Page 1

www.mlodziez.net

NAKŁAD 3000 EGZ. ISSN 1730-9085

120 KRAKOWSKI MAGAZYN MŁODYCH MAJ 2017 »City for Children« 2011 2nd Place

City of Krakow

Aby ukarać mnie za pogardę d la autorytetów, los sprawił, że sam stałem się autorytetem Albert Einstein

Na własnych zasadach

Mistrz uczy zwyciężać

Internetowi idole


białych braci

Z bielańskiego eremu rozciągają się piękne panoramy na podkrakowskie wioski i tereny nad Wisłą.

P

obudka o 3:30 nad ranem, posiłki spożywane w całkowitej ciszy i praca od świtu do zmierzchu – tak wygląda plan dnia kamedułów. Twarde reguły zobowiązują mnichów do harówki w ogrodzie, w kuchni i do opiekowania się kościołem. Zaledwie trzy dni w tygodniu mogą oni swobodnie rozmawiać (normalnie w ciągu dnia rozmawiają tylko wtedy, gdy jest to niezbędne), a tylko na pięć dni w ciągu roku mogą opuszczać klasztor na dłuższy wypoczynek. W odizolowanym klasztorze zakonnicy mieszkają od ponad czterystu lat, w południowo-zachodniej dzielnicy Krakowa, na Zwierzyńcu. Skąd wzięli się w Krakowie? Jakie tajemnice skrywa ten zagadkowy klasztor? By odpowiedzieć na te pytania, trzeba się cofnąć do czasów średniowiecza.

2

krakowski magazyn młodych

ZAKON PUSTELNICZY X wiek naszej ery. Na świat przychodzi Romuald, syn książęcego rodu Honesti. Bogata rodzina przyzwyczaiła Romualda do beztroskiego życia, które głównie polegało na zaspokajaniu jego potrzeb i zachcianek. Według legendy chłopak zmienił swoje nastawienie do życia w czasie polowania. Podczas gonitwy za zwierzyną zgubił się w lesie. Samotność spowodowała, że zapomniał o dotych-

W odizolowanym klasztorze zakonnicy mieszkają od ponad czterystu lat, w południowo-zachodniej dzielnicy Krakowa, na Zwierzyńcu.

fot. Zbigniew Łata

OKO NA KRAKÓW

Klasztor


Jeszcze długo przed powstaniem klasztoru istniała wioska Bielany. Po raz pierwszy jej nazwa pojawiła się w 1254 roku. Wtedy król Bolesław Krzywousty dokonał podziału tej wioski. czasowym życiu. Coraz częściej rozmyślał o Bogu i pierwszych chrześcijanach. Po wydostaniu się z lasu zaczął się troszczyć o chorych i biednych. Niestety w wieku dwudziestu lat przeżył tragedię. Doszło do sprzeczki między ojcem i stryjem Romualda. Mężczyźni przeszli do rękoczynów i w wyniku walki zginął stryj chłopaka. Syn nie cieszył się ze zwycięstwa ojca, mocno przeżywał wielkie zło, jakie się stało. Jakiś czas później wstąpił do klasztoru benedyktynów w Classe. Nie zagrzał tam jednak miejsca zbyt długo, bo niezbyt dobrze dogadywał się ze współbraćmi. Wybrał życie pustelnika. Udał się w pobliże Wenecji, nad brzeg Adriatyku, do eremity. Pustelnik Maryn przyjął go i ukazał mu istotę życia w samotności. A w tamtych czasach pustelnicy cieszyli się powszechnym szacunkiem, dlatego często byli odwiedzani. Romuald nawiązał znajomość z gośćmi eremity. Razem z poznanymi w ten sposób patrycjuszami weneckimi, między innymi Janem Gradenim i Piotrem Orseolo, Romuald wstąpił do klasztoru Cuxa, położonego w Pirenejach. Tam przez dziesięć lat poznawał historię życia pustelników. W tym czasie spotkał wielu przyjaciół, którzy później stali się jego następcami. Podróżował po Europie, zakładając eremy (pustelnie) i klasztory. Podczas jednej ze swoich wędrówek, zmęczony ciągłymi podróżami, zasnął w pobliżu miasta Arezzo w Toskanii. Śnili mu się zakonnicy ubrani w białe habity, którzy wchodzą po drabinie do nieba. Romuald zdecydował, że musi się udać do biskupa i poprosić go o pozwolenie na utworzenie nowego zakonu. Co ciekawe, okazało się, że biskup miał identyczny sen. Dlatego też bez wahania zgadza się na prośbę Romualda. Tak powstał zakon kamedułów, który istnieje do dzisiaj.

WZGÓRZE NA BIELANACH Jeszcze długo przed powstaniem klasztoru istniała wioska Bielany. Po raz pierwszy jej nazwa pojawiła się w 1254 roku. Wtedy król Bolesław Krzywousty dokonał podziału tej wioski. Część osady trafiła w ręce zakonnic z klasztoru żeńskiego norbertanek, mieszczącego się na Zwierzyńcu, a drugą część dostały benedyktynki ze Staniątek. Klasztor na Bielanach powstał dzięki inicjatywie dwóch osób: Sebastiana Lubomirskiego i Mikołaja Wolskiego. Pierwszy z nich zakupił Bielany. Legenda mówi, że niedługo później do Polski przybył zakon kamedułów. Mikołaj Wolski, marszałek nadworny koronny, podarował kamedułom dwie wioski: Mników i Mnikówek. Jednak zakonnicy poszukiwali miejsca dobrego do założenia klasztoru pustelniczego. Podkrakowska bielańska góra była wymarzoną lokalizacją na jego budowę. Pobliski las, brak sąsiadów oraz niedostępna górka to idealne warunki dla eremitów, którzy zamieszkiwaliby ten obszar. Był tylko jeden problem. Sebastian Lubomirski nie chciał dać bielańskiej góry kamedułom. Z inicjatywy Mikołaja Wolskiego odbyła się wspaniała uczta, na którą zaproszono także Seba-

stiana Lubomirskiego. Dobra atmosfera udzieliła się wszystkim zaproszonym, nie wyłączając kasztelana. Mikołaj wspomniał o kamedułach oraz o sprowadzeniu ich do Krakowa. Sebastian Lubomirski zgodził się i dał zakonnikom pozwolenie na budowę klasztoru na bielańskiej górze. Nie zwlekano. Prace rozpoczęły się w 1605 roku. Cztery lata później nuncjusz papieski Franciszek Simoneta poświęcił kościół. Podczas budowy eremu zmarł Mikołaj Wolski. W testamencie przekazał klasztorowi dwie wioski: Malec i Ryczówek, kamienicę w Krakowie na ulicy Gołębiej oraz czynsz wieczny, czyli wypłacaną regularnie kwotę w wysokości 1500 zł. Kilkanaście lat później kościół został poświęcony przez biskupa Tomasza Oborskiego. Na początku XIX w. wybuchł pożar, który spowodował spore zniszczenia ołtarza, pokrycia wieży zegarowej, dachu kilku kaplic. Na szczęście udało się szybko ugasić ogień i uporać się ze stratami.

CZY ONI ŚPIĄ W TRUMNACH? Na temat życia kamedułów pojawiło się wiele plotek. Niektórzy sądzą, że zakonnicy śpią w trumnach, a spotykając się ze współbratem, pozdrawiają się łacińską sentencją „memento mori” (pamiętaj o śmierci). W rzeczywistości tak nie jest. Dzień kamedułów rozpoczyna dzwon, który bije o godzinie trzeciej trzydzieści. O czwartej dzwon wzywa zakonników na modlitwy. Po kontemplacji udają się oni do swoich cel (pokoi), gdzie czytają Ewangelię.

Klasztor z 400-letnią historią i Lasek Wolski to z pewnością miejsca warte odwiedzenia. Następnie przed szóstą śpiewają jutrznię i uczestniczą w mszy świętej. Śniadanie spożywają o siódmej. Kto szybciej upora się z posiłkiem, może się udać na krótki wypoczynek przed pracą. Każdy z zakonników ma ściśle przydzieloną funkcję: niektórzy pracują w ogrodzie, ktoś inny przy furcie itd. Wykonywane czynności odbywają się w całkowitym milczeniu. Po pracy znów jest czas modlitwy, a po południu zakonnicy jedzą obiad. Później ponownie idą do klasztoru na medytację i różaniec. O 17 jedzą kolację (każdy z nich spożywa ją w samotności), a na sam koniec udają się do swoich cel. Co ciekawe, eremici nie jedzą mięsa (jeśli nie mają zalecenia lekarza), a w szczególnym czasie (podczas postu przed Bożym Narodzeniem i Wielkanocą) ograniczają też spożycie nabiału i jajek. Surowa reguła nie dopuszcza kobiet do klasztoru. Jeśli kobieta chce zwiedzić bielański erem, może tu wejść tylko 12 dni w ciągu całego roku.

OKOLICA WARTA ZACHODU Klasztor z 400-letnią historią i Lasek Wolski to z pewnością miejsca warte odwiedzenia. Z bielańskiego eremu rozciągają się piękne panoramy na podkrakowskie wioski i tereny nad Wisłą. Lasek Wolski nazywany jest zielonymi płucami Krakowa. Gęsta sieć szlaków turystycznych umożliwia dotarcie do kilku ciekawych miejsc, m.in. kopca Piłsudskiego, ogrodu zoologicznego i kilku urokliwych polan. Do bielańskiego eremu jadą autobusy nr 109, 209, 229, 239, 269 oraz linia nocna 605. Mateusz Talaczyński mati.smiglo@gmail.com

nr 120 | maj 2017

3


KRAKOWSKI MAGAZYN MŁODYCH

»City for Children« 2011 2nd Place

City of Krakow

Projekt „Młody Kraków – Młode Media”, a wraz z nim magazyn „Śmigło”, otrzymał nagrodę Europejskiej Sieci Miast Przyjaznych Dzieciom w Stuttgarcie w roku 2011. Wydawca: Urząd Miasta Krakowa Biuro Miejski Ośrodek Wspierania Inicjatyw Społecznych os. Centrum C 10, 31-931 Kraków Adres redakcji: Dzienny Ośrodek Socjoterapii „Na Mogilskiej” ul. Mogilska 58, 31-545 Kraków Kontakt z redakcją: tel. 12 616-78-19 e-mail: redakcja.smiglo@gmail.com Redaguje zespół: Tomasz Talaczyński (redaktor naczelny), Wiktoria Dziedzic, Kamila Kucia, Jacek Liberacki, Mateusz Talaczyński, Anna Waliczek, Janek Skowronek, Marta Talaczyńska, Aniela Sroka, Monika Miśkiewicz, Martyna Smoter, Łucja Woźniak, Jan Woźniak. Opracowanie graficzne, pomoc redakcyjna i korekta: Loyal Solutions, ul. Budowlanych 52, 45-120 Opole, tel. 77 456-47-44 , 77 456-60-20, fax 77 453-03-30, e-mail: biuro@loyal.com.pl www.loyal.com.pl Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, zastrzega sobie prawo ich skracania, zmiany tytułów oraz redakcyjnego opracowywania tekstów przyjętych do druku. Fotografie zamieszczone w magazynie są ogólną ilustracją tekstów, nie zawsze przedstawiają bohaterów artykułów.

Polowanie na autorytet

A

by, ukarać mnie za pogardę dla autorytetów, los sprawił, że sam stałem się autorytetem – miał niegdyś powiedzieć z przekąsem Albert Einstein. Genialny fizyk przyznał tym samym, iż mimo odrzucania przez niektórych ludzi potrzeby istnienia wszelkich mentorów i wzorców autorytety to zjawisko nieuniknione. Czy jednak dziś takie stwierdzenie jest aktualne? Badania socjologiczne wskazują, że coraz mniej młodych ludzi ma jakiekolwiek autorytety. Nastolatkowie z reguły nie zaliczają do tej kategorii ani członków rodziny, ani nauczycieli czy wychowawców. Może jednak ten stan rzeczy spowodowany jest faktem, iż część z tych osób nie nadaje się do odgrywania takiej roli? Nie da się ukryć, że wobec niespełniania przez osoby z najbliższego otoczenia odpowiednich kryteriów, u części młodych ludzi funkcję autorytetów przejęli celebryci, m.in. gwiazdy YouTube’a czy telewizyjnych show. Jest też wiele takich osób, które są zdania, iż nie widzą sensu w posiadaniu jakiegoś wzorca do naśladowania. Czy w tej sytuacji autorytet stał się przeżytkiem? Nie można stwierdzić tego jednoznacznie, gdyż istnieją również nastolatkowie, którzy wychodzą poza opisany schemat i poszukują własnych mistrzów. Na przykład w świecie sportu czy w historii. A może zgodnie ze stwierdzeniem Einsteina stosunek człowieka do autorytetów zmienia się wraz z nabytym doświadczeniem i wiekiem? Życzę Ci, Czytelniku, aby lektura tego numeru „Śmigła”, który trzymasz w ręce, choć trochę przybliżyła Cię do uzyskania odpowiedzi na te pytania. Janek Woźniak

Program „Młody Kraków” jest kontynuacją realizowanego od 1999 roku w Krakowie Miejskiego Programu Przeciwdziałania Przestępczości Młodzieży (MPPPM). Adresatem programu są dzieci i młodzież w wieku szkolnym oraz środowiska związane z ich codziennym życiem, edukacją, wychowaniem i czasem wolnym. Program „Młody Kraków” realizowany jest w Urzędzie Miasta Krakowa przez Referat ds. Młodzieży i Seniorów (Wydział Spraw Społecznych) przy współpracy ze Społecznym Doradcą Prezydenta Miasta ds. Młodzieży ks. Andrzejem Augustyńskim CM. Magazyn powstaje we współpracy ze Stowarzyszeniem „Siemacha”.

OKO NA KRAKÓW

Spis treści

Klasztor białych braci . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 2-3

TEMAT NUMERU

Na własnych zasadach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 5 Mistrz uczy zwyciężać . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 6-7 Biegun nosisz w sobie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 8-9 Zlewka, czyli jak nie stać się autorytetem . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 10-11 Dorosły przyjaciel pilnie poszukiwany . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 12-13 Internetowi idole . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 14-15 Numer 4859 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 16

STREFA ROZRYWKI

Historyczne kalendarium Śmigła . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Muzyczna skrzynka Śmigła . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Śmigłowy kącik naukowy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Pamiętnik nastolatki . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

4

krakowski magazyn młodych

17 17 18 19


TEMAT NUMERU

Na własnych

zasadach

Dlaczego młodzi ludzie nie mają autorytetów? – Nie mam autorytetu – mówi Kamil Sobek, krakowski gimnazjalista, zapalony piłkarz. Podobną odpowiedź usłyszałam od wielu młodych osób. Większość nastolatków, z którymi rozmawiałam, deklaruje, że nie ma autorytetów. Zapytani dlaczego, nie bardzo potrafią odpowiedzieć. Wielu moich rozmówców nawet nie bardzo wie, kim jest autorytet. Nie wie i nie zastanawia się nad tym. A jeśli już wie, zupełnie nie odczuwa potrzeby, by obdarzyć kogoś takim uznaniem.

BEZ JASNYCH WZORCÓW Wikipedia mówi tak: „Autorytet – społeczne uznanie, prestiż osób lub grup bądź instytucji społecznych oparte na cenionych w danym społeczeństwie wartościach”. No tak… W społeczeństwie naszych dziadków i rodziców wartości były wyraźniej nakreślone, a normy, szablony postępowania powszechnie akceptowane. Dzisiaj ciężko określić, co jest wartością, a co nie. Bóg, Honor i Ojczyzna – w Polsce przed zaborami, w latach niewoli, w czasie wojen, ale także jeszcze długo po ostatniej wojnie to były wartości najwyższe. Czy ktoś z nas może dzisiaj wyznaczyć zestaw, który tak jasno i przejrzyście rysowałby kompas moralny przeciętnego człowieka? Nie widzę tego. Skoro więc często nie wiemy, jakimi wartościami się kierujemy, nawet o tym nie myślimy, to jak wybrać sobie autorytet?

W POGONI ZA SUKCESEM W czasach gospodarki wolnorynkowej przywykliśmy, że sukces można osiągnąć tylko dzięki swojemu niekonwencjonalnemu postępowaniu, nowatorskiemu, wyjątkowemu pomysłowi. – Trzeba wnieść w świat stuprocentowo nowy, stuprocentowo swój, stuprocentowo oryginalny patent – mówi Michał Gąbka, entuzjasta matematyki z drugiej klasy gimnazjum. A przecież autorytet to ktoś, kogo naśladujemy. Jak więc mieć swój ideał, skoro kłóci się to z szansą na sukces?

AUTORYTET RYWALEM? To żaden sekret, że wielu z nas lubi wygodę, by nie powiedzieć: lenistwo. I nie piszę tego, by komuś coś zarzucać. Sama uważam, że nie ma nic złego w tym, iż cywilizacja korzysta ze swoich wynalazków. Tymczasem dążenie do dorównania swojemu ideałowi – autorytetowi – wymaga sporo wysiłku. Szczególnie że wielu ludzi uważa, iż autorytet wyznacza się sobie po to, by go prześcignąć. – Nie chcę być zapatrzona w kogoś lepszego ode mnie i się dołować – odpisała mi Zosia Materczyk, koszykarka z gimnazjum. Chyba trochę zatraciliśmy sens posiadania autorytetu. Dorośli uważają, że nie polega to na powielaniu jego czynów czy osiąganiu jego celów. Oznacza postępowanie tak jak on, staranie się, by naśladować jego sposób myślenia, jego przekonania, ale jednocześnie realizować własne cele, własną ścieżkę życia. Wtedy nie patrzy się na swój autorytet jak na rywala.

W INNYCH REALIACH Spójrzmy na tempo zmian naszej codzienności. Nasi rodzice, kiedy byli dziećmi, nie mieli komputerów, telefonów, nie korzystali z fejsa, insta i snapa. Nie mieli też tylu przedmiotów w szkole i nie chodzili do centrów handlowych. Ich codzienne dylematy były zupełnie, ale to zupełnie inne. I tu pojawia się pytanie: jak przełożyć na nasze życie postępowanie ludzi, którzy żyli kilkadziesiąt czy kilkanaście lat temu, skoro nasze i ich realia zupełnie się rozbiegły? Jak można w ogóle mówić o postępowaniu jak oni czy o myśleniu jak oni. Cóż możemy wywnioskować z ich postawy, kiedy wokół nas dzieje się coś zupełnie nowego, innego? Nie wiem… – twierdzi Anita, uwielbiająca czytać krakowska gimnazjalistka. Ania Waliczek

Większość nastolatków, z którymi rozmawiałam, deklaruje, że nie ma autorytetów.

nr 120 | maj 2017

5


TEMAT NUMERU

Mistrz uczy Autorytety są dla nas drogowskazami w życiu. Ale musimy ciągle odkrywać coś nowego, dążyć do ideału, by stać się lepsi niż nasi mistrzowie.

judo (jap. droga do łagodności), powstałym właśnie w wyniku usunięcia z jujutsu niebezpiecznych dla życia i zdrowia chwytów. Tymczasem, wbrew przewidywaniom Totsukiego, młodzi judocy wygrali 13 spośród 16 stoczonych walk.

czerwca 1886 roku był z pewnością jednym z najszczęśliwszych dni w życiu Jigoro Kano, niepozornego profesora anglistyki z tokijskiego Uniwersytetu Gakushūin. Wtedy to bowiem szesnastu uczniów jego szkoły sztuk walki stawiło czoło adeptom mistrza Totsukiego. Ci ostatni byli pewni zwycięstwa, gdyż system jujutsu, którym władali, składał się z wielu groźnych technik. Ich zastosowanie mogło nie tylko szybko wyeliminować przeciwnika z pojedynku, ale i doprowadzić do poważnego uszkodzenia jego ciała. Uczniowie Kano zaś posługiwali się opracowanym przez swego mentora stylem

Zwycięstwa uczniów Kano z 11 czerwca 1886 r. otworzyły drogę do rozwoju światowej kariery judo, które z czasem wprowadzono do programu zajęć wychowania fizycznego we wszystkich japońskich szkołach. W ten sposób „droga do łagodności” stała się elementem narodowego wychowania fizycznego japońskiej młodzieży. Nie był to jednak koniec sukcesów szkoły Kano. Na początku XX w. judo zadomowiło się na gruncie europejskim, zyskując popularność w Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii. Musiało jednak minąć kilkadziesiąt lat, by na 57. sesji Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego w 1960 r. ta sztuka walki opracowana przez prof. Kano została wpisana na listę dyscyplin olimpijskich.

11

Na początku XX wieku judo zadomowiło się na gruncie europejskim, zyskując popularność w Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii.

6

krakowski magazyn młodych

JUDO PODBIJA ŚWIAT

WIĘCEJ NIŻ TECHNIKA WALKI Mimo że judo jest dziś sportem stosunkowo dobrze rozpoznawalnym w Polsce, szczególnie wśród pokolenia naszych rodziców, do czego niewątpliwie przyczyniła się wydawana w PRL-u seria komiksów o milicjancie-judoce kapitanie Żbiku, to w powszechnej świadomości funkcjonuje ono przede wszystkim jako system technik walki. Tymczasem Jigoro Kano równolegle ze sztuką samoobrony stworzył przeznaczony dla swoich zawodników zbiór zasad etycznych. Tokijski mistrz wyszedł bowiem z założenia,


że prawidłowy rozwój człowieka następuje dopiero wówczas, gdy dochodzi do współdziałania ciała i umysłu. System moralny Kano składa się z trzech zasad podstawowych oraz siedmiu zaawansowanych, przeznaczonych dla doświadczonych zawodników. Podstawowe zasady głoszą konieczność ustąpienia w celu odniesienia zwycięstwa, nakazują poszukiwanie takich rozwiązań, by osiągnąć maksimum skuteczności przy minimum wysiłku, a także nakazują wykorzystywanie poznanej sztuki walki jedynie w celach służących dobru innych. Druga grupa zasad filozoficznych, dedykowana zawodnikom z długoletnim stażem, sprowadza się przede wszystkim do przypominania o konieczności zachowania pokory w obliczu własnej wiedzy oraz zwycięstw odnoszonych nad przeciwnikiem.

niu się judo”. – Człowiek cały czas się uczy, doskonali, ponieważ nigdy nie jest perfekcyjny i wciąż uczy się na swoich błędach – wyjaśnia medalista. I dodaje: – Aby być dobrym zawodnikiem, nie wystarczy mieć krzepę i być dobrym technicznie, ale trzeba też mieć poukładane w głowie. Krzysztof Wojdan, olimpijczyk z Atlanty i trener w klubie UKS Grot Kraków, zwraca z kolei uwagę na fakt, iż refleksja nad postacią Jigoro Kano, który stworzył judo, usunąwszy z jujutsu niebezpieczne techniki, uczy szanować przeciwnika poprzez sport. – Zawsze powtarzam moim zawodnikom, że dzięki judo doskonalimy nasze ciało i umysł, natomiast nie wykorzystujemy tej sztuki walki na zewnątrz – mówi Krzysztof Wojdan.

DĄŻENIE DO DOSKONAŁOŚCI

Dlaczego pamiętnego 11 czerwca 1886 r. zwycięstwo w turnieju przypadło judokom? Analizujący przebieg pojedynków ochrzcili odpowiedź na to pytanie mianem „paradoksu Kano”. Okazało się bowiem, iż jego uczniowie, władający systemem mniej brutalnym, mogli znacznie dokładniej przećwiczyć na treningach swoje techniki, niż byli to w stanie uczynić ich przeciwnicy, którzy podczas ćwiczeń musieli markować ciosy. W ostatecznym rozrachunku judocy byli dużo lepiej przygotowani do prawdziwej walki. Kano odniósł więc podwójny sukces: jego system sprawdził się, a opracowane zasady etyczne – przynajmniej w pewnym stopniu

Dziś każdy początkujący judoka musi zdać egzamin nie tylko ze znajomości podstawowych technik, ale i zasad opracowanych przez Kano. Jakie znaczenie mają one dla nich w codziennym życiu? Bartosz Karaś, brązowy medalista mistrzostw Polski juniorów, zawodnik sekcji judo TS Wisła Kraków, przyznaje, że choć sama postać założyciela judo nie jest mu szczególnie bliska z uwagi na jej odległość w czasie, to na przykład zasada „ustąp, aby zwyciężyć” jest dla niego istotna również w życiu codziennym, ponieważ uczy dyscypliny i zmusza do poszukiwania optymalnych rozwiązań. Karaś podkreśla także znaczenie jednej z zasad opracowanych przez ucznia Kano, Yoshiaki Yamashitę: „Nie ma końca w ucze-

TECHNIKA ZWYCIĘŻA BRUTALNOŚĆ

y zwyciężać

Podstawowe zasady głoszą konieczność ustąpienia w celu odniesienia zwycięstwa, nakazują poszukiwanie takich rozwiązań, by osiągnąć maksimum skuteczności przy minimum wysiłku, a także nakazują wykorzystywanie poznanej sztuki walki jedynie w celach służących dobru innych.

– zakorzeniły się w umysłach judoków, dla których mistrz z Tokio i jego uczeń Yamashita stanowią dziś autorytet wynikający nie z ich biografii, lecz właśnie z nakazów i zakazów moralno-filozoficznych, które opracowali. Wydaje się zatem, iż zdecydowana większość judoków zgodziłaby się z twierdzeniem Krzysztofa Wojdana: – Autorytety są dla nas drogowskazami w życiu, ale my mamy ciągle odkrywać coś nowego, dążyć do ideału, by stać się lepsi niż nasi mistrzowie. Janek Woźniak

nr 120 | maj 2017

7


TEMAT NUMERU

Biegun nosisz w sobie Turysta zostaje podróżnikiem, kiedy przekroczy granice samego siebie. Silne charaktery imponują i pociągają za sobą kolejnych ludzi.

S

woją pierwszą samodzielną podróż Marek Kamiński odbył w wieku 15 lat. To była wyprawa do Danii, trzeba było popłynąć statkiem. Kursowały w tym czasie (a był rok 1979) statki handlowe, na których można było wykupić miejsce w kabinie w ramach tzw. rejsów okrężnych. Jednak to był czas PRL-u, kiedy wyjazd z kraju był utrudniany przez państwo wszystkim obywatelom. A szczególnie, jeśli taki obywatel miał 15 lat… Marek był jednak na tyle zdeterminowany, że udało mu się przebrnąć przez procedury administracyjne. W czasie ich trwania zarabiał na wyprawę, myjąc szyby aut na stacjach benzynowych i zbierając truskawki. O wiele trudniejszym zadaniem, jakie sobie postawił młody podróżnik, było właśnie zdobycie paszportu i innych potrzebnych dokumentów.

PODRÓŻ ZA LODÓWKĘ Wojciech Cejrowski, aby wyjechać na swoją pierwszą wyprawę, potrzebował pieniędzy. Więc... sprzedał lodówkę. Jego mama wyłożyła żywność na balkonie (na szczęście była wtedy zima),

8

krakowski magazyn młodych

a Wojtek poleciał do Meksyku. Po powrocie lojalnie odkupił mamie lodówkę. Młodzieży imponują ludzie, którzy działają. Dlatego podróżnicy są z reguły dla osób w naszym wieku ludźmi bardzo interesującymi. Żeby podróżować, trzeba się ruszyć. Wojciech Cejrowski zachęca często w swoich wypowiedziach, żeby po prostu jechać w podróż. Uważa, że da się podróżować bez pieniędzy, bo przecież wszędzie da się znaleźć pracę. Jedynym problemem są bilety lotnicze, dlatego musiał sprzedać wspomnianą lodówkę.

KIEDY TURYSTA STAJE SIĘ PODRÓŻNIKIEM Dlaczego wśród podróżników często pojawiają się „ciekawi ludzie”? Muszą pokonywać trudności, przedzierając się przez dżunglę lub przez górskie pasma. Okoliczności wypraw zmuszają ich do walki z przeciwnościami losu, a czasami także z sobą samym. Podróżnicy nie są zwykłymi turystami, którzy poruszają się po miastach i zasłaniają sobie widok aparatami, którymi konsekwentnie uwieczniają wszystkie napotkane zabytki. Zwykły turysta nie staje się podróżnikiem, kiedy przekroczy granice swojego państwa. Turysta zostaje podróżnikiem, gdy przekroczy granice samego siebie. To właśnie jest cecha podróżników, z której wynika ich silny charakter, a także niejednokrotnie umiejętność pociągania za sobą ludzi,


POKONAĆ SWÓJ BIEGUN

Turysta zostaje podróżnikiem, gdy przekroczy granice samego siebie. pewna charyzma. Dlatego wśród podróżników można znaleźć tak wiele autorytetów.

TRUDNE BEZDROŻA Cejrowski razem ze swoją żoną przebył Darién – biegun dżungli, przesmyk, na którym mieszkają Indianie niezależni od władz państwowych, kontrolujący cały teren Darién. Przed Indianami Kuna nawet garnizony posterunków granicznych drżą ze strachu. Przejście przez indiańskie terytorium wymagało od niego nie tylko wysiłku fizycznego, ale także nadzwyczajnego sprytu. Z kolei Marek Kamiński zorganizował pieszą wyprawę na trasie o długości ponad 4000 kilometrów. Właściwie była to pielgrzymka z Królewca do świątyni Santiago de Compostela w Hiszpanii. Jego podróż miała mieć przede wszystkim wymiar duchowy. Miejsca startu i finiszu nie były przypadkowe: Królewiec jest symbolem rozumu – jako miejsce powiązane z Immanuelem Kantem, a Santiago de Compostela to sanktuarium, gdzie zdążają rzesze pielgrzymów z całego świata. W trakcie około 100-dniowej podróży Kamiński prowadził wykłady w mijanych szkołach i uniwersytetach. Dotyczyły one celu podróży oraz wartości współczesnego świata.

Kamiński zdobył obydwa bieguny Ziemi w ciągu jednego roku – jako pierwszy i jedyny człowiek. Opracował także metodę motywacyjną „Biegun”. Pomaga ona osiągać w życiu swoje własne bieguny i spełniać marzenia. W roli przewodnika zdobył bieguny po raz drugi z niepełnosprawnym chłopcem – Jasiem Melą. Jego metoda „Biegun” powstała między innymi w oparciu o doświadczenia zebrane podczas tych wypraw. W jej ramach organizowane są specjalne wyjazdy – Obozy Zdobywców Biegunów, których celem jest między innymi wzmocnienie pewności siebie uczestników, poczucia wspólnoty i umiejętności współpracy. Takie obozy są miejscem wypoczynku i rozrywki, ale przede wszystkim mają pomagać każdemu z uczestników zdobyć jego własny „biegun”. Marek Kamiński opisał zasady, na których ona polega, w swojej książce „Odkryj, że biegun nosisz w sobie”.

LUDZIE JAK TARAN Zarówno Marek Kamiński, jak i Wojciech Cejrowski jako podróżnicy stanowią dobre przykłady ludzi, którzy są w stanie przełamać trudności i dotrzeć do wyznaczonego przez siebie celu. A w najtrudniejszych sytuacjach (na przykład tuż przed lufą karabinu) Cejrowski używa swojego tupetu jak taran. Tego typu zdarzenia, opisane w książkach obydwu podróżników, pokazują, że zawsze jest jakieś wyjście. Trzeba je tylko znaleźć, a w tym pomagają ludzie. Ludzie godni miana autorytetów. Janek Skowronek

nr 120 | maj 2017

9


TEMAT NUMERU

Zlewka

czyli jak nie stać się autorytetem

Nauczyciel może być autorytetem, gdy z pasją prowadzi zajęcia i jest solidny w swojej pracy z uczniami.

10

krakowski magazyn młodych


Nauczyciel może być autorytetem. Pod warunkiem, że z pasją prowadzi zajęcia, jest solidny i z szacunkiem odnosi się do pracy uczniów. Tym, co bardzo często odbiera nam chęć do nauki, jest podejście uczącego do prowadzenia zajęć. Jednym z najgorszych typów nauczycieli są ci, którzy kurczowo trzymają się podstawy programowej, nie dodając nic od siebie.

C

hemia. Uczniowie grzecznie siedzą w sali i czekają na nauczycielkę. Gra w kółko i krzyżyk, wisielec i pisanie na Messengerze ze znajomymi zabija czas. Mija 30 minut. W końcu w drzwiach pojawia się nauczycielka. Przeprasza. – Musiałam załatwić ważne sprawy – wyjaśnia. Po czym zapowiada sprawdzian z układu okresowego z bloku d. Niestety, tak ogólna zapowiedź niewiele mówi uczniom. Parę tygodni później oddaje prace klasowe. – Jestem załamana. Tylko dwanaście ocen pozytywnych – rozkłada bezradnie ręce. – Podobne zadania robiliśmy przecież ostatnio, a na dodatek jedno z nich było w pierwszej klasie. Dlaczego się nie nauczyliście? – pyta.

PO CO ZRYWAĆ SIĘ NA ÓSMĄ? Dlaczego chodzimy do szkoły? By „odbębnić swoją obecność”, spotkać się ze znajomymi? A może jednak po to, by jak najwięcej skorzystać z lekcji. Czasami się zastanawiam, czy rzeczywiście tak jest. Czyżby lekcja geografii była wyjątkiem od reguły? Pięć minut po dzwonku przychodzi nauczycielka, trzymając kubek z herbatką w ręce. Po wejściu do sali sprawdza listę obecności i prosi uczniów, by zajęli się własnymi sprawami, bo musi coś załatwić. Część osób jest zadowolona z takiego obrotu sprawy, ale część zadaje sobie pytanie, czy warto iść na 8:00 tylko po to, żeby przesiedzieć pierwsze 45 minut w sali i nic nie robić. Równie dobrze można byłoby w tym czasie pospać w domu i nie martwić się szkołą. A taka sytuacja na lekcjach tej właśnie nauczycielki zdarza się często…

LEKCJA BEZ PASJI Tym, co bardzo często odbiera nam chęć do nauki, jest podejście uczącego do prowadzenia zajęć. Jednym z najgorszych typów nauczycieli są ci, którzy kurczowo trzymają się podstawy programowej, nie dodając nic od siebie. Dyktują punkty do zeszytu, nie rozwijając ich. Często spoglądają na zegar i czekają na końcowy dzwonek. Powód: nie umieją utrzymać dyscypliny na lekcji. Nic dziwnego, że klasa umiera z nudów, nie potrafi się skupić i obrzuca się papierowymi kulkami, które najczęściej pochodzą z zeszytu.

PRZEPRASZAM, MUSZĘ WYJŚĆ Większość ludzi nie lubi, gdy okazuje im się lekceważenie. Jeśli nauczyciel zadaje prezentację i prosi ucznia, by przygotował się do niej, to komentarz w stylu: „Zaczynaj, muszę wyjść i załatwić kilka ważnych spraw” jest bardzo przykry. Całe zaangażowanie i poświęcony czas wydają się niepotrzebną pracą. Ale nauczycielka okazuje łaskę. Wraca na ostatnie minuty lekcji i daje ocenę. Szkoda tylko, że widziała jedynie końcówkę prezentacji. Widocznie podsumowanie wystarczyło jej, aby zrozumieć całość. Czy tak powinno się traktować uczniów?

TĘSKNOTA ZA AUTORYTETEM Wielu uczniów powie, że ze świecą szukać autorytetów wśród nauczycieli. Nauczyciel może być autorytetem, gdy z pasją prowadzi zajęcia i jest solidny w swojej pracy z uczniami. Jeśli jednak nauczyciele chodzą na lekcje wedle własnego uznania, nie prowadzą zajęć tak, aby zainteresować nimi uczniów (jeśli w ogóle zajęcia są prowadzone), to coś jest nie tak. Smutne jest też to, że bywa, iż ściąganie na pracach pisemnych jest dopuszczalne. Nauczyciele nie kwapią się, aby zabrać ściągającym telefon i wpisać jedynkę. Chodzi wyłącznie o to, żeby szkoła osiągała dobre wyniki. W myśl zasady „cel uświęca środki”. W każdym razie takim osobom życzę powodzenia na egzaminach gimnazjalnych i na maturze. Mateusz Talaczyński

BŁĘDY NA SPRAWDZIANACH Od nas, uczniów, oczekuje się, byśmy dobrze pisali sprawdziany. To trudne, gdy w zadaniach znajdujemy wiele błędów. Sprawdzian z chemii. Zniecierpliwieni uczniowie odwracają kartki. Mija może minuta, gdy rozlegają się głosy kilku osób: – Proszę pani, tego zadania nie da się rozwiązać. Brakuje danych. Nauczycielka przygląda się treści zadania: – Rzeczywiście, macie rację, przepraszam – mówi. Błędy w zadaniach, źle wydrukowane strony, ktoś dostaje sprawdzian bez kilku zadań – takie rzeczy nie są czymś wyjątkowym. Ciężko w takich warunkach dobrze wykonać swoją pracę. Część osób bierze telefony do ręki i ściąga. Pani profesor nie kwapi się, by te telefony zabrać. Czasem tylko odezwie się i powie: „Co ty tam kombinujesz?” albo: „Weroniko, proszę schować telefon”. Podczas rozdawania prac okazuje się, że ściągający znowu dostają pięć. A tych, którzy pisali uczciwie, ogarnia złość.

nr 120 | maj 2017

11


TEMAT NUMERU

Dorosły przyjaciel pilnie poszukiwany – Mama autorytetem… no coś ty? – A dla mnie tak!

W

ciągu 18 lat swojego życia doświadczyłam i nadal doświadczam, że rodzic wcale nie musi być kimś, kto jedynie wyznacza zasady i dyktuje, co robić, a czego nie. Podstawą do budowania relacji jest rozmowa. To chyba mogłoby być mottem życiowym mojej mamy. Nigdy jej się nie zdarzyło, by powiedziała mi lub moim braciom, że nie interesują jej nasze sprawy, że ma większe problemy niż my. Pamiętam, jak po lekcjach, przy obiedzie opowiadałam jej wszystko jak najlepszej przyjaciółce – że ktoś mnie zirytował, że jakieś zachowanie nauczyciela było niesprawiedliwe. Mam stuprocentowe zaufanie do każdej jej rady, bo nigdy się nie zawiodłam. Moje rodzeństwo zresztą też.

ŻYCZLIWY DORADCA Mój najstarszy brat jest fizjoterapeutą, w czasie studiów pracował w pobliskim zakładzie produkującym soki. Po studiach dostał ofertę pracy w zawodzie, ale za mniejsze pieniądze. Przed podjęciem decyzji, czy zrezygnować z dotychczasowej pracy, przyjechał do domu i rozmawiał z mamą. Powiedziała: „Pieniądze nie są najważniejsze. Masz zawód, a doświadczenia nie kupisz”. Zwolnił się z fabryki soków, a dzisiaj ma własny gabinet, który świetnie prosperuje, a można nawet powiedzieć, że rewelacyjnie.

12

krakowski magazyn młodych

ZAWSZE SPOKOJNA Moja mama należy do tej kategorii rodziców, którzy nie panikują z powodu byle draśnięcia dziecka. Mój drugi brat uwielbia grać w piłkę nożną. Pewnego razu poszedł jak zwykle na boisko. Późnym wieczorem zadzwonił telefon. Okazało się, że się przewrócił, zahaczając o drut kolczasty. Miał pociętą nogę i rękę. Zazwyczaj każdy zacząłby panikować. A moja mama (jak to pielęgniarka) powiedziała po prostu, żeby jechał do szpitala, bo muszą mu podać anatoksynę, lek przeciwko tężcowi.

BEZ TARYFY ULGOWEJ Mama nauczyła nas tego, by nigdy nie narzekać, ale czerpać radość z każdej drobnostki. Kiedy dzwonię i mówię, że jest beznadziejnie, że nie wyrabiam, nie mówi „trudno, zostaw to”, tylko: „weź się w garść, życie takie jest, dasz radę”. Za to ją kocham, bo nie jest pobłażliwym rodzicem, który zawsze i bez zastanowienia będzie bronić swojego dziecka. Oczywiście wiem, że mogę na nią liczyć. Ale wiem też, że zawsze powie mi prawdę, nawet bolesną.

Podstawą do budowania relacji jest rozmowa. To chyba mogłoby być mottem życiowym mamy.


Jak widać, autorytety są wśród nas i nie trzeba ich szukać na drugim krańcu świata. Nie myślcie jednak, że nie ma wad. Śpiewa okropnie i ciągle powtarza: „Śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej”. To jest strasznie irytujące.

POMAGA MYŚLEĆ Nie od dziś chodzę do szkoły i wiem, że nauczyciele bywają różni, począwszy od zrzędliwych i złośliwych, przez wymagających, kończąc na tzw. lajtowych. Kiedy przyszłam do liceum, przez pierwszy tydzień zbieraliśmy informacje o nauczycielach. Kto? Z kim? Gdzie? Jak? Kiedy? Zainteresowała mnie wtedy pewna pani, jak się później okazało – moja polonistka. Wszyscy mówili, że ona uczy myślenia. Po dwóch latach lekcji z nią wiem, że dokładnie tak jest. Lekcja to ciągła rozmowa, a nasza nauczycielka chce, byśmy

dzielili się z nią naszymi spostrzeżeniami. Zawsze bierze je pod uwagę. A kiedy nam się nie chce, wie, jak nas zmobilizować. Nikt tak jak ona nie potrafi wejść komuś na ambicję. Kilka miesięcy temu mieliśmy odpowiadać ustnie z „Pana Tadeusza”. Każdy miał wybrany temat i przygotowywał o tym lekcję. Przyszła kolej na mojego kolegę, który wtedy jeszcze nie przeczytał do końca epopei. Na początku wydawało się, że to, co mówi, jest jak najbardziej poprawne. W pewnej chwili pani wyłapała jakiś błąd logiczny, który stał się początkiem jego końca. Potem sypała się już tylko lawina mocnych słów, a na końcu lekcji doszło do punktu kulminacyjnego. Polonistka powiedziała, że uwielbia patrzeć na ucznia, który miota się jak płotka i nie wie, co ma mówić. Mogłoby się to wydawać mocne i rzeczywiście takie było. Ale za to kilka tygodni później ten sam chłopak zgłosił się jeszcze raz do odpowiedzi i dostał piątkę. To się nazywa zmobilizować ucznia.

SZACUNEK DLA ASERTYWNYCH Z moich spostrzeżeń wynika, że uczniowie lubią ripostujących nauczycieli, których bardzo trudno jest wyprowadzić z równowagi. Pewnego razu moja koleżanka miała iść ze swoją klasą do filharmonii. Przed tym musiała się odbyć pogawędka o tym, jak należy się ubrać. Pewna nauczycielka zrobiła to genialnie, powiedziała: „Dżins jako materiał został stworzony dla amerykańskich kowbojów, a to w języku polskim znaczy dla pastuchów. Dresik też odpada, nawet gdy jest w kolorze granatowym”. Dobitniej nie dało się już tego powiedzieć i myślę, że chyba każdy zapamiętał te rady bardzo dokładnie.

NIE TRZEBA ICH SZUKAĆ NA KOŃCU ŚWIATA Jak widać, autorytety są wśród nas i nie trzeba ich szukać na drugim krańcu świata. To żywe osoby, które czasem niepostrzeżenie przeciskają się pomiędzy tłumem, nie szukają rozgłosu, lecz kierują się własnymi wartościami i przy okazji pchają innych do przodu. Jak mówi maksyma przypisywana św. Franciszkowi z Asyżu: Błogosławiony, który tak innych zachęca do biegu, że sam biec nie przestaje. Martyna Smoter

nr 120 | maj 2017

13


TEMAT NUMERU

Dla wielu młodych ludzi autorytetami są youtuberzy.

Interneto W

ielu młodych ludzi deklaruje, że trudno im wskazać kogoś, kogo mogliby nazwać autorytetem. Po chwili zastanowienia część z nich dodaje jednak, że autorytetami są dla nich youtuberzy. To ich chętnie oglądają i słuchają, im ufają bardziej niż osobom z najbliższego otoczenia. Czym internetowi idole zasłużyli sobie na szacunek młodych ludzi?

SUKCES OD ZERA Felix Kjellberg jest youtuberem nagrywającym filmiki typu „let’s play”, w których pokazuje, jak radzi sobie w rozgrywkach gier komputerowych – zazwyczaj z gatunku survival horror lub gry akcji. Pochodzi ze Szwecji, lecz nagrywa w języku angielskim. Jego kanał PewDiePie, założony w kwietniu 2010 roku, ma ponad 54 miliony subskrybentów oraz ponad 14,5 miliarda wyświetleń. W sierpniu 2013 otrzymał tytuł najczęściej subskrybowanego kanału w serwisie YouTube. Młodzi ludzie podziwiają go za to, że osiągnął tak wielki sukces, zaczynając od zera, i pozostał sobą, oraz za to, że wykorzystuje swoją popularność w dobrych celach – m.in. zbiera pieniądze na cele charytatywne. Jednym z przykładów może być chociażby charity live, który prowadził razem z innymi znanymi youtuberami na święta 2016, z którego dochody były przeznaczone na pomoc w walce z AIDS dla fundacji RED.

14

krakowski magazyn młodych

SĄ TACY NORMALNI Bars and Melody to muzyczne duo, składające się z dwóch młodych chłopaków – raper Leondre Devries i piosenkarz Charlie Lenehan. W 2014 roku wzięli udział w 8. edycji brytyjskiego programu „Britain’s Got Talent”, gdzie wystąpili z coverem piosenki „Hope” autorstwa Twista ft Faith Evans. Nawiązywała ona do ich życia, a w szczególności Leondre’a, ponieważ w szkolnych latach był on dręczony przez znajomych – a właśnie o tym opowiada utwór. Wykonawcy zostali automatycznie przeniesieni do półfinału, dzięki Simonowi Cowellowi, który wcisnął „golden buzzer”. Ostatecznie zajęli trzecie miejsce. Po programie podpisali umowę z Syco Music, a ich debiutancka piosenka „Hopeful” przez długi czas utrzymywała się w top 5 list przebojów w Wielkiej Brytanii. Chłopcy mają wielu fanów na całym świecie. „Najbardziej lubię ich charakter, poczucie humoru i to, że nie chcą być sławni, ale piszą swoją muzykę. Chcą dać przekaz innym, którzy byli lub

Czym internetowi idole zasłużyli sobie na szacunek młodych ludzi?


owi idole są w takiej sytuacji jak Leo, chcą im po prostu pomóc. Właśnie to w nich cenię i jeszcze to, że się nie wywyższają” – napisała fanka duetu Victoria Gaudzińska na ich fanpage’u na Facebooku – Bars & Melody Poland.

„(...) Właśnie to w nich cenię i jeszcze to, że się nie wywyższają”

SZALONA ZUZIA

CENIĘ JĄ ZA STYL

Jedną z najpopularniejszych polskich vlogerek i ulubienicą dziewczyn z podstawówek i gimnazjów jest Zuzanna Borucka, znana pod przezwiskiem Banshee. Jej kanał na YouTubie, założony pod koniec 2013 roku, ma ponad 912 tysięcy obserwatorów i 163 miliony wyświetleń. Ma również dwa poboczne kanały – ZiziGames oraz SzalonaZuzia. Banshee nagrywa na YouTube’a filmiki o swoim życiu. Opowiada o tym, jak minął jej dzień i co lubi. Mówi w nich także o ulubieńcach tygodnia oraz nagrywa popularny typ filmików – Q&A (odpowiada na pytania zadawane przez widzów). Ma wiele nastoletnich fanek, które ją podziwiają. „Uwielbiam ją za to, że jest sobą, jej fani wiele dla niej znaczą, jest odważna, przemiła, potrafi nam pomóc. Jest dla wielu z nas inspiracją, np. do tego, abyśmy spełniali swoje marzenia i nie zważali na to, co inni o nas myślą. Umie w znaczny sposób poprawić niejednemu humorek” – pisze Ola z bloga nonstopyou. blogspot.com, jedna z fanek.

Jessica Mercedes jest jedną z najpopularniejszych polskich szafiarek. Prowadzi blog oraz kanał na YT, które z roku na rok zyskują coraz większą popularność. W 2010 roku, jako siedemnastolatka, zaczęła prowadzić bloga modowego – jemerced. com. Zamieszcza na nim w większości zdjęcia kreacji, wyraża swoje opinie na temat panujących trendów oraz publikuje zdjęcia z wyjazdów. Gdy doszła aż do finału w konkursie na redaktorkę, zorganizowanym przez amerykańską edycję magazynu „Elle”, jej kariera nabrała rozpędu. Jej „obowiązki” to m.in. wstawianie zdjęć z różnych wydarzeń na bloga oraz Instagram, promowanie marek odzieżowych, pojawianie się na konkretnych imprezach, wyjazdy służbowe do różnych krajów, pisanie bloga oraz nagrywanie filmików na YT. Jedna z jej fanek pisze: „Ogólnie lubię ją za to, że ma cudowny i niepowtarzalny styl. Widać, że interesuje się modą i wiele robi w tym kierunku. Jest kochana i słodka, więc super się ją ogląda”. Monika Miśkiewicz

nr 120 | maj 2017

15


TEMAT NUMERU

Numer

4859

tabliczki w ustach, tylko trzymał ją w dłoni. W końcu opracował plan ocalenia obozu, a potem uciekł. Noc z 26 na 27 kwietnia 1943 roku. Rotmistrz wraz z Janem Redzejem i Edwardem Ciesielskim ucieka z piekła. Uciekają przez Tyniec, Wieliczkę, Bochnię, Nowy Wiśnicz. Niedaleko niezamieszkanej leśniczówki w Puszczy Niepołomickiej Pilecki zostaje niegroźnie postrzelony przez niemieckiego żołnierza. W samym Nowym Wiśniczu dochodzi do niezwykłego, całkowicie przypadkowego spotkania. Pilecki poznaje prawdziwego Tomasza Serafińskiego, którego tożsamością posługiwał się przez ostatnie dwa i pół roku.

OŚWIĘCIM TO BYŁA IGRASZKA Kilkadziesiąt lat później śladami bohatera kieruje się polski zespół „Forteca”. Młodzi mężczyźni, którzy korzystają ze specjalistycznego sprzętu, stwierdzają, że taka wędrówka to nie lada

Był jednym z sześciu najodważniejszych żołnierzy II wojny światowej. Obozowy numer 4859, ochotnik do Auschwitz. Dla mnie niewątpliwy autorytet. – Musisz być kompletnym durniem! Kto przy pełnej władzy umysłowej zrobiłby coś podobnego? I jak to zrobiłeś? Nie mów mi, że poprosiłeś gestapo, żeby było łaskawe wysłać cię na parę lat do Auschwitz! (...) Jeśli to, co mówisz, jest prawdą, to ty jesteś albo niezwykłym bohaterem, albo wielkim głupcem – mówił do Pileckiego podporucznik Konstanty Piekarski. Rotmistrza Witolda Pileckiego podziwiam za odwagę i niezłomność, które mocno wpłynęły na jego losy. Urodzony w 1901 roku, już za czasów I wojny światowej brał czynny udział w walce o niepodległość Ojczyzny. Walczył m.in. pod sztandarami 211 Ochotniczego Pułku Ułanów Nadniemeńskich. Założył też pierwszy zastęp harcerski w położonych w zachodniej Rosji miasteczku Orzeł. „Osiemnastkę”, kojarzoną przez wielu z nas z hucznymi imprezami przepełnionymi wesołym śmiechem, obchodził w okopach jako kawalerzysta Samoobrony Wileńskiej braci Dąbrowskich. Jednak nie tymi czynami zapisał się na kartach historii Polski.

wyczyn. Wyobraźmy sobie, czym była ona w takim razie dla osłabionych, zmęczonych i zagrożonych więźniów. Jednak na tym nie kończy się historia jednego z najbardziej bohaterskich członków podziemia antykomunistycznego. Pomimo pewnego aresztowania i nacisków ze strony dowództwa rotmistrz Pilecki postanawia zostać w kraju. Uważa, że „ktoś musi zostać bez względu na konsekwencje”. A dla swoich przekonań był w stanie poświęcić własne życie. I tak też się stało. 8 maja 1947 Urząd Bezpieczeństwa aresztuje rotmistrza i przesłuchuje w bestialski sposób. Śmierć nie nadeszła natychmiast. Pilecki podczas ostatniego widzenia z żoną wypowiada wiekopomne słowa: „Ja nie mogę już dłużej żyć, Oświęcim to była igraszka”. Wyobraźmy sobie, jak straszne tortury musiał przechodzić. Była to kara za „wyjątkowe napięcie złej woli w toku zbrodniczej działalności”. Osądzony w pokazowym procesie, zamordowany 25 maja 1948 roku tzw. strzałem katyńskim w tył głowy. Pokazał komunistom, że nie podda się do końca.

OCHOTNIK DO PIEKŁA

IMPONUJĄCY CHARAKTER

1940 rok, 10 września. Pilecki jako „Tomasz Serafiński” trafił do obozu w Auschwitz jako jedyny na świecie ochotnik. Godne podziwu, a jeszcze bardziej niesamowite jest to, że sam był pomysłodawcą tego zadania i bardzo gorliwie musiał przekonywać do swojego planu dowództwo, które uważało go za zbyt ryzykowny. Pilecki okazał się niezwykle odważny, dobrowolnie kierując się w otchłań hadesu, jaką był niemiecki obóz koncentracyjny. Podczas pobytu w nim przesyłał do Warszawy raporty. Stworzył świetnie działającą Polską Organizację Wojskową (POW). A potem – razem z dwoma innymi śmiałkami – dokonał brawurowej ucieczki. Za kolczastymi drutami spędził dwa lata i siedem miesięcy. Przetrwał tak długi czas nieludzkiego traktowania. Już przy wejściu do obozu wybito mu dwa zęby, gdyż nie niósł

Bohaterski rotmistrz jest dla mnie autorytetem z kilku powodów. Imponują mi jego odwaga i hart ducha, o których wspomniałam wcześniej. Podziwiam go także za wierność swoim ideałom oraz niezwykły patriotyzm. A przy tym Pilecki był wspaniałym ojcem i mężem. Był w stanie dać się złapać, a następnie uciec z Auschwitz. Gdyby po wojnie uciekł z Polski, nikt nie miałby mu tego za złe. Jednak wolał zginąć z uniesionym czołem, z okrzykiem „Niech żyje wolna Polska!” na ustach. Łucja Woźniak

16

krakowski magazyn młodych

... a dla swoich przekonań był w stanie poświęcić własne życie.


STREFA ROZRYWKI

Wyszperane na strychu, czyli historyczne kalendarium

1 maja 1776 – w Bawarii powstało tajne stowarzyszenie Zakon Iluminatów, które za cel stawiało sobie szerzenie oświaty i propagowanie idei oświeceniowych. 3 maja 1791 – w Krakowie odbyło się uroczyste uchwalenie Konstytucji 3 maja. 4 maja 1863 – w niewielkiej bitwie pomiędzy powstańcami styczniowymi a żołnierzami cesarskimi zginął włoski bohater narodowy pułkownik Francesco Nullo ze swoim oddziałem. 5 maja 1499 – w Krakowie zawarta została unia krakowsko-wileńska, potwierdzająca kontynuację polsko-litewskiego sojuszu. 5 maja 1889 – w Paryżu rozpoczęła się Wystawa Światowa; z tej okazji otwarto świeżo wybudowaną wieżę Eiffla. 8 maja 1254 – po raz pierwszy oficjalnie wykonano hymn Gaude Mater Polonia z okazji kanonizacji Stanisława ze Szczepanowa. 8 maja 1947 – rotmistrz Witold Pilecki został aresztowany przez radzieckich funkcjonariuszy i wkrótce potem skazany na śmierć. 11 maja 1573 – pierwsza wolna elekcja w Polsce, na króla wybrano Francuza Henryka Walezego. 12 maja 1926 – marszałek Piłsudski rozpoczął przewrót majowy, w wyniku którego przejął władzę w Polsce. 13 maja 1943 – z Afryki wycofały się ostatnie oddziały niemieckie Afrika Korps i wojska włoskie. 19 maja 1802 – Napoleon Bonaparte ustanowił Order Legii Honorowej.

„Śmigła” 21 maja 1927 – Amerykanin Charles Lindbergh zakończył pierwszy w historii samotny przelot nad Atlantykiem na trasie Garden City – Paryż. 22 maja 1809 – V koalicja antyfrancuska: zwycięstwo wojsk austriackich nad francuskimi w bitwie pod Aspern. 23 maja 1618 – defenestracja praska: posłowie habsburscy zostali wyrzuceni przez okno zamku na Hradczanach, co rozpoczęło wojnę trzydziestoletnią. 26 maja 1831 – powstanie listopadowe: klęska powstańców w bitwie pod Ostrołęką. 28 maja 1588 – hiszpańska Wielka Armada (flota) obrała kurs na wybrzeże Anglii. 29 maja 1176 – V wojna włoska Fryderyka Barbarossy: rycerstwo cesarstwa niemieckiego poniosło klęskę w bitwie z oddziałami Ligi Lombardzkiej pod Legnano. Fryderyk I Barbarossa uznał autonomię miast włoskich. 31 maja 1884 – na ulice czeskiego Brna wyjechały pierwsze tramwaje parowe. przygotował Jacek Liberacki

Mistrzowie klawiatury Yiruma,

a właściwie Lee Ru-ma, pochodzi z Korei Południowej. Jest pianistą i kompozytorem. Imię „Yiruma” oznacza po koreańsku ‘I shall achieve’ – ‘Osiągnę’. Urodził się w 1978 roku, a gry na pianinie zaczął się uczyć w wieku 5 lat. Podczas studiowania na Kings College w Londynie, gdzie mieszkał od 10. roku życia, wydał swój pierwszy album, zatytułowany „Love Scene”. Dodatkowo, w czasie nauki na uniwersytecie, uczestniczył w muzycznym tournée po Europie. Jednym z największych osiągnięć dla niego, jak i dla jego kraju było zaproszenie, które otrzymał jako pierwszy koreański artysta do udziału w muzycznych targach MIDEM w 2002 r. w Cannes we Francji. W latach 2006–2008 Yiruma pomimo dobrze rozwijającej się kariery muzycznej postanowił służyć w wojsku w Korei Południowej. Z tego powodu zrezygnował z obywatelstwa Wielkiej Brytanii. Po ukończeniu swojej służby zaczął Yiruma comeback tour. W 2011 r. wydał swój najpopularniejszy album – „The very best of Yiruma”, zawierał on jego najlepsze utwory, m.in.: „River Flows in You”, „Kiss the Rain”, „Spring Rain”, „Love me” oraz „May Be”. W Polsce wystąpił po raz pierwszy w 2014 r. w Krakowie,

w Centrum ICE. Do tej pory wydał 8 albumów i skomponował wiele ścieżek dźwiękowych do musicali, filmów i sztuk teatralnych.

Ludovico Einaudi

urodził się w 1955 roku we Włoszech, jest pianistą i kompozytorem. Studiował na Conservatorio Verdi w Mediolanie, gdzie był uczniem kompozytora Luciano Berio. Ludovico zaczął swoją karierę jako klasyczny kompozytor, ale z czasem zaczął się inspirować innymi gatunkami muzycznymi, takimi jak folk, pop i rock. Skomponował wiele utworów do popularnych filmów, m.in. do „To właśnie Anglia”, „Joaquin Phoenix. Jestem, jaki jestem” oraz „Nietykalni”. W 1996 roku dostał włoską nagrodę filmową Grolla d’oro za najlepszą ścieżkę dźwiękową, do filmu „Acquario”. Wydał również wiele solowych albumów, niektóre z akompaniamentem orkiestry, m.in.: „I Giorni” (2001), „Nightbook” (2009), „In a Time Lapse” (2013), „Elements” (2015). Jego najpopularniejsze utwory to „I Giorni”, „Una Mattina”, „Time Lapse”, „Le Onde” i „Ancora”. Monika Miśkiewicz

nr 120 | maj 2017

17


STREFA ROZRYWKI

Czy wiesz, że…

Śmigłowy kącik naukowy

Co w trawie...

Pełza, chodzi? Ciężko stwierdzić, w jaki sposób ten „stwór” się przemieszcza. Jedno jest pewne – warto czasem spojrzeć w dół i dać się zaskoczyć temu, co kłębi się pod naszymi nogami.

fot. Wikimedia Commons: Sandy R

M

owa, o... krocionogach, a dokładniej – o rodzinie krocionogowatych. A mówiąc już zupełnie naukowo – Julidae. Nazwa „krocionóg” mówi wiele o wyglądzie owych stawonogów. Ich ciało jest segmentowane, wydłużone. Często barwy brunatnej, szarej lub czarnej. Nie można zapomnieć o czułkach i nóżkach, które są krótkie, a tych drugich są całe krocie. Stąd też wzięła się nazwa. Krocionogi są kosmopolityczne, występują na całym świecie, nie licząc obszarów okołobiegunowych i pustynnych. Najwięcej jest ich w strefie subtropikalnej i tropikalnej. Tam spotkać można około 8000 gatunków. W Polsce występuje ich zaledwie 85. Pełnią ważną funkcję w ekosystemach jako producenci humusu przez to, że przetwarzają martwą materię roślinną. Warto przy okazji wyjaśnić, że humus (albo hummus) to potrawa wywodząca się z Egiptu i Lewantu, przygotowywana z przetartych nasion ciecierzycy lub innych roślin strączkowych. Według legendy wymyślił ją sułtan Saladyn podczas wypraw krzyżowych. Humus znany jest także w kuchni kaukaskiej,

18

krakowski magazyn młodych

a obecnie popularny na całym świecie w kuchni wegetariańskiej i wegańskiej. Krocionogi to świetne okazy dla początkujących terrarystów. Mają dosyć niewielkie wymagania, a przy tym w niewoli mogą dożyć nawet do 9 lat. Do tego są dosyć wytrzymałe i odporne na urazy. Mają wyjątkowo twardy, chitynowy pancerzyk. W przypadku zagrożenia zwijają się w kulkę, osłaniając wrażliwe podbrzusze, i wydzielają nieprzyjemne zapachy. Niestety nie wszyscy podzielają niewątpliwy zachwyt autorki nad tymi wijami. Uznawane są za szkodliwe, zapewne dlatego, że gdy klimat robi się dla nich zbyt wilgotny, przemieszczają się w kierunku miejsc suchych, którymi są nieraz domy i piwnice. Niepokoją tym samym ludzi, a także utrudniają sprawne przemieszczanie się. Problem migracji krocionogów znany jest od dawna. Kłopot może sprawiać także fakt, że jednym ze stałych elementów jadłospisu krocionogów są szczątki roślinne, pędy, kiełkujące nasiona, młode korzonki, owoce, bulwy i grzyby. Może to budzić zgrozę, a co najmniej niechęć wśród osób mających przydomowe ogródki lub pola uprawne. Ciekawostką jest to, że słowo „krocionóg” ma tylko jeden synonim: „dwuparzec”, jednak podobno jest to błąd w rozumieniu biologicznym i należy się go wystrzegać. Łucja Woźniak

sudoku 9

1

6

8 1

2

5

4 1

2

3

7

8

3

2

4

9

1 7 3

4 7

3

9 3

4

4

8

2

6


Maj W maju szkoła zaczęła tonąć. Tonąć w kolorowych karteczkach. Można je było znaleźć wszędzie. W automacie z napojami, na podłodze korytarza, wciśnięte we framugę drzwi, okna czy za obrazem. Czyja to była sprawka? Organizacji Klucz! Czyli – ściślej rzecz biorąc – moja i mojej nowej paczki, która powiększyła się o kolejne osoby. Lawina karteczkowa nie była niczym szczególnym dla nauczycieli i dyrektora. Ot, kolejny chuligański wybryk. Ale dla nas... to było Coś! Przez duże „C”. Od maja wszyscy mogli czytać teksty typu: STOP PODZIAŁOM albo OGARNIJCIE SIĘ, JESTEŚMY PRZYJACIÓŁMI. Wiem, wiem. Niby takie naiwne i dziecinne, ale nasza Organizacja Klucz zaczęła nabierać podejrzeń, że to może zadziałać. Robiliśmy co się dało, aby doprowadzić do szału Kubusia i jego bandę. Zdało egzamin aż za bardzo. Kiedy pewnego razu wracałam ze szkoły z Asią i Kingą, dopadło nas dwóch chłopaków. – Pójdziecie z nami – rzucił ostro jeden z nich. Nie miałyśmy wyboru. Zaprowadzili nas na boisko szkolne, w miejsce bez kamer, ukryte za rogiem budynku. Wymieniłyśmy z Asią zaniepokojone spojrzenia. Zza drzewa wyłoniła się znana mi postać. Kubuś we własnej osobie. Był ode mnie wyższy o głowę, ubrany w dresową bluzę i spodnie. – Kogo my tu mamy? – spytał ze złośliwym uśmieszkiem. To pytanie, zupełnie jak w jakimś filmie, przyprawiło mnie o dreszcz. – Cześć – odparłam. – Znamy się? Gdyby faktycznie był to film, to Kubuś jako czarny charakter zapewne wybuchnąłby w tym momencie diabolicznym śmiechem. Ale on tylko przewrócił oczami. – Słuchaj, mała – zaczął. W jego głosie usłyszałam groźbę. – To ja mam władzę nad wszystkimi szkolnymi gangami i radzę ci, radzę wam wszystkim, zaprzestać buntu. Jesteście żałosne. – Jasne, oczywiście, zaprzestaniemy… – odpowiedziałam sarkastycznie. – Już biegnę zamiatać korytarze.

– Jacuś – Kubuś zwrócił się do kumpla. – Przywal jej. – Nie! – wrzasnęła Kinga. Zobaczyłam jak „Jacuś” (och, kolejna słaba ksywka) napina muskuły. – Dosyć tego! – krzyknęła Asia. – Kilka sekund później siedziałam na trawie. Nie wiem, jak tam się znalazłam, ale czułam ból w ramieniu. Koleś chyba mnie popchnął. Mroczki zawirowały mi przed oczami. – Wygląda na to, że znowu nie zdam klasy i bardzo mi zależy, żeby wszystko pozostało tak jak wcześniej – Kubuś pochylił się nade mną. – To co? Przestaniesz wściubiać nos w nie swoje sprawy, czy Jacuś ma ci zapodać coś jeszcze. Patrzyłam na niego ze złością, lecz gardło miałam ściśnięte ze strachu. – Dobra. Teraz ty, Krzysiu – chłopak spojrzał na drugiego kolegę. – Coś mocniejszego. Asia i Kinga zaczęły się wydzierać wniebogłosy, a ja z przerażeniem patrzyłam, jak napakowany brunet zmierza w moją stronę. Nagle usłyszeliśmy zbliżające się kroki. Mnóstwo kroków. Wszyscy odwróciliśmy się jednocześnie. Nadeszła odsiecz. Uczniowie wychodzący ze szkoły najwyraźniej usłyszeli krzyki. Widziałam ich różnokolorowe koszulki. Ścisłowcy, humaniści, sportowcy i artyści. Wszyscy tam byli. – Zostawcie je w spokoju! – zawołał twardo mój stary kumpel Kacper, przebijając się przez tłum.

Lawina karteczkowa nie była niczym szczególnym dla nauczycieli i dyrektora. Ot, kolejny chuligański wybryk. Ale dla nas... to było Coś! Przez duże „C”. Od maja wszyscy mogli czytać teksty typu: STOP PODZIAŁOM albo OGARNIJCIE SIĘ, JESTEŚMY PRZYJACIÓŁMI. – Co wam do łbów strzeliło, idioci?! – dodała dziewczyna z drugiej klasy. Ktoś podbiegł do mnie i pomógł mi wstać. Kubuś, Jacuś i Krzysiu (och, co za paranoja!) zmieszali się i ciskając przekleństwa ruszyli przez boisko szkolne. Poczułam ulgę i radość. Wszyscy połączyli siły, aby przestraszyć naszych wrogów. To połączyło nas o wiele bardziej niż jakieś karteczki. Dokonał się pierwszy krok ku zwycięstwu. Gosix

nr 120 | maj 2017

19

STREFA ROZRYWKI

Naprawdę nie wiem, jak to się stało. Człowiek normalnie wybiera sobie gimnazjum. Nie najlepsze, nie najgorsze. Po prostu – najzwyklejsze. A tu co? Nagle znajduje się pośrodku bitwy jakichś szkolnych gangów. Bez uprzedzenia, bez przygotowania i bez możliwości odwrotu. Ścisłowcy, humaniści, artyści i sportowcy – oto problem mojej szkoły. Najgorsze jest to, że grupy są wymieszane między klasami na różnych poziomach, a pierwszaki przechodzą test. Ale nie jakąś głupią klasówkę z majcy. To jest test, o którym nauczyciele nie mają pojęcia.


Smiglo 120 maj 05052017screen issuu  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you