Page 1

Nr 27(110) / 12 - 18 July 2011

12

poezja londyn

Adam Siemieńczyk poezja@mail.com 0 7939 965 569 Co z tą Poezją? Pełna sprzeczności, budząca skrajne emocje, niemal cała składająca się z paradoksów. Czy jest dla niej miejsce w codzienności? Marlena Weber: - W encyklopedii o „poezji” czytamy: „wieloznaczny termin, współcześnie stanowiący przede wszystkim określenie dzieł literackich  pisanych wierszem. W tym znaczeniu termin „poezja” jest przeciwieństwem terminu „proza”. No właśnie, czy w powyższym zdaniu odnajdujemy odpowiedź, dlaczego tak trudno znaleźć poezję w codzienności, czyli w prozie życia? I czy aby tak na pewno jest?   Grażyna Winniczuk: - Uważam, że poezja wywodzi się z prozy życia i to proza życia ją tworzy, a tylko nieliczni potrafią przystanąć na chwilę, chwycić i opisać moment.   M.W.: - Tak, zgadzam się z tym. Ja mam tylko sprzeczne odczucia, co do jej serwowania czytelnikowi czy słuchaczowi. Zastanawia mnie, dlaczego poezja nie trafia do społeczności w szerszym tego słowa znaczeniu? Dlaczego tak mało jej w życiu codziennym? Czym to jest spowodowane? I czy rządzi się innymi prawami wobec twórcy i wobec odbiorcy?   G.W.: - Wydaje mi się, że aby odbierać i tworzyć poezję, potrzeba nam chwil tylko dla siebie samego, spokoju, uwagi, skupienia się na swoich emocjach, na tym, jak widzimy otaczający nas świat. Często takich chwil nie dajemy samemu sobie, pochłania nas praca zawodowa, obowiązki. Niby istniejemy w rzeczywistości, żyjemy codziennością, ale tak naprawdę, ilu z nas pozwala sobie na prawdziwe odczuwanie świata i siebie w nim? I nie chodzi tu o to, że nie dajemy wyrazu swoim emocjom, bo dajemy, ale ilu z nas intymnie je postrzega?   M.W.: - Czyli problem leży w oswajaniu czegoś, co jest jeszcze głębiej nieokreślone i nadawaniu temu nazw? To tak, jak w jednym z Twoich wierszy: imiona i rzeczy z początku opierają się wzajemnie (…) dopiero człowiek (…) przełamuje opór abstraktu i materii, tak długo rzecz po imieniu woła, aż je z sobą sklei.   G.W.: - To prawda, oswajanie nieznanego często wymaga i czasu, i wysiłku… Opisywanie rzeczywistości i swoich emocji również, nie mówiąc już o próbie rozszyfrowania świata opisywanego przez poetę! W epoce telewizji,

epoce obrazu, słowo straciło na znaczeniu, komunikujemy się pół-słowami, esemesami, e-mailami, jakimiś skrótowcami… M.W.: - Odbiór poezji przez artystę  stanowi wyraz rozprawiania o egzystencji. Natomiast poeta w oczach człowieka prozy często widziany jest jako istota bardzo emocjonalna, którą łatwo jest urazić, tym bardziej w trakcie prezentacji jego twórczości.   G.W.: - Wielu ludzi boi się, że nie zrozumie, „co poeta miał na myśli”…   M.W.: - To może bierze się z tego, że większość z nas pierwsze i być może ostatnie spotkania z poezją miała w szkole, gdzie nie tylko oceniany był utwór, ale i jego interpretacja. Pamiętam jak wielu moich kolegów z bólem brzucha szła na język polski, by do dzienniczka choć trójka wpadła. A jako dorośli boimy się tego, jak my jako odbiorca zostaniemy ocenieni przez innych.   G.W.: - Poeta zapewne boi się, że nie zostanie zrozumiany lub negatywnie oceniony, a publiczność, że kompletnie nie zrozumie, o co mu chodziło. Powinniśmy pozbyć się takiego myślenia i po prostu się otworzyć. Może nie wszystkie wiersze przypadną nam do gustu, może nie wszystkie zrozumiemy, ale może właśnie znajdzie się ten jeden, który nas poruszy, może powiemy, ja też tak miałem, tylko nie potrafiłem nazwać, opisać… a może po prostu zaciekawi nas inny sposób patrzenia na świat?   M.W.: - Co więc pozwala poecie otworzyć się na odbiorcę i odbiorcy na poetę?   G.W.: - Na pewno sprzyjające okoliczności takie, jak zorganizowane spotkania, jak ten na „Made in Poland Festival”, który powstał przy współpracy z PoEzja Londyn.   M.W.: - Rozmawiając ze znajomymi przy kawie zapytałam ich, dlaczego nie dali się namówić na wieczór poezji. Dariusz Zdanowicz odpowiedział: „Jestem prostym człowiekiem i na poezji się nie znam. Nie wiem, czy umiałbym się odnaleźć na wieczorze poezji. Jednak pracując z Edwardem Sułkiem, poezję mam na co dzień. Nieraz sobie myślę, jak to możliwe mówić przez cały czas i to jeszcze na temat. Ja wielu rzeczy o świecie dowiaduję się w pracy właśnie od Edwarda. I tak sobie myślę, że może i ja zostanę kiedyś poetą”…

Ukryte wstążki „I have taken the ribbon from around my neck and hidden it somewhere on my person. If you find it, you can have it. You are free to look for it any way you will and I will think very little of you, if you do not find it” - Stanley Kubrick.

O

tto Schade znajduje ukryte wstążki w ludziach. Mistrzowską ręką, jak tancerka gimnastyki artystycznej porusza nimi w przestrzeni obrazu. Precyzja architekta projektującego misterną budowlę. Pełna świadomość, że jedna niedoskonałość może doprowadzić do zawalenia się konstrukcji. Swoimi wstążkami oplata on pustkę, stwarzając przestrzeń na myślenie. Wyciąga on z postaci najbardziej istotne włókna. Wstęgi formują kształt. Stwarzają czasem wrażenie włókien mięśniowych. Pokazuje on ludzi odartych nie ze skóry, lecz z makijażu - sztuczności na pokaz. Opozycyjna ostrość wypowiedzi - która pamięta jeszcze czasy Pinocheta - poprzez domieszkę surrealizmu zyskuje na sile przekazu. Cóż on mówi o pokazywanych postaciach? To, co jest ich prawdą, której nie potrafią wypowiedzieć lub próbują ukryć. Prawdą uwikłaną w egzystencję, chęć dominacji, pragnienie bycia z drugim człowiekiem. Wstęga artysty wije się jak gościniec prowadzący do poznania drugiej osoby. Czasem jest wężem (ribbon snake), który wślizguje się w ukryte, niedostępne przestrzenie. Czasem jest kolejną geologiczną warstwą w przekroju struktury emocji ludzkiej. A wszystko wzięło się od pocałunku. On rozpoczął historię obcowania z materią wstążki. I trwa nadal. I chyba nie da się go wyrysować, wymalować, wyeksploatować. Autentyczny dotyk misterium spotkania z drugą osobą. I nie ma tu jednej partnerki. Może dlatego każdy znajduje tam siebie. Brak obarczenia, postrzegania filtrem chęci podoba-

Otto Schade - fot. Alex Sławiński

nia się komukolwiek. Nadmierna wolność? Być może, lecz tylko w wymiarze drobnomieszczańskim. Swoboda wypowiedzi artystycznej osiągnięta, być może, kosztem komfortu bycia z drugą osobą. Wyczuwalna samotność artysty. Wszystko dla czystości kontaktu z widzem. Otto nie chce bowiem wystawiać nikogo stojącego obok niego na oskarżenie o współudział w wiwisekcji. I okazuje się potem, że wewnątrz postaci jest pustka. I do tego jeszcze w trójwymiarze. Wysokość, szerokość, głębokość. Wysokość to nie wielkość. Szerokość to nie obszerność. Głębokość to nie głębia. A jednak podczas oglądania jego prac dowiadujemy się, że on nie ujmuje niczego człowieczeństwu. On wszystkich tych terminów nie spłaszcza, lecz pokazuje je w szerszym ujęciu. I być może Londyn wiedząc o tym już od dawna produkuje cegły.

OBIECUJĄCY… „Może” Może pewnego dnia, nie obudzę się całkiem sam i odnajdę drogę do Twych ust Mówiąc im dzień dobry.

Z teki fotografa Ale codziennie zbieram kawałki naszego małego świata. I chwiejnymi myślami Układam je w jedną całość.

Może pewnego dnia,

Na oceanie marzeń w naiwności mgle,

znów wezmę głęboki oddech Twojej namiętności,

zbudowałem Arkę dla naszych serc.

a Ty zatopisz się w moich ramionach.

Włożyłem tam wszystkie nasze sny

Może pewnego dnia,

i całą kolekcję naszych marzeń i planów.

znów będziemy razem witać świt

I może pewnego dnia

i niecierpliwymi myślami czekać nadejścia nocy.

wysoka fala naszych uczuć wyrzuci ją na brzeg,

Ale to tylko, może…

dając początek nowym, pięknym uniesieniom.

Bo dzisiaj pustka między nami. Wybrałem drogę inną niż Ty.

Przez wieki tworzy fundament na grafitti naniesione w ciągu kilku minut. Pośpiech z premedytacją. Ze świadomością szczegółowych przygotowań i późniejszego odbioru. Co ciekawe, artysta nie zaprzedaje swojej sztuki. Sprzedaje kopie. Jest spokojny. Czy Otto chce zburzyć te wszystkie mury - podział między metafizyczną chęcią zrozumienia, a chłodną kalkulacją? Tego nie wiemy. On wyłania się z muru stojącego pomiędzy. I zmierza w naszą stronę. I tego również nie wiemy - czy będziemy widzem, czy portretowanym? I jeśli nawet zaleje wstążkę betonem. Poprowadzi ją spiralnie ku niebu. Zawiruje. I tak będziemy wiedzieli, że środek ciężkości jest w pustej przestrzeni. W nas. On tylko stawia znaki zapytania. A umieć zapytać, to tyle co wiedzieć. Więc jednak gdzieś jest wiedza o naszym świecie. O nas.

Autor: Piotr Kasjas

Krystian Data - Metafora

Living legends. PoEzja Londyn. Otto Schade.  

Prezentuję żyjące legendy. Dzięki uprzejmości The Polish Observer PoEzja Londyn co tydzień ma możliwość pokazania światu wspaniałych twórców...