Page 1

ISSN 1730—9409 / wydawnictwo bezpłatne

notes na 6 tygodni / nr 116 / marzec–kwiecień / 2018


wystawa czynna do 6.05.2018

DZIKOŚĆ SERCA Portret i autoportret w Polsce po 1989 roku

Kolekcja Fundacji Sztuki Polskiej ING współorganizator

Zachęta — Narodowa Galeria Sztuki pl. Małachowskiego 3 Warszawa zacheta.art.pl

patroni medialni

Grzegorz Sztwiertnia, Oko malarza, 2005, olej, płótno


„Demokracja sama się nie obroni, nie obronią jej też skłonni do populizmu politycy, o demokrację muszą się więc upomnieć królikokaczki!”* Konsorcjum Praktyk Postartystycznych (KPP) to interdyscyplinarny sojusz ludzi sztuki, którzy chcą korzystać z kompetencji artystycznych poza polem sztuki. Są realistkami i żądają niemożliwego. Królikokaczym zmysłem wynajdą ścieżki dla wolnych sądów i kultury, nowaków i nowaczek czy specjalistki ds. równouprawnienia na ASP. Źródło ich siły to entuzjazm, wyobraźnia i samoorganizacja, ale nie boją się też wskoczyć na barana instytucji.

Ekscytują ich możliwości sztuki, których nie wahają się używać do zmiany rzeczywistości. Bliska im jest artystyczna partyzantka i kreatywne nieposłuszeństwo, dlatego chętnie wyprowadzają na spacer, wprost na ulice, dobrze zadomowione w whitecube’ach strategie subwersywne. Ich działania mogą być tym lub tamtym, dlatego w ich herbie znalazła się królikokaczka – wymyślony przez Alfreda Jarry patafizyczny wytwór, który budzi wyobraźnię. Irmina Rusicka * trawestacja tekstu Piotra Piotrowskiego z książki Agorafilia. Sztuka i demokracja w postkomunistycznej Europie, Poznań 2010, s. 287.

Herb KPP autorstwa Studia Fontarte

Fontarte – założone w 2004 roku przez Artura Frankowskiego i Magdalenę Frankowską, grafików specjalizujących się w projektach wydawniczych, typografii, tworzeniu systemów identyfikacji wizualnej i oprawie wystaw. Swą działalność koncentrują na pograniczu sztuki i projektowania. Propagują historię i współczesny kształt polskiej

n116_orienty_gl2.indd 1

typografii i grafiki projektowej, tworząc kroje pism bazujące na historycznych drukach, dając wykłady, prowadząc warsztaty, publikując artykuły w polskich i międzynarodowych magazynach poświęconych projektowaniu i grafice oraz przygotowując wystawy prezentowane na całym świecie. www.fontarte.com

2/28/18 12:53 PM


NotES NA 6 tygoDNI

PREzESKA zARząDu

WyDAWcA

DEPARtAMENt PuBlIKAcJI

nakład: 3 000 egz. Fundacja Nowej Kultury Bęc Zmiana beczmiana.pl bec@beczmiana.pl

Bogna Świątkowska, bogna@beczmiana.pl Aleksandra Kędziorek (redaktorka wydawnictwa Bęc Zmiana), aleksandra@beczmiana.pl Justyna Chmielewska, justyna@beczmiana.pl Matylda Dobrowolska, matylda@beczmiana.pl

ADRES REDAKcJI

ul. Mokotowska 65/7, 00−533 Warszawa, +48 22 827 64 62, +48 505 802 884 nn6t@beczmiana.pl

DEPARtAMENt RozWoJu

Kuba snopek, kubasnopek@beczmiana.pl Jakub supera, jakub@beczmiana.pl

REDAKtoRKA NAczElNA

DEPARtAMENt FINANSÓW

REDAKtoRKA DzIAłu „oRIENtuJ SIę”

DEPARtAMENt DyStRyBucJI

Bogna Świątkowska, bogna@beczmiana.pl Aleksandra Litorowicz, ola@beczmiana.pl REKlAMA I PAtRoNAty

Bogna Świątkowska, bogna@beczmiana.pl

Karolina Drozd, karolina@beczmiana.pl Paulina Pytel (członkini zarządu), paula@beczmiana.pl zamówienia, kontakt z wydawcami i księgarniami: +48 516 802 843 dystrybucja@beczmiana.pl

REDAKcJA I KoREKtA

Justyna Chmielewska, justyna@beczmiana.pl WERSJA ElEKtRoNIczNA

Matylda Dobrowolska, matylda@beczmiana.pl issuu.com/beczmiana notesna6tygodni.pl nn6t.pl

DEPARtAMENt KSIęgARNI

Łukasz Bagiński, Piotr Kuśmirek, Michał Łukaszuk, Marcin Mikulski zamowienia@beczmiana.pl +48 22 629 21 85 (księgarnia) +48 22 625 51 24 (biuro) Bęc KSIęgARNIA INtERNEtoWA

PRoJEKt / SKłAD

LaszukK+s / HegmanK+s

beczmiana.pl/sklep

Bęc SKlEP WIEloBRANŻoWy DRuK

Petit skład-Druk-Oprawa ul. Tokarska 13 20-210 Lublin +81 744 56 59 Informacje i ilustracje w dziale „Orientuj się” pochodzą z materiałów prasowych promujących wydarzenia kulturalne. Drukujemy je dzięki uprzejmości artystów, kuratorów, galerii, instytucji oraz organizacji kulturalnych. Kontakt z redakcją: nn6t@beczmiana.pl

Warszawa, ul. Mokotowska 65 pon. 12–19, wt.–pt. 11–19, sob. 12–18 +48 22 629 21 85 Bęc: KSIąŻKI I RzEczy

Warszawa, pl. Żelaznej Bramy 1 pt.–sob. 11.00–21.00 niedz. 11.00–20.00 zNAK FNKBz

Małgorzata Gurowska NN6T teraz także na czytniki nn6t.pl beczmiana.pl/sklep

Lokal przy ul. Mokotowskiej 65 w Warszawie jest wykorzystywany przez Fundację Bęc Zmiana na cele kulturalne dzięki pomocy Dzielnicy Śródmieście m.st. Warszawy


116 marzec–kwiecień 2018 AUTORKI i AUTORZY:

Ada Banaszak, Justyna Chmielewska, Kamila Cyfra, Marianna Dobkowska, Matylda Dobrowolska, Łukasz Drozda, Ewa Dyszlewicz, Aleksander Hudzik, Borys Kosmynka, Marta Królak, Wojtek Kucharczyk, Kurzojady (Wojciech Szot, Olga Wróbel), Aleksandra Litorowicz, Krzysztof Łukomski, Andrzej Marzec, Michał Mądracki, Antoni Michnik, Nagrobki (Maciej Salamon, Adam Witkowski), Agata Nowotny, Łukasz Podgórni, Adam Przywara, Monika Rosińska, Irmina Rusicka, Agnieszka Sosnowska, Katarzyna Szymielewicz, Bogna Świątkowska, Jakub Zgierski

RSS BOYS, N0B0DY, 2017 #0CH #OCH #0H #GR0CH

n116_orienty_gl2.indd 3

2/28/18 12:53 PM


spis treści

ORIENTUJ SIĘ!

22

NOWY WYRAZ

Biedapiesi, Ekranoza, Niezależność, Ulica i zagranica, Wstydzenie się przed obcokrajowcami – piszą Łukasz Drozda, Katarzyna Szymielewicz, Jakub Zgierski, rysuje Wojtek Kucharczyk

81

TEKSTY

Tworzenie chwilowych społeczności Rozmowa z Pawłem Wodzińskim i Bartoszem Frąckowiakiem, twórcami koncepcji oraz kierownikami Biennale Warszawa

88

Rzeczy, które robimy razem, ucząc się ich nawzajem we wspólnym działaniu O pożytkach z wnikania w różne kultury na przykładzie indonezyjskich pojęć, z których powinniśmy robić użytek,  piszą Marianna Dobkowska i Krzysztof Łukomski 98 Panterochłop Michał Mądracki jedzie do Brazylii w poszukiwaniu śladów Nowej Polski, by zrealizować projekt łączący fakty, fikcję i fantazję

110

Chaotyczne odruchy w ramach protokołu Z Janem Domiczem o typowości i rozbijaniu przyzwyczajeń twórców wystaw sztuki współczesnej rozmawia Adam Przywara

120

Pedałujmy razem Przemówienie wygłoszone przez Jane Jacobs podczas Spokespeople – konferencji fundacji Energy Probe promującej jazdę na rowerze w kwietniu 1985

130

Czarno-białe Diagram opinii z okazji wystawy Sygnały uświetniającej dziesięciolecie Interaktywnego Placu Zabaw działającego w Centrum Sztuki WRO we Wrocławiu

136

WSPÓŁRZĘDNE DIZAJNU

Co się dzieje, kiedy projektant spotyka biologa? Agata Nowotny

RECENZJE lektur NOWYCH I STARYCH 138

ART-TERAPIA

Subiektywnie o tym, jak sobie radzić z życiem w ciekawych czasach Marta Królak

BĘDZIE TYLKO GORZEJ

NAGROBKI W NN6T Spalam się

150

152

USUŃ POEZJĘ 144

ART. BIUROWE

Pracownik cienia Jakub Zgierski

Kurzojady

KSZYRZACY Kamila Cyfra

154

TYPOGRAFIA XXI WIEKU 147

Ozzy (Brody Neuenschwander i Maciej Połczyński) Borys Kosmynka

158

Przewodnik kulinarno-artystyczny Aleksander Hudzik herbu Zielona Pietruszka 148

n116_orienty_gl2.indd 4

2/28/18 12:53 PM


RSS BOYS, N0B0DY, 2017 #kierunek #niekoniecznie #sport #ćwiczymy #zastanowienie #oddychaj #nieboniebo #vintage #przypadkoweznalezisko

RSS BOYS, N0B0DY, 2017 #wysyp #wysp #woda #kamień #odkrycie #miękkiezakrycie #powiew #prysznic

5

n116_orienty_gl2.indd 5

2/28/18 12:53 PM


n116_orienty_gl2.indd 6

2/28/18 12:53 PM


n116_orienty_gl2.indd 7

2/28/18 12:53 PM


n116_orienty_gl2.indd 8

2/28/18 12:53 PM


n116_orienty_gl2.indd 9

2/28/18 12:53 PM


Nr 1/2018

Nr 1/2018

cena 24 zł | 5% VAT 1 (196) | rok XXXIII

1 (196) | rok XXXIV

ISSN 0867-2148 INDEX 354627

FURIA I PRIDE SERIALE Inga Iwasów Ann Cvetkovich Bereś / Cirlić / Varga / Nogaś

FURIA I PRIDE Stulecie praw wyborczych Polek to doskonała rocznica, by zapytać, kiedy społeczność LGBTQ wywalczy swoje równouprawnienie. W perspektywie lokalnej, jak w soczewce, najlepiej widać pluralizm dotychczasowych strategii oraz działań, ich przemiany oraz globalne wpływy. Przyglądamy się im uważnie. Krytycznie analizujemy dyskursy po to, by odnaleźć w nich naszą furię i dumę, by lepiej zrozumieć przeszłość i zapytać o to, co, jak i z kim zrobimy dalej.

SERIALE W ostatnich latach serial rozgrzewa wyobraźnię fanów kultury audiowizualnej zdecydowanie mocniej niż film. Co prawda najwięcej uwagi poświęcamy zwykle produkcjom z amerykańskich kablówek, warto więc – dla odmiany – sprawdzić, co się dzieje na rodzimym podwórku. Wraz z autorami tekstów zastanawiamy się także nad rozrastającą się w obrębie małego ekranu hybrydą gatunkową oraz pochylamy nad kwestiami moralności w serialach komediowych. Pismo dostępne w dobrych księgarniach i salonach EMPiK Księgarnia internetowa: www.czaskultury.pl/sklep Archiwalne i anglojęzyczne wydania czasopisma w wolnym dostępie: www.czaskultury.pl

n116_orienty_gl2.indd 10

2/28/18 12:53 PM


V

z . ,

j e , y z

n116_orienty_gl2.indd 11

2/28/18 12:53 PM


n116_orienty_gl2.indd 12

2/28/18 12:53 PM


n116_orienty_gl2.indd 13

2/28/18 12:53 PM


n116_orienty_gl2.indd 14

2/28/18 12:53 PM


n116_orienty_gl2.indd 15

2/28/18 12:53 PM


CAST

n116_orienty_gl2.indd 16

2/28/18 12:53 PM


JOAQUIN PHOENIX

PORWANIE

OBSESJA

ZEMSTA

REŻYSERIA

LY N N E R A M S AY WHY NOT PRODUCTIONS PRESENTS WITH FILM4 AND BFI A LYNNE RAMSAY FILM  JOAQUIN PHOENIX “YOU WERE NEVER REALLY HERE” JUDITH ROBERTS EKATERINA SAMSONOV JOHN DOMAN ALEX MANETTE DANTE PEREIRA-OLSON AND ALESSANDRO NIVOLA CASTING BY BILLY HOPKINS ASHLEY INGRAM COSTUME DESIGNER MALGOSIA TURZANSKA PRODUCTION DESIGNER TIM GRIMES MUSIC BY JONNY GREENWOOD EDITED BY JOE BINI DIRECTOR OF PHOTOGRAPHY TOM TOWNEND CO-PRODUCER CARRIE FIX  EXECUTIVE PRODUCERS JONATHAN AMES BEN ROBERTS LIZZIE FRANCKE SUE BRUCE-SMITH ROSE GARNETT PRODUCED BY PASCAL CAUCHETEUX ROSA ATTAB JAMES WILSON REBECCA O’BRIEN LYNNE RAMSAY BASED UPON THE BOOK BY JONATHAN AMES SCREENPLAY BY LYNNE RAMSAY DIRECTED BY LYNNE RAMSAY Copyright © Why Not Productions, Channel Four Television Corporation, and The British Film Institute 2017. All Rights Reserved

#Nigdycietuniebylo

n116_orienty_gl2.indd 17

W KINACH

www.nigdycietuniebylo.pl

2/28/18 12:53 PM


PÉNÉLOPE BAGIEU

Wydawnictwo Bęc Zmiana prezentuje!

TUPECIARY

PÉNÉLOPE BAGIEU

TUPECIARY O kobietach, które robią to, co chcą

Piętnaście portretów kobiet, które wzięły los we własne ręce.

W dobrych i złych księgarniach w całym kraju!

n116_orienty_gl2.indd 18

2/28/18 12:53 PM


Najnowsze nowości! Emilia Kiecko

chaos warszawa Porządki przestrzenne polskiego kapitalizmu

joanna kusiak

Futurologia i architektura w PRL

W hołdzie wyobraźni!

Chaos zawsze pokonuje porządek, gdyż jest lepiej zorganizowany. Terry Pratchett, Ciekawe czasy

Bęc Księgarnie w Warszawie Bęc Sklep Wielobranżowy ul. Mokotowska 65 pon–pią 11.00–19.00 sob 12.00–18.00 Bęc: książki i rzeczy Hala Gwardii pl. Żelaznej Bramy 1 pią–sob 11.00–21.00 niedz 11.00-20.00

n116_orienty_gl2.indd 19

Internetowo

www. bec zmiana. pl/sklep 2/28/18 12:53 PM


Piękny Prawdomówny, linoryt, papier, 1973

S TA N I S Ł AW F I J A Ł K O W S K I Spectra Art Space Masters 17.03.–1.07.2018 www.starakfoundation.org

n116_orienty_gl2.indd 20

2/28/18 12:53 PM


Hannah Arendt: Piękny Prawdomówny, linoryt, papier, 1973

KI

ucieczka marzec 16 | 17 | 18 (Łódź, Teatr Powszechny)

kwiecień 10 | 11 (Warszawa, Komuna Warszawa)

patronat

n116_orienty_gl2.indd 21

18-02-28 16:05


orien nn6t uj siÄ™ strona zaprojektowana krojem pisma Ozzy / patrz s. 158

22

n116_orienty_gl2.indd 22

2/28/18 12:53 PM


Longstory to duet projektantek (Agnieszka Pasierska i Magda Paszewska), które zajmują się tworzeniem wzorów do wszechstronnego zastosowania. Longstory.pl

23

n116_orienty_gl2.indd 23

2/28/18 12:54 PM


Justyna Chmielewska dla NN6T:

sztuka i życie

#POLSKA Warszawskie cielsko powoli budzi się z zimowego snu, strzepuje z futra resztki brudnego śniegu, wystawia brzuch do słońca i znów zaczyna trawić pełną parą. Miejski metabolizm działa bez zarzutu – kolejna działka, na której jeszcze jesienią stały wywołujące indu-urbexowe dreszcze hale po dyskretnym gentryfikacyjnym liftingu, wraz z nadejściem wiosny wyjdzie ze smugi cienia. Na świeżo zaoranych, oczyszczonych z historycznych naleciałości polach naszej dobrej Woli zakwitną stalowo-szklane kwiaty i staną nowe wspaniałe światy. Jest coś pociągającego w tym chaosie okresu przejścia z czasu przeszłego w przyszły. Gdy zajrzy się za zasieki i płoty (czasem warto też wdrapać się na murek czy śmietnik, by zyskać nieco lepszą perspektywę), można zobaczyć miasto w przepięknym zagęszczeniu, odsłaniające skrywane pod ziemią skarby, pulsujące żółcią kasków, pomarańczą cystern i błękitem peszli. O miejskim bałaganie możecie też poczytać w książce Chaos Warszawa Jo­anny Kusiak. Lektura obowiązkowa!

24

n116_orienty_gl2.indd 24

2/28/18 12:54 PM


25

n116_orienty_gl2.indd 25

2/28/18 12:54 PM


sztuka i życie

Z fascynacji internetem „Na pozór silna dziewczyna, a w środku ledwo się trzyma” to hasło, którego popularność rozpoczęła się od GIF-a, i które szybko stało się internetową nakładką na zdjęcia, a teraz również tytułem wystawy. Zaproszone dziewczyny wykorzystują sieć, a głównie media społecznościowe, do konstruowania obrazu siebie na własnych zasadach. Często są to autotematyczne opowieści eksplorujące przeróżne rodzaje uczuć, doświadczeń i słabostek, także tych wstydliwych czy nieeksponowanych przez kulturę dominującą. Zaproszone dziewczyny swoją internetową twórczością chcą pokazać sytuacje, w których kobiety przejmują kontrolę nad sposobami, w jakie są reprezentowane w mediach i sztuce. Nawet jeśli nie przekonuje cię Teoria Smutnej Dziewczyny czy selfie-feminizm, tym bardziej warto się dowiedzieć, jak w sieci (i czy także poza nią?) rozwijają się nowe strategie artystyczno-emancypa­cyjne. do 14.04 Warszawa, lokal_30, ul. Wilcza 29a/12 lokal30.pl

26

n116_orienty_gl2.indd 26

2/28/18 12:54 PM


Iwona Demko: #realselfiefeminism

27

n116_orienty_gl2.indd 27

2/28/18 12:54 PM


sztuka i życie

Angela Melitopoulos i Maurizio Lazzarato: Asamblaże

Wielo-wymiarowości Asamblaże autorstwa Angeli Melitopoulos i Maurizia Lazzarato to audiowizualny projekt badawczy poświęcony praktyce Félixa Guattariego, francuskiego psychoterapeuty, filozofa i aktywisty politycznego. Uczeń Jacques’a Lacana w swoich pracach teoretycznych łączył psychiatrię z filozofią, estetyką, antropologią i myśleniem ekozoficznym. Melitopoulos i Lazzarato przybliżają i rozwijają jego zainteresowania animizmem oraz koncepcją podmiotowości. Ta jest dla Guattariego właściwością nie tylko ludzką – ujmuje ją przy pomocy tytułowych asamblaży, czyli wielowymiarowych układów organizujących współistnienie jednostek ze zbiorowościami, przedmiotami, zwierzętami, maszynami, pojęciami i siłami kosmicznymi. Tej poszerzonej podmiotowości poszukiwał między innymi w sztuce, seksualności, psychozie, dzieciństwie czy rytuałach religijnych. Na wystawie zobaczymy dwie trzykanałowe instalacje wideo: Asamblaże i Życie cząstek. Każda z nich to tryptyk zbudowany z asamblażu obrazu, tekstu i dźwięku. do 8.04 Łódź, ms1, ul. Stanisława Więckowskiego 36 msl.org.pl

28

n116_orienty_gl2.indd 28

2/28/18 12:54 PM


Siła kobiet Komiks Pélénope Bagieu Tupeciary. O kobietach, które robią to, co chcą to opowieść o piętnastu silnych kobietach, które potrafiły postawić na swoim. Oprócz sławnych postaci, takich jak twórczyni Muminków Tove Jansson czy tancerka Josephine Baker, poznajemy również te słabiej znane, jak pływaczka, która zapisała się w historii, tworząc kobiecy kostium kąpielowy; ateńska ginekolożka, która w starożytności walczyła o prawa kobiet do wykonywania zawodów medycznych, czy amerykańska emerytka, która postawiła się miejscowym władzom, by chronić ukochaną latarnię morską. Francuski hit wydawniczy, mimo że często opowiada o sprawach trudnych, o zmaganiach z przeciwnościami losu czy walce o własne miejsce w zastygłym, patriarchalnym układzie społecznym, pełen jest lekkiego i niewymuszonego humoru. To herstory – historia pisana z kobiecej perspektywy. Tupeciary opowiadają ją na wiele głosów, w sposób mądry i zarażający entuzjazmem. Premiera: 8 marca Wydawnictwo Bęc Zmiana Angela Melitopoulos i Maurizio Lazzarato: Asamblaże

29

n116_orienty_gl2.indd 29

2/28/18 12:54 PM


sztuka i życie

nowe zasady gry Przez niemal trzy miesiące trwania tegorocznej edycji Public Art Munich na terenie miasta w każdy weekend odbywać się będą liczne działania artystyczne. Program koncentruje się nie na stałych, materialnych obiektach sztuki w przestrzeni publicznej, ale na performatywnych działaniach, które skłaniają do dyskusji i zmiany punktu widzenia, a co za tym idzie, w rezultacie mają wpływać na nasze zachowania. Zaproszeni artyści biorą na warsztat temat zmiany. Monachium jest do tego doskonałą inspiracją – w swojej historii było polem zwrotów i przeobrażeń ideo­logicznych, socjopolitycznych i symbolicznych. Prace dotyczą także wydarzeń najnowszych, takich jak powitanie uchodźców na dworcu głównym w 2015 roku, rozwój sztucznej inteligencji czy ruch #MeToo. Pytania o to, co i jak powinniśmy zmieniać, a czego nie, padają również w ramach bogatego programu dyskursywnego. Kuratorką wydarzenia jest Polka, Joanna Warsza. Drugi polski akcent to udział architektki Aleksandry Wasilkowskiej, której instalacja nawiązuje do legendy o powstaniu słynnego ruchomego dachu monachijskiego stadionu olimpijskiego.

Lubiany format weekendu ze sztuką po raz siódmy rusza w Krakowie. Te trzy dni to nie tylko czas oglądania specjalnie przygotowanych wystaw w różnych, także tymczasowych lokalizacjach, ale również dyskusje i spotkania z artystami i kolekcjonerami. Cracow Gallery Weekend KRAKERS za hasło przewodnie obrał w tym roku zmianę. Odnosi nas ona do przyspieszonych rytmów współczesnego życia, błyskawicznego rozwoju nauki i technologii, ale jest również przypomnieniem zakotwiczonych w historii momentów przełomu, jak choćby przypadającej w tym roku setnej rocznicy uzyskania praw wyborczych przez kobiety w Polsce. Echa tego wydarzenia odnajdziemy w programie wystaw i wydarzeń, z których wiele pozycji nawiązuje do roli kobiet w sztuce, art worldzie czy świecie akademickim.

30.04 – 27.07 Monachium, różne lokalizacje pam2018.de

20–22.04 Kraków, różne lokalizacje cracowgalleryweekend.pl

Zmiana

30

n116_orienty_gl2.indd 30

2/28/18 12:55 PM


Marcin Maciejowski: W kulturze chodzi o coś innego. Fot. dzięki uprzejmości artysty

31

n116_orienty_gl2.indd 31

2/28/18 12:55 PM


sztuka i życie

Uwaga studenci! Jurorzy 17. odsłony konkursu Artystyczna Podróż Hestii czekają na prace studentów IV i V roku wszystkich polskich uczelni i kierunków artystycznych. Celem wydarzenia jest włączenie młodych twórców, którzy nie opuś­ cili jeszcze murów szkoły, w pole sztuki i obieg polskiego rynku artystycznego. Studenci mogą zgłaszać propozycje z obszarów malarstwa, grafiki, rzeźby i instalacji, fotografii, sztuki cyfrowej oraz performansu. Zwycięzca otrzyma szansę odbycia miesięcznej podróży i rezydencji artystycznej w światowych centrach sztuki nowoczesnej – Nowym Jorku i Walencji. Ponadto jeden z finalistów może dostać komercyjne zlecenie na opracowanie artystycznej koncepcji raportu rocznego Grupy ERGO Hestia. W tym roku pojawiło się także nowe wyróżnienie przyznawane przez organizatora konkursu, czyli Nagroda Fundacji Artystyczna Podróż Hestii, którą jest sześciomiesięczne stypendium na wykonanie projektu o tematyce związanej z podróżą. Finaliści i laureaci wybierani są w kilkuetapowym głosowaniu jury, w którego skład wchodzą autorytety na polskiej scenie sztuki współczesnej. Prace finalistów zostaną ponownie zaprezentowane publiczności na wystawie w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie już 25 czerwca. do 25.03.2018: przyjmowanie zgłoszeń (wyłącznie poprzez panel na stronie internetowej) artystycznapodrozhestii.pl/ konkurs

32

n116_orienty_gl2.indd 32

2/28/18 12:55 PM


Instalacja Portret dziadka Józefa Gałązki, laureata 16. edycji konkursu APH. Fot. Piotr Litwic

33

n116_orienty_gl2.indd 33

2/28/18 12:55 PM


sztuka i życie

Start od zera

Na pomysł pierwszego polskiego komiksu erotycznego wpadły ilustratorka Agata Nowicka oraz filozofka Aleksandra Hirszfeld. Napisały scenariusz i zaprosiły do współpracy siedem polskich artystek, z których każda zilustrowała jeden rozdział powieści. Tytułowa bohaterka Istota ma wiele wcieleń. Jest duchem, esencją kobiecości – dojrzałej, niezależnej, otwartej i przede wszystkim samoświadomej w sferze erotycznej. Istota przejawia się w decyzjach i fantazjach siedmiu bohaterek książki, historie zaś są zróżnicowane, każda dotyka innego zagadnienia w sferze seksualnej albo mitu czy tabu w seksie. Projekt został w całości sfinansowany z kampanii crowdfundingowych, co potwierdza zapotrzebowanie na takie wydawnictwo na polskim rynku.

Przed nowo powstałym Departamentem Obecności stoi potrzebne i ambitne zadanie. Ta niehierarchiczna, eksperymentalna placówka badawczo-edukacyjna chce pobudzać dyskusje o kwestiach politycznych, społecznych i ekonomicznych oraz pytać o kształt i język przyszłości w czasach niepewności i kryzysów. Departament to instytucja wewnątrz innej instytucji, czyli Muzeum na Pańskiej. Jej serce stanowi instalacja Demos Andreasa Angelidakisa, prezentowana wcześniej podczas Documenta 14 w Atenach w ramach programu Parlamentu Ciał, poświęconego demokracji, suwerenności i gościnności we współczesnej Europie. A to zobowiązuje. Departament prowadzi programy rezydencyjne dla instytucji, ośrodków badawczych i kolektywów, a także indywidualnych twórców oraz badaczy, którzy zaproszą publiczność muzeum do wspólnej negocjacji stanowisk i postaw. Wśród gości pierwszej edycji jest między innymi Kem – platforma współczesnej choreografii i performansu, nowo powołane Biennale Warszawa, czyli interdyscyplinarna instytucja łącząca działalność badawczą, aktywistyczną i artystyczną, a także hiszpański filozof i pisarz Paul B. Preciado.

Premiera: kwiecień Wydawcy: Kultura Gniewu i Centrala.org.uk

Warszawa, Muzeum Sztuki Nowoczesnej, ul. Pańska 3 departament.artmuseum.pl

Erotyczna powieść graficzna

34

n116_orienty_gl2.indd 34

2/28/18 12:55 PM


Kalendarz kieszonkowy na 1969 rok, jeden z trzech zabranych przez emigranta, Stefana Ulmana. Ze zbiorów Muzeum POLIN

50 lat po Marcu Półwiecze wydarzeń Marca ‘68 to okazja do przypomnienia przyczyn, przebiegu i skutków antysemickiej kampanii, w wyniku której z naszego kraju wygnano około 13000 Polaków pochodzenia żydowskiego. Historię tamtych czasów i konkretnych osób przybliża wystawa Obcy w domu. Wokół Marca ‘68, której centralną częścią jest metaforyczna instalacja nawiązująca do ówczesnego kształtu Dworca Gdańskiego w Warszawie – tam bowiem miały miejsce pożegnania. Wydarzenia te poznamy poprzez historię mówioną – opowieści osób, które tych rozstań doświadczyły. Inna sekcja pokazuje życie uchodźców po opuszczeniu Polski, a „Archiwum Marca” zawiera przedmioty związane z pożegnaniami i wyjazdami. Są to między innymi walizka, dokument podróżny wydawany emigrantom z Polski z adnotacją o prawie wyjazdu (bez powrotu), książka z dzieciństwa zabrana na emigrację do Szwecji, a także spis mienia rodziny, który sprawdzali celnicy, niekiedy kwestionując prawo do wywozu rzeczy uznanych za zbyt nowe. Uzupełnieniem tej zróżnicowanej narracji są działania współczesnych artystów. Wystawie towarzyszy program wydarzeń, a przedsięwzięcie, oprócz edukacyjnego i upamiętniającego wydźwięku, ma także przypominać i uświadamiać o wciąż aktualnych konsekwencjach bierności w sytuacjach dyskryminacji, ksenofobii i naruszania praw człowieka. 9.03 – 24.09 Warszawa, Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, ul. Mordechaja Anielewicza 6 polin.pl

35

n116_orienty_gl2.indd 35

2/28/18 12:55 PM


sztuka i życie

Nowa ludzka epoka Kariera terminu „antropocen” trwa w najlepsze. To nowa epoka charakteryzująca się negatywnymi zmianami spowodowanymi działalnością człowieka. Od dawna jest on bohaterem prac naukowych i literackich oraz tematem podejmowanym przez sztuki wizualne. Artyści i artystki albo naturę obserwują, albo w nią ingerują, albo traktują ją całym arsenałem krytycznej refleksji. Ci zaproszeni do wystawy Pejzaże antropocenu również mierzą się z opisem czasów, w których przyszło im żyć. Tytułowe pejzaże nie przynależą już do porządku natury – na każdym z nich pojawia się zaburzenie lub naddatek w postaci śladu lub rezultatu ingerencji człowieka. Prace w sposób krytyczny badają również związki człowieka z naturą – jej porządkowanie, wykorzystywanie i dyscyplinowanie. Wystawa prezentowana jest we wszystkich trzech salonach wystawienniczych Bałtyckiej Galerii Sztuki Współczesnej. do 30.03 Słupsk, Galeria Kameralna, ul. Partyzantów 31a oraz Baszta Czarownic, al. Francesco Nullo 8 Ustka, Centrum Aktywności Twórczej, ul. Gen. Zaruskiego 1a bgsw.pl

36

n116_orienty_gl2.indd 36

2/28/18 12:55 PM


SĹ‚awomir Brzoska, Jordania, 2011

37

n116_orienty_gl2.indd 37

2/28/18 12:55 PM


sztuka i życie

Matka Boska z Dzieciątkiem, św. Józef i Dzieciątko Jezus, autor nieznany, Cuzco, XVIII wiek. © Colección Barbosa-Stern

Podróż do Ameryki Południowej Jaka była sztuka peruwiańska w okresie kolonialnym? Jakie obyczaje i kultura życia codziennego panowały w Wicekrólestwie Peru? W jaki sposób objaśniano dogmaty i treści nowej wiary w okresie chrystianizacji tej części Ameryki Południowej? W końcu: jak mieszały się tradycje artystyczne dwóch odległych światów – nowożytnej sztuki europejskiej z nadal żywą w Andach rodzimą kulturą? Na wystawie Sztuka Wicekrólestwa Peru, obejmującej ponad 300 lat, zobaczymy obrazy Matki Boskiej, wizerunki świętych, sceny religijne, malarstwo świeckie i przedmioty codziennego użytku świadczące o niespotykanym kunszcie lokalnych twórców. Nie zabraknie przykładów nowej ikonografii oraz wyrobów ze srebra o oryginalnych, wyszukanych formach (tradycje tego rzemiosła sięgają w Peru czasów sprzed konkwisty). 2.03 – 20.05 Warszawa, Muzeum Narodowe, Al. Jerozolimskie 3 mnw.art.pl

38

n116_orienty_gl2.indd 38

2/28/18 12:55 PM


Zofia Gramz: Stawianie sobie wysoko poprzeczki, 2010-2018

Motywy zwierzęce Bestiarium to zbiór średniowiecznych utworów o charakterze dydaktycznym z przedstawieniami prawdziwych i fantastycznych zwierząt. Wystawa o takim tytule jest również zbiorem motywów zwierzęcych pojawiających się w pracach współczesnych artystów i artystek. Co mówią nam, a raczej o czym świadczą przedstawiciele innych gatunków? Są odbiciem lub metaforą nas samych, bardziej lub mniej interesujących, z lepszymi i gorszymi cechami. Świat zwierząt, równie bliski co odległy, zwykle pozostający jednak w bezpiecznym dystansie, jest tu wykorzystywany do opisu przede wszystkim tego, co w nas niezrozumiałe i niepokojące. Prace opowiadają o opresyjności systemów polityczno-społecznych, o relacjach międzyludzkich, seksualności, perwersji, ale i o codzienności. Zwierzęta nie zawsze traktowane są jedynie jako medium dla narracji – czasami artyści uznają ich własną podmiotowość. Punktem wyjścia wystawy jest twórczość Güntera Grassa – jego zwierzyniec pełen jest psów, szczurów, ryb i ptaków, które tworzą własny mikrokosmos, równoległy wobec ludzkiego. Ciekawe, jakimi bohaterami my jesteśmy w ich bestiarium. 16.02 – 06.05 Gdańsk, Gdańska Galeria Güntera Grassa, ul. Szeroka 37 ggm.gda.pl

39

n116_orienty_gl2.indd 39

2/28/18 12:55 PM


sztuka i Ĺźycie

40

n116_orienty_gl2.indd 40

2/28/18 12:55 PM


Rekonfiguracje i przetworzenia Dobra passa Normana Leto trwa. Niedawno otrzymał Paszport „Polityki” w kategorii sztuk wizualnych, a jego zrealizowany z rozmachem film Photon został wyróżniony przez publiczność na 17. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty. Ekspozycja Nieistniejące przestrzenie wystaw pozwala zapoznać się ze wszechstronną, nie tylko filmową twórczością artysty-samouka, wykorzystu­ jącą motywy społeczne, ale przede wszystkim autobiograficzne. Tytuł nawiązuje do częstej praktyki artysty, polegającej na kreowaniu cyfrowo przestrzeni wystawowej odtworzonej na podstawie planów architektonicznych autentycznego miejsca. Przy okazji tego wydarzenia warto sięgnąć po wydaną na początku roku książkę Detoks (Prószyński i S-ka) o przyjaźni artysty ze Zdzisławem Beksińskim. W ich korespondencji wiele miejsca zajmuje rozmowa o warsztacie malarskim, fotograficznym czy pracy w programach graficznych, a także uwidaczniają się wzajemne wpływy i inspiracje. do 8.04 Katowice, Galeria Miasta Ogrodów, pl. Sejmu Śląskiego 2 miasto-ogrodow.eu Norman Leto: Bryła życiorysu Larry’ego Page’a, 2009

41

n116_orienty_gl2.indd 41

2/28/18 12:55 PM


sztuka i życie

Farouk Alkalidy: bez tytułu / untitled, 1982

Jedno serce Ania Witkowska za punkt wyjścia swojej wystawy We Have One Heart obiera historię swojego teścia. Rodzice jej męża Adama poznali się w Budapeszcie w 1976 roku. Halina była wówczas studentką Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Gdańsku, a Farouk, starszy od niej iracki Kurd, był studentem historii na uniwersytecie w Bagdadzie i odbywał swoją pierwszą podróż po Europie. Dzięki zachowanym listom Adam i Ania poznali historię miłości oraz przyczyny rozstania rodziców Adama. Losy odnalezionego po latach Farouka oraz zachowane przez niego rysunki z okresu wojny iracko-irańskiej (1982) sprowokowały artystkę do rozważań na temat mechanizmów geopolitycznych i ekonomicznych wpływających nie tylko na to, co dzieje się tu i teraz, lecz także oddziałujących na dalsze pokolenia. Farouk jest tutaj everymanem, jego historię możemy odnaleźć w wielu podobnych biografiach i odnieść do doświadczeń nomadyzmu, tworzenia związków pomiędzy ludźmi różnej narodowości oraz konsekwencji wojny i jej wpływu na prywatne życie konkretnych osób. 16.03 – 29.04 Gdańsk – Nowy Port, CSW Łaźnia 2, ul. Strajku Dokerów 5 laznia.pl

42

n116_orienty_gl2.indd 42

2/28/18 12:55 PM


Diana Lelonek: Home, 2018

Wirtualna galeria sztuki 17 Seconds Gallery to nowa przestrzeń wystawiennicza, która pozwala obcować ze sztuką w internecie. Pomysł młodego warszawskiego start-upu Smart55 zakłada bezpośrednie zetknięcie internauty z artystycznymi treściami w nieprzewidywalnej przestrzeni wirtualnej rzeczywistości – i to dokładnie przez 17 sekund. Pierwsza zaproszona do współpracy artystka to Diana Lelonek, która w swojej prezentacji skupia się na elektrośmieciach. Szybkie zastępowanie starych rzeczy nowymi rodzi problem naddatku zużytego sprzętu, z którym trzeba coś zrobić – na przykład powtórzyć niechlubne kolonizatorskie schematy i wywieźć swoje śmieci do krajów Trzeciego Świata (mimo że oficjalnie jest to nielegalne). E-odpady stają się zagrożeniem dla zdrowia i życia najbiedniejszych, którzy pracują przy ich ręcznej segregacji i przetwarzaniu. Wirtualna wystawa artystki przybliża ten proceder, a my, podczas codziennego przebywania w sieci, mamy szansę stać się bardziej świadomymi konsumentami. do 7.04 17secondsgallery.com

43

n116_orienty_gl2.indd 43

2/28/18 12:55 PM


Przedmioty i my

sztuka i życie

Autorem plakatu jest Jhen-fa Yan, sześćdziesięciopięcioletni tajwański mistrz malowanych afiszów filmowych

Irytujący skwer Film Karoliny Breguły zrealizowany został w większości w tajwańskim Tainan. Stajemy się świadkami tajemniczego zdarzenia, które zaburza rytm życia mieszkańców i powoduje lawinę narastających emocji, przeradzających się stopniowo w zorganizowaną agresję. Jej adresatem jest ukryta w krzakach na skwerze rzeźba, która na początku cicho szumi, by przez głośny śpiew przejść do komunikatu: „Chciałabym zadać wam pytanie”. Pytania bywają niewygodne, a często nie ma na nie odpowiedzi, tak jak w przypadku powodu pojawienia się tajemniczego obiektu. Artystka stworzyła uniwersalny obraz traktujący o wspólnocie i lęku przed ujawnieniem jej bolesnych i kłopotliwych tajemnic, używający wielu konwencji, intensywności i rytmów. 6.03 – 27.05 Warszawa, Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego w Królikarni, ul. Puławska 113a krolikarnia.mnw.art.pl

Wartko płynąca nowoczesność nie ułatwia zadumy nad drobnymi przejawami codzienności. Jednym z takich niedostrzegalnych elementów jest powietrze, które nie tylko wypełnia przestrzeń między przedmiotami, ale również samo ma bezpośredni wpływ na nasze funkcjonowanie. Wystawa Powietrze i inne rzeczy potrzebne nam do życia zwraca uwagę na mechanizm, w wyniku którego wyodrębniamy pewne fragmenty otaczającej nas rzeczywistości, nazywamy je, wybieramy ze stosu innych, ale także włączamy w transakcje kupna i sprzedaży, sankcjonując tym samym ich materialny charakter. Dzieła sztuki trafiają na aukcje, a rzeczy, których nie dostrzegamy na co dzień lub których bez skrupułów się pozbywamy, mogą przewrotnie okazać się cenne pod kątem kolekcjonerskim. Prace zaproszonych artystów opowiadają o naszych relacjach z przedmiotami – nie tylko o tym, jaki my mamy na nie wpływ, ale również o tym, jak materialność i łączące się z nią wartości oraz symbolika na nas oddziałują. 2.03 – 2.04 Bielsko-Biała, Galeria Bielska BWA, ul. 3 Maja 11 galeriabielska.pl

44

n116_orienty_gl2.indd 44

2/28/18 12:55 PM


Anna KroĚ likiewicz: Martwa natura z rabarbarem

45

n116_orienty_gl2.indd 45

2/28/18 12:55 PM


sztuka i życie

DWA ZETA: Nobody Club, 2018

Pan i Pani Nikt Założony przez Karolinę Zajączkowską i Sławka ZBIOKA Czajkowskiego No­body Club jest wyjątkowo egalitarny. Karta członkowska wydawana jest tu na podstawie wtajemniczenia w sytuację poddania się, regresu i marazmu, powodowanego przede wszystkim prekaryjną codziennością artystów oraz przedstawicieli innych zawodów i środowisk. Dla nich wszystkich (i dla nikogo) duet artystyczny DWA ZETA otwiera grupę wzajemnego wsparcia i aprobaty, tłumacząc: „W naszej społeczności nic nie oferujemy, nie próbujemy, nikogo nie cenimy. Jesteśmy bierni, biedni, podobni do nikogo, nikomu niepotrzebni. U nas nie spotkacie się z nikim inspirującym i niczego się nie nauczycie”. Być może ta inicjatywa, dzięki świadomości sytuacji, w jakiej przyszło jej funkcjonować, ma przewrotną szansę na zbudowanie twórczej wspólnoty opartej na powszechności takiego doświadczenia. do 31.03 Szczecin, Zona Sztuki Aktualnej, Galeria Akademii Sztuki w Szczecinie, pl. Orła Białego 2 zona.akademiasztuki.eu

46

n116_orienty_gl2.indd 46

2/28/18 12:56 PM


Joanna Rajkowska: Trincomalee, 2.03.2000, Sri Lanka, 2016

Na granicy Czy do samobójstwa można się odnieść z prawdziwą empatią? Joanna Rajkowska w swoim projekcie Samobójczynie nie diagnozuje tego aktu i nie przykłada do niego jakiegokolwiek etycznego imperatywu – zamiast tego skupia się na swojej relacji z kobietami, które go dokonały lub wysłały inne kobiety na misje samobójcze. Artystka zestawia swoje ciało z fotografiami z Indonezji, Rosji, Izraela czy Pakistanu, posługując się zmodyfikowaną techniką billboardu rotacyjnego. Żyjące ciało jest „pożyczane” i znajduje się w miejscu szczątków ofiary. To ułuda, tak samo jak to, że jesteśmy w stanie zrozumieć dramatyczność takiego aktu. Nie pomoże nam w tym nawet sztuka. 22.03 – 9.05 Szczecin, Trafostacja Sztuki, ul. Świętego Ducha 4 trafo.art

47

n116_orienty_gl2.indd 47

2/28/18 12:56 PM


sztuka i życie

Awangardowy przekładaniec Grupa Budapeszt zawiązała się w 2016 roku w Budapeszcie. Tworzą ją artyści i kuratorzy: Igor Krenz, Michał Libera i Daniel Muzyczuk. W galerii Studio, wspólnie z zespołem BNNT (Konrad Smoleński, Daniel Szwed) oraz MM (Macio Moretti) i MK (Michał Kupicz) Grupa Budapeszt zaprezentuje swój najnowszy projekt: remake filmu awangardowego twórcy Michaela Snowa pt. „Rameau’s Nephew” by Diderot (Thanx to Dennis Young) by Wilma Schoen (1974). Film Snowa jest zbiorem 26 epizodów tworzących tyleż absurdalny, co do bólu logiczny mikrokosmos, który początkowo miał nosić tytuł Talking Picture. Na wystawie w galerii Studio zostanie on przełożony na abstrakcyjny język muzyki i opowiedziany w formie instalacji dźwiękowej. Złożą się na nią nagrania nowych utworów, płyta, teksty, diagramy i obiekty. 15.04 – 20.05 Warszawa, galeria Studio, PKiN, pl. Defilad 1 teatrstudio.pl

48

n116_orienty_gl2.indd 48

2/28/18 12:56 PM


Grupa Budapeszt: Model rzezĚ by hermetycznej, skala 1:100

49

n116_orienty_gl2.indd 49

2/28/18 12:56 PM


Arkadiusz Karapuda: Truth 1, 2017

Amoreski

sztuka i życie

Zza szafy „Malujcie obrazy nie większe niż szafa, aby można je było za nią wstawić”, przezornie radził studentom profesor warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych Aleksander Kobzdej. Na przekór temu wychowankowie i pracownicy uczelni wystawiają w jej Salonie swoje obrazy – zarówno wielkoformatowe, jak i te mniejsze, które z różnych powodów nigdy nie miały być eksponowane. Nieupublicznianie skończonego dzieła jest zawsze kwestią wyboru – może być nieudane, zbyt intymne, nieprzystające do dotychczasowej twórczości czy stworzone nie w czas. To właśnie na tle tych prac jeszcze pełniej objawia się strategia budowania własnego wizerunku. Wystawa Większy niż szafa nie tylko odkrywa nowy kontekst artystycznego emploi biorących w niej udział artystów (między innymi Arkadiusza Karapudy, Tomasza Milanowskiego, Jana Mioduszewskiego), ale też zestawia duży format z małym, badając jego właściwości.

Maja Berezowska uważała, że nie ma nic wspanialszego od ludzkiego ciała. Rysowała je więc najpiękniej, jak potrafiła, oddając subtelność oraz wzniosłość miłości i aktu erotycznego. Ilustrowała dla prasy i wydawnictw, współtworzyła tomiki poetyckie i zbiory satyr. Artystka stała się pierwszym, kluczowym odniesieniem dla Pauliny Ołowskiej i jej wystawy Amoreski. Drugie stanowi ukazujący się w Nowym Jorku w latach 1973–1980 erotyczny magazyn dla kobiet „Viva”. Wydawany był przez redaktora „Penthouse” Boba Guccione i prezentował artykuły oraz eseje odnoszące się do kobiecych fantazji i zgłębiające kobiecą seksualność. Magazyn od początku krytykowany był jako przykład pokazywania kobiecej seksualności z męskiej perspektywy. Ołowska zestawia i miksuje motywy zaczerpnięte z rysunków Berezowskiej i amerykańskiego pisma, serwując nam Intelektualny koktajl erotyki kobiecej. Towarzyszący prezentacji program wydarzeń poświęcony jest wątkom feministyczno-queerowym w sztuce.

2-23.03 Warszawa, Salon Akademii, ul. Krakowskie Przedmieście 5 salonakademii.asp.waw.pl

do 30.03 Warszawa, Fundacja Galerii Foksal, ul. Wojciecha Górskiego 1a fgf.com.pl

50

n116_orienty_gl2.indd 50

2/28/18 12:56 PM


Flaga Nomadic State

Wyprawa do sensu W poszukiwaniu sensu życia to wystawa-opowieść o podróży. Karolina Mełnicka i Stach Szumski zaczynają ją od blablacara jadącego z warszawskiego Dworca Centralnego do oddalonej o 7000 kilometrów syberyjskiej Republiki Ałtaju, a kończą na koreańskiej wyspie Czedżu. W czasie tej podróży młodzi artyści pytali szamanów o sens życia i wpływ postępu technologicznego na ich praktyki. Także wówczas zrodziła się idea Nomadic State, będącego jednocześnie nazwą ich duetu i nomadycznym państwem pozbawionym terytorium. Projekt bada poczucie tożsamości narodowej w zglobalizowanym świecie. Skoro podróż jako opowieść mityczna nierzadko jest (lub ma się stać) sensem życia, to może warto się dowiedzieć, czy tak było i tym razem? 6.04 – 19.05 Wrocław, Studio BWA, ul. Ruska 46a / 301 bwa.wroc.pl

51

n116_orienty_gl2.indd 51

2/28/18 12:56 PM


sztuka i życie

Kanon dla dzieci Sztuka współczesna coraz częściej zabiega o najmłodszego odbiorcę. Kolejną z takich inicjatyw jest wystawa dla dzieci Wszystko widzę jako sztukę. Ma ośmielić i zachęcić do zadawania pytań na temat najnowszych dzieł i odnalezienia w nich rzeczy bliskich wszystkim, bez podawania gotowych interpretacji. Sprzyja temu specjalnie zaprojektowana przestrzeń – wokół kubika z dziełami sztuki rozciąga się freestyle’owy plac zabaw z zadaniami nawiązującymi do prac wybranych z kanonu polskiej sztuki współczesnej. Możliwość kreacji ma podkreślać powszechność i różnorodność praktyk artystycznych i wspomagać mówienie o nich zwykłym, codziennym językiem. Wystawie towarzyszy książka w przystępny sposób opowiadająca o twórczości pokazywanych artystów, między innymi Romana Opałki, Julity Wójcik, Jana Dziaczkowskiego czy Anety Grzeszykowskiej. Do Zachęty zaproszeni są również onieśmieleni sztuką współczesną dorośli. 10.03 – 3.06 Warszawa, Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki, pl. Stanisława Małachowskiego 3 zacheta.art.pl

52

n116_orienty_gl2.indd 52

2/28/18 12:56 PM


Katarzyna Przezwańska: Basen, wizualizacja, 2018

53

n116_orienty_gl2.indd 53

2/28/18 12:56 PM


ARCHITEKTURA I MIASTO

Would such a Fantastic Playground Still Be Possible Today?, WIG 74, Kurpark Oberlaa

ADAM PRZYWARA DLA NN6T:

FORMY NORMATYWNE Jak raportuje ze swojej wizyty w Wiedniu czołowy polski historyk architektury Grzegorz Piątek, w tamtejszym Archi­tekturzentrum możemy oglądać wystawę zatytułowaną Form follows Rule. Prezentuje ona proces budowlany z perspektywy prawnej, przyglądając się normatywom budowlanym obowiązującym w różnych zakątkach świata – to one bowiem realnie kształtują zabudowę między innymi naszego najbliższego otoczenia. Architekt jako demiurg projektujący po nocach w swojej pracowni efektowne założenia? Dziś bliżej mu raczej do urzędnika próbującego odnaleźć się pomiędzy młotem rynkowej wartości a kowadłem obostrzeń prawa budowlanego. do 4.04 Wiedeń, Architekturzentrum Wien, Museumsplatz 1 im MQ azw.at

54

n116_orienty_gl2.indd 54

2/28/18 12:56 PM


Wizualizacja projektu Muzeum Sztuki Nowoczesnej i teatru TR Warszawa, pracownia Thomas Phifer and Partners. Widok z lotu ptaka

Warszawski hot spot Plac Defilad to w ostatnim czasie jeden z najbaczniej obserwowanych punktów na mapie stolicy. Poświęcony był mu zeszłoroczna edycja festiwalu Warszawa w Budowie, jego fragment stał się też przedmiotem międzynarodowego konkursu na plac Centralny. 22 lutego nastąpił kolejny krok w sprawie jego zagospodarowania – Muzeum Sztuki Nowoczesnej otrzymało prawomocne pozwolenie na budowę swojej siedziby. To ważny, również symbolicznie, moment w długiej i trudnej historii tej inwestycji, która sięga 2003 roku. Siedziba MSN, na której budowę miasto ogłasza przetarg, została zaprojektowana przez Amerykanina Thomasa Phifera. Będzie sąsiadować z budynkiem teatru TR, który ciągle jeszcze czeka na podobne pozwolenia. Gmach o powierzchni prawie 20 000 m2 pomieści między innymi sale wystawowe i edukacyjne, bibliotekę, audytorium, kino, kawiarnię oraz rekonstrukcję Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia. Przy sprzyjających wiatrach budynek powstanie w 2021 roku. artmuseum.pl

55

n116_orienty_gl2.indd 55

2/28/18 12:56 PM


ARCHITEKTURA I MIASTO

Cindy Sherman: Untitled Film Still #84, National Museum of Women in the Arts, Waszyngton. Fot. dzięki uprzejmości artystki oraz Metro Pictures, Nowy Jork

matylda dobrowolska DLA NN6T:

Muzeum kobiet Kobiece muzea powstawały i ewoluowały niezależnie od siebie i nieświadome siebie nawzajem. Najstarsze – Musée de la Femme Henriette-Bathily w Dakarze – powstało w 1936 roku. Obecnie na całym świecie funkcjonuje ponad 60 definiujących się tak instytucji, kilkanaście wirtualnych muzeów oraz inicjatyw i ruchów dążących do powstania kolejnych podobnych przestrzeni. Prezentują one polityczne, kulturalne, artystyczne, ekonomiczne i społeczne role kobiet, zarówno dawniej, jak i obecnie. Większość łączy cele edukacyjne i badawcze, a także promuje sztukę tworzoną przez kobiety, animując ich udział we wszystkich sferach życia. Otwierające się symbolicznie 8 marca Musée de la Femme w Marrakeszu jest kolejną tego rodzaju placówką i pierwszą w tej części Afryki, sfinansowaną częściowo dzięki kampanii crowdfundingowej. Inaugurująca wystawa Kobiety Maroka – między sztuką a historią przybliża postacie, które zaznaczyły się w historii królestwa, między innymi Zaineb Nafzaouiya, uważaną za założycielkę miasta, malarkę Chaïbię Talal czy Malikę El Fassi – jedyną kobietę, która w 1944 roku podpisała Manifest Niepodległości, czyli dokument wzywający francuskie i hiszpańskie wojska do opuszczenia Maroka i uznania niepodległości tego kraju. 8.03 – 31.07 Marrakesz, rue Sidi Abdel Aziz 19, Souk Jeld museedelafemme.ma

56

n116_orienty_gl2.indd 56

2/28/18 12:56 PM


Joanna Piaścik: Reflex. Fot. puszka.waw.pl

Akupunktura miasta Tytuł poznańskiej wystawy odsyła do akupunktury, która dzięki precyzyjnemu działaniu leczy cały organizm – w tym przypadku miejski. Zobaczymy prace zarówno doświadczonych, jak i debiutujących architektów oraz projektantów, którzy chcą poprawiać jakość życia w mieście w myśl zasady, że drobne rozwiązania mogą przynosić wielkie efekty. To między innymi Joanna Piaścik, której instalacja Reflex (pokazana w 2015 roku w ramach cyklu Synchronizacja Fundacji Bęc Zmiana) doświetla zacienione części podwórka-studni, a przede wszystkim mieszkania w jego północnych i wschodnich częściach. Zobaczymy też Peryskop Gabrieli Szałańskiej, ułatwiający orientację w przestrzeni (poprzez zamontowanie peryskopów przy wyjściach z przejść podziemnych) czy London City Trailer Jana Libery, który do systemu wypożyczania rowerów w stolicy Wielkiej Brytanii dodaje przyczepki do przewożenia obiektów wielkogabarytowych. Projektów jest oczywiście więcej – dotyczą między innymi nadmiernego hałasu w przestrzeni publicznej, inne zaś skierowane są do zwierząt zamieszkujących miasta. Dzięki temu, że są dość uniwersalne, większość z nich da się wdrożyć także poza konkretną lokalizacją, dla której zostały stworzone. do 15.04 Poznań, Centrum Kultury Zamek, ul. Św. Marcin 80/82 ckzamek.pl

57

n116_orienty_gl2.indd 57

2/28/18 12:56 PM


© Franck Juery

ARCHITEKTURA I MIASTO

Gwiazda w czerni Charyzmatyczna Odile Decq, francuska architektka i urbanistka, wierzy, że architekci mogą pomóc społeczeństwu, a wybrany przez nią zawód polega na pracy nie dla siebie, ale dla innych. Projektuje przede wszystkim muzea i budynki użyteczności publicznej. Ma na swoim koncie Złotego Lwa Międzynarodowego Biennale Architektury w Wenecji z 1996 roku za scenografię Pawilonu Francuskiego. Podczas dwóch ostatnich lat do listy prestiżowych wyróżnień dodała Jane Drew Prize (2016), przyznawaną za innowacyjność i nowatorskie podejście do architektury, czy przyznawaną przez Architizer A+ Award za wybitne osiągnięcia (2017). Warto wspomnieć, że w 2014 roku założyła własną szkołę architektoniczną w Lyonie – Confluence Institute for Innovation and Creative Strategies in Architecture. Lista zajęć dla studentów poza architekturą uwzględnia również zagadnienia z zakresu socjologii, fizyki i astrofizyki, biologii czy epidemiologii – najważniejsza jest tu wielokontekstowość. Na zaproszenie Fundacji im. Stefana Kuryłowicza Odile Decq wygłosi wykład w cyklu „Od wizji do projektu”. 23.03 Warszawa, Centrum Konferencyjne POLIN, ul. Mordechaja Anielewicza 6 fundacja-sk.pl

ADAM PRZYWARA DLA NN6T:

NURT BENGALU Niskie ceny lotów z Warszawy do Bazylei, jakie oferuje jeden z tanich przewoźników, są dobrym pretekstem do odwiedzenia tego urokliwego szwajcarskiego miasta, a także tamtejszego muzeum architektury. W połowie grudnia otwarto w nim bowiem wystawę Bengal Stream, która daje okazję do zapoznania się z historycznymi i współczesnymi realizacjami architektonicznymi z Bangladeszu. Stosunkowo młode państwo może się pochwalić bogatym i oryginalnym dorobkiem w tej dziedzinie, a twórcy tacy jak Muz­ harul Islam stanowią klucz do zrozumienia awangardowej architektury całego regionu. do 24.06 Bazylea, S AM Swiss Architecture Museum, Steinenberg 7 sam-basel.org

58

n116_orienty_gl2.indd 58

2/28/18 12:56 PM


Meczet w Gulshan, Dhaka. Proj. URBANA / Kashef Mahboob Chowdhury, © Iwan Baan

59

n116_orienty_gl2.indd 59

2/28/18 12:56 PM


DIZAJN

F**K

Julia Błaszczak: Independence, 2017

Świat wokół słowa 20 uczelni artystycznych i dizajnu ze wszystkich kontynentów wraz z Polsko-Japońską Akademią Technik Komputerowych oraz Muzeum Plakatu w Wilanowie podjęło się współczesnej interpretacji pojęcia independence, czyli niepodległość. Wyniki warsztatów zbiera wystawa 100 × Independence. Ten głos młodej generacji obejmuje sto autorskich wypowiedzi studentów z całego świata. Pojawiają się tu zarówno tradycyjne, jak i multimedialne czy interaktywne formy plakatu. Komunikatom wizualnym towarzyszą eseje mentorów kształtujących programy komunikacji wizualnej i multimedialnej, wpływających na postawy przyszłych projektantów i nadających ton współczesnej edukacji projektowej. Ta polifoniczna wypowiedź zapisana została również w towarzyszącym wystawie wydawnictwie i jest na bieżąco archiwizowana na stronie internetowej. 29.03 – 13.05 Warszawa, Muzeum Plakatu w Wilanowie, ul. Stanisława Kostki Potockiego 10/16 independence.pja.edu.pl

60

n116_orienty_gl2.indd 60

2/28/18 12:56 PM


All Over Trump, z serii Not In Your Face. Fot. Susan A. Barnett, źródło: T: A Typology of T-Shirts, 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone

MONIKA ROSIŃSKA DLA NN6T:

TOŻSAMOŚĆ T-SHIRTU Mody nigdy nie należy lekceważyć. Ubrania to media, które świetnie wyrażają indywidualne i zbiorowe tożsamości, światopogląd i przekonania polityczne. T-shirt jest jednym z najpopularniejszych elementów naszej garderoby. Może to być zwykła tania i wielofunkcyjna koszulka, ale także manifest tożsamości (symbol kultury rock & rolla, punku czy normcore’u) albo luksusowy element kolekcji znanych projektantów. Wystawa T-Shirt: CULT – CULTURE – SUBVERSION ma na celu ukazanie wywrotowego potencjału tej niepozornej części garderoby. W jej ramach będzie można zobaczyć między innymi prywatną kolekcję t-shirtów Vivienne Westwood oraz koszulki z nadrukami haseł Active Resistance oraz Climate Revolution. Ekspozycji będzie towarzyszyć prezentacja historycznej biografii t-shirtu oraz zarysu współczesnego wykorzystania technologii w modzie. do 6.05 Londyn, Fashion and Textile Museum, 83 Bermondsey Street ftmlondon.org

61

n116_orienty_gl2.indd 61

2/28/18 12:57 PM


DIZAJN

Komunikator podwodny, proj. Rafał Dętkoś

62

n116_orienty_gl2.indd 62

2/28/18 12:57 PM


MONIKA ROSIŃSKA DLA NN6T:

PRZEMIANY POLSKIEGO DIZAJNU Judy Attfield napisała kiedyś, że „przedmioty nie rosną na drzewach”. Oznacza to, że nie biorą się z próżni i że wiodą społeczne, kulturowe i polityczne życie. Wystawa Z drugiej strony rzeczy. Polski dizajn po roku 1989, kuratorowana przez prof. Czesławę Frejlich, wykładowczynię krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, odnosi się właśnie do kwestii wartości, tożsamości i wrażliwości zaprojektowanych obiektów. W założeniu prezentacja ma być nie tyle listą najważniejszych obiektów polskiego dizajnu po transformacji gospodarczo-ustrojowej, ile raczej ich świadomym przeglądem, akcentującym charakterystyczne tendencje w projektowaniu splecione z historycznymi „momentami przełomowymi” ostatnich trzech dekad: upadającym rynkiem projektowym, korzystaniem z dotacji unijnych wspierających polską wytwórczość oraz kosmopolityzacją naszego dizajnu. Wśród pokazywanych obiektów pojawi się „Notes na 6 tygodni”. 6.04 – 19.08 Kraków, Muzeum Narodowe, al. 3 Maja 1 mnk.pl

63

n116_orienty_gl2.indd 63

2/28/18 12:57 PM


Debi Cornwall: Welcome to Camp America: Inside Guantánamo Bay, z serii Beyond Gitmo, 2017. © Debi Cornwall / Steven Kasher Gallery, Nowy Jork

ANDRZEJ MARZEC DLA NN6T:

Wspólnota, która nadchodzi

FILM I FOTOGRAFIA

ewa dyszlewicz DLA NN6T:

STAN ZAWIESZENIA

Odważny, bezkompromisowy i eksperymentalny debiut Jagody Szelc w krótkim czasie został okrzyknięty jednym z najciekawszych wydarzeń ostatnich lat w polskim kinie. Wieża, jasny dzień w ciekawy sposób miesza ze sobą filmowe gatunki oraz skutecznie potęguje poczucie niesamowitości. Reżyserkę interesuje przede wszystkim świat kobiecych bohaterek oraz ich wzajemne relacje (matka–córka, siostrzeństwo). Szelc posługuje się metaforycznym, nierzadko hermetycznym językiem po to, by wyeksponować linie podziału i ukazać przestrzeń dynamicznej walki, z której wyłania się obraz nowej wspólnoty. Film zwraca uwagę nie tylko wieloznacznością możliwych odczytań, lecz również intertekstualnością – znajdziemy w nim szereg nawiązań między innymi do Pikniku pod wiszącą skałą Petera Weira, Antychrysta Larsa von Triera czy Funny Games Michaela Hanekego.

Przygotowana przez paryski LE BAL wystawa zbiorowa En suspens to poetycka próba uchwycenia ducha naszych czasów. Tytułowa niepewność stała się nieodłącznym aspektem życia w płynnej nowoczesności na poziomie zarówno egzystencjalnym, jak i społecznym czy politycznym. Znajdziemy tam prace artystów zaangażowanych: fotografującą byłych więźniów Guantanamo Debi Cornwall, dokumentującego „dżunglę” w Calais Henka Wildschuta czy pokazującą egipskie miasta widma Aglaię Konrad, a także koncentrujące się na statusie jednostki performanse Basa Jana Adera czy Sebastiana Stumpfa. Do udziału w wydarzeniu zaproszony został też polski dokumentalista Darek Fortas, który pokaże swój cykl Changing Rooms. do 13.05 Paryż, LE BAL, 6 Impasse de la Défense le-bal.fr

Premiera: 23 marca

64

n116_orienty_gl2.indd 64

2/28/18 12:57 PM


Lato 1993, reż. Carla Simón. Dystrybutor: Stowarzyszenie Nowe Horyzonty

ANDRZEJ MARZEC DLA NN6T:

Na krawędzi dzieciństwa Lato 1993, za sprawą rustykalnej estetyki nieco podobne do Cudów Alice Rohrwacher (2014), jest udanym autobiograficznym debiutem Carli Simón. Katalońska reżyserka opowiada o losach osieroconej sześcioletniej Fridy oraz podejmowanych przez nią próbach znalezienia poczucia bezpieczeństwa i akceptacji w nowej rodzinie. Simón w niezwykle autentyczny sposób szkicuje uczucia dziecięcego zagubienia i samotności – zna je bowiem dobrze z własnego doświadczenia. Z dużą wrażliwością ukazuje nowe relacje jako kruche i zawsze podszyte lękiem przed odrzuceniem. Główna bohaterka stoi na rozdrożu: może zaakceptować samotność i zbyt szybko stać się dorosłą, niezależną kobietą albo próbować umościć się i zagnieździć w przestrzeni rodzinnej, odnaleźć raj utracony, który jednak zawsze będzie mieć gorzki posmak utraty i rozstania. Premiera: 6 kwietnia

65

n116_orienty_gl2.indd 65

2/28/18 12:57 PM


ewa dyszlewicz DLA NN6T:

FILM I FOTOGRAFIA

GIEŁDA FOTOGRAFII Nagroda Deutsche Börse to jedno z najważniejszych wydarzeń dla środowiska. Co roku jury nominuje czterech twórców, których prace – w formie publikacji czy wystawy – w znaczący sposób wpłynęły na aktualny kształt sceny fotograficznej. W trzynastoletniej historii konkursu wyróżniono między innymi takich artystów jak Trevor Paglen, Mishka Henner czy Alec Soth. W tym roku do tego prestiżowego grona dołączył Rafał Milach i jego wystawa Odmowa, pokazywana minionej wiosny w (nieistniejącym już zresztą) łódzkim Atlasie Sztuki. Ekspozycja poświęcona technikom propagandy w krajach byłego bloku radzieckiego zwraca uwagę na kwestie istotne także dla naszej dzisiejszej społeczno-politycznej świadomości. Obok Milacha na shortliście znaleźli się: Mathieu Asselin i jego książka Monsanto. A Photographic Investigation, Parallel Encyclopedia #2 Batii Suter i wystawa autoportrait Luke’a Willisa Thompsona. Konkursowe prace można obecnie oglądać w Londynie, natomiast tegoroczny laureat ogłoszony zostanie w maju. do 3.06 Londyn, The Photographer’s Gallery, 16–18 Ramillies Street thephotographersgallery.org.uk

66

n116_orienty_gl2.indd 66

2/28/18 12:57 PM


Rafał Milach: z cyklu Chasing a White Horse, 2013

67

n116_orienty_gl2.indd 67

2/28/18 12:57 PM


ANDRZEJ MARZEC DLA NN6T:

Niezręczności dojrzewania Akcja Lady Bird toczy się w 2002 roku, czyli w momencie narodzin filmowego gatunku mumblecore (premiera Funny Ha Ha w reżyserii Andrew Bujalskiego). Wyczekiwany debiut Grety Gerwig to uroczy film zrodzony w umyśle nastolatki, wypełnionym po brzegi różowym pluszem, atmosferą prowincji i chrześcijańskimi przyśpiewkami. Wszystko jest tutaj niezwykle barwne i intensywne, a zarazem niewinne, naiwne, buntownicze i kiczowate. Razem z doskonałą Saoirse Ronan (alter ego Gerwig) śledzimy ekstatyczne wzloty, manifesty i nadzieje oraz jeszcze bardziej interesujące bolesne upadki, rozczarowania i zawody. Debiut Gerwig to zanurzony w mumblecore’owej stylistyce, estetyce początku XXI wieku oraz posttraumatycznych lękach (terrorystyczne zamachy na WTC – 9/11) film o wchodzeniu w dorosłość, transformacji, przepoczwarzaniu się, frustrujących rytuałach przejścia i przereklamowanych obietnicach dorosłości. Lady Bird przypomina kwaśną wersję The Sound of Music (1965) – gdy rozanielona bohaterka śpiewa Climb Every Mountain, możemy być pewni, że za chwilę zdarzy się coś niepokojącego. Gerwig wywraca na nice opowieść o ludziach sukcesu i bawi się dynamiką wygranej / przegranej po to, by skutecznie zachwiać binarną logiką amerykańskiego snu.

FILM I FOTOGRAFIA

Fotografia i zmiana Kruche medium to 13 rozmów socjologa Macieja Frąckowiaka z polskimi fotografami i fotografkami. Na 343 stronach znajdziemy opowieści nie tyle o właściwości medium czy jego warstwie techniczno-warsztatowej; centrum tej historii nie stanowią też portrety poszczególnych twórców. Kanwą rozmów jest natomiast przebiegająca na różne sposoby i w różnym stopniu zmiana, jaką umożliwia fotografia. Jej potencjał ma charakter wspólnototwórczy – dobre działania realizowane za pomocą fotografii wskazują na nowe wzory solidarności, wspomagają nieoczywiste sposoby współpracy, jednoczą, i po prostu mogą zmieniać rzeczywistość na lepsze. Interesującą perspektywę przyglądania się tym kwestiom daje czas – od realizacji rozmów minęły ponad trzy lata. Wielogłos zawarty w książce uzupełni spotkanie, w którym oprócz autora udział wezmą Marek Wasilewski, Mariusz Forecki, Marek Krajewski i Diana Lelonek. 7.03 Poznań, Galeria Miejska Arsenał, Stary Rynek 6 Wydawca: PIX.HOUSE

Premiera: 2 marca

68

n116_orienty_gl2.indd 68

2/28/18 12:57 PM


The Romantic Breast Cancer Adventures of Beth Stephens & Annie Sprinkle. Fot. David Steinberg

ewa dyszlewicz DLA NN6T:

ERORAK Poznański fotoplastykon przez wiele lat pełnił funkcję anachronicznej ciekawostki, jednak wraz ze zmianami kadrowymi w Arsenale najwyraźniej pojawiły się nowe pomysły na jego wykorzystanie. Z początkiem roku otworzyła się tam wystawa amerykańskiej pary artystek i seksekolożek Beth Stephens i Annie Sprinkle, których „chorobowy” performans sfotografował David Steinberg (od niemal dwóch dekad dokumentujący życie seksualne w Stanach Zjednoczonych). Cykl Cancer erotica powstał w trakcie leczenia i hospitalizacji dotkniętej rakiem piersi Sprinkle. Koncentruje się na kwestii ciała dotkniętego chorobą, które nawet współcześnie okazuje się wyłączone z pola społecznej widzialności. Wystawa Romantyczne przygody Beth Stephens, Annie Sprinkle i raka piersi jest zarówno zapisem intymnego doświadczenia partnerek, jak i próbą odtabuizowania cielesności i seksualności w skrajnej sytuacji. do 1.04 Poznań, Galeria Miejska Arsenał, Stary Rynek 6 arsenal.art.pl

69

n116_orienty_gl2.indd 69

2/28/18 12:57 PM


FILM I FOTOGRAFIA

Filip Dujardin: ktwc 01, 2018. Dzięki uprzejmości artysty

Miasta niemożliwe Belgijski fotograf architektury Filip Dujardin w swoich cyfrowych kolażach tworzy struktury niemożliwe. Dobrze znane miejskie pejzaże oraz zwyczajne budynki są przez niego wymyślane na nowo i za sprawą nie zawsze konstrukcyjnie możliwych zabiegów zyskują nowy, na poły surrealistyczny wymiar. Wystawa overview / przegląd dokumentuje fotomontaże z obrazów architektury Katowic, jak zawsze u Dujardina wykonane z hiperrealistyczną dokładnością. do 15.04 Katowice, Galeria Sztuki Współczesnej BWA, al. Wojciecha Korfantego 6 bwa.katowice.pl

70

n116_orienty_gl2.indd 70

2/28/18 12:57 PM


Fot. Tomek Tyndyk

Zakamarki teatru Niedostępne dla oczu widzów kulisy i proces kreowania nowego świata podczas przygotowań do spektaklu są nęcącymi tematami rozpalającymi wyobraźnię wielu z nas. W te tajemnicze przestrzenie twórcze wprowadza nas aktor i fotograf Tomek Tyndyk. Naszą uwagę kieruje jednak nie na wykreowaną teatralną iluzję czy surową materialność teatru, tylko na to, co je od siebie oddziela. W albumie Tomek Tyndyk / Teatr artysta przygląda się powstawaniu spektaklu, rejestruje miejsca, przedmioty i ludzi biorących udział w intymnym i trudnym do uchwycenia procesie. Album zawiera wykonane w latach 2014–2017 fotografie z prób i spektakli TR Warszawa oraz Nowego Teatru. Teksty do książki napisali Iwona Kurz, Paweł Mościcki i Maciej Pisuk, a publikacja jest kolejnym wydawnictwem Instytutu Teatralnego w serii książek popularyzujących różne nurty fotografii teatralnej. Wydawca: Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego

71

n116_orienty_gl2.indd 71

2/28/18 12:57 PM


FILM I FOTOGRAFIA

Tomasz Szerszeń: z cyklu Architektura przetrwania, 2017

Architektura przetrwania Książka składająca się z 71 zdjęć i tekstu Tomasza Szerszenia poświęcona jest efemerycznej, ubogiej architekturze. Ta architektura czasów kryzysu tworzona jest rok w rok na greckiej wyspie Samotraka – miejscu znanym wśród lokalnych „uciekinierów z cywilizacji” i „emigrantów wewnętrznych”; w pobliżu przebiegają również szlaki tranzytu płynących z Turcji uchodźców. Tajemnicze opuszczone szałasy, których kształty i formy bada autor, zdają się wchodzić w dialog z czasami wzmożonej emigracji i poszukiwania domu lub azylu. Te nietrwałe schronienia, miejsca wakacyjnego czy życiowego przetrwania, można odczytywać na dwa sposoby – jako zapowiedź poszukiwania ich alternatywnych (ekologicznych, bliższych naturze) form lub jako katastroficzną wizję „świata po zagładzie”, w którym archaiczna architektura zaspokaja podstawową potrzebę człowieka. Wydawca: Fundacja Asymetria tomaszszerszen.com

72

n116_orienty_gl2.indd 72

2/28/18 12:57 PM


ruch i dźwiek

Wolne gesty. Fot. Ula Sickle

Ideologie na co dzień Pierwsza indywidualna wystawa Uli Sickle, kanadyjskiej artystki polskiego pochodzenia, to ekspozycja performatywna oparta na działaniu na żywo. Choreograficzne Wolne gesty tworzone są przez tancerzy przez pięć godzin każdego dnia. Pracują oni na opowiadaniach pięciu pisarzy z różnych stron świata (Polski, Indii, Kanady, Chin i Niemiec), mówiących o tym, jak współczesne ideologie przenikają do życia codziennego poprzez nowe media czy kulturę wizualną. Dziełem sztuki w tym polifonicznym spotkaniu są jednak nie tyle ciała performerów czy obiekty, ile wypowiadane teksty literackie, gesty i ruch, które badają problem utraty naturalności w dzisiejszych czasach. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że twórcy wystawy (artystka, kuratorka, tancerze i pisarze) dzielą to samo doświadczenie pokoleniowe – dorastali w latach 80., czyli epoce coraz śmielszego kapitalizmu i triumfu neoliberalizmu. do 25.03 Warszawa, Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, ul. Jazdów 2 u-jazdowski.pl

73

n116_orienty_gl2.indd 73

2/28/18 12:57 PM


Antoni michnik DLA NN6T:

MARZEC W ODMIENNEJ CZASOPRZESTRZENI

Antoni michnik DLA NN6T:

ruch i dźwiek

POŻEGNANIE WYTWÓRNI

Tegoroczna edycja berlińskiego Maerz­ Musik poświęcona jest różnym rodzajom czasowości. Podobna tematyka kolejnych edycji stanowi ważny wątek festiwalu, którego kulminacja od czterech lat zatytułowana jest „The Long Now”. W tym roku całość spina główny cykl spotkań, paneli oraz wykładów poświęcony napięciom i konfliktom między różnymi rodzajami czasowości obecnymi we współczesnej kulturze. Z tymi wątkami współgra twórczość dwóch głównych bohaterów festiwalu: Juliusa Eastmana oraz Terre Thaemlitza. Obszerna retrospektywa twórczości Eastmana, łączącej minimalistyczne struktury z wyjątkową ekspresją, będzie obejmować szereg koncertów oraz wystawę. Swoistym kontrapunktem dla niej będzie prezentacja różnych wątków konceptualnej twórczości Thaemlitz, eksperymentalnego twórczyni muzyki elektronicznej, operującego często radykalnym rozciąganiem czasu. Eastmana oraz Thaemlitz łączy również nienormatywna, queerowa tożsamość, a ideą tegorocznego festiwalu wydaje się squeerowanie samego czasu. W te wątki wpisuje się również między innymi sceniczny koncert Salim’s Salon pod dyrekcją Hannesa Seidla, podejmujący tematykę „kolonizacji czasu” przez kulturę Zachodu, a także prezentacja kompozycji Ashley Fure, wprowadzających czas materii organicznej poprzez podjęcie tematyki ekologii oraz cielesności.

Kiedy ktoś będzie pisał historię polskiej muzyki niezależnej / alternatywnej / eksperymentalnej w drugiej dekadzie XXI wieku, to z pewnością poświęci sporo miejsca założonej przez Michała Turowskiego Oficynie Biedota (2010–2013), znanej następnie jako BDTA (2013–2018). Label stał się jednym z symboli odrodzenia polskiej muzyki niezależnej na początku dekady i był współodpowiedzialny między innymi za nowe mutacje rodzimego postpunku (na czele z nekropolo), renesans kaset i słuchowisk, a także konceptualne eksperymenty z fieldrecordingiem i różnymi odmianami muzyki elektronicznej. Jeśli przez lata zarzucano coś BDTA, to zbyt obszerny katalog, czy może niedostatek wyraźnej polityki wydawniczej. Z perspektywy czasu widać jednak, że eklektyczna strategia wydawnicza odpowiadała temu, jak dzisiaj słucha się muzyki niezależnej. Line-up pożegnalnej imprezy zbiera grupę artystów współtworzących elektroniczną część katalogu oficyny: od twórców operujących pomiędzy noisem, ambientem i drone’ami (Micromelancolié, Mirt, Centralia, Palcolor) po różnorodne eksperymenty z muzyką taneczną (FOQL, duy gebord, Wojtek Kucharczyk, Bartek Kujawski). Pod szyldem Gazawat wystąpi również sam dyrektor zamykanej wytwórni. 23.03 Warszawa, Pogłos, ul. Burakowska 12 bdta.pl

16–25.03 Berlin, różne lokalizacje

74

n116_orienty_gl2.indd 74

2/28/18 12:57 PM


Fotos z akcji Ang Halo ng Guhit na Bilog, producent: Philippine Education Theatre Association

AGNIESZKA SOSNOWSKA DLA NN6T:

KOLEJNA DEKADA ZWROTU Niektórych ciągle trudno przekonać do tego, że zwrot performatywny w sztuce to nie sezonowa moda, tylko nieodwracalna zmiana. Wystarczy jednak przytoczyć kilka podstawowych danych, żeby to udowodnić. Założycielskie dla nietańca przedstawienie Jérôme Bel Jérôme’a Bela, będące jednym z pierwszych manifestów nowego myślenia o choreografii, powstało w 1995 roku, a równie ważne Self Unfinished Xaviera Le Roy pochodzi z 1998 roku. Dzisiaj mamy więc do czynienia raczej z drugą falą tego zwrotu i idącymi za nią nowymi tematami, jak praca performera na wystawie czy powiązanie performansu z performatywnością, rozumianą w duchu neoliberalizmu jako wydajność. Wydana niedawno książka Is the Living Body the Last Thing Left Alive?: The New Performance Turn, Its Histories and Its Institutions zbiera wypowiedzi teoretyków i artystów od lat zaangażowanych w animowanie i opisywanie migracji sztuk performatywnych do galerii. Wydawcy: Para Site i Sternberg Press, grudzień 2017 para-site.org.hk

75

n116_orienty_gl2.indd 75

2/28/18 12:57 PM


antoni michnik DLA NN6T:

ruch i dźwiek

RÓŻNE ODCIENIE NIEZALU Jubileuszowa, dziesiąta edycja uznanego festiwalu muzyki eksperymentalnej CoCArt to osiem koncertów rozpiętych między noisem i ambientem, muzyką elektroniczną i gitarową, wreszcie światem muzyki niezależnej oraz soundartu. W przypadku tej imprezy zawsze trzeba podkreślać, że to festiwal bez headlinerów, w którym rodzimi twórcy odgrywają rolę równie istotną jak goście z zagranicy. Podczas tegorocznej edycji można będzie usłyszeć między innymi występ znakomitego szwajcarskiego perkusisty Juliana Sartoriusa (specjalizującego się w łączeniu skomplikowanych rytmów z wykorzystaniem przedmiotów codziennego użytku), austriackiej elektronicznej formacji Radian oraz znanego z post-rockowego Navel Günthera Schlienza. Ale perłami równie dobrze mogą się okazać występy przedstawicieli różnych środowisk rodzimego niezalu – od formacji Radar (Krzysztof „Arszyn” Topolski, Robert „Micromelancolié” Skrzyński) wspartej przez Wojciecha Juchnę, poprzez duety Pin Park (Maciej Bączyk i Maciej Polak) i WIDT (Antonina Nowacka, Barbara Piotrowska), po kultowe formacje Księżyc oraz Tsvey. Szczególnie ci ostatni – projekt Piotra Bołoza i Bartka Kujawskiego – zbierają znakomite recenzje z koncertów. Od pewnego czasu CoCArt mocno buduje swoją specyfikę na łączeniu muzyki eksperymentalnej ze sztukami wizualnymi, i w tym roku również ważną częścią programu będą wizualizacje. Radian oraz Schlienz wystąpią w specjalnych audiowizualnych odsłonach, w przypadku Pin Park oraz WIDT wizualizacje stanowią integralny element koncertów.

„Gdy piszę zapowiedź tego spektaklu, on jeszcze nie istnieje. Jest listopad 2017, wyobrażam sobie spektakl, który widzowie obejrzą w marcu 2018, a który będzie wyobrażeniem o spektaklu z roku 2118” – wymijająco opowiada Anna Karasińska o tym, co będzie miało premierę 27 marca w Nowym Teatrze (tytuł roboczy to właśnie 2118). W ramach tematycznego cyklu trójka reżyserów nowej fali polskiego teatru i choreografii (pozostała dwójka to Ania Nowak i Wojtek Ziemilski) spróbują wyobrazić sobie teatr za 100 lat. Można powiedzieć, że dla Karasińskiej praca z wyobrażeniami to chleb powszedni. Ten temat był wiodący zarówno w spektaklu Ewelina płacze – który swego czasu wywołał niemałe zamieszanie na lokalnych scenach – jak i w Drugim spektaklu z Teatru Starego czy Fantazji z TR Warszawa.

8–10.03 Toruń, CSW Znaki Czasu, ul. Wały gen. Władysława Sikorskiego 13 cocart.pl

27–30.03 Warszawa, Nowy Teatr, ul. Madalińskiego 10/16 nowyteatr.org

AGNIESZKA SOSNOWSKA DLA NN6T:

JAK BYŁO W 2118

76

n116_orienty_gl2.indd 76

2/28/18 12:57 PM


Magnificat. Fot. Krzysztof Krzysztofiak

AGNIESZKA SOSNOWSKA DLA NN6T:

TOWARY EKSPORTOWE Od kiedy Marta Górnicka stworzyła pierwszy spektakl z Chórem Kobiet – Tu mówi chór – minęło już prawie osiem lat. Od tamtego czasu nieustannie odzyskuje siłę chóru dla teatru, proponując innowacyjny format działania performatywnego łączącego w sobie siłę głosu i ciała. Przede wszystkim jednak Chór Kobiet jest manifestem kobiecej niezgody na narzucane wizje kobiecości. Takie spektakle jak Magnificat, który pokazuje, jak kulturowy obraz Matki Boskiej przyczynia się do piętnowania kobiet, dziś jest być może bardziej aktualny niż w momencie, gdy powstawał. Obecnie częściej można zobaczyć spektakle Górnickiej za granicą niż w Polsce. Otwierają one międzynarodowe festiwale i wygrywają prestiżowe nagrody. Chór Kobiet stał się jednym z najważniejszych towarów eksportowych polskich sztuk performatywnych, i stale jest w rozjazdach. facebook.com/chorkobiet

77

n116_orienty_gl2.indd 77

2/28/18 12:58 PM


TECHNOLOGIA I PRZYSZŁOŚĆ

Prototyp kapsuły HyperLoop, zaprojektowany w skali 1:1 przez Hyper Poland University Team. Docelowo pojazd miałby poruszać się z prędkością nawet 1200 km/h. Siedziba Hyper Poland, 13.10.2017

78

n116_orienty_gl2.indd 78

2/28/18 12:58 PM


ada banaszak DLA NN6T:

DOLINKA KRZEMOWA Maciek Jaźwiecki, fotoreporter i członek kolektywu inPRO, w ramach projektu WarsawTech odwiedził i sfotografował miejsca, wydarzenia i ludzi odpowiedzialnych za rozwój i popularyzację nowych technologii w stolicy. Od turnieju League of Legends, przez piknik rodzinny, podczas którego na stoisku dotyczącym technologii można zagrać na bananie (za pomocą kontrolera Makey Makey – na pewno warto spróbować!), multimedialne spektakle teatralne z wykorzystaniem VR oraz drukarnie 3D, po biura firm technologicznych i spotkania dla startupowców, Jaźwiecki odkrywa kulisy polskiej Doliny Krzemowej. Są to widoki mało spektakularne (może z braku kalifornijskiego słońca?), ale warte poznania, chociażby dlatego, że na co dzień, choć korzystamy ze zdobyczy technologii niemal 24 godziny na dobę, rzadko zastanawiamy się, co i kto za nimi stoi. Projekt był do tej pory pokazywany w warszawskim Domu Kultury KADR, a autor planuje rozszerzyć go o inne miasta i części Polski. inproduction.pl/o-nas/maciekjazwiecki

79

n116_orienty_gl2.indd 79

2/28/18 12:58 PM


ada banaszak DLA NN6T:

TECHNOLOGIA I PRZYSZŁOŚĆ

CYFROWE PRZYTUŁKI Ksiażkę Virginii Eubanks Automating Inequality. How High-Tech Tools Profile, Police, and Punish the Poor otwierają reprodukcje pocztówek przedstawiających dwudziestowieczne przytułki dla bezdomnych (ang. poorhouses). To właśnie do tych instytucji, które zapewniały dach nad głową najbiedniejszym obywatelom, amerykańska badaczka porównuje systemy pomocy społecznej oparte na analizie cyfrowych danych oraz szacowaniu ryzyka – i to bynajmniej nie dlatego, że stanowią one wsparcie dla najbardziej potrzebujących. Jak wskazuje Eubanks, zarówno jedne, jak i drugie są przede wszystkim źródłem wyzysku i sposobem na odczłowieczenie najuboższych. Jednak o ile do przytułków trafiały osoby, które z różnych przyczyn znalazły się w trudnej sytuacji, o tyle ofiarami „broni matematycznego rażenia” – jak nazywa algorytmy big data Cathy O’Neill – często zostają osoby, które miały się całkiem nieźle, dopóki nie zostały utożsamione ze zbiorem danych spełniającym kryteria stworzone przez projektantów konkretnych systemów „pomocy”. To właśnie ich historie, nierzadko ukryte w odmętach cyfrowych archiwów, opowiada i analizuje Eubanks na łamach Automating Inequality. Dla mnie jest to lektura obowiązkowa. Zaciekawionym, ale nieprzekonanym polecam recenzję książki autorstwa Cory’ego Doctorowa na łamach magazynu „Boing Boing”. 

ada banaszak DLA NN6T:

W KOMPUTERZE MIESZKA AGENT Selfie z podpisem: „Ja, pozujący dla rządu, który obserwuje mnie przez webcam” czy tweet: „Ciekawe, czy agent obserwujący mnie przez kamerkę gapi się, kiedy płaczę, oglądając Chirurgów, czy płacze razem ze mną?” to przykłady memów, które na początku roku zaczęły masowo pojawiać się w internecie. Wygląda na to, że czasy zaklejania obiektywów w urządzeniach podłączonych do sieci (nawet Mark Zuckerberg to robi!) powoli odchodzą do lamusa. Dziś, wiedząc że kawałek czarnej taśmy nie jest rozwiązaniem problemu inwigilacji w internecie, próbujemy zapanować nad spojrzeniem Wielkiego Agenta w inny sposób – spoglądając głęboko w jego oko umieszczone nad ekranem laptopa i z uśmiechem zapraszając go do udziału w swoim szoł. A jeżeli nie czujecie się dobrze w roli kamerkowych performerów, polecam warsztaty i spotkania organizowane między innymi przez Fundację Panoptykon, Warszawską Federację Anarchistyczną czy wasz lokalny hackerspace – tam dowiecie się, jak najskuteczniej walczyć o prywatność w sieci.

virginia-eubanks.com boingboing.net/2018/01/31/ empiricized-injustice.html

hackerspace.pl, panoptykon.org, facebook.com/fawarszawa

80

n116_orienty_gl2.indd 80

2/28/18 12:58 PM


Oprócz neologizmów służących do oznaczania nowych pojęć w życiu codziennym, nauce, kulturze i technice istnieją również tzw. neologizmy artystyczne. Neologizm artystyczny to wyraz utworzony przez pisarza lub poetę w celu użycia go w konkretnym dziele literackim. powtorkazpolskiego.wordpress.com

nowy wyraz* to rubryka w NN6T, która ma charakter leksykonowy. Wraz z zaproszonymi autorami tworzymy spis słów, które mają znaczący wpływ na opisywanie lub rozumienie zjawisk zachodzących obecnie, albo takich, które „produkowane” są przez postępujące zmiany w układzie sił polityczno-ekonomiczno-społeczno-kulturalno-naukowo-technologiczno-obyczajowych. Pracę nad leksykonem pragniemy kontynuować do roku 2019. Propozycje haseł można nadsyłać na adres redakcji: bogna@beczmiana.pl

n116_nowy_wyraz.indd 81

* Nazwa inspirowana jest czasopismem „Nowy Wyraz. Miesięcznik Literacki Młodych”, wydawanym w Warszawie w latach 1972–1981. Debiuty pisarzy, poetów i krytyków były tam ilustrowane pracami artystów młodego pokolenia. Nazwa miesięcznika nawiązywała do pisma międzywojennej awangardy „Nasz Wyraz” (1937–1939).

nr7 2/28/18 12:53 PM


Biedapiesi Obsesja związana z zapewnieniem bezpieczeństwa doprowadziła do popularności technik nadzoru. Ze zdecydowanie mniejszym zrozumieniem spotyka się kwestia uspokojenia ruchu samochodowego, mającego zmniejszyć zagrożenie dla jego mniej uprzywilejowanych uczestników. Reprezentacją tej kategorii jest tak zwany biedapieszy. To ironiczny termin określający podstawową ofiarę intensywnego ruchu, wynaleziony przez prześmiewców doktryny świętej przepustowości. Biedapiesi nie rozumieją sensowności forsowania ułatwień dla prywatnych aut. Są neoluddystami, „zawalidrogami”, „włażą” i „pchają się” pod koła. Domagają się też, nie wiadomo po co, wyznaczania wszędzie przejść dla pieszych. Przede wszystkim są zaś biedni – gdyby byli bogaci, to też jeździliby samochodami jak każdy „normalny człowiek”. Biedapiesi, tak samo jak rowerzyści, są obiektem zainteresowania lewactwa zajmującego się tematyką miejską. Wbrew przekonaniom reprezentantów lobby samochodowego polska przestrzeń zurbanizowana ciągle w istotnym stopniu pozostaje nieprzyjazna dla pieszych. Często spotykanym rozwiązaniem są bariery przestrzenne, takie jak przejścia podziemne ułatwiające nieskrępowany ruch samochodom, ale niebezpieczne dla wielu grup poruszających się samodzielnie. Ich dodatkowymi ofiarami są użytkownicy o specjalnych potrzebach, tacy jak osoby z niepełnosprawnościami (z wyjątkiem doceniających pełną separację osób niewidomych), mniej sprawnie poruszający się po schodach seniorzy, rodzice z dziećmi w wózkach oraz rowerzyści. Łukasz Drozda

Ekranoza To potoczne określenie znanego w Polsce zjawiska powszechnego ustawiania we wszelkich możliwych miejscach specjalnych barier akustycznych. Najczęściej stosowanymi urządzeniami tego typu są szpecące krajobraz wielkie ekrany wykonane z tworzywa sztucznego, ograniczające widoczność i zmniejszające przepuszczalność światła. Instalowane na masową skalę, również na obszarach miast, nie tylko zaburzają estetykę i ład przestrzenny, ale także stanowią nieprzekraczalne bariery. Dodatkowo powiększa to dysfunkcje wielkich tras przelotowych i linii kolejowych jako ograniczników efektywnego zagospodarowania przestrzeni. Co ciekawe, ekranozy nie uzasadniają nawet ponadprzeciętnie w porównaniu do innych państw unijnych normy dopuszczalnego natężenia hałasu. Rabunkowa polityka zagospodarowania przestrzennego niewątpliwe nie sprzyja jakości kształtowanego w ten sposób klimatu akustycznego. Proste w wykonaniu, ale zarazem kontrowersyjne ekrany są stosowane jako niemal jedyne rozwiązanie mające redukować hałas. Władze i zarządcy dróg wybierają je, mimo że istnieją bardziej efektywne rozwiązania, polegające na przykład na innym profilowaniu wykopów i nasypów pod inwestycje transportowe, wykorzystaniu rozwiązań z zakresu zielonej infrastruktury, takich jak wały ziemne, czy umiejętnym projektowaniu zadrzewienia. Co więcej, ekrany akustyczne negatywnie oddziałują na gospodarkę wietrzną, zwiększając siłę podmuchów, co tylko zwiększa niebezpieczeństwo na drodze. Ekranoza ma się jednak świetnie – przeniknęła do potocznego języka i wiernie towarzyszy polskiemu drogowemu boomowi

82

n116_nowy_wyraz.indd 82

2/28/18 12:53 PM


inwestycyjnemu, trwającemu mniej więcej od połowy drugiej dekady XXI wieku. Łukasz Drozda Jawność Kategoria ta często pojawia się w kontekście działań państwa, które powinny być przejrzyste i zrozumiałe dla obywateli. Tak rozumiana jawność to ważne narzędzie społecznej kontroli, a jednocześnie pole politycznej walki. Ile informacji na temat swoich działań państwo powinno ujawniać? Gdzie przebiega granica między fazą roboczą – do której każda instytucja i pracownik, także w administracji publicznej, mają prawo – a działaniami władczymi? Czy logika stojąca za każdą decyzją państwa powinna być jawna, a przynajmniej poddana kontroli innego – niezależnego – organu? Co ze sferą służb i bezpieczeństwa? Czy organom mającym szerokie i tajne uprawnienia, dotykające także naszej sfery prywatnej, musimy po prostu zaufać, czy też możemy je skutecznie kontrolować? Na każde z tych pytań można odpowiedzieć merytorycznie, w oparciu o fakty i przykłady sensownych, już gdzieś działających rozwiązań. Ale można je też sprowadzić do kwestii ideologicznych i zamknąć w potrzasku bieżącej, krótkowzrocznej polityki. W Polsce mechanizmy społecznej kontroli władzy nie zostały oparte na silnych fundamentach ani odpowiednio rozwinięte. Służby, mimo powracających afer i oskarżeń o upolitycznienie, działają bez niezależnych mechanizmów kontroli. W procesie legislacyjnym otwarte, publiczne konsultacje nie są standardem. Nie jest nim również ujawnianie wszystkich istotnych dokumentów roboczych czy opinii zgłaszanych przez lobbystów. Nawet w przypadku sporów o zasadność utajniania decyzji i działań

władzy, które bezpośrednio dotyczą obywateli, sądy mocniej wsłuchują się w argumenty państwa, w tajności widząc ochronę interesu publicznego czy bezpieczeństwa. Z drugiej strony polskie państwo chce coraz więcej wiedzieć na nasz temat, coraz głębiej ingeruje w sferę naszej prywatności. I na tym się nie zatrzymuje: informacje o majątku tysięcy osób działających na styku z władzą publiczną – włączając w to strażaków i całą zawodową administrację – mają być jawne i dostępne dla wszystkich zainteresowanych. A jeśli obywatel próbuje w jakikolwiek sposób wpływać na działania władzy, na przykład uprawiając szeroko pojęty lobbing, ma zadeklarować nawet swoje źródła finansowania. Państwo jest z definicji podejrzliwie nastawione do jego celów i intencji, więc sprawdza, samo coraz mocniej chowając się za zasłoną interesu publicznego. Jawność stała się frontem, na którym – przynajmniej w tym momencie – obywatel wyraźnie przegrywa z władzą. Katarzyna Szymielewicz Niezależność To pojęcie na pierwszy rzut oka ma same pozytywne konotacje. Co może być niepokojącego w niezależności – obywateli od władzy, organu, który ma kontrolować, od kontrolowanego, państwa od koniunkturalnie nastawionych polityków czy zewnętrznych nacisków? Teoretycznie jest to wartość, którą warto chronić i wzmacniać. W praktyce niezależność łatwo staje się jednak fetyszem albo orężem politycznym. Czy w ogóle jest możliwa w pełnej, czystej wersji? Czy jednak zwykle będzie oparta na takim czy innym kompromisie, obudowana zastrzeżeniami i procedurami, czy nawet nieco zafałszowana? Niezależność w relacjach władzy to raczej proces niż stan. Ciągłe

83

n116_nowy_wyraz.indd 83

2/28/18 12:53 PM


przeciąganie liny i dążenie do równowagi. Z drugiej strony to także narzędzie kontroli i wykluczenia, przynajmniej na poziomie retoryki. Łatwo uczynić z niej zarzut: obywatele usiłujący wpływać na władzę w demokratycznym procesie czy kontrolujący organ nie są niezależni, a zatem nie należy im ufać. Trudniej wyznaczyć arbitra, który to zbada i oceni. Ostatecznie także jego niezależność może być przecież łatwo zakwestionowana. I tak bez końca, w dążeniu do stanu idealnego, który może być zwyczajnie nieosiągalny. Katarzyna Szymielewicz

szpitala, a dzieci zabrać z przepełnionego żłobka i wynająć dyplomowaną opiekunkę, ale nie zmieni to faktu, że wszyscy Polacy noszą w sercu to samo: rakotwórcze cząsteczki rozpiździelu. Jakub Zgierski Ulica i zagranica Silnie zleksykalizowany rym rządowy. W ciekawy sposób wpisuje się w odwieczną tendencję do uprzestrzenniania i geometryzacji sporu politycznego, której najbardziej klasycznym przykładem jest podział na to, co lewe, kobiece i świeckie oraz na to, co prawe, męskie i święte. Hasło „ulica i zagranica” doprecyzowuje tę dychotomię, dopisując po stronie lewej to, co zewnętrzne (zagraniczne i obecne w przestrzeni publicznej), a po stronie prawej – ruchem dialektycznym – to, co wewnętrzne (krajowe i zamknięte między ścianami). Zgodnie z tym hasłem wnętrza polskich domów, mieszkań, biur i gabinetów szukają konfliktu z demonstracjami, podróżami i językami obcymi. Obiad kontra lunch. Przytulność i smrodek własnych bąków versus chłód zatrutego wiatru wiejącego nad przestworem obcych miast. Podział ten wydaje się klarowny, archetypiczny i propagandowo użyteczny, ale ma jeden martwy punkt. Otóż ulica to, owszem, zewnętrze, ale zewnętrze cywilizowane. Istnieje jeszcze zewnętrze niecywilizowane, pozakulturowe, czyli dominium przyrody. Rządowy rym pozostawia naturę w sferze neutralnej lub raczej: spornej, niejednoznacznie obsadzonej. Można z tego wyciągać różne smutne lub radosne wnioski. Jakub Zgierski

Rozpiździel Abstrakcyjna, niewidoczna, bezzapachowa energia, która przyjmuje płynne i lotne formy materialne, zdolne do wciskania się w każdą możliwą szczelinę. W dawnych czasach rozpiździel materializował się głównie jako błoto, dym kopalniany, śnieg, głód i odgłosy przemocy domowej. Od tamtej pory udało nam się pozbyć śniegu, ale – ponieważ rozpiździel jest jak hydra – w jego miejsce wyrosła święta triada: smog, stres i samochody. Samochody są wprawdzie pojedynczymi, osobnymi ciałami stałymi, ale jeśli spojrzymy z odpowiedniej perspektywy, zauważymy, że łącznie zlewają się w jedną, warcząco-wyjącą, rozgrzaną substancję blacharską, od której jedyną formą ucieczki jest >>walicowanie. Rozpiździel – we wszystkich swoich formach – został objęty przez ustawodawcę specjalną ochroną jako jedyne realne spoiwo polskiej wspólnoty narodowej. Bo tak jak w XVIII wieku polscy oligarchowie grzęźli błocie obok chłopskich furmanek, tak w XXI wieku dzieci polskich oligarchów oddychają tym samym smogiem co dzieci zaWalicowanie dłużonych proletariuszy. Dzięki temu nadal mamy ze sobą coś wspólnego. Wyraz zrodzony kolektywnie przez Oczywiście można uciec od dysfunk- członków fejsbukowej grupy „Święte cyjnej służby zdrowia do prywatnego krowy warszawskie”, która gromadzi 84

n116_nowy_wyraz.indd 84

2/28/18 12:53 PM


rys. Wojtek Kucharczyk

entuzjastów tropienia, piętnowania i karania nieprzepisowo parkujących kierowców – właścicieli SUV-ów spulchniaczy trawników i kombiaków uprzytulniaczy chodników. Jeśli któryś z pasterzy (członków grupy) zauważy krowę (samochód) pasącą się (nielegalnie zaparkowaną) na jednym ze znanych pastwisk (obszarów częstego występowania wykroczeń), to rejestruje ją telefonem i walicuje – to znaczy zgłasza do Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Stołecznej Policji przy ulicy Waliców. Ta procedura to nie tylko legalna, choć czasochłonna alternatywa dla „karnych kutasów” – to także forma obywatelskiego strajku włoskiego przeciwko opieszałości policjantów i strażników miejskich. Ich biurka są coraz bardziej zawalicowane

zgłoszeniami. Ich władza jest coraz bardziej pokłuta zażaleniami. Zasadniczym sensem walicowania jest więc nie tyle poskramianie krów, ile prowadzenie testów przeciążeniowych organów władzy wykonawczej – ich ociężałe cielska albo zaczną się więcej ruszać, albo całkiem zwalą się na zawał. Jakub Zgierski Wstydzenie się przed obcokrajowcami Charakterystyczne dla okresu transformacji naśladownictwo zachodniego stylu życia dowodzi ambicji Polaków wyrażającej chęć dogonienia Zachodu pod względem towarzyszącego mu poziomu komfortu i zamożności – albo przynajmniej wyobrażeń

85

n116_nowy_wyraz.indd 85

2/28/18 12:53 PM


na jego temat. Zjawisko to dobrze wyraziła ewolucja polskiej architektury. W przypadku tej dotyczącej wnętrz widać to było na przykładzie popularności zglobalizowanego stylu kreowanego przez katalogi mebli  IKEA. Z kolei odnośnie do zewnętrza przykładem mogą być do bólu „kapitalistyczne”, sformalizowane typy przestrzeni, z ich najpełniejszą emanacją w postaci budowli ze stali, betonu i szkła, galerii handlowych czy grodzonych osiedli. Polska przestrzeń zurbanizowana w XXI wieku staje się coraz mniej spontaniczna, poddając się licznym procesom nie tylko komercjalizacji, ale i estetyzacji. W przypadku obu tych zjawisk motywację stanowi wola odejścia od przaśności i zacofania jako spuścizny negatywnie postrzeganego realnego socjalizmu. Mechanizm oparty na woli uniknięcia złego wrażenia ze strony najbardziej autentycznego obserwatora, czyli prawdziwego przybysza

ze świata Zachodu, najlepiej widoczny był podczas przygotowań do Euro 2012. Spodziewano się wówczas przyjąć w Polsce setki tysięcy zagranicznych kibiców. Celem prowadzonej w tym czasie estetyzacji miast goszczących piłkarskie mecze było usuwanie wstydliwych reliktów Polski Ludowej, tak aby zatrzeć w oczach turystów jakiekolwiek konotacje z minioną epoką. Paradoksalnie świadczyło to o kontynuacji propagandowych strategii znanych z PRL-u. Reperowano na szybko nierówne chodniki, wymieniano szpetne wiaty przystankowe i pudrowano dworce. Do złudzenia przypominało to wyśmiewany symbol peerelowskiej propagandy – malowanie trawników zieloną farbą przed nachodzącą wizytą partyjnego sekretarza. Łukasz Drozda

nowy wyraz nr 7 autorzy ŁUKASZ DROZDA – politolog i urbanista. Doktorant w Kolegium Ekonomiczno-Społecznym Szkoły Głównej Handlowej, gdzie w Instytucie Gospodarstwa Społecznego prowadzi badania nad wieloczynnikową waloryzacją przestrzeni. Wcześniej studiował w Instytucie Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego oraz na Wydziale Leśnym Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Stały współpracownik „Le Monde diplomatique – edycja polska” oraz stypendysta Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności „PhDo w Stoczni” (2015–2016). Opublikował książki Lewactwo. Historia dyskursu o polskiej lewicy radykalnej (2015) oraz Uszlachetniając przestrzeń. Jak działa gentryfikacja i jak się ją mierzy (2017).

WOJTEK KUCHARCZYK – ogrodnik, muzyk, działacz i raczej postartysta. Akcje w wielu krajach świata, podróże to wyższe dobro. Denerwuje się, gdy widzi, że ludzie nie myślą za bardzo. KATARZYNA SZYMIELEWICZ – absolwentka prawa i studiów o rozwoju, współzałożycielka i prezeska Fundacji Panoptykon, której celem jest ochrona podstawowych wolności wobec zagrożeń związanych z rozwojem współczesnych technik nadzoru nad społeczeństwem. panoptykon.org JAKUB ZGIERSKI – kulturoznawca, pisze artykuły o literaturze, redaguje książki o sztuce i organizuje wydarzenia filmowe. Członek zespołu programowego w Narodowym Instytucie Audiowizualnym.

86

n116_nowy_wyraz.indd 86

2/28/18 12:53 PM


Łukasz Drozda

Dwa tysiące

instrukcja obsługi polskiej urbanizacji w xxi wieku ilustracje karolina wojciechowska

Hasła Biedapiesi, Ekranoza, Wstydzenie obcokrajowcami pochodzą z książki Dwa Leksykon obsługi polskiej urbanizacji w wyd. Fundacja Bęc Zmiana, Warszawa

się przed tysiące. XXI wieku, 2018

Premiera leksykonu zawierającego ponad 100 haseł odnoszących się do materialnego wymiaru przestrzeni zurbanizowanej, procesów społecznych i ekonomicznych, zbiega się z 15. rocznicą uchwalenia Ustawy z 27 marca 2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym.

Patroni medialni:

87

n116_nowy_wyraz.indd 87

2/28/18 12:53 PM


Tworzenie chwi-

Inauguracyjny wykład Jana Sowy Sztuka nie bycia rządzonym, czyli demokracja jako forma życia w cyklu Solidarność 2.0, 16.01.2018, fot. archiwum Biennale Warszawa

88

n116_teksty.indd 88

2/28/18 12:54 PM


lowych społeczności Z Pawłem Wodzińskim i Bartoszem Frąckowiakiem, twórcami koncepcji oraz kierownikami Biennale Warszawa – instytucji powołanej przez stołeczny Urząd Miasta – rozmawia Bogna Świątkowska

89

n116_teksty.indd 89

2/28/18 12:54 PM


BŚ:

PW: BŚ:

PW:

BŚ: BF:

BŚ: BF:

BŚ:

BF:

PW:

BŚ:

Minęły pierwsze miesiące funkcjonowania Biennale Warszawa – niekonwencjonalnej, powołanej przez władze samorządowe instytucji mającej działać przez określony czas i realizującej program wyłoniony w konkursie. Zawiera on wydarzenia łączące formy seminaryjne, artystyczne i społeczno-polityczne. Jakie są waszym zdaniem największe zagrożenia dla tego projektu? Największe zagrożenia wynikają chyba z uwikłania instytucji w bieżące kwestie polityczne. Ale przecież to jest wasz program! Tak, tak. Ale nam chodzi o to, żeby patrzeć na wydarzenia polityczne w sposób bardziej złożony niż ten, jaki proponuje się w polskiej debacie publicznej. Więc nieoczekiwane pojawianie się tematów, które… …nie były przewidziane w waszym programie… …które nie zostały dostatecznie przeanalizowane w debacie publicznej, a nagle wracają w formie, powiedziałbym, prehistorycznej i zdumie­ wającej… …jak na przykład dyskusja wokół ustawy o IPN i antysemityzmu? Na przykład. Jeśli nie uwzględnimy bieżących tematów, które rozpa­ lają opinię publiczną, to lądujemy w niszy. Z drugiej strony, toczenie wiecznych rytualnych wojen kulturowych z prawicą nie za bardzo nas interesuje. Swoją rolę widzimy raczej w wymyślaniu, dyskutowaniu i analizowaniu alternatywnych, pozytywnych programów, rozwiązań, idei i wizji. To wymaga innego rytmu niż bieżąca publicystyka, w której konieczne jest reagowanie na impulsy pochodzące ze sfery publicznej. Paradoks polega jednak na tym, że takie działanie odbywa się nie w bez­ piecznej przestrzeni laboratoryjnej, lecz w środku dynamicznego syste­ mu. To dylematy, które nas zajmują. Ale jesteście też trochę kryci, bo zadeklarowaliście, że przestrzenią, w której będzie się poruszać wasza instytucja, jest przyszłość. No tak, ale chodzi też o to, żeby nie funkcjonować w odklejonym świe­ cie. Naszą strategiczną decyzją jest postawienie akcentu na przyszłość i zajmowanie się przeszłością jedynie o tyle, o ile może to służyć tworze­ niu lepszych wizji przyszłości. Nie chodzi o to, że tematyka historyczna czy pamięciowa jest nieistotna, jednak to perspektywa twórczego pa­ trzenia do przodu jest tym, czego naprawdę brakuje. Wynika to z po­ ważnego deficytu wyobraźni i lęku przed projektowaniem przyszłości. Tym bardziej, że debata publiczna nie proponuje refleksji tego typu. Dość chaotycznie zmienia się pod wpływem rozmaitych impulsów i po­ trzeb świata polityki. Pewne tematy są wywoływane tylko po to, żeby przykryć inne, przekierować uwagę, a nie żeby je porządnie przepraco­ wać, nie mówiąc już o projektowaniu przyszłości. No, ale żeby czytelnicy nie pomyśleli, że przyszłam porozmawiać z politycznym think tankiem, który dla niepoznaki 90

n116_teksty.indd 90

2/28/18 12:54 PM


BF:

BŚ:

PW:

BŚ:

PW:

nazywa się Biennale Warszawa, powołanym przez Urząd Miasta Stołecznego po to, żeby wzmacniać lewicowe, a nawet skrajnie lewicowe postawy wśród mieszkańców Warszawy, to muszę was teraz poprosić o przedstawienie programu. Już wiemy, że interesuje was przyszłość – ale co dokładnie? Zastanawiając się nad tym, jak potraktować zapisaną w ogłoszeniu kon­ kursowym ideę zorganizowania interdyscyplinarnej, międzynarodowej imprezy o charakterze biennale w Warszawie, myśleliśmy między inny­ mi o tym, jak uniknąć zagrożeń, które wiążą się z takim formatem, czyli funkcjonowania w oderwaniu od miasta i jego mieszkańców, wyłącznie w przestrzeni rynku sztuki i idei. Nie chcemy organizować wydarzenia dla wąskiego międzynarodowego grona wyrafinowanych odbiorców sztuki, a w efekcie odwracać się od Warszawy i jej mieszkańców. Zasta­ nawialiśmy się, w jaki sposób można zorganizować biennale w zgodzie z ideą prawa do miasta. Jaka jest relacja pomiędzy tym, co zazwyczaj traktujemy jako biennale – trwającym kilka tygodni wydarzeniem kul­ turalnym – a stałym programem instytucji. Zależało nam na codziennej odpowiedzialności takiej placówki, która wytwarza w trybie ciągłym program badawczo-artystyczny, niezależnie od wydarzenia, jakim jest biennale. W związku z tym podjęliśmy decyzję, żeby trochę zhakować tę formułę i pomyśleć raczej o dwuletnim programie zakończonym czymś, co ma charakter podsumowania, ale nie jest tylko i wyłącznie eventową wyrwą. Przeprowadzacie coś w rodzaju eksperymentu instytucjonalnego. Ani w Warszawie, ani w Polsce żaden samorząd nie powołał jeszcze takiej figury. Tego rodzaju projekty były dofinansowywane w formie grantów dla organizacji pozarządowych – jak realizowane przez nas cykle Synchronizacja. Projektowanie dla przyszłości (2008–2016) czy Wolny Uniwersytet Warszawy (2009–2014). Wasz program siłą rzeczy zawiera treści będące kontynuacją podejmowanych przez nas wcześniej wątków, zresztą w podobnym składzie osobowym. Rzeczywiście powołanie instytucji, która w swojej misji łączy zarówno działania artystyczne, jak i badawcze czy aktywistyczne, jest wyrazem nowego sposobu myślenia o kulturze. Czytając przygotowane przez Biuro Kultury ogłoszenie o konkursie na dyrekcję Teatru „Scena Pre­ zentacje”, byliśmy zaskoczeni radykalizmem ujęcia tematu oraz wyra­ zistym i jednoznacznym językiem, w jakim sformułowano przekaz – jak na warunki polskie było to naprawdę zaskakujące! Teraz musimy tę in­ stytucję stworzyć od zera. Mamy już biuro, w którym możemy działać, mamy małą salę, do której możemy zapraszać… …i wielkie idee. Połączenie działalności badawczej z projektami artystycznymi i re­ komendacjami, które miałyby potem być wdrażane w przestrzeni 91

n116_teksty.indd 91

2/28/18 12:54 PM


BF:

BŚ:

BF:

PW:

BŚ:

BF:

publicznej czy politycznej, jest rzeczą niezwykle trudną. Oczywiście ła­ twiej można tworzyć idee krążące później w debacie; znacznie trudniej jest wymyślić realne działania przekładające się na odpowiednie i stałe funkcjonowanie tych pomysłów w praktyce. Na przykład powoływanie zespołów, w skład których wchodzą badacze, artyści różnych dyscyplin i aktywiści. To są ciała, które muszą najpierw nauczyć się swoich metodologii, wynegocjować wspólny język i znaleźć formułę współpracy, co nie jest łatwe, bo przecież one mają trochę inne cele, inne rytmy, myślenie i metody. Jak postrzegacie rolę sztuki, kultury, performatyki i teatru, z którym jesteście najmocniej związani, w tworzeniu nowych znaczeń? Co jeszcze oprócz znanych już formatów chcecie wprowadzić? Jednym z naszych celów jest myślenie o przyszłości, generowanie po­ zytywnych alternatyw. Sztuka ma możliwość poszerzania granic wy­ obraźni, która jest społecznie sformatowana i ograniczona w zasadzie w każdym wymiarze – społecznym, politycznym i ekonomicznym. Do­ skonale (i lepiej niż inne media) nadaje się do testowania granic naszej wyobraźni i rozszerzania jej. Drugi wymiar wiąże się z wizualnością. Za­ równo sztuki wizualne, jak i sztuki performatywne pozwalają uczynić widzialnym to, co w przestrzeni społecznej czy politycznej jest ukryte, zamazane, niewyraźne, niejasne, celowo maskowane. Nadają się do tego, by pokazywać rozmaite powiązania w rzeczywistości, testować alternatywy w bardzo konkretnych fizycznych, zmysłowych i afektyw­ nych sytuacjach. Poza tym sztuki performatywne oferują coś, czego nie mogą dać inne dziedziny. Nie tylko zwracają się do określonej grupy ludzi, ale tworzą – nie chcę użyć słowa „wspólnota”, bo to nie jest jasne pojęcie – powiedz­ my: chwilową społeczność. A skoro w debacie publicznej rozmawiamy o demokracji, o nowych rozwiązaniach społecznych, to za pomocą sztuk performatywnych możemy je rzeczywiście testować. W galerii jest się samemu wobec dzieła sztuki, w innych dziedzinach odbiór też jest w za­ sadzie zindywidualizowany. Teatr czy szerzej: sztuki performatywne dają szansę tworzenia zbiorowości choćby na chwilę. Wydaje mi się, że stąd bierze się ich popularność w tym konkretnym momencie histo­ rycznym. Jeśli chcemy rozmawiać o nowych formułach społecznych, to właśnie sztuki performatywne i teatr mają do zaproponowania coś, czego nie dają inne dziedziny. W jakim zakresie można używać sztuki do dialogu? Czy jej język nie stanowi jednak bariery? Czy postulat włączenia sztuki do powszechnego użytkowania nie jest niemożliwy ze względu na właściwości narzędzi, jakimi posługują się artyści? Z doświadczenia uzyskanego podczas reżyserowania spektakli i pro­ wadzenia instytucji wiem, że projektowanie różnych cech na odbior­ ców sztuki się nie sprawdza. Są takie sytuacje, gdy jesteśmy absolutnie 92

n116_teksty.indd 92

2/28/18 12:54 PM


zaskakiwani odbiorem. Nagle się okazuje, że spektakl czy wydarzenie, które wydawały się trudno dostępne czy z wysokim progiem wejścia, rezonują z doświadczeniem bardzo szerokiej grupy odbiorców – oni po prostu je rozumieją i sprawiają, że taki spektakl zaczyna żyć w sposób całkowicie autonomiczny. A z kolei coś, co jest pomyślane jako projekt dostępny, teoretycznie bardziej masowy, jakoś uproszczony, nie ma ta­ kiego odbioru. W działalności instytucji chodzi więc raczej o stworzenie mozaikowej struktury, w której poszczególne działania powinny łączyć różne grupy odbiorców i różne klasy społeczne. PW: Pewne oczekiwania zbudowane na bazie postulatów demokratyzacji kultury są rozumiane bardzo dosłownie. Kultura daje mnóstwo możli­ wości, ale stwarza też mnóstwo ograniczeń. Jeśli rozmawiamy o wpły­ wie teatru na rzeczywistość, to mówimy o wydarzeniach, które trafiają do kilkuset bądź kilku tysięcy odbiorców. Siłą rzeczy nie są one szcze­ gólnie demokratyczne w szerokim sensie. Natomiast to nie oznacza, że nie można myśleć o teatrze w sposób demokratyczny, obniżając różne progi wejścia, jak choćby ceny biletów. Warto też zauważyć, że proble­ mem, z którym się mierzymy, jest brak kontentu. BŚ: Słucham? PW: Musimy tworzyć zawartość, kontent. Działamy w takim momencie w historii politycznej, że jeśli nie wytworzymy nowych idei, nowych po­ mysłów, nie wyprodukujemy całego szeregu książek, spektakli i dzieł, które jakoś nazwą rzeczywistość, spróbują uchwycić ją, opisać, pokazać możliwe alternatywy – to nie będzie fajnie. Demokratyzacja to tylko jeden z obszarów działania w sferze kultury. Drugim jest stawianie na­ prawdę ważnych, istotnych i wymagających pytań, które byłyby wyzwa­ niem. Od dłuższego czasu dyskutujemy te dwie kwestie: w jaki sposób mówić uczciwie o tym, co się samemu myśli o świecie, a jednocześnie być otwartym na wiele głosów, po prostu na demokratyczną debatę. BF: Często mówi się o sztuce (także o teatrze), że jest hermetyczna czy nie­ dobra – nie dlatego, że taka jest w istocie, tylko dlatego, że ktoś ma zu­ pełnie inny światopogląd i się nie zgadza ideowo, a nie estetycznie. Ale przekłada różnice ideologiczne na poziom estetyczny. PW: Wydaje się, że „uczestnictwo w kulturze” jest pojęciem dość niejedno­ znacznym. Musimy więc spytać: w jakiej kulturze? BF: Siłą rzeczy każdego dnia uczestniczymy w jakiejś kulturze, no bo wsta­ jąc z łóżka, już jesteśmy w jakiejś części kultury. Tylko pytanie: czy mó­ wimy o kulturze szeroko, w sensie antropologicznym, w którym każdy obszar życia jest związany z jakimiś praktykami kulturowymi, z nada­ waniem sensu swojej egzystencji, z symbolami, z praktyczną interpreta­ cją świata? Czy mówimy o kulturze w sposób wąski, o kulturze w jakimś sensie elitarnej? Dlaczego sam fakt uczestnictwa w kulturze, polegający na czytaniu, oglądaniu czy słuchaniu, miałby być wartością? BŚ: Zajmijmy się zatem demokracją, która jest głównym tematem dyskursywnej części programu Biennale Warszawa, prowadzonej przez Janka Sowę i zatytułowanej Solidarność 93

n116_teksty.indd 93

2/28/18 12:54 PM


BF:

PW:

BŚ:

2.0, czyli demokracja jako forma życia. Program biennale wydaje się repetytorium tego, co się wydarzyło w ciągu ostatnich dziesięciu lat w dyskusjach o demokracji, prawie do miasta i sztuce działającej w przestrzeni społecznej. To jest takie przypomnienie, mocne wydobycie zarówno ludzi, jak i treści, które pojawiały się w ostatnich latach. Może wasze biennale bardziej podsumowuje przeszłość niż projektuje przyszłość? W demokracji chodzi o to, żeby pomyśleć o systemie, w którym obywa­ tele mają poczucie, że mają wpływ na własne życie i świat, są w stanie podmiotowo kształtować swój los i los społeczeństwa, w którym funk­ cjonują. Mieliśmy wykład kurdyjskiej aktywistki Dilar Dirik o Demo­ kratycznej Federacji Północnej Syrii, czyli Rojavie, która jest projektem bardzo aktualnym i dynamicznym. To eksperyment, który toczy się na naszych oczach, i o którym w gruncie rzeczy niewiele wiemy. Kwestia polityczna nie jest wyalienowana ani ograniczona do dokonywanego raz na cztery lata wyboru w ramach przedstawicielskiej demokracji parlamentarnej. Demokracja, tak jak polityka, może być praktykowa­ na każdego dnia w rozmaitych układach, sojuszach i społecznościach. Kształt świata podlega kształtowaniu przez ludzi, którzy w nim żyją. To jest podstawowy problem dzisiejszej władzy: ludzie mają poczucie braku sprawczości. Stąd rodzą się rozmaite populizmy, gra na tym rów­ nież zwrot prawicowy, dający poczucie iluzorycznego wpływu i odwe­ tu. W tym sensie wydaje mi się, że demokracja jest dobrym punktem wyjścia – pewnie nie jedynym możliwym – do myślenia o projektowaniu przyszłości, która byłaby inkluzywna. Program Janka Sowy ma bardzo mocny sens polityczny w kontekście aktualnych wydarzeń związanych ze wzrostem nastrojów autorytar­ nych czy nacjonalistycznych. Przywołuje mianowicie tradycję „Soli­ darności” jako alternatywnej możliwości rozwoju społecznego. Mó­ wiąc wprost: jeśli nie chce się iść w stronę solidaryzmu społecznego, to idzie się w stronę autorytaryzmu; tak wygląda zarysowana przez nas alternatywa. Albo jesteśmy w stanie zapewnić elementarny poziom społecznego solidaryzmu, który zapobiega wstrząsom, napięciom i wybuchom prawicowego radykalizmu, albo mamy do czynienia z au­ torytaryzmem, przeniesieniem się w zupełnie inną przestrzeń politycz­ ną, która jest nacechowana przemocą, agresją, chęcią podboju i walką o własną pozycję. A więc program Janka Sowy jest właściwie kontrpro­ jektem – wychodzimy od „Solidarności”, ale pokazujemy, co oznacza rzeczywista demokracja, a czym jest populizm, który używa jedynie demokratycznych haseł. Wróćmy do początku naszej rozmowy i popatrzmy na Biennale Warszawa jako na instytucję funkcjonującą w łonie Urzędu Miasta, czyli struktury samorządowej. Program, o którym mówicie, jest mocno osadzony w duchu i temperamencie autonomicznej instytucji kultury, która 94

n116_teksty.indd 94

2/28/18 12:54 PM


BF:

PW:

BŚ:

BF:

daje bezpieczeństwo prowadzenia tego rodzaju eksperymentów i tworzy przestrzeń, gdzie wszystko jest umowne. W przypadku sztuk wizualnych takim polem jest galeria, a w przestrzeni teatru – scena. W biennale ta umowność została jednak zdjęta. Jak radzicie sobie z tą sytuacją? Wydaje mi się, że to sytuacja wręcz dla nas wymarzona. To próba unie­ ważnienia tego rodzaju cudzysłowu, który sprawia, że tematy porusza­ ne w obrębie przestrzeni kultury stają się mniej poważne, a pomysły są brane w cudzysłów fikcji. Nasz model instytucjonalny urealnia tę deba­ tę, którą proponujemy jako biennale. Urealnia ją też brak własnej siedziby, jednoznacznie kojarzonej z okre­ śloną dziedziną sztuki lub z określonym rodzajem działalności – my nie mamy ani teatru, ani sceny, ani nawet black boxu, w którym moglibyśmy robić spektakle. Nie mamy też galerii, nie mamy white cube’a. Mamy na­ tomiast budynek, który przez ostatnie lata kojarzony był z działalnością społeczną, bo mieściła się tutaj siedziba Feminoteki. To sprawia, że na spotkania i wykłady przychodzi trochę inna publiczność – i nie jest to publiczność ani teatralna, ani galeryjna, ani warszawski art world. Ten brak przestrzeni działań artystycznych oznacza, że musimy myśleć o mieście jako o naszym polu działania. I dlatego istotnym elementem programu będzie cykl działań społecznych, interwencji miejskich, które przygotowuje Agata Siwiak. W inauguracyjnym wykładzie Janka Sowy, który ze względu nie nieduże pomieszczenie siłą rzeczy dostępny był dla niewielkiej grupy słuchaczy składającej się głównie z osób już przekonanych, bardzo mocno zaznaczona była krytyka elit, a akcent położony był na wyższość mądrości kolektywnej nad indywidualną. Psychologia społeczna zna tylko jedną sytuację, kiedy grupa jest głupsza od jednostki i podejmuje złe, a nawet groźne decyzje. To sytuacja, kiedy proces decyzyjny odbywa się w gronie ufających sobie, wysoko wykwalifikowanych specjalistów z danej dziedziny. Po tamtym wykładzie pomyślałam sobie, że warto mieć to w pamięci w sytuacji dużej koncentracji osób, które ewidentnie tworzą elitę intelektualną tego kraju, znakomicie wykształconą i rozumiejącą się nawzajem, z wyrobionym aparatem krytycznym i skomplikowanym słownikiem pojęć. Czy Biennale Warszawa zachowuje pokorę? W projekty społeczne, które realizuje Agata Siwiak, wciągnięte zostaną różne grupy: dzieci, ośrodki edukacyjne, pedagodzy ze zwykłych przed­ szkoli i szkół publicznych. To grupa, która przychodzi ze swoją wiedzą. Ta wiedza będzie zbierana, przetwarzana i praktykowana. Z niej, rów­ nież z wiedzy dzieci, powstawać mają nowe idee i wizje. Rozmawiamy na temat programu dotyczącego cudzoziemców i imigrantów, ich prak­ tyk kulturowych, sposobu doświadczania miasta i uczestnictwa w kul­ turze zinstytucjonalizowanej. Będziemy ich słuchać i zakładamy, że oni 95

n116_teksty.indd 95

2/28/18 12:54 PM


PW:

BŚ:

BF:

PW:

przyniosą swoje doświadczenia i włożą coś do debaty. Nie zakładamy, że te dyskusje będą miały charakter ekspercki. Ma to być wymiana wiedzy i doświadczeń na innym, bardziej bezpośrednim poziomie. Staraliśmy się skupić wokół nas ludzi, którzy z różnych względów wydają nam się wartościowi, oryginalni, ciekawi w sposobie ujmowania społecznej, politycznej, ekonomicznej i kulturowej rzeczywistości, w której funk­ cjonujemy. Nie jest tak, że Biennale Warszawa to instytucja superpoli­ foniczna, zabiera jednak głos z określonych pozycji światopoglądowych. W nasze działania zamierzamy też włączać na różne sposoby klasę lu­ dową z zamiarem uczenia się od siebie nawzajem, przekazywania sobie doświadczeń. A ja nie uważam się za reprezentanta elit. O instytucjach kultury myśli się, na zasadzie przyzwyczajenia, w kategoriach arystokratyzmu. Ale to nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Jesteśmy „wywłaszczonymi” elitami, panami bez ziemi, od trzydziestu lat walczącymi o uznanie. Wpływ świata kultury na rzeczywistość w tej chwili naprawdę nie jest duży. Między innymi dlatego nastąpił zwrot w stronę użytkologii, bę­ dący wynikiem poszukiwania możliwości wpływania na rzeczywistość. My nie chcemy funkcjonować tylko w przestrzeni estetycznej, chcemy coś znaczyć. A chcemy coś znaczyć dlatego, że mamy poczucie, że kul­ tura znaczy coraz mniej. Choć oczywiście jest mi bardzo miło, że pol­ ska radykalna prawica tak docenia kulturę i jej rolę że składa pozwy do prokuratury z powodu wydarzeń kulturalnych. Moim zdaniem skądinąd przecenia jej znaczenie w tej kwestii. To pomaga w weryfikacji wyobrażeń, które kultura produkuje na temat własnego wpływu na rzeczywistość – o tym, kto uczestniczy w kulturze, na jakiej zasadzie, i co my w niej robimy. W tej kwestii nie mamy złudzeń. Z jednej strony, na poziomie rozpozna­ nia, trzeba zachować dużo pokory. Z drugiej strony wydaje mi się, że ta pokora nie może nas ograniczać i wstrzymywać przed projektowaniem, przed rozszerzaniem granic, przed formułowaniem odważnych wizji. Ta odwaga jest niezwykle ważna. Jeden ze sloganów głosi, że należy się wkomponować w oczekiwania odbiorców. Gdybyśmy myśleli tylko w ten sposób, powielilibyśmy stra­ tegię Silvio Berlusconiego, który w słynnym wystąpieniu do swoich pra­ cowników stworzył figurę pracownika wklęsło-wypukłego. Tłumaczył: „Jeśli klient jest wypukły, to wy musicie być wklęśli, a jeśli klient jest wklęsły, to odwrotnie”. Nie o takie działanie nam chodzi, nie o taką relację.

Transkrypcja: Janina Zakrzewska

96

n116_teksty.indd 96

2/28/18 12:54 PM


PAWEŁ WODZIŃSKI – dyrektor Teatru „Scena Prezentacje” oraz Biennale Warszawa, reżyser teatralny. Debiutował w Teatrze Dramatycznym w Warszawie przedstawieniem Woyzeck w 1992 roku. W 1998 roku założył Towarzystwo Teatralne, głoszące idee teatru społecznie zaangażowanego. Pełnił funkcje między innymi: dyrektora Teatru Polskiego w Poznaniu, dyrektora programowego 5. Międzynarodowego Festiwalu Polskich Sztuk Współczesnych R@PORT w Gdyni i dyrektora Teatru Polskiego w Bydgoszczy. W ostatnich sezonach zrealizował spektakle: Ifigenię (2014), Thermidora (2014), Samuela Zborowskiego (2015), Grona gniewu (2016) oraz Solidarność. Rekonstrukcja i Solidarność. Nowy projekt (2017). Jest autorem blisko 40 scenografii. Pisze teksty teoretyczne i felietony.

BARTOSZ FRĄCKOWIAK – zastępca dyrektora Teatru „Scena prezentacje” oraz Biennale Warszawa. Reżyser teatralny, dramaturg, kurator i producent. Reżyser wielu przedstawień, między innymi Komornicka. Biografia pozorna (2012); W pustyni i w puszczy. Z Sienkiewicza i z Innych Weroniki Szczawińskiej i Bartosza Frąckowiaka (2011); wykładu performatywnego Sztuka bycia postacią (2012), Afryki Agnieszki Jakimiak (2014), Granic Julii Holewińskiej (2016) i ostatnio Workplace Natalii Fiedorczuk (2017). Dyrektor programowy HOBO Art Foundation, kurator między innymi Wykładów performatywnych (z Fundacją Bęc Zmiana, 2012). Publikował w prasie teatralnej i społeczno-kulturalnej („Dialog”, „Didaskalia”, „Krytyka Polityczna”, „Teatr”). Biennale Warszawa, Mokotowska 29a, Warszawa Program na marzec-kwiecień to m.in. 6.03 spotkanie z Georgiem Blokusem i Niną Paszkowski ze Szkoły Politycznej Nadziei z Kolonii, 17.03 wykład Sztuka jako uwspólnienie i kompatybilność Stephena Wrighta, autora W stronę leksykonu użytkowania, 5.04 wykład Moniki Kostery Do czego może się przydać anarchistyczne zarzą­dzanie? https://biennalewarszawa.tumblr.com

97

n116_teksty.indd 97

2/28/18 12:54 PM


Rzeczy, które robimy razem, uczWystawa i działania Gotong Royong, Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie 2017, fot. Bartosz Górka

98

n116_teksty.indd 98

2/28/18 12:54 PM


ąc się ich nawzajem we wspólnym działaniu O pożytkach z wnikania w różne kultury na przykładzie indonezyjskich pojęć, z których powinniśmy robić użytek, piszą Marianna Dobkowska i Krzysztof Łukomski, kuratorzy serii zdarzeń dostępnych w ubiegłym roku w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie jako wystawa Gotong Royong 99

n116_teksty.indd 99

2/28/18 12:54 PM


ARISAN Indonezyjska instytucja kultury zrzuty*. Chodzi o grupy liczące od kilkunastu do kilkudziesięciu osób, przede wszystkim kobiet, rzadziej mężczyzn, spoty­ kających się w określonych interwałach czasowych, by spędzić ze sobą czas, poplotkować i zebrać do wspólnego „banku” indywidualny wkład finansowy. Z tak bezpodatkowo wniesionych składek uczestniczek i uczestników powstaje fundusz kredytowy, z którego środki wypłacane są albo w określonych sytua­ cjach najbardziej potrzebującej osobie, albo w innej wersji po prostu cyklicznie – na przykład przez jedenaście miesięcy wpłacasz, a w dwunastym otrzymujesz całą pulę**. Fundatorki i fundatorzy mogą być pewni, że to, co wpłacili, wróci do nich w postaci sumy wszystkich składek, kiedy staną przed jakimś ważnym za­ kupem czy na przykład remontem domu. Praktyki arisan ulegają stopniowym modyfikacjom i pewnej komercjalizacji. Składki nierzadko służą zaspokojeniu potrzeb wyraźnie konsumpcyjnych, a niektóre metody wywodzące się z tradycji arisan wykorzystywane są też w „bankach pożyczek” wyraźnie oprocentowa­ nych. Te praktyki są jednak przejawem ludowej tradycji, która przetrwała wiele lat, w tym kolejne brutalne transformacje ustroju politycznego; stanowią wyjąt­ kowy przykład pragmatycznej samoorganizacji. DOBRA ROBOTA W głośnej książce Ethics of Craftsmen (Etyka dobrej roboty***) amerykański ba­ dacz kultury i socjolog Richard Sennett przytacza historię rzemieślnictwa i ta­ lentów, czyli cech potrzebnych do wykonywania działań w sposób, który współ­ cześnie określamy mianem „profesjonalnego”. Za hasłem „dobra robota” kryje się podświadome marzenie o powrocie do „dawnego rozdania” cech, umiejęt­ ności i nieco idealizowanych praktyk wspólnotowych – w tym wspólnoty dzia­ łania i myślenia. Widać to wyraźnie, zwłaszcza gdy patrzy się na wszechobecne dziś „nieudactwo”, niedokańczanie rozpoczętych działań i bylejakość w wielu dziedzinach życia i pracy. Współistnieją one w przestrzeni postkapitalistyczne­ go układu współrzędnych, coraz częściej opartego na substytutach komunikacji i imbecylizacji rozumienia sensu pracy w ogóle. Zanik „etyki dobrej roboty” w przestrzeni kultury i edukacji artystycznej obserwujemy już od lat, od kiedy spora grupa reprezentantów „młodego poko­ lenia” twórców rości sobie pretensje do przyspieszonego zaistnienia w duchu sloganu, że „nieważne, co o nas piszą, byle pisali dużo”. A zatem – inaczej niż

***

***

***

„Zrzuta” to zbiórka między sobą pieniędzy na wspólne bytowanie, jedzenie, podróże, mieszkanie, ale też na materiały do realizacji projektów artystycznych – definicja za prze­ wodnikiem po dokonaniach niezależnego środowiska artystycznego, współpracującego ze sobą w latach 1981- 1987, nazwanych w 1984 przez Jacka Jóźwiaka terminem „Kultura Zrzuty”, http://kulturazrzuty.pl „Oszczędzanie oraz kredytowanie na zasadach grupowych znane jest od wielu lat i identy­ fikowane między innymi z susus w Ghanie, chit funds w Indiach, tandas w Meksyku, arisan w Indonezji, cheetu na Sri Lance, tontines w Afryce Zachodniej czy pasanaku w Boliwii oraz wieloma innymi grupami wspólnego, zbiorowego oszczędzania i kredytowania na całym świecie”; Przemysław Pluskota, Geneza i rola mikrofinansów we współczesnej gospodarce, „Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Szczecińskiego” 2011, nr 63. Richard Sennett, Etyka dobrej roboty, przeł. Jan Dzierzgowski, Warszawa 2010.

100

n116_teksty.indd 100

2/28/18 12:54 PM


Tita Salina i Irwan Ahmett, twórcy diagramu opisującego znaczenie gotong royong, Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie 2017, fot. Bartosz Górka

u dawnych twórców – suma doświadczeń tworzy wiedzę i praktykę, a także de­ cyduje to tym, czy ktoś „zostanie zauważony” dzięki tym właśnie doświadcze­ niom i praktykom. Jednak w dobie pośpiechu i przyjmowania słownika korpora­ cyjnych zależności pragnienie natychmiastowej akceptacji przez „tych, którym się udało” lub spoufalanie się z „tymi, którzy coś mogą” oraz chęć czerpania konkretnych przywilejów z tego tytułu przypomina w istocie każdą nerwicę, która w jednej z klasycznych definicji opisywana jest jako konflikt między pożą­ daniem a niemożliwością jego realizacji. Nie ma się co dziwić reprezentantom najmłodszego pokolenia, rozwijającym się wśród pułapek współczesności, nad­ miaru substytutów komunikacji i koncentracji kapitału. Obserwują oni stop­ niową zamianę pejzażu romantycznego (związanego z „pracą”) w krajobraz typowo rynkowy: rywalizacji o zarobki, pozycjonowania swoich fałszywych wyobrażeń i odgrywanych ról (profili), a także bycia wciąganym w iluzje „no­ wych możliwości” neoliberalnych strategii wielkich korporacji. Są one stosowa­ ne bezrefleksyjnie także w świecie sztuki – tym samym, który niegdyś oferował alternatywę wobec wymienionych modeli. Jak zauważa Sennett, słowo career w języku angielskim z początku oznaczało po prostu lepiej utwardzoną drogę, którą mogły poruszać się powozy, zastępu­ jącą wcześniejszą drogę gruntową. Nowe możliwości techniczne i innowacyj­ ne materiały zaczęły zwyczajnie lepiej się sprawdzać i dzięki ich zastosowaniu droga mogła więcej wytrzymać i dłużej służyć użytkownikom. Tę metaforę możemy odnieść także do twórczości: nie da się przyspieszyć czasu, który po­ trzebny jest na „ulepszenie” drogi, robiąc przeskok czasowy jak w literaturze 101

n116_teksty.indd 101

2/28/18 12:54 PM


science fiction. Etyka dobrej roboty w odniesieniu do kultury oznacza procesu­ alne i długotrwałe zbieranie doświadczeń, rozwijanie umiejętności i wiedzy, a także zerwanie z koniecznością „rozpychania się łokciami”. Gotong royong W języku bahasa Indonesia wyrażenie to oznacza wspólną sprawę. Określa se­ rię działań i zachowań służących jednoczeniu sił dla osiągnięcia określonego celu. Opisowo możemy to przedstawić jako „rzeczy, które robimy razem, ucząc się ich nawzajem we wspólnym działaniu”. Jest to pewna filozofia i metodyka pracy znana w kulturach wielu wysp archipelagu już od setek lat, choć według niektórych badaczy kultury Indonezji pojęcie to w obecnej formie pojawiło się dopiero w momencie proklamowania republiki. Od razu zaczęło służyć poli­ tyce tworzenia nowej tożsamości narodowej, okraszonej dziś hasłem promu­ jącym indonezyjską turystykę: „Jedność w wielości”. W tych dwóch słowach: GOTONG i ROYONG zawiera się złożona metodologia organicznej i niezinsty­ tucjonalizowanej samoorganizacji, charakteryzująca się niehierarchicznością relacji, spontanicznością i dobrowolną współodpowiedzialnością zaangażowa­ nych osób. By wyjaśnić zasady tej etyki na prostym przykładzie, możemy wyobrazić sobie typową dla współczesnej Indonezji sytuację z życia codziennego na ja­ wajskiej prowincji. Droga prowadząca do osiedla domów ucierpiała w wyniku silnych ulew. Mieszkańcy posesji, nie mając do kogo się odwołać i poprosić o pomoc, bo ani skorumpowane instytucje na poziomie centralnym, ani lokal­ ne urzędy i tak by nie wsparłyby takiej inwestycji, sami organizują naprawę. Ze składek kupują materiały, biorą łopaty i zasypują wyrwy w jezdni. Nie do końca pewni, jak to robić, podpytują się nawzajem. Podczas licznych przerw w tej sąsiedzkiej samopomocy ludzie ci dowiadują się przy okazji, co słychać u sąsiadów, co chcą robić ich dzieci, kiedy dorosną, albo co zmieniło się w ich domach po remoncie – mają dość czasu, by zająć się zarówno naprawą drogi, jak i wymianą uprzejmości, poglądów czy prostych wiadomości. Komunikując się ze sobą podczas wspólnej pracy, tworzą podstawę wzajemnego funkcjono­ wania, wspierasz ich, kiedy możesz, a oni wesprą kiedyś ciebie i dzięki temu utrzymuje się status quo wspólnoty. To znane od wieków i mocno obecne w indonezyjskiej tożsamości hasło (i styl społecznego współżycia) w ostatnich latach było wielokrotnie zawłasz­ czane dla różnych celów. Mogły one być polityczne – reżim III Republiki używał go jako pożywki do mitologizowania potrzeby wprowadzenia „nowego ładu”, który jednak poza byciem „nowym” miał także czerpać z niektórych dobrych i sprawdzonych tradycji. Miewały też komercyjny wydźwięk – jak na przykład hasło reklamowe „Gotong royong – wspólna sprawa”, używane przez producen­ tów telefonów komórkowych wyposażonych w aparaty fotograficzne z dodat­ kowymi „upiększającymi” modela funkcjami autoportretowania; miało ono za­ chęcać do wykonywania grupowych zdjęć, nazwanych w angloindonezyjskim slangu paradoksalną zbitką: selfie together. To skądinąd znakomita alegoria praktyk nakierowanych na konsumentów we współczesnej postinternetowej rzeczywistości w całej Azji. 102

n116_teksty.indd 102

2/28/18 12:54 PM


Podczas wystawy-spotkania i programu publicznego, jaki zorganizowali­ śmy w Zamku Ujazdowskim w 2017 i na początku 2018 roku, dwójka artystów z Dżakarty – Tita Salina i Irwan Ahmett – dokonała dekonstrukcji tytułowego wyrażenia Gotong Royong, pokazując jego historyczne konteksty i współczesne referencje. Fotografia powstałego wówczas ściennego diagramu jest zatem naj­ lepszą i wyraźnie autorską ilustracją omawianego pojęcia. Kontynuaż Przyjęło się, że wystawy, wydarzenia, a także prezentacje efektów warszta­ tów artystycznych, rezydencji i projektów (nadużywanie tego słowa w opisie „świata sztuki” jest o tyle paradoksalne, że „projekt” oznacza przecież coś, co wcale nie musi powstać) mają swój wernisaż, a niekiedy także finisaż. W owym świecie sztuki, czyli złożonym układzie wzajemnych zależności, koterii i inte­ resów opartych na skrajnym indywidualizmie oraz lepszych czy gorszych czysto ludzkich relacjach – często wielowarstwowych i skomplikowanych – wernisaż zaczął pełnić rolę koktajl-party, „targu próżności”, podczas którego najczęściej „załatwia się sobie” jakiś rodzaj intratnego dealu na przyszłość lub określa zasa­ dy bieżącego funkcjonowania w tym układzie. Wernisaże w zasadzie przestały mieć jakikolwiek związek z prezentacją sztuki, która stała się raczej dodatkiem do spotkania między „profesjonalistami”. Sztuka może więc w takiej sytuacji co najwyżej cieszyć publiczność, a dla artystów sam wernisaż staje się coraz częś­ ciej stresującą koniecznością. Obserwując coraz bardziej wyrafinowane gry uczestników wernisaży, patrząc na spektakle wyuczonych zachowań i sposoby prowadzenia rozmowy między reprezentantami „branży”, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że przynajmniej stają się w tych grach coraz lepsi. Jednocześnie można dostrzec, że na wernisażu robią oni wszystko, byle tylko nie obejrzeć wystawianych prac, a najlepiej w ogóle nie zajmować się sztuką. Jakiś czas temu, na wernisażu w jednej z najsłynniejszych i najlepiej radzą­ cych sobie na rynku sztuki berlińskich galerii, Artystka, której wystawę właś­ nie otwierano, nawet nie pojawiła się publicznie przed gośćmi. Pozostawała w ukryciu w rozbudowanym gabinecie-biurze, w którym od razu, od pierwszych minut otwarcia, spotykała się z możnowładczymi kolekcjonerami i za pośredni­ ctwem gallery attendants dokonywała sprzedaży dzieł. Jak twierdziła na impre­ zie powernisażowej, „pojawić się nie musi, po to, by ją ktoś oglądał”. Finisaż najczęściej oznacza imprezę podsumowującą długotrwałe projekty artystyczne lub takie, które w założeniu mają procesualny charakter i których efekty mogą zostać zaprezentowane w pełni dopiero na koniec. Znamy też fini­ saże odbywające się dlatego, że autorzy wystawy po prostu „nie zdążyli z werni­ sażem”, choć to akurat można zrzucić na karb sytuacji codziennych i losowych zdarzeń, kiedy „czynnik ludzki” odmówił posłuszeństwa. Zamiast świętować początek działania, można wtedy zaprosić swoich gości na celebrację finału i uwalniając się od wszelkich konieczności, zawołać: „We did it, it’s done!”. Pojęcie kontynuażu zrodziło się naturalnie w ostatniej fazie prac nad roz­ budowanym programem wystawy-spotkania Gotong Royong. Rzeczy, które robimy razem, z udziałem grupy aktywistów i twórców działających w ramach projektu. Wystawa była tylko częścią całego założenia, układu odniesień i sił, 103

n116_teksty.indd 103

2/28/18 12:54 PM


bogatego w doświadczenia ludzi ją współ­ tworzących. Były one znacznie ciekawsze, niż można to było wyrazić, stosując wyświechtane zasady praktyki kuratorskiej, czyli „robienia wystawy”, która byłaby ilustracją pewnych tez i pojęć wybranymi dziełami artystów. Częścią owej praktyki jest także nadawanie znaczenia prezentowanym pracom poprzez paraliżują­ ce czytelników teksty pisane wykluczającym, niezrozumiałym metajęzykiem. Ryzyko zwią­ zane z pewną egzotyzacją tytułowego pojęcia wystawy, jak i zachwytem nad przerysowany­ mi przykładami, wyrwanymi z oryginalnego kontekstu i przeniesionymi „z daleka” (z In­ donezji, Brazylii, USA, Ukrainy czy Meksyku), postanowiliśmy zbalansować, odnajdując po­ dobne praktyki z Polski. Zapraszaliśmy rów­ nież twórców i twórczynie oraz gości wystawy do działań, które wykraczały poza formułę „kalendarza wydarzeń”, doprowadzając do rzeczywistych spotkań ludzi, a nawet nawią­ zania dłuższych znajomości i pobudzania złożonych emocji (wbrew cynizmowi starych expo-konceptualistów, uznających na przy­ kład opowiadanie o uczuciach pobudzonych udziałem w wystawie sztuki za „banalną” wymianę emocji w kontrze do poważnego, in­ telektualnego dyskursu). Wiele z aktywności i powstałych spontanicznie sytuacji, które po­ ruszały nas i bezustannie uczyły podczas tych miesięcy konstruowania programu, pozostało w sferze działań lokujących się „poza zasięgiem wzroku”, niezdefiniowanych i niewyrażonych wprost. To dlatego kontynuaż – zakładający w swej istocie ciąg dalszy – wydaje się jedynym właściwym wyrażeniem na określenie złożonej dramaturgii ostatniego wydarzenia z przygotowanego programu działań, kiedy to wiele rzeczy uzyskuje wyjątkową intensywność i wyrazistość. Zawiera w so­ bie także obietnicę dalszego ciągu zdarzeń. Chodzi mianowicie o założenie, że mimo pewnego zamknięcia zapisanego w kalendarzu, wiele z zainicjowanych praktyk i relacji może trwać dalej, pozainstytucjonalnie i w pewnej ekonomii przyjaźni – jako naturalna część procesu. Nonkrong Każdy podróżny przybywający do Indonezji już w pierwszej chwili po wyj­ ściu z lotniska musi zmierzyć się z dwiema mocami: niezwykłym upałem zmieszanym z wysoką wilgotnością powietrza i zapachem goździkowych pa­ pierosów. Palenie papierosów w wielu kulturach jest aktywnością grupową, 104

n116_teksty.indd 104

2/28/18 12:54 PM


Wystawa i działania Gotong Royong, Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie 2017, fot. Bartosz Górka

105

n116_teksty.indd 105

2/28/18 12:54 PM


jednak w Indonezji rytuał ten ma wyjątkowy charakter społeczny. Wiąże się to z pewnym tradycyjnym sposobem spędzania czasu, określonym przez pojęcie nongkrong, oznaczające pozytywne „nic nierobienie”. W miastach i miastecz­ kach archipelagu często spotkać można grupy ludzi, którzy siedzą na ziemi, na krawężniku, przed domem, na ramie skutera czy na podłodze sklepu i pozornie bezproduktywnie spędzają ze sobą czas. W tradycji jawajskiej nongkrong wią­ że się z paleniem kretków, czyli tradycyjnych goździkowych papierosów, oraz rozmową o wszystkim i o niczym. Nongkrong trwa w czasie i nie jest w żaden sposób ograniczony. Kucanie lub siedzenie na podłodze, na ziemi, blisko grun­ tu ogranicza mobilność i naturalnie wprowadza cielesną horyzontalność, która prowokuje również horyzontalność relacji. Wśród metod nonviolent resistance (oporu bez przemocy) znajdują się protesty typu sit-in, polegające na biernym siedzeniu w miejscu. W Indonezji praktyki nonkrong są w pewnym sensie także wyrazem sprzeciwu wobec efektywności pracy lub sprzeciwu w ogóle, co w cza­ sach kolonialnych nierzadko doprowadzało do wrzenia. Farmerzy robili sobie wielogodzinne przerwy, a holenderscy „panowie” plantacji nie mogli na to nic poradzić. We współczesnej Indonezji tradycja nongkrong może być porównywana do amerykańskiego hang out, jednak to ostatnie, już na poziomie języka, zawiera jakiś rodzaj out – rezultatu, efektu działania. Tymczasem w nongkrong bezce­ lowość i niejako antykapitalistyczna „nieefektywność” wpisana jest w zasadę „niedziania się”. Co szczególnie paradoksalne, w okresie kapitalistycznego re­ żimu Suharto, kiedy Indonezja była mocno zależna od gospodarki i wymiany ekonomicznej ze Stanami Zjednoczonymi (a co za tym idzie, w okresie pom­ powania w kulturę popularną behawioralnych wzorców z Ameryki Północnej, na przykład dzięki rozrywkowemu filmowi telewizyjnemu Catatan si Boy, który promował pewien typ zachowań konsumenckich) Nyantai, czyli „wyluzowani” przedstawiciele prekariatu uprawiający nongkrong, zaczęli się tłumnie zbie­ rać w centrach handlowych, powstających już wówczas w wielkich miastach. Choć w kulturze zachodniej konsumpcji w przestrzeniach handlowych także spotyka się „nic nierobiących” ludzi, sprytne działania marketingowe i stra­ tegie promocji zwykle doprowadzają ich do jakiejś transakcji i zakupu czegoś. Czegokolwiek. Budząca się powoli machina konsumpcyjna w Indonezji połowy lat 80. XX wieku próbowała w ten sposób skomercjalizować „nic nierobienie”. Tymczasem dziś, po kilkudziesięciu latach od tych pierwszych prób, indonezyj­ ska popkultura usankcjonowała „nicnierobienie” jako jeden z podstawowych sposobów spędzania czasu, co niejednokrotnie doprowadza do sytuacji rodem z flashmobów. Kiedy pewnego dnia w jednym z największych centrów handlo­ wych w Hongkongu indonezyjscy migranci spotkali się, by celebrować swoje narodowe święto, właściciele mallu mogli tylko liczyć straty, widząc, że tysiące osób najzwyczajniej siedzą na podłodze i nic nie kupują, a jedynie rozmawiają i dobrze się bawią oraz że nie da się ich przepędzić; w pewnym sensie przeszka­ dzali oni innym klientom w konsumpcyjnym well-being. W najnowszej historii Indonezji podobny los spotkał amerykańską sieć skle­ pów Seven Eleven (7/11), która promowała się hasłem: „Możesz spędzić u nas tyle czasu, ile zapragniesz, mając do dyspozycji darmowe wifi i niedrogą kawę”. 106

n116_teksty.indd 106

2/28/18 12:54 PM


Wystawa i działania Gotong Royong, Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie 2017, fot. Bartosz Górka

Atong, czyli „dzieci nicnierobienia” (od indonezyjskiego Anak tongkrongan), tłumnie i konsekwentnie odpowiedzieli na zaproszenie. W stosunkowo krótkim czasie franczyzowe sklepy 7/11 zaczęły gościć tysiące klientów, którzy spędzali tam wiele godzin, popijali jedną kawę i korzystali z internetu, nie kupując przy tym nic innego. Globalnego giganta handlowego pokonało złudzenie spodzie­ wanego „szybkiego zysku”, oparte na wierze w marketingowe chwyty i połą­ czone z przekonaniem, że konsumpcja jest zjawiskiem globalnym i wszędzie przybiera podobne formy. Trawienie Długotrwałe procesy twórcze i edukacyjne są poniekąd zbliżone do trawienia pokarmów. Zaczynamy od gromadzenia składników, które później odpowied­ nio zestawiamy i przygotowujemy. Tradycyjne credo francuskich kucharzy gło­ si, że potrawa jest dobra wtedy, kiedy wyczuwa się w niej wszystkie składniki naraz, ale zarazem można zdefiniować jej wyjątkowy smak jako całości. Przez trawienie rozumiemy też kolejne etapy akcji i reakcji, refleksji i reedycji, bu­ dowania doświadczeń i zbierania ich sumy. Tworzenie wystawy, która nie jest tylko zbiorem gotowych „produktów” dobranych do ekspozycji, „jak z przepi­ su” i programu publicznego, gdzie każdy kolejny element dostarcza nowego kontekstu i punktu widzenia, wymaga zaangażowania i czasu do namysłu. Odwracając przyzwyczajenia odbiorców ekspozycji w wielkich instytucjach, namawiając ich do czynnego udziału we współtworzeniu wystawy i odbywa­ jącego się w jej przestrzeni programu, dajemy im możliwość bezpośredniej 107

n116_teksty.indd 107

2/28/18 12:54 PM


Wystawa i działania Gotong Royong, Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie 2017, fot. Bartosz Górka

partycypacji, przemiany z widza w uczestnika. Uruchamia się wówczas ważny proces uczenia się i oduczania: reagowania na bieżąco na nieprzewidywalny wcześniej rozwój sytuacji i traktowania błędów – tak samo jak sukcesów – jako naturalnych etapów. Zebrane materiały oraz doświadczenia zarówno twórców, jak i uczestników, mniej lub bardziej przygotowanych do współtworzenia tak rozumianego przedsięwzięcia, mogą później służyć pogłębionej refleksji i opra­ cowaniu tekstów powstałych nie przed, lecz po zakończeniu jakiejś części pro­ gramu. Umożliwiają też sieciowanie kontaktów, które w szczery sposób naro­ dziły się w trakcie tych spotkań i działań. u-jazdowski.pl/projekty/gotong-royong

108

n116_teksty.indd 108

2/28/18 12:54 PM


Marianna Dobkowska – kuratorka rezydencji, projektów i wystaw, redaguje i projektuje publikacje oraz zarządza realizacją nowych prac artystycznych. Od 2004 roku członkini zespołu programu rezydencji (do 2017 AIR Laboratory) w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie. Kuratorowała i współkuratorowała projekty takie jak: Public AIR, We’re Like Gardens, Porthos i Akcja PRL, które były realizowane w przestrzeni publicznej i zakładały aktywny udział publiczności. Wraz z Krzysztofem Łukomskim kuratorowała projekt Social Design for Social Living (2015–2016) zakończony wystawą w Galerii Narodowej Indonezji w Dżakarcie. Podczas pobytów w Indonezji badała obszar wrażliwych społecznie i politycznie praktyk artystycznych oraz zgłębiała metody pracy jawajskich kolektywów.

Krzysztof Łukomski – badacz i kurator wydarzeń artystycznych. Zajmuje się edukacją artystyczną, uczy w Katedrze Intermediów Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu i prowadzi warsztaty w School of Form. Współpracownik Szkoły Nauk Praktycznych. Skupia się na nowych metodologiach zorientowanych na proces. Razem z Marianną Dobkowską pracował nad dwiema wystawami i programami w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie – Gotong Royong. Rzeczy, które robimy razem i Social Design for Social Living. Interesuje się interdyscyplinarnymi i performatywnymi doświadczeniami w sztuce współczesnej i designie społecznym, a także wspólnotowymi praktykami artystycznymi. Jedna ze zorganizowanych przez niego prac zbiorowych była oficjalną częścią programu Triennale w Katmandu w 2017 roku. Jako podróżnik i badacz skupia się głównie na zbieżności nowych metodologii edukacji artystycznej i psychologii recepcji sztuki, projektowaniu komunikacji i mobilności artystów.

109

n116_teksty.indd 109

2/28/18 12:54 PM


Pantero

Benedito Calixto, Evangelho nas Selvas, 1893, źródło: wikimedia.commons.org

110

n116_teksty.indd 110

2/28/18 12:54 PM


-chłop

Michał Mądracki jedzie do Brazylii w poszukiwaniu śladów Nowej Polski, by zrealizować projekt łączący fakty, fikcję i fantazję.

111

n116_teksty.indd 111

2/28/18 12:54 PM


W 2003 roku spotkałem w Paryżu pochodzącą z Gujany Francuskiej transsek­ sualną gwiazdę estrady lat 80. Jenny Bel’Air, która przepowiedziała mi z kart, że w Brazylii jest słońce, którego szukam. Brazylijski sen drzemał we mnie przez lata, aż wpadłem na trop marzeń o zamorskiej wolności Polaków. Panterochłop ma dwa główne źródła inspiracji: literackie oraz historyczne. Oby­ dwa, na swój własny sposób, dotykają problemu obcego / dzikiego oraz dyle­ matu – przede wszystkim moralnego, i jakże współczesnego – spotkania i zde­ rzenia cywilizacji. Oba z różnych perspektyw obrazują proces kolonizacji pod wspólnym wszystkim czasom mianownikiem: przestrzeni, ducha i ciała. Na każdym z tych odcinków ścierają się cywilizacje, tocząc nieprzerwane wojny, a polem walki – jak zawsze – jest egzystencja i wolność człowieka rzuconego w obcy świat. Punkt wyjściowy pracy stanowi rozdział mojego debiutu literackiego pt. Chciałko, zatytułowany Panterochłop (opublikowany w piśmie „Twórczość” 2015, nr 9). Główny bohater opowiadania, samotny młody intelektualista, na drodze swojej egzystencjalnej odysei, czyli spaceru, spotyka podmiejskiego chłopa, który zmuszony złą sytuacją gospodarczą, ale też własną chciwością, nabywa zdolności przemiany w panterę, polując po nocach w pobliskich lasach na każ­ dą, nawet ludzką, zwierzynę. Groteskowa w formie fabuła zderza ze sobą wizerunek, czy raczej mitologię polskiego chłopa z magiczną wizją dzikości – dżungli i zamieszkujących ją pry­ mitywnych ludzi oraz niebezpiecznej fauny. Dokumentalizm obserwacji zde­ rzony jest tutaj z archaicznym kostiumem języka i postaci, będąc w efekcie zapisem procesu transformacji, gdzieś pomiędzy reportażem i baśnią; prozą, poezją i muzyką; hybrydą natury i kultury, istniejącą w odległych – a często też dobrze zapoznanych – rejonach ludzkiej wyobraźni. Poszukiwania historyczne zainspirowane matrycą literacką zaprowadziły mnie w stronę polskiego kolonializmu zamorskiego oraz dziewiętnastowiecznej idei Nowej Polski. „Szalona”, czy też „niemożliwa” w realizacji, z punktu widzenia nadwiślańskiego kraju, wizja podboju zaoceanicznych terytoriów Ameryki Łacińskiej była żywo dyskutowaną, a także praktycznie wprowadzaną w ży­ cie opcją odrodzenia narodu polskiego, od drugiej połowy XIX wieku do lat 30. XX stulecia. Jedną z pierwszych kolebek polskości na odległym kontynencie, terenem wybranym pod przyszłą Nową Polskę, miały być południowe rubieże brazylijskiego stanu Parana. W dwóch falach tzw. brazylijskiej gorączki emigracyjnej (pierwsza fala w latach 1890–1894; druga 1914–1920) do brzegów Brazylii przybyło około 200 000 pol­ skich osadników. Zdecydowaną większość przybyszy stanowili chłopi. Skusze­ ni rajską wizją Nowego Świata przez agentów kolonizacji, pozbawieni dobytku i wiedzy na temat przyszłych warunków życia, po długiej i wycieńczającej po­ dróży lądowali na obcej, nieprzyjaznej ziemi. 112

n116_teksty.indd 112

2/28/18 12:54 PM


Kolonia polska Cruz Machado w stanie Parana w Brazylii, droga prowadząca do osady, 1928, fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Odrabiając dług zaciągnięty u agentów emigracyjnych, zmuszeni byli do miesz­ kania we własnoręcznie wybudowanych szałasach, do żmudnego karczowania dżungli przy minimalnej, niewystarczającej na przeżycie opłacie, a także do stawienia czoła trudom klimatycznym, niebezpiecznej naturze, tropikalnym chorobom. Musieli również walczyć ze rdzenną ludnością dżungli – Indianami Xokleng. Kanwę historii stanowią emigracyjne losy fikcyjnego chłopa – Kacpra Dobrowo­ laka, który pod koniec XIX wieku opuszcza rodzinną wioskę, wiedziony wizją egzotycznego ziemskiego raju Nowej Polski. Śledząc jego perypetie, czy raczej będąc z nim w podróży z Polski do Brazylii, ze wschodnich kresów do parańskiej dżungli, doświadczamy kolejnych stadiów przemiany bohatera: z bezrolnego chłopa w emigranta, z przybysza w niewolnika, z więźnia w oprawcę. Dosłow­ nie i w przenośni: obserwujemy metamorfozę człowieka w panterę. Jest to hi­ storia człowieka zniewolonego i wyobcowanego, który walcząc o wolność, sam staje się najeźdźcą. Tułacze losy głównego bohatera, będące zwierciadłem doświadczeń milionów współczesnych nam ludzi, przenikają się z wyobrażeniami na temat inności, gdzie rzeczywistość dramatycznego spotkania dwóch cywilizacji przeplata się z mitologią dzikości.

113

n116_teksty.indd 113

2/28/18 12:54 PM


Kolonia polska Cruz Machado w stanie Parana w Brazylii, koloniści pracujący przy budowie drogi, 1928, fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

114

n116_teksty.indd 114

2/28/18 12:54 PM


115

n116_teksty.indd 115

2/28/18 12:54 PM


Widok ogรณlny kolonii polskiej Cruz Machado, Brazylia, 1928, Narodowe Archiwum Cyfrowe

116

n116_teksty.indd 116

2/28/18 12:54 PM


117

n116_teksty.indd 117

2/28/18 12:54 PM


Panterochłop jest też inspirowany ikonicznymi przedstawieniami medialnymi, dającymi świadectwo codzienności, trudów i koszmarów życia współczes­ nych nam imigrantów i uchodźców z Afryki oraz Bliskiego Wschodu, stojących u bram Europy. Z drugiej strony odzwierciedla aktualne losy rodzimych „emi­ grantów za chlebem”, niejednokrotnie zmuszanych do niewolniczej pracy. Ma­ luje się tu obraz białego niewolnika uprowadzanego, niczym dzikie zwierzę, ze swojego terytorium na zamorskie tereny, zakutego w kajdany długu i niekoń­ czącej się pracy wyrobnika kolonizacji i rodzącego się kapitału nowoczesności. Taki oto człowiek, w momencie kryzysu egzystencjalnego, gdy wydaje się, że gorzej już być nie może, stanie twarzą w twarz z Innym, który podda go osta­ tecznej próbie. Strach przed innym i nasze wyobrażenia o nim jako o wrogu i dzikim, niemalże na mocy samej ignorancji i samosprawdzającej się przepowiedni, w końcu ma­ terializują się w tragedii głównego bohatera. Oto podczas jednego z najazdów tubylczej ludności, w trakcie konfliktu nowych kolonizatorów z Indianami za­ mieszkującymi brazylijską dżunglę, ginie cała jego rodzina, jego dom zostaje spalony, a z trudem utrzymywana uprawa – splądrowana. Bohater, pozbawiony sensu życia, zostaje sam na sam z własnym – jakże w takim momencie obcym i niepojętym – życiem. Tak wtedy, jak i dziś spotkanie twarzą w twarz z Obcym jest doświadczeniem traumatycznym, jest całkowitą negacją naszej dotychcza­ sowej tożsamości, innymi słowy: oznacza utratę wszystkiego na rzecz niezna­ nego i niepoznawalnego. W tej przestrzeni absolutnej niepewności, która jest ciemnym skarbcem na­ szych podświadomych lęków i pragnień, spotykamy siebie jako innego. Tylko w ten sposób może się dokonać właściwa przemiana bohatera i świata. Marzec 2018. W końcu nadszedł dzień rozpoczęcia moich literacko-filmowych badań terenowych. Wyjeżdżam. Spragniona stopa po raz pierwszy dotyka eg­ zotycznego lądu. Będę poruszał się czujnym krokiem, w przyjaźni z otoczeniem i własnym wnętrzem, opisując tę podróż, jej uczestników, ich przygody i boli­ dy. Będę ją dokumentował: w notesie, długopisem, kamerą, rekorderem, skó­ rą. Prześledzę ewolucję ducha przez czasy tropikalnych dziadów, przez nasze czasy, przez wieczną dżunglę, do samego rdzenia przemiany w Panterochłopa.

118

n116_teksty.indd 118

2/28/18 12:54 PM


Rodzina przed budynkiem mieszkalnym, kolonia Nowy Gdańsk w stanie Parana w Brazylii, 1934, fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Michał Mądracki

ur. 1979, pisarz i filmowiec. Ukończył religioznawstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. W swoich pracach koncentruje uwagę na ideologii oraz fantazmatach, które formują przeznaczenie społeczności. Debiutował w 2003 roku podczas krakowskiego festiwalu Miesiąc Fotografii pracą Umarł, żył i umarł (Galeria Lokal w Krakowie, Klub Polskich Nieudaczników w Berlinie). Działa w kolektywie MML założonym w 2008 roku wraz z bratem

Maciejem Mądrackim i Gilles’em Lepore. Ich wideoinstalacje i filmy są prezentowane w przestrzeniach galeryjnych oraz na międzynarodowych festiwalach filmowych, jak FID Marseille, FNC Montreal, IDFA w Amsterdamie oraz w takich instytucjach jak Anthology Film Archives czy MoMA w Nowym Jorku. Działa również na polu animacji; współpracuje z Edytą Adamczak oraz Ulą Palusińską. Mieszka w Warszawie.

119

n116_teksty.indd 119

2/28/18 12:54 PM


Chaot

Program funkcjonalno-użytkowy, Marcello Spada, Jan Domicz, Galeria Wschód 2017

120

n116_teksty.indd 120

2/28/18 12:54 PM


yczne odruchy w rama ch protokołu Z Janem Domiczem o typowości i rozbijaniu przyzwyczajeń twórców wystaw sztuki współczesnej rozmawia Adam Przywara 121

n116_teksty.indd 121

2/28/18 12:54 PM


AP:

JD:

AP:

JD:

AP:

JD:

AP:

JD:

Studiowałeś w Poznaniu i Frankfurcie, teraz mieszkasz i pracujesz w Warszawie. Te miasta wpływają na twoje prace, inspirują je. Z czego wynika ta bliskość architektury i sztuki u ciebie? Obok Frankfurtu czy Warszawy w moich pracach cały czas pojawia się Opole. Tam się urodziłem, a wychowałem właściwie w pracowni archi­ tektonicznej prowadzonej przez rodziców. W filmie, który prezentuję na wystawie w galerii Wschód, główną rolę gra budynek opolskiego Urzę­ du Wojewódzkiego – oszczędna, modernistyczna bryła, która pojawia się tam nieprzypadkowo. Ten obiekt z 1934 roku przyszedł mi do gło­ wy, kiedy szukałem prostej i powtarzalnej struktury, budynku-maszy­ ny, którego doświadczasz i wiesz, jak działa. Interesują mnie miejsca, w których po wejściu intuicyjnie orientujesz się, że po lewej ściana jest cieńsza, więc pewnie jest tam więcej słońca, a po prawej jest grubsza, więc pewnie jest go mniej. Od razu wiesz, że tam jest korytarz, a tam klatka schodowa. Wiem, że można znaleźć niezliczenie wiele przykła­ dów takich miejsc w stylu międzynarodowym i się do nich odwołać, ale ten akurat był mi najbliższy. Bliskość – czy wyjątkowość zuniformizowa­ nych form – wydaje mi się ciekawym tematem. Jednocześnie wiele budynków modernistycznych, szczególnie z lat 30. XX wieku, imponuje bogatą formą czy technologiami, nawet jeśli są one utrzymane w inżynieryjnej i racjonalnej konwencji. Ważnym elementem filmu jest wykorzystanie tego budynku jako moc­ nego symbolu. Gram tu ze stylem międzynarodowym, który miał cha­ rakteryzować się powtarzalnością i przezroczystością. Architektura modernizmu miała posługiwać się parametrami, odnosić do zracjona­ lizowanej rzeczywistości i uciekać od symboliki. Przeskok w narracji filmu polega na użyciu tego języka jako symbolu. Frankfurt jest równie mocno obecny w atmosferze twoich prac. Studiowałeś tam, a w obiektach, które tworzysz, czuć ambientowy charakter biurowych wnętrz niemieckiej stolicy bankierów. Tak, i nie chodzi tu nawet o klimat, ale o powtarzalność przestrzeni i całych założeń. Jeden budynek we Frankfurcie, w Poznaniu następny – podobny, a kolejny w Moskwie. Łączą się w sieci podobnych, kopio­ walnych rozwiązań. Wspomniałem o tej atmosferze, bo interesuje mnie konkretna praca, którą zrealizowałeś dość wcześnie. Avant-garde in the office powstała właśnie we Frankfurcie w nawiązaniu do warszawskiego Instytutu Awangardy i prac Edwarda Krasińskiego. Tak, kilka lat temu. Zostałem zaproszony do współpracy przez firmę McKinsey, o której wiedziałem, że istnieje, ale nie wiedziałem, czym się zajmuje – i chyba nadal nie wiem. To duża korporacja. Ale było to też świetne zaproszenie. Dostałem przestrzeń całego piętra budynku 122

n116_teksty.indd 122

2/28/18 12:54 PM


Jan Domicz, Avant-garde in the office, 2014, dzięki uprzejmości artysty

AP:

JD:

biurowego i wolność zrobienia tam czegokolwiek, co będę chciał. Była to główna siedziba firmy i zazwyczaj realizacje w ramach corocznego cyklu wystaw migrują do innych siedzib korporacji. Nawiązując do prac Krasińskiego z blue scotch, chciałem zrobić coś, co z jednej strony byłoby związane z miejscem, a z drugiej mogło zostać powielone. Finalna pra­ ca nie miała praktycznie żadnego fizycznego wymiaru i istnieje jedynie protokół jej instalowania. Zamawiający byli bardzo zadowoleni z reali­ zacji, bo jej przejęcie polegało na podpisaniu szczegółowej umowy re­ gulującej obsługę koncepcji, a przecież podpisywanie umów to właśnie specjalizacja takich firm [śmiech]. Ta wczesna praca wpisuje się silnie w twoje zainteresowanie dwoma ważnymi motywami, czyli protokołami i uniwersalnymi systemami. Kolejna z realizacji, czyli twoja wcześniejsza ingerencja w program galerii Wschód zatytułowana Protokół funkcjonalno-użytkowy, była także krokiem w tę stronę. Program funkcjonalno-użytkowy to dokument, który jest fundamental­ ny w procesie produkcji budynku. Prawo przedkłada tekst nad rysunek i model – program w określonej formie opisuje projekt i zakres robót budowlanych. Taki protokół nie stawia na wizualną czy przestrzenną reprezentację danej rzeczy. Gdybyś chciał maksymalnie uprościć wszystkie moje prace, to doszed­ łbyś do wniosku, że biorą się one właśnie z tych dwóch światów: prze­ strzeni i tekstu. Zawsze są w nich obecne te dwie składowe. Zeszłorocz­ na wystawa w galerii Wschód dała mi możliwość zastąpienia miejsca 123

n116_teksty.indd 123

2/28/18 12:54 PM


124

n116_teksty.indd 124

2/28/18 12:54 PM


Jan Domicz, BnB, 2017, fot. dzięki uprzejmości artysty

125

n116_teksty.indd 125

2/28/18 12:55 PM


Program funkcjonalno-użytkowy, Yuki Kishino, Jan Domicz, Galeria Wschód 2017

AP:

JD:

AP:

JD:

tradycyjnie zajmowanego przez kuratora właśnie takim protokołem. Wyszło to dość organicznie. Zupełnie nie interesują mnie sposoby, w ja­ kie powszechnie używa się pojęcia nie-miejsca, pochodzącego z teorii Marca Augé. Powtarzalne i jednolite przestrzenie mają według mnie znacznie więcej osobowości, bo dzięki ich prostocie jesteśmy w stanie skoncentrować się na samym miejscu, a nie na konkretnych dystrakto­ rach, jak detale czy ornamenty. Do wystawy zaprosiłem artystów, z któ­ rymi już wcześniej prowadziliśmy produktywne i intrygujące rozmowy lub współpracowaliśmy przy wystawach. Jeśli interesowała cię anonimowość protokołu, to co na wystawie robił plakat z portretem Rema Koolhaasa? Reprezentuje on chyba przeciwieństwo anonimowości. On dużo pisał o tym, jak budowanie kolejnych przestrzeni łączy się z bu­ dowaniem narracji i opowiadaniem historii. Jest jednym z niewielu ar­ chitektów, którzy potrafią pisać w ten sposób, nie tylko o architekturze. Na wystawie chcieliśmy go mieć w charakterze gwiazdy z plakatu za­ wieszonego w pokoju nastoletnich fanów. Z tego plakatu mógł obserwo­ wać, jak narracyjnie przesuwamy kolejne przestrzenie. Taras przenosi się do sali wystawowej. Klatka schodowa pojawia się w pokoju, a palar­ nia w biurze. Już w 2016 roku twoje prace stanowiły swoistą infrastrukturę dla innych artystów – mówię o pracy Üsküdar, prezentowanej także we Wschodzie. Tutaj powód był jednak znacznie prostszy, a moja rola wynikała trochę z przypadku. Każdy z artystów został zaproszony do zaproponowania 126

n116_teksty.indd 126

2/28/18 12:55 PM


Program funkcjonalno-użytkowy, Yuki Kishino, Jan Domicz, Galeria Wschód 2017

AP:

JD:

indywidualnego projektu i okazało się, że moim przekleństwem – lub szczęściem – było to, że zrobiłem największą pracę. I zmieściła się w niej prawie cała wystawa. Ale wyszło rzeczywiście podobnie, bo stworzyłem coś na kształt nie tyle protokołu, ile infrastruktury dla wystawy. Sama praca inspirowana jest przepiękną i bardzo specyficzną stacją metra w Stambule. Stacja wykuta jest w skale i początkowo chciano zostawić w niej ciosane ściany bez żadnych dodatkowych ingerencji, tak jak na przykład w metrze w Sztokholmie. Jednak później projektanci i władze stwierdziły, że taka lita skała jest zbyt naga, potrzebuje dodatkowej war­ stwy, która by ją osłoniła. Tak powstała udająca skały, złożona z siatki i betonu skorupa, która broni dostępu do swojego pierwowzoru. Wróćmy do Koolhaasa i związków architektury z filmem. Ty też piszesz i projektujesz przestrzenie, i zdarza się, że scenariusz filmowy pojawia się, bardzo dosłownie zastępując wspominany już protokół. Tak było w kontekście wystawy pod tytułem Reverse Time Your eyes will lie, którą zrealizowaliście z Jasmin Werner w Monachium. Początek był bardzo prosty. Mieliśmy przestrzeń i prace – dwie moje i dwie Jasmin. Znaleźliśmy też wspomniany przez ciebie tytuł, który jest hasłem z reklamy kremu przeciwzmarszczkowego. Ostatni element niezbędny na wystawie to materiały prasowe. Prace, które chcieliśmy pokazać, były już wcześniej wystawiane. Nie chcieliśmy sięgać po daw­ ne interpretacje, postanowiliśmy całkowicie zmienić ich kontekst – użyć ich właśnie za pomocą narracji zawartej w tekście prasowym. Początko­ wo zaczęliśmy pisać opowiadanie, ale po kilku dniach stwierdziliśmy, 127

n116_teksty.indd 127

2/28/18 12:55 PM


AP:

JD:

AP:

JD:

AP: JD:

że zupełnie nam to nie wychodzi, i wtedy zapadła decyzja, że zlecimy to profesjonalnej ghost writerce. Wstukaliśmy odpowiednie hasło w wyszu­ kiwarkę, wyskoczyła lista ogłoszeń na portalu Craigslist, napisaliśmy maila, dostaliśmy odpowiedź. Proste. Znaleźliśmy świetną dziewczynę, która napisała dla nas krótki scenariusz oparty na hollywoodzkich pro­ dukcjach takich jak 17 again czy Freaky Friday. W tych filmach powtarza się motyw głównego bohatera podróżującego i uwięzionego w czasie. Otwarcie wystawy połączone było z castingiem na rolę w tytułowym fil­ mie, a prace stały się jego elementami lub scenografią. Sposób, w jaki realizujesz wystawy, jest bardzo interesujący. Mam wrażenie, że to także jest dla ciebie bardzo zuniformizowanym, konkretnym protokołem. Tak, pamiętam, że we Frankfurcie dyskutowałem na ten temat z jed­ nym z moich profesorów Peterem Fischli. Często pojawia się pragnienie posiadania całkowitej kontroli nad wszystkim, mocnej struktury i ramy działań, sekwencji, której się trzymasz. Z drugiej strony zawsze znajdą się w tobie indywidualne chaotyczne odruchy, w swoim budynku chcesz mieć ten konkretny model klamki, a nie inny. Interesuje mnie zderzenie pomiędzy owym racjonalizmem myśli planisty czy inżyniera a sponta­ nicznością i szaleństwem pojedynczych odruchów. Mam wrażenie, że to nie jest tylko mój problem – przykłady widać na każdym kroku. Spójrz na olimpijczyków – oglądałem niedawno ich instagramy, śledząc donie­ sienia z olimpiady w Pjongczangu. Każdy z nich jest rozdarty pomiędzy sobą jako instytucją, marką, nazwiskiem, a indywidualną osobowością i emocjami, które chce wyrazić na zdjęciach. Jest to w pewnym stopniu charakterystyka współczesnego społeczeństwa, w którym tożsamości są zmieniane i opierają się na ciągłej reprezentacji. Ty też zmieniasz role – czasem jesteś artystą, a czasem kimś na kształt kuratora. Dokonałeś przemieszczenia w tej roli, zastąpiłeś ją protokołem, planem, dokumentacją. Tak, choć nie do końca rozumiem, na czym ma dziś polegać rola kura­ tora. Sensowne wydaje mi się napisanie instrukcji i wizja, w której po­ siadasz zestaw gotowych odpowiedzi na serię pytań, a zadanie polega na ułożeniu ich, jak klocków, w pewną całość. Jak filmy, w których świat akcji jest dany, a ty tylko projektujesz fabułę w jego ramach. Ale zawsze jest jakaś przestrzeń na chaotyczny odruch. Samo wskoczenie w protokół jest chaotycznym odruchem.

128

n116_teksty.indd 128

2/28/18 12:55 PM


Jan Domicz, BnB, 2017, fot. dzięki uprzejmości artysty

3–30.03 Jan Domicz: Domicz Domicz, Warszawa, galeria Wschód, ul. Jakubowska 16/4 galeriawschod.com

Jan Domicz – ur. 1990, artysta i kurator. Mieszka i pracuje w Warszawie.

129

n116_teksty.indd 129

2/28/18 12:55 PM


JACOBS:

Jane Jacobs przemawia podczas wiecu przeciwko budowie nowej biblioteki dla Uniwersytetu Nowojorskiego, lata 60., fot. dzięki uprzejmości John J. Burns Library przy Boston College oraz spadkobierców Jane Jacobs / Centrum Architektury

130

n116_teksty.indd 130

2/28/18 12:55 PM


Pedałujmy razem Przemówienie wygłoszone podczas Spokespeople – konferencji fundacji Energy Probe promującej jazdę na rowerze, ratusz w Toronto, 26–27 kwietnia 1985

131

n116_teksty.indd 131

2/28/18 12:55 PM


Zapewne większość z nas sądzi, że bezpieczeństwo jazdy na rowerze jest kwe­ stią istotną i w jakimś stopniu zaprząta ona nasze głowy. Ja zdecydowanie tak uważam. Chciałabym jednak państwu przypomnieć, nie ujmując nic wadze problemu, że wypadki zdarzają się też podczas jazdy na rowerach stacjonar­ nych, których użytkownicy pedałują tylko dla sportu i donikąd nie dojadą. W Stanach Zjednoczonych w 1983 roku – ostatnim, dla którego dostępne są dane – użytkownicy sprzętu do ćwiczeń, takiego jak rowery stacjonarne, ergo­ metry czy mechaniczne bieżnie, ulegli 18000 wypadków, w których konieczna była wizyta na oddziale ratunkowym. Stanowiło to siedemdziesięciopięciopro­ centowy wzrost w porównaniu z 1981 rokiem. Wiele z tych wypadków było bardzo poważnych, a niektóre skończyły się trage­ diami, takimi jak utrata oka czy paraliż ciała od szyi w dół. Pewna kobieta z San Antonio doznała tak poważnego urazu na rowerze stacjonarnym, że w ramach ugody pozasądowej producent urządzenia wypłacił jej 900 000 dolarów od­ szkodowania. W artykule, z którego dowiedziałam się tego wszystkiego, opublikowanym w tym miesiącu w „The Wall Street Journal”, opisano jeszcze jedno zjawisko. Okazuje się, że jazda na rowerach stacjonarnych staje się z czasem tak nudna, że ich użytkownicy odchodzą od zmysłów. Pewna para z Houston, z którą roz­ mawiał dziennikarz, zamierzała oglądać telewizję podczas ćwiczenia na swoim nowym rowerze stacjonarnym – za który swoją drogą zapłacili 1500 dolarów. Jeśli wydaje się państwu, że to drogo jak na rower, którym donikąd nie da się do­ jechać, to proszę pomyśleć, że niektóre modele mogą kosztować nawet 3448 dolarów. Mają one wbudowane komputery, które zapewniają użytkownika, że to, co robi, ma jakiś skutek poza poruszaniem kołami. Niektórzy ludzie, chcąc walczyć z tą nudą, kupują kasety wideo z krajobrazami, które wyświetlają na ścianie pomieszczenia. Zanim jednak zaczniemy się naśmiewać z takiej ekstrawagancji albo chichotać z powodu tej sztuczności, pomyślmy o tym, że wiele z tych biednych istot nie ma dostępu do ani jednego miejsca odpowiedniego do jazdy na prawdziwym rowerze. Mieszkają w miastach autostrad, takich jak Houston, Dallas, Los An­ geles czy Detroit, a czasem nawet w mniejszych miejscowościach, jak Needville w Teksasie czy Kalamazoo w stanie Michigan. […] Marshall McLuhan powiedział kiedyś, że Kanada ma do dyspozycji system wczesnego ostrzegania. Wystarczy, że wykaże się rozsądkiem i zwróci uwagę na to, co już wydarzyło się w Stanach Zjednoczonych. A stało się to, że system autostrad, stworzony po to, by zapewnić dojazd z przedmieść do centrów miast, sprawił, że to na przedmieściach tworzą się najgorsze korki w kraju. […] Kie­ dy podmiejskie autostrady się zapychają, ruch rozlewa się na mniejsze drogi w okolicy i zakłóca spokój dzielnic mieszkalnych. Na wielu autostradach obsza­ rów metropolitalnych Dallas i Houston korki utrzymują się przez co najmniej 132

n116_teksty.indd 132

2/28/18 12:55 PM


dwanaście godzin dziennie. Spowolniony ruch na ulicach przedmieść San Francisco regularnie układa się w korek o łącznej długości 275 kilometrów, i tak dalej. […] Popatrzmy na to w szerszym kontekście. Pod wieloma względami interesy ro­ werzystów są takie same jak interesy innych grup społecznych, które są głęboko zaniepokojone jakością życia w miastach i na przedmieściach. Myślę na przykład o: • tych, którzy chcą, żeby miasta i przedmieścia były bezpiecznym i przyjem­ nym środowiskiem do wychowywania dzieci • tych, którym zależy na spokoju dzielnic mieszkaniowych i którzy przejmują się grożącą im degradacją środowiska • tych, którzy ceniąc wąwozy i inne oazy przyrody w mieście, chcą chronić je przed ruchem ulicznym, hałasem i betonem • tych, którzy przejmują się jakością i wygodą oraz kosztami i opłacalnością komunikacji publicznej • tych, którzy troszczą się o swobodę ruchu dzieci, osób starszych oraz ludzi, których nie stać na samochód lub – jak często bywa – dwa samochody • tych, którym zależy na walce z emisją substancji powodujących kwaśne desz­ cze i inne zanieczyszczenia • tych, którzy martwią się stratami energii oraz konsekwencjami tych strat dla nas i naszej planety. Ci, którzy mają tego rodzaju obawy, to naturalni sprzymierzeńcy rowerzystów – zarówno jeżdżących sportowo, krajoznawczo czy rekreacyjnie, jak i traktu­ jących rower jako codzienny środek transportu. To ludzie, którzy walczą o to samo co rowerzyści, ponieważ ich pozornie różne interesy się pokrywają. Obie grupy starają się sprawić, żeby miasta i przedmieścia zapewniały ludziom do­ brą jakość życia – nie tylko tym, którzy część dnia spędzają w samochodzie, lecz także tym, którzy chodzą, space­ rują, biegają, pedałują, bawią się i upra­ wiają ogródki – albo chociażby nasłu­ chują żab ryczących. O co chodzi z żabami? W zeszłym roku w osłupieniu słuchałam działacza rowe­ rowego, który mówił, że jego organiza­ cja oraz jej członkowie są zupełnie obo­ jętni wobec wspomnianych przeze mnie przed chwilą interesów i sprzymierzeń­ ców. Zapowiedział, że prawdopodob­ nie poprą oni projekt budowy nowej arterii lub poszerzenia istniejącej drogi,

Żaba rycząca, kosmopolityczny gatunek dużego płaza bezogonowego z rodziny żabowatych (Ranidae), pochodzący z Ameryki Północnej, źródło wikimedia.commons.org

133

n116_teksty.indd 133

2/28/18 12:55 PM


któremu sprzeciwiali się mieszkańcy dzielnicy zagrożonej zniszczeniem, o ile jego realizacja dałaby rowerzystom kilka minut oszczędności. Podobne zdanie miał na temat propozycji przeprowadzenia autostrady przez dziki niegdyś wą­ wóz. Obawiam się, że uznał mnie za osobę nieco zbzikowaną, a w każdym razie niepraktyczną, kiedy odparłam, że bardziej naturalnym sprzymierzeńcem jest dla niego ktoś, komu zależy na zachowaniu siedliska żab ryczących, niż firma budująca autostrady czy poszerzająca drogi albo inżynier ruchu. W zeszłym ty­ godniu trafiłam na wypowiedź innego działacza rowerowego, który twierdził, że wszystko, co dobre dla samochodów, jest też dobre dla rowerów – najwy­ raźniej dlatego, że oba te pojazdy poruszają się po twardych nawierzchniach. Logiczną konsekwencją takich krótkowzrocznych czy życzeniowych strategii są oczywiście kręcące się coraz liczniej koła rowerów stacjonarnych. Pedałowanie w dosłownej samotności wśród widoków wyświetlanych na pocieszenie z kase­ ty wideo staje się niepokojąco sensownym następstwem tego, że rowerzyści pe­ dałują w metaforycznej samotności, bez empatii ani szacunku dla innych osób, którym z odmiennych powodów zależy na jakości życia w mieście. […] Podchodząc do sprawy praktycznie, zadajmy sobie pytanie: w jaki sposób dopro­ wadzić do zawierania tego rodzaju swobodnych, ale skutecznych sojuszy między różnymi grupami społecznymi w mieście? Aby zilustrować tę kwestię, sięgnę do historii. Wydarzenia, o których wspomnę, miały miejsce w czasach, kiedy pomysł zawarcia tego typu sojuszu trzeba było wymyślić od podstaw albo natknąć się na niego przypadkiem. W 1956 roku, kiedy mieszkałam w Nowym Jorku, działałam w grupie broniącej lokalnego parku przed przecięciem autostradą. Z początku nie odnosiliśmy większych sukcesów. Jak stwierdził podczas ot­ wartego spotkania w tej sprawie Robert Moses, ówczesny główny planista au­ tostrad i naczelny wandal Nowego Jorku, byliśmy „tylko jakąś grupką matek”. Nie mieliśmy siły przebicia. Wszystkie zasiedziałe organizacje lokalne miały własne sprawy, na których się skupiały. Większość z nich była dla nas naturalnymi sojusznikami, ale nawet te grupy, które zdawały sobie z tego sprawę, najczęściej były zbyt zbiurokratyzo­ wane, żeby skutecznie odgrywać taką rolę. Oczywiście same o sobie w ten spo­ sób nie myślały, ale tak jak większość organizacji stawały się natychmiast ma­ lutkimi biurokracjami z komitetami wykonawczymi albo radami nadzorczymi czy czymś podobnym. Miały swoje czasochłonne procedury, które najczęściej wymagały omówienia i ewentualnego zatwierdzenia w formie uchwały pod­ czas rzadko zwoływanych zebrań. […] Czuliśmy się tak, jakbyśmy przykleili się do lepu na muchy. Nie byliśmy w stanie wykorzystać potencjalnego wsparcia, choć z petycji, listów do gazet czy rozmów z sąsiadami wynikało, że istniało ono w lokalnej społeczności, a także w innych częściach miasta. W tym momencie pewien społecznik ze znaczącym doświadczeniem w orga­ nizacjach obywatelskich zasugerował, że powinniśmy zacząć od stworzenia 134

n116_teksty.indd 134

2/28/18 12:55 PM


wokół tej sprawy tak zwanego ruchu parasolowego, czyli organizacji zrzesza­ jącej naturalnych sprzymierzeńców w sposób formalny lub nieformalny; jej członkowie jednocześnie pomagaliby swoim naturalnym sprzymierzeńcom w walce o cele zbliżone do naszych. Tak zrobiliśmy. Nazwaliśmy naszą grupę The Committee to Save Washington Square from All But Emergency Traffic. Metoda zadziałała – nie tylko znaleźliśmy sprzymierzeńców i zablokowaliśmy budowę arterii komunikacyjnej, nie tylko zamknęliśmy istniejącą już, wąską drogę przez park dla wszystkich pojazdów poza wozami strażackimi, karetkami i tym podobnymi, lecz także zawarliśmy inne, naturalne sojusze, działające na rzecz innych wspólnych, konstruktywnych celów. […] Wydaje mi się, że rowerzyści powinni korzystać z podobnego wsparcia ze strony swoich naturalnych sojuszników i w zamian dawać im swoje wsparcie. W innym wypadku raczej nie uda im się osiągnąć zbyt wiele w kwestii poprawy warun­ ków jazdy na rowerze w naszym mieście. Tymczasem oznaczałoby to poprawę warunków dla wszystkich ludzi, którym z innych powodów zależy na polepsze­ niu jakości życia w mieście. Nie wiem, czy narodzi się tu rzeczywiste wzajemne wsparcie. Z pewnością jed­ nak nie rozwinie się ono bez podjęcia wysiłku ani bez zrozumienia faktu, że miasto dobre dla rowerzystów to również miasto dobre do chodzenia, spacero­ wania, biegania, zabawy, chodzenia po sklepach oraz nasłuchiwania żab – jeśli kogoś akurat interesują żaby. Przełożyła Martyna Trykozko. Tekst pochodzi z tomu Jane Jacobs Wielkie małe plany, Warszawa 2018. Skróty pochodzą od redakcji © 2016, The Estate of Jane Jacobs © 2017, Fundacja Centrum Architektury

135

n116_teksty.indd 135

2/28/18 12:55 PM


Czarno-białe

Iza Kościesza i Jarek Kordaczuk, z cyklu Mapa-partytura, część instalacji Którędy do dźwięku

Ile zalet ma czarno-biały świat? Wiele, o ile jest to świat wystawy Sygnały uświetniającej dziesięciolecie Interaktywnego Placu Zabaw działającego w Centrum Sztuki WRO we Wrocławiu. Czarno-biała oprawa graficzna wspiera temat główny, czyli dźwięki. Twórcy i kuratorzy wystawy specjalnie dla NN6T wymieniają pozytywne sygnały generowane przez kolory zbyt często służące do stawiania spraw na ostrzu noża – tu wyostrzają zmysły. do 29.04 SYGNAŁY – Interaktywny Plac Zabaw w Centrum Sztuki WRO Wrocław, ul. Widok 7 wrocenter.pl/sygnaly

136

n116_teksty.indd 136

2/28/18 12:55 PM


Piotr Krajewski główny kurator Centrum Sztuki WRO, dyrektor artystyczny Biennale WRO

BIAŁE, BO…

CZARNE, BO…

Jeśli nie jest wyraźnie ograniczona, biel wygląda jak płaszczyzna. Dopiero postawienie w niej znaku tworzy przestrzeń. To skrajny stopień uporządkowania koloru. Otwiera się dla wypełnienia innymi kolorami, którym sprzyja podobnie jak czerń światłu.

Czerń bardziej niż kolorem jest doświadczeniem, a związana z nią ciemność – przestrzenią. W przypadku tej wystawy wkroczenie w czerń / ciemność może wymagać od niektórych widzów mobilizacji i pewnej odwagi. Tym bardziej staje się znacząca jako doświadczenie; choć może rodzić obawę, jest najlepszym środowiskiem dla kreowania i podziwiania światła.

W czarno-białym środowisku nowego interaktywnego placu zabaw umowność i ograniczenie otwierają widzów na poznawanie i doznawanie. Paweł Janicki artysta, autor i współautor instalacji Interaktywnego Placu Zabaw (2008–2018)

Biel to synteza składników w równowadze. Uporządkowany chaos zawierający w sobie nieskończenie wiele elementów, manifestujący się jako nowa jakość. Jest też miejscem czekającym na wypełnienie (czego nie ma potrzeby robić).

Czerń to funkcja niemożności: w zasadzie nie istnieje, ale doświadczamy jej z braku światła. Mimo że definiuje się w sytuacji niedoboru optycznych bodźców, optycznie pomniejsza. W czerni chronimy się lub się boimy. Używamy jej, kiedy musimy się zjednoczyć.

Magdalena Kreis twórczyni koncepcji i koordynatorka wystawy Sygnały

Biel jest dobrym punktem wyjścia, tłem, na którym może rozegrać się akcja. Jest ono neutralne, niewinne i bez skazy. Jednocześnie nijakie, trochę o niczym. Wymaga zapełnienia, zabrudzenia, działania.

Ma charakter i moc. Czarne jest graficzne, zdecydowane. Jest przekazem, jest o czymś. Przebije się i przebije innych. Podkreśli, wzmocni, a nawet zasłoni. W czerni jest gotowość, czerń jest gestem. To konkret.

Jarek Kordaczuk, Iza Kościesza dyrygent i choreografka, autorzy warsztatów i instalacji Którędy do dźwięku

Białe, bo pusta karta. Zapełniana dźwiękami, znaczkami-symbolami, śmiechem. Białe, bo nie wiadomo, co się wydarzy. Jakie zdarzenie muzyczne wypełni za chwilę przestrzeń.ww Białe, bo nie wiadomo którędy do dźwięku. Białe, bo radość po skończeniu zadania.

Czarne, bo znaczki-symbole, jakby-nuty, rytm. Czarne, bo tuby ukrywające dźwięki. I linie, ścieżki rysujące drogę. Czarne, bo ukryty zapis, skupienie, niepewność. Czarne wypełnienie bieli.

Jakub Koźniewski panGenerator

Czarne, bo ◀▙▇░▒▓▉▲▲▇ ▂▂///◉\\\▂▂▓▉ ▇▼▼▓▒░▟▶

Białe, bo ▢▭◯▭◯▷ ◹◹◹ - -◎ - ◯ - ◎- - ◸◸◸ ▭▭▷▭◯◯▭▢◯ *zapis w formacie UTF-8

137

n116_teksty.indd 137

2/28/18 12:55 PM


współrzędne dizajnu Zrewidować naturę Agata Nowotny

Co się dzieje, kiedy projektant spotyka biologa?

idea Wyhoduj to sam Ostatnie dekady XX wieku zdominowała idea DIY – „zrób to sam” – która narodziła się z buntu wobec dominującej logiki masowej produkcji. Dzisiaj idziemy krok dalej: coraz więcej rzeczy będziemy w stanie sami nie tyle zrobić, ile wyhodować. A to za sprawą coraz szybciej rozwijających się badań nad materiałami takimi jak grzyby, algi czy bakterie – naturalnymi organizmami, które mają zdolność tworzenia zwartych struktur. Z połączenia wiedzy biologów i fantazji projektantów już dzisiaj powstają koncepty, które niedługo wejdą do głównego nurtu. Wyhodować można już mięso, marynarkę czy krzesło. Ostatnio świat obiegła wiadomość, że niedługo będzie można stworzyć ludzkie serce z komórek pacjenta w technologii przypominającej druk warstwowy (czyli 3D). Gdy w 2013 roku holenderski kolektyw Next Nature zaczynał badania do książki kucharskiej z potrawami przygotowanymi z mięsa hodowanego in vitro, wszyscy uśmiechali się z pobłażaniem. Dzisiaj idea befsztyka z laboratorium nie dziwi już tak bardzo. Być może jutro hodowlane mięso stanie się codziennością, a znaczenie

wegetarianizmu ulegnie zupełnemu przewartościowaniu. Eksperymenty i praca na żyjących materiałach wywracają na nice zarówno proces projektowy, jak i produkcję czy dystrybucję. W jaką stronę pójdą te zmiany? Czy projektant stanie się naukowcem? Czy produkcja ulegnie indywidualizacji, a sklepy zaczną przypominać szklarnie hodowlane?

138

n116_kolumny.indd 138

2/28/18 12:55 PM


Koert van Mensvoort i Hendrik-Jan Grievink: The In-vitro Meat Cookbook (Next Nature, 2014), książka kucharska zawierająca na przykład przepis na skrzydełka z mięsa wyhodowanego w laboratorium i inne spekulacje na temat przyszłości takiej żywności.

139

n116_kolumny.indd 139

2/28/18 12:55 PM


człowiek Rewolucja mikrobów Zielona herbata, cukier, garść mikrobów i trochę czasu – to przepis na… nowy materiał. Można z niego uszyć kurtkę, kamizelkę, spódnicę, a nawet buty. A co najważniejsze, jest tani, ekologiczny i sam rośnie. Tak w 2011 roku projektantka mody Suzanne Lee opowiadała o własnoręcznie wyhodowanym materiale, z którego tworzyła elementy garderoby. Początkowo były mało funkcjonalne – pochłaniały wilgoć i w efekcie zdarzało się, że rozklejały się na użytkowniku. Suzanne Lee zastosowała wtedy przepis na kombuchę, połączyła składniki w wannie i czekała. Po dwóch dniach na wierzchu zaczęły pojawiać się bąbelki, po dwóch tygodniach proces fermentacji doprowadził do powstania trwałej powłoki. Lee wyjmowała tę powłokę z wanny, rozkładała ją na desce i suszyła. Po wyschnięciu materiał stawał się lekki i nieco transparentny, jak pergamin. O swoim eksperymencie opowiedziała światu w 2011 roku na słynnej konferencji TED (wykład można zobaczyć w internecie). Wtedy jej działania wydawały się zabawne i zaskakujące. Dzisiaj, po siedmiu latach, Lee uchodzi za pionierkę nurtu bio-couture (czyli mody opartej na biologicznych materiałach), który nazywa też doradztwem biologiczno-kreatywnym (biocreative consultancy). Sama angażuje się w wiele inicjatyw wspierających rozwój projektowania na styku z biologią. Jest CCO, czyli szefową działu kreacji firmy Modern Meadow, produkującej biologicznie hodowaną skórę. I nadal zastanawia się nad pytaniem, od którego wszystko się zaczęło: „Jakie są alternatywne możliwości tworzenia materiałów dla zrównoważonej przyszłości?”.

n116_kolumny.indd 140

2/28/18 12:55 PM


Pierwsze zastosowania celulozy wyhodowanej na zielonej herbacie – kurtka uszyta przez Suzanne Lee i pomalowana owocowymi barwnikami. Suzanne Lee to pionierka podejścia biocouture, chief creative officer firmy Modern Meadow i projektantka mody współpracująca z inżynierami i biologami. Suzanne Lee, BioBomberka, http://biocouture.co.uk

141

n116_kolumny.indd 141

2/28/18 12:55 PM


RZECZ Hakowanie materiałów Krzesło ma cztery nogi, wygodne siedzisko i oparcie. Jest stabilne i wytrzymałe. Pachnie… jak las. To dlatego, że całe zostało wyhodowane ze specjalnej odmiany grzybów – reishi. Powstaje w kilka tygodni – tyle bowiem rośnie grzybnia umieszczona w danej formie. Materiał jest odporny na zniszczenia i zdrowy dla człowieka – we współpracy z dr Martą Wrzosek z Instytutu Filogenetyki Molekularnej i Ewolucji udowodniono, że pochłania szkodliwe substancje z otoczenia. Korzenie rosnącej grzybni tworzą sieć solidnych połączeń, które mogą spajać

odpady roślinne lub przemysłowe. W efekcie powstaje kompozyt, który można użyć do tworzenia mebli, opakowań, a także innych sprzętów, jak oświetlenie. Na pomysł wpadł Marek Głogowski – student, a dzisiaj już absolwent Wydziału Wzornictwa warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Obecnie prowadzi rozmowy z polską firmą zainteresowaną utylizacją odpadów biologicznych i przerabianiem ich na funkcjonalne opakowania.

142

n116_kolumny.indd 142

2/28/18 12:55 PM


Marek Głogowski: krzesło Myko i fragment grzybni, z której jest zrobione. Dyplom na Wydziale Wzornictwa ASP w Warszawie pt. Zastosowanie kompozytu grzybowego w projektowaniu (2017).

143

n116_kolumny.indd 143

2/28/18 12:55 PM


art-terapia Subiektywnie o tym, jak sobie radzić z życiem w ciekawych czasach Marta Królak

Moja nowa terapeutka próbuje mnie nauczyć, jak rozpoznawać swoje potrzeby i dbać o siebie. Mój stary role model RuPaul zwykł mawiać, że jeśli nie pokochasz siebie, to nie ma opcji, żebyś pokochał kogoś innego. W związku z tym od jakichś dwóch miesięcy ciężko pracuję nad sobą i chyba nie muszę nikomu tłumaczyć, jakie to trudne. Jeszcze w 2017 roku udałam się do warszawskiego CSW na seans terapeutyczny, czyli spektakl Jeremy’ego Wade’a Between Sirens. Przedstawienie traktowało o życiu w społeczeństwie braku troski – o innych oraz o siebie. Były momenty próby, na przykład monolog aktorki opowiadającej o mikroplastiku oraz izolacji, na końcu jednak (uwaga, spojler) roztoczono przepiękną wizję świata, w którym wszyscy pomagają potrzebującym, dostarczając sobie nawzajem latte, a niemowlęta wyskakują z wózeczków, żeby robić dorosłym masaże shiatsu. Opisywany przez jednego z bohaterów spektaklu cudowny dzień kończy się wielkim orgazmem, symultanicznie przeżywanym przez wszystkich ludzi na całym świecie. Jeremy Wade zajmuje się badaniem codziennych małych rytuałów, których praktykowanie utrzymuje nas w stanie zdrowia psychicznego. Depresja występuje wtedy, kiedy tych rytuałów nie da się w pełni wykonać. Sam Wade mówił, że jako nieprofesjonalny tancerz musiał nauczyć się działania z własnym ciałem na drodze porażek, więc niezdarność leży u podstaw jego artystycznej praktyki. To, i oczywiście przekonanie, że opieka jest sexy.

Zrozumiałam więc, że nowy rok i nowa ja potrzebujemy czegoś bardziej radykalnego. Rok 2017 nauczył mnie, że próby dialogu prowadzą donikąd, dlatego skończył się nawrotem ciężkiej depresji. Dosyć już mam tego poszukiwania pozytywów w gównie. Sztuka sztuką, ale niestety taniec nikomu jeszcze życia nie poprawił. Nie zrozumcie mnie źle, odpowiada mi fitness w sztuce, to jest super, to dobry kierunek, ale ja potrzebuję jeszcze więcej. Chciałabym, żebyśmy wszyscy jednak jakoś wspólnie przeżyli ten orgazm. Już nie chce mi się chodzić na wystawy, coraz częściej sztukę oglądam na Instagramie, i to nie tylko dlatego, że mam depresję i boję się wychodzić z domu. Instagram jest zdecydowanie bardziej radykalny, bo sięga dalej, głębiej. I mimo że ma bardzo restrykcyjne warunki użytkowania, to intuicyjnie dotyka kwestii, których sztuka w galerii poruszyć nie może, bo jest po prostu zbyt fancy. Widzieliście serialową adaptację I Love Dick? O ile pod koniec lat 90. uosobieniem mensplikacji musiał być anglosaski intelektualista specjalizujący się w teorii mediów, o tyle dziś bardziej trafione jest przedstawienie Dicka jako artysty alfa, który po zakupy jeździ konno jak prawdziwy kowboj. A do tego od 10 lat nie przeczytał żadnej książki, bo jest post-idea. Jego dzieła to naturalnie ogromne betonowe instalacje, w muzeum zaś wystawia cegłę podpisaną własnym nazwiskiem. Główna bohaterka serialu, Chris, jest artystką, tworzy kiepskie filmy o relacjach między

144

n116_kolumny.indd 144

2/28/18 12:55 PM


Mikołaj Sobczak: Śniący patriota, 2017, akwarela na papierze

145

n116_kolumny.indd 145

2/28/18 12:55 PM


ludźmi. Spotkanie doprowadzi artystów między innymi do zrozumienia, że ich twórczość nie jest aż taka dobra. A cegła Dicka, przypadkowo zniszczona przez młodą artystkę praktykującą właśnie fitness w sztuce, stanie się symbolem tego, że sztuka i życie jeszcze nie mają ze sobą nic wspólnego. Odwrotnie więc niż w spektaklu Wade’a, cały świat zamiast wspólnego orgazmu przeżywa symultaniczny kryzys – w jego pierwotnym sensie, kiedy oznaczał decydujący dla życia pacjenta moment w chorobie. Nieco uwspółcześniona wersja I Love Dick aktualizuje historię, która i tak się powtarza. Dokładnie tak, jak pisała o tym Hito Steyerl w książce Duty Free Art – przyszłość może się wydarzyć dopiero wtedy, kiedy przeszłość przestanie okupować teraźniejszość. Jedynym sensownym gestem jest wobec tego queerowanie historii. I wtedy przypomniałam sobie o obrazach Mikołaja Sobczaka, które artysta upublicznia od czasu do czasu na Instagramie. Mikołaja poznałam kilka lat temu, nie pamiętam nawet jak, pamiętam tylko, że uprawiał wtedy raczej performans niż malarstwo. Wy możecie kojarzyć go z duetem Polen Performance, który współtworzył z Justyną Łoś. Jego film STAR, pokazywany przez Polana Institute w Muzeum Geologicznym, zaczyna się od wypowiadanych przez drag queen Kim Lee słów: „Proszę państwa, teraz mamy kryzys”. Tak więc tam, gdzie większość artystów kończy, Sobczak dopiero zaczyna.

Marta Królak

Jego sztuka, podobnie jak spektakl Wade’a, osadzona jest w jakiejś alternatywnej rzeczywistości, w której ludzie nie są letni, a pterodaktyle rodzą małe, pedalskie ptaszki. Radykalne działania i postawy przedstawione są jako jedyne środki prowadzące skutecznie do celu. W czasach, kiedy lewica objaśnia mi świat, Mikołaj Sobczak przywołuje herstorię zamieszek w Stonewall i zestawiając ją z nagraniami z Charlottesville z zeszłego roku, tworzy obraz nieheteronormatywnej rewolucji. Środki są podobne – skoro Foucault tak powiedział, to tak musi być – ale cele wydają się jakby lepsze, ładniejsze, bardziej kolorowe. Uprawiając malarstwo, Sobczak także queeruje historię. Na jego obrazach to drag queens zamiast przodowników pracy podają cegłę, strzelają do siebie w ramach słynnej artystycznej akcji, a w odróżnieniu od obrazów Balthu­sa to nie nimfetka pokazuje tu majtki, tylko dresiarz robi sobie w upalny dzień przerwę, żeby przewietrzyć jajka. Wniosek z tego taki, że nie tylko odprawianie rutynowych rytuałów czuwa na straży zdrowia psychicznego. Można pójść dalej: radykalne działania prowadzące do odzyskania przeszłości gwarantują lepszą przyszłość. Mam nadzieję dożyć tego dnia, w którym osobnicy w sukienkach w końcu położą kres dominacji białych mięśni. Nadchodzi czas próby, ale nie lękajcie się. Kochajcie prawdziwych siebie, bo inaczej nie pokochacie nikogo innego! Tak powiedział RuPaul i tak musi być!!!

absolwentka Kolegium Międzyobszarowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych i Spo-

łecznych na Uniwersytecie Warszawskim. Współpracowniczka NN6T.

146

n116_kolumny.indd 146

2/28/18 12:55 PM


artykuły biurowe

Pracownik cienia Jakub Zgierski

Wreszcie, po półrocznym procesie rekrutacyjnym, wyłoniono Marka, następcę Pawła, który też kiedyś był następcą – konkretnie Adama, jednak nie w prostej linii, bo Adam pracował formalnie w innym dziale, pod panią kierownik Teresą, w pionie pani wicedyrektor Małgorzaty. Pewnego dnia jednak, cztery lata temu, pani wicedyrektor poszła na trwające do dziś zwolnienie z powodu choroby afektywnej dwubiegunowej, a dyrektor, w obawie przed zachwianiem się równowagi wpływów, nie powołał nowego wicedyrektora, lecz zamiast tego nieformalnie rozdysponował obowiązki pionu do innych pionów, korzystając przy tym z użytecznej kategorii zespołów projektowych, realizujących zadania, które nie mają początku ani końca i są tym samym niemożliwe do ukończenia. Mówiono o tym: struktura cienia, projekty cienia, pracownicy cienia. Marek wyłonił się więc od razu do c i e n i a. Był pierwszym w biurze c i e n i o w y m t u b y l c e m. Trochę do tej roli nie pasował, był bowiem „niesłychanie cielesny”, jak to określiła Ania, komentując w schyłkowej fazie lunchu jego sposób jedzenia zupy pomidorowej z kluseczkami rotelle. Jednak, pomijając ten fizyczny drobiazg, z cieniem było mu, moim zdaniem, a także zdaniem Marcina, do twarzy, sprawiał bowiem wrażenie, że – jak to ujął Marcin – warstwę cienia nosił od zawsze pod skórą. W pierwszych dniach w biurze

Marek przywdział wprawdzie uśmiech ochronny, ale nie miało to większego wpływu na antymagnetyczne oddziaływanie jego podszytego cieniem ciała. Gdy pierwsza ciekawość została zaspokojona, wokół Marka robiło się coraz puściej. Można się było spodziewać, że niebawem zacznie otwierać drzwi nogą, a pewnego dnia, gdy będzie oglądał skróty meczów ekstraklasy, celowo odłączy słuchawki, a echa stadionu w Gliwicach poniosą się po ołpenspejsie. Na szczęście Ania od razu polubiła Marka. Gdy czwartego dnia wpadł w stupor nad ekspresem produkującym legendarnie obrzydliwą, smolistą kawę, spytała go, czy wszystko jest okej. Spoko, odpowiedział. Tylko nie dostałem wody do espresso. Westchnął. Jezu, żart, powiedział. Słabo mi. Alergia na humor. Poważnie. Na przykład na zebraniu, jak ta, co robiła prezentację – Gabriela? Gabriela. Jak Gabriela pokazała skriny z naszego fejsbuka i powiedziała: „Jak widać panuje tu cisza i marazm. Co nas uratuje? Otóż proszę państwa – gify”. I jak potem włączyła tego gifa. O jezu. Myślałem, że mi się uleje, powiedział. Ania wysłuchała go poważnie i powiedziała, słuchaj, Marek, przyszedłeś tu w zastępstwie Pawła, z którym zawsze chodziliśmy po lunchu na kawę do kawiarni za cmentarzem, więc pozwól, że cię tam zabierzemy. Mają duże okno i wodę podają zawsze naprawdę ekstra lodowatą.

Jakub Zgierski

kulturoznawca. Pisze artykuły o literaturze, redaguje książki

o sztuce i organizuje wydarzenia filmowe.

147

n116_kolumny.indd 147

2/28/18 12:55 PM


będzie tylko gorzej

Przewodnik Kulinarno– –Artystyczny Przegrzebki, szczawik zajęczy, małże świętego Jakuba? A może czarne burgery? Z kuchennych schodów o trendach kuchni artystycznej nadaje wielki fan ziemniaków Aleksander Hudzik herbu Zielona Pietruszka

Ziemniaki u Szlagra, czyli dobre polskie menu

Polskie nowalijki, topinambur, karczochy, kardy i jarmuż. Wszystkie pyszne, ale najpyszniejsze są nasze swojskie ziemniaczki, pyry, kartofelki. Towar eksportowy, duma, a i chleb (ziemniaczany) nasz powszedni. Ziemniak jest w kuchni niczym farba w warsztacie malarza. Gdy już poznamy tajniki tego magicznego warzywa, możemy z pomocą wyobraźni wyczarować z niego wszystko – wyciąć amerykańskie frytki, niemiecką kartoffelsalat, a nawet dobry polski bimberek. Albo napisać o nich historię. Historię Ziemniaka Ziemka.

Słowiańskie ogóreczki w tatarskim sosie

Fermentacja. Proces, którym od niedawna zachwyca się zachód, a który nas Słowian wcale nie dziwi. Ferment to nasz stan ducha, nasza rzeczywistość, także na talerzu. Marynować, piklować i kisić potrafimy wszystko. Kimchi – mówią Azjaci, korniszony – powiedzą Polacy. Skwaszone jak grymas na twarzy ludzi, którzy żyją w kraju nad Wisłą, w smaku orientalne i niezrozumiałe – jak nasza historia. Jest jeszcze sekret: wywar, w którym są skąpane, ma ponoć właściwości lecznicze, leczy ciężką głowę i przywraca nam trzeźwość.

148

n116_kolumny.indd 148

2/28/18 12:55 PM


Czarne burgery siostry Klementyny

Kuchnia to sztuka zapożyczeń i dzielenia się, ot choćby polska pizza i polski kebab. Nie inaczej jest z polskimi burgerami – hitem ostatnich lat. Jednak we wszystkim należy zachować umiar. Czarne Burgery serwowane przez siostrę Kle Mens wzbudziły niemałe zamieszanie. Dobrze, że danie zaserwowano tylko w Zielonej Górze, gdzie przynajmniej napijemy się pysznego lokalnego wina, którym tamte rejony stoją. Przypomina się też stara zasada, którą każdy kuchta winien znać na pamięć. W sztuce, jak w kuchni, czasem warto potrzymać bulion w garnku kilka godzin, zanim poczęstuje się nim gości – lepiej przemyśleć i niech zupka się przegryzie.

Ostoya – najlepsza wśród wód

Dobre danie to takie, które pysznie smakuje, a i wygląda niezgorzej. Kompozycja musi być nieco frywolna, nawet jeśli w smaku niespecjalnie nas zaskoczy. Nawet szklanka wody, w smak niespecjalnie bogata, może wyglądać apetycznie, wystarczy dobra szklanka. Hitem tego sezonu będą złote obwoluty i estetyka retro. Przeszukajcie kredensy babci, bo wszyscy dobrze wiemy, że drugie życie kuchni jest na Instagramie. #nofilter.

Giorgio Rozano – kuchnia molekularno-konceptualna

Rozano wciąż czeka na gwiazdkę Michelina, ale kto wie, może już wkrótce! W kuchni Rozano dba się przede wszystkim o to, by dopasować menu do sezonu i za trendami tego sezonu

Alek Hudzik (ur. 1989)

nadążać. Co w tym roku? Zapewne odrobina polskiej klasyki. Dorsz w sosie kolendrowym z czarnuszką, sezamem i glazurowanymi warzywami. Polędwiczki z dzika w sosie porto z purée z pasternaka, albo staropolski bigos, groch i kapusta. Gdzie zjemy danie maestra? Oczywiście nad Wisłą. W alejce nad warszawskimi bulwarami w największym food-trucku ze sztuką.

Fine Dining Weekend

Idea Fine Dining sprowadza się do prostej zasady, by na talerzu podać nam sztukę. Festiwal ma nas, zwykłych zjadaczy pierogów z baru mlecznego, zachęcić do tego, byśmy rozsmakowali się w doświadczeniu! Byśmy zakoszto­ wali kunsztu każdego z warszawskich kucharzy, sprawdzili, gdzie serwuje się jadalne kwiaty, a gdzie trufle. Wydarzenie niecodzienne, można zakosztować 21 galeryjnych menu degustacyjnych w festiwalowej cenie: 0 złotych. Słownie: ZERO.

Wata cukrowa

Desery, wszyscy kochamy desery, co więc na deser? Przede wszystkim wata cukrowa. Dużo waty, słodkiej jak ulepek i puszystej… jak wata. Nie ma w niej nic specjalnego, za to wszyscy dobrze znamy jej smak, cukier wszak rozpływa się w ustach. Na pozór wydaje się, że jest jej naprawdę dużo, ale to tylko złudzenie, zabieg artystyczny. Na pocieszenie dodamy tylko, że znajdziemy ją z łatwością w każdej galerii.

pisze o sztuce na FB i o kulturze w „News­ weeku”. Czasem też do innych gazet.

Z NN6T związany od numeru 61, czyli od wielu, wielu lat.

149

n116_kolumny.indd 149

2/28/18 12:55 PM


recenzje lektur nowych i starych Kurzojady

Rocznice, zwłaszcza te „narodowe”, bywają nieznośne i z pewnością wiele czytelniczek i czytelników NN6T najchętniej obchodzi je z daleka, zaszywając się na wsi, przed serialami lub poza granicami naszej cudownej ojczyzny. Nie rzucę w was kamieniem ani brukiem, choć przykładnie szlifuję te drugie na antifowych manifestacjach. Jeśli jednak planujecie w tym roku wyjeżdżać, by trochę uciec od Polski, to może włączcie odrobinę przekory i zabierzcie ze sobą książki, które traktują o naszym kraju. Można na przykład wsiąść na rower, pojechać czterdzieści kilometrów na północ od Warszawy, usiąść na plaży z widokiem na Bug wpadający do Narwi i wyciągnąć z plecaczka Polskę Marcina Świetlickiego z ilustracjami Alicji Białej. Świetlicki dystansuje się od Polski podzielonej na prawo i lewo, trochę się zgrywa, podgryza i tumani, ale jednocześnie pokazuje, że obydwie wizje naszego kraju to konstrukty kalekie i mocno utopijne. Kontrastują z tym ilustracje – ironiczne kolaże Białej mają w sobie mniej dystansu, wyśmiewają polskie tradycje i mitologie. Do tego dizajn książki autorstwa Marcina Markowskiego i dostajemy dzieło o tzw. cechach artystycznych. Polskę trzeba mieć.

Trzy dni na wsi? Jedziemy na wschód, w okolice Janowa Podlaskiego, można pociągiem, ale rowerem też dotrzecie – dwieście kilometrów od stolicy, jakaś chata, cisza i bociany. Idealne miejsce, by zatęsknić za blokowiskami, lokalnymi pijaczkami, dresami i babami niosącymi siaty. Czas na nowe czytanie Chamowa Mirona Białoszewskiego. Poeta lubiący nocne spacery i wsłuchiwanie się w odgłosy bloku przy Lizbońskiej, „poeta prywatny”, jak go nazwała Maria Janion, jest dziś bardzo aktualny – są w tej prozie podsłuchania, zasłyszenia i bon moty, czyta się ją jak zbeletryzowany zestaw memów i gifów, szybko płynący feed na wallu. Złośliwe, czasem chamskie obserwacje, niezwykłe złote myśli, metafizyka prostoty i codzienności, fantasy pisana na thonetowskim krześle. Państwowy Instytut Wydawniczy doszedł już do czternastego tomu dzieł zebranych Białoszewskiego. Nie masz tego w domu? Nie idę z tobą na randkę. Polska blokowa odkrywa tu swoje religijne i wiejskie korzenie, do których odnoszą się także Biała ze Świetlickim i o których pisali Leder czy Sowa. Jak ta Polska? W tym roku zobaczymy z pewnością niezwykły pokaz narodowych mitologii, nie mogę się doczekać. WOJTEK SZOT

BIEGAĆ, SKAKAĆ, LATAĆ, PŁYWAĆ Jest marzec, powinna być wiosna, tak to przynajmniej działało w odległych czasach mojej zdegenerowanej młodości. Ponieważ zimą odnotowałam znaczny przyrost tłuszczu i wyraźne skrzypienie kręgosłupa, przeżywam cykliczne zjawisko nazwane przeze mnie „mrzonkami o zdrowym ciele”, które skupia moje rozbiegane myśli wokół tematów 150

n116_kolumny.indd 150

2/28/18 12:55 PM


sportu. Nic milszego niż oglądanie rolek w sklepach internetowych, planowanie we wtorek forsownych marszów, które chce się odbyć w sobotę, czy fantazjowanie o nauce pływania pod okiem instruktora. Oczywiście nie będę miała czasu zająć się realizacją tych planów, i bardzo dobrze, po co od razu coś robić, skoro można czytać? Z tej okazji polecam dwie książki, obie wydane jeszcze w 2017 roku. Najpierw nuż w bżuh i ręka w nocnik, czyli Sport nie istnieje Jana Sowy i Krzysztofa Wolańskiego, idealna lektura dla wszystkich naiwniaków, którym się zdawało, że Wojski wciąż gra jeszcze, a to echo grało. Dzisiejszy sport od dawna nie ma nic wspólnego ze szlachetną rywalizacją wyjątkowo sprawnych mężczyzn i kobiet pod okiem zachwyconego świata – dowodzą autorzy. Jest to spektakl rozumiany w kategoriach Pierre’a Bourdieu: sztuczny, wypracowany, zgrabnie podsunięty ludowi pod oczy niebieskie od telewizorów. To nic innego niż przemysł rozrywkowy, zorganizowany zgodnie z zasadami gospodarki kapitałowej, obrośnięty własnym dyskursem, którego jedynym celem jest mnożenie zysków. Pamiętajmy o tym chociaż przez chwilę, nawet kiedy akurat łkamy do taktu Mazurka Dąbrowskiego. I czytajmy Sowę i Wolańskiego. Jeżeli ktoś jednak lubi złudzenia, może sięgnąć po Wembley, Wimbledon

Kurzojady, czyli Olga Wróbel i Wojciech Szot,

Wiktora Osiatyńskiego, czyli zebrane w jednym tomie reportaże odpowiednio z 1973 i 1979 roku. Michał Okoński pisze we wstępie, że teksty Osiatyńskiego są nie tyle o sporcie, ile o człowieku – i dlatego przetrwały próbę czasu, ale mnie jednak najbardziej kręci w nich ten uroczy wintydż, co tu kryć: „Zza odległego stołu pod oknem wstaje niemłody już pułkownik. Przechodząc przez salę, dostrzega chłopców: w cywilnych ubraniach, kilku już w dresach, niektórzy w reprezentacyjnych garniturach z orłem białym. Pułkownik staje urzeczony. Oparty o krzesło, patrzy tak z dziesięć minut: więc tak oni wyglądają, ci bohaterowie czasu pokoju”. Jest też akapit poświęcony Jackowi Gmochowi, który po kontuzji nie może już grać, ale asystuje Kazimierzowi Górskiemu, opracowując plany taktyczne. Od razu słyszycie klasyczne „hehehehehe” i widzicie Jacka Gmocha z markerem przy tablicy? No właśnie. Są też żony piłkarzy: poważne panie czekające na lotnisku na powracających małżonków, opowiadające Osiatyńskiemu o trudach samotnego życia. Sancta simplicitas, WAGs z PRL-u! Wzruszyłam się, pójdę sobie popatrzeć na rakiety do badmintona i wrotki. Może kupię też kolejne buty sportowe, w końcu można je nosić także po domu, stopy od razu wyglądają zdrowiej. OLGA WRÓBEL

w każdym numerze NN6T recenzują lektury nowe i stare oraz zamieszczają fragmenty swojego bloga.

Więcej: kurzojady.blogspot.com

151

n116_kolumny.indd 151

2/28/18 12:55 PM


152

n116_kolumny.indd 152

2/28/18 12:55 PM


153

n116_kolumny.indd 153

2/28/18 12:55 PM


usuń poezję Rozdzielczość Chleba przedstawia:

Kamila Cyfra KSZYRZACY

[Uwaga: błędy ortograficzne i błędna lokalizacja cytatów zamierzona] „CHAŁWA WIELKIEJ BOLSCE WIKSAPOLAŃSKIEJ, WIELKIM LITEROM, POPIERSIOM OGROMNYCH PISARZY I ICH BEZKRESNYM DZIEŁŁOM!!1” – wydarła się sfora XXIII-wiecznych filologów polskich pod bramką datowanego na 24 kwietnia 2015 roku zabytkowego wydarzenia na fejsie. Inskrypcja na eventowej ilustracji brzmi: „NURZ W UHU”. Wydarzenie przeniesiono na wawelskie wzgórze jeszcze pod koniec wieku XXII, pieczołowicie rekonstruując naścienne wrzutki, zapostowane przez dawnych użytkowników tuż przed wyruszeniem na bój. Wraz ze zwartą grupką polskich filologów stoimy pośrodku całego tego bogactwa kultury i historii i pytamy się kolegi: „CO AŁTOR MIAŁ NA MYŚLI???”. Bo jest rok 2237 i nie wiemy, co ałtor miał na myśli. Kolega też nie. Potem przesuwamy się wzdłuż piwnicznej ściany ku podświetlonej ultrafioletem gablocie. A w gablocie – o gurde! – oryginalny manuskrypt KSZYRZACY.DOC. „Braliśmy to na drugim roku!” – raduje się filolog Andrzej, „To lubiem” – cytuje Herberta z pamięci jego łysy kolega, po czym wspólnie demontują gablotę, dobywają zeń starodruk i w spontanicznie uformowanym kółeczku czytają na wyrywki swe ulubione dzieło Kamili Cyfry. Zajrzyjmy im przez ramiona.

Ale najpierw obowiązkowa pogadanka. Jak uczą nas światowi i rodzimi liderzy, historię trzeba nieustannie przepisywać, bo sama się nie przepisze albo przepisze się gorzej. Kto nie przepisuje, ten źle pamięta i potem nic nie rozumie. A kto nic nie rozumie, ten nie rzyje. Jak jakiś Jurand. Naprawdę. Nie ma powodów, dla których ta słuszna taktyka miałaby pozostać w rękach polityków i niczyich więcej. Dlatego godne uwagi są rewritingowe wysiłki Kamili Cyfry aka HONEY BUNNY – artystki i didżejki współpracującej z Wixapolem. Kamila wykonuje benedyktyńską pracę polegającą na usuwaniu Krzyżaków Sienkiewicza, a właściwie na nadpisywaniu tego srogiego dzieła przy użyciu kwaśnego dialektu Wixapolan, znanego choćby z ich fejsbuka. Dlaczego tak? „Język polski to ten, którego używają Polacy”. Polacy używają caps locka. Polacy popełniają błędy. Polacy chadzają na Wixapol. Kamila Cyfra dostarcza. Poza tym – kto nadpisuje Krzyżaka, ten może też nadpisać jakiegoś innego szkodliwca. To przydatna kompetencja, oręż w walce z męczącą, kłopotliwą przeszłością i w sumie z teraźniejszością też. Czy Zbyszko palił gumy swego wierzchowca na parkingu u podnóża zamku? Nie wiem, ja tu tylko usuwam. A na koniec cytat z Sienkiewicza: „XD”. Łukasz Podgórni

154

n116_kolumny.indd 154

2/28/18 12:55 PM


Kamila Cyfra – studentka Wydziału Intermediów Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Interesuje się językiem, prymitywnością oraz łamaniem patosu.

155

n116_kolumny.indd 155

2/28/18 12:55 PM


KSZYRZACY. ROSCIAU CIESIONTY KANONIG OT FARY WYSPOWJADAU MACZKA I ZACZYMAU IH GOSCZINNIE NA NOCLEK TAGRZE WYJEHALI DOPJERO NAZAJUCZ RANO. ZA OLKUSZEM SKRENCILI KU SLONSKOWI KTUREKO GRANICOM MJELI WCIONSZ JEHACZ ASZ DO WJELKOPOLSKI. DROGA SZUA PO WIENKSZEJ CZENSZCZI PUSZCZOM W KTUREJ POT ZAHUT SUONCA OTZYWAUY SIEM CZENSTO POTOBNE DO POTZIEMNYH GRZMOTUW RYKI TURUW I RZUBRUW NOCAMI ZAS POBUYSKIWAUY SPOSRUT LESZCZYNOWEJ GENSTWY OCZY WILCZE. WIENKSZE JETNAG NIEBESPJECZENSTFO NISZ OT ZWJERZA GROZILO NA TEJ DROCE WENDROWNIKOM I KUPCOM OT NIEMIECKIH LUP ZNIEMCZAUYH RYCESZY ZE SLONSKA KTURYH ZAMECZKI WSNOSILY SIEM TU I UFCIE NAT GRANICOM. FPRAFCIE W SKUTEG WOJNY S OPOLCZYKIEM NADERSPANEM KTUREMU POMAGALI PSZECIW KRULOWI WUADYSUAWOWI SYNOWCOWIE SLONSCY WIENKSZOM CZENSZCZ TYH ZAMECZKUW POKRUSZYUY RENCE POLSKJE ZAFSZE JEDNAG CZEBA SIEM BYUO MJECZ NA BACZNOSZCZI ZWUASZCZA PO ZAHOCIE SUONCA NIEPOPUSZCZACZ BRONI Z RENKI. JEHALI JEDNAG SPOKOJNIE TAGRZE SPYSZKOWI POCZYNAUA SIEM JUSZ DROGA PSZYKSZYC I DOPJERO NA DZIEN KOUOWEJ JASTY OT BOKTANCA POSUYSZELI ZA SOBOM PEWNEJ NOCY PARSKANJE I TUPOD KONI. - JACYS LUCIE JADOM ZA NAMI - RZEK SPYSZKO. MACZKO KTURY NIESPAU SPOJRZAU NA GWJASDY I OTPOWJECIAU JAKO CZUOWIEG DOSWJATCZONY: - SWIT NJEDALEKO. PSZECIESZBY ZBUJE NIENAPATALI PSZY SHYLKU NOCY BO NADE DNIEM CZAS IM DO DOMU. SPYSZKO WSZCZYMAU JEDNAG WUZ USZYKOWAU LUCI W POPSZEG DROKI CZOUEM DO NATJESZCZAJONCYH SAM ZAS WYSUNOU SIEM NAPSZUT I CZEKAU. JAKOS PO PEWNYM CZASIE UJRZAU W POMROCE KILKUNASTU KONNYH. JETEN Z NIH JEHAU NA CZELE NA KILKA KROKUW PSZET INNYMI ALE WIDOCZNIE NIEMIAU ZAMJARU SIEM UKRYWACZ ALBOWJEM SPIEWAU GUOSNO. SPYSZKO NIE MUK DOSUYSZECZ SUW ALE DO USZU JEGO DOHOCILO WESOUE CHOC CHOC KTURYM NIESNAJOMY KONCZYU KASZDOM ZWRODKE PJESZNI. - NASI!11 - RZEK SB. PO KWILI JETNAG ZAWOUAU: - STUJ!!!1 - A TY SE SIEDNIJ X DDDDDD - OTPOWJECIAU RZARTOPLIWY GUOS. - COSZCZIE ZA JETNI?? - COSZCZIE ZA DRUCY????XDDDDDDDDD - A CZEMU NAS NAJESZCZACIE????? - A CZEMUSZ DROKE ZAKRADZASZ??XDD - OTPOWJADAJ BO KUSZE NAPJENTE. - A U NAS…..WYPIENTE XDDDD SZCZELAJ!!!11 - OTKAZUJRZE PO LUCKU BO CI BD BJEDA. NA TO OTPOWJECIAUA SPYSZKOWI WESOUA PJESZN: JEDNA BJEDA Z DRUGOM BJEDOM NA ROSSTAJU W TANJEC IDOM…. CHOC!!1 CHOC11 CHOC!!!1 NA CUSZ IM SIE TANJEC PSZYDA??? DOBRY TANJEC HOCIASZ BJEDA…. CHOC!!! CHOC11!!! CHOC!!!1! ZDUMIAU SIEM USUYSZAWSZY TAKOM OTPOWJECZ SPYSZKO A TYMCZASEM PJESZN USTAUA ALE TEN SAM GUOS SPYTAU: - A JAG SIEM TAM MA STARY MACZKO??? DYHA JESZCZE??
 156

n116_kolumny.indd 156

2/28/18 12:55 PM


MACZKO PSZYPOTNIUS SIEM NA WOZIE I RZEK: DLA BOGA TO JACYSZ SWOJI!!!!11
 SPYSZKO ZASZ RUSZYU KONJEM NAPSZUT: - KTO O MACZKA PYTA? - A SOMSIAT ZYH ZE ZKORZELIC. JUSZ S TYCIEN JADE ZA WAMI I ROSPYTUJE LUCI PO DROCE. - RETY11!!! STRYJKU!!! ZYH ZE ZKORZELIC TU JES!!!1 - ZAWOUAU SPYSZKO. I POCZELI SIEM WITACZ RADOSZNIE ZYH BOWJEM BYU ISTODNIE IH SONSIATEM A DO TEGO CZUOWIEKIEM DOPRYM I POWSZEHNIE LUBJANYM DLA WJELKIEJ WESOUOSZCZI. - NO JAG SIE MACZIE??? - PYTAU POTSZONSAJONC DUON MACZKA CHOC JESZCZE CZYLI JUSZ NIE CHOC!!!1 - CHEJ JUSZ NIE CHOC!!1!! - OTSZEK MACZKO - ALE RAT WAS WICE. MILY BOSZE TO JAKPYM JUSZ BYU W BOKTANCU!!! - A CZO WAM JES BO JAG SUYSZALEM TO WAS NIEMCE POSZCZELILI???? - POSZCZELILI PSUBRATY1111 RZELESZCZE MI SIE MIENCY RZEPRAMI OSTAUO…… - BUJCIE SIEM BOKA!!! NO I CZO?? A PRUBOWALISZCZIE NIECZWJECZEGO SADUA SIEM NAPICZ?????? - WICICIE!11 - RZEK SPYSZKO - KASZDY NIECZWJECZIE SADUO RAJI. BYLE DO BOKTANCZA. ZARA PUJDE NA NOC Z TOPOREM POT BARCIE. - MORZE JAGIENKA BD MIAUA A NIE TO POSLE PYTAC - JAKA JAGIENKA? WASZEJ PSZECIE BYUO MAUGOHNA? SPYTAU MACZKO - OOOO!!!111 CZO TA MAUGOHNA!!! NA SWJENTY MICHAU BD CZECIA JESIEN JAG MAUGOHNA NA KSIENSZEJ GRUCI. ZADZIERSZYSTA BYUA BABA PANIE SWJEC NAT JEJ DUSZOM!!11 ALE JAGIENKA PO NIEJ POSZUA JENO RZE MUODA….. ZA DOUAMI SWJECI GURKA JAKA MACZ TAKA I CURKA….. HOC!1 HOC1!!!!……..A MAUGOHNIE GADAUEM NIE LESZ NA SOSNE KIEDY CI PIENCIESIONT ROKUW. NIEPRAWTA!!!11 WLAZUA. A TO GAUONSZ SIE UOMILA I BUH!! TO POWJADAM WAM RZE ASZ DZIURE W ZIEMI WYBILA ALE TESZ WE CZY DNI PUSZCZILA OSTATNIOM PARE. - PANIE SWJECZ JEJ!11 - RZEK MACZKO - PAMJENTAM PAMJENTAM……KIEDY TO SIEM W BOKI WZIEUA A POCZEUA CUDOWAC TO SIEM PAROPCY W SIANO HOWALI. ALE DO GOSPOTARKI BYUA SPRAWNA!!!11 I Z SOSNY JEJ SIEM ZLECIAUO????…..WICICIE LUCIE!!!…… - ZLECIAUA JAG SZYSZKA NA ZIME…..OJ BYU FRASUNEG. WJECIE? PO POKSZEBIE TOM SIE TAG Z RZAUOSZCZI UPIL RZE CZY DNI NIE MOKLI MJE DOBUDZIC MYSZLELI RZEM SIE TESZ WYKOPYRTNOU X DDD A COM SIE POTEM NAPUAKAU TO BYSCIE CEPREM NIE WYNIESZLI!!111 ALE DO GOSPODARSTFA I JAGIENKA SPRAWNA. SZYSKO TO TERAS NA JEJ GUOWIE. Prezentowany tekst Kamili Cyfry stanowi fragment pracy licencjackiej realizowanej w Pracowni Transmediów Wydziału Intermediów Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Promotorem pracy jest Bogdan Achimescu.

Poezja nie jest już zakuta w tekstowe interfejsy. Dzięki osiągnięciom myśli ludzkiej materiał poetycki może dziś zostać przedstawiony w postaci obrazu,

gałęzi, sampla albo ciosu. Chodzi o przybliżenie się do sedna, mniejsza o nośnik. W każdym numerze NN6T Hub Wydawniczy Rozdzielczość Chleba

częstuje nas świeżym chlebem eksperymentu i wskazuje metody (re)produkcji poezji poza poezją.

157

n116_kolumny.indd 157

2/28/18 12:55 PM


typografia XXI wieku Borys Kosmynka

ozzy Jej wzrok szyderczy, Zacięte usta, wyraz zimnego rozkazu  Świadczą, iż rzeźbiarz dobrze na tej bryle głazu  Odtworzył skryte żądze, co, choć w poniewierce  Przetrwały rękę mistrza i mocarza serce. Ozymandias, Percy Bysshe Shelley, przeł. Adam Asnyk (fragment)   Ozzy to zabawa konwencją i zderzenie form kaligraficznych ze streetartowym stylem letteringu. Nazwa pochodzi ze znanego wiersza Percy’ego Bysshe Shelleya Ozymandias, traktującego o wielkim władcy, którego królestwo legło w gruzach pośród piasków pustyni. To z tych ruin zrekonstruowany jest Ozzy, wykorzystujący elementy starożytnych pism – kroju kufickiego wywodzącego się z Mezopotamii oraz pieczęciowego pisma pochodzącego z Chin. Te antyczne formy były bazą, która zderza się z nabrzmiałymi kształtami liter na okładkach płyt i wstęgowymi konturami logotypów amerykańskich marek z lat 60. XX wieku. Ozzy ma zaskakiwać nieprzewidywalnością kształtów. Jest ostry, wyrazisty i silny, ale miękko wychyla się tam i z powrotem jak bagaż

na grzbiecie wielbłąda. Potrzebujemy więcej wyobraźni w naszych literach. Ozzy wyłamuje się ze schematów i idzie ku terra incognita.  To krój typu display (stosowany do tytułów, forma dominuje tu nad funkcją). Ta rodzina typograficzna składa się z ośmiu grubości, z których każda posiada rozbudowany zestaw znaków językowych, co jest rzadko spotykane w tego rodzaju projektach.   Projekt jest owocem współpracy dwóch twórców z różnych pokoleń. Brody Neuenschwander, wykorzystując wieloletnie doświadczenie w dziedzinie kaligrafii, opracował koncepcję kształtów, których digitalizację i rozwinięcie stylistyczne opracował Maciej Połczyński. Ozzy to pierwszy z pięciu krojów zaplanowanych na ten rok. Borys Kosmynka – doktorant Akademii Sztuk Pięknych im. W. Strzemińskiego w Łodzi. Projektant krojów pisma, projektant graficzny, aktywista. Od 2016 roku współpracuje z łódzkim Muzeum Książki Artystycznej w działaniach z zakresu archeologii typografii.

158

n116_kolumny.indd 158

2/28/18 12:55 PM


Percy Bysshe Shelley, szkic Ozymandiasa, 1817, Bodleian Library, Oxford. Źródło: wikimedia.commons.org

W każdym numerze NN6T przedstawiamy inny krój pisma zaprojektowany przez pol-

skich projektantów w XXI wieku. Zbierz wszystkie numery NN6T i posiądź mikrolek-

sykon nowej polskiej typografii.

159

n116_kolumny.indd 159

2/28/18 12:56 PM


aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż 1234567890&@©& aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż 1234567890&@©& aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż 1234567890&@©& aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż 1234567890&@©& aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż 1234567890&@©& aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż 1234567890&@©& aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż 1234567890&@©& aąbcćdeęfghijklłmnńoóqprsśtuwvxyzźż 1234567890&@©&

Abcdefgh ijkLmnop rstuwxyz Brody Neuenschwander – jego praca obejmuje obszary performansu, body artu, rzeźby, fotografii, instalacji i video. Wykorzystuje wszelkie media od papieru, przez szkło, aż po metal i tkaninę.

Maciej Połczyński – projektant krojów pisma, laik. Absolwent Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych, stypendysta Type Directors Club. Zajmuje się również projektowaniem graficznym oraz współtworzy pracownię N22. brodyneuenschwander.com maciej.polczynski.com laic.pl

160

n116_kolumny.indd 160

2/28/18 12:56 PM


K O N K U R S

Zgłoś projekt w jednej z kategorii CZŁOWIEK PRZESTRZEŃ ZNAK Pula nagród: 35 000 zł Termin zgłoszeń: do 1.05.2018

w w w. m a z d a d e s i g n . p l


Notes.na.6.tygodni #116  

marzec–kwiecień 2018 AUTORKI I AUTORZY: Ada Banaszak, Justyna Chmielewska, Kamila Cyfra, Marianna Dobkowska, Matylda Dobrowolska, Łukasz Dr...

Notes.na.6.tygodni #116  

marzec–kwiecień 2018 AUTORKI I AUTORZY: Ada Banaszak, Justyna Chmielewska, Kamila Cyfra, Marianna Dobkowska, Matylda Dobrowolska, Łukasz Dr...