Page 1

Agata Stanisz

WIZJA LOKALNA NOTATKI TERENOWE Gminy: gmina Torzym (Boczów, Pniów, Torzym, Koryta) gmina Łagów: Łagów, Poźrzadło, Gronów, (Gronów-Winnnica), Stok gmina Lubrza: Lubrza, (Dolisko), Mostki, (Janisławiec) gmina Świebodzin: Wilkowo, Świebodzin, Rzeczyca (Wityo)


WIZJA LOKALNA 14-15.04.2014 Wstępne wielomiejscowe badania terenowe: wizyty w urzędach 4 gmin zlokalizowanych pomiędzy autostradą A2 a droga krajową 92. Nawiązanie formalnych kontaktów z lokalnymi autorytetami i aktywistami, zebranie podstawowych informacji na temat lokalnych planów inwestycyjnych, rozwojowych.


Całośd działania określiłam w projekcie jako wizję lokalną. Założenie początkowe było takie, że na owe wstępne badania terenowe, czyli po prostu w odwiedziny u włodarzy poszczególnych gmin objętych naszym projektem, wyruszymy wspólnie z Waldkiem Kuligowskim oraz, że wizja oprze się na dobrze przeanalizowanym materiale z badao kwerendowych przeprowadzonych przez Izę Kołbon oraz Karolinę Echaust. Jednakże już jakiś czas temu postanowiliśmy się rozdzielid oraz zająd się tymi gminami, w których będziemy koordynowad i prowadzid badania pilotażowe we wrześniu. W tym celu zgłosiliśmy dwa różne samochody i podpisaliśmy swoje własne, osobne umowy o tzw. kilometrówkę. Nadto, w moim przypadku, nie zajrzałam do kwerend miejscowości oraz gmin przeprowadzonych przez Izę Kołbon. Opracowanie gminy Torzym przysłała mi przedwczoraj. Nie lubię się rozdrabniad, więc analizę materiałów pozyskanych w Internecie, zajmę się później W teren pojechałam z Wojtkiem Janiakiem, moim partnerem, z którym już w zeszłym roku miałam okazję pracowad przy projekcie Atlas Niematerialnego Dziedzictwa Kultury Wsi Wielkopolskiej. Antropologiem nie jest, ale jest za to genialny w kontaktach interpersonalnych i bardzo dobrze mi się z nim pracuje. Bez roztkliwiania się w stylu "teren-sereren". Bardzo się cieszę, że ten etap w swoim życiu mam już za sobą i po prostu mogę normalnie pracowad bez zbędnych egocentryzmów. Zaplanowałam wyjazd dwudniowy: tak, aby w jeden dzieo obskoczyd dwie gminy, pofotografowad miejscówki oraz odwiedzid prócz urzędów, także ośrodki kultury oraz biblioteki. Po dzisiejszym wyjeździe okazuje się, że prawdopodobnie potrzebuję trzeciego wyjazdu, dlatego wizja lokalna może się przeciągnąd do środy. Dlaczego? Po pierwsze jest to jednak kawałek drogi, po drugie w Torzymiu oraz Łagowie zarówno biblioteki jak i ośrodki kultury były zamknięte, po trzecie padało, więc nie miałam szans na zrobienie dokumentacji fotograficznej. Dokumentacja fotograficzna zostaje przeniesiona na środę. Trudno jest mi się rozdrobnid na czynnośd obserwacji, wywiadu-rozmowy, czynienia na bieżąco notatek terenowych oraz tworzenia dokumentacji fotograficznej i dźwiękowej. Niestety nie da się tego pogodzid tak, aby wszystko było jak najlepszej jakości.


I. Wizja lokalna 1, 14.04.2014, poniedziałek, 8.00-19.00


Ad. 1 Przebieg trasy start: Górna Wilda 88, Poznao (przez ul. Hetmaoską, Grochowską, Bukowską, Polską, Dabrowskiego/pod drodze był korek - godziny dojeżdżania do pracy (np. na Hetmaoskiej staliśmy w korku około 10 minut), stop w Auchan w Swadzimiu (zakup parasolek, tankowanie), Tarnowo Podgórne, Rumianek, Gaj Wieki (miejscówka z grupą sakralnych odlewów gipsowych - hiperkapliczka przydrożna), Młodasko, Bytyo, Sękowo (korek, policja każe nam zjechad z DK92 - objazd do Pniew przez Sękowo w kierunku Lipnicy), Pólka, skręcamy na Otorowo, Krzeszkowice, Otorowo, na Pniewy w lewo, Dęborzyce, Koninek, Podpniewki, Wjeżdżamy na DK 92 przed Pniewami, przejeżdżamy przez centrum Pniew, na skrzyżowaniu przy BP wjeżdżamy na DK92 (z tej strony także zamknięta, objazd), Lwówek, Groosko, Bolewice (TEREN START), Bolewicko, Miedzichowo, Zachodzko, Stary Folwark, Trzciel, Jasieniec, Bieleo, Lutol Suchy-Stacja Kolejowa, Lutol Suchy, Myszęcin, Wityo (MÓJ TEREN START), Świebodzin, Wilkowo, Mostki (przerwa na kawę), Stok, Gronów, Poźrzadło, Koryta, Torzym - Urząd Gminy i Miasta Torzym, Zajazd Chrobry przerwa na obiad, Zajazd U Sosny, Motel Marco, wyjazd z Torzymia w kierunku Łagowa, Poźrzadło, skręcamy w lewo w kierunku Łagowa, Łagów -Urząd Gminy Łagów, wyjazd z Łagowa w kierunku Świebodzina, Port 200 Mostki, Hotel Sen w Świebodzinie, DK 92 od Świebodzina do Poznania (Górna Wilda 88)


Ad. 2 Przerwa na kawę w Mostkach w Las Vegas Center Przerwa była szybka, pogoda paskudna, więc nie obejrzałam całego Centrum. Powiedziałabym, że jest to mały "autohoff" - jest częśd parkingowa, motel, stacja, myjnia, sklep, kantory, serwis samochodowy i restauracja. Wszystko jest dośd niskie i położone dośd blisko siebie. Weszliśmy do restauracji. Była pusta. Zamówiliśmy kawę z ekspresu (była! takie miejsca najczęściej serwują parzoną i rozpuszczalną). Obsłużyła nas młoda dziewczyna (długie czarne włosy). Restauracja dośd duża, przestrzenna z mnóstwem stolików, na każdym podajniki z cukrem. Włączony był telewizor akurat leciało jakieś dziwactwo w stylu quasi-dokumentalny (chyba) serial. Straszne to było, co zobaczyliśmy - jakaś lesbijka namawiała szwagra, żeby zrobił jej dziecko, potem pojawiła się jakaś kolejna laska - strasznie krzyczała do jakiegoś pana, ten jej dał w twarz, ona zadzwoniła do kogoś i znowu krzyczała, że miała romans, że dzieci są czyjeś, słyszała to inna kobieta - chyba żona tego, który dał w twarz tej pierwszej, załamała się, "zniszczę was, zniszczę, przysięgam" - tak oto krzyczała. Restauracja jest nagłośniona - dziewczyna z baru ma na nim mikrofon, przez który informuje o realizacji zamówieo (hot-dog, frytki proszę!). Wojtek poszedł do toalety - płatna 1,50 złotych, mycie rąk 2,00 złote, golenie 2,00 złote, prysznic 6,00 złotych. Aczkolwiek nikogo pinującego tam nie było. Po wypiciu kawy wyszliśmy na papierosa. Na budynku restauracji znajduje się kamera na wysokości około 1,60 metrów - zaraz przy popielniczce-śmietniku. Ponadto zewnętrze restauracji jest nagłośnione - pod dachem umieszczony jest głośnik podpięty do telewizora - tak, że mogliśmy nadal słyszed koszmarne dialogi z tego dziwacznego serialu. Wróciliśmy do samochodu - okazało się, że zostawiłam otwarte drzwi na oścież... nic nie zginęło. W środku były tylko śmieci - taj jak je zostawiliśmy.


Ad. 3 Urząd Gminy i Miasta Torzym - spotkanie z wiceburmistrzem Bogdanem Szczepaniakiem Urząd znajduje się przy DK92 (zwaną dwójką przez wiceburmistrza) przy ul. Wojska Polskiego 32. Jest to dwupiętrowy budyneczek z parkingiem na podwórku. Udaliśmy się do sekretariatu burmistrza, gdzie okazało się, że go nie ma. Pani odesłała nas na parter, gdzie, już bez sekretarki, urzęduje pan wiceburmistrz Bogdan Szczepaniak. Bardzo miły pan. Pierwsze wrażenie - oho, otwarty człowiek, bez spiny - można mówid do niego normalnie (bez pierdolenia i ozdobników). Generalnie przyjęłam strategię następującą: - wręczam glejt potwierdzający istnienie projektu - bardzo pobieżnie go prezentuję - wyjaśniam, że przyjechałam, żeby po prostu się pokazad i poznad - proszę o pomoc: dostęp do statystyk, danych demograficznych, ewidencji działalności gospodarczych oraz wszelkich innych - pytam o ogóły - co i jak, jak się mają, jak tam emigracje, jak tam autostrada, jak tam nowe inwestycje, jak tam transport publiczny etc. Burmistrz od razu przystąpił do prób przeszukania swojego komputera. Wydrukował co nieco, ale oczywiście ludzie w urzędzie muszą mied więcej czasu, żeby wygrzebali materiały, które bym chciała. Jesteśmy umówieni na kontakt e-mailowy (mam się odezwad 2 tygodnie po świętach). Generalnie bardzo chętnie powspółpracuje, zaproponował pomoc w transporcie studentów na terenie gminy (wykorzystamy do tego gmibusy), wyraził chęd pozmawiania, zainteresowanie zakooczeniem projektu etc. Tak więc owocnie.


Pan wiceburmistrz nie pochodzi z Torzymia (gdzieś z okolic, ale nie do kooca miejscowy - nie dopytałam; jest świeży na stanowisku). Powiedział nam, że trafiliśmy na specyficzny moment, bo od maja tego roku do października 2015 DK92 będzie remontowana (ruch wahadłowy, przerzucenie triów na A2). O A2 wypowiadał się bardzo pozytywnie - daje możliwośd inwestowania (np. mający powstad w Torzymiu wielki park rozrywki - o tym ja zagadnęłam, bo jestem podpięta pod fejsbuka gminy i mniej więcej orientuję się w bieżących sprawach). Mówił o tym, że komunikacja jest podstawą. Wskazał na Koryta jako na pierwszą miejscowośd, w której zrealizowano jakąś dużą inwestycję infrastrukturalną. Na pytanie o inwestorów zagranicznych stwierdził, że trudno mu powiedzied, bo zazwyczaj spółki, które się pojawiają i chcą inwestowad mają charakter nieokreślony "narodowościowo" ("dopóki nie pojawi się właściciel, to nie wiadomo, więc spółkę traktujemy, no jak spółkę"). Przykładowo - ostatnio został wykupiony jakiś budynek i teren starego spichlerza w Torzymiu - kupili to Ukraiocy. W ogóle dośd często w jego narracji pojawiali się ludzie ze Wschodu (Ukraina, Białoruś, Rosja). Porozmawialiśmy chwilę o nowo otwartej Biedronce w Torzymiu (bodajże w marcu 2014). Okazuje się, że już wygryza "stare DINO". Otwarcie płatnego odcinka A2 oczywiście spowodowało zmiany - na pewno wypadł z tej trasy przepływ autobusów dalekobieżnych. Turyści byli, ale nadal są, tymi którzy w głównej mierze zasilali torzymskie hotele oraz motele. W tej chwili nadal dobrze się mają te hotele, które mają dobrą lokalizację, reszta padła, ale są też wyjątki - od prawie upadłych, nagle zaczynają działad (tu podał przykład Motelu U Sosny - nie dawno przejęła go córka nieżyjącego już właściciela, która rozkręciła biznes od nowa). Dobrze się miał i ma Zajazd Chrobry. Z rozmowy wynika, że wiceburmistrz zna bardzo dobrze tych lokalnych przedsiębiorców - poprosiłam go z resztą o to, żeby poleciał jakieś osoby do rozmowy, co zrobi. Oczywiście powiedziałam, że będę w Torzymiu we wrześniu. 17 września odbywa się bardzo ważna, doroczna impreza (będzie trzeba wrócid) - mianowicie jest to Bieg Ziemi Torzymskiej z festynami i innymi imprezami. Rozmawialiśmy o demografii gminy i samego Torzymia. Jest to mała gmina - liczy nieco ponad 7 tysięcy mieszkaoców, sam Torzym to 3 tysiące. Reszta gminy to przede wszystkim lasy (toteż całkiem nieźle ma się tu przemysł drzewny). Aczkolwiek wiceburmistrz wspomniał, że to iż gmina jest duża w sensie przestrzennym, a mała pod względem ludności rodzi pewne problemy ("borykamy się z pewnymi problemami"). Interesujące jest to, że przy okazji zmiany prawa dotyczącego gospodarowania odpadami, wiceburmistrz doliczył się, że w gminie brakuje mu 1000 osób.


Najprawdopodobniej są to emigranci (z tego 1000 osób około 100 mieszka poza gminą, bo studiuje albo uczy się w liceach; jest to - 50/50). Wiceburmistrz wskazał, że to bliska emigracja, czyli do Niemiec i właściwie jest ona mało widoczna, ze względu na bliskośd przestrzenną - nieustanny kontakt z rodzinami; nie widoczny jest też wpływ ekonomiczny. Jeżeli jakaś emigracja zasila gminę finansowo, to jest to emigracja z UK - pomoc dorosłych dzieci skierowana ku rodzicom. Szczepaniak wspomniał także o tym, że gmina jest zróżnicowana. Im bliżej 92, tym jest aktywniej. Chod w ostatnich latach powoli coś zaczyna się zmieniad - zatem pipidówki w gminie położone dalej od DK, zaczynają się jakoś rozwijad. Jak stwierdził: "pojawiają się nowe zachowania". W tym kontekście opowiedział o powiatowym projekcie rozwoju sieci szerokopasmówki oraz likwidacji tzw. białych plam (kawałek sieci poza szkieletówką) - chodzi o podpięcie małych miejscowości-pipidówek pod dobrze działający Internet. Przez Torzym przejeżdża pociąg, na linii Boczów-Pniów-Torzym kursuje PKS (Transhand Słubice), w kierunku Sulęcina kursuje PKS Sulęcin. Tu pojawiła się propozycja wykorzystania gimbusów przez studentów w czasie badao we wrześniu.

Porozmawialiśmy o tym, że w Torzymiu było kiedyś kino (rozmowa sprowokowana przez to, że na bieżąco przeglądaliśmy statystyki dot. własności gminy). Nie działa od co najmniej 10 lat. Gmina próbuje cały czas sprzedad ten obiekt, ale nie jest to łatwe, "bo znajduje się nieco z boku". Na przykład próbowali sprzedad to Biedronce, ale nie udało się. Obok obiektu po kinie w Torzymiu znajduje się Szpital Pulmonologicznokardiologiczny. Obecnie chyba podupada, bo stara się sprzedad nieużywane obiekty (t"eż się wyzbywa części obiektów, wiadomo spadek aktywności, kontraktowanie, jest kasa to jest, nie ma to nie ma").


Ad. 4 Obiad w Zajeździe Chrobry (Torzym) Zajazd znajduje się oczywiście przy 92 (to chyba jeden z prężniejszych biznesów tego typu w Torzymiu). Składa się na niego: restauracja, motel, kantor, sklep monopolowy. Jest to zajazd urządzony w stylu przydrożnym, aczkolwiek specyficznym - zamkowym. Kicz, ale za to jaki! Restauracja pełna jest martwej, wypchanej zwierzyny, sporo drewna, korkowe płytki na suficie (BTW - restauracja w Las Vegas Centrum cała jest wyłożona płytkami korkowymi), ciemno i mrocznie. Aczkolwiek siedzieliśmy przy stoliku, do którego przystawione są krzesła kinowe (czyżby z nie działającego już kina?). Nie było tłumów, ale cały czas ktoś wchodził i wychodził, kilka osób coś tam konsumowało. Kiedy weszliśmy do środka - właśnie wychodziło z restauracji kilka osób rosyjskojęzycznych. Najwyraźniej turyści dalekobieżni, kobiety miały ze sobą kosmetyczki. Zakładam, że skorzystały z toalety (pewnie i wymyły zęby, bo w kosmetyczkach były szczoteczki i pasta). Restaurację obsługiwały w tym czasie trzy kobiety. Menu podane jest w drewnianej oprawie - jest naprawdę grube. Składa się głównie z jedzenia mięsnego i tłustego. Niemięsne jedzenie to pierogi, jajka sadzone, placki ziemniaczane, kopytka. Zamówiliśmy te dwie ostatnie pozycje. Kelnerka (chuda babeczka przed 40-tką, ciemne długie włosy) namawiała mnie, żebym nie brała placków. Wojtka, żeby wziął pierogi skoro biorę placki ("bo widzi pan, pan się podzieli z panią i po połowie"). Ale pierogów w daniu jest tylko 6 - dla nas to za mało. Przy zamawianiu popity, gdy pojawiło się hasło kakao, pani kelnerka powiedziała "no zajebiście, kakao do kopytek z kapustą smażoną!" Generalnie opieprzyła Wojtka, więc ten zamówił herbatę. Żarcie było w porządku. Podsumowując ta kelnerka jest szajbnięta. Żarcie ok, chod nie najtaosze. Przy płaceniu poprosiłam babeczkę o pomoc w odnalezieniu ulicy Warszawskiej - ta stęknęła i spojrzała na nas jak na idiotów, bo okazało się, że jesteśmy na skrzyżowaniu 92 z Warszawską. Na Warszawskiej jest biblioteka i dom kultury, które i tak dziś akurat okazały się zamknięte. Przy wychodzeniu wyczailiśmy prawdziwe cudeoko na kominku, nad którym wisi ogromna głowa zabitego jelenia. Na tym kominku znajduje się obraz namalowany na płycie drewnianej, na którym widnieje mapa z DK92 oraz A2 (z zaznaczeniem odcinka niepłatnego) w relacji do położenia Zajazdu Chrobry. Obok kominka wisi kolejna głowa - jelenia bez oczu, ślepego jelenia. Jeszcze jedna kwestia, przy okazji szajbniętej, bezpośredniej kelnerki. Wiceburmistrz Torzymia powiedział, w którymś momencie, że teraz, odkąd jest płatna A2, przedsiębiorcy musieli zmienid podejście - "stad się bardziej bezpośredni wobec klientów, nawiązywad z nimi relacje, starad się". Pomyśleliśmy, że o to w Chrobrym, doświadczyliśmy tej strategii.


Ad. 5 Motel u Sosny - próba zabookowania noclegów na wrzesieo (Torzym) Motel u Sosny znajduje się 400 metrów od 92, przy ulicy Krośnieoskiej; powiedziałabym, że już prawie na obrzeżach Torzymia. Od początku (już w maju 2013) planowałam, że będziemy tam spali razem ze studentami w trakcie mobilnych badao pilotażowych. Po rozmowie z wiceburmistrzem, który wspomniał o tym biznesie, jako przykładzie takiego, który się niejako zrewitalizował, tym bardziej się napaliłam. Podjechaliśmy więc pod ów motel, a tam kartka na drzwiach, że otwarte od 17.00, poniżej imię i nazwisko właścicieli (to ta córka, co skądś wróciła i wzięła się za biznes po ojcu) - Magdalena Madeoska oraz jej numer telefonu. No wiec wyciągnęłam telefon i zaczynam wbijad jej numer, aż tu nagle uchylają się drzwi. Wyszła pani w średnim wieku, pracowniczka części restauracyjnej motelu. Zaprosiła nas do środka i zza baru zaczęła dzwonid do kogoś, żeby się dowiedzied, czy szefowa jest. Okazało się, że nie ma. Toteż zaczęła dzwonid na komórkę szefowej. Nie odbierała (a, oczywiście dzwoniła, ponieważ powiedziałam jej, że chcę zarezerwowad noclegi na wrzesieo, że jestem z UAM-u etc.). Następnie zaczęła dzwonid do szefa (zwanego Szeryfem). Kiedy tak dzwoniła i dzwoniła, zjawił się właśnie ów sam Szeryf. Wielce uśmiechnięty gościu; pod pachą miał księgę rezerwacji. Od razu wyciągnął dłoo na powitanie - pierwsza pani, do której dzwoniła pani zza baru musiała mu powiedzied, że jestem z UAM-u. Usiedliśmy przy jednym ze stolików, w tej dziwnie przypominającej szkolną, stołówko-barownię. Szybko okazało się, że z noclegów nici, bo Sosna jest już w tym czasie zarezerwowana. Ale! Generalnie Szeryf wprost wyraził chęd zostania przebadanym. Okrutnie gadatliwy, ale i przy tym inteligentny, człowiek. Rzecz jasna z tendencją do autopromocji, ale z pewnością informatorem będzie cennym! Od razu zaczął z grubej rury i opowiedział, że jego teśd był pierwszym, który otworzył rynek wschodni. Z opowieści Szeryfa Madeoskiego wynika, że Torzym jest miejscowością w której masowo nocują wycieczki zza wschodniej granicy, zwłaszcza z Mioska i Moskwy ("ostatnia taka miejscowośd przed granicą... wiadomo ceny"). Użył także pojęcia: "jesteśmy proaktywni", wyjaśniając, że dziś trzeba się starad, trzeba jeździd po targach (np. do Berlina) i się pokazywad. Wynika z tego, że działa, a nowa strategia, pozwoliła motelowi podnieśd się ze stanu niemal upadłości (wedle słów wiceburmistrza). Szeryf zadawał też bardzo rozsądne pytania a propos samego projektu: co z niego będzie, jaki jest cel etc. Na koniec odprowadził nas do samochodu. Wymieniliśmy się kontaktami, no i widzimy się we wrześniu.


Ad. 6 Motel Marco (Torzym) Pierwszy z moteli, do których uderzyliśmy w celu dokonania rezerwacji na wrzesieo. Przybytek ów znajduje się kawałek za Urzędem Gminy w kierunku Świecka, dokładnie pod numerem 40a. Motel Marco to różowa, odważna architektura, z elewacją ozdobioną sztukaterią. Po prostu jest to PRL-oski klocek, który zapewne w ostatnich latach został podrasowany (np. pojawiły się wieżyczki). Na tyłachmotelu znajduje się dom właścicieli. Motel okazał się zamknięty - trzeba dzwonid. No więc, dzwoniliśmy i dzwoniliśmy. Nic z tego. Postanowiliśmy ruszyd dalej, ale Wojtek zauważył numer telefonu stacjonarnego na tabliczce zaraz przy wjeździe na podwórko motelu. Zadzwoniłam - odebrał mężczyzna. Powiedziałam mu, że stoję pod budynkiem, ten stwierdził, że zaraz będzie. Trochę czasu mu to zajęło - obudziłam go. Mężczyzna okazał się młodym facetem w dresie, który przybiegł z kalendarzem. Nie jest właścicielem, ani krewnym właściciela. Nie wiem jak się nazywa. Podobnie jak Szeryf "podjarał" się autorytetem UAM-u (pochwalił się, że jego brat studiuje na Politechnice!, oraz, że jedna z jego koleżanek, niejaka Wiśniewska, pracuje na UAM!). Estetyka motelu - to kiczo-ermitażo-przepych (z pewnymi metadziwactwami, np. sala przeznaczona dla przyjęd - wycyckana, tapety, sztukateria, złocenia, obrazy, sofy, aż tu nagle drzwi wprost z PRL, obdrapane...). Właściciel motelu nazywa się Janusz Hajducki. Miejsce jest zarezerwowane, 40 złotych od osoby - zatem zaoszczędzone. Jestem ciekawa dalszych estetyk, kryjących się w tym budynku. Jego położenie jest rewelacyjne.

Swoją drogą - w obu przypadkach - i w przypadku u Sosny oraz Marco - zastanawiająca była nieobecnośd właścicieli i pewnego rodzaju nieczynnośd tych miejsc.


Ad. 7 Urząd Gminy Łagów - spotkanie z wójtem Ryszardem Oleszkiewiczem Urząd gminy znajduje się przy ulicy 1 lutego. Łagów jest położony 6 km od DK92. Jako taki nie będzie mnie interesował, aczkolwiek miejscowości należące do tej gminy nie mogą zostad wycięte z kontekstu. Łagów... przeurocze miejsce, przepiękne! Ciasno zabudowane, z zamkiem, położone między jeziorkami, pełne baszt pod którymi prowadzą kręte wąskie uliczki, z wysokim bajecznym wiaduktem kolejowym. Postanowione: spędzamy z Wojtkiem długi majowy weekend w Łagowie. Bardzo aktywna kulturalnie miejscowośd (najstarszy festiwal filmowy, największy zlot motocyklowy)! Sam urząd mieści się w niskiej kamienicy. Wójt Oleszkiewicz wyszedł sam ze swojego gabinetu, kiedy usłyszał moje wyjaśnienia skierowane do sekretarki. Drzwi do jego gabinetu były uchylone. Zaprosił nas do gabinetu. Złożyłam wszelkie niezbędne wyjaśnienia. Miałam wrażenie, że nie do kooca słucha, albo, że zaraz powie, że to bzdury. Ale... pozory mylą. Wójt westchnął i rzekł, że nie wie czy to przypadek czy nie, ale właśnie jutro (15.04.2014) udaje się wraz 5 innymi osobami, m.in., reprezentacją województwa lubuskiego, ludźmi zarządzającymi transportem w Lubuskim oraz lokalnym przedsiębiorcą, który chce zainwestowad 10 milinów złotych, do Zbigniewa Rynasiewicza sekretarza stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju i Pełnomocnika Rządu do spraw Zarządzania Infrastrukturą Drogową, celem wynegocjowania przyspieszenia budowy węzła autostrady w Gronowie miejscowości wchodzącej w skład gminy Łagów. Wedle planów Ministerstwa węzeł ma powstad do 2030 roku! Wójt bardzo dobitnie podkreślił, że ów węzeł jest kluczowy dla gminy i musi powstad jak najszybciej. Wizyta u Rynasiewicza jest próbą przekonania ministerstwa, aby węzeł powstał w przeciągu 3 lat.


Wójt oczywiście popromował Łagów. Projekt mu się bardzo podoba i jest otwarty na współpracę. Mamy umowę taką, iż wysyłam mu dokładnie emaila z listą danych, do których chciałabym mied dostęp. Następnie wójt zleci ich zgromadzenie, wyszukanie swoim pracownikom i będzie! Wójt opowiadał zwłaszcza o zlocie motocyklowym, który w tym roku odbędzie się po raz 18. Wspominał o dzikich harcach klasy średniej i gołych kobietach, ale ze zrozumieniem. Stwierdził, że co jakiś czas trzeba się zregenerowad. W tym kontekście napomknął także o tym, że Łagów stara się o status uzdrowiska w Ministerstwie Zdrowia, co najprawdopodobniej się uda. To zaś w konsekwencji doprowadzi do kooca zlotów motocyklowych, bo tego typu imprezy nie mogą się odbywad w uzdrowiskach. Zatem na 20 zlocie nastąpi koniec (chod urząd kombinuje jego przeniesienie gdzieś dalej, poza sam Łagów).


Ad. 8 Motel Port 2000 (Mostki) Zarezerwowany. Zapłacimy 60 zł od osoby (plus 10 zł na śniadanie). Port 2000 jest jednym z największych parkingów dla ciężarówek dalekobieżnych w Polsce. Sam motel, jak wynika z rozmowy z recepcjonistką, jest wykorzystywany głównie przez wycieczki szkolne. Wizyta była krótka. Dowiedziałam się jedynie, że bez problemu działa w Mostkach transport publiczny - PKS oraz PKP.


Ad. 9 Hotel Sen (Świebodzin) Zarezerwowany. Tu także zapłacimy 60 zł od osoby wraz ze śniadaniem. DK92 omija Świebodzin - zahacza o jego peryferia. Pierwotnie planowałam nocleg w Rzeczycy, w Hotelu Pan Tadeusz, ale z logistycznego punktu widzenia, Świebodzin (który nie znajduje się na liście interesujących nas miejscowości) jest najlepszym rozwiązaniem. Znajduje się po środku odcinka wzdłuż którego na tym etapie będą poruszad się studenci. Hotel jest położony zaraz przy 92, na dośd sporym, wietrznym wzniesieniu z genialnymi widokami z każdej strony. Widok w kierunku 92 - pofałdowane pola i zielone łąki, widok w kierunku miasta - rewelacyjny, nie wspominając o tym, że na wprost widad pomnik Chrystusa Króla.


II. Wizja lokalna 2, 15.04.2014, wtorek, 8.30-20.00


Dzisiaj wyruszyliśmy o pół godziny później, dzięki czemu ominęliśmy korki w Poznaniu. Jechaliśmy z założeniem, że także jutro przejedziemy się trasą w celu stworzenia dokumentacji fotograficznej (jutro ma nie padad, a niestety deszcz nie sprzyja skoncentrowanej fotografii, nie czyni też warunków oświetleniowych zbyt dobrymi). Ale, tego dnia również, w trakcie jazdy fotografowałam większośd mijanych krajobrazów, przybytków i estetyk. To przypominało mi moje wygibasy w trakcie badao terenowych w ciągniku siodłowym - o niebo bardziej komfortowym. Pogoda wydawała się także ulegad polepszeniu, tak, że po odwiedzinach ostatniej gminy (Lubrza) postanowiliśmy dojechad do kooca terenu, do Boczowa i cofając się do Poznania zatrzymywad się w kolejnych miejscowościach. Niestety pogoda nagle zmieniła humor i po prostu zaczęło lad. Postanowiliśmy wrócid do Poznania. Dziś zamarzyłam także o zastosowaniu metody Iana Sinclair'a - czyli o przejściu na piechotę trasy 92 między Bolewicami a Boczowem. Ze wstępnych obliczeo wychodzi, że potrzebowałabym całego tygodnia na taki spacer. Zobaczymy - jeśli tylko pojawi się taka okazja w sierpniu, to nie omieszkam wybrad się na taką wyprawę (by poorbitowad).


Szczerze mówiąc taki tryb badao (wizji lokalnej) - jeżdżący w te i wewte jest dośd męczący i kosztowny (sklepy, restauracje położone przy DK92 nie należą do najtaoszych). Dzisiejsze spotkania otworzyły nowe tropy, zwłaszcza w Lubrzy. Niby takie krótkie, informacyjne spotkania, wstępnie ustalające tryb współpracy, a jednak... jednak pojawiło się wiele wątków, których wcześniej nie brałam pod uwagę (może nie, że są jakieś zupełnie zaskakujące, ale...) chodby "rewitalizacja" pamięci o przesiedleniach. No, i oczywiście już pojawiła się ambiwalencja wobec A2. Z pewnością pomysł badao nad modernizacją po polsku w sposób oddolny jest prześwietnym pomysłem. Obawiałam się, że na poziomie administracyjnym będę spotykała się z jakimś oporem, cenzurą, wymuszoną autopromocją, ale nie. Dominuje szczerośd, bezpośredniośd. Już w tak krótkim czasie, w trakcie tych szybkich spotkao, widzę, że temat oddolnych egzekucji polityk i ideologii, aż się prosi o antropologię! Nie mogę się już doczekad dalszego ciągu. Tyle wątków, tyle fascynujących tematów, problemów. Te parkingi, olbrzymie "autohoffy", które dziś odwiedziliśmy... także... wspaniałe! Chcę już byd w momencie, kiedy będę już pewna, który wątek pociągnę na rzecz habilitacji. Czasu mało. Cztery lata, a to są tak bardzo skomplikowane i zniuansowane przestrzenie.


Ad. 1 Przebieg trasy o o o o o o o o o o o o o o

wyjazd z Górna Wilda 88, Poznao skrzyżowanie Hetmaoskiej i Głogowskiej, Poznao Swadzim Lwówek, przejazd przez centrum Sępolno Trzciel, stacja Polmax Świebodzin Łagów Lubrza Wilkowo Poźrzadło Boczów powrót Górna Wilda 88, Poznao


Ad.2 Śniadanie w Zajeździe Otwarte Wrota (Sępolno) Po szybkim spotkaniu z Karoliną Echaust przy cmentarzu we Lwówku, zaraz przy zjeździe z 92 w kierunku centrum miasta, ruszyliśmy w kierunku Świecka. Około godziny 10:15 zatrzymaliśmy się na śniadanie w Sępolnie w Zajeździe Otwarte Wrota. Budynek wygląda kusząco, by zajrzed do środka. Poza tym będzie to jedno z miejsc badao. Nie wiem jak go opisad... jest to budynek w stylu peerelowskiego turyzmu, z drewna i kamienia, stylizowany na góralską modłę. W środku mrocznie, ciemno. Ciężki, bar, dużo ciemnego drewna, nieco belkowao, ściany wyłożone kamykami na podłodze czerwone wzorzyste dywany rodem z lat byd może nawet 70-tych. W rogu kominek. Gdzieniegdzie stoją słomiane lub wiklinowe wyroby rękodzielnicze - najwyraźniej lokalne (są podpisane imieniem i nazwiskiem wykonawczyo) - zające oraz jeże. Ponieważ zbliżają się święta stoliki zostały ustrojone po wielkanocnemu, z żyrandoli zwisają wydmuszki. Byliśmy chyba pierwszymi klientami. Pani kelnerka (kobieta w średnim wieku ubrana na czarno, po męsku, z dużą pupą, krótkimi włosami) właśnie kooczyła odkurzad dywany. Nie była zbyt kontaktowa. Zamówiliśmy smażoną kiełbaskę oraz jajecznicę. Dośd droga restauracja - absolutnie za każdy dodatek trzeb było płacid: za chlebek, za plamę musztardy, jednorazowe mini-opakowanie masła, cytrynę i cukier do herbaty. O żesz, Otwarte Wrota! W trakcie naszej szybkiej konsumpcji przyszedł jakiś mężczyzna, nie widziałam go, ale słyszałam. Wykrzykiwał, że ktoś tam jest pojebany i popieprzony. Dziwne miejsce, ciężko było tam wytrzymad ze względu na muzykę - zdecydowanie PRL, kojarzyło mi się to z densingami na wczasach.


Ad. 3 Urząd Miasta i Gminy Świebodzin - spotkanie z burmistrzem Dariuszem Bakiszem Urząd Miasta i Gminy Świebodzin znajduje się w samym centrum Świebodzina, przy ulicy Rynkowej. Przez moment nie mogliśmy trafid - zmylił nas budynek ratusza, w którym znajduje się Muzeum Regionalne i kilka innych oddziałów urzędu. Od razu zostaliśmy przyjęci przez burmistrza. Początkowo sprawiał wrażenie, że nie będzie dobrze, ale on po prostu bardzo, bardzo uważnie słuchał, tego co mówię. Podobnie jak w poprzednich przypadkach z ogromną chęcią, tak , tak - otrzymamy pomoc. Burmistrz także zaproponował możliwośd zorganizowania spotkania roboczego z pracownikami wydziałów, po których to potrzebne informacje, są rozproszone. Problem z niektórymi danymi, polega na tym, że w większości przypadków nie są archiwizowane, ponieważ nie ma takiego obowiązku. Przykładowo dokumentacja dotycząca budżetów jest niszczona po 5 latach. Jakaś częśd dokumentacji została przekazana do Muzeum Regionalnego i znajduje się w jego archiwach (co jest bardzo dobrą informacją). Zadałam pytanie o to, jak kwestia dokumentacji wygląda na poziomie sołectw. Oczywiście interesują mnie w zasadzie dwie miejscowości - Wilkowo oraz Rzeczyca (Wityo jest osadą podpiętą pod Rzeczycę). Okazuje się, że wszystko, co jest produkowane w sołectwach jest przekazywane Urzędowi Gminy. Burmistrz wskazał, że jeśli - to oczywiście sołectwa mogą byd w posiadaniu swoich kronik, ale zdarza się to nieczęsto, ponieważ nie ma obowiązku ich prowadzenia. Wspomniał o istnieniu kronik KGW, ale zadał pytanie o to, czy z nich w ogóle można wyczytad jakiekolwiek informacje o zmianach społecznych i ekonomicznych. Zapytałam o transport publiczny oraz połączenia na linii Wilkowo - Świebodzin -Rzeczyca. Tu okazało się, że burmistrz niespecjalnie się orientuje - po prostu w ogóle nie korzysta z PKS-ów czy PKP. Porusza się wyłącznie samochodem. Co więcej w ogóle, odkąd została otworzona A2, nie używa DK92. "Coś tam jeździ, mój syn ostatnio jechał. Trzeba sprawdzad, bo to się zmienia. Są zredukowane, co roku jest ich mniej" (rzeczywiście jest różnica pomiędzy majem 2013 a miesiącem bieżącym, kiedy próbowałam ustalid logistykę badao pilotażowych na wrzesieo b.r.). Generalnie okazuje się, że słusznie zrobiłam zmieniając bazę wypadową dla punktu badawczego (baza wypadowa) dla mojego odcinka terenu przenosząc go z Rzeczycy do Świebodzina wszystkie PKS-y (w tym prywatnie przewoźnicy) wyruszają ze Świebodzina. Nie ma bezpośredniego połączanie między Wilkowem a Rzeczycą. Trzeba by było się przesiadad w Świebodzinie.


Burmistrz wspomniał o pewnym interesującym miejscu w Świebodzinie - jest to przystanek dla tranzytu dalekobieżnego, zmierzającego, np. do Londynu lub Włoch. Jest to w dużej mierze tranzyt turystyczny prowadzony przez duże firmy/biura podróży. Przystanek ponod jest dobrze znany w całej Polsce. Znajduje się na skrzyżowaniu starej DK3 (obecnie jest to już droga ekspresowa nr 3) oraz DK2 ("na cepeenie"). W Świebodzinie jest to odcinek, który już wcześniej istniał, dlatego burmistrz użył pojęcia "starej trójki". Droga krajowa nr 3 to droga krajowa w zachodniej części Polski o długości 504 km przebiegająca południkowo przez województwa: zachodniopomorskie, lubuskie i dolnośląskie. Stanowi polską częśd międzynarodowej trasy E65 z Malmö w Szwecji do miejscowości Chaniá na Krecie. Zadałam pytanie o lokalnych regionalistów. Burmistrz od razu wskazał na Muzeum Regionalne, oraz jego dyrektora dr Marka Nowcakiego. Stwierdził, że na pewno pomoże i w razie potrzeby skieruje do odpowiednich pracowników, w zależności od tego, czego będziemy potrzebowad. Następnie wspomniał o dwóch innych osobach. Po pierwsze, o Wiesławie Zdanowiczu, który jest właścicielem lokalnej gazety - Dzieo za Dniem. Obecnie wyprowadził się ze Świebodzina do Zielonej Góry. Zdanowicz na początku lat 90. był dyrektorem Domu Kultury w Świebodzinie, w 1994 założył Dzieo za Dniem. Ostatnio zaczął na jej łamach publikowad sporo tekstów o charakterze historycznym. Wydał także parę książek, między innymi, książkę o LZS-ach (Lokalne Zespoły Sportowe) oraz liczne opracowania historyczne (odnoszą się do bardzo różnych czasów, lata 20, 30, 40). Kolejną osobą, do której warto się zwrócid jest pan Ganclewski (także kiedyś dyrektor Domu Kultury w Świebodzinie), który podejmuje tematy lokalne, jest skarbnicą anegdotek. Burmistrz stwierdził, że zarówno Zdanowicz jak i Gancelwski to starsi faceci, dośd specyficzni, bo z "czasów postkomunistycznych" (sic!). W latach 70-80. wychodziły w Świebodzinie Zeszyty Świebodzioskie oraz robiono sporo filmów. Wszystko zainicjowane przez Ganclewskiego i dostępne w Muzeum Regionalnym oraz częściowo w bibliotece publicznej.


Burmistrz wskazał także na RGD, która jest Lokalną Grupą Działania, na terenie świebodzioskim prowadzoną przez panią Bagioską (była radna), która znakomicie sobie radzi jako szefowa grupy i jest rewelacyjnie zorientowana w tym, co dzieje się w małych miejscowościach ("jeśli chodzi o sprawy wiejskie"). Grupa podejmuje wiele skutecznych małych aktywności - wedle burmistrza pani Bagioska jest najskuteczniejsza jeśli chodzi o ten rejon Polski (zachód?). Pracuje w Świebodzinie, więc można ją łatwo znaleźd. Dostałam namiar telefoniczny do niej. Wszystkie te osoby dobrze się znają i są w stanie odtworzyd dla nas gminną oraz pozagminną sied połączeo pomiędzy różnymi aktywistami. Burmistrz stwierdził, że przez to, że są skupione w centrum Świebodzina bez problemu można się z nimi umówid nawet w przeciągu kilkunastu minut będąc w Świebodzinie. Otrzymałam także namiary telefoniczne na sołtysów Wilkowa i Rzeczycy. Najpierw burmistrz dał mi numer telefonu do starego sołtysa, do Mirosława Krysia (Kryś). Od 1989, obecnie jest dopiero drugi sołtys tak, że Kryś będzie najbardziej kompetentny, jeśli chodzi o refleksję nad zmianami. Burmistrz opowiedział pewną anegdotkę, o tym jak został zaproszony przez Krysia na przyjęcie do jego domu. Jego dom znajduje się zaraz, bliziutko przy 92, dlatego wszystko w środku lata i podskakuje. "Jakiś koszmar, wszystko podskakiwało. Już więcej tam nie pojechałem". W każdym razie sołtys Kryś starał się poprawid sytuację, jednak "co naprawił, to zepsuł jeszcze bardziej" - chodzi np. o wymiany studzienek kanalizacyjnych. "Naprawiał, ale studzienki za bardzo podniesione. Dzwoniły pokrywy, stukały". Obecnie sołtysem Wilkowa od trzech lat jest Edward Cichaoski. W Rzeczycy sołtysem jest pani Teresa Szpuniar (przed nią sołtysem także była kobieta - "tradycja sołtysek w Rzeczycy"). Na koniec porozmawialiśmy o hejnale Świebodzina, bo akurat wybiła godzina 12.00. Zapytaliśmy się, czy to prawdziwy trębacz czy nagrania. Burmistrz spojrzał na nas znacząco, chyba nawet parsknął, i stwierdził, że... "no, nagranie". W każdym razie jest to hejnał-melodia z okresu średniowiecznego. Zapomniałam się zapytad o pomnik Jezusa Króla! W każdym razie burmistrz nie uprawiał autopropagandy, nie wspominał nic o jakiś szczególnych wspaniałościach. Z pewnością jest proautostradowy.


Ad. 4 Urząd Gminy Lubrza - spotkanie z panią sekretarz Katarzyną Przewłocką Urząd w Lubrzy, która jest "typową wioseczką" znajduje się przy głównej ulicy (ul. Świebodzioska). Sama Lubrza leży około 8 km od DK92, natomiast jest położona bardzo blisko autostrady A2 (około 2 km). Nie ma zjazdu z autostrady do tej miejscowości. W Urzędzie okazało się, że wójt Ryszard Skonieczek jest w trakcie spotkania oraz, że musimy poczekad. Przez jakieś kilkanaście minut siedzieliśmy w sekretariacie przeglądając gazetki o sołectwach, powiatach etc. Przez sekretariat przewijali się pracownicy - ewidentnie w zażyłości. Pani sekretarka akurat dzwoniła po poszczególnych pracownikach z pytaniem o to, czy mają coś do wysłania. W którymś momencie zaproponowała, że może zamiast z wójtem porozmawiamy z panią sekretarz. Poszła do niej z pytaniem, czy nas przyjmie. Najwyraźniej nie miała ochoty, ponieważ sekretarka stwierdziła, że musimy czekad aż wójt skooczy. Po jakiejś chwili wójt rzeczywiście skooczył, ale miał do załatwienia kolejne sprawy, więc wymusił na pani sekretarz spotkanie z nami. Jak stwierdził: "bezsensu, żebyśmy czekali, bo dzisiaj należy szanowad czas". Weszliśmy zatem do malutkiego pokoiku pani Katarzyny Przewłockiej, która z miejsca wyraziła swoją opryskliwośd i niechęd. W ogóle nie słuchała. Czytała dokument i od razu miała coś do powiedzenia - kompletnie nie rozumiejąc o co chodzi, ponieważ nie słuchała, co do niej mówię. Taka przepychanka słowna potrwała trochę. Uspokoiła się dopiero wtedy, kiedy dała mi szansę na wyjaśnienie, co to jest antropologia kulturowa (oczywiście pani sekretarz cały czas myślała, że chodzi o biologiczną, oraz w ogóle nie kojarzyła pojęcia etnografii). Od razu zadała pytanie o to, czego chcemy i że nikt tu nie ma czasu, bo cały urząd to tylko 17 osób, które są wielozadaniowe. Długo trzeba było jej tłumaczyd, że nie oczekujemy jakiegoś totalnego zaangażowania, a jedynie udostępnienia pewnych materiałów i że nie muszą byd one opracowane etc.


Pani sekretarz coraz bardziej się rozkręcała w swojej gadatliwości. Koniec kooców mówiła o coraz ciekawszych i subiektywnych rzeczach. Pierwsza częśd jej narracji dotyczyła samego urzędu - bardzo ciekawe sprawy, naprowadziła mnie na nieco inne myślenie o polityce (kwestia modernizacji od dołu, która ma się nijak do polityki; kwestia strategii - czy w ogóle jest jakaś; sposobów wykonawstwa, tak by mieścid się w zespole zasad, reguł, przepisów). Opowiadała o tym jak trudno jest byd na tzw. dole, kiedy polityka jest wprowadzana w życie. Jedna ustawa, zarządzenie oznacza mnóstwo pracy, nowe zasady, którym trzeba się podporządkowad. Ewidentnie gmina Lubrza ma problem z personelem, którego jest zbyt mało. Przykładowo mają tylko jedną osobę, która zajmuje się zamówieniami publicznymi, jedną osobę, która ogarnia promocję oraz organizację wszelkiego typu imprez. Z wielkim żalem wspomniała o tym, że Lubrza nie ma zjazdu z autostrady. Wykrzykiwała, że jakimś kosmosem jest to, że ta gmina ma 64 przepompowni, którymi trzeba zarządzad, że zbliżają się wybory samorządowie - trzystopniowe - na wójta, sołtysa i kogoś jeszcze, że zbliżają się także eurowybory i generalnie mają mnóstwo pracy. Wypaliła, że ustawy są nieżyciowe, że jak patrzy na budżet, to nie może. Na przykład w zeszłym roku gmina wydała 7 tysięcy na ochronę zwierząt ("zaznaczam na początku, że jestem z tych osób, które z psem śpią w łóżku"), a na profilaktykę zero, bo tak trzeba było wykazad - "zamiast te 7 tysięcy przeznaczyd na szczepienia dla dziewczynek przeciw rakowi szyjki macicy!". W kontekście wyborów pojawiła się ciekawa sprawa związana z wewnętrznymi migracjami ludności. Na przykład jedna z miejscowości w przeciągi dwóch lat została zasilona 60 osobami - przeniosły się z małych i dużych miasteczek (i tak z 300 osobowej wsi zrobiła się 360) - to sprowokowało koniecznośd ponownej organizacji okręgów wyborczych. Sekretarz mówiła o tym, że w okolicach jest bardzo wyraźny trend polegający na wyludnianiu się małych miasteczek i przenoszeniu się ich mieszkaoców na wieś. Tak dzieje się właśnie w Lubrzy. Wyjątkiem są Mostki, które przez swoje położenie przy DK92 nie jest w ogóle atrakcyjna. "A kto mógł to w ogóle wyjechał" (a propos emigracji zagranicę).


Pani sekretarz zaczęła mówid o tym, że nie jest stąd, że jest z Lubelszczyzny, że wyszła za Lubuszanina, że jest napływowa, ale pracuje w urzędzie od 14 lat, więc długo, więc zna zmiany, ale na poziomie właśnie działania urzędu, który boryka się z wcielaniem w życie przepisów, że tym powinniśmy się zająd. Kwestia napływowości okazała się w ogóle dla niej interesująca. Wychodzi na to, że z wielką pasją wysłuchiwała i wysłuchuje opowieści najstarszego pokolenia na ten temat. Wspomniała o tym, że w gminie pomiędzy 1947 a 1975 nie powstał ani jeden nowy dom. Z pewnością jest bardzo zainteresowana tym, co działo się na tych terenach po 1945 - orientowała się, że ludnośd przesiedlona nie potrafiła się zasymilowad (np. opowieśd o tym, że wanny były wykorzystywane do czegoś innego, że ludzie nic nie zmieniali, nie wiedzieli co robid ze sprzętem). Opowiadała o tym, że miała okazję widzied dokumenty, w których można było wyczytad, co dokładnie zastawali przesiedleocy, że na teren Lubrzy pierwszymi przesiedleocami byli ludzie z okolic Szczyrku. Wspomniała o pewnym już nieżyjącym panu, który snuł wspaniałe opowieści. W czasie wojny (pochodził z okolic, z rodziny wielodzietnej) został przysłany na praktyki zawodowe do Lubrzy do niemieckiego szewca. Był bardzo dobrze traktowany, przyjaźnił się z rodziną szewca, praktycznie był częścią jego rodziny. Kiedy nadeszły wojska radzieckie ten Polak ukrywał swoją niemiecką rodzinę, która dzięki temu nie musiała od razu, z miejsca uciekad do Niemiec. Potem role znów się odwróciły, bo ta niemiecka rodzina pomagała Polakowi w czasie PRL-u (pomoc materialna). Kobieta opowiadała także o swojej własnej napływowości. Na przykład o szoku związanym z przeniesieniem się z wyżynnych terenów Lubelszczyzny na płaski teren Lubuski. "Dla mnie przecież te sarny - ot tak wchodzące sobie do ogrodu i wyżerające truskawki, albo drące się cały czas żurawie, to był szok, a dla nich to było normalne". Zatem podejście do natury! W tej chwili kobieta jest totalnie zafascynowana ternem. Pobliskie jezioro ma 36 metrów głębokości. Uwielbia spacery, ma "swoje jezioro" - "dałam instrukcję swojej rodzinie, że jak umrę, to mają mnie spalid i wysypad do tego mojego jeziora, ale oni się śmieją, że się zastanowią czy czasem im nie zanieczyszczę tego jeziora tą swoją lubelszczyzną".


Jeśli chodzi o samą autostradę A2. Sekretarz opowiedziała o tym, że jeśli chodzi o gminę Lubrza, to pojawienie się autostrady nie zmieniło zbytnio jej krajobrazu, ponieważ została poprowadzona w tym miejscu dokładnie po wyznaczonej trasie jeszcze przez Niemców w czasie II wojny światowej. Pani sekretarz pamięta jak jeździła na rowerze w okolice, przez które dziś przechodzi A2 - pamięta jak nie potrafiła zidentyfikowad dziwnych nasypów, które były pozostałościami po trasie wyznaczonej przez Niemców. Tak więc oprócz jakieś niewielkiej wycinki lasów autostrada nie zdewastowała przestrzeni gminy. Tu także wspomniała o tym, że w gminie miał miejsce tylko jeden i to w dodatku jednoosobowy protest skierowany przeciwko autostradzie. Chodziło o poziom hałasu w Nowej Wiosce (położonej z resztą dalej od A2 niż sama Lubrza - około 5km - nad jeziorem Lubie). Protestował jeden mężczyzna, którego dom znajduje się nad samym jeziorem, który twierdził, że ciągle słyszy tę autostradę. Inni mieszkaocy nie słyszeli. Wykonano oczywiście pomiary, ale niczego to nie zmieniło, ponieważ były w normie. W gminie się z niego śmieją, że słyszy coś, czego nie wcale nie słychad. Inną ciekawą opowieścią, była historia dotycząca tego jak lokalsi z gminy Lubrza korzystali z autostrady, kiedy była już gotowa na tym odcinku, ale jeszcze nie oddana do użytku. Otóż lokalsi z dziką ochotą chodzili tam na spacery, jeździli sobie na rowerach itd. itp. i bardzo im się to podobało - przestrzeo, dobra droga, można było sobie poszaled.

Sekretarz opowiedziała również o pewnym (jak dla mnie wymiatającym) wydarzeniu związanym z A2, mającym miejsce w 2012 roku. Ciekawym jest to, o czym nie wiedziałam, że gminy przez które przechodzi autostrada, są odpowiedzialne za "społeczno-kulturowy" wymiar, tego co się dzieje na odcinkach przynależących do ich terytorium (czyli np. za wypadki). I tak w 2012 roku doszło do tragicznego wypadku na odcinku Lubrzy zginął 26-letni obywatel Chin. Zepsuł mu się samochód, wyszedł z niego i niestety został przejechany. Urząd w Gminie Lubrza otrzymał z województwa przykaz, że mają się zająd pogrzebem Chioczyka, ponieważ koszt transportu jego ciała jest zbyt wysoki dla jego rodziny. Urzędnicy wymiękli, kiedy okazało się, że muszą zorganizowad pogrzeb w obrządku religijnym tego człowieka. Oczywiście nie wiedzieli o jaki obrządek chodzi, więc zaczęli przeszukiwad internet, jak pogrzeby w Chinach wyglądają. Pojawił się kolejny problem - miejsce na lokalnym cmentarzu. "Wiecie, to jest tak, że ludzie nie chcą, żeby ktoś koło kogoś leżał. Przykładowo Kowalska nie będzie chciała, żeby jej ojciec leżał obok innego Kowalskiego. A co dopiero mied Chioczyka obok, więc my musieliśmy rozmawiad, uzgadniad z ludźmi, czy zgadzają się, żeby obok był Chioczyk".


Dodatkowo czas naglił, ponieważ to gmina ponosiła koszt przechowywania ciała w kostnicy (80 złotych za dobę). Sprawa ostatecznie zakooczyła się tak, że znalazły się skądś pieniądze i do Lubrzy przyjechał konsul Chin wraz z ojcem zabitego 26-latka. "My nie wiedzieliśmy, co mamy też robid w takiej sytuacji, jak się zachowad. Jak wyrazid współczucie temu człowiekowi, bo zdawaliśmy sobie sprawę, że na pewno w jakiś sposób, ale inny, bo przecież jest z innej kultury. Nie wiedzieliśmy czy po ludzku można go przytulid, czy co, więc w koocu powiedzieliśmy tylko dzieo dobry, bo co mieliśmy zrobid. Nie wiedzieliśmy co możemy i jak mamy się zachowywad. Staliśmy i po prostu, dzieo dobry. To nam robi Unia własnie. Są wytyczne, a my to musimy robid". (patrz zał. 2_wizja lokalna).

Kobieta opowiedziała także o bunkrach we wsi Boryszyn (znajduje się około 8 km od Lubrzy na północ od A2). Są to obiekty Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego, z lat 1934-1945. Zdecydowania lubrzaoska atrakcja turystyczna - chod sekretarz wspomniała o tym, że "jest to dziwne, bo to jest coś z II wojny światowej, wybudowali to Niemcy, ale mówią jak to było na prawdę". W każdym razie w bunkrach zamieszkały nietoperze (mają tam swoją wylęgarnię) - od 1980 roku jest to rezerwat ścisły Nietoperek (otulina, Natura 2000) zatem forma chroniona przez UE (patrz. http://lagpark.republika.pl/niet.htm). Sekretarz jest ewidentnie zafascynowana tymi nietoperzami (rozmnażanie, ilośd, zachowania). U niej w domu mieszkają dwa. Opowiedziała o swojej sąsiadce - "księgowa i jak to księgowa wieczorem usiadła sobie na dworze na krzesełku i policzyła, ile ich wylatuje, naliczyła się 345!". Na koniec wspomniała o tym, że przed wojną Lubrza miała charakter miejscowości uzdrowiskowej, gdzie leczono schorzenia górnych dróg oddechowych (wysoka wilgotnośd oraz olejki eteryczne). Kiedyś nad samym jeziorem (J. Goszcza) znajdowały się budynki sanatoryjne - potem rozebrane po zakooczeniu II wojny światowej, a cegły przekazane na odbudowę Warszawy (teśd Katarzyny pamięta tę rozbiórkę, chod był małym chłopcem wówczas). W każdym razie, znów a propos przesiedleo, twierdziła, że niemieccy mieszkaocy Lubrzy byli zmuszani do wyprowadzania się z tej miejscowości, ze względu na długotrwałe, szkodliwe oddziaływanie tego mikroklimatu.


Ad. 5 Sala zabaw i restauracja Chatka Puchatka w Wilkowie Około 13.50 zatrzymaliśmy się tam na obiad. Pamiętam, że w zeszłym roku w tym budynku znajdowała się inna restauracja. Chatka Puchatka znajduje się w centrum Wilkowa. Jest to rzeczywiście chatka - wybudowana z drewnianych bali. Ideą całego biznesu jest jego przeznaczenie dla klientów z dziedmi w różnym wieku. W środku znajduje się zjeżdżalnia oraz klatka z miękkimi piłeczkami, do której można zjechad małym tyłkiem (chod założę się, że zmieściłabym się w rurze do zjeżdżania), są toalety dziecięce oraz miejsce do przewijania niemowlaków. Całośd wystylizowana rustykalnie, łącznie z kelnerką. Zamówiliśmy żurek w chlebku, pierogi oraz pizzę. Jako przekąskę dostaliśmy domowy chleb ("kuchnia piecze" - ale jak kuchnia piecze? no jak?) z pastą z białej fasoli, cebuli oraz śliwek. Smakowała jak zwyczajny smalec. Pierogi super - "też kuchnia robi". Byliśmy jedynymi klientami. Z głośników sączyła się jakaś okropna muzyka. Na koniec porozmawialiśmy z kelnerką (była chętna do rozmowy, bo Wojtek powychwalał pierogi). To, co dla mnie ważne z tej rozmowy, to nastawienie na szczególny rodzaj podawanego jedzenia. Padły hasła :"zdrowa żywnośd, ekologiczna, domowe jedzenie".


Ad. 6 Parking dla tirów oraz centrum konferencyjne w Poźdzadle

Ponieważ pogoda wydawała się poprawiad (przestał padad deszcz, wyszło słooce, wiatr przegonił chmury) udaliśmy się w kierunku Boczowa. Po drodze zatrzymaliśmy się na parkingu w Poźrzadle. Na jego tyłach znajduje się centrum konferencyjne o wyjątkowej architekturze. Jest to po prostu ogromna piramida. Sam parking jest wyjątkowo duży - wielkością z powodzeniem konkurowad może z np. niemieckimi autohoffami, które miałam okazję odwiedzid przy okazji badao dotyczących kierowców ciężarówek siodłowych. Cały teren jest wyjątkowy pod względem estetycznym: obok piramidy, można tam znaleźd duży hotel w stylu barakowym, wigwam, budowle wzniesione w stylu skandynawskim, kryte strzechą, odlanego z żywicy żubra, plus wszelkie inne typowe dla parkingów budy. Zatrzymaliśmy się tam, aby zrobid dokumentację fotograficzną. W trakcie obsypał nas grad.


Ad. 7 Parking oraz stacja Polmaxu w Boczowie Wyjechaliśmy kawałek za miejscowośd, ponieważ zaraz przed wjazdem na autostradę znajduje się bardzo duży parking dla Tirów. Jest tam stacja paliw Polmax, motel restauracja, supermarket, drink-bar, myjnia, kantory, sklep z gadżetami dla kierowców. Na tyłach zabudowao rozciąga się ogromny teren przeznaczony na parking dla tirów. Było ich tam już sporo. Wydaje mi się, że godzina, w której tam byliśmy, była już tą, w której musiała zaczynad się pauza dla kierowców jadących ze wschodu na zachód. Weszliśmy najpierw do supermarketu - chcieliśmy kupid sobie coś do picia. Market świeżutko wyremontowany. Co było dla mnie najbardziej uderzające, to to, że znajdowali się tam wyłącznie mężczyźni (oczywiście sami kierowcy ciągników siodłowych - polskojęzyczni i w większości rosyjskojęzyczni, aczkolwiek wszyscy wyglądali tak samo, dopóki się nie odezwali, to byłam przekonana, że wszyscy są Rosjanami). Mężczyźni tworzyli dwie dośd spore kolejki - jedną do normalnej kasy, drugą do monopolowej. Każdy bez wyjątku zaopatrywał się w kilka bochenków chleba (co moim zdaniem zaświadcza o tym, że jadą ze wschodu na zachód - dla Polaków, Rosjan, Ukraioców chleb made in zachód jest niejadalny), całe zgrzewki wód smakowych (to było niesamowite w tym sklepie - różnorodnośd tych wód, z trudem można było znaleźd normalną wodę), litrowe butelki wódki i ewentualnie jakieś dodatki typu wędlina (ale ewidentnie na dzisiaj, bez robienia zapasów). Inną rzeczą, którą od razu wyłapałam, bo rzucała się w oczy, to ilośd kosmetyków dla mężczyzn (pianki do golenia, szampony, dezodoranty, perfumy) - w miażdżącej przewadze nad damskimi. Śmieszne jest to, że kupiłam tam figurkę buddy za 8 złotych. Nie wiem po co to tam było, ale nie mogłam się powstrzymad. Wątpię też, żeby kierowcy tirów wozili ze sobą buddy. Może to taki towar na prezenty? Ale z drugiej strony - czy polscy i rosyjscy mężczyźni są skorzy do robienia takich prezentów? Wątpię. Moim zdaniem te buddy były tam z tzw. dupy. Po wyjściu na parkig robiłam już zdjęcia. Zaczepili nas Cyganie - dwóch młodych mężczyzn, którzy szwendali się po parkingu i próbowali, akurat tego dnia, sprzedad noże ceramiczne oraz iPhona 5.


Ad. 8 Boczów Następnie podjechaliśmy do centrum Boczowa. Zaparkowaliśmy pod Motelem u Olka (o którym pozytywnie wypowiadał się Szeryf z Torzymia). Długo tam nie zabawiliśmy, bo znów zaczęło lad i tym razem zaciągnęło się na dobre. W każdym razie zdążyłam sfotografowad co nieco - ulice, kościół, kompleks budynków należących do rodzinnej formy trudniącej się od 1990 sprzedażą rzeczy używanych (LAMUS), wiejski plac zabaw nad jeziorem Boczowskim (prowizoryczna scenka, bieżnia, małe boisko, miejsce na ognisko, altanka PZW Perkoz-Boczów, 4 toi-toi), szkołę. Wszystko byłoby tradycyjnie i ok, gdyby nad całością nie ciągnęła się DK92 z przejeżdżającymi nieustannie tirami. Komicznie to wszystko wyglądało. Chodniki w Boczowie - masakrycznie wąskie, tak, że każdy przejeżdżający tir szarpie ciałem. Kiedy szliśmy tamtędy z parasolkami - było na prawdę dziwnie. Były momenty, kiedy myślałam, że mnie te tiry zmiotą z powierzchni. Ogólnie Boczów jest obskurnym miejscem.


Wizja lokalna notatki terenowe agata stanisz  

Notatki terenowe z tzw. wizji lokalnej w ramach Projektu Ruchome modernizacje. Wpływ autostrady A2 na lokalne krajobrazy kulturowe. Projekt...

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you