Issuu on Google+

8/2012 wiosna

Pomożemy na każdym polu Brązowy Kłos nasz Siew z najwyższą precyzją Bombowy traktor


Najserdeczniejsze życzenia zdrowych, radosnych i spokojnych Świąt Wielkiej Nocy, smacznego jajka, mokrego dyngusa, a także odpoczynku w rodzinnym gronie. Niech każdy z nas wykorzysta ten czas jak najlepiej! Zarząd oraz Pracownicy firmy Agros-Wrońscy

Na zdj.: Członkini Koła Gospodyń Wiejskich z Gierałtowic, na Śląsku, wykonuje świąteczne kroszonki techniką drapaną


W NUMERZE

Szanowni Państwo, wiosna to poc zątek odwiecznego cyklu, zgodnie z którym żyjemy i pracujemy. Gdy pr z yroda budzi się z zimowego snu, rozpoczyna się ciężka, ale chcę wierzyć, że satysfakcjonująca praca. Od jej jakości zależeć będą przyszłe plony. Dla naszej redakcji ten moment jest również szczególny, bowiem rozpoczyna się trzeci rok obecności naszego pisma w Państwa domach. Z tej okazji zwiększyliśmy objętość periodyku. Dodatkowe strony poświęciliśmy Państwu. Stworzyliśmy nowe działy: PORTRETY – JESZCZE BLIŻEJ i POGOTOWIE SERWISOWE. Do pierwszego zapraszamy wszystkich tych, którzy chcą podzielić się z nami dobrymi nowinami i szczęśliwymi chwilami z życia. W tym numerze pokazujemy zdjęcia z niecodziennej sesji ślubnej Państwa Paradzińskich z Dubidz. W drugim z działów będziemy zamieszczać relacje z najciekawszych napraw i przeglądów maszyn, by przekonać Państwa, że w przypadku awarii warto zwrócić się o pomoc do profesjonalistów pracujących w naszym serwisie. Państwa uwagę chciałbym zwrócić również na materiał opowiadający o naszej nowej filii, która zostanie otwarta w Szonowicach na Raciborszczyźnie. Jak zwykle wiele miejsca poświęciliśmy także doradztwu związanemu z użytkowaniem nowoczesnych maszyn rolniczych. W roli głównej tym razem urządzenia niezbędne podczas wczesnowiosennych zabiegów. Kontynuujemy cykle artykułów Z PIERWSZEJ RĘKI. Swoimi doświadczeniami podzielił się z nami Jarosław Dominiak z Jeziorska. Cały nasz zespół pozostaje do Państwa dyspozycji i aby ułatwić kontakt z nami, na ostatniej stronie ponownie zamieszczamy niezbędne dane kontaktowe do naszych przedstawicieli i doradców. Proszę o przekazywanie nam uwag i sugestii odnośnie tematów publikowanych na łamach naszego wydawnictwa na adres: redakcja@vis-media.pl. Serdecznie zapraszam do lektury i kontaktu z naszą firmą – sklepem, serwisem i specjalistami, którzy wesprą Państwa w staraniach o środki unijne na zakup maszyn rolniczych.

Wokół nas

Portrety

Wydarzenia

Technika

Wydawca: VIS Media Sp. z o.o., ul. Fabryczna 5/2, 44–109 Gliwice Biuro: ul. Prymasa Stefana Wyszyńskiego 11, 44–101 Gliwice, www.vis–media.pl, e–mail: redakcja@vis–media.pl

Życie zaczyna się po czterdziestce 6 Rolnik u lekarza … maszyn 9 Nowy członek rodziny 11

Newsy z branży 14 Brązowy Kłos nasz 15

Bombowy traktor 16 Niebiesko-żółta fala 18 Specjaliści w nawożeniu 20

Doradztwo

Styl życia

Jan Wroński Prezes Zarządu Agros–Wrońscy

Pomożemy na każdym polu 4

Redaktor naczelny: Hubert Stępniewicz Sekretarz redakcji: Ewa Stępniewicz Koordynator projektu: Zdzisława Górska–Nieć І Zespół redakcyjny: B. Widuch, J. Myszor, T. Nieć

Król wielkanocnego stołu 40 Na cysterskim szlaku 42

Projekt graficzny: Agata Korzeńska І Skład i łamanie: Katarzyna Goczoł І Zdjęcia: M. Niesłony (okładka, 3-6, 9, 15, 24, 30, 32, 33, 35, 38, 40, 44), T. Griessgraber (21), J. Myszor (34, 43), M. Tomasiak (42), M.Makar – Koło Gospodyń Wiejskich Gierałtowice (2) І Na okładce: Ryszard Orzepiński z pięcioletnią klaczą Rewią


WOKÓŁ WOKÓŁ NAS NAS

Pomożemy na każdym polu

Na terenie nowej filii firmy Agros-Wrońscy w Szonowicach trwają gorące przygotowania do kwietniowego otwarcia. Do dyspozycji Klientów z Raciborszczyzny już za moment będzie nowoczesny salon sprzedaży, sklep z częściami oraz niezawodny serwis. – Szonowice koło Raciborza to idealne miejsce na nową filię. Jej siedziba usytuowana przy DK 45 relacji Racibórz-Opole spełnia jeden z najważniejszych warunków naszej działalności, jakim jest bezpośredni kontakt z rolnikiem – mówi Jan Wroński, Prezes Zarządu Agros-Wrońscy. Nowy oddział firmy, która dotychczas w południowo-zachodniej części województwa śląskiego miała tylko swoich przedstawicieli handlowych, będzie teraz w zasięgu ręki tutejszych gospodarzy. Obecnie trwają ostatnie prace przed kwietniowym otwarciem. Do dyspozycji Klientów będzie salon sprzedaży, sklep z częściami, serwis oraz ogromny plac, na którym już stoją maszyny, takich producentów jak: New Holland, UNIA Group, KUHN, Kongskilde, HARDI, POMOT Chojna. – Dziś rolnik poszukuje nowoczesnych rozwiązań, które ułatwiają pracę i czynią ją bardziej wydajną. W takiej sytuacji czas gra główną rolę. Farmer nie będzie jeździł po Polsce, by rozglądać się za potrzebnymi maszynami. Nieracjonalne byłoby oczekiwanie, że gospodarz z powiatu raciborskiego przyjedzie do naszej siedziby w Strzelcach Wielkich oddalonej o 180 km – uzasadnia utworzenie nowego oddziału Prezes firmy Agros-Wrońscy. Coraz bliżej Klienta Firma istnieje od 1991 r. Jan Wroński prowadzi ją wraz z żoną Marią. Małżeństwo doskonale pamięta czasy, gdy rolnicy mieli pieniądze,

4

a nie mogli kupić urządzeń. Na ciągnik trzeba było się zapisać i czekać wiele lat. – Gdy rozpoczynałem działalność 20 lat temu, producenci sprzedawali towar na pniu i nie było mowy na przykład o wydłużonych terminach płatności. Po Polsce jeździłem więc z walizkami pieniędzy, bo za maszyny do handlu musiałem płacić gotówką – śmieje się prezes Wroński. Dziś firma Agros-Wrońscy ma w swojej ofercie maszyny rolnicze renomowanych producentów. Jeden z najstarszych i największych dealerów nowoczesnych maszyn rolniczych w Polsce Południowej od początku stawiał na bardzo wysoki poziom usług. – Bezpośredni kontakt z Klientem to jedna z zasad, jaką sobie wyznaczyliśmy. Musimy mieć możliwość stałej komunikacji w każdym przypadku: od doradztwa w zakresie dopasowania i wyboru maszyny, po sprawne wsparcie serwisowe. Nie chodzi nam o to, by tylko sprzedać maszynę. Chcemy świadczyć usługi również po sprzedaży. Mamy sieć swoich punktów. Salony sprzedaży, sklepy z częściami zamiennymi, serwisy istnieją już w Strzelcach Wielkich i Wróblewie. W ciągu kilku tygodni ruszymy z działalnością w Szonowicach i dotychczasowi Klienci z okolic Raciborza będą mogli na nas liczyć jeszcze bardziej niż do tej pory, gdy sprzedawaliśmy i serwisowaliśmy urządzenia, dojeżdżając do ich gospodarstw. Teraz będzie szybciej, sprawniej i lepiej – kończy prezes.


– Nowa filia w Szonowicach pozwoli nam jeszcze lepiej realizować jeden z podstawowych warunków naszej działalności, jakim jest bezpośredni kontakt z rolnikiem. Będziemy bliżej naszych Klientów z Raciborszczyzny – mówi Jan Wroński, Prezes Zarządu Agros-Wrońscy (na zdj. na tle nowej filii)

Siać na dobrej ziemi Ziemia raciborska to przykład bardzo dobrego i wysoko rozwiniętego rolnictwa. Podstawowe znaczenie ma jakość gleby. Pod tym względem powiat raciborski wyróżnia się zdecydowanie nie tylko w skali województwa śląskiego, ale całego kraju. Prawie 2/3 ogólnej powierzchni 27 tys. ha gruntów ornych to ziemia najwyższej jakości, mieszcząca się w przedziale klas I– III a. Ponadto rolnikom sprzyja tu klimat o stosunkowo długim okresie wegetacyjnym, odpowiedniej wilgotności powietrza i nasłonecznieniu. W efekcie uzyskiwane plony są często dużo większe od średnich krajowych. – To wyzwanie dla nas. Rolnicy z tego rejonu oczekują wsparcia na najwyższym poziomie i takie usługi chcemy świadczyć. Uważam, że jesteśmy w sytuacji, w której pracowitość rolników i wysoka kultura rolna połączona z wyposażeniem w dobre i wydajne maszyny oraz urządzenia będzie przenosić raciborskie rolnictwo na jeszcze wyższy poziom – mówi Jan Wroński. „Agrosi” w Szonowicach – Rolnictwo wokół Raciborza ma potencjał. To duży rynek, który będzie chłonął nowoczesne rozwiązania, jakie proponuje

agros magazyn 8/2012

firma Agros-Wrońscy. Myślę, że pojawienie się tutaj dystrybutora nowoczesnych maszyn rolniczych przyniesie obopólne korzyści. Rolnicy zyskają dealera i doradcę oraz dobre wsparcie, a firma Agros-Wrońscy kolejnych Klientów – mówi Sławomir Heyduk, jeden z trzech Przedstawicieli Handlowych w szonowickiej filii. – W Raciborzu mieszkam od urodzenia i uważam, że położenie powiatu – w sąsiedztwie skupisk ludności, jakimi są: Rybnicki Okręg Węglowy, Górnośląski Okręg Przemysłowy, Zagłębie Ostrawsko-Karwińskie oraz wielkie aglomeracje Śląska i północnych Moraw – jest wielkim atutem tej ziemi. Jest ona najbliższym i naturalnym zapleczem żywieniowym tych okolic. Produkcja rolna będzie się tu rozwijać. Liczymy też na Opolszczyznę. Co ciekawe, mimo iż nie było oficjalnego otwarcia, już zaglądają tu zaciekawieni rolnicy. Wśród nich pojawiali się też gospodarze z Czech. Zainteresowani są zakupem części zamiennych – opowiada Iwona Hercog, nowa Kierownik Filii. – Jako Agros-Wrońscy będziemy służyć tym wszystkim rolnikom naszą ofertą, doradztwem i wsparciem serwisowym, tak by osiągali najlepsze wyniki w swojej działalności. Chcemy im pomagać na każdym polu – podsumowuje Jan Wroński.

5


PORTRETY

Życie

zaczyna się po czterdziestce

6


Mówi się, że to, czego nie zrobi się przed czterdziestką, nie zrobi się nigdy. Po moich 40. urodzinach rozpoczął się okres, w którym zrobiłem coś ważnego. Mimo że los zdecydował za mnie, niczego nie żałuję – o dość późno odkrytej pasji, opowiada Ryszard Orzepiński, właściciel stajni w Wolnicy Niechmirowskiej.


PORTRETY

– To był przypadek. Kupiliśmy z żoną prawie 120-hektarowe gospodarstwo wraz z zabytkowym dworkiem. Zaczęliśmy je tworzyć od podstaw, począwszy od zakupu maszyn i urządzeń oraz kapitalnego remontu budynków gospodarczych. To miejsce nie miało szczęścia. Po II wojnie światowej był w nim PGR. Piękny XIX-wieczny budynek jest w ruinie. – Kiedyś będę chciał go wyremontować. Teraz pokażę wam jednak co innego – prowadzi dziennikarkę „AGROS Magazynu” Ryszard Orzepiński. Nowoczesna stajnia, w której pachnie świeżym sianem. W niej około 60 koni ras: polski koń zimnokrwisty i śląskiej. Wszystkie w świetnej kondycji. Konie hodowane są na biegalniach, bez uwięzi. Parędziesiąt klaczy jest źrebnych. Przyszłe matki przed wyźrebieniem przenosi się do specjalnych boksów nazwanych porodówkami. – Teraz z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że porwałem się na coś, o czym nie miałem pojęcia – uśmiecha się pan Ryszard. Rolnik i przedsiębiorca dokładnie pamięta, kto doradził mu hodowlę koni. Zapalił się. Konie miały być eksportowane do Włoch na mięso. W 2006 r. w jego stajni pojawiło się 12 klaczy rasy polski koń zimnokrwisty i 5 klaczy rasy śląskiej. Wraz z pierwszymi źrebakami pojawiły się dylematy. – Dopiero gdy zacząłem obcować z końmi, przekonałem się, jak bardzo są inteligentne. Pojawiła się więź. Nie mogłem zdobyć się na realizację założonych celów. To było jak budzące się uczucia, każdego dnia coraz silniejsze. Gdy pewnego razu urodził się źrebak z kulawką i nie był w stanie wstawać, by napić się mleka matki, cztery noce spędziłem w stajni. Co dwie godziny wstawałem i podnosiłem malucha, by się najadł. Po jakimś czasie, gdy stałem w stajni ja, a obok mnie jego matka, to źrebak człapał za mną, zamiast chodzić za matką. I co by Pani czuła? Nie wyobrażałem sobie, że mogę hodować te zwierzęta na rzeź – opowiada Orzepiński. Hodowane w Wolnicy Niechmirowskiej konie trafiają więc w ręce ludzi, którym zależy na posiadaniu zwierzęcia właśnie tej rasy. Najczęściej do zaprzęgów lub dalszej hodowli. Rasa polski koń zimnokrwisty to duże, ale spokojne i opanowane konie. Idealne do prac i do jazdy konnej. Koń jaki jest, każdy widzi – Rocznie udaje mi się sprzedać od kilku do kilkunastu koni. W tym roku jeden źrebak został sprzedany, a dwa są już zamówione. Nasze konie cieszą się zainteresowaniem, bo są zdrowe, mają dobre charaktery oraz pełne pochodzenie. W języku koniarzy mówi się, że koń powinien być spokojny, ale z charakterem – w tym najlepszym tego słowa znaczeniu. Nie można mieć wariata, gdy chce się konia zaprzęgać albo jeździć na nim. Dbam o to, by mieć dobry materiał genetyczny. Moje dwa ogiery rozpłodowe wpisane są do Głównej Księgi Stadnej. Mają swoistą licencję na krycie moich klaczy – śmieje się pan Ryszard. – Nie hoduję koni, by pokazywać je na wystawach. To, co robię, bardziej robię dla siebie. Przyznaję, że nie zarabiam na tej hodowli. Nie ma zbyt wielu odbiorców. Jesteśmy zbyt biednym społeczeństwem, a wiadomo, z czym wiąże się utrzymanie konia. Trzeba mieć stajnię, pastwisko,

8

wybieg lub wynajmować miejsce w stajni, a to również kosztuje. Nie wspomnę o leczeniu, opiece weterynarza, kowalu, który co 6 tygodni zmienia podkowy i… mógłbym wymieniać jeszcze wiele innych wydatków. Nie chcę jednak narzekać, bo nie wszystko da się przeliczyć na pieniądze. W tej chwili traktuję to jako hobby. Jeżdżę konno, ale nie jestem bardzo dobrym jeźdźcem. Nie ma czasu, by trenować. Koń to nie samochód, do którego wlewa się paliwo i można jeździć. Zanim dosiądę konia, muszę go przygotować: co najmniej dwie godziny po jedzeniu, wyczyścić i osiodłać. Po jeździe poczekać, by „wystygł”, wtedy dopiero ściągam siodło i czyszczę konia. To wszystko zapewnia fantastyczny kontakt ze zwierzęciem, ale trwa kilka godzin. Niestety nie zawsze mam na to czas – kończy. Ręce pełne roboty – Zajmuję się wieloma rzeczami. Wraz z żoną Bogumiłą pracuję w rodzinnym zakładzie wędliniarskim. Wspólnie prowadzimy też gospodarstwo. Na 160 ha uprawiamy głównie zboża konsumpcyjne oraz rzepak. Synowie, którym powoli przekazujemy ziemię, studiują na uczelniach w Poznaniu. W wolnych chwilach pomagają nam w gospodarstwie i zawsze możemy na nich liczyć. Mamy nadzieję, że będą kontynuować to, co wraz z żoną rozpoczęliśmy. Zawsze się śmieję, gdy o tym mówię, że jestem pracownikiem swojej żony. Bogumiła ma wykształcenie rolnicze. Kocha to, co robi. Natomiast ja jestem z wykształcenia elektronikiem i przez wiele lat nie pracowałem w swoim zawodzie. Muszę przyznać, że od kiedy na wsi pojawiły się bardzo nowoczesne maszyny rolnicze, to często sięgam do wiedzy zdobytej w szkole. Tym bardziej że mamy dość pokaźny park maszynowy: ciągniki, kombajn, prasy, maszyny uprawowe etc. Wszystkie kupiłem w firmie Agros-Wrońscy. Znam tę rodzinę od 12 lat i nie wyobrażam sobie innego dostawcy maszyn. Współpracuję tylko z najlepszymi – uśmiecha się. Nuda niegroźna – Gdy siedzę w stajni, moja żona pochyla się nad swoim „trzecim dzieckiem” – uprawami tradycyjnymi warzyw. Od dwóch lat na 2 ha uprawia m.in.: ogórki, cebulę, buraczki ćwikłowe, marchew, dynię i pietruszkę. Tę glebę przygotowujemy pod ekologiczną uprawę warzyw. Taki proces trwa kilka lat. Być może w kolejnym sezonie będziemy mogli pochwalić się produktami z etykietą „żywność ekologiczna”. Wierzymy, że Polacy coraz chętniej będą ją kupować. Mamy również plany związane z rozpoczęciem przetwórstwa warzyw, ale o tym nie chcę opowiadać, by nie zapeszyć. Jesteśmy małżeństwem, które nigdy się nie nudzi. Przed nami remont starego dworu. To będzie duża inwestycja, bowiem jego budynki wpisane są do rejestru zabytków. Czas wolny spędzamy rodzinnie na nartach. Od wiosny do późnej jesieni jesteśmy zaabsorbowani pracą w gospodarstwie, ale zimą możemy sobie pozwolić na krótkie wyjazdy. Wtedy jesteśmy tylko we dwoje – kończy pan Ryszard.


PORTRETY

Rolnik

u lekarza … maszyn Mówi o sobie, że jest lekarzem, choć nie leczy ludzi. – Leczę maszyny. Stawiam diagnozę, a potem naprawiam – mówi Zbigniew Jasek, Mechanik w firmie Agros-Wrońscy, który opowiada nam o największej pasji swojego życia.

– Pracuję na tych samych zasadach co lekarz. Tak jak on pytam: kiedy pojawiły się pierwsze symptomy. Pracuję na takich samych zasadach. Pytam rolnika, który zgłasza mi awarię, co działo się, zanim maszyna stanęła na polu i próbuję znaleźć problem. Dopiero potem zaglądam pod maskę i rozkładam urządzenie. Wierzę, że maszyny mają duszę. One naprawdę lubią, jak się o nie dba. A ja lubię poświęcać im swój czas – uśmiecha się Zbigniew Jasek, od 7 lat zajmujący w firmie Agros-Wrońscy stanowisko Mechanika w serwisie w Strzelcach Wielkich. Maszynami rolniczymi interesował się już w dzieciństwie. Urodzony w 1963 r. pamięta, jak jego rodzice i dziadkowie pracowali w polu, wiele czynności wykonując ręcznie lub za pomocą koni. Rodzina gospodarująca w Dębowcu pierwszy ciągnik kupiła w 1972 r. Był to Ursus C328. – Marzenie każdego rolnika. Zakochałem się w nim od pierwszego wejrzenia – śmieje się pan Jasek. Właśnie wtedy młody Zbyszek postanowił zostać mechanikiem maszyn rolniczych. – Miałem 16 lat i naprawiałem Ursusa rodziców. Tata miał do mnie zaufanie. Nie wtrącał się, więc byłem jedyną osobą, która kompleksowo serwisowała ciągnik. Potem skończyłem szkołę i odrobiłem wojsko. Od początku pracowałem w zawodzie. Najpierw w kołach rolniczych, potem w firmach prywatnych – opowiada. Gdy kilka lat temu zgłosił się do firmy Agros-Wrońscy, która szukała mechaników, od razu doceniono jego doświadczenie. Dostał pracę. W tej chwili jest jednym z 9 mechaników zatrudnionych w serwisie w Strzelcach Wielkich. – Cieszę się, że pracuję w fajnym zespole. To moi prawdziwi koledzy. I co równie ważne, mogę rozwijać się w zawodzie. Nie ma roku, by producenci maszyn nie wprowadzali innowacji. A my musimy być zawsze na bieżąco z nowinkami, dlatego kilka razy w roku jeździmy na szkolenia. W tym zawodzie nie da się nauczyć wszystkiego raz na zawsze. Jak lekarz, będę się kształcił całe życie – śmieje się. Jak przystało na człowieka, którego praca jest pasją, ma hobby z nią związane. Po godzinach remontuje stare maszyny rolnicze. Większość z nich schodziło z taśmy w tym samym czasie, co pierwszy ciągnik jego rodziców.

agros magazyn 8/2012

Zbigniew Jasek ma żonę Bożenę, jest ojcem dwójki dzieci – 25-letniej Patrycji i 23-letniego Łukasza. Lubi myśleć o sobie jako o lekarzu maszyn do wycięcia

– Mam wielki sentyment do tych zabytków. Podobnie jak mój szef, który od lat skupuje od rolników stare maszyny. Ma swoje prywatne muzeum, a w nim około 30 urządzeń. Większość z nich doprowadziłem do idealnego stanu. Nie tylko świetnie wyglądają, ale również działają. Możecie je zobaczyć. Stoją przed firmą. Obok tych nowoczesnych, z tą różnicą, że nie są na sprzedaż (śmiech). Czasami trzeba się nieźle nakombinować, by naprawić taką maszynę i dlatego chciałbym zaapelować do czytelników „AGROS Magazynu”, którzy mają zamiar pozbyć się starych urządzeń lub części do nich, by przekazali nam takie przedmioty – prosi mechanik. – No jasne, że kocham to, co robię. I może dlatego to, co robię, robię dobrze – puentuje.

9


PORTRETY

JESZCZE BLIŻEJ

Nowy

członek rodziny

Z listu do redakcji: „Jesteśmy stałymi czytelnikami »AGROS Magazynu« i chyba niezłym materiałem do rubryki »Portrety«. Jakiś czas temu kupiliśmy w »Agrosie« ciągnik New Holland, który posłużył nam oprócz codziennej pracy w gospodarstwie jako eksponat do sesji ślubnej. Oto jej efekty…”.

Państwo Karolina i Marcin Paradzińscy na naszą prośbę wypełnili słynny kwestionariusz Prousta. Oto ich wybrane odpowiedzi »


On o niej

OnA o nim

Cechy, których ona szuka u mężczyzny: Szuka, szuka i znaleźć nie może... Jej ulubione zajęcie: Spanie Jej marzenie o szczęściu: Nie powinna marzyć o niczym innym NIŻ o kombajnie  Słowa, których nadużywa: Nie mam czasu Czego nie cierpi ponad wszystko: cwaniactwa Dar natury, który chciałaby posiadać: możliwość jedzenia wszystkiego bez konsekwencji  Gdzie chciałaby żyć: w galerii handlowej

Cechy, których on szuka u kobiety: Cierpliwość Jego ulubione zajęcie: Kierowanie czymkolwiek i kimkolwiek Jego marzenie o szczęściu: Kombajn Słowa, których nadużywa: Oszczędzam Czego nie cierpi ponad wszystko: przymierzania spodni Dar natury, który chciałby posiadać: Zmiennocieplność Gdzie chciałby żyć: na farmie

agros magazyn 8/2012

11


PORTRETY

JESZCZE BLIŻEJ

Takiej okazji nie mogliśmy przepuścić. Postanowiliśmy nieco bliżej poznać naszych czytelników, którzy wykazali się taką pomysłowością: – Skąd pomysł na sesję? Ależ to naturalna kolej rzeczy. Odkąd mamy ten ciągnik, przepraszam nie ten, tylko New Holland 6010, bo mi zaraz mąż głowę zmyje. Więc odkąd jest z nami, traktujemy go niemal jak członka rodziny – śmieje się Karolina Paradzińska, piękna panna młoda ze zdjęcia. – Gdy dwa miesiące po ślubie zdecydowaliśmy się zorganizować sesję w plenerze, zupełnie absurdalne wydały nam się propozycje fotografa: pałacyk, park, jeziorko. To nie wchodziło w grę. Postanowiliśmy zrobić sesję po gospodarsku: na polu, snopkach i naszym traktorze. Oboje z mężem jesteśmy bardzo zaangażowani w naszą gospodarkę i czujemy satysfakcję z tego, co robimy. Podczas sesji powstało jeszcze jedno zdjęcie – na przekór stereotypom – przedstawiające nasze ślubne obuwie wypchane słomą. Sesja to była fantastyczna zabawa. Suknię prawie spaliłam w ognisku, które na potrzeby zdjęcia rozpaliliśmy. Ale warto było dla takich efektów – wspomina z uśmiechem dziewczyna. Karta w rodzinnym albumie – Odkąd mamy nowy sprzęt, zaczęliśmy uprawiać rzepak. Wcześniej nie decydowaliśmy się na jego uprawę, ponieważ wymaga precyzyjnego wysiewu – 3-4 kg nasion na hektar. A starym siewnikiem nie byłem w stanie tego zrobić – wyznaje Marcin Paradziński. Teraz przy pomocy mojego niebieskiego oraz pługa Unii 4+1, agregatu Ares TL z hydropakiem i siewnika „Poznaniak” 3 m z redlicami talerzowymi uprawa naszego areału to czysta przyjemność. Z tym sprzętem spokojnie mógłbym pracować na 100 ha. Wszystkie zabiegi agrotechniczne wykonuję we własnym zakresie, a zaoszczędzony czas pozwala mi na wykonanie usług moim sprzętem wśród znajomych – dodaje. Państwo Paradzińscy o dotację z programu PROW „Modernizacja gospodarstw rolnych” postarali się sami: – Po miesiącach starań, wypełniania dokumentów i jeżdżenia do Łodzi, gdy już wszystko zostało zatwierdzone, pojechałem do Strzelec do „Agrosów” po fakturę proforma na ciągnik NH 5060, który pierwotnie planowaliśmy kupić. Zaczepił mnie wtedy pan Wroński i mówi

12

tak: „Przed firmą stoi NH 6010, przejedź się nim i przyjdź mi powiedzieć, czy ci się podoba”. Przejechałem się i wpadłem – cudowna maszyna… Zrobili mi wtedy superpromocję – wspomina rolnik z Dubidz. – Do dziś pamiętam, kiedy przyprowadziliśmy z Marcinem naszego niebieskiego – 28 kwietnia – to było wielkie święto. Spełniło się ciche marzenie mojego ojca, który zawsze interesował się rolnictwem i zwykł powtarzać: „Ty sobie córcia znajdź męża z ciągnikiem” – z uśmiechem dodaje żona Marcina. – Wtedy były długie opady, więc od razu mogłem go wypróbować w trudnych warunkach. Jest to taka maszyna, że się nie utopi, przejdzie po każdej wodzie i błocie. Wyciszenie i komfort pracy w kabinie nieporównywalny z żadnym innym sprzętem. Natomiast w kwestii zużycia paliwa poczyniłem wyraźne oszczędności, niebieski ma naprawdę dobre spalanie. Dziś gdyby ktoś dawał mi inny, większy ciągnik, nie zamieniłbym się. Nie ma sensu – zachwala młody farmer. Kartka z rodzinnej podróży – Mam 27 lat, mąż jest o rok starszy. I choć jestem jeszcze młoda i pochodzę z domu, w którym nie uprawiało się ziemi, to rodzice zawsze podsycali we mnie miłość do niej i podkreślali, że rolnictwo to ciężka, ale bardzo istotna praca. I choć dziś zajmuję się głównie pracą zawodową – jestem pracownikiem urzędu skarbowego – to stopniowo zaczęłam podzielać fascynację męża. Czuję, że rolnictwo jest mi bardzo bliskie i chcę się w to angażować. Wszystkie decyzje dotyczące naszego gospodarstwa podejmujemy razem – czy to zakup nawozów, sprzedaż świń, a mamy ich ponad 100, czy wybór modelu ciągnika – wyjaśnia Karolina Paradzińska. – No tak, Karolina jeździ ze mną na wszystkie rolnicze imprezy targowe. Tak się wciągnęła, że gdy ją zapytać, o czym marzymy, pewnie powiedziałaby, że o nowym żółtym kombajnie – uśmiecha się Marcin. – Wspólne podróże po świecie – i to nie tylko rolniczym – są naszą kolejną wielką pasją. Karolina zawsze powtarza: „Skoro i tak nie mamy pieniędzy, to możemy tę odrobinę wydać na wakacje. Nie zbiedniejemy, a przynajmniej będziemy mieli co wspominać” – kończy rozmowę pan młody ze zdjęcia, które przyszło do naszej redakcji.


agros magazyn 8/2012

13


WYDARZENIA

NEWSY Z BRANŻY

Nowy tandem Unii

Unia Group już wkrótce po raz pierwszy pokaże nową przyczepę typu T o ładowności 12 ton. Premiera odbędzie się podczas XVIII Międzynarodowych Targów Techniki Rolniczej Agrotech w Kielcach. 14-tonowej „siostrze” z tej grupy rolnicy mogli się przyjrzeć podczas poznańskiej Polagry-Premiery. Nowe przyczepy to rozszerzenie oferty transportowej Unii o tandemowy układ jezdny. Takie rozwiązanie umożliwia dociążenie tylnych kół ciągnika i łatwiejsze poruszanie w trudnych warunkach polowych. Długa oraz szeroka skrzynia ładunkowa (5,2 m x 2,42 m) to kolejne udoskonalenie konstrukcji – zapewnia bezpieczny transport europalet i bel słomy bez konieczności rozszczelniania skrzyni ładunkowej.

Potrójnie skuteczne koszenie

Mistrz precyzyjnego siewu

Z linii produkcyjnej firmy Vaderstad zjechały właśnie pierwsze egzemplarze rewolucyjnego siewnika Tempo. Maszyna po raz pierwszy została pokazana publiczności podczas zeszłorocznej edycji targów Agritechnica w Hanowerze. Siewnik Tempo został starannie przetestowany na polach całej Europy. Dzięki temu największemu projektowi badawczo-rozwojowemu w pięćdziesięcioletniej historii firmy powstała konstrukcja przeznaczona do szybkiego siewu z bardzo dużą precyzją, m.in.: kukurydzy, bawełny i słonecznika.

14

FAMAROL przygotował nową wersję zestawu przeznaczonego na duże powierzchnie użytków zielonych. Składa się on z trzech kosiarek Alka XL montowanych po obu stronach i z przodu ciągnika. Ten superwydajny zestaw (7-8 ha/h) ma stosunkowo niewielkie zapotrzebowanie na moc (120-170 KM). Kombinacja wymaga ciągnika z przednim TUZ i WOM pracującym z prędkością 1000 obr./min. Tylne kosiarki zestawu zostały zawieszone na wspólnej ramie. Elementy robocze i zmodernizowany system kopiowania terenu zostały wykonane na bazie sprawdzonych kosiarek Alka XL. Symetrycznie rozłożona masa maszyny nie obciąża nadmiernie ciągnika. Zastosowane rozwiązania dają gwarancję oszczędności czasu, paliwa i bardzo upraszczają koszenie.

Mały, ale sprytny

Metal-Fach na wiosnę prz ygotował ofertę ma ł ych, b ardzo prak t yc znych przyczep, k tóre są idealnym roz wiązaniem dla rolników go spodarujących na niedużych areałach i używających niewielkich ciągników. Oferta producenta obejmuje 1,5- i 2,5-tonowe przyczepy o oznaczeniu T736/2 i T735/1. Mała masa pojazdów (od 550 kg) oraz możliwość zastosowania hamulca jedno- lub dwuprzewodowego bądź najazdowego pozwala na współpracę nawet z najmniejszymi i najprostszymi ciągnikami oraz pewne poruszanie się z prędkością do 40 km/h. Przyczepy posiadają jednostronny wywrót, a burty o wysokości 400 i 500 mm można rozbudować o 700-mm nadstawki.


WYDARZENIA

NASZE SPOTKANIA

Brązowy Kłos nasz

Nagroda jest sygnałem dla naszych Klientów, że korzystając z usług Agros-Wrońscy, współpracują z poważnym partnerem, docenianym w branży. Nie zamierzamy spocząć na laurach – deklaruje Jan Wroński, odbierając wyróżnienie dla najlepszego dealera New Holland. W fińskiej Rovaniemi o tej porze roku panuje 40-stopniowy mróz. Jednak atmosfera noworocznego spotkania New Holland z dealerami była gorąca. – Mimo że byliśmy w mieście świętego Mikołaja, to zapewniam, że przyznane już po raz piąty nagrody nie są mikołajkowymi prezentami. To efekt ciężkiej pracy naszych dealerów – uśmiecha się Adam Sulak, Dyrektor New Holland Polska. – Takie spotkania i nagrody mają ich zachęcać, by stale szukali wyzwań handlowych i podnosili jakość usług – opowiada dyrektor Sulak. Z Rovaniemi do Strzelec Oprócz Złotego, Srebrnego i Brązowego Kłosa dla najlepszych dealerów New Holland ustanowił też wyróżnienia: za sprzedaż części zamiennych, najlepszą obsługę serwisową, najwyższy udział i dynamikę sprzedaży w rynku traktorów oraz kombajnów. – Wyróżnienie za najlepszą sprzedaż części zamiennych otrzymaliśmy już w 2008 r. Za najwyższe 40-proc. udziały w sprzedaży traktorów nagrodzono nas w 2009 r. Brązowy Kłos w kategorii Dealer Roku 2011 jest szczególny. Zostaliśmy docenieni przez jednego z najważniejszych graczy na polskim rynku maszyn rolniczych. New Holland od lat jest naszym głównym partnerem handlowym. Ten sukces jest też wynikiem zaufania, jakim obdarzyli naszą firmę rolnicy i dlatego zrobię wszystko, by go nie stracić – zapewnia Jan Wroński. – Firma Agros-Wrońscy ma lojalnych Klientów. Stale powiększa zasięg. Otwiera filię koło Raciborza, który dotychczas był białą plamą na mapie New Holland. Ich relacje z Klientami, zarówno tymi wieloletnimi, jak i zupełnie nowymi, rzadko są formalne, częściej przyjacielskie. To musi skutkować lepszą komunikacją i wyczuciem potrzeb zgłaszanych przez Klientów w zakresie doboru sprzętu maszynowego – puentuje Adam Sulak. Liderem być – Od trzech lat jesteśmy liderem sprzedaży wśród marek zachodnich obecnych na rynku polskim, a od dwóch liderem całego rynku traktorowego w Polsce. NH to również lider nowości, który wyznacza

agros magazyn 8/2012

nowe standardy. To się udaje, bo mamy bardzo dobry produkt i najmocniejszą sieć dealerską w Polsce, która oferuje tylko maszyny New Holland w poszczególnych kategoriach produktowych. Do tego zgodnie z naszą strategią, by być blisko Klienta, wspieramy dealerów w działaniach marketingowych i podnoszeniu jakości usług – mówi Tomasz Kozieł, Szef Marketingu NH. – Sieć sprzedaży i usług świadczonych przez dealerów jest ustabilizowana, a marka rozpoznawalna. Teraz musimy utrzymać ten wysoki poziom, by Klienci mogli zawsze powiedzieć, że wybór naszej maszyny był dobrą decyzją – dodaje.

– Marka New Holland i dealerzy to naczynia połączone. My produkujemy, oni sprzedają, więc jedni bez drugich nie mogliby istnieć. Nagradzamy ludzi, którzy potrafią sprostać naszym standardom. Jan Wroński należy do nich – mówi Adam Sulak, Dyrektor New Holland Polska. Na zdj. Jan Wroński z Brązowym Kłosem dla Dealera Roku 2011

15


TECHNIKA

NASI PARTNERZY PREZENTUJĄ

Bombowy traktor

Wybuchowy gaz i bomba wodorowa – dwa kiepskie skojarzenia. Od niedawna zupełnie nowe i jak najlepsze – traktor na wodór. W tym sezonie po raz pierwszy wyjedzie na pola pilotażowego gospodarstwa we Włoszech. To dopiero testy, ale już wiadomo – wodór to przyszłość nie tylko rolnictwa, ale zapewne całej motoryzacji.

Osiągi nowego modelu NH2 nieznacznie przekraczają osiągi porównywalnej wielkości ciągnika, wyposażonego w klasyczny silnik. Ale pod każdym względem wyprzedzają tradycyjne konstrukcje na drodze do ekologicznej uprawy ziemi


Włoskie gospodarstwo La Bellotta to ogromne laboratorium, jedno z niewielu miejsc na świecie, które ma spore szanse przejść do historii. Farma nazywana jest formalnie pierwszym gospodarstwem niezależnym energetycznie od pewnego czasu współpracuje z firmą New Holland. Niektóre budynki przypominają kosmodrom, w rzeczywistości to przyszłość rolnictwa. Futurystyczna farma powstała w miejscowości Venaria w pobliżu Turynu. – W najbardziej ogólnym zarysie chodzi o sprawdzenie zdolności gospodarstw rolnych do wytwarzania energii elektrycznej z naturalnych źródeł – a więc o niewielkim wpływie na środowisko – i przechowywania jej w dogodny sposób w formie wodoru w celu ponownego wykorzystania – mówi Sylwia Łojewska z polskiej filii New Holland. – Projekt zapoczątkowała nasza firma, ale wdrażamy go we współpracy z konsorcjum trzynastu partnerów. Prace częściowo finansuje włoskie Ministerstwo Rozwoju Gospodarczego – dodaje. Prawie jak rakieta Właśnie w La Bellotcie w tym sezonie po raz pierwszy testowany będzie najnowszy produkt firmy New Holland, czyli zasilany wodorem ciągnik NH2, którego światowa premiera odbyła się na wystawie Agritechnica w Hanowerze w listopadzie ubiegłego roku. Pomysł z zastosowaniem wodoru jako paliwa nie jest nowy. Ciekły wodór wykorzystywany jest bowiem od lat jako komponent paliwa rakietowego; od niedawna – także w samochodach. W Stanach Zjednoczonych i Japonii działają już pierwsze stacje benzynowe z wodorem. Traktor z włoskiej La Bellotty nie będzie odwiedzał takich stacji z prozaicznego powodu – źródło paliwa będzie na miejscu. Właśnie w gospodarstwie będzie przecież produkowane paliwo. A dokładnie wodór pozyskiwany z biogazu dzięki zwykłej elektrolizie. To dodatkowy – ekologiczny – efekt fermentacji odpadów pochodzenia organicznego. Niezbędną do tego energię dostarczają panele słoneczne wykorzystywane w gospodarstwie. Na farmie zainstalowany zostanie zbiornik na wodór, podłączony do sprężarki w specjalnej stacji napełniania – w ten sposób ciągnik NH2 pracuje i jest tankowany w gospodarstwie rolnym. Zalet jest jednak znacznie więcej. Ciągnik przyszłości Ten nowoczesny model ciągnika osiąga maksymalną prędkość 50 km/h, a siłę uciągu ma porównywalną ze standardowym traktorem z silnikiem Diesla o mocy 120 KM. – Jest doskonałym ciągnikiem dla gospodarstw rolnych –wszechstronnie wyposażonym i gotowym do pracy – opisuje Jerzy Wróbel, Specjalista ds. Komunikacji New Holland. Nowy ciągnik to rozwinięcie traktora, który zdobył złoty medal na wystawie SIMA 2009. – Proces ten wiązał się z wyposażeniem maszyny we wszystkie funkcje wymagane do zapewnienia osiągów porównywalnych z tradycyjnym ciągnikiem napędzanym silnikiem Diesla, zarówno w polu, jak i na drodze – mówi Riccardo Morselli z Działu Rozwoju Produktów Innowacyjnych New Holland. Dzięki temu nowy ciągnik obsługuje wszystkie narzędzia niezbędne do różnych prac sezonowych, choćby takich jak przygotowanie gleby, siewy, belowanie, transport i zastosowania ładowacza czołowego. W porównaniu do pierwszego ciągnika NH2 nowy model posiada ogniwa paliwowe

agros magazyn 8/2012

La Bellotta – włoskie gospodarstwo będące ogromnym laboratorium, w którym naukowcy pracują nad rozwiązaniami pozwalającymi na całkowite uniezależnienie farmy pod względem energetycznym. Firma New Holland jest partnerem projektu, tu testuje swoje najnowsze dziecko – ciągnik wodorowy – NH2

podwajające moc, która wzrosła z 50 do 100 kW. Zbiornik nowego ciągnika jest w stanie pomieścić aż 8,2 kg wodoru pod ciśnieniem 350 barów. To zapewnia kilka godzin spokojnej pracy w polu. Ekoplusy Już na pierwszy rzut oka widać, że NH2 wizualnie różni się od innych traktorów. Szczególnie zwraca uwagę brak rury wydechowej. Nie bez powodu – bo jedną z największych zalet silników wodorowych jest fakt, że niemal nie zanieczyszczają powietrza. W tym przypadku spaliny to najzwyklejsza para wodna, pozbawiona tlenku azotu czy dwutlenku węgla. To szczególnie istotne w czasie, gdy wszyscy mówią o potrzebie ograniczenia emisji spalin do atmosfery. Teraz nie mówimy już o ograniczeniu, ale całkowitym braku spalin – podkreśla Wróbel. Dodatkowo, dzięki tak cichemu silnikowi znacznie polepsza się komfort pracy. Paliwo dla ciągnika to nie kłopot. Przede wszystkim wodór jest tani, a pewne jest też, że nigdy go nie zabraknie. Na miejscu – w gospodarstwie niezależnym energetycznie – sprawdzone zostaną bowiem także inne metody pozyskiwania wodoru. Obok wspomnianej elektrolizy, eksperci zbadają, czy wykonalne i opłacalne jest dokonanie reakcji pochodzącego z fermentacji metanu z parą. Najbardziej innowacyjną metodą pozyskiwania wodoru jest wykorzystywanie ciemnej fermentacji beztlenowej biomasy. To proces biologiczny, w trakcie którego powstaje mieszanka gazów zawierająca znaczne ilości wodoru. Również ta metoda zostanie w La Bellotcie oceniona pod kątem wykonalności, kosztów i zalet. – Po zakończeniu tych eksperymentów ciągnik będzie miał zapewnione niekończące się źródło czystej energii. To będzie kolejny krok w nową erę w rolnictwie, do której poczyniliśmy właśnie pierwszy poważny krok – podsumowuje Tomasz Kozieł, Szef Marketingu New Holland Polska.

17


TECHNIKA

NASI PARTNERZY PREZENTUJĄ

Niebiesko-żółta fala

Tego nikt się nie spodziewał – pola zalała fala ciągników. Rekordowo dużo, bo aż 17 tys. nowych traktorów zakupili w ubiegłym roku polscy rolnicy.

Najczęściej decydowali się na pojazdy New Holland. Niebiesko- -żółte traktory tej firmy to liderzy sprzedaży i królowie hektarów.


y

– To rekordowy wynik od czasu przystąpienia Polski do Unii Europejskiej i świetny rezultat na tle pozostałych krajów europejskich – mówi Mariusz Chrobot, Wiceprezes Martin & Jacob, firmy monitorującej rynek rolny. – Z perspektywy lat widać, że rolnicy coraz chętniej sięgają po nowe maszyny. Tuż po przystąpieniu do UE rynek importowanych maszyn używanych był prawie dwukrotnie wyższy. Sprzedawano wówczas niemal dwa razy mniej nowych ciągników – dodaje Chrobot. Król jest jeden Już po raz trzeci New Holland jest numerem jeden w sprzedaży nowych ciągników rolniczych. Tylko w 2011 r. z salonów sprzedaży – w tym Agros-Wrońscy – wyjechało dokładnie 2798 traktorów tej firmy. To niemal 17 proc. rynku, co potwierdzają dane rejestracyjne z wydziałów komunikacji z całego kraju. – Dzięki najlepszej w Polsce sieci dealerskiej, najwyższej klasy produktom i bezkonkurencyjnemu serwisowi oraz innowacyjnemu podejściu do rolnictwa firma New Holland odniosła tak ogromny sukces – mówi Tomasz Kozieł, Dyrektor Marketingu New Holland. – Wyniki sprzedaży świadczą o tym, że ta marka ciągników rolniczych postrzegana jest na rynku polskim jako najlepsza. Wiosna nowości Pozycja lidera zobowiązuje. New Holland przygotował nową ofertę sprzętu, którą po raz .pierwszy zaprezentowano podczas targów Polagra-Premiery w Poznaniu. – Wchodzimy w 2012 r. z nowymi, innowacyjnymi produktami, które spełnią oczekiwania nawet najbardziej wymagających Klientów – mówi Kozieł. Należy do nich m.in. kombajn z serii CR, który zdobył nagrodę Maszyna Roku 2012 w kategorii kombajnów, oraz całkowicie odnowiona gama ciągników TD5 i T5 spełniających surową normę Tier 4A. Te ostatnie są idealnym rozwiązaniem dla gospodarstw zajmujących się produkcją zwierzęcą oraz gospodarstw wielokierunkowych. – W trosce o środowisko naturalne oferta ciągników spełniająca normy emisji spalin Tier 4A poszerzona została także o serię T6, która łączy w sobie wydajność i efektywność z wszechstronnością i elastycznością w zakresie prac rolnych – mówi Sylwia Łojewska, Specjalista ds. Komunikacji New Holland. Co w traktorze drzemie Ciągniki T6 wyposażone są w silniki oparte o technologię SCR ECO -Blue i spełniają normy emisji spalin Tier 4A. Seria składa się z siedmiu modeli z oznaczeniami przedstawiającymi moc silnika: T6.120, T6.140, T6.150, T6.155, T6.160, T6.165 i T6.175. Zastosowanie w nich systemu zarzą-

Na zdjęciu król ciągników, bezkonkurencyjny na polskim rynku – T5000 New Holland. Firma już prezentuje jego następcę – serię ciągników T5. T5 to spełniająca surową normę Tier 4A gama – idealna dla gospodarstw zajmujących się produkcją zwierzęcą oraz gospodarstw wielokierunkowych

agros magazyn 8/2012

dzania mocą silnika sprawia, że wszystkie niezbędne prace rolnicze są wykonywane przy pomocy tego sprzętu bezproblemowo. – Gama T6 będzie wybierana przez rolników prowadzących gospodarstwa wielobranżowe, jak również usługodawców i przedsiębiorców rolnych zorientowanych na przyszłość – mówi Tomasz Kozieł. – Technologia SCR ECOBlue, zastosowana w popularnej serii T6, przyczynia się do poprawy wydajności i opłacalności działalności prowadzonej przez naszych Klientów. Co więcej, daliśmy każdemu z nich możliwość dostosowania zakupionego ciągnika do jego własnych potrzeb – dodaje. Technologia SCR ECOBlue gwarantuje najszybszą reakcję silnika na dodanie gazu pod obciążeniem, a to pozwala na uzyskanie doskonałych rezultatów podczas prac polowych. Dzięki silnikowi i technologii układu zarządzania biegiem jałowym Klienci New Holland mogą liczyć na obniżenie kosztów eksploatacji nawet o 10 proc. – Nie ma dwóch identycznych gospodarstw rolnych. Wiemy, że każdy nowy użytkownik naszych maszyn ma swoje określone potrzeby – mówi Kozieł. – Dlatego w konfiguracji T6 przyjęto założenie całkowitej dowolności. W ciągnikach z tej linii dostępne są wszystkie opcje – bez ograniczeń lub określonych wstępnie „pakietów” – wyjaśnia. Więcej niespodzianek Doskonałe osiągi oferuje też nowa gama traktorów serii TD5, zapewniając przy tym komfort pracy i jazdy oraz bogate wyposażenie. Wygodę operatora gwarantuje nowa kabina, a wytrzymałe i wydajne silniki o mocy sięgającej 113 KM umożliwiają maksymalną wydajność i efektywność. New Holland przeprojektowała i rozbudowała tę gamę ciągników tak, by zaoferować rolnikom zajmującym się hodowlą zwierzęcą niezawodną maszynę w bardzo konkurencyjnej cenie. Rozbudowana seria liczy teraz sześć modeli w charakterystycznej stylizacji New Holland: TD5.65, TD5.75, TD5.85, TD5.95 wraz z dwoma nowymi flagowymi modelami TD5.105 i TD5.115. Już korzystający z tych traktorów rolnicy podkreślają – to unowocześniona wersja tradycyjnych, sprawdzonych rozwiązań. Reflektorem w mrok Traktory serii TD5 ułatwiają pracę po zmroku i w najciemniejszych zakątkach każdego gospodarstwa. W tylnej części dachu wbudowanych jest bowiem sześć świateł roboczych. Opracowane zostało również całkiem nowe rozwiązanie w zakresie klimatyzacji. Niezwykle szybki wentylator odszraniający kieruje potężny strumień powietrza na szybę przednią, aby zapewnić szybki rozruch w mroźne poranki i wieczory. Seria TD5 jest więc unikalna w swoim segmencie. Ułatwienia w zmianie kierunku jazdy dzięki układowi hydraulicznemu PowerShuttle, reduktor biegów czy dodatkowa tarcza hamulcowa zwiększająca skuteczność hamowania i bezpieczeństwo – zwłaszcza podczas prac transportowych na pagórkowatych terenach. – Jak widać, zalety i udogodnienia tej serii można długo wymieniać. Nowe modele zadebiutują w Wielkiej Brytanii oraz Irlandii podczas pokazów prac na użytkach zielonych już wczesnym latem. Postaramy się równie szybko pokazać je polskim gospodarzom – zapewnia szef marketingu NH.

19


TECHNIKA

NASI PARTNERZY PREZENTUJĄ

Specjaliści

w nawożeniu

Czy wypada się chwalić specjalizacją w rozlewaniu lub rozrzucaniu? Oczywiście! Są to kluczowe kwestie, gdy mówi się o skutecznym nawożeniu. Ekspertem w tej dziedzinie jest POMOT Chojna – jeden ze stałych partnerów firmy Agros-Wrońscy. Od momentu wprowadzenia do oferty Agros-Wrońscy wozów asenizacyjnych firmy POMOT Chojna, cieszą się one dużym powodzeniem. – Naszym sztandarowym produktem jest wóz T530 o poj. 30 tys. litrów zmontowany na zawieszeniu typu Sidra, będący obecnie największym wozem asenizacyjnym dostępnym na polskim rynku – podkreśla Kierownik Działu Marketingu i Sprzedaży firmy POMOT Marcin Górski . – Nasze wozy mają uniwersalny charakter. Doskonałym przykładem jest tegoroczny „przebój” rynkowy, wóz typu T513 o pojemności 13 tys. l, produkowany z myślą zarówno o rolnikach obsługujących własne gospodarstwa, jak i tych, którzy świadczą usługi dla innych, np. firm komunalnych. Każdy znajdzie w naszej ofercie satysfakcjonującą opcję – dodaje kierownik. A wszystko to, jak podkreślają użytkujący ten sprzęt rolnicy, doskonałej jakości. To za sprawą Systemu Zarządzania Jakością ISO 9001:2008, zgodnie z którym odbywa się produkcja firmy. Nowozelandzkie patenty Wozy to jednak nie jedyny produkt tej marki. Do oferty zostały niedawno wprowadzone rozsiewacze oparte na nowozelandzkich patentach. – Stawiamy na innowacyjność i  rozwój. Nieustannie ulepszamy nasze produkty, wprowadzamy nowe wzory użytkowe, dzięki którym odnotowujemy największy dotychczas rozkwit firmy – mówi Marcin Górski. Owocem tych działań są rozsiewacze produkowane na licencji renomowanej nowozelandzkiej firmy Transpread. Nowozelandczycy już od ponad pół wieku specjalizują się w produkcji i sprzedaży licencjonowanych rozrzutników wytwarzanych obecnie przez 22 firmy na całym świecie. Producent ten uzyskał 26 patentów, które przyczyniły się do stworzenia doskonałej jakości rozsiewacza. Dzięki konstruktorom z Chojny rozwiązania te są już dostępne dla polskich rolników. – Nasze rozsiewacze są dedykowane zarówno gospodarstwom rolnym, jak i działalności komunalnej. Bez żadnych ograniczeń można przy ich pomocy rozrzucać wapno, wszelkiego rodzaju nawozy, granulaty, ale również żużel, sól, ziemię czy torf – wyjaśnia Górski. Dotychczas pojawiały się urządzenia służące w większości przypadków tylko do jednego typu

20

Wielofunkcyjne rozsiewacze firmy POMOT Chojna na licencji Transpread pozwalają na rozrzucanie nawozów, soli, żwiru, kompostu, wapna i wielu innych materiałów – i to w bardzo szerokim zakresie w dawkach 30–5000 kg/ha

materiałów, co powodowało, że inny rozsiewacz służył do prac w gospodarstwie rolnym, a inny zimą do prac komunalnych. – Bardzo długo czekałem na takie urządzenie. W końcu mogłem kupić rozsiewacz, który nie dość, że zastąpi kilka maszyn, to jeszcze zajmuje mało miejsca. Skończyły się moje problemy z przechowywaniem sprzętu – opowiada jeden z nabywców maszyny z Chojny. – Rolnik czy użytkownik naszych maszyn niejednokrotnie swoją wiedzą przewyższa ekspertów. Ma wysokie oczekiwania. Dostarczanie rozwiązań dla takich Klientów, to wysoko postawiona poprzeczka, ale my chcemy sprostać temu wyzwaniu. Dlatego nasi konstruktorzy wciąż szukają najlepszych rozwiązań. O szczegółach więcej na naszej stronie internetowej: www.pomot.pl – puentuje Marcin Górski. Ponadto firma wyprodukowała doskonały, bardzo funkcjonalny system UNIWERSAL, ale o tym w następnym artykule.


DORADZTWO

ARiMR RADZI

Rozpatrywanie

wniosków

Polska jest liderem w realizacji PROW 2007-2013. Spośród wszystkich krajów Unii Europejskiej polscy rolnicy skorzystali najwięcej. Za pośrednictwem ARiMR otrzymali ponad 30,7 mld zł. Rok 2012 upłynie pod znakiem rozpatrywania wniosków, realizacji inwestycji i wypłaty środków.

Eksperci Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej dowiedli, że z programów PROW 2007-2013 dla młodych rolników i na modernizację korzystały głównie gospodarstwa, które już na starcie miały lepszą sytuację niż pozostałe. Po skorzystaniu z programów ich pozycja jeszcze się poprawiła

Z PROW 2007-2013, którego całkowity budżet wynosi ok. 70 mld zł, zostało zagospodarowanych ponad 90 proc. środków. – Oprócz wypłaconych rolnikom i przedsiębiorcom 30,7 mld zł część zagospodarowanych pieniędzy jest zaplanowana do wypłaty w ramach przyjętych przez ARiMR zobowiązań wieloletnich, które wynikają z zawartych przez nas umów. Dotyczy to np. „Rent strukturalnych”. Kolejne środki muszą być zaplanowane na przeprowadzenie naborów wniosków w przyszłych latach z takich działań, jak: „Program rolnośrodowiskowy” czy dopłaty z ONW, a także na płatności związane z kończeniem inwestycji realizowanych przez rolników i przedsiębiorców. Te płatności zostaną wykonane po całkowitym zakończeniu inwestycji, zgłoszeniu wniosków o płatność oraz sprawdzeniu przez agencję zgodności inwestycji z podpisanymi umowami – wyjaśnia Henryk Kolasa, Zastępca Dyrektora Śląskiego Oddziału ARiMR. Agencja znajduje się w kulminacyjnym punkcie wdrażania programu. W 2011 r. zostały ogłoszone nabory wniosków o wsparcie ze wszystkich działań programu. Zainteresowanie pomocą jest coraz większe, gdyż rolnicy wiedzą, że środki będzie coraz trudniej zdobyć, a następne pojawią się zapewne w nowej perspektywie finansowej – w latach 2014-2020.

Program na Śląsku – Do ŚlOR ARiMR wpłynęło 161 wniosków na kwotę ponad 12 mln zł na działanie: „Ułatwianie startu młodym rolnikom”. Wszystkie wnioski zmieściły się w limicie. Pomoc w wysokości 75 tys. zł została przyznana 146 wnioskodawcom. Pozostali albo się wycofali, albo ich wnioski zostały rozpatrzone negatywnie – doprecyzowuje dyrektor Kolasa. – Na działanie „Modernizacja gospodarstw rolnych” wpłynęło do nas 1059 wniosków na kwotę ponad 170 mln zł, co dwukrotnie przekroczyło limit dostępnych wówczas środków. Obecnie w limicie 128 196 000 zł dla województwa śląskiego mieszczą się 764 wnioski, wszystkie zostały zweryfikowane pod kątem kompletności i zgodności z PROW 2007–2013. Mamy podpisanych 110 umów. Pozostałe są w trakcie weryfikacji – kontynuuje dyrektor. Jak podaje ŚlOR ARiMR, na działanie „Różnicowanie w kierunku działalności nierolniczej” wpłynęło 266 wniosków. Jest to liczba porównywalna do tej z lat ubiegłych. W przypadku tych wniosków kolejność przyznawania pomocy jest ustalona centralnie. Z 266 wniosków do finansowania w puli dostępnych środków znalazło się 95. Wszystkie znajdujące się w dostępnym limicie są obecnie w trakcie weryfikacji. – Jeżeli chodzi o program „Tworzenie i rozwój mikroprzedsiębiorstw” wpłynęły aż 992 wnioski, na kwotę ponad 195 mln zł. Do dyspozycji w śląskim oddziale mamy 167,5 mln zł, więc limit przekroczony został o ok. 17 proc. W limicie tym znajdują się 774 wnioski, z czego 334 są w trakcie weryfikacji. Jak Państwo widzą, wszystkie programy wykorzystują limity – podsumowuje Kolasa.

21


DORADZTWO

PARTNERZY POLECAJĄ

Siew

z najwyższą precyzją Wielu rolników nie jest świadomych, że roczna wartość zakupionego nawozu przewyższa często cenę najdroższych rozsiewaczy nawozu. Co można zrobić, by zminimalizować wydatki na nawożenie? Wybrać najbardziej precyzyjny rozsiewacz nawozowy.

Jak zminimalizować wydatki na nawożenie? Wybrać najbardziej precyzyjną maszynę do rozsiewu nawozu. Jedne z najlepszych są maszyny marki RAUCH. Ich konstrukcje MDS oraz AXIS słyną z trwałości, prostoty regulacji szerokości roboczej

W ostatnich latach wiele się zmieniło w sposobie nawożenia roślin. Producenci osiągnęli duży postęp w rozwoju konstrukcji rozsiewaczy nawozowych. Dzieje się tak m.in. ze względu na europejskie normy określające szczegóły wyposażenia maszyn, sposobu wysiewu przy granicy pola lub progu równomierności wysiewu. – Rolnikom szukającym najbardziej precyzyjnych narzędzi do nawożenia polecam produkty marki RAUCH. Firma ta jest liderem w produkcji rozsiewaczy. Flagowe modele MDS oraz AXIS słyną z trwałości, prostoty regulacji szerokości roboczej oraz – co najważniejsze  – z niewiarygodnej wręcz jakości wysiewu – poleca Artur Szymczak, Dyrektor Zarządzający KUHN Maszyny Rolnicze, firmy dystrybuującej sprzęt RAUCH w Polsce.

Dokładność wysiewu Na precyzję wysiewu nawozu wpływa przede wszystkim jakość jego granulatu. – Firma RAUCH posiada specjalną halę testów nawozów dla różnych modeli rozsiewaczy. Tam zostały również przetestowane nawozy polskich producentów. Wyniki tych badań są opracowywane i publikowane w tabelach wysiewu dostarczanych wraz z rozsiewaczem lub dostępne na stronie internetowej firmy. Tabele pozwalają na bardzo precyzyjną regulację szerokości roboczej dla każdego rodzaju nawozu – opowiada dyrektor KUHN. – W rozsiewaczach RAUCH MDS tę czynność przeprowadzamy poprzez regulację na łopatkach wysiewających dla wysiewu normalnego, granicznego lub późnego dokarmiania. Z kolei w rozsiewaczach AXIS o szerokości roboczej od 12 nawet do 50 m mamy

oraz z niewiarygodnej jakości wysiewu – poleca Artur Szymczak, Dyrektor Zarządzający KUHN Maszyny Rolnicze, firmy dystrybuującej sprzęt RAUCH w Polsce

22

Firma RAUCH przez lata dopracowywała konstrukcję maszyn oraz system precyzyjnego wysiewu nawozu. Rozsiewacze tej marki słyną z bardzo wysokiej równomierności wysiewu


inny sposób regulacji szerokości. Są to maszyny, które w trakcie wysiewu muszą dozować bardzo duże ilości nawozu. Dlatego ich konstrukcja jest bardzo nowatorska – zapewnia ekspert. – Mamy tu do czynienia ze współosiową regulacją punktu dozowania nawozu na łopatki wysiewające CDA. Firma RAUCH opatentowała bardzo innowacyjny wylot nawozowy, który umożliwia dozowanie małych dawek, np. 3 kg/ha oraz dużych dawek 500 kg/ha płaskim strumieniem. Taka budowa wylotu nawozowego umożliwia swobodne przemieszczanie się granul nawozu po łopatkach wysiewających. Efekt takiej konstrukcji widać w precyzji wysiewu, zwłaszcza przy szerokościach powyżej 24 m. Wszystkie te metody regulacji pozwalają na uzyskanie trójkątnego obrazu wysiewu, który gwarantuje jego najwyższą równomierność – objaśnia Szymczak.

Firma RAUCH opatentowała bardzo innowacyjny wylot nawozowy, który umożliwia dozowanie małych dawek np. 3 kg/ha oraz dużych dawek 500 kg/ha płaskim strumieniem. Na zdj. terminal CDA do regulacji szerokości roboczej

agros magazyn 8/2012

Równomierność wysiewu O precyzyjnym wysiewie nawozu decyduje nie tylko regulacja szerokości roboczej, ale również sposób nadawania przyspieszenia granulom nawozu, pozwalający uzyskać dużą równomierność wysiewu. Precyzja obecnie to również dokładność dozowania nawozu w trakcie nawożenia. Wartość tę możemy oczywiście skontrolować poprzez próbę kręconą, bardzo prostą we wszystkich rozsiewaczach RAUCH. Jednak podczas pracy ciągnik nie zawsze utrzymuje stałą prędkość. Aby utrzymywać stałą dawkę nawozu niezależnie od zmian prędkości lub poślizgu kół ciągnika, RAUCH proponuje wykorzystanie elektroniki. – Komputer Quantron z radarem kontroluje rzeczywistą prędkość pracy ciągnika, co gwarantuje precyzyjne dozowanie nawozu na hektar. Jeżeli ciągnik jedzie 10 km/h, komputer otwiera zasuwy tak, aby wysiewać założoną dawkę 100 kg nawozu na ha. Jeżeli w pewnym momencie ciągnik będzie miał większy poślizg i prędkość zmniejszy się do 8 km/h, wówczas komputer automatycznie skoryguje ustawienia zasuw, aby w dalszym ciągu kontynuować wysiew na poziomie 100 kg/ha – tłumaczy Szymczak. Wykorzystując elektronikę, możemy zwiększyć precyzję dozowania, ale według badań firmy RAUCH to nie wystarcza. Wyniki pokazują, że nawóz inaczej osypuje się przez wyloty nawozowe, kiedy jest bardzo suchy, a inaczej kiedy jest mokry. Takie sytuacje się zdarzają, ponieważ nawozy są różnie magazynowane i nie zawsze pochodzą z jednej dostawy, co wpływa na ich wilgotność. – RAUCH mając świadomość zmiennych warunków, proponuje bardziej zaawansowane systemy monitorowania dozowanej dawki. Rozsiewacze AXIS W są wyposażone w wagę 100 Hz (100-hercowy system ważenia). System identyfikuje i likwiduje błędy spowodowane zmiennym stopniem przepływu nawozu. Waga jest oparta na dwóch sensorach, które dokonują

pomiaru ciężaru maszyny z nawozem i to aż 100 razy w ciągu jednej sekundy. Uśredniając pomiary, system dokonuje korekty dawki wysiewu co sekundę. Tak duża częstotliwość ważenia i korekty ustawienia zasuw zapewnia perfekcyjną dawkę niezależnie od jakości i wilgotności granulatu. Daje to gwarancję poprawy dawkowania nawet o 20 proc. – przekonuje przedstawiciel KUHN Polska. Badanie zasobności gleby Wysiewając nawozy na pole, trzeba pamiętać również o tym, że zasobność gleby w składniki mineralne również jest różna w poszczególnych miejscach pola. Obecnie rolnicy dość często decydują się na badanie zasobności gleby przy użyciu GPS. Wykorzystanie tego systemu pozwala pobierać próbki w poszczególnych latach w tych samych miejscach pola. Jest wiele firm, które specjalizują się w precyzyjnym pobieraniu próbek i tworzeniu map zasobności gleby w różne składniki. Takie mapy zwykle drukuje się i wykorzystuje do korekty doboru nawozu. Jednak to nie wszystko, co można zrobić. Doskonałym rozwiązaniem jest wykorzystanie elementu rolnictwa precyzyjnego: – Można przetworzyć dane o zasobności gleby, podłączyć antenę GPS do rozsiewacza nawozowego RAUCH i wysiewać nawóz w zależności od zasobności gleby, wykorzystując już zrobione i przetworzone mapy zasobności gleby dla danego gospodarstwa. System ten jest już stosunkowo popularny w Polsce i przynosi bardzo duże korzyści wynikające z oszczędności nawozu, jak również z wyrównania zasobności gleby. Taki wysiew przyczynia się do bardziej jednorodnego plonu zbóż, co gwarantuje rolnikowi większy zysk – kalkuluje dyrektor Szymczak. Niestandardowe rozwiązania Pytanie, co z rozsiewaniem na polach o nieregularnych kształtach, posiadających kliny? – Tu również RAUCH opracował specjalne rozwiązanie: rozsiewacz AXIS H–EMC z hydraulicznym napędem tarcz wysiewających, który wykorzystuje system GPS do sterowania szerokością roboczą. Kiedy system GPS rozpoznaje pole, które kończy się klinem, wówczas komputer ogranicza szerokość roboczą, jednocześnie zmniejszając dawkę wysiewu. W połączeniu z innymi powyżej opisanymi systemami daje nam to pewność najwyższej precyzji wysiewu – zapewnia ekspert. – Wielu polskich rolników potwierdza korzyści wynikające z wykorzystania rozsiewaczy tej marki. Szczególnie chwalą sobie systemy elektronicznej optymalizacji nawożenia, które pomagają precyzyjnie wykorzystywać nawozy i poprawiają jednorodność plonów – podsumowuje dyrektor Szymczak.

23


DORADZTWO

KONSULTANT TECHNICZNO-HANDLOWY DORADZA

Gładko

wystartować Kupując maszynę rolnik, oczekuje, że będzie pracowała idealnie. Jednak warunki w gospodarstwach są tak różne, że każdy sprzęt wymaga indywidualnych regulacji. Jak przygotować opryskiwacz do pracy? Doradza Andrzej Wojewoda. Tego nie znajdziecie w instrukcjach obsługi maszyn.

Materiał przygotował Andrzej Wojewoda, Doradca HandlowoTechniczny Agros-Wrońscy (na zdj.). Jeżeli mają Państwo jeszcze jakieś wątpliwości dotyczące przygotowania do pracy opryskiwaczy lub innego sprzętu pracującego w Państwa gospodarstwie, dzwońcie. Pan

Nie ma uniwersalnych parametrów maszyn, które sprawdzą się na każdej farmie. Producenci wyposażają swoje produkty w wiele urządzeń regulacyjnych, aby możliwe było ich dostosowanie do warunków panujących na danym polu. Opis procedury przygotowania maszyny do pracy można znaleźć w instrukcjach obsługi. Jednak często zdarza się, że są one napisane mało zrozumiałym językiem, co zniechęca użytkowników do lektury. Dlatego rolnicy często regulują maszyny metodą „na czuja”, co zajmuje dużo czasu i rzadko kończy się sukcesem. Postanowiliśmy więc od tego numeru „AGROS Magazynu” rozpocząć serię artykułów ze wskazówkami, jak optymalnie przygotować sprzęt do pracy. Będziemy zamieszczać informacje, które trudno znaleźć w prasie rolniczej i instrukcjach obsługi, a które pomogą w szybki i skuteczny sposób ustawić właściwą konfigurację maszyny. Na początek regulacja opryskiwacza polowego z odrobiną matematyki.

Andrzej służy pomocą: +48 784 918 844

24

Sprawny opryskiwacz Opryskiwanie jest podstawowym zabiegiem chemicznej ochrony roślin. Ponieważ środki do tego używane są szkodliwe dla środowiska, należy zabieg wykonywać zgodnie z wymaganiami producentów pestycydów. Aby uzyskać pełny efekt biologiczny stosowanych środków, należy optymalizować trzy podstawowe parametry, takie jak: właściwa dawka środka ochrony roślin, optymalna wielkość kropli i  równomierne pokrycie roślin (wiąże się z tym również unikanie znoszenia cieczy przez wiatr). Zanim przystąpimy do regulacji opryskiwacza, musimy sprawdzić, czy jest sprawny. Należy skontrolować takie elementy, jak: szczelność układu cieczowego, czystość filtrów, prawi-

dłowe działanie zaworów i manometru, którego wskazówka nie może drgać. Ważna jest też praca pompy, która powinna uzyskiwać ciśnienie min. 5-6 barów oraz zapewnić równomierny strumień cieczy (brak pulsacji). Jeśli opryskiwacz działa prawidłowo, możemy przejść do jego regulacji, inaczej mówiąc kalibracji. Pozwoli ona uzyskać wymaganą dawkę oprysku przy określonej wielkości kropli. W tym celu musimy dobrać cztery elementy: rodzaj rozpylacza, prędkość jazdy, ciśnienie robocze oraz położenie belki polowej. Dobór rozpylacza Każdy rozpylacz posiada oznaczenia składające się z cyfr, liter oraz koloru (jak je odczytywać przedstawia rys. 1). Dysze różnią się kilkoma parametrami: kształtem strumienia (najczęściej stosowane są: rozpylacze płaskostrumieniowe – strumień w postaci trójkątnego wachlarza, wirowe – strumień w postaci pustego w środku stożka oraz wielootworowe – kilka strużek cieczy); typem rozpylacza – wiąże się z kształtem strumienia rozpylacza, jednak jeszcze ściślej precyzuje daną dyszę. Np. rozpylacze płaskostrumieniowe, które są stosowane do wykonywania zabiegów w uprawach polowych, mogą występować w odmianach: standardowy/uniwersalny; antyznoszeniowy/eżektorowy (dający duże napowietrzone krople pękające przy kontakcie z rośliną, stosowane, gdy występuje ryzyko znoszenia cieczy przez wiatr), dwustrumieniowy (szczególnie zalecany do oprysków z dużymi prędkościami przy zabiegach grzybobójczych, zapewniający równomierne pokrycie roślin ze wszystkich stron);


Opryskiwanie jest podstawowym zabiegiem chemicznej ochrony roślin. Na zdj. opryskiwacz Hardi Commander 4400 i

kątem strumienia; rodzajem materiału, z jakiego wykonano rozpylacz (najczęściej jest to tworzywo sztuczne, tzw. „kematal”, stal nierdzewna lub ceramika zapewniająca najdłuższą trwałość); wielkością otworu rozpylacza, charakteryzującą natężenie wypływu z dyszy – parametr ten został znormalizowany. Podzielono dysze na następujące grupy: 01/pomarańczowy, 015/zielony, 02/żółty, 025/szarozielony, 03/niebieski, 04/czerwony, 05/brązowy, 06/szary, 08/biały, 10/jasnoniebieski, 15/jasnozielony. Dobór rozpylacza Oznaczenie cyfrowe wielkości otworu rozpylacza nie jest przypadkowe. Dla wyjaśnienia niech posłuży nam przykład rozpylacza żółtego/02. Oznacza ono tyle, że przy ciśnieniu 2,8 barów dysza ta ma wydatek 0,2 galona amerykańskiego na minutę. Chcąc przeliczyć to

Rys. 1. Oznakowanie rozpylacza

agros magazyn 8/2012

na bardziej „cywilizowane” jednostki, mnożymy kod rozpylacza przez 4, uzyskując wydatek dla ciśnienia 3 barów (czyli: 0,2 x 4 = 0,8 l/min przy ciśnieniu 3 barów). Warto zapamiętać tę zasadę, ponieważ przyda nam się przy dalszych czynnościach kalibracyjnych. Na rys. 3 pokazano przykładowe rozpylacze firmy Lechler wraz z kształtami ich strumienia, zalecanymi ciśnieniami pracy, podatnością na znoszenie wytwarzanych przez nie kropel oraz możliwością ich stosowania. Najczęściej w uprawach polowych stosuje się rozpylacze płaskostrumieniowe standardowe typu AD (gdy nie ma ryzyka znoszenia cieczy – prędkość wiatru do 3 m/s) lub rozpylacze eżektorowe typu ID (prędkość wiatru 3-6 m/s). Rozpylacze wielootworkowe typu FL stosuje się przy rozlewaniu nawozów płynnych, natomiast dysze wirowe można spotkać w opryskiwaczach sadowniczych lub plecakowych. Można więc uogólnić, że w standardowych uprawach, gdy nie ma wiatru, podstawowym rozwiązaniem będzie dysza typu AD, a gdy wieje ID. Oczywiście rolnik może zamontować w swojej maszynie rozpylacze innej firmy. Producenci mają podobne rozwiązania, jednak inaczej je nazywają, np. najczęściej stosowanemu standardowemu rozpylaczowi typu AD (Lechler) odpowiadają rozpylacze XR (TeeJet), S-4 (Hardi), APE (Agrotop) lub dla rozpylaczy antyznoszeniowych/eżektorowych ID (Lechler) odpowiadają AI (TeeJet), INJET (Hardi) oraz AVI (Agrotop). Wielkość szczeliny Gdy mamy dobrany typ rozpylacza, musimy dostosować wielkość jego szczeliny do planowanego zabiegu, czyli odpowiedzieć na pytanie: w jakim kolorze ma być dysza. Pomoże nam w tym informacja zawarta na »

25


DORADZTWO

KONSULTANT TECHNICZNO-HANDLOWY DORADZA

opakowaniu środka ochrony roślin, określająca wymaganą kroplistość oprysku. Standardowo opryski dzieli się wedug wielkości kropel na: bardzo drobne (krople < 125 µm – tzw. zamgławianie), drobne (125-250 µm), średnie (250-350 µm), grube (350-450 µm), bardzo grube (450-575 µm) i ekstremalnie grube (krople > 575 µm). Klasyfikację wielkości kropel przedstawia rys. 4. W typol/ha przy km/h bar

l/min

6

7

8

10

12

15

20

25

1,5 2,0 2,5 3,0 4,0 5,0

0,42 0,49 0,55 0,60 0,69 0,77

85 98 110 120 139 155

73 84 94 103 119 133

64 73 82 90 104 116

51 59 66 72 83 93

42 49 55 60 69 77

34 39 44 48 55 62

25 29 33 36 42 46

20 24 26 29 33 37

10

015–zielony bar

l/min

6

7

8

12

15

20

25

1,5 2,0 2,5 3,0 4,0 5,0

0,57 0,65 0,73 0,8 0,92 1,03

113 131 146 160 185 207

97 112 125 137 158 177

85 98 110 120 139 155

68 57 78 65 88 73 96 80 111 92 124 103

45 52 58 64 74 83

34 39 44 48 55 62

27 31 35 38 44 50

6 170 196 219 240 277 310

7 145 168 188 206 238 266

8 127 147 164 180 208 232

10 102 118 131 144 166 186

12 85 98 110 120 139 155

15 20 68 51 78 59 88 66 96 72 111 83 124 93

25 41 47 53 58 67 74

6 226 261 292 320 370 413

7 194 224 250 274 317 354

8 170 196 219 240 277 310

10 136 157 175 192 222 248

12 113 131 146 160 185 207

15 91 105 117 128 148 165

20 25 68 54 78 63 88 70 96 77 111 89 124 99

6 283 327 365 400 462 516

7 242 280 313 343 396 443

8 212 245 274 300 346 387

10 170 196 219 240 277 310

12 141 163 183 200 231 258

15 113 131 146 160 185 207

20 85 98 110 120 139 155

02–żółty bar l/min 1,5 0,85 2,0 0,98 2,5 1,10 3,0 1,20 4,0 1,39 5,0 1,55 03–niebieski

Rys. 2. Tabele wydajności dla pięciu najczęściej stosowanych rozpylaczy standardowych Lechler (obowiązuje dla wody w temp. 20 st. C; przy innej gęstości cieczy należy dopasować odpowiednie ciśnienie oprysku)

26

bar 1,5 2,0 2,5 3,0 4,0 5,0

l/min 1,13 1,31 1,46 1,60 1,85 2,07

04–czerwony bar l/min 1,5 1,41 2,0 1,63 2,5 1,83 3,0 2,00 4,0 2,31 5,0 2,58 05–brązowy

25 68 78 88 96 111 124

wych uprawach jak zboża, rośliny oleiste czy okopowe najczęściej stosuje się zabiegi: grubokropliste – dla herbicydów doglebowych oraz przy stosowaniu płynnych nawozów; średniokropliste – herbicydy o działaniu nalistnym, zwalczanie szkodników; drobnokropliste  – najczęściej przy zwalczaniu  chorób. Dlatego pod względem wielkości otworu stosowane w typowych uprawach rozpylacze możemy zawęzić do trzech, które typowemu farmerowi powinny wystarczyć: 02 (żółty) – dla ciśnień 1-2 barów oprysk średniokroplisty; pow. 2 barów – drobnokroplisty; 03 (niebieski) – dla ciśnień 1,5-3,5 barów – średniokroplisty, pow. 3,5 bara – drobnokroplisty); 04 (czerwony) – dla ciśnień 1,5-3,5 barów – oprysk grubokroplisty, pow. 3,5 bara – średniokroplisty). W jakich dawkach Mając dobrany rozpylacz, możemy przystąpić do ustalenia dawki cieczy w litrach na hektar. Jakie ilości cieczy musimy zastosować, dowiemy się z etykiety pestycydu. Ostateczną dawkę środka uzyskujemy, dobierając trzy parametry: rodzaj dyszy, ciśnienie robocze oraz prędkość jazdy. Przydatna może być do tego tabela wydajności przedstawiona na rys. 2 (proponuję wyciąć stronę magazynu i zachować!). Gdy odnajdziemy w tabeli odpowiednią dawkę, pamiętajmy, aby sprawdzić, czy dla danego rozpylacza przy określonym ciśnieniu zachowamy właściwą kroplistość oprysku. Co zrobić, gdy nie mamy tabeli pod ręką, a musimy ustawić dawkę cieczy. Pomocny może okazać się wzór określający współzależność parametrów pracy opryskiwacza:

Poszczególne wartości wzoru oznaczają: v – prędkość jazdy opryskiwacza (km/h); ω – wydatek sumaryczny wszystkich rozpylaczy opryskiwacza (l/min) (naczyniem miarowym mierzymy, ile cieczy wypłynie z rozpylacza w ciągu 1 min, a wynik mnożymy przez liczbę rozpylaczy znajdujących się na belce opryskiwacza. Uwaga!!! Ze względu na spadki ciśnień pomiar należy powtórzyć dla kilku rozpylaczy i wyciągnąć średnią lub dla ciśnienia 3 barów możemy wydatek obliczyć z wcześniej opisanej metody, np. dla dyszy 0,2 – 02 x 4 = 0,8 l/min); N – dawka cieczy roboczej (l/ha); Sr – szerokość belki polowej opryskiwacza (m); 600 – współczynnik liczbowy wynikający z przeliczenia jednostek. Wzór można dowolnie przekształcać, żeby obliczyć inne niż prędkość jazdy parametry.


ID/IDN

IDK/IDKN

IDKT

AD

LU

DF

TR

ITR

FD

FL

1***-/1,53-6 bardzo niska

1,5-3-6

1,5-2,5-5

2-3-5

3-8

3-5-10

1,5-4

1-5

wyjątkowo niska

1**-/1,53-6 bardzo niska

niska

niska/ średnia

wysoka

wysoka

bardzo niska

bardzo niska

bardzo niska

przed siewem

II

II

II

II

II

II

przed wschodami po wschodach systemicznie po wschodach kontaktowo

II

II

II

II

II

II

II

II

II

II

I

I

I

I

II

II

II

kontaktowe

I

I

I

I

II

II

II

systemiczne

II

II

II

II

II

I

I

kontaktowe

I

I

I

I

II

II

II

systemiczne

II

II

II

II

II

I

I

I

II (3-5)

II

II (1-5)

II

I

Kształt strumienia Zalecane ciśnienie (bar) 2*-/3-5-8

Insektycydy

Fungicydy

Herbicydy

Podatność na znoszenie

Nawozy płynne

II (2,0-3,5) II (1,5-2,5)

II (1,5-2,5) I (1,5-2,0)

Regulatory wzrostu

II

II

II

II

II

Nawadnianie

II

II

II

II

I

Rys. 3. Przegląd zastosowań rozpylaczy Lechler: II = bardzo dobrze, I = dobrze, = dostatecznie, — = nie pasuje

Rys. 4. Klasyfikacja wielkości kropel BCPC

Niemal bez matematyki Dla osób nieprzepadających za wzorami matematycznymi istnieje druga, uproszczona metoda kalibracji opryskiwacza. Polega ona na wykonaniu próby pracy opryskiwacza na określonym odcinku i pomiarze ilości wypryskanej cieczy. Aby wykonać kalibrację tą metodą, należy odmierzyć na polu odcinek 100 m, napełnić opryskiwacz wodą, ustawić wstępnie ciśnienie robocze, przełożenie skrzyni biegów i obroty silnika. Następnie zaznaczamy na zbiorniku poziom cieczy i wykonujemy próbny oprysk na odcinku 100 m. Po przejechaniu próbnego odcinka uzupełniamy wodę w zbiorniku naczyniem miarowym do poziomu sprzed próby. Wystarczy teraz tylko wyliczyć ilość cieczy w litrach na hektar z prostej proporcji, którą opiszę na przykładzie. Przykład: Wykonaliśmy próbę pracy na odcinku 100 m opryskiwaczem o szer. 12 m, przy czym zużyliśmy 24 l cieczy. Klasyfikacja BCPC/ASAE

125

agros magazyn 8/2012

250

350

I

I

Dawkę na hektar obliczamy: na odcinku 100 m opryskiwaczem o szer. 12 m opryskaliśmy powierzchnię: 100 x 12 = 1200 m kw.; 1 ha = 10 000 m kw.; wychodzi proporcja: 1200 – 24 l, a 10 000 – x; stąd dawka na ha: x = 24 x 10 000 / 1200 = 200 l/ha. Wysokość belki Mając dobrane wszystkie parametry pracy opryskiwacza, pozostanie nam do ustalenia wysokość położenia belki polowej względem opryskiwanych roślin. Wysokość dobierzemy, uwzględniając kąt strumienia cieczy (przedstawiony na rys. 1). Najczęściej stosowane są dysze o kącie 110 st., dla których belkę należy ustawić na wysokości 50 cm nad powierzchnią roślin lub 80 st. – belka na wysokości 75 cm nad roślinami. Wielkości te obowiązują oczywiście przy rozstawieniu rozpylaczy na belce co 0,5 m. Dla innych rozstawów odpowiadające im wysokości belki można znaleźć na stronach internetowych producentów opryskiwaczy. W kolejnym numerze opowiem Państwu o przygotowaniu do pracy kombajnów. Zapraszam!

450

575

[µm]

27


DORADZTWO

PARTNERZY POLECAJĄ

Nadchodzi nowa Era

Na dużych areałach opryskiwacz musi być nie tylko wydajny, ale także precyzyjny oraz komfortowy i łatwy w obsłudze. To właśnie z myślą o najbardziej wymagających użytkownikach w ofercie Unii Group znalazły się największe i dysponujące najnowszymi rozwiązaniami opryskiwacze zaczepiane Era.

Belka w opryskiwaczu Era została zawieszona wahadłowo w układzie równoległoboku – daje to szeroki zakres regulacji jej położenia. Można ją też unieść na 2,5 m. Jest to odległość od podłoża do rozpylacza. Dzięki temu zabiegi można przeprowadzić także w najwyższych uprawach

– Rolnicy, którym na co dzień doradzam w kwestii doboru optymalnego sprzętu, zwłaszcza właściciele większych gospodarstw, wielokrotnie mówili mi, że szukają opryskiwacza z bardzo dużym zbiornikiem, ale łatwego w obsłudze. Czegoś, co połączy spore gabaryty zbiornika z precyzją oprysku i automatyką pracy: samoczynnie skalibruje opryskiwacz, dostosuje wydatek cieczy do prędkości jazdy czy pozwoli w łatwy sposób zarządzać hydrauliką maszyny – przyznaje Andrzej Wojewoda, Przedstawiciel Handlowy Agros-Wrońscy. Wygląda na to, że najnowsza propozycja maszyn z Brzegu jest odpowiedzią na te potrzeby: – Opryskiwacze Era przeznaczone są dla najbardziej wymagających użytkowników. Rekomendowane właścicielom dużych gospodarstw rolnych, firm usługowych oraz wszędzie tam, gdzie potrzebne są maszyny z dużym zbiornikiem i szeroką belką polową – mówi Marcin Pyrzanowski, Szef Sprzedaży wyrobów Pilmet z Brzegu. – Wydajność maszyn jest bardzo wysoka. Dlatego liczymy też na zainteresowanie nimi ze strony usługodawców wykonujących opryski na zlecenie rolników – dodaje.

Wydajność bez kompromisów Pierwszym elementem odróżniającym ten model od poprzednich są nowe zbiorniki na ciecz roboczą o pojemnościach 4000 i 5800 l (pojemność całkowita jest o około 10 proc. większa). Zostały one wykonane z wysokiej jakości tworzywa poliestrowego w nowym kształcie zapewniającym nisko położony środek ciężkości. Wewnątrz znajdują się grodzie, które wzmacniają konstrukcję, ale przede wszystkim zapobiegają gwałtownemu przemieszczaniu się cieczy podczas transportu, co jest bardzo istotne w przypadku tak dużych pojemności. – W środku zbiorników nie znajdziemy zbędnych załamań i zakamarków, a to w połączeniu z gładkimi ściankami i profilowanym dnem pozwala na łatwe opróżnienie i szybkie płukanie. Mycie można oczywiście wykonać na polu, dzięki dwóm dodatkowym zbiornikom na czystą wodę o poj. 2x 300 l – zapewnia Pyrzanowski. W opryskiwaczu znalazł się również opuszczany dla wygodnej obsługi rozwadniacz eżektorowy z funkcją płukania pojemników oraz zbiornik z  wodą do mycia rąk. Po raz pierwszy w opryskiwaczach z Pilmetu


Zupełnie nowym rozwiązaniem, dostępnym na życzenie, jest układ skrętu kół AXISControl, pozwalający na precyzyjne kopiowanie śladów ciągnika. System poprawia stabilność jazdy, ponieważ nie następuje przemieszczenie środka ciężkości. Precyzyjne sterowanie układem jest możliwe dzięki czujnikowi żyroskopowemu umieszczonemu na ciągniku i komputerowi Unia Terminal System

agros magazyn 8/2012

Amortyzacja w standardzie Opryskiwacz z tak dużym zbiornikiem wymaga solidnego podwozia. Era ma amortyzowany dyszel sztywny na dolny zaczep, który redukuje przenoszenie drgać ciągnika na maszynę. Standardowym wyposażeniem układu jezdnego jest oś amortyzowana pneumatycznie z niezależnym sterowaniem obydwu poduszek powietrznych. – Takie rozwiązanie przede wszystkim poprawia stabilizację belki polowej. Ponadto redukując przenoszenie drgań na maszynę, gwarantuje, że jest ona bardziej wytrzymała – mówi szef sprzedaży. Co ważne, podwozie posiada homologację do 40 km/h. Warto podkreślić, że z Erą na polu może nas zastać noc. Maszyna jest wyposażona w światła robocze LED do pracy po zmroku. Dodatkowo opryskiwacz ma w standardzie błotniki oraz oświetlenie drogowe.

ustawienia dawki cieczy. Bardzo ważne jest, że to rozwiązanie pozwala również dostosować dawkę cieczy w zależności od zmieniającej się prędkości jazdy. Dzięki niemu możliwa jest jednoczesna obsługa do pięciu funkcji hydraulicznych, w tym ustawienie belki polowej oraz sterowanie znacznikiem pianowym. Ponadto z niewielkiego wyświetlacza można odczytać takie informacje jak: ciśnienie robocze, prędkość pracy czy ilość wypryskanej cieczy. Możliwości opryskiwaczy Era można jednak wykorzystać jeszcze bardziej efektywnie, stosując opcjonalny komputer Unia Terminal System. – Patrząc na tendencje światowe, takie rozwiązanie jest jak najbardziej potrzebne w ofercie, ale przeznaczone dla osób świadomych możliwości jego wykorzystania. Potencjał, jaki daje to rozwiązanie jest bardzo duży i powinien być w 100 proc. wykorzystywany – tłumaczy Pyrzanowski. Jedną z funkcji terminalu jest użycie sygnału GPS do automatycznego prowadzenia równoległego i konturowego oprysku przy jednoczesnym zarządzaniu jego dawką i armaturą. UTS jest również używany do sterowania układem hydraulicznym oraz prowadzenia po śladach ciągnika (AXIS-Control). Ponadto komputer może zarządzać poszczególnymi sekcjami belki polowej, eliminując na przykład podwójne nanoszenie cieczy na klinach. Inną możliwością jest funkcja automatycznego sterowania wysokością i pochyleniem belki polowej Dystance-Control. Warto wiedzieć, że UTS działa zgodnie z  międzynarodowym standardem ISOBUS, dzięki czemu może on być wykorzystany do sterowania innymi maszynami działającymi w tym standardzie.

Era komputerów Komputer Unia Spray to podstawowe narzędzie służące do kontroli i sterowania funkcjami opryskiwacza. Panel ten pozwala m.in. na obsługę do siedmiu sekcji roboczych z włącznikiem głównym oprysku belki polowej oraz wybór ręcznego lub automatycznego

Technika ochrony roślin to jeden z najprężniej rozwijających się działów w maszynach rolniczych. Opryskiwacze Era są tego dobrym przykładem. Wydajność, nowoczesne rozwiązania i szereg opcji wyposażenia pozwalają im śmiało konkurować z europejską czołówką opryskiwaczy. Nowa Era się już rozpoczęła…

znalazła się belka polowa o szerokości 36 m, która pozwala na oprysk jeszcze większych powierzchni. Jest ona składana pakietowo po bokach maszyny. Sztywność konstrukcji gwarantuje wykonanie w technice giętych profili (analogiczne rozwiązania zastosowano także w belce 27-metrowej). Do skutecznego zasilania układu cieczowego służą zespolone pompy Zeta o wydajności 2 x 260 l/min. – Przy takiej szerokości belki, pojedyncza pompa nie dałaby sobie rady. Żeby nie zwiększać gabarytów pompy, która jest umieszczona na dyszlu, zastosowaliśmy układ sprzężonych pomp. Można powiedzieć, że jedna pompa zapewnia optymalne parametry oprysku, natomiast druga jest w głównej mierze przeznaczona do mieszania – wyjaśnia ekspert z Pilmetu.

29


DORADZTWO

Z PIERWSZEJ RĘKI

Chwytając szanse

W cyklu artykułów „Z pierwszej ręki” zaglądamy do Maszewa. Pytamy Jarosława Dominiaka, który wraz z żoną Agatą gospodaruje na 60 ha i specjalizuje się w produkcji mleka, dlaczego warto inwestować w nowoczesne maszyny? Czy bez nich można dziś pracować szybko i wydajnie?

– Nowoczesne maszyny zastępują pracowników. Bez nich nie byłbym w stanie obrobić swoich pól. Dzięki nim niektóre etapy produkcji przebiegają bardzo szybko i są wykonywane precyzyjnie. O tym moi rodzice nie mogli nawet pomarzyć. Dziś prace przy stadzie 130 sztuk bydła, w tym 70 krów mlecznych oraz przy obrabianiu 60 ha jestem w stanie wykonać sam z pomocą żony i jednego pracownika odpowiedzialnego za inwentarz – przyznaje Jarosław Dominiak. – Producenci stale wypuszczają nowe modele maszyn rolniczych. Mówi się, że od przybytku głowa nie boli, ale w tym przypadku to powiedzenie się nie sprawdza (śmiech). Chętnie opowiem o maszynach, które użytkuję, bo u mnie zdały egzamin i mogę je polecić z pełną odpowiedzialnością – mówi rolnik z Maszewa (w powiecie sieradzkim). Pan Dominiak w 1994 r. przejął po rodzicach 12 ha ziemi, stary ciągnik i przyczepę. Od tego czasu powiększył je do 60 ha, z czego 27 jest jego własnością, a 33 ha dzierżawi. Ma także imponujący park maszynowy – 30 urządzeń, które pracują w polu i oborze.


Jarosław Dominiak, lat 37, mąż Agaty i ojciec trójki dzieci: 9-letniej Gabrysi i 4-miesięcznych bliźniaczek Ani i Hani. Na zdj. w oborze wybudowanej w 2006 r. z kredytu „Młody Rolnik”, na tle ciągnika T6030 zakupionego z dofinansowania programu PROW na lata 2007–2013


DORADZTWO Na zdj. pan Jarosław na tle przyczepy UNII Brzeg z serii Long. Jeżeli chcieliby Państwo podzielić się z nami swoimi doświadczeniami związanymi z maszynami kupionymi w Agros-Wrońscy, prosimy o kontakt: redakcja@ vis-media.pl

Z PIERWSZEJ RĘKI

Przyczepy z Brzegu Przed domem stoją dwie czerwono-zielone przyczepy UNII Brzeg. – Specjalizuję się w produkcji mleka, dlatego większość uprawianych roślin przeznaczam na zielonki i paszę dla krów. Moje stado rocznie zjada około 2 tys. ton kiszonek z kukurydzy oraz około 250 ton sianokiszonki. Nie wyobrażam sobie pracy w gospodarstwie bez przyczep. Niby proste urządzenie, ale wymagam, by były przystosowane do obecnych technologii prowadzenia gospodarstwa. Przyczepy UNII takie właśnie są. Miałem trzy stare o ładowności 4,5 oraz 6 t. Robiłem wiele kursów, by zwieźć zbiory. W firmie Agros-Wrońscy kupiłem dwie większe – 12-tonowe. Do ciągnika mogę podpiąć obie i jednorazowo zwieźć 24 tony. To oszczędność paliwa i czasu. Zależało mi na dużych wymiarach skrzyń ładunkowych, dlatego wybrałem przyczepy serii Long. Przyznaję, że są solidne. Przekonała mnie też nowoczesna konstrukcja z trójstronnym wywrotem. Mogę na nie odbierać zboże lub kukurydzę bezpośrednio z kombajnu. Dla mnie ważne jest także to, że tą samą przyczepą mogę również przewozić bele słomy i europalety. Bele z mojej prasy mają długość 1,2 i 1,5 m. Tych mniejszych na przyczepę wchodzi 14. To bardzo dobry wynik. Ponadto te ogromne przyczepy są stabilne – mają szeroko rozstawioną oś wywrotu. Krytycznym momentem dla przyczepy w moim gospodarstwie jest sytuacja, w której wjeżdża ona na dwumetrową górę kiszonek i pod dużym pochyłem zrzuca ładunek. Przed zakupem oglądałem inne rozwiązania i przyznam, że przyczepa Long nie miała konkurencji. Idealnie odpowiada naszym potrzebom, trudno więc podać teraz jej wady – puentuje rolnik. Siła pociągowa – Każdy z moich ciągników New Holland może pracować nawet z dwiema przyczepami naraz. Mam 3-letniego T6070 o napędzie 141 KM i zupełnie nowego T6030 z napędem 117 KM. Oba ciągniki wykorzystuję

32

do pracy w polu. Dodatkowo, ten z silniejszym silnikiem, ma ładowacz TUR, dlatego jeżdżę nim po towar, słomę itp. Gdy trzeba wykonać prace na miejscu, używamy mniejszego, bo mniej pali. Muszę przyznać, że starszy ciągnik, odpukać w niemalowane, nigdy się nie popsuł. Chciałbym, by ten nowy również okazał się bezawaryjny. Dla mnie, poza wieloma dobrymi rozwiązaniami technicznymi, ważny jest komfort pracy w ciągnikach New Holland. Świetna widoczność w kabinie, klimatyzacja, amortyzatory kabiny powodują, że praca w nim staje się przyjemnością. Kiedyś kolega zadzwonił do mnie i nie chciał uwierzyć, że rozmawiam z kabiny ciągnika, którym właśnie uprawiam pole (śmiech). 18 lat temu miałem 30-konnego Ursusa C330 i po kilku godzinach pracy byłem wykończony. W ciągniku NH brakuje mi tylko telewizora – śmieje się pan Jarosław. Rolnik żałuje, że nie kupił ciągnika z osią amortyzowaną. – To była nowość i nie zdecydowałem się, ale teraz widzę, że bardzo by się przydała szczególnie w trasie z przyczepami. No trudno. Jeżeli kiedyś będę kupował kolejny ciągnik, na pewno wybiorę to rozwiązanie – zapewnia. Prasowanie z New Holland – Wcześniejsza prasa zgarniała do jednej beli około 120 kg słomy. Teraz ta sama bela jest tak ubita, że waży 250 kg. Zawdzięczam to prasie zmiennokomorowej BR 7060 New Holland. Prasa formuje idealne bele, na dodatek prawie bez strat. Równo przycięta słoma, owinięta siatką dobrze się przechowuje. Szybkość pracy to jej kolejna zaleta. Wcześniej na godzinę zwijałem około 30 beli, a teraz robię ich 50. Do prasy, która miała owijanie siatką w standardzie, dokupiłem system owijania beli sznurkiem. Sznurek był tańszy niż siatka. Jak się okazało, system owijania sznurkiem spowalniał pracę, co podnosiło koszt pracy ciągnika i prasy. Na jedno wyszło i z tego powodu zupełnie nie wykorzystuję dostawki. To się u mnie nie sprawdziło – kończy rolnik. Apetyt rośnie w miarę jedzenia – To żona mnie zmusiła do złożenia wniosku o dofinansowanie w zeszłym roku. Wjechała mi na ambicję – uśmiecha się pan Jarosław, spoglądając na żonę. – Uważam, że trzeba iść do przodu. Wcześniej korzystaliśmy z kredytów „Młody Rolnik”. Zbudowaliśmy oborę, kupiliśmy trochę maszyn rolniczych. Bałam się kredytów, ale minęło 7 lat i jesteśmy na półmetku spłat. Zobaczyłam, że można i pomyślałam, dlaczego mamy nie skorzystać z unijnych środków. Kupiliśmy m.in. ciągnik i prasę New Holland, przyczepy i agregat uprawowy z Unii Group oraz zgrabiarkę z KUHN-a – uśmiecha się Agata Dominiak. – Chcemy dalej inwestować, bo bez nowoczesnego sprzętu nie można się rozwijać – kończy rolnik z Maszewa.


DORADZTWO

Szef SERWISU ODPOWIADA

Koniec

zimowego snu W wielu gospodarstwach, zwłaszcza mniejszych, zima to czas, kiedy park maszynowy jest mało eksploatowany. Przed rozpoczęciem prac warto przyjrzeć się urządzeniom, bo choć nie pracowały, mogą zdarzyć się usterki. Na pytania, jak sobie z nimi poradzić, odpowiada nasz doradca.

Każdy problem z maszyną rolniczą potrafi rozwiązać Zbigniew Pieroński, Kierownik Serwisu Agros-Wrońscy, serwis@agros-wronscy.pl, +48 660 768 021

Franciszek z Rud Raciborskich: Zakonserwowałem ciągnik na zimę, łącznie z przesmarowaniem. Czy wiosną mogę nim bezpiecznie wyjechać? Pieroński radzi: Nie! Nawet dobrze zakonserwowany ciągnik wymaga wiosennego przeglądu. Smary twardnieją podczas mrozów i mogą być przyczyną zatarcia maszyny przy pierwszym uruchomieniu. Należy urządzenie oczyścić ze starych smarów, dobrze jest też wymienić olej. Do maszyn New Holland polecam tylko jeden olej – marki Ambra – rekomendowany do tych ciągników. Jeżeli ciągnik pracuje mało i olej wymienia się w nim tylko raz do roku, to najlepiej zrobić to właśnie wiosną. Karol z Ujejsca: Wyciągnąłem przyczepę po dłuższym przestoju i zauważyłem „bicie” koła. I to mimo że przyczepa nie była obciążona. Pieroński wyjaśnia: Podczas dłuższego (wielotygodniowego) postoju w kołach spada ciśnienie. Ubytek powietrza powoduje odkształcenie opony i to jest powodem tzw. „bicia” koła. Po każdym dłuższym przestoju należy sprawdzić i uzupełnić ciśnienie w oponach.   Tomasz z Osjakowa: Dość znacznie ubyło mi płynu chłodniczego w ciągniku, który nie pracował zimą. Czy mogły to spowodować niskie temperatury? Pieroński na to: Mróz powoduje kurczenie się metali, co może spowodować wycieki płynów eksploatacyjnych na niedociągniętych opaskach. Dlatego przed rozpoczęciem prac wiosennych należy sprawdzić poziom płynów w układzie chłodniczym i hamulcowym. Warto też sprawdzić przewody hydrauliczne oraz wymienić olej (patrz pyt. powyżej).

agros magazyn 8/2012

Katarzyna z Łubowic: Nasz ciągnik pracuje intensywnie przez cały rok. Wykonujemy okresowe przeglądy według zaleceń producenta. Czy jest potrzebny dodatkowy wiosenny przegląd? Pieroński uważa, że: W ciągnikach często używanych, które odbywają przeglądy po przepracowaniu określonej liczby godzin, dodatkowy przegląd wiosenny nie jest konieczny. Regularnie serwisowany ciągnik jest odpowiednio przygotowany do pracy. Pieroński dodaje: Przypominam również, że przed sezonem trzeba skontrolować stan akumulatora, przewody elektryczne i wszystkie gumowe elementy. Rolnicy, którzy mają małe przebiegi w swoich maszynach i tylko raz w roku wykonują przeglądy, powinni to zrobić właśnie teraz. Wiosenny przegląd można zamówić w naszym serwisie. Do Państwa gospodarstw przyjadą nasi fachowcy, więc nie ma obawy – nic nie umknie ich uwadze! Pamiętajmy – kompleksowe sprawdzenie maszyny przed sezonem to podstawa jej dobrej pracy.

33


DORADZTWO

POGOTOWIE SERWISOWE

Na kłopoty serwis

Szybcy, profesjonalni i niezawodni – tacy powinni być serwisanci maszyn rolniczych. W jaki sposób pracują przedstawiciele autoryzowanego serwisu New Holland ze Strzelec Wielkich? Podglądamy ich pracę w terenie. Godzina 6 rano, piątek. Sebastian Bzdak i Jacek Pazera, Serwisanci z firmy Agros-Wrońscy zaczynają dzień pracy. Przed nimi prawie 250 km jazdy na południe Polski, w ciężkich zimowych warunkach. Zgłoszenie: prawdopodobnie awaria sprzęgła w ciągniku New Holland TD95D. Około godz. 10 serwisanci docierają na miejsce – do producenta soków i napojów. – Sprzęgło się ślizga. Po wrzuceniu biegu silnik ma obroty, ale maszyna nie rusza – takimi słowami serwisantów wita Krzysztof Piaskowy, kierowca ciągnika. Serwisanci już po wcześniejszej rozmowie telefonicznej stwierdzili, że najprawdopodobniej sprzęgło będzie do wymiany. 6-letni ciągnik sporo się już napracował – ma około 5 tys. motogodzin przebiegu.

– Zawsze szybko i bez zbędnych słów. Diagnoza usterki została załatwiona w ciągu jednej krótkiej rozmowy. Po 6 godzinach pracy serwisantów ciągnik chodził i mogłem wrócić do swoich obowiązków – pracę serwisantów Agros-Wrońscy komentuje Krzysztof Piaskowy, przedstawiciel producenta soków i napojów.Na zdj. od lewej: Sebastian Bzdak, Jacek Pazera

Jest jednym z dwóch ciągników, które służą do przewożenia materiałów pomocniczych do produkcji, gotowych wyrobów, a w czasie zimy także do odśnieżania. Do tej pory żadna z dwóch maszyn New Holland zakupionych w firmie Agros-Wrońscy nie wymagała większej naprawy. Użytkownik wykonywał tylko terminowe przeglądy serwisowe i wymieniał drobne części takie jak filtry. Prawo serii Serwisanci stwierdzają, że naprawa potrwa kilka godzin, bowiem trzeba rozpołowić maszynę. Chwilę później okazuje się, że tego dnia i drugi ciągnik odmówił posłuszeństwa. – Wiedział, kiedy się popsuć – śmieje się


– Spokój i  pew ność – to poczucie, jakie dajemy naszym Klientom. Misją New Holland jest ewidencjonowanie, monitorowanie i  serwisowanie wszystkich maszyn tej marki na całym świecie, poprzez sieć dealerów i partnerów. Zajmuję się tym samym, ale w skali całego kraju – mówi Marek Bączyk, Szef Serwisu NH Polska (na zdj. po lewej). – Wszystkie produkty, jakie kupili nasi Klienci, mają im przynosić jak największy dochód i zadowolenie. W tym celu zapewniamy im bardzo dobrą usługę serwisową – dodaje Krzysztof Pomianowski, Regionalny Kierownik Serwisu NH na Polskę Południowo-Zachodnią (na zdj. po prawej). – Serwisanci Agros-Wrońscy pracują według standardów New Holland. Chciałbym uzmysłowić Państwu, jakie rozwiązania i  zespoły ludzi stoją za tak zorganizowanymi usługami. Podstawową strukturą, która pozwala nam stale podnosić jakość usług serwisowych, jest Global Produkt Support zajmująca się procesami i  strategią serwisową. W  ramach tej organizacji tworzona jest swoista wewnętrzna przeglądarka o  nazwie ASIST. To unikatowa platforma wsparcia i  obsługi technicznej. Jest ogólnoświatową bazą danych i  umożliwia dealerom znajdowanie rozwiązań problemów technicznych przez całą dobę, 7 dni w tygodniu, co pozwala na szybszą realizację naprawy. Warto podkreślić, że dealerzy mogą w ten sposób odwoływać się do doświadczenia inżynierów i  serwisantów w  postaci konkretnych przypadków gromadzonych w świecie od dziesięcioleci. Poza tym dealerom służymy stałymi, również zagranicznymi, szkoleniami dla ich serwisantów. Naszymi dealerami są ludzie, którzy bardzo poważnie podchodzą do biznesu i  już dawno postawili na nowoczesne zaplecze serwisowe  – mówi Marek Bączyk. – Serwis firmy Agros Wrońscy to nowoczesny warsztat z dobrze wyposażonymi samochodami do pracy w  terenie u  Klienta. Firma ma punkty serwisowe w  Strzelcach Wielkich i we Wróblewie. Już wkrótce zostanie otwarty kolejny punkt w Szonowicach. Pracują zgodnie z naszą zasadą, że dobry serwis jest blisko Klienta. Poza tym ich serwis jest „pieruńsko” dobry – śmieje się Krzysztof Pomianowski. – Szefem jest Zbigniew Pieroński i  dlatego tak nazywamy tę komórkę. To prawdziwy pasjonat i człowiek z wielką wiedzą techniczną. Mamy satysfakcję, że Agros-Wrońscy i inni nasi dealerzy mają świetnie wyszkolonych serwisantów, którzy profesjonalnie radzą sobie w każdej sytuacji. O takich partnerów nam chodzi – uśmiecha się szef serwisu.

agros magazyn 8/2012

Krzysztof Piaskowy. Jacek Pazera z Agros-Wrońscy sprawdza, co się stało: – Jest minus 10 st. C. Przymarzło paliwo. Jedyna rada to ogrzanie komory silnika – kończy serwisant. Panowie wyciągają dmuchawę, by po kilku chwilach ogrzewania maszyna odpaliła. – Po takim zdarzeniu będzie potrzeba przeczyszczenia układu paliwowego. Pracownicy zakładu zrobią to już sami. – Poinstruujemy ich – obiecują serwisanci. Co się używa, to się zużywa Serwisanci wracają do TD95D i rozpoczętej naprawy. Maszyna wygląda jakby przecięta na pół. Wyjęte sprzęgło jest zupełnie zużyte. – To normalne, że po jakimś czasie części się zużywają. Zaraz zamontujemy nowe i po sprawie – śmieje się serwisant Sebastian. Po sześciu godzinach robota skończona. To doskonały czas, biorąc pod uwagę, jak czasochłonne jest rozczłonowanie i ponowne złożenie ciągnika. Mimo że jest już całkowicie ciemno, przed serwisantami długa droga powrotna. – To codzienność. Musimy być na zawołanie Klienta – on nie potrzebuje maszyn, które stoją. Naszym zadaniem jest, by ewentualne przerwy były jak najkrótsze – opowiada pan Jacek.

Mają Państwo problem ze sprzętem, proszę dzwonić do naszego serwisu – błyskawicznie usuniemy każdą usterkę. Zlecenia napraw przyjmuje Kierownik Serwisu Zbigniew Pieroński, tel. +48 660 768 021 lub +48 34 311 07 82 wewn. 27, e-mail: serwis@agros-wrońscy.pl

35


DORADZTWO

ŚODR PODPOWIADA

Wielkie

przygotowania

Uprawki wiosenne mają zapewnić wysianym roślinom dobre warunki do szybkiego i wyrównanego kiełkowania. W jaki sposób i za pomocą jakiego sprzętu najłatwiej tego dokonamy – podpowiada ekspert ŚODR Andrzej Wieczorek. Dobre warunki kiełkowania uzyskamy poprzez przyspieszenie ogrzewania się gleby oraz zatrzymanie w glebie jak największej ilości wody z zimowych opadów. Sposób uprawy gleby wiosną zależy od dwóch czynników – czy jesienią wykonano orkę przedzimową i na jakiej klasie ciężkości gleby gospodarujemy. Zdarza się, że w gospodarstwie nie wykonano orki przedzimowej, a czasami również podorywki. Są to wprawdzie przypadki coraz rzadsze, ale wciąż spotykane. Częściej z taką sytuacją mamy do czynienia, gdy w gospodarstwie uprawiane są poplony pozostawione do wiosny w formie mulczu (wymóg programów rolnośrodowiskowych). – W takiej sytuacji pierwszym zabiegiem uprawowym powinna być orka wiosenna na średnią głębokość, najlepiej z przedpłużkiem. Umożliwia to zrzucenie ścierniska i nasion chwastów lub poplonowej masy roślinnej na dno bruzdy. Po orce należy natychmiast zabronować pole, a w przypadku gleby ciężkiej zastosować wał kruszący, bronę i wykonać siew – radzi Andrzej Wieczorek, Specjalista ŚODR w Mikołowie.

Wały wyposażone w pierścienie typu Cambridge bądź Crosskill, jak np. TYTAN (na zdj.), w czasie wiosennego wałowania ozimin doskonale rozluźniają stwardniałą powierzchnię pola, uaktywniając aerację pobudzającą całą roślinę do wzrostu. Wał TYTAN to ulubieniec polskich rolników. Na jego standardowe wyposażenie składa się: stopka podporowa, koła jezdne, zabezpieczenie transportowe, dyszel na górny zaczep, trzy sekcje wału. Opcjonalnie dostępne są: dyszel prosty na zaczep ciągnika, włóka mechaniczna lub hydrauliczna, skrzynki dociążające. Możliwe typy pierścieni to: Cambridge – śr. 450, 500, 530 mm i Crosskill o śr. 510 mm

36

Pod zboża jare Zboża jare należą do roślin wczesnego siewu. Kiełkują już w temperaturze kilku stopni powyżej zera (owies już od 2 do 5 st. C), a po wschodach wytrzymują nawet silne przymrozki wiosenne. Czas na doprawienie gleby do siewu pod nie jest więc bardzo krótki. – Częstym błędem jest zbyt wczesne rozpoczynanie wiosennych prac przy nadmiernym uwilgotnieniu gleby. Powoduje to zbyt duże ugniatanie gleby na skutek wielokrotnych przejazdów maszynami uprawowymi – ocenia Wieczorek. – Na glebach utrzymanych w dobrej strukturze uprawki wiosenne można ograniczyć do


Do uprawy przedsiewnej gleb ciężkich i bardzo ciężkich niezbędne są wały. Jednymi z najchętniej wybieranych przez rolników maszyn są te marki EXPOM Krośniewice. Wały składane hydraulicznie TYTAN, wały z zaczepem uniwersalnym UNIWERSAL i UNIWERSAL BIS (na zdj.) oraz PROGRES mogą być wyposażone w sprężynowe włóki równające sterowane hydraulicznie i wówczas maszyny te w efektywny sposób przygotowują pola pod zasiewy

włókowania i brony ciężkiej. Na glebach lekkich uprawki muszą być wykonane możliwie jak najwcześniej i powinny być zredukowane do niezbędnego minimum, aby uniknąć przesuszenia gleby. Włókowanie takich pól jest zbędne, ponieważ gleba i tak obsycha od razu na głębokość pracy zębów brony. Na takich glebach obowiązuje zasada, że im gorsze są warunki wilgotnościowe, tym bardziej należy upraszczać ich uprawę. Bezwzględnie należy unikać kultywatora z zębami sprężynowymi – zaleca specjalista. Znacznie trudniejsze do uprawy są gleby ciężkie i bardzo ciężkie. Zmiany w uwilgotnieniu gleby przebiegają tu bardzo powoli. Uprawa takich gleb zarówno przy zbyt małym, jak i przy nadmiernym uwilgotnieniu, jest bardzo trudna i prowadzi do niszczenia struktury gleby. – Uprawę wiosenną w takich przypadkach należy zawsze rozpoczynać od włókowania pola; wykonując je ukośnie do kierunku orki. Następnie zastosować należy zestaw składający się z kultywatora o sztywnych łapach i wału strunowego – dodaje ekspert. Minimum zabiegów, maksimum korzyści Wiosenne przygotowanie gleby do siewu powinno być zawsze jak najszybsze, uzyskane przy minimalnej liczbie zabiegów uprawowych i ograniczonej liczbie przejazdów maszyn roboczych ze względu na ugniatanie gleby i niszczenie jej struktury. Efektem czego mogą być nierówne warunki wschodów. Aby ograniczyć to zjawisko, należy zwracać uwagę na właściwy dobór narzędzi i odpowiednie ich agregatowanie lub stosowanie gotowych agregatów. – Używanie agregatów do uprawy przedsiewnej daje wiele innych korzyści: skrócenie czasu wykonywania uprawek, a więc większe prawdopodobieństwo pracy w optymalnych warunkach i terminie, lepsze wykorzystanie mocy ciągnika i oszczędność zużycia paliwa, co za tym idzie, obniżenie kosztów robocizny, a przede wszystkim lepszą jakość uprawy – wylicza Wieczorek.

agros magazyn 8/2012

Sprzęt optymalny – Wybór rodzaju agregatu uprawowego zależy od klasy gleb, powierzchni gospodarstwa i mocy posiadanego ciągnika – mówi Zdzisław Jasek, Dyrektor Handlowy Agros-Wrońscy. – Agregat do przedsiewnej uprawy o szerokości roboczej 3 m wymaga ciągnika o mocy 75-85 KM, o szerokości 4 m – ciągnika o mocy 80-100 KM, o szerokości 5 m – 100-125 KM, przy 6 m to już 120-150 KM, a przy 7 m 140-175 KM – wylicza dyrektor. Wśród typowych zestawów roboczych stosowanych w agregatach biernych wykorzystuje się: włóki o listwie gładkiej lub zębatej, brony zębate, redlicowe i sprężyste, kultywatory o różnych zębach, wały strunowe, pierścieniowe, zębate, Cambridge, Crosskill. – Zalecana kolejność ustawienia zasadniczych elementów roboczych w agregacie biernym to umieszczenie zębów spulchniających pomiędzy dwoma wałami uprawowymi. Zaletą takiego agregatu jest możliwość precyzyjnego utrzymywania głębokości spulchniania gleby bez konieczności stosowania kół kopiujących. Funkcję kół kopiujących spełnia w tym przypadku wał przedni, który dodatkowo kruszy glebę przed zębami, poprawiając jakość ich pracy – wyjaśnia Wieczorek. Na zakamienione pola najlepszy jest wał spiralny, a na pola bez kamieni wał strunowy, prętowo-rurowy lub z kątowników. Część zasadniczą, spulchniającą dla upraw płytkich, tj. do głębokości 7 cm, mogą stanowić brony redlicowe, zębate lub sprężynowe, natomiast do upraw do głębokości 12 cm kultywatory wąskozębowe. Jeżeli natomiast agregat ma za zadanie spulchnić glebę do głębokości ułożenia nasion, to najlepsza do tego jest brona wyposażona w zęby z gęsiostópkami. Tylny wał ma formować właściwą strukturę warstwy siewnej. – Aktywne agregaty uprawowe powinny być stosowane wyłącznie na glebach ciężkich, które trudno jest doprawić agregatami biernymi – podkreśla ekspert.

37


DORADZTWO

Szef SPRZEDAŻY DORADZA

Sztuka siewu

Podstawowym warunkiem dobrego rozwoju roślin uprawnych jest prawidłowe ich zasianie. To odpowiedzialne zadanie powierzymy dziś czterem siewnikom przodujących marek z oferty Agros-Wrońscy. O ich mocnych i słabych stronach opowie Zdzisław Jasek, Dyrektor Handlowy firmy.

„Określ swoje potrzeby, a ja dopasuję do nich rozwiązanie” – tym mottem kieruje się Zdzisław Jasek, Dyrektor Handlowy Agros-Wrońscy, z.jasek@agros-wronscy.pl +48 600 353 818

Poprawne wykonanie siewu nie jest sprawą łatwą – na pole musi trafić ściśle określona ilość nasion, które trzeba równomierne rozmieścić w ziemi tak, aby stworzyć im optymalne warunki dostępu do wody i składników pokarmowych gleby. Dlatego tak ważną sprawą jest wybór siewnika – to właściwie pierwszy krok na drodze do udanych plonów. – W zależności od rodzaju gleby i upraw, wielkości areału i posiadanego ciągnika pomożemy wybrać coś odpowiedniego. Proponuję przyjrzeć się bliżej czterem maszynom: siewnikowi Sitera z redlicami Seedflex firmy KUHN, Eco-Line firmy Kongskilde, Plus 400/3 FAMAROL oraz Focus T 1000/4 drive produkcji Kraj Kutno – proponuje Zdzisław Jasek. Plus za staranność Zestaw uprawowo-siewny Plus 400/3 to kolejna konstrukcja z popularnej serii FAMAROL. Zestaw przewidziany jest do pracy przy klasycznej, jak i przy uproszczonej technologii uprawy (np. siew po bronie talerzowej lub

Precyzyjna centralna regulacja głębokości siewu w zestawie Plus 400/3 umożliwia umieszczanie nasion do 7 cm głębokości

38

Dokładny i niezawodny napęd systemu dawkowania nasion w siewniku Eco-Line jest zasługą „traktorowego” bieżnika ogumienia 7,00 x 12

kultywatorze ścierniskowym). – Część uprawową stanowi lekki agregat wyposażony w dwa wały doprawiające: przedni strunowy kruszący i tylny packer oraz dwa rzędy sprężyn. Wał przedni, rzecz jasna, dzielony – objaśnia Jasek. Nabudowany siewnik jest trwale połączony z agregatem biernym. Zestaw może pracować z ciągnikami o mocy już od 70 KM. – Między innymi za to oraz za nabudowany siewnik lubią go rolnicy, bo dzięki niemu jest mniejszy zwis i nie podrywa ciągnika – cytuje opinie Klientów dyrektor. Zestaw jest wyposażony w redlice stopkowe i mechaniczny system wysiewu. Duży rozstaw redlic i ich indywidualny docisk pozwalają na pracę w trudnych warunkach z dużymi prędkościami. Całości dopełnia skrzynia ładunkowa o pojemności 400 l oraz bogate wyposażenie: hydrauliczne znaczniki, ścieżki technologiczne, ścieżki przedwschodowe.


Pojemność zbiornika w siewniku Sitera to 780 l lub opcjonalnie z nadstawkami aż 1080 l, szerokość robocza maszyny to 3 m

Na zdj. Focus T 1000/3 drive – dwutalerzowe redlice przemienne samoczyszczące wyposażone w zespół dogniatająco-kopiujący zapewniają dokładny wysiew ziarna na odpowiedniej głębokości

agros magazyn 8/2012

– To zestaw bardzo atrakcyjny dla gospodarstw z ciągnikami o mniejszej mocy. Został skonstruowany z myślą o uzyskaniu maksymalnej wydajności przy minimalnych kosztach uprawy – dopowiada Jasek. Lekki i dokładny Kolejna propozycja dla gospodarstw wyposażonych w mniejsze ciągniki to model Eco-Line firmy Kongskilde. Siewnik ten idealnie nadaje się dla gospodarstw rolnych o małym i średnim areale. – Sprawdza się w nich również dzięki niewielkiemu ciężarowi, tylko 499 kg przy szerokości roboczej równej 3 m – dodaje Zdzisław Jasek. Zbiornik na nasiona (w tej wersji 556 l) stanowi element ramy, siewnik ma więc dzięki temu bardzo mocną konstrukcję. Urządzenie może być wyposażone w redlice stopkowe lub tarczowe pojedyncze. – Aby uzyskać optymalną regulację głębokości wysiewu, zaleca się używanie redlic tarczowych z płozami do regulacji głębokości – wyjaśnia dyrektor. Maszynę cechuje również doskonały przepływ gleby przez belkę redlicową oraz wysoka precyzja wysiewu, dzięki czemu uzyskujemy bardzo równomierne kiełkowanie. – Nasi Klienci cenią siewniki Kongskilde właśnie za dokładność siewu, prostotę obsługi, jakość wykonania oraz różnorodność wyposażenia – przytacza opinie rolników Jasek. – A co w wyposażeniu dodatkowym? Otóż np. regulowany hydraulicznie docisk redlic, elektroniczne wyznaczanie ścieżki technologicznej, hydrauliczne ramiona znaczników, sita w systemie wysiewającym, zdalna regulacja dawki wysiewu i wiele więcej. Opcji jest tyle, że najlepiej pytać o szczegóły naszych przedstawicieli – zaprasza dyrektor.

Precyzyjny i równomierny Kolejna maszyna, siewnik mechaniczny Sitera nabudowany na bronie obrotowej, powstała z myślą o średniej wielkości gospodarstwach rolnych, szukających uniwersalnych rozwiązań. Dzięki zastosowaniu opracowanych przez firmę KUHN sekcji wysiewających Seedflex maszyna jest doskonale przystosowana zarówno do siewu w technologii orkowej, jak i uproszczonej. – System ten zapewnia precyzyjne umieszczanie nasion w glebie dzięki równoległobocznemu mechanizmowi ramion redlic – wyjaśnia Zdzisław Jasek. – Zestaw sekcji wysiewających jest standardowo wyposażony w redlice z podwójnymi talerzami i kółka dogniatające – uzupełnia. Równomierne dozowanie materiału siewnego zapewnia rowkowy aparat wysiewający, regulowany za pomocą śruby mikrometrycznej. – Dotyczy to tak drobnych, jak i dużych nasion, od rzepaku po groch, i to w dawkach od 1,5 do 400 kg/ha – objaśnia dyrektor. Komfort pracy zwiększa zastosowanie komputera Hector. Umożliwia on nie tylko automatyczne tworzenie ścieżek technologicznych, ale też: zarządzanie licznikiem hektarów, pomiar prędkości, kontrola minimalnego poziomu ziarna w skrzyni nasiennej, a także kontrola obrotów wałka napędzającego aparaty wysiewające i pozycji znaczników. – Ten model ma szansę stać się prawdziwym przebojem wśród miłośników nowinek technicznych – z entuzjazmem opowiada nasz doradca. Hokus Focus Agregaty uprawowo-siewne Focus są wśród rolników dobrze znane. Zestaw 3-metrowy od początku cieszył się dużą popularnością, jednak częste były pytania o wersję na większe areały – wyjaśnia Zdzisław Jasek. – I oto, co prawda nie dzięki czarodziejskiej różdżce, a pracy konstruktorów z Kutna, zjawił się 4-metrowy zestaw Focus T 1000/4 drive – żartuje dyrektor. Agregat, stworzony na bazie dotychczasowej wersji, oparto na układzie półzawieszanym ze sztywną ramą nośną. Powiększono konstrukcję do 4 m oraz skrzynię nasienną do 1000 l. Zapewnia to większą wydajność zestawu. Część uprawowa to agregat, w którym dwa rzędy talerzy zostały zabezpieczone poprzez gumowe amortyzatory. Wał tylny oponowy nie tylko zapewnia właściwe dogniatanie, ale również odbywa się na nim transport zestawu. Pozwala to ograniczyć zapotrzebowanie na moc ciągnika do 120 KM. Doceniają to rolnicy, chwaląc też zestaw za dobre dostosowanie do pracy w każdych warunkach glebowych. – „Fokusy” posiadają mechaniczno-pneumatyczny system wysiewu, co pozwala na równomierny wysiew zarówno na terenach równinnych, jak i pagórkowatych – uzupełnia Jasek.

39


STYL ŻYCIA

WOKÓŁ ŚWIĄTECZNEJ KUCHNI

Król

wielkanocnego stołu Na wielkanocnym stole nie może zabraknąć mazurka, jaj, szynek i chrzanu. Ten ostatni swym ostrym smakiem podkreśla aromat wykwintnych świątecznych dań. Jaki chrzan wybierać i jak przyrządzać, by smakował wszystkim świątecznym gościom, zapytaliśmy ekspertów z Osjakowa. – Szukając ludzi, którzy o chrzanie wiedzą wszystko, lepiej nie mogła pani trafić. Z okolic Osjakowa, Ruśca, Kiełczygłowa i Siemkowic na całą Polskę i do Rosji wyjeżdża 70 proc. polskiego chrzanu – chwali lokalny produkt Barbara Pabjaniak, Prezes Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Osjakowskiej. – To roślina tak u nas popularna, że powstają o niej ludowe wierszyki: „Rwie w kolanie, bolą nogi chodź na pomoc chrzanie drogi. Liściem wszystko owiniemy i nazajutrz zdrowiejemy. Wrze w żołądku, rwie w kolanie, chodź na pomoc miły chrzanie, naleweczka mądrze dana i wstajemy zdrowi z rana. A te chłopy, jakie jurne i zalotne i czupurne, to z chrzanowej przypadłości andropauza w nich nie gości” – śmieje się Grażyna Ryczyńska, członkini towarzystwa. – Jak w każdym ludowym przysłowiu, tak i w tej rymowance jest sporo prawdy. Okłady z chrzanu są świetne na różnego rodzaju bóle. A dzięki dużej zawartości witaminy C to doskonały lek na bóle gardła i przeziębienie. Gdy czuję, że coś mnie łapie, przyrządzam sobie kanapkę z chrzanem – poleca Alicja Nawojska, członkini Stowarzyszenia Agroturystycznego Ziemi Wieluńskiej z siedzibą w Osjakowie. – Właściwości lecznicze chrzan zawdzięcza zawartości synigryny, która nadaje mu ostry, piekący smak. Ma ona działa-

40

nie odkażające oraz rozgrzewające. Jest również bogatym źródłem olejków eterycznych, flawonoidów, potasu, żelaza i wspomnianej witaminy C. W wielu krajach oficjalnie jest uznany za lek, gdyż ma udowodnione działanie wykrztuśne, antywirusowe, grzybobójcze, pierwotniakobójcze i silnie bakteriobójcze – wyjaśnia pani Alicja. – Tak więc mamy na naszych polach prawdziwy skarb. Mimo że roślina jest kapryśna i wymagająca, pozostajemy jej wierni od lat. W mojej rodzinie jest uprawiana już od 60 lat. W dzieciństwie często pomagałam przy pielęgnacji plantacji, zbiorach, czyszczeniu i pakowaniu korzenia. Teraz uprawą zajmują się moi bracia – kontynuuje opowieść pani Alicja. Z dziada pradziada – Tradycja uprawy tej rośliny w południowo-zachodniej części województwa łódzkiego sięga historią do okresu międzywojennego. Oskar Paschke – właściciel niewielkiego majątku ziemskiego w okolicy – sprowadził z Niemiec pierwsze sadzonki – włącza się do rozmowy Barbara Domagała, kierownik biblioteki w Osjakowie. – Wówczas uprawiano go tylko na polach Paschkego. Dopiero po wojnie chrzan trafił do okolicznych wsi i rolników. Przy jego upra-


Chrzan to znacznie więcej niż przyprawa. Ma bardzo szerokie właściwości lecznicze – posiada najwięcej po czosnku i cebuli naturalnych substancji niszczących bakterie oraz związków grzybo i wirusobójczych. Zarówno korzeń, jak i liście zawierają duże ilości kwasu askorbinowego, witamin z grupy B, karotenu oraz soli mineralnych. Najlepszy polski chrzan pochodzi z Osjakowa i okolicznych gmin. Na zdjęciu miłośniczki tej rośliny, członkinie kół związanych z Ziemią Osjakowską (od lewej): Halina Zjawińska, Barbara Domagała, Bożena Sarowska, Halina Piekara, Aneta Chuda i Bożena Podgórniak

wie zawsze było dużo pracy. Trudno zmechanizować poszczególne etapy produkcji, bo jest to roślina niepodobna do innych powszechnie uprawianych gatunków. Dlatego przy chrzanie pracowały całe rodziny, dziadkowie, rodzice i dzieci. Dziś jest uprawiany przez kilkuset rolników w okolicznych gminach na powierzchni około 700 ha – dodaje Alicja Nawojska.

Żur chrzanowy Składniki: 2 litry kwaśnego mleka 2 litry wody, 1 kg żeberek 4 laski chrzanu lub słoiczek chrzanu z jednej z nadwarciańskich przetwórni ½ kg boczku ½ kg kiełbasy 5 jaj ugotowanych na twardo sól, pieprz, majeranek, listek bobkowy (laurowy) Wykonanie: Ugotować wywar na żeberkach z przyprawami. Podsmażyć boczek i kiełbasę z cebulą, dodać do wywaru. Ugotowane jajka pokroić w grubą kostkę. Do wywaru dodać starty chrzan i obrane mięso z żeberek oraz pokrojone jajka. Na koniec wlać kwaśne mleko i wszystko zagotować, doprawić do smaku. Smacznego!

agros magazyn 8/2012

Na jego cześć Dowodów na wyższość nadwarciańskiego chrzanu warto szukać podczas dorocznego hucznego Wojewódzkiego Święta Chrzanu organizowanego w Osjakowie przez cztery „chrzanowe” gminy. W zeszłorocznej edycji święta uczestniczyli również przedstawiciele firmy Agros-Wrońscy. Pokazami najlepszego sprzętu rolniczego uświetnili naukową część tego przedsięwzięcia. – Okoliczne koła gospodyń wiejskich oraz stowarzyszenia zadbały zaś o kulinarną oprawę imprezy – wspomina Bożena Sarowska, Prezes Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Francuskiej „Bez Granic” z Osjakowa. – Serwowałyśmy chrzan na wiele sposobów – w zupie i sałatce, do kiełbasy lub ciasta, z jajkiem i szynką, w buraczkach i miodem. Prawdziwą furorę zrobił żur chrzanowy na wędzonce – recepturą chętnie podzielę się z Czytelnikami „AGROS Magazynu” (przepis obok) – obiecuje Halina Piekara, Prezes Stowarzyszenia Agroturystycznego Ziemi Wieluńskiej. – Tę zupę od pokoleń przyrządzamy na Wielkanoc. Przepis jest wprawdzie kosztowny, bo trzeba dodać sporo żeberek i wędliny, ale gwarantuję, z dodatkiem nadwarciańskiego chrzanu, palce lizać – zrobi furorę na każdym świątecznym stole. Do zupy można oczywiście dodać chrzan ze słoika, ale koniecznie nadwarciański, bo przecież w mieście nikt nie będzie szukał chrzanu w korzeniu. Jednak bez dwóch zdań, korzeń byłby najlepszy. Trzeba tylko uważać, by wybierać ten o jednolitym kolorze, bez cętek i przebarwień, który po przekrojeniu jest kremowobiały – wyjaśnia pani Halina. – Nie wyobrażam sobie świąt bez tej zupy. Założę się, że każdy, kto jej spróbuje, będzie czuł podobnie.


STYL ŻYCIA

Na cysterskim szlaku

Rudy Raciborskie – miejsce, w którym czuje się ducha osiemsetletniej historii. Siedziba zakonu cystersów. To właśnie tym zakonnikom zawdzięczamy powstanie jednego z najcenniejszych zabytków na Śląsku. Dziś ks. Jan Rosiek robi wszystko, by obiekt odzyskał blask.

Klasztorny kościół pw. Wniebowzięcia NMP w Rudach. Podpalony w 1945 r. przez żołnierzy Armii Czerwonej. Jako jedyny obiekt zespołu był remontowany w okresie powojennym, przed przejęciem całego zespołu przez diecezję gliwicką. W 1995 r. został ustanowiony Diecezjalnym Sanktuarium Matki Boskiej Rudzkiej


Pocysterski zespół klasztorno-pałacowy w Rudach od 1998 r. pod zarządem diecezji gliwickiej odzyskuje swój blask. W 2011 r. odwiedziło go 15 tys. osób. Na zdj. odrestaurowane wnętrza części pałacowej

– 14 lat temu stan budynków był katastrofalny – tak dziś początki swojej obecności w Rudach wspomina ks. Jan Rosiek. – To była nieuporządkowana ruina i nikt się nie spodziewał, że w tak krótkim czasie uda się ją nie tyko posprzątać, ale i wyremontować – opowiada kustosz opactwa cystersów. Szlak Cysterski przebiega przez całą Polskę, od Wybrzeża aż na samo południe kraju. I właśnie tu, w Rudach na Raciborszczyźnie, znajduje się jeden z jego zabytków. Umiejscowiony zaledwie 45 minut jazdy samochodem od stolicy województwa śląskiego cieszy się dużą popularnością wśród odwiedzających. Jednak były w jego historii okresy, w których nie szczycił się mianem wizytówki regionu. Pierwszym wyzwaniem, z jakim musiał zmierzyć się ks. Jan Rosiek, było przekonanie okolicznych mieszkańców do uczestnictwa w odbudowie. – Wtedy trudno było sobie wyobrazić, ile wysiłku i wkładu finansowego będzie wymagał remont – mówi ksiądz. – Równoważne były dwa czynniki – życzliwość ludzka, ale też i pieniądze potrzebne na odbudowę. Pod wpływem cystersów Dzisiejszy obiekt powstawał na przestrzeni kilkuset lat. W połowie XIII w. książę Władysław Opolski sprowadził na swoje ziemie cystersów. Odtąd zaczęły tutaj powstawać pierwsze klasztorne zabudowania. Przez kolejne stulecia obiekt ten był przebudowywany i rozbudowywany – zgodnie z potrzebami i architektonicznymi trendami – aż do 1810 r., kiedy ostatecznie zakończyły się sześćsetletnie dzieje zakonników w tym miejscu. Obiekt przechodził dalej z rąk do rąk, ulegając stopniowo poważnym zniszczeniom. Po okresie wojennym i pożarze, który strawił dużą część zabytku, odbudowano tylko kościół – reszta niszczała, czekając na lepsze czasy. Nadeszły w 1998 r., kiedy budynki przekazano diecezji gliwickiej. Właśnie wtedy dotarł tu ks. Jan Rosiek – obecnie kustosz, który wyznaczył sobie cel – zabytek i otaczający go park musi odzyskać dawny blask. Sposób na ruinę Duża część środków, które udało się księdzu pozyskać, pochodziła z funduszy unijnych, ale niezbędny był również wkład własny. – Ludzie wątpili i pytali, co można wyremontować za grosze zebrane do przysłowiowego parafialnego koszyczka. Fakty mówią jednak

agros magazyn 8/2012

same za siebie. Do tej pory naprawiliśmy m.in. ściany budynków, przeprowadziliśmy renowację części elewacji, wzmocniliśmy fundamenty, odbudowaliśmy dachy i wnętrza, ociepliliśmy ściany, zamontowaliśmy system ogrzewania, kolektory słoneczne czy system dostarczania ciepłej wody. W najbliższym sezonie do dyspozycji odwiedzających będą: duży parking na ponad 100 samochodów, punkty informacji dla turystów i pielgrzymów oraz miejsca dla rowerzystów. Mistrz w swojej klasie Ksiądz Jan Rosiek został doceniony i otrzymał tytuł Człowiek Roku 2011 powiatu raciborskiego. Mimo iż prace w samym obiekcie nadal trwają, ksiądz już myśli o kolejnych projektach. Jak mówi, plany ma śmiałe – rozbudowę parku. To zupełnie inny projekt niż renowacja budynków poklasztornych. – 10 ha parku angielskiego to duże wyzwanie. Z jednej strony trzeba go uporządkować, ale z drugiej utrzymać jego dziki charakter – przyznaje ksiądz, który myśli także o przekształceniu Rud Raciborskich w turystyczną miejscowość sanktuaryjną. – Chcemy dogonić najlepszych. Na tyle, na ile się da. Staramy się, by klasztor został wpisany na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO. Czekam na ten moment – dodaje ksiądz. Miejsce otwarte Dzięki usytuowaniu Rud w przestrzeni kulturalno-przyrodniczej zabytki można wykorzystać na wiele sposobów. Część zespołu jest idealna dla osób poszukujących chwili wyciszenia i skupienia na modlitwie; jest też miejsce dla miłośników historii i tych, którzy chcą pospacerować po przypałacowym parku. Co roku od maja do października organizowany jest tu festiwal „Muzyka w Starym Opactwie”, na który składają się koncerty organowe, spotkania chóralne, śpiewacze czy nawet koncerty orkiestr dętych. Teraz przygotowywana jest sala muzyczna. – Wszystko po to – jak mówi ksiądz Rosiek – aby przypomnieć zasługi cystersów w dziedzinie muzyki oraz uświadomić, że z tym miejscem związane były jednostki wybitne, jak chociażby kompozytor Johannes Nucius czy lekarz Juliusz Roger, z inicjatywy którego wydana została księga polskich pieśni ludowych pt. „Pieśni ludu polskiego w Górnym Szląsku” – kończy swą opowieść kustosz.

43


Andrzej Krawczyk tel.: +48 784 921 889 a.krawczyk@agros-wronscy.pl; odpowiedzialny za sprzedaż maszyn budowlanych i komunalnych; zasięg: całość terytorium

Tomasz Duszyński tel.: +48 728 493 396 t.duszynski@agros-wronscy.pl; powiaty: sieradzki, zduńskowolski, łaski, wieluński, wieruszowski i okolice

Krzysztof Janiak tel.: +48 608 620 937 k.janiak@agros-wronscy.pl powiaty: sieradzki, zduńskowolski, łaski, wieluński, wieruszowski i okolice

Jacek Sowała tel.: +48 728 493 303 j.sowala@agros-wronscy.pl; powiaty: sieradzki, zduńskowolski, łaski, wieluński, wieruszowski i okolice

Andrzej Wojewoda tel.: +48 784 918 844 a.wojewoda@agros-wronscy.pl; powiaty: radomszczański, piotrkowski, bełchatowski, raciborski i okolice

Zdzisław Jasek tel.: +48 600 353 818 z.jasek@agros-wronscy.pl; powiaty: częstochowski, pajęczański, kłobucki, zawierciański, radomszczański, bełchatowski i okolice

Szymon Mazur tel.: +48 604 485 107 sz.mazur@agros-wronscy.pl powiaty: tarnogórski, lubliniecki, wieruszowski i okolice

Adresy naszych salonów:

Filia Wróblew ul. Wróblew 8b 98–285 Wróblew tel.: (43) 821 33 81 fax: (43) 821 32 00 e-mail: wroblew@agros-wronscy.pl

Siedziba Strzelce Wielkie ul. Częstochowska 3 98–337 Strzelce Wielkie tel.: (34) 311 07 82 fax: (34) 364 78 68 e-mail: agros@agros-wronscy.pl

Filia Szonowice ul. Słowackiego 32 47–411 Rudnik tel.: (32) 410 65 85 (32) 410 65 88 e-mail: szonowice@ agros-wronscy.pl

AGROS Wrońscy Sp. z o.o. www.agros-wronscy.pl

Michał Ślęzak tel.: +48 728 929 922 m.slezak@agros-wronscy.pl powiaty: zawierciański, myszkowski i okolice

Jan Klimczyk tel.: +48 608 625 165 Doradca Techniczny ds. Serwisu i Części Zamiennych; zasięg: całość terytorium

Arkadiusz Smolarek tel.: +48 600 353 819 a.smolarek@agros-wronscy.pl; powiaty: Dąbrowy Górniczej, sosnowiecki, będziński, żywiecki, gliwicki, oświęcimski, katowicki, pszczyński, tyski, cieszyński, mikołowski, bieruńsko-lędziński, bielski i okolice


8/2012