Page 1

C M Y K

CZERWIEC 2003

Nr

Nak³ad 5 000

G A Z E TA B E Z P £ AT N A Gazeta Samorz¹du Studenckiego Uniwersytetu Zielonogórskiego ISSN 1 7 3 0 - 0 9 7 5 www.uzetka.uz.zgora.pl

BACHANALIOWE WSPOMNIENIA - za rok Bis ?

Œrodowe popo³udnie na Campusie B by³o œwiêtem kie³basy! to

w ³ a œ n i e odby³y siê Mistrzostwa UZ w Grillowaniu. Dru¿yny staj¹ce w szranki o to zaszczytne miano na miejscu zosta³y zaopatrzone w ruszty i najrozmaitsze rodzaje wyrobów masarskich, a tak¿e wêgiel drzewny, podpa³ki p³ynne i dobry humor. Mistrzostwa przebieg³y smacznie i pachn¹co. Ach, gdyby ka¿da rywalizacja mog³a pozostawiaæ za sob¹ tyle pysznego jad³a... Fot. Pawe³ £awrynowicz

str. 4

KONCERT Bachanalia to przede wszystkim koncerty na œwie¿ym

powi-

etrzu. Na parkingu Campusu B zorganizowano najwiêksze.

te We

wtorkowy wieczór spragniona rozrywki m³odzie¿ bawi³a siê przy muzyce Oddzia³u Zamkniêtego. Jak siê okaza³o - bawi³a siê doskonale, podobnie zreszt¹, jak sami muzycy, którzy zielonogórski koncert na zaliczyli do bardziej udanych. str. 4

WYWIAD Z RAZ DWA TRZY W œrodê na parkingu Campusu B zagra³ zespó³

Raz

Dwa Trzy. Na koncert

stu-

denci przybyli t³umnie. I nie zawiedli siê - s³yszeli swoje ulubione piosenki. Atmosfera podczas wystêpu, zarówno na scenie, jak i na widowni, wskazywa³a na to, ¿e studenci i muzycy znaleŸli nic porozumienia. Czy by³o tak naprawdê? Dowiecie siê tego czytaj¹c wywiad z Adamem Nowakiem, wokalist¹ zespo³u Raz Dwa Trzy.

str. 4

C M Y K

Y K

C Z E RW I E C

BACHANALIA - GRILL

Wtedy

7

C M

Bachanalia na Bahamach, czyli jak klub studencki zmieni³ siê w têtni¹c¹ ¿yciem pla¿ê.

"NieTak t" Inspiracj¹ do napisania tego artyku³u by³o dla mnie uczestnictwo w "Paradzie Schumana". 10 maja bra³em udzia³ w manifestacji "niewiedzy". Zamanifestowa³em sw¹ chêæ bycia w Unii, wspólnie z ludŸmi, którzy o Unii wiedz¹ tyle, ¿e trzeba byæ na TAK. Mówi¹c o osobach s³abo poinformowanych mam na myœli zw³aszcza gimnazjalistów i ich jeszcze m³odszych kolegów (przedszkolaków nie by³o, ale s³ysza³em g³osy, ¿e kampania dotar³a równie¿ do nich w postaci cukierków). Nie zgodzi siê ze mn¹ grono nauczycielskie prowadz¹ce takie wynalazki, jak kluby europejskie, mówi¹c, ¿e s¹ oni nierzadko lepiej poinformawani. Co czêsto jest prawd¹, lecz ich informacje s¹ zazwyczaj jednostronne, brak w nich obiektywizmu. Zapomina siê, ¿e pomiêdzy bia³ym, a czarnym jest szare! Nie ulega dyskusji jednak fakt, ¿e by³o tam wielu ludzi dobrze poinformowanych

zarówno ze strony euroentuzjastów, jak i eurosceptyków, którzy zorganizowali swoj¹ kontrmanifestacjê. Zarówno jednej i drugiej stronie serdecznie dziêkujê za troskê o dobro kraju. Obie strony j¹ deklaruj¹, miejmy nadziejê, ¿e bez wzglêdu na wynik referendum ten stan rzeczy siê nie zmieni i bêd¹ one wspó³pracowaæ ku czci i chwale Rzeczpospolitej

Polskiej. Tak, ¿yjemy w demokracji, ale jakiej? Oto jedne z jej obrazów - mniejszoœæ demonstruj¹ca swe zdanie ("Unia NIE!") otoczona kordonem policji, która przy okazji krêci film pt. "Zagro¿enie dla kraju". Œmiem w¹tpiæ, czy grupa staruszków z LPR stanowi zagro¿enie dla kraju. By³em w kordonie i rozmawia³em z nimi. Mia³em przyjemnoœæ zamieniæ równie¿ kilka s³ów z cz³onkami

M³odzie¿y Wszechpolskiej oraz M³odej Polski. Podzielili siê ze mn¹ swoj¹ opini¹ - za któr¹ jestem im ogromnie wdziêczny. Zachêcam wszystkich do zapoznania siê z ich argumentacj¹, a nie ograniczania siê tylko do kampanii promocyjnej prowadzonej przez rz¹d. Niestety standardy polskiej demokracji nie przewiduj¹ kampanii informacyjnej. Jednostronna kampania, na któr¹ p³yn¹ fundusze z bud¿etu Pañstwa, gdy np. w Szwecji obie strony by³y finansowane. O roli telewizji "publicznej" tylko w nazwie lepiej siê nie rozwodziæ, gdy¿ w jej tradycji le¿y ju¿ popieranie polityki rz¹dz¹cych. A nasz "prezydent wszystkich Polaków", który powinien przyj¹æ na siebie rolê mediatora w konflikcie, "zosta³ Europejczykiem", co szumnie oznajmia z bilboardów.

w w w . u z e t k a . u z . z g o r a . p l

Na bachanaliowe szaleñstwa studenci czekaj¹ ca³y rok. Po co? Po to, by wspólnie z wszystkimi ¿akami naszego uniwersytetu pobawiæ siê i poszaleæ przy swojej ulubionej muzyce. W tym roku mieliœmy okazjê zobaczyæ na ¿ywo takich weteranów polskiej sceny muzycznej jak Oddzia³ Zamkniêty czy grupê Raz Dwa Trzy. Mogliœmy podopingowaæ zawodnikom bior¹cym udzia³ w turniejach darta i bilardu lub poœmiaæ siê na wystêpach kabaretów Hrabi i Kabaretu Strasznych Chamów. A co z ofertami tanecznymi? Jak w tym zakresie spisa³y siê kluby studenckie? KARTON na Hawajach Najbardziej pomys³owym klubem okaza³ siê KARTON, w którym odby³ siê miêdzy innymi konkurs karaoke, a tak¿e imprezy taneczne pod has³ami "Walka P³ci" i "Pla¿owe party w Kartonie". Atrakcje te œci¹gnê³y do klubu tak liczn¹ rzeszê m³odych ludzi szukaj¹cych wra¿eñ, i¿ po godzinie 23.00 trudno by³o znaleŸæ sobie choæ odrobinê miejsca w œrodku. No có¿... Pozostawa³o siedzenie na murku przed klubem i wielu z nas musia³o siê tym zadowoliæ. Nie by³o jednak tak Ÿle, skoro nikogo to nie zniechêci³o. Studentów przyci¹gnê³y ró¿norodne, proponowane im atrakcje. Zreszt¹, kogó¿ nie skusi³aby perspektywa imprezowania w strojach pla¿owych, albo nie zaintrygowa³oby has³o "Zapraszamy na wieczór szowinistyczno - feministyczny"? A gdy ju¿ ktoœ tam raz wszed³, choæby z czystej ciekawoœci, to zostawa³ do koñca, bo jak tu opuœciæ tego typu party? Na pytanie, który punkt bachanaliowego programu klubu KARTON najbardziej siê podoba³, wiêkszoœæ zgodnie odpowiada³a, ¿e "Pla¿owe party". A dlaczego? To proste: mo¿na by³o wyci¹gn¹æ z szafy kwieciste chusty, kolorowe rêczniki i w takim przebraniu udaæ siê na imprezê.

c. d. na str.2 c. d. na str. 8

C M Y K


2

RÓ¯NE

Niekomercyjny zespół rozrywkowy Są wśród nas, studentów osoby, które poza nauką znajdują czas na rozwijanie swoich zainteresowań, pasji. Zespół „Pokój 121” stworzyli studenci, którzy po prostu chcieli tworzyć muzykę. Mieszkali w akademiku „Vicewersal”, gdzie żyli, bawili się, tworzyli. Teraz mają już własny repertuar, kilkanaście kompozycji, a za sobą wiele koncertów, przeglądów, konkursów. Mają wierną publiczność. Zespół tworzą: Łukasz Woźnicki, Monika Piotrowska (wokaliści), Tymoteusz Chwistek (gitara, gitara basowa), Piotr Orlak (bębny), Paweł Pieniążek (gitara akustyczna) oraz Jakub Żmijewski (human BeatBox). O swojej historii, publiczności, koncertach i planach opowiedzą sami. Jako pierwszy - gitarzysta, Paweł Pieniążek. Ilona Pawłowska: Jak to wszystko się zaczęło? Paweł Pieniążek: Był sobie pokój w akademiku, gdzie mieszkał Łukasz Wożnicki, wokalista, i Tymoteusz Chwistek, basista. Od początku pojawiała się tam zgraja ludzi z różnych klimatów muzycznych i kulturowych. Ludzie ci spotykali się najczęściej na imprezach, i tam spędzali czas twórczo – muzycznie. Potem zaczęliśmy z naszą muzyką wychodzić do ludzi. Zadebiutowaliśmy na „Wysypisku” (przegląd amatorskiej twórczości scenicznej organizowany przez klub „Gęba” – red.), potem „Wysypisko” stało się już naszą tradycją. Na każdym prezentowaliśmy nowy utwór. W tym czasie, a było to około półtora roku temu, utwory powstawały spontanicznie. Teraz gramy dużo więcej koncertów, na różnym poziomie, dla różnej publiczności. Ale już wyłania się prawdziwy zespół rozrywkowy. I.P.: Kiedy postanowiliście, że to może być dobry zespół i możnaby się nim zająć na poważnie? P.P.: Kiedyś zapytałem Łukasza, wokalisty, czy on myśli, że naprawdę coś z tego będzie. A on wtedy z całym przekonaniem powiedział, że na pewno, choć wtedy jeszcze nic tego nie zapowiadało. Po raz pierwszy natomiast poczuliśmy się jak zespół, gdy zagraliśmy w klubie „Karton” swój własny, odrębny koncert. I.P. W czasie Bachanaliów w „Czterech Różach dla Lucienne” był organizowany przegląd piosenki studenckiej, który wygraliście. Czy ten przegląd jakoś zmienił waszą sytuację jako zespołu? P.P.: Tak, teraz mo-

Piotr „Orzeł” Orlak— żaden bęben nie jest mu obcy...

żemy sobie napisać w historii zespołu, że wygraliśmy przegląd podczas Bachanaliów. W tym roku był on raczej skromny, ale nabiera rozmachu. Za rok wystąpimy tam już jako laureaci. Jestem zadowolony z tego, że wygraliśmy, ale jestem jeszcze bardziej zadowolony, że daliśmy naprawdę dobry koncert. I.P.: Jesteście dość popularnym zespołem, gracie w „Kartonie”, „Gębie”, zagrali-

Tymoteusz Chwister basista zespołu „Pokój 121”

ście w poznańskim „Puzonie”, a ludzie najwyraźniej lubią słuchać waszych piosenek. Czy nie myślicie o tym, żeby wykorzystać swoją: popularność, grać również w innych klubach, pokazać się szerszej publiczności? P.P.: Myślę, że mamy taki potencjał, żeby gdzieś grać, o coś zawalczyć. Mamy przecież talenty, które się nie powtarzają: głos Moniki, świeży talent BeatBoxa... Brakuje nam tylko zorganizowania i czasu. Praktycznie nie spotykamy się na próbach. Gramy wtedy, kiedy trzeba wystąpić, przed koncertami. I.P.: Ale jednak jesteście popularni... P.P.: Mamy swoja publiczność. Ludzie znają niektóre nasze piosenki, na występach domagają się ich. Nie wiem z czego wynika ta popularność. Być może z tego, że mamy swój styl. Gramy bardzo różną muzykę, ponieważ jesteśmy różni. Wykonujemy wyłącznie własne kompozycje. To jest taka ogólna zasada, choć są wyjątki. w naszej muzyce jest blues, funky, hip hop, poezja śpiewana, ballady, pastisze. Dużo jest humoru w naszych piosenkach. Takich utworów nie usłyszycie w radiu, bo są niekomercyjne. I.P.: W takim razie gdzie was będzie można usłyszeć? P.P.: 18 czerwca zagramy na Muzycznej Scenie Młodych W klubie „Kotłownia”, w towarzystwie pięciu innych zespołów, a po nas zagra gwiazda, prawdopodobnie zespół „ The Cree”.

I.P.: Zatem do zobaczenia na koncercie! Postanowiłam również porozmawiać z Moniką Piotrowską, wokalistką, jedyną kobietą w „Pokoju 121”. Ilona Pawłowska: Jak to się stało, że trafiłaś do zespołu? Monika Piotrowska: Dokładnie pamiętam tamten dzień. Była Scena Otwarta w „Kartonie”, chłopaki napisali piosenkę i przyszli do mnie, bo kiedyś mnie słyszeli. To była „Amelia”, którą wtedy zaśpiewałam i... już zostałam w zespole. I.P.: Czy jest taka piosenka, którą chciałabyś zaśpiewać? M.P.: Zaśpiewać można wszystko, najważniejsza jest muzyka. Najpierw jest muzyka, potem tekst. I.P.: Można powiedzieć, że nie jesteś już debiutantką, bo „Pokój 121” nie jest twoim pierwszym zespołem. M.P.: Śpiewam już od 10 lat. Zaczęło się w szkole podstawowej, potem był „Teatr Rozrywki” w Chorzowie, gdzie przez 5 lat śpiewałam w musicalach. Śpiewałam też w różnych zespołach wokalnych (również w Śląskim Zespole Pieśni i Tańca). Występowałam na festiwalach, konkursach (wiele z nich wygrałam), koncertowałam we Francji i we Włoszech. I.P.: Po tych wszystkich sukcesach trafiłaś do Zielonej Góry i muzycznie nie stało się nic, dopóki nie spotkałaś na swojej drodze obecnego zespołu, dopóki nie weszłaś do „Pokoju 121”. M.P.: To raczej „Pokój 121” przyszedł do mnie! Dali mi pół godziny na naucze-

Kuba „BeatBox” Żmijewski— na bębnach zna się równie dobrze jak „Orzeł”, lecz dźwięki wydobywa za pomocą ust. nie się piosenki, zaśpiewałam, i wszystkim się spodobało, o dziwo! Teraz czekamy na przegląd w „Kotłowni”, do którego już się zakwalifikowaliśmy. A jeśli tam damy dobry koncert, kto wie, może zagramy w amfiteatrze? Atmosfera akademika może nie zawsze służy nauce,

ale na pewno służy rozwojowi młodych osobowości i pomaga realizować się także na płaszczyźnie muzyki. Jeżeli chcecie poznać „Pokój 121” możecie zajrzeć na ich stronę internetową www.pokoj121.prv.pl .

"NieTak t" Dawniej mieliśmy demokrację ludową, a teraz nijaką. Niemówienie całej prawdy jest ewidentnym oszukiwaniem społeczeństwa. Jak w czasach PRL-u mami się naród złotymi wizjami. Prezentuje się jakie korzyści przyniesie Unia Europejska, zapominając o kosztach. Unia to nie jest instytucja charytatywna – to normy, prawa i obowiązki, to także bagaż kulturowy i ideologiczny. Nie jest to potrawa lekko strawna. I nic nie polepszy się z dnia na dzień, by wyciągnąć korzyści z integracji nie wystarczy czekać, należy działać. Ostatnio często mówi się o interesach Polski w świecie, w Europie, Unii Europejskiej, lecz zapomina się o interesach „Polski w Polsce”. Nie wszyscy wyjadą! Stagnacja gospodarcza, odkładanie reform, do opisu sytuacji naszego kraju świetnie nadaje się sentencja „Czym dalej w las, tym ciemniej”. Posłowie zapomnieli o swoim ślubowaniu "Uroczyście ślubuję rzetelnie i sumiennie wykonywać obowiązki wobec Narodu, strzec suwerenności i interesów Państwa, czynić wszystko dla pomyślności Ojczyzny i dobra obywateli, przestrzegać Konstytucji i innych praw Rzeczypospolitej

w w w . u z e t k a . u z . z g o r a . pl

Polskiej." Jakoś nie widzę w nim wzmianki o partyjnictwie, łapówkarstwie i oszustwach. Niestety prawdą jest, że sami ich wybraliśmy. Jaki naród, tacy przedstawiciele. Budujemy tożsamość Europejską zapominając o naszej własnej – polskiej. Nie należy się łudzić, ale na tym kontynencie zawsze będziemy najpierw Polakami, a dopiero później Europejczykami. No i nie można zapominać, że Unia nie ma wyłączności na tę tożsamość. Nachalna „europeizacja” w wykonaniu Unii Europejskiej to nic dobrego. Po 1989 roku zauważa się zanik idei stanowiących siłę każdego narodu. Brak w nas patriotyzmu (nie mylić z nacjonalizmem). Nie szanujemy własnej tożsamości. 10 maja na Placu Zamkowym w Warszawie obie strony posługiwały się symbolami narodowymi. Materiały mające na sobie godło państwowe, barwy narodowe lądowały w śmietniku lub pod butami „Patriotów”. O ekologii już nie wspominając – edukacja ekologiczna wśród młodzieży gimnazjalnej przejawiała się w postaci kolekcjonowania makulatury ze stoisk różnych organizacji pozarządowych. Śmiem wątpić, czy choć jedna trzecia była do nich adresowana albo

czy trafią one do ich rodziców. Już niedługo mamy szansę decydować o sobie, stwierdzić, czy mamy poczucie własnej wartości – pójść do urn. Tym razem nie ma odniesienia zdanie, że „prawda zawsze leży pośrodku”. Nie odnosi się ona do karty referendalnej – trzeba wybrać albo TAK albo NIE. A gadanie, że istnieje środek w postaci nie głosowania jest zwykłą głupotą. Rezygnowanie ze swych praw świadczy o braku szacunku do samego siebie. Nikt nie może ignorować faktu, że Unia Europejska, z całą swym dorobkiem z wadami i zaletami może mieć wpływ na jego życie, to nie jest jakaś historia z gatunku political fiction. To się dzieje! Zrywając z tradycją pokazywania argumentów jednej strony zachęcam do odwiedzenia strony internetowe „na NIE” - www.innestrony.pl i porozmawiania z eurosceptykami. Zbytni entuzjazm jest chorobliwy. Wykonajcie swój obywatelski obowiązek w sposób rzetelny i umiejcie bronić swego zdania. A nie mówić tylko tak, tak, tak, nie, nie, nie. Pełnymi zdaniami proszę.☺ Mirt


3

W Y W I A D

Wasze opinie: Zapytaliśmy przypadkowe osoby, co planują robić podczas wakacji. Oto co powiedzieli:

W czerwcu mam egzaminy, w lipcu pojadę nad morze, będę tam pracował jako ratownik. W sierpniu chciałbym pojechać na Woodstock, może też nad jezioro i na koncert Linkin Park do Berlina. We wrześniu mam praktyki. Bartek

STUDENT ZA GRANICĄ Może nie uwierzycie, ale dla mnie najpiękniejsze wakacje to takie, kiedy mogę pozwiedzać, ale... No właśnie, to ale. Nie chodzi mi o odwiedzanie różnorakich miejsc, gdzie muszę trzymać się ściśle grupy i patrzeć na to, o czym akurat mówi przewodnik. Wolę być przewodnikiem sama dla siebie, zatem wybieram to, co czasem tylko mi się podoba – a jest to często dziwne. Jeżeli dysponujecie większym „zaskórniakiem”, proponuję Wam dwa ciekawe miejsca, oddalone nieco od siebie – ale studenckie wakacje są przecież długie! Po pierwsze proponuję Wam Montmartre w Paryżu oczywiście. Piękne, aczkolwiek wąskie – co w niczym nie przeszkadza – uliczki. Odczuwalny jest tu niesamowicie klimat tego miejsca. Znajdziecie tu wielu artystów, wykonujących np. portrety. Każdy z Was może

sobie tak o w y zamówić za parę franków. Usłyszycie też dużo ciek a w e j muzyki wykon yw a n e j p r z e z grajków przebywających na tych uliczkach. Dla tych, którzy kochają przyrodę, natura stworzyła tu istny raj. Niesamowicie dużo zieleni, wszelakich krzewów, powyginanych drzewek etc. Cud nad cudy! Jeżeli zmęczycie się już przemierzaniem uliczek, nic prostszego jak wybrać się do położonego nieopodal kościoła, Sacre Coeur. Nie możecie go nie zauważyć! Z dala emanuje od niego niesamowita biel, czystość nieskazitelna – bynajmniej taki

był jak go widziałam... Tu spotkacie wi elu ludzi, możecie nawiązać n o w e znajomości, również posłuchać muz yki , wykonywanej często na gitarach przez turystów. Drugim z interesujących (bynajmniej dla mnie) miejsc, a zarazem niesamowicie kontrowersyjnym jest Speaker’s Corner, położony w Hyde Park, w Londynie. Jest to drewniany podest czyt. mównica. Często kojarzony jest z drewnianym wychodkiem... aczkolwiek nie spełnia roli szalety – to na pewno. Olbrzymia równina i nasza mównica! Po co macie to zoba-

czyć? Fakt, oglądać może i nie ma co ale usłyszeć (o ile w stopniu pozwalającym na to, znacie angielski, tudzież inne języki) jest i to dużo ciekawych rzeczy. Sami możecie również wypowiedzieć się na temat jaki tylko chcecie. Czy będą to zarzuty do jak najbardziej poważanej persony, czy Wasze ideologie życiowe. Tu macie pewność! Nie istotne co zostanie powiedziane, nikt Wam za to nic nie zrobi – po to jest to miejsce. Dlatego też często słychać lecące wyzwiska, krzyczący tłum ubrany na biało, no bo przecież należy każdego uświadomić, że Jezus nadal żyje i jeden z nich to właśnie nasz Pan. Jeżeli zatem po sesji chcecie się jakoś wykrzyczeć to miejsce będzie dla Was idealnym. Nawrzucać możecie komu chcecie i ile wlezie. Polecam. Beata Karpuk

w w w . u z e t k a . u z . z g o r a . pl

Będę pracować całe wakacje. Jeżeli zdarzy się odpoczynek, to tylko w weekendy, może pojadę do Przełaz nad jeziorko. Ewa, I rok

Też pójdę do pracy. Jeśli chodzi o odpoczynek, to w grę wchodzą tylko krótkie wyjazdy w czasie weekendów. Iwona, I rok

Większość wakacji spędzę w Zielonej. Wybieram się w góry, będę brał udział w maratonie kolarskim. Stawiam zdecydowanie na odpoczynek. Hubert, IV rok

Będziemy jeździć nad morze i opalać się. W wolnych chwilach pracuję i zarabiam na studia. Kamil, I rok

Wakacje spędzę z przyjaciółmi w Niemczech. Raczej nie nastawiam się na pracę. Ewelina, I rok


4

F E L I E T O N Y PRZYGODY JASIA WÊDROWNICZKA

ŻYWOT STUDENTA POCZCIWEGO

Niektórzy ludzie mówią przez sen, inni mają halucynacje lub skurcze, lunatykują, zgrzytają zębami, krzyczą, wyskakują przez okno, śmieją się a czasem chrapią. W sumie to nie ma większego znaczenia, co wyprawiasz nad ranem – i tak i tak przychodzi kres tego wszystkiego. Stukot, łomot, świst niesamowity. To wróg każdego z nas – BUDZIK. Bębenki w uszach z hukiem obijają się o siebie, grając przy tym marsza żałobnego. Skóra przybiera buraczkowego kolorytu ze względu na gotującą się w żyłach krew, a w głowie odmawiasz litanię z prośbą o jeszcze 10 minut (lepiej 20) spokoju. Człowiek próbuje się jakoś przy tym ratować, energicznie machając rękoma by budzący wynalazek unieszkodliwić. Czynność ta jest jednak niebezpieczna. Twój zapał daje się we znaki. Spadasz z łóżka robiąc sobie ku – ku na czole i skręcając ramię. Boli? Wydaje Ci się. Zbierasz się w jedną całość i

padasz znowu na wyro mrucząc pod nosem sentencje łacińskie. To nie pomaga, więc przechodzisz do planu B: bier z e s z poduchę i ściskasz nią swoją głowę, robiąc przy tym niezły raban. To tym bardziej nie pomaga, wręcz przeciwnie zaczyna Ci się kręcić w głowie z duchoty. Studencie – pora wstać!!! Podnosisz się ze skwaszoną miną i mkniesz w kierunku wodopoju by ostudzić pragnienie – wodą. Z lodówki wyjmujesz z błyskiem w oczach zimny sok pomarańczowy. Machasz jednak kartonem ze łzami w oczach, stwierdzając, iż jest pusty. No cóż... Nie wiesz czy zacząć gryźć ściany czy szlochać. W każdym razie nie ma na to czasu – chowasz język i lecisz się ogarnąć. Delikatnie układasz potarmoszone włosy ze wzglądu na dolegliwość pt. ból głowy. Wkładasz wdzianko i na zajęcia. Po drodze na spokojnie obmyślasz jaki jest dzień tygodnia i czy opłaca się koncentrować na nauce – przecież tak czy siak Twoje myślenie jest dzisiaj upośledzone... Po drugim wykładzie zziajany, zmęczony, zdyszany, zasapany lecisz pod maszynę by nabyć czwartą ka-

wę, która umożliwia Ci jako – taką sprawność psychiczną. Choć Cię muli, drżą Ci łapki, masz tik nerwowy nogi, a palce lewej ręki wkładasz do oczu by podtrzymać powieki (Nie tak mocno! Nie z takim zaparciem! Zobacz, co zrobiłeś! W prawym oku rzęs nie masz! Nie płacz! Może dzięki przeszczepom znowu odrosną?!) – wszystko jest w najlepszym porządku. Znajomi próbują pogadać o czymkolwiek, ale Ty masz kłopoty z koncentracją i trudności w zrozumieniu najprostszych informacji, a co gorsze – nie nadążasz za rozmową. Męczysz się tak jeszcze z 6 godzin snując się jak duch – Twój stan jednak szybko przechodzi gdy kolega proponuje kolejne nocne wyjście. Trzeba przecież zgrać się z otoczeniem, nawiązywać nowe znajomości, rozszerzać horyzonty w kontaktach międzyludzkich. Powraca humor, co? Masz wrażenie jakbyś się na nowo narodził. Jest Ci wesoło, nie czujesz zmęczenia, chce Ci się tańczyć, jadaczka Ci się nie zamyka – brawo!- to są symptomy prawego studenta, reagującego na hasło: IMPREZA. Prędziusiem powracasz do domu, w nogach masz tyle siły, że mógłbyś spokojnie brać udział w maratonie, (kto wie czy byś go nie wygrał). Odkładasz notatki i... karuzela od nowa!!! Miłej zabawy studencie! Ania Spanbrucker

Powiedzieć, trzeba potrafić – IV Konkurs Krasomówczy Czy potraficie skutecznie przekonać słuchacza o swojej racji? To wielka sztuka. Szczególnie wówczas, gdy temu co mówicie przysłuchuje się całkiem pokaźna grupa na widowni, a w jury zasiadają specjaliści, których nie tak łatwo przekonać. 14 maja, odbyła się już czwarta edycja Konkursu Krasomówczego, którego organizatorem jest Katedra Komunikacji Językowej i Społecznej. Nasza redakcyjna koleżanka, Kaja Rostkowska, studentka pierwszego roku dziennikarstwa, została laureatką tegorocznego Konkursu Krasomówczego, o czym informujemy z wielką przyjemnością. Ex aequo, pierwsze miejsce zajęła Anna Gruszka, która dodatkowo została wyróżniona nagrodą indywidualną prof. Mariana Bugajskiego. Srebrny Laur wywalczyła Dorota Kurian. Trzeciego miejsca w tym roku nie przyznano. Wyróżniono natomiast Karolinę Ruczewską. Swoją nagrodę, publiczność przyznała Dorocie Kurian, która rozbawiła widownię wyliczając współczesne sposoby ulepszania naturalnego piękna. W szranki o - Złoty, Srebrny i Brązowy Laur Orator-

ski - w tym roku, stanęło jedenastu śmiałków. Wygłaszali mowy na jeden z trzech tematów konkursowych. W skład jury, pod przewodnictwem mgr Iwony Pałuckiej-Czerniak, obok kadry pedagogicznej, weszli również laureaci poprzednich edycji konkursu. Największym powodzeniem wśród mówców, cieszył się temat, w którym młodzi oratorzy argumentowali, że poprawiać natury nie warto. Wygłoszenia mowy na ten temat podjęło się, aż siedmiu uczestników. Mniejszą popularność zyskał temat dotyczący etyki dziennikarskiej. Natomiast jedna ze zwyciężczyń tegorocznej edycji, Kaja Rostkowska, jako jedyna podjęła się przekonania jury i publiczności o tym, że „Gałczyński wielkim poetą był”. Zrobiła to tak skutecznie, że nie pozostawiła chyba nikomu żadnych wątpliwości, co do wartości i znaczenia utworów poety. Kaja jako zdobywczyni tegorocznego Złotego Lauru Oratorskiego, nie kryła zaskoczenia i radości. Jak stwierdziła, ten konkurs, skłoni ją z całą pewnością do głębszego zainteresowania się tajnikami retoryki. Wszystkim laureatom konkursu gratulujemy i życzymy dalszych sukcesów.

Profesor Stanisław Borawski podkreślił, że poziom tegorocznego konkursu charakteryzował się dużą dynamiką. Wśród wszystkich prezentacji, można było wyróżnić dwa nurty. Pierwszy to wystąpienia oparte na klasycznych regułach, drugi to wystąpienia wykorzystujące elementy wdzięku, aktorstwa, a nawet... kokieterii. Konkurs Krasomówczy stał się już tradycją, z której mogą być dumni nie tylko studenci dziennikarstwa. Wszyscy uczestnicy konkursu otrzymali nagrody książkowe. Trzech najlepszych ominie również egzamin z retoryki. Z roku na rok rywalizacja oratorska jest na coraz wyższym poziomie, a konkurs staje się imprezą, która zaczyna przyciągać coraz więcej widzów. Ten konkurs tętni już własnym życiem. W przyszłym roku kolejny. Może warto sprobować. Nikt nie będzie pamiętał Twoich sekretnych myśli na jakiś temat. Musisz je najpierw wyrazić. W tym roku wielu uczestników konkursu wywarło ogromne wrażenie na publiczności. W przyszłym roku możesz to być Ty! Jan Walczak

Matrix po raz drugi, Matrix po raz trzeci...

Nie lubię się umartwiać, bo i ascetyzm dawno już wyszedł z mody. Chyba z sympatii do samego siebie twierdzę, że chodzenie na nocne seanse do kina, zdrowiu i nastrojowi następnego dnia nie służy. Jednak mimo wszystko targnąłem się na moje siły witalne i wybrałem się na prapremierę filmu minutę po północy. Po przyzwoitej dawce kofeiny zwarty i gotowy przekroczyłem próg zielonogórskiego kina „Wenus”. Co się okazało? Inni też nie położyli się jak zwykle o 21. Dotąd myślałem – gdzież student wytrzymałby choćby do 22. Jak to się człowiek może mylić. A jednak można. My studenci potrafimy – nie zawiedliśmy. Na studenckiej (zorganizowanej przez Parlament Uczelniany Samorządu Studenckiego) prapremierze reaktywacji Matrixa było nas tyle, co wygodnych fotelików w kinie. I to cieszy. W końcu ta prapremiera była dla nas. W kolejce do wejścia trochę niecierpliwie przestępowałem z nogi na nogę zaciekawiony tym, czym zadziwią tym razem twórcy kolejnej części filmu, którego ostatnia część stała się przełomem w historii kina. (Takie dreptanie w miejscu, swoją drogą to dobry sposób na przymykające się powieki). Wracając do mojego fotelika

trzeba stwierdzić, że rzeczywiście był niczego sobie, bo podczas trzeciej reklamy, przed rozpoczęciem Matrixa, skutecznie przeniósł mnie do krainy snów. Jak tu nagle coś nie huknie. Jak nie łupnie. Prze Bóg! Ktoś leci, coś eksploduje i dlaczego ona spada z tego wieżowca tak powoli, że ma okazję postrzelać sobie w międzyczasie, a my możemy pooglądać ją sobie z każdej strony? Nieważne. Zaczęło się. Druga część Matrixa weszła na ekrany polskich kin. Tak, to już dziś. Dzień, na który czekali zapaleni entuzjaści poprzedniej części. Muzyka pulsuje mi w uszach, oczy wpatrują się w ekran i zapominam, że o tej porze powinienem przewracać się na drugi bok. Widzę odrealnione pościgi i niewiarygodne sceny walki na czele z niezniszczalnym, półboskim Keanu Reeves. Ubrany w przedziwny strój a`la sutanna bez koloratki rozgramia bataliony błyskawicznie klonujących się (czy coś w tym rodzaju) facetów w czerni. Neo zgodnie z zaleceniami scenariusza i reżyserii miota bez większego wysiłku przeciwnikami i tam, i tu, i tak, że wyżej już nie można. Bez problemu lata ponad miastem, znów zatrzymuje w powietrzu lecące w jego stronę kule. Jego uderzenia mają siłę młota pneumatycznego na zwiększonych obrotach, a ten kto podejdzie mu pod rękę szybuje, aż zatrzyma się na którejś ścianie z kolei. Wszystko w dobrym stylu, bo bezkrwawo. Żadnej krwi na ekranie - to dopiero trzeba umieć uderzyć. Neo był, co tu ukrywać, najszybszy,

bezbłędny, a nawet zdarzyło się, że romantyczny. Co za gość pomyślałem. W ogóle naj... Przepraszam Cię Spiderman. Kiedyś wystarczyło założyć kostium gdzieś w ciemnym zaułku wzbić się w niebo i uratować staruszkę od zgrai rabusiów. Pamiętam z czasów błogiego dzieciństwa nad komiksem, że tak było. Dziś idę na seans gdzie wszystko migoce i tańczy przed oczami, i okazuje się w efekcie końcowym, że nie ma rzeczy niemożliwych. Superbohaterowie spuściliby nos na kwintę widząc, co dzieje się na ekranie. Efekty specjalne w Matrixie – Raktywacji zapierają dech w piersiach i film pod tym względem jest do obowiązkowego obejrzenia. Pomimo niesamowitości obrazów, które przesuwały się na ekranie podczas ponad dwugodzinnego seansu, czekałem na zakończenie. Nie dlatego, że spieszno mi było do wygodnej poduszki, ale po to żeby zobaczyć, czym zaskoczą twórcy filmu pod względem treści. Czekałem, czekałem i się nie doczekałem... Byłem świadkiem niesamowitego show, ale miałem wrażenie, że treść była potrzebna tylko po to, by logicznie powiązać efekty specjalne. Czy lubicie filmy z napisem końcowym „c.d.n.” i to jeszcze w dodatku w kinie, gdzie słono płaci się za bilet? Ja też nie. Po niesamowitych doznaniach wizualnych w momencie zakończenia filmu poczułem się jakbym obejrzał operę mydlaną. Czy trzecia część Matrixa będzie tylko i wyłącznie wielkim widowiskiem? Chętnie to sprawdzę. Jeśli tak – na czwartą część już się nie wybiorę. JAN WALCZAK

Kiedy przyjdzie noc…. . . Osiedle szarych, pionowych i poziomych bloków, na którym przed laty żyłam, do dziś jest miejscem moich ciągłych ucieczek od rzeczywistości ; od smutnych poranków, bezowocnych popołudni i przerażających wieczorów; od zgniłego zapachu ciśniętych w kąt nadziei i tęsknot. Pamiętam, że wtedy z niecierpliwością czekaliśmy spektakularnego przyjścia Nocy, gdzie, w owym czasie, granica pomiędzy jasnością a ciemnością zdawała się w ogóle dla nas nie istnieć. Wystawialiśmy wówczas glinianą miseczkę pełną domowej roboty ciasteczek, których słodki zapach wabił skutecznie Tę , której tak mocno pożądaliśmy. Witaliśmy Ją na okrągłym placu zabaw, gdzie jakiś Dorosły powsadzał do naszej piaskownicy czerwone róże. Przychodziła punktualnie w towarzystwie swych wiernych poddanych i skrupulatnego kronikarza nocnych ekscesów, który w pełni odsłaniał przed nami swe pomarsz-

w w w . u z e t k a . u z . z g o r a . pl

czone i stare oblicze o porcelanowej cerze. Zawsze naśmiewaliśmy się z jego niezmienionego od tysiącleci, pytającego i zdumionego wyrazu twarzy, który zdawał się mówić : „Jak to? Niemożliwe? Ach, więc to tak ?” Talerzyk stał, karuzela obciążona naszymi ciałkami wirowała, a wraz z nią całe osiedle - miliony żółtych punkcików, za którymi pochowali się ludzie i tylko ich nikłe cienie zwiastowały, że w ogóle są, że żyją. Potem żegnaliśmy się i po cichu, lekko oszołomieni, wracaliśmy do naszych domów wąskimi piętrami i półpiętrami, skąpanymi w gęstym mroku. Wracaliśmy do mieszkań przesiąkniętych zapachami mydeł i szamponów oraz ciepłem śpiących istnień. Ogrzewaliśmy swe zziębnięte ciała, ustawiając je tak, by padały nań promienie księżycowe. Do mnie Noc przychodziła pierwsza. Zawsze myślałam, że z powodu mojego

wieku. Byłam bowiem najstarsza. Dopiero później zrozumiałam czym się kierowała. Siadała więc cichutko na parapecie mego dziecięcego pokoju, otulała się szczelnie granatowym płaszczem i wpatrywała się z uwagą w senne twory mojej wyobraźni, która pobudzona Jej wzrokiem, niczym skurczem, rodziła obrazy, gdzie kolory zlewały i rozszczepiały się tworząc niekiedy bardzo prowokacyjne konfiguracje. W sennej malignie solennie obiecywałam sobie, że już nigdy nie opuszczę mego bezpiecznego domu, że do utraty tchu będę kochać moich bliskich, i że koniecznie zrobię coś z tą czarną czeluścią pomiędzy łóżkiem a ścianą, z której każdej nocy wymaszerowywały hordy hitlerowców w metalowych hełmach. Dni były już tylko po to, by skoro przeniknięty wilgocią świt, po odgarnięciu z czoła zlepionych potem kosmyków włosów, poopowiadać sobie mgliście zapamiętane zdarzenia poprzedniej nocy... Gabi


L I S T Y

D O

5

R E D A K C J I

„Zdziwko” Autorka artykułu miała rację, pisząc „impreza przyciągnęłaby więcej widzów gdyby była zrozumiała dla przeciętnego zjadacza chleba”. Zdajemy sobie sprawę, że język francuski jest językiem obcym i mała część naszego społeczeństwa nim włada. Jednakże wydaje nam się, że większość młodych ludzi zdaje sobie sprawę jak ważna jest dzisiaj nauka języków obcych. I choć francuski został wyparty przez angielski, to nadal jest to język urzędowy Unii Europejskiej. Chcąc pracować w instytucjach Unii trzeba znać język francuski!!!!!! Dlatego zachęcamy do nauki tego języka. Moglibyśmy tu usłyszeć, że nie każdy chce pracować w UE, albo że znajomość angielskiego i niemieckiego też wystarczy. I jest tak bez wątpienia. Język francuski jest jednak niezmiernie piękny, a jego nauka dostarcza nam wiele satysfakcji. Dziennikarka UZetki powinna zacząć uczyć się tego języka, wtedy mogłaby ocenić francuszczyznę „pani konferansjerki” i dotrwałaby do końca festiwalu. A proszę nam wierzyć, że było warto!!! W przyszłym roku przy organizacji festiwalu weźmiemy pod uwagę wszystkie zarzuty (zarówno te słuszne, jak i te bezpodstawne☺). A autorce artykułu radzimy zgłębić w tym czasie arkana zawodu dziennikarza, bo może wtedy zanim napisze artykuł na jakiś temat, to najpierw zbierze wszystkie informacje i upewni się, że jest osobą kompetentną do zdawania relacji.

Oto tekst polemiczny do naszego artykułu, który publikujemy na stronie 7 nadesłany do redakcji od organizatorów II edycja Uniwersyteckiego Festiwalu Amatorskiego Krótkiego Metrażu Francuskojęzycznego. Jednym z wydarzeń tegorocznych Bachanaliów była II edycja Uniwersyteckiego Festiwalu Amatorskiego Krótkiego Metrażu Francuskojęzycznego. Festiwal ten organizowany jest przez sekcję francuską Nauczycielskiego Kolegium Języków Obcych i sponsorowany m.in. przez Ambasadę Francji. Ideą, która od początku przyświeca organizatorom tego festiwalu, zgodnie zresztą z kierunkami współczesnej dydaktyki, jest rozwijanie u licealistów i studentów języka francuskiego, twórczo śc i w ró ż nyc h dziedzinach, także na polu działalności pozadydaktycznej. Celem jest rozbudzenie chęci do napisania krótkiej historii w języku francuskim i przełożenie jej na ekran. Zadaniem uczestników tegorocznego festiwalu było nakręcenie filmu trwającego od 5 do 20 minut w języku francuskim. Tematem przewodnim był ‘pierścień’. Pomysł na festiwal, jak słusznie zauważyła autorka artykułu pod tytułem „Festiwal zupełnie po francusku”, jest „ mało skomplikowany”, ale właśnie taki miał być z założenia. Oryginalne mają być filmy biorące udział w festiwalu, a nie sam festiwal. W tym roku można było zobaczyć osiem filmów, w tym jedna poza konkursem. O nagrodę rywalizowały ekipy z Gdańska, Katowic, Wrocławia i Zielonej Góry. Film emitowany poza konkursem nadesłany został z Cean we Francji. Jury wręczyło trzy

nagrody: I i II nagrodę oraz Specjalną Nagrodę Publiczności. Zwyciężył, z czego bardzo się cieszymy, film pt. „Nazdrovié”, nakręcony w ramach atelier filmowego naszego kolegium. Zdobył pierwszą nagrodę jury i nagrodę publiczności. Drugie miejsce zdobyła ekipa z Wrocławia ze swoją projekcją pt. „Sacré veinard”. Część filmów nie miała niestety polskich napisów. Przypomnieć tu chyba warto, że nasza impreza jest festiwalem francuskich filmów amatorskich. Proszę sobie wyobrazić, jakie ogarnęło nas wielkie „ zdziwko” ☺ po przeczytaniu wyżej wymienionego artykułu. Jego autorka chyba nie do końca zdaje sobie sprawę jak powstają filmy amatorskie, jakimi kamerami się je kręci i jak się robi ich montaż!!!!!!!!!!!!!!! Szczególnie, jeśli się nie ma dostępu do technologii cyfrowej. Poza tym tegoroczny zwycięski film zawierał połowę polskich dialogów, o czym zresztą autorka artykułu mogłaby się przekonać, gdyby tylko zechciała zostać do końca. Co do godziny rozpoczęcia festiwalu, to rzeczywiście w ostatniej chwili zaszły zmiany z przyczyn niezależnych od organizatorów. Za co oczywiście uprzejmie przepraszamy. Niemalże natychmiast pojawiły się uaktualnione plakaty, o czym też autorka artykułu wiedziałaby, jeśli byłaby bardziej na bieżąco. A chyba dziennikarz powinien być na bieżąco, prawda???

W A N T E D: ZABÓJCA ŻON Żony! Miejcie się na baczności! Oto w naszym pięknym i zielonym mieście po długiej nieobecności znów się pojawił: Onzabójca żon! Pseudonim „Żonkill”. Jak poinformowała „Uzetkę” rzeczniczka prasowa miejskiej policji w Zielonej Górze, przyczyny powrotu słynnego mordercy kobiet zaobrączkowanych nie są, jak dotąd, znane, choć spekulacjom w tej materii nie ma końca. Dochodzenie, póki co, trwa… A tymczasem nieoczekiwany „comeback” Żonkilla spowodował nie lada straty… Wczoraj na przykład na ulicy Sienkiewicza znaleziono zwłoki młodej mężatki (jeszcze w suknię ślubną, bidula, była odziana…), które bez wątpienia zostały tknięte ręką Żonkilla, na co wskazywałby liścik włożony za obrączkę o treści tej samej jak każdym razem: „Żono, żonko hej żoneczko, pościel proszę mi łóżeczko. Zrób mi obiad, wyczyść fraczek i wyprasuj mi kubraczek. Zrób porządki, nakarm psa i nie przynoś do dom sarsa… albo może idź już spać….” Analitycy i specjaliści od literatury współczesnej już od jakiegoś czasu pracują nad uchwyceniem sensu tego wielce dziwnego wiersza, który niewątpliwie jest istotną poszlaką w tak zwanej „Sprawie Żonkilla”. Poniżej podany rysopis poszukiwanego ma pomóc policji w schwytaniu domniemanego sprawcy, o którą to pomoc prosi się także szanownych mieszkańców i mieszkanki miasta Zielona Góra. Nagroda czeka!! O miejscu pobytu Żonkilla, oprócz wizyty w każdym posterunku policji, można także informować wysyłając sms na numer 997 o treści „Żonkill”.

Wzrost: średni Oczy: szare Znaki szczególne: brązowe włosy sięgające aż do ramion; potrójny podbródek pomimo szczupłej sylwetki; wyraz twarzy nad wyraz dziwny, najprawdopodobniej wskutek paraliżu doznanego przez siłę wiatrów na Saharze, na którą został zesłany za swoje pierwsze zabójstwo żony generała Androssa.

Łukasz i Edytka („Pani Konferansjerka”)

Zbliża się Dzień Dziecka. Jest to dobry moment by pomyśleć o tych wszystkich dzieciakach wokół nas, którym możemy pomóc. Właśnie dlatego nasza świetlica, „Świetlica Marzeń” wraz z klubem studenckim „Karton” postanowiła zorganizować akcję pt.: „TyDzień Dziecka”. Ma ona na celu zebranie funduszy na dwutygodniowe kolonie dla naszych wychowanków. Akcja rozpocznie się w niedzielę 1 czerwca i obejmować będzie cykl imprez tanecznych, koncertów muzycznych oraz kabaretowych połączonych z wystawą oraz aukcją prac podopiecznych „Świetlicy

Fot. Paweł Ławrynowicz

Górala żal impreza, która na plakatach była reklamowana jako mistrzostwa studentów w kolarstwie górskim w rzeczywistości była czymś, co nawet trudno nazwać. Aha, jeszcze dodam, że trasa wiodła przez drogę, po której jeździły samochody :). Ale jak na Sempera przystało, staraliśmy się mimo wszystko wypaść jak najlepiej. W imprezie brali udział Romek i Zocha. Ro-

mek zajął 3 miejsce, a Zocha 5. Biorąc pod uwagę, że na co dzień jeździmy po szosie i nasze górale są trochę w kiepskim stanie, to i tak niezły wynik :). Na pamiątkę zostały nam zdjęcia zrobione przez jednego kolegę, którego pozdrawiamy. Roman Zelem SemperTeam

Fot. Paweł Ławrynowicz

nas chyba dziewięciu. Jeszcze większe zdziwienie wywołała w nas informacja o długości trasy. Całe 2 km !!! ( 2 x 1 km). Ale co tam - pomyśleliśmy, że warto spróbować, pewnie są jakieś nagrody, to coś wygramy. I tu kolejne zdziwienie. Organizatorzy "wyścigu" przewidzieli tylko nagrodę za I miejsce :( . Trochę się zawiedliśmy bo

Marzeń” Całkowity dochód zostanie przeznaczony na opłacenie wakacyjnego pobytu dzieci w ośrodku kolonijnym. Wszyscy wychowawcy, którzy zobowiązali się opiekować dziećmi będą pracować w ramach wolontariatu. I Ty możesz pomóc w wysłaniu naszych dzieci na kolonie, spełnić nieosiągalne dla wielu z nich marzenie o wakacyjnym wyjeździe, a dzień dziecka wydłużyć w tydzień! Zapraszamy do klubu akademickiego „Karton” od 1 do 7 czerwca (wcześniej i później też !). JOLANTA CICHA

TY-DZIEŃ DZIECKA W KARTONIE

Zawodnicy na starcie.

Wyścig miał miejsce 21.05.2003 podczas Bachanaliów. Na plakatach reklamowano go pod nazwą "Górala nie żal". Mieliśmy nadzieje, że będzie fajna impreza. Po dotarciu na start, który mieścił się w Campusie B zielonogórskiej uczelni (dawne WSP). Okazało się, że zainteresowanie wyścigiem jest trochę kiepskie. Startowało

Rysopis:

PONIEDZIAŁEK-02.06.03/ WIECZÓR KABARETOWY Wystąpi: kabaret „HLYNUR” Udział wezmą:„ A CZEMU NIE ” oraz „ MADE in CHINA” WTOREK-03.06.03/start 21.00/wstęp:przebrani-0, “normali”-1 STUDENCKI DZIEŃ DZIECKA IMPREZA STUDENCKA- taneczna ŚRODA-04.06.03/start 21.00/ wstęp 1 zł( z nami nie zbiedniejesz) KONCERT ZESPOŁU:”POKÓJ 121” CZWARTEK-05.06.03/ start 21.00/ wstęp: 1 zł KARTON PARTY SOBOTA-07.06.03/start 21.00/ wstęp 1zł do 21.41 wolny 4 KARE KONIE SOUND SYSTEM WSZYSTKIE PIENIĄDZE z „BRAMKI” PRZEKAZANE ZOSTANĄ NA „ŚWIETLICĘ MARZEŃ” KARTON KLUB AKADEMICKI - CAMPUS B

w w w . u z e t k a . u z . z g o r a . pl


6

R Ó ¯ N E

Co ma Paryż do kiełbasy ?

Tancerki kankana rodem z Moulan Rouge "Le Petite Montmarte" - pod takim tytułem studenci II roku Animacji SpołecznoKulturalnej zorganizowali, jak głosił program, wtorkową etiudę na zielonogórskim deptaku. Trudno powiedzieć, czy można to nazwać etiudą, gdyż moim zdaniem prędzej był to swoisty happening. Niezależnie od nazwy i zapewne dobrych chęci organizatorów, widowisko miało niemal godzinne opóźnienie,

jak zresztą większość imprez przygotowanych przez II rok ASK. Niezbyt szerokiej publiczności, przechodzącej czasem zbyt obojętnie, towarzyszyła francuska muzyka (głównie ze względu na słowa, a niekoniecznie na pochodzenie owego utworu) dobywająca się z głośników rozstawionych pod Jankielem. Młodsi, w wieku raczej przedszkolnym, bardziej

zainteresowani byli pewną panią, a właściwie kolorowymi balonikami w jej ręku, niż wartością artystyczną programu. Z kolei ich rodzice, patrz "tatusiowie", mieli niesamowity rumieniec na twarzy, kiedy na ulicę wybiegły tancerki kankana. To był prawdziwy hit całego programu. Na krótką chwilę ruch na deptaku zupełnie zamarł. Wszyscy z ogromnym zainteresowaniem śledzili nie tyle umiejętności taneczne, czy bogactwo i fantazję kreacji, ale przede wszystkim to, co miały pod nimi. Jak na przyzwoite studentki przystało, o bieliźnie bezwzględnie pamiętały. Ale za to jakiej. Różnorodność fasonów i stylów na młodych i zgrabnych... nogach? Gdybym była facetem, też dostałabym rumieńców, a może nawet i zawału, gdyż jedna z nich nosiła stringi, co zresztą wyraźnie podkreślała przed pewnym kamerzystą. Że też on utrzymał tę kamerę? Dla pana specjalna nagroda od redakcji za kondycję psychiczną i wytrzymałość w warunkach ekstremalnych. Dodatkową atrakcją pokazu była wystawa Doroty Janiak, pt. "Moi Paryżanie". O ile przechodnie znaleźli chwilę czasu, by rzucić okiem na zdjęcia wystawione na deptaku, o tyle nie wykazali już chęci, aby zajść do Jankiela na "więcej". Może czekali na bisy kankana? Albo spieszyło im się do domów? W końcu nie wszyscy mieli "Bachanalia". A szkoda.

Bachanaliowe święto rozpoczęli studenci II roku ASK prezentując swoją etiudę "Le Petite Montmartre". Paryska ulica miała być gotowa 20 maja o godzinie 15:00. Niestety studenckie działania opóźniły się o 40 minut. Ale, kiedy się już zaczęły, to z gracją. Na deptaku można było posłuchać francuskich piosenek, spróbować francuskich wypieków, obejrzeć francuskie stroje, zobaczyć dziewczęta tańczące francuskiego kankana... i wszystko było bardzo francuskie, tyle, że zainteresowanie imprezą niewielkie. Studenci ASK, pomimo iż nie dali z siebie wszystkiego i nie udało im się wykorzystać wszystkich swoich pomysłów, stworzyli w Zielonej Górze mały kawałek Paryża. Siedząc na ław-

ce i obserwując barwnie przebraną młodzież rozdającą kwiaty przechodniom i sprzedającą kolorowe baloniki, pomyślałam, że być może to nie dla studentów zorganizowano "Le Petite Montmartre". Bowiem największe zainteresowanie ta francuska uliczka wzbudzała u rodzin z dziećmi, które akurat tę ulicę wybrały na miejsce swoich spacerów. Sami studenci w tym czasie wylegiwali się na trawnikach przed akademikami, popijając kolejne piwo i zajadając grillowaną kiełbasę. Dlatego należałoby się zastanowić, o ileż bardziej kawałek kiełbasy jest atrakcyjniejszy od głosu Edith Piaf (oczywiście poza walorami smakowymi i odżywczymi - w końcu kiełbasą można się najeść) i dlaczego ta akurat etiuda nie wzbudziła zainteresowania?

Jest to po części spowodowane programem samej imprezy. Był niedopracowany, brakowało mu spójności, nie był wystarczająco interesujący, by zatrzymać ludzi w jednym miejscu przez 2 godziny. Oczywiście "Le Petite Montmartre" nie był doskonały, jednak jego braki nie tłumaczą wcale nieobecności studentów na deptaku. Bo przecież, jeśli nie widzieli, to nie mogą stwierdzić, czy im się podobało, czy nie. Najwyraźniej zatem studenci po prostu nie zamierzali wybrać się na deptak i obejrzeć Paryż widziany oczyma II roku ASK. I pewnie nie przyszliby także, gdyby ów Paryż został przedstawiony doskonale. Bo i komu chciałoby się zostawić niedojedzoną kiełbasę.. . I.P.

UBARWIANIE RZECZYWI STOŚCI

Historia pewnego studenta UZ

Fot.Alicja Wierzbowska

Fot. Paweł Ławrynowicz

Francuską uliczką

Bożena Pyrdoł

„ NA WYCIECZKĘ DO FRANCJI ” „ Le Petit Montmartre ” mogli zwiedzać mieszkańcy Zielonej Góry, 20 maja, tj. we wtorek od 15.00 do 17.00. Ulica Sobieskiego koło jankiela tłumnie oblegana w podanych godzinach za sprawą wystawionych dzieł artystów, wyrobów cukierniczo-piekarniczych, francuskich perfum oraz kończącego imprezę Kankana. Główną atrakcją była wystawa fotograficzna Doroty Janiak pt. „ Moi Paryżanie ”, która gościła już w Budynku Głównym (Campus B) w trakcie obchodzenia Dni Frankofonii. Autorka zdjęć podzieliła się także przeżyciami z pobytu w Paryżu, organizując pokaz slajdów w Jankielu.

„ Podróżujący ” mogli nie tylko oglądać zdjęcia, ale także kupić niektóre na specjalnej aukcji. Klimatu dodawały

Fot.Alicja Wierzbowska

Zwiedzający „ Polski Montmartre ” docierali na miejsce deptakową ciuchcią lub pieszo. Tam, obok wystawy zdjęć z Paryża, wśród dzieł malarskich oraz figurek, nie zabrakło stoiska dla głodnych. Piekarnia „ Grono ” koło Mrowiska serwowała typowe francuskie pieczywo. Bagietki, rogale i nadziewane ciastka, a i to nie wszystko! Wymagające podniebienie, prawdziwą ucztę zastało w Jankielu. W towarzystwie czarującego kelnera podawano zupę cebulową, naleśniki z czekoladą, a do butelki wina-decha serów.

„Malowanie murów – grafitti” (obok Klubu U Ojca, Campus A, godzina 17:00). Taką informację czytamy w programie imprez Bachanaliowych. Nieprawdziwą !!!

Jak na prawdziwa uliczkę francuska przystało artyści prezentują swoja twórczość. wydobywające się z głośników francuskie piosenki m. in. Edith Piaff. Organizatorzy tego happeningu (II ASK) mają nadzieję uczestniczyć jeszcze w

przygotowywaniu imprez.

tego

typu Misiek

Paleta kolorów wręcz razi, plątanina liter każe przystanąć i spróbować zidentyfikować znaki. Trochę kiczowate, kolorowe dzieła sztuki młodzieżowej. Mury wymalowane wzdłuż i wszerz. Od dwóch tygodni. „Malowanie ścian było na początku maja” – mówi barman klubu U Ojca. Kilka zdezorientowanych postaci przemyka się pod murami, wypatrując artystów. Ktoś dotyka ściany – farba suchutka. „Gdzie malują?” – ktoś mnie zaczepia. „Nigdzie”. Farba suchutka, grafitti fascynujące i dziwne. Warto zobaczyć. Szkoda tylko, że program imprez Bachanaliowych podał złą informację. Pod względem kolorowania rzeczywistości grafitti przegrało z informacją. Kaja Rostkowska

w w w . u z e t k a . u z . z g o r a . pl

Pewien student „UZetu” obudził się w niedzielne popołudnie z ciężką głową. Od sześciu dni po skończonych zajęciach brał czynny udział w libacjach alkoholowych. Biedaczek, nie znalazł dotąd lepszego sposobu na wypełnienie wolnego czasu. Teraz cierpi na ostry ból głowy. Jemu mogę jedynie polecić dwa litry soku pomidorowego i zimny prysznic. A tobie, jeśli również nie masz własnej recepty na nudę, zaproponuje dobrą zabawę w świecie RPG. Jeśli jesteś osobą z dużą wyobraźnią i ciągotkami aktorskimi, jeśli kiedykolwiek zazdrościłeś aktorom, którzy mogą wcielać się w różne role, jeśli masz ochotę poznać ludzi z pasją, i po prostu dobrze się bawić, jest to propozycja specjalnie dla ciebie. RPG jest zabawą, w której możesz wcielić się w różne postacie, spotyka cię wiele fantastycznych przygód, w której wszystko zależy od ilości oczek na kostkach wyrzuconych przez mistrza gry. Ów mistrz opisuje cały świat, w którym toczy się gra pozostałym graczom, oni zaś przy pomocy wyobraźni mogą zobaczyć miejsca, osoby i zdarzenia z jego opowieści. Sesje RPG odbywają się

nie tylko w pomieszczeniach zamkniętych, ale też w plenerze. Uczestnicy gry często się przebierają i charakteryzują aby jak najbardziej upodobnić się do odgrywanych przez siebie postaci. Niektórzy gracze do tego stopnia przywiązują się do swoich postaci, że nawet w rzeczywistym świecie żyją ich bolączkami, a kiedy następuje ich śmierć, odczuwają żal jak po stracie kogoś bliskiego. Jeżeli nie masz koncepcji na to jak wykorzystać czas po zajęciach na uczelni, spróbuj tej formy rozrywki. Ja już sprawdziłem i polecam. Student


7

A R T Y K U £ Y

Taniec łączy ludzi

Imprezę rozpoczęła krótka refleksja o tym, czym jest taniec. Przy niej właśnie widzowie mieli okazję zo-

im poświęcić nieco więcej uwagi. Ich program pt. „Irakundia, czyli gniewne usposobienie” przykuł uwagę ze względu na ciekawą muzykę i oryginalne kreacje. Od razu było widać, że tańczą nie od dziś, gdyż wprawa, z jaką się poruszały wywarła na mnie duże wrażenie. Kiedy tak na nie patrzyłam nasunęła mi się na myśl pewna refleksja. Czy te dziewczyny muszą być takie chude? Czy są w tym zespole ze względu na wagę, czy się specjalnie odchudzają? Ciekawość ciekawością, ale głupio by było zwyczajnie podejść i zapytać: „Przepraszam, na jakiej

Publiczność była przeróżna, i nawet znaleźli się tacy, których rytmy jazzu pobudziły do rozmaitych figur tanecznych

Fot. Agnieszka Kosiec

dzo krótki, trwający zaledwie 40 minut) koncert. Nie da się ukryć, że atmosfera deptaku zaszkodziła muzyce big bandu – nie chodzi mi o wykonanie utworów (większość z zaprezentowanych na wtorkowym koncercie to były właśnie najlepsze i najłatwiej rozpoznawalne utwory). Po prostu jazz jednak lepiej

Fot. Paweł Ławrynowicz

Pierwszego dnia Bachanaliów na estradzie pod Ratuszem nie mogło oczywiście zabraknąć Big Bandu Uniwersytetu Zielonogórskiego. Zespół muzyków, składający się głównie ze studentów i uczniów, godnie kontynuował tradycję tego typu występów z okazji święta studenckiego. Muzyka

Big Band w scenerii zielonogórskiego rynku. jazzowa najwyraźniej przyciągnęła wiele osób, którym nawet deszcz straszny nie był. Na koncercie bawili się nie tylko studenci – nasze oczy dostrzegły prof. Andrzeja Ksenicza (ciekawe czy jest fanem jazzu, czy może Big Bandu UZ?), a także mieszkańców Zielonej Góry. Tymczasem orkiestra Jerzego Szymaniuka zagrała kolejny dobry (aczkolwiek bar-

brzmi w sali, nie na otwartej przestrzeni. Mimo wszystko uważam, że Big Band UZ po raz kolejny sprostał postawionemu mu zadaniu – zagrał koncert dla studentów, na który przyszli studenci. I być może właśnie studenci, dzięki takim koncertom zrozumieją jazz i będą go słuchać.

baczyć studentki ASK w akcji, czyli odrobinę innowacji tanecznych. Właściwie okazały się one niezbyt zrozumiałe dla przechodniów, co można było zauważyć po niektórych twarzach. Sporadyczne oklaski wyrażały mniej więcej coś takiego: „fajne, ale, o co w tym chodziło za nic nie mam pojęcia!” Z resztą programu było już lepiej. Może to za sprawą przybycia rodziców występujących pociech, którzy byli zachwyceni, nawet jeżeli nic nie byli w stanie pojąć. I tak jako pierwsze wystąpiły „Spokusie”, po raz drugi przed szerszą publiką, które zaprezentowały coś na kształt tańca nowoczesnego. Niestety nie mogę Wam nic więcej na ten temat powiedzieć, gdyż akurat na tańcu znam się nie najlepiej, jeśli nie wcale. Dlatego dodam jeszcze, że po nich zaprezentowały się „Roztańczone dziewczęta” oraz grupa „Motus”. Tutaj zatrzymam się na chwilę, ponieważ warto

jesteś diecie?” Ich kształty potwierdziły jedynie ogólnie panującą modę na chude ciało. Inaczej było z ostatnią parą, prezentującą kilka tańców towarzyskich. Aż dziw mnie brał, że takie małe brzdące, tak świetnie sobie radzą. Samba, cza-cza, rumba to dla nich nic. Nie wiem, co oznaczają klasy taneczne, ani ile ich jest, ale skoro reprezentują B, czyli te najwyższą, to wierzę na słowo. Już sam fakt, iż na tego typu imprezach występują tak młodzi „artyści” ( być może dopiero przyszli), świadczy o tym, że „Bachanalia” to nie tylko święto studentów. Właśnie dla nich było to ogromnym przeżyciem i stresem, co choć było widoczne, to nikt się nie miał prawa oburzyć. Bo przecież większość to zupełni debiutanci, których zobaczyliśmy właśnie dzięki „Bachanaliom”. Bożena Pyrdoł

I.P.

UROK CHAMSKIEGO DOWCIPU Nie są dla wszystkich. Nie chcą śmieszyć. Chcą zaskakiwać. 20 maja br. o godz. 19:00 do Kartonu nie można było wejść. Tekturowe pudełeczko pomieściło kilkadziesiąt osób, które przyciągnął studencki Kabaret Strasznych Chamów. Początek przedłużał się w nieskończoność, na scenę wyskakiwali skruszeni kabareciarze, przepraszając za opóźnienie. Czyja to wina? „ Rzutnika” – kwituje Adam Scheflfler, głowa kabaretu. Skecze miały być przeplatane krótkimi filmowymi projekcjami. Wobec problemów tech-

nicznych ekipa sprężyła się i w ciągu trzech minut zmieniła scenariusz. Czy Kabaret Strasznych Chamów sprostał zadaniu? „To jest kabaret tylko z nazwy. Przede wszystkim chcemy zaskakiwać, potem śmieszyć. Nie chcemy podobać się wszystkim, chcemy docierać do wybranej grupy ludzi”. Dlatego publiczność reagowała różnie na trudne wyrafinowane skecze. Rzut surowym kawałem mięcha w publiczność jednych zniesmaczył, innych rozbawił. „Chciałem, żeby ten

kabaret był zjawiskiem eksperymentalnym. Rzucanie wątrobą w publiczność nie należy do wysokich lotów kindersztuby, ale chcemy trochę oszołomić. Trafić do tych, którzy lubią ten rodzaj śmiania się” - mówi Adam Scheffler. Kabareciarze używają wiele rekwizytów, na scenie są dynamiczni i mają kontakt z publicznością. Warsztat aktorski udowodnili nieźle: hipnotyzowało rosyjskie odliczanie, uwierzyliśmy w ufoludka, który odwiedził naszą planetę, szacunek (prześmiewczy?) wzbudził mówca, który wydawał z siebie nieartykułowane dźwięki. To wszystko warto

biegali do znajomych z akademika, by pożyczyć warzywa do dekoracji dania, która była dodatkowo punktowana. Wśród osiemnastu startujących drużyn znalazła się również ekipa z „UZetki”. My także wytrwale dmuchaliśmy w Zespół o numerze startowym 269 starał palenisko i dzielnie się jak umiał, lecz do zwycięstwa trochę zabrakło. pilnowaliśmy kiełbasek, by się nie przypaliły. Ostatecznie po deguW środę studenci stacji wszystkich dań, dostojna mieli okazję zakosztować kolejkomisja rzeczoznawców przynej atrakcji. Piszę „zaznała jednak pierwszeństwo kosztować”, bo organizatorzy potrawie studentki, która swoją imprezy ogłosili konkurs na receptą na najsmaczniejszego najsmaczniejsze bachanaliowe grilla określiła „umiar”. danie z grilla. Oprócz zestaA pozostali uczestniwu do grilowania, każda drużycy zabawy, choć główna nagrona otrzymała dużą porcję mięsa, da przeszła im koło nosa, wcale wędliny i przyprawy do przyrząnie narzekali. Zaserwowano im dzenia dania. Tak wyposażeni przecież darmowy obiad. Mięzawodnicy ochoczo przystąpili sko. I w dodatku taaaka porcja. do rywalizacji. Albowiem stawDla studenta to nie byle gratka. ka, o jaką szło w konkursie, była niebagatelna 24 puszki piwa. Gawrosz Zapewne dla tej wizji niektórzy

było zobaczyć, także po to, żeby przyjrzeć się własnym reakcjom na taki specyficzny rodzaj dowcipu. Do skeczy Kabaretu Strasznych Chamów wkrada się intrygujący chaos, który widz może uporządkować sobie we własnych myślach już po spektaklu. Adam Scheffler przyznaje, że to trudne poczucie humoru. Warto podjąć ten trud i z łatwością wybuchnąć śmiechem. Kaja Rostkowska

w w w . u z e t k a . u z . z g o r a . pl

Fot. Paweł Ławrynowicz

Ludzi łączy wiele. O tym, że taniec również, przekonywali nas, przynajmniej próbowali, studenci Animacji Społeczno-Kulturalnej. Na niewielkiej scenie pod Ratuszem zaprezentowali ciekawy program „Świat tańca”. Oprócz żaków „popisywali” się ludzie, w większości dzieci, którzy nie dostąpili jeszcze „zaszczytu” bycia członkiem wielkiej rodziny Uniwersytetu Zielonogórskiego.

BACHANALIOWE GRILlOWANIE Fot. Paweł Ławrynowicz

Fot. Paweł Ławrynowicz

Jazzujący w deszczu

Przedstawiciele naszej Redakcji starali się jak mogli. No cóż, gdzie kucharek 6, tam nie ma co jeść, może dlatego nie wygraliśmy...

Niekompetencja organizatorów, czy tylko „drobne przeoczenie”? Debata Oxfordzka, temat: Unia Europejska. Plakaty, prospekty, program Bachanaliów. Wszystko wskazywało jednogłośnie na to, iż odbędzie się 22 (czwartek), w auli C (Campus B), o godzinie 17:00. Niestety, to tylko błędne mniemanie, bo organizatorzy zrobili niezły „żart”, nie tylko mi – stąd nie ma artykułu – ale również wielu osobom, jak i telewizji. Przysłowiowo pocałowaliśmy klamkę, zerkając na zamknięte drzwi, na których szanowne grono Panów organizatorów, łaskawe było umieścić, nie wiadomo kiedy, kartkę informującą nas - zgromadzonych tłumnie iż debata owszem była – ale bagatelka dwa dni wcześniej! Pytam się zatem łaskawie: niekompetencja czy przeoczenie? A może za dużo piwka bachanaliowego? Bądźmy dorosłymi ludźmi – wywiązujcie się mili Panowie z terminów. Zbyt wiele osób było poinformowanych o takiej a nie innej dacie! Na zbyt wielu twarzach widziałam wręcz ogromnego nerwa, kiedy uświa-

domiliśmy sobie, że przyszliśmy na marne! Nie brońcie się tym, że umieściliście gdzieś, praktycznie mało widoczne karteczki z aktualną informacją! Pamiętajcie, że były godziny rektorskie i do wielu studentów ta aktualizacja mogła nie dotrzeć. O takich incydentach informuje się dużo wcześniej. Zatem życzę szanownym organizatorom dużego zainteresowania przy następnych debatach – chociaż może do następnego roku akademickiego większość zawiedzionych zapomni o tym zajściu. Ja nie zapominam... Beata Karpuk


Y K

8

C M

TO

SIÊ

DZIA£O

Y K

BACHANALIOWE

Najważniejsze jest życie Na Campusie B wybudowano scenê na parkingu. Tam w³aœnie odby³y siê najwiêksze koncerty Bachanaliów 2003 najpierw zagra³ Oddzia³ Zamkniêty, nastêpnego dnia zaœ Raz Dwa Trzy. Œrodowy koncert na pewno mogli zaliczyæ do udanych - publicznoœæ wrêcz nie chcia³a wypuœciæ ich ze sceny. Bisowali raz i drugi, graj¹c najpopularniejsze swoje piosenki: "Czarna Inez", "Talerzyk". Ze sceny zeszli zmêczeni, ale w dobrych humorach. Jeszcze tylko ³yk wody, zmiana ubrania, papieros... i mo¿emy rozmawiaæ. Oto, co powiedzia³ wokalista Raz Dwa Trzy, Adam Nowak.

Fot. Agnieszka Kosiec

Adam Nowak graj¹cy na jednym z instrumentów, które dodaja oryginalnoœci muzyce zespo³u Raz Dwa Trzy

C M Y K

niczego. To ¿ycie jest wa¿ne. Ja wierzê równie¿ w ¿ycie wa¿niejsze, które nastêpuje po tym ¿yciu. Ale do tego nie chcê nikogo przekonywaæ, tê drogê ka¿dy musi wybraæ sam. Natomiast najwa¿niejsze jest tutaj, na ziemi. Bez ¿ycia niczego nie mo¿na - w ka¿dym sensie tego s³owa. I.P.: Wasze teksty traktuj¹ g³ównie o sprawach najwa¿niejszych. Czy nie obawiasz siê, ¿e mówi¹c wprost o pewnych rzeczach, jak¹œ czêœæ publicznoœci mo¿esz do siebie zraziæ. Dlatego, ¿e masowa publicznoœæ lubi g³adkie s³ówka, a w muzyce Raz Dwa Trzy tego nie ma. A.N.: Nie ma tego w muzyce Raz Dwa Trzy. My nie rzucamy miêsem (oprócz jednego s³owa "dupa", które siê pojawia w piosence "Talerzyk", która ma 13 lat). U¿ywam dosyæ ³agodnych s³ów, natomiast mówi¹cych o czymœ bardzo istotnym. Ja nie potrafiê inaczej pisaæ piosenek. Kiedyœ potrafi³em pisaæ inne, ale te inne mnie dzisiaj nudz¹, nie maj¹ dla mnie wiêkszego znaczenia. Liczy siê dla mnie piosenka,

która namiesza w umyœle i w sercu odbiorcy. I taka piosenka jest wa¿na. Ona nie musi byæ melodyjna, nie musi byæ przebojem. Ona ma poruszyæ z miejsca, ma kopn¹æ, ma dotkn¹æ, ma uraziæ przekonania. Ma nie byæ political correct, bo to jest nic. Ma byæ taka, ¿eby dociera³a. A czy kogoœ to zra¿a, czy nie? Przyznam siê, ¿e niewiele mnie to obchodzi. I.P.: Nie obchodzi Ciê szeroka, masowa publicznoœæ? A.N.: Obchodzi mnie szeroka publicznoœæ, natomiast nie obchodzi mnie, czy czuj¹ siê ura¿eni przez kogoœ, kto przypomina, ¿e oprócz pieniêdzy, pracy, seksu, alkoholu i przyjemnoœci istnieje kilka bardzo istotnych spraw. I.P.: Na koniec chcia³am zapytaæ, czy budzi siê coœ w cz³owieku graj¹cym dla studentów w swoim mieœcie studenckim? Czy to jest po prostu koncert, jak ka¿dy inny, czy mo¿e budzi wspomnienia?

A.N.: Oczywiœcie, ¿e budzi wspomnienia, bo to miejsce by³o przez nas wielokrotnie przemierzane i przebiegane w drodze z akademika na uczelniê i odwrotnie, z miasta i do miasta, w drodze do "Mrowiska". Ja tutaj depta³em swoje œcie¿ki i myœlê, ¿e inni równie¿. Co chwilê spotykam bardzo wielu wartoœciowych ludzi po tej uczelni, którzy mo¿e nie s¹ tak znani, natomiast zajmuj¹ siê bardzo ciekawymi rzeczami. Robi¹ coœ, co sprawia im ogromn¹ satysfakcjê, i to s¹ wspaniali ludzie. Szko³a ma znaczenie. Imiê szko³y w jakiœ sposób ma znaczenie, ale tak naprawdê liczy siê to, co jest po szkole, bo ¿ycie weryfikuje ka¿d¹ szko³ê. Ka¿d¹. I.P.: Bardzo dziêkujê za wywiad i ¿yczê dalszych sukcesów. A.N.: Dziêkujê.

U OJCA na sportowo Klub U OJCA przyci¹gn¹³ przede wszystkim studentów Campusu A. Tutaj równie¿ organizatorzy wykazali siê spor¹ pomys³owoœci¹. We wtorek, w godzinach popo³udniowych, mo¿na by³o dopingowaæ finalistów turnieju bilardu, a wieczorem poruszaæ siê w rytm przebojów lat 80-tych i 90-tych. Obie imprezy przyci¹gnê³y bawi¹cych siê ¿aków, jednak fakt, faktem - w tym roku bar nie cieszy³ siê wielk¹ popularnoœci¹ wœród studentów. Na pewno w du¿ej mierze przyczyni³ siê do tego, chêtniej przez nich o d w i e d z a n y, postawiony przy campusie A, namiot muzyczno taneczny. Z kolei w czwartek "Ojciec" próbowa³ zwabiæ do siebie, za spraw¹ zespo³u TEDE, fanów hip - hopu. Czy siê uda³o? Niestety, nie za bardzo. Owszem, pojawi³o siê tu trochê osób. Problem tkwi³ jednak w tym, i¿ nie byli to studenci, a niepe³noletnia m³odzie¿. A jak wra¿enia? Nasi rozmówcy wyrazili swe zadowolenie, wywo³ane zorganizowaniem koncertu tego typu. TECHNO-ZATEM

Fot. Agnieszka Kosiec

przes³anie. Najwa¿niejsze jest ¿ycie. Celowo nie u¿y³em s³ów "I tak warto ¿yæ", tylko, ¿e najwa¿niejsze jest ¿ycie, bo bez ¿ycia nie mo¿na

Rozbawiony t³um tu¿ przed scen¹ bardziej podobaj¹ siê studentom. I to jest bardzo ciekawy rozdŸwiêk, poniewa¿ sukces medialny na wielk¹ skalê osi¹gnêliœcie dziêki Osieckiej. A.N.: Na tê skalê na pewno tak, natomiast myœlê, ¿e ta p³yta w jakiœ sposób ³¹czy pokolenia. W ci¹gu ostatniego roku graliœmy wiele koncertów z piosenkami Agnieszki Osieckiej i wype³nialiœmy najwiêksze sale do 10002000 ludzi, w³aœnie z piosenkami Osieckiej. Tam by³a przedziwna, mieszana publicznoœæ sk³adaj¹ca siê z jednej strony z ludzi, którzy pamiêtali Agnieszkê Osieck¹ w latach, kiedy tworzy³a - ale by³o te¿ mnóstwo m³odych ludzi. Równie¿ takich, którzy przyszli sprawdziæ, co my, ich ulubiony zespó³, zrobiliœmy z tymi piosenkami. I czy to jest naprawdê wiarygodne. I.P.: Jesteœmy na Bachanaliach, œwiêcie studentów. Raz Dwa Trzy jest, przynajmniej dla mnie, zespo³em z przes³aniem. Jakie jest wiêc przes³anie dla studentów? Dlaczego wystêpuje siê na koncercie dla studentów? A.N.: Powiedzia³bym tak, ¿e "student te¿ cz³owiek", wiêc dla studenta te¿ jest

ci¹g dalszy ze str. 1 Zwolenników tego rodzaju przebieranek by³o wielu, lecz zdarzali siê i tacy, którzy woleli zap³aciæ 5 z³otych, ni¿ pokazaæ siê w bikini czy z p³etwami na nogach. A szkoda. W ka¿dym razie impreza ta by³a jedn¹ z lepszych i mamy nadziejê, ¿e w przysz³ym roku KARTON ponownie nas zaskoczy.

Fot. Agnieszka Kosiec

Ilona Paw³owska: Jak to jest byæ gwiazd¹ na "swoim podwórku", czyli na parkingu w³asnej uczelni? Adam Nowak: Za gwiazdê siê p³aci, czyli kto nas nazywa gwiazd¹, p³aci karê (œmiech). Tak powa¿nie to cieszê siê ogromnie, ¿e tylu ludzi przysz³o. Zdajê sobie sprawê, ¿e to jest darmowy koncert, ale i tak - na darmowy koncert przyci¹gn¹æ tylu ludzi - to jest du¿a sztuka. Bardzo siê cieszê, ¿e ci ludzie s¹ otwarci, ¿e znaj¹ piosenki, ¿e nie zapomnieli o nas. ¯e kojarz¹ nas i, czêœæ z nich przynajmniej, nie tylko z piosenek Agnieszki Osieckiej, ale równie¿ z naszych w³asnych piosenek. To jest dla mnie bardzo wa¿ne. I.P.: W mediach zrobi³ siê du¿y szum po nagraniu w "Trójce" tekstów Agnieszki Osieckiej, natomiast tutaj, na koncercie, widzieliœmy, ¿e Wasze w³asne kompozycje

WSPOMNIENIA -za rok Bis ?

Improwizacja w wykonaniu zespo³u.

w w w . u z e t k a . u z . z g o r a . p l

We wtorek odby³ siê w Zatemie koncert zespo³u KILLING FLOOR, a zaraz po nim potañcówka w rytm przebojów lat 60-tych, 70-tych i 80-tych. Jak widaæ zielonogórskim studentom odpowiada muzyka tamtego okresu, poniewa¿ iloœæ przyby³ych do klubu osób mile nas zaskoczy³a. Ludzie bawili siê nie tylko na parkiecie, ale tak¿e przy stolikach oraz przed wejœciem. W koñcu ka¿de miejsce jest dobre... W³aœcicielom tego klubu nale¿y pogratulowaæ œwietnego pomys³u, jakim by³o zorganizowanie Techno Party. By³a to jedyna potañcówka tego typu podczas Bachanaliów i zapewne to w³aœnie jest powód odniesionego przez ni¹ sukcesu. ZATEM by³ przepe³niony rozgrzanymi ¿akami, jednak nikomu to nie przeszkadza³o. Wci¹¿ pojawia³y siê nowe twarze, co tylko potwierdzi³o fakt, i¿ organizatorzy trafili w sedno. Zreszt¹ radosne miny tañcz¹cych, a w³aœciwie podskakuj¹cych w rytm dzikiej

muzyki ludzi, mówi³y same za siebie. G³oœna muzyka, pulsuj¹ce kolorowe œwiat³a, oœlepiaj¹cy stroboskop i og³uszaj¹cy dŸwiêk gwizdków - tak bawi³ siê ZATEM. KOT£OWNIA na gor¹co Tu jak zwykle: du¿o ludzi, t³ok na parkiecie, przy stolikach i pod parasolkami. Przy barze olbrzymie kolejki, do toalety nie mo¿na siê przecisn¹æ. To jednak nie odstrasza³o rozbawionych ju¿ ¿aków. Potañcówki œci¹gnê³y wielu amatorów tañca i dobrej zabawy. Byæ mo¿e dlatego, i¿ puszczane s¹ tu ró¿ne utwory i co za tym idzie - ka¿dy mo¿e znaleŸæ coœ dla siebie. Nic wiêc dziwnego, ¿e po godzinie 2300 zdobycie na parkiecie miejsca do tañca graniczy³o z cudem. Ba! nawet nie by³o gdzie stan¹æ, nie mówi¹c ju¿ o siadaniu. Wszêdzie œcisk i ha³as. Co

Fot. Micha³ Harydczak

C M

chwilkê ktoœ na kogoœ wpada³ - a¿ dziw, ¿e nikomu nie sta³a siê krzywda. Te ci¹g³e przepychanki mog³yby zdenerwowaæ, lecz muzyka, która zwyczajnie porywa³a do tañca, nie pozwala³a odejœæ. ¯al by³o wychodziæ, gdy widzia³o siê te rozbawione t³umy. Gdy w uszach brzmia³y dŸwiêki ulubionej piosenki, a nogi same podrygiwa³y w takt muzyki. Dlatego te¿ ludzi nie ubywa³o - a wprost przeciwnie - wci¹¿ przybywali nowi. Urozmaiceniem bachanaliowych dni w przypadku KOT£OWNI by³ koncert zespo³u Kwiaty, który odby³ siê w œrodê. Warto te¿ podkreœliæ, i¿ to w³aœnie KOT£OWNIA cieszy³a siê przez te trzy dni najwiêkszym powodzeniem - by³a najbardziej obleganym klubem. Jakie by³y tegoroczne Bachanalia? - na ten temat s¹ sprzeczne opinie. Jedni uwa¿aj¹, ¿e impreza by³a dobrze zorganizowana, inni, ¿e by³ to powtórzony sprzed roku niewypa³. Ka¿dy z nas ma prawo do w³asnych s¹dów. Nie zapominajmy jednak o tym, ¿e tak naprawdê to, czy impreza jest udana czy nie, zale¿y tylko od nas. Niewa¿ne jest miejsce, gdy mamy przy sobie zwariowanych kompanów, tworz¹cych niezapomnian¹ atmosferê. Angelika Rogosz Ania Spanbrucker

C M Y K


TO

Y K

C A R T

wspó³czesne utwory witruozersko zagrane na skrzypcach (Filip Jaœlar i Micha³ Sikorski), altówce (Pawe³ Kowaluk) i wiolonczeli (Bolek B³aszczyk). Dech zapiera³o balansowanie artystów na granicy powagi i dowcipu. Tê umiejêtnoœæ wypracowali perfekcyjnie, a publicznoœæ to deceni³a: na twarzach przyby³ych malowa³o siê rozbawienie i podziw. O bisy prosiliœmy na stoj¹co. Czlonkowie grupy popisali siê jednak nie tylko

o zgrozo - (dla mieszkañców akademika) trzy windy. Tak wiêc ju¿ w póŸnych godzinach nocnych, po tañcach i hulankach, mieszkañcy do swoich pokoi udawali siê o w³asnych si³ach. Pozytywnym efektem awarii wind jest to, ¿e "obcym" nie za bardzo chcia³o siê wspinaæ np. na X piêtro i dlatego iloœæ goœci w DS.-ie znacznie zmala³a. Rano windy nadal nie jeŸdzi³y, a zdenerwowany i obra¿ony Pan Konserwator wywiesi³ taki oto komunikat przy windach: Katka

Fot. Pawe³ £awrynowicz

WINDY NIECZYNNE WANDALE ROZWALILI KALORYFER NA PIESZO PRZYJEMNEGO SPACERU WASZ KONSERWATOR.

Oto efekt studenckich zabaw

C M Y K

obok pilot, który dr¿¹cymi rêkoma wertowa³ kartki z nutami i wskazywa³ drogê. Tu¿ za met¹ zerwali siê na równe nogi, a z g³oœników zabrzmia³o: "NAS NIE DOGONJAT!!!". Chocia¿ ze sceny nie pad³o ani jedno s³owo, to dialog miêdzy publicznoœci¹, a czterema panami we

frakach uk³ada³ siê znakomicie. Nie wiem, czy "Grupa MoCarta" zdaje sobie z tego sprawê, ale prócz czterech instrumentów smyczkowych maj¹ jeszcze jeden, który gra ci¹gle razem z nimi. Ten instrument to gromkie brawa. Ma³gorzata Micha³owska Kaja Rostkowska

"Oddział…" już na scenie jest…

zalany

W pierwszy wieczór studenckiego œwiêta, Oddzia³ Zamkniêty znalaz³ klucz do serc publicznoœci zgromadzonej przed eurojuwenaliow¹ scen¹. Uniesione w górê rêce i bachanaliowe nastroje faluj¹cy t³um. Tak w kilku s³owach mo¿na okreœliæ, to co dzia³o siê na parkingu campusu B we wtorkowy wieczór. W tym roku w pierwszy dzieñ Bachanaliów wyst¹pi³ Oddzia³ Zamkniêty - kapela punkoworockowa, której chyba przedstawiaæ nikomu nie trzeba. Na koncert, który rozpocz¹³ siê z ponad godzinnym opóŸnieniem przyby³y t³umy. Pogoda równie¿ dopisa³a. Dzia³o siê du¿o i g³oœno. Ten, kto zwróci³ uwagê, wie, ¿e lampa przed scen¹ otoczona przez bawi¹cych siê studentów, wygl¹da³a jak osamotniona latania morska w morzu g³ów. Od czasu do czasu zdarzy³o siê, ¿e ktoœ wpad³ na pomys³, by siê na ni¹ wdrapaæ. Ot tak, by zaprezentowaæ pierwszorzêdny nastrój, mo¿e pierwszy raz spojrzeæ z góry na kolegów, czy te¿ po to, by zostaæ wreszcie dostrze-

¿onym. Tego nie zg³êbimy. Grunt, ¿e latarnia parkingowa po tym wszystkim stoi tam gdzie sta³a. "My tu robimy sztukê. Cholera!" - przypomnia³ w pewnym momencie, dyskretnie wokalista zespo³u. I rzeczywiœcie. By³o czego pos³uchaæ, przy czym poskakaæ, a przede wszystkim odreagowaæ codzienny studencki trud i znój. Sam by³em i potwierdzam. Przy takiej muzyce p³yn¹cej z g³oœników o mocy w³aœciwej, mo¿na by³o b³ogo zapomnieæ o tym, ¿e w mroku, tu¿ za rozœwietlon¹ scen¹, ginie budynek UZ. Grunt to bachanaliowe odprê¿enie przed sesj¹. Gdyby nie doœæ spore opóŸnienie w rozpoczêciu koncertu, organizacji wieczoru niczego zarzuciæ nie mo¿na.

Fot. Pawe³ £awrynowicz

" Wczeœniak" Licznie zgromadzeni na campusie B studenci w oczekiwaniu na koncert zespo³u Oddzia³ Zamkniêty zabawiali siê w przeró¿ny, czasem dziwny sposób. Niezidentyfikowana grupa wkroczy³a do "Wczeœniaka" i, nie wiedzieæ czemu, zdemontowa³a na korytarzu szóstego piêtra kaloryfer. Jako ¿e mamy wiosnê, nie wiem, czym sobie zas³u¿y³ na takie potraktowanie kaloryfer, gdy¿ na pewno nie grza³ za mocno. Skutkiem tego, kaloryfer upad³ na posadzkê, a z rurek wala³a siê woda zalewaj¹c tym samym VI piêtro i -

publicznoœci, która odziana we frak przytuli³a siê do skrzypiec i z pomoc¹ Filipa Jaœlara da³a krótki "koncert". Zaimprowizowany wyœcig samochodowy by³ na tyle przejmuj¹cy, ¿e w powietrzu zawis³o napiêcie jak na torze. Widok skrzypka, który swoj¹ gr¹ naœladowa³ silnik wyœcigówki sprawi³, ¿e publicznoœæ zamar³a w bezdechu. Atmosferê podkrêca³ siedz¹cy

Fot. Pawe³ £awrynowicz

W³aœciciel "Kot³owni", Mirek Gancarz, kolejny raz zaskoczy³ nas œwietnym pomys³em. Zaprosi³ dobrze znany "smyczkowy kabaret". "Grupa MoCarta" pozwoli³a nam us³yszeæ klasykê w nieklasycznym wydnaniu i

gr¹ na swoich instrumentach, ale równie¿ mimik¹, doborem rekwizytów oraz choreografi¹. W repertuarze mo¿na by³o us³yszec utwory zarówno klasyczne np. “Poranek" Griega, jak i utwory wspó³czesne: Kayah, Czerwone Gitary, a nawet ko³ysanki. Chwilami artyœci przenosli nas w klimat kultury góralskiej, hiszpañskiej czy koreañskiej. Na scenie stanê³a te¿ Monika z

Y K

K O T Ł O W N I

Fot. Pawe³ £awrynowicz

W œrodê 28-go maja o godz. 21:00 klub uniwersytcki "Kot³ownia" rozbrzmia³ smyczkami i œmiechem. Zaszczyci³a nas swoj¹ obecnoœci¹ "Grupa MoCarta".

W

DZIA£O

Woklaista zespo³u daje z siebie wszystko.

w w w . u z e t k a . u z . z g o r a . p l

Fot. Pawe³ £awrynowicz

O

Fot. Pawe³ £awrynowicz

M

SIÊ

C M

9

C M

Gitarzyœci “przy pracy”. Oddzia³ Zamkniêty choæ leciwy i po przetasowaniach w sk³adzie wci¹¿ trzyma fason. Jak parking campusu B d³ugi i szeroki, trudno by³o dostrzec kogoœ w kiepskim nastroju. Pop³ynê³y strumienie piwa marki wszystkim znanej, a na scenie mo¿na by³o znów pos³uchaæ nieocenzurowanej wersji "Andzi", której rytmy jak przed laty, równie¿ i dziœ robi¹ furorê. Jednym s³owem… Bachanalia. Na scenie, na zaproszenie Oddzia³u, pojawi³a siê te¿ ¿eñska, dziesiêcioosobowa reprezentacja UZetu, która obca³owawszy wokalistê zespo³u pokaza³a, jak wzorowo nale¿y poruszaæ siê w rytm muzyki. Zespó³ mia³ ochotê zabraæ tê dziesi¹tkê w dalsz¹ trasê koncertow¹. Graæ - fajno grali, ale co nasze, nie daliœmy! Koncertowo - bachanaliowo. Oby do przysz³ego roku. Jan Walczak

S³ów kilka od wokalisty zespo³u dla czytelników UZetki. Ania Spanbrucker: We wtorek zagraliœcie specjalnie dla licznie zgromadzonych, zielonogórskich studentów. Jakie wra¿enia? Cezary Strzelecki: Rewelacja! Jesteœcie jedn¹ z lepszych publicznoœci. Sama atmosfera jest œwietna - widaæ, ¿e potraficie siê bawiæ. Z przyjemnoœci¹ gra siê dla takich ludzi. A: Odzia³ zamkniêty zosta³ nazwany przez dziennikarzy: "polskim Rooling Stones". Czy to Wam odpowiada? C: Wszyscy s¹ zawsze do kogoœ porównywani. Tego nie da siê w ¿aden sposób unikn¹æ. Osobiœcie uwielbiamy ten zagraniczny zespó³ - na tej muzyce wychowaliœmy siê. A: Kiedy bêdziemy mogli nabyæ Wasz¹, now¹ p³ytê? C: Wyjdzie jesieni¹, ale nie mogê powiedzieæ o tytule, poniewa¿ jeszcze go nie ma. POZDRAWIAM WAS BARDZO SERDECZNIE TRZYMAJCIE SIÊ ZDROWO I ROCK AND ROLL'OWO!"

C M Y K


10

R E C E N Z J E

PO PREMIERZE O „Matrixie” mówiło się wiele, i to na długo przed premierą. Teraz możemy na własne oczy przekonać się, jak udało się braciom Wachowskim wprowadzić widzów w kolejne kręgi wtajemniczenia, stworzyć wiarygodny obraz Systemu. Zielonogórska premiera odbyła się 23.05, minutę po północy (podobnie zresztą jak premiera „Matrixa” w całej Polsce). Sala była pełna ludzi spragnionych mocnych wrażeń. Wśród nich stałam ja – ciekawa tego filmu, jak chyba żadnego w tym roku. Weszłam, usiadłam... i zaczęło się. Pierwsza scena – i już wiedziałam, że dla takich efektów specjalnych było warto go zobaczyć. Wszystkie sceny pojedynków, walk, pościgów są

dopracowane w najdrobniejszym szczególe. Są tak sugestywne, że budzą podziw dla umiejętności Neo, Trinity, czy Morfeusza. Sama przyłapałam się na tym, że zastanawiałam się „jak on to robi?”. Dopiero po chwili przyszła myśl „przecież to komputer”. Na tym właśnie polega magia kina, że wierzymy w to, co widzimy na ekranie. Pod tym względem „Matrix” jest wyprodukowany po mistrzowsku. I tak mogłabym się zachwycać godzinami, gdyby nie przyszło mi przedstawić wam fabuły tego filmu. Pierwsza część „Matrixa” opowiadała o losach grupy ludzi, którzy jako jedyni zro-

zumieli, że otaczająca ich rzeczywistość jest jedynie wytworem programu komputerowego, a ludzie są zniewoleni przez maszyny i służą im właściwie tylko jako paliwo, baterie. Właśnie ci świadomi, ostatni wolni ludzie w kosmosie postanowili wyzwolić ludzkość spod panowania maszyn. Pomocny w tym ma być Neo (Keanu Reeves), uważany za wybrańca, ostatnią nadzieję ludzkości. Film okazał się rewolucją w pojmowaniu kina science-fictoin. Otworzył nowe horyzonty myślowe oraz zapoczątkował nowe techniki wizualne. Drugiej części brak dobrego scenariusza. Jest pate-

tyczny jak „Władca Pierścieni. Dwie wieże”. Nie wiem dlaczego, ale film, który miał szansę na otwarcie nowego rozdziału w historii kina, padł ofiarą własnej popularności. Z gąszczu sponsorów, promocji, marketingu i oczekiwań wyłonił się karłowaty potwór, który stał się wadliwym klonem własnego ojca. To dramat. A scena, w której przywódca ludu, Morfeusz (jest w nim coś i z Hitlera i z Chrystusa), przemawia do tłumu ludzi na planecie Zion – ostatnim bastionie wolnej ludzkości – po prostu powala na kolana. Aż chce się krzyczeć „co za tandeta!!!”. W „Reaktywacji” nad fabułą góruje wątek miłosny, a tragedia jest tak pretensjonalna, że najzwyczajniej wzbudza śmiech. Okazuje się, że nawet „Matrix” nie zdołał obronić się przed tzw. prawem remake’u – który zawsze jest dużo gorszy od pierwszej części. Mimo wszystko byłabym chyba niesprawiedliwa, gdybym nie zachęciła do obejrzenia „Matrix. Reaktywacji”. Nikt bowiem nie obiecywał mi przed seansem kinowym zaskakującej fabuły, która będzie intrygować i poruszać. Obiecywano niesamowite efekty specjalne, jakich w historii kina jeszcze nie było. Bracia Wachowscy dotrzymali słowa. Ten film porywa, zaskakuje, wciąga widza w świat Agentów, Wyroczni, a świat Systemu. To prawdziwie od-

REAKTYWOWANA WIZJA Świat „Matrixa” to już nie tylko wyimaginowany świat filmu, ale rzeczywistość, która nas otacza. Ludzie przestają chodzić do pracy, bo zauważają, że są częścią systemu. Buntują się tylko po to, żeby po jakimś czasie znów wrócić do starego życia. Ale co sprawia, że jednak tak robią, bez względu na konsekwencje? Czy jeden jedyny film jest w stanie doprowadzić to czegoś takiego? Najwyraźniej tak! Bracia Wachowscy po raz drugi wkroczyli ze swoją wizją do kin na całym świecie. Jak na razie jest to udane „wejście smoka”. Już pierwszy zielonogórski pokaz przyciągnął do kina szeroką publiczność, aż sala pękała w szach. Bo było na co popatrzeć. Gdybym miała ocenić „Matrixa” w skali od 1 do 5, to dostałby mocne 4. Mój zachwyt wzbudziły zdjęcia, pełne zdumiewających „nu-

merów” pościgi, ucieczki i walki, czasami trochę przesadzone. Chodzi głównie o agenta Smitha, którego było za wiele, aż mdło mi się robiło, kiedy zza rogu wypadała cała banda, złożona tylko… z niego. Walka Neo z tą niezwykłą maszyną była dla mnie bardziej męcząca niż dla niego. Bo ileż można patrzeć na okładających się po pyskach, i nie tylko, facetów. Również efekty specjalne to prawdziwe mistrzostwo. Realizm niektórych scen był naprawdę zaskakujący, np., gdy Trinity spadała z dachu wieżowca.

Największym minusem filmu są dialogi. Czasami miałam wrażenie, że są tam tylko po to, żeby nie było ciszy przerywanej muzyką, bo przecież bohaterowie nie są niemowami. Patetyzm i sztuczność raziły bardziej, niż wychudzona twarz Carrie – Ann Moss. I jeszcze jedno. Laurence Fishburne jest naprawdę niezłym kolesiem, ale dlaczego ma kompleks gołej klaty i dlaczego wygłasza w jaskini takie głodne kawałki, tego nie wiem. Następnym razem zatkam uszy i skupię uwagę na jego ciałku. B.P.

świeżające doświadczenie w czasach sensacyjnej komercji w stylu „Planety małp”. MATRIX. Reloaded. USA 2003. Scen.: Larry Wachowski, Andy Wachowski. Reż.: Larry Wachowski, Andy Wachowski. Obsada: Keanu Reeves, Laurence Fish-burne, Carrie-Anne Moss, Hugo

Weaving, Jada Pinkett-Smith, Monica Bellucci. I.P.

Szczególne podziękowania składamy sponsorom seansu : KREDYT BANK S.A. ERA PLUS GSM

Widowisko nie z tej ziemi! „Matrix” to nie tylko obraz – to także niezwykła muzyka, która w filmie staje ramię w ramię ze zdjęciami. Niesamowita, transowa, nowoczesna w pełnym znaczeniu tego słowa. Zaintrygowała mnie. Jak się okazuje wydanie muzyki filmowej też może stać się wydarzeniem. Album „Matrix. Reloaded” to dwupłytowa składanka. Na pierwszej płycie usłyszymy kompozycje oryginalne m. in. P.O.D., Marlina Mansona, Linkin Park, Rage Against The Machine. Drugi krążek to muzyka instrumentalna, stworzona przez Dona Davisa oraz dodatki multimedialne. Muzyka filmowa nie tylko odzwierciedla klimat

„Reaktywacji”. Może być także interesująca sama w sobie. I można jej słuchać nawet wtedy, gdy nie zna się filmu (aczkolwiek warto go zobaczyć i sprawdzić, jak „wypadła” na ekranie). Tym natomiast, którzy film widzieli nie muszę tłumaczyć, dlaczego piszę o tej płycie. To przecież dzięki muzyce pościg na autostradzie był tak widowiskowy. To dzięki niej scena tańca na planecie Zion ma tak sugestywną wymowę. W takich filmach, jak „Matrix” oprawa muzyczna to podstawa, by elektroniczne fajerwerki zaczęły żyć własnym życiem. By wyglądały realistycznie. I.P.

Utwory: Disc 1 1. Session - by Linkin Park 2. This Is the New Shit - Marilyn Manson 3. Reload - Zombie 4. Furious Angels - Rob Dougan 5. Lucky You - Deftones 6. The Passportal - Team Sleep 7. Sleeping Awake - P.O.D. 8. Bruises - Unloco 9. Calm Like a Bomb - Rage Against the Machine 10. Dread Rock - Paul Oakenfold 11. Zion - Fluke 12. When The World Ends (Oakenfold Remix) - Dave Matthews Band Disc 2

Ponieważ w tym numerze całą stronę recenzji poświęcamy filmowi „Matrix. Reaktywacja”, dlatego też czerwcowy konkurs tego właśnie filmu będzie dotyczył. A dokładniej całej serii „Matrix”. No właśnie – znamy już 2 części wyreżyserowane przez braci Wachowskich... a ile ich jeszcze

w w w . u z e t k a . u z . z g o r a . pl

powstało? Kto zna odpowiedź na to pytanie może spróbować zdobyć nasze nagrody: 2 zaproszenia do kina „Newa” na dowolnie wybrany seans. Prawidłowe odpowiedzi przysyłajcie na adres redakcji. A kto odpowiedzi nie zna, może zapytać Wyroczni! Ona przecież o Systemie wie wszystko...

1. Main Title - Don Davis 2. Trinity Dream - Don Davis 3. Teahouse - Juno Reactor Featuring Gocoo 4. Chateau - Rob Dougan 5. Overdrive - Juno Reactor/Don Davis Mona Lisa 6. Burly Brawl - Juno Reactor vs. Don Davis 7. Matrix Reloaded Suite - Don Davis


11

R E C E N Z J E

Najlepiej sprzedawane płyty w sieci empik

NA VIDEO I DVD

Z OLGĄ TOKARCZUK REJS PRZEZ LITERATURę 24 kwietnia gościła w Zielonej Górze Olga Tokarczuk. Z tej okazji warto byłoby przedstawić jej ostatnią książkę. Gra na wielu bębenkach – to zbiór 19 opowiadań, wydanych w zeszłym roku przez wałbrzyskie wydawnictwo Ruta. Książka ta była nominowana do nagrody Nike 2002 – najbardziej prestiżowej nagrody literackiej w Polsce. Gra na wielu bębenkach to przede wszystkim nawiązanie do literatury. Tokarczuk porusza w swoich opowiadaniach najważniejsze motywy literackie i zadaje po raz kolejny najważniejsze pytania. Robi to jednak w sposób niezwykle świeży, dodając temu co znane nowy wymiar. Często bawi się konwencją – w zbiorze opowiadań

S£OWO O POLSKIM PRZEMYŒLE FILMOWYM

Polskie kino jest w fatalnej kondycji. O tym wie każdy, kto choć raz w ciągu ubiegłego roku wybrał się do kina na polską, np. superprodukcję. Nie np., ale na pewno, bo w Polsce ostatnimi czasy nie kręci się innych filmów. Ale na poziomie artystycznym czy na bezustannym przenoszeniu na ekran kanonu lektur się nie kończy. Chodzi o pieniądze, o które rozbija się wszystko we współczesnym świecie. Kina to, niestety też dotyczy. W majowym numerze miesięcznika „Film” ukazał się szokujący nieco, moim zdaniem, artykuł o przekrętach przy realizacji polskich megaprodukcji. To dopiero zapewne początek całej sprawy, która wypłynęła dzięki (?!) aferze Lwa Rywina. Autorowi, Jarosławowi Gajewskiemu, anonimowo, oczywiście udzieliło informacji kilku pracowników wytwórni „Heritage Films” (właściciel Lew Rywin?!), znany reżyser i pewien producent. Nie bez winy pozostaje także „Agencja Filmowa TVP”. Znane nazwiska, wytwórnie, ale o co chodzi? O kasę, tak najprościej można to wytłumaczyć. „Quo vadis, kaso?”, jak pisze Gajewski. No właśnie, dokąd zmierzają pieniądze wyłożone teoretycznie na film. Do prywatnej kieszeni, i tak już wystarczająco bogatej. O zjawisku „bumerangu” wiadomo było od dawna, ale w kuluarach, z dala od opinii publicznej. Zasady tego zjawiska są banalnie proste, cyt.: „…owszem, dostaniesz pieniądze na produkcję filmu, ale pod warunkiem, że część tych pieniędzy wróci do nas, ale już pod stołem.” Tak najprościej można to wytłuma-

znajdziemy wątki sensacyjne i psychologiczne, obyczajowe i filozoficzne. Znajdziemy tam próbę zebrania i autorskiego przetworzenia literackiej tradycji. Tego, co jest dziełem człowieka i co dla człowieka powstało. Tego, co jest symbolem człowieczeństwa. I.P.

Ratuj się, kto może

czyć. Chodziło nawet o kwoty od 5 do 40 procent z tego, co telewizja oficjalnie wyłożyła na film. I najlepsze jest to, że większość godziła się na takie warunki, bo lepiej robić jakikolwiek film, niż żadnego. Sprawa zaszła dość wysoko, odkąd zaczęto o niej mówić coraz głośniej w środowisku filmowym. Zainteresował się nią nawet prezydent Kwaśniewski. Czterech czołowych polskich filmowców zorganizowało mu małą „spowiedź” w Pałacu Prezydenckim, w listopadzie 2001 roku. To, czego dowiedział się m.in. od Wajdy, Machulskiego, czy Bajona, możemy sobie tylko wyobrazić. Prawdopodobnie padły konkretne zarzuty pod adres konkretnych i znanych osób. Tylko, których? Mogłoby się wydawać, że to tylko afera wokół kina. Ale zastanawiający jest fakt, że zainteresowała się nią Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, powszechnie znana jako wywiad. Co się za tym kryje, na razie niewiadomo? Można mieć tylko cichą nadzieję, że wszystko się kiedyś wyjaśni. Tylko, kiedy i jak? Patrząc na „Rywin Gate” tracę wszelkie złudzenia. Ale dość teoretyzowania, przejdźmy do konkretów. Wyżej wymieniona ABW szczególnie interesuje się trzema tytułami: „Quo vadis”, „Wiedźminem” i „Przedwiośniem”. Kwoty, jakie wyłożyła na ich produkcję telewizja, wahają się od 9 do 15 mln zł. Czyli kilka procent z dowolnej sumy, to nieźle ustawiony kawałek życia. Dla nas, zwykłych zjadaczy chleba, byłoby to zapewne całe, aż do spokojnej śmierci. Największą, moją uwagę w artykule zwrócił ustęp do-

tyczący właśnie „Quo vadis” i partii SLD, cyt.: „Nie tak dawno jeden z prominentnych polityków SLD podczas zakrapianej imprezy chwalił się, że kampanię jego partii „sfinansowali pierwsi chrześcijanie.” Może w tym jest jakaś metoda? Gdyby tak wszystkich, lubiących sobie wypić co nieco, łagodnie namówić do zwierzeń, oczywiście dolewając co jakiś czas do kieliszka, byłoby można dowiedzieć się wielu interesujących rzeczy. Ale to nie koniec. Oliwy do ognia dolewa ciągle przewijające się nazwisko Lwa Rywina. Powiedzmy sobie szczerze – ojca chrzestnego polskiego kina. To poprzez niego można było załatwić wiele i być może dalej tak jest. Wystarczy tylko upaść przed nim na kolana (upokarzające, ale skuteczne) i błagalnym głosem wołać: „Padre, padre pozwól mi na debiut. Ty jesteś wszechwładny i wszystko potrafisz!” Skoro dla debiutantów nie ma pieniędzy, to coś w końcu muszą robić(…). Zastanawiające jest to, że do Kwaśniewskiego poszli poskarżyć się wielcy naszego kina, bo dla „nie – wielcy” się nie liczą. Przecież dla sławnych zawsze są pieniądze na filmy. Tylko, dlaczego dopiero teraz? I co tu pomoże prezydent? Dlaczego nie podnieśli głosu, kiedy realizowali swoje superprodukcję? Może, dlatego, że zarówno „zainteresowanym” producentom, jak i „wspaniałym” reżyserom było to na rękę. Bo jedni zarabiali kokosy, nie martwiąc się o poziom, a drudzy kręcili, by nie wypaść z wprawy. I po narzekać, skoro wszyscy byli zadowoleni? Po to, że studio jednego z nich, Juliusza Machulskiego, nie dostało przez ostatnie cztery

lata ani grosza od telewizji. A zapewne według niego, taka kasa się mu należała. I znowu wracamy do punktu wyjścia. Wszystko byłoby cacy, gdyby mistrzowie mieli za co kręcić, a tak robi się wielkie halo. Kiedy młodzi twórcy narzekają na kiepską kondycję polskiego kina, wywołuje się małą dyskusję o koniecznej reformie rodzimej kinematografii. Ale kiedy włączają się „grube ryby” staje się naprawdę gorąco. Nagłośnienie, szum mediów, zainteresowanie wywiadu. Tak jest przez miesiąc, może dwa, a później znów to samo (patrz sprawa Rywina). Powołuje się sejmowe komisje, które i tak niczego nowego nie wnoszą, ani nie rozwiązują. Co więcej wystawiają na pośmiewisko siebie i cały nasz „sprawny” Sejm, tylko po to, żeby i tak niczego nie ustalić. Sprawa utknie w martwym punkcie, zupełnie jak z Rywinem, bo nikt nic nie wie, albo zasłoni się tajemnicą dziennikarską. I co w takim przypadku proponuję – bojkot polskich superprodukcji! Łatwo mówić komuś, kto nie jest uczniem podstawówki, albo gimnazjum i sam decyduje o tym, na jaki film pójdzie, prawda? Polskie kino to tonący okręt, z którego, niczym szczury ratuje się ten, kto może. Ale najważniejsze jest to, żeby przed zatonięciem wynieść z niego, ile się da. I tak właśnie robią, co poniektórzy. Bożena Pyrdoł Więcej na temat kondycji polskiego kina przeczytacie w majowym numerze miesięcznika „Film”.

w w w . u z e t k a . u z . z g o r a . pl

BYŁ SOBIE CHŁOPIEC ...A NAWET DWÓCH!

Film „Był sobie chłopiec” mogliśmy obejrzeć w polskich kinach zeszłego lata. Teraz powraca na Video i DVD. Ale nie bójcie się, nie jest to kolejny wyciskacz łez, choć określa się go jako komedię romantyczną. To film o chłopcu dużym, który zachowuje się jak chłopiec mały... i odwrotnie. Will Freeman (w tej roli ulubieniec nastolatek – starszych i młodszych, Hugh Grant) jest typowym 38-letnim utracjuszem. Nie pracuje, nie ma żadnych obowiązków, rodziny, dziewczyny, żony, dziecka. Jego jedyne zajęcia to przesiadywanie przed telewizorem, od czasu do czasu wyjście na miasto czy do siłowni. Will za to uwielbia umawiać się z kobietami. Jest niepoprawnym playboyem, a randki to jego pasja. Problem polega tylko na tym, że coraz trudniej jest znaleźć samotną kobietę, bezdzietną i bez zobowiązań. A trzeba wam wiedzieć, że Will nie znosi dzieci! Dlatego właśnie, kiedy na jego drodze pojawia się 12-letni Marcus, Will jest przerażony. Postanawia jak najszybciej pozbyć się małego intruza. Ale nie będzie to takie łatwe, bo Marcus, nie dosć że jest niezwykle bystrym chłopcem, to na dodatek postanowił zeswatać Willa ze swoją mamą – post-hippiską, Fioną. Oczywiście po wielu zabawnych sytuacjach i dowcipnych dialogach, a także paru wzruszających scenach obaj chłopcy stają się prawdziwymi przyjaciółmi, przy okazji lecząc nerwicę Fiony oraz opanowując jej myśli samobójcze. Jeśli jednak myślicie, że cała trójka żyje długo i szczęśliwie, to mylicie się. Właśnie to odróżnia film „Był sobie chłopiec” od poprzednich filmów Granta i komedii romantycznych w ogóle – tutaj fabuła naprawdę zaskakuje! I choć wszystko wydaje się

schematyczne, to jednak pełna humoru opowieść może wprawić was w zadumę. Jak dobrze odkryć, że życie w przyjaźni z innymi nie jest prostsze, niż bycie panem samego siebie, ale to daje prawdziwe szczęście i nadaje życiu sens. Wiele mówiło się po premierze filmowej o tym, jak wiele w Willu jest z Hugh i odwrotnie. I być może coś w tym jest, bo Hugh Grant w roli nieodpowiedzialnego kobieciarza wypadł bardzo sugestywnie. Czy jest tak dobrym aktorem, czy po prostu zagrał siebie? Być może w „Był sobie chłopiec” odnajdziecie prawdziwego Hugh Granta? Tego nie mogę wam zagwarantowac, ale warto to sprawdzić. Będę zachecać do obejrzenia tego filmu, choć nie ma w nim efektów specjalnych, nowych technik wizualnych, nie ma w nim nawet sensacyjnej fabuły. Ale w tym filmie jest ten rodzaj ciepła i humoru, który zawsze znajdzie swoich odbiorców i nie nudzi nadmiarem egzystencjalnych wywodów. Brawo za scenariusz dla Petera Hedgesa i braci Weitz (którzy film ten również wyreżyserowali). Nie powstałby on jednak bez książki Nicka Hornby’ego, bardzo popularnej również w Polsce. Ale największe brawa należą się odtwórcy roli Marcusa – Nicholasowi Houltowi. About a Boy (Wielka Brytania,USA, 2002)Komedia/ Dramat. Reż.: Chris Weitz, Paul Weitz. Scen.: Peter Hedges, Chris Weitz, Paul Weitz. Na podstawie książki: Nick Hornby. Obsada: Hugh Grant, Nicholas Hoult, Toni Collette, Rachel Weisz, Sharon Small. czas 100 min. I.P.


12

F O T O

G A L E R I A

Fot. Paweł Ławrynowicz

Fot. Paweł Ławrynowicz

Oto galeria wybranych zdjęć zrobiona przez fotografów „Uzetki” podczas Bachanaliów 2003.

Gdy jedni szaleli w nocnych klubach, inni wybrali wypoczynek na zielonej trawce. Jak widać oni też bawili się przednio.

Bachanaliowe koncerty przyciągały tłumy studentów żądnych wrażeń estetycznych... i piwa

Fot. Agnieszka Kosiec

Fot. Paweł Ławrynowicz

Profesjonaliści radzą sobie w każdych warunkach. Jakiż to problem – zapalić papieroska między jednym marszem a drugim? Patrzcie i uczcie się!

Fot. Michał Charydczak

To się nazywa efektowny wjazd! Trabant najlepszym przyjacielem studenta.

Fot. Paweł Ławrynowicz

Fot. Michał Charydczak

Fot. Paweł Ławrynowicz

Zielonogórski deptak opanowali kosmici?

Kolorowe korowody rozbawionych studentów – wizytówka Bachanaliów 2003.

Dobry sklep przyciąga tłumy klientów. Nawet w środku nocy.

Fot. Marcin Grzegorski

Fot. Michał Charydczak

W czasie Bachanaliów wszystko staje się jawne.

Już po wszystkim – trzeba oddać insygnia władzy. Teraz Pani Prezydent może znowu oglądać świat przez pryzmat kluczy od miasta.

Fot. Paweł Ławrynowicz

Fot. Michał Charydczak

Fot. Paweł Ławrynowicz

Gdzie nie spojrzeć, wszędzie studenci. W czasie Bachanaliów opanowali także zielonogórski deptak.

W głowie mamy wiedzę, a na głowie co kto lubi.

Ktoś zamawiał budzenie?

w w w . u z e t k a . u z . z g o r a . pl

Game over.


13

G A L E R I A

Big Brother po naszemu.

Oto aktywna brać studencka! „Karate Kid” przy nich to

Kompleksową obsługę medyczną zapewniła Studencka Kasa Chorych.

Fot. Agnieszka Kosiec

Fot. Agnieszka Kosiec

Fot. Agnieszka Kosiec

F O T O

Matrix. Reaktywacja. Co bracia Wachowscy zrobili z pomocą komputerów, nasi studenci pokazali na żywo.

Fot. Paweł Ławrynowicz

Fot. Agnieszka Kosiec

Fot. Paweł Ławrynowicz

pestka.

„To miłość zagląda nam w oczy” - przy dyskretnym wsparciu UZetki.

Fot. Michał Charydczak

Fot. Michał Charydczak

Nigdy nie wiadomo skąd pojawi się pomocna dłoń. Organizatorzy na szczęście pomyśleli o wszystkim i zainstalowali masywne barierki, ot tak, by służyły oparciem dla wyczerpanych zabawą studentów.

Studenci nawet podczas Bachanaliów nie zapomnieli o swoich ulubionych wykładowcach.

Niestety wszystko, co dobre musi się kiedyś skończyć. Na otarcie łez pozostaje tylko udać się zwartym korowodem na koncert Raz Dwa Trzy.

w w w . u z e t k a . u z . z g o r a . pl

Fot. Paweł Ławrynowicz

Fot. Michał Charydczak

Szczęściarze, którzy zdołali dostać się do środka, nie posiadają się z radości. Koledzy będą im zazdrościć!

Fot. Paweł Ławrynowicz

Premiera filmu „Matrix. Reaktywacja” była jedną z ostatnich imprez Bahcanaliowych. Studenci, jak zwykle, nie zawiedli.

Tak wyglądają zakupy przeciętnego studenta świętującego Bachanalia 2003. Skąd my to znamy...

Fot. Michał Charydczak

Fot. Paweł Ławrynowicz

Studenci kochają komunikację miejską! Największą atrakcją w czasie Bachanaliów była przejażdżka luksusowym autobusem linii 8 z Campusu A na Campus B.

Przegląd filmów francuskich zakończono przy stole. Ciekawe, czy podane tam potrawy też pochodziły z kraju smakoszy?

CHCESZ ZOBACZYĆ WIĘCEJ? Projekcja ponad 600 zdjęć z bachanaliów (w kolorze) odbędzie się podczas II Mistrzostw Świata w Grillowaniu. Możesz także w kupić Uzetka - fotoCD, ze wszystkimi zdjęciami za jedyne 7 zł. Więcej informacji pod adresem redakcji i na plakatach.


14

R Ó ¯ N E

Ad Astra O tym, że w przerwie między sesją a sesją studentom brakuje pomysłów na zorganizowanie sobie wolnego czasu, o tym, że studenci się nudzą, „byczą” i leniuchują mogą wiedzieć tylko inni studenci. I tylko oni, jak się postarają, potrafią znaleźć sposoby na studencką nudę. I wymyślili dla Was cykl, w którym znajdziecie namiary na wszelkiego rodzaju kluby, imprezy, instytucje, w których coś się dzieje, w których można się dobrze bawić, rozwijać swoje zainteresowania, hobby - realizować się nieco inaczej niż na ciągłym leżeniu do góry brzuchem albo imprezowaniu. Dzisiaj pierwsza część cyklu, a w niej gratka dla miłośników dobrej zabawy, fantastyki i nie tylko. Dziś zaprezentuje się Zielonogórski Klub Fantastyki Ad Astra. Ad Astra istnieje od 21 lat. Obecnie zrzesza około 50-ciu członków w wieku od 16-stu do 60-ciu lat. Są wśród nich uczniowie, studenci, ale również dziennikarze, prawnicy, ludzie piastujący rozmaite urzędy. Działalność klubu obejmuje szeroko pojętą fantastykę: literaturę, naukę, film, muzykę, gry. Najsilniejszy trzon tworzą sekcje RPG (wcielanie się w postać i aktorskie odgrywanie jej roli), gier bitewnych (rozgrywanie bitew przy pomocy figurek wojowników) i gier karcianych (wypełnianie różnych misji przy pomocy specjalnych kart). W czasie spotkań klubu prowadzone są dyskusje na temat literatury i filmów. Po premierze filmu Władca pierścieni klubowicze wcielili się w role oskarżycieli i obrońców, by osądzić dokonania Petera Jacksona. Wkrótce czeka nas debata nad drugą częścią Matrixa.

Od jakiegoś czasu trwają również intensywne przygotowania do BACHANALIÓW FANTASTYCZNYCH , które odbędą się w czasie Winobrania w dniach 5-7 września 2003. W tradycji klubu to już 19-sta taka impreza. Plan bachanaliów prezentuje się imponują-

co. Organizatorzy szykują nam wiele konkursów, które poprowadzą zaproszeni goście z całej Polski. Odbędą się turnieje plastyczne i dyskusje o SF. Przewidziany jest także turniej rycerzy z Zielonogórskiego Bractwa Rycerskiego oraz wizyta u płatnerza i kowala Tomasza Nestorowicza. Zaprezentuje się rów-

nież Mistrz Polski Bitewniaków, Artur Szyndler. Uczestnicy bachanaliów przyznają Puchar Bachusa dla najlepszego w tym roku tekstu SF. Oprócz tego dużo, dużo innych niespodzianek i atrakcji dla amatorów dobrej zabawy. Innym przedsięwzięciem Ad Astry jest czerwcowy Hobbiton. Podczas imprezy organizowane będą wszelkiego rodzaju gry, larpy (terenowe RPG), oraz aktywny wypoczynek nad jeziorem. A za rok, we wrześniu Polkon – najważniejszy ogólnopolski zlot fanów fantastyki. Pierwszy raz w Zielonej Górze. Oferta klubu jest bogata i interesująca. Ad Astra posiada bardzo dużą bibliotekę, którą jej członkowie pragną udostępnić wszystkim Zielonogórzanom. Niestety nie pozwala na to brak własnej siedziby. Klubowicze mają miejsce do cotygodniowych spotkań tylko dzięki uprzejmości władz Centrum Biznesu. I właśnie tam, do budynku Centrum Biznesu Ad Astra zaprasza na swoje spotkania w każdy wtorek, trzecie piętro, pokój nr. 343, o godz. 18.00. Kontakt internetowy: zkfadastra@wp.pl. Marzanna

AUDYCJE RADIA "INDEX" PONIEDZIAŁEK 8.50 - 8.55 „Słowo o słowie”- audycja edukacyjna 9.35 - 9.40 "Wiedza i życie" - audycja popularno - naukowa 14.30 - 14.35 "Autorodeo" - magazyn motoryzacyjny 17.10 – 18.00 „Na wirażu”- magazyn żużlowy 19.10 – 20.00 „Muzyczne Pola Bawełny” – audycja muzyczna 20.10 - 21.00 "Muzyczna Akademia Index'u" -audycja z muzyką klasyczną 22.00 – 24.00 SOUNDTRACK – audycja filmowa WTOREK 8.20 – 8.30 8.50 – 8.55 9.35 - 9.40 10.35 -10.40 17.10 - 18.00 18.30 – 19.00 20.10 - 22.00 22.00 - 24.00

„Buduj z muratorem” – audycja poradnikowa „Słowo o słowie” – audycja edukacyjna "Cztery kąty" - audycja poradnikowa "Kwietnik" - audycja poradnikowa "Z Index-em na Uniwerku" wiadomości uniwersyteckie „Sportowe forum” – magazyn sportowy "Muzyczne Stany Index-u" - audycja muzyczna "Audycja alternatywna" - audycja muzyczna

ŚRODA 8.50 – 8.55 10.35 -10.40 14.20 – 14.30 14.30 - 14.35 18.10 - 19.00 19.10 - 21.00 21.10 – 22.00 22.10 - 23.00 23.00 – 24.00

„Słowo o słowie” – audycja edukacyjna Świat nauki - audycja popularno – naukowa Język giętki – audycja edukacyjna "Autorodeo" -magazyn motoryzacyjny "Słowotok" - audycja publicystyczna "Klubowa Lista Przebojów" – audycja muzyczna Alter Kino – audycja filmowa "Gwiazda wieczoru" - audycja muzyczna Koncert życzeń dla zakochanych – audycja muzyczna

CZWARTEK

VADEMECUM AUTOSTOPOWICZA Wakacje to czas wycieczek, zwiedzania, podróżowania. Miło jest wybrać się w góry czy poleniuchować nad morzem. Problem w tym, że pociągi są męczące, zatłoczone i drogie. Jak zatem zrealizować marzenia o dalekiej podróży i wielkiej przygodzie? Wybrać się w drogę AUTOSTOPEM, oczywiście. Autostop to najlepszy środek komunikacji dla studentów (najlepiej płci pięknej, z bujną blondczupryną i uśmiechem od ucha do ucha)-sprawdziłam empirycznie. Tylko nie myślcie sobie, że jazda na stopa to taka prosta sprawa. Zwłaszcza w przypadku podróży na poważną skalę. Dlatego ważne, abyście pamiętali o kilku zasadach: TOWARZYSTWO • Samotne wyprawy nie należą do najbezpieczniejszych. Dlatego zabierz ze sobą kogoś, kto nie wystawi cię minutę przed wyjazdem i nie będzie ciągle narzekał i marudził. Chłopakom szczerze doradzam zabrać ze sobą ładną koleżankę na przynętę. WYGLĄD • Bardzo ważny. Ubrany na czarno, z subkulturowymi akcentami zmniejszasz swoje szanse do minimum. Dziewczynom zdecydowanie odradzam wyzywający ubiór, bo możecie zostać pomylone – wiecie z kim. MIEJSCE ZATRZYMYWANIA • Stopa nie zatrzymuje się na wzniesieniu, na spadzie trasy – ciężarówka nie zdoła się tam zatrzymać; uważaj na znaki i linie ciągłe; kierowcy nie zatrzymują się także w lasach i.t.p. CZAS ZATRZYMYWANIA • Odradzam jazdę nocną porą. Nie widzisz wtedy kto jest w samochodzie, poza tym kierowcy niechętnie się zatrzymują ze względów bezpieczeństwa. Jeśli jednak nie będziesz mieć innego wyjścia, poszukaj terenu dobrze oświetlonego, najlepiej w pobliżu zabudowań. Dobre efekty przynosi też przejście na stację benzynową i pytanie kierowców, czy nie chcieliby podwieźć strudzonego autostopowicza. PUNKTY STRATEGICZNE • Ważne w każdym dużym mieście. Pozwalają zaoszczędzić na czasie. Zamiast przedzierać się pieszo na drugi koniec mia-

sta, warto popytać o bezpłatne autobusy do hipermarketów. Najprostsza metoda na dostanie się na wyjazdówkę. We Wrocławiu takie autobusy zatrzymują się przy dworcu PKP. W każdym większym mieście są podobne. A jeśli już dojedziesz do hipermarketu, zajrzyj na tyły. Zazwyczaj jest tam mnóstwo ciężarówek, może któraś z nich zabierze cię tam, dokąd jedziesz. NAJLEPSZY TRANSPORT • Nie ma jak ciężarówka. Jak już się jakaś zatrzyma, mogę mieć pewność, że wkrótce dojadę do celu. Samochody ciężarowe są dalekobieżne, i większość kierowców posiada radio CB. To dzięki niemu wielokrotnie przesiadałam się z jednej ciężarówki do drugiej, bo jakiś miły kierowca zareklamował wesołą studentkę do zabrania. SAVUAR VIVR • Jeśli ktoś wcześniej zaczął machać w danym miejscu, ustaw się wspaniałomyślnie na końcu kolejki. • Kiedy już ktoś cię zabiera, to bądź pewien, że nie dlatego by zrobić dobry uczynek. Zazwyczaj po prostu nudzi go samotna jazda, chce ją sobie umilić rozmową. Pamiętaj więc, że nie wypada siąść i milczeć jak kamień. Rozmawiaj, pytaj, opowiadaj o sobie, wymieniaj poglądy – zostaw po sobie miłe wrażenie. Ten kierowca z pewnością zabierze kolejnego autostopowicza i może doradzi koledze ten sposób na urozmaicenie czasu podróży. UPS • Jeśli z jakichkolwiek względów kierowca ci nie odpowiada, zachowaj spokój i grzecznie, ale stanowczo poproś by się zatrzymał. Pamiętaj, panika to twój wróg. Skoro już wiesz jak postępować w podróży, pakuj plecak i ruszaj na spotkanie przygody. Szerokiej drogi!!! Marzanna

w w w . u z e t k a . u z . z g o r a . pl

8.50 – 8.55 9.35 - 9.40 12.10 - 12.30 12.35 - 12.40 17.10 - 18.00 18.10 – 19.00 19.10 - 20.00 20.10 - 22.00 22.10 - 24.00

„Słowo o słowie”- audycja edukacyjna "Cztery kąty" - audycja poradnikowa „R - kwadrat – czyli radiowe rachunki” "Ogrody" - audycja poradnikowa "Z INDEX-em na Uniwerku" - wiadomości uniwersyteckie POP (Porozmawiajmy o polityce) "Salon Naukowy INDEX-u" audycja popularno-naukowa "W ostatniej minucie meczu" - audycja sportowa "Remixowane party" – audycja sportowa

PIĄTEK 8.50 – 8.55 12.10 - 12.30 14.10 - 15.00 14.30 - 14.35 18.10 –19.00 21.10 - 24.00

„Słowo o słowie” – audycja edukacyjna "Tip -Topy do Europy" - audycja publicystyczna "No to, no to jazda" - magazyn motoryzacyjny "Autorodeo" - magazyn motoryzacyjny „Versus” – audycja historyczna "Rock nocą" - audycja muzyczna

SOBOTA 9.10 - 10.00 10.10 – 10.30 10.30 – 11.00 12.10 – 13.00 14.15 - 14.20 14.20 – 15.00 15.10 – 16.00 18.10 - 19.00 20.10 - 21.00 21.10 - 24.00

"Rozmowy w tłoku" - audycja rozrywkowa „Między kartkami” – audycja literacka (co dwa tygodnie) „Felietonada” (co dwa tygodnie) – audycja publicystyczna „12.10 do Rosji” – audycja publicystyczna "Kuchnia" - audycja poradnikowa „Na grzyby” - konkurs GLOBTROTER – audycja podróżnicza "Nowości muzyczne" – audycja muzyczna "Koncert życzeń" – audycja muzyczna "Strefa Zrzutu" - audycja muzyczna

NIEDZIELA 10.20 – 10.30 Świat przyrody – audycja przyrodnicza 13.15 - 14.45 "Muzyczne porządki czyli 6 kwadransów z odkurzaczem" – audycja muzyczna 15.00 – 16.00 Ewelina do Karoliny – audycja rozrywkowa 16.00 – 17.00 „Płyta Tygodnia” – audycja muzyczna 19.00 - 21.00 "Hit za hitem" - lista przebojów 21.00 - 22.00 "Podsumowanie wydarzeń sportowych weekendu" – audycja publicystyczna 22.00 – 24.00 INDEX Rapu – audycja muzyczna Ponadto: codziennie od godz.7.00 do 22.00 (co godzinę) - serwisy informacyjne Radia INDEX, 8.30, 14.30, 17.30 – serwis dla kierowców od poniedziałku do piątku o 7.30, a w sobotę o 9.30 – przegląd prasy 13.30 – przegląd informacji kulturalnych


15

S P O R T

Wtorek prawdy pod siatką

JakUZA JakUZA

PÓŁFINAŁY Power Sulechów vs. Power Sulechów vs.

JakUZA

vs.

Na rozgrywki przybyły trzy drużyny reprezentujące Campus B (Jasna Pupa mix i Drugoroczniaki) i Campus B (drużyna nie podała nazwy). Do rozgrywek przystąpiono o godzinie 14 czasu warszawskiego. Pierwszy pojedynek stoczyły ze sobą drużyny Jasnej Pupy mix i reprezentacji Campusu A. Pierwszy set skończył się po ekscytującej wymianie piłek 28:26 dla Jasnej Pupy mix. Drugi set to wygrana gości z ul. Podgórnej 25:23. Mecz rozstrzygnął się w trzeciej partii przy stanie 9:7 dla Jasnej Pupy gdy świetna gra całej drużyny z Campusu B w kluczowym momencie gry spowodowała, że była WSP triumfowała nad Politechniką. Drugi mecz to konfrontacja Drugoroczniaków i przebudowanej reprezentacji Campusu A. Odpoczynek pozwolił na metamorfozę drużyny z Podgórnej i mimo przegranej w pierwszym secie, drugiego i trzeciego, a w efekcie cały mecz wygrała reprezentacja Campusu A. Należy pochwalić drużynę z Campusu A dlatego, że pomimo wysiłku, jakim było rozgrywanie meczów po sobie wykazali silne zaangażowanie i opłaciło się to w drugim meczu. Kolejność ostateczna wygląda następująco: 1. 2. 3.

Campus B I (Jasna Pupa mix) Campus A Campus B II (Drugoroczniaki)

Po raz kolejny okazało się, że w meczach takich jak te rozgrywane w hali w Campusie B wyzwalają dodatkowe emocje wszak śmiało możemy powiedzieć w języku sportowców, że były to derby lub wręcz pojedynki o dominację na całym Uniwersytecie. Należy podkreślić, że takie spotkania są potrzebne studentom dla zachowania ich kultury fizycznej, a trenerom dla lepszego poznania być może przyszłego reprezentanta naszej uczelni. Szkoda tylko, że Campus A przybył na Wojska Polskiego jedynie z jedną drużyną mixu, ale nic straconego – może za rok?

Wyniki 7:1

Power Sulechów

PÓŁFINAŁY Kłymby Dymy vs. Kłymby Dymy vs. Kłymby Dymy vs. Kłymby Dymy vs.

Bachanaliowa środa sprowadziła do hali w Campusie B kilkadziesiąt osób, którzy nie zawiedli się chcąc oglądać prawdziwe zmagania siatkarek i siatkarzy obu części uczelni.

Mefistofeles, Lucyfer i spółka…

ROZGRYWKI UNIHOKEJA – FAZA PLAY-OFF

Samoobrona Samoobrona

Samoobrona

Power Sulechów Power Sulechów

Samoobrona Samoobrona

JakUZa JakUZa

vs. vs. vs.

1:0

03.04.2003 09.04.2003

2:0 3:0

10.04.2003

Stan

Data

1:0

3:4 4:1 6:0

1:1 2:1 3:1

02.04.2003 03.04.2003

FINAŁY ! ! ! JakUZa

Data

Wyniki 4:1

Samoobrona Samoobrona

MECZE O 3. MIEJSCE Power Sulechów vs. vs. vs.

5:1 5:0 v

Stan

09.04.2003 10.04.2003

Wyniki

Stan

Data

2:1 2:6 5:6

1:0 1:1 1:2

16.04.2003

Wyniki

Stan

Data

2:5 2:3 2:3

0:1 0:2 0:3

23.04.2003

Kłymby Dymy Kłymby Dymy Kłymby Dymy

16.04.2003 15.05.2003

23.04.2003 24.04.2003

KŁYMBY DYMU zostały Mistrzem Uniwersytetu Zielonogórskiego.

NAJLEPSZE SĄ WINIAKI!!! Składy zwycięskich drużyn: „Winiaki Z.G.” – Marek Mazur, Karol Samborski, Rafał Michałowicz, Krzysztof Plaszczyk, Maciej Kaczerewski, Łukasz Mietlicki, Marcin Chodkiewicz, Łukasz Olejnik. „Res” – Maciej Wyder, Igor Nowacki, Marcin Iszczek, Kamil Tomiak, Zbygniew Lutowski, Maciek Zawieja, Paweł Salak. „Aliens” – Tomasz „ Doktor” Rawicki, Przemysław Bartkowiak, Damian „Fido” Figlarek, Maciek „Steve” Leśnik, Andrzej Skafiriak, Jakub Kaczor, Tomasz Borowiak, Daniel Sobiesiak, Marcin Cyl, Tomasz Mendelewski. „Drugoroczniaki” – Wojciech Falbagowski, Maciej Celoch, Jakub Kowalski, Marcin Czajka, Michał Kasperowicz, Aleksander Szymanski, Marcin Skowyra, Maciek Marciniak, Marek Djokić. (tr) W poniedziałek 19 maja odbyły się mecze finałowe w koszykówce o mistrzostwo Campusu B. W meczu o III miejsce zespół „Aliens” pokonał „Drugoroczniaki” 51:46. W finale „Winiaki Z.G.” wygrały z „Resem” 44:38. Oba mecze były bardzo zacięte i walka trwała w nich do ostatniego

gwizdka. W przerwie między meczami odbył się turniej w rzutach za trzy punkty. Wzięło w nim udział sześciu zawodników: Tomasz Borowiak, Marek Mazur, Łukasz Olejnik, Andrzej Skafiriak, Piotrek Siepsiak, Sobiesiak Daniel. W eliminacjach świetnie spisał się Skafiriak, który trafił 12 z 15 rzutów. Poza

nim do finału awansowali Olejnik i Borowiak. W finale oddawano po dwadzieścia pięć rzutów. Wygrał Tomasz Borowiak trafiając 15 razy i wyprzedzając o jedno trafienie Łukasza Olejnika. Na trzecim miejscu uplasował się Andrzej Skafiriak, który trafił 10 razy. (tr)

Zakończył się turniej piłkarski o mistrzostwo Campusu B. Finał odbył się 22 maja. Zmierzyły się w nim zespoły ubiegłorocznego mistrza „Czerwone Diabły” z drużyną „Doktoranci”. Mecz zakończył się wynikiem 7:3 dla „Czerwonych Diabłów”. U zwycięzców łupem bramkowym podzieliło się sześciu zawodników: Jacek Batóg, Maciek Sawicki, Piotr Domagała, Krzysztof Koczoń, Gerard Nogajczyk i Damian Perwiński (2). U przegranych bramki strzelili Marcin Doszczeczko i Rafał Stańczyk (2). Mecz stał na bardzo wysokim poziomie i oglądało go bardzo duża liczba widzów. W poniedziałek 26 maja odbył się mecz o III miejsce pomiędzy drużynami „Gęba” i „ Latające Imadła”. Mecz miał także ciekawy podtekst, ponieważ miał rozwiązać sprawę tytułu króla strzelców. Przed meczem prowadził Mirek Goresz (Latające Imadła), który miał trzy bramki przewagi nad Romanem Przybylskim (Gęba). Pierwszy z nich nie obronił przewagi, ponieważ Roman Przybylski zdobył cztery bramki i zdobył tytuł króla strzelców zdobywając w całym turnieju 16 bramek. Mecz zakończył się wynikiem 9:1 dla „Gęby”. (tr)

Składy czterech pierwszych drużyn: „Czerwone Diabły” – Płóciniczak „Lolo” Karol, Batóg Jacek, Sawicki Maciek, Wielgus Artur, Domagała Piotr, Perwiński Damian, Koczoń Krzysztof, Nogajczyk Gerard, Brela Paweł. „Doktoranci” – Rawicki „Doktor” Tomasz, Bartkowiak Przemysław, Figlarek „Fido” Damian, Węgrzyn Michał, Raunke Patryk, Stańczyk Rafał, Pająk Kuba, Doszczeczko Marcin, Gołąb Maciek, Wojnarowski Sławomir. „Gęba” – Magier Adam, Trzop Andzej, Grygo Tomasz, Pająk Radosław, Lewczuk Bartłomiej, Kamiński Wojciech, Przybylski Roman, Tyszkiewicz Tomasz, Żejmo Przemysław, Rewers Janusz. „Latające Imadła” – Sułkowski Otton, Grzegorzewski Marek, Goresz Mirek, Soboń Daniel, Ladra Artur, Stolarek Tomasz, Janeczek Damian, Szczotko Przemysław, Róg Paweł, Bratkowski Tomasz. (tr)

KONKURS Kto w tym sezonie został Mistrzem Polski w Piłce Nożnej? Do wygrania podwójne zaproszenie do Pizzeri ROMA! Odpowiedzi nadsyłajcie pod adres: uzetka@uz.zgora.pl

Kilka zdjęć z wydarzeń sportowych podczas Bachanaliów.

versus Fot. Michał Charydczak

Fot. Paweł Ławrynowicz

w w w . u z e t k a . u z . z g o r a . pl

Fot. Kazimierz Adamczewski


C M Y K

16

C M

INFORMACJE

Y K

HIP HOP AUDYCJA W RADIU INDEX NA FALI 96 FM!!!

INDEX RAPU ZAWSZE W NIEDZIELÊ PO GODZ. 22.00. TYLKO DLA PRAWILNYCH!!! Ruszy³ program dla wszystkich mi³oœników kultury hip hop. Us³yszycie w nim wywiady z krajow¹ czo³ówk¹, rozmowy z lokalnymi zespo³ami, najœwie¿sze informacje i du¿o dobrej muzyki. Ponadto konkursy z nagrodami (bilety na koncerty, odzie¿ itd.), przegl¹d rapprasy i wiele wiêcej. KONTAKT - indexrapu@wp.pl

REDAKCJA ISSN 1730-0975 al. Wojska Polskiego 67, pok. 15 65– 625 Zielona Góra tel./fax. +48 68 328 32 98 uzetka@uz.zgora.pl www.uzetka.uz.zgora.pl

Kredyt Bank S.A. Oddzia³ Zielona Góra Al.Wojska Polskiego 25 65-950 Zielona Góra tel. (068) 326-59-99, 32-80-205

REDAKTOR NACZELNY:

Filia nr 2 w Zielonej Górze (Uniwersytet Zielonogórski): Ul.Podgórna 50 tel./fax (068) 324-56-06, 328-24-94 Al.Wojska Polskiego 69 tel. (068) 323-85-34, 324-89-97, fax 323-85-36

Pawe³ £awrynowicz

KOREKTA Katarzyna Kañtoch

Filia nr 3 w Sulechowie: Ul.Sikorskiego 3, tel. (068) 385-64-33 tel./fax 385-64-51

SK£AD Ilona Paw³owska Pawe³ £awrynowicz

FELIETONY

Punkt Bankowy nr 1 w Zielonej Górze: Ul.Ko¿uchowska 8, tel./fax (068) 322-25-23

Klaudia Lubieniecka Anna Spanbrucker, Jan Walczak

Kredyt Bank S.A. oferuje:

RECENZJE Ilona Paw³owska Bo¿ena Pyrdo³

PROMOCJA EKSTRABIZNESU - dla ma³ych i œrednich firm Klienci, którzy otworz¹ rachunek w okresie promocji (05.05.03 - 31.07.03) - prowadzenie rachunku do 31.12.03r. bêdzie kosztowa³o tylko 15,-z³ miesiêcznie. Za otwarcie rachunku bie¿¹cego - momencie otwarcia - 0 z³.

SPORT Cyprian Maciejewski

GRAFIKA Marcin Krajewski Marta Jowczyk Marcin Grzegorski

EKSTRAKONTA - dla osób fizycznych - dziêki korzystnemu oprocentowaniu - co kwarta³ powiêkszasz stan œrodków na koncie, wykorzystuj¹c system KB 24 (internet, telefon), zyskujesz ³atwy i bezpieczny dostêp do informacji o koncie oraz œrodkach, które na nim zgromadzi³eœ. Ju¿ w chwili otwarcia KONTA Bank obejmie Ciê bezp³atnym ubezpieczeniem NNW.

U Z e t k a

KREDYTY - na cele mieszkaniowe -udzia³ w³asny tylko 5%

REDAKCJA Marzenna Antoniak, Joanna Cichocka, Ewelina Cicha, Marcin Grzegorski, Ewelina Grzeliñska, Marta Jowczyk, Katarzyna Kañtoch Beata Karpuk, Sylwia Klepacka, Marcin Krajewski, Klaudia Lubieniecka Pawe³ £awrynowicz, Joanna Mai, Grzegorz Majkowski, Cyprian Maciejewski, Ilona Paw³owska, Bo¿ena Pyrdo³, Kaja Rostkowska Anna Spanbrucker, Jan Walczak, Beata Walocha, Karolina Wysocka,

DRUK: Drukarnia „LUBPRESS” sp. Z. o.o. Redakcja zastrzega sobie prawo do nadawania tekstom w³asnych tytu³ów oraz ich skracania. Za zamieszczone informacje odpowiedzialnoœæ ponosz¹ ich autorzy.

C M Y K

w w w . u z e t k a . u z . z g o r a . p l

C M Y K

UZetka nr 7 (czerwiec 2003)  

http://www.gazeta.uzetka.pl/files/euzetka/pdf/20080929105300.pdf

UZetka nr 7 (czerwiec 2003)  

http://www.gazeta.uzetka.pl/files/euzetka/pdf/20080929105300.pdf

Advertisement