Issuu on Google+

Piotr Badziąg Marzena Balewska Wojciech Banach J Bednarski Krystyna Berndt Adam Bezwiński Hor Broniewski Kuba Bryzgalski Krzysztof Cander Mich Mateusz Chojnacki Ryszard Czajkowski Bernard Czarn Dąbrowski Daniel Dąbrowski Aleksander Dętkoś Ann Franaszek Wojciech Gawłowski Krzysztof Gliszczyński Krzysztof Gruse Krzysztof Grzechowiak Andrzej Grzyb Sankowska Jarosław Jakubowski Wojciech Jazdon E Witold Jurkiewicz Wiktor Kaczmarkiewicz Emanuel K Robert Kaja Zuzanna Kaja Waldemar Kakareko Grzeg Krzysztof Karasek Grzegorz Kargól Wojciech Kass Pio Hieronim Konieczka Marek Korzeniowski Andrzej Kos Kuczkowski Sławomir Kuczkowski Wacław Kuczma Liliana Kużdowicz Sławomir Laskowski Zbigniew Lubac Markiewicz Piotr Matuszek Jan Mauer Andrzej Maz Mielhorski Ryszard Milczewski-Bruno Alicja Mozga T Marek Noniewicz Dariusz Nowacki Piotr Nowacki Art Bronisław Zygfryd Nowicki Krzysztof Nowicki Marian Pijarowski Jerzy Pluta Dorota Podlaska Zdzisław Pols Andrzej Przybielski Leszek Przyjemski Jerzy Puciata Marek Ristau Jerzy Rochowiak Leon Romanow Tad Marcin Sauter Piotr Siemaszko Antoni Siemianowski Skarżyński Wiesław Smużny-Wiesny Jacek Soliński Mateusz Soliński Tomasz Sójka Joanna Stasiak S Janusz Styczeń Ryszard Sum Jerzy Szatkowski Pawe Wach Henryk Waniek Stanisław Wasilewski Andrzej Wiśniewski Joanna Witt-Jonscher Andrzej Wojnicki Ed Krzysztof Wróblewski Wojciech Zalewski Jerzy Zegarli

Józef Banaszak Anna Bauer Jolanta Baziak Grzegorz rst Bienek Anna Bochenek Janusz Boruta Witold hał Cander Bogdan Chmielewski Grzegorz Chojnacki niecki Piotr Czekalski Ryszard Częstochowski Bogdan na Drejas Kazimierz Drejas Ernest Dyczek Mieczysław Zdzisław Gniadek Piotr Gojowy Leszek Goldyszewicz b Kazimierz Hoffman Joanna Imielska Dorota JajkoEugeniusz Józefowski Justyna Jułga Kazimierz Jułga Kaja Gracjan Kaja Jakub Kaja Jan Kaja Jerzy Kaja gorz Kalinowski Mariusz Kałdowski Franciszek Kamecki otr Kiepuszewski Zbigniew Kluszczyński Alicja Knitter stołowski Janusz Kryszak Ewa Kuczkowska Krzysztof Krzysztof Kunca Bogusław Kuraś Irena Kużdowicz czewski Sławomir Malak Piotr Malinowski Katarzyna ziec Danuta Michałowska Bogusław Michnik Robert Toon Mulders Grzegorz Musiał Wojciech Nadratowski tur Nowaczewski Krzysztof Nowaczyk Jarosław Nowak Olszewski Andrzej Pańta Yach Paszkiewicz Jarosław sakiewicz Bogdan Prus Jarosław Pruss Zdzisław Pruss Edmund Puzdrowski Damian Rebelski Jerzy Riegel deusz Rupiewicz Zofia Rybiańska Jarosław Sankowski Aleksandra Simińska Marek Kazimierz Siwiec Lech Joachim Soliński Kajetan Soliński Krzysztof Soliński Stanisław Stasiulewicz Marian Stępak Paweł Szydeł eł Szydeł Krzysztof Szymoniak Bożena Szymsiak Jan j Wąsik Piotr Wierzbicki Ryszard Wietecki Anastazy dward Woyniłłowicz Wojciech Woźniak Piotr Wójtowicz iński Józef Zegarliński Sonia Zengel Tytus Żmijewski

STAN REZONANSU

1979 – 2009

GALERIA AUTORSKA

Jan Kaja i Jacek Soliński, fot. Krzysztof Nowaczyk

STATE OF RESONANCE

(Galeria Autorska) Authors’ Gallery by Jan Kaja and Jacek Soliński

1979 – 2009 Selection of texts and prints, photographic documentation, presentation of artists and authors within 2004 –2009, calendar of events, list of publications

STAN Galeria Autorska Jana Kaji i Jacka Solińskiego

REZONANSU Wybór tekstów i druków, dokumentacja fotograficzna, prezentacja twórców z lat 2004 –2009, kalendarium zdarzeń, wykaz wydawnictw

1979 – 2009 G a ler ia Auto rsk a , B yd go szcz 2009

Galeria Autorska Jana Kaji i Jacka Solińskiego w Bydgoszczy powstała 16 czerwca 1979 r. W latach 80. należała do nielicznych prywatnych galerii w Polsce. Pierwsza jej siedziba mieściła się przy ul. Dworcowej 98 (do 1983 r.), druga przy ul. Chocimskiej 5. (do 2007 r.), aktualna znajduje się przy ul. Pomorskiej 48. Twórcy Galerii: malarz Jan Kaja i grafik Jacek Soliński (obaj rocznik 1957) swoje przedsięwzięcie określili jako pozainstytucjonalne, niezależne, otwarte, wciąż poszukujące i ewoluujące. Charakter działań Galerii mieści się w formule przenikających się dziedzin: plastyki, fotografii, konceptualizmu, poezji, literatury, teatru, muzyki i filozofii. Na aktualny jej wizerunek złożyły się wieloletnie doświadczenia działalności wydawniczej i ekspozycyjnej obejmującej sztukę figuratywną o przesłaniu metaforycznym, sztukę konceptualną, ekspresjonizm, malarstwo metafizyczne, poezję wizualną, sztukę poczty, sztukę książki, sztukę związaną z szeroko rozumianym sacrum. W pierwszym okresie działalności swoje prace eksponowali tu artyści z najbliższego otoczenia Galerii. Z upływem czasu krąg prezentowanych osób stopniowo powiększał się. W ciągu 30 lat działalności Galerii Autorskiej odbyło się ok. 500 wystaw, działań, pokazów, instalacji, spektakli teatralnych, koncertów i spotkań. Swoją twórczość przedstawiło tu 200 autorów (malarzy, grafików, rzeźbiarzy, fotografików, konceptualistów, pisarzy, poetów, muzyków, krytyków sztuki, filozofów i aktorów). Na uwagę zasługują okolicznościowe akcydensowe druki towarzyszące każdej ekspozycji i spotkaniu. Wydawnictwo Galerii Autorskiej ma na swoim koncie ponad 150 publikacji (katalogów do wystaw, unikatowych książek autorskich, tekstów krytycznych, esejów, tomików poezji, prozy, książek filozoficznych i albumów monograficznych). Dokumentacja działalności Galerii i twórczość jej autorów eksponowana była w różnych ośrodkach kraju, m.in. w Lublinie, Warszawie, Krakowie, Gdańsku, Sopocie, Toruniu, Łodzi i zagranicą w Rzymie. Za swoją działalność twórcy Galerii Autorskiej otrzymali m.in. nagrody: Koga Gdańska (1984), Nagrodę Faktów (1988), Medal za Twórczy Wkład w Kulturę Chrześcijańską (2002), Medal Prezydenta Miasta za szczególne zasługi dla Bydgoszczy (2004), Bydgoską Nagrodę Strzała Łuczniczki za wydanie Książki Roku (2005 i 2007), Nagrodę Ryszarda Milczewskiego-Bruno Gaśnica terenowa (2007).

Authors’ Gallery (Galeria Autorska) by Jan Kaja and Jacek Soliński was opened in Bydgoszcz on 16 June 1979. In the 1980s it was one of the few private art galleries in Poland. At the very beginning it was located at 98 Dworcowa Street, in 1983 it was moved to 5 Chocimska Street and since 2007 it has settled at 48 Pomorska Street. The founders of the Gallery, a painter Jan Kaja and a graphic artist Jacek Soliński describe their undertaking as a non-institutional, independent, open, still searching and evolving. Gallery’s artistic activity co­vers overlapping art domains such as fine arts, photography, conceptualism, poetry, literature, theatre, music and philosophy. Its present image has been created due to long-time experiences, with the main focus on issuing publications, organizing exhibitions related to figurative art imbued with metaphoric meaning, conceptual art, expressionism, metaphysical paintings, visual poetry, mail art, book art as well as art related to widely understood sacrum. During the early period of its activity, the Gallery has presented the works of artists from its closest circle. In the course of time the number of presented artists have gradually increased. Within 30 years of the Authors’ Gallery’s functioning over 500 exhibitions, actions, displays, installations, theatrical performances, concerts and meetings took place. 200 Authors have presented here their works of art (painters, graphics, sculptures, photographers, conceptualists, writers, poets, musicians, critics, philosophers and actors). Particular attention should be paid to prints issued on special occasions that followed up every exhibition or event. Authors` Gallery`s Publishing House gets much credit for over 150 publications (exhibition catalogues, unique original books, critical texts, essays, poetry, prose, philosophical books and monographic albums). Documentation of Gallery’s activities and artistic works of its authors were presented in numerous places in Poland; in Lublin, Warsaw, Cracow, Gdańsk, Sopot, Toruń and Łódz among others as well as in Rome. The founders of the Gallery have received numerous awards for their activity: “Koga Gdańska” Award (1984), “Facty” Award (1988), the Medal for Creative Contribution into Christian Culture (2002), the Medal of the Mayor of Bydgoszcz for Special Merits to the City of Bydgoszcz (2004), “Bydgoska Strzała Łuczniczki” Award for the publication of the Book of the Year (2005 and 2007), Ryszard Milczewski-Bruno “Gaśnica Terenowa” Award (2007).

Galeria Autorska (1979-1983), Bydgoszcz, ul. Dworcowa 98, fot. Tytus Żmijewski

Itaka dała ci tę piękną podróż. Bez Itaki nie wyruszyłbyś w drogę. Niczego więcej już ci dać nie może. Konstandinos Kawafis Itaka, przeł. Zygmunt Kubiak

Galeria Autorska (1984-2007), Bydgoszcz, ul. Chocimska 5, fot. Stanisław Wasilewski

Plakat wydany z okazji 10. rocznicy działalności Galerii Autorskiej, 1989

Stan rezonansu (...) powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku (...) Bądź wierny Idź Zbigniew Herbert, Przesłanie Pana Cogito

Poniższe refleksje wypowiadam w pierwszej osobie liczby pojedynczej i mnogiej. To nie przypadek, inaczej nie zdołałbym ich ująć, nadać odpowiedniej formy. Dzieląc się swoimi przeżyciami i przemyśleniami, wypowiadam się także w imieniu przyjaciela i „współgalernika” Jana Kaji. Moje odczucia przenikają się tu z tym, co wspólne, po prostu nasze, a to, co indywidualne uzupełnia obraz całości. Przed pięciu laty wydaliśmy z okazji dwudziestopięciolecia Galerii Autorskiej album Chwile obecności 1979–2004. Sądziłem wówczas, że wszystko, co było istotnego do przekazania o naszych galeryjnych zmaganiach, zostało w nim zawarte. Jednak po pięciu latach okazało się, że jest inaczej. Wypada dziś coś dodać, uzupełnić. Upływ czasu zmienia perspektywę widzenia, a środowisko wciąż inspiruje. Przemieszczając się w czasie pośród zdarzeń, ustawicznie czegoś doświadczamy, uczymy się nowego i jednocześnie od czegoś oddalamy. Obecnie przyglądamy się wszystkiemu już znacznie wolniej niż kiedyś, może za to z większą uwagą, tak jakbyśmy studiowali rzeczywistość na stworzonej przez siebie uczelni. Rozmiary tego naszego świata nie są już dla nas zagadką, bo sami je dla siebie nakreśliliśmy. A jednak rzeczywistość nadal bywa nieprzewidywalna i fascynująca. Był schyłek epoki gierkowskiej, panował jeszcze realny socjalizm, mieliśmy po 21 lat gdy postanowiliśmy powołać do istnienia niezależną galerię. Decyzja ta była przejawem sprzeciwu wobec panujących wówczas zinstytucjonalizowanych form życia kulturalnego. Była też próbą samodzielności i samookreślenia. Spoglądając obecnie na ten młodzieńczy zryw, uświadamiamy sobie wyraźnie, jaką zatoczyliśmy drogę po okręgu: występując kiedyś przeciw instytucji sami po latach staliśmy się dwuosobową instytucją. Zaczynaliśmy w 1979 roku na poddaszu budynku przy ul. Dworcowej 98. Był rok 1983, kiedy zmuszeni okolicznościami przenieśliśmy się ze strychu do piwnicy przy ul. Chocimskiej 5. Spędziliśmy tam sporo, bo 24 lata bacznie obserwując, co działo się „wewnątrz i na zewnątrz”. Dokonujące się przemiany ustrojowe i społeczne rodziły różnorakie nadzieje, widywaliśmy wzloty i upadki, a nasze galeryjne życie toczyło się dalej jakby poza oficjalnym nurtem.

7

W czerwcu 2007 roku, po doświadczeniach „wchodzenia schodami w górę i schodzenia w dół” wyszliśmy na powierzchnię „rzeczywistości”. Obecnie schody są już niepotrzebne, rezydujemy na parterze przy ul. Pomorskiej 48, mogąc z bliska przyglądać się przechodniom. Wreszcie działamy odsłonięci i widoczni. Czyżbyśmy doszli do poziomu stałości? Normalności? A jednak trzydziestoletni okres naszej obecności widzę (wciąż?) jako młodzieńczy przejaw zrywu i buntu (może też i niepokoju) tak samo, jak w chwili powołania Galerii Autorskiej. Najsolidniejszą konstrukcją pozwalającą trwać i systematycznie działać okazała się przyjaźń. Choć nie mamy już dwudziestu kilku lat, nadal pozostajemy poza tym, co „oficjalne” i tak jak dawniej chcemy być przystanią dla idei stałych i podstawowych, dla wartości „chronionych”, czasami na uboczu. Zatem normalność – w naszym rozumieniu – jest to stan ocalający istotę wartości, stan, który również może być postrzegany jako „szaleństwo”. W tym ujęciu najważniejsze pozostaje dążenie: do prawdy obiektywnej, do zdrowego rozsądku i do umocnienia właściwych relacji międzyludzkich. Galeria Autorska taka, jaką ją ukształtowaliśmy, była i jest naszą – ustawicznie aktualizowaną – odpowiedzią na świat. Przestrzeń, wnętrze, które otwieramy dla innych, ma dla nas szczególne znaczenie, bo w nim wspólnie przekraczamy różne granice wyobraźni. Dobrze wiemy, że zdarzają się chwile, kiedy pomieszczenie Galerii Autorskiej okazuje się bezkresne i to jest prawdziwa wartość, stanowiąca nasz bezcenny kapitał. Najpełniejsza dokumentacja tych przeżyć trwa w nas i dlatego wciąż wierzymy w sens dalszego działania. Galeria Autorska jako zjawisko społeczne nadal w moim odczuciu pozostaje czymś osobliwym; stanowiąc cząstkę tego organizmu czuję naszą nieprzystawalność do tego, co zwykliśmy nazywać (oczywiście w dużym uproszczeniu) współczesnością. Mam tu na myśli postmodernistyczną nawałnicę z jej „nowym” porządkiem. Sztuka jest dla mnie wyrazem szacunku dla człowieka wraz z jego systemem wartości i chciałbym, aby tak pozostało. Stąd od tylu lat pielęgnujemy własne autonomiczne terytorium, w którym staramy się widzieć siebie i innych w poczuciu zrozumienia i szacunku. Może żyjemy w wymyślonych przez siebie realiach nieprzystających do obecnych czasów? Może nasza mała republika złudzeń jest tylko chwilą zauroczenia? Jakkolwiek jest – jest dobrze, bo nie poruszamy się w cudzej fikcji i żyjemy naprawdę, czując materię tej rzeczywistości. Aby ta enklawa zachowała niepodległość i autonomię, aby pozostając na uboczu była wolna od cywilizacyjnego zgiełku i bezpieczna, potrzebna jest wiara i upór. Ufam, iż brak zdolności asymilacyjnych, czyli umiejętności chodzenia za rękę z „duchem czasu” to nasze wybawienie. Dystans wobec zmian obyczajowych i kulturowych nie jest przecież, w tym wypadku, wynikiem ignorancji, ale przejawem świadomego wyboru i hołdowania zasadzie wstrzemięźliwości w stosunku do wszelkich mód i trendów. Wpisanie naszej indywidualnej twórczości w życie Galerii Autorskiej było i pozostaje pierwszym i podstawowym krokiem, od którego wszystko się rozpoczęło. Ów impuls wyzwolił systematyczność realizowania wystaw w otoczeniu przyjaciół. Istoty takiego działania nie można przecenić. W ślad za tym zwyczajem wielu artystów naznaczyło w Galerii własny rytm obecności. Powstał w ten sposób organizm, w którym tętni wiele samodzielnych wątków i nurtów, a wspólnota wymiany myśli żyje własnym życiem twórczych postaw i poszukiwań. Można zatem zastanowić się, jak na tle tej różnorodności odnajdujemy się jako gospodarze i autorzy

8

własnych ekspozycji? Jak zdefiniować tę obecność? To doświadczenie prowadzi nas ku ciągłym przeobrażeniom, ku ewolucji – jak zmiany w przyrodzie wywoływane porami roku. Każda jest inna, ale wszystkie razem stanowią całość powtarzającego się cyklu. Po tylu latach wypada postawić pytanie: czym dla nas stała się Galeria Autorska? Neutralnym terytorium, salonem wielu różnych twórców, obszarem własnych prezentacji. Może forum spotkań. Miejscem stawiania pytań i poszukiwania odpowiedzi. Archiwum pamięci. Spichlerzem wartości. Enklawą oddalenia. Przestrzenią skupienia. Wydawnictwem dla ważnych treści. Z pewnością w każdym z tych określeń zawarta jest istotna forma naszego działania, ale tym, co ożywia ten organizm, jego życiodajnym tchnieniem, prawdziwą duszą, są ludzie – nasi przyjaciele, społeczność osób, którą łączy twórcza przestrzeń. Odbywające się w Galerii wystawy, spektakle, pokazy, wykłady, prezentacje różnych dziedzin sztuki otwierają uczestników na siebie wzajemnie. Malarstwo, grafika, rzeźba, fotografia, teatr, poezja, proza, filozofia, historia, muzyka i rozmaite inne formy twórczego istnienia, wszystko to stapia się w całość, staje się spoiwem obecności, dobroczynną energią. Formuła bezpośredniego spotkania artystów i gości, mówiących i słuchających, autorów prezentacji i widzów, milczących czy pytających, wszystkich zainteresowanych, określa charakter galeryjnej wspólnoty. Uczestnicy spotkań współtworzą atmosferę stając się również artystami, poetami – podróżnikami wrażliwości. To łączy. Zatarte granice – kto kim jest i kto kim się staje – pozwalają stworzyć faktyczną więź bycia razem. Wyjście naprzeciw nieznanemu, otwarcie na innych staje się dla nas aktem twórczym. Obecność Galerii Autorskiej postrzegam jako utrzymujący się od kilkudziesięciu lat stan rezonansu. Stan podniosłości – święta, w którym bywam gospodarzem i gościem. Podążając za uniesieniami zdarzeń, które są moją codziennością, nie umiem przestać się dziwić. Przez tyle lat jestem współobywatelem tej środowiskowej enklawy, a wciąż coś odkrywam, co mnie zdumiewa, fascynuje i wzbogaca. Dzięki życiu „galernika” często przemieszczam się w obszary różnych światów, wychylam się w nowe przestrzenie nie tylko związane z własną twórczością. Towarzyszy temu zadziwienie, które twórczo pobudza: nadaje powszedniości inny wymiar, pozwala widzieć dalej, przenikliwiej i głębiej. Tyle wydarzeń wniknęło we mnie, iż nie sposób tego ogarnąć i opisać. Czuję się wciąż obdarowany niezwykłymi ludźmi i ożywiony wieloma spotkaniami. Działając na obrzeżu tego, co zwykliśmy nazywać centrum kultury, mam świadomość błogosławionego oddalenia. A jednocześnie ufam, iż nasza Galeria Autorska – ta ledwo widoczna wyspa spotkań będąca przystanią wielu podróżnych – istnieje na jakiejś ważnej mapie służącej wyobraźni. Gdzie można odnaleźć zarys śladu tej obecności? W Czarodziejskiej górze Tomasza Manna. Mimo osadzenia powieści w konkretnych realiach, czas i miejsce akcji są jakby poza naszym światem, poza naszym zasięgiem, konstytuują inną przestrzeń. Pensjonariusze sanatorium doświadczają szczególnej obecności spotykając się na granicy różnych światów i ideologii. Podobnie Galeria Autorska stała się naszą – Czarodziejską – wielowątkową przestrzenią wolności. Jacek Soliński

9

Galeria Autorska (od 2007), Bydgoszcz, ul. Pomorska 48, fot. Kajetan Soliński

Wybrane zaproszenia Galerii Autorskiej z lat 1979-1999

Zaproszenia Galerii Autorskiej z lat 1979-1999 (str. 11-20) zaprojektowane i wykonywane były przez Jana Kaję i Jacka Solińskiego w technice (wypukłodruku) początkowo linorytu, później cynkografii odbijane przez autorów na ręcznej prasie drukarskiej w nakładzie 300 egz.

11

12

13

14

15

16

17

18

19

(na następnej stronie) Plakat Galerii Autorskiej J. Kaji i J. Solińskiego PRZEWIDZENIA BEZ STAŁEGO MIEJSCA (DOUBLE VISIONS NO CONSTANT PLACE); format 64,7 x 46,7 cm, nakład 500 egz., wydany 24 VII 1983 w trakcie rozbiórki pierwszej siedziby Galerii Autorskiej w Bydgoszczy przy ul. Dworcowej 98 (zdjęcia dokumentujące to zdarzenie umieszczone są na zewnętrznej części druku). Dziewięć plakatów, w centralnej części, stanowi podsumowanie działań konceptualnych Jana Kaji i Jacka Solińskiego. Zamieszczone plakaty były wydane nakładem Galerii Autorskiej w 1981, kilka miesięcy przed ogłoszeniem w Polsce stanu wojennego. 1 - Nagroda specjalna im. Jana Kaji, Leszka Przyjemskiego, Jacka Solińskiego LALECZKI dla wizjonerów sztuki schyłku XXI w., Galeria Autorska, Bydgoszcz 8 – 9 – 10 III 1981, Museum of Hysterics, 2 - PRZEJŚCIE W XXI WIEK, Jacek Soliński, Galeria Autorska, VII 1981, 3 - POZA ART, Jan Kaja, Galeria Autorska, VIII 1981, 4 - POCZEKAJ, Jacek Soliński ZA 100 LAT BĘDĄ PRZECINAĆ NA PÓŁ Jan Kaja, 1981, 5 - Biuro Strat Bezpowrotnych, Wojciech Nadratowski, W 100. ROCZNICĘ URODZIN JACKA SOLIŃSKIEGO, JANA KAJI DO ROKU 2057, 6 - GÓRAL NAD MORZEM, 1848 HYMN 1981, Leopold Buczkowski, Jan Kaja, Leszek Przyjemski, Jacek Soliński, Jerzy Pluta, Magdalena Głodek, Wojciech Nadratowski, 7 - OSTATNIA WIECZERZA, Jan Kaja, Jacek Soliński, Leszkowi Przyjemskiemu, 28 VIII 1981, Galeria Autorska, 8 - MORFINA, OPIUM, KOKAINA, J. KAJA, HEROINA, J. SOLIŃSKI, HASZYSZ, Wojciech Nadratowski, Biuro Strat Bezpowrotnych, Made in Poland, 9 - WOJNA LALECZEK Z BUBKAMI czyli 100 potknięć o Galerię Autorską J. Kaji i J. Solińskiego, Jan Kaja, Jacek Soliński 1981 Wymienione plakaty (uliczne odezwy) wydrukowano w nakładzie 500 egz. (format 60x42 cm). Druki te były kolportowane w ramach działającej przy Galerii Autorskiej Galerii Wysyłkowej. Znaczna część nakładu została rozdana względnie rozesłana za pośrednictwem Poczty Polskiej. Adresatami były osoby prywatne i instytucje państwowe. Po ok. 100 egz. plakatów, z każdego rodzaju pojawiło się na ulicach Bydgoszczy w okresie od 20 marca do początku grudnia 1981. Rozwieszaniem (bez zgody cenzury) zajmowali się sami autorzy. Po ogłoszeniu stanu wojennego wszystkie rozklejone na ulicach plakaty Galerii Autorskiej podzieliły los obwieszczeń Solidarności: zostały wypalone z murów.

20

Plakat Galerii Autorskiej 1983

1

2

3

4

5

6

7

8

9

21

Siedziba Galerii Autorskiej, ul. Dworcowa 98, 1979-1983 Jan Kaja i Jacek Soliński na tle konceptualnej Galerii Sztuki, realizacja z 1981, malarstwo ścienne 250 x 500 cm

Wypowiedzi

„DOM AUTORSKI” ***

W pięknej książce, będącej albumowym resumé dwudziestopięciolecia Galerii Autorskiej, znalazły się moje słowa, które dziś chętnie podtrzymuję, a nawet podkreślam je podwójną czerwoną krechą, bo w międzyczasie minęły następne lata i w dwójnasób potwierdziło się wszystko, co dobrego powiedziano o tym niezwykłym, bezinteresownym i kulturowo bezcennym mozole, który objawił się w trudnych czasach i niełatwym miejscu. Niewiele mogę dodać poza słowami wdzięczności wobec Janka, Jacka i ich wiernej ferajny, siłami której, wbrew wszystkiemu, Galeria Autorska niezmiennie istnieje, a nawet stała się jednym z pomników kultury. Ale i dziś jest to rozpoznawalna, szacowna instytucja, jak zawsze otwarta, pracowita i wytrwała. Wcale po niej nie widać tych lat, które minęły. A jednak, niewyobrażalny dorobek. Niepojęte! Więc tak również można? HENRYK WANIEK

Z PAMIĘCI… Piszę z pamięci… Pamięć rejestruje fakty: twarze, obrazy, grafiki, wystawy, mieszkania, pracownie. Twarze są najważniejsze. Za każdą twarzą – osoba. Twarz łatwo zapamiętać, trudniej poznać osobę. Twarze osób skupionych wokół Galerii Autorskiej. Twarze skupione. Jakby konstytuowała je jakaś wewnętrzna siła. Jakby rozświetlała je od wewnątrz. Nie znam wszystkich osób, które przez trzydzieści lat spotykałem – raz częściej, raz rzadziej – na wernisażach Galerii Autorskiej. Nie znam ich nazwisk, imion, dokonań. A jednak jestem przekonany, że twarze widziane najpierw na Dworcowej, potem na Chocimskiej i teraz na Pomorskiej, rozpoznałbym na ulicy, więcej, że ludziom tym, z racji samego tylko uczestniczenia w działaniach Galerii przyznałbym pewien kredyt zaufania. Czy nie tworzą oni zatem rodzaju wspólnoty? Sądzę, że tak, tworzą, a spoiwem tej wspólnoty jest podejście do wartości. Dla wielu osób, o których tutaj mówię, sztuka jest sprawą sensu. Szukają go na różnych poziomach doświadczenia i poznania. W świecie, który niejednokrotnie bałagan artystyczny nazywa sztuką a duchowy – etyką, Galernicy nie bałaganią. Oni porządkują: plewią, sadzą, wytyczają ścieżki. Gdyby nawet zawiązanie wspólnoty, o której tutaj nieudolnie starałem się napisać, było jedynym osiągnięciem ojców-założycieli Galerii – Jana Kaji i Jacka Solińskiego, zasługiwaliby na to, żeby ich kochać. A przecież nawet nie wspomniałem o ich obrazach, grafikach, dokonaniach edytorskich i wystawienniczych, za które to prace podziwiam ich i szanuję. Pocieszam się, że inni zrobią to bardziej kompetentnie ode mnie. KRZYSZTOF KUCZKOWSKI

Po trzydziestu latach działalności, lokalizacji w trzech różnych punktach, latach niezliczonych inicjatyw, wystaw, spotkań, wystąpień, rozmów istotnych, kurateli delikatnej zachęt życzliwych, cierpliwości wyrozumiałej, przekonań niezmiennych, szukam określenia oddającego najlepiej, najściślej istotę pracy Jana Kaji i Jacka Solińskiego. „Galeria Autorska” to stanowczo za mało. Rok 1979. Podniebny początek – poddasze, strych na ul. Dworcowej. Podziemna kontynuacja – słynna piwnica na Chocimskiej, katakumby na przełomowe, niespokojne czasy. I wreszcie naziemne, dojrzałe zwieńczenie – duża przestrzeń, parter. Na rogu Cieszkowskiego i Pomorskiej, lub trawestując wiersz Tuwima – na rogu sztuki i rzeczywistości. Łączę teraz, ustawiam w myślach na osi pionowej te trzy tak odmienne miejsca galeryjne – strych, piwnicę, pokoje. I oto powstaje logiczna poetycko spójna całość – „Dom Autorski” Jana Kaji i Jacka Solińskiego. Jak Bachelardowski prawzór domu – otwarty, ciepły, przyjacielski, rodzinny, oniryczny, symboliczny i realny. Otacza go jeszcze dla uzyskania pełni wizji wyobraźniowym ogrodem pamięci. Bowiem pamięć jest jedną z głównych funkcji „Domu Autorskiego” Jana i Jacka. To dzięki nim spotkamy tam Leona, Bruna, Zbyszka, trzech panów Krzysztofów, dwóch panów Kazimierzów, pana Leopolda, pana Hieronima, panią Joannę i panią Irenę, pana Zdzisława i wielu innych. Czwartek – godzina 18.00. Wracajmy. Wystarczy przekroczyć próg... BOGDAN CHMIELEWSKI LUCIM VI 2009

PRZYJAZNA, PEŁNA ŻYCZLIWOŚCI I OTWARCIA NA INNEGO Trudno mieszkać w Bydgoszczy i nie wiedzieć o Galerii Autorskiej Jana Kaji i Jacka Solińskiego. Istnienie Galerii przez trzydzieści lat, od 1979 do 2009 roku, to niepojęty fenomen. Wielce tajemnicze jest przywiązanie ludzi do miejsc. Ta tajemnica pozwala na wielorakie interpretacje fenomenu samego miejsca, a także prowokuje do podejmowania prób rozpoznawania i opisywania skomplikowanych i niejasnych procesów, które dokonywały się i ciągle dokonują w świadomości ludzkiej. Różnorodni twórcy: malarze, graficy, rzeźbiarze fotograficy, poeci, prozaicy, eseiści, krytycy sztuki, filozofowie, aktorzy skupieni są wokół tego właśnie niezwykłego i tajemniczego miejsca. Bogactwo światów i jednocześnie ich harmonijne współistnienie. Zaszczytem i jednocześnie nobilitacją była i jest prezentacja dokonań artystycznych w Galerii Autorskiej Kaji i Solińskiego. Trzydzieści lat! Rozdziela je znacząca cezura roku 1989. Cóż to za niezwykły, burzliwy, niepokojący i trudny zarazem czas. Galeria przez pierwsze dziesięciolecie, jako jed-

23

na z nielicznych w Polsce, funkcjonowała niejako wbrew temu, co niósł tamten czas, czemu w sposób jawny bądź bardziej zawoalowany zaprzeczał, a co po 1989 triumfowało. Triumf ów jednak i wartości, które, jak się zdawało, uwalniał od skomplikowanych i powikłanych konfiguracji rzeczywistości, wcale niczego nie ułatwiał. Galeria trwała niejako wbrew i przeciw. Wbrew wszelkiej destrukcji i przeciw wszelkiemu brakowi. Może nawet działo się tak, że niepokojący BRAK, paradoksalnie wzmacniał Galerię, ona zaś mając fundamenty zakorzenione w wyrazistym świecie trwałych wartości kultury Zachodu, była tym mocniej i tym piękniej otwarta na przenikającą świat świętość. Dziś Galeria Autorska znana jest nie tylko w mieście, ale także w kraju i poza jego granicami. Twórców Galerii Jana Kaję i Jacka Solińskiego znałem długo z widzenia: przede wszystkim Jacka, Janka bardziej z opowieści i oczywiście z tego, co robili. Bliski mi był, nieżyjący już od niespełna trzech lat brat Jacka, Krzysztof Soliński – poeta, prozaik, wydawca, od którego o niezwykłych poczynaniach twórców Galerii wiele słyszałem. Znałem także autorów – plastyków, poetów, prozaików blisko z Jackiem i Jankiem związanych i, jak się często okazywało, naszych wspólnych znajomych. Dorobek Galerii jest niezwykły. Wystawy, prezentacje, wieczory autorskie i wydawane przez Wydawnictwo Galerii Autorskiej wysmakowane publikacje: albumy monograficzne, katalogi wystaw, tomy poetyckie i prozatorskie, a także książki o tematyce filozoficznej, historycznoliterackiej, religijnej. I przede wszystkim atmosfera stworzona przez twórców Galerii – przyjazna, pełna życzliwości i OTWARCIA na INNEGO, na jego trud bycia w różnych, jakże często dramatycznych sytuacjach. Spotykają się tu dwie przynajmniej przestrzenie: konkretna – czas i miejsce oraz ta, którą owe spotkania budują w wyobraźni, w rzeczywistości marzenia. Spotkania mijają, pozostają zaś materialne ich ślady. Pięknie ujęła to Małgorzata Baranowska, mówiąc o zaproszeniach do Galerii jako o „Biletach na marzenie”. Ad multos annos, Drodzy Przyjaciele! GRZEGORZ KALINOWSKI

TYTUŁ... Temu co myślę, gdy przypominam sobie kolejne wizyty w Galerii Autorskiej, mogłabym nadać tytuł identyczny z tym, który swemu klasycznemu już esejowi nadał Umberto Eco: „Dzieło otwarte”. Dzieło, bo Galeria niewątpliwie jest dziełem dwu artystów, tak samo jak ich grafiki i obrazy. Włoski uczony uznał, że to odbiorca jest współtwórcą dzieła, bo ono istnieje w pełni dopiero w procesie interpretacji, zaś odbiorca ma prawo do odczytywania jego znaczeń niezależnie od intencji autora. Wiem jednak, że twórcy Galerii, w intencji, mieli prócz prezentacji malarstwa, rysunku, instalacji, poezji, myśli filozoficznej – stworzenie pewnej wspólnoty. Wspólnoty ludzi wyznających zbliżone wartości, ale i otwartych. Już w średniowieczu o dziele otwartym myśleli św.

24

Augustyn, św. Tomasz, św. Hieronim i Dante. Według nich Pismo, a także poezję i sztuki piękne można było rozumieć na cztery sposoby – jako wykład dosłowny, alegoryczny, moralny, mistyczny. Zapewne każdy z nas, odwiedzających Galerię, różnie rozumie to, z czym w niej obcuje, ale coś nas łączy: ciekawość sztuki, ucieczka od banału i właśnie otwartość. Bez Jacka i Janka bylibyśmy o dziesiątki takich spotkań ubożsi. MAŁGORZATA MANISZEWSKA

LAURKA Każde dłuższe działanie mierzy się nie tylko z rzeczywistością, ale wkracza też w przestrzeń mitu. Niewątpliwie, takie przekraczanie czy wiązanie granic stało się także udziałem Galerii Autorskiej! To już trzydzieści lat, czas dojrzewania dwóch pokoleń, a Galeria fenomenalnie istnieje za sprawą dwóch osób: Jana Kaji i Jacka Solińskiego. W otwartą przez nich przestrzeń spotkania, dialogu wpisało się w tym czasie wielu artystów, nawet jeśli było to tak, jak u mnie, wpisanie korespondencyjne. Ważne były dla mnie dokumenty: zaproszenia i książki z nazwą Galerii. Do znaczących świadectw zaliczam i to, że Galeria pamięta o tych, którzy odeszli, a istnieją w twórczości. Galeria jest fenomenem, co przekłada się na polski: jest trwaniem wyjątkowym. Codziennym i tyloletnim, że nie znajduję dla jej istnienia porównania. EDMUND PUZDROWSKI

GALERIA ARTYSTYCZNYCH SPOTKAŃ Zanim przed kilku laty poznałem Janka Kaję i Jacka Solińskiego, myślałem o ich Galerii Autorskiej jak o mitycznym i niezwykłym zjawisku. Słyszałem o niej i czytałem, docierały do mnie książki i inne druki sygnowane jako jej publikacje. Choć spotykamy się z Jankiem i Jackiem rzadko, mam wrażenie, że znamy się od zawsze. Galeria Autorska odsłoniła przede mną swoją realność, ale pozostaje niezwykła. Niepowszednie jest choćby to, że dwóch przyjaciół – przy wsparciu innych przyjaciół i znajomych, wciąż poszerzającego się grona sprzymierzeńców – przez trzydzieści lat systematycznie organizuje spotkania: wokół zdarzeń artystycznych, wystaw, prezentacji literackich, różnorakich publikacji od kartek pocztowych poprzez tomy poezji i prozy po albumy. Prowadząc Galerię, Jan Kaja tworzy obrazy – jest malarzem, Jacek Soliński linoryty – jest grafikiem. Są artystami twórczymi, pracowitymi. Obaj nadają kształt plastyczny galeryjnym działaniom. I niezwykła pozostaje harmonia tych działań, w których ruch i skupienie (aktywność i kontemplacja) są jak dwa skrzydła potrzebne ptakowi, by wzleciał i leciał. Niezwykły jest szacunek obu artystów do innych twórców i ich dokonań. Janek i Jacek potrafią niewymuszenie, szczerze uszanować człowieka, z którym u siebie się spotykają: artystę oraz widza,

słuchacza. W Galerii Autorskiej każdy może poczuć się dobrze – jako ktoś mile widziany, wyjątkowy. Urzeka, iż to, co robią, jest przeniknięte bezinteresownością i szlachetnością. Niezwykły jest nastrój, w jakim odbywają się spotkania. To on sprawia, że do Galerii przychodzi – i przyjeżdża z daleka – liczne grono osób ciekawych artystycznych przestrzeni, obrazów, przedmiotów i słów. Niezwykła jest otwartość Janka i Jacka na różne obszary sztuki i postawy artystyczne. Wydaje mi się, że granicą tej otwartości jest „sztuka dla sztuki”, a więc że Galeria Autorska jest otwarta dla twórczości, która ma początek w Tajemnicy, w pytaniach o to, co najważniejsze, o człowieka i jego sprawy. Jeśli tak jest, to Galeria Autorska ma klarownie określony program – i być może w nim zawiera się wyjaśnienie zagadki trzydziestoletniej, przypadającej na lata przemian, żywotności tej instytucji kultury. Uważam bowiem, że Galeria Autorska jest oryginalną instytucją kultury; paradoksalnie, Janek i Jacek utworzyli Galerię w geście oporu wobec tego, czym pod koniec lat 70. XX wieku były instytucje kultury; chcieli zaspokoić swoją tęsknotę za świeżością, niezależnością. Nie myślę wcale, że Janek i Jacek zinstytucjonalizowali swoją pracę, ale że to, co robią ma zakres funkcjonowania instytucji, pojmowanej nie jako struktura i miejsce, ale jako działanie. Miejsce, owszem, jest ważne, ale obecny adres Galerii Autorskiej jest trzecim z kolei. Nigdy nie dysponowała pomieszczeniami ekskluzywnymi, wprost przeciwnie, surowymi, skromnymi. Ta skromność kreuje nastrój, uwidacznia eksponowane dzieła, sprzyja bezpośredniemu obcowaniu z nimi. Dodać tu można, że i sami twórcy Galerii to ludzie tyleż skromni, co niesłychanie rzetelni. Dla Janka i Jacka bardzo ważne jest dokumentowanie galeryjnych przedsięwzięć poprzez pięknodruki – zaproszenia, różnorakie publikacje okolicznościowe, książki. Dokumentacja, układająca się w zajmującą literacko-plastyczną opowieść o ważnych obszarach sztuki trzech ostatnich dziesięcioleci, stała się ciągiem faktów artystycznych. Jej dopełnieniem są wypowiedzi Janka i Jacka, zwłaszcza Jacka, artykułowane przy rozmaitych okazjach, zawsze przemyślane i nacechowane serdecznością wobec ludzi i omawianych zjawisk. Galeria Autorska funkcjonuje i rozwija się dzięki łączącej dwóch przyjaciół artystycznej pasji oraz ich ciekawości świata i ludzi. Ta pasja nie wydaje mi się czymś niezwykłym. Cóż bowiem bez niej jest w sztuce możliwe? Za niezwykłe uważam jedynie to, co dzięki tej pasji udaje się osiągać, to zwłaszcza, że działania Galerii Autorskiej mają wymiar kulturotwórczy. Janek i Jacek bowiem inspirują artystów do tworzenia, do głębokiego namysłu. Wydobywają na światło – odkrywają – rzeczy nieznane. W istotny sposób wpływają na krajobraz kulturalny Bydgoszczy i regionu. Przez lata stworzyli wokół siebie przyjazne otoczenie, środowisko ludzi chcących się spotykać poprzez sztukę czy wokół sztuki. To równie ważne, jak wymierne dokonania w postaci wystaw i publikacji.

Jak to się dzieje, że niedługo znając Janka i Jacka mam poczucie zażyłości, nawet przyjaźni? Mają oni dar kierowania uwagi ku temu, co może łączyć ludzi, co wspólne. Potrafią obdarzać poczuciem, iż to, co jest powodem spotkań – jest istotne. Umożliwiają zobaczenie, usłyszenie, odczucie tego, co w jakiejś chwili okazuje się najbardziej potrzebne. Mają więc poczucie czasu – czasu sztuki. Umieją tym poczuciem obdzielać innych. I czyż nie jest to w Galerii Autorskiej niezwykłe? JERZY ROCHOWIAK

STOWARZYSZENIE TYCH, KTÓRZY WYBRALI TRUDNIEJSZĄ DROGĘ Galeria Autorska to inny świat. Z całą pewnością z namysłu i z założenia, ale pewnie również z przekory. W czasach powstania Galerii Autorskiej przekora potrafiła być dominującym impulsem. Z biegiem lat coraz bardziej, jako wynik właściwości ludzi i zjawisk, które pod jej dachem znalazły schronienie. Ten świat jest przede wszystkim wyciszony i poważny. Dąży do refleksji i za każdym razem stara się ją pogłębić. Każde działanie zmierza do jasnej i pełnej komunikacji, chociaż nie wydaje się, aby ten kierunek był nadrzędny w stosunku do semantyki i znaczenia. Galeria usiłuje poznać i zrozumieć ciągle coś więcej, niż jest na tę chwilę dostępne. Atmosfera szacunku i życzliwego zainteresowania inspiruje, motywuje, zobowiązuje do przezwyciężania wątpliwości, niemocy. Nadaje imperatyw doskonalenia warsztatu i poszukiwania nowych obszarów, niezbędnych sił i niesłabnącej wiary w głęboki sens uprawiania sztuki. Długowieczność Galerii Autorskiej nie bierze się li tylko z witalności osób tworzących to środowisko, a tym bardziej z powodów koniunkturalnych. Galeria mało komu cokolwiek ułatwia pod tym względem, jest raczej stowarzyszeniem tych, którzy wybrali trudniejszą drogę. Tajemnica tkwi zapewne w szerokości spektrum zainteresowań. Galeria jest interdyscyplinarna. Skupia wokół siebie doświadczenia z wielu obszarów, które wzajemnie się przenikając i inspirując budują nowe implikacje. Obecność młodych zarówno po stronie publiczności jak i twórców dowodzi, że Galeria jest ciągle atrakcyjna dla poszukujących. Z kolei grad nagród i wyróżnień, jakim obsypywani są Galernicy mówi nam, że zajmując się zjawiskami swego czasu niszowymi, nie porzucając ich bynajmniej, wypłynęła Galeria na szerokie wody współczesności. Nie może być żadnej wątpliwości, że filarami konstrukcji Galerii pozostają jej założyciele Janek i Jacek. Nie dzieje się to prawem dawnych zasług. Ciągle wytwarzają silne pole magnetyczne, w którego oddziaływaniu nasze uczucia za wszelką cenę pragną być dobre, a intelekt odkrywczy i szlachetny. JAN WACH

25

MIEJSCE WIĘKSZE NIŻ JEST Galerię Autorską JSJK przy ul. Chocimskiej zobaczyłem po raz pierwszy w maju 2004 r., gdy przygnało mnie do niej spotkanie autorskie Ewy i Krzysztofa Kuczkowskich. Zszedłem po schodach i wymruczałem: – Mała… W wierszu Adam Zagajewski powiada: W lusterku samochodu zobaczyłem nagle bryłę katedry w Beauvais; rzeczy wielkie mieszczą się w małych przez chwilę. Pewnie nie da się dokładnie policzyć, ile obrazów wisiało w tej piwniczce, ile wierszy zostało w niej powiedzianych. Ale kiedy te obrazy wisiały, a wiersze były mówione małe piwniczne lusterko wypełniało się tym, czego nie da się ogarnąć – tajemnicą spotkania człowieka z miejscem, człowieka z człowiekiem, człowieka ze sztuką. A sztuka i człowiek czynią miejsca większymi niż są. WOJCIECH KASS

DOBRZE, ŻE NAM SIĘ ZDARZYLI Jan Kaja i Jacek Soliński najpierw musieli zdarzyć się sobie. Trzy dekady temu zdarzyli się nam: Bydgoszczy i jej ciekawym rozmaitych przejawów sztuki mieszkańcom. W Galerii Autorskiej z podziwu godną determinacją i konsekwencją obaj wykonują świetną – choć raczej niezbyt dochodową – robotę, co w przypadku artystów nie dzieje się tak znów często. Wierni sobie i temu, w co wierzą, oddani wysokiej sztuce i jej twórcom są jak późni bracia niejakiego Syzyfa. Ciekawe, ilu z nas – zjadaczy chleba przerobili w anioły? Oni zapewne takiej buchalterii nie prowadzą tym bardziej, że sprawa jest rozwojowa: do Galerii Autorskiej przychodzą wszak nie tylko starzy i od lat ci sami znajomi, ale coraz częściej i liczniej ludzie młodzi. Wśród nich kręcą się zdolne latorośle Janka i Jacka, tak więc będzie komu przekazać kiedyś w przyszłości galeryjny mozół. Zanim jednak nastąpi nieuchronna pokoleniowa wymiana (korektorki też!) dziękuję Wam, drodzy, za spotkania, za zaskakujące impulsy, za otwieranie oczu na świat sztuk plastycznych, a najbardziej za książki – tomy z poezją i albumy monograficzne dokumentujące twórczość świetnych artystów – wszystkie edytorsko wycyzelowane, po prostu piękne. Dziękuję, że zdarzyliście się także i mnie. EWA SZYMBORSKA

WBREW TSUNAMI ZBANALNIENIA Na Galerię Autorską Jana Kaji i Jacka Solińskiego można spojrzeć jako na „zjawisko kulturalne”, można też bardziej osobiście, przykładając ją do własnej biografii. Już pobieżny ogląd wystarczy, aby stwierdzić, że Galeria jest instytucją wyjątkową na skalę ogólnopolską. Wyjątkowość ta wynika nie tylko z faktu, że u schyłku trzeciej

26

dekady PRL-u Galeria objawiła się jako przestrzeń wolna od obciążeń ideologicznych, dając miejsce poszukiwaniom twórczym orbitującym wokół takich wartości, jak prawda, piękno czy wolność. Pracowicie obaj Galernicy powiększali swój „stan posiadania” zapraszając do współpracy artystów z Bydgoszczy, regionu i Polski. Kryterium było jasne, obwarowane gustami obu panów J. – zapraszani twórcy musieli mieć do przekazania coś więcej niż tylko nagi fakt artystyczny. W ten sposób tworzyła się gleba, na której wyrastały kolejne inicjatywy. Regułą stało się „krzyżowanie” sztuk – na ogół plastyki i sztuki słowa (pisanego czy mówionego). Śladem każdego spotkania były wydawnictwa: zaproszenia, plakaty, książki wreszcie, zawsze przygotowywane w niezwykle staranny i przemyślany sposób. Brak trywialnego pośpiechu, nieuleganie modom, żelazna konsekwencja to trzy znaki firmowe Galerii Autorskiej. Ale jest też coś, co czyni z Galerii miejsce wyjątkowe. Mianowicie – ludzie, ich spotkania, rozmowy, życie jakie wnoszą do martwych przecież bez nich murów. W 2004 roku dołączyłem do nich i od tego czasu ciągnie mnie do Galerii jakaś niewidzialna siła. Lata, które spędziłem w jej orbicie, towarzysząc jej publikacjami prasowymi, obecnością na cudzych (i własnych) spotkaniach autorskich zaliczam do najważniejszych w mojej dotychczasowej biografii twórczej. Jakoś tak pięknie zazębiły się moje przyjaźnie, bo najpierw poznałem Krzysztofa Kuczkowskiego, redaktora „Toposu”, po czym okazało się, że jest on przyjacielem Galerii. Tutaj też po raz pierwszy miałem okazję porozmawiać z Wojtkiem Kassem, Krzysztofami Szymoniakiem i Grzechowiakiem, uścisnąć dłoń Henryka Wańka, zadzierzgnąć – jak to się mówi – nić sympatii z chłopakami z Krajeńskiego Stowarzyszenia Kulturalnego Pawłem Szydłem i Adamem Ostrowskim... Bez Galerii nie poznałbym pewnie wielce oryginalnego pisarza Krzysztofa Solińskiego, aktorów Alicji Mozgi i Mieczysława Franaszka, malarzy Krzysztofa Kuncy, Aleksandry Simińskiej, Leszka Goldyszewicza i wielu innych. W taki oto sposób dzięki Galerii wzbogacają się nasze relacje, a jedna ważna rozmowa owocuje znajomością na całe życie. Dziękuję Jackowi i Jankowi za to, że kiedyś mnie do siebie zaprosili. Za to, że nie dają się tsunami zbanalnienia. I za to, że nie pozwalają osiąść na laurach. JAROSŁAW JAKUBOWSKI

W OBSZARZE SPOTKANIA Galerię Autorską odwiedzam od lat kilkunastu. Najpierw na ulicy Chocimskiej, potem, do teraz, na rogu Pomorskiej i Cieszkowskiego, gdzie pomieszczenie jest większe, przestronniejsze, więcej również światła. Dwukrotnie czytałem tu swoje wiersze, z przyjemnością i satysfakcją poznaję wydawane przez Galerników książki, mam też kilka pięknie wydanych albumów. Nie chcę powiedzieć, że ta strona działalności Galerii Autorskiej najbardziej mnie interesuje, jednak wiem, że publikacje przez Jacka

i Janka przygotowywane cieszą się uznaniem nawet bardzo daleko od Bydgoszczy. Mam również kilku faworytów, jeśli chodzi o sztuki plastyczne. Nazwiska pominę, by nie urazić innych artystów, z pewnością nie mniej ciekawych i godnych uznania. Jednak to, co najważniejsze, odbywa się w Galerii poza tekstami, płótnami, grafikami i fotografiami. To – momentami uroczyste nawet, w cudzysłowie rzecz biorąc, inicjowane słowami Jacka Solińskiego – przebywanie w przestrzeni wspólnoty, w Obszarze Spotkania; spotkania artystów i pisarzy, ale i spotkania z tajemnicą Twarzy, Oka, Innego. Wszyscy wiemy, po co tu przyszliśmy i jak wedle własnych sił i możliwości spowodować, by ta chwila nas połączyła, zrównała, skomunikowała. Taki jest chyba cel istnienia Galerii, za co Jackowi Solińskiemu i Janowi Kaji pięknie dziękuję. ROBERT MIELHORSKI

PROMIENIOWANIE Jana Kaję i Jacka Solińskiego miałem szczęście poznać 37 lat temu. Wówczas jako piętnastoletni młodzieńcy zetknęliśmy się, będąc uczniami pierwszej klasy Liceum Sztuk Plastycznych w Bydgoszczy. Już po kilku tygodniach miałem świadomość, że Jacek i Janek to ludzie o cechach nieprzeciętnych, wyróżniających się na tle licznej klasy. Jednak absolutnie nie mam tutaj na myśli ich wyników w nauce. Nie zabiegali o to, by być prymusami. Imponowali swoją wiedzą o świecie współczesnym, kulturze, sztukach plastycznych, znawstwem literatury, inteligencją i odwagą w podejmowaniu dyskusji z nauczycielami – szczególnie w trakcie zajęć humanistycznych, a przede wszystkim na lekcjach wiedzy o sztuce. W tamtych czasach trudno było wyrokować jak potoczą się ich dalsze losy życiowe, nade wszystko sprawy związane z edukacją artystyczną. Że są wybitnie zdolni, dało się zauważyć od pierwszych zajęć w pracowniach plastycznych. Nie wyobrażałem sobie ich dalszych karier bez studiów w akademiach czy wyższych szkołach plastycznych. Jednak ich policealne kariery artystyczne potoczyły się zupełnie nieprzewidywalnie, można rzec niestandardowo. Osiadłszy już na stałe w Toruniu dowiedziałem się, iż razem założyli niewielką galeryjkę. Bywałem od czasu do czasu na wernisażach w jej pierwszej siedzibie przy ul. Dworcowej. W tamtych latach wydawało mi się, że ich program był zbyt hermetyczny, oscylujący wokół nurtu sztuki bliskiej nadrealizmowi. Przyznam, iż nigdy nie byłem wielkim admiratorem tego sposobu obrazowania. Może przez to moje wizyty w Galerii Autorskiej ograniczyły się do tego stopnia, iż na kilka lat straciłem z nią i z jej twórcami kontakt. Kiedy ponownie zawitałem do Galerii, już w nowej siedzibie przy ul. Chocimskiej, spostrzegłem, że straciłem coś istotnego w swoim życiu. Wtedy, w spotęgowanym wymiarze, odnalazłem moich dawnych kolegów ze szkoły jako jeszcze większe osobowości. Dobitnie uzmysłowiłem sobie ich heroizm pięknie podbudowany studiami teologicznymi.

Ostatnimi laty, przy okazji każdej wizyty w Galerii Autorskiej przeżywam ogromną radość. Jest ona podyktowana nie tylko siłą emocji, które wiążą się ze wspomnieniami z lat minionych. Każde ze spotkań z Jankiem i Jackiem to dar wielkiej siły, która promieniuje z ich pozytywnego nastawienia do życia, wrodzonej łagodności i umiejętności osiągania stawianych sobie zamierzeń. Nasze spotkania odbywają się zazwyczaj przy okazji wernisaży wystaw, niestety traktowanych przeze mnie wybiórczo. Prowadzone przez nich miejsce sztuki przyciąga niezwykłą energią, nawet wtedy, gdy porą zimową jej wnętrze jest wychłodzone. Kiedy jednak następuje czas otwarcia wystawy zaczyna robić się coraz goręcej. Z kilku powodów. Przede wszystkim dzięki niezwykłej serdeczności, którą witani są kolejni goście, interesującym analizom wygłaszanym przez Jacka, poświęconym bohaterom wieczorów; plastykom i poetom. Naturalnie, również dzięki widzom bardzo chętnie odwiedzającym to miejsce. Muszę przyznać, iż zazdroszczę moim Przyjaciołom, że z tak wielką konsekwencją tworzą swoje wystawienniczo-edukacyjne dzieło życia, które w piękny sposób wpisało się w panoramę artystyczną Bydgoszczy. Tym miejscom, w których do tej pory mieściła się i obecnie działa Galeria Autorska towarzyszy drugi nurt działalności jej założycieli. Są to wysokiej wartości wydawnictwa albumowe, pieczołowicie opracowane. Na samym początku były to druki ulotne, powielane ręcznie – najczęściej metodą linorytu. Teraz, po trzydziestu latach Galeria Autorska pochwalić się może niezwykle cennymi wydawnictwami o sztuce, szczególnie tej, która wiąże się z ich rodzinnym miastem. Są one poświęcone artystom tutaj tworzącym – obecnie i w przeszłości. Przeszłości niezbyt odległej. Ci wspaniali propagatorzy nie pozwalają zapomnieć o twórcach, którzy z czasem odchodzą, pozostawiając po sobie cenny dorobek swojego życia. Niewątpliwie Janek i Jacek przyczyniają się do ocalania od zapomnienia niejednej ważnej postaci sztuki bydgoskiej. Nie znam drugiego tak wspaniałego tandemu, który przez tak długi okres wspólnej działalności może się porozumiewać i trwać w zrodzonej w czasach licealnych idei. Jest to ich wielki sukces oparty na bazie wspólnego zainteresowania, ale niewątpliwie także wzajemnego poszanowania odrębnych cech osobowościowych. Nie należy zapominać, że Jan Kaja i Jacek Soliński, to aktywni twórcy, którzy oprócz działalności animatorskiej są również bardzo aktywni w swojej pracy artystycznej. Nie jest łatwo pogodzić kilka aspektów ich życia jako jedną, nierozerwalną całość: prowadzenie galerii z dużą intensywnością kolejnych wystaw, działalność edytorską, sprawy rodzinne i własną twórczość. Jacku i Janku! Życzę wielu dalszych sukcesów w Waszej działalności organizacyjnej i wspaniałych osiągnięć artystycznych. MARIAN STĘPAK

27

KU ODNOWIE KULTURY Janowi Kaji i Jackowi Solińskiemu Czy to w wypadku tworzenia, czy współtworzenia kultury, czy w wypadku uczestniczenia w kulturze, czy odbioru kultury zawsze zakładać trzeba kulturę osobistą. Ona towarzyszy wszelkim postaciom kultury. Ona przenika je wszystkie. Staje się jakby indywidualną soczewką wszystkich dziedzin ducha i wszelkiej twórczości. Pamiętamy, iż Arystoteles napisał jedno z najważniejszych zdań w całej kulturze powszechnej: Dusza ludzka staje się w pewnym sensie wszystkim. Innymi słowy: duch człowieczy pragnie ogarnąć wszystko – na przekór wielkim obszarom niewiedzy, tajemnicy, nieznanego. W duchu człowieka jest tedy miejsce na wszystko: na kosmos i przyrodę ożywioną, na człowieka i na ludzkość, na całą panoramę dziejów ludzkości, a nawet prehistorii, na całą mozaikę rozlicznych kultur całego rodu ludzkiego. Musi się tam też znaleźć miejsce na liczne postacie nieznanego. Nie na próżno potężny duch św. Augustyna kazał wielkiemu Synowi Afryki mówić o docta ignorantia. Stąd rację ma Poetka: Żywię się tajemnicą. Jedno mamy życie na ziemi. W czasie jednego żywota, którego granice wyznacza kołyska i trumna, jednostka tak czy inaczej musi zmierzyć się i uporać się z Arystotelesowskim wszystkim. Powinna być tytanem, a stać ją w tym względzie raczej tylko na zmagania Syzyfa. Co więcej w jednej jednostkowej świadomości, w jednym, jednostkowym sumieniu, w jednym, jednostkowym sercu musi znaleźć się miejsce na Stwórcę, skoro prawdą jest, że Bóg jest możliwy, że Bogu przysługuje niezaprzeczalne istnienie, że Bóg to Nieskończone Istnienie Konieczne – będące miłością. Stąd kiedy duch ludzki budzi się najgłębiej, potrafi zrozumieć słowa poetki Doroty Sosnowskiej. Opowiedz mi o sobie od początku, Boże. Życie i historia udowadniają, że nic tak nie ożywia, porusza, wznosi, oczyszcza i uszlachetnia ducha ludzkiego, jak tęsknota za Bogiem. Nic tak nie oświeca umysłu, nic tak nie uwrażliwia sumienia, nic tak nie napawa miłością ludzkiego serca, jak miłość Boga. Nie da się wywieść prawa ze ślepego przypadku, a sam przypadek – jeśli istnieje w innej postaci, niż ludzki brak wiedzy – staje się zrozumiały dopiero w świetle praw przyrody – jako ich brak. Nie ewolucja pozbawiona ducha tłumaczy powstanie ducha, ale istnienie ducha tłumaczy możliwość ewolucji. Porządek nie bierze się z nieporządku. To burzenie lub niszczenie porządku prowadzi do nieporządku. Niech to wystarczy. Jeśli jednostka pragnie wyjść z osamotnienia kulturowego, to winna przyłączyć się do wspólnych poszukiwań, do twórczości czy współtwórczości wspólnymi siłami, do dialogów międzyosobowych i „rzeczowych” w dziedzinie kultury i życia kulturalnego oraz duchowego. Galeria Autorska Jana Kaji i Jacka Solińskiego należy do takich właśnie szczególnych oaz twórczości, gdzie spotykają się, by tak rzec, współczesne muzy, by dzielić się inspiracjami, wyzwaniami, doświadczeniami ducha.

28

Oznacza to dialog różnych gatunków sztuki – zwłaszcza z filozofią oraz nie tyle wprost, co pośrednio i implicite z teologią, względnie z postawą ewangeliczną. Galeria trwa jako świadectwo wiary i kultury chrześcijańskiej od 30 lat. Wyróżnioną rolę w działalności Jana Kaji i Jacka Solińskiego odgrywa, rzecz jasna, piękno sztuki. Szkoda, że współczesna kultura nie zawsze docenia ten wymiar – inaczej, aniżeli np. renesans. Jeśli muzy uznać za uosobienie poszczególnych gatunków sztuki lub zgoła wszelkiej twórczości kulturalnej, to wypada stwierdzić, że dzisiaj muzy raczej rzadko się spotykają, aby prowadzić ze sobą wielostronny dialog. Pod gościnnym dachem Galerii dwóch bydgoskich twórców jest inaczej. Tam spotykają się często – dialogowo. A dialog współczesnej kulturze bardzo jest potrzebny. Za dużo tam bowiem dzielenia, odgradzania, wyodrębnień, rozproszenia. Tak zwane badania interdyscyplinarne nie równoważą pęknięć, a nawet jakby gett specjalizacji. Kto scali, nada spójnię, ukaże powiązania, odsłoni cele, wagę i sens wszystkiego? Kto przywróci duchowi miłość wielkich wartości, takich, jak porządek (ściślej: porządek porządków), piękno, życie, ducha, ale i istnienie? Jako „walna” możliwość wyjścia z przesileń kultury współczesnej jawi się dialog – znacznie szerszy, głębszy aniżeli tzw. badania interdyscyplinarne (szerzej piszę o tym w książce O dialogu, kulturze i tożsamości. Eseje). Dialog w wielu dziedzinach życia tkwi jeszcze w powijakach. Bydgoska Galeria Autorska Jana Kaji i Jacka Solińskiego należy do tych wyróżnionych duchowych miejsc, w których dialog muz jest obecny i żywy. Dodajmy: pulsuje w duchu chrześcijańskim. ks. WITOLD BRONIEWSKI

INNY MODEL ŻYCIA Mam przed oczami taki obrazek: jest zima, na ulicy Kujawskiej korek samochodów ze zdenerwowanymi kierowcami w środku, a wzdłuż chodnika jedzie sobie spokojnie rowerzysta z fantazyjnie zawiązanym szalikiem wokół szyi. Tym rowerzystą był Jacek Soliński. Ten obrazek zawsze kojarzy mi się z wolnością, z innym modelem życia niż ten, który wciąż obowiązuje. Mieć! Za cenę zdrowia, czasu dla bliskich, nerwów i wszystkiego, czego wymaga nadmierne gromadzenie. Jacek przedkłada być nad mieć. A jeśli Jacek Soliński to i Jan Kaja. Razem stanowią dwie strony tego samego medalu i trzeba przyznać, że w tym przypadku trafił się Bydgoszczy medal złoty. Od 30 lat są bowiem jednymi z najważniejszych postaci tzw. życia kulturalnego miasta, choć to, co robią, wykracza daleko poza miejskie granice. Tak się stało, że prawie w tym samy czasie zaczynaliśmy swoje życie zawodowe. Ja w 1977, Oni pierwszą galerię przy ul. Dworcowej założyli dwa lata później. Jako początkująca dziennikarka miałam okazję realizować materiał filmowy z tego pionierskiego okresu i pierwszych wystaw. Pamiętam, że Galeria Autorska mieściła się dość wysoko

i trzeba było do niej wchodzić po stromych drewnianych schodach. To rzadko kiedy podoba się operatorom, bo muszą dźwigać kamerę, która przecież zawsze jest ciężka. Może teraz idealizuję, ale wtedy nie słyszałam narzekań. Janek i Jacek mieli w sobie tyle pasji, a wnętrze Galerii tak odbiegało od tego, do czego w tamtym czasie przywykliśmy, że „kręciliśmy” z dużą przyjemnością. I tak już zostało. W jakimś sensie stałam się kronikarką Galerników. Cenię Ich działalność i wystawienniczą, i wydawniczą. Ileż postaci ocalili od zapomnienia poprzez swoje pieczołowicie przygotowywane albumy! Bywam tu często i z przyjemnością. Dlaczego? W dużej mierze z czystego egoizmu, bo zawsze przywożę z ich wystaw mądre materiały. Nie wiem na czym to polega, ale kiedy pracuje się z twórcami Galerii Autorskiej zawsze wychodzi coś porządnego i prawdziwego. U Nich nie ma sztuki na pokaz, na błysk, aby kogoś zaskoczyć, zrobić fajerwerk i potem cisza. Ich praca to jest swego rodzaju proces, ciąg przemyślanych zdarzeń, które mają promować ludzi myślących. Bo Janek i Jacek cenią tych, którzy nie boją się myśleć. Wystarczy posłuchać ich samych, aby zorientować się jak wielką mają wiedzę o świecie i jak wielką otwartość na drugiego człowieka. Muszę powiedzieć, że są też wspaniałymi gospodarzami swojego terenu. Do nich ludzie przychodzą, bo tu każdy czuje się jak u siebie. Mała powierzchnia Galerii jakby dodatkowo zbliża ludzi: są blisko siebie, a skoro są na dotyk, to i łatwiej się rozmawia. Skupili prawdziwą elitę kulturalną i naukową miasta. Do nich przychodzi się obejrzeć wystawę, posłuchać poezji, odczytu filozoficznego, obejrzeć spektakl. Odnoszę wrażenie, że służą im wszystkie muzy. Do Nich przychodzi się także po to, aby spotkać się z człowiekiem. Cenię Ich także za pokorę, którą w sobie mają. Wiedzą dużo, ale nigdy nie sprawiają wrażenia, że wiedzą najlepiej, że ich sądy są najbardziej właściwe. Potrafią słuchać. Galeria Autorska kojarzy mi się z naturalnością i spontanicznością, także za sprawą osób, które tu bywają: Aurelia Borucka-Nowicka, Sonia Zengel, Wojciech Banach, Jarosław Jakubowski czy Zdzisław Pruss to prawdziwi humaniści. Janka i Jacka lubię też za wielką wrażliwość na ludzi i zwierzęta. Janek ma szczęście do opuszczonych, bezpańskich zwierzaków, które stają mu na drodze. Nie wiem, czy było kiedyś takie, którego nie przygarnął choć na trochę, zanim nie znajdzie się ten prawdziwy dom. Była już taka sytuacja, że domu dla zwierząt uratowanych przez Janka szukaliśmy podczas koncertu dobroczynnego w Filharmonii Pomorskiej. Zapewne 30-lecie Galerii Autorskiej wymagałoby bardziej dogłębnych analiz dokonań artystycznych obu panów J., ale Ich dzieło artystyczne, kulturalne wydaje się oczywiste. Przez 30 lat na malutkiej przestrzeni potrafili stworzyć mądry salon artystyczny, do którego przyjeżdżają prawdziwi giganci sztuki z całego kraju. To jest najlepsza rekomendacja tego, co stworzyli. Teraz rośnie

kolejne pokolenie Kajów i Solińskich. To już stały się wręcz rody artystyczne. Z okazji 30-lecia Galerii Autorskiej jej twórcom wcale nie życzę wielkiej, eleganckiej siedziby, bo nie wiem czy nie uleciałby ten duch, który czuwa nad oazą wolnej myśli i sztuki. Życzę, aby pomimo przebytej drogi zachowali w sobie szczerość i świeżość w tym, co robią. Żeby dalej pokazywali ludziom piękniejsze i mądrzejsze oblicze tak sztuki jak i naszej rzeczywistości. Bo bywanie u nich odrywa człowieka od monotonii codziennych obowiązków. Mam nadzieję, że dalej tak będzie i że nigdy nie zobaczę Jacka za kierownicą samochodu tkwiącego w korku na Kujawskiej. URSZULA GUŹLECKA

GALERIA – ADRES Moim – ale nie tylko moim – zdaniem jest to jedno z najoryginalniejszych zjawisk w krajobrazie bydgoskiej kultury ostatnich trzech dekad. Bo oto dwaj skromni absolwenci Liceum Plastycznego (popularnej „Turwidówki”), otworzywszy w roku 1979 na strychu przy ul. Dworcowej 98 swój „salon” wystawowy, rzucają śmiałe wyzwanie sztuce komercyjnej i zrutynizowanej, uzależnionej od koniunktur i dotacji. Co więcej, od razu idą na tzw. całość. Do działalności wystawienniczej wplatają aktywność edytorską. W systemie „małej poligrafii” i nakładem własnej pracy wydają katalogi plastyczne, tomiki poetyckie, rozprawy o sztuce i filozofii, druki okolicznościowe bulwersujące formą i treścią – a wszystko to rozsyłają gorliwie między licznych przyjaciół rozsianych po całej Polsce... Gdy skończył się siermiężny czas powielacza i szarego papieru Galeria Autorska zaczyna wydawać ekskluzywne albumy nagradzane na edytorskich konfrontacjach i bibliofilskie tomiki w wytwornej graficznej szacie. Mimo przenosin ze strychu do piwnicy, a potem z piwnicy na parter, mimo zmian kondygnacyjnych poziomów – Kaja z Solińskim ani na moment nie zmieniają poziomu swych artystycznych lotów. Jest niezmiennie wysoki. Na przekór wiatrom historii i obiektywnym trudnościom. Do dziś nie wiadomo czy to dziw natury, ewenement prawdziwy, cudowne losu zrządzenie? Jedno jest pewne, że jest to szczęście tych artystów, dla których Galeria Autorska Kaji i Solińskiego stała się bliskim sercu adresem, pod który wysyłają – już od wielu lat – swoje listy... obecności pędzlem i piórem pisane. ZDZISŁAW PRUSS

ZACHWYCONY GĘSTOŚCIĄ TEMATÓW I LUDZI Czym dla mnie stała się Galeria Autorska Jana Kaji i Jacka Solińskiego? Ona pozwala urzeczywistniać marzenia, łączy tych, u których palą się wyobraźnie, eksplodują nowe myśli albo i stare, aczkolwiek ekspresyjnej przetworzone i powtórzone. W tej Galerii w rytmie przyspieszonym mnożą się w dużej ilości, zanikają, powracają wielorakie światy i skojarzenia, konteksty i znaki, nowe kształty

29

i nowe kolory, nowe konstrukcje i formy, przeniesione monologi teatralne i całe spektakle, nowe poetyckie nazywanie tego, co jest w nas, wokół nas i nieco dalej. Zdumiewa niestrudzona krzątanina artystów Janka i Jacka – twórców i właścicieli Galerii, ich rodzin i przyjaciół. Ich cierpliwość, wytrwałość i namaszczenie artystyczne budzi podziw. Od nich uczę się przekraczania wyobraźni i tajemnicy. Niepowtarzalna atmosfera wokół każdej nowej wystawy lub spotkania autorskiego: oglądanie eksponatów na ścianach lub na środku sali, budowanie scenografii i widowni przy pomocy przynoszonych jakby znikąd krzeseł, tworzenie dla autora kącika z nakrytym stolikiem z abażurem lub lampką, niekiedy z nagłośnieniem, moje szukanie głównych bohaterów wieczoru wśród przybyłych gości (jednego lub kilku), troska i skupienie Jacka, życzliwość i uśmiech Janka, prostota wprowadzenia w nastrój wieczoru i potem wspaniały, wciągający i narastający przebieg całego zdarzenia, w którym bezpośrednio uczestniczymy – oto najkrótszy opis. Dodajmy jeszcze końcowe spontaniczne wypowiedzi autorów i gości, kwiaty dla bohatera-artysty przyniesione przez wielbicieli, lampka wina, soki i inne słodkie dodatki niesione na tacach przez gospodarzy i ich bliskich, dokumentacja czyniona aparatem fotograficznym lub kamerą. Nigdy nie przypuszczałem – przyjmując dalsze życie jako dar po sześćdziesiątce i wędrując zupełnie na poboczach literatury i aktywności twórczej – że zdarzy mi się taka odnowicielska przygoda z Galerią Autorską Jana Kaji i Jacka Solińskiego. Znaliśmy się trochę z wykładów sacrum w literaturze w Prymasowskim Instytucie Kultury Chrześcijańskiej. Ale dopiero podczas obchodów 40. bydgoskich Duszpasterstw Akademickich (byłem wszak duszpasterzem akademickim w D. A. Emaus w Fordonie w latach 1977-1982, w latach Solidarności i NZS oraz w czasie strajków studenckich i stanu wojennego) spotkałem Galerników Jana Kaję i Jacka Solińskiego – bardziej po przyjacielsku. I od razu oni do mnie z propozycją wydania mojego tomiku. Mówią mi, że szukają nowych autorów, a tutaj mają mnie – autora, o którym zapomnieli. I zapraszają do swojej prywatnej Galerii Autorskiej na ul. Chocimskiej 5 w Bydgoszczy, obecnie na Pomorskiej 48. Jadę tam pierwszy raz w jakiś czwartek. Niepewny, rozkojarzony zaciemnionym miejscem, ciasnym, niskim, piwnicznym, ze skrzypiącymi zawiasami u drzwi wejściowych, które szurają mocno o betonową posadzkę za każdym otwarciem i zamknięciem (o dziwo, nikogo to nie drażni). Zachwycony gęstością tematów i ludzi, i stąpaniem powyżej szarej codzienności, która jest drugorzędna w stosunku do bezmiaru możliwości artysty i przetwarzania wszystkiego w kropelkę kondensacji – w definicję słów, dźwięków, barw, form i piękna. Trochę zagubiony w tych kilkudziesięciu metrach kwadratowych i zarazem onieśmielony, skoro stąd można wyjść symbolicznie i duchowo w wielki, coraz bardziej rozszerzający się świat wyobraźni, który jest światem wolnym i bez granic. Jak to możliwe, że ten bezkres

30

sztuki w Galerii przyciąga mnie – pokornego, z prowincji, z tyłów tego świata? Odtąd częściej tam zaglądam, karmiąc siebie nowymi sposobami porządkowania wyobraźni. Lubię, gdy wyobraźnia przenosi nas do czegoś innego lub do kogoś innego. Tego autentycznie doświadczam w Galerii Autorskiej. Na koniec dziękuję za to, że Galeria Autorska jest, istnieje, tworzy środowisko, łączy autorów i artystów, wyznacza wymagania i standardy twórczość. Wyrażam wdzięczność Jankowi Kaji i Jackowi Solińskiemu za to, że mnie niejako wypromowali z ciemnicy, z ostatniego miejsca, upowszechniając moją twórczość – zapraszając, organizując wieczory poetyckie, publikując karty- widokówki z wierszami, większe foldery i bilety autorskie, a szczególnie wydając moje książki. FRANCISZEK KAMECKI

WIĘŹ, KTÓRA UMACNIA Parokrotnie miałem okazję pisać o Galerii Jacka i Jana; czasem na okoliczność jakiegoś wernisażu, czasem w związku z jubileuszem. Miałem zatem okazję pisać o Galerii Autorskiej, o jej gospodarzach i gościach. O malarstwie i poezji. O sztuce, która znalazła tu prawdziwy dom. Szacunek, ciszę, zrozumienie. Jako że prawdziwie istotne pytania to te, które nie rodzą jednoznacznych odpowiedzi, tak i mnie zwykle nurtowało pytanie o to, co tworzy fenomen Galerii. Galeria to rzecz jasna miejsce, adres, przestrzeń, więc obawiałem się, czy klimat nie zniknie po przeprowadzce na Pomorską. Ale nie, Galernicy szczęśliwie przenieśli go wraz z sobą. Galeria to Jacek i Jan. Ich inwencja, talent, charakter, moralna siła. Ich pracowitość, konsekwencja, szczególna zdolność łączenia ludzi we wspólnotę, przy czym jest to wspólnota jakże zróżnicowana. Indywidualiści, osobowości wolne i niezależne, wyznawcy najróżniejszych estetyk, poglądów i gustów tworzą tu zbiorowość zespoloną jednakowymi potrzebami. Potrzebą myśli, piękna, potrzebą estetycznego doznania, ale również potrzebą Galerii, pragnieniem współistnienia z jej duszą, a odczucie to jest tak samo intensywne, jak pragnienie czystego powietrza czy treściwego pokarmu. Galernicy pracują niestrudzenie od lat trzydziestu. Od lat trzydziestu swoją pracą powiększają sumę dobra i piękna, pracują z ludźmi i dla ludzi, budują coś, czego niczym zastąpić się nie da, rzecz niezbędną i niepowtarzalną. Mówię o klimacie Galerii, o jej duchowym wymiarze, o więzi, którą stwarza i umacnia. Tak naprawdę jej wartość wyraża się jednak w czymś, czego precyzyjnie nazwać i scharakteryzować nie potrafię. Jedno może jest pewne. Jakiekolwiek Anioły opiekują się Galerią – opiekują się nią dobrze. I niech wspomagają ją nadal. PIOTR SIEMASZKO

O OGLĄDANIU RZECZY PIĘKNYCH Galeria Panów Jana Kaji i Jacka Solińskiego służy od trzydziestu lat ukazywaniu rzeczy pięknych, które oglądane dają przedsmak uczestnictwa w bogactwie ducha. Bo rzeczy piękne, choć są dziełem ludzkich rąk, wyrastają z ducha: z miłości do świata, do ludzi, do Boga, z tęsknoty za tym, większe niż my sami, z twórczej wolności. Przeznaczeniem Galerii jest pokazywać rzeczy piękne. Jestem Panom głęboko wdzięczny za zaproszenie do współuczestnictwa w życiu Galerii. Życzę, aby wspólne dzieło służyło dalej tym, którzy zechcą iść drogą wolności ku przestrzeni wspólnych pytań i wspólnych poszukiwań. Myślę, że słowa filozofa o sensie oglądania rzeczy pięknych mogą być jakimś darem wdzięczności. Jakie znaczenie ma dla człowieka oglądanie rzeczy pięknych? Wszystko, na co patrzy z upodobaniem, co przyciąga jego wzrok i budzi zainteresowanie swoim wyglądem? A więc rośliny i drzewa, pola uprawne, lasy, domy, ogrody, parki; dzieła sztuki, obrazy, rzeźby; ludzie, z którymi obcujemy, ich zachowania – wszystko, co „wpada” nam w oczy i czego widok nas cieszy. Chodzi nam o sens oglądania jako przeżycia. Bo nie jest bez znaczenia fakt, że radośniej jest nam żyć, pracować w pięknym otoczeniu. Lepiej się człowiekowi pracuje w dobrze urządzonym warsztacie niż w szkaradnym i odrażającym baraku; lepiej się mieszka w domu pięknie usytuowanym i urządzonym, w miłym zakątku kraju... I tu moje pierwsze zasadnicze pytanie: co to takiego jest samo oglądanie czegoś? Jaki sens ma dla człowieka przeżycie oglądania? Bo człowiek nie tylko widzi coś, ale właśnie ogląda, spontanicznie czy z uwagą, przygląda się, wpatruje się w to, co przyciąga jego oczy. Widzenie – a tym bardziej oglądanie – to wydarzenie wyłącznie subiektywne; to ja widzę, to ja oglądam. Przedmiotom oglądanym jest to obojętne, czy je oglądam czy nie. Stąd nowożytne subiektywizujące teorie głoszą, że piękno jest czymś wyłącznie subiektywnym, jakąś projekcją naszego sposobu oglądania. Przyglądając się czemuś – z radością, z zachwytem czy oburzeniem – nadajemy przedmiotowi sens, „ożywiamy” go wyposażając w wartości estetyczne. *** Widzenie i oglądanie to proces bardzo prosty, spontaniczny, a zarazem bardzo złożony, wręcz skomplikowany, ale także bogaty w różne sensy. Widzenie to nie tylko doznanie zmysłowe. Zacznijmy od przytoczenia dłuższego opisu widzenia (zob. Pan Romano Guardiniego, s. 155-156): Widzenie jest czymś innym niż działanie zwierciadła, któ‑ re odbija wszystko, cokolwiek się przed nim znajduje. Wi‑ dzenie wynika z życia i oddziałuje na życie. Widzieć znaczy: wprowadzić siebie w rzecz, dostosować się pod ich wpły‑ wem. W ten sposób wola życia czuwa nad wzrokiem. Bronią przeciwko rzeczom niebezpiecznym jest bardzo ostre ich widzenie, aby można je było zwalczać, albo też niedostrze‑ ganie ich, aby uniknąć ich wpływu na siebie. W spojrzeniu

działa funkcja wyboru tego, co chce się widzieć, przez co ży‑ cie samo siebie chroni. Tak jest już w oku cielesnym, a o wie‑ le bardziej jeszcze w duchowym: w poznawaniu drugiego człowieka, w postawie wobec pewnych prawd i wymagań. Poznać człowieka to znaczy pozwolić mu na siebie oddzia‑ łać. Jeśli więc z obawy przed nim lub niechęci do niego chcę go trzymać od siebie daleko, ma to skutek już w oku. Mój wzrok widzi go inaczej: usuwa w cień to, co jest w nim do‑ brego, podkreśla to, co złe, dostrzega jego rzekome zamiary. Dzieje się to bez specjalnego wysiłku, całkiem mimowolnie. Może nawet w ogóle poza moją świadomością – i wtedy najintensywniej, bo w takim wypadku deformująca siła nie podlega żadnej krytyce. Patrzenie jest czynnością życia służącą woli życia. Im głębsza jest obawa czy niechęć, tym mocniej oko się zamyka, tak że w końcu w ogóle nie potrafi już tego drugiego człowieka dostrzec. Staje się w stosunku do niego niewidzące; historia każdej wrogości zawiera w so‑ bie ten proces. Na nic się zda wtedy wszelkie wskazywanie, pouczanie i wyjaśnianie. Oko po prostu nie przyjmuje już tego, co się przed nim znajduje. Jeśli w sytuacji tej ma się coś zmienić, musi się zmienić nastawienie. Musi się zwrócić ku sprawiedliwości, serce musi się rozluźnić – wtedy otwiera się wzrok i zaczyna widzieć. Blask przedmiotu się wzmacnia z kolei w siłę widzenia i tym sposobem oko odzyskuje powoli zdolność dostrzegania prawdy. Według Guardiniego widzenie jest funkcją życia i jako takie służy życiu. Związane jest z istotami żyjącymi, służy ich samorozwojowi. Przyjrzyjmy się widzeniu człowieka na tle widzenia, z jakim mamy do czynienia w świecie zwierzęcym. Zwierzęta bowiem widzą. Ale czy się przypatrują rzeczom pięknym? Czy w ogóle coś oglądają? Zwierzęta na pewno widzą i być może, wszystko, co żywe, w jakiś sposób widzi. Na pewno wszystkie wyżej zorganizowane istoty żywe są wyposażone w organ wzroku. Jednak widzenie w świecie zwierzęcym jest bardzo zróżnicowane. Wiemy na przykład, że ryby widzą. Ale co widzą? Co widzą ptaki? Co widzą ssaki? Co widzą nasi zwierzęcy przyjaciele życia codziennego – pies czy kot? Wiemy, że na pewno widzą, ale nie wiemy dokładnie, co i jak widzą. One same nas nie informują o tym, co widzą. Zwierzęta na pewno dostrzegają właściwy pokarm dla siebie, niekiedy niezwykle sprawnie i precyzyjnie. Podobnie dostrzegają zagrożenia. Widzenie chroni je przed zagrożeniami, sprzyja zabezpieczeniu się przed niebezpieczeństwem. Ale i tu wielkie zróżnicowanie. Bo czyż ślimak dostrzega niebezpieczeństwo? Sarna biegnąca w lesie pełnym krzewów nie tylko chroni siebie i jednocześnie swoje oczy, biegnie bowiem tak, że ich sobie nie porani; w zachowaniu jest sprytna, ale wpada na oślep pod samochód. Oczy nie chronią jej przed niebezpieczeństwem. Podobnie ma się sprawa z kotem, widzi on lepiej od nas, bo w nocy, ale ileż kotów ginie pod kołami samochodów. Widzenie u zwierząt, jakżeż często doskonalsze niż u człowieka, jest – rzec by można – zawężone, wyczulone jedynie na dostrzeżenie pokarmów i na obronę przed niebezpieczeństwami, i to jeszcze wyłącznie dla danego

31

gatunku; zwierzęta bowiem uciekają przed człowiekiem i przed niektórymi zwierzętami, ale nie przed wszystkimi. Przyjąć jednak można, że nie cieszą się widokiem rzeczy, a już tym bardziej nie zachwycają się pięknymi widokami gór, morza, nieba. I nie zapamiętują rzeczy widzianych, aczkolwiek doskonale orientują się w swym środowisku naturalnym. Można przypuszczać, że nie wspominają rzeczy oglądanych, nie pamiętają także tego, co już widziały. Ich widzenie jest po prostu przymglone, nastawione wyłącznie na aktualną sygnalizację – pokarmu czy niebezpieczeństwa. Widzenie człowieka jest zdecydowanie inne. Jest – można powiedzieć – szerokie, a nawet więcej, szerokie, wysokie i głębokie. Człowiek zdolny jest bowiem widzieć nie tylko to, co aktualnie interesuje go ze względu na własne bezpieczeństwo. Człowiek patrzy na świat szeroko; ogląda bezinteresownie przedmioty go otaczające, także te, które go intrygują swoim wyglądem, przypatruje się im, cieszy się ich oglądaniem. Nie tylko je zauważa, ale wpatruje się w te, które mu się podobają. Ogarnia wzrokiem całe przestrzenie jako tło, na którym zdolny jest widzieć pojedyncze przedmioty i niektóre z nich wyróżnić, przypatrując się im ze szczególnym upodobaniem. Nie tylko więc spostrzega je tu i teraz, nie tylko je widzi, ale widząc wpatruje się w nie, przygląda się i ogląda z radością. Dlaczego? Bo żyje tym, co widzi; zapamiętuje rzeczy oglądane, aby nimi żyć jeszcze dłużej, nie tylko w momencie samego aktualnego oglądania, ale poza aktualną chwilą – w wyobraźni. Nawet ten, kto utracił wzrok, żyje w wyobraźni tym, co kiedyś oglądał albo co sobie przedstawia. Natomiast jest wątpliwe, czy zwierzęta – nawet te stojące najbliżej człowieka w hierarchii biologicznej i zoologicznej i pozostające z nim w jakiejś zażyłości – mają wyobraźnię i czy żyją tym, co kiedyś oglądały i zapamiętały. Pies – jak się zdaje – dobrze pamięta człowieka, ale jedynie zredukowanego do zespołu zapachów i dźwięków, wątpliwe zaś, czy pamięta barwy, czy zapamiętuje wygląd człowieka w całości. Widzenie zatem u człowieka to coś więcej niż zwykłe spostrzeganie pożywienia czy zagrożenia bezpieczeństwa. Człowiek widzi i ogląda, co więcej, żyje w‑sobie-dlasiebie tym, co ogląda i to nie tylko aktualnie, ale także wspominaniem zapamiętanych rzeczy, niejako ogląda je powtórnie w wyobraźni. W ten sposób człowiek w przeżywanym oglądaniu wykracza poza świat i poza poszczególne przedmioty. Oglądanie w wyobraźni jest jego drugim życiem wewnątrz samego siebie, tym, co już oglądał. *** Widzenie i oglądanie jest wydarzeniem psychicznym, ale to, co zobaczone i oglądane, nie jest już czymś psychicznym, projektowanym (wytworzonym) przez proces widzenia i oglądania, lecz czymś pozapsychicznym. W widzeniu i oglądaniu mamy zatem do czynienia z odbiorem sensu (wartości), który istnieje poza naszym widzeniem i oglądaniem. Tego sensu nie zmyślam, nie na-

32

kładam na rzeczy; piękna nie przypisuję przedmiotowi jako czegoś pochodzącego ode mnie. Oglądając rzecz piękną wchłaniam w siebie coś nowego, coś obcego mojemu widzeniu i oglądaniu. Takie widzenie i oglądanie zakłada otwarcie się na świat, na sens tego, co poza mną, a co dla mnie cenne. Samo widzenie i oglądanie przebiega spontanicznie, ale ode mnie wymaga gotowości przyjęcia tego, co poza mną. Bezinteresowne oglądanie wymaga postawy gotowej do przyjęcia piękna rzeczy jako daru. Widzieć coś czy oglądać – zmysłowo lub duchowo – to bez zniekształcenia przyjąć do wiadomości to, co mi dane – zarówno w świecie natury jak i kultury, w dziedzinie sztuki, ale bez chęci zapanowania nad tym czy posłużenia się tym, co oglądane. Chodzi tu o czyste cieszenie się oglądanym pięknem rzeczy czy dzieła sztuki bez jakiejkolwiek chęci posłużenia się oglądanym pięknem. Takie bezinteresowne oglądanie trzeba odróżnić od oglądania kierowanego ciekawością poznawczą, czyli chęcią określenia i wyrażenia za pomocą języka tego, co oglądane. Cieszy mnie widzenie, oglądanie czegoś, ale jeszcze bardziej cieszy poznawcze ujęcie tego, co mnie zachwyca. Oglądanie nastawione na czyste cieszenie jest kontemplacją estetyczną. Charakteryzuje je pewna bierność w stosunku do tego, co dane w przeżyciu, swego rodzaju poddanie się temu, co oglądane. „Bierne” oglądanie rzeczy pięknych wymaga przełamania egocentryzmu i wyzwalania się z egoizmu, aby podmiot oglądający mógł wyjść od siebie ku temu, co poza nim, ku temu, co go zachwyca. Jedynym zainteresowaniem takiego oglądania winien być przedmiot oglądany i jego piękno (wartości estetyczne). Dlatego w oglądaniu rzeczy pięknych mamy do czynienia z transcendencją podmiotu ku przedmiotowi przeżycia. Jeżeli mówimy tu o bierności oglądania, to chcemy jedynie wykluczyć wszelkie nastawienia praktyczne zmierzające do panowania nad przedmiotem oglądanym. Niemniej jednak takie bezinteresowne oglądanie rzeczy pięknych wymaga ze strony podmiotu duchowej twórczości, wewnętrznej koncentracji na treści przeżycia; ponadto zakłada po stronie podmiotu wrażliwość i wyobraźnię. Przeżycie oglądania ożywia i roznieca życie duchowe, swoją treścią wzbogaca człowieka od wewnątrz. Dlatego człowiek, który umie cieszyć się oglądaniem rzeczy pięknych, staje się nowym człowiekiem. Bo piękno jest na to, aby zachwycało Do pracy – praca, by się zmartwychwstało… (C. K. Norwid). ks. ANTONI SIEMIANOWSKI WYKŁAD WYGŁOSZONY NA OTWARCIU WYSTAWY OBRAZÓW JANA KAJI W LUBOSTRONIU 20 III 2006

JANOWI KAJI I JACKOWI SOLIŃSKIEMU NA XXX–LECIE GALERII AUTORSKIEJ To, co Opatrzność może w ramach losu najpiękniejszego podarować ludziom, określiłbym jako przygodę twórczą i duchową. Przygoda ta zawsze jest wynikiem spotkania i otwarcia się na drugiego człowieka. W takiej relacji powstaje wspólnota doświadczeń i przekonań dająca poczucie głębokiej więzi. O istnieniu Galerii Autorskiej w Bydgoszczy dowiedziałem się od poety Krzysztofa Solińskiego, którego poznałem wcześniej na spotkaniach literackich w Warszawie u schyłku lat 70. Krzysztof systematycznie przysyłał niekonwencjonalnie zaprojektowane zaproszenia i wydawnictwa poetyckie, które do dzisiaj spoczywają w moim literackim archiwum. Był zresztą zaprzeczeniem wszelkiej konwencjonalności. Zapamiętałem Go jako zdeklarowanego nowatora i eksperymentatora, który z najgłębszym przekonaniem i determinacją pracuje w języku poetyckim poszukując nowych środków wyrazu. Myślę, że uważał to za istotę swojego artystycznego etosu. Takim go zapamiętałem z lat naszej wspólnej młodości i tym bardziej trudno mi się pogodzić z myślą, że Jego życie i twórczość stanowi już zamkniętą biografię. Wówczas do Galerii Autorskiej na ulicę Dworcową w Bydgoszczy jeszcze nie trafiłem, chociaż zaistniała ona w mojej wyobraźni i została naniesiona jako ważny punkt na mapie Polski w jej artystyczno-poetyckiej topografii. Potem nastała zmarzlina stanu wojennego i lata 80., dekada społecznej „ziemi jałowej”. Wydawnictwa Galerii Autorskiej trafiły ponownie do moich rąk w połowie lat 90. Były to przede wszystkim tomiki poezji Krzysztofa Kuczkowskiego, z którym w tym samym czasie odnowiłem znajomość z czasów studenckich w Poznaniu. Książki te nie przypominały już „undergroundowych” druków czy konspiracyjnej bibuły lecz były zdialogowaną kreacją poety i plastyka tworzącą niepowtarzalną, bibliofilską serię wydawniczą. Takie książki mogły się nam w młodości tylko przyśnić. Ośmieliłem się marzyć o takiej książce. Przy subtelnym acz, jak się okazało, skutecznym poparciu Krzysztofa Kuczkowskiego oraz wielkodusznej życzliwości Jana Kaji i Jacka Solińskiego w roku 2000 ukazał się mój tom Zapach gas‑ nącej świecy z obrazami Jana Kaji. Recenzując ją na łamach magazynu „Książki” w 2001 roku poeta i krytyk Janusz Drzewucki określił go jako arcydzieło sztuki wydawniczej. Nie przechwalając się zbytnio powiem, że za sprawą tej książki doświadczyłem wiele szczerych dowodów uznania, co znaczy dla mnie więcej niż ulotny blichtr nagród i wyróżnień. Potem była prezentacja tomu 5 kwietnia 2001 roku w galeryjnej piwnicy przy Chocimskiej 5. Spotkanie swoją niepowtarzalną aurą i klimatem przekraczało konwencję wieczoru autorskiego. Poznaliśmy się rodzinnie z Jankiem i Jackiem. To doprawdy niezwykłe, lecz czułem się jak u przyjaciół, których znam od lat. Rozpoczęła się przyjaźń, korespondencja, wymiana wydawnictw, rozmowy telefoniczne, ostatnio e-maile. W międzyczasie podczas naszych sopockich wakacji Janek dowiózł nam tytułowy

obraz z mojej książki, który po powrocie zdobi jedną ze ścian naszego mieszkania. Z religijnymi obrazami naszego mieszkalnego wnętrza korespondują również grafiki Jacka posługujące się uniwersalną symboliką i chrześcijańską alegorią. Tomiki poetyckie, monograficzne albumy poświęcone malarzom czy dzieła teologiczno-filozoficzne wydane w następnych latach przez Galerię towarzyszą nam jako lektury kontemplacyjne po codziennym zgiełku, ku wyciszeniu serca i oczyszczeniu drzwi percepcji. Gdy czytałem wiersze z wyboru poezji z lat 1977-2007 Prowincja Ostrów Miasta w Galerii Autorskiej 30 kwietnia 2009 roku – tym razem przy ulicy Pomorskiej 48 – czułem się jak członek artystycznej konfraterni. Ku mojej radości przybył z Gruczna poeta ks. Franciszek Kamecki, którego miałem zaszczyt poznać przed laty podczas jednych z sopockich wakacji. Dojechał z Gniezna również Krzysztof Szymoniak – poeta i dziennikarz, który przed laty pracując w ostrowskiej prasie walnie przyczynił się do „reaktywacji” mojej znajomości z Krzysztofem Kuczkowskim. Przybyła licznie wierna galeryjna publiczność, którą w znacznej części stanowią bardziej zasłużeni ode mnie członkowie-konfratrzy plastycy, fotograficy i poeci. Są chwile dające poczucie pełni życia i integralności istnienia. Równolegle do nich biegną sprawy nieodwracalne, ostateczne, najlepiej widoczne z perspektywy eschatologicznej. Dobrze wiedział o tym Jacek Soliński zapraszając nas w pośpiechu do uczestnictwa w wydaniu tomiku poezji Piętno Sławomira Kuczkowskiego. Zależało mu, by autor mógł się nim nacieszyć na krótko przed odejściem. Janku i Jacku! Czegóż można chcieć więcej, gdy się ma takich przyjaciół? Niech przyszłość okaże się łaskawa dla nas wszystkich i pomnoży moce twórcze i duchowe. Czego Wam, Waszym Bliskim i Wszystkim Galeryjnym Konfratrom życzę. WOJCIECH GAWŁOWSKI OSTRÓW WIELKOPOLSKI 5 VII 2009

ZATOCZYŁEM KOŁO I WRÓCIŁEM W Galerii pojawiłem się tuż po jej otwarciu w roku 1979, być może byłem nawet na samym jej otwarciu, ale już tego nie pamiętam, bo w tamtym okresie zdarzało nam się żyć niczym w atmosferze paryskiej bohemy. Czasami późną nocą, gdy bydgoskie filisterstwo już błogo spało miałem wrażenie, że obok nas na pustych krzesłach siadają Modigliani czy Baudelaire. Prawdziwa wyspa sztuki, a wokół schyłkowy Peerel. Adres Galerii Dworcowa był przez moment takim moim drugim domem. Krzysztofowi Solińskiemu pokazałem swoje próby prozatorskie i dramatopisarskie (poezji jeszcze nie pisałem) i – ku mojemu zdziwieniu – te pierwociny go zaciekawiły. Dużo czasu spędzałem szczególnie na wernisażach i słuchając płytoteki Janka czy Jacka. Było to jedyne miejsce publiczne w Bydgoszczy, gdzie można było posłuchać tak dobrej muzyki ówczesnych moich ulubieńców: Yes, King Crimson, Genesis, Pink Floyd etc. Potem, gdy Galeria przeniosła się na Chocimską i nadeszły

33

ponure czasy stanu wojennego i szarych lat 80., przestałem tam chodzić. Wyruszyłem w Polskę i zarazem na emigrację wewnętrzną nie godząc się z tą rzeczywistością. Wróciłem po latach do „galerników wrażliwości” w ubiegłym roku, bo coś przyciągnęło mnie do miejsca, w którym zaczynałem swoją przygodę z literaturą. Może anioły Jacka mnie przywiodły do początku mojej drogi? Zatoczyłem koło i wróciłem w to samo miejsce... Dobrze, że przetrwało, choć już pod trzecim adresem. RYSZARD CZĘSTOCHOWSKI

DAWNIEJ I TERAZ Kiedyś, a było to 30 temu w Bydgoszczy, jako nieopierzony kurczak wszedłem do Galerii Autorskiej na ulicy Dworcowej 98. Dzisiaj, gdy patrzę wstecz, widzę to wyraźnie; sytuacja dziwna: młody gniewny, poszukujący bratniej duszy i swojego miejsca w rzeczywistości, (osobliwej, bo socjalistycznej) spotyka jakąś nową przestrzeń niezależności. Jacek i Janek przyjęli mnie serdecznie, choć z pewnym dystansem (jak i ja bym zrobił na ich miejscu) nie wiedząc, co może wyniknąć z tego spotkania. Wyniknęło wiele. Przede wszystkim przyjaźń – niełatwa, bo wymagająca; pod tak zwaną górkę też się zdarzało, ale to dobrze, bo zawsze było szczerze i twórczo. Ta znajomość stała się dla mnie przygodą, która wciąż mnie zadziwia. Kiedy dziś przyglądam się swojej obecności wśród Galerników, wiem, że trafiłem wówczas pod właściwy adres. To dużo, to bardzo dużo! A jaki jest bilans tych trzech dekad przyjaźni? Zapamiętane ważne rozmowy, wystawy, podróże, wspólne idee, atmosfera zażyłości i coś jeszcze, czego opisać nie sposób, coś, co pozwala mi zachować do nich ufność i szacunek. Wiem, że czuję się z nimi dobrze. LESZEK GOLDYSZEWICZ

JEST TAKIE MIEJSCE W BYDGOSZCZY Galeria Autorska Jana Kaji i Jacka Solińskiego zajmuje znaczące miejsce w kulturze polskiej. Jest to jedyna w Polsce niekomercyjna, prywatna galeria, która swą działalność nieprzerwanie kontynuuje od 30 lat. Galeria Autorska pełni rolę kulturotwórczą dla miasta skupiając wokół siebie wielu artystów: tych uznanych jak i młodych, debiutujących. Uważam, że tajemnica sukcesu Galerii tkwi w osobowościach jej twórców. Sami zajmują się sztuką, nigdy jednak im to nie wystarczało, przyjmują więc rolę promotora i mecenasa kultury. Kaja i Soliński ustawicznie budują mosty między malarzami, poetami, aktorami. Galeria łączy – poprzez miejsce i prezentowaną w niej sztukę – różne postawy artystyczne tworząc swoiste środowisko opiniotwórcze. Nigdy nie zapomnę wzruszającego spotkania z poezją Kazimierza Hoffmana tuż po Jego śmierci. Środowisko pięknie pożegnało poetę będąc w pewnej łączności z człowiekiem i tym, co po sobie zostawił – słowem. Kto w naszym mieście pamięta o nieżyjących

34

artystach: Irenie Kużdowicz, Kazimierzu Jułdze, Leonie Romanowie? Dzięki wydawnictwom Galerii Autorskiej pamięć o nich nie zginie. Galeria prowadzona przez Jacka i Jana ma swój niepowtarzalny, pełen życzliwości i otwartości klimat. Dziękując im za to, że są w naszym mieście Bydgoszczy, życzę dalszych lat w życzliwym otoczeniu artystów. ALEKSANDRA SIMIŃSKA

GALERIA NADZIEI Szczęśliwi, którzy nie tracą nadziei i mają na co czekać oprócz codziennych, oczywistych, łatwych do przewidzenia zdarzeń, nużących rutyną i schematem. Ja mam czego oczekiwać i to nie tylko następnej autorskiej książki poetyckiej czy wernisażu. Przede wszystkim – kolejnych spotkań z przyjaciółmi, zarówno tymi sprzed 30 lat jak i poznanymi niedawno. Z podobnymi do mnie i różniącymi się sposobem patrzenia na Sztukę. Bo mimo że proces twórczy jest tak bardzo osobistym przeżywaniem i działaniem, zawsze szukamy punktów odniesienia i punktów wspólnych. Z nadzieją, że odnajdziemy i sami zostaniemy odnalezieni. Galeria Autorska jest dla mnie takim miejscem – Galerią Nadziei. WOJCIECH BANACH

AUTORSKA ZNACZY TAKA JAK ONI PROWADZENIE GALERII TO PROCES TWÓRCZY – powiedział Jacek Soliński szesnastego czerwca 2009 roku, 30 lat po założeniu wspólnie z Janem Kają Galerii Autorskiej. To stwierdzenie pięknie oddaje istotę ich pracy. Duchowość obu Twórców Galerii, w której pojawiają się Modlitwy, Anioły, Jezus Ukrzyżowany, Jezus Zmartwychwstały oraz najlepsi artyści mieszkający w Bydgoszczy, a także poza nią powoduje, że Sztuka jest na najwyższym piedestale. Jest wielką wartością, którą bywalcy (zarówno wystawiający jak i odbiorcy) cenią i kontemplują. 30 lat to długi czas zmagań z oporami, jakie każda galeria w Polsce musi ponosić. To także 30 lat rzetelnej pracy w jednym, wytyczonym na początku kierunku. Autorska znaczy przecież taka jak Oni, co w długiej perspektywie okazało się siłą. To szalenie budujące; opoką dla pewnej wspólnoty skupiającej się wokół Galerii Autorskiej są wartości pierwotnej duchowości, istoty człowieczeństwa. Nie jest to wspólnota hermetyczna stałych bywalców, chociaż jest to pewien „krąg” osób znajdujących między sobą pożywkę intelektualną i duchową. Wracając do rzetelnej pracy Galerników, zwróćmy uwagę na ich umiejętności organizacyjne. Duża częstotliwość spotkań wymaga nie tylko świetnej koncentracji uwagi, skupienia na prezentowanych tematach ale też wiedzy, klasycznego wykształcenia humanistycznego. Dlatego z taką lekkością przygotowują zapowiedzi, a wreszcie plakaty, katalogi, zaproszenia! W międzyczasie wychodzą albumy, tomiki wierszy, Jan uprawia malarstwo, a Jacek uprawia grafikę. Redagowanie wydawnictw, pisanie o autorach, projekty

graficzne to przecież niezwykle trudna praca twórcza! Robią to ponieważ są artystami i mają empatię dla innych twórców. Na pewno czynią wciąż wysiłek aby poznawać bliżej nowych myślicieli. Podziwiam to będąc przez ostatnie lata częstym gościem Galerii Autorskiej, a mając dużo pokory i miłości dla Sztuki rozwijam tam i pielęgnuję swoją duchowość. HANNA MIERZWA

FRAGMENT ROZMOWY To, co chciałbym powiedzieć o Galerii Autorskiej, szczęśliwie udało mi się usłyszeć od Janka i Jacka. Zamieszczone poniżej kwestie to drobne fragmenty przygotowywanej do druku większej całości. Są to zaledwie dwa wyimki tego, co powstało w wyniku wielu godzin spędzonych z Jankiem i Jackiem przy dyktafonie. A zatem czytajmy… Jak wyglądają Twoje odczucia w kwestii sukcesów i radości oraz ewentualnych porażek i przykrości, oczywiście z perspektywy 30 lat istnienia Galerii Autorskiej? Jacek Soliński: Galeria Autorska jest naszym rezerwatem, a my czujemy się tu jak ostatni Mohikanie minionego porządku i chyba nam z tym dobrze. To jest nasza „Mała Ojczyzna”. Cenię sobie poczucie życzliwości, jaką jesteśmy otoczeni. To wpływa na twórczy stosunek do drugiej osoby i szerzej: na środowisko. Mam nadzieję, że pozytywna atmosfera naszej Galerii emanuje na zewnątrz. Myślę o zaufaniu i wzajemności, o bezinteresownym postrzeganiu drugiej osoby. To ważne, by wciąż znajdować sens w trwaniu takiej społeczności. A porażki? Co nam nie wyszło? Jeżeli nie wychodziło to właśnie na tej linii. Budowanie wspólnoty w środowisku cieszy i staje się spełnieniem, gdy poczucie więzi bywa na tyle silne i obopólne, że każda ze stron umie przeżywać radość z sukcesu innych. Kiedyś, gdy zaczynaliśmy swoją działalność, spotykały nas różne przykrości. Wspominając te zdarzenia po latach trudno mieć do kogoś pretensje, że wtedy starał się wyeliminować ze środowiska młodocianych kontestatorów, usiłowano nawet zamknąć nam Galerię. Dzisiaj wiem, z perspektywy minionych 30 lat, że owe trudności wpływały na nas inspirująco skłaniając do aktywniejszego działania. Tak to już jest. Przypomina mi się Mefistofeles w Fauście Goethego, a potem u Bułhakowa w Mistrzu i Małgorzacie Woland, kiedy mówi, że „pragnąc wciąż zło czynić, dobro czynię”. Wspominając tamten czas mam wrażenie, że przeszkody bardzo nam wówczas pomogły. Radości i smutki związane z przeszłością Galerii Autorskiej wyglądają jak twarze na starych fotografiach. Zniknęły emocje. Czas wykonywania zdjęcia był kiedyś na tyle długi, że chwilowy uśmiech czy grymas trudno było uchwycić. Na dagerotypach pozostało to, co najważniejsze – zapis obecności. Interesuje mnie Twoja opinia dotycząca perspektywy całości doświadczeń galeryjnych, owych 30 lat, któ-

re macie za sobą. Jest to ogrom rzeczy, zjawisk, działań i ludzi. Czy z tej wielkiej masy zdarzeń i faktów można wysnuć dwie przeciwstawne wartości: to, co najlepsze i to, co najgorsze? Jan Kaja: Najbardziej cieszy to, że bez przerwy jest z nami grono ludzi zainteresowanych tym, co robimy. Otwierając galerię 30 lat temu stopniowo określaliśmy specyfikę naszych działań. W niedługim czasie zorientowaliśmy się, że kilkuosobowe grono przyjaciół to za mało, aby stworzyć interesujący i długoterminowy program. Przestrzeń działań Galerii Autorskiej z biegiem lat przerodziła się w obszar bardzo osobisty. Prywatność pozostała naszym azylem. Zapraszani artyści, poeci i wszyscy inni twórcy stawali się dla nas osobami ważnymi, takimi, których obecność wnosiła istotny element w budowanie środowiska artystycznego. Nie ogranicza się to tylko do określonego miejsca i czasu; chodzi o perspektywę dalekowzroczną. Stała mobilizacja, by do czegoś dążyć, coś odkrywać i poznawać określa charakter naszej aktywności. Tak żyje i rozwija się Galeria, która jest zespoloną energią wielu ludzkich wnętrz. To jest niewątpliwie naszym wspólnym dobrem. Nie umiem patrzeć na przeszłość z perspektywy porażek. To, co się dzieje w Galerii, to ciągły dialog, wymiana poglądów, postaw artystycznych, potencjałów i wyobraźni. Z tego wszystkiego można korzystać przy odrobinie emocjonalnego i intelektualnego zaangażowania. Ludzie chcący wspólnie działać muszą się rozpoznać. Po pewnym czasie może okazać się, że poglądy w istotnych kwestiach różnią się tak bardzo, że iść razem nie sposób. Ale to nie tyle są porażki, co raczej ważne życiowe doświadczenia. Nasz dwuosobowy fundament jak do tej pory okazał się trwały. rozmawiał KRZYSZTOF SZYMONIAK

W STRONĘ GALERII AUTORSKIEJ Setki wernisaży, spotkania poetyckie i prozatorskie, wykłady, odczyty, monodramy, koncerty, działalność wydawnicza oraz współpraca z wieloma periodykami literackimi, a także instytucjami kultury z całej Polski – taki dorobek, osiągnięty w ciągu 30 lat twórczego istnienia, to niewątpliwie konkretna wartość intelektualna i duchowa, dodatkowo jeszcze – z myślą o przyszłości – w różny sposób artystycznie udokumentowana. Każde z tych zdarzeń poparte jest szeroką inicjatywą, ciągiem starań i wytężoną pracą. Prowadzona w poczuciu pewnego rodzaju osamotnienia, związana z koniecznością pokonania wielu trudności, Praca ta wydaje mi się z natury rzeczy romantyczna. I choć trwa już tak długo, cały czas jest w niej coś młodzieńczego, nieugiętego, nawet obecnie, nieliczącego się z możliwościami. To jednak pozwala „wylatywać nad poziomy��� teraźniejszości i przeciętności. Wychodzić „poza”, stanąć „ponad”, spojrzeć „z perspektywy”wierząc, że uda się zrozumieć i zobaczyć więcej. Tym w końcu są starania Jana Kaji i Jacka Solińskiego, przejawiające się w wyszukiwaniu i prezentowaniu tego, co – Ich zdaniem i skupionego wokół Galerii środowiska – godne jest

35

uwagi, wydaje się być ciekawe, skłaniające do refleksji, głębokie w treści, a nieraz poruszające i piękne. Ale w tej pracy dla Idei, jako życzliwa obserwatorka i uczestniczka spotkań, zauważyłam coś jeszcze. W aktywnym i wiernym trwaniu„na swojej stanicy” określonych przekonań życiowych oraz estetycznych, które teraz spełniają się w kameralnej przestrzeni, na parterze XIX-wiecznej eklektycznej kamienicy przy ulicy Pomorskiej 48, widzę przejaw myśli pozytywistycznej, i to w najczystszej formie. Charakterystycznym, wręcz najważniejszym rysem działalności Galerii Autorskiej jest ukazanie bliskich związków pomiędzy sztukami plastycznymi, artystycznymi działaniami w przestrzeni a literaturą, filozofią, teologią, historią, nawet muzyką. W atmosferze Galerii owa interdyscyplinarność, łącząca osoby zajmujące się sztuką i nauką, „dzieje się” naturalnie i ma w sobie wyjątkowo jednoczącą siłę, a także dar wzajemnej inspiracji. Prezentacji osiągnięć artystycznych i naukowych towarzyszy prawdziwe zainteresowanie, słuchanie i chęć poznania. Tu bowiem istnieje, obecnie wcale nie częsta, możliwość indywidualnych rozmów i wymiany poglądów. Toczy się nieustanna rozmowa o sztuce, kulturze, życiu... i wartościach. Rozmowa pojmowana jako uważny, życzliwy i pełen otwartości dialog z drugim człowiekiem (Ingarden). I właśnie stworzenie przestrzeni dla szeroko pojętego Dialogu stanowi bardzo ważne, osobne, dokonanie Jana Kaji i Jacka Solińskiego. HANNA STRYCHALSKA 9 IX 2009

TRZY RAZY TAK – GALERIA AUTORSKA To pierwsze dotyczące czasów odległych. Wizyt na Dworcowej, poznania się z Galernikami tudzież całą otoczką ówczesnych bywalców pomieszczeń Galerii, do których wstępowało się po skrzypiących schodach. Czasy bohemy, naszej młodości kiedy zaczynaliśmy pisać czy malować, jakieś niejasne projekty i wizje własnego udziału w życiu i to głównie artystycznym. Zapamiętane obrazy i na to wszystko nakładające się inne, jak ze snu. To drugie dotyczące spotkań poetyckich w niewielkiej piwniczce na Chocimskiej. Grube koperty z wydawnictwami Galerii Autorskiej dostarczane przez pocztę, gdy zabrakło czasu na kolejne odwiedziny. Wieczory autorskie przyjaciół z grupy „Drzewo”, wreszcie i mój pozwalający ogarnąć i uporządkować swoje „papiery” i nawiązać kontakt z potencjalnym odbiorcą. Okrągły stolik w narożniku otoczony żelaznymi, składanymi krzesełkami, kameralna atmosfera tej widowni, niskie sklepienie, które nawet wątłe głosy potrafiło wzmacniać. Pozwalające przełamać niemoc i miałkość szarych dni stanu wojennego. To trzecie dotyczące znowu wizyt w Bydgoszczy po długim okresie przerwy wymuszonym koniecznościami życiowych zobowiązań. Odświeżenie starych i nawiązanie nowych znajomości i przyjaźni. Seria poetyckich książek, wśród których i moje Regalia, liczne wystawy, a po przenosinach do większej siedziby na Pomorskiej nawet występy teatralne. Uczestnictwo w życiu artystycznym

36

środowiska. To wszystko nie pozwala zgnuśnieć i pewność, że jest miejsce i że są ludzie, którzy bez względu na okoliczności toczą swój kamień upartym dążeniem, jest jak obecność poręczy przy stromych schodach. I jeżeli mówi się o aurze miejsca, dodać wypada, że w dużej mierze – jeżeli nie w zupełności – ta otoczka wytwarzana jest przez twórców Galerii i razem z nimi przenoszona do nowych miejsc postoju na drodze, po której trzydzieści już lat razem zgodnie podążają. KRZYSZTOF GRZECHOWIAK

„DRUGIE ŻEGLOWANIE” W Galerii na 30-lecie witają anioły z rozpostartymi skrzydłami, Jacka, Janka i tych, których przyciąga niepowtarzalny klimat tego miejsca artystycznych spotkań i biesiad. Toasty z mojej strony. Za 30-letnich Galerników. Za wasze kontakty anielskie, niech dobre duchy was i nas wspierają. I za wasze „drugie żeglowanie” – co u Platona określa istotny rys filozofowania – kiedy można już odłożyć wiosła i chwyta się w żagle wiatr miłości ku dobru, pięknu, prawdzie. MAREK KAZIMIERZ SIWIEC

PAMIĘTAM Galeria Autorska to dla mnie „tajemniczy ogród” z dzieciństwa, w którym mogłem odbyć pierwsze podróże po krainie Sztuki. Od kiedy pamiętam dobrze się tu czułem i jako dziecko, i również później. Może dlatego, że panował tu sprzyjający klimat dla wyobraźni – ze świata widzialnego przenikał jeszcze inny, nowy, nieznany świat. Dziś, po latach, trudno jest mi zobaczyć Galerię Autorską z dystansu, który pozwoliłby umiejscowić ją na mapie kulturalnej naszego kraju czy choćby regionu. Moja perspektywa, jako syna jednego z jej założycieli, pozostaje widzeniem emocjonalnym. Galeria, prezentując na ponad 500 wernisażach, spotkaniach, spektaklach oraz koncertach twórczość różnych artystów, stanowiła dla mnie również, a może przede wszystkim, miejsce rodzinnych spotkań. Trudno byłoby zrozumieć jej specyfikę i wyjątkowość rozdzielając te dwie rzeczywistości. Otwartość i przyjacielska atmosfera pomagała i pomaga do dnia dzisiejszego przekraczać galeryjny próg najrozmaitszym indywiduom – zarówno poszukującym tego, co owiane aurą tajemnicy jak i tym, którzy pragną podzielić się swoim twórczym zapałem. Pozostając przez wiele lat biernym uczestnikiem szeregu artystycznych wydarzeń – najpierw przy ul. Chocimskiej, a od niedawna przy ul. Pomorskiej – właśnie tutaj, w atmosferze wzajemnego szacunku i szczerości, uczyłem się i nadal uczę odnajdywać stałe punkty odniesienia; odróżniać to, co autentyczne od tego, co skryte pod maską pozoru i iluzji. Galeria stała się dla mnie nie tylko obszarem wymiany inspirujących postaw i myśli, ale przede wszystkim miejscem konfrontacji „szarej” rzeczywistości z młodzieńczym zapałem i wiarą w nieprzemijającą wartość tego, co piękne i szlachetne. MATEUSZ SOLIŃSKI

Galeria Autorska 2004, ul. Chocimska 5

1

2

3

4 1 – Otwarcie wystawy ob­ra­zów Zachwycenie czasem Soni Zengel i spo­tka­nie poetyckie z Józefem Banaszakiem, 16 VII 2004 (od lewej: Jacek Soliński, Sonia Zengel, Józef Banaszak, Laura Hęsiak, Anna Lewandowska-Banaszak), 2 – Krzysztof Kunca przed otwarciem swojej wystawy malarstwa Poświęcona ziemia, 27 VIII 2004, 3 – Otwarcie wystawy malarstwa, grafiki i rysunku Bez tytułów Andrzeja Budziaka (1953-1981) oraz rysunków Grzegorza Bednarskiego, 18 XI 2004 (od lewej: Krystyna Olejnik-Drejas, Aleksandra Simińska, Jan Kaja, Kazimierz Drejas, Bogdan Kuraś, Grzegorz Bednarski, Teresa Wojnicka, Jacek Soliński, Andrzej Wojnicki, Anna Drejas, Ryszard Wietecki, Danuta Kuraś, Alicja Knitter), 4 – Wystawa malarstwa Pora życia Ireny Kużdowicz, 9 – 31 XII 2004; fot. 1-4 Jan Kaja

37

Galeria Autorska 2005, ul. Chocimska 5

1

2

3

4

5

1, 2 – Otwarcie wystawy fotografii Jak mało trzeba Jarosława Prussa oraz spotkanie poetyckie ze Zdzisławem Prussem, 16 VI 2005 (1. od lewej: Zdzisław Pruss i Witold Jurkiewicz, 2. Teresa i Jerzy Zegarlińscy), 3 – Otwarcie wystawy obrazów Aniołowie przyjaciół część I Jacka Solińskiego oraz spotkanie poetyckie Regalia z Krzysztofem Grzechowiakiem, 20 V 2005 (od lewej: Jan Kaja, Tomasz Młyński, Krzysztof Grzechowiak, Magdalena i Jacek Solińscy, Krzysztof Szymoniak, Ryszard Wietecki, Wojciech Banach i Dariusz Nowacki), 4, 5 – Otwarcie wystawy malarstwa Próby Anny Drejas, 23 IX 2005 (5 – od lewej: Krzysztof Szymoniak, Anna Drejas, Jarosław Jakubowski, Jacek Soliński); fot. 1, 2, 4, 5 Jan Kaja, fot. 3 Dariusz Nowacki.

38

Galeria Autorska 2006, ul. Chocimska 5

1

2

3

4

5

6

1, 2 – Otwarcie wystawy malarstwa Poświaty Jana Kaji oraz spotkanie poetyckie Podsłuchiwanie siebie z ks. Franciszkiem Kameckim, 23 III 2006 (2 – pośrodku ks. Franciszek Kamecki), 3, 4 – Otwarcie wystawy malarstwa i grafiki Warunki zewnętrzne Marzeny Balewskiej, Grzegorza Bednarskiego, Jana Kaji, Bogusława Kurasia, Aleksandry Simińskiej, Jacka Solińskiego oraz spotkanie poetyckie z: Krzysztofem Grzechowiakiem, Ewą Kuczkowską, Krzysztofem Kuczkowskim i Krzysztofem Szymoniakiem, 23 V 2006 (3 – od lewej: Wojciech Kass, Jacek Soliński, Ewa i Krzysztof Kuczkowscy, 4 – na pierwszym planie od lewej Krzysztof Grzechowiak i Krzysztof Szymoniak ), 5 – Otwarcie wystawy obiektów Rzeczy zwykłe Mariana Stępaka oraz spotkanie poetyckie z Jerzym Rochowiakiem, 27 VII 2006, 6 – Marian Stępak z żoną Joanną i synem Stanisławem w trakcie przygotowywania wystawy Rzeczy zwykłe, 27 VII 2006; fot. 1-6 Jan Kaja

39

Galeria Autorska 2007, ul. Chocimska 5

1

3

2

4

5 1, 5 – Otwarcie wystawy malarstwa Aniołowie przyjaciół część III Jacka Solińskiego oraz spotkanie poetyckie Pieśń miłości, pieśń doświadczenia z Wojciechem Kassem i Krzysztofem Kuczkowskim, 16 V 2007 (1 – Małgorzata Solińska; 5 – w głębi od lewej: Wojciech Kass i Krzysztof Kuczkowski), 2 – Spotkanie poetyckie Senilia z Krzysztofem Grzechowiakiem i otwarcie wystawy Sztuki walki ze śmiercią Dariusza Nowackiego, 21 III 2007 (Krzysztof Grzechowiak), 3 – Otwarcie wystawy Aniołowie przyjaciół część II Jacka Solińskiego, 8 VI 2006 (od lewej: Krzysztof Grzechowiak, Dariusz Nowacki), 4 – Otwarcie wystawy malarstwa Tak i owak Wojciecha Nadratowskiego i spotkanie poetyckie Nocne zapiski ze Sławomirem Kuczkowskim, 22 II 2007 (Sławomir Kuczkowski); fot. 1-5 Jan Kaja

40

Galeria Autorska 2007, ul. Pomorska 48

Otwarcie nowej siedziby Galerii Autorskiej przy ul. Pomorskiej 48. Spektakl Wędrówka Mistrza Kościeja wg Michela de Ghelderode, opracowanie i inscenizacja Alicja Mozga, wykonanie studenci Wydziału Wokalno-Aktorskiego Akademii Muzycznej w Bydgoszczy, 1 VI 2007 (na pierwszej fot., od lewej: zapowiadają spektakl Jacek Soliński i Alicja Mozga; na pozostałych fotografiach studenci: Przemysław Baranek, Marcin Gargała, Jakub Gąska, Piotr Kujawiak, Michał Łopatin, Joanna Marszałek, Małgorzata Niezborała, Anna Skiba); fot. Kajetan Soliński

41

Galeria Autorska 2007-2008, ul. Pomorska 48

1

2

3

6

9

4

5

7

8

10

11

1 – Otwarcie wystawy malarstwa Poruszenie Jana Kaji i spotkanie poetyckie Pasja według XX wieku z ks. Franciszkiem Kameckim, 14 VI 2007 (1 – od lewej ks. Franciszek Kamecki; 11– od lewej w głębi: Jacek Soliński, Jan Kaja i ks. Franciszek Kamecki), 2-7 – Otwarcie wystawy obrazów 10 tysięcy kartek z podróży Ryszarda Czajkowskiego i spotkanie poetyckie Układ z Wojciechem Banachem, 5VII 2007 ( 7 – Wojciech Banach), 3- 6, 8, 9 – Otwarcie wystawy malarstwa Ze wspólnego wnętrza – dobrze widziani część I Krzysztofa Kuncy, 19 VII 2007 (3 – Krzysztof Nowaczyk; 4 – Krzysztof Szymoniak i Krzysztof Grzechowiak; 5 – Magdalena Głodek; 6 – Krzysztof Kunca i Grzegorz Kargól; 8 – od lewej: Małgorzata Maniszewska, Tytus Żmijewski, Aleksandra Simińska i Krzysztof Kunca; 9 – od lewej: Małgorzata Maniszewska, ks. Franciszek Kamecki, Krzysztof Kunca, Jacek Soliński i odwrócony tyłem Tytus Żmijewski), 10 – Otwarcie wystawy Ukamienowanie Krzyża Emanuela Kaji dokumentującej instalację zrealizowaną w Brighton i spotkanie poetyckie Notatki do poematu z Jarosławem Jakubowskim, 30 VIII 2007 (od prawej: Jarosław Jakubowski, Małgorzata Maniszewska, Jan Kaja, Lech Kaja, Emilia Prus, z aparatem Krzysztof Nowaczyk), 11 – Instalacja Cierń kresowy – Edwardowi Woyniłłowiczowi w 80. rocznicę śmierci 1847–1928 Bogdana Chmielewskiego, wprowadzenie Gizela Chmielewska, 18 VI 2008; fot. 1-11 Kajetan Soliński

42

Galeria Autorska 2007-2008, ul. Pomorska 48

1

2

3

4

5

6

1-2 – Spektakl Noc Helvera wg Ingmara Villqista, reżyseria Alicja Mozga, wykonanie studenci Wydziału Wokalno-Aktorskiego AM w Bydgoszczy: Aneta Ingielewicz i Przemysław Baranek, 24 VIII 2007 (1 – Aneta Ingielewicz; 2 – od lewej: Aneta Ingielewicz i Przemysław Baranek, Jakub Kaja z aparatem), 3 – Wykład Czy filozofia ma jeszcze dzisiaj coś do powiedzenia ks. prof. Antoniego Siemianowskiego, 7 IX 2007 (od lewej: ks. prof. Antoni Siemianowski), 4 – Spotkanie autorskie Obrazy i słowa z Piotrem Siemaszko, prowadzenie Mateusz Soliński, 17 IV 2008 (od lewej: Mateusz Soliński i Piotr Siemaszko), 5-6 – Spotkanie autorskie z Krzysztofem Karaskiem, prowadzenie Grzegorz Kociuba (w ramach IV Międzynarodowego Spotkania Poetyckiego „Pobocza 2007”), 13 IX 2007 (6 – od lewej: Krzysztof Karasek i Grzegorz Kociuba); fot. 1-6 Kajetan Soliński

43

Galeria Autorska 2008, ul. Pomorska 48

1

2

3

4

6

9

5

7

10

8

11

1 – Otwarcie wystawy malarstwa Strony Kazimierza Drejasa (ekspozycja przygotowana z okazji 40-lecia pracy twórczej), 10 IV 2008, 2 – Spotkanie poetyckie Szczygieł z New Jersey ze Zdzisławem Prussem, 27 III 2008, (od lewej: Zdzisław Pruss), 3-4 – Monodram Ja jestem Żyd z „Wesela” wg Romana Brandstaettera, wykonanie i opracowanie Mieczysław Franaszek,12 V 2008, 5, 10 – Otwarcie wystawy fotografii dokumentalnej Czas skadrowany Krzysztofa Nowaczyka i Kajetana Solińskiego i spotkanie poetyckie z Jarosławem Jakubowskim, 7 VIII 2008 (5 – od lewej: Krzysztof Nowaczyk i Kajetan Soliński; 10 – od lewej: Małgorzata Solińska i Wojciech Nadratowski), 6-9 – Otwarcie wystawy fotografii Na Końcu Świata – Fin del Mundo Gracjana Kaji i Piotra Nowackiego, 24 IV 2008 (9 – od lewej: Magdalena Głodek i Jacek Soliński), 11 – Otwarcie wystawy malarstwa Akty – wczoraj Kazimierza Drejasa, 25 VII 2008; fot. 5 Jacek Soliński, fot. 1-4 i 6-11 Kajetan Soliński

44

Galeria Autorska 2008, ul. Pomorska 48

2

1

4

3

5

6

1-2 – Otwarcie wystawy malarstwa Promieniowanie Jana Kaji i spotkanie poetyckie Pozwólmy przemijać światu z Robertem Mielhorskim, 28 VIII 2008 (1 – od lewej: Robert Mielhorski; 2 – od lewej: ks. Franciszek Kamecki i Jan Kaja), 3-4 – Otwarcie wystawy malarstwa Kolory światła Anny Bochenek i spotkanie poetyckie Światłoczułość z Krzysztofem Szymoniakiem, 15 V 2008, 5 – Aneta Ingielewicz i Mateusz Soliński na tle wystawy malarstwa Kazimierza Drejasa Akty – wczoraj, 25 VII 2008, 6 – Otwarcie wystawy malarstwa Grające wyspy Wojciecha Nadratowskiego i spotkanie poetyckie Jutrzejszy dzień z Krzysztofem Grzechowiakiem, 11 IX 2008; fot. 1- 6 Kajetan Soliński

45

Galeria Autorska 2008, ul. Pomorska 48

1

2

3

4

5

6

1 – Wystawa malarstwa Grające wyspy Wojciecha Nadratowskiego, 11 IX 2008 (od lewej: Mateusz Soliński, Krzysztof Szymoniak, Wojciech Banach i Krzysztof Grzechowiak), 2-3 – Otwarcie wystawy malarstwa Wnętrze miasta Joanny Imielskiej i koncert gitarowy Konrada Ingielewicza, 25 IX 2008 (od lewej: Magdalena Solińska, Krzysztof Szymoniak i Konrad Ingielewicz), 4-5 – Otwarcie wystawy malarstwa Podróż sentymentalna Soni Zengel, 9 X 2008 (5 – Aneta Ingielewicz), 6 – Spotkanie poetyckie Bez kontekstu, poświęcone twórczości Krzysztofa Solińskiego (1950-2006) z udziałem zaprzyjaźnionych poetów, 7 XI 2008 (od lewej: Jan Wach, ks. Franciszek Kamecki, Grzegorz Kalinowski, Wojciech Banach, Jarosław Jakubowski, Krzysztof Szymoniak i Jacek Soliński); fot. 1- 6 Kajetan Soliński

46

Galeria Autorska 2008-2009, ul. Pomorska 48

1

2

3

4

5

6

1 – Otwarcie wystawy rzeźby i fotografii Spojrzenie w górę Gracjana Kaji, 6 XI 2008 (w głębi pośrodku Gracjan Kaja), 2 – Jarosław Jakubowski podczas swojego spotkania poetyckiego Na progu połączonego z otwarciem wystawy malarstwa Przebudzenie Emanuela Kaji, 2 I 2009, 3 – Otwarcie wystawy fotografii Precz z heterofobią czyli wypędzenie z raju Jerzego Zegarlińskiego, 1 IV 2009, 4 – Spotkanie poetyckie Wieża ze światła poświęcone twórczości Kazimierza Hoffmana (1928-2009), wprowadzenie Grzegorz Kalinowski, wiersze poety przypomniał Mieczysław Franaszek, 5 III 2009; w tle wystawa prac Katalog twórczości od... do... Elżbiety Wróblewskiej, 19 II – 4 III 2009, 5 – Otwarcie wystawy malarstwa i fotografii Odczytywanie natury Kazimierza Jułgi (1935-2002), wiersze poety przypomniała Aneta Ingielewicz, 20 XI 2008 (od lewej u dołu ks. Franciszek Kamecki, w głębi siedzi Barbara Laskowska, za nią: Maria Włodarczyk i od lewej Hanna Grzona), 6 – Otwarcie wystawy fotografii Dom Wojciecha Woźniaka i spotkanie poetyckie Prowincja Ostrów Miasto z Wojciechem Gawłowskim, 30 IV 2009; fot. 5 Krzysztof Nowaczyk, fot. 1- 4, 6 Kajetan Soliński

47

Galeria Autorska 2009, ul. Pomorska 48

1

2

3

6

4

7

5

8

1-3 – Otwarcie wystawy prac Filozofy Henryka Wańka, 16 IV 2009 (2 – od lewej: Henryk Waniek i Wojciech Nadratowski; 3 – od lewej: Wojciech Nadratowski i Henryk Waniek) 4 – Otwarcie wystawy malarstwa Wyspa Justyny Jułgi (15-lecie twórczości), 14 V 2009 (od prawej: Justyna Jułga), 5 – Spotkanie poetyckie Pocałuj światło z Wojciechem Kassem i Krzysztofem Kuczkowskim, 28 V 2009 (5 – Krzysztof Kuczkowski), 6-8 – Spotkanie poetyckie z Wojciechem Gawłowskim Prowincja Ostrów Miasto, 30 IV 2009 (6 – Wojciech Gawłowski; 7 – od lewej: Krzysztof Szymoniak i Magdalena Solińska; 8 – ks. Franciszek Kamecki); fot. 1- 8 Kajetan Soliński

48

Galeria Autorska 2009, ul. Pomorska 48

1

2

3

4

6

5

7

1-2 – Spotkanie poetyckie Nie ma zegarów poświęcone twórczości Ryszarda Milczewskiego-Bruno (1940-1979) w 30. rocznicę śmierci, wiersze poety przypomniał Mieczysław Franaszek, 17 V 2009 (2 – od lewej: Małgorzata Maniszewska i Jan Wach), 3-6 – Otwarcie jubileuszowej ekspozycji w 30. rocznicę powstania Galerii Autorskiej. Wystawa obrazów Aniołowie poetów Jacka Solińskiego do tekstów 18 poetów, 16 VI 2009 (3 – od lewej: Zdzisław Pruss i Małgorzata Maniszewska; 4 – od lewej aktorzy czytający teksty poetów: Mieczysław Franaszek i Alicja Mozga; 6 – Prezydent Miasta Bydgoszczy Konstanty Dombrowicz), 7 – Otwarcie wystawy malarstwa Źródło światła Ireny Kużdowicz (1917-2000) i Leona Romanowa (1938-2001), 28 V 2009; fot. 1-7 Kajetan Soliński

49

Galeria Autorska 2009, ul. Pomorska 48

1

2

3

6

4

7

5

8

1-2 – Otwarcie wystawy malarstwa Bali Waldemara Kakareko i spotkanie poetyckie Chodźmy na miasto z Janem Wachem, 13 VIII 2009 ( 2 – od lewej: Hanna Strychalska, Ambasador Republiki Indonezji Hazairin Pohan, Waldemar Kakareko i Pierwszy Sekretarz Ambasady Republiki Indonezji Timoer Poerwonggo), 3-4 – Spotkanie poetyckie Pieśń o wspaniałej wyspie Thule z Pawłem Szydłem na tle wystawy Kilkanaście kartek z podróży Ryszarda Czajkowskiego, 27 VIII 2009 (3 – od lewej: Paweł Szydeł i Małgorzata Maniszewska; 4 – Ryszard Czajkowski), 5 – Spotkanie poetyckie Ten, co umywa nogi z ks. Franciszkiem Kameckim, 2 VII 2009, w tle wystawa obrazów Aniołowie poetów Jacka Solińskiego, 6-8 – Spotkanie poetyckie Świt z Markiem Siwcem, 30 VII 2009, w tle wystawa obrazów Aniołowie poetów Jacka Solińskiego (7 – w głębi od lewej: Małgorzata Maniszewska, Jacek Soliński i Marek Siwiec); fot. 1-8 Kajetan Soliński

50

Galeria Autorska 2009, ul. Pomorska 48

2

1

3

5

4

6

1-3 – Otwarcie wystawy Museum of Hysterics 1968-2009 Leszka Przyjemskiego, spotkanie poetyckie skąd w tym miejscu... z Edmundem Puzdrowskim i koncert Andrzeja Przybielskiego, 10 IX 2009 (1-2 – Edmund Puzdrowski; 3 – Andrzej Przybielski), 4-5 – Wykład Rozważania o brzydocie Mateusza Solińskiego, prowadzenie Piotr Siemaszko, 17 IX 2009, w tle ekspozycja Museum of Hysterics 1968-2009 Leszka Przyjemskiego (5 – od lewej: Piotr Siemaszko i Mateusz Soliński), 6 – Okno Galerii Autorskiej od strony ul. Cieszkowskiego, IX 2009; fot. 1, 3-5 Kajetan Soliński, fot. 2 Gracjan Kaja

51

Plakaty Galerii Autorskiej, 2007-2008

52

projekty: Jan Kaja, Jacek Soliński

53

Plakaty Galerii Autorskiej, 2008

54

projekty: Jan Kaja, Jacek Soliński

55

Plakaty Galerii Autorskiej, 2008-2009

56

projekty: Jan Kaja, Jacek Soliński

57

Plakaty Galerii Autorskiej, 2009

58

projekty: Jan Kaja, Jacek Soliński

Twórcy prezentowani w Galerii Autorskiej w latach 2004-2009 Marzena Balewska      Wojciech Banach      Józef Banaszak     Jolanta Baziak      Grzegorz Bednarski      Krystyna Berndt      Adam Bezwiński      Anna Bochenek      Witold Broniewski      Krzysztof Cander     Michał Cander      Bogdan Chmielewski      Grzegorz Chojnacki     Mateusz Chojnacki      Ryszard Czajkowski      Ryszard Częstochowski     Bogdan Dąbrowski      Anna Drejas      Kazimierz Drejas      Mieczysław Franaszek      Wojciech Gawłowski      Leszek Goldyszewicz      Krzysztof Grzechowiak      Kazimierz Hoffman      Joanna Imielska      Dorota Jajko-Sankowska      Jarosław Jakubowski      Justyna Jułga     Kazimierz Jułga      Witold Jurkiewicz      Emanuel Kaja      Gracjan Kaja     Jakub Kaja      Jan Kaja      Waldemar Kakareko      Grzegorz Kalinowski     Franciszek Kamecki      Krzysztof Karasek      Grzegorz Kargól     Wojciech Kass      Krzysztof Kuczkowski      Sławomir Kuczkowski     Krzysztof Kunca      Bogusław Kuraś      Irena Kużdowicz      Liliana Kużdowicz      Zbigniew Lubaczewski      Robert Mielhorski      Ryszard Milczewski-Bruno      Alicja Mozga      Wojciech Nadratowski     Marek Noniewicz      Dariusz Nowacki      Piotr Nowacki      Artur Nowaczewski      Krzysztof Nowaczyk      Bronisław Zygfryd Nowicki     Krzysztof Nowicki      Zdzisław Polsakiewicz      Bogdan Prus     Jarosław Pruss      Zdzisław Pruss      Andrzej Przybielski      Leszek Przyjemski      Edmund Puzdrowski      Jerzy Riegel      Jerzy Rochowiak     Leon Romanow      Zofia Rybiańska      Jarosław Sankowski      Piotr Siemaszko      Antoni Siemianowski      Aleksandra Simińska      Marek Kazimierz Siwiec      Jacek Soliński      Kajetan Soliński      Krzysztof Soliński     Mateusz Soliński      Krzysztof Stachewicz      Joanna Stasiak     Marian Stępak      Paweł Szydeł      Krzysztof Szymoniak      Jan Wach     Henryk Waniek      Ryszard Wietecki      Edward Woyniłłowicz     Wojciech Woźniak      Elżbieta Wróblewska      Wojciech Maria Zalewski     Jerzy Zegarliński      Józef Zegarliński      Sonia Zengel      Tytus Żmijewski 59

Malowidła Marzeny są (...) nie tylko próbą artystycznego ujawnienia pompejańskiego przeżycia; stanowią nie tylko, jak mówił Yves Klein, „zmaterializowaną wrażliwość”. Ich specyfika leży, jak mi się wydaje, w czym innym – w emancypacji barwy, która nie podporządkowuje się ani motywowi, ani krępującej ekspresję linii. Linie to „więzy krępujące naszą uczuciowość” – pisał wspomniany Klein, a Marzenie Balewskiej, chociaż jej malarstwo robi wrażenie skrajnie odmiennego od Propozycji monochromicznych, takie myślenie jest, jak się wydaje, bliskie. Marzena zawierza barwie, plamie, która, zgodnie

z tematyczno-anegdotyczną naturą jej malarstwa, jest plamą znaczącą, ale zarazem głosi swoją autonomię. Absorbuje ją bardziej kolor „jako taki”, niż jego funkcja imitowania wyglądów rzeczy. (...) Malarstwo Marzeny Balewskiej mieści się w tym właśnie obszarze doświadczeń. Deformacja ukazywanych przez nią postaci i przedmiotów zbliża się do groteski, a kolor jest niemalże rozwiązły. Artystka intuicyjnie wybiera dzisiaj czerwień – barwę żaru, najwyższych emocji, pożądania. Jej obrazy to triumf chromatyki, a zarazem wielkiego napięcia emocjonalnego.(...) Obok tych zwartych serii podporządkowanych

w sidła miłości. Ale widz nie dostaje klarownej opowieści; wyłuskuje ją z emocji, którymi nasycone są obrazy; Marzena bowiem nie wykłada, nie prowadzi dyskursu, ale zmusza widza do wspólnoty przeżyć. Agresywna czerwień jest jej sprzymierzeńcem – buduje atmosferę, przykuwa uwagę, zmusza do reakcji, do zapamiętania. Tym bardziej, że jest to czerwień kładziona gęsto, mocno, na dodatek – klaustrofobicznie. Przed taką barwą nie ma ucieczki. Potrafi przyśnić się w nocy... Bardziej właśnie ona, niż kobieca nagość... Małgorzata Kitowska-Łysiak

tyleż motywom, co poszczególnym zadaniom malarskim, zawsze powstawały autoportrety, nigdy jej sztuka nie traciła prywatnego tonu. To ona zresztą była Zuzanną. To ona także pojawia się w Impresjach pompejańskich – w całej postaci, naga. Bierze udział w dionizyjskim rytuale. Dodajmy – zabronionym przez władze miasta, tajemnym. Od 2000 roku, kiedy odwiedziła Pompeje, seria tych prac stale narasta. Powstają szkice, konfrontowane z dziełami innych artystów, wreszcie – kompletne dzieła własne. Oglądane jako pojedyncze, wydają się fragmentami; oglądane razem, składają się na fryz, którego bohaterką jest kobieta zaplątana

MARZENA  BALEWSKA 1

ur. 1955 w Aleksandrowie Kujawskim. Absolwentka PLSP w Bydgoszczy. Studia na Wydziale Malarstwa ASP w Krakowie. Dyplom z wyróżnieniem w pracowni prof. Juliusza Joniaka w 1981. Przygotowała 22 wystawy indywidualne i brała udział w ponad 90 wystawach zbiorowych. Prace w zbiorach prywatnych w kraju i zagranicą. Wyróżnienia na Triennale Autoportretu w Radomiu (2003 i 2006), Nagroda Jesiennego Salonu Plastyki – Ostrowiec Świętokrzyski 2006, Wyróżnienie 1998, Laureatka Nagrody „Arthome” (Ateny) w 2008. Uczestniczyła we Francji w organizowanych przez Polski Fundusz Humanitarny w Lailly en Val Warsztatach Artystycznych im. J. Czapskiego w 2001, 2004 i 2008.

2

3

4

5

Z cyklu Impresje pompejańskie 1 – bez tytułu, olej, płótno, 100×92 cm, 2000/5, 2 – bez tytułu, olej, płótno, 100×100 cm, 2000/5 3 – bez tytułu, olej, płótno, 100×92 cm, 2000/5, 4 – bez tytułu, olej, płótno, 150×100 cm, 2004/6 5 – bez tytułu, olej, płótno, 150×100 cm, 2004/6, 6 – bez tytułu, olej, płótno, 150×100 cm, 2004/6

60

6

Wiersze Wojciecha Banacha od początku mocno wpisują się w dyskurs polityczny i ideologiczny, choć sam poeta daleki jest od deklaracji. Patrzy na to, co go otacza z ciepłą ironią i dystansem, czasem z goryczą. Patrzy także z dystansem na czasy, kiedy światem zachodnim wstrząsały przemiany obyczajowe, a na scenę polityczną wkraczali lewicowi radykałowie, nieuciekający od stosowania metod terrorystycznych. Symbolizowali „wolność”, chociaż po latach historia surowo zweryfikowała ich postawy, ukazując ich

jako ludzi zniewolonych – przez ideologię, narkotyki, przemoc. Co pozostaje? Według poety – pisana z wielkiej litery „Nadzieja/ na genetyczną ciągłość/ ostrego widzenia kolorów i kształtów/ i niezmienny układ palców/ przy podstawowych akordach”. Czyli – niepodlegający modom kod zachowań i postaw, przeciwstawiony chwilowym zauroczeniom taką czy inną ideologią. Banach nie ukrywa swoich zapatrywań, jakże dalekich od ślepej wiary zachodnioeuropejskich elit w marksizm. Jest bogatszy od za-

chodnich„wnucząt Aurory” o doświadczenie dziesiątków lat życia w kraju totalitarnym, ponurej realizacji marksistowskiej utopii. Zwykło się klasyfikować twórczość bydgoszczanina jako pogłos Nowej Fali, poezję społecznego zaangażowania. Jeśli tak, to musimy zastrzec, że jest to zaangażowanie nie tyle po stronie tej czy innej wspólnoty (od tych poeta raczej stroni), co po stronie człowieka rzuconego na arenę przemian społeczno-ekonomicznych, po której grasują głodne lwy kapitalizmu.

Bohater Banacha „słów używa niechętnie”, że sparafrazuję fragment jednego z wierszy. Ale – choć przywoływany jest tu Przyboś – nie wynika ta oszczędność z awangardowego nakazu: „najmniej słów”. Poeta pragnie ocalić ich wartość w świecie inflacji słów, w którym niewiele albo zgoła nic one nie znaczą. Wartość słów – jak ją zmierzyć? Tym, czemu służą. Jeśli prawdzie, warto się o nie troskać. Bo poeta jeśli już musi mówić, to musi „mówić/ co prawda”. Jarosław Jakubowski

WOJCIECH  BANACH Anioł pierwszego kontaktu

Scena z wernisażu

Po dwóch godzinach spędzonych w poczekalni i przysłuchiwaniu się dyskusjom o rozmaitych ludzkich przypadłościach usiadłem przed aniołem

Tworzymy w galerii pole wzmożonej aktywności między aniołami i ludźmi

jest młody i trochę przestraszony moim wiekiem i wyglądem

– może lampkę wina albo ciastko w anatomicznym kształcie Janek częstuje herbatnikami

niepewnie bada tętno i ciśnienie z ciekawością zaglądamy sobie w oczy – Pomóż mi rozpadam się – Czego się spodziewasz tu nawet anioł nie wymodli cudu – Przecież wiem szukam kontaktu z nadzieją i łagodnością chcę przejrzeć się w tobie i zatrzymać odbicie aby nie przerażać gdy stanę przed innymi lustrami I otrzymałem skierowanie na prześwietlenie oraz do specjalisty który już nie będzie aniołem o czym przekonam się jak dożyję już za cztery miesiące

Krótka bajka dla chłopców którzy chcą latać Jeszcze widzę dymiącą pokrywę studzienki kanalizacyjnej a obok wbitą z siódmego piętra w beton krew Tadeusza

kruche – spójrz – odpadł ci kawałek serca podnieś bo zadepczą Nie martw się anioły nie potrafią a ludzie w tym miejscu przestali twardo stąpać (chociaż nikt nie unosi się między stropem a posadzką) z drugiej strony stosowana sztuka kamuflażu i charakteryzacji osiągnęła taki poziom że trudno stwierdzić różnicę –

fot. Krzysztof Nowaczyk

ur. 1953, poeta, kolekcjoner. Ukończył Akademię Techniczno-Rolniczą w Bydgoszczy. W latach 70. był członkiem grupy faktu poetyckiego Parkan. W 1976 debiutował jako poeta w „Faktach”. Wydał tomiki poetyckie: Chwilowy obraz świata (1977), Pole rażenia (1978), Slalom (1980), Symultana (1981), Czarna skrzynka (1991), Było nas kilku (1997), Skrzyżowanie (1998), Punkty wspólne (2000), Wybór wierszy (2004), Odgrodzony przez przypadki (2008) oraz album Czas odnaleziony. Bydgoszcz na dawnej pocztówce 1894-1945 (2001). Jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. W plebiscycie „Gazety Wyborczej” został wybrany Artystą Roku 2002 w kategorii literatury.

również między ciastkiem a sercem

xxx Coraz częściej milczeniem łatwiej opowiadać skrzyżowania myśli z dzielnicami snów wciąż te same konserwy we własnym sosie wciąż te same usta we własnym języku co tylko pozornie pozbawione jest sensu następnego wiersza ciszę tłumiącego w słowach.

Czy mam dalej opowiadać ?

61

Cud życia i tajemnica przemijania Wiersze Józefa Banaszaka (...) odznaczają się prostotą formy. Są to zwięzłe, rzadko kiedy bardziej rozbudowane, zapisy myśli, uczuć (...). Starają się one uchwycić to, co ulotne, nietrwałe, a godne ocalenia. Autor tych tekstów jakby celowo zamyka te notacje w formie zalążkowej; powinny one bowiem skłaniać czytelnika do refleksji poprzez zawarte w nich niedopowiedzenia, owe prześwity myśli, które pojawiają się nie tyle w słowach, co pomiędzy nimi. Banaszak preferuje typ liryki refleksyjnej; interesuje go zaduma wynikająca z faktu zatrzymania się nad słowem, ale i często też punktem wyjścia do wiersza jest jakiś obraz

przez chwilę zatrzymany spojrzeniem albo przywołany przez wyobraźnię lub z pamięci. (...) Poeta stara się ogarnąć dość szeroki zakres problemów, pojawiających się zapytań, zastanowień. Jest w tych lirykach zawarta pochwała natury, jest miejsce na dialog z Bogiem, na namysł nad czasem minionym; sygnalizuje Autor swą wrażliwość na aktualne wydarzenia(...), jest i erotyk, ale nade wszystko potrzeba skupienia się na samym fenomenie istnienia, życia i jego tajemnicy... Banaszak stara się wysłowić „cud życia i tajemnicę przemijania”. Skoro o ostatnim mowa: wszystkie, dotknięte słowem refleksje i zastanowienia (...) łączy jeden wspólny motyw. Jest nim czas. Czas, który tyleż

„nas zabija”, co „jest dobry – liże nasze rany”; powoduje, że z jego upływem coraz lepiej pojmujemy dany nam dar istnienia, podejmowane wybory i popełniane w ludzkim bytowaniu błędy. (...) W jednym z wierszy poeta zresztą swego rodzaju własny program, credo poetyckie. Poezja jest tym, co: Bliżej nieokreślone niedopowiedziane nie do wyrażenia co mdląco boli co tkwi długo czego rozum nie umie wyrazić

(...) Interesujący jest w liryce Józefa Banaszaka motyw sacrum. Punktem odniesienia dla dziejących się spraw jest Stwórca. Bohater liryczny tych wierszy wciąż o Nim pamięta. To nadaje tej liryce wymiar dodatkowy, głębszy. Budząca się wiosna na przykład staje się tajemniczym misterium, przed którym należałoby uklęknąć. Sakralizacji poddana jest również przeszłość (...). W centrum tej liryki znajduje się pamięć (kategoria pamięci?) – jedynie ona ocala świat; ocala myśl o tych, co odeszli (...). Robert Mielhorski ze wstępu: Józef Banaszak Zachwycenie czasem, 2004

JÓZEF  BANASZAK Zachwycenie czasem Czas jest dobry – liże nasze rany, błądzimy – rozgrzesza nas, na wiosnę budzi kaczeńce w Wierzenicy i pszczoły wypędza z ula.

fot. Anna Lewandowska-Banaszak

ur. 1947, prof. dr hab., biolog: zoolog i ekolog. Od 1989 wykładowca na UKW w Bydgoszczy. Jako rektor WSP (1996-1999) doprowadził do przekształcenia tej Uczelni w Akademię Bydgoską. Zorganizował Instytut Biologii i Ochrony Środowiska oraz dwa kierunki studiów: biologia oraz ochrona środowiska. Liczne podróże badawcze od Wysp Fryzyjskich po Korsykę. Visiting professor na Uniwersytecie w Mons (1993). Zajmuje się problematyką zmian fauny i funkcjonowania krajobrazu rolniczego. Redaktor naczelny „Polish Journal of Entomology”. Autor i współautor około 350 prac, w tym 40 książek. Ostatnio opublikował książkę wspomnieniową Czas nie przeszedł obok. Wspomnienia przyrodnika (2008). Od kilku lat pisze wiersze. Debiutował na łamach „Akantu” w 1998. Poezje zamieszczał również w poznańskim kwartalniku „Okolice poetów”. W 2004 wydał tomik wierszy Zachwycenie czasem. Od 2002 prowadzi salon dyskusyjno-muzyczny, głównie we własnym mieszkaniu, w ramach Klubu Profesorów „Wierzenica”. Prezes Towarzystwa Przyjaciół Muzeum im. L. Wyczółkowskiego. Członek Honorowy Pol. Tow. Entomologicznego.

62

Czas nas zabija. Zatrzymał się na starej fotografii, kiedyś ... zatrzyma się dla mnie.

Było – minęło Odwiedziłem stary dom w Wierzenicy. Chodziłem po rozbitym szkle okien, w których próżno wypatrywałem rodziców. I ciotka nie stała na progu. Na zarośniętym podwórku nie grzebały kury. Żeby chociaż ogród pozostał, w którym powinny zakwitnąć narcyzy. Poszedłem nad staw, i spotkałem już inne motyle. Tylko drogą szedł ojciec. Dobrze go widziałem. Tak, my się stale spotykamy na tej fotografii. Kicin, 3 maja 2003

Noc lipcowa

Niedziela Palmowa w Wierzenicy Jedźmy do Wierzenicy. Może już zakwitły kaczeńce na łące nad Główną. Pobiegniemy ku Mechowu, pozrywamy mgły rozpostarte nad wodą, zakłócimy ptakom niedzielę. Staniemy przed dworem, Gdzie August – filozof odmawia Ojcze Nasz w Palmową Niedzielę. Jedźmy do Wierzenicy. Bydgoszcz, 16 kwietnia 2000

Pokora Pokornieję na wiosnę, gdy każesz hiacyntowi pachnąć. I przywołujesz czajkę, która koziołkuje z radości powrotu. Pokornieję, gdy uchylasz nieba, dając łąkę nad Narwią, pełną mokrych kaczeńców i wiatr grający w gałęziach wierzb.

Bydgoszcz, 1 marca 2001 Noc. Księżyc sam dyktuje wiersze. Stoisz na balkonie, zapatrzony w niemą wędrówkę Wielkiej Niedźwiedzicy. Chrabąszcz – co z wieczora wleciał do pokoju – może być z ewolucji. A gwiazdy? Kto porozwieszał gwiazdy w ciemnościach?

Tak i Nie Słowa mają moc życia i moc śmierci. Słowa stają się ciałem. Tak i Nie, jak klucze do istnienia i niebytu. 15 sierpnia 2001

Tym co odeszli Odeszli, oddali nam wszystko, swoje buty i prawdę o sobie. Odeszli na łaskę i niełaskę pamięci.

Świątynia Wróciłem ze świątyni. Jedna z jej kolumn to jesion wyniosły. Druga z jej kolumn to sosna zwyczajna. Pospołu z dębem obłoki wspierają. Czwarta i setna to graby i buki w świeżą obleczone zieleń na obrzęd odwieczny. Dołem, krętą nawą, płynie lud skupiony, zaklęty jak ja w przedwieczornej porze. Tylko putta ptaków gwar czynią o pierwszeństwo w chórze. Wróciłem znad Krutyni. Mazury, Krutyń, 2003

Inna siostra Nietzschego Jolanta Baziak, znana poetka i eseistka, podjęła w książce Nietzsche w optyce filozofów wędrówkę w poszukiwaniu sensów skrywających się w postaci i dziele Fryderyka Nietzschego. Autorka stawia pytanie: „z czego została utkana pajęczyna myśli Nietzschego” (s. 58) i sięga do prac poświęconych Nietzschemu, głównie M. Heideggera, K. Jaspersa, G. Colliego, G. Deleuze’a, a z polskich autorów Z. Kuderowicza oraz G. Grzmot-Bilskiego, filozofa i poety młodszego pokolenia. Pokazuje różne oblicza autora To rzekł Zaratustra na tle powikłanych

dziejów filozofii i kultury współczesnej. Chociaż przeważa w tej pracy ton relacjonujący, autorka stara się także formułować własne pytania, zaznaczać wątpliwości, wysuwać sugestie i dawać wyraz intuicjom. Wprowadza własne kryteria klasyfikacji interpretacyjnych ujęć Nietzschego w postaci empatii i atrakcyjności. Empatię, jak wolno sądzić, wiąże z bliskim sobie punktem widzenia, który wskazuje na dolegliwości i powikłania losu myśliciela: „Nietzsche w swoim wnętrzu podsycał dramat śmierci własnej i Boga” (s. 96). Atrakcyjność łączy z komentatorami, którzy projektowali

„tzw. system filozoficzny Nietzschego” (s. 97). Poprzez jej rozważania, a zwłaszcza kierunek poszukiwań, prześwieca pewien zarys przewodniej idei, czy koncepcji. Autorka nie ukrywa bowiem swojej fascynacji osobą i twórczością Nietzschego, wręcz duchowego z nim pokrewieństwa. Świadczy o tym wiersz Kara śmierci zamieszczony na końcu książki z dedykacją „Mojemu bratu Nietzschemu”. Książka ma swobodny, eseistyczny charakter, zaś jednym z założeń określających punkt widzenia autorki jest przekonanie – iż „to on sam [Nietzsche – M.K.S.] leży u podstaw

recepcji spuścizny w horyzoncie bliższym i dalszym” (s. 88). W tym sformułowaniu, tyleż filozoficznie dyskusyjnym co poetycko kuszącym, widać przyznanie Nietzschemu wysokiego miejsca w dziejach filozofii i kultury. Nietzsche jawi się w książce Jolanty Baziak jako ten, który „wszystkie systemy namiętnie krytykował” (s. 96), jako twórca, który promieniuje „wizjami prorockimi” (s. 96) oraz jako „ponadepokowy duch” (s. 96). Sama autorka zaś, przejęta empatią, jako inna siostra Nietzschego. Marek Kazimierz Siwiec

JOLANTA  BAZIAK Deleuze podkreśla, że autor Narodzin tragedii nie dowierzał śmierci Boga w takim sensie, w jakim nie widział w ukrzyżowaniu takiego zdarzenia, które miałoby jakikolwiek sens. Śmierci Boga jest tyle, ile możliwych sił zdolnych, by to uczynić. Bóg jest maszyną do produkcji niewolników i wolą ni‑ cości. Nadczłowiek Nietzschego miałby wyjść z perspektywy nihilizmu pytaniem: kto przekracza człowieka? Autor Nietzsche i filozofia dopatruje się u swojego przewodnika duchowego krytyki dialektyki Hegla, chrześcijaństwa jako nihilizmu, istoty ja Maxa Stirnera. Owo ja nie pozwala na zaistnienie czegokolwiek poza ja, jest jedyne i nie przewiduje Boga, który chce zawłaszczać. Nadczłowiek musi pozbyć się Boga, bowiem ten go warunkuje. Ów nad składa się z: wróżbiarza, człowieka pijawki, czarodzieja, ostatniego papieża, dwóch królów, najszpetniejszego człowieka, żebraka i jego cienia. Tylko cień w konsekwencji wędruje dalej, pozbywszy się podmiotu. Afirmatywna wartość woli mocy wyrasta z nihilizmu woli mocy, paradoksalnie ból przeistacza się w radość, nienawiść w miłość. Stadia nihilizmu – według Nietzschego – to kolejno: negatywny, reaktywny i bierny. W fazie reaktywnej człowiek zajmuje miejsce Boga, ale to ostatni już człowiek, bowiem wybiera nicość woli. Wola nicości natomiast pozostaje w fazie utajonej, by następnie dążyć do samozniszczenia. Deleuze zwraca uwagę, iż ostatni czło‑ wiek i człowiek, który chce zniknąć nie są tożsami. Rozkosz niszczenia – po dionizyjsku – to bardzo konkretne zadanie, wytworzenie nadczłowieka zdolnego do nadmiaru życia. Totalne zniszczenie starych wartości jest jedyną możliwą drogą do takiej kreacji. Destrukcja polega na przewartościowaniu, na konwersji sił negatywnych w afirmatywne. Stąd Zaratustra

i jego tak ma zastąpić Stwórcę i jego nie zawarte w Dekalogu. Autor Ecce homo z pełną premedytacją nazywa siebie Antychrystem sądząc, iż odsłania negatywność tego, co pozytywne. (…) Deleuze ponadto twierdzi, że interpretacja Heideggera nie podniosła tej krytyki, ponieważ nie było zamiarem autora Narodzin tragedii chwytywanie fundamentu w byciu (Byciu), a w ocenie z punktu widzenia rozkoszującej się różnicą woli mocy; przy czym byt jest już całą afirmacją (afirmacją afirmacji). W cyklach wiecznego powrotu ginie to, co negatywne. Zabity Bóg nie uleczy człowieka. Tenże po zajęciu miejsca Boga przejął jego obowiązki i ciężary. Dopiero przewartościowanie resentymentu, czyli podwójna afirmacja w wiecznym powrocie nada radosny sens śmierci Boga. Kim jest Zaratu‑ stra? – Jest przodkiem Nadczłowieka, Dionizos natomiast jest zasadą nieuwarunkowaną. Nietzsche – zdaniem krytyka – zmierza do prawdziwej wolności, bez uwarunkowań religijnych, społecznych i politycznych. Można przypuszczać, że winą Boga jest nie tylko jego litość, ale też błąd w stworzeniu człowieka istotą śmiertelną. W takim razie śmierć Chrystusa byłaby jedynie człowiecza dla Nietzschego, wtórna, a cała tajemnica chrystologiczna – bezzasadna. (…) Jak to się stało, że ta niespójna filozofia czy raczej sztuka znalazła tak entuzjastycznego apologetę? Wydaje się, że filozofowanie Nietzschego było swoistym projektem, przywdziewaniem kolejnych masek, co stało się powodem jego obsesji. W konsekwencji doprowadziło autora Ecce homo do rozpadu osobowości, bowiem – jak słusznie zauważył Bataille – takie niebezpieczeństwa czyhają na podróżników do krainy nicości, „do kresu możliwości człowieka”.

ur. 1956 w Toruniu. Ukończyła UAM w Poznaniu. Doktorantka filologii polskiej w UKW w Bydgoszczy. Poetka, eseistka, publicystka, animator kultury, plastyk. Debiut medialny w 1974 w Polskim Radio, książkowy w 1991. Opublikowała tomy: Strefa pomylonych (1991), Wielbłądzica (1995), Daleka Wenus (1996), Bezdomni w ciałach (1999), Ziemia zawsze Święta – notatki z Egiptu i Izraela (1998, proza), Pół szyby światła (2000), Pasje i niepokoje Simone Weil (2001, proza), Wiersze wybrane, (2001), Ziemia początku (2002, proza), Coś istnienia (2003), Przekłady i wiersze nowe (2004), Trudne modlitwy (2006), Nietzsche w optyce filozofów (2008, proza), Wyspa, chwila (2009). Członek SPP i ZAiKS. Laureatka nagrody im. R. Milczewskiego-Bruno w Poznaniu (2000), XXII Międzynarodowego Listopada Poetyckiego (2000), bydgoskiej „Strzały Łuczniczki” za najlepszą książkę roku 2006. Redaktor Instytutu Wydawniczego „Świadectwo”, redaktor naczelna Miesięcznika Literackiego „Akant”. W 2004 otrzymała Srebrny Krzyż Zasługi, a w 2008 odznaczenie Zasłużony dla Kultury Polskiej.

z: Nietzsche w optyce filozofów, „Świadectwo” Bydgoszcz 2008, wyd. II

63

Doświadczenie łaski Twórczość plastyczna Grzegorza Bednarskiego przypomina literacki dziennik. Złączone wspólnym tematem obrazy, niczym zapiski w pamiętniku podróży, układają się w intymną opowieść. Artysta, skupiając poszczególne płótna w cykle, próbuje odnaleźć wspólne źródło inspiracji swoich malarskich impresji. Refleksje i myśli nieśmiało zarysowujące się w pojedynczych pracach, w serii płócien scalonych jednym tytułem, nabierają wyrazistości. Bednarski, niczym poeta układający swoje utwory w książkę, próbuje przywołać i „odtworzyć” dylematy

i rozterki towarzyszące procesowi twórczemu. Zestawiając pozornie bardzo różne od siebie płótna, badawczo spogląda we własne wnętrze. Stara się uchwycić i nazwać tkwiące gdzieś głęboko w ludzkiej naturze emocje i namiętności. Szczególną rolę w tej intymnej podróży odgrywa, dzielący poszczególne płótna, fizyczny dystans. Rozpościerająca się pomiędzy tworzącymi serie obrazami przestrzeń, w pierwszej chwili niezauważalna lecz rosnąca wraz z wczytywaniem się w dzieło, zdaje się być wypełniona bardzo bliską obecnością narratora. Jest miejscem dialogu, „obszarem scalającym”,

gdzie rodzi się refleksja i wyznanie. (...) Krakowski malarz z pełną premedytacją odziera świat materii z zewnętrznej zasłony zmysłowego piękna. Mękom bohaterów jego płócien nie towarzyszy patos greckich tragedii. Widz spogląda na całe okrucieństwo i obojętność świata materii. Nie przeżywa katharsis – duchowego oczyszczenia, doświadcza tylko własnej ułomnej cielesności. Ukrzyżowanie – okrutna śmierć, staje się wyrazem ludzkiego upadku i hańby. Artysta w dziele sztuki szuka autentyzmu, jak by powiedział Heidegger, prawdy bycia. Piękno, które przysłania cierpie-

nie i śmierć stanowi dla niego rażący fałsz. Staje się iluzją, podobnie jak rozpacz przemieniona w artyzm dzieła sztuki, w piękno tragiczne. Bednarski piętnuje prześladujące współczesnego człowieka zatrwożenie o własne ciało. Nie szuka ucieczki i usprawiedliwienia w krainie estetycznego piękna. Demaskując własną ułomność, wybiera męstwo w miejsce trwogi, łaskę zamiast fatum. Nie eliminuje śmierci, jednak wypełnia ciało sensem, obietnicą zbawienia. Wolność, przywilej ducha, staje się przywilejem ciała. (...) Mateusz Soliński

GRZEGORZ  BEDNARSKI 1

ur. 1954 w Bydgoszczy. Absolwent tutejszego PLSP. W latach 19751980 studiował na Wydziale Malarstwa ASP w Krakowie; dyplom w pracowni prof. J. Szancenbacha uzyskał w 1980. Od tegoż roku pracuje na Wydziale Malarstwa ASP w Krakowie, obecnie jako profesor prowadzi tam pracownię malarstwa. W latach 1981-1990 brał udział w Ruchu Kultury Niezależnej. Przygotował kilkadziesiąt indywidualnych wystaw malarstwa i rysunku. Brał udział w wielu wystawach zbiorowych w kraju i zagranicą.

3

2

4

5

6

1 – Płonące groby, pastel, 50×70 cm, 1997, 2 – Ugolino, pastel, 23×31,5 cm, 1993 3 – Spadnie, pastel, 37,5×50 cm, 1994, 4 – Figura, rysunek tuszem, 21,5×29,5 cm, 1996 5 – Figura, rysunek tuszem, 21,5×29,5 cm, 1996, 6 – Co się w kłąb zwinął, pastel, 17,6×46,6 cm, 1999

64

W czasach, w których wszyscy mogą wykonywać setki zdjęć, warto pamiętać o podstawowych zasadach poprawnej fotografii. Fotografowanie zatrzymuje w przestrzeni tego, który naciska migawkę. Następnie to działanie powinno objawić się obrazem, który zadziwia i porusza oglądającego. FOTOGRAFIA to: – światło i cień – niepowtarzalny moment – interesujące miejsce – niezwykły kadr

(...) Myślę, że każda mała ojczyzna tworzy niepowtarzalny klimat i dlatego warto w odpowiednim miejscu i we właściwym czasie nacisnąć migawkę. Krystyna Berndt katalog wystawy Odchodząca Europa – Białostocczyzna, 2006

Moje wystawy są efektem zabawy w poszukiwanie i w odczytywanie wędrujących motywów i symboli kulturowych. W klatkach fotograficznych utrwalam wizualne konteksty współczesności. Pojawiają się w nich odbite

albo przetworzone znaki kulturowe. Zostały one zarejestrowane w miejscach, które jedynie mijałam i w takich, gdzie zatrzymywałam się na dłużej. (...) Otacza nas postmodernistyczny miszmasz. Poruszamy się po globalnej wiosce Sztuka, media, a przede wszystkim codzienność i ściany miast zagęszczone są wędrującymi w kulturze odległymi znakami i symbolami. Zatracone zostały granice między sacrum a profanum, między sztuką wyższą a kiczem. W klatkach zostało zarejestrowane to, co uchwyciłam prost�� lustrzanką. Proponowane

zdjęcia mogłam skomponować nie zatrzymując się nigdzie, nie mijając ludzi i miast. Wystarczyłaby zabawa w komputerze Jednak moja fotografia to pielgrzymowanie w celu zrozumienia tego świata. I właśnie ten cel wprowadza w postmodernistyczny miszmasz zbawienną chwilę refleksji nad tym, czy można prawdziwą sztukę oddzielić od kiczu i czy jeszcze gdziekolwiek znajdziemy metafizyczne okruchy. Krystyna Berndt z wystawy Co jest grane?..., styczeń 2009

KRYSTYNA  BERNDT 1

2

fot. Andrzej Maziec

3

4

5

6

polonistka, teatrolog, dziennikarka zajmująca się dziedzictwem kulturowym, mniejszościami etnicznymi i etnograficznymi. Autorka wielu wystaw indywidualnych. Brała również udział w wielu ekspozycjach m.in. w Bydgoszczy, Krakowie, Warszawie, Wiźnie. Realizatorka filmów dokumentalnych o tematyce podlaskiej, w tym nagrodzonego Wioska z pamięci i ze słuchu i Wołkow. Animatorka warsztatów teatralnych i dziennikarskich w zakresie dziedzictwa kulturowego.

1 – Synagoga, Giełczyn, 2 – bez tytułu, 3 – Okno, Ozierany Małe, 4 – Za stodołą, Plebanowo 5 – Czuczyło na wrany, Szudziałowo, 6 – Krajobraz, Grądy Woniecko, fotografie z lat 2001-2007

65

Adam Bezwiński (...) należy w Polsce do grona znanych historyków rosyjskiej literatury, myśli społeczno-filozoficznej oraz religijnej. Jego prace funkcjonują w obiegu naukowym od lat siedemdziesiątych. Stanowią wyraz zainteresowań badacza historią literatury jako komponentem historii idei. Zajmując się rosyjską myślą romantyczną, słowianofilstwem oraz przejawami życia kulturalnego i religijnego wieków dawnych, głównie zaś XIX, znalazł się w kręgu oddziaływań warsztatowych czołowych naszych specjalistów w tej dziedzinie, nade wszystko: Andrzeja Walickiego, Ryszarda Łużnego i Ryszarda Przybylskiego. Mają tedy najważniejsze prace prof. Bezwińskiego charakter

interdyscyplinarny, dotyczą pogranicza literatury i historii, literatury i kultury, literatury i filozofii, literatury i religii. Na pograniczu dyscyplin lokują się jego publikacje dotyczące związków literackich polsko-rosyjskich. prof. Telesfor Poźniak, UW Moment ostatni (…), to jego ukształtowana w toku długiej (…), ale pełnej konsekwencji i logiki rozwojowej ewolucji postawa ideowa i moralna, znajdująca swoje wartościowe odbicie tak w postępowaniu, zachowaniu się i wypowiedziach (…) jako nauczyciela akademickiego-wychowawcy, jak i w jego zaangażowaniach i aktywności nauko-

wej, a także społeczno-kulturalnej w okresie lat 80. – początku lat 90., zwłaszcza jednak w latach stanu wojennego i w czasie po delegalizacji ruchu związkowo-społecznego „Solidarność”, kiedy rozwinęły się szeroko inicjatywy kulturalne oraz naukowoupowszechnieniowe inspirowane przez inteligencję katolicką oraz działania duszpastersko-edukacyjne Kościoła. Ma więc prof. Adam Bezwiński swój wkład wymierny a wartościowy, liczący się, w te istotne przemiany ideowe, światopoglądowe, metodologiczne, jakie ogarnęły (…) rusycystyczną i ruthenistyczną część polskiego słowianoznawstwa. prof. Ryszard Łużny, UJ, PAU

Badania nad romantyzmem rosyjskim też świadczą o szerokich zainteresowaniach naukowych Adama Bezwińskiego. Dotyczą one zarówno wielu twórców tej epoki (…), jak też różnych gatunków literackich (poezja liryczna, dramaturgia, nowelistyka romantyczna, list filozoficzny, artykuły krytycznoliterackie i in.) i wreszcie rosyjskiej myśli religijnej oraz różnych kierunków ówczesnej rosyjskiej myśli historiozoficznej i jej związków z niemiecką filozofią idealistyczną. (...) prof. Jan Orłowski, UMCS

ADAM  BEZWIŃSKI

fot. Jan Kaja

ur. 1941, prof. zw. dr hab., studiował w Krakowie – doktorat i habilitacja w UJ. Od 1988 był profesorem w UMK w Toruniu na Wydziale Humanistycznym, gdzie zorganizował Instytut Filologii Słowiańskiej. Od kilku lat jest zatrudniony w UKW w Bydgoszczy. Autor kilku monografii, a także ponad 120 innych prac opartych na badaniach własnych. Uczestnik ponad 50 konferencji i kongresów naukowych, organizator 12 konferencji. Zajmuje się literaturą rosyjską doby romantyzmu, twórczością Puszkina, refleksją teoretyczną na temat relacji pomiędzy światopoglądami a ich realizacją estetyczną, poetycką. Podejmuje tematy związane z rosyjską myślą religijną i ekumeniczną XIX oraz XX w., stanem współczesnego prawosławia w Rosji, polsko-rosyjskimi spotkaniami na płaszczyźnie idei i polityki, Rusią i Rosją jako swoistą ikoną prawosławia. Prowadzi studia nad dziedzictwem antyku i Bizancjum w kulturze rosyjskiej. Członek Komitetu Słowianoznawstwa PAN. Redaktor naczelny kwartalnika PAN „Slavia Orientalis”. W 2000 otrzymał tytuł Współpracownika Komisji Kultury Słowian PAU. Ekspert Państwowej Komisji Akredytacyjnej. Współpracuje z Filharmonią Pomorską przy organizacji Kongresów Naukowych Musica Antiqua Europae Orientalis.

66

(…) Jednak spojrzenie Czaadajewa

pozioma architektura jest rzeczą laicką.

na starożytność, jej ocena, w końcowym

Natomiast styl egipski i gotycki to nie

rezultacie nie jest absolutnym odrzuce-

tylko monument, lecz również myśl, dą-

niem. W krótkiej wypowiedzi zatytuło-

żenie do nieba, odwołanie się do potrzeb

wanej „O architekturze” (…), myśliciel

duchowych człowieka; ta architektura

odwołuje się do piękna starożytności,

jest święta, niebiańska. Takie spojrzenie

które znalazło swój wyraz we wznoszo-

na style architektoniczne jest częścią

nych budowlach. Interesują go „fizjono-

idei religijnej myśliciela, który stwierdza,

mie”, duch, idea wewnętrzna architek-

że w tych trzech epokach mieści się „cała

tury, jak to ujmuje, w różnych kulturach

historia myśli ludzkiej, rwąca się naprzód

i epokach. Pytanie najważniejsze, jakie

do nieba w swej dziewiczej naturze

stawia, jest następujące: skąd bierze się

(Egipt), potem pełzająca po ziemi w sta-

podobieństwo między różnymi fazami

nie zepsucia (Grecja), i znów wznoszona

rozwojowymi sztuki, mimo iż czasami

ku niebu wszechpotężną ręką Zbawicie-

dzieli je trzydzieści wieków? Sądzi, że tak

la świata (gotyk)”.

jest w przypadku architektury egipskiej

Czaadajew niezmiernie wysoko oce-

i germańskiej, „nazywanej pospolicie go-

nia piękno starożytnego Egiptu i piękno

tycką”. Według niego, podstawową figurą

gotyku jako kierujące myśl człowieka

geometryczną, wspólną dla architektu-

ku Bogu. Lokuje je na dwóch krańcach

ry staroegipskiej i gotyckiej, jest trójkąt.

drogi, jaką przebyła ludzkość, dostrzega

Obydwie łączy również przebieg linii, bo-

tożsamość między myślą u początków

wiem dla stylów architektonicznych Egip-

człowieka a myślą określającą jego los

tu i Północy właściwe są linie pionowe.

ostateczny. (…) W jego przekonaniu naj-

W architekturze helleńskiej natomiast,

piękniejsza świątynia grecka nie mówi

linie przebiegają poziomo. Przebieg tych

nic o niebie, zaś jej piękne proporcje

linii uznaje Czaadajew za antytezę, której

służą tylko temu, aby człowiek jeszcze

następstwa określają charakter, ducha

bardziej rozsmakował się w ziemskich

architektury. W stylu greckim, i zbliżo-

rozkoszach.

nych do niego, odnajduje się umiłowanie ziemi i radości ziemskich, odnajduje się mieszkanie i dom; ten styl odwołuje się do potrzeb materialnych człowieka, ta

Myśli o pięknie Piotra Czaadajewa, [w:] Kultura rosyjska w ojczyźnie i diasporze. Księga dedykowana profesorowi Lucjanowi Suchankowi, Kraków 2007, s. 331-340.

(...) Patrząc na obrazy Anny Bochenek byłem absolutnie przekonany o ich autentyczności i sile sprawczej, a mianowicie o aktywności i emanacji tego rodzaju żywej energii, której smak i duchowy powiew możliwy jest do uświadomienia sobie zaledwie dzięki mglistemu przeczuciu, jak gdyby siódmym zmysłem, instynktem o magicznej, a nawet metafizycznej wrażliwości. (...) Obrazy Anny Bochenek malowane są w jakimś zauroczeniu i specjalnym stanie skupienia, w poetyckiej atmosferze zachwytu.

W moim odbiorze są to magiczne pejzaże wewnętrzne; w strukturze malarskiego języka na plan pierwszy wybijają się: kolor, zróżnicowana materia oraz operowanie syntetycznym znakiem i rytmami geometrycznych form. U źródeł sprawczej inspiracji leży pierwotny i czysty zachwyt nad światem. Mamy tu do czynienia z urokliwą tajemnicą, której kontemplowanie i smakowanie daje zarówno zmysłową jak i duchową satysfakcję. Stanisław Tabisz

Malarstwo Anny Bochenek płynie harmonijnym nurtem światła, koloru i kształtów. Jest ciągłą wariacją poszukiwania prapoczątku. Tematem zaś poszukiwań artystycznych jest szeroko rozumiana natura. To w ten świat odbywa ciągłą podróż, w nim się gubi ale i odnajduje, w nim szuka ostatecznej wersji wyrażania się, szuka symbolu natury zakodowanej w obraz, w którym każdy może się przejrzeć i zatrzymać. (…) Prace Anny Bochenek nie są ilustracją zda-

rzeń czy ewolucjonizmu przyrody, lecz są pielgrzymowaniem – ciągłym krążeniem nad środkiem, nad źródłem, wiecznym powtarzaniem tej samej drogi. Linearne pojęcie czasu zastępuje pojęcie trwania. W swoich płótnach unika wyraźnego podziału na plany, ostrego modelunku czy uwypuklonego wizerunku. W dwuwymiarowości płótna szuka takiej przestrzeni, w której bezpiecznie może się odnaleźć. Marek Szary

ANNA  BOCHENEK 1

3

2

4

5

ur. 1964 w Toruniu, artystka malarka, doktor sztuk plastycznych. Studiowała na Wydziale Sztuk Pięknych UMK. Adiunkt na Uniwersytecie Technologiczno-Przyrodniczym w Bydgoszczy, gdzie prowadzi pracownię malarstwa na kierunku wzornictwo. Pedagog, realizujący nowatorskie programy edukacyjne z dziećmi i młodzieżą. Laureatka odznaczeń państwowych za pedagogiczną działalność społeczną. Autorka 22 wystaw indywidualnych. Brała udział w kilkudziesięciu wystawach zbiorowych malarstwa w kraju oraz w Niemczech, Danii, Holandii, Japonii i Wielkiej Brytanii. Otrzymała liczne nagrody w konkursach malarskich. Jej prace znajdują się w zbiorach Muzeum Okręgowego w Toruniu, Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu, Fundacji Malarstwa Polskiego w Lesku, Fundacji Polsko-Japońskiej im. Miyauchi oraz zbiorach prywatnych w Belgii, Holandii, Rosji, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Francji, Kanadzie, USA i Australii.

1 – Żywokrąg, akryl, olej, płótno, 80×100 cm, 2008, 2 – Wodny motyl, akryl, olej, płótno, 65×81 cm, 2008 3 – Ławica, akryl, olej, płótno, 80×60 cm, 2008, 4 – Kolebka, akryl, olej, płótno, 81×65 cm, 2008 5 – Kobierzec, akryl, olej, płótno, 116×89 cm, 2008

67

Bibliografia prac poświęconych Edycie Stein – prac źródłowych, esejów – jest bardzo bogata. Książka ks. Witolda Broniewskiego wpisuje się do działu bardzo dobrych esejów poświęconych Edycie Stein i jej roli w kulturze europejskiej. (...) Zbiór ten zasługuje na szczególną uwagę ze względu na temat: Edyta Stein, patronka Europy. Jej świadectwo ma wielkie znaczenie dla odnowienia, pogłębienia i ożywienia współczesnej kultury, jest to świadectwo wielkiej osobowości, pełne głęboko ludzkich i chrześcijańskich treści; świadectwo dobroci, przyjaźni i solidarności;

świadectwo myślicielki poszukującej prawdy, nauczycielki i wychowawczyni, a na koniec świadectwo męczennicy. Autor pisze: Oczywiście świadectwo jej życia i świadectwo oddania życia «nie spadły z nieba». Wyrastało z jej osobowości – z tym oczywiście, że ta osobowość ulegała głębokim przemianom. U podstaw tej przemiany są wielkie wybory życiowe, jej prawość w poszukiwaniu prawdy o sobie, o świecie, o Bogu. Taka postawa sprawiła, że Edyta Stein dokonywała – jak mówi autor – swych wszelkich wyborów życiowych w prawdzie swego pierwotnego doświadczenia. Jej osobi-

ste odczytywanie sensu świata – sensu swego osobistego powołania życiowego – rozpoczęło się nie od ucieczki od współczesnego świata, nie od potępień i kasandrycznych narzekań na kulturę, lecz od podziwu i wdzięczności wobec świata, wobec przeszłości kultury. Wszelkie wielkie wybory historyczne siłą rzeczy rozpoczynają się od ustosunkowania się do zastanego dziedzictwa duchowego. Dziś wielu ludzi w Europie wyrzeka się chrystianizmu, zdaje się panować agnostycyzm i ateizm. Ale czy to już wystarczający powód, żeby głosić upadek chrześcijaństwa i popadać w pesymistyczne

nastroje? W takiej sytuacji trzeba odważnie dawać świadectwo wiary, szukać prawdy i prowadzić dialog z ludźmi, zwłaszcza tymi, którzy są zatroskani o podstawowe wartości. Wiele też rzeczy trzeba krytycznie przemyśleć, a zwłaszcza na nowo przemyśleć drogi wiary i szukać odrodzenia się człowieka. (...) Książka ks. Broniewskiego pokazuje, ile świateł płynie z osobowości Edyty Stein, z jej pism filozoficznych i religijnych. Edyta Stein jest naprawdę mądrą i twórczą patronką Europy. ks. Antoni Siemianowski

ks. WITOLD  BRONIEWSKI Odnowa estetyczna czyli pogłębione odkrycie piękna Czy odnowa estetyczna również ma do czynienia z doświadczeniem pierwotnym?

fot. Jacek Soliński

ur. 1935 w Lubaszu. Od 1951 przebywa na emigracji. Ukończył filozofię i teologię na uniwersytecie gregoriańskim (Gregoriana) w Rzymie. Ksiądz katolicki, profesor, animator kultury, dobry duch polskiej diaspory w Niemczech. Pisarz, wykładowca na uczelniach we Włoszech Francji i Stanach Zjednoczonych, a ostatnio w Stuttgarcie. Wieloletni przewodniczący Polskiego Stowarzyszenia Kulturalnego w Badenii Wirtembergii. Organizator wielu wystaw, koncertów, spotkań autorskich – także w Polsce. Pomysłodawca Stowarzyszenia Kolekcji Polskiej Sztuki Współczesnej, nazwanej „watykańską”. Pomysłodawca i inicjator wystawy plastycznej Hommage á Edith Stein. Przed trzema laty podczas otwarcia tej wystawy w Bydgoszczy zainicjował obchodzony w trakcie corocznego Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej – Dzień Dialogu pomiędzy narodami: polskim, żydowskim, niemieckim i holenderskim. Inicjator trwającej od 1995 akcji stawiania żłóbków bożonarodzeniowych w różnych krajach Europy. W 2005 ukazała się jego książka Edyta Stein obecna i bliska, a w 2006 Szkice o człowieku oraz Poszukując Betlejem.

68

Doświadczanie piękna wpisuje się w głębokie doświadczanie źródłowe względnie pierwotne. Trzeba stwierdzić, że podobnie jak żadna inna wartość tak i piękno (przyrody) nie występuje w oderwaniu od innych wartości. Współistnieje w ścisłej łączności z wielorakim uładzeniem (porządkami) przyrody, a często też z życiem. Nadto, rzecz jasna, piękno przyrody nie byłoby sobą bez związania z jakąś istotą oraz z aktem istnienia. Stąd to doświadczanie piękna świata oznacza współdoświadczanie piękna zespolonego z innymi wartościami. To doświadczanie również dlatego jest pierwotne, źródłowe, gdyż piękno przyrody – nie inaczej niż piękno własnego ciała – jednostka zastaje, „praznajduje” – nie mając w powstaniu żadnego sprawczego udziału. Zastaje je też człowiek bez żadnych uprzednich zasług w tym względzie. Pięknu przyrody znajdowanemu i doświadczanemu przez człowieka przysługuje w stopniu wybitnym znamię daru (darmo otrzymanego). Nadto praznajdywane piękno o wiele bardziej i łatwiej niż inne wartości zachwyca, zadziwia, olśniewa – wywołując w doświadczającym miłujące upodobanie. W stopniu nieprzeciętnym znajduje się – jako cel sam w sobie – poza obiegiem użyteczności i korzyści. Piękno w zasadzie do niczego się nie nadaje i po to tylko istnieje, aby się podobało i zachwycało. Chyba nie ma innej wartości, która z taką łatwością, tak „samorzutnie” rodzi kontemplację. Nie wymaga żadnego uczenia się, żadnych przygotowań, zdobywania sprawności intelektualnych. W wypadku piękna sztuki sprawa odbioru jest często o wiele trudniejsza. Różne żądze, zawładnięcia, przywłaszczenia sobie, „spieniężenia” w każdym razie zaburzają odbiór piękna. Piękno przyrody – może jak nic innego na świecie – uczy bezinteresowności, jakby swoistej „miłości platonicznej”. W tym sensie wymaga pewnego oczyszczenia, wyzwolenia

z zachłanności czy „zaborczości”. Już te skrótowe spostrzeżenia pokazują, że bezinteresowne kontemplowanie piękna przyrody staje się szkołą uczuć i zaprasza do zdobywania kultury uczuć. Nie tylko dobro moralne „zniewala” , ujmuje, wzrusza, podnosi, oczyszcza, zadziwia, wzbudza podziw, uznanie, miłujące upodobanie. Coś podobnego przysługuje również pięknu. Wszakże w odróżnieniu od dobra moralnego piękno nie niesie zobowiązań do postępowania. Co najwyżej jakby wypowiada zakaz niszczenia oraz jakby nakłania do uszanowania i pewnego uczczenia siebie. Ale chociaż niczego nie „egzekwuje”, to przecież może potężnie przyciągać i wprawiać w odpowiednie stany duszy. Uzupełnijmy jeszcze, że piękno może, że tak powiem, zawierać przymierze z potężnymi żywiołami np. ze szczytami skalistymi, pustynią, puszczą, morzem, gwiaździstym niebem. Nie ulega wątpliwości, iż piękno przyrody może potężnie oddziaływać na ducha ludzkiego. Jak wpływało to często na tworzenie piękna sztuki, powszechnie wiadomo. Oczy przywykłe do kontemplowania piękna przyrody chyba lepiej są przygotowane do odbioru piękna sztuki. Sądzę, że nawet te zrębowe uwagi pozwalają na stwierdzenie, że zakorzenienie w źródłowym doświadczeniu pierwotnym może się przyczynić dobitnie do ubogacenia i pogłębienia nie tylko twórczości artystycznej, ale i do odbioru piękna – w przyrodzie nie mniej niż w sztuce. Zarysowująca się tutaj możliwość odnowy pełniejszego obcowania z pięknem – jako część odnowy mocą wartości w ogóle – może oddziaływać dobroczynnie na pełniejszy rozwój osobowości, na dojrzewanie kultury osobistej (choćby osobistej kultury uczuć), wreszcie na odrodzenie kultury pod względem wielostronności i właściwszych proporcji zachodzących pomiędzy poszczególnymi dziedzinami ducha. Zapoznawanie, lekceważenie piękna ani jednostce, ani kulturze na dobre nie wychodzi. Edyta Stein obecna i bliska, s. 77-79, Toruń 2007

(...) Akt twórczy w pracach Candera przeobraża się w wyznanie malarza poety, ta wizja ma swój wyczuwalny powab, przeniesiona na widza w nim znajduje dalszy ciąg – czas przemiany – w którym wewnętrzny świat staje się widzialny, sensualizm zostaje przeniknięty duchem twórczej kreacji. Jest u Candera kilka obrazów, które wciąż „powracają” lekko tylko zmieniane, jakby przechodziły metamorfozę. Motywy wielokrotne powtarzane intrygują, bo zawsze pojawia się w nich coś nieprzewidzianego. (...) Można przypuszczać, iż w tym tak często podejmowanym cyklu działań

– studiów nad samym sobą – chodziło o coś jeszcze innego, o ideę motywu „w drodze”, którego tak naprawdę nie można skończyć, bo on wciąż wymaga kolejnych wersji. (...) Niezależnie czy jest to „tylko” nostalgiczny pejzaż, niepozorna martwa natura czy scena operowa, zawsze całość kompozycji stanowi misternie uformowaną opowieść. Dominujące akcenty konstrukcji obrazu tworzą rytm, w którym gry form wzajemnie się równoważą. Kolorystyczna esencjonalność kompozycji jest jak żywioł przyrody, w którym każdy element współtworzy siłę wyrazu. (...)

Tchnąca z tych prac poetycka radość życia wyłania się z naturalnej urody świata. Rytm widzenia jest tu pochodną rytmu rozumienia; zachwyt nad naturą stworzoną przeistacza się w metaforę. Artysta jawi się jako stary mistrz w nowych czasach. (...) Krzysztof Cander rozwijał w swojej malarskiej samotni marzenie o świecie, który ma trwać wiecznie, otwierając tym samym przed widzem nową jakość – wymiar, w którym wyobraźnia obcuje z dążeniem do tego, co nieosiągalne. Spotykamy się tu ze światem wyobraźni, z powszedniością wyimaginowaną – „świętą”,

z wizją świata stworzonego bez skazy, z obrazem idei świata, do którego pragniemy zmierzać, świata dobra i niewzruszonego piękna, gdzie rzeczywistość będzie doskonała. Pragnienie piękna rozpościera się w tym ujęciu między racjonalizmem a soteriologią. Piękno jest bowiem poniekąd widzialnością dobra tak jak dobro jest metafizycznym warunkiem piękna (Jan Paweł II), dlatego rytm świata widzialnego może wprowadzać otwarte umysły w piękno świata duchowego. Jacek Soliński w Krzysztof Cander, Rytm świata, Bydgoszcz 2007

KRZYSZTOF  CANDER 1

2

3

4

5

6

1 – Pejzaż przemysłowy z cyklu „Celuloza we Włocławku”, olej, płyta, 33,3×47,4 cm, 1966, 2 – Zjazd, olej, sklejka, 25×39,6 cm, 1969 3 – Pejzaż z krowami, tempera klasyczna, płótno, 60×55 cm, 1975, 4 – Pejzaż zimowy, tempera, płyta pilśniowa, 34×40 cm, 1974 5 – Zagroda II, tempera, płótno, 55,5×60 cm, 1975 , 6 – Pejzaż z Cimpulung, tempera, deska, 37×40 cm, 1974 fot. Wojciech Woźniak, obrazy z Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy

ur. 1936 w Ostrowie Wielkopolskim, zm. 2006 w Bydgoszczy. Absolwent PLSP w Poznaniu oraz PWSSP w Gdańsku. Dyplom z wyróżnieniem w zakresie malarstwa w pracowni prof. St. Borysowskiego otrzymał w 1963. W 1978 zamieszkał z rodziną w Bydgoszczy. W 1981 podjął pracę jako wykładowca w zakładzie malarstwa na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu. Cztery lata później uzyskał tytuł docenta macierzystej uczelni w Gdańsku oraz powierzono mu zorganizowanie zakładu rysunku na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu. W grudniu 1990 otrzymał nominację na stanowisko profesora nadzwyczajnego. Na uczelni toruńskiej pracował do 2006. Autor kilkudziesięciu wystaw indywidualnych oraz uczestnik wielu wystaw zbiorowych w kraju i zagranicą. Laureat wielu nagród i wyróżnień, otrzymał m.in.: Złoty Krzyż Zasługi za działalność w zakresie malarstwa (1989), Kawalerski Krzyż Orderu Odrodzenia Polski (2005), Medal im. J. Sulimy-Kamińskiego za całokształt twórczości artystycznej. Prace artysty znajdują w wielu zbiorach muzealnych w kraju oraz licznych kolekcjach prywatnych na całym świecie.

69

(…) Prace Michała Candera są zapisem zarówno intere­sującej ewolucji artystycznej autora, świadectwem jego estetycznych preferencji jak i, co może najważniejsze, ilustracją jego malarskiej świadomości, świadomości mocno zakorzenionej w tradycji, a jednocześnie poszukującej nowych możli­ wości plastycznego wyrazu. Próba identyfikacji tych wpływów jest w przypadku malarstwa Candera zadaniem nietrudnym, ponieważ nie ukrywa on ani fascy­nacji geometryczną dyscypliną wczesnego renesan-

su (Piero delia Francesca), ani akademicką precyzją rysunku (Henryk Siemiradzki), ani malarzami kręgu monachijskiego (Aleksander Gierymski, Józef Brandt), ani też, poprzez specy­ficzne uwrażliwienie na kolor i akcentowanie gry światła, impresjonizmem. Inte­resujący jest tu już sam sposób obecności tych, tak przecież wielu i tak różnych, konwencji artystycznych. Mimo podziwu dla perfekcji dawnych mistrzów, mimo że Cander czasem powtarza lub cytuje ich konkretne prace, nigdy nie pozwala

sobie na dosłowność. W swych realizacjach pozostawia zawsze ślad własnych przemyśleń, własny „charakter pisma”, nieodmiennie wskazujący na twórczą postawę wobec tradycji. Jest tu ona bowiem traktowana nie tylko jako inwen­tarz artystycznych wzorów, ale też jako sposobność do rozważenia i rozwiązania określonych problemów plastycznych. W tym sensie twórczość Candera przypomina twórczy dialog, dialog, który nacechowany jest szacunkiem dla partnera, co skutkuje nie ograniczeniem, a wprost

przeciwnie: wyzwala wyobraźnię, uzmysławiając jednocześnie niezmiernie istotną rolę przeszłości jako obszaru artystycznie żywego i inspirującego. (…) Sztuka Michała Candera, jej wizualna intensywność i, chciałoby się rzec, atrakcyjność, nie ma w sobie niczego przypadkowego; jest efektem dokładności, rzetelności, dyscypliny, konsekwencją długiej, świadomej pracy, świadczącej o artystycznej dojrzałości i odpowiedzialności malarza. Piotr Siemaszko

MICHAŁ  CANDER 1

ur. 1963 w Grudziądzu. Absolwent PLSP w Bydgoszczy. W latach 1983-1988 studiował na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu – specjalizacja z malarstwa w pracowni prof. J. Kaczmarskiego. Studia ukończył z wyróżnieniem. Zajmuje się malarstwem, grafiką wydawniczą i projektowaniem wnętrz. W latach 1989 i 1991 był stypendystą MKiS, a w 1990 Wojewody Bydgoskiego. Wiceprezes Zarządu Okręgu ZPAP w Bydgoszczy w latach 1990-1992. Od 2005 członek zarządu Bydgoskiego Stowarzyszenia Artystycznego. Autor 14 wystaw indywidualnych i uczestnik wielu wystaw zbiorowych w kraju i zagranicą. Jego prace znajdują się w zbiorach muzeów we Włocławku i Grudziądzu, a także w BWA w Bydgoszczy, AMU Center w Kopenhadze oraz w wielu zbiorach prywatnych w kraju i zagranicą (USA, Niemcy, Wielka Brytania, Finlandia, Austria, Włochy, Francja, Japonia).

3

5

2

4

6

1 – U schyłku wiosny na początku lata I, olej na płótnie, 37×46 cm, 2002, 2 – Ptactwa tłum niesforny III, olej na płótnie, 92×73 cm, 2001 3 – Procesja, olej na płótnie, 100×105 cm, 1997/98, 4 – Pod światło I, olej na płótnie, 54×73 cm, 1996 5 – Plaża IX, olej na płótnie, 65×80 cm, 2007, 6 – Mariola w kuchni w Starej Rzece II, olej na płótnie, 33×38 cm, 2007

70

(...) Twórcza właściwość dokonań i działań Chmielewskiego i kolegów polega na tym, że konstruując czystą i logiczną strukturę formalną, ukierunkowują jej oddziaływanie nie ku rzeczom „jasnym”, a właśnie ku „ciemnym”. Jakby ktoś krystalicznie czystą konstrukcją „kubistyczną” sugerował nie budowę kosmosu, a gęstość ludzkiej egzystencji,

tajemnicę życia. Nie jest to więc model rzeczy widzialnych, a właśnie niewidzialnych. Uczestnik musi zapytać sam siebie: co to właściwie wszystko jest? Żyję, chodzę, umieram – dlaczego?; taki jest kształt rzeczy  – dobrze, ale dlaczego taki? Dzieła Bogdana Chmielewskiego poza tym, że zwrócone ku pierwotnej kultu-

rze wsi, mieszczą w sobie jeszcze inne jądro: mityczność.(...) Jacek Sempoliński

w Jacek Sempoliński Służba i władztwo, rozdz. Dom, s. 253, Lublin 2001

BOGDAN  CHMIELEWSKI 2

1

3

5

4

6

1 – projekt realizacji „Cierń kresowy”, rysunek, 19×30 cm, 2008 2-6 – instalacja „Cierń kresowy” – Edwardowi Woyniłłowiczowi w 80. rocznicę śmierci, 2008, Galeria Autorska 5 – Bogdan i Gizela Chmielewscy na tle instalacji, fot. 3 Bogdan Chmielewski, fot. 2,4-6 Jacek Soliński

Studia na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu, dyplom w 1970. Uczestnik 146 wystaw i imprez artystycznych. Autor ponad 200 interdyscyplinarnych realizacji indywidualnych i zespołowych w Lucimiu w latach 1977-2008. Zajmuje się akcjami, działaniami plastycznymi i parateatralnymi, happeningiem, performance, instalacją, rysunkiem, żywymi obrazami, realizacjami tekstowymi. Członek „Grupy 111Lucim”. Profesor na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu. Ważne etapy działalności artystycznej: Wyjście: Wystawa dworzec PKP – Bydgoszcz Główna; „Poezja na Dworcu” 1975, „Akcja Podróż” (1976); Przejście – zatrzymanie:„Akcja Lucim” (197778), Działanie w Lucimiu 1979. Powrót (nóstos): działania lucimskie, praca w Lucimiu i poza nim (19802007): Nóstos (tęsknota za domem) 1980; współudział w sformułowaniu programu 11 punktów „sztuki społecznej” (1980); Oikomancja – postawa, techniki lokalizacji oraz realizacji na przecięciu współrzędnych czasu i miejsca „domowskazów” (1991); „Bajki wizualne” (ponowne zaczarowanie świata) 1994; koncepcja „dobrego miejsca” (chronoetno-eko-sacro-kosmo-topu )1995; realizacje oikoniczne – kondensaty adoracyjno-kontemplacyjne (19922008); prognoza formacji. „nowi cisi” (2000)

71

Wędrówka poprzez wielopoziomową rzeczywistość. Przenikanie świata zewnętrznego i wewnętrznego. Wnętrza kościołów, oślepiające wybuchającymi światłością rozwartymi wejściami, wnętrza ze sferą światła i mroku, witraże, ołtarze, krucyfiksy. Jesteśmy więc w świecie ustanowionym przez symbolikę chrześcijańską. Obok tego fotografia dokumentalna, pejzaże a także fotografie – sztuczki kreator-

skie. Głowa syna w palcach i pomiar fragmentu widzialnej rzeczywistości. Razem wzięte to jak stwórczy gest artysty naśladującego boski gest stworzenia. Bóg i artysta wobec Jego dzieła. Refleksja nad kondycją współczesnego twórcy. Obraz jego wnętrza. Autoportret. Świętość i zwyczajność. Wędrówka poprzez wnętrza budowli sakralnych rozświetlonych kolorowym światłem wpadającym przez witraże.

Ten świat jest wyrazisty. Konstytuuje go właśnie światło w całym swym majestatycznym rozedrganiu. Świętość przestrzeni wnętrz i horyzontalna przestrzeń ludzkiej egzystencji to opozycja, która stanowi osnowę tego świata. Opozycja owa prowadzi ku pełnej zachwytu afirmacji widzialności, w którą wpisane jest i objawia się Niewidzialne. Wędrujący do świątyni o zmroku anonimowy i nierozpozna-

walny tłum. Homo religiosus. Sacrum. Profanum. Symboliczna brama jako granica, pomiędzy. Kolory i światło i tak bardzo kontrastująca z nimi opozycja czerni i bieli, światła i ciemności. Kolorowe łąki i spod wody wyłaniające się tajemnicze posadzki. Góra i dół. Niebo i ziemia. Ten świat ma porządek i hierarchię. Grzegorz Kalinowski

GRZEGORZ  CHOJNACKI 1

2

fot. Mateusz Chojnacki

ur. 1959 w Chełmży. Absolwent PLSP w Bydgoszczy oraz Wydziału Sztuk Pięknych UMK w Toruniu. Dyplom z malarstwa uzyskał w 1986 w pracowni malarstwa prof. Zygmunta Kotlarczyka oraz pracowni projektowania graficznego prof. Józefa Słobosza. Zajmuje się malarstwem, rysunkiem, fotografią i projektowaniem. Przygotowuje projekty aranżacji wyposażenia nowych i zabytkowych wnętrz sakralnych, a także wykonuje realizacje z dziedziny malarstwa. Współpracuje z Kurią Diecezji Bydgoskiej w zakresie ochrony dóbr kultury sztuki sakralnej. W dziedzinie fotografii zajmuje się fotografią artystyczną, reportażową i dokumentacyjną, szczególnie rejestrującą zabytki regionu kujawsko-pomorskiego. Jest jednym z autorów obszernego cyklu fotografii obrazującego strajk studencki w 1981 w Toruniu; część zdjęć została opublikowana w książce Wojciecha Polaka Najtrudniejsze egzaminy (wyd. Toruń 2001). Fotograficzne reportaże, utrwalające wydarzenia społeczno-polityczne przełomu lat 80. i 90., zamieszczane były w „Tygodniku Obywatelskim”. W ostatnich latach fotografie prezentował na wystawach Nasze magiczne miejsca i Kartka z podróży do wnętrza w Galerii Autorskiej J. Kaji i J Solińskiego (2005, 2006).

72

3

5

1-5 – z cyklu Wnętrza, fotografia, 2005-2008

4

Szczegół, ale i także próba ogarnięcia całości. Synteza, w którą wpisany jest niepokój. W tonacji czarno-białej, w mroku twarz z rozwartymi ustami. Przetworzony i uwspółcześniony Krzyk Muncha. Gdzie indziej zastygła ręka, w martwocie, sięgająca po kromkę chleba, która leży obok widelca, na białym talerzu. Symbolika jest czytelna, chrześcijańska, odniesiona do tajemnicy eucharystii. I tu również wędrujemy

poprzez wnętrza kościołów, miasta. W świątyniach: figury aniołów i świętych, Chrystus Ukrzyżowany, zatrzymane nagle, jakby jeszcze przed chwilą znajdowały się w niespokojnym ruchu. Chrystus wzlatuje ku górze, ponad. A świat na zewnątrz tej świętej przestrzeni, oniryczny i rzeczywisty zarazem, pozostaje zamglony, nieprzejrzysty, na pograniczu jawy i snu, jakby skrywał i jednocześnie objawiał tajemnicę. Wszystko dzieje się

tu w jakiejś nieuchwytnej nieokreśloności i wyrazistości równocześnie. Pozostaje jasne i mroczne zarazem. Miasto fotografowane nocą, zimową porą ofiarowuje całe swoje bogactwo. Świeci kolorami. Postaci niczym złuda trwają w rozświetlonych ciemnościach. Tutaj cały świat rozbłyska, tak jak w świątyniach. Ale jest on, w swoich rozbłyskach, niespokojny, gwałtowny, nagle poruszony. Szuka ram, w których mógłby się schronić i trwać.

W fotografie obok światła wpisany jest więc ruch, to wszystko, co stanowi istotę bycia, jego dynamizm i zachłanność. Wędrowanie pośród korytarzy, zaułków, w mroku, barwach i świetle, pośród oszałamiającego bogactwa natury, w świecie obrazów odbitych. Ogołocone gałęzie w niepojętej konfiguracji pozostają niezwykłe. Kreacja, dbałość o szczegół. I stąd niezwykła wizja poszukującego. Grzegorz Kalinowski

MATEUSZ  CHOJNACKI 1

2

autoportret

3

4

7

5

6

ur.1988 w Bydgoszczy. Absolwent PZSP w Bydgoszczy, obecnie student projektowania graficznego na wydziale grafiki poznańskiej ASP. Maluje, rysuje i fotografuje, tworzy animacje, często łącząc różne media w jedną zaskakującą całość, poszukuje. Zajmuje się projektowaniem plakatu, wydawnictw i znaku graficznego. Fotografie prezentował na wystawach Nasze magiczne miejsca i Kartka z podróży do wnętrza w Galerii Autorskiej J. Kaji i J Solińskiego (2005, 2006).

8

1-8 – bez tytułu, fotografia, 2005-2008

73

Obrazy Ryszarda Czajkowskiego, mam tu na myśli przede wszystkim miejskie pejzaże, stanowią wyraz szczególnej, malarskiej obserwacji. Artysta, ograniczając przestrzeń prezentowanych widoków niewielkimi, jakby okiennymi ramami, próbuje zatrzymać i skoncentrować nasz wzrok. Rozpięte na sznurze pranie, zastygły w bezruchu kot czy lśniący w słońcu kadłub łodzi oddziela od widza dystans wyznaczony spojrzeniem artysty. Czajkowski konstruuje nową malarską przestrzeń zmuszając nas do zmiany optyki widzenia. Wspólnie z artystą stajemy

się obserwatorami czy też „podglądaczami” przypadkowych scen i zdarzeń codziennego życia. Ryszard Czajkowski, inicjując proces artystycznej transformacji, pozostaje na pozycji biernego widza. Malarskie wizje, niepozbawione śladów twórczych emocji, przybierają momentami formę reporterskiej dokumentacji. Dystans do przedstawianego świata, obecny na płótnach Czajkowskiego, ułatwia widzowi wejście w bardziej bliski i intymny kontakt z dziełem. Artysta, spoglądając z „ukrycia” – niczym z okna swojej pracowni,

zachęca nas do odnalezienia własnej perspektywy widzenia krajobrazu. Przedstawione pejzaże, obiekty oraz postaci stają się rekwizytami lekcji twórczego skupienia. Czy tematem jest samotność i oddalenie? Wydaje się to być bardzo prawdopodobne. Malowane szerokimi i zdecydowanymi pociągnięciami pędzla obrazy stanowią jednocześnie swoisty dziennik podróży. Cykl włoskich pejzaży przenosi nas w krainę południowego słońca. Wydobyte z mroku, za sprawą delikatnego światła, budynki (czy też raczej ich fragmenty) na tle błękitnego

nieba ukazują Ryszarda Czajkowskiego jako wytrawnego kolorystę. Kompozycje budowane jakby trochę w pośpiechu za pomocą barwnych powierzchni, niczym przelotne impresje, zapiski podróżnika uczynione na marginesie książki, stają się poetyckimi refleksjami o krótkich chwilach przeżytych w niepozornych acz niezwykłych miejscach. Artysta momentami balansuje na pograniczu abstrakcji jakby bawił się tym, co w obrazie dopiero po chwili staje się rozpoznawalne. Mateusz Soliński

RYSZARD  CZAJKOWSKI 1

ur. 1953. Absolwent PLSP w Bydgoszczy. Ukończył Wydział Sztuk Pięknych UMK w Toruniu – w 1987 uzyskał dyplom z zakresu malarstwa w pracowni prof. Miecz-Wiśniewskiego. Od 1988 należy do ZPAP. Uprawia malarstwo i rysunek. Zajmuje się też fotografią i videoartem, realizując tematy pop-artowskie. Jest autorem 16 wystaw indywidualnych, uczestniczył w wielu wystawach zbiorowych.

3

2

4

5

6

1 – Toskania XV, akryl na płycie, 32×24 cm, 2008, 2 – Perugia, akryl na płycie, 24×32 cm, 2005 3 – Śniadanie w Marrakeszu, akryl na płycie, 32×24 cm, 2004, 4 – Kapadocja XIX, akryl na płycie, 32×24 cm 5 – Południe, akryl na płycie, 32×24 cm, 2006, 6 – Toskania, akryl na płycie, 32×24 cm, 2008

74

Zagadnienie ludzkiej, jednostkowej egzystencji, naznaczonej troską i trwogą istnienia, stanowi główny temat (...). W wierszach Częstochowskiego istotne znaczenie ma przeszłość zachowana w pamięci – tworzą ją zarówno dobre, jak i przykre doświadczenia, które kształtują ludzką psychikę i relacje ze światem zewnętrznym. Autor niejednokrotnie w swoich utworach wraca do lat dziecięcych i młodzieńczych. Z perspektywy czasu spogląda na przemiany ludzkiego życia związane z poznawaniem świata. (...) Dobro i zło przeplatają się tu ze sobą, jednak to drugie zdaje się mocniejsze, na końcu odnosząc triumf. Poeta kilkakrotnie wyraża wyobcowanie

i samotność, jakiej nie może ukoić nawet obecność drugiej osoby: […] każdy jest tutaj sam / bez szansy jak różne kosmosy / (Wróżba) Wiesz już że twoja śmierć / Tylko ciebie przeraża / Nikogo więcej / Na tym bezludziu / Pełnym ludzi / (Bezludzie) Egzystencjalny niepokój wyraża się w pełnej grozy pewności nieuchronnego kresu, w poczuciu tragizmu ludzkiego istnienia, nieustannie zagrożonego i kruchego. Doświadczeniu intensywności życia, a nawet jego piękna, paradoksalnie towarzyszy świadomość śmiertelności. (...) Teksty poetyckie Częstochowskiego można

nazwać mrocznymi czy pesymistycznymi, lecz głębsza, wnikliwa analiza prowadzi do wniosku, że poeta nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, swojego nieodwołalnego, twórczego credo. Cechą charakterystyczną tej poezji jest zwięzłość, ograniczanie się do słów niezbędnych. Zastosowane środki – antynomie, kontrasty, wyliczenia, zaskakujące pointy – sprawiają, że teksty te żyją, budzą określone emocje, czasem prowokują czytelnika, nie pozwalając mu na obojętność. Ryszard Częstochowski (...) ukazuje niekiedy brutalną prawdę o świecie; nie upiększa rzeczywistości, lecz przedstawia ją tak, jak sam ją widzi. Jako uważny obserwator umie

dostrzec jej mroczną stronę. Treści filozoficzne, do których się odwołuje, nie są podręcznikową, suchą wiedzą, lecz wynikają z autentycznego przeżycia i przemyślenia. Przedstawia je z osobistej perspektywy, bowiem u egzystencjalistów znajduje odzwierciedlenie własnych niepokojów i obsesji. Jego poezja przypomina drogę przez ciemność. Nie jest to jednak ciemność absolutna; przenika ją delikatne światło – trzeba tylko umieć je dostrzec. Elżbieta Rogucka Droga przez ciemność w: „Nowa Okolica Poetów” (28 – 29), 2008

RYSZARD  CZĘSTOCHOWSKI Habita tecum To że się narodziłeś Nie jest żadnym twoim udziałem Za życia musisz Urodzić się naprawdę To że trwasz Jest fenomenalnym przypadkiem Prawdziwe życie Musisz rozpocząć Rodząc się jeszcze raz na ziemi W innym wypadku Po co byłeś Dla ciała? Kości skruszeją w proch się Zamienisz zapomniałeś

Instynkt kotki

Mój syn Mikołaj mówi o umieraniu przed zaśnięciem Mój synek lat pięć przed zaśnięciem Rozpłakał się ze skargą że go za Późno urodziliśmy Nie jest z tego powodu uszczęśliwiony Bo mu umrzemy i co on wtedy sam Zrobi A w ogóle po co jest ta śmierć? Ja chcę żyć 208 lat szlocha Odpowiadam banalnie Kochanie zanudziłbyś się Na śmierć gdybyś tak długo Żył Śmierć to być może najlepszy Pomysł stworzenia Poza tym masz młodą mamę i Siostrę Tylko ja umrę Nie będziesz sam

Opuściła ją matka po kilku tygodniach

Spes vana Ten dzień zginie wieczorem Ten człowiek nie obudzi się rano Rana pamięci bliskich zostanie Miał wiele planów na jutro i Trochę marzeń na przyszłość Nagle go los przywołał Dając mu lekcję perspektywy Nie dokończy już niczego Co zamierzał Pozostał w kołdrze zwiniętej Mokrej niczym nasienie Z którego powstał każdy z nas W akcie niekoniecznie miłosnym Zawsze tak samo się splata Nasz początek i koniec W kruszynie chleba gdzieś Pozostałej między liniami Papilarnymi

Schronienie znalazła u ludzi Biała kotka nazwana feta Mieszkała blisko tuliła się Lecz z dystansem Traktowała Bo ufać człowiekowi nie warto Oszuka cię lub zdradzi Taka okrutna natura Mimo nie raz szlachetnych Czynów Siadała na szafach I patrzyła na Świat z góry Wiedziała więcej od ludzi Nie wiedząc nic

Prawda Na tym świecie nie kłamie jedynie wiatr Który wieje z całych sił na mont blanc Nie mając żadnych szans go przewrócić W tym świecie mówi prawdę jedynie deszcz Zatapiając w powodzi słów boskie milczenie Prawda dla człowieka to tylko narzędzie W walce kto lepiej skłamie Ten wygra Ale co wygrasz że przegrałeś ?

Ślady na śniegu Staruszka ledwo przeszła ulicą jeszcze Niedawno przebiegała nią szczęśliwa Ze skakanką Kiedy miała kilka lat śnieg spadł na Bruk jeszcze niedawno był w niebie Wszystko zwyczajne zjawiska Przyrody Życie przemiany i śmierć Ciągle mnie jednak zadziwia istnienie Tak jak i znikanie

ur. 1957 w Bydgoszczy. Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich od 1994. Autor 9 tomów poezji i 8 sztuk teatralnych. Wydał m.in.: Wybrane fragmenty świata (1991), mnie już nie ma (1993), Do początku (1998), Liryki mordercze (1999), Z sufitu nocy (2000), Wszystko już będzie (2006), Kto nie upada... (2007) i Gorące masy powietrza (2008). Publikował w kilkudziesięciu periodykach literackich m.in. w paryskiej „Kulturze”, „Tygodniku Powszechnym”, „Więzi”, „Literaturze”, „Odrze”, „Kartkach”, „Frazie”, „Tytule”, „Nowym Nurcie”, „Undregruncie”, „Nowych Książkach” , „Toposie”, ”Kwartalniku Artystycznym”. W latach 1993-96 był twórcą i redaktorem „Kwartalnika Artystycznego”. W 1998 otrzymał stypendium Ministra Kultury. W 1985 założył Poradnię Monar w Bydgoszczy, gdzie zawodowo zajmuje się psychoterapią narkomanów. W 1993 zredagował pierwsze wydanie książki Sprzedałem się ludziom Kotańskiego. Przez blisko 20 lat przyjaźnił z M. Kotańskim i był jego uczniem w zakresie prowadzenia terapii. Posiada certyfikat terapeuty uzależnień Ministra Zdrowia. Jest ojcem Patrycji i Mikołaja.

75

i dążenia do doskonalenia pozostały po stronie autora świetnych ujęć. B. Dąbrowskiego zaciekawia trwanie i odradzanie się piękna w uroczyskach leśnych, przysiółkach, w górach lub nad wodami jezior, interesuje bardziej, niż dramaturgia portretu. Nie atakuje nas łoskotem czasu i odbitymi przestrzeniami z luster ścian banków; woli przyrodę. Patrzy na nią ciepłym okiem. Przyroda nie musi się wynurzać z ciemności kurcząc przebrzmiałe kształty do perły (…) w dłoni (J.Baziak, Odległa).

Bogdan Dąbrowski jest znany jako autor fotografii do licznych albumów dokumentujących wielkość i codzienność krain, np. Kujawy (wyd. Unigraf). Okiem badacza i archiwisty zwrócił również uwagę na zjawisko przemijania w dwóch wystawach: Podwórka prezentowanej w Galerii Autorskiej w 2005 i nowatorsko prześwietlonymi fotografiami w oknach Galerii Poczta w 2008. Podwórka przyniosły, obok zadumy nad formami bytu, z pewnością nutę nostalgii i może – smutku, ponieważ kategorie ładu

Rozbudowany warsztat artysty pozwala nam cieszyć się jego dużą wrażliwością na nieznaczne zmiany koloru i oświetlenia. Potrafi ograniczać się, idąc kilka kroków w stronę monochromii, uzyskując delikatne przejścia barw i planów przy starannie wyważonej kompozycji. Albo tak świetnie antycypuje właściwe warunki ekspozycji, cierpliwie czekając przy statywie, albo światło zdaje się wiedzieć – kiedy już jest gotowy (wystawa Bory Tucholskie, 2001).

BOGDAN  DĄBROWSKI

ur. 1946 we Wrocławiu. Absolwent Wydziału Filozoficzno-Historycznego Uniwersytetu Łódzkiego. Uprawia fotografię plenerową. W jego twórczości ważny jest nurt historyzujący: okiem kamery fotograficznej często spogląda na zacierające się ślady przeszłości, interesując się niejednokrotnie wielokulturowością historii Polski. Pierwszą ważną wystawą była Galeria Pamięci pokazana w dniu zmarłych 1979 na terenie najstarszego cmentarza bydgoskiego. Wystawę tę pokazał wraz z A. Maziecem. Lata 80. to okres fotografii mającej swe odniesienie do dziwnej, kreowanej przez ustrój totalitarny rzeczywistości. Swoje zdjęcia pokazywał wtedy głównie w niezależnej Galerii Autorskiej. W latach 90. zajął się fotografią prasową. Nieco później zainteresował się fotografią krajobrazową, by na przełomie minionego i obecnego wieku poświęcić się jej w inny sposób. Zaczął współpracować z regionalnymi i ogólnopolskimi wydawnictwami albumowymi. Nie rezygnuje jednocześnie ze spoglądania wstecz: w 2004 pokazał w Galerii Autorskiej zapis swych wędrówek po bydgoskich podwórkach.  „Myślę, że w mojej fotografii – uważa Bogdan Dąbrowski – nadal jest coś z tego, co robiłem na początku swojej drogi fotograficznej – szukanie stanów ducha i oddawanie wewnętrznych emocji”. www.photo.art.pl

76

1

2

3

4

5

6

1 – Zalew Koronowski, fotografia, 2007, 2-6 – z cyklu Podwórka, fotografia, 2005

Decyzje dotyczące wyboru motywu, przynajmniej w niektórych ujęciach, zapewne pozostawia w tym przedsionku świadomości, do którego docierają jeszcze ulotne uczucia i wrażenia, znane nam ze snów. Pokazane w 1997 piękne zdjęcia przełomu Prutu i z okolic Dzembronii w Czarnohorze zawsze będą godne przypomnienia i mogą stanowić ozdobę kolekcji wiele wymagającego znawcy gór. Maciej L. Rewakowicz

(...) Gdyby jednym słowem określić malarstwo Anny Drejas, to jego wyznacznikiem jest stałość. Uparte ogniskowanie uwagi na jednym temacie i pozbawianie obrazu cech - zdaniem autorki – nieistotnych. Widoczna na pierwszy rzut oka niezmienność stylu polega na tym, że jej nieco suche i konstrukcyjne malarstwo zmienia się małymi, ale stanowczymi krokami. Autorka przechodzi od stereometrii i rysunku perspektywicznego do planimetrii. Coraz mocniej „czyści” wizerunek postaci z elementów przestrzennych, konstruowanych trójwymiarowo. (...)

Jakie są obrazy Anny Drejas? Liryczne czy dramatyczne, pełne napięcia czy spokoju? Ich wieloznaczność ukrywa się już w pierwszych, kardynalnych decyzjach, gdy modelkę – siebie samą zatrzymuje w ekstremum ruchu; unieruchamia, by potem próbować statykę obrazu przełamać rozrywając powierzchnię barw sieczką kresek. Próbuje podkreślić nią kierunek ruchu, przed chwilą w postaci kobiety spetryfikowany. Może jakąś wewnętrzną czułość, wpatrzenie w siebie samą na pograniczu biologii i psychiki próbuje okiełznać, opancerzyć poprzez szorstki, wyważony sposób malowa-

nia? Maluje autoportret bez autoportretu – pokazując nam tylko to, co zewnętrzne, co można poddać i zawsze poddawano malarskiemu badaniu – formę ciała, kształt gestu. W tym jest zapewne Anna Drejas bardziej szczera niż wielu artystów. Oni w jakimś stopniu zawsze podglądali modelki (choćby „Toalety kobiet” Degasa). Ona stara się oglądać sama siebie, oddzielić w sobie malarza i modelkę. I tę już anonimową postać zamyka w klatce obrazu, nakładając wędzidło emocjom. Ewa Urbańska

(...) Najczęściej przedstawiany melancholijny wizerunek młodej dziewczyny, której zarysowana kobiecość sugeruje emocjonalne napięcie, jest jednocześnie motywem strzeżonej samotności. Wszyscy „mieszkańcy” wnętrza malarskich poszukiwań Anny zdają się podzielać owe upodobanie do samotności, w której artystka wydaje się czuć najbardziej sobą. Jacek Soliński

W klatce obrazu – malarstwo Anny Drejas, BIK nr 12/2005

ANNA  DREJAS 1

2

3

4

fot. Jan Kaja

5

ur. 1967 w Bydgoszczy. W 1993 ukończyła studia na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu, specjalizacja – malarstwo, dyplom u prof. Janusza Kaczmarskiego. Należy do ZPAP. Zajmuje się edukacją młodzieży, uczy rysunku i malarstwa w Państwowym Zespole Szkół Plastycznych im. L. Wyczółkowskiego w Bydgoszczy. Miała 15 wystaw indywidualnych, w tym pięć wystawy w Galerii Autorskiej (w latach: 1998, 1999, 2000, 2003, 2005). Brała udział w wystawach zbiorowych w Bydgoszczy i wystawach ogólnopolskich.

1 – Próba XXI, olej, 120×140 cm, 2005, 2 – Kaprys II, olej na płótnie, 100×108 cm, 2002 3 – Próba 2006, akryl na desce, 19×21 cm, 2006, 4 – Próba XX, olej, 140×120 cm, 2005 5 – Próba XIV, 120×100 cm, 2002

77

Synteza realności (...) Mistrzowskie opanowanie warsztatu pozwoliło artyście stworzyć własny malarski świat – jakby teatr, w którym pojawiają się na scenie wystylizowane postacie. Życie wewnętrzne autora zdaje si�� być rozpisane na role. Najpierw uwagę widza skupiała tylko jedna aktorka, by w kolejnej dekadzie wystąpić w towarzystwie swojego sobowtóra. W latach 80. Kazimierz Drejas stworzył swój charakterystyczny „dwupostaciowy monodram” z kobietą w roli medium.(...) Z upływem czasu sensualistyczne podejście do życia stanie się dla malarza podstawą badania

i rejestrowania rzeczywistości. (...) Umiejętne operowanie oświetleniem i wybranymi rekwizytami (o mocnym nasyconym kolorze) w monochromatycznym otoczeniu określiło sceniczny rodzaj skupienia. Oto widz ma możliwość uczestniczenia w różnych jednoaktowych scenach mówiących o melancholii, skupieniu i samotności. (...) Malarz stał się narratorem stanów ducha. Wyraźnie określił swoją obecność jako introwertyk. (...) Psychologiczne napięcie zdominowało aurę obrazów. Dwoistość postaci stała się wiodącą cechą twórczych rozważań. Scena  – w której ta sama kobieta, przedstawiona

dialog – a może spór? Dwie siły przenikają się w poszukiwaniu równowagi. (...) Kazimierz Drejas zgodnie ze swoimi założeniami określił „bezpieczny” dystans do sfery ponadrealnej i do wszystkiego, co niesprawdzalne. Pozostał malarzem – poetą, empirykiem, dla którego metaforę istnienia stanowi kobieta. Jej podwójny portret zdaje się być personifikacją tej tajemnicy, wobec której artysta jest tak wstrzemięźliwy i ostrożny. Jacek Soliński

w dwóch ujęciach, spotyka się ze sobą – intryguje i budzi niepokój. Przestrzeń dzieląca dwie sylwetki tej samej osoby, określa jej duchowe wnętrze – niewidoczne, a jednak „zobrazowane” przez realną odległość i uchwyconą sytuację. Czytelnie zbudowane plany kompozycji, z oszczędne zarysowanym kolorem, akcentują wrażenie zwątpienia i rezygnacji. Równocześnie obecna w tej atmosferze zdaje się być silna wola trwania. Dwoistość portretu staje się wyrazem dwubiegunowości i duchowego konfliktu. Wszystko to dzieje się w jestestwie jednej osoby. Na scenie trwa wewnętrzny

z: Kazimierz Drejas. Dwoistość i jedność, Bydgoszcz 2005

KAZIMIERZ  DREJAS 1

2

fot. Jacek Soliński

ur. 1937 w Bydgoszczy. Studia odbył w latach 1957-1961 na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu i ASP w Krakowie w pracowniach prof. Jerzego Fedkowicza, Emila Kruchy i Wacława Taranczewskiego. Członek ZPAP od 1965. Jest autorem 25 wystaw indywidualnych. Uczestniczył w 80 wystawach plastyki bydgoskiej. Brał udział w 60 ogólnopolskich wystawach malarstwa i w 23 wystawach zagranicznych.

3

6

4

5

7

1 – Na temat kobiet XXXV, olej, płótno, 100×100 cm, 2006, 2 – Strony XII, olej, płótno, 120×100 cm, 2006 3 – Na temat kobiet XXXVI, olej, płótno, 120×100 cm, 2006, 4 – Strony XIII B, olej, płótno, 120×100 cm, 2007 5 – Strony XIV, olej, płótno, 120×100 cm, 2007, 6 – Na temat kobiet XXXIII, olej, płótno, 99×119 cm, 2006 6 – Na temat kobiet XL, olej, płótno, 54×49 cm, 2007

78

Mieczysław Franaszek w Galerii Autorskiej pojawił się stosunkowo niedawno, ale gdy już to zrobił, zaistniał jako aktor, który umie przekazać każdy, nawet – zdawałoby się – hermetyczny czy zaszyfrowany, trudny tekst literacki. Wbrew pozorom aktor umiejętnie władający słowem, a więc rozumiejący tekst i przekazujący go precyzyjnie, by jego sens i uroda dotarły do odbiorcy, aktor który ma wtedy do dyspozycji tylko głos i umiejętne operowanie pauzą to przypadek na wagę złota. Niewielu czytających poezję, nim zacznie ją przekazywać innym, obcuje z tekstem z pokorą: pyta autora,

nawet dawno nieżyjącego, opukuje każde słowo, docieka sensu. Czytając w Galerii wiersze Mieczysław Franaszek nigdy nie zawiódł. Szlachetne rzemiosło aktorskie poznał już w dzieciństwie od kulis, za którymi w krakowskiej Bagateli pracował jego brat. W Teatrze STU debiutował jeszcze na studiach. Potem była praca w teatrach Nowej Huty, Krakowa, Sosnowca, Opola, Koszalina, Szczecina, Poznania i Bydgoszczy. Trochę grał w filmach, nawet główną rolę u Feliksa Falka. Jego umiejętności w każdym teatralnym zespole doceniano, tak jak w radiowych rozgłośniach, z którym współpracował.

Jak wiele osób z tego pokolenia, do dziś nie zapomniał o czasach, w których chłopcy nosili długie włosy, dziewczyny długie spódnice, a wieczory trwały kilka dni. Coś z hippisa i wędrowca chyba w nim zostało, bo poza pracą i robieniem dowcipnych prezentów przyjaciołom – kocha podróże. Żadne tam banalne wycieczki i hotele! Mapy, pociągi, autobusy, dobre buty, aparat fotograficzny, schroniska i poznawanie kraju, ludzi, kultury na własną rękę tak, by móc pobyć dłużej tam, gdzie się chce. Zwiedził już niemal całą Europę i spory szmat Azji. Po takich podróżach można zagrać i Papkina w Zemście,

i Albina w Ślubach panieńskich, Kreona w Antygonie i Hrabiego Henryka w Nie-Boskiej komedii, XX i YY w Emigrantach, tytułowego bohatera w Ja, Feuerbach Dorsta. Uśmiechnięty, uczynny, życzliwy, dowcipny, ciepły, zawsze ciekawy wszystkiego Mieczysław Franaszek nie tylko gra w teatrze i podróżuje, ale – co nieczęste w tym zawodzie – chodzi do kina, na koncerty, na wystawy, no i do Galerii Autorskiej, do której nie zawsze zapraszany jest jako widz i słuchacz... Czyta wiersze, za co jesteśmy mu wdzięczni. Małgorzata Maniszewska

MIECZYSŁAW  FRANASZEK 1

2

4

3

5

7

9

10

6

8

11

1 – Opera za trzy grosze B. Brechta, 1980 r., Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie (jako Mackie Majcher), 2 – Bohater roku, reż. F. Falk, 1986 r., od lewej: Jerzy Sthur , Mieczysław Franaszek, 3 – Nos wg Gogola, asesor Kowalew, 1970 r. Teatr Rozmaitości, Kraków, 4 – Lęki poranne S. Grochowiaka, 1979 r., Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie, od góry: Mieczysław Franaszek (jako Kola Brynion), kanarek Bolo, 5 – Zdjęcie wakacyjne, Paryż 1989 r. z Wojciechem Pszoniakiem, 6 – Emigranci Sł. Mrożka, 1989 r., Teatr Polski w Szczecinie, od góry: Mieczysław Franaszek (jako AA), Aleksander Gircza, 7 – Cud Szwajdy, 1985 r., Teatr Współczesny w Szczecinie, od góry: Mieczysław Franaszek, Jolanta Kozak, 8 – Lęki poranne S. Grochowiaka, 1979 r., Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie, od lewej: Mieczysław Franaszek (jako Kola Brynion), Włodzimierz Matuszak, 9 – Emigranci Sł. Mrożka, 1981, Teatr Polski w Szczecinie (jako AA), 10 – Ja, Żyd z Wesela R. Brandstaettera, 2008 r., Galeria Autorska Jana Kaji i Jacka Solińskiego w Bydgoszczy, 11 – Jesień, zima L. Norena, 2001 r., Teatr Polski w Bydgoszczy, od lewej: Mieczysław Franaszek, Alicja Mozga

fot. Kajetan Soliński

ur. 1944, absolwent Wydziału Aktorskiego PWST w Krakowie (1968). Debiut – 1966 w Teatrze „STU”. Pracował w teatrach w Nowej Hucie, Krakowie, Sosnowca, Opola, Koszalina, Szczecina, Poznania, Bydgoszczy. Ważniejsze role: Popryszczyn w Pamiętnik wariata M. Gogola; Asesor Kowalew w Nosie wg M. Gogola, Jimmy w Szklanej menażerii T. Williamsa, Sindbad Żeglarz w Snach Sindbada Żeglarza wg B. Leśmiana, Leon w Śnie srebrnym Salomei J. Słowackiego, Car w Kordianie J. Słowackiego, von Kostryn, Kirkor w Balladynie J. Słowackiego, Papkin w Zemście A. Fredry, Albin w Ślubach panieńskich A. Fredry, Hrabia Henryk w Nie-Boskiej komedii Z. Krasińskiego, Kola Brynion w Lękach porannych S. Grochowiaka, Mackie Majcher w Operze za trzy grosze B. Brechta, Cień w Cieniu Szwarca/Młynarskiego, Kreon (dwie różne inscenizacje) w Antygonie Sofoklesa, Średni w Na pełnym morzu Sł. Mrożka, XX i YY w Emigrantach Sł. Mrożka, Ojciec w Pieszo Sł. Mrożka, Majster w Terminatorze P. Handke, Kuźma w Czapie J. Krasińskiego, Bohater w Kartotece T. Różewicza, Reżyser w Naszym mieście T. Wildera, Clarin w Życie snem P. Calderona de la Barca, Feuerbach w Ja, Feuerbach T. Dorsta. Współpracował w latach 60. z ośrodkiem TVP Kraków. Od czterdziestu lat współpracuje z redakcjami radiowymi wielu miast. W 1986 zagrał główną rolę w filmie Bohater roku w reż. F. Falka. Brał udział w krajowych i międzynarodowych festiwalach teatralnych, na których otrzymywał nagrody aktorskie, m.in. w Enlangen (Niemcy), Zagrzebiu (Jugosławia), Szczecinie, Krakowie.

79

(...) Jak zmieniała się poezja Wojciecha Gawłowskiego? (...) Gdyby można było w jednym określeniu uchwycić najważniejsze linie jej rozwoju, wybrałbym metaforę światła. Rzeczywistość, kreowana przez autora, stopniowo nasyca się jasnością. (...) Ważnym źródłem ewolucji utworów poety jest pragnienie przejrzystości, tęsknota za oczyszczeniem (siebie? swojego świata?) ze wszystkiego, co zewnętrzne, zasłaniające i – ostatecznie – zbędne. (...) Liryka Wojciecha Gawłowskiego ukazuje (...) nie tylko proces naturalnego mijania zdarzeń, powolnego upamiętniania się historii, ale tak-

że przemiany samej pamięci. Ta staje się nie tylko coraz bardziej subtelna, ale też coraz bardziej osobista, personalna, skierowana w stronę najbliższych osób. (...) Jest jednocześnie uspokajaniem pamięci, jak i przenoszeniem jej na bliźnich – tych zwłaszcza, którzy odeszli. (...) Pisarz wielokrotnie zwraca się ku umarłym, jakby narastało w nim przekonanie, że właśnie ten rodzaj pamięci – otwartej na transcendencję – jest najcenniejszy, a to, o czym naprawdę warto pamiętać znajduje się nie po tej, lecz po drugiej stronie świata. Zdarza się, że pamięć owocuje w tej poezji ekstatycznym dotknię-

ciem nadprzyrodzoności. (...) Pamiętanie jest tu właśnie byciem-z-bliźnimi. A jeśli tak, to uzyskuje szczególny wymiar: communio sanctorum. Jest obcowaniem z tymi, którzy mieszkają w zaświatach. (...) Częścią celebry jest doświadczenie czasu i kruchości naszej własnej egzystencji. Skąd więc bierze się jasność czy nawet ekstatyczność poetyckiego obrazu? Odpowiedź, jaka pada w utworze, wydaje się zaskakująca: z rany. To ona leczy nasze choroby, to w niej – żywi i zmarli – szukamy schronienia przed nicością, to w jej głębinach – obecni i nieobecni

– łączymy się ze sobą. (...) Bycie-z-bliźnimi okazuje się ostatecznie byciem-z-Bogiem, jakby tylko w Nim było możliwe prawdziwe i ostateczne spotkanie z innymi. (...) Droga ku iluminacji nie wymaga w tej poezji wielkości, lecz wysiłku umniejszenia; nie żąda siły, lecz trudu zaufania. Nie chce nadludzkiej doskonałości, cieszy się tym, co ludzkie – radościami na naszą miarę, łaskami światłocienia. Wojciech Kudyba „Łaska światłocienia”. Liryka Wojciecha Gawłowskiego „Topos” 4 (111) 2008

WOJCIECH  GAWŁOWSKI Już pora ! Pamięci Wincentego Różańskiego

Dziecko kobieta w kapturze kwili słowik. Serca późna pora. fot. Jacek Soliński

ur. 1953 w Ostrowie Wielkopolskim. Poeta, recenzent, absolwent Wydziału Prawa UAM w Poznaniu. Autor tomików i arkuszy: Błędnik równowagi (1977), Błędnik równowagi (1978), Przypisy do przepowiedni (1985), Zmienna losowa (1985), Prowincja zimowego zmierzchu (1993), Zapach gasnącej świecy (2000), Podania, życiorysy, legendy i baśnie (2001), Głosy, obrazy i sny (2002), Prowincja Ostrów Miasta (2008). Laureat medalu im. St. Grochowiaka (Poznań 1978), Peleryny (Gdańsk 1985) i Konkursu im. R. M. Rilkego (Sopot 1999). Członek poznańskiego oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.

Złoto milczenia świeci w żywe srebro mowy.

Widzenie we śnie Śnieżna jasna góra w białym świetle nowiu Zamek z litego srebra mech leśny przy wezgłowiu Śnienie, lśnienie w źrenicach zapadła noc nieba Linią wzroku pochodem ciągną leśne drzewa Drżenie ,śnienie lęk nagły świtu masyw bialy Pokój przebudzenia , grzbiety książek i regały Światło snu odbite wędruje przez słowa W oknie pełnia księżyca srebrzysta ponowa 27 lipca 2008

Poranek 4 stycznia 2009 roku

Sen świąteczny Dzieci takie Wyspiańskie jasne, płowowłose Siedzą, kiwają nóżkami na kuchennym stole

Z Williama Blake’a

Ja jestem na wprost dzieci. I nagle zza pleców Łeb czarnego konia poczułem pod ręką

Z nieba wiosny Wenus na tle Plejad

Gładziłem jego skórę, gęsty grzebień grzywy Łbem trącał bok mój lewy. Czułem się szczęśliwy.

Jasne świecidło-monidło W kłębie srebra

1 stycznia 2008

Między istotą a rzeczą Cienie, światło odbite Drzwi percepcji skrzypią Wiszą na jednym skrzydle 6 kwietnia 2004

O poranku , zachodzie O poranku odrzutowce kreślą rękopis nieba. O zachodzie kometa zabliźnia horyzont nieboskłonu. 2005

80

Leszek Goldyszewicz często wraca do swoich starszych obrazów. Poprawia je i zmienia. Warstwy farb na płótnie świadczą o kolejnych wcieleniach aktu twórczego, jakby umysł artysty wciąż przechodził metamorfozy świadomości. Ponowna praca przy kompozycjach już „skończonych” dowodzi, że formę wciąż można doskonalić. Potrzeba zmian staje się metodą nieustannego poszukiwania. Autor mieszając konwencje stylistyczne chce złamać powagę i wprowadzić element beztroskiej gry. Można to nazwać groteskowym sentymentalizmem

albo poetycką zabawą, ale w efekcie staje się osobistym opisem świata, autorskim aneksem do rzeczywistości. (...) Jest w tych dokonaniach energetyczny potencjał i prostota wyrazu. Malarz unika patosu i powagi. Bardziej polega na intuicji i emocjonalności niż na chłodnej racjonalnej kalkulacji. Środki malarskiego przekazu skupione są głównie na ekspresji wyrazu – nieodzownym elemencie tej twórczości. (...) Nasza współczesność wciąż potrzebuje nowych odniesień i symboli. Goldyszewicz czę-

sto inspiruje się mitami. Mitologizuje rzeczywistość poszerzając w ten sposób możliwości interpretacyjne swoich obrazów. Archetypiczne opowieści zostają zapisane w formie znaków. „Sceny” z malarskiego alfabetu Goldyszewicza układają się w całość. Obrazy połączone wątkiem tajemnicy wprowadzają widza w dziwną opowieść, zbudowaną jakby z rozwarstwienia jaźni – łagodną, wolną od koszmarów. Znaki i postacie układają się w czytelne „zdania”, tworząc jednocześnie kompozycje afiguratywne. Plamy koloru mie-

szają się z rysunkiem. Tło zlewa się z ludźmi, zwierzęta z przedmiotami. Rysunek bywa to wyraźny, wielokrotnie powtórzony, to znów zamazany, poruszony. Obrazy coś skupiają, coś rozpraszają, figuracja przemienia się w abstrakcję, świadomość dotyka podświadomości. Jacek Soliński katalog wystawy Leszek Goldyszewicz „Pomyślę o tym jutro”, ITK Sicienko 2007

LESZEK  GOLDYSZEWICZ 1

4

fot. Kajetan Soliński

2

5

3

6

ur. 1958 w Bydgoszczy. Zajmuje się przede wszystkim malarstwem oraz, okazjonalnie, działaniami plastycznymi w przestrzeni, w których wykorzystuje muzykę mechaniczną lub tworzoną przez zaprzyjaźnionych muzyków. Uprawia również krytykę plastyczną. W ciągu ponad 20 lat działalności zorganizował około 50 wystaw indywidualnych oraz uczestniczył w wielu zbiorowych. Wystawiał prace w kraju i zagranicą. Jest laureatem jednej z edycji Bydgoskiego Biennale Sztuki. Aktualnie zrzeszony w ZPAP, gdzie pełni funkcję sekretarza zarządu oraz w Stowarzyszeniu Artystycznym Wieża Ciśnień.

1 – Dawne opowieści – zaklęcia I, akryl, płyta pilśniowa, 40×50 cm, 2007 2 – Dawne opowieści – opowieści Ryby, akryl, płyta pilśniowa, 40×50 cm, 2007 3 – Dawne opowieści – walka smoków, akryl, płyta pilśniowa, 40×50 cm, 2007 4-6 – Po wojnie słońce też wschodzi, akryl na płótnie, 80×60 cm, 2007

81

Dobrze przypomniał o sobie Krzysztof Grzechowiak (...) debiutujący jeszcze w latach 80. poeta. Najnowszy jego tomik Regalia zawiera lirykę mało dziś popularną, odróżniającą się swą powagą podjętych tematów i klasyczną dykcją od współczesnej, nastawionej na eksperyment językowy i często szok obyczajowy poezji wielu młodych autorów. Wiersze Grzechowiaka są sumiennym i treściwym sprawozdaniem duchowym poety, który dostrzega – na dalekim co prawda jeszcze horyzoncie – zbliżający się kres swej ziemskiej wędrówki i w przejmujący sposób w misternych lirycznych zapisach dzieli

się z czytelnikami swoimi refleksjami i odczuciami, wiążącymi się z przebytą przez poetę w jego życiu „drogą” , drogą, która z przodu schodzi w dół / i nie ma pocieszenia. Jest to poezja bardzo opanowana, wyważona, niestroniąca od nawiązań do fraz tradycyjnej liryki (...), z maestrią i polotem rymowana, świadomie wchodząca w dialog z poetyką Miłoszową. M. (M. Orski) w oficynie „ Odra” 11/2006

Strategia poetycka Krzysztofa Grzechowiaka ujawnia się już w pierwszym utworze jego nowe-

go tomu (...), małe miasteczka i w ogóle prowincję uczynił naturalną scenerią swoich roz/g/rywek. Bliżej stamtąd do przyrody, do nieba (...). W sennych wodach prowincji nie wypada silić się na bunt, wypada natomiast poczynić rzetelny bilans zysków i strat (...). Grzechowiak wymyślił sobie bohatera swoich wierszy troszkę jako króla na opak, do którego pasują bardziej „regalia żebraka” niż berło i złoto. Z wysokości swego peryferyjnego tronu patrzy na rzekę zdarzeń dużych i małych. Skazany na klęskę, bo władający jedynie armią cieni (...) ze spokojem wypatruje „gromad barba-

rzyńców”, tych ze słynnego wiersza Kawafisa. (...) Grzechowiak potrafi umieszczać w wierszu liczne furtki otwierające kolejne znaczenia. Paradoksalnie, poezja tego, który nie opisze świata, jest wybitnie opisowa i czepia się szczegółów jak bluszcz, wijąc się niekiedy w wyszukanych metaforach. To poezja stojąca po stronie rozumu, napis złożony z kamyków, które przez długie obracanie w ustach straciły ostre krawędzie, ale nie straciły wagi. Spójny, przemyślany tom. Zrozumiałe, niełatwe wiersze. Jarosław Jakubowski Nietrwałe królestwo , „Topos” 4/83/2005

KRZYSZTOF  GRZECHOWIAK

fot. Krzysztof Nowaczyk

ur. 1955 we Wrześni. Poeta, krytyk literacki. Debiutował w 1980 w „Radarze”. Publikował w „Nurcie”, „Okolicach”, „Tytule” i prasie codziennej. Brał udział w almanachu młodej poezji wielkopolskiej Przedpole (1986). Wydał tomy poezji: Wersja Ostateczna (1986), Opis walki (1989) Regalia (2005) i Senilia (2009). Od 1981 związany z NGP Drzewo, a później z Familią Drzewo. Grupa wydała własnym sumptem almanachy Dopóki jesteśmy razem (informacje dotyczące tego okresu – zob.: E. Głębocka, Grupy Literackie w Polsce 1945-1989, wyd. II, 2000). Laureat wielu nagród m.in. nagrody głównej w konkursie poetyckim im. A. i St. Babińskich, Poznań (1999) oraz w Bydgoszczy – „Strzała Łuczniczki” za najlepszą książkę roku 2005 a także „Srebrna Śliwka” – Twórca Roku, Wiadomości Wrzesińskie (2007).

82

Z jaką niechęcią kartkujesz to swoje życie

Wersje odjazdu

Z jaką niechęcią kartkujesz to swoje życie Jak książkę uratowaną z pożogi Nadpaloną, której brakuje stron A inne ledwie czytelne, albo straszą Pustymi oczodołami bo kronikarz zginął. Od katastrofy do katastrofy Od dni płaskich jak szyba do nocy jak dymne szkło Niepewne kroki, ślepe uliczki Podróże kończące się Ścianą Płaczu. Powolne odchodzenie obrazów. Usychanie słów jak liści jedzonych Przez robactwo. Zamierająca kadencja zdań. Nagła kanonada deszczu i błyski Nadchodzącej burzy jako sceneria Snu, który zaraz się skończy. Pod bujnym zielskiem Ostatnim pomnikiem chwały Kopczykiem kreta.

Odjazd w obłoku popiołu Przedtem Dosiadłszy koni których żyły rozrywał ogień A ciepły podmuch nozdrzy Topił wosk i lód.

Jakby mało było utrapień

Na koniec przekornie: pokazując język.

Jakby mało było utrapień Dodawane są nowe Żeby życie było jak zgrzyt Klucza po świetlistej szybie Za którą wymarzony raj i spokój Wiekuisty i muzyka Ale żeby tam wejść trzeba Stłuc to błyszczące lustro I nagą piersią przestąpić czarną zasłonę Jakby mało było zranień zdrad Kamieni które ciągną nas na dno Cuchnących sadzawek Kiedy w parkowych alejach wiatr Odwraca na wznak leżące Odcięte dłonie liści I niesie się śmiech jak szydercze echo I łopoczą chorągwie kurzu Nad obalonym posągiem

Wysmarowany sadzą Przebiwszy się przez tunele Z maską brudu na twarzy Wychyniesz spod skorup asfaltu. Przyjmie cię napowietrzne miasto w ramiona. Albo w białej trumnie pościeli Jak w śniegu zakopany po uszy Odlot na inną planetę W rakiecie śmiercionośnego snu. Na lokach dymu Które wyrzucał z trzewi parowóz Lub jak zmięty papier Porwany przez nieobliczalny wiatr.

.  .  . I znowu dzień  bez słowa Które zwali jego fundamenty Pod zimną kolumną powietrza Przepasany szarfą cienia Bez ciepłej ręki która spocznie na włosach i czole Jak pełgające światło Nim wiatr je zdmuchnie Wzgardliwą wargą Głucho o nas w prowincjach Otwartych na przestrzał Żadnego trzepotu jaskółki Jak bandery na maszcie Żółty piasek przesypuje się w klepsydrach Cmentarnych wazonów Gdzie suche bukiety I skrzypi brama zjedzona rdzą.

(…) „Widzieć krajobraz taki, jaki jest, gdy mnie tutaj nie ma…”To słowa Simony Weil. Wyrażają pragnienie i jednocześnie niemożność jego spełnienia. Tu, w naszym doczesnym życiu. W ujęciu bardziej „laickim” są zadumą, tak myślę, nad Kantowską Ding ans ich, rzeczą sama w sobie, nad jej esse. I znowu konkluzja: nie docieczemy. Tajemnica. Jako człowiek wierzący dopowiem: poznamy, ale dopiero poza czasem. Tam. „Poezja wyprzedza nas. Mija i podąża dalej.” To Celan. Jakże zwięzły i p e ł n y zarazem opis ruchu słowa poetyckiego, jego dążenia. Dokąd? I ta sama, co poprzednio, odpowiedź: tajemnica. I dobrze, niech taką pozostanie. Docześnie. Wreszcie, sięgając do współczesnej liryki polskiej,

to poruszające zadziwienie Julii Hartwig w jednym z jej nowych wierszy: Nie liczysz pisząc A jednak wszystko jest policzone Jesteśmy ręką piszącą. Kto nami pisze? Nie śmiem wypowiedzieć tego słowa. Przynależy milczeniu. Tajemnicy. * (…) Konieczna jest eufonia. Chodzi o muzyczność utworu poetyckiego, o przeciwieństwo atonalności. Jakże cenię wywód Levinasa: wiersz znaczy, ale prze-

nikająca go myśl zatraca się w jego muzyczności. Otóż to! Słowo jest nierozerwalnie związane ze znaczeniem, owszem. Przede wszystkim jednak istnieje materialność wypełniającego je dźwięku, która sprawia, że daje się ono sprowadzić do wrażenia i muzyczności. Rzecz wszakże w tym, aby ów wypełniający słowo dźwięk miał odpowiednią ”jakość brzmieniową”. A do tego potrzebny jest słuch muzyczny. Teolog Hans Urs von Balthasar zwykł mówić: myśliciel pozbawiony słuchu muzycznego nie jest w stanie tworzyć prawd. Czy to nie odnosi się także, a może przede wszystkim, do autora wierszy? I jeszcze osobiste przeświadczenie: utwór poetycki jest Darem, jest łaską, a ta nie jest czymś stałym.

Stąd słuszność Norwidowego zastrzeżenia: poetą się nie jest, poetą się bywa. * Wiersz dzisiaj pisany przez poetę, któremu na czymś zależy, powinien być apologią, mówiąc najogólniej: obroną sensowności bytu. W tym to właśnie celu przywołuję myślicieli, z którymi jest mi po drodze, którym ufam, których lubię. A zatem: franciszkański kartezjanizm. Kazimierz Hoffman w rozmowie z Grzegorzem Kalinowskim „Kwartalnik Artystyczny” nr 4/ 2008

KAZIMIERZ  HOFFMAN Przyspieszenie, tekst

Lisieux

nagłe przyspieszenie tak mało trzeba by powstał tekst latami wyglądany, szybko udatnie i to

być rzeczą pośród Rzeczy

na domiar: wzięty chyłkiem z bogactw natury drobiazg przerasta w coś co ważne w prawdziwą rzecz w jej całej powadze; tekst spisany z faktów to może być niewiele plusk kropel na stawie przy porannym deszczu liść zabrany z lasu niedaleko Trzebcin, krzyk lub piórko sójki. Skąd tyle darów naraz to nagłe przyspieszenie i skąd te słowa raptem coś mnie ponagla spiesz się, już nie masz dużo czasu

Odsiew – przedarłeś obraz. Powód? – motyw. Przeważył. A miało być: wyjść naprzeciw i stop, by nie przechylić, łamiąc porozumienie niejako, harmonię pomiędzy znakiem a znaczeniem.

Pamięć O zmierzchu, o tej samej wciąż porze, przychodzi skądś człowiek z toporem. Ma puste oczy, robi swoje i odchodzi powoli jak przyszedł.

niczym więcej. Z urojeń to, czy pokora jednak? i ta kpina ratio znamienna Lecz się Jesteś chora, dzieweczko daremna na szczęście, spóźniona, wobec pragnienia i woli tej małej Świętej.

Jutrznia A jeśli przyjmiemy że nie był kłamcą, Ośmiu błogosławieństw z Kazania na Górze nie mógł nam wmówić oszust, wtedy wszystko co mówił jest prawdą

*** wieża ze światła. Chorał, nie nie wiem który. Wieża ze światła chorał. On mnie umacnia.

ur. 1928 w Grudziądzu, zm. 2009 w Bydgoszczy, z wykształcenia socjolog. Poeta i eseista. Był członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich oraz PEN Clubu. Laureat prestiżowych nagród, m.in. Funduszu Literatury (1986) i polskiego PEN Clubu za całokształt twórczości poetyckiej (2005). Wydał tomy wierszy: Trzy piętra domu (1960), Zielony jesteś (1964), Rousseau (1967), Drzewo obiecane (1971), Litera (1977), Wiersze wybrane (1978), Kamień Moore’a (1982), Powrót (1982), Dwanaście zapisów (1986), Koda (1987), Trwająca chwila (1991), Przenikanie (1996), Stary człowiek przed Poematem (1999), Dziesięć prób tematu (2001), Kos i inne wiersze (2003), Drogą (2004), A-dur (2007), Znaki (2008). W jego dorobku znajdują się także dwa zbiory szkiców o malarstwie: Wybór i język (1989) oraz Przy obrazie (1998).

Wilga - posłuchaj, patrz! - wilga, wiem, jest z nami od rana. Ale zrywa się wiatr i robi się chłodno, a ty gorączkujesz, moment, pozwól, zamknę okno - nie, nie zamykaj. I nie zasłaniaj.

83

Efektem tej podróży są prace oraz czas mierzony poszczególnymi realizacjami… Liczony, zauważany czas, który znika z map naszego życia…Pogrążeni w spokojnej kontemplacji, znikamy „pomiędzy” rzeczywistością a sztuką… Czasami Czas znajduje się na pierwszym planie, stając się tytułem cyklu. Grzegorz Sztabiński pisząc o postawie artystycznej Joanny Imielskiej, szczególnie widocznej w cyklu Czas, zauważa jej podobieństwo z założeniami słynnych „obrazów liczonych” Romana Opałki. W obu przypadkach otrzymujemy specyficzne zapisy czasu, jednak, gdy zanikające liczby Opałki są śladem czasu linearnego, jednego konkretnego czasu, który

nieustannie upływa, to linie Imielskiej sugerują „nakładania się wielu wymiarów czasu”. Każda liczba to ślad minionego, utraconego czasu; kształty kreślone linią zachowując różnorodność, cyklicznie powtarzają się ujawniając złożoność czasu, jego wewnętrzne odczucie nie musi zlewać się z zewnętrznymi przejawami upływających chwil. Opałka rywalizuje z czasem, zatrzymuje go, a jednocześnie pokazuje jego nieodwracalne działanie na swojej twarzy. Imielska akceptuje wieloznaczność czasu, podkreśla jego egzystencjalny charakter. Śledząc wielorakie przejawy czasu w naturze, akcentuje ich wzajemne przenikanie się. Czas natury może stać się czasem

ganicznego kształtu i tworzywa nadal wyzierają znaki pierwsze, tak istotne w twórczości artystki: koło, kwadrat, trójkąt… Figury, czytelne w swej istocie są faliste i miękkie, budują własną perspektywę, przestrzeń bogatą i ciągłą… Prace Joanny Imielskiej są gęste jak tkanina, pełne znaków, linii i kresek, kropkowań, ale pełne harmonii. Bogactwo prześwitywań, koronek, miękkich materii rysowanych sieci rzuconych na kwadrat tła, aż kusi by je czytać jak książkę, lub dotykać wzrokiem, zagłębiać się w gęstwinę labiryntów, ścieżek i znaków. Ewa Urbańska

człowieka, dlatego artystka tak często odwołuje się do niej… Justyna Ryczek „Podróż w czasie, wokół czasu, przez czas...” (fragmenty)

Rysunki Joanny Imielskiej ujawniają jej artystyczny temperament – współczesnego ikonopisa, ceniącego linię delikatną i kruchą, ale zdecydowaną. Opartą na geometrycznej konstrukcji, ale żywą i wyrosłą ze swobodnego rysunku. Idealną, ale powstającą w materii i z materii. A „opisanie świata” zmienia się w opisanie istnienia, przemijania, czasu, którego obrazem staje się kruchość materii, ulegająca zmianom kształtu i koloru…Spod or-

„Opowiadanie o czasie” (fragmenty)

JOANNA  IMIELSKA 1

Urodzona się w Bydgoszczy. Studia w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Poznaniu w latach 1983-88, dyplom w pracowni rysunku profesor Izabelli Gustowskiej. Od 1989 pracuje w poznańskiej Akademii Sztuk Pięknych, od 2004 na stanowisku profesora nadzwyczajnego. Od 1994 prowadzi pracownię rysunku na Wydziale Edukacji Artystycznej. W latach 2002-2008 prodziekan, od 2008 dziekan Wydziału Edukacji Artystycznej Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Stypendystka MKiS w latach 1990-91 i 1997 oraz Ministra Kultury w 2005. Zajmuje się rysunkiem i malarstwem. Najważniejsze realizacje to cykle rysunkowe: 4 pory roku, Kamienie, Znaki, Linie i Czas. Do tej pory miała 42 wystawy indywidualne oraz brała udział w 72 wystawach zbiorowych w Polsce i za granicą.

2

3

1 – Czas 6, technika własna na papierze, 210×200 cm, 2002 2 – Labirynt 6, technika własna na papierze, 120×120 cm, 2008 3 – Labirynt 8, technika własna na papierze, 120×120 cm, 2008 4 – Labirynt 10, technika własna na papierze, 120×120 cm, 2008

84

4

Oglądanie prac Doroty Jajko-Sankowskiej stanowi wyzwanie dla wrażliwości na to, co w malarstwie istotne, na kolor i jego współdziałanie z powierzchnią płótna. Malarskie znaki nie stanowią zbioru odrębnych znaczeń, lecz są teraz nośnikiem barwy, nasycającej płytszą lub głębszą przestrzeń obrazu. Barwa napotyka na brzegi i krawędzie znaków, przedmiotów, liter

unifikując powierzchnię, gdzie znaki mają czasem zadanie utwardzić powierzchnię i wprowadzić rytmy. Tajemnica w trakcie malowania polega na stopniowym rozpoznawaniu i zestrajaniu części obrazu w strukturalną całość, będącą opisem poruszania się na powierzchni płótna i w obrazie. Tematyczność czy aluzyjność przedstawień malarskich konstytuuje się poprzez ciąg decyzji malarskich i ni-

gdy nie jest arbitralna lub wynikająca z wcześniejszych założeń, podobnie jak natura która zaskakuje i prowadzi, lecz wówczas gdy ręka jest wolna od kanonów i mód. To „ręczne” malarstwo posiada tę jeszcze – rzadką dziś – zaletę, że przy wdzięku i urodzie płócien wyczuwa się rodzaj nonszalancji i surowości. Wynika to z tradycji malarstwa XX w. i w połączeniu z typowo manualnym budowaniem

napięć z pierwotnych przejawów malarstwa naskalnego. Taka artystyczna odpowiedź w obliczu tradycji i nowoczesności, nabiera dziś nowych znaczeń jako kontynuacja. Jarosław Sankowski

kwiecień 2009

DOROTA  JAJKO-SANKOWSKA 1

2

fot. Jarosław Sankowski

3

4

6

5

ur. 1968 w Brzozowie. Studia na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu; dyplom uzyskała w 1993 w zakresie grafiki – sitodruku w pracowni prof. Bogdana Przybylińskiego, aneks malarski w pracowni prof. Wojciecha Sadleya. W latach 19942004 zatrudniona jako nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie, prowadziła zajęcia w pracowni rysunku i malarstwa. Obecnie zatrudniona na stanowisku adiunkta na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego w Rzeszowie. W latach 1996-1999 pełniła funkcję Prezesa Zarządu Okręgu ZPAP w Olsztynie. Autorka 16 wystaw indywidualnych. Brała także udział w wystawach zbiorowych.

1 – bez tytułu, technika mieszana, 70×200 cm, 2007, 2 – Przypływ, olej na płótnie, 100×150 cm, 2007 3 – Kajak, olej na płótnie, 150×150 cm, 2007, 4 – Parasolki, olej na płótnie, 150×100 cm, 2007 5 – Ściana, olej na płótnie, 150×100 cm, 2007 , 6 – Horyzont, olej na płótnie, 100×200 cm, 2007

85

Nawiązując do poezji Różewicza i jego dramatycznej wizji życia, poeta rozważa możliwość istnienia z Bogiem i bez Boga, a także boryka się z obrazem własnego Miasta, które go inspiruje i zniewala jednocześnie. Wśród paradoksów trwania tylko dwa fakty godne są zachwytu: miłość i narodziny dziecka. Adriana Szymańska

Odnajdziemy tu elementy: heroikomiki, poematu dygresyjnego, fabuły inicjacyjnej, sagi rodzinnej, narracji realistycznej, retardacyjnej opisowości czy autotematyzmu. Rzecz w tym, że całość jest czytelniczo strawna, że zmajstrowano to tak, iż da się przez to przebrnąć i z satysfakcją, i z pożytkiem. Grzegorz Kociuba

Ojcostych, poemat traktujący o ojcu, napisany wierszem stychicznym, to rzecz synkretyczna.

Jarosław Jakubowski ma wśród młodych poetów pozycję ustabilizowaną, chociaż

Philosophare humanum est, Przegląd Powszechny, nr 11 (1035), listopad 2007

Saga ojcem podszyta, Kwartalnik Literacko-Artystyczny „Pobocza” nr 3 (33), wrzesień 2008

na uboczu. W moim przekonaniu to „ubocze” wynika jednak nie z tego, że twórczość autora Pseudo jest marginalna, mało ważna na tle jego poetyckiej generacji. „Uboczność” Jakubowskiego bierze się z tego, że wśród roczników siedemdziesiątych pewne poetyckie idiomy stały się zbyt dominujące, co musiało przynieść – brzydkie komunistyczne sformułowanie – „działania reakcji”. Artur Nowaczewski Wiersz, znaczy twarz. O Pseudo Jarosława Jakubowskiego, „Topos” nr 3 (100) 2008

Skołataną głowę czytelnika uwodzi u Jakubowskiego dyskurs liryczny, wydestylowany w retorcie racjonalnej artykulacji. Obcując z tą twórczością, osiąga się pocieszającą pewność, że nie poezja pytii, zaumnyj jazyk, słopiewnie, a przekaz sensów – za pośrednictwem wersów obdarzonych urodą jasnej frazy, figur stylistycznych prowadzonych na złotej uździe przez sztukmistrza słowa – jest w niej najważniejszy. Mariusz Solecki Kiedy przyspiesza oddech, „Kresy” nr 76, 4/2008

JAROSŁAW  JAKUBOWSKI Dorastanie do wiersza Krzysztofowi Kuczkowskiemu

fot. Anna Jakubowska

ur. 1974 w Bydgoszczy. Ukończył politologię na Uniwersytecie Gdańskim. Poeta, prozaik, dziennikarz, krytyk literacki. Autor książek poetyckich: Wada wymowy, Kamyki, Marta, Wyznania ulicznego sprzedawcy owoców, Wszyscy obecni, Pseudo, Ojcostych, Slajdy (proza). Od 2009 prezes toruńsko-bydgoskiego oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Współpracuje z sopockim „Toposem”. Publikuje także we „Frondzie”. Zdobywca nagród i wyróżnień w licznych konkursach literackich. Omówienie jego twórczości znalazło się w książce Karola Maliszewskiego Rozproszone głosy. Notatki krytyka (2006). Mieszka w Koronowie z żoną Anią i dziećmi Olafem i Zofią.

Wiersz powinno się zaczynać od znaku krzyża, tak jak kiedyś zaczynano orkę. I od imion kochanych osób i sprzętów które nam służą. W ten sposób ocalamy ich cząstkę z potopu który szumi jak telewizor nad ranem. I nie wolno uciekać od tego co wciąż zachwaszcza zadbany ogródek poezji. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, i w imię wszystkich drobin twojego świata pisz wiersz, ten wiersz który pojawił się u zarania twoich snów, pojawił się na krótko jak wizerunek na szybie albo w korze drzewa, a potem zniknął. A może to ty zamknąłeś przed nim furtkę twojego ogródka. Rozbudowujesz go o nowe grządki ale czujesz że nie o taki rozrost idzie gra. Bo gra idzie o to żeby każda chwila była krokiem stopniem, żeby budować groblę wśród szumiącego potopu. Więc kreśl w powietrzu znak krzyża i oddawaj powietrzu imiona których kochasz a odpowiedzią będzie cichość i jasność przestrzeni. Wprawdzie nic o niej nie wiesz ale możesz próbować ją opisać. Więc zaczynaj, nazwij To Nic.

86

Wiersz Ten wiersz powinien zaczynać się w miejscu, w którym kończą się poprzednie, powinien pójść krok dalej i wreszcie przestać udawać. Tylko czy wiersz może nie udawać? To znaczy - czy można pozbawić go osłony? Sam widzisz jak trudno oduczyć się kręcenia młynkami zdań. Ten wiersz musiałby być zupełnie bezbronny i odporny na krytykę, bo pewnie znalazłoby się paru takich, którzy ujrzeliby w nim jedynie kolejny model w szerokiej ofercie. Musiałby też być odważny, żeby nie bać się błądzić i przyznawać do błędów. Tak trudny, że właściwie niemożliwy, ale czy warto pisać inny? 11.03.04

Wernisaż aeronautyczny Wyszliśmy z piwnicy więc następnym etapem powinny być przestworza rozwieszone w nich obłoki deszcz słońce i wiatr każdy z nas zmieści się w takiej galerii i ksiądz i błazen i nawet ten co w nic nie wierzy ten szczególnie bo będzie mógł wreszcie obejrzeć sobie to nic Nic wielkie i dławiące ktoś wygłosi słowo ostateczne ale przez wzgląd na powietrzną poprawność nie będziemy wspominać o naszym prawdziwym głodzie i przeznaczeniu o ziemi.

(...) Malarstwo Justyny Jułgi wyrasta z pejzażowego konkretu, jest wynikiem jej wrażliwości na naturę, na zjawiska prawie zawsze poruszające malarzy i fotografów – wodę, światło i blask. Zatarcie granicy między krajobrazem i jego odbiciem, tajemnicze lśnienie pojawiające się gdy płaszczyzna wody prześwituje zza drzew i konarów to motywy powracające w jej obrazach. Ekwiwalent dla przyrody, światła, powietrza znajduje, jak przystało dziś w materii malarskiej, która z równą swobodą może kształtować obraz w kategoriach mimesis, jak i dzieła abstrak-

cyjnego. Justyna Jułga uprawia malarstwo, w którym nowoczesność i tradycja spotykają się. Tworzy obrazy o dużym ładunku czysto sensualnego piękna, emanującego zarówno z doboru motywów, jak i z warstwy malarskiej, chciałoby się powiedzieć eleganckiej, wysmakowanej. (. . .) Co pewne, nie ulega presji bycia malarzem „nowoczesnym”, brutalnym i gwałtownym. Ewa Urbańska

(...) „W moim ogrodzie” – tytuł jednej z dawnych wystaw Justyny sugerował już prywatność i intymność tego obszaru twórczej penetracji. Świat wyobraźni i świat natury stały się jednym ogrodem, jedną uprawą. Postępując krok dalej można by powiedzieć w imieniu autorki: malując ocalam to, co niesie radość, zapisuję swoje fascynacje przyrodą, bo dzięki niej uczę się przeżywać piękno patrząc, jak światło rządzi światem barw, wciąż coś odkrywam. (...) W twórczości Justyny Jułgi treść rozpisana jest na emocjonalne przeżycie koloru, wzajemne

związki barw w dominujący sposób określają charakter tych kompozycji. Przyroda jako ogród świata stanowi konterfekt wewnętrznych uniesień i olśnień. Malarka tworząc portrety natury rysuje obraz własnej wrażliwości. Rozpoznawalność prezentowanych pejzaży nie bywa zawsze natychmiastowa. Zdarza się, iż abstrakcyjność form zdaje się dominować, ale motywem przewodnim pozostaje zawsze świat, który znamy. Afirmacja natury stanowi motto tej twórczości. Jacek Soliński

JUSTYNA  JUŁGA 1

2

3

4

5

ur. 1963; studiowała na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu. W 1994 uzyskała dyplom z zakresu malarstwa w pracowni prof. Zygmunta Kotlarczyka. Zajmuje się malarstwem, instalacją i fotografią. Od 1995 należy do ZPAP. Jest autorką kilkunastu wystaw indywidualnych. Uczestniczyła w wielu wystawach zbiorowych. Brała udział w międzynarodowych plenerach interdyscyplinarnych Inner space w Skokach pod Poznaniem i w Poznaniu (1993, 1995, 1996 i 1997). Otrzymała wyróżnienia na IV i V Biennale Plastyki Bydgoskiej (1998 i 2000). W 1999 została nagrodzona na ogólnopolskiej wystawie malarstwa Aqua fons vitae. Od 2005 należy do Bydgoskiego Stowarzyszenia Artystycznego.

1 – Zboże II, olej, piasek na płótnie, 104×124 cm, 1998, 2 – bez tytułu (fragment), technika mieszana, 40×3 0 cm, 1996 3 – Roślinność I, pastel, akryl, 110×245 cm, 1993, 4 – Różowy wiatr (fragment), technika mieszana, 18×22 cm, 1996 5 – Nenufary, olej na płótnie, 150×115 cm, 1999

87

(...) Kazimierz Jułga, wyrastając z tradycji postimpresjonizmu, poszedł dalej: studiując pejzaż, przyglądając mu się wielokrotnie, sumował wielość wrażeń i skupiał je, budował kompozycję jako syntezę różnych sygnałów odbieranych z obserwacji natury. Malował w pracowni dokonując analizy wielu spostrzeżeń. Ten intuicyjny, wydawać by się mogło, zapis natury kryje w sobie ślady precyzyjnie przemyślanej konstrukcji, jakby aranżacji na temat tworzenia przestrzeni. Światło w jego obrazach określa uniwersalną porę dnia, a może raczej stałą porę wewnętrznego życia wyobraźni. Kompozycje

zawsze wyważone, przemyślane w każdym szczególe, działają jak ocalone w pamięci wizje świata przyrody. Obrazy zostały starannie skonstruowane z prostokątnych plamek, które pulsując tworzą zwarty obraz. Autor w jednym ze swoich wierszy oddał ów specyficzny charakter obrazowania: to są ruchome plamy (...) które pasie wiatr. Przyglądając się tym „drgającym” kompozycjom można doświadczyć dziwnego wrażenia; oddalając się od obrazu – faktycznie się do niego zbliżamy, bo dopiero wówczas (jak u impresjonistów) możemy odczuć, ogarnąć i „zrozumieć” całą przestrzeń. Nie ma tu

miejsca na przypadek, rzeczywistość została poddana destylacji. Prostota i głębia budzą pozytywne, najprostsze uczucia – podstawowe skojarzenia. Często powtarzający się rytm pionów wyraźnie wskazuje kierunek wertykalny – tchnienie Stwórcy. Lasy, sitowie, chmury, woda to oczywiste symbole życia. Z jednej strony zdaje się jakoby dominował sensualny wymiar świata, a jednak do całej tej „poruszonej” obserwacji przyrody wkrada się nastrój nadrealny. Ten obraz pierwotnej egzystencji jest surowy i jednocześnie łagodny; przez kolorystyczną sterylność drgających plamek

barwnych zyskuje walor kontemplacyjny. (...) Część płócien może wydać się kompozycjami czysto abstrakcyjnymi, rządzącymi się własną logiką. Sądzę, że artysta doskonale czuł dwuwymiarowość tego działania i świadomie rozwijał oba kierunki. Najważniejsza jednak pozostaje tu esencjonalność doznania, niezależnie w jakim pójdziemy kierunku i jakiej poddamy to interpretacji. Pierwsze wrażenie – zetknięcie z płótnem – ma w sobie tę siłę podstawową, sprawczą, resztę można zawierzyć intuicji. Jacek Soliński

z: Kazimierz Jułga, Odczytywanie natury, Bydgoszcz 2008

KAZIMIERZ  JUŁGA 1

2

3

fot. Zbigniew Lubaczewski

ur. 1935 we wsi Rybowo w Wielkopolsce, zm. w 2002 w Bydgoszczy. W 1955 ukończył PLSP w Bydgoszczy. W latach 1955-1960 studiował na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu, uzyskując dyplom z zakresu malarstwa w pracowni Stanisława Borysowskiego. W 1961 rozpoczął pracę w Biurze Wystaw Artystycznych w Bydgoszczy, gdzie od 1973 do 2002 był dyrektorem. Zajmował się malarstwem, twórczością poetycką, krytyką plastyczną, fotografią artystyczną i fotografią dokumentalną. Od 1960 należał do ZPAP aż do chwili jego rozwiązania w 1983. Należał również do ZLP do jego rozwiązania w 1983. Od 1989 należał do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Był autorem kilkunastu wystaw indywidualnych malarstwa i kilkunastu wystaw fotografiki. Uczestniczył w wielu wystawach zbiorowych. Swoje wiersze drukował w prasie lokalnej i ogólnopolskiej. Wydał tomy wierszy: Krawędź (1961), Szum słońca (1972), W smudze Wisły (1988), Godziny (1991), Tędy chodzą chmury (wybór, 2002). Za swoją działalność społeczną i artystyczną otrzymał wiele nagród i wyróżnień. Ostatnie z nich to: Medal Kazimierza Wielkiego (2002), Medal za Twórczy Wkład w Kulturę Chrześcijańską (2002).

88

4

6

5

7

1 – Pokój w słońcu, olej, płótno, 70×50 cm, 1965, 2007, 2 – Kompozycja na temat architektury, olej, płótno, 60×90 cm, 1963 3 – Kompozycja pejzażowa, olej, płótno, 60×75 cm, 1968, 4 – W borach o zmierzchu II, olej, płótno, 70×76 cm, 1987 5 – Nad wodami X, olej, płótno, 130×128 cm, 1976, 6 – Pod wieczór, olej, płótno, 60×70 cm, 1992, 7 – Z głębi boru II, olej, płótno, 100×125 cm, 1992

(...) Język wypowiedzi twórczej artysty został jasno skrystalizowany przed wieloma laty. Tematyka Kresów jest ulubionym obszarem artystycznej penetracji artysty. Są to wschodnie rubieże polskie, przede wszystkim z racji miejsca urodzenia, ale również zachodnie Kresy dawnej Rzeczypospolitej ze względu na swoje rodowe korzenie. Autor zna biegle język litewski. Może dlatego często tam wyjeżdża, myślę jednak, że są to tereny bardzo bliskie jego naturze. Ostatnio odbywa również podróże na Białoruś i Ukrainę. Jurkiewicz z wielką pieczołowitością

de wszystkim na takich, które wyszukiwane są ze spokojem, nacechowane dużą dawką poetyckiego spojrzenia na otaczający nas świat. Świat piękny, jednego razu zabawny, innym razem smutny, nawet w swej dogłębnej prawdzie tragiczny. Jednak nawet jeśli artysta fotografuje sceny przygnębiające, widzę w nich tylko optymizm. Bez podobnego podejścia twórcy do przedstawionej rzeczywistości trudno byłoby osiągnąć te dwie wartości: piękno i prawdę. To osiągają tylko wnikliwi obserwatorzy świata. Trzeba być wrażliwym człowiekiem i wyczulonym

celebruje motywy czerpane prosto z życia fotografując zwykłych ludzi, najczęściej w niezwykłej scenerii (w porównaniu do europejskich realiów cywilizowanych narodów końca XX i początku XXI wieku). Jurkiewicz jest mistrzem w wyszukiwaniu i fotografowaniu tych niezwykłych miejsc na ziemi, usytuowanych tak blisko człowieka, wpisanych w jego codzienny żywot. Miejsc, które tak często są pomijane i zapominane w pogoni za gromadzeniem coraz większej ilości dóbr materialnych. Świat Jurkiewicza zbudowany jest na nietypowych sytuacjach, jednak prze-

na niuanse twórcą, aby z tych siermiężnych scen wydobyć prawdę o teraźniejszości i o tym, co ponadczasowe. Trzeba umieć wgłębiać się w psychikę ludzi, których spotyka się na trasie swoich wędrówek. Do tego trzeba mieć naturę i socjologa, i poszukiwacza tajemnic, i podążać własnymi ścieżkami, które zapisane są genetycznie. Te właśnie cechy posiada Witold Jurkiewicz (…). Marian Stępak

WITOLD  JURKIEWICZ 1

3

2

ur. 1955 w Olecku. Zajmuje się fotografią kreacyjną, społeczną i pejzażową. Od 1985 należy do Związku Polskich Artystów Fotografików, w którym pełni funkcję prezesa Zarządu Okręgu Toruńsko-Bydgoskiego. Jest autorem wielu wystaw indywidualnych, uczestniczył w kilkudziesięciu wystawach zbiorowych. Od 1987 prowadzi zajęcia dydaktyczne z fotografii w Zakładzie Plastyki Intermedialnej na kierunku edukacja artystyczna na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu.

4

witoldjurkiewicz.zenfolio.com

5

6

1 – Kresy zakarpackie, fotografia, 2008, 2 – Kresy poleskie, Wołczyn, fotografia, 2006 3-6 – Ikony Kresowe I, II, III, IV, fotografia, 2005-2008

89

Rozmyślania przy Krzyżu Twórczość Emanuela Kaji sytuuje się na pograniczu wielu różnych artystycznych trendów, nieustannie ewoluuje, często zmienia już raz obraną stylistykę. Młody artysta wykorzystując charakterystyczną dla współczesnej sztuki brytyjskiej instalację posługuje się jednocześnie klasycznym, figuratywnym modelunkiem. Próbuje odnaleźć adekwatne i zarazem ciągle „żywe” medium dla treści niejednokrotnie przywoływanych w twórczości plastycznej. (...) „Ukamienowanie Krzyża”, jak zauważa artysta w udzielonym przy okazji wystawy wywiadzie,

jest refleksją nad „śmiercią w perspektywie nadziei”. Kaja postrzega ułomną cielesność jako miejsce szczególnego uobecniania się wartości duchowych. (...) Krzyż pojawia się jako symbol nadziei. Kryje w sobie tajemnicę wybawienia. Kruche piękno cielesnego świata odzyskuje swój blask, staje się znakiem piękna duchowego. Rozpięte na drucianej pajęczynie kamienie – symbol ludzkich grzechów, na tle drewnianego krzyża układają się w kształt umęczonego ciała. Postać Chrystusa staje się miejscem przejścia, bramą pomiędzy rzeczywistością ducha i materii. Mateusz Soliński

Przyglądając się kompozycjom E. Kaji warto zastanowić się nad znaczeniem sztuki abstrakcyjnej w dobie nieograniczonych możliwości komputerowego kształtowania obrazu. Dlaczego malarz wybrał tradycyjną formę kreowania abstrakcji posługując się pędzlem, farbami i płótnem? Z pewnością sam akt twórczy ma tu znamiona działania bezpośredniego – spektakularnego kontaktu z materią – bliższego teatrowi i muzyce niż wirtualnym eksperymentom na ekranie komputera. Dotyk, czyli poczucie fizyczności oraz działanie grawitacji odgrywają w tym malarstwie podstawową rolę. Spontaniczność przeżyć przyjmuje na płótnie określone

kształty, by jak żywioły w przyrodzie współistnieć w zmieniających się układach. Barwne kompozycje nie są w tym wypadku tylko estetyczną grą formy i koloru czy wyrazem ekspresji samego malarskiego gestu, ale zdają się zawierać jakiś szczególny rodzaj skupienia i wewnętrznego napięcia. (...). Rytm wyłonionych form nie narzuca konkretnych odniesień, przyjmuje raczej charakter swobodnych skojarzeń. Obraz stanowi swoisty raport stanu wyobraźni w tej konkretnej, wybranej chwili, staje się pejzażem wewnętrznym – psychologicznym krajobrazem ducha, w którym akt twórczy jest przeżyciem wolności. Jacek Soliński

EMANUEL  KAJA 1

ur. 1978 w Bydgoszczy, na stałe mieszka w Wielkiej Brytanii. Student Wydziału Malarstwa University of Brighton School of Arts and Communication. Zajmuje się instalacją i malarstwem abstrakcyjnym. Autor kilku wystaw indywidualnych i instalacji. Uczestnik ekspozycji zbiorowych, głównie reprezentujących środowisko swojego uniwersytetu.

2

3

4

5

1, 4 – Ukamienowanie krzyża, instalacja Stone cross zrealizowana w Brighton, drewno, drut, kompost, płyta paździerzowa, plexi, kamień, 250×250 cm, 2007 2 – Obraz nr 18 (szkic do fugi Mozarta), tech. akryl na płótnie, 57×52 cm, 2008, 3 – Obraz nr 12, akryl na płótnie, 135×135 cm, 2008 5 – Obraz nr 17, akryl na płótnie, 120×80 cm, 2008

90

Przestrzeń Twojej instalacji ogarnięta jest monumentalnymi przedstawieniami Ukrzyżowania. Trzy obiekty stanowią symbole chrześcijaństwa w różnych okresach: w starożytności, w nowożytności oraz we współczesności. W części centralnej znalazła się przejmująco wierna, rzeźbiarska „kopia” zrealizowana według obrazu niemieckiego malarza okresu renesansu Matthiasa Grünewalda. Jak należy odczytywać symbolikę tych wizerunków? W mojej pracy rzeźbiarskiej przedstawiłem trzy krzyże, zbite ze starych belek, na których widoczny jest rysunek czasu. Do drewna pierwszego krzyża

powbijałem stare, zardzewiałe i powyginane gwoździe, które układają się w niewyraźną sylwetkę ukrzyżowanego Chrystusa. Na gwoździach zawiesiłem stare, zardzewiałe klucze skupiając je w miejscu klatki piersiowej w okolicy serca, życiowego organu, który pompuje właśnie przelaną krew. Praca ta nawiązuje do symboliki wczesnochrześcijańskiej, kiedy nie przedstawiano postaci Chrystusa na krzyżu. Wykorzystałem symbol klucza i umieściłem go na krzyżu, wieszając na gwoździach. Klucz symbolizuje Chrystusa jako tego, który otwiera jedne bramy, a inne zamyka. W mojej pracy chciałem, aby klucz na gwoździu nie symbolizował samego tylko

cierpiącego Chrystusa, ale także akt ukrzyżowania, czyli odkupienia i wymazania grzechu pierworodnego, okupionego cierpieniem. Na drugim krzyżu wisi umęczona postać Chrystusa – to praca, której inspiracją było ukrzyżowanie z Ołtarza w Isenheim Matthiasa Grünewalda. Chciałem aby ta praca nie stanowiła jedynie dokładnego rzeźbiarskiego odwzorowania malarskiej wizji średniowiecznego artysty, ale stała się także moim znakiem krzyża. Do drewna trzeciego krzyża przytwierdziłem, za pomocą blach, bryłę mięsa przypominającą tors z rozciągniętymi ramionami. Inspiracją do tej pracy były wizerunki Ukrzyżowania licznych współczesnych

artystów, przede wszystkim Francisa Bacona. Nie jest to obraz ukrzyżowania, z którym się godzę, ale jestem w stanie go zrozumieć. Wykonałem ten wizerunek wbrew sobie. Chciałem ukazać ewolucję obrazu ukrzyżowania w sztuce. Ukrzyżowanie w pracach artystów otrzymało wiele nowych znaczeń. Stało się znakiem cierpienia oraz symbolem niesprawiedliwości. Trzy krzyże, trzy obrazy ukrzyżowania tak od siebie odmienne i odlegle, umieściłem na niemalże takich samych krzyżach pod względem formy oraz materii drewna. Owym podobieństwem chciałem zaznaczyć niezmienne trwanie znaku krzyża. z Gracjanem Kają rozmawiał Mateusz Soliński

GRACJAN  KAJA 1

2

3

fot. Alina Kluza

4

5

ur. 1980 w Bydgoszczy, gdzie ukończył VI LO. Absolwent Wydziału Terapii Zespołu Szkół Medycznych w Bydgoszczy. W 2008 ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Gdańsku na wydziale rzeźby – dyplom w pracowni Sławoja Ostrowskiego. Podróżnik. Uprawia rzeźbę oraz zajmuje się fotografią, głównie reportażową, z wypraw po krajach Ameryki Łacińskiej (Argentyna, Boliwia, Brazylia, Chile, Peru, Wenezuela). Autor czterech wystaw indywidualnych fotografii i rzeźby.

6

1, 2 – Ukrzyżowany (model), glina, wys. 250 cm, 2008 3 – Ukrzyżowany, gips, wys. 250 cm, 2008, 4 – Ukrzyżowany według M. Grünewalda, gips polichromowany, wys. 250 cm, 2008 5,6 – Ukrzyżowany (fragmenty), gips polichromowany, wys. 250 cm, 2008

91

Fotografie Jakuba Kaji stanowią wyraz fascynacji światem natury i jednocześnie są rezultatem staranie przemyślanej pracy twórczej. Umiejętność dostrzeżenia urody otaczającego nas krajobrazu wymaga szczególnej wrażliwości. Wnikliwy obserwator w pozornie „zwyczajnym” pejzażu, miejscu naszych codziennych przechadzek, może odnaleźć niezwykłą feerię barw i kształtów. Uświadomienie sobie bo-

gactwa form skrytych w przyrodzie jest twórcze, jeżeli zmierza ku nowemu spojrzeniu. W ten sposób spontaniczne doświadczenie natury prowadzi do oczywistej refleksji, uzmysławiając, iż to, co pozornie znane w dużym stopniu zależy od tego, kto patrzy i fotografuje. Skala wnikliwości widzenia jest jak język, który każdy artysta wzbogaca o nowe wyrazy. Jakub, eksponując wybrane fragmenty, „detale” naturalnego

kuba Kaji otwierają inną perspektywę oglądu tego, co dotychczas wydawało się nam na pozór bliskie i znajome. Pozwalają spojrzeć z dystansu na świat ludzkich trosk, ujawniając wagę oraz wartość rzeczy i zjawisk na co dzień często niedostrzeganych. Mateusz Soliński

krajobrazu, stara się odnaleźć i zapisać to, co wydaje się być znaczące. Artysta, wrażliwy na naturalne piękno, traktuje świat natury jako księgę pełną ukrytych symboli, próbując dostrzec w nim jakości metafizyczne. Poszukując wartości duchowych, wyraża swój podziw dla tego, co „najzwyklejsze”. Konfrontuje nas z naturalnym pięknem i skłania do refleksji nad własnym miejscem w otaczającym świecie. Fotografie Ja-

JAKUB  KAJA 1

2

3

fot. Anna Mądrala

ur.1982 w Bydgoszczy. Absolwent Krakowskiej Szkoły Wyższej im. A. F. Modrzewskiego na Wydziale Architektury i Sztuk Pięknych, kierunek malarstwo, specjalizacja grafika użytkowa. Dyplom ukończony u prof. Mieczysława Górowskiego (grafika projektowa) oraz prof. Krzysztofa Kiwerskiego (fotografia). Otrzymał kilka nagród wydziałowych, m.in. za plakat na 750-lecie lokacji miasta Krakowa oraz grafiki z cyklu Ecce Homo. Laureat nagrody głównej i specjalnego wyróżnienia za plakat w ogólnopolskim konkursie na 90-lecie PKO BP. Obecnie student ASP w Gdańsku na Wydziale Grafiki. Autor kilku wystaw indywidualnych oraz uczestnik kilkunastu ekspozycji zbiorowych.

4

7

5

8

6

1 – Gałązka w pajęczynie, Kraków, fotografia, 2006, 2 – Przejście, Bydgoszcz, fotografia, 2007 3 – Pajęczy świat III, Bydgoszcz, fotografia, 2007, 4 – Z cyklu Ecce Homo II, grafika komputerowa, 2008 5 – Z cyklu Ecce Homo IV, grafika komputerowa, 2008, 6 – Staw, Trzebima, fotografia, 2007 7 – Sztuka latania, fotografia, 2007, 8 – Gołąb z kominami, Kraków, fotografia, 2007

92

Spojrzenie POZA Oglądając obrazy Jana Kaji oglądamy zarazem drogę, którą przebywa jego artystyczna świadomość w poszukiwaniu wartości najistotniejszych, zarówno plastycznych jak i duchowych. Twórczość Janka jest zapisem wrażliwości niezwykle aktywnej, próbującej przekazać w kolejnych aktach twórczych horyzont rzeczywistości empirycznej. W poszczególnych realizacjach zdają się odzywać zarówno reminiscencje naturalizmu, barokowego luminizmu, jak też surrealizmu, istotne jest tu bowiem wyzwolenie wyobraź-

ni niezwykle bogatej, kreatywnej i penetracja sfer pozaracjonalnych, jednak w przeciwieństwie do surrealizmu malarstwo to poddane jest dyscyplinie i nieustannie stymulowane przez myśl, która wszelkie, nawet najtrudniej uchwytne irracjonalne impulsy stara się sytuować w kręgu symboliki chrześcijańskiej. Dlatego najczęstszym motywem przedstawieniowym jest tu człowiek: człowiek strapiony, cierpiący, utrudzony poszukiwaniem swego miejsca w świecie, wreszcie człowiek spragniony bliskości Chrystusa. Kaja nawet tam, gdzie samo przedstawienie

wydaje się zakorzenione w empirii, stara się pomieścić sugestie metafizyczne. Ich symbolem jest tu światło, które wyróżnia poszczególne elementy, rozświetla je, wydobywa z mroku, porządkuje, stwarza. W owych obrazach wyróżnia zwłaszcza twarze i dłonie. Twarze, ponieważ ich wejrzenia kierują uwagę odbiorcy w stronę świetlnego źródła, w stronę tego, co istnieje POZA, dłonie, ponieważ w nich właśnie kumuluje się żywa ekspresja, to one wyrażają głębię modlitewnego skupienia, czasem radość, częściej jednak rozpacz i bezradność. I takie hie-

rarchizowanie elementów przedstawienia determinuje ich formę. Stąd też świadome deformacje postaci, wydłużenia, zbliżenia, skróty. Zabiegi techniczne tworzą określone reguły odbioru, koncentrują uwagę wokół wyróżnionych elementów, skłaniają do symbolicznej interpretacji, pomagają w odkrywaniu znaczeń, pozostawiają jednak również poczucie, że przedstawiany przez artystę świat pełen jest zagadek, niedopowiedzeń, subtelnych intuicji, których do końca zgłębić niepodobna. Piotr Siemaszko

JAN  KAJA 1

2

fot. Dariusz Nowacki

3

4

5

6

ur. 1957 w Bydgoszczy. W 1977 ukończył bydgoskie PLSP. Od 1979 wspólnie z Jackiem Solińskim prowadzi Galerię Autorską. Na początku lat 80. realizował projekty konceptualne (plakaty – odezwy). Zajmuje się malarstwem, rysunkiem, fotografią oraz działalnością wydawniczą. Współautor (z J. Solińskim) albumów monograficznych poświęconym artystom plastykom. W latach 1987-1992 studiował teologię w PIKCh w Bydgoszczy (filia Papieskiego Wydziału Teologicznego w Poznaniu), gdzie w 1993 uzyskał absolutorium. Jest autorem kilkudziesięciu wystaw indywidualnych. Uczestniczył w wielu wystawach zbiorowych. Autor cykli malarskich: Bramy, Droga Krzyżowa, O Matce Bożej. Otrzymał wiele nagród i wyróżnień.

1 – Oczekiwanie, akryl na płótnie, 100×80 cm, 2008, 2 – Tak, akryl na płótnie, 100×80 cm, 2008 3 – Pomoc Cyrenejczyka, akryl na płótnie, 100×130 cm, 2005, 4 – Pan Jezus przyjmuje krzyż, akryl na płótnie, 100×130 cm, 2006 5 – Pan Jezus z krzyża zdjęty, akryl na płótnie, 100×130 cm, 2004, 6 – Zmartwychwstanie, akryl na płótnie, 100×130 cm, 2007

93

Antoni Gołubiew w Poszukiwaniach pisał, iż powołaniem człowieka jest wieczna wędrówka. To właśnie na odległym morzu czy pośród nieznanych leśnych ostępów, w obcych krainach człowiek poznaje swoją prawdziwą naturę. Odkrywa pozorność językowych barier i narodowościowych różnic. W twórczości Waldemara Kakareko to, co osobiste nabiera cech ponadkulturowego symbolu. Artysta od wielu lat podróżuje do krajów Dalekiego Wschodu. Za pomocą malarstwa i fotografii rejestruje codzienne życie mieszkańców Indii, Wietnamu czy Bali. Utrwalając chwile proza-

icznych trosk i małych radości poszukuje tego, co uniwersalne, wykraczające poza ramy miejscowych obyczajów. Bezpośredniość i żywiołowość malarskiego widzenia określają przestrzeń wartości bliskich artyście. Pulsujące barwami płótna stanową rodzaj przejścia – bramy, przez którą możemy wejść w nieznane regiony życia. Entuzjazm i optymizm tchnące z obrazów bydgoskiego malarza wyznaczają kierunek i charakter tej wędrówki; budzą nowe doznania kierując ku temu, co twórcze i piękne. Kakareko posługuje się symbolem. Budując kompozycję

w formie prostych czytelnych scen dąży do komunikatywności przekazu. To, co dotychczas wydawało się obce, staje się bliskie i znajome. Egzotyka odległych krain otwiera swój duchowy wymiar. Korzeni malarstwa Waldemara Kakareko można się doszukiwać w twórczości kolorystów przełomu XIX i XX. wieku. Kakareko w swoich pracach łączy dziką i drapieżną formę wczesnych dzieł fowistów z pogodą i dekoracyjnością późnych prac Henri Matisse’a. Zdecydowany, gruby kontur nawiązuje do stylistyki dzieł niemieckich ekspresjonistów.

Poszczególne płótna utrzymane w jednolitej tonacji barwnej układają się w cykl słonecznych przedstawień. Zaznaczone mocnymi plamami formy stapiają się w jedną organiczną całość. Przedmioty tracą swoją konkretność rozpływając się w promieniach światła. Waldemar Kakareko dąży do jasności i czytelności wyrazu. Emocjonalny charakter prac ukazuje artystę wrażliwego i poszukującego, twórcę, który w egzotycznych krainach znajduje nową perspektywę oglądu świata. Mateusz Soliński

WALDEMAR  KAKAREKO 1

2

fot. Jacek Soliński

ur. 1967 w Bydgoszczy. Ukończył studia na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu (1988-1983 Instytut Artystyczno-Pedagogiczny – malarstwo; 1995-2000 Instytut Konserwacji i Restauracji Malarstwa i Rzeźby Polichromowanej – konserwacja). W latach 1999-2000 studiował na Uniwersytecie Maharaja Sayajirao w Vadodarze w Indiach. Stypendysta w pracowni konserwatorskiej Schutzdenkmalampt w Hamburgu w 2003. Odbył podróże po Indiach (w ramach stypendium) oraz Wietnamie, Tajlandii i Bali. Współpracuje z Muzeum Azji i Pacyfiku w Warszawie. Zajmuje się malarstwem sztalugowym i fotografią. Autor 10 wystaw indywidualnych, brał również udział w kilku wystawach zbiorowych.

3

5

4

6

1 – Wioska II, olej na płótnie, 80×90 cm, 2008, 2 – Pola ryżowe, olej na płótnie, 60×80 cm, 2008, 3 – bez tytułu, olej na płótnie, 60×80 cm, 2008, 4 – Wioska IV, olej na płótnie, 70×100 cm, 2009, 5 – Brzeg, olej na płótnie, 60×80 cm, 2008, 6 – Trzy gracje, olej na płótnie, 100×70 cm, 2008

94

Prawda (jakaś prawda i jaka?) tkwi ukryta w świecie, którego obraz pozostaje zmącony i niejasny, pełen pozorów i złud, jakby odbitych w nieskończonej ilości luster, w świecie piętrzących się i wzajemnie wykluczających sensów, w świecie Dnia i Nocy, Światła i Mroku, Radości i Płaczu, Życia i Śmierci. Słowa zaś są jak ziarnka piasku na pustyni. Tworzą kruche i delikatne budowle, które istnieją i nie istnieją zarazem. Są Obra-

zem i są jego Zniknięciem. Słowo „Coś” odsłania i jednocześnie to„Coś” zasłania. Literatura jest pomiędzy. Jest przerwą w niepojętym spektaklu i w równie niepojętych dekoracjach. Ustanawia świat i zarazem go burzy. Wyłania się z mroku i doń powraca. Słowo w naszej tradycji nazywa, ujawnia to, co zakryte, wdzierając się w Niepojęte, ale ku skrytości, poprzez ujawnienie, powraca. Grzegorz Kalinowski

GRZEGORZ  KALINOWSKI Polowanie na zające Kulejące i najpewniej ranne zające wdzierały się, uchodząc przed myśliwymi i naganiaczami, do stojącej pośród pola szopy. Szedłem wśród naganiaczy, chłopców w wieku około trzynastu lat po iskrzącym się śniegu. Wszyscy byliśmy ubrani w szare, ortalionowe kurtki i brązowe futrzane czapki podwiązane pod brodami. Na nogach mieliśmy podbite srebrnymi blaszkami, zasznurowane, wysokie buty. Szliśmy po ośnieżonym polu, potykając się o zmarznięte grudy ziemi. Było nas czterdziestu. Ja i oni. Ja i trzydziestu dziewięciu. W odległości kilku metrów od siebie, w równym szeregu, wraz z nami szli myśliwi ubrani w zielone kurtki. Było ich siedmiu. W średnim wieku, mniej więcej trzydziestu pięciu lat. Wysocy, wyprostowani. Pilotki z czarnej skóry ściśle przylegały do głów. Jakby spowite były w całuny. Na ich piersiach zwisały czarne lornetki. Na prawych ramionach nieśli strzelby skryte w brązowych futerałach. Od czasu do czasu, jakby zbudzony ze snu, jakiś zając wyskakiwał nam spod nóg i pędem, skacząc na tylnych kończynach, z wyraźnym trudem, nieco wysunięty do przodu puszczał się w kierunku szopy. Szopa nie miała drzwi, tylko jakąś ziejącą czymś nieokreślonym wyrwę pośrodku północnej ściany. Co to jest? I była cisza. Zatrzymałem się i zajrzałem do środka. Na mgnienie. Wszyscy się zatrzymali. Nikt oprócz mnie tam jednak nie zajrzał. Stali i milczeli. Obok. W jej wnętrzu kłębiły się zające. Nie można ich było policzyć. Prawie wszystkie przywarły do drewnianych, sękatych desek. Falowały drewniane ściany. Tylko niektóre zające kuliły się w środku szopy. Pozbawione wszelkiej siły. O dziwo, pomimo ran i przerażenia nie wydawały tego doniosłego głosu, jak to nazywali wszystkowiedzący myśliwi, kniazienia. Baliśmy się przerażającego, znanego już nam dźwięku, i drżeliśmy, oby tylko go nie usłyszeć. Dziurawa strzecha ze słomy rozsypywała się. Gdzieniegdzie walały się uschłe źdźbła. Schronienie w drewnianej i napowietrznej rozpadlinie. Po chwili ruszyliśmy powoli przed siebie. Powoli. Milczeliśmy. Spoglądaliśmy na siebie od czasu do czasu. Pole zmarznięte. Pustka. Gdzieś w oddali ustawiono wsparte na długich, wygiętych ku ziemi, drągach siatki, w które niebawem miały zaplątać się zające. I zachodzące w tej właśnie chwili za mroczniejący las słońce. Jezioro w oddali, skute lodem, połyskiwało coraz słabiej. Roziskrzona jeszcze przed chwilą śnieżna biel szarzała. Wszystko stawało się szarością. Później mrokiem. My, naganiacze, szarzeliśmy wraz z myśliwymi. Szarzała pustka, w której pogrążaliśmy się coraz głębiej. Spadała temperatura. Mróz ścinał powietrze. Z naszych ust buchały kłęby pary. Trudno było oddychać. Kolory, których nie mogliśmy dostrzec, bo nie było kolorów, rozpływały się w zastygającym i zstępującym w mrok świecie. W mrok ustanawiający jego bezkształt. Powietrze stawało się przezroczyste, ale tą dziwną i niepojętą mroźną przejrzystością, która jak oścień przeszywała lodowatą pustkę postrzępioną mrokiem. I była cisza. Tylko miarowo, niezmiennie skrzypiał śnieg pod podbitymi srebrnymi blaszkami butami. Na przyczepach traktorów, które stały teraz w oddali, tuż na skraju lasu, i tak jak wszystko szarzały, przywieziono klatki na złowione w sieci zające. Doszliśmy w końcu do skraju pola. Dotarliśmy na rozstaje dróg. (...)

fot. Tytus Żmijewski

ur. 1955 w Inowrocławiu. Absolwent UMK w Toruniu, polonista. Zajmuje się krytyką literacką. Autor opowiadań, rozmów z pisarzami m.in. z Ryszardem Kapuścińskim, Zygmuntem Kubiakiem, Pawłem Hertzem, Kazimierzem Hoffmanem. Redaktor „Kwartalnika Artystycznego”. Współpracował z Rozgłośnią Radia Pomorza i Kujaw, toruńskim „Przeglądem Literacko-Artystycznym”, pismami regionalnymi i wydawnictwami, m.in. Pomorze. W 2007 otrzymał Nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego „w uznaniu nieocenionych zasług dla kultury polskiej”. Mieszka w Bydgoszczy.

fragment mikropowieści Na grzbiecie osłów, 2004, maszynopis

95

Po ukazaniu się wierszy zebranych ks. Franciszka Kameckiego (Pelplin 2001) (...) wydawały się one jakieś chropowate, nie do końca od strony poetyckiej obrobione, doszlifowane (...). Przez wewnętrzne światy wielu utworów szło mi się, że tak powiem, jak po grudzie. Dziś, po ponownej lekturze tego tomu, a zwłaszcza po wydanej w rok później Skardze księdza (Sopot 2002) domyślam się, ba, czasem wydaje mi się, że tak właśnie być miało i nawet w pewnym sensie również tak być powinno: nieefektownie, szaro, opornie... a więc także: inaczej; inaczej niż przy innych pisanych przez księży wierszach, których

mniej lub bardziej utajonym celem bywa prostowanie zawikłanych ludzkich ścieżek, podpowiadanie jasnych rozwiązań (...). Tu nie chodzi o to, że w wierszach autora Epilogów Jakuba owego porządkującego naszą duchowość, a pochodzącego z niebios światła nie ma, bo ono jest, ale o to, że częstokroć ujawnia się nie tam, gdzie się go spodziewaliśmy. Czasami – całą istotą swego poetyckiego świadczenia ukazuje Kamecki – trzeba sobie mocno poranić dłonie, aby ów niebiański poblask odsłonić. I ksiądzpoeta jest tym człowiekiem, któremu ów trud docierania do światła również nie został oszczę-

dzony. (...) Całą problemową oraz językową istotą swej poetyckiej wypowiedzi ukazuje, iż nie tylko my, ludzie świeccy, ale i on  – kapłan skazany jest na chodzenie „po grudzie”, i że również on od tego chodzenia ma nie tylko poranione stopy, poobijane kostki, ale i, że tak powiem, posiniaczoną świadomość. Kazimierz Nowosielski

fragment książki Rozróżnianie głosów, Gdańsk 2004, s. 99-101

Wybór dokonany przez tłumaczkę i wydawcę daje czytelnikowi czeskiemu cały przekrój

poezji ks. Kameckiego. Oprócz wierszy zanurzonych w krajobrazie nadwiślańskopomorskim otrzymuje on liczne poetyckie dowody komunikowania się pomorskiego poety z J. Cocteau, P. Claudelem, F. Villonem, P. Cezannem, S. Veil... Bardzo dziękujemy Lence Danhelovej za piękny trud i odwagę w przekazaniu Czechom wierszy pomorskiego poety, który okazuje się w jej wyborze poetą europejskim. Zbigniew Zielonka z recenzji w Acta Casssubiana T. IX, Gdańsk 2007, s. 261-264

FRANCISZEK  KAMECKI Nogi (interpretacja I)

W szparze światła

Nogi Pana Jezusa przybili żołnierze osobno dwoma gwoździami – mówią prawosławni. Jednym gwoździem przybito stopę na stopie – według katolików. Z drugim gwoździem w dziobie gołąb poleciał do Rzymu.

Co mnie ciągnie do starej ściany i do wiejskich mebli jaki kolor jaka odległość jakie światło jakiego okna szukam (ze zwykłą klamką czy z paskłelem) jakiego horyzontu ze srebrnym daszkiem lub ogniem jakiego błysku w oczach dziewczyny jakiego sprawdzianu pragnę czy E równa się em ce kwadrat czy pi to właściwa liczba aby objąć miłością wszystkie narody i skupić wszystkich przy jednym świeczniku z 6 miliardami świec? tęsknię za takim mieszkaniem i oknem i szparą między blokami skąd widać świat do końca i jeszcze dalej

Nogi (interpretacja II) fot. Jacek Soliński

ur. 1940 w Cekcynie. Ksiądz katolicki. Od 1982 jest proboszczem w Grucznie. Wykłada homiletykę w Wyższym Seminarium Duchownym w Bydgoszczy. Jako poeta debiutował w 1960. Opublikował kilkaset utworów poetyckich, opowiadań, rozważań esejów, felietonów. Jego poezje były tłumaczone na języki niemiecki i angielski. Wiersze i artykuły drukował m.in. na łamach „Tygodnika Powszechnego”, „Więzi”, „Współczesności”, „Poezji”, „Liter” , „Toposu”. Jego utwory znalazły się również w antologii liryki kapłańskiej Słowa na pustyni opublikowanej nakładem londyńskiej Oficyny Poetów i Malarzy (1971). Wydał zbiory poezji: Parabole Syzyfa (1974), Sanczo i ocean (1981), Epilog Jakuba (1986), Borowiackie językowanie (1989), Ten, co umywa nogi (2001), Skarga księdza (2002), Podsłuchiwanie siebie (2006), Tam, gdzie pędraki, zielsko i cisza (2006), Lustro (2007) oraz zbiór felietonów Drabiną do nieba (1997).

Po co mi nogi, skoro mam skrzydła i mogę latać?

Wniebowstąpienie 1973, zbiory prywatne (interpretacja II) Na wzgórzu białe buty, które pozostawił Jezus. Dowód na wniebowstąpienie. I na miłosierdzie. Ponieważ można je zabrać na srogą zimę albo sprzedać jako relikwię świętych butów.

Wniebowstąpienie 1973, zbiory prywatne (interpretacja I) Na pooranym wzgórzu artysta pozostawił białe buty bez sznurowadeł z szesnastoma dziurkami. I potem je namalował. Obrazowi dał tytuł „Wniebowstąpienie”. Czy Kościół katolicki przyznaje się do tej świętej ikony z butami?

Mój wiersz Mój wiersz mógłby się zakończyć w niebie gdybym wyznał że roztrwoniłem wszystkie polskie słowa zgrzeszyłem przeciw niebu i Tobie nie jestem godzien nazywać się wierszem

Trzy drzewa Pan Bóg dał mi tylko trzy drzewa do podlewania i wiadro z wodą, która wystarczy na te trzy. Dlaczego diabeł przynosi czwarte, piąte i szóste drzewko? Bo chce, abym podlewał sześć drzewek, chociaż wody mam zaledwie na trzy.

96

Jak gdyby modlitwa Ach, mówisz mi: spać bez pistoletu. Bo Twój uczeń nie sprzeciwia się złu, nie otwiera noża pod brzuchem bliźniego, uderzającemu nadstawia drugi policzek i trzeci, złodziejowi pokazuje portfel, aby wziął ile chce, wynajmuje pokój, skoro ma jeszcze dwa puste, traci tydzień, aby zyskać lata przyjaźni, poświęca się, aby oszaleć z miłości, umiera w śnie, aby ktoś go zbudził nad ranem na brzegu innego świata, gdzie rybacy siedzą na krzesełkach i przebierają złote rybki. Mówisz mi: u mnie nie ma pustego parku ani opuszczonej ławki, ani spadających liści, ani jesieni, jest piękno, które przeciwstawia się nicości.

Krzysztof Karasek jest krytykiem, eseistą, także powieściopisarzem, a przede wszystkim poetą Nowej Fali, prądu poetyckiego lat siedemdziesiątych. Jego poezja, nie nagłośniona publicystyką polityczna, nie wsparta stemplem emigracyjnym, jest najpoważniejszym artystycznym głosem pokolenia przełomu. Ładunek myślowy, filozofia i samoświadomość tej poezji ma najwyższy współczesny ciężar gatunkowy. Zbigniew Bieńkowski

Krzysztof Karasek, najwybitniejszy moim zdaniem poeta Nowej Fali, która wyrosła w 1968 roku. Jego poezja jest dojrzała, poważna, nośna intelektualnie i świetnie „zrobiona” literacko. Mówiąc językiem sportowym – wyprzedził on o całą długość swoich pokoleniowych przyjaciół. Zbigniew Herbert „Tygodnik Solidarność”, 1994, nr 51

„Express Wieczorny”, 1992, nr 210

Jest to poeta wysoce twórczy, poetycko niesłychanie bogaty, o nadzwyczaj odkrywczej i stale ruchliwej wyobraźni. „Kiedy piszesz, życie staje się gęste i intensywne”. W tym postulatywnym wersie zawiera się klucz do tej poezji – skupiona, zarazem intensywna dociekliwość tajemnicy życia i świata. Karasek obarcza swoją poezję właściwie podstawowym zadaniem filozoficznym – pytaniem o sens bycia, sens świata, sens poezji. Obecność tych wielkich pytań w jego

twórczości stanowi i jej znaczeniu i wadze. Stawiam ją wśród najważniejszych realizacji współczesnej poezji polskiej, a nawet europejskiej. Ryszard Kapuściński „Topos”, 2003, nr 3-4

KRZYSZTOF  KARASEK Co powiedział poetom świat? Kazimierzowi Hoffmanowi w osiemdziesiątą rocznicę urodzin Nie będzie żadnej Apokalipsy Robaki wiły będą gniazda Słonce wypali skórę ziemi I nic nie będzie miało nazwy Kukułka nocą nie zakuka I nawet wszy staną się zbędne Słownik utraci swoje słowa A słowikowi wyrosną zęby Słońce jak wielka dynia spuchnie Wypali podłość i zarazę Ale zarazem spali dobroć Jak się jesienią pali trawę I żaden Wielki Brat nie przyjdzie Aby uchwycić w obręcz plemię Skała i piasek grunt pokryją Po prostu wszystko będzie zbędne Nie będzie żadnej Apokalipsy Jeźdźców na niebie ani ziemi I może na tym rzecz polega Że nic nie będzie prócz przestrzeni Bo w wielkim planie istnienia Jego Wszystko to było zapisane Miłość i śmierć wulkany wrzody Termity i aeroplany

Z wywiadu dla „Rycerza Niedzielnego”

Ku czci Konfederacji Barskiej Markowi Nowakowskiemu Dzwonił rano, w Nowy Rok gdy ja, na tarasie domu Andrzeja - Śnieżka siedem kilometrów, na wysokość oczu – walczyłem z kacem. Ty to masz dobrze: Mazury, Kazimierz, Zakopane, Hel, Kowary, wszędzie masz metę. Odwiedziłem Gielniaka w Bukowcu powiedziałem. Spóźniłeś się. Coś ze czterdzieści lat. Ale go spotkałem. W tym pałacu sanatorium, który portretował. Wielki i ponury. Jak dom Usherów. Tam da się tylko umrzeć. Kiedy umawiam się z Markiem ruszamy w kurs – per pedes – od baru do baru. Straciłem rachubę ale tak na oko, robimy każdym razem z dziesięć kilometrów. Wiesz skąd pochodzi Konfederacja Barska, mówię? Jechali od baru do baru.

fot. Krzysztof Nowaczyk

ur. 1937 w Warszawie, poeta, eseista, krytyk literacki, tłumacz, jeden z najwybitniejszych twórców Nowej Fali. Debiutował w 1966 na łamach miesięcznika „Poezja”. Jego pierwszym zbiorem wierszy była Godzina jastrzębi (1970). W latach 1967-1971 był członkiem zespołu redakcyjnego czasopisma „Orientacje”. W latach 1972-1978 pracował w miesięczniku „Nowy Wyraz”, zaś w latach 1983-1993 w miesięczniku „Literatura”. Ostatnio opublikował: Maski (2002), Gondwana i inne wiersze (2006), Gry weneckie (2007), a także Święty związek. Wybór wierszy (2008).

Już świtało, kiedy to się stało, nad Pragą stał rozkraczony wielki byk, widać było mu tylko różowe jądra. Żeglowaliśmy do domów, dwie tratwy, tonące w ścieku ulicy. Ku czci Konfederacji! Ku czci Konfederacji, powiadam i biję do dacha. 30.02.2007

Ja nie myślę o śmierci, bo wiem, że śmierć myśli o mnie.

97

W fotografii szczególnie fascynuje mnie kreacja. Staram się wyodrębniać z zastanej rzeczywistości, z chaotycznego otoczenia fragmenty, w których odnajduję harmonię, rytm, piękno i nastrój. Motywem mogą być przedmioty i przestrzenie naznaczone upływem czasu, jakąś szpetotą, niejednokrotnie powszedniością, czasem wręcz banalne. Znajdowane motywy nie stają się jednak dla mnie pretekstem do epatowania brzydotą. Sprawdza się tu pewna zasada, mianowicie: zalążek piękna kryje

w sobie każda istota i każda rzecz, każde ogniwo rzeczywistości. W tym momencie fotografia staje się dotykaniem jakiegoś innego wymiaru. Z miejsc niepozornych wyłania się tajemnica. I moje własne zdumienie światem. Fotografując oczywiście opowiadam o sobie, odsłaniam własną perspektywę widzenia, własny obszar fascynacji. Grzegorz Kargól

GRZEGORZ  KARGÓL 1

ur. 1966. Fotografią zajmuje się od ponad 20 lat, w tym od 10 zawodowo. Współpracuje z wieloma wydawnictwami w całej Polsce, dla których wykonuje zdjęcia krajobrazowe i reklamowe. Uprawia także fotografię reportażową i artystyczną. Jest autorem kilkunastu wystaw indywidualnych. Brał również udział w wystawach zbiorowych.

2

4

3

5

1-5 – bez tytułu, fotografie z lat 2004–2008

98

(...) Jego poezja osiąga wysoki stopień artystycznej świadomości, wysoki stopień organizacji poetyckiego świata. Kass przemawia głosem osobnym, nie podobnym do nikogo. Z poetów, którzy debiutowali po ostatnim piętnastoleciu, jego głos wydaje się wyrazistym, rozpoznawalnym i jednym z najbardziej dojrzałych. Co więcej, bogatym w znaczenia, zarówno te ostentacyjne, jak i te ukryte. Krzysztof Karasek

A teraz – Przypływ cieni. Jestem przejęty pięknem i głębią Pańskiej poezji. Wiersze świetne, wiele w nich obrazów olśniewających. Jest to dla mnie poezja, której pełne przyjęcie wymaga powrotów, ale na te powroty ma się chęć. Stawiam ten tomik w pobliże miejsca, gdzie siedzę, żeby mieć go na wyciągnięcie ręki. Ryszard Kapuściński 28 lutego 2004

Uwaga, poeta!, „Życie”, 28 – 29 lutego 2004

Zaczynam od wyznania. Wojciech Kass jest dla mnie poetą kompletnym, a to oznacza, że uzmysłowił już sobie semantykę i gramatykę własnej egzystencji, ustalił katalog obrazów zrośniętych organicznie z jego istnieniem i najlepiej to istnienie wyrażających, panuje nad konwencjami literackimi, których używa, potrafi uruchamiać rozmaite rejestry języka, by nakłuwać nim przeszłość i współczesność, zdziwienie i znużenie, powagę i ironię. Grzegorz Kociuba Pamięć, zdziwienie, troska, „Pobocza”, marzec 2006

Poezja Kassa, a zwłaszcza tom Gwiazda głóg, wyróżnia się przejrzystością przesłania i precyzją wysłowienia. (...) W niezwykłej urody wierszach o synkach poeta daje przestrogi: „droga do skarbu prowadzi przez cnoty”, „nie wstydźcie się staromodnych ścieżek”, „nie wstydźcie się pamięci”. Jest to postulat życia godnego, odrzucającego samotność i wydziedziczenie, poszukującego harmonijnego połączenia z przeszłością. Julian Kornhauser Droga przez ogród, „Tygodnik Powszechny”, 26 lutego 2006

WOJCIECH  KASS I przybędziesz pustyni W. Uchańskiemu Jeśli chcesz wiedzieć ile warte są twoje wiersze idź na pustynię, rozbij namiot w miejscu gdzie tkwi jej suche serce pompujące piasek. Codziennie rano stawaj wyprostowany jakbyś odbywał musztrę i czytaj. Po miesiącu odrzucisz książkę, bo swoje wiersze znać będziesz na pamięć. Wciąż jednak nie poznasz pustyni, ale ona zapamięta ciebie. Bądź gotów na najgorsze – jeśli nie nastąpi cud twoje recitatio będzie jak przesypywanie piasku z ust do ust pustyni. I przybędziesz pustyni. Ale jeśli twoje stopy poczują drgania ziemi co oznaczać może, że nadciąga karawana albo nadchodzi wielbłąd z trojgiem garbów jeśli pod namiot podbiegnie jaszczurka i wyrośnie choćby jedno źdźbło, płowe jak twoje włosy zioło – sprawdziłeś słowa. A jeśli żadna z tych rzeczy nie nastąpi? Przejdzie przez ciebie cała pustynia i przemieni to co jest tobą we własną pieśń. Pieśń piachu.

Płacz za zrabowaną śmiercią R. Kapuścińskiemu W asyście wiernych rycerzy na wzgórzu umiera Roland i już zlatują się anioły. Żadne kruki, sępy. Anioły. Piękno śmierci zaprząta jeszcze myśli świadków XIX wieku choć za trumną Słowackiego podąża garstka. Apollinaire ma wieniec z bandaża i odłamek w głowie wielbi Picassa lecz nie dożyje wojny w Hiszpanii. Lamentuje dziecię Guerniki, która w jego oczach już na zawsze rozbiła obóz z rzeźnią. Odtąd ani wielkie panoramy ani teatry wojen rozciągnięte po najdalsze wzgórza i wyspy nie poruszają jego serca. Nuży go opis bitwy pod Borodino. Nad miastem wschodu uniósł się grzyb, jak szaty szkielety wloką za sobą skórę.

Babie lato Niewiele robiłem sobie z przepowiedni o huraganie a kiedy nadszedł naznaczył mnie szaleństwem. W dniu gdy postanowiłem nie trudzić ludzi pytaniami, znów odwrócili się do mnie i jak wyżły nastroszyli uszy. Krajobraz się leni, ale wolę jego nudę od oblicza cesarza. Jesień jesionów nasłonecznione berła obłoków – oto cesarstwo.

Po nagich królewiątkach lamentuje dziecię bez ziemi. Po cieniu na ścianie, który jedynie w snach się odwraca ukazując żółtą twarz kobiety gdy woła: – Wracaj do domu! Roztrwonią twoje ciało! Nie chcę umierać za żadne państwo. Niechaj każde państwo umiera za mnie.

Kołysanka Wojciecha Kassa Piszę o śmierci przeciw śmierci. Czasem zasypia mi na kolanach.

fot. Jacek Soliński

ur. 1964 w Gdyni. Ukończył filologię polską na Uniwersytecie Gdańskim Od 1997 pracuje w Muzeum K. I. Gałczyńskiego w Praniu na Mazurach. Jest autorem książek reportersko-literackich Zderzenia, Aj, moi dawno umarli oraz książki eseistycznej Pęknięte struny pełni. Wokół Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego nominowanej do Wawrzynu, nagrody literackiej Warmii i Mazur za 2004. Wydał tomiki poetyckie: Do światła (1999), Jeleń Thorwaldsena (2000) – za które otrzymał nagrodę im. Kazimiery Iłłakowiczówny i nagrodę Stowarzyszenia Literackiego w Suwałkach – oraz Prószenie i pranie (2002), wybór wierszy w języku polskim i niemieckim 10 Gedichte aus Masurenland (2003), Przypływ cieni (2004), Gwiazda głóg (2005) – również nominowaną do Wawrzynu oraz Pieśń miłości, pieśń doświadczenia (z Krzysztofem Kuczkowskim) w 2006. Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Stypendysta MKiS (2002 i 2008). Uhonorowany nagrodą Nowej Okolicy Poetów za dorobek poetycki (2004). Członek redakcji dwumiesięcznika literackiego „Topos”, stały współpracownik kwartalnika „Jaćwież” i pisma literackiego „Nowa Okolica Poetów”. Tłumaczony na języki: niemiecki, angielski, włoski, litewski, czeski, słoweński, serbski, bułgarski. W 2007 uhonorowany przez Ministra Kultury brązowym medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis.

99

O aniołach (…) Poetyckim zapisem dotknięcia Tajemnicy wydaje się zwłaszcza cykl „anielskich” liryków – rozpoczęty w tomie Tlen, wciąż nie zakończony, otwarty na nowe realizacje. Kim są: anioł Rilkego i Mertona, Oskara Wilde’a i Becketta, Gaudiego i Manuela de Falli? – Istotami nie z tej ziemi? Retorycznymi figurami? Duchami artystów? Wiersz Anioł Kafki zaczyna się od słów: prawy jest anioł dopuszczający cierpienie w zastępstwie winnego

sprawiedliwy jest anioł który nie odpowiada na pytanie: dlaczego właśnie ja Kuczkowski odwołuje się do naszych literackich kompetencji, sprawnie posługuje się intertekstem Kafkowskiej biografii i twórczości, łącząc – na wzór współczesnych hermeneutów – dzieło i jego konteksty w jeden wielowarstwowy tekst, zadany naszej interpretacji. Ale też buduje swoją własną wersję mitu autora Procesu, w kilkunastu wersach stara się uchwycić coś, co w subiektywnym doświadczeniu odczuwa jako ważny aspekt lub nawet samą istotę twórczości pisarza, coś, co można by było nazwać jej jakością.

Interpretuje prozę i legendę artysty jako tekst, który ewokuje wartość ofiary. A także ukrytą w niej ideę cierpienia przyjmowanego w zastępstwie kogoś, kto na nie zasłużył – najważniejszą ideę chrześcijaństwa... Postępowanie współczesnego poety przypomina więc nieco model lektury, proponowany przez Romana Ingardena. Przypomnijmy: filozof pisał o ejdetycznym oglądzie utworów, o takim rodzaju czytania, którego efektem jest uchwycenie jednocześnie całości i istoty dzieła.Tę zaś według fenomenologów stanowią jakości. Dzięki literaturze poznajemy je niejako same w sobie, bez pośrednictwa innych bytów. Najważniejszym efektem odbioru staje się wyjątkowe obcowanie z wartościami, które w dziełach literackich nie są wyłącznie

cechami zjawisk i bytów, lecz jawią się czytelnikom niejako same w sobie. Anioły Kuczkowskiego wydają się właśnie poetyckim ucieleśnieniem jakości i idei, są owocem ejdetycznego oglądu utworów i legendy ich twórców. Nie wymagają adoracji. Przeciwnie: raczej zachęcają do sporu. Jak to było mówione, lektura, jakiej dokonuje poeta, nie ma ambicji obiektywizujących. Pozostaje świadomie podjętą próbą interpretacji prywatnej. Jej walorem nie jest intersubiektywna sprawdzalność sądów, lecz mocne osadzenie w egzystencjalnym doświadczeniu obcowania z wartością. (…) Wojciech Kudyba z: Z głębi, z głodu. Wiersze Krzysztofa Kuczkowskiego, „Topos” 3/100/2008

KRZYSZTOF  KUCZKOWSKI Narcissus poeticus

ur. 1955 w Gnieźnie, od 1981 mieszka w Sopocie. Poeta, autor szkiców, recenzji literackich i muzycznych, juror wielu konkursów, wykładowca warsztatów poetyckich. W 1993 założył dwumiesięcznik literacki „Topos”, którym kieruje do dzisiaj. Jeden z inicjatorów Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Rainera Marii Rilkego, organizator Festiwali Poezji w Sopocie. Redaktor serii książek Biblioteka „Toposu”. Opublikował tomiki wierszy: Dajemy się jak dzieci prowadzić nicości (2007), Pieśń miłości, pieśń doświadczenia (z W. Kassem, 2006), Tlen (2003), Wieża widokowa (wybór wierszy, 1998), Niebo w grudniu (1997), Anioł i góra (1996), Stado (z K. Szymoniakiem, 1995), Widok z dachu (1994), Trawa na dachu (1992), Ciało, cień (1989), Pornografia (1981), Prognoza pogody (1980). Autor słuchowiska radiowego Truposz (2008) oraz perfomance’u (wspólnie z muzykiem Romanem Puchowskim, debiut sceniczny – 2007) pod tym samym tytułem. Laureat m.in. Nagrody Prezydenta Miasta Sopotu „Sopocka Muza” za wybitne osiągnięcia w dziedzinie kultury (1996) oraz srebrnego medalu Zasłużony Kulturze Gloria Artis (2008).

100

Na ganku chłopiec w sandałach z niedbale

utopi się w studni, zardzewiały sierp spadnie

opuszczonymi kolanówkami, przy ścieżce wbitej

z gwoździa, zakryją go namioty łopianów

aż po szopę w piaszczyste ciało ogrodu zielone

i rabarbaru, będą umierać ogrodnicy – dziadek,

włócznie narcyzów, dziadek Franek cierpliwie

ojciec, a ich synowie już nie będą umieli odnaleźć

wykrawa robaki ze spadów klapsów i koszteli,

drogi do ogrodu, będą patrzeć tęsknie na płoty

przy studni bukszpan wieczniezielony, dalej

i na to co skrywają, w końcu ich oczy przestaną

klatki po królikach, mieszkają w nich sterty

widzieć, język przestanie nazywać, więc gdyby

butów, wołają jeść, ale jeszcze można w nich

nawet ujrzeli ten ogród, którego przecież zobaczyć

spryskiwać drzewa albo bielić wapnem pnie śliw i

nie mogą, pewnie nie rozpoznaliby ani

jabłoni, z tego miejsca nie widać szosy z rzeźnikiem

chłopca w sandałach, ani mężczyzny na leżaku

herbu „końska mucha”, ani altany po przeciwległej

z ostrym jak brzytwa kozikiem do nacinania i

stronie ogrodu, nie słychać też hałaśliwego

szczepienia gałązek, ani Staruszki, pręgowanej

Murzyna, psa sąsiadów, bańka ciszy

kotki, która nosiła na grzbiecie wszystkie

przepływa pomiędzy wysokopiennymi krzakami

odcienie brązów i późnej czerwieni, nie będą umieli

agrestu i rozłożystymi koszami porzeczek białych

napić się wody ze studni, w której za Niemca

i czerwonych, omija rozpięte na żerdziach

dziadek Franek utopił swoją szablę, zresztą taka

pomidory i odbija się od pomarańczowych dyni,

woda wydobyta z ciemnego dna studni już

teraz są jeszcze wielkości dziecięcej piąstki,

nie mogłaby im smakować, zresztą tej studni już

jesienią, kiedy zaczną być podobne do piłek

nie ma, a może nie ma i nieba, które mogłoby się

lekarskich i jak one ciężkie, opuszczą grządki

odbijać w martwym oku wody. A co jest?

jako ostatnie, wtedy też w różnych częściach

Narcyz biały, drobny kwiatek, którego na północy

ogrodu zapłoną małe ogniska ubrane w siwe kołpaki

nazywają lilią zielonoświątkową, jego zapach,

dymu, będą żółknąć zdjęcia, pękać pnie drzew,

który jest istnieniem i język, który sam sobie

zapadną się szopa i altana, cynkowane wiadro

wybiera usta, żeby przez nie mówić.

Jestem przekonany o hierarchiczności rzeczywistości, w której żyję, innymi słowy mówiąc, wierzę, że jest wysokość i jest niskość, jest wzniosłość i poniżenie. Można wzlecieć na szczyty człowieczeństwa lub upaść w duchową nędzę, w marność i błazenadę. Moja twórczość podlega tym samym antynomiom i jest pomiędzy nimi rozpięta. Jest towarzyszką zmagań, u kresu których nastąpi moje zbawienie bądź potępienie. Chcę pamiętać, że twórczość winna być aktywnością służebną wobec mojej drogi na duchowy szczyt. Winna stać się liną albo windą unoszącą mnie do samego nieba. Dlatego musi stać się moją modlitwą. Sławomir Kuczkowski

Wiersze z krwi i blasku Brzmią tak czysto, jakby chciały świecić. Tak prosto, jakby były drogą. Pozostają tak wiarygodne, jakby rodziły się w doświadczeniu granicznym, które zrywa maski i stawia twarzą twarz z Innym. Tak jasne, jakby pomagał im anioł. Skąd są te wiersze? Z krwi – odpowiada autor. Z czarnej krwi, z bólu. Ze schodzenia na dno. Z przerażającego ogołocenia. Z blasku – mówi Sławomir Kuczkowski. Z ognia, który nas wgarnia w siebie. Z pustki, która staje się pełnią. Z tęsknoty, która staje się spotkaniem. Bo poezja to wewnętrzna wspinaczka, duchowa ścieżka na szczyt. Łatwo o tym za-

pomnieć. To dlatego te wiersze wydają mi się takie ważne. Wojciech Kudyba (...) Teksty Sławomira Kuczkowskiego wyrastają  – jak mówi poeta – z posłuszeństwa anielskiej inspiracji. Tego rodzaju podejście do twórczości zdradza pokrewieństwo z intuicjami Miłosza, gdy twierdził: „Bo wiersze wolno pisać rzadko i niechętnie, pod nieznośnym przymusem i tylko z nadzieją że dobre, nie złe duchy mają w nas instrument”. Od tej strony patrząc, Sławomir Kuczkowski zdaje się wiernym uczniem powyższego zalecenia, chwytając za pióro pod presją

wewnętrznego głosu, który wobec skomprymowanego ciśnienia „niewypowiadalnego” musi się wypowiedzieć. Musi wydobyć na powierzchnię „przepływ obrazu w krew”, pod groźbą rozmienienia ekstazy na drobne oraz pochwycenia w pułapkę lęku – na którym, ma świadomość, nie wolno mu się zatrzymać, na którym nie wolno mu poprzestać w imię wierności nakazowi, przychodzącemu z wysoka. Zofia Zarębianka z: Sławomir Kuczkowski, Piętno, Bydgoszcz, Sopot, 2009

SŁAWOMIR  KUCZKOWSKI widziane z okna

***

***

ikona

słyszysz

jeszcze trwa lecz już niedługo będzie przenikać zmęczone światło

jest jak lampa w mroku oświetla drogę na samo dno

w źdźble dźwięku zmaganie

czai się na nie nieuchwytne lecz wyczuwalne

*

na koniuszku wyciągniętego języka

ale uwaga – grożą igraszki i zamęt myśli

złap mnie, trzymaj nocy

epifaniczne nic – już gotowe do skoku

*** Panie, co stało się oczekiwaniem, a było milczeniem bo moje gardło suche jak skorupa, jest studnią poufną, czynem tej nocy, znakiem czułości ducha

dać się uwieść intensywności wzroku

to cienie duchowa tandeta zaledwie tło * wejść w płomień wiecznego oblicza

dusza która jest pusta jest jak płomień którego dotyk przemienia się w udrękę braku oparcia jak u linoskoczka nad przepaścią jest jak pragnienie wieczności bezdomnej jak cały właściwie świat jak wtedy, kiedy go jeszcze nie było

fot. Krzysztof Kuczkowski

z niezgłębionym swoim źródłem jesteśmy – w tej sytuacji

*** tej nocy żarliwość żywiołów zamieszkała we mnie.

ur. 1965 w Gnieźnie, gdzie mieszkał i pracował. Zm. 2009 w Gnieźnie. Jako poeta. debiutował w 1993 w „Toposie”. Twórca Teatru Wizji Czerwona Główka, z którym realizował działania przestrzenne o charakterze medytacji. Uczestnik działań kulturalnych Gnieźnieńskiego Stowarzyszenia Konfraternia Teatralna. Autor wielu audycji radiowych poświęconych kulturze, emitowanych w lokalnej rozgłośni. Wydał tomik poezji Piętno (2009).

i byłem sadzawką mętnej wody.

*** ***

to puls krwi w asonansie lat przenika ciało

pieśń

tej nocy nie do pomyślenia stała się słodka jedność wody i krwi – z samego dna duszy

która nadejdzie z samego środka rytm który jest rytmem mojej krwi forpocztą pieśni która nadejdzie z samego dna duszy

*** spotkanie z aniołem rozkosz szukająca artykulacji krzątanina serca tortura nocy można by rzec – piętno

101

Twórczość Krzysztofa Kuncy jest emocjonalna. Żywiołowość określa tu stosunek malarza do rzeczywistości, a wnikliwość, z jaką autor obserwuje otoczenie, dowodzi estetycznej wrażliwości. Artysta działa pod wrażeniem chwili, mocno przeżywa kontakt z naturą, która jest dla niego stałym punktem odniesienia. Światło i kolor są dla Kuncy ważnymi impulsami, właśnie te elementy stanowią o sile działania kompozycji. Charakterystyczny rysunek, poddany lekkiej deformacji, wzmaga jeszcze ekspresję wyrazu.

(...) Portrety Krzysztofa Kuncy powstawały  „na gorąco” w trakcie godzinnych mniej więcej sesji i noszą w sobie specyficzny ślad szybkiej malarskiej notacji. Mimo że autor dystansuje się od wszelkich estetycznych kwalifikacji i przyznaje, że o charakterze prac zadecydowały raczej względy obiektywne (powierzchowność modela, oświetlenie pracowni), wartości formalne obrazów: mocna, żywa kolorystyka, wyraziste kontrasty, dynamika i napięcia linii, uproszczenia i deformacje, wszystko to zbliża cykl Kuncy do tradycji ekspresjonistycznej czy fowistycznej, bo u bydgoskiego malarza for-

Cykl około 100 konterfektów „Ze wspólnego wnętrza – dobrze widziani” jest malarską impresją o osobach skupionych wokół Galerii Autorskiej. Portretowani to zarówno twórcy: malarze, fotograficy, poeci, dziennikarze, graficy, pisarze, aktorzy, jak również uczestnicy wystaw i spotkań. Artyści i goście  – wszyscy współtworzą specyficzne środowisko zebrane w miejscu towarzyskich rozważań. (...) Krzysztof portretując uczestników życia Galerii dał impuls do refleksji o czasie dla nas ważnym. Jacek Soliński

ma jest przede wszystkim nośnikiem emocji, a przy tym szczerym i autentycznym świadectwem malarskiego widzenia i odczuwania rzeczywistości. Ale prezentowany tu zbiór ma wartość nie tylko z uwagi na jego jakości plastyczne i nie tylko jako przedstawienie indywidualnych osobowości; jest to bowiem również zbiorowy portret pewnej duchowej wspólnoty, zgrupowanej wokół wspólnych myśli i wartości, świadectwo miejsca i czasu, w których przyszło jej żyć i pracować. Piotr Siemaszko

KRZYSZTOF  KUNCA 1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

fot. Krzysztof Nowaczyk

ur. 1962; absolwent PLSP w Bydgoszczy. Studiował w ASP w Krakowie w latach 1982-1987 oraz 1989-1991 w pracowni Jerzego Nowosielskiego, uzyskując dyplom z zakresu malarstwa. W latach 1983-1984 był współzałożycielem i uczestnikiem twórczych działań neoromantycznej grupy malarskiej Książę Józef (Kraków). Zajmuje się malarstwem i rysunkiem. Jest autorem kilkunastu wystaw indywidualnych. Swoje prace prezentuje głównie w Galerii Autorskiej w Bydgoszczy.

Portrety, olej na płótnie, 50×50, 2005-2007: 1 – Ewa Urbanek, 2 – Ryszard Czajkowski, 3 – Joanna Lackner, 4 – Lech Kaja 5 – Maria Chwastek, 6 – ks. Antoni Siemianowski, 7 – Jan Wach, 8 – Magdalena Solińska 9 – Zdzisław Pruss, 10 – Waldemar Pasiński, 11 – Magdalena Głodek, 12 – Grzegorz Kargól

102

Magiczny koloryzm (...) Malarstwo Bogusława Kurasia kryje w sobie różne fascynacje, począwszy od prehistorycznych malowideł ściennych poprzez okres renesansu aż do kierunków sztuki współczesnej takich jak: nabizm, surrealizm, koloryzm, pop art czy nowa figuracja. Wszystkie te zauroczenia składają się na kształt artystycznej osobowości autora. Przywiązanie do tradycyjnej estetyki spotyka się tu z potrzebą innowacji, w której poszukiwanie własnych rozwiązań przenika się z kulturowym dziedzictwem. (...)

Charakter twórczości Bogusława Kurasia można określić jako magiczny koloryzm. Przywiązanie do formy tradycyjnego malarstwa dowodzi, iż artysta wierzy w jego niezgłębione możliwości. Umiejętne operowanie światłocieniem wskazuje na dużą wrażliwość i zrozumienie czym jest struktura światła. Ważne dla malarza żywiołowość i ekspresja zostały starannie przeanalizowane i „dopuszczone do głosu” według autorskiego zamysłu. Również pożyteczne okazały się doświadczenia impresjonistów. Drgania barwnych plam wyzwala-

jąc wibracje ożywiły przestrzeń. Kolory zdają się gwałtownie budzić przedmioty ze snu, jakby ożywił je nowy blask. Rzeczy codziennego użytku uzyskują symboliczne znaczenie, zapraszając widza do estetyczno-intelektualnej zabawy. Martwa natura staje się radosną opowieścią o życiu. Pulsujące barwami obrazy roztaczają przyjemny nastrój, wyzwalają optymistyczne odczucie. Artyście z pewnością zależy na wywoływaniu pozytywnych wrażeń. Epatowanie kolorystycznymi kontrastami przekłada się tu

na emocjonalny przekaz kompozycji, obok której trudno przejść obojętnie. Manifestacja zawarta w sile wyrazu, wiąże się zapewne z potrzebą dobitnego akcentowania własnych przekonań estetycznych. To przejaw twórczego spełnienia, w którym mieści się artystyczne credo, szlachetna misja promieniowania dobra i piękna jakby przywołana ze sztuki wieków minionych. Jacek Soliński z katalogu Bogusław Kuraś, Opowieść o martwej naturze, Sicienko 2007

BOGUSŁAW  KURAŚ 1

3

2

4

ur. 1955, absolwent PLSP w Bydgoszczy. Studia malarskie na Wydziale Malarstwa i Rzeźby w PWSSP w Poznaniu w pracowniach: prof. Z. Wasilkowskiego, prof. T. Brzozowskiego i prof. N. Skupniewicza; dyplom z malarstwa w 1980. Autor pięciu wystaw indywidualnych. Brał udział w kilkudziesięciu wystawach środowiskowych, ogólnopolskich i zagranicznych. Stypendysta MKiS w 1983 oraz Wojewody Bydgoskiego w 1988. Zajmuje się edukacją młodzieży, uczy rysunku i malarstwa w Państwowym Zespole Szkół Plastycznych im. L. Wyczółkowskiego w Bydgoszczy. Jego obrazy znajdują się w zbiorach muzealnych w kraju, a także w zbiorach prywatnych w kraju i zagranicą. Od 2004 prowadzi Galerię Sztuki „Trakt” w Bydgoszczy.

1 – Martwa natura - opowieść I, olej na płótnie, 100×100 cm, 2 – Martwa natura - opowieść VI, olej na płótnie, 100×100 cm 3 – Pokój, olej na płótnie, 60×40 cm, 4 – Kameleony, olej na płótnie, 120×100 cm (obrazy powstały w latach 2004-2007)

103

Podążając za światłem (...) Rodowód artystyczny Ireny Kużdowicz wywodzący się z pracowni prof. Tymona Niesiołowskiego, wczesne fascynacje obrazami Georgesa Rouault i Amedeo Modiglianiego oraz malarstwo kapistów określiły związki i powinowactwa artystki, które z upływem czasu pozwoliły wykształcić własny sposób widzenia i przedstawiania świata. (...) Malarska poetyka Ireny Kużdowicz stała się rozpoznawalna dzięki stopniowo rozwijanej stylizacji natury. Doprowadziło to do wypracowania własnego stylu. Charakterystyczny

rysunek wysmuklający proporcje nadał wyraz, w którym kierunek wertykalny nasuwa metafizyczne odniesienia. Szkicowo zarysowaną bryłowatość portretowanych postaci lekko rozpraszają plamiste skupiska mgiełek bądź też ślady zamaszystych ruchów pędzla. (...) Wszechobecna jest w tym malarstwie aura wiosennego powiewu, delikatna jak przy rozwiewaniu dmuchawca. Czynność ta zdaje się tu określać przelotność i przemijalność. (...) Intuicja staje się rodzajem poznania i wtajemniczenia. (...) Kobiecość znajdująca swój wyraz w delikatności i subtelności barw,

tworzy świat o rzadko spotykanej łagodności jakby przeniesiony z sennych marzeń dorastającej dziewczyny (...). Niezależnie czy młode kobiety z płócien Kużdowiczowej pochodzą ze świata wyobraźni, czy są portretami konkretnych osób, to w obu tych przypadkach stają się psychologicznymi autoportretami stanów artystki. (...) Dominująca w obrazach dziewczęca kobiecość określa swoisty kanon piękna. Subtelność tego malarstwa wywołuje nastrój, w którym istnieje niezmiennie stała pora życia, uwolniona od procesu starzenia. (...) Rozświet-

lenie od wewnątrz zdaje się wskazywać na ważniejsze, głębsze przesłanie niż tylko dotyczące ziemskiego kresu naszej wędrówki. (...) Nie oznacza to, że melancholia i smutek są stanami uczuć nieobecnymi w tej twórczości, ale ich natężenia i ukierunkowanie ma aspekt pozytywny, wtapiający się, współtworzący obraz ludzkiej egzystencji. (...) Sztuka Ireny Kużdowicz oczarowuje kobiecą delikatnością i jednocześnie pogłębionym świetlistym skupieniem. Jacek Soliński z Irena Kużdowicz, Pora życia, Bydgoszcz 2004

IRENA  KUŻDOWICZ 1

ur. 1917 w Niżnym Udińsku na Syberii, zm. 2000 w Bydgoszczy. Studia ukończyła na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu, uzyskując dyplom z zakresu malarstwa w pracowni Tymona Niesiołowskiego w 1950. Zajmowała się malarstwem i rysunkiem. Należała do ZPAP. Brała udział we wszystkich wystawach okręgowych i okolicznościowych organizowanych przez ZPAP od 1951. Swoje prace eksponowała na 25 wystawach ogólnopolskich. Uczestniczyła w wystawach zagranicznych (NRD, Francja, ZSRR, Szwajcaria, Rumunia, Dania, Szwecja). W swoim dorobku miała 20 wystaw indywidualnych. Prace jej znajdują się w zbiorach zagranicznych w Szwajcarii, Francji, USA i Niemczech.

4

2

3

5

6

1 – Czarnowłosa I, olej, płyta pilśn., 55×75 cm, 1964, 2 – Dziewczyna, olej, płyta pilśn., 52×69 cm, 1961 3 – Zamyślona, olej, płyta pilśn., 50×70 cm, 1969, 4 – Dziewczyna z ptakiem, olej, płyta pilśn., 50×75 cm, 1961 5 – bez tytułu, olej, tektura, 62×75 cm, 1962, 6 – Anioł smutku, olej, płótno, 70×50 cm, 1978

104

Liliana Kużdowicz ukończyła studia na wydziale grafiki, ale dla swojej wypowiedzi twórczej zdecydowanie wybrała malarstwo i przy nim trwa do dziś. Obcując z tą twórczością od jej początków można wyraźnie uświadomić sobie jej jasny i konsekwentny kierunek poszukiwań formalnych. Swoich inspiracji malarskich poszukuje w pejzażu i na temat pejzażu powstają wszystkie jej kolejne kreacje artystyczne. Właśnie „na temat pejzażu”, bo związek z pejzażem jest tu specyficzny: nie ma charakteru narracyjnego,

zmiany stosunku do realiów pejzażowych. Widać przechodzenie od pejzażu jeszcze dość blisko określonego (potwierdzają to tytuły: Nad jeziorem, Droga wśród pól), do obrazów bardziej uogólnionych, poddanych coraz większej syntezie (wiele prac o tytule Impresja pejzażowa, a nawet Kompozycja pejzażowa). Artystka w niektórych z nich skłania się wręcz ku abstrakcji aluzyjnej. Im forma w obrazie staje się bardziej odrealniona, tym bardziej perfekcyjnie jest wyszukana, a tym samym obraz bardziej sugestywny.

epickiego, przedmiotowego. Artystka nie wypatruje atrakcyjnych, urokliwych motywów lokalnych ... Zachowuje się wobec przyrody jak poeta-liryk. Koncentruje się na odbiorze wrażeń, kontempluje. Malowane obrazy są esencjonalnym wyrazem doznań zmysłowych i emocjonalnych. W malarskiej kreacji znajduje proste, syntetycznie wyszukane formy biologiczne i z nich kształtuje swe horyzontalne kompozycje. Trzeba tu uwagę zwrócić na interesujący proces w rozwoju twórczym. Dotyczy stopniowej

Liliana Kużdowicz formułuje swą wypowiedź malarską zawsze z pewną premedytacją formalną. Formę w obrazie kształtuje przy pomocy faktury o charakterze drobnych struktur reliefowych wykończonych barwnym laserunkiem. Kompozycje te są przepełnione światłem. To światło wymusza ich jasną kolorystykę (często prowadzącą do tonacji zielono-błękitnej), tak charakterystyczną dla wszystkich obrazów artystki. Krystyna Olejnik-Drejas

z katalogu Liliana Kużdowicz, Malarstwo, Bydgoszcz 1996

LILIANA  KUŻDOWICZ 1

2

fot. Jerzy Riegel

3

4

5

6

ukończyła studia na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu – dyplom w pracowni graficznej prof. E. Piotrowicza. Od 1969 należy do ZPAP. Uprawia malarstwo i zajmuje się pracą pedagogiczną. Autorka ośmiu wystaw indywidualnych i uczestniczka wielu wystaw zbiorowych. Brała udział w licznych plenerach i wystawach po plenerowych. Jest laureatką wielu nagród i wyróżnień. Prace w zbiorach Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie i Bydgoszczy, w muzeach w Bydgoszczy i Chojnicach oraz w zbiorach prywatnych w kraju i zagranicą.

7

1 – Korzeń, olej na płótnie, 70×98 cm, 1976, 2 – Pejzaż nostalgiczny, akryl, olej na płótnie, 55×85 cm, 1999 3 – Błędne skały, akryl, olej na płótnie, 90×82 cm, 1976, 4 – Impresja pejzażowa, akryl, olej na płótnie, 70×90 cm, 1996 5 – Na temat pejzażu, akryl, olej na płótnie, 74×90 cm, 2000 , 6 – Motyw pejzażowy, akryl, olej na płótnie, 70×90 cm, 2000 7 – Impresja pejzażowa III, akryl, olej, 80×100 cm, 1987

105

(...) Twórczość fotograficzną Zbigniewa Lubaczewskiego należałoby podzielić na cztery spójne okresy: socjologiczny, architektoniczny, portretowy i przyrodniczy. W każdym z tych tematycznych poszukiwań autor stworzył odrębną całość. A jednak przyglądając się fotograficznemu dorobkowi artysty dzisiaj, z perspektywy kilkudziesięciu lat, wszystkie te jakże zróżnicowane okresy twórczej aktywności łączą się i zarysowują jeden wyraźny kierunek myślenia, który można określić jako stałość w odczuwaniu i rozumieniu świata. (...) Fotografik umiejętnie wpatrywał się

w rzeczywistość i rozpoznawał ją jak filozof  – powoli, bez pośpiechu. Do wszystkiego zachowywał dystans jakby intuicyjnie przeczuwając, że tylko w ten sposób można widzieć więcej, mądrzej i w konsekwencji przekazać treści o uniwersalnym rodowodzie. (...) Odkrywanie wszystkiego co trwałe i niezmienne w obrazie świata dowodzi identyfikowania się z wartościami stałymi, nie podlegającymi przejściowym modom. Bydgoski fotografik dobrze wiedział, że refleksja nad tym aksjologicznym fundamentem jest w sztuce niezbędna, bo dzięki niej następuje

prawdziwy proces twórczy (...). Bliski związek artysty ze światem natury okazał się najważniejszym motywem twórczych uniesień. Przyroda była tym żywiołem, który obudził w Lubaczewskim nową wrażliwość. Zafascynowany różnymi strukturami materii, oddał się tym poszukiwaniom całkowicie. Las jako organizm tworzący równowagę, jako przestrzeń dająca ukojenie, jako symbol stałości i trwania, tajemnicy i głębi stał się dla artysty medium przekazującym najważniejsze treści. Fotografik oczarowany urodą lasów, podziwiając – w ślad za Leonem Wyczółkow-

skim – światło prześwitujące między drzewami, odnalazł kontemplacyjną ciszę i wytchnienie, zwieńczenie wszystkich doświadczeń i przemyśleń. Fotografie lasów pozostały twórczym testamentem, w którym bogactwo treści i formy okazały się niewyczerpane. Dorobek Zbigniewa Lubaczewskiego ma swoje trwałe miejsce w naszej kulturze i z pewnością pozostanie świadectwem wrażliwości oraz kunsztu w fotografii artystycznej. Jacek Soliński z katalogu Zbigniew Lubaczewski, Constans, Sicienko 2008

ZBIGNIEW  LUBACZEWSKI 1

ur. 1929 w Bolechowie na Podolu, zm.1985. Przeżył najpierw okupację rosyjską, niemiecką, a potem w 1943 ucieczkę przed UPA w Rzeszowskie. Po wojnie osiadł w Bydgoszczy. Ukończył studia na Wydziale Leśnym Uniwersytetu Poznańskiego; w latach 1955-1972 pracował jako leśnik. Zawsze jednak jego pasją pozostawała fotografia. Zetknął się z nią w 1942, gdy – chcąc uniknąć wywozu na roboty do Niemiec – zaczął pracować jako uczeń u miejscowego fotografa. Później, po latach, podczas pracy w leśnictwie widziano go zawsze z nieodłącznym aparatem fotograficznym. Od 1962 stał się uczestnikiem życia artystycznego Bydgoszczy jako aktywny członek zarządu, a przez pewien czas prezes Bydgoskiego Towarzystwa Fotograficznego. Od 1972 fotografia przestała być dla niego tylko pasją, a stała się profesją. Został pedagogiem w PLSP w Bydgoszczy. Jego prace były prezentowane oraz nagradzane na ogólnopolskich wystawach i konkursach. Autor wielu cykli m.in.: socjologicznych, pejzażowych, przyrodniczych oraz portretów bydgoskich literatów i plastyków.

2

3

4

5

1 – Rynkowo, fotografia, 1985, 2 – Ostromecko, fotografia, 1985 3 – Chlebno, fotografia, 1969, 4 – Bydgoszcz, Zaułek, fotografia, 1975 5 – Rogalin – pień dębu, fotografia, 1967 , 6 – Bydgoszcz, fotografia, 1980

106

3

Znaczenie koloru wyniesione ze „szkoły Szancenbacha” jest istotne dla Piotra Matuszka. Przede wszystkim kolorem buduje swoje skomplikowane struktury, w których gubi realność widzenia na rzecz emocjonalnej prawdy. Przedstawia głowy, twarze, drzewa, pejzaż, architekturę, sceny rodzajowe, martwą naturę i samego siebie – spektrum jest szerokie. Maluje codziennie. Z godziny na godzinę, z dnia na dzień powstają cykle prac na dany temat. W ten sposób w kilkunastu

Złożoność świata i sztuka inspirują Piotra Matuszka do formułowania artystycznej wypowiedzi. Koduje on w sobie zdarzenia i chwile, aby potem, później, przenieść je na karton czy płótno. Z powagą, z namysłem prowadzi smugi, stawia plamy barwne. Ale z każdym pociągnięciem pędzla narasta w jego pracach energia, ekspresja przykryta warstwą spokoju. Działają one mocno złożonością struktury malarskiej, siłą barwy, ale jednocześnie są statyczne, jakby zatrzymywały czas.

„odsłonach” konkretyzuje, obrazuje intrygujący go problem, zdarzenie, widok. Potem jeszcze coś poprawi, doda, zmieni. Kiedy motyw np. głowy „się wyczerpał” maluje drzewa, potem zaczyna interpretować pejzaż. Mija czas i Piotr Matuszek ponownie powraca do poruszonych kiedyś tematów. Podejmuje je na nowo, z innym nastawieniem, z innym widzeniem kształtu i barwy. Emocjonalny przekaz zawsze jest odmienny, nigdy taki sam. W twórczości Piotra Matuszka

nie ma żadnych reguł. Uzewnętrznia on swoje własne, niepowtarzalne widzenie świata. W jego pracach zawarta jest siła artystycznego gestu i siła osobowości artysty. W pracach Piotra Matuszka tkwi tajemnica, której artysta nie pozwala do końca odsłonić. Możemy interpretować je na różne sposoby i odkrywać w nich wielość znaczeń. Elżbieta Kantorek

PIOTR  MATUSZEK 1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

ur. 1954 w Bydgoszczy. W latach 1969-74 uczęszczał do PLSP w Bydgoszczy. Studiował na Wydziale Malarstwa ASP w Krakowie w latach 1974-1980. Dyplom uzyskał w pracowni prof. Jana Szancenbacha. Zajmuje się malarstwem i rysunkiem. Uczestniczył w wielu plenerach. Jest autorem dwudziestu wystaw indywidualnych. Brał udział w licznych wystawach zbiorowych.

1-4 – Autoportret, tempera, akryl, 80×60 cm, 5-7 – z cyklu Głowy, tempera, akryl, 100×70 cm 8-13 – z cyklu Głowy podwójne, tempera, akryl, 70×100 cm Prace z lat 2005-2006

107

Miasto Andrzeja Mazieca Przestrzenią fotograficznych poszukiwań Andrzeja Mazieca jest miasto. W jednej z rozmów przyznał, że kieruje nim rodzaj „tęsknoty za podwórkiem”, czyli przestrzenią oswojoną, w której czułby się bezpieczny. Można widzieć w tym echo mitu „wiecznego powrotu”. Jest to mechanizm pamięci przywołujący obrazy, gesty i miejsca, z których artysta tworzy prywatną mitologię.

Maziec obserwuje miasto mikroskopowo. Kadruje je z precyzją, na wydeptanych szlakach poszukuje nieznanych dotąd znaczeń, odczytuje je poprzez spotkanie ze szczegółem, pojedynczą twarzą, wprasowaną w asfalt łyżeczką, fragmentem napisu na ścianie. Nie jest typowym kronikarzem, fotoreporterem. Fotografuje to, co działa na jego emocje. Przede wszystkim są to wszelkie przejawy zanikania, odchodzenia,

przeistaczania się rzeczywistości oswojonej w nową, obcą jeszcze przestrzeń. Tak było choćby z fotografowaniem bolesnego procesu metamorfozy dawnych Zakładów Graficznych w dzisiejszą galerię handlową „Drukarnia”. Temu poświęcona była także jego Autorska Galeria Pamięci, dokumentująca ubywanie tkanki miejskiej. Ale miasto Mazieca to przede wszystkim dzieło i mieszkanie człowieka.

ANDRZEJ  MAZIEC 1

ur. 1948 w Bydgoszczy. Pracuje jako fotoreporter. Uprawia fotografię użytkową, kreacyjną oraz instalacje fotograficzne. Jest autorem ponad 20 wystaw indywidualnych. W cyklu instalacji fotograficznych Autorskiej Galerii Pamięci zrealizował m.in.: Galerię Podwórko, Galerię Pamięci, Dom, Autorskie Galerie Pamięci  – Wędrujące walizki. Uczestniczył w wielu przedsięwzięciach artystycznych m.in.: Akcja Podróż (1976), Akcja Lucim (1977), Działania w Lucimiu (1978-82). Brał udział w wielu wystawach zbiorowych w kraju i zagranicą. Należy do ZPAF. Zdobył nagrody w 20 krajowych i międzynarodowych konkursach fotograficznych. W 1981 otrzymał Nagrodę II Stopnia Ministra Kultury i Sztuki.

2

3

4

5

1-5 – bez tytułu, fotografia, 2008-2009

108

Człowiek tę przestrzeń organizuje i dewastuje. A czasem jest po prostu zagubionym w niej dzieckiem. Społeczna funkcja fotografii ujawnia się u Mazieca w jego czułych portretach ludzi spotykanych na ulicy. Jest w nich jakiś smutek, nawet jeśli fotografowane są uśmiechnięte twarze dzieci ze Śródmieścia. Jarosław Jakubowski

Zawsze byłem zdania, że pisanie jest łaską, darem. Ale takim samym darem, jaki w ręku mają szewc czy stolarz. Poezja jest taką właśnie stolarką słowa, myśli i uczuć, jest rzemiosłem, ulotnym rękodziełem. Wydaje mi się, że każdy z nas ma do opowiedzenia pewną historię, opowieść, narrację życia. Należy zrobić to starannie, z uwagą, jak się buty szyje albo pracuje w drewnie. Istotną rolę odgrywa tu spokój, z jakim rozkładamy sobie realizację tego zadania na przestrzeni całego życia. Mania pisania, drukowania i wydania książek jest mi całkowicie obca. Dziesięć do piętnastu tomików dla jednego poety to stanowczo wystarcza. Opublikowałem ich pięć, więc poniekąd jestem w połowie drogi, o ile dane będzie mi ją przebyć. Zatem, nie znoszę w literaturze, zwłaszcza

poezji gadulstwa, drukowania książki za książką; należy wcześniej zastanowić się, przemyśleć słowo, które ma się zapisać. Każdy tom poezji jest jakąś kolejną sumą: przeżyć, odczuć, intuicji, myśli, refleksji. Nie sądzę, by dwa razy w roku, lub rok w rok mogło dochodzić do tego rodzaju duchowych pełnych krystalizacji i ich pełnego artystycznie wyrazu. Kiedy debiutowałem, miałem szczęście spotkać wybitnych pisarzy, którzy zachęcali mnie do dalszej pracy, wspierali w chwilach zwątpienia. Teraz, kiedy odeszli, jestem całkowicie świadom faktu, że stali oni na straży pewnego ładu, porządku zarówno w sferze etyki i wartości, jak i myślenia o sztuce i literaturze. Scena jest na razie pusta. Niecierpliwie rozglądam się wokół, gdzie jeszcze mogę tego rodzaju autorytety odnaleźć.

Czego nauczyłem się? Równowagi twórczej. Odpowiedzialności za Słowo. Myślenia o tym, co się napisało, co się pisze i co się będzie pisać, jako o Jedności. Nauczyłem się tego, że nad tekstem trzeba pracować, odkładać i wracać do niego z nowym spojrzeniem, z czystością myśli, która zastępuje niepokój twórczy. Nauczyłem się też tego, że zadaniem artysty, w tym pisarza, jest jednak potrzeba odnalezienia szyfru rzeczywistości, w jej aspekcie faktycznym, pragmatycznym, jak i duchowym, ideowym. Do tego zmierza żmudny (jednak) proces pisarski i samo dzieło. A jeśli da się - oby tak było, do odnalezienia Jedni, Całości, Ładu i Porządku w świecie. Pisanie nie jest łatwą rzeczą w wymiarze duchowym, bo oczywiście, samo układanie słów niewiele kosz-

tuje. Obym naukę, którą odebrałem, mógł w przyszłości przekazać innym, i od nich z kolei nauczyć się, jak skromne jest to, co po sobie zostawiamy. Więc widzieć rzecz w jej poszczególności, a potem, jako cząstkę Całości, nawet jeśli na jej kształt nie możemy wyrazić zgody – to zadanie pisarza, zwłaszcza poety. Wykorzystać dar, nie rozproszyć go w gadulstwie. Jako dziecko miałem sposobność ( kilkakrotnie) tak intensywnego czucia i przeżywania, że – jak to dziś oceniam – byłem blisko Całości, o krok od Niej. Dziś czerpię z tamtych doświadczeń wewnętrznych, w pewnym sensie stanowią dla mnie pewną miarę. Dostałem los, oby go nigdy nie zgubić. Robert Mielhorski Bydgoszcz, kwiecień 2009

ROBERT  MIELHORSKI NAD ORFEUSZEM I EURYDYKĄ

To była niesłychana kopalnia dusz. R. M. Rilke, Orfeusz, Eurydyka, Hermes (przekł. M. Jastrun)

Czytelnik niech wybaczy poniższą stylizację i collage. W gruncie rzeczy przecież u podłoża tego tekstu / wielogłosu nie legła Gra.

Śpiewał o jasności poranków, o rzekach w zieleni. Cz. Miłosz, Orfeusz i Eurydyka

1. DROGA Szliśmy jakimś bardzo ciemnym, przygnębiającym korytarzem. Stała się ciemność, dotarliśmy do rzeki. Kroczyliśmy Strumieniami ulic. Wśród jarzących się neonów. Przez hałaśliwe skrzyżowania. Hałaśliwe wiadukty. Labirynt miejski osaczał nas i dusił. Znaleźliśmy się w pędzącym metrze. W windach mknących ku niebu i pustce. Na transatlantyckim okręcie odbijającym od brzegu. W Nowym Jorku, Wiedniu, Paryżu. Na zgiełkliwej autostradzie. Przemierzaliśmy parki, rynki, place. Strzelistość katedr Mieliśmy nad sobą, spadającą ku górze. Jak modlitwa. Miejsca przeklęte i święte mijaliśmy. W chorale powierza, W cichości ogłuchłej biednej duszy; i w niebiańskim blasku. Na trotuarach sprzedawaliśmy watę cukrową i lody Bambino. Czekoladowe, śmietankowe, jak kostki masła. Brnęliśmy przez biedne, żebracze dzielnice. Znaleźliśmy się w rykszy zwinnie mijającej przechodniów w Bombaju. W aulach, gdzie w słowach biegnących Z katedr kłamstwo zmienia się w prawdę. Słowo Się poczwarzy, brudzi i wyzbywa treści. Podążaliśmy w milczeniu - zatopieni w tłumie, nierealni. Byliśmy sobie przeznaczeni, teraz o tym wiem. Lizbona witała nas gęstą substancją światła I starymi, nagimi murami, ocienionymi, w stęchliznach. I miłością dwojga, przynoszącą ból, gdy się patrzy z boku. Poranki w Wenecji unosiły blaski kanałów. Na widok gondolierów rodził się nudny i banalny potok skojarzeń. Myśleliśmy, by chodzić po Wenecji z książką W ręku, z szyją owiniętą szalem, jak Brodski. Obchodziliśmy też cmentarze, nekropolie ludzi i Rzeczy, jak się parki obchodzi. Spijaliśmy słodycz z cyprysów, jak je utrwalił C. w Arles Na pochyłości światła biegały rude wiewiórki, Ptaki odlatywały jak dziecięce marzenia o spełnieniu. A potem spadały martwe od kuli myśliwego. Ażurowe lasy zapominały o swoich sekretnych ścieżkach. Wiec błądziliśmy, zachwyceni jak dzieci. Delikatne światła września muskały nasze twarze. Źle lokowaliśmy marzenia – w niewidocznym ruchu planet. I znowu windy mknące ku pustce. I znowu Concorde Ląduje na lotnisku La Guardia Sen się spełnia, jak wyrocznia. Widzieliśmy samoloty płynnie wsuwające się w wieżowce w Nowym Jorku, Jak nóż w masło. I znowu czekały nas windy, I znowu metra. Mknące pociągi z samotnymi podróżnymi o wyblakłych duszach. Unoszące w nieznane. Znowu nadzieja i znowu zwątpienie. Młody Artur, poeta, właśnie porzuca pisanie. Paul Verlaine pisze esej O poetach przeklętych. Herzog kręci kolejny film. I coś, jakby przeczucie. Że teraz się ziści. Czy szliśmy rzeczywiście przed siebie, zwątpiłem już, Hermesie?

fot. Grzegorz Kargól

ur. 1967, historyk literatury, krytyk literacki, prozaik, poeta. Adiunkt w Katedrze Literatury Polskiej XIX i XX wieku UKW w Bydgoszczy. Ogłosił książki poetyckie: Góra szybowcowa i inne wiersze (1992), Weneckie okna (1993), Wybór (1997), Inicjały (1998), Kartka z Lisbony (2003), prozę Rozpadlina (1997), zbiór krytycznoliteracki Na własny rachunek. Teksty z międzyepoki 1989-1997 (1997) oraz studia Strategie i mity nowoczesności (2008). Stypendysta MKiS i Prezydenta Bydgoszczy. W latach 1992-1995 współtwórca i redaktor „Kwartalnika Artystycznego”. Jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i polskiego PEN Clubu.

109

(...) Słowa o peryferyjności, poboczności i marginesowości są u niego czystym kpiarstwem lub szyderstwem. (...) Z topografii scen w narracji – od Grudziądza z wszystkimi peryferiami po Warszawę w samym centrum – to właśnie w sposób oczywisty wynika. Nie peryferie więc – i w przedmiocie, i w sposobie narracji – są w całej powieści Jak już, to już i we wszystkim, co Ryszard Milczewski-Bruno pisał i napisał, nie wyłączając całej poezji. Pod tym względem całe jego dzieło pisarskie stanowi jedność i jest w przedmiocie i sposobie

jednolite, można nawet powiedzieć, jednolite w każdym słowie. Język poezji i prozy tego pisarza – przy takich czy innych osobliwościach – jest z założenia i z premedytacji nie ze słowników poprawnej polszczyzny, lecz z żywego, w mowie i piśmie, użytku językowego większości Polaków, czy się to komu podoba, czy nie. Ten język nie ze słowników nie jest wynalazkiem autora powieści Jak już, to już, to jest ten sam język, który wprowadzali do prozy Miron Białoszewski, Stanisław Czycz, Marek Hłasko, Marek Nowakowski (wczesny), Edward Sta-

chura, Edward Redliński i wielu innych ich rówieśników i jeszcze więcej autorów z kilku młodszych generacji. Myśleć o pisarstwie Milczewskiego-Bruno, że jest z marginesu literackiego lub z literackich peryferii, to to samo, co myśleć o nurcie chłopskim w literaturze, że jest z czyjejkolwiek manipulacji. Każdy autentyczny pisarz pisze po swojemu i nie może inaczej, ale istnieją nadrzędne, najczęściej nieformalne i nie do końca świadome, wspólnoty twórców, których ojcem i matką jest czas artystyczny, wyczuwany tak lub inaczej,

przez wszystkich twórców autentycznych. Ryszard Milczewski-Bruno wyczuwał swój czas bezbłędnie, stąd rozmaite świetności jego pisarstwa, które przed swoim czasem spełnień przerwała jego tragiczna śmierć. I tak jednak – zwłaszcza w powieści Jak już, to już – jest takim epikiem swojego Grudziądza z okolicami aż po Warszawę, jacy rzadko się zdarzają, Ulissesy, Blaszane bębenki, Konopielki, Widnokręgi i wszelakie Siekierezady są ze sfery cudowności w literaturze – Henryk Bereza „Twórczość” 11/2004

RYSZARD  MILCZEWSKI-BRUNO

ur. 1940, zm. 1979. Poeta, prozaik, felietonista, rysownik. Za życia ukazały się zbiory poezji: Brzegiem słońca (1967), Poboki (1971), Podwójna należność (1972), Dopokąd (1974), Jesteś dla mnie taka umarła (1974) i wybór Nie ma zegarów (1978). Po 1979 wydano: Poezje wybrane (1981), Gwizdy w obecność (1982), a także powieść Jak już, to już (1983). W 1989 warszawski Czytelnik opublikował trzytomowy zbiór tekstów Milczewskiego Poezja. Proza. Listy (oprac. J. Szatkowski i Cz. M. Szczepaniak). Ponadto w latach 19831985 w Galerii Autorskiej ukazały się cztery bibliofilskie zbiorki Bruna, zawierające fragmenty listów (do J. Pluty i J. Szatkowskiego), rysunki, wiersze i głosy o poecie: Dam znać! (1983), 17 V 1979 (1984), Rysunki (1984), Bruniana (1985). W 2002 w Grudziądzu ukazał się najnowszy wybór wierszy i rysunków Mamo przyszedłem straszyć, a w 2004 wybór prozy i rysunków Gdzieś w nas piją wodzowie klęski. MilczewskiBruno był laureatem wielu nagród i wyróżnień literackich (za wiersze na turniejach poetyckich i za tomiki); najważniejsze z nich to nagroda miesięcznika „Poezja” (1972) i Nagroda Literacka im. Stanisława Piętaka (1973).

110

Prowincja

Z drugiej połowy lutego

Od stóp do głów – prowincja W stolicy rozum jedzą Na kopyściach języka daNiny przemądrzałe roznoszą Pogadać by – ale zimny w Wiśle prąd – – Z Życia złe wiersze piszą poeci: Widują przez leniuszek z okna W nosach dłubią w nogach lęgnie im się ser I te papiery cierpliwe papiery: Samoloty z nich robią dzieci w szkole Albo grę w niebo i piekło – – Prowincja: myślę – kruk i denaturat A stolica – koniaku kciuk poste restante? I choćbym skomlał obolały w kamieniu Skurwysyński dzierżę obyczaj: Dobrze tam gdzie nas nie ma – – O, Tarpno – przyjm mnie do góry nogami Choćby grabiami tylko – byle natychmiast i ostro – –

Na moim sercu noże ostrzyć? W taki mróz i kołnierze strachu? Któremu o dzień później słońce Zamknęło oczy a o dwa wcześniej szczury – O mało – odgryzły do mózgu uszy – – Yrta – potęga do wieczności Snom nigdy przydatna: które oby – Ani wydrom mądrym gdy wódka z nimi – – W tę zimę nie ma co umierać Łopata ziemi nawet nie dodraśnie – – Szpula dratwy lancetów umiar Plastry potu na wyblakły kir marynarki I te białe myszki pulsujące w żyłach Do głowy-klatki oskalpowanych z czci – – Zgubiłem się w palcach pisząc TAK! Skaczę teraz po dachach jako osełka Iskrzącym – z poezji i nadziei? – domokrążcą Jestem – –

Podróże bezdomne

Gdzieś w nas

Już mi dworce wychodzą bokami Najadłem się – walizki bigosu Kurewskie dyguły, niskie poręcza Torów, pękające regiony – – Mówią – zamek sobie wszyj... A tu świat cały w kręćkach – Poezja burmistrzów i straganiarzy: Stęchła w wiosennych gablotkach – – Kręcichwostów i stuligroszy stada Syf – wszystko się sobie dziwi Kto samotny – trzyma głowę nad przepaścią Woła – otwieram marynarkę – – A miód? – rycerstwo blade i błędne Narcyze – kurdybane lumbago – – Jazda – po świecie się zowie: Byledalej Ale jak? – za ile? – po co? Te trochę ziemi w palce? – kopniaka? – krew? Świtaj krzyku – do wglądu oczu – –

(piosenka)

O, bezdomne podróże do stacji Niczyja

Gdzieś w nas błyszczą gwiazdy poezji Gdzieś w nas niosą krzyże Polonii Gdzieś w nas kwilą buty północy Gdzieś w nas kłują włócznie cmentarzy Gdzieś w nas mącą kaci w strumieniach Gdzieś w nas piszą donosy na życie Gdzieś w nas pieją prawdy na rusztach Gdzieś w nas płaczą baby niesyte Gdzieś w nas stroją namioty cyrku Gdzieś w nas płoszą dzieci jaskółki Gdzieś w nas grają karty płomieni Gdzieś w nas czują zwierzęta człowieka Gdzieś w nas tańczą stróżów strachy Gdzieś w nas jadą bogowie wolni Gdzieś w nas piją wodzowie klęski Gdzieś w nas śpią ludzie niezłomni

Czym dla Pani jest aktorstwo? Czy jest to próba odszukania harmonii i jedności w ludzkim życiu? Czy może jest to pragnienie doświadczania różnych stanów świadomości; próba spojrzenia na życie z perspektywy wielu odmiennych postaw, ról? Aktorstwo może być przygodą, którą się podejmuje z wielu powodów. Podobne pytanie zadała mi moja siostra: dlaczego właściwie chcesz „być w teatrze”? Z powodów autoterapeutycznych, intelektualnych

czy jakichś innych? Długo nie umiałam sobie odpowiedzieć na to pytanie. Potem doszłam do wniosku, że pewnie ta łatwość wcielania się w różne role i charaktery jest przygodą emocjonalną. Będąc aktorem nie musimy dokonywać samooceny, możemy doszukiwać się w sobie różnych cech, poznawać siebie i innych ludzi, w jakimś sensie chować się za sceniczną rzeczywistość, poczuć się bezpiecznym. Jednak z biegiem czasu okazało się, że bez pierwiastka intelektualnego w tej zabawie nie spos��b działać. Ślepa emocja

bez poszukiwania formy – umiejętność jej konstruowania jest tylko pewnego rodzaju terapią czy zabawą. Myśląc serio o teatrze trzeba sobie postawić parę pytań, sformułować jakieś tezy i ich konsekwentnie bronić. Czy ma Pani wrażenie, że spektakl teatralny z racji skupiania się na „chwili” cechuje się większą intensywnością przekazu od innych dziedzin sztuki? Nie chciałabym porównywać oddziaływania poszczególnych dziedzin sztuki aczkol-

wiek przymus, który każe mi o określonej godzinie wejść dokładnie w stan skupienia, jakiego ode mnie wymaga dane przedsięwzięcie sprawia, że spektakl sceniczny generuje bardzo intensywny przekaz. Często czuję, że z drugiej strony – od widza również płynie intensywna myśl, wrażenie czy odczucie i jestem wdzięczna za to spotkanie. z Alicją Mozgą rozmawiał Mateusz Soliński

BIK nr 10 [380] 2007, fragmenty

ALICJA  MOZGA

fot. Jan Kaja

Alicja Mozga w monodramie Roberto Athayde Lekcja Panny Margaridy, reż. Tadeusz Junak, Galeria Autorska 23 listopada 2007, fot. Kajetan Soliński

ur. w Łodzi. Po ukończeniu POSM I i II stopnia w Łodzi studiowała na Wydziale Wokalno-Aktorskim Akademii Muzycznej w Łodzi, we Wrocławiu i w Bydgoszczy. Dyplom otrzymała w 1986. Aktorka i pedagog. Poza pracą w Teatrze Polskim w Bydgoszczy uczy podstaw sztuki aktorskiej na Wydziale Wokalno-Aktorskim Akademii Muzycznej w Bydgoszczy. Zagrała kilkadziesiąt ról, m.in.: Gobette w Pani Prezesowej Hennequina i Vebera, Agafię w Ożenku Gogola, Właścicielkę Panoptikum w Palaczu zwłok Fuksa (w adaptacji M. Mokrowieckiego), Sklepową w Końcu ery Menelików Kondratiuka, Pannę Młodą w Weselu Wyspiańskiego, Lusi w Lecie Weingartena, Poppy Norton Taylor w Czego nie widać Frayna, Margaretę w Jesieni i zimie Noréna, Elmirę w Świętoszku i Panią Jourdin w Mieszczaninie szlachcicem Moliera. Jako pedagog zrealizowała ze studentami blisko 60 różnych spektakli – zarówno dramatycznych jak i muzycznych. Ma w swoim dorobku także formy estradowe, m.in. autorski spektakl Kabaret instrumentalny. Chętnie recytuje poezję, lubi śpiewać. Jej repertuar obejmuje różne gatunki muzyczne: od klasyki, przez jazz do piosenki aktorskiej. Jest laureatką nagród: Artystka Roku w kategorii teatr („Gazeta Wyborcza” 2002), Złota Maska („Gazeta Pomorska” 2002), Nagroda Radia PiK (2003).

111

Pejzaż jest dla mnie żywą przestrzenią z ukrytymi w niej znakami zapytania, jest kalejdoskopem kolorów i aury. Naturalne cykle przyrody wciąż i na nowo przeobrażają tę przestrzeń nadając jej znamiona tajemnicy. Ta gigantyczna horyzontalna scenografia wprzężona w astronomiczny mechanizm budziła zawsze w głowach wędrowców i odkrywców niepokój i ciekawość prowadzące do podejmowania często ryzy-

kownych wypraw. W każdym z nas jest ten zachwyt przestrzenią. Zapewne zapatrzone w dal postacie z obrazów C.D.Friedricha podzielałyby z nami ten niewysłowiony stan. Być może pejzaż spełnia tak inspirującą i motywującą rolę, że otwiera się z rzeczywistej perspektywy w wyabstrahowaną i nadrealną. Wystawy moich prac w Galerii Autorskiej J.Kaji i J.Solińskiego w zasadniczej

części wywodzą się z zainteresowania pejzażem, który traktuję jako wyrazisty i ekspresyjny punkt wyjścia. Zwykle uproszczona notatka graficzna odłożona, a może nawet zagubiona na jakiś czas, odnajduje się i staje się powodem czegoś, co przywołuje z pamięci nie tylko optyczną warstwę obrazów. Świadomie godzę się na niechybne wypaczenia pamięci pozostawiając w ten sposób wolne pole dla wyobraźni w ro-

dzaju tej, którą posługują się miłośnicy zabaw kształtami obłoków. Przedstawiam moją wersję pejzażu w pewnym sensie jako symetryczną w stosunku do tego prawdziwego i doskonałego. Jest to próba subiektywnej rekonstrukcji i przemiany zewnętrznych wartości w kompozycję ułożoną według własnej logiki i wrażliwości. Wojciech Nadratowski

WOJCIECH  NADRATOWSKI 1

2

3

4

5

6

fot. Jan Kaja

ur. 1957 w Wąbrzeźnie. W 1977 ukończył PLSP w Bydgoszczy. Uprawia malarstwo i rysunek. Zajmuje się grafiką wydawniczą. Ma na swoim koncie pokaźną liczbę opracowań graficznych, przede wszystkim do literatury pięknej i poezji. Od czasu powstania Galerii Autorskiej uczestniczy w jej działaniach, prezentując tu swoje dokonania. W pierwszej połowie lat 80. zajmował się działaniami konceptualnymi pod auspicjami założonego przez siebie Biura Strat Bezpowrotnych, funkcjonującego przy Galerii Autorskiej. Jest autorem kilkunastu indywidualnych wystaw malarstwa. Uczestniczył w licznych wystaw zbiorowych.

1 – Literat, akryl na płótnie, 45×65 cm, 2007, 2 – Scenografia - zmierzch, akryl na płotnie, 60×70 cm, 2000 3 – Skorupa, akryl na płótnie, 45×55 cm, 2008, 4 – Jezioro, akryl na płótnie, 45×55 cm, 2008 5 – Droga, akryl na płótnie, 60×70 cm, 2008 , 6 – Grająca wyspa, akryl na płótnie, 80×100 cm, 2008

112

Marek Noniewicz wypracował charakterystyczny dla siebie styl. Po pierwsze, jego pomysły zawsze przekraczały granice tego, co „oficjalnie dozwolone”. Dlatego tworzy niezależne galerie w mieszkaniach i miejscach, w których akurat przebywa (Galeria Prusa i Grupa Stado Prusa) lub wymyślając dziwaczne na pierwszy rzut oka wystawy. Po drugie, w każdym podejmowanym przez niego działaniu przekonuje, że ważniejsza od samego „dzieła” jest zabawa, pomysł, który działanie stwarza. I nagle okazuje się, że tzw. sztuka nie musi być nudna i nadęta, lecz ma

niepowtarzalna. (...) Marek przywołuje jeszcze jedną postać z przełomu wieków. Jego patronem staje się Fernando Pessoa, wymyślający ciągle nowe wcielenia wędrowiec miasta. Dlaczego heteronomie Pessoi tak mu odpowiadają? Prace Marka dotyczą zawsze granic: granic fizycznych (jak cykl fotografii obszarów miejskich przedmieść) i granic symbolicznych – wyznaczonych różnicą przeszłości i teraźniejszości. Tworzone przez niego niewielkie przedmioty, karteczki zapisane językiem zjawisk fizycznych opisują przecież sferę wyobrażenia

być źródłem osobistej przyjemności twórców. (...) Marek ma swoje ulubione techniki fotograficzne. Jedną z nich jest, przywołująca przeszłość fotografii, camera obscura. Fotograf wraca do etapu sprzed epoki cyfrowej. Nie po to jednak, by wyrzec się nowoczesnej technologii, ale by przypomnieć o świecie niesłusznie zapomnianym. Niezwykle ekspansywny rozwój fotografii bardzo szybko zlikwidował to, co było „nienowoczesne”, tymczasem Marek przypomina o uroku powolności. O czasach, kiedy naświetlanie trwało pół godziny, zaś obróbka fotografii była żmudna i jednocześnie

i osobistego doświadczenia. Fotografia fotochemiczna zawieszona pomiędzy tym, co materialne i organiczne, przyrodnicze i kulturowe do jego eksperymentów wydaje się idealna. Postępując drogą pierwszych eksperymentatorów nie zatrzymuje się i szuka własnej interpretacji tego, co wydarzyło się kiedyś tego, co go otacza. To także droga w poszukiwaniu własnego imienia i określenia samego siebie wobec świata. Envoi wysyłane do siebie samego i do nas jednocześnie. Marianna Michałowska Uczenie się przyrody, Poznań 2004

MAREK  NONIEWICZ 1

2

autoportret

3

6

4

5

7

ur. 1971 w Sulechowie (woj.zielonogórskie). Fotografik. Absolwent (1999) ASPP w Poznaniu – kierunek fotografia, Ludowego Konserwatorium w czeskiej Ostrawie (1995) – kierunek fotografia i UMK w Toruniu (1997) – Wydział Biologii i Nauk o Ziemi. Od 2002 organizator warsztatów fotograficznych. W latach 1997-2001 pracował w Katedrze Fotografii ASP w Poznaniu. Współzałożyciel i inicjator działań niezależnej grupy Stada Prusa. W latach 19971999 prowadził prywatną galerię Stada Prusa w Poznaniu. Uczestnik Międzynarodowych Warsztatów fotograficznych „Profile” (1998 i 2000). W latach 2001-2002 był koordynatorem działań i i kuratorem niezależnej Galerii Wahrstadt w Poznaniu. Autor wielu wystaw indywidualnych i uczestnik ekspozycji zbiorowych.

1 – Portret ok.1886, fot. Herman Krone, 2-6 – z serii „Turyści”, fotografia, 2008-2009

113

JEŚLI POWIEDZIAŁEŚ A, tak zatytułowałem wystawę w Galerii Autorskiej, do której przyjechałem z pracą do dzisiaj „gorącą”, gdyż ostateczny jej kształt był i pozostaje otwarty. Jak by to powiedział Jacek Soliński: dotyka tajemnicy. To prawda, przywiozłem koncepcję niedomkniętą – bo i po co domykać to, co drzwi nie posiada. OSTATECZNIE, od kilku tygodni układałem na podłodze pracowni ramy sprezentowane przez jedno z Muzeów . Ramy z podwójnymi szybami, pomiędzy którymi kiedyś umieszczano doskonałe grafiki z przeszłości. Były one tam zamyka-

ne niemal HERMETYCZNIE. Raptem okazało się, że szczególna, ześrubowana forma ram stała się muzeum nieprzydatna. Tym trafem miałem całkiem prywatną, „muzealną” wystawę parkietu mojej pracowni, widzianego przez podwójne szyby, a pomiędzy nimi NIC. W tych ramach widziałem historię zaklejonej farbami, zadeptanej podłogi pracowni w moim domu. Spoglądałem w domu okna podwójne szyby – niczym te z ram. Widziałem ogród, jak kwitnie i gaśnie, a podchodząc bliżej okiennego parapetu dostrzegałem fragment chodnika z płyt betonowych

kupionych w składzie z budowlaną starzyzną. Chodnik prowadził do furtki zarośniętej bluszczem, trawionej przez grzyb. Czy tych kilka zdań już nie ułożyło się w dykteryjkę o przemijaniu? Mimo tego, że sztuka mijała mnie jakoś bokiem – do głowy wpadały jedynie pomysły na wprost oczywistości – myśląc o wystawie w Autorskiej miałem w pamięci wystawę ALFABET w poznańskiej galerii AT, w wielu aspektach hermetyczną, tajemniczą. Wiedziony impulsem śrub w muzealnych ramach zacząłem łączyć w pary litery alfabetu i przekręcać je, prawoskrętnie, umieszczać

pomiędzy szybami. Ku mojemu zdumieniu pojawiały się formy graficzne hermetyczne, a zarazem otwarte na związek z następną literą, aż wypełniła się całość. Do końca, po pustkę ostatniej części logicznej przemiany okruchów, z których słowa i zdania nie miały możliwości pojawienia się, nawet w absolutnej idealizacji wypowiedzenia kropki, punktu na końcu. Całkowitej tajemnicy PRZEZROCZYSTOŚĆ. Dariusz Nowacki

DARIUSZ  NOWACKI 1

fot. Waldemar Kresmer

ur. 1958 w Bydgoszczy. Studia w PWSSP w Poznaniu (1982-1987); dyplom z malarstwa w pracowni prof. Jana Świtki w 1987. W 1988 stypendysta MKiS. Wybór wystaw, instalacji, pokazów: Malarstwo i obiekty monumentalne (1987 Poznań), Malarstwo i obiekt (Poznań), Energia 88 obiekty monumentalne (Poznań), Arsenał 88 (Warszawa, obiekty, wyst. zb)., Prosektorium w Słópcy – przetaczanie krwi (1991, performens), Młodzi artyści Poznania (1992, Poznań), Malarstwo (1995, Poznań), Malarstwo (1996, Sopot), Maybe (1996, Poznań), Układy choreograficzne Kremser – Nowacki (1996, Poznań, performens), POZNAŃ – KOSTRZYŃ – BERLIN – przemyt idei (1997, performens), Performens czytany w pracy Waldemara Kremsera „A” Wielki Słownik (2006, Poznań), Fellow –Traveller – Poputczyk (2007, Poznań, wyst. zb.), 4.ART – Sztuki walki ze śmiercią (2007, Berlin, wyst. zb.), Jeśli powiedziałeś A (2007, Bydgoszcz), Ogrodnik (2008, Charlottenburg – Berlin, performens), Prace w humusie, obiekty biologiczne (2009, Poznań), „Dla Bohumila Hrabala” bez kontekstu Zaolzia (2009, C.K.ZAMEK Poznań). Uczestnik działań Grupy Poetyckiej Drzewo. Współzałożyciel grupy ABConspire.

114

2

3

4

1-4 – Instalacja Jeśli powiedziałeś A, Galeria Autorska 21 III 2007

Ciągle idziemy. Znowu przerwa na oddech. Ta przełęcz odpowie nam na wiele pytań. Musimy się na nią tylko wdrapać. Tak jesteśmy wykończeni, że w ogóle nie rozmawiamy. Moje nizinne serce i płuca wariują. Nie ma się czemu dziwić, jesteśmy na wysokości 5500 m n.p.m. Jestem wykończony. Wczołgaliśmy się na ową przełęcz. Łapałem oddech jak ryba wyciągnięta sitkiem z akwarium. W końcu zobaczyliśmy cel naszej wyprawy: wulkan Chachani (ponad 6000 m n.p.m.)!!! Jednak był zbyt daleko, żeby ten widok nas rozweselił. Udaliśmy się wzdłuż stromego zbocza. Zatrzymały nas potężne skały. Zachód słońca. Nie mieliśmy innego wyjścia jak

tylko zacząć schodzić stromym, kamienistym i sypkim zboczem w dolinę. Kiedy zaczynaliśmy zjeżdżać z porcją kamieni w dół, używaliśmy czekanów jak hamulców. Robiło się coraz ciemniej. Uda dostały lekcję pokory. W ciemnościach nocy dotarliśmy do doliny cali brudni i zasapani. W świetle czołówek zaczęliśmy szukać miejsca na nocleg. W końcu znaleźliśmy niewielki teren, który nie był usiany ostrymi i małymi kamieniami. Kręciło mi się w głowie i trudno było mi się skupić na rozstawianiu namiotu. Teraz siedzimy w naszym domku. Trochę zimno. Namiot już zaczyna zamarzać. Przebraliśmy się w suche rzeczy. Zaraz uczta po całym dniu

męczarni. Trzy kawałki chleba z serem. Jedna parówka. I parę łyków zimnej wody. Po chwili usłyszałem pochrapywanie Piotra. A ja nie mogłem zasnąć... i nie mogłem oddychać. Czułem się tak, jakbym wciągał powietrze przez słomkę, do tego taki ból głowy, oczu, uszu, zatok, szczęki, że popłynęły mi łzy. Dobrze, że nikt tego nie widział. Byłby wstyd. Serce waliło jak oszalałe. Poczułem ból w klatce piersiowej. Wpadłem w panikę i miałem wrażenie, że się zaraz uduszę. Zamek już zamarzł na dobre, więc trochę się namęczyłem zanim otworzyłem tylny właz. Wychyliłem się na zewnątrz i zacząłem chwytać nerwowo przeraźliwie zimne powietrze. Lodo-

waty chłód nie robił na mnie żadnego wrażenia. Najważniejsze było aby oddychać. Nie wiem jak długo to trwało. Zamknąłem właz i położyłem się. Było coraz gorzej. Ból. Gorąco. Niemoc oddychania. Ogarnął mnie strach. Pomyślałem, że zaraz będzie koniec. Skupiłem się tylko na tym, aby się uspokoić. W końcu zacząłem odmawiać różaniec.. Obudziłem się rano. Zwinęliśmy namiot i udaliśmy się w kierunku wulkanu. Gracjan Kaja Peru, wulkan Chachani, z dziennika wspólnej podróży z Piotrem Nowackim, 2005

PIOTR  NOWACKI 1

2

3

fot. Gracjan Kaja

Piotr Nowacki, ur. 1981 w Bydgoszczy, gdzie ukończył V LO. Absolwent Wydziału Matematyki, Fizyki i Informatyki Uniwersytetu Gdańskiego. Obecnie pracownik tegoż uniwersytetu. Podróżnik. Zajmuje się głównie fotografią reportażową z wypraw po krajach Ameryki Łacińskiej (Argentyna, Boliwia, Brazylia, Chile, Peru, Wenezuela). Współautor, z Gracjanem Kają, kilku wystaw.

4

5

6

1 – Dolina Księżycowa (Valle de la Luna), Pustynia Atakama, Chile, fotografia, 2005 2 – San Pedro de Atakama, Pustynia Atakama, Chile, fotografia, 2005 3 – Pustynia solna – Salar de Uyuni, Boliwia, fotografia, 2005 4-5 – Szlak „W”, Rezerwat Torres del Paine, Patagonia, Chile, fotografia, 2005 6 – Widok na szczyt Fitz Roy, okolice El Chalten, Patagonia, Argentyna, 2005

115

Arkusz Wyrywki jest spójną i pełną uroku opowieścią o dojrzewaniu, próbą zbudowania swoistej mitologii dzieciństwa; mamy tu więc zabawę w piaskownicy, grę w kapsle, żołnierzyków, Kapitana Kida i lekcje biologii. Za patronów tej poezji uznać by można Zbigniewa Herberta i Ryszarda Krynickiego. (...) Z mitologią dzieciństwa sąsiaduje w tej wczesnej twórczości etos walki w imię prawdy, co pozwala się interpretować w taki oto sposób: jedyną szansą na stawienie czoła złu jest zachowanie w sobie dziecka, czyli zbudowanie swojej tożsamości w oparciu o dziecięcy idealizm, który przestaje

być naiwny, gdy się go rewiduje, a rewidując – hartuje w trakcie dojrzałego dojrzewania. Tadeusz Dąbrowski Wątki metafizyczne w nowej poezji gdańskiej (tekst wygłoszony na konferencji Literatura Wybrzeża po 1980 roku – grudzień 2003)

Kolejne wiersze z książki Artura Nowaczewskiego trudno było mi czytać bez wzruszenia. Wszak ja również długie godziny spędzałem przed kupioną przez rodziców Atarynką. Również zakradałem się do ogrodów starego Wrzeszcza, grałem w kapsle i zbierałem wyko-

pane z ziemi łuski naboi. I czytając, chwilami czułem się tak, jakbym znów szedł za Arturem TAMTYMI ulicami, a on, śmiejąc się, pokazywał mi palcem te wszystkie nieistniejące już przejścia w płotach, zapomniane place zabaw i zarośnięte ogrody i pytał: pamiętasz? Sięganie pamięcią w czasy, kiedy słowo pamięć nie łączyło się jeszcze ze słowami MEGA ani GIGA to trudne zadanie. Przywoływane obrazy dawno pogubiły gdzieś kolory, straciły detale, stały się równie niewyraźne i uproszczone jak grafika w pierwszych grach komputerowych. Ale choć składane wciąż na nowo

z coraz bardziej wytartych i zużytych pikseli, to jednak wciąż przywołują te same gorące uczucia, te same wypieki na twarzy. Michał Piotrowski „Migotania, przejaśnienia” 2006 nr 1 (10)

Powiedzmy od razu i bez ogródek – Commodore 64 Artura Nowaczewskiego jest jednym ze znakomitszych debiutów poetyckich ostatnich lat, wydarzeniem na miarę Dzikich dzieci Krzysztofa Siwczyka. Jarosław Jakubowski „Topos” nr 1-2 (86-87) 2006

ARTUR  NOWACZEWSKI żaba

***

ze wszystkich Twoich stworzeń pełzających najbardziej ukochałem żabę. znalazłem ją w nocy na środku parkingu - życie wilgotne jeszcze, dopiero co opięte w kształt.

nie mów o przemijaniu. to tylko daleki krąg na wodzie, który jest, był, przychodzi daleko stąd. słabnie głos i rozprasza się w sitowiu. teraz jest teraz. słowem „lipiec” otwieram wszystkie barwy liści, lepkość powietrza, bzyk komarów i ważek nad taflą. piwo jest dzisiaj z wolna spijaną godziną. słychać każde plaśnięcie mokrych stóp o spróchniałe deski. spławiki wędek tkwią nieruchomo nad głębokościami, ostrza żyłek w mętnym przestworze. w takich chwilach łączy nas milczenie a jeśli jeśli nasz śmiech rozproszy ciszę, to kiedyś kiedy nie będzie nas tu i tu stanie się tam, to tu to tam przypomni się pomost, cętki światła na wodzie, od miejsca odbije się czas.

w dłoni przypominała wystraszony mięsień, bezbronny i niezdolny do podstępu. fot. Kajetan Soliński

ur. 1978 w Gdańsku. Poeta, krytyk literacki, absolwent „Topolówki”, doktor nauk humanistycznych, adiunkt w Zakładzie Antropologii Literatury i Krytyki Artystycznej na Uniwersytecie Gdańskim. W okresie studiów współtworzył serwis „Teczka” i artzin literacko-muzyczny „Przesuw”. Od kilku lat współpracuje z sopockim „Toposem”, jest stałym współpracownikiem Magazynu Apokaliptycznego „44”. Wiersze, recenzje, szkice krytyczne publikował także m.in. we „Frondzie”, „Przeglądzie Politycznym”, „Arcanach”, Magazynie polsko-niemieckim „Dialog”, „30 Dniach”, „Gościu Niedzielnym”, „Lampie”, „Studium”, „Ha!arcie”. Wydał arkusz poetycki Wyrywki (2002), tomik wierszy Commodore 64 (2005), książkę historycznoliteracką Trzy miasta, trzy pokolenia (2006). W przygotowaniu zbiór Elegia dla Iana Curtisa oraz książka na podstawie doktoratu. Laureat m.in. nagrody Fundacji im. ks. Janusza St. Pasierba (2008), Złotego Środka Poezji w Kutnie (III miejsce - 2006), stypendysta Marszałka Województwa Pomorskiego (2008). Tłumaczony na języki czeski i niemiecki. Mieszka w Gdyni.

takie skaczące serce.

epitafium dla Agnieszki Witeckiej* kwiaty paproci rosną w najbliższym lesie zamkniętym na klucz A. Witecka życie wymyka się baśni, wiatr smagnąwszy sosnę, igły przeszywa dreszczem. milczenie w nas, milczenie w środku i na zewnątrz lasu, chmur. kiedy Agnieszka odeszła na przystankach tramwajowych odnajdowałem skserowane twarze zmarłej. wszystkie posiadały takie same znaki: dołeczek na brodzie, pieprzyk na policzku skłonnym do piegów szarą rdzę słonecznych odłamków. umarła Kwiat Paproci. ból bezsilny ścieka z brzegu, trwa jak odcisk rozkwitającego liścia: życie Agnieszki jak haiku jest skokiem w fale zatoki, tak nagłe, a jest w nim wszystko, nic więcej.

*Agnieszka Witecka (1982 - 2000), „Kwiat Paproci” zmarła tragicznie uczennica VIII LO w Gdańsku, poetka.

116

ten czas, który tu był nasz, a tam jest już stracony. (ze złożonego do druku tomu Elegia dla Iana Curtisa)

kłębek śpi zwinięta w kłębek nerwów, snów. kłębek słów. i śpi jej dziecko, które jest w środku ze środka wyrwane, z korzeniami. ze snami. kłębuszku, gdybym mógł, gdybym mógł bój bym o was wiódł, gdybym mógł. (ze złożonego do druku tomu Elegia dla Iana Curtisa)

Fotografia – ślady naszej historii M. S. Czym jest dla Ciebie fotografowanie? K. N. Fotografia jest możliwością zostawienia po sobie jakiegoś śladu i jednocześnie utrwalenia tego, co ulotne. Natura nieustannie się zmienia i ewoluuje. Ludzka pamięć z wiekiem staje się coraz słabsza i przemija wraz z człowiekiem. Za pomocą fotografii możemy uchronić coś istotnego i ważnego od całkowitego zapomnienia. W naukach historycznych istnieje dział określany mianem historii kultury materialnej. Jego zadaniem jest rekonstrukcja realiów codziennego życia minionych epok i pokoleń na

podstawie, często bardzo nielicznych, śladów pozostawionych nam przez ówczesnych. Mam nadzieję, że moje fotografie staną się w przyszłości takim właśnie śladem i pomogą historykom odtworzyć istotne rysy naszej mentalności, naszego sposobu odczuwania i postrzegania rzeczywistości. M. S. Przyglądając się Twojemu dorobkowi twórczemu można odnieść wrażenie, że traktujesz fotografię jako formę reportażu i dokumentacji. K. N. Przede wszystkim staram się nie ingerować w temat, próbuję stać się „niewidoczny”.

Niestety, współczesna fotografia prasowa, która aspiruje do miana fotografii reportażowej często przemienia się w sztukę reżyserii. Reporter zbyt dużo energii poświęca na „ustawienie” rejestrowanej sceny a nie na wydobyciu tego, co w tym „chwytanym” wycinku rzeczywistości jest najistotniejsze. Fotoreportaż powinien być rejestracją sytuacji zastanej. M. S. Mało jest w Twojej twórczości portretów. Pojawiające się postaci oddziela od widza znaczący dystans. Dlaczego? K. N. Żeby wykonać portret, nazwijmy go „psychologiczny”, trzeba być odpowiednio przygo-

towanym. Oprócz warsztatowych umiejętności fotograf musi posiadać szczególnie wyostrzony zmysł obserwacji. Zdolność dostrzegania tego, co dla danej osoby wyjątkowe i niepowtarzalne. Portret, podobnie jak akt, to szczególnie trudna fotografia. Oznacza bardzo osobisty kontakt z modelem. Ostateczny efekt nie jest wynikiem samego ruchu migawki, który może trwać ułamki sekund, ale przede wszystkim wnikliwej, czasem wielogodzinnej obserwacji. z Krzysztofem Nowaczykiem rozmawiał Mateusz Soliński

KRZYSZTOF  NOWACZYK 1

2

fot. Kajetan Soliński

3

4

ur. 1981 w Bydgoszczy. Absolwent V LO; ukończył historię na Wydziale Humanistycznym UKW w Bydgoszczy. Fotografią zajmuje się od wczesnej młodości. Odbył szereg podróży z nieodłącznym aparatem (Wielka Brytania, Szkocja, Niemcy, Włochy). Od 2006 prowadzi Studio Fotografii Photosquad. Autor dwóch wystaw przygotowanych wspólnie z Kajetanem Solińskim.

5

1 – Otwarcie wystawy „Na koniec świata” w Galerii Autorskiej, fotografia, 2008, 2 – Cień, fotografia, 2007 3 – Portret K. Kuncy, fotografia, 2007, 4 – Portret Alicji Mozgi, fotografia, 2007, 5 – Kadr w Galerii Autorskiej, fotografia, 2007

117

Bronisław Zygfryd Nowicki był człowiekiem, dla którego kryterium etyczne współtworzyło artystyczną postawę. Marcelowski prymat być nad mieć stanowił fundament jego życiowych i twórczych rozstrzygnięć. (...) Wolność grafika zawarta jest w ograniczeniach formalnych, które pozwalają mu zdefiniować własny język. Wypracowane środki wyrazu są jego alfabetem w obszarze twórczych poszukiwań. Bronisław Nowicki, od początku świadom tej zasady, konsekwentnie kształtował swój artystyczny przekaz. (...) Przywiązanie do natury, jej systematyczna i wni-

się egzystencjalny niepokój ujęty w postaci prostych, czytelnych znaków. Wyselekcjonowane z otoczenia fragmenty rozdartych pni i gałęzi przywodzą na myśl wewnętrzny konflikt. Stan rozdzielenia – zawieszenia między duchem a materią. Surowość formy podkreśla gładkie tło. Siła działania tych kompozycji polega na prostocie i bezpretensjonalności. Mocne w wyrazie prace pozostają wolne od bezpośrednich obciążeń literackich; preferują fizyczność: złamania, pęknięcia, splątania... Każdy oglądający może wypełnić je własną treścią. Niszczejące, skotłowane, pełne dramatyzmu formy mogą być zna-

kliwa obserwacja była równie ważna dla artysty, jak cała spuścizna kultury europejskiej. Każda z tych przestrzeni w rysunkach i grafikach wypełniona jest żywym uczuciem twórcy czującego emocjonalną więź z otoczeniem. Łagodna i subtelna aura charakteryzująca prawie cały dorobek artysty w jednym z rozważań tematycznych ustąpiła miejsca żywiołowej ekspresji. Poszukiwania formalne, rozwijane w ekspresyjnych wizerunkach konarów drzew  – zebranych w wielkim cyklu Dramaty – zbliżyły autora do rozwiązań o charakterze niemal abstrakcyjnym. Z całej tej galerii różnorodnych splotów wyłania

kiem przemijania, metaforą ludzkiego losu. Twórczy dorobek Bronisława Zygfryda Nowickiego jawi się w swoich wielonurtowych poszukiwaniach jako jedna droga, na której człowiekartysta znalazł cel i sens. Umiał odnajdywać te wartości etyczne i estetyczne, dzięki którym pamięć o nim zachowa szlachetny odcień. Jednorodność w całym tym bogactwie działań dowodzi, jak dobrze rozumiał i wykorzystał czas, który dane mu było przeżyć. Jacek Soliński z: Bronisław Z. Nowicki, Motyw przemijania, Bydgoszcz 2006

BRONISŁAW ZYGFRYD  NOWICKI 1

2

fot. Zbigniew Lubaczewski

ur. 1907 w Baden-Baden, zm. 1981 w Bydgoszczy. W 1920 osiedlił się w Bydgoszczy, gdzie ukończył Państwowe Gimnazjum Humanistyczne. Następnie podjął studia medyczne (1926-1928) i prawnicze (1929-1934) na Uniwersytecie Poznańskim. Uczestnik kampanii wrześniowej. W latach 1940-1945 jeniec oflagu w Woldenbergu Od 1945 członek ZPAP oraz wielu innych organizacji, m.in. Towarzystwa Miłośników Bydgoszczy, Towarzystwa Przyjaciół Sztuki w Bydgoszczy. Uhonorowany wieloma nagrodami i wyróżnieniami; w 1975 otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. Uprawiał rysunek, grafikę artystyczną i użytkową, medalierstwo, a od 1972 również malarstwo. Zajmował się drzeworytem sztorcowym i wzdłużnym oraz linorytem: po 1948 powstało ich przeszło 100. Najbogatszą spuściznę artystyczną stanowią rysunki – dzieła studyjne, szkice, notatki stanowiące zapis licznych podróży w kraju i zagranicą. Autor 47 wystaw indywidualnych i uczestnik 55 wystaw ogólnopolskich i międzynarodowych oraz 16 prezentacji sztuki polskiej zagranicą. Jego prace znajdują się w wielu zbiorach krajowych i zagranicznych.

118

3

4

5

6

1 – Z cyklu Dramaty VI, linoryt barwny, 42×60 cm, 1977, 2 – Zraniony ptak, Aurelii, drzeworyt barwny, 64×45 cm, 1970 3 – Z cyklu Dramaty VII, linoryt barwny, 43 x 62 cm, 1977, 4 – Bambusowe główki, linoryt barwny, 57 x 36,5 cm, 1973 5 – Z cyklu Dramaty I, linoryt, 63 x 46 cm, 1975, 6 – Z cyklu Dramaty V, linoryt barwny, 61 x 42 cm, 1977

Nowicki miał zawsze wyczuloną świadomość „przeżyć generacyjnych”. Jego temat naczelny można by zawrzeć w pytaniu: dlaczego przeciętność tak bardzo pragnie nas osaczyć, jakie diabły i konieczności są tu czynne? Nie rzucał przy tym gromów na historię – choć i jej presję doceniał. On miałkość swoich bohaterów przypisywał także im samym, ich słabości, ich inercji. Aż wreszcie postanowił bohaterem

i przedmiotem refleksji uczynić samego siebie jako reprezentanta„pokolenia bez biografii”. Krzysztof Mętrak z tomu Krytyka – twórczość przeklęta

Drugie życie ma taką dynamikę: od rozpraw czytelnika z lekturami moralnie i egzystencjalnie obowiązkowymi, poprzez dylematy rzeczywistości i zmyślenia (wmówienia), do niemalże

surrealistycznych, bunuelowskich naigrywań z marzeń o nieśmiertelności i czytactwie… Taki wybór nie został uczyniony gwoli zabawy, tu chodzi o ukazanie tych zbieżności i szczelin, jakimi są życiopisanie Kafki, ideopisanie Conrada, absurdopisanie Camusa i pisaniopisanie Borgesa. Andrzej Chojecki „Topos” nr 7-8 1995

KRZYSZTOF  NOWICKI Znalazłem się zatem przed swoistym trybunałem, który na wstępie ma ustalić moją tożsamość, jakiej sam nie byłem pewny, a następnie sformułować krótki akt oskarżenia. Przedmiotem sprawy jest bowiem uzurpacja i oszustwo z mojej strony, którym to zajęciom oddawałem się przez lata … Nie miałem najmniejszej szansy na ocalenie, gdyż głównym świadkiem oskarżenia był Daniel Defoe … Człowiek, który mnie oskarżał sprawdził się ostatecznie w różnych dziedzinach. Nie był mu obcy handel ani spekulacja, dziennikarstwo, które jest jak wiadomo formą załatwiania doraźnych porachunków, wreszcie nie wypierał się kilku utworów, z których każdy – moim zdaniem – zawierał cały świat. Daniel Defoe nie czekał na komplementy. Okazał zniecierpliwienie, jakie ogarnia nas na widok ceregieli, które okazujemy wobec przyłapanego na gorącym uczynku drobnego złodzieja. Dowiedziałem się przeto, że ma dość tłumaczy i adaptatorów. Brzydzi się naszymi imitacjami rzeczywistości. Nie znosi kombinacji z czasem i konstrukcją narracji. Jednym słowem, trzeba sprowadzić język na ziemię i ukarać podobnych do mnie oszustów. Próbowałem tłumaczyć nieśmiało, że każdy ma swoją granicę i próg wrażliwości, że nie trzeba wszystkich traktować jednakowo. A on mi na to, że moja dusza widocznie jest chora, skoro szukam sposobów, miast odsłonić istotę. Nasze eksperymenty nazwał obrazą boską i sprzeniewierzeniem. Tymczasem wszystko ma sens moralny. Zatem, sugerował, występujemy przeciw moralności. Wreszcie się zlitował i spytał dość łagodnie. Dlaczego piszesz? Mówiłem mętnie. Chaotycznie, jak człowiek nagle obudzony ze snu. To jest mój sposób istnienia. Ratuję życie. To go zeźliło do reszty. Pismo nie jest na ratunek. Ocalić może cię Pan Bóg. Jeśli zechce. W co wątpię. Ratować może wiara, armia, być może medycyna. Czasem konstabl. To się zdarza.

Powiedziałem, że to jest jak zaraza. Wtedy się ożywił. Mówiłem o zazdrości wobec olśnień, jakie spotkałem u różnych autorów. Kiedy ich czytałem, byłem pewien, że mnie Bóg opuścił. Toteż, usprawiedliwiałem się jak umiałem, zawsze staram się streszczać. Wszystkimi drogami zmierzam do milczenia. Każde zdanie traktuję jako ostatnie… Moja wina jest wielka, lecz – prawdę mówiąc – przestała mnie już interesować. Po prostu uległem zarazie. To stało się tak dawno, że ledwie pamiętam ów egzemplarz „Przypadków Robinsona”. Wiem tylko, że za drukowanymi stronami pojawiały się ryciny przykryte papierem stanowiącym coś pośredniego między bibułą a pergaminem… Właśnie wtedy, panie, gdy znalazłem się po raz pierwszy na wyspie, zostałem przez ciebie wymyślony. Byłem dzieckiem i wszystko brałem dosłownie, a teraz, choć stary, wciąż myślę tamtymi obrazami i już nigdy nie wrócę z wyspy Robinsona. Ty jeden wiesz co to znaczy, skoro przyznałeś, że jesteś Robinsonem. Zapewne czułeś coś podobnego, co ja teraz, stojąc przed tym dziwnym i surowym trybunałem, gdy mówię sędziom o gipsowych, martwych twarzach: tak, jestem winny, ale również jestem zmyśleniem Daniela Defoe, którego nikomu z was nie muszę przedstawiać… Teraz widzę, że dzięki tobie i twojej zarazie zatoczyłem koło. Urodziłem się na wyspie i wędrując długo między szczegółami o wątpliwym znaczeniu, dotarłem na koniec przed oblicze trybunału, który usadowiony w tej świątyni prawa, próbuje sądzić rzeczywistość. W ostatnim słowie nie proszę o łagodny wymiar kary. Chcę wyznać, że nie czuję lęku, gdyż nie mogę odpowiadać za uczynki pana Daniela Defoe, który w pewnym sensie był moim ojcem, która to sprawa wymagałaby odrębnego postępowania przed wami, szanowni panowie. Mogę jednak obiecać, że jeśli Bóg pozwoli, a panowie uwierzą, skorzystam z najbliższej okazji i będę milczał. Zaraza z tomu Drugie życie, Bydgoszcz 1995 (urywki)

fot. Zbigniew Lubaczewski

ur. 1940 w Opsie na Wileńszczyźnie, zm. 1997 w Bydgoszczy. Ojciec Bohdan Nowicki był lekarzem, matka Kira Hübschmann nauczycielką. Od 1945 mieszkał w Bydgoszczy. Ukończył filologię polską na UMK u prof. Konrada Górskiego. Po studiach pracował w rozgłośni Polskiego Radia, a później w tygodniku „Fakty i Myśli”. Poeta, pisarz, dramaturg, krytyk. Opublikował tomiki wierszy: Zbliżenia (1963), Przy słowie (1965), Komentarze (1970), W tej chwili (1976), Do przytomności (1981), Po imieniu (1983), Bez tytułu (1991). Wydał powieści i tomy opowiadań: Droga do ojca (1967), Główna przegrana (1967), Tętno (1969), Orfeusze (1973), W imię ojca i syna (1978), Śmierć Gulliwera (1983), Było święto (1987), Ostatni kwartał (1987), Przetoka (1992), Drugie życie (1995). Ostatnia książeczka Od rzeczy ukazała się w 1998. Publikował utwory literackie i krytyczne m.in. w: „Tygodniku Kulturalnym”, „Współczesności”, „Twórczości”, „Życiu Literackim”, „Toposie”. Wydał wybory szkiców, recenzji i felietonów literackich: Pertraktacje (1971) i Dziennik krytyczny (1981). Opublikował trzy dramaty, z których Pięć dni Lemuela Gulliwera wystawiły Teatr Mały w Warszawie i Teatr TVP. W latach 1966-1983 należał do ZLP, a od utworzenia do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Był członkiem PEN Clubu.

119

(…) Ten poeta zapewne nieświadomie, a więc najlepiej jak można w sztuce postąpić, instynktownie łagodzi sprzeczności. Jest sentymentalny i wstydliwy jednocześnie. Swoim doznaniom, doświadczeniom uczuciowym nie stawia tamy. Odwrotnie, mnoży niuanse, warianty, odcienie. Ale w swojej ambicji wyrażenia wszystkiego siebie poetę kontroluje i sprawdza sobą obserwatorem, sobą analitykiem. Jego potopy

sentymentalne trzymane są w ryzach niemal naukowych dysertacji. Poematy o miłości stają się traktatami. Poeta swoją poezją bada siebie, odkrywa sobie skalę własnego uczucia, jednym słowem poznaje siebie. Dlatego szczerość tej poezji jest jej warunkiem istnienia. To nie poza, nie gra ekshibicjonistyczna, lecz warunek absolutny, umożliwiający autopoznawczą funkcję poezji. (…)

Ta poezja postawiła bardzo poważny cel przed sztuką poetycką: szczerość. Cel poważny i niewymierny jednocześnie. Właściwie sam poeta może być swoim świadkiem i sędzią zarazem. (…) Dzisiaj odczytując całe zamknięte ostatecznie przez śmierć poety dzieło poetyckie Polsakiewicza, jeszcze wyraźniej niż przy pierwszej lekturze widzę wybitność tej ambicji skromności.

Być absolutnie szczerym wobec siebie, wobec swoich doświadczeń uczuciowych, znajdować dla nich właściwą skalę, by ich ani nie okaleczyć, ani nie zafałszować mitem mistyfikacji – toć to cały program, program jednej poezji. Zbigniew Bieńkowski ze wstępu: Z. Polsakiewicz, Wiersze

ZDZISŁAW  POLSAKIEWICZ KTÓRZY IDĄ ...wierzę Że ludy płyną jak łańcuch żurawi W postęp ... (J. Słowacki) Wymyślę dla ciebie różę (L. Aragon)

fot. Zbigniew Lubaczewski

ur. 1928 w Bydgoszczy, zm. 1974 w Bydgoszczy. Uczestnik Powstania Warszawskiego. W latach 19471950 studiował w Akademii Nauk Politycznych, próbując jednocześnie swych sił w dziennikarstwie. Jako poeta zadebiutował w 1951. Pracował w dziale kulturalnym „Gazety Pomorskiej” i dwutygodniku „Fakty i Myśli”, którego był współzałożycielem. Oprócz działalności poetyckiej uprawiał krytykę literacką i plastyczną. Publikował w prasie bydgoskiej i ogólnopolskich pismach literackich recenzje poetyckie i plastyczne, felietony i reportaże o tematyce kulturalnej, wywiady z ludźmi sztuki, szkice literackie o wybitnych twórcach współczesnych, m.in. o Julianie Przybosiu i Zbigniewie Bieńkowskim. Wydał dwa zbiory wierszy: Milczenie i czas (1966) i Na pamięć (1969).

I Wierzę – to słowo zaobłoczne, podniebne znowu powraca do mnie – przyziemnie wierzę, że ludy – jak łańcuch żurawi nie płyną, ale ślad swój wyciskają w ziemi, idą w postęp. Gdzie słowo, co im ciemność drogi rozpłomieni? Idą. Czy pozostanę w tyle drżąc z niemocy słów, gdzie pył Panteonów martwych, o jakże zasycha w krtani? Idą – dokąd? W jeszcze nie wysłowione a już pewniejsze od słów tych ulotnych z wiatrem ku obłokom. Wyłonione z marzenia jak jutrzenka z nocy nowym krajobrazem wstanie.

II Czas jak poemat tłumaczę – na pamięć: Miasta poległe za wolność, miasta poległe za zbrodnię, miasta poległe za niewinność; Nie rozstrzelane ptaki usiłują wić gniazda z dymu pobojowisk; Jak na kamieniu kamień milczy nasza zbombardowana miłość i nawet czerwonej róży po niej. I trzeba wszystko zacząć od początku. Od początku myśli nie domyślonych, od początku wzruszenia, nie od źródłosłowu, lecz jeszcze od przedsłowia, zatrzymanego przez barierę dźwięku,

120

ale już także od – lotu mechanicznych ptaków przekraczających barierę dźwięku, ale już zaraz do gwiazd, poza – międzygwiezdnie, nieskończenie i w nieskończonych obszarach samotności. I trzeba wymyślić różę.

III Jeszcze nie wysłowione a już dosłowne i pewne, dorosłe do słów nowych, nowych wyobraźni, nowego widzenia, jeszcze zaledwie muśnięte przeczuciem, przedczuciem, niewidoczne dla oka, jeszcze przed – widokiem, a już jak okiem sięgnąć – ogromniejące od zdarzeń, marzeń i – to także! – przerażeń nawet, tej nieodłączności stawania się. Jeszcze za siedmioma górami – czego? najwyższych uniesień, choć bez wzniosłego patosu? za siedmioma rzekami – jakimi rzekami? nie wyrzeczonych pragnień? wylanych łez? krwi? czy nie zgłębionej nadziei? ale już z rozbicia materii przygotowujące się do nowych układów, nowych kształtów, nowych wzruszeń, że nawet wzruszona ziemia nie będzie w stanie ułożyć się do jednej chwili odpoczynku, a serce – uderza coraz gwałtowniej we wszystkie strony świata, jakby ciemność swego ukrycia chciało rozsadzić dla jutrzejszego świata nowo odkrytych słońc.

IV Dedykacja Wierzę, że ludy ... Wierzę – w drogi zwyczajne i drogi marzenia, w ciemne drogi nienawiści i drogi pod dobrą gwiazdą, w drogi schodzące na bezdroża i drogi odnalezione, w drogi wiodące do celu i nawet te bezcelowe, usunięte spod stóp, drogi poległe pod głową, także w drogi zamilkłe i drogi nie wypowiedziane, drogi nie do pojęcia, drogi bezpowrotne drogi, na których idą, idę. Jeśli nie dojdę, odnieście mej córce i matce zmyśloną różę poety.

Kod wyobraźni Bogdan Prus uprawiał grafikę warsztatową, malarstwo sztalugowe i rzeźbę. W swoich poszukiwaniach formalnych przemieszczał się po różnych regionach. Kiedyś bliska mu była figuracja o lirycznym rodowodzie, później wyraźnie zbliżył się w stronę kubizmu, by wreszcie zatrzymać się w abstrakcji. Jednak klasyfikacja tych poszczególnych działań nie jest istotna. Specyficzny rodzaj podejścia Bogdana do twórczości pozwala przypuszczać, że mógłby realizować swoje koncepcje w zupełnie inny sposób, nawet w działaniach pozornie ze sztuką niezwiązanych, na przykład dokumentując to, co w szeroko pojętej kulturze

masowej jest oryginalne i piękne. Czynność znajdowania i dzielenia się z innymi tym, co działa świeżo, ożywczo i intrygująco jest już sama w sobie twórcza. Upodobanie artysty do posługiwania się syntezą, skrótem określa tu formułę myślenia przynależną współczesności. W malarstwie Bogdana z ostatniego okresu mamy do czynienia z optyczną układanką, w której obecne są echa trendów drugiej połowy XX wieku, serializmu, minimalizmu czy op-artu. Warto zastanowić się, czy z uwagi na wspomniane kierunki możemy tu mówić o muzyczności obrazów? Sądzę, że tak. Figury geometryczne zestawiane na płótnie jako znaki stanowią kod dla wyobraźni, są jak układan-

ka terapeutyczna będąca trochę zabawą, a trochę poszukiwaniem nowej wartości estetycznej. Plastyczny szyfrogram wprowadza nas w labirynt symetrycznej abstrakcji. Zestawiane ze sobą formy stapiają się w ciągłość jak świat dźwięków w utworze muzycznym. Pojawiające się kolejne elementy wzbogacają ten rytm układów, wprowadzają nowy porządek stając się zapisem innych brzmień, jakby przenikających się muzycznych taktów nadając całości wielowątkową pulsację. Tworzona w ten sposób „muzyczna tapeta” jest zapisem różnych nastrojów i napięć. Przyglądając się tym migotliwym kompozycjom wyraźnie widać jak muzyka i abstrakcja żyją ze sobą bli-

sko. Zestawione w zwartą kompozycję kolorowe figury geometryczne tworzą optyczną mozaikę wybrzmiewającą jak świat dźwięków. Przyjmując, że autor obrazów buduje własny język ze znaków, można w tym malarstwie doszukiwać się ukrytych znaczeń wyłaniających się z różnorakich układów trójkątów, prostokątów, wielokątów itd. Można też potraktować to artystyczne działanie jako zwyczajny automatyzm wolny od jakichkolwiek skojarzeń. Wiele możemy domniemywać patrząc na te obrazy, możliwości są różne i to jest frapujące, ale w efekcie zapis przeżyć artysty pozostaje dla nas abstrakcją i to powinno nam wystarczyć. Jacek Soliński

BOGDAN  PRUS 1

2

fot. Jacek Soliński

3

4

1 – Obraz V, akryl, płótno, 76×62 cm, 1986 2 – Obraz VI, akryl, płótno, 73×54 cm, 1986 3 – Obraz II, akryl, płyta, 28×30 cm, 1983 4 – Obraz VI (fragment), akryl, płótno, 73×54 cm, 1986 5 – Obraz IV, akryl, płótno, 33×19 cm, 1985

5

ur. 1957 w Bydgoszczy. Absolwent PLSP w Bydgoszczy. W latach 19791989 zajmował się malarstwem, grafiką i rzeźbą, aktywnie działając w Galerii Autorskiej. Zrealizował tam kilka indywidualnych wystaw i uczestniczył w zbiorowych ekspozycjach tematycznych. Po 1990 zarzucił dawną działalność artystyczną. Zajmuje się grafiką komputerową od kilkunastu lat współpracując z Galerią Autorską przy realizacji wydawnictw i archiwizacji materiałów. Kolekcjonuje dzieła sztuki i stare pocztówki.*

*Informacje zebrane i zredagowane przez wydawcę

121

Do tej pory Jarosław Pruss przestawiał wyłącznie zdjęcia typowo reporterskie. Na wystawie Jak mało trzeba podjął próbę nawiązania dialogu z poezją ojca Zdzisława Prussa. Pokazał fotografie głęboko refleksyjne, żyjące dłużej niż jeden dzień. Jacek Soliński

Prussa, wspaniale oddającego metafizyczność miasta, w którym być może mieszkają liryczne postaci stworzone przez poetę. Są nocne światła, pędzący zamazany tramwaj, nostalgiczny muzyk i uliczny mim. Ten wyciąga w naszym kierunku rękę, a twarz ukrytą ma pod maską, ale nie do końca.... Jego wyraźne oczy puentują całość, dokładnie tak, jak w wierszach. Ilona Słojewska

BIK, 2005

Zanim wczytamy się w wiersze tomiku Zdzisława Prussa Tylko tyle warto przyjrzeć się zdjęciu na okładce autorstwa Jarosława

„Promocje Pomorskie”, 2008

Jarosław Pruss jest mistrzem nastroju, który jest najważniejszy w jego zdjęciach. Reporter powinien chwytać nastrój chwili. On to potrafi i dlatego jego reportaże nie są statyczne. Jerzy Rygiel Śledzę twórczość Jarosława Prussa jako reportera prasowego i fotografika od dwudziestu lat, ale dopiero niedawno zorientowałem się, że duch poezji jego ojca bywa tu często obecny. Szczególnie w pra-

JAROSŁAW  PRUSS 1

2

fot. Tomek Czachowski

ur. 1968 w Bydgoszczy. Od 20 lat zajmuje się fotografią prasową. Pracę zawodową zaczął w „Dzienniku Wieczornym”, obecnie związany jest z „Gazeta Pomorską”. Autor kilku wystaw indywidualnych i zbiorowych. Laureat kilku nagród konkursów fotografii prasowej.

3

4

5

6

7

1 – bez tytułu, fotografia, 2006, 2 – bez tytułu, fotografia, 2006, 3 – bez tytułu, fotografia, 2008 4 – z cyklu MMA, fotografia, 2009, 5 – z cyklu MMA, fotografia, 2009, 6 – bez tytułu, fotografia, 2006 7 – bez tytułu, fotografia, 2003

122

cach bardziej osobistych, zlecanych samemu sobie i wykonywanych z wewnętrznej potrzeby. Widzę w tych fotografiach, jak w wierszach Zdzisława, charakterystyczny rodzaj zamyślenia, anegdotę w pigułce, paradoksalność, uśmiech czasem przez łzy, liryzm trochę przewrotny, lekką ironię, a nade wszystko wnikliwą obserwację, dzięki której odkrywamy wokół nas coś osobliwego. Jacek Soliński

Jak na twórcę o potężnej wyobraźni dorobek edytorski Z. Prussa jest raczej skromny, by nie powiedzieć – minimalny. Poeta ten zastąpił bowiem ilość jakością – każdy jego wiersz to kolejny krok w estetycznie konsekwentnym kierunku i w stronę boleśnie wyznawanego egzystencjalizmu. Bożena Budzińska Wydaje się, że poetów, i to różnych, mamy w regionie pod dostatkiem. Mało jest natomiast indywidualności, które

z trudnością można by pomieścić w jakiejś szufladzie. Takim właśnie zjawiskiem jest Zdzisław Pruss. Krzysztof Nowicki Można powiedzieć, że wiersze Prussa to liryka człowieka zranionego, wielokrotnie upadającego na drodze, człowieka, który jednakże nie zatracił swego człowieczeństwa i umiał znaleźć sposób na obłaskawienie świata. Ustawił się do niego ukosem. Dariusz T. Lebioda

Pruss najlepiej czuje się na parterze świata, wśród rzeczy, które można polizać i obwąchać (...) Więc można Prussa nazwać poetą małego realizmu (...) Z wiadra odpadków niesionych do osiedlowego śmietnika potrafi on wydobyć wiedzę o ludziach. Wiesław Trzeciakowski Nader rzadko zdarza się, by poeta od pierwszej swojej książki prezentował tak własny, indywidualny pod każdym niemal względem świat poetycki (...) Dla swojej

odrębności znajduje własny język poetycki, łączący powagę w nazywaniu dramatów świata z humorem i żartem językowym. Janusz Kryszak W zalewie tomów poetyckich lat ostatnich nie odnajduję pamięcią dzieła równie konsekwentnie przemyślanego i zaplanowanego (...) Wspaniała wysokiej próby artystycznej i intelektualnej poezja. Wacław Lewandowski (o tomiku Szukanie indyków)

ZDZISŁAW  PRUSS pianistka

meldunek

piosenka na pocieszenie

w ciężkich chwilach moja matka siadała do pianina i było jej lżej

w naszych okopach wszystko po staremu

ktoś tworzy poezję ktoś układa wiersze

rosną straty w ludziach kurczą się zapasy nadziei

jeden jest orłem w przestworzach inny w trawie świerszczem

gdy ciężkie chwile zamieniły się w ciężkie czasy sprzedała instrument

wiara i miłość też na wyczerpaniu

tam niebo tutaj ziemia a pomiędzy

odtąd gdy było jej ciężko siadała w kąciku za szafą i robiła porządki w nutach

wybuchom płaczu towarzyszą salwy śmiechu i tak w kółko a na linii ognia bez zmian zegary biją a czas ucieka

*** najbardziej śmiercionośnym narzędziem w moim domu jest telefon za jednym podniesieniem słuchawki straciłem już tylu bliskich tylu oddalonych nie wiem czy wiesz ale dzisiaj nad ranem... gdybym się kąpał i nie mógł podejść żyliby trochę dłużej

jak mało trzeba jak mało trzeba aby zawalił się świat czasem wystarczy słowo spojrzenie lub gest

- - przepaść a w niej miejsce na katedrę strzelistą i na kopczyk kreta

*** prawdziwe szczęście jest niewysłowione a ból prawdziwy nie do opisania wiedzą o tym wszyscy tylko nie oni naiwni nad wyraz i nad wyraz uparci

gdzieś to słyszałem już ktoś o tym pisał

zataczający się od słowa do słowa grzebiący w sylabach

już wiem kto

śmieszni poeci

wszyscy

ślepe kury którym śni się ziarnko wiersza

fot. Krzysztof Nowaczyk

ur. 1942 w Wiśniowie (pow. Konin), od 1954 mieszka w Bydgoszczy. Poeta, satyryk, publicysta, członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich związany z bydgoskim środowiskiem artystycznym (także jako twórca kabaretów literackich, konferansjer i autor dorocznych „Szopek Bydgoskich”). W latach 1960-1965 studiował filologię polską na UMK w Toruniu. Jako dziennikarz zatrudniony w Rozgłośni Bydgoskiej PR (1965-1991), a potem w redakcjach „Dziennika Wieczornego” i „Gazety Pomorskiej”. Zadebiutował tomikiem Uroczystość rodzinna (1973). Kolejne to: Najlepiej koniowi kiedy nogę złamie (1974), Ze słuchu (1982), Sielanki i nekrologi (1983), Adresat nieznany (1993), Oddział wysypisko (1996), Pogrzeb starej marynarki – wybór wierszy (1999), Wszystko składa się z (2004), Szukanie indyków (2006), Z ręką na sercu (2007), Szczygieł z New Jersey (2008) i wybór wierszy Tylko tyle (2008). Wydał także zbiory wierszy satyrycznych (m.in. Wyspy Olaboga) i pozycje wspomnieniowe (m.in. Z albumu komedianta i Abecadło co w Brdę wpadło). Pod redakcją Z. Prussa i przy jego współautorstwie powstały trzy obszerne tomy poświęcone kulturze bydgoskiej: Bydgoski Leksykon Teatralny (2000), Bydgoski Leksykon Operowy (2002) i Bydgoski Leksykon Muzyczny (2004).

123

(...) Obecnie pracujemy na zupełnie innej zasadzie. Jest więcej przygotowania, ekspozycje mają przebieg albo działań studyjnych, albo nagrań płyt, albo ekspozycji na festiwalach, albo trzeba współegzystować z profesją na bazie spotkań studyjnych lub z muzykami młodymi, którzy mówią: „Dobrze by było, żeby ktoś jakiś jazzik zagrał, tu albo tam” i to się udaje. To ma dla mnie sens. Ktoś kiedyś powiedział do mnie „weteranie”, i ja byłem wstrząśnięty. Co?! Już tak o mnie mówią?! I to ktoś z działaczy

kto dla środowiska ma ogromne zasługi. Jesteśmy jakby skazani na nieprzemijającą młodzieńczość. (...) Cały mój nowoczesny stosunek do muzyki nie jest pozbawiony tradycji, nie jest pozbawiony pewnych istniejących kultur w muzyce często archaizującej, często jakby starej, ale podanej w nowym języku. Dla mnie pierwszoplanową jest ekspozycja sceniczna, którą podbudowuję muzyką, w której mam swój udział autorski (nie

upieram się, że to musi być moja muzyka od początku do końca. Stawiam również na kolegów, jeżeli mają dobre pomysły.). Tak postępując udało mi się nagrać ok. 30 płyt (aktualnie 50 – przyp. red.). Jeszcze mam pomysły, ale zależy to od towarzyszy podróży. Oni muszą chcieć grać też. A kiedy tego nie ma to egzystencja jest niełatwa. Kiedy byłem estradowcem, grałem za stawki przeciętne w tamtych czasach (to i tak wtedy były duże pieniądze).

Traktowałem to jako praktykę sceniczną, potrzebną każdemu w ogólnym rozwoju. Klasykę lubiłem z racji umiłowania spokoju, umiłowania jakiegoś poziomu życia, które raz po raz odżywa, raz po raz je tracę. Zawsze wracam do najserdeczniejszych dni w moim życiu, a więc do domu, w którym moja obecność nie jest podejrzana. Andrzej Przybielski w rozmowie z Krystianem Brodackim, JAZZU ZAZU w: „JAZZ FORUM” 3/1990

ANDRZEJ  PRZYBIELSKI 1

2

3

4

fot. Janusz Puszczewicz

ur. 1944 w Ustroniu. Trębacz jazzowy związany z polską sceną awangardową i free jazzową. Brał udział w nagraniu ponad 50 płyt. W 1969 został laureatem konkursu Jazz nad Odrą. Współtworzył muzykę dla Teatru Narodowego, Teatru Performer z Zamościa, Sceny Teatru Witkacego w Zakopanem. Współpracował z takimi muzykami, jak: Helmut Nadolski, Jacek Bednarek, Andrzej Kurylewicz, Czesław Niemen, Tomasz Stańko, Stanisław Soyka, Wanda Warska, Ryszard Tymon Tymański, Wojciech Konikiewicz, Józef Skrzek, Karol Szymanowski, Bartłomiej Oleś, Marcin Oleś. Współtwórca i współlider grup Sesja, Big Band Free Cooperation, Asocjacja Andrzeja Przybielskiego, Acoustic Action, Andy Lumpp Trio, Custom Trio. W latach 90. współpracował z muzykami sceny yassowej, m. in. w grupie NRD oraz Trupy. Występował także w Finlandii, Frankfurcie n.Menem, w Paryżu, Dortmundzie, Londynie, na Węgrzech i w Czechach. A. Przybielski jest postacią historyczną polskiej sceny jazzowej, trębaczem, który grał z tyloma muzykami, że nie sposób ich wymienić. Każdy etap jego działalności dokumentowany jest nagraniami.*  * informacje zebrane i zredagowane przez Zdzisława Pająka

124

5

1 – Andrzej Przybielski - koncert, fot. Wojciech Woźniak, 2-4 – Andrzej Przybielski - koncert, fot. Janusz Puszczewicz, 5 – Andrzej Przybielski - koncert, podczas ekspozycji Muzeum of Hysterics oraz spotkania autorskiego z Edmundem Puzdrowskim ...skąd w tym miejscu 10 września 2009 w Galerii Autorskiej, fot. Gracjan Kaja

(...) Przyjemski opowiada się za sztuką otwartą, wolną i nie dręczoną żadnymi definicjami, epatował od początku charakterystycznymi dla konceptualizmu komunikatami i manifestami, nie stroniąc od ironii, autoironii i nonsensu. Natarczywie domagającym się wyjaśnienia, dlaczego Leszek robi to, co robi, odpowiadałem na łamach prasy: Ci, którzy spodziewają się odpowiedzi na pytanie, czym jest sztuka Przyjemskiego i czym nie jest, niech porzucą nadzieję... Belferskie przygotowanie, wymyślna sztuka

interpretacji, kryteria wartościowania, teoria sztuki itp. pokrywają się gęsią skórką w zetknięciu z instytucją, jaką stanowi artystyczna instytucja, z którą tym razem mamy do czynienia. (...) Jeżeli L. Przyjemski robi to, co robi i działa tak, jak działa, to dzieje się tak dlatego, że spotyka się z gwałtownymi oznakami zniecierpliwienia (...) Co Leszek Przyjemski robi? Odpowiedzmy na pytanie posługując się stylem telegraficznym. (...) Apeluje, komunikuje. Konceptualizuje. Manifestuje zaangażowanie. Obwieszcza.

Akceptuje. Podkreśla grubą linią. Również przedrzeźnia (a może tylko nam się tak wydaje). Demaskuje. Protestuje. Ostrzega. Udaje. Bawi się. Epatuje. Organizuje atmosferę. Pozuje na proroka wołającego na puszczy. Na jarmarcznego wesołka. Na dźwigacza pryncypiów. Na „powiatowego mistyfikatora”. Nie pozuje w ogóle. Gdyby wszystkie powyższe zdania opatrzyć znakami zapytania, nie bylibyśmy daleko od prawdy. Każda prawda w wykładzie L. Przyjemskiego jest relatywnie rozmemłana i ma przynajmniej

dwa oblicza. Artysta ustawicznie balansuje na pograniczu otwartej szczerości (posuniętej do granic ekshibicjonizmu) i mistyfikacji, w każdej zaś chwili skory jest znaleźć się za jednym lub drugim parawanem. Odrzuciwszy wszystkie dotychczasowe wartości, wybrał „wszystko”, zatem nic. Jest w tej sferze chaosu miejsce na autentyczną akceptację i ironię, na niekłamaną negację…(„Tygiel” nr 13/14, s. 63, 64). Ryszard Tomczyk z: Nie samym chlebem, Elbląg 2008

LESZEK  PRZYJEMSKI 1

2

fot. Ewa Przyjemska

3

1-2 – Muzeum of Hysterics, realizacje 2005-2009, 3 – Muzeum of Hysterics, ekspozycja 10 września 2009 w Galerii Autorskiej, fot. Kajetan Soliński

ur. 1942 w Bydgoszczy. W 1968 kończył Wydział Malarstwa PWSSP w Gdańsku – dyplom uzyskał w pracowni prof. Krystyny ŁadaStudnickiej. Sztuką konceptualną zajmuje się od 1968. Od tego czasu swoje działania lokalizuje w założonym przez siebie Museum of Hysterics. Mistyfikator, w którego prześmiewczych dokonaniach dominują: autoironia, absurd i groteska. W 1970 wspólnie z A. Wiśniewskim założył w Bydgoszczy Nieistniejącą Przytakującą Galerię „Tak”. W 1971 uczestniczył w Zjeździe Marzycieli w Elblągu, gdzie zaprezentował Mój ulubiony krajobraz. W latach 70. szereg jego wystaw było zamykanych i konfiskowanych przez cenzurę. W 1977 w Połczynie Zdroju założył Galerię Kajestany Przyjemskiej „PO”. W 1981 na UW w Warszawie miało miejsce ostatnie jego indywidualne wystąpienie i pokaz w Polsce: Szpital im. L.P. przy Hotelu Polonia. Od tego czasu mieszka na stałe w Niemczech. Jest autorem wielu wystaw, wystąpień, eksponatów i publikacji. Działa aktywnie w Niemczech i Belgii, a od 1990 ponownie w Polsce. W 1999 zrealizował Nową Definicję Muzeum, przekazując Narodowi Polskiemu cały dorobek ideowy i emocjonalny powołanego przez siebie Museum of Hysterics (1968-1999).

125

Wyznanie zastępcze Mam napisać notę; kilka, może kilkanaście zdań o poezji, o sobie. To trudne, bardzo trudne zadanie. Piszę widząc, że jestem już opisany. Jestem zapisany w wierszach dawnych, podanych do druku, jak i w tych, które należą tylko do mnie. Te wiersze ostatnie, nie podane do druku, są

poza horyzontem, istnieją, a jednocześnie ich nie ma. To tak, jakby i mnie nie było.

Niecierpliwość nie została zastąpiona pyszną pewnością siebie, pewnością dotknięcia prawdy.

Ale jestem, istnieję – tylko inny niż dawniej, może już nie tak niecierpliwy poznania siebie przez innych. Odczytywanie siebie przez inne odczytywanie tego, co ze swego świata, z jego rozumienia – czy z niezrozumienia – zapisałem w wierszu.

Jest wręcz przeciwnie: dojrzałem do niepewności. Edmund Puzdrowski

EDMUND  PUZDROWSKI

fot. Jan Kaja

ur. 1942 w Kartuzach, poeta, pisarz, w młodości harcerz, instruktor, członek Komendy Hufca ZHP w Kartuzach oraz Instruktorskiej Drużyny Akademickiej. W 1965 ukończył Wydział Fizyki UMK w Toruniu. W okresie studiów działał w studenckim ruchu artystycznym. Od 1973 kierował działem publicystyki społeczno-kulturalnej w gdańskim miesięczniku „Litery”, publikował w tygodniku „Czas”, od 1978 do stanu wojennego był członkiem kolegium redakcyjnego almanachu „Punkt”. Uczestnik Strajku Sierpniowego w Stoczni Gdańskiej w 1980, członek Społecznego Komitetu Budowy Pomników Ofiar Grudnia 1970 w Gdyni, w stanie wojennym uczestnik i organizator niezależnych inicjatyw artystycznych. Od 1970 (do rozwiązania w 1983) należał do Związku Literatów Polskich, w latach 1978-1980 przewodniczył Komisji Rewizyjnej ZG ZLP; członek-założyciel Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i członek tego Stowarzyszenia (1989-2008); od 1974 należy do PEN Clubu, a od lat 60. do Towarzystwa Bibliofilów im. Joachima Lelewela w Toruniu. Debiutował w 1966 tomem wierszy Koło, kolejno wydał: Niezmienność (1968), Rzecz kaszubską (1968), Betonowy dom (1974), Wiersze domowe (1974), Przyszedłem wypełnić... (1976), Wiersze z Adamem Mickiewiczem i Tomaszem Mannem dla niemieckich przyjaciół (1990), Klisze i ziarna (1991). Dwa tomy prozy to Białe są słowa miłości (wyd. I 1970) i Bursztynowe drzewo (baśnie kaszubskie, wyd. I 1975). Laureat m.in. nagrody International Writers Found przy Federacji PEN Clubów w Londynie (1968).

126

w całej ziemi nagi...

taki jeden poeta...

w całej ziemi nagi w ostrym świetle śledczych reflektorów dla ojczyzny (i dla blagi) dla honoru (i przybytku) bezimienny (rozpoznany) coś znaczący (lecz nieznany) pod sztandarami z sukna (w bieliźnie jedwabnej) przy żelaznej łyżce (a pierścieniu złotym) i przy jednej księdze w dudniącym echu wydarzeń w dniu dzisiejszym w otoczeniu zegarmistrzów kolejarzy milicjantów archiwistów (służba czasu i państwowa) dowiedziono mi że żyję (w całej ziemi nagi)

taki jeden poeta w drodze łaski otrzymał mieszkanie należy do ludzi ale jak się pomiędzy nimi zachować? wczoraj strzelał w ściany – butelki piwa przy mojej pomocy pękały żaden z nas nie zastrajkował ale papier biały trochę odpoczął i długopis Wisła się nam natomiast rozlała trochę krzywo PAP nie poda tej wiadomości ale poeta nie może milczeć nawet w sprawach drobnych

Przedmiot jako różnica Na wielkim drzewie, skonstruowanym przez naturę osiadł ptak. Co jest? Las jest aż do drzewa, później jest tylko ono. Gałęzie itd. W którym miejscu rozpoczyna się ptak? W którym miejscu kończy się pióro ptaka? Ptak to jest: oko, skrzydło, lot. Et cetera. Drzewo to jest: liść, gałęzie a także ziemia. Las jest różnicą pomiędzy Ziemią i Niebem.

przypisane Ryszardowi Milczewskiemu-Bruno

w tym nagle rozjaśnionym widoku... w tym nagle rozjaśnionym widoku fala dotykając cienkiej łuski wody stałem opalony w oczach kobiety to moja żona jej dwie ręce blade pod ciężarem nieba słońce się przelało do jej nagich oczu mnie olśniewa w cieniu kształt trzeci – syn niemowa do wiatru śpiewa tajnym głosem dzieci

*** drzewo jest tylko jedno a w nim już mebel i woda jest jak gołąb wciąż o jednej nazwie on ptak na tej gałęzi siada która drzemie w tymże drzewie

(...) Przez kilkadziesiąt lat aktywności twórczej Bydgoszcz była i pozostaje dla Jerzego Riegla „scenografią własnego wnętrza”, świadkiem upływu czasu i źródłem oczarowania. (...) Artysta odnajduje tu siebie, stając się organicznie złączony z tym czasem i miejscem. Wielokrotnie fotografowane ulubione motywy kryją w sobie zawsze inny nastrój, inne doznania, ujmując swoją lakonicznością. (...) Różnorodne obrazy miasta tworzą poetycką panoramę przeszłości. (...) Pytanie o rolę fotografika w dzisiejszych czasach wydaje się być w tej sytuacji szcze-

gólnie zasadne. Jak umiejscowić twórczość tego artysty? Określenie „tradycjonalista”, po szeregu przewrotach estetycznych, nie ma już swojego stałego miejsca. A jednak, mimo wszystko wypada ten zaszczytny tytuł przypisać Jerzemu Rieglowi. Fotografik wyznaje zasadę artystycznej prostoty i zwięzłości. Zabieg ten polega na doborze przystępnych tematów, wystudiowanych kadrach i zrozumiałym przesłaniu. Kształtowana w ten sposób estetyka przyciąga widza. W refleksyjnych kompozycjach artysta szuka wyciszenia. Zdaje się nieustannie powtarzać:

otwórzcie się na najprostsze piękno świata, a odkryjecie siebie samych w niezgłębionych pokładach własnej wrażliwości. Motywy zdjęć wprowadzają w stan wytchnienia. Odbiorca dostrzega oczywistości, które na ogół jawią się jako zbyt banalne, by uzmysłowić sobie ich niezwykłość. (...) Miejskie pejzaże Jerzego Riegla kryją w sobie jakąś stateczność, upływ czasu ma tu inne odniesienie. Głęboki melancholijny ton zdaje się być dominujący. Fotografie mogą działać jak przystanki w wyobraźni. (...) Uliczne krajobrazy jakby powtórnie zobaczone za pomocą

izohelii, stają się miejscami „odtworzonymi z pamięci”. (...) Kolejne doznania mogą już być naszą retrospekcją.(...) Poetycki klimat prac Jerzego Riegla wprowadza widza w taką właśnie rzeczywistość, wypełnioną równowagą i spokojem, pojawiające się tu wzruszenie budzi pamięć i rozwija poczucie autentycznej obecności opartej na przeżyciu i refleksji. (...) Jacek Soliński z: Jerzy Riegel, Bydgoszcz minionego wieku, Bydgoszcz 2006

JERZY  RIEGEL 1

2

autoportret

3

4

5

ur. 1931 w Bydgoszczy. Z zawodu poligraf. Od 1967 członek Związku Polskich Artystów Fotografików. Zajmuje się fotografią czarno-białą, a najbardziej zafascynowany jest techniką fotograficzną – izohelią. Swoje prace prezentował w wielu publikacjach i albumach. Przygotował szereg wystaw indywidualnych i uczestniczył w licznych wystawach zbiorowych w kraju i zagranicą. W 2007 uhonorowany Nagrodą Artystyczną Prezydenta Bydgoszczy.

6

1 – Barka na Brdzie zimą od strony ul. Marszałka Focha (w okresie PRL-u ul. Armii Czerwonej), izohelia, 1965 2 – „W letargu”, nieistniejąca przybudówka przy ul. Bernardyńskiej, izohelia, 1968 3 – ul. Zaułek, izohelia, 1964, 4 – Babia Wieś, brom sepiowany, 1964 5 – Brama przy ul. Grodzkiej, brom sepiowany, 1979, 6 – Wenecja Bydgoska, izohelia sepiowana, 1984

127

Znałam twórczość Jerzego Rochowiaka od wielu lat. Przedstawienia w Teatrze Baj Pomorski w Toruniu według tekstów Paluszek i Szary Smok mam zawsze przed oczami. (...) Te spektakle uczyły wyrafinowanego patrzenia na sztukę, uczyły czytania znaków teatralnych. Sprawiały, że widz nie tylko oglądał widowisko, ale wciągał się w akcję i jej wizualność. Wśród wydanych tomików poetyckich Rochowiaka wyróżniam zbiór dedykowany rodzicom: Jakże ja się złożę na moje imię. Te utwory mogą dotykać każdego człowieka.

Mówią o niepewnych krokach przez życie, o poszukiwaniach domu niezwykłego, o zmaganiach twórczych. Jerzy Rochowiak uprawia różne rodzaje literackie: pisze małe prozy, teksty poetyckie, recenzje, utwory dramatyczne. Opracowuje materiały informacyjne i reportaże o kulturze profesjonalnej i amatorskiej. Prowadzi także warsztaty dla młodych literatów oraz animatorów kultury. Lucyna Sowińska Jakże ja się złożę na moje imię. Spotkanie z literatem w: „45 minut”, nr 3/2001

Jerzy Rochowiak zna teatr lalek. Jerzy teatr lalek tworzy. Jurek jest naładowany poezją. Zbigniew Rudziński

To, co jest w: „Teatr Lalek” nr 1/1996

Jerzy Rochowiak przedstawia świat dorosłych tak, jakby widziany był oczyma dziecka. Na oczach młodego widza tworzy symboliczną przestrzeń sceniczną. Staje się kreatorem ciepłych barw, sztuk-mistrzem o niemal magicznych, zdawałoby się, już zapomnianych umiejętnościach oczarowania trudnego, niewinnie wrażliwego, czę-

sto przy tym niespokojnego widza. (…) U J. Rochowiaka każda rzecz, każda postać ujawnia ukryte przed codziennością i powierzchownym oglądem piękniejsze strony. (…) Sztuki dla dzieci J. Rochowiaka są przesycone nadzieją. Stanisław Jasiński Sztuka pisania dla dzieci w: „Przegląd ArtystycznoLiteracki”, nr 6/1999

JERZY  ROCHOWIAK Świątek

Franciszkowe wyznanie

wsłuchany w melodię równiny pochylił się kiedy sypnęła piaskiem w jego oczy

miło śpiewało się ptakom w lot chwytały brzmienie słów jak ziarno i wcale nie musiały rozumieć

podnosi łzę dźwięczącą jak srebrna moneta fot. Jacek Soliński

ur.1957 w Janikowie. Ukończył filologię polską na UMK w Toruniu, scenariopisarstwo w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi i podyplomowe studia zarządzania placówkami oświatowymi i kulturalnymi w Akademii Muzycznej we Wrocławiu. W latach 1980-1996 pracował jako kierownik literacki w Teatrze Baj Pomorski w Toruniu. Od stycznia 1997 jest redaktorem naczelnym Biuletynu Informacji Kulturalnej w Wojewódzkim Ośrodku Animacji Kultury w Toruniu, którym od 2006 kieruje. Był współzałożycielem i redaktorem miesięcznika „Przegląd ArtystycznoLiteracki” wydawanego w Toruniu. Autor sztuk teatralnych, słuchowisk i książek dla dzieci, a także tekstów o tematyce artystycznej publikowanych w czasopismach i katalogach wystaw plastycznych. Jego sztuki wystawiane były w kraju i zagranicą. Laureat nagród na festiwalach ogólnopolskich i międzynarodowych. Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i Stowarzyszenia Autorów ZAiKS.

niczego nie pojmuje śmieje się jak głupek z sąsiedniej wsi

ale jak zwrócić się do ludzi skoro jak zwykle słuchają słuchają można trzeba żyć prawdziwie żyć by patrząc uwierzyli że jest możliwe i to co nie mieści się w słowach Miłość

*** chwycić wiatr nie dotykając powietrza

*** od okna w głąb pokoju wzdłuż strużki światła przy grzbietach książek smuży się czas i miesza z kurzem na sprzętach

*** kropla toczy się doliną liścia spada na otwartą dłoń niesie się poza dotyk poza spojrzenie przemienia postać przeczy pozorom chaosu wątpliwość jak chwila niknie w pustce

kroki na schodach

***

to krew uderza w skronie

widzący z Bożej strony człowieczy krajobraz zatrzymują mnie przed przepaścią niewiedzy

Pustynia

a kiedy znikają słowo po słowie odsłaniają się rzeczy i rozprzestrzenia się jasność spomiędzy kolorów

czterdziestodniowa cisza skrzy się ziarenkiem prawdy; niknie w nagłej piaskowej burzy

128

łatwo przekonało się wilka że dobro jest łatwiejsze niż zło

Cisza pełna napięcia (...) Dochodząc do granicy poznania bezpośredniego (doświadczenia), odwołujemy się do metafizycznych rozstrzygnięć. Malarstwo Romanowa zbliża do tej refleksji. Pejzaż ukrywa to, co znajduje się dalej. To, co nastąpi „za chwilę”, co zobaczymy w trakcie drogi, sugerowane jest przez elementy obrazu widzianego „teraz”. Zatem „teraz” jest w tym wypadku granicą, widzialną granicą doczesności. Malowany przez niego pejzaż stanowi przejaw dyscypliny i konsekwencji. Synteza wy-

znacza skalę rozwiązań formalnych. Dążenie do prostoty wyzwolonej ze wszystkiego co zbędne, jest wyrazem ascetycznej postawy. Konsekwentnie stosowana własna, ściśle określona teoria kompozycji pozwoliła artyście stworzyć oryginalny język wypowiedzi plastycznej. Leon systematycznie rozwijał elementy obrazu – drogi, którą przemierzał. Był niczym „laicki mistyk” starający się zobrazować przejście z profanum do sacrum. Ideowe założenia stanowiły dla niego rdzeń poszukiwań malarskich. (...) Wciąż zmieniający się pejzaż stał się wie-

lowątkową próbą „opisania” rzeczywistości. Zrozumienia jej widzialnej i niewidzialnej struktury. Horyzontalne kompozycje z centralnie osadzonym symetrycznym podziałem intrygują tajemniczością, czyniąc z widza potencjalnego podróżnika. Zarysowujące się różne plany określają przestrzeń i jej głębię. Fascynują niedopowiedzeniem. Wciągają do wewnątrz, z niezmiennym przesłaniem, by iść dalej, wciąż dalej. (...) Pojawiające się elementy budują aurę powagi, patosu. Chwilami wręcz grozy. Wywołują sakralną podniosłość zawierającą się

między tremendum i fascinosum. Między obawą i lękiem a podziwem i zachwytem. Charakter tego przeżycia może zbliżać do sacrum. Może też otwierać inną przestrzeń. To już zależy od podróżnego. I tak malarstwo afirmujące horyzontalny porządek widzenia świata wskazuje wartości wertykalne, stając się hymnem na cześć Rzeczywistości Nadprzyrodzonej. Jacek Soliński z: Leon Romanow, Światło i równowaga, Bydgoszcz 2003

LEON  ROMANOW 1

2

fot. Bogdan Dąbrowski

3

4

5

6

ur. 1938 w Wilnie, zm. 2001 w Bydgoszczy. Ukończył w 1958 PLSP w Bydgoszczy. Studiował na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu w pracowni prof. Stanisława Borysowskiego. Dyplom z zakresu malarstwa uzyskał w 1963. Był członkiem ZPAP. W latach 70. uczestniczył w działaniach polskiej awangardy artystycznej. W 1970 utworzył wspólnie z R. Wieteckim i A. Wiśniewskim Niezależną Galerię Nieistniejącą Nie. W 1970 eksponował w Galerii 10 (Warszawa) ciszę wzbogaconą zespołem dźwięków dochodzących z zewnątrz, co było w tym czasie bezprecedensowym wydarzeniem na skalę światową. W 1971 uczestniczył w Zjeździe Marzycieli (Elbląg). Po 1972 zarzucił działania konceptualne. Zajmował się malarstwem i rysunkiem. W 1981 utworzył i prowadził (do ogłoszenia stanu wojennego) galerię Linia Podziału w Bydgoszczy. W latach 80. brał udział w ruchu plastyki niezależnej. W latach 80. i 90. uczestniczył w działaniach Galerii Autorskiej w Bydgoszczy. Autor 30 wystaw indywidualnych i uczestnik wielu wystaw zbiorowych.

1 – Pomiędzy XXV, tech. miesz. płyta pilśniowa 63×81 cm, 1989, 2 – Wyspa VI, akryl, gwasz, płyta pilśniowa 60×46 cm,1990, 3 – Przed horyzontem XI, tech. miesz., płyta pilśniowa 61×50 cm, 1990, 4 – bez tytułu, tech. miesz., płyta pilśniowa 62×43 cm, 1989, 5 – Pomiędzy 3, tech. miesz., płyta pilśniowa 82×65 cm, 1994, 6 – Przed horyzontem II, tech. miesz., płótno 81×65 cm, 1990

129

Profesor Zofia Rybiańska W czasie nauki w Liceum Sztuk Plastycznych w Bydgoszczy miałem szczęście zetknąć się ze świetną malarką i pedagogiem Zofią Rybiańską. Możliwość kontaktu z panią profesor, z jej kulturą artystyczną, wiedzą oraz doświadczeniem dydaktycznym są trudne do przecenienia. Szczególnie teraz, po latach, kiedy nabiera się odpowiedniego dystansu do wczesnego okresu swojej własnej edukacji plastycznej. Pamiętam prace malarskie Zofii Rybiańskiej, które od czasu do czasu można było zobaczyć w bydgoskim BWA. Fascynowało mnie w nich ciepłe, wręcz energetyczne zestawienie kolorów

oraz ich świetlistość. Po niespełna czterdziestu latach od pierwszych moich kontaktów z artystkąpedagogiem wiem, iż w tamtym czasie zyskałem bardzo wiele. Fachowa wiedza i artystyczne doświadczenie Zofii Rybiańskiej sprawiały, że pod jej czujnym i życzliwym okiem można było bezpiecznie podejmować własne próby plastyczne. Przywołując w pamięci zajęcia szkolne w pracowni malarskiej liceum mogę bez jakiegokolwiek ryzyka stwierdzić, iż panowała w niej atmosfera wielkiego zaufania i entuzjazmu, która była zasługą pani profesor. Marian Stępak

 * * * Zofia Rybiańska była artystką nad wyraz skromną i jednocześnie ujmującą. Emanowało z niej ciepło, serdeczność i wrażliwość. Taką była też jej twórczość: spontaniczna i pełna optymizmu. Koloryzm w tym wydaniu mógł oczarowywać. Impresje na temat światła i natury budziły podziw; trudno było przejść obojętnie obok prac o tak wspaniale wysmakowanej tonacji barwnej. Artystka miała tę rzadką zdolność szybkiego notowania malarskich wrażeń. Doświadczenia impresjonizmu i postimpresjonizmu były dla Zofii Rybiańskiej naturalnym środowiskiem, w którym dobrze się czuła i z którego umiejętnie umiała korzystać.

Malowane spontanicznie pejzaże i martwe natury dowodzą estetycznego smaku, mają w sobie delikatność, umiar, wyczucie proporcji, harmonię i wdzięk. Używane środki artystycznego wyrazu sprawiały, że te obrazy zyskały swój indywidualny charakter. Kiedy odwiedziłem ciężko już chorą malarkę w hospicjum, ku swojemu zdziwieniu odnalazłem osobę uśmiechniętą, o pogodnej twarzy. To wrażenie było niezwykłe. Dziś wiem, że promieniowała z niej ta sama radość życia, którą pozostawiła w swoich obrazach. Jacek Soliński

ZOFIA  RYBIAŃSKA 1

2

3

4

5

6

fot. Zbigniew Lubaczewski

ur. 1925 w Brzesku nad Bugiem, zm. w 2003 w Bydgoszczy. Ukończyła Wydział Sztuk Pięknych UMK w Toruniu w pracowni prof. St. Borysowskiego i prof. T. Niesiołowskiego. Była członkiem ZPAP. W latach 1960–1980 uczyła w PLSP w Bydgoszczy malarstwa i rysunku. Autorka 10 wystaw indywidualnych oraz uczestniczka wielu plenerów i wystaw zbiorowych. Laureatka nagród m.in. MKiS (III stopnia) za pracę pedagogiczną, Zasłużony działacz Kultury – Odznaka XXX-lecia ZPAP – Bydgoszcz, Złoty Krzyż Zasługi – Zasłużony dla woj. bydgoskiego. Prace w zbiorach muzeów w Bydgoszczy, Włocławku, Chełmnie oraz w zbiorach prywatnych.

1 – Kniaź Igor, tusz kolorowy, papier, 49,8×70 cm, 1966, 2 – Zwierzaki wodne, tusz kolorowy, papier, 49,8×70 cm, 1967 3 – Wrastanie I, tusz kolorowy, papier, 50×70 cm, 1968, 4 – Reminiscencje muzealne, tusz kolorowy, papier, 50×69,8 cm, 1967 5 – Muzyka, tusz kolorowy, papier, 50×70 cm, 1968 , 6 – Skupienie, tusz kolorowy, papier, 50×70 cm, 1967 fot. Wojciech Woźniak, obrazy z Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy

130

Impulsem dla twórczości Sankowskiego są obserwacje prowadzone we wnętrzach i otwartej przestrzeni miejskiej oraz analizowanie rycin i projektów architektonicznych o renesansowym i XVIII-wiecznym rodowodzie. Szczególne miejsce w doborze motywów zajmują u Sankowskiego elewacje i perspektywy korytarzy i hal, których „trójwymiarowość” sprowadza do sekwencji nakładających się na siebie linii i plam. W swych kompozycjach nie „stawia” bezpośrednio na czynniki ekspresyjne i dramatyczne, za jakie uważamy kolor czy mocno

rozbudowaną tkankę malarską. J. Sankowski rezygnuje z pełnych impetu „malarskich” pociągnięć na rzecz operowania jednolicie nałożonym kolorem, nadaje kompozycjom posmak dekoratorstwa, „poetykę” projektu lub planszy informacyjnej. W nieco oschłym, architektonicznym świecie obrazów J. Sankowskiego zostało jednak sporo miejsca na poezję, metafizykę, wewnętrzne znaczenie „płótna”. Jako dodatkową barwę sam twórca traktuje tytuły prac: Houdini, Chromatoforium, Meteor. Stają się one ekwiwalentem tego, co

przekracza granicę obserwacji, nadaje rzeczywistości liryczny charakter, przekształca ją w sen o sterylnej architekturze bez ludzi. Malarstwo Jarosława Sankowskiego to zapis wielowymiarowego przeżywania przestrzeni, która nas otacza. Jego „mocno stąpający po ziemi” nadrealizm tkwi w odwróceniu percepcji przestrzeni, ciężaru i proporcji, jak wtedy gdy wykreślane przedmioty unoszą się w powietrzu, a spójna konstrukcja perspektywy zatraca naturalizm. Trochę inżynierska poetyka budowania obrazu wiąże się u Sankowskiego z bardzo

sensualnym i intuicyjnym podejściem do procesu malarskiego, które pozwala mu cenić wartości dotykowe farby, jej wewnętrzne światło, śliską lub szorstką strukturę. Jest w jego twórczości miejsce na ponowne przemyślenie tradycji malarskiej i korzystanie ze współczesnego języka sztuki, w którym gest malarza, kolor, kształtowanie obrazu są autonomiczne wobec naśladownictwa natury. Ewa Urbańska

JAROSŁAW  SANKOWSKI 1

2

3

4

6

5

7

fot. Dorota Jajko-Sankowska

8

ur. 1962 w Bydgoszczy. Po pięcioletniej nauce w bydgoskim PLSP rozpoczął studia w PWSSP w Gdańsku. W 1987 otrzymał dyplom w pracowni prof. Jerzego Zabłockiego z zakresu malarstwa i grafiki. Uprawia malarstwo, rysunek grafikę projektową, zajmuje się pracą pedagogiczną. W malarstwie dąży do architektonicznego ujednolicenia, zarówno w strukturze obrazu jak i w znaczeniu miejsca. Autor 12 wystaw indywidualnych oraz uczestnik 30 wystaw zbiorowych. Należy do ZPAP.

1 – Wzorzec kilograma, akryl, karton, styroleks, 70×50 cm, 2008, 2 – Cita, akryl, karton, styropian, 100×184 cm, 2007 3 – Zamiana, akryl, karton, styroleks, 123×123 cm, 2009, 4 – Dźwignia dwustronna, akryl, karton, styroleks, 70×70 cm, 2008 5 – Bez tytułu, akryl, karton, styroleks, 70×41 cm, 2008, 6 – Zaćmienie, akryl, karton, styroleks, 123×123 cm, 2008 7 – Lodowisko, akryl, karton, styroleks, 123×123 cm, 2008, 8 – Bez tytułu, akryl, karton, styroleks, 70×41 cm, 2008

131

Jeszcze sto lat temu słowo „dusza” było powszechnie obecne w świadomości, w dyskursie, w języku; używali go poeci i publicyści. Używali go wyznawcy Chrystusa i „wyznawcy” Marksa. Sto lat temu odczuwano jeszcze, że u źródeł człowieczego bytowania jest coś metafizycznego. Z czasem dusza zaczęła znikać, a może zanikać; malała i ginęła w przestrzeni języka, w przestrzeni świadomości, w przestrzeni kultury,

a puste miejsce w coraz większym stopniu wypełniał praktyczny rozum. Od lat zajmuję się literaturą i sztuką, dziedzinami współtworzącymi Kulturę. Kultura, pojmowana jako obszar duchowego rozwoju, jest tak naprawdę jedynym wymiarem, w którym człowiek może istnieć i utrwalać swoje poczucie człowieczeństwa, potwierdzać swoją tożsamość. Czy nasze zakorzenienie w Kulturze jest stanem trwałym? Czy

Kultura jest stanem trwałym? Czasem można odnieść wrażenie, że jako gatunek podlegamy nieuchronnej ewolucji. Od stadium zwierzęcego – przedkulturowego poprzez tysiąclecia kultury zmierzamy dziś do stanu pokulturowego, w którym przyjdzie nam, być może, spełniać funkcję bezdusznych mechanizmów. Czy zatem sprawdzą się katastroficzne proroctwa Witkacego? Piotr Siemaszko

PIOTR  SIEMASZKO

fot. Dariusz Nowacki

ur. 1962 w Bydgoszczy, pracownik naukowy UKW. Zajmuje się literaturą i sztuką XIX i XX wieku. Jest autorem tekstów naukowych i publicystycznych podejmujących problemy kultury współczesnej, plastyki i literatury oraz autorem licznych komentarzy i wstępów publikowanych w katalogach artystów plastyków oraz zbiorach poetyckich twórców środowiska bydgoskiego. Wydał trzy książki: Zmienność i trwanie. O eseistyce Zbigniewa Herberta (Bydgoszcz 1996), Świat obrazu – obraz świata. Przestrzenie pograniczne w pisarstwie G. Herlinga-Grudzińskiego, Z. Herberta i J. Czapskiego (Bydgoszcz 2000), Od akademizmu do ekspresjonizmu. Sugestie pikturalne w poezji polskiej końca XIX i początków XX wieku (Bydgoszcz 2007). Obecnie pracuje nad książką o dziewiętnastowiecznej kulturze masowej.

132

Od połowy XIX stulecia notuje się zjawisko niepomiernego rozrostu powierzchni wystawowych, pomnaża się liczba prezentowanych eksponatów, wzrasta liczba odbiorców, powstaje architektura wystawowa i wielkie, coraz większe gmachy zamykające w swych wnętrzach coraz większe ilości magazynów, wystawców i zwiedzających. Te nowoczesne obiekty o handlowo-przemysłowym charakterze są świadectwem nowej techniki, ale i nowej świadomości, są świadectwem tryumfu kultury świeckiej, świątyniami nowego, zdesakralizowanego świata bez Boga i aniołów, ale za to z maszynami o „boskiej” mocy albo z przedmiotami, które będą upragnionymi fetyszami zarabiających mas. Przykładem tego nowego budownictwa może być zbudowana w Paryżu wielka hala maszyn Contamina i Dutera o wysokości równej katedrze w Amiens, charakteryzująca się niezwykłą „świetlnością”, której wszechobecność i obfitość zyskuje – jak pisał Hans Sedlmayr „wymiar niemal religijnej świętości”. Druga połowa XIX wieku będzie oglądała niesamowity przyrost, a jednocześnie niezwykły rozrost tych świątyń nowej wiary. W 1851 w Sydenham pod Londynem otwarto Cristal Palace. Budynek oferujący wystawcom 75.000 m. kw. był realizacją projektu architektonicznego, wykorzystującego nową technologię, m.in. słupy żeliwne i prefabrykowane elementy metalowe, co umożliwiło tworzenie gigantycznych, dobrze oświetlonych budynków przeznaczonych dla celów handlowych. Cristal Palace to jeden z symboli nowej, masowej rzeczywistości – architektura podporządkowana celom komercyjnym, zbiór przedmiotów do obejrzenia i jednocześnie wnętrze, które może pomieścić tłum zwiedzających. Był to – jak pisał John Ruskin „efekt ogromu przemawiający do wyobraźni tłumu” – tłumu, który ekscytuje się wielkością i blaskiem i który może teraz w jednym miejscu, pod jedną szklaną kopułą obejrzeć tysiące przedmiotowych drobiazgów i może być widzianym w tej świątyni nowego handlowego kultu. Ruskin nie negował „pomysłowości technicznej” Kryształowego Pałacu, jednak zwracał uwagę na fakt, że w połowie XIX wieku, gdy wznoszono ten handlowy przybytek niszczały w zapomnieniu

dzieła Turnera i mistrzów weneckich, a w miastach Europy burzono wspaniałe zabytki średniowiecznego budownictwa, po to, aby zrealizować jeden cel o dyskusyjnej z estetycznego punktu widzenia wartości – sprawić, „by wszystkie miejsca na świecie stały się możliwie najbardziej podobne do paryskich Champs Elysées.” Cristal Palace, inicjując architekturę nowego typu, wyzwolił też naśladowcze pragnienia, skłonił do wznoszenia budowli coraz większych, coraz świetniejszych. Pałac Przemysłu na Polach Elizejskich (1855) posiadał powierzchnię 125.000 m. kw., zbudowany w 1867 w Paryżu gmach wystawowy – 150.000 m. kw. Na Wystawę Światową 1889, oprócz nowych gmachów wystawowych wzniesiona została również słynna wieża Eiffla, co wzbudziło oburzenie elity intelektualnej. Pisarze: Guy de Maupassant, Leconte de Lisle, François Coppée, Sully Prudhomme, Aleksander Dumas - syn opublikowali wówczas na łamach „Le Temps” namiętny, choć bezskuteczny protest przeciwko szpeceniu miasta „ohydną kolumną z nitowanej blachy”. W roku 1900 na Wystawę Światową w Paryżu zbudowane zostają Grand Palais i Petit Palais do czego – by udrożnić przepływ zwiedzających – dodaje się jeszcze okazały Most Alexandra. Pierwsza wystawa międzynarodowa w Paryżu w 1855 roku zajmowała 16,8 ha, wystawa w roku 1878 – 75 ha, wystawa z 1889 – 96 ha, a wystawa z roku 1900 – 108 ha i rozlokowana była na Polach Marsowych, Trocadero, esplanadzie Inwalidów, na prawym wybrzeżu Sekwany i części Pól Elizejskich tak że połowa centralnej części miasta stała się przestrzenią okupowaną przez kilkaset tysięcy zwiedzających, co oznaczało godziny stracone w ściśniętym tłumie, zerwane passarelles i nieszczęśliwe, nierzadko śmiertelne wypadki. fragment powstającej książki Architektura mrowiska. O kulturze masowej w wieku XIX.

Spoglądając na cały dorobek naukowy ks. Siemianowskiego należy stwierdzić, że jest to dorobek znaczący. Odznacza się bowiem bogactwem i tematycznym zróżnicowaniem. Dotyczy zagadnień nie marginalnych, lecz doniosłych, częstokroć zarówno z teoretycznego, jak też i praktycznego punktu widzenia. Adam Węgrzecki Jako fenomenolog w „klasycznym” tego słowa znaczeniu ks. Siemianowski dyspo-

nuje znakomitym, właściwym tej szkole warsztatem filozoficznym, chłodną bezstronnością badacza, umiejętnością ukazywania analizowanych fenomenów, uczciwością i skromnością nie cofającą się przed wskazywaniem na aporie czy wręcz granice poznawcze umysłu ludzkiego, zdolnością do odsłaniania, poprzez opis, istoty skomplikowanych zjawisk, nastawieniem obiektywistycznym w szerokim tego słowa znaczeniu. Karol Tarnowski

Co jest szczególnie cenne (...) w pracach ks. Siemianowskiego? Wydaje mi się, że wartość istotną stanowią liczne analizy doświadczeń aksjologicznych, przeprowadzone wedle reguł fenomenologii opisowej. Mimo woli narzuca się porównanie z Romanem Ingardenem. Są różnice kierunku badań: tam ontologia fundamentalna, tutaj aksjologia w obszarze filozofii człowieka. Ale sposób prowadzenia opisów  – podobny. ks. Józef Tischner

Ks. Siemianowski w swojej refleksji filozoficznej zagadnienia z zakresu teorii wartości wiąże ściśle z badaniami dotyczącymi człowieka. Ten antropologiczny i personalistyczny wymiar prezentowanej przez niego aksjologii określa nie tylko aktualną wartość jego dorobku naukowego. Jest to jeden, ale nie jedyny moment świadczący o znaczeniu filozoficznej refleksji... ks. Ludwik Wciórka

ANTONI  SIEMIANOWSKI Czy filozofia ma dziś jeszcze coś do powiedzenia? (...) Zwątpienie nie jest ostatnim słowem filozofii. I sądzę, że współczesna filozofia ma jeszcze coś ważnego do powiedzenia. W swych głównych przedstawicielach jednego bowiem się nie wyrzekła: dążenia do poznania tego, co pierwsze i podstawowe, owej chęci wmyślania się w głąb rzeczy samych, poszukiwania istoty rzeczy. Odradzanie się tego poszukiwania jest znamiennym rysem w filozofii. Ustawicznie się odradza i wraca do swoich źródeł, a więc do pierwotnego zdziwienia, że w ogóle jest coś, a nie nic. Powraca do intuicji Platona, Arystotelesa czy Tomasza z Akwinu. A powraca nie do pierwotnego kształtu językowego, do samych pojęć, lecz do podstawowych pytań, do pierwotnego zadziwienia i powagi. I najważniejsze jest to, że owo pierwotne zadziwienie odzywa się w dociekaniach tych współczesnych myślicieli, którzy w nowy sposób usiłują obudzić wrażliwość metafizyczną pytając na nowo o to, co pierwsze, a co rozświetla bycie człowieka w świecie. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedzi mogą być różne. Moim zdaniem – ale nie tylko – człowiek nie może spokojnie egzystować w świecie, nie może być sobą, tzn. człowiekiem bez pytań o tajemnicę swej obecności w świecie. Karl Jaspers pisze: Śmiem twierdzić: filozofia nie skończy się, póki żyją ludzie. Dzięki filozofii trwa wymóg, by życie zacho‑ wało sens wykraczający poza wszelkie cele na świe‑ cie. Ma ona doprowadzić do tego, by ujawnił się sens obejmujący wszystkie cele, spełnić go urzeczywist‑ niając się w teraźniejszości, niejako na przekór życiu; jej teraźniejszość ma służyć zarazem przyszłości; ni‑ gdy nie wolno, by filozofia zdegradowała ludzi lub pojedynczego do poziomu człowieka‑środka. Stałe zadanie uprawiania filozofii brzmi: stawać się naprawdę człowiekiem przez uprzytomnienie sobie bytu; albo inaczej: stawać się sobą przez uzy‑ skiwanie pewności co do Boga1.

1 Karl Jaspers, Wiara filozoficzna, przeł. Antoni Buchner i inni, Wydawnictwo Comer, Toruń 1994, s. 112-113.

*** Filozofia ma zatem dziś wiele jeszcze do powiedzenia. Jako myślenie poszukujące budzi wrażliwość metafizyczną, zachęca do podejmowania odwiecznych pytań, w których człowiek poszukuje prawdy o sobie dla siebie, tzn. który pragnie rozpoznać, kim jest, skąd jest i dokąd zmierza. Filozofia jako myślenie teoretyczne pobudza do szukania prawd innych niż przydatne do produkcji. Ukazuje, że dla człowieka ważna jest bezinteresowna kontemplacja prawdy. Człowiek nie żyje tylko samą produkcją i konsumpcją wyprodukowanych dóbr. Filozofia jako myślenie krytyczne ukazuje z jednej strony granice naszego poznania i wartość poznania teoretycznego, a z drugiej – poszukując autentycznego poznania o tym, co pierwsze i zasadnicze – usiłuje wyzwalać człowieka z ideologicznych okularów i kliszy; z tego, co w praktyce życia tak często uchodzi za oczywiste. Takich oczywistości mamy mnóstwo, na przykład że prawda to sprawa umowy, że wartości to fikcje tworzone przez człowieka na użytek życia, że słuszne racje w polityce to racje tych, co mają władzę lub za którymi opowiada się większość. Krytyka filozoficzna jest jedną z podstawowych funkcji kulturotwórczych filozofii; jej zadaniem jest oczyszczać człowieka z iluzji, uczyć go trzeźwego racjonalnego myślenia. Filozofia, jeśli tylko nie jest uczoną gadaniną, ale sobą, mozolnym poszukiwaniem – zgodnie ze starożytnym ideałem – poznania ejdetycznego, to tym bardziej uczy krytycznie oglądać świat, krytycznie sądzić o rzeczach i o wartości poznania, krytycznie się wypowiadać. Krytycznie nie znaczy wszystko podważać i arogancko odrzucać. Filozofia, która jest miłością mądrości, pozwala po pierw‑ sze, uświadamiać sobie charakter naszego poznania – czy jest ono bezpośrednim oglądaniem, czy konstrukcją, interpretacją – po drugie, wskazuje zawsze na podstawy, na których opieramy nasze pojęcia i sądy; po trzecie, ukazuje granice naszej wiedzy i naszych kompetencji.*

fot. Jan Kaja

ur. 1930, prof. dr hab. W 1956 przyjął święcenia kapłańskie, w latach 1959-1965 studiował filozofię na KUL-u pod kierunkiem prof. S. Swieżawskiego. Wykłada filozofię teoretyczną na Wydziale Teologicznym UAM w Poznaniu i w Prymasowskim Wyższym Seminarium Duchownym w Gnieźnie. W swoich badaniach koncentruje się na problemach etyki i antropologii filozoficznej. Jest znawcą fenomenologii ze szczególnym uwzględnieniem myśli Dietricha von Hildebranda. Znany jest z licznych artykułów i recenzji publikowanych w czasopismach takich jak: „W drodze”, „Studia Gnesnensia”, „Znak”, „Topos”, „Promocje Pomorskie”. Jest autorem wielu książek, m.in. Człowiek i prawda (1986), Śmierć i perspektywa nadziei (1992), Człowiek a świat wartości (1993), Szkice z etyki wartości (1995), Antropologia filozoficzna (1996), Sumienie (1997), Zrozumieć miłość (1998), Człowiek z człowiekiem (2009). Obecnie pracuje nad tematem Europejskie myślenie o człowieku.

fragmenty wykładu wygłoszonego 7 września 2007 w Bydgoszczy w Galerii Autorskiej Jana Kaji i Jacka Solińskiego

*

133

Malarstwo Aleksandry Simińskiej zawieszone jest między rzeczywistością i metafizyką. Przy pierwszym, pospiesznym oglądzie można określić je jako realistyczne. Kolejne zachęcają do zagłębienia się w wielowątkowość i filozofię bogatych w tradycję malarską płócien. Intryguje ją przestrzeń zarówno ta rozległa, z horyzontem zaznaczonym gdzieś w oddali, ta ograniczana przez schematycznie zaznaczane ramy architektury czy pudełka, czy wyznaczana przez cień rzucany przez bryły (cień jako zapis głębi). Od wystawy Bachanki kompozycje często urozmaica

sztafażem  – syntetycznie znaczoną ludzką sylwetką skupioną na wykonywaniu prostej czynności lub niczym „pionek na szachownicy” zastygłą w bezruchu. Pojedyncze postaci, bądź ich grupy zestawia z elementami krajobrazu. Pomimo jedynie sylwetowego oddania człowieka i jego otoczenia do prac zakrada się narracja. Krótkie historie, zamykane w kadry, ramy pudełka, pozwalają widzowi delektować się nie tylko formalnymi i wizualnymi ich walorami, ale przede wszystkim docierać do metaforycznych ich znaczeń. Płótna powstają w długich sekwencjach czasowych,

ukończenie dzieła związane jest z kilkakrotnym powrotem do jego malowania. Prace Simińskiej w szczególny sposób pozwalają na kontakt nie tylko z pięknem Natury ale przede wszystkim z pięknem struktury obrazu, na przeżycie koloru, zgeometryzowanego kształtu, czy przetrawionej przez intelekt i talent artystki – przestrzeni. Autorka próbując dotknąć w nich istoty rzeczy, zaprasza do subiektywnej podróży po „oswojonej” przez siebie artystycznej spuściźnie – świetlistych kompozycjach Piero della Francesca, mistycznych pejzażach Caspara Davida Fridricha,

geometrycznych labiryntach formistów oraz monumentalnych krajobrazach i obiektach Anselma Kiefera. Dzięki filtrowi pamięci i intuicji malarstwo Simińskiej zyskuje nową jakość, staje się motywem intelektualnym, samodzielnym bytem wpisanym w świat sztuki. To twórczość przepełniona energią i afirmacją życia, w indywidualny sposób spajająca tradycję i nowoczesność, otwarta na naturę, człowieka oraz na wielką tradycję malarską. Magdalena Durda-Dmitruk Warszawa 2008

ALEKSANDRA  SIMIŃSKA 1

fot. Zuzanna Simińska

ur. 1962, ukończyła studia na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu. Dyplom w pracowni malarstwa prof. Janusza Karczmarskiego uzyskała w 1988. Zajmuje się malarstwem i rysunkiem. Jest autorką kilku cykli malarskich między innymi: Pejzaż podwójny, Rozmowy z malarzami, Wyspy, Wnętrza z pudłem, Bachantki. Miała ponad 40 wystaw indywidualnych i kilkadziesiąt zbiorowych w kraju i za granicą. Laureatka nagród, wyróżnień i stypendiów. Obecnie pracuje na Uniwersytecie Technologiczno – Przyrodniczym w Bydgoszczy na Wydziale Budownictwa gdzie prowadzi Zakład Malarstwa Rysunku i Rzeźby.

2

4

5

6

www.siminska.bo.pl

1 – Pamięć wody, olej, płótno, 150×150 cm, 2008, 2 – Bodega, olej, płótno, 30×40 cm, 2009 3 – Przestrzeń wody, olej, płótno, 150×150 cm, 2008, 4 – Dwoje, olej, płótno, 100×200 cm, 2009 5 – Na pal, olej, płótno, 40×20 cm, 2006, 6 – Skok, olej, płótno, 100×200 cm, 2009

134

3

Jeśli – jak przeczuwam – pisanie wierszy nie obywa się bez obcowania z mocami, które mnie przewyższają, to tym bardziej winienem im się przeciwstawić. Tylko tak mogę zaświadczyć o ich wadze i własnej wolności. Marek Kazimierz Siwiec, 1986 Cechą naszej egzystencji jest nieprzenikliwość; struktura świata, jego istota stanowi dla nas tajemnicę, której rozwikłanie przekracza możliwości racjonalnego

poznania. (...) Jedno jest pewne: poezja nie stanowi dla młodego autora oazy wewnętrznego ładu i spokoju. Wręcz przeciwnie: jest czynnikiem wywołującym stan niepewności i niepokoju, tym samym zaś – nieustannej potrzeby i gotowości weryfikowania prawd i znaczeń zdawałoby się oczywistych, niepodważalnych. Jeśli jest więc ta poezja „przeprowadzką”, oznacza ona coraz bardziej konsekwentne opuszczanie rejonu niezachwianej ufności i wkroczenie na teren przypisa-

nego postawie dojrzałej – relatywizmu i poznawczego sceptycyzmu. Edward Zyman

„Fakty” nr 24, 1980

W poezji Marka Kazimierza Siwca nie ma namiętności, gorączki uczuć, ich gwałtownej erupcji. Jest „szkiełko i oko”, chłód, który ma przewagę nad romantycznym szaleństwem. To rozum odczytuje sensy, a nie wyobraźnia. To poezja zimnej analizy uczuć. Piotr Cielesz

Marek Siwiec pisze o sprawach fundamentalnych dla własnej egzystencji. To dobrze. Jeszcze lepiej, że problemy te roztrząsa, opisuje i definiuje bez zbędnego patosu, ale za to z osobistym emocjonalnym wyciszeniem. Im bardziej pisze o sobie samym, tym więcej mówi o nas wszystkich. Janusz Drzewucki wypowiedź na okładce tomu Kostka, 1990

MAREK KAZIMIERZ  SIWIEC Flora-Florencja

Do wolności

Obraz

jestem Flola dobry piesek kochana psinka wilczka z olsztyńskich lasów

Mimo szalonych wysiłków dyktatorów i rewolucjonistów, nawet mimo szlachetnej odwagi konspiratorów – wolność pozostaje nieuchwytna.

Właśnie zbiera się na burzę w parnej godzinie czerwca. Nadciągające chmury wpadają w czerń. Słońce dopala się na krzyżu u najwyższej z wież kościoła. Spopielone światło osypuje się bezszelestnie z Serca Jezusowego.

biegam sobie po ogrodzie liżę łapki dzieciom przez siatkę ogrodzenia skubię trawkę chrupię ślimaczki ptaszki orzechy włoskie i laskowe smakuję ciemne i zielone winogrona maliny dojrzałe papierówki gryzę gałęzie wiśni gonię koty próbuję turlać ostre kulki jeży obszczekuję obszczymurków boży dzień pilnuję rajskiego ogrodu boję się obudzenia z tego snu. tak was kochałam dlaczego nie mogę wrócić do ziemskiego raju i witać szczekaniem niepojętą radością w psim serduszku

Świt Nocą pisałem. Nie udało mi się usłyszeć, jak przez odgłosy miasta bije we mnie cisza. O świcie wyszedłem odetchnąć. Z parkingu obok leciały odpryski rozmowy i przekleństwa stróżów. Na niebie kładły się różowe i purpurowe wstęgi. Stanąłem pod włoskim orzechem, jedynym śladem dawnego domostwa, i słuchałem diamentowego tirli, tirhli, tirli, tirhli...

Spójrzcie jak lekko umyka z głębokich zamyśleń filozofów. Przeciera oczy wyrwana dłutem i pędzlem artystów z promiennych marzeń o świcie lepszym – razi ją codzienność nieskora do wzlotów. Czym naprawdę jest nie dowie się nikt kogo nie przypiekł jej niewidzialny płomień. A ten kogo dosięgnął będzie mówić rzeczy dziwne. Nie dla miłośników kija i marchewki, łychy i pełnej michy. Bo jakże wypowiedzieć moc dostojnej pełni przeszytej pustką? Która pogrąża w mroku i oślepia jasnością.

fot. Kajetan Soliński

Kiedy ten obraz przeniknął we mnie? Czy wtedy gdy podniosłem wzrok za lotem rusałki żałobnika? I dlaczego trwa nie przecięty błyskiem, od którego głośno liczyłem sekundy do pierwszego gromu? Dlaczego trwa nie zmyty strugami deszczu z rozwartych paszczy czterech smoków strzegących wieży? Skąd w nim czystość i głębia źródła? Czyż nie z takich obrazów brali starzy mistrzowie? Tajemnico tego obrazu nie opuszczaj mnie. 30 sierpnia 1992

Uderza świeżością i zatyka oddech. Przebija barierę lęku i zostawia na pastwę szaleństwa. Bo jakże wypowiedzieć moc, co odkrywa nagość, z którą nie można żyć? Wiem jedno – ta moc jest święta. Bez niej wygasa żar ducha. 20–22 września 1998

Cios Na zabójcze wołanie nicości odpowiedz celnym ciosem – prosto w pustkę.

Przestroga Szukając drogi do sedna istnienia nie zapomnij pochylić się uważnie nad zawiłym meandrem własnego cienia.

ur. 1950 w Kętrzynie, poeta, filozof. Ukończył prawo na UMK w Toruniu oraz filozofię na Uniwersytecie Warszawskim. Tam też uzyskał doktorat z filozofii (1986). Działał w podziemnej Solidarności. Współtwórca pisma „Filo-Sofija”. Redaktor działu Filo-Sofija i poezja (od 2006). Należy do BTN oraz PTF. Opublikował książki poetyckie: Odwrócone lustro (1979), Twój świt ucieka nad ranem (1984), Kostka (1990). Wiele jego utworów ukazało się w pismach literackich m.in. w „Poezji” (debiut 1975), „Nowym Wyrazie”, „Kwartalniku Artystycznym”, „Okolicy poetów – Kwartalniku”, „Frazie”, prezentowano je także w telewizji i w radiu. Jest autorem rozpraw i szkiców z estetyki zebranych w książce Od Platona do Beardsleya. Drogi estetycznej metakrytyki (2005) oraz esejów o współczesnych poetach m. in. o Zbigniewie Herbercie, Czesławie Miłoszu, Stanisławie Grochowiaku, Kazimierzu Świegockim. W książce Los, zło, tajemnica. Ku twórczym źródłom poezji Aleksandra Wata i Czesława Miłosza (2005) podejmuje namysł nad doświadczeniem zła w poezji obu twórców. Na podstawie tej pracy habilitował się na UMK (2007). Mieszka i pracuje jako profesor (UKW, WSG) w Bydgoszczy.

135

Droga od myśli do obrazu to droga poszukiwania syntezy i prostoty formy. Język przekazu wciąż wzbogaca się o nowe znaki, ale istota podstawowych treści pozostaje taka sama. Fenomen tego procesu polega na powtarzaniu, ustawicznym i twórczym powtarzaniu tego, co odwieczne. Powtarzanie ważnych wątków jest utwierdzaniem się w tym, co stałe i niezmienne, by w konsekwencji móc pozostać w zgodzie z myślą Immanuela Kanta: „niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie”. Żyję w staroświeckim przeświadczeniu, że twórczość może uszlachetniać, zarówno samego artystę jak i tych, do których jest adresowana. Syste-

matyczność i dyscyplina zdają się zamykać mnie w przewidywalnej (wyznaczonej ?) przestrzeni działań. Jestem jednak przekonany, iż to pozorne ograniczenie konstytuuje moją wolność. Wszak „miarą wolności są jej granice”. Czym jest dla mnie praca grafika-rytownika? To pytanie dziś wydaje się być szczególnie zasadne. To archaiczne zajęcie pozwala mi „zanurzać się” w bezpiecznej samotności. Uprawianie grafiki jest dla mnie ustawicznym obrazowaniem przejściowości. Chwile bytowania – fragmenty obecności przełożone na obraz grafiki stają się moimi przystankami w czasie. Ten osobliwy dziennik podróży jest równocześnie mapą mojego życia

wewnętrznego. Towarzyszący tym oddaleniom rytm ciszy staje się przeżywaniem wolności, w której wartości dla mnie ważne wydają się bliższe. Monotonia rytowniczej pracy bywa błogosławiona, bo pomaga łączyć to, co powszednie z tym, co niewyobrażalne. Żmudny wysiłek przypomina kontemplację eremity. Trud znajdowania jest nauką skupienia. Ustawicznie podejmuję tę pracę, bo w niej jestem samowystarczalny. Posługując się dłutkiem poruszam się „pieszo”: powoli notuję w swoim dzienniku rycin obrazy, które mają być „znakami drogowymi” dla wyobraźni. Mozolnie buduję rzeczywistość złożoną z wielu chwil, by znaleźć tę jedyną, skupiającą wszystkie

doznania, w której to, co iluzoryczne może okazać się realne. Realność istnienia ma dla mnie równocześnie wymiar fizyczny i metafizyczny. To nie są odrębne rzeczywistości – obydwie przenikając się, stanowią jedność. Podobnie można odnieść się do tego, co postrzegamy jako nazwane i nienazwane, rozpoznawalne i nierozpoznawalne. Wszystko to stanowi całość. Zdaję sobie sprawę, że liryczna refleksja, jaką jest dla mnie uprawianie grafiki, wymaga „rozmówcy”. Taki jest sens twórczych rozstrzygnięć: potrzeba komunikacji, poszukiwanie kogoś, by w końcu monolog stał się dialogiem. Jacek Soliński

JACEK  SOLIŃSKI 1

2

3

4

fot. Kajetan Soliński

ur. 1957 w Bydgoszczy. Absolwent PLSP w Bydgoszczy. Od 1979 prowadzi, wspólnie z Janem Kają, Galerię Autorską. Na początku lat 80. realizował projekty konceptualne. Zajmuje się grafiką warsztatową (głównie linoryt), malarstwem, publicystyką plastyczną oraz działalnością wydawniczą. Współautor (z J. Kają) albumów monograficznych poświęconym artystom plastykom. Opublikował własnym sumptem, w technice linorytu, trzy książki unikatowe: W sercowiejnym dnieniu (1982), Odmawianie czasu przeznaczonego (1983), Walki z potworami (1985). W latach 19871992 studiował teologię w PIKCh w Bydgoszczy (filia Papieskiego Wydziału Teologicznego w Poznaniu) – dyplom uzyskał w 1994. Należy do ZPAP. Jest autorem kilkudziesięciu wystaw indywidualnych. Od 1986 realizuje w Galerii Autorskiej corocznie jednodniową wystawę linorytów. W latach 1980-1983 wydał pięć tomików prozą. Jest również autorem publikacji, w których łączy cykle linorytów z epigramami, modlitwami, poezją i prozą: Strony pamięci (1989), Pochylenie (1993), Wejście do ciszy (1993), Wielki Tydzień (1996), Podróżnicy sumienia (1996), Czytanie istnienia (1997), Przechodnie i aniołowie (2000). Autor cyklu 366 aniołów. Otrzymał wiele nagród i wyróżnień.

136

1 – Mapa wiatru, linoryt, 46,4×32 cm, 2008, 2 – Ruchome widnokręgi, linoryt, 46,5×31 cm, 2007 3 – Spacer z cieniem, linoryt, 43,3×28 cm, 2002, 4 – Nieskończoność pragnień, linoryt, 45×28,5 cm, IV – V 2001

Od wielu już lat fotografie Kajetana Solińskiego utrwalają chwile spotkań w Galerii Autorskiej. Czy jest to wyłącznie dokumentacja naszej wspólnej obecności? A może jeszcze coś? Zdjęcia stanowią nie tylko prezentację konkretnego wnętrza i osób, ale określają przestrzeń dialogu. Ukazują skromne, niczym nie wyróżniające się pomieszczenia jako miejsce dyskusji. Każde z odbywających się tu zdarzeń

ma swój niepowtarzalny charakter, który w jakimś stopniu może ocaleć dzięki fotografii. Jak pisał Emmanuel Levinas dialog jest wartością, która może zaistnieć tylko w określonych warunkach. Przestrzeń, zarówno ta fizyczna jak i duchowa, określa charakter spotkania. Inaczej mówiąc, dialog nie stanowi wyłącznie relacji Ja-Ty, lecz zakłada obecność konkretnego tła. Przestrzeń, w której

dokonuje się spotkanie okazuje się być szczególna. Pozwala odnaleźć obszar wspólnych wartości, a tym samym odczuć autentyczną bliskość drugiej osoby. Atmosfera miejsca i czasu ujawnia pokrewieństwo zainteresowań i wrażliwości. Odkrywane razem treści otwierają nowe obszary poszukiwań. Trzeba tylko umiejętnie przyglądać się i znajdować. Być twórczym obserwatorem oznacza

w jednym kadrze uchwycić nie tylko samą chwilę, ale całe zdarzenie, a nawet to, czego nie widać ... Fotografie Kajetana ukazują „zwyczajne” miejsca jako obszar twórczych spotkań, jako ożywioną przestrzeń, która pozwala odnajdywać duchowe powinowactwa łącząc gości i gospodarzy ponad iluzją wszelkich różnic. Mateusz Soliński

KAJETAN  SOLIŃSKI 1

fot. Jacek Soliński

ur. 1979 w Bydgoszczy. Absolwent V LO; ukończył politologię na Wydziale Humanistycznym Akademii Bydgoskiej w 2003. Zajmuje się fotografią, głównie dokumentacyjną w Galerii Autorskiej. Autor dwóch wystaw przygotowanych wspólnie z Krzysztofem Nowaczykiem.

2

1 – Wnętrze Galerii Autorskiej (Chocimska 5), fotografia, 2007, 2 – Wnętrze Galerii Autorskiej (Pomorska 48), fotografia, 2007

137

(...) Soliński to twórca będący w nieustannym „pogotowiu”. Czujny obserwator, który obawia się popadnięcia w jakąś wygodną iluzję. Konsekwentnie poddaje w wątpliwość wartość osiągniętych już „efektów”. (...) Narrator – „tropiciel sensów” mieszając to, co realne i to, co tylko wyśnione, z zaciekawieniem przygląda się powstającym językowym mirażom. Pisarz testuje i sprawdza formalne możliwości języka, ale jednocześnie próbuje rozpoznać jego głębszą, znaczeniotwórczą warstwę. Zastanawia się nad kreacyjną siłą

słowa. Co stwarza nowe sensy i znaczenia: język czy świat? Czy słowa to tylko graficzne znaki, czy też symbole kreujące nową rzeczywistość? A może nasze poznanie jest, jak twierdzi Paul Ricouer, zapośredniczone przez najróżniejsze uwarunkowania i przedrozumienia, również te językowe? (...) Mateusz Soliński z Krzysztof Soliński, aż po kroki słów, Bydgoszcz 2008

 * * * (...) Czytając ostatnią prozę Krzysztofa Solińskiego czytelnik musi pamiętać o jej de-

maskatorskim charakterze, autotematyzmie. Podmiotem demaskacji i opisu staje się tu autor, narrator, bohater, świat przedstawiony, sam proces twórczy, gest kreatorski, jako gra konwencji czy ich przekraczanie. Oczywiście także Schopenhauerowskie  „nieuchwytne i wieczne szczeliny absurdu” tkwiące w świecie, wszelka błazenada, tragikomedia. Ta proza nie ma nic wspólnego z tradycyjnie pojętą imitacją rzeczywistości czy konwencjonalnymi chwytami. Ona to wszystko unieważnia. Już od początku, kiedy powstawała, najprawdopodobniej od lat 70., była wyjątkowa i po

prostu obca tradycyjnym gustom i wyobrażeniom o literaturze. (...) Właściwie od 1992 roku rozpoczyna się milczenie Krzysztofa Solińskiego, które trwa aż do śmierci, ostatecznego zamilknięcia. I tu kończy się literatura…, chociaż pamiętając o sceptycyzmie Krzysztofa i jego przenikliwym spojrzeniu pełnym dobrotliwego rozbawienia, a zarazem smutnej zadumy nad światem i ludźmi, wskazana jest powściągliwość w formułowaniu jakichkolwiek konkluzji. Grzegorz Kalinowski z Krzysztof Soliński, Jeżeli, Bydgoszcz 2007

KRZYSZTOF  SOLIŃSKI

fot. Bogdan Dąbrowski

ur. 1950 w Bydgoszczy, zm. 2006 w Bydgoszczy. Absolwent bydgoskiej WSP, Uniwersytetu Warszawskiego i UMK w Toruniu. Poeta, pisarz i wydawca. Inicjator innowacyjnych form prezentacji literatury i poezji. W latach 70. zajmował się poezją konkretną i wizualną. W 1975 założył grupę faktu poetyckiego Parkan. W latach 1972-1994 swoje prace prezentował w kraju i zagranicą na wystawach poetyckich form wizualnych. Poezję konkretną publikował w wielu almanachach krajowych i zagranicznych. Ukazały się jego następujące książki literackie: Krople (1973), Kałuża w szczękach (1973), Obszar ograniczony (1976), Symbole znaczeń. Wybór zagadnień (1977), Sen pod powieką języka (1978), Oko dnia – – membrana nocy (1978), Poezja konkretna (1979), Jak owad w piasku słów (1980), Komora celna mowy (1980), Tylko (1984), Atebe (1989), Albo (1992), O kilku niewrzoścowych worobowcówkach (2000), Jeżeli (2007).

(...) I ze snu znów w sen. Tak, tu właśnie

(...) Nie sądzę, żeby coś z tego wynikało.

w kurniku na drobnych wiechciach siana

Mogło wynikać. W gruncie rzeczy nie mam

i słomy. Zanurza się. Płynie. W nim. Tak. Ciągle.

przecież nic do zrobienia. Bowiem jeśli nic

Nieodmiennie. Wszystko jest więc ciągłym,

nie zrobię – cóż może się istotnego stać? Jeśli

nieodmiennym snem. Koszmarną fantasma-

zrobię natomiast – to jakiż sens z tego wynik-

gorią. O powracających tragediach. O powta-

nie? Najlepiej niczego nie dotykać. Przemy-

rzających się dramatach. O porażkach dzielo-

kać ostrożnie, niezauważenie. Nigdzie nie być

nych pauzami letargu. A letarg unieruchamia

trwale. Nie przebywać dłużej. Z nikim nie być.

się lekko tętniącym włókienkiem w galarecie

Nic ponad konieczność. A i tego unikać. Być

meduzy. Pauza kończy się, galareta rozpada

samemu sobie. Dla siebie. Nigdy bowiem nikt

się i wlewa się słony aż gorzki ocean, piekący

i nic nie będzie bliższe, trwalsze, własne, po-

doznaniami. Śni ból. I jest śniony przez ból.

nad własną samotność. Nie ma po co ulegać

I wreszcie z tym, w tym piekącym bólu, ka-

iluzji. Ona jest zawsze. Ona jest dana. I trzeba

leki, poraniony, roztrzęsiony przeistacza się

ją chronić, jak coś naprawdę skończenie włas-

w bezwyraziste ciało małża. I szybko, jak naj-

nego, cennego. Z nikim jej nie dzielić. Wobec

prędzej otacza się dwoma puklerzami muszli.

nikogo jej nie otwierać. Nie otwierać siebie

Szczelnie domyka je, zwiera wobec wszystkie-

wobec nikogo. Najlepiej nic nie chcieć od in-

go i wszystkich. Pozostaje sam z sobą. To do-

nych. Nie skazywać się na kogokolwiek. Uni-

brze. Zacznie lepiej jak przedtem. Trwa jednak

kać czyjejkolwiek obecności. Uczynić jedno

z przykrym, powtarzającym się bólem tego co

– swoje istnienie dla siebie. Nikogo nim nie

przedtem. Pamięć. Jednak teraz jest lepiej. Ból

obciążać. Być konsekwentnie samotnym. Sa-

jest dojmujący, lecz nie tak okrutny. To jest jak

motność jest bowiem najwyższym i jedynym,

letarg, lecz trwalszy, nie rozrywany eksplozja-

najpewniejszym dobrem. Życie samotne jest

mi goryczy, niepowodzeń, porażek. Najlepiej

jedyną pełnią istnienia, wyłączną możliwością

tak trwać w miękkim, bezosobowym. Bez-

korzystania z siebie dla siebie. Uczciwym, rze-

pieczniej. Niech tak już pozostanie. Reszta, to

telnym, wykorzystaniem w pełni siebie. Tylko

wszystko wokół niechaj sobie istnieje samo

nic nie chcąc od innych można mieć wszystko,

dla siebie, poza muszlą. Oddzielone białym

co najcenniejsze.

wapiennym, grubym, porowatym murem. I niech będzie najzupełniej nieważne dla wnętrza muszli. Strategia małża, ślimaka jest ciężką, najcięższą taktyką. Trzeba jej jednak sprostać. (...)

138

Jeżeli , Bydgoszcz 2007 (fragmenty)

W moim odczuciu twórcą kultury staje się ten, kto budzi wrażliwość i nadaje jej wyraz. Działając kreatywnie unika tego, za czym kryje się zło bądź moralne pustkowie. Jako swoisty „inżynier dusz” pełni dobroczynną misję w świecie. Zadanie, które zawsze się przed nim pojawia, stanowi określenie wza­ jemnych relacji pomiędzy uobecnianymi wartościami oraz odnalezienie ich wspólnego fundamentu. Ustalenie

aksjolo­gicz­nych powiązań jest warunkiem właściwego ich odczytania i zrozumienia. Wartości nie istnieją w izola­ cji; pozostają zawsze w odniesie­niu do człowieka nadając znaczenie jego życiu. Dlatego tak ważne okazuje się nauczenie ich języka. Moje pisanie jest próbą ocalania tego, co we współczesnym świecie rozmaitych iluzji stanowi trwałą i niezbywalną wartość. Odsłanianie tego, co

leży u podstaw naszej kultury staje się, w tym wypadku, rozpoznawaniem własnej tożsamości. Studia nad historią ludzkiej myśli i twórczą spuścizną minionych pokoleń pozwalają odnajdywać kontekst i właściwą miarę dla dokonań współczesności; oddzielić to, co cenne od tego, co pozostaje tylko grą pozorów. Czy tak pojęta „krytyka artystyczna” ma dziś jeszcze rację bytu? Czy pod dumnie brzmiącym

pojęciem sztuki znajduje się jeszcze coś, co zasługuje na uwagę? Uchylając się od odpowiedzi na te pytania pozostaje mi naiwna wiara, która zdaje się tłumaczyć zasadność pisarskich trudów: w niezmienną aktualność i przeobrażającą moc w świecie ludzkiego ducha i myśli, wartości piękna, dobra i prawdy. Mateusz Soliński

MATEUSZ  SOLIŃSKI Twórczość Cezanne’a, wymykając się łatwym

marszand malarza, wspomina, iż ulubionymi „mo-

klasyfikacjom, pozostawała niezrozumiała dla

delami” artysty były jabłka, które nawet podczas

nielicznych XIX-wiecznych krytyków jego dzieła.

wielodniowej sesji zawsze pozostawały całkowicie

Proponując nowatorskie rozwiązania formalne

nieruchome. Choć i one nie stanowiły idealnego

burzyła dotychczasową wizję malarstwa, godząc

obiektu malarskich zmagań, bo… w końcu gniły.

w oficjalnie królujący akademizm. Dzieło prowan-

Artysta potrafił miesiącami, a nawet latami „koń-

salczyka nie znajdowało również uznania wśród

czyć” ten sam obraz odkrywając nowe „właściwości”

artystów tytułujących się mianem „awangardy”,

tkwiące w portretowanych obiektach. Malarskie

krytykowane przez nich za zbyt tradycyjną kom-

dzieło stanowiło dla niego rezultat długiej oraz

pozycję. Cezanne podzielając niechęć młodych

wnikliwej intelektualnej pracy. W jego pejzażach

twórców wobec nieudolnych, akademickich prób

trudno dostrzec migotliwą grę światła i ulotność

ożywienia klasycystycznych wzorców, pozosta-

impresjonistycznych płócien. Świat prowansalczy-

wał pod silnym urokiem twórczości dawnych mi-

ka posiada „ciężar”, solidność i powagę. Na twa-

strzów. Podziwiał bogactwo intelektualne i war-

rzach portretowanych postaci niełatwo odnaleźć

sztat włoskich oraz hiszpańskich szkół minionych

jakiekolwiek emocje. Zastygłe w skromnych po-

wieków. Rodzącej się awangardzie zarzucał brak

zach zdają się w ciszy opowiadać historię swoich

systematycznej i wnikliwej analizy problemu, sze-

losów. Wewnętrzny spokój prostych scen scala pre-

roko pojętej malarskiej formy. Doceniając tech-

cyzyjnie zbudowaną konstrukcję obrazu.

niczne nowatorstwo młodych twórców krytyko-

Paul Cezanne, unikając patosu czy egzaltacji

wał ich zbyt emocjonalne i lekceważące podejście

wielkoformatowych płócien o mitologicznej bądź

do tradycyjnej kompozycji. Cezanne dostrzegał

historycznej tematyce, przypomniał o istnieniu

konstrukcyjne braki i formalną powierzchowność

w sztuce stałych, obiektywizujących ją wartości.

nowych malarskich kierunków. Studiując wni-

Starał się oddzielić to, co istotne, stanowiące ko-

kliwie dawnych mistrzów zdawał sobie sprawę,

nieczny, nieredukowalny element dzieła sztuki od

czego nie dostrzegali współcześni: z budującej

tego, co przypadkowe i zbędne. Poruszaną w swo-

obraz wielości wzajemnie nakładających się na

ich obrazach tematykę traktował drugoplanowo

siebie elementów. Podziwiał klasyczną, przemy-

zwracając przede wszystkim uwagę na podsta-

ślaną i wykończoną w każdym szczególe, kompo-

wową rolę malarskiego warsztatu. Pozostając pod

zycję płótna. Jednocześnie, daleki od epigonizmu

silnym urokiem zmysłowego piękna, kolorystycz-

neoklasyków, wnikliwie studiował naturę chętnie

nego bogactwa otaczającej go przyrody, daleki

wykorzystując techniki impresjonizmu. Pragnął

był od pustego, pozbawionego treści estetyzowa-

połączyć „plenerową naturalność” dywizjonizmu

nia. Za pomocą plamy barwnej i geometryzującej

z tradycyjną konstrukcją płótna.

kompozycji rekonstruował niedostrzegalny dla

(...) Dojrzała twórczość Cezanne’a, wolna od

fot. Jacek Soliński

ur. 1981 w Bydgoszczy. Absolwent V LO w Bydgoszczy. Ukończył filozofię na wydziale UMK w Toruniu oraz Zarządzanie Kulturą na UJ w Krakowie. Zajmuje się krytyką literacką i plastyczną. Współpracuje z pismem artystycznym „Format” jako korespondent londyński. Publikuje w sopockim „Toposie”. Aktualnie zajmuje się pracą poświęconą problematyce estetyki brzydoty w dziele Luciana Freuda.

niewprawionego oka ukryty porządek rzeczy.

ekspresji i gwałtowności wczesnych płócien, ma w sobie coś z aktu kontemplacji. Ambroise Vollard,

Lekcja Cezanne’a, w: „Topos” nr 4 (95), 2007

139

Rozwój intelektualny Krzysztofa Stachewicza śledzę od 1999 r., to jest od momentu podjęcia się przygotowania recenzji jego doktoratu, w którym poddał analizie argumenty wysuwane ze strony fenomenologicznej etyki wartości Dietricha von Hildebranda wobec tomistycznej etyki prawa naturalnego. Na podstawie badań podjętych w rozprawie doktorskiej wyszła potem w krakowskim wydawnictwie

Universitas jego książka W poszukiwaniu podstaw moralności (Kraków 2001). Wiem, że praca ta została dostrzeżona przez czołowych polskich filozofów moralności jako bardzo interesujący wkład w rozpoznanie współczesnych dróg badania podstaw etyki. Przez kolejne lata publikacjami i uczestnictwem w konferencjach wyrobił sobie opinię kompetentnego znawcy badań nad aksjologicznymi i antropologiczny-

mi fundamentami etyki. Dorobek Krzysztofa Stachewicza należy do aksjologii i filozofii moralności, a w perspektywie normatywnej rozpościera się między etyką wartości a personalistyczną etyką dialogiczną. (...) Bardzo wysoko oceniam jego dorobek naukowy. Jestem przekonany, że mamy do czynienia z badaczem już dojrzałym pod względem metodologicznym, sumiennym analitykiem

podstaw etyki, wyedukowanym na poważnych lekturach, odważnie a zarazem z niezbędna dozą ostrożności stawiającym swoje przemyślane tezy co do możliwości ugruntowania treści doświadczenia moralnego w metafizyce ludzkiego „bycia” skierowanego ku innemu „byciu”. prof. Ryszard Wiśniewski (UMK)

KRZYSZTOF  STACHEWICZ

dr hab. filozofii, mgr historii, mgr teologii, profesor UAM w Poznaniu (w 1991 magisterium z historii na UMK – Ruch księży patriotów w Polsce Ludowej u prof. R. Kozłowskiego; w 1993 magisterium z teologii w zakresie filozofii na UAM – Wartości moralne i pozamoralne w koncepcji Romana Ingardena u ks. prof. A. Siemianowskiego; w 1999 dr n. hum. w zakresie filozofii UMK – Etyka prawa naturalnego a etyka wartości. Dietricha von Hildebranda krytyka klasycznej idei prawa naturalnego; w 2006 dr hab. n. hum. w zakresie filozofii UMK – Problem ugruntowania moralności. Studium z etyki fundamentalnej). Autor dwóch książek (W poszukiwaniu podstaw moralności. Tomistyczna etyka prawa naturalnego a etyka wartości Dietricha von Hildebranda, Kraków 2001 oraz Problem ugruntowania moralności. Studium z etyki fundamentalnej, Warszawa 2006) oraz około 60 artykułów, rozpraw i recenzji. Uczestnik wielu konferencji naukowych. Zajmuje się głównie etyką i antropologią filozoficzną.

140

Filozofia jest dla człowieka sprawą niezmiernie ważną, gdyż umożliwia mu prawdziwy, źródłowy kontakt z rzeczywistością. [...] Poznanie filozoficzne stanowi prototyp poznania w ogóle. Człowiek to poniekąd anima natura‑ liter philosophica. Filozofia fenomenologiczna zapewnia człowiekowi czysto egzystencjalny kontakt z rzeczywistością, obcowania z tym, co istnieje. Nie ma tu mowy o jałowych spekulacjach systemowych na pojęciach. W poszukiwaniu podstaw moralności, Kraków, 2001, s. 196 W swym zapisie – można by powiedzieć – partytura ludzkiego bytowania ma charakter aksjologiczny, ale jej źródło tkwi w fundamencie wszystkich egzystencji ludzkich, którym jest istnienie, bycie. Etyka próbuje zdekodować uniwersalną treść tych partytur, a metafizyka moralności próbuje zinterpretować fakt ich zobowiązującego istnienia, jej sens. Chce podjąć pytanie co musi być, jeżeli istnieją swoiste paradygmaty moralnego egzystowania człowieka? Problem ugruntowania moralności, Warszawa, 2006, s. 195 W sensie potocznym spotkać kogoś to tyle, co zetknąć się z nim, natknąć się na niego, znaleźć się w czyjejś obecności, być świadomym jego bycia-tu-oto. Spotkaniem jest krótka, przelotna rozmowa z długo nie widzianą osobą, a nawet bezsłowne pozdrowienie na ulicy. Zobaczyć kogoś, widywać go, zetknąć się z kimś lub z czymś (spotkać można zatem także byty a-personalne) – te czasowniki stanowią podstawę tworzenia rzeczownika „spotkanie” rozumianego potocznie. Dwudziestowieczna filozofia dialogu uczyniła jednak ze spotkania techniczny termin, dookreślając jego sens i znaczenie. Generalnie rzecz ujmując, dla dialogików spotkanie jest najbardziej znaczącym wydarzeniem w życiu osoby ludzkiej. Spotkanie z Drugim jest wręcz konstytu-

tywne dla zaistnienia ja osobowego. Ja staję się sobą w kontakcie z Ty, spotkanie leży zatem u genezy mojej egotycznej z natury świadomości osobowej. Problem ugruntowania moralności, s. 169 Spotkanie w sensie potocznym, jako zetknięcie się człowieka z człowiekiem, doświadczenie jego obecności, jest dla sytuacji moralnie doniosłej czymś konstytutywnym. Wszak jest ona współtworzona przez człowieka zagrożonego w jakichś fundamentalnych dla swego życia wartościach, zagrożonego przez jakąś formę zła. Oto ktoś potrzebuje pomocy. Jego życiu czy zdrowiu zagraża niebezpieczeństwo. Czuję, że powinienem działać, coś zrobić, aby groźbę wiszącą nad drugim człowiekiem oddalić. Ów ktoś nadaje pewnym formom aksjologicznym, które są we mnie obecne choćby habitualnie, treść, materię, ożywia je, nadaje im zobowiązującą moc. Dla czynu moralnego, dla jego warstwy motywacyjnej, ma to pierwszorzędne znaczenie. Czy można być sprawiedliwym, wiernym, odpowiedzialnym poza kontaktami z drugim człowiekiem? Czy absolutny samotnik lub rozbitek rzucony na bezludną wyspę miałby jeszcze jakieś zobowiązania moralne? Czy wina moralna wiąże się z poczuciem wyrządzenia zła Drugiemu czy też wynika ze świadomości pogwałcenia świata wartości? Wszak jestem dobry lub zły moralnie odnośnie do kogoś, a nie po prostu respektując jakiś abstrakcyjny porządek aksjonormatywny. Czym byłaby wierność w miłości oblubieńczej bez istnienia w horyzoncie mojego doświadczenia kogoś, z kim związała mnie miłość? Czym byłaby sprawiedliwość, gdyby nie zaistniał w przestrzeni mojego doświadczenia życiowego żaden człowiek? Te pytania wyraźnie wskazują na źródłowo międzyosobowy charakter moralności. Problem ugruntowania moralności, s. 170

Siłą twórczości Joanny Stasiak jest wiara we wciąż niewyczerpane możliwości malarstwa i równocześnie w realność mitycznych pokładów rzeczywistości. Te dwie warstwy jej wiary mają pełne pokrycie w osobistym talencie i w wielkim zaangażowaniu w sprawy sztuki. Cel, jaki stawia przed sobą Joanna Stasiak, jest piekielnie trudny, chyba najtrudniejszy – tworzenie sztuki pełnej wyrazu a bez ekspresji, przez odwoływanie się do widocznych znaczeń. Czyni to przez samą tylko ukonstruowaną materię malarską. Bo przenikająca wszystko rzeczywistość mityczna jest przedprogowa, przedznaczeniowa. Ta rzeczywistość mityczna

prowokuje tu tylko pewne napięcia konieczne do tego, by zaistniała prawdziwa sztuka. Z bardzo bliska obrazy – zwłaszcza pejzaże  – wydają się tu być zbiorem plam abstrakcyjnych. Z właściwej odległości stają się konstrukcją wizualną przedstawioną dzięki znakomitej znajomości praw psychologii percepcji. Służy temu świetne operowanie działaniem walorowym, mistrzostwo w operowaniu czysto położonymi, szerokimi plamami barwnymi. I często - jakże daleko posunięta przejrzystość koloru. Lekcja Poussina, którą artystka przerobiła bardzo gruntownie, dawała już coraz wyraźniejsze owoce w „pejzażach klasycznych” i w wielu obra-

zach z paru lat ostatnich. Pejzaż u tej malarki nabiera swoistych cech znaku, staje się metaforą świata w ogóle, rzeczywistości, jakimś aluzyjnym obrazem egzystencji. Choć Joanna Stasiak operuje na ogół kolorem zdecydowanym, nic nie jest bardziej obce jej wrażliwości niż mentalność impresjonistyczna z jej sposobem traktowania koloru i impulsów, płynących ze świata. U Joanny Stasiak obraz, najbardziej nawet napełniony żarem koloru, jak np. niektóre obrazy z cyklu Bachantek, jest zawsze zbudowany, skonstruowany. Niektóre pejzaże są niemal tak, jak kubistyczne, tyle że bez kubistycznej stylistyki.

Joanna Stasiak należy do bardzo rzadkich przykładów artystów dzisiejszych, odnajdujących wciąż żywą inspirację w wielkich dziełach literatury antycznej – tak było w nawiązujących do Homera scenach spotkania z Argosem, tak jest teraz w przypadku Bachantek Eurypidesa. Oryginalność dla Joanny Stasiak nie leży bynajmniej w nieuporządkowanym wyszukiwaniu nowości, lecz w sile widzenia spraw sztuki i świata. Jest to twórczość niezwykle uniwersalna i do poziomu uniwersalności podnosi widoczne niekiedy inspiracje lokalne. Wojciech Skrodzki

JOANNA  STASIAK 1

2

3

4

6

5

7

1 – Vedute ideati, olej, płótno, 100×140 cm, 2007, 2 – Impresja klasyczna, olej, płótno, 50×100 cm, 2007 3 – Tama, olej, płótno, 70×100 cm, 2007, 4 – Odbicie II, olej, płótno, 60×60 cm, 2008 5 – Odbicie I, olej, płótno, 60×60 cm, 2008, 6 – Tama, olej, płótno, 100×140 cm, 2007 7 – Oczekiwanie, olej, płótno, 140×100 cm, 2008

ur. 1965 w Łodzi. Studia na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu. Dyplom uzyskała w 1989 w pracowni prof. J. Kaczmarskiego. W 1991 podyplomowe studia w The Ruskin School of Drawing and Fine Art w Oksfordzie, pod kierunkiem prof. Stephena Farthinga. 1998 wyjazd do Paryża na stypendium Funduszu Pomocy Niezależnej Literaturze i Nauce Polskiej. Dwumiesięczny pobyt poświęcony interpretacjom ostatniego obrazu Poussina Apollo zakochany w Dafne. Współautorka z J. A. Zielińskim podręczników do szkoły podstawowe i gimnazjum z cyklu „ Świat sztuki”, WSiP. Od 1996 prowadzi autorską Galerię In Spe (www.in-spe.art.pl). W 2002 przygotowała m.in. wystawę, Gwasze, akwarele, rysunki Andrzeja Wróblewskiego. Inedita. W l. 20062008 była dyrektorem Instytutu Edukacji Artystycznej Akademii Pedagogiki Specjalnej im. M. Grzegorzewskiej w Warszawie. Jej staraniem Instytut przeniósł się do wyremontowanego budynku przy ul. Spiskiej 16. Wystawy indywidualne: 2008 – International Committee of the Red Cross Genewa, Salon Sztuki 49, Warszawa; 2007 - International Corporate Services, Genewa; Galeria Autorska Jana Kaji i Jacka Solińskiego, Bydgoszcz; 2006 – Instytut Polski, Sofia; Galeria Krytyków Pokaz, Warszawa; 2005 – Miejska Galeria Sztuki, Częstochowa; Muzeum Regionalne, Radomsko; Galeria Pryzmat, Kraków; 2004 - Galeria Krypta u Pijarów, Kraków; 2003 – Galeria BWA, Olsztyn; 2000 – Galeria Uniwersytecka, Olsztyn; „Wieża Ciśnień”, Konin; Galeria BWA, Gorzów Wielkopolski; 1999 – Galeria DAP, Warszawa; Galeria EL, Elbląg; 1998 – Galeria Krypta u Pijarów, Kraków; KMPK, Warszawa-Żoliborz; Galeria In Spe, Warszawa; 1992 – Mały Salon Galerii Zachęta, Warszawa; 1991 – The Ruskin School of Drawing and Fine Arts, Oksford, Wielka Brytania.

141

(...) Tworzywem tych prac – obrazów są rzeczy zużyte: różnorakie tkaniny, figurki, lalki. Mogłyby trafić na śmietnik, mogłyby się na coś przydać. W zaskakujących konfiguracjach znalazły się w galerii sztuki zyskując nową funkcję. To tak, jakby nie przestając być tym, czym były pierwotnie, zyskały nowe życie. Jak się zdaje, Marian Stępak tworzy te prace w głębokim namyśle nad trwałością i nietrwałością. Przypomina się tu zdania św. Pawła, który w I Liście do Koryntian mówi, że przemija postać świata. Przemija czyli przemienia się. Nie znika, trwa. Zmienia się tylko sposób istnienia rzeczywistości. (...)

Rzeczy, które są tworzywem prac plastycznych Mariana Stępaka miały się podobać, stroić, przyozdabiać, bawić. Oczywiście, nie są one ładne. Czy kiedykolwiek były? Owszem, łatwo byłoby zadrwić z wyobrażenia piękna, gustu estetycznego tych, którzy je zrobili (ściślej: wyprodukowali) i tych, którzy ich używali, którym się podobały – gdzieś w oddaleniu od przestrzeni, o których skłonni bylibyśmy powiedzieć, że są artystyczne. (...) Nawiązując do symboliki chrześcijańskiej – poprzez krzyż będący znakiem Chrystusa, drzewa życia poprzez

trójkąt będący znakiem światła, Trójcy Świętej – Marian Stępak wyraża przekonanie, że szukając świata wskazanego przez te znaki, znajdzie się go. Artysta odwołuje się do powszedniości, do pospolitości, do rzeczy marnych. One niszczeją, ale to przecież jest naturalne. Przemijają, przemieniają się, a z nimi wszystko inne. Artysta wnika w rzeczywistość wybierając jej gorszą cząstkę, spoza wyobrażeń o tym, co wartościowe, a przynajmniej cenne. (...) Jego prace zatem dziwią, bawią, trwożą. Rzeczy będące materią plastyczną i aranżacje współtworzą prze-

strzeń zarazem zwyczajną i niezwykłą. Artysta dokonuje wyboru materii, z powściągliwością w nią malarsko ingeruje. Kształtuje ją i wybiera miejsca, w których rzeczy mają się znaleźć. (...) W artystycznej postawie Mariana Stępaka jest coś niezwykle ważnego w życiu i sztuce: czułość. Dzięki niej możemy podważać oczywistości, oswajać złudzenia i zobaczyć w rzeczach to, czym są i czym mogą być. I coś więcej... Rzeczy są bowiem jak słowa. (...) Jerzy Rochowiak

MARIAN  STĘPAK 1

ur. 1957 w Koronowie. Ukończył PLSP w Bydgoszczy, studia odbył na Wydziale Sztuk Pięknych UMK, dyplom zrealizował w pracowni malarstwa prof. Stanisława Borysowskiego w 1983. Od 1984 był asystentem w tejże pracowni. Od 1995 pracuje w Zakładzie Plastyki Intermedialnej, obecnie jest profesorem w macierzystej uczelni. W 1991 zainicjował działalność galerii Nad Wisłą, która funkcjonuje do chwili obecnej, jednoosobowo zorganizował w niej ok. 120 wystaw. W 1992 został współzałożycielem Fundacji Praktyk Artystycznych „i...”, która zorganizowała kilkanaście dużych wystaw, tj.: Ogólnopolskie Spotkania Twórców i Wystawy Wielkanocne. Za tę działalność w 2000 został uhonorowany odznaką Zasłużonego Działacza Kultury przyznaną przez Ministra Kultury. Od 1994 jest konsultantem Krajowego Funduszu na rzecz Dzieci w Warszawie, prowadzi również plenery dla stypendystów tegoż Funduszu. W latach 1996-1999 był członkiem zespołu redakcyjnego „Przeglądu Artystyczno-Literackiego”. Jest autorem ponad 40 wystaw indywidualnych w kraju i zagranicą.

142

2

3

1 – Piramida I, 2003, (schodkowa). Złożona z 19 elementów o największej podstawie 220×220 cm i najmniejszej 20×20 cm, wysokość 171 cm. Deski i płyty pilśniowe obite zużytymi tkaninami w desenie o motywach zwierzęcych, 2 – Piramida III, 2004. Podstawa złożona z boków trapezowatych o wymiarach: dół- 250×250 cm, góra 1,60×1,60 cm. Element górny złożony z trójkątów równoramiennych o podstawie 140×140 cm i ramionach 155 cm. Wysokość obiektu: 212 cm. Płyta paździerzowa obita zużytymi tkaninami, 2 – Piramida III, 2008. Podstawa 210×210, wysokość 245 cm. Zbudowana ze starych ubrań i tkanin.

Paweł Szydeł jest autorem dwóch tomików poetyckich wydanych przez Krajeńskie Stowarzyszenie Kulturalne: Niebo nie dla nieobecnego (2000) i Złorzeczę prawu ciążenia (2005). Jego poezja powstająca z dala od zgiełku grup literackich i miejskich środowisk kulturalno-artystycznych jest głosem wyciszonym, prywatnym, peryferyjnym, a jednocześnie poważnym, dojrzałym, wynikającym z doświadczenia najbliższej okolicy – domu, podwórka, wsi, prowincji, a także rodziny i lokalnej społeczności. Ten głos, w pierwszym tomiku dramatyczny, rozdarty, ciemny, w drugim ustatecznia się, zabarwia ciepłym humorem, rozjaśnia. Sądząc po nowych wierszach Pawła Szydła publikowanych

w pismach literackich, poeta ten podróżuje już po okolicach dalszych, a tym samym poszerza oraz czyni bardziej pojemną frazę swojej poezji, pogłębia jej perspektywę poznawczą i podnosi jej rangę filozoficzno-artystyczną. Ponadto Paweł Szydeł od lat redaguje internetowy kwartalnik artystycznoliteracki „Pobocza” – „ukazujący się” w językach: polskim, czeskim, serbskim i słoweńskim oraz organizuje Międzynarodowe Spotkania Poetyckie noszące tę samą co pismo nazwę, w ten sposób konfrontując swoje małoludne, peryferyjne pobocza z kulturą literacką Europy Środkowej. Wojciech Kass

Paweł Szydeł rozpoznawał rzeczywistość buntem, ale na buncie nie poprzestał, bowiem to, co sprawdza się w wymiarze kontestacji, niekoniecznie przydaje się w wymiarze afirmacji. A autor wiersza Wierzę jest poetą, którego temperament predysponuje raczej do zaklinania, niż przeklinania świata. Stąd tak widoczna w tomie Złorzeczę prawu ciążenia determinacja w poszukiwaniu tych wartości, które dawałyby trwalszy punkt oparcia. Zdaje mi się, że autor/ bohater tych wierszy stawia na triadę: uczucie, wiara, pamięć. Grzegorz Kociuba

Jest to poezja dojrzała, zdolna utrwalać świat i ujmować go w cudzysłów refleksji, powściągliwa i otwarta na każde doświadczenie. Prosta, a zarazem świadoma własnych środków i skondensowana: po przeczytaniu pięćdziesięciu stron ma się wrażenie, że była to długa opowieść o życiu, z inicjacją, edukacją, rytuałami i „zrywaniem łańcuchów”. Poezja, która zapisuje znaczące chwile, chwytająca niby to przypadkowe objawienia momentalnego świata. prof. Andrzej Lam

PAWEŁ  SZYDEŁ pieśń o wspaniałej wyspie Thule

padają jedna za drugą królewskie sosny

wielu mówi i śpiewają o tym w pieśniach że na krańcach Zachodniego Oceanu za ostatnią z wysp gdzie nie dotarł jeszcze żaden ani handlowy ani rybacki ani nawet wojenny statek leży upragniona Thule kraina gdzie wszyscy są weseli a w rzekach płynie wino i miód

zarżnięte motorową piłą

ale nawet tam chłopi o ogorzałych twarzach i szerokich jak wrota stodoły barach zaraz po wschodzie słońca wychodzą w pole w pocie czoła orzą nieprzystępną skąpą ziemię rzucają w nią ziarno a potem długo i cierpliwie zanoszą modły do swoich kapryśnych bogów i czekają na obfite plony które prawie nigdy nie wystarczają do następnych żniw rybacy podobnie jak ci z Pernambuco Bangladeszu albo z Egejskiego Morza w swoich małych śmiesznych stateczkach codziennie wypływają na połów by przed wieczorem ze spuszczonymi głowami suszyć i naprawiać stare wysłużone sieci które być może właśnie jutro zapełnią się po brzegi okazałymi dorszami halibutami i flądrami pasterze odganiając wygłodniałe wilki pędzą swoje beczące chude stada z każdym dniem dalej i dalej od zagrody tam gdzie trawa jeszcze nie całkiem sucha aż na drugą stronę stromych nieprzyjaznych gór nawet kupcy którym wszyscy zazdroszczą raz po raz napadnięci przez rabusiów ledwie uchodzą z życiem tracąc cały swój dobytek tylko czasami wieczorem wszyscy biorą na tańce swoje spocone tłuste baby wielkimi jak bochny chleba twardymi łapskami chwytają je za rozłożyste biodra i pijani wirują w rytm muzyki a potem oszołomieni wracają do swych lichych starych chat by beznamiętnie i jak najszybciej spłodzić kolejną gębę do wyżywienia i tylko jeden wiejski głupek co żadnego porządnego zajęcia nie ma żeby tamtym jeszcze chciało się żyć układa nową pieśń o wspaniałej wyspie Thule gdzie wszyscy są weseli a w rzekach płynie wino i miód

na maszty najwspanialszych jachtów którymi twoi kompani opływając bornholmską wyspę ruszą razem z tobą na północne i norweskie morze a może nawet przy sprzyjającym północnym wietrze mijając cienie dawnych konkwistadorskich żaglowców zawijających do tajemniczego Kadyksu dotrą najpierw do skalistego wybrzeża Kalist a później śladem greckich żeglarzy do stolicy walecznych Achajów pokłonić się greckim bogom których ołtarze każdego roku depczą miliony par markowego obuwia na kuchenny stół po którym być może potoczą się żółte i czerwone jabłka prosto z drzewa które zasadziłeś własną ręką blisko swojego wiejskiego domu a potem mebel ten będzie już tylko kłopotliwym spadkiem dla twoich nowoczesnych dzieci które owoce kupują wyłącznie w hipermarkecie na zapałki i ich zmyślne pudełeczka na których dzisiaj nie wypisuje się haseł że dziecko i zapałki to pożar bo dzieci nasze mają już zabawki o wiele bardziej groźne niż banalne patyczki powleczone z jednej strony siarką na papier którego przecież tyle potrzeba by mogła się ukazać poranna gazeta dla każdego który chce wiedzieć że na drugim końcu planety jednocześnie bezpowrotnie giną kolejny bogu ducha winien przechodzień i innemu bogu winny ducha terrorysta na trumnę która zgnije razem z twoim martwym ciałem

ur. 1963 w Więcborku. Poeta, prozaik, redaktor, polonista. Debiutował wierszem ...mój głos protestu w 1981 na łamach dwutygodnika „Kujawy”. Po 1989 wiersze, prozę i artykuły krytyczne publikował w prasie literackiej, m.in. w „Autografie”, „Przeglądzie Artystyczno-Literackim”, „Wyrazach”, „Magazynie Literackim”, „Akancie”, „Poboczach”, „Toposie”, „Bohemie” oraz w pismach zagranicznych: „Psi vino” (Czechy), „Weles” (Czechy), „Dziejaslov” (Białoruś), „Treci Trg” (Serbia), „Lirikon21” (Słowenia), „Navyhod” (Czechy), „Zarys” (Niemcy). Pomysłodawca, współzałożyciel i od 1998 redaktor naczelny wielojęzycznego Kwartalnika Literacko-Artystycznego „Pobocza”, poświęconego kulturze krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Od 2004 współorganizator środkowoeuropejskiego festiwalu literackiego pn. Międzynarodowe Spotkania Poetyckie – POBOCZA. Jego wiersze były tłumaczone na języki: czeski, serbski, białoruski, słoweński, niemiecki i angielski. Wydał dwie książki poetyckie: Niebo nie dla nieobecnego (2000), Złorzeczę prawu ciążenia (2005).

143

Postać Szymona Słupnika musiała zajmować autora od wielu lat. (…) Teraz, po latach, powrócił do tej postaci, powierzając jej swoje obserwacje, punkt odniesienia umieszczając na słupie, odcinając się trochę od świata (pełna izolacja jest niemożliwa). Być może z potrzeby zamyślenia, żeby refleksji nie mącił szum codzienności. (…) Skoro nie bunt ani asceza, zapytajmy, co zatem wypełnia okładki tomu K. Szymoniaka? Wiersze te, to rozważania, suma wiedzy o bycie, namysł nad przebytą drogą z prologiem, który wprowadza bohatera na oświetloną scenę, tego bohatera, który w kieszeniach ma jeszcze zapomniane bilety z dawnych podróży i czasem udaje mu się dopaso-

wać do tych kwitów przeszłości jakieś obrazy. Krzysztof Grzechowiak ze wstępu: Krzysztof Szymoniak, 29 prac Szymona Słupnika, Bydgoszcz 2007

Wiersze Krzysztofa Szymoniaka to niemal wyłącznie teksty autotematyczne. Każdy z nich, nawet najdrobniejszy, chciałby być syntezą całego życia, każdy jest podsumowaniem czegoś lub rozliczeniem się z kimś lub czymś. Temu zamysłowi odpowiada na płaszczyźnie formalnej dążenie do czystego tonu i powagi stylu, do prostoty obrazowania, do oddania fundamentalnych dla człowieka uczuć i odczuć, takich jak miłość (lub jej brak), niespełnienie, przemijanie itp. Życie

bohatera tego tomu wierszy poddane jest bowiem oddziaływaniu jakiejś siły fatalnej. Oto człowiek, który składa się z pustych miejsc po miłości, z głodów i niespełnień. Nie mogąc nasycić się światem i ziemskimi pokarmami, próbuje ułożyć się z tym, czego nie może posiąść. Krzysztof Kuczkowski ze wstępu: Krzysztof Szymoniak, Wszędzie, skąd wracałem, Bydgoszcz 2006

Autor wrzuca swych bohaterów w to stadium ich biografii, w którym jest się od razu dojrzałym do cierpienia we wszelkich jego najbardziej dolegliwych postaciach (…), kreuje świat jednorodnie

czarny, pozbawiony nadziei i konsolacji, a jednak ta jego ciężka i mroczna monochromia zdaje się posiadać wąskie szczeliny, przez które przenika promień światła – tęsknota do miłości, piękna, harmonii; podmiot objawia nie tylko wrażliwość na zło, ale i potrzebę czystości, pragnienie duchowego odrodzenia, pragnienie sensu – pewną światłoczułość – dobro wyjątkowe i jakby nie z tego świata, a jednak, i być może właśnie dlatego, wspierające byt, ocalające istnienie, uzasadniające wartość życia i wartość poezji. Piotr Siemaszko ze wstępu: Krzysztof Szymoniak, Światłoczułość, Bydgoszcz 2009

KRZYSZTOF  SZYMONIAK

fot. Jan Kaja

ur. 1953 w Kępnie. Absolwent filologii polskiej UAM, poeta, prozaik, dziennikarz. Od 2000 wykładowca akademicki: uczy dziennikarstwa, prawa prasowego oraz wiedzy o mediach w Instytucie Językoznawstwa UAM. Publikuje od 1977. Współzałożyciel, wraz z K. Kuczkowskim, Gnieźnieńskiej Grupy Poetyckiej „Drzewo”. Od 30 lat zaprzyjaźniony z Galerią Autorską. Opublikował zbiory wierszy: Żony poetów (1985), Oszustwo (1987), Czarna rzeka (1990), Martwa natura z człowiekiem (2001), Wszędzie, skąd wracałem (2006), 29 prac Szymona Słupnika (2007 – uznana w Gnieźnie za wydarzenie artystyczne roku), Pokój bez okien (2009), Światłoczułość (2009) oraz, wspólnie z Krzysztofem Kuczkowskim, książkę poetycką Stado. Nasza mała metafizyka (1995). Jego wiersze trafiły do kilku antologii, w tym do zbioru Świadectwo obecności (1996) i antologii poezji kontrkulturowej Droga do Ashramu (1998). W 2005 ukazała się także jego pierwsza książka prozatorska Epizody. W latach 2008-2009 wydał trzy zbiory rozmów: Rozmowy w ciemni (o fotografii), Rozmowy za sztalugą (o malarstwie) oraz Rozmowy na dwa głosy (o śpiewaniu i chóralistyce).

144

***

o możliwościach

stan zdziwienia

wszędzie skąd wracałem pytano mnie o sposób konstruowania latawców o nierozwiązane tajemnice Wyspy Wielkanocnej o liczbę diabłów na czubku szpilki

od lat nie ruszam się z miejsca mapy wyrzuciłem i spaliłem mosty mogę jednak odbywać dalekie podróże mogę podejmować wyprawy w głąb siebie i na skraj wszechświata

napaliłem w piecu więc jest ciepło słucham muzyki jest przyjemnie leżę na tapczanie nic mnie nie boli więc nie martwi mnie brak pieniędzy piję rzadko lubię się gimnastykować moja głowa spoczywa na żółtej poduszce więc leżę zawsze chciałem być perkusista lub pisarzem nic z tego nie wyszło ale w zamian często myślę o kobietach które znam o których zapomniałem dla których warto jeszcze pożyć nie oszukiwałem żadnej przekonywałem je że nie nadaję się na ojca męża kochanka nie uwierzyły ale to nie powód aby zmieniać zdanie lub udawać przemianę poza tym potrzebna jest mi cisza dlatego nie zatrzymuję się nad żadną sprawą dłużej niż to jest konieczne nie komplikuję sobie życia ponad konieczną tutaj miarę tak to prawda byłem w wielu dziwnych miejscach wypełniałem wiele dziwnych misji pracowałem jak bydlę i jak geniusz niewiele z tego zostało a teraz leżę z dłońmi na brzuchu i z głową na żółtej poduszce ogarnia mnie stan zdziwienia

wszędzie skąd wracałem zlecano mi zadania ponad ludzką miarę oczekiwano ode mnie sukcesów a także wmawiano mi historię wielką i przyszłość niewątpliwą wszędzie skąd wracałem został po mnie na piasku ślad stopy i odcisk dłoni zostały po mnie gazetowe slogany będące dzisiaj kluczem do opisu zaginionych krain

wspomnienie pamiętam cię w nowych półbutach buciki były wiśniowe a pięty obtarte przyjechałem z daleka po nieprzespanej nocy wysiadłem z pociągu na peron dworca który przypominał baśniową krainę ze stadem gołębi zrywających się do lotu czekałaś na mnie z kiścią winogron ja miałem dla ciebie litrowy słój morskiej wody z biała muszlą i połyskującym na dnie bursztynem zaraz też idąc w dwuszeregi domów między sieć spojrzeń i niewiarę ludzi zaszyfrowaliśmy czas naszym ulubionym zdaniem: drewno jest ciepłe może być krzesłem łodzią łóżkiem okiennicą

zwietrzał już zapach kobiety nie odróżniam krzyku przekupki od jazgotu sroki mogę jednak spokojnie kochać rozpamiętywać cud tęsknoty spełniać przysięgę wierności odstawiłem księgi filozofów a biblioteczną ciszę zamieniłem na ciszę granitu mogę jednak rozeznać się w prawdach i wartościach mogę milczeć na każdy temat mogę pytać zgiełk świata jest tylko szumem bez adresu a potrzeby ciała tylko formą postu i nadziei mogę jednak trwać nasłuchując bicia serca dokarmiając osy budujące gniazdo w szczelinie kamienia

*** kobieta o antycznym imieniu napisała do mnie list a w tym liście znalazły się słowa: gdy żyłeś już będąc małym chłopcem mnie jeszcze w ogóle nie było ani małej ani średniej ani mądrej ani ładnej ani brzydkiej a świat już wtedy istniał i ty byłeś w nim i zbierałeś motyle i suszyłeś je dla nas je łapałeś dla tych co przyszli po tobie żeby wiedzieli że świat na nich się szykował a gdy był już gotów wychynęliśmy z nicości i teraz czytamy książkę o czasach gdy nas nie było

autoportret nadchodzi mrok i cisza śnią mi się młode  kobiety których nigdy już nie odnajdę po przebudzeniu patrzę w lustro i widzę zmęczenie o twarzy starego komedianta

przed podróżą w ogrodzie już zima na wiśni kołysze się plaster słoniny w gałęziach furkoczą sikory mój plecak spakowany przede mną droga i ciche niespieszne z Bogiem razgawory

Doświadczenie poezji konkretnej owocuje dzisiaj pietyzmem w traktowaniu słowa. Namysł, klarowność wypowiedzi przedkłada poeta nad formalne wirtuozostwo dążąc do maksymalnej przezroczystości semantycznej.(…) Niektóre jego utwory, dzięki powtórzeniom wersów, użyciu rymów i rytmizacji, przypominają piosenki, zupełnie jakby poecie nie wystarczała dość nobliwa formuła tomiku wierszy…(…) Mamy tu do czynienia z poezją głęboko świadomą

swojego miejsca – na mapie geograficznej, historycznej, językowej wreszcie. Jarosław Jakubowski Jest to teraz poezja skupionej uwagi, poezja bardzo osobista, wręcz intymna, uniwersalizująca przeżycie jednostkowe, indywidualne i codzienne, a zarazem ujawniająca niezwykłość, głębię i wieloznaczność faktów pozornie prozaicznych. (…) Jan Wach kreuje wyrazistą osobo-

wość podmiotu – człowieka świadomego swych możliwości, ale i ograniczeń, boleśnie zranionego życiem, przeświadczonego o niedoskonałości i niespójności świata, ale też pojednanego ze światem, w nim właśnie poszukującego ukojenia. Piotr Siemaszko  …oba wątki rozumienia i podejścia do sztuki – tradycyjny i nowoczesny – zdają się tworzyć symbiozę. Ten charakter kre-

acji twórczej, poszukującej nowej formy, jednak zbudowany na szacunku do przeszłości, określił na stałe artystyczne credo Jana Wacha. Jacek Soliński Istotą tych utworów jest ustawiczne poszukiwanie, sprawdzanie w zapisie poetyckim formuł wiersza, języka i mowy; wzajemnej przystawalności słów i znaczeń. Krzysztof Soliński

JAN  WACH Z podróży

Ratafia

Ci co niewiele chcą od życia

Lubię jechać przez Mazowsze kiedy pomidory tak się chwalą audiencją u słońca jakby tylko one dostąpiły tego zaszczytu

Sporządzanie ratafii uruchamia myślenie w kategoriach esencji właściwych proporcji a nade wszystko pożądanych związków bardzo skutecznie uczy cierpliwości i powściągliwości by zupełnie już przypadkowo dowieść że nie wszystko zostało zapisane w gwiazdach i nie każdy wyrok spada jak grom z jasnego nieba

Ci co niewiele chcą od życia nigdy nie dojadą do Jeleniej Góry

Jeśli miałbym kiedyś napisać rzecz o próżności ich obraz będzie wzorem Cieszę się że mi się trafiła przyjemność podziwiania w piękny letni dzień od innych jakby lepszy

Zawsze będą obiekty przykuwające uwagę Zawsze będą obiekty przykuwające uwagę bliska doskonałości ciężarówka której nikt nie wypomni że za dużo pali podobnie jak papierosów kobiecie w srebrnej hondzie widzę je w lusterku przez wiele kilometrów w drodze do wielkiego miasta z którego ludzie wyskakują jak poparzeni w międzyczasie intelektualna rozmowa o ładunku zbyt wielkim na doraźne konkluzje a jednak pozwala dostrzec jak tuż obok zgiełku wybucha cisza z ostrzem noża dotykającym gardła jako motywem przewodnim W drodze powrotnej siłownie wiatrowe i majestatyczne przetwórnie spijające szaleństwo pól uprawnych

Starannie dbają by się nie pojawiło poczucie sukcesu straty czy lęku marzeniem pozostaje łagodny grudzień wesoły trzask palonych polan w kaflowej kuchni Co rano nie rozczulając się zbytnio masują stawy zdecydowani przeżyć wszystko do końca Z przejęciem zbierają złom żelazny a w błogich chwilach tuż po jego sprzedaży wypatrują na ulicach kolejnego najnowszego mercedesa : ten widok napawa ich ogromną dumą

Lokomotywa Pamięci Krzysztofa Solińskiego Poeta odwrotnie niż papier z czasem bieleje coraz bardziej rozpisując się szerzej i szerzej staje się przezroczysty Trudno uwierzyć że przebrany za podróżnego podawał ogień lokomotywie inspirując wiele zdarzeń na licznych dworcach Europy

fot. Jan Kaja

ur. 1955, absolwent I LO i WSP w Bydgoszczy. Animator kultury. W latach 80. XX wieku na emigracji wewnętrznej, rolnik - hodowca świń i koni. W latach 1991-95 prezes Okręgowego Związku Hodowców Koni. Od 1995 wójt gminy Sicienko, najbliższego sąsiada Bydgoszczy. Współuczestnik grupy faktu poetyckiego „Parkan”. W 2004 powołał do życia galerię sztuki ITK Sicienko ściśle współpracującą z Galerią Autorską. Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich – legitymacja nr 1126. Zwartym drukiem ukazały się: Mały opis (1977, poezja), Nekrologi poetyckie (1980, poezja konkretna/wizualna), an ach (1980, poezja konkretna/wizualna), Po sobie (1982, poezja), Miłość bierze się z gry światła (2005, poezja), Zawsze będą obiekty przykuwające uwagę (2007, poezja), Chodźmy na miasto (2009, poezja). W 2005 ukazał się Przewodnik turystyczny, a w 2006 monografia Gmina Sicienko – miejsca i ludzie. W obu przypadkach J. Wach był pomysłodawcą, redaktorem i autorem znacznej części tekstu.

Jedno nie uległo zmianie poezja jest jak dawniej tak niecierpliwa i zachłanna jakby miała tylko jedno życie

145

Kiedy w początkach lat siedemdziesiątych młody artysta wystąpił ze swoim malarstwem, programowo tradycyjnym w zakresie warsztatu, było to konsekwencją realizowanego przez niego programu „alternatywnej awangardy” – poszukiwania wartości duchowych, nadrzędnych w stosunku do manipulacyjnej płaszczyzny sztuki dzisiejszej. Malarstwo to (...) wkroczyło na teren

sztuki określanej u nas jako metaforyczna. Od razu jednak ujawniła się osobność dążeń Wańka od innych propozycji z tego zakresu... W stosunku do sztuki współczesnej artysta przyjmuje postawę negacji w imię wartości, które sztuka ta odrzuca. Ale dzięki temu właśnie jego działalność ujawnia istotne, a spychane poza świadomość aspiracje człowieka i problemy epoki; jest współczesna

podejmując to, czego brak współczesności. Wojciech Skrodzki

(w Wizjonerzy i mistrzowie, Przestrzeń w przestrzeni ss. 61-62) Biblioteka „Więzi” tom 232. Warszawa 2009

HENRYK  WANIEK 1

2

3

4

5

6

7

8

9

fot. Jacek Soliński

lat 67. Emeryt. Sporadycznie zajmuje się rysowaniem. Rzadziej malowaniem. Jeszcze rzadziej wystawianiem. Obecnie pisarz.

1 – Robert Kiesewetter, 23×31,5 cm, 2 – Diogenes z Synopy, 23×28,5 cm, 3 – Św. Augustyn, 20×26,5 cm 4 – J. P. Sartre, 21×28,5 cm, 5 – Karl Marx, 29×41 cm, 6 – Immanuel Kant, 21,5×30 cm 7 – Avicenna, 23×28 cm, 8 – Zygmunt Bauman, 17×24 cm, 9 – Baruch Spinoza, 15×20,5 cm Prace wykonane w różnych technikach z lat 1998–2009

146

(...) W twórczości plastycznej Ryszarda Wieteckiego można odnaleźć kilka rodowodów: począwszy od malarstwa materii poprzez abstrakcję organiczną dochodzimy do surrealizmu. Żadne z tych odniesień nie ma tu jednak wiodącego wpływu. Raczej stanowi materię do artystycznych kompilacji. W żywiole procesu twórczego widać przechodzenie od chaosu poszukiwań do budowania wysublimowanego kształtu kompozycji. Przebyta droga pozwoliła zdefiniować twórcze credo i odnaleźć samodzielność. Artysta dzięki różnorodności tych doświadczeń określił własną stylistykę. Obrazy

Wieteckiego rozpoznawalne są natychmiast. Formuła malarskich przedstawień oparta jest na prostych, czytelnych rozwiązaniach. Wyrazistość obrazu działa jak wizualny komunikat, gdzie forma zdominowała treść. Dyscyplina przekazu została skupiona wokół mocno zaakcentowanego przedmiotu o podkreślonej bryle i epatującej „drapieżnością” fakturze. Lakoniczne w swoim wyrazie kompozycje sygnalizują wątek treściowy tylko rozpoczęty i jakby ukryty – zaszyfrowany. Synteza myśli zawartej w znaku skupia uwagę, intryguje. Sprawia to wrażenie obcowania z jakimś alfabetem lub pismem obrazkowym,

które pragniemy odczytać i zrozumieć. Monumentalne jednobarwne formy, przedstawiane w ostrych tonacjach, działają jak fantastyczne obiekty, które trudno skojarzyć z czymś, co wokół nas istnieje. Malowane fakturalnie bryły wyraźnie wybijają się na pierwszy plan. Pojawiające się zawsze gładkie, białe tło wzmaga kontrast przywodząc na myśl atlas przyrodniczy prezentujący minerały albo skamieliny. Jednak w tych przedstawieniach jest jeszcze coś innego, coś nadnaturalnego i niepokojącego. Autor nazywa te obiekty znaleziskami z przyszłości. Znaki wyobraźni Ryszarda Wieteckiego, wi-

dziane jako ślady z innego świata czy innej cywilizacji, kojarzą się z zapisem  – przesłaniem, którego nie sposób odczytać. Tajemnica może tutaj mieć podłoże historiozoficzne lub mitologiczne. Zbiór nierealnych form jawi się jako atlas archeologii fantastycznej czy archeologii przyszłości. Siła działania tych brył  – obiektów nieuchronnie wprowadza w rzeczywistość kosmiczną, przekraczającą nasz wymiar myślenia i rozumienia. (...) Jacek Soliński z katalogu Ryszard Wietecki. Znaki z przyszłości, Sicienko 2005

RYSZARD  WIETECKI 1

4

fot. Jan Kaja

5

2

6

3

ur. 1940 w Bydgoszczy, ukończył tutejsze Państwowe Liceum Technik Plastycznych. Absolwent Wydziału Sztuk Pięknych UMK w Toruniu – dyplom w pracowni prof. Stanisława Borysowskiego w 1964. Od grudnia tegoż roku członek ZPAP. Zajmuje się malarstwem sztalugowym, a także w szerokim pojęciu grafiką użytkową. Autor kilkunastu wystawach indywidualnych, uczestniczył również w kilkudziesięciu wystawach zbiorowych w kraju i zagranicą. W latach 1966-1976 brał udział w wystawach nieformalnej grupy twórczej wraz z Leonem Romanowem i Jerzym Gurdą. W latach 19701972 z Leonem Romanowem podejmował aktywne działania w sferze sztuki konceptualnej, tworząc Niezależną Galerię Nieistniejącą „NIE”. W 1970 eksponował w Galerii 10 (Warszawa) wspólnie z Leonem Romanowem „ciszę wzbogaconą zespołem dźwięków dochodzących z zewnątrz”. W 1971 uczestniczył w Zjeździe Marzycieli (Elbląg). Brał udział w licznych plenerach malarskich i wystawach poplenerowych. Jego prace znajdują się w kilku muzeach w kraju oraz zagranicą u prywatnych kolekcjonerów.

1 – Obiekt obrotowy, akryl, 110×90 cm, 2005, 2 – Czwórka w szyku podróżnym, akryl, 90×100 cm, 2005 3 – Wierzchołek tatuowany, akryl, 80×100 cm, 2005, 4 – Pomarańczowy szczypacz, akryl, 80×100 cm, 2004 5 – Niebieska ściana, akryl, 100×120 cm, 2005 , 6 – Czerwona tyraliera, akryl, 120×100 cm, 2005

147

Nie rzeźbił w kamieniu, nie malował farbami. Jego tworzywem było słowo. Rzeźbił nim i malował jak najlepsi artyści. Bo tak naprawdę był jednym z nich. Prawdziwym artystą słowa, ukształtowanym przez najlepszych poetów i pisarzy: polskich, rosyjskich, francuskich. Podziwianym na oficjalnych spotkaniach w Mińsku, Petersburgu, Wilnie czy w Warszawie. A także w mniejszym, prywatnych gronie – wśród najbliższych i przyjaciół. Tak właśnie by go zapamiętano, gdyby nie zrządzenia losu, które wyzwoliły w nim artystę ducha. Tragedia rodziny stała się impulsem twórczym,

który zaważył na jego życiu. On – człowiek mocno stąpający po ziemi, wielki realista – skupił się na doznaniach duchowych, w konsekwencji czego Mińsk otrzymał od niego neoromański kościół. To prawda, że nie zaprojektował go sam, nie wybudował go własnymi rękoma. Ale wybrał projekt, dopilnował budowy, sprawdził każdy detal. Oddał mu swoje myśli i uczucia. Na zawsze. Dziś ten kościół jest wizytówką stolicy Białorusi – podziwianą, otuloną mgiełką smutnej legendy. I, jak chciał Woyniłłowicz, jest przepełniony wdzięczną pamięcią o rodzinie fundatora. W Mińsku podjęto starania o jego

beatyfikację. Prawda, że mało który twórca może liczyć na taki odbiór swego dzieła? Kolejny impuls twórczy przyniosła tragedia Kresów. Woyniłłowicz zamieszkał w Bydgoszczy. Z tęsknoty do ziemi rodzinnej zrodziła się opowieść o stronach, gdzie pola są bardziej żyzne, zieleń bujniejsza, ludzie wrażliwsi… Jej autora już dawno nie ma. Ale dzięki tej opowieści można się przenieść w czasy dawno minione, spotkać tych, których nazwiska widnieją w podręcznikach historii, można poznać miejsce, gdzie kiedyś rozbrzmiewała śpiewna polska mowa. Trzeba przyznać, że Woyniłło-

wicz jest doskonałym przewodnikiem. Pałac w Sawiczach, kościół w Mińsku, zdjęcia z rodzinnych albumów, te z dobrych kresowych czasów, pełne dostojeństwa i elegancji. I obraz dawnych woyniłłowiczowskich miejsc dziś… Nie zawsze pogodny, nie zawsze elegancki. Często przygnębiający. Ale najprawdziwszy z prawdziwych. Te obrazy z przeszłości i te dzisiejsze można odnaleźć w Cierniu kresowym, książce o Edwardzie Woyniłłowiczu – artyście słowa i artyście ducha z Kresów, którego przypadek sprowadził do Bydgoszczy. Gizela Chmielewska

EDWARD  WOYNIŁŁOWICZ O książce Będę pisał tylko o tem, co pamiętam dobrze, o czem już ludzie wśród troski dnia dzisiejszego zapomnieli, o czem nie ma nawet z kim pomówić, bo naokoło już wszystko ludzie młodzi, przy rozpatrywaniu się w status quo mniej się zastanawiający nad sprawdzeniem, co im z własnego dorobku przyszło, a co było spuścizną zeszłego pokolenia. O rodzie Ród mój na mnie się kończy. Wiadomo tylko wszystkim, że na dziedzictwie naszem żadna krzywda ludzka, żadna łza ludzka nie ciąży: moja łza chyba jedna padnie.

ur. 1847 w Ślepiance Wielkiej pod Mińskiem (Białoruś), zm. 1928 w Bydgoszczy. Ze strony matki – potomek Wańkowiczów i Moniuszków, ze strony ojca potomek rodu, którego dokonania H. Sienkiewicz wykorzystał w Trylogii. Właściciel majątków Sawicze i Puzów niedaleko Nieświeża. Prezes Mińskiego Towarzystwa Rolniczego i Koła Polskiego w Radzie Państwa w Rosji. Założyciel wielu instytucji ważnych dla rozwoju regionu, hojny darczyńca. Kiedy traktat ryski w 1921 sprowadził go do Bydgoszczy, na Kresach zostało największe dzieło jego życia – kościół w Mińsku p.w. Św. Św. Symeona i Heleny. W Bydgoszczy napisał książkę Wspomnienia 1847-1928. Tu był prezesem Związku Polaków z Kresów Wschodnich. W czerwcu 2006 prochy Woyniłłowicza przeniesione zostały z cmentarza Starofarnego do stolicy Białorusi Mińska. Dwa lata później, w Bydgoszczy w 80. rocznicę jego śmierci otwarto wystawę „Cierń kresowy”. Zaprezentowano ją w Galerii Autorskiej, kilka metrów od kamienicy przy ul. Cieszkowskiego 9, gdzie w latach dwudziestych XX w. działała dobrze Woyniłłowiczowi znana Kuchnia Kresowa.

O kościele Wskutek ciosów, które z woli najwyższego na mnie spadły, postanowiłem uczynić ofiarę błagalną przez wybudowanie świątyni pod wezwaniem patronów zmarłych dzieci moich, Św. Św. Symeona i Heleny i na to miejsce Mińsk wybrałem jako miejsce, w którem największą część mojej pracy społecznej położyłem i w któremu budowa drugiej świątyni była potrzebą najbardziej palącą. Przytem chciałem, aby Mińsk posiadał świątynię, która by stanowiła pewną odrębność na tle różnobarwnych kopuł, nowszych formacji, a przypuszczałem, iż nie może być, aby w tłumie modlących się na nowym miejscu, nikt nie przypomniał sobie o fundatorze i za mnie i za moich zmarłych, ostatnich potomków starego miejscowego rodu Anioł Pański nie zmówi. O rodzicach Byłem może pociechą w ich życiu, lecz sam pociechy z życia nie miałem – takie było zrządzenie Boże. O majątku Albowiem własność, powstała przez zabiegi, pracę i oszczędność uszlachetnia cz��owieka, dodaje bodźca osobistej inicjatywie – wówczas gdy własność nabyta przemocą nad cudzą własnością demoralizuje, odbiera chęć do pracy i każe szukać poprawy bytu nie w pracy osobistej, a w pożądaniu cudzego mienia. O pogromie Ze smutkiem jeszcze konstatować mi wypada, że najgorszymi okazali się ludzie, których nie tylko ojcowie, ale nawet dziadowie we dworze się porodzili i całe życie spędzili na służbie mojej rodziny, których wnukowie ode mnie pomoc w wychowaniu otrzymywali, o zabezpieczenie losu których, na wypadek mojej śmierci, wciąż przemyśliwałem i którym ufać miałem najzupełniejsze prawo. O emigracji Emigracja nigdy z korzyścią dla kraju rządzić krajem nie może, bo wynosi z kraju nastroje tylko tej chwili, w której kraj opuszcza, a nie trzyma ręki na pulsie, który w danej chwili bije, według którego orientować się należy. O pamięci Do młodzieży zwracam się, do tej, co nasze miejsca zajmie. Niech pamięta, jakeśmy pracowali, cośmy przeżyli. Przekazujemy wam, panowie młodzi, zasady honoru, pracy i prawdy, którym służyliśmy. O traktacie ryskim Czemu było tę całą trudną, żmudną, a tak narodową pracę naszą na marne puszczać, nie wskutek niepowodzeń wojennych, nie wskutek oporu wroga, a wskutek niezrozumienia całej ważności Kresów naszych dla siły i wzrostu państwa. Edward Woyniłłowicz, Wspomnienia 1847-1928, Wilno 1931

148

Zdjęcia Wojciecha Woźniaka są na pozór zwyczajne, nie epatują formą czy kolorem. Wrażliwe oko odbiorcy jednak nie ominie zatrzymanych przez Wojtka w kadrze chwil. Fotografuje on zieleń, pejzaż, swoje miasto – Bydgoszcz. Fotografuje fragmenty architektury, przedmioty nas otaczające, rzadko ludzi. Przede wszystkim wykonuje zdjęcia czarnobiałe. W tym zakresie jego warsztat nabrał już doskonałości. Interesuje go również kolor. Wojtek porusza wiele tematów, ale zawsze

w specyficzny sposób. Wybiera te fragmenty rzeczywistości, których na co dzień nie dostrzegamy, często omijamy, które nie mają dla nas zasadniczego znaczenia. Odkrywamy je dopiero w fotogramach Wojtka. Zatrzymane przez niego momenty stają się niezwykłe poprzez stworzoną atmosferę pełną ciszy i nostalgii. Poetycki wymiar jego pracom nadaje światło. Wojtek szuka światła, czeka na jego smugę, która zmieni skromne wnętrze w przestrzeń pełną tajemnicy z zatrzymaną w kątach

pamięcią przeszłości. Czeka na słońce, które swym blaskiem odrealni pejzaż i nada mu bezkresny wymiar. Stosując technikę podczerwieni zmienia architekturę w budowle z baśni. Zazwyczaj nie ma w jego pracach ludzi. Ale człowiek jest w nich pośrednio obecny: w pejzażach swoją tęsknotą za tym co nieodkryte, w oknach z uchyloną firanką, w oknach zabitych deskami, czy pełnych zieleni i w zwyczajnych przedmiotach. Pęk kluczy, widelec, talerz zupy z zanurzoną łyżką

są przecież świadkami obecności człowieka. Tajemnica świata Wojtka Woźniaka zamyka się w istocie światła, w szczegółach dnia codziennego, w zatrzymanych momentach, które trudno w pogoni życia zapamiętać. Robi zdjęcia od lat, ciągle doskonaląc swój warsztat. Fotografia stanowi o życiu Wojtka – jest źródłem utrzymania i przede wszystkim jego wielką pasją. Elżbieta Kantorek

WOJCIECH  WOŹNIAK 1

2

fot. Sławomir Szymański

3

5

4

6

ur. 1964 w Bydgoszczy. Członek Związku Polskich Artystów Fotografików. Od 1996 do chwili obecnej fotograf w Muzeum Okręgowym im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy. Debiutował w 1992 wystawą Układanie rzeczywistości w Galerii Autorskiej. W latach 19952005 wspólnie z bydgoskim BWA był organizatorem i komisarzem Przeglądu Fotografii Bydgoskiej I – V. W 2008 wchodził w skład Rady Programowej prezentacji fotografii „Szklarnia”. Jego dorobek to posiada kilkadziesiąt wystaw autorskich i zbiorowych. Ważniejsze cykle prac: Ogrody wyobraźni (2004), Droga (1997-2005), Pamiątki (2005), Krótka opowieść o miłości i tęsknocie (2001), Inside-Outside (2006) i, obecnie, cykle fotografii Przybysz oraz Dom. W 2007 otrzymał I nagrodę na Międzynarodowym Biennale Fotografii Artystycznej przyznawanej na ASP we Lwowie.W 2008 Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego przyznał W. Woźniakowi honorową odznakę „Zasłużony dla kultury polskiej”.

1 – z cyklu Inside-outside, fotografia, 2008, 2 – z cyklu Przybysz, fotografia, 2008 3 – z cyklu Inside-outside, fotografia, 2008, 4 – z cyklu Przybysz, fotografia, 2008 5 – z cyklu Przybysz, fotografia, 2008, 6 – z cyklu Przybysz, fotografia, 2008

149

Sztuka poszukiwania (fragmenty) J.S. Twoją twórczość można postrzegać jako kilka stylistycznie odrębnych okresów. Czy jest to wynikiem niezależnych poszukiwań, czy może należy to widzieć jako logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy? E.W. Uważam, że twórczością rządzą podobne reguły, co życiem samym. Trudno się w tym wszystkim dopatrzyć akurat logiki. J.S. Jak oceniasz znaczenie kontrolowanego przypadku w twórczości? Jako poszukiwanie zmiany, zwrócenie się ku nieprzewidywalnemu?

E.W. Jak się trochę poczyta o astrofizyce, to wydaje się, że przypadków w ogóle nie ma. Jest tylko nasza niewiedza, ograniczoność. Bo cóż to za przypadek, że akurat ten malarz, w ściśle określonych okolicznościach, zanurza ten a nie inny pędzel w farbie tej a nie innej i wykonuje ruch ręką w określony sposób. Ślad tego ruchu jakim cudem może być przypadkiem w rozumieniu potocznym? To, że coś jest dla nas nieprzewidywalne, nie znaczy, że nie jest rezultatem określonego procesu, którego być może jeszcze nie znamy, ale chcemy poznać, chcemy się dowiedzieć. Nasza ciekawość

z pewnością nie jest przypadkowa. J.S. Co jest dla Ciebie ważniejsze w sztuce  – podejście pragmatyczno-intelektualne czy emocjonalne i wrażeniowe? Czy słuszniej jest nie oddzielać tych sfer? E.W. Słuszniej jest nie oddzielać, jak wskazuje na to nasza budowa: wszystko znajduje się w jednym kawałku – w człowieku. Różne postawy czasem biorą górę, to się zdarza. Jeśli człowiek długo żyje, jak na przykład ja, to bywał już w życiu i pragmatykiem, i intelektualistą, i ulegał wrażeniom, i oczywiście emocjom.

J.S. W XX wieku teoretycy sztuki stali się artystami – koncepcje zastąpiły działanie. Czy w pewnym momencie teoria sztuki nie stała się dla Ciebie bliższa od samej sztuki? E.W. W żadnym wypadku. To tylko kwestia predyspozycji osobistych. Pisarzo-filozofomalarzy jest mnóstwo (Kandinsky, Mondrian, Czapski, Strzemiński itd.). Właściwie dla mnie godne czytania są wyłącznie teorie sformułowane przez malarzy. (...) z Elżbietą Wróblewską rozmawiał Jacek Soliński z: Katalog twórczości od... do..., Sicienko 2008

ELŻBIETA  WRÓBLEWSKA 1

2

fot. Jan Kaja

ur. w Wilnie, od 1945 mieszka w Bydgoszczy. Absolwentka tutejszego PLSP. Ukończyła PWSSP w Gdańsku Wydział Malarstwa ze specjalizacją grafiki W latach 1972–1988 uczyła w PLSP w Bydgoszczy tzw. przedmiotów artystycznych i wiedzy o sztuce. Zainteresowania sztuką i jej teorią znalazły odzwierciedlenie w wielu wykładach i uprawianej krytyce plastycznej. Swoje teksty publikowała w prasie kulturalnej. W rezultacie podróży do krajów Afryki w latach 80. maluje serię pejzaży na motywach etiopskich. Brała udział w wielu wystawach zbiorowych. Autorka kilkunastu wystaw indywidualnych, za najbardziej znaczącą uważa ekspozycję z 1981 Pokaz przedmiotów plastycznych (obrazy przeźroczyste z użyciem światła i ruchu).

3

4

5

6

7

8

1 – Pole kapusty I, olej na płótnie, 110×100 cm, 1988, 2 – Czerwień, olej na sklejce, 69×62 cm, 1994 3 – bez tytułu, linoryt, 33,5×26,5 cm, 1977, 4 – Kot Cumury, linoryt, 33,5×26,5 cm, 1977 5 – Zamek błyskawiczny, linoryt, 29×19 cm, 1997 , 6 – Księżyc wschodzący nad lasem, olej na płótnie, 90×110 cm, 1988 7 – Melancholia epoki dinozaurów, olej na płycie, 83×59 cm, 1988 , 8 – Pole kapusty II, olej na sklejce, 110×100 cm, 1990

150

(...) Poeta i pisarz dzieli się z nami rozważaniami z pogranicza filozofii, kulturoznawstwa i religii dotyczącymi Życia. (...) Wychodząc z założenia, że konstytucją wszystkich religii jest starotestamentowa reguła „Co byście chcieli, żeby ludzie Wam czynili, i Wy im czyńcie”, podkreślona jeszcze dobitniej w przykazaniu „Miłuj bliźniego swego jak siebie samego”, Zalewski snuje rozważania nad kwestiami stosunku wiary do życia. Według niego religia to apoteoza Życia. (...) Andrzej Kapiszewski z obwoluty W. M. Zalewski Religia w służbie życia

Autor nie zamierzał przedstawić historii systemów religijnych, choć jego spostrzeżenia pomagają odnaleźć, jeśli nie ich źródła, to przecież z pewnością drogi, jakimi wartości nazwane tu teoretyczną stroną religii docierały do człowieka. (...) Wracająca w jego rozumowaniu stale idea człowieczeństwa, której nie można teoretyzować, bo jej korzeniem, tak jak i człowieka samego, jest życie (...) to Życie ze swym bezpośrednim odniesieniem do swego źródła, czyli Boga, stanowią zarazem jedyną wartość absolutną człowieka.

Zalewski, stawiając życie w centralnym punkcie wszelkich wartości pragnie ogarnąć generalnie systemy religijne, także te, które nie znają pojęcia Boga osobowego, za to w przeciwieństwie do ateizmu, wyprowadzają Byt z Istoty od świata różnej i w stosunku do niego niejako nadrzędnej. Życie, jako element genetycznie nierozszyfrowany, jest zatem tajemnicą, podobnie jak tradycyjne pojęcie religii od tajemnicy jest nieodłączne. A Bóg jest tajemnicą ze swej istoty, bowiem istnieje w całkowicie różnej od ludzkiej, konwencji poznawczej.

Tak więc Bóg - Życie - Człowiek, kolejność nie jest tu przypadkowa, muszą w każdej religii tworzyć kombinację wartości fundamentalnych. Świętość życia uznana przez pozytywny stosunek do drugiego człowieka i świata, może być widziana jako akt religijny, gdyż w ostatecznym odniesieniu celem tego aktu jest Bóg, kwintesencja życia. Zygmunt Zieliński ze wstępu W. M. Zalewski Religia w służbie życia

WOJCIECH MARIA  ZALEWSKI (...) Jeżeli religia w świecie jest zjawiskiem powszechnym i ma wspólny fundament, jakim jest Życie, dlaczego ma ona słaby wkład w życie polityczne? Wydaje się, iż wynika to z szerokiego wachlarza opcji, jakie proponują formalne religie jako zasady kierujące Życiem. Życie polityczne, oparte na konstytucji danego kraju, jest lojalne wobec tego kraju, co zawęża uniwersalistyczne religijne spojrzenie. Poza tym, struktury polityczne kierują się względami ekonomicznymi, w najlepszym wypadku sprawiedliwością, lecz nie wychodzą poza nią wykluczając miłość i przebaczenie postulowane przez religię jako podstawowy element afirmacji Życia. Cywilizacyjne procesy miały i mają raczej eksploatacyjny niż integracyjny charakter. Takie czynniki wzmacniały nacjonalizm i dzieliły świat na strefy ekonomiczne, kulturowe i religijne. Życie ludzkie, jak każde życie, rodzi się w warunkach sprzyjających życiu i umożliwiających przeżycie. Jeżeli nie są one odpowiednie, człowiek ma zdolność adaptacji lub migracji. Dopiero drugi człowiek odbiera mu możliwości i skazuje na głód i śmierć. Historia ludzkości, niestety, pełna jest przykładów nieposzanowania Życia, a w wielu wypadkach organizacje religijne brały bezpośredni w nich udział lub ofiarowały usprawiedliwiającą je motywację. Niezależnie od argumentów, agresja jest anty-życiem, anty-religią. Wtedy człowiek, odarty z godności przez poniżającą go biedę na skutek nienawiści i zachłanności drugiego człowieka, skłonny jest odpowiedzieć nienawiścią. Cywilizacja eksploatuje nie tylko potencjał ludzki, lecz i środowisko. Współczesny świat przyspieszył ją zakłócając ekologiczną równowagę poprzez zabijanie Życia w ogóle. Uniemożliwiając migrację ludności z terenów ekologicznie wyeksploatowanych, Życie dusi się w hermetycznych granicach. Istnieje obawa, iż moralnie obojętne nauki ścisłe, którym powierzamy dziś rozwiązanie naszych życiowych potrzeb, nie niosą w sobie uznania świętości Życia, są kołem toczącym się w dół, napędzanym ciekawością bez drogowskazu. Ludzkość

jednak zaczyna uświadamiać sobie coraz bardziej tragiczne konsekwencje zniszczenia ekologicznego. Być może uświadomienie tego, paradoksalnie mówiąc, jest powrotem do religii ekologicznej pierwotnego człowieka, który potrafił całościowo spojrzeć na Życie, choć nie rozumiał jego części, a którego Wartość była dla niego oczywista. Uznawał on bowiem świętość Życia. Ponieważ szacunek dla Życia jest fundamentem religii, gra ona poważną rolę we współczesnych procesach społecznych, nawet bez siły wykonawczej, proponując ideał moralny. Historia dostarcza wiele dowodów, iż mimo poniżenia, człowiek biedny i zmaltretowany potrafił nieść wysoko swoją ludzką godność, bez odwzajemniania złem za zło, świadom świętości Życia, a więc swojej religii. Na tyle, na ile indywidualny religijny heroizm wpłynie na świadomość społeczną, na tyle nie tylko jednostka, lecz i ludzkość doceni świętość Życia i jego trwanie. W tym leży sedno mocy religii harmonizującej indywidualne i społeczne potrzeby ludzkości. W religii przepełnionej Życiem, optymizmem i dobrem jako istotną misją każdej religii, czyniącą każdego człowieka o pozytywnym nastawieniu do Życia człowiekiem religijnym, widzimy ludzkość jedną w wielości, ludzkość pragnącą żyć. Wykorzystywanie idei religijnych dla aktów przeciwnych Życiu jest antyreligijne. Spojrzenie na taką fundamentalną rolę religii pozwoli nam usunąć choćby to jedno z wielu zarzewi niezgody, nienawiści, antyżyciowych aktów zgubnych dla człowieka. Nie tolerancja, nie ekumenizm, nie teoria i dogmatyzm, lecz szacunek i miłość dla życia drugiego człowieka są wyznacznikami religii. Taką postawę niekoniecznie musimy nazywać mianem religii, tym niemniej jest ona tym, co zawarte jest w istotnej treści słowa „religia”.

fot. Kajetan Soliński

ur. 1937 w Gdyni, poeta i pisarz. Maturę zdawał w Bydgoszczy w 1954. Studiował w Seminarium Duchownym w Gnieźnie, Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, Papieskim Instytucie Biblijnym i Uniwersytecie Gregorianum w Rzymie (gdzie się doktoryzował) oraz w Szkole Bibliotekarstwa w San Jose, Kalifornia. Pracuje jako bibliograf religioznawstwa przy tymże uniwersytecie. Autor szeregu książek i artykułów z dziedziny bibliografii i bibliotekoznawstwa, wydanych w Polsce, Niemczech, Rosji i Ameryce, a także opracowanej wspólnie z Rimmą Volynska-Bogart pierwszej książkowej biografii Czesława Miłosza (1980). W Polsce wydał sześć tomików poezji oraz książkę Religia w służbie życia. Eseje humanistyczne (2005).

Religia w służbie życia. Eseje humanistyczne (fragment), Bydgoszcz 2005

151

Primaaprilisowy dokumentalista Znam Jerzego Zegarlińskiego już 20 lat, a wciąż jeszcze mnie zaskakuje. Na czym to polega? Trochę pewnie na przekornej naturze fotografika, a trochę na stale młodzieńczym i nieco przewrotnym podejściu do otoczenia. Artysta, mimo swojego znaczącego dorobku, nie poprzestaje na udanych pomysłach i rozwiązaniach formalnych. Wciąż szuka nowych środków przekazu i nowych sposobów prezentacji. Jest twórcą, który unika powagi, co nie oznacza, że nie porusza tematów poważnych. Jako organizator

wielu wystaw dobrze wie, że forma przekazu musi intrygować, przyciągać, a więc być absorbująca. Zegarliński jako swój motyw obecności wybrał ludyczność. Może uczynił tak dlatego, że przyjęta żartobliwa formuła działania pozwala mu zachować dystans wobec świata i fotografowanych rzeczy oraz zjawisk? Punktem wyjścia dla Jerzego są anomalia naszej – szeroko pojętej – rzeczywistości. Można powiedzieć, iż artysta przyjął „zawód” błazna uprawiającego fotografię, by w ten sposób nadać jej wieloznaczny charakter.

jawia się tu rzadko, a jak już to jako obserwator czy „aktor” zręcznie wpleciony w całość kompozycji. Poszczególne zdjęcia autor zestawia w cykle, opowieści – komentarze do współczesności, z których układa ekspozycje. Ważny elementem tego działania stanowi wybór dnia otwarcia wystawy. Zawsze, od wielu już lat, w Galerii Autorskiej jest to 1 kwietnia – prima aprilis. Wpisanie się w tradycję żartobliwego obyczaju dobrze oddaje charakter tego myślenia. Jacek Soliński

Formuła żartu, którego społeczno-zwyczajowe reminiscencje bywają komentarzem do życia publicznego, najpełniej odpowiada aspiracjom autora. Tematy zdjęć o anegdotyczno-ironicznych podtekstach budzą szybkie skojarzenia i łatwo zapadają w wyobraźnię. W starannie skadrowanych kompozycjach wątkiem przewodnim albo tłem czy też scenografią są rozmaite ślady i znaki ludzkiej obecności: dziwne sytuacje, reklamy uliczne, malowidła ścienne: zderzenie głupoty z powagą, śmiechu z zakłopotaniem, nowoczesności z przeszłością. Człowiek po-

JERZY  ZEGARLIŃSKI 1

2

3

fot. Edward Zegarliński

ur. 1949 w Gliwicach, ukończył Uniwersytet Wrocławski z dyplomem archeologa. Uprawia fotografię kolorową. Szczególny okres aktywności twórczej przypadł na czas kilkuletniego pobytu (w latach 80.) w Stanach Zjednoczonych. Jest autorem 20 wystaw indywidualnych, uczestniczył w wielu wystawach zbiorowych. Od początku lat 90. współpracuje z Galerią Autorską. Jest pomysłodawcą i współorganizatorem Przeglądów Fotografii Bydgoskiej (od 1995). Prowadzi firmę impresaryjno-artystyczną „Zegart” zajmującą się organizacją wystaw.

4

6

5

7

1 – bez tytułu, fotografia, 2008, 2 – bez tytułu, fotografia, 2008 3 – bez tytułu, fotografia, 2008, 4 – bez tytułu, fotografia, 2008 5 – bez tytułu, fotografia, 1994, 6 – bez tytułu, fotografia, 1990 7 – bez tytułu, fotografia, 1991, 7 – bez tytułu, fotografia, 1990

152

8

Fotografie Józefa Zegarlińskiego są cennym zapisem czasu minionego, ale nie tylko: obecnie zdają się być poetyckim reportażem z przeszłości, w której autor znajdował ważne dla siebie miejsca i zdarzenia. Dokumentując rzeczywistość wyznaczał w kadrze własną, osobistą przestrzeń – z nią się utożsamiał i w niej się odnajdował. Wyczuwalny wyraźny dystans do podejmowanych tematów przeplata się

tu z sentymentalizmem i emocjonalnością. Nasuwające się refleksje o upływie czasu i uczuciach, o oddaleniu od bliskich sercu miejsc i duchowej z nimi więzi, zdają się przypominać ważne prawdy o ludzkim losie. Powściągliwość fotografa-narratora czyni te kadry bezpretensjonalnymi i autentycznymi. Zachowana prostota przekazu tematu, klasyczne komponowanie i wyczucie formy stanowią niewątpliwe walory

tych fotografii. Oglądane dziś, po latach, prace Józefa Zegarlińskiego zyskują nowy wymiar stając się cennym dokumentem wrażliwości i świadectwem twórczej drogi autora. Jacek Soliński

JÓZEF  ZEGARLIŃSKI 1

2

3

ur. 1923 w Kamionce Strumiłłowej, woj. tarnopolskie. W latach 19381945 mieszkał we Lwowie, od 1951 związał się z Bydgoszczą. Inżynier budownictwa, architekt, wykładowca akademicki, fotografik (AFIAP – Artiste Federation Internationale de l’Art Photographique). Wieloletni prezes Bydgoskiego Towarzystwa Fotograficznego i Bydgoskiego Klubu Fotograficznego. Autor wystaw indywidualnych i uczestnik wielu wystaw zbiorowych. Zdobywca licznych nagród i wyróżnień w konkursach fotograficznych (szczególna aktywność twórcza przypada na lata 1960-1990). Zajmuje się głównie fotografią czarno-białą o niestudyjnym charakterze.

4

1-4 – bez tytułu, fotografie z lat 60.

153

Kolor uderza, oszałamia i zachwyca głębokim tonem barw i śmiałością zestawień. W obrazach Soni Zengel błękity sąsiadują z rubinowymi czerwieniami, a te z dźwięczną zielenią przechodzą niekiedy w ciepłe żółcienie i przełamaną biel. Malarstwo artystki jest tak w swoim niepohamowaniu śmiałe, jak tylko żywioł nim być może. (...) Zengel ryzykuje, a bez ryzyka nie ma dobrej sztuki. (...) Jerzy Madeyski

(...) najbardziej cenię w malarstwie Soni Zengel motywy związane z pejzażem i martwą naturą. Tu żywiołowe predyspozycje artystki znajdują jakby najwłaściwsze ujście. Kompozycje zatrzymane gdzieś na granicy abstrakcyjnego układu form (...) wydają się mieć najwięcej siły, swobody i polotu. Dodatkową ich zaletą jest także, obecna we wszystkich podejmowanych przez Sonię Zengel tematach, wielowarstwowa mięsistość materii malarskiej kształtowana impulsywnymi, szerokimi pociągnięciami pędzla. (...) Stanisław Tabisz

z katalogu BWA, Ostrowiec Świętokrzyski 1999

(...) Malarskie fascynacje Soni Zengel, związane szczególnie mocno z przeżywaniem koloru, wskazują na jej specyficzną wrażliwość. Z jednej strony pojawia się potrzeba łagodności, a z drugiej wyrasta nieposkromiona emocjonalność. (...) Egzystencjalno-religijny nurt w twórczości Soni Zengel mieści w sobie przesłanie o całokształcie malarskich dokonań. Światło jako widzialny znak, symbol wiecznie odradzającego się życia i nadziei jest w tych kompozycjach drogą ku metafizycznej aurze niewidzialnego świata. Jacek Soliński

z katalogu Galerii „Kocioł Artystyczny”, Kraków 1998

z katalogu Galerii Sztuki, Czarna Woda 1998

Wbrew intuicyjnej łatwości malowania uważa, że obraz wymaga odwrócenia sytuacji – to temat szuka formy, nie forma tematu. Dlatego odżegnuje się od malowania li tylko środkami formalnymi. Jej zdaniem obraz przede wszystkim „wyraża”, ale tego wyrażania nie można ograniczyć do klasycznej „historii”. Dla Soni Zengel na początku obrazu było wrażenie, lub przeciwnie Słowo, jakiś nadrzędny problem, który można ująć w formę. Przedstawiającą, abstrakcyjną, formę – konglomerat ich obu... (...) Ewa Urbańska z katalogu galerii „Non Fere”, Bydgoszcz 1998

SONIA  ZENGEL 1

2

3

4

5

6

7

fot. Marta Głowska

w 1974 uzyskała dyplom na Politechnice Poznańskiej, w latach 19801984 studiowała malarstwo u prof. Kazimierza Śramkiewicza z PWSSP w Gdańsku. Zajmuje się malarstwem, rysunkiem, publicystyką kulturalną i pracą pedagogiczną. Jest autorką 37 wystaw indywidualnych. Uczestniczyła w kilkudziesięciu wystawach zbiorowych w Polsce i zagranicą. Odbyła wiele podróży artystycznych m.in. w 2002 podróż artystycznoduchową Kair-Syria-Jerozolima. Jest członkiem Stowarzyszenia Pastelistów Polskich. W 2002 została nagrodzona Medalem Prezydenta Miasta za szczególne zasługi dla Bydgoszczy.

8

9

10

11

1 – Zatoka w Piriac, Francja, tusz, 70×100 cm, 1997, 2 – Mont St. Michel II, tusz, 70×100 cm, 1997 3 – Wybrzeże, Normandia, tusz, 70×100 cm, 1997, 4 – Plantacja lawendy, Prowansja, 54×73 cm, 2008 5 – Zadumany rybak, 46×61 cm, 2008, 6 – Le Paysage de Provence I, 60×80 cm, 2006 7 – Stragany w Arles II, Prowansja, 70×100 cm, 2007, 8 – Z cyklu Pejzaż Bąbliński, Chałupy I, tusz, 2003 9 – Z cyklu Czas ciszy, Cierpienie, tusz, 2003, 10 – Z cyklu Czas ciszy, Okno, tusz, 2003, 11 – Z cyklu Czas ciszy, Rozpacz, tusz, 2003

154

Równowaga fotoreportera Tytus Żmijewski na „rynku fotoreporterskim” Bydgoszczy obecny jest od kilkudziesięciu lat. Gdybym miał wskazać zasadnicze cechy jego stylu, wybrałbym uważność i precyzję. Jedno bez drugiego byłoby niemożliwe. Uważność to przede wszystkim granicząca z intuicją zdolność rozpoznawania istotnych elementów „dziania się”, takich jego

wyróżników, które poprzez pewien skrót stanowią kwintesencję danej sytuacji. Ten skrót porównać można do syntetycznego szkicu, nieprzeładowanego zbędnymi szczegółami, a jednocześnie nietracącego swojej funkcji informacyjnej. Mówi się zwykle, że praca fotoreportera polega na tym, aby znaleźć się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Czas i miejsce to

oczywiście istotne czynniki, które stanowią o klasie fotoreportera. Ale należy do nich również umiejętność znalezienia równowagi między własną ambicją (wiodącą niekiedy fotografującego na manowce) a utylitarną funkcją fotografii. Tytus Żmijewski w swoich pracach publikowanych w prasie codziennej, jak i tych wykonywanych bardziej „dla siebie” udowadnia, że sztuka fotografii

jest odwzorowaniem rzeczywistości – owszem, ale odwzorowaniem zdefiniowanym przez osobowość autora. I jeszcze jedno, na koniec, ale kto wie czy nie najważniejsze: Tytus należy do niezbyt już licznego grona fotoreporterów, którzy nie idą „po trupach” do celu. Praca kronikarza to wierność faktom, ale także zasadom. Jarosław Jakubowski

TYTUS  ŻMIJEWSKI 1

2

autoportret

ur. 1955 w Bydgoszczy. Absolwent bydgoskiej WSP. Uprawia fotografię prasową, reklamową i pejzażową. Od 1979 współpracuje z Galerią Autorską w Bydgoszczy. Pracuje jako fotoreporter „Gazety Pomorskiej”. Jest autorem kilku wystaw indywidualnych. Uczestniczył w wielu wystawach zbiorowych. W swoim dorobku ma szereg nagród.

3

1-3 – bez tytułu, fotografia, 2009

155

Kalendarium Galerii Autorskiej 1979-2009 1979 16 VI – 8 VII Wystawa malarstwa, wernisaż otwierający działalność Galerii Autorskiej, Jan Kaja, Jacek Soliński 10 VII – 2 VIII Wystawa malarstwa, J an Kaja, Jacek Soliński 31 VII publiczna inauguracja działalności Galerii Wysyłkowej 3 VIII – 20 VIII Wystawa rzeźby, Piotr Wierzbicki 21 VIII – 3 IX (od) – (za), wystawa malarstwa, Jacek Soliński 28 VIII Polska awangarda okresu międzywojennego, odczyt, Elżbieta Wróblewska 4 IX Spotkanie na 5 godzin przed terminem, Leszek Przyjemski, Anastazy Wi­śniew­ski 8 IX – 16 IX Wędrując w niebo, wystawa malarstwa i grafik, Jacek Soliński 17 IX Wystawa poświęcona temu, co się nie wydarzyło, wystawa malarstwa, Jan Kaja 22 IX – 4 X Wystawa rzeźby, Lech Skarżyński (1950-1978) 5 X – 12 X Ubranie dla duszy, wystawa unikatowej książki autorskiej (1976), Jacek Soliński 13 X – 19 X Wystawa malarstwa, Jan Kaja 20 X – 30 X Poezja konkretna, wystawa prac, Krzysztof Soliński 1 XII – 31 XII Poem’art., wystawa prac, B  ogusław Michnik 5 XII Ile w tym picu, spotkanie autorskie z Janem Kają i Jackiem Solińskim, prowadzenie Ryszard Giedrojć, Marek Zagórski ( Wojewódzki Ośrodek Kultury w Bydgoszczy) 1980 22 III – 11 IV Otwarcie Wiosny, wystawa rzeźby, Bogdan Prus, wystawa malarstwa, Jan Kaja, Jacek Soliński 12 – 30 IV Nekrologi poetyckie, wystawa prac, Jan Wach 3 – 30 V Wystawa malarstwa,Jacek Soliński 31 V – 20 VI Wystawa grafiki, Wojciech Nadratowski 14 V Życiorys, spotkanie autorskie, Janusz Kryszak 21 VI Tradycja, teraźniejszość, przyszłość, wystawa-pokaz, Anastazy Wiśniewski 12 – 24 VII Wystawa o wietrze, wystawa malarstwa, Jan Kaja 25 VII Komora celna mowy, spotkanie autorskie, Krzysztof Soliński 9 – 22 VIII Wystawa malarstwa i rysunku, Jerzy Kaja 16 VIII Co wewnątrz to na zewnątrz, spotkanie autorskie, Leszek Przyjemski 23 VIII – 5 IX Poezja wizualna, wystawa prac, Jan Wach 6 – 27 IX To samo, wystawa obrazów, J acek Soliński 28 IX Trzy razy drzwi, malarstwo ścienne na elewacji budynku przylegającego do galerii, Jan Kaja, Jacek Soliński 28 IX – 22 X Wystawa rzeźby, Bogdan Prus X założenie Związku Artystów Polski Północnej 1 – 24 X 4 x festiwal, przegląd twórczości, Krzysztof Soliński 28 X Kroczek do przodu, spotkanie autorskie, Anastazy Wiśniewski 12 XII Relacja z podróży miłosennej, spotkanie autorskie (promocja książki), Jan Kaja, Jacek Soliński 1981 Działania uliczne (ekspozycje plakatów – 1981) 9 – 11 III LALECZKI – nagroda specjalna im. Janka Kaji, Leszka Przyjemskiego, Jacka Solińskiego dla wizjonerów sztuki schyłku XXI w. III  GÓRAL NAD MORZEM – Hymn 1848-1981, Leopold Buczkowski, Magdalena Głodek, Jan Kaja, Wojciech Nadratowski, Jerzy Pluta, Leszek Przyjemski, Jacek Soliński VII  PRZEJŚCIE w XXI w., Jacek Soliński VII, VII POZA ART., Jan Kaja 28 VIII OSTATNIA WIECZERZA, Jan Kaja, Jacek Soliński X  WOJNA LALECZEK Z BUBKAMI czyli 100 potknięć o Galerię Autorską, Jan Kaja, Jacek So­liń­ski X  POCZEKAJ, Jacek Soliński, Za 100 lat będą przecinać na pół, Jan Kaja XI  MORFINA, OPIUM, KOKAINA, J. KAJA, HEROINA, J. SOLIŃSKI, HASZYSZ Biuro Strat Bezpowrotnych,Wojciech Nadratowski X  BS BEZPOWROTNYCHWojciecha Nadratowskiego„W 100. rocznicę urodzin Jacka So­liń­skie­go i Jana Kaji do roku 2057” XII  BIURO STRAT BEZPOWROTNYCH, Wojciech NadratowskI 1982 9 V Rozpoczęcie sezonu współpracy zamkniętej z Leopoldem Buczkowskim, Krzysztofem Kuczkowskim, Wojciechem Nadratowskim, Jerzym Plutą, Leszkiem Przy­jem­ski, Krzysztofem Solińskim i Jerzym Szatkowskim 14 VI Krajobraz rozszerzony z dominacją intymnej atmosfery, spotkanie autorskie, Leszek Przyjemski 19 – 23 VI Wystawa obrazów, Wojciech Nadratowski

156

24 VI Tylko, spotkanie autorskie, Krzysztof Soliński 26 VI Pornografia, spotkanie poetyckie, Krzysztof Kuczkowski 30 VI – 1 X Wystawa obrazów, Jan Kaja, czytanie nałożone tekstu „Szklana głowa”, Jacek Soliński 24 X Wymioty, spektakl na obecność i trzy głosy, Jacek Soliński

1983 Działania uliczne (ekspozycje plakatów – 1983) 24 VII PRZEWIDZENIA bez stałego miejsca, Galeria Autorska, Jan Kaja, Jacek Soliński VII  BEZ ZNACZENIA – duchom najbliższym – bz stałego miejsca; Biuro Strat Bez­pow­rot­nych, Galeria Autor­ska, Wojciech Nadratowski, Jacek Soliński, Jan Kajadedykowane Mi­cha­ło­wi Bob­kie­wi­czo­wi VIII  ŚRODKI PRZECIWBÓLOWE WYŁOŻONO grozi zatrucie sztuki, Jacek Soliński, Jan Kaja(według opowiadania Leszka Goldyszewicza) IX  Kontemplacje w okolicach Biura Strat Bezpowrotnych, Wojciech Nadratowski 1984 14 IV – 15 V Retrospekcja będzie trwać zawsze, wystawa malarstwa, Jan Kaja, Wojciech Nadratowski, Jacek Soliński, (rozpoczęcie działalności w lokalu przy ul. Chocimskiej 5) 17 V – 7 VI Rysunki, wystawa rysunków, Ryszard Milczewski-Bruno (1940-1979) 8 VI Zwyczajnie, spotkanie poetyckie, Andrzej Pańta 27 X – 2 XI Powietrze, wystawa obrazów, J an Kaja 3 XI – 12 XII Zapis wędrówki, wystawa: B  ogdan Dąbrowskifotografie,Wojciech Nad­ra­tow­ski malarstwo 15 XII – 31 I 1985 Wystawa z zagranicy, ekspozycja sztandarów i transparentów, Leszek Przyjemski 1985 25 I – 25 II Miejsce, wystawa malarstwa i grafiki, Jan Kaja, Jacek Solińskioraz dokumentacja Galerii Autorskiej 1979-1984, (CKS PW „STO­DO­ŁA” Warszawa) 23 II – 15 III Między adoracją a kostką do gry, wystawa fotografii, Andrzej Maziec 16 III Może tylko na chwilę spadnę na mowę, spotkanie poetyckie, Andrzej Pańta 30 III Opowiadanie obrazów, pokaz, Henryk Waniek 20 IV – 24 V Poza reportażem, wystawa fotografii, Witold Jurkiewicz 25 V –18 VI Wystawa obrazów, Wojciech Nadratowski 20 VI – 25 VII Ujawnianie miejsc, wystawa fotografii, Stanisław Wasilewski 27 VII – 5 IX Dokądkolwiek, wystawa obrazów, J an Kaja 7 IX – 3 X Zatrzymanie, wystawa fotografii, B  ogdan Dąbrowski 5 – 30 X Rysunki, wystawa prac, Leopold Buczkowski 2 XI – 5 XII Pamięć, wystawa fotografii: B  ogdan Dąbrowski, Andrzej Maziec, Stanisław Wasilewski 8 XII Tren dla Steda, spotkanie poetyckie, Jerzy Szatkowski, promocja tomiku; czytanie tekstów Krzysztof Szymoniak 1986 22 II – 30 III Wystawa rysunków, Jan Kaja 12 IV – 8 V Ini Jang – erotyczny obraz świata, instalacja, Zdzisław Gniadek 9 V –12 VI Niedokończone widzenie, wystawa prac, Jan Kaja, Jacek Soliński, dokumentacja Galerii Autorskiej (BWA, Labirynt 2, Lublin) 24 V – 25 VI Wnętrze, wystawa prac: Bogdan Dąbrowski, Witold Jurkiewicz, Jan Kaja, Woj­ciech Nadratowski, Jacek Soliński, Stanisław Wasilewski 28 VI Zmienna treść obrazów, pokaz: Jan Kaja, Jacek Soliński 12 VII Brzuchem do słońca, spotkanie poetyckie, Andrzej Pańta 23 VIII Gdy, spotkanie autorskie, Krzysztof Kuczkowski 13 – 30 IX Do zobaczenia, wystawa scenariuszy wizualnych na podstawie grafiko-poematu prozą Jacka Solińskiego: Witold Jurkiewicz, Jan Kaja, Piotr Kiepuszewski, Wojciech Nadratowski, Bogdan Prus, Stanisław Wasilewski 17 IX – 10 X Strumienność– poemat melodramatyczny, wystawa prac, Anna Bauer 11 X – 23 X Wczoraj, wystawa fotografii, S tanisław Wasilewski 24 X – 5 X Grafikomyśli(„W sercowejnym dnieniu” 1982, „Odmawianie czasu prze­zna­czo­ne­go” 1984, „Walki z potworami” 1885), wystawa linorytów (ilustracje z grafiko-książek), Jacek Soliński 8 – 27 XI Barwne, czarno-białe, wystawa fotografii, Witold Jurkiewicz 29 XI Skrajny egotyzm, spotkanie literackie, Grzegorz Musiał 6 – 19 XII Wystawa obrazów, Wojciech Nadratowski 20 – 31 XII Samotność, wystawa malarstwa, Krzysztof Gruse 1987 10 –30 I Studia różne, wystawa tekstów, kaligrafii i rycin, Henryk Waniek 31 I – 5 II Wystawa fotografii: Jan Maurer, Toon Mulders (Holandia) 6 II Rozkojarzanie obrazów– pokaz, J an Kaja, Jacek Soliński(Kłodzki Ośrodek Kultury) 14 II – 12 III Rodzaje obecności, zapisy plastyczne na podstawie prozy Jacka Solińskiego„Wymioty”: A  nna Bauer, Bogdan Dąbrowski, Zdzi­sław Gniadek, Krzysztof Gruse, Stanisław Stasiulewicz, czytanie fragmentów tekstu Alicja Mozga

157

14 – 27 III Zmierzch, wystawa tkaniny, Katarzyna Markiewicz 28 III – 10 IV Inaczej zapisując, wystawa obrazów, B  ogdan Prus 11 IV Spotkanie autorskie, Ernest Dyczek 25 IV – 15 V Obrazy do tekstów, wystawa prac: Anna Bauer, Krzysztof Gruse, Jan Kaja, Wojciech Nadratowski, Bog­dan Prus, Leon Romanow, Jacek Soliński, Stanisław Stasiulewicz, Stanisław Wasilewski, Henryk Waniek 16 –21 V Obrazy, wystawa malarstwa, Piotr Kiepuszewski 22 V –12 VI Malarstwo, wystawa prac, S tanisław Stasiulewicz 13 VI Forum wypowiedzi, spotkanie otwarte: Kuba Bryzgalski, Leszek Goldyszewicz, Krzysztof Gruse, Witold Jurkiewicz, Jan Kaja, Jerzy Kaja, Robert Kaja, Piotr Kiepuszewski, Sławomir Laskowski, Wojciech Matuszczak, Wojciech Nadratowski, Andrzej Pańta, Bogdan Prus, Jacek Soliński, Krzysztof Soliński, Stanisław Stasiulewicz, Jan Wach, Andrzej Wojnicki, Zbigniew Zieliński, Maciej Zwolanowski 27 VI –10 VII Odnajdywanie skupienia, wystawa prac: J an Kaja, Wojciech Nadratowski, Jacek Soliński, Stanisław Stasiulewicz, Stanisław Wasilewski 1 – 15 IX Naprzeciwko postaci, wystawa rysunków, Sławomir Laskowski 27 VIII Czas po temu, spotkanie autorskie, wiersze Horsta Bienkaw przekładzie Andrzeja Pańty 5 IX Spotkanie literackie, Janusz Styczeń 19 IX Za skupieniem, wystawa prac: Krzysztof Gruse, Witold Jurkiewicz, Jan Kaja, Sławomir La­skowski, Bogdan Prus, Jacek Soliński, Stanisław Stasiulewicz, Stanisław Wasilewski (wystawa dedykowana Piotrowi Różyckiemu), ekspozycja zamknięta przez Urząd Bezpieczeństwa 21 IX –20 X Teraz, wystawa dokumentacji Galerii Autorskiej, Jan Kaja, Jacek Soliński(Warszawska Jesień Poezji, Dom Literatury, Warszawa) 2 X Melancholijka polonaise, spotkanie autorskie, Jerzy Pluta 23 X – 5 XI Nienazwana wiedza, wystawa grafiki, Jacek Soliński 6 – 30 XI Spotkanie – W kierunku spotkania, wystawa prac: Bogdan Dąbrowski, Jan Kaja, Leon Romanow, Jacek Soliński, Stanisław Stasiulewicz 27 XI – 10 XII Drogi z rysunków, malarstwo w Kamieniołomie Wapienno Krzysztof Gruse, dokumentacja fotograficzna Bogdan Dąbrowski 11 XII Poznawanie obecności, wystawa grafiki, Jacek Soliński(Galeria „Kruchta” w Bazylice, Bydgoszcz) 11 XII W odległości za skupieniem– powtórne, tym razem zakończone powodzeniem, otwarcie wcześniej zamkniętej wystawy „Za skupieniem” 21 –31 XII Człowiek jest jak mgła, wystawa prac poświęcona pamięci Romana Brandstaettera: Janusz Boruta, Leszek Goldyszewicz, Krzysztof Gruse, Witold Jurkiewicz, Jan Kaja, Zbigniew Klusz­czyński, Wojciech Nadratowski, Yach Paszkiewicz, Bogdan Prus, Jacek Soliński, Stanisław Stasiulewicz, Stanisław Wasilewski, Andrzej Wąsik; czytanie Psalmów: Alicja Mozga, Jolanta Tadla

1988 4 –21 I Naczynia połączone, wystawa malarstwa, Krzysztof Wróblewski 22 I –31 II Sefirot, wystawa malarstwa, Krzysztof Gliszczyński 5 – 18 II Nieznane odległości, wystawa prac, Stanisław Stasiulewicz, Piotr Wójtowicz 19 – 28 II Przenikanie, wystawa malarstwa, Janusz Boruta 2 – 30 III Czas określony, wystawa dokumentacji Galerii Autorskiej Jan Kaja, Jacek Soliński (Galeria „Na Pięknej”, Warszawa) 7 – 28 III Cztery strony świata, wystawa obrazów, H  enryk Waniek 13 III – 14 IV Koło sklepień, wystawa obrazów, Jan Kaja (Galeria „Kruchta” w Bazylice, Bydgoszcz) 18 III Spotkanie poetyckie, Ewa Cecylia Laskowska(Ewa Kuczkowska) 29 III – 7 IV Patrząc przez okno, wystawa obrazów, Piotr Matuszek 8 IV Przestrzeń, spotkanie autorskie, Henryk Waniek 15 – 28 IV Równowaga, wystawa prac: Jan Kaja, Wojciech Nadratowski, Jacek Soliński, Stanisław Stasiu­lewicz, Stanisław Wasilewski 29 IV – 12 V Remanent, wystawa malarstwa, Kuba Bryzgalski 2 V Teilhard de Chardin, Msza na ołtarzu świata– reżyseria i wykonanie Hieronim Konieczka, wokaliza Alicja Mozga 13 – 23 V W poszukiwaniu realności, wystawa malarstwa, Stanisław Stasiulewicz 25 V – 25 VI Przedpołudnie, wystawa malarstwa, Jan Kaja; Pochylając i podnosząc głowę, wystawa grafiki, Jacek Soliński (Galeria „Na Pięknej”, Warszawa) 27 V Wrażenia granic, wystawa prac; Jan Kaja, Wojciech Nadratowski, Jacek Soliński, Stanisław Stasiulewicz, Stanisław Wasilewski 10 VI Obcy, wystawa malarstwa, Andrzej Wąsik 24 VI Szklana głowa, wystawa prac do tekstu Jacka Solińskiego; Bog­dan Dąbrowski, Jan Kaja, Zbigniew Kluszczyński, Wojciech Nadratowski, Jacek Soliński, Stanisław Stasiulewicz, Stanisław Wasilewski 8 – 22 VII Małe formy z jakiegoś świata, wystawa grafiki, Eugeniusz Józefowski 23 VII – 11 VIII Spotkanie poetyckie, Krzysztof Grzechowiak; wystawa obrazów, Dariusz Nowacki 12 – 25 VIII Między wrażeniami, wystawa prac, Sławomir Laskowski

158

26 VIII – 8 IX Obszary odkrywane, wystawa ma­lar­stwa, Zbigniew Kluszczyński 9 IX Mist, spotkanie poetyckie, Andrzej Pańta: wystawa prac dzieci: Gracjan, Emanuel i Jakub Ka­jo­wie oraz Kajetan i Mateusz Solińscy 23 IX – 6 X Wędrówki, wystawa fotografii, S tanisław Wasilewski 7 – 22 X Metamorfozy, wystawa grafiki, Stanisław Stasiulewicz 24 – 31 X Dzień, który się nie kończy, wystawa grafiki, Jacek Soliński; koncert, Wojciech Woź­niak 4 – 17 XI Przed ho­ry­zon­tem, wystawa malarstwa, Leon Romanow 18 – 30 XI Krajobraz wewnętrzny i zewnętrzny, wystawa prac: Janusz Boruta, Kuba Bryzgalski, Jan Kaja, Piotr Kiepuszewski, Zbigniew Kluszczyński, Wojciech Nadratowski, Jacek Soliński, Stanisław Stasiulewicz, Henryk Waniek, Stanisław Wasilewski, Andrzej Wąsik, Piotr Wójtowicz 2 – 18 XII Topografia wyobraźni, wystawa malarstwa, Wojciech Nadratowski 19 – 31 XII Ubranie dla duszy, ilustracje do książki Jacka Solińskiego, wystawa malarstwa, Jan Kaja

1989 13 –26 I Rozumienie otwarte i zamknięte, wystawa prac: Bogdan Dąbrowski, Leszek Gol­dy­sze­wicz, Krzysztof Gruse, Witold Jurkiewicz, Jan Kaja, Danuta Michałowska, Wojciech Nadratowski, Yach Paszkiewicz, Dorota Podlaska, Bogdan Prus, Leon Romanow, Jacek Soliński, Stanisław Stasiulewicz 27 I – 9 II Studium natury I, wystawa gwaszy, Stanisław Stasiulewicza 10 II Non stop kolor, wystawa grafiki, Yach Paszkiewicz 13 II – 9 III Strony pamięci, wystawa linorytów, Jacek Soliński(Galeria ’85, Bydgoszcz) 24 II Pożegnanie z poezją, spotkanie au­tor­skie, Krzysztof Szymoniak 28 II – 25 III Oddalenie, wystawa malarstwa, Jan Kaja(Galeria ‘85, Bydgoszcz) 10 – 22III Podróż, wystawa malarstwa, Dorota Podlaska 23 – 30 III Wielki Piątek, wystawa prac: J an Kaja, Wojciech Nadratowski, Jacek Soliński, Stanisław Stasiulewicz 31 III – 13 IV Blisko i daleko, wystawa fotografii, Bogdan Dąbrowski 14 – 26 IV Studium natury II, wystawa rysunku, Stanisław Stasiulewicz 16 IV – 16 V Przechodniom, wystawa linorytów, Jacek Soliński (Galeria „Kruchta” w Bazylice, Bydgoszcz) 28 IV Wariacje na temat książki, pokaz książek, Eugeniusz Józefowski 14 V – 20 VI Utracone wyrazy, wystawa malarstwa, Jan Kaja (Galeria „Kruchta” w Bazylice, Bydgoszcz) 15 V Jak szmer ważki płochliwej, wiersze Zdzisława Polsakiewicza (1928-1974) przypomniał Hieronim Konieczka 26 V – 15 VI W głębi, wystawa rysunków, Jan Kaja 16 VI – 6 VII Przemieszczając się, wystawa dokumentacji Galerii Autorskiej (16 VI 1979 - 16 VI 1989) Jan Kaja, Jacek Soliński; wystawa dokumenta­cji fotograficznej: Bogdan Dąbrowski, Witold Jur­kiewicz, Stanisław Wasilewski, Tytus Żmijewski 7 VII – 30 VIII Znikające drogi, wystawa obrazów, Z  bigniew Kluszczyński 31 VIII – 7 IX Studium natury III, wystawa malarstwa, Stanisław Stasiulewlcz 8 – 21 IX Bezpośrednie dane, wystawa malarstwa, Piotr Wójtowicz 22 IX – 22 X Rozmiary znaczeń, wystawa malarstwa, Bogdan Prus 24 – 31 X Wszystko jest jednością, wystawa linorytów, Jacek Soliński 10 XI Rytuały Lucimskie, spotkanie autorskie i pokaz dokumentacji: Bogdan Chmielewski, Witold Chmielewski, Wiesław Smużny 24 XI – 7 XII Świadomość i przypadek, wystawa fotografii, Jan Kaja, Jacek Soliński 8 – 21 XII Studium natury IV, wystawa grafiki, Stanisław Stasiulewicz 22 –31XII Środek, wystawa prac: Bogdan Dąbrowski, Leszek Goldyszewicz, Witold Jurkiewicz, Zbigniew Kluszczyński, Jan Kaja, Wojciech Nadratowski, Bogdan Prus, Jacek Soliński, Stanisław Wasilewski 1990 16 I – 16 II Wobec woli, wystawa dokumentacji Galerii Autorskiej 1979–1990; malarstwo, J an Kaja; grafika, Jacek Soliński ( Teatr Polski w Bydgoszczy) 22 I – 22 II Poza iluzją, wystawa malarstwa, Leszek Goldyszewicz 23 II – 23 III Chwilowy obraz całości, wystawa prac: Leszek Goldyszewicz, Witold Jur­kie­wicz, Jan Kaja, Zbigniew Klusz­ czyń­ski, Wojciech Nad­ra­tow­ski, Bogdan Prus, Jacek Soliński, Stanisław Wasilewski 23 III – 5 IV Między niebem a ziemią, wystawa malarstwa, Tomasz Sójka 6 – 17 IV Galicja, wystawa fotografii, Witold Jurkiewicz 18 V – 20 VI Łapanie deszczu, wystawa malarstwa, Eugeniusz Józefowski 22 VI – 18 VII Pięciobok, wystawa eksponatów wizualnych: E wa Bombela-Kuich, Andrzej Kuich, Yach Paszkiewicz, Dorota Podlaska, Andrzej Wąsik 20 VII – 12 IX Powietrzne przejścia, wystawa malarstwa, Zbigniew Kluszczyński 14 IX – 22 X Przewaga, wystawa obrazów, J an Kaja 18 – 31 X Droga po­wro­tu, wystawa obrazów, Jan Kaja (Galeria „Kantorek”, Bydgoszcz) 24 – 31 X Uwalnianie doczesności, wystawa linorytów, Jacek Soliński; koncert, Wojciech Woź­niak 16 – 30 XI Relacje od­nie­sień, wystawa malarstwa, Wojciech Nadratowski 30 XI – 12 XII Inna prze­strzeń, wystawa grafiki, Bernard Czarnecki

159

13 – 31 XII Manipulacje obrazem, wystawa grafiki, Marek Korzeniowski 18 XII – 18 I 1991 Znaki wia­ry­god­no­ści, wystawa linorytów, Jacek Soliński (Galeria ’85, Bydgoszcz) 1991 18 I – 14 II Dawne opowieści, wystawa malarstwa, Leszek Goldyszewicz 15 II 22 III Wielokrotne zacieranie śladów, wystawa prac, Andrzej Wojnicki 24 II – 24 III Strażnicy nadziei, wystawa linorytów, Jacek Soliński (Galeria „Kruchta” w Bazylice, Byd­goszcz) 19 III – 22 IV Wokół Pasji, wystawa obrazów i linorytów, Jan Kaja, Jacek Soliński (Filharmonia Pomorska, Bydgoszcz) 22 III – 24 IV Odtwarzanie wymiaru codzienności, wystawa fotografii, Andrzej Maziec 26 IV – 15 V Powieki, wystawa obrazów, J an Kaja 16 V – 20 VI Koniec świata, spotkanie autorskie, Henryk Waniek 21 VI – 10 VII Dwadzieścia obrazów, wystawa malarstwa, Sławek Maklak 11 VII – 25 IX Przestrzenie wyobraźni, wystawa obrazów, Z  bigniew Kluszczyński 26 IX – 22 X Sens zaistnienia, wystawa rzeźby, Aleksander Dętkoś 24 – 31 X Ku schyłkowi czasu, wystawa linorytów, Jacek Soliński 7 XI – 18 XII Wzdłuż pola widzenia, wystawa malarstwa, Marian Olszewski 19 XII – 25 I 1992 Symetria światła, wystawa ma­lar­stwa, Leon Romanow 1992 30 I – 26 II Miejsca między chwilami, wystawa ob­ra­zów: Zbigniew Kluszczyński, Wojciech Nadratowski 27 II – 19 III Wędrowcy na Argo, wystawa obrazów, L eszek Goldyszewicz 20 III – 9 IV Stacja, wystawa-spotkanie, Andrzej Maziec 10 IV – 20 V Wiosenne zejście do piwnic o zmierzchu, instalacja, B  ogdan Chmielewski 21 V – 24 VI Dobranoc, wystawa fotografii, B  ogdan Dąbrowski 25 VI – 8 VII Układanie rzeczywistości, wystawa fotografii, W  ojciech Woź­niak 9 VII – 30 VIII Bezkres, wystawa malarstwa, Zbigniew Kluszczyński 30 IX – 22X Obecnie, wystawa fotografii, W  itold Jurkiewicz 23 – 31 X Wyznaczona pora, wystawa grafiki, Jacek Soliński 12 XI – 17 XII Wybór, wystawa obrazów, T adeusz Rupiewicz 18 –31 XII Miejsca zapamiętane, wystawa fotografii, Jerzy Riegel 1993 28 I – 10 II PATRZĄC nie patrząc, wystawa malarstwa, Wojciech Nad­ra­tow­ski 11 – 20 II Rok Polski, wystawa rysunków, Bogdan Chmielewski 22 II – 22 III Powtarzanie milczenia, wystawa linorytów, Jacek Soliński  (I Katolickie Liceum Ogólnokształ­cące, Bydgoszcz) 25 II – 10 III Okulary i inne, wystawa rysunków, Wacław Kuczma 11 – 18 III Przemiany, wystawa fotografii, W  ojciech Woźniak 19 III – 19 IV Wejście do ciszy, retrospektywna wystawa linorytów z lat 1981-1992, Jacek Soliński (Salon Sztuki Współczesnej BWA, Bydgoszcz) 26 – 31 III To już wszystko, instalacja, Witold Chmielewski 1 – 30 IV Pestki Wielkie­go Jabłka, wystawa fotografii, Jerzy Zegarliński 13 – 26 V Magia liczb, wystawa prac, Wiesław Smużny 27 V – VI Ocaleni we wrażliwości, wystawa prac wychowanków Domu Pomocy Społecznej w Kadłubiu 3 – 16 VI Widok z dachu, spotkanie poetyckie, Krzysztof Kuczkowski 17 VI – 13 VII Fragmenty zapisu, wystawa fotografii, Bogdan Dąbrowski 14 VII – 22 IX Miejsca nieoznaczone, wystawa obrazów, L eszek Goldyszewicz 23 IX – 20 X Wietrzne wzniesienie, wystawa fotografii, Zbigniew Kluszczyński 2 – 31 X Brama, wystawa obrazów, Jan Kaja ( Kościół p.w. Matki Boskiej Częstochowskiej, Czarna Woda) 22 – 31 X Wyzwalanie pełni, wystawa linorytów, Jacek Soliński 13 XI – 31 XII Góra Błogosławieństw, wystawa linorytów, Jacek Soliński (Prymasowski Instytut Kultury Chrześcijańskiej, Bydgoszcz) 4 – 31 XII Pochylenie, wystawa linorytów, Jacek Soliński (Kościół p.w. Matki Boskiej Czę­sto­chow­skiej, Czar­na Woda) 30 XII – 18 I 1994 Strój, wystawa obrazów, J an Kaja 1994 20 – 31 I Zimowa opowieść dla przyjaciela, instalacja z cyklu „Rok Polski”, Bogdan Chmielewski 1 – 22 II Proch nieśmiertelny (druga opowieść dla przyjaciela), instalacja z cyklu „Rok Polski”, Bogdan Chmielewski 24 II – 8 III Aneks, wystawa fotografii, J erzy Zegarliński 10 III – 20 IV Ciała Niebieskie, wystawa malarstwa, Piotr Badziąg 21 IV – 28 V Trzy wymiary, wystawa fotografii, W  ojciech Woźniak 31 V – 22 VI Przebiśniegi na pustyni, wystawa malarstwa, Leszek Goldyszewicz 24 VI – 31 VIII Mistyka koloru, wystawa grafiki, Piotr Gojowy 2 – 20 IX Wysokości, wystawa malarstwa i fotografii, Zbigniew Kluszczyński

160

22 IX – 22 X Całość i fragmenty– „Oikos”, wystawa druków Galerii Autorskiej (1979-1994): Jan Kaja, Jacek Soliński (część I) 23 X Lista obecności – „Oikos”, wystawa dokumentacji Galerii Autorskiej, spotkanie: Jan Kaja, Jacek Soliński (część II) 24 – 31 X Dotknięcie horyzontu, wystawa linorytów, Jacek Soliński 26 XI – 8 XII To nie jest ciąg dalszy, wystawa fotografii, Jerzy Zegarliński 9 – 16 XII …jak wiedza, której zabraknie… jak wiedza, która przeminie, wystawa linorytów, Jacek Soliński (Bydgoski Antykwariat Naukowy) 31 XII – 25 I 1995 Ta chwila potem znika, wystawa malarstwa, Jan Kaja

1995 26 I – 22 II Mam wielu braci…, wystawa malarstwa i rysunku, Bożena Szymsiak 24 II – 15 III Siedem grzechów głównych, wystawa rzeźby, Robert Kaja 16 III – 20 IV Jedność, wystawa fotografii, Woj­ciech Woźniak 24 III – 20 IV BLIŻEJ-DALEKO-TAK SAM, wystawa druków Galerii Autorskiej z lat 1979-1995, Jan Kaja, Jacek Soliński (BWA, Bydgoszcz ) 25 IV – 25 V W przeciągu chwil, wystawa druków, Jan Kaja, Jacek Soliński; wystawa grafiki, Jacek Soliński(Dworek Sierakowskich, Sopot) 27 IV – 15 V Droga do światła, wystawa malarstwa, Irena Kużdowicz (1917-2000) 18 V – 6 VI Było, będzie, wystawa malarstwa, Leon Romanow 8 – 29 VI Nic ponadto, wystawa malarstwa, Leszek Goldyszewicz 30 VI – 31 VIII Święta każda chwila, wystawa linorytów, Jacek Soliński (Izba Lekarska, Bydgoszcz) 6 VII – 18 IX Wprowadzenie ogólne, wystawa fotografii, Daniel Dąbrowski 21 IX – 20 X Nieograniczona widoczność, wystawa prac, Z  bigniew Kluszczyński 21 IX – 18 X Lata 70… Miejsce sztuki Bydgoszcz, wystawa druków Galerii Autorskiej, Jan Kaja, Jacek Soliński (Muzeum Okręgowe w Bydgoszczy) 22 – 29 IX Jesteś czym jesteś, wystawa rysunków, Jan Kaja (Bydgoski Antykwariat Naukowy) 24 – 31 X Wypowiedzenie imienia, wystawa linorytów dedykowana synowi Mateuszowi, Jacek So­liń­ski 9 XI Z papierów…, wieczór autorski, Wojciech Banach 23 – 29 XI Veltro (Namioty Dantego), wystawa prac, P  iotr Badziąg 30 XI – 13 XII Opowieść o liściu, instalacja z cyklu „Rok Polski”, Bogdan Chmielewski 14 – 28 XII Dotyk odległości, wystawa prac, Alicja Knitter 29 XII – 5 I 1996 Świt i zmierzch, wystawa fotografii, o. Ryszard Sum CSSp 1996 8 – 29 I Czasoprzestrzeń i pochodne, wystawa fotografii, J arosław Pijarowski 29 I – 4 II Fragmenty w odstępach i bez odstępów. Teksty do odczytania i nie do odczytania, wystawa malarstwa, myśli do zapamiętania i nie do zapamiętania”, pokaz, instalacja, Jan Kaja 29 I – 4 II Czy każdy ma swoją twarz?, wystawa prac, instalacja, J acek Soliński 5 – 12 II Gdy metafora zaczyna tęsknić do re­ali­za­cji, wystawa malarstwa, Krzysztof Cander 13 – 18 II W każdym momencie, wystawa grafiki, Jacek Soliński (Salon Sztuki Współczesnej BWA, Bydgoszcz) 19 II – 5 III Gdy metafora zaczyna tęsknić do realizacji, wystawa rysunku, Krzysztof Can­der II – III Przeczuwanie, wystawa malarstwa, Jan Kaja (Galeria „Kruchta” w Bazylice, Bydgoszcz) 6 – 30 III Miejsca i ludzie, wystawa fotografii, Jerzy Riegel 2 – 30 IV W każdym momencie, wystawa malarstwa, Jan Kaja (Salon Sztuki Współczesnej BWA, Bydgoszcz) IV – V Wielki Tydzień,wystawa linorytów, Jacek Soliński (Galeria „Kruchta” w Bazylice, Bydgoszcz) 18 IV – 8 V Cienie, wy­sta­wa fotografii, Wojciech Woźniak 10 – 30 V Siedem odsłon, wystawa malarstwa i grafiki oraz monolog na temat wolności, Jacek Soliński 5 VI Przez chwilę, spotkanie poetyckie, Robert Mielhorski 14 – 21 VI Na tle, wystawa druków Galerii Autorskiej z lat 1979 –1996, Jan Kaja, Jacek Soliński (Galeria Non Fere, Bydgoszcz) 19 – 30 VI W oddaleniu, w przybliżeniu, wystawa fotografii, Jerzy Zegarliński 3 – 28 VII Niezmiennie, wystawa prac, Wojciech Nadratowski 29 VIII – 25 IX Po dwóch stronach, wystawa obrazów, W  iktor Kaczmarkiewiczoraz prac dzieci: Zuzanna Kaja, Joachim Soliński 26 IX – 22 X Maski, wystawa grafiki, Mariusz Kałdowski XI – XII Wnętrze, wystawa prac, Leszek Goldyszewicz, Jan Kaja, Jacek Soliński (Galeria Non Fere, Bydgoszcz) 5 – 20 X Anioł i góra, poezja K  rzysztof Kuczkowski; malarstwo Jan Kaja, Leszek Goldyszewicz; grafiki Jacek Soliński; muzyka Marek Maciejewski (Dworek Sierakowskich, Sopot) 24 – 31 X Rzeczywistości, których nie widzimy, wystawa linorytów, Jacek Soliński XI  Powszedni dzień, wystawa linorytów, Jacek Soliński (Galeria Plama’s, Szubin) 26 XI – 5 XII Dookoła i z powrotem, wystawa malarstwa, Leszek Goldyszewicz 6 XII Prawie 18 sekund, pokaz o Galerii Autorskiej, Jan Kaja, Jacek Soliński (Bydgoski Antykwariat Naukowy) 11 – 31 XII Pod niebem, wystawa prac, Jan Kaja

161

1997 27 I – 20 II Razem i osob­no, wystawa prac i dokumentacji wystaw: Bogdan Chmielewski, Witold Chmielewski, Bogdan Dą­brow­ski, Leszek Goldyszewicz, Witold Jurkiewicz, Jan Kaja, Robert Kaja, Zbigniew Kluszczyński, Andrzej Maziec, Wojciech Nadratowski, Marian Olszewski, Jerzy Riegel, Leon Romanow, Jacek Soliński, Henryk Waniek, Stanisław Wasilewski, Wojciech Woźniak, Jerzy Zegarliński 21 II – 12 III To, co minione, wystawa fotografii, Zbi­gniew Kluszczyński 27 II – 11 III Niebo w grud­niu, spotkanie poetyckie, Krzysztof Kuczkowski; wystawa malarstwa i grafiki, Jacek Soliński (Kawiarnia Artystyczna Węgliszek, Bydgoszcz) 13 – 22 III Pięć minut drogi, wystawa fotografii, Wojciech Woźniak 20 III Poza zasłoną, spotkanie autorskie, ks. Antoni Siemianowski, wystawa obrazów, Jan Kaja (Kawiarnia Artystyczna Węgliszek, Bydgoszcz) 23 III – 30 III Wielki Tydzień, wystawa linorytów, Jacek Soliński (Parafia św. Polskich Braci Męczenników, Bydgoszcz) 24 IV – 8 V Pośród pejzaży, wystawa malarstwa, Wiktor Kaczmarkiewicz; wystawa fotografii portretowej: Jan Kaja, Jerzy Riegel, Wojciech Woźniak 9 V – 30 V Czytanie ist­nie­nia, wystawa malarstwa i grafiki, Jacek Soliński, ekspozycja wybranych fragmentów pism filozoficznych, ks. Antoni Siemianowski (BWA, Byd­goszcz) 23 V – 15 VI Przestrzeń z motywem nadziei, wy­sta­wa malarstwa, Jerzy Puciata 16 VI – 30 VII Po tej i po tamtej stronie, wystawa malarstwa i grafiki, Jan Kaja, Wojciech Nad­ra­tow­ski, Jacek Soliński; wieczór poetycki, Krzysztof Kuczkowski (Dworek Sierakowskich, Sopot) 26 VI – 31 VIII Treści roz­pro­szo­ne, wystawa ma­lar­stwa, Wojciech Nad­ra­tow­ski 19 IX – 8 X Obrazy, wystawa fotografii, J a­ro­sław Pijarowski 10 X Po latach, spotkanie poetyckie, Kazimierz Hoffman 24 – 31 X Święto dnia powszedniego, wystawa linorytów oraz wypowiedź o początku i końcu, wystawa de­dykowana Aniołowi Stróżowi, J acek So­liń­ski 20 XI – 18 XII Spas w siłach (Chrystus w chwale), wystawa malarstwa, Krzysztof Kunca 19 XII – 28 I 1998 Niekiedy, wystawa malarstwa, Leszek Goldyszewicz 1998 29 I – 24 II Nieskończeni, wystawa prac, Jan Kaja 26 II – 20 III Za ścianą kwiatów, wystawa prac, Anna Drejas 21 – 30 III Pierwszy dzień wiosny, wystawa prac, Z  bigniew Kluszczyński (1959-1997) 1 – 30 IV Portret nie­ple­wio­ny, wystawa fotografii, Jerzy Zegarliński 3 IV – 12 V Wielki Tydzień, wystawa malarstwa,Jan Kaja; wystawa linorytów, Jacek Soliński (Galeria Homo Faber, Solec Kujawski) 14 V – 3 VI Dokąd, wy­sta­wa grafiki, Piotr Gojowy 4 VI – 31VIII Zanikanie (Galeria Pamięci), wystawa fotografii, Andrzej Maziec VI – VII Podróżnicy sumienia, wystawa ma­lar­stwa, J an Kaja; wystawa linorytów, Jacek Soliński (Galeria Pro Arte Christi, Gdańsk) 17 IX – 20 X Głowy wa­wel­skie, wystawa obrazów, minimal-art, (Willy Purdoch) Ryszard Czajkowski 24 – 31 X Wiatr wieje tam, gdzie chce, wystawa grafiki, Jacek Soliński 5 XI – 15 XII Antologia podróżnego, obrazy, Jan Kaja; grafika, Jacek Soliński (Galeria Rękawka, Kraków) 19 XI Szare kamyki, spotkanie autorskie, Andrzej Grzyb 19 XI – 8 XII Szare kamyki, wystawa ob­ra­zów i rysunków, Wojciech Nadratowski 10 – 31 XII Bez od­po­wie­dzi, wystawa fotografii, Wojciech Woźniak 1999 28 I – 23 II W polu wi­dze­nia, wystawa fotografii, Jerzy Riegel 25 II – 12 III Przedmioty z mojego wnętrza, wystawa prac, Krzysztof Kunca 14 III – 20 III Ten, który klęka, wystawa linorytów, Jacek Soliński (Hospicjum im. ks. J. Po­pie­łusz­ki, Byd­goszcz) 21 III – 8 IV Poszukiwanie obrazu, wystawa prac, Anna Drejas 10 IV – 30 IV Zaludnianie samotności, obrazy, Jan Kaja; linoryty, Jacek So­liń­ski (Caritas, Byd­goszcz) 15 IV – 18 V Przedmiot uczuć, wystawa obrazów, J an Kaja 26 IV – 26 V Współczesna Polska Sztuka Książki (wystawa zbiorowa) Jacek Soliński (Biblioteka Narodowa, War­sza­wa) 20 V – 14 VI W otwartych drzwiach, wystawa fotografii, Jerzy Riegel 16 VI – 31 VIII Do teraz, wystawa dokumentacji Galerii Autorskiej z lat 1979-1999, Jan Kaja, Jacek Soliński 22 IX – 22 X Wybór emo­cjo­nal­ny, wystawa prac, Sonia Zengel 24 IX – 30 X Wokół nadziei, wystawa linorytów, Jacek Soliński (Miejska Galeria Plastyki, Inowrocław) 24 – 31 X Kiedy opadnie mgła, wystawa obrazów, Joachim Soliński (ur. 1991), wystawa linorytów, Jacek Soliński 18 XI – 15 XII Stały adres zamieszania, wystawa prac, R  yszard Czajkowski 16 XII – 31 XII Roślinność, wystawa malarstwa, Justyna Jułga 20 XII – 30 I 2000 Anioły domu, wystawa malarstwa i grafiki, Jacek Soliński (Sala Spotkań Oikos, Bydgoszcz) 2000 27 I – 15 II Obrzeża, wystawa fotografii, Tytus Żmijewski

162

17 – 28 II Policzone włosy, wystawa obrazów i rysunków, Jan Kaja 29 II – 21 III Między dro­ga­mi, wystawa obrazów, Jan Kaja (Sala Spotkań Oikos, Bydgoszcz) 21 – 30 III Niedokończone obrazy (Kiedy się wsty­dzę), wystawa obrazów, Anna Drejas 1 – 30 IV Dwa razy, wystawa fotografii, J ózef i Jerzy Zegarlińscy 5 – 28 V Współczesna Polska Sztuka Książki, (wystawa zbiorowa) Jacek Soliński (Biblioteka Narodowa, galerie DAP i Lufcik, Warszawa) 9 V Miłość i filozofia, wykład, k s. Antoni Siemianowski; Aniołowie, wystawa obrazów, Jacek Soliński 8 – 30 VI Moje panoramy, wystawa fotografii, Wojciech Woźniak 1 VII – 30 VIII Punkty wspólne, spotkanie autorskie, Wojciech Banach; wystawa obrazów, Wojciech Nadratowski 31 VIII –20 IX W ramach obrazu, wystawa ma­lar­stwa, Wojciech Nad­ra­tow­ski 21 IX – 20 X Widzenie nadsłuchujące, wystawa, Bogdan Chmielewski 24 – 31 X Przełamanie, wystawa linorytów i obrazów dedykowana żonie Magdalenie, Jacek So­liń­ski 12 XI – 30 XI Święto po­wsze­dnio­ści, wystawa malarstwa i grafiki; Jan Kaja, Jacek Soliński, do tekstów Marka Ristau (Kościół św. Polskich Braci Męczenników, Bydgoszcz) 23 XI –10 XII Wykalkulowane ryzyko, wystawa obrazów, Ryszard Czajkowski 12 XII – 31 XII Bramy i anioły, wystawa malarstwa i grafiki; Jan Kaja, Jacek Soliński (Galeria Non Fere, Bydgoszcz) 14 – 31 XII Chwila zero, wystawa obrazów, J an Kaja 14 XII Nauka i ta­jem­ni­ca, odczyt, Piotr Malinowski 28 XII – 31 I 2001 Przechodnie i aniołowie, wystawa malarstwa i grafiki dedykowana Przechodniom kończącego się wieku, J acek Soliński, koncert wibrafonisty Karola Szymanowskiego (BWA, Byd­goszcz)

2001 25 I – 20 II Cząstka wtajemniczenia, wystawa rysunku i malarstwa, Damian Rebelski 22 II –20 III Proste prace, wystawa fotografii, W  oj­ciech Woźniak 21 III – 4 IV Portrety pta­ków, wystawa prac dzieci ilustrująca ekspozycję Bogdana Chmielewskiego „Widzenie nadsłuchuące” (21 IX 2000 GA) 23 III – 30 IV Większa część dnia, wystawa malarstwa, Jan Kaja (BWA, Bydgoszcz) 5 IV Zapach ga­sną­cej świecy, spotkanie poetyckie, Wojciech Gawłowski 5 IV – 15 V Zapach ga­sną­cej świecy, wystawa malarstwa, Jan Kaja 24 IV – 24 V Kartografia wyobraźni, wystawa linorytów, Jacek Soliński (Świecie) 17 V – 6 VI W moim ogro­dzie, wystawa malarstwa, Justyna Jułga 10 VI – 15VII Linie papilarne natury, wystawa malarstwa, Jan Kaja (Galeria Plama’s, Szubin) 7 – 17 VI Ćwiczenie skupienia, wystawa malarstwa i rysunku, Krzysztof Kunca 18 VI – 30 VII Woda żywa, (realizacja do rysunków L.R.), Bogdan Chmielewski 30 VIII – 18 IX Ponad ziemią, wystawa fotografii, M  arcin Sauter 20 IX – 20 X Wielokrotny temat, wystawa fotografii, Stanisław Wasilewski 24 X – 31 X Apologia zajęć niepotrzebnych, wystawa linorytów i obrazów dedykowana żonie Magdalenie, Jacek Soliński; wybór tek­stów do prac, Mateusz Soliński 9 XI Simone Weil, odczyt, Jolanta Baziak 22 XI – 5 XII Przed i za oknami, wystawa prac, Ryszard Czajkowski 6 – 31 XII Senność, wystawa obrazów, W  oj­ciech Nadratowski 2002 31 I – 27 II Wieczory, wystawa obrazów, J an Kaja 28 II – 20 III Rysunki, wystawa rysunków, Alek­san­dra Simińska 21 – 30 III Genos, wy­sta­wa prac, Piotr Badziąg 1 – 30 IV Droga, wy­sta­wa fotografii, Jerzy Ze­gar­liń­ski 23 V – 19 VI Podróżnicy i aniołowie, fotografie i fragmenty dziennika, Wojciech Jazdon; linoryty i obrazy, Jacek Soliński 20 VI – 15 IX dodatni, rzeźby i instalacje, Robert Kaja 26 IX – 10 X Zobaczone ponownie, wystawa malarstwa, Kazimierz Drejas 13 X Aniołowie wybranych dni, wystawa grafiki i obrazów, Jacek Soliński(Dzień Papieski; Hala Łuczniczki, Bydgoszcz) 24 – 31 X Spacer z cieniem, wystawa grafiki obrazów, Jacek Soliński 14 XI – 10 XII Czekając na statek niewolników, wystawa malarstwa, Krzysztof Kunca 12 – 31 XII Tędy chodzą chmury, wystawa ma­lar­stwa, Kazimierz Jułga(1935-2002), promocja albumu monograficznego 2003 30 I – 25 II Portrety natury, wystawa malarstwa, Justyna Jułga 27 II – 20 III Kolejny dzień, wystawa grafiki, Jarosław Nowak 21 – 30 III Aniołowie dni powszednich, wystawa obrazów, J acek Soliński 3 IV – 10 V Brzeg góry, wystawa malarstwa, Jan Kaja 15 V – 12 VI Przejścia, wystawa obrazów, L eszek Goldyszewicz 13 – 30 VI Ukryty w tym świecie, wystawa grafiki i obrazów, Jan Kaja, Jacek Soliński (Filharmonia Pomorska, Bydgoszcz) 23 VI Suszenie pomysłów, jednodniowa wystawa grafiki dedykowana Krzysztofowi Kuczkowskiemu, Jacek Soliński ( Teatr w Sopocie)

163

26 VI – 26 VII Niepokoje, wystawa obrazów, A  nna Drejas 31 VII Wszystko jest poezją, wystawa fo­to­gra­fii, Piotr Czekalski 29 VIII – 20 IX Dygresje, wystawa prac, Dorota Jajko-Sankowska 25 IX – 20 X Dwoistość, wystawa pasteli, K  azimierz Drejas 24 – 31 X Znikający ludzie i aniołowie, wystawa linorytów i obrazów dedykowana żonie Magdalenie, Jacek Soliński 27 XI – 10 XII Światło i równowaga, wystawa malarstwa, Leon Romanow (1938-2000), promocja albumu monograficznego 1 – 31 XII Po-nie-kąd, wystawa obrazów, W  oj­ciech Nadratowski

2004 29 I – 26 II Portrety dzieciństwa, wystawa prac, Ryszard Czajkowski 27 II – 20 III Album, wystawa prac, Jarosław San­kow­ski 21 – 30 III Ogrody wy­obraź­ni, wystawa fo­to­gra­fii, Wojciech Woźniak 31 III Linoryt – moje zapisywanie świata, pokaz, Jacek Soliński (Muzeum Okręgowe, Bydgoszcz) 1 – 30 IV Jedenaście, wystawa fotografii, Jerzy Zegarliński 17 – 30 V Aniołowie – dedykacje, wystawa obrazów, J acek Soliński 17 V …póki skłania się nasza o nich pamięć, wiersze Zdzi­sła­wa Polsakiewicza przypomniała Alicja Mozga 3 – 27 VI Portrety, wystawa obrazów, J oanna Witt-Jonscher (1900-1982) 3 VI Pogrzeb starej marynarki, spotkanie poetyckie, Zdzisław Pruss 29 VI – 15 VIII Chwile obecności 1979-2004, ekspozycja jubileuszowa z okazji 25-lecia Galerii Autorskiej J. Kaji, J. Solińskiego; wystawa prac: Bogdan Chmielewski, Kazimierz Drejas, Kazimierz Jułga, Jan Kaja, Irena Kużdowicz, Wojciech Nadratowski, Leszek Przyjemski, Leon Romanow, Jacek Soliński, Henryk Waniek, Stanisław Wasilewski, Wojciech Woźniak, Jerzy Zegarlińskioraz wystawa dokumentacji (BWA, Byd­goszcz) 16 VII – 25 VIII Zachwycenie czasem, wystawa obrazów, Sonia Zengel 16 VII Zachwycenie czasem, spotkanie poetyckie, Józef Banaszak 27 VIII – 15 IX Poświęcona ziemia, wystawa obrazów, Krzysztof Kunca 17 – 30 IX Z góry, wystawa obrazów, J an Kaja 17 IX Motywy pasyjne w malarstwie europejskim, odczyt, Piotr Siemaszko 4 X W tej chwili, wiersze Krzysztofa Nowickiego (1940-1997) przypomniała Alicja Mozga 4 – 23 X W tej chwili, wystawa fo­to­gra­fii, Grzegorz Kargól 24 X – 5 XI …to, co jest częściowe, wystawa linorytów i obrazów, Jacek Soliński 18 XI – 7 XII Bez tytułów, wystawa malarstwa, grafiki i rysunku, Andrzej Budziak ( 1953-1981); wystawa prac, Grzegorz Bednarski 9 – 31 XII Pora życia, wystawa malarstwa, Irena Kużdowicz (1917-2000), promocja albumu monograficznego 2005 27 I – 23 II Ptaki i inne Nieboraki, wystawa malarstwa, Leszek Goldyszewicz 24 II – 29 III Martwa lutowa, wystawa malarstwa, Aleksandra Simińska 20 III – 20 IV Do końca, wystawa malarstwa, Jan Kaja (Pałac w Lubostroniu) 30 III – 21 IV Kresy, wystawa fotografii, Witold Jurkiewicz 22 IV – 19 V Podwórka, wystawa fotografii, B  ogdan Dąbrowski 22 IV Miłość bierze się z gry światła, spotkanie poetyckie, Jan Wach, promocja tomiku wierszy 20 V – 16 VI Aniołowie przyjaciół część I, wystawa obrazów, Jacek Soliński 20 V Regalia, spotkanie poetyckie, Krzysztof Grzechowiak, promocja tomiku wierszy 16 VI – 6 VII Jak mało trzeba, wystawa fotografii, Jarosław Pruss 16 VI Jak mało trzeba, spotkanie poetyckie, Zdzisław Pruss 7 VII – 29 VIII Nasze magiczne miejsca, wystawa fotografii, G  rzegorz Chojnacki, Mateusz Chojnacki 30 VIII – 10 IX Poświęcona ziemia, wystawa malarstwa, Krzysztof Kunca 30 VIII Na marginesie pewnego wiersza, spotkanie poetyckie, Jarosław Jakubowski 11 – 30 IX Aniołowie ukojenia, wystawa malarstwa i grafiki, Jacek Soliński (Hospicjum im. ks. J. Popiełuszki w Bydgoszczy) 23 IX – 22 X Próby, wystawa malarstwa, Anna Drejas 24 X – 4 XI Kropki i kreski, wystawa grafiki i malarstwa, Jacek Soliński 17 XI – 6 XII Pejzażowe konstrukcje, wystawa malarstwa, Kazimierz Drejas, promocja albumu monograficznego 8 – 31 XII Znaleziska z przyszłości, wystawa malarstwa, Ryszard Wietecki 19 – 31XII Aniołowie dobrej nowiny, wystawa malarstwa, Jacek Soliński (Pałac w Lubostroniu) 2006 26 I – 22 II Cicha noc, wystawa malarstwa, Jan Kaja 26 I Wszędzie skąd wracałem, spotkanie poetyckie, Krzysztof Szymoniak, promocja tomiku wierszy 23 II – 22 III Wciąż te same widzenia, wystawa fotografii, M  arek Noniewicz 23 II Regalia II, spotkanie poetyckie, Krzysztof Grzechowiak 23 III – 25 IV Poświaty, wystawa malarstwa, Jan Kaja 23 III Podsłuchiwanie siebie, spotkanie poetyckie, ks. Franciszek Kamecki, promocja tomiku wierszy 27 IV – 20 V Brzeg skupienia, wystawa fotografii, Grzegorz Kargól

164

27 IV Brzeg skupienia, spotkanie poetyckie, Jarosław Jakubowski, Agnieszka, Kubicka, Judyta Kaczmarek, Marek Mikielewicz 23 V – 7 VI Warunki zewnętrzne, wystawa malarstwa i grafiki: Marzena Balewska, Grzegorz Bednarski, Jan Kaja, Bogusław Kuraś, Aleksandra Simińska, Jacek Soliński 23 V Warunki zewnętrzne, spotkanie poetyckie: Krzysztof Grzechowiak, Ewa Kuczkowska, Krzysztof Kuczkowski, Krzysztof Szymoniak 2 VI – 15 VII Droga Krzyżowa, wystawa malarstwa, Jan Kaja (Parafia p.w. Jana Chrzciciela w Grucznie) 8 VI – 25 VII Aniołowie przyjaciół część II, wystawa obrazów, J acek Soliński 27 VII – 30 VIII Rzeczy zwykłe, wystawa obiektów, Marian Stępak 27 VII Rzeczy zwykłe, spotkanie poetyckie, Jerzy Rochowiak 31 VIII – 20 IX Kartki z podróży, wystawa fotografii, Grzegorz Chojnacki, Mateusz Chojnacki 31 VIII Czas próby, spotkanie poetyckie, Krzysztof Szymoniak 21 IX – 20 X Motyw przemijania, wystawa grafiki, Bronisław Zygfryd Nowicki (1907- 1981), promocja albumu monograficz­ne­go 10 X – 10 XI Nauka milczenia, wystawa malarstwa i grafiki, Jan Kaja, Jacek Soliński (Galeria „Nad Wisłą”, Toruń) 24 X – 5 XI Ruchome obserwacje, wystawa grafiki i malarstwa dedykowana żonie Magdalenie, Jacek Soliński 19 IX – 31 XII Odsłanianie, wystawa malarstwa i grafiki, Jan Kaja, Jacek Soliński (Pałac w Ostromecku) 23 XI – 12 XII Opowieść o martwej naturze, wystawa malarstwa, Bogusław Kuraś 23 XI Wszyscy obecni, spotkanie poetyckie, Jarosław Jakubowski, promocja tomiku wierszy 14 – 31 XII Bydgoszcz minionego wieku, wystawa izohelii, J erzy Riegel, promocja albumu mo­no­gra­ficz­ne­go

2007 25 I – 22 II Ziemia niczyja, wystawa malarstwa, Aleksandra Simińska 25 I – 22 II Pejzaż klasyczny, wystawa malarstwa, Joanna Stasiak 25 I Życie epizodu, spotkanie poetyckie, Jan Wach, promocja tomiku wierszy 22 II – 20 III Tak i owak, wystawa malarstwa, Wojciech Nadratowski 22 II Nocne zapiski, spotkanie poetyckie, Sławomir Kuczkowski 21 – 30 II Sztuki walk ze śmiercią, wystawa prac, D  ariusz Nowacki 21 III Senilia, spotkanie poetyckie, Krzysztof Grzechowiak 1 – 30 IV Dwa miasta, wystawa fotografii, Jerzy Zegarliński, Józef Zegarliński 16 – 30 V Aniołowie przyjaciół część III, wystawa obrazów, J acek Soliński 16 V Pieśń miłości, pieśń doświadczenia, spotkanie poetyckie, Wojciech Kass, Krzysztof Kuczkowski, promocja tomiku wierszy 1 VI Wędrówka Mistrza Kościeja wg Michela de Ghelderode, spektakl, opracowanie i inscenizacja Alicja Mozga (otwarcie nowej siedziby Galerii Autorskiej przy ul. Pomorskiej 48) 14 VI – 18 VII Poruszenie, wystawa malarstwa, Jan Kaja 14 VI Pasja według XX wieku, spotkanie poetyckie, ks. Franciszek Kamecki, promocja tomiku wierszy 30 VI – 30 VII Ludzie i aniołowie, wystawa malarstwa, Jan Kaja, Jacek Soliński (Parafia p.w. Jana Chrzciciela w Grucznie) 5 –18 VII 10 tysięcy kartek z podróży, wystawa obrazów, R  yszard Czajkowski 5 VII Układ, spotkanie poetyckie, Wojciech Banach 13 VII – 31 VIII Wokół Biblii – w 410. rocznicę śmierci ks. Jakuba Wujka, wystawa malarstwa i grafiki, Jan Kaja, Jacek Soliński (Muzeum Regionalne, Wągrowiec) 17 VII Religia w służbie życia, spotkanie autorskie i promocja książki, Wojciech Maria Zalewski; prowadzenie Mateusz Soliński (Księgarnia Kujawska, Matras, Bydgoszcz) 19 VII – 28 VIII Ze wspólnego wnętrza – dobrze widziani część I, wystawa malarstwa, Krzysztof Kunca 3 VIII Parada wg Laula Augnostakisa, spektakl, reżyseria Alicja Mozga; wykonanie studenci Wydziału WokalnoAktorskiego AM w Bydgoszczy 10 VIII Contessana podstawie opowiadania Petera Roseia „Kim był Edgar Allan”, spektakl, reżyseria i adaptacja tekstu A  licja Mozga; wykonanie studenci Wydziału Wokalno-Aktorskiego AM w Bydgoszczy 17 VIII Rozmowa z matką Makryną Mieczysławskąwg Juliusza Słowackiego, monodram, opracowanie i wykonanie A  licja Mozga 24 VIII Noc Helverawg Ingmara Villqista, spektakl, reżyseria Alicja Mozga; wykonanie studenci Wydziału WokalnoAktorskiego AM w Bydgoszczy 30 VIII – 19 IX Ukamienowanie Krzyża, wystawa fotografii dokumentująca instalację zrealizowaną w Brighton, Emanuel Kaja 30 VIII Notatki do poematu, spotkanie poetyckie, Jarosław Jakubowski 13 IX IV Międzynarodowe Spotkanie Poetyckie „Pobocza 2007”, spotkanie autorskie, Krzysztof Karasek, swoje wiersze czytali: Maryja Baradzina, Miroslav Brück, Przemysław Dakowicz, Lenka Deňhelová, Viola Fischerová, Tatiana T. Jamnik, Franciszek Kamecki, Wojciech Kass, Wiesława Maria Kluszczyńska, Grzegorz Kociuba, Barbara Korun, Hana Kovač, Krzysztof Kuczkowski, Valerij Kupka, Meta Kušar, Agnieszka Łasek, Tomáš Mazal, Maciej Melecki, Marian Milčák, Franciszek Nastulczyk, Radharani Pernarčič, Haris Rekanović 7 IX Czy filozofia ma jeszcze dzisiaj coś do powiedzenia, wykład, ks. prof. Antoni Siemianowski 20 IX – 10 X Bramy, wystawa malarstwa, Jan Kaja 20 IX 29 prac Szymona Słupnika, spotkanie poetyckie, Krzysztof Szymoniak, promocja tomiku wierszy

165

11 X – 22 X Pod wieczór, wystawa malarstwa i spotkanie poetyckie, Kazimierz Jułga (1935-2002), wiersze poety przypomniał Mieczysław Franaszek 24 X – 6 XI Czekając na wiatr– pamięci brata Krzysztofa, wystawa linorytów i obrazów, Jacek Soliński 24 X Jeżeli, spotkanie poetyckie, Krzysztof Soliński(1950- 2006), wiersze poety przypomniał Mieczysław Franaszek, promocja tomiku wierszy 8 XI – 15 XI Constans, wystawa fotografii, Z  bigniew Lubaczewski (1929-1985) 8 XI Drugie życie, spotkanie poetyckie, Krzysztof Nowicki (1940-1997), wiersze poety przypomniała Alicja Mozga 16 XI Tchnienie światła, wystawa malarstwa, Michał Cander 23 XI Lekcja Panny Margaridywg Roberto Athayde, spektakl, wykonanie Alicja Mozga, reżyseria Tadeusz Junak 6 – 31 XII Rytm świata, wystawa malarstwa, Krzysztof Cander(1936-2006), promocja albumu mo­no­gra­ficz­ne­go

2008 31 I – 21 II Moment wyspy – obrazy balijskie, wystawa malarstwa, Waldemar Kakareko 22 II – 12 III Myślałem o tym wczoraj, wystawa malarstwa, Leszek Goldyszewicz 22 II Gorące masy powietrza, spotkanie poetyckie, Ryszard Częstochowski 13 III – 31 III Ze wspólnego wnętrza – dobrze widziani cz. II, wystawa malarstwa, Krzysztof Kunca 16 III – 16 IV Droga Krzyżowa, wystawa malarstwa, Jan Kaja (Galeria Europejskiego Centrum Kultury LOGOS, Łódź) 27 III Szczygieł z New Jersey, spotkanie poetyckie, Zdzisław Pruss, promocja tomiku wierszy 1 IV – 9 IV Oczy/wiście, wystawa fotografii, Jerzy Zegarliński(siedziba przy ul. Chocimskiej 5) 10 IV – 16 IV Strony, wystawa malarstwa, Kazimierz Drejas(ekspozycja przygotowana z okazji 40-lecia pracy twórczej) 17 IV Obrazy i słowa, spotkanie autorskie, Piotr Siemaszko, prowadzenie Mateusz Soliński 24 IV – 11 V Na Końcu Świata – Fin del Mundo, wystawa fotografii, Gracjan Kaja, Piotr Nowacki 12 V Ja jestem Żyd z „Wesela”wg Romana Brandstaettera, monodram, wykonanie i opracowanie Mieczysław Franaszek 15 V – 28 V Kolory światła, wystawa malarstwa, Anna Bochenek 15 V Światłoczułość, spotkanie poetyckie, Krzysztof Szymoniak 29 V – 11 VI Aniołowie przyjaciół część IV, wystawa obrazów, J acek Soliński 29 V Walka Jakuba z aniołem, spotkanie poetyckie, ks. Franciszek Kamecki 12 VI – 17 VI Poszukiwanie, wystawa fotografii i grafiki, Jakub Kaja (siedziba przy ul. Chocimskiej 5) 18 VI – 3 VII Cierń kresowy– E dwardowi Woyniłłowiczowi w 80. rocznicę śmierci 1847–1928, instalacja Bogdan Chmielewski, wprowadzenie Gizela Chmielewska 4 VII – 24 VII Peregrynacje, wystawa malarstwa, Dorota Jajko-Sankowska 25 VII – 6 VIII Akty – wczoraj, wystawa malarstwa, Kazimierz Drejas 7 VIII – 27 VIII Czas skadrowany, wystawa fotografii dokumentalnej, Krzysztof Nowaczyk, Kajetan Soliński 7 VIII Czas skadrowany, spotkanie poetyckie, Jarosław Jakubowski 27 VIII Czas skadrowany, finisaż wystawy fotografii, Krzysztof Nowaczyk, Kajetan Soliński 28 VIII – 10 IX Promieniowanie, wystawa malarstwa, Jan Kaja 28 VIII Pozwólmy przemijać światu, spotkanie poetyckie, Robert Mielhorski 11 IX – 24 IX Grające wyspy, wystawa malarstwa, Wojciech Nadratowski 11 IX Jutrzejszy dzień, spotkanie poetyckie, Krzysztof Grzechowiak 25 IX – 8 X Wnętrze miasta, wystawa malarstwa, Joanna Imielska 25 IX Koncert gitarowy, Konrad Ingielewicz X – XI Spojrzenie poza, wystawa obrazów, Jan Kaja (UKW – Biblioteka, Bydgoszcz) 9 X – 23 X Podróż sentymentalna, wystawa malarstwa, Sonia Zengel 11 X –11 XI Droga Krzyżowa, wystawa obrazów, Jan Kaja (Kościół p.w. MBKM, Bydgoszcz, Fordon) 24 X – 5 XI 18628 dni, wystawa linorytów i obrazów, Jacek Soliński 24 X ...od czasu do czasu, spotkanie poetyckie, promocja wyboru poezji i prozy, Krzysztof Soliński(1950-2006), wiersze poety przypominała Aneta Ingielewicz, promocja tomiku wierszy 6 XI – 19 XI Spojrzenie w górę, wystawa rzeźby i fotografii, Gracjan Kaja 7 XI Bez kontekstu, spotkanie poetyckie poświęcone twórczości Krzysztofa Solińskiego(1950-2006); utwory poety przypomniała Aneta Ingielewicz; artystę wspominali: Wojciech Banach, Jarosław Jakubowski, Grzegorz Kalinowski, ks. Franciszek Kamecki, Krzysztof Szymoniak i Jan Wach 17 XI Bez kontekstu, finisaż wystawy rzeźby i fotografii, Gracjan Kaja 20 XI – 3 XIII Odczytywanie natury, wystawa fotografii, Kazimierz Jułga(1935-2002), wiersze poety przypomniała Aneta Ingielewicz, promocja albumu monograficznego 4 XII – 17 XII Pamięć wody, wystawa malarstwa, Aleksandra Simińska 4 XII Gasnące samopoczucie, spotkanie poetyckie, Wojciech Banach 18 XII – 27 II 2009 Rozświetlenie, wystawa malarstwa i grafiki, Jacek Soliński, Jan Kaja (Ambasada RP, Rzym – Watykan) 18 XII – 31 XII Dzień coraz krótszy, wystawa obiektów, Marian Stępak 18 XII Czułe światło, spotkanie poetyckie, Jerzy Rochowiak

166

2009 2 I – 20 I Przebudzenie, wystawa malarstwa, Emanuel Kaja 2 I Na progu, spotkanie poetyckie, Jarosław Jakubowski 22 I – 18 II Co jest grane..., wystawa fotografii, Krystyna Berndt 19 II – 17 III Katalog twórczości od... do..., wystawa prac, E lżbieta Wróblewska 19 II Nocne zapiski II, spotkanie poetyckie,Sławomir Kuczkowski, czytanie wierszy Krzysztof Szymoniak 5 III Wieża ze światła– spotkanie poetyckie poświęcone twórczości Kazimierza Hoffmana(1928-2009), wprowadzenie Grzegorz Kalinowski, wiersze poety przypomniał Mieczysław Franaszek; gościnnie wystąpili: Dariusz Dorn, Małgorzata Hoffman, Jarosław Jakubowski, Robert Mielhorski, Zdzisław Pruss, Marek Siwiec 19 – 30 III Ciężar właściwy, wystawa malarstwa, Jarosław Sankowski 19 III Samokrytyka, spotkanie poetyckie, Krzysztof Szymoniak, promocja tomiku wierszy 1– 14 IV Precz z heterofobią czyli wypędzenie z raju, wystawa fotografii, Jerzy Zegarliński, wystawa rzeźby, Edward Zegarliński 16 – 29 IV Filozofy, wystawa prac, Henryk Waniek 30 IV – 13 IV Dom, wystawa fotografii, W  ojciech Woźniak 30 IV Prowincja Ostrów Miasto, spotkanie poetyckie, Wojciech Gawłowski 14 – 27 V Wyspa, wystawa malarstwa (15-lecie twórczości), Justyna Jułga 14 V Pochwała ziarenek piasku, spotkanie poetyckie poświęcone twórczości Zdzisława Polsakiewicza (1928-1974) w 35. rocznicę śmierci, wiersze poety przypomniała Aneta Ingielewicz 17 V Nie ma zegarów, spotkanie poetyckie poświęcone twórczości Ryszarda Milczewskiego-Bruno(1940-1979) w 30. rocznicę śmierci, wiersze poety przypomniał Mieczysław Franaszek, gościnnie wystąpili: Józef Herold, Jarosław Jakubowski, Sławomir Milczewski, Zdzisław, Pruss, Krzysztof Szymoniak, Jan Wach 28 V – 15 VI Źródło światła, wystawa malarstwa, Irena Kużdowicz (1917-2000), Leon Romanow (1938-2001) 28 V Pocałuj światło, spotkanie poetyckie, Wojciech Kass, Krzysztof Kuczkowski 16 VI – 29 VII Aniołowie poetów, wystawa obrazów, Jacek Soliński; prezentacja tekstów: Wojciecha Banacha, ks. Witolda Broniewskiego, Wojciecha Gawłowskiego, Krzysztofa Grzechowiaka, Jarosława Jakubowskiego, Grzegorza Kalinowskiego, ks. Franciszka Kameckiego, Wojciecha Kassa, Ewy Kuczkowskiej, Krzysztofa Kuczkowskiego, Sławomira Kuczkowskiego, Zdzisława Prussa, Jerzego Rochowiaka, Piotra Siemaszki, ks. Antoniego Siemianowskiego, Krzysztofa Szymoniaka, Jana Wacha, Henryka Wańka; wiersze i prozę przeczytali autorzy oraz Alicja Mozga i Mieczysław Franaszek; (ekspozycja zorganizowana z okazji 30. rocznicy powstania Galerii Autorskiej) 2 VII Ten, co umywa nogi, spotkanie poetyckie, ks. Franciszek Kamecki 16 VII Pierwociny duchowości, wykład, ks. Witold Broniewski 30 VII Świt, spotkanie poetyckie, Marek Siwiec 13 – 26 VIII Bali, wystawa malarstwa, Waldemar Kakareko 13 VIII Chodźmy na miasto, spotkanie poetyckie, Jan Wach 20 VIII Friedrich Nietzsche w optyce filozofów, odczyt, Jolanta Baziak 27 VIII –9 IX Kilkanaście kartek z podróży, wystawa malarstwa, Ryszard Czajkowski 27 VIII Pieśń o wspaniałej wyspie Thule, spotkanie poetyckie, Paweł Szydeł 10 IX –23 XI Museum of Hysterics 1968-2009, wystawa eksponatów, Leszek Przyjemski 10 IX Koncert, Andrzej Przybielski (trąbka) 10 IX Skąd w tym miejscu..., spotkanie poetyckie, Edmund Puzdrowski 16 IX – 20 X Mapa wyobraźni, wystawa fotografii dokumentacyjnej, Andrzej Maziec, Krzysztof Nowaczyk, Kajetan Soliński; wystawa wybranych druków z 30-lecia działalności Galerii Autorskiej (Galeria Poczta, Bydgoszcz) 17 IX Rozważania o brzydocie, wykład, M  ateusz Soliński; prowadzenie Piotr Siemaszko 24 IX – 7 X Galeria, wystawa fotografii, G  rzegorz Chojnacki 24 IX Koncert na flet i orkiestrę, spotkanie autorskie, Grzegorz Kalinowski; czytanie tekstu Mieczysław Franaszek 8 – 23 X Świetliste promieniowanie, wystawa malarstwa, Zofia Rybiańska(1925-2003) 8 X W świecie Dostojewskiego, wykład, Adam Bezwiński 24 X – 12 XI Ulotność nad ulotnościami, wystawa grafiki i malarstwa, dedykowana Bogdanowi Prusowi, Jacek Soliński 24 X – 12 XI Kod wyobraźni, wystawa obrazów z lat 80., Bogdan Prus 24 X Zdążyć na czas, spotkanie poetyckie, Krzysztof Grzechowiak 12 XI – 9 XII Malarz i poeci, wystawa malarstwa, Aleksandra Simińska 12 XI – 9 XII Różne odległości, wystawa fotografii, Tytus Żmijewski 12 XI Partyzanci prawdy, spotkanie poetyckie, Jarosław Jakubowski, Artur Nowaczewski 9 XII – I 2010 Stan rezonansu, ekspozycja jubileuszowa z okazji 30-lecia działalności Galerii Autorskiej Jana Kaji i Jacka Solińskiego; wystawa dokumentacji oraz prac ze zbiorów Galerii Autorskiej, Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy oraz zbiorów prywatnych (Muzeum Okręgowe, Bydgoszcz) 21 – 30 XII Cisza kolorów, wystawa malarstwa, Liliana Kużdowicz 21 XII Nie tylko aniołowie, spotkanie poetyckie, Wojciech Banach, promocja tomiku wierszy 31 XII Dziesięć zamyśleń nad filozofią, odezwa, Krzysztof Stachewicz 31 XII – 10 II 2010 Wielogłosy, wystawa malarstwa, Piotr Matuszek kursywą zaznaczono wystawy Galerii Autorskiej w innych ośrodkach

167

Wydawnictwa Galerii Autorskiej z lat 1979-2009 1979 Jan Kaja, Jacek Soliński Notatki do kilku obrazów (katalog l), VI 1979

Jacek SolińskiUbranie dla duszy (proza), 1980

Jan Kaja, Jacek SolińskiMalarstwo (katalog 2), VIII 1979

Anastazy WiśniewskiListy Ewy Sztuki do Pana Leszka (katalog 49), 1980

Jacek SolińskiMalarstwo (od) – (za) (katalog 3), VIII 1979

Jacek SolińskiSzklana głowa(proza), 1980

Leszek Przyjemski, Anastazy WiśniewskiSpotkanie na 5 godzin przed terminem(katalog 5), VIII 1979

Jacek SolińskiŚwiat wydmuchiwany(proza), 1980

Jacek SolińskiMalarstwo i grafika – wędrując (w niebo)(katalog 6), IX 1979 Jan KajaWystawa poświęcona temu, co się nie wydarzy­ło (katalog 7), IX 1979 Lech SkarżyńskiWystawa rzeźby(katalog 8), IX 1979 Jacek SolińskiManifest obojętny, 1979 Bogusław MichnikPoem’art.(katalog 12), 12 XII 1979

1980 Jan Kaja, Bogdan Prus, Jacek SolińskiOtwarcie wiosny(katalog 13), III 1980 Jacek SolińskiMalarstwo(katalog 15), V 1980 Jan WachNekrologi poetyckie, 1980 Wojciech NadratowskiLinoryty(katalog 16) Leszek Przyjemski, Anastazy Wiśniewski Rozmowa, 1980 Anastazy WiśniewskiOsiem rozmów, 1980 Janusz KryszakŻyciorys(wiersze), 1980 Jan KajaWystawa o wietrze(katalog 19), 1980 Anastazy WiśniewskiTradycja, teraźniejszość, przyszłość(teksty), 1980 Jan Kaja, Leszek Przyjemski, Jacek Soliński, Anastazy WiśniewskiWesele(rozmowy), 1980 Anastazy WiśniewskiDialogi-rozmowy, 1980 Anastazy WiśniewskiZapiski wariata część I i II, 1980 Krzysztof SolińskiKomora celna mowy (wiersze), (katalog 20), 1980 Jan Kaja, Jacek SolińskiPodróż miłosenna  (notatki prozą), 1980 Leszek PrzyjemskiCo wewnątrz to na zewnątrz, 1980 Leszek PrzyjemskiPracownikodniówka, 1980 Leszek PrzyjemskiSprawozdanie z wakacji dla Jerzego Pluty, 1980 Leszek PrzyjemskiScenografia do wesela  (katalog 48), 1980

168

Leszek PrzyjemskiSprawozdanie z podróży z zagranicy – odbiorca Jerzy Pluta, 1980

Jan WachPoezja wizualna, 1980

1981 Krzysztof KuczkowskiPornografia(wiersze), 1981

1982 Jacek SolińskiWymioty (proza), 1982 Jacek SolińskiW sercowiejnym dnieniu, grafiko-książka (linoryty), 1982

1983 Andrzej KostołowskiOsiołek. Dykteryjki o sztuce i krytyce, 1983 Ryszard Milczewski-BrunoDam znać, opracowanie Jerzy Pluta, 1983 Jacek SolińskiDo zobaczenia, grafiko-poemat prozą, 1983

1984  sięga śmierci – Bardo Thödol, K przekład Henryk Waniek,1984 Jan Kaja, Jacek Soliński Galeria Autorska Przewidzenia, KOK, Kłodzko 1984 Księga zmian – I CING, przekład Henry Waniek,1984 Ryszard Milczewski-BrunoRysunki, opracowanie Jerzy Szatkowski, 1984 Ryszard Milczewski-Bruno17 V ’79 (Listy do Jerzego Szatkowskiego), opracowanie Jerzy Szatkowski, 1984 Bogdan Dąbrowski( fotografie), Wojciech Nadratowski(linoryty)Zapis wędrówki, 1984 Andrzej PańtaZwyczajnie(wiersze), 1984 Jacek SolińskiOdmawianie czasu przeznaczonego, grafiko-książka (linoryty), 1984

1985 Ryszard Milczewski-BrunoBruniana(wiersze, rysunki), opracowanie Jerzy Pluta, 1985 Jerzy SzatkowskiTren dla Steda(małe prozy), 1985

Leopold BuczkowskiNa nowo i poniekąd inaczej, fragmenty „prozy żywej” (rysunki i teksty), wypowiedzi: Henryk Bereza, Andrzej Falkiewicz, Michał Głowiński, Andrzej Pańta, Stanisław Piskor, Jerzy Pluta, Zygmunt Trziszka, 1985

Jerzy Riegel, Leon Ro­ma­now, Jacek Soliński, Henryk Waniek, Sta­ni­sław Wa­si­lew­ski, Wojciech Woź­niak, Jerzy Ze­gar­liń­ski Razem i osobno(obrazy, fotografie, grafiki, rzeźby, instalacje), 1996

Jacek SolińskiWalki z potworami, grafiko-książka (linoryty), 1985

Jacek SolińskiWielki Tydzień(linoryty), 1996

1986

Wojciech WoźniakFotografie, 1996 Jacek SolińskiPodróżnicy sumienia(li­no­ry­ty), BWA, Bydgoszcz 1996

Anna Maria BauerStrumienność(poemat melodramatyczny), 1986

Krzysztof Kuczkowski(wiersze), Jacek Soliński ( linoryty)Anioł i góra, 1996

Andrzej PańtaBrzuchem do słońca (wiersze) 1986

Jan KajaPrzedświt ( malarstwo i rysunek), BWA, Bydgoszcz 1996

1987 Horst BienekCzas po temu(wiersze), przekład Andrzej Pańta,1987 Jerzy PlutaMelancholijka polonaise(wyznania człowieka marginesowego), 1987

1988 Andrzej PańtaMIST(wiersze), 1988 Henryk WaniekPrzestrzeń(eseje), 1988 Krzysztof KuczkowskiCiało, cień(wiersze), 1988

1989 Jacek SolińskiStrony pamięci(linoryty i zapiski), 1989 Jan KajaOddalenie(obrazy), 1989

1992 Jan KajaBrama(obrazy), Czarna Woda 1992

1993

Wiktor KaczmarkiewiczMalarstwo, 1996 Leszek GoldyszewiczMalarstwo, BWA, Byd­goszcz 1996 Jan Kaja, Jacek SolińskiWnętrza – zapis dwóch wydarzeń stanowiących całość, 1996 S acrum w sztuce(malarstwo i grafika), katalog wystawy, Czarna Woda 1996 )

1997 Jan KajaOsobno(obrazy, rysunki), 1997 Krzysztof Kuczkowski(wiersze i małe prozy), Jacek Soliński(linoryty i obrazy)Niebo w grudniu, 1997 ks. Antoni Siemianowski(wybrane fragmenty pism filozoficznych), Jacek Soliński(linoryty)C  zytanie istnie­nia, BWA, Bydgoszcz 1997 Alicja KnitterMalarstwo, Czarna Woda 1997 Jan KajaPrzechodząc(obrazy i rysunki), 1997

Jacek SolińskiWejście do ciszy(linoryty), BWA, Bydgoszcz 1993

ks. Antoni Siemianowski(wybrane fragmenty eseju filozoficznego o ostatecznych sprawach człowieka), Jan Kaja(obrazy i rysunki)Poza zasłoną, 1997

Jacek SolińskiPochylenie(linoryty), Czarna Woda 1993

 nioły(malarstwo, rzeźba i grafika), katalog wystawy, A Czarna Woda 1997

1994 Irena KużdowiczW stronę światła (malarstwo), 1994 (L)

1995

J ak dotknięcie transcendencji(malarstwo, grafika, fotografia, rysunek, rzeźba), 23 autorów, Muzeum Okręgowe, Byd­goszcz 1997 Wojciech Banach(wiersze), L eszek Goldyszewicz (obrazy)B  yło nas kilku, 1997

Bogdan ChmielewskiRok Polski1995

Krzysztof KuncaMalarstwo, 1997

Jan KajaJesteś czym jesteś(rysunki), 1995

Bogdan ChmielewskiRok Polski(część II), 1997

 ałość i fragmenty. Galeria Autorska 1979-1995 C (wybór tekstów i dru­ków, chronologia zdarzeń), opracowanie J an Kaja, Jacek Soliński, 1995

Wojciech NadratowskiMalarstwo, 1997

1996 Bogdan Chmielewski, Witold Chmielewski, Bogdan Dąbrowski, Leszek Goldyszewicz, Witold Jur­kie­wicz, Jan Kaja, Robert Kaja, Zbigniew Klusz­czyń­ski, Andrzej Maziec, Wojciech Nad­ra­tow­ski, Marian Olszewski,

Jerzy ZegarlińskiFotografia, 1997 Piotr GojowyGrafika, 1997 ks. Antoni SiemianowskiSumienie(studium fenomenologiczne), Marian Grabowski(przedmowa), Jacek Soliński(linoryty), 1997

169

1998 Zbigniew Kluszczyński (1959-1997) Malarstwo i fotogra­fia, 1998 Jerzy RiegelIzohelia, 1998 Jerzy RiegelBydgoszcz(fotografie), 1998 Andrzej GrzybSzare kamyki (wiersze i małe prozy), Piotr Siemaszko(wstęp), Wojciech Nad­ra­tow­ski (obrazy), 1998 ks. Antoni SiemianowskiZrozumieć miłość (fenomenologia i metafizyka miłości), Jan Kaja (obrazy), 1998 Anna DrejasMalarstwo, 1998

1999

2005 Irena KużdowiczPora życia. Malarstwo i rysunek, wybór i opracowanie Jan Kaja, Jacek Soliński, 2005 Jan WachMiłość bierze się z gry światła(wiersze), Jacek Soliński(linoryty), Piotr Siemaszko(wstęp), 2005 Jacek SolińskiAniołowie ukojenia (obrazy i modlitwy), 2005 Wojciech Maria ZalewskiReligia w służbie życia. Eseje humanistyczne, 2005 Krzysztof GrzechowiakRegalia (wiersze), Jacek Soliński(linoryty), 2005

Tytus ŻmijewskiObrzeża(fotografie), 1999

Jacek SolińskiAniołowie kolejnych dni – malarstwo (katalog wystawy), 2005

Jacek SolińskiAnioły wybranych dni roku (obrazy), 1999

Wojciech NadratowskiIchtiologia fantastyczna – malarstwo(katalog wystawy), 2005

Jan WodyńskiPan Tadeusz Adama Mickiewicza w XII obrazach, 1999

Kazimierz DrejasDwoistość i jedność. Malarstwo i rysunek, wybór i opracowanie Jan Kaja, Jacek Soliński, 2005

2000 Kalendarz Galerii Autorskiej Jana Kaji i Jacka Solińskiego– 2000 Wojciech BanachPunkty wspólne(wiersze), 2000 Wojciech Gawłowski(wiersze), J an Kaja( ob­ra­zy) Zapach gasnącej świecy, 2000 Jacek SolińskiPrzechodnie i aniołowie(linoryty i obrazy), BWA, Bydgoszcz 2000

2001 Jan KajaWiększa część dnia (obrazy), BWA, Bydgoszcz 2001 Wojciech BanachCzas odnaleziony. Bydgoszcz na dawnej pocztówce 1894-1945, 2001

2002 Kazimierz JułgaTędy chodzą chmury. Wiersze, fo­ togra­fie, obrazy, rysunki, wybór i opracowanie Jan Kaja, Jacek Soliński, 2002

2003 Leon RomanowŚwiatło i równowaga. Malarstwo i rysunek, wybór i opracowanie Jan Kaja, Jacek Soliński, 2003

2004 Józef BanaszakZachwycenie czasem(wiersze),Sonia Zengel(obrazy), R obert Mielhorski( wstęp), 2004  hwile obecności. Galeria Autorska Jana Kaji i Jacka C Solińskiego 1979 – 2004. Wybór tekstów i druków, dokumentacja fotograficzna, prezentacja twórców, kalendarium zdarzeń, wykaz wydawnictw, wybór i opracowanie Jan Kaja, Jacek Soliński, 2004

170

Jan KajaZ góry – malarstwo(katalog wystawy), 2004

Witold JurkiewiczKresy-Suvalkija – fotografie (katalog wystawy), 2005 Ryszard Wietecki Znaleziska z przyszłości – malarstwo(katalog wystawy), 2005

2006 Franciszek KameckiPodsłuchiwanie siebie(wiersze), Jacek Soliński(wstęp i linoryty), 2006 Jerzy ZegarlińskiTam i z powrotem – fotografie (katalog wystawy), 2006 Krzysztof Szymoniak Wszędzie, skąd wracałem (wiersze), J acek Soliński(linoryty), Krzysztof Kuczkowski(wstęp), 2006 Krystyna BerndtOdchodząca Europa. Białostocczyzna – fotografie(katalog wystawy), 2006 Jarosław Jakubowski Wszyscy obecni (wiersze), Jacek Soliński(linoryty), 2006 Anna DrejasPróby – malarstwo  (katalog wystawy), 2006 Bronisław Zygfryd NowickiMotyw przemijania. Grafika, rysunek, wybór i opracowanie Jan Kaja, Jacek Soliński, 2006 Marian OlszewskiObrazy – malarstwo  (katalog wystawy), 2006 Franciszek KameckiTam gdzie pędraki, zielsko i cisza (wiersze), Jacek Soliński( linoryty), Piotr Siemaszko (wstęp), 2006 Wojciech Kass, Krzysztof KuczkowskiPieśń miłości, pieśń doświadczenia (wiersze), Jacek Soliński (linoryty), 2006

Jerzy RiegielBydgoszcz minionego wieku. Brom, izohelia, solaryzacja, wybór i opracowanie Jan Kaja, Jacek Soliński, 2006

2007 Janusz Pruski Nasze korzenie. 90. rocznica powstania I Bydgoskiej Drużyny Skautowej, 2007

Kazimierz Jułga Odczytywanie natury. Poezja, malarstwo i rysunek, fotografia, wybór i opracowanie Jan Kaja, Jacek Soliński, 2008 Elżbieta Wróblewska Katalog twórczości od... do... – grafika i malarstwo (katalog wystawy), 2008

2009

Bogusław KuraśOpowieść o martwej naturze – malarstwo (katalog wystawy), 2007

Krzysztof Szymoniak Światłoczułość (wiersze), Jacek Soliński( linoryty), Piotr Siemaszko(wstęp), 2009

Aleksandra Simińska Otwarte wnętrza – malarstwo (katalog wystawy), 2007

Gracjan Kaja Ukrzyżowanie. Rzeźba według obrazu Matthiasa Grünewalda (katalog wystawy), 2009

Krzysztof Szymoniak29 prac Szymona Słupnika (wiersze), J acek Soliński(linoryty), Krzysztof Grzechowiak(wstęp), 2007

Sławomir Kuczkowski Piętno (wiersze), Jacek Soliński (linoryty), Wojciech Kudyba, Zofia Zarębianka (posłowie), 2009

Krzysztof KuncaZe wspólnego wnętrza – dobrze widziani I – malarstwo (katalog wystawy), 2007

Henryk Waniek Filozofy (katalog wystawy), 2009

Jan Wach Zawsze będą obiekty przykuwające uwagę (wiersze), Jacek Soliński(linoryty), Jarosław Jakubowski(wstęp), 2007 Krzysztof SolińskiJeżeli ( proza), J acek Soliński (linoryty), Grzegorz Kalinowski(wstęp), 2007 Leszek Goldyszewicz Pomyślę o tym jutro – malarstwo (katalog wystawy), 2007  ościół p.w. św. Jana Chrzciciela. Gruczno. Jubileusz K 25-lecia pracy duszpasterskiej ks. Franciszka Kameckiego, opracowanie Jan Kaja, Jacek Soliński, 2007 Krzysztof Cander Rytm świata. Malarstwo, rysunek, wybór i opracowanie Jan Kaja, Jacek Soliński, 2007

2008 Franciszek KameckiDroga Krzyżowa(rozważania) ilustrowane stacjami Drogi Krzyżowej w Grucznie, 2008

Jacek Soliński Aniołowie poetów Obrazy do tekstów: Wojciecha Banacha, ks. Witolda Broniewskiego, Wojciecha Gawłowskiego, Krzysztofa Grzechowiaka, Jarosława Jakubowskiego, Grzegorza Kalinowskiego, ks. Franciszka Kameckiego, Wojciecha Kassa, Ewy Kuczkowskiej, Krzysztofa Kuczkowskiego, Sławomira Kuczkowskiego, Zdzisława Prussa, Jerzego Rochowiaka, Piotra Siemaszki, ks. Antoniego Siemianowskiego, Krzysztofa Szymoniaka, Jana Wacha, Henryka Wańka (wydawnictwo jubileuszowe z okazji 30-lecia Galerii Autorskiej), 2009 Ryszard Czajkowski Kartki z podróży – malarstwo (katalog wystawy), 2009 Jan Wach Chodźmy na miasto (wiersze), Jacek Soliński(linoryty), 2009 Sonia Zengel Podróż sentymentalna – malarstwo (katalog wystawy), 2009 Wojciech Banach Nie tylko aniołowie (wiersze), Jacek Soliński(linoryty), 2009

Kazimierz DrejasStrony – malarstwo (katalog wystawy), 2008

Grzegorz Kalinowski Koncert na flet i orkiestrę (proza), Jacek Soliński(linoryty), 2009

Zdzisław PrussSzczygieł z New Jersey(wiersze), Jacek Soliński (linoryty), 2008

Krzysztof Grzechowiak Senilia (wiersze), Jacek Soliński(linoryty), 2009

Waldemar Kakareko Moment wyspy – obrazy balijskie – malarstwo (katalog wystawy), 2008

ks. Antoni Siemianowski Śmierć i perspektywa nadziei. Esej filozoficzny o ostatecznych sprawach człowieka, Jan Kaja(obrazy), 2009

Zbigniew Lubaczewski Constans – fotografie (katalog wystawy), 2008 Antonina Łyczkowska Motyla pieśń ( wiersze), J arosław Jakubowski(wstęp), 2008 Krzysztof Kunca Ze wspólnego wnętrza – dobrze widziani II – malarstwo (katalog wystawy), 2008 Krzysztof Soliński aż po kroki słów (poezja i proza), Jacek Soliński(linoryty), Mateusz Soliński( wybór i posłowie), J arosław Jakubowski(wstęp), 2008

ks. Witold Broniewski, ks. Franciszek Kamecki, Dorota Sosnowska W drodze do Betlejem, 2009 S tan rezonansu. Galeria Autorska Jana Kaji i Jacka Solińskiego 1979- 2009. Wybór tekstów i druków, dokumentacja fotograficzna, prezentacja twórców z lat 2004-2009, kalendarium zdarzeń, wykaz wydawnictw, wybór i opracowanie Jan Kaja, Jacek Soliński, 2009 Liliana Kużdowicz Cisza kolorów – malarstwo (katalog wystawy), 2009

171

Twórcy prezentowani w Galerii Autorskiej w latach 1979-2009 Piotr Badziąg, Marzena Balewska, Wojciech Banach, Józef Banaszak, Anna Bauer, Jolanta Baziak, Grzegorz Bednarski, Krystyna Berndt, Adam Bezwiński, Horst Bienek, Anna Bochenek, Janusz Boruta, Witold Broniewski, Kuba Bryzgalski, Leopold Buczkowski, Andrzej Budziak, Krzysztof Cander, Michał Cander, Bogdan Chmielewski, Witold Chmielewski, Grzegorz Chojnacki, Mateusz Chojnacki, Ryszard Czajkowski, Bernard Czarniecki, Piotr Czekalski, Ryszard Częstochowski, Bogdan Dąbrowski, Daniel Dąbrowski, Aleksander Dętkoś, Anna Drejas, Kazimierz Drejas, Ernest Dyczek, Mieczysław Franaszek, Wojciech Gawłowski, Krzysztof Gliszczyński, Zdzisław Gniadek, Piotr Gojowy, Leszek Goldyszewicz, Krzysztof Gruse, Krzysztof Grzechowiak, Andrzej Grzyb, Kazimierz Hoffman, Joanna Imielska, Dorota Jajko-Sankowska, Jarosław Jakubowski, Wojciech Jazdon, Eugeniusz Józefowski, Justyna Jułga, Kazimierz Jułga, Witold Jurkiewicz, Wiktor Kaczmarkiewicz, Emanuel Kaja, Gracjan Kaja, Jakub Kaja, Jan Kaja, Jerzy Kaja, Robert Kaja, Zuzanna Kaja, Waldemar Kakareko, Grzegorz Kalinowski, Mariusz Kałdowski, Franciszek Kamecki, Krzysztof Karasek, Grzegorz Kargól, Wojciech Kass, Piotr Kiepuszewski, Zbigniew Kluszczyński, Alicja Knitter, Hieronim Konieczka, Marek Korzeniowski, Andrzej Kostołowski, Janusz Kryszak, Ewa Kuczkowska, Krzysztof Kuczkowski, Sławomir Kuczkowski, Wacław Kuczma, Krzysztof Kunca, Bogusław Kuraś, Irena Kużdowicz, Liliana Kużdowicz, Sławomir Laskowski, Zbigniew Lubaczewski, Sławomir Malak, Piotr Malinowski, Katarzyna Markiewicz, Piotr Matuszek, Jan Mauer, Andrzej Maziec, Danuta Michałowska, Bogusław Michnik, Robert Mielhorski, Ryszard Milczewski-Bruno, Alicja Mozga, Toon Mulders, Grzegorz Musiał, Wojciech Nadratowski, Marek Noniewicz, Dariusz Nowacki, Piotr Nowacki, Artur Nowaczewski, Krzysztof Nowaczyk, Jarosław Nowak, Bronisław Zygfryd Nowicki, Krzysztof Nowicki, Marian Olszewski, Andrzej Pańta, Yach Paszkiewicz, Jarosław Pijarowski, Jerzy Pluta, Dorota Podlaska, Zdzisław Polsakiewicz, Bogdan Prus, Jarosław Pruss, Zdzisław Pruss, Andrzej Przybielski, Leszek Przyjemski, Jerzy Puciata, Edmund Puzdrowski, Damian Rebelski, Jerzy Riegel, Marek Ristau, Jerzy Rochowiak, Leon Romanow, Tadeusz Rupiewicz, Zofia Rybiańska, Jarosław Sankowski, Marcin Sauter, Piotr Siemaszko, Antoni Siemianowski, Aleksandra Simińska, Marek Kazimierz Siwiec, Lech Skarżyński, Wiesław Smużny-Wiesny, Jacek Soliński, Joachim Soliński, Kajetan Soliński, Krzysztof Soliński, Mateusz Soliński, Tomasz Sójka, Krzysztof Stachewicz, Joanna Stasiak, Stanisław Stasiulewicz, Marian Stępak, Janusz Styczeń, Ryszard Sum, Jerzy Szatkowski, Paweł Szydeł, Krzysztof Szymoniak, Bożena Szymsiak, Jan Wach, Henryk Waniek, Stanisław Wasilewski, Andrzej Wąsik, Piotr Wierzbicki, Ryszard Wietecki, Anastazy Wiśniewski, Joanna Witt-Jonscher, Andrzej Wojnicki, Edward Woyniłłowicz, Wojciech Woźniak, Piotr Wójtowicz, Elżbieta Wróblewska, Krzysztof Wróblewski, Wojciech Maria Zalewski, Jerzy Zegarliński, Józef Zegarliński, Sonia Zengel, Tytus Żmijewski

172

fot. Tytus Ĺťmijewski

Galeria Autorska, Bydgoszcz, ul. Dworcowa 98, 1979-1983

fot. Andrzej Maziec

Galeria Autorska, Bydgoszcz, ul. Chocimska 5, 1983-2007

fot. Kajetan Soliński

Galeria Autorska, Bydgoszcz, ul. Pomorska 48, od 2007

Twórcy prezentowani w Galerii Autorskiej w latach 2004-2009 Marzena B alewska 60 Wojciech B anach 61 Józef B anaszak 62 Jolanta Baziak 63 Grzegorz B ednarski 64 Krystyna Berndt 65 Adam Bezwiński 66 Anna Bochenek 67 ks. Witold Broniewski 68 Krzysztof C ander 69 Michał Cander 70 Bogdan Chmielewski 71 Grzegorz C hojnacki 72 Mateusz Chojnacki 73 Ryszard C zajkowski 74 Ryszard C zęstochowski 75 Bogdan Dąbrowski 76 Anna Drejas 77 Kazimierz D rejas 78 Mieczysław F ranaszek 79 Wojciech G awłowski 80 Leszek G oldyszewicz 81 Krzysztof G rzechowiak 82 Kazimierz H offman 83 Joanna Imielska 84 Dorota Jajko-Sankowska 85 Jarosław Jakubowski 86 Justyna Jułga 87 Kazimierz J ułga 88 Witold Jurkiewicz 89 Emanuel Kaja 90 Gracjan Kaja 91 174

Jakub K aja 92 Jan K aja 93 Waldemar Kakareko 94 Grzegorz Kalinowski 95 Franciszek K amecki 96 Krzysztof K arasek 97 Grzegorz Kargól 98 Wojciech K ass 99 Krzysztof K uczkowski 100 Sławomir Kuczkowski 101 Krzysztof K unca 102 Bogusław Kuraś 103 Irena Kużdowicz 104 Liliana K użdowicz 105 Zbigniew L ubaczewski 106 Piotr M  atuszek 107 Andrzej M  aziec 108 Robert M  ielhorski 109 Ryszard Milczewski-Bruno 110 Alicja M  ozga 111 Wojciech N adratowski 112 Marek Noniewicz 113 Dariusz Nowacki 114 Piotr N owacki 115 Artur Nowaczewski 116 Krzysztof N owaczyk 117 Bronisław Zygfryd N owicki 118 Krzysztof N owicki 119 Zdzisław P olsakiewicz 120 Bogdan P rus 121 Jarosław Pruss 122 Zdzisław P russ 123

Andrzej Przybielski 124 Leszek P rzyjemski 125 Edmund Puzdrowski 126 Jerzy R iegel 127 Jerzy R ochowiak 128 Leon R omanow 129 Zofia Rybiańska 130 Jarosław Sankowski 131 Piotr Siemaszko 132 Antoni Siemianowski 133 Aleksandra Simińska 134 Marek Kazimierz S iwiec 135 Jacek Soliński 136 Kajetan S oliński 137 Krzysztof S oliński 138 Mateusz S oliński 139 Krzysztof S tachewicz 140 Joanna Stasiak 141 Marian Stępak 142 Paweł Szydeł 143 Krzysztof S zymoniak 144 Jan Wach 145 Henryk Waniek 146 Ryszard Wietecki 147 Edward Woyniłłowicz 148 Wojciech W  oźniak 149 Elżbieta W  róblewska 150 Wojciech Maria Z alewski 151 Jerzy Z egarliński 152 Józef Zegarliński 153 Sonia Zengel 154 Tytus Ż mijewski 155

Spis treści Galeria Autorska, Authors’ Gallery . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 4 Stan rezonansu, Jacek Soliński . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 7 Wybrane zaproszenia Galerii Autorskiej z lat 1979-1999 . . . . . . . . . . . . 11 Plakat Galerii Autorskiej 1983 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 21 Wypowiedzi . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 23 * * *, Henryk Waniek . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 23 Z pamięci…, Krzysztof Kuczkowski . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 23 „Dom Autorski”, Bogdan Chmielewski . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 23 Przyjazna, pełna życzliwości i OTWARCIA na INNEGO, Grzegorz Kalinowski . . . 23 Tytuł..., Małgorzata Maniszewska . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 24 Laurka, Edmund Puzdrowski . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 24 Galeria artystycznych spotkań, Jerzy Rochowiak . . . . . . . . . . . . . . . 24 Stowarzyszenie tych, którzy wybrali trudniejszą drogę, Jan Wach . . . . . . . 25 Miejsce większe niż jest, Wojciech Kass . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 25 Dobrze, że nam się zdarzyli, Ewa Szymborska . . . . . . . . . . . . . . . . 26 Wbrew tsunami zbanalnienia, Jarosław Jakubowski . . . . . . . . . . . . . 26 W obszarze spotkania, Robert Mielhorski . . . . . . . . . . . . . . . . . . 26 Promieniowanie, Marian Stępak . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 27 Ku odnowie kultury, ks. Witold Broniewski . . . . . . . . . . . . . . . . . . 27 Inny model życia, Urszula Guźlecka . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 28 Galeria – adres, Zdzisław Pruss . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 29 Zachwycony gęstością tematów i ludzi, Franciszek Kamecki . . . . . . . . . 29 Więź, która umacnia, Piotr Siemaszko . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 30 O oglądaniu rzeczy pięknych, ks. Antoni Siemianowski . . . . . . . . . . . . 30 Janowi Kaji i Jackowi Solińskiemu na XXX–lecie, Wojciech Gawłowski . . . . . 33 Zatoczyłem koło i wróciłem, Ryszard Częstochowski . . . . . . . . . . . . . 33 Dawniej i teraz, Leszek Goldyszewicz . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 34 Galeria Nadziei, Wojciech Banach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 34 Jest takie miejsce w Bydgoszczy, Aleksandra Simińska . . . . . . . . . . . . 34 AUTORSKA znaczy taka jak ONI, Hanna Mierzwa . . . . . . . . . . . . . . . 34 Fragment rozmowy, Krzysztof Szymoniak . . . . . . . . . . . . . . . . . . 35 W stronę Galerii Autorskiej, Hanna Strychalska . . . . . . . . . . . . . . . . 36 Trzy razy tak – Galeria Autorska, Krzysztof Grzechowiak . . . . . . . . . . . 36 „drugie żeglowanie”, Marek Kazimierz Siwiec . . . . . . . . . . . . . . . . 36 Pamiętam, Mateusz Soliński . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 36 Dokumentacja fotograficzna Galerii Autorskiej . . . . . . . . . . . . . . . . . 37 Plakaty Galerii Autorskiej 2007-2009 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 52 Twórcy prezentowani w Galerii Autorskiej w latach 2004-2009 . . . . . . . . . 59 Kalendarium Galerii Autorskiej 1979-2009 . . . . . . . . . . . . . . . . . . 156 Wydawnictwa Galerii Autorskiej z lat 1979-2009 . . . . . . . . . . . . . . . 168 Twórcy prezentowani w Galerii Autorskiej 1979-2009 (spis) . . . . . . . . . . . . 172 Twórcy prezentowani w Galerii Autorskiej 2004-2009 (spis) . . . . . . . . . . . . 174

Prowadzenie Galerii Autorskiej nie opiera się tylko na kontaktach i współpracy z prezentowanymi twórcami; jej naturalny rytm spotkań zależy również od grona przyjaciół. Szczególne podziękowania składamy Osobom, które w różny sposób wspierały nas i pobudzały do działania. Dzięki Nim przeżyliśmy 30 lat w poczuciu wzajemności: Zdzisław Adamowski, Maria Ambrożak, Krystyna Bacciarelli, Henryk Balicki, Maryla Banach, Małgorzata Baranowska, Mirosław Barczewski, ks. Lech Bilicki, ks Romuald Biniak, Michał Bobkiewicz, Andrzej Budziak, Krystyna Bujak, Aurelia Borucka-Nowicka, Violetta i Roman Brzezińscy, Grażyna Bułatek, Gizela Chmielewska, Janina Chmielewska, Barbara Chojnacka, Dorota i Jacek Czekałowie, Marcin Czekała, Lenka Deńhelowa, Bogna Derkowska-Kostkowska, Alicja Dąbrowska, Ewa Dąbska, Grażyna Dobroń, Konstanty Dombrowicz, Maria i Zenon Domieraccy, Paweł Domieracki, Bogdan Dondajewski, Jolanta i Wiesław Dreasowie, Anna i Marek Drzycimscy, Henryk Dudziak, Anna Gassion, Alicja Dużyk, s. Urszula Dzięgielewska, Zbigniew Dworek, ks. Jerzy Dzięgała, Danuta Figurska, Grażyna Gackowska, Anna Gasiulowa, Ryszard Giedrojć, Adam Gajewski, ks. Karol Glesmer, Maria Goldyszewicz, Monika i Daniel Gorzyccy, Magdalena Głodek, Jacek Głuszek, Marek Gralik, Anna Gruchała, Mariusz Gruchała, Hanna Grzona, Aleksander Grzybek, Urszula Guźlecka, Eleonora Harendarska, Dorota Harkot, Teresa Hejnicka-Bezwińska, Laura Hęsiak, Stanisława Hoffman, Konrad Ingielewicz, Zofia Ingielewicz, Anna Jakubowska, Danuta Jamiołkowska, Henryk Jankowski, Wiesława i Andrzej Jarzębowscy, Katarzyna i Marcin Jarzembowscy, Wojciech Jazdon, Bogdan Jeżyk, Ewa Jurkiewicz, Jerzy Jóżwiak, Katarzyna Kabacińska, Grzegorz Kaczmarek, Agnieszka Kaja, Bogumiła i Lech Kajowie, Jerzy Kaja, Jolanta i Tomasz Kajowie, Kornelia Kaja, Teresa i Grzegorz Kajowie, Zuzanna Kaja, Hanna Kalinowska, Andrzej Kamecki, Marek Kaniasty, Elżbieta Kantorek, ks. Edmund Karuk, Jan Kasper, Małgorzata Kasprzyk, Jacek F. Kaźmierczak, Tomasz Kaźmierski, Katarzyna Kluska, Magdalena Kluska, Zbigniew Kluszczyński, Alina Kluza, Angelika i Wojciech Kończalowie, Inga i Piotr Kopciewiczowie, Andrzej Kostołowski, Aleksandra i Waldemar Kośmiejowie, ks. Czesław Kroll, Marta Kryger, Antonina Krzysztoń, ks. Maciej Kulczyński, Danuta Kuraś, Alicja Lacner, Joanna i Janusz Lacknerowie, Barbara Laskowska, Anna Lasota, Mariola i Andrzej Lehmannowie, Hanna Lejbman, Anna Lewandowska-Banaszak, Anna Lubaczewska, Michalina Lubecka, Anna Ludwig, Iza i Krzysztof Maciejewscy, Barbara Maklakiewicz, Anna Malinowska, Małgorzata i Piotr Malinowscy, Katarzyna Marcysiak, Hervé Marengoni, Piotr Maternowski, Ewa Matuszek, Anna Mądrala, ks. Henryk Michalski, Hanna Mierzwa, Leon Mikołajewski, Sławomir Milczewski, Tomasz Młyński, Arleta Murawska, Maciej Myga, Katarzyna Nadratowska, Magdalena Nadratowska, Mariola Nadratowska, Mirela Nowaczyk, Danuta Nowicka, Krystyna OlejnikDrejas, Herbert Oleschko, Adam Ostrowski, Zdzisław Pająk, Daria i Tadeusz Paproccy, Ewa Przyjemska, Waldemar Pasiński, Lidia i Maciej Piechoccy, Ewa Piechocka, Halina Piechocka-Lipka, Lorenzo Piqueras, Bożena i Andrzej Poziemscy, Emilia Prus, Janina Prus, Maria Prus, Piotr Prus, Wiesława i Włodzimierz Prusowie, Lidia Pruss, Hanna Raczyńska, Maciej Rewakowicz, Marek Ristau, Krzysztof Rogoziński, Anna Romanow, Ludwika Romanow, Krzysztof Rożnowski, Mariusz Sawerski, Janina Sawicka-Jułga, ks. Waldemar Sądka, Aleksandra Siemaszko, Hanna Siewiec, Małgorzata Słotwińska, Jerzy Słupski, ks. Jan Sochoń, Aneta Solińska, Barbara i Tadeusz Solińscy, Elżbieta Solińska, Joachim Soliński, Joanna Solińska, Magdalena Solińska, Małgorzata Solińska, Alicja Słowikowska, Marek Stankiewicz, Krystyna Starczak-Kozłowska, Renata Stachewicz, Joanna Stępak, Hanna Strychalska, Aleksandra Suchecka, Filip Szmyt, Justyna i Andrzej Szmytowie, ks. Wojciech Szukalski, Karol Szymanowski, Ewa Szymborska, Henryk Śliż, Justyna Tota, Ewa Urbanek, Ewa Urbańska, Joanna Wach, Magdalena i Wojciech Wachowiczowie, Aleksandra Walecka, Hanna Walenczykowska, Joanna Waniek, Katarzyna i Szczepan Warmijakowie, Danuta Wasilewska, Krzysztof Wieczorek, Teresa i Ryszard Wierzbiccy, Lech Wierzbicki, Zofia Wietecka, Małgorzata Witkowska, Mariola Włodarczyk, Bartłomiej Wodyński, Tomasz Wojciekiewicz, Teresa Wojnicka, Joanna Woźniak, Michał Woźniak, Bogumiła Wresiło, Jan Wróblewski, Agnieszka Wysocka, Renata i Zbigniew Zdziebłowscy, Teresa Zegarlińska, Magdalena Żurawska

wybór materiałów i redakcja: Jan Kaja, Jacek Soliński opracowanie graficzne: Jan Kaja, Jacek Soliński tłumaczenie na język angielski: Małgorzata Solińska korekta: Ewa Szymborska przygotowanie do druku: Aldus Oficyna Wydawnicza Jacek Czekała, www.aldus.pl Zdjęcia pochodzą z archiwum Galerii Autorskiej, Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy oraz od prezentowanych twórców © Copyright by Galeria Autorska Jan Kaja, Jacek Soliński, Bydgoszcz 2009 Druk: ABEDIK Bydgoszcz www.autorska.pl e-mail: galeria@autorska.pl Stronę internetową opracował Jacek Czekała, www.aldus.pl Wydawca: Galeria Autorska Jan Kaja, Jacek Soliński, ul. Chocimska 5, 85-078 Bydgoszcz Niniejsza publikacja stanowi uzupełnienie i kontynuację wydanego w 2004 roku albumu Chwile obecności 1979 –2004. Galeria Autorska Jana Kaji i Jacka Solińskiego. Sponsorzy:

Urząd Miasta Bydgoszczy

ISBN 978-83-60924-10-5

Miejskie Wodociągi i Kanalizacja w Bydgoszczy

Piotr Badziąg Marzena Balewska Wojciech Banach J Bednarski Krystyna Berndt Adam Bezwiński Hor Broniewski Kuba Bryzgalski Krzysztof Cander Mich Mateusz Chojnacki Ryszard Czajkowski Bernard Czarn Dąbrowski Daniel Dąbrowski Aleksander Dętkoś Ann Franaszek Wojciech Gawłowski Krzysztof Gliszczyński Krzysztof Gruse Krzysztof Grzechowiak Andrzej Grzyb Sankowska Jarosław Jakubowski Wojciech Jazdon E Witold Jurkiewicz Wiktor Kaczmarkiewicz Emanuel K Robert Kaja Zuzanna Kaja Waldemar Kakareko Grzeg Krzysztof Karasek Grzegorz Kargól Wojciech Kass Pio Hieronim Konieczka Marek Korzeniowski Andrzej Kos Kuczkowski Sławomir Kuczkowski Wacław Kuczma Liliana Kużdowicz Sławomir Laskowski Zbigniew Lubac Markiewicz Piotr Matuszek Jan Mauer Andrzej Maz Mielhorski Ryszard Milczewski-Bruno Alicja Mozga T Marek Noniewicz Dariusz Nowacki Piotr Nowacki Art Bronisław Zygfryd Nowicki Krzysztof Nowicki Marian Pijarowski Jerzy Pluta Dorota Podlaska Zdzisław Pols Andrzej Przybielski Leszek Przyjemski Jerzy Puciata Marek Ristau Jerzy Rochowiak Leon Romanow Tad Marcin Sauter Piotr Siemaszko Antoni Siemianowski Skarżyński Wiesław Smużny-Wiesny Jacek Soliński Mateusz Soliński Tomasz Sójka Joanna Stasiak S Janusz Styczeń Ryszard Sum Jerzy Szatkowski Pawe Wach Henryk Waniek Stanisław Wasilewski Andrzej Wiśniewski Joanna Witt-Jonscher Andrzej Wojnicki Ed Krzysztof Wróblewski Wojciech Zalewski Jerzy Zegarli

Józef Banaszak Anna Bauer Jolanta Baziak Grzegorz rst Bienek Anna Bochenek Janusz Boruta Witold hał Cander Bogdan Chmielewski Grzegorz Chojnacki niecki Piotr Czekalski Ryszard Częstochowski Bogdan na Drejas Kazimierz Drejas Ernest Dyczek Mieczysław Zdzisław Gniadek Piotr Gojowy Leszek Goldyszewicz b Kazimierz Hoffman Joanna Imielska Dorota JajkoEugeniusz Józefowski Justyna Jułga Kazimierz Jułga Kaja Gracjan Kaja Jakub Kaja Jan Kaja Jerzy Kaja gorz Kalinowski Mariusz Kałdowski Franciszek Kamecki otr Kiepuszewski Zbigniew Kluszczyński Alicja Knitter stołowski Janusz Kryszak Ewa Kuczkowska Krzysztof Krzysztof Kunca Bogusław Kuraś Irena Kużdowicz czewski Sławomir Malak Piotr Malinowski Katarzyna ziec Danuta Michałowska Bogusław Michnik Robert Toon Mulders Grzegorz Musiał Wojciech Nadratowski tur Nowaczewski Krzysztof Nowaczyk Jarosław Nowak Olszewski Andrzej Pańta Yach Paszkiewicz Jarosław sakiewicz Bogdan Prus Jarosław Pruss Zdzisław Pruss Edmund Puzdrowski Damian Rebelski Jerzy Riegel deusz Rupiewicz Zofia Rybiańska Jarosław Sankowski Aleksandra Simińska Marek Kazimierz Siwiec Lech Joachim Soliński Kajetan Soliński Krzysztof Soliński Stanisław Stasiulewicz Marian Stępak Paweł Szydeł eł Szydeł Krzysztof Szymoniak Bożena Szymsiak Jan j Wąsik Piotr Wierzbicki Ryszard Wietecki Anastazy dward Woyniłłowicz Wojciech Woźniak Piotr Wójtowicz iński Józef Zegarliński Sonia Zengel Tytus Żmijewski


Stan rezonansu 1979-2009 Galeria Autorska