Issuu on Google+

Złamane serca i podcięte nadgarstki: Etgar Keret, Kneller’s Happy Campers Etgar Keret to jeden z bardziej popularnych współczesnych pisarzy izraelskich. Uważany za cokolwiek kontrowersyjnego komentatora społecznego, tworzy głównie krótkie formy, opowiadania i scenariusze. Wspólnie z żoną wyreżyserował film obyczajowy Meduzy. Mój jednak kontakt z tym panem zaczął się od krótkiego opowiadanka o Knellerze, tak akurat na ząbek i jedno przyjemne popołudnie. Było okazją do zweryfikowania wszystkich sądów o Kerecie. Bohaterem Kneller’s… jest młody Mordy, który, z tęsknoty za swoją dziewczyną Desiree, podcina sobie żyły. I voilà, bowiem po drugiej stronie nie czeka wcale potępienie, a przynajmniej nie do końca. Mordy trafia do świata podobnego do naszego, trochę może nudniejszego i smutniejszego, gdzie największej rozrywki dostarcza zgadywanie, jaką metodą wyoffowała się ładna dziewczyna przy barze, skoro nie ma żadnych blizn. Zatruła się gazem? Wykorzystała truciznę? Ten spokojny, przyjmijmy, żywot przerywa pojawienie się plotki, że Desiree podążyła w ślady Mordy’ego: musi być w którymś z miast samobójców. Mordy i jego współlokator Uzi postanawiają ją odnaleźć, a po drodze poznają podróżującą stopem Julię (tak mieszkańcy nazywają osoby, które do zakończenia swojego życia wykorzystały truciznę). Dziewczyna utrzymuje, że znalazła się po drugiej stronie przez pomyłkę, z powodu przypadkowego przedawkowania, a jej intencją wcale nie była śmierć, potrzebuje więc kogoś podobnego do niej, kto pomógłby jej wrócić. Jakkolwiek dziwnie nie brzmi zarys tej historii, wszystko działa idealnie. Osobiście zachwyciłam się prostotą pomysłu (życie po życiu tak podobne do naszego?), który został zgrabnie skomplikowany wprowadzeniem furteczki w postaci przypadkowego samobójstwa. Co więcej, Keret konsekwentnie i z wdziękiem brnie w odbijanie wszystkiego w krzywym zwierciadle. Świat samobójców przypomina Tel Awiw i jego okolice, bohaterowie prowadzą męskie rozmowy na trasie, Uzi nie ma dziewczyny, z czego zamierza korzystać, tajemnicza Julia to trochę wariatka (bo i teoria powrotu wydaje się samobójcom co najmniej naciągana), ale za to atrakcyjna. Przy odrobinie szczęścia można nawet spotkać Kurta Cobaina w barze. Straszny facet, nic, tylko cytuje własne teksty, i każe ci słuchać swoich piosenek. A Jezus ma willę z basenem. Zastanawia mnie kwestia Kereta jako komentatora. Cała historia przekazuje raczej uniwersalną refleksję na temat życia. Owszem, Uzi i Mordy rozmawiają sobie o Żydach, a tłem jest drugi Tel Awiw, chociaż dla mnie są to bardziej uśmiechy autora, głos zza kadru.


Mówienie za to o Kerecie jako mistrzu krótkiej formy jest uzasadnione. Ani razu się nie potyka, skłania do refleksji, balansuje na granicy rozbawienia i wzruszenia, bowiem w biednym Mordym jest coś uroczo tragicznego (a do tego supłanie schematu I póki śmierć nas nie rozłączy). Co, oczywiście, nie wyklucza różnych zabawnych odniesień popkulturalnych. Wymaga jednak dużego wyczucia. Chociaż, jeśli Keret wie już nawet, co może się dziać po śmierci, to tym bardziej wie, jak pisać teraz.


Creativity: An article about Etgar Keret