Page 1

ISSN 1730—9409 / wydawnictwo bezpłatne

notes na 6 tygodni / nr 113 / październik / 2017


okładka: Michał Szota Ćwiczenie, 2017 Kompozycja z elementów nowej strony beczmiana.pl

Michał Szota (ur. 1982) Niezależny projektant i wykonawca stron internetowych. W wolnym czasie zajmuje się ćwiczeniami stylistycznymi i eksperymentami nowomedialnymi.

Od roku wraz z Agatą Szydłowską nagrywa i publikuje podcast o projektowaniu graficznym pt. Popatrzmy! szota.pl


NOTES NA 6 TYGODNI

PREZESKA ZARZĄDU

WYDAWCA

DEPARTAMENT PUBLIKACJI

ADRES REDAKCJI

DEPARTAMENT DYSTRYBUCJI

nakład: 3 000 egz. Fundacja Nowej Kultury Bęc Zmiana beczmiana.pl bec@beczmiana.pl ul. Mokotowska 65/7, 00−533 Warszawa, +48 22 827 64 62, +48 505 802 884 nn6t@beczmiana.pl REDAKTORKA NACZELNA

Bogna Świątkowska, bogna@beczmiana.pl

Bogna Świątkowska, bogna@beczmiana.pl Justyna Chmielewska, justyna@beczmiana.pl Matylda Dobrowolska, matylda@beczmiana.pl Ela Petruk, ela@beczmiana.pl Paulina Pytel (członkini zarządu), paula@beczmiana.pl zamówienia, kontakt z wydawcami i księgarniami: +48 516 802 843 dystrybucja@beczmiana.pl DEPARTAMENT KSIĘGARNI

REDAKTORKA DZIAŁU „ORIENTUJ SIĘ”

Ola Litorowicz, ola@beczmiana.pl REKLAMA I PATRONATY

Ela Petruk, ela@beczmiana.pl

Tomek Dobrowolski, tomek@beczmiana.pl +48 22 625 51 24 Łukasz Bagiński, lukasz@beczmiana.pl +48 22 629 21 85 BĘC KSIĘGARNIA INTERNETOWA

REDAKCJA I KOREKTA

Justyna Chmielewska, justyna@beczmiana.pl

beczmiana.pl/sklep

BĘC SKLEP WIELOBRANŻOWY WERSJA ELEKTRONICZNA

Matylda Dobrowolska, matylda@beczmiana.pl issuu.com/beczmiana notesna6tygodni.pl nn6t.pl

Warszawa, ul. Mokotowska 65 pon.–pt. 11–19, sob. 12–18 +48 22 629 21 85 zamówienia@beczmiana.pl ZNAK FNKBZ

PROJEKT / SKŁAD

LaszukK+S / HegmanK+S

Małgorzata Gurowska

DRUK

P.W. Stabil, ul. Nabielaka 16 30−410 Kraków 12 410 28 20 Informacje i ilustracje w dziale „Orientuj się” pochodzą z materiałów prasowych promujących wydarzenia kulturalne. Drukujemy je dzięki uprzejmości artystów, kuratorów, galerii, instytucji oraz organizacji kulturalnych. Kontakt z redakcją: nn6t@beczmiana.pl

NN6T teraz także na czytniki nn6t.pl beczmiana.pl/sklep

Lokal przy ul. Mokotowskiej 65 w Warszawie jest wykorzystywany przez Fundację Bęc Zmiana na cele kulturalne dzięki pomocy Dzielnicy Śródmieście m.st. Warszawy


113 październik 2017 AUTORZY I AUTORKI

Ada Banaszak, Bartek Chaciński, Justyna Chmielewska, Helena Chmielewska-Szlajfer, Łukasz Drozda, Ewa Dyszlewicz, Maciej Frąckowiak, Andrzej Heidrich, Alek Hudzik, Monika Kostera, Agnieszka Kowalska, Marta Królak, Wojtek Kucharczyk, Kurzojady (Olga Wróbel, Wojciech Szot), Mateusz Machalski, Ewa Majewska, Antoni Michnik, Ola Litorowicz, Agata Nowotny, Aleksandra Pieńkosz, Adam Przywara, Monika Rosińska, Stanisław Ruksza, Agnieszka Sosnowska, Agata Szydłowska, Katarzyna Szymielewicz, Bogna Świątkowska, Andrzej Tobis, Jakub Zgierski, Rafał Żwirek

RSS B0YS, N0B0DY, z cyklu nowy wyraz twarzy #resist


spis treści

ORIENTUJ SIĘ!

40

RAPORT

Co rośnie, a co maleje? Kultura w 2016 według GUS oraz open call: 6 pomysłów na biblio-łączniki

97

ROK AWANGARDY

Gra w miasto. Polifoniczność, montaż, hybrydyczność i inne praktyki awangardowe w przedwojennym Lwowie – o wystawie Montaże. Debora Vogel i nowa legenda miasta z Andrijem Bojarovem, Pawłem Politem i Karoliną Szymaniak rozmawia Piotr Słodkowski

A-1/16

NOWY WYRAZ

Demokracja empatyczna, Grillowanie, Kontrkultura śmierci, Ogar, Performatyka oporu, Przegryw i inne

113

TEKSTY

Zamiast protestować bujajcie się O placach cyrkulacji i placach spektaklu, czyli o tym, jak ustrój wpływa na charakter tej szczególnie ważnej dla miasta przestrzeni publicznej, z badaczami architektury Kubą Snopkiem i Tomkiem Świetlikiem rozmawia Ola Litorowicz

130

Między sąsiadami O niedawno otwartym 15. Biennale Sztuki w Stambule, które w tym roku poświęcone jest rozmaitym sposobom współdzielenia przestrzeni i doświadczeń, prosto znad Bosforu pisze Justyna Chmielewska

140

Stan uważności Niepublikowana wcześniej rozmowa z Konradem Pustołą przeprowadzona przez Macieja Frąckowiaka

150

Skradzione życie drzew O tym, jak grupa artystów zawiozła drewno do lasu i co z tego wynikło, pisze Rafał Żwirek, który wszystko widział na własne oczy, bo brał udział w tej akcji

160

Projektowanie dla roślin i zwierząt Mały słownik pojęć wprowadzający w świat dizajnu nieantropocentrycznego spisały Monika Rosińska i Agata Szydłowska

168

Siła małej książeczki O najlepiej zaprojektowanych paszportach pisze Agata Szydłowska

180


RSS B0YS, N0B0DY, z cyklu nowy wyraz twarzy #resist

WSPÓŁRZĘDNE DIZAJNU Związki cielesne Agata Nowotny

GLEBA

Wzloty i upadki początkującej działkowiczki Agnieszka Kowalska

188

ART-TERAPIA

Subiektywnie o tym, jak sobie radzić z życiem w ciekawych czasach Marta Królak

RECENZJE KSIĄŻEK NOWYCH I STARYCH Kurzojady

192

Interfacepoetry Aleksandra Pieńkosz

195

204

TYPOGRAFIA XXI WIEKU

BĘDZIE TYLKO GORZEJ

Jak poradzić sobie z nadchodzącą jesienią życia? Alek Hudzik

202

USUŃ POEZJĘ

ART. BIUROWE

Wiatr wieje, ktoś się powiesił Jakub Zgierski

198

Bona Nova Andrzej Heidrich i Mateusz Machalski

196 5

207


NN6T.pl w wersji elektro jeszcze więcej orientuj się!

UWSPÓŁCZEŚNIAJĄC ANTYK

Z artystą Janem Bajtlikiem i kuratorem Konstantym Szydłowskim o tym, co antyk ma nam dziś do powiedzenia i o cyklu Labirynty greckie rozmawia Bogna Świątkowska

I PATRIOTKI, I REBELIANTKI

O kobiecej odpowiedzi na polskość mówi Izabela Kowalczyk, kuratorka wystawy Polki, Patriotki, Rebeliantki, prezentowanej w poznańskiej Galerii Arsenał, w rozmowie z Zofią Małkowicz

KONIEC PRZEMOCY

Fragment tekstu wyreżyserowanego przez Bognę Burską i Magdalenę Mosiewicz słuchowiska, które miało być częścią cyklu Studia Teatralnych Form Eksperymentalnych, lecz nie zostało wyemitowane

TURYSTYKA TO NIE BUŁKA Z MASŁEM

Z Pawłem Cywińskim i Marysią Złonkiewicz, założycielami i współautorami portalu post-turysta.pl, rozmawia Ada Banaszak

czytaj nn6t.pl


Jan Bajtlik, bez tytułu (Głowa byka), z cyklu Labirynty greckie, 2017. Dzięki uprzejmości artysty i Galerii Szydłowski


Ɖ Ɖ Ɖ şšŸşŞƕƈƕŞţŸşşŸŠŞşť

ƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕ0¾âÝÂâȱ‘ƕI˜È¢s

şşƉšŞŸşşŸŠŞşť

ƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕ±ª˜«˜¢sƕds¤âs¢ƕ ƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕ/ÍÂÈÝ«sƕ„sªâÝ¢ ŞťƈƕšŞŸşŠŸŠŞşť

ƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕƕIsͤ˜«sƕ/s¢±×¢s

I¾±¡ˆ¢Èƕż8&Po0: jżƕ ×»²©í«s«Â±×s«Ýƕ ¡ˆÂÈƕƕ»¾âˆâƕ8˜sÂȱƕ „s¬Â¢

?¾’s«˜âsȱ¾Ų 0±¤±«˜sƕ¾ÈÝÂȲ×ƕſƕ±¤«ˆƕ8˜sÂȱ ͤŸƕ±¤«sƕŢųƕ „s¬Â¢


Petra Feriancovå, Series Creator, from the Archive of O. Ferianc, New Breeds 1949–1952, 2008, detail


UNIWERSYTET ARTYSTYCZNY W POZNANIU

www.ideografia.pl


Ministry of Foreign Affairs and Trade of Hungary


31.08.2017–22.10.2017 www.labirynt.com

2.09.2017–13.10.2017 www.galeria-arsenal.pl

Ovidiu Anton, Babi Badalov, Janusz Bałdyga, Mirosław Bałka Anna Baumgart, Yevgenia Belorusets, Anatoly Belov, Pavel Braila Fatma Bucak, David Chichkan, Hubert Czerepok, Yaroslav Futymskyi Ferenc Gróf , Barbara Gryka, Elżbieta Jabłońska, Maciej Kwietnicki Victoria Lomasko, Marina Naprushkina, Tymon Nogalski Open Group, Petr Pavlensky, Dan Perjovschi, Ghenadie Popescu, R.E.P. Mykola Ridnyi, Jadwiga Sawicka, Sabina Shikhlinskaya, Jana Shostak Société Réaliste, TanzLaboratorium, Lubomyr Tymkiv, Vova Vorotniov Piotr Wysocki, Anna Zvyagintseva kuratorzy: Monika Szewczyk, Waldemar Tatarczuk

współpraca:

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego


approxEqual Doron Furman & Talia Hassid Furman 6–22.10.2017 galeria :SKALA | www.galeriaskala.com Poznań, Święty Marcin 49a

Nr 2/2017

2 (192) | rok XXXIII

Archiwum prywatne Archiwum prywatne nie jest metaforą pamięci czy fikcjogenną szkatułą dla poszukiwaczy afektów i efektów artystycznych – ale konkretnym miejscem, naznaczonym sygnaturą autorską, z konkretną materialną zawartością. W tej „świątyni rodzinnych pamiątek” bądź wśród przypadkowo zebranych/znalezionych materiałów wytwarzają się wiedza historyczna i dyskurs naukowy, wrażliwość i świadomość umiejscowienia historycznego i geopolitycznego. Znaleziska na strychu generują narracje i metaopowieści, ale przede wszystkim są doświadczeniem (także sensualnym).

Pismo dostępne w dobrych księgarniach i salonach EMPiK Księgarnia internetowa: www.czaskultury.pl/sklep Archiwalne i anglojęzyczne wydania czasopisma w wolnym dostępie: www.czaskultury.pl


HUGON KOWALSKI MARCIN SZCZELINA

www.arsenal.art.pl


GALERIA SZTUKI WSPÓŁCZESNEJ BUNKIER SZTUKI GALLERY OF CONTEMPORARY ART

Ines Doujak BEZPAŃSKIE GŁOSY MASTERLESS VOICES

NOWY REGION ŚWIATA A NEW REGION OF THE WORLD

PARTNERZY / PARTNERS:

PATRONI MEDIALNI GALERII / GALLERY MEDIA PATRONAGE:

WSPÓŁORGANIZATORZY / CO-ORGANISERS:

PATRONI MEDIALNI WYSTAW / EXHIBITIONS MEDIA PATRONAGE:


Reportaż o życiu i twórczości jednego z najciekawszych i najbardziej znanych polskich artystów. Lektura nie tylko dla wielbicieli sztuki współczesnej, także dla tych, którzy twierdzą, że jej nie rozumieją.

już do nabycia w księgarniach i na karakter.pl


zupełnie nowy, równie dobry

Magazyn Miasta

już dostępny w Empikach, dobrych księgarniach i na www.magazynmiasta.pl!


ÁKOS MORAVÁNSZKY / KENNETH FRAMPTON / JUHANI PALLASMAA JAROSŁAW SZEWCZYK / ROMAN RUTKOWSKI / STANISŁAW DEŃKO MACIEJ MIŁOBĘDZKI / TULLIA IORI / SERGIO PORETTI DAMAS GRUSKA / KAMILA TWARDOWSKA I INNI

www.autoportret.pl

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego


nowy t punk


Komuna Warszawa

październik premiera: 27 | 28 | 29 19.00

Marta Ziółek

PATRONAT

Komuna Warszawa ul. Lubelska 30/32 www.komuna.warszawa.pl


ORIEN

NN6T

UJ SIĘ strona zaprojektowana krojem pisma Bona Nova / patrz s. 207

40


Wystawa wieńców dożynkowych w Pomieczynie w powiecie kartuskim. Całoroczny pawilon wystawienniczy wyposażony w profesjonalne oświetlenie ekspozycji został zrealizowany za gminne pieniądze przy wsparciu lokalnej firmy budowlanej. Fot. Rafał Żwirek

41


JUSTYNA CHMIELEWSKA DLA NN6T: SZTUKA I ŻYCIE

#POLSKA W chwilach przydrożnych zachwytów nieraz zdarzało mi się zastanawiać, czy jest coś wspanialszego niż #Polska, choć w kontekście innym niż ten, który można kojarzyć z klasycznym już tweetem. W ostatnich miesiącach bywały wprawdzie momenty zawahania czy wręcz zwątpienia, jednak wystarczy wyruszyć w drogę i dać sobie i #Polsce trochę czasu, by znów poczuć to miłe mrowienie, pojawiające się wówczas, gdy z pozoru znajome krajobrazy odsłaniają niespodziewane oblicze. Czarno-biała rakieta stoi sobie na sztorc w dolinie rzeczki spływającej z gór, w których jedni z naszych dzisiejszych sąsiadów w dość szaleńczej wizji usiłowali kiedyś wydrążyć podziemne miasto, inni zaś szukali uranu. Miasteczka potrafią tam znikać tak, że nie zostaje po nich niemal żaden ślad, a w pustce pozostałej po ludziach i historiach odbywają się dziś festiwale literackie. Nawet gdyby miało się okazać, że jednak jest coś najwspanialszego niż #Polska, jednego jestem pewna: #Polska jest odlotem.

42


43


SZTUKA I ŻYCIE

A–Z (10 LAT PO PREMIERZE) Retrospektywa jest spojrzeniem w tył – i nie inaczej będzie w przypadku wystawy prezentującej realizowany od 2006 roku cykl Andrzeja Tobisa A–Z (Gabloty edukacyjne). Wystawa połączy wszystkie dotychczasowe sposoby prezentacji projektu: układ alfabetyczny (czyli słownikowy) oraz układ według kategorii subiektywnych, który w ubiegłym roku artysta przećwiczył podczas prezentacji A–Z w ramach festiwalu PhotoEspaña w madryckim Museo Lazaro Gáldiano. Inspiracją do rozpoczęcia projektu był słownik Bildwörterbuch Deutsch und Polnisch (Słownik ilustrowany języka niemieckiego i polskiego), wydany w 1954 roku w Niemieckiej Republice Demokratycznej. Jak każda tego typu publikacja, był on próbą holistycznego opisania świata. Niektóre użyte w nim kategorie są z dzisiejszego punktu widzenia zaskakujące lub zupełnie nieaktualne, brzmią absurdalnie, są intrygującym świadectwem minionej epoki. Translatorskie błędy i archaizmy dodatkowo wzmagają poczucie zawieszenia funkcjonalności i sensu oryginalnego Słownika. Praca Andrzeja Tobisa podporządkowana jest kilku zasadom. Zdjęcia mogą być wykonane tylko na terenie Polski, napotkane osoby lub obiekty / okoliczności nie mogą być aranżowane, a postać końcowa (nieprzetworzona fotografia) opatrzona jest oryginalnym polskim i niemieckim hasłem, z sygnaturą zaczerpniętą z indeksu oryginalnego słownika. Do tej pory artysta odnalazł wizualne reprezentacje dla ponad 700 haseł

(słownik zawiera kilkanaście tysięcy definicji). Taka liczba fotografii stworzyła w całym tym zbiorze szczególny rodzaj języka, gdzie każda praca jest pojedynczym słowem-pojęciem, a w wyniku zestawienia tak powstałych „słów” pojawia się możliwość tworzenia wizualno-językowych metafor. Specjalnie na wrocławską wystawę wydana zostanie publikacja Poezja A–Z. Autor zapowiada: „Postanowiłem sprawdzić, czy zgromadzony dotychczas materiał można potraktować tak, jakby był on rodzajem języka, zbiorem słów. I czy da się przy pomocy tych słów wypowiedzieć jakąś dodatkową treść. Mam od jakiegoś czasu wrażenie, że po przekroczeniu pewnej masy krytycznej zgromadzone słowa zaczynają ciążyć ku sobie, zaczynają żyć swoim życiem, łączą się w niekontrolowane grupy i ciągi. Chciałbym nad tym trochę zapanować, ale może będzie to wyglądało jak poddanie się jakimś falom, wizualno-językowemu nurtowi. Termin «poezja» proszę traktować umownie, może nawet ironicznie. Czasem oczywiście pojawi się coś, co wydaje mi się mieć ciężar. Ten eksperyment bardzo mnie pociąga. Prace ułożone zostaną w szereg wizualnych «wierszy». Mimo odrębności poszczególnych «utworów» w publikacji jako całości wyczuwalny będzie rodzaj narracji podobny do narracji występującej w tomiku poezji. W tej nowej metodzie prezentacji, podobnie jak w klasycznie rozumianej poezji, najważniejsze będzie to, co pojawi się między słowami – w ich wzajemnej relacji”.

6.10 – 3.11 Wrocław, Galeria FOTO-GEN Ośrodka Kultury i Sztuki we Wrocławiu, pl. Nankiera 8 aztobis.pl okis.pl

44


Andrzej Tobis, figury wodne / das Kunstreigenschwimmen z cyklu A–Z (Gabloty edukacyjne)

45


SZTUKA I ŻYCIE

NIERÓWNE ROZMOWY KULTUR W krakowskim Bunkrze Sztuki obejrzeć można dwie wystawy o antropologicznych konotacjach. Nowy region świata to opowieść o przenikaniu się kultur, pustych miejscach i migracjach. Łączy się programowo z odbywającym się w drugiej połowie października międzynarodowym literackim Festiwalem Conrada, a więc tropy interpretacyjne kieruje również w stronę doświadczeń kolonializmu opartego na segregujących ludzkość hierarchiach, które Conrad opisywał po doświadczeniach z podróży wzdłuż rzeki Kongo. Tytuł wystawy czerpie z kolei z tekstów Édouarda Glissanta, który „nowy region świata” widział jako miejsce spotkania i współżycia różnych kultur, bez przewagi żadnej z nich. Martynikański myśliciel okazał się jednak niezbyt trafnym futurologiem – zamiast wzajemności wciąż na nowo musimy ustrzegać się przed popełnianiem dawnych błędów. O to, jak pamiętać i nie wykluczać, pyta ponad dwudziestu artystów z pięciu kontynentów – Afryki, Europy, Karaibów i obu Ameryk, czyli miejsc połączonych historią „Czarnego Atlantyku”. Wystawa Bezpańskie głosy to z kolei pierwsza w Polsce indywidualny prezentacja prac wiedeńskiej artystki Ines Doujak, która tworzy tkaniny, traktując je jako przekaźnik wiedzy, historii i pamięci kulturowej. Wystawom towarzyszy bogaty program wydarzeń, w tym seria spotkań z artystami. do 12.11 Kraków, Bunkier Sztuki, pl. Szczepański 3a bunkier.art.pl

46


Ines Doujak, z cyklu Not Dressed for Conquering, powstającego od 2010 roku; Haute Couture 03 Carnival, kadr z wideo Ines Doujak i Johna Bakera A Mask is Always Active, 2014

47


Allan Sekula: Volunteer on the Edge [Islas Cíes, 122002]. Dzięki uprzejmości Christopher Grimes Gallery

48


SZTUKA I ŻYCIE

EKOESTETYKA Na wystawie Imbalance ponad dwudziestu artystów przygląda się procesom niekontrolowanej urbanizacji, zaludnianiu planety, skażeniu ekosystemu, bezrefleksyjnej konsumpcji i innym kluczowym i narastającym problemom obecnych czasów. Kuratorka Blanca de la Torre kwestionuje powszechne wyobrażenia dotyczące natury i stawia tezę, że człowiek, dążąc do własnego dobrostanu, kształtuje otaczające go środowisko w sposób, który je uprzedmiotawia. Rodzi to widoczne gołym okiem konsekwencje dotykające ogółu ludzkości. Postulowanym rozwiązaniem jest poszukiwanie konkretnych odpowiedzi na to niezrównoważenie (na przykład przerabianie baryłek po ropie na doniczki na kwiaty), ale także zwrócenie się w stronę ekoestetyki, czyli sztuki zaangażowanej w ochronę środowiska. Obrazy, rzeźby, instalacje, wideo i fotografie pokazywane na wystawie pochodzą z kolekcji MUSAC, czyli Muzeum Sztuki Współczesnej Kastylii i León. do 19.11 Gdańsk, Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia 1, ul. Jaskółcza 1 laznia.pl

49


SZTUKA I ŻYCIE

SPOJRZENIA 2017 To już ósma edycja konkursu wspierającego rozwój młodej sztuki polskiej organizowanego przez Deutsche Bank Polska S.A. oraz Zachętę – Narodową Galerię Sztuki. Jurorzy pod przewodnictwem malarki Pauliny Ołowskiej przyglądali się pracom pochodzących z różnych części Polski artystów urodzonych pomiędzy rokiem 1984 i 1987, których twórczość podejmuje temat człowieka w perspektywie zarówno jednostkowej, jak i społecznej. Do finału zakwalifikowali się: Ewa Axelrad – autorka instalacji, fotografii, wideo i obiektów rzeźbiarskich, Przemek Branas – performer i twórca wideo oraz instalacji, Agata Kus – malarka korzystająca także z medium wideo, Honorata Martin – artystka multimedialna, malarka i performerka oraz Łukasz Surowiec – artysta interdyscyplinarny i autor akcji społecznych. Wystawę konkursową, której kuratorką jest Dorota Monkiewicz, można oglądać w Zachęcie od 9 września, natomiast laureatów poznamy 26 października. Pierwsza nagroda to 60 tysięcy złotych, druga – wyjazd studyjny do Villa Romana we Florencji. Tradycyjnie zostanie również przyznana nagroda publiczności dofinansowana przez Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych. do 12.11 Warszawa, Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki, pl. Stanisława Małachowskiego 3 zacheta.art.pl

50


Spojrzenia 2017 – Nagroda Deutsche Bank. Honorata Martin: Wikiup, Narodowa Galeria Sztuki Zachęta. Fot. Marek Krzyżanek

51


SZTUKA I ŻYCIE

OTWARTE TRIENNALE

SZTUKA I ŻYCIE

8. Triennale Młodych w Orońsku realizuje swoją otwartą formułę w coraz bardziej wyczerpujący sposób. Aby dotrzeć do jak najbardziej zróżnicowanego grona uczestników (rezygnując z obowiązującej wcześniej cezury wiekowej „mniej niż 35 lat”), kuratorzy Aurelia Nowak, Romuald Demidenko oraz Tomek Pawłowski odwiedzili akademie, instytucje i kolektywy w dziewięciu miastach w Polsce, a także poszukiwali mniejszych, niezależnych miejsc artystycznego fermentu. Tematy podjęte na triennale wynikają z rozmów prowadzonych z artystami, którzy zastanawiali się: jak chcą funkcjonować (i jak funkcjonują) w polu sztuki zaraz po studiach? Czy włączają pozaartystyczne zajęcia do portfolio? Czym obciążone są ich wybory artystyczne? W planach triennale jest między innymi wspólna budowa fontanny zainicjowana przez Norberta Delmana, uwalnianie złej energii podczas śniadania z Biancą Bondi, dyskusja o nowych relacjach w dobie kryptowalutowych transakcji prowadzona przez Nomadic State, musical Styrmira Örna Guðmundssona, soundsystem Gregora Różańskiego i prowadzona przez niego wizyta studyjna w lokalnej pizzerii, a także serial o artystach i kuratorach zrealizowany przez Horacego Muszyńskiego.

KULTURA NIEPODLEGŁA Przedstawia się jako obywatelski ruch twórców, pracowników i uczestników kultury. Chce być otwarta i różnorodna, a na pewno niezależna od opcji politycznej czy ideologii. Deklaruje, że w jej szeregach znajdzie się miejsce dla każdego, kto utożsamia kulturę z demokracją i traktuje ją jako przestrzeń dialogu. Kultura Niepodległa, bo o niej mowa, chce być obecna w całej Polsce i wprowadzać w życie konkretne zmiany, z naciskiem na zmiany prawne. Ruch pragnie zorganizować oddolnie niezależne od działań Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego obchody stulecia niepodległości. Wspierają go artyści i artystki, ludzie sztuki, animatorzy i uczestnicy kultury z całej Polski. Zostali oni sygnatariuszami Manifestu Kultury Niepodległej, postulującego między innymi powołanie Obywatelskiej Rady Kultury, zwiększenie rzeczywistego dostępu do kultury, przywrócenie edukacji kulturowej w powszechnym systemie nauczania, przywrócenie misyjności mediów publicznych, zagwarantowanie autonomii i niezależności publicznych i niepublicznych instytucji kultury, a także wprowadzenie zakazu stosowania cenzury w jakiejkolwiek formie.

1.10.2017 – 6.01.2018 Orońsko, Centrum Rzeźby Polskiej, ul. Topolowa 1 otwartetriennale.info

kulturaniepodlegla.pl

52


Styrmir Örn Guðmundsson: Leokadia, 2017. Dzięki uprzejmości artysty

53


SZTUKA I ŻYCIE Marcin Zawicki: Dwurnik, 2017 (Edward Dwurnik, Budź się Polsko! z cyklu Robotnicy, 1988)

MIASTA AWANGARDY

Po dawce sztuki współczesnej zapewnionej przez Warsaw Gallery Weekend warto odwiedzić trwające nadal wystawy i wziąć udział w wydarzeniach im towarzyszących. Jednym z nich jest pokazywana w Pawilonie Sztuki wystawa Marcina Zawickiego, laureata konkursu Artystyczna Podróż Hestii z 2010 roku. Gesty to oparta na malarskim koncepcie opowieść o poszukiwaniu trudno uchwytnego momentu, w którym ślad pędzla na płótnie zyskuje znaczenie i staje się pełnoprawnym i autonomicznym mikroobiektem. Zawicki próbuje dojść do istoty gestu na podstawie „kartoteki gestów” dawnych i współczesnych malarzy – kopiuje ślady ich indywidualności niczym odciski palców. Pozostaje pytanie: czy gest, a szczególnie ten twórczy, posiada własny, „odręczny” charakter?

Kolejne wydarzenie w ramach obchodów Roku Awangardy, czyli wystawa Miejska rewolta. Awangarda w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie, przenosi widzów w środowisko awangardowe Warszawy, Krakowa, Lwowa, Poznania i Łodzi czasów II Rzeczpospolitej, przypominając twórczość związanych z nimi nietuzinkowych postaci: Leona Chwistka, Tytusa Czyżewskiego, Andrzeja Pronaszki, Witkacego, Henryka Stażewskiego, Władysława Strzemińskiego i Marka Włodarskiego. Kuratorki Ewa Skolimowska i Anna Turowicz wybrały najcenniejsze, w tym także nigdy niewystawiane prace tworzone na papierze: rysunki, grafiki, fotogramy i fotomontaże, uzupełniając swą selekcję czasopismami i książkami projektowanymi przez mistrzów nowoczesnej typografii. Opowieść, zbudowana wokół portretów twórców, ale też motywów z życia artystycznego miast, ma ujawnić wzajemne wpływy i zależności oraz pomóc zrozumieć wielowątkowość polskiej sztuki awangardowej i jej dzieje.

do 31.10 Warszawa, Pawilon Sztuki ERGO Hestia, ul. Franciszka Kostrzewskiego 1 artystycznapodrozhestii.pl

27.10.2017 – 21.01.2018 Warszawa, Muzeum Narodowe, Al. Jerozolimskie 3 mnw.art.pl

SZTUKA I ŻYCIE

GEST Z-OBRAZOWANY

54


Henryk Berlewi: Mechanofaktura, serigrafia, 1924–1961. © Muzeum Narodowe w Warszawie. Fot. Piotr Ligier

55


Andrei Dureika: Bial, mural, 2015 SZTUKA I ŻYCIE

ZJADACZ KURZU

SZTUKA I ŻYCIE

SĄSIEDZI BIAŁO-CZERWONO-BIALI Biało-czerwono-białe flagi, które obowiązywały przed objęciem władzy przez Aleksandra Łukaszenkę, są dziś symbolami wolnej Białorusi widocznymi między innymi na opozycyjnych demonstracjach. Niezależni są też artyści, których poznajemy na wystawie Biało-czerwono-biali. Współczesna sztuka białoruska. Żyjąc w zamkniętym, niedemokratycznym kraju, Białorusini tworzą sztukę oryginalną i odważną, czerpiącą z ruchów awangardowych lat 20. XX wieku i wykorzystującą różne media (malarstwo, instalację, rzeźbę, fotografię, wideo i film). Prezentacja organizowana we współpracy z mińską Galerią Y ma przełamać ciszę wokół tej sztuki – twórczość naszych sąsiadów pozostaje bowiem w Polsce nadal słabo znana.

Na Placu Artystów w Kielcach „zakurzone” miejskie powietrze oczyszczać będzie Zjadacz kurzu. Zrealizowana przez Kubę Bąkowskiego prawie pięciometrowa rzeźba-maszyna to nie tylko filtr, ale i stacja kontroli jakości powietrza. Kielce wprawdzie nie znalazły się na liście 50 najbardziej zanieczyszczonych europejskich miast przygotowanej przez Światową Organizację Zdrowia, ale 33 inne polskie miasta już tak. Ten przyprawiający o zawrót głowy niechlubny ranking stał się jednym z powodów powołania do życia Zjadacza kurzu, zaklętego w technologicznie zaawansowanej, postfuturystycznej maszynie. Realizacja powstała przy wsparciu organizacyjnym i finansowym fundacji Nowa Przestrzeń Sztuki i jest już dziewiątym działaniem w ramach cyklu „Sztuka w przestrzeni publicznej”, w którym dotąd uczestniczyli między innymi Leon Tarasewicz, Robert Kuśmirowski i Paweł Althamer.

do 3.12 Toruń, CSW Znaki Czasu, ul. Wały gen. Władysława Sikorskiego 13 csw.torun.pl

do 31.10 Kielce, Plac Artystów zjadaczkurzu.org nowaprzestrzensztuki.pl

56


Kuba Bąkowski: Zjadacz kurzu, 2017. Fot. Krzysztof Pęczalski

57


Sándor Bortnyik: album z ilustracjami do czasopisma „MA”, nr 1–6, 1921. © Janus Pannonius Múzeum

SZTUKA I ŻYCIE

SZTUKA I ŻYCIE

WĘGIERSKA AWANGARDA

AUDIOWIZUALNE POMORZE

Mijający właśnie Rok Kultury Węgierskiej w Polsce zwieńczony zostanie pierwszym tak obszernym pokazem nowoczesnej sztuki węgierskiej w Warszawie. Na wystawie Modernizm na Węgrzech 1900–1930, składającej się z ponad stu eksponatów sprowadzonych głównie z węgierskich muzeów, poznamy ją poprzez malarstwo, rzeźbę, grafikę i rysunek. Węgierską awangardę I połowy XX wieku tworzyli artyści związani wcześniej ze środowiskiem paryskim, wiedeńskim, moskiewskim, berlińskim i weimarskim, między innymi József Rippl-Rónai, Béla Czóbel, Dezső Czigány, Anna Lesznai, Lajos Tihanyi, Sándor Bortnyik, János Mattis Teutsch, László Moholy-Nagy oraz grupy Nyolcak i Aktivisták. W ich realizacjach można odnaleźć takie nurty jak fowizm i ekspresjonizm, a także elementy kubizmu, futuryzmu i konstruktywizmu. Dla dociekliwych widzów przygotowano program edukacyjny.

W tym roku już po raz czwarty w Gdańsku odbędzie się festiwal sztuk wizualnych Interference. W konkursie „Wolność Formy” wezmą udział twórcy found footage, wideoklipów, kreatywnych kampanii reklamowych i eksperymentalnych krótkich form wizualnych. Wszystkie zgłoszone filmy będzie można zobaczyć w kinie festiwalowym. Warsztaty z live codingu aplikacji audio i video umożliwią VJ-om i muzykom zapoznanie się z możliwościami HTML5. Aleksander Celusta poprowadzi zajęcia z tworzenia projektów wystawienniczych w świecie wirtualnym, a Zorka Wollny i Dominik Lejman wygłoszą wykłady mistrzowskie. Ośmiu zawodników zmierzy się w ramach Międzynarodowego Konkursu VJ Battle. Gdy wzrok będzie chciał odpocząć, pomogą koncerty niemieckiej grupy Atari Teenage Riot, Dick4Dick, Wojtka Urbańskiego czy Szymona Weissa i debiutancki live act duetu elektronicznego ŻAL.

do 7.01.2018 Warszawa, Zamek Królewski, pl. Zamkowy 4 zamek-krolewski.pl

20–21.10 Gdańsk, Teatr Szekspirowski, Galeria Pionova i Akademia Sztuk Pięknych interferencefestival.com

58


Grupa SAB, materiały prasowe

SZTUKA I ŻYCIE

DZIEKANKA ARTYSTYCZNA Wystawa przedstawia sylwetki i dokonania artystów i teoretyków sztuki związanych z „Dziekanką” przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Opowiada o kolejnych okresach funkcjonowania miejsca – jako klubu, centrum studenckiego, pracowni, a następnie galerii. „Dziekanka” była miejscem powstania i prezentacji kluczowych dla niezależnej kultury artystycznej prac, działań, wykładów i wystaw. Na ekspozycji można zobaczyć fotograficzną i filmową dokumentację twórczości między innymi Akademii Ruchu, Janusza Bałdygi, Gruppy, Grupy SAB, duetu KwieKulik, Ewy Partum, Leona Tarasewicza czy Zbigniewa Warpechowskiego. Dziekanka artystyczna. Fenomen kultury niezależnej 1972–1998 na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie została przygotowana przez Pawła Nowaka we współpracy z Joanną Kiliszek. Wydarzeniu towarzyszy książka, w której po raz pierwszy opisano dziedzictwo tego niekomercyjnego ośrodka, działającego przez ponad 30 lat. 16.10 – 24.11 Warszawa, Galeria Salon Akademii, Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie, ul. Krakowskie Przedmieście 5 salonakademii.asp.waw.pl

59


SZTUKA I ŻYCIE

PATRIOTA WSZECHŚWIATA SZTUKA I ŻYCIE

Jak zmieścić w jednej książce życie i twórczość jednego z najciekawszych, najbardziej znanych polskich artystów współczesnych? Wyzwanie to podjął krytyk i historyk sztuki Karol Sienkiewicz i wybrał formułę reportażu biograficzno-krytycznego. Patriota Wszechświata. O Pawle Althamerze przedstawia artystę na tle zmieniających się czasów, w różnych kontekstach. Autor podąża śladami rzeźbiarza, uczestniczy w jego akcjach, próbuje zrekonstruować metodę jego pracy i zarysować artystyczny oraz filozoficzny horyzont działań artysty, dla którego sztuka nie ma granic. Interesujące wydaje się przypomnienie (i pogłębienie) dobrze znanych i przełomowych dla pejzażu polskiej sztuki w przestrzeni publicznej działań Althamera, chociażby pracy Bródno 2000 czy Parku Rzeźby na Bródnie.

HAFT POLITYCZNY Woda i wino to indywidualna wystawa Moniki Drożyńskiej. Artystka, dziewczyna z Gorlic, mierzy się z tematem związków języka z religią na gruncie polskim w charakterystycznej dla siebie technice haftu ręcznego, który traktuje jako działanie polityczne. Tkaniny stają się przestrzenią, w której łączy różne, czasem sprzeczne poglądy i sensy, zestawia ze sobą na pozór odległe wyrazy i treści. Tym zabiegiem tworzy nowe znaczenia, a czasem wręcz nowe języki. do 28.10 Warszawa, Biuro Wystaw / Fundacja Polskiej Sztuki Nowoczesnej, ul. Krakowskie Przedmieście 16/18, lok. 4 biurowystaw.pl fundacjapsn.pl

Premiera: 2.10 Karakter / Muzeum Sztuki Nowoczesnej

60


Monika Drożyńska: Of und ara, haft ręczny, 2017

61


SZTUKA I ŻYCIE

WSPÓLNA SPRAWA Wystawa oparta jest na idei gotong royong, co w języku indonezyjskim oznacza wspólną sprawę i jest szeroko stosowaną metodą pracy, polegającą na wzajemnym uczeniu się poprzez wspólne działanie. Te praktyki nieformalnej edukacji artystycznej i społecznej samoorganizacji są praktykowane także w innych częściach świata – poprzez metodę pracy opartą na gotong royong odkrywali je artyści, aktywiści i edukatorzy działający w Ursusie, Wrocławiu, Amazonii, we wsi w Jawie Zachodniej czy na przedmieściach Nowego Orleanu. Ekspozycja uzupełniona zostanie wielowątkowym programem publicznym. Polskie akcenty to między innymi Projekt Ursus (Zakłady) Jaśminy Wójcik, Igora Stokfiszewskiego i ich współpracowników –

62


Iza Rutkowska i LBH Jakarta. Fot. Maciej Landsberg

aktywistów i współtwórców społecznej rewitalizacji warszawskiej dzielnicy Ursus – czy efekty współpracy indonezyjskiego kolektywu Jatiwangi Art Factory z polskimi twórcami: Martą Frank, Robertem Kuśmirowskim oraz Maciejem Siudą. 20.10.2017 – 14.01.2018 Warszawa, Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, ul. Jazdów 2 u-jazdowski.pl

63


SZTUKA I ŻYCIE

SZTUKA I ŻYCIE

WIĘCEJ NIŻ LIST

PRZYJAZNY CYFROWY POTWÓR

Jak pisze autor Honza Zamojski, Love Letter to miłosny list ujęty w formie książko-notesu. Na 80 stronach tej publikacji narracja toczy się w odwróconej chronologii i zawiera szereg retrospekcji, introspekcji i dygresji. Trudno określić jednoznacznie gatunek, do którego należy ta praca. Znajdziemy w niej elementy tomu poezji, zbioru rymów i noweli graficznej. Tę różnorodność gatunkową podkreśla układ typograficzny tekstu, który na wielu stronach możemy czytać równocześnie zarówno z góry na dół, jak i od lewej do prawej, na całej przestrzeni rozkładówek. Typografia i gramatyka zostają wykorzystane na rzecz rytmu i rymu, a każda pauza pełni tu istotną funkcję, upodabniając książkę Zamojskiego do operowego libretta. Wydawcą jest onestar press.

Aby w pełni korzystać z komputera, trzeba najpierw zrozumieć, jak on działa. W odgadnięciu myśli maszyny oraz nauce jej programowania pomoże książka dla dzieci i dorosłych Co można, a nawet trzeba wiedzieć o komputerach autorstwa Agnieszki Zgud oraz Szymona Jachny (wydawnictwo Cyfrowe Potwory). Lekcję rozpoczynamy od wprowadzenia do przyjaznego Graficznego Interfejsu Użytkownika, a następnie poznajemy świat kompilatorów, bramek logicznych, programowania i komputerowej historii (nie tak przecież odległej). Opowieść prowadzona jest zrozumiałym językiem, została też klarownie zilustrowana. Premiera już 7 października.

honzazamojski.tumblr.com

cyfrowepotwory.pl

64


Kadr z filmu Zostań Małpek mecenasem. Fot. Witek Orski

SZTUKA I ŻYCIE

LOKOWANIE PRODUKTU SZTUKI Duet artystyczny Małpeczki postanowił zamieszać w systemie finansowania sztuki i proponuje współpracę na zasadzie „win–win” – artystki zareklamują produkt, a przedsiębiorca stanie się mecenasem sztuki. Przy okazji przetestują w praktyce funkcjonowanie sztuki w środowisku potransformacyjnego kapitalizmu. Dotychczasowe prace Małpeczek to krótkie tematyczne filmy wypełnione skeczami i piosenkami (np. Tańczymy cały świat, Śmierć, Respekt). Tajemniczy świat, do którego zapraszają przedsiębiorców, jest współtworzony przez innych artystów, między innymi Wojtka Urbańskiego, Pawła Śliwińskiego, Przemysława Mateckiego, Pawła Sakowicza, Natana Kryszka, Witka Orskiego i Jana Tomzę-Osieckiego. Same Małpeczki to artystki i performerki Maria Magdalena Kozłowska i Maria Toboła. Zostań ich mecenasem i włącz się w finansowanie najnowszego odcinka zatytułowanego Pieniądze! malpeczkiofficial@gmail.com fb.me/malpeczki

65


ADAM PRZYWARA DLA NN6T: ARCHITEKTURA I MIASTO

KATASTROFY NIENATURALNE W ostatnich tygodniach pojawiło się wiele doniesień medialnych na temat katastrofalnych skutków huraganu Harvey w Teksasie. Uwagę zwracają szczególnie te pochodzące z miast, w tym z Houston, które po zalaniu stało się śmiertelną pułapką dla swych mieszkańców. Houston, reklamowane jako „miasto bez ograniczeń”, leży w strefie cechującej się silnym prawdopodobieństwem wystąpienia katastrof naturalnych. Paradoksalnie, w tym przypadku trudno jednak mówić o jakiejkolwiek „naturalności” tych kataklizmów. W ciągu ostatnich dziesięcioleci w mieście dominowały bowiem inwestycje deweloperskie nieuwzględniające potencjalnych konsekwencji takich tragedii, a neoliberalna i wolnorynkowa logika wspierała transport samochodowy, co skutkowało drastycznym zmniejszeniem możliwości wchłaniania wody przez glebę, ta bowiem znikła pod grubą warstwą betonu. Ekonomia, a wespół z nią architektura i urbanistyka, a także krajowa i globalna polityka skutkująca ociepleniem klimatu, doprowadziły w Houston do tragedii: lokalna ludność musiała zostać przymusowo ewakuowana, a miasto dotknęły wielomilionowe straty, których, jak możemy się spodziewać, deweloperzy w żaden sposób nie odczują. Bardziej prawdopodobne, że dostaną oni raczej nową szansę na zysk przy okazji napraw i przebudowy zniszczonego miasta. (AP)

66


Akcja ratunkowa w Teksasie. Fot. Daniel J. Martinez, sierşant sztabowy U.S. Air National Guard

67


FRAGMENTY HISTORII Jednym z najciekawszych elementów osiedla Robin Hood Gardens w Londynie, zaprojektowanego przez członków CIAM i Team X, architektów Alison i Petera Smithsonów, był krajobraz otaczający blok. Łagodne pagórki urozmaicające otoczenie wzniesionego w latach 70. budynku usypane były z gruzów i z elementów konstrukcji zburzonych na potrzeby budowy tego awangardowego przykładu brutalizmu. Teraz projekt Smithsonów podzieli los swych poprzedników – na jego terenie w najlepsze trwają właśnie prace rozbiórkowe. Budynek zastąpiony zostanie typową londyńską deweloperką, która w oczywisty sposób pozbawiona będzie śladów krytycznego podejścia do historii miejsca oraz fragmentów, które po niej pozostaną. Jeśli więc akurat jesteście w Londynie, zachęcam do zachowania sobie pamiątki po Smithsonach – kawałka cegły czy ułomka betonowej konstrukcji. (AP) Londyn, Robin Hood Gardens

68


Robin Hood Gardens. Fot. Steve Cadman (Flickr, licencja CC BY-SA 2.0)

69


ARCHITEKTURA I MIASTO

ARCHITEKTURA I MIASTO

IKONOKLAZM WSPÓŁCZESNY

WIELKIE PIĘKNO Oddolnie organizowane Ogólnopolskie Spotkania Studentów Architektury odbywają się już od dwudziestu (!) lat. Każdy spośród uczestniczących w nich studentów i absolwentów uczelni publicznych i niepublicznych przez dziewięć dni pracuje pod okiem architektów i projektantów nad grupowym projektem, a swoją wiedzę poszerzać może także podczas wykładów i debat. W tym roku OSSA odbywa się pod hasłem „Wielkie Piękno”, a najważniejszym celem spotkania jest dyskusja – zarówno nad ideą, jak i nad formą. Organizatorzy chcą ośmielić początkujących architektów, by w swej pracy, mimo przyspieszającej urbanizacji, kierowali się zasadami zawartymi w triadzie Witruwiusza – pięknem, trwałością i użytecznością. Dyskusja o estetyce i pięknie architektury ma być tylko początkiem rozważań o idei tytułowego Wielkiego Piękna, która według organizatorów stanowi punkt w nieskończonym dążeniu do doskonałości.

17 sierpnia 2017 roku Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze ustanowił ważny precedens prawny w odpowiedzi na zniszczenia mauzoleów oraz meczetu Sidi Yahya w malijskim Timbuktu, dokonane w 2012 roku przez islamskich ekstremistów. Ahmad al-Faqi al-Mahdi, który nadzorował niszczenie zabytków, został osądzony i ukarany grzywną w wysokości 2,7 miliona euro – ma to być zadośćuczynienie wobec mieszkańców miasta. Sąd uznał zniszczenie zabytków architektury i innych obiektów kultury za zbrodnię wojenną wymierzoną w społeczność lokalną i międzynarodową. I choć w tym przypadku mowa o destrukcji ikonicznych przykładów architektury islamu, liczących setki lat, precedens ten buduje fundament pod legislację rozpoznającą traumy związane ze zniszczeniami będącymi skutkiem działań wojennych także w innych momentach historii i innych częściach świata. (AP)

14–22.10 Wrocław ossa.com.pl

70


Oskar i Zofia Hansenowie w mieszkaniu przy ul. Sędziowskiej w Warszawie, 1958. Dzięki uprzejmości Fundacji Zofii i Oskara Hansen

ARCHITEKTURA I MIASTO

HANSENOWIE Teoria Formy Otwartej Zofii i Oskara Hansenów zakładała otwarcie architektury poprzez współtworzenie jej przez użytkowników. Według tej koncepcji, sformułowanej w 1959 roku, architekt projektuje nie tyle kompletne dzieło, ile raczej ramę i „tło dla zdarzeń”. Działanie to, nastawione na proces, umożliwia uwolnienie ekspresji użytkowników-współtwórców dzieła sztuki czy architektury, pozwalając na jego modyfikację i adaptację do ich zmiennych potrzeb. W tym duchu Hansenowie tworzyli koncepcje wystaw, projektów urbanistycznych, osiedli mieszkaniowych, budynków użyteczności publicznej i własnych przestrzeni życia i pracy. Wyboru obszarów działalności małżeństwa dokonała Aleksandra Kędziorek, od kilku lat popularyzująca ich dorobek, a „tło dla zdarzeń”, czyli architekturę wystawy, stworzyła Grupa Projektowa Centrala. Ekspozycja Oskar i Zofia Hansenowie. Forma otwarta odwiedziła nadwiślańskie muzeum po pokazach w Barcelonie, Porto i New Haven. do 29.10 Warszawa, Muzeum nad Wisłą, ul. Wybrzeże Kościuszkowskie 22 artmuseum.pl

71


Willa generała Jerzego Ziętka w Ustroniu, projekt: Henryk Buszko, Aleksander Franta, 1968 ARCHITEKTURA I MIASTO

ŚLĄSKIE DNI ARCHITEKTURY Ponad miesiąc z architekturą na Śląsku – w programie między innymi liczne wykłady, wystawy, dyskusje i projekcje, w tym pokaz filmu o Karolu Schayerze w reżyserii Moniki Olszańskiej i Jakuba Gawkowskiego. Będzie można przekonać się także, jak wyglądało pierwsze Muzeum Śląskie w Katowicach, oraz posłuchać komentarza historyków sztuki i architektów. Warto zwrócić uwagę na dwa ważne momenty festiwalu – otwiera go coroczna impreza plenerowa ARCHIziemniak w Ustroniu (w planach między innymi rajd cyklistów i pieczenie ziemniaków w ognisku), a zamyka wydarzenie o nieco bardziej zobowiązującym charakterze – przyznanie nagród za Najlepszą Przestrzeń Publiczną i Architekturę Roku. 7.10 – 16.11 Katowice, Galeria Architektury SARP, ul. Dyrekcyjna 9 sarp.katowice.pl

72


Rodzinne Ogródki Działkowe „Górnik-Energetyk”, Praga Południe, Warszawa. Fot. Bogna Świątkowska

ARCHITEKTURA I MIASTO

PROSTE HISTORIE W całym kraju jest ich prawie 5000. Z pozoru sprawiają wrażenie niedostępnych enklaw prywatnej zieleni, zgodnie z prawem stanowią jednak przestrzenie „użyteczności publicznej”. Są także rezerwuarem miejskiej bioróżnorodności. Ogrody działkowe zostały wzięte pod lupę w szeroko zakrojonym projekcie Proste historie, badającym fenomen polskiego ogrodnictwa działkowego, które posiada już prawie dwustuletnią tradycję. Przeprowadzono między innymi analizę ilościową w największych miastach Polski, którą zestawiono z osobistymi historiami działkowców, opowiedzianymi przy pomocy używanych przez nich przedmiotów. Wystawa Działka dla każdego, przygotowana przez grupę Parerga i Muzeum Architektury, jest także wezwaniem do dyskusji o nowych formach otwierania ogrodów dla większej liczby użytkowników – szczególnie teraz, kiedy działki są poddane próbie wolnego rynku i zgodnie z ustawą z 2013 roku mogą zostać zlikwidowane czy przeniesione, jeśli nie wpisują się w wizję miasta narzuconą przez władze. Ekspozycja realizowana jest przy wsparciu wrocławskiego oddziału SARP-u w ramach programu DoFA’17, czyli Dolnośląskiego Festiwalu Architektury. 20.10 – 17.12 Wrocław, Muzeum Architektury, ul. Bernardyńska 5 ma.wroc.pl

73


MONIKA ROSIŃSKA DLA NN6T: Dawid Ryski: Gigposters, 2017. Materiały prasowe

DIZAJN

TO CZUĆ!

DIZAJN

PLAKATY NA POMORZU

MIKO+ to wypracowany przez Ewę Dulcet i Martynę Świerczyńską razem z fizjoterapeutą projekt biżuterii na nadgarstek, która poza tym, że zdobi ciało, niweluje także dolegliwości związane z powszechnymi schorzeniami. Biżuteria ta, a także inne prace dyplomowe absolwentów poznańskiej School of Form z lat 2015–2017 skupione na problemie ludzkiego ciała i zmysłów: wzroku, słuchu, węchu, smaku i dotyku, stały się częścią wystawy To czuć! Projektowanie dla zmysłów, której kuratorką jest projektantka i dziennikarka Agata Kiedrowicz. Sama wystawa stanowi część programu prestiżowego Vienna Design Week. W jego ramach odbywa się także między innymi ciekawa dyskusja Global Tools – Design Education Today podejmująca kwestie stających przez młodymi projektantami wyzwań kreowanych przez współczesne procesy digitalizacji i przemian metod pracy. (MR)

Młody i ceniony ilustrator Dawid Ryski odwiedzi gdańską Kolonię Artystów z indywidualną wystawą Gigposters, na której pokaże plakaty koncertowe. Jego prace można znaleźć nie tylko na ścianach klubów, ale i w licznych czasopismach – i często są one rozpoznawalne na równi z wydarzeniami, dla których powstają. Ryski współpracował też z wieloma firmami i instytucjami, a sam mówi, że największą przyjemność sprawia mu projektowanie plakatów muzycznych dla Sony Music Poland oraz ilustrowanie książek dla dzieci. W listopadzie będzie miała premierę jego kolejna książka dla najmłodszych What Do Grown-Ups Do All Day?, którą wydaje cenione niemieckie wydawnictwo Little Gestalten. Ale przedtem zapraszamy na Pomorze. 7–25.10 Gdańsk, Nowa Kolonia, al. Grunwaldzka 51 dawidryski.pl instagram.com/talkseek kolonia-artystow.pl

do 7 listopada Wiedeń, Vienna Design Week i Instytut Polski viennadesignweek.at polnisches-institut.at

74


Aleksandra Bloch: Movement vs Monument, 2015. Fot. Karol Wysmyk, Tatiana Pancewicz

75


Marcel Wanders: krzesło Knotted Chair, 1995. © Centraal Museum Utrecht / Hans Wilschut

DIZAJN

DROOG DESIGN Droog Design to legendarna holenderska grupa projektantów założona przez Renny Ramakers i Gijsa Bakkera w 1993 roku. Znana jest z eksperymentów i innowacji formalnych w dizajnie, a także z wykorzystania jako narzędzi projektowych humoru, niespodzianki, pastiszu i ironii. Dla wielu obiekty stworzone przez Droog stanowią po prostu synonim holenderskiego dizajnu, choć początkowo w skład grupy wchodzili nie tylko Holendrzy. Jedną z ważnych postaci związanych z grupą jest znany z ekscentrycznej postawy Marcel Wanders, który dzięki projektowi Knotted Chair zyskał międzynarodowe uznanie. W Centraal Museum w Utrechcie, w którym trwa wystawa grupy, będzie można przyjrzeć się także obiektom stworzonym przez Hellę Jongerius, znaną w branży projektowej jako „kolorystka dizajnu”, a także na przykład słynnej ławie Niny Farkache Come a little closer bench, która pozwala dopasować odpowiedni dystans dzielący nas od innych osób siedzących przy stole. Będzie tam można zobaczyć również wczesne projekty Tejo Remy’ego i Richarda Huttena. (MR) do 3.12 Utrecht, Centraal Museum, centraalmuseum.nl Droog Design, droog.com

76


Kilimy z Polski – prezentacja pierwszej kolekcji tkanin studia Tartaruga, autorki: Wiktoria Podolec i Jadzia Lenart. Wystawa w ramach Łódź Design Festival DIZAJN

HYGGE, LAGOM, SISU Moda na skandynawskie projektowanie nie przemija. W naszym kraju utożsamia się je przede wszystkim z estetyką bieli i drewna oraz ogólną naturalnością. Ostatnio do tego stylu dopisuje się także swoistą „filozofię” skandynawskiego dizajnu: przytulność i ciepło, które tworzy hygge, umiar i celebrowanie chwili, jak nakazuje lagom („w sam raz”), czy surowość i hart ducha wyznaczane przez fińskie sisu. Skandynawistka, lektorka języka szwedzkiego i tłumaczka Natalia Kołaczek w ramach wykładu na Łódź Design Festival przybliży słuchaczom kontekst, w jakim te pojęcia funkcjonują w krajach skandynawskich. Ja chciałabym usłyszeć także o demokratycznych wartościach wpisanych w skandynawskie projektowanie oraz jego politycznych aspektach. (MR) 6.10 Łódź, Art_Inkubator, ul. Tymienieckiego 3 lodzdesign.com

77


Krzysztof Pyda i Slavs and Tatars: projekt okładki książki Niesforne Nosówki, Arsenał, Białystok 2015

DIZAJN

EYE ON POLAND Nowe projektowanie graficzne z Polski w Brazylii. Na wystawie Eye on Poland w São Paulo pokazywane są najciekawsze polskie projekty z ostatnich kilku lat. Ambicją kuratorów Magdaleny Frankowskiej i Artura Frankowskiego jest zaprezentowanie polskiego projektowania graficznego wysokiej klasy, oryginalnego i wyznaczającego w tej dziedzinie nowe kierunki. Na wystawie w Instituto Tomie Ohtake pokazują prawie 200 projektów z pola sztuki i kultury, przede wszystkim plakaty i publikacje, w tym albumy, katalogi wystaw oraz okładki płyt CD i winylowych, które z jednej strony pełnią funkcje użytkowe, a z drugiej służą także jako medium dla wypowiedzi artystycznej. Brazylijska publiczność ma okazję zapoznać się z dokonaniami polskich projektantów, zarówno tych uznanych, jak i tych dopiero rozpoczynających karierę artystyczną. do 29.10 São Paulo, Instituto Tomie Ohtake institutotomieohtake.org.br

78


Make me! Łódź Design Festival. Shoetopia – buty parametryczne, projekt: Barbara Motylińska i Zuzanna Gronowicz, 2017

DIZAJN

IDZIE NOWE Coraz szybsze zmiany technologiczne, społeczne i środowiskowe motywują do ciągłego poszukiwania nowych rozwiązań między innymi z obszaru mieszkalnictwa, organizacji czasu pracy i czasu wolnego. Na wynikające z tego hasło przewodnie „OD.NOWA” odpowiadają projektanci Łódź Design Festival. Przegląd osiągnięć twórców polskiego wzornictwa odbywa się już po raz jedenasty. Najciekawsze prace wyłaniane są w otwartym naborze, na wystawach kuratorskich i w plebiscycie polskich wdrożeń użytkowych. Zaadresowany do początkujących projektantów konkurs make me! wyłoni zwycięzcę spośród finalistów z siedmiu krajów. Polscy młodzi zdolni to Julia Grochal (ocet), Agata Gancarczyk, Martyna Ochojska, Jo Jurga (NURN), Ewa Dulcet, Martyna Świerczyńska, Magdalena Kucharska (Hadaki), Sonia Jaśkiewicz, Dominika Zientek, Joanna Jarza, Jan Libera, Agnieszka Weis, Barbara Motylińska, Zuzanna Gronowicz, Magda Mojsiejuk i Paweł Lasota. 3–8.10 Łódź, Art_Inkubator, ul. Tymienieckiego 3 lodzdesign.com

79


ADA BANASZAK DLA NN6T:

FOTO I WIDEO

STARY NOWY ŁAD Jednymi z najbardziej ikonicznych przedstawień amerykańskiego Wielkiego Kryzysu są portrety farmerów wykonane przez Walkera Evansa i Dorotheę Lange na zlecenie Farm Security Administration (FSA) – jednostki powołanej w ramach Nowego Ładu, odpowiedzialnej za walkę z ubóstwem na terenach wiejskich. Jason Reblando na łamach książki fotograficznej New Deal Utopias pisze ciąg dalszy tej historii, przyglądając się dzisiejszym materialnym skutkom słynnych reform z lat 30. XX wieku. Przez kilka lat dokumentował on tak zwane Greenbelt Towns – inspirowane dziewiętnastowieczną ideą miasta-ogrodu osiedla wybudowane dla najuboższych rolników oraz robotników, przesiedlanych między innymi w ramach działań FSA. Dobrze zaprojektowane przestrzenie wspólne, parki oraz niska zabudowa, które 80 lat temu miały „przywrócić do życia” (białych) ludzi dotkniętych skrajnym ubóstwem, głodem i bezrobociem, na zdjęciach Reblando wyglądają jak nikomu niepotrzebna scenografia. Sam fotograf opisuje swoją pracę jako „medytację nad potrzebą stworzenia lepszego społeczeństwa” – ponieważ nawet idealna forma nie pomoże, jeżeli wlejemy w nią masę pełną nierówności, niesprawiedliwości i wewnętrznych konfliktów. (AB) jasonreblando.com

80


Jason Reblando: Mushroom, Greenbelt, Maryland, 2009. © Jason Reblando

81


FOTO I WIDEO

FOTO I WIDEO

KINO-OKO

WCIĄGNIJ BRZUCH

Człowiek z kamerą (1929) to jeden z najważniejszych filmów w historii kinematografii. Dzieło Dzigi Wiertowa to nie tylko dokumentalny zapis jednego dnia z życia Moskwy, ale również eksperyment formalny problematyzujący sam proces rejestracji zdjęć i prowadzenia filmowej narracji. Jak twierdził rosyjski reżyser, kamera jest doskonałym narzędziem do poznawania prawdy o świecie – maszyna widzi znacznie więcej niż ludzkie oko. Dokonania Wiertowa połączone z przypadającym obecnie stuleciem awangardy są inspiracją wystawy Kino-oko. Wokół Wiertowa i konstruktywizmu. Materializacji idei urodzonego w Białymstoku reżysera kurator Przemysław Strożek poszukuje w działaniach polskich artystów. Są wśród nich między innymi Anna Baumgart, Zbigniew Gostomski, Krzysztof Kieślowski, Joanna Rajkowska, Józef Robakowski, Zbigniew Rybczyński i Piotr Wyrzykowski.

Wystawa autoportretów Tomasza Tyndyka w galerii Miejsce przy Miejscu to odprysk przekrojowego pokazu Od sztucznej rzeczywistości do selfie. Autoportret w twórczości współczesnych polskich artystów, który w tym samym czasie odbędzie się w BWA Awangarda. W tym kontekście najciekawsza wydaje się podwójna rola, w jakiej na co dzień występuje Tyndyk, pracując równolegle jako aktor i fotograf. Czy profesjonalista performujący do własnego obiektywu różni się czymś od nastolatki robiącej sobie selfie albo od Natalii LL jedzącej banana przed kamerą? Czy dziś wszyscy jesteśmy fotografami i aktorami jednocześnie? Jak pisze Tyndyk w tekście towarzyszącym wystawie: „Każdy przecież chce wyglądać dobrze, dobrze wypaść na fotografii. Pokazuję lepszy profil i staję przy palmie”. (AB) 6.10 – 3.11 Wrocław, Miejsce przy Miejscu, pl. Strzelecki 14 oraz BWA Awangarda, ul. Wita Stwosza 32 facebook.com/MiejscePrzyMiejscu bwa.wroc.pl

20.10 – 30.11 Białystok, Arsenał – Elektrownia, ul. Elektryczna 13

82


Tomek Tyndyk, 2015

83


FOTO I WIDEO

ŚLADY Weronika Gęsicka znalazła się w gronie 20 fotografek i fotografów wyróżnionych w prestiżowym konkursie Foam Talent. W nagrodzonym cyklu Ślady (Traces) artystka poprzez kolaże z archiwalnych fotografii z lat 50. i 60. pokazuje, co kryje się za fasadą sztucznego uśmiechu typu „cheese”. Jednocześnie, pracując z materiałem zakupionym w banku zdjęć, zastanawia się, co dzieje się ze wspomnieniami utrwalonymi na kliszy, kiedy odbitki zmieniają właściciela. W gronie najciekawszych młodych (mających mniej niż 35 lat) fotografów znaleźli się również David de Beyter – autor instalacji i zdjęć poświęconych wrakom samochodów, Namsa Leuba – urodzona w Szwajcarii, lecz pochodząca z gwinejskiej rodziny artystka, która w swojej twórczości bada przedstawienia Afryki tworzone przez mieszkańców Globalnej Północy, a także Harit Srikhao, w cyklu Mt. Meru mierzący się z boskim statusem przyznawanym tajskim monarchom. Zdjęcia wszystkich 20 finalistów konkursu można oglądać na wystawie Foam Talent oraz w magazynie o takim samym tytule. (AB) do 12.11 Amsterdam, Foam Museum foam.org weronikagesicka.com

84


Weronika Gęsicka: Untitled #3, z cyklu Ślady, 2015–2017

85


The Square, reż. Ruben Östlund, dystrybucja Gutek Film

FOTO I WIDEO

SZTUKA DLA SZTUKI? Ruben Östlund lubi stawiać swoich filmowych bohaterów w skrajnych sytuacjach. Zrobił tak w Grze, w której trzech chłopców było terroryzowanych przez rówieśników, czy w Turyście, kiedy niegroźne zejście lawiny wywołało głęboki rodzinny kryzys. W nagrodzonym Złotą Palmą w Cannes The Square reżyser kontynuuje swoją metodę, poszerzając jednak kontekst o satyrę na sztukę współczesną i jej instytucjonalny wymiar. Bohaterem filmu jest Christian (Claes Bang), kurator jednej ze sztokholmskich galerii sztuki. Choć wydaje się, że ten poukładany i zamożny mężczyzna ma pełną kontrolę nad swoim życiem, kilka przypadkowych i absurdalnych wydarzeń, w tym kradzież telefonu, całkowicie odwrócą jego sytuację. Bangowi partnerują na ekranie znani z serialowych kreacji Elisabeth Moss (Mad Men) oraz Dominic West (The Wire).

86


Lucia Nimcová, Rywalizacja, 2007

FOTO I WIDEO

CENTRALNA, ŚRODKOWO-WSCHODNIA Wystawa zdjęć artystów z Węgier, Polski, Czech, Słowacji, Litwy, Łotwy, Estonii i Ukrainy przybliża nierozpoznany jeszcze fenomen środkowoeuropejskiej fotografii. Zapoznaje tym samym polską widownię z twórcami często mniej znanymi, co doskonale wpisuje się w dotychczasową działalność Arsenału. Kanwą wydarzenia jest photobook wydany przez urodzonego na radzieckiej Łotwie, mieszkającego w czeskiej Pradze i pracującego w słowackiej Bratysławie Ivarsa Gravlejsa. Jego Unknown Latvian Photography prezentuje sylwetki dwudziestowiecznych łotewskich fotografów, którzy… nigdy nie istnieli. Czy ta przedziwna historia nie będzie aby łatwiejsza do zrozumienia dla mieszkańców Europy zwanej Środkowo-Wschodnią lub Centralną niż tych z zachodniej części kontynentu? 13.10 – 23.11 Białystok, Arsenał, ul. Adama Mickiewicza 2 galeria-arsenal.pl

87


FOTO I WIDEO

FOTO I WIDEO

(WSZECH)ŚWIAT W SZCZEGÓLE

WIZERUNEK NASZ POWSZEDNI

Wyróżniony przez widzów na 17. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym T-Mobile Nowe Horyzonty Photon łączy technikę animacji komputerowej, filmu aktorskiego i dokumentu. Reżyser Norman Leto podjął próbę przedstawienia historii (wszech)świata w pełnym szczególe. Artystyczna wizja łączy się tu z kosmologią fizyczną, mikrobiologią i neurologią. Andrzej Chyra jako narrator tej karkołomnej podróży prowadzi widza od momentu powstania materii, by zakończyć na futurystycznym Lublinie z 2500 roku. Po drodze będziemy świadkami wizualizacji powstawania życia i procesu wyłaniania się biologicznych podłoży emocji. Norman Leto, czyli Łukasz Banach, zdążył już wyrobić sobie markę jednego z najważniejszych polskich artystów działających w obszarze nowych mediów. Poza tworzeniem rozbudowanych animacji 3D maluje i pisze książki. Photon to jego drugi film pokazywany na wrocławskim festiwalu – zaprezentowany w 2009 roku Sailor powstał na kanwie książki Leto pod tym samym tytułem.

Jakie jest selfie, każdy widzi, ale co mówi o tożsamości polskich współczesnych artystów różnych pokoleń? Współkuratorka wystawy Od sztucznej rzeczywistości do selfie. Autoportret w polskiej sztuce współczesnej Anna Mituś przypomina, że do utrwalenia siebie potrzeba dziś tylko palca oraz smartfona, który właściwie każdy ma w kieszeni. Ramą dla nowomedialnego szaleństwa reprodukcji swojego wizerunku pozostają odwołania do tradycyjnej konwencji artystycznego autoportretu, a także twórczość jednej z najważniejszych reprezentantek rodzimej neoawangardy – Natalii LL. Przyjrzymy się nie tylko twarzom artystów, ale i kolejnym zabiegom definiowania siebie, począwszy od klasyków „straconego pokolenia” sztuki lat 80., przez czas transformacyjnego rozchwiania, po internetową rzeczywistość XXI wieku i charakterystyczne dla niej świeże zjawiska, takie jak na przykład selfiefeminizm. Wystawie towarzyszy specjalny numer magazynu „Biuro – Organ Prasowy BWA Wrocław”.

Premiera: 6.10

6.10 – 26.11 Wrocław, BWA Awangarda, ul. Wita Stwosza 32 bwa.wroc.pl

88


Maurycy Gomulicki, Dressman. Dzięki uprzejmości artysty

89


ANTEK MICHNIK DLA NN6T:

RUCH I DŹWIĘK

24 GODZINY Z ELEKTRONIKĄ

RUCH I DŹWIĘK

Maciej Ożóg, ważna postać łódzkiej sceny eksperymentalnej, organizuje nowy festiwal L’tronica, łączący muzykę elektroniczną ze sztuką nowych mediów. Podczas pierwszej edycji w dwudziestoczterogodzinnym maratonie na trzech scenach wystąpi ponad trzydziestu artystów. Jedna ze scen dedykowana jest różnym odmianom techno. Szczególnie silną reprezentację stanowią na niej przedstawiciele sceny brytyjskiej (Shifted, Luke Handsfree, Mayzierre) oraz reprezentanci Europy Środkowo-Wschodniej od Berlina (d_func.) i Bałkanów (Insolate, Speedy) po Ukrainę (Synxron), a do tego pojawi się tam pochodząca z USA Xosar z live actem. Gwiazdą sceny eksperymentalnej będzie Holender Thomas Ankersmit, od lat działający pomiędzy awangardami muzyki komponowanej oraz klubowej. Poza nim zagrają polscy artyści reprezentujący różne środowiska oraz podejścia do eksperymentów z elektroniką, między innymi Wilhelm Bras, Kasia Justka, Kasper Toeplitz, FOQL, Robert Piotrowicz oraz sam Maciej Ożóg. Na trzeciej scenie wystąpią reprezentanci łódzkiego środowiska muzyki elektronicznej. (AM)

TRIUMFALNY POWRÓT To dla mnie jeden z najważniejszych koncertów tej jesieni. Slowdive, czyli weterani shoegaze’u, wrócili parę lat temu ze świetną trasą (i równie dobrym koncertem na katowickim OFF-ie), a w tym roku wydali doskonały nowy album, pierwszy po 22 latach od niedocenionego Pygmaliona. Wiele już w tym roku napisano o tym, że ich muzyka po latach zatriumfowała nad prasą, która w latach 90. traktowała Slowdive raczej nieprzychylnie. Dziś kwintet z Reading to uznani klasycy gitarowej alternatywy. Właśnie ukazuje się ich nowy self titled album dołączony do koncertowych setlist – i to może być najlepszy moment, by ich zobaczyć na żywo. Przed nimi zagra Benjamin John Power, znany z formacji Fuck Buttons, tym razem występujący jako Blanck Mass. Paradoksalnie to całkiem logiczny wybór – Blanck Mass to muzyka elektroniczna, ale nieprzypadkowo wydawana w wytwórniach Sacred Bones oraz Rock Action (należącej do muzyków Mogwai). (AM)

7–8.10 Łódź, WI-MA, ul. Józefa Piłsudskiego 135

2.10 Warszawa, Palladium, ul. Złota 9

90


BNNT. Fot. Dagny Nowak RUCH I DŹWIĘK

AVANT-EKSPANSJA Z okazji okrągłej dziesiątej edycji wrocławski festiwal Avant Art w tym roku zawita również do Warszawy. W obu miastach koncerty odbędą się w różnych miejscach, przy czym wrocławska część skoncentrowana będzie w Imparcie. Program tradycyjnie oscyluje między różnymi nurtami muzyki eksperymentalnej – od jazzu, poprzez noise po nurty muzyki klubowej i komponowanej. Mimo że część artystów (między innymi Oren Ambarchi, Radian, Powell i Łoskot) wystąpi w obu miastach, to jednak dwie części programu wyraźnie się różnią. We Wrocławiu będzie można posłuchać artystów pochodzących z Japonii (Melt Banana, Ryo Murakami, Kazuhisa Uchihashi), w tym także tych działających w Berlinie (Ryoko Akama, Maria Jiku, Shins-K). Część warszawska to silniejsza reprezentacja przedstawicieli brytyjskiej muzyki elektronicznej (JK Flesh, Actress, Flowdan czy Regis), a jej zwieńczeniem będzie wspólny występ BNNT oraz Matsa Gustafssona. (AM) do 13.10 (Wrocław), 2–11.10 (Warszawa) Wrocław i Warszawa, różne lokalizacje

91


AGNIESZKA SOSNOWSKA DLA NN6T:

RUCH I DŹWIĘK

RUCH I DŹWIĘK

WŁASNOŚĆ WSPÓLNA? BAUHAUS NA SCENIE She She Pop to kolektyw artystyczny pochodzący z Berlina. Są absolwentami słynnego Wydziału Teatrologii Stosowanej w Gießen, skąd wywodzi się cały nurt niezwykle ciekawych praktyk postteatralnych, między innymi szeroko znany Rimini Protokoll. W She She Pop nie ma podziału na dyrektora, autora i aktorów – spektakle są opracowywane i przedstawiane wspólnie, struktury pozostają horyzontalne, władza jest rozproszona, brak podziałów i hierarchii. Brzmi utopijnie. A co z własnością? W nowym spektaklu Oratorio, który będzie pokazywany na Konfrontacjach Teatralnych w Lublinie, artyści biorą na warsztat właśnie temat własności i posiadania jako pewnik, którego kurczowo trzymamy się w życiu społecznym. Czy własność faktycznie zmienia świadomość? Dlaczego nie potrafimy z niej zrezygnować? (AS)

Balet triadyczny Oskara Schlemmera z 1922 roku to jeden z najważniejszych eksperymentów europejskiego tańca początku XX wieku. Oskar Schlemmer od 1921 roku był profesorem Bauhausu w Weimarze, gdzie prowadził pracownię teatralną szkoły, starając się stworzyć formy sceniczne zgodne z ideami tego nurtu. W internecie od wielu lat można obejrzeć rekonstrukcję Baletu triadycznego. Teraz, w ramach Roku Awangardy, jest okazja zobaczyć ten spektakl na żywo w przekształconej wersji choreograficznej Gerharda Bohnera w wykonaniu Bayerisches Staatsballet z Monachium. Struktura tego abstrakcyjnego baletu oparta jest na liczbie trzy: jedna tancerka i dwóch tancerzy, dwanaście scen spektaklu, osiemnaście kostiumów. Przywiązanie do tworzenia takich zbiorów widać też w tym, że forma (kula, sześcian, ostrosłup), barwa (czerwony, niebieski, żółty) i przestrzeń (wysokość, głębokość, szerokość) mają u Schlemmera zawsze po trzy cechy opisujące. (AS)

6–7.10 Lublin, Centrum Kultury, ul. Peowiaków 12 konfrontacje.pl

20–21.10 Kraków, Centrum Kongresowe ICE, ul. Marii Konopnickiej 17 cricoteka.pl

92


Bayerisches Junior Ballett Mßnchen. Materiały prasowe

93


fot. Marta Ziółek

RUCH I DŹWIĘK

POZA REGUŁAMI GRY Po głośnym spektaklu Zrób siebie w Komunie Warszawa, z którym Marta Ziółek przebiła się z eksperymentalną choreografią do masowej publiczności i wywołała niemałe zamieszanie na lokalnej scenie performatywnej, czas na drugą część – PIXO. Tytuł odnosi się z jednej strony do pixação, czyli formy wyrazu przypominającej graffiti, będącej jednak silnym protestem politycznym; z drugiej też chyba bezpośrednio do dokumentalnego filmu PIXO, który śledzi życie anarchistów z São Paulo i wpływ kaligrafii widocznej na murach miasta na przestrzeń publiczną. Pixação jest niebezpieczne, nielegalne i szybko się rozprzestrzenia. Wciąż dobrze pamiętamy aferę, jaka wybuchła w 2012 roku podczas Biennale w Berlinie, gdy Artur Żmijewski nie docenił radykalizmu zaproszonych do prowadzenia warsztatów pixadores. Zamiast sprejować po przygotowanych przez organizatorów sztucznych ścianach, zaczęli pisać bezpośrednio po murach kościoła St. Elisabeth-Kirche. Skończyło się interwencją policji i oblaniem Żmijewskiego żółtą farbą. „Nie ma czegoś takiego jak warsztat pixação. Pixação może zdarzyć się tylko na ulicy i zawsze poza regułami gry” – komentowali. (AS) 27–29.10 Warszawa, Komuna Warszawa, ul. Lubelska 32 komuna.warszawa.pl

94


Fot. Katarzyna Szugajew

RUCH I DŹWIĘK

CHOREOGRAFIA EKSPERYMENTALNA Projekt Wychodząc od działania organizowany przez Fundację Burdąg polega na stworzeniu czterdziestu performansów dla różnej publiczności, w różnych miejscach w Warszawie. Maria Stokłosa rezygnuje z próby stworzenia zamkniętej formy spektaklu. Punktem wyjścia jest dla niej rozwijanie praktyki improwizacji ruchowej, która zmienia swój kształt w zależności od miejsca, czasu i widowni. W tworzeniu kolejnych pokazów pomagają zaproszeni przez artystkę twórcy – rzeźbiarka Alicja Bielawska, dramaturżka Eleonora Zdebiak, reżyserka światła Karolina Gębska oraz regularnie zmieniający się „świadkowie”, czyli zapraszani artyści i teoretycy, między innymi badaczka tańca Katarzyna Słoboda czy choreografki Maija Reeta Raumanni i Anna Nowicka. Październikowe spektakle odbędą się w ramach Open Studio / Studia Otwartego w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski i w Centrum w Ruchu w Wawerskim Centrum Kultury. Kolejne odsłony będą miały miejsce między innymi w TR Warszawa, Komunie Warszawa i MCK Nowy Teatr. fundacjaburdag.com

95


RUCH I DŹWIĘK

NASŁUCHUJ O WŁADZY Warto zwrócić uwagę na dwa nowe słuchowiska. Zakaz ironii i sarkazmu w reżyserii Magdy Szpecht i z tekstem Michała Buszewicza to historia tytułowego zakazu wprowadzonego w Korei Północnej, przedstawiona w konwencji dystopijnej baśni i politycznej satyry. Audycja Koniec przemocy w reżyserii Bogny Burskiej i Magdy Mosiewicz powstała natomiast na podstawie ich tekstu, który znalazł się w finale tegorocznej Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej. W sytuacji zbliżającej się wojny domowej, kiedy obywatele wychodzą na ulice, autorki zastanawiają się: „Właściwie czy nie byłoby prościej, gdybyśmy nosili też jakieś dyskretne białe albo czerwone znaczki na ubraniach? To ułatwiłoby orientację. Tyle agresji można by uniknąć. Tylu rozczarowań. Wrzodów. Wyżywania się na dzieciach”. W słuchowisku mieszczącym się w gatunku political fiction postulują zawarcie paktu o nieagresji i zniesienie instytucji państw terytorialnych. Muzykę do Zakaz ironii i sarkazmu stworzył Wojciech Blecharz, a do Końca przemocy Adam Witkowski i Maciej Salomon (Nagrobki). Obu słuchowisk będzie można wysłuchać na stronie Encyklopedii teatru polskiego. Fragment Końca przemocy znajdziecie na stronie nn6t.pl.

RUCH I DŹWIĘK

O EKSPERYMENCIE 60. rocznica powstania Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia jest okazją do przybliżenia fenomenu tej placówki w ramach konferencji organizowanej przez Instytut Adama Mickiewicza we współpracy z Muzeum Sztuki w Łodzi. Zaproszeni goście przeanalizują jej dzieje w wielu kontekstach, między innymi technologii, związków z polem sztuki, współpracy międzynarodowej czy relacji między realizatorami i kompozytorami. Dowiemy się, co ze studiem mieli wspólnego Oskar Hansen czy Krzysztof Wodiczko, jak rozwijały się kontakty ze stypendystami Fundacji Fullbrighta czy włoską grupą Nuove Proposte Sonore, a także jakie są jego związki z popem. Jeśli przed konferencją szukacie poręcznego wprowadzenia w praktykę eksperymentu, polecamy książkę Studio eksperyment. Leksykon. Zbiór tekstów (Bęc Zmiana 2012). 13–14.10 Łódź, Muzeum Sztuki, ul. Ogrodowa 19 msl.org.pl

encyklopediateatru.pl

96


NN6T raport

CO ROŚNIE,

A CO MALEJE? KULTURA W 2016

Informacje i opracowania statystyczne przygotowane przez Główny Urząd Statystyczny oraz Ośrodek Statystyki Kultury Urzędu Statystycznego w Krakowie


We wrześniu opublikowane zostały dane dotyczące kultury w roku 2016, opracowane na podstawie informacji zbieranych przez Główny Urząd Statystyczny* oraz statystyk Ministerstwa Finansów, Ministerstwa Edukacji Narodowej, Biblioteki Narodowej, Narodowego Instytutu Dziedzictwa, Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, Naczelnej Dyrekcji Archiwów Państwowych, Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz Dyrekcji Generalnej Poczty Polskiej i Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Kultura w statystykach rozumiana jest bardzo szeroko – o tym, jak szeroko, można się przekonać z cytowanych poniżej definicji zaczerpniętych z ustaw. Badanie obejmuje zarówno gotowość do uczestnictwa w kulturze poprzez dostęp do umożliwiających to urządzeń, jak i aktywne tworzenie kultury. W statystykach liczy się więc posiadanie telewizora, smartfona czy aparatu fotograficznego, czytanie książek, a także udział w imprezach sportowych, pokazach cyrkowych, wizyty w ogrodach zoologicznych i botanicznych oraz oczywiście działalność instytucji: muzeów, galerii, kin, teatrów, szkół artystycznych, świetlic i domów kultury.

Z raportu wynika, że niemal we wszystkich dziedzinach kultury krzywe statystyk rosną – rosną nakłady, rośnie uczestnictwo, przybywa wydarzeń. Tradycyjnie, jak co roku, martwi spadek czytelnictwa, liczby czasopism oraz bibliotek i punktów bibliotecznych – chociaż skoro rynek wydawniczy nie upada, a nawet rośnie liczba nowych tytułów, to chyba jednak ktoś te książki kupuje i czyta. Najwyraźniej jednak dzieje się to w sposób nieuchwytny dla statystyk. Widocznie wrosła liczba grup artystycznych – głównie muzycznych i tanecznych. W 2014 roku było ich 15 656, a w roku ubiegłym już 17 191 i zrzeszały 291,3 tys. członków i członkiń. Oznacza to, że przeciętnie 8 osób na 1000 mieszkańców Polski było w minionym roku częścią jakiejś grupy artystycznej działającej w centrum kultury, domu czy ośrodku kultury, klubie lub świetlicy. Naszym zdaniem to skromny wynik – dwucyfrowy byłby bardziej zadowalający. Trzycyfrowy jest na horyzoncie marzeń. BOGNA ŚWIĄTKOWSKA WSPARCIE: MACIEJ FRĄCKOWIAK

* stat.gov.pl/obszary-tematyczne/kultura-turystyka -sport/kultura/kultura-w-2016-roku,2,14.html

98


Telewizor

najbardziej powszechny wśród tzw. artykułów użytku kulturalnego 96,4%

Abonament RTV średnio 110,16 zł = 1/3 rocznych wydatków na kulturę statystycznego mieszkańca / mieszkanki Polski 99


DEFINICJE

WYDATKI NA KULTURĘ – zakup gazet i czasopism (gazety, tygodniki, miesięczniki, pozostałe wydawnictwa periodyczne i opłaty za prenumeratę, w tym prenumeratę internetową); – lS]gb]e[ĸŶW]bdlWl`SUla`kUZVaUW^ˆi[``kUZ`[ŶWVg]SUk\`W(atlasy, słowniki, encyklopedie, książki naukowe, beletrystyczne, wydawnictwa albumowe, Biblia, partytury nutowe – także na nośnikach innych niż papierowy, książki do kolorowania dla dzieci, oprawa książek itp.); – abSfklSiefńbVa][`S fWSfdgabWdkabWdWf][Ukd]g[fb , na koncerty, występy estradowe, pokazy świateł i dźwięku; opłaty za wstęp do muzeum, ogrodu zoologicznego, ogrodu botanicznego, parku narodowego, do galerii sztuki, opłaty za zwiedzanie zabytków, opłaty w bibliotekach; opłaty za usługi świadczone przez muzyków, klaunów i innych wykonawców występujących na prywatnych imprezach; – ikVSf][`SlS]gbebdlńfg VaaVT[adg`SYdkiS`[S[aVfiSdlS`[SVŵi[ń]gUlk^[dSV[S (odbiorniki radiowe, radia samochodowe, radiozegary, krótkofalówki, amatorskie nadajniki i odbiorniki radiowe), nieprzenośne odtwarzacze płyt CD, inne nieprzenośne odtwarzacze dźwięku (bez funkcji wideo), np. magnetofony, radiomagnetofony, adaptery, gramofony, samochodowe zestawy stereo, tunery, wzmacniacze, głośniki, mikrofony, dyktafony; – ikVSf][`SlS]gbebdlńfg VaaVT[adg`SYdkiS`[S[aVfiSdlS`[SVŵi[ń]g[aTdSlg: odbior-

niki telewizyjne, anteny telewizyjne dowolnego typu, magnetowidy i odtwarzacze DVD, odtwarzacze dźwięku i obrazu (z funkcją wideo), dekodery (przystawki) STB, kina domowe, rzutniki wideo, odtwarzacze Blu-ray, piloty do telewizorów i odtwarzaczy, nagrywarki z twardym dyskiem; – lS]gbbdlW`aŢ`kUZaVfiSdlSUlkVŵi[ń]g[aTdSlg, takich jak odtwarzacze MP3, MP4, przenośne odbiorniki telewizyjne; – ikVSf][`SlS]gbbalaefSWYaebdlńfg[S]UWead[ˆiVa aVT[adg`SYdkiS`[S[aVfiSdlS`[SVŵi[ń]g[aTdSlg, w tym słuchawki, ramki cyfrowe, czytniki książek elektronicznych oraz części i pozostałe akcesoria; – abSfklS`SbdSińebdlńfgSgV[ai[lgS^`WYaabfkUl`WYaXafaYdSƀUl`WYa[egŶĸUWYaVa bdlWfiSdlS`[S[`Xad_SU\[[`efS^SU\ńebdlńfgSgV[ai[lgS^`WYa ifk_fW^Wi[l\[]ST^aiW\S`fW`k eSfW^[fSd`W\aTW\_g\ĸUW]aelfdaTaU[l`k[_SfWd[Sˆi– ikVSf][`SlS]gb[`efdg_W`fˆi_glkUl`kUZ: klawiszowych (pianina, organy), strunowych (skrzypce, gitary), dętych (trąbki, klarnety, flety), drobnych instrumentów muzycznych (harmonijki ustne), bębny itp., instrumentów elektronicznych, a także strun do instrumentów, kalafonii itd.; – ikVSf][`SlS]gbebdlńfgXafaYdSƀUl`WYa[][`W_SfaYdSƀUl`WYa– aparaty fotograficzne, kamery filmowe, kamery wideo, rzutniki filmowe i do slajdów, powiększalniki i sprzęt do obróbki filmów oraz akcesoria takie jak ekrany, przeglądarki, obiektywy (w tym teleobiektywy), uchwyty do lamp błyskowych, filtry, 100


CO ROŚNIE Wydatki publiczne na kulturę i ochronę dziedzictwa narodowego 2016 – 8 873,1 mln zł 2015 – 8 565,3 mln zł

Udział wydatków na kulturę i ochronę dziedzictwa narodowego w budżecie państwa 2016 – 0,72% 2015 – 0,62%

Wydatki publiczne na kulturę w przeliczeniu na 1 mieszkańca 2016 – 67,27 zł 2015 – 51,09 zł

Przeciętne roczne wydatki 1 osoby na zakup artykułów i usług kulturalnych 2016 – 347,40 zł 2015 – 340,08 zł

Przeciętne wydatki na książki (bez podręczników)

2016 – średnio 23,64 zł (wzrost o 3,7%) miasto 32,04 zł

wieś 10,08 zł

Przeciętne wydatki na wstęp do instytucji kultury (teatr, muzyka, kino)

2016 – średnio 31,92 zł (wzrost o 16,7%) miasto 42,60 zł (wzrost o 15,6%) wieś 15,00 zł (wzrost o 39,9%)

101


DEFINICJE

Ĺ›wiatĹ‚omierze itp., etui do aparatĂłw fotograficznych; – ikVSf][`SlS]gb`aŢ`[]ˆi[`Xad_SU\[Âľ`SYdS`kUZ (pĹ‚yty kompaktowe [CD], wideo i DVD, kasety, kasety wideo, pĹ‚yty gramofonowe, dyski Blu-ray, etui do noĹ›nikĂłw; pobieranie muzyki i filmĂłw wideo, ksiÄ…Ĺźek, usĹ‚ugi dostarczone przez witryny internetowe, ktĂłre oferujÄ… szybki zapis muzyki, i te, na ktĂłre wymagana jest prenumerata) [`[W`SYdS`kUZ (dyski CD [R i RW], dyski zewnÄ™trzne do komputerĂłw, pendrive’y, wideo i DVD [R i RW], dyski Blu-ray, kasety, kasety wideo), a takĹźe karty pamiÄ™ci, rolki filmowe, nienaĹ›wietlone filmy, kasety i pĹ‚yty do celĂłw fotograficznych i kinematograficznych, fotograficzne materiaĹ‚y eksploatacyjne (np. papier); – abSfkdSV[aiafW^Wi[lk\`W – opĹ‚aty za nadawanie audycji telewizyjnych i radiowych, Ĺ‚Ä…cznie z karÄ… za zwĹ‚okÄ™ w opĹ‚atach, abonament za telewizjÄ™ kablowÄ…, cyfrowÄ…, opĹ‚aty za telewizjÄ™ na şądanie (w tym w szpitalach); dane nie obejmujÄ… opĹ‚at za dostÄ™p do programu telewizyjnego w ramach pakietu telekomunikacyjnego; – abSfklSikbaĹśkUlS`[W ebdlĹ„fg[S]UWead[ˆili[ĸlS`kUZ l]g^fgdĸ: kaset DVD, kaset wideo, pĹ‚yt CD i Blu-ray, odbiornikĂłw telewizyjnych.

WYSTAWA

<S]aikefSiĹ&#x201E;dalg_[We[Ĺ&#x201E;ladYS`[laiS`W`SUlSea]dWŢ^a`kgVaefĹ&#x201E;b`[S`[WV^SbgT^[Ul`aŢU[aeÂ&#x2C6;T li[WVlS\ĸUkUZlWefSigVl[W elfg][aT\Ĺ&#x201E;fkUZaVbai[WV`[_fkfgW_. Jeden tytuĹ&#x201A; stanowi jednÄ&#x2026; wy-

stawÄ&#x2122;. EkspozycjÄ&#x2026; jest kaĹźdorazowe wystawienie w róşnych miejscach tego samego zestawu eksponatĂłw pod tym samym tytuĹ&#x201A;em. Ta sama wystawa zaprezentowana np. w muzeum, domu kultury i urzÄ&#x2122;dzie miasta â&#x20AC;&#x201C; ma trzy ekspozycje. Wystawa eksponowana tylko w jednym miejscu stanowi jednÄ&#x2026; ekspozycjÄ&#x2122;.

DZIEĹ O SZTUKI

Zgodnie z ustawÄ&#x2026; o podatku od towarĂłw i usĹ&#x201A;ug1 przez dzieĹ&#x201A;a sztuki rozumie siÄ&#x2122;: Â&#x2013; aTdSlk]a^SĹśW[baVaT`W bkfkVW]adSUk\`Wdkeg`][[bSefW^Wik]a`S`WiUSaŢU[bdlWl SdfkefĹ&#x201E;, z wyĹ&#x201A;Ä&#x2026;czeniem planĂłw i rysunkĂłw do celĂłw architektonicznych, inĹźynieryjnych, przemysĹ&#x201A;owych, komercyjnych, topograficznych lub podobnych, rÄ&#x2122;cznie zdobionych produktĂłw rzemiosĹ&#x201A;a artystycznego, tkanin malowanych dla scenografii teatralnej, do wystroju pracowni artystycznych lub im podobnych zastosowaĹ&#x201E;; Â&#x2013; adkY[`S^`WelfkUZkVdg][ [^[faYdSĆ&#x20AC;WebadlĸVla`WiaYdS`[Ula`W\^[UlT[WWYlW_b^Sdlk UlSd`aT[SW^gT]a^adaiWlaĹśa`Wl\WV`WYa^gT][^]gSd]gelk iUSaŢU[ik]a`S`WbdlWlSdfkefĹ&#x201E;, niezaleĹźnie od zastosowanego przez niego procesu lub materiaĹ&#x201A;u, z wyĹ&#x201A;Ä&#x2026;czeniem wszelkich procesĂłw mechanicznych lub fotomechanicznych; Â&#x2013; adkY[`S^`WdlWĹľTkadSl baeĸY[lVaia^`WYa_SfWd[Sg baViSdg`][W_ĹśWlaefSka`W ik]a`S`WiUSaŢU[bdlWlSdfkefĹ&#x201E;; odlewy rzeĹşby, ktĂłrych liczba jest 1 Ustawa dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarĂłw i usĹ&#x201A;ug (Dz. U. z 2011 r. Nr 177, poz. 1054) z późniejszymi zmianami.

102


Liczba telefonów komórkowych na 1000 gospodarstw domowych 2016 – 2207 (1007 smartfonów) 2015 – 2156 (783 smartfonów)

Liczba laptopów na 1000 gospodarstw domowych miasto 878 (2015 – 824) wieś 750 (2015 – 668)

Liczba wydawanych tytułów książek

2016 – 34 253 (wzrost o 2,3%)

Liczba centrów kultury, domów i ośrodków kultury, klubów oraz świetlic 2016 – 4 204 (wieś 64,3%) 2015 – 4 070

Liczba imprez zorganizowanych przez centra kultury, domy i ośrodki kultury, kluby oraz świetlice 2016 – 236,4 tys. (35,5 mln uczestników) 2015 – 217,4 tys. (34,3 mln uczestników)

Zatrudnienie nauczycieli akademickich na etatach w wyższych szkołach artystycznych 2016/2017 – 4,1 tys., w tym 1,7 tys. kobiet 2015/2016 – 4,0 tys., w tym 1,6 tys. kobiet

Liczba odwiedzających ogrody zoologiczne 2016 – 5,7 mln osób 2015 – 5,4 mln osób

Liczba galerii i salonów sztuki 2016 – 335 2015 – 331

103


DEFINICJE

ograniczona do 8 egzemplarzy, a wykonanie było nadzorowane przez artystę lub jego spadkobierców; – YaTW^[`kadSlf]S`[`k ŢU[W``Wik]a`S`WdńUl`[W`S baVefSi[WadkY[`S^`kUZiladˆi VaefSdUla`kUZbdlWlSdfkefń pod warunkiem, że ich liczba jest ograniczona do 8 egzemplarzy; – XafaYdSƀWik]a`S`W bdlWlSdfkefń, opublikowane przez niego lub pod jego nadzorem, podpisane i ponumerowane, ograniczone do 30 egzemplarzy we wszystkich rozmiarach oraz oprawach. – BdlWlS`fk][dalg_[We[ń bdlWV_[afk[``W`[Ŷik_[W`[a`W baikŶW\]fˆdkUZi[W]bdlW]dSUlS #""^Sf i które nie są przedmiotami kolekcjonerskimi.

IMPREZA MASOWA

LYaV`[WlgefSiĸaTWlb[WUlWŗefi[W[_bdWl_SeaikUZ2[_bdWlĸ_Seaiĸ\Wef_SeaiS[_bdWlS SdfkefkUl`adaldki]aiS_SeaiS[_bdWlSebadfaiSifk_ _WUlb[][`aŶ`W\lik\ĸf][W_ [_bdWl, a) organizowanych w teatrach, operach, operetkach, filharmoniach, kinach, muzeach, bibliotekach, domach kultury i galeriach sztuki lub w innych podobnych obiektach, b) organizowanych w szkołach i placówkach oświatowych przez zarządzających tymi szkołami i placówkami, c) organizowanych w ramach współzawodnictwa sportowego dzieci i młodzieży,

d) sportowych organizowanych dla sportowców niepełnosprawnych, e) sportu powszechnego o charakterze rekreacji ruchowej, ogólnodostępnego, nieodpłatnego, organizowanego na terenie otwartym, f ) zamkniętych organizowanych przez pracodawców dla ich pracowników, jeżeli rodzaj imprezy odpowiada przeznaczeniu obiektu lub terenu, gdzie ma się ona odbyć. ?Seaiĸ[_bdWlĸSdfkefkUl`a daldki]aiĸ\Wef[_bdWlSaUZSdS]fWdlWSdfkefkUl`k_daldki]aik_^gTladYS`[laiS`W bgT^[Ul`WaY^ĸVS`[WbdlW]Slg fW^Wi[lk\`WYa`SW]dS`SUZ^gT gdlĸVlW`[SUZg_aŶ^[i[S\ĸUkUZ glke]S`[WaTdSlgabdlW]ĸf`W\ bdlW]dSUlS\ĸUW\%_Wfdk]fˆdS_S e[ńaVTkĻ, –`SefSV[a`[Wi[``k_aT[W]U[W`[Wbędącym budynkiem lub na terenie umożliwiającym przeprowadzenie imprezy masowej, na których liczba udostępnionych przez organizatora miejsc dla osób, ustalona zgodnie z przepisami prawa budowlanego oraz przepisami dotyczącymi ochrony przeciwpożarowej, wynosi nie mniej niż 1000; –iZS^[ebadfaiW\^gTi[``k_TgVk`ku umożliwiającym prowadzenie imprezy masowej, w których liczba udostępnionych przez organizatora miejsc dla osób, ustalona zgodnie z przepisami prawa budowlanego oraz przepisami dotyczącymi ochrony przeciwpożarowej, wynosi nie mniej niż 500.

2 Ustawa z dnia 20 marca 2009 r. o bezpieczeństwie imprez masowych (Dz. U. z 2013 r., poz. 611), z późniejszymi zmianami.

104


Liczba muzeów

2016 – 944 2015 – 926

Liczba eksponatów w zbiorach muzealnych

2016 – 16,0 mln (wzrost o 4,3%) w tym archeologiczne 20,4%, przyrodnicze 15,4%

Liczba zwiedzających muzea

2016 – 36,1 mln osób (wzrost o 8,4%)

Liczba tytułów opublikowanych przez muzea

9525 tytułów (plakatów, katalogów, ulotek) – 10,3% więcej niż w 2015 Łączny nakład: 2016 –10,1 mln egz., 2015 – 7,1 mln egz.

Liczba odwiedzin w państwowych oraz samorządowych galeriach sztuki 2016 – 6,4 mln 2015 – 5,2 mln

Popularność dzieł malarstwa współczesnego na rynku sztuki 2016 – 52,3% zakupów 2016 – 47,2%

Liczba imprez masowych

2016 – 6,5 tys. (wzrost o 3,2%) w tym 3,2 tys. imprez artystyczno-rozrywkowych (wzrost o 14,5%)

Liczba uczestników imprez masowych 2016 – 24,4 mln osób 2015 – 23,3 mln osób

105


Największą część wydatków z budżetu państwa przeznaczono na

inwestycje i funkcjonowanie muzeów 45,1%

(2015 – 28,8%)

ochronę zabytków i inne formy opieki nad zabytkami 10,3%

(2015 – 14,4%)

centra kultury i sztuki 8,1%

(2015 – 11,7%)

teatry

7,1%

(2015 – 9,9%)

106


CO MALEJE Wydatki samorządów terytorialnych na kulturę 2016 – 6 462,3 mln zł 2015 – 6 922,8 mln zł

Odsetek gospodarstw domowych posiadających sprzęt elektroniczny zestawy kina domowego – 11,7% (2015 – 13,0%) kamerę wideo – 7,9 % (2015 – 8,8%) cyfrowe aparaty fotograficzne – 44,6% (2015 – 48,8%)

Liczba bibliotek publicznych oraz placówek biblioteczno-informacyjnych 2016 – 9 567 2015 – 9 710

Poziom czytelnictwa mierzony liczbą czytelników w bibliotekach publicznych aktywnie wypożyczających książki 2016 – 6,1 mln 2015 – 6,2 mln

Liczba wydawanych tytułów czasopism 2016 – 7107 2015 – 7132

Największy spadek wystąpił w dziale: „Sztuki plastyczne, grafika, fotografia” – 18,6% 107


Z budżetów samorządowych najwięcej wydano na

domy i ośrodki kultury, kluby i świetlice 30,2 %

(2015 – 29,4%)

biblioteki

20,1%

(2015 – 19,0%)

muzea

11,7%

(2015 – 12,2%)

teatry

10,9%

(2015 – 10,2%)

108


Liczba studentów / studentek uczelni artystycznych 2016/2017 – 35,6 tys. osób, w tym 24,6 tys. kobiet 2015/2016 – 36,4 tys. osób, w tym 25,2 tys. kobiet

Liczba absolwentów i absolwentek wyższych szkół artystycznych

2015/2016 – 4588 (w tym 67,0% kobiet) 2014/2015 – 4607 (w tym 66,6% kobiet) 2013/2014 – 4739 (w tym 66,5% kobiet)

Wydatki na 1 osobę na usługi internetowe w gospodarstwach domowych 2016 – 80, 40 zł 2015 – 83,76 zł

Liczba czytelników aktywnie wypożyczających w bibliotekach naukowych 2016 – 1 292 529 2015 – 1 421 757

Liczba czytelników aktywnie wypożyczających w bibliotekach pedagogicznych 2016 – 245 031 2015 – 274 578

Liczba odwiedzin galerii prywatnych 2016 – 0,95 mln 2015 – 1 mln

109


OPEN CALL! NN6T ogłasza OPEN CALL!

6 POMYSŁÓW NA: BIBLIO-ŁĄCZNIKI MOTTO: Biblioteki, podążając za zmieniającymi się oczekiwaniami społeczeństwa, organizują różnego rodzaju imprezy dla użytkowników (np. literackie, okolicznościowe). W 2016 roku odbyło się 291,7 tys. takich imprez (w 2015 – 317,4 tys.), z czego najwięcej (97,0%) zorganizowano w bibliotekach publicznych. W takich zajęciach wzięło udział łącznie 7,9 mln uczestników (2015 – 7,7 mln). Źródło: Kultura 2016 – informacje i opracowania statystyczne przygotowane przez Główny Urząd Statystyczny oraz Ośrodek Statystyki Kultury Urzędu Statystycznego w Krakowie

Ze statystyk i badań, jakie w tym roku prezentowaliśmy na naszych łamach, wynika, że biblioteki są najczęściej odwiedzanymi instytucjami kultury. Na ich terytorium przecinają się ścieżki różnych grup użytkowników, którzy mimo różnic – między innymi upodobań i gustów – korzystają z tego samego księgozbioru. Z badań segmentacyjnych uczestników kultury przeprowadzonych w 2016 roku przez SMARTSCOPE na zamówienie Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, Muzeum Historii Polski i Muzeum Chopina wynika, że aż 9,8% badanych zadeklarowało wizytę w bibliotece lub czytelni przynajmniej raz w ciągu ostatnie-

go roku. To najwyższy wynik ze wszystkich możliwych odpowiedzi – pisaliśmy o tym w NN6T #111. Dla porównania wizytę w teatrze w ostatnim roku zadeklarowało 2% rozmówców, a tylko 1% Polaków twierdzi, że regularnie korzysta z instytucji sztuki (według raportu Wizualne niewidzialne przeprowadzonego przez Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie). Biblioteka wydaje się więc idealnym miejscem do komunikacji ze znaczącą grupą uczestników kultury – miejscem, w którym może nastąpić skuteczne przekazywanie informacji o programie kulturalnym realizowanym przez pobliskie instytucje. 110


OPEN CALL! Konkurs

Celem ogłaszanego przez nas naboru jest wydobycie pomysłów na sposoby dotarcia z informacją kulturalną do czytelników i czytelniczek bibliotek. Przez informację kulturalną rozumiemy wszelkie treści dotyczące sektora kultury, które zwiększają zainteresowanie lub prawdopodobieństwo uczestnictwa w kulturze – programy wydarzeń realizowanych przez muzea, galerie, organizacje pozarządowe czy inicjatywy twórcze.

Zaproponowane pomysły powinny: – gilY^ŅV`[SļUaVl[W``kdkf_bdSUkT[T^[afW][ – _[WļUZSdS]fWdVl[SSŘ`[We]a_b^[]aiS`kUZiWiVdaŷW`[g – _[WļUZSdS]fWdUk]^[Ul`k – TkļdWS^[efkUl`WdWS^[lSUk\`[W – TkļdWS^[efkUl`W]aelfaialSdˆi`a[`efkfgU\W]g^fgdk jak i biblioteki dysponują skromnymi budżetami).

Pomysły powinny mieć formę pisemną

Ich objętość powinna wynosić od 2700 do 5400 znaków ze spacjami. Propozycje mogą zawierać maksymalnie 3 wizualizacje pomysłów (JPEG o rozdzielczości 300 dpi, max. 2 MB każdy).

Jury w składzie:

dr Agnieszka Strojek – dyrektorka Biblioteki Publicznej m.st. Warszawy – Biblioteki Głównej Województwa Mazowieckiego, Jakub Supera – pomysłodawca akcji, Bogna Świątkowska – redaktorka naczelna czasopisma „Notes na 6 tygodni” z nadesłanych propozycji wyłoni 6 najciekawszych pomysłów, które zostaną opublikowane na łamach NN6T.

111


OPEN CALL! Kryteria oceny:

– bdlWi[VkiS`Se]gfWUl`aţļVafSdU[Sl[`Xad_SU\Ĺ]g^fgdS^`Ĺ do czytelników i czytelniczek biblioteki, – gilY^ŅV`[W`[W`Sik]ˆiUlkfW^`[]ˆi[UlkfW^`[UlW] korzystających z przestrzeni bibliotecznych, – bai[ĹlS`[Wba_[ŅVlklS[`fWdWeaiS`[S_[UlkfW^`[]ˆi i czytelniczek a proponowanym programem różnych instytucji, – dWS^[efkUl`kUZSdS]fWdbdabalkU\[ – g`[iWdeS^`aţļdali[ĹlSŘ

Autorki / autorzy wyróżnionych zgłoszeń otrzymają wynagrodzenie w wysokości 500 zł netto. Prace należy nadsyłać nie później niż do 15.12 na adres nn6t@beczmiana.pl z dopiskiem: „6 pomysłów”.

W redakcji „Notesu na 6 tygodni” utworzyliśmy w tym roku minizespół badawczy. W ramach trzyletniego projektu pracujemy nad stworzeniem bazy danych i narzędzi analitycznych, które ułatwią zrozumienie tego, od jakich czynników zależy podejmowanie decyzji o uczestniczeniu w kulturze. Naszym partnerem jest Biblioteka Publiczna m.st. Warszawy – Biblioteka Główna Województwa Mazowieckiego. Dzięki tej współpracy i danym pochodzącym z bibliotek działających na terenie Mazowsza mamy nadzieję przygotować mikroopracowania dotyczące zainteresowań czytelników i czytelniczek – w samej Warszawie z ponad 190 bibliotek, czytelni i punktów bibliotecznych korzysta 250 000 osób.


Marek Włodarski, ilustracja z książki Debory Vogel Akacje kwitną, 1935

Polifoniczność, montaż, hybrydyczność i inne praktyki awangardowe w przedwojennym Lwowie – o wystawie Montaże. Debora Vogel i nowa legenda miasta z Andrijem Bojarovem, Pawłem Politem i Karoliną Szymaniak rozmawia Piotr Słodkowski


PIOTR SŁODKOWSKI: Kiedy szykowałem się do tej rozmowy, przypomniała mi się wystawa Exchange and Transformation1. Była to jedna z najważniejszych ekspozycji ukazujących międzywojenną sztukę Europy Środkowej w duchu nowej metodologii historii sztuki, czyli z uwzględnieniem podmiotowości wszystkich aktorów. Mówiąc o najważniejszych ośrodkach artystycznych II RP, jej kuratorzy pominęli Lwów – i to ujęcie wydaje mi się bardzo symptomatyczne. Tymczasem pokaz, który przygotowujecie, dowartościowuje Lwów jako ośrodek życia artystycznego. Jaka jest genealogia wystawy i jak kształtowały się przyświecające jej założenia?

PAWEŁ POLIT: Jak zwykle bywa, była to w dużej mierze kwestia przypadku. Ponad dwa lata temu w Muzeum Sztuki w Łodzi pojawił się Andrij Bojarov – prowadził kwerendę o lwowskim modernizmie i zaprezentował nam różne wątki tamtego projektu dotyczące Lwowa. Inicjatywa wyszła od Andrija, a my w muzeum zastanawialiśmy się, co zrobić z tymi pomysłami. W rozmowach często pojawiało się nazwisko Debory Vogel, pomyślałem więc, że można by skoncentrować się na tej postaci, która z prywatnych powodów interesuje mnie od dłuższego czasu, aczkolwiek nigdy nie poświęciłem jej szczegółowych badań. Pomysł zyskał przychylność kuratorów i projekt został uruchomiony. ANDRIJ BOJAROV: Jego pierwsza wersja dotyczyła początków modernizmu we Lwowie oraz przedwojennej próby stworzenia międzynarodowej kolekcji sztu-

1

Wystawa Central European AvantGardes: Exchange and Transformation, 1910–1930, Los Angeles County Museum of Art, kurator: Timothy Benson, 2002

ki tego nurtu w Muzeum Ukraińskim, co jest oczywiście bliskie perspektywie Muzeum Sztuki w Łodzi. Założeniem i celem projektu było pokazanie Lwowa w relacji do światowych centrów, opowiedzenie o przepływie ludzi i pomysłów, o przekształcaniu idei awangardowych i wcielaniu ich w życie. Zależało nam na tym, by to spojrzenie było obustronne. Chodziło również o hybrydyczność – nie tylko o przysłowiowy tygiel narodowości we Lwowie, ale przede wszystkim o ciekawą odmianę nowej wizualności, powstającą na lokalnym gruncie z wielości zewnętrznych impulsów. Wystawa dotyczy tych wątków, jednak z Deborą Vogel i ze Lwowem jako centralnym punktem odniesienia dla pewnego układu. Po 1991 roku Lwów znalazł się w cieniu z perspektywy zarówno Warszawy, jak i Kijowa – i to całkiem niezasłużenie. Nigdy wprawdzie nie był klasycznym „miastem awangardy”, ale wytworzył niezwykle gęstą i żyzną tkankę artystyczną. Dziś w tym mieście brakuje chyba właśnie wyraźnej i szeroko zakrojonej samoświadomości. Gwoli sprawiedliwości należy wspomnieć o powstających na Zachodzie opracowaniach poświęconych wczesnemu modernizmowi w Europie Środkowej, między innymi o pracy Elizabeth Clegg2 czy katalogu wystawy Foto: Modernity in Central Europe 1918– –1945 z National Gallery w Waszyngtonie. Zwłaszcza w tej drugiej publikacji Lwów jawi się jako ważny punkt na dość obszernej mapie – i to głównie dzięki pracy i pieczy niestrudzonego Adama Soboty z Muzeum Narodowego we Wrocławiu, który opiekował się dużym zbiorem lwowskich fotografii. We wrocławskim muzeum jeszcze w 1975 roku

2

Elizabeth Clegg, Art, Design, and Architecture in Central Europe 1890–1920, Yale University Press, Yale 2006.

STULECIE AWANGARDY  2


Marek Włodarski, ilustracja z książki Debory Vogel Akacje kwitną, 1935

STULECIE AWANGARDY  3


powstała również świetna monografia Piotra Łukaszewicza o Zrzeszeniu Artystów Plastyków „Artes”. Wystawa jest więc o Lwowie w/i „wielkim świecie”, widzianym poprzez twórczą i teoretyczną optykę Debory Vogel. KAROLINA SZYMANIAK: Pretekstów dla wystawy jest kilka. Debora Vogel to wciąż, mimo że przybywa polskich i zagranicznych opracowań i tłumaczeń, mało zapoznana, choć znacząca aktorka w historii awangardy. Rok Awangardy to znakomita szansa na wydobycie i wzmocnienie jej głosu, także dlatego, że zbiega się ze wzmożonym zainteresowaniem tą postacią za granicą. Wystawa otwiera więc pole dla innych spojrzeń na dziedzictwo awangardy w dzisiejszej Polsce i daje szansę pomyślenia jej na nowo w napięciu między lokalnością a kontekstem międzynarodowym. Ta pisarka, krytyczka i teoretyczka stworzyła oryginalną koncepcję sztuki awangardowej, którą wiązała również z analizami filozoficznymi, psychologicznymi i społecznymi, a także z pedagogiką. Ujęła koncepcję jej rozwoju w terminach heglowskich – i tę próbę można zestawiać z koncepcjami powstającymi w tamtym czasie, choć jest niedostatecznie wykorzystana i słabo opracowana, także wizualnie. Co ciekawe, jedną z zasadniczych osi projektu artystycznego Vogel była próba przełożenia praktyk sztuk wizualnych na język literatury – to także koncepcja krytyki języka. Tworząc wystawę, odwracamy niejako jeden z zasadniczych wektorów tego projektu: poruszamy się od języka teorii ku wizualności, choć w ujęciu teoretycznym Vogel te dwa elementy pozostają w ciągłym napięciu. PAWEŁ POLIT: Debora Vogel była osobą o bardzo rozległych horyzontach

i kontaktach intelektualnych. Publikowała w kilku językach, po polsku, w jidysz, hebrajsku i szwedzku. Obroniła doktorat z estetyki heglowskiej, zaczytywała się w pismach współczesnych jej teoretyków literatury i sztuki. Te obszary refleksji znacznie wykraczały poza praktyki awangardzistów lwowskich czy krakowskich – i z tych wyżyn refleksji intelektualnej, przyglądając się zjawiskom artystycznym, próbowała pełnić funkcję, którą nazwałbym koncyliacyjną: próbowała godzić przeróżne wątki poszukiwań artystycznych. KAROLINA SZYMANIAK: Wystawa zderza koncepcje Vogel z jej własnym środowiskiem, a więc z jednej strony z kręgami, w których ona funkcjonowała, a z drugiej strony z tymi, które w jakimś sensie animowała czy – lubię to określenie – którym matronowała albo może: nad którymi sprawowała matriarchat. Chodzi o zlokalizowanie jej myśli teoretycznej oraz wydobycie kobiecej perspektywy, wzmocnienie jej i przywrócenie sprawczości. To zaś wskutek marginalizacji środowiska lwowskiego nie wydawało się dotąd oczywiste i nie wybrzmiało choćby przy okazji niedawnych wystaw poświęconych Brunonowi Schulzowi. Podobnie było z grupą „Artes” – w tym przypadku również nie podejmowano prób spojrzenia ze współczesnej, teoretycznej, kuratorskiej perspektywy. Z tych dyskusji i namysłów, z naszych różnych perspektyw i zainteresowań zrodził się pomysł, aby Lwów, który jest zupełnie niecentralny czy decentralny, pokazać jako miejsce produkcji awangardowej wiedzy i wizualności. Pragnęliśmy z tej perspektywy spojrzeć na dziedzictwo polskiej awangardy dzisiaj. Lwów to też dobre miejsce, aby przeprowadzić pewien rodzaj wizualnego i intelektualnego eksperymentu, dekonstruującego

STULECIE AWANGARDY  4


Jerzy Janisch, Figura z parasolem, kolaż, 1934. Kolekcja Muzeum Sztuki w Łodzi

STULECIE AWANGARDY  5


STULECIE AWANGARDY ï&#x161;¼ 6


Marek Włodarski, ilustracja z książki Debory Vogel Akacje kwitną, 1935

STULECIE AWANGARDY  7


Aleksander Krzywobłocki, Fotomontaż SOS, fotografia czarno-biała, 1928. Kolekcja Muzeum Sztuki w Łodzi

STULECIE AWANGARDY  8


topograficzne i teoretyczne ślady Vogel. Chcemy wyrwać jej postać z takiego kontekstu i ją wyemancypować. Mapa powiązań na wystawie definiowana jest przez pryzmat montażu, który rozumiemy szeroko. Postrzegamy go jako swego rodzaju arcypraktykę awangardy – i chodzi tu nie tylko o fotomontaż, lecz także o wszelkie przykłady kompilowania, zestawiania, różnego rodzaju eksperymenty i kolaże. Powstaje z tego heterogeniczna całość – i nasza wystawa też jest tak zaplanowana. Punktem wyjścia były dla nas Grupa Krakowska i „Artes” – to dwa najważniejsze środowiska, którym się przyglądamy, trzecie zaś to środowisko łódzkie. To wyznacza trzy główne punkty na mapie, oczywiście z wychyleniem w stronę Paryża, Berlina, Nowego Jorku i… Sztokholmu, który był miejscem autobiograficznie ważnym dla Vogel. Jedna z sekcji wystawy bezpośrednio odnosi się do tych wielkich miast awangardy. Przy tworzeniu katalogu, w którym umieściliśmy wybór tekstów pisarki, w większości od dawna niewznawianych po polsku, częściowo przełożonych z jidysz, a po angielsku niemal w ogóle nieznanych, ważne były dla nas wycieczki Vogel po miastach. Wędrowała nie tylko po Lwowie, ale też po Sztokholmie i jego muzeach, gdzie oglądała zresztą niezuPIOTR SŁODKOWSKI: Ciekawe, że każdy z nas patrzy z trochę innej perspektywy pełnie awangardowe rzeczy. – na przykład z punktu widzenia historii Organizując tę wystawę, mogliśmy przedstawić dość dobrze już znaną oposztuki podkreśla się zwłaszcza związki łączące Deborę Vogel z członkami gru- wieść o euroatlantyckiej awangardzie py „Artes”. Jak waszym zdaniem rysuje lat 20. i 30. XX wieku. Postać Debory daje szansę na takie spojrzenie – ona już się ta mapa powiązań? wtedy wychwytywała najbardziej znaczące zjawiska i problemy współczeKAROLINA SZYMANIAK: Połączenie Debory Vogel z artesowcami jest interesujące, bo snej sztuki. Była z nią na bieżąco dzięki lekturze prac teoretycznych i czasopism, w popularnym odbiorze ona łączy się głównie z Schulzem i Witkacym, których a także dzięki podróżom. Jej spostrzeżezresztą na wystawie właściwie nie ma. To nia mają szerokie teoretyczne umoconie jest wystawa mapująca biograficzne, wanie, wychodzą od refleksji na temat niektóre podziały i oczekiwania publiczności dotyczące tego, czym ma być awangarda. Przyzwyczailiśmy się do znanych nazwisk wymienianych jednym tchem i (wciąż) z zachwytem, a tymczasem tutaj udaje nam się włączyć to, co funkcjonuje gdzieś na lwowskich marginesach, w szerszą dyskusję dotyczącą awangardy, ówczesnej i dzisiejszej. Zadajemy pytania o potęgę i przemoc wizerunków, o ich symulakryczną naturę oraz o miasto jako scenę, na której toczy się spektakl codziennego życia i gdzie nakładają się na siebie różne porządki. Pytania o spektakularny wymiar naszego życia, wraz z towarzyszącymi mu procesami alienacji, utowarowienia doświadczenia i percepcji, o miasto jako scenę konfliktu społecznego, politycznego i etnicznego, o tożsamość przestrzeni miejskiej i o akty jej zawłaszczenia. Pytania o sztukę, która jest jednocześnie praktyką społeczną, o formułę zaangażowania i wciąż powracający wątek sztuki zaangażowanej. To, że we wszystkich tych pytaniach słychać echa powojennych teorii i dyskusji, to nie jest tylko efekt intelektualnej gry. Te pytania i diagnozy pojawiają się w teorii Vogel, którą dziś możemy zobaczyć nieco wyraźniej.

STULECIE AWANGARDY  9


Marek Włodarski, Fotomontaż, kolaż, 1927. Kolekcja Muzeum Sztuki w Łodzi

STULECIE AWANGARDY  10


europejskiej sztuki awangardowej i odnoszą ją do tego, co działo się w otoczeniu artystki. I my w pewnym sensie powtarzamy ten gest. Wybieramy więc inną możliwość – eksplorację lokalności. Warto podkreślić, że recenzje, które pisała Vogel, dotyczą głównie tego, co działo się we Lwowie, choć jeździła przecież także na wystawy berlińskie czy paryskie. Nieco inaczej jest z jej pozostałymi tekstami, twórczością literacką czy korespondencją. Tak czy inaczej za tą lokalnością stoi potężna konstrukcja teoretyczna, refleksja uwzględniająca dyskusje toczące się we Francji, Niemczech, Rosji czy Ameryce. Podobnie bliska przyjaciółka Vogel, muzykolożka Zofia Lissa, odwołując się do filmów, które oglądała we lwowskich kinach, napisała pionierską i niezwykle ciekawą pracę Muzyka i film. Studium z pogranicza ontologii, estetyki i psychologii muzyki filmowej. Na wystawie staraliśmy się stworzyć szerokie pole odniesień, sygnalizując je na różne sposoby. Czasem będzie to ułożenie zjawisk w pewnej ramie teoretycznej, czasem sugestia wizualna, kiedy indziej międzynarodowe konteksty dla działań środowisk lokalnych. Tak rysuje się mapa, która jest w istocie mapą pewnego doświadczenia miejskiego.

stów teoretycznych Debory Vogel. Pojawiają się sekcje: Witryna, Koncepcje lalek, Domy z rytmem, Trzecia dzielnica – niektóre z tych nazw zostały zaczerpnięte z prozy Vogel. Niekiedy dobieraliśmy eksponaty zgodnie z pewnymi kryteriami teoretycznymi. Jest na przykład sekcja dotycząca sztuki abstrakcyjnej, sekcja poświęcona fotomontażowi czy szerzej pojętemu montażowi, a także sekcja dotycząca sztuki zaangażowanej – realizmu czynnego, zdolnego do wywierania wpływu na życie społeczne. Zagadnienie to dyskutowano w kręgach lwowskich w latach 30., rozważała je w swych tekstach i wypowiedziach Debora Vogel, znajdowało też egzemplifikację w pracach twórców związanych z grupą „Artes”: Tadeusza Wojciechowskiego, Marka Włodarskiego czy Otto Hahna. Wątki biograficzne i literackie przenikają się tu z czysto artystycznymi – i na wystawie także się krzyżują.

PAWEŁ POLIT: Wystawa dotyczy miasta, ale miasta widzianego z lokalnej perspektywy. Punktem odniesienia dla projektu – przynajmniej dla mnie – jest fascynacja zbiorem montaży Debory Vogel Akacje kwitną; opisują one funkcjonowanie miasta, niedwuznacznie sugerując, że chodzi o przestrzeń Lwowa. Miasto zostaje tu ukazane w procesie modernizacji – i przywołuje konteksty innych, odległych metropolii: Paryża, Berlina czy Nowego Jorku. Jednocześnie próbujemy rozwijać różne wątki tematyczne, znane z Akacji… i tek-

PAWEŁ POLIT: Wystawa jest okazją do podkreślenia wyjątkowości refleksji teoretycznej Vogel nad tymi spośród aktualnych zjawisk w ogólnie pojętej sztuce międzynarodowej, które manifestują się właśnie w środowisku lwowskim. Myślę tutaj o sztuce abstrakcyjnej, surrealizmie, sztuce zaangażowanej, o wykorzystaniu fotomontażu, o potencjale tkwiącym w programie unizmu Władysława Strzemińskiego.

PIOTR SŁODKOWSKI: Co zatem wynika z takiego – mówiąc za Andrzejem Turowskim i Piotrem Piotrowskim – re-ramowania Debory Vogel? Jaka nowa interpretacja się tutaj wyłania i czym różni się ona od znanej już historii awangardy?

KAROLINA SZYMANIAK: Na wystawie różne zagadnienia współistnieją i wzajemnie się

STULECIE AWANGARDY  11


oświetlają. Po pierwsze, historia awangardy jest mimo wszystko wysoce zmaskulinizowana, my natomiast opowiadamy tę historię właśnie przez pryzmat myśli i doświadczeń teoretyczki i uczestniczki tego, co się działo w środowisku galicyjskim. Jak mówiła sama Vogel: „może nie doszłyby do głosu pewne tematy uniwersalne, gdyby kultura była ściśle «męsko zorientowana»”. To, co mnie ciekawi, to jej spojrzenie, wzmocnienie jej głosu, przywrócenie jej sprawczości. Ona miała dużą świadomość pozycji kobiety w ówczesnej sferze publicznej, a także sporą wrażliwość feministyczną i genderową; zastanawiała się nad tym, czym jest kobiecość w sensie osobistym, społecznym i politycznym, i podejmowała próbę jej krytyki oraz redefinicji. Komentując książkę Themersonów, których bardzo ceniła, pod tytułem Nasi ojcowie pracują, stwierdziła krytycznie: „uderza […] uprzywilejowanie płci męskiej w reprezentacji zawodów, mogące przyzwyczaić do fałszywego podziału ludzkości na część męską, pracującą i żeńską, konsumującą”. Pojawiają się wobec tego pytania o wizerunki kobiecości i ich dekonstrukcje. O przemocowość spojrzenia. O sferę codzienności, w której może się dokonać językowa i wizualna, a w dalszej perspektywie także społeczna rewolucja. Drugą kwestią jest kategoria etniczności. Środowisko, w którym funkcjonowała Vogel, to środowisko polsko-żydowsko-ukraińskie, i żywo dyskutowano w nim problemy różnicy etnicznej w sztuce, wykluczenia, marginalizowania. Trzeba przy tym pamiętać, w jakim kontekście historycznym i społecznym powstawała teoria i praktyka lwowskiej awangardy. To wszystko otwiera kolejne pytania, które podejmujemy częściowo na wystawie, a częściowo w katalogu. Jak te kategorie

funkcjonują? Gdzie są ich ślady? Jakie są ich tropy? Jakie tworzą ramy? Montaż – jeśli odejdziemy od technicznego rozumienia tego słowa – jest tutaj pomocną kategorią. W tekście zamieszczonym w katalogu japońska badaczka Ariko Kato zauważa, że w praktyce środowisk bliskich Vogel powstał projekt kulturowej tożsamości hybrydycznej, i ta hybrydyczność objawiała się w różnych aspektach: w łączeniu wątków, w powiązaniach awangardy centralnej i lokalnej, idiomu lokalnego i centralnego, różnego rodzaju tożsamości i tropów wizualnych. Nie chcemy jednak odpowiadać na przykład na pytanie o to, czym jest awangarda żydowska. Interesuje nas hybrydyczna natura pewnego fenomenu kulturowego. PIOTR SŁODKOWSKI: Ważnym aspektem tej wystawy jest ulokowanie wszystkiego, o czym rozmawiamy, w świadectwach kultury wizualnej. Andriju, czy możesz opowiedzieć o swoim eseju wizualnym, który pokazuje Lwów jako scenę działań Debory Vogel?

ANDRIJ BOJAROV: Vogel jest konstruktywistką i zarazem awangardzistką. W związku z tym jest też postacią wyjątkową dla dość konserwatywnego Lwowa. Ale znajduję w niej i jej twórczości jeszcze jeden aspekt, którego określenia wciąż szukam. Jej ostrość widzenia jest niesamowita – wielowymiarowa, symultaniczna, polifoniczna, hiperrealistyczna. Niby Vogel posługuje się po prostu pewną metodą charakterystyczną dla awangardy, czyli właśnie montażowością – jednak efekty tego działania wykraczają poza racjonalizację. W jej literaturze jest coś z mistycyzmu. Jej teksty są pozaczasowe, czyta się to tak, jakby tamten Lwów wciąż istniał. Pozostaje taki sam, jak ona go opisuje, i to

STULECIE AWANGARDY  12


najbardziej mnie w niej urzeka. Potrafi wywołać i zrekonstruować wielość różnych doświadczeń przez błahy opis opakowania czekolady czy perfum – to tak jak z muzyką Józefa Kofflera, która także znalazła się na wystawie. KAROLINA SZYMANIAK: Powiedziałabym, że efektem jest odsłonięcie trybów maszyny stojącej za produkcją wizerunków. Gra w miasto – żeby przywołać tytuł eseju Andrija – to szczególna forma, na którą się zdecydowaliśmy. Pokazuje ona miasto jako miejsce wytwarzające widzenie montażowe i odsłania całą mechanikę widzenia; to, co znajdujemy na obrazach, na zdjęciach czy w tekstach samej Debory. W tym sensie świadectwa kultury wizualnej, jak je nazywasz, tworzą zaplecze, które nie jest tylko sympatyczną historyczną ilustracją czegoś minionego, antykwariatem obrazów. Tekst Andrija jest zresztą także swego rodzaju montażem – połączeniem materiałów historycznych, prac artystycznych, jego własnych prac i tekstów, które z jednej strony są cytatem, a z drugiej komentarzem. ANDRIJ BOJAROV: Tematem tym zacząłem się zajmować już wcześniej – zrobiłem znacznie więcej fotografii aniżeli te, które wejdą do publikacji. Śledziłem biografię Vogel, idąc tropami wskazanymi w książce Karoliny, i okazało się na przykład, że ulica Karmelicka to ta, którą chodziłem do szkoły, czyli miejsce świetnie mi znane. Zorientowałem się, że podobne doświadczenia – i to będąc w podobnym wieku, tuż po studiach – sam miałem też w Sztokholmie. Czytając opowiadania, dokonywałem wewnętrznej rekonstrukcji, braki uzupełniałem archiwalnymi zdjęciami. Jest w tym coś, co trudno mi zwerbalizować – i tym właśnie próbowałem się podzielić. To jest

Aleksander Krzywobłocki, Fotomontaż 1929–30, fotografia czarno-biała, 1929–1930. Kolekcja Muzeum Sztuki w Łodzi

chyba też esencja prawdziwej poezji: wywołuje obraz, słowa, których później nie możesz już przetłumaczyć ani przytoczyć, tylko tego doświadczasz. Dlatego łatwiej mi było zrobić esej wizualny. Na pozór są to tylko dokumentalne zdjęcia i materiały archiwalne. Jak się jednak okazało przy dogłębnym przejrzeniu archiwów z lat 30. – w tym nawet ksiąg budowlanych – wiele wątków miejskich, które wydawały się całkowicie wymyślone i przeniesione w fantazjach z wielkich metropolii do opowiadań czy wierszy o Lwowie, było rzeczywistością. Takim symbolem postępu i wielkomiejskości stała się na przykład kamienica Sprechera – sześciopiętrowy gmach

STULECIE AWANGARDY  13


Marek Włodarski, ilustracja z książki Debory Vogel Akacje kwitną, 1935

biurowy w śródmieściu, sklepy mieszczące się na parterze, ich wystawy i szyldy, a także projekty neonów na dachu. Stał się on ogniwem fragmentu montażu – Domy z rytmem – pisanego jakby z jednego punku widzenia, zlokalizowanego koło ulicy Akademickiej. Tak też nazwaliśmy jedną z sekcji wystawy. Ale potem masywna prostokątna bryła znów staje się symbolem metafizycznym, obiektem spojrzenia w tonacji flâneursko-benjaminowskiej. PIOTR SŁODKOWSKI: Ramowym kontekstem dla tej wystawy jest Rok Awangardy. Jak ta wystawa sytuuje się na tle innych rocznicowych wydarzeń? Jak muzeum by chciało, żeby ona była widziana?

PAWEŁ POLIT: Celem Roku Awangardy, czyli projektu zainicjowanego przez Muzeum Sztuki w Łodzi, a ściślej mówiąc: przez jego dyrektora Jarosława Suchana, jest zwrócenie uwagi na nieoczywiste zjawiska awangardowe, skojarzenie ich z pojęciem dziedzictwa narodowego i sprawdzenie, na ile są one zdolne do przeformułowania pojęcia owego dziedzictwa. Wystawy, które Muzeum Sztuki do tej pory zrealizowało w ramach tego projektu – myślę głównie o Superorganizmie i Enricu Prampolinim – dotyczą wybranych aspektów awangardy. Są to ujęcia analityczne, skupiające się na wąskim zakresie zjawisk. Nasze podejście również nie rości sobie pretensji do uogólnienia, które definiowałoby tę tradycję w arbitralny czy odgórnie

STULECIE AWANGARDY  14


narzucony sposób. Wystawa nawiązuje również do wcześniejszych projektów zrealizowanych przez Muzeum Sztuki – ekspozycji podejmujących kwestię etnicznego zróżnicowania awangardy w Polsce: Polak, Żyd, artysta. Tożsamość a awangarda (2009) czy Teresa Żarnowerówna. Artystka końca utopii (2014). KAROLINA SZYMANIAK: I tu wróćmy do hybrydyczności, która jest propozycją rozumienia dziedzictwa narodowego w taki sposób, by nie wykluczać, ale zarazem nie zacierać konfliktów i napięć. Istotna jest polifoniczność – nie tylko różnych wystaw pokazywanych w muzeum, ale i tej wystawy. Staraliśmy się tak zorganizować jej przestrzeń, żeby z jednej strony można ją było przejść od jedne-

KAROLINA SZYMANIAK adiunktka w Katedrze Studiów Żydowskich Uniwersytetu Wrocławskiego oraz Żydowskiego Instytutu Historycznego. Zajmuje się między innymi nowoczesnymi kulturami żydowskimi, modernizmem i awangardą jidysz. Wykładała w Polsce, Francji, Niemczech, Ukrainie, Litwie, Szwecji, Izraelu i Australii. Laureatka Nagrody Historycznej „Polityki” (2016). ANDRIJ BOJAROV artysta wizualny, niezależny kurator. Na polu sztuki jego działalność określana jest najczęściej jako sztuka mediów i fotografia konceptualna. Uczestnik indywidualnych i zbiorowych wystaw w Tallinnie, Lwowie, Kijowie, Warszawie, Poznaniu, Łodzi, Amsterdamie i innych ośrodkach. Od wielu lat zajmuje się również własnym programem archiwalnym i badawczym dotyczącym sztuki awangardowej we Lwowie – od jej zarania do dziś. Kurator wystaw Krzysztofa Wojciechowskiego, Tadeusza Rolke, Janka Dziaczkowskiego, Andrija Sahajdakovskiego i innych artystów. Obecnie na stałe mieszka we Lwowie.

go punktu do drugiego, ale z drugiej dać możliwość takiego widzenia, które tworzyłoby wrażenie różnowymiarowości, synchroniczności oraz symultaniczności doświadczeń wizualnych i społecznych. ANDRIJ BOJAROV: Hybrydyczność jest najważniejsza w tym projekcie, choć dla mnie ważny jest także symboliczny powrót Debory do Lwowa, pozwala to bowiem oddać jej należyte miejsce. Staramy się, by wystawa została pokazana w Kijowie i we Lwowie. Ten powrót jest niezmiernie istotny, podobnie jak scalenie obrazu miasta – nie kamiennego i materialnego, bo ten nie ucierpiał, ale tego cienkiego płótna brutalnie pociętego historycznymi wydarzeniami.

PAWEŁ POLIT

kustosz w Muzeum Sztuki w Łodzi. Kurator wystaw w CSW Zamek Ujazdowski, między innymi: Peter Downsbrough (1994), Refleksja konceptualna w sztuce polskiej. Doświadczenia dyskursu: 1965–1975 (1999), Stanisław Ignacy Witkiewicz. Marginalia filozoficzne (2004), Martin Creed (2004), Bruce Nauman (2009), Hanna Łuczak (2010); współkurator wystaw: Ryszard Stanisławski. Muzeum otwarte (2006) oraz Włodzimierz Borowski. Siatka czasu (Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, 2010). Kurator wystaw w Muzeum Sztuki w Łodzi: Themersonowie i awangarda (2013), Jeremy Millar (2014), Andrzej Czarnacki (2015), Stephen Kaltenbach (2017); współkurator wystawy DADA Impuls (2015). Publikował w katalogach oraz w pismach „Afterall”, „ARTMargins”, „Obieg”, „Piktogram” i „Szum”. PIOTR SŁODKOWSKI historyk sztuki, absolwent Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Warszawskiego i Akademii Artes Liberales. Asystent w Katedrze Historii Sztuki Polskiej Najnowszej na Wydziale Zarządzania Kulturą Wizualną warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Współtwórca projektu (wraz z Martą Genderą) i redaktor książki Przestrzeń społeczna. Historie mówione Złotego Grona i Biennale Sztuki Nowej (2014) oraz współredaktor (wraz z Agatą Pietrasik) Czasu debat. Antologii polskiej krytyki artystycznej z lat 1945–1954 (t. 1–3, 2016). Zajmuje się polską sztuką nowoczesną, szczególnie malarstwem po 1945 roku.

STULECIE AWANGARDY  15


Montaże. Debora Vogel i nowa legenda miasta ms2, ul. Ogrodowa 19 27 października 2017 – luty 2018 Wystawa ukazuje związki koncepcji estetycznych Debory Vogel, pisarki i teoretyczki sztuki, z praktykami awangardowymi okresu międzywojennego, między innymi z twórczością artystów z lwowskiej grupy „Artes” oraz twórców indywidualnych, na przykład Leona Chwistka i Władysława Strzemińskiego. Zaprzyjaźniona z Brunonem Schulzem i Witkacym, Debora Vogel była autorką utworów poetyckich opisujących sposób życia w nowoczesnej przestrzeni miejskiej

podporządkowanej zasadom racjonalnej organizacji. Wystawa gromadzi prace nawiązujące do popularnej ikonosfery przedwojennego Lwowa – wypełnionego reklamami świata komercji i rodzącego się konsumeryzmu. Zestawia fotografie dokumentalne Lwowa z lat 30. ze współczesnymi wizerunkami miasta, oferuje doświadczenie przemieszczenia się w przestrzeni miejskiej, dowodząc aktualności refleksji teoretycznej Vogel.

Artysta i wojna

ms², sala audiowizualna 19 października, godz. 18.00 Spotkanie z Iwoną Lubą, Ewą Pauliną Wawer i Krzysztofem Dubińskim, autorami książek: Władysław Strzemiński – zawsze w awangardzie. Rekonstrukcja nieznanej biografii 1893–1917 i Wojna Witkacego czyli Kumboł w Galifetach Prowadzenie: Igor Rakowski-Kłos Uczestnicy spotkania poświęcili lata na kwerendy w archiwach – efektem ich pracy badawczej są książki demaskujące narosłe przez lata mity i błędy faktograficzne wokół służby wojskowej Witkacego i Władysława Strzemińskiego. W pewnych aspektach ich wojenne losy znacznie się od siebie różnią, a w innych pokrywają. Strzemiński wcześnie, bo już w wieku 10 lat, trafił do wojskowego gimnazjum – 3. Moskiewskiego Korpusu Kadetów. Następnie kontynuował edukację w Mikołajewskiej Szkole Inżynieryjnej w Petersburgu (1911–1914). Gdy zaczęła się wojna, do Petersburga trafił też Witkacy –

na przyspieszony pięciomiesięczny kurs do Pawłowskiej Szkoły Wojskowej. Obydwaj artyści wykazali się odwagą podczas służby w Pawłowskim Pułku (Witkacy) i fortecznej kompanii saperów (Strzemiński), biorąc udział w bitwie nad Stochodem (Witkacy) i „ataku trupów” na twierdzę Osowiec (Strzemiński). Stali się ofiarami nowego typu działań militarnych – wojny wynalazków i technologii, użycia broni chemicznej i środków drażniących. Poddawani hospitalizacji w wyniku cyklofrenii i zatrucia gazem, do rezerwy wrócili na zawsze odmienieni.

WWW.ROKAWANGARDY.PL – tu znajdziecie kalendarium i zapowiedzi wydarzeń, listę instytucji tworzących program Roku Awangardy w Polsce oraz materiały informujące o roli polskich awangardystów w kształtowaniu współczesności.


Równie wielki sprzeciw wywołują nadużycia językowe, polegające m.in. na arbitralnej zmianie znaczeń słów, nadawaniu nacechowania ekspresywnego wyrazom dotąd nienacechowanym, w tym terminom specjalistycznym, które powinny opisywać rzeczywistość w obiektywny sposób, a także posługiwanie się wartościującymi etykietami i stereotypami w odniesieniu do przeciwników politycznych Oświadczenie Prezydium Rady Języka Polskiego przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk 24 lipca 2017 / rjp.pan.pl

nowy wyraz* to rubryka w NN6T, która ma charakter leksykonowy. Wraz z zaproszonymi autorami tworzymy spis słów, które mają znaczący wpływ na opisywanie lub rozumienie zjawisk zachodzących obecnie, lub takich, które „produkowane” są przez postępujące zmiany w układzie sił polityczno-ekonomiczno-społeczno-kulturalno-naukowo-technologiczno-obyczajowych. Pracę nad leksykonem pragniemy kontynuować przez trzy lata, czyli do roku 2019. Propozycje haseł można nadsyłać na adres redakcji: bogna@beczmiana.pl

* Nazwa inspirowana jest czasopismem „Nowy Wyraz. Miesięcznik Literacki Młodych”, wydawanym w Warszawie w latach 1972–1981. Debiuty pisarzy, poetów i krytyków były tam ilustrowane pracami artystów młodego pokolenia. Nazwa miesięcznika nawiązywała do pisma międzywojennej awangardy „Nasz Wyraz” (1937–1939).

nr4


DEMOKRACJA EMPATYCZNA Źródeł obecnego kryzysu demokracji najczęściej upatruje się w jej niedostatku – zapośredniczeniu, biurokratyzacji, nierównej dystrybucji współudziału w rządzeniu pośród różnych kategorii społecznych, rozczarowaniu partycypacją, wyłączeniu spod równościowych procedur znacznej części rynku i tym podobnych zjawiskach. Pojawiają się też głosy, że zbyt mało ze sobą rozmawialiśmy – czy to w formie referendów, czy też konstruktywnych konfliktów i konfrontowania różnych pozycji w przestrzeni publicznej. Równie dobrze można jednak przyjąć, że obecny kryzys – zupełnie odwrotnie – wywołany jest nadmiarem demokracji; że znaczna część społeczeństwa oczekuje powrotu wcale nie do mitycznych Aten (które miały zresztą swoje wady), ale raczej do jakiejś wersji pruskiej biurokracji. Wedle znanej koncepcji Feliksa Konecznego władza biurokratyczna tym się różni od obywatelskiej, że jej zdecydowana większość scedowana zostaje na administrację. W tym modelu urzędnik podejmuje decyzję opartą na kompetencjach i nieobciążoną ciągiem konsultacji. Świadomość potencjalnych wynaturzeń nakazuje tu zachowanie pewnej ostrożności, a jednocześnie zachęca do poszukiwania kompromisowego rozwiązania, które pozwoliłoby uniknąć nadmiernego zagadywania spraw, a jednocześnie nie będzie groziło automatyczną fetyszyzacją procedur. Tym narzędziem może być empatia. Wydaje się, że to właśnie jej, a nie dyskusji, mamy dziś największy niedobór. Kiedy mało kto chce już dyskutować poza swoimi opłotkami, zasadniczą funkcją rozmowy staje się utwierdzanie we własnych racjach i dalsza polaryzacja. Tym, czego potrzeba, są wtedy nie tyle słowa, ile umiejętność wczuwania się w sytuację

rozmówcy, a także spostrzegawczość oraz zdolność do decentracji, czyli przyjęcia innej perspektywy. Potrzebujemy świadomych ćwiczeń z odgrywania cudzych ról bardziej niż z kultury dyskusji. Paradoksalnie dowiodły tego ostatnie protesty w sprawie reformy sądownictwa. Zasilała je, jak się wydaje, potrzeba poszukiwania nie tyle innych modeli dyskursu publicznego, ile publicznych praktyk bycia razem opartych na współodczuwaniu i chęci wyrażania zbiorowych emocji. Protesty te brały się więc z tego, że przestaliśmy nie tylko wspólnie rozumieć, ale i odczuwać. Odniosły pewien skutek, bo sprawiły, że wyrażone emocje zaczęli podzielać także niektórzy rządzący. MACIEJ FRĄCKOWIAK DERYWATY INTELEKTUALNE W ekonomii prestiżu, podobnie jak w gospodarce kapitalistycznej, obowiązuje przymus ciągłego wzrostu i nadprodukcji. Gracze, bezustannie poszukując uznania, tworzą nadmiar treści, licząc na to, że w końcu uda im się opatentować prawdziwie oryginalnego i wpływowego mema, który na długie lata zapewni im regularne odsetki symboliczne i pozwoli zostać rentierami prestiżu. Niestety świeże i nośne memy są – podobnie jak uznanie – towarem z definicji deficytowym. Dlatego gracze – podobnie jak inwestorzy kapitałowi – starają się wyzyskać potencjał już istniejących, bazowych wartości intelektualnych, tworząc instrumenty pochodne – wszelkiej maści myślowe swapy, futuresy, CDS-y i CIRS-y. Część publicznych intelektualistów bogaci się symbolicznie właśnie na sprawnym lewarowaniu już istniejących walorów, czyli na werbalizacji cudzych – kiedyś oryginalnych i ryzykownych, a obecnie już oswojonych i przez to bezpiecznych – myśli. Aby dokonać

114


werbalizacji-jako-kapitalizacji, trzeba mieć dobre ucho na to, co nadchodzi, a następnie wspiąć się na mównicę w trakcie licznej demonstracji i najgłośniej ze wszystkich powiedzieć to, co od dawna krąży w tłumie (po cichu) i w sieciach społecznościowych (poza jej kluczowymi węzłami). Tak przeprowadzona, odpowiednio mocna inwestycja językowa może zapewnić pozycję lidera i dać pewność długofalowego oddziaływania grawitacyjnego przyciągającego lajki w ciemno. Oczywiście istnieje ryzyko, że tak zdobyty zasób prestiżu okaże się nagle bezwartościowy, gdy oryginalny papier w wyniku tąpnięcia na rynku znaków otrzyma kategorię śmieciową. Ludzkie życia będą wtedy na szali, cały segment ekonomii symbolicznej zawali się po cichu, ale prawdziwy kapitalista prestiżu tylko się na tym pożywi – o ile odpowiednio wcześniej zacznie grać na spadki. JAKUB ZGIERSKI DZIKA REWITALIZACJA Rewitalizacja to jedno z najmodniejszych zagadnień z zakresu polityki miejskiej w Polsce, a przy okazji słowo kluczowe dyskursu wartego 25 miliardów złotych – na tyle wycenia się bowiem budżet planowanych na najbliższe lata projektów regeneracji zaniedbanych części miast i wsi. Istnieją co prawda wątpliwości, czy da się doprowadzić do poprawy jakości środowiska zurbanizowanego na bazie odgórnie zarządzanego programu, jednak wymogi zrównoważonego rozwoju i racjonalnego gospodarowania istniejącymi zasobami skłaniają do podejmowania prób rehabilitacji zaniedbanych części przestrzeni zamieszkanej. Podmiotem rewitalizacji powinni być dotychczasowi mieszkańcy, taki wymóg stawia zresztą regulująca te kwestie ustawa. W przeciwnym razie beneficjentem staje się

zazwyczaj ludność napływowa, a dotychczasowe problemy społeczne są jedynie spychane w inne pole. Ten prawny wymóg to jednak tylko teoria w sytuacjach, gdy programy rewitalizacji okazują się forpocztą gentryfikacji. Często mają one na celu raczej sprowadzenie jej pionierów: pracowników sektora kreatywnego, turystów czy studentów. Rzekomo zrewitalizowane budynki rzeczywiście są w lepszym stanie, ale dotychczasowi lokatorzy już do nich nie powracają. Obok dzikiej reprywatyzacji zarysowuje się więc działająca na podobnej zasadzie dzika rewitalizacja. Brutalność cechuje zresztą nie tylko proces „odzyskiwania” nieruchomości przez rzekomo prawowitych właścicieli. Segregację przestrzenną i klasowe czyszczenie wspomagają również te inicjatywy, które na sztandarach mają wypisaną troskę o społeczną spójność. ŁUKASZ DROZDA ELASTYCZNA SOLIDARNOŚĆ Zważywszy na odwołania do dziedzictwa „Solidarności”, jest to jeden z najsilniejszych eufemizmów w słowniku języka politycznego w Polsce, mogący wręcz aspirować do lingwistycznego symbolu empatii w kryzysie. Pojęcie „elastycznej solidarności” powstało w ramach Grupy Wyszehradzkiej i zakłada, że kraje członkowskie same decydowałyby o tym, w jakiej formie będą uczestniczyć w polityce migracyjnej Unii Europejskiej oraz w rozwiązywaniu naglącego kryzysu uchodźczego, nie podporządkowując się kwotom obowiązującym państwa należące do UE. We wrześniu pomysł ten ma zostać przedstawiony w Parlamencie Europejskim, a zważywszy na konsekwentną niechęć tych krajów wobec angażowania się w kwestie uchodźcze, zostanie rozważony jako mały krok naprzód.

115


Recepcja znaczenia słowa „solidarność” ulega zmianom, co opisał między innymi David Ost w książce Klęska „Solidarności”. W ostatnim ćwierćwieczu ten ruch społeczny, do którego wciąż roszczą sobie prawa różni depozytariusze, stał się symbolem rozpadu własnego mitu – najpierw w postaci wolnorynkowej AWS, zwalczającej prawa pracownicze w latach 90., i obecnie, gdy funkcjonuje jako związek zawodowy o wyraźnie prawicowej orientacji. Warto też wskazać na liczne prace artystów odnoszące się do tego dziedzictwa, na przykład realizacje Grzegorza Klamana, Co? Powtórzenie [Solidarność] Marka Sobczyka, ĆŚONRADILOS Jacka Adamasa, Solidność Wojciecha Dudy czy mający kształt logo „Solidarności” mural Slayer Macieja Salomona na terenie Stoczni Gdańskiej. STANISŁAW RUKSZA FIKCJA RÓWNOWAGI Termin rozpowszechniony przez dwoje amerykańskich ekonomistów, Karlę Hoff z Banku Światowego i laureata nagrody Nobla Josepha Stiglitza z uniwersytetu Columbia. Fikcja równowagi opisuje sposób, w jaki ideologie – czyli rzeczone fikcje – tworzą i podtrzymują porządek społeczny. W skrócie: jest to wiara, która wpływa na postrzeganie rzeczywistości i zmienia zachowania tak, by pasowały do tej wiary. Równowaga tej fikcji odnosi się do podzielanego przez ludzi poczucia ładu, przekonania, że społeczeństwo działa tak, jak powinno – co przekłada się również na życie gospodarcze. Jako przykład takiej konstrukcji autorzy przytaczają dane historyczne na temat niewolnictwa w Ameryce Północnej, gdzie rzekoma nierówność biologiczna między rasami oraz rzekomy brak ciągłości między kategorią „bieli” i „czerni”

stworzyły w XVIII wieku podwaliny dla fikcji równowagi w kwestii niewolnictwa czarnych. Co ciekawe, wcześniej ideologiczny aspekt tych nierówności wcale nie był taki oczywisty. Podobny schemat ideologizacji stosowano między innymi wobec amerykańskich Indian, osób niedotykalnych w Indiach oraz australijskich Aborygenów. Służy to nie tylko ideologiom politycznym, ale również modelom gospodarczym wdrażanym dzięki tym fikcjom. Żeby je odnaleźć, nie trzeba patrzeć daleko wstecz: prekariat jako owoc gospodarki neoliberalnej ma się świetnie, obecna fikcja równowagi (póki co) trwa w najlepsze. HELENA CHMIELEWSKA-SZLAJFER GENETYCZNE UPOSAŻENIE Termin z pogranicza nauk społecznych i science fiction, zaproponowany w sierpniu 2017 roku przez prof. Andrzeja Zybertowicza w wywiadzie dla „Teologii Politycznej”. „Spora część ludzi, być może większość, albo nie posiada genetycznego uposażenia, które by dawało im szansę na wielopoziomowe myślenie oraz autorefleksję, albo uwięziona jest w kontekstach społecznych, które nie preferują takiego myślenia, nie premiują go” – powiedział socjolog. Niestety, nie dodał – nad czym ubolewał pisarz Jacek Dehnel na Facebooku – „czy to genetyczne uposażenie przechodzi po linii rasy, narodowości, czy klasy społecznej”. Istotnie, w końcu każdy rodzic chciałby pewnie zabezpieczyć swoje dziecko przed brakiem genetycznego uposażenia, przydałyby się więc jakieś testy, a w szczególnych przypadkach może nawet suplementy diety. Rozwinęłoby to nowe rejony z pogranicza seksuologii i genetyki: jak spłodzić, żeby uposażyć. Zapewniłoby też nowe miejsca pracy przy specjalnych kursach w gabinetach doposażających, a więc być może nakręciłoby

116


Rys. Wojtek Kucharczyk

nawet wzrost gospodarczy. Prawdziwość diagnozy dotyczącej genetycznego uposażenia u innych ludzi wymaga jednak wielopoziomowości myślenia i autorefleksji u orzekającego. A ponieważ – jak szybko ustalił serwis OKO.Press, przepytując dr. hab. Wojciecha Dragana, psychologa i biologa z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego – większość populacji w istocie posiada takie zdolności na podstawowym poziomie, nie można wykluczyć, że ma je także prof. Zybertowicz. Teraz, dzięki jego odkryciu, możemy więc sobie do woli wzajemnie ubliżać na temat

braku genetycznego uposażenia. Pod warunkiem, że genetycznie nie zostaliśmy uposażeni w dziedzinie ogłady i kultury osobistej. BARTEK CHACIŃSKI GRILLOWANIE „Pasy drzeć z ciebie każę, na wolnym ogniu spalę” – mówił Bohun do Zagłoby u Sienkiewicza, mieliśmy więc w krajowym kanonie literackim groźby związane z przypiekaniem. Biorąc pod uwagę te zaszłości oraz naszą narodową słabość do grilla, ktoś w końcu musiał wpaść na pomysł grillowania ludzi. Przynajmniej

117


na poziomie języka – i zawsze w rejonach, w których temperatura debaty jest odpowiednio wysoka, najczęściej w polityce. Stąd powszechne hasło „grillowania Tuska” oznaczające poddawanie byłego premiera ciągłej presji w mediach czy za pośrednictwem wymiaru sprawiedliwości (poprzez odpowiednio częste przesłuchania). Albo nawet grillowanie – w sensie skumulowanej krytyki, czasem wciągającej do akcji siły mediów społecznościowych – urzędującego prezydenta Andrzeja Dudy (w skrócie PAD). Jak w dziennikarskiej wymianie opinii na Twitterze: Jacek Nizinkiewicz: „PiS myśli, że grilluje PAD, a atakując prezydenta sami się grillują”. Arleta Zalewska: „Dopóki prezes nie powie stop będzie grillowanie. Co ciekawe PAD, przynajmniej w krótkiej perspektywie, na tym zyskuje”. Mamy tu kilka fenomenów naraz: można samemu się zgrillować, można też na byciu grillowanym zyskać. Co nie znaczy, że grillowanie bywa pieszczotą. Wystarczy zajrzeć do słownika kibiców, by się przekonać, że w ich slangu już od dawna jest to synonim ustawki, czyli bójki z udziałem dwóch grup sympatyków różnych drużyn piłkarskich, którzy umawiają się na takie pojedynki z daleka od stadionu. Ten rodzaj grillowania ma więc charakter fizyczny, ale za to podlega pewnym ustalonym zasadom – w przeciwieństwie do grillowania osób publicznych. Ani w jednym, ani w drugim wydaniu rytuał grillowania nie wymaga jednak specjalnego sprzętu, a nawet pogody, i można go przeprowadzać o każdej porze roku. BARTEK CHACIŃSKI

zawalidrogi dla w pełni zrobotyzowanego świata postępu i efektywności finansowej, tradycyjny humanizm, od czasów Arystotelesa polegający na dążeniu do zapewnienia człowiekowi dobrego życia, staje się propozycją wręcz rewolucyjną. David Harvey pisze, że humanizm – zarówno religijny, jak i laicki – mierząc świat miarą człowieka, daje nadzieję na wyzwolenie nawet z pułapek strukturalnych sprawiających wrażenie nieuchronnych i zdeterminowanych. Humanizm rewolucyjny odrzuca założenie o istnieniu takiej determinacji, jak również odrzuca ideę niezmienialnej esencji znaczenia bycia człowiekiem. Głosi uczenie się i dostosowywanie struktur społecznych do naszego ludzkiego potencjału jako wartość nadrzędną. Wyznaje zasadę równości oraz przekonanie, że ludziom należy zapewnić warunki do dobrego życia i rozwoju, jako zasady pierwotne, poprzedzające inne, takie jak wzrost gospodarczy czy efektywność ekonomiczna. Zygmunt Bauman pisał, że dobra społeczeństwa nie należy oceniać miarą średniego dochodu ekonomicznego czy stopą przyrostu gospodarczego, lecz jakością życia najsłabszej jego części. Analogicznie, zarządzanie humanistyczne polega na braniu odpowiedzialności za to, by organizacja zapewniła dobre życie pracownikom i klientom. MONIKA KOSTERA

KONTRKULTURA ŚMIERCI „Dlaczego rząd nie ma programu walki z kontrkulturą śmierci?” – pytał Stanisław Markowski w opublikowanym na łamach „Naszego Dziennika” 2 czerwca 2017 roku wywiadzie Szlaban dla bluźnierców, poświęconym rzekomej potrzebie uzdrowienia HUMANIZM REWOLUCYJNY polskich teatrów. W latach 70. MarW czasach, gdy człowiek w oficjalnych kowski był poszukującym fotografem dyskursach sprowadzany jest do mało (jego praca prezentowana jest w stałej potrzebnego przeżytku przeszłości, ekspozycji Muzeum Sztuki w Łodzi), 118


później opracował dokumentację Starego Teatru w Krakowie. „Zasłynął” przeprowadzonym w październiku 2013 roku bojkotem „z gwizdkami” – wraz ze zorganizowaną grupą widzów przerwał wystawiany w Starym Teatrze spektakl Do Damaszku w reżyserii Jana Klaty. Incydent ten, postrzegany wówczas jako kuriozum, stał się asumptem do fali wielu kolejnych protestów i blokad progresywnych działań teatralnych w ostatnich latach, między innymi czytania tekstu Golgota Picnic Rodriga Garcii na różnych scenach, premiery Śmierci i dziewczyny w reżyserii Eweliny Marciniak w Teatrze Polskim we Wrocławiu oraz pokazów Klątwy w reżyserii Olivera Frljića w Teatrze Powszechnym w Warszawie czy w Teatrze Rozrywki w Chorzowie. Polski teatr doznał politycznego ataku w skali, jaka kilkanaście lat wcześniej spotykała galerie sztuki współczesnej, co wówczas podsumowywał językowo Zbigniew Libera w kolażu prawicowych tekstów o sztuce Zimna wojna sztuki ze społeczeństwem (2001). Dzisiejsza „kontrkultura śmierci” nie ma własnych, sprecyzowanych cech. Przedrostek „kontr-” prawdopodobnie użyty został w znaczeniu „pseudo-” lub „anty-”, co ma odbierać omawianym zjawiskom wartość artystyczną. Genezy tego określenia możemy szukać w lansowanym przez Jana Pawła II pojęciu „cywilizacja śmierci” oraz w nieufności przedstawicieli Kościoła katolickiego do krytycznego myślenia, czego najsilniejszym gestem w nowoczesności była tak zwana przysięga antymodernistyczna, zainicjowana przez Piusa X w 1910 roku. Pokazom Klątwy w Polsce także towarzyszyły listy arcybiskupów (arcybiskup katowicki Wiktor Skworc domagał się na przykład wyciągnięcia konsekwencji od dyrektora chorzowskiego teatru za zorganizowanie spektaklu).

Gest naznaczenia zjawisk artystycznych przez skrajnie prawicowe środowiska bliski jest stosowanemu przez nazistów pojęciu „sztuki zdegenerowanej”. We wspomnianym wywiadzie Markowski mówi o aktorach Starego Teatru, że „mogą unosić się nad sceną jak ptaki, a nie pełzać w błocie”. Retoryka ta, odwołująca się do przeciwstawnych pól semantycznych: mokre – plugawe versus suche – wzniosłe, używana była często właśnie przez nazistów, co analizował swego czasu Jonathan Littell w książce Suche i wilgotne. STANISŁAW RUKSZA LAJK GŁĘBOKI Kto z ciekawości nigdy nie przeglądał cudzych zdjęć na Facebooku albo Instagramie, niech pierwszy rzuci kamieniem. Niemniej jednak zabawa w cichego podglądacza to jedna rzecz, a dawanie głębokich lajków to już zupełnie inna sprawa. Lajk zyskuje miano głębokiego (ang. deep like), kiedy dajemy go lub otrzymujemy za zdjęcie (znacznie rzadziej za wpis), które nie jest nowe. Można się zastanawiać, czy polubienie zdjęcia sprzed tygodnia to już odkopywanie staroci, czy nie, ale jeżeli rzeczony obrazek ma kwartał albo dwa lata, nie da się ukryć: jesteśmy zakopani po łokcie w archiwach mediów społecznościowych. Wedle typologii taki głęboki lajk może być intencjonalny lub nie. W pierwszym przypadku albo znaleźliśmy naprawdę świetne zdjęcie, które po prostu musimy polubić, albo chcemy dać znać, iż autor lub bohater zdjęcia podoba nam się do tego stopnia, że z otwartą przyłbicą ujawniamy się z naszymi badaniami archeologicznymi. W drugim przypadku jest to efekt nieostrożności w podglądactwie, którą – wedle mądrości internetu – przypłacamy rumieńcem, zmianą nazwy profilu w medium społecznościowym lub, w skrajnych przypadkach,

119


skasowaniem konta. Czasem „głęboki lajk” stosuje się też jako synonim „kocham”, jak w przykładzie: „głęboko cię lajkuję”. HELENA CHMIELEWSKA-SZLAJFER LAJK W CIEMNO Publiczna deklaracja, którą składamy, gdy kładziemy lajk pod trudnym i długim artykułem, ma wartość immanentną – oczywiście całkowicie niezależną od faktycznego przeczytania czy nieprzeczytania tekstu źródłowego. W ekonomii prestiżu liczy się bowiem wprawne oko, szybka ręka, zgodność z długofalową strategią programową i pewność kuratorskiego gestu palcem. O! – To. Reszta to już czysty Schrödinger – tekst pozostaje skutecznie przeczytany i jednocześnie całkiem nieprzeczytany. Lajk w ciemno podlega pod tym względem prawom fizyki kwantowej. Jest też trochę jak ciemna materia w kosmosie: nie emituje i nie odbija energii (intelektualnej), ale wytwarza grawitacyjne fale (prestiżu), które utrzymują cały system w równowadze. Dając narzędzie autopromocji czytelnikom, dostarcza socjologicznej mocy autorom. Niestety jako nadmiarowa jednostka prestiżu niepowiązana z żadną realną wartością intelektualną jest narażony na mechanizmy charakterystyczne dla wszystkich derywatów intelektualnych: podlega presji inflacyjnej, grożąc powstaniem w niedługiej przyszłości bańki spekulacyjnej lub – jeśli ktoś woli pozostać przy terminologii kosmicznej – degeneracją jasnych gwiazd w czarne karły. JAKUB ZGIERSKI MODEL PODKOWY Model podkowy jaki jest, każdy widzi: wygląda jak podkowa, ale okazje do teoretycznego zastosowania tego przynoszącego szczęście kształtu nie zdarzają się zbyt często. Amerykański

socjolog John Sonnett z Uniwersytetu Missisipi użył go jednak niedawno do graficznej prezentacji wartości moralnych widocznych w amerykańskich mediach, od radykalnie lewicowego portalu Alternet, poprzez centrowe i konserwatywne „Wall Street Journal”, CNN czy Fox, aż po ultraprawicowe media jak Infowars. Sonnett przeanalizował wiadomości na temat relacji między Stanami Zjednoczonymi i Rosją, począwszy od 2012 roku, i odkrył, że im bardziej radykalne są media zarówno po lewej, jak i po prawej stronie sceny politycznej, tym bardziej wyrażane przez nie wartości moralne tych dwóch grup zbliżają się do siebie – choć nigdy się nie spotykają. Jakie słowa łączą te grupy, które – mogłoby się wydawać – nie mogą się bardziej od siebie różnić? Na przykład „szczęście”, „wiarygodność” i „szczerość”. Co ciekawe, na lewą stronę ucieka między innymi słowo „cnota”, a na prawą – „lojalność”. Wyraźnie z lewej strony zlokalizowana jest również „pomoc”, za to z prawej – „zdrada”. Z kolei konserwatywny szczyt podkowy łączy obie strony politycznego spektrum poprzez „przegraną”, „ciszę” i „nadzieję”. HELENA CHMIELEWSKA-SZLAJFER NO LOGO No logo kojarzymy w Polsce przede wszystkim z kultową książką kanadyjskiej dziennikarki i aktywistki Naomi Klein. Jej tekst to biblia alterglobalizmu, wyjaśniająca mechanizmy korporacyjnego wyzysku i globalnych nierówności poprzez opis niesprawiedliwych praktyk globalnych korporacji, krytyczną analizę głównych marek i zachęcające opisy praktyk kontrkulturowych. Ta książka, film Matrix Wachowskich, Indymedia oraz protesty antyglobalistyczne w Seattle (1999), czeskiej Pradze (2000) oraz podczas Europejskiego Forum Ekonomicznego w Warszawie (2004) to dla mnie

120


wspomnienia wcześniejszej młodości, zarazem symbole i przeżywane doświadczenia. Dziś określenia no logo używamy w odniesieniu do przetaczających się przez polskie ulice protestów, szczególnie tych tworzących Strajk Kobiet (wiosna 2017) oraz związanych z sądami (lato 2017). No logo oznacza w tym kontekście: bez symboli partyjnych. Strategia ta traktowana jest jako ochrona uczestniczek i uczestników protestu przed ewentualną niechcianą etykietą oraz jako szansa dla osób nieidentyfikujących się z partiami politycznymi. Niedawno strategia ta ujawniła jednak swoje obiektywne minusy, gdy podczas protestu w sprawie sądów trzej muszkieterowie polskiej opozycji liberalnej, Władysław Frasyniuk, Ryszard Petru i Grzegorz Schetyna, obwieścili założenie „zjednoczonej opozycji”, ignorując przy tym zarówno obowiązującą na proteście zasadę no logo, jak i fakt, że do jego popularności przyczyniły się w dużej mierze partie opozycyjnej lewicy (Zieloni, Razem oraz Inicjatywa Pracownicza), których przedstawicielkom wprost odmówiono prawa do zabrania głosu. Na no logo skorzystali przede wszystkim ci politycy, których twarze same w sobie stanowią logo – osoby rozpoznawalne i kojarzone z określoną opcją polityczną. Znów – jak w bankach – wygrywają więc najbogatsi, bo biednemu przecież nikt nie da kredytu. Strategia no logo przypomina też demontaż hegemonii Zachodu jako podmiotu – im bardziej go dekonstruujemy, tym bardziej hegemoniczny się staje. Jeśli chcemy szukać innej polityki, musimy chyba też czasem deklarować jakieś logo, nawet jeśli będzie to antylogo (anarchizm i pokrewne) czy uberlogo (kobiece, queerowe, lokatorskie, pracownicze i podobne tematy idące w poprzek podziałów partyjnych). EWA MAJEWSKA

ODPOWIEDZIALNOŚĆ Równie dobrze można by napisać: „brak”, chroniczny deficyt we wszystkich relacjach władzy. Przede wszystkim w tej podstawowej dla demokracji: obywatel – wybrany przedstawiciel. Nader dobrze to znamy: w momencie formalnego przejęcia mandatu zwykle okazuje się, że władza czuje się bezkarna, bo też przez nikogo skutecznie nie może być rozliczona. Ostatecznie to ci, którzy wygrali, kontrolują kluczowe instytucje w państwie. Aż do kolejnych wyborów, kiedy na nowo rozpoczyna się rytualny taniec godowy, gra w obietnice i odzyskiwanie zaufania. Ten przykład emanuje na inne relacje słabszych z silniejszymi: nikogo nie dziwi, że pracodawca wyzyskuje, że wielki przemysł eksploatuje i zużywa, że media głównego nurtu nie mówią całej prawdy, ale ten kawałek, który jest dla nich wygodny. Czy jeszcze do pomyślenia jest świat, w którym większa władza oznaczałaby po prostu większą odpowiedzialność? KATARZYNA SZYMIELEWICZ OGAR Wciąż aktualne Młodzieżowe Słowo Roku 2016 zgodnie z wynikami ankiety, jaką fachowcy z Uniwersytetu Warszawskiego przeprowadzili wspólnie ze autorami internetowego słownika miejski.pl i redakcją PWN. A że wszystko to ludzie ogarnięci, należy się temu przyjrzeć i spróbować zrozumieć. Czyli ogarnąć. Bo „ogarniać” to rozumieć, znać się na rzeczy. Wyraz ten już od dawna zakorzeniony jest w polszczyźnie – a „ogar” to jego skrócona forma, choćby niektórzy zostali na etapie ogarów z Popiołów Stefana Żeromskiego. Słownik PWN jako jedno ze znaczeń czasownika „ogarniać” podaje: „zdawać sobie z czegoś sprawę”. Przykłady coraz częściej wracają do nas ostatnio w kulturze popularnej.

121


Choćby w piosenkach. „Jezus Maria, nie ogarniam!” – denerwuje się Maria Peszek, a wtóruje jej raper Tede, zarzucając jednak to samo innym: „Bit w sam raz, choć banda baranów tu nic nie ogarnia”. Już z powyższych przykładów widać, że dziś bycie ogarniętym to nie tylko „zdawanie sobie z czegoś sprawy”, ale też nadążanie za światem, który zrobił się tak szeroki, że fizycznie wręcz trudno go ogarnąć. Albo nawet jakiś stan równowagi, kontroli nad własnym życiem. Momentami to coś bliskiego hasłu „orientuj się”, gdy ktoś wzywa: „Ogar, człowieku!”. Tu słowo występuje już w modnej, skróconej formie – jako opis stanu ogarnięcia albo swoiste przywołanie do porządku („Ogarnij się!” – to całkiem stare i zrozumiałe). Ogar ma przeciwieństwo w postaci – jak łatwo odgadnąć – nieogara. To z kolei stan niezrozumienia, stuporu, nienadążania za rzeczywistością. Definiowany bardzo szeroko – od kłopotów psychicznych po problemy z nauczeniem się czegoś. Zarówno w ogarze, jak i w nieogarze zawsze zawarty jest bowiem jakiś element nauki. Stefan Żeromski urodził się za wcześnie, stąd najwyraźniej tego nie ogarniał, bo u niego „ogary poszły w las”. A nauka, jak wiadomo, raczej by nie poszła. BARTEK CHACIŃSKI ORGANIZACJE ALTERNATYWNE Tak nazwać można wszystkie organizacje niereprezentowane w standardowych podręcznikach zarządzania. W popularnym artykule w „Guardianie” profesor nauk zarządzania Martin Parker pytał, jak wyobrażalibyśmy sobie studiowanie na wydziale biologii, gdzie uczono by tylko o zwierzętach czworonożnych, i dodaje, że to właśnie czynią szkoły biznesu, zawężając edukację do jednego tylko, bardzo

specyficznego zjawiska. Tymczasem organizacje są nieodłącznym składnikiem cywilizacji ludzkiej od samych jej początków, można powiedzieć, że są jej narzędziem i przejawem. Nauki organizacji i zarządzania na świecie, także w Polsce, zajmują się badaniem organizacji w całej różnorodności, od prapoczątków swojego istnienia, czyli przeszło stu lat, kiedy nie były jeszcze odrębną dyscypliną nauki, a także później, przez cały czas rozwoju. Praktyka zawężania pola uwagi przez edukację biznesową sprawiła jednak, że badacze (i praktycy) zajmujący się organizacjami innymi niż korporacje nastawione na zysk i przedsiębiorczość zaczęli używać określenia „organizacje alternatywne” dla podkreślenia tego obszaru, a także jako wyraz oporu przeciwko neoliberalnej doktrynie TINA („There Is No Alternative” – „nie istnieje alternatywa”). Tymczasem alternatywa nie tylko istnieje, ale też jest dość powszechnie spotykana; są to wszelkie organizacje formalne, nieformalne, ideowe i ekonomiczne, dla których zysk jest środkiem, a nie celem (kooperatywy, ekoprzedsiębiorstwa, tradycyjne firmy rodzinne itp.), szkoły, zakony, ugrupowania oporu i wiele, wiele innych. Oprócz wspomnianego Martina Parkera zajmują się nimi także Maria Daskalaki, Marianna Fotaki, Ewa Bogacz-Wojtanowska, Patrick Reedy, Christine Coupland i wielu innych badaczy zarządzania. Pisał o nich także Zygmunt Bauman – niektóre z nich postrzegał jako źródło nadziei dla zarządzania po kapitalizmie. MONIKA KOSTERA PERFORMATYKA OPORU Performatyka oporu to hasło, które łączy tematykę protestu i niezgody z badaniami nad kulturą, językiem, sztukami wizualnymi i teatrem. Wedle Johna Langshawa Austina

122


performatywne akty mowy to takie, które działają. W przeciwieństwie do opisu, na przykład: „Tych dwoje właśnie zawarło związek małżeński”, który sam z siebie nie generuje jeszcze żadnych skutków prawnych czy społecznych, w szczególnych okolicznościach powiedzenie do kogoś: „Biorę ciebie za żonę” stanowi performatywny akt mowy, czyli taki, który działa (bo od tego dnia taka osoba staje się faktycznie moją żoną, co daje jej dostęp do szeregu rzeczy, które posiadam, umożliwia mi ubezpieczenie jej albo podejmowanie w jej imieniu decyzji prawnych itp., zależnie od dalszych ustaleń1). Wyróżnienie performatywnych aktów mowy stanowiło ważny moment nie tylko w filozofii języka, ale również w teorii sztuki i płci, ponieważ pozwoliło obalić tezę o wyłącznie neutralnym i deskryptywnym czy emotywnym charakterze języka. Oprócz funkcji wyróżnionych przez Romana Jakobsona do działań wykonywanych za pomocą słów należy również generowanie skutków – prawnych, społecznych i obyczajowych. Ten aspekt w kontekście płci i seksualności rozwija między innymi Judith Butler, która w książce Uwikłani w płeć dowodzi, że różnica między kobietami i mężczyznami jest efektem performatywnej reprodukcji, że skutki stwierdzeń takich jak „chłopaki nie płaczą” czy „zachowuj się jak dziewczynka” są znacznie ważniejsze dla naszej tożsamości płciowej niż pierwszorzędne cechy płciowe2. To one generują u nas zachowania składające się na płeć społeczno-kulturową. Ale – jak pisał już Michel Foucault – wszędzie tam, gdzie jest kontrola, pojawia się również opór. Znaczna 1 John Langshaw Austin, Jak działać słowami?, [w:] tegoż, Mówienie i poznawanie, przeł. Bohdan Chwedeńczuk, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1993. 2 Zob. Judith Butler, Uwikłani w płeć, przeł. Karolina Krasuska, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2008.

część teorii performatywnej reprodukcji płci Butler dotyczy właśnie tego, jak reprodukujemy również nienormatywne zachowania, jak – pomimo ryzyka, przemocy symbolicznej czy tradycji – jednak nie wszyscy zachowujemy się zgodnie z binarnym podziałem płciowym i seksualnym. W książce Walczące słowa Butler wskazuje, że ludzie doświadczający przemocy – kobiety, przedstawiciele mniejszości seksualnych i osoby niebiałe – nie tylko wykazują uległość wobec agresji, wyzwisk czy dyskryminacji, ale też generują odpowiedzi uderzające rykoszetem w sprawcę albo rozbijające sam mechanizm opresji3. Świetny przykład takiego oporu zaprezentował kilka lat temu krakowski aktywista Łukasz Dąbrowiecki. Agresywnie zapytany przez taksówkarza: „A co to jest za szalik?!” po tym, jak wszedł do taksówki przyozdobiony eleganckim zielonym boa z piór, odpowiedział, nie namyślając się długo: „A to jest szalik Lechii Gdańsk”. W tej odpowiedzi, oprócz przytomności, poczucia humoru i inteligencji, pobrzmiewa też zasadniczy brak elementu zastraszenia czy degradacji, uznawanych za typowe efekty mowy nienawiści (w tonie taksówkarza było sporo agresji). W efekcie rozładowała ona sytuację potencjalnie konfliktową i przekształciła ją w zgryw – odbijając piłkę, nie narażała jednak nikogo na dalszą agresję. Ten performatywny sposób działania, poprzez sam komunikat, kolor ubioru czy główne hasło, znajduje się dziś w centrum uwagi badaczy analizujących społeczne protesty, wystąpienia opozycji oraz działania kulturalne wyrażające niezgodę na jakiś element polityczno-społeczny. W Czarnym Proteście w 2016 roku kolor ubrań mówił 3 Zob. tejże, Walczące słowa, przeł. Adam Ostolski, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2010.

123


sam za siebie, podobnie w latach 80. XX wieku znak „V” pokazywał bez konieczności dalszych wyjaśnień, po której stoi się stronie, analogicznie do zaciśniętej, podniesionej pięści Czarnych Panter w USA czy trzech strzałek w logo antyfaszystów. Te znaki graficzne, gesty i elementy ubioru składają się – oprócz ulotek, przemówień i innych komunikatów – na performatykę oporu, ale nie są jej jedynymi elementami. Inny bardzo silnie oddziałujący czynnik to ludzkie ciała – siedzące podczas akcji sit-in, leżące na Occupy czy tańczące na Paradach Równości. One również uczestniczą w tworzeniu performatyki oporu i przekładają się na odbiór określonego protestu oraz jego uczestniczek i uczestników, i w konsekwencji – także na jego postrzeganie przez osoby z zewnątrz. Czasem symbolem protestu staje się przypadkowy element – jak było z parasolką, która stała się logo Czarnego Protestu właściwie głównie dlatego, że 3 października 2016 roku pogoda również ogłosiła strajk. EWA MAJEWSKA PRZEGRYW To taki ktoś, kto przegrał raz, potem drugi i jest na dobrej drodze, by z tego powodu stać się wiecznym przegranym. Tak jak to bywa na przykład w szkole, gdy komuś raz nie wyjdzie i już na zawsze dostaje etykietkę… no właśnie. W amerykańskim filmie powiedzieliby: „losera”, a my najwidoczniej możemy już mówić: „przegrywa”, skoro słowo trafiło na polską ścieżkę dialogową ostatniego filmu o Spidermanie. Kumpel głównego bohatera uprzedza, że jeśli teraz zrobią to i to, obaj będą zwykłymi przegrywami. A w dziecięcym świecie nie ma przebacz – zostaje się albo superbohaterem, albo przegrywem. Właściwie w języku polskim mamy już słowo określające człowieka, który

doznał licznych niepowodzeń – to po prostu „przegrany”. Problem polega jednak na tym, że nie odróżnia ono wyraźnie jednorazowej klęski od postawy życiowej losera – kogoś, komu nic nie wychodzi albo kto marnuje życie. Niby mamy już frajera, lamusa, a przez pewien czas w polskiej prasie można się było spotkać z pisownią looser (Mirosław Bańko odradzał ją nawet w Poradni językowej PWN), ale przegryw ma w sobie urok dokładnego odpowiednika. Co więcej, istnieje też zakorzeniony już w polszczyźnie rodzaj żeński: przegrywka. Tyle że z innym znaczeniem. Tak mówiło się na kasetę przegraną z oryginału w czasach, kiedy oryginał danej płyty z muzyką czy kasety VHS z filmem był trudny do zdobycia. Można nawet powiedzieć, że kto miał przegrywkę, był w pewnym sensie przegrywem, a kto posiadał oryginał, nie stawał się może od razu superbohaterem, ale jego notowania towarzyskie rosły – w końcu można sobie było daną muzykę od niego przegrać. W czasach serwisów streamingowych szanse się wyrównały. Pojawiło się też w języku przeciwieństwo przegrywa, czyli wygryw, na razie jednak występuje rzadziej. Taka sytuacja: przegryw wygrywa, a wygryw przegrywa. BARTEK CHACIŃSKI RADYKALNA BEZPRETENSJONALNOŚĆ Jeśli będąc szykownym radykałem (radical chic), chcesz w czasach ponowoczesnych skutecznie reprezentować biedę w mediach społecznościowych, to twoim strategicznym problemem staje się automatycznie pretensjonalność wynikająca z jednoczesnego stosowania powagi i zaangażowania. Aby uniknąć związanych z nią konsekwencji – słabego poziomu interakcji i niskich zasięgów – możesz zastosować taktykę radykalnej

124


Rys. Wojtek Kucharczyk

bezpretensjonalności. Polega ona na uważnym i konsekwentnym kontrapunktowaniu ideowego żaru sieciowym luzactwem, a intelektualnego wyrafinowania – dobrze dobranym memem. Po przedstawieniu swojego zupełnie nowego spojrzenia na problem niskiego poziomu czytelnictwa w Polsce zastosuj copypastę swojego wyboru, na przykład: „Mój stary jest fanatykiem [czytelnictwa]”. Albo: „Nie zawsze [badam czytelnictwo], ale kiedy tak, to nie”. Praktyka radykalnej bezpretensjonalności może zostać rozszerzona o rzeczywistość offline: dyskusje o operze warto

parować z Królewskim, a sprany t-shirt i ubłocone buty trekkingowe stworzą ci komfortowe warunki do – w innym stroju niemożliwej – publicznej ekspiacji neokolonialnych wątków obecnych w twoim drzewie genealogicznym. JAKUB ZGIERSKI SKUTECZNOŚĆ Na ten temat sporo pisaliśmy w książce Skuteczność sztuki4. Tam chodziło o sztukę, natomiast tu chodzi o skuteczność protestu. Co to znaczy, że 4 Skuteczność sztuki, red. Tomasz Załuski, Muzeum Sztuki, Łódź 2014.

125


protest jest skuteczny? Czy jest taki wtedy, gdy natychmiast prowadzi do zmiany władzy? Ale przecież wtedy ryzykujemy, że nowa władza będzie jeszcze gorsza (jak w przypadku większości rewolucji Arabskiej Wiosny). Czy chodzi o masowość? Protesty Komitetu Obrony Demokracji organizowane podczas pierwszych miesięcy po wyborach parlamentarnych w 2015 roku z pewnością takie właśnie były, ale zarzuca się im, że nie doprowadziły ani do powstania realnej alternatywy dla aktualnej konstelacji politycznej, ani do obalenia czy zablokowania niechcianych zmian prawnych… Skuteczność protestu może być błyskawiczna i krótkotrwała – jak dzieje się we wszystkich tych sytuacjach, gdy zmiany przychodzą natychmiast – albo długofalowa, jak mówi się dziś o doświadczeniach hiszpańskiego ruchu M15, ukraińskiego Majdanu czy Arabskiej Wiosny. EWA MAJEWSKA TRÓJPODZIAŁ Klasyczna koncepcja samoograniczania się władz znana z filozofii Monteskiusza czy nieco zapomnianej koncepcji Johna Locke’a to z pozoru absolutny elementarz demokratycznego państwa prawa. W polskim ustroju pewną podległość władzy sądowniczej w stosunku do wykonawczej dostrzec można było już od dłuższego czasu – dotąd funkcjonował przecież częściowy administracyjny i finansowy nadzór ministra sprawiedliwości nad sędziami. Nową jakość w tym zakresie stworzyły jednak drastyczne akty naruszenia równowagi sił, forsowane przez rząd PiS w błyskawicznym, nocnym trybie, wykluczającym jakiekolwiek konsultacje społeczne. Gdy tysiące osób wyszły na ulice ponad 250 miast, aby bronić sądów, prawicowi publicyści zainicjowali próby uzasadnienia decyzji władz.

Obok rytualnych oskarżeń o komunistyczną, bolszewicką czy ubecką proweniencję środowiska sędziowskiego i organizacji typu watchdogs rozpoczęto debatę z zakresu teorii ustrojowej. Założyciel „Frondy” Grzegorz Górny, zaintrygowany szwajcarską demokracją bezpośrednią, stwierdził nawet, że „trójpodział władzy Monteskiusza nie ma związku z demokracją”. Jako żywo przypomina to sytuację z lat 70. i 80. XX wieku, kiedy w ramach peerelowskiej nowomowy demonizowano przeciwstawiające się reżimowi, dopiero kiełkujące ruchy obrońców praw człowieka. Ówcześni neoendecy przekonywali, że koncepcja praw człowieka to w rzeczywistości wytwór liberałów i masonów. ŁUKASZ DROZDA WIĘKSZOŚĆ W antycznej wersji demokracji władza większości miała zapobiegać tyranii nielicznych. Ale nigdy – nawet w elitarnym greckim polis, gdzie głosujący lud mieścił się na jednym placu – nie była pomyślana jako dogmat. Dogmatem stała się dopiero w rękach populistów. Polskie „mamy większość, i co nam zrobisz?” długo i nieprzyjemnie dźwięczy w uszach. Nieważne, ile głosów w wyborach zebrał ten, kto ma mandat. Nieważne, czy pozostaje wierny swoim własnym obietnicom. Liczy się formalne zwycięstwo i fizyczna przewaga. A więc znowu przemoc w miejsce dialogu, znowu polityka oparta na wykluczeniu wszystkich, którzy są „przeciwko nam”. Bez względu na wartości, jakie za tym sprzeciwem stoją, nawet jeśli tą wartością jest zachowanie demokracji w dobrym zdrowiu. Rządy większości przy poszanowaniu praw mniejszości to najbardziej ucywilizowany mechanizm ścierania się poglądów i wypracowywania kompromisu, jaki wypracowała ludzkość.

126


Ale to nie jest nasze dziedzictwo ani znane nam doświadczenie. W Polsce nadal żyjemy w realiach sporów plemiennych, w podziale na naszych i obcych, w którym obcy nie ma szans na szacunek i równe traktowanie. I w którym „większość” to w zasadzie puste, instrumentalnie traktowane pojęcie, coś, co każdy zwycięzca definiuje po swojemu. KATARZYNA SZYMIELEWICZ WYOBRAŹNIA W DZIAŁANIU Od czasów starożytnych jedni chwalili wyobraźnię, inni zaś ją ganili. Do pierwszej grupy zaliczał się Adam Smith, który uważał, że dzięki wyobraźni można widzieć więcej i dostrzegać pomiędzy zjawiskami powiązania, które innym wydają się nieciekawe lub oczywiste. Charles Wright Mills ukuł natomiast słynne pojęcie wyobraźni socjologicznej, oznaczające umiejętność szerokiego postrzegania związków między ludzkimi zachowaniami, strukturami społecznymi i towarzyszącymi im wartościami. Najpierw pozwala ona zobaczyć związki między tym, co jednostkowe i społeczne, dostrzec wzorce i szerszy kontekst, a potem umożliwia obmyślanie sposobów zmieniania świata na lepsze – czy to pojedynczych ludzi, czy też organizacji, czy całych społeczeństw i systemów społecznych. Świat społeczny jest wszak tworzony przez nas i im bardziej świadomie to czynimy, tym lepiej dla nas. W naukach organizacji i zarządzania sporo uwagi poświęca się wyobraźni organizacyjnej, bo ma ona stosunkowo dużą skuteczność – łatwiej zobaczyć w działaniu jej skutki niż efekty koncepcji obejmujących całe społeczeństwa. Wyobraźnia w zarządzaniu może się przydać po to, by wyróżnić się spośród konkurencji, zyskać przewagę strategiczną, ale także by poprawić los pracowników, wreszcie:

by skuteczniej tworzyć rzeczy nowe. Jak mawia profesor zarządzania Karl Weick, wyobraźnia nadaje kształty rzeczom jeszcze nieznanym. W dzisiejszych czasach jest to umiejętność nie tylko miła i radosna, ale wręcz niezbędna. Mamy obecnie do czynienia ze stanem interregnum, jak za Antonio Gramscim Zygmunt Bauman określił epokę pomiędzy działającymi systemami, bez silnych instytucji społecznych, pełną niepewności i strachu. Od nas zależy, czy i kiedy nadamy kształt rzeczom nieznanym, czyli nowemu systemowi społeczno-politycznemu i naszym miejscom pracy, które wyłonią się w przyszłości. MONIKA KOSTERA

127


nowy wyraz nr 4 autorzy BARTEK CHACIŃSKI – redaktor działu kultury „Polityki” i dziennikarz muzyczny, znawca współczesnej kultury popularnej. Kiedyś pracował w „Przekroju” i „Machinie”, dziś współpracuje z radiową Dwójką, prowadzi blog muzyczny Polifonia. Jest członkiem Rady Języka Polskiego. Opublikował między innymi serię Słowników najmłodszej polszczyzny oraz książkę Wyż nisz o tym, gdzie się podziały subkultury młodzieżowe. HELENA CHMIELEWSKA-SZLAJFER – socjolożka, Visiting Fellow LSE Department of Media and Communications (2017), Visiting Scholar NYU Institute for Public Knowledge (2016), adiunktka w Akademii Leona Koźmińskiego, laureatka Albert Salomon Memorial Award in Sociology, doktoryzowała się w New School for Social Research. Zajmuje się transformacją codzienności po 1989 roku, obecnie bada upolitycznienie internetowych tabloidów w Polsce, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Redaktorka zbioru esejów Kazimierza Kelles-Krauza Marksizm a socjologia (Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego 2014, w wersji angielskiej Brill Publishers 2017). ŁUKASZ DROZDA – politolog i urbanista. Doktorant w Kolegium Ekonomiczno-Społecznym Szkoły Głównej Handlowej, gdzie w Instytucie Gospodarstwa Społecznego prowadzi badania nad wieloczynnikową waloryzacją przestrzeni. Wcześniej studiował w Instytucie Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego oraz gospodarkę przestrzenną na Wydziale Leśnym Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Stały współpracownik „Le Monde Diplomatique – edycja polska” oraz stypendysta Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności „PhDo w Stoczni” (2015–2016). Opublikował między innymi książki: Lewactwo. Historia dyskursu o polskiej lewicy radykalnej (2015) oraz Uszlachetniając przestrzeń. Jak działa gentryfikacja i jak się ją mierzy (2017). MACIEJ FRĄCKOWIAK – socjolog zainteresowany formami aktywności i bezczynności społecznej w miastach, a także obrazem, który próbuje traktować jako narzędzie i pretekst do badań oraz zmiany relacji społecznych. Doktorant w Instytucie Socjologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. MONIKA KOSTERA – polska ekonomistka, profesor nauk ekonomicznych, profesor zwyczajna w Instytucie Kultury Uniwersytetu Jagiellońskiego. Profesor (Professor and Chair) Durham

University w Wielkiej Brytanii oraz na Uniwersytecie Linneusza w Szwecji. Specjalizuje się w zarządzaniu humanistycznym oraz w etnografii organizacji. Aktualnie w badaniach zajmuje się samoorganizacją i samozarządzaniem, dezalienacją pracy, a także organizacjami dobra wspólnego. Autorka i współautorka licznych publikacji poświęconych tej tematyce, między innymi Occupy Management (2014) oraz Zarządzanie w płynnej nowoczesności (2017). WOJTEK KUCHARCZYK – ogrodnik, muzyk, działacz i raczej postartysta. Akcje w wielu krajach świata, podróże to wyższe dobro. Denerwuje się, gdy widzi, że ludzie nie myślą za bardzo. EWA MAJEWSKA – filozofka feministyczna i aktywistka, autorka książek Feminizm jako filozofia społeczna i Sztuka jako pozór, współredaktorka tomów o neoliberalizmie i edukacji równościowej oraz wielu artykułów i esejów publikowanych w kraju i za granicą. Adiunktka na wydziale Artes Liberales Uniwersytetu Warszawskiego i współpracowniczka Institute for Cultural Inquiry w Berlinie. STANISŁAW RUKSZA – historyk sztuki, autor licznych publikacji z dziedziny sztuki współczesnej. Kurator wystaw prezentowanych w kraju i za granicą. Laureat wielu nagród i wyróżnień. Przez wiele lat kierował CSW Kronika w Bytomiu, obecnie jest dyrektorem Trafostacji Sztuki w Szczecinie. KATARZYNA SZYMIELEWICZ – absolwentka prawa i studiów o rozwoju, współzałożycielka i prezeska Fundacji Panoptykon, której celem jest ochrona podstawowych wolności wobec zagrożeń związanych z rozwojem współczesnych technik nadzoru nad społeczeństwem. panoptykon.org ANDRZEJ TOBIS – artysta, absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach, w której obecnie prowadzi jedną z dyplomujących pracowni malarstwa. Jego prace prezentowane były na wielu wystawach w Polsce i za granicą. Autor monumentalnego projektu A–Z. Gabloty edukacyjne. aztobis.pl JAKUB ZGIERSKI – kulturoznawca. Pisze artykuły o literaturze, redaguje książki o sztuce i organizuje wydarzenia filmowe. Członek zespołu programowego w Narodowym Instytucie Audiowizualnym.

128


GENDER PRZYDROŻNY Polskie totemy stereotypowej kobiecości i stereotypowej męskości. Znalezione w różnych miejscach, zestawione ze sobą tworzą wyobrażenie pary idealnej. ANDRZEJ TOBIS


Pałac Kultury i Nauki oraz plac Defilad – widok z dachu budynku przy ulicy Marszałkowskiej. Widoczna młodzież idąca w pochodzie z okazji V Światowego Festiwalu Młodzieży i Studentów w Warszawie. Fot. Zbyszko Siemaszko, 1955, Narodowe Archiwum Cyfrowe: 51-377-3

130


Zamiast protest ować, bu jajcie się O placach cyrkulacji i placach spektaklu, czyli o tym, jak ustrój wpływa na charakter tej szczególnie ważnej dla miasta przestrzeni publicznej, z badaczami architektury Kubą Snopkiem i Tomkiem Świetlikiem rozmawia Ola Litorowicz 131


OL:

KS:

TŚ:

Zbadaliście kilkadziesiąt placów poradzieckich Europy Środkowej, Rosji, Ukrainy i Kaukazu. Wyniki waszych badań będzie można zobaczyć na wystawie głównej tegorocznego festiwalu Warszawa w Budowie. Co odkryliście? Po przeanalizowaniu placów w byłym Związku Radzieckim i byłych państwach komunistycznych oraz porównaniu ich z placami Paryża, które uznaliśmy za wzorzec idealnego placu europejskiego, odkryliśmy, że istnieją dwa rodzaje placów: place cyrkulacji i place spektaklu. Place cyrkulacji to place kapitalistyczne, których najważniejszą cechą jest to, że umożliwiają przepływ ludzi, pieniędzy i kapitału. Nie są zbyt duże, co sprzyja cyrkulacji, tak samo zresztą jak dostępna na nich indywidualna i zbiorowa komunikacja. Na ich szerokich trotuarach, przy fasadach, mogą rozwijać się różnego rodzaju usługi i biznesy. Place te łączą się ze sobą bulwarami lub ulicami handlowymi. Natomiast place spektaklu powstały po rewolucji w Rosji. Ich głównym zadaniem jest zapewnienie miejsca na wydarzenia polityczne. W czasach Lenina były to wielkie wiece, później rewolucyjny masowy teatr uliczny Wsiewołoda Meyerholda, następnie wydarzenia agitacyjne, propagandowe, spontaniczne. W czasach Stalina place ewoluowały, ponieważ państwo radzieckie stawało się coraz bardziej totalitarne – służyły defiladom, paradom, wydarzeniom drobiazgowo zaplanowanym przez władzę. Skończyło się na tym, że plac spektaklu obsługiwał wielkie święta państwowe, na przykład 1 Maja, rocznicę rewolucji październikowej czy – to już w Polsce po wojnie – Święto Odrodzenia Polski. Place cyrkulacji i spektaklu mają przeciwstawny charakter i nie sprawdzają się w warunkach przeciwnych. Na placu cyrkulacji najważniejsze są fasady. Na placu spektaklu – płyta, na której odbywa się spektakl. Plac cyrkulacji jest kompaktowy, plac spektaklu – rozległy. Zaraz po rewolucji, kiedy carska Rosja stała się socjalistyczną Rosją Radziecką, jej kapitalistyczne place były bardzo szybko przekształcane w place spektaklu, chociażby przez usuwanie wszystkiego z ich płyt. Dziś z kolei, niemal 30 lat od upadku socjalizmu i ZSRR, to place spektaklu są przekształcane w place cyrkulacji, ponieważ nie mają już racji bytu – a przynajmniej te racje są zupełnie inne. Czym jest plac spektaklu i jaki jest jego potencjał, szczególnie łatwo zobaczyć można przez pryzmat oddolnych ruchów, które przez ostatnie pół wieku falami przetaczały się przez były blok wschodni. Plac spektaklu to coś więcej niż przestrzeń dla propagandy – jest medium komunikacji w życiu politycznym. Co ciekawe, tak jak każde medium, ma on swoją charakterystykę, która wpływa na przekaz. Siła masowego wydarzenia politycznego, jak na przykład demonstracji, mierzona jest liczbą uczestników. Na placu – inaczej niż w telewizji – wszyscy uczestnicy są sobie równi. I w ten sposób banalność placu spektaklu determinuje jego demokratyczny potencjał. Plac spektaklu musi być duży, żeby można było objąć wszystkich wzrokiem lub kadrem, policzyć się. Rewolucje towarzyszące upadkowi komunizmu, a następnie kolorowe rewolucje 132


Obrysy placów Warszawy

OL: KS:

udowodniły przydatność i skuteczność tej miejskiej typologii jako bezpiecznika dla obywateli. Place cyrkulacji nie radzą sobie z akomodowaniem takiej funkcji. Uczestnicy Occupy Wall Street, zajmujący parki, schody przed budynkami i maszerujący po wąskich uliczkach, mogli tylko marzyć o dużej wyeksponowanej otwartej przestrzeni w samym środku miasta, gdzie można zebrać się wraz z milionem osób. Z czego wynikają tak precyzyjnie określone cechy placu spektaklu? Mimo że idea placu spektaklu narodziła się spontanicznie w czasach Lenina, to swoją ostateczną formę model ten otrzymał dopiero w latach 30. XX wieku. Przebudowując Moskwę, Stalin „projektował pustką”, a więc wyburzeniami, i architekci musieli jakoś tę pustkę zaaranżować. Właśnie wtedy plac miejski stał się podstawowym rodzajem planu architektonicznego i uzyskał bardzo precyzyjnie określone cechy – stał się urządzeniem miejskim, infrastrukturą spektaklu. Pierwszą taką cechą jest jego pojemność: musi pomieścić sto tysięcy, pół miliona, a nawet milion ludzi. Druga cecha to przepustowość – musi być zaprojektowany tak, by w krótkim czasie można było dowieźć do niego ogromną liczbę ludzi naraz, na przykład poprzez system tramwajów czy metra. 133


OL: KS:

OL: TŚ:

KS:

OL: KS:

Wiemy już, że charakter spektaklu się zmieniał. Ale czy zawsze był on polityczny? Funkcja polityczna została w nim zaszczepiona już w momencie powstawania. To ciekawe, że chyba w Warszawie pierwszy raz pojawił się wyłom, niezaplanowane z góry wydarzenie. Po śmierci Stalina i rok po oddaniu placu Defilad do użytku w 1956 roku odbył się na nim wiec Gomułki zwiastujący odwilż. To na pewno nie było wydarzenie zapisane w żadnym moskiewskim scenariuszu – ono się po prostu wydarzyło. Place spektaklu z czasem zaczęły żyć własnym życiem, aż w końcu na przełomie lat 80. i 90. na dziesiątkach olbrzymich placów spektaklu na terenie całego ZSRR odbyło się uroczyste pożegnanie tego państwa. Miliony ludzi wychodziły na place i protestowały przeciwko jego istnieniu. I to zakończyło ten etap historii. Plac spektaklu jest więc uniwersalnym narzędziem, które może być różnie wykorzystane. Do kogo należy? Najczęściej jest w rękach najsilniejszego – ale to, jak mierzy się tę siłę, jest kwestią kultury politycznej. W 1975 roku kraje byłego bloku wschodniego podpisały Porozumienie Helsińskie, zobowiązując się do przestrzegania praw człowieka. Jakkolwiek czasem rozczarowująca mogła być praktyka, był to ważny znak odchodzenia od przemocowej kontroli przestrzeni. Jeśli ludzie nie boją się wyjść na plac, to znaczy, że mają nad nim kontrolę. Ze strony społeczeństwa też musiała w tym względzie nastąpić zmiana nastawienia – i tu kluczowa była Praska Wiosna, która w Polsce nie jest popularnym tematem. Cywilne zmagania z wojskami Układu Warszawskiego były bezprecedensowym po tej stronie żelaznej kurtyny laboratorium ruchu działającego bez przemocy. Silniejszy jest ten, kto kontroluje media, a plac spektaklu z masowymi mediami połączony był wieloma nićmi przez całe sto lat swojego istnienia. Za czasów Lenina na placach montowane były głośniki, z których codziennie wieczorem czytano gazety. Wydarzenia te gromadziły całe rzesze ludzi. Place były też kształtowane w taki sposób, by jak najlepiej wyglądały w kadrze – przykładem może być plac Wolności w Charkowie, którego architektura ujęta w kadrze ma budować odpowiednie napięcie. Opozycja na drugim Majdanie miała swoją własną telewizję, która transmitowała to, co działo się na placu. Czyli plac spektaklu tak naprawdę zawsze łączy się z jakąś opowieścią, pozwala jej zaistnieć i ją reprodukować? Dla nas najciekawszy jest prototyp placu spektaklu, czyli plac Pałacowy w Petersburgu. Bardzo ważne jest to, co się tam się wydarzyło, a raczej nie wydarzyło. Mitem założycielskim ZSRR jest fałszywy obraz przewrotu, sugerujący, że plac Pałacowy szturmowały dziesiątki tysięcy ludzi. Tymczasem przewrót październikowy miał następujący przebieg: nocą ośmiu bolszewików zakradło się do pałacu Zimowego, błąkało się godzinami po jego korytarzach, a następnie, po znalezieniu odpowiedniej sali, aresztowało członków rządu tymczasowego. Szturm, którego nie było, stał się tematem olbrzymich inscenirowek, czyli rekonstrukcji historycznych 134


OL: TŚ:

KS:

OL:

KS:

OL: TŚ:

i teatralnych,, które na początku lat 20. XX wieku tworzyli artyści awangardowi. Szturm stał się również kanwą głównej, kulminacyjnej sceny filmu Siergieja Eisensteina Październik – sceny, która potem była reprodukowana na wielką skalę. Fałsz przedstawiony w kadrze jest więc mitem założycielskim państwa, które stworzyło plac spektaklu. Później funkcja teatralna – funkcja spektaklu – rozprzestrzeniła się na inne place. Jak opisane przez was typologie mają się do historycznego pojęcia placu? Plac spektaklu najlepiej porównać do starożytnej agory lub forum. Tak też postrzegali go jego sowieccy twórcy – jako miejsce zgromadzeń i wydarzeń politycznych. Z kolei plac cyrkulacji podobny jest do placu średniowiecznego. Dąży do maksymalnej gęstości oraz wypełnienia treścią zarówno w czasie, jak i w przestrzeni. Przede wszystkim ma być przydatny w codziennym życiu. I robili to świadomie. Sowieci w swoich pismach architektonicznych traktowali epokę kapitalizmu jako epokę w rozwoju świata, która była przed socjalizmem. Świadomie unikali odniesień do czegokolwiek ze średniowiecza albo kapitalizmu, natomiast chętnie nawiązywali do pierwszej epoki, czyli do starożytności, a więc placu-forum lub placu-agory. Co do przydatności – może plac spektaklu w dzisiejszych czasach nie ma racji bytu? Mamy plac Defilad, nad którym ubolewamy, że na co dzień jest wielką pustką, mimo że właśnie tak został zaprojektowany. A mimo to nie gromadzimy się na nim, bo nie jesteśmy w stanie zebrać miliona osób. Ten plac został zaprojektowany jako pustka, ponieważ plac spektaklu w przeciwieństwie do placu cyrkulacji obsługuje dni świąteczne. Plac cyrkulacji próbuje jak najlepiej rozłożyć ruch w czasie i przestrzeni. On nie lubi ani pustki, ani zbytnich tłumów. Ludzie mają się na nim cały czas w niewielkiej ilości pałętać, krążyć. Natomiast plac spektaklu powinien działać od wielkiego dzwonu, od święta. Dlatego w dni powszednie jest pusty. A jako że święta komunistyczne zniknęły razem z tamtym ustrojem, jest on teraz pusty zawsze. Nie oznacza to jednak, że plac Defilad jako plac spektaklu nie ma racji bytu. Jak pokazują doświadczenia innych krajów postkomunistycznych, raz na dekadę, raz na dwie albo trzy, place spektaklu się przydają. Co ciekawe, ostatnio swojego rodzaju medium stał się plac Wolności w Poznaniu. Mimo że jest placem ciążącym w stronę cyrkulacji, a nie spektaklu, zmieściła się tam ogromna liczba ludzi, którzy zostali skoordynowani w taki sposób, że zaczęli wyświetlać lampkami napis „VETO”, który później był licznie reprodukowany w sieciach społecznościowych. To jest właśnie istotą placu spektaklu – sam w sobie jest kanałem komunikacji. Co się dzisiaj dzieje z placami spektaklu? Czy są skalowane do człowieka? Obecnie na każdy plac spektaklu wywierana jest ogromna presja. Co ważne, jakkolwiek spójne w różnych przypadkach wydawałyby się jej 135


PLACE SPEKTAKLU

Odwołują się do forów i agor Obsługują wielkie wydarzenia Ich podmiotem są masy Miejsca specjalnych uroczystości Pragną zaistnieć w kontekście medialnym Budynki pełnią funkcję scenografii Ogólnodostępne, otoczone własnością publiczną Skomponowane w przestrzeni kadru Rozległe W przeważającej części puste Pełne ludzi lub zupełnie puste Obsługiwane przez transport zbiorowy Obramowane przez magistrale Najważniejsza jest płyta placu

136


PLACE CYRKULACJI

Kontynuują funkcje targów i rynków Stymulują przepływy Służą jednostkom Przestrzenie codziennego życia Wpisują się w kontekst ekonomiczny Zabudowa obsługuje transakcje Publiczne wśród własności prywatnej Projektowane w przestrzeni kartezjańskiej Kompaktowe Wyposażone w rozmaite urządzenia Równomiernie obciążone ruchem Dostępne dzięki różnym środkom transportu Otoczone szerokimi trotuarami Najistotniejszy jest kontur placu

137


OL: KS:

OL: KS:

OL: TŚ:

KS:

dążenia, może ona mieć różne źródła. Czasem chodzi o komercjalizację przestrzeni, usprawnienie codziennego życia, zwiększenie ilości dostępnych atrakcji, pobudzenie gospodarcze, krótko mówiąc: cyrkulację. Bywają jednak przypadki, w których motorem zmian jest nie tyle pozytywna cyrkulacja, ile niechęć do spektaklu. Jest to metoda działania typowa dla opresyjnych reżimów w systemie kapitalistycznym. Dziś wiele placów w Rosji jest zmienianych w sposób, który utrudnia lub uniemożliwia masowy spektakl. Choć ich estetyka przypomina zachodnie wzory, sama cyrkulacja jest tu tematem drugorzędnym. Dominuje strach przed masą. Czy każde miasto powinno zachować choćby jeden plac spektaklu, żeby pozostawić taki bezpiecznik? To jest właśnie pytanie, które zadajemy. Istnieją place, które bardzo dobrze służą komercji i są funkcjonalne w życiu codziennym. Natomiast funkcja ogromnej pustej przestrzeni w centrum miasta też się czasem przydaje. Czy więc konkurs na plac Defilad oznacza pozbycie się ostatniego placu spektaklu w Warszawie? Ta zabudowa spowoduje właśnie transformację w plac cyrkulacji. Jest pewne zdjęcie, które w tym kontekście wydaje się fenomenalne – ujęcie z placu Defilad z mszy papieskiej w 1987 roku. Miejsce, które ma być dzisiejszym placem Centralnym, jest na tym zdjęciu zajęte przez ołtarz, a z kolei przestrzeń, na której ma stanąć przyszła zabudowa placu Defilad, zajęta jest przez milion ludzi. Jest to więc taka retrospektywna inwersja przyszłości, rodem z 1987 roku. Dlaczego place spektaklu są ważne w naszej części świata? Z innymi krajami byłego bloku wschodniego łączy nas niskie zaufanie do rządów i niska chęć uczestnictwa w protestach. W krajach rozwijających się ta aktywność jest większa, a jeszcze większa w krajach zachodnich. Nasza stabilna sytuacja prowadzi do rozleniwienia. Można zaryzykować stwierdzenie, że kraje byłego bloku wschodniego są podatne na to, żeby coś przegapić. Widzimy to na Ukrainie i we wszystkich kolorowych rewolucjach. Pojawia się moment, w którym kraj coś przespał i musi obudzić się w sytuacji wymagającej podjęcia drastycznych – w sensie skali – działań przez całe społeczeństwo. Temperament polityczny krajów środka – ani rozwijających się, ani w pełni rozwiniętych – jest taki, że albo nic nie robimy, albo w ostatniej chwili wychodzimy masowo na ulice, żeby po prostu ratować, co się da. Okazuje się, że rozmiar placu spektaklu – który jest olbrzymi – idealnie się do tego nadaje. Mamy w centrum miasta pewne urządzenie, które działa w określony sposób. Pytanie, czy chcemy się go pozbyć, czy lepiej byłoby, żeby zostało. Ciekawe wydaje mi się także to, że w Warszawie osoby o poglądach lewicowych czy, nazwijmy to, nowoczesnych mają takie samo wyobrażenie o dobrym placu miejskim jak ludzie o autorytarnych zapędach w Rosji. Władze Moskwy wykorzystują właśnie takie nowoczesne przestrzenie publiczne do milutkiego dizajnu tych placów 138


– właśnie po to, żeby pozbawić place funkcji politycznej i je strywializować. Na placu Tryumfalnym, tradycyjnym miejscu protestów, postawili huśtawki, jakby mówili: zamiast protestować, bujajcie się. Natomiast w Warszawie istnieje przekonanie, że dobry plac miejski to uporządkowana, nowoczesna, miła przestrzeń z drzewami. Dlatego przekaz naszej części wystawy adresujemy właśnie do osób aktywnych i zainteresowanych polityką – żeby pokazać, że jest też druga strona medalu.

PLAC DEFILAD – KROK DO PRZODU Prezentacja wyników badań Kuby Snopka i Tomasza Świetlika jest częścią wystawy głównej tegorocznej, dziewiątej edycji festiwalu Warszawa w Budowie organizowanego przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej. W tym roku tematem głównym jest plac Defilad – szczególny przypadek placu, który od kilkudziesięciu lat pozostaje przestrzenią problematyczną, będąc jednocześnie centralnym obszarem stolicy. To właśnie tu ma stanąć budynek Muzeum Sztuki Nowoczesnej, chociaż piętrzące się problemy uniemożliwiają realizację budowy od kilku lat. Na wystawie znajdą się także prezentacje wyników pracy trzech innych zespołów zajmujących się tematem placów. Część warszawska przygotowana została we współpracy z badaczami, ekspertami i artystami przez Fundacje Puszka i Bęc Zmiana.

KUBA SNOPEK (ur. 1985) – urbanista i badacz architektury. Absolwent Wydziału Architektury Politechniki Wrocławskiej oraz moskiewskiego Instytutu „Strelka”. Współpracował z Bjarke Ingelsem, Remem Koolhaasem i Justinem McGuirkiem. Realizował projekty architektoniczne, urbanistyczne oraz badawcze w Polsce, Hiszpanii, Danii, Rosji i na Ukrainie. Badacz przestrzeni i dziedzictwa postkomunistycznych miast.

9. WWB chce ujawnić różne oblicza placu Defilad ukształtowane przez historię oraz procesy transformacji, a także zrobić tytułowy „krok do przodu”. Jednym ze sposobów na przerwanie impasu uniemożliwiającego zdecydowane zmiany tej wyjątkowej, ale i kontrowersyjnej przestrzeni w środku miasta jest ogłoszony przez Biuro Architektury i Planowania Przestrzennego międzynarodowy konkurs na plac Centralny. Jednym z ważnych wydarzeń WWB będzie możliwość konsultacji wybranych przez Jury projektów w ramach wystawy konkursowej. Wystawę Plac Defilad – Krok do przodu można oglądać od 8.10 we wnętrzach teatru i galerii Studio znajdujących się w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. wwb9.artmuseum.pl placewarszawy.pl

Jest autorem licznych wystaw i publikacji, w tym książki Bielajewo: zabytek przyszłości, wydanej po polsku, rosyjsku i angielsku. Współautor projektu Architektura VII dnia, będącego architektoniczną monografią powojennych polskich kościołów. Wykładał w Instytucie „Strelka”, a także w MGIMO w Moskwie. TOMASZ ŚWIETLIK (ur. 1990) – architekt i badacz architektury.

139

Absolwent Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej. Pracował nad projektami architektonicznym i badawczymi w Polsce, Szwajcarii, Austrii, Indiach i na Ukrainie. Współtworzył projekt Architektura VII dnia. Jest autorem niedawno zrealizowanych projektów Świetlica Matejki w Warszawie oraz Сцена w Dniepropietrowsku. Miłośnik antropologii, filozofii nauki i ekonomii.


Czy dobry sąsiad to ktoś, kogo rzadko widujesz? Czy rodzina, która nie ma zwierząt, to dobrzy sąsiedzi? Czy dobry sąsiad to ktoś, kto ledwo co się wprowadził? Czy dobry sąsiad czyta tę samą gazetę co ty? Czy to dla ciebie ważne, by mieć dobrego sąsiada? Czy dobry sąsiad to ktoś, kto jest twoim znajomym na Facebooku? Czy dobry sąsiad jest aktywny w lokalnej wspólnocie? Czy dobry sąsiad jest od ciebie wolniejszy, czy szybszy? Czy dobry sąsiad to ktoś, kto przypomina ci, jak to było kiedyś? Czy dobry sąsiad nigdy nie narzeka? Czy dobry sąsiad nie ma płci? Czy dobry sąsiad to ktoś, to sprawia, że czujesz się u siebie, słysząc ściszone głosy dobiegające zza ściany? Czy zakochana kobieta, nucąca coś pod nosem, gdy przygotowuje obiad dla swojej dziewczyny, to dobra sąsiadka? Czy bezdomny obok ciebie to dobry sąsiad? Czy dobry sąsiad to ktoś, kto ma niezahasłowane WiFi o mocnym sygnale? Czy dobry sąsiad to ktoś, kto nigdy nie urządził imprezy? Czy dobry sąsiad to osoba mająca rodzinę liczniejszą niż twoja? Czy dobry sąsiad słucha muzyki w słuchawkach? Czy uzbrojony mężczyzna pilnujący swojego dobytku to dobry sąsiad? Czy dobry sąsiad jest od ciebie bogatszy, czy biedniejszy? Czy dobry sąsiad to ktoś starszy od ciebie, o innym poczuciu rytmu – patrz, o tam, płyta kręci się w gramofonie, podczas gdy ty używasz bezprzewodowej elektroniki?

Czy dobry sąsiad to ktoś, kto zostawia cię samego? Czy dobry sąsiad to ktoś, kto odbiera twoją pocztę, gdy wyjeżdżasz na wakacje? Czy dobry sąsiad to po prostu jedno z tych sentymentalnych wspomnień z dzieciństwa? Czy dobry sąsiad to ktoś, kto właśnie się wyprowadził? Czy dobry sąsiad pochodzi z sąsiedniego kraju? Czy wdowa w podeszłym wieku, która rzadko opuszcza dom, jest dobrą sąsiadką? Czy dobry sąsiad to ktoś, kto chętnie zostanie z twoim pięcioletnim dzieckiem? Czy dobry sąsiad to ktoś, kto ma na samochodzie naklejkę z hasłem „Zamknąć granice”? Czy zbieraczka dziwnych przedmiotów, robiąca z nich wystawki na parapecie, to dobra sąsiadka? Czy dobry sąsiad gotuje dla ciebie, gdy jesteś chory? Czy dobry sąsiad to ktoś, kto ogląda ten sam kanał co ty, siedząc na sofie prawie takiej samej jak twoja, kupionej w podobnym sieciowym sklepie? Czy dobry sąsiad to ktoś, kogo znasz tylko jako cień rzucany na opuszczone rolety w domu obok? Czy dobry sąsiad to ktoś, kto jest mistrzem dobrego smaku? Czy dobry sąsiad cierpliwie słucha opowieści, którą już tyle razy wcześniej mu opowiadałeś? Czy dobry sąsiad to ktoś, kto podpisuje petycję, gdy właściciel budynku po raz kolejny podnosi czynsz? Czy dobry sąsiad zostawia buty przed drzwiami mieszkania? Czy dobry sąsiad to ktoś, kto żyje tak samo jak ty? Czy pragnąć mieć dobrego sąsiada – to prosić o zbyt wiele? Czy dobry sąsiad to nieznajomy, przed którym nie czujesz lęku?

140


Między sąsia dami O niedawno otwartym 15. Biennale Sztuki w Stambule, które w tym roku poświęcone jest rozmaitym sposobom współdzielenia przestrzeni i doświadczeń, prosto znad Bosforu pisze Justyna Chmielewska 141


Zamiast zwartego kuratorskiego tekstu Elmgreen & Dragset ogłosili parę miesięcy temu 40 pytań, streszczających ich koncepcję tegorocznego biennale sztuki w Stambule. Pytają o dobre sąsiedztwo – o to, co znaczy i co może znaczyć dzielenie z innymi przestrzeni, przeżyć i wspomnień, o codzienne bliższe lub dalsze współżycie. O bycie u siebie i bycie obcym, o zakres tego, co prywatne, i tego, co wystawione na publiczny widok – oraz o negocjowanie granicy dzielącej te pola. Zadając te pytania, które dyskretnie budzą wyobraźnię i uruchamiają własne doświadczenia twórców oraz widzów, wytyczyli ramy dla wystaw pokazywanych w sześciu lokalizacjach i prezentujących prace 56 artystów, w tym 30 nowych realizacji. Są one zakrojone znacznie skromniej niż podczas poprzedniej edycji biennale czy tegorocznych documenta, co nie znaczy, że działają słabiej. Kuratorzy wycofali się też parę kroków i zdystansowali od bieżących napięć, mocno wyczuwalnych zwłaszcza w Turcji. Od ubiegłorocznej próby zamachu stanu trwa tam stan wyjątkowy, w dwóch sąsiednich krajach toczy się wojna, w samym Stambule swoje miejsce stara się znaleźć już kilkaset tysięcy uchodźców – a te poszukiwania są tym trudniejsze, im zacieklej deweloperzy zabiegają o cenne tereny pod nowe inwestycje. Twórcy tegorocznego biennale zdecydowali się na subtelniejszą grę: zachęcają do snucia opowieści zakorzenionych we własnym doświadczeniu i szukają takich narracji w pracach dobrze już znanych. I po raz kolejny okazuje się, że to, co prywatne, potrafi odsłonić swe głębsze, polityczne oblicze – jeśli tylko uważnie wsłucha się w wiele nie zawsze donośnych głosów i pozwoli im wybrzmieć. Historie poboczne W pierwszym zdaniu wprowadzenia do katalogu (książka ma 500 stron, a do tego jeszcze 572 strony towarzyszącego jej tomu opowieści, listów, wierszy i notatek zebranych wśród artystów, przyjaciół i naukowców, z którymi kuratorzy konsultowali koncepcję biennale) Elmgreen & Dragset wspominają, jak się poznali. Namierzyli się wzrokiem na parkiecie małego gejowskiego klubu w Kopenhadze – był 1994 rok, obydwaj nosili martensy z czerwonymi sznurówkami i mieli fryzury à la Dennis Rodman, DJ puszczał Ring My Bell Anity Ward. Pod koniec wieczoru, gdy mieli już iść do siebie, okazało się, że mieszkają w tym samym budynku – i mimo że długo byli sąsiadami, tej nocy rozmawiali po raz pierwszy. Na biennale historię dyskretnego życia z dala od cudzych spojrzeń opowiada Mahmoud Khaled – egipski artysta, który w bauhausowskiej willi w bogatej dzielnicy Cihangir otworzył kameralne muzeum. Instalacja Proposal for a House Museum of an Unknown Crying Man poświęcona jest tajemniczemu Egipcjaninowi, który zmuszony był znaleźć sobie miejsce w obcym Stambule po tym, jak wraz z ponad pięćdziesięcioma innymi mężczyznami został aresztowany za udział w imprezie na barce zacumowanej na Nilu. Wymierzona w kairską społeczność gejowską policyjna akcja z 11 maja 2001 roku to w tamtejszej nieheteronormatywnej historiografii odpowiednik wydarzeń ze Stonewall, a wizerunek płaczącego mężczyzny, zakrywającego twarz białym t-shirtem i starającego się umknąć obiektywom fotoreporterów, stał się ikoną ruchu LGBTQ. 142


Mahmoud Khaled: Proposal for a House Museum of an Unknown Crying Man, 2017. Fot. Justyna Chmielewska

143


Nie mogąc uczcić jego pamięci w Egipcie, Mahmoud Khaled stawia mu cichy pomnik w Stambule – aranżuje willę tak, jak mógłby to zrobić Płaczący Mężczyzna, i wyposażonych w audioprzewodniki, wpuszcza nas do jego świata. Intymna wystawa, poświęcona człowiekowi, o którym wiadomo niewiele ponad to, że miał sporo sekretów i był bardzo samotny (wiele za to można sobie na jego temat wyobrazić), inteligentnie gra z formułą domowych muzeów. Stworzone przez Orhana Pamuka Muzeum Niewinności, rekonstruujące w przestrzeni i przedmiotach historię zawiedzionej miłości, opisaną przez noblistę w powieści pod tym samym tytułem, mieści się zaledwie kilkaset metrów od willi, do której zaprasza Khaled. Wielu spośród sąsiadów było też zapewne na szkolnej wycieczce w opartym na podobnej zasadzie podstambulskim muzeum Mustafy Kemala Atatürka. Literacka fikcja splata się tu z historią i zyskuje spory polityczny ciężar; na eleganckich meblach wyleguje się uliczny kot, który wyraźnie upodobał sobie to miejsce. Chodzenie po domu Płaczącego Mężczyzny ma w sobie coś z voyeryzmu, wrażenie jest niepokojące. W piwnicy czeka nieco mroczna, ale kusząca niespodzianka. W zupełnie inną stronę idą sąsiedzkie fantazje, jakie snują Jonah Freeman i Justin Lowe w instalacji Scenario in the Shade (2015–2017). Do tego dziwnego świata wchodzi się przez wmurowany w ścianę dawnej greckiej szkoły toi-toi, a dalej jest już tylko ciekawiej. Przez mieszczański salonik wyklejony ciemną tapetą przechodzimy do kanciapy komputerowego geeka ery przedinternetowej (a może to ukryte laboratorium chemiczne?), stamtąd do luksusowego salonu wystawowego, w którym czarne torty z hajsem sąsiadują z limitowanymi edycjami podręcznika Tantric Tax Evasion, mijamy perwersyjne patchworki z tanich plażowych ręczników (nagie kobiety dostają tu głowy tygrysów) i przemykamy przez rupieciarnię zbieracza wszelkiego szpeju. Wreszcie lądujemy na wygodnej kanapie przed osiemdziesięciominutową psychodeliczną projekcją pokazującą wyobrażone światy fikcyjnych subkultur południa Stanów Zjednoczonych – od rastafariańskich techno-hipisów, przez pochodzących z Europy Wschodniej amatorów opium i ciężkiego metalu, po jadących na metamfetaminie disco creeps. Spróbuj sobie wyobrazić: z kim twój sąsiad spędza wolny czas i co trzyma w garażu? Małe czarne postacie Jedna z biennalowych wystaw mieści się w słynącym z kolekcji orientalistycznego malarstwa muzeum Pera, w sąsiedztwie dawniej zamieszkanym przez kosmopolityczną społeczność Greków, Francuzów, Anglików, Ormian i lewantyńskich Żydów. Elmgreen & Dragset zajęli trzy górne piętra, sporą przestrzeń oddając w ręce Freda Wilsona – nowojorskiego artysty znanego z odważnych gier archiwami i wirusowania ekspozycji w dostojnych instytucjach sztuki. W Stambule zadziałał podobnie, jak robił to już wielokrotnie wcześniej, między innymi podczas biennale w Wenecji w 2003 roku. Przekopał się przez zbiory muzeum Pera, szukając w nich śladów czarnych mieszkańców Imperium Osmańskiego – a ten wątek w tureckiej historiografii pozostaje niemal zupełnie nierozpoznany. Uważnie przyglądając się płótnom pokazującym sceny z sułtańskiego dworu, łaźni czy przepraw przez Bosfor, wytropił na nich dziesiątki 144


Mahmoud Khaled: Proposal for a House Museum of an Unknown Crying Man, 2017. Fot. Justyna Chmielewska

Frank Wilson: Afro KÄąsmet, 2017. Fot. Justyna Chmielewska

145


małych czarnych postaci – nieznanych z imienia eunuchów i sług, stanowiących na swój sposób niewidoczny, choć nieodzowny element osmańskiego krajobrazu. Wilson kadruje fragmenty przedstawiające Afroturków i umieszcza je obok historycznych płócien, nakłada na ryciny kalki kreślarskie, wycinając jedynie małe okienka pozwalające zobaczyć interesujące go figury, kupuje na bazarach stare zdjęcia afrykańskich mamek piastujących dzieci bogatych paszów. W ten sposób zmusza nas do dostrzeżenia historii, która dotąd pozostawała nieopowiedziana, jest bowiem historią ludzi skazanych na kondycję zależności i podrzędności. Obrazy, raz zobaczone, wbijają się w świadomość – i zapewne wielu widzów także w przyszłości wypatrywać będzie w dawnych przedstawieniach śladów przemilczanych narracji. Potem artysta idzie parę kroków dalej i dodaje do istniejącej ikonografii autorskie elementy: wraz z rzemieślnikami ze słynącego z osmańskiej ceramiki Izniku maluje kafle z arabskimi kaligrafiami „Matka Afryka” i „Czarne jest piękne” – a kolory, których używa, są wyraźnie ciemniejsze niż barwy tradycyjnie używane w tej sztuce. Maluje czarną farbą globus, na ścianach wiesza wielkie czarne krople, być może łzy. Zleca szklarzom z Murano wykonanie ozdobnych żyrandoli – jednego w stylu weneckim i drugiego podobnego do tych w sułtańskich meczetach. Rzucają słabe światło, bo szkło, z którego powstały, jest głęboko czarne. W warsztatach nad Złotym Rogiem spotyka się z mistrzami kaligrafii i prosi ich o wykonanie serii ilustracji naśladujących styl osmański. Wśród derwiszów wirujących w ceremonii sema możemy dostrzec jedną czarną postać – ma charakterystyczne loki, brodę i figlarne spojrzenie. Bardzo przypomina Freda Wilsona. Historie domowe Piętro wyżej królują kobiety – opowieść o współzamieszkiwaniu nie byłaby kompletna bez narracji feministycznej, na którą kuratorzy mają czuły słuch. Gözde İlkin zszywa i haftuje patchworki z tkanin znalezionych w rodzinnym domu, używając technik, których nauczyła się od matki, babek i ciotek. Widzimy na nich sceny rodzinne robiące aluzje do tradycyjnego podziału ról płciowych – ale też sugerujące możliwość ich przekraczania. W sali obok wisi klasyczna fotograwiura Femme Maison Louise Bourgeois (1990, choć tę serię artystka tworzyła od lat 40. XX wieku), przedstawiająca kobietę „mającą cały dom na głowie” – a dokładniej zamiast głowy i korpusu; jej nogi i łono pozostają nieosłonięte, podatne na zranienie. Z tym wyobrażeniem dialoguje praca Moniki Bonvicini – na instalacji wideo Hausfrau Swinging (1997) naga artystka nosi na głowie schematycznie zbudowany biały domek, którym uderza w otaczające ją ściany. Sprawiając sobie prawdopodobnie sporo bólu, ujawnia zarazem przemocowy charakter pozornie naturalnych genderowych scenariuszy. Polityczne konteksty zadomowienia bada w sąsiedniej sali chińska artystka Sim Chi Yin. W serii dokumentalnych zdjęć pokazuje przestrzenie, w których żyją członkowie pekińskiego „plemienia szczurów” – emigranci przybywający do miasta za pracą i harujący za minimalne dniówki. Wobec sporej konkurencji na rynku mieszkaniowym wielu z nich wynajmuje podziemne klitki, budowane 146


Frank Wilson: Afro Kısmet, 2017. Fot. Sahir Uğur Eren

147


Gözde İlkin: bez tytułu, 2017. Fot. Justyna Chmielewska

za czasów Mao Zedonga jako schrony przeciwlotnicze. Oświetlone sztucznym światłem klaustrofobiczne pokoiki są adaptowane na najróżniejsze sposoby – a to, jak ich najemcy oswajają te mikroprzestrzenie, wiele mówi o wyobrażeniach na temat dobrego życia, o którym marzą i na które próbują zarobić. Ekonomii zamieszkiwania przyglądają się także Morag Keil i Georgie Nettel w podszytym czarnym humorem filmiku The Fascism of Everyday Life (2016). W ekstremalnie niskobudżetowym, kręconym smartfonem minireportażu pokazują swoje ekstremalnie niskobudżetowe życie w peryferyjnych dzielnicach Londynu – to jedyne, na co mogą sobie pozwolić. Stambuł jest skądinąd świetnym miejscem do rozważań nad procesami gentryfikacji. Historie niewypowiedziane Trudno dziś myśleć o domu, zamieszkiwaniu i sąsiedztwie bez świadomości tego, jak wielu ludzi musiało w ostatnich latach opuścić miejsca, w których byli u siebie; w Turcji żyje 3,5 miliona uchodźców. Jedną z najmocniejszych prac na biennale jest skromne, pociągnięte w jednym ujęciu wideo Erkana Özgena Wonderland (2016). Muhammed, mieszkający dziś w Stambule trzynastoletni głuchoniemy Syryjczyk, za pomocą gestów i grymasów opowiada więcej, niż chciałoby się usłyszeć – o oblężeniu Kobane w 2015 roku, trudno wyrażalnej traumie, lęku i wygnaniu. W ciemnej salce dawnej greckiej szkoły wielu widzów, z którymi oglądałam ten film, płakało. Oprócz z pietyzmem zaaranżowanych wystaw, w piętnastowiecznym hammamie Küçük Mustafa Paşa w oddalonej od turystycznego centrum dzielnicy Balat raz w tygodniu można też zobaczyć performans Body Drops. W przestrzeni 148


Tuğçe Tuna: Body Drops, 2017. Fot. Sahir Uğur Eren

tradycyjnie służącej jako scena pokazywania, oczyszczania i społecznego kiełznania ciał (to tu przyszłe teściowe oceniały „przydatność” młodych sąsiadek jako żon dla swych synów) choreografka Tuğçe Tuna wraz z ośmioma tancerzami – są wśród ludzie z poważnymi niepełnosprawnościami – przygląda się temu, w jaki sposób różne ciała na różne sposoby operują w przestrzeni. W wyczerpującym tańcu razem sprawdzają możliwości współdziałania w bliskim sąsiedztwie, sprowadzonym do elementarnych, najbardziej bezpośrednich, fizycznych doświadczeń. To cenne lekcje.

a good neighbour Stambuł, 16.09 – 12.11 15b.iksv.org

JUSTYNA CHMIELEWSKA antropolożka, turkolożka, redaktorka, rowerzystka. Autorka artykułów i recenzji drukowanych między

149

innymi w „Kontekstach”, „Nowych Książkach”, „Dzienniku Opinii”, „(op.cit.,)” i „Widoku”.


Konrad Pustoła, z notatek fotograficznych, 2013–2015

150


Stan uwa żności Konrad Pustoła posługiwał się medium fotograficznym bardzo świadomie – to, co fotografował, miało nas prowadzić do ukrytej struktury systemu, uwalniać do samodzielności. W drugą rocznicę przedwczesnej śmierci Konrada przedstawiamy fragment rozmowy przeprowadzonej w 2014 roku przez socjologa i badacza miejskości Macieja Frąckowiaka. Dotąd niepublikowany wywiad niebawem ukaże się w zbiorze Kruche medium 151


MF: KP:

MF: KP:

MF:

KP:

Czy rzeczywistość społeczną można zmieniać, fotografując? Co to jest rzeczywistość? Co to znaczy zmieniać? Wyszedłbym od tego, że ona się zmienia codziennie. Wydaje mi się, że widzimy bardzo mało, ponieważ żyjemy w świecie coraz bardziej abstrakcyjnym z racji ekspansji mediów, ale też dlatego, że wszystko dzieje się coraz szybciej. Tymczasem akt widzenia wymaga trochę czasu i refleksji, a tego jest coraz mniej. Jeżeli czegoś nie widzimy, to nie mamy powodów, by kwestionować zastany porządek, nie mamy dystansu umożliwiającego zmianę. Jeżeli potraktujemy świat jako matrix, to jego struktura jest przezroczysta. Neoliberalny system, w którym funkcjonujemy, swoją ekspansją wciska się w każdy kąt. Taka jest jego natura – dąży do tego, by skolonizować właściwie każdy aspekt naszego życia, ponieważ jest w stanie go skwantyfikować i przerobić na zasoby, które następnie mogą być przedmiotem wymiany. Tym karmi się system – system, który nie ma architekta. Jak wobec tego postrzegasz relację między fotografowaniem a zmianą? Akty patrzenia, zwalniania i refleksji to działania, które same w sobie mają potencjał krytyczny. Świat przestaje być przeźroczysty w momencie, w którym jesteśmy zmuszeni, żeby go sfotografować – a wszyscy fotografujemy, ponieważ nieustannie mamy przy sobie aparaty. Fotografowanie umożliwia coś, co można nazwać oswajaniem świata. System neoliberalny w dużej mierze karmi się naszym lękiem. Kiedy jesteśmy zanurzeni w świecie, to mamy szansę go afirmować i trochę mniej się boimy. Myślę, że to właśnie ten walor fotografii sprawia, że jest ona tak popularna wśród młodych ludzi. Żyjemy w środowisku, które produkuje coraz więcej lękowców, a fotografowanie daje im legitymację do tego, żeby się spotkać ze światem, z innym człowiekiem, a przy tym gwarantuje im bezpieczeństwo, ponieważ są schowani za aparatem. Dla mnie również aparat był przepustką do świata. Miałem pretekst, żeby coś zrobić, wyjść, z kimś pogadać, kogoś zaczepić, żeby coś się wydarzyło. Dużo fotografuję wielkim formatem, który wygląda jak urządzenie sprzed stu lat. Kiedy wyciągam sprzęt, jestem zupełnie inaczej traktowany, niż gdybym używał małego aparatu cyfrowego. Jest w tym pewien szacunek – on staje się legitymacją, pokazuje moje intencje. Czy każdy może wykorzystać fotografię w ten sposób – do przemyślenia swojej obecności w świecie? Czy ten program jest na swój sposób intuicyjny, czy też wymaga jednak jakichś umiejętności i treningu? Najlepiej widać to wówczas, kiedy się prześledzi powstanie i rozwój technologii. W XIX wieku trzeba było być chemikiem i fizykiem, kwestie estetyczne się nie liczyły. W momencie, kiedy fotografia stała się bardziej popularna, powiedzmy na przełomie XX i XXI wieku, nagle nastąpiła eksplozja dokumentacji, spełniło się marzenie Kodaka, czyli „You press the button, we do the rest”. To jest slogan sprzed 120 lat. Obecnie nie dość, że robisz zdjęcie, to potem jesteś jeszcze w stanie je opublikować. W momencie, w którym osoba niemająca żadnego 152


Konrad Pustoła, z notatek fotograficznych, 2013–2015

MF:

treningu ani intelektualnego przygotowania robi zdjęcia, publikuje je i wysyła w świat, to przechodzi taki crash course, który fotografia przechodziła przez 150 lat. Dlatego uważam, że profesjonalna fotografia jest rzeczą coraz trudniejszą. Coraz trudniej jest robić wysokiej jakości projekty fotograficzne, artystyczne, czy powiedzmy: społecznie zaangażowane, właśnie z powodu olbrzymiej saturacji obrazami. Bezrefleksyjna reprodukcja świata, który zwykle i tak już jest zreprodukowany lepiej, niż my to potrafimy zrobić, jest nikomu niepotrzebna, nieciekawa. Nie możemy kompletnie abstrahować od estetyki zdjęcia i od instrumentarium, które powoduje, że obrazy działają na emocje. Ale wypowiedź wizualna, która jest jakimś strumieniem energii, wymaga przyjęcia postawy refleksyjnej i krytycznej. Mówisz, że obrazy, żeby działały, muszą posiadać odpowiednie jakości estetyczne. Co obraz musi w sobie mieć, żeby uruchamiać to oddziaływanie? 153


KP:

MF:

KP:

MF:

KP:

Uważam, że nie powinien zbyt dużo pokazywać. Żeby wywołać zamierzony efekt, musi spowodować, że osoba oglądająca go zaczyna widzieć więcej, niż widziała wcześniej. Zdjęcie jest tylko cynglem, zapalnikiem dla wyobraźni. Jeżeli uda ci się tak skonstruować obraz, żeby zaciekawić, poruszyć, spowodować sytuację, w której widz musi wyjść na chwilę ze swojej strefy komfortu, ponieważ coś się z nim wydarzyło, to generujesz jakieś doświadczenie, powodujesz, że jego myśli idą w stronę, w którą sam nigdy by nie poszedł. Jest to w pewnym sensie manipulacja, również obrazem, ale to jest właśnie ten moment, kiedy powodujesz zmianę. Chodzi ci więc o wnoszenie za pomocą obrazu nowej świadomości, uczulanie na mechanizmy, które na co dzień są gdzieś ukryte, ale decydują o naszych wyobrażeniach, a zatem także o sposobie działania w świecie? Byłoby to wnoszenie nowej świadomości za pomocą obrazu, gdybyś umiał tak ten obraz skonstruować, żeby on ci sformatował świadomość. Wszyscy jednak się różnimy, mamy rozmaite doświadczenia i historie. Jestem tylko i wyłącznie zapalnikiem. A co ta eksplozja wygeneruje – nie wiem. Gdybym wiedział, to weszlibyśmy w sytuację dydaktyczną, przed którą bym się wzbraniał. Ważny jest moment przesunięcia. Co ono wygeneruje – nad tym już nie masz kontroli. Ludzie oglądający moje prace mają pewne przeżycia, które powodują u nich różnego rodzaju przesunięcia. Nie wiedzą, co ich poniosło, ale potem to doświadczenie – jestem pewien – będzie wpływać na ich realne wybory. Na tym właśnie bazuje reklama – na takich podprogowych bodźcach. Wybieramy tę pastę, a nie inną, chociaż nie wiemy dlaczego. Podświadomie postrzegamy ją jako bardziej przyjazną, ponieważ widzieliśmy ją w telewizji – to tak w największym uproszczeniu. Ja natomiast mówię o sytuacjach międzyludzkich, związanych z naszą tożsamością, z naszym byciem w świecie, z uśmierzeniem lęku. Kiedy już coś zobaczyłem, to nie boję się tego tak bardzo jak wtedy, kiedy tego nie widziałem. Myślę o projekcie Dark Rooms, który był moją pracą dyplomową. Jest w nim gra świateł, kolorów, gęstości, nieoznaczonych, bo te zdjęcia są bardzo abstrakcyjne. Odbyłem wiele rozmów z ludźmi, którzy wchodzili w interakcje z tymi pracami. Mówili o całym spektrum reakcji, od obrzydzenia, agresji, przez smutek, radość, zaciekawienie, po ekscytację, wręcz orgiastyczną – a to, co pokazywałem, to były mniej albo bardziej obspermione ściany dziwnych gejowskich fuckroomów. Przejdźmy do Niedokończonych domów – cyklu o zabiedzonych marzeniach w warunkach niestabilności gospodarczej, o przestrzelonych oczekiwaniach oraz o tym, że system, w którym funkcjonujemy, generuje niepewność. Albo odwrotnie: to system, który generuje pragnienia oraz w pewnym sensie usypia niepewność. W kontekście Niedokończonych domów ważne były lata 90., w których dominowała turbooptymistyczna narracja. 154


Konrad Pustoła, z notatek fotograficznych, 2013–2015

MF:

KP:

Ludzie w nią uwierzyli. Tamto pokolenie nigdy nie przeżyło załamania ekonomicznego, w związku z czym kiedy w 2000 roku nastąpił krach, nikt w nie wiedział, jak sobie z tym radzić, mało kto był przygotowany. Domy, które są w gruncie rzeczy realizacją bardzo intymnego i oczywistego ludzkiego pragnienia, były też czymś bardzo smutnym. Sam projekt wykorzystuje tę niesamowitą możliwość, jaką daje fotografia – bycia w wielu miejscach jednocześnie. To jest kwintesencja typologii, prawda? Co innego, jak widzisz jeden dom – wtedy o tym zapominasz; tutaj masz piętnaście takich domów w jednej sali. Mechanizm, który był ukryty, nagle wychodzi na jaw. Nie widzisz domu, tylko widzisz problem. Podobnie jest na zdjęciach z cyklu Widoki władzy, zrobionych z gabinetów ludzi, którzy sprawują jakieś ważne funkcje i mają wpływ na życie innych. Z jednej strony to są niby niewinne obrazki, zwykle niezbyt ładne, różnie bywa – w zależności od miasta. Z drugiej strony – przychodzi taki 155


MF: KP:

moment, gdy zaczynasz się zastanawiać, że ten widok też określa tego kogoś, kto na niego patrzy. Jutro jadę do Rzymu na wystawę, gdzie te zdjęcia będą pokazywane na dużych planszach, umieszczone jedno obok drugiego. Możesz zmrużyć powieki i właściwie jednym rzutem oka objąć Warszawę z punktu widzenia władzy. Ten projekt to wypowiedź skierowana w stronę urbanistów, architektów, politologów, ale też w stronę ludzi, którzy nie są w stanie ogarnąć tego teoretycznie. Wszyscy mamy widok, również ci władcy, o których fantazjujemy, którymi się podniecamy, którzy zawłaszczają naszą wyobraźnię. Okazuje się, że oni dzielą z nami tę wspólną przestrzeń. To się wzięło z mojej psychologicznej potrzeby. Mieszkałem w Londynie i miałem dość mocne problemy adaptacyjne, przez cały czas czułem się outsiderem. Zastanawiałem się, jak świat wygląda, kiedy się jest insiderem? Stąd wziął się ten projekt – to jest właśnie taka sytuacja emancypacyjna. Porozmawiajmy trochę o samym procesie znajdowania i realizacji tematu. Jak konstruujesz tę sytuację? Na to pytanie odpowiem trzecim projektem, który teraz robię – on jest w pewnym sensie kompozytem, zbitką Widoków władzy i Dark Rooms. Kiedy robię Widoki władzy, to wchodzę do gabinetu, nie ja ustalam czas, więc nie mam wpływu na światło, i oczywiście nie ja ustalam, które okno zostanie sfotografowane. Przychodzę i próbuję sobie wyobrazić, przez które okno ten człowiek zwykle patrzy. Mam wybór albo nie, rozstawiam statyw, używam jednego obiektywu. Nie szukam kadru, tylko po prostu walę to, co widać. I tyle. W związku z tym moje rzemiosło właściwie nie jest wykorzystane. Z Dark Rooms bierze się mocne przywiązanie do estetyki. Z jednej strony staram się mapować, czyli stworzyć sobie sytuację teoretyczną, a z drugiej – chcę zaufać estetyce. Projekt, do którego zmierzam, urodził się pod tytułem Narządy wewnętrzne miasta. Nie interesuje mnie fotografowanie ścieków i ulic, mam wrażenie, że to już było. To, co mnie naprawdę kręci, to wchodzenie w miejską podświadomość. Jeżeli potraktujemy miasto jako głowę, a jego wnętrze jako mózg, to można powiedzieć, że chcę otworzyć czaszkę i zajrzeć do tego mózgu. Traktuję miasto jako taki agregat namiętności, pożądania, lęku, poczucia bezpieczeństwa lub jego braku, szaleństwa itd. Żyjemy w mieście i widzimy jego fasady, ja natomiast chcę zajrzeć za te fasady, pokazać, co tam drzemie, ponieważ miasto jest sumą nas wszystkich. To może jeszcze nie brzmieć zbyt jasno, ale mam tu trzy zdjęcia. Tutaj jest bezdomność, zdjęcie zrobione nad Wisłą. Tu jest Centrum Zarządzania Kryzysowego na Młynarskiej w Warszawie, zbudowane przed Euro 2012, gdzie jest taki olbrzymi ekran bezszwowy. Pracownicy siedzą na tej sali i obserwują widok z 600 kamer, które na nas patrzą. Ostatnio dostałem mandat za to, że stałem na skrzyżowaniu samochodem bez zapiętych pasów i gadałem przez telefon. Jakiś koleś siedzący gdzieś daleko, monitorujący ulice, mnie sfilmował. Najpierw zrobił szot – ja gadający przez telefon, potem drugi: numer rejestracyjny 156


Konrad Pustoła, z notatek fotograficznych, 2013–2015

MF:

samochodu, a trzeci jak odjeżdżam. Dostałem 300 złotych mandatu, chociaż nikt nigdy mnie nie zatrzymał. Wystarczył serwer, który steruje zmianą świateł na Wisłostradzie i w Alejach Jerozolimskich. To nowy, bardzo drogi europejski projekt wymagający ogromnego systemu fotokomórek, czujek, podczerwieni i kamer, które po światłowodzie wysyłają do tego serwera dane w czasie rzeczywistym, tak by na ich podstawie zoptymalizować zmianę świateł. Narządy miasta widzę jako projekt o olbrzymim potencjale emancypacyjnym. Z jednej strony sygnalizuje mechanizmy, które sterują naszym życiem i o których często nie mamy pojęcia, ponieważ się nad nimi nie zastanawiamy – bo musimy płacić rachunki, zasuwać, jesteśmy chorzy albo wszystko nam jedno. Nie wiemy, że coś takiego jest, że ktoś cały czas na nas patrzy – ten projekt ma pokazać, jak to wygląda. Nawet jeśli niedużo obrazuje, to podsyca ciekawość. Jakie są kluczowe i rozstrzygające etapy twoich przedsięwzięć? 157


KP:

MF: KP:

Są chyba dwa takie momenty. W każdym razie dwa, które mnie kręcą. I powodują, że ciągle jeszcze się tym zajmuję. Jeden to etap wymyślania, w którym przychodzi ci do głowy jakiś pomysł, idea, myśl, i ją drążysz, czyli starasz się ją rozpisać, rozbudować, przełożyć na język wizualny. Cała ta koncepcyjna sytuacja przed działaniem jest dla mnie bardzo ważna. Nie jestem fotografem, który ma jakąś intuicję, idzie, strzela, a potem się zastanawia, co ma, i coś z tym zrobi. Najpierw chcę to mieć bardzo dobrze osadzone teoretycznie – i potem, jak już wejdę w proces realizacji, pomysł może się zmieniać, ale czuję się bezpieczniej i pewniej, jeżeli mam to dobrze przemyślane. Zaczynam od lektur, rozmów, doświadczeń. Raczej nie od patrzenia, co robią inni. Starasz się na to nie patrzeć? Tak. Oglądam raczej filmy dokumentalne, czytam, słucham muzyki. Co ważne, właściwie wszystkie projekty biorą się z mojego doświadczenia. To jest właściwie konieczny i podstawowy warunek. Potem staram się to zintelektualizować. Niektórzy twierdzą, że za bardzo, ale ja tak mam, jestem też ekonomistą z wykształcenia. Poza tym przez wiele lat z moją byłą małżonką – a ona była socjolożką – tworzyliśmy tandem, który pracował tekstem i obrazem, więc to było zawsze bardzo mocno obecne. Ważne jest też dla mnie coś, co nazywam „momentem wolności”, gdy robię zdjęcia. Proces twórczy jest dla mnie takim momentem w życiu – może niejedynym, bo jest jeszcze kilka innych – w którym czuję się naprawdę wolny. Wolny i potężny. Muszę zdać się na siebie i się nie bać, to mi sprawia olbrzymią przyjemność. Idę do świata, konfrontuję się z nim i używam tych instrumentów, które mam: swojej wrażliwości, głowy i doświadczenia, żeby coś z tego wynikło. To sprawia dużą radość, przypomina grę na fortepianie – całymi miesiącami ćwiczysz, później wychodzisz na koncert i nie myślisz, tylko jesteś muzyką. Kiedy idę robić zdjęcia, to za dużo się nie zastanawiam, tylko jestem pośrednikiem pomiędzy światem abstrakcyjnym, który siedzi w mojej głowie, a światem realnym, który znajduje się przede mną. Jestem katalizatorem, który powoduje, że rodzi się z tego jakaś synteza. Maj 2014

Wywiad z Konradem Pustołą był jednym z pierwszych, jakie Maciej Frąckowiak opracował dzięki stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach badań relacji łączących dziś fotografię i zmianę. Rozmowa, której fragment prezentujemy, długo istniała jedynie w formie nagrania. Niebawem ukaże się jako część zbioru wywiadów Kruche medium pod redakcją Macieja Frąckowiaka nakładem Fundacji Pix.house we współpracy z Bęc Zmianą.

158


Konrad Pustoła, z notatek fotograficznych, 2013–2015

KONRAD PUSTOŁA (1976–2015) ukończył studia ekonomiczne na Uniwersytecie Warszawskim (2003) oraz artystyczne w londyńskim Royal College of Art (2008). W swoich projektach zajmował się badaniem wizualnych aspektów relacji społecznych i ekonomicznych. Był laureatem konkursu Polskiej Fotografii Prasowej za cykl Sanna (2001). Jego prace prezentowane były na wielu wystawach, między innymi Nowi Dokumentaliści w CSW Zamek Ujazdowski w Warszawie (2005), Bloomberg New Contemporaries w Londynie (2008); Storia, memoria, identitia w Modenie (2009) czy PhotoEspaña w Madrycie (2010). W 2010 roku wydał album Dark Rooms

nagrodzony w ogólnopolskim konkursie katalogów i albumów o sztuce Reminiscencje. Z Fundacją Bęc Zmiana zrealizował kilka projektów: Zniknij nad Wisłą, Sanatoria, Kibuce oraz jeden z najważniejszych w swoim dorobku: Widoki władzy. W 2017 roku ukazał się wydany nakładem Fundacji Nowych Działań album podsumowujący dorobek artysty. konradpustola.org viewsofpower.com

159

MACIEJ FRĄCKOWIAK socjolog, zainteresowany formami aktywności i bezczynności społecznej w miastach, edukacją w kulturze, a także obrazem, który próbuje traktować jako narzędzie i pretekst do badań oraz zmiany relacji społecznych. Autor tekstów, kurator i inicjator działań w tych obszarach. Współredaktor książek Badania wizualne w działaniu, Kolaboratorium. Zmiana i współdziałanie oraz Smutek konkretu. Współautor książki Narzędziownia. Jak badaliśmy Niewidzialne Miasto? W Instytucje Socjologii UAM przygotowuje pracę doktorską o strategiach interwencji wizualnej. Stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2017).


Fot. Darek Żukowski

160


Skradzio ne życie drzew O tym, jak grupa artystów zawiozła drewno do lasu i co z tego wynikło, pisze Rafał Żwirek, który wszystko to widział na własne oczy, bo brał udział w tej akcji 161


Fot. Rafał Żwirek

Są czynności nieprzydatne, zbędne, takie, z których nic nie wynika – może poza tym, co nazywa się marnowaniem czasu. Ale czas, zwłaszcza ten zmarnowany, stanowi dużą część naszego życia, być może większą niż sen. Każdy zna przecież kilka osób, które śpią krótko. Taki czas, pozbawiony sensu i spędzony na czynnościach również sensu pozbawionych, dobrze opisuje powiedzenie o „wożeniu drewna do lasu”. Fraza ta ma też inne znaczenie – opisuje produkowanie czegoś, czego i tak jest już wystarczająco dużo i co nikomu do niczego nie jest potrzebne. Kiedy przyjrzymy się działalności prowadzonej ostatnio przez Lasy Państwowe, zauważymy ciekawy fakt. Las służy dziś głównie do tego, by go wyciąć i zredukować; to swoiste zaburzenie może wymusić paradoksalną redystrybucję – jedynym celowym i sensownym działaniem okaże się ponowne wożenie drewna do lasu! Ta właśnie interesująca sytuacja posłużyła jako inspiracja dla Życia drzew – wspólnej akcji artysty Pawła Althamera, Grupy Nowolipie, studentów warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych i paru przyjaciół. We wrześniu 2016 roku Paweł Althamer przyjął zaproszenie, by przez rok poprowadzić gościnną pracownię na Wydziale Rzeźby ASP w Warszawie. Przyjmując je, miał pewne opory – kiedy jednak upewnił się, że ma absolutną swobodę działania, a akademia głęboko wierzy, że przez rok nie zdąży zasiać ducha rebelii w jej murach, natychmiast zaprosił Grupę Nowolipie, a z czasem także gromadę przyjaciół i współpracowników. Jako materiał podstawowy celowo wybrał drewno – poza oczywistym kontekstem tradycyjnej rzeźby w drewnie

162


Fot. Darek Żukowski

i setek lat tradycji tejże wystarczy rzut oka za okno, by zobaczyć, że lex Szyszko* zbiera swoje żniwo nie tylko w lasach. Historia ta ma oczywiście więcej podtekstów. Najważniejszym jest dyskretna obecność pewnej rzeźby w państwowym ognisku artystycznym na warszawskim Nowolipiu, gdzie na stałe zadomowiła się Grupa Nowolipie i gdzie Althamer bywał co tydzień przez ostatnie 25 lat. Rzeźba ta – postać dziewczyny zakrywającej dłońmi twarz – stała sobie w korytarzu ogniska „od zawsze”. Kilka lat temu w Grupie Nowolipie pojawił się pomysł, by dodać jej jakieś towarzystwo, wydawało się bowiem, że dziewczyna rozpacza i celebruje smutek. Pojawiła się nawet nazwa rzeźby – od tamtej pory nikt nie nazywał jej inaczej niż Smutną. Grupa szybko zrealizowała swój projekt: powstało kilkanaście szkiców kolejnych postaci uzupełniających Smutną i nadających jej nowe znaczenia – od zawstydzenia, zabawy w chowanego czy codziennej toalety po zdecydowanie depresyjną reakcję na świat. Przy całym mocno szalonym bogactwie wyobraźni członków grupy narodził się jednak pewien problem: nikt nie był w stanie wyrzeźbić swojego pomysłu. Działo się tak z jednego prozaicznego powodu: grupa skupia osoby chore na stwardnienie rozsiane i choć u poszczególnych jej członków stopień zaawansowania choroby jest różny, to jednak z automatu wyklucza użycie podstawowych rzeźbiarskich narzędzi, takich jak dłuto czy pobijak. *

Chodzi o ustawę o (tak zwanej) ochronie przyrody przyjętą przez Sejm w grudniu 2016 roku, która zniosła wymóg występowania o zgodę na wyrąb drzew. Nazwa pochodzi od nazwiska Jana Szyszko, piastującego w obecnym rządzie stanowisko ministra środowiska. 163


Fot. Darek Żukowski

Szkice odłożono zatem do archiwum. Kiedy nagle pojawiło się zaproszenie ze strony ASP, projekt nabrał dodatkowych znaczeń. Althamer zaproponował swoim studentom radykalnie kolektywny plan: stworzenie serii rzeźb skupionych wokół kopii Smutnej na podstawie szkiców członków Grupy Nowolipie i w ścisłej współpracy z nimi. Z jednej strony propozycja ta stała w kontrze do modelu nauczania dominującego na akademii, skoncentrowanej na indywidualnych karierach studentów, z drugiej – była kolejnym poszerzeniem i doświadczeniem pola „przestrzeni wspólnej / własnej”, którą Althamer wyniósł przecież z tej samej instytucji. Sam pomysł umieszczenia gotowych rzeźb w lesie był nie tylko reakcją na aktualną sytuację, ale również następnym szczeblem edukacji studentów. Pracowali bowiem nad nieswoimi (lub: nie tylko swoimi) projektami i musieli podzielić się talentem z kimś innym, a do tego nie wpisywali się w żadną z rozpoznawalnych i typowych strategii świata sztuki, których celem jest takie pokazanie gotowego dzieła, żeby można było je sprzedać. Po roku pracy i przygód – co jest tematem na zupełnie inną opowieść – interpretacje rzeźb ze szkiców Grupy Nowolipie były gotowe. I tu wracamy do przysłowia i fundamentalnego pytania: czy warto wozić drewno do lasu? Odpowiedź na nie – zwłaszcza wobec opisanych dalej wydarzeń – wydaje się jednoznaczna. Nim jednak ją poznamy, zobaczmy, jak potoczyły się dalsze losy Życia drzew. Po pierwsze: znalezienie odpowiedniej lokalizacji, w której dałoby się wyeksponować całą grupę rzeźb, okazało się dość trudne. Miejsce to nie powinno 164


Fot. Rafał Żwirek

było leżeć zbyt blisko Warszawy – jedną z narracji była bowiem podróż. Jak wiadomo, „wożenie” jest poniekąd tożsame z „jeżdżeniem”, a przez to również z „podróżowaniem”. Owo miejsce powinno było również być niedostępne lub dostępne jedynie po pokonaniu szeregu przeszkód (w marzeniach Althamer zakładał wręcz użycie wojska i pontonów), ale jednak nie na tyle, by osoby poruszające się na wózkach nie mogły tam dotrzeć z pomocą innych. Powinno było być także pozbawione zbytniej ingerencji cywilizacji, opanowane przez naturę i przez nią zdominowane. Ten trzeci warunek – w świetle tego, co działo się ostatnio w Puszczy Białowieskiej – został uznany za mało realny, lecz ważny w kontekście przyszłości. Ostatecznie powyższe warunki spełniało nadleśnictwo Waliły, którego włodarz, nadleśniczy Krzysztof Bozik, okazał się miłośnikiem sztuki – rozumianej głównie jako dziewiętnastowieczne malarstwo batalistyczne. Nie powinno się oceniać ludzi przez pryzmat ich gustów, wobec czego fakt ten nie wzbudził niczyich podejrzeń – a szkoda. Nie wyprzedzajmy jednak wydarzeń. Ostatecznie w połowie czerwca 2017 roku Paweł Althamer, studenci i przyjaciele dotarli na miejsce. Przy użyciu ciężkiego sprzętu – najcięższa z prac ważyła bowiem 1,5 tony – rzeźby przetransportowano z akademii na pogranicze Puszczy Knyszyńskiej. Nie było łatwo. Padał deszcz, leśne drogi zostały rozmyte, błoto wdzierało się wszędzie i panował przenikliwy chłód. Jak na tych batalistycznych obrazach celebrujących narodowe katastrofy. Ale w końcu się udało: Grupa Nowolipie dojechała na miejsce. Liczba osób na wózkach inwalidzkich okazała się zresztą 165


Fot. Darek Żukowski

na tyle duża, że można było urządzić terenowy wyścig wózkowiczów. Głęboko w lesie powstała grupa rzeźb trochę skupiona wokół Smutnej, a trochę ją ignorująca. Bez wątpienia jednak czujne usytuowanie rzeźb w stosunku do siebie piętrzyło narracje i kody możliwych interpretacji. Drewno powróciło do domu i zgodnie z założeniami projektu pozostało jedynie czekać, aż natura dokona reszty dzieła – aż rzeźby rozpadną się, porosną grzybami i mchami, pokryją się tkanką lasu i czasu. Odbył się huczny wernisaż połączony z różnymi działaniami. Korci mnie, żeby napisać o tym więcej, ale redakcja NN6T jednoznacznie dała do zrozumienia, że jak złośliwie i z nazwiskami, to jednak raczej do „Szumu”. Kiedy więc wszystko już się dokonało i nastał nowy dzień, poszedłem wczesnym rankiem pokontemplować rzeźby w samotności. W lesie unosiła się mgła, słońce nieśmiało pobłyskiwało przez gałęzie. Było na maksa romantycznie, choć przecież z drugiej strony na kacu każdy staje się bardziej wrażliwy i byle drżenie gałązki może wzbudzić metafizyczny niepokój. Przywiezione rzeźby już wtedy wyglądały tak, jakby stały w lesie od zawsze. Pomyślałem, że warto będzie przyjeżdżać do Walił o różnych porach roku, przyglądać się temu starzeniu rzeźb, że tło lasu będzie za każdym razem inne. Taki zresztą właśnie był zamysł autorów projektu. Kilka tygodni później okazało się jednak, że pewnych nawyków nie da się przezwyciężyć. Jeżeli ktoś całe życie zajmował się wywożeniem drewna z lasu, to sytuacja odwrotna jest sytuacją niebezpieczną i zaburzającą ustalony porządek. Leśnicy postanowili przywłaszczyć sobie część rzeźb (w tym również 166


Fot. Darek Żukowski

Smutną) i tradycyjnie wywieźli je z lasu, dekorując nimi swoją kancelarię – mały i brzydki budynek otoczony jeszcze brzydszym metalowym ogrodzeniem, takim, jakim w miastach otacza się czasem śmietniki na blokowiskach. Zrobili to po swojemu, brutalnie, uszkadzając jedną z rzeźb, a pozostałymi dekorując narożniki kancelarii. W świecie sztuki odczytano by to jako świadome odwołanie do estetyki krasnali ogrodowych i celową grę z widzem. W świecie Lasów Państwowych estetyka taka jest jednak szczytem wizualnego wyrafinowania i o żadnej grze nie ma tu mowy. Być może jest to zapowiedź przyszłości, zwiastun nadchodzących wydarzeń. Nie powinniśmy się temu bezczynnie przyglądać.

Paweł Althamer współpracuje z działającą od 1995 roku Grupą Nowolipie od wielu lat, prowadząc warsztaty twórcze z osobami chorymi na stwardnienie rozsiane. Prace Grupy Nowolipie były prezentowane na wystawach w wielu instytucjach sztuki. Między innymi wykonana wspólnie z Althamerem fontanna parkowa Sylwia – wężo-

włosa kobieta leżąca na wodzie, której każda część została zaprojektowana przez innego członka grupy – znajduje się w Parku Rzeźby na osiedlu Bródno w Warszawie. Grupa Nowolipie działa przy Państwowym Ognisku Artystycznym na ulicy Nowolipki na warszawskiej Woli, stosując sztukę jako formę terapii i rehabilitacji.

167

RAFAŁ ŻWIREK prekariusz sektora kultury. Zajmuje się filmem, fotografią i rzeźbą. Współpracuje z wieloma słynnymi artystami, powiększając ich kapitał symboliczny.


Fontarte, Galeria dla mrรณwek, 2011

168


Projekto wanie dl a roślin i zwierząt Perspektywa nieantropocentryczna pozwala zobaczyć faunę i florę jako świat pełen podmiotów, których prawa i potrzeby są nie mniej ważne od ludzkich. Wystawę dizajnu dedykowanego roślinom i zwierzętom przygotowały dwie badaczki współczesnego projektowania: Monika Rosińska i Agata Szydłowska. Specjalnie dla NN6T napisały krótkie wprowadzenie mające charakter leksykonu podstawowych terminów. 169


Zoopolis Pojęcie to wykorzystują Sue Donaldson i Will Kymlicka w wydanej w 2011 roku książce Zoopolis. A Political Theory of Animal Rights. Proponują tam nową teorię praw zwierząt, która w praktyce oznacza nadanie różnego zakresu praw obywatelskich istotom uczestniczącym w ludzko-zwierzęcej wspólnocie politycznej. Donaldson i Kymlicka wyróżniają trzy moralne perspektywy, w ramach których dochodzi do utrzymania status quo wykluczającego nadanie politycznej podmiotowości zwierzętom. Pierwszy dyskurs – dobrostanu zwierząt – zakłada, że można je traktować instrumentalnie pod warunkiem, że zapewni się im godne warunki życia i śmierci. Drugi, ekologiczny, przedkłada całościowe ekosystemy nad życie indywidualnych gatunków i osobników. Trzeci, czyli dyskurs praw podstawowych, skupia się na prawach negatywnych (prawo do niecierpienia, do niebycia czyjąś własnością i niebycia torturowanym) i zaniedbuje prawa pozytywne (powinności, jakie my – ludzie – mamy wobec zwierząt: prawo do swobodnego zamieszkiwania oraz do bycia uwzględnianym w procesie projektowania miast, dzielnic, budynków itp.). Nowa rama moralna zakłada upolitycznienie praw zwierząt, a w konsekwencji radykalną transformację ludzko-zwierzęcych relacji. Niektóre grupy zwierząt powinny stanowić autonomiczne wspólnoty żyjące z dala od człowieka oraz posiadać nienaruszalne prawo do swego terytorium. Inne, czyli zwierzęta graniczne (a więc ani w pełni dzikie, ani udomowione; te, których obecność jest przez ludzi akceptowana, ale które nierzadko traktowane są jako szkodniki w mieście) powinny otrzymać status rezydentów, a ich interesy należałoby uwzględniać we wspólnocie politycznej. Zwierzętom udomowionym, z którymi łączy nas wielowiekowa wzajemna zależność, powinny przysługiwać pełne prawa obywatelskie. Zoopolis – polityczna wspólnota ludzi i zwierząt – charakteryzuje się moralnym obciążeniem i skomplikowaniem, i dlatego musi opierać się na szacunku wobec innych gatunków oraz skutecznej ochronie ich interesów. Niesforne krawędzie: grzyby Każdy zbieracz grzybów zna zasadę, że aby je znaleźć, powinien udać się w miejsce, gdzie były one poprzednio. Grzyby przypominają nam o roli zbiegu okoliczności i ślepego trafu, przestrzegają przed ułudą pewności i kontroli. Według amerykańskiej antropolożki Anny Tsing nieprzewidywalne i wyjęte spod ludzkiego nadzoru życie grzybów to dar. Ich niejednoznaczny status w królestwie natury podobny jest do pozycji kobiet wśród członków rasy ludzkiej. Zarówno grzyby, jak i kobiety reprezentują nieimperialny model zamieszkiwania i kolonizowania przestrzeni. Z perspektywy grzybów, z „niesfornych krawędzi” (unruly edges), jak nazywa miejsce, które „zamieszkują” fungi, znacznie wyraźniej widać reguły władzy, ucisku i kontroli, według których funkcjonuje globalne centrum kapitalizmu. Grzyby reprezentują obrzeża imperium, gdzie ujawniają swoją moc międzygatunkowe zależności i wzajemne relacje. Podobno gdy upadł ZSRR, mieszkańcy Syberii w obliczu rozpadu znanego porządku i w obawie przed nadchodzącym głodem oraz biedą udali się do lasów zbierać grzyby. A wcześniej, kiedy w 1945

170


Fot. MaĹ&#x201A;gorzata Gurowska

171


roku na Hiroshimę spadła bomba atomowa, to grzyby matsutake* jako pierwsze wyrosły na ziemi skażonej radioaktywnymi odpadami. Fungi stają się więc poręczną metaforą przetrwania – także ludzkiego. Dzięki nim witalność, energia i wola życia uwidaczniają się pomimo trudnych, prekarnych warunków panujących w kapitalizmie. Stanowią także pretekst do badań nad potencjałem ruin środowiska naturalnego, które wszyscy zamieszkujemy. Wczuwając się w perspektywę tych małych, nieoczywistych stworzeń świata organicznego, można także snuć nowe historie o nieoczywistej i złożonej relacji człowieka z naturą, pozbawione już oświeceniowego założenia o jego wyjątkowości. Ruiny Ruiny, ulegające rozkładowi pod wpływem czasu konstrukcje stworzone przez człowieka, pozwalają dzikiej przyrodzie wrócić do miasta i tworzą nowe ekologiczne enklawy. Same w sobie stanowią symbol nieuniknionych procesów niszczenia, erozji i odbudowy. W książce Industrial Ruins Tim Edensor pokazuje, w jak różne sposoby rośliny i zwierzęta zagospodarowują postindustrialne ruiny. Przy ich udziale w sposób spontaniczny, oddolny i pozbawiony ludzkiej interwencji powstają nieoczywiste formy domowości, zabawy i rozrywki, a nawet przestrzenie wystawiennicze dla sztuki. Zrujnowana materialność, nadmiar nieprzydatnych rzeczy i wszechobecne śmieci kreują nowe afordancje przedmiotów. Co więcej, ruiny stanowią naturalne rezerwaty – dzikie rośliny nie są tam niszczone pestycydami, ptaki mogą swobodnie budować gniazda, a zwierzęta znajdują w nich nowy dom. W postindustrialnych ruinach zasiedlonych przez dzikie rośliny, zwierzęta i osoby wykluczone uobecnia się eksperyment nowej międzygatunkowej zbiorowości, której aktorzy negocjują jej kształt bez odniesienia do utrwalonych przestrzenno-czasowych i estetycznych wzorców funkcjonowania współczesnego miasta. Response-ability Odpowiedzialność rozumiana jako zdolność do udzielenia sensownej odpowiedzi, reakcji, uwzględnienia czyjejś perspektywy. Architektura i dizajn projektowane z myślą o aktorach nieludzkich mogą stać się narzędziami pozwalającymi udzielić „odpowiedzialnej odpowiedzi” na transgatunkową odmienność. Mogą nie tylko uwzględnić specyfikę poszczególnych gatunków i warunków, w jakich one żyją, ale też zbadać, jakie zmysły u nich dominują oraz jak widzą i rozumieją świat. Architektura i dizajn jako narzędzia udzielania takiej odpowiedzi powinny przyciągać różne formy życia w celu stworzenia transgatunkowych eksperymentalnych wspólnot w przestrzeni. Edward Dodington w pracy How to Design with the Animal. Constructing Posthumanist Environments wprowadza posthumanistyczną perspektywę do projektowania architektury i dizajnu poprzez (1) etyczny (nie tylko *

Matsutake to dzikie grzyby często rosnące na terenach zniszczonych przez człowieka. Podobnie jak szczury, szopy pracze i karaluchy są w stanie przeżyć ekologiczną katastrofę spowodowaną ludzką działalnością. Nie są przy tym szkodnikami – pomagają żywić drzewa, dzięki czemu nowe lasy wyrastają w miejscach ekologicznego rozkładu. W Japonii matsutake stanowią wykwintny i drogi rarytas. 172


projektowo--formalny) postulat zmniejszania przestrzennego i cielesnego dystansu między gatunkami oraz (2) tworzenie eksperymentalnych przestrzeni międzygatunkowej kohabitacji w nierzadko ekstremalnych warunkach przyrodniczych. Krótko mówiąc, zadaniem architektury i dizajnu jest projektowanie dla szeroko rozumianego życia międzygatunkowego. Poprzez tworzenie użytecznych „struktur”, które stanowią przedłużenie i materializację procesów już zachodzących w środowisku naturalnym, architektura i dizajn powinny mieć na celu ożywienie i animację relacji między gatunkami. Sue Donaldson i Will Kymlicka przywołują również ogromne znaczenie szacunku rozumianego szeroko, jako spoglądanie ze wzajemnością i konstytuowanie polis oraz jako powinności wynikające ze wzajemnych ludzko-zwierzęcych relacji. Parlament Rzeczy Jest to holenderska inicjatywa artystyczna zajmująca się spekulatywnymi badaniami nad emancypacją zwierząt, roślin i przedmiotów. Jej podstawę stanowi idea Parlamentu Rzeczy sformułowana przez francuskiego filozofa i socjologa Bruno Latoura; według niego sztywny podział na jednolitą naturę i wielorakie kultury nie przystaje do sposobu, w jaki uprawia się skuteczną politykę. W Parlamencie Rzeczy ludzie i nieludzie związani są wzajemnymi interesami, a relacje łączące ludzkie i nieludzkie zwierzęta posiadają realną sprawczość. Działania holenderskich artystów obejmują debaty tematyczne, interdyscyplinarne warsztaty i wystawy, a także publikacje. Na platformie internetowej theparliamentofthings.org znaleźć można niezwykłe historie „nieludzkich bohaterów”, między innymi legendę o „drzewie, które posiadało samo siebie”. Jest to opowieść o profesorze Uniwersytetu w Georgii Williamie H. Jacksonie, który ujrzawszy swoje drzewo po powrocie z wojny w 1980 roku, postanowił przyznać mu prawo własności samego siebie i ziemi, na której stoi. Inna historia podejmuje problem możliwości przyjęcia przez człowieka nieludzkiej perspektywy. Projektant i badacz z Londynu Thomas Thwaites „przeistoczył się” na trzy dni w kozła zamieszkującego Alpy. Założył protetyczne kończyny, które pozwoliły mu zrezygnować z wyprostowanej sylwetki i spojrzeć na rzeczywistość z punktu widzenia zwierzęcia. Zarówno legenda o uwłaszczeniu drzewa przez profesora uniwersytetu, jak i eksperyment badawczy Thwaitesa wpisują się w postulowane przez twórców Parlamentu Rzeczy upodmiotowienie nieludzkich aktorów i próbę nadania im praw politycznych. Wspólnota transgatunkowa Na pytanie o warunki powstania międzygatunkowej wspólnoty istotnej odpowiedzi udziela filozofka Joanna Bednarek w książce Życie, które mówi. Nowoczesna wspólnota i zwierzęta (2017). Autorka dokonuje inspirujących rozstrzygnięć w kwestii struktury nowoczesnej wspólnoty ludzi i nieludzi. Punktem wyjścia dla każdego podmiotu politycznego jest bowiem jego zdolność do zabrania głosu, do mówienia i wynikające z tego prawo do równego traktowania. W takiej perspektywie zarówno zwierzęta, jak i rośliny są tej kompetencji (rozumianej w ludzkich kategoriach) pozbawione. 173


Bednarek przekonuje jednak, iż sposób powiązania mowy z rozumnością i politycznością jest znacznie bardziej skomplikowany, niż nam się zdaje. Czym jest „istota mówiąca”? Czy zwierzęta i rośliny nie posiadają własnego języka, właściwego sobie sposobu komunikowania się? Znaki ikonicznie i indeksowe nie są wyłączną własnością człowieka – aktywność semiotyczna dotyczy całej przyrody i obejmuje nawet najprostsze organizmy żywe. Zdolność do mówienia oznacza tu jednak nie tylko umiejętność skutecznego przekazywania informacji, ale także performatywny i polityczny wymiar tego aktu. Każdy żywy organizm, modelując swoje środowisko, wytwarza znaki, ponieważ jest powiązany z innymi organizmami i otoczeniem. Polityczność realizuje się tu zatem w zdolności do nawiązywania międzygatunkowego kontaktu, dokonywania lokalnych transformacji i uzmysłowienia sobie powiązań między bytami. Gatunki stowarzyszone Gatunki stowarzyszone (companion species) to termin wprowadzony przez filozofkę Donnę Haraway. Jest to pojęcie znacznie pojemniejsze niż znany termin „gatunki towarzyszące” opisujący takie zwierzęta jak psy, konie lub koty funkcjonujące jako pracownicy (psy policyjne) albo członkowie rodziny (zwierzęta domowe) czy drużyny sportowej (konie w grze w polo). Jak zauważa Haraway, przedstawicieli gatunków towarzyszących nie zjadamy ani nie jesteśmy przez nie zjadani, a praktyki takie napawają nas etnocentrycznym oburzeniem (vide: legendy miejskie o Chińczykach jedzących psy). Kategoria „gatunków stowarzyszonych” jest znacznie szersza. Zaliczamy do nich na przykład bakterie żyjące w ludzkich jelitach, pszczoły, pszenicę czy tulipany. Bohaterem manifestu Haraway jest pies, z którym człowiek tworzy relację współkonstytutywną, czyli taką, w której żaden z partnerów nie istnieje uprzednio wobec samej relacji (→ koewolucja). Wspólnota ta funkcjonuje poza dychotomią natury i kultury, jest mocno uhistoryczniona, a partnerzy pozostają powiązani relacjami „znaczącej inności”. Manifest gatunków stowarzyszonych skupia się na dwóch pytaniach: o etykę i politykę znaczącej inności, którą można wyprowadzić z poważnego potraktowania relacji ludzi i psów, oraz o to, jak opowieści o tego typu relacjach mogą przekonać ludzi o znaczeniu historii dla naturokultur, to znaczy o tym, że relacje między gatunkami nie są dane raz na zawsze dane, lecz mają charakter historyczny. Godność roślin Na mocy przeprowadzonego w 1992 roku referendum większością 2/3 głosów Szwajcaria wprowadziła do swojej konstytucji zapis o godności wszystkich żyjących organizmów (art. 120). W 2008 roku Szwajcarska Komisja Etyczna ds. Biotechnologii Nieludzi (ECNH) opublikowała w swoim raporcie wytyczne dotyczące etycznego traktowania roślin. Dokument nosił tytuł Godność istot żyjących w odniesieniu do roślin – moralne rozważania na temat roślin jako takich. Zwracał on uwagę na konieczność zapewnienia roślinom praw i szacunku niezależnie od ich relacji z człowiekiem oraz definiowanej przez ludzi pożyteczności. Komisja zwracała uwagę na to, że nieuzasadnione wyrządzanie szkody roślinom (na przykład takie, które nie ma związku ze zbieraniem plonów) jest 174


Fot. Grzegorz Laszuk

175


W ostatnich latach teorie te zostały zakwestionowane na rzecz hipotez o koewolucji obu gatunków. Badania nad mitochondrialnym DNA psa (które pozwalają zajrzeć w głąb historii gatunku) wskazują na to, że oddzielił się on od wilka mniej więcej w tym samym czasie, kiedy narodził się homo sapiens. Wielu naukowców twierdzi, że protopsy zbliżyły się do ludzi, ponieważ chciały korzystać z łatwego do pozyskania jedzenia znajdowanego w śmieciach zostawianych przez homo sapiens. Ten oportunizm sprawił, że w drodze ewolucji, a także celowej kontroli reprodukcji psów wykształciły one cechy ułatwiające międzygatunkową socjalizację. Z kolei obecność psów i ich użyteczność znacząco zmieniły życie ludzi. Wygląda więc na to, że oba gatunki koewoluowały, wpływając na siebie nawzajem i kształtując to, czym są dzisiaj. Psy i ludzie to niejedyne przypadki organizmów koewoluujących – dość wspomnieć kultury bakterii zamieszkujące jelita ssaków. Szowinizm gatunkowy Szowinizm gatunkowy, zwany także dyskryminacją gatunkową (ang. speciesism), jest pojęciem analogicznym do istniejących wcześniej słów oznaczających dyskryminację lub uprzedzenia na podstawie różnic fizycznych (seksizm, ejdżyzm czy rasizm). Odnosi się ono do przekonania na temat wyższości homo sapiens nad innymi gatunkami i będącej jego konsekwencją opresji zwierząt nieludzkich. Stworzył je na początku lat 70. XX wieku psycholog Richard Ryder podczas kąpieli w wannie, a spopularyzował teoretyk praw zwierząt Peter Singer. Powstanie tego pojęcia nie byłoby możliwe, gdyby Karol Darwin nie udowodnił, że ludzkie i nieludzkie zwierzęta pochodzą od wspólnego przodka. Pojawienie się tego terminu umożliwiły także dwudziestowieczne odkrycia naukowe udowadniające, że wszystkie zwierzęta odczuwają emocje i ból, oraz że na poziomie komórkowym niewiele się od siebie różnimy. Dla Rydera kategorią kluczową jest ból, i dlatego jego zdaniem powinniśmy koncentrować się na jednostkach (a nie gatunkach, narodach czy grupach etnicznych) – ponieważ cierpi jednostka, a nie grupa. Dyskryminacja gatunkowa jest pochodną paradygmatu antropocentrycznego i idei humanizmu, a także wykładni religii judeochrześcijańskich, według których człowiek został stworzony na podobieństwo Boga i jako jedyny gatunek posiada duszę, co sytuuje go w uprzywilejowanej pozycji wobec innych zwierząt. Częstym argumentem na rzecz wyższości człowieka nad innymi istotami jest teza, że jedynie homo sapiens jest w stanie dokonywać wyborów o charakterze moralnym. Sztuka zwierząt Filozof Wolfgang Welsch w eseju Estetyka zwierząt zastanawiał się nad tym, czy estetyka może mieć charakter transgatunkowy. Odwołując się do pism Karola Darwina, snuł on rozważania na temat tego, czy zwierzęta są zdolne do ferowania sądów smaku (jak na przykład powinniśmy rozumieć samczą rywalizację o samice za pomocą spektakularnie barwnego upierzenia?) oraz czy ludzka estetyka wykształciła się z estetyki zwierząt. Skoro – jak twierdzą posthumaniści – granica między kulturą a naturą jest sztuczna i arbitralna, to dlaczego nie 176


Fot. Grzegorz Laszuk

możemy traktować zwierząt jako twórców, a ich działalności jako sztuki i architektury? Z drugiej strony – jak argumentuje filozofka Rosi Braidotti – antropomorfizowanie zwierząt, czyli przypisywanie im ludzkich cech i skłonności, może być pułapką. Postawa taka rozszerza to, co ludzkie, na innych – i przez to neguje specyficzność zwierząt. Trudno na przykład traktować bardzo efektowne gniazda tworzone przez zwierzęta jako architekturę sensu stricto, mimo że ich budowniczowie nierzadko wykorzystują narzędzia, a także uzupełniają swe konstrukcje starannie wyselekcjonowanymi przedmiotami, które – jak można się domyślać – służą pewnego rodzaju ozdobie. Innym rodzajem sztuki zwierząt jest malarstwo, któremu oddają się osobniki trzymane w niewoli lub żyjące razem z ludźmi. Teoretyk z nurtu studiów nad zwierzętami Steve Baker wspomina o działalności francuskiego malarza Tessarolo, który w latach 70. i 80. XX wieku tworzył razem szympansicą o imieniu Kunda. W przeciwieństwie do większości tego typu eksperymentów z połowy XX wieku, gdy – w ramach fascynacji sztuką dzieci, osób niepełnosprawnych lub „dzikich” – dawano zwierzętom pędzle i farby w nadziei na otrzymanie dzieła sztuki, Tessarolo i Kunda tworzyli wspólnie na jednym płótnie, tak że obydwoje artyści wchodzili ze sobą w dialog. Zoepolis Stworzone przez nas pojęcie zoepolis powstało z połączenia terminu zoe oraz idei → zoopolis stworzonej przez Willa Kymlickę i Sue Donaldson. Pozwala ono przeprowadzić eksperyment myślowy polegający na rozszerzeniu wspólnoty politycznej na wszystko, co żywe, bez wytyczania ścisłych granic pomiędzy gatunkami i jednostkami. Rozróżnienie na bios i zoe pochodzi z języka greckiego, 177


przy czym to pierwsze odnosi się raczej do życia o konkretnych, określonych cechach, życia jednostki; zoe natomiast oznacza „życie jako takie”, bliżej nieokreślone, bez konturów i hierarchii. Pojęcie zoe często pojawia się w koncepcjach witalistycznych, interesujących się życiem jako ruchem, przepływem czy energią, która nie ogranicza się do cyklu narodzin i śmierci danej jednostki. Zastąpienie pojęcia zoopolis koncepcją zoepolis pozwala na poszerzenie proponowanej przez nią wspólnoty na wszystkie organizmy żywe (rośliny, zwierzęta, grzyby, bakterie itd.) oraz przeciwstawia się celebrowaniu granic międzygatunkowych i międzyjednostkowych. Nacisk zostaje tu położony na transgatunkową kohabitację, a więc relacje, które – idąc tropem wytyczonym przez Donnę Haraway – poprzedzają istnienie poszczególnych partnerów. Jednocześnie grecki termin polis odsyła nas zarówno do koncepcji politycznej zbudowanej na idei demokracji, jak i do miasta jako fizycznego, materialnego bytu, w którym relacje między poszczególnymi aktorami są nieustannie negocjowane.

Źródła: Monika Bakke, Bio-transfiguracje. Sztuka i estetyka posthumanizmu, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2010. Joanna Bednarek, Życie, które mówi. Nowoczesna wspólnota i zwierzęta, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2017. Rosi Braidotti, Po człowieku, przeł. Joanna Bednarek, Agnieszka Kowalczyk, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2014. Edward Dodington, How To Design with the Animal. Constructing Posthumanist Environments, Animal Architecture Press 2009. Sue Donaldson, Will Kymlicka, Zoopolis. A Political Theory of Animal Rights, Oxford University Press, Oxford 2011. Tim Edensor, Industrial Ruins. Space, Aesthetics and Materiality, Berg Publishers, Bloomsbury 2005. Donna Haraway, The Companion Species Manifesto: Dogs, People, and Significant Otherness, Prickly Paradigm Press, Chicago 2003. Donna Haraway, Manifest gatunków stowarzyszonych, przeł. Joanna Bednarek, [w:] Teorie wywrotowe. Antologia przekładów, red. Agnieszka Gajewska, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2012. Wolfgang Welsch, Estetyka poza estetyką. O nową postać estetyki, przeł. Katarzyna Guczalska, Universitas, Kraków 2005. Anna Tsing, The Mushroom at the End of the World, Princeton University Press, Princeton 2015. cabinetmagazine.org/issues/4/stevebaker.php archinect.com/features/article/86646/the-dignity-of-plants swissbiofarmer.com/blog/2017/1/14/what-if-any-responsibility-do-wehave-towards-plants theguardian.com/uk/2005/aug/06/animalwelfare theparliamentofthings.org

178


MONIKA ROSIŃSKA doktor nauk społecznych w zakresie socjologii. Absolwentka Instytutu Socjologii UAM w Poznaniu. Wykładowczyni poznańskiej School of Form, współpracuje z UAP i warszawską PJATK. Autorka książki Przemyśleć u/życie. Projektanci, przedmioty, życie społeczne (Bęc Zmiana, 2010). Badaczka społeczna. Ekspertka w zespole Centrum Praktyk Edukacyjnych przy Centrum Kultury „Zamek” w Poznaniu. AGATA SZYDŁOWSKA doktor nauk humanistycznych w zakresie etnologii, absolwentka historii sztuki na UW oraz Szkoły Nauk Społecznych przy Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. Pracuje jako adiunkt w Katedrze Historii i Teorii Designu na Wydziale Wzornictwa ASP w Warszawie. Autorka między innymi książki Od solidarycy do TypoPolo. Typografia a tożsamości zbiorowe w Polsce po roku 1989 (Wydawnictwo Ossolineum, w przygotowaniu).

Wystawa Zoepolis. Dizajn dla roślin i zwierząt to pretekst do zastanowienia się, jak mogłyby wyglądać projekty skierowane do użytkowników nieludzkich. Kuratorki wystawy, Monika Rosińska i Agata Szydłowska, poszukują rozwiązań, które traktują zwierzęta i rośliny jak pełnoprawne podmioty procesów projektowych, z uwzględnieniem ich potrzeb i praw. Stąd tytułowe nawiązanie do koncepcji „zoopolis” Sue Donaldson i Willa Kymlicki, która uwzględnia nadanie zwierzętom obywatelstwa. W tytule wystawy „zoo” jest jednak zastąpione przez „zoe”, „nagie życie”, witalność, która jest wspólna wszystkim żyjącym stworzeniom. Tym samym wystawa będzie się starała spojrzeć na projektowanie z radykalnej perspektywy nieantropocentrycznej. Główną część wystawy będą stanowiły prace zrealizowane we współpracy z zaproszonymi projektantami, które będą krytyczną refleksją na wyłonione w procesie powstawania projektu tematy.

179

Projekt (wystawa i książka) realizowane są w ramach grantu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego (Narodowy Program Rozwoju Humanistyki) pod tytułem Kartografie obcości, inności i w(y)kluczenia. Perspektywa filozofii i sztuki współczesnej (kierowniczka: dr hab. Magdalena Środa, Wydział Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego). 17.11.2017 – 14.01.2018 Galeria Dizajn – BWA Wrocław, ul. Świdnicka 2-4 Projektantka grafiki: Małgorzata Gurowska Projekt ekspozycji: Pigalopus


Ian Macfarlane, Paszport po Brexicie, I miejsce w konkursie organizowanym przez portal dezeen.com

180


Siła małe j książec zki Paszporty reprezentują nie tylko państwa, ale też wartości. Dla jednych są książeczką pełną wspomnień z wakacji, dla innych nieosiągalnym przedmiotem marzeń o wydostaniu się z opresyjnej sytuacji. Specjalnie dla NN6T o paszportach najlepiej zaprojektowanych na świecie pisze Agata Szydłowska 181


Projekty paszportów – obok banknotów i (coraz rzadziej) znaczków pocztowych – są jednym z najwyrazistszych przypadków, kiedy dizajn ma służyć reprezentacji państwa i narodu. Dlatego też każdy kraj stara się w nim zawrzeć to, co najlepiej go reprezentuje: okazy fauny i flory (Australia), krajobrazy (Norwegia), osiągnięcia cywilizacyjne (Kanada), słynnych twórców (Wielka Brytania). Decyzje te nie są neutralne. Coraz częściej jednak głośno mówi się o potrzebie inkluzywności projektów paszportów – tak, by z zastosowaną ikonografią mogli się utożsamić nie tylko obywatele z dziada pradziada, lecz także ci, którzy dopiero co uzyskali obywatelstwo. Stąd coraz rzadsze motywy dumy narodowej czy historycznych osiągnięć i coraz częstsze odwołania do z pozoru neutralnej przyrody. Warto jednak pamiętać, że paszport nie jest neutralnym przedmiotem. To, co dla jednych jest akcesorium podróżnym i książeczką pełną pamiątek z wakacji, dla innych symbolizuje niemożność wydostania się z własnego opresyjnego państwa. Przypomina o tym publikowany przez portal Passport Index ranking najsilniejszych paszportów, w którym „siła” jest mierzona liczbą krajów, do których posiadacz danego dokumentu może wjechać bez wizy. Nie dziwi fakt, że na czele rankingu stoją bogate i cieszące się pokojem Niemcy i Szwecja (odpowiednio 160 i 159 państw), a na końcu listy znajduje się niszczona wojną Syria (31 państw). Polska znajduje się na 10 miejscu (151 państw). Dlatego też jednym z najważniejszych elementów składających się na projekt paszportu są liczne, coraz bardziej zaawansowane zabezpieczenia, które niejednokrotnie przyjmują bardzo atrakcyjne wizualnie formy. Pamiętając o tym, że paszport to bardzo często dobro luksusowe, przyjrzyjmy się najciekawszym projektom dokumentów, które zdołałam odnaleźć, nie ruszając się z Warszawy. Kolejność jest alfabetyczna. Australia Projekt australijskiego paszportu oparty jest na motywach lokalnie występujących zwierząt, między innymi kangura, dziobaka, emu czy krokodyla, oraz roślin, takich jak eukaliptus. Jest to – jak twierdzą twórcy projektu – hołd dla wyjątkowej fauny i flory Australii, a także australijskiego stylu życia. Motywy przyrodnicze uzupełnione są bowiem o scenki obyczajowe przedstawiające Australijczyków wykonujących codzienne czynności. Całość uzupełnia dobrze wkomponowana w centrum strony paginacja, która jest jednocześnie widoczna i dyskretna. Ciemna okładka paszportu jest elegancka i oszczędna: typografia ograniczona została do słowa „passport”, które uzupełniono herbem Australii i obowiązkowym znakiem e-paszportu. Najbardziej efektowna jest druga strona okładki, zawierająca przedstawienie liści i owoców eukaliptusa, któremu towarzyszy ozdobna typografia oraz herb państwa, który sam w sobie jest bardzo atrakcyjnym graficznie motywem, zwłaszcza dla miłośników egzotycznej fauny. Warto wspomnieć także o funkcjonalności paszportu: na rewersie strony z danymi osobowymi umieszczono infografikę informującą służby imigracyjne o zastosowanych w paszporcie zabezpieczeniach. Ma to pomóc oficerom na całym świecie, którzy nie muszą orientować się w systemach zastosowanych w Australii, w zidentyfikowaniu sfałszowanych dokumentów. Dodatkowym istotnym elementem jest w stu procentach ekologiczny papier, który ma 182


certyfikat neutralności węglowej – przy jego produkcji nie emituje się dwutlenku węgla do atmosfery. Filipiny Obecna forma filipińskiego paszportu została wdrożona w 2016 roku. Zastosowane w nim motywy reprezentują przede wszystkim turystyczną atrakcyjność kraju. Znajdziemy wśród nich zabytki, miejsca warte zwiedzenia, cuda natury i zwierzęta. To wszystko jest jednak czujnie skomponowane ze wzorami geometrycznymi, które pojawiają się na każdej stronie. Najbardziej efektowny element pojawia się na jednej z rozkładówek w formie spektakularnej kompozycji graficznej złożonej ze skrzydeł zagrożonego wyginięciem ptaka kakadu, które okalają głowę orła będącego symbolem narodowym Filipin. Na całą kompozycję nałożone jest godło kraju oraz zarys jego granic na mapie. Portret raczej charakternego niż nobliwego orła pojawia się także na drugiej stronie okładki. Konkurencję dla ptaszyska stanowi żółw, którego przedstawienie jest asymetrycznie wkomponowane w trzecią stronę okładki. Finlandia Nowy projekt fińskiego paszportu, obowiązujący od 2017 roku, został wprowadzony z okazji jubileuszu stulecia niepodległości kraju. Za zlecenie odpowiedzialna jest fińska policja, która włączyła mieszkańców w proces projektowy. W 2016 roku uczestnicy Nordic Travel Fair zostali poproszeni o przedstawienie swoich pomysłów na formę jubileuszowego dokumentu. Z tysięcy propozycji wybrano temat Laponii oraz kilka pojedynczych elementów, takich jak narodowy ptak Finlandii, czyli łabędź. Motyw ten pojawia się w każdym rogu stron przeznaczonych na stemple i wizy tak, że przy szybkim kartkowaniu powstaje animacja lecącego ptaka. Zastąpił on notabene słynnego łosia z poprzedniej wersji paszportu, który funkcjonował na podobnej zasadzie. Każda strona zawiera również inny krajobraz z północy kraju. Podobnie jak w przypadku norweskiego paszportu, pod promieniami ultrafioletowymi widoczna jest zorza polarna, a także płatki śniegu i dodatkowe elementy graficzne. Na tylnej okładce wydrukowane jest logo jubileuszu 100 lat niepodległości. Wart wspomnienia jest nie tylko projekt graficzny, lecz także projekt całej usługi, w ramach której podanie o paszport składa się online, ładuje zdjęcie z dysku, a gotowy dokument odbiera się w jednym z ponad 700 punktów w całym kraju. Japonia Nowy projekt japońskiego paszportu został zaprezentowany w 2016 roku, a dokument wejdzie do obiegu w 2019 roku. Okładka nie uległa zmianie – zawiera herb cesarski (Japonia nie ma godła państwowego) w formie złotej chryzantemy o szesnastu płatkach. Znajdujący się nad nim napis „japoński paszport” zapisany został pismem małopieczęciowym, starożytnym pismem chińskim, które używane było od około 200 roku p.n.e. do początków naszej ery. Zmianie ulega natomiast wnętrze paszportu, które zyskało spójną i efektowną koncepcję polegającą na zastosowaniu reprodukcji drzeworytów ukiyo-e autorstwa Katsushiki Hokusai poświęconych górze Fuji (cykl 36 widoków na górę Fuji, z czego 183


wybrano 26 grafik, ponieważ tyle jest stron na wizy w paszporcie). Niestety w wyblakłej gamie kolorystycznej, która zresztą jest standardem w paszportach (z wyjątkiem może szwajcarskiego), drzeworyty tracą swoje walory estetyczne. Bardziej niż oryginalne ryciny reprodukcje te przypominają arcydzieła w pastelowej wersji na perfumowaną papeterię. Kanada Obecny projekt kanadyjskiego paszportu funkcjonuje od 2013 roku. Zyskał on rozgłos dzięki kreatywnemu wykorzystaniu technologii promieni ultrafioletowych. Pod ich wpływem na przedstawieniach umieszczonych wewnątrz dokumentu pojawiają się fajerwerki, gwiazdy i iluminacje. Widać też dodatkowe elementy nieobecne w normalnym świetle: ozdobną paginację i kompozycje z liści klonu. Warto pamiętać, że specjalne atrakcje widoczne pod wpływem promieni UV służą nie tylko uciesze służb imigracyjnych, lecz także są jednym z najważniejszych zabezpieczeń stosowanych we współczesnych paszportach. Bez specjalnego oświetlenia paszport ma natomiast elegancki, konsekwentny wygląd. Ilustracje na poszczególnych stronach nawiązują do historii i osiągnięć cywilizacyjnych Kanadyjczyków i wyglądają jak kolaż złożony z ilustracji w podręczniku do historii. Pozostałe elementy zasługują jednak na wyróżnienie, zwłaszcza konsekwentnie poprowadzony kolorystyczny motyw w postaci czerwonych liści klonu, które pojawiają się z brzegu każdej strony. Paginacja i typografia są klasyczne, eleganckie, lecz zrobione z wyczuciem – nie naśladują stylów historycznych, lecz podkreślają powagę dokumentu. Norwegia Norweski paszport stał się ikoną dizajnu zanim jeszcze został wdrożony. Jest on bez wątpienia najlepiej zaprojektowanym tego rodzaju dokumentem na świecie. Projekt został wyłoniony w drodze konkursu ogłoszonego przez dyrekcję norweskiej policji. Chodziło w nim przede wszystkim o zwiększenie bezpieczeństwa. Zwycięzcą zostało studio Neue z Oslo, które zaproponowało motyw norweskich krajobrazów, przedstawionych w formie uproszczonej i zgeometryzowanej. Projekt chwalony jest za minimalizm, silnie zresztą kojarzony ze skandynawskim wzornictwem, oraz za uchwycenie ducha kraju. Paleta kolorystyczna także jest oszczędna i zawiera odcienie morskiego, pomarańczowego i szarego. Warte odnotowania są detale, zwłaszcza ozdobna, lecz dyskretna paginacja oraz napisy. Okładki paszportu zawierają uproszczoną wersję godła narodowego i obecne będą w trzech wersjach kolorystycznych: czerwonej dla zwykłych paszportów, niebieskiej dla paszportów dyplomatycznych i jasnoszarej dla imigrantów. Jedną z największych atrakcji tego projektu jest zorza polarna na nocnym niebie, która pojawia się po podświetleniu rozkładówki paszportu promieniami UV. Gørill Kvamme ze studia Neue podkreśla, że motywy związane z naturą i krajobrazami są stosowne dla każdego, zarówno dla tych, którzy urodzili się w Norwegii, jak i dla tych, którzy dopiero co dostali obywatelstwo. Nie dziwi zatem, że paszport ten zyskał szeroką akceptację. Przed wdrożeniem projekt najprawdopodobniej ulegnie jeszcze pewnym zmianom, które uzależnione będą od wprowadzonych zabezpieczeń. 184


Studio Special Projects, Paszport po Brexicie, II miejsce w konkursie organizowanym przez portal dezeen.com

Tim Gambell i Alfons Hooikaas, Paszport po Brexicie, III miejsce w konkursie organizowanym przez portal dezeen.com

185


Nowa Zelandia Nowozelandzki paszport zawiera wyjątkową na tle większości dokumentów okładkę, na której stałe elementy (godło i napisy) są przesunięte względem osi pionowej tak, by zrobić miejsce na kompozycję z liści paproci po prawej stronie. Motyw tych roślin powraca także wewnątrz paszportu. Dokument zawiera też motyw gwiazdozbioru Krzyża Południa, widocznego tylko dla osób przebywających na półkuli południowej, który przesuwa się z prawej do lewej strony książeczki, co odpowiada ruchowi konstelacji na niebie. Tematem organizującym program ikonograficzny są tu historie podróży Nowozelandczyków oraz motywy ogólnie związane z żeglugą morską. Co ciekawe, nowozelandzki paszport jest przyjazny dla osób o niesprecyzowanej płci, którą oznacza się literą X w miejscu normatywnego F lub M. Teksty w paszporcie napisane są w dwóch urzędowych językach: angielskim i maori, który w 2000 roku zastąpił w nowozelandzkich dokumentach język francuski. Szwajcaria Szwajcarski paszport zaskakuje – niemal całkowicie odcina się od tradycji projektowania graficznego kojarzonej z tym krajem. Obecna forma dokumentu jest w użytku od 2003 roku. Projekt ten zastąpił klasyczny dizajn z 1985 roku, autorstwa przedstawiciela stylu międzynarodowego, Fritza Gottschalka. Prosta okładka idealnie ujmowała dogmaty szkoły szwajcarskiej w wersji luksusowej: bezszeryfowa typografia (krój Frutiger) złożona została pod kątem 90 stopni i asymetrycznie wkomponowana w jedno z ramion krzyża. Wnętrze zawierało abstrakcyjne wzory geometryczne przypominające formy kryształów. Punktem wyjścia dla projektu współczesnej okładki jest także flaga Szwajcarii – sama w sobie będąca ikoną dizajnu – która tworzy precyzyjnie wytłoczony wzór. Znika siatka geometryczna, zostaje natomiast krój Frutiger, którym złożono asymetrycznie zakomponowaną typografię. Wnętrze zawiera kolorowe wzory – także wariacje na temat motywu z flagi – oraz godła i krajobrazy kantonów wzbogacone o barwną paginację. Wesołe, wielokolorowe wnętrze kontrastuje z atrakcyjną, lecz nieprzegadaną okładką, i wydaje się, że jedyne wspomnienie po stylu szwajcarskim to konsekwentnie stosowany krój pisma. Szwecja Nowy projekt szwedzkiego paszportu powstał w 2012 roku. Umieszczone w nim ilustracje przedstawiają zabytki i fragmenty szwedzkich miast widziane z lotu ptaka. Analogiczny wizerunek architektury umieszczony jest także na okładce. Całość tworzy ciekawą i przemyślaną, asymetryczną kompozycję, w której – w przeciwieństwie do większości paszportów – godło narodowe gra drugorzędną rolę, a wyeksponowany jest motyw graficzny. Intrygująca wydaje się podobna do norweskiej paginacja, która przypomina przesuwające się klatki filmowe. Szwedom udało się stworzyć oryginalną okładkę mimo ograniczeń wyznaczanych przez unijne normy i standardy. Wszystkie paszporty UE mają bowiem taki sam bordowy kolor, wobec czego możliwości ingerowania w dizajn okładki są ograniczone; to daje dużą przewagę na 186


przykład Norwegom czy Szwajcarom, którzy mogą dowolnie kształtować także ten element paszportu. BONUS: paszport po Brexicie W lutym tego roku poświęcony dizajnowi portal „Dezeen” ogłosił nieoficjalny konkurs na projekt brytyjskiego paszportu po Brexicie. Wiadomo, że dokument ten będzie musiał się zmienić. Obecnie obywatele Zjednoczonego Królestwa, jak wszyscy obywatele Unii Europejskiej, mają paszport o znormalizowanej bordowej okładce z napisem „European Union”. Redaktorzy „Dezeen” postanowili uprzedzić fakt tworzenia nowego wzoru paszportu i rozpisać konkurs na projekt, który – w obliczu kryzysu wizerunkowego Wielkiej Brytanii – pokazywałby pozytywny i inkluzywny, czyli uwzględniający wszystkich obywateli, wizerunek post-Brexitowego UK. Co ciekawe, konkurs był międzynarodowy i otwarty zarówno dla profesjonalnych projektantów, jak i osób niezajmujących się zawodowo tą dziedziną. Część finałowych projektów miała krytyczny wydźwięk. Grecko-niemiecki duet projektowy Billy Kiosoglou i Frank Philippin umieścił w projekcie listę wszystkich krajów świata uszeregowanych według liczby imigrantów na pierwszej stronie okładki (zaznaczona na czerwono Wielka Brytania zajmuje piąte miejsce) i liczby emigrantów na czwartej stronie okładki. Zabieg ten ma zilustrować niezmienny przepływ ludzi, który jest fundamentem naszej cywilizacji. Zwycięski projekt Iana Macfarlane’a zawiera dyskretną wizualną metaforę przemiany przed- i po-Brexitowej. Dwukolorowa okładka zawiera płynne przejście od unijnego koloru bordo do ciemnoniebieskiego, który można było znaleźć na brytyjskich paszportach przed przystąpieniem do UE.

AGATA SZYDŁOWSKA

doktor nauk humanistycznych w zakresie etnologii, absolwentka historii sztuki na UW oraz Szkoły Nauk Społecznych przy Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. Pracuje jako adiunkt w Katedrze Historii i Teorii Designu na

187

Wydziale Wzornictwa ASP w Warszawie. Autorka między innymi książki Od solidarycy do TypoPolo. Typografia a tożsamości zbiorowe w Polsce po roku 1989 (Wydawnictwo Ossolineum, w przygotowaniu).


współrzędne dizajnu Związki cielesne AGATA NOWOTNY

IDEA Doświadczenie ucieleśnienia Czy kiedykolwiek zdarzyło się wam mówić do komputera, przeklinać telefon, prosić rower, żeby się nie psuł przy podjeżdżaniu pod górę? Mogłoby się wydawać, że to tylko rzeczy, i jako takie należą do innego porządku, że nie wchodzi się z nimi w relacje, nie nawiązuje więzi, nie ma się wobec nich emocji. Przedmioty mają jednak własną sprawczość i potrafią rozbudzać w nas i w naszych ciałach pewne namiętności wynikające wyłącznie z faktu i sposobu ich używania. Prowokują, denerwują, irytują albo przeciwnie – sprawiają przyjemność, są łatwe w użyciu, czasem nawet ledwo widoczne, ale ciągle bliskie. Dzięki temu obsługa wielu urządzeń staje się automatyczna, niemal niezauważalna. Pomyślcie tylko: działania ilu rzeczy nie dostrzegacie na co dzień? Komputera nie widać, dopóki działa, telefonu się nie dostrzega, dopóki się go nie zgubi, nie myśli się o swojej

relacji z rowerem, dopóki nie spadnie mu łańcuch, i dopiero zgrzytanie trybów, gdy bieg nie wskoczy na miejsce, każe zdać sobie sprawę z tego, jak głęboko czuje się samochód. Na szczęście nasze ciała reagują i wiedzą, co robić. Łatwość obsługi codziennych sprzętów wynika z jednej strony z tego, że w te przedmioty wprojektowana jest pewna afordancja, czyli dostosowanie do konkretnego sposobu używania. To ona sprawia, że krzesło jest siadalne, klamka – chwytalna, a ubrania – noszalne. Warto od czasu do czasu porzucić własną perspektywę i wyjść z siebie, żeby spojrzeć na świat trochę inaczej. Dostrzeżemy wtedy, że nasze ciała oraz to, co nazywamy otoczeniem, tworzą w gruncie rzeczy jeden spójny i złożony mechanizm. Nie stoimy ani w centrum, ani obok niego – jesteśmy jego częścią.

188


CZŁOWIEK Oszukać komputer Na ulicy wszyscy się za nim oglądali. Biała koszula z krawatem i przewieszona przez ramię torba na laptop sygnalizowały kogoś poważnego, pracownika wyższego szczebla. Luźne spodnie khaki dodawały jego wyglądowi nieco luzu. Ale najdziwniejszym elementem była twarz – a raczej to, co na niej miał. Amerykański artysta Adam Morgan spędził tego dnia dobre 45 minut, nakładając na skórę makijaż, który opracował razem z profesjonalnymi stylistami. Czarno-białe plamy na policzkach i niesymetryczna fryzura miały chronić go przed algorytmami rozpoznającymi twarze. W Waszyngtonie, gdzie testował projekt CV Dazzle, niemal na każdym rogu wisi kamera. Miasto

jest nieustannie inwigilowane, a dane umożliwiające rozpoznanie nas po twarzach są przechowywane… no właśnie – nie wiadomo do końca gdzie ani w jakim celu. Nie wiadomo też, kto i kiedy będzie miał do nich dostęp. Morgan stworzył cały lookbook rozmaitych typów kamuflaży. Dzięki asymetrycznemu i nieregularnemu ułożeniu plam twarz przestaje być widoczna dla komputerów, jednak osoba, która zdecyduje się na taki makijaż, zdecydowanie wyróżnia się na ulicy. Pozostaje pytanie: czy kamuflaże pozostaną jedynie projektem artystycznym zwracającym uwagę na ważki problem, czy też staną się realistyczną odpowiedzią mody na wyzwania współczesnego świata?

Adam Morgan: CV Dazzle, cvdazzle.com

189


RZECZ Oszukać ciało Jak wygląda proteza? Wydawałoby się, że powinna być możliwie identycznana z częścią ciała, którą zastępuje. Sztuczne zęby powinny wyglądać na naturalne, implanty włosów sprawiać wrażenie, jakby były na głowie od zawsze, zrekonstruowane piersi powinny przypominać te sprzed operacji. Noga powinna przypominać nogę, a ręka rękę. Pytanie tylko co to znaczy „być podobnym” czy przypominać? Czy chodzi o sam wygląd, czy o doznania ciała, a może o sprawność, jaką proteza gwarantuje? Weźmy dwa skrajne przykłady. Proteza Ottobock nie wygląda jak ludzka noga. Jest specjalnie uformowanym elastycznym pałąkiem przymocowanym do ludzkiego kolana. Gołym okiem widać industrialne pochodzenie i mechanizm łączenia. Jej forma i kształt nie tyle udaje ciało, ile zdradza swoją skuteczność. To przedmiot, dzięki któremu osoba pozbawiona jednej

kończyny może biegać szybciej i dynamiczniej niż niejeden człowiek o sprawnych obu nogach. Proteza Third Thumb (Trzeci kciuk) przeznaczona jest dla osób, które nie tyle potrzebują uzupełnienia brakującego fragmentu ciała, ile raczej chcą móc wykonywać różne zadania tak, jakby tej części nigdy nie brakowało. Trzeci kciuk to proteza tego, co nigdy nie istniało – dodatkowa część ciała, która sprawia, że ręka może więcej. Może lepiej grać na gitarze, szybciej wiązać buty, inaczej chwytać przedmioty. Czy projekt znajdzie szersze zastosowanie? Czas pokaże. Póki co jest to jeden z dyplomów londyńskiej Royall College of Art, autorstwa Dani Clode, a nam pozostaje wyobrażać sobie, ile przedmiotów zmieni kształt, jeśli na co dzień będziemy posługiwać się dodatkowym kciukiem.

Materiały prasowe z wystawy Body (w ramach projektu Człowiek antropocenu, ESK Wrocław 2016), kurator: Dorota Stępniak

190


Dani Clode, The Third Thumb. Dzięki uprzejmości autorki, daniclode.com

AGATA NOWOTNY

socjolożka, badaczka, wykładowczyni. Pisze i czyta o dizajnie. Współpracuje z projektantami, uzupełniając ich działania o badania społeczne i kulturowe. Założycielka Instytutu Działań Projektowych IDEPE i działającej

191

w jego ramach czytelni z książkami o dizajnie i architekturze. Czytelnia IDEPE jest czynna od wtorku do soboty w godzinach 12—18, Fort Mokotów, ul. Racławicka 99, Warszawa.


art-terapia Subiektywnie o tym, jak sobie radzić z życiem w ciekawych czasach MARTA KRÓLAK

Witam was po wakacyjnej przerwie, drodzy czytelnicy. To było ciężkie lato. Wielu z was pewnie spędziło część pierwszą na protestach, a drugą, tak jak ja, na plaży. Wakacje oczywiście obfitują w czas wolny, i choć dla wielu z was pewnie oznacza to wyczekiwany cały rok odpoczynek, dla osoby w depresji to najgorsze, co może się przytrafić. Nadmiar wolnego czasu z jednej strony paraliżuje, bo przecież to oczywiste, że na wakacjach robi się nic, a z drugiej strony stres osiąga najwyższe poziomy – wakacje przecież zaraz się skończą, trzeba je więc jak najlepiej wykorzystać. W procesie relaksu przeżyłam kolejno stany błogości, spięcia, rozpaczy, złości, nudy i ulgi, że wymarzone wakacje w końcu się skończyły i mogę wrócić do pracy, w której będę marzyć o urlopie. Po raz kolejny okres wakacyjny pozostawił mnie z refleksją, że umiar jest cnotą, a nadmiar nosi znamiona zaburzenia psychicznego. We wrześniu zaczyna się nowy sezon artystyczny, przygotujcie się więc na to, że lada moment galerie i muzea zbombardują was jesienną ofertą. Na samą myśl o tych wszystkich wystawach, na które nie zdążę, przechodzą mnie ciarki. Jeśli macie tak jak ja, na pewno zadajecie sobie wciąż to pytanie: jak nawigować w nadmiarze, nadprodukcji

i akumulacji? Skąd mam wiedzieć, czy spodoba mi się wystawa, na którą się wybieram? Nad czym warto się pochylić, bez ryzyka dla zdrowia psychicznego? Interesującą metaforą nurzania się w uniwersum obfitości jest praca Tomasza Mroza, którą jeszcze w wakacje widziałam na wystawie pod tytułem Pomniki w Piktogramie. W tej galerii często trafiam na rzeczy, których nie rozumiem. W mojej sytuacji to akurat nie jest wskazane, ale kiedy mam lepszy dzień, coś mi podpowiada, że jednak chcę w tym uczestniczyć. Film Tomasza Mroza, w którym artysta głową drąży wielką glinianą breję, to wielka metafora artits’s block, writers’s block i temu podobnych blocks, przez osoby z depresją doświadczanych szczególnie dotkliwe. A jednak pod tym prostym obrazem i pozornie oczywistym przekazem dostrzegłam jedną ze strategii nawigowania w nadmiarze – metoda na główkę, może trochę głupio, ale jednak zdecydowanie. I wytrwale. Nie cierpiał nigdy ten, komu obcy jest dźwięk głuchego uderzania głową w materię nieożywioną i obleśnego ciamkania metaforycznego błota, w którym się coraz głębiej grzęźnie, mimo dobrych intencji. Warto także odnotować, że oszczędny w formie film subtelnie polemizuje

192


Tomasz Mróz, Je suis un cheval 2, wideo, 2015. Dzięki uprzejmości artysty i galerii Piktogram

z pstrokacizną i efekciarstwem dzisiejszej artystycznej nadprodukcji. Rozmyślając nad pracą Mroza, zastanawiałam się nad nurtującym mnie od lat pytaniem: jak chodzić po wystawach i nie zwariować? Przede wszystkim zastanów się, co cię interesuje. To pierwsze kryterium jest kluczowe dla lawirowania w nadmiarze. Jeśli interesuje cię malarstwo, nie idź na performans, bo poczujesz się jeszcze gorzej. Jeśli interesuje cię wszystko, zastosuj kryterium nastroju – tak, jakbyś wybierał się do kina. Masz ochotę na komedię, horror czy romans? Komedia najprawdopodobniej spotka cię w mniej popularnej, prywatnej galerii czy tak zwanym project space, dla romantyków poleca się instytucje państwowe posiadające liczne zbiory sztuki dawnej, a w nich portrety dobrze urodzonych panien, na horror zaś podobno najlepiej do Krakowa. Następnie

wybieraj z bogatej oferty konkursów, retrospektyw, Warsaw Gallery Weekend, wystaw grupowych, przedstawień i akcji. Gdy już zdecydujesz, obróć się trzy razy, spluń przez lewe ramię, pod nosem zaklinaj rzeczywistość, powtarzając: sabaraki, sabaraki, sabaraki, i zastanów się, czy na pewno chcesz iść tam, dokąd idziesz, i czy nie lepiej jednak zastosować metodę „wycofywania”, udawać, że artworld nie istnieje, zanim spotka cię to samo, co Tomasza Mroza. Bardzo możliwe, że gdy będziecie próbowali rozmawiać z kimkolwiek o sztuce współczesnej, którą właśnie obejrzeliście, zostaniecie wyśmiani. Poczujecie się wtedy jak osoba dotknięta depresją, wymyśloną chorobą, której symptomów doświadcza każdy człowiek na świecie, zanim weźmie się w garść. Nie lękajcie się jednak. Zaręczam, że warto się przełamać, a jeśli dopisuje wam

193


Przemek Branas, Bez tytułu, wideo, 2017. Dzięki uprzejmości Zachęty – Narodowej Galerii Sztuki

odwaga, to pójdźcie nawet tam, gdzie prawdopodobnie nie spotka was nic ciekawego. Gdy piszę ten odcinek art-terapii, w warszawskiej Zachęcie trwa wystawa konkursowa Spojrzenia 2017 – w kuluarach od lat funkcjonuje jako synonim obciachu, a jednak tegoroczna edycja jest zaskakująca. Chcecie porozmawiać o nadmiarze? Proszę bardzo – oto na koszt światowego konglomeratu piątka młodych artystów realizuje prace krytykujące władzę, hegemonię, dyktaturę pieniądza, nierówności i tak dalej. Brzmi jak choroba psychiczna albo najlepszy żart na świecie! A jednak to prawda! Przecieram oczy ze zdumienia na widok przeestetyzowanych uniformów dla anarchistów Łukasza Surowca, które jednocześnie mogłyby stanowić kompletną garderobę osoby, która już nie chodzi do Planu B, a gdy oglądam film Przemka Branasa, wzruszam się i robi mi się gorąco. Zestawienie prawdziwej i symbolicznej przemocy w filmie-performansie Branasa reprezentuje kolejną strategię MARTA KRÓLAK

nawigacji w nadmiarze – totalne zanurzenie. Ze wszystkich postrzelonych osobowości występujących w filmie dla sztuki ranny na serio został tylko autor, odgrywający słynną akcję Chrisa Burdena Shoot. Przemysław „Żywa Tarcza” Branas zaprezentował inteligentny komentarz do wakacyjnej podniety obroną demokracji, letnich strategii oporu i kompromisów zawieranych na najwyższych szczeblach. Co mają ze sobą wspólnego powidok symbolicznej sceny zamachu na rosyjskiego ambasadora, śmierć Gabriela Narutowicza i sztuka współczesna? Wszystko. Nie sposób już przeprowadzić podziału między życiem, fikcją i sceną. Film Branasa skwituję słowami słynnego profesora i specjalisty od UFO, doktora Everetta V. Scotta: „Ah! We’ve got to get out of this trap […] Or else my mind may well snap, and my life will be lived for the thrills”. Branas skwituje swój film słowami: „Jest bardzo fajnie. Nie narzekam, bo i po co? Poznałem dużo wspaniałych ludzi i mam nadzieję, że poznam ich jeszcze więcej”.

absolwentka Kolegium Międzyobszarowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych i Spo-

194

łecznych na Uniwersytecie Warszawskim. Współpracowniczka NN6T.


artykuły biurowe

Wiatr wieje, ktoś się powiesił JAKUB ZGIERSKI

Po powrocie z Peloponezu Paweł przez dłuższy czas pozostawał we wrażliwym nastroju, z trudem dostosowując się do codziennych podróży metrem i obojętnego tonu rozmów w biurze. Zapisał się na jogę, rozważał studia podyplomowe z kultury antycznej i zaczął zapraszać odległych znajomych na pikniki nad Wisłą, poszukując, jak sam mówił, pokojowego ekwiwalentu wakacji – czegoś, co do monotonnego rytmu konsumpcji i pracy dodałoby, jak to ujął, synkopę. To jedyna szansa, aby zaburzyć cykliczność, z jaką upokarza nas praca biurowa, powiedział. Trzeba świadomie projektować własne wektory i interwały, powiedział. Trzeba poruszać się szybciej i sprawniej, powiedział. Trzeba przecinać koleiny i odcinać pępowiny, powiedział. Dlatego też w pewien upalny poniedziałek, zgodnie ze swoją filozofią nowej ruchliwości, zabrał mnie na lunch gdzie indziej niż zwykle – do restauracji rybnej. Namówił mnie do zamówienia drogiej zupy o nazwie chowder i gdy jadłem, patrzył wyczekująco. Czujesz? Morze? Wodorosty? Głos mu drżał. Nie czułem. Zupa słona. Ryba sucha. Spojrzałem na skórę łuszczącą się z jego szyi – ranę zadaną przez słońce, po której za tydzień nie będzie już śladu. No zupa ekstra, powiedziałem. Paweł zaczął opowiadać o swoich postępach w nauce języka greckiego. Potem pokazał mi na telefonie zdjęcia – jedzenie, budynki, plaża, sztuka i jacyś ludzie, na miejscu poznani, uśmiechnięci, a wśród nich Paweł opalony, również uśmiechnięty, bez JAKUB ZGIERSKI

marsa na czole, z aperol spritzem w dłoni, gęstszy włos, sprężysty chód. Potem przyszło drugie i deser. Posiedźmy jeszcze, powiedział, stawiam kawkę. I małe limoncello, po naparstku. Osiadł głębiej w fotelu. Piękne słońce, powiedział. Trzy miesiące później, w wyniku reorganizacji, Paweł odszedł z pracy za porozumieniem stron. Był tort i truskawki, był szampan i prezent: dostęp premium do portalu z kursami językowymi. Potem długo go nie widziałem – po reorganizacji zrobiło się zamieszanie i trzeba było pracować po godzinach. Dopiero w zimie, gdzieś w grudniu, w wolnej chwili, w porze lunchu, wysłałem mu zaproszenie na piwo. Odpisał, że mało teraz wychodzi. Że w końcu, zresztą – jest ciemno. Że obecnie preferuje bezruch i seriale. Że sporo pije i nadrabia House of Cards. Wygrzebię się, napisał, jak przyjdzie wiosna. Tymczasem: spokojnie. Oszczędności są. Piwka tańsze w sklepie. Potem w oknie czata dość długo migały kropeczki. Poszedłem do kuchni, zrobiłem herbatę, wróciłem do biurka i przeczytałem: „Ludzie niby do biura przychodzą i z biura odchodzą, ale jak się patrzy z zewnątrz, to nie ludzie się poruszają, tylko instytucja, jak wąż pustynny, przegryza się przez kolejne warstwy zasobu ludzkiego”.

kulturoznawca. Pisze artykuły o literaturze, redaguje książki

195

o sztuce i organizuje wydarzenia filmowe.


będzie tylko gorzej

Jak poradzić sobie z nadchodzącą jesienią życia radzi Aleksander Hudzik (stary, ale jary)

Czas się do czegoś przyznać. Człowiek jesienią robi się jakiś taki starszy. Pewne rzeczy przestają go już cieszyć, inne zaś tracą na znaczeniu. Jak rozpoznać, że w twoim życiu niechybnie zawitała jesień? Oto kilka najczęstszych symptomów.

Najpierw cię ignorują, potem się z ciebie śmieją, potem obrażają, potem walczą, a potem znowu się śmieją. Prekariat zaczyna być raczej udręką niż przyjemną relacją między tobą a pracodawcą. Zdrówko już nie to, dentysta kosztuje. Wszystko kosztuje.

Pogodziłeś się już z określeniem „hipster”, co więcej: czujesz do niego pewnego rodzaju pobłażliwą sympatię. Siedziałeś wtedy w Planie B, patrzyłeś na Tęczę, wszystko było jakby ważne. A teraz to już o nic nie chodzi. No chyba że o sprawy polityczne, które ostatnio jakoś mocniej zaczęły cię angażować. To akurat jeden z nielicznych pozytywnych objawów nadchodzącej jesieni.

Dalej wydaje ci się, że przebojem lata jest kawałek D.A.N.C.E., a Penerstwo to młoda grupa artystyczna.

Twoje tatuaże zaczynają płowieć i blaknąć, w sumie to nawet lepiej, bo wytatuowałeś sobie straszne głupoty, ale to są właśnie te słynne grzechy młodości.

Twój dres Adidasa przechodzi właśnie trzecią młodość. Tak, trzecią, bo, jak wiadomo, dobre projekty są ponadczasowe, nikt na nowo nie wymyśli koła ani nie usprawni zegara słonecznego, ani też nie stworzy ubrań bardziej uniwersalnych niż twoje dresy. Pamiętasz jeszcze, jak kupowałeś je w latach 90., gdzieś między nocną zmianą a wyborami prezydenckimi w rytm piosenki Ole Olek. Później wygrzebywałeś je z szafy

196


na okazje pierwszego Openera w Gdyni, czyli piętnaście lat temu. No i koło zatacza pełny obrót. Dresy wracają do łask, zupełnie już nie wiesz czemu, ale czy jest sens się nad tym zastanawiać? Po prostu je nosisz.

O kolejnej imprezie Wixapolu dowiadujesz się od swojej dwanaście lat młodszej siostry, która właśnie zaczyna przygodę z tak zwanym drugim stopniem edukacji, czyli trafia do liceum, które ty ledwie możesz sobie przypomnieć. Gimnazjum staje się reliktem przeszłości, a ty masz świadomość, że już za kilka lat młodsi znajomi będą cię pytać, czym to gimnazjum w ogóle było.

Zaglądając do galerii, myślisz sobie: „To już było”. A jeśli nawet tego nie było, to niespecjalnie już rozumiesz, po co to w ogóle powstało. W konsekwencji, zastanawiając się nad wieczornym wyjściem, zamiast Muzeum Sztuki Nowoczesnej wybierasz Netflixa, bo w MSN zobaczysz co najwyżej sentymentalną wycieczkę do czasów młodości, spędzonych w rytmie 140 uderzeń na minutę.

Do Wenecji lecisz samolotem, i już w styczniu zastanawiasz się, czy uda się zarezerwować jakiś pokój w mieście. Skończyło się spanie pod namiotem sześć kilometrów od Biennale.

Twoi koledzy rywalizują dziś o nagrody Spojrzeń*, a tobie się wydaje, że jeszcze niedawno otwierali pierwszą studencką wystawę gdzieś w galerii przy ASP we Wrocławiu. I czujesz się trochę tak jak twoja babcia, która ciągle uważa, że od czasów podstawówki niewiele się w twoim życiu zmieniło. Sprawdzasz, co robił Wilhelm Sasnal w twoim wieku. I już wiesz, że to nie tak, że jeszcze wszystko przed tobą. *

Spojrzenia – konkurs dla młodych polskich artystów organizowany przez Deutsche Bank Polska S.A. oraz Zachętę — Narodową Galerię Sztuki. W tym roku odbywa się po raz 8.

ALEK HUDZIK (ur. 1989)

Najczęstszą i najbardziej dotkliwą przyczyną smutku, a zarazem czymś niemal nieodzownym podczas jesieni jest to dziwne przeczucie, że ten świat już do nas nie należy, bo jak mawia pijący nektar wiecznej młodości malarz Edward Dwurnik: „Albo istniejemy, albo kurwa idziemy w zapomnienie, i chuj, i po nas”. Tę pustkę po naszym niegdysiejszym byciu i bywaniu próbujemy sobie jakoś zrekompensować. W sezonie jesiennym wybieramy się na targi sztuki w Pałacu Kultury, gdzie zobaczymy galerie z kraju i ze świata. Wydajemy tam trochę pieniędzy i wstawiamy smutne płótno do naszego mieszkania.

pisze o sztuce na FB i o kulturze w „Newsweeku”. Czasem też do innych gazet.

197

Z NN6T związany od numeru 61, czyli od wielu, wielu lat.


Fot. Agnieszka Kowalska

PRZEDMIOT MIESIĄCA Widły Moje ulubione narzędzie ogrodowe – służy do przekopywania ziemi, usuwania starych bulw, cebul i mleczy, wzruszania pryzm kompostu. Koniecznie powinny mieć metalowy trzonek, bo drewniane często się łamią. Dobrze mieć je pod ręką. 198


gleba

Wzloty i upadki początkującej działkowiczki AGNIESZKA KOWALSKA

Działka w październiku ma szczególne zadanie terapeutyczne. Tu nie łapię jesiennej deprechy, bo myślami jestem już w kwietniu i maju. Dla takich planistów jak ja to w ogrodzie najlepszy czas: czas porządkowania terenu, dosadzania nowych roślin, rozsadzania starych, naprawiania błędów. Sporo ich w tym roku popełniłam. Niektóre krzewy posadziłam zbyt gęsto lub za blisko ogrodzenia, a kwiaty wsadzałam do ziemi jak popadnie i potem źle komponowały się kolorystycznie. W sumie to był mój pierwszy sezon, więc trudno się dziwić, że działka stała się dla mnie polem doświadczalnym. Dziś wiem już znacznie więcej niż rok temu, i nie zawaham się tej wiedzy użyć! Jestem dumna, że udało mi się ogarnąć i utrzymać we względnym porządku cały teren – no ale bywałam tu prawie codziennie. Sama kosiłam trawę (dzięki, moja poprzedniczko, że zostawiłaś mi dobrą kosiarkę ALKO za butelkę wódki) i własnoręcznie zbudowałam porządny, trójdzielny kompostownik. Proces kompostowania to zresztą wspaniała sprawa. Po dwóch latach, a może nawet szybciej, z zielonych i zdrewniałych odpadów działkowych oraz resztek jedzenia z domowej kuchni dostaniemy najlepszą ziemię. Wiosną wystarczy przykryć taką warstwą nasze warzywne poletko, lekko wzruszyć wszystko widłami i można sadzić! W akcję kompostowania zaangażowałam też znajomych. Gromadzili dla mnie w domach

organiczne odpady i przywozili na rowerach w drodze do pracy. W lecie przez moją działkę przewinęło się mnóstwo znajomych. Dzieciaki wciągały się w podlewanie, grabienie i kopanie, a starzy na ogół wyciągali nogi na leżaczkach. Ale o to chodziło – by zanurzyli się ze mną w tę leżącą w środku miasta wiejską enklawę, która daje taki niesamowity oddech i zdrowe warzywne plony. Kilkoro z nich kupiło potem własne działki. Lato było pełne wrażeń – pojawiły się pierwsze cukinie, pomidory i papryki. Ale też, jak mówi pan Staś – nasz działkowy mistrz uprawy warzyw i owoców – zbiory owoców były najniższe od 50 lat. Dużo strat poczyniły te majowe przymrozki. Wiśni nie było w ogóle, porzeczki i maliny słabe. Na domiar złego wszystkie jabłonie na całym terenie działek zaatakował namiotnik – motyl, którego gąsienice oplatają koronę drzewa szczelnym pajęczynowym namiotem, w którym składają jaja. Po miesiącu wszystkie liście są martwe, nie ma nawet co marzyć o owocach. Moja jabłonka już wcześniej chorowała, więc dostała dodatkowy cios od tego namiotnika. Teraz będzie moim oczkiem w głowie. Poprzycinam ją porządnie, a zanim przyjdą pierwsze przymrozki, pień pobielę wapnem. Będę na nią chuchać i dmuchać, może staruszka da mi jeszcze owoce. Na działkach zdarza się sporo kradzieży – giną kwiaty, cukinie i dynie, włamywacze tną siatki ogrodzeń i niszczą rabaty. To teren praktycznie nie

199


– zbieranie nasion do wysiewu na wiosnę, – robienie własnych sadzonek krzewów (wystarczy kilka kawałków gałązki), – wsadzanie do ziemi cebul tulipanów, krokusów i lilii, – przesadzanie krzewów i bylin, rearanżacja ogrodu, – zbiór ostatnich dyń oraz winogron (tuż przed pierwszymi przymrozkami), – impregnowanie drewnianych domków i tarasów, – oczyszczanie warzywnych grządek, – kopczykowanie ziemią i liśćmi oraz opatulanie włókniną róż i rododendronów.

do upilnowania. Rządzą nim minigrupy przestępcze, dlatego już nie dziwię się, że młodzi nie garną się do pracy w działkowych zarządach. Mam sporo pomysłów na to, jak nasze działki mogłyby się otworzyć na okolicznych mieszkańców, z korzyścią zarówno dla działkowiczów, jak i sąsiadów. Będę miała o czym myśleć, kiedy w listopadzie zakończę już prace we własnym ogrodzie. Ale póki co przede mną jeszcze mnóstwo roboty! Zadania na najbliższe tygodnie – przycinanie drzew i krzewów, – rozsadzanie starych kęp peonii, irysów i liliowców,

Fot. Agnieszka Kowalska

OGRODY W SIECI Facebookowe grupy Allotment life, Allotment shed oraz Byliny i krzewy Warto zapukać do tych grup, bo dużo się tam dzieje i są skarbnicą ogrodowej wiedzy. Pierwsze dwie skupiają głównie brytyjskich działkowców, a to doprawdy ciekawe osobowości. Ostatnia jest nasza, rodzima, pełna doświadczonych ogrodników z całej Polski, którzy pomogą ci rozpoznać rośliny i doradzą, jak je pielęgnować.

KSIĄŻKA MIESIĄCA Zach Klain, Steven Leckart, Noah Kalina, Cabin Porn. Podróż przez marzenia – lasy i chaty na krańcach świata Mój ulubiony typ książki: dużo pięknych zdjęć i dobre, motywujące teksty. Zgłębiałam temat domków, myśląc o postawieniu działkowej altanki. Tak trafiłam na ten blog. Książka zawiera wybór zdjęć przysyłanych z całego świata: domków w ziemi, na drzewach, w lasach i na odludziach. Reporter „Wired” Steven Leckart dopisał do nich kilka historii ich gospodarzy. Niezwykłe są te portrety ludzi, którzy potrafią w trudnych warunkach sami zbudować sobie dom. 200


Fot. Agnieszka Kowalska

ROŚLINA MIESIĄCA Winorośl W zeszłym roku zrobiliśmy z przyjacielem nasze pierwsze wino z grochowskiego działkowego szczepu. Trochę spanikowaliśmy i za wcześnie zebraliśmy owoce (można to robić nawet po pierwszym przymrozku), ale winogrona smakowały już wybornie. Wyszedł różowy, nieszczególnie wyrafinowany

AGNIESZKA KOWALSKA

trunek. W tym roku musiałam tę starą winorośl mocno przyciąć, żeby odżyła. Ale w związku z tym nie ma owoców, będą dopiero za rok. Przymierzamy się do kolejnego sezonu i uzupełniamy winiarską wiedzę. Co bardziej zaawansowani ogrodnicy dopieszczają te delikatne rośliny w szklarniach. My na wiosnę zbudujemy im chociaż porządną ażurową pergolę.

dziennikarka kulturalna, 15 lat w „Gazecie Wyborczej”. Współautorka przewodników Zrób to w Warszawie! i bazaru ZOO Market.

201

Autorka albumu Warszawa. Warsaw i serwisu Warszawawarsaw.com, a także książeczki Hej, Szprotka!


recenzje lektur nowych i starych KURZOJADY

KREDKI, CROWDFUNDING I DARZ BÓR Dzień dobry, dziś zajmiemy się podwójnością jesiennych premier. Na pierwszy ogień ilustracja, w której Polska była i jest mocarna. Mieliśmy Henryka Tomaszewskiego, Janusza Stannego, Zbigniewa Rychlickiego, Jana Marcina Szancera, Olgę Siemaszko, Danutę Konwicką i Janusza Grabiańskiego. Józef Wilkoń i Teresa Wilbik nadal rysują. Młode pokolenie okrzepło i stało się uznaną grupą trzymającą władzę / kredki / rysiki, pojawiają się nowe nazwiska. Dwa wydawnictwa postanowiły więc uporządkować naszym zachwyconym oczom obraz sytuacji. Karakter proponuje insajderski wgląd w środowisko w opracowaniu Patryka Mogilnickiego. Nie ma się co obrażać to dwadzieścia dwa nazwiska i czterysta kolorowych reprodukcji. W drugim narożniku reprezentujący Czarne Sebastian Frąckiewicz z książką Ten łokieć źle się zgina. Nazwisk jedenaście. Liczba reprodukcji – nieznana. Żadnej z tych książek nie udało mi się jeszcze obejrzeć, na razie wiem więc tyle, że finezyjne tytuły są najwyraźniej w modzie. Jestem ciekawa, co wygra – dziennikarskie doświadczenie Frąckiewicza czy Mogilnicki z przyjaciółmi. Na topie jest także girl power (chociaż grrrl power już niekoniecznie). Lada moment ujrzymy efekty crowdfundingowej zbiórki w postaci przeznaczonego dla dziewczynek magazynu „Kosmos”, ale na tym nie koniec. Sonia Draga szturmuje rynek Opowieściami

na dobranoc dla młodych buntowniczek. Elena Favilli i Francesca Cavallo wymarzyły sobie książkę, zebrały fundusze (także za pomocą crowdfundingu – czy wydawanie pozycji budujących zastępy przyszłych feministek może odbywać się tylko taką metodą?!) i napisały sto jednostronicowych opowieści, które zilustrowało sześćdziesiąt rysowniczek z całego świata (dużo liczb w tym felietonie, wybaczcie!). W barwach biało-czerwonych do walki o rząd dziewczęcych dusz staje Anna Dziewit-Meller z książką Damy, dziewuchy, dziewczyny. Historia w spódnicy. Wydaje ją Znak, a okładkę przygotowała Joanna Rusinek. Tym razem wyliczeń nie będzie, ale z zapowiedzi wynika, że bohaterkami będą (także? tylko?) Polki, między innymi Krahelska, Skarbek, Czartoryska i, z nazwisk mniej znanych, Pustowójtówna. W tym pojedynku nie mam faworytek. Im więcej takich książek, tym lepiej. Chętnie zobaczyłabym jeszcze ze dwie i sama wyprodukowała trzecią. Farba znaczy krew Zenona Kruczyńskiego nie jest już taką znowu świeżynką, ale znalazłam dla niej ciekawy kontekst w ostatnich dniach urlopu, włócząc się po opuszczonym ośrodku wypoczynkowym w Urlach (powiat wołomiński). Pokryta pajęczynami i dorodnymi krzyżakami dotarłam w końcu do budynku pełniącego niegdyś funkcję biblioteki dla wczasowiczów, pośród rozrzuconych kart i przewróconych regałów poniewierało się jeszcze kilka książek – a wśród nich Pies, strzelba i ja 202


Tadeusza Petrowicza z roku 1988. Petrowicz, podobnie jak Kruczyński, parał się myślistwem, jednak swoje łowieckie przygody wspomina z sentymentem i raczej nie doszukacie się tu refleksji podobnych do tych, jakie opadły autora Farby. Oto przykład: „Ubrałem się w zaśnieżoną kurtkę i teraz dopiero zobaczyłem, jak brutalnie potraktowana została przez dzika. W tym ułamku sekundy, kiedy już śmiertelnie ranny na nią szarżował, została tak podarta, że wyglądała żałośnie. Pomimo łowieckiego sukcesu, musiałem mieć minę nietęgą, bo kurtka była nowa i zdawałem sobie sprawę z tego, jak trudno mi będzie wytłumaczyć w domu, dlaczego ją właśnie włożyłem na polowanie, kiedy miałem na takie okazje kilka innych odpowiednich okryć”. No proszę. Chłopczyk powalał kurteczkę, ale mężczyzna zabił dzika. Olga Wróbel MIAZGA! Osoby piszące o książkach mają swoje openery i nowehoryzonty – w Szczebrzeszynie, Nowej Rudzie czy na BigBooku spotykamy się i przyglądamy sobie trochę nieufnie: jesteśmy elitą społeczną czy leśnymi dziadkami? Niektórzy na dowód przynależności do elit technologicznych wyciągają swoje kindle, ale choćby cała pamięć tego urządzenia była wypełniona Proustem, przegrają wizerunkowo ze szczupłym chłopaczkiem, który wylegując się na festiwalowym hamaku, dokonuje ekwilibrystycznych cudów z jakimś opasłym tomiszczem. W miejscach bardziej zacienionych znajdziecie miłośników i miłośniczki kurzu – osoby, które przytargały z bibliotek najdziwaczniejsze książyny, z nierynkowymi okładkami i niesprzedawalnymi tytułami, sprzed czasów komercji KURZOJADY, czyli OLGA WRÓBEL i WOJCIECH SZOT,

i marketingu. Dzisiaj zatem przegląd kilku cudów, które niżej podpisany znalazł w bibliotece (a teraz niczym bohaterowi książki Carla Collodiego powinien mi się wydłużyć nos, bowiem książki te kupiłem oczywiście na alu, ale sprawdziłem – są w bibliotekach!). Na punkcie Andrzeja Łuczeńczyka mam szajbę i uważam, że tom opowiadań Przez puste ulice musicie przeczytać. Facet mieszkający na wsi pisał opowiadania o życiu – bez upiększania i bez wdawania się w niuanse. Jego bohaterowie nie patyczkują się z nikim ani z niczym, są cieleśni i okrutni, pozbawieni moralnych zahamowań i przerażający. Łuczeńczyk zmarł 9 lat po opublikowaniu debiutanckiego tomu opowiadań i pozostawił zaledwie dwie powieści (Gwiezdny książę – kolejny „must”), dwa tomy opowiadań i jakieś rozproszone inedita. Bogdan Wojdowski to kolejny pisarz, o którego pamięć należy się upominać, a Chleb rzucony umarłym warto znać. Opowiadając o Zagładzie, Wojdowski korzysta z języka mitu, baśni i powieści sensacyjnej. To proza zrytmizowana, liryczna gdy trzeba, konkretna gdy powinno się mówić konkretnie. A jeśli lubicie długie lektury, to sprawdźcie proszę (o ile nigdy tego nie robiliście), jak działa na was Miazga. Tę książkę Jerzy Andrzejewski pisał „pod Nobla”. Warto sprawdzić, jak brzmiała powieść, której bała się władza (rękopisy wykradano!), a i sam autor chyba nie do końca wiedział, czy jest na nią gotowy. Andrzejewski bardzo chciał dostać Nobla, choć ostatecznie wszyscy zapamiętamy go za Popiół i diament, którego on sam nie cenił zbyt wysoko (powieść w odcinkach, taka zarobkowa pisanina). Wojtek Szot

w każdym numerze NN6T recenzują lektury nowe i stare oraz zamieszczają fragmenty swojego bloga.

203

Więcej: kurzojady.blogspot.com


usuń poezję

Rozdzielczość Chleba przedstawia: PIOTR PULDZIAN PŁUCIENNICZAK

Aleksandra Pieńkosz Interfacepoetry

Dobra poezja obywa się bez poezji. W miejscu uzyskanym dzięki jej usunięciu Aleksandra Pieńkosz zapisuje frazy odnalezione w software’owych interfejsach i montuje z nich cyfrowe kolaże, których objaśnianie jest równie potrzebne jak tworzenie przypisów do hashtagów. Żeby nie dać się wciągnąć w tryby mansplainingu, po prostu rozsypię przed wami te hashtagi, którymi Aleksandra najczęściej posługuje się na Insta, i lakonicznie zapowiem jej książkę:

Poezja nie jest już zakuta w tekstowe interfejsy. Dzięki osiągnięciom myśli ludzkiej materiał poetycki może dziś zostać przedstawiony w postaci obrazu,

zbiór poezji wizualnych pod nieujawnionym jeszcze tytułem ukaże się w Rozdzielczości Chleba już wkrótce, niebawem. Aha, termin #interfacepoetry autorka wymyśliła sama. Enjoy. Łukasz Podgórni #aesthetics #collageart #digitalcollage #foundpoetry #interfaceart #interfacepoetry #netart #postdigitalart #postinternet #postpoetry #visualpoetry

gałęzi, sampla albo ciosu. Chodzi o przybliżenie się do sedna, mniejsza o nośnik. W każdym numerze NN6T Hub Wydawniczy Rozdzielczość Chleba

204

częstuje nas świeżym chlebem eksperymentu i wskazuje metody (re)produkcji poezji poza poezją.


205


Aleksandra Pieńkosz – rocznik 1992. Tworzy na granicy tekstu i obrazu od 2012 roku, kiedy to zdekonstruowała swój dziecięcy tomik wierszy, tnąc go w liberackie kolaże i robiąc z nich wystawę. Jej prace prezentowane były w Niemczech, Chorwacji, Włoszech i Polsce, publikowała w „Cegle” i australijskim Collage Collective Co., współpracowała z Ha!artem. Z wykształcenia edytorka, pracuje też jako graficzka. Jej zainteresowania przebiegały od poezji lingwistycznej przez

liberaturę i literaturę cyfrową po glitch art i estetyki postinternetowe, i ciągle są gdzieś pomiędzy. Założycielka inicjatywy Glitch art is dead, w ramach której próbuje znaleźć miejsce dla sztuki cyfrowej w realnym świecie. Organizatorka międzynarodowych wystaw Glitch Artists Collective, redaktorka pierwszej polskiej książki o glitch arcie oraz adminka fanpejdża Błędy systemu w miejscach publicznych. instagram.com/ale.png behance.net/alepienkosz

206


typografia XXI wieku Bona Nova

Krój pisma Bona stworzony został w 1971 roku przez wybitnego polskiego grafika Andrzeja Heidricha, autora okładek książkowych, odznaczeń wojskowych, znaczków pocztowych oraz wszystkich banknotów emitowanych przez Narodowy Bank Polski od połowy lat 70. Przez wiele lat krój Bona występował jedynie w formie czcionki zecerskiej. Mateusz Machalski wraz z Anną Wieluńską i Leszkiem Bielskim postanowili nie tylko przystosować Bonę do czasów cyfrowych, ale we współpracy z autorem opracowali także dwie zupełnie nowe jej odmiany – regular oraz bold – i w ten sposób nadali Bonie formę klasycznej triady. Pierwotny projekt Andrzeja Heidricha został rozwinięty

również pod względem liczby znaków – każda z odmian posiada ich ponad 1000. Składają się na to kapitaliki, znaki akcentowe, kilka rodzajów cyfr, ułamki, superscript, subscript, ligatury, zestawy stylistyczne, warianty ozdobne oraz rozbudowane znaki walut, a także znaki matematyczne. Ze względu na swoje walory Bona może być używana do łamania dłuższych tekstów, a dzięki charakterystycznym detalom sprawdzi się również w nagłówkach. Gotową rodzinę fontów autorzy udostępniają na otwartej licencji na platformie Google fonts. Zapis procesu tworzenia fontów można znaleźć na facebook.com/bonatype.

207


aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż AĄBCĆDEĘFGHIJKLŁMNŃOÓQPRSŚTUWVXYZŹŻ 1234567890&@©& aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż AĄBCĆDEĘFGHIJKLŁMNŃOÓQPRSŚTUWVXYZŹŻ 1234567890&@©& aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż AĄBCĆDEĘFGHIJKLŁMNŃOÓQPRSŚTUWVXYZŹŻ 1234567890&@©&

aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż AĄBCĆDEĘFGHIJKLŁMNŃOÓQPRS ŚTUWVXYZŹŻ 1234567890&@©& aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż AĄBCĆDEĘFGHIJKLŁMNŃOÓQPRSŚ TUWVXYZŹŻ 1234567890&@©& aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż AĄBCĆDEĘFGHIJKLŁMNŃOÓQPRSŚ TUWVXYZŹŻ 1234567890&@© ANDRZEJ HEIDRICH (ur. 1929) – absolwent Wydziału Grafiki ASP w Warszawie, dyplom obronił z wyróżnieniem u słynnego ilustratora Jana Marcina Szancera. Jego praca projektowa jest wpisana w życie codzienne – wszystkie banknoty, jakie mamy w obiegu od 1975 roku, są jego autorstwa.

MATEUSZ MACHALSKI (ur. 1989) – absolwent Wydziału Grafiki ASP w Warszawie, dyplom z wyróżnieniem rektorskim. Kilkukrotny stypendysta ministra kultury. Zajmuje się głównie projektowaniem graficznym z naciskiem na identyfikację wizualną oraz projektowaniem krojów pism. machalski.wtf

W każdym numerze NN6T przedstawiamy inny krój pisma zaprojektowany przez pol-

skich projektantów w XXI wieku. Zbierz wszystkie numery NN6T i posiądź mikrolek-

208

sykon nowej polskiej typografii.


Spojrzenia 2017 8 edycja Nagrody Deutsche Bank wystawa konkursowa w Zachęcie czynna do 12 listopada 2017

Ewa Axelrad Przemek Branas Agata Kus Honorata Martin Łukasz Surowiec

Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki pl. Małachowskiego 3, Warszawa zacheta.art.pl

Notes.na.6.tygodni #113  

ROK AWANGARDY | PLACE WARSZAWY | NATURA | PASZPORTY