Issuu on Google+

.

20 lat zlotej ery garazowego grania w Grodzisku Wielkopolskim w latach 1993 2013

1


Od autorów. . Trzymajcie oto w ręku „Złote Garaze” – wydawnictwo dokumentujące muzykujące zespoły gitarowe w Grodzisku Wielkopolskim, w latach 1993-2013. Większość zespołów była nam znana. Okazało się, . ze o istnieniu kilku zespołów zupełnie zapomnieliśmy a o innych nie mieliśmy bladego pojęcia. Jako punkt wyjściowy obieramy działalność zespołu Butelsi, który grał covery, a którego gitarzystą był Robert Graczyk. Ten skład oraz występ Roberta z perkusistą, podczas WOŚP 1993r., wydają się być . zalązkiem tego, co miało nastąpić w kolejnych latach. . O sile wrazenia, jakie wywierały występy tych składów wspomina Bartek „Rzaba” Przybylski, basista Taboreda – pierwszej punkowej kapeli w Grodzisku Wielkopolskim. Z kolei działalność zespołu Tabored miała niebagatelne znaczenie dla chłopaków, którzy niedługo potem zaczęli grać jako „Tchaykovsky Band”. Podobnie było w przypadku powstających później zespołów. Jedni byli motywacją, inspiracją i zachętą do grania dla kolejnych. . . Bardzo mozliwe, ze nie dotarliśmy do absolutnie wszystkich składów. Zrobiliśmy co w naszej mocy. W kilku przypadkach członkowie zespołów nie byli zainteresowani współpracą z nami. Tym, którzy nam pomaga. li przy przygotowaniu “Złotych Garazy” z całego serca dziękujemy i pozdrawiamy.

Podziękowania: Andrzej Gruch, Andrzej Niemyt, Bartłomiej Duda, Bódzig, Deyna, Dominika Kościelniak, Froniu, Jakub . Małecki, Krzysztof Nowakowski, Krzysztof „Zuk” Brudło, Laura von Glick, Marcin „Maniek” Mańkowski, Mikołaj Czechowski, Mikołaj Kosicki, Monika Pelc, Natalia Wróbel, Norbert Jankowski, Paweł Nowak, Paweł Tomczak, Robert Graczyk, Rzaba, Siekiera, Wojtek Tomczak, Yareck 2


, SPIS TRESCI

04. 08. 16. 18. 24. 28. 34. 42. 43. 44. 47. 48. 52. 54. 56. 58. 62. 66. 70. 72. 74. 76. 78. 79.

Tabored Tchaykovsky Band X-homo Obiłankenobi Wild Nature das Fantastisze Szwajne Orgasmus Cadavers Sheep Shit/Pendemnabendem Hindenburg Łapu Capu Pink Candy Los Grandes Rudeboys Nutrie z Nienacka Teren Prywatny Fluorescencyjna Mózgownica Ex Uaj Zed Train Ramp Save Your Heaven 665 . Załozenie Exclusion Stroposfera/Dwa bez WM Canina Rosa the Clou

*wszytkie zdjęcia pochadzą ze zbiorów zespołów i za ich zgodą zostały opublikowane. 3


tabored

RZABA: W czasach, gdy w naszym mieście działały takie knajpy jak Don Pedro, Hasta Maniana i Tawerna, powstał zespół Tabored, który grał po prostu punka, chyba jako . pierwszy w Grodzisku Wielkopolskim. Kapela załozona została przez Budziga, Fokę, i Rzabę, trójkę kumpli ze szkoły, do których wkrótce dołączył Klaxon. . Impulsem do załozenia grupy był słynny koncert . grodziskiego bandu Butelsi. Stwierdziliśmy, ze my . tez razem pogramy, ale musimy się trochę bardziej . sprzętu. Z zbuntować. Nie mieliśmy niestety za duzo trudem i mozołem go zbieraliśmy. Na przełomie 1994 i 1995 roku nie było prosto dla młodego człowieka . w Poznaniu kupić gitarę czy perkusję. Nie dosyć, ze był chyba jeden sklep, to jeszcze kaski było brak. Zaczęliśmy więc od bębnienia na garnkach, darcia mordy i wygrywania trzech akordów na gitarze akustycznej. Później pod swoje skrzydła przyjął na miejscowy Dom Kultury. Zostaliśmy z niego wyrzuceni po zaledwie kilku próbach i rozpierdoleniu kabla, czy tym podobnej pierdoły. Po prostu nikomu tam nie . pasowaliśmy, gdyz na nasze próby przychodziła liczna załoga. Graliśmy punka, nie przejęliśmy się zbytnio . tym wydarzeniem i zeszliśmy do prawdziwego garazu. Wówczas do kapeli dołączył Shaman. Ze sprzętem nadal było kiepsko, ale dorobiliśmy się perkusji i gitar. Zakupiona została od Karawany m.in. słynna gitara Kosmos i fuz z lodówki (robiła za szafę). Problem stanowiły wzmacniacze. Gitary podłączone były do starego radia. . Próby były super. Za kazdym razem ktoś z załogi na . nie wpadał. Z tego garazowego okresu pochodzą wszystkie nasze zachowane nagrania, które niestety są kiep. . skiej jakości. Nagrywaliśmy je na zywo. Zero ściezek i miksowania. Tworzyliśmy swoją własną muzykę. Powstały takie utwory jak Policjant, Fabryki, Kuch. nia Polska. Poniewaz kawałków własnej roboty nie było 4


. . zbyt duzo postanowiliśmy grać takze covery znanych polskich punk zespołów. . Pierwszy koncert zagraliśmy tuz po zawiązaniu się zespołu w ramach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Koncert zresztą sami zorganizowaliśmy. Wówczas zgodziła się na nim zagrać słynna Nauka o Gównie. Było jak w Jaro. cinie. Grąblewo takich irokezów to juz . chyba nigdy u siebie, w straznicy nie zobaczy. My w naszym scenicznym debiucie, wypadliśmy kiepskawo. Niemniej ludzie pobawili się przy naszej muzie. . intensywne W owym czasie trwały tez przygotowania do wydania zina o tytule „Skatologia”. Niestety nasze dzieło . nigdy się nie ukazało, choć było juz na bardzo zaawansowanym etapie. Najlepszy nasz koncert zagraliśmy w 1995 r. w Wielichowie na mini festiwalu (wraz z m.in. Okrzyk Śmierci, . przez to, Nauka o Gównie). Moze . ze dla odmiany przed występem nie popiliśmy, (choć Shaman na odwagę musiał trochę winka pociągnąć z butelczyny}. Z kapelą rozstał się niestety Budzig oraz Foka, którzy rozkręcili swój własny projekt X-Homo. Tabored grał dalej. Na wokal wskoczył Loki, a gościnnie na gitarę Luciano Pawarow ta. Powstało kilka nowych kawałków, których nistety nie nagraliśmy. W takim składzie kapela miała zagrać koncert w Opalenicy (ponownie przed Nauką o Gównie). Zapakowaliśmy się w malucha i pomknęliśmy z gitarami. Transport był niestety w jedną stronę. Na . miejscu okazało się, ze organiza. torzy oprócz sali nie zapewnili zadnego sprzętu. Koncert się niestety nie odbył. Z załogą wypiliśmy trochę piwa i 5


pieszo ruszyliśmy ze sprzętem do Grodziska. Zespół jednak po tym wydarzeniu uległ rozwiązaniu. Nigdy nie wydaliśmy zadnej płyty. W obiegu krązyły tylko kasety z naszych prób, gdzie kazdy miał swoją wymyśloną własną okładkę. W lecie 2011 roku ponownie nagraliśmy trzy utwory, aby zachować nasz muzyczny dorobek od zapomnienia. Bardzo pomógł nam w tym Bobek, który zgodził się zagrać na perce oraz Luciano (Cali Zieloni Recording Studio), który wszystko zarejestrował. Wszytko zaczęło się jak zwykle od luźno rzuconego pomysłu. Podczas jednego z GroxTown Reggae Fest udało się nam namówić do pomocy Bobka, który mimo wielu innych spraw z chęcią zgodził się zagrać. Mariusz zresztą w dawnych czasach bywał na naszych próbach i z nami pogrywał. Przed nagraniami udało się nam przeprowadzić tylko jedną próbę, na którą jak to nasza tradycja nakazuje zjawiło się wielu gości. Zakończyła się ona zresztą niezłą imprezką. Cóz było jednak robić, musieliśmy nagrywać. Luciano Pawarota rozłozył sprzęt, łyknął yerba mate i przystąpił do dzieła. Efekt końcowy bardzo nam się spodobał. Po tak długim okresie niegrania i zaledwie jednej próbie udało nam się wspólnie dać niezłego czadu, o czym mogli przekonać się juz słuchacze PAWAROTA Radio. W planie było wydanie naszego krązka, ale jeszcze tego nie zrobiliśmy, bo przeciez mamy czas. To chyba wszystko :) 6


7


Tchaykovsky Band

Norbert „Kret” Jankowski: Tchaykovsky Band. Kiedy to było i jak się działo? Stara to historia, tak stara, ze nie pamiętam, co się wydarzyło, a co nie. Co prawdą jest, a co tylko chciałbym by było. Początek był niewinny, jak to chyba z kapelami bywa. Spotkało się kilka osób, ze wspólną zajawką. Gdzieś, kiedyś. Usiedli razem i powstało. Pamięć zawodna bywa czasem, dlatego dla mnie początkiem naszej wspólnej historii jest lekcja geografii w grodziskim liceum. Ogólnokształcącym Liceum. Bo takie mieliśmy. Dwubudynkowe, odkrytoboiskowe Grodziskie Liceum Ogólnokształcące. Ale wróćmy do wydarzeń, które (przynajmniej według mnie miały miejsce na lekcji geografii) zapoczątkowały pojawienie się w Grodzisku kapeli, która to bawiła nas i Was przez dobrych kilka lat.

8


Wróćmy do pamiętnej lekcji geografii, kiedy to profesór Pierzchalska próbowała nam wbić do głowy co . gdzie lezy, jaki front sprawia, ze w Polsce piździ jak “za Mikołaja” i dlaczego Suwałki zawsze mają inaczej. Siedzieliśmy sobie wspólnie, tak jak zawsze. Ja z Marychem a za naszymi plecami Lucek z Pawłem. Taki . zestaw jakoś zawsze trzymał się razem, niezaleznie od klasy, ustawienia ławek i wolnych miejsc dla składu Tchaykovskiego. . Nie pamiętam, kto wpadł na pomysł by załozyć zespół. Kiedy padły znamienite słowa „Zakładamy zespół!”, postanowiliśmy rozlosować miejsca, jakie to zajmiemy za instrumentami. Po krótkim rozeznaniu . ja nie gram na niczym, Marych potrafi okazało się, ze grać na niczym, Lucek miał obycie z gitarą, ba nawet posiadał instrument, natomiast Paweł najbardziej z nas muzycznie był uzdolniony i wykształcony. Grał. Instrument posiadał, choć nie na własność. Puzon, który to uczestniczył w pierwszych próbach wynajęty był z grodziskiej orkiestry dętej, gdzie to Paweł szlify muzyczne nabywał. Rozkład składu zatem: „fifty fifty” - dwoje z instrumentami i umiejętnościami obsługi owych i dwoje ze szczerymi chęciami zostania . gwiazdami rock and rolla. Okazało się, ze tyle właśnie . potrzeba, by kapelę załozyć i trwonić czas na próbach. Następnym krokiem było ustalenie składu. Lucek był naszym mentorem i liderem grającym na gitarze. Paweł, w związku z posiadaniem instrumentu i umiejętności na pierwszą próbę przyniósł ze sobą puzon. Ja postanowiłem chwycić za gitarę i tak właśnie się stało. Marych zapragnął pałować, więc kroki swoje skierował w stronę instrumentów perkusyjnych, ponie. . waz perkusją jeszcze nie mozna było tego nazwać. Kolejnym krokiem, jaki to powzięliśmy w stronę naszego zespołu było odkrycie tego jak kapela ma się nazywać. Propozycji za wiele nie było, w praktycznie pierwszym podejściu nazwa została ustalona, ba nazwa . od jakiegoś czasu była juz namacalna i obecna fizycznie. Głos zabrał Marych. Rzekł całkiem serio, . ze nazwę ma !! Schylił się majestatycznie w stronę 9


swego plecaka, uszyte. go ze starych dzinsów, podniósł go w naszą stronę i odchylił rąbka tajemnicy. Pod klapą, pokrywą, przykrywką wnętrza czeluści plecaka, niebieskim tuszem wypisane było drukowanymi literami „TCHAYKOVSKY BAND”. Gremium nie wniosło . zastrzezeń co do nazwy nowo narodzonego projektu „muzycznego”. Tak w skrócie powstał „Tchaykovsky Band” (Lucjan Meller, Norbert „Kret” Jankowski, Paweł Nowak, Mariusz „Marych” Borow. czak) - kapela, w której grałem najdłuzej, najpiękniej i wspominam dzisiaj z łezką w oku. Rozpoczęły się regularne próby. Miejscem, w którym rozpoczęliśmy przygodę z muzyką była Luckowa piwnica przy Szerokiej. Nie pamiętam . juz, czy to ja skombinowałem sobie gdzieś pierwszą gitarę, czy to Lucek zadbał o to, by gitara była. A . moze to Paweł udostępnił mi swoją (nie pamiętam czy . posiadał wtedy jakąś, aczkolwiek stało się tak,ze gitarę jakąś miałem). Lucjan zniósł swój sprzęt, Paweł przybył z puzonem a instrumenty perkusyjne dla Marycha zostały odnalezione w piwnicy Lucjana. Pierwszy zestaw perkusyjny Marycha składał się z dwóch balii (no wiecie tych metalowych takich wanien przenośnych). Do zestawu perkusyjnego dołączyły dwa . kartony potęzne dość. Mieliśmy siebie, instrumenty i zapał, czyli wszystko, czego do szczęścia potrzeba licealiście w tamtych czasach. Ambitni byliśmy. Chcieliśmy grać. Nawet więcej, tworzyć chcieliśmy. Swoje. Własne. Rozpoczęliśmy od nauki. Lucjan pokazał mi pierwsze gitarowe chwyty. ADE albo ade, dokładnie 10


nie pamiętam, ale właśnie te pierwsze chwyty . pozwoliły nam, by juz na pierwszej próbie, po opanowaniu przez mnie ich powstały dwa pierwsze utwory. No i . poleciało juz z górki. Piwnica zaczęła tętnić . zyciem, muzyką. Stała się dla nas drugim domem na jakiś czas. Nie mogliśmy się doczekać spotkania i spędzania czasu pomiędzy wilgotnymi ścianami naszego własnego pomieszczenia, pierwszego klubu, pośród plakatów, piwnicznych śmieci, co to szkoda ich było wyrzucić oraz . zapraw mamy Lucjana. Zapraw, których spozywać nam nie pozwolono. A kusiły jak goła baba w windzie. Tak początki wyglądały. Po skomponowaniu kilku utworów, skład zaczął się krystalizować. Oczywiście nie . lepszego składu osobowego sobie osobowy, poniewaz . nie wyobrazaliśmy. Skład instrumentów zmienił się dość znacząco. Paweł odpuścił puzon na rzecz basówy. Zestaw perkusyjny Marycha zaczął wyglądać prawie jak

11


perkusja. Z tego, co pamiętam, kolejną rzeczą jaka dołączyła do zestawu był jakiś zdezelowany, pogięty i połamany talerz. Ale co to był za talerz. Prawdziwy. Od perki. Piękny. Pierwsza perka, ale wiecie taka prawdziwa z centralą, werblem no i wszystkim, co perkusista do grania potrzebuje. Powstają utwory: Dziengi młotek obcęgi, All These Things, EDA Kill Him, Fly Eleanor, pierwsze interpretacje utworów twórców obcych, innych szumnie kowerami nazywanymi. Rodzinna impreza. Otrzymałem swój pierwszy wzmacniacz od mego rodzonego chrzestnego wuja. Miałem pełen zestaw. Gitara Defil Jazz, przewód ante. my wszyscy nowy i radio lampowe mające więcej lat niz . w piwnicy razem wzięci. Kurwa, alez byłem głośny !! . Drzyjcie sąsiedzi. Tchaykovsky skończył akustyczną epokę. Teraz gramy z prądem. Lucjan: Początkowo graliśmy u mnie. Ale potem, gdy Marych kupił perkę, to zaczęliśmy się spotykać u Mary. cha w garazu, na Młyńskiej. Tam to dopiero zaczęliśmy dawać czadu. Ja kupiłem sobie gitarę elektryczną Jola 2. Po jakimś czasie udaliśmy się do domu kultury i po rozmowie z ówczesnym dyrektorem Andrzejem . Piaskowskim zaczęliśmy tam grać. W róznych salach. Kabli nie raz brakowało, np. sieciowego od konsoli czy . od kolumn. Róznie bywało. Dawaliśmy radę sobie. Repertuar tworzyliśmy sami. Najwięcej tekstów przynosił Paweł, kilka utworów . ułożyłem z Norbertem, ale i kazdy z osobna coś tam przynosił na próby. No i zaczęliśmy grać koncerty. W domu kultury, w liceum, w grodziskim klubie Hasta Maniana, na Piwobraniu, na osiedlu Wojska Polskiego. Mieliśmy serię występów w Blaszaku, na poznańskiej. Gościu, który przejął swego czasu grodziski browar tam otworzył . lokal. Długo potem za nim musieliśmy chodzić, zeby zapłacił nam umówione pieniądze za występy. Wykręcał . . się jak mógł, ze mało ludzi było, ze coś tam. Ludzie zawsze przychodzili i piwo kupowali, więc nie 12


13


ustępowaliśmy. W końcu udało się. Nie była to jednak cała suma. Kiedyś . graliśmy tez jakiejś szkole w Opale. nicy, na pizamowej imprezie andrzejkowej. Super wieczór i świetna atmosfera. Wracaliśmy nad ranem jakimś, przez kogoś załatwionym busem, ściśnięci jak sardynki. Jednym ze świetnych koncertów był w Grodzisku. Holenderski zespół „Blackjack” dał wcześniej koncert w Opalenicy i potem grali u nas. Porządne nagłośnienie, sporo ludzi. Grało się super. Tego wieczoru . występowali tez X-Homo. Do Inowrocławia, na Dzień Ziemi pojechaliśmy . bez Marycha. W pociągu się okazało, ze go z domu nie puścili. Po szybkiej naradzie stwierdziliśmy: „Jedziemy!” Tam zagraliśmy w muszli koncertowej, w parku solankowym. Z basistą jakiegoś zespołu dogadaliśmy się i on zgodził się zagrać z nami na perce. Większość piosenek mieliśmy w podobnym tem. pie, prosto, więc nie było problemu. Na basenie tez . zagraliśmy bez Marycha i tez ktoś inny siadł za garami. . Tak jakoś później się losy potoczyły, ze perku. sistów na koncertach mieliśmy róznych. Okazyjnie, na imprezie 18-stkowej dwóch znajomych, we Wielkopolance zagrał z nami Mariusz „Bobek” Bobkowski. Poza tym pogrywał z nami Krzychu „Dyzio” Staśkowiak. No . a później Marcin „Bódzig” Budziński. Kazdy z tych kolesi zagrał z nami na naszym ostatnim koncercie. Postanowiliśmy sami zrobić koncert. Wiedzieliśmy, . . ze od jesieni kazdy z nas zacznie studia lub co innego i nie będzie szans na dalsze granie. To miał być osta14


tni nasz koncert. I miał być super. I był. Nawet bardzo. Znaliśmy kapelę z Kamieńca MENESTYS i oni zgodzili się zagrać. Dyrektor Andrzej Piaskowski poradził nam by koncert był charytatywny, wtedy i on i my nie będziemy mieli dodatkowych kłopotów. Stąd na plakacie przygotowanym przez Pawła widniało hasło: Ratujmy młode talenty. Wstęp za 1 zł. Przy wejściu byli . ludzi. Pełna znajomi na zmianę. Przyszło bardzo duzo sala. Zespoły grały po pół godziny i zmieniały się. . Obroty na kasie były świetne. Na bieząco było kupowane zaopatrzenie. Nikomu niczego nie brakło. To było TO ! Godne zakończenie. Nazajutrz sami sprzątaliśmy salę. Gimela była niesamowita, ale to tylko potwierdzało udany wieczór. I tak się zakończyła ta historia. Po tych latach grania (’95-’98) zostały zdjęcia, kilka filmów VHS, plakaty oraz kasety, które nagrywaliśmy i wydawaliśmy . róznymi chałupniczymi metodami.

15


x homo

Budzig: X-Homo – punkowy zespół działający w Grodzisku Wlkp w latach 1996-1997. Podstawowy skład kapeli to: Mateusz „Foka” Drygas – gitara, wokal; Marcin „Bódzig” Budziński – perkusja, wokal; Albert „Albi” Bernard – gitara basowa. Ponadto w zespole czasowo udzielali się: Ania Młynarska – keyboard, wokal oraz Krzysztof „Siwy” Brudło – gitara. Powstanie zespołu było efektem rozpadu punkowej formacji Tabored, której część muzyków stworzyło nowy projekt właśnie o nazwie X-Homo. Muzycznie zespół nawiązywał do estetyki utartej przez takie formacje jak Crass i Conflict, z polskiej sceny muzycznej zaś wszyscy pozostawaliśmy . pod przemoznym wpływem raczkującego dopiero wtedy anarcho-punkowego grania w wydaniu Włochatego, Guernici y Luno, Straconego czy Homo Militii, co na pewno znalazło odzwierciedlenie w brzmieniu zespołu. W liryce X-Homo często poruszał kwestie anarchizmu, antyfaszyzmu, pacyfizmu, praw mniejszości seksualnych oraz praw zwierząt i wegetarianizmu. Stosunkowo krótka działalność kapeli zaowocowała w kilkadziesiąt zagranych koncertów w Grodzisku i okolicach, z którego jeden, odbyty jesienią 1996 roku w MDK, został zarejestrowany na taśmie magneto. fonowej. Mimo, iz tradycyjnym miejscem prób zespołu . . pozostał garaz „Foki”, X-Homo miał równiez swoje 5 minut w grodziskim Domu Kultury, gdzie latem 1997 roku udało się zarejestrować kolejnych kilka piosenek, stanowiących razem z nagraniem z wspomnianego wcześniej koncertu, całość schedy po tamtej kapeli.

16


17


obilankenobi

Paweł: …Na początku był… bas, marki Ho……..r ;), kupiony gdzieś w komisie. Poprzedni sprzedałem początkującemu zapaleńcowi po „naturalnym zejściu” Tchaykovskiego. Lucek: Obiłankenobi powstało jakoś po zakończeniu na początku ’99 roku, w składzie: Lucek Meller, Paweł Nowak i Marcin „Budzig” Budziński. Co jakiś czas . . zjezdzaliśmy z Zielonej Góry, Poznania i Bydgoszczy, gdzie zaczęliśmy studia. Pomysłodawcą nazwy jest Budzig, którego brat często powtarzał ten wyraz. Dop. iero po jakimś czasie dowiedzieliśmy się, ze to imię jednego z bohaterów „Gwiezdnych wojen”. P: Próby odbywały się w ciasnym pomieszczeniu dla plastyków w grodziskim MGOK-u (dzisiaj „okrągłe centrum”). Pół roku wcześniej, po ostatnim koncercie, zakazano nam wstępu do przybytku kultury. Krótko po tym nastąpiła zmiana głównodowodzącego placówką, co oznaczało dla nas carte blanche. Uroczyste pan-

18


owanie rozpoczął pan dyrektor od zagonów i w tym momencie mieliśmy gdzie odbywać próby. Następnie przenieśliśmy się do wyremontowanej piwnicy nieokrągłego centrum i zostaliśmy tam do końca. L: Waldemar Łyczykowski, w ramach remontu ośrodka, wykorzystał miejsca magazynowe znajdujące się pod pomieszczeniami kuchennymi na Sali widowiskowej. Powstały dwa pomieszczenia, w tym jedna, główna sala prób dla zespołów. Byliśmy kapelą, która odebrała z rąk dyrektora klucze. Pamiętam gołe ściany i kafelkową podłogę – absolutnie hałaśliwe pomieszczenie, gdy zaczynało się grać. Wykleiliśmy gazetami ściany i zaczęliśmy, wspólnie z Wild Nature, stopniowo przyklejać wytłaczanki. Jednego wieczoru dwuosobowa chyba ekipa wykleiła całe pomieszczenie. Pocharatali jedynie od wewnątrz drzwi swoimi podpisami. Kto był kiedyś na kanciapie, ten pewnie widział. Przez jakiś czas graliśmy we trójkę, z repertuar. em róznym, np. „Świat oczyma mrówki”, „Nasz wielki przemysł” czy „Dobra rada” (Tchaykovsky Band). Stopniowo pojawiały się konkretne nowe utwory. Teksty przynosili Budzig i Paweł, ja bardziej pomysły muzy. czne. „Moze” i „Tu i teraz” to teksty Michała Tykwińskiego z Bydgoszczy, natomiast „Dzień norki” Mikołaja Maćkowiaka. Mieliśmy załatwioną przez dyrektora MGOKu sesję nagraniową w opalenickim Taklamakanie. ( Płytę z tymi 19


nagraniami – jeśli ktoś ją ma, to niech mi ją przy . najblizszej okazji zwróci, będę wdzięczny.) Zagraliśmy w Inowrocławiu na bardzo fajnej imprezie. . Głównie dzięki temu, ze kiedyś graliśmy tam z Tchaykovsky Band. Ktoś miał namiary i w taki sposób nas zaprosili. P: Chyba jeszcze wtedy nazwa OBIŁANKENOBI nie pojawiła się na plakatach. Zagraliśmy we trójkę: bębny, bas, gitara i wokal. Surowo i zadziornie. L: Mieliśmy załatwione miejsca noclegowe w jakimś schronisku, gdzie na dole była jakaś impreza, weselna chyba. Super koncert, duszna i gorąca sala, pokoncertowy wieczór bardzo wesoły. W Międzyrzeczu . na albo Międzychodzie tez początku zagraliśmy. . P: Bodajze w tym okre. lub sie powstały juz powstawały: „Co mnie nie zabija” z frazą . zapozyczoną z Nietzschego, „Dymy nad miastem”, . . „Moze”, przearanzowany „Komunikat” i pewnie coś jeszcze… Zmiany personalne nie były czymś częstym. Przez grupę przewinęła się sezonowo (lato-jesień 1999 r.) Lilka i jej akordeon. L: Nagrania z tego okresu zebrane były na pierwszej kasecie (2000 r.). 20


P: Ostateczny skład Obiego uformowały dalsze poszukiwania czwartego (oprócz głosu) instrumentu. Zakończyły się one dołączeniem, wtedy jeszcze nie Los Grandes, Dominiki z saksofonem altowym. Dominika: Moja przygoda z Obi to czysty przypadek. Nie słuchałam takiej muzyki, chłopaków nie . znałam, wtedy chyba nawet nie wiedziałam, ze istnieje w Grodzisku taki zespół. Budzik, który studiował . wówczas z moim bratem zamęczał go, a ten mnie, zebym zaczęła grać w Obi. Ja dla świętego spokoju postanowiłam pójść na jedną próbę...później na drugą...i tak zostałam. Polubiłam taką muzykę, a chłopaków jeszcze bardziej. Udało mi się nagrać z Obiłankenobi płytę, zagrać kilkanaście fajnych koncertów, poznać przy tej okazji wiele fantastycznych osób. P: W tej konfiguracji odbyła się największa liczba koncertów. L: Fajnie się grało we Wolsztynie, gdzie koncert był nagrywany. Część z tych nagrań oraz kilka nagrań z kanciapy . złozyły się na druga kasetę, którą przygotowaliśmy w sporym nakładzie. Grafikę okładek przygotowywał Paweł. Z czasem zaczął grywać z nami Ratax (Jakub Hemmerling) na 21


. bongosach. Mikołaj Maćkowiak tez kilka razy występował, w połowie występu. Recytował wiersze a my podgrywaliśmy. Gdzieś w okolicach 2001 . roku chyba dołączył Tomek Zaczek, który grał na saksofonie i klarnecie. Pograliśmy wspólnie ponad pół roku, zaczęliśmy nagrywać piosenki u Piotra Stasika, ale zaczęło się wszystko rozłazić. Trudno było zebrać się razem czy dokończyć nagrania. Niedokończona sesja została wykorzystana w 2005 roku przy przygotowaniu płyty, tzw. „pomarańczowej”, wydanej przez Cali Zieloni Recording Studio. Warto wspomnieć ekipę: Rzaba – robił nam stronę (Internet dopiero się zaczynał), Maniek, Lechu Smolibowski – którzy jeździli z nami na granie, Krecik – nagrywanie na mini disc za czasów Lilki, Wicher z Inowrocławia. Nyju - autor koszulek z naszym logo. D: To był mój pierwszy zespół i bardzo mile wspominam tamte . czasy...szkoda, ze nie było nam . dane grać razem dłuzej. P: Przez cały czas działalności, w większym lub mniejszym stopniu, Obi był związany z rozwijającą się w . Grodzisku sceną muzyczną. Moze nie miało to wtedy większego znaczenia. Obecnie wydaje się tworem całkiem pokaźnych rozmiarów, jak na skalę lokalną oczywiście. Choć była to tylko jedna z kapel wpisuje się w „tu i teraz”. 22


23


WILD NATURE

Robert „Karawana” „Sodom” Graczyk: Zaprzyjaźniłem się swego czasu z Kretem (Norbert Jankowski). On lubił hard core’a a ja byłem wkręcony w hard rockowe brzmienie: Judas Priest, Saxon, takie rzeczy. Robiliśmy próby i wychodziło coraz lepiej, brzmienie układało się fajnie. I później „Kret” zastanawiał się czy nie zrobić jeszcze jakiegoś do. datku. „Co masz na myśli” spytałem. A on, ze chciałby . sprowadzić jeszcze jednego wokalistę, zeby na zmianę . mozna było wykrzykiwać. No i pojawił się Maniek. No i fajnie się zgrywali. Krecik lubił tak maksa dawać . po trzech, czterech (ale to maksymalz siebie, ze nie) utworach był koniec z nim. Nie mógł rozmawiać, popił sobie piwko, poczekał i później śpiewał Maniek. Próba musiała się jakoś skończyć. W paru miejscach pojawiliśmy się z dwoma wokalami, co było pewnym zaskoczeniem. Po jakimś czasie Kret się pomału . wycofywał, bo widział, ze z wokalem nie daje rady na długo. Skład to byli: Radar (Jakub Hemmerling) na perce, na basie grał Arek a przed Arkiem był jeszcze Tomek „Dragon” Kwieciński. I tak się trzymaliśmy . przez dłuzszy czas. Potem Maniek przyprowadził na druga gitarę Malinę (Krzysztof Nowakowski). On miał jednak trochę inną technikę, grał akordami zwykłymi, nie wytłumiał strun, nie zatrzymywał tam, gdzie trzeba. W hard corze linia melodyczna nie jest zawiła, ale musisz wiedzieć co z tym instrumentem zrobić, gdzie się zatrzymać a gdzie dać czadu, a gdzie popuścić. Ja . kiedyś miałem problem grać hard core’a. W głowie tez miałem Slayery czy Metaliki, Saxony, Judasów a Illusion czy inne tego typu kapele to dla mnie była trochę . . porazka. Ściezka dźwiękowa była trochę śmieszna, ale struny były trochę przytłumione, inaczej naciągnięte . i to sprawiło, ze to brzmienie było zawiłe. Ten hard core, on jest prosty, ale trzeba go czuć, trzeba go słuchać. . nam się fajnie grało. Np. w Sierakowie na Duzo 24


. . takim duzym koncercie. Pogoda dopisała, było duzo ludzi. Zespół bluesowy przyjechał z Niemiec. I jeszcze się tak stało, . ze Niemcowi się skopał wzmac. niacz, to mu pozyczyłem. Dzięki temu załapaliśmy się na poczęstunek. Dla Niemców wszystkiego było opór, . ale u nas to była tylko oranzada ewentualnie jakieś jabłka i owoce stały. I mówię „O kurde, ale numer”. Poszliśmy do góry a on, ten gitarzysta: „Kom, kom”. . był rozłozony . Tam juz stół i zachęta: „Częstujcie się”. Ten gościu rozmawiał po polsku, bo pochodzenie miał polskie. Z porozumieniem się nie było więc prob. jak mu lemu. Podziękował mi za pomoc. Facet myślał, ze się wzmacniacz skopał, to nie zagra. W MDKu (dzisiejsze CK Rondo) się fajnie pogrywało, w Opalenicy, w Taklamakanie. Był taki nawet jeden przypadek, . ze dziewczyna chciał się rzucić pod koła. Mówi: „Jak nie dacie mi podpisów, autografów, to jedźcie, najedźcie mnie! ” Radar przychodził czasami z Karoliną. Ona miała jakiś zespół we Wolsztynie. Nasza muzyka jej się . moze . coś zaśpiewa. spodobała i padła propozycja, ze . I później, ze zagrała z nami utwór „Pajęczyna” i to nawet przyjęło się. W Wielichowie zagraliśmy wspólnie koncert i było super. Robiliśmy kolejne utwory, następne i następne. . . Był juz Malina, ale mi się z nim cięzko grało. Nie mieliśmy komunikacji z sobą. Niektóre utwory były dla niego niezrozumiałe. I mówię: „Albo wóz albo przewóz”. I zrezygnowałem. I . wyszło na to, ze oni się jeszcze jakiś czas trzymali, ale długo ze sobą nie istnieli. Marcin „Maniek” Mańkowski: . Zespół załozyli: „Kret” (Norbert Jankowski) wokalista, z „Radarem” (Jakub Hemmerling) perkusja, do wspomnianej dwójki dołączył Robert Graczyk, 25


gitarzysta. Grali w trójkę. Skład uzupełnił „Kajdol” (Tomasz Kmieć) git. bass. Zagrali w Grodzisku koncert, ale to wszystko jakoś upadło. Kiedyś rzuciłem temat . do „Radara”: „Moze byście jakiś koncert zagrali”. „Radar” skrzyknął chłopaków, „Kret” przyszedł na próbę, przyniósł teksty i powiedział, . ze rezygnuje . i ze nie chce tego robić, wyszedł po pół godzinie. Reszta grała dalej. Na którejś z prób, podchmielony krzyknąłem: „Dajcie mikrofon”. Chwyciłem i zacząłem . . „nadzierać paszczę”. Chłopaki stwierdzili, ze moze ja go zastąpię. I tak to poszło. W tym czasie w repertuarze były: m.in.„My Power”, „Like A Bird”, ”Ten Kanibalizm”. Autorką tekstów była znajoma „Kreta” - Krzysia Skrzypczyńska. Początki były trudne, ale dawałem radę. Na początku wspólne próby, poprawianie błędów. Trochę pracy było z Robertem, . zeby przegrywał . materiał z „Radarem”, zeby nie kładł się na scenie, . nie świrował, nie przedłuzał, tak jak na pierwszych koncertach, jeszcze z Norbertem w składzie. Z „Radar26


. em” było ok, z „Kajdolem” ( …. piwo piliśmy) i tez się fajnie grało. „Kajdol” zdecydował się opuścić zespół czerwcu 2001r. W zamian za siebie polecił „Dragona” . (Tomasz Kwieciński) git. bas., którego początki tez były trudne, lecz z próby na próbę był coraz lepszy. Na koncertach, graliśmy utwór, w którym od czasu do czasu śpiewała z nami Karolina, była z nami około roku. Zaczęliśmy myśleć o poszerzeniu składu i pod koniec 2001r. pojawił się drugi gitarzysta „Malina” (Krzysztof Nowakowski). Wesoły pełen optymizmu i nowych pomysłów facet, choć na początku spięty nowym . otoczeniem. Wniósł on do zespołu potrzebną świezość i dał nam kopa do dalszego działania. Skupiliśmy się na robieniu nowego materiału. Dobrze wspominam koncert w Grodzisku „Rockowe Zaduszki”. Wszystko zmierzało powoli w dobrym kierunku (od tego koncertu na scenie za kulisami pomagali nam „Szogun” i „Konopia”, pozdro dla Was, jak będziecie kiedyś to czytać). Pewnego dnia trafiła się . mozliwość odkupienia 20 godzin w swarzędzkim studiu od któregoś zespołu z Opalenicy. Pojawił się więc plan: zbieramy kasę i utrwalamy nasz materiał w sposób profesjonalny. „Dragonowi” jakoś to nie pasowało. Podjęliśmy z „Radarem” i „Maliną” decyzję . (Robert przystał na to), ze „Dragon” opuści zespół, a za niego będzie grał z nami Arek Wąchnicki (git. bass.). W tym składzie graliśmy nieprzerwanie ok. . . dwóch lat. Dązyłem do tego, aby zespół zblizył się do jakiegoś poziomu profesjonalizmu. Wiele rzeczy było na mojej głowie, załatwianie koncertów, sprzętu, itp. Musieliśmy radzić so. bie z róznymi rzeczami, z jakimi zwykle borykają się młode zespoły. Próby odbywały się cały czas, a . im blizej było do nagrania materiału, pojawiały się . róznego rodzaju napięcia. W połowie 2004r. zespół zakończył swoją działalność. 27


das fantastisze szwajne orgasmus van der Knutsen: Das Fantastisze Szwajne Orgasmus powstał jesienią 2001. Nudziło nam sie trochę i z kolegami Udem Tlompke . załozymy . i Bódzigiem postanowiliśmy, ze kapelę. Bódzig w tym czasie grał na perce w Obiłankenobi i dzieki temu mieliśmy perkę i sale prób w grodziskim eMDeKu. Zaraz potem dołączył do nas Rzaba na basówie. . . Załozenie było takie generalnie, ze będziemy grać reggae, bo tak będzie najłatwiej na początek. . Słuchaliśmy wtedy duzo polskiego reggae: R.A.P, Iz. rael, Stage of Unity, takie klimaty, ale tez duzo muzy z Jamajki od mento przez produkcje Lee Perrego oraz ragga. Z tym reggae to tak do końca nam nie wyszło, . bo raczej graliśmy mało reggowe klimaty i teksty tez . były raczej od czapy niz jakiś tam przekaz. Pamiętam na pierwszej próbie mięliśmy perkę, nie pamiętam czy . Rzaba z basem był juz. W tym eMDeKu była taka konsolka, pod którą wpięliśmy mikrofon oraz jakieś przedziwnie brzmiące organki dziecięce i tak zaczęliśmy. Powstały wtedy podwaliny do piosenki ‘Świńskie ryje’. Na dru. giej próbie miałem juz pozyczoną gitarę, czarnego Majoneza od Krecika. Po kilku sesjach postanowiliśmy zaprosić do składu Lucka i Nowaka z Obiłankenobi, . którzy w odróznieniu od nas umieli grać i zaczęliśmy próby na dobre. Bódzig na perce, Udo na wokalu, ja na 28


gitarze i wokalu, Lucek na gitarze i wokalu oraz Rzaba i Nowak na basówie. . Mieliśmy taką koncepcję, zeby grać na dwie basówy, ale chyba tylko raz udało się tak zagrać koncert, bo zazwyczaj albo któremuś z basistów nie . pasowało albo nie było warunków, zeby podpiąć dwa basy i chłopaki musieli grać na zmianę. Próby mieliśmy regularnie w piątki i soboty, w salce, w eMDeKu, ktorą dzieliliśmy z Wild Nature i Obiłankenobi i pamiętam: zawsze . była zadyma z kluczami. Przed kazdą próbą była zrzutka na jaranie i jabole (czasem piwko, jak było więcej gotówki) i najmłodszy, a byliśmy wtedy wszyscy pełnoletni mniej lub bardziej. No i ten najmłodszy zawsze szedł do sklepu po te jabole. Najmłodszy szedł zawsze i nie było odwołania. Na próbach grało nam sie świetnie. Był dobry klimat no i załoga. W przerwach na ćmika pisaliśmy teksty nowych hiciorów, a potem układaliśmy do nich proste melodie. Muzycznie nasze brzmienie przypominało wczesny Deadlock. Pewnie przez prostotę sprzętu i powiedzmy niezaawansowaną technikę gry, nie ujmując nic Deadlockowi, bo to prześwietna ka. pela. Z tym, ze Deadlock pisał inne teksty. Nasze

.

29


30


były raczej o pierdołach, bo nasz zespół był zespołem prześmiewczo-kabaretowym, choć czasem z jajcarskich tekstów zupełnie niespodziewanie wyłaniało się . drugie dno i jak ktoś bardzo chce, to moze jakiegoś przekazu sie doszuka dla siebie. Tak było z piosenką ‘Bezskrzydła Świnia’, która na początku była napisana jako pastisz piosenki ‘Bezskrzydła Wrona’ zespołu Wild Nature, z którym to ciągle była zadyma o klucze od kanciapy, a zupełnie niechcący wyszła w sumie całkiem zgrabna piosenka o nietolerancji i innych takich. Pierwszy koncert graliśmy w styczniu 2002 na WOŚP w naszym eMDeKu. Dyrektor nie mógł przeboleć nazwy. . Później przed kazdym koncertem pytał nas czy nazwa sie nie zmieniła i na plakatach pisał ‘das FSO’. . Do dzisiaj, jak słyszę, ze ktoś o naszej kapeli mówi ‘das FSO’, to najchętniej bym mu kopa zasadził. Ale wracając do tego pierwszego koncertu, to jako grupa bardzo rozrywkowa postanowiliśmy wystąpić w pończochach na ryjach. Wyglądaliśmy super odjechanie. Te misówy, he he. Wychodzimy na scenę, patrzymy a tam na sali krzesła, siedzą prawie same stare baby i mają zjazd kopary. Rozbawiło nas to bardzo i daliśmy czadu. Zagraliśmy wtedy ‘Wyrzuć Broń’ R.A.Pu i nie pamiętam czy coś jeszcze. Potem organizowaliśmy koncerty sami. Drukowaliśmy plakaty, rozklejaliśmy je na mieście i graliśmy. Raz nawet kasa była z tego grania. Przy tej okazji . powołaliśmy do zycia Cali Zieloni Recording Studio jako wytwórnię reprezentującą nasz zespół oraz Kapro Di Neira Koncert Ferain - agencję artystyczną organizującą nasze koncerty. Zaprojektowałem loga i umieszczaliśmy je na naszych plakatach.

31


Muzykę naszą nazywaliśmy ‘Drunk Reggae’. Nie staraliśmy się nikogo kopiować czy wkomponować w jakiś konkretny styl. Po prostu graliśmy jak potrafiliśmy i mieliśmy z tego niezły ubaw. Pisaliśmy proste piosenki oparte zazwyczaj na dwóch akordach, choć zdazały się i hi. ciory na jednym akordzie. Graliśmy tez kilka cov. . erow, takich jak juz wspomniane “Wyrzuć Broń” czy tez zrobiliśmy punkową wersję “Somebody touch I” grupy African Head Charge oraz oldschoolowy przeboj “Fabryczna Dziewczyna”. Po jakimś czasie dołączył do nas saksofonista Dominik, który dostał ksywę Charlie Zwara. Było z nim . sporo ubawu. Nasze kawałki nie dość, ze miały tek. sty od czapy, to czasem miały tez tytuły od czapy. Np. kawałek ogólnie znany jako “O Barnim” ma tytuł “3.60” i Dominik długo nie mógł zjarzyć, co gramy, a . my, zeby było zabawniej, nie uświadamialiśmy go na siłę. Występowało z nami kilka osób: Dominika, Ratax, jeszcze taki chłopak na saksofonie Tomek chyba,

32


. nie pamiętam. Na próbach pogrywał tez Bobek, czasem wpadał Boba Mentos i dmuchał w rurę. . Jako, ze ja postanowiłem wyemigrować do UK a Bódzig postanowił wyjechać na studia do Hiszpanii, zespół zakończył działalność we wrześniu 2003 . roku, koncertem w Zdroju. Juz nie pamiętam z jakiej okazji była ta impreza, ale grało sporo kapel. . . . Załatwiliśmy, ze gramy ostatni, jako, ze pozegnalny . koncert. Chcieliśmy grać ostatni, zeby zagrać tyle kawałków ile zechcemy, ale to i tak nie nastąpiło. . w południe i atmosfera Z Udem spotkaliśmy sie juz . . była tak sielska, ze do naszego koncertu byliśmy juz nieźle zrobieni. Oczywiście czasu nie dali nam tyle . zebyśmy zagrali wszystkie numery, to postanowiliśmy nie schodzić ze sceny, hehe. Jak zaliczyłem mate przez własny piecyk na plery, to odcięli dźwięk. Jest z tego koncertu fajny film, który kręcił kompletnie pijany kamerzysta Yareck. Film ten oddaje w 100% atmosferę tamtego wydarzenia.

das Fantastisze Szwajne Orgasmus: Udo Tlompke - wokal Jimi van der Knutsen - gitara, wokal Lucek - gitara, wokal Rzaba alias Werner von Frog - bas Nowak - bas Bódzig - perkusja Charlie Zwara - saksofon współpracownicy: Dominika Kościelniak - saksofon . Tomek Zaczek - saksofon Ratax - perkusja, perkusionalia 33


cadavers

Zanim doszło do pierwszej próby kapeli w składzie: Marcin Budziński – perkusja, Paweł Nowak – bas, Lucjan Meller – gitara i Mikołaj Maćkowiak – wokal, czyli połączonych sił zespołu Obiłankenobi z poetą i autorem tekstów Mikołajem Maćkowiakiem miało miejsce kilka kluczowych wydarzeń, które dały zaranie . kapeli pierwotnie nazwanej Von Glick. Jej załozyciele (Lucjan i Mikołaj) spotkali się po raz pierwszy w pociągu jadącym z Poznania do Grodziska Wielkopolskiego wczesną jesienią 1999 roku, a spotkanie owo przebiegało w atmosferze rozmowy o publikacjach dotyczących śmierci Kurta Cobaina i Johna Lenno. . na, a takze o zblizającym się wieczorku poetyckim w . nieistniejącej), grodziskiej Cafe Galeria (dziś juz z udziałem poetki Karoliny Dytrych. Efektem spotkania było zorganizowanie kilka tygodni później hap. peningu w tejze Cafe Galeria pod tytułem: Wieczór . Poetyckiego Skowytu (gwoli ścisłości autor tegoz tytułu, Mikołaj, nie wiedział wówczas jeszcze o istnieniu słynnego wiersza Allena Ginsberga pt Skowyt), czyli Poetycki Faking, w trakcie, którego wystąpili razem Karolina Dytrych i Mikołaj Maćkowiak oraz w roli zapewniającego muzyczną, a konkretnie gitarową oprawę – Lucjan Meller. Wieczór zgromadził liczną publiczność i był przyczynkiem do dalszej znajomości . przyszłych załozycieli zespołu Cadavers. Wkrótce potem Mikołaj wręczył Marcinowi Budzińskiemu w ramach prezentu, bez okazji wiersz pt „Dzień Norki”, a kilka tygodni potem miał okazję usłyszeć wersję muzyczną owego wiersza. Był to pierwszy utwór duetu kompozytorsko-lirycznego Meller/Maćkowiak, którego 34


wykonawca, Obiłankenobi, umieścił ją na swej płycie. W tym samym okresie miał miejsce kolejny wieczór poezji w Cafe Galeria, podczas którego zaimprowizowano dwie scenki dialogowe oraz dokonano publicznego spalenia „Pana Tadeusza” w toalecie. Podczas kolejnych trzech występów zespołu Obiłankenobi, odpowiednio: w Grodzisku Wielkopolskim na Starym Rynku, w Wielichowie oraz w Bydgoszczy kapeli towarzyszył Mikołaj Maćkowiak, który wykonywał swoje wiersze w trakcie przerw w koncertach. Najciekawszy happening miał miejsce właśnie w Grodzisku, kiedy to na scenie przy Urzędzie Miasta i Gminy Mikołaj wykonał wiersze pt. „Śniadanko” oraz „Rymowanka Niepewnego”, a z głośników popłynęły słowa: . Nie jestem, nie zyję, nie wierzę, nie czuję Nie słyszę, nie mówię, nie kocham, wegetuję Umarłem, przepadłem, zabiłem, zburzyłem Odszedłem, uciekłem, czy... w ogóle byłem?

35


Natomiast podczas koncertu Obiłankenobi w Poznaniu („U Bazyla”) kapelę wsparli: Mikołaj (wykonując wiersz pt “Borderline”) oraz stary Nyju wykonując utwór pt. „Rudeboyem”, a koncert ten był zarazem premierą tomiku wierszy Mikołaja Maćkowiaka pt. “tibi et igni”. Rzecz miała miejsce na początku 2002 roku. Następnym planowanym posunięciem miało być przedstawienie teatralne do tekstów Mikołaja i muzyki wykony. wanej na zywo. W efekcie pierwszych . prób i przygotowań do tegoz powstała regularna kapela grająca mieszankę punka i grunge, połączonych z wokalnym wykonaniem własnych tekstów Mikołaja. Pierwszymi utworami wyko-

36


nywanymi na próbach były: „Kokon” i „Nicość”, które powstały w sposób dokładnie taki sam jak wszystkie kolejne utwory kapeli, mianowicie Lucjan podrzucał Mikołajowi kasetki magnetofonowe z zarejestrowanymi na nich partiami granymi na gitarze akustycznej, następnie Mikołaj pisał do owych teksty. Niekiedy kolejność się zmieniała: Mikołaj przynosił gotowe teksty, a Lucjan tworzył muzykę do owych, a następnie efekt tej współpracy próbowany był z całym zespołem w grodziskiej „kanciapie”. W czwartek 31 października . 2002 zespół zadebiutował występem na zywo w MGOK w Grodzisku Wielkopolskim w towarzystwie następujących kapel: Undying, Obiłankenobi, Wild Nature i 37


Projektownia. Krótko przed tym występem zespół przyjął nazwę: Von Glick. Następny występ grupa zaliczyła w Poznaniu w pubie „U Bazyla”. Po kilku kolejnych próbach zespół opuścił Marcin Budziński. Rozpoczęło się poszukiwanie perkusisty. Po krótkim okresie przerwy zespół wrócił do prób, a miejsce za bębnami zajął Kamil „Deyna” Cielecki. Późną wiosną 2003 roku zespół ruszył do pracy z nową energią, a w międzyczasie powstały kolejne utwory: „Na Strzelnicy”, „Ewryfakindej”, „Verba et Voces”, „Intro Macabre”, „Chilli Jam” i „Drzewo”. 19 września 2003 zespół wystąpił po raz pierwszy z nowym perkusistą na koncercie w ramach „Przystanek Wigwam Zdrój” i po raz pierwszy pod nową nazwą: Cadav. ers. Nazwa zespołu została zaczerpnięta z ksiązki Jerzego Krzysztonia „Obłęd”. W koncercie . owym wzięły udział takze następujące kapele: Paranoja, Hindenburg, Angry Soul, 2 Loud, Das Fantastisze Szwajne Orgasmus, Obiłankenobi i Forgotten. „Ekspresję i szczerość wypowiedzi zaprezentował Mikołaj Maćkowiak z Młyniewa z grupą Cadavers” – napisała o tym występie lokalna prasa. Koncert ów miał dla członków zespołu dodatkowe znaczenie, a to . dlatego, iz tego samego dnia zadebiutowało pismo „Wigwam, czyli optymalny skład tekstów literackich opatrzonych wspólnym tytułem”, którego pomysłodawcami 38


i redaktorami naczelnymi byli ponownie Lucjan Meller i Mikołaj Maćkowiak. Pierwszy numer rozszedł się w nakładzie 30 egzemplarzy, a kilku nabywców zdołało nawet uiścić zań opłatę ;-) Koncert ów przeszedł . równiez do historii z racji ostatnich (jak dotąd) występów zespołów Obiłankenobi i das Fantastisze Szwajne Orgasmus. 11 stycznia 2004 roku zespół Cadavers wystąpił dwukrotnie podczas XII Finału WOŚP: w Kościanie i w . Grodzisku. W Kościanie wystąpiły równiez kapele: Blue Velvet, Higher, Mortuary i Tumbao, zaś w Grodzisku –w tamtym momencie- Cadavers był jedynym zespołem rockowym, który był w stanie wystąpić podczas XII Finału WOŚP i w ogóle jedynym, który podczas tego finału wystąpił. Kilka tygodni później zespół wystąpił w Kościanie w pubie o wdzięcznej nazwie ”Burak”. W tym okresie powstały utwory: „Rysio Snajper”, „Gryząc Palce” i „Nie Podpowiem”. . Doszło tez do sesji nagraniowej. Sprzęt . wypozyczony był na dwie godziny zaś Mikołaj pojawił się na sesji spóźniony i po nieprzespanej nocy. Dla dwóch członków kapeli była to pierwsza tego typu sesja. Jej efektem było wydanie kasety z 15-oma piosenkami, zatytułowanej po prostu: Cadavers. Wszystko odbywało się w atmosferze . rozpoczynającej się juz wkrótce galopującej emigracji i postępujących kłopotów prywatnych członków zespołu, a 39


. takze w nastroju spodziewanego odejścia basisty. Mimo wszystko 14 lutego 2004 roku w „Walentynki” zespół (ponownie jako jedyny z Grodziska) wystąpił na koncercie w MGOK. Koncertowi towarzyszyła wystawa fotografii upamiętniająca pierwszy festiwal w Jarocinie. Był to najlepszy z dotychczasowych występów zespołu . Cadavers na zywo, na który nie dotarł basista i zespół wystąpił w trzyosobowym składzie, w jakim zmuszony . od pewnego czasu. Dodatkowymi był odbywać próby juz . drugiego numeru atrakcjami koncertu były: sprzedaz . pisma „Wigwam”, tym razem znacznie lepiej złozonego i wydrukowanego, który ponownie rozszedł się w . nakładzie około trzydziestu sztuk, a takze debiutanckiej kasety zespołu. Jednym z ciekawszych momentów koncertu było wsparcie udzielone zespołowi przez basistę z innej kapeli, której nazwy podobnie jak i nazw dwóch innych kapel pochodzących z innych miast, a występujących podczas tego koncertu au. . tor tego tekstu niestety juz nie pamięta, być moze pamięta je ktoś z licznej i aktywnej na tym koncercie publiczności... Był to zarazem ostatni (jak dotąd) występ zespołu Cadavers, który wkrótce potem z powodów takich jak: emigracja gitarzysty i kompozytora zespołu, Lucjana Mellera oraz postępujące problemy zdrowotne i prywatne wokalisty i autora tekstów, Mikołaja Maćkowiaka zawiesił działalność. Rok . później Mikołaj takze wyemigrował. W 2005 roku ukazał się trzeci numer „Wigwamu”, . głównie dzięki zaangazowaniu Deyny oraz ilości materiałów dostarczonych przez Mikołaja. W kolejnych . latach ukazały się nr4 i nr5 przy duzej inicjatywie Kamila oraz młodych twórców z Grodziska i okolic. W roku 2008 ukazał się nr6 pisma zredagowany przez . Mikołaja i złozony przez Kamila. Laura von Glick 07.04.2011 Douglas, Isle of Man

40


41


SHEEP SHIT PENDEMNABENDEM

Poza zakładami kto więcej razy podciągnie się na framudze w szkolnej toalecie, czy zje bochen chleba z porem w czasie dwudziestominutowej przerwy i masowym rysowaniem komiksów, które niefortunnie trafiały do . dziennika, padł pomysł załozenia kapeli. Niedorzec. zny, poniewaz nikt nie potrafił grać, ani nie miał instrumentu. Ale czy ktoś potrafił tańczyć? Była jesień 2002 roku, kiedy zainspirowani twórczością m.in. grodziskich zespołów Obiłankenobi i Das Fantastisze Szwajne Orgasmus, Krzysztof . Brudło, Kamil Cielecki i Mikołaj Czechowski załozyli grupę Sheep Shit. Początkowo udało się skompletować perkusję, zdobyć gitarę akustyczną, adapter i stare winyle. I tak zaczęły powstawać pierwsze wariacje. Z czasem udało się zakupić gitarę elektryczną i djembe. Śpiewał, kto miał ochotę. . w 2003 r., rządny potu Kilka miesięcy później, juz i z wiatrem we włosach skład wystąpił w „Przeglądzie Młodych Talentów” w SP (i gimnazjum) nr 2 w Grodzisku. Później korzystając z propozycji nauczyciela historii pojawił się przed koncertem das Fantastisze Swajne Orgasmus na „Brodawie”, zmieniając nazwę na „PENDEMNABENDEM” i z gościnnym udziałem kolegi Kamila Kosztownego. Zespół istniał krótko, ale wszystkie wydarze. nia z nim związane zmieniały zycie i były co najmniej szalone.

42


HINDENBURG

Andrzej Gruch: . . „No co wy... przeciez wszyscy wiemy, ze są rzeczy, które powinny zostać tylko w formie urban legend” Tomasz. . Na dobrą sprawę nie wydaje mi się, ze warto szerzej wspominać o tajemniczym, wywołującym grymas konsternacji projekcie „Hindenburg”. To, co graliśmy . właściwie cięzko jakoś zaklasyfikować, a nawet nazwać muzyką. W tym czasie dopiero zaczynaliśmy przygodę z dźwiękami. Niektórzy na Hindenburgu ją zakończyli. Tak na prawdę to było rzępolenie bez wiedzy jak cokolwiek powinno brzmieć ani wizji, co chcemy zagrać. Totalny początek. Raczkowanie. Czołganie się jak maratończyk z uj***nymi nogami. Był to okres, gdy wokół sporo znajomych zaczynało grać. Dokładnie trudno mi teraz umiejscowić w Hindenburga czasie, . okolice gimnazjum. W kazdym razie wiedzieliśmy, . ze szykowanych jest kilka koncertów w Zdroju pod pieczą Domu Kultury, więc stwierdziliśmy: a co tam, my nie zagramy?! Po tym niezwykle śmiałym stwierdze. niu pozyczyliśmy od znajomych część sprzętu. Tomek . jako jedyny z nas miał gitarę i jakz racji tego, ze iekolwiek pojęcie w kwestii grania koordynował nasze działania, a Filip zasiadł po raz pierwszy (i z tego, co mi wiadomo ostatni) za perkusją. Ja chwyciłem . za pozyczonego od siostry akustyka. Kilka spotkań i urodziliśmy jeden numer. Cały proces zwieńczył sławetny występ pod Wigwamem w Zdroju. Nazwa, jak przewidywaliśmy, była wybrana adekwatnie do wizji nas na scenie. Hindenburg rozbił się. Szok, niedowierzanie, krew sącząca się z uszu. Wspaniały występ. Po kilkunastu okraszonych wirtuozerią i zapierających . dech w piersiach minutach nie było nas juz na scenie. Sam skład nie był nawet do końca wyklarowany, w finalnym momencie zabrakło wokalu, co świadczy o „dość” luźnym podejściu do tematu. Katastrofy uświadczyliśmy . wokal jak się w składzie: Tomek - gitara (równiez okazało), Filip - perkusja oraz ja na gitarze. Nie . wydaje mi się, zeby ten występ był jakkolwiek za. rejestrowany. Wszyscy mozemy być z pewnością wdzięczni za to opatrzności. 43


lapu capu

DEYNA: Wiosną 2003 roku w jednej z grodziskich szkół, organizowany był „Przegląd Młodych Talentów”. Do udziału w konkursie mogli zgłaszać się uczniowie z tej, jak i z innych szkół. I o czym byśmy pisali, gdyby tacy się nie znaleźli? Wśród uczestników reprezentujących twórcę oraz gospodarza imprezy, „Dwójkę”, pojawili się Tomasz . Cebula i Jakub Bielawny występujący wtedy równiez z Kamilem Bobkowskim. Z ramienia gościa, „Jedynki”, . pojawił się równie świezy trzyosobowy projekt o nazwie Sheep Shit stworzony przez Mikołaja Czechowskiego, Krzysztofa Brudło i Kamila Cieleckiego. I właśnie w tych konkursowych okolicznościach i zaduchu wypchanej widownią sali gimnastycznej poznali się Ci i kilku innych ludzi. Wtedy zaczęła się historia niewiele później powstałego bandu „Łapu Capu”. Od początku w składzie zespołu działali: Tomasz (gitara, wokal), Kuba (wokal), Mikołaj (bas) i Kamil (perkusja). W późniejszym czasie do ekipy dołączył Andrzej Gruch (gitara). I zawsze w otoczeniu zespołu pojawiało się kilku innych ludzi. Muzyka była wypadkową zmiksowanych inspiracji. . Kazdy wnosił coś od siebie, dlatego styl nie był podporządkowany konkretnemu gatunkowi. Powstało 44


około 20 utworów i choć nigdy nie zostały wydane w formie cd, pozostały dwa nagrania koncertowe. Miejscem prób przez cały okres istnienia ŁC była piwnica w grodziskim domu kultury. Próby odbywały się . najczęściej w piątki, bywały tez w soboty i zwykle w całkiem niekontrolowany sposób kończyły się zbyt późno dla sąsiadów i w za bardzo rozluźnionej atmosferze nie dla zespołu. I kilku innych ludzi. Konsekwencją były utrudnienia w dostępności piwnicy, ale zawsze udawało się ten problem ugłaskać. . . Prawdą pozostaje, ze cięzko byłoby zliczyć ile osób przewinęło się w tamtym czasie przez „kanciapę”, ale kto był lub bywał, na pewno tego nie zapomni. 4 września 2004 roku kapela zagrała pierwszy koncert, a miał on miejsce na Starym Rynku podczas Grodziskiego Piwobrania. Całość została zarejestrowana dzięki przychylności obsługi technicznej. W tym samym roku odbyły się jeszcze dwa koncerty w rodzinnym mieście – charytatywny w hali sportowej i mikołajkowy w Miejsko Gminnym Ośrodku Kultury. Po tym drugim . równiez pozostało nagranie. Na początku 2005 roku, w styczniu, pojawiła się okazja wystąpienia podczas Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w szkole, w Kamieńcu. Zespół udał się tam podstawionym autobusem. W lutym w grodziskim domu kultury organizowany był Klubowy Przegląd Filmów Amatorskich „FILMARATON”, gdzie Łapu Capu zamykało program. Kolejne trzy koncerty odbyły się w plenerze – w parku przy okazji czerwcowych Dni Grodziska i jeszcze w tym samym miesiącu podczas Dni Kościana oraz w lipcu, kiedy to zespół pojawił się w Opalenicy. Poza wspomnianymi wydarzeniami ŁC dwukrotnie zagrało na imprezach urodzinowych swoich znajomych, które miały miejsce w wigwamach w Zdroju koło Grodziska i Sielinku koło Opalenicy. Latem 2005 roku zespół został rozwiązany. Niebawem jednak powstały nowe, bardziej dojrzałe projekty i choć od czasu powstania tej opowieści minęło około dziewięciu lat, aktywność muzyczna ekipy z pod szyldu Łapu Capu nie została przerwana. I pozostało kilku innych ludzi. 45


46


PINK CANDY

Wojt: To był rok 2005. Pięciu kumpli - Radek, Lipa, Bartek, Nikluś i ja. Mieliśmy wszyscy 15-16 lat, z wyjątkiem perkusisty, który miał wtedy chyba 18. Prawie wszyscy uczyliśmy się w grodziskim Słowaku. To . był nasz pierwszy “powazny” zespół. Lubiliśmy głośne granie amerykańskich oraz kanadyjskich zespołów punk rockowych i od początku próbowaliśmy w grodziskiej kanciapie, w domu kultury, spotykając się co sobotę rano. Najpierw grając covery kapel takich jak: Blink182, NOFX, Allister czy Sum41, potem tworząc swoje kawałki. . Pierwszy koncert Rózowe Cukierki zagrały na imprezie sylwestrowej zorganizowanej przez znajomych ze szkoły. Wyszło...jak wyszło, ale to był nasz pierwszy wymarzony koncert. Niektóry z nas nie mogli spać w nocy... Powstawały nowe kawałki takie jak “Koszmarny Sen” czy “To nie nałóg” Teksty przynosił albo Nikluś albo ja, albo pisaliśmy je spontanicznie na próbach. Potem graliśmy na WOŚPie, na Walentynkach w szkole i dwa razy na jakiś miejskich imprezach. Zawsze była z nami spora ekipa kumpli, przez co gra sprawiała nam ogromną frajdę. To był zakręcony czas. Pozdro!

47


los grandes rudeboys

Pewnego zimowego wieczoru roku 2005...Cebina i . . Jahkubek doszli do wniosku, ze dalej tak być nie moze i przy pomocy niejakiego Bobka Jr oraz Andrzeja vel. . od dzis zmienią swe . Norwega postanowli, ze zycie, przestaną pić browary, zaczną oszukiwac swe kobiety . oraz co najwazniejsze, zaczną grać... I tak oto w ich głowach narodziła się myśl stworzenia zespołu. Jahkubek, który przenigdy na niczym nie grał, miał kupic sobie bas. Cebina otrzymał rolę gitarzysty, przez co z czasem został okrzyknięty królem gitary (co zakończyło się graniem niekończących się solówek). 48


Bobek Jr z racji nieustannej nadpobudliwości psychoruchowej miał siąść za perką a Andrju grał drugie skrzypce, czyli w zasadzie druga gitarę. Nie minęło . duzo czasu, a nasi bohaterowie pod wpływem nielegalnych środków odurzających, takich jak zupa z ogórków kiszonych, zapragnęli mieć klawikory. Tak do zespołu dołączył Krzychu, który co niedziela u księdza grał. Nazwa zespołu zrodziła się w umyśle Jahkubka po tym, jak jego panna po raz kolejny zdzieliła go w papę . za to, ze przylazł do niej spity. Ma ona na celu budzić strach w sercach naszych wrogów i sprawiać problemy w zapamiętaniu - oczywiście nazwa nie panna. Formacja Los Grandes Rudeboys - co oznacza: wielkie niegrzeczne dziewczyny - nagrała w tym składzie pierwszą płytę pod enigmatycznym tytułem “Los Grandes Rudeboys - Pozory mylą”. Po zakończeniu nagrań Krzysztof zakończył swą przygodę związaną z naszą muzyką. Szybkie poszukiwania zaowocowały jednak w młodego aczkolwiek spragnionego riddimu Remixa Stopy. Jak to mówią, nastąpił przełom. Próby nagle zmieniły wymiar, ale załodze ciągle . było mało. Tak przybył Najdzel i jego magiczna trąba. Poza tym Andrju i Jahkubek zamienili sie instrumentami, w związku z czym Andrju stał sie basistem na. czelnym, a Qba grał A-dur i G-moll. Najdzel zachciał być kierownikiem sekcji dętej, a głupio być kierownikiem samym dla siebie, więc dokoptował pierszwszą z naszych dwóch dziewuszek – Dominikę, co na saksofonie wartko przygrywa. . Juz z sekcją dętą i zgodnie z tradycją naszą i inszą, przystąpili do nagrań drugiej płyty zatytuowanej “Studio One2One”. Udało się 49


ją ukonczyć i wydać w 2010 roku pańskim. Niezliczoną ilośc koncertów ( po prawdzie mamy problem z liczeniem . powyzej dziesieciu ) zagrali w tym składzie, po czym . okazało się, ze jedna kobieta na sześciu chłopa, to mało. Potrzeba ich wiecej. Potrzebna była Dagna i jej puzon. W kompletnym składzie zagrali na kilkunastu krajowych festiwalach, gdzie szerzyli grodziską reg. gae propagandę. Do najwazniejszych miejsc, w których . mozna było usłyszeć charakterystyczne darcie mordy . Jahkubka i niekończące się solówki Cebiny mozna zaliczyć festiwale Reggae na Piaskach, Stolica Reggae Festiwal, Polibuda Open Air, GroxTown Reggae Fest, WetWater Festival i wiele innych, kończąc na obchodach . Dnia Szczypiorku w Pcimiu Dolnym, a takze parokrotnych wyjazdach do sąsiadów zza zachodniej granicy, gdzie nikt nic nie rozumiał, ale się podobało. Przez te 9 lat wspólnego grania udało im się zagrać z czołówką polskiej sceny reggae m.in. z Bakshishem, Izraelem, Gedeon Jerrubal, Dubska, Całą Góra Barwinków, Tabu, Paprika Korps, Konopians, Vavamuffin a także z goścmi z zagranicy - Berlin Boom Orchestra, Dreadzone i Dub Sync. Działalność zespołu została . dostrzezona . . takze przez branzowe czasopismo “Free Colours” i w roku 2012 zostali laureatami corocznego plebiscytu w kategorii “Polska Nadzieja”.

50


Tomasz Cebula - gitara, wokal Jakub Bielawny - gitara, wokal Kamil Bobkowski - perkusja Andrzej Gruch - bas Remigiusz Stopa - klawisze Łukasz Najdek - trąbka Dagna Czub - puzon Dominika Kościelniak - saksofon

51


nutrie z nienacka

Paweł Tomczak: . Nutrie z Nienacka to zespół zalozony jesienią 2006 . roku przez czterech młodych chłopaków, którzy juz od . dłuzszego czasu marzyli aby cokolwiek, gdziekolwiek, i z kimkolwiek pograć. Pierwsze kroki w grze na instrumentach, nauka gry zespołowej, trudność uzyska. nia lub okiełznania sprzętu, próby w garazu w środku zimy - to tylko niektóre problemy, którym trzeba było stawić czoła. Pierwszy sklad tworzyli: Słowik - wokal, Dezi gitara, Duszan - Bas oraz Dioda - perkusja. Pierwszy koncert odbył się podczas XV finału WOŚP 14 stycznia 2007 r. - był to zarówno pierwszy występ zespołu, jak i sceniczny debiut wszystkich jego członków wydarzenie na wskroś ekscytujące i niezwykłe. Kolejne występy odbyły się w opalenickim Taklamakanie

52


(10 luty), podczas Wiosennego Festynu na OWP (2 czerwca) oraz Dni Grodziska (16 czerwca). Zespół odgrywał przede wszystkim covery zespołów takich jak m.in.: Clash - Guns of Brixton, Kult - Po co wolność?, Golden Live - Ptak i drzewo, Awaria - Ty i ja, Babilon - 39 milionów. Utwory autorskie: Dwa w jednym, Mroczny, . Ciszy czas. Zasłynął takze dość oryginalnym rockowym wykonaniem “Oto jest dzień, który dał nam Pan”.

Drugi etap historii zespołu (wrzesień 2007 - lipiec 2008) to rotacja w składzie: Słowika zastąpiła Wiesia, a Diodę - Wucet. Kolejno odgrywano: Apatię Miłość, Ciemna Stronę Pomidora - To czego pragnę oraz własnej produkcji “Pierwiastek z pięciu”. Jedyny koncert w tym składzie, oraz ostatni pod nazwą “Nutrie z Nienacka” odbył się podczas II Pół-Maratonu Słowaka 15 czerwca 2008r. przy MGOK w Grodzisku.

53


TEREN PRYWATNY

Paweł Tomczak: Teren Prywatny – właściwie powinno się mówić o dwóch zespołach z tą nazwą: 1. zespół hard-rockowy powstały na przełomie 2006 i 2007 r. w Grodzisku przez grupkę młodych licealistów – gitarzystów: Tomka i Andrzeja, basistę Arka „Lipę” oraz perkusistę Krzycha „Diodę”, przygrywających sobie dla przyjemności . w garazu tego ostatniego i tworząc materiał z którym na scenę wyszli tylko raz – podczas „Wiosennego Mocnego Grania” – imprezy organizowanej przez MGOK 31 marca 2007 r. Próby poszukiwania wokalisty spełzły na niczym, więc zespół niedługo później zakończył działalność. 2. zespół powstały jesienią 2008 r. . łącząc siły wyzej wymienionego składu (Tomek, Lipa i . Krzychu) a takze „Nutrii z Nienacka” (Paweł – gitara, 54


Wiesia – śpiew). Po wyklarowaniu składu i osiągnięciu aprobaty wszystkich członków, nie pozostało nic innego jak wziąć się ostro do pracy. . Najwazniejszym elementem zespołu była Wiesia – dziewczyna obdarzona silnym, mocnym głosem oraz wyśpiewywane przez nią liryczne, często melancholijne teksty, tworzone wraz z Lipą. Pod względem brzmieniowym zespół stawiał na ostre, hard-rockowe granie, ubarwione melodyjnymi przygrywkami i solówkami. . Usłyszeć je mozna było w utworach autorskich, takich jak m.in.: Szkło, Od nowa, Wybawca, Nie ma mnie, Bitwa, Przedsionek ciszy, Mistrz i Małgorzata. Jedynym coverem były „7 nation army” White Stripes’ów. Zespół odegrał trzy koncerty: 11 stycznia 2009r. charytatywnie podczas 17 Finału WOŚP w CK „Rondo”, 1 lutego w „Euro Donerze” oraz 30 maja z okazji „Wiosennego Festynu” na OWP. Następnie w składzie nastąpił podział, który zaskutkował kontynuacją współpracy . pod nową nazwą (w przypadku Wiesi, Pawła i Lipy) juz „Exclusion”.

55


, FLUORESCENCYJNA MOZGOWNICA

“Zaśpiewajmy jakiś tekst o dragach, kur@#ch, . narkotykach i martwych dziwkach lezących na śmietniku w ciemnych uliczkach.” . Przedstawiony powyzej okrzyk bojowy Fluorescencyjnej Mózgownicy przekazuje powiew ich muzycznych i . zyciowych zainteresowań. Piątka grzecznych chłopców z Grodziska Wlkp. i okolic zdecydowanie bowiem odrzucała alkohol jako środek nie tylko groźny, ale . tez niezwykle nudny. Zachwyceni dziełami Mario Puzo chłopcy działają jak mafia, nie grają koncertów, nie mają określonego miejsca prób, sprzęt do gra. nia kradną lub pozyczają na lichwę od najdzikszych . paserów w mieście. Znają absolutnie kazdego, cho. ciaz sami pozostają totalnie nieznani. Są wrośnięci w tkankę miasta jak rak odbytu, o którym nie wiesz nawet gdy się podcierasz. Nawet w szeregach samej Mózgownicy nikt nie wie, kiedy powstał zespół, ale musiało być to gdzieś . . około 2006 roku i mozliwe, ze nawet miało to mie. jsce w Grodzisku. Pierwsze numery opisujące zywot niezwiązanych z mafią biedaków (“tylko jeden”), . potrutej chemią nie do końca spozywczą . młodziezy (“summertime”), czy polityków zaprzedanych przez SB i WSI (“ulice”) grane były jeszcze w tak zwanej “kan. ciapie”. Jednakze kiedy prawdziwe przeznaczenie tego . miejsca, niekoniecznie zbiezne z tworzeniem muzyki, zostało odkryte przez lokalnych notabli, Fluorescen. cyjna nagle wyparowała! Tym samym miała mozliwość, by zaprezentować swój największy talent. Wbrew pozorom . nie jest to tworzenie cięzkich psychodelicznych hitów z pogranicza Sonic Youth, Nirvany i Nine Inch Nails. Największym talentem Mózgownicy okazała się bowiem teleportacja. Zespół ten, niczym łapówki w strukturach krajowej władzy, pojawia się nagle i znienacka, i do tego robi to zawsze, gdy jest najbardziej oczekiwany. Pojawia się, by zagrać kilka prób, stworzyć nowy numer, czy przechwycić partię tajemniczych im56


portowanych substancji. Lecz zawsze, gdy trzeba go . sprawdzić, gdy jest mozliwość zagrania koncertu, gdy ludzie pomału dowiadują się o istnieniu zespołu... Fluorescencyjna znika. Znika na pół roku, na rok . i dłuzej jeśli trzeba. Nie zostawia świadków, ani niedokończonych porcji, od tak. Puf! I do zobaczenia następnym razem! Czy w Grodzisku będzie rządzić reggae, rock, punk czy . country. Przez podłogę kazdej sceny w mieście zawsze b��dzie się przesączać fluorescencyjne światło mózgownicy.

57


ex uaj zed

Lucek: Pomysł na nazwę EX UAJ ZED i kilka szkiców piosenek przywiozłem z Londynu. Nie miałem z kim grać, więc w wolnych chwilach zacząłem nagrywać korzystając z sampli, automatów perkusyjnych, itp. W czasie wizyt w Grodzisku poprosiłem Andrzeja z Los Grandes Rudeboys by nagrał kilka partii basu, Kamila „Deynę” Cieleckiego, by uświetnił „Zimny zimowy wiatr” i „My sami”. Łukasz Najdek zgodził się zagrać na trąbce w „Nie wysyłaj”. I tak w lutym 2008 roku powstał album „Demonstrative Alternative Blues”. Roczny okres wysyłania płyty do wydawnictw, redaktorów radiowych przyniósł emisję „My Baby Blues” i „Zimny zimowy wiatr” w Trójce i pomysł Pawła Nyszczyja aka Neila van der Knutsena by wydać album w ramach Cali Zieloni . Recording Studio. Poniewaz ciepłe brzmienie, szelest winyla są bardzo charakterystyczne dla tej płyty, to i opakowanie nawiązuje do wydawnictw winylowych. Kartonowa okładka z papierową wkładką w środku. Okładkę przygotował Paweł. Zdjęcie z tyłu jest autorstwa Krzysztofa „Siwego” Brudło. W 2009 roku płytka była wydana a Kamil i Andrzej zgodzili się na wspólne granie, więc zaczęły się koncerty. Niełatwa sprawa . się jak się mieszka w Borach Tucholskich. Chyba, ze lubi pociągami tłuc. 58


W czasie spotkań na próby i koncerty udało się skompletować zestaw nagrań do albumu „Peace & Violence”. Były to chyba ostatnie nagrania zrobione w kanciapie, w grodziskim domu kultury. Krótko potem zasady tam się zmieniły i otwarty dostęp został zamknięty. Totalnie surowa w brzmieniu, podejściu do nagrywania i jej wydania płyta miała premierę w czasie koncertu w Grodzisku, na ul. Kolejowej, przy PKSie 23 września 2010 roku. Płyta została udostępniona w formie plików do ściągnięcia z Internetu oraz w formie CD ręcznie opisywanego, z papierowej okładce. Sporo pierwszych koncertów zagraliśmy wspólnie z Los Grandes Rude. boys, takze z racji wspólnego basisty. Razem pojechaliśmy do Frankfurtu nad Odrą na zaproszenie 59


Stowarzyszenia U.T.O.P.I.A., razem graliśmy swoje piosenki dla BalconyTV Poznań w zimne, deszczowe południe. . Gdy juz zaczęło się myśleć o kolejnym nagrywaniu, to dołączyła do nas sekcja dęta: Zbyszek, Basia i Marta. . Świetna sprawa, bo mozna było na nowo . zaaranzować stare i nowe piosenki. Al. bum „III” nagrywaliśmy w garazu u Dejny w dwa gorące sierpniowe popołudnia i dwa chłodniejsze wrześniowe dni. Tym razem . podsunął van der pomysł na wydanie takze Knutsen.

60


EX UAJ ZED tworza: Lucjan Meller gitara wokal Andrzej Gruch - bas Kamil’Deyna’Cielecki - perkusja + sekcja dęta

61


TRAIN RAMP

Natalia Wróbel: To był niezły czad! Wszystko zaczęło się w 2008 roku. Znaliśmy się dobrze, słuchaliśmy tych samych punkowych zespołów – . chcieliśmy załozyć coś swojego. W składzie – Marcin Niklewicz, Wojciech Tomczak, Patryk Gogulski i Natalia Wróbel - stworzyliśmy Train Ramp. W późniejszym okresie do zespołu dołączyli Andrzej Gruch oraz Dawid Marciniak. Spotykaliśmy się w grodziskiej kanciapie, w piwnicy Domu Kultury. Do dzisiaj pamiętam tętniący stęchlizną, wilgocią i brudem zapach unoszący się w powietrzu. Czuliśmy się tam jak w domu. Drzwi się nie zamykały. . Próby odbywały się w kazdy poniedziałek i środę

62


o 16:30. Zawsze ktoś się spóźniał, więc zgromadzoną . z ekipą wybieraliśmy się do sklepu. Pamiętam moze trzy, cztery zamknięte próby, kiedy pracowaliśmy nad materiałem samodzielnie i nie wpuszczaliśmy nikogo z zewnątrz. W innych wypadkach zawsze było pełno ludzi. Po 22:00 zapadała cisza nocna, więc przerywaliśmy granie… ale zazwyczaj nikt nie szedł do domu. Potrafiliśmy siedzieć razem do późnej nocy. Raz nawet tam spałam. Często wysiadały nam korki, kiedy Dom Kul. tury był juz zamknięty. Otwierało się wtedy przy pomocy kija od miotły okno. Później ktoś kogoś podsadził i mogliśmy grać dalej. Było głośno. Pierwszy koncert zagraliśmy podczas II Grodziskiego Półmaratonu Słowaka, na schodach przed Domem Kultury. Nasz repertuar składał się z 6 utworów, z czego 2 kawałki były nasze. Przed koncertem zrobiliśmy łącznie trzy próby. Początkowo coverowaliśmy piosenki zespołów takich jak: Misfits, Bunkier czy Post Regiment, w późniejszym okresie powstawało coraz więcej własnych utworów. Pierwszym z nich był kawałek: . „Wiosna” z refrenem „(…) trzeba przezyć zimę, aby móc zobaczyć wiosnę”. Teksty pisał przede wszystkim Wo. jtek, chociaz często czerpaliśmy inspiracje z sytuacji, które nam się przytrafiały na co dzień. Kiedyś nasz znajomy musiał urwać się z próby, by wrócić do domu na 20stą. Wtedy bardzo nas to bawiło, więc postanowiliśmy napisać o tym piosenkę. Usiedliśmy . ze znajomymi w kanciapie i wspólnie ułozyliśmy tekst do „Piosenki Pro-rodzinnej”. Utwór pojawiał się na . kazdym koncercie, z pozdrowieniami dla bohatera piosenki. Często graliśmy w Euro Donerze w Grodzisku. Obecnie w tym miejscu jest jakaś restauracja czy pub o nazwie PKP. Za koncert dostawaliśmy skrzynkę piwa i kebaby do podziału. Z symbolicznych wejściówek zostawało czasami na after party. Zaprzyjaźniliśmy się z zespołem Kefir Band, z którym łącznie zagraliśmy 3 koncerty, jeden na ich urodzinach w Obornikach Śląskich. Pod koniec 2008r. zagraliśmy w Valhalli, . nieistniejącym juz pubie w Poznaniu przy św. Mar. cinie. Mieliśmy sporą publikę, gdyz do Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych w Grodzisku przyjechała wymiana francuska i wszyscy chcieli jechać na koncert. Zorganizowałam wtedy 56-osobowy autobus i 63


pojechaliśmy. Na placu przy św. Marcinie zaczepiła nas policja, bo piliśmy piwo na ulicy i ktoś załatwił . się do fontanny. W drodze powrotnej nie było zadnych miejsc w autobusie, nawet stojących. Materiał z czasem się powiększał i mogliśmy wyrzucić z repertuaru większość coverów. Dwa razy udało nam się nagrać kilka piosenek. Pierwszy raz - pod koniec 2008r. – pomagał nam przy tym znajomy Lucek. Rozstawiliśmy wtedy sprzęt nagłaśniający w kanciapie i siedzieliśmy zamknięci przez parę dni. Drugi raz - w połowie 2009r. - w Nowym Tomyślu, w studiu u Gałgana, znajomego perkusisty. Nagrania rozsyłaliśmy do organizatorów koncertów, którzy za dobrą wolą wpychali nas jako suporty. Dzięki temu graliśmy z zespołami takimi jak: Psy Wojny, Zabili . . Mi Zółwia, Zgon czy Zielone Zabki. Jednym z większych koncertów, na których mięliśmy okazję grać miał miejsce w pierwszy dzień wiosny 2009r. Koncert szczegól. nie zapadł nam w pamięci przede wszystkim dlatego, ze graliśmy z Psami Wojny, co dla tak niszowej kapeli jak . nasza było naprawdę czymś waznym. Z drugiej strony podczas koncertu rozpętała się bójka pomiędzy ochroniarzami z Tuby (poznańskiego klubu) a paroma osobami . z publiki. Pamiętam, ze ochroniarze chcieli potańczyć pod sceną i podczas pogo jeden z nich oberwał. Latały butelki i walały się stoły. Przyjechała policja, ale . nie miała do kogo. Po tym wydarzeniu przez pół juz roku u Bazyla nie było punkowych koncertów. Trzymała nas jedna siła. Spotykaliśmy się nie tylko na próbach. Jeździliśmy razem na koncerty, chodziliśmy na piwo, spędzaliśmy ze sobą czas. W kwietniu 2008r. pojechaliśmy na Rozbrat na koncert zespołu Pogotowie Seksualne, co było inspiracją do piosenki „Dziewczyna z SG”. Weszliśmy na salę koncertową, przebiliśmy się przez tłum pod scenę i wtedy naszego gitarzystę zamurowało z zachwytu. Przez cały koncert stał jak słup, zapatrzony w jedną z gitarzystek, grającą na SG. Po koncercie wymienił się z nią frotkami i szczęśliwy wrócił do domu. Często pytano nas skąd wziął się pomysł na nazwę zespołu. Wiązała się ona z miejscem grodziskiego PKP, gdzie spotykaliśmy się po próbach. To była nasza . ulubiona rampa kolejowa. Nie spodziewaliśmy się, ze nazwa stanie się wreszcie bardzo rozpoznawalna wśród 64


znajomych środowisk. W 2010r. postanowiliśmy rozwiązać zespół. Powody . były bardzo rózne. Z jednej strony praca i szkoła, dzięki którym w pewnym momencie przestaliśmy mieć dla siebie czas. Z drugiej natomiast zaczęły porywać nami . . rózne wiatry i kazdy z nas ruszył swoją drogą. Wszyst. ko ma swój koniec, “Zycie to tylko moment”, ale zespół Train Ramp był dla nas naprawdę miłym doświadczeniem.

65


save your heaven

Save Your Heaven narodził się w głowach dwóch młodych muzyków – Stanisława i Kuby, którzy poznali się w szkole. W pierwszej kolejności . nalezało znaleźć perkusistę. Przez skład przewinęło się kilka . w końcu do proosób, az jektu postanowił przystąpić niezawodny Wiaterek, który jako pierwszy otrzymał propozycję wspólnego grania. Wspomina to tak: . parę „Moja przygoda z zespołem zaczęła się juz ładnych lat temu, kiedy zagraliśmy pierwszy wspólny koncert, ale pojawiłem się w składzie w 2010 roku. Wtedy to odbyły się pierwsze próby i spotkania. Zaprosił mnie do niego gitarzysta – Stachu. Na początku byłem bardzo sceptyczny i nie chciałem . swoim projektem i uwazałem, dołączyć, grałem wtedy ze . iz lepiej będzie, gdy poświecę się temu w całości. Niestety (lub na szczęście) mój projekt się rozpadł. . Potem przez dłuzszy czas jeszcze zastanawiałem się . czy dołączyć az w końcu podjąłem słuszną moim zdaniem decyzję. I tak dołączyłem do składu, były to dla mnie nowe doświadczenia muzyczne i nie tylko, zupełnie nowe otoczenie, inna muzyka, nowi ludzie… I tak zostałem po dzień dziś rozwijając się muzycznie.” Kolejnym etapem było znalezienie odpowiedniego wokalu. Tutaj po wielu perypetiach pojawiła się Dominika, którą Kuba znał z widzenia. Słysząc jej śpiew na ulicy, tknięty przeczuciem zaprosił ją na próbę. Dominika tak zapamiętała to wydarzenie: „Któregoś dnia w 2011 roku wracałam do domu z . kolezanką, śpiewając. Nagle ni stąd ni z owąd zaczepił nas długowłosy chłopak, którego dość często widywałam idąc do szkoły. Był to ówczesny basista naszego 66


. zespołu. Zaprosił mnie na próbę w najblizszą sobotę. Nie do końca wiedziałam o co chodzi, ale pomysł wydał mi się ciekawy i zgodziłam się. Po dotarciu na mie. jsce okazało się, ze chcą abym z nimi śpiewała. Nigdy wcześniej tego nie robiłam, nie licząc śpiewania „od tak”, dla przyjemności czy w chórkach. Spodobało mi się to i tak oto trafiłam do grona tych zwariowanych ludzi. ” W zeszłym roku basista – Kuba doszedł do wniosku, . . ze nie spełnia się juz w Save Your Heaven i postanowił opuścić zespół. Jego miejsce zajął Piotrek, pochodzący z Czarnkowa, znający się z Wiaterkiem z… pielgrzymek: „Ja i Save Your Heaven? Wszystko zaczęło się od... pielgrzymki. To przez nią poznałem Wiaterka, który szedł w mojej grupie, i Dominikę, która z nami śpiewała. No i któregoś dnia Wiaterek napisał do mnie, . . Kuba opuścił skład. ze nie mają basisty, poniewaz No to pomyślałem sobie: “Czemu nie?”... Skoro tak dobrze mi się z nim grało na pielgrzymce, to czemu nie podziabać więcej? Tak zaczęła się moja przygoda z SYHem. Bardzo fajna przygoda. Oby trwała jak . najdłuzej!” Piotrek okazał się godnym następcą jednego z . . . załozycieli zespołu. A skoro juz o załozycielach mowa, to co siedziało w głowie Stacha?:

67


„Dawno temu w głowie narodził mi się pomysł stworzenia kapeli, takie szczeniackie marzenia, jak to się zwykło mawiać, sami wiecie. Pierwszym krokiem było oczywiście znalezienie odpowiednich ludzi, nie . człowieczym, tylko pod względem muzycznym, ale takze . . . jedynie poniewaz uwazałem, ze kapela przetrwać moze wtedy, kiedy ludzie ją tworzący świetnie się ze sobą dogadują. Na początku jedyne, co potrafiłem zagrać . ograniczało sie do kilku akordów na krzyz, więc szukałem ludzi, którzy umieli mniej więcej tyle, co ja sam. Udało się, choć po bardzo długich poszuki. znalazłem ludzi idewaniach. Wydawało mi się, ze alnych do tego by z nimi grać, wspólnie się uczyć i rozwijać. Udało się! Dziś umiemy wszyscy trochę więcej . niz trzy akordy, a dawne marzenia zamieniają się w rzeczywistość.” . . Jezeli chodzi o rodzaj muzyki… Cięzko jest to określić. Przede wszystkim nie chcemy dać się zaszufladkować, a gramy to, co nam się podoba, co wydaje nam się bliskie. Nie chcemy ograniczać się . do jednego rodzaju, sami takze nie chcemy określać . . tego, co gramy. Uwazamy, ze najlepiej ocenią to nasi słuchacze. W momencie kiedy nasza muzyka wywiera na 68


nich jakiś wpływ, kiedy jest jakiś efekt jej odbioru, . uwazamy to za swój sukces.

obecny skład: Dominika Stachowska - wokal (od 2011) Stanisław Tomczak - gitara (od 2008) Piotr Woźniak - bas (od 2013) Patryk Wiaterek Tomaszewski - perkusja (od 2011) Kinga Majcherek - skrzypce (gościnnie od 2012) była ekipa: Jakub Ratajczak - bas 2008-2013 Justyna Łysiak - wokal 2008-2009 Jakub Kosicki - wokal 2010 Adam Bendowski - wokal, perkusja 2010-2011

69


665

van der Knutsen: 665 to był zespół powołany na jeden koncert. Z tej . racji, ze od jakiegoś czasu mieszkam w Londynie, to . . kiedy przyjezdzam do Grodziska lubię pograć z ekipą. To było w 2008 roku, w połowie lipca. Zgadaliśmy sie . zmontujemy na szybko wcześniej z chłopakami, ze kapelkę, i my plus Los Grandes Rudeboys, i ewentualnie ktoś jeszcze zagramy koncert. Przed przyjazdem wymyśliłem nazwę i wydrukowałem sitem plakaty z miejscem na datę i lokalizację do wpisania. Próby mieliśmy przez tydzień w eMDeKu, w kanciapie. Repertuar był tradycyjny, tzn. tradycyjne piosenki kataniarskie takie jak “Córka Grabarza”, “Fabryczna Dziewczyna”, “Melony”, “Ranne Radio” oraz nowy hicior, co go Lucek przyniósł („Umrzyk”). Próby zaczęliśmy z Deyną na perce (docelowo miał go zastąpić stary Bobek), Andrzejem na basie, Remikiem . na klawiszach, Luckiem na gitarze i wokalu, Zukiem na puzonie, Łukaszem na trąbce i mną na gitarze oraz wokalu. Na początku było trochę kwadratowo, ale z dnia na dzień łapaliśmy klimat. Trochę była lekka skifa, . mozemy . kiedy sie okazało, ze nie mieć gdzie zagrać, ale nie przerwaliśmy prób. Na szczęście zjawił sie Kiełbasa i załatwił miejscówkę. W nagrodę został mianowany managerem grupy. Na kilka ostatnich prób zjawił sie stary Bobek, który jako profesjonalista . pomógł bardzo przy aranzacjach. Pod koniec doszli: Bobka kolega na djumbe oraz Cruz Oe ze swoim magicznym . didzejskim sprzętem, na którym dogrywał hałasy. Na koncert, który ostatecznie miał miejsce w kebabowni (dawniej u Bambusa) przyszło mnóstwo osób. Ubaw był przedni.

70


71


.

zalozenie

Mikołaj Czechowski: . Załozenie to projekt powstały w roku 2009. Był to . eksperyment bazujacy na mozliwosci nagrywania muzyki na komputerze. Po długich walkach z programami, kartami muzycznymi i godzinach zapisu materiału o . niczym i o wszystkim, załozenie nabiera ostatecznego . kształtu. Idea była prosta, do kazdego skomponowanego utworu miał zaśpiewać inny wokalista. Nieste. ty zabrakło artystów i załozenie powoli zaczęło się rozpadać. Poszukując nowych inspiracji, do brzmienia czsysto gitarowego dochodzą syntezatory i tak w roku 2012 rodzi się nowy pomysł w zupełnie nowych kierunkach muzycznych jakim jest ambient.

72


73


EXClUSION

Paweł Tomczak Exclusion – zespół powstały na początku 2010 r. w Grodzisku. Pierwszy skład utworzyli: Wiesia, Paweł i Lipa (eks - Teren Prywatny) oraz Niklas - perkusista zespołu Train Ramp. Z początkiem marca w podzie miach CK „Rondo” rozpoczęła się praca nad tworze niem materiału. Z upływem czasu brzmienie zespołu stawało się coraz bardziej wyraziste, oparte m.in. . . na cięzkich, osadzanych, ale takze melodyjnych rif. fach gitarowych oraz zwartej sekcji rytmicznej. Kazdy w zespole czerpał inspiracje z innych źródeł, więc tworzenie materiału wymagało wielu kompromisów, ale w ostateczności wyszło na dobre. W zespole śpiewała Wiesia (marzec - czerwiec 2010, czerwiec - sierpień 2011) oraz Magda (lipiec 2010 - maj 2011) - obie dziewczyny obdarzone silnymi i ekspresyjnymi głosami, nadające zespołowi charakterystycznego klimatu. Przez skład . dwóch gitarzystów rytmicznych przewinęło się równiez - Piotrek i Patryk. Pod względem repertuaru zespół po części kontynuował “dorobek” Terenu Prywatnego: “Od nowa”, “Bitwa”, “Przedsionek Ciszy”, “Po drodze”. Kolejne autorskie utwory: “Doniewiemczego”, “Ja - liryczne”, oraz “Ekskluzja” skomponowane zostały do tekstów . Mikołaja Maćkowiaka, a takze “Kłamstwo” - Bogdana Leobla. Zespół grodziskiej publiczności dał się poznać głównie poprzez oddolnie i spontanicznie organizowane koncerty “u Ahmeda”, przy ul. Kolejowej. Tam właśnie zadebiutował 4 grudnia 2010 roku podczas “Santa Claus Rock Night”. Koncert okazał się wyjątkowo udany zarówno pod względem muzycznym, jak i frekwencji. Przez “Kebab” jednego wieczoru przewinęło się ponad sto osób. Aura była wyjątkowo niesprzyjająca (20 stopni mrozu), więc właściciel zacierał ręce, jak i muzycy brzuchy z przejedzenia - jednym z honorariów 74


. za koncert była mozliwość najedzenia i napicia się do syta. Wydarzenie otworzyło cykl wspólnych koncertów, które odegrali wraz z wolsztyńskim składem . w “Euro Donerze”), Drunk’n’Rolled 13 maja (równiez oraz 25 maja w wolsztyńskim klubie “Cafe Kultura”. . Grupa zagrała takze charytatywnie podczas WOŚP 9 stycznia w grodziskim “CK Rondo”. Kolejne koncerty odbyły się 26 lutego w Opalenickim Taklamakanie oraz . 26 marca w zagańskiej “Elektrowni”. Na kolejnych koncertach mikrofon przejęła Wiesia: 17 czerwca podczas “Dni Ziemi Pogorzelskiej”, 18 czerwca podczas “Wiosennego Festynu” na terenie Osiedla Wojska Polskiego, w Grodzisku Wlkp., oraz 2 lipca podczas “I zgrzytów rockowych” zorganizowanych na Hali Sportowej w Grodzisku, gdzie zespół otrzymał . wyróznienie. Ostatni koncert odbył się 3 lipca w grodziskim Paku Miejskim podczas “Letniego Party”. Grupa . rozwiązała się dwa miesiące później. Kazdy z członków zespołu poszedł swoją drogą, zarówno artystyczną, jak . i zyciową...

75


STRopOSFERA DWA BEZ WM

Zbyszek Ciesielski Zespół STROPOSFERA powstał w 2010 roku, w Grodzisku. Grupa narodziła się z inicjatywy Sebastiana Hohma, laureata finału Drogi do Gwiazd, znanego . z zespołu Heaven, oraz z występów z takimi równiez gwiazdami jak Stachurski, Sojka czy Zbigniew Wodecki.  Muzyka zespołu była połączeniem popu i rocka, czyli chwytliwego głosu wokalisty oraz melodyjnych, ale zadziornych riffów gitarowych, przeplatających się z dźwiękami instrumentów dętych. Kapelę tworzyli: Sebastian Hohm - Wokal . - lider  naszego zespołu oraz jego załozyciel; Zbigniew Ciesielski - trąbka; Basia Brzezińska - puzon; Marta Michalak - saksofon; Andrzej Niemyt - klawisze; Dawid Marciniak - gitara rytmiczna; Wojtek Tomczak - gitara prowadząca; Wojtek Kącki - bas; Ewa Meller perkusja. Wszystko zaczęło się, gdy Sebastian Hohm postanowił wrócić po 10 letniej przerwie do Grodziskiej Orkiestry Dętej. Po tygodniu prób doszło do rozmowy Sebastiana, mojej i Andrzeja. W trakcie . naszej rozmowy przewinął się temat załozenia jakiejś kapeli. Temat jednak został zarzucony z braku czasu. Po około tygodniu Seba powrócił do tematu tworzenia zespołu i siłą rozpędu zaczęła się tworzyć nasza kapela. W zamyśle miał to być zespół rockowy z sekcją dętą. Na początku Sebastian zwerbował Andrzeja Niemyta, który grał na klawiszu oraz mnie na trąbce. Później dołączyła do nas Ewa na perkusji oraz reszta naszej sekcji dętej czyli Marta i Basia. Następnie zaczęliśmy poszukiwać gitar i tu pojawił się prob. z pomocą przyszedł nam niezawodny lem. Jednakze Bobek i dzięki jego pomocy dołączyli do nas: Wojtek, Dawid oraz Wojtek. Zaczęły się nasze próby, które odbywały się w salach Grodziskiej Orkiestry Dętej . a w późniejszym czasie takze w grodziskiej kancia76


pie. Graliśmy generalnie covery, mieliśmy trzy swoje utwory. Kapela w tym składzie istniała około półtora roku w tym czasie zagraliśmy kilka koncertów. Między innymi na dniach grodziska 2010, gdzie przed nami występował zespół Big Cyc oraz udało nam się wygrać pierwszą edycję grodziskich rockowych zgrzytów. . W późniejszym okresie, juz bez Sebastiana jako wokalisty i naszego lidera, funkcjonowaliśmy pod nazwą Dwa bez WM. Reszta składu pozostała bez zmian. Przez długi okres poszukiwaliśmy kogoś, kto . go zastąpić, jednakze . nie znaleźliśmy nikomoze go. Przejęliśmy większość zrobionego materiału. . Staraliśmy się tworzyć nowy materiał jednakze nastąpiło chyba „zmęczenie materiału”. W pewnym . momencie odszedł równiez Wojtek Kącki (bas) i po około trzech miesiącach i ta formacja uległa całkowitemu rozwiązaniu.

77


CANINA ROSA

Andrzej Niemyt: . obecnie zespół Canina Rosa to nieistniejący juz zespół, który grał melodyjny, energiczny rock z elementami punka. . Dzika) Początki zespołu Canina Rosa (z łac. Róza sięgają końcówki 2011 roku. Inicjatorami projektu byli: Andrzej Niemyt (klawiszowiec) oraz Wojciech Tomczak (gitarzysta). Zespół tworzyła pięcioosobowa grupa przyjaciół z Grodziska Wielkopolskiego, Opalenicy oraz Kopanek. Na perkusji grał Marcin Nikle. wicz, który swoim zaangazowaniem i umiejętnościami mobilizował resztę. Pierwszy basista Arkadiusz Lipowicz zajmował się całym nagłośnienie i kluczami . do tzw. “kanciapy”, miejsca znanego przez kazdego grodziskiego muzyka. To tam odbywały się nasze próby. Niestety z powodu z braku wolnego czasu Arek opuścił zespół, a jego miejsce zajął Jakub Ratajczak. Kuba przejął “pałeczkę” dźwiękowca kapeli. Naszą wokalistka była Karolina Siennicka - najmłodsza, zawsze uśmiechnięta dziewczyna potrafiąca zawsze wprowadzić resztę w dobry humor. Kolejną dziewczyną w zespole była Dobrochna Cudak, która pełniła funkcję managera. Dosia dołączyła do zespołu w 2012 roku i zajęła się organizowaniem koncertów, łapaniem kontaktów, itp. Wojciech Tomczak był gitarzystą oraz pisał teksty dla . Caniny Rosy, natomiast drugi z załozycieli - Andrzej Niemyt pełnił wszelakie funkcje: przede wszystkim grał na klawiszach, ale poza tym woził zespół i cały . sprzęt na wszystkie mozliwe koncerty i próby. Po roku grania próby przeniosły się do mini studia Andrzeja w Kopankach, gdzie w ciszy i spokoju zespół tworzył i relaksował się wpadając na nowe pomysły. Zespół rozpadł się z powodów banalnych: braku czasu, wielu innych zajęć, pracy, szkoły. Wspomnienia zostały i nadal wywołują uśmiech na twarzy.

78


the clou

The Clou to zespół muzyczny powstały latem 2012 roku w Grodzisku wlkp. Skład grupy tworzyło pięć osób - połączonych wspólną pasją miłości do muzyki. Odmi. enne charaktery oraz szukanie inspiracji w róznych . gatunkach muzycznych sprawiły, ze twórczość The Clou . stała się niezwykle róznorodna. Od początku stawiali na tworzenie własnych kompozycji. Zostało to docenione dwukrotnie. Po raz pierwszy 17-go listopada 2012 podczas II Zgrzytów Rockowych w Grodzisku, oraz podczas PZPR - Przeglądu Zespołów Piosenki Rokującej w Wolsztynie 27 lipa 2013 r. W obu przypadkach zespół zdobył pierwszą nagrodę zdecydowaną większością . głosów. Odbył takze kilka koncertów lokalnych, m.in. podczas Grodziskiej Nocy Gwiazd 8 czerwca 2013 r. jako support przed Afromental. Grupa zakończyła działalność w grudniu 2013 r i niestety nie pozostawił po sobie zadnych nagrań.

Magdalena Garcon - wokal Ewa Dobierzyńska - perkusja Paweł Tomczak - gitara prowadząca Patryk Sternalski - gitara rytmiczna Wojciech Kącki -gitara basowa

79


. Cali Zieloni Recording Studio - niezalezna wytwórnia płytowa z siedzibą w Londynie. . CZRS zostało powołane do zycia w 2002 roku w Grodzisku Wlkp. jako firma płytowa, która w zasadzie nie miała niczego wydawać. Została ona wymyślona po to aby na plakatach zepołu das Fantastisze Szwajne Orgasmus, pojawiło sie logo wytwórni, z którą zespół był rzekomo związany. Sytuacja ta uległa zmianie w 2006 kiedy to ukazało sie pierwsze wydawnictwo CZRS - płyta Obiłankenobi. Studio wtedy zaczęło działać w Londynie z . mozliwościami nagrywania, mixowania oraz druku. W myśl zasady DIY studio wydaje w zasadzie nagra. nia muzyków, którzy je współtworzą, ale jest tez otwarte na współpracę z innymi artystami. Obiłankenobi 2006 the Space Attack 2007 Los Grandes Rudeboys 2007 Ex Uaj Zed - Demonstrative Alternative Blues 2008 Los Grandes Rudeboys - *Studio one 2 one 2009 Ex Uaj Zed - III 2013 . Złote Garaze - składanka 2014 * płyta wydana przez zespół pod szyldem CZRS

80


Zlote Garaze