

5.5 Designers (#46, 2008)

Achramowicz Radek: Światowa premiera: czarne lampy Puff Buff design (#30, 2007) Adach Adam: Wewnętrzny motor postępowania (#72, 2011) Alfaya González Luciano: Pełna współpraca (#59, 2010) Arayena Alejandro: Największa presja wypływa z nas samych (#48, 2008) Arias Lola: Zachowania grupowe (#68, 2011) Arns Inke: Śladami przemysłu (#66, 2011) Arsanios Marwa: Feniks z gruzów (#57, 2009) Avers Bill: Od wewnątrz (#62, 2010) Axelrad Ewa: Pauza prędkości (#82, 2013)

Bachman Weronika: Prywatne miasta w przestrzeni publicznej (#47, 2008) Bader Markus: Nieużytki jako generator wyobraźni (#48, 2008), KNOT: łączymy wyobraźnię z rzeczywistością! (#60, 2010) Bain Mark: Archisonic (#66, 2011) Bajtlik Stanisław: Co zniknąć nie może (#55, 2009) Balland Ludovic: Władca liter (#47, 2008) Bałka Mirosław: Doświadczanie jaskini (#82, 2013) Banasiak Jakub: Moc instytucji (#64, 2010), Warszawskie galerie 2012 (#79, 2012) Barańska Katarzyna: Pseudoemancypacja Stosowanych sztuk społecznych. Wersja demo (#42, 2008) Barbaro Jakub de: Instytucja sektora Pi (#50, 2009) Bartelik Marek: Niekonsekwencja i gwiazdorstwo (#66, 2011) Bauerhenne Oliver: KNOT: łączymy wyobraźnię z rzeczywistością! (#60, 2010) Bazylko Piotr: W czasach, kiedy rozpatrywanie świata sztuki bez wiedzy o rynku jest czystą naiwnością (#33, 2007), Notes dla kolekcjonerów (#45, 2008) Bąkowski Wojciech: Dis na sztukę (#54, 2009), Warszawskie galerie 2012 (#79, 2012) Beek Bas van: Krytyczny kreator mutantów (#55, 2009), Zło dobrego dizajnu (#80, 2012) Bekas Piotr: Zmieszana, brudnopisowa (#73, 2012) Bendyk Edwin: Rozszczelnianie systemu (#57, 2009), Życzliwie nie przeszkadzać (#75, 2012), Miejskie rewolucje. Turcja 2013 (#85, 2013) Benera Anca: Dzikie zwierzęta, miejscy ludzie (#44, 2008) Betlejewski Rafał: Eksperymenty performatywne w czasach płynnej tożsamości (#32, 2007) Betsky Aaron: Nikt nie potrzebuje przestrzeni publicznej (#47, 2008) Betzwieser Hagen: Niebezpieczna teoria wszystkiego (#57, 2009) Bielawska Alicja: Przekroje warstw materialnej rzeczywistości (#74, 2012) Bielecki Krzysztof: Miejskie podchody (#47, 2008)

No86 / czytelnia

162—163


Bieri Martin: Stadion jest ważniejszy od nas (#44, 2008) Bigert Mats: Zmienić kierunek trąby powietrznej (#77, 2012) Błaszczyk Dariusz: Wirtuoz modernizmu (#66, 2011) Bojarowski Ewa: Iskierka beznadziei (#44, 2008) Borowik Michał: Kolekcja w ryzach metafory (#78, 2012) Borowski Tymek: Specjalizacja zwiększa efektywność (#64, 2010) Bostelen Herman van: Goryle uwielbiają krótkie terminy (#85, 2013) Bownik: Pod miastem płynie rzeka (#78, 2012) Breguła Karolina: Mówiąc bardzo prostym językiem (#34, 2007), Dyskusyjna materialność sztuki (#85, 2013) Bronisławska Asia: Plądrofonia sentencyjna (#53, 2009) Brykczyński Jan: Granice granic (#46, 2008) Brzenczek Łukasz: Przyjemność wprowadzania zmian (#37, 2007) Brzeski Olaf: Czysta podrzeczywistość (#57, 2009) Brzeżańska Agnieszka: Kadry z rzeczywistości (#62, 2010) Buchner Anna: Sieć powiązań parakoleżeńskich (#69, 2011) BudCud: Architekci mediatorzy (#77, 2012) Bugiel Krzysztof: Projekt taki dobry, a urzędniczy (#47, 2008) Bujas Piotr: Egzotyczna historia architektury PRL-u Bulatoy Dimitry: Roboty Haute Couture Bunting Heath: Ideały gną się pod naporem masy (#63, 2010) Burner Susanne: Pustka jako motor działania (#73, 2012) Burns David: Wielce znaczące owoce (#46, 2008)

C

Cegielski Max: Recykling całkowity (#65, 2010) Celiński Artur: Ministerstwo miast (#80, 2012) Cennetoğlu Banu: Przekraczanie granic strony (#63, 2010) Chaney Paul: Ciemna ekologia (#81, 2012) Cherri Ali: Feniks z gruzów (#57, 2009) Chłopicki Władysław: Żart marchwiany najlepszy jest czerstwy (#83, 2013) Chmielewska Justyna: Miejskie rewolucje. Turcja 2013 (#85, 2013) Chmielewska-Szlajfer Helena: Nieznane karty dizajnu polskiego (#35, 2007) Chojecki Michał: Dobre spotkanie (#67, 2011) Chomicki Marcin: Pomnik do zapominania (#81, 2012) Chorąży Maciek: Wysłannicy gaciowistości (#81, 2012) Cichocki Sebastian: Raport numer 1. Śmierć w Wenecji (#30, 2007), Andrzej Tobis. Edukacja przez obrazki (#31, 2007), Wenecja/Monika Sosnowska (#32, 2007), IB10: Raport z kłopotliwego biennale (#36, 2007), Tymczasowa ścieżka dźwiękowa dla miasta M (#44, 2008), Rzeźba kolektywna, park społeczny (#53, 2009), Tymczasowe formy oporu (#55, 2009), Sztuka, której chce naród (#77, 2012), Warszawskie galerie 2012 (#79, 2012) Cooke Michael: Pełna współpraca (#59, 2010) Cope Ben: Radio stadion albo odgłosy hałaśliwego podbrzusza globalizacji (#43, 2008) Corradi Rojas: Przeciw pamięci jednostronnej (#77, 2012) Crowley David: Utopie demotyczne (#56, 2009), Bliskie połączenia (#76, 2012) Cummings Neil: Przyszłość tego, co wspólne (#75, 2012) Czajkowski ZBK Sławek: Mamy dusze powykręcane jak nogi (#56, 2009) Czechalski Paweł: Chwała polskich miast (#78, 2012)


Czekalska Tatiana: Artyści a projektowanie społeczeństwa (#73, 2012) Czerepok Hubert: Uwaga! Porządek rzeczy (#31, 2007), Dziwni turyści (#37, 2007) Czerniewska Klara: Surrealizm stosowany (#73, 2012) Czuma Paweł: Testowanie przestrzeni publicznej (#82, 2013) Czyż Marta: Artysta, zawód popularny (#80, 2012)

D

E

F

Dawicki Oskar: Czytajcie przypisy! (#66, 2011) Demidenko Romuald: Projekty wybrane (#70, 2011) Denegri Dobrila: Ku trzeciej kulturze (#66, 2011) Deskur Marta: „Co” jest dla mnie ważniejsze niż „jak” (#37, 2007) Diduszko-Zyglewska Agata: Nieraz otwierając drzwi, potrzebujesz łomu (#83, 2013) Długosz Mikołaj: Taki mamy real (#43, 2008) Dominik Rafał: Szukam dziwnych metafor (#55, 2009) Downey Brad: Bezinteresowne, głupie pomysły (#84, 2013) Drozd Grzegorz: Układ zdyscyplinowany (#53, 2009), Debiliada. Wytwór ideologii (#65, 2010) Drozdowski Rafał: Za fotografię! (#65, 2010) Drożyńska Monika: Oczyszczający haft (#73, 2012) Dudek Antoni: Testowanie przestrzeni publicznej (#82, 2013) Dula Lena: Żeby coś się zadziało (#63, 2010) Dunin-Wąsowicz Paweł: Czasopisma (jak bardzo?) kulturalne (#81, 2012) Dwurnik Pola: Wybrać ukryty mózg (#30, 2007) Džadoň Tomáš: Słowacka walka o przestrzeń (#77, 2012) Dziadkiewicz Roman: Miłość wywrotowa (#64, 2010) Dziedzic Łukasz: Krój pisma to maszyna do czytania (#68, 2011) Eidelman Ronen: Marker stawia znaki (#55, 2009) Elkins Steve: Siła dźwięku Elzenbaumer Bianca: Konstruktywny demontaż (#69, 2011) Erbel Joanna: Siła porażki (#64, 2010), Życzliwie nie przeszkadzać (#75, 2012), Ministerstwo miast (#80, 2012) Falkowski Andrzej: Chaos miasta i świadomość (#79, 2012) Faus Pau: Wchodzenie do miasta kuchennymi drzwiami (#69, 2011) Federman Shelly: Winda, która donikąd nie zabiera (#54, 2009) Fenderson Jacek: Życzliwie nie przeszkadzać (#75, 2012) Ferdek Paweł: Fragment. Scenariusz: Paweł Ferdek, wyróżnienie w polskiej edycji konkursu Hartley-Merrill (#31, 2007) Ferko Peter: Bogactwo zubożone frontalnie (#49, 2008) Fischer Mark: Tęsknota za wariantami przyszłości (#51, 2009) Fliciński Jarek: Złapać katastrofę w powietrzu (#52, 2009) Fogtt Zuzanna: A co to sztuka publiczna? (#35, 2007) Fox Dominic: Brak euforii jako źródło walki (#59, 2010) Frankowska Magda: Pisać golonką (#56, 2009) Frankowski Artur: Pisać golonką (#56, 2009) Frantz Fabio: Konstruktywny demontaż (#69, 2011) Frąckowiak Maciej: Fotografie polskiej transformacji (#77, 2012)

No86 / czytelnia

164—165


Freino Karolina: Wychadzanie jako technika twórcza (#74, 2012) Fudakowski Kasia: Nieśmiałe przedmioty (#54, 2009) Fudala Tomasz: Centralnie do ludzi (#69, 2011) Furlan Massimo: Dramatyczne i groteskowe pragnienie wcielenia się w postać heroiczną (#36, 2007)

G

H

Gach Aaron: Tajne kieszenie to klucz do władzy (#37, 2007) Gajewski Maciej: Warszawskie galerie 2012 (#79, 2012) Galvani Andrea: Znaczenie opuszczonego (#77, 2012) Gałązka Alina: Życzliwie nie przeszkadzać (#75, 2012), Co z Programem Rozwoju Kultury w Warszawie (#76, 2012), Najgorszy moment (#83, 2013), Nieraz otwierając drzwi, potrzebujesz łomu (#83, 2013) Gayer Michał: Co chciał pan przez to powiedzieć? (#62, 2010) Gądecki Jacek: Konsekwencje fascynacji (#84, 2013) Gendera Marta: Widzę inne perspektywy (#75, 2012) Gerwin Marcin: Budżet partycypacyjny (#77, 2012) Gill-Piątek Hanna: Ministerstwo miast (#80, 2012) Golec Leszek: Artyści a projektowanie społeczeństwa (#73, 2012) Gomulicki Maurycy: Potencjał przestrzeni, wektory wyobraźni (#38, 2007), Krzykliwy kolor (#41, 2008), Światłotrysk (#56, 2009), Minimal fetysz (#60, 2010) Gorczyca Łukasz: Teraz trzeba robić inne rzeczy (#47, 2008), W połowie wycięte (#66, 2011) Gorządek Ewa: Niezniszczalna wielka płyta (#31, 2007) Grabowski Piotr: Jak masz drukarkę, to możesz wszystko (#68, 2011) Grajter Joanna: Chwała polskich miast (#78, 2012) Graw&Boeckler: Niereklamy w przebłyskach nagiej rzeczywistości (#71, 2011) Grodzińska Agnieszka: Przedmioty i widoki (#65, 2010) Gronkiewicz-Waltz Hanna: Co z Programem Rozwoju Kultury w Warszawie (#76, 2012) Grospierre Nicolas: Urok masywnych okrętów (#31, 2007), Coś tam jest (#51, 2009) Gryka Jan: Artysta niepokojowy (#44, 2008) Grynberg Marcin: Dziwactwo a nieporozumienie (#38, 2007) Gutfrański Krzysztof: Piekło rzeczy (#49, 2008) Haben und Brauchen: Co Berlin ma, a czego potrzebuje (#74, 2012) Haddad Rayya: Feniks z gruzów (#57, 2009) Halawa Mateusz: Ja, baza danych (#77, 2012) Halkiewicz Matylda: Ludzie i zwierzęta (#64, 2010) Happach Marek: Pełna współpraca (#59, 2010) Happach Marlena: Pełna współpraca (#59, 2010) Hatherley Owen: Nic nie jest za dobre dla zwykłych ludzi (#55, 2009) Hegardt Bjorn: Anty-bezkształt (#59, 2010) Heiser Jörgen: (...) (#57, 2009) Hendriks Arne: Nieprawdopodobnie zmniejszający się człowiek (#83, 2013) Henninger Nicolas: Fachowcy z supermocami (#69, 2011) Hessel Stéphane: Oburzajcie się! (#69, 2011) Hordziej Karol: Relacje bezpośrednie (#60, 2010), To nie miejsce na piosenki, które dobrze znamy (#67, 2011) Hunger Francis: Ziemię opuścić (#61, 2010)


I

J

K

Ito Joi: Zamknij się i po prostu to zrób (#74, 2012) Iwański Mikołaj: Warszawskie galerie 2012 (#79, 2012), A wieczorem uprawiamy sztukę (#84, 2013) Izert Łukasz: Nie dłubać po cichu (#74, 2012) Jach Aleksandra: Broń do wymiany idei (#51, 2009) Jacoby Marcin: Ciekawe odkrycie w Muzeum Narodowym (#44, 2008) Janecki Tomasz: Utopia w układzie antarktycznym (#49, 2008) Janicka Elżbieta: Bezplanowe zagospodarowanie miejskiej przestrzeni symbolicznej (#75, 2012) Janicki Sławek: Budżet partycypacyjny (#77, 2012) Jankowicz Grzegorz: Stawianie mikroskopijnych liter nie jest czynnością niewinną (#72, 2011) Jastrubczak Łukasz: Następuje zniknięcie (#43, 2008) Jeżewski Michał: Czasopisma (jak bardzo?) kulturalne (#81, 2012) Jurczak Joanna: Eko-, Konsum, Globa-, Usa- (#37, 2007) Kaczmarczyk Ada: Królowa nowego popu jest tylko jedna! (#67, 2011) Kaegi Stefan: Zachowania grupowe (#68, 2011) Kakhidze Alevtina: Witryny jak martwe natury (#64, 2010) Kalinowska Agnieszka: Ludzie „nikt” komentują świat (#70, 2011) Kaltwasser Martin: Niezależni (#54, 2009) Kalus Antje: Uniform, który istnieje w czasie (#63, 2010) Karczewski Leszek: Jestem jak kwadrat, bo mam pole (#80, 2012) Karwańska Katarzyna: Nie ma sorry (#46, 2008) Kennedy John M.: Przerwany monopol wzroku (#68, 2011) Kilian Agnieszka: Broń do wymiany idei (#51, 2009) Kintera Krzysztof: Cudowne działania z latarnią uliczną (#50, 2009) Kłosowski Wojciech: Ministerstwo miast (#80, 2012) Knasiecki Łukasz: Udręka i euforia (#62, 2010) Knorr Daniel: Przekształcenie snem (#53, 2009) Knuesel Pius: Ile państwa w kulturze (#71, 2011) Kobylarz Szymon: Rzeczywistość prawie rzeczywista (#35, 2007) Kolczyńska Paulina: Siła synergii (#60, 2010) Kolektyw Przychodnia: Nieraz otwierając drzwi, potrzebujesz łomu (#83, 2013) Kondrasiuk Grzegorz: Ministerstwo miast (#80, 2012) Kopcewicz Piotr: Wiele motywów się powtarza (#32, 2007) Kopik Piotr: Świat (nie)rzeczywistych rozkoszy (#77, 2012) Kopyt Szczepan: Muzyka, która niesie bunt (#72, 2011) Korduba Piotr: Dary polskiej wsi (#85, 2013) Kosińska Marta: Ćwiczenie ról (#83, 2013) Kosiński Dariusz: Performuj albo giń! (#85, 2013) Kowalczyk Piotr: „Shadowtastic”. Wycinanka, origami (#39/40, 2008) Kozakiewicz Jarosław: Każde miejsce ma swój potencjał (#38, 2007) Kozłowska Agnieszka: Czasopisma (jak bardzo?) kulturalne (#81, 2012) Kozłowska Dominika: Czasopisma (jak bardzo?) kulturalne (#81, 2012) Kozłowski Michał: Szczepienie na kreatywność (#71, 2011)

No86 / czytelnia

166—167


Krajewski Marek: Dyktą i deską. Albo blachą (#42, 2008), Znikanie. Instrukcja obsługi (#57, 2009), Za fotografię! (#65, 2010) Krakowiak Kasia: Architektura dźwięków (#54, 2009), Miasto jako konstrukcja akustyczno-kinetyczna (#68, 2011), Dźwięk, architektura i wspólnota (#75, 2012) Krasnals The: Testowanie przestrzeni publicznej (#82, 2013) Kraszewski Marek: Co z Programem Rozwoju Kultury w Warszawie (#76, 2012), Nieraz otwierając drzwi, potrzebujesz łomu (#83, 2013) Krecha: Ciężka dola kontestatora (#49, 2008) Krenz Igor: Nie można nam ufać (#67, 2011) Krier Sophie: Dizajn jako narzędzie badawcze (#54, 2009) Król Karol: Emocjonalna stopa zwrotu (#81, 2012) Król Krzysztof: Budżet partycypacyjny (#77, 2012) Królikiewicz Piotr: Życzliwie nie przeszkadzać (#75, 2012) Kruglanski Aviv: Oczy patrzą, a ręce robią (#67, 2011) Krzyżanowska Beata: Chwała polskich miast (#78, 2012) Kucharczyk Wojtek: Plądrofonia sentencyjna (#53, 2009) Kulka Natalia: Miasto narysowane (#60, 2010) Kurant Agnieszka: Błądzenie po terytorium nie-wiedzy (#49, 2008) Kuryłek Dominik: Piekło rzeczy (#49, 2008) Kusiak Joanna: Architektura świadomości. Słownik nowego progresywizmu (#71, 2011), Chytrość i porządki chaosu (#80, 2012), Ministerstwo miast (#80, 2012), Miejskie rewolucje. Turcja 2013 (#85, 2013) Kutyła Julian: Czasopisma (jak bardzo?) kulturalne (#81, 2012) Kwietowicz Marcin: Jak dopasować projekt Hotelu Polonia do realiów pawilonu Polonia na terenie Giardini? (#41, 2008), Nudno, pięknie, mądrze (#47, 2008)

L

Laksa Kobas: Konceptualizm wiejski (#61, 2010) Landowski Piotr: Chwała polskich miast (#78, 2012) Laskowski Piotr: Myśl i praca (#69, 2011) Lasota Michał: Poznaj Poznań (#31, 2007) Laszuk Grzegorz: Najgorszy moment (#83, 2013) Lech Filip: Field recording. Muzyka tworzona w przestrzeni (#69, 2011) Lejman Dominik: Muzeum sztuki nowoczesnej i centralnej. Trzeba było słuchać Dominika Lejmana (#31, 2007), Bogactwo zubożone frontalnie (#49, 2008) Leth Jørgen: Badając granice fikcji (#69, 2011) Leto Norman: Chuck Yeager. Chciałbym już nie czekać (#43, 2008), Zbyt ludzko (#62, 2010), Projektowanie niepoprawne politycznie (#68, 2011) Lewandowski Grzegorz: Chłodna z misją (#35, 2007), Co z Programem Rozwoju Kultury w Warszawie (#76, 2012), Nieraz otwierając drzwi, potrzebujesz łomu (#83, 2013) Lewis&Taggart: Potencjały mikromuzeów (#75, 2012) Libera Michał: Muzyka nie jest niczym szczególnym (#64, 2010), Dźwięk, architektura i wspólnota (#75, 2012) Libera Zbigniew: Niesamowity prestiż artysty (#71, 2011) Lieder Ewa: Budżet partycypacyjny (#77, 2012) Liefooghe Laurent: Siła niedoskonałej iluzji (#48, 2008) Lipszyc Jarosław: Artyści idą po władzę (#30, 2007) Lisok Marta: Trochę chuligani, trochę erudyci (#58, 2010) Little Warsaw: Kolonia w mieście (#84, 2013)


London Daniel: Umiarkowana zmiana jest bardziej radykalna niż radyklana myśl bez żadnej zmiany (#73, 2012) Lovink Geert: Pauza w ręce mas (#76, 2012) Lubczyński Roman: Rzeczywistość rozszerzona, ulice bez reklam (#79, 2012) Lubiak Jarosław: Czas na niewczesność (#79, 2012)

Ł

M

Łątka Jerzy: Papierowa architektura zaangażowana (#84, 2013) Łodyga Marcin: 8784H. Czas leci (#37, 2007) Łuczaj Łukasz: Przestrzeń miejska jadalna (#46, 2008) Łukomski Krzysztof: Poznaj Poznań (#31, 2007) Machowiak Ola: B=(A)?Coś tam:Null (#47, 2008) Maćkowiak Zbigniew: WUWA 2, czyli wrocławski eksperyment architektoniczny (#78, 2012) Madejska Marta: Ministerstwo miast (#80, 2012) Malinowska-Grupińska Ewa: Co z Programem Rozwoju Kultury w Warszawie (#76, 2012) Malone Daniel: Wyrafinowane równania (#73, 2012) Marchetti Lionel: Konkretna siła sztuki głośnika (#53, 2009) Marciniak Piotr: Architektura szczęścia (#79, 2012) Marczewski Paweł: Życzliwie nie przeszkadzać (#75, 2012) Martela Borys: Budżet partycypacyjny (#77, 2012) Masiewicz Krzysztof: W czasach, kiedy rozpatrywanie świata sztuki bez wiedzy o rynku jest czystą naiwnością (#33, 2007), Notes dla kolekcjonerów (#45, 2008) Matijcio Steven: Myśl, do kogo mówisz (#81, 2012) Matuszewska Ewa: Chwała polskich miast (#78, 2012) Mazur Adam: Fascynujące marginesy (#54, 2009) Mazurek Magdalena: Chwała polskich miast (#78, 2012) Mazurkiewicz Kuba Maria: Nie dłubać po cichu (#74, 2012) Mekas Jonas: Pytaj wiatr, dlaczego wieje (#62, 2010) Mellor David Alan: Powrót do przegranych walk (#49, 2008) Mendyk Michał: Dystans wcale nie daje lepszej perspektywy (#80, 2012) Mettler Peter: (Nie)ludzki czas (#85, 2013) Michałowska Marianna: Czysty dokument nie istnieje (#34, 2007) Mickiewicz Gizela: Porządek w świecie rzeczy (#84, 2013) Miessen Markus: Nieproszony outsider (#82, 2013) Miękus Krzysztof: Przekonujący fałsz fotografii (#34, 2007) Mignonneau Laurent: Rozwijanie żyjących systemów (#75, 2012) Milach Rafał: Granice granic (#46, 2008) Mioduszewski Jan: Fabrykant (#70, 2011) Mirza Randa: Feniks z gruzów (#57, 2009) Misiak Marian: Ciekawie się dzieje w typografii niełacińskiej (#64, 2010) Mituś Anna: Luxus zwyciężyje! (#83, 2013) Mizieliński Daniel: B=(A)?Coś tam:Null (#47, 2008) Morawińska Agnieszka: Uderzenie w serce (#85, 2013) Mostafa Marcin: Domy kultury. Po nowemu czy od nowa? (#50, 2009) Muniz Patricia: Pełna współpraca (#59, 2010) Murawski Michał: Klątwotwórczy i strukuryzujący (#65, 2010)

No86 / czytelnia

168—169


Muzyczuk Daniel: Wzorcowy model znikania (#52, 2009), Bliskie połączenia (#76, 2012), Encyklopedyczny hałas (#84, 2013) Myc Anna: 16 zielonych niespodzianek (#41, 2008) Mytkowska Joanna: Co z Programem Rozwoju Kultury w Warszawie (#76, 2012), Skromna propozycja dotycząca współczesności (#84, 2013)

N

O

P

Nacher Anna: Roje przeciw imperium (#81, 2012) Navok Toony: Piękna struktura w przestrzeni (#65, 2010) Nawratek Krzysztof: Z miastami dzieją się ciekawe rzeczy (#32, 2007), Miasto jako idea polityczna (#41, 2008), Narzędzia zmiany (#58, 2010), Życzliwie nie przeszkadzać (#75, 2012), Zbawienna reindustralizacja (#76, 2012), Przestrzeń publiczna nie istnieje (prywatna również nie) (#79, 2012), Miejskie rewolucje. Turcja 2013 (#85, 2013) Niesterowicz Anna: Figury egzotyczne (#81, 2012) Nowacki Aleksander: A wieczorem uprawiamy sztukę (#84, 2013) Nowak Andrzej: Silne zniekształcenia układu (#56, 2009) Nowak Magdalena: Efemeryczność jest wartością (#65, 2010) Nowotny Agata: Pożyteczne wybuchy (#79, 2012) OH!LOGO: Spokój jest czysto fizyczny (#68, 2011) Olszewski Lechosław: Dyktą i deską. Albo blachą (#42, 2008) Olszowy Dominika: Jak zwykle nie musimy nic (#80, 2012) Ołowska Paulina: Atak zaczyna siekiera (#32, 2007) Opałka Ewa: Piekło rzeczy (#49, 2008) Orłowski Franciszek: Poruszyciel (#71, 2011) Orru Anna Maria: Architektura karmiąca (#81, 2012) Orzechowska Emilia: Żeby coś się zadziało (#63, 2010) panGenerator: Generacja interaktywna (#63, 2010) Pańczyk Sebastian: Na bardzo osobistym poziomie (#34, 2007) Paszkowska Natalia: Domy kultury. Po nowemu czy od nowa? (#50, 2009) Pawłowski Roman: Czasopisma (jak bardzo?) kulturalne (#81, 2012) Peter Stefanie: Ach, ta polska subwersja (#39/40, 2008), Mieszkania X (#61, 2010) Philipsz Susan: Dźwięk nigdy nie umiera (#63, 2010) Piątek Grzegorz: Niepokój w Wenecji (#33, 2007), Hotel Polonia (#41, 2008) Piątek Tomasz: Świat jest zły i coś należy z tym zrobić (#71, 2011) Piekarski Marek: Życzliwie nie przeszkadzać (#75, 2012) Pietrasiewicz Szymon: Budżet partycypacyjny (#77, 2012) Pindera Agnieszka: Encyklopedyczny hałas (#84, 2013) Pindor Błażej: Natręctwo poprawności (#67, 2011) Pindor Piotr: Przypomnieć ludziom, jak mocno świecą. Top down/ bottom up. Planowanie demokratyczne (#37, 2007) Piotrowska Ela: Nie ma sorry (#46, 2008) Pitera Julia: Nieraz otwierając drzwi, potrzebujesz łomu (#83, 2013) Plachówna Alicja: Żywiołowa oscylacja pomiędzy minimalnymi językami abstrakcji i figuracji. Wstęp do rozmowy o poszukiwaniu nowego sposobu mówienia o sztuce (#33, 2007), Pseudoemancypacja Stosowanych sztuk społecznych. Wersja demo (#42, 2008) Plata Tomasz: Raz jesteśmy bardziej, a raz mniej (#52, 2009)


Plewicki Jacek: Dźwięk walącej się sztuki (#69, 2011) Pobłocki Kacper: My, mieszczuchy (#68, 2011), Nadchodzą nowe czasy (#79, 2012), Miejskie rewolucje. Turcja 2013 (#85, 2013) Podlaszewski Gall: Przypomnieć ludziom, jak mocno świecą. Top down/ bottom up. Planowanie demokratyczne (#37, 2007) Polska Agnieszka: Nieustanna nadzieja na przygodę (#80, 2012) Popławski Błażej: Afrosprawy vs stereotypy (#81, 2012) Prykowski Łukasz: Budżet partycypacyjny (#77, 2012) Przezwańska Kasia: Łącznik kolorystyczny (#55, 2009) Przybylski Wojciech: Czasopisma (jak bardzo?) kulturalne (#81, 2012) Puchała Marek: Testowanie przestrzeni publicznej (#82, 2013) Purski Jacek: Testowanie przestrzeni publicznej (#82, 2013) Pustoła Konrad: Strzelam (#50, 2009)

R

Radynski Oleksiy: Koniec koncepcji romantycznej (#65, 2010) Radzik Zuzanna: Pseudoemancypacja Stosowanych sztuk społecznych. Wersja demo (#42, 2008) Radziszewski Dawid: Zapomniana tradycja nowoczesności (#73, 2012) Radziszewski Karol: Koledzy znaczy Kollegen (#39/40, 2008) Rafa Tomáš: Testowanie przestrzeni publicznej (#82, 2013) Rajkowska Joanna: Coś tu jest nie tak (#35, 2007) Rakusa-Suszczewski Mikołaj: Zatrzymać słońce (#77, 2012) Ramujkic Vahida: Oczy patrzą, a ręce robią (#67, 2011), Sporne historie (#79, 2012) Rano: Kasztanowe włosy (#59, 2010) Ratajska Małgorzata: Na budowie, na dźwigu, na nowo (#38, 2007) Rayss Agnieszka: Granice granic (#46, 2008) Redstone Elias: Wyjście awaryjne (#62, 2010) Reuss Simone: Porozumienie w ruchu (#75, 2012) Rewers Ewa: Negocjacje miejskie. Prawo do miasta (#47, 2008) Robakowski Józef: Całkowicie stracić kontrolę (#80, 2012) Rodowicz Agnieszka: Przestrzeń miejska niepolska (#37, 2007), Najmniej nowoczesne muzea (#62, 2010) Roj Katarzyna: Totalne emocje (#68, 2011) Romański Arek: Udręka i euforia (#62, 2010) Romaszkan Paweł: Chwała polskich miast (#78, 2012) Ronduda Łukasz: Złożoność pytań podstawowych (#59, 2010), Sztuka, której chce naród (#77, 2012) Roos Roland: Prosta satysfakcja (#61, 2010) Różański Gregor: Tumblrealizm (#78, 2012) Rudnicka Ewa: Fachowcy z supermocami (#69, 2011) Ruksza Stanisław: Testowanie przestrzeni publicznej (#82, 2013) Rumiancew Daniel: Jak się pojedzie do Wenecji, to widać, że sytuacja narcystyczna nie jest zbyt popularna (#36, 2007) Rutkowska Ewa: Niezła frikownia (#71, 2011) Rutkowski Roman: Sześć wątków jednej katastrofy (#47, 2008), Mały dom, dobry dom (#57, 2009) Rygalik Tomek: Nikt tak nie robi, tylko my! (#33, 2007) Rypson Piotr: Co to w ogóle jest? (#32, 2007), Na przekór wszystkiemu (#72, 2011), Pogięte miasto (#78, 2012), Bez napięcia nie ma zabawy (#82, 2013)

No86 / czytelnia

170—171


S

Saciłowski Tomek: Ekonomia, sztuka i praca (#72, 2011) Sadowski Mateusz: Krytyka jako murarskie bułki (#75, 2012) Sajewska Dorota: Teatr jako medium (o jakimś potencjale) (#76, 2012) Sasnal Wilhelm: Sztuka to nie zawody sportowe (#30, 2007) Schulz Anne: Mieszkania X (#61, 2010) Sickle Ula: Siła niedoskonałej iluzji (#48, 2008) Siedlecka Ewa: Nieraz otwierając drzwi, potrzebujesz łomu (#83, 2013) Sienkiewicz Karol: Warszawskie galerie 2012 (#79, 2012) Sikorska Karolina: Ćwiczenie ról (#83, 2013) Sikorski Tomasz: Cisza-brzmienie-czas/jak sejsmograf (#82, 2013) Simon Janek: Sprawy osobiste (#31, 2007), Instytucja sektora Pi (#50, 2009), Pataekonomia w praktyce (#65, 2010), Kartografia i eksperyment (#77, 2012) Skąpski Łukasz: Artyści a projektowanie społeczeństwa (#73, 2012) Skoczylas Wawrzyniec: Dobre spotkanie (#67, 2011) Skolimowska Agnieszka: Abecadło drużyny A (#50, 2009) Skórzyńska Agata: Ćwiczenie ról (#83, 2013) Slavs&Tatars: Rozciąganie umysłu (#80, 2012) Slezkin Michał: Państwo z dziurkaczem w tle (#52, 2009) Smith Neil: Organizujmy się! (#77, 2012) Smoleński Konrad: Wypielęgnowany syf (#73, 2012), Encyklopedyczny hałas (#84, 2013) Snochowska-Gonzalez Claudia: Pseudoemancypacja Stosowanych sztuk społecznych. Wersja demo (#42, 2008) Société Réaliste: Chirurdzy przyszłości (#83, 2013) Sokolnicka Kama: Siła resztki (#72, 2011) Sokołowska Joanna: Czas na niewczesność (#79, 2012) Sołowiej Piotr: Blokowy ciąg widokowy (#44, 2008) Sommerer Christa: Rozwijanie żyjących systemów (#75, 2012) Sowa Janek: Uwięzieni w mieszczańskim salonie. Co robić? (#48, 2008), Instytucja sektora Pi (#50, 2009), Odszkolnianie społeczeństwa (#62, 2010), Dług, czyli widmo bogactwa (#76, 2012) Springer Filip: Źle urodzone, dobrze napisane (#77, 2012), Odpowiedź na koniec świata (#85, 2013) Sroka Magdalena: Budżet partycypacyjny (#77, 2012) Stanek Łukasz: Egzotyczna historia architektury PRL-u (#64, 2010) Staniszkis Magdalena: Negocjacje unikające (#47, 2008) Stańska Zuza: Sztuka powolna (#76, 2012) Staroszczyk Magda: Cały czas na dziko (#72, 2011) Starzyk Katarzyna: Budżet partycypacyjny (#77, 2012) Stasiowski Piotr: Na przeniku (#47, 2008), Luxus zwyciężyje! (#83, 2013) Stępiński Maciek: Panowanie nad obrazem (#42, 2008), Auto projekt (#80, 2012) Stokfiszewski Igor: Warszawa: miasto równoległe (#68, 2011) Strumiłło Jan: Póki mózg niezwiotczały (#35, 2007), Mieszkaniówka Kraftwerkajnc (#37, 2007) Studiobasar: Dom wywrócony na lewą stronę (#46, 2008) Suchan Jarosław: Szaleństwo kreowania kreatywności (#47, 2008), Dla nas (#74, 2012) Sufin Michał: Cały czas na dziko (#72, 2011) Sukiennik Jan: Domy kultury. Po nowemu czy od nowa? (#50, 2009)


Sulima Roch: Gadżet: miasto łatwe do strawienia (#38, 2008) Szablewski Jarosław: Przypomnieć ludziom, jak mocno świecą. Top down/bottom up. Planowanie demokratyczne (#37, 2007) Szabłowski Stach: Niezniszczalna wielka płyta (#31, 2007), Z widokiem na koniec świata (#63, 2010) Szabłowski Witold: Miejskie rewolucje. Turcja 2013 (#85, 2013) Szarfenberg Ryszard: Dochód dla każdego! (#85, 2013) Szczerba Michał: Sprawy miejskie w parlamencie (#74, 2012), Ministerstwo miast (#80, 2012) Szczerski Andrzej: Konsekwencje moderny (#60, 2010) Szczęsny Jakub: Moc wody (#56, 2009), Wąska pustelnia miejska (#57, 2009) Szreder Aga: Bardzo ładna ceratka (#53, 2009) Szreder Kuba: Futuryzm miast przemysłowych (#35, 2007), Poszkodowani są najsłabsi gracze (#67, 2011), Szczepienie na kreatywność (#71, 2011), Dlaczego artyści są biedni. Próba diagnozy (#76, 2012), Warszawskie galerie 2012 (#79, 2012) Szyłak Aneta: Alternatywa jako plan b (#70, 2011), A wieczorem uprawiamy sztukę (#84, 2013) Szypulski Paweł: Moda to gra, w której uczestniczymy wszyscy (#84, 2013)

Ś

T

Śliwa Marcin: Rozbić w pył wszystkie pozy (#76, 2012) Świątkowska Bogna: Ukryte mechanizmy. Mutacje przestrzeni (#30, 2007), Korporacja projektantów. Ania Kuczyńska/Karol Śliwka (#31, 2007), Żywiołowa oscylacja pomiędzy minimalnymi językami abstrakcji i figuracji. Wstęp do rozmowy o poszukiwaniu nowego sposobu mówienia o sztuce (#33, 2007), Oplatanie brudnymi mackami (#53, 2009) Świerżewska Maria: Otwieranie kolekcji (#81, 2012) Świtek Gabriela: Zwodniczy labirynt (#80, 2012)

Tarasiuk Agnieszka: Motorem jest ciekawość (#78, 2012) Tarkowski Alek: My-rząd (#70, 2011) Tazbir Weronika: Zapach miasta (#35, 2007) Thorburn Francis: Minister alternatywnego transportu (#79, 2012) Tobis Andrzej: Nie jest łatwo znaleźć coś na a (#36, 2007), Wszystko miesza się ze sobą (#48, 2008), Mały wakacyjny zestaw katastroficzny (#62, 2010) Tokarska-Bakir Joanna: Pseudoemancypacja Stosowanych sztuk społecznych. Wersja demo (#42, 2008) Tomaszewska Dominika: Pełna współpraca (#59, 2010) Tomaszewska Maryna: Rozmówki środowiskowe (#67, 2011), Komizm niezwykle ponurej przygody (#78, 2012) Toop David: Dźwięk jest jak duch (#76, 2012) Trammer Hubert: Siła słabości (#44, 2008) Trudnowski Piotr: Wasze kawiarnie, nasze ulice (#74, 2012), Życzliwie nie przeszkadzać (#75, 2012), Czasopisma (jak bardzo?) kulturalne (#81, 2012)

No86 / czytelnia

172—173


Trybuś Jarosław: Echa kopii kopii (#34, 2007), Hotel Polonia (#41, 2008), Hotel Polonia (#46, 2008), W domu idealnym, domu idealisty (#66, 2011) Trzeciak Hanna: Trudność pomiaru jakości dóbr i usług kulturalnych (#74, 2012) Tsereteli Wato: Hybrydy, które uczą (#82, 2013) Turek Joanna: Miejski koktajl (#43, 2008) Turowski Andrzej: Siła marginesów (#58, 2010) Tyniec Kamila: Pseudoemancypacja Stosowanych sztuk społecznych. Wersja demo (#42, 2008)

U

V

W

Umanets Vladimir: 8784H. Czas leci (#37, 2007) Urbacki Rafał: A wieczorem uprawiamy sztukę (#84, 2013) Urbańska Aleksandra: Abecadło Drużyny A (#50, 2009) Urbański Jarosław: Opór prekariatu (#84, 2013) Vanstiphout Wouter: Praktyka, nie idea (#82, 2013) Velez Marcel Andino: Warszawskie Pompeje (#37, 2007) Vesna Victoria: Czwarty stan skupienia (#74, 2012) Viegener Matias: Wielce znaczące owoce (#46, 2008) Vlepvnet: Postwandalizm (#60, 2010) Vorotnioy Voya: Abstro sprejem (#61, 2010) Waras Mariusz: Rynek sztuki lub street art (#49, 2008) Warsza Joanna: O tym, co się nie powtórzy (#32, 2007), Działać samodzielnie (#46, 2008), Ruiny naszych czasów (#55, 2009), Mieszkania X (#61, 2010), Sprzeczności jest wiele (#74, 2012) Wasilkowska Aleksandra: Niewielka rola centralnej ręki (#48, 2008), Ukryte zalety Systemu D (#85, 2013) Wawrzkiewicz Rene: Ruiny naszych czasów (#55, 2009), Nasza kultura graficzna (#71, 2011) Welbel Stanisław: Nie ma sorry (#46, 2008), Efemeryczność jest wartością (#65, 2010) Wencel Justyna: Pomnik do zapominania (#81, 2012) Wendland Tilman: Zobaczyć miejsce (#58, 2010) Weychert-Waluszko Monika: Toruń to (#39/40, 2008), Na przeniku (#47, 2008), Pasożyt egoista (#67, 2011) Wielebska Kamila: W powietrzu jest rokoko (#44, 2008) Wilk Rafał: Rzeczywistość w czasie odwróconym (#78, 2012) Witkowska Ania: Trojańskie króliki (#32, 2007) Witkowski Adam: Trojańskie króliki (#32, 2007), Dźwięk 1:1 (#38, 2007) Wojciechowski Łukasz: Pornograficzne ciało architektury (#83, 2013) Wojdat Marcin: Co z Programem Rozwoju Kultury w Warszawie (#76, 2012) Worotnikow Oleg: Wojna (#77, 2012) Woynarowski Kuba: Osobliwości i paralele (#85, 2013) Wójcik Julita: Na szarym tle wszystko jest do wymyślenia (#31, 2007) Wróblewska Aleksandra: Pseudoemancypacja Stosowanych sztuk społecznych. Wersja demo (#42, 2008) Wróblewska Hanna: Co najmniej 1% (#60, 2010), Co z Programem Rozwoju Kultury w Warszawie (#76, 2012) Wyrozębska Kasia: Włączony instynkt abstrakcyjnego myślenia (#34, 2007)


Wysocka Karolina: Bogactwo zubożone frontalnie (#49, 2008) Wysocki Piotr: Utopie bez sztandarów! (#83, 2013)

Y

Z

Ż

Yaque José Eduardo: Atak na zamrożone spojrzenie (#81, 2012) Yoneda Kaz: Słona cena wody (#78, 2012) Young Austin: Wielce znaczące owoce (#46, 2008) Yulman Nick: Muzyka znaleziona w mieście (#75, 2012) Zacharski Dominik: Benefis dla poległych żołnierzy (#30, 2007) Zając Jan: Siła fanpejdżów (#69, 2011) Zakas Laimonas: Działać błędem (#82, 2013) Zamojski Honza: Nie zasłaniać treści bzdurami (#58, 2010), Sztuka jest pracą/Sztuka jest rozrywką (#84, 2013) Zanden Joanna van der: Efekt śnieżnej kuli (#65, 2010) Zaniewska Katarzyna: Sieć powiązań parakoleżeńskich (#69, 2011) Zaradny Anna: Dźwięk marginesu sztuki (#52, 2009) Zawadzka Anna: Pseudoemancypacja Stosowanych sztuk społecznych. Wersja demo (#42, 2008) Zawadzki Monika: Artyści a projektowanie społeczeństwa (#73, 2012) Zielińska Joanna: Przez archiwa i kolekcje (#85, 2013) Zimoch Tomasz: Boniek! (#38, 2007) Żak Joanna: Żak Gallery daje radę (#35, 2007) Żakowski Jacek: Życzliwie nie przeszkadzać (#75, 2012) Żmijewski Artur: Niewidzialna centrala (#33, 2007), Testowanie przestrzeni publicznej (#82, 2013) Żurek Karolina: Chwała polskich miast (#78, 2012)

No86 / czytelnia

174—175


GDZIE BYWA NOTES BERLIN: Collectiva, Brunnenstraße 152, ; Instytut Polski w Berlinie, Burgstraße 27; Żak / Branicka, Lindenstraße 35; BIAŁYSTOK: Białostocki Ośrodek Kultury, ul. Legionowa 5; Galeria Arsenał, ul. Mickiewicza 2; Klub Metro, ul. Białówny 9A; BIELSKO BIAŁA: Galeria Bielska BWA, ul. 3 Maja 11; BYDGOSZCZ: Galeria BWA, ul. Gdańska 20; Klub Mózg, ul. Gdańska 10; Akademia Przestrzeń Kulturalna, ul. Gabary 2; BYDGOSZCZ: Zespół Szkół Plastycznych, ul Konarskiego 2; KlubTabu, ul. Zbożowy Rynek 6; BYTOM: Bytomskie Centrum Kultury, ul. Żeromskiego 27; Galeria Kronika, Rynek 26; CIESZYN: Czytelnia na granicy, ul. Zamkowa 1; Zamek Cieszyn, ul. Zamkowa 3 abc; Instytut Sztuki, Uniwersytet Śląski, ul.Bielska 66; Galeria Szara, ul. Srebrna 1; ELBLĄG: Centrum Sztuki Galeria EL, Kuśnierska 6; GDAŃSK: Cafe Fikcja, al. Grunwaldzka 99⁄101; Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia, ul. Jaskółcza 1; Galeria Gablotka, ul. Doki 1, Stocznia Gdańska, Budynek Dyrekcji, II pietro; Instytut Sztuki Wyspa, ul. Doki 1/145B, Stocznia Gdańska; Wydział Architektury Politechniki Gdańskiej, ul. Narutowicza 11/12; GDYNIA: Kawiarnia Cyganeria, ul. 3 Maja 27; Stowarzyszenie A KuKu Sztuka, ul. Armii Krajowej 24; Ucho, ul. Św. Piotra 2; GLIWICE: Centrum Organizacji Kulturalnych ul. Studzienna 6; GORZÓW WIELKOPOLSKI: MCK Magnat, ul. Drzymały 26; Miejski Ośrodek Sztuki, ul. Pomorska 73; GRĘBODZIN: Fundacja Świątynia Sztuki ul. Szkolna 31; GRUDZIĄDZ: Centrum Kultury Teatr ul. Marszalka Focha 19; JELENIA GÓRA: Biuro Wystaw Artystycznych, ul. Długa 1; KATOWICE: Galeria Rondo Sztuki, Rondo im. gen. Jerzego Ziętka 1; Galeria Architektury SARP, ul. Dyrekcyjna 9; Galeria Sztuki Współczesnej BWA, Al. Korfantego 6; ASP Katowice, Katedra Malarstwa, Rysunku i Rzeźby, ul. Dąbrówki 9; Centrum Kultury Katowice, Plac Sejmu Śląskiego 2; KATO. BAR ul. Mariacka 13; Katowice — Miasto ogrodów, plac Sejmu Wielkiego 2; Biblioteka Wyższej Szkoły Technicznej w Katowicach ul. Rolna 43; KIELCE: Galeria Winda, pl. Moniuszki 2b; KONIN: Galeria Sztuki Wieża Ciśnień, ul. Kolejowa 1A; KONSTANCIN-JEZIORNA: Galeria f150 ul. Ścienna 150, Bielawa; KOSTRZYN NAD ODRĄ: Kostrzyńskie Centrum Kultury, ul. Sikorskiego 34; KOSZALIN: HOLO::Studio, ul. Franciszkańska 24; Klub Plastelina, ul. Barlickiego 22/7; Pracownia Projektowa MJM, ul. Artylerzystów 6c; KRAKÓW: BAL, Ślusarska 9; Barwoteka ul. Gertrudy 19; Bomba, Plac Szczepanski 2/1; Drukarnia Kolory, ul. Starowiślna 51; Galeria Zderzak, ul. Floriańska 3; Galeria MOHO, ul. Berka Joselewicza 21c; Galeria Pauza, ul. Floriańska 18/5, II piętro; Goldex Poldex ul. Józefińska 21/12; Instytut Historii Sztuki UJ, ul. Grodzka 53; Korporacja Ha!Art, w Bunkrze Sztuki na piętrze, Pl. Szczepański 3A; Małopolski Instytut Kultury, Karmelicka 27; Miejsce, ul. Miodowa 21 (wejście od Estery 1); MOCAK Muzeum Sztuki Współczesnej, ul. Lipowa 4; Muzeum Etnograficzne, Plac Wolnica 1; Policealne Studium Plastyczne Anima Art, ul. Zamoyskiego 29/8; Teatr Łaźnia Nowa, os. Szkolne 25; Wydział Form Przemysłowych ASP, ul. Smoleńsk 9; LESZNO: Galeria Miejskiego Biura Wystaw Artystycznych, ul. Leszczyńskich 5; LUBLIN: ACK UMCS „Chatka Żaka”, ul. Radziszewskiego 16; Galeria Biała, ul. Narutowicza 32; KawiarnioKsięgarnia „Spółdzielnia”, ul. Peowiaków 11; Stowarzyszenie Homo Faber, ul. Krakowskie Przedmieście 39; Lubuskie Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych, ul. Lipowa 13; ŁÓDŹ: Łódź Art Center/Międzynarodowe Centrum Sztuki w Łodzi, ul. Tymienieckiego 3; Galeria FF, Łódzki Dom Kultury, ul. Romualda Traugutta 18; Galeria Ikona, ul. Fabryczna 19; Galeria Manhattan, ul. Piotrkowska 118; Muzeum Sztuki w Łodzi, Więckowskiego 36; Galeria Fabryczna 9, ul. Fabryczna 9; Księgarnia Mała Litera, ul. Nawrot 7; Księgarnia Mała Litera Art przy Muzeum Sztuki w Łodzi — MS2 w Manufakturze; Pan Tu nie stał, ul. Piotrkowska 138/140; Wydział Edukacji Wizualnej ASP w Łodzi, ul. Franciszkańska 76/78; Wyższa Szkoła Sztuki i Projektowania, ul. Targowa 65; NOWY WIŚNICZ: Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych; OLEŚNICA: Klub Animatorów Kultury „Kaktus“ (przy Miejskim Ośrodku Kultury i Sportu), ul. Reja 10; OLSZTYN: Biblioteka Multimedialna Planeta 11, ul. Piłsudskiego 38; BWA Galeria Sztuki Al. J. Piłsudskiego 38; haloGaleria MOK, ul. Dąbrowszczaków 3; UWM FM, ul. Kanafojskiego 1; OPOLE: Galeria Sztuki Współczesnej, Pl. Teatralny 12; Kofeina, Kościuszki 31a; Kiosk Kulturalny, ul. Piastowska 17; OSTROWIEC ŚWIĘTOKRZYSKI: Stowarzyszenie Kulturotwórcze Nie z tej Bajki, os. Słoneczne 32/33; POZNAŃ: ASP Wydział komunikacji multimedialnej, Al. Marcinkowskiego 29; Bookarest Księgarnia, Stary Browar; Dziedziniec, ul. Półwiejska 42; Galeria Miejska Arsenał, Stary Rynek 3; Galeria Przychodnia, ul. Przybyszewskiego 39; Galeria Stereo, ul. Słowackiego 36/1; Głośna, ul. Św. Marcin 30; Spot, ul. Dolna Wilda 87; Kisielice klub i galeria, ul. Taczaka 20; Stary Browar, Art Station Foundation, ul. Półwiejska 42; RADOM: Czytelnia Kawy, ul. M.C. Skłodowskiej 4; Mazowieckie Centrum Sztuki Współczesnej „Elektrownia” ul. Kopernika 1; RADZYŃ PODLASKI: Kawiarnia Kofi&Ti, ul. Warszawska 15; SANOK: BWA Galeria Sanocka, Rynek 14; SŁUPSK: Galeria Interdyscyplinarna, Młodzieżowe Centrum Kultury, ul. 3-go Maja 22; SOPOT: lalala bar, ul. Rzemieślnicza 42; SZCZECIN: Miejsce Sztuki OFFicyna, ul. Lenartowicza 3/4; Piwnica Kany, Pl. Piotra i Pawła 4/5; Miejska Galeria Sztuki 13 Muz, pl. Żołnierza Polskiego 2; Zachęta Sztuki Współczesnej, al. Wojska Polskiego 90, zachetaszczecin.art.pl; SZTOKHOLM: Polska Institutet, Mosebacke torg 4; TARNOWSKIE GÓRY: Galeria Sztuki Inny Śląsk, ul.Karola Miarki 2; TARNÓW: BWA Galeria Miejska, Dworzec PKP, Pl. Dworcowy 4 TORUŃ: Dom Muz, ul. Podmurna 1/3; Piwnica Pod Aniołem, Rynek Staromiejski 1; Centrum Sztuki Współczesnej „Znaki Czasu”, ul. Wały Gen. Sikorskiego 13; Galeria Sztuki Wozownia, ul. Rabiańska 20; WARSZAWA: Bęc, Mokotowska 65; Café Karma, Pl. Zbawiciela 3/5; Chłodna 25, ul. Chłodna 25; Czeskie Centrum, Aleja Róż 16; Czuły Barbarzyńca, ul. Dobra 31; Eufemia, Krakowskie Przedmieście 5; Fibak Gallery, ul. Krakowskie Przedmieście; Filtry Cafe, Niemcewicza 3; Fundacja Atelier, ul. Foksal 11; galeria 2.0, Krakowskie Przedmieście 5; Galeria Czarna, ul. Sienkiewicza 4; Galeria A-Tak, ul. Krakowskie Przedmieście 16/18; Galeria Kolonie, ul. Bracka 23 m. 52; Galeria M2, Oleandrów 6; Instytut Cafe, al. Ujazdowskie 6; Instytut Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego, ul. Krakowskie Przedmieście 3; Instytut Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego, ul. Krakowskie Przedmieście 26/28; Instytut Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, ul. Karowa 18; Kafka, ul. Oboźna 3; Kępa Café, Finlandzka 12a/12; Kluboksięgarnia Serenissima, CSW Zamek Ujazdowski, ul. Jazdów 2; Kolonia, róg Ładysława i Łęczyckiej; Lokalna, ul. Różana; Lokal_30, ul. Wilcza 29a/12; Lowery, ul. Walecznych 5; Ministerstwo Kawy, ul. Marszałkowska 27/35; Muzeum Sztuki Nowoczesnej, ul. Pańska 3; planB, al. Wyzwolenia 18 (wejście od pl. Zbawiciela); Przestrzeń ego&eco Nowy Świat 35; Powiększenie, ul. Nowy Świat 27; Powiśle, Kruczkowskiego 4; Sklep Filmowy Celuloid w Kinie Muranów, ul. Gen. Andersa 1; Tarabuk, ul. Browarna 6; Sklep Filmowy Celuloid w Kinie Muranów, ul. Gen. Andersa 1; TR Warszawa, ul. Marszałkowska 8; Zachęta Narodowa Galeria Sztuki, Pl. Małachowskiego 3; Mazowieckie Centrum Kultury, ul. Elektoralna 12; Krytyka Polityczna, ul. Foksal 16; Projekt, ul. Wileńska 23; Spokojna, ul. Spokojna 15; Warszawska, Plac Zbawiciela; WROCŁAW: Akademia Sztuk Pięknych, Biblioteka, Pl. Polski 3/4; Art-Cafe Pod Kalamburem, al. Kuźnicza 29 a; Cafe Pestka, ul. Wincentego 45/1b; Cafe Rozrusznik, ul. Cybulskiego 15; Galeria Awangarda, ul Wita Stwosza 32; Dolnośląska Centrum Informacji Kulturalnej OKiS, Rynek-Ratusz 24; Galeria Entropia, ul. Rzeźnicza 4; Klubokawiarnia Mleczarnia Włodkowica 5; Klub i księgarnia Falanster ul. św. Antoniego 23; Ośrodek Postaw Twórczych, ul. Działkowa 15; Mieszkanie Gepperta, ul. Ofiar Oświęcimskich 1/2; WRO Art Center, Widok 7; ZIELONA GÓRA: Galeria Titmouse, ul. Sikorskiego 66; Galeria BWA, al. Niepodległości 19; ŻYWIEC: Fundacja Klamra, os. 700-lecia 4/18


Lasy okolic Turowa

Robimy prąd, góry, jeziora i lasy Jesteśmy największą firmą energetyczną w Polsce, dostarczamy prąd do ponad 5 milionów Odbiorców. Jako lider na rynku stale poszerzamy swoje horyzonty, patrzymy w przyszłość, kształtujemy ją – w całym kraju posadziliśmy już ponad 40 milionów drzew i krzewów. Robiąc prąd, nie zapominamy o naturze. www.robimyprad.pl

Notes.na.6.tygodni #86  

CICHOCKI / LEARNING FROM WARSAW / LANDRY / SZREDER / CENTRUM ARCHITEKTURY / BISKUPSKI / GRUSZCZYK / MILCZANOWSKA / PIEKARSKI

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you