Page 1

Zmiana Przeznaczenia

Rozdział IV

Zmiana stałego punktu


ok. 3000 r. n.e., Lizi Paisley i Będąc cały przemoczony zdjąłem swoje ubrania, z których skraplała się woda. Ruchem jednej ręki rzuciłem je w bok. Z garderoby wyszukiwałem nowe, ciepłe i co najważniejsze suche odzienie. Znalazłem, z resztą drugą już białą bluzkę z kapturem. Nałożyłem ją na siebie i lekkim ruchem naciągnąłem na głowę kaptur. Powoli pociągnąłem za sznurki, które go przycisnęły tak, by dobrze ułożył się na mojej czuprynie. Oprócz tego ubrałem szare, dresowe spodnie, dzięki których było mi wygodnie. Z resztą ubioru nie miałem problemu z wyszukaniem. Balbin tym razem ubrał niebieski sweter, który nawet pasował do jego beretu. Szybko wysechł w przeciwieństwie do innych ubrań, dlatego niemożliwością byłoby dla niego, by go nie zabrał ze sobą, skoro jak się dowiedziałem był z nim bardzo zżyty. Mój trencz był tak wilgotny, że linki, na których wisiał uginały się pod jego ciężarem. Postanowiłem, że udam się bez niego do miejsca, którego jeszcze nie wybrałem. Byliśmy już zgrani i gotowi do powędrowania Tardis, gdziekolwiek byśmy chcieli. Chciałem zabrać chłopaka w jakieś wyjątkowe miejsce, ale nie miałem na nie pomysłu. Cały czas myślałem o tym jak oszukać przeznaczenie. Jak mógłbym sprawić, bym Panna nigdy nie cierpiała i mogła w spokoju żyć. Zaczęło mi krążyć po głowie Tokio, czyli miasto, w którym byłem ze swoją towarzyszką już kilka razy w przyszłości. Pamiętam jej krzywy, ale i za razem miły wyraz twarzy, kiedy zaczęło ją irytować to, że tak często tam byliśmy podczas naszych wypraw. Nie chciałem tam polecieć, jednak podświadomie wpisałem koordynacje pod te miejsce i wybrałem odpowiednią datę, bym nie musiał być w teraźniejszości. Właśnie tam się udaliśmy. ii Wylądowaliśmy w jakimś parku. Gdy tylko otworzyłem drzwi ujrzałem pełno drzew, z których to powolnie ulatniały się różowe liście. To był ogród pełen japońskich wiśni. Zawsze chciałem zobaczyć na własne oczy te wyjątkowe drzewa. Tutaj miałem okazję by je pooglądać. Były one bardzo piękne i wspaniale kontrastowały z panoramą czyli szarym, ruchliwym i głośnym miastem. Balbinowi również bardzo podobało się to miejsce. Biegał i radośnie skakał wokół drzew. Po ostatnim wydarzeniu był bardzo załamany. Bardziej ode mnie. Bałem się o to, że mogłem podniszczyć jego psychikę. Jednak widziałem, że już zaczęło mu się robić lepiej i zaczął zapominać o tamtych zdarzeniach. Po jakimś czasie postanowiłem udać się z nim bardziej w miasto. Chciałem pooglądać ulice, budynki, popatrzeć na mieszkańców. Jak na Japonię przystało, a szczególnie na tak duże miasto jakim jest Tokio było bardzo tłoczno. Mały był bardzo zdezorientowany, gdyż będąc niskiego wzrostu zaczął poruszać się wśród wielgachnego tłumu. - Czemu oni wszyscy są tacy sami? - Zapytał odskakując z drogi od przechodniów. Rozbawiło mnie to pytanie. Nawet, tak szczerze powiedziawszy to spodziewałem się tego pytania z ust kogoś takiego jak Balbin, więc byłem przygotowany na jego odpowiedź. - Oni nie są tacy sami. Są owszem podobni do siebie, ale na pewno się rozpoznają nad wzajem. Po za tym to zapewnie azjaci tak samo uważają o chociażby europejczykach jak my o nich. - Ale czemu jest ich aż tak dużo? - Dociekliwie dopytywał.


Nie chciałem mu mówić nic w stylu - Robią dużo dzieci. Wynikłoby z tego pełno innych pytań, jednak musiałem coś mu powiedzieć. - Po prostu szybko się rozmnażają! - Walnąłem szybko. Uspokoił się na chwilę. Widziałem z pod jego beretu wyraz głębokiego zamyślenia. Zastanawiało mnie jakie to on tym razem chciał zadać pytanie. Cóż, nie spodziewałem się takiego. - Będziemy mieć kiedyś razem dziecko? Zrobiłem wielkie oczy i zamurowało mnie po prostu. Najlepsze było to, że nie wyglądał on na takiego co by żartował. Zastanawiałem się co było nie tak z jego głową. Mogłem się tylko domyślać, bo w końcu paradoksalnie pochodzi on z dalekiej przyszłości i tym samym zmiana płci to w jego czasach nic nowego. Chyba, że po prostu udaje dziewczynkę mimo iż wygląda jak facet? W każdym razie w majtki mu nie zaglądałem i nie mam zamiaru tego robić. Po godzinie zwiedzania postanowiłem wrócić z nim do parku. Płacąc euro kupiłem o sprzedawcy jedzenie. To dziwne, ale będąc w Japonii z byle powodu chce się jeść. Gdy tylko doszliśmy usiedliśmy na ławce. Byłem bardzo głodny, gdyż od dawna nic nie jadłem. Dlatego trochę w pośpiechu spożywałem jedzenie. Nawet Balbin zwrócił mi na to uwagę i nakazał zwolnić. Siedzieliśmy i razem spoglądaliśmy na tło, w którym to pod wpływem wiatru różowe kwiatki unosiły się nad ziemią. Było tutaj nad wyraz spokojnie. Nawet mało ludzi przechodziło przez ścieszki w parku. Mogłem tam tak siedzieć godzinami, ale musiałem zacząć myśleć nad tym jak uratować Pannę Monikę, tylko tym razem z powodzeniem. Balbin wpatrywał się we mnie i zastanawiał nad czym tak dumałem. Pewnie się domyślał, dlatego zadał odpowiednie pytanie. - Myślisz jak uratować dziewczynę? Skierowałem wzrok w jego stronę i przytaknąłem. Wyprostowując się oparłem swe plecy na ławce i złożyłem ręce myśląc w ten sposób. Swoimi myślami dzieliłem się z chłopakiem. - Wielka Inteligencja powiedziała, że żeby zmienić linię czasu muszę zmienić odpowiedni stały punkt. Spojrzałem się na chwilę na Balbina. Widać było, że nie za bardzo mnie rozumiał. Jednak postanowiłem kontynuować dalej. - Dlatego może zamiast próbować ją uratować musiałem sprawić, by do tego wszystkiego w ogóle nie doszło? - To ma sens! - Odpowiedział chłopiec. - Tylko pytanie jak to zrobić? - Pytałem siebie będąc pod lekką presją. Zamyśliłem się za bardzo. Gdy łączyłem wszystkie fakty dochodziłem do wniosku, że z pozoru nasze pierwsze spotkanie było przy pierwszej próbie ratowania dziewczyny. Jednak było widać, że zła kobieta mnie pamiętała. Inteligencja musiała mnie znać już wcześniej. Mnie i samą Monikę. Po za tym często wspominała, że zabiłem kogoś ważnego dla niej i choć w to nie wierzyłem (i nadal nie wierzę, bo bym pamiętał te wydarzenie) to wiedziałem o czymś istotnym. Kobieta chciała by Panna cierpiała, bo mi na niej zależało. Z początku myślałem, że to była losowa dziewczyna, na której miałoby mi


zależeć, ale doszedłem do innego wniosku. Może, gdy poznałem Monikę na basenie ona gdzieś tam była i nas zobaczyła? Wtedy uświadomiła sobie, że dopadnie Pannę i sprawi, że będzie cierpieć. To mogło być całkiem prawdopodobne. Właśnie! Tylko czyżby to tak na prawdę miałoby wpłynąć na taki zabieg? Czyżby powodem tego wszystkiego było to, że chcąc zmienić przeszłość doszło do zmian, przez które musiałem przechodzić piekło przez cały ten czas? Wolałbym żeby to nie było prawdą. Poznając razem z Balbinem Monikę w tym miejscu nie utworzyłem nowej rzeczywistości, ale za to przepisałem czas i doszło do takich rzeczy. To niestety mogła być prawda. Dlatego pomyślałem, że może to te zdarzenie, które musiałbym zmienić. - Wiem, co musimy zrobić! - Oznajmiłem donośnie chłopakowi i pośpiesznie pobiegliśmy do Tardis. Opowiedziałem mu drodze do wehikułu o moim planie. Będąc przy kokpicie natychmiast ustawiłem odpowiednią datę. Westchnąwszy pociągnąłem za spust i przenosiliśmy się do wyznaczonego miejsca. Wzbudziłem wtedy u Balbina pewne obawy. - Jeśli sprawimy, byście się nigdy nie spotkali i uda ci się zmienić czas to będzie znaczyło, że my się nigdy już nie poznamy? Zrobiłem skwaszoną minę. Prawdopodobnie tak by się miało stać, gdyby wszystko poszło po mojej myśli. Jednak z wielkim żalem byłem gotowy do takiego poświęcenia, byle tylko Monika nigdy nie cierpiała. Po za tym chłopak pocieszył mnie i wcale nie wyglądał na smutnego. - Nic nie szkodzi. Bardzo chcę by się tobie udało! Spoglądając na niego zrobiłem mały uśmieszek w kąciku ust. ii Byliśmy już na miejscu. Przed wyjściem musieliśmy być świadomi kilku rzeczy. Musielibyśmy bardzo uważać, byśmy przypadkiem nie spotkali nas samych. Udaliśmy się na parking obok Aquaparku. Schowaliśmy się za murem. Zacząłem się trząść na myśl, że miałbym ujrzeć samego siebie. To byłoby dla mnie coś nowego. Nowe doświadczenie. Miałem pewne obawy co do tego, że coś będzie mogło pójść nie tak jak powinno. Jednak nie mogłem się wycofać. Stałem jak słup soli nie wykonując zbędnych ruchów i czekałem aż on nadejdzie, aż Ja nadejdę. W końcu nadszedłem ja z przyszłości razem z Balbinem. Z czoła zaczęła skraplać się łezka potu. Bałem się, że znowu mogłoby coś pójść nie tak, a miałem serdecznie dosyć porażek. Rozglądałem się uważnie dookoła. Myślałem, że jeżeli moja teza była słuszna to gdzieś tutaj powinna znajdować się Pani Inteligencja. Nakazałem Balbinowi samemu się rozglądać. Zdumiony byłem tym co udało mi się zobaczyć. Właściwie nie co, tylko kogo - ujrzałem Inteligencję! Kobieta była zła. Mocnym krokiem przechadzała się przez chodnik. Wyglądała na naprawdę wciekłą. Domyślałem się co to mogło znaczyć. Czułem, że nie musiałbym długo czekać, żeby spotkała mnie oraz Balbina. Postanowiłem sobie wysłać wiadomość i sprawić, bym się cofnął i nie poznawał Panny M. *** Hej!


To bardzo ważne. Jeśli chcesz uratować Monikę nie spotykaj się z nią! Jestem z przyszłości. Każ Balbinowi szybko uciekać do Tardis, a tobie radzę unikać tej złej kobiety i sprawić, by nigdy ciebie nie poznała. *** Taką wiadomość wysłałem do siebie. Wyglądałem na zdziwionego, kiedy ją odczytałem. Pewne było to, że uwierzyłem w tę wiadomość, dlatego poczynałem wracać do Tardis. To właśnie zrobiłem ja z przeszłości. Za to teraźniejszy ja, że tak siebie nazwę również wróciłem do swojego wehikułu. Byłem pewny tego, że niedługo będzie mógł się przepisać czas i oboje przepadniemy. Minęło kilka minut i nic się nie działo. Zacząłem się poważnie niepokoić. Stojąc przy kokpicie rytmicznie naciskałem opuszkami swoich palców na blachę czekając na jakąś reakcję. Nie mogłem wrócić do Lizi Paisley, bo mogłem ja z przeszłości tam być. Mały Balbin sam zaczął się denerwować. - Może jesteśmy w nowej rzeczywistości? - Zapytał zaniepokojony. Stanowczo zaprzeczyłem przewrotem głowy. To by nie było możliwe. Czas by się przepisał, a my oboje byśmy zniknęli, a nie zostali uwięzieni w nowej rzeczywistości. Jednak coś musiało być nie tak, jak powinno. Zacząłem myśleć nad tym, żeby na prawdę utworzyć nową rzeczywistość i wysłać jeszcze raz do siebie poważną wiadomość. Już nawet chwyciłem telefon. Ręka mi drgała. Zgrzytałem zębami, bo czułem, że musiałbym to zrobić. Nagle przyszła do mnie wiadomość. O dziwo ode mnie samego z przyszłości! Przed wpadnięciem w panikę, bo już myślałem, że Balbin faktycznie miał rację, postanowiłem najpierw ją przeczytać. *** Hej. Udaj się na plac obok parkingu. Teraz, zaraz. *** Przełknąłem ślinę i wycierając sobie pot z czoła udałem się w wyznaczone miejsce. Myślałem nad tym na jaki pomysł wpadłem. Czy byśmy my mieli się spotkać razem nie powodując paradoksu? Co miałbym sobie do powiedzenia? Może w końcu rozwiązanie problemu? To by było za dobre zakończenie! Stanąłem w wyznaczonym miejscu. Nikogo nie było. Za to, gdy spojrzałem na parking ujrzałem siebie samego z Balbinem stojących obok Wielkiej Inteligencji. Dosłownie zamurowało mnie. Będąc poważny trzymałem tam wtedy telefon w ręce. Nagle zza moich pleców wyłonił się głos tej kobiety. - Dobrze tak sobie popatrzeć co my sami robiliśmy całkiem niedawno. - Oznajmiła ironicznie Inteligencja. Była tuż za moimi plecami. Powolnym krokiem stąpała tuż za nami. Nie spoglądałem się na nią, tylko na nas z przeszłości. - Co my tam robimy? Nie pamiętam tej sytuacji.


- To dobrze, że nie pamiętasz, bo to się nie stanie! Ja w przeciwieństwie do ciebie potrafię zaprzestać tworzenia nowej rzeczywistości. - Odrzekła. Byłem niepewny. Nie wiedziałem co teraz zrobić, co powiedzieć, dokąd się udać. Balbin szturchał mnie w rękę, a ja po prostu stałem jak wmurowany. Po raz kolejny coś poszło nie tak. Inteligencja postanowiła mnie oświecić. - Dobrze kombinowałeś przy zmianie czasu i prawie ci się udało! - Pochlebiła mi, ale z jej głosu było można wyczuć sarkazm. Ot cała Pani Inteligencja. Pewna siebie, z pozoru miła, lecz na prawdę ironiczna. Postanowiłem się dowiedzieć jak się jej udało tego dokonać. - Dlaczego tak się stało? - Mam zegarek, dzięki któremu mogę przenosić się w niedaleką przyszłość lub przeszłość. Dlatego trochę myśląc postanowiłam się z tobą zabawić. Gdy to mówiła miałem ochotę ją uderzyć. Wnerwiało mnie jej zachowanie. Igrała sobie ze mną. Wiedziałem jedno - znowu przegrałem. Tylko tym razem już definitywnie. - Będziesz mógł zmieniać przeszłość, lecz nie zmienisz stałego punktu w przeszłości, bo zawsze będę o krok dalej od ciebie. Nie dopuszczę do tego, byśmy się nigdy nie spotkali! Dowiedziałem się czegoś nowego o niej. Nie mogłem jej błagać, ani dochodzić do jakiegoś konsensusu. Wiedziałem, że nie dam rady jej pokonać. No i oczywiście potwierdziły się moje obawy. Wiedziałem już, że to wszystko, to była wina tego, że poznałem Monikę przy Aquaparku. Niepotrzebnie chciałem się bawić w zmianę przeszłości. Teraz poniosłem za to konsekwencję. Gotowała się we mnie krew. Znowu zaczęło nękać mnie te złe uczucie co w przeszłości. Kłębiły się moje nerwy. Dlatego zmanipulowałem swoje myśli i sprawiłem jakbym o tym nie wiedział. Udawałem, że to się nie wydarzyło. Jakbym tylko siebie okłamywał. Na szczęście udało mi się tak zrobić, ale mimo wszystko i tak czułem się przegrany, dlatego postanowiłem jej to wyznać. - Jak zwykle przegrałem. Wiem o tym! - Rzekłem do niej klaszcząc w dłonie. - Jesteś po prostu zajebista! - Krzyknąłem nie zważając na to, że osoby na parkingu mogłyby mnie usłyszeć. - Miło słyszeć od ciebie te słowa! - Zaśmiała się głośno. Wtedy szybko dostałem od siebie wiadomość, którą odebrałem. *** Hej. Nie krzycz tak. Nie chcę też słyszeć jej śmiechu z przyszłości. Daj jej dokończyć to co ma do powiedzenia. ***


Schowałem telefon do kieszeni. Żądałem od niej wyjaśnień i nawet zagroziłem. Spod mojej grzywy mówiłem wyłaniały się moje płomienne oczy, a usta mówiły do niej co mi chodziło po głowie. - Nie obchodzi mnie już nic! Mów, co takiego się wydarzyło, że zgrywasz się na mnie, albo ciebie zaraz na prawdę zabiję i nie obchodzi mnie, że spowoduję tym paradoks, czy coś innego. Zbliżyłem się do niej. Chwyciłem ją za płaszcz i wnerwiony potrząsnąłem. - Po takiej szmacie jak ty nie będę mieć wyrzutów sumienia! Szybko mnie odepchnęła. Jej mina na chwilę zrobiła się poważna. - Byłeś tam razem z twoimi przyszłymi towarzyszami, wszystkimi. Zabiłeś kogoś dla mnie ważnego. Kogoś, kogo kochałam. Niedługo potem trafiłam daleko do przeszłości i postanowiłam się na tobie zemścić. Wiedziałem, że mówiła prawdę. Dawno temu już wiedziałem, ale nie wierzyłem w nią. Usiadłem załamany na trawie i chwyciłem się za głowę. - Czyli, żeby zmienić stały punkt, będę musiał nie dopuścić do tego co zrobię w przyszłości, tak? Nie będę mógł zabić tego, którego tak kochałaś? - To co do tej pory próbowałeś zrobić nie zmieniło i nie zmieni stałych punktów. Tak więc masz rację. Będziesz musiał go uratować! - Tutaj z powagi znowu przeszła na drwiny przeplatane pazernym śmiechem - Choć jeśli to zrobisz, to wiedz, że wtedy zginą miliony! A wątpię byś chciał zamienić jedno istnienie w miliony. Wstałem i odwróciwszy się w jej stronę zacząłem się powoli do niej zbliżać, podczas, gdy ona się oddała. - Prędzej znajdę ciebie i pokonam, a Pannę uratuję. Wiem, że przeznaczenie mnie dopadnie, ale jeśli znajdę odpowiedni punkt w przyszłości to uda mi się to zrobić i ty dobrze o tym wiesz! Gdy to do niej mówiłem zaczynałem się cały pluć. Miałem wysoką determinację by sprawić, aby wszystko było dobrze. - Jak chcesz. Zanim odejdę jeszcze jedno. Nie wiem ile regeneracji życia umieściłam w urządzeniu mentalnym. Wykorzystaj tę wiedzę, tylko nie bądź głupi. - Oznajmiła z i szybko nacisnęła na zegarek po czym przeniosła się gdzieś. Gdzie, nie miałem pojęcia. Nie interesowało mnie to jednak. Po prostu wsadziłem ręce do kieszeni i spojrzałem na Balbina, by zobaczyć jak się po tym wszystkim czuł. - Słyszałeś? Może masz więcej szans na uratowanie jej tym urządzeniem! - Wiem, ale to już koniec w kwestii zmieniania przeszłości. Musimy przygotować się na przeznaczenie, które ma nadejść i sprawić by to wszystko się nie wydarzyło. To jedyna szansa, by zmienić stały punkt. Nie zmienimy linii czasu w przeszłości, ale będąc ostrożnym będziemy mogli zmienić czas w przyszłości. To trudne, ale wykonalne. Zastanawiałem się co powinienem zrobić ze sobą z przeszłości. Spojrzałem się na siebie i myślałem. Jedynym rozwiązaniem było utworzenie nowej rzeczywistości. Wmawiałem sobie, że będzie ono już


ostatnim jak zrobię. Nagle, ku mojemu zdziwieniu mój odpowiednik z przeszłości spojrzał się na mnie. Włosy stanęły mi dęba. Zacząłem się bać, że stanie się coś złego. Jednak do nic takiego nie doszło. Bez problemu spoglądał na mnie i uniósł poziomo telefon, po czym widziałem jak coś pisał. Top była wiadomość, którą otrzymałem. *** Witaj. Nie martw się. Damy radę! Teraz uciekaj. Wiem co muszę zrobić. Tylko zniknij stąd i już więcej nie tutaj nie wracaj. *** Po przeczytaniu wiadomości spojrzałem na niego. Miał uśmiechniętą minę. Machnął ręką i się odwrócił. Balbin, a dokładnie to Balbiny widząc siebie bardzo się cieszyli i machali sobie nawzajem. Wiedząc, co musiałem zrobić wróciliśmy do swojego wehikułu. iii Nacisnąłem na spust i udaliśmy się do przeszłości. Do dnia, w którym do był pierwszy dzień jak zmierzałem do szkoły jako Władca Czasu. Będąc na miejscu stanęliśmy na ulicy nieopodal Jej domu. Niedługo potem ujrzeliśmy jak moja Tardis wędrowała przez ulicę, a w niej ja sam. Wiedziałem co wtedy robiłem i jak się czułem. Zaczynało mnie to nawet bawić. Postanowiłem powiedzieć chłopakowi o tym dniu. - Widzisz Balbinie. To był pierwszy dzień, gdy leciałem do szkoły swoją Tardis. Wylądowałem nią obok parkingu ryjąc wielką i głęboką dziurę w trawniku. Następnie pobiegłem do kosza i zwymiotowałem, gdyż bardzo źle się czułem. Wtedy szybko powędrowałem do szkoły na lekcję, a na przerwie ujrzałem niebieskie oczy Panny Moniki wpatrzone we mnie. Od początku coś mi mówiło, bym w nie spojrzał. Już wtedy wiedziałem, że będzie to początek wielkiej przygody. Niestety nie przewidziałem tego, że będzie ona miała aż tak ciemne barwy. Poczułem się trochę melancholijnie. Nic dziwnego. Chciałem sobie przypomnieć ostatnie normalne chwile mego życia, które zaraz po tym miały okazać się trudne, ale za razem niezwykłe. iv Nie mając czego tutaj szukać wróciliśmy do Tardis, ale przed poleceniem z powrotem na Lizi Paisley postanowiłem pokazać małemu coś bardzo niezwykłego. Stanąłem z nim na przeciwko drzwi. Gdy już się szczerzył czekając aż je otworzę w końcu to uczyniłem. Oczekiwałem jego reakcji. Jedno słowo. - Wow! Tylko to powiedział i to wystarczyło, gdy ujrzał wielką czarną przestrzeń spowitą wieloma białymi i nad wyraz świecącymi plamami. Byliśmy w kosmosie. W aktualnym miejscu można było ujrzeć piękną mgławicę mieniącą się fioletową poświatą. Stąd było również widać planetę - Piękną Minelle. Czyli błękitno- zieloną spłaszczoną kulę.


- Na tej planecie znajduje się twoja wioska Lizi Paisley. - Poinformowałem go, gdy ten wpatrywał się w te ciało niebieskie. - Jest naprawdę piękna! - Krzyknął piskliwym, babskim głosem. Nie mogłem mu zaprzeczyć. Taka była prawda. Nie potrafił przestać się wlepiać oczami na panoramę. Bardzo mnie to cieszyło. Myślałem nad tym, że jeżeli zostanę w jego wiosce to od czasu do czasu polecimy w jakieś ładne miejsce. Dobrze będzie mi robić jego szczęście i wiem, że będę mógł zapomnieć o wszystkich złych rzeczach. Cały czas pamiętam słowa Inteligencji mówiące, że pewnego dnia, gdy będę pod wielką presją i się załamię to wyjdzie ze mnie coś bardzo złego, kolokwialnie mówiąc. Będąc przy nim prawie nigdy, nawet gdy byłem w złej sytuacji, aż tak bardzo wszystkiego nie przeżywałem. Może ma jakąś moc, która pozytywnie na mnie oddziałuje? Kto to wie. Przed powrotem do Lizi Pailsey postanowiłem zabrać go gdzieś jeszcze. Był już bardzo wysoko nad jego wioską to tym razem postanowiłem zabrać go, gdzieś nisko nad nią. Miałem tutaj na myśli głębię oceanu. Tam się przeniosłem. Otworzywszy drzwi ujrzeliśmy tuż przed sobą wielką otchłań wody. Balbin z początku schował się za mną bojąc się o to, że się utopimy. - Spokojnie, Balbinie. Woda nas nie zaleje. Nasza Tardis jej tutaj nie wpuści, chyba że ją zdenerwujemy. - Jak to w ogóle działa? - Nie wiem. Po prostu czary mary. - Głupio odpowiedziałem nie mając jakiegokolwiek innego pomysłu. Spoglądaliśmy się na wielką błękitną otchłań. Nie mogliśmy ponurkować, bo nie mogłem akurat nigdzie znaleźć stroju do nurkowania, ale mogliśmy za to dotknąć mokrą ścianę wody. Była ona bardzo zimna, co nie było niczym dziwnym, bo oczywistym było, że woda na takiej głębokości taka właśnie jest. Na panoramę przywędrowały ogromne ławice ryb, które budziły u małego równie wysokie emocje, co w otchłani kosmicznej. Zabawne było to, jak przypłynęła do nas wielka płaszczka. Wlepiała się w nas swymi czarnymi ślepiami. Myślałem, że do nas wpadnie, ale dosyć szybko odpłynęła. Dałem mu jeszcze chwilę, by pooglądał sobie jeszcze dany krajobraz. Mieliśmy dużo czasu, by jeszcze po podróżować, dlatego nasunęło mi się na myśl pytanie. - Chciałbyś jeszcze gdzieś się udać? Widać było, że chciał gdzieś jeszcze się ze mną polecieć, ale wyraźnie był zmęczony. - Może później. - Poinformowałem go, przed tym jak zdążył odpowiedzieć. v Wróciliśmy. W wiosce był już wieczór. Ubrałem mój szary trencz, który od dawna był wyschnięty. Następnie zrobiłem sobie i Balbinowi kakao i razem udaliśmy się na najwyższe zniesienie, by pooglądać sobie gwiazdy jak i dwa piękne księżyce. Miałem wtedy czas, by przemyśleć sobie co zrobiłem, czego się nauczyłem, jaką dostałem nauczkę i co będę musiał zrobić dalej. Jednak przed tym Balbin miał do mnie pewne pytanie. - Kochasz ją?


Już mu kiedyś odpowiedziałem na te pytanie, ale zapewne nie słyszał moich słów, gdyż prędzej zasnął. Jednak tym razem będąc pewnym, że kontaktował odpowiedziałem mu. - Tak, kocham ją, Balbinie! - Więc ożenisz się z nią kiedyś jak ją uratujesz? - Może. Zdziwił się po mojej drugiej odpowiedzi. - Ale jak to?! Kochasz ją, ale nie wiesz czy się z nią ożenisz? Wtedy postanowiłem mu wyjaśnić pewną rzecz. Pewną bardzo ważną rzecz, o której dużo ludzi zapomina. - Widzisz Balbinie. Miłość i pożądanie to dwa różne stany. Pytałeś czy ją kocham, to odpowiedziałem, że tak, bo to prawda. Dlatego zależy mi na niej i zrobię wszystko by była szczęśliwa, by znalazła sobie w przyszłości dobrego męża, pracę, dom i kochających ją ludzi. Gdybym ją zaś pożądał, to by mogło oznaczać, że tak na prawdę to jej nie kocham tylko pragnę do zaspokojenia chociażby swoich seksualnych dążeń, a po jakimś czasie moje uczucia do niej by zniknęły, a przy miłości nie powinny one gasnąć tylko trwać wiecznie. Oczywiście pożądanie jest ważne dla prawdziwej miłości, ale najpierw musi ona istnieć między dwójką osób. Musi być obustronna. Szkoda, że wielu ludzi o tym nie wie i wiele małżeństw się rozpada. Gdy to powiedziałem prawie się rozpłakał. Objął moją rękę i wstydliwie zadał pytanie. - W takim razie kochasz mnie? Uśmiechnąłem się spoglądając mu w oczy i po prostu jednym słowem, ale dosadny odpowiedziałem. - Tak. Niedługo potem Balbin zasnął, a ja doszedłem do wniosku, że póki co będę musiał zostać w tym miejscu jak najdłużej i wiem, że nie jestem tutaj nikim obcym, gdyż poznałem osobę, która będzie mnie wspierać i mi pomagać. Ta osoba była obok mnie. *** Ostatnie podróże dały mi odpowiedzi na niektóre pytania (choć doszły nowe) i czegoś mnie nauczyły. Między innymi tego, że nie warto próbować zmieniać swojej przeszłości, bo poniesie się za to negatywne konsekwencje. To, że nie da się uciec od przeznaczenia wiedziałem od dawna, ale dowiedziałem się też, że cokolwiek zrobię, nie oszukam go. Lecz pewien jestem tego, że mogę je "zmienić", a to nie to samo "oszukać". Wiem co mnie może czekać w przyszłości dlatego czuję, że może mi się udać spełnić swój cel. Sądzę, że pewnie tak Doktor sobie radził ze swoimi problemami na temat nieciekawej przyszłości. Muszę zatem trwać w teraźniejszości i myśleć nie o przeszłości i tym co było, ale o przyszłości i o tym co będzie. By była ona jak najbardziej kolorowa. Tylko wtedy będę mógł uratować Pannę i sprawić by była szczęśliwa. Jednak jestem jeszcze młody i za mało doświadczony i minie jeszcze dużo czasu i zapewne jeszcze wiele, ale to wiele razy dostanę po ogonie zanim uda mi


się spełnić wyznaczoną przeze mnie powinność. Chyba, że znalazłbym Doktora, ale wiedząc, że mógłby być w dowolnym miejscu we wszechświecie i o dowolnym czasie to mogłoby mi to zająć wieki. *** Jako człowiek trzeba wiedzieć o kilku rzeczach. Nawet jeśli miałbyś szansę zmienić swoją przeszłość to poniósłbyś za to konsekwencje. Nie zmienisz jej myśląc co mogłeś zrobić w przeszłości. Musisz się przygotować na to co nadejdzie, na to co zgotowało tobie przeznaczenie. Tak więc nie cofaj się myślami w przeszłość, nie wspominaj, nie myśl co mógłbyś zmienić by było lepiej tylko żyj teraźniejszością i spraw by twoja przyszłość była jak najlepsza, bo to ona nadejdzie, a ty masz na nią wpływ.

Buster: Zmiana Przeznaczenia  

Rozdział IV - Zmiana stałego punktu

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you