Issuu on Google+

1/2012

ZDROWIE

nr

NA

Magazyn Medyczny Szpitala Wojewódzkiego w Opolu

Pacjent szczególnej troski Do 30 wzrośnie liczba łóżek dla chorych po remoncie prowadzonym obecnie na oddziale hematologii Szpitala Wojewódzkiego. To miejsce, w którym leczeni muszą przebywać w supersterylnych warunkach i pod szczególną opieką.

s. 3

Potrafimy zrozumieć komórkę rakową

Uwaga na leki kupowane bez recepty!

Rozmowa z prof. Andrzejem Lange, specjalistą w dziedzinie hematologii, transplantacji klinicznej i immunologii

Rozmowa z dr. Jerzym Madejem, specjalistą chorób wewnętrznych w Szpitalu Wojewódzkim w Opolu

s. 10

s. 12

1


Słowo wstępne Szanowni Pacjenci, Nowy Rok to czas składania najszczerszych życzeń. Dlatego na początek pozwolę sobie życzyć Państwu spełnienia wszystkich planów – osobistych i zawodowych, wszelkiej pomyślności, a przede wszystkim zdrowia. Jak jest ono cenne i jak bardzo niezbędne po to, by mogły spełniać się wszystkie pozostałe życzenia, wiemy my, pracownicy szpitala, bardzo dobrze. Kolejny numer magazynu Szpitala Wojewódzkiego „Na zdrowie” w dużej mierze poświęcony jest hematologii. Zachęcam do przeczytania tekstu o działającym w ramach szpitala, unowocześnianym właśnie oddziale i poradni dla pacjentów cierpiących na schorzenia hematologiczne. Znajdziecie tu Państwo również tekst o naszym Laboratorium Analitycznym, w którym duży nacisk kładziemy właśnie na pakiet badań wykonywanych tu pod kątem pacjentów hematologicznych, oraz wywiad z prof. Andrzejem Lange, specjalistą w dziedzinie hematologii, transplantacji klinicznej i immunologii. To wysokiej klasy specjalista, który z nami współpracuje. Każdy, kto leczy się czasem na własną rękę lekami dostępnymi bez recepty, powinien też przeczytać – ku przestrodze i rozwadze – rozmowę z doktorem Jerzym Madejem. Specjalista ds. chorób wewnętrznych wylicza w niej, jakie powikłania i groźne skutki może mieć łączenie zwykłego syropu na kaszel z niektórymi farmaceutykami.

2

Poza tym, tak jak w numerze poprzednim, mamy teksty o naszych pracownikach i garść nowinek. Choćby o nowoczesnej, małoinwazyjnej chirurgii endoskopowej, która pozwala nam na operowanie bez cięcia powłok brzusznych. Dobrej lektury!

Wydawca: Agencja Reklamowa LOYAL Pomorska 3 45-321 Opole tel. + 48 (77) 456 60 20, fax + 48 (77) 453 03 30 www.loyal.com.pl

Renata Ruman-Dzido Dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Opolu


Pacjent szczególnej troski Do 30 wzrośnie liczba łóżek dla chorych po remoncie prowadzonym obecnie na oddziale hematologii Szpitala Wojewódzkiego. To miejsce, w którym leczeni muszą przebywać w supersterylnych warunkach i pod szczególną opieką. Obecnie oddział ma do dyspozycji 26 łóżek. Remont pozwoli nie tylko zwiększyć liczbę miejsc, ale też poprawić komfort i warunki leczenia. A to szczególnie ważne dla pacjentów z chorobami krwi i układu krwiotwórczego. W  związku z obniżoną odpornością i wyniszczeniem organizmu chemio- i radioterapią wymagają oni kompleksowej opieki i wręcz jałowych warunków bytowania. Najmniejsza nawet infekcja może być dla nich zagrożeniem życia.

salach będą przebywać chorzy leczeni za pomocą agresywnej chemio- i radioterapii, na przykład pacjenci z ostrymi białaczkami, u których poziom leu-

Jeśli uda się znaleźć pieniądze, by zakończyć trwający właśnie remont, to do końca przyszłego roku wszyscy pacjenci oddziału hematologii będą mieli do dyspozycji wygodne, 2- i 3-osobowe sale z własnym węzłem sanitarnym. Dziewięć łóżek o podwyższonym standardzie sanitarnym posłuży do leczenia intensywneCo to jest hematologia go. Od reszty oddziału oddzielą Jest to dziedzina medycyny zajmująca się chorobami krwi i układu krwiotwórje specjalne sale ze śluzami i naczego, a także dziedzina nauki zajmująca się badaniami z tego zakresu. W bardzo wiewami laminarnymi utrzyścisłym związku z hematologią powstały i rozwijają się kolejne specjalizacje: mującymi wyjątkową sterylność transfuzjologia, zajmująca się przetaczaniem krwi i preparatów krwiopochodpomieszczeń, sprzętów i ubrań. nych, a także immunologia i serologia, zajmujące się odpornością i schorzeniami Dziś oddział dysponuje tylko z nią związanymi. dwoma tak przygotowanymi łóżkami. – A to warunki niezbędne dla chorych, którzy kocytów zamiast 4 tysięcy, tak jak to jest u zdrowej ze względu na niemal zerową odporność nie mogą osoby, wynosi sto – wyjaśnia dr Dariusz Woszczyk, mieć żadnego kontaktu z otoczeniem zewnętrznym. ordynator oddziału. Po zakończeniu prac w specjalnie przystosowanych Na oddziale hematologii w pełnym wymiarze

TEMAT NUMERU

3


czasu pracuje obecnie trzech specjalistów hematologów, a trzech kolejnych jest w trakcie specjalizacji. Współpracuje z placówką kolejnych czterech hematologów. W leczeniu i opiece nad pacjentami pomagają im 23 dyplomowane pielęgniarki, przeszkolone do pracy z cytostatykami (czyli lekami przeciwnowotworowymi, często niezwykle toksycznymi dla pacjentów i osób, które mają z nimi kontakt, np. przygotowują je do podania). – Oprócz tego często podajemy pacjentom preparaty krwiopochodne, co również wymaga odpowiedniego przeszkolenia – zaznacza Bożena Drążewska, pielęgniarka oddziałowa. Oddział hematologii jako wyodrębniona struktura w Szpitalu Wojewódzkim istnieje od 2008 roku. Wcześniej przez wiele lat istniał pododdział, stworzony i prowadzony przez prof. Jana Urbańczy-

ka. Na czele oddziału od powstania stoi dr Dariusz Woszczyk. Placówka leczy choroby układu krwiotwórczego, czyli choroby krwi i szpiku. Należą do nich m.in. chłoniaki, białaczki, różnego typu niedokrwistości, a także zaburzenia krzepnięcia krwi. Oddział udziela także konsultacji hematologicznych pacjentom z całego województwa opolskiego hospitalizowanym na oddziałach o innym profilu, u których występują problemy hematologiczne. Oprócz pacjentów na oddziale zespół pielęgniarski opiekuje się również pacjentami „dochodzącymi” w tzw. pokoju dziennej chemioterapii. Wyposażono go w pięć stanowisk, na których chorzy przebywają średnio po kilka godzin. Zachorowalność na nowotwory stale rośnie. W przypadku

Opolski oddział hematologii ma dostęp do wszystkich programów lekowych oferowanych w Polsce dla pacjentów hematologicznych. Programy te finansują leczenie najdroższymi lekami stosowanymi w takich chorobach jak szpiczak, przewlekła białaczka szpikowa czy chłoniaki rozlane i grudkowe.

4

Gdzie szukać poradni W Szpitalu Wojewódzkim w Opolu funkcjonuje Wojewódzka Poradnia Hematologiczna. W ramach tej placówki sprawowana jest ambulatoryjna opieka medyczna nad kilkoma tysiącami pacjentów ze schorzeniami hematologicznymi. Jest to jedyna tego typu placówka dostępna dla mieszkańców regionu, ale także dla mieszkańców województw ościennych. W tym roku poradnia została skomputeryzowana, co wpływa na poprawę jakości świadczonych przez nią usług. Adres poradni: ul. Katowicka 66 (budynek Zakładu Medycyny Nuklearnej) tel. 77 44 33 292 Rejestracja: poniedziałek – piątek: 7.00-14.35 Godziny przyjęć: poniedziałek, środa, piątek: 11.30-14.30, wtorek: 11.00-16.30, czwartek: 11.00-18.00


nowotworów układu krwiotwórczego ten wzrost jest niestety jeszcze szybszy. Rocznie około 15-20 osób na każde 100 000 mieszkańców zachoruje na nowotwór krwi. Zakładając, że województwo opolskie zamieszkuje około miliona ludzi, każdego roku notuje się u nas od 150 do 200 nowych zachorowań. Dzięki terapii i opiece pacjenci hematologiczni żyją z tymi chorobami wiele lat. W związku z tym ogólna liczba chorych z taką diagnozą w województwie stale rośnie. Rośnie więc również potrzeba odpowiedniej opieki medycznej. Zwłaszcza że chorzy – na szczęście coraz częściej – przekonują się, że rak to nie wyrok. Większość pacjentów hematologicznych z Opolszczyzny trafia właśnie do Szpitala Wojewódzkiego i leczy się na miejscu. Oddział rocznie hospitalizuje 1300 osób. – Trafiają do nas pacjenci kierowani przez przychodnie i szpitale rejonowe. Diagnozujemy ich na miejscu. Bywa, że odsyłamy z zaleceniami dotyczącymi leczenia. Jeśli to konieczne, zostają poddani poszerzonej diagnostyce w naszym oddziale – opowiada dr Dariusz Woszczyk. A diagnozy są bardzo różne. – W przypadku ostrej białaczki 20-30 procent chorych ma szanse na dłuższe przeżycie. Ziarnica złośliwa daje szanse dla ponad 80 procent chorych, a przewlekła białaczka limfatyczna często przebiega tak powoli, że nie wymaga żadnego leczenia przez kilka, nawet kilkanaście lat od zdiagnozowania –wylicza dr Woszczyk. Standardy chemioterapii stosowane w polskiej hematologii są porównywalne ze światowymi. Jednak całe otoczenie, komfort pacjenta, rodzaje leków wspomagających chemioterapię i antybiotyków stosowanych w przypadku powikłań chemioterapii – ze względu na koszty – są u nas trudniej dostępne. Opolski oddział hematologii ma dostęp do wszystkich programów lekowych oferowanych w Polsce dla pacjentów hematologicznych. Programy te finansują leczenie najdroższymi lekami stosowanymi w takich chorobach jak szpiczak, przewlekła białaczka szpikowa, chłoniaki rozlane i grudkowe, niedokrwistość towarzysząca nowotworom czy nadpłytkowość samoistna. Te najnowocześniejsze specyfiki są tak drogie, że niestety nie wystarcza pieniędzy na leczenie nimi wszystkich pacjentów. Program lekowy narzuca precyzyjne kryteria związane ze stopniem

zaawansowania danej choroby oraz skutecznością dotychczasowego leczenia, które należy analizować przy doborze pacjentów.

dr Dariusz Woszczyk Ordynatorem oddziału hematologii jest dr Dariusz Woszczyk, specjalista hematolog. Ukończył Śląską Akademię Medyczną i od studiów do chwili przejścia do Opola pracował w Klinice Chorób Wewnętrznych i Chemioterapii Onkologicznej w Katowicach. Z hematologią związany jest od początku pracy zawodowej. Kolejne stopnie wiedzy, w tym tytuł dr n. medycznych, zdobywał pod kierunkiem prof. Ewy Kardaszewicz. Jest inicjatorem powstania w Opolu Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów.

– Niestety, w naszej dziedzinie rachunek ekonomiczny też jest ważny. Najdroższe preparaty – zgodnie z zaleceniami NFZ i Ministerstwa Zdrowia – możemy stosować jedynie u tych pacjentów, którym mogą one najbardziej pomóc – przyznaje ordynator. – Przepisy narzucają czasem pewne ograniczenia w działaniu. Na szczęście mamy, przynajmniej w niektórych sytuacjach, swego rodzaju wyjście awaryjne –możemy wystąpić do NFZ o zgodę na tzw. chemioterapię niestandardową. Po jej uzyskaniu, zgodnie z najlepszą wiedzą medyczną, jesteśmy w stanie indywidualizować leczenie tak, aby jak najlepiej pomóc choremu. Taką procedurę chemioterapii niestandardowej nasz oddział ma zakontraktowaną z opolskim oddziałem NFZ.

5


Nic nie zastąpi człowieka Technologie, nawet najnowocześniejsze, potrzebują ludzkiej wiedzy i doświadczenia. Analizatory do badania krwi, działające w laboratorium analitycznym Szpitala Wojewódzkiego w oparciu o różnorodne nowoczesne rozwiązania, uzupełniają się z wiedzą i doświadczeniem jego pracowników.

6

Badania laboaut oi m mu no ratoryjne wykologii i  analityki nywane są dziś ogólnej. przez zautomaNaj w i ę k s z ą tyzowane sysgrupą wykonywatemy analitycznych tu badań są ne. Zmieniło to te z zakresu biocharakter pracy chemii i  immuw  laboratorium nochemii (m.in. – zwiększyło wysprawd z ające dajność, zapewpoziom glukozy, niło dobrą jakość mocznika czy chobadań. Współlesterolu, hormoczesny analizator nów i markerów przejmuje od ananowotworowych) lityka całość prooraz morfologii cesu, począwszy krwi, pozwalające od identyfikacji na ogólną ocenę próbki, poprzez funkcjonowania automatyczne piorganizmu. petowanie i dalBadania hemaszą obróbkę chemiczną pobranego materiału, a na tologiczne stanowią około 25-28% ogólnej ilości edycji wyniku kończąc. W pracowniach jednostki wykonywanych analiz. jest wiele szumiących cicho urządzeń – od niewiel– To pozornie niewiele, za to są to badania najbarkich aparatów do badań po potężne, wielofunkcyjne dziej czasochłonne. Mimo że oznaczanie morfologii analizatory i liczne monitory, na których piętrzą krwi wykonywane jest przy użyciu najnowocześniejsię słupki cyfr i skrótów, opisujących poszczególne szych dziś na rynku analizatorów, niejednokrotnie składowe wyniku badania. Aparatura ta jest wła- konieczna jest manualna weryfikacja uzyskanego ściwie nadzorowana, dostosowana jest do rodzaju wyniku. Spora grupa badań hematologicznych, na oferowanych badań i umożliwia stosowanie metod przykład manualna ocena rozmazu krwi obwozgodnych z aktualnym stanem wiedzy. dowej, mielogram czy cytochematologia, nie jest W strukturze laboratorium funkcjonują pracow- zautomatyzowana – mówi Krystyna Ginter, kienie biochemii i immunochemii, hematologii i he- rownik laboratorium. – Wymaga to po prostu pracy mostazy, cytomorczłowieka. Tu Certyfikaty laboratorium fologii i cytometrii nic nie zastąpi • Centralnego Ośrodka Badań Jakości w Diagnostyce Laboratoryjnej przepł y wowej, ludzkiego oka • Quality Control Service firmy Roche • LABQUALITY Międzynarodowego Powszechnego Programu Zewnętrznej Oceny Jakości • RIQAS Międzynarodowego programu firmy RANDOX • Międzynarodowego programu kontroli jakości badań hematologicznych firmy SYSMEX


Oferta badań – hematologia

i doświadczenia oraz tak podstawowego narzędzia, jakim jest mikroskop. W diagnostyce chorób krwi konieczna jest ocena immunofenotypu. Jest to zespół cech komórek, za który odpowiadają białka obecne na powierzchni. Badanie to przeprowadza się w cytometrze przepływowym. Można do niego użyć komórek pobranych podczas biopsji szpiku lub komórek krwi obwodowej. Dzięki oznaczeniu immunofenotypu znamy charakter komórek, a to umożliwia właściwy dobór stosowanej terapii. Tej oceny możemy dokonywać dzięki wyposażeniu laboratorium w  najwyższej klasy, dwulaserowy cytometr, który jest własnością szpitala. To jedyne tego typu urządzenie w województwie. W związku z tym żaden inny szpital na Opolszczyźnie nie ma w ofercie badań wykonywanych z jego pomocą. Badanie to wykorzystywane jest także w diagnostyce niedoborów odporności, m.in. zespołu nabytego niedoboru immunologicznego AIDS, w którym określamy ilość poszczególnych populacji limfocytów CD4+ i CD8+. Hematologia, która zajmuje się schorzeniami krwi i  układu krwiotwórczego, obejmuje również hemostazę, czyli całokształt mechanizmów zapobiegających wypływowi krwi z naczyń krwionośnych, zarówno w warunkach prawidłowych, jak i w przypadkach ich uszkodzeń. Wyposażenie laboratorium w najnowocześniejsze analizatory do badań zarówno krzepnięcia, jak i fibrynolizy pozwala na wykonywanie badań podstawowych (PT, INR, APTT) oraz specjalistycznych, które pomogą rozpoznać skazy naczyniowe, płytkowe i zaburzenia osoczowych czynników krzepnięcia, zarówno wrodzone, jak i nabyte. Jesteśmy jedynym w województwie laboratorium, które ma tak szeroki zakres badań układu hemostazy. – Jeśli wymagane jest wykonanie badań specjalistycznych, których nie mamy w swojej ofercie – na przykład mutacji genów – korzystamy z pomocy podwykonawców, z którymi mamy podpisane umowy – mówi Krystyna Ginter. – W ten sposób można u nas skompletować niezbędne wyniki. W laboratorium szczególny nacisk kładziony jest na wiarygodność uzyskiwanych wyników. Zapewniają ją najnowszej generacji urządzenia, właściwe postępowanie z próbkami, stosowanie

Rodzaj badania

Czas oczekiwania na wynik

1.

Aktywność esterazy nieswoistej

2 dni

2.

Aktywność peroksydazy (POX)

2 dni

3.

Fosfataza kwaśna i winianooporna

2 dni

4.

Fosfataza zasadowa granulocytów (FAG)

2 dni

5.

Gruba kropla – ocena rozmazu

2 dni

6.

Immunofenotyp komórek krwi obwodowej i szpiku

2 dni

7.

Malaria – test immunochromatograficzny

5 godzin

8.

Mielogram

3 dni

9.

Mikroskopowa ocena rozmazu krwi obwodowej

5 godzin

10.

Morfologia

5 godzin

11.

Morfologia z pełnym różnicowaniem leukocytów

5 godzin

12.

OB

5 godzin

13.

Odczyn PAS

2 dni

14.

Odczyn Sudanem czarnym B

2 dni

15.

Oporność osmotyczna erytrocytów

5 godzin

16.

Płytki krwi z krwi cytrynianowej

5 godzin

17.

Retikulocyty

5 godzin

18.

Sideroblasty w szpiku

2 dni

Oferta badań – hemostaza Rodzaj badania

Czas oczekiwania na wynik

1.

Antytrombina III

3 godziny

2.

APTT

3 godziny

3.

Białko C – aktywność

3 godziny

4.

Białko S – aktywność

7 dni

5.

Czas okluzji COLL/ADP

5 godzin

6.

Czas okluzji COLL/EPI

5 godzin

7.

Czas protrombinowy, INR

3 godziny

8.

Czas rekalcynacji reaktywowany kaolinem KCT

3 godziny

9.

Czynnik II

1 dzień

10.

Czynnik IX

1 dzień

11.

Czynnik V

1 dzień

12.

Czynnik VII

1 dzień

13.

Czynnik VIII

1 dzień

14.

Czynnik von Willebranda aktywność

1 dzień

15.

Czynnik von Willebranda antygen

1 dzień

16.

Czynnik X

1 dzień

17.

Czynnik XI

1 dzień

18.

Czynnik XII

1 dzień

19.

D-dimery, ilościowo

3 godziny

20.

Fibrynogen

3 godziny

21.

Inhibitor czynnika VIII

1 dzień

22.

Lapus antykoagulant

1 dzień

23.

Oporność na białko C (APCr)

7 dni

24.

Plazminogen (biologiczna aktywność)

5 godzin

25.

α-2-antyplazmina (biologiczna aktywność)

5 godzin

26.

Przeciwciała antykardiolipinowe ACL-IgG

7 dni

27.

Przeciwciała antykardiolipinowe ACL-IgM

7 dni

28.

Przeciwciała przeciw β2-glikoproteinie IgG

7 dni

29.

Przeciwciała przeciw β2-glikoproteinie IgM

7 dni

7


8

sprawdzonych i udokumentowanych metod oraz systematyczne prowadzenie wewnętrznej kontroli jakości. – Uczestniczymy w międzylaboratoryjnych badaniach porównawczych w ramach krajowej i międzynarodowej zewnętrznej kontroli jakości, aby uzyskać niezależną i obiektywną ocenę wiarygodności wyników – wyjaśnia kierownik placówki. Stosowanie nowoczesnych rozwiązań w pracy jest ważne, lecz bez wykwalifikowanej kadry, która tworzy dobrze rozumiejący się zespół, Laboratorium Analityczne Szpitala Wojewódzkiego nie mogłoby dobrze funkcjonować. – Pracują u nas diagności laboratoryjni zdobywający ciągle wiedzę i doświadczenie i najlepsi technicy analityki medycznej z wieloletnim doświadczeniem – mówi kierownik jednostki. – Wszyscy rokrocznie przechodzą planowany cykl szkoleń, uczestniczą w kursach. Podnosimy swoją wiedzę również poprzez omawianie różnych przypadków klinicznych niejednokrotnie wspólnie z lekarzami. Pracownicy laboratorium zwracają też szczególną uwagę na odpowiednie przygotowanie pacjenta do badań. Zlecając wykonanie badania laboratoryjnego, lekarz oczekuje informacji na temat wybranych substancji, których zmiany stężenia mogą odzwierciedlać przebieg występującej choroby. – Dobrze przygotowany pacjent to osoba wypoczęta, po przespanej nocy, nie podejmująca wcześniej wysiłku, na czczo i taka, która wcześniej nie przyjmowała żadnych leków i nie paliła papierosów – wyjaśnia Krystyna Ginter. – Pacjent powinien zgłosić się na badania w godzinach 7-10. Z zachowaniem tych warunków zostały ustalone wartości referencyjne badań, do których odnoszone są wyniki pacjenta. W ciągu dnia wiele parametrów może się zmieniać. Żelazo może być po południu nawet o połowę niższe niż rano, a leukocytoza znacznie podwyższona. O wszelkich odstępstwach od tych zasad musi wiedzieć osoba wykonująca badania. Pacjentom przypominają o  nich plakaty, ulotki i informacje zamieszczane na odwrocie skierowań.

Wszystko po to, aby wynik badania był wiarygodny i rzeczywiście był źródłem informacji dla lekarza. Warto też dodać, iż od 2004 roku laboratorium analityczne Szpitala Wojewódzkiego jest zinformatyzowane. To oznacza np., że każda próbka krwi znaczona jest kodem kreskowym, a analizatory podpięte są do systemu informatycznego. Skutek – wyniki badań pacjentów hospitalizowanych automatycznie wczytywane są do historii choroby. W wewnątrzszpitalnej sieci funkcjonuje też dobrze zabezpieczona przeglądarka wyników, dzięki czemu lekarze mogą mieć nieustanny ich podgląd. – Pracujemy tu w systemie całodobowym – mówi Krystyna Ginter. – Do godziny 14 rutynowo jesteśmy otwarci dla pacjentów ambulatoryjnych, a także chcących wykonać badania odpłatnie. Współpracujemy z większością zakładów opieki zdrowotnej naszego regionu. Naszymi kontrahentami są przychodnie, szpitale, indywidualne praktyki lekarskie oraz pacjenci prywatni. Całodobowo zabezpieczamy potrzeby pacjentów hospitalizowanych. W ciągu dnia pracuje w laboratorium 11 lub 12 osób – diagnostów i techników analityki medycznej. Wieczorem i w nocy – dwie lub jedna osoba. Warto zaznaczyć, że ilość typów wykonywanych na miejscu w Laboratorium Analitycznym Szpitala Wojewódzkiego badań jest największa w województwie. – Z roku na rok powiększamy pakiet – mówi kierownik laboratorium. – Wynika to ze struktury szpitala i funkcjonujących w nim oddziałów hematologii, gastroenterologii czy endokrynologii. Zakres wykonywanych przez nas badań dostosowany jest do ich potrzeb – wyjaśnia kierownik Krystyna Ginter. Czas oczekiwania na wyniki badań hematologicznych wykonywanych na miejscu wynosi od kilku godzin do maks. 3 dni, a tych zlecanych na zewnątrz – do 2 tygodni.

Jak nas znaleźć Pełną listę oferowanych przez nas badań z dziedziny biochemii, immunochemii, autoimmunologii, analityki ogólnej znaleźć można na stronie internetowej szpitala: http://nowawersja.szpital.opole.pl/ w zakładce Laboratorium Analityczne – oferta badań. Wszelkich informacji o wykonywanych badaniach udzielają pracownicy Laboratorium pod wskazanymi poniżej numerami telefonów.

Adres: ul. Katowicka 66, I piętro Telefony: Sekretariat: (tel., fax) (0-77) 44-33-212 Gabinet Kierownika Laboratorium: (0-77) 44-33-220, Punkt Pobierania Krwi: (0-77) 44-33-236 Pracownia Cytomorfologii: (0-77) 44-33-227, Pracownia Hematologii i Hemostazy: (0-77) 44-33-221 Pracownia Biochemii i Immunochemii: (0-77) 44-33-222, Pracownia Autoimmunologii i Analityki Ogólnej (0-77) 44-33-219 Kontakt e-mail: kierownik laboratorium: krystyna.ginter@szpital.opole.pl


1332/10 - 2010-08-23 BG 6/0 ark.1 Sign.1.1 Cyan Magenta Yellow Black PANTONE 1665 CV PANTONE 2755 CV

9


Potrafimy zrozumieć komórkę rakową Rozmowa z prof. Andrzejem Lange, specjalistą w dziedzinie hematologii, transplantacji klinicznej i immunologii

10

Zrozumienie biologii komórki nowotworowej powoduje, że dzisiaj stosujemy na przykład koktajle lekowe, czyli postępowanie wielolekowe, w którym jeden lek uzupełnia drugi. Dzięki temu leczenie jest coraz bardziej efektywne. Ale im bardziej jest ono skuteczne, tym bardziej obciąża pacjenta.

Jak wygląda dziś polska hematologia w porównaniu do czasów, kiedy Pan zaczynał swoją pracę? Coraz lepsze poznanie organizmu człowieka niezwykle pomaga w pracy lekarskiej, a ten rozwój w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat był ogromny. Trzydzieści pięć lat temu, kiedy zaczynałem swoją pracę, schorzenia hematologiczne, poza zwyczajną niedokrwistością, w zasadzie były bardzo złowróżb-

ne. Białaczki co prawda leczyło się już lekami, które wciąż są w użyciu, ale leczenie to odbywało się bez większej wiary i nie było pogłębione informacjami na temat biologii komórki nowotworowej, które pozwalają tę komórkę skuteczniej zlikwidować. Obecnie wszystkie te narzędzia mamy w ręku. Mało tego – potrafimy zrozumieć komórkę nowotworową w białaczce, chłoniaku, szpiczaku czy ziarnicy i tę wiedzę wykorzystać przez odpowiednie postępowanie w chorobie. Dzisiaj, kiedy widzimy, że złe geny są w białaczce, a wiemy, że mamy leki, które produkty tych genów potrafią zlikwidować, mówimy

ROZMOWA NUMERU


pacjentowi, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Tak jest na przykład w przewlekłej białaczce szpikowej, która kiedyś była chorobą nieuleczalną, a także w niektórych postaciach ostrej białaczki szpikowej. Dziś mamy lek blokujący „zły” gen. Co ten postęp oznacza dla pacjenta? Zrozumienie biologii komórki nowotworowej powoduje, że dzisiaj stosujemy na przykład koktajle lekowe, czyli postępowanie wielolekowe, w którym jeden lek uzupełnia drugi. Dzięki temu leczenie jest coraz bardziej efektywne. Ale im bardziej jest ono skuteczne, tym bardziej obciąża pacjenta. I tutaj też pojawia się nowa jakość – coraz lepsze zrozumienie i poznanie powikłań po chemioterapii. Poprawia się jakość życia chorego, bo potrafimy choćby zmniejszyć nasilenie wymiotów, toksycznego uszkodzenia skóry czy przewodu pokarmowego. Wiemy też, jak prowadzić chorego tak, żeby nie pozwolić drobnoustrojom, zwłaszcza wirusom, zaatakować jego organizm. Tutaj olbrzymią rolę odgrywa genetyka. W tej chwili wiemy, jak wirusy namnażają się w komórce, i mamy leki, które te wirusy blokują. Możemy bronić się, podając odpowiednie leki, jak i pomagając w wytworzeniu odporności przeciwko tym wirusom. To olbrzymi postęp. A jakie jest znaczenie przeszczepów szpiku wśród tych narzędzi, które lekarze mają dzisiaj? Ludziom wydaje się, że przeszczepianie szpiku jest synonimem postępu. Oczywiście, jest jego wyrazem, ale przeszczep nie jest panaceum na wszystkie choroby i wcale nie musi być stosowany w każdym przypadku. Im bardziej rozumiemy biologię komórki, tym lepsze mamy metody, żeby tą komórkę zlikwidować. Lada moment rozpoczynamy badania profilu aktywacji genów związanych z daną chorobą. W zasadzie dzisiaj białaczkę powinniśmy rozpoznawać właśnie na poziomie uaktywniających się w chorobie genów. Takie są również aktualne

wytyczne Światowej Organizacji Zdrowia. Czyli taka diagnostyka ma pierwszorzędne znaczenie? Tak, a leczenie jest dopiero jej pochodną. Ale żeby w ten sposób diagnozować, musimy mieć światłe społeczeństwo. Sprzęt to rzecz nabyta, natomiast wykształcenie lekarzy to pochodna sześciu lat studiów, specjalizacji i odpowiednich mentorów, którzy pokierują i pokażą, jak zmienić sposób myślenia. Informacja, wiedza i zrozumienie to podstawowe elementy, które sprawią, że będziemy pacjentów leczyli jeszcze lepiej. I cieszę się, gdy widzę, że tak dzieje się w Opolu. Moi koledzy z oddziału hematologii mają takie poczucie, a swoją wiedzę potrafią efektywnie wykorzystać. W Opolu nie ma jeszcze wszystkich możliwości leczniczych. Ale to nie o to chodzi. Podstawa to mieć odpowiednich ludzi. Nie można porównywać Opola z ośrodkiem badawczym, jakim jest na przykład mój ośrodek, czyli Dolnośląskie Centrum Transplantacji Komórkowych i Instytut Immunologii PAN. Mamy pełniejsze możliwości, ale służymy nimi oddziałowi w Opolu, który jest na to przygotowany. Jak w takim kontekście widzi Pan przyszłość opolskiej hematologii? Patrzę na to poprzez szkolenie kolegów z Opola i zmianę ich sposobu myślenia. Pamiętam, jak kiedyś lekarz dużego oddziału wyznał mi, że boi się do mnie zadzwonić, w obawie, żebym go przypadkiem nie spytał o coś, czego on nie będzie wiedział. A ja przecież też nie wiem wielu rzeczy! Gdyby mnie o coś takiego zapytał, byłbym zadowolony, bo uświadomiłby mi, że powinienem to wiedzieć! Niestety, wielu lekarzy wciąż tak funkcjonuje. Ale nie w Opolu. Na 100 procent! Jestem bardzo usatysfakcjonowany, bo widzę, że ten oddział zmierza w dobrym kierunku. Dziękuję za rozmowę.

Z oddziałem hematologii od czterech lat stale współpracuje jeden z najlepszych w Polsce specjalistów w dziedzinie hematologii, transplantacji klinicznej i immunologii – prof. dr hab. Andrzej Lange. Raz w tygodniu przyjeżdża do Opola, by konsultować pacjentów przebywających na oddziale. Wspiera wiedzą i doświadczeniem w leczeniu najcięższych przypadków. Prof. Andrzej Lange jest także konsultantem krajowym i regionalnym w zakresie immunologii klinicznej. Założył Dolnośląskie Centrum Transplantacji Komórkowych z Krajowym Bankiem Dawców Szpiku, zorganizował i kieruje najdłużej istniejącym w Polsce Oddziałem Przeszczepiania Szpiku oraz pierwszym w Polsce Krajowym Bankiem Dawców Szpiku. Założył i był pierwszym prezydentem Polskiego Towarzystwa Immunogenetycznego. Obecnie jest kierownikiem Zakładu Immunologii Klinicznej Instytutu Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN we Wrocławiu. Autor i współautor licznych prac z dziedziny hematologii i immunologii. Jest członkiem licznych krajowych i międzynarodowych stowarzyszeń naukowych.

11


Uwaga na leki kupowane bez recepty! Rozmowa z dr. Jerzym Madejem, specjalistą chorób wewnętrznych w Szpitalu Wojewódzkim w Opolu

12

Zdarza się, że czasem dość niefrasobliwie podchodzimy do leków, nawet tych wypisywanych przez lekarzy. Niektórzy pacjenci, mimo zaleceń, sami dawkują i zestawiają farmaceutyki albo decydują o częstotliwości ich przyjmowania. Na ile jest to niebezpieczne? Niestety może to być bardzo groźne. Każdy lek to substancja o działaniu biologicznym – wchodzi w interakcje z innymi i oddziałuje na organizm ludzki. Z wielką uwagą należy zatem traktować zalecenia dotyczące dawkowania i przyjmowania zwłaszcza tych środków, które przepisuje lekarz. Są to specjalistyczne farmaceutyki i nie można sobie pozwolić na dowolność w ich stosowaniu. Zażywane niezgodnie z zaleceniami mogą wywołać bardzo groźne skutki. Trzeba też pamiętać, że niektóre leki działają według wskazań tylko w zestawieniu z innymi, konkretnymi. Z kolei inne mogą być neutralizowane przez środki – nawet najbardziej powszechne – zażywane bez konsultacji. Mam tu na myśli całą gamę leków dostępnych dziś bez recepty – nie tylko w aptekach, ale też w sklepach czy na stacjach benzynowych. Przeciwbólowe, przeciwzapalne, na przeziębienia czy dolegliwości żołądkowe. Wbrew pozorom są to substancje bardzo silnie oddziałujące. Sprzedawane pod różnymi nazwami mają bardzo podobny lub Wśród leków dostępnych bez recepty najgroźniejsze są te przeciwbólowe i przeciwzapalne. Prócz działań, którym według przeznaczenia mają służyć, mogą powodować na przykład krwawienie z przewodu pokarmowego. Po drugie – powodują ogromne nasilenie działania leków przeciwkrzepliwych.

identyczny skład i powodują, że pacjenci sięgają po kilka na raz. Tymczasem tak naprawdę zażywają

jeden, tylko w zwielokrotnionej dawce. Z jednej strony powoduje to nasilenie działań niepożądanych lub wręcz toksycznych, z drugiej – nie powoduje wcale wzrostu efektu terapeutycznego. Apteki i sklepy pełne są wszelkiej maści suplementów diety. Jak je traktować? Rekordzistami w spożywaniu tego typu specyfików są Amerykanie. Tymczasem z przeprowadzonych właśnie w Stanach Zjednoczonych badań wynika, że wcale nie wydłużają one życia ani nie przeciwdziałają powstawaniu raka, do czego próbują przekonać ich producenci. Udowodniono wręcz w niektórych przypadkach, że przyjmowanie suplementów diety, które miały mieć działanie antynowotworowe, działa w kierunku rozwoju tych chorób. Zwłaszcza u osób, które są choćby z przyczyn dziedzicznych predestynowane do takich zachorowań. Przede wszystkim trzeba jednak wiedzieć, że w przypadku suplementów diety opartych na syntetycznych środkach chemicznych nie udowodniono dotychczas ich działań pozytywnych. Każdy z nich może natomiast nasilać lub osłabiać właściwości leków branych regularnie. Co za tym idzie – może być przyczyną nieskuteczności dotychczasowego leczenia chorób przewlekłych. O każdym takim przyjmowanym suplemencie trzeba zatem mówić lekarzowi? Bezwzględnie. Pacjenci niestety często to bagatelizują i zapominają lub nie chcą o nich powiedzieć. A powinni. Co w przypadku ziół? To kolejna grupa przyjmowanych bez kontroli środków, która też może być groźna. Nie chodzi tu o popularne herbatki czy napary, ale mieszanki ziół często dalekiego pochodzenia – z Azji czy Ameryk – rozprowadzanych w pozamedycznym obiegu, na

WARTO WIEDZIEĆ


przykład w internecie lub na targu. Jest wśród nich bardzo wiele specyfików o silnym działaniu biologicznym, o ile w ogóle skład takich mieszanek jest wiarygodny, co oznacza że ich przyjmowanie bez konsultacji też może być dla pacjenta dramatyczne. Niektóre z nich mogą na przykład „przy okazji” podwyższać lub obniżać ciśnienie. Nie muszę mówić, jak groźna może to być rzecz dla osób, które przyjmują przepisane środki na przykład na nadciśnienie. Mogą na przykład – jak wyciąg z dziurawca – osłabiać działanie doustnej antykoncepcji lub – jak wyciąg z żeń-szenia – nasilać działanie toksyczne popularnego leku nasercowego – digoxyny. Jeśli lekarz o nich nie wie, nie jest w stanie zapobiec groźnym skutkom ubocznym lub nie będzie w stanie wytłumaczyć nieskuteczności stosowanego leczenia. Które z  leków dostępnych bez recepty są najgroźniejsze? Przeciwbólowe i przeciwzapalne. Prócz działań, którym według przeznaczenia mają służyć, mogą powodować na przykład krwawienie z przewodu pokarmowego. Po drugie – powodują ogromne nasilenie działania leków przeciwkrzepliwych. Jeśli pacjent po zawale, z by-pasami czy migotaniem przedsionków bierze taki farmaceutyk i ma ustalone bezpieczne dla niego dawkowanie, a zażyje przy tym dużą ilość środków przeciwbólowych, bo dokucza mu głowa, to po kilku dniach może dojść u niego właśnie do krwawienia z przewodu pokarmowego. Są przypadki osób, które brały długo, regularnie i bez żadnych kłopotów leki na przewlekłe choroby. Gdy połączyły je z lekami przeciwbólowymi dostępnymi bez recepty, wziętymi na przykład w podwójnej dawce w nadziei, że ból im szybciej przejdzie, to kończyło się to sporymi problemami. W takich przypadkach mogą mieć miejsce wylewy do oka, ośrodkowego układu nerwowego wymagającego natychmiastowej interwencji neurochirurga czy inne postaci udaru mózgu. Wbrew pozorom nie są to rzadkie przypadki. Tacy ludzie, jeśli mają szczęście, trafiają do szpitala, by tu dostać odtrutkę. Co miesiąc na oddziale wewnętrznym mamy pięciu – sześciu pacjentów po przedawkowaniu leków spowodowanym nie zwiększonym spożyciem leku, lecz wystąpieniem objawów toksycznych na skutek interakcji przy przyjmowaniu dotychczasowych dawek leku. Leki przeciwbólowe to jednocześnie najczęściej kupowane bez recepty środki.

Tak, ich sprzedaż codziennie można mierzyć w tonach. Są to wszelkiej maści nurofeny, ibupromy, ibumy czy ibufeny oraz wiele innych specyfików intensywnie reklamowanych jako preparaty stworzone do leczenia konkretnego rodzaju bólu. W praktyce jednak są to te same leki o bardzo zbliżonym działaniu i budowie chemicznej, a ich „trafianie” w konkretne źródło bólu ma charakter raczej marketingowy.

dr Jerzy Madej Pierwsze objawy przedawkowania leków – co nas powinno zaniepokoić? Przede wszystkim czarny stolec. To najbardziej powszechny i najszybszy objaw krwawienia z przewodu pokarmowego. Poza tym wymioty o konsystencji fusów (od) kawy. Wtedy najlepiej udać się od razu do lekarza. Bezwzględnie, i to jak najszybciej. Multiwitaminy i wszelkie specyfiki wzmacniające – choćby magnez i jego mieszanki – w okresie jesienno-zimowym zastępują wielu ludziom wszelką aktywność fizyczną. One też bywają groźne? Tego typu leki nie są przesadnie niebezpieczne.

13


14

Trzeba jednak pamiętać, że tak naprawdę nie udowodniono ich skuteczności. Przy dopuszczeniu do obrotu normalnego farmaceutyku producent musi mieć wyniki badań, które potwierdzą, że lek naprawdę działa. Suplement diety, jeśli nie zawiera substancji szkodliwych, jest po prostu dopuszczany do obrotu. Druga rzecz, że tego typu środki są niewspółmiernie drogie w stosunku do składu chemicznego. Zazwyczaj zrobione są z alkoholu, lecytyny, która jest choćby w czekoladzie, i kilku witamin. Wszystko to kosztuje dość sporo. Nie radzę po nie sięgać zbyt pochopnie, choćby ze względu na dbałość o własny portfel. Często leczymy się też sami z przeziębień mieszankami witaminy C, syropami przeciwkaszlowymi. Na ile z nimi należy uważać? Z tymi ostatnimi – lekami przeciwkaszlowymi – bardzo. To dość niebezpieczna grupa farmaceutyków. Są dostępne bez recepty, bo liczy się na rozsądek pacjenta, który według zaleceń ma wziąć 2-3 łyżeczki syropu. Ale są tacy, którzy hołdują zasadzie „im więcej tym lepiej” i w kilka godzin wypijają butelkę albo dwie. Może to prowadzić do wielu powikłań – rzadszych, ale też spotykanych. Zwłaszcza u osób, które zażywają leki a nt yd e pre s y jne z dość popularnej grupy. Jeśli przy kuracji nimi wypiją dużą ilość syropu zawierającego dekstrometorfan, to może wystąpić tak zwany zespół serotoninowy, który może być nawet śmiertelny. Objawia się dreszczami, drżeniem ciała, rozkojarzeniem, szybkim biciem serca. To powikłanie, które w dodatku dość rzadko jest rozpoznawane. Wiedza na jego temat – niestety również w środowisku medycznym – jest niewielka. Dla kogo leki, po które najczęściej sięgamy bez konsultacji z lekarzem, są najgroźniejsze? Dla wszystkich pacjentów, którzy chorują przewlekle i są w podeszłym wieku. Im człowiek jest starszy, tym bardziej są one toksyczne. Starsi ludzie są też bardziej wrażliwi na ich działanie.

No dobrze, to przyjmować te multiwitaminy? Zachęcam, by zastąpić je jabłkiem czy bananem. One na pewno są bogate w witaminy. Bardzo obfite w substancje potrzebne dla naszego organizmu są również morskie ryby, najlepiej świeże. A co zrobić, gdy jesteśmy przeziębieni? Dwa rutinoskorbiny czy jakaś rutinacea nie zaszkodzą… To również są leki, których właściwości leczniczych tak naprawdę nie stwierdzono. Prawdopodobnie w ogóle nie działają. Chyba że bierzemy pod uwagę efekt placebo – czyli wiarę w to, że pomaga jakaś pastylka, nawet ta, która nie ma żadnego działania. Skuteczność placebo wynosi około 30 procent – tyle osób odczuwa oddziaływanie leków, które nimi nie są. Wracając do specyfików przeciwprzeziębieniowych – proszę zwrócić uwagę na jeszcze jedną, znaczącą rzecz. We wszelkich reklamach używany jest slogan „łagodzi objawy” grypy czy kaszlu. To znaczy, że sam producent stwierdza, iż ten środek niczego nie leczy, tylko łagodzi. W dodatku nie chorobę, tylko jej objawy. A co zażyć, kiedy boli głowa czy brzuch? Można oczywiście stosować leki przeciwbólowe, ale z  umiarem. Jeśli nie pomogła jedna i druga tabletka, to trzecia czy czwarta też na pewno bólu nie uśmierzy. Osoby zdrowe, które nie leczą przewlekłych schorzeń, mogą przyjąć 2-4 tabletki dziennie, jak zaleca producent. Starsi, którzy stale przyjmują leki na cukrzycę, nadciśnienie czy miażdżycę, gdy chcą wziąć jakikolwiek dodatkowy lek sprzedawany nawet bez recepty, za każdym razem powinni zasięgnąć rady swojego lekarza. Jeśli ktoś ma wątpliwości, powinien sobie przeczytać jakąkolwiek ulotkę najbardziej, wydawałoby się, banalnego leku. Jest na niej wymienione tyle powikłań, przed którymi producent zgodnie z prawem musi ostrzec, że lepiej go nie brać. Tylko niestety mało kto te ulotki czyta… Dziękuję za rozmowę.


A NI

Z

NAS

M LE C Z A

R

A

Syr KADłubSKI ze śląSKIeJ zAgrODy Jest mlecznobiały lub kremowy i idealnie spoisty. Świetnie pasuje do kanapki z dżemem porzeczkowym albo tradycyjnego śląskiego kołocza. Twaróg Naszej Mleczarni z Kadłuba jest taki jak ten, który przed laty robiły nasze babcie. Kto i kiedy „wynalazł” twaróg – nie wiadomo. Jego historia sięgać może nawet czasów antycznych. Słowo określające ten produkt funkcjonuje u nas od wieków. W XIV wieku przejęli je Niemcy. Kiedykolwiek by się on jednak zjawił w jadłospisach praprzodków, recepta na to, jak go robić, z pewnością niewiele się zmieniła na przestrzeni wieków. – Ta, według której my wytwarzamy nasz twaróg, jest niemal identyczna z przepisem naszych babć – zapewnia Janusz Frąckowiak z Naszej Mleczarni w Kadłubie pod Strzelcami Opolskimi. – Jedyną różnicę narzuciły nam przepisy sanitarne, które dbają o zdrowie konsumenta. Ta różnica to oczywiście pasteryzacja mleka, której wymaga polskie i unijne prawo. W Kadłubie stosuje się jednak pasteryzację niską, najmniej inwazyjną. – Niszczy ona niepotrzebne bakterie – wyjaśnia Janusz Frąckowiak. Niestety, przy okazji usuwania tych szkodliwych, giną również bakterie „pozytywne”, ukwaszające mleko, które są niezbędne do powstania twarogu. Dlatego w ich miejsce dodajemy czyste kultury mleczarskie – takie same mikroorganizmy, ale wyhodowane w supersterylnych warunkach. Na tym kończą się różnice między twarogiem, jaki robiły nasze „ołmy”, a tym, który powstaje w Kadłubie. W Naszej Mleczarni stosuje się bowiem na kolejnym etapie znane i stosowane przez „ołmy” odsączanie twarogu z serwatki powstającej przy jej ukwaszaniu. Nie jest to nic innego, jak ogrzewanie i krojenie „zsiadłego mleka”. Tymczasem

w innych zakładach oddziela się serwatkę za pomocą specjalnych wirówek. – To metoda, która niestety niszczy strukturę masy twarogowej – tłumaczy Janusz Frąckowiak. – Staje się miałka, jakby już przemielona. Twaróg z Kadłuba zachowuje tradycyjnie ziarnistą strukturę „grudek” lub – jak kto woli – „kryształków”. A co za tym idzie – zachowuje niepowtarzalny, wiejski charakter. – Odsączamy go na sitach i chustach, dokładnie tak, jak robiono to dawniej. A potem – też tradycyjnie – prasujemy – wyjaśnia Janusz Frąckowiak. W stosowanej dość powszechnie „metodzie wirówkowej” dla uzyskania odpowiedniego skrzepu, który nadaje się do wspomnianego odwirowania, dodaje się też specjalny enzym, czyli podpuszczkę. Nasza Mleczarnia tego nie robi – proces ten pozostawia naturze. – Jeśli na Państwa stoły trafi nasz produkt, możecie być pewni, że będzie smakował jak ten z wiejskiej zagrody – zapewnia Janusz Frąckowiak. Twaróg Naszej Mleczarni nadaje się w sam raz jako baza do pasty z warzywami lub owocami, czy po prostu jako „małe co nieco” w postaci kęsa twarogu polanego miodem albo przyozdobionego dżemem, do świeżego chleba z masłem.

… ć a z i l e c l a P M m m m m m!

w w w.naszamleczarnia.pl

15


Pasja to motor życia i rozwoju Rozmowa z Józefem Bojko, ordynatorem Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii Szpitala Wojewódzkiego w Opolu, konsultantem wojewódzkim w tej dziedzinie, laureatem nagrody honorowej Nowej Trybuny Opolskiej – Opolski Hipokrates 2011

16

Honorowy tytuł Opolskiego Hipokratesa przyznany przez kapitułę tej nagrody przypadł w tym roku Panu. Jaka była Pana reakcja, gdy się Pan o tym dowiedział? W pierwszym momencie nieco się wystraszyłem. Przypomniałem sobie, że jedno z dużych towarzystw nau kow ych przyznawało równie prestiżowe nagrody tym, którzy byli u schyłku swojej kariery. Kończyło się to zazwyczaj tragicznie – tym, że leciwi laureaci nie za długo już żyli... Więc kiedy dowiedziałem się o  nominacji, to najpierw sprawdziłem co się dzieje z moimi drogimi przyjaciółmi, doktorami Władysławem Plutą i Kazimierzem Drosikiem, którzy dostawali te laury w latach ubiegłych. Kiedy okazało się, że są w jak zwykle znakomitej formie, nieco odetchnąłem (śmiech). A mówiąc zupełnie poważnie – widzę to jako wielki sukces. Nie mój osobisty, ale anestezjologii i intensywnej terapii w ogóle. Tę nagrodę odbieram jako laur dla całego mojego środowiska.

Został Pan lekarzem z pasji czy z powołania? Ta decyzja zapadła już w szkole podstawowej. Pamiętam, że polonistka zadała nam wtedy wypracowanie: co chcielibyśmy w życiu robić. Wtedy pierwszy raz się określiłem – napisałem, że chcę pomagać ludziom, najlepiej tym najbardziej poszkodowanym. Udało mi się to życzenie zrealizować, więc chyba mogę się czuć spełniony. Nigdy nie chciał Pan być strażakiem czy policjantem? No właśnie nie, nie było nigdy żadnego wahania. Od samego początku wiedziałem, że chcę zostać lekarzem. Choć oczywiście wtedy nie wiedziałem jeszcze, z  czym to się wiąże. Podpatrywałem jedynie znajomych rodziców czy rodziny, bo spora jej część wykonywała zawody medyczne. Dopiero w trakcie zorientowałem się, że to ciężka praca. Kto z  Pana rodziny związany jest jeszcze z medycyną? Żona, siostra, szwagier, część wujków, cioć. I mógłbym jeszcze mnożyć…

ROZMOWA


Najlepsi z najlepszych Honorową nagrodę Opolski Hipokrates co roku przyznaje kapituła złożona m.in. z  władz opolskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia, samorządowych władz wojewódzkich i przedstawicieli „Nowej Trybuny Opolskiej”, która od trzech lat organizuje plebiscyt. Prócz tego czytelnicy „nto”, głosując, wskazują Lekarza Roku, Pielęgniarkę i Położną Roku, Najbardziej Przyjazną Placówkę Medyczną i Najbardziej Przyjazną Aptekę. W tym roku do tytułu honorowego nominowanych było czterech znakomitych lekarzy, w tym dwóch ze Szpitala Wojewódzkiego – Józef Boj-

To kiedy się Państwo spotykacie przy urodzinowym czy imieninowym stole, jest jak w klinice! Na szczęście nie. Staramy się w takich momentach uciekać od tematów medycznych. Ale w miarę upływu lat ten czy ów członek rodziny jest chory. Wtedy temat rzecz jasna podejmujemy i staramy się pomóc. Intensywna terapia to oddział, w którym ryzyko, śmierć i najcięższe schorzenia to codzienność. Jak Pan sobie z tym radzi jako człowiek? Wybór tej specjalizacji – anestezjologii i intensywnej terapii – wiąże się z funkcją radaru. Wyłapujemy pierwsi zagrożenie dla życia. Dzieje się tak zarówno na sali chorych, jak i na bloku operacyjnym, gdzie do tej pory postrzegano anestezjologów wyłącznie jako ludzi, którzy podają leki usypiające. Tymczasem czuwamy tam, by pacjenci czuli się bezpiecznie. Jesteśmy ich gwarantem. Przez całe lata jako anestezjolodzy czuliśmy się niedoceniani, a jednocześnie mieliśmy pełną świadomość, że pełnimy naprawdę bardzo istotną rolę w ochronie zdrowia i całości procesu leczenia. Część anestezjologów nie wytrzymywała obciążeń i wypaliła się zawodowo. Dziś na szczęście czasy się zmieniły. Dalekie są jeszcze od oczekiwań, bo chcielibyśmy mieć na przykład komfort pracy bez konieczności przepracowywania się. Do tej pory trzeba było brać sześć, osiem, nawet dziesięć dyżurów w miesiącu, by zapewnić dobre bytowanie sobie i bliskim. A chcielibyśmy być przecież dobrymi, uważnymi i wypoczętymi „radarami”, które całą swoją energię podczas pracy poświęcają pacjentom. Intensywna terapia to miejsce, gdzie należy pracować na chłodno, mimo ogromu ludzkiego cierpienia. Czy warto wkładać w pracę ko (patrz rozmowa) i Wiesława serce? Błudzin. Tak jak ze wszystkim i w każdym zawodzie potrzebna jest pasja. Pani doktor od lat związana jest ze Bez niej i bez pełnego zaangażowania, również emocjonalnego, trudno Szpitalem Wojewódzkim w  Opouratować człowieka. Jeśli nie ma pasji – lepiej znaleźć inny zawód. lu. Jest specjalistą chorób za„Szpital bez bólu” to Pana projekt, który dziś realizuje cała polska kaźnych, ordynatorem Oddziasłużba zdrowia. Narodził się właśnie z empatii dla pacjentów? łu Chorób Zakaźnych Szpitala Od dłuższego czasu zastanawiałem się, co można w takim ośrodWojewódzkiego w Opolu i konsulku jak Opole – pozaakademickim – zrobić dla drugiego, zwykłego, tantem wojewódzkim w tej dziedzinie. człowieka. Jak mu pomóc i ulżyć. Medycyna się tak stechnicyzowała, Wśród pozostałych nominatów znaleźli się również dr Aleksander Wojże czasem – zza maszyn i wyników, które dzięki nim mamy – zatyłko – specjalista z zakresu chirurgii pominamy o tym, że po pierwsze jest właśnie człowiek. Punktem dziecięcej z Opola i dr n. med. Dariusz wyjścia projektu „Szpital bez bólu” było proste pytanie: jak się Pani/ Łątka, specjalista neurochirurg i neuPan czuje i jak mogę Pani/Panu pomóc? Takie pytanie powinno się rotraumatolog, ordynator Oddziału pojawiać nie tylko w tych najbardziej oczywistych miejscach, np. Neurochirurgii WCM i konsultant na oddziałach pooperacyjnych – ale i w pozostałych, wszystkich wojewódzki w tej dziedzinie. miejscach w szpitalach. Była idea, pytanie. Co potem? Analizuję to i chciałbym przelać na papier. Opisać, jak to się stało, że temu projektowi patronują teraz duże towarzystwa medyczne – Polskie Towarzystwo Badania i Leczenia Bólu, Polskie Towarzystwo Anestezjologii i Intensywnej Terapii oraz towarzystwa chirurgów czy ginekologów. „Szpital bez bólu” tak zaistniał w świadomości, że podobno nawet jeden z seriali wykorzystał go w scenariuszu – lekarze zabiegają w nim o to, by uzyskać certyfikat tego projektu. Jak

17


18

to się stało, że pomysł zadziałał? Złożyło się na to kilka elementów. Po pierwsze – sam pomysł, który odwołuje się po prostu do relacji człowieka z człowiekiem. Po drugie – to, że w naszym szpitalu znalazło się kilka czy kilkanaście osób, które tę ideę podchwyciły. Przede wszystkim pielęgniarki, z którymi pracuję na oddziale, a które mają wiele empatii i są ciągle jeszcze najmniej skomercjalizowanym zawodem medycznym. Przychylność władz szpitala i Narodowego Funduszu Zdrowia dały możliwość uzyskania niezbyt wielkich, ale jednak, pieniędzy na finansowanie działań. To były lata 2006 do połowy roku 2007. No, a potem idea okazała się tak nośna, że podchwyciły ją media i nastąpił efekt domina – osiem szpitali na Opolszczyźnie wzięło udział w pilotażu. Ten się powiódł i pomysł poszedł w Polskę. Dziś mam ogromną satysfakcję z tego, że „Szpital bez bólu” realizowany jest w blisko 100 placówkach medycznych w kraju. Odnosił Pan i odnosi również ogromne sukcesy w leczeniu sepsy, której sama nazwa wywoływała rok czy dwa lata temu ogromny strach. Chyba nadal wywołuje. Sepsa czy posocznica to nadal choroba, która stanowi poważne zagrożenie zdrowia i życia. Pierwszy przypadek, który mi bardzo zapadł w pamięć, to pacjent leczony w roku 1996. Stanowił nieprawdopodobne wyzwanie. Był to stosunkowo młody mężczyzna, w sile wieku, w bardzo poważnym stadium choroby. Bardzo zaangażowana w jego ratowanie była żona, rodzina i duża grupa przyjaciół. Wtedy pierwszy raz nawiązałem kontakt z kolegami ze Stanów Zjednoczonych, którzy mieli już odrębne ośrodki dla pacjentów septycznych, czyli tych z uogólnionym zakażeniem. Wtedy też pokazały się nowe antybiotyki i okazało się, że można mu pomóc. Zaangażowanie bliskich tego człowieka, całego zespołu oddziału anestezjologii i intensywnej terapii naszego szpitala i nowe możliwości sprzęgły się i przyniosły sukces. Potem, wespół z zespołem profesora Kublera z Wrocławia, zakładaliśmy Polską Grupę Roboczą ds. Sepsy.

Z Opolszczyzny i Dolnego Śląska pilotażowy program leczenia ciężkiej sepsy poszedł w Polskę i został wprowadzony wtedy jeszcze przez kasy chorych, a teraz jest kontynuowany przez NFZ jako program centralny. Te doświadczenia pozwoliły nam poradzić sobie np. z sepsą pochodzenia meningokokowego. Pamiętamy, że meningokoki atakowały w pewnym momencie głównie powiat brzeski. Stamtąd wyszło ognisko epidemiologiczne, które udało się opanować. Na podstawie tych doświadczeń przekonaliśmy samorządy do zainwestowania w szczepienia, które są najskuteczniejszym sposobem walki z problemem. Jeśli pacjent trafia do nas, to już jest niedobrze. Lepiej nie dopuszczać do tego, by się u nas pojawił. Jakie to uczucie: dać dalsze życie komuś, na kim inni już postawili krzyżyk, bo nie stało im sił i środków? Muszę zaprotestować – to nie tak, że ktoś stawia na pacjencie krzyżyk. Po prostu możliwości technologiczne i medyczne oddziałów anestezjologii i intensywnej terapii są nieporównywalne do innych. Mamy tu taki sprzęt i taką ilość świetnie przeszkolonego i wykształconego personelu, których nie ma żaden inny oddział. To wpływa na ewentualny sukces. Bo przecież – mimo najszczerszych chęci – nie mamy stu procent uzdrowień. Brak nam rąk, które leczą (śmiech). Jest za to pasja, o której mówiłem. Bez niej też nie byłoby sukcesów. Ciągnę Pana za język, chcąc usłyszeć o emocjach kogoś, kto wie, że pomógł przeżyć. Pan zamiast o nich mówi o wiedzy i pasji. Bo pasja to emocje. Ona daje nam motywację do życia – nie tylko zawodowego, ale w ogóle. Oczywiście te emocje są – cała masa wyłącznie dobrych. To one sprawiają, że wraca się do domu i otwiera laptopa, by dalej szukać najnowszej wiedzy gdzieś w najodleglejszych zakątkach świata. Takie możliwości daje nam globalizacja, internet, powszechnie dostępna wiedza i jej wymiana. Dziękuję za rozmowę.

Renata Ruman-Dzido, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Opolu Wśród czterech znakomitych lekarzy nominowanych w tym roku do bardzo prestiżowej, honorowej nagrody Opolski Hipokrates 2011 było aż dwóch specjalistów ze Szpitala Wojewódzkiego – doktor Wiesława Błudzin i doktor Józef Bojko. Jak to jest pracować z tak wybitnymi fachowcami? Po pierwsze – to powód do ogromnej dumy. Mam wielką satysfakcję, że oboje od lat związani są z naszym szpitalem i tu wykorzystują swoje doświadczenie i wiedzę, idąc z pomocą najbardziej poszkodowanym i cierpiącym pacjentom. Cieszę się, że możemy im stworzyć warunki do takiej pracy, która jest nie tylko pomocna, ale i bardzo twórcza. Obydwoje znacznie wybiegają poza standardy pracy na swoich stanowiskach, wychodzą naprzeciw wyzwaniom i wnoszą do medycyny – nie tylko tej na poziomie regionalnym – nowatorskie rozwiązania. Dla mnie praca z nimi jest też bardzo mobilizująca. To osoby nietuzinkowe, wymagające indywidualnego podejścia i poszukiwania nowych rozwiązań. Dumna jestem, że przez wiele lat mogliśmy im dawać narzędzia do pracy tak, byśmy i my, i oni nieustannie się rozwijali.


Do domu w dwa dni Już po 48 godzinach od usunięcia kamieni z przewodów żółciowych z użyciem chirurgii endoskopowej pacjent może opuścić szpital.

Chirurgia endoskopowa to nowość w Szpitalu Wojewódzkim. Pierwsze zabiegi za pomocą tej metody wykonano we wrześniu 2011 roku. Wcześniej pacjenci byli leczeni w innych ośrodkach lub skazani na operacje.

grupę pacjentów korzystających z tego typu zabiegów stanowią też osoby z chorobami nowotworowymi układu pokarmowego – mówi dr Marek Miezianko, chirurg onkolog, który współpracuje ze Szpitalem Wojewódzkim w Opolu. – Część pacjentów, u  których nowotwór zdiagnozowano we wczesnej fazie metodą endoskopową, można wyleczyć, a w przypadku choroby zaawansowanej jesteśmy w stanie pacjentowi ulżyć, np. udrażniając światło przełyku, żołądka, dwunastnicy, jelita Część pagrubego czy przewodów cjentów, u których żółciowych i zakładając nowotwór zdiagnozowasamorozprężalne stenno we wczesnej fazie metodą ty. W  leczeniu paliaendoskopową, można wyleczyć. W przypadku choroby zaawansowanej tywnym jest to metoda jesteśmy w stanie pacjentowi ulżyć, np. mało uciążliwa dla paudrażniając światło przełyku, żołądcjenta, a jednocześnie zdecydoka, dwunastnicy, jelita grubego czy wanie podnosi komfort życia. przewodów żółciowych i zakła-

Zabiegi endoskopowe wykonywane są na bloku operacyjnym. Są małoinwazyjne i  nie wymagają, tak jak ma to miejsce w tradycyjnej chirurgii, rozcinania powłok brzusznych. Wykonuje się je przy użyciu różnego rodzaju endoskopów, od bardzo cienkich – w przypadku zwężeń przewodu pokarmowego – do bardzo grubych, terapeutycznych (z dwoma kanałami roboczymi). Aparat wykorzystywany do chirurgii endoskopowej ma na końcu kamerę. Światłowody oświedając samorozprężalne stenty. tlają pole widzenia, a obraz przekaChirurgia endoskopowa jest uzuzywany jest nimi do procesora, dzięki pełnieniem chirurgii tradycyjnej, ale dla czemu przebieg zabiegu obserwuje się na pacjenta różnica jest ogromna. Zwykle już kolorowym monitorze. Zabieg wykonuje się w znie- po 24-48 godzinach może opuścić szpital. czuleniu ogólnym, a pacjent może opuścić szpital W Szpitalu Wojewódzkim w Opolu do tego typu zwykle już po 48 godzinach. zabiegów wykorzystywany jest najnowocześniejszy – Najczęściej wykonywanym zabiegiem tą właśnie sprzęt produkowany przez japońską firmę Olymmetodą jest endoskopowa cholangio-pankreatografia pus. W czasie zabiegów dodatkowo korzysta się (ERCP), w czasie której możliwe jest na przykład usu- z cyfrowego aparatu rentgenowskiego niemieckiej nięcie kamieni z przewodów żółciowych. Znaczną firmy Ziehm.

19


Kuchnia indyjska sposobem na szczęśliwsze życie

Od 12.00 do 17.00 do lunchu podajemy kawę lub Coca Colę za 1 zł! Kuchnia indyjska to nie tylko konkretne doznania smakowe, ale również zniewalające kolory i smaki. Na tym jej zalety się jednak nie kończą. Może mało kto wie, że kuchnia ta to również samo zdrowie! A wytłumaczyć można to w prosty sposób – kuchnia indyjska to przede wszystkim warzywa, głównie warzywa strączkowe, pobudzające wydzielanie się endorfin – popularnie zwanych hormonami szczęścia, które odpowiadają za odczuwanie przez nasz organizm euforii. Duża ilość przypraw o konkretnym, rozpoznawalnym smaku powoduje, że nasz układ lepiej trawi i odpowiednio rozgrzewa organizm lub go chłodzi. Wszystkie potrzebne składniki są pieczone albo smażone bez tłuszczu. A to przenosi się bezpośrednio na zdrowie naszego ciała i ducha. Okazuje się, że Hindusi są bardziej odporni na choroby cywilizacyjne od Europejczyków oraz mają mniejszy odsetek zachorowań na raka. Potrawy indyjskie muszą być przede wszystkim dobrze doprawione. Doprawiamy nawet jajecznicę – opowiada szef kuchni restauracji Golden Club w Opolu. Najczęściej używaną przez naszego mistrza przyprawą jest imbir i czosnek oraz oryginalne mieszanki indyjskie. Jest on wyczulony na zapachy i smaki wszystkich składników, których używa, dlatego sprowadza je prosto z Indii. Stamtąd przyjeżdża do nas również ryż – odmiana basmati, bo tylko taka jest tu serwowana. Każda potrawa przed podaniem na stół musi przejść ocenę szefa kuchni, zdarzają się jednak takie dni, że dania zdążą przejść mu tylko koło nosa… Wszystkie potrawy pochodzą z oryginalnego indyjskiego pieca – tandoori. Piecze się w nim mięso i naan – popularny indyjski chlebek. Szef kuchni zaznacza, że używają

20

tylko świeżych warzyw, dlatego dodatki warzywne są sezonowe. W indyjskiej kuchni wszystko musi mieć swoje zasady i odpowiedni rytuał przygotowań. Każde z mięs jest najpierw pieczone w piecu i zanurzone w jogurcie, w którym leży całą dobę i dopiero po tym czasie jest przygotowywane do podania. Trzy najbardziej popularne dania zamawiane w Golden Club to Bombay Aloo, Spinach Chicken i Chicken Tikka Masala. Dla tych, którzy jeszcze nie próbowali tych dań i nie wiedzą, czym się charakteryzują, podajemy ich krótki opis (w ramkach poniżej) dla zachęty. W menu znajdują się również polecane przez szefa kuchni krewetki, a ci, którzy nie lubią eksperymentować i przychodzą dla towarzystwa, mogą spróbować indyjskich makaronów – w wersji z kurczakiem lub wegetariańskiej – bądź zjeść tradycyjne włoskie spaghetti czy pizzę. Restauracja również dopasowuje się do swoich gości i podaje na życzenie frytki czy dania z grilla. Zamiast dania głównego można jednak wybrać indyjski ser, słodki indyjski deser, indyjską herbatę czy indyjski drink. Dodatki są niezmiernie ważne w naszym życiu i istotnie wpływają na nasze samopoczucie, a goście często odwiedzają Golden Club właśnie ze względu na nie. Z dodatkami spotkamy się jednak w następnym numerze. Zachęcamy więc do czytania następnych gazetek! Od końca lutego restauracja wprowadza nowości: a będą nimi chlebek naan podawany z jogurtem, herbatki indyjskie podawane w małych filiżankach z jedną przyprawą do wyboru – kardamonem, imbirem czy goździkami oraz lassi – drink prosto z Indii stawiający na nogi (szef po cichu podpowiada, że jest dobry na kaca).

Z

a

p

r

a

s

z

a

m

y

ul. Krakowska 51, Opole 77 436 50 82 www.goldenclub.opole.pl


Trzeba działać pod kontrolą ,,Szpital świadomy ryzyka: pacjenta, pracownika i środowiska” – pod takim hasłem odbyło się kolejne już spotkanie opolskich środowisk medycznych. Bo ryzyka w placówkach medycznych można unikać, ale wyeliminować się nie da. Ryzyko od zawsze jest i będzie wpisane w nasze życie i w działanie szpitala – tłumaczy Teresa Osadczuk-Witkowska, pełnomocnik dyrektora ds. zintegrowanego systemu zarządzania. – Podejmujemy próby zarządzania nim choćby poprzez identyfikację zagrożenia, jego ocenę czy ograniczanie prawdopodobieństwa jego wystąpienia. A jeśli już ono wystąpi, wpływamy na zmniejszenie skali skutków. Tolerujemy to ryzyko, które znamy i rozumiemy. Przyjmujemy, że bez niego nie ma działania. Konferencja, na której omówiono związane z  tym tematem zagadnienia, odbyła się 27 października w Państwowej Medycznej Wyższej Szkole Zawodowej w Opolu. Było to już czwarte tego typu wydarzenie zorganizowane przez Szpital Wojewódzki. Patronat medialny nad konferencją objął „Magazyn Pielęgniarki i Położnej”. W spotkaniu wzięło udział 188 osób z terenu całego województwa opolskiego. W gronie tym znaleźli się dyrektorzy szpitali, menedżerowie służby zdrowia, pełnomocnicy ds. zintegrowanego systemu zarządzania (ZSZ), pielęgniarki naczelne i epidemiologiczne, epidemiolodzy oraz pracownicy Szpitala Wojewódzkiego. Byli również specjaliści z dziedziny epidemiologii, prawa oraz zarządzania jakością.

Podczas konferencji omówiono m.in. ryzyko wynikające z braku nadzoru nad sprzętem i aparaturą medyczną, zarządzanie i bezpieczeństwo IT, a także ryzyko zawodowe oraz wynikające z niego prawa i obowiązki zarówno pracodawcy, jak i pracownika. Bezpieczeństwo pacjenta, pracownika oraz środowiska na wielu płaszczyznach łączy się z tematyką zaprezentowaną w prelekcji: ,,Plusy i minusy stosowania środków dezynfekcyjnych w placówkach ochrony zdrowia”. Dla poprawy bezpieczeństwa pacjentów i zmniejszenia stopnia niepełnosprawności u  chorych z  udarami mózgu z  terenu województwa, przedstawiono również organizację leczenia tego schorzenia na Opolszczyźnie. Debatowano także o ryzyku, jakie ponoszą pracownicy medyczni i placówek ochrony zdrowia w związku z koszykiem świadczeń gwarantowanych oraz o problemie zakażeń szpitalnych i nowych możliwości ich leczenia. Wszystko po to, by wymieniać się wiedzą i doświadczeniami o sposobach walki z ewentualnymi zagrożeniami. Im więcej o nich wiemy, tym lepiej jesteśmy przygotowani na ich przyjęcie, a często możemy im zapobiec.

WARTO WIEDZIEĆ Szpital Wojewódzki w Opolu w 2006 roku uzyskał certyfikaty Zintegrowanego Systemu Zarządzania Jakości i Środowiska. Trzy lata później, w roku 2009, pomyślnie przeszedł recertyfikację, czyli ponowną ocenę. Od tego czasu co roku zewnętrzna firma – na zlecenia Szpitala – przeprowadza audyt okresowy, a co trzy lata – audyt recertyfikacyjny. Audytorzy oceniają, czy wszystkie procedury i działania podejmowane w placówce są zgodne z wymogami zintegrowanego systemu zarządzania. Od 2006 roku zapisali 163 uwagi w ramach raportów, które s�� podsumowaniem każdego audytu. Wypisywane są w nich nieprawidłowości, zalecenia zmian w danym roku i ich utrzymywania w latach następnych, ale też podejmowane przez Szpital działania godne uwagi i polecenia.

21


Mam w życiu dwie pasje Anna Pączko już jako mała dziewczynka wiedziała, że w przyszłości zostanie pielęgniarką lub plastyczką. Nie mogła się tylko zdecydować, które zajęcie wybrać… Nie zrezygnowała więc z żadnego do dziś.

22

W Szpitalu Wojewódzkim w Opolu pracuje od 15 lat. Jest pielęgniarką anestezjologiczną na oddziale anestezjologii i intensywnej terapii oraz koordynatorem programu „Szpital bez bólu”. Oddział, na którym pracuje, zaliczany jest do ciężkich ze względu na stan zdrowia i potrzeby Z  rówpacjentów, którzy tam nie wielką pasją trafiają. Pani Anna opowiada o  swojej z a pewnia jednak, pracy, jak i o zamiłowaniu do sztuki. Kilka lat temu że nie z a m ien i łaby zrealizowała jedno z matej pracy rzeń – skończyła studia na żadną plastyczne. inną. – To d latego, że możliwość pomocy chorym daje ogromną satysfakcję. Równie ważna jest dla mnie jednak również możliwość realizowania programu leczenia bólu, którym w naszym szpitalu obejmujemy pacjenta niemal od momentu przyjęcia aż do wypisu. Od izby przyjęć, po wszystkie szpitalne oddziały – opowiada pani Anna. – W skrócie – jego celem jest monitorowanie bólu u pacjenta. Ma to ogromny wpływ na prawidłowy przebieg leczenia, a przede wszystkim na komfort i samopoczucie osoby hospitalizowanej. Pani Anna wybrała wprawdzie zawód pielęgniarki, ale i nigdy nie porzuciła swojej drugiej pasji. W wolnych chwilach wciąż rysuje i rzeźbi w glinie. W domu ma nawet własny piec do wypalania prac, a w przyszłości planuje zorganizowanie

własnej niewielkiej pracowni. Tematem jej prac są głównie ludzie. Na rysunkach najczęściej pojawiają się twarze – bliskich i znajomych. Rzeźbi przede wszystkim postaci. Z równie wielką pasją opowiada o swojej pracy, jak i o zamiłowaniu do sztuki. Kilka lat temu zrealizowała jedno z marzeń – skończyła studia plastyczne. – Oczywiście, nie obyło się bez wyrzeczeń, bo w tym czasie wychowywałam dwóch małych synów i miałam pracę zmianową. Ale dzięki pomocy męża i przełożonych udało się pogodzić wszystko – cieszy się. – Czas spędzany na studiach był wtedy prawdziwą odskocznią od codzienności i obowiązków. Studia pozwoliły jej się rozwinąć, bo jak sama przyznaje, amatorskie zajęcia już przestały wystarczać. Jednocześnie dały nowe kwalifikacje – dziś pomagają jej np. w pracy w Domu Dziecka w Tarnowie Opolskim. Jako wolontariuszka prowadzi tam dla dzieci zajęcia plastyczne. Anna Pączko uwielbia jeździć na wystawy znanych artystów. Jeśli któraś zainteresuje ją szczególnie, zrobi wiele, by ją zobaczyć. – Oglądanie sztuki na żywo to coś zupełnie innego niż prospekty i albumy. Nawet najładniejszy katalog nie jest w stanie oddać faktury obrazu, ruchu pędzla malarza, które można dostrzec tylko, obcując bezpośrednio z dziełem artysty – podkreśla. Była zachwycona obrazami Moneta, Caravaggia, Picassa, Modiglianiego. Każdy wakacyjny wyjazd rodzinny organizuje tak, by przy okazji odwiedzić jakieś miejscowe muzeum. Marzy, by kiedyś zwiedzić m.in. paryski Luwr. – Moja praca dyplomowa dotyczyła bólu i cierpienia, czyli tego, z czym spotykam się codziennie w pracy. Sztuka, możliwość tworzenia jest dla mnie najlepszą odskocznią i odpoczynkiem od codzienności – tłumaczy pani Anna.


23


24


Magazyn na zdrowie 2