Issuu on Google+

LOVECRAFT Soundclash NOCNE MARKI GŁOSUJEMY!

LISTOPA

Warszaw a Kraków Trójmias to Łódź Poznań Wrocław Katowice

D

161/2012 Made with

QRHacker.c

om

„AKTIVIST” na iPada ściągnij Z: APP.AKTIVIST.PL


Normalnie o mało nie doszło do bójek! Redakcyjne obrady dotyczące nominacji w naszym corocznym plebiscycie Nocne Marki jak zawsze okazały się bardzo burzliwe – były podniesione głosy, wymachiwanie rękami i rzuty butelką. Wypiliśmy cały alkohol, który gromadzi się nam na biurkach i szafkach w związku z aktywnością alkoholowych promotorów. Koniec końców doszliśmy jednak do porozumienia – efekt: pięknie wyselekcjonowane typy artystów, miejsc i imprez godnych naszym zdaniem wyróżnienia w mijającym roku. Nie było łatwo. Ale jesteśmy zadowoleni – nominacje oddają różnorodność miejskiego życia, nie tylko nocnego. Wskazaliśmy najlepszych. Jednak tu nasza rola się kończy – ostateczną decyzję oddajemy w wasze ręce. To wy zadecydujecie, kto zostanie Artystą Roku, w czyje ręce powędrują nagrody w kategorii Miejsce i Impreza Roku. Wspierajcie ulubieńców, propsujcie najlepszych. Wyniki 7 grudnia!

„AKTIVIST” na iPada:

Sylwia Kawalerowicz redaktor naczelna

Nasza okładka Ta piękna dama w różowościach to Grimes, która wystąpi 22 listopada w 1500 m² do Wynajęcia w Warszawie. Foto: John Londono

...ale daliś my radę . rzliwe... ły bardzo bu ym stole by yjn kc da re Obrady przy

Ilustracja: Katarzyna Księżopolska (www.ksiezopolska.com)

Nasz człowiek

Mariusz Mikliński Od pięciu lat w „Aktiviście” – przez pół roku był Markiem, a przez dwa lata się nie odzywał. Po trzech poszedł na redakcyjny obiad. Wypatruje literówek, trochę redaguje, trochę psuje, śnią mu się złe apostrofy. Od jakiegoś czasu w „A!” zajmuje się filmem – teraz będzie bardziej. Nie chodzi na koncerty, ogólnie – wielu rzeczy nie robi. Na wakacjach był w Powsinie. Teraz częściej się odzywa.


ACKI M / R O R R Śluz / HO

CH Y T S A I N O Ł NA B Y Z O R G CH A Ł D SKRZY

perze vecrafta. Nieto o L a s p li il h P ki oru, Howarda jak dotąd pols rr o zy h s p za jle tr a is n m to wiamy, rażająca owiadań którym rozma cka, ale i prze orny wybór op z n , a yb g zę w le ła e ie P n to ś a k ła ć ze w a trafił tomiszc przez M , Do księgarni setstronicowe zi o okiennice przygotowany iu łę w a m ś g ta s o ie ze ie n a w k że ra , tu p zą Opasłe, ichury i s na dachu piszc chać gwizd w z Providence. ły a s ik e tn rz o o m w a d S a n gi, kiedy przekład prozy jesienne szaru a n z ra m a k… s lektura. W by przyssawe k ja , ia c ię n rb e sio a nawet dziwn


abstynent cieszył się, gdy w Stanach wprowadzono prohibicję. Uważał, że taniec przystoi tylko człowiekowi pijanemu bądź wariatowi, a sport jest zwyczajnie niegodny gentlemana. Był człowiekiem aseksualnym, jego biografowie do dziś zastanawiają się, po co właściwie się ożenił – i to z rosyjską Żydówką, co było o tyle dziwne, że Lovecraft był też, niestety, antysemitą i rasistą. Po dwóch latach spędzonych z żoną w Nowym Jorku rozwiódł się i wrócił do swojego Providence, gdzie mieszkał aż do śmierci. A czego bał się Lovecraft? Często dręczyły go koszmarne sny, opisywał je w listach do przyjaciół. Przywiązywał do nich dużą wagę i skrzętnie je notował.

Maciej Płaza

– doktor humanistyki, lemolog i lemolub, jeden z największych znawców twórczości czołowego polskiego pisarza science fiction i autor potężnej monografii „O poznaniu w twórczości Stanisława Lema”. Doceniony tłumacz anglojęzycznej literatury pięknej (Christos Tsiolkas, H. P. Lovecraft) i prac naukowych o kulturze i literaturze postmodernizmu (Fredric Jameson, Brian McHale). Nie spoczywa na laurach i już pali się do kolejnych przekładów klasyków literatury niesamowitej. Mieszka i pracuje w Poznaniu.

foto: Anna Żebrowska

zrobił coś podobnego z Lovecraftem. Przejrzałem to, co do tej pory się ukazywało, i dotarło do mnie, jak kiepskie są te przekłady. Uznałem, że nie warto ich kupować i wznawiać, zaproponowałem, że mogę je przetłumaczyć sam.

Lubisz owoce morza? Maciej Płaza: Nie lubię, za to uwielbiam ryby! Ponoć Lovecraft nie znosił ryb. Co było o tyle dziwne, że prawie całe życie spędził w nadmorskim Providence, w stanie Rhode Island. Jako dziecko lubił wałęsać się po porcie. Miał jednak ogromną awersję do zapachu ryb i wszystkiego, co żyje w wodzie. W przeciwieństwie do owoców morza lubisz Lovecrafta. Zacząłem go czytać jako 13-, może 14-latek, to był stary czytelnikowski zbiorek „Zew Cthulhu”. Wtedy po raz drugi i ostatni w życiu naprawdę bałem się w trakcie lektury. Za pierwszym razem miałem dziesięć lat, czytałem wtedy „Opowieści niesamowite” E. A. Poego. Potem sięgałem po Lovecrafta z doskoku, co kilka lat. Nigdy nie podchodziłem do niego bezkrytycznie i nie lubiłem wszystkiego, co napisał, sporo utworów wydawało mi się niestrawnych, ale nigdy o nim nie zapomniałem, siedział mi gdzieś w głowie. I czekał. Skąd pomysł na nowe tłumaczenia jego prozy, skoro na rynku jest już kilka polskich wersji tych opowiadań? Po tym, jak przygotowałem dla wydawnictwa Vesper wybór opowiadań Poego, zaproponowano mi, żebym

Wyzwanie? Tak, to było wyzwanie. Nie przypuszczałem, że wyjdzie z tego książka tej objętości, nie zdawałem sobie sprawy z ogromu i intensywności pracy. Miałeś wcześniej do czynienia z oryginalnymi wersjami jako fan Lovecrafta? W oryginale zacząłem go czytać dopiero, kiedy zasiadłem do pracy. Przekonałem się wtedy, jak pięknie napisana to proza. To wyrafinowane, subtelne pisarstwo, które zostało bardzo wypaczone przez polskich tłumaczy. Lovecraft nie jest, jak mi się kiedyś wydawało, obdarzonym wspaniałą wyobraźnią grafomanem. Pisał znakomicie. W jego stylu spotyka się wiele konwencji literackich, m.in. XX-wieczne pulp fiction, ale 80% to jest XIX, a nawet XVIII wiek  – staroświecka, elegancka, wykwintna angielszczyzna. Zupełnie jak sam Lovecraft. Tak, Lovecraft był konserwatystą, i to pod wszelkimi możliwymi względami. Żył w przeszłości, z nieufnością traktował otaczający go świat z jego wynalazkami, prądami myślowymi… Musiał być postrzegany jako ekscentryk. Lovecraft raczej nie miał poczucia własnej ekscentryczności, lecz przez współczesnych był uważany za dziwaka. Przyjaciele, których miał sporo, bardzo go lubili i szanowali, ale w listach i wspomnieniach piszą o nim jak o wielkim oryginale. Nosił się jak staromodny gentleman, nigdy nie zakładał niczego innego niż garnitur. Był człowiekiem o doskonałych manierach, niewiarygodnie życzliwym, uprzejmym rozmówcą. Potrafił bardzo żarliwie dyskutować, przestrzegając jednak przy tym zasad dobrego wychowania. Odpowiadał na absolutnie każdy list, który dostawał – nawet od ludzi, których zupełnie nie znał – i to niekiedy w sążnistych, kilkunastostronicowych epistołach. Jako zagorzały

Zdarzało się, że były one punktem wyjścia do napisania opowiadań? Tak, niektóre są wręcz rozwinięciami jego snów. Inspirowały go też fizjologiczne fobie, np. wspomniana przez ciebie na początku niechęć do ryb. Widać to szczególnie w „Widmie nad Innsmouth”, które jest wręcz przepojone odrazą do tego, co żyje w morzu. Występują tam odrażające stwory, hybrydy ludzi i morskich potworów, a całe tytułowe miasto jest przesiąknięte rybim odorem. Za życia Lovecrafta jego twórczość była uważana wręcz za śmieciową – publikował swoje utwory w tanich pisemkach, nie funkcjonował w głównym nurcie literatury. Skąd więc wybuch popularności jego utworów w późniejszym czasie? Lovecraft doczekał się uznania jeszcze za życia, choć w ograniczonym gronie. Gdyby nie zmarł tak wcześnie, w wieku 47 lat, prawdopodobnie w końcu zyskałby sławę. Jego twórczość sytuowała się na ziemi niczyjej między literaturą artystyczną a pulp fiction. Na swoje szczęście i nieszczęście Lovecraft umiał czerpać z gatunku, który wówczas dopiero się kształtował, tj. z literatury grozy w wydaniu współczesnym: dosłownej, epatującej okrucieństwem. W tej pogardzanej formule umiał przemycić swój dość złożony światopogląd i stworzył wizje, które do dziś robią wrażenie i inspirują – dzięki temu jego pisarstwo nie zostało zapomniane.

Dmuchana macka

Prędzej czy później czeka to każdego sługusa Starszych Bogów – co najmniej jedna z twoich kończyn musi się zamienić w zestaw chwytnych przyssawek. Zamiast siedzieć i czekać, wpatrując się w dłoń, lepiej od razu kupić sobie dmuchaną mackę. Kiedy naprawdę zacznie się przemiana, we wnętrzu sztucznej macki będzie można schować zalążki mutacji. [rar]


Cthulhu śpi, ale inne potwory harcują, czyli w kręgu lovecraftowskich inspiracji FILM „Coś” reż. John Carpenter Swojej niechęci do zimna Lovecraft dał wyraz w długaśnym opowiadaniu  „W górach szaleństwa”, wykorzystując tajemniczość nieskończonych białych przestrzeni Antarktydy. W tej samej scenerii w klasycznym już filmie grozy Carpentera amerykańscy naukowcy znajdują tytułowe „coś” – przybyły przed wiekami z kosmosu organizm zdolny przybierać formy innych żywych istot. Jakie są tego konsekwencje, nietrudno przewidzieć – istota rozprzestrzenia się po bazie prawie niezauważalnie, wpędzając naukowców w totalną paranoję. KOMIKS „Hellboy” scen. i rys. Mike Mignola Kamiennoręki superbohater nie przybyłby na nasz ziemski padół, gdyby nie ściągnął go tu… kolaborujący z hitlerowcami Rasputin, wyznawca siedmiogłowego smoka Ogdru Jahada. W tej używającej do woli z teorii spiskowych serii aż roi się od odniesień do Lovecrafta – dryfujący w kosmosie Ogdru Jahad śpi niczym Przedwieczni, aż nastanie dzień, kiedy będzie mógł znów objąć panowanie nad Ziemią. Jego „młodszy brat” Sadu-Hem zamieszkuje lodowe pustkowia Arktyki. W przygotowaniach do apokalipsy pomagają im plugawi żaboludzie. Przypadek? Nie sądzę… GRA „Blood 3D” prod. Realms Monolith Productions I znów śpiący bóg, przed którym płaszczą się wyznawcy i którego chcą, ku naszej zgubie, ściągnąć na Ziemię z innego wymiaru. Aby im w tym przeszkodzić, trzebimy swoich ekspobratymców i ohydne poczwary oraz podróżujemy m.in. do stacji Miskatonic (ach, ta dosłowność zapożyczeń!). Ostatnim naszym celem jest potwór o imieniu, nomen omen, Przedwieczny, wyglądający oczywiście jak przerośnięty kalmar… MUZYKA DEADMAU5 „Cthulhu Sleeps” Ten miażdżący dźwiękiem kawał electro wybija dziury  w parkiecie niczym pazurzasta łapa Przedwiecznego. A przy tym obnaża przewrotną prawdę, bo Cthulhu, chociaż martwy – śpi, nawiedzając wybrańców przerażającymi snami. Ilustracja niemalże doskonała. KSIĄŻKA Terry Pratchett „Ruchome obrazki” Teraz luzujemy gumki majtek, bo dzięki Pratchettowi straszne mity o Przedwiecznych nabierają dowcipnego charakteru. Fani Lovecrafta być może nawet uśmiechną się, wpadając na rubaszne przeróbki jego opowiadań. Pojawiają się tu takie lovecraftowskie akcenty, jak straszna księga „Necrotelicomnicon” napisana przez Abdula Szalonego. Chociaż prawdziwy fan tego pisarza chyba nie powinien się uśmiechać, co nie?

Może umiejscowimy go na tej mapie gatunków i pisarzy? Czego wyjątkowego dokonał Lovecraft? Wytyczył nowe kierunki? W jego twórczości spotkały się trzy gatunki – fantastyka grozy, fantasy, no i science fiction. Najważniejsza była fantastyka grozy – tu Lovecraft okazał się pilnym uczniem Edgara Allana Poego, i to do tego stopnia, że niektóre jego utwory można by wręcz uznać za zaginione dzieła tego pisarza. Lovecraft szybko jednak wyzwolił się spod wpływu Poego i zaczął go przetwarzać. Nie można mu odmówić oryginalności – jego nieokiełznana, rozbuchana i makabryczna wyobraźnia z pewnością wyróżnia go spośród innych pisarzy. Lovecraft był zafascynowany kształtującą się w jego czasach konwencją pulp fiction, którą mimo że wydawała mu się prymitywna, uważał za świetną kopalnię tematów. Pisał w listach, że choć większość tych utworów jest nic niewarta literacko, dałoby się wynotować z nich pomysły i napisać na ich podstawie naprawdę dobre opowiadania. Lovecraft dał się zarazić dosadnością makabry – co zresztą na długo przekreśliło go w oczach odbiorców literatury z wyższej półki. Można uznać, że na Lovecrafcie kończy się tradycja gotyckiej literatury grozy, a zaczyna tradycja współczesna, którą dziś kojarzymy z horrorem. Rozmawialiśmy o korzeniach twórczości Lovecrafta, porozmawiajmy o jego spuściźnie. Należy do niej choćby sfera obrazowa, bo na tym stoi współczesny horror, wszystkie te macki, śluz i inne paskudztwa – czyli dosadność w pokazywaniu obrzydliwości. Ale Lovecraft stworzył też coś, co późniejsi pisarze skrzętnie wykorzystali – swoisty literacki kosmos. Czyli to samo, co później zrobili Tolkien ze Śródziemiem i Lewis z Narnią. Właśnie. Z całą pewnością Lovecraft był jednym z pierwszych pisarzy fantastycznych, którzy zaplanowali swoją twórczość jako pewien system, m.in. dzięki temu jego utwory są tak sugestywne. Jeśli w różnych opowiadaniach, w relacjach różnych bohaterów, napotykamy wzmianki, że gdzieś, w różnych częściach świata, pojawiają się, powiedzmy, Mi Go czy Przedwieczni, to prędzej czy później zaczyna towarzyszyć nam nieznośne uczucie, że być może kryje się za tym jakaś prawda! Za inspirację mógłby też niewątpliwie podziękować Lovecraftowi Däniken i wszyscy pisarze głoszący teorie paleokontaktu, czyli zetknięcia się naszych przodków z przybyszami z kosmosu. Pierwotni ludzie rzekomo traktowali ich jak bogów, a dowodem tego miałyby być mity i święte księgi ludzkości. Różnica polega na tym, że Lovecraft oczywiście w swoje historie nie wierzył. Gdzie dziś we współczesnych dziełach popkultury możemy szukać śladów twórczości Samotnika z Providence? Przede wszystkim w tzw. kręgu Lovecrafta, czyli grupie pisarzy świadomie rozwijających wymyślone przez niego wzorce i rozbudowujących świat jego mitów, oraz w podejmowanych z różnym skutkiem próbach adaptacji jego utworów do świata filmów czy gier. Do tej pory sztuka ta najlepiej, choć też nie bez niedociągnięć, udała się członkom amerykańskiego H. P. Lovecraft Historical Society – wyprodukowana przez nie czarno-biała, wzorowana na film z lat 30. adaptacja „Szepczącego w ciemności” trafiła do kin w zeszłym roku. Bezpośrednie odniesienia do Lovecrafta można znaleźć u twórców współczesnego horroru: Stephena Kinga, Briana Lumleya, Grahama Mastertona, Thomasa Ligottiego. Bez Lovecrafta nie byłoby takich filmów, jak „Coś” Johna Carpentera czy „Obcy” Ridleya Scotta. Necronomicon nie ugryzłby w nos Asha w „Armii

Chtulhu-rybka na samochód Wolność wyznania mamy zagwarantowaną w konstytucji, nie wahajmy się zatem pokazać światu, kto mieszka w naszych czarnych sercach! [rar]

ciemności”, Mike Mignola nie narysowałby swojego „Hellboya”, a my nie strzelalibyśmy później do mieszkającej w innym wymiarze Shub-Niggurath w pierwszej odsłonie „Quake’a”. Takie przykłady można by mnożyć w nieskończoność… Umiesz odróżnić fanów Howarda Phillipsa od reszty fantastycznej dziatwy, która pasjonuje się tym gatunkiem? Myślę, że typowi fani Lovecrafta nieszczególnie wyróżniają się na tle wielbicieli fantastyki i horroru. Lovecraft jest otoczony autentycznym kultem, nie jest też postrzegany jako pisarz przestarzały – w przeciwieństwie np. do Poego, który mniej wyrobionym czytelnikom wydaje się niekiedy mało czytelny. Z tym że Lovecrafta czytają też ludzie o wyrafinowanych gustach, którzy nie cenią normalnego horroru, zwłaszcza współczesnego. Było i jest sporo wybitnych pisarzy nim zafascynowanych: Jorge Luis Borges, Joyce Carol Oates, Michel Houellebecq; jego twórczość jest przedmiotem prac naukowych, konferencji, również w Polsce. Świadczy to o tym, że jego pisarstwo jest wyjątkowe. Masz jakiegoś swojego ulubionego Lovecraftowskiego bohatera? A może raczej monstera? Wśród jego postaci trudno którąś wyróżnić, bo Lovecraft w zasadzie opisuje pewien typ człowieka, a nie konkretne charaktery. Typowy bohater Lovecrafta to aseksualny mózgowiec: uczony lub oświecony dyletant, inteligentny, dociekliwy erudyta, z silnym zmysłem moralnym, o staroświeckich manierach. To samo w zasadzie dotyczy bóstw czy potworów. Za ikonę jego pisarstwa można uznać Cthulhu, trochę dzięki temu, że jego wygląd został dokładnie opisany, co u Lovecrafta nie jest częste. Cthulhu uosabia najbardziej charakterystyczne cechy Lovecraftowskich potworów: jest hybrydyczny „biologicznie”, zbudowany z nieziemskiej materii, nieskończenie ohydny oraz okrutny – ale okrutny nie rozmyślnie, lecz tak jak okrutna może być istota wobec istot o wiele od niej niższych i nic dla niej nieznaczących. No i czeka! Ważne i bardzo sugestywne jest to, że Lovecraft pokazuje świat tuż przed katastrofą, gdy nieliczni wybrańcy zaczynają rozumieć, że za chwilę wszystkie te potwory obudzą się lub przylecą i nastąpi koniec – a nikt prócz nich nie zdaje sobie z tego sprawy. Myślisz, że Cthulhu wpadnie z wizytą 21 grudnia? Raczej nie, według „Zewu” trzeba będzie zaczekać do kwietnia… Rozmawiał: Rafał Rejowski


cak ple / e ic n break / lu

owo n a n Hip-hop

Lunice jest dobrym znajomym Azealii Banks. Wyprodukował dla niej kilka kawałków, pojawił się również w jej teledysku do numeru „212”.

im będąc wielk i k te la 3 1 ając jak jęcie ał, że wygląd w ie z d definiuje po o p re s ra ie n tó k ię , s ę y k y b Nikt yć muz ożesz tworz m , B il L m e fan u ego hip-hop n s e z łc ó p s w Po tegorocznym Tauronie można było usłyszeć mieszane opinie na temat festiwalowych występów – oprócz jednego. Godzinny live duetu TNGHT, czyli Hudsona Mohawke’a i pochodzącego z Kanady Lunice’a, został jednogłośnie okrzyknięty najlepszym koncertem wydarzenia. Zakorzenioną w hip-hopie elektroniką okraszoną głębokim basem 23-latek kupił każdego, kto wpadł na ten gig. Jednak nie tylko genialna muzyka wywołała zachwyty. Na scenie Lunice z niepozornego chłopaka zamienia się w szaleńca o niezgłębionych pokładach sił. Właśnie tak artysta powinien zachowywać się podczas swoich koncertów. Tańczy, uczy tańca słuchaczy, skacze i namawia fanów do tego samego, nie zatrzymuje się nawet na sekundę, więc ludzie pod sceną nie chcą być gorsi. – Nie wiedziałem, że to, jak się zachowujesz na scenie, ma aż taki oddźwięk – tłumaczy muzyk. – Gdy byłem b-boyem, naturalne było dla mnie, że podczas występu jestem pełen energii. Gdy zacząłem występować jako didżej i producent, przeniosłem moje przyzwyczajenia na imprezy.

Bez głębokich przemyśleń

Niektórzy producenci są oddani muzyce od najmłodszych lat. Spójrzcie na Disclosure, którzy mieli 16 i 13 lat, gdy zaczęli robić razem bity. Oni nigdy nie pomyśleli, że coś innego mogłoby być tą najważniejszą rzeczą w ich życiu. Muzyka była im przeznaczona. Lunice nie miał tak głębokich przemyśleń. Gdy był dzieciakiem, interesowały go jedynie „Jurrasic Park” i wybuchy. Potem zajął się breakdance’em, a w jego głowie zrodziła się myśl, żeby zostać kimś, kto zachęca ludzi do tańca. – Kiedy miałem 16 lat, siedziałem ze znajomymi i padł temat, co będziemy robić, jak będziemy mieć 20 lat – opowiada. – Powiedziałem, że może zajmę się muzyką. Wszystko, co później go spotkało, było całkowicie niewymuszone. – Jak spotkałem się z Diplo? Grałem na festiwalu u mnie w mieście i powiedzieli mi, że będę grał przed Major Lazerem. Gdy Diplo pojawił się, żeby ogarnąć sprzęt, starałem się zachowywać normalnie, przybiłem

z nim piątkę i tyle. Następnego dnia dostałem od niego maila. Pisał, że podobał mu się mój set i czy nie podesłałbym mu jakichś innych kawałków. Potem po prostu spytał, czy nie chcę z nim nagrać remiksu Deerhunter – zdradza Lunice. Od tego czasu minęły dwa lata i Lunice stał się jedną z ikon elektroniki czerpiącej z hip-hopu, a jego duet (TNGHT) z Hudsonem Mohawkiem – jednym z najgorętszych projektów ostatnich lat. „Wow, to jest to!” – pomyślał Kanadyjczyk, gdy po raz pierwszy usłyszał remiks, który HudMo zrobił dla Gucciego Mane’a. Napisał do niego, że powinni zrobić jakąś rapową kolaborację, i się zaczęło. Na wiosnę Lunice odwiedził HudMo w mieszkaniu w Londynie i przez noc wspólnie stworzyli cztery utwory, które później ukazały się na ich EP-ce. – Nie jesteśmy duetem, a przynajmniej nie myślimy o tym w ten sposób – zaznacza Lunice. – Jesteśmy producentami, którzy pracują razem nad projektem.

Jest też absolwentem Red Bull Music Academy. odwiedził ją dwa lata temu, gdy impreza odbywała się w Londynie.

Słyszę snare’y

Na pytanie o to, czy Kanadyjczycy naprawdę są najmilszymi ludźmi na świecie, reaguje śmiechem. – Montreal jest tak zróżnicowany muzycznie, jak tylko można sobie wyobrazić – mówi. – To miasto miało na mnie wielki wpływ. Hip-hop, r’n’b, na tych brzmieniach się wychowałem, ale po drodze poznałem scenę UK. To właśnie ogrom fascynacji decyduje o tym, jak buduję kawałki. Gdy słucham np. juke’ów z Chicago i słyszę snare’y, zastanawiam się, jak mógłby wyjść kawałek z takim brzmieniem, ale z moimi rytmami i z moim podejściem do muzyki. Już w tym miesiącu Lunice pojawi się ponownie w Warszawie i zaprezentuje swój hip-hop z bassem wprost z UK, z clapami typowymi dla baltimore house’u i energią czerpaną bóg raczy wiedzieć skąd. Wszystko to zmieszane i zamknięte w głowie młodego Kanadyjczyka z nieodłącznym plecakiem na ramieniu. Tekst: Kacper Peresada

Jego ostatnie nagranie to EP-ka, którą stworzył jako TNGHT wraz z Hudsonem Mohawkiem. Uznana przez wiele portali muzycznych za najlepszą EP-kę tego roku.

16.11 Warszawa Klub 55

ul. Żurawia 32/35 – start: 22.00


ski / Przeką

im n za to,

Top 5 / Hipster

ool c będzie

góle to już w o , ć ś je i b y lu anie się tera, któr w r s y ip w h y d ie c ie ży nką o, k cięższe. A pkę z szy nak z teg a e d z n je c a z ż k s , ó c e je , t w jes ogu habo hipstera każdym r o można rotnie sc ie c a k c , n y c ić y Ż ią z . jp s d y a ie t w n k e, k spra cięż żute owiliśmy pach pełn ez fast foody, prze Życie jest n le a k t s s o w P i . em prz Półk iczy z cud tragedia. aczonego n n a r z y g w – u b i eba eam pecjał – k ć się fajniej niż inn z mainstr s y w o d o nar czu ić, aby po oraz nasz p y w i ć ś zje w mieście

Zjedz

1. Prażona skóra świni

Wiemy – brzmi obrzydliwie, ale miliony meksykańskich dzieciaków zajadających chicarrones nie mogą się mylić! Ten popularny w Ameryce Łacińskiej smakołyk bez większych problemów nabędziecie w sklepach z world food. Jeśli tylko przełamiecie niechęć (no i oczywiście nie jesteście wegetarianami), to gwarantujemy, że poszerzycie menu słonych zakąsek o kolejną pozycję. Nie wiemy co prawda, jak na to spojrzy wasz lekarz, ale dla obawiających się o poziom cholesterolu mamy ciut zdrowszą propozycję – skórę podawaną z pastą z awokado, cebuli i pomidorów.

2. Suszone rybki

Kolejną alternatywą dla chipsów, paluszków, precelków i orzeszków jest wynalazek pochodzący ze zdecydowanie bliższej nam części świata. Suszone rybki to rosyjski patent, który trafił do nas wraz z ekspansją piw regionalnych. Jako pierwsi pomysł forsowali nasi warszawscy ulubieńcy z Małego Piwa oraz Spiskowcy Rozkoszy. I tak oto w barach zagościły charakterystyczne szklane półmiski w kształcie ryb wypełnione wąskimi paskami suszonego, wędzonego i przyprawionego mięsa, które potwornie śmierdzi (wszyscy w lokalu od razu wiedzą, że ktoś kupił sobie rybki), ale jest zaskakująco smakowite. Małe saszetki ze smakołykami znajdziecie również w sklepach internetowych. Zwiastujemy koniec hegemonii paluszków w szklance! .

3. Aperol

Dżentelmeni nie piją przed kolacją, chyba że mieszkają we Włoszech. Mieszkańcy Półwyspu Apenińskiego już dawno oszaleli na punkcie pewnego drinka, racząc się nim o każdej porze dnia i nocy. Hitowy napitek przygotowujemy na bazie likieru aperol zmieszanego w proporcjach 1/3 z lekko musującym winem prosecco, które wszyscy ostatnio kochają, oraz wodą gazowaną (im więcej bąbelków, tym lepiej!). Udekorowany plastrem pomarańczy wygląda jak tropikalny drink, ale w odróżnieniu od typowych plażowych propozycji jest napojem dla przeciwników słodkiego smaku oraz tych, którzy mają ciut słabszą głowę.

4. Warzywne szoty

Kieliszeczek wódki w pijalniach, które wyrastają jak grzyby po deszczu, to już klasyk każdej klabingowej nocy. A gdyby tak imprezowe wycieczki przełamać czymś zdrowszym i smaczniejszym? Warzywne szoty to wynalazek, który znajdziemy w każdym szanującym się punkcie sprzedającym wyciskane soki. Szocik zdrowego wyciągu uzupełni witaminy w organizmie i zapewni energię na całonocną wiksę. Nad robiące furorę mieszanki z kiełkami przedłożyliśmy specjał z warszawskiego Skoku na Sok, czyli czarny jak noc kieliszek noni. W ofercie znajdziecie też napitki brokułowe, selerowe i buraczane.

5. Burger challenge

Burgery zachwycają teraz Polaków prawie tak bardzo, jak spaghetti w latach 90. Co jednak z tego, gdy większość knajpek nie potrafi wyrwać się z nudnego schematu rodem z amerykańskiego barbecue: kawał kotleta, sałatka, bułka z sezamem, czasem pomidor czy ogórek kiszony. Alternatywę na stołecznym podwórku proponuje Lokal Bistro. Camembert, ozorki, wędzony dorsz, a do tego kapusta kiszona, marynowane buraki czy sos majonezowy z karmelizowanej cebuli. Polska kuchnia potrafi wspaniale dopasować się do każdych warunków. Polska Hipsterem Narodów! Tekst: Michał Kropiński


aff z do a od

im Przede wszystk ? u n a e c o a zz dzą żnego ych, którzy zgo o filmu niezale g m e jo w a o rc zn o zo n w ro ia g n rówka, hoć ne do nakręce m sprawna cyf ty za o P i scenariusz, c . Co jest potrzeb – a k zn e c d ty ró s g ry o zić, y tu w a lub wiz p. przydomo piej też sprawd n e jl – a r e N . n g le obywatelstwo n p ri , ę te k a , na c się głodową staw tóra odbędzie tysięcy dolarów k , ie c lu ś a va n ti a s się pracować za k e il F k s m może rican Fil rowizować. Plu kstów, który po cią edycją Ame te n ze o k tr i z można też imp k u is zk zw ią wów, na st na fali. W zw y alfabet moty m ś li a w co aktualnie je to o yg listopada, prz rocławiu w dniach 13-18 im snem we W k s ń a k ry e m a aniu z wam w obcow

A

D

Anderson. Jest ich

trzech: Paul Thomas, Wes i Paul W.S., i oprócz zbieżności nazwisk i fachu nic właściwie ich nie łączy. Pierwszy zaczynał od infiltrowania branży porno w „Boogie Nights” z (nagim) Markiem Wahlbergiem i deszczu żab („Magnolia”), by teraz, po pięciu latach, wrócić „Mistrzem” – hipnotyzującą historią założyciela sekty, widzącego dawne wcielenia swoich podopiecznych. Drugi, Wes, któremu na AFF-ie przygotowano retrospektywę, również ma na koncie klan genialnych filmów: wystylizowanych i nostalgicznych, z bohaterami równie ekscentrycznymi, jak ci od Tima Burtona. Pominiętemu we Wrocławiu Paulowi W.S. też nie należy odmawiać zasług, a w dostarczaniu guilty pleasures (weźmy np. katowany w wypożyczalniach „Mortal Kombat”), mało kto się z nim równa.

B

budżet, a raczej jego brak, czyli

bolączka większości młodych filmowców. Można odziedziczyć lub grzecznie prosić panów producentów, którzy zgodzą się w zamian za lokowanie produktu. Można też skrzyknąć fanów na Twitterze – ten nowy model finansowania chciał wykorzystać m.in. weteran amerykańskiego niezalu Kevin Smith przy realizacji horroru „Red State”. Zaciągnięte pożyczki mogą się zwrócić: „El Mariachi” 23-letniego Roberta Rodrigueza kosztował 7000 dolarów, zarobił – ponad dwa miliony.

C

camera

, do niedawna ograniczała inwencję reżyserów. Wysoka cena taśmy 35 mm sprawiała, że filmowanie było zabawą dość elitarną lub tylko dla wytrwałych. Produkujący trzydziestkępiątkę Kodak w tym roku ogłosił jednak upadłość, a dzięki digitalnej rewolucji – jak stwierdził sam Francis Ford Coppola – filmowcy przestali być żebrakami krążącymi z wyciągniętą rączką od studia do studia. Na szczęście technologia idzie do przodu i nakręcone cyfrówką produkcje nie muszą wyglądać jak „Full Frontal” Stevena Soderbergha.

Duplass, Mark

i Jay, najbardziej pracowite rodzeństwo w amerykańskim kinie niezależnym, od czasu gdy Coenowie zajęli się wysokobudżetowymi produkcjami. Reżyserują (ostatnio „Jeff, który mieszka w domu”), produkują, piszą scenariusze, inicjują. Zaczęli w 2005 r. od „The Puffy Chair” – historii chłopaka wiozącego przez Stany fotel dla ojca – komedii, która stała się kamieniem węgielnym całego ruchu filmowców. Młodszy z braci udziela się też przed kamerą. Widzieliśmy go w „Siostrze twojej siostry”, a w pokazywanym we Wrocławiu „Na własne ryzyko” wciela się w rolę sprzedawcy podróżującego w czasie. Historia lubi się powtarzać – Mark startował z offu, ale jeszcze w tym roku wyląduje w science fiction z Jennifer Aniston i u Kathryn Bigelow w filmie o Osamie bin Ladenie.

E

eksperyment

– amerykański off to nie tylko wdzięczne komedie obyczajowe. W sekcji On the Edge organizatorzy AFF-u pokazują filmy, które mają niewiele wspólnego z klasyczną narracją. Np. „Postrzeganie obiektów ruchomych” Westona Curriego to niemal pozbawiony słów filmsen, analizujący pracę świadomości i percepcję ruchu. Dla odważnych.

F

Ferrara, Abel

– drugi, po Martinie Scorsese, Włoch na Bronksie; kronikarz upadłego Nowego Jorku. Zadebiutował dziełem pod niedwuznacznym tytułem „Nine Lives of a Wet Pussy”, w którym obsadził swoją dziewczynę. Sam też pojawił się na ekranie. Później życzył śmierci Herzogowi, gdy ten wziął się za remake jego kultowego „Złego porucznika” z Harveyem Keitelem. Niemiec stwierdził, że nawet nie wie, kim jest Ferrara. Na AFF-ie obejrzymy „4:44. Ostatni dzień na Ziemi”, który wpisuje się w modę na artystyczne kino katastroficzne (lub artystyczną katastrofę).

G

geek – zwany nerdem,

H

home movie

J

Jerry Schatzberg,

K

Karpovsky, Alex

począwszy od lat 80. jeden z głównych bohaterów amerykańskiego komediodramatu opowiadającego o nastolatkach. Rogowe okulary zsuwające się z nosa, dżinsy odprasowane w kant. Do tego kiepska koordynacja ruchowa, fobia i dobre serduszko. Filmowcy oddali mu sprawiedliwość w serii „Zemsta frajera”. AFF-owy nerd w „Grubasy górą” Matthew Lillarda wychodzi z szafy, grając w punkrockowym zespole.

– kręcąc „domowe wideo”, wielu młodych niezależnych stawiało pierwsze kroki w reżyserskim fachu. Wystarczyła tania kamera Super 8, rodzinne barbecue i mała kłótnia. W przypadku Wesa Andersona home movies stały się inspiracją do stworzenia pełnometrażowej produkcji – „Genialnego klanu” o rozpadzie rodziny. Z kolei Harmony Korine złożył hołd temu gatunkowi filmem „Trash Humpers”, home horrorze przedstawiającym grupę wdzięcznych dziwaków spółkujących ze śmietnikami.

czyli kolejny przedstawiciel filmowego Bronksu. Autor kultowego „Stracha na wróble” i „Narkomanów”, w latach 70. współpracował m.in. z Gene’em Hackmannem i Alem Pacino. Dekadę później dobrych aktorów zastąpił Demi Moore („Wielkie uczucie”). Gość festiwalu we Wrocławiu pokaże swoje najważniejsze tytuły.

– pod względem pracowitości depcze po piętach braciom Duplass. Reżyser, aktor, montażysta. Zaczynał od teledysków karaoke, skończył jako wzorowy hejter w naszym


ulubionym serialu „Girls”. Do Wrocławia przywiezie „Postaci drugoplanowe” Daniela Schechtera, w��którym jako montażysta Nick próbuje uratować kiepski film przed zupełną katastrofą.

L

las

, czyli ulubiona sceneria filmowców, którzy ostatni kontakt z przyrodą najwyraźniej zaliczyli, pijąc ekologiczną kawę z syropem klonowym na Williamsburgu. Zamiłowanie do chaszczy jako alternatywy dla korpo-życia przyjmuje różną postać – jedni swoim bohaterom każą na mchu umierać („Witajcie w Pine Hill”), inni pozwalają im szwendać się bez celu („Old Joy”). Las daje też wiele innych możliwości, które zobaczymy podczas AFF-u – można się w nim pokłócić z mężem („Rozstania i powroty”), a następnie porzucić ciało („Zabójczy upał”). Najgorsza rzecz spotyka jednak bohatera „Tam gdzie rosną grzyby”, który w środku puszczy zostaje napadnięty przez rosyjskich złodziei grzybów.

M

mumblecore

– gatunkowa szufladka, do której wrzuca się niemal wszystkich młodych amerykańskich reżyserów, o ile nie kręcą horrorów o lesbijkach. Jedni twierdzą, że trafnie portretują dzisiejszych trzydziestolatków, inni, że to łatka dla wszystkich, którzy nie potrafią napisać porządnego scenariusza. Mały budżet, dużo dowcipnych dialogów, sporo improwizacji. I obowiązkowo scena w przydomowym ogródku. Za kamerą: Lynn Shelton, bracia Duplass, Joe Swanberg.

N

Nowy Jork, w którym

powstaje jedna trzecia wszystkich niezależnych amerykańskich produkcji. Ze swoimi gwarnymi ulicami, żółtymi taksówkami, kamienicami Williamsburga i wieżowcami na Manhattanie jest bohaterem wielu filmów prezentowanych na AFF-ie.

O

ogólniak, szlachetniej: high school

(niekoniecznie musical). Długie ujęcie szkolnego korytarza: cheerleaderki vs. dziewczyny w wyciągniętych swetrach, nerd vs. drużyna futbolistów, do tego charakterystyczne szafki, których zawsze im zazdrościliśmy. Pierwsza

miłość, pierwsza głowa spłukana w toalecie – reżyserzy zawsze lubili zaglądać do szkolnych klas. Choć największe osiągnięcia tego kina przypadają na lata 80. (przyznaję, odtworzyłem z milion razy ostatnią scenę z „Klubu winowajców” z kawałkiem INXS), to Michel Gondry swoim nowym filmem „The We and the I” dotrzymuje im kroku.

P

pobocze

, obowiązkowo na pustyni. Źle na nim kończyli bohaterowie zarówno Davida Lyncha, jak i Olivera Stone’a. Gdyby widzowie wyciągali wnioski o życiu na podstawie obejrzanych filmów drogi, nikt by nie przekraczał progu domu. Jedziesz autostopem – będziesz trupem, bierzesz autostopowicza – będziesz trupem. Plus psychopatyczni policjanci i potrącone zwierzątka. W ten schemat sprawnie wpisuje się „Zabójczy upał”, thriller uczennicy Todda Solondza, Amy Seimetz. A na przekór tej konwencji – rodzinna „Arkadia” Olivii Silver.

R

slacker – znak

rozpoznawczy amerykańskiego kina niezależnego. Rysopis: około dwudziestki, nie pracuje, głównie leży, jest obrażony na cały świat. Spopularyzowany dzięki filmowi „Slacker” Richarda Linklatera. Największym slackerem tego sezonu jest Swanson, bohater „Komedii” Ricka Alversona. 40-latek w raybanach całymi dniami gra w kosza i jeździ na rowerze bez celu po Nowym Jorku. Śpi, pije, drapie się. Podrywa dziewczyny, obrażając je, chociaż obraża też tych, których nie podrywa: chorego ojca, czarnych, Arabów. Mój festiwalowy faworyt!

Tribeca Film Festival i inne

wydarzenia: Sundance, New York Film Festival, South by Southwest w Austin czy Telluride w Colorado. Kluczowy element w filmowym obiegu. Kreują mody i nazwiska, są przystankiem – często końcowym – w drodze do ogólnokrajowej dystrybucji i box office’u. Kiedyś ton nadawało Sundance, ale od kiedy dziecko Roberta Redforda opanowali spece od marketingu i agenci sprzedaży, mekką filmowego DIY-u stały się SXSW i Tribeca. AFF dokłada swoją cegiełkę.

U

W

Ray. Uzależniony od leków

biseksualista, hazardzista i outsider, którego fobie odbijały się w jego filmach. „Kino to Nicholas Ray” – stwierdził Jean-Luc Godard, w czasach gdy mówił jeszcze mądrze. Na wrocławskich ekranach nie tylko odmieniany przez wszystkie przypadki nadąsany „Buntownik bez powodu”, ale i feministyczny western „Johnny Guitar” z Joan Crawford w roli mężnej właścicielki saloonu.

S

T

Y

Universal

– słynna wytwórnia w tym roku będzie reprezentowana przez horrory z lat 30. Legendarne „Mumia”, „Frankenstein” i „Drakula”. Miny robią mocno umalowani Boris Karloff i Bela Lugosi.

„Wielka powódź”

– wydarzenie specjalne wrocławskiego festiwalu. Nowy eksperymentalny dokument Billa Morrisona, autora słynnego filmu-kolażu „Decasia”, z muzyką na żywo w wykonaniu gitarzysty Billa Frisella.

YouTube

– rzeczywistość przenosi się do internetu. Trzeba założyć wideo-bloga, na którym publikujesz kontrowersyjne treści. Następnie stajesz się internetowym memem, a po kilku miesiącach do twoich drzwi puka ekipa filmowców. „Ja@wZoo” Chrisa Moukarbela i Valerie Veatcha, dokument opowiadający o internetowym obrońcy Britney Spears, to przykład amerykańskiego snu 2.0.

Z

zło

– na AFF-ie będzie obecne nie tylko w klasycznej „Drakuli”, ale i w „Jack i Diane” Bradleya Rusta Graya. W dziewczyńkim horrorze o, ekhm, wilkołakach-lesbijkach tego elementu na pewno nie brakuje.

Tekst: Mariusz Mikliński


? E I N A W O R A Z C Z RO ! r ó wyb asz M świętach ynamy myśleć o cz za ż ju y m a d, Dopiero listopa w! W tym fionych prezentó ra et ni y er ec ni i ogłaszamy ko skarpetek eźć pod choinką al zn u ow zn y m roku nie chce za 5 zł. tu i dezodorantu on sk dy z a at aw w paski, kr zną, kampanię społec na zy oc zp ro ch ls Marka piwa Gro entową rutyną by zerwać z prez e, uj ok ow pr a któr

Są rzeczy, które lubimy w świętach, np. to, że nie trzeba iść do pracy i że można przez kilka dni bezkarnie leżeć przed kompem, jeść pyszne rzeczy i robić to wszystko bez poczucia, że życie przechodzi nam koło nosa. Zwłaszcza że wszyscy znajomi robią w tym czasie mniej więcej to samo – poza nielicznymi szczęściarzami, którzy wyjeżdżają na święta do ciepłych krajów. Tych szczęściarzy nie lubimy, tak samo jak jeszcze jednej rzeczy – nietrafionych prezentów. Jak to się dzieje, że na myśl o otwieraniu pięknie zapakowanych pudełeczek złożonych pod choinką większości z nas jeży się włos na głowie? To proste – mało komu chce się pomyśleć, z czego byśmy się naprawdę ucieszyli, i kiedy idą do pobliskiego centrum handlowego na potęgę pakują do koszyków tanie kosmetyki zapakowane w tandetne świąteczne zestawy (tak, bardzo potrzebuję balsamu do ciała za 11 zł w zestawie z pumeksem), popularne i nieciekawe czytadła za jedyne 9,99 zł (tak, miałam wielką ochotę przeczytać biografię Danuty Wałęsy) czy jakieś koszmarne pseudoświąteczne ozdóbki (tak, zawsze chciałam postawić na parapecie świeczkę w koszyczku ze sztucznymi fiołkami).

Koniec z tym! Jeżeli świat nie skończy się przed świętami, z pewnością wkroczy w erę kreatywnych prezentów! Magazyny „Newsweek”, „Aktivist”, „Exclusiv”, „LOGO”, „Playboy”, „CKM” oraz stacja AntyRadio patronują kampanii marki piwa , która ma na celu uwolnienie nas od nieudanych prezentów. Razem stworzymy czarną listę niechcianych prezentów. Na stronie facebook.com/Grolsch.Polska każdy będzie mógł zagłosować na prezent, którego najbardziej nie chce dostać pod choinkę. Czas sprowokować ludzi, żeby odeszli od utartych schematów i zaczęli dokonywać alternatywnych prezentowych wyborów. Wystarczy przyjrzeć się bliżej czyimś zainteresowaniom, żeby wpaść na oryginalny pomysł i wyszperać rzecz, która naprawdę tę osobę ucieszy. Wystarczy pogrzebać na internetowych aukcjach, żeby znaleźć kolekcjonerski egzemplarz płyty ulubionego zespołu, lub wejść na stronę z instrukcją, jak własnoręcznie uszyć designerski T-shirt. Świetnym wyborem będzie też wyraziste piwo w designerskiej, limitowanej 1,5 litrowej butelce. Taki prezent o wiele bardziej ucieszy niż sztampowe gadżety z supermarketu.


y n gramofo . vs Gitary

W OJNA / Y S IS K / DISSY

je ra zadecydu tó k , ć ś o n z c ie i publi eciwko sieb rz p a n e n io a y ustaw za muzyczn e, dwie scen re n p z yc im z u ju a m z i d k gatun oim ro , dwa różne jedyna w sw to h s la c d n Dwa zespoły u . So o pojedynku o wyniku teg

Idea dźwiękowego pojedynku zrodziła się na ulicach słonecznej Jamajki. Od lat 50. muzycy rozkładają tam na ulicach sprzęt i prezentują przechodniom swoje soundsystemy rywalizując o przychylność fanów. Grają głównie reggae, dancehall i ska, ale im więcej zaskakujących autorskich pomysłów, tym lepiej. Chodzi o to, żeby udowodnić całej dzielnicy, kto jest najlepszy. Wygrywają ci, którzy grają lepiej i głośniej, gromadzą wokół siebie więcej słuchaczy. To prawdziwe wyzwanie dla artystów - muszą wykazać się kreatywnością, przebojowością, dystansem do siebie. Tu nie ma odgórnie ustalonego planu, wszystko dzieje się spontanicznie. Jesteście gotowi pójść na żywioł?

Muzyczny spontan

W 2006 r. pomysł soundclashów podchwycił Red Bull, organizując pod szyldem Red Bull Soundclash cykl muzycznych pojedynków. Sukces pierwszych edycji spowodował, że impreza odbywa się na wszystkich kontynentach i przyciąga coraz bardziej znane

nazwiska. Wśród międzynarodowych gwiazd, które podjęły muzyczne wyzwanie, były: Snoop Dogg, Erykah Badu, The Roots, The Ting Tings czy Linda Perry. Tej jesieni Red Bull Soundclash po raz pierwszy zawita do Polski i zaanektuje przestrzeń warszawskiego Soho Factory. Dwa zespoły powalczą o uznanie jury, czyli publiczności. Red Bull Soundclash nie jest zwykłym koncertem. Muzyczna kolaboracja pomiędzy artystami odbywa się na dwóch scenach ustawionych frontem do siebie. Niewielką przestrzeń między nimi wypełnia publiczność, której zadaniem jest ocena obu kapel. Po każdej z czterech rund decybelomierz mierzy siłę oklasków. Pierwszym zadaniem, z którym zmierzą się formacje, będzie zagranie coveru znanego utworu wcześniej wybranego przez didżeja. W drugiej rundzie muzycy przejmą utwór konkurenta wykonywany na sąsiedniej scenie i przerobią go według własnego uznania. W trzeciej natomiast będą musieli dostosować swoje kawałki do stylu, który narzuci im didżej. W finałowej rundzie na każdej ze scen pojawiają się nieoczekiwani goście specjalni. Polscy artyści, którzy podjęli wyzwanie Red Bull Soundclash, z pewnością zaskoczą

swoich fanów. Zaskakujący jest też fakt, że znalezienie na rodzimej scenie chętnych do zmierzenia się w tym pojedynku wcale nie było łatwe. Cóż, w końcu taka rywalizacja wymaga zdecydowanie większych umiejętności niż puszczanie na zmianę piosenek z iPodów – umiejętności, których najwyraźniej wielu „uznanym” polskim bandom brakuje. Brawa więc dla Fisza/Emade i Tworzywa oraz Acid Drinkers, którzy zagrają na ustawionych frontem do siebie scenach. To właśnie oni, reprezentanci zupełnie odmiennych światów muzycznych, powalczą o aplauz publiczności i zaszczytne miano triumfatora pierwszej polskiej edycji Red Bull Soundclash.

Dwa hermetyczne gatunki

Będzie gorąco! Dlaczego? Bo 22 listopada w Soho Factory zgromadzą się zarówno fani ciężkiego gitarowego grania, jak i hiphopowcy, by dopingować swoich idoli. Bartek i Piotr Waglewscy, czyli Fisz /Emade, to klasyczny duet – raper i producent. Choć ich muzyka wyłoniła się z rodzimej sceny hiphopowej, to w tej chwili mają z nią niewiele wspólnego. Muzycznie czerpią pełnymi garściami z bogatego dorobku czarnej muzyki, jednak ich twórczość


C

jest całkowicie unikalna. Fisza można poznać po szczerym, osobistym i skrajnie indywidualnym przekazie, a Emadego – po subtelnych, jazzowo-chilloutowych głębokich brzmieniach. Oraz po tym, że ciągle żywe soulowo-funkowo-jazzowe wibracje łączy z najnowszymi osiągnięciami elektronicznej awangardy. W Soho Factory zagrają razem z zespołem Tworzywo i DJ-em Epromem – jednym z najlepszych turntablistów w Polsce. Na przeciwległej scenie wystąpi zespół, który od ponad 20 lat decyduje o obliczu polskiej sceny heavymetalowej – poznański Acid Drinkers. Acidzi to jeden z najbardziej charyzmatycznych bandów w tym kraju. Sławę zyskali dzięki energetycznym kawałkom z humorystycznymi tekstami, które pozwoliły im wypłynąć ze swoją muzyką na szersze wody. Wydali już 12 albumów i zdobyli osiem Fryderyków, a wciąż zaskakują energią. Co myślą o idei muzycznego pojedynku? Najpierw spytaliśmy Fisza: – Zawsze uważałem, że zabawa dźwiękiem ma ogromny sens, choć nigdy nie byłem wielkim fanem Franka Zappy. Hip-hop i heavy metal często są odbierane jako napuszone, zamknięte, hermetyczne i agresywne gatunki, które nie chcą wychodzić poza swoje podwórko. I dlatego myślę, że taki pomysł jest bardzo dobry.

Ahoj, przygodo!

Acid Drinkers do udziału przy nagrywaniu płyty „Infernal Connection” zaprosili kiedyś skreczującego Jana Mariana z Warszafskiego Deszczu i rapera Karrambę – mają więc doświadczenie w miksowaniu gatunków. Natomiast jedyne, co łączy Tworzywo z muzyką gitarową, to fakt, że dzielą salę prób z zespołami gitarowymi, aktualnie z Oddziałem Zamkniętym. Jak Fisz wyobraża sobie pojedynek? – Oni będą grzać, przecież koncerty heavymetalowe od początku do końca są jednym wielkim łomotem, a my będziemy kombinować z dramaturgią, bawić się brzmieniem, może nawet ciszą – zapowiada Fisz. – Zdarzyło nam się wystąpić po Acid Drinkers. A nawet przed Katem (śmiech). Gdy zagraliśmy nasz numer „Heavi metal”, w którym opowiadam o czasach, kiedy słuchałem Iron Maiden, publika zaczęła bić brawo.

Gdy skończyliśmy, była słynna zaśpiewka „Acid grać! K...wa mać!”. Krzyczało chyba z 50 osób, ale fani Acidów mają tak mocne gardła, że wydawało się, że krzyczy cały stadion. To będzie wyzwanie dla naszych fanów. Będziemy jednak walczyć o to, by się nie poddawali. Titus również wydaje się podekscytowany spotkaniem: – To muzyczne „ahoj, przygodo!” – tłumaczy. – Nie mówię, że granie thrashu czy heavy mnie nudzi, to moja pasja. Jednak teraz mogę się zabrać za coś, czego jeszcze nie robiłem, a do tego mam kolaborować z ekipą, która jest bardzo ceniona. Tylko głupi by się zastanawiał. Robimy to, oczywiście! – opowiada. – Ciekawi mnie, jak poradzimy sobie z ich utworami, a jeszcze bardziej to, jak oni poradzą sobie z naszym repertuarem. Nie wiem, jak odbiorą nas hiphopowcy, ale wiem, że publika „acidowa” to młodzi ludzie, którzy mają ogromne poczucie humoru. O nich jestem spokojny! I dodaje: – Poznaliśmy się z Fiszem i Emadem, przybiliśmy piątkę, ale żeby się tak naprawdę poznać, to jednak trzeba usiąść wieczorem przy stole. Albo zagrać razem kilka nieoczywistych dźwięków. Jeżeli chcecie wiedzieć, jaki będzie wynik tego pojedynku, wpadnijcie 22 listopada do Soho Factory. Będzie się działo. Tekst: Urszula Jabłońska

Informacje na temat artystów polskiej edycji Red Bull Soundclash i biletów na imprezę otwarcia są dostępne na www.redbullsoundclash.pl i targicojestgrane. pl. Red Bull Soundclash jest wydarzeniem otwierającym drugą edycję Europejskich Targów Muzycznych Gazety „Co Jest Grane”, które odbędą się w dniach 24-25 listopada w Pałacu Kultury i Nauki. Impreza otwarcia Red Bull Soundclash zostanie zorganizowana w warszawskim Soho Factory w czwartek 22 listopada.

M

Y

CM

MY

CY

CMY

K


z... E I S RA WT

beatbox / arol K / la u Pa

Siano, rzeka w ó ioł n A i Miasto iński , wypasiony ukra ch ny w ra sp no eł ób niep robi siostra opiekuńczy dla os za taksówkarkę e zi Stodoła, ośrodek gd , lii po ro lorowych et dynawskiej m et o najbardziej ko du ki ls po y w hotel, ulice skan ro a lo ł to tylko niewielk ós. Najbardziej ko ia R er ur at ig m S z zy żs go ni ie Jóns ierzcie: po których grał. I uw w , ch ka w có js ie m a ncji Pauli i Karol część reminisce

Zdarzyło nam się grać małą trasę na Ukrainie. Nasz booker dołożył nam niespodziewanie jeszcze jeden koncert, na Dzień Kobiet. Prominenci z Kamieńca Podolskiego, tworzący tamtejszy Klub Inteligencji Ukraińskiej, organizują wielką galę z okazji tego święta i chcą, żeby Paula i Karol zagrali dla nich. Wszystko odbywało się w hotelu Kleopatra. Nazwa mówi sama za siebie – wyobraź sobie najbardziej biesiadne miejsce, dużo złota, marmurowe schody, na totalnym wypasie. Publiczność, około czterysta osób, posadzono na wielkich czerwonych fotelach. Pary wystrojone, w przebraniu. My mamy otworzyć całą imprezę, nie wiemy jednak, co grać dla tak pięknych ludzi. Decydujemy się na nasz zwykły set, ludzie po jakimś czasie nawet klaszczą, jakaś para zaczyna tańczyć, a my czujemy się jak w Sali Kongresowej. Pod koniec koncertu właściciel hotelu wyszedł z wielkim bukietem czerwonych róż dla Pauli. Niestety, nie mieliśmy zbyt dużo czasu na zwiedzanie, poszliśmy jedynie na krótki spacer. Kamieniec jest miejscem prześlicznym. Graliśmy też na angielskiej prowincji, w Dolphinhome, położonym ok. 20 km od Lancaster. 40 domów, wszędzie pasą się owce. Mieszkańcy tej wioski swego czasu organizowali festiwal Dolphinstock, na którym występowali okoliczni muzycy. My zostaliśmy zaproszeni jako headlinerzy na pierwszą reedycję tej imprezy! Całość

przygotowano w stodole jednego z rolników. Ludzie z okolic praktycznie przez cały weekend mieszkali w namiotach, a podczas koncertów siedzieli na snopach siana. Naszym supportem był ośmioletni chłopiec grający piękne celtyckie melodie na skrzypeczkach wraz z wujkiem gitarzystą i kuzynką flecistką. Po występie dostaliśmy mięso prosto z farmy, piliśmy whiskey ze słoików. Natomiast gdy nasz perkusista Christoph robił beatbox podczas przeróbki „Can I Kick It” z repertuaru hiphopowego składu A Tribe Called Quest, jedna ze starszych pań siedzących w pierwszym rzędzie wstała i wykrzyknęła z przerażeniem zdanie, które weszło na stałe do koncertowego słownika Pauli i Karola: „What is happening right before my eyes?”. Urocza babcia, pierwszy raz widziała beatboxera! W ramach tej samej trasy graliśmy również w małej mieścinie w Prowansji, a dokładnie w starym młynie przerobionym na trzy wielkie domy opieki dla dorosłych upośledzonych umysłowo. Nasza menedżerka kiedyś w jednym z nich pracowała i wpadła na pomysł, żebyśmy spędzili tam parę dni. Nikt z nas nie wiedział, czego się spodziewać, ale to było najśliczniejsze miejsce, jakie kiedykolwiek widzieliśmy. Mieszkańcy domu zaangażowani są we wszelkie prace: w ogrodzie, na polach lawendy czy przy wyrobie ekologicznego pożywienia. Całe dnie pracowaliśmy więc razem z nimi, potem przygotowaliśmy warsztaty, a na koniec


student days 13-15 listopada 2012

zorganizowaliśmy koncert, w którym wzięli udział pensjonariusze wraz z rodzinami. To było niezwykłe doświadczenie. Bardzo podobała nam się też Bazylea. Podczas naszej trasy po Europie występowaliśmy nie tylko w klubach, ale i na ulicach, wspierając w ten sposób nasz budżet żywieniowy, tak było i tutaj. Raz dotarliśmy nad rzekę, zaczynamy się rozstawiać, ale widzimy, że z wody wychodzą ludzie. Najpierw myśleliśmy, że to spływ kajakowy. Okazało się, że rzeka to normalny środek transportu – ludzie pakują ciuchy do plastikowych toreb, wskakują do wody w punkcie A, wyznaczonym szlakiem płyną z prądem do punktu B, po czym wychodzą z wody i idą dalej. Sami tego spróbowaliśmy – to była niesamowita przygoda, choć sama Szwajcaria wydała nam się dziwna. Wielkie wrażenie zrobiło na nas Los Angeles. Nie wiem, czy chcielibyśmy tam wrócić, ale był to niezwykły czas. Szokująco wielkie miasto, ocean, atmosfera jak z filmu, jak w niezwykle intensywnym śnie. Zaliczyliśmy wszystkie atrakcje: Bulwar Zachodzącego Słońca, wzgórze Hollywood. Byliśmy zupełnie jak turyści. Wynajęliśmy gigantyczny samochód, w którym słuchaliśmy lokalnej rozgłośni radiowej z west coast rapem, jeździliśmy tymi ogromnymi autostradami. Zauroczył nas również Rejkiawik. Z naszej perspektywy dwie rzeczy były nadzwyczajne na Islandii. Po pierwsze, trafiliśmy na porę letnią, więc cały czas świeciło słońce. Coś dziwnego dzieje się z człowiekiem nieprzystosowanym do takich warunków, choć lokalsi umieją z nich korzystać i, przykładowo, spędzają wówczas dużo czasu na basenach. Po drugie, po pewnej godzinie, jeśli nie jest to weekend, nie kupisz ani grama alkoholu. Inaczej jest pod koniec tygodnia: w piątek i sobotę miasto szaleje, rozgrywają się dantejskie sceny. Zachwyciło nas to, że ludzie kultury tworzą zwartą społeczność – dziewczyna z Múm pracuje w barze, w którym graliśmy koncert, Björk wpadła na przyjęcie, na które zostaliśmy zaproszeni, a siostra Jónsiego, wokalisty Sigur Rós, niezwykle piękna zresztą, woziła nas i nasz sprzęt samochodem. Poznaliśmy też Szwajcara, mieszkającego w domu, który wybudował ze swoimi ziomkami. Cała grupa podczas pobytu na Islandii zastanawia się, o co chodzi w życiu. To dobre miejsce do kontemplacji rzeczywistości. Wysłuchał: Maciej Tomaszewski

40%

rabatu Wspólna trasa BRODKI i zespołu PAULA & KAROL rozpocznie się 23 listopada nietypowym występem na Targach Muzycznych w Warszawie. Następnie oba zespoły odwiedzą jeszcze sześć miast. Koncerty: 24.11 Rzeszów

25.11 Wrocław

30.11 Kraków

02.12 Katowice

06.12 Toruń

07.12 Poznań

po okazaniu legitymacji studenckiej

akcja w sklepach Levi’s® w miastach: biała Podlaska, białystok, bielsko biała, busko Zdrój, bytom, Chełm,Czeladź, Częstochowa, Gdańsk, Giżycko, Katowice, Kielce, Koszalin, Kraków, Leszno, Lubin, Lublin, Łódź, nowy targ, Olsztyn, Opole, Ostrów Wielkopolski, Poznań, radom, rybnik, rzeszów, stalowa Wola, swarzędz, szczecin, tarnobrzeg, tarnów, toruń, Wałbrzych, Warszawa, Wrocław, Zabrze, Zakopane, Zamość, Żory. szczegó ły w sklepach levi’s®


jej na czole gumę do żucia, mówiąc, że też

Legenda /

Motylica / Czakram

h c n u l Nagi miasta m u tr w cen

ie Halloween n a n u k ro m y ty , tylko robim last year. W ę z o s re p re a im y ą h c . na drętw kołaki i du nie idziemy ch miejskich i a y d p Wampiry, wil n u e g tr le io c o ś i my blog y się za ko mych i czyta przebieram jo a n z y m a z zapras zupę z dyni, y YouTube part iż n e z s p le o T

W 2010 r. opinią publiczną wstrząsnęła mrożąca krew w żyłach wiadomość, że na poziomie -2 Dworca Centralnego w Warszawie działała nielegalna hurtownia mięsa na kebaby. Niesamowitego odkrycia dokonała ekipa, która przygotowywała się do remontu. Stwierdzono, że tłuszcz z mięsa zatykał dworcowe odpływy i był jedną z głównych przyczyn wszechogarniającego dworcowego smrodu. W Warszawie zawrzało. Media mówiły o górach mielonego mięsa, pojawiły się nawet informacje o nielegalnej ubojni. Już po kilku dniach okazało się, że to jednak nie była hurtownia, lecz pomieszczenie, w którym jakiś przedsiębiorca obrabiał mięso do dwóch kebabów. Ale i tak wyobraźnia stolicy ożyła, produkując wizje rodem z „Nagiego lunchu” Williama S. Burroughsa – o ciemnoskórych chłopcach sprzedających halucynogenne „czarne mięso” pijanym imprezowiczom. I tak oto powstała najgłośniejsza warszawska legenda miejska ostatnich lat. Do dziś niejeden warszawiak, odbierając z dworca kolegę z Przasnysza i tak wystarczająco już przerażonego stołeczną dekadencją, ściszonym głosem opowiada o górach gnijącego mięsa.

FOAF mi powiedział

Historia z nielegalną hurtownią mięsa poruszyła zbiorową wyobraźnię przede wszystkim dlatego, że opierała się na innej miejskiej legendzie – że w kebabach i budkach z chińskim jedzeniem serwuje się mięso gołębi i szczurów. Miejska legenda to zwykle nieprawdziwa historia, ale mająca w sobie przysłowiowe ziarnko prawdy. Jej podstawowymi cechami są wręcz tabloidowa sensacyjność, która powoduje, że powtarzamy ją dalej, oraz duża doza prawdopodobieństwa. Żadne tam duchy, wampiry i ludzie-ćmy – nie ma logicznych przesłanek, by historia wydała nam się wyssana z palca. By uwiarygodnić historię, opowiadający często mówi, że przydarzyła się koledze kolegi. Takie rozpoczęcie narracji zastępuje dawny zwrot „był sobie raz…” i właśnie dlatego legendy są nazywane opowiastkami typu FOAF (skrót od „friend of a friend” – przyjaciel przyjaciela). Każdy z nas chyba słyszał o koledze kolegi, który na maturze miał temat „Czym jest odwaga?”, oddał pustą kartkę z napisem „To właśnie jest odwaga” i dostał piątkę, o koledze kolegi, który utarł w autobusie nosa matce z rozwydrzonym bachorem. Kobieta twierdziła, że wychowuje go bezstresowo, więc kolega przykleił

był tak wychowywany. Każdemu obiły się o uszy historie o czakramie, czyli „kamieniu mocy”, który znajduje się na terenie kościoła na Wawelu, o egzotycznych pająkach wychodzących z zakupionych w kwiaciarniach roślinek doniczkowych, o dilerach rozprowadzających wśród dzieci naklejki nasączone LSD (sama pamiętam pogadankę na ten temat w podstawówce na godzinie wychowawczej), o pieniądzach czy narkotykach znajdowanych w kieszeniach ubrań z lumpeksu. Oczywiście, legendy miejskie to nie polski wynalazek, w niemalże każdym większym mieście na świecie ludzie szepcą sobie przy piwie, winie, sake czy metaksie różne niesamowite historie. Nowy Jork elektryzowała opowieść o aligatorach, które niegdyś zostały wyrzucone przez właścicieli do ubikacji, a teraz osiągnęły niebotyczne rozmiary i grasują w kanałach. Najbardziej rozpowszechnioną legendą miejską lat 80. była jednak lista niebezpiecznych dodatków do żywności oznaczonych literą E. Drukowały ją masowo gazety w całej Europie, siejąc panikę, mimo że żaden szanujący się naukowiec nie wiedział, skąd się wzięła lista i na podstawie jakich badań została stworzona. Za rakotwórczy został uznany m.in. kwasek cytrynowy, który wcale taki nie jest, ale sama pamiętam, że w dzieciństwie z wielką nieufnością podchodziłam do żółtych buteleczek. Według niektórych fakt, że guma Turbo uchodziła za rakotwórczą mniej więcej w tym właśnie okresie, jest ściśle powiązany z tą tajemniczą listą – zapewne zawierała jakieś substancje E.

The truth is out there

Miejskie legendy działają na podobnej zasadzie, co internetowe memy. Przekazywane są kolejnym osobom, które ze względu na niesamowitość tych opowieści podają je dalej. A później jak na Facebooku – „co ja pacze” powszednieje i nikt już się tym nie interesuje. W przypadku legendy miejskiej wszyscy już wiedzą, że to ściema, więc historia przestaje mieć słodko-kwaśny smaczek prawdopodobieństwa. Dopóki nie pojawi się nowa. Legendy są jak wirusy, nie wytępi ich żaden antybiotyk. W necie funkcjonuje kilka blogów, na których zbierane są nadsyłane legendy – ich lektura nieodmiennie wywołuje zdziwienie: „To nie była prawda?”. Instytut Goethego ostatnio również zainicjował projekt zbierania miejskich legend z całego świata i kręcenia o nich krótkich filmików. Twórcy skupili się jednak na częściowo lub całkowicie wyimaginowanych postaciach charakterystycznych dla różnych miast, jak zjawa na wydziale prawa w São Paulo czy dziwna autostopowiczka z owłosionymi rękami z Brukseli. Polskę reprezentuje Czarny Roman, czyli odziany na czarno mężczyzna, który szybkim krokiem przemierza Warszawę. Jego obecność w kontekście miejskich legend wydaje się cokolwiek dziwna, ponieważ Czarny Roman rzeczywiście istnieje, sama nieraz go widziałam. Nikt jednak nie wie, kim jest – cinkciarzem bankrutem, mężczyzną szukającym zemsty za śmierć żony czy biedakiem, którego wiele lat temu tak poturbowano, że zwariował (każdy z nas zna pewnie inną wersję). To bez znaczenia. My w redakcji też mamy swoją małą miejską legendę, którą raczymy się, kiedy musimy siedzieć do późna podczas składu. Wzięła ona swój początek z jednego z bardziej absurdalnych odcinków „Z Archiwum X”, opowiadającego historię o tym, że w kanałach grasuje Człowiek-Motylica Wątrobowa. To oczywista bujda, ale lekki dreszczyk przed pójściem do toalety – bezcenny. Tekst: Ula Jabłońska, grafika: M. Kawalerowicz, D. Ołdak


sami u f z to , kawa

/ Warszawa miasto Moje

Jak

k w PRL-u ja ię s ć u z c o żna p ie wciąż mo w a z s r a W czyli gdzie w

Lotos Restauracja przy ul. Belwederskiej, gdzie czas zatrzymał się mniej więcej wtedy, gdy do władzy doszedł Edward Gierek. Kelnerki są tu profesjonalnie znudzone i zniecierpliwione, kawę pije się z fusami, a na ścianach wiszą niezwykłe kompozycje z wikliny. Niewiele już w Warszawie miejsc, w których można się poczuć jak na planie filmu Stanisława Barei – to właśnie jedno z nich. Przypomina o tym choćby napis na ścianie: „Mistrzów świata uprasza się o spokój”.

restauracja Lotos

Salon fryzjerski „Tadeusz” Znajduje się na parterze bloku przy ul. Magellana 6. Chociaż wnętrze i wyposażenie pochodzą z lat 90., to warto tu przyjść dla właściciela – pana Tadeusza. W latach 70. strzygł gwiazdy estrady w zakładzie niedaleko Teatru Narodowego; pomagał m.in. zapuszczać brodę Leonardowi Pietraszakowi do serialu „Czarne chmury”. Nieprzerwanie strzyże na Ursynowie, od kiedy dostał w tej dzielnicy przydział na mieszkanie i zakład. Jest kopalnią wiedzy o PRL-owskich fryzurach.

Gabinet przy ul. Grzegorzewskiej 3 Ginekolog/stomatolog. Warto odwiedzić to miejsce niekoniecznie ze względu na oryginalny zespół przyjmujących lekarzy, ale dlatego, że to właśnie tutaj kręcono serial „Alternatywy 4”. To przed tym blokiem stało drzewo, z którego wrona narobiła na kapelusz Romana Wilhelmiego, to tu aktorzy witali zagraniczne delegacje; tutaj wreszcie odbył się czyn społeczny, na który (prawie) nikt nie przyszedł.

Uniwersam

Grochów

Uniwersam Grochów

Izabela Meyza i Witold Szabłowski Ona – antropolożka kultury i dziennikarka, on – dziennikarz „Gazety Wyborczej”, autor głośnej książki „Zabójca z miasta moreli”. Prywatnie – małżeństwo z dzieckiem. Podjęli się niecodziennego eksperymentu – na pół roku przenieśli się do M-3 żywcem wyjętego z PRL-u, gdzie żyli, jakby czas zatrzymał się 30 lat temu – z trwałą, wąsami, maluchem oraz kolejkami po papier toaletowy. Po co? By spojrzeć z dystansu na dzień dzisiejszy, kiedy nie możemy przeżyć chwili bez Facebooka i waniliowego latte. Swoje przemyślenia spisali w książce „Nasz mały PRL”.

To jeden z ostatnich PRL-owskich „supermarketów”, który już niedługo ma zostać zastąpiony przez kapitalistyczny apartamentowiec. Na półkach można jeszcze znaleźć sporo produktów z epoki, jak pasta SAMA czy szampon „Zielone jabłuszko”, a na korytarzu prawdziwy rarytas – punkt repasacji rajstop. Wokół Uniwersamu, przy rondzie Wiatraczna, rozciąga się być może najlepszy bazar w Warszawie – z mydłem, powidłem i warzywami prosto od chłopa.

Nysa Andrzeja Spośród wielu wielbicieli PRL-owskiej motoryzacji Andrzej Grabczyk wyróżnia się tym, że w stroju z epoki wygląda toczka w toczkę jak Marian Koniuszko ze „Zmienników”. Wozi tak na śluby, wieczory panieńskie i kawalerskie oraz imprezy firmowe. Samo wejście do któregoś z jego samochodów – a oprócz nysy Balbiny ma doskonale zachowanego dużego fiata – to już podróż w czasie. Nieawanturującym się klientom Andrzej pozwala pokręcić korbą od nysy. Jego adres to 522.pl.

nysa Andrzeja Tekst: Witold Szabłowski


miasto

city

/ foto

/ ch wila

mome

To są citym zdjęcia. M ome nt@a y je zrob iliśm ktivis y. Pr t.pl zyśli jcie n am s woje ! Wy

Foto: redakcja i przyjaciele

nt

je zr óbci e.


enzje c re

żety / gad i c ś owo /n

FLYING LOTUS „Until the Quiet Comes” Warp

MUZYKA

Ikar?

RZECZ

Duchiiii

Bogu co boskie, Ameryce co fajne. Zanim 1 listopada pójdziecie czcić pamięć przodków, zorganizujcie sobie halloweenową imprezę. Albo chociaż kupcie lampkę-duszka. Niejaki Karim Rashid zaprojektował je dla włoskiej marki Lucedentro, kupić je możecie tu: www.lucedentro.com. [wiech]

Na swoim poprzednim albumie – kosmicznej beat-operze noszącej tytuł „Cosmogramma” – Flying Lotus przemierzał bezkresne przestrzenie pozaziemskie. Odkrywał nowe galaktyki, błądził w mgławicach i wciąż brnął do przodu. Wraz z czwartym krążkiem dotarł w okolice słońca – w miejsce, w którym ono grzeje, ale jeszcze nie parzy, mąci wzrok, ale nie oślepia. W trakcie tej wyprawy Steven Ellison dorobił się statusu gwiazdy. W zalewie rozkochanych w fajnych samplach młodocianych beatmakerów spadkobierca afrofuturystycznych tradycji jest jednym z nielicznych producentów z prawdziwego zdarzenia. Jego kompozytorskie zacięcie w połączeniu ze wsparciem Thoma Yorke’a i Eryki Badu zapewniły mu wiernopoddańcze uwielbienie prasy i środowiska. I choć melodie wypełniające „Until the Quiet Comes” na pewno zaskarbią mu sympatię jeszcze większej liczby fanów, to ci, którzy widzieli w nim rewolucjonistę, mogą poczuć się zawiedzeni. Ciepło chrzęszczące kołysanki, z których składa się nowy krążek FlyLo, dobitnie pokazują, jak szybko eksperymenty są w stanie przeniknąć do głównego nurtu. Uświadamiają też, jak wygodne dla artysty jest miano prekursora. Kiedy jednak godzące się powoli ze śmiercią indie „NME” wystawia najwyższe noty, ja zasłuchuję się w kwaśnych partiach basu gościnnie udzielającego się Thundercata i nie mogę pogodzić się z tym, że prabratanek Alice Coltrane cofa się w rejony swojego debiutu. Dopiero kolejna płyta Lotnego Lotusa pokaże, czy Mary Anne Hobbs miała rację, nazywając go Jimim Hendrixem XXI wieku. „Until the Quiet Comes” rysuje przed nim raczej drogę Herbiego Hancocka. [Filip Kalinowski]

Kim Nowak „Wilk” Universal FUCK FOR FOREST reż. Michał Marczak obsada: Tommy Hol Ellingsen, Leona Johansson Polska/Niemcy 2012, 85 min Against Gravity, 23 listopada

FILM

Z(a)bawianie

Chcą ratować świat – sadzić sadzonki drzew w lasach tropikalnych, a przy tym wyzwalać dusze i obnażać hipokryzję. Byliby jedną z wielu organizacji bawiących się w filantropię w krajach Trzeciego Świata, gdyby nie drobny szczegół. Istniejąca od 2008 r. norweska grupa aktywistów, która po problemach z prawem w Oslo przeniosła się do bardziej otwartego Berlina, finansuje projekty ekologiczne, pokazując w internecie kręcone metodami chałupniczymi filmiki porno. Po wpłaceniu kilkunastu euro na rzecz organizacji Fuck for Forest każdy może się zapoznać z ich, jakby to ująć, przesłaniem – seks na pniu drzewa, wege-ekscesy z bakłażanem, a po wszystkim przemowa przeciwko korporacjom zmiatającym lasy tropikalne z powierzchni ziemi. Wydawałoby się, że FFF to filmowy samograj. Na ekranie nie uświadczymy jednak sterczących penisów i zbyt wielu karkołomnych pozycji (jest za to śpiewak operowy w damskim gorsecie), zamiast penetracji – drobiazgowa dokumentacja. Reżyser Michał Marczak, który z FFF spędził z przerwami dwa lata, w serii dynamicznych scen rejestruje codzienność zamkniętej społeczności działaczy, puentując ich poczynania ironicznym, według mnie niepotrzebnie, komentarzem z offu. Towarzyszy im podczas poszukiwań osób, które zgodziłyby się wystąpić przed kamerą, odwiedza undergroundowe kluby dla swingersów i imprezy fetyszowe, by w końcu wyruszyć wraz z członkami FFF do Amazonii z ekologiczną odsieczą. To właśnie w Ameryce Południowej zawiązuje się dramaturgia filmu – bohaterowie konfrontują się ze swoim wyobrażeniem „człowieka naturalnego”, powoli zaczynają pękać iluzje wykute w cieplarnianej atmosferze zachodnioeuropejskiej kontrkultury. Upstrzone kolorowymi piórkami przesłanie o wolności seksualnej staje się śmieszne – mieszkańcom wiosek nie jest bowiem potrzebny powrót do natury, lecz praca, która według Fuck for Forest opierałaby się przecież na wyzysku. Sugestywne sceny trafnie obnażają oderwany od rzeczywistości, zero-jedynkowy tok rozumowania pracowników takich organizacji, ale wymowa filmu może budzić wątpliwości. Twórcy nieraz zbyt łatwo przyjmują pobłażliwy ton przechodnia, który uśmiechem kwituje naiwne starania eko-oszołomów. Za późno na rewolucję, trzeba spłacać kredyt. [Mariusz Mikliński]

MUZYKA

Być jak

Rok temu bracia Waglewscy chcieli być jak Beastie Boys i udało im się – pod szyldem Fisz/Emade nagrali bardzo dobry album „Zwierzę bez nogi”. W tym roku postanowili jednocześnie być jak The Black Keys, Queens of the Stone Age, Rage Against the Machine i Sonic Youth. I znów im się udało. Drugie wydawnictwo Kim Nowak „Wilk” to niesentymentalna podróż w przeszłość. Album jest odpowiedzią na kryzys, który dotknął młodą polską muzykę gitarową pozbawioną charakteru, brzmienia, melodii i energii. Bracia Waglewscy nie opieprzają się, szczególnie gitarzysta Michał Sobolewski. Raz gra jak Jack White, raz jak Josh Homme, a kiedy indziej jak Tom Morello. Nie chodzi tu tylko o kopiowanie, ale o przywołanie klasycznego stylu, przełożenie go na język polski i dodanie własnej ekspresji. Na „Wilku” ponure i chłodne teksty Fisza schodzą na drugi plan wobec brudnego i surowego brzmienia zespołu. W tym roku jedyną konkurencją dla Kim Nowak może być Voo Voo. [Jacek Skolimowski]


Kochankowie z Księżyca. Moonrise kingdom („Moonrise Kingdom”) reż. Wes Anderson obsada: Jared Gilman, Kara Hayward, Edward Norton, Bill Murray, Frances McDormand, Bruce Willis, Tilda Swinton USA 2012, 94 min Kino Świat, 23 listopada

CNC „False Awakening” DRAW Records

MUZYKA

Ponadczasowy weltschmerz

Przywracając do łask tradycyjnie anglosaski format, którym jest EP-ka, stojący za projektem CNC Borys Dejnarowicz i Piotr Maciejewski doskonale zdają sobie sprawę z zalet tego typu wydawnictwa. Zawiera ono krótką, ale integralną wypowiedź muzyczną nierozcieńczoną wypełniaczami – jakkolwiek brzmi to w kontekście ambientu i shoegaze’u, których oniryczna materia wypełnia drugą płytę duetu. Niedyskretne nawiązania do twórczości Slowdive czy Robina Guthriego ucieszą zapewne jedynie fanów gatunku, natomiast ukłony w kierunku Stereolab wydadzą się znajome każdemu, kto śledzi kompozytorskie poczynania Dejnarowicza. Melancholia układanych przez niego melodii oraz charakterystyczne progresje akordów wywołują tęsknotę za miłością, której nigdy nie przeżyliśmy, i innymi tego typu wrażeniami. Pewna hermetyczność i wynikający z niej brak oczywistej wyrazistości będą pewnie przeszkodą w dotarciu do nieco liczniejszego audytorium. Nie zmienia to faktu, że życzyłbym sobie więcej krajowych nagrań na takim poziomie. [Rafał Rejowski]

FILM

Słodko-słono

Wes Anderson to czołowy hipster amerykańskiego kina i autor, którego wyobraźnia zdaje się nie mieć granic. Reżyser swobodnie miesza absurd i groteskę z najpoważniejszymi tematami – o rzeczach ostatecznych opowiada na tle kartonowych dekoracji lub wykorzystując animowane kukiełki mówiących lisów, najchętniej w przestylizowanych, cukierkowo barwnych, świadomie geometrycznych kadrach. Ale niezwykła inteligencja twórcy pozwala jego baśniowym, zabawno-smutnym mikrokosmosom zachować w sobie prawdę. „Kochankowie z Księżyca” to kolejna smakowita porcja kina à la Anderson – słodko-słonego i wystarczająco kolorowego, by wypunktować najciemniejsze odcienie szarości. Niezwykła poetyka i rozpoznawalny styl Andersona to wabik dla gwiazd, które chętnie biorą udział w jego projektach, mimo że ich budżetowi daleko do finansowego zaplecza „Transformersów”. Tym razem na planie stawili się m.in.: Bruce Willis, Edward Norton, Frances McDormand i Bill Murray. Ale prawdziwymi gwiazdami filmu jest para debiutantów. Tytułowi kochankowie Sam (Gilman) i Suzy (Hayward) mają 12 lat i kochają się na zabój, ale otoczenie zdaje się nie rozumieć powagi tego uczucia. Bohaterowie postanawiają więc porzucić zinstytucjonalizowaną rzeczywistość (dziewczynka opresyjną rodzinę, a skaut-samotnik swój zastęp) i poszukać miejsca poza znanym im światem. Uruchamiają w ten sposób całą lawinę zdarzeń... Osadzeni w latach 60. „Kochankowie z Księżyca” to autorska reinterpretacja niezwykle chętnie podejmowanego przez filmowców tematu – kontrkulturowej rewolucji w Ameryce. Starannie wystylizowany, zrealizowany w scenicznej manierze obraz ma szansę zachwycić widzów, którzy nie znają wcześniejszych filmów Andersona. Tym, którzy zdążyli się już w nim zakochać, zabraknie chyba spontaniczności i wariactwa. „Kochankom...” nie udało się uniknąć pewnej dozy sztuczności, tak jakby w dobrze naoliwiony mechanizm, z którego korzysta twórca, dostało się małe ziarenko wyrachowania. [Anna Tatarska]

Fragment wywiadu, który z Jessie Ware przeprowadził Michał Karpa:

Jessie Ware „Devotion” PMR Records

MUZYKA

Pewna niepewność

Zacznijmy od tego, że „Devotion” jest zestawem 11 równoprawnych kompozycji, co w empetrójkowych, nastawionych na przebojowość czasach nie jest wcale tak oczywistym wyborem. Punktem wyjścia jest tu szykowny soul lat 80. (Sade, Anita Baker), jak w „Night Light”, przefiltrowany przez wrażliwość dziewczyny, która weekendy zwykła spędzać w rytmie dubstepu (vide featuringi z SBTKRT), jak w „110%”. Debiut Jessie nie jest jednak krążkiem stricte tanecznym – to wyrafinowana propozycja, którą należy konsumować raczej we dwoje (dwóch/dwie) niźli w pojedynkę. Pomimo śmiałych nawiązań do modnych obecnie trendów „Devotion” to płyta na wskroś klasyczna, niemal wzorcowy przykład tzw. kobiecego albumu. Bo choć zazwyczaj daleki jestem od genderowych skojarzeń, to tym razem trzeba posypać głowę popiołem i stwierdzić, że „Devotion” nie mógłby nagrać mężczyzna – to krążek zbyt szczery, zbyt świadomy, zbyt intymny. Portret pewnej siebie kobiety, choć tak niepewnej tego, co będzie jutro. [Maciek Tomaszewski]

Ponoć uwielbiasz patrzeć na tańczących ludzi. To niesamowite, jak niektórych pochłania parkietowe szaleństwo. Nie przejmują się innymi, są skoncentrowani tylko na sobie. A ten pozytywny egoizm często udziela się pozostałym. Emanująca z nich energia i spontaniczność wpływa także na nas, kiedy stoimy na scenie. Sama zresztą uwielbiam tańczyć. To słychać na „Devotion”. Twoje piosenki, splatające pop, r’n’b, soul i elektronikę, mają odzwierciedlać najnowsze tendencje w muzyce? Raczej moją miłość do różnych gatunków, do przekraczania stylistycznych granic. „Devotion” jest połączeniem tradycji i nowoczesności. Dlatego właśnie obok amerykańskiego soulu słychać na płycie nawiązania do brytyjskiej muzyki klubowej. Czy to właśnie muzyka powoduje, że jesteś – jak często podkreślasz – dumna ze swojego obywatelstwa? Szanuję wielu brytyjskich artystów, uwielbiam Sade i Annie Lennox, ale muszę uczciwie przyznać, że moje piosenki brzmiałaby dziś zupełnie inaczej, gdybym nie słuchała Elli Fitzgerald czy Arethy Franklin. Matka zaszczepiła we mnie miłość do czarnych brzmień, katalog Motown jest dla mnie muzyczną biblią. Staram się śledzić ewolucję hip-hopu, r’n’b i soulu, ostatnio zaimponował mi Frank Ocean – nie tylko muzyką, ale szczerymi tekstami i artystyczną pewnością siebie. Chyba nie chcesz powiedzieć, że tobie jej brakuje? Kiedy słucham twojego głosu w „The Vision” Jokera, ciarki przechodzą mi po plecach. O, dziękuję! Współpraca z Jokerem i SBTRKT-em bardzo ukształtowała mnie muzycznie. I choć teraz cały wywiad promuję swój solowy album, Michała karpy na pewno wrócę do kooperacji z producentami klubowymi. z jessie ware dostępny Moje korzenie tkwią na iPadzie! Do ściągnięcia w brzmieniach tanecznych, na stronie: nie zapominam o tym.

APP.AKTIVIST.PL


V/A „PL Funky 2” Razzmatazz

MUZYKA

MUZYKA

Projekt PL Funky powstał kilka lat temu. Zaczęło się od darmowej składanki, na której wystąpili młodzi producenci znad Wisły: The Phantom, Zeppy Zep, Teezy, Vanatoski, BTR, Spox, a także moja skromna osoba. Inicjatywa spotkała się ze sporym zainteresowaniem, a część utworów z darmowej kompilacji została wydana w fińskiej wytwórni Top Billin. Druga odsłona ukazała się pod skrzydłami wytwórni Razzmatazz – na winylu (cztery numery) oraz w wersji cyfrowej (osiem numerów). Oprócz starych wyjadaczy z basowymi bangerami pojawiają się na niej Pvre Gold, Rhythm Baboon, Umba i Space Ladies. Jeśli chodzi o muzykę, w warstwie warsztatowej rodzimych producentów słychać duży postęp – wszystkie nagrania brzmią świeżo i z całą pewnością spodobają się fanom szeroko pojętej bass music, nie tylko w Polsce. Nie ma co liczyć na przester, chyba że będzie on tytułem kawałka. [Maciej „MCQ” Panek]

Za każdym razem, gdy myślę, że rock’n’roll umarł  i gnije sześć stóp pod ziemią, skutecznie wdeptany tam przez wypastowane glany małolatów podśpiewujących pod nosem „Toxicity”, budzi mnie mocny cios prosto w zęby. Nowa płyta The Vandelles niczym uroczy policzek wymierzony kompletnie pijanemu chłopakowi o piątej rano sprawiła, że mam ochotę wstać i biegać wkoło, krzycząc: „Ludzie, obudźcie się!”. Ich debiut przypominał zderzenie z ośmiometrowym kolosem ryczącym nad brzegami Waikiki, EP-ka czarowała melodyjnymi pioseneczkami, które chyba tylko przez przypadek nie zdobyły odrobiny popularności. „Strange Girls Don’t Cry” pokazuje całkiem nowe, bezkompromisowe, a zarazem najbardziej urocze oblicze grupy z Brooklynu. Równie doskonały zestaw dźwięków w wykonaniu tak niedoświadczonego zespołu słyszy się coraz rzadziej. Dziewczyny nie płaczą i z wredną pewnością siebie zabierają nas na wycieczkę, zgrabnie lawirując pośród chwiejących się ścian gitar, zabójczo przebojowych riffów i romantycznych mruczanek rodem z kiepskich list przebojów. Tu nie ma dyskusji o formie czy sensie. Albo wsiadasz, albo sączysz drinka, patrząc, jak przygoda odjeżdża w stronę zachodzącego słońca. To jest płyta do tańca, seksu, picia, ćpania i płakania. A ja po prostu wciąż naciskam repeat, gwiżdżąc pod nosem riff zamykający „Nocturnal”. [Michał Kropiński]

Kosmos, panie

aktivist reklama.indd 1

The Vandelles „Strange Girls Don’t Cry” Self release

Dziewczyny nie płaczą

2012-10-16 16:45:45

Na zawsze Laurence („Laurence Anyways”) reż. Xavier Dolan obsada: Melvil Poupaud, Suzanne Clément, Monia Chokri Francja/Kanada 2012, 169 min Spectator, 9 listopada

FILM

Zakochany w sobie

23-letni Xavier Dolan, okrzyknięty jednym z najbardziej utalentowanych młodych twórców współczesnego kina, swoim trzecim pełnometrażowym filmem zawodzi na całej linii. Zachłyśnięty zachwytem, który niemal powszechnie budzi, nie pohamował pretensjonalnych zapędów, upodabniając się do swoich narcystycznych bohaterów. Krytycy do tej pory przymykali oko na jego błędy, lecz Dolan nie jest już nieopierzonym debiutantem – taryfa ulgowa więc się skończyła. Szczególnie że tych wad jest tu o wiele za dużo. I nie chodzi tylko o to, że reżyser „Wyśnionych miłości” się powtarza, po raz kolejny poruszając kwestie poszukiwania tożsamości seksualnej i wyobcowania. Tym razem nie ma jednak w jego filmie ani świeżości, ani nieco naiwnej szczerości, która była atutem poprzednich produkcji. Wątły scenariusz opowiadający historię burzliwego związku Laurence’a, który marzy o zmianie płci, i próbującej wytrwać u jego boku Fred został rozbuchany do rozmiarów prawie trzygodzinnego filmu. „Na zawsze Laurence” nuży i irytuje na zmianę, rzadko kiedy zachwyca. Narracja szybko traci dynamikę, rozbija się o pseudointelektualne wtręty, rozmówki o sensie życia i wizualnie dopracowane sekwencje, które według Dolana prezentowały się tak znakomicie, że nie był w stanie zrezygnować choćby z kilku. Kanadyjczykowi nie można odmówić umiejętności konstruowania ścieżki dźwiękowej – ma ucho do łączenia muzyki klasycznej z popowymi brzmieniami. Problem polega na tym, że jego dzieło oceniamy jako film, a nie teledysk czy płytę ze złotymi przybojami. [Piotr Guszkowski]


BISZ „Wilk chodnikowy” Fandango

MUZYKA

Przed stado

Tym, którzy trzymają się z dala od rodzimego hip-hopu, umyka bodajże najciekawszy okres w jego historii. Rap dawno już wyszedł z piaskownicy i choć media nadal zauważają go tylko w celuloidowym wdzianku, to wyrósł on na pewny siebie, nieskrępowany konwenansem głos ulic, bloków, sal wykładowych i biur. Tylko najtwardsi z weteranów przetrwali czasy urodzaju i głodu, więc młodziaki muszą mieć ostre kły, by dobić się do koryta. Do „koryta, w którym osiądzie flow” i do którego wpadają niedostępne większości popowych gwiazdek złote płyty. Bisz, bydgoski rookie of the year, po to ma zęby, by cedzić przez nie wersy, a na technice zależy mu dużo bardziej niż na zaszczytach. Jego oficjalny solowy debiut buduje, tak wyczekiwany przeze mnie, pomost między podziemiem a głównym nurtem. Ruguje hermetyczność z undergroundowych eksperymentów ze słowem, tym samym wprowadzając do mainstreamu teksty obce większości legalnie wydającym MCs. Łączy bezczelność z poetyckością, formę z treścią. Sięga do słownika, którego znajomość dla większości raperów nie jest powodem do szczególnej dumy. Kiedy wszyscy muszą być kimś, jemu wystarczy to, że jest sobą. Sobą, czyli ciut pretensjonalnym w swojej wierszowanej emocjonalności i ukochaniu patetycznych bitów dwudziestokilkulatkiem, który młodzieńcze lata dzielił między ławkę i bibliotekę, zabawę i trening. A także najprawdopodobniej pierwszym nadwiślańskim hiphopowcem, który niewpuszczony na słuchawki po dobroci, wydrze je w końcu siłą. Nie wspierając się przy tym tandetnymi refrenami i popowymi samplami, lecz tylko dzięki własnemu umysłowi. [Filip Kalinowski]

PLANETE+ DOC FILM FESTIVAL vol. 3 „Pięć rozbitych kamer”, „Pałac”, „Niech żyją antypody”, „Wodne dzieci”, „Kumare. Guru dla każdego”, „Projekt Nim”, „Ambasador”, „Bert Stern. Prawdziwy Mad Man”. Against Gravity

DVD

Reality górą

Plotki o nieuchronnym triumfie wirtualnej rzeczywistości nad tą klasyczną są mocno przesadzone. Świadczą o tym m.in. tłumy, które co roku oblegają majowy festiwal filmów dokumentalnych Planete+ Doc i biegają z wywieszonym językiem między kinami z zamazanym flamastrami programem, usiłując zdążyć na wszystko, co interesujące. Jest to oczywiście niemożliwe – i tak zawsze towarzyszy nam dojmujące poczucie niedosytu. Zwłaszcza gdy ogłoszone zostają zwycięskie filmy i okazuje się, że nie udało nam się obejrzeć nawet połowy. Damn! Dlatego box DVD z najlepszymi festiwalowymi tytułami, który ukazuje się jesienią, z pewnością ucieszy wszystkich dokumentalnych nałogowców. Zdecydowaną gwiazdą kolekcji jest „Kumaré. Guru dla każdego”, którego reżyser wciela się w charyzmatycznego przywódcę sekty. Werbując nowych wyznawców i odwiedzając kolegów po fachu, snuje śmieszno-straszną opowieść o potrzebie posiadania duchowego przewodnika. Koniecznie obejrzyjcie też „Projekt Nim” – poruszający dokument, zadając pytania o fundamentalne różnice między człowiekiem a zwierzęciem, opowiada historię psycholożki, która zdecydowała się wychować małego szympansa jak własne dziecko. Nie zawiedzie was także świetny „Ambasador”, w którym hipsterski reżyser w nie do końca legalny sposób zostaje ambasadorem Liberii w Republice Środkowej Afryki, by obnażyć proceder handlu krwawymi diamentami na najwyższym szczeblu. Dorzućcie do tego filmy: „Bert Stern. Prawdziwy Mad Man” (o twórcy m.in. kultowych zdjęć Marilyn Monroe), „Pięć rozbitych kamer” (o życiu w palestyńskiej wiosce broniącej się przed izraelskimi atakami) i „Wodne dzieci” (o japońskiej tradycji upamiętniania nienarodzonych dzieci) – przez cały listopad możecie leżeć przed telewizorem i nie wychodzić spod koca. Zimo, przybywaj! [Urszula Jabłońska]


B AT F O R L A SH E S THE HAUNTED MAN

Comic-Con Epizod V: Fani kontratakują („Comic-Con Episode Four: A Fan's Hope”) reż. Morgan Spurlock obsada: Seth Rogen, Kevin Smith, Eli Roth USA 2012, 88 min Gutek Film/Kultura Gniewu, 23 listopada

NOWY ALBUM

P R E M I E R A: 15/10/2012

FILM

Nie tylko dla geeków

Kiedy Morgan Spurlock, twórca głośnego „Super Size Me”, bierze się za dokument o festiwalu komiksowym, można się spodziewać wszystkiego. Mógł poprosić jakiegoś znanego rysownika o przygotowanie kilku plansz i następnie pokazywać je wydawcom jako swoje portfolio. Mógł udawać komiksowego psychola szukającego limitowanej edycji figurki lub starego zina, które oczywiście byłyby fikcyjne. Mógł na różne sposoby podejść środowisko komiksowe. Spurlock zrobił jednak klasycznie nowoczesny dokument o popkulturowym zjawisku, jakim jest zlot fanów komiksów w San Diego. Impreza organizowana jest od połowy lat 70. Na pierwszej było nieco ponad 100 osób, zaś w 2010 r. odwiedziło ją 130 tysięcy, a konwent stał się trzecim co do wielkości na świecie. Film „Comic-Con Epizod V: Fani kontratakują” próbuje uchwycić fenomen tego wydarzenia, pokazać, kto na nie przychodzi i dlaczego. Spurlock znajduje świetnych, reprezentatywnych bohaterów i buduje dramaturgię jak w filmie fabularnym. Widz śledzi losy barmana i żołnierza, którzy z plikiem rysunków przyjeżdżają z prowincji, by zostać rysownikami. Jest stary sprzedawca, który czuje na karku oddech cyfrowej dystrybucji. Jest para geeków, która… tego lepiej jednak nie zdradzać. Dokument ogląda się świetnie, jest dynamiczny i zabawny. Komiksiarze z zajawką zobaczą w nim prawdę o sobie i o środowisku nerdowo-geekowym. Historie, które wzruszają i bawią, trafią natomiast do każdego. W dokumencie trochę zbyt nachalnie została wyeksponowana kwestia przemiany festiwalu komiksowego w popkulturowy. Komiks ustąpił miejsca filmom i grom komputerowym i to one generują obecnie frekwencję na zlocie. Film powstał z myślą o fanach, więc oprócz normalnej dystrybucji kinowej będzie także udostępniany na życzenie – grupa osób, która chciałaby obejrzeć „Comic-Con” w szkole czy domu kultury, może wypożyczyć sobie kopię. Zatem fani – kontratakujcie! [Łukasz Chmielewski]

Souljazz Orchestra „Solidarity” Strut

Hidden Orchestra „Archipelago” Tru Thoughts

Submotion Orchestra „Fragments” Exceptional

Muzyka

Orkiestrowo w trzech smakach

Trzy kolektywy brzmieniowo poruszające się w niezbyt odległych galaktykach w odstępie kilkunastu dni wypuściły nowe płyty, które powinny zainteresować głównie amatorów filmowego jazzu spod znaku Ninja Tune. Szczególnie drugi album Hidden Orchestra, na którym szkocki zespół maluje kinematograficzne pejzaże samplami z nagrań terenowych, basem, smykami i dęciakami oraz – co słychać najwyraźniej – instrumentami perkusyjnymi (w składzie mają aż dwóch pałkerów). Ekipa z Edynburga mistrzowsko buduje napięcie – od jazzowego zacięcia The Cinematic Orchestra, przez mroczną melancholię The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble, po niepokój „Breslau” Igora Boxxa. Koncepcyjnego rygoru, który cechuje „Archipelago”, brak niestety na drugim krążku Submotion Orchestra. Siedmioosobowy skład z Leeds sprawia wrażenie, jakby nie mógł się zadecydować, czy tańczyć, czy siadać do kolacji przy świecach. To efekt znanej już z debiutanckiego „Finest Hour” kontry głębokich basów i zwiewnego głosu Ruby Wood. Tu jednak mocniej wyeksponowanej, z niekorzyścią dla „Fragments”. O porażce trudno mówić, ale z przymrużeniem oka traktujcie opinię, że Submotion Orchestra wytycza nową drogę. Przesunięcie akcentów procentuje za to w przypadku Souljazz Orchestra. Po akustycznym poprzedniku „Rising Sun” kanadyjski band wraca z energią przypominającą świetny „Freedom No Go Die” sprzed pięciu lat. Muzycy z Ottawy zaprosili do współpracy rodaków o egzotycznych korzeniach (senegalskich, jamajskich i brazylijskich) i swój uduchowiony jazz jeszcze wyraźniej pchnęli w objęcia afrobeatu i tropikaliów, podnosząc tym samym temperaturę zaangażowanych społecznie i politycznie tekstów. Parafrazując tytuł jednego z najlepszych numerów na „Solidarity”, zdecydowanie stwierdzam: „Takiego grania nigdy dość!”. [Michał Karpa]


LXMP with Kazuhisa Uchihashi „Broken Strings” Lado ABC Sigha „Living with Ghosts” Hotflush Records

LXMP with Chad Popple „The Lost Tuba” Lado ABC

Wszystko zajęte Marcin Podolec Kultura Gniewu 2012

Muzyka

Strachy

Czasami w muzyce nie ma miejsca na delikatność. Na piękne melodie, które mają trafić do przeciętnego słuchacza. Zdarza się, że jedyną emocją, którą artysta chce zawrzeć w swojej muzyce, jest strach. Z każdego kolejnego utworu z LP Sigh wyziera mrok. Monotonne minimalistyczne bity są tylko tłem dla psychodelicznych dźwięków, które otulają każdą sekundę tej płyty. Głębokie berlińskie pulsacje wprowadzają słuchacza w trans. Nie wiesz, czy masz tańczyć, czy zamknąć oczy, stać i analizować każdą nutę, która przechodzi przez twoje ciało. Nie usłyszymy tutaj agresji znanej z utworów Blawana, nie będzie snare’ów brzmiących jak miażdżony metal – dostajemy przemyślane, niepokojące techno, które nie ogląda się za siebie i nie zwraca uwagi na modę. Sigha nagrał jedną z najlepszych płyt elektronicznych tego roku. Mieszając swoją techniczną predylekcję z fascynacjami My Bloody Valentine, Sonic Youth czy Slowdive, stworzył idealnie skrojony muzyczny „Krzyk”. [Kacper Peresada] 

KOMIKS

MUZYKA

Wolność, radość, dyscyplina

LXMP to projekt dwóch nieokiełznanych osobowości związanych z warszawską sceną alternatywną – Macia Morettiego i Piotra Zabrodzkiego. Niniejsze płyty dokumentują spotkanie duetu ze znamienitymi gośćmi – japońskim weteranem noise’u i improwizacji, gitarzystą Kazuhisą Uchihashim oraz perkusistą i wibrafonistą Chadem Popple’em. „Broken Strings”, choć wyzwolone i drapieżne, jest skoncentrowane na szczególe. Utwory opierają się na powikłanych, rozpędzonych rytmicznych figurach, wokół których wiją się zapętlone, zwięzłe frazy gitary. Nawet gdy kawałki dryfują w obszary totalnego free, gdy Uchihashi generuje świdrujące metaliczne brzmienia, panowie nie tracą czujności, rozważnie dozując każdy dźwięk. Natomiast „The Lost Tuba” przynosi muzykę bardziej zróżnicowaną. Można by rzec, że dostajemy porcję podszytego groteską free rocka z licznymi odwołaniami do jazzu – od najbardziej psychodelicznych wątków fusion spod znaku Hancockowskiego „Sextant”, przez free, po soul i funk jazz. Trio z powodzeniem godzi energetyczne, jazgotliwe paroksyzmy z subtelniejszą sonorystyką. Hałaśliwe rytmiczne szarże równoważy dźwiękami wibrafonu czy tkanymi przez perkusistów rozedrganymi, acz delikatnymi sieciami. Oba składy wyśmienicie łączą bezpretensjonalną radość grania i surrealistyczne zacięcie z dyscypliną. [Łukasz Iwasiński]

Wizualna orgia

Trzeci album Marcina Podola, „Wszystko zajęte”, potwierdza jego ogromny talent, zarówno jako rysownika, jak i storytellera. Podolec bawi się komiksem z wdziękiem i wyrachowaniem. Jest magikiem, który zachwyca i zwodzi swoimi sztuczkami. Tam, gdzie scenariusz zaczyna dryfować, autor wykorzystuje narrację wizualną i metaforyczny eskapizm, żeby zaczarować czytelnika tak, by dostrzegł on to, co trzeba, a nie zauważył tego, czego nie powinien. Wizualnie komiks, także za sprawą kolorystyki, po prostu urzeka. „Wszystko zajęte” opowiada o skomplikowanych relacjach rodzinno-partnerskich dwóch braci, z których jeden szyje pogrzebowe ubrania, a drugi przygotowuje zwłoki do pochówku. Brakuje pieniędzy, bo ludzie nie umierają; ukochana jest cudowna, ale jest dziwką, ale to przecież może się zmienić… Pracując nad komiksem, Podolec nie wiedział, jak potoczy się historia. Wiedział jednak, że na końcu bohater będzie się uśmiechać. Ten uśmiech jest zaraźliwy. [Łukasz Chmielewski]

Bye Bye Bicycle „Nature” Selective Notes Kochanie, zabiłam nasze koty Dorota Masłowska Noir Sur Blanc

MUZYKA

Zimne zakąski

Kto z was pamięta uroczych Szwedów z Bye Bye Bicycle, ręka w górę! To właśnie oni nagrali jeden z najfajniejszych indiepopowych albumów ostatnich lat, którym udowodnili, że imprezowy sukces można osiągnąć bez wypasionej produkcji rodem ze studia Timbalanda. Ich debiut obalił też stereotyp, że nasi zamorscy sąsiedzi specjalizują się wyłącznie w agresywnym, mocno rock’n’rollowym szarpaniu gitar. Płyta „Compass” pokazała, jak mogłaby wyglądać dance-punkowa rewolucja, gdyby jej epicentrum znajdowało się w Sztokholmie lub Oslo, a nie w Londynie. Teraz przyszła pora na drugi album. Pierwsze dźwięki „Nature” nie zwiastują wielkiego przewrotu – jest pop, jest melodia, jest chłodny skandynawski dreszczyk. Niestety, o wiele mniej tu progresywnych odjazdów i wycieczek po wietrznych bezkresach północy. O ile płyta zabija przebojowością, o tyle nie zachwyci już tych, którzy odbierali Bye Bye Bicycle jako wirtuozów, czarujących klimatem i aranżami niczym Foals. Patenty z „Nature” słyszeliśmy nie tylko na pierwszym krążku, ale i na dziesiątkach podobnych nagrań z „alternatywnych” list przebojów. Bye Bye Bicycle, zróbcie coś dla społeczeństwa i w kolejnej części swojej sagi nagrajcie killery, które zjednoczą zmęczonych sobą Europejczyków w wydeptywaniu parkietu! A na razie wpadnijcie do Polski i zagrajcie jeszcze raz utwory z debiutu, stawiam piwo! [Michał Kropiński]

Książka

Język w wielkim mieście

„Na ulicy przed domem leżał kot z białym kołnierzykiem, ni to grzejąc się w słońcu, ni to raczej jednak nie żyjąc” – czytamy pół pierwszego zdania trzeciej powieści Doroty Masłowskiej i już wiemy, że będzie dobrze. Masłowska po swoim debiucie „Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną” została okrzyknięta głosem współczesnej młodzieży z blokowisk, a po dramacie „Między nami dobrze jest” – specjalistką od problemów dzisiejszej Polski. Tym razem też zapewne zostanie kimś okrzyknięta, ponieważ wielką pisarką jest. Już słychać głosy, że „Kochanie, zabiłam nasze koty” to powieść o zagubionych życiowo trzydziestolatkach, o pokoleniu Facebooka żerującym na śmietnisku postmodernizmu albo o kondycji współczesnej klasy średniej. Ja nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że głównym bohaterem powieści jest język. Po scenie zawieszonego w geograficznej próżni wszechmiasta snują się groteskowe bohaterki – Farah, Joanne i Go, które kompulsywnie używają przeciwbakteryjnego żelu do rąk, szukają sensu życia w magazynie „Yogalife”, marzą o wesołej grupce przyjaciół, z którymi mogłyby odbywać wojny na poduszki – i kompletnie mnie nie obchodzą, ponieważ moją uwagę całkowicie pochłaniają językowe perełki, które mówią o życiu i świecie dużo więcej niż losy postaci. Czytam więc  o wolności, która „oznacza prawo do swobodnego robienia z siebie palanta i spania potem z głową w sraczu”, o operacji plastycznej „usunięcia mózgu z usunięciem lęku gratis” i o poradniku „Jak wyglądać jak milion dolarów, kiedy czujesz się jak piętnaście marek niemieckich” i czuję, że te frazy mówią coś o świecie, który mnie otacza. Może dlatego, że jestem mieszkającą w wielkim mieście zagubioną życiowo trzydziestolatką. [Urszula Jabłońska]


Aktivist poleca Co miesiąc polecamy wam dwa filmy z przepastnej oferty iplex.pl, dostępnej pod specjalnie przygotowanym adresem aktivist.iplex.pl. Czasem są to nieoczywiste nowości, czasem ukochane klasyki, czasem nieznane perełki. Recenzuje Mariusz Mikliński.

Jaskinia hałasu Wojciech Lis, Tomasz Godlewski Kagra 2012

MUZYKA

Skierowanie na UKG

Książka

Spod piór

Liban / reż. Samuel Maoz Francja/Liban/Niemcy/Izrael 2009, 93 min

Powiedzmy sobie szczerze – kogo oprócz wytrzymałych recenzentów i garstki kolekcjonerów plastikowych żołnierzyków może interesować film o pierwszej wojnie libańskiej, która wybuchła w latach 80.? Nużąca marszruta, salwy oddawane z atrap broni, aktorzy zaciskający szczęki, jak przystało na żołnierzy, łopocząca flaga. Przewiń, wyłącz. Z „Libanem” debiutującego za kamerą Samuela Maoza jest inaczej. Tym, co wynosi obraz Izraelczyka ponad inne powstałe w ostatnich latach filmy o wojnie, jest prosty, ale niezwykle skuteczny zabieg formalny. Rozpisana na półtorej godziny akcja rozgrywa się w ciasnym wnętrzu czołgu, którym czterech nieopierzonych rekrutów próbuje przedrzeć się przez libańską granicę. Kontakt z światem zewnętrznym ogranicza się do oka peryskopu, przez który reżyser przesącza piekło wojny. Zasłużony Złoty Lew w Wenecji w 2009 r.

DUSK + BLACKDOWN „Dasaflex” Keysound

Równowaga musi być. W przyrodzie, ekonomii, muzyce i w pisaniu o niej. Podczas gdy księgarniane półki uginają się od naporu irokezów, agrafek i literek „A” w kółkach, metalową działkę monopolizuje jeden heretyk walczący z religią za pomocą argumentów gimnazjalisty i frazy rodem z prozy Paulo Coelho. W sukurs wszystkim, którzy nad krucjaty przedkładają mosh pit i headbanging do złamania karku, przychodzą panowie Lis i Godlewski. Lata spędzone na scenie, litry tuszu przelanego na kartki fanzinów, w których się udzielali, i setki kaset, na których nagrywali wywiady z muzykami i wszelkiej maści aktywistami, złożyły się na książkę „Jaskinia hałasu”. Pełna zdjęć i przedruków z różnych niskonakładowych mediów historia narodzin polskiego środowiska metalowego opowiedziana jest ustami jego twórców. Podzielony na rozdziały wielogłos żywo przedstawia tę subkulturę – wysyłane pocztą flyery, kopiowane dziesiątki razy demówki, pierwsze imprezy, zapomniane zespoły i cały ferment. Z natłoku wspomnień i refleksji trudno co prawda wyłowić redakcyjny klucz, który stanowił siłę punk-reggae’owego „Obok”, ale hermetyczność jest przecież wpisana w etos metalowców. Kto powiedział, że ich historia nie może zostać wyłożona w przystępny sposób? [Filip Kalinowski]

Swego czasu w Londynie pirackie rozgłośnie rozbrzmiewały nisko zawieszonymi, ciemnymi dźwiękami house’u, po których snuły się pocięte wokalne sample. Burial pewnie chodził jeszcze do szkoły, Hot Flush nie istniał, a future-of-garage były 2step, grime i dubstep. To właśnie wtedy gangsta-dance’owe So Solid Crew zdobywało kolejnych nastoletnich fanów, a policja wkraczała nawet na legalne „garażowe” imprezy, które uznawano za wydarzenia podwyższonego ryzyka. Echa ich interwencji słychać w ryku syren dźwięczących na drugim krążku pamiętającego tamte czasy duetu Dusk + Blackdown. W następcy albumu „Margins Music”, ciekawie odmalowującego soniczną panoramę Londynu, odbijają się również darkside’owe, drum’n’bassowe zagrywki oraz rytmika rodem z UK funky. Rdzeniem albumu jest jednak brudny, acz taneczny, niezależny UK garage, który wypełnia kilkadziesiąt minut „Dasaflex”. I choć sceną klubową rządzą dziś wszelkiego rodzaju house’owe i techniczne sentymenty, to niewielu spisuje owe wspominki w tak obrazowy sposób. [Filip Kalinowski]

MISTRZ („The Master”) reż. Paul Thomas Anderson obsada: Philip Seymour Hoffman, Joaquin Phoenix, Amy Adams USA 2012, 137 min Gutek Film, 16 listopada

FILM XXY / reż. Lucía Puenzo, Argentyna/Francja 2007, 87 min

Alex musi podjąć decyzję: jaką mam płeć? Jest hermafrodytą, ma długie włosy, ubiera się po chłopacku, choć otoczenie traktuje ją jak dziewczynę. Kiedy poznaje Alvara, nieśmiałego syna przyjaciół ojca, wszystko wydaje się przesądzone: pierwsze pocałunki, uczenie się bliskości, nieporadny seks. Problem pojawia się, gdy oboje zostają nakryci w łóżku przez rodziców – wychodzi na jaw, że Alex zachowuje się w stosunku do swojego przyjaciela jak chłopak. Lucía Puenzo nie przeniosła na taśmę filmową artykułu z poradnika psychologicznego. „XXY” to zniuansowany, choć nieraz drastyczny portret wyobcowania, spowodowanego przez dyktat jasnych dychotomii: kobieta vs. mężczyzna. Mądre kino.

Samozwaniec

Piątemu filmowi Paula Thomasa Andersona towarzyszyła niezdrowa aura skandalu, od kiedy do mediów wyciekły informacje, że fabuła „Mistrza” inspirowana jest życiem założyciela ruchu scjentologów, L. Rona Hubbarda. Jednak wszyscy, którzy fascynują się sektą – sekundują Tomowi Cruise'owi w poszukiwaniach nowej żony i są na bieżąco z ekscesami Johna Travolty – mogą poczuć się zawiedzeni. Anderson nie przywołuje biograficznych faktów, zamiast grzęznąć w plotkach i ferować przyziemne wyroki woli wraz ze swoimi bohaterami unosić się w świecie idei, które brał już pod lupę w swoich poprzednich filmach. Historia zaczyna się w połowie lat 40. ubiegłego wieku. Młody żołnierz Freddie (Joaquin Phoenix) świętuje gdzieś na Pacyfiku koniec drugiej wojny światowej. Po powrocie do kraju czeka go twarde lądowanie – szwenda się bez celu, pije, próbuje swoich sił jako fotograf portrecista, ale nie umie kontrolować wybuchów agresji. Zachowuje się jak porzucony pies, który przerażony wolnością gryzie wszystkich wokół. Krew nie poleje się jedynie dzięki Lancasterowi Doddowi (Philip Seymour Hoffman), samozwańczemu filozofowi i przywódcy sekty Sprawa, który chłopaka w samą porę przygarnie, a następnie podda serii prób. W jednej ze scen, gdy Freddie pyta kochankę, czy to jej jedyne wcielenie, dziewczyna odpowiada: „Mam nadzieję, że nie” – i o tym też jest ten film. O potrzebie zakorzenienia i wiary w coś, co jest „większe niż życie”, a także o duchowej słabości i fascynacji prymitywną siłą. Reżyser wykłada to osobliwie – bez klasycznej fabuły, za pomocą serii luźno powiązanych ze sobą epizodów, w których błyszczą odtwórcy głównych ról, scen czasem nużących, czasem oszałamiających, których dziwność podkreśla ścieżka dźwiękowa przygotowana przez gitarzystę Radiohead, Johna Greenwooda. „Mistrz” wymieniany jest wśród faworytów przyszłorocznych Oscarów, ale nie wróżę mu wielkiego sukcesu. Nie jest to nostalgiczna pocztówka z czasów prosperity, a przywiązanie do historycznego detalu nie służy tworzeniu pokrzepiającego mitu o „starej dobrej Ameryce” na czas kryzysu. Anderson mit ten rozbija, ukazując społeczeństwo zatomizowane, oddające się rojeniom o potędze, zwrócone plecami do przyszłości. Sam film też nieraz odwraca się od widzów, niektórzy po seansie mogą czuć się jak jego bohaterowie – zdezorientowani i zagubieni. [Mariusz Mikliński]


www.go-ahead.pl

ZAPRASZA

Sonata arctica

3.11 Progresja / Warszawa

Linnea Olsson „Ah!” Götterfunk Produktion

Muzyka

Smyki na chłody

Young gunS

NBA 2k13 Cenega Polska

10.11 Pod Minogą / Poznań 11.11 Hydrozagadka / Warszawa

GRA

Olsson to młodsza siostra Tori Amos i Reginy Spector. Szwedka, podobnie jak jej muzyczne kuzynki, epatuje rozedrganą kobiecą wrażliwością, zamieniła jednak fortepian na wiolonczelę i to wokół jej dźwięków buduje swój muzyczny świat. Kreatywne wykorzystanie pizzicato, długich pociągnięć smyka i puknięć w pudło instrumentu wraz z pogłosami i subtelnie wplecionymi dźwiękami syntezatora tworzy oszczędny, ale urozmaicony szkielet jej piosenek. Artystka nie ma problemów z pisaniem ładnych melodii, zgrabnie przeplatanych przestrzennymi impresjami, w których romantyczni wrażliwcy dostrzegą swojskie odniesienia do Sigur Rós, melancholii This Mortal Coil, a nawet anemiczności U2 z czasów „Unforgettable Fire”. Wszystko razem składa się na spójny, ale nienużący album, który ma szansę zostać z nami na dłużej, a już na pewno na czas nadchodzących chłodów. Jego ciepło z powodzeniem ogrzeje uszy i serca. [Rafał Rejowski]

auguSt BurnS red

Kosz wymiata

Miesiąc temu rozpływałem się w zachwytach nad najlepszą grą sportową w historii – „FIFA 13”. Wybitnemu koledze po piętach jednak depcze „NBA 2k13”. Gdy byłem młody, byłem taki sobie w piłkę nożną, za to wymiatałem w koszykówkę razem z bratem. Mieliśmy ogródek i własny kosz, często więc graliśmy. To dlatego co roku celebrujemy dzień wydania kolejnej gry koszykarskiej. Po tym, jak seria EA Sports „NBA Live” odeszła w zapomnienie, pozostało nam tylko „2k13”, ale nie mamy zamiaru ani przez sekundę narzekać. Idealnie przygotowany tryb kariery, pozwolił mi nieraz skręcić kostkę LeBronowi i sfaulować Kobiego. Świetnie dobrana muzyka pozwoliła mi uświadomić sobie, że nadal lubię hip-hop, podczas gdy Kirk Hinrich rzucał buzzer beatery, aby pokonać Miami Heat. Wszystko to sprowokowało kłótnię z moją lubą, która naciskała, abym w końcu przestał klikać w tego pada. Na razie nie widzę powodu, aby oderwać się nawet na chwilę. [Kacper Peresada]

10.11 Progresja / Warszawa 11.11 Fabryka / Kraków

Beach houSe

11.11 Stodoła / Warszawa

drY the river

16.11 Hala numer 2 MTP / Poznań (jako gość specjalny zespołu Hey) 17.11 Hydrozagadka / Warszawa 18.11 Firlej / Wrocław

ariel Pink’S haunted graffiti 24.11 Hydrozagadka / Warszawa

devin townSend Project fear factorY 4.12 Progresja / Warszawa 5.12 Eskulap / Poznań

i aM giant

7.12 Hydrozagadka / Warszawa

SaBaton

5.03 Hala numer 2 MTP / Poznań

Rozmówki polsko-angielskie Agata Wawryniuk Kultura Gniewu 2012

KOMIKS

Londyńczycy Poniedziałkowe dzieci Patti Smith Czarne

Trójka przyjaciół wyrusza na wakacje do Anglii szukać pracy. Autentyzm autobiograficznej fabuły i efektowna, stylowa kreska Agaty Wawryniuk sprawiają, że jej debiutanckie „Rozmówki polsko-angielskie” to nie tylko świetny komiks, lecz także ciekawe spojrzenie na wspólne wielu młodym osobom doświadczenie, którym jest emigracja zarobkowa. [cecha]

Książka

Będzie dobrze, dzieciak

Patti to ikona. Ikona, która nie wywinęła jeszcze żadnego samobójczego fikołka. Pomimo różnych eksperymentów pani Smith wciąż twardo stoi na straży prawdziwych rockowych ideałów. Okazją do konfrontacji z jej obecną twórczością jest ukazujące się u nas z dwuletnim opóźnieniem tłumaczenie książki Amerykanki. Dla Patti jest to przede wszystkim rozliczenie się z najważniejszym okresem kariery, a zarazem intymna spowiedź kobiety doświadczonej przez życie. Nie jest to typowa opasła biografia, w której przeczytacie o brudnych majtkach Jaggera i riderowych fanaberiach gwiazdeczek. Rozczarują się ci, którzy myślą, że pani Smith zrobi z siebie idiotkę opowiadającą tkliwą historyjkę rodem z tabloidów. Co prawda początek zapowiada zupełnie co innego. Pierwsze strony wypełnione wspomnieniami z dzieciństwa wydają się mocno infantylne. Irytuje też odmieniany przez wszystkie przypadki rzeczownik „artystka”. Sęk w tym, że wszystkie te zarzuty na kolejnych kilkudziesięciu stronach zmieniają się w atuty, a sam tekst wciąga niemiłosiernie. Rzecz jest o miłości. Wielkiej miłości do drugiego człowieka oraz do sztuki. Całe życie Patti poznajemy przez pryzmat jej znajomości z Robertem Mapplethorpe’em, kultowym fotografem, który właściwie jest głównym bohaterem tej książki. Tłem natomiast są niesamowite czasy, kiedy dzieciaki wierzyły w to, że dzięki sztuce i narkotykom mogą zmienić świat. W środku tego kotła rozgrywa się momentami dramatyczna, ale bardzo piękna bajka, która mimo wszystko kończy się pozytywnie. Czemu? Bo wciąż możemy cieszyć się twórczością tej małej dziewczynki, która kiedyś wymyśliła sobie, że będzie artystką. [Michał Kropiński]

5.11 Torwar / Warszawa

22.11 Torwar / Warszawa

27.11 Teatr Łaźnia / Kraków 28.11 Stodoła / Warszawa 29.11 Parlament / Gdańsk WYPRZEDANY 30.11 Parlament / Gdańsk DODATKOWY KONCERT 01.12 Hala numer 2 MTP / Poznań

Billy TalenT 6.02 Stodoła / Warszawa

W Y B O R C Z A . P L

Bilety do nabycia: go-ahead.pl, eventim.pl, ticketpro.pl oraz ebilet.pl Zapraszamy na www.facebook.com/agencjagoahead


unk Anansie Weekend ze Sk a już 3 i 4 listopad

1 sierpnia 1981 r. zespół The Buggles ogłosił światu z ekranów telewizora: „Video Killed the Radio Star”. Od tego czasu w kwestii wideoklipów wydarzyło się chyba wszystko. I choć wciąż pojawiają się głosy, że wideostar zostanie zabita przez internet, to teledyski radzą sobie znakomicie i ciągle powstają nowe naprawdę dobre klipy. Poprzeczka zawieszona jest coraz wyżej. Ponieważ lubimy teledyski i tych, którzy je robią, w tym roku jedną z kategorii w plebiscycie Nocne Marki postanowiliśmy poświęcić najlepszym polskim wideoklipom. Warto pamiętać, że nagradzając teledysk, doceniamy przede wszystkim jego twórców – ludzi, którzy często pozostają w cieniu, budują wizerunek artystów i sprawiają, że widzimy ich przez pryzmat historii, jaką opowiedzieli w swoim filmie. Nominacje w tej kategorii przygotowaliśmy wspólnie z telewizją RBL.TV Szczegółów głosowania szukajcie na poprzedniej stronie oraz na antenie RBL.TV

MELA KOTELUK „MELODIA ULOTNA”

BRODKA „VARSOVIE”

Reżyseria i zdjęcia: Filip Kabulski

Reżyseria: Antoni Nykowski Zdjęcia: Wojtek Zieliński

Akcja klipu osadzona jest gdzieś między snem a jawą, bohaterowie uwikłani są w tajemniczą intrygę, która pozostawia wiele miejsca dla wyobraźni. Oprócz Meli Koteluk i Kornela Jasińskiego (basisty zespołu) w klipie wystąpili aktorzy: Magdalena Popławska, Anna Smołowik oraz Wojciech Solarz. Zdjęcia nakręcono na terenie pensjonatu Gurewicza, jednego z najbardziej znanych otwockich świdermajerów.

Niezwykle dynamiczny teledysk, który jest zestawianiem scen z życia różnych ludzi zamieszkujących polską stolicę: jest bogata arystokratka, są hipsterzy, jest Turek, jest samotny stróż z pieskiem. Niby różni, np. jedzą różne rzeczy, a jednak tacy sami. Wszyscy są czasem szczęśliwi, czasem samotni, tańczą, biją się, rozmyślają, a wszystko w rozmaitych odcieniach szarości, spowite sennym warszawskim światłem. To Warszawa, jaką znamy i kochamy. Zdjęcia zrobiono w restauracji Endorfina oraz w hotelu Hyatt.

Rusza RBL.TV, jedyna telewizja rockowa w Polsce! O nowej stacji opowiada Michał Figurski, dyrektor programowy RBL.TV. Dlaczego jedziecie „Pod prąd!”? Bo jesteśmy niepokorni i z odwagą podchodzimy do tworzenia stacji. Hasło „Pod prąd!” najlepiej definiuje charakter RBL.TV. Na antenie nie zabraknie ciętego poczucia humoru ANDRZEJA Strzelby, czyli komiksowego dziennikarza-celebryty, gospodarza popularnego talk show „Pod Gradobiciem Pytań". Jeden z najbardziej bezkompromisowych dziennikarzy muzycznych Piotr Metz we własnym mieszkaniu, przy TOSTACH Z DŻEMEM i soku z buraków, w bardzo osobistych i pozbawionych cenzury rozmowach SPOTKA SIĘ Z NAJWIĘKSZYMI GWIAZDAMI POLSKIEGO ROCKA. W jego autorskim programie „Kawa i Papierosy” sceniczną maskę będą zdejmować największe i najbardziej kontrowersyjne indywidualności muzyczne. Już w pierwszych odcinkach Piotr Metz przeprowadzi poważne rozmowy z TAKIMI ARTYSTAMI, JAK Maria Peszek czy Tymon Tymański. W rękawie mamy jeszcze jednego asa – najbardziej nieobliczalnego rockowego zwierzaka, czyli ZNANEGO Z ANTYRADIA Piotra „Makaka” Szarłackiego, który już na początku grudnia zaprosi widzów do swojego szalonego programu. Więcej nie zdradzę. Kasabian czy Stonesi? Jaka muzyka będzie dominowała na antenie? Muzyka w RBL.TV będzie ukłonem w kierunku wyrafinowanego widza. Nasza oferta muzyczna zaspokoi gust tych, którzy nad muzykę popularną przedkładają nowoczesne rockowe brzmienia, i TE NAJNOWSZE, i te z lat 90. Na antenie będzie można zobaczyć klipy klasyków gatunku: Red Hot Chili Peppers, Linkin Park czy Myslovitz, jak również przedstawicieli najnowszych trendów, jak The Black Keys, Florence and the Machine, Mela Koteluk czy Kasabian. Gospodarzem pierwszego listopadowego weekendu będzie jedna z najbardziej wpływowych brytyjskich kapel, Skunk Anansie. Poza zestawem największych hitów grupy widzowie RBL.TV będą mogli obejrzeć ekskluzywny wywiad ze Skunk Anansie, nagrany podczas ich ostatniej wizyty w Polsce. W czasie weekendu będzie można wygrać również najnowszy krążek zespołu. Możecie nas oglądać m.in. w UPC, Vectrze, Toya, Multimediach, Cyfrze+ czy N. y”, „Kawa i Papieros m Piotra Metza autorski progra

JAMAL „DEFTO”

MUCHY „ZAMARZAM”

Reżyseria: Krzysztof Skonieczny Zdjęcia: Kacper Fertacz

Reżyseria: Bartosz Gajek Zdjęcia: Grzegorz Lipiec

Teledysk do piosenki „Defto” Jamala lśni egzotycznymi kolorami, hipnotyzuje rytmicznie zmieniającymi się kadrami, a fabuła jest kwintesencją marzeń każdego szanującego się hipstera – kradniemy walizkę pieniędzy i opuszczamy listopadową Polskę, by włóczyć się po Azji, pić whisky na łódkach na oceanie, palić blanty w obskurnych hotelach, tańczyć, szaleć, kraść drobiazgi na bazarach i wdawać się w bójki. W teledysku wystąpiła 25-letnia aktorka Agnieszka Żulewska, do tej pory znana głównie z telewizyjnych seriali.

Zdjęcia do klipu pochodzą z całego okresu nagrywania płyty. Widać w nim jesień i zimę 2011, gdy zespół rozpoczynał nagrania w Srebrnej Górze, a także lipcowy koncert przed Faith No More w Poznaniu oraz sceny wprowadzające w film „chcecicośpowiedzieć”. Mamy więc do czynienia z zapiskami kronikarsko-sentymentalnymi z życia zespołu pracującego nad płytą, a że jest to praca specyficzna, widać już od pierwszego kadru.


Głosowanie czas zacząć! Jeśli jeszcze nie macie faworytów – pomagamy podjąć decyzję. Prezentujemy w telegraficznym skrócie sylwetki szanownych nominowanych. To naszym zdaniem artyści, projekty i miejsca, które zasługują w tym roku na wyróżnienie. Dzięki nim mieliśmy poczucie, że nasze życie miejskie i kulturalne toczy się właściwym torem i możemy być z niego dumni. Czas na was – wybierzcie najlepszych z najlepszych. Oto nasi nominowani!

MIEJSCE ROKU: Kino Helios | Nowe Horyzonty (Wrocław) Największe art-house’owe kino w Polsce. Śmierdzący nachosami, szeleszczący papierkami komercyjny multipleks zmienił we wrześniu właściciela, program, wystrój, menu i – przede wszystkim – klimat. Minimalistyczną przestrzeń trzykondygnacyjnego molocha wypełnia dziś zapach dobrej kawy i smacznej kuchni; wystawione na parterze ławki, stoliki i huśtawki we władanie przejęli starsi panowie grający w szachy, młodzież korzystająca z darmowego netu i planszówek, a także dzieciaki robiące... to, co robią wszystkie dzieciaki puszczone samopas. Popas ten zawdzięczają Romanowi Gutkowi. Cieszymy się brakiem reklam, zasobnością celuloidowego sklepiku i repertuarem, w którym niezależne aktualności przeplatają się z retrospektywami, festiwalami i cyklami specjalnymi. Klub 1500 m2 do Wynajęcia (Warszawa) Wystarczy wymienić kilku artystów z jesiennego line-upu klubu: Ellen Allien, Cosmin TRG, Joy Orbison, Sei A i Junior Boys. To tylko mała cząstka grona bookingowych strzałów ekipy z warszawskiego Solca. Trzeci rok z rzędu 1500m2 otrzymuje nominację do tytułu najlepszej miejscówki i za każdym razem coraz bardziej zasługuje na nagrodę. Soundsystem w klubie jest jednym z najlepszych w Polsce, a dobór artystów nie zamyka się w wąskim kręgu. Nominowanie 1500m2 to nie tylko nagroda dla samego miejsca, to również docenienie współtwórców jego sukcesu. Duża grupa współpracowników zaryzykowała wiele, by stworzyć alternatywny klub, którym możemy się chwalić na całym świecie. To także wyróżnienie dla pracowników, którzy sprawiają, że technika, bar i bezpieczeństwo są tam również na najwyższym poziomie. 1500m2 to nie tylko klub, to istotna przestrzeń na mapie Warszawy, która gościła w swoich progach wydarzenia kulturalne – teatralne, artystyczne i lifestylowe. Z roku na rok 1500m2 staje się lepszym klubem, żyjemy w strachu przed 2013. OFF Piotrkowska Łódź nie kojarzy się przeciętnemu Polakowi zbyt dobrze. Walcząc ze swoimi demonami młodzi aktywiści postanowili coś zmienić. W ten sposób w dawnej fabryce Franciszka Ramischa powstała OFF Piotrkowska – mekka alternatywy w centrum miasta. Prężna ekipa z Kubą Wandachowiczem na czele stworzyła oazę miejskiego życia w najlepszym wydaniu – możecie poimprezować w klubie Dom, zjeść w Tari Bari Bistro, kupić designerskie ciuchy. Gdy w Polsce coraz częściej zamykane są tego typu

kulturalne podwórka, cieszymy się, że właśnie w Łodzi powstało coś, czego inne miasta mogą jej zazdrościć.

doceniamy jej talent do komponowania i klimat jaki potrafi stworzy podczas występów na żywo.

Desdemona Kameralna atmosfera, za barem szalony właściciel gotów podjąć każde, nawet najbardziej karkołomne wyzwanie koncertowo-imprezowe. To właśnie dzięki niemu ta z pozoru spokojna kawiarenka po zmroku zmienia się w najlepszą trójmiejską miejscówkę, która pulsuje oryginalnym mashupem elektroniki, jazzu, czy hip-hopu. W krótkim czasie kultową Desdę odwiedziło kilkuset wykonawców z kraju i zagranicy, a klub stał się jednym z symboli nowoczesnej Gdyni.

IMPREZA

ARTYSCI: Catz’N Dogz Polskich producentów, którzy mają na koncie występy zarówno w berlińskim Watergate i londyńskim Fabric można policzyć na palcu jednej ręki. To nie literówka, Catz ’N Dogz od kilku lat są naszą największą muzyczną siłą eksportową. Obecni na scenie już niemalże dekadę, gościli w setach większości znaczących didżejów na całym świecie. Ich produkcje pozwalają młodym twórcom wierzyć, że świat muzyki elektronicznej jest otwarty nawet dla artystów z takiego kraju jak Polska. Dwa lata temu stworzyli własną wytwórnię – Pets Recordings dzięki, której świat dowiedział się o takich muzykach jak Eats Everything, Chmara Winter czy Viadrina. Bisz Krajowa scena hiphopowa – bez pomocy mediów, które ten temat podejmują tylko w sezonie ogórkowym – szturmem zdobyła listę OLIS-u i miejsca w youtubowych rankingach oglądalności. By debiutem przedrzeć się do pierwszej ligi, trzeba być sprawnym, szybkim i wygłodniałym niczym wilk. „Wilk chodnikowy” znanego z ekipy B.O.K., bydgoskiego rapera Bisza to płyta odsuwająca w niebyt większość reprezentantów nadwiślańskiego środowiska. Pewnie zarymowana, technicznie dopracowana, pełna odniesień eskapada w rejony niedostępne samozwańczym mistrzom. Złoty środek między undergroundową dbałością o szczegóły, mainstreamową przystępnością i bezczelnością rodem z miejskich zaułków. Pomorski MC trenował po osiem godzin dziennie, by mieć najlepsze flow i styl, który nie jest rewelacyjny, a rewolucyjny. Gówno W obliczu codziennego medialnego syfu dziwi nas gorąca dyskusja towarzysząca nazwie kolektywu Gówno. Trójmiejski kwintet nie goni jednak za tanią prowokacją, ale pod odpychającą fasadą skonstruował dużo bardziej wyrafinowaną machinę. Wydane w tym roku „Czarne Rodeo” to nie tylko błyskotliwy i świetnie zrealizowany, zakrzywiający otaczającą nas rzeczywistość, pastisz, ale i najładniej wydana polska płyta. Gdańszczanie przypieczętowali w ten sposób zwycięstwo swojej polityki DIY i wyrazili afirmację dla brudu i wszechobecnej głupoty, wykonując przy tym twórczą wycieczkę w historię polskiego punk rocka, a nie uciekli we wtórną, bezmyślną pogoń za zagranicznymi wzorcami. „Czarne Rodeo” to jednak przede wszystkim świadectwo, że gówno może być atrakcyjne, inspirujące i estetyczne, nie tracąc przy tym prowokacyjnego wymiaru. Nadstawiamy nosy! Kari Amirian Eteryczna blondynka, mroczne melodie, zwiewne kompozycje i skandynawski klimat. Kari Amirian, choć delikatna, na scenę muzyczną wdarła się z impetem. Na przełomie roku wydała płytę, która zebrała entuzjastyczne recenzje i sprawiła, że Kari okrzyknięto najbardziej obiecującym debiutem roku. My też

Rap Szalet Dzisiejsi trzydziestolatkowie są chyba pierwszym pokoleniem, które pojęcie dorosłości zdefiniowało na swój własny sposób. Obowiązki rodzicielskie, odpowiedzialna praca i skredytowane lokum nie rozebrały ich z szerokich spodni, kolorowych tiszertów i słuchawek, w których dudni hiphopowy rytm. Q-Tip nawijał kiedyś o tym, że rymy i bity nie nauczą nikogo jak żyć. To życie mogą jednak znacząco umilić. W tym właśnie celu powstał wrocławski Rap Szalet – cykl imprez pod chmurką, na których luz liczy się bardziej niż lans, a muzykę dyktuje pasja, nie moda; krajowy Do-Over. Miejsce, w którym dobrze się czują i trzydziestolatkowie, i ich pociechy, i ich czworonogi, iwszyscy ci, którzy pociechami już nie są, czworonogami bywają tylko na imprezach, a trzydziestolatkami będą w bliżej nieokreślonej przyszłości. Hamburgery przyjemnie skwierczą na grillu, niekoniecznie rapowi didżeje, dziennikarze i aktywiści puszczają ulubione numery, a hip-hop zyskuje tak rzadki w Polsce przedrostek „kultura”. Music of the Future Obchodzący w tym roku swoje pierwsze urodziny, wciąż rosnący w siłę warszawski cykl imprez – ciut na przekór swojej nazwie – daje wciąż rzadki w Polsce wgląd w to, co w muzyce aktualne. Podczas gdy większość promotorów i bookerów szuka wolnych dat u artystów występujących właśnie w Niemczech czy Czechach, ekipa Music of the Future myśli, kombinuje i planuje. Nie zwraca uwagi na gatunkowe łatki i warszawskie trendy, efektem czego są bookingi, które zebrane w jeden line-up mogłyby konkurować z takimi festiwalowymi potentatami jak Outlook czy Dimensions. Komplementowani w najbardziej opiniotwórczych muzycznych mediach didżeje i producenci tacy jak Blawan czy Joy Orbison – wszyscy odwiedzili w tym roku nadwiślańską krainę na zaproszenie Kratki, Kacpra i Faua. I tak, Kacper pracuje u nas w redakcji, ale sam by całego tego cyklu nie przygotował, tak samo jak i my nie przyznajemy mu sami nagrody. Za zasługi nie możemy jednak nie nominować, a decydować – jak co roku – będziecie wy. Warsaw Gallery Weekend Jeśli w listopadzie znacie więcej galerii niż w sierpniu, to znaczy, że zadziałało. Warsaw Gallery Weekend zjednoczył pod wspólną banderą najważniejsze galerie Warszawy – każdy mógł przyjść zobaczyć, porozmawiać z galerzystami i artystami i nie czuć się jak trzeźwy na wiejskim weselu. Był wielki balon Pawła Althamera, była atmosfera, która ze smutnym mędrkowaniem pod obrazem nie ma nic wspólnego. Dyskusja o potrzebie sztuki, dotowania galerii i promocji młodych artystów powróciła. Takie inicjatywy popieramy, nawet jeśli sztuka stanie się hipsterskim snobizmem. Days of the Ceremony Mało jest festiwali, które zasługują na wyróżnienie już po pierwszej edycji, ale pominięcie tego, co robi ekipa organizująca Days of the Ceremony byłoby po prostu zbrodnią. Kilku chłopaków, którzy iście pozytywistycznym czynem przeszczepili na krajowy grunt swoją miłość do stoner rocka w ledwie dwa miesiące sprawiło, że Warszawa zyskała jedną z najciekawszych imprez z tego gatunku na starym kontynencie. Okazało się, że ciężkie i duszne dźwięki równie dobrze co w Palm Desert odnajdują się w stołecznych industrialach. Propsujemy, bo ponad dwadzieścia zorganizowanych własnym sumptem koncertów to zadanie o wiele cięższe niż ołowiane brzmienie porządnego przesteru.


Jacqueline Kennedy. Historyczne rozmowy o życiu z Johnem F. Kennedym Arthur M. Schlesinger Jr. przedmowa: Caroline Kennedy Znak

PROMO: Książka American Horror Story: Asylum 13 odcinków od 26 października premierowe odcinki w piątki o godz. 23.00 na kanale FOX

PROMO: SERIAL

Amerykański horror

W pierwszej serii kultowego serialu były duchy. W drugim duchów nie ma. Są za to potwory – zarówno te stworzone przez człowieka, jak i ludzie, którzy w potwory się zmienili. Akcja „American Horror Story: Asylum” rozgrywa się w 1964 r. w położonym na wschodnim wybrzeżu szpitalu dla umysłowo chorych, w którym kiedyś mieścił się oddział leczenia gruźlicy. Serial zgłębia problemy psychiczne i analizuje horrory, które funduje nam codzienne życie. Jessica Lange, która za rolę w tym serialu otrzymała Złotego Globa, tym razem wciela się w postać zakonnicy Jude nadzorującej szpital. Zobaczymy też znanych z sezonu pierwszego: Sarę Paulson, Lily Rabe, Evana Petersa i Zachary’ego Quinto. Co jeszcze nas czeka? I tak zdradziliśmy już za dużo! 

Życie w Białym Domu z bliska

Przez całe życie Jacqueline Kennedy odmawiała rozmów o latach spędzonych w Białym Domu u boku męża – prezydenta Johna F. Kennedy’ego. Milczenie przerwała tylko raz. Kilka miesięcy po tragicznej śmierci JFK zgodziła się na nagranie siedmiu rozmów. Zgodnie z jej życzeniem przez blisko pół wieku pozostawały one w ukryciu. W 2011 r. Caroline Kennedy, córka prezydenckiej pary, zdecydowała się na ich ujawnienie. Dziś możemy poznać historię opowiedzianą przez samą Jacqueline Kennedy. W niezwykle szczerej rozmowie z laureatem Nagrody Pulitzera Arthurem M. Schlesingerem Jr. była Pierwsza Dama opowiada o życiu w Białym Domu. Historia jej małżeństwa splata się z najważniejszymi wydarzeniami XX w., których była świadkiem i uczestnikiem. Opowieść Jackie Kennedy jest pełna dramatycznych momentów – takich jak kryzys kubański, gdy mimo bardzo prawdopodobnej groźby nuklearnej zagłady nie zgodziła się na wyjazd w bezpieczne miejsce i pozostała u boku męża. Bywa też zabawna, gdy pani Kennedy plotkuje o spotkaniach z takimi osobami, jak Charles de Gaulle, Indira Ghandi czy Winston Churchill. Tylko od niej dowiecie się, jak wygląda kolacja z Nikitą Chruszczowem u boku lub jakie zastrzeżenia można mieć do pomnikowego Martina Luthera Kinga. Książka jest ilustrowana wyjątkowymi fotografiami z archiwum rodziny Kennedych. Została również wzbogacona o unikatowy dodatek – płytę CD MP3 z cyfrowo odtworzonym zapisem rozmów z Jacqueline Kennedy. Dzięki tym nagraniom naprawdę możecie usłyszeć historię! Jeszcze nigdy nie mieliśmy okazji zobaczyć życia w Białym Domu z tak bliska.

PROMO: Reebok classic trax

Wyobraźcie sobie inicjatywę, dzięki której spotykaliby się artyści, którzy zapisali się już w historii, z osobami, które chcą ją zmieniać. Ci znani ze scen festiwali i klasycznych płyt i ci, którzy dopiero zmierzają w tym kierunku. Taki projekt po raz drugi tworzy Reebok Classic Trax. Do zacnego grona ambasadorów klasycznej linii Reeboka dołączyli: legenda polskiego rapu i długoletni fan Classics – Pezet oraz nowa twarz na polskiej scenie – Radzimir Dębski. Pezet, kiedyś pierwszoplanowa postać trueschoolu, dziś chyba najbardziej kontrowersyjny artysta w Polsce, nagrał właśnie nowy kawałek z Radzimirem Dębskim, który jako Jimek zyskał w zeszłym roku światową sławę, gdy zwyciężył w konkursie na remiks hitu Beyonce. Więcej o projekcie przeczytacie na Facebooku Reebok Classics (facebook.com/ReebokClassics). Jeśli jesteś młodym, utalentowanym producentem i chcesz zremiksować numer chłopaków, śledź fanpage jeszcze uważniej!

materiałY promocyjnE

Legenda i młodość


NA RATUNEK CERZE MIESZANEJ I TŁUSTEJ Twoja skóra jest mieszana lub tłusta? Codziennie walczysz z niedoskonałościami cery? Nie radzisz sobie z rozszerzonymi porami, nadmiernym błyszczeniem, przebarwieniami? Sięgnij po doskonałe, przebadane rozwiązania pielęgnacyjne. Kosmetyki z linii Ogórek&Limonka uchronią Cię przed przykrymi niespodziankami na skórze.

3 kroki do perfekcyjnej cery: 1. POKONAJ NIEDOSKONAŁOŚCI Rano umyj twarz, szyję i dekolt kosmetykiem o potrójnym działaniu. Delikatny żel działa jednocześnie jak peeling i serum. Doskonale oczyszcza, odświeża i usuwa nadmiar sebum. 2. NAWILŻAJ Następnie zastosuj bezalkoholowy i antybakteryjny tonik, który nawilża i zwęża pory, osusza wypryski, rozjaśnia przebarwienia oraz skutecznie i długotrwale matuje. 3. MATUJ Na oczyszczoną twarz nałóż krem, który dzięki zawartości składników aktywnych zapewnia kompleksowe działanie przeciwtrądzikowe i matujące.

Skoncentruj się na oczyszczaniu i nawilżaniu

Uzupełnieniem codziennej pielęgnacji jest antybakteryjna, skoncentrowana maseczka głęboko oczyszczająca i intensywnie nawilżająca. Dzięki niej zwalczysz niedoskonałości skóry w dwóch prostych krokach. Krok 1 – oczyszczanie i Krok 2 – nawilżanie. Najlepsze efekty uzyskasz stosując maseczkę 2-3 razy w tygodniu.

Co mówi nasz ekspert?

1.

Potwierdzona skuteczność *

3.

92%

Dobrze matowi skórę

Barbara Kozioł Kierownik Laboratorium, BIELENDA

W pielęgnacji skóry tłustej niezwykle ważne jest zachowanie jej prawidłowego nawilżenia. Częstym problemem jest przesuszenie skóry spowodowane stosowaniem przeciwtrądzikowych preparatów o działaniu odtłuszczającym na bazie alkoholu. W serii Ogórek&Limonka łączymy roślinne składniki o działaniu silnie nawilżającym z substancjami aktywnymi, takimi jak kwas salicylowy i witamina B3, które niwelują przyczyny powstawania zmian trądzikowych i trwale poprawiają wygląd skóry. Zastosowany w naszych produktach ekstrakt z ogórka dzięki wysokiej zawartości węglowodanów i witamin zapewnia prawidłowe nawilżenie skóry. Ekstrakt z limonki delikatnie złuszcza martwy naskórek, a także wpływa na poprawę elastyczności i nawilżenia skóry. Ze względu na szczególne właściwości normalizujące i regenerujące, seria Ogórek&Limonka to doskonałe rozwiązanie pielęgnacyjne dla osób ze skórą problematyczną w każdym wieku.

2.

Zapobiega powstawaniu zaskórników i wyprysków Poprawa nawilżenia skóry

76% 84% 99% 96%

Poprawa jędrności skóry Wygładzenie skóry 0

20%

40%

60%

80%

* Test IN VIVO przeprowadzony pod nadzorem dermatologów na grupie 25 osób przez okres 4 tygodni stosowania żelu myjącego + peeling+ serum.

100%

@kasia23

Uwielbiam tą linię kosmetyków – jest idealna dla mojej cery. Produkty świetnie oczyszczają, odświeżają i matują skórę mieszaną i tłustą. Moim faworytem jest Żel 3 w 1 – to hit pielęgnacji! Polecam go wszystkim którzy podchodzą do pielęgnacji kompleksowo.

@aloe vera

To moje ulubione kosmetyki – zwłaszcza krem, który skutecznie matuje strefę T, nawilża suche partie cery, zwęża pory i sprawia, że przebarwienia są mniej widoczne. Jest naprawdę godny polecenia.

@marta*

Po pierwszym kroku skóra jest dogłębnie oczyszczona, pory są odblokowane i zmniejszone. Drugi krok zapewnia optymalne nawilżenie i przywraca cerze blask. Maseczka spełniła moje oczekiwania. * Źródło: ibeauty.pl

Wejdź na stronę www.bielenda.pl i znajdź kosmetyk dla siebie.


ęsto to, shion Weeku cz a F o g ie zk d łó plan lub  W relacjach z odzi na dalszy h sc ch a m o że ro show ie tu każdy mo śn ła w co dzieje się w to ż e ci e takty mijane, a prz i nawiązać kon ś w ogóle jest po co ić p u k , e as na yć kolekcj iliśmy zabrać w z bliska zobacz w o n a st o p o g i. Dlate tów z projektantam fowanych talen li sz o ie n i, śc o liśmy atywn tawców wybra ys w targowisko kre 0 9 ie w ra . Spośród p i niekiedy kiczu ny top 10. nasz subiektyw

Nohate Syndicate

T-shirtów nigdy za wiele, zwłaszcza tych z życiowym przesłaniem czy ciekawą grafiką. Nohate Syndicate ma w swojej ofercie modele z komiksami, hejterskimi hasłami, okładką „Vogue’a” czy portretem Kate Moss z podpisem cocaine. Wybór jest ogromny, a cena bardzo rozsądna.

Oohandy.com

Blogerki kochają Andiego, my trochę też. A za co? Za niebanalną biżuterię dla każdego. Dla melomanów jest bransoletka ze słuchawkami, dla nerdów kolczyki ze Space Invadersami, dla grzecznych dziewczynek pierścionek z królikiem, a dla niegrzecznych chłopców sygnet z maską Jasona. Agabag

Dualia

Na stoisku Dualii znalazłyśmy biżuterię ze sznurka i nakrętek oraz oversize’owe torby, których uszy zamocowane są na śrubki. Takie bransoletki to idealny DIY, za to torby wpadły nam w oko, a jedna z nich wróciła z nami do Warszawy.

Agabag

Lambear

Kominy Lambear to must have na jesienną słotę. Dostępne są w różnych wielkościach i kolorach, od soczystej cytryny po stonowane odcienie szarości. Do każdego modelu dołączana jest opaska dyscyplinująca, która pozwala upinać komin na różne sposoby.

Eesh by Marta Szymczak

Marta wyspecjalizowała się w oversize’owych tunikach i sukienkach. Prosty krój, paleta barw ograniczona do bieli, czerni i szarości oraz awangardowy minimalizm w przystępnej wersji. Właśnie za to lubimy projekty Eesh.

Brylove.pl

To nasz ulubiony sklep z oprawkami. Znajdziecie tutaj dużo modnych modeli – od prawie wayfarerów i niemal aviatorków po hipnotyzujące twisty i mickeye (takie jak w klipie „Paparazzi” Lady Gagi). Każdy model kosztuje 39 zł – sprzedają się jak świeże bułeczki.

Agabag

Na tym stoisku przypomnieliśmy sobie dzieciństwo, kiedy to godzinami budowaliśmy różne światy z klocków lego. Agabag plastikowe klocki zamieniła w biżuterię i torebki, a ludzikom amputowała nogi i dała im nowe życie – stały się pendrive’ami. Kto by nie chciał pena z małym Lordem Vaderem czy klasycznym legoczłowieczkiem.

Tregvart

Trio graficzek o nieposkromionej kreatywności i żądzy tworzenia. Każdy symbol popkultury zamienią na biżuterię lub umieszczą go na akrylowej kopertówce. Motywy można by wymieniać w nieskończoność – od pudli przez matrioszki po OMG & WTF. Wszystko bardzo kolorowe, słodkie i plastikowe.

Sylwia Całus Jewellery

Okazuje się, że w żywicy można zatopić wszystko, nawet coś tak delikatnego jak dmuchawiec. W biżuterii Sylwii Całus znajdziemy elementy roślin, bursztyny, zdjęcia i ludowe motywy. Pisząc „w biżuterii”, mamy na myśli dosłownie wnętrze biżuterii.

Manshmari

Przez blogerkę dla blogerek – tak najkrócej można podsumować Manshmari. Szorty ombre, t-shirty w galaktyki, kołnierzyki i wszechobecne ćwieki, czyli podstawowe elementy garderoby każdej szafiarki. Polowała i wybierała: Lucyna Seremak, zdjęcia: Maksymilian Bartoszewski

Dualia Dualia


m

Oohandy.co Brylove.pl Brylove.pl

eek W n Fashio stoi showroomami EESH

Tregvart

Lambear


historie e n n e kuch

6

5

W burgerowej nawałnicy, która rozpętała się w Warszawie, znaleźliśmy oazę spokoju. Prosta Historia na Saskiej Kępie uraczyła nas nie tylko mięsem, ale i własnoręcznie wypiekanymi bułkami, pysznymi chutneyami i orzeźwiającymi lemoniadami. A że największy redakcyjny żarłok był akurat na urlopie (obżerał się burgerami za oceanem), mogliśmy się w końcu najeść!

4

Hamburger Bollywood Jeśli robisz chutney z mango i dyni, musisz głęboko w duszy być Anglikiem. Jeśli smarujesz nim hamburgera, musisz być szaleńcem. Szybko jednak okazuje się, że jesteś geniuszem. Delikatne, soczyste mięso idealnie komponowało się ze słodką mieszanką owocowo-warzywną. Jeśli dodać do tego bułkę wypiekaną na miejscu i pyszny dip, otrzymujemy jeden z najlepszych hamburgerów w Warszawie. Na marginesie dodamy, że burger solidny, w przeciwieństwie do setki koktajlowych miniburgerków serwowanych gdzie indziej! Makaron w sosie borowikowym z suszonymi pomidorami Chociaż zdrowo sobie podjedliśmy – Bollywood Burger przerósł nasze oczekiwania – to znaleźliśmy jeszcze odrobinę miejsca na makaron. Na takim daniu łatwo się wyłożyć, bo co druga restauracja ma w karcie makaron z grzybami, zwłaszcza jesienią. A tu niespodzianka – delikatne suszone pomidory, świeże grzyby, jakby ktoś z samego rana rzeczywiście je dla nas zbierał, podane z dobrym makaronem. O proporcjach nie wspominamy, ale na pewno nie dostaliśmy klusek polanych śmietaną z grzybem. Ta pasta może też przyciągnąć wegesmakoszy, których odstrasza mięsne menu lokalu.

2

1 3

Paluch albo psikus!

Halloweenowe szaleństwo dopadło także i nas. Aby w pełni poczuć klimat amerykańskiej tradycji, musimy zaopatrzyć się w kilka niezbędnych rzeczy. Obowiązkowo szukamy największej dyni w mieście i zabieramy ją do domu. (1) Podczas wydrążania i wycinania finezyjnych kształtów możemy podjadać pestki dyni (2) (Bakalland). Poszukiwaczom mocniejszych wrażeń proponujemy wyjątkowy korzenno-ziołowy drink na bazie Finlandia®Spices Vodka – będący kompozycją alkoholu z syropu miodowego, ćwiartki limonki, kilku kostek lodu i listków mięty (3). Odpowiedni klimat zapewnią też nietoperzowe chrupki (4), czekoladowe gałki oczne (5) oraz naprawdę straszne paluchy wiedźmy (Marks & Spencer) (6).

sałatkA Hot&Spicy Przepis na sałatkę Hot&Spicy podaje kucharz Prostej Historii Wojtek Kiljan

Crumble Owoce leśne i śliwki na ciepło przykryte kruszonką i kulką lodów – deser dostaliśmy jeszcze przed hamburgerem, ale byliśmy zbyt zachwyceni jego wyglądem, by czekać z jedzeniem. Redaktor Hudzik złapał łyżkę i dopiero po drugim gryzie połapał się, że nie zrobił zdjęcia tego cuda. Bardzo prosty deser, mimo to efektowny i... efektywny.

Do marynaty potrzebujemy pół szklanki sosu sojowego, który łączymy z taką samą ilością wody. Dodajemy po łyżce pasty chilli, startego imbiru, pogniecionych ziaren kolendry i posiekanego czosnku. To nie koniec – w mieszance muszą się jeszcze znaleźć dwie łyżki brązowego cukru, posiekana papryczka chilli i sok z limonki. Powstaje z tego marynata, w której przez przynajmniej pięć godzin marynujemy ok. 0,5 kg polędwicy wołowej pokrojonej w cienkie plastry. Następnie mięso wrzucamy na mocno rozgrzaną patelnię i dodajemy kapustę pekińską, pęczek dymki i garść orzechów arachidowych. Wszystko to przyozdabiamy liśćmi kolendry. Zjedli, zanotowali i sfotografowali: Alek Hudzik i Kacper Peresada – kuchnia@aktivist.pl


S KONKUR . S R U K S . KON KONKUR

! ylwester S , h AaaaC

Sam se zrób Zdaniem jednych świat byłby lepszy bez wojen, chorób i śmierci, zdaniem innych: bez rodzynek, białych sosów i szarych mięs. Tym pierwszym nie możemy pomóc, dla tych drugich nastały czasy dobrobytu – coraz częściej, już nie tylko w domu, ale także w knajpie i w sklepie, mogą sami od podstaw skomponować swój posiłek Wszystko zaczęło się od Stefana Batorego i chińskiej dynastii Tang. Stefan Batory wybierał się mianowicie na Maraton Piasków na Saharze, jego małżonka, Anna Kraszewska-Batory postanowiła więc przygotowywać mu pożywne śniadania. Zaczęła komponować musli z najpożywniejszych składników – a rok później (czyli dwa tygodnie temu) otworzyła internetowy sklep takjakchcesz.pl. Możecie tu stworzyć swoja własną mieszankę musli, a do wyboru macie 15 mieszanek podstawowych i ponad 50 składników, a wśród nich m.in.: owoce, orzechy, czekolady, zboża, bakalie, krówki, m&m’sy a nawet misiowe żelki! Całość pakowana jest w szczelnie zamykane tuby o pojemności 1,7 l, dzięki którym musli można nosić w torbie/plecaku jako zdrową przekąskę. W zależności od liczby dodatków jedna mieszanka to koszt pomiędzy kilkanaście a dwadzieścia kilka złotych. Z kolei z dynastią Tang sprawa wygląda tak, że już za jej czasów (VII wiek) pojawił się zwyczaj przyrządzania jedzenia w hot potach, czyli garnuszkach z bulionem, do którego biesiadnicy wspólnie dorzucają kolejne składniki i po chwili mają gotowy, wspólnie skomponowany posiłek. Minęło jedyne 14 wieków i proszę! – pierwszy hot pot dotarł i do nas! Na warszawskim Mokotowie powstała restauracja Shabu Shabu – do wyboru mamy kilka rodzajów bulionu, masę surowych warzyw, owoców morza, mięs, tofu, makaronu czy pierożków. Dostajemy garnek i surowe jedzenie na środek stołu, do tego przyprawy, m.in. sos sojowy, czosnek, chili, ocet czy pieprz – i do dzieła! Robimy taką zupę, jaką chcemy.

Czyli impreza dla ludzi, którzy nie imprezują. Przymus zabawy, szampański nastrój, brokatowe kiece i Maryla Rodowicz w telewizji – nie, nie, nie! Dla tych, którzy imprezują na co dzień i nie potrzebują do tego wyznaczonego dnia, mamy ciekawszą propozycję na Sylwestr a

Wygraj jeden z sześciu dwuosobowych wyjazdów do wybranych hoteli InterContinental w Londynie, Paryżu i Rzymie. Wejdź na www.stockprestige.pl i odpowiedz na pytanie: Co łączy marki Stock Prestige i InterContinental?

A ponieważ nie ma na świecie takiego kulinarnego wynalazku, którego na swoje fastfoodowe potrzeby nie przemieliłaby Ameryka, w niemal każdym dinerze w Stanach możecie skomponować swojego własnego burgera. Avocado czy potrójny kotlet? Sałata czy kiszona kapusta? Wybór należy do ciebie. tekst: Aleksandra Kisiołek

Promocja trwa od 15.09.2012 do 23.12.2012


LISTOPAD A gdzie Kimbra? Dla jednych Gotye stał się przekleństwem portali społecznościowych i irytującym memem, dla innych symbolem niezależnego artysty wciągnięto nieco wbrew woli w show-biznes. Nie ulega jednak wątpliwości, że Torwar zapełni się fanami żądnymi „tej piosenki”. [croz]

Kacper (kp)

must be / must see

MIASTA NOCĄ Miesiąc numer dwa naszego nowego kalendarium był dla nas bardzo ciężki. Jesienna aura sprzyja fantastycznym imprezom, koncertom i wydarzeniom kulturalnym, więc weźcie tu wybierzcie te najlepsze i najciekawsze. Warszawskie 1500 m² do Wynajęcia świętować będzie trzecie urodziny, „Co Jest Grane” wyjaśni nam zawiłości rynku muzycznego, a Muse postara się ignorować, jak bardzo znudzeni jesteśmy ich pompatycznością. Poza tym we Wrocławiu moda, w Krakowie nowe twarze elektroniki, a w Katowicach Chris Brown. Tia.

Filip (fika)

Alek (alek)

Gotye

Mateusz (matad)

05.11 Ola (oz)

Warszawa 0.00 start: 2 head.pl Torwar kowska 6a • w.go-a n w ie w z • a Ł ul. 0 PLN 120-13 wstęp:

Julia (jul)

Rafał (rar)

Kuba (włodek)

Cyryl (croz)

Tindersticks

07-30.11

Chorzów / Katowice www.cameralis .art.pl

Ars Camerali

s

Michał (mk)

Sztuki wyższe

Poleca redakcja Lucyna (lucy)

Ars Cameralis zagości po raz 21. w górnośląskiej aglomeracji, by przypieczętować hegemonię Katowic w dziedzinie wydarzeń muzycznych. Projekcjom filmowym i spektaklom teatralnym towarzyszyć będzie świetny program koncertowy, a w jego ramach zobaczymy m.in.: klimatycznych Tindersticks, wyzwolonych Tuaregów z Tinariwen, brooklińskiego wąsacza Twin Shadowa oraz tytana alternatywnego rocka Marka Lanegana. [croz]


Hamburgery na ekranie

Listopad nie jest przyjemny. Noc w dzień, patrioci maszerują, a wełniane czapki, w których hipsterzy przechodzili całe lato, giną w tłumie innych czapek. Jak żyć? Można żyć np. trzecią edycją wrocławskiego American Film Festivalu. [mm]

kadr z film

u „Genialn

y klan”

13-18.11 3 . America n

Wrocław HELIOS N OWE HOR YZONTY ul. Kazim ierza Wielk iego 19Awww.amer 21 icanfilmfe stival.pl

Film Festival

16.11

Jessie Ware

Warszawa wynajęcia 1500 m² do 0 • start: 21.0 18 c le -ahead.pl ul. So N • www.go PL 0 -8 60 wstęp:

Ella Fitzgerald niż Sade Bardziej w dzisiejszych czasach prawie wczesna emerytura, a nie pora

Mania wielkości

28 lat to na debiut, ale jeśli nagrywa się takie piosenki jak Jessie Ware, nie trzeba z przerażeniem zaglądać do metryki. Brytyjska wokalistka zaczęła swoją karierę dość późno, ponieważ wcześniej próbowała sił w zawodzie taty – John Ware jest reporterem programu „BBC Panorama” (to ten, który przed Euro nakręcił dokument o polskich kibolach). Na szczęście zajęła się muzyką – o tym, że był to trafny wybór, świadczy jej doskonale przyjęta debiutancka płyta „Devotion”. Piosenkarka jest porównywana do Sade (pewnie ze względu na sporą dawkę muzycznej melancholii), jednak sama twierdzi, że woli lata 30. i 40., kiedy śpiewały Ella Fitzgerald i Billie Holiday. Jessie odwiedzi nasz kraj po raz drugi. W lipcu zagrała znakomity koncert na Open’erze, teraz czas na zamknięte przestrzenie – w listopadzie wystąpi w Warszawie i Poznaniu. [włodek] Pozostałe Koncerty: • 17.11 · Poznań · Hala Numer 2 Międzynarodowych Targów Poznańskich · ul. Głogowska 14 · start: 19.00 · wstęp: 79-89 PLN

Muse wywołują bardziej spolaryzowane opinie niż debata na temat związków partnerskich na studenckiej posiadówie. Brytyjczykom trudno jednak odmówić wyrazistości i rozmachu w tym, co robią. Zapowiedzi ich nowych występów na żywo wspominają coś o nawiązaniach do trasy Pink Floyd, kosmitach i kung-fu. [croz]

Na Bicie

23.11

Łódź Atlas Arena • start: 18.00 al. ks. Bandurskiego 7 www.livenation.pl wstęp: 154-209 PLN •

Muse

W nawale żartów z tego, że Chris Brown bije kobie trudno skupić się ty, na jego muzyce. Ale czy w ogóle warto zwracać uwagę na twórc zoś ć Prawda jest tak Amerykanina? a, że Chris umie zrobić wielki sh Tańczy, śpiewa, ow. biega, lata i wz rus za Jeśli już mamy publiczność. polecać pop – to właśnie taki. [kp ]

25.11

wn Chris Bro

Katowice .00 Hala Spodek • start: 20 onday.pl ntego 35 w.bluem w w • al. Korfa N PL 0 35 0wstęp: 17


LISTOPAD

Imprezy, koncerty, wydarzenia. Mamy wszystkie (na www.aktivist.pl). Polecamy najlepsze (tu).

03-18.11

Photek

02.11

Warszawa witryna H&M ul. Marszałkowska 102/104 wernisaż: 16.00 www.2012.warszawawbudowie.pl

Warszawa 1500 m2 do wynajęcia ul. Solec 18 • start: 22.00 wstęp: 39 PLN

03.11

Krzyk mody

Urodziny JWP

Warszawa Stodoła ul. S. Batorego 10 start: 19.00 • wstęp: 35-42 PLN www.raphistory.net

Kari Amirian

03.11

Kraków Rotunda Centrum Kultury ul. Oleandry 1 • start: 20.00 wstęp: 20-35 PLN TRASA. Podczas trasy, na której artystka gra materiał z debiutanckiej płyty, Amirian pokaże, jak łączyć akustykę z elektroniką i jak dobrze wyglądać na scenie. [kp] Pozostałe koncerty: • 10.11 · Warszawa · Sen Pszczoły · ul. Inżynierska 3 · start: 20.00 · wstęp: 10-20 PLN • 13.11 · Warszawa · Huśtawka · ul. Bracka 20a · start: 20.00 · wstęp: 15-30 PLN • 16.11 · Poznań · Blue Note · ul. Kościuczki 79 · start: 20.00 · wstęp: 29-39 PLN

Denis Matsuev

04.11

Warszawa Filharmonia Narodowa ul. Jasna 5 • start: 19.00 wstęp: 60-150 PLN KONCERT. Wychowani na skrzeczących gitarach i basowych bitach, często zamykamy oczy na historię muzyki. Siergiej Rachmaninow jest jednym z najważniejszych kompozytorów w historii muzyki rosyjskiej. Za wykonanie m.in. II symfonii e-moll odpowiadać będzie na jedynym koncercie w Polsce Denis Matsuev. [kp]

Ania

04.11

Gdańsk Parlament ul. Świętego Ducha 2 start: 19:30 • wstęp: 50-60 PLN www.jazzboy.pl TRASA. Ania Dąbrowska to ta dziewczyna, którą wszyscy się zachwycali, bo przecież nie wygrała „Idola”, a taką karierę zrobiła. Robi miły pop, ma całkiem fajne teksty, nie jest typową pięknością, a mimo to ma sporo fanów w męskim gronie. Do tego „Bawi się świetnie”, co sugeruje nazwa jej polskiej trasy. No to bawcie się z nią, jeśli chcecie. [kp] Pozostałe koncerty: • 24.11 · Wrocław · Impart · ul. Mazowiecka 17 · start: 19.00 · wstęp: 45-80 PLN • 01.12 · Kraków · Klub Studio · ul. Witolda Budryka 4 · start: 20.00 · wstęp: 35-50 PLN • 13.12 · Warszawa · Palladium · ul. Złota 9 · start: 19.00 · wstęp: 55-65 PLN • 13.01 · Łódź · Wytwórnia Toya StudioS · ul. Łąkowa 29 · start: 19.00 · wstęp: 40-70 PLN

Tak było, witryna sklepu w Warszawie, rok 1974

foto: Andrzej Wiernicki/FORUM

IMPREZA. Legendarny producent przyjeżdża zagrać cały materiał ze swojej najlepszej płyty „Modus Operandi”. Fani inteligentnego, przemyślanego drum’n’bassu zacierają ręce. Ci, którzy za d’n’b nie przepadają, mogą odkryć, jak dobry może być ten gatunek. [kp]

WYSTAWA

Modo, krzycz

Wjeżdżając do São Paulo, można przecierać oczy ze  dumienia – żadnego baneru reklamowego, wysokiej na 15 pięter reklamy dyskontu spożywczego, półnagiej modelki. Miasto nie powinno być wielką ulotką! To właśnie reklama w przestrzeni publicznej będzie lejtmotywem kolejnej edycji festiwalu Warszawa w Budowie. Z zatrzęsienia wydarzeń zwłaszcza jedno nas interesuje – wystawa „Krzyk mody”, której kurator, Marcin Różyc, przeniesie sztukę z galerii do sklepów, butików i concept store’ów. To w takich wnętrzach, na co dzień niezwiązanych ze sztuką, zostaną zorganizowane wystawy, w ramach których artyści zinterpretują kolekcje znanych projektantów mody. Być może najciekawszym, a z pewnością największym projektem będzie realizacja Marzeny Nowak dla butiku H&M w pasażu Wiecha. Artystka do prezentacji mody użyje tego, z czego słynie – wielkich fotografii, które stworzą instalację zajmującą dwupiętrową witrynę sklepu. Ciekawie będzie też u Maćka Zienia, który będzie współpracować z Karolem Radziszewskim. Zaś młodziutki tandem New Roman i Jakub Pieczarkowski przygotuje coś fajnego w Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Moda będzie krzyczeć. [alek]

03.11

koncert

Jaśnie wielmożną policję

Kark szeroki, lekko zaczerwieniony, bluza z buldogiem, obok piękniś w nowych vansach – wiecie, że jesteście na miejscu. Urodzinowy tort dla JWP czeka w Stodole. 16 lat to najlepszy wiek – jeszcze liceum, ale już pali się papierosy w parku. JWP kończy właśnie tyle lat, choć uszczypliwi mogliby się nie zgodzić, bo pierwsza płyta zespołu ujrzała światło dzienne dopiero w 2007 r. Przy jednym stole usiądą: JWP, Juras, Vienio i PiH, Pono, Onar i Pyskaty, czyli atmosfera będzie ciepła i rodzinna. Rolę wodzireja na urodzinowej balandze obejmie Wujek Samo Zło, którego nosówki słyszymy na co drugiej hiphopowej balandze (o ile nie prowadzi jej Hirek Wrona). Scenografia też ma być wyjątkowa, bo to także 16 lat z „tłustym” graffiti. [alek]

Mike Huckaby

Warszawa KLUB 55 ul. Żurawia 32/35 • start: 22.00 wstęp: 15-20 PLN

IMPREZA

Legenda na urodziny

Głębokie Pasmo to trio promotorów, którzy w ciągu kilku ostatnich miesięcy sprowadzili do Warszawy m.in. Peverelista czy Gerry’ego Reada. Przyszedł w końcu czas na ich urodziny, na które chłopcy zaprosili prawdziwą gwiazdę. Dla Mike’a Huckaby’ego, podobnie jak dla nich, winyl stał się sensem istnienia. Legendarny producent z Detroit tworzy od początku lat 90., ma na koncie niezliczoną liczbę remiksów, o które prosili go m.in. Vladislav Delay czy Jazzanova. Jest edukatorem, który nie tylko gra na imprezach, lecz także uczy młodych twórców, czym powinna być muzyka i jak ją produkować. Początek listopada musicie zarezerwować dla mistrza z Detroit. [kp]


patronaty

05-22.11 www.nowehoryzonty.pl

Nowe Horyzonty Tournée FESTIWAL

kard z filmu „Post tenebras lux”

09.11

Bare Noize i Bar 9

Kraków Klub Fabryka ul. Zabłocie 23 • start: 21.00 wstęp: 25-35 PLN • www.brokenmusic.pl

Bare Noize

Tutorial

Nie wszyscy są w stanie wygospodarować w lipcu dziesięć dni wolnego, by we Wrocławiu gonić z jednego seansu na drugi, kalkulować – film, obiad czy drzemka. Gdyby jednak zmienili zdanie albo chcieli nabrać wprawy przed przyszłoroczną edycją, Roman Gutek po raz czwarty przygotował Nowe Horyzonty w pigułce – siedem najlepszych tytułów prezentowanych na ostatnim festiwalu odwiedzi w listopadzie 20 polskich miast. W programie: urwane głowy i fluorescencyjny diabeł („Post tenebras lux” Meksykanina Carlosa Reygadasa), Kylie Minogue skacząca z dachu („Holy Motors” Leosa Caraxa), gej, żyd i Polak w jednym („Sekret” Przemysława Wojcieszka), stygmaty paryżanki (zrealizowana za kilkaset euro „Donoma” Djinna Carrénarda), lesbijki w klasztorze („Za wzgórzami” Cristiana Mungiu), kino drogi z Chile („Od czwartku do niedzieli”) i brazylijskie blokowisko („Sąsiedzkie dźwięki”). Hartujcie się. [mm] tournée: • 05-11.11 · Warszawa · Wrocław · Gdańsk • 09-15.11 · Katowice · Poznań · Łódź • 16-22.11 · Kraków

230na150plus_spady_2510:Layout 1

2012-10-25

18:18

Page 1

IMPREZA

I znów

Ile jeszcze razy będę opisywał imprezę w stylu brostep? Na szczęście mogę udawać, że wiercący odłam dubstepu nie ma nic wspólnego z wyjściowym gatunkiem. Poza tym mogę wybaczyć Bar 9 to, że jest częścią tego ruchu. W końcu to on był jednym z pierwszych, którzy zaczęli tworzyć nowy dubstep w czasach, gdy wiertary były jeszcze nowością i idealnie pasowały do stricte dubowych setów. Wiertarki oferowały coś szybszego, bardziej agresywnego. To były fajne czasy. Jeśli chcecie przez kilka godzin być miażdżeni przez pijanych nastolatków – polecamy. [dub] Pozostałe IMPREZY: • 10.11 · Sopot · Sfinks · ul. Mamuszki 1 · start: 21.00 · wstęp: 25-35 PLN

23-25 LISTOPADA,

WARSZAWA, PAŁAC KULTURY I NAUKI

TARGI

MIĘDZYNARODOWA KONFERENCJA PREMIERY PŁYTOWE

MITCH&MITCH KARI AMIRIAN SEMANTIK PUNK

WERK „SONGS THAT MAKE SENSE”

SPOTKANIA Z ARTYSTAMI

z gościnnym udziałem m.in. Marka Lanegana

KONCERTY I SHOWCASE

KRISTEN NAPSZYKLAT HOKEI ETAM ETAMSKI

PANELE, WARSZTATY DON'T PANIC WE'RE FROM POLAND

www.targicojestgrane.pl Organizatorzy Targów:

Partner Główny:

Współorganizatorzy Konferencji:

Partnerzy Merytoryczni:

Patroni medialni:

TRES.B

KIM NOWAK

BRODKA i inni


LISTOPAD

Imprezy, koncerty, wydarzenia. Mamy wszystkie (na www.aktivist.pl). Polecamy najlepsze (tu).

09-10.11

Trzecie urodziny 1500 m² do Wynajęcia

Warszawa 1500 m² do Wynajęcia ul. Solec 18 start: 20.00

IMPREZA

Wielka feta

Trudno uwierzyć, że 1500 m² do Wynajęcia obchodzi dopiero trzecie urodziny. Warszawska imprezownia dawno temu wyszła z okresu raczkowania i prężnie stawia kroki na stołecznym klubowym rynku, racząc nas najlepszymi bookingami. Urodzinowa celebracja zapowiada się naprawdę hucznie. Główną gwiazdą pierwszego dnia będzie Ellen Allien – pierwsza dama niemieckiego techno i założycielka kultowej wytwórni BPitch Control. Line-up tego wieczoru dopełnią Ossie – reprezentant Hyperdubu uprawiający rześkie UK funky – oraz Leon Vynehall, nadzieja brytyjskiej sceny garażowej. Drugiego dnia skacowane dusze dopieszczą Kamp!, Rebeka, Twilite oraz Eltron John. [croz]

Ellen Allien

09.11

09.11

Sinjin Hawke

Poznań 8 Bitów ul. Garbary 82 start: 22.00 • wstęp: 15-20 PLN

TOUR

tour

Sinjin Hawke to człowiek, o którym zrobiło się głośno za sprawą serii imprez organizowanych w Montrealu. Młody artysta ma też na swoim koncie kilka bootlegów oraz występ w kalifornijskiej edycji „Boiler Room”. Jego live-acty zawsze przyjmowane są z ogromnym entuzjazmem, a prasa oraz portale internetowe nie szczędzą mu komplementów. Podczas występu w stolicy support zapewnią mu Maceo (Niewinni Czarodzieje) oraz dwaj reprezentanci rodziny Junoumi, Groh i Buszkers. Za to w Poznaniu pojawią się m.in. Teielte i Mentalcut. [mcq]

Orli słuch

Pozostałe koncerty: • 10.11 · Warszawa · Powiększenie ul. Nowy Świat 27 · start: 22.00 · wstęp: 10 PLN

Twin Shadow

Warszawa Proxima ul. Żwirki i Wigury 99a • start: 20.00 wstęp: 110 PLN • www.goodmusic.pl

Casanova z Brooklynu

Rok temu namiotowa scena Off Festivalu należała do niego. Promował wtedy swój debiutancki krążek „Forget” i oczarował wszystkich – tych, którzy faktycznie przyszli go posłuchać, funclub jego gołej klaty i kilkudniowego zarostu, a także osoby przypadkowo znajdujące się w namiocie. Fani George’a Lewisa Jr. mogą ponownie ładować iPhony, by uwiecznić jego sceniczne wyczyny. Tym razem synthpopowy artysta wystąpi w warunkach klubowych i zagra materiał ze swojego nowego albumu „Confess”. W programie takie utwory jak „You Call Me On”, „Golden Light”, „Five Seconds” czy „When the Movie’s Over”. Wszystkie zainspirowane są wypadkiem motocyklowym, który przytrafił się muzykowi kilka lat temu. Na szczęście teksty piosenek nie mają nic z przemyśleń Paula Coelho. [is] Pozostałe koncerty: • 08.11 · KATOWICE · Jazzclub Hipnoza · pl. Sejmu Śląskiego 2 · start: 21.00 · wstęp: 35-50 PLN


patronaty

10.11

Kode 9

Poznań Eskulap ul. Przybyszewskiego 39 start: 21.00 • wstęp: 25-40 PLN • www.rootsmusic.pl

IMPREZA

Kod Leonarda da Vinci

Dubstep jest jak szpinak – albo się go kocha, albo nienawidzi. Tak jest też z muzyką Kode 9. Brytyjski producent szturmem wdarł się do czołówki współczesnej elektroniki i w krótkim czasie podbił serca i walle połowy naszych fejsowych znajomych. Ci z nich, którzy widzieli go na żywo, twierdzą, że Steve Goodman kręci najlepsze imprezy na kontynencie. Pozostali wciąż zadają sobie pytanie: kiedy skończy się ta moda? Tak czy siak, Kode 9 jest jednym z niewielu hajpowanych artystów, którzy w ciągu niecałego roku byli u nas kilkakrotnie. Szansa na zmianę poglądów? Czemu nie? [mk]

10.11

Miasto snu

SZELIGI koło warszawy Hala transcolor ul. Szeligowska 48 • start: 18.00 wstęp: 50-70 PLN • www.trwarszawa.pl

TEATR

Reaktywacja

Ci, którzy choć raz byli na spektaklu wyreżyserowanym przez Krystiana Lupę, wiedzą, czego można się po nim spodziewać. Guru polskiego teatru jest mistrzem zaskakujących interpretacji oraz wywoływania skrajnych emocji. Po 27 latach wraca do słynnej powieści Alfreda Kubina „Po tamtej stronie” i w nowy sposób patrzy na utopijną wizję państwa w „Mieście snu”. Nie mieszamy się w politykę, ale trudno tutaj nie doszukiwać się odniesień do (komicznego) spektaklu, który ciągle trwa w „teatrze” przy Wiejskiej. Rada da tych, którzy na Lupie nigdy nie byli – jego przedstawienia rzadko kiedy nie przekraczają sześciu godzin. Tak samo będzie teraz. [is]


LISTOPAD Mark Lanegan

06.11

Imprezy, koncerty, wydarzenia. Mamy wszystkie (na www.aktivist.pl). Polecamy najlepsze (tu).

10.11

Ossie

Kraków Prozak 2.0 pl. Dominikański 6 start: 22.00 • wstęp: 10-20 PLN

Wrocław Firlej ul. Grabiszyńska 56 start: 20.00 • wstęp: 89-99 PLN www.go-ahead.pl

10.11

Hospitality

Warszawa Soho ul. Mińska 25 • start: 20.30 wstęp: 75-89 PLN • www.illegalbreaks.com

TRASA. Jedna z czołowych postaci rocka alternatywnego lat 90., obdarzony aparycją i głosem szatana Mark Lanegan powróci do naszego kraju na dwa koncerty, żeby promować swój tegoroczny, bardzo udany album „Blues Funeral”. Jako support, tak samo jak wiosną, wystąpią Belgowie z Creature with the Atom Brain. [croz] Pozostałe koncerty: • 07.11· Katowice · Jazz club Hipnoza · pl. Sejmu Śląskiego 2 · start: 20.00 · wstęp: 35-50 PLN

Kidsuke

10.11

High Contrast

Kraków Radar ul. Brzozowa 17 start: 22.00 • wstęp: 10-20 PLN

IMPREZA. Kidkanevil (połowa duetu Kidsuke) nie może ostatnio narzekać na brak zainteresowania jego muzyką. Współpraca z Forreign Beggars i duet z Daisuke Tanabe pokazał, jak wszechstronnym producentem jest ten młody Brytyjczyk. W krakowskim Radarze przedstawi swój solowy materiał. Dla fanów UK bassu pozycja obowiązkowa. [kp]

IMPREZA

Byli, są, będą

IMPREZA

Nie ilość, lecz jakość

Pochodzący z Wielkiej Brytanii artysta ma na swoim koncie zaledwie kilka EP-ek, ale każda jego kolejna produkcja potwierdza, że niebawem będzie o nim głośno. W sumie nie wiemy, dlaczego jeszcze nie jest. Zeszłoroczna płyta Ossiego wydana dla Hyperdubu świadczy o tym, że Kode9, założyciel tego labelu, błędów nie popełnia. Rewelacyjne „Set the Tone” rozbujało niejedną imprezę. Lawirując cały czas między house’em a garage’em, Ossie dał nam kolejny prezent – „Supercali EP” z wokalami przygotowanymi przez Paula Blacka. Jeżeli chcecie się przekonać, jak to sprawdza się na żywo, zapraszamy w listopadzie do krakowskiego Prozaku 2.0. [jack]

10.11 Czy we współczesnym świecie męskość przeżywa kryzys? Jak postrzegają ją kobiety, a jak mężczyźni? Czy mężczyznom trudno jest sprostać oczekiwaniom narzuconym przez świat, kobiety i ich samych? Te pytania padły podczas debaty „Gdzie ci mężczyźni? – o kryzysie męskości we współczesnym świecie”, zorganizowanej 8 października w Warszawie w ramach kampanii „Powstań i zdobywaj”. Spotkanie poprowadził Piotr Bałtroczyk, który z właściwą sobie gracją do odpowiedzi wywoływał dziennikarzy Marzenę Rogalską i Rafała Bryndala, socjologów Agatę Grabowską i Krzysztofa Martyniaka oraz Kevina Chestersa, przedstawiciela słynnej agencji Wieden-Kennedy London, odpowiedzialnej za opracowanie kampanii „Powstań i zdobywaj” dla Maximus® Vodka. Podczas debaty goście mogli podziwiać rysunki namalowane w modnej komiksowej konwencji przez światowej sławy ilustratora Morta Küslera, który stworzył obraz męskiego mężczyzny, eksponując zachowania, które pozwalają mężczyznom zwyciężać, takie jak honor, lojalność i rycerskość. Spotkanie stało się okazją do przedstawienia raportu dotyczącego kryzysu męskości stworzonego na podstawie badań przeprowadzonych przez TNS OBOP na zlecenie Brown-Forman Polska.

Gdy wydaje się, że d’n’b jest gatunkiem dla dość zamkniętej, ale jakże wiernej grupy fanów, do głowy przychodzi jeden z niewielu producentów, których doceniają wszyscy wielbiciele dobrej muzyki. Mowa tu o człowieku, który ukrywa się pod ksywką High Contrast. Jedna z największych gwiazd d’n’b powraca do Polski z grupą przedstawicieli legendarnej wytwórni Hospitality, aby pokazać nam, że bębny i basy nigdy nie zginą. Na scenie oprócz HC pojawią się m.in. Logistics, Danny Byrd i S.P.Y. [kp]

Wrocław Fashion Meeting

Wrocław Hala IASE ul. Wystawowa 1 start: 10.00 • wstęp: 15 PLN www.wroclawfashionmeeting.pl

MOHITO – wystawa podczas WFM 2012

AKCJA

ŁADNI W ŁADNYCH

Wrocław to kolejne miasto, które chce zaistnieć na modowej mapie Polski. Formuła Wrocław Fashion Meeting nie jest niczym nowym, w ciągu dnia można udać się na shopping w Strefie Stylu, a wieczorem zobaczyć pokazy młodych projektantów. To, co wyróżnia ten event, to szersze podejście do tematu mody, na miejscu będzie można skorzystać z porady wizażysty, fryzjera i zrobić zakupy ze stylistą. [Lucy]


11.11

Beach House

Warszawa Stodoła ul. Batorego 10 • start: 19.30 wstęp: 99-110 PLN • www.go-ahead.pl

KONCERT

Plaża w klubie

Piewcy patriotyzmu, orła białego, barw narodowych i wszystkiego, co uznają za polskie, 11 listopada będą maszerować ulicami stolicy. Ci, którzy się z nimi nie zgadzają, również zamierzają maszerować. Możecie dołączyć do jednego lub drugiego pochodu, możecie w ogóle nie wychodzić z domu albo możecie wybrać się do Stodoły. Na 11 listopada zaplanowany jest koncert duetu Beach House. Muzyka Amerykanina Alexa Scally’ego i Francuzki Victorii Legrand, którzy w sierpniu grali w Katowicach na festiwalu Tauron Nowa Muzyka, jest taka jak ich nazwa – plażowa. Jako że w listopadzie trudno się rozłożyć na piasku w komfortowych warunkach, warto zajrzeć do Stodoły. Zamiast jesiennej wichury – klimat lata i wakacji. [włodek]

15.11

Warszawa Palladium ul. Złota 9 start: 20.00 • wstęp wolny

15.11

Designeria Trendy Show

Warszawa Stodoła ul. Batorego 10 • start: 18.00 wstęp: 77 PLN • www.livenation.pl

Fink

KONCERT

Fink i spółka

Kolejny artysta, który tej jesieni powraca do nadwiślańskiego kraju. I to artysta nie byle jaki, gdyż jest on m.in.: gitarzystą, producentem, didżejem, podopiecznym legendarnej wytwórni Ninja Tune, współtwórcą piosenki Amy Winehouse i autorem utworu użytego w serialu „Dr. House”. Jednym słowem – Fink. W ubiegłym roku bilety na jego koncerty w Polsce zostały całkowicie wyprzedane. Ci, którzy nie zdążyli zobaczyć go w akcji, mają okazję nadrobić zaległości już 15 listopada. Planując kolejną trasę koncertową, brytyjski wokalista nie zapomniał o polskich fanach i specjalnie dla nich zagra w warszawskiej Stodole. Koncert będzie zderzeniem dwóch światów – muzycznego i wizualnego. Za ten drugi odpowiedzialna będzie jedna z najlepszych grup zajmujących się produkcją sceniczną – 59 Productions. [is]

AKCJA

Designeria

Emocje po Fashion Weeku powoli opadają, a kto nadal jest głodny mody, powinien odwiedzić Palladium. Tutaj na jeden wieczór zagości Designeria, cykliczna impreza prezentująca trendy w modzie, sztuce i wzornictwie. Na wybiegu młodzi projektanci pokażą swoje premierowe kolekcje, a we foyer graficy puszczą wodzę wyobraźni, malując karoserię Mini. Designeria to też konkurs dla początkujących stylistów i streetartowców. [lucy]


LISTOPAD

Imprezy, koncerty, wydarzenia. Mamy wszystkie (na www.aktivist.pl). Polecamy najlepsze (tu).

15-18.11 Gdańsk www.narracje.eu

Festiwal Narracje

kadr z filmu „Budget Story”

FESTIWAL

Wideo nocą

Piszę tę ramkę w dniu, gdy o godzinie 18 jest jeszcze jasno, ale potrwa to już niedługo. I choć zalet jesieni jest mniej więcej tyle, ile pożytku dla świata ze strato-skoku Felixa Baumgartnera, to jedną mógłbym znaleźć – Festiwal Narracje jak wampir wychodzi na zewnątrz dopiero po zmroku. Podczas czwartej edycji festiwalu, odbywającego się pod kuratelą Stevena Matijcio, na ścianach gdańskich budynków zaprezentowane zostaną najnowsze prace wideo. Jednak Narracje to nie tylko świetne i świetlne prace w industrialnych przestrzeniach, lecz także koncerty i performensy audiowizualne. W międzynarodowym gronie artystów odnajdziemy m.in. Oskara Dawickiego, o którym już niedługo zrobi się naprawdę głośno. Oczy i uszy na Gdańsk. [alek]

15-25.11 Warszawa www.sputnikfestiwal.pl

Sputnik nad Polską FESTIWAL

Udane lądowanie

kadr z filmu „Chapiteau Show”

Choć organizatorzy Festiwalu Filmów Rosyjskich „Sputnik nad Polską” na swojej stronie internetowej straszą matrioszkami, to od kilku lat udowadniają, że kino rosyjskie jest na wskroś nowoczesne. I nie jest to nowoczesność Dyskoteki Awarii czy innych gwiazd rosyjskiej muzyki, które co rusz pojawiają się w Sali Kongresowej. Od wschodnich sąsiadów sporo moglibyśmy się nauczyć – w kwestii zarówno filmowego rzemiosła (wystarczy porównać dwa zła: „Spalonych słońcem 2” i „Bitwę warszawską”), jak i umiejętności wkradania się w łaski selekcjonerów najważniejszych festiwali. W tym roku Sputnik wyląduje w Warszawie po raz szósty, by następnie przemieścić się do kilkunastu miast Polski. Będzie sekcja konkursowa z wyborem najlepszych produkcji sezonu, retrospektywa Aleksandra Sokurowa, kino sportowe, debaty i spotkania, a dla odważnych – rosyjskie bajki dla dzieci. [mm]


patronaty

16-18.11 Warszawa www.plateauxfestival.pl

Plateaux

Terre Thaemlitz / DJ Sprinkles

FESTIWAL

Reaktywacja

Organizatorzy festiwalu Plateaux nie dają nam forów. Przeciętny śmiertelnik musi się nieźle nagłowić, zanim wymówi jego nazwę. Natomiast nieprzeciętni śmiertelnicy musieli czekać aż trzy lata na kolejną edycję eksplorującego ambitną elektronikę wydarzenia, które z Torunia i Bydgoszczy przeprowadza się do stolicy, a konkretnie – do przytulnych wnętrz Muzeum Narodowego, Cafe Kulturalnej oraz 1500 m² do Wynajęcia. Obecnością zaszczycą nas: legenda niemieckiego glitchu Oval, redefiniujący deep house i chętnie wplatający w swoją muzykę wątki gender i LGBT DJ Sprinkles (wystąpi z recitalem fortepianowym) oraz guru sztuki audiowizualnej Christopher Willits [croz]

17.11

Dry the River

Warszawa Hydrozagadka ul. 11 Listopada 22 • start: 20.00 wstęp: 49-59 PLN • www.go-ahead.pl

KONCERT

Cicho-głośni

Gdyby Peter Liddle, wokalista Dry the River, w czasie studiów medycznych nie zamieszkał w akademiku, być może zespół wykonywałby teraz zupełnie inną muzykę. Wychowany w środowisku punkhardcore’owym, nie mógł grać na swojej elektrycznej gitarze i musiał ją zamienić na zwykłego akustyka. Później zwołał znajomych i stworzył zespół. Na ich debiutanckiej płycie „Shallow Bed” dominują delikatne, charakterystyczne dla folku brzmienia. Na koncertach panowie wracają jednak do punkrockowych korzeni i grają nieco ciężej, o czym zresztą mogliśmy się przekonać podczas festiwalowych wizyt na Offie i Open’erze. Tej jesieni Dry the River usłyszymy na trzech koncertach. Z pewnością na żadnym z nich nie zabraknie pozytywnej energii, hałasu i niespodzianek. [is]

Pozostałe koncerty: • 16.11 · Poznań · Hala Numer 2 Międzynarodowych Targów Poznańskich · ul. Głogowska 14 · start: 18.00 · wstęp: 49-59 PLN • 18.11 · Wrocław · Firlej · ul. Grabiszyńska 56 · start: 20.00 · wstęp: 49-59 PLN


LISTOPAD Piątki w Hulakula to imprezy w klimatach największych muzycznych przebojów – od lat 90. do współczesności. Na Friday Hits usłyszycie kawałki commercial house, dance i disco, a za deckami stanie rezydent klubu DJ DIL. Dla pierwszych 100 osób niespodzianki!

Imprezy, koncerty, wydarzenia. Mamy wszystkie (na www.aktivist.pl). Polecamy najlepsze (tu).

17.11

Warszawa Klub 55 ul. Żurawia 32/35 start: 21.00

Justin Martin

17.11

Warszawa Progresja ul. Kaliskiego 15a start: 19.00 • wstęp: 89-99 PLN www.go-ahead.pl

Katatonia

REKLAMA

Friday Hits w Hulakula każdy piątek, godz. 19.00 Dobra 56/66 wstęp: 5-15 PLN www.hulakula.com.pl

Garbage

16.11

Kraków Kwadrat ul. Skarżyńskiego 1 start: 18.30 • wstęp: 125-140 PLN www.stodola.pl

Koncert. Są tacy, którzy na nazwisko Shirley Manson reagują tak jak męska część naszej redakcji, gdy usłyszy coś o Emmie Watson. Szkotka oraz jej trzej koledzy postanowili podążać za modą na powroty gwiazd lat 90. [mk]

Lunice

16.11

Warszawa Klub 55 ul. Żurawia 32/34 start: 22.00

IMPREZA. Lunice po rozkręceniu wraz z Hudsonem Mohawkiem zabójczego pogo na Nowej Muzyce przybędzie do stolicy, by uraczyć nas swoimi przepysznymi basowymi brzmieniami. Oprócz niego w Piątkach zaprezentują się też szefowie wytwórni Lucky Me – The Blessings. [croz]

Impreza

TRASA

Catz’n’Dogz to jeden z niewielu rodzimych składów muzycznych, którym udało się wybić na Zachodzie. Mało który fan elektroniki nie wie, kim są Koty i Psy. Jednak szczeciniacy nie tylko zajmują się produkcją, lecz także promują muzykę. Ich label Pets Recordings w swojej krótkiej historii wydawał płyty tak świetnych twórców, jak Eats Everything (genialny „Entrance Song”), Martin Dawson czy Chmara Winter. W ramach promocji wytwórni do stolicy przyjedzie Justin Martin. Człowiek, którego doceniają zarówno słuchacze undergroundowego house’u, jak i ci, których nie spotkamy w klubie, gdzie za piwo płaci się mniej niż 20 zł. Oprócz głównej gwiazdy wieczoru na imprezie pojawią się oczywiście gospodarze oraz dumni reprezentanci labelu. [kp]

Powody do dumy

Salva

16.11

17.11

Saschienne

Kraków Prozak 2.0 pl. Dominikański 6 • start: 22.00 wstęp: 20 PLN • www.lionstage.com

Czarny szum

Panowie z Katatonii, podobnie jak Anathema czy Paradise Lost, przez 20 lat zdążyli najpierw przetrzeć szlaki doom i death metalowi, by jakiś czas temu oddać się nasączonemu alternatywnym rockiem metalowi gotyckiemu. Tę drogę przypieczętowuje tegoroczna, świetnie przyjęta w branżowych mediach płyta „Dead End Kings”, którą zespół będzie promować w Krakowie i Warszawie. Szwedzi przywiozą ze sobą równie interesujące supporty: przedstawiciela francuskiego metalu Neige’a, który zagra ze swoim projektem Alcest, oraz Amerykanów z Junius, zahaczających o post rock, powracających do Polski po triumfalnym występie w stołecznej Hydrozagadce. [croz] Pozostałe koncerty: • 18.11 · Kraków · Kwadrat · ul. Skarżyńskiego 1 · start: 19.00 · wstęp: 89-99 PLN

17.11

Nouvelle Vague

KRAKÓW Kwadrat ul. Skarżyńskiego 1 • start: 20.00 wstęp: 90-100 PLN • www.galicja.net

Kraków Prozak 2.0 pl. Dominikański 6 start: 22.00 • wstęp: 10-20 PLN

TRASA. Salva, autor jednego z najgłośniejszych trapowych remiksów zeszłego roku, przylatuje pod Wawel. Doskonała okazja, żeby zobaczyć, jak to robią w LA. [kp] Pozostałe koncerty: • 17.11 · Warszawa · 1500 M² do wynajęcia · ul. Solec 18 · start: 22.00 · wstęp: 25-35 PLN

Delta Heavy

16.11

Wrocław Browar Mieszczański ul. Hubska 44/48 start: 21.00 • wstęp: 25-35 PLN www.illegalbreaks.com

IMPREZA. Delta Heavy to duet, który odpowiada za wiele zwyrodnień słuchu wśród młodych słuchaczy. Mieszają drumstep z electro, dodają smaczki wprost z d’n’b, a potem podkręcają bas. [kp]

TRASA

TRASA

Sascha Funke to legendarny producent znany ze swoich wyjątkowych minimalowych albumów i kawałków spod znaku tech-house’u. Z kolei Julienne Dessagne to multiinstrumentalistka i wokalistka, której dotąd bliżej było do kompozycji Philipa Glassa niż do muzyki klubowej. Jednak gdy oboje po raz pierwszy się spotkali, od razu wiedzieli, że mają tę samą wizję tworzenia. Wspólnie nagrali świetnie przyjęty debiutancki album „Untitled”, a w Polsce przedstawią swoją genialną eklektyczną elektronikę. Michael Mayer, twórca legendarnego labelu Kompakt, określił ich twórczość mianem new romantic techno. W Warszawie dodatkowo usłyszycie dj set Saschy Funke [kp]

Zastanawialiście się kiedyś, kto zajmuje się nagrywaniem tzw. muzaka – utworów, które można usłyszeć w supermarketach lub w windach, choć właściwie stworzono je po to, by ich nie słuchać? Kim jest ten pan, który przekręcając pokrętła i wciskając przyciski jakiejś piekielnej maszyny, komponuje coś, co ma nas zachęcić do zakupu kurczaka? Geniuszami muzaka w świecie muzyki alternatywnej mogliby być Marc Collin i Olivier Libaux, założyciele francuskiej grupy Nouvelle Vague. Są perfekcjonistami. Każdy kultowy kawałek potrafią przerobić w przyjemną bossa novę, która sprawdza się i w urzędzie, i na koncercie. Na swoich pięciu płytach zaliczyli już całą brytyjską klasykę lat 80. – Joy Division, The Cure i The Clash. Post punk czy punk rock – zawsze wyjdzie im coś sympatycznego. Na pewno uda się to też na ich warszawskim koncercie. [mm]

W tę i we w tę

Pozostałe IMPREZY: • 30.11 · Warszawa · 1500 m2 do Wynajęcia · ul. Solec 18 · start: 22.00 • 01.12 · Wrocław · Log:IN Klub · pl. Solidarności 1/3/5 · start: 21.00 · wstęp: 30-40 PLN • 14.12 · Poznań · SQ Klub · ul. Półwiejska 42 · start: 21.00

Oda do muzaka

Pozostałe KONCERTY: • 18.11 · Warszawa · Basen · start: 19.00 · wstęp: 90-110 PLN


patronaty

19.11

Tech N9ne

WARSZAWA KLUB 55 ul. Żurawia 32/34 • start: 20.00 • wstęp: 40-50 PLN www.klub55.pl

21.11

Sting

Łódź Atlas Arena al. Bandurskiego 7 • start: 18.00 wstęp: 237-336 PLN • www.livenation.pl

Koncert

Żądlić

Gordon Sumner od lat chętnie odwiedza Polskę. Prawdopodobnie lubi nasze pierogi lub swoich fanów. W tym roku znów będziemy mieli okazję posłuchać Stinga, który wraca do korzeni i chwyta za bas. Trasa Back to Bass zahaczy w listopadzie o łódzką Atlas Arenę. Jest to doskonała okazja, by usłyszeć znane nagrania w pierwotnych wersjach. Człowiek Żądło dba o kondycję fizyczną, dlatego też należy się spodziewać energetycznego występu z wielkimi przebojami. [mcq]

KONCERT

A milli

Jeśli niezależny artysta sprzedaje ponad milion egzemplarzy swojego albumu, oznacza to, że jest kimś. Zwłaszcza jeśli jest pierwszym tego typu raperem w historii. Tech N9ne rozkochał w sobie cały świat. Wypluwający wersy z szybkością karabinu maszynowego twórca pojawi się w Warszawie, aby pokazać wam, że można być wielką gwiazdą sceny hiphopowej, nie mając nic wspólnego z komercją. [kp]

22.11

Warszawa 1500 m² do wynajęcia ul. Solec 18 • start: 20.00 wstęp: 50-70 PLN

Grimes

KONCERT

Nie zabierajcie jej skręta

24-letnia Kanadyjka Claire Boucher – szerzej znana jako Grimes – wygląda i śpiewa jak nastolatka. Krzywo przycięta grzywka pofarbowana na różowy lub zielony kolor, krótka spódniczka i buty na koturnach – to jej znak rozpoznawczy. Do tego głos słodkiej dziewczynki. Sposobem bycia zadaje jednak kłam stereotypowemu obrazowi wdzięczącej się wokalistki. Bo czy gwiazdka pop projektowałaby biżuterię w kształcie waginy, inspirowała się wierszami rosyjskiej poetki Anny Achmatowej, czy nagrała dla beki piosenkę o tytule „Don’t Smoke My Blunt Bitch”? Każdy, kto chciałby się o tym przekonać, powinien 22 listopada wybrać się do warszawskiego klubu 1500 m² do Wynajęcia. Spodziewajcie się dobrego popu, połączonego z indie, elektroniką i dźwiękami nawiązującymi do lat 80. Ostatnio Grimes utrzymuje, że teraz będzie nagrywać bardziej eksperymentalną muzę. Może uchyli rąbka tajemnicy już w Polsce? [włodek]


LISTOPAD

Imprezy, koncerty, wydarzenia. Mamy wszystkie (na www.aktivist.pl). Polecamy najlepsze (tu).

22.11

Testament

16.11

Warszawa Torwar ul. Łazienkowska 6a • start: 20.00 • wstęp: 110-120 PLN • go-ahead.pl

Kraków Klub Studio ul. W. Budryka 4 • start: 20.00 wstęp: 95-110 PLN • www.knockoutprod.net

Warszawa www.filmyswiata.pl

8. Festiwal Filmy Świata Ale Kino+

Że jest piękneDitto nie chudnie, ale ką Beth Ditto nie chudnie, ale po kuracji elektryzującej, jaką była EP-ka wyprodukowana przez muzyków Simian Mobile Disco, zmieniła nieco linię swej macierzystej kapeli. Teraz inspiruje się tanecznymi przebojami ABBY. Najnowsza płyta „A Joyful Noise” to naprawdę radosny hałas. [rar]

foto: B. Bajerski

Soundclash

Warszawa Soho ul. Mińska 25 start: 19.00 • wstęp: 50 PLN www.redbull.pl

22-29.11

Koncert

KONCERT. Ekipa, na której czele od lat stoi charyzmatyczny Chuck Billy, to jeden z najważniejszych amerykańskich zespołów nurtu thrash. Choć nigdy nie zdobyli takiej sławy jak inne grupy z Bay Area, to właśnie o nich mówi się jako o tych, którzy powinni przewodzić Wielkiej Czwórce. [mk]

22.11

Gossip

kadr z filmu „La Sirga”

Festiwal

Kontynenty w Polsce

KONCERT. Był kiedyś taki program „Muzyka łączy pokolenia”, w którym stare i młode gwiazdy grały nawzajem swoje utwory. Teraz do Polski zawita wydarzenie, które pokoleń może nie łączy, ale muzyków, których trudno uświadczyć na tej samej scenie, już tak. Na pierwszy rzut Acid Drinkers pokażą wychowanym na metalu braciom Waglewskim, jak to się robi. A Fisz i Emade wyjaśnią elokwentnym hip-hopem, dlaczego wolą inaczej. [kp]

Azja, Ameryka Południowa i Afryka w pięciu miastach. Organizator Filmów Świata Piotr Kobus nie jest jeszcze tak znany jak Roman Gutek, ale ma spore zasługi w udowadnianiu, że egzotyczne kino to nie tylko trzygodzinne bollywoody, kontemplacje na pustyni i kopanie po gębie. [mm] Pozostałe POKAZY: • 25-28.11 · Poznań

19. Festiwal Filmowy Etiuda & Anima

• 26-29.11 · Gdańsk • 29.11-02.12 · Wrocław Beth Ditto

23-29.11

23.11-03.12

Kraków www.etiudaandanima.com

Warszawa Sinfonia Varsovia ul. Grochowska 272 asp.waw.pl

FESTIWAl. Zaskakujący mariaż fabularnych etiud i krótkich animacji zdaje egzamin już od 19 lat. Te pierwsze walczą o Złotego Dinozaura, drugie o Złotego Jabberwocky, wy walczycie z niezdecydowaniem, co jest fajniejsze. [mm]

• 30.11-03.12 · Kraków

ASP – coming out

Hip-Hop Jam

24.11

Gdańsk Centrum Stocznia Gdańska ul. Doki 1 • start: 18.00 wstęp: 45-50 PLN

KONCERT. Hip-Hop Jam to pierwszy od dziesięciu lat hiphopowy festiwal, który odbędzie się w Gdańsku. W programie m.in. przygotowywane na żywo prace legend polskiego graffiti, pokaz b-boyów, konkurs dla początkujących MC oraz występy czołówki krajowego rapu. [croz]

Festiwal Ambientalny

30.11-02.12 Wrocław www.ambientalny.pl

KONCERT. Na festiwalu pojawią się m.in.: Jacaszek, Rafael Anton Irisarri, Vasen Piparjuuri i An On Bast & Maciej Fortuna. Jeśli lubicie sztukę zaangażowaną emocjonalnie i intelektualnie, to nie może was tam zabraknąć. [is]

WYSTAWA

ASP się ujawnia

Coming out! Maria Peszek miała swój, Michał Figurski miał swój, młodzi artyści z ASP też mają. Z tym że ich wyjście z cienia jest jeszcze bardziej krępujące, bowiem po raz pierwszy będą oceniani przez publiczność liczniejszą niż gremium profesorów i kolegów z akademii. Taką możliwość dostają od warszawskiej ASP nieliczni. 24 najlepsze prace z siedmiu wydziałów zostaną zaprezentowane na przełomie listopada i grudnia w budynku Sinfonii Varsovii. Chociaż nie można się spodziewać wielkich objawień, to przynajmniej przez wzgląd na jeden z ciekawszych budynków Warszawy, warto się wybrać na Pragę i sprawdzić tegoroczne coming outy. [alek]


patronaty

24-25.11

Europejskie Targi Muzyczne CJG

Warszawa Pałac Kultury i nauki pl. Defilad 1 • start: 11.00 www.cjg.gazeta.pl/EuropejskieTargiMuzyczne

Akcja

Kup, sprzedaj, posłuchaj

Targi Co Jest Grane w tym roku zrobią kolejny krok naprzód. Na terenie Pałacu Kultury będzie przygotowana przestrzeń dla niezależnych muzyków. Twórcy wydający w niekomercyjnych labelach (jak Lado ABC czy U Know Me Records) będą mogli opowiedzieć o tym, jak muzyka powinna wyglądać  w przyszłości. Targi to osiem godzin spotkań i nauki. Dowiecie się, czy winyl zdążył wyprzedzić w sprzedaży CD. Jak wygląda iTunes w Polsce i czy jest szansa nauczyć młodocianych producentów, aby nie wrzucali każdej namiastki utworu na Soundclouda. Gdy już po ośmiu godzinach targów poczujecie się mądrzejsi i zechcecie założyć własną wytwórnię, to chwilę po nich będziecie mogli się zachwycać koncertami. W zeszłym roku w ramach ETM w Warszawie pojawiły się tacy artyści, jak Anna Maria Jopek, Kamp! i Machinedrum. Czekamy na tegoroczne niespodzianki. [kp]

24.11 -01.12

Plus Camerimage

Bydgoszcz www.pluscamerimage.pl

24.11

warszawa Hydrozagadka ul. 11 Listopada 22 start: 20.00 • wstęp: 59-65 PLN

Ariel Pink

kard z filmu „Operacja Argo”

FESTIWAL

Kamera, akcja

Była Łódź, był Toruń, od dwóch lat jest Bydgoszcz. Camerimage, podobno najważniejsza impreza filmowa poświęcona sztuce operatorskiej, to właściwie festiwal wędrowny. W tym roku będziecie mogli zobaczyć, jakie filmy robią w Irlandii, czy studenci wydziału TV i Kina Uniwersytetu w Tel Awiwie wiedzą, jak stworzyć wiekopomne dzieło i jako drudzy w Polsce będziecie mogli zobaczyć „Operację Argo” Bena Afflecka. Bydgoszcz jest fajna, więc spieszcie się, zanim organizatorzy zdecydują się na przenosiny do Przasnysza. [mm]

KONCERT

Poważna sprawa

Niechciane i często niezrozumiane dziecko niezalu, Ariel Pink, wraca, by razić uszy muzycznych ortodoksów eklektyzmem, pastiszem i stylistycznym nieokiełznaniem. „Mature Themes”, drugi album nagrany w barwach zasłużonej, onirycznej wytwórni 4AD, przyniósł światu kilka dziwacznych ballad, synthpopowych potworków i nie do końca poważnych kawałków, które przypominają, że dystans do siebie i świata to coś, co każdy z nas musi w sobie prędzej czy później wypracować, jeśli się z tym (niestety) nie urodził. Ulubieniec muzyków Animal Collective wpadnie na wygłupy do Polski rok po wizycie w katowickiej Dolinie Pięciu Stawów. [rar]

WSPOLPRACA:


LISTOPAD

Imprezy, koncerty, wydarzenia. Mamy wszystkie (na www.aktivist.pl). Polecamy najlepsze (tu).

27.11

KRAKÓW Teatr Łaźnia Nowa ul. os. Szkolne 25 start: 19.00 • wstęp: 110-120 PLN www.go-ahead.pl

Archive

29.11

Wrocław Alibi ul. Grunwaldzka 67 start: 20.00 • wstęp: 69-80 PLN www.wrockfest.pl

DragonForce

TRASA

TRASA

Moje jedyne wspomnienie związane z grupą DragonForce pochodzi z czasów późnogimnazjalnych. Na jakiejś imprezie mój długopióry, odziany w czarną skórę kumpel uczcił bezbłędne wykonanie jednego z utworów brytyjskich metalowców w „Guitar Hero”, wypijając puszkę piwa w kilkanaście sekund. Był bardzo dumny, ponieważ londyńscy muzycy reprezentują wysoki poziom techniczny. Misterne kompozycje uzupełniają tekstami z motywami fantasy. Powermetalowcy zagrają w Polsce trzykrotnie – promują swój najnowszy, świetnie przyjęty przez środowisko album „The Power Within”. [croz]

Samotność bibliotekarza

Nigdy nie byli zbyt popularni w rodzinnym Zjednoczonym Królestwie, co rekompensują sobie uznaniem w naszym kraju. Okupując miesiącami szczyt „Listy Przebojów Programu Trzeciego”, udowodnili nie tylko, że są tu bardziej znani niż Radiohead, lecz także to, że miłości do Pink Floyd, głównych inspiratorów Archive, nie da się łatwo wykorzenić z polskiego narodu. Łącząc klasyczne elementy twórczości gigantów rocka z elektroniką, wypracowali własny styl, który z powodzeniem prezentują na najnowszym, ósmym albumie „With Us Until You’re DeadWith Us Until You’re Dead”. [rar]

Lochy i smoki

Pozostałe KONCERTY:

Pozostałe KONCERTY:

• 28.11 · WARSZAWA · Stodoła · ul. Batorego 10 · start: 20.00 · wstęp: 110-120 PLN

• 30.11 · Gdynia · Ucho · ul. św. Piotra 2 · start: 19.00 · wstęp: 69-79 PLN

• 29.11 · GDAŃSK · Parlament · ul. św. Ducha 2 · start: 20.00 · wstęp: 110-120 PLN

• 01.12 · Warszawa · Proxima · ul. Żwirki i Wigury 99a · start: 19.00 · wstęp: 69-79 PLN

• 01.12 · POZNAŃ · Hala Nr 2 Międzynarodowych Targów Poznańskich · ul. Głogowska 14 · start: 20.00 · wstęp: 110-120 PLN

30.11-28.12

WARSZAWA Artpark ul.Stefana Pieńkowskiego 2 • wernisaż: 19.00

Nawer WYSTAWA

Dziadunio Street art

Nawer i Temporary Space Design, „Project Evolution”

Jeśli śmieszą was aukcje street artu, to nie czytajcie tej ramki. Oto jeden z najbardziej kontrowersyjnych artystów ulicy w Polsce. Uwielbiany za propagowanie street artu, odpowiedzialny za działalność legendarnej krakowskiej Barraki i naprawdę ważnych działań na ulicach Polski, znienawidzony za kolaboracje z dużymi domami aukcyjnymi i markami samochodowymi. Pewnie już wiecie, kto to: Nawer. Chociaż decyzji artysty w kwestii popularyzacji street artu można nie rozumieć i zarzucać mu koniunkturalne ciągoty, to jednego nie da się Nawerowi odmówić – dobrej ręki i oka. Futurystyczne graffiti, proste linie, twarda kreska, mnóstwo kolorów i nieziemska dynamika to autorski styl artysty. Nawera nie pomylicie z nikim innym, i na pewno tej pomyłki unikniecie w mokotowskim Artparku, gdzie artysta przedstawi swoje nowe prace. Nie będzie nielegalnie, nie będzie buntowniczo, bo street art to już stateczny pan w wieku średnim. W zamian za to gwarantujemy artystyczną gwarancję jakości. [alek]


fot. Stanisław Malinowski

l p . r t k e j o r p


Pekin Duck

Kurczak bez smaka

Każdy lubi chodzić na chińczyka. Jest tanio, jest mięso, wszystko mniej więcej smakuje tak samo. No i do tego jeszcze jest sos słodko-kwaśny, pięć smaków, no wiecie. Chińczyk. Oczywiście w każdym kraju chińszczyzna jest inna. Amerykańska smakuje inaczej niż polska z tego prostego powodu, że założyciele tego typu knajp naginają się do mieszkańców danego kraju i robią jedzenie na modłę polską, brazylijską itd. Dlatego fajnie, gdy w Warszawie pojawia się „prawdziwa” chińska kuchnia. Taką właśnie restauracją ma być Pekin Duck. Na wstępie zauważyłem, że pierwsze skojarzenie z chińczykiem, które mam, czyli „tanio za dużo”, w Pekin Duck brzmi „drogo za mało”. No ale jak chce się jeść prawdziwe rarytasy, to się płaci. Wieprzowina w słodko-ostrym sosie seczuańskim (46 PLN) smakowała tak samo, jak każda inna wieprzowina za 13 PLN. Nóżki wieprzowe na ostro (38 PLN) nie były ostre, nie byłem też pewien, czy to na pewno mięso, bo zbyt wiele go na nich nie uświadczyłem. Ponieważ miałem już na rachunku ponad 100 PLN, bo zamówiłem prawdziwie chińską herbatę Lipton, podniosłem się powoli ze swojego miejsca, schowałem w toalecie i zacząłem płakać, marząc o połowie porcji kurczaka w cieście za 9 PLN i coli, którą przyniósłbym z pobliskiego sklepu. Albo zjadłbym zupę wonton za 15 PLN w Dużej Misze. [Maciej Panek] Pekin Duck ul. Drawska 29a godziny otwarcia: codziennie 12.00-22.00 tel. 022 412 89 88

Fenomenalna Crepes & Cafe

Plackiem na hamaku

Bardzo fajne, jasne, przestronne i przyjazne miejsce. Na środku wielki stół z barowymi krzesłami, pod ścianami mniejsze stoliki, i uwaga, uwaga... hamaki. Dzięki nim lokal zyskuje nieco wakacyjny klimat i robi wrażenie miejsca, gdzie naprawdę można odpocząć. W końcu po godzinach ślęczenia nad książkami można wygodnie się rozsiąść. W Fenomenalnej (spokojnie, zaraz przejdziemy do menu) jest też jeszcze jedna ciekawa rzecz. Kabina dla palaczy. Wygląda trochę jak przeszklona winda albo duża szafa, ma przesuwane drzwi, dwa krzesła w środku i stolik z popielniczką. Wygląda bardzo nowocześnie i co najważniejsze jest praktyczna – byliśmy świadkiem, jak korzystali z niej palacze. Wyglądają trochę śmiesznie zamknięci w akwarium, ale przynajmniej nie muszą marznąć na mrozie. Jeśli chodzi o menu to w karcie znajdziemy 16 rodzajów naleśników w cenie od 8-15 PLN, połowa na słodko, połowa na słono, często jednak są jakieś dodatkowe propozycje (np. jesienne naleśniki z dynią). Wybór składników, którymi można napchać naleśnika jest duży – łosoś, tuńczyk, rukola, mozzarella i salami, szpinak, farsz „ruski” czyli ziemniaki i twaróg. Do tego na słodko – klasyczna nutella, ale i gruszki plus pierniczki, dżemy albo czekolada i orzechy. My przetestowaliśmy Kurkę Turka czyli naleśnika z kurczakiem gyros, żółtym serem i pomidorem, Mr. Bean czyli wersję po meksykańsku (z wołowiną, fasolą, kukurydzą i pomidorami) oraz na deser Cherry Lady – z mascarpone, wiśnią i czekoladą. Najedliśmy się do syta, choć Mr. Bean był trochę chłodny w środku. Same naleśniki (robione na bieżąco) są bardzo smaczne, nie rozmiękają po minucie i trzymają fason. Są dość bezpretensjonalne w wyrazie, ale to trzeba im policzyć na plus – nie ma zbędnego kombinowania. Jakby co do Fenomenalnej można też wpaść na herbaty (duża rozmaitość) oraz domowe ciasta. [Sylwia Kawalerowicz] ul. Dobra 56/66 godziny otwarcia: codziennie 09.00-21.00 tel.: 880 075 252

SAM Kameralny Kompleks Gastronomiczny

Piwniczka pyszności

O sklepiku otwartym w piwnicy SAMU piszę w zasadzie niechętnie. Takie skarby chciałoby się zachować tylko dla siebie! A tak, wszyscy się dowiedzą i będą walić do Samu drzwiami i oknami. Ale cóż, chwalić trzeba. Właściciele miejsca postanowili kawiarniano-piekarnianą ofertę poszerzyć o sklepową. Po zejściu schodkami w dół trafiamy do niewielkiego pomieszczenia wypełnionego smakowitościami – zupełnie jakbyśmy wchodzili do babcinej spiżarni. Są świeże warzywa i owoce prosto od zaprzyjaźnionych dostawców (wiadomo, co od kogo – wszystko zapisane na tablicy), ekologiczne jajka, sery, masło. Są przyprawy (m.in. kardamon i czarnuszka), zioła, kasze i kawa palona w Polsce a także hiszpańskie oliwki i oliwa. Największą ekscytację wywołała w nas jednak lodówka wypełniona firmowanymi marką SAM wyrobami własnymi – w małych słoiczkach zamknięte są takie pyszności jak marmolada cebulowa i pomarańczowa, sos cytrynowy, marynowane cytryny, czy śliwkowy chutney. Jest też hummus, pesto, ketchup – wszystko w granicach 6-15 PLN, domowej roboty i bez konserwantów. Do tego w lodóweczce znaleźć można domowe zupy (ogórkowa, dyniowa, z liści rzodkiewki), gotowe porcje obiadowe (np. confit z kaczki) albo pasztet drobiowy z orzeszkami pinii i pistacjami. Nie wspominając o pieczywie, ale je już znamy, co nie znaczy, że cieszy nas mniej. Przemiła obsługa chętnie służy radą i opowiada o produktach. Czegóż chcieć więcej? [Sylwia Kawalerowicz] ul. Lipowa 7 godziny otwarcia: wt.- ndz. 10.00 -19.00 pon. 12 – 19.00


Black Sheep Pub & Snowstore

Kawka przy desce

Pawilony przy ul. Jana Pawła II ciągle wzbogacają się o nowe lokale. Do wegańskich kanapek, duńskich frytek i Pana Ziemniaka niedawno dołączyła czteropiętrowa klubokawiarnia z przestrzenią sklepową o długiej angielskiej nazwie Black Sheep Pub & Snowstore. Ale w środku jest swojsko – panuje niezobowiązująca atmosfera, która przypadnie do gustu przede wszystkim fanom okołosnowboardowych zajawek. W części sklepowej (poziom -1) można zaopatrzyć się w ciuchy offowych projektantów, gadżety i sprzęt sportowy – głównie deski, longboardy, fishboardy i skimboardy. Parter i pierwsze piętro to przestrzeń kawiarniana, gdzie dostaniemy domowy obiad (codziennie w innej odsłonie za ok. 17 PLN) i napijemy się czegoś mocniejszego. My spróbowaliśmy makaronu ze szpinakiem, gorgonzolą i orzechami włoskimi oraz dwudaniowego zestawu dla mięsożerców – grochówki z boczkiem oraz pieczonej karkówki z ziemniakami i surówką. Smakowało jak u mamy. Wystrój lokalu jest spójny, choć nie powala designerskimi bajerami. Wręcz przeciwnie, momentami mieliśmy wrażenie, że jest jak w Ikei – 300-metrową przestrzeń wypełniają głównie znane wszystkim kwadratowe stoliki, abażurowe lampy i kolorowe poduszki. Czegoś temu miejscu brakuje. Być może ludzi, bo byliśmy jedynymi klientami. Czuliśmy się trochę dziwnie, mając do dyspozycji cztery piętra (na czwartym jest imprezownia). Ale wnioskując po wypowiedziach na Fejsie, nocna odsłona Black Sheep ma się bardzo dobrze, więc nie przekreślajmy owcy już na starcie. Ona dopiero nabiera rozpędu. [Iza Smelczyńska] ul. Jana Pawła II 45a lok. 56 godziny otwarcia: pon.-czw. 10.00-00.00 pt.-sob. 10.00-02.00 ndz. 11.00-23.00

ŻURAWINA

Niezdecydowanie

Żurawina Rest&Wine ruszyła w sercu stolicy tej jesieni. Zainstalowała się w martwym do niedawna kwadracie ulic Żurawiej, Parkingowej i Nowogrodzkiej, który zaczął ożywać wraz z wprowadzeniem się tu Bufetu Centralnego i odświeżonego Klubu 55. Możecie nie pamiętać, ale jeszcze rok temu ta okolica stała kebabami i sieciowymi kawiarniami, a o mieszczącym się nieopodal modnym swego czasu klubie Vinyl pamiętali już tylko najstarsi górale. Do tego mieszanego dziedzictwa odnosi się Żurawina, łącząc w sobie cechy (wine)baru, restauracji i klubu. Ten ostatni wpływ widoczny jest głównie w wystroju „na bogato”, przywodzącym na myśl wnętrza jak z Mazowieckiej, nie przekłada się jednak na stałą imprezową ofertę. W Żurawinie najbardziej udane są dania, których moc ginie nieco w tym barowym wystroju (np. nie przy każdym stoliku da się zjeść bez kolan pod brodą). A szkoda, bo tych kilka fajnych patentów – np. tapasowe bruschetty z rozmaitymi dodatkami (8 PLN), z których najbardziej przypadł nam do gustu szpinak z jajkiem w koszulce i anchois – warto byłoby lepiej wyeksponować jako atut lokalu. Bardzo smacznie wypadło też risotto z bobem, estragonem i dynią (28 PLN), tortellini z krewetkami w sosie z oliwy krewetkowej i dyni (32 PLN) oraz prosecco na kieliszki (6-8 PLN). To też jedyna sensowna alkoholowa opcja – może z wyjątkiem drinków – bo wina, które Żurawina ma poniekąd w nazwie, biją cenowo na głowę nawet wysoką warszawską średnią. Dlatego wpadajcie do Żurawiny dobrze zjeść, bo szkoda byłoby nie docenić pączkującego talentu szefa kuchni Krzysztofa Rucińskiego. Nawet jeśli właściciele tego lokalu nie wydają się zdecydowani, by promować go właśnie poprzez jedzenie. [Agata Michalak] ul. Żurawia 32/34 tel. 696 561 652 godziny otwarcia: codziennie 12.00-00.00 www.facebook.com/zurawino

nowe miejs Warszawa ca


foto: Maciej Drywien

Joy Orbison

tłuszczem dub techno, które w klubie wprawiłoby w rytmiczne bujanie nawet najbardziej opornych, w sali siedzącej sprawiło, że prawie nikt nie poruszał nawet głową. Dubmaster Moritz von Oswald po raz kolejny dowiódł swoich karaibskich inspiracji. Pełniący w tym projekcie funkcję perkusisty Sasu Ripatti budował przestrzeń, którą pomógł mu urządzić odpowiedzialny za miks całości Max Loderbauer. Mistyczna pulsacja, przywodząca na myśl czasy ostatnich Roundów i wydawnictw Burial Mix, nie pozostawiła jednak wątpliwości, kto jest odpowiedzialny za brzmienie całości. I kto, choć nie stroni od improwizacji, a instrumentarium poszerza z każdym kolejnym projektem, jest weteranem berlińskiego techno. A nie jakiejś tam bezpłciowej, zwiewnej elektroakustyki.

DAF

Burczenie / Zgrzyty /

Techno

Kolaże

 

Jakoś tak się zł ożyło, że dziesi ąty miesiąc rok zdominowały e u lektroniczne dźw ięki. Avant Art, Form i Unsoun Free d nie pozostawił y wiele miejsca kulturalne rozr na inne yweczki Tekst: Kalinowski, Panek, Peresada, Rozwadowski Foto: www.maciejdrywien.pl, Olechnowski

Na początek sezonu klubowego kolektywy promotorskie Music of the Future i Warsaw Calling zdecydowały się połączyć siły i zrobić jedną z najlepszych imprez klubowych tego roku. Set Joya Orbisona był bardzo dobry, chociaż bez fajerwerków. Widać było, że Orbison nie chce za bardzo zmęczyć publiczności przed występem drugiego headlinera imprezy, Dixona. Ten natomiast nie zszedł z didżejki przez następne 3,5 godziny, grając jeden z najlepszych setów, jakie kiedykolwiek słyszeliśmy w tym klubie. Ani przez chwilę nie nudząc, odpalał kolejne parkietowe bomby, a ludzie tylko przecierali oczy ze zdumienia. Hands down. Tymczasem na koncercie Anathemy sala wypchana po brzegi potwierdziła, że zespół ma w Polsce wielu wiernych fanów. Na rozgrzewkę otrzymaliśmy kilka najnowszych utworów, w tym otwierający „Untouchable”. Duszna atmosfera nie przeszkodziła nikomu w dobrej zabawie, tłum z euforią przyjmował kolejne nagrania. Mocne gitarowe brzmienia były uzupełniane dźwiękami syntezatorów oraz bajecznym głosem Lee Douglas. Po zagraniu 16 utworów muzycy zniknęli za kulisami. Nie trwało to jednak długo, publiczność szybko wywołała ich na scenę. Mocny bis – „Internal Landsacapes” i „Empty”, a zaraz po nich cover „Orion” Metalliki i kawałek zatytułowany „One Last Goodbye” – dedykacja dla zmarłej matki braci Cavanaghów. Był to niezwykle emocjonalny moment. Na koniec zespół zagrał „Fragile Dreams” i wszyscy zapomnieli o smutku. Grają rocka i tylko ogłuszeni komercją Amerykanie mogą ich nazwać zespołem noise’owym. Na

wrocławskim Avant Arcie noise’owa łatka

najprawdopodobniej zadecydowała o tym, że Caspar Brötzmann Massaker wystąpił w teatralnej sali. I choć słychać było nieźle, a kilkanaście rzędów foteli tworzyło kameralną atmosferę, to nie w takich miejscach ujawnia się prawdziwa siła tych dźwięków. Bo kiedy stojąc, unosi się pięść, to coś to znaczy. Natomiast na siedząco człowiek wygląda, jakby głosował. Ruszyliśmy dalej. Cyrkowe tłumy mijały nas przy kontuarze najdroższej szatni w Polsce, podczas gdy Frank Bretschneider z Raster Noton rozstawiał się na scenie Eteru. Potężne basowe stopy i zimna cyfrowa ornamentyka narysowały nam przed oczami minimalistyczne obrazy, którym przyklasnąłby pewnie sam Olaf Bender. Czy grał Bretschneider, czy Byetone, czy Kanding Ray, napisać można tylko jedno – to właśnie jest techno. Surowe i poruszające. Z kolei dwóch nie najmłodszych panów dało popis, którego intensywność biła na łeb na szyję tempo życia współczesnej zmarnowanej młodzieży. Właśnie swoim wieloletnim już hasłem „Verschwende deine Jugend” Robert Görl i Gabi Delgado-Lopez rozpoczęli swój ponadgodzinny, trzykrotnie bisowany show. Elektroniczna machina została odpalona, perkusja poszła w ruch, pierwsza butelka wody posłużyła Gabrielowi za niezbędny do grania prysznic, a setki wiernych fanów ciasno wypełniły pierwsze rzędy sali. Podczas gdy przemoczony do suchej nitki wokalista śpiewał, recytował, krzyczał i wił się w spazmatycznym tańcu, jednoosobowa machina producencka dogrywała partie bębnów do syntezatorowych konstrukcji. Występ Moritz von Oswald Trio był natomiast ciekawym eksperymentem socjologiczno-architektonicznym, badającym, jak przestrzeń kształtuje odbiór. Głębokie, ociekające

Pierwsza edycja wrocławskiej Synesthesii wyglądała dobrze tylko na YouTubie. Wrocławska impreza miała intrygujący line-up i... nic poza tym. Ledowy ekran na głównej scenie nadawał się co najwyżej do prezentacji reklam na targach wędliniarskich, a artyści, przeklinając pod nosem, szukali akustyków-dezerterów. W emdekowej stołówce leciało TVN24, barmanka słuchała Hemp Gru na głośnomówiącym, a negatywne komentarze na FB były systematycznie kasowane. Wnioski wyciągnięte z pierwszej próby ogniowej, przetasowania w ekipie organizatorów i roczna przerwa dawały jednak nadzieję, że tym razem będzie inaczej. Nazwa Meeting okazała się niestety nie do końca trafna, bo w Centrum Kultury Agora tego wieczoru spotkało się zaledwie kilka tuzinów słuchaczy. Ogromną przestrzeń oswoić „pomagał” jedynie roznoszący się z knajpy zapach gulaszu. Udaliśmy się na główną scenę, gdzie śląski elektronik C.H. District rozpoczął już swój industrialno-techniczny atak na zmysły. Niepokojące, czarno-białe wizualizacje rozświetlały przytłaczająco pustą salę, podczas gdy z głośników wydobywały się nieprzyjemnie ukręcone dźwięki. Mogące służyć za podkład pod tańce cyberpunków metaliczne perkusje i syntezatorowy warkot nie pasowały do akustyki miejsca, co wygnało nas dość szybko na małą scenę teatralną. Gracja, z jaką Jeff Milligan miksował swoje ulubione minimalowe brzmienia, wzbudziła nasz podziw. Szybkie piwo w jadłodajni, która w ciągu dwóch lat przeszła przemianę w teatralną, lustrzano-kotarową restaurację, i już zza ściany dało się słyszeć niepokojące burczenie. Każda kolejna minuta seta Aleca Empire’a potwierdzała jego deklaracje z niedawnego wywiadu. Nie ma on zunifikowanego występu na każdą okazję, ale rozgląda się, nadstawia ucha i dopasowuje swoją selekcję do warunków otoczenia. Długie elektroniczne pasaże, noise’owe zgrzyty i freejazzowe partie (Sun Ra!) pasowały wręcz idealnie do kameralnej atmosfery wydarzenia. I tylko nagłośnienie znów nie dawało rady, bo pełne meandrów, eksperymentalne wycieczki lidera Atari Teenage Riot zagłuszał nieprzyjazny człowiekowi zbyt wysoki bas. Wniosek – wysoki próg zawiedzionych oczekiwań stoi także przed przyszłą Synesthesią. To nie był weekend dobrych festiwali. Free Form jest świetnie wyprodukowany – dobrze ułożone sceny, dużo barów, fajny wybór jedzenia, dźwięki z różnych scen nie nachodzą na siebie. Jednak żeby zrozumieć, dlaczego jest średnio rozpoznawalny, wystarczy spojrzeć na ceny wejściówek, a potem na line-up. Po czym spojrzeć na line-up Taurona. Po pierwszym szoku wywołanym cenami następuje drugi, kiedy wchodzimy na teren festiwalu. Jest 22.30, czyli od pół godziny powinna już występować Nina Kraviz, ale zamiast niej na drugiej scenie gra xxxy. Informacja o zmianie line-upu wisi w trzech miejscach na kartkach A4. O braku Toddli T dowiedzieliśmy się godzinę później od kogoś, kto


usłyszał to od kogoś. Na stronie FFF nie było żadnej informacji, żadnych przeprosin wynikających z faktu, że on (i Little Boots) nie pojawił się w Warszawie. Dla tych, którzy nie wiedzą – jego występ został odwołany przez FFF. Podobnie jak ten Little Boots, o czym wokalistka nie omieszkała poinformować na swoim fanpage’u. Oczywiście według Good Music winna jest pogoda. Ale skupmy się na muzyce. Pierwszego dnia dobrze zaczął (choć niestety średnio skończył) Zeppy Zep. Problemy ze sprzętem wybiły go z rytmu. Daniel Drumz, który okołohiphopowym miksem zmiażdżył publikę, to niestety nie najlepszy wstęp przed Niną Kraviz. Ta zagrała... fajnie, ale ludzie nie tylko zachwycali się jej setem, ale też tym, jak wyglądała za konsoletą. Na koniec festiwalu wystąpiło Bloody Beetroots. Jest to zły zespół, więc jego występ też był zły. Drugi dzień na szczęście był lepszy – Gessalfelstein i Brodinski grali Blawana i Boddikę. Jazzanova jak zwykle czarowała jazzem, a Ewan Pearson szalał podczas swojego seta. Chcieliśmy również zobaczyć Doca Daneeka i Benjamina Damage’a, jednak wiedząc, że panowie występują w Polsce raz na dwa tygodnie, stwierdziliśmy, że pójdziemy do domu grać w „FIFĘ 13”. Redaktor Peresada awansował do siódmej ligi. Temat przewodni tegorocznego Unsoundu został zdefiniowany jako „The End”. Dziesiątki artystów wzięły ten motyw na warsztat i zinterpretowały go na swój własny sposób. Nie zabrakło monumentalnych, apokaliptycznych dzieł, nieskrępowanego nihilizmu i ostatecznej imprezy ostatecznej. Dla nas koniec rozpoczął się w czwartek, w kościele św. Katarzyny. Jako pierwsza zaprezentowała się Julia Holter w towarzystwie

WYDAWCA

ALBUM W SPRZEDAŻY

kwartetu smyczkowego Sinfonietta Cracovia. O ile tegoroczne „Ekstasis” budziło mieszane uczucia, o tyle sam występ wywołał zniesmaczenie. Panna Holter udowodniła, że totalny brak wyrazistości i charakteru jest w stanie przekuć w wyjątkowo

pretensjonalne i irytująco szablonowe kompozycje. Zdezorientowanie i konsternacja

szybko ustąpiły jednak miejsca zachwytowi, gdy na scenie pojawili się Tim Hecker i Daniel Lopatin (znani lepiej jako Oneohtrix Point Never). Ambientowodrone’owy kolaż brzmiał monumentalnie, a wyjątkowe otoczenie kościoła przeniosło to wydarzenie w rejony katharsis. Z kolei w piątek w kinie Kijów zebrały się tłumy, by obejrzeć pożegnalny show reaktywowanego po sześciu latach V/Vm. Szkaradne wizualizacje, zmasakrowane radiowe hity i koleś w masce królika przewalający się w samej bieliźnie między rzędami. Tyle wystarczyło, żeby szczerzyć się przez 50 minut i obserwować zdezorientowaną publiczność. V/Vm najfajniej podeszli do tematu festiwalu, dając świadectwo czystego nihilizmu, a rozwścieczone spojrzenia postronnych okazały się miodem na ich serce. Zupełnie inaczej wypadli Biosphere i Lustmord. Norweg i Brytyjczyk przygotowali ścieżkę dźwiękową do materiałów przedstawiających próby jądrowe w Meksyku. Efekt zaskakująco rozczarowujący. Panowie najwyraźniej wzięli sobie do serca manifest Briana Eno i stworzyli muzykę tła w całym tego słowa znaczeniu: bezbarwną i nużącą. Sobotni wieczór spędziliśmy w Muzeum Inżynierii. Od pierwszej chwili naszą uwagę zwrócił ustawiony przed wejściem wężyk złożony głównie z łysych,

starszych kolesi, których do przyjścia zachęciła obecność Sashy Grey. Jej występ

poprzedził jednak koncert Raime. Duet zaprezentował

mroczny, nasączony hałasem, hipnotyczny set, który sprawił, że niemal każda śruba w hali zaczęła drgać, a co bardziej ostrożni wyszli z budynku i słuchali reszty na zewnątrz. Na scenie szybko zamontowali się aTelecine (rozsławieni dzięki wspomnianej Sashy). Tania, pseudointelektualna podróbka brzmienia Throbbing Gristle szybko nas zirytowała, więc ponownie wylądowaliśmy poza halą. Najbardziej czekaliśmy jednak na to, co miało wydarzyć się później. Mala miał po raz pierwszy w historii zaprezentować wersję live swojej ostatniej płyty „Mala in Cuba”. Występ legendy dubstepu przeszedł obok nas. Uwielbiamy ten album, ale live brzmiał bardziej niż mniej jak płyta. Nic nowego i wyjątkowego. Jeśli mielibyśmy wybrać highlight wieczoru, na pewno był nim występ Traxmana. Szalone miksy, najszybsze dłonie festiwalu, mieszanki wszystkich gatunków muzycznych, edity hitów muzyki elektronicznej w tempie 160 bpm. Traxman był królem tego festiwalu. Na koniec nasz ulubiony polski duet – Sentel – zagrał swojego pierwszego live’a. Nie umiemy ładnie i inteligentnie opisać tego, co działo się podczas występu Polaków. Muszą wystarczyć trzy proste słowa: TECHNO, TECHNO, TECHNO!

WIĘCEJ W AKTIVIŚCIE NA IPADA Do ściągnięcia na stronie: APP.AKTIVIST.PL


tylne wyjście  będzie jarać. b lu ło ra ja , ra as ja my o tym, co n psze rzeczy e e z jl a is P  n . e  ż rk z a p ra ) o jt j, he ie niej, tym dziwn hype (a czasem iw y z jn d y c im k a e d ż , re m li y ie Cz ow ię – wiadomo b przed nami s je y ł z m a la z a ic n n z h ra g yc jom Nie o , że ktoś ze zna o g te la  d ię s je znajdu

Read read

Dla mniej wtajemniczonych zespół Marka Hollisa to przede wszystkim autorzy jednego z ejtisowych hymnów, „It’s My Life”, zadeptanego zresztą w komercyjnych rozgłośniach coverem No Doubt (nota bene, całkiem udanym). Poszukiwacze głębszych muzycznych doznań na pewno wspomną o końcowym etapie twórczości Talk Talk, czyli organicznych, rozemocjonowanych „Spirit of Eden” i „Laughing Stock”, a dziennikarze z zachwytem zwrócą uwagę na niesłychaną konsekwencję w rozwoju artystycznym, która, choć dla wielu była niezrozumiała pod koniec lat 80., dziś wydaje się wręcz oczywistością. I to wszystko tu jest, w tej publikacji, która raczej jest eleganckim gadżetem audiofila niż książką sensu stricto. Oprawiona w ekskluzywne płótno, z tłoczonym srebrem liternictwem i mnóstwem zdjęć na doskonałym papierze zawiera nie tylko historię grupy czy ostatni wywiad z Markiem Hollisem, ale i całostronicowe reprodukcje prac Jamesa Marsha – grafika, który od początku tworzył dla Talk Talk niepowtarzalne okładki. Każda z nich to właściwie wyjątkowe dzieło sztuki. Aż korci, żeby wyciąć i powiesić na ścianie. [Rafał Rejowski]

Idź na koncert!

Od jak dawna mówi się, że społeczeństwo głupieje i coraz mniej czyta? Sęk w tym, że za każdym razem, kiedy jadę metrem, widzę kilkanaście osób z książką lub gazetą w ręku. Co niby jest nie tak, skoro billboardy walą po oczach propozycjami nowych literackich przebojów, a księgarnie są na każdej ulicy? A może wszystko jest OK i warto byłoby w końcu zastanowić się nad innymi dziedzinami kultury? Szansą jest akcja „Nie bądź dźwiękoszczelny” mająca zwrócić uwagę na dramatyczną sytuację krajowego podwórka koncertowego. I niech nie usiłują jej dissować ci, którzy twierdzą, że na koncertach, na które chodzą, są tłumy, bo widać, że chodzą na nie równie często, jak większość społeczeństwa do kościoła – czyli od święta. Z całym szacunkiem, ale nie jest wielkim wyczynem promocyjnym sprzedanie jako głównego dania Madonny czy krajowych dinozaurów polo rocka. Fajnie, że fani mogą zobaczyć tych artystów, ale nijak nie poprawia to naszej sytuacji na imprezowej mapie kontynentu. Czemu? Ano temu, że w ukochanym przez nas Berlinie dziennie możemy zobaczyć co najmniej pięć-sześć występów na żywo. Występów w wykonaniu muzyków, których większość świadomych słuchaczy wszelakich dźwięków zna lub wkrótce pozna. Tymczasem pomimo zmian politycznych na Odrze wciąż stoi żelazna kurtyna. Kurtyna, którą sami pielęgnujemy! To nie wina organizatorów czy artystów, że twój ulubiony zespół szerokim łukiem omija Polskę. To nasza wina! Niedziwne, że nawet najbardziej zapalonym promotorom opadają ręce i nogi, kiedy okazuje się, że do 90% swoich imprez

muszą dokładać! Po co zatem bawić się w imprezowy Caritas, skoro równie dobrze można tę kasę wydać na smażenie tyłka w tropikach? Z takiego założenia wychodzi również wiele polskich zespołów, które granie traktują jak ekskluzywne hobby dla szalonych idealistów. Muzyka się nie opłaca, bardziej dochodowe jest rolnictwo! Żyje z niej może 10% branży, pozostali po prostu stachanowsko i pozytywistycznie przełamują kolejne bariery, aż w którymś momencie mówią sobie dość i idą na piwo. I gdzie tu sprawiedliwość? W naszych rękach! Zamiast gadać, że jest źle – idź na koncert! Zamiast jęczeć, że w radiu non stop to samo, idź na koncert! Zamiast kląć, że jesteśmy sto lat za Niemcami i tysiąc (jak nie milion) za UK, idź na koncert! Odżałuj tę dychę, którą i tak przepijesz i w ramach przechytrzenia kaca dofinansuj fajną ekipę, która akurat przyjechała do pobliskiego klubu. Wybieraj rozważnie, szukaj gatunków, które lubisz, oceniaj ostro i wystrzegaj się jak ognia gwiazdek z telewizji. Zasada jest prosta – jeśli coś gra na Juwenaliach czy pikniku, to nie jest warte uwagi! Koniec, kropka! Ci państwo zarabiają kasę, a jak już tak strasznie kogoś ciśnie i musi im pokibicować, to niech poczeka do sezonu plenerowego. Zatem następnym razem nie zastanawiaj się dwa razy, tylko dzwoń po znajomych i organizuj ekipę. Jeden, drugi, trzeci raz i coś się ruszy. Będzie większy wybór, większa zabawa i mniejsza nuda. A to, że artystom będzie miło i w końcu poczują się docenieni, to bardzo fajny efekt uboczny. Nie bądźmy dźwiękoszczelni! [Michał Kropiński]

REDAKCJA NIE ZWRACA MATERIAŁÓW NIEZAMÓWIONYCH. ZA TREŚĆ PUBLIKOWANYCH OGŁOSZEŃ REDAKCJA NIE ODPOWIADA.

Warszawa

warszawa@aktivist.pl

redaktor naczelna

Sylwia Kawalerowicz skawalerowicz@valkea.com

zastępca redaktor naczelnej Ola Wiechnik owiechnk@valkea.com

redaktor miejski (wydarzenia) Kacper Peresada kperesada@valkea.com

redaktorzy

Film: Bartek Pulcyn Muzyka: Filip Kalinowski

menedżer ds. promocji i informacji miejskiej

Kraków

krakow@aktivist.pl

Maja Duczyńska majka.duczynska@aktivist.pl

Łódź

dział graficzny

Poznań

Paweł Sky

fotoedycja / grafika

lodz@aktivist.pl poznan@aktivist.pl

Daria Ołdak daria.oldak@aktivist.pl

Trójmiasto

korekta

Wrocław

Mariusz Mikliński

trojmiasto@aktivist.pl

Reklama

Współpracownicy Mateusz Adamski Piotr Bartoszek Andrzej Cała Łukasz Chmielewski Jakub Gralik Piotr Guszkowski Aleksander Hudzik Łukasz Iwasiński Urszula Jabłońska Michał Karpa Łukasz Knap Michał Kropiński Paweł Lachowicz

Agata Michalak Kalina Mróz Rafał Rejowski Julia Rogowska Cyryl Rozwadowski Lucyna Seremak Iza Smelczyńska Karolina Sulej Anna Tatarska Aleksandra Żmuda

Ewa Dziduch, tel. 664 728 597 edziduch@valkea.com Paulina Synowiecka, tel. 502 275 080 psynowiecka@valkea.com Dział Sprzedaży Lokalnej Bartek Prus, tel. 664 761 324 bprus@valkea.com Karolina Janowska kjanowska@valkea.com

Valkea Media S.A. 01-747 Warszawa ul. Elbląska 15/17

tel.: 022 639 85 67-68 022 633 27 53 022 633 58 19 faks: 022 639 85 69

Druk Elanders Polska Sp. z o.o.

wroclaw@aktivist.pl

Zgłoszenia imprez do kalendarza do 15. dnia miesiąca!

Projekt graficzny magazynu Magdalena Piwowar

Dystrybucja 4Business Logistic

Dyrektor Zarządzająca Monika Stawicka mstawicka@valkea.com

Dział Finansowy

Elżbieta Jaszczuk ejaszczuk@valkea.com

Dystrybucja

Krzysztof Wiliński kwilinski@valkea.com


CZYSTE SZALEŃSTWO NA KANALE AMERICAN HORROR STORY:

ASYLUM

PIĄTEK 23:00

www.foxtv.pl


Listopad 2012