Page 1


Rysunki afrykańskich zwierząt autorstwa H. Sienkiewicza. Archiwum Muzeum Henryka Sienkiewicza w Oblęgorku

66


Rozdział trzeci,##3 w którym Henryk Sienkiewicz nie żeni się z córką sułtana Zanzibaru, przywozi do Zakopanego rogi Złego i małpę alkoholiczkę, a potem jest uwodzony przez 18-letnią pannę W  Zakopanem przebywają wówczas teściowie pisarza, więc dzięki nim miejscowa społeczność i przede wszystkim środowisko Afaparku poznaje nowiny z Afryki. Jadwiga Janczewska jest wciąż w Abacji i do niej Sienkiewicz kieruje osobne korespondencje. Zaczyna też pisać notatki do zakontraktowanych przez „Słowo” Listów z Afryki. W styczniu 1891 r. przebywa w Kairze, gdzie nadal ścigają go kłopoty ze zdrowiem – po wyprawie do oazy Al-Fajum dostaje kolejny raz wrzodu w  gardle i  musi czekać, aż  ten pęknie, minie temperatura i  będzie mógł ruszyć dalej. Zwiedza Kair i okolice, zachwyca się Sfinksem, narzeka na natarczywość Arabów pod piramidami, wreszcie czując się lepiej, wsiada na statek w Suezie i przez Morze Czerwone, zawijając po drodze do Adenu, w lutym 1891 r. dociera do Zanzibaru, gdzie jest z honorami podejmowany przez konsula angielskiego i  sułtana wyspy. Organizują mu wyprawę do środkowej Afryki, oczywiście głównie w celach myśliwskich, w czym najbardziej pomagają mu europejscy misjonarze. Na afrykański ląd schodzi z Bagamoyo i dalej podróżuje po terytorium dzisiejszej Tanzanii, która do I wojny światowej nazywała się Tanganika i była kolonią niemiecką. Karawana, w której poza nim jedynym białym jest młody Tyszkiewicz, udaje się na zachód wzdłuż rzeki Kingami, potem na północ i przekroczywszy rzekę, dociera do  misji chrześcijańskiej w  wiosce Mandera. Najdalszym punktem wyprawy była góra M’Pongwe, skąd wrócili do Mandery i ruszyli w dół rzeki Wami w stronę morza. Ale już w drodze powrotnej, w pobliżu delty rzeki Wami, przy wodopoju Gugurumu zachorował na febrę. Opanował pierwszy atak przy pomocy chininy i z trudem wrócił do chrześcijańskiej misji w Bagamoyo, skąd przewieziono go do szpitala, prowadzonego przez francuskie zakonnice w Zanzibarze. Dostał najlepszy pokój z widokiem na ocean i niewielką wysepkę, na której urządzono… cmentarz. Podróż była pełna wrażeń i  niebezpieczna, choć w  zasadzie pod względem i poznawczym, i myśliwskim chyba niezbyt udana. Wyprawa dotarła w  najdalszym punkcie do  miejsca oddalonego ledwie o  75 km 67


Rozdział trzeci

w linii prostej od punktu startu. Tam i z powrotem, uwzględniając meandry dróg i błądzenie po bezdrożach, zapewne było to około 250 km – pokonanych oczywiście na piechotę. Sienkiewicz upolował kilka ptaków, jednego węża i jednego krokodyla. Ale w sprawozdaniach z wyprawy, jeśli nachodziły go reminiscencje związane z opuszczoną na kilka miesięcy Europą, dotyczyły one… Zakopanego. Przed wpłynięciem na wody Oceanu Indyjskiego, w Adenie, zapisuje refleksje na temat poczty: „Co to za wielki i poczciwy wynalazek ta »Poste-restante«. Przyjeżdża się po raz pierwszy w życiu do Aden i zastaje się już czekające listy – na przykład... z Zakopanego”1. Przebywając na wyspie Zanzibar i  czekając na  początek ekspedycji, obserwuje przyrodę: „Niektóre palmy pogiął widocznie południowy musson, nie mniej potężny, jak nasz halny wicher w Zakopanem”2. Wiele tygodni potem najdalszy punkt wyprawy opisuje tak: „Nazajutrz, po  usilnych pochodach wśród dżdżu, dotarliśmy do M’Pongwe. Jest to góra niezbyt wyniosła, podobna do leżącej na ziemi wypukłej tarczy. Kształtem przypomina zakopiańską Gubałówkę, jest od niej jednak o tyle mniejsza i mniej rozległa, że może być jeszcze zaliczona do  wzgórz”3. A  w  drodze powrotnej, wypływając z Adenu, notuje: „A oto ocean już przebyty, te zaś pięć dni Morza Czerwonego, to jedno nic. Suez, Kair, Aleksandria i Brindisi – to prawie jedna linia z Warszawą i Zakopanem!”4. Nawiasem mówiąc, we wszystkich Listach z Afryki nie ma ani jednej wzmianki o Krakowie, a o Warszawie – tylko jedna, a i to w związku z Zakopanem… Wrócił do Krakowa z początkiem maja, jeszcze skarżąc się na „odrobinę” febry. Wyleczył się dopiero pod Giewontem, dokąd przyjechał 6 maja 1891 r. na  zaledwie 11 dni. Przywiózł prezenty dla znajomych, chwali się trofeami myśliwskimi, choć nie własnymi, tylko zakupionymi na Zanzibarze. Wśród tych ostatnich szczególne wrażenie zrobiło poroże afrykańskiej antylopy. Podziwiał je szczególnie stary polowac Sabała, mówiąc, że „takie to chyba tylko Złe nosi…”5. Innego rodzaju pamiątkę z Afryki Sienkiewicz kupił na francuskim statku „Pei-Ho”. Na  dziobie znajdował się swojego rodzaju zwierzyniec, gdzie przewożono do Europy zwierzęta przeznaczone na sprzedaż osobom prywatnym i ogrodom zoologicznym. Było wśród nich sporo małp, 3 4 5 1 2

68

H. Sienkiewicz, Listy z Afryki, Warszawa 1893, t. I, s. 79. Tamże, s. 205–206. H. Sienkiewicz, Listy z Afryki, op. cit., t. II, s. 160. H. Sienkiewicz, Listy z Afryki, op. cit., t. II, s. 231. M. Korniłowiczówna, op. cit., s. 110.


Rozdział trzeci

których w terenie w czasie wyprawy nie dało się dostrzec. Pisarz postanowił kupić jedno zwierzę: była to małpiatka z rodziny lemurowatych rodzaju maki – i tak też owego „małpozwierza” nazywał Sienkiewicz: „Przed odejściem kupuję pięknego małpozwierza, koloru wiewiórki, pozostawiając go zresztą aż  do  Suezu pod dotychczasową opieką. Miła ta istota, która – mówiąc nawiasem – dała mi się potem w Egipcie i w dalszej drodze nieźle we znaki, cieszy się dotąd pożądanym zdrowiem, obrasta przed zimą gęstym futrem, podczas zimy zaś zakrapia się wszystkim, czego może się dorwać. Wódka kolońska, spirytus do palenia, wino – wszystko jej jedno. Gdy się dorwie flaszki, przechyla ją do pyszczka, zanim kto zdąży ją odebrać – przy której to czynności zamienia z odbierającym pewną ilość policzków, stojącą w stosunku prostym do wypitego płynu”6. Ten suwenir od  początku był dość kłopotliwy. Najpierw Sienkiewicz miał wobec niego inne plany, o czym pisał z Wiednia: „Mój małpozwierz, alias maki, oddałby swoją madagaskarską duszę w drodze do Zakopanego. Dusza złota gimnastykuje się w tej chwili na umywalni i czyni wszelkie usiłowania, żeby wleźć w piec, w którym się pali. Wplantuję go Tobie, Potkańskiemu lub Edwardowi do cieplarni Ogrodu Botanicznego. Dziennie potrzebuje do życia dwóch lub trzech daktylów, tyleż fig i jednego jabłka. Na widok daktylów skacze na głowę temu, kto je przynosi. Kupiłem go dla Ogrodu Zoologicznego Warszawskiego, tymczasem w Kairze dowiedziałem się, że Ogród zbankrutował i nie wiem, co z »la bestia« robić”7. Maki – bo tak też go nazywano – wbrew obawom nie oddał duszy w drodze, ale w dobrej formie dojechał w maju 1891 r. pod Tatry, co więcej – zrobił tu furorę. Należał niby do dzieci Sienkiewicza, które wówczas często przebywały w Zakopanem z babcią – Wandą Szetkiewiczową, ale gdy rodzina pisarza wyjeżdżała z Zakopanego, małpiatka zostawała pod opieką Dembowskich w Chacie lub u Wandy Lilpopowej w willi Zacisze na Bystrem. Maki czuł się tu świetnie, porósł gęstym futrem i łobuzował aż  miło. Surowy klimat, tak dalece różny od  Madagaskaru, skąd zapewne lemurowaty trafił na  francuski statek, służył mu doskonale – w przeciwieństwie do atmosfery krakowskiej, w której dwie inne małpiatki, przywiezione przez Jana Tyszkiewicza, zachorowały na gruźlicę i wkrótce zdechły. Nałóg, w który Maki wpadł zapewne dopiero w Zakopanem8, poniekąd zbliżył go do starego Sabały, który nawet w ostat H. Sienkiewicz, Listy z Afryki, op. cit., t. II, s. 224. List do J. Janczewskiej z 1891 r., Listy II–2, s. 431–432. 8 Ostatnią część Listów z  Afryki Sienkiewicz pisał już w  kraju, długo po  powrocie z wyprawy. 6 7

69


Rozdział trzeci

nich latach życia lubił sobie wypić, a sprytna i szybka małpka była dla niego nie lada konkurencją, bo gdy stawiano przed nim kieliszek wódki, niedowidzący Sabała szybko „wodził ręką po obrusie, mówiąc: »Cy mi ta gadzina wypiła, cy nie wypiła«”. Wypadki takie zdarzały się nieraz, po czym Maki zrzucała pusty kieliszek na ziemię. Tak jak Zagłoba nie lubiła widoku pustego szkła”9. Maki był niesłychanie zwinny, skakał z łatwością po dachach i drzewach, podejmował też zbójeckie wyprawy do domów sąsiadów, gdzie dobierał się do alkoholu i słodyczy. Przeżył starego Sabałę, zestarzał się i zrobił się dość agresywny, co wywoływało irytację Sienkiewicza: „Jeśli wrócę do Zakop[anego], zastrzelę stanowczo Makiego, który stał się plagą rodziny Lilpopów, a  w  ostatnich dniach ugryzł silnie w  rączkę Dzinkę broniącą Wykopa (któremu poprzednio odgryzł pół ucha). Starzeje się i  robi się zły, a  może być niebezpieczny, bo  tak samo może ugryźć nos lub wykąsić oko. Niechże dusza jego wróci do Madagaskaru i  wojuje z  Francuzami”10. Nieco później dopisuje w  liście do  teściowej: „Domyślam się, że  Dzinka będzie nastawać na  amnestię dla Makiego. Ostatecznie należy on  do  pani Lilpopowej, ale trudno mi pogodzić się z myślą o darowaniu mu życia. Może kto przede mną urządzi jaki atentat bez wiedzy właścicielki. Zresztą naprawdę myślę, że Maki może być coraz niebezpieczniejszy”11. Chyba jednak do  tej małpiej eksterminacji nie doszło, bo  w  swoim wspomnieniu Jadwiga Waydel-Dmochowska pisze, że  Sienkiewicz ostatecznie zdecydował o  tym, by Makiego uśpić chloroformem i  spiłować ostre kły. A  małpiatka podobno zakończyła życie w  niejasnych okolicznościach – po prostu którejś wiosny uciekła z domu, a górale opowiadali, że zadziobały ją wrony, gdy wybierała im z gniazda jajka… Henryk Sienkiewicz zatrzymuje się wtedy w  domu Macieja Gąsienicy Wójciaka przy ul. Nowotarskiej 34b12 i  zaczyna pisać dla warszawskiego „Słowa” Listy z Afryki. Po pobycie w Krakowie wraca do Zakopanego z początkiem czerwca 1891 r., 6 czerwca jest z powrotem J. Waydel-Dmochowska, Sienkiewicz i inni. „Maki” i Sabała, „Życie Literackie” nr 31 z 5 sierpnia 1962 r., s. 4. Autorka błędnie – zapewne sądząc po imieniu – nazywa lemura „makakiem”. 10 List do J. Janczewskiej z 14 sierpnia 1895 r., Listy II–3, s. 161. 11 List do Szetkiewiczów z 23 sierpnia 1895 r., Listy V–1, s. 400. Atentat – zamach. 12 Kalendarz, s. 191; List do  redakcji „Słowa” z  1 września 1891 r., Listy V–3, s. 335. Adres ten potwierdza „Lista Gości” z 1891 r., nr 1, obejmująca spis meldunków od maja do czerwca tego roku. Tę część ul. Nowotarskiej nazywano kiedyś Starą Polaną. 9

70


Rozdział trzeci

w Krakowie, potem w ciągu lata będzie wracał pod Tatry jeszcze kilkakrotnie, dzieląc czas między Zakopane i podwiedeńskie Kaltenleutgeben, wszędzie pisząc zakontraktowane Listy. Znów pociągi, furki góralskie, zmiany adresu... 11 lipca przebywa ponownie w Zakopanem (od Wójciaka przenosi się znów na trochę do Dembowskich), ale miesiąc później wraca do Kaltenleutgeben, cyzelując kolejne wspomnienia afrykańskie. W połowie września w Zakopanem już myśli o skończeniu reportaży z Afryki i planuje wciągnąć do tej roboty Witkiewicza, chcąc mu powierzyć wykonanie rycin do ozdobnego wydania Listów – na podstawie wykonanych przez pisarza fotografii. Do realizacji tego planu nie dochodzi – w książkowej publikacji w 1893 r. znajdą się ilustracje Stanisława Fabijańskiego i Stanisława Jankowskiego. 12 października 1891 r. przenosi się na ówczesne górne Krupówki, ale tym razem do  pensjonatu Zofii Zborowskiej, nieco poniżej Chaty Dembowskich (wówczas Krupówki 60, teraz Zamoyskiego 28). Dziś jest tu najstarsza, najbliżej ulicy położona część rezydencji o nazwie Sienkiewiczówka13. Dom ten stanie się jego zakopiańską bazą aż do 1899 r. i tam będzie pisał Listy z Afryki i Rodzinę Połanieckich, tam zacznie Quo vadis i tam będzie projektował Krzyżaków. Są z nim dzieci i pierwszy zakopiański pies, owczarek Tokaj14, syn Burka, należącego zapewne do  Wojciecha Roja, ale przyhołubionego przez Dembowskich w  Chacie. Dembowscy goszczą tu często, są też przez Sienkiewicza rewizytowani, bywa też u niego Sabała, nadal przeżywający Sienkiewiczowskie wrażenia z  Afryki. Sam Sablik przypomniał się opinii publicznej pod koniec 1891 r., kiedy to najpierw w „Tygodniku Ilustrowanym” (nr 101 z 23 listopada 1891 r.), a potem w „Kurierze Warszawskim” (nr 337 z 6 grudnia 1891 r.) ukazał się przedruk Sabałowej bajki15.

Ta nazwa domu Zborowskiej, niewątpliwie podnosząca atrakcyjność pensjonatu, pojawia się prawdopodobnie po raz pierwszy w „Liście Gości” dołączonej do tygodnika „Zakopane” nr 18 z 9 sierpnia 1908 r. (Lista za okres od 29 lipca do 3 sierpnia 1908 r.). 14 Latem 1891 r. Sienkiewicz, w coraz większym stopniu zainteresowany fotografią, wykonał serię zdjęć dzieci z ich psem, przesyłając następnie odbitki do redaktora „Słowa” – list do M. Godlewskiego z 1 grudnia 1891 r., Listy I–2, s. 167. Por. też list do J. Janczewskiej z 14 stycznia 1891 r., Listy II–2, s. 402–403: „Załączam Ci siebie schwytanego w aparat, gdym chodził po Sfinksie. Ja również już dobrze fotografuję. Myślę często współcześnie o  tym aparacie i  o  Tobie. Jako malarce bardzo by Ci się przydał. […] Fotografię poślij do Zakopanego”. 15 Wcześniej, 29 lipca 1889 r. opublikowanej w krakowskim „Czasie”. 13

71


Rozdział trzeci

Pisarz myśli też o tym, żeby się wreszcie ustabilizować, kupić dom, no i może się ożenić. Może wżenić w jakiś majątek? Dom najchętniej kupiłby w Zakopanem. Przez jakiś czas rozważa, zapewne także ze względów sentymentalnych, możliwość wynajęcia Modrzejowa16 – domu na  zboczu Antałówki, który wybudowała na  swoją rezydencję Helena Modrzejewska, ale po  kilku latach ofiarowała go jako niekoniecznie chciany prezent swojemu synowi w prezencie ślubnym. Rudolf Modrzejewski, czyli jak go w Ameryce nazywano – Ralph Modjeski, dość szybko przekazał budynek z otaczającym go parkiem swemu ojcu, znienawidzonemu przez matkę Gustawowi Zimmajerowi. Ale zanim Sienkiewicz się zdecydował – dom spłonął, potem został odbudowany, przechodził z rąk do  rąk, wreszcie kilka lat temu został rozebrany i  dziś w  tym miejscu powstaje nowa inwestycja. Rok 1891 jest poniekąd przełomowy w historii Zakopanego – wtedy właśnie zaczyna się ukazywać lokalna prasa. Pierwsze pismo, o tytule „Zakopane”, wydawane latem 1891 r. nakładem i  staraniem władz uzdrowiskowych, opublikowało zaledwie trzy numery, w  których znajdujemy mało istotne nowiny pisane przez letników dla letników i zaledwie kilka ważniejszych pozycji publicystycznych. Jednak wśród nielicznych zresztą informacji o  pobytach ważnych osobistości w  Zakopanem brak wzmianki o Sienkiewiczu. Podobnie nie wspomina pi-smo o  jego przyjacielu, który rok wcześniej postanowił przenieść się na stałe do Zakopanego – Stanisławie Witkiewiczu. I właśnie w 1891 r. obwieścił światu17 swoją ważną koncepcję artystyczną, z której głównie jest znany pod Tatrami i  nie tylko: ideę stylu zakopiańskiego, którego podstawową zasadą jest wyjście od  sztuki ludowej Podhala i  taka jej uniwersalizacja, by mogła posłużyć kulturze wysokiej. Wprawdzie w artykule w „Kurierze Warszawskim” artysta przede wszystkim poddawał surowej krytyce zasady działania istniejącej w Zakopanem Szkoły Przemysłu Drzewnego, ale wkrótce przystąpił do wcielania w życie swoich myśli, projektując dla Zygmunta Gnatowskiego pierwszy dom w stylu zakopiańskim – willę Koléba18. Od tego roku Witkiewicz tworzył liczne projekty domów, wywodzące się z  dawnych chałup góralskich, zajmował się też zdobnictwem i formami użytkowymi. Materiału Listy II–2, s. 58. S. Witkiewicz, Styl zakopiański, „Kurier Warszawski” 1891, nr 241, s. 1–2, 242, s. 1–2, 255, s. 1–2, 256, s. 1–3, 276, s. 1–2, 277, s. 1, 278, s. 1–2, 279, s. 1–2. 18 Dziś Koliba, ul. Kościeliska 18. Mieści się w niej teraz Muzeum Stylu Zakopiańskiego im. S. Witkiewicza – oddział Muzeum Tatrzańskiego. 16

17

72


Rozdział trzeci

do tej pracy dostarczały mu przede wszystkim zbiory Marii i Bronisława Dembowskich i Zygmunta Gnatowskiego oraz ważne opracowania Władysława Matlakowskiego. Urodzony w  1851 r. – a  więc młodszy od  Sienkiewicza o  5 lat – w  Poszawszu na  Żmudzi, jako mały chłopiec przeszedł gehennę powstania styczniowego i  zsyłki z  rodziną na  Syberię. Dość wcześnie objawił talent malarski, który rozwijał, studiując najpierw w  Petersburgu, a  potem w  Monachium, gdzie jego najbliższymi przyjaciółmi byli m.in. Maksymilian Gierymski, Adam Chmielowski, Henryk Siemiradzki, Józef Chełmoński, Wacław Szymanowski i, luźniej z  nimi związany, Aleksander Gierymski. W  1873 r. znalazł się w  Warszawie i  tu  szybko zyskał sławę jednego z  najzdolniejszych przedstawicieli cyganerii artystycznej – ludzi ogromnie utalentowanych i  ogromnie biednych. Wspólnie z  dwoma innymi artystycznymi biedakami – Adamem Chmielowskim i  Józefem Chełmońskim – wynajęli lokal na strychu Hotelu Europejskiego, urządzając tam pracownię malarską, o  której wkrótce zrobiło się głośno w  Warszawie. I  tak któregoś dnia otrzymali zaproszenie do nowo otwartego salonu towarzyskiego, jaki w stolicy otworzyła niedawno tam przybyła z Krakowa wielka aktorka i  miłośniczka Zakopanego – Helena Modrzejewska. I  tam się poznali z Sienkiewiczem. Jak już wiemy, mieli wspólnie z Modrzejewską jechać do Ameryki, ale w  efekcie z  kręgu warszawskiej artystycznej bohemy w  rydwanie aktorki znalazł się w  Kalifornii tylko Sienkiewicz. A  Witkiewicz już niebawem zachorował na zapalenie płuc, które w 1879 r. doprowadziło do  gruźlicy, być może już wcześniej, w  1878 r., przywleczonej z  Francji, gdzie opiekował się umierającym na  tę  chorobę krewnym. Także w 1878 r. Stanisław Witkiewicz zaręczył się z siostrą swojego przyjaciela z lat dziecinnych – Marią Pietrzkiewiczówną, swataną mu ponoć przez Modrzejewską. W  kręgu warszawskich, a  wywodzących się również z  Litwy przyjaciół, znalazła się także rodzina Szetkiewiczów: Wanda i Kazimierz i ich córka Maria, młodsza od Witkiewicza o 3 lata. Latem 1880 r. znalazł się w sanatorium w Meranie, a z jego namowy pojechała tam także zagrożona gruźlicą Maria Szetkiewiczówna ze swoją rówieśną przyjaciółką – Marią Sobotkiewiczówną. Jeszcze w październiku 1880 r. Sienkiewicz był z Witkiewiczem „na pan”, a w liście pisał do niego do Meranu per „Wy”, opisując mu głównie swoje perypetie redakcyjne i namawiając do podróży do Egiptu, co podobno miało wyjść 73


Rozdział trzeci

nie drożej niż pobyt w południowym Tyrolu19, a dla zdrowia przyjaciela miało być daleko lepsze. W grudniu są już „na ty”, ton korespondencji staje się swobodniejszy i  po  raz pierwszy odnajdujemy aluzję do  tego, iż Sienkiewicz wie, że w pobliżu Witkiewicza przebywa jego ukochana, bo wymienia nazwę jej pensjonatu – Steinerhof. Wśród tych określeń lżejszego tonu znajdujemy zabawne sformułowanie na temat jednej ze wspólnych znajomych, ponoć kochającej się w Witkiewiczu. Otóż Sienkiewicz wyznał, że  dama ta  „wygląda jak samowar na tysiąc szklanek”20. Albo było to powiedzenie popularne w ich kręgu towarzyskim, albo tak się spodobało Witkiewiczowi, że  w  przyszłości użyje go na określenie wątpliwej estetyki jednego z projektowanych przez Edgara Kovátsa ołtarzy w zakopiańskim kościele21. W  tym samym liście, z  21 grudnia 1880 r., po  raz pierwszy odnosi się do  sprawy, która wówczas staje się najważniejszą w  jego życiu: „Co do Twego towarzystwa, p. Sobotkiewicz mało znam, panią Marię zaś liczę do najszlachetniejszych i najsympatyczniejszych duchów w świecie. Jest dobra, a przy tym prawdziwa i rozumna. Pisz mi zawsze, jak ona się ma. Taka delikatna istota strzec się bardzo powinna zwłaszcza wobec tak kolosalnych różnic między Waszym słońcem a Waszym cieniem”22. Pannę Sobotkiewicz, późniejszą Marię Dembowską, czarną Marę, jak ją nazywano, poznał Sienkiewicz jesienią w Wenecji, polubili się, ale zakochał się w Marze jasnej – Szetkiewiczównie. Witkiewicza oczarowała ta druga. Ta  przyjaźń zaczęła się w  momencie dla ich ewentualnego związku niefortunnym: on  sam był zaręczony, czarna Mara prawdopodobnie też, ale w późniejszych listach do niej będzie „błogosławił Meran” za to, że był miejscem ich spotkania. A Sienkiewicz wciąż nie był pewien ani przychylności „swojej” Marii – choć raczej w nią wierzył, ani aprobaty jej rodziców, więc niebawem zaczął wysyłać do przyjaciela sążniste listy na temat swego uczucia, licząc na to, że w trakcie długich rozmów w nudnej rzeczywistości sanatoryjnej zdoła on swoją dawną znajomą do przyjaciela przekonać. Obawy 19 Wówczas Meran należał do Austrii i zaliczano go do Tyrolu. Po I wojnie światowej miejscowość – jako Merano – została przyłączona do Włoch i obecnie stanowi część regionu Trydent-Górna Adyga. 20 List do S. Witkiewicza z 21 grudnia 1880 r., Listy V–2, s. 237. 21 S. Witkiewicz, Listy o stylu zakopiańskim, Kraków 1979, s. 236. Stawka samowarowa jest tu jednak większa: ołtarz ma przypominać samowar na trzy tysiące szklanek. Przebił ich parę lat później inny krytyk Kovátsa, Feliks Mangha-Jasieński, który krytykował „okazałe samowary na sześć tysięcy szklanek, grające w kościele w Zakopanem rolę ołtarzy”. Róg czy sznur, „Dziennik Polski” nr 463 z 9 listopada 1901 r., s. 1. 22 List do S. Witkiewicza z 21 grudnia 1880 r., Listy V–2, s. 238–239.

74


Rozdział trzeci

przed odrzuceniem przez rodziców panny były żywe po niedawnych doświadczeniach z poprzedniego narzeczeństwa, kiedy to tonący w konwenansach prowincjusze zabili wielką, zdawałoby się, miłość. Zapewne Witkiewicz nie musiał Marii specjalnie przekonywać, bo Henryk spodobał się jej od pierwszego wejrzenia, a rodziców przekonywał sam – skutecznie, bo stali się jego ukochanymi teściami, ba! – był z nimi tak związany, jak z własnymi rodzicami. Tym bardziej że matka pisarza już nie żyła, a rodzony ojciec mieszkał daleko – w Lublinie i sporadycznie tylko dzielił sprawy życiowe syna. Jednak nie można nie docenić roli swata, jaką wówczas, w  1880 r. w Meranie wobec Marii Szetkiewiczówny odegrał Stanisław Witkiewicz, zwłaszcza będąc adresatem tak szczerych i  wylewnych wynurzeń przyjaciela. Warto przeczytać ten dłuższy fragment listu, z  którego emanuje przede wszystkim gorąca miłość i otwartość zakochanego pisarza, wcale u niego nieczęsta, nawet w bardzo prywatnych wypowiedziach: „Dziś mogę Ci już napisać otwarcie, że  oddałbym nie wiem co, by choć przez parę dni widzieć pannę Marię, która jest najdroższą dla mnie w świecie istotą i jedyną kobietą, którą pragnąłbym nazwać żoną, ale nie wiem, czy matka zgodzi się na to. Gdyby mnie znała bliżej, gdyby wiedziała, ile pod pozorami ruchliwego i zmiennego charakteru, które może są nieodłączną cechą ludzi mego fachu, kryje się stałego gruntu i stałego przywiązania, byłaby niezawodnie o los panny Marii ze mną spokojniejszą. Być może nawet, że dziś bliższą jest oddania mi jej, niż była, ale nie wszystkie lody zostały jeszcze złamane. Co do samej panny Marii, mam może na wątłych podstawach opartą, ale niezachwianą wiarę, że dziś już godziłaby się podać mi swoją kochaną rękę – i Bóg widzi, że dobrze by zrobiła, bo najbardziej zakochany ojciec nie mógłby być o jedyne dziecko troskliwszy niż ja o nią. Jeżeli siła i czas uczucia jest gwarancją na przyszłość, to Ci tylko to powiem, że jak mnie złapało blisko dwa lata temu w Wenecji, tak trzyma dotychczas tak, że wyrazu znaleźć nie umiem. [...] Przyrzekłszy matce, że z powtórną prośbą nie będę udawał się do panny Marii ze względu na jej zdrowie, nie mogłem być otwartym z Tobą i nie mogłem przesyłać jej nawet ukłonów w  listach do  Ciebie, choć z  drugiej strony wiedziałem, że wiesz o wszystkim i że domyślałeś się prawdy może jeszcze zeszłego roku. Dziś to jest sekret, o którym wróble świrgocą, choć nic nie wyszło z mojej strony, bo pamiętam przecie, że jakkolwiek żyłem z Tobą najbliżej, Tobie nawet nie wspominałem o tym. Ale wiedziały o prawdzie dwie kobiety, zresztą najpoczciwsze w  świecie – i  dlatego może wszystko przetranspirowało. Owóż prawie by śmieszne było, bym dłużej nie był 75


Rozdział trzeci

z Tobą otwartym. Dotychczas po prostu nie chciałem, by otwartość moja względem Ciebie nie wydała się matce lub pannie Marii chęcią szukania sposobów przemawiania do panny Marii poza wiadomością matki. Mogłoby to obrazić przede wszystkim pannę Marię, bo zresztą matce nie ukrywałem, że jesteśmy ze sobą w korespondencji. Wyznaję Ci swoją drogą, żem się dusił w tych subtelnościach jak mucha w pajęczynie, bo nareszcie de facto wiedziałeś o wszystkim i de facto wolnoż mi przecie było z przyjacielem mówić otwarcie. Otóż teraz mówię otwarcie i nie uwierzysz, kochany Stachu, jaki kamień spada mi z serca. Po prostu mam ochotę napisać sto razy raz po raz: otóż kocham pannę Marię, kocham i kocham, i kocham nad wszystko w świecie jak moją najdroższą i przyszłą żonę i byłbym najszczęśliwszy, gdybym to mógł z wieży świętokrzyskiej krzyczyć na cały świat. [...] Ten list jest dla Ciebie wyłącznie – i bądź pewny, że będę teraz mnóstwo takich pisywał, bo nawet mówić lub pisać o niej jest dla mnie prawdziwą rozkoszą. Natomiast jeśli mówiąc o mnie do niej, będziesz mówił jak o człowieku szczerym, który daje pewność tego, [co] w ogóle mówi, to postąpisz jak przyjaciel. Przy tym jeszcze prośba: napisz mi otwarcie, o ile jesteście ze sobą blisko i o ile mówicie o mnie. Ty jesteś człowiek, któremu chętnie ludzie się powierzają, tego dowodem ja, najtrudniejszy do tego człowiek w świecie – więc zapewne i najszczersza istota w świecie”23. No i oświadczył się nareszcie – nie pannie, ale jej matce, w sposób, który sam komentuje: „jakkolwiek użyłem na ten cel tak podłej prozy, jaka nigdy jeszcze nie wyszła spod mego pióra ani z mojej gęby i dziwię się, że pani Szetkiewiczowa nie odpowiedziała mi: »Uważasz, Sienkiewicz, ty jesteś głupi, ale jesteś dobry człowiek... «”24. Ślub odbył się 18 sierpnia 1881 r. Witkiewicz był zaproszony25, ale stan zdrowia nie pozwolił mu przyjechać. Przysłał za to do nowo urządzonego gniazdka młodej pary (w  Warszawie przy ul. Wilczej) kilka swoich szkiców o  tematyce amerykańskiej (na  podstawie opowieści Sienkiewicza) i obraz o tematyce powstańczej. Robiły one furorę wśród gości odwiedzających młode małżeństwo i Sienkiewicz postanowił je… sprzedać, występując jako marszand działający na  rzecz Witkiewicza. 28  października 1881 r. odwiedzili go znajomi i  jeden z  nich, Ludwik Górski, zaczął od komplementowania pisarza zwykłymi banałami. Swoją reakcję i ciąg dalszy tak opisuje gospodarz: List do S. Witkiewicza z 27 stycznia 1881 r., Listy V–2, s. 265–268. List do S. Witkiewicza z kwietnia 1881 r., tamże, s. 276. 25 „Gdybyś przyjechał, sprawiłbyś nam obojgu taką radość, jakby brat przyjechał”. List do S. Witkiewicza z lipca 1881 r., tamże, s. 279. 23 24

76


Rozdział trzeci

„Daję mu oczywiście w mięsień zwany trębacz (bucinator). On przewraca się, potem nakłada binokle na  okulary, przygląda się szkicom, znowu pada, dostaje rozwolnienia i  wymiotów z  radości – następnie oświadcza, że obrazu boi się kupić, bo bywają u niego z urzędu różne figury, ale kupiłby szkice, bo miałby kolekcję, co w umeblowaniu domu więcej znaczy. Tu  przypada Marynia, daje mi w  pysk i  oświadcza, żebym zaraz sprzedawał, bo  Ty zrobisz drugie. Ja opieram się, ona daje mi w  pysk z  drugiej strony – więc zgadzam się i  cenię po  100 rs za sztukę. Wówczas Kaufmann für Bild dostaje drugiego ataku rozwolnienia i oświadcza, że to jest za drogo, ale że nie chce szkicom ubliżać, że może więcej warte – tylko że byłoby mu za ciężko kupić wszystkie, więc kupuje dla siebie trzy, a dla brata Konstantego zamawia dwa. Przystałem. Skutkiem tego za parę dni odbierzesz trzysta rubli – dałem bowiem Twój adres i prosiłem, by Ci przesłano wprost przekaz. Konstanty przyjedzie za kilka dni, może być więc, że  pozostałe rs 200 będą wysłane razem, a w takim razie odbierzesz 500. [...] Oczywiście skorom zaczął handel – to już sprzedam. Tygrys tylko mniej im się podobał, ale niech go pocałują pod ogon. Mój drogi Stachu, oboje z  Marynią jesteśmy uszczęśliwieni, żeśmy zrobili ten interes – a wiemy, że masz na tyle przyjaźni dla nas, że nam nie nawymyślasz i pieniędzy nie będziesz odsyłał. Sprzedaliśmy po  prostu mówiąc w  tej nadziei, że  nam zrobisz drugie – jest to  więc kiepska usługa i nic więcej. Ja daję słowo, że gdybyś miał na to i po prostu darował mi dwieście rubli, tobym od  Ciebie przyjął, cóż dopiero, gdybyś sprzedał prawo przedruku moich utworów jakiemu Reclanowi z Lipska lub komuś podobnemu”26. Obawy Sienkiewicza o  reakcję przyjaciela były słuszne. Witkiewicz, szalenie drażliwy na punkcie swoich finansów (a raczej ciągłego ich braku), obraził się początkowo i  pieniędzy nie chciał przyjąć, wreszcie dał sobie wytłumaczyć, że znajomi pisarza kupują jego dzieła nie z łaski, tylko korzystając z okazji, dzięki której mogą kiedyś zrobić dobry interes. Ale niesmak pozostał. Sienkiewicz tymczasem czuje się w małżeństwie przeszczęśliwy, odmłodzony i – w przekonaniu, że Marysia jest już całkowicie wyleczona – planuje długie podróże i rozmaite rozrywki życiowe. Zachowuje się przy tym figlarnie, żeby nie powiedzieć rubasznie, w  stylu List do S. Witkiewicza z 28 października 1881 r., tamże, s. 291–292. Trębacz – mięsień policzkowy. Anton Reclan (1807–1896) – słynny wydawca literatury popularnej. Cały ten list to  oczywiście zabawa literacka, przypominająca błazenadę z  włoskiej komedii dell’arte, często w tamtym czasie podejmowana w korespondencji przez Sienkiewicza. 26

77


Rozdział trzeci

podobnym do wcześniej cytowanej korespondencji, tak oto kończąc list do Witkiewicza, który przebywa znów w Monachium i intensywnie maluje: „Bywaj zdrów, mój drogi, przyciskam Cię do lewej brodawki piersi mojej z siłą dzikiego zwierzęcia i całuję Twoją pannę pokrytą bujnym i twardym włosem. Owidzkiego całuję w  kanał odchodowy za pośrednictwem Kazimierza Zalewskiego. Twój i Wasz – Henrich S.”27. A tłumacząc Witkiewiczowi jeszcze raz, kto i dlaczego interesował się kupnem jego obrazów, posługuje się ładną, choć nieco pikantną peryfrazą: „Gdyby p. Wr.[otnowska] była piękną nierządnicą w  jaskrawej sukni, a G.[órski] młodym szlachcicem, to wówczas chętnie jego wskazówka wskazywałaby żądane godziny na jej kompasie. Ale ona jest jego chrzestną córką, on  zaś starym człowiekiem, który posiada Sterdynię i wiele innych dóbr ziemskich…”28. Zaganiany w  sprawach redakcyjnych nowo założonego dziennika „Słowo”, którego był pierwszym redaktorem naczelnym, powoli zauważa, że ze zdrowiem Marii – a także siedzącego ciągle w Monachium Witkiewicza – nie jest najlepiej. Wtedy przypomina mu się rozkoszny i zdrowy klimat Kalifornii, poznanej przed kilkoma laty: „Korektorem naszym jest Paprocki, którego czasem niespodzianie pytam: a pamiętasz, jakeśmy raz poszli wieczorem srać między dęby u Pleasantów? Wówczas buntuje się moja krew przeciw własnej naturze. Jeśli my nie pojedziemy jeszcze z Marynią do Kalifornii, to jestem niewolnikiem ostatniego z moich współpracowników. Ale kiedy? kiedy? Życie co dzień ucieka i naprawdę mnie strach ogarnia, że wszystko idzie tak prędko. Ty się także wybierasz? Kiedy, powiedz - my to zrobiemy. Bo jednak będziem się starzeć i coraz mniej będzie ochoty, talentu, żywotności. [...] Ale gdybyś Ty uciekł i osiadł – na tę rękę w rok najdalej przyjechalibyśmy Was odwiedzić, a potem – już by all right”29. Marynia jest najzupełniej przekonana do  tego pomysłu, usprawiedliwia go wobec rodziców i  jest najzupełniej pewna, że Witkiewicz jako przyjaciel domu pojedzie z nimi na pewno. List do S. Witkiewicza z 31 października 1881 r., tamże, s. 297. Jan Felicjan Owidzki (1852–1913), malarz z  Warszawy, studiował w  Monachium z  Witkiewiczem. Kazimierz Zalewski (1849–1915), pisarz i tłumacz, pracował razem z Sienkiewiczem w „Niwie”. 28 List do S. Witkiewicza z 2 listopada 1880 r., tamże, s. 298. 29 List do S. Witkiewicza ze stycznia 1882 r., tamże, s. 310–311. Łucjan Paprocki, malarz, powinowaty Heleny Modrzejewskiej, był razem z Sienkiewiczem w Kalifornii, gdzie wspólnie zakładali osadę Modrzejewskiej koło San Francisco. Pleasant – jeden z osadników w kanionie koło domu Modrzejewskiej. 27

78


Rozdział trzeci

Jeszcze później Sienkiewicz dzieli się z przyjacielem swoimi fascynacjami afrykańskimi i zastanawia się, czy nie powinni razem pojechać do Kamerunu, który podobno ma niezwykle zdrowy klimat. Jednak Kalifornia jest na pierwszym miejscu wśród listy celów, choć trudno się zorientować, czy wzmianki na ten temat w listach do Witkiewicza są elementami planu, czy marzeń, czy tylko żartów. Rzeczywistość jednak skrzeczy i trzyma Sienkiewicza przy codziennej pracy dziennikarskiej, której szczerze nie znosi. Korekty, rewizje, adjustacje, redagowanie cudzych knotów, uzgadniania z  cenzurą, intrygi, próby przekupstwa, fatalna opinia, jaką o dziennikarzach ma społeczeństwo – wszystko to irytuje go niepomiernie: „Żeby oni wiedzieli, ci, z którymi się kłócę o „Słowo”, jak ja głęboko mam w dupie te wszystkie rzeczy, które oni za wielkie uważają, którymi się zajmują, którymi zapełniają życie, a z nimi jak głęboko mam w dupie i „Słowo”, i „Wiek”, i „Niwę”, i całą tę prasę, która się kręci koło jednego nic. A  choćby miała znaczenie, choćby była ważna, choćby musiała dotykać kwestii życiowych, to  Bóg widzi, że  ja nie jestem od  prasy. Mnie co  innego zajmuje. Kręcę się, bo  muszę, bo  trzeba coś robić i  zapewnić sobie życie. Robię, jak umiem i mogę najlepiej, ale ze śmiertelną niechęcią ukrytą w duszy do roboty”30. Jadwiga jest w  ciąży. „Jeśli będziem mieć syna – będzie Stanisław – córka Jadwiga” – zapewnia przyjaciela na  miesiąc przed rozwiązaniem. Ale Łaciaty – jak nazywa spodziewanego potomka – urodzi się 15 lipca 1882 r., w  dzień imienin ojca i  zostanie Henrykiem juniorem, z  drugim imieniem po dziadku – Józefie. Witkiewicz omijając Warszawę, jedzie z Monachium do siostry mieszkającej w  litewskich Syłgudyszkach, ale Sienkiewicz stale namawia go do powrotu i spotkania, oferując mieszkanie u siebie i rozmaite inne atrakcje: „Wracaj i Ty. Będziem razem złorzeczyć Bogu, naturze i ludziom”31. A potem korespondencja się urywa. Zapewne więc się spotkali – i doszło do zerwania przyjaźni, przynajmniej ze strony Sienkiewicza. Co było przyczyną konfliktu, trudno jak dotąd ostatecznie rozstrzygnąć, z braku źródeł. Bardzo prawdopodobne, że jednak była to kwestia sprzedaży posiadanych przez Sienkiewicza rysunków i obrazu Witkiewicza bez zgody autora. I  może to  nie chodziło o  niechciane wspomaganie go pieniędzmi, tylko o to, że dzieła te były prezentem ślubnym dla Sienkiewiczów. A pisarz dość lekko pisze o tym, że sprzedaje je i każe odesłać pieniądze List do S. Witkiewicza z 12 marca 1882 r., tamże, s. 318. List do S. Witkiewicza z 21 września 1882 r., tamże, s. 328.

30 31

79


Rozdział trzeci

Witkiewiczowi, który przecież bez problemu namaluje mu nowe. Czyli traktuje dzieła sztuki po prostu jak towar. Po powrocie Witkiewicza z Monachium do Warszawy w jego korespondencji z rodziną pojawiają się informacje o kontaktach z rozmaitymi przyjaciółmi – i nic o Sienkiewiczu. Dopiero dramatycznie zły stan zdrowia Marii Sienkiewiczowej wywołuje ten temat w liście do rodziny: „Zaziębiła się latem, po tym się nie szanowała, a teraz jeszcze jest w odmiennym stanie; wszystko razem wywiązało bardzo niebezpieczną komplikację płucno-sercową i stan jej jest zupełnie rozpaczliwy. Biedny Henryk! jak krótko trwa najlepsze szczęście. Dwa lata nie przeszły, a traci już wszystko, co tylko miał! Nie widuję się z nimi, co jak wiecie, nastąpiło nie z mojej winy – dowiaduję się przez trzecie osoby o jej zdrowiu, bo ich zawsze kocham”32. 13 grudnia 1883 r. urodziła się córka Sienkiewiczów – Jadwiga. Jej matka umarła 19 października 1885 r. Tak jak trudno ustalić, co spowodowało rozstanie (zapewne dość dramatyczne) przyjaciół, tak trudno zinterpretować list, jaki wysłał Sienkiewicz do Witkiewicza z Wiednia 28 stycznia 1890 r. Z jednej strony, zwraca się do niego jakby znów „per pan” i „per Wy”, z drugiej – opowiadanie o własnym pobycie sprawia wrażenie, jakby kontakty między nimi były jakoś tam utrzymywane: „Carissime Domine! Mieszkanie znalazłem. Pokój dla Was zamówiony. Taniość i  elegancja. Czwartek – czekam. Pogoda niezła. Wczoraj wiatr straszny, dziś cicho. Dając adres dryndzie na Nordbahnie powiedzcie, że to naprzeciwko Ronachera N. l. Pokój zamówiłem dlatego, że lada chwila może ktoś zająć – co być może, że się jeszcze stanie (bo jeśli ktoś bierze na miesiąc lub dwa, trudno mieć za złe właścicielce, że takiego woli). Wczoraj byłem na Don Juanie. Rozkosz niewypowiedziana. Nie wiem, co dziś w teatrze. Jutro i pojutrze idę do Belwederu. Wiedeń dość miły. Ściskam Pańską prawicę. H. Sienkiewicz”33. Dziwaczna formuła listu może wynikać – jak przypuszcza Julian Krzyżanowski34 – z trudności z przełamaniem lodów po ponownym nawiązaniu znajomości. Jeśli tak, – to  ponowne nawiązanie stosun32 W. Nowakowska, Stanisław Witkiewicz o Henryku Sienkiewiczu i innych, „Życie Literackie” nr 17(587) z 28 kwietnia 1963 r., s. 4. 33 List do S. Witkiewicza z 28 stycznia 1890 r., Listy V–2, s. 329–330. 34 J. Krzyżanowski, Sienkiewicz i Witkiewicz, [w:] Pokłosie Sienkiewiczowskie, Warszawa 1973, s. 453.

80


Rozdział trzeci

ków między przyjaciółmi nastąpiło prawie na pewno w Zakopanem, może w  1890 r. Trudno sobie bowiem wyobrazić, żeby w  tak małej społeczności letników, jacy wtedy mijali się przy Krupówkach, można było zbyt długo demonstrować jakieś w  sumie pewno nieistotne fochy. Zresztą, obaj należeli do  wąskiego kręgu najbliższych przyjaciół Marii Dembowskiej i ich zakopiańskim środowiskiem była Chata, w której spotykali się niemal codziennie. Ale mimo wszystko, dawna zażyłość i  niemal burszowski luz w  stosunkach między obydwoma twórcami już nie powróciły. Trudno się zresztą dziwić: Sienkiewicz wciąż przeżywał tragedię śmierci swej ukochanej żony, był statecznym „ojcem dzieciom”, no i  – co  nie bez znaczenia – po  zakończeniu druku Trylogii już był sławnym literatem, uważanym za jednego z największych pisarzy polskich. Zresztą, nie do  końca wyjaśnione, a  dla nas nieznane w  szczegółach dawne nieporozumienia tlą się nadal, w dodatku Sienkiewicz niezbyt dobrze reaguje na rosnącą zażyłość między Witkiewiczem a dawną przyjaciółką jego zmarłej żony – Marią Dembowską, która zwłaszcza od czasu, gdy chorujący nadal na gruźlicę malarz w 1890 r. za jej zapewne namową osiadł z rodziną na stałe w Zakopanem, stała się jego muzą i główną inspiratorką działań związanych z rozwijaniem koncepcji stylu zakopiańskiego. O tym istniejącym nadal dystansie Witkiewicz pisze do rodziny jeszcze w 1891 r.: „Sienkiewicz mieszka tuż obok z PP. Szetkiewiczami. On się mało zmienia, a zawsze budzi taką samą sympatię w ludziach. Ja nie mogę być z nim jak dawniej, ale nie warczemy [!] na siebie”35. Spotykają się częściej ponownie po  powrocie Sienkiewicza z  Afryki i  w  zasadzie dawna przyjaźń odżywa na  nowo, ale jest to  uczucie niesymetryczne: Stanisław Witkiewicz nadal pisze o  nim do  rodziny tylko dobrze, z wielką atencją dla jego talentu, choć nie bez pewnej dozy ironii: „Sienkiewicz wrócił z Afryki tak odmłodzony, wypiękniony, wyprzyjemniony, że żeby nawet nie przywiózł ogonka krokodyla i rogu nosorożca, już warto było jeździć do Zanzibaru. Jest przy tym tak leniwy do pisania, że nie wiem, kiedy Ojczyzna doczeka się opisów jego podróży”36. A później: „Przyjechał tu Sienkiewicz, który coraz większe robi wrażenie na kobiety, tak że gotowe urządzać zbiegowiska, żeby go widzieć”37. List z 22 lipca 1891 r., [w:] W. Nowakowska, op. cit. List z 25 czerwca 1891 r., tamże. 37 List z 4 marca 1892 r., tamże. 35 36

81


Rozdział trzeci

Ale pisząc już na poważnie o  twórczości literackiej Sienkiewicza – w  swych doskonałych publicystycznie dziełach krytycznych o  ważnych malarzach tamtej epoki, Witkiewicz uznaje zarówno Trylogię, jak i Rodzinę Połanieckich za najwyższe osiągnięcia polskiej literatury współczesnej38. Sienkiewicz pisząc o przyjacielu, nie odwzajemnia mu się podobną kurtuazją: „Żal mi Mary, bo jak jej nie widzę, zawsze się nad nią rozczulam. Witkiewicz brzydnie mi od dawna – nie dlatego, że się kocha, bo to każdemu wolno – ale że jest w nim jakiś coraz ciaśniejszy, nowotargski [!] patos, a wkoło niego jakaś skisła zakopiańska atmosfera. Świat nie kończy się za Poroninem, a dusza to nie kwaszony ogórek w garnku. Tłumaczy go zapewne choroba, ale jest i inna przyczyna, tj. że ostatecznie pod względem twórczym jest to miernota, z wielkimi pretensjami. Inni umieją malować lepiej, a on się kwasi. Objaw u nas zwykły”39, ocenia w liście do szwagierki, Jadwigi Janczewskiej, w styczniu 1895 r. Dość dziwna jest ta kompetencja artystyczna, którą przypisuje sobie wielki twórca, ale przecież nie malarz40, tylko pisarz, w podejściu do dzieł malarskich przyjaciela. A domniemany romans Witkiewicza z Dembowską poniekąd nabrał ognia właśnie za sprawą Sienkiewicza, który parę lat później (w 1897 r.) dzięki swoim stosunkom sprawił, że Witkiewicza na koszt publiczny wysłano na jakiś czas do włoskiej Carrary, gdzie ze słynnych tamtejszych marmurów rzeźbiarz Cyprian Godebski – ich dawny kolega z salonu Modrzejewskiej – tworzył dla Warszawy pomnik Adama Mickiewicza. Obaj pojawią się w pracowni artysty, ale Witkiewicz spędzi we Włoszech dłuższy czas, by w końcu zaopiniować projekt (zlecony Godebskiemu za sprawą Sienkiewicza bez konkursu) pozytywnie. I  to  właśnie tam, „zmuszony” niejako przez Sienkiewicza do  kilkutygodniowego przebywania we Włoszech (pisarz chciał, by schorowane płuca przyjaciela wypoczęły w  italskim klimacie41), Witkiewicz tęsknił bardzo 38 Chodzi o  książki Witkiewicza Juliusz Kossak, Lwów 1906 i  Aleksander Gierymski, Lwów 1903, por też. J. Krzyżanowski, Pokłosie Sienkiewiczowskie, op. cit., s. 462–463. 39 List do J. Janczewskiej z 11 stycznia 1895 r., Listy II–3, s. 132. Albo Sienkiewiczowi po  latach zmienił się gust, albo – co  bardziej prawdopodobne – pisał to  w  jakimś rozdrażnieniu, bo  przecież jeszcze niedawno uważał Witkiewicza za genialnego malarza, zajmował się nawet sprzedażą jego obrazów i szeroko wychwalał jego twórczość: [...] salon ciemnoczerwony, na nim zaś szkice wyborne – boski je robił Witkiewicz. „Obraz Twój jest świetny [...]” – list do S. Witkiewicza z 20 września 1881 r., Listy V–2, s. 285. 40 Ale żywo interesujący się sztuką, a nawet ozdabiający swoje listy wcale udanymi rysunkami. 41 O  szczegółach tej „konspiracji” pisze Sienkiewicz w  liście do  Konstantego Marii Górskiego z  23 listopada 1897 r.: „Było nas w  Carrarze trzech członków Komitetu i dwóch delegatów artystycznych. Marconi ze Lwowa i Witkiewicz. Dla Witkiewicza była to okoliczność nadzwyczaj pomyślna, bo możność usługi w sprawie publicznej i możność

82


Rozdział trzeci

do Dembowskiej i zaczął pisać gorące listy miłosne do przyjaciółki, uchylając potomnym nieco rąbka tajemnicy tego dziwnego związku42, który miał swój początek w Meranie, gdzie „czarna Mara” towarzyszyła narzeczonej Sienkiewicza, którego zalety obu paniom rekomendował właśnie Witkiewicz. Jeszcze później, gdy Stanisław Witkiewicz, wymęczony gruźlicą, reumatyzmem i  problemami kardiologicznymi, osiądzie – w  towarzystwie Marii Dembowskiej w nadadriatyckim Lovranie, Sienkiewicz załatwi mu wypłacane przez sześć lat stypendium z  funduszu noszącego imię jego pierwszej żony, Marii Szetkiewiczówny, i to w taki sposób, żeby drażliwy na tym punkcie i odrzucający wszystkie formalne propozycje pomocy Witkiewicz myślał, że to kwoty, pochodzące ze środków… Dembowskiej oraz siostry Eugenii. W tamtym, lowrańskim okresie Sienkiewicz jeszcze bardziej nie lubi chowanego na  geniusza syna Witkiewicza43, który mając już lat bez mała 25, wciąż jest na utrzymaniu matki, a także „odsysa” na  swoje potrzeby, dzięki ojcu, część Sienkiewiczowskiego stypendium, nie umiejąc czy nie chcąc w  jakikolwiek sposób samemu przyczynić się do zarobienia jakichkolwiek pieniędzy. Jak wiemy, sytuacja taka potrwa jeszcze kilkanaście lat… Tymczasem w latach 90. XIX w. właśnie młodzi Sienkiewiczowie stali się najbliższymi towarzyszami zabaw, a  później turystyki tatrzańskiej Witkiewicza juniora, zaś Dzinka, czyli Jadwiga Sienkiewiczówna, jest ulubienicą „wuja Stacha”, czemu on daje często wyraz w listach do rodziny44, a ona go wprost uwielbia, kibicując mu podczas procesu o Bagno, a potem, wspólnie z Dembowską, opiekując się nim w Lovranie w 1908 r. Jak wiemy, Henryk Sienkiewicz trzymał się z  daleka od  konfliktów społecznych, które ujawniły się w Zakopanem ze szczególną mocą z początkiem XX w. Symbolami stron konfliktu dotyczącego kwestii sporów poratowania zdrowia, gdyż zażądaliśmy, aby dla sprawozdań Komitetowi posiedział gdzieś na  brzegu, w  Sestri lub Nervi. A  co  się jednak trzeba było natańcować, nim się to udało zrobić! Były chwile, że już mi ręce opadały. Nie chciał wziąć tysiąca rubli na wyjazd, bo dowiedział się, że my jedziemy na własny koszt. Com się musiał natłomaczyć, że członkowie nie mogą szafować pieniędzmi dla siebie, ale mogą i muszą dla delegatów. Zgodził się wreszcie pod warunkiem, że pieniądze zwróci – i na to musieliśmy przystać”. Listy I–2, s. 301. 42 Patrz T. Stala, List Stanisława Witkiewicza do  Marii Dembowskiej, „Wierchy” 1976, t. 45, s. 262–265. 43 J. Szczublewski, Żywot Sienkiewicza, Warszawa 1989, s. 379, 392. 44 „Dzineczka jest czymś zupełnie niezwykłym, jaka prostota, jasność i jakaś mądra dobroć. Śliczne i kochane dziecko”. List z 27 czerwca 1897 r., [w:] W. Nowakowska, Stanisław Witkiewicz…, op. cit.

83


Rozdział trzeci

między lokalnymi władzami a przyjezdną inteligencją byli dr Andrzej Chramiec, lekarz i  właściciel wielkiego zakładu leczniczego, a  także pierwszy lekarz klimatyczny i później wójt Zakopanego, oraz właśnie Stanisław Witkiewicz. Sienkiewicz cenił Chramca jako lekarza i z jego sugestii u  Chramca leczyła się jego teściowa, a  i  on  sam planował osiąść na  jakiś czas w zakładzie przy Chramcówkach, dla wyleczenia nerwów i zlikwidowania permanentnego przemęczenia, wywołanego pracą literacką. Plany te jednak nie zostały zrealizowane. Ale po publikacji Witkiewicza pt. Bagno, opisującej w 1903 r. sytuację we władzach zakopiańskich – całkowicie popierał punkt widzenia Witkiewicza. Kibicował mu, co prawda, tylko z daleka – mieszkał wtedy w Oblęgorku – i śledził proces, jaki Witkiewiczowi wytoczył dr Jan Gaik, szwagier Chramca, oskarżając go o zniesławienie, ale po wygranej przyjaciela opisał swoje stanowisko w obszernym liście, który warto zacytować w całości, by poznać punkt widzenia Sienkiewicza na ówczesne spory zakopiańskie, a i zobaczyć jaki stosunek do Witkiewicza miał autor Trylogii i jego 20-letnia wówczas córka: „Drogi Stachu Wiadomość o  twoim zwycięstwie doszła na  koniec przez dzienniki i  listy do  Oblęgorka, w  którym siedzę od  dziewięciu dni jak Robinson. Ponieważ w  chwilach wolnych od  innych zajęć zajmuję się czytaniem Merciera (Bibl[ioteka] Neo-scholastyczna), przeto z  dokładnością scholastyczną wypisuję Ci, iloraką radość sprawiły mi te pomyślne wiadomości. Więc w ogóle ogromną i bajeczną, a w szczególności: I° ucieszyłem się, że zwyciężyła słuszna i dobra sprawa. II° że wygrałeś Ty, III° że przegrali Twoi przeciwnicy, IV° że to taka głęboka uciecha dla „Dziecka” i dla pani Mary, V° że  w  tym wypadku opinia publiczna nie okazała się ani marną, ani niedorzeczną. Ta radość N III, że nie tylko wygrałeś Ty, ale że przegrali Twoi przeciwnicy, nie jest wprawdzie zbyt chrześcijańska, ale trudno! Człowiek ma przecie trochę wyobraźni, więc gdy pomyślę, jakie miny muszą mieć teraz Chramiec, Gaik et Comp., nie mogę się oprzeć uczuciu zadowolenia wprost estetycznego. Jest to coś, jakby doskonale skomponowany ostatni akt komedii i myślę, że podobałby mi się on w każdym razie, nawet gdybym w tej sprawie był po stronie Chramca. Również »ciekawe«, jak mówi Wyczółkowski, jest dla mnie pytanie, co się po przegraniu takiego procesu robi! Czy się wiesza, czy się śpiewa płoche piosenki, czy się ściska ze  wzruszeniem swego adwokata i  dziękuje mu się za wymowę, czy się ma twarz ofiary, czy stoika, co się każe sobie dawać w restauracji i co się mówi po powrocie na miejsce stałego 84


Rozdział trzeci

pobytu, a raczej czy się coś rozpowiada, czy się milczy? Bo w procesach wyrok często dotyczy nie tylko jednej strony, ale w tej sprawie Twoja wygrana była zarazem absolutnym potępieniem przeciwników, a  stąd wytwarza się znów nowa kwestia: co się stanie ze sprawą Janiszewskiego, czy będzie wznowiona i jak postąpi namiestnictwo, w każdym razie wygrał i on ogromnie. Przede wszystkim jednak wygrała sprawa ogólna i wygrało Zakopane – i to jest ze wszystkiego najlepsze. Za to trzeba Ci dziękować! Dziecko przed procesem ogromnie się kłopotało – i nadzwyczaj brało sprawę do serca. Z tego powodu telegrafowałem do niej o rezultacie, ale już nie do Caux, gdyż obawiałem się, że tam jej list już nie zastanie, tylko do Monachium do hotelu Stachusa, pod adresem panny Gardiner. Może zrobiła to także pani Mara, ale nie mając pewności, wolałem wysłać wiadomość i od siebie. Wyobrażam sobie, jak Dziecko skakało do góry. Mam też podejrzenie, że strzeli jej do łepetyny, by wpaść do Was z Krakowa choćby na jeden dzień. Pieniędzy ma jeszcze pewnie dosyć, bo dobrze opatrzyłem, a z panną May robi, co chce. Babunia także rozpuszcza, ja tylko jeden nie ustępuję nigdy i trzymam krótko. Jest to wprawdzie wstrętna blaga, ale wmawiam ją, jak mogę. Powiedz pani Marze, że złotogłowy siane z nasion nie powschodziły w Oblęgorku. Widocznie nasiona były złe. Za to ten, który był przesadzony, rozwinął się nadzwyczajnie, tak że tworzy jakby krzak – i zakwitł bajecznie w  tak świetnych kolorach, jakich nigdy nie widziałem w  złotogłowach zakopiańskich. Kwiaty są też daleko większe. Co ziemia chananejska, to nie zakopiańska! Boję się tylko, że nim Dziecko przyjedzie, wszystko przekwitnie. Pysznie też kwitną tu róże. Dziś spodziewam się Babuni, a  jutro pani Janczewskiej z  »Adwardkiem«. Podobno są marni. Ucałuj ręce pani Mary ode mnie. Ściskam Cię najserdeczniej, pani Twojej ukłony, a Stasiowi pozdrowienia. Henryk Sienkiewicz”45. Autor listu wykazał się zupełną nieznajomością realiów zakopiańskich, a może w ogóle małomiasteczkowych czy koteryjnych. Witkiewicz co prawda proces wygrał, ale sprawa dotyczyła marginalnej kwestii i w całym wywodzie zawartym w Bagnie – incydentalnej. Kwestia doktora Chramca, metod i celów jego działania nie znalazła się przed sądem. Witkiewicz chciał i w tej kwestii przeprowadzić dowód prawdy, ale lwowski sąd oddalił jego 45 List do S. Witkiewicza, Listy V–2, s. 330–332. Jest to ostatni ze znanych listów Sienkiewicza pisanych do przyjaciela.

85


Rozdział trzeci

wniosek. A po powrocie do Zakopanego okazało się, że Chramiec i Gaik witani są  przez swoją kamarylę jako bohaterowie i  męczennicy. Lekarz klimatyczny, doktor Tomasz Janiszewski, którego zwolniono z  pracy pod zmyślonymi zarzutami, a faktycznie dlatego, że nie zgadzał się z Chramcem, który – jak to pokazał Witkiewicz w Bagnie – niszczył każdego lekarza, który mógłby stanowić dla niego konkurencję, nie został przywrócony do  pracy, mimo zaleceń Namiestnictwa Galicji. Sprawę, dzięki wpływom popierającego Chramca Władysława Zamoyskiego, wyciszono, ale atmosfera w Zakopanem zamiast się oczyścić – zagęściła się. Witkiewicza zaczęto atakować już nie za krytykowanie Chramca, ale nawet za jego działalność artystyczną. Wynajęci przez Chramca publicyści46 wylewali na  twórczość Witkiewicza kubły pomyj, a dziełom stworzonego przezeń stylu zakopiańskiego zakazano wstępu do zakopiańskiego kościoła. Potępiający Chramca tygodnik „Przegląd Zakopiański” został zawieszony, potem zlikwidowany, rozwiązał się patronujący pismu Związek Przyjaciół Zakopanego, a dr Janiszewski poddał się i wyjechał z Zakopanego. Potem przez wiele lat był naczelnym lekarzem Krakowa, a w Polsce niepodległej został pierwszym ministrem zdrowia (w rządzie Jędrzeja Moraczewskiego). Zakopiański klimat Witkiewiczowi najwyraźniej przestał służyć. Także zdrowotnie. W 1904 r., a więc wkrótce po procesie o Bagno, wyjechał na kilka miesięcy do Lovranu, a po chwilowej poprawie, w 1908 r. opuścił Zakopane na  stałe i  osiadł znów w  Lovranie, pod opieką swojej muzy i przyjaciółki, Marii Dembowskiej, która w międzyczasie (1893 r.) owdowiała. W pierwszym okresie w pielęgnowaniu chorego Witkiewicza „czarnej Marze” towarzyszyła Dzinia Sienkiewiczówna. Kuracja ta była trudna i  kosztowna, a  Witkiewicz miał dochody pochodzące wyłącznie z  publikacji, rzadkich i nisko płatnych. Liczne projekty domów w stylu zakopiańskich wykonywał przeważnie za darmo, traktując to jako działalność patriotyczną. Jego żona, Maria z Pietrzkiewiczów, starannie wykształcona pianistka i nauczycielka muzyki, osiadłszy z mężem w Zakopanem, imała się różnych prac47, niekoniecznie związanych bezpośrednio z jej zawodem, które nie przynosiły wielkich dochodów i w całości szły na wynajmowanie domu i utrzymanie domowników. Dopiero w końcu 1912 r. zajęła się prowadzeniem pensjonatów dla gości, co – jak wiemy – też nie przyniosło 46 „Zostałem przez Wielmożnego Pana doktora Chramca wezwany do wypowiedzenia moich zapatrywań” - L. Benedyktowicz, Ołtarz główny w Zakopanem, „Giewont” nr 6 z 6 sierpnia 1902 r. 47 Więcej o Marii Witkiewiczowej – patrz M. Pinkwart, Wariat z Krupówek, Nowy Targ 2015, s. 31 i nn.

86


Rozdział trzeci

kokosów, ale pozwoliło na utrzymanie jej i także niezarabiającego syna. Koszty utrzymania Stanisława Witkiewicza w Lozannie wzięła na siebie oficjalnie siostra malarza, Eugenia, co zostało ostatecznie zaakceptowane, ale i  to  z  poczuciem dyskomfortu: szalenie drażliwy na  punkcie własnej niesamodzielności finansowej Witkiewicz uważał, że został zmuszony do  życia z  jałmużny48. Sienkiewicz dobrze pamiętał awanturę, jaką wywołał przed laty fakt sprzedania przez niego kilku obrazów Witkiewicza i przesłanie mu za to honorarium. W tej sytuacji, nie chcąc też angażować swoich prywatnych środków, co  byłoby jeszcze gorzej przez Witkiewicza przyjęte, wysuwa kandydaturę przyjaciela, a następnie sam ją zatwierdza na stypendystę funduszu im. Marii Sienkiewiczowej. Zgodnie ze statutem ani nazwiska kandydatów, ani decyzje o przyznaniu funduszy nie były ogłaszane publicznie. Ponieważ zaś Witkiewicz poza gruźlicą cierpiał na reumatyzm, wypłacająca pieniądze rada fundacji dostaje wiadomość, by przekazywała pieniądze na ręce Dembowskiej, ona też ma kwitować odbiór funduszy, bo on nie może tego zrobić. Ona też prowadzi w Lovranie gospodarstwo, więc Witkiewicz nigdy prawdopodobnie się nie dowiedział, że pobyt w Lovranie zawdzięczał Sienkiewiczowi. Stypendium było wypłacane od 1909 do 1915 roku, czyli do śmierci twórcy stylu zakopiańskiego49. Do grona wspólnych przyjaciół rodzin Witkiewicza i Sienkiewicza należeli też Korniłowiczowie. Edward Korniłowicz był jednym z lekarzy Sienkiewicza, a jego syn, Tadeusz Korniłowicz (1880–1940), lekarz, oficer, znany taternik i działacz ochrony przyrody, był szczególnym miłośnikiem twórczości Stanisława Witkiewicza, i towarzyszem dzieciństwa Stanisława Ignacego Witkiewicza. Po śmierci Witkiewicza w Lovranie opublikował cenne wspomnienie o nim w „Pamiętniku Towarzystwa Tatrzańskiego” 1915/1916, a  także zestawił pierwszą bibliografię jego prac. Rodzina Korniłowiczów miała w  Zakopanem sporą posiadłość na  Bystrem pod Nosalem, której ozdobą była zbudowana w  1907 r. niewielka kapliczka, zaprojektowana 48 „[...] mnie serce boli, że nie mogę nic Wam pomóc, będąc niedołęgą, żyjącym z »elmozyny«, jak mówiła babka Chełmońskiego”, S. Witkiewicz, Listy do syna, Warszawa 1969, s. 540, list z 23 lutego 1912 r. 49 Stypendyści otrzymywali ok. 2000 koron rocznie (stypendium wypłacano z odsetek od kapitału zakładowego 15 750 rubli, przekazanych Sienkiewiczowi przez anonimowego darczyńcę), Witkiewicz był najdłużej (6 lat) finansowanym z tego funduszu artystą. Po nim jeszcze przyznano w 1916 r. stypendium K. Tetmajerowi, a w wyniku rezultatów I wojny światowej fundację zlikwidowano, bo straciły wartość obligacje, które stanowiły podstawę kapitału. Zob. J. Krzyżanowski, Stypendium Sienkiewiczowskie w Akademii Umiejętności, [w:] Pokłosie Sienkiewiczowskie, op. cit., s. 473–483.

87


Rozdział trzeci

przez Stanisława Witkiewicza w stylu zakopiańskim50. Przed I wojną światową u Korniłowiczów mieszkał Stefan Żeromski z rodziną, a także etnolog Bronisław Piłsudski, brat Józefa. W 1923 r. za Tadeusza Korniłowicza wyszła za mąż Jadwiga Sienkiewiczówna i razem zamieszkali w Korniłowiczówce. W 1935 Korniłowicz został przewodniczącym Komitetu Witkiewiczowskiego, organizującego obchody 20-lecia śmierci autora Na przełęczy. Jego działania surowo potępiał Stanisław Ignacy Witkiewicz, widząc w nich pomniejszanie zasług jego matki, a gloryfikację Marii Dembowskiej51. W  1892 r. Henryk Sienkiewicz przyjeżdża do  Zakopanego (znów do  Zofii Zborowskiej) z  początkiem roku na  pięć dni, potem spędza w Krakowie karnawał (ale pracowity, bo dalej pisze Listy z Afryki), 2 marca wraca pod Giewont na prawie dwa tygodnie – ale nie wywozi najlepszych wspomnień, bo jak zwykle ma kłopoty z żołądkiem. Skutki zatrucia kuchnią zakopiańską będzie odczuwał przez przeszło kwartał. Narzeka też na ból gardła, ale bierze się do pracy i dość szybko pisze nowelę Jak we śnie, która ostatecznie ukaże się pod tytułem U źródła. W  kwietniu Sienkiewicz przebywa w  Wiedniu, a  w  czerwcu kuruje się w Karlsbadzie, przemykając wśród licznych tu Polaków. Napisana w  Zakopanem nowela ukazuje się w  dostępnych tu  polskich pismach, a poza tym nadal ściga go sława autora Bez dogmatu, która to powieść zyskała popularność także w niemieckojęzycznej części Europy. Podobnego uwielbienia doznawała powieść, jej kochliwy bohater, Leon Płoszowski, i  jej autor, Henryk Sienkiewicz, na  terenach Rosji i  Ukrainy. Zachwycał się nią Tołstoj i jego rodzina, zachwycali się Polacy osiedli za Dnieprem. Powieść i  nimb nieco lukrowanego romantyzmu, jaki zaczął otaczać jej przystojnego autora, dotarły również do Odessy, gdzie w luksusowej willi mieszkała bogata polska rodzina kresowa: spokojny i  zrównoważony, oczytany i dowcipny milioner Konstanty Wołodkowicz, jego mocno snobistyczna i nadaktywna żona, Helena z Drzewieckich, i ich przybrana córka Maria, która trafiła do  sierocińca prowadzonego przez zakonnicę Marię Drzewiecką, siostrę Heleny, jako córka Anieli z  Zasławskich i  polskiego generała w  służbie carskiej Józefa Romanowskiego. W  plotkach, powtarzanych nawet przez Sienkiewicza, Marynuszka – jak ją nazywano – była rodzoną, choć nieślubną, córką Heleny Wołodkowiczowej. 50 Kapliczka spłonęła niemal doszczętnie w  nocy z  10 na  11 maja 2003 r. wskutek ludzkiej nieostrożności (zostawiono palące się pod nią znicze w czasie wiatru halnego). Odbudowano ją w sierpniu tego samego roku. 51 S.I. Witkiewicz, Listy II, Warszawa 2014, s. 109 i 111. A tak naprawdę, był to przejaw gorącego uczucia, jakie do Witkiewicza żywiła Dzineczka Sienkiewiczówna.

88


Rozdział trzeci

Rzeczywiście, matka – przybrana czy rodzona, nieważne – kochała ją miłością wielką i zaborczą, rozpieszczała jak dziadowski bicz, kierowała każdym jej krokiem, a gdy dziewczyna dorosła, chciała ją idealnie wydać za mąż. Nie szukała epuzera z pieniędzmi – tych Marynuszka miała dość od papy. Szukała kogoś znaczącego i pod względem towarzyskim ważnego. Kandydatem idealnym był sławny pisarz, stateczny wdowiec, o 28 lat starszy od Marii Romanowskiej-Wołodkowiczówny (1874–1966). W miarę zdrowy, choć już dobiegający pięćdziesiątki, włóczęga w  zasadzie bez stałego domu, dzieci częściowo odchowane, w  dodatku pozostające pod opieką rodziny zmarłej pierwszej żony, i jak wszyscy wiedzieli – wrażliwy na uroki pięknych kobiet. A Marynuszka była piękna, zadbana, niegłupia – bo i o salonową edukację przybranej córki rodzice zatroszczyli się należycie. Więc trzeba było tylko doprowadzić do spotkania. O to było nietrudno – wspólnych znajomych było aż nadto. Trzeba było tylko ruszyć się z Odessy do Krakowa, gdzie mieszkała ciotka Marii – Zofia Wołodkowiczowa. Okazja nadarzyła się pod koniec 1891 r., kiedy to w salonie pięknej pani Marii (oczywiście, Marii…) Zakrzewskiej odbył się raut na cześć Sienkiewicza, podczas którego był emablowany przez wszystkie starsze panie, a najbardziej – przez miłośniczkę z Odessy, Helenę Wołodkowiczową. Z jej córką nie zamienił ani słowa, ale nie tylko ją zauważył, ale dokładnie zapamiętał, jak podczas tego spotkania była ubrana. Ten właśnie strój – biała suknia ozdobiona fiołkami – był niemym wyznaniem uczucia, może nie tyle dla pisarza, ile jego dzieła: tak właśnie wyglądała Anielka, kiedy pierwszy raz zobaczył ją bohater Bez dogmatu. Urodę Marynuszki Sienkiewicz da potem Maryni Połanieckiej, choć wdzięk i charakter bohaterka nowej powieści odziedziczy po pierwszej żonie Sienkiewicza. „Te panie” – jak Wołodkowiczową z córką będzie często potem nazywał – rewizytuje nazajutrz w pałacyku ciotki Zofii – i na tym w zasadzie poprzestaje. Kraków, oczywiście, plotkuje na  ten temat, bo  krakowskie panie już są  pewne, że  Sienkiewicza udało się usidlić. Ale on  pokpiwa sobie z tego i po kilku pobytach w Zakopanem i Wiedniu trafia, jako się rzekło, do  Karlsbadu, gdzie przebywa już papa Marynuszki – Konstanty Wołodkowicz (który okazuje się być entuzjastą literatury), a  „te  panie” mają przyjechać lada dzień. No i  doszło zapewne do  planowanej przez nie konfidencji, choć znamy raczej opis jej skutków, niż realny przebieg. Byli razem – naturalnie, tylko na spacerach i spotkaniach towarzyskich – przez 10 dni, po czym Wołodkowiczowie pojechali do Gasteinu, żeby tam spacerować śladami Płoszowskiego z Bez dogmatu, a Sienkiewicz umknął do Zakopanego. Tu Marynuszka zasypuje go lawinami listów. 89


Rozdział trzeci

„Otrzymuję listy od pani, po  pięć arkusików – z  całymi studiami psychicznymi: jest smutna, martwi się, tęskni; czasem mówi, że nie kocha, a gdy nie ma listu ode mnie – to rozpacz, oskarża się przed mamą i w dzienniku; mama nie rozumie, trapi się, pyta, co to znaczy – a panienka znów tęskni, znów się oskarża etc. Mama następnie pyta, czy w  razie jej śmierci wziąłbym panienkę. Panienka znów przesyła dary Heniowi, Dzini – dopisuje się do listów matki etc. Na koniec mama pyta, czy mają przyjechać do  Zakopanego – i  że  w  tym względzie pójdzie stanowczo za moją radą, potem powtarza pytanie co do swojej śmierci, a na koniec prosi mnie, jako wszystkowiedza, żebym powiedział, jak się robi serwatka. [...] Wszystko razem znaczy to, że gdybym chciał wyzyskiwać te panie i zrobić dobrą partię – tobym mógł zrobić – i prócz tego urabiać je w ręku jak wosk”52. Biedny, naiwny, starszy pan… Przecież każdy gołym okiem widział, że to on jest urabiany jak wosk. „Te panie” chciały jechać za nim do Zakopanego, ale na szczęście im to wyperswadował: ma tu swoich znajomych i swoją robotę. Ale codziennie chodzi na pocztę i w okienku dowiaduje się, że  urzędnik, ekspediujący jego listy, też się nazywa Płoszowski. Pisarz musi odpowiadać na pytania, w jakim stanie ekonomicznym jest wymyślony przez niego szlachecki majątek Płoszów, do którego chciałby się przyznać poczmistrz53. W prasie pojawia się, zapewne inspirowana przez samego Sienkiewicza, wzmianka o tym, że pracuje on nad nową powieścią, której akcja będzie związana z  walkami z  zakonem krzyżackim. Ale na  razie to  pieśń przyszłości. Lipiec i  sierpień 1892 r. spędza w  Zakopanem, tym razem w domu Trzebuni54 i myśli nad przeczytaną niedawno we francuskim oryginale powieścią Ernesta Renana Życie Jezusa, pewno dyskutuje na  jej temat w Chacie Dembowskich. We wrześniu jest znów w Zakopanem i pisze tu  nowelę Pójdźmy za nim. To  pierwsza przymiarka do  tematu Quo vadis. W Europie szaleje cholera, ale jak zapewniają go lekarze, i on, i jego dzieci w Zakopanem są bezpieczni. List do J. Janczewskiej z 6 sierpnia 1892 r., Listy II–2, s. 489–490. List do J. Janczewskiej z 6 sierpnia 1892 r., Listy II–2, s. 491. 54 Prawdopodobnie chodzi o dom Anieli Trzebuni przy górnych Krupówkach, położony nieco poniżej dzisiejszej Okszy. Dom ten nosił nazwę Anielówka i powstał w 1888 r. Dziś jest tu restauracja Mała Szwajcaria, ul. Zamoyskiego 11 – Listy V–2, s. 425; „Almanach Tatrzański” 1894, s. 5. Trzebuniowie mieli jeszcze inne domy: przy (dzisiejszej) ul. Sienkiewicza i przy Przecznicy (dziś ul. Witkiewicza), ale z korespondencji wynika, że pisarz codziennie odwiedzał Dembowskich, co nie byłoby zapewne możliwe, gdyby mieszkał w innej części Zakopanego. 52

53

90


Rozdział trzeci

Wychodzące w Zakopanem kolejne pismo, „Kurier Zakopiański”, już w pierwszym numerze odnotowuje lipcowy przyjazd Sienkiewicza, a  pierwszy artykuł poświęca wizycie pod Giewontem czeskiego pisarza Edwarda Jelínka (1855–1897), wielkiego miłośnika Polski i Polaków, a szczególnie Tatr i Zakopanego, czemu dawał wyraz w licznych artykułach i większych publikacjach. Specjalnie wybrany komitet pod przewodnictwem Walerego Eljasza zorganizował Jelínkowi wiec powitalny, który odbył się 25 lipca 1892 r. w Dworcu Tatrzańskim. Gość otrzymał prezent w postaci 20 grafik z widokami Tatr i Pienin w ozdobnej szkatułce, a  następnie na  jego cześć na  polanie przed kasynem Towarzystwa Tatrzańskiego odbył się pokaz tańców góralskich. Pismo odnotowało, że „na obchodzie widzieliśmy także Henryka Sienkiewicza, który usiadłszy na trawie obok tańczących górali, długą chwilę im się przyglądał z widocznym zajęciem”55. Skutkiem tej wizyty było opublikowanie przez Jelínka broszury Zakopané v polských Tatrach (Praha 1893 r.) oraz zawarcie przyjaźni z Sienkiewiczem, której wyrazem był… prezent dla małej Dzinki w postaci pięknej czeskiej lalki oraz wymiana korespondencji między pisarzami. W odpowiedzi na prezent i list Jelínka Sienkiewicz pisze z Zakopanego do Pragi: „Wszyscy tu Pana wspominamy i żałujemy, że Pan wyjechał, zwłaszcza że pogoda teraz daleko lepsza i słońce nie należy do nadzwyczajnych zjawisk. Wczoraj przyjechało całe towarzystwo czeskie, które jutro udaje się w góry. Panie tutejsze są tego zdania, że Pan powinien był stanąć na czele. [...] Dzieci zasyłają Panu ukłony i uściśnienia rąk, moi teściowie i wszyscy znajomi również. Zostaję z przyjaźnią i poważaniem Henryk Sienkiewicz”56. Po  przedwczesnej śmierci Jelínka, z  inicjatywy Henryka Sienkiewicza w obecności podobno ok. 700 gości, 7 sierpnia 1897 r. w Dolinie Strążyskiej w Tatrach wmurowano poświęconą mu metalową tablicę pamiątkową57, a  27 lipca 1899 r. także dzięki Sienkiewiczowi nad tablicą umieszczono płaskorzeźbę – medalion z wizerunkiem pisarza, zaprojektowany rok wcześniej przez Leona Wyczółkowskiego, a wykonany przez Tadeusza Breyera. Na uroczystości odsłonięcia rzeźby przemawiał Henryk Sienkiewicz, który wcześniej – poprzez komitet zaprzyjaźnionych Jelinek w Zakopanem, „Kurier Zakopiański” nr 2 z 29 lipca 1892 r., s. 3. List do E. Jelínka z 11 sierpnia 1892 r., Listy III–1, s. 50. 57 W Zakopanem, „Kraj” nr 32 z 8 sierpnia 1897 r., s. 19. 55

56

91


Rozdział trzeci

pań, zapewne z Marią Dembowską jako główną animatorką życia społecznego – zorganizował publiczną zbiórkę pieniędzy na pokrycie kosztów tego przedsięwzięcia58. We wrześniu 1892 r. spotyka się z „tymi paniami” w Krakowie i już, już doszłoby do stanowczej deklaracji, gdyby nie to, że sam jeszcze zwleka i  ucieka w  chorobę, którą stanowczo zaraz, natychmiast musi jechać leczyć do Kaltenleutgeben – wypróbowany sposób z czasów narzeczeństwa z Babską; Wołodkowiczowie tymczasem wracają nad Morze Czarne, wierząc, że wystarczy tylko poczekać, a czas zrobi swoje. Marynuszka może czekać – ma dopiero 18 lat; to raczej Sienkiewiczowi powinno się spieszyć. A on, wzmocniony leczniczymi kąpielami, stawia zadziwiająco trafną diagnozę obecnej sytuacji: „[...] w ogóle nie wierzę, by ktoś mógł się naprawdę zająć tak starą i  żółtą małpą, jak ja. Co  do  oddania mi ręki, to inna rzecz. To by się mogło zdarzyć z powodów ambicji, miłości własnej etc., etc.”59. Diagnoza jest trafna, ale mimo tego, że sam ją wymyślił – bynajmniej się do  niej nie stosuje. Zbiera się na  odwagę i  pod koniec roku wyjeżdża do Odessy oświadczyć się o rękę Marynuszki. Przepych willi, uroda i piękne stroje panny, urok miasta skłaniają go do ostatecznej deklaracji. Maria się waha, matka wierzy, że  Sienkiewicz Marynuszkę, oczywiście, uszczęśliwi, papa się dystansuje: „Rób jak chcesz. Ale to nie jest mąż dla ciebie. Będziesz mu co wieczór gotować rumianek”60. Jednak plany pani Heleny muszą zostać zrealizowane. Nowy rok 1893 witają w Odessie, Henryk i Marynuszka - już jako narzeczeni. W styczniu wracają razem do  Krakowa. Sielanka trwa. Znajomi Sienkiewicza i  jego przyjaciółka, szwagierka Jadwiga Janczewska, nie mogą zrozumieć, jak mogło do  tego dojść. W  połowie lutego Sienkiewicz z  Wołodkowiczami wyjeżdżają razem do włoskiego Nervi. Na Riwierze Liguryjskiej zapowiada się piękna wiosna.

Z Zakopanego, „Kraj” nr 33 z 15 sierpnia 1897 r., s. 17; List do A. Černego z 1898 r., Listy I–1, s. 180. 59 List do J. Janczewskiej z 7 października 1892 r., Listy II–2, s. 496. 60 B. Wachowicz, Marie jego życia, op. cit., s. 341. 58

92


H. Sienkiewicz. Fotografia z archiwum Książnicy Pomorskiej

289


290

Dawny dom ks. Józefa Stolarczyka (Księdzówka), dziś ul. Chałubińskiego 37 (stan obecny)


291

Chata Dembowskich. Dom dziś nie istnieje - został rozebrany w 1942 r. Obecnie w pobliżu znajduje się budynek pod adresem Zamoyskiego 30b. Fotografia z archiwum Muzeum Tatrzańskiego


292 Rezydencja Sienkiewiczรณwka, dziล› ul. Zamoyskiego 28 (stan obecny)


293

Dom Tytusa Chałubińskiego, dziś ul. Zamoyskiego 33. Fot. A. Szubert, 1885 r. Zbigniew Moździerz „Architektura i rozwój przestrzenny Zakopanego 1600–2013”


294

Willa Anielówka, własność Anieli Trzebuniowej, zdjęcie z 1902 r. Zbigniew Moździerz „Architektura i rozwój przestrzenny Zakopanego 1600–2013”. Dziś pod tym adresem (ul. Zamoyskiego 11) znajduje się restauracja „Mała Szwajcaria”


295

Hotel Stamary, dziś ul. Kościuszki 19 (stan obecny)


Pensjonat Liliana. Dom ten dziś nie istnieje – spłonął w 1980 r. Obecnie w tym miejscu znajdują się bloki przy ul. Gimnazjalnej. Reklama z czasopisma „Zakopane” z 1907 r.

296


297

Willa Jadwiniรณwka, obok Chaty Dembowskich (stan obecny)


H. Sienkiewicz z synem Henrykiem Józefem i córką Jadwigą nad Czarnym Stawem Gąsienicowym latem 1894 r. Archiwum Marii Korniłowiczówny

298


H. Sienkiewicz w Zakopanem z dziećmi i jamnikiem Wykopem, 1895 r. Archiwum Marii Korniłowiczówny

299


300

H. Sienkiewicz z dziećmi w Chacie w Zakopanem. Autor fotografii: S. Witkiewicz. Fot. z archiwum Muzeum Tatrzańskiego


301

H. Sienkiewicz i S. Witkiewicz oraz L. Marconi i M. Radziwiłł u C. Godebskiego w Carrarze. Fot. z archiwum Muzeum Tatrzańskiego


Jadwiga z Szetkiewiczรณw Janczewska, Maria z Sobotkiewiczรณw Dembowska, Maria z Szetkiewiczรณw Sienkiewiczowa, 1870 r.

302


Wacław Boratyński, pocztówka z 1930 r. - Górale w wąwozie karpackim

303


304

H. Sienkiewicz, portret rysowany przez Leona Wyczółkowskiego w Zakopanem w 1899 r. w prezencie dla Jadwigi Sienkiewiczówny

"Zakopane Henryka Sienkiewicza" M. Pinkwart  

Książka Zakopane Henryka Sienkiewicza ukazuje związki najbardziej znanego polskiego pisarza z uzdrowiskiem pod Giewontem, szczegółowo przeds...

"Zakopane Henryka Sienkiewicza" M. Pinkwart  

Książka Zakopane Henryka Sienkiewicza ukazuje związki najbardziej znanego polskiego pisarza z uzdrowiskiem pod Giewontem, szczegółowo przeds...

Advertisement