Skip to main content

3, 2, 1... zaprojektuj siebie! O relacjach, rozwoju i budowaniu mostów

Page 1


Pod redakcją

dr Magdaleny Christ, prof. UŚ

3-2-1... zaProjeKtuj siebie!

o relacjach, rozwoju i budowaniu mostów

steam – P rze P ływ wartości –

edukacja, człowiek, Przyszłość

3-2-1… Zaprojektuj siebie! O relacjach, rozwoju i budowaniu mostów.

STEAM –przepływ wartości – edukacja, człowiek, przyszłość

Redakcja naukowa: dr Magdalena Christ, prof. UŚ

Redakcja i korekta językowa: Katarzyna Litwinowicz

Projekt okładki, layout i skład: dr Przemysław Jeżmirski

Koordynacja: Daniel Wahl

Druk: Drukarnia Skleniarz, ul. Lea 118, 30-133 Kraków

Wydawca: Uniwersytet Śląski, ul. Bankowa 12, 40-007 Katowice

Katowice 2026

ISBN: 978-83-226-4707-3

Copyright © Uniwersytet Śląski, 2026

Publikacja bezpłatna

Wydanie publikacji STEM – przepływ wartości – edukacja, człowiek, przyszłość dofinansowane w ramach realizacji projektu „Zbudowanie systemu koordynacji i monitorowania regionalnych działań na rzecz kształcenia zawodowego, szkolnictwa wyższego oraz uczenia się przez całe życie, w tym uczenia się dorosłych” w ramach Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności.

dr Magdalena Christ, prof. UŚ –Wstęp 3, 2, 1… zaprojektuj siebie! O relacjach, rozwoju i budowaniu mostów

STEAM – Żywioły

Schemat 3-2-1. Początek mostu

OPOWIEŚCI

Jego Magnificencja Rektor Uniwersytetu Śląskiego prof. dr hab. Ryszard Koziołek –Sprawdź, czy to jest prawda

prof. dr hab. Robert Musioł – Prawie spaliłem piwnicę. Teraz projektuję leki i pomagam budować

Śląskie Interdyscyplinarne Centrum Chemii – taka karma

prof. dr hab. n. med. Armand Cholewka – Czy można bawić się nauką?

O tym, czy zabawa, nauka i dydaktyka mogą mieć wspólną przestrzeń – hobby

dr hab. Małgorzata Przybyła-Kasperek, prof. UŚ – Od wzorów do sztucznej inteligencji.

Historia o tym, jak STEAM otwiera drzwi do świata

dr hab. Michał Kłosiński, prof. UŚ – Wyznanie groznawcy

dr Łukasz Dawidowski, prof. UŚ – Dlaczego matematyka jest taka trudna?

dr Agnieszka Skorupa, prof. UŚ – Co psycholożka robi w kosmosie

dr Marcin Lipowczan, prof. UŚ – Eksperymentuj! Historia naukowca, który nie przestał zadawać pytań

dr Magdalena Christ, prof. UŚ – Architektka mostów

dr Jacek Francikowski – Od świerszczy do mikrokontrolerów

dr Sara Knapik-Szweda – Między inkubatorem a dźwiękiem – historia, której nie planowałam

dr Jakub Bryła, dr Roman Marchaj – Administracja bez nudy. Jak pokazaliśmy, że prawo może inspirować

dr Anna Piekarska-Stachowiak – Między porządkiem a chaosem: matematyka, która nauczyła się biologii

dr Anna Wojtas-Rduch – Czy góralka może śpiewać w języku migowym?

W stronę drugiego Człowieka. Góralskie drogowskazy przyszłości

dr Magdalena Marekwia– Eksperyment: matematyka. Zaliczyłam „porażkę”, żebyście Wy nie musieli (i co ma do tego metkownica)

mgr Daniel Wahl – Anatomia ciekawości. O tym, jak nie poszedłem na medycynę, by zostać podróżnikiem w świecie STEAM

mgr Klaudia Nowak – Między linijką a partyturą – opowieść dla tych, którzy nie potrafią wybrać

mgr Krzysztof Holvik – Psychofizjologia, humanistyka i podejrzliwość

mgr Katarzyna Jurasz – Czy można wyśpiewać sobie karierę naukową?

mgr inż. Filip Smyczek – Algorytm na przyszłość. Od szkolnych dylematów do sztucznej inteligencji

i... astronomii

mgr Sylwia Korzon – Czy przedszkolanka może zostać inżynierem?

inż. Kacper Książek – Po co dalej żyć (skoro mamy AI)?

Sara Piątek – „To było straszne” – powiedziała, zachwycając się wspomnieniami i planując powtórkę

Szymon Sojka – Rzuć kością na Wiedzę, czyli gry w służbie rozwoju człowieka

Lena Jędrasik – Co mikrofon robi obok pipety?

Kinga Badeja – Kierunek, który zostawia Ci wybór

Julia Kubok – Ścieżkami pasji

Schemat 3-2-1. Po drugiej stronie mostu

3-2-1...

zaProjeKtuj siebie!

O relacjach, rOzwOju i budOwaniu mOstów
Pomyśl siebie s tań się na nowo

Badania prof. Carol Dweck pokazują, że nasze własne wyobrażenia o sobie wywierają ogromny wpływ na to, jak będzie wyglądać nasze życie. Według badaczki mogą one zdecydować, czy staniesz się tym, kim chcesz być, i czy zdobędziesz to, co ma dla Ciebie prawdziwą wartość.

Jej koncepcja dotyczy nastawienia na trwałość, które konkuruje z nastawieniem na rozwój. Pierwszemu towarzyszy przekonanie, że cechy człowieka są ustalone raz na zawsze, co zmusza go do ciągłego udowadniania swojej wartości. Drugie jest nośnikiem przekonania, że te cechy nie są kartami otrzymanymi od losu, lecz stanowią punkt wyjścia do dalszego rozwoju.

Każdy człowiek może się zmieniać i doskonalić2 .

Uczymy się przez całe życie (lifelong learning). Jeśli towarzyszy nam nastawienie na rozwój – zdobywamy wiedzę i umiejętności bardziej świadomie i celowo. Wartościowym uzupełnieniem pytań z serii „Kim jestem?

Kim będę?” stają się pytania z grupy: „Co już potrafię?

Czego jeszcze nie potrafię? Czego chciałabym/chciałbym się nauczyć? Jak mogę to osiągnąć? Kto i w jaki sposób może mi w tym pomóc?”

2 C. Dweck, Nowa psychologia sukcesu. Nastawienie na rozwój to gwarancja sukcesu, MUZA SA, Warszawa 2024, s. 12.

Rita Pierson w swoim wystąpieniu TED Talk pt. „Every kid needs a champion” powiedziała, że dzieci nie uczą się od osób, których nie lubią. Ludzie efektywniej zdobywają wiedzę i umiejętności poprzez obserwację, naśladowanie i własne działanie przy wsparciu mistrzów-mentorów, którzy wzbudzają sympatię. Czy można być autorytetem, inspirować innych, mieć w sobie gotowość do nieustającego rozwoju, promieniować twórczą ciekawością, a jednocześnie dać się lubić? Odpowiedzi na to pytanie warto poszukać w niniejszej publikacji, pełnej nieoczywistych życiowych zwrotów akcji.

Potrzebujemy relacji – z przyrodą, drugim człowiekiem, samym sobą. Główny wniosek płynący z harwardzkiego badania rozwoju osób dorosłych (The Harvard Study of Adult Development) jest zaskakująco prosty: dobre relacje czynią nas zdrowszymi i szczęśliwszymi3 . W czasach nieco sztucznych (sztuczna inteligencja, tworzywa sztuczne, sztuczne uśmiechy…) szukamy prawdziwych ludzi oraz ich historii. W publikacji zawarto dwadzieścia siedem esejów autorstwa mentorek oraz mentorów z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, na czele z Jego Magnificencją Rektorem, doktorantek, studentek i studentów, a także uczennicy liceum, która uczestniczyła w programie Uniwersytet Najlepszych UŚ.

3 R. Waldinger, M. Schulz, Dobre życie. Lekcje z najdłuższego na świecie badania nad szczęściem, Znak, Kraków 2025, s. 27.

w szelkie o P owieści są nośnikami emocji i budują mosty między „nimi” a „nami”. w szechobecne, wielowymiarowe mosty łączą zamieszczone tu historie.

Inspiracją do uczynienia mostów spoiwem dla tej publikacji były:

• STEM/STEAM jako most między naukami ścisłymi, technologią, inżynierią, sztuką i matematyką;

• eksperymentowanie jako most pomiędzy tym, co wiadome, a tym co ciekawe i nieodkryte;

• mosty między etapami naszego życia (szkoła podstawowa – szkoła średnia – studia –dalsze wybory życiowe);

• Uniwersytet Najlepszych UŚ – program tutoringowy dla uczniów klas 7–8 szkoły podstawowej oraz szkół

średnich, stanowiący most pomiędzy uczniami a pracownikami Uniwersytetu Śląskiego;

• Kolegium Indywidualnych Studiów Międzyobszarowych Uniwersytetu Śląskiego

w Katowicach (ISM) –powstało z połączenia i rozwinięcia istniejących wcześniej na Uniwersytecie Śląskim jednostek prowadzących kształcenie interdyscyplinarne: Międzywydziałowych

Indywidualnych Studiów Humanistycznych (MISH) i Międzywydziałowych Indywidualnych

Studiów Matematyczno-Przyrodniczych;

• MOST – program mobilności studentów i doktorantów, umożliwiający studiowanie przez semestr lub cały rok akademicki na jednym z dwudziestu polskich uniwersytetów, oraz „Śląski Most” – regionalny program mobilności, pozwalający studentom siedmiu śląskich uczelni (w tym Uniwersytetu Śląskiego) na realizację zajęć na partnerskich uczelniach w regionie;

• Śląskie Interdyscyplinarne Centrum Chemii

jako nowoczesne przestrzeń prowadzenia dydaktyki, nauki i realizacji badań, która połączy studentów, naukowców oraz lokalną społeczność;

• Konsorcjum Śląskich Uczelni Publicznych –połączenie dziewięciu uczelni publicznych z regionu, mających różnoraki charakter: artystyczny, humanistyczny, ekonomiczny, techniczny, medyczny i sportowy, które razem prezentują szeroką ofertę kształcenia na kilkuset kierunkach studiów licencjackich, magisterskich, inżynierskich, podyplomowych i doktoranckich;

• sojusz Transform4Europe łączący dziesięć europejskich uczelni (w tym Uniwersytet Śląski), aby razem prowadzić badania naukowe na najwyższym poziomie oraz kształcić młodych ludzi na międzynarodowych kierunkach studiów.

Klamrą spajającą publikację oraz przedstawione w niej opowieści jest jedna z rutyn widocznego myślenia, opracowanych przez zespół badaczy z Uniwersytetu Harvarda w ramach projektu „Visible Thinking” (Project Zero).

Schemat „3-2-1 Most” odniesiono do obszaru STEM/STEAM:

• 3 skojarzenia: stem/steam –o co chodzi? doPisz trzy Pierwsze skojarzenia. nie zastanawiaj się zbyt długo.

Pomyśl, naPisz, Przejdź dalej.

• 2 Pytania: co cię w związku z tym ciekawi? czego chcesz się dowiedzieć?

• 1 metafora: stem/steam jest jak… (dokończ zdanie).

Czytelniczko/Czytelniku, zapraszam Cię do świata nieoczywistych połączeń, metamorfoz, eksperymentów, zwrotów akcji i autentyczności. Zabierz ze sobą to, czego teraz najbardziej potrzebujesz. Wróć, kiedy będziesz eksperymentować z czymś nowym. Buduj mosty (nie mury!).

dr Magdalena Christ, prof. UŚ

architektka mostów

schemat 3-2-1

POczątek mOstu – sPrawdź PO drugiej strOnie mOstu –sPrawdź, jak jest teraz

3 skojarzenia:

STEM/STEAM – o co chodzi?

Dopisz trzy pierwsze skojarzenia.

Nie zastanawiaj się zbyt długo.

Pomyśl, napisz, przejdź dalej.

2 pytania:

Co Cię w związku z tym ciekawi?

Czego chcesz się dowiedzieć?

1 metafora:

STEM/STEAM jest jak… (dokończ zdanie).

3 skojarzenia:

STEM/STEAM

Dopisz trzy pierwsze skojarzenia.

Nie zastanawiaj się zbyt długo.

Pomyśl, napisz, przejdź dalej.

2 pytania:

Co Cię w związku z tym ciekawi?

Czego chcesz się dowiedzieć?

1 metafora:

STEM/STEAM jest jak… (dokończ zdanie).

steam żywioły steam

science nauka

Świat nie potrzebuje magii, by być fascynujący.

Wystarczy, że patrzymy na niego z uwagą.

Ziemia – zbiór minerałów tworzących powłokę życia.

Woda – uniwersalny rozpuszczalnik, bez którego reakcje biochemiczne nie mogłyby zachodzić.

Powietrze – mieszanina gazów, w której tlen i azot odgrywają kluczową rolę.

Ogień – egzotermiczna reakcja utleniania.

Nauka nie wierzy w cuda, ona mierzy, analizuje i porównuje.

Dzięki temu w każdym mikroskopie odbija się ten sam błysk zdziwienia, który towarzyszy zaciekawionemu człowiekowi, gdy podnosi kamień i widzi pod nim życie.

Technologia to ciekawość, która dojrzała i zaczęła działać.

Ziemia dostarcza surowców, woda – energii, powietrze – środowiska, ogień to impuls przemiany. Technologia to przetwarzanie tych potencjałów w funkcje i działania, które służą człowiekowi. Każde urządzenie jest zmaterializowanym pytaniem o to, co jeszcze da się ulepszyć. Inżynier projektuje, technik wdraża, użytkownik korzysta – ale u źródła każdego wynalazku leży to samo: ciekawość, jak coś działa. W tym sensie technologia rozwiązuje problemy, które tkwią w ludzkiej potrzebie dotknięcia świata.

Inżynieria to umiejętność przekładania wyobraźni na rzeczywistość.

Ziemia stanowi fundament konstrukcji, woda – nośnik energii, powietrze – medium przenoszenia sił, ogień – źródło napędu.

Inżynieria porządkuje chaos natury, zamieniając go w system.

W teorii – to równania i modele. W praktyce – mosty, silniki, miasta. W tym wszystkim kryje się jednak pewien paradoks: każda konstrukcja jest kompromisem między tym, co przewidywalne, a tym, co jest wynikiem ograniczeń materiałowych i środowiskowych. Właśnie w tym napięciu powstaje piękno inżynierii – sztuka nadawania światu struktury.

s ztuka

Sztuka nie służy do wyjaśniania świata.

Służy do tego, żebyśmy chcieli patrzeć na niego dłużej.

Ziemia daje materiał – glinę, pigment, kamień, drewno.

Woda nadaje płynność obrazom, dźwiękom i emocjom.

Powietrze przenosi głos, rytm i znaczenie.

Ogień zmienia materię: wypala ceramikę, hartuje metal, tworzy

światło. Sztuka korzysta z tych samych żywiołów co nauka i technologia, ale zadaje inne pytanie. Nie „jak to działa?”, lecz „co to w nas porusza?”. Artysta nie odtwarza rzeczywistości –wybiera z niej fragmenty i nadaje im sens. Dzięki temu człowiek

od tysięcy lat maluje ściany jaskiń, buduje instrumenty, śpiewa, tańczy i opowiada historie. Zanim nauczyliśmy się rozumieć świat, najpierw próbowaliśmy go poczuć.

arts

athematics matematyka

Modele matematyczne lubią żywioły, dzięki nim znika chaos.

Modele matematyczne lubią żywioły, dzięki nim znika chaos.

Matematyka nie opisuje świata – ona go porządkuje, nadając mu rytm i sens. Ziemia, woda, powietrze i ogień to cztery zmienne w modelu złożonego układu dynamicznego. Każdy żywioł możemy opisać za pomocą pojęć, takich jak: masa, energia, siła. Dla uczonego liczby są formą poznania, a symetria – dowodem istnienia zasad.

Matematyka nie opisuje świata – ona go porządkuje, nadając mu rytm i sens. Ziemia, woda, powietrze i ogień to cztery zmienne w modelu złożonego układu dynamicznego. Każdy żywioł możemy opisać za pomocą pojęć, takich jak: masa, energia, siła. Dla uczonego liczby są formą poznania, a symetria – dowodem istnienia zasad. m athematics

steam żywioły steam

oP owieści OPOWIEŚCI OPOWIEŚCI OPOWIEŚCI OPOWIEŚCI

Jego Magnificencja Rektor Uniwersytetu Śląskiego

prof. dr hab. Ryszard Koziołek

Wydział Humanistyczny

sPrawdź, czy tO jest Prawda

3 skojarzenia: Straszliwie ekscytujące myśli.

2 pytania:

Jak to rozebrać na części, żeby zrozumieć działanie?

Jaka jest materialna struktura moich idei jako humanisty?

1 metafora:

STE(A)M jest jak ciekawskie dziecko.

Mój dziadek był stolarzem. Wiele godzin dzieciństwa spędziłem w jego warsztacie. Zrobił dla mnie narty, łuki, strzały, karmniki, miecze, tarcze. Z dzisiejszej perspektywy ważniejsze było jednak to, że uczył mnie wielu rzeczy w taki sposób, że nie zdawałem sobie sprawy, że odbywają

się jakieś lekcje. Po prostu pracował, a ja próbowałem go naśladować, zadając niekończące się pytanie: dlaczego?

Dziadek niestrudzenie i bez zniecierpliwienia odpowiadał na owo protonaukowe pytanie, w którym wyraża się cud dziecięcej ciekawości. Przykładowo zachęcał mnie do wbijania gwoździ w różne kawałki drewna, które mi podsuwał.

W jedne wchodziły gładko, a w innych się gięły.

– Dlaczego? – pytałem.

– Bo to jest świerk, a to buk – odpowiadał, nie przerywając swojej roboty.

– A dlaczego w świerk łatwo, a w buk trudno? – drążyłem.

– Bo świerk jest miękki, a buk twardy.

– Chciałbym być jak buk, buk jest najlepszy – wnioskowałem pochopnie.

– To zależy do czego – relatywizował dziadek. – Jest dobry na meble i podłogi, ale nie nadaje się na domy.

– Dlaczego?

– Bo jak zmoczy go deszcz, a potem przyjdzie mróz, to popęka i się pokrzywi, i w ścianach powstaną szpary.

– A świerk nie pęka?

– Pęka, ale tylko trochę i dalej jest prosty.

– A dlaczego?

– Bo drewno nie jest w nim tak ciasno sprasowane i jest dość miejsca, żeby powietrze i woda mogły się skurczyć i rozprężyć.

– To już nie wiem, czy chciałbym być jak buk, czy jak świerk. – Ja bym wybrał świerk – doradził dziadek. – Świerkowy dom przetrwa i dwieście lat.

I tak to trwało, aż poszedłem do szkoły, gdzie zacząłem się uczyć z książek; ciekawość zastępowała coraz częściej nuda, a wiedza stała się zestawem informacji, które trzeba było zapamiętać, aby odtworzyć je na polecenie nauczyciela. Nauczyłem się wielu ciekawych rzeczy, ale straciłem poczucie związku między wiedzą a rozumieniem rzeczywistości.

A nawet dużo więcej: radość płynącą z używania wiedzy do celowego przekształcania rzeczywistości.

Po latach zrozumiałem, że dziadek zagospodarowywał moją ciekawość niczym najbardziej wytrawny pedagog. Instynktownie wyczuwał, że będę chciał wiedzieć więcej, jeśli poczuję i sprawdzę moc nabytej wiedzy. Uczył mnie eksperymentowania, gdyż eksperyment to wdrożenie ciekawości w sposób kontrolowany – w warunkach, które pozwalają go powtórzyć, udoskonalić, a przede wszystkim zachować bezpieczeństwo.

Choć wszystkie nauki korzystają dziś z eksperymentalnych metod sprawdzania teorii, to eksperymentuje każdy z nas. Od dzieciństwa sprawdzamy, testujemy, modelujemy,

prognozujemy: Czy to gorące? Czy wytrzyma mój ciężar? Co zrobi, jeśli to powiem? A może to ich zachęci do przeczytania? Spróbujmy może tego…

Odkąd pojawiły się wśród nas maszyny uczące się, zwane sztuczną inteligencją, musimy przemyśleć na nowo przebieg systemowej edukacji dzieci i młodzieży.

Łatwo już pomyśleć o SI jako o bioprotezie ludzkiego umysłu, która spotęguje nasze moce poznawcze i generatywne w niemożliwy do przewidzenia sposób.

Trenowana w predykcji sztuczna inteligencja dostarcza nam na zawołanie scenariuszy możliwych zdarzeń.

Nikt jednak nie zdecyduje się na zastosowanie wielu z nich bez przeprowadzenia eksperymentu. Oto przestrzeń

edukacji przyszłości, która winna być wypełniana i rozszerzana jak najszybciej. Nauki eksperymentalne, na czele ze ścisłymi, technicznymi i przyrodniczymi, wymagają nowego przemyślenia ich obecności w programach szkolnych. Nauka jest bowiem szansą utrzymania i stymulacji ciekawości ucznia, który – jak my wszyscy – będzie starał się ją zaspokoić, pytając AI. Eksperyment rzuca wyzwanie zarówno ignorancji, jak i najlepszej teorii naukowej. Jest rozstrzygającym zastosowaniem wiedzy, wyobraźni i pomysłowości w celu ustalenia prawdy. I – co być może w edukacji najważniejsze – eksperyment przywraca złożoną i trudną wiedzę ludzkiemu doświadczeniu zmysłów. Nauka okazuje się być na miarę zwykłego ludzkiego rozumu.

e ks P erymentujemy

nie tylko z ciekawości, ale i z Przezorności.

Eksperyment przygotowuje nas na nieznane, zwłaszcza na to, co może być groźne i niebezpieczne. Na choroby, na susze, na powodzie, na głód, na zanieczyszczenia, na wyczerpanie źródeł energii. A także na to, jaki zawód chcę wykonywać; co lubię, co mogę, co potrafię.

Eksperymentujemy, żeby wiedzieć, jaka będzie przyszłość, kiedy już się w niej znajdziemy. Żeby móc to robić, musimy mieć nowoczesne laboratoria. To w nich powstaje dziś większość nowej wiedzy. Siłą i atrakcją kształcenia

w obszarze STEM są dziś laboratoria i pracownie, których nie mamy w domach. Potrzebujemy warsztatu stolarskiego dziadka, który dla nauki jest tym samym co Wielki Zderzacz Hadronów – pozwala sprawdzić, czy to, co wiem, jest prawdziwe w działaniu.

prof. dr hab. Robert Musioł

prof. dr hab. n. med. Armand Cholewka

Wydział Nauk Ścisłych i Technicznych

Wydział Humanistyczny

Prawie sPaliŁem PiwnicĘ. teraz PrOjeKtujĘ leki

czy mOŻna bawiĆ siĘ nauką?

i POmagam budOwaĆ

O tym, czy zabawa, nauka i dydaKtyka mOgą mieĆ wsPólną PrzestrzeŃ – hObby

Śląskie interdyscyPlinarne centrum chemii – taka karma

3 skojarzenia: Pozytywna energia.

3 skojarzenia: Wiedza. Świat.

Nauka dla młodzieży. Profilaktyka zdrowotna.

Zrozumienie.

2 pytania:

2 pytania:

Chciałbym wiedzieć: co niedługo będziemy wiedzieć?

Jak przekazać trudne sprawy w przystępny sposób?

(Uwielbiam czytać o odkryciach naukowych).

Gdzie mają swoje zastosowanie przedmioty ścisłe w naszym organizmie?

Jak można żyć w XXI wieku i bać się nauk ścisłych?

1 metafora:

1 metafora:

STEM/STEAM to nie mem – to nasze zdrowie i codzienne życie, ja to wiem.

STE(A)M jest czymś, co nas kotwiczy jednocześnie w naszej historii i w przyszłości –jest więc jak most.

Gdyby ktoś miał wskazać ucznia, który w przyszłości zostanie naukowcem, raczej nie padłoby na mnie.

W szkole byłem „tym problematycznym”.

Uczyłem się rzadko i niechętnie, a do większości nauczycieli pałałem szczerą niechęcią. Z wyraźną

wzajemnością zresztą. Patrzyli chyba na mnie przez pryzmat uproszczeń i uprzedzeń. Dla świętego spokoju przyjąłem tę szufladkę i zacząłem zachowywać się dokładnie tak, jak oczekiwano.

A nawet gorzej. Efekty były łatwe do przewidzenia: szóstą i siódmą klasę ledwo skończyłem, z zagrożeniami z matematyki i chemii.

Do dziś nie opanowałem w pełni tabliczki mnożenia. A zasady ortografii są dla mnie teorią spiskową, którą najchętniej poddałbym działaniu termitu. Wiem, co mówię bo parę razy robiłem go samodzielnie. W celach czysto naukowych, oczywiście ;-).

Było jednak coś, co mnie ratowało — książki. Czytałem wszystko, co wpadło mi w ręce, głównie przygodówki. Często ukradkiem, przykrywając książkę zeszytem, gdy rodzice zaglądali do pokoju. Miałem swój świat — znacznie ciekawszy niż szkoła. I wtedy wydarzył się moment, który teraz, patrząc z perspektywy czasu, był początkiem całej historii.

W wakacje, po siódmej klasie, z nudy, wyłącznie z czystej nudy znalazłem coś znacznie bardziej

niebezpiecznego: Drugi bazar chemiczny Stefana Sękowskiego . Przeczytałem… i przepadłem. To było lepsze niż jakakolwiek przygodówka.

Biblioteka została szybko wyczyszczona z książek o chemii. Gdy zabrakło popularnonaukowych, sięgnąłem po podręcznik akademicki Bielańskiego. Rozumiałem niewiele. Ale to nie przeszkadzało.

Ważne było, że coś się działo. Bo tutaj przygody nie kończyły się na czytaniu — można je było odtworzyć. A skoro tak, musiałem spróbować.

Próbowałem odtworzyć większość eksperymentów i zjawisk, o których czytałem. Z różnym skutkiem. Czasem bardzo różnym.

Rodzice nie byli zachwyceni — szczególnie gdy eksperymenty zaczynały wymykać się spod kontroli. Do dziś jednak podtrzymuję, że ten mały pożar w piwnicy nie był groźny. Sytuację szybko opanowałem. Ogień był niewielki, a straty ograniczone do minimum. To właściwie też jakiś sukces. To był moment, w którym większość ludzi by przestała.

Ja uznałem, że trzeba tylko lepiej się przygotować. Podszedłem do sprawy strategicznie i skonstruowałem sobie gaśnicę samoróbkę.

We wrześniu wróciłem do szkoły jako zupełnie inny uczeń.

No, przynajmniej na lekcje chemii. Przychodziłem tam nie dlatego, że musiałem, ale żeby zrozumieć to, co czytałem w domu. Zapisałem się nawet na kółko chemiczne.

Jestem pewien, że nauczycielka podejrzewała mnie o jakąś wybuchową zemstę. Szybko jednak postanowiła zmienić

pryzmat, przez który na mnie patrzyła. Matematyka też zaczęła mieć sens — udało mi się ją poprawić powyżej trójki, co samo w sobie było wydarzeniem. Kiedy powiedziałem nauczycielce, że mi zależy, bo chcę iść do technikum, spojrzała na mnie, jakbym jej proponował lot na księżyc.

Zawołała: „Do technikum? Ty?! A po co?”.

Dobre pytanie. Do dziś się dziwię, jak to wszystko wyszło.

Szybko jednak okazało się, że właśnie tam trafiłem na swoje miejsce.

W technikum chemicznym nauka wreszcie miała sens.

Dużo chemii, dużo laboratoriów — kilka razy w tygodniu.

Rodzice odetchnęli, przestałem eksperymentować w piwnicy. Oczywiście nie wszystko było idealne.

Historia nadal była męczarnią, a relacje z polonistką szybko się pogorszyły. Ale to nie miało już takiego znaczenia.

Po raz pierwszy uczyłem się po coś, a nie za karę. Właściwie to „uczyłem się” jest złym słowem. Chodziłem na lekcje i czasem dowiedziałem się czegoś, co wydawało mi się ciekawe. Chciałem robić to dalej.

Na studiach przyszło kolejne odkrycie — chemia jest fascynująca, ale jeszcze ciekawsza staje się wtedy, gdy przestaje być „czysta”. Gdy zaczyna

łączyć się z innymi dziedzinami. Wtedy też

uświadomiłem sobie, jak bardzo brakuje mi biologii, której wcześniej praktycznie nie było.

Ktoś, układając plan, wpadł na pomysł, że w technikum chemicznym biologia w ogóle nie jest potrzebna. Dziś już wiem, że osoby odpowiadające za minima i treści to wielcy żartownisie.

Zrobiłem więc to, co zawsze: zacząłem czytać.

Po studiach wyjechałem do Katowic robić

na Uniwersytecie Śląskim doktorat z chemii, ale już związany z projektowaniem leków przeciwwirusowych.

I tam okazało się, że brak biologii to nie jest drobna luka — to całkiem solidna wyrwa. Prawdziwy wilczy dół ignorancji, w którym można się nieźle połamać. Zacząłem ją zasypywać. Książka po książce. Podobnie język angielski, który jest dziś podstawą do zrozumienia świata, ale dla osób urodzonych przed rokiem 1980 może być barierą. Z właściwym sobie zapałem zacząłem uczyć się go sam. Z książek, naturalnie. Więc moja wymowa jest książkowa — sucha, szeleszcząca

i momentami trudna w odbiorze. Ale przy odrobinie dobrych chęci można się dogadać. Te decyzje szybko się opłaciły. Po doktoracie mogłem wykorzystać nową wiedzę, pomagając rozwijać badania in vitro na komórkach nowotworowych. Koleżanka, która oficjalnie robiła pracę z fizyki, dostała laboratorium… w piwnicy. W kurzu trudno jest zachować sterylność, a historia lubi się powtarzać. Poważnie! Nawet przy biologii coś może stanąć w płomieniach.

Na szczęście i tym razem obyło się bez dramatów.

Z czasem takie łączenie dziedzin stało się dla mnie czymś naturalnym. Pracowałem w różnych miejscach, między innymi w Paryżu i Hradcu Králové. Spotykałem ludzi, którzy mówili różnymi językami naukowymi. I szybko zrozumiałem, że język angielski jest najmniejszym problemem. Bo chemik nie zawsze rozumie biologa, a biolog fizyka. Chemik, biolog, fizyk — każdy widzi świat trochę inaczej. Niestety poprzez własne ograniczenia.

A jeśli się nie rozumieją, to trudno zrobić razem coś naprawdę ciekawego. Bo świat jest całością i wszystkie nauki STEM są potrzebne, by zrozumieć, jak działa. Dlatego trzeba wychodzić poza własne podwórko. Uczyć się nowych rzeczy. Zadawać pytania, które nie należą do „naszej” dziedziny.

Dziś uczę się rzeczy, o których kiedyś nie pomyślałbym wcale, na przykład budownictwa i projektowania. Jestem koordynatorem projektu Śląskiego

Interdyscyplinarnego Centrum Chemii.

Współpracując z fascynującymi ludźmi z zupełnie innej dziedziny, mam okazję stworzyć miejsce w sam raz dla siebie. Miejsce, w którym różne dyscypliny będą się spotykać. W pewnym sensie… pomagam budować most. Jedno jest pewne — w nowym budynku nie będę miał laboratoriów w piwnicy. Na wszelki wypadek.

m oje badania zaczęły bardziej P rzy P ominać nauki farmaceutyczne niż klasyczną chemię.

b o najciekawsze rzeczy dzieją się za P łotem.

Z perspektywy czasu widzę jedno: to nie była zaplanowana kariera. Raczej ciąg prób, błędów, pomyłek i kilku małych katastrof. Ale każda z nich coś przyniosła i trochę mnie zmieniła. Więc jeśli coś z tej historii ma sens, to chyba tylko to: Nie musisz być idealny i wiedzieć wszystkiego. Wystarczy, że jesteś wystarczająco ciekawy, żeby sprawdzić, co się stanie dalej. I zależy Ci, żeby zrobić to dobrze. Nie bój się próbować nowych rzeczy tylko dlatego, że ktoś nie widzi Cię w jakimś miejscu. Nawet jeśli tym kimś jesteś Ty sam.. t o był

prof. dr hab. n. med. Armand Cholewka

Wydział Nauk Ścisłych i Technicznych

czy mOŻna bawiĆ siĘ nauką?

O tym, czy zabawa, nauka i dydaKtyka mOgą mieĆ wsPólną PrzestrzeŃ

3 skojarzenia: Pozytywna energia.

Nauka dla młodzieży. Profilaktyka zdrowotna.

2 pytania:

Jak przekazać trudne sprawy w przystępny sposób?

Gdzie mają swoje zastosowanie przedmioty ścisłe w naszym organizmie?

1 metafora:

STEM/STEAM to nie mem – to nasze zdrowie i codzienne życie, ja to wiem.

Nigdy nie przepadałem za fizyką, a przy wszelkich działaniach związanych z informatyką do dzisiaj mam migrenę. Już w szkole podstawowej polubiłem sport, dlatego zacząłem trenować sporty techniczne, takie jak pchnięcie kulą, rzut oszczepem czy dyskiem, i to wtedy właśnie przekonałem się, że to zespół, grupa fajnych osób, z którymi trenowałem niemal codziennie, a kilka razy w roku wyjeżdżałem na obozy, jest czymś wyjątkowym – stanowi o wiele więcej niż każdy z osobna. Wydaje mi się, że właśnie wtedy zacząłem rozumieć, jak wiele znaczy grupa prawdziwych przyjaciół o podobnych zainteresowaniach, wspierających się w trudnych sytuacjach i spotykających się nie tylko na zaplanowanych treningach, ale również w wolnym czasie.

Pomimo niechęci do fizyki i jeszcze większej niechęci do informatyki skończyłem w Bielsku-Białej liceum matematyczno-fizyczno-informatyczne.

I to był strzał w dziesiątkę! Tam poznałem ludzi, z którymi po dziś dzień utrzymuję bliskie relacje, i to tam właśnie postanowiłem, że zostanę lekarzem…, którym nie zostałem. Ale dostałem się na nowy wówczas kierunek, a właściwie specjalność na kierunku fizyka na Uniwersytecie Śląskim – fizyka medyczna. I to znowu była świetna decyzja, gdyż po pięciu latach studiów zostałem fizykiem

medycznym, który przez kolejne dwadzieścia kilka lat (do dzisiaj) prowadzi badania naukowe, wykorzystując najnowsze technologie stosowane w diagnostyce medycznej oraz poznaje najnowocześniejsze techniki terapeutyczne. Niektóre z nich mam okazję poznać, zanim wejdą na rynek medyczny.

Moje główne zainteresowania badawcze to oczywiście szeroko rozumiana fizyka medyczna, ale w swoich badaniach przede wszystkim wykorzystuję termowizję –czyli obrazowanie termiczne ciała człowieka –której przydatność staram się pokazać w różnych dziedzinach medycyny, takich jak:

– onkologia, gdzie z moją grupą badawczą próbujemy pokazać, iż mapa temperaturowa gruczołu piersiowego może dostarczać informacji o możliwym rozwoju procesu chorobowego, na długo przed tym jak np. mammografia wykaże zmiany strukturalne;

– stomatologia, w której pokazujemy, iż pomiar temperatury okolicy okołowierzchołkowej może wskazać zęby, w których występują procesy chorobowe, lecz jeszcze nie wywołują żadnych dolegliwości bólowych;

– choroby narządu ruchu, gdzie w ostatnich kilku latach skupiliśmy się na pokazaniu przydatności wykorzystania diagnostyki termowizyjnej jako metody przesiewowej, przydatnej we wczesnym wykryciu procesów prowadzących do skrzywienia kręgosłupa u dzieci i młodzieży.

A co do moich zainteresowań medycyną: faktycznie lekarzem już nie zostanę, ale niemal wszystkie moje badania prowadzę w ścisłej współpracy ze szpitalami i klinikami, a nawet w ostatnich latach zaczęliśmy współpracę ze Śląskim Ogrodem Zoologicznym, gdzie badaliśmy i wciąż badamy m.in. ciężarne żyrafy. Spektrum badań naszej grupy naukowej – fizyki medycznej – jest o wiele szersze, niż tutaj przedstawiam, dlatego można powiedzieć, że działamy w wielu specjalizacjach medycznych, a to z kolei daje mi możliwości ciągłego uczenia się i rozwijania w nowych kierunkach. Ponadto dzięki szerokim kontaktom naukowym z lekarzami różnych specjalizacji niemal każdego miesiąca pojawiają się nowe wyzwania i problemy do rozwiązania, co z kolei motywuje mnie do dalszej pracy i daje mi satysfakcję robienia czegoś przydatnego – nie tylko dla mnie, ale w przyszłości dla nas wszystkich, gdyż wszyscy jesteśmy bądź będziemy pacjentami.

Warto jeszcze wspomnieć o sporcie, który w moim życiu odgrywał i odgrywa bardzo istotną rolę. Mogę stwierdzić, iż nie potrafię bez codziennej dawki ruchu normalnie

funkcjonować. Trenuję rekreacyjnie niemal codziennie –z synem, jeśli tylko to możliwe, idziemy pograć w kosza, biegam i bardzo lubię nasze Beskidy.

Ta aktywność również znalazła swoje odbicie w nauce. Obecnie w kampusie chorzowskim kończymy organizować laboratorium medycyny sportowej, gdzie każdy będzie mógł sprawdzić swoją kondycję oraz progres w wytrenowaniu za pomocą nie tylko standardowych technik używanych w badaniach sportowców na całym świecie, ale także przy wykorzystaniu nowatorskich rozwiązań, takich jak termowizja, której przydatność w ocenie wydolności rozwija w swoich badaniach dr inż. Teresa Kasprzyk-Kucewicz, prof. UŚ. Teresa była moją dyplomantką, potem magistrantką, aż wreszcie doktorantką. To też pewnie opowieść na inną okazję – może z jej perspektywy, gdyż znamy się, przyjaźnimy i współpracujemy już od kilkunastu lat, a zaczęło się to wszystko od spotkania nieśmiałej i małomównej studentki, która „chyba” chciała napisać jakąś pracę inżynierską o fizyce w sporcie… Wspólny kierunek badań, który dzisiaj realizujemy, wyłonił się z moich oraz Teresy zainteresowań–czyli sportu, fizjologii treningu oraz dociekliwości badaczy. Dość szybko okazało się także, że zaraziłem Teresę pasją do popularyzacji nauki, i sama zaczęła brać udział, na początku jako moje wsparcie, a później coraz śmielej i samodzielnie, w różnych pokazach, festiwalach i wizytach popularyzatorskich w szkołach. Do dziś wspominam pierwszą konferencję, podczas której Teresa prezentowała swoje wyniki pomiarów

termowizyjnych w sporcie przed gronem uznanych profesorów z kraju i zagranicy. Wtedy właśnie, mimo stresu i tremy, nastąpiło coś na kształt wewnętrznego przełomu – pojawiła się odwaga, która otworzyła ją zarówno na środowisko naukowe, jak i na śmiałe realizowanie własnych aspiracji badawczych. I to też uznaję po części za swój sukces: przekonałem młodą naukowczynię, że warto spróbować – pokazać i przedyskutować swoje wyniki, a z uwag i krytyki czerpać to, co najlepsze… Dodam, że ta nieśmiała niegdyś studentka dzisiaj przygotowuje swoją habilitację i rozwija laboratorium medycyny sportowej w kampusie chorzowskim.

Skoro już piszę o miłych minionych latach, które doprowadziły mnie do tego miejsca, w którym dzisiaj jestem, to koniecznie muszę wspomnieć o pięknej przygodzie działania i tworzenia – razem ze wspaniałą i już niestety śp. dr Natalką Stępień-Lampą, której mi brakuje –

Uniwersytetu Śląskiego Młodzieży. Z niektórymi naszymi uczniami do dzisiaj mam kontakt, a nawet są moimi studentami. Kolejną miłą przygodą była moja współpraca z Uniwersytetem Najlepszych UŚ, gdzie mój tutoriant wymyślił sobie doświadczenie, w którym będzie pił zimny napój (długo będzie go pił)

i w tym czasie za pomocą kamery termowizyjnej sprawdzimy, czy obniży się temperatura jego szyi oraz śródpiersia. Oczywiście, że się nie obniżyła, ale sprawdziliśmy to i już. Dobrze, że nie chciał wypić kilku litrów wody… W ramach UŚ Najlepszych usłyszałem jeden z najwspanialszych komplementów od mojej tutorantki Ani Jankowskiej, która mi powiedziała, że to dzięki mnie polubiła fizykę. Ci, którzy mnie znali 30 lat temu

i tak w to nie uwierzą :-) (droga Aniu, dziękuję bardzo). Jej zaangażowanie i chęć zdobywania wiedzy oraz niesienia pomocy innym podziwiałem i wciąż podziwiam. A znajomość tę zawdzięczam jej mamie, prof. UŚ Reni Jankowskiej, której bardzo dziękuję za zaufanie i powierzenie swojej córki pod moje dydaktyczne i trochę naukowe skrzydła. Bardzo chciałem, aby Ania rozwijała się dalej w naszym Uniwersytecie, ale jej marzeniem jest znalezienie lekarstwa na raka i realizuje je na medycynie za granicą. Powodzenia, Aniu, dziękuję, Reniu.

No cóż, z każdym rokiem trochę inaczej patrzę na naukę i dydaktykę, w której chyba coraz częściej cytuję Shreka, Merlinka z Gdzie jest Nemo czy Kilera. Na razie – i wciąż – wywołuje to trochę uśmiechu na twarzach młodych ludzi. Ciekawe, jak długo…

Do szukania nauki i zadawania pytań staram się obecnie

zachęcić młodych ludzi, dla których prowadzę różne

zajęcia, warsztaty, spotkania popularyzacyjne –gdyż od lat mam przyjemność odwiedzać szkoły i opowiadać

o tym, że nauka jest wokół nas w każdej chwili, tylko trzeba umieć ją dostrzec. A może po prostu trzeba spotkać kogoś, kto nam w tym pomoże. I wtedy nawet ta fizyka okaże się ciekawa i nie aż tak trudna.

tak to już bywa, gdy za młodych lat ucieka się od nauk ścisłych, od fizyki…

a Potem samemu dostrzega Piękno nauki niemal wszędzie wokół siebie.

dr hab. Małgorzata Przybyła-Kasperek, prof. UŚ

Wydział Nauk Ścisłych i Technicznych

Od wzOrów dO sztucznej inteligencji.

histOria O tym, jak steam Otwiera drzwi dO Świata

3 skojarzenia: Tworzenie, a nie odtwarzanie.

Technologia, która pomaga ludziom. Rozwiązywanie realnych problemów świata.

2 pytania:

Jak łączenie danych z różnych dziedzin (np. technologii, biologii, energii, edukacji) może prowadzić do odkryć i rozwiązań, których nie da się osiągnąć w jednej dyscyplinie?

W jaki sposób inteligentne systemy i algorytmy mogą realnie wspierać człowieka w uczeniu się, podejmowaniu decyzji i rozwiązywaniu złożonych problemów, zamiast go zastępować?

1 metafora: STEAM jest jak zestaw narzędzi do budowania przyszłości.

Zawsze interesowała mnie matematyka. Nie ta w wersji „zakuj, zdaj, zapomnij”, ale taka, w której wszystko ma sens. Wzory, algorytmy, logiczne zależności – one przychodziły mi naturalnie. Wchodziły do głowy same. Za to daty z historii czy długie opisy… cóż, pamięć nigdy nie była po ich stronie. I choć byłam raczej dobrą uczennicą, szybko zrozumiałam, że mój mózg działa zgodnie z algorytmami.

Lubi analizować, rozkładać problemy na części i składać je z powrotem – najlepiej po swojemu.

W liceum odkryłam kolejną fascynację: komputery.

Nie od strony gier czy gotowych programów, ale od wewnątrz

Rozkręcałam je, sprawdzałam, co jest w środku, analizowałam, jak działają poszczególne elementy i składałam wszystko

na nowo. To było jak wielka, logiczna układanka, w której każdy element ma swoje miejsce i sens. Wybór studiów

okazał się więc dość naturalny: matematyka na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, specjalność informatyka. Strzał w dziesiątkę.

To tam zaczęła się moja prawdziwa przygoda z tym, co dziś nazywamy STEAM. Informatyka szybko przestała być tylko kodem. Gdy skończyłam studia magisterskie, doktorat rozpoczęłam już w dyscyplinie informatyki. Pojawiły się zagadnienia uczenia maszynowego, systemów ekspertowych i sztucznej inteligencji. I wtedy… naprawdę się zaczęło. Zrozumiałam, że dane można łączyć, nawet jeśli są rozproszone, niepełne albo pozornie niespójne.

Że z chaosu można generować wiedzę. Że algorytmy mogą pomagać ludziom podejmować lepsze decyzje.

Zaczęłam pracować z danymi z zupełnie różnych światów: z panelami fotowoltaicznymi, aby przewidywać produkcję energii, z rozproszonymi sygnałami EEG, aby rozpoznawać stany umysłu, z danymi biznesowymi i telekomunikacyjnymi, wspierając predykcje i analizy, z technologiami edukacyjnymi, wspierając uczniów w nauce poprzez interakcję z robotem Kebbi Air.

Każdy z tych projektów wymagał czegoś więcej niż jednej dziedziny. Matematyka spotykała się z informatyką.

Informatyka z biologią. Technologia z edukacją. Algorytmy z człowiekiem.

STEAM to nie zestaw przedmiotów, ale sposób myślenia.

To odwaga łączenia tego, co na pierwszy rzut oka do siebie nie pasuje. To akceptacja niestandardowych pomysłów i ludzi, którzy widzą świat trochę inaczej.

To współpraca – często międzynarodowa – z otwartymi umysłami, które nie boją się pytać: „A co, jeśli zrobimy to inaczej?”. Ta droga nie jest prosta, ale jest pełna możliwości.

Daje realny wpływ na świat.

Jeżeli interesuje Cię mechanizm, a nie tylko wynik, jeśli chcesz rozumieć, a nie odtwarzać – STEAM może być Twoją drogą.

To przestrzeń, w której matematyka, technologia, nauka,

inżynieria i kreatywność łączą się, tworząc fundamenty rozwiązań zmieniających rzeczywistość.

Przyszłość stanowią asystenci ai, inteligentni agenci i systemy, które uczą się razem z nami.

to od ciebie zależy, czy będziesz tylko ich użytkownikiem, czy osobą, która je Projektuje.

jeśli chcesz rozumieć, tworzyć i mieć realny wPływ na to, jak będzie wyglądał świat jutra –steam daje ci do tego narzędzia.

dr hab. Michał Kłosiński, prof. UŚ

Wydział Humanistyczny

wyznanie grOznawcy

3 skojarzenia:

Najbardziej popularna platforma rozpowszechniania gier i budowania społeczności graczy. Sposób pracy, zespołowość, przekraczanie granic.

STEAM to upgrade STEM-u, który wynika ze zrozumienia, że kierunki artystyczne i humanistyczne zmieniają kształt technologii i myślenia w nauce i o nauce.

2 pytania:

Zawsze chciałem się dowiedzieć, jak wygląda proces tworzenia rewolucyjnych wynalazków.

Ciekawi mnie zestaw umiejętności koniecznych do sprawnej komunikacji między przedstawicielami STEAM-ów.

1 metafora:

STEAM jest jak konstelacja gwiazd na nocnym niebie, ku której zwracamy się z zachwytem nad wszechświatem i nadzieją na zrozumienie tego, kim jesteśmy, z kim jesteśmy i gdzie jesteśmy.

Zazwyczaj – kiedy moje rozmówczynie i rozmówcy słyszą, że jestem groznawcą – ich natychmiastową reakcją jest pytanie o to, czym się zajmuję.

Nawet AI Grammarly wykrył groznawcę jako słowotwórcze szaleństwo i zaproponował zastąpić je „groźną wampirzycą”. Wampiry, potwory, bohaterskie postaci i ich pomocnicy to zaiste niezłe grono dla kogoś, kto zajmuje się na co dzień badaniem gier. Pozwala ono również oswoić się z myślą, że gry – w szczególności cyfrowe – stanowią dzisiaj przestrzeń, w której spotykają się absolwentki i absolwenci kierunków ścisłych, eksperymentalnych oraz artystycznych i humanistycznych, niczym potwory na balu przebierańców.

To właśnie w unikatowym splocie programowania, złożonych operacji fizycznych, inżynierii AI, designu, badań psychologicznych i społecznych, historii, sztuki i prowadzenia opowieści powstają najbardziej komplementarne formy medialne naszych czasów. Gry to w równej mierze mistrzowskie programy, fascynujące symulacje, jak najbardziej złożone i wymagające dzieła sztuki.

Nieprzypadkowo zatem, opowiadając o moim doświadczeniu tworzenia Centrum Badań Groznawczych, zaczynam często od tego, że jestem z wykształcenia polonistą, z zamiłowania graczem,

badawczo hermeneutą, a ideowo utopistą. W pewnym sensie ta dziwna mieszanina zainteresowań sprawia, że czuję się naturalnie w zespołach, w których spotykają się ze sobą języki nauk eksperymentalnych oraz nauk o ideach. Gry budują między istotami myślącymi mosty, bo pozwalają wytworzyć intersubiektywną przestrzeń wymiany marzeń.

Bowiem gry to za każdym razem eksperymenty, które wymagają obliczeń i ekonomizacji pętli rozgrywki, badań stanu zanurzenia i przepływu, namysłu nad innowacjami w tworzeniu światów i ciągłego iterowania (powtarzania z drobnymi zmianami) swoich pomysłów. Gry wymagają również ciągłego uczenia się nowych umiejętności: od programowania i designu obiektów pod silniki, przez przekładanie praw fizyki na zrozumiałe i symulowane środowiska cyfrowe, operowanie dźwiękiem i muzyką, po skanowanie ruchów ludzkiego ciała pod animacje postaci.

Mówię o grach, ale tak naprawdę snuję opowieść o tym, jak rozumiem STEAM, czyli integrację nauki, technologii, inżynierii, sztuki i matematyki w celu rozumienia i przekształcania otaczającego nas świata. Gry wymagają bowiem przyjęcia specyficznego pojmowania świata, tj. myślenia o nim w kategoriach:

przyczynowo-skutkowych, procesów, tworzenia przestrzeni – które osoby grające będą testować na każdym kroku, łamiąc schematy i rzucając wyzwania ich twórcom. Gry to systemy zaprojektowane w celu wytwarzania emocji poprzez interakcje, które stawiają osoby grające przed wyzwaniami i przekonują je do swoich racji przy pomocy procesów i procedur. Badanie gier polega na ciągłym stawianiu hipotez i testowaniu ich w praktyce w środowisku cyfrowym, dlatego pole badań groznawczych pozwala na wyjątkowe spotkania różnych sposobów myślenia o świecie i rozwiązywania problemów.

Moje doświadczenie z grami łączy zatem projektowanie gier, rozbieranie ich na czynniki pierwsze, budowanie zespołów, dyskutowanie o tym, co gry mówią nam o naszym świecie przy pomocy swoich światów, mechanik, pętli rozgrywki, oferowanych przeżyć i doświadczeń. Dzięki grom moja tożsamość polonistyczna uległa erozji, najpierw w humanistę, a potem w „groźną wampirzycę”, groznawcę łaknącego nowych, nieoczywistych spotkań: z inżynierami projektującymi gry rehabilitacyjne dla dzieci,

z artystkami projektującymi gry dla osób z niepełnosprawnościami, z ekonomistami i psycholożkami od rynku i uzależnień, z NATO i grami w służbie obrony cywilnej.

Mówiąc o grach i STEAM-ach, nie mam zatem na myśli jedynie platformy do pobierania gier (STEAM), ale fakt, że to w grach narodziła się cyfrowa wirusologia, gdy naukowczynie zbadały rozprzestrzenianie się wirtualnej plagi w słynnym MMO World of Warcraft a archeolożki i archeolodzy symulowali w ich

silnikach procesy historyczne, ukazując potencjał archeogamingu. Nietrudno dostrzec w grach również fascynujące narzędzie spekulowania

o sposobach ratowania planety przed zgubnym wpływem człowieka czy projektowania w nich rozwiązań tak odległych przedsięwzięć jak górnictwo czy osadnictwo kosmiczne.

Gry stanowią dla mnie właśnie przestrzenie, w których współpraca STEAM-owa ujawnia swój twórczy potencjał.

Jeśli zatem dziś lub jutro AI sklasyfikuje Was jako „groźne wampirzyce”, to jesteście we właściwym miejscu.

Przyszłość należy do potworów i tworów granicznych, między humanistyką, naukami ścisłymi, społecznymi i sztuką, w eksperymentach wybiegających poza horyzonty sztywno wyznaczonych dyscyplin, tam, gdzie nowe sposoby poznawania świata czekają na wynalezienie.

dr Łukasz Dawidowski, prof. UŚ

Wydział Nauk Ścisłych i Technicznych

dlaczegO matematyka jest taka trudna?

3 skojarzenia: Matematyka.

Trudne. Niepopularne.

2 pytania:

Ciekawi mnie to, że znając STEM, możemy opisać reguły rządzące światem.

Chciałbym się dowiedzieć, jak rozwiązać problem trzech ciał i czy da się znaleźć równanie opisujące świat.

1 metafora: STEM jest jak przyprawy w kuchni.

Zwykle ich nie zauważamy, ale kiedy ich brakuje, to całość nie smakuje.

Czy od zawsze lubiłem matematykę? Tak.

Czy matematyka nigdy nie sprawiała mi problemów? Tak.

Czy rozwiązywanie matematycznych problemów sprawiało mi przyjemność? Tak.

Czy planowałem swoją przyszłość z matematyką?

Nie, na studia dostałem się na socjologię.

Ale zacznijmy od początku.

Od dziecka pasjonowałem się matematyką i nigdy nie miałem z nią, podobnie jak z innymi przedmiotami ścisłymi, trudności. Wybrałem liceum i klasę z rozszerzonym programem matematyki i… zainteresowałem się historią, zwłaszcza współczesną, oraz politologią. Wystartowałem nawet w kilku konkursach z tym związanych, w szczególności

w olimpiadzie wiedzy o Unii Europejskiej (był to czas, kiedy Polska starała się o członkostwo w tej organizacji, czyli prehistoria). I kiedy miałem już otwartą drogę do studiowania politologii, stosunków międzynarodowych czy socjologii (na nią nawet zostałem przyjęty), to rodzina namawiała mnie, żeby nie zrywać jednak całkowicie związków z matematyką. Poszedłem na egzamin (wtedy zdawało się egzaminy na studia)

i nawet zostałem przyjęty na matematykę.

Wydarzyła się wtedy dziwna rzecz: z socjologii przysłano mi dokument o przyjęciu innej osoby –na imię miała Michał (to było tak dawno, że wszystko załatwiało się analogowo, do tego nikt jeszcze wtedy nie myślał o wprowadzeniu RODO).

Do tej pory zastanawiam się, czy on dostał moje pismo. W każdym razie pomyślałem, że skoro mnie tam nie chcą, to będę studiował matematykę.

I tak zostałem matematykiem przez pomyłkę kogoś z komisji rekrutacyjnej. Cały czas jestem ogromnie

wdzięczny, że wtedy się pomylono, bo na pewno nie byłbym dobrym socjologiem.

Potem już szybko wróciła fascynacja królową nauk. Skończyłem studia, zaangażowałem się

w działalność koła naukowego, zostałem doktorantem i w końcu obroniłem pracę doktorską.

Poza naukową częścią tej drogi coraz ważniejsza stawała się dla mnie edukacyjna i popularyzatorska strona matematyki. Zacząłem się realizować

w opowiadaniu o matematyce: uczniom i studentom w czasie lekcji i wykładów, a także podczas

prelekcji na różnych festiwalach nauki, dniach otwartych, konkursach. I tak trafiłem na Śląski

Festiwal Nauki, Święto Liczby Pi, różne szkolne dni matematyki, zostałem organizatorem i członkiem jury kilku konkursów matematycznych prowadzę także swój kanał na YouTube.

Matematyka jest wokół mnie cały czas i bez niej trudno jest mi wyobrazić sobie życie.

Ciągle się jej uczę, poznaję nowe fakty i twierdzenia, próbując opowiadać innym ciekawie o matematyce.

Polubiłem się z matematyką dlatego, że jest klarowna i konkretna. Jeśli jakieś stwierdzenie jest dzisiaj prawdziwe, np. twierdzenie Pitagorasa, to prawdziwe będzie również za sto czy tysiąc lat. Dodatkowo matematyka jest językiem nauki, służy do opisu zjawisk fizycznych i chemicznych; jest niezbędna także w modelowaniu procesów ekologicznych, biologicznych i medycznych.

W marcu 2020 roku, kiedy wybuchała pandemia koronawirusa i pojawiały się pierwsze zachorowania, wiele osób przypomniało sobie o matematykach, których pytano o modele rozprzestrzeniania

się epidemii. Bardzo szybko okazało się, że nie jest to łatwe zagadnienie, a matematyka opiera się naukowcom.

Ucząc matematyki, spotkałem wiele pasjonujących osób. Chciałem tu wspomnieć o dwóch.

Janek jest osobą wybitnie uzdolnioną. Kiedy został uczniem liceum ogólnokształcącego, od razu zaczął uczęszczać na wykłady na uniwersytecie. Będąc pod opieką Kolegium Interdyscyplinarnych

Studiów Międzyobszarowych, w trakcie nauki w szkole zaliczył większość kursów adresowanych

do studentów studiów pierwszego stopnia, maturę zdał w Wielkiej Brytanii, formalnie studia ukończył w rok, a teraz kształci się dalej za granicą.

Jest osobą, która ucząc się podstaw matematyki, zdobywając wiedzę teoretyczną, zawsze szuka jej zastosowań. Myślę, że wynika to m.in. z jego zainteresowania fizyką. Ponadto nie ogranicza się tylko do dyscyplin STEM – pasjonuje się też malarstwem. Nasze, niekiedy bardzo długie, rozmowy zawsze były pasjonujące, i mimo że byłem jego tutorem, przybierały postać rozmowy dwóch zafascynowanych matematyką osób. Janek jest typem naukowca, który lubi zdobywać wiedzę raczej w spokoju.

Magda jest osobą o całkowicie odmiennym temperamencie – zaangażowana w wiele inicjatyw, zawsze wszędzie jej pełno. Byłem przez pół roku jej tutorem w programie Uniwersytet Śląski

Najlepszych. Zrealizowała wtedy projekt, który polegał na zbudowaniu i zaprogramowaniu poruszającego się ramienia, które podnosiło oraz przenosiło ciężarek. I także podczas tej współpracy niejednokrotnie myślałem, że to ja w tym układzie uczę się od Magdy. Wcześniej była finalistką organizowanego przez Girls Future Ready programu #HerStory, gdzie opracowywała plan misji kosmicznej. Ale Magda nie zajmuje się tylko rozwojem naukowym. Działa i propaguje kierunki STEM – zwłaszcza wśród kobiet, jest założycielką projektu „Girls mean STEM”, a aktualnie uczy się w szkole w Chinach na programie matury międzynarodowej. Gdzie pójdzie na studia? Gdyby istniały uczelnie na Marsie, z pewnością by na nie złożyła podanie.

chciałem Pokazać tutaj krótkie historie dwóch osób, które są komPletnie różne, ale łączy je z Pewnością jedno –zamiłowanie do nauk ścisłych i technicznych.

obie rozwijają się w ramach kierunków stem, swoją działalnością budują mosty Pomiędzy naukami ścisłymi a innymi asPektami codziennego życia,

Pokazują, że młodzi ludzie mogą i Potrafią odnaleźć się w gąszczu nauk ścisłych.

dr Agnieszka Skorupa, prof. UŚ

Wydział Nauk Społecznych

cO PsychOlOŻka rObi w kOsmOsie

3 skojarzenia: Rozwój. Równowaga. Odwaga.

2 pytania:

Jak tworzyć przestrzeń do dialogu między technologią, medycyną i humanistyką, w której każda z tych dziedzin ma równorzędne miejsce?

Jak zadawać odważne pytania i rozwijać przełomowe technologie, nie tracąc z oczu dobrostanu człowieka i całej planety?

1 metafora:

STEM/STEAM jest jak misja kosmiczna – precyzyjnie zaplanowana, oparta na nauce i technologii, ale możliwa tylko dzięki współpracy ludzi o różnych kompetencjach; każda decyzja ma znaczenie dla bezpieczeństwa całej załogi i przyszłości kolejnych wypraw.

Wymień trzy słowa, które kojarzą Ci się z psychologiem.

Czy będą to: pomoc, empatia, słuchanie?

A może: wsparcie, problemy, dobrostan?

A może jednak: nauka, technologia, rozwój?

Większość osób, gdy myśli o psychologii, widzi gabinet.

Spokojną przestrzeń, rozmowę, człowieka, który pomaga drugiemu człowiekowi lepiej zrozumieć siebie

i poradzić sobie z trudnościami. I to jest absolutnie prawda, wiele moich koleżanek i kolegów wykonuje tę pracę każdego dnia, towarzysząc innym w bardzo ważnych momentach ich życia. Pomagają odnaleźć swoim pacjentom i klientom kierunek, przejść przez kryzysy, zadbać o zdrowie psychiczne. To niezwykle potrzebna i wartościowa ścieżka. Ja wybrałam nieco inną.

od Początku
że interesuje

wiedziałam,

mnie człowiek, szczególnie w niecodziennych warunkach.

Bardziej mnie ciekawiło, co się dzieje z nim wtedy, gdy rzeczywistość przestaje być „normalna”. Gdy znika komfort, przewidywalność, a pojawiają się wyzwania, stres i niepewność… z własnego wyboru. Tak trafiłam na drogę psychologii ekstremalnej.

W liceum byłam na profilu biochemicznym.

Z jednej strony fascynowała mnie biologia i sposób, w jaki funkcjonuje świat, a w tym organizm człowieka.

Z drugiej – miałam celujący z języka polskiego i wręcz

pochłaniałam książki. Przez długi czas nie wiedziałam, gdzie mogłaby się z tym odnaleźć. Do tego dochodziła

jeszcze jedna ważna sprawa – survival. To właśnie szkolenia z przetrwania w trudnych warunkach, ze zdobywania wody i pożywienia, z pokonywania własnego

zmęczenia wypełniały wiele moich wakacyjnych tygodni.

Dziś widzę, że stanowiły pierwszy krok w stronę tego, czym obecnie zajmuję się zawodowo. Psychologia okazała się przestrzenią, w której mogłam połączyć te wszystkie elementy.

Podczas studiów coraz bardziej interesowały mnie sytuacje, w których człowiek świadomie wybiera wyzwanie.

Moją pracę magisterską poświęciłam osobom zaangażowanym we wspinaczkę wysokogórską i ich funkcjonowaniu psychicznemu. To był moment, w którym zobaczyłam, jak bardzo ekstremalne środowiska odsłaniają to, co w człowieku najważniejsze. Równolegle trenowałam sztuki walki, które uczą kontroli emocji, wytrzymałości i pracy z własnymi ograniczeniami.

Obie te pasje są ze mną do dziś. Ale pojawiło się kolejne pytanie: co może być jeszcze bardziej ekstremalnego niż wysokie góry? Odpowiedź: stacje polarne.

Jako kraj mamy aż ma dwie polarne placówki –

Polską Stację Antarktyczną im. Henryka Arctowskiego oraz Polską Stację Polarną Hornsund im. Stanisława

Siedleckiego na Antarktyce. To miejsca, w których

ludzie żyją miesiącami w tzw. warunkach ICE (isolated, confined, extreme), czyli izolacji, ograniczonej przestrzeni i ekstremalnym środowisku. W praktyce oznacza to oddalenie od bliskich, życie w małej grupie, ograniczoną prywatność, trudne warunki pogodowe, nie zawsze możliwy dostęp do pomocy z zewnątrz. To właśnie tam rozpoczyna się prawdziwa

psychologia ekstremalna. Zaczęłam badać, co motywuje ludzi do pracy w takich warunkach i jak radzą sobie z wyzwaniami. Okazało się, że kluczowe są nie tylko kompetencje techniczne,ale także odporność psychiczna, umiejętność współpracy i regulacji emocji. To również przestrzeń niezwykłego spotkania nauk, biologii, meteorologii, geofizyki, oceanografii, glacjologii… i psychologii.

Badania polarne bardzo naturalnie prowadzą do kolejnego obszaru: kosmosu. Oba środowiska łączą pewne podobieństwa: izolacja, ograniczona przestrzeń, zależność od sprzętu i technologii, funkcjonowanie w małych zespołach. Dlatego zaczęłam współpracę z analogowym habitatem Lunares w Pile, gdzie symuluje się misje

marsjańsko-księżycowe. Analogowe habitaty to różnego typu przestrzenie, czasem, jak w Pile, zaadaptowane hangary wojskowe, innym razem jaskinie czy specjalnie zbudowane stacje podwodne, które służą symulowaniu pewnych aspektów misji kosmicznej –w większości to placówki badawcze. Po kilku latach pracy stałam się ekspertką w zakresie psychologicznych aspektów takich symulacji, co otworzyło mi drzwi do pracy z osobami przygotowującymi się do realnych misji kosmicznych, w tym ze Sławoszem Uznańskim-Wiśniewskim.

Polska zyskuje coraz większy potencjał w sektorze kosmicznym. Pierwszy Polak, Mirosław Hermaszewski, poleciał w kosmos w 1978 roku. Przez wiele lat wydawało się, że to historia zamknięta. Dziś widzimy jej kontynuację. W 2012 nasz kraj przystąpił do Europejskiej Agencji Kosmicznej, a w 2014 powołał Polską Agencję Kosmiczną. Przede wszystkim angażujemy się w rozwój technologii kosmicznych, w tym budowę satelitów i systemów obserwacyjnych wspomagających bezpieczeństwo narodowe. W 2025 roku nastąpił jednak kolejny przełom!

Sławosz Uznański-Wiśniewski został drugim Polakiem w kosmosie, a pierwszym na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). Jako psycholożka i naukowczyni też miałam swój mały udział w tym epokowym wydarzeniu, realizowałam na ISS projekt badawczy AstroMentalHealth, finansowany przez European Space Agency. Projekt ten dotyczył zdrowia psychicznego i funkcjonowania człowieka w warunkach kosmicznych i był częścią polskiej misji technologiczno-naukowej IGNIS.

to dla mnie moment Przełomowy, bo Pokazuje, że Psychologia ma swoje miejsce w naukach steam, a wręcz jest kluczowa w kosmosie, czyli w najbardziej ekstremalnym środowisku, jakie znamy. kosmos to nie tylko technologia – to człowiek.

Na koniec chciałam poruszyć jeszcze wątek płci. Od początku obecności człowieka w środowiskach

ekstremalnych pojawia się pytanie: czy kobiety odnajdują się w takich warunkach? Odpowiedź

jest jednoznaczna: tak – choć przez lata myślano inaczej i wykluczano panie z udziału w ekspedycjach

i projektach prowadzonych w środowiskach ekstremalnych. Antarktydę jeszcze w XX wieku nazywano kontynentem bez kobiet.  W Polsce również przełom w tym zakresie pojawił się stosunkowo niedawno. Maria Agata Olech w latach 1991–1992 jako pierwsza kobieta kierowała roczną ekspedycją na stację Arctowskiego, a Anna Kowalska została w latach 2010–2011 pierwszą kobietą kierującą roczną ekspedycją w Hornsundzie. Dziś polskie polarniczki są liderkami, badaczkami i specjalistkami. Jedną z nich jest Joanna Perchaluk, rekordzistka zimowań w Arktyce. O wyzwaniach towarzyszących paniom w pracy na stacjach polarnych można posłuchać w świetnym dokumencie Dagmary Bożek pt. Polarniczki (dostępny za darmo na YouTube) i poczytać w książce o tym samym tytule. A co z kosmosem? Choć nie mamy polskiej astronautki, sytuacja z utrudnionym dostępem kobiet do tego sektora pracy wygląda podobnie. Wprawdzie pierwsza kobieta, Walentina Tierieszkowa, brała udział w misji kosmicznej już dwa lata po swoim

męskim prekursorze, Juriju Gagarinie, bo w 1963 roku, to jednak na pierwszą amerykankę musieliśmy czekać aż do 1983 roku. Sally Ride, bo o niej mowa, poleciała w kosmos na pokładzie promu Challenger.

Choć przygotowywała się tak samo rzetelnie i intensywnie do tego wyzwania jak jej męscy koledzy, musiała mierzyć się nie tylko z wymaganiami misji, ale też ze stereotypami dotyczącymi kobiet w nauce. Na konferencjach prasowych była pytana nie o badania, jakie wykona na ISS, ale o to, czy się rozpłacze albo jak utrzyma fryzurę w kosmosie…

Dziś kobiety kierują badaniami, uczestniczą w misjach kosmicznych, pracują w ekstremalnych środowiskach, współtworzą przyszłość nauki. Badania pokazują jasno: ich kompetencje są porównywalne z kompetencjami mężczyzn. Nie brakuje im miejsca w STEM. Ale często musiały o nie zawalczyć.

Kiedy przypominam sobie siebie samą z czasów liceum, widzę, że nawet nie wyobrażałam sobie, jak niesamowicie i – mimo wszystko –nieszablonowo może potoczyć się moja kariera. Nie wiedziałam, że będę podróżować w najdalsze zakątki globu, szkolić polarników, współpracować z habitatem kosmicznym, badać ludzi w kosmosie… Miałam za to w sobie ogrom pasji i ciekawości świata

i podążałam za tym, co mnie naprawdę fascynowało.

To wystarczyło. Jeśli Ty dziś stoisz przed wyborem swojej ścieżki, nie szukaj jednej idealnej odpowiedzi.

Łącz różne pasje. Szukaj własnej drogi. Nie bój się zmienić kierunku. Przyszłość należy do tych, którzy mają odwagę eksperymentować.

dr Marcin Lipowczan, prof. UŚ

Wydział Nauk Przyrodniczych

eksPeRymentuj! histOria naukOwca, KtóRy nie PrzestaŁ zadawaĆ PytaŃ

3 skojarzenia:

Komórki macierzyste/merystematyczne – stem cells.

Para. Silnik parowy.

(Kolejność przypadkowa).

2 pytania:

Ciekawi mnie: jaką parą będzie napędzany program?

Para i komórki macierzyste to swoiste źródła (energii i wszystkich komórek).

Zastanawia mnie: czego źródłem będzie program STEM?

1 metafora: STEM/STEAM jest jak pyszny dżem, każdy kto spróbuje, temu posmakuje ;)

Dla jasności: historia jeszcze się toczy :-)

Jej początku nie stanowi wielkie odkrycie ani laboratorium pełne skomplikowanej aparatury. To od ciekawości zaczyna się droga, która prowadziła przez szkolne przedmioty, wybory edukacyjne i pierwsze próby zrozumienia świata. Nie opowiem jej w całości, bo byłoby to zbyt nudne, ale wybiorę najciekawsze, moim zdaniem, momenty.

Zaczęło się od prostych pytań:

Dlaczego coś działa?

Co się stanie, jeśli coś zmienię?

A kończyło zwykle na bardziej zaawansowanych:

Czy można to policzyć, zmierzyć, zrozumieć i wytłumaczyć, a może przewidzieć?

Pierwsze zainteresowania fizyką, ale wtedy jeszcze nie znałem takiego słowa, zaczęły się już w szkole podstawowej. Choć trudno w to uwierzyć, nie było internetu, a i czytać nieszczególnie lubiłem, więc jedyne, co mogłem robić, to eksperymentować. Miałem za to do dyspozycji sporo zdezelowanego sprzętu elektrycznego i lepszy dostęp do odczynników chemicznych w aptece (słowo chemia też było mi obce).

Sporo wówczas nabroiłem, ale zwykle nikomu nic się działo, a już na pewno nic poważnego.

Pamiętam, jak dowiedziałem się co nieco o pasterzu elektrycznym i chciałem wykonać coś podobnego, co działałoby na człowieka. Było to w piątej klasie szkoły podstawowej. Niewiele myśląc, zacząłem eksperyment. Najpierw oględziny pasterza, potem kompletowanie urządzeń i zastosowanie. Na szczęście w starych radiach nie brakowało cewek i zasilaczy.

Wydało się sensowne podłączyć urządzenie do stalowych ciężarków. Jakież było zaskoczenie moich kolegów, kiedy pytałem, czy dadzą radę je podnieść, i potem nie potrafili ich wypuścić z rąk.

Dziś takie urządzenie można kupić jako zabawkę do kopania prądem… tych, którzy mają słabszy refleks. Z pespektywy czasu myślę o tym z lekkim przerażeniem.

Inną gałęzią „nauki”, którą uprawiałem stała się chemia, ale to już w szóstej klasie. Bomby wprawdzie nigdy nie skonstruowałem, ale petardy wychodziły mi świetne. Oczywiście nie takie ładne jak dzisiejsze fajerwerki, ale jednak – coś wykonanego samodzielnie o wiele lepiej działa na wyobraźnię i dodatkowo daje większą kontrolę nad zabawką. Nie obyło się bez spalenia dywanu w salonie i tym podobnych drobnych ekscesów (dlatego nie róbcie tego sami w domu), ale taki jest koszt edukacji. Później, już w dorosłym życiu, kiedy moje dzieci wchodziły w podobny etap rozwoju, mogłem się przyglądać

tym eksperymentom z większą wyrozumiałością niż przeciętni rodzice ;)

Krokiem milowym w mojej edukacji okazały się komputery. One znacznie ułatwiły przewidywanie.

Z czasem pytania, zadawane z dziecięcą radością życia, doprowadziły mnie do nauki, studiów i pracy badawczej na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Tu ciekawość uzupełniły eksperymenty, przemyślane modele i realne badania nad światem. Droga ta nie była jedną prostą linią. Była raczej serią prób – dokładnie takich, o jakich mówi hasło: Eksperymentuj! Kluczowym elementem tej drogi jest łączenie różnych dziedzin oraz odwaga eksperymentowania.

Podejmowane działania badawcze i dydaktyczne pokazują, że nauka nie jest zbiorem gotowych odpowiedzi, lecz procesem – dynamicznym, zmiennym i opartym na próbach oraz błędach. Badania z pogranicza biologii, fizyki i technologii, dotyczące m.in. funkcjonowania organizmów w zmieniającym się środowisku, stanowią przykład praktycznego wykorzystania podejścia STEM (Science, Technology, Engineering, Mathematics).

To właśnie w tym obszarze widoczny jest realny przepływ wartości pomiędzy nauką a edukacją – od badań do sali lekcyjnej.

Ważny element tej historii stanowią dylematy edukacyjne, które są bliskie również współczesnym uczniom: czy wybrać jedną dziedzinę, czy łączyć różne zainteresowania? Czy skupić się na teorii, czy na praktyce? Najlepiej nie myśleć o nazwach. Odpowiedź, jaka wyłania się z doświadczenia, wskazuje na wartość interdyscyplinarności. Łączenie biologii z matematyką, fizyki z obserwacją środowiska czy technologii z analizą danych pozwala nie tylko lepiej rozumieć rzeczywistość, ale także przygotowuje do wyzwań współczesnego rynku pracy.

STEM w tym ujęciu nie jest jedynie zestawem przedmiotów szkolnych. To sposób myślenia, który rozwija kompetencje przyszłości: krytyczne analizowanie informacji, rozwiązywanie problemów, umiejętność pracy zespołowej oraz gotowość do ciągłego uczenia się. Szczególnie istotne jest tu powiązanie edukacji szkolnej z możliwościami dalszego kształcenia – matematyka, biologia, fizyka czy informatyka stają się fundamentem dla kierunków studiów, które otwierają drogę do zawodów przyszłości, takich jak analityk danych, specjalista ds. ochrony środowiska, biotechnolog czy inżynier nowych technologii.

Istotnym aspektem mojej działalności jest zaangażowanie w pracę z uczniami i studentami, w tym opieka nad uczestnikami programów tutoringowych i kołem naukowym. Jest to konieczne, aby pobudzać się do kolejnych zadań i nie gasić ciekawości świata. Zdarzały się sukcesy

i na tym polu – prace przygotowywane przez podopiecznych były prezentowane na forach naukowych i edukacyjnych, co pokazuje, że już na wczesnym etapie edukacji możliwe jest włączanie młodych ludzi w realny obieg wiedzy. Dwoje moich podopiecznych prezentowało swoje wyniki, będąc jeszcze w szkole podstawowej. Tego typu działania wzmacniają poczucie sprawczości i pokazują, że nauka jest przestrzenią współpracy, a nie indywidualnego wysiłku.

Całość wpisuje się w ideę uczenia się przez całe życie (lifelong learning). W świecie dynamicznych zmian technologicznych i środowiskowych zdobycie wykształcenia nie oznacza końca nauki, lecz jej nowy etap. Konieczność ciągłego aktualizowania wiedzy, uczenia się nowych narzędzi i dostosowywania do zmieniających się warunków staje się

naturalnym elementem funkcjonowania zarówno naukowca, jak i każdego świadomego uczestnika życia społecznego.

Prezentowane podejście jest zgodne z założeniami współczesnej edukacji oraz kierunkami rozwoju społeczno-gospodarczego, w tym transformacji regionów przemysłowych w kierunku gospodarki opartej na wiedzy, innowacjach i technologiach nieszkodzących nadmiernie środowisku.

Dla uczniów stojących przed wyborem dalszej ścieżki edukacyjnej najważniejszy przekaz płynący z tej historii jest prosty: nie trzeba od razu znać wszystkich odpowiedzi. Wystarczy zachować ciekawość, gotowość do eksperymentowania i otwartość na zmiany. To właśnie te postawy pozwalają odnaleźć własną drogę w świecie, który nieustannie się przekształca.

eksPerymentuj –bo nauka zaczyna się od zadawania Pytań.

uniwersytet Pnajle szych

Jakub Książek
Konrad Dębowiec
Natalia Jakubczyk

dr Magdalena Christ, prof. UŚ

Wydział Nauk Społecznych

architeKtka mOstów

3 skojarzenia: Było i będzie. Akronim. Połączenia.

2 pytania:

Gdzie jest moje miejsce w świecie STEM/STEAM?

Jak łączy się lub może się połączyć STEM/STEAM z metodą design thinking?

1 metafora:

STEM/STEAM jest jak niekończąca się opowieść, studnia bez dna, ocean możliwości i szans (3w1).

Tej wiosny miałam okazję odwiedzić Faculdade de Educação e Psicologia (Faculty of Education and Psychology) na Universidade Católica Portuguesa (Catholic University of Portugal)

w Porto, a tam Research Center for Human Development (CEDH) oraz Human Neurobehavioral Laboratory (HNL). Wysłuchałam opowieści portugalskich doktorantów o ich badaniach, które stanowiły most pomiędzy technologią

VR a psychologią, medycyną i sportem (m.in. omawiano wsparcie funkcjonowania osób odczuwających chroniczny ból czy bramkarzy mierzących się z dużą presją podczas meczów piłki nożnej).

Wędrowałam również po Porto – mieście sardynek, azulejos, pastéis de nata, korka i MOSTÓW łączących dwa brzegi, pozwalających iść dalej i dalej, gdzie nogi poniosą. Wędrując wzdłuż brzegu oceanu, w myślach snułam opowieść o dotychczas przebytej życiowej drodze. Nie nadaję jej wyraźnego początku, chociaż jedno jest niezwykle klarowne – od zawsze towarzyszyła mi ciekawość.

Popularne powiedzenie głosi, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. W tym kontekście rozumiana jest ona jako wścibstwo i nadmierne zainteresowanie sprawami innych, co może prowadzić do przykrych

konsekwencji. Dlatego moja towarzyszka to raczej dociekliwość poznawcza, która pełni funkcję paliwa rozgrzewającego silnik motywacji do poszukiwania i eksperymentowania.

Zgodnie z teorią motywacji 3.0 Daniela Pinka, autora książki pt. Drive . Kompletnie nowe spojrzenie na motywację , możemy wyróżnić trzy czynniki mające związek z naszą wysoką motywacją wewnętrzną: autonomię, mistrzostwo i poczucie celu. Bezcenną kompetencją staje się umiejętność elastycznego konfrontowania się z wyzwaniami, które sobie wyznaczamy lub które stawia przed nami życie. A ścieżki nieraz splatają się zaskakująco, prowadząc nas w nieoczekiwanych kierunkach.

Mam głębokie przekonanie, że uczenie się jest podstawową i naturalną potrzebą człowieka –jeśli ktoś chce się czegoś nauczyć, może tego dokonać wszędzie i na wiele sposobów. Stąd po szkole podstawowej postanowiłam kontynuować naukę w liceum ogólnokształcącym, do którego byłam w stanie dotrzeć pieszo (czas, jeśli to tylko możliwe, warto inwestować w ciekawsze rzeczy niż codzienne przemieszczanie się do i ze szkoły). Wybór padł na profil informatyczny (nowość w tamtych czasach!). Rozmyślając o przyszłości, kierowałam się intuicją i głęboko

zakorzenionym, stereotypowym przekonaniem, że dziewczynki/kobiety to jednak bardziej humanistki–

Oliwy do tego ognia dolał na początku trzeciej klasy nowy nauczyciel historii. Wszedł do sali lekcyjnej, usiadł na ławce i rozpoczął swoją wciągającą opowieść.

Był tak bardzo prawdziwy i spójny. Zaprosił mnie do udziału w Szkolnej Lidze Historycznej, podczas której mogłam wykonywać zadania wychodzące daleko poza program tradycyjnych lekcji (np. tworzenie pieczęci wzorowanych na tych z dawnych czasów). I tym sposobem, będąc na profilu informatycznym, postanowiłam zdawać historię na maturze (w szkole na takich śmiałków mówili „kamikadze”). Poszło świetnie – ponieważ tak zdecydowałam i wzięłam za to odpowiedzialność (zaciekawienie dmuchające w żagle niewątpliwie było

A gdzie idą po szkole średniej „grzeczne” dziewczynki? Podobno grzeczne idą do nieba, a niegrzeczne idą tam, gdzie chcą (jak twierdzi tytuł jednej z książek). W moim ówczesnym przekonaniu jedyna słuszna odpowiedź brzmiała: zostają nauczycielkami i trafiają do szkoły. Nauczycielka historii czy języka polskiego?

Zainteresowała mnie jeszcze psychologia i tak trafiłam na pedagogikę przedszkolną i wczesnoszkolną,

którą można było studiować na ówczesnym Wydziale Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

Wybór kierunku studiów o charakterze interdyscyplinarnym wydawał się optymalny. Zajęcia z edukacji językowej, matematycznej, środowiskowej, ruchowej i artystycznej, różne typy zajęć z zakresu psychologii… Jakże wiele wspólnego ma to z podejściem STEM/STEAM! Czego chcieć więcej? Koła naukowego! Działalność w studenckim Kole Inicjatyw Twórczych (KIT) –z hasłem „My nie wciskamy KIT-u” – zbliżyła mnie do świata konferencji naukowych. Studia szybko minęły, a zaciekawienie nie odpuszczało.

Jeden z cytatów, który stanowi moje motto życiowe i połączył etap studiów z pytaniem „co dalej?”, to słowa George’a Bernarda Shawa:

niektórzy ludzie widzą sP jakimi są, i Pytają: dlaczego? ja marzę o tym, czego jeszcze nie było, i Pytam: dlaczego nie?1

1 G.B. Shaw, Back to Methuselah. A Metabiological Pentateuch, cz. I: In the Beginning, Constable and Company Limited, London 1921, s. 34 (tłumaczenie fragmentu własne).

To niepokój twórczy. Z jednej strony postawa analityczna i szukanie odpowiedzi na pytanie „dlaczego?” (zrozumienie świata), a z drugiej –„dlaczego nie?”, eksperymentowanie i marzenie o rzeczach, których „jeszcze nie było”.

Rozpoczęcie pracy na Uniwersytecie Śląskim i praca doktorska. Najpierw pod lupą znalazła się indywidualizacja procesu kształcenia.

Później, zainspirowany pobytem na uniwersytecie w Danii (Erasmus), teatr cieni: aktorstwo, śpiew, tworzenie scenariuszy, a także obsługa sprzętu, eksperymentowanie z perspektywą, montowanie filmu z nagrań. Dalej: pedagogika alternatywna, leśne przedszkola i szkoły (w międzyczasie zostałam współzałożycielką Fundacji „Czas na las” oraz inicjatorką leśnego przedszkola „Mysikrólik”), edukacja społeczno-przyrodnicza, pedagogika przygody (outdoor and adventure education), myślenie wizualne i sketchnoting, metoda design thinking, LEGO Serious Play, gamifikacja...

Poszukiwania… W pracy zawodowej pełniłam wiele ról. Tutorka dla licealistek w programie Uniwersytet Młodych Naukowców oraz dla studentek w programie Mistrzowie Dydaktyki. Współopiekunka studenckiego koła naukowego „Włącznik”. Spotkania z niesamowitymi studentkami

i rozbuchane pragnienie eksperymentowania w obszarze kreatywności. KreatywUŚ Festiwal przygotowany wraz ze studentkami z „Włącznika” oraz studentami z koła gier planszowych (mosty, mosty, mosty…).

I jedna z największych życiowych przygód –trenerka studenckiej drużyny programu „Odyseja Umysłu”. Jako że trudno to opisać w kilku zdaniach, niech sedno oddadzą słowa ze strony fundacji: Odyseusze uczą się marzyć – odważnie i w oparciu o cele; myśleć – samodzielnie i nieszablonowo; i tworzyć – rozwiązania oryginalne i efektywne zarazem. [...] Stawiamy przed nimi wyzwania, które wymagają łączenia w praktyce wiedzy i wyobraźni, nauki i sztuki, rąk i umysłów2 .

Dwukrotne zdobycie pierwszego miejsca na finałach światowych (na Iowa State Univeristy oraz na Michigan State University) w studenckiej kategorii wiekowej było zwieńczeniem ogromnej pracy. Pedagożki szyjące kostiumy, budujące z recyklingu makiety pleśniogrodu, konstruujące lodówkę, w której budzi się spersonifikowane światło (co wymagało budowy ramy z rurek PVC, lutowania obwodów LED i programowania procesora) – to wszystko działo się naprawdę. Fakt, że jeden procesor spalił się w noc przed

2 https://odyseja.org/o-odysei-umyslu/idea-o-co-nam-chodzi/czym-jest-odyseja-umyslu/, dostęp: 23.06.2026

prezentacją w USA, sprawił, że emocje sięgały zenitu – ale to materiał na oddzielną opowieść.

Prowadzę lub prowadziłam zajęcia na wielu kierunkach: pedagogice przedszkolnej i wczesnoszkolnej, pedagogice specjalnej, socjologii, logopedii, twórczym pisaniu i marketingu wydawniczym, zarządzaniu marką; prowadziłam warsztaty pedagogiczne w ramach kształcenia nauczycielskiego (uczestniczyli w nich połączeni w grupie przyszli nauczyciele historii, j. polskiego, matematyki, geografii, j. niemieckiego, religii) i w ramach tygodnia projektowego, ćwiczenia w grupie łączącej polskie studentki oraz studentów i studentki przebywające na naszej uczelni w ramach programu Erasmus (co tworzyło międzynarodowe mosty).

Najciekawszym doświadczeniem są jednak Otwarte Moduły Uniwersyteckie (OMU) oraz Ogólnoakademicka Oferta Dydaktyczna (OOD). W tym roku w module „Zagrajmy w naukę –gry i grywalizacja”, współprowadzonym wraz z dr Joanną Mercik, uczestniczą w jednej grupie studenci i studentki biofizyki, informatyki stosowanej, logopedii, politologii,

kulturoznawstwa, doradztwa filozoficznego i coachingu, projektowania gier i przestrzeni wizualnej, socjologii, kognitywistyki, filologii

hiszpańskiej i zarządzania zasobami ludzkimi w organizacji. Rozwijamy kompetencje

4K: kreatywność, kooperację, komunikację, krytyczne myślenie.

Mosty tworzą ludzie i ich wspólne działania.

Taką moc miał projekt „DUO – Uniwersytet Śląski uczelnią dostępną, uniwersalną i otwartą”. Grupa kilkunastu nauczycieli akademickich z różnych wydziałów spędziła sześć dni na kampusie w Cieszynie, szkoląc się, poznając nawzajem i nieraz sprzeczając o perspektywy.

Z tego połączenia powstała grupa The Mentors, która zaangażowała się w projekt „Sieć Liderów Uniwersyteckich”. W ramach tych działań zorganizowałam wyjazd pracowników UŚ

do HPI D-School w Poczdamie. Niebawem jedna z pracujących tam osób przyjedzie do Polski, by poprowadzić ze mną warsztaty w Muzeum Śląskim w ramach International Seasonal School 2026 „Beyond Barriers: the Role of Social Sciences in Building Accessibility”.

Mosty tworzą niekończącą się sieć powiązań.

Poprzez Śląski Festiwal Nauki i nominację do nagrody POP Science poznałam prof. dr hab. Aleksandrę Ziebińską-Buczyńską, co zaowocowało webinarium o gamifikacji.

Gamifikacja zaprowadziła mnie na CogiTECHon w krakowskim Cogiteonie, gdzie wzięłam

udział w konferencji oraz poprowadziłam warsztaty wraz ze studentką Sarą Piątek.

Sara jest tegoroczną główną trenerką drużyny odysejowej – pałeczka została przekazana dalej.

ahatma g andhi).

–bądź zmianą, którą chcesz widzieć w świecie ( m

j eśli jedyną stałą jest

zmiana

Wydział Nauk Przyrodniczych

Od Świerszczy dO mikrOkOntrOlerów

3 skojarzenia: Ciekawość.

Eksperyment. Połączenia

2 pytania:

Dlaczego warto eksperymentować, nawet jeśli nie wiemy jeszcze, dokąd nas to zaprowadzi?

Czy można łączyć naukę z pasją do uczenia innych?

1 metafora: STEM/STEAM jest jak most.

Wybór jednej pasji nie tylko nie zamyka, ale często otwiera drzwi do wielu różnych dziedzin i możliwości.

Patrząc wstecz, widzę wiele różnych zdarzeń i historii, które uwidoczniły rolę naukowego poszukiwania, testowania i odkrywania nowych zagadnień spoza mojego podstawowego obszaru zainteresowań, którym jest biologia. Z jednej strony pokazuje to znaczenie strategii STEAM, a z drugiej konieczność uczenia się przez całe życie.

Moja przygoda z biologią zaczęła się na etapie szkoły podstawowej. W domu było dużo książek medycznych, bo moja mama pracowała jako pielęgniarka. Początkowo fascynowała mnie biologia człowieka, ale szybko zacząłem interesować się całym światem przyrody. Czytałem w tym czasie chyba wszystko, co dotyczyło biologii, a co udało mi się dostać w bibliotece. Nie na jakiś konkretny, pojedynczy temat, lecz o przyrodzie jako całości: o złożoności życia, zależnościach między organizmami, mechanizmach, które sprawiają, że świat przyrody jest różnorodny i piękny, a czasem dziwaczny i tajemniczy. Problem polegał na tym, że szkoła rzadko pozwalała tego doświadczać. Biologia opierała się głównie na teorii i definicjach. To były czasy, kiedy mało eksperymentowało się w szkole – obecnie programowo kładzie się duży nacisk na projekty i doświadczanie, ale wówczas wyglądało to inaczej.

Oczywiście dużo zależało od nauczyciela: trafiali się tacy, którzy dawali uczniom możliwość osobistego doświadczenia tego, co opisywano w książkach –ale byli oni rzadkością. Dopiero studia okazały się czasem pierwszych doświadczeń z eksperymentem i rozwoju umiejętności badawczych. To właśnie wtedy stało się coś ważnego w mojej edukacji: odkrycie, że wiedza nie jest zbiorem luźnych faktów, lecz siecią powiązań. Rzeczywistość opisywana przez naukę składa się z połączonych ze sobą hierarchicznie poziomów organizacji materii – od atomów, przez cząstki, komórki i organizmy, do populacji i ekosystemów. Konsekwencją było dostrzeżenie, że dla zrozumienia biologii ważne są też matematyka, fizyka i chemia (ale o tym dobitnie miałem się przekonać dopiero na studiach).

Moim naturalnym wyborem były studia biologiczne. Bardzo szybko okazało się jednak, że współczesna biologia nie polega wyłącznie na obserwowaniu i opisywaniu organizmów. Szczególnie zainteresowały mnie fizjologia oraz zachowanie zwierząt. Fizjologia jako dziedzina badająca, jak działają organizmy, skupia się na zachodzących w nich procesach i ich związkach z budową ciała. W tamtym czasie jednym z podstawowych modeli badawczych nie były–jak pierwotnie zakładałem – gryzonie, myszy czy szczury, ale owady, a dokładnie świerszcz domowy

( Acheta domesticus ), którego hodowlę prowadzono na ówczesnym Wydziale Biologii UŚ. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że badanie owadów nie ma wiele wspólnego z badaniem człowieka. A jednak właśnie dzięki takim organizmom można studiować działanie układu nerwowego, uczenie się, pamięć czy reakcje na środowisko i wykorzystywać tę wiedzę w rozwiązywaniu naszych ludzkich problemów lub po prostu dowiadywać się czegoś nowego o życiu.

Pamiętam, jak wiele należało się nauczyć samodzielnie, często metodą prób i błędów. Wiele urządzeń badawczych trzeba było budować lub modyfikować własnymi siłami lub z pomocą kolegów o większej wiedzy i bardziej zaawansowanych umiejętnościach technicznych.

Część analiz wymagała programowania i pracy z ciągami danych. Wielokrotnie okazywało się, że biolog musi rozumieć elektronikę, matematykę i podstawy inżynierii. Właśnie w takich momentach człowiek odkrywa, że nauka nie kończy się na jednej specjalizacji. Nie chcę udawać, że stałem się przez ten czas pełnoprawnym inżynierem czy programistą; uważam natomiast, że warto mieć wiedzę i umiejętności dające szerszą perspektywę i większe możliwości działania. Ten stan do dziś nie uległ zmianie, pojawiły się natomiast nowe możliwości w postaci druku 3D, sztucznej inteligencji

czy coraz bardziej zaawansowanej elektroniki, które włączam w moje badania.

Podczas studiów i późniejszej pracy naukowej przekonałem się też, że eksperymentowanie

nie oznacza samych sukcesów. To również błędy, ciągłe modyfikacje i poszukiwanie kompromisu między możliwościami a potrzebami. Wielokrotnie początkowo bardzo obiecujące pomysły i projekty, po pochłonięciu ogromnej ilości energii i czasu, skutkowały jedynie frustracją. Trzeba było zmieniać metody, uczyć się nowych narzędzi albo współpracować

ze specjalistami z innych dziedzin nauki. Oczywiste stało się, że najważniejszą kompetencją przyszłości

nie jest zapamiętywanie informacji, ale umiejętność ciągłego uczenia się.

W wyniku uruchomienia kierunku kognitywistyka

moje zainteresowania badawcze i dydaktyczne zaczęły ewoluować – od zachowania owadów do neurobiologii, psychofizjologii i badań nad człowiekiem. Pojawiły się próby badań związanych z emocjami, aktywnością mózgu, reakcjami organizmu i wykorzystaniem nowych technologii w nauce i edukacji. Równolegle do eksperymentów na owadach zacząłem rozwijać metody pozwalające odpowiadać na pytania, jak człowiek odbiera świat i jak można badać procesy zachodzące

częściej łączą różne dyscypliny: biologię, psychologię, informatykę, inżynierię czy analizę danych, czego kognitywistyka jako wielowymiarowy obszar badawczy jest świetnym przykładem. Żeby stworzyć nowoczesny eksperyment, trzeba niekiedy jednocześnie programować urządzenia, analizować sygnały fizjologiczne i rozumieć mechanizmy biologiczne. To pokazuje, jak bardzo świat nauki stał się interdyscyplinarny.

Jednocześnie niezmiernie ważna stała się

dla mnie dydaktyka – nie jako akademicki obowiązek, lecz jako przestrzeń do spotkań z ludźmi, wspólnego poszukiwania odpowiedzi i dzielenia się wiedzą oraz pasją. Z czasem zacząłem traktować nauczanie również jako szczególny rodzaj eksperymentu. Jak przekazywać wiedzę, żeby angażowała? Jak sprawić, by uczenie się nie było biernym słuchaniem, ale aktywnym doświadczeniem? Jak budzić ciekawość i poczucie, że nauka może dotyczyć realnych problemów? To właśnie wtedy odkryłem, że ucząc innych, sami uczymy się najwięcej. Żeby dobrze coś wyjaśnić, należy najpierw naprawdę to zrozumieć. Trzeba umieć spojrzeć na problem z różnych perspektyw i znaleźć sposób, by dane

zagadnienie stało się dla innych ciekawe, zrozumiałe i ważne. Uczenie przestaje być wtedy jednostronnym przekazywaniem informacji, a staje się relacją i wspólnym procesem odkrywania – szczególną przestrzenią, w której spotykają się moje działania naukowe i dydaktyczne, w której realizowane są projekty edukacyjne w ramach różnych inicjatyw: tutoringu akademickiego, programu Uniwerystet Najlepszych czy Akademii Młodych Biologów w Pałacu Młodzieży w Katowicach. Projekty te pozwalają uczestnikom poznawać metodę naukową poprzez praktykę: formułowanie pytań, planowanie eksperymentów, prowadzenie badań i analizowanie wyników. Wspólna praca nad projektami, testowanie hipotez i rozwijanie własnych pomysłów sprawiają, że edukacja staje się osobistym doświadczeniem. To właśnie w takich sytuacjach rodzi się poczucie sprawczości i odpowiedzialności za własny rozwój.

Jak pokazuje historia nauki, często to właśnie pozornie oczywiste zainteresowania i pytania prowadzą do najciekawszych pomysłów i innowacji. Ktoś zaczyna od fascynacji układem nerwowym nicienia, a później zajmuje się sztuczną inteligencją. Ktoś interesuje się zagadnieniami informatycznymi, a pracuje w obszarze medycyny lub biologii jako analityk lub programista. STEM tworzy przestrzeń do takich połączeń. Pokazuje, że matematyka, fizyka, chemia, biologia czy technologia nie są izolowanymi wyspami, ale elementami jednego większego systemu zwanego nauką. Mam wrażenie, że dzisiaj szczególnie daje się odczuć, jak szybko zmienia się świat. Właściwie z dnia na dzień pojawiają się nowe technologie i zawody związane np. z neurotechnologią, bioinżynierią czy sztuczną inteligencją. Dlatego tak ważna staje się elastyczność, ciekawość i gotowość do ciągłego rozwijania swoich kompetencji.

Wydział Nauk Społecznych

miĘdzy inkubatOrem a dźwiĘkiem –histOria, Której nie PlanOwaŁam

3 skojarzenia: Łączenie nauki i doświadczenia (intuicji z dowodami naukowymi).

Eksperymentowanie i uczenie się poprzez praktykę.

Interdyscyplinarność – spotkanie wielu nauk, osób i dążenie do wspólnego celu.

2 pytania:

W jaki sposób można jeszcze pełniej integrować obszary sztuki i nauk ścisłych w praktyce klinicznej?

Jak rozwijać i upowszechniać podejście STEM/STEAM w środowiskach, które są oporne na zmiany i innowacje (np. niektóre środowiska medyczne)?

1 metafora:

STEM/STEAM jest jak most między światem tego, co mierzalne i proceduralne, a tym, co ludzkie, relacyjne i odczuwalne – przestrzenią, w której możliwe staje się spotkanie nauki z doświadczeniem.

Moja historia wyboru muzykoterapii nie zaczęła się od jednego przełomowego momentu. To raczej proces – seria prób, intuicji, spotkań i decyzji, które z czasem zaczęły układać się w spójną drogę.

Gdy dziś patrzę wstecz, widzę wyraźnie, że była to droga bardzo STEM-owa – pełna eksperymentowania, łączenia obszarów wiedzy i nieustannego zadawania pytań.

Na początku była muzyka – doświadczenie głęboko

osobiste, intuicyjne, związane z emocjami i relacją.

Jednocześnie pojawiała się we mnie ciekawość

człowieka: jego rozwoju, funkcjonowania, granic i możliwości. W pewnym momencie te dwa światy

zaczęły się przenikać. Muzykoterapia pojawiła się jako przestrzeń, w której sztuka spotyka się z nauką –gdzie dźwięk staje się narzędziem wspierania

zdrowia, a relacja terapeutyczna może być równie ważna jak technologia czy farmakologia.

Decyzja o wyborze tej ścieżki nie była oczywista.

Towarzyszyły jej pytania: czy to wystarczająco „konkretne”? Czy znajdę dla siebie miejsce zawodowe?

Czy uda mi się połączyć pasję z realnym wpływem na życie innych ludzi?

dziś wiem, że właśnie te wątPliwości były Początkiem Procesu, który idealnie wPisuje się w ideę lifelong learning –uczenia się PoPrzez

doświadczenie, refleksję

i zmianę.

W międzyczasie zrobiłam krok, który był dla mnie ogromnym eksperymentem i jednocześnie wyrazem sprawczości – założyłam swój pierwszy gabinet muzykoterapeutyczny na Śląsku. Było to miejsce, w którym od początku zależało mi na profesjonalizacji działań – muzykoterapia była tam dostępna dla wszystkich, niezależnie od wieku, potrzeb czy doświadczeń. Równolegle dostałam się na studia doktoranckie, które otworzyły przede mną kolejną perspektywę – pogłębionej refleksji naukowej nad tym, co robię w praktyce.

Gdy pracowałam intensywnie z dziećmi w spektrum autyzmu, coraz bardziej interesowało mnie, w jaki sposób muzyka może oddziaływać na ich rozwój społeczno-emocjonalny i komunikacyjny.

To był dla mnie ważny kierunek – chciałam nie tylko działać, ale też rozumieć i pokazywać innym, dlaczego i jak to funkcjonuje.

W tym sensie muzykoterapia stała się dla mnie przestrzenią łączenia intuicji z dowodami naukowymi.

Z potrzebą rozwoju wiązały się kolejne kroki –udział w licznych zagranicznych konferencjach, warsztatach i spotkaniach. To tam zdobywałam nową wiedzę, poznawałam strategie wprowadzania zmian – często bardzo małych, ale znaczących –do środowisk, które bywają skostniałe i oporne na innowacje. Również tam spotykałam ludzi, którzy mierzyli się z podobnymi wyzwaniami. Te doświadczenia budowały poczucie wspólnoty –świadomość, że nie jestem w tej drodze sama.

Przełomowym momentem był mój udział w międzynarodowym projekcie LongSTEP.

Pozwoliło mi to nie tylko wejść w środowisko medyczne, ale przede wszystkim nawiązać relacje

z personelem, który – po zakończeniu projektu –dążył do tego, abym stała się częścią terapeutycznego, rodzinnego podejścia funkcjonującego w szpitalu.

Dzięki temu mogłam kontynuować i rozwijać działania muzykoterapeutyczne na oddziale intensywnej terapii noworodka.

To właśnie tam najpełniej zobaczyłam, czym w praktyce jest podejście STEM/STEAM. Praca z wcześniakami i noworodkami wymaga nie tylko wrażliwości i uważności, ale także ścisłego rozumienia procesów fizjologicznych, współpracy z personelem medycznym oraz oparcia działań na dowodach naukowych. Każda interwencja jest formą

eksperymentu – uważnego, odpowiedzialnego, ale jednak otwartego na to, co nieprzewidywalne.

Muzykoterapia na oddziale intensywnej terapii noworodka to przestrzeń, w której technologia

spotyka się z relacją. Monitory, inkubatory, procedury medyczne – a pomiędzy nimi cichy śpiew, rytm oddechu, próba dostrojenia się do najmniejszych pacjentów i ich rodziców.

To most między światem nauki a doświadczeniem emocjonalnym – między tym, co mierzalne, a tym, co odczuwalne.

To również moje własne działania, ciągłe poszukiwanie

i gotowość do wychodzenia poza schematy – w tym możliwość współtworzenia wielu wydarzeń w ramach Europejskiego Miasta Nauki – sprawiły, że rozpoczęłam współpracę badawczą ze Szwecją.

W jej ramach dołączyłam także do międzynarodowej grupy networkowej PEARL, która zajmuje się badaniem i przeciwdziałaniem bólowi u wcześniaków i noworodków. To był kolejny ważny krok – moment, w którym praktyka zaczęła łączyć się z badaniami naukowymi, a lokalne działania zyskały globalny kontekst.

Dziś moja działalność ma wymiar nie tylko lokalny, ale i międzynarodowy. Jestem zaangażowana

w różne organizacje, współtworzę projekty i współpracuję z badaczami oraz praktykami z różnych krajów. Co dla mnie szczególnie ważne – jestem częścią społeczności, dla której muzykoterapia nie jest jedynie praktyką pomocową, ale pełnoprawną dyscypliną naukową, której skuteczność potwierdzają badania.

Dziś widzę wyraźnie, że moja droga zawodowa to nieustanne eksperymentowanie. To próby i błędy, zmiany kierunków, poszukiwanie własnej tożsamości zawodowej. To także spotkania z ludźmi – studentami, rodzicami, pacjentami, badaczami – którzy współtworzą tę historię.

Muzykoterapia w kontekście medycznym pokazuje,

że STEM/STEAM to nie tylko konkretne kierunki

studiów czy zawody przyszłości. To sposób myślenia – otwarty, interdyscyplinarny, oparty na ciekawości i gotowości do przekraczania granic między dziedzinami.

Jeśli miałabym wskazać, gdzie w mojej historii jest STEM/STEAM, powiedziałabym: wszędzie tam, gdzie pojawiają się pytania „dlaczego?”i „co jeszcze jest możliwe?”.

W miejscu, gdzie intuicja spotyka się z badaniami, a doświadczenie z refleksją.

A jeśli miałabym opisać tę drogę w kontekście lifelong learning – to jest ona procesem, który nigdy się nie kończy. Każde nowe doświadczenie, każdy projekt, każde spotkanie wnosi coś nowego i jednocześnie otwiera kolejne pytania.

bo może właśnie o to chodzi w eksPerymentowaniu –żeby nie zatrzymywać się na odPowiedziach, ale wciąż budować kolejne mosty i szukać dalej.

dr Jakub Bryła, dr Roman Marchaj

Wydział Prawa i Administracji

administracja bez nudy. jak POkazaliŚmy, Że PrawO mOŻe insPirOwaĆ

3 skojarzenia: Rewolucja przemysłowa.

Ferment / wrzenie.

Innowacyjny sposób podejścia do nauki

2 pytania:

W jaki sposób opowiadać o wpływie uniwersytetu na życie ludzkie?

Po co powinniśmy przekonywać o zasadności kształcenia uniwersyteckiego?

1 metafora:

STEM/STEAM jest jak dobry sposób na zachęcanie młodych osób do edukacji wyższej.

W powszechnej świadomości prawo jest najczęściej kojarzone z salą rozpraw, sprawami karnymi, rozwodami czy też z emocjonalnymi przemowami. Prawnik odziany w togę oraz posługujący się skomplikowanym językiem zazwyczaj pojawia

się wtedy, gdy dzieje się coś złego. Można stwierdzić, że pomiędzy światem prawa a rzeczywistością

większości osób jest widoczny dystans. Tymczasem istnieje gałąź prawa, z którą każdy z nas styka się każdego dnia. Jest nią prawo administracyjne, które określa relacje między obywatelami a organami państwa. To właśnie przepisy prawa administracyjnego określają m.in., w jaki sposób funkcjonują szkoły czy też kiedy pies musi być prowadzony na smyczy. Z normami administracyjnymi ściśle związane jest prawo

samorządu terytorialnego, które reguluje ustrój gmin, powiatów i województw. Oznacza to, że prawo administracyjne wraz z prawem samorządu terytorialnego wpływają na funkcjonowanie miast, szkół, transportu, bezpieczeństwa czy usług publicznych.

To właśnie ten zespół norm definiuje rzeczywistość otaczającą każdego obywatela.

Kierując się przyjętą tezą, postanowiliśmy poświęcić swoją działalność naukową, dydaktyczną i popularyzatorską upowszechnianiu tej mniej

popularnej gałęzi prawa. Najważniejszym celem naszej działalności jest przedstawianie prawa administracyjnego nie jako zbioru procedur i urzędowych pism, lecz jako żywego mechanizmu wpływającego na funkcjonowanie społeczeństwa. Chcemy pokazywać, że o administracji publicznej można mówić ciekawie. Szeroki zakres prawa administracyjnego pozwala odnaleźć przestrzeń do twórczego działania, współpracy i realnego wpływu na otaczającą rzeczywistość.

Realizacja założonych zamierzeń nie byłaby jednak możliwa, gdyby nie uniwersytet.

Od wieków uczelnie wyższe stanowią forum wymiany myśli, prowadzenia dyskursu oraz obcowania z drugą osobą. Nie ulega wątpliwości, że cechą wspólnot akademickich jest współpraca pomiędzy ich członkami. Bez wspólnego wykorzystania potencjałów poszczególnych jednostek nie byłaby możliwa realizacja wielu dzieł naukowych.

Nie inaczej było w naszym przypadku. Dostrzeżenie, że posiadamy podobne wizje co do przedstawiania zagadnień związanych z prawem administracyjnym oraz samorządem terytorialnym, pozwoliło na rozpoczęcie realizacji wspólnych projektów.

Na początku nasze działania były skromne, lecz dające nadzieję na przyszłość. Realizacja wydziałowych projektów, takich jak np.

studencka konferencja naukowa z zakresu budżetu obywatelskiego, pozwoliła na wzajemne poznanie się i identyfikację potencjałów. Nie mamy wątpliwości, że wspólna praca jest nauką cierpliwości, szacunku, zrozumienia dla drugiej osoby oraz wypracowywania kompromisów. Efekty tych lekcji są dostrzegalne coraz bardziej z roku na rok. Udana współpraca pozwoliła nam planować działania, które swoim zakresem znacząco wykraczają poza mury uniwersytetu.

Jednym z przykładów takiego działania jest konkurs studencki „Invent the Future. Katowice – Miasto Nauki Przyszłości”. Wspólnie z Uniwersytetem

Śląskim w Katowicach zaproponowaliśmy Miastu

Katowice wydarzenie ukierunkowane na wykorzystanie wiedzy i doświadczeń osób studiujących do zwiększenia atrakcyjności miasta, w którym mieszkamy. Konkurs umożliwił nam również pokazanie uczestnikom, że samorząd terytorialny rzeczywiście tworzą jego mieszkańcy. W zamierzeniu charakter konkursu był interdyscyplinarny. Dlatego nawiązaliśmy współpracę z naukowcami z innych wydziałów

Uniwersytetu Śląskiego oraz z uczelni wchodzących w skład Konsorcjum Akademickiego – Katowice

Miasto Nauki. Dzięki ścisłej współpracy udało się

zachęcić do udziału studentów z niemal wszystkich katowickich publicznych szkół wyższych.

Efekty wydarzenia przerosły nasze oczekiwania! Osoby studiujące zaproponowały m.in. system rakietowy do transportu krwi pomiędzy miastami

Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Natomiast zwycięski projekt, ukierunkowany na rozwiązywanie

samotności wśród seniorów oraz problemu mieszkaniowego wśród osób studiujących, został skierowany przez Miasto Katowice do wcielenia w życie.

Kolejnym naszym ważnym projektem jest Akademia Metropolitalna – program edukacyjny skierowany do nauczycieli szkół podstawowych, realizowany wspólnie z Górnośląsko-Zagłębiowską

Metropolią. Cel jej działania jest prosty: wytłumaczyć nauczycielom, w jaki sposób opowiadać uczniom o jedynej (pod względem prawnym) metropolii w Polsce. Jest to działanie innowacyjne, a zarazem wymagające, bowiem w świadomości społecznej Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia nie jest jeszcze głęboko zakorzeniona.

Aby więc zrealizować projekt jak najlepiej, podeszliśmy do tematu wielowątkowo. Dlatego wspólnie z naukowczyniami oraz naukowcami z Instytutu Geografii Społeczno-Ekonomicznej i Gospodarki Przestrzennej, Instytutu Socjologii,

Instytutu Pedagogiki oraz Instytutu Historii stworzyliśmy wieloaspektową opowieść o miejscu, w którym żyjemy.

Wierzymy, że w niedalekiej przyszłości najmłodsi mieszkańcy naszych gmin, miasteczek i miast będą dowiadywać się, że Metropolia jest czymś więcej niż tylko żółtym autobusem jeżdżącym po naszych ulicach.

Podsumowując naszą historię, chcielibyśmy wskazać, że uniwersytet jest miejscem, w którym nie tylko zdobywamy wiedzę, ale również nawiązujemy kontakty.

Są to relacje, które na pozór mogą wydawać się zwykłymi znajomościami. Jednakże dostrzeżenie wspólnych zainteresowań i przełożenie ich na konkretne działania mogą przynosić efekty dostrzegalne na zewnątrz. Być może nie zmienimy świata, ale z pewnością staramy się pokazywać, że prawo administracyjne i samorząd terytorialny dają społeczeństwu możliwości kreowania rzeczywistości.

P linarne centrum chemii

Już od dawna chemia przestała być obiektem zainteresowania wyłącznie chemików. Stała się nauką wszędobylską, nauką potrzebną i niezastąpioną. Czy tego chcemy, czy nie – ona jest integralną częścią każdego z nas. Choć na co dzień kierujemy się rozumem, a do komunikacji używamy języka, to przecież jesteśmy opisani językiem chemii, która jest alfabetem każdego z nas i tworzy nasz świat. Gdyby nie jej utylitarny charakter, nadal pomieszkiwalibyśmy w jaskiniach. Tymczasem jest inaczej.

Postęp technologiczny, którego jesteśmy świadkami i jakże zachłannymi konsumentami, dzieje się każdego dnia na naszych oczach. Lecz ani postęp, ani sukces, wbrew naszym oczekiwaniom, nie ma liniowego przyrostu. Przełomowe odkrycia to wyjątkowo rzadkie zdarzenia, niemniej jednak to właśnie one teleportują nas do świata całkowicie nowych możliwości. Nie byłoby ich, gdyby nie żmudna praca u podstaw wielu naszych poprzedników. prof. dr hab. Michał Daszykowski, Prorektor ds. finansów Uniwersytetu Śląskiego

Wydział Nauk Przyrodniczych

miĘdzy POrządkiem a chaOsem: matematyka, Która nauczyŁa siĘ biOlOgii

3 skojarzenia: Struktura. Chaos. Równowaga.

2 pytania:

W jaki sposób uczyć, żeby przestać przekazywać wiedzę, a zacząć budować rozumienie?

Jak daleko można „naginać” modele matematyczne, żeby nadal mówiły prawdę o rzeczywistości?

1 metafora: STEM/STEAM jest jak łącznik abstrakcji z rzeczywistością –miejsce, w którym to, co teoretyczne, zaczyna naprawdę działać.

Od początku szkoły podstawowej moim ulubionym przedmiotem była matematyka. Dostrzegałam w niej piękno uporządkowania i jasno określonych reguł. Matematyka ma swój własny język – zrozumiały dla wszystkich jej pasjonatów, niezależnie od miejsca i języka codziennej komunikacji.

Nie zawsze wszystko było łatwe, ale dzięki wytrwałości i praktyce potrafiłam opanować nawet trudne zagadnienia.

Nagrodą było poprawne rozwiązanie wymagających zadań. W tym świecie zawsze czułam się dobrze.

Zanurzając się w matematykę, nie musiałam pytać:

„Co autor miał na myśli?” — wszystko dało się precyzyjnie wyjaśnić. Jednocześnie zauważałam, że ten uporządkowany świat nie jest intuicyjny dla wszystkich. Właśnie wtedy, w połowie szkoły podstawowej, postanowiłam zostać nauczycielką matematyki. Chciałam pokazywać, że matematyka nie polega na bezmyślnym uczeniu się na pamięć, lecz na logicznym rozumieniu i samodzielnym dochodzeniu do wniosków.

Oczywiście wymaga ona także znajomości języka i podstawowych faktów. Jednak prawdziwe zrozumienie rodzi się z wytrwałości, ciekawości i zaangażowania. Po szkole podstawowej dostałam się do wymarzonej szkoły średniej. Tam matematyka zaczęła pokazywać trudniejszą stronę. Nie wszystko szło zgodnie z planem, ale każda trudność działała na mnie mobilizująco –zamiast zniechęcenia, pojawiała się determinacja.

Egzamin maturalny był dla mnie szczególnie trudnym doświadczeniem. Nauczycielka matematyki powiedziała przy całej klasie, że nigdy nie zostanę matematykiem. Choć było to bolesne, paradoksalnie wzmocniło moją motywację. Po maturze dostałam się na Wydział Matematyki i Informatyki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, uzyskując jeden z lepszych wyników egzaminu wstępnego. Dzięki temu dostałam się na prestiżowy kierunek mojego wydziału, czyli informatykę. To nie zmieniło wiele, nadal czułam się przede wszystkim matematykiem i równolegle realizowałam kursy pedagogiczne przygotowujące mnie do nauczania matematyki i informatyki.

Na piątym roku zaczęłam rozważać studia doktoranckie. Mój promotor nie miał jednak możliwości przyjęcia mnie do zespołu.

Wtedy pojawiła się propozycja Uniwersytetu Śląskiego – Wydziału Biologii. To była duża zmiana kierunku, ale zdecydowałam się spróbować. Miałam być matematykiem pracującym w świecie biologii.Początki były bardzo trudne. Znalazłam się w zupełnie nowym środowisku – wśród biologów, których języka nie rozumiałam i którzy nie do końca rozumieli mój sposób myślenia.

Matematyka była tam traktowana głównie jako narzędzie opisu rzeczywistości, które można dostosować do potrzeb biologii. Dla mnie, wychowanej w świecie ścisłych reguł, było to wyzwaniem.

Przez pierwszy rok często myślałam o rezygnacji. Czułam się zagubiona i niespójna ze sobą. Dodatkowo uczyłam matematyki studentów biologii, ale nie potrafiłam do nich dotrzeć. To było szczególnie trudne, bo moim celem zawsze było pokazywanie piękna matematyki.

Przełom nastąpił, gdy dołączyłam do zespołu tworzącego

moduł statystyczny dla studentów biologii. Statystyka była dla mnie nowym obszarem – mniej uporządkowanym

niż klasyczna matematyka, pełnym różnych podejść i interpretacji. Musiałam nauczyć się jej od podstaw.

Mimo trudności podjęłam wyzwanie. Zaczęłam uczyć statystyki, jednocześnie sama ją poznając. Kluczowy moment nastąpił podczas pracy nad konkretnym

problemem badawczym – nagle teoria zaczęła układać się w spójną całość. Statystyka połączyła mój abstrakcyjny

świat matematyki z praktyką badawczą. Zobaczyłam, że nie tylko porządkuje dane, ale realnie opisuje zjawiska i pozwala je rozumieć.

To doświadczenie zmieniło także moje podejście do nauczania. Zaczęłam modyfikować zajęcia tak, aby były bardziej zrozumiałe i angażujące dla studentów.

Wraz z kolegą fizykiem zaczęliśmy pokazywać, w jaki sposób matematyka i statystyka wspierają biologię — nie poprzez same obliczenia, lecz przez analizę problemów i dobór odpowiednich metod.

To podejście doprowadziło nas do badań nad hormezą radiacyjną, czyli odpowiedzią na pytanie, czy promieniowanie

jonizujące może mieć pozytywny wpływ na organizmy. Wybraliśmy rozwielitki jako model badawczy.

I w ten sposób trafiłam do laboratorium –z abstrakcyjnej matematyki do świata eksperymentów.

Dziś pracuję w kilku interdyscyplinarnych zespołach.

Każdy projekt daje mi ogromną satysfakcję i ekscytację –od eksperymentów, przez pracę w terenie, po analizy statystyczne i obliczenia matematyczne. Matematyka przestała być wyłącznie teorią – stała się narzędziem opisu i współtworzenia rzeczywistości.

Właśnie tutaj najpełniej realizuje się idea STEM –jako mostu łączącego różne dziedziny, języki i sposoby myślenia. Matematyka przestaje być zamkniętym systemem reguł, a staje się narzędziem dialogu między nauką a światem.

Moja dawna nauczycielka miała więc częściowo rację –dziś nie czuję się matematykiem. Nie czuję się również biologiem. Stałam się kimś pomiędzy. I dziś wiem, że właśnie w tym „pomiędzy” dzieje się to, co najważniejsze.

bo stem to nie tylko kierunki studiów. to sPosób myślenia.

to odwaga wychodzenia Poza schematy. to gotowość do eksPerymentowania, zadawania Pytań i łączenia tego, co Pozornie niePasujące.

to most — który Pozwala nie tylko łączyć światy, ale je naPrawdę rozumieć.

Wydział Sztuki i Nauk o Edukacji

czy góralka mOŻe ŚPiewaĆ w jĘzyku migOwym? w strOnĘ drugiegO czŁOwieka. góralskie drOgOwskazy PrzyszŁOŚci

3 skojarzenia: Eksperymentowanie. Współpraca. Odwaga szukania.

2 pytania:

Jak wykorzystać naukę i technologię, by budować bardziej empatyczny świat?

Czy przyszłość będzie należeć do ludzi, którzy potrafią łączyć różne dziedziny i doświadczenia?

1 metafora: STEM/STEAM jest jak most zawieszony między ciekawością a przyszłością.

Gdy człowiek nie wie, co zrobić, sumienie mówi mu tylko jedno: szukaj.

Te słowa księdza Józefa Tischnera towarzyszą

mi od wielu lat. Towarzyszyły mi wtedy, gdy jako dziewczyna z gór próbowałam zrozumieć, kim jestem. Towarzyszą mi dziś –gdy pracuję naukowo, uczę studentów, działam społecznie i wciąż poznaję drugiego człowieka.

Moja historia zaczęła się w Beskidach. W świecie prostych, ale mocnych drogowskazów. W domu, w którym ważne były relacje, uważność na drugiego człowieka, szacunek do pracy i przekonanie, że człowiek powinien „być sobą”. Dorastałam pomiędzy górami, gwarą, muzyką i ludźmi, którzy może nie używali wielkich słów, ale potrafili żyć autentycznie.

W swoim tekście o góralskiej swoistości pisałam, że człowiek przez całe życie wraca do samego siebie.

Dziś myślę, że edukacja również jest takim powracaniem. Nie tylko zdobywaniem wiedzy, ale odkrywaniem własnego „dlaczego?”.

Kiedy młody człowiek stoi przed wyborem szkoły czy studiów, często słyszy pytania: „Co się opłaca?”, „Po czym będzie praca?”, „Co daje przyszłość?”. Rzadziej pyta się go: „Co Cię naprawdę porusza?”, „Przy czym czujesz sens?”, „Jakim człowiekiem chcesz być?”.

A przecież właśnie tam zaczyna się prawdziwe uczenie.

STEM i STEAM kojarzą się najczęściej z technologią,

matematyką, laboratoriami, robotyką czy sztuczną inteligencją. Ale dla mnie STEM to coś znacznie więcej.

To most. Most między wiedzą a człowiekiem. Między tym, co mierzalne, a tym, czego nie da się zmierzyć.

Między nauką a empatią. Długo myślałam, gdzie w mojej historii znajduje się STEM.

I zrozumiałam, że jest obecny wszędzie tam, gdzie próbujemy lepiej rozumieć świat i drugiego człowieka. W pedagogice. W badaniach nad komunikacją. W pracy z osobami z niepełnosprawnościami. W projektowaniu edukacji przyszłości. W szukaniu sposobów, by technologia nie oddzielała ludzi od siebie, ale pomagała budować relacje.

Jednym z najważniejszych doświadczeń na tej drodze stały się dla mnie moje chóry, które prowadzę: „Niemy”

Chór Uniwersytetu Śląskiego (od 2016 r.) oraz Seeing

Voices Choir (od 2024). Na pierwszy rzut oka ktoś mógłby powiedzieć: „Przecież w chórze się śpiewa. Jak można śpiewać bez głosu?”. A jednak można.

I właśnie przy tworzeniu projektów z tymi ludźmi po raz kolejny zobaczyłam, że najważniejsze rzeczy

często dzieją się „pomiędzy”. Wspomniane chóry nie są tylko projektami artystycznymi. To doświadczenie spotkania. Osoby słyszące, słabosłyszące i Głuche tworzą wspólną przestrzeń komunikacji, emocji i obecności.

Tam język migowy łączy się z muzyką, ruch staje się

opowieścią, dynamiką, rytmem…, a cisza zaczyna mówić więcej niż słowa. To właśnie tam najmocniej zrozumiałam

ideę podwójnej inkluzji, a także interdyscyplinarności.

Bo czy takie chóry są sztuką? Edukacją? Psychologią?

Pedagogiką? Komunikacją społeczną? Technologią wspierającą dostępność? A może wszystkim jednocześnie?

STEAM zaczyna się właśnie w takich miejscach – tam, gdzie znikają granice między dziedzinami. Współczesny świat potrzebuje ludzi, którzy potrafią łączyć, a nie tylko dzielić wiedzę na przedmioty szkolne. Potrzebuje osób, które umieją współpracować, eksperymentować, popełniać błędy i wyciągać z nich wnioski. Ludzi ciekawych świata i jednocześnie uważnych na drugiego człowieka.

Eksperymentowanie nie oznacza przecież wyłącznie pracy w laboratorium. Czasem największym eksperymentem jest odwaga zmiany własnej drogi. Wyjazd z rodzinnej miejscowości. Pójście na studia mimo lęku. Rozpoczęcie nowego projektu. Wejście w środowisko, którego wcześniej się nie znało. Albo przyznanie sobie prawa do szukania.

W moim życiu wielokrotnie pojawiały się momenty niepewności – dylematy dotyczące wyborów edukacyjnych, zawodowych czy osobistych. I właśnie wtedy wracały drogowskazy, o których pisałam wcześniej – wartości wyniesione z domu, relacje, doświadczenia spotkań z ludźmi, poczucie sensu i odpowiedzialności.

Dziś widzę wyraźnie, że lifelong learning –uczenie się przez całe życie – nie polega jedynie na zdobywaniu kolejnych dyplomów. To raczej gotowość, by nieustannie pozostać człowiekiem ciekawym. By nadal zadawać pytania. Nadal się dziwić. Nadal umieć powiedzieć: „nie wiem, ale chcę szukać”.

Inspiracje przychodzą do mnie z różnych stron. Z rozmów ze studentami. Z pracy naukowej. Z gór. Z muzyki, chórów. Z ciszy. Z ludzi, którzy mimo trudności potrafią zachować autentyczność. Z doświadczeń osób Głuchych, które pokazują, że komunikacja to coś znacznie więcej niż dźwięk.

bo może właśnie tego najbardziej Potrzebujemy dziś w edukacji –nie tylko Przekazywania informacji, ale także budowania mostów.

między szkołą a życiem.

Między technologią a człowiekiem.

Między nauką a wrażliwością.

Między „ja” a „my”.

A młody człowiek?

On nie potrzebuje gotowej mapy. Potrzebuje odwagi, by wejść na most i zacząć szukać własnej drogi.

quiz steam quiz steam quiz steam quiz steam quiz steam

Pytanie 1.

Chcesz projektować nowoczesne algorytmy prognozujące trendy biznesowe i uczyć maszyny myślenia za pomocą języków Python lub R. Który inżynierski kierunek na UŚ wyposaży Cię w te kompetencje przyszłości?

a) architektura informacji,

b) Data Science i sztuczna inteligencja, c) matematyka.

Pytanie 2.

Interesuje Cię analiza zjawisk przyrodniczych,społecznych i gospodarczych w przestrzeni i czasie – od skali lokalnej po globalną.

Chcesz poznać zależności między naturą a działalnością człowieka, a także nauczyć się korzystać z baz danych, tworzyć mapy i analizować dane w systemach GIS. Szukasz programu studiów obejmującego przedmioty geograficzne, społeczne i humanistyczne oraz zajęcia do wyboru. Po studiach zamierzasz prognozować zmiany, planować rozwój przestrzeni oraz projektować rozwiązania dla środowiska przyrodniczego i społeczno-gospodarczego. Wybierz kierunek na UŚ: a) geografia, b) geologia, c) ochrona środowiska.

Pytanie 3.

Lubisz logiczne i analityczne myślenie, a także rozwiązywanie problemów. Chcesz pracować w banku, firmie ubezpieczeniowej, finansach, handlu lub przemyśle, wykorzystując zaawansowane modelowanie matematyczne i statystykę, rozważasz pracę jako nauczyciel(ka) matematyki, fizyki, chemii, informatyki. Możesz wziąć udział w programie Realmaths – na pierwszym roku studiujesz na Uniwersytecie Śląskim, a na drugim na University of L’Aquila we Włoszech. Wybierz odpowiedni kierunek na UŚ:

a) informatyka stosowana, b) fizyka medyczna, c) matematyka.

Pytanie 4.

Zadaniem tych 3,5-letnich studiów inżynierskich na UŚ jest nauczenie Cię, jak bezpiecznie i ekologicznie przenieść procesy syntezy z małej probówki laboratoryjnej do wielkich instalacji przemysłowych. Poruszane będą zagadnienia dotyczące syntezy leków, produkcji nawozów, farb i kosmetyków, wytwarzania polimerów, otrzymywania wodoru… O jakim kierunku mowa?

a) technologia chemiczna, b) chemia, c) biotechnologia.

Pytanie 5.

Chcesz projektować nowoczesne implanty kostne, pisać oprogramowania dla urządzeń diagnostycznych (USG, MRI) oraz współpracować ze szpitalami i klinikami. Jesteś osobą zainteresowaną zastosowaniem rozwiązań inżynieryjnych w ochronie zdrowia. Który kierunek na UŚ łączy technologię, medycynę i nauki biologiczne?

a) inżynieria biomedyczna, b) biofizyka, c) biologia.

Pytanie 6.

Chcesz projektować zieloną przyszłość, łącząc chemię, technologię, ochronę środowiska i innowacje. Marzysz o pracy przy odnawialnych źródłach energii lub biodegradowalnych kompozytach, a od 2028 roku chcesz uczyć się w budowanym właśnie Śląskim Interdyscyplinarnym Centrum Chemii. Który kierunek inżynierski na UŚ wybierzesz?

a) inżynieria zagrożeń środowiskowych,

b) technologia chemiczna, c) technologie środowiskowe i nowoczesne materiały.

Pytanie 7.

Raporty rynkowe wskazują na ogromną automatyzację fabryk. Chcesz programować roboty przemysłowe i obrabiarki CNC, łącząc mechanikę, elektronikę, informatykę oraz automatykę i robotykę. Rozważasz pracę na stanowiskach: inżynier automatyki, projektant, inżynier procesu, technolog, informatyk, serwisant, programista-automatyk, QA-tester, inżynier wsparcia technicznego. Wybierz kierunek inżynierski na UŚ:

a) inżynieria materiałowa,

b) mechatronika,

c) Data Science i sztuczna inteligencja.

Pytanie 8.

To kierunek dla osób, które chcą zapobiegać skutkom katastrof naturalnych. Uczysz się, jak rozpoznawać i ograniczać skutki powodzi, osuwisk, suszy, trzęsień ziemi czy gwałtownych burz i wichur. Poznajesz nowoczesne narzędzia, które pomagają przewidywać zagrożenia i chronić ludzi, budynki oraz infrastrukturę. Który kierunek inżynierski na UŚ odpowiada temu opisowi?

a) inżynieria zagrożeń środowiskowych,

b) ochrona środowiska,

c) geologia stosowana.

Pytanie 9.

Chcesz rozumieć, z czego i jak powstają materiały oraz jak można je udoskonalać. W trakcie studiów uczysz się, jak zmieniać ich właściwości, aby były lżejsze, wytrzymalsze, bardziej odporne na wysoką temperaturę lub lepiej przewodziły prąd. Chcesz badać strukturę metali, polimerów, ceramiki i projektować superlekkie kompozyty dla przemysłu motoryzacyjnego lub lotniczego. Jaki to kierunek na UŚ?

a) inżynieria materiałowa, b) geologia stosowana, c) technologia chemiczna.

Pytanie 10.

Myślisz o połączeniu biologii, fizyki i chemii. Szukasz przygotowania do pracy z lekami oraz chcesz badać procesy zachodzące w komórkach i tkankach. A może chcesz poznać budowę oka, zasady prawidłowego widzenia oraz technologie stosowane w optyce okularowej i optometrii… Wybierz ten akademicki kierunek ścisły na UŚ:

a) inżynieria biomedyczna, b) biofizyka, c) fizyka medyczna.

Pytanie 11.

Twoim celem jest czyste programowanie (w językach, takich jak: C++, Python lub Java), tworzenie aplikacji mobilnych, gier komputerowych i zgłębianie cyberbezpieczeństwa. Jaki sztandarowy kierunek IT powinieneś wybrać na UŚ?

a) informatyka, b) mechatronika, c) gospodarka wodna – aquamatyka.

Pytanie 12.

Chcesz zrozumieć, jak działa świat na poziomie cząsteczek, i wykorzystać tę wiedzę w praktyce. Wiążesz swoją przyszłość ze sprawdzaniem nowych leków w firmach farmaceutycznych lub kontrolowaniem w laboratoriach jakości żywności. Pragniesz poznać podstawy prawa patentowego i dowiedzieć się, jak chronić wyniki swojej pracy. Kierunek, na którym nauczysz się planować i prowadzić eksperymenty, analizować wyniki, pracować z nowoczesną aparaturą, to:

a) biotechnologia, b) chemia, c) ochrona środowiska.

Pytanie 13.

Na studiach uczysz się, jak funkcjonują rośliny, zwierzęta i człowiek. Poznajesz też to, co jest niewidoczne gołym okiem –komórki, tkanki i procesy zachodzące w organizmach. Dużo zajęć ma formę praktyczną. Pracujesz w laboratoriach, wykonujesz proste badania i uczysz się obsługi sprzętu. Ten kierunek na UŚ to: a) ochrona środowiska, b) biofizyka, c) biologia.

Pytanie 14.

Kierunek, na którym poznasz historię i budowę Ziemi oraz procesy zachodzące w jej wnętrzu w przeszłości i obecnie. Zrozumiesz także, jak powstały zasoby naturalne i jak je wykorzystywać w sposób bezpieczny i odpowiedzialny. Będziesz łączyć nabytą wiedzę z umiejętnościami praktycznymi; wykonywać pomiary i analizy w laboratoriach oraz obserwacje i badania w terenie; rozpoznawać skamieniałości, minerały i skały, tworzyć mapy i modele 2D oraz 3D… Który kierunek na UŚ daje takie możliwości?

a) geografia,

b) inżynieria materiałowa, c) geologia.

Pytanie 15.

Chcesz rozwijać technologię diagnostyki obrazowej i terapii onkologicznej, pracować w szpitalach przy obsłudze aparatury radioterapeutycznej, w medycynie nuklearnej czy dozymetrii, a nawet zdobyć uprawnienia technika elektroradiologii. Wybierz kierunek inżynierski na UŚ:

a) biofizyka,

b) fizyka medyczna, c) mechatronika.

Pytanie 16.

Chcesz rozumieć przyrodę i realnie na nią wpływać. Uczysz się, jak działa środowisko i jak je chronić w praktyce –od badań terenowych po decyzje administracyjne. Od pierwszych semestrów pracujesz z realnymi problemami. Poznajesz biologię, chemię, geografię i geologię. Wychodzisz w teren, obserwujesz przyrodę, pobierasz próbki i analizujesz je w laboratorium. Dzięki temu widzisz, jak teoria działa w praktyce. Po studiach możesz pracować w administracji, firmach konsultingowych, instytucjach publicznych i organizacjach ekologicznych. Którego kierunku na UŚ dotyczy ten opis?

a) geografia,

b) ochrona środowiska, c) inżynieria zagrożeń środowiskowych.

Pytanie 17.

Chcesz nauczyć się wyznaczać położenie punktów oraz sporządzać mapy i dokumentację terenową. Interesują Cię badania wód podziemnych i ich krążenia albo warunków gruntowo-wodnych na potrzeby realizacji inwestycji budowlanych. Planujesz wykorzystać pole fizyczne do poznania budowy wnętrza Ziemi i poszukiwań surowców. Fascynują Cię właściwości fizyczne i mechaniczne gruntów i skał. Chcesz korzystać ze specjalistycznych programów, takich jak AutoCAD, Geostar, Surfer, FEFLOW. Rozważ kierunek na UŚ:

a) geologia stosowana, b) gospodarka wodna – aquamatyka, c) geografia.

Pytanie 18.

Chcesz wiedzieć, jak działa świat dookoła Ciebie, co sprawia, że otwieracz do puszek działa, żarówka świeci, a w Twoim ciele wszystko funkcjonuje jak w zegarku. Interesuje Cię, jak powstają trzęsienia ziemi, tsunami czy czarne dziury… W trakcie studiów połączysz fizykę, matematykę, informatykę i nowoczesne technologie, które pozwolą Ci rozwiązywać problemy naukowe i praktyczne. Wybierz kierunek na UŚ:

a) fizyka medyczna,

b) matematyka,

c) fizyka.

Pytanie 19.

Po ukończeniu kierunku możesz pracować przy ochronie i zarządzaniu wodą w warunkach zmian klimatu. Zrozumiesz, jak zmiany klimatu wpływają na rzeki, jeziora, wody podziemne i ekosystemy wodne, a także zareagujesz na te zmiany. Jaki to unikatowy inżynierski kierunek z obszaru nauk o Ziemi i środowisku, który znajdziesz na UŚ?

a) ochrona środowiska,

b) gospodarka wodna – aquamatyka,

c) inżynieria zagrożeń środowiskowych.

Pytanie 20.

Interesuje Cię sprzętowa strona IT – systemy chmurowe, wirtualizacja, internet rzeczy (IoT) oraz mikrokontrolery. Jaki kierunek inżynierski na UŚ łączy kodowanie z twardą inżynierią sprzętową?

a) fizyka,

b) matematyka,

c) informatyka stosowana.

Pytanie 21.

Na studiach poznajesz procesy zachodzące w komórkach, genach i mikroorganizmach oraz uczysz się, jak wykorzystywać tę wiedzę w praktyce. Chcesz pracować w urzędach, które nadzorują badania DNA, ochronę środowiska i bezpieczeństwo leków oraz żywności lub usprawniać procesy, które wykorzystują mikroorganizmy w przemyśle. Jaki to kierunek na UŚ?

a) biologia, b) biotechnologia, c) technologia chemiczna.

quiz steam quiz steam quiz steam quiz steam quiz steam

cześć, to ja, magda –

ta od metkownicy matematyki.

chęć zaszczepić w nauczycielach, by przekazywali dalej matematyczny entuzjazm.

Co było dalej? Studia doktoranckie i doktorat (zgadnijcie, o czym pisałam rozprawę doktorską…), a także studia podyplomowe z nauczania matematyki – chciałam jednak móc zajmować się nie tylko matematyką dla najmłodszych.

Moja droga była kręta jak górskie serpentyny, jednak doprowadziła mnie do miejsca, w którym się teraz znajduję. Jestem nauczycielką

akademicką i uczę przyszłych oraz obecnych nauczycieli – nie tylko o tym, jak wspierać uczniów w matematycznej drodze, ale także, jak wykorzystywać w tym procesie nowe technologie. Ostatnio głównie przekonuję, że sztuczna inteligencja to nie magia, ale bardzo zaawansowana matematyka, która rozsądnie i świadomie stosowana, może być sprzymierzeńcem nauczycieli na każdym etapie. Przecież cały STEAM to wielki sprzymierzeniec naszej przyszłości.

Aktualnie oprócz AI na tapet biorę też

edukację finansową najmłodszych – nawet mam okazję pisać o tym w… podręcznikach szkolnych! Brzmi znajomo, prawda? Cóż…

Jednym z interesujących i charakterystycznych działów matematyki jest probabilistyka, czyli rachunek prawdopodobieństwa.

Jaka była szansa, że matematyka zamieszka w moim życiu na stałe? A jaka, że szkolne żarty o magisterce czy pisaniu podręczników się spełnią? I że doświadczę trudności w uczeniu się matematyki, a później

je pokonam? Słowem: jakie było prawdopodobieństwo, że w moim życiu wydarzy się właśnie ten, a nie inny scenariusz?

Nie można tego wyliczyć. Dlaczego?

Bo zdarzenia te były ze sobą powiązane i w większości zdeterminowane przez wybory, które podejmowałam mniej lub bardziej świadomie.

Wiem jednak, że zarówno studia, jak i poświęcenie się matematyce były całkiem dobrymi wyborami, które spięły to wszystko jak klamra.

bardziej raniła mnie myśl, że wymyka mi się z rąk coś, co od zawsze dodawało mi energii do działania i odkrywania. Nie wiem, gdzie byłabym teraz, gdyby nie pomoc osoby, która pomogła mi nadać temu wszystkiemu nowy sens.

Dużo mówię, ba!, opowiadam, gadam, wyjaśniam, tłumaczę, referuję, nawijam jak katarynka.

Od niespiesznego wykładu, przez użyteczny storyteling, aż po zwyczajny yapping. Osioł ze Shreka to przy mnie amator. Dlaczego

tak się dzieje? Po pierwsze dlatego, że lubię mówić. Lubię ludzi, lubię content, lubię interakcje. Po drugie – lubię analizować i opowiadać o tym samym na różne sposoby, tak by dotrzeć do wielu różnych osób.

Ta umiejętność przydaje się w co najmniej kilku branżach. O, na przykład w edukacji.

Tak, zostałam nauczycielem.

Kiedy powoli, krok po kroku wygrzebywałam się z mojego matematycznego dołka, z pomocą dobrych ludzi odkryłam, że mogę uczyć. A skoro na własnej skórze poznałam, czym są trudności w uczeniu się matematyki –to zaczęłam szukać, gdzie najbardziej będę

mogła je niwelować. Przecież to oczywiste, że na początku edukacji! Ukończyłam studia z pedagogiki wczesnoszkolnej i przedszkolnej.

W międzyczasie też skończyłam studia poświęcone specjalnym potrzebom

edukacyjnym. Zgadnijcie, o czym pisałam pracę licencjacką i magisterską…

Podczas studiów moja matematyczna pasja zamieniła się w pasję do nauczania matematyki. Oczywiście w szkolnych latach setki razy zajmowałam się pomocą innym w zrozumieniu świata liczb, ale na studiach wreszcie moje działania z intuicyjnych mogły się stać celowymi. Studia dały mi ugruntowaną wiedzę i masę doświadczeń, które – jak brakujące puzzle w układance –pozwoliły widzieć więcej i dokładniej niż kiedyś. To na studiach, jeszcze przed erą influencerów, założyłam bloga dla nauczycieli i rodziców, w którym zachęcałam do zabaw matematycznych. Były to pierwsze kontakty z firmami, wydawnictwami, a przede wszystkim –nauczycielami i rodzicami. Również na studiach zaczęłam prowadzić pierwsze szkolenia dla nauczycieli. Dzięki nim odkryłam, że nie tylko warto zachęcać dzieci do uczenia się matematyki, ale też można

Klik, klik, klik – to właśnie ten odgłos towarzyszył momentowi, w którym w mojej głowie „coś kliknęło” i pojawiło się zainteresowanie światem matematyki. Nie był to jednak odgłos komputerowej myszki, ale… metkownicy –prostego narzędzia, które służy do umieszczania naklejek z ceną na produktach. Jako kilkulatka uważałam, że jest to moja ulubiona zabawka –znakowanie produktów w sklepie, w którym pracowała moja mama, potrafiło zająć mnie na długie godziny. Wtedy zaczęłam dostrzegać matematykę wszędzie – w handlu, w muzyce, w grach, w codziennych czynnościach i otoczeniu. Dosłownie wszędzie.

Bawiłam się wyśmienicie.

Dokładnie tak – bawiłam się. Przez długie lata znałam wyłącznie użyteczny i atrakcyjny, zabawowy wymiar matematyki. To wystarczyło, by bez problemu przejść większość etapów edukacji i po drodze zgarnąć kilka dyplomów za osiągnięcia w konkursach. Ba! Jako nastolatka śmiałam się z przyjaciółkami, że kiedyś pójdę na studia i napiszę pracę magisterską o nauczaniu matematyki. A może moją skłonność do wymyślania zadań matematycznych i tłumaczenia ich krok po kroku zamienię kiedyś w szkolny podręcznik?

Wyobrażam sobie, jak irytująca musi się wydawać osoba, której wszystko w matematyce przychodzi samo. Nie ma żadnych trudności, wszystko jest proste, łatwe i oczywiste. Zero wysiłku. Też bym jej nie lubiła.

Ale spoiler: takich osób na szczęście nie ma. Nie żartuję. Matematyka to nauka zajmująca się rozwiązywaniem problemów. Chcemy czy nie – ona zawsze postawi przed nami pytania, trudności i błędy. Jednak czasem dla niektórych z nas staje się zbyt trudna –na przykład… dla mnie.

Zderzenie z matematyką w szkole średniej było mniej przyjemne niż nadepnięcie boso na klocek Lego. W zasadzie na cały zestaw klocków. Ta „dorosła” matematyka była oczywiście ciekawa, ale jednocześnie w nieznany mi dotąd sposób – abstrakcyjna i teoretyczna. Taka, na oko, niepraktyczna. Dlatego kiedy trudniejsze treści zderzyły się z niższą motywacją, a na dokładkę dołączyły do nich problemy osobiste, zaliczyłam twarde lądowanie, które wtedy nazwałabym matematyczną porażką. Teraz już wiem, że to były po prostu trudności w uczeniu się matematyki. I tak – złościłam się, łykałam łzy, bałam się. Złe oceny bolały, ale jeszcze

dr Magdalena Marekwia

Wydział Nauk Społecznych

eks P e Ryment : matematyka . zaliczy Ł am „PO ra Ż k Ę”, ŻebyŚcie wy nie musieli
(i cO ma dO tegO metkOwnica)

3 skojarzenia: Przyszłość. Puzzle. Energia.

2 pytania:

Czy istnieje idealny scenariusz matematycznej drogi?

Jak przekonać ludzi, że STEAM jest właśnie dla nich?

1 metafora: STEAM jest jak układanka, w której każdy element dopełnia obrazu.

sPoiwem moich działań jest ciekawość –

dokładnie ta sama, która kazała mi kiedyś Pytać, jak zbudowany jest świat.

i choć nie wiem, dokąd ta ciekawość zaProwadzi mnie jutro, jedno wiem na Pewno: nauka to najPiękniejsza Podróż na całe życie.

warto w nią wyruszyć, zwłaszcza jeśli ma się obok mądrych Przewodników.

Od lat pracuję w środowiskach projektowych i interdyscyplinarnych. Dziś w Uniwersytecie Śląskim zajmuję się problematyką STEAM. Skrót ten (Science, Technology, Engineering, Arts, Mathematics) to nic innego jak połączenie nauk ścisłych, eksperymentalnych, inżynierii z humanistyką i sztuką. Działam ramię w ramię z wybitnymi naukowczyniami i naukowcami ze świata STEM. Moim zadaniem jest przyglądanie się relacjom, szukanie znaczeń i budowanie mostów. Wspólnie poszukujemy uniwersalnego języka, który potężne, ale często hermetyczne metajęzyki nauki uczyni zrozumiałymi dla nas wszystkich.

Interdyscyplinarność nie jest teoretyczną koncepcją jutra, ale absolutną koniecznością dzisiaj. Jest zgodą na niewiadomą, ciągły ruch, dialog i otwartość na drugiego człowieka.

W skomplikowanym świecie – w takim przyszło nam żyć – potrzebujemy nie tylko twardych danych, ale także humanistycznej refleksji, by wiedzieć, co z tymi danymi zrobić.

Kiedy dzisiaj myślę o tamtym chłopcu przeglądającym atlasy, uśmiecham się do siebie. Ostatecznie nie zostałem lekarzem. Wybrałem podróże – nie tylko te palcem po mapie z punktu A do punktu B, ale także fascynujące wyprawy między ideami, językami, koncepcjami i kulturami.

Po spotkaniu poszliśmy poznać jego zespół –kto i za co jest odpowiedzialny, jak wygląda

wymiana myśli, jaką siłę ma interdyscyplinarność w osiąganiu celów. Prawdziwy onboarding. Te kilka godzin zmieniło mój sposób myślenia

o pracy, o projektach. Wszystko, co przyszło później–od stworzenia marki Festiwal Tauron Nowa Muzyka po jedno z ważniejszych Centr Edukacji Przyrodniczej w Polsce – było efektem czasu spędzonego na rozmowach i spotkaniach. Teraz wiem, że to, co wtedy

usłyszałem, wyprzedzało też epokę AI. Hasło „Yes We Can” jest prawdą, ale stało się prawdziwe tylko dzięki ludziom, którzy pojawili się na drodze prowadzącej do jego stworzenia – ze swoimi talentami, wiedzą i wrażliwością.

Każdy z nas, budując swoje CV, umieszcza w nim swoje osiągnięcia. Osią moich jest spotkanie z Davidem Drogą, szefem agencji Droga5. Wyróżnienia i nagrody, które pojawiły się po drodze, zawdzięczam tej rozmowie. Najwspanialszy mentoring, którego doświadczyłem, zaczął się od szalonego maila Ani. Gdybym miał mu nadać tytuł, napisałbym „Antropologia i interdyscyplinarność”. Rozpoczynając swoją zawodową przygodę, nie przypuszczałem, że zatoczę koło. Zostałem humanistą w świecie nauk eksperymentalnych.

David odpisał po kilku minutach: Cześć! Kocham takie sytuacje. Jestem na Święta

w Sydney, będę z początkiem roku w Nowym Jorku, jak już wyjedziecie z Chorzowa i będziecie na miejscu, odezwijcie się. Znajdę dla Was czas. Polska! Moje korzenie sięgają tego miejsca. Cieszę się, do zobaczenia, Wesołych Świąt. Kiedy Ania powiedziała, że dostała odpowiedź, trudno było nam w to uwierzyć. Pomyśleliśmy, że to efekt świątecznej atmosfery; jednocześnie myśl o spotkaniu stawała się dla nas osią całego wyjazdu – „Czy to jest możliwe?”.

Dotarliśmy do Nowego Jorku, na Lafayette St 5, spotkaliśmy się Davidem Drogą. Podtrzymał swoje zaproszenie, poświęcił nam swój czas, czekał też na nas jego zespół. Opowiedział nam, „jak to robią” –jak pozwalają krążyć pomysłom, po jakie twarde dane sięgają, a jakich szukają, czym jest myślenie out off box. Ich sukcesy już wtedy były spektakularne, rozmawialiśmy jednak o tym, który dawał i jemu, i zespołowi, i światu najwięcej radości. „Yes We Can!”–podziwiałem tego człowieka, a on podzielił się ze mną sposobem, w jaki poradził sobie z wyzwaniem, którym była komunikacja skierowana do białych mieszkańców Głębokiego Południa USA i środowisk żydowskich. Jej celem było pozyskanie głosów poparcia dla Baracka Obamy. To była opowieść o autentyczności, prawdzie i wartościach.

jednocześnie przez świat wielkich idei i pomysłów. Internet od dawna nie był już luksusem, a o modemach wszyscy zdążyli zapomnieć. W tych poszukiwaniach natrafiłem na agencję Droga5. Przepadłem. Wszystkie pytania, które zadawałem wcześniej, spotkały się w jednym miejscu. Pojawiło się też nowe, być może najważniejsze: „Jak oni to robią?”. Pod koniec 2005 roku planowaliśmy z narzeczoną kolejną naszą wyprawę, zbliżały się Święta Bożego Narodzenia, a od kilu tygodni prezydentem Stanów Zjednoczonych był Barack Obama – pierwszy w historii Afroamerykanin wybrany na to stanowisko. Panowała atmosfera radości i ekscytacji – u nas w domu i na świecie.

Podróż miała zaprowadzić nas bardzo daleko, o wiele dalej niż to, co było jej pierwotnym planem.

Dokąd doprowadzi – okazało się później. Po drodze zaplanowaliśmy, że zatrzymamy się u naszych znajomych w Nowym Jorku. Wtedy ponownie powiedziałem Ani o Drodze5. To było tuż przed Wigilią. Nie mówiąc mi o swoim planie, usiadła do laptopa, napisała maila do Davida Drogi, człowieka, który stworzył Drogę5. Uwielbiam jej spontaniczność i szaleństwo.

Kilka zdań o tym, kim jesteśmy, o mojej fascynacji jego pracą, szacunku wobec niej i ciekawości, której dawałem ciągły upust. Pewnie mogło być dla niej męczące moje ciągłe „Droga5 to, Droga5 tamto – ach i och”. Wiecie, co się stało?

I wtedy wydarzyło się coś, czego nie było w moim precyzyjnym planie. Optyka zaczęła się zmieniać.

Nie potrafię wskazać w kalendarzu tego jednego, konkretnego dnia, ale w pewnym momencie pytania „dlaczego?” i „jak?”

ustąpiły miejsca znacznie bardziej frapującemu pytaniu: „po co?”. Ten intelektualny ferment zawdzięczam mojej Pani Profesor od języka polskiego. Dziś, z perspektywy czasu wiem, że była jednym z najważniejszych nauczycieli w moim życiu. Z niezwykłą czułością i uwagą pokazała mi, jak nieskończenie złożony

i wielobarwny jest świat. To dzięki niej zatrzymałem się i zadałem sobie fundamentalne pytanie: „Czy bardziej interesują mnie mechanizmy rządzące ciałem, czy te, które kształtują umysł i społeczeństwo?”.

Zbliżała się matura. Miałem w ręku świadectwo dojrzałości i… dokonałem wolty, która wielu moim bliskim wydała się czystym szaleństwem. Mając w głowie anatomię, biologię i chemię, w zaledwie trzy tygodnie przygotowałem się do egzaminów na kierunek, o którym jeszcze chwilę wcześniej wiedziałem niewiele. Nie złożyłem nawet papierów na medycynę.

Zamiast tego wybrałem Uniwersytet Śląski i kulturoznawstwo – zamieniłem wymarzony stetoskop na antropologię kultury.

Rozpocząłem studia, które z samej swojej natury wymykają się sztywnym ramom. To był przełom tysiącleci – czas pęknięć, końców, początków, wibrowania starych i nowych symboli. Wtedy też, dzięki wspaniałym profesorom, zacząłem rysować swoją własną mapę. Pojawiło się jednak wyzwanie. W tamtych czasach myślenie interdyscyplinarne nie było jeszcze nawet modnym hasłem, a tym bardziej powszechną praktyką. Spróbujcie wytłumaczyć cioci na imieninach, czym właściwie zajmuje się kulturoznawca w świecie zdominowanym przez konkretne, rzemieślnicze zawody!

Początki bywały trudne, ale dziś wiem, że te niezręczne rozmowy były bezcenne. Każda wątpliwość zmuszała mnie do redefiniowania siebie. Uczyła mnie sztuki argumentacji i ciągłego poszukiwania swojego miejsca. Z takim bagażem wszedłem na zawodową ścieżkę, zacząłem zdobywać nowe doświadczenia, szukać inspiracji. Pracowałem i podróżowałem

„Kim będziesz, jak dorośniesz?” – to chyba najczęściej zadawane dzieciom pytanie, na które większość z nas miała przygotowaną gotową, choć często zmieniającą się odpowiedź. Moja była niezachwiana: „Będę podróżnikiem albo lekarzem”.

Odkąd pamiętam, świat fascynował mnie swoją budową. Z wypiekami na twarzy spędzałem czas nad atlasami, wodziłem palcem po mapach odległych krain, a na podwórku próbowałem skatalogować każdy napotkany gatunek rośliny czy owada. Z czasem ta prosta, dziecięca próba zrozumienia rzeczywistości zaczęła ewoluować. Przestały mi wystarczać same nazwy. Zacząłem dostrzegać niewidzialne nici – relacje między tym, co ożywione, a tym, co nieożywione. Chciałem wiedzieć nie tylko, dlaczego to jest, ale przede wszystkim, jak to działa.

Miałem ogromne szczęście do przewodników. Na mojej szkolnej drodze pojawili się nauczyciele – pasjonaci z krwi i kości. Biolodzy, chemicy, fizycy, geografowie –to oni podsycali mój głód wiedzy. Kiedy więc przyszedł czas wyboru liceum, byłem pewien swojej ścieżki.

W szkole średniej żarty się skończyły. Na biurku wylądowały opasłe podręczniki do anatomii, a ja zacząłem rozwiązywać kolejne testy. Wymarzone studia medyczne rysowały się coraz wyraźniej na horyzoncie. Byłem gotowy, by zająć się ludzkim ciałem.

mgr Daniel Wahl

producent Sceny STEM Śląskiego Festiwalu Nauki Katowice

staĆ PO dró Ż nikiem w Świecie steam

1 metafora: STEM/STEAM jest jak zaproszenie na spotkania z nieznajomym (nieznanym). anat O mia ciekaw OŚ ci . O tym , jak nie PO szed Ł em na medycyn Ę, by z O

3 skojarzenia: Ciekawość.

Eksperyment. Relacje.

2 pytania: Co mówi nam STEAM o nas samych?

Jak będzie wyglądał świat za „kilka” dni dzięki STEAM?

ten świat Pomieści

ten świat Pomieści

ten świat Pomieści

ten świat Pomieści

ten świat Pomieści

ten świat Pomieści

nas wszystkich nas wszystkich nas wszystkich nas wszystkich nas wszystkich nas wszystkich

Ten świat pomieści nas wszystkich

pulsującym projektem. Mapą, której brzegi wciąż mokną od fal coraz to nowszych i nowszych fascynacji. Mapą, która nigdy nie zostanie ostatecznie rozrysowana, z pustymi przestrzeniami. To przyzwolenie na spontaniczność wywraca do góry nogami precyzyjne plany, czyniąc z nich jeszcze ciekawszy scenariusz, na który w gotowości czeka dzisiejszy świat.

Niech upragniona odwaga popycha nas, by w jednym ciele pomieścić precyzję ścisłowca, wrażliwość humanisty, buntowniczą naturę artysty i cierpliwość wszechstronnego pasjonata codzienności.

Ta nieustanna alchemia barw niech sprawia, że zderzenie chłodnego błękitu logiki z ognistą

czerwienią pasji stworzy zupełnie dotąd nieopisane odcienie niekończącego się potencjału. Wierzę głęboko, że przyszłość nie zostanie zapisana przez tych, którzy z namaszczeniem recytują gotowe odpowiedzi. Przyszłość wykuwa się na krawędziach tego, co znane i systemowe. Tam, gdzie nauka i sztuka przenikają się w twórczym niepokoju. Należy ona do tych, którzy nie boją się stawać na styku różnych dyscyplin i z dziecięcą ciekawością pytać: „A co, jeśli…?”. To właśnie tam, w szczelinach między tym, co znane, a tym, co nieodkryte, bije prawdziwe tętno jutra. I Ty możesz znaleźć w nim swoje własne miejsce. Jestem o tym głęboko przekonana.

i jego potrzeb. Dzięki takiemu podejściu widzę w dziecku małego inżyniera i kreatora umysłu, a nie tylko użytkownika systemu czy jednostkę statystyczną. Muzyka nauczyła mnie słuchać pauz między słowami uczniów – tam często kryją się najważniejsze pytania. Czyż nie?

Zamiast konstrukcji z betonu i stali, wznoszę obecnie budynki, w których fundamentami są rozmaite kompetencje przyszłości i odwaga do twórczego eksperymentowania. Ściany tych gmachów konstruuję z krytycznego myślenia, które chroni przed chaosem dezinformacji i pozwala na stabilne oparcie się własnym przekonaniom. Okna są wypełnione interdyscyplinarnością – mają szerokie przeszklenia, przez które wpada światło z wielu różnych dziedzin, pozwalając dostrzec to, co niewidoczne z perspektywy tylko jednej gałęzi nauki. Dachy z kolei to czysta wyobraźnia nie znająca granic – pozwala sięgać tam, gdzie inni widzą jedynie sufit możliwości. Zaś łącznikami między piętrami są dla mnie relacje i wspólnotowość – to takie niewidzialne klatki schodowe, dzięki którym wiedza akademicka może swobodnie przepływać do serc uczniów, a ich ciekawość przenosić się z powrotem na uniwersyteckie katedry.

Lifelong learning to pokorna, a zarazem brawurowa zgoda na to, by własna tożsamość pozostała żywym,

uczenia się. W mojej codziennej pracy naukowej i dydaktycznej te niegdyś rozdzielone przestrzenie wreszcie zaczęły mówić wspólnym językiem. Nauka i technologia przestały być jedynie zestawem narzędzi czy suchych faktów. Stały się paliwem

dla nowoczesnej metodyki nauczania rozmaitych przedmiotów szkolnych. Wykorzystuję je, by badać, jak proste narzędzia mogą stymulować ludzką ciekawość, zamiast ją usypiać, i jak proces uczenia się może stać się dla nas emocjonalnie pozytywną przygodą, a nie przykrym obowiązkiem.

Kwestie inżynieryjno-matematyczne to dla mnie spoiwa praktykowanej architektury myślenia, niewidzialne

fundamenty, na których opieram logiczne konstruowanie procesów edukacyjnych, formułowanie celów naukowych prowadzonych badań, a także paliwa kopalne stosowanych eksperymentalnie innowacji pedagogicznych.

Dzięki nim wiem, że każda lekcja, każdy projekt badawczy musi mieć swoją strukturę, wytrzymałość i precyzyjnie wyliczony punkt oparcia – taki, który nie pozwoli na zawalenie się machiny pod ciężarem chaosu i presji społecznej.

Obszar sztuki stanowią moje niezmienne, muzyczne korzenie, przełożone zarazem w formułę teatru naukowego i plastyczną ekspresję. To one pilnują, bym w gąszczu definicji i statystyk nigdy nie straciła z oczu człowieka

wiedząc, że jeden malusieńki błąd w obliczeniach zniweczy całe miesiące pracy. Ale to nie koniec.

Ta surowa, drewniana wieża potrzebuje kontekstu –opowieści, która nada jej sens. Pisząc do tego szczegółowy scenariusz, budujemy olbrzymią scenografię i komponujemy audialne wrażenia, wykorzystując do tego to, co ekologiczne i innowacyjne.

I to właśnie tam, w oparach kleju do drewna i w blasku jupiterów, po raz pierwszy poczułam, że moje „dziwne” zamiłowanie do łączenia sprzeczności jest moją największą siłą i pasją. Odyseja nauczyła mnie, że STEAM to nie tylko akronim w programie nauczania – to odwaga, by na gruzach starych definicji budować mosty, o których inni bali się marzyć. Zrozumiałam, że nie muszę wybierać między linijką a partyturą. Mogę być obiema tymi rzeczami naraz, projektując przyszłość, która nie tylko działa, ale też zachwyca. Której jeszcze nie ma, ale może się zmaterializować.

Dziś, z perspektywy doktorantki pedagogiki, patrzę na STEAM-owe podejście nie jak na sztywny, zakurzony katalog szkolnych przedmiotów, ale jak na soczewkę, przez którą dostrzegam ukryte wymiary egzystencji. Moja droga zatoczyła pewne koło – od surrealistycznych miast w tajemnym zeszycie, przez sale koncertowe, boiska siatkarskie, aż po naukowe analizy procesów

Między matematyką a muzyką. Między jedną pasją a drugą.

Dopiero kiedy zrozumiałam, że matematyczne zacięcie, muzyczna dyscyplina i pasja do projektowania surrealistycznych światów to nie wykluczające się sprzeczności, ale wspólny mianownik – dopiero wtedy zrozumiałam siebie. W sali lekcyjnej stałam się architektką doświadczeń, gdzie kodowanie na dywanie jest tak samo ważne jak rytm wiersza, a fizyka dźwięku łączy się z emocją, którą ten dźwięk wywołuje. Moja „dziwaczność”, której tak bardzo się wstydziłam, okazała się potencjałem i kluczem do zrozumienia, że wszystko jest ze sobą połączone. I my także.

Niemal granicznym momentem tej podróży okazał się również udział w międzynarodowym konkursie

Odyseja Umysłu. To tam, na światowej scenie, ukryty niegdyś szkicownik został w końcu otwarty na oścież. Bo w Odysei nie ma miejsca na podziały, które tak bardzo uwierają nas w szkole. Tam poprzez grupowy proces stajemy się jednią. Musimy wziąć do ręki kruche listewki balsy i z niemal nabożną precyzją wznieść z nich niebagatelną konstrukcję, która rzuci wyzwanie prawu grawitacji. Innym razem z zimną krwią potrzebujemy obliczyć wybrane punkty nacisku, styku i każdą granicę wytrzymałości,

wtedy wiele „głosów rozsądku”, które z troską zapewniały o „straconym potencjale”. Dla świata, który kocha proste etykiety, porzucenie twardej matematyki na rzecz analizy struktur muzycznych i literackich wydawało się błędem w obliczeniach.

Wielu pytało: „Po co ci to?”, próbując sprowadzić moją przyszłość do bezpiecznego parteru…

Nie ugięłam się.

Ba! nadal próbowałam nowości i zrezygnowałam z obranej ścieżki na rzecz nauk społecznych. Kolejne stawiane kroki, zarówno na Indywidualnych Studiach Międzyobszarowych, jak i pierwsze nabywane doświadczenia w pracy nauczycielki przedszkolnej i wczesnoszkolnej stały się ostatecznym punktem pod szyldem „sprawdzam”. To tam, na dywanie wśród klocków i dziecięcych pytań o to, skąd bierze się echo, dlaczego nie widać smoków za oknem, a Mikołaj z klasy 2A nie jest Świętym Mikołajem, zrozumiałam najważniejszą lekcję: świata nie da się uczyć, dzieląc go na sztywne, hermetyczne bloki. Świat to multidyscyplinarna studnia, do której każdy z nas może wrzucać, cokolwiek zechce, bez wcześniej poznanego szablonu czy wzoru.

Edukacja przyszłości, ta prawdziwie zintegrowana, nie powinna stawiać murów między nauką a sztuką.

w przypadku tak zwanej płci pięknej… to było coś wówczas niedorzecznego. Ukrywałam więc szkicownik głęboko w plecaku, niczym zakazaną księgę, obawiając się, że jeśli ktoś zajrzy głębiej, uzna mnie za „dziwną”

lub niepoważną. Lękałam się, że moje wizje wychodzą poza dopuszczalne ramy, więc najbardziej fantastyczne pomysły dojrzewały w konspiracji, podszyte lękiem przed byciem „inną”.

Trzymając raz za razem w ręku mapę topograficzną, nie widziałam tylko poziomic i ukształtowania terenu; widziałam fundamenty pod katedry, które miały połączyć to, co wymierne, z tym, co nieuchwytne.

Wierzyłam wtedy niezłomnie, że świat jest gigantyczną, logiczną układanką, którą można oswoić za pomocą metalowej linijki, o ile tylko tchnie się w nią odrobinę żywiołowej energii. Marzyłam głęboko o architekturze, która byłaby równie doniosła, co użytkowa. Wierzyłam, że opracuję przepis na beton, który potrafi śpiewać, i samostanowiące o sobie filary, które oddadzą ducha eklektycznej epoki.

Równolegle, w innej części miasta i w innej części mej duszy, toczyła się opowieść zapisana na pięciolinii. Szkoła muzyczna była intensywnym poligonem doświadczalnym.

To tam, walcząc z oporną materią skrzypiec, odkryłam samodyscyplinę – tę cichą, surową siłę, której próżno szukać w tablicach matematycznych czy suchych wzorach fizycznych. Tam zrozumiałam, że partytura i rzut architektoniczny są w gruncie rzeczy tym samym: próbą ujęcia w ramy porządku tego, co niewyrażalne. Matematyka i muzyka przestały być dla mnie osobnymi

światami, a stały się jedną wspólną pieśnią o strukturze, rytmie i proporcjach.

To w tym momencie moje papierowe uniwersa odzyskały swój własny puls, choć ja sama nadal byłam mocno zagubiona. Droga do wykształcenia nie przypomina bowiem kreski odrysowanej od brzegu książki, lecz partyturę pełną nagłych pauz, zmian tempa i improwizacji…

Ostatecznie, ku zdumieniu wszystkich, którzy widzieli we mnie przyszłą panią architekt, schowałam projektowy szkicownik głęboko do dna wielkiej biurkowej szuflady. Zamiast architektury wybrałam muzykologię, a następnie komparatystykę, rozważając po drodze inżynierię dźwięku. Słyszałam

Moja przygoda z projektowaniem światów–tych dostępnych dla oczu i niewidocznych dla serca – zaczęła się długo przed tym, nim zrozumiałam pojęcie skali czy perspektywy. Jako kilkuletnia dziewczynka z blokowiska, z dłońmi wiecznie ubrudzonymi pastelami i kredkami świecowymi, kreśliłam na marginesach rzeczywistości wizje miast, które nie miały prawa istnieć. Wznosiłam w nich surrealistyczne gmachy, w których korytarzach sypiały puszyste piżmopsiaki, a nad dachami, niczym metalowo-betonowe ptaki, krążyły wieżorowce – hybrydowe twory mechanicznej fantazji. Z każdym kolejnym rozwojowym skokiem te oniryczne szkice gubiły swą mglistość, nabierając surowej, niemal inżynierskiej powagi.

Ukochane piżmopsiaki zyskały konkretne siedliska, a wieżorowce precyzyjne przekroje i logiczne systemy podtrzymywania życia.

Nikt zarazem nie miał wstępu do tych międzywymiarowych metropolii. Naszpikowany ideami szkicownik był najściślej strzeżonym archiwum, prywatnym atlasem punktu styku niemożliwego, który trzymałam w tajemnicy przed światem. Chowałam go przed wzrokiem podglądaczy, jakby samo wyjawienie istnienia tych fantastycznych

konstrukcji mogło sprawić, że nagle wyparują, spłoszone twardym światłem cudzych spojrzeń, ze skrywanym lękiem przed opinią. To była moja bezpieczna przystań, ukryta między stronami atlasów geograficznych i kolażowo powycinanych fragmentów z podręczników do geometrii –swoisty rezerwat wyobraźni, w którym zasady fizyki naginały się do dziecięcych marzeń.

W gimnazjum i liceum ta dwoistość natury stała się zdecydowanie wyraźniejsza.

Pamiętam korytarze pachnące kredą, wapnem i starą mapą, gdzie między

jedną a drugą lekcją matematyki w moich szkicownikach wyrastały konstrukcyjne lasy. Dla rówieśników i reszty świata byłam nadal po prostu dziewczyną, którą „kręci architektura”. To był mój azyl, bezpieczny pancerz, jak również etykieta zrozumiała i w pełni akceptowalna w świecie rozszerzonych programów i ścisłych umysłów.

Pod maską racjonalnej kandydatki na studia, dobrej uczennicy i wytrwałej kapitanki zespołu siatkarskiego pulsowało jednak coś znacznie bardziej niepokornego, czego skrycie się wstydziłam. Bycie nerdem, geekiem, jeszcze

mgr Klaudia Nowak

Szkoła Doktorska Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach

mi Ę dzy linijką a Pa Rtyturą –
OPOwie ŚĆ dla tych , K tórzy nie PO tra F ią wybraĆ

3 skojarzenia:

Polifonia – polifoniczność rozmaitych dziedzin i dyscyplin naukowych.

Laboratorium kontrolowanego chaosu –jak przystało na połączenie nauk ścisłych z życiem codziennym i sztuką.

Wieża astrokonstruktorów,

którzy w sercu spadającej gwiazdy wykuwają mosty między wieloświatami.

2 pytania:

Ciekawi mnie, czy i w jaki sposób sztuka oddziałuje na naukę i odwrotnie.

Czy i dlaczego matematyka wiąże się z synestezją/hiperestezją?

1 metafora:

STEM/STEAM jest jak magiczny miecz wykuty z pięciu żywiołów, który błyszczy logiką, paruje od nagromadzonej technologii, drży od inżynieryjnej precyzji, pulsuje matematycznym rytmem i ma klingę z żywego światła – bo to właśnie sztuka nadaje nauce barw, emocji i ruchu, zmieniając czystą logikę w coś, co potrafi zachwycić.

Przede wszystkim jednak miłość do nauk ścisłych i przyrodniczych zawdzięczam humanistyce, która nauczyła mnie krytycznej podejrzliwości.

Jeśli odpowiednio spojrzymy, świat jest pełen tajemnic, absurdalnie zagmatwany, a żadna dziedzina nauki nie potrafi przedstawić go takim, jaki naprawdę jest. Freud, od którego moja przygoda

się zaczęła, tworzył właśnie taką wizję człowieka –istoty niezdolnej wcale poznać samej siebie. Lata spędzone na międzyobszarowych studiach pokazały mi jednak, że niekiedy najlepszy jest widok z mostu.

Obecnie zajmuję się przede wszystkim psychofizjologią –na podstawie elektrycznej aktywności skóry oraz mięśni twarzy próbuję ocenić emocje badanej osoby. To ciekawa metoda, bo pozwala badać emocje bez pytania o nie uczestnika eksperymentu –sprawdzać, co dzieje się wewnątrz człowieka, nie dając mu żadnej szansy na manipulowanie odpowiedzią. Elektrody rejestrują sygnały na zasadzie podobnej co przy zapisie aktywności serca (EKG, elektrokardiografii). To bardzo naukowa metoda –z pozoru żadnego miejsca na poezję, interpretację, pytanie o sens. A jednak ilość problemów związanych

z wyciąganiem wniosków na podstawie takich danych jest ogromna, zaś same badania wymagają sięgania po literaturę z zakresu filozofii, neuronauki, psychologii i biologii. Nigdy jednak nie podjąłbym się takich eksperymentów, gdyby nie możliwość uczenia się w ramach Indywidualnych Studiów Międzyobszarowych oraz kognitywistyki (kierunku, którego anglojęzyczna nazwa – cognitive science –wydaje się lepiej tłumaczyć, czym on jest).

budując mosty między dziedzinami i znajdując te już zbudowane (a niekoniecznie uczęszczane),

budując mosty w sobie, między ludźmi i między wydziałami – ryzykujemy.

ryzykujemy też, wybierając więcej niż jeden kierunek studiów, więcej niż jedną sPecjalność.

tam, gdzie ryzyko, Pojawiają się Porażki.

bywa, że z nich uczymy się najwięcej.

Ucząc się w ramach Indywidualnych

Studiów Międzyobszarowych (ISM) mogłem uczęszczać na dowolne zajęcia niemal na każdym wydziale uniwersytetu. Chociaż praca dyplomowa musiała być obroniona na jednym, konkretnym kierunku studiów i poprzedzona zaliczeniem pewnej ustalonej liczby przedmiotów, to swoboda, jaką dostałem, mimo wszystko była ogromna.

Prowadzący zaś zazwyczaj z sympatią patrzą na prace licencjackie i magisterskie łączące więcej niż jedną dziedzinę. Ponieważ student ISM zajmuje się bieganiem między budynkami

różnych wydziałów, niekiedy (chciałoby się rzec – z rozpędu) zdarza mu się wpaść do niewłaściwego gabinetu. A ponieważ student ISM studiuje po trochu wszystko na raz, to każdy gabinet jest mu po części niewłaściwy. W niewłaściwych gabinetach spotyka się jednak właściwych ludzi.

Nieraz zdarzało mi się więc wysiadywać u biologów, literaturoznawców czy filozofów. A nie są to po prostu naukowcy zajmujący się różnymi przedmiotami – każdy korytarz i każdy gabinet to odmienne światopoglądy, ideologie, postawy wobec nauki i świata.

Inne cele, metody i rezultaty. Czasem trudno wejść do jednego gabinetu, bo myślami jest się jeszcze w innym. Mosty musimy więc budować także w nas samych, zderzając się z perspektywami, wizjami, nowymi ludźmi i nową wiedzą.

Podział nauk na społeczne, przyrodnicze, humanistyczne, techniczne czy stosowane może być zwodniczy. Każdego roku studenci pierwszego roku filozofii przecierają oczy ze zdumienia na widok praw logiki formalnej, zapewne zastanawiając się, czy czasem nie pomylili sal i nie trafili na wydział matematyki. Biolodzy cierpliwie uczą się statystyki, ale częściej niż kartki i ołówka używają nowoczesnego oprogramowania komputerowego. Studenci psychologii zmuszeni są uczyć się filozofii, by zrozumieć podstawy metodologii. Ja sam, nienawidząc matmy, trafiłem na wykłady pewnego świetnego profesora, dzięki któremu nie tylko zacząłem lubić matematykę, ale też dostrzegać w niej liczne tajemnice, które (jak mi się wydawało) odkrywać można tylko w poezji.

W 2017 roku lekarze ze szpitala w Bytomiu szybko postawili mnie na nogi i chociaż czułem się bardzo dobrze, nie pozwolili mi wracać do domu – musiałem

leżeć „na obserwacji”. Dość pretensjonalny był mój wybór lektury na te majowe tygodnie – Wstęp do psychoanalizy Zygmunta Freuda. To klasyczna pozycja dla literaturoznawców czy kulturoznawców, zarazem dzieło wyklęte przez przedstawicieli science. Chociaż dziś jestem studentem biologii i absolwentem kognitywistyki, choć zdarza mi się biegać w białym fartuchu, podpinać elektrody i mieszać roztwory –wszystko zaczęło się od humanistyki. Od Freuda, piątki z polskiego i trój ze wszystkich pozostałych przedmiotów.

Niektórzy z nas odnajdują się w racjonalnej analizie i logice, przejrzystości i procedurze. Po co pisać wierszem, gdy można mówić wprost? Inni wolą tajemnicę – co o sensie życia, prawdzie, miłości i przyjaźni mogą powiedzieć nam kwasy i zasady albo rachunek różniczkowy? Nigdy nie umiałem się odnaleźć w szkole i właściwie nigdy nie odnalazłem się też w pełni na uniwersytecie, ale uniwersytet tym różni się od szkoły, że pozwala się gubić. Czasem nawet właśnie tego oczekuje.

mgr Krzysztof Holvik

Kolegium Indywidualnych Studiów Międzyobszarowych

P sych OF izj O l O gia , humanistyka i PO dejrzliw OŚĆ

3 skojarzenia: Przyszłość.

Lepsze jutro. Postęp.

2 pytania:

Jak stworzyć społeczeństwo, które lepiej działa, a cierpienie jest ograniczane?

Jak działa człowiek – jako jednostka i jako grupa?

1 metafora: STEM/STEAM jest jak nadzieja.

Autorka sketchnotki: Małgorzata Knieć
Autorka sketchnotki: Patrycja Asman
Autor sketchnotki: Gabriel Śleziak

Prace wykonane podczas warsztatów przez młodzież z Uniwersyteckiego I Liceum Ogólnokształcące im. Juliusza Słowackiego w Chorzowie.

sketchnotki aquamatyka sketchnotki aquamatyka

sketchnotki aquamatyka sketchnotki aquamatyka

„czy
a

na tytułowe Pytanie

można wyśPiewać sobie karierę naukową?”

odPowiedź brzmi: tak.

to

właśnie dzięki śPiewaniu odnalazłam swoją wymarzoną scenę. i również tobie życzę, żebyś odnalazł/odnalazła swoją.

Psychologia opiera się na analizie danych, statystyce i krytycznym myśleniu. Współczesna nauka coraz silniej wiąże się również z technologią, sztuczną inteligencją

i cyfrową rzeczywistością. Jednocześnie w pracy z ludźmi ogromne znaczenie mają emocje, komunikacja, kreatywność

i empatia. Wszystko zaczyna się ze sobą łączyć. Żadne doświadczenie nie musi być stratą czasu – nawet jeśli początkowo wydaje się zupełnie nieprzydatne. Śpiew, aktorstwo, konkursy wokalne czy warsztaty sceniczne nie zniknęły z mojego życia – po prostu wykorzystałam

je później w zupełnie inny sposób. Na tym też polega idea lifelong learning – uczenia się przez całe życie.

Nie chodzi tylko o szkołę, studia czy zdobywanie kolejnych dyplomów. Chodzi o odwagę do eksperymentowania i odkrywania siebie na nowo; o wyciąganie wniosków z prób i błędów; o świadomość, że nasze zainteresowania mogą się zmieniać, a my mamy prawo szukać własnej drogi. Dlatego próbujcie. Zmieniajcie zdanie. Szukajcie nowych doświadczeń. Eksperymentujcie z wiedzą, pasjami i marzeniami. Bo czasem droga, która na początku wydaje się całkowicie przypadkowa, prowadzi dokładnie tam, gdzie powinniśmy się znaleźć.

i motywacją do stawania się coraz lepszą w tym, co robię i w tym, kim jestem.

Niektórzy z nich uwierzyli we mnie wcześniej, niż sama odważyłam się to zrobić… I dzięki temu odważyłam się spróbować.

Po obronie pracy magisterskiej podeszłam do egzaminów do Szkoły Doktorskiej.

Dostałam się i zaczęłam całkowicie dla mnie nową drogę – drogę naukowca.

Szybko się okazało, że praca naukowca i wykładowcy to nie tylko czytanie artykułów i prowadzenie badań. To także wystąpienia

publiczne, konferencje, warsztaty, zajęcia ze studentami czy konkursy popularyzujące

naukę. Jednym z nich był konkurs FameLab

Poland 2025, w którym zdobyłam III miejsce.

Moje wcześniejsze doświadczenia z występowaniem na estradzie nauczyły mnie pracy z głosem, kontaktu z publicznością, kontroli stresu i świadomego wykorzystywania emocji. Te umiejętności okazały się niezwykle przydatne w świecie akademickim. Podobnie zresztą jest w pracy psychologa dziecięcego. Czasem trzeba opowiedzieć historię w ciekawy sposób, rozładować napięcie żartem albo odegrać pewną emocję, by zainteresować dziecko. W takich momentach doświadczenia ze sceny wracają do mnie bardzo wyraźnie.

i właśnie tutaj Pojawia się steam. bo steam to nie tylko matematyka, technologia czy laboratoria.
to także łączenie różnych światów i umiejętności.

Z jednej strony dużo się uczyłam i mocno przykładałam do studiów, ale po wyjściu z uczelni realizowałam swoje pasje w każdej wolnej chwili. Śpiewałam

przez całe studia – na konkursach, festiwalach i koncertach. Zdobyłam III miejsce na Festiwalu im. Ireny Jarockiej, występowałam także podczas festiwalu Folk & Country w Mrągowie i brałam udział w wielu lokalnych wydarzeniach muzycznych. Po prostu przestałam traktować śpiew jako przyszły zawód, ale nie zrezygnowałam z niego jako części siebie. Mijały lata, a w mojej głowie nadal było mnóstwo wątpliwości. Aż przyszedł taki moment, gdy po wyjściu z jednych zajęć na uczelni pomyślałam: „W sumie, mogłabym kiedyś stać przed pełną salą studentów i wykładać”. Przez następne tygodnie obserwowałam sobie tę myśl, a potem przetestowałam ją w działaniu.

Najpierw poprowadziłam warsztaty dla młodzieży, a później zgłaszałam się do prezentowania różnych tematów na zajęciach. Chciałam zobaczyć, czy naprawdę mi się to podoba. I spodobało się. Nawet bardzo.

W międzyczasie na swojej drodze spotkałam wielu wspaniałych wykładowców i naukowców. Byłam zainspirowana ich mądrością, sposobem myślenia i pracą. Wielu z nich do tej pory jest dla mnie wzorem

Na tej drodze poznałam też wielu ludzi, którzy w różny sposób komentowali moje poczynania. Jedni bardzo mnie motywowali, a inni wręcz przeciwnie. Mimo to scena była stale obecna w moim życiu –w marzeniach, planach i codzienności.

Aż w pewnym momencie zrozumiałam,

że pomimo mojej miłości do śpiewu, aktorstwa i sceny, nie chcę pracować zawodowo w tej dziedzinie.

I wtedy pojawiły się pytania.

Czy zmarnowałam kilka lat życia?

Co mam teraz zrobić?

Kim właściwie chcę być?

Czy powinnam była wybrać inne liceum?

Inne przedmioty?

Inną drogę?

Dzisiaj wiem, że w tych wątpliwościach nie była sama. Bardzo wielu młodych ludzi zadaje sobie podobne pytania. Często wydaje nam się, że musimy mieć gotowy plan na siebie już jako nastolatkowie, a wybór kariery powinien być zgodny z profilem, na jaki poszliśmy do liceum. Tymczasem wybory edukacyjne rzadko

są proste i oczywiste. Kiedy kończyłam liceum, wybierałam spośród kilku zupełnie różnych kierunków studiów. Psychologia nie była „odwiecznym marzeniem” ani nagłym olśnieniem. W podstawówce nawet nie wiedziałam dokładnie, czym zajmuje się psycholog. Mimo to wybór tego kierunku był bardzo dokładnie przeze mnie przemyślany, bo wiedziałam jedno – może i nie chcę zawodowo zajmować się śpiewem i aktorstwem, ale emocje i praca z drugim człowiekiem są dla mnie bardzo ważne. A ostatecznie zadałam sobie jedno ważne pytanie: Po którym z tych kierunków na które się dostałaś, widzisz siebie chcącą się dalej rozwijać, uczyć i robić coś więcej niż absolutne minimum?

I tak oto bez zbędnej filozofii znalazłam się na psychologii! Studia były intensywne i momentami naprawdę wymagające. Uczyłam się ogromnej ilości materiału, poznawałam nowych ludzi, chodziłam na praktyki i staże, na których zdobywałam nowe doświadczenia, ale mimo to wielokrotnie zastanawiałam się, czy na pewno dobrze wybrałam. Jednocześnie już na początku studiów obiecałam sobie, że nie zrezygnuję ze sceny. I obietnicy dotrzymałam :)

Witam Was! Nazywam się Katarzyna Jurasz.

Dla dzieci, z którymi pracuję, jestem panią Kasią, dla studentów –panią magister, a dla znajomych po prostu Kasią. Jestem psycholożką, pracuję z dziećmi, prowadzę zajęcia ze studentami i realizuję doktorat w Szkole Doktorskiej Uniwersytetu Śląskiego.

Gdybym jednak dziesięć lat temu usłyszała, że będę psycholożką, a do tego postanowię pójść na doktorat, to prawdopodobnie wybuchnęłabym śmiechem.

W 2016 roku zaczynałam liceum na profilu biologiczno-chemicznym i marzyłam tylko o jednym –chciałam zostać aktorką musicalową… Tak, dobrze przeczytaliście.

Z jednej strony fascynowała mnie nauka, szczególnie biologia i język angielski. Z drugiej – scena. Chodziłam na zajęcia wokalne, ukończyłam szkołę muzyczną w klasie skrzypiec, uczęszczałam na zajęcia taneczne, gimnastyczne i do studium aktorskiego. Brałam udział w konkursach wokalnych, warsztatach emisji głosu i festiwalach muzycznych. Jeździłam po teatrach w całej Polsce, oglądałam musicale i wyobrażałam sobie siebie na wielkich scenach. Odkrywałam świat artystyczny z każdej strony. Byłam naprawdę zaangażowana w realizację tego marzenia.

mgr Katarzyna Jurasz

Szkoła Doktorska Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach

czy m OŻ na wy ŚP iewaĆ s O bie karier Ę nauk Ową ?

3 skojarzenia: Interdyscyplinarność. Digitalizacja. Matematyka.

2 pytania:

Czy w STEM/STEAM jest miejsce na nauki humanistyczne i społeczne?

Jak sprawić, aby młodzież uwierzyła w mnogość wyborów, która przed nią stoi?

1 metafora:

STEM/STEAM jest jak niebo pełne gwiazd –każda z osobna coś znaczy, ale dopiero razem tworzą piękną konstelację.

Rozwój nie kończy się jednak na samej inżynierii. Z biegiem czasu moje życie coraz mocniej wpisuje się w ideę STEAM, gdzie nauki ścisłe spotykają się ze sztuką i ciekawością świata. Choć matematyka i algorytmy to mój chleb powszedni, hobbystycznie fascynuje mnie astronomia i obserwacja kosmosu (S – Science). Z kolei po pracy rozwijam się muzycznie, grając na gitarze (A – Arts). To właśnie ta różnorodność sprawia, że ścieżka, którą podążam, jest nie tylko pełna wyzwań, ale przede wszystkim świetnie zbalansowana (i nadal bardzo ciekawa!).

Te mocne fundamenty pozwoliły mi na płynne wejście na rynek pracy. Już podczas studiów odbyłem staż, który przerodził się w posadę w firmie z branży automotive.

Dziś jestem inżynierem oprogramowania w obszarze

AI (AI software engineer) w dużej międzynarodowej firmie, gdzie odpowiadam za prowadzenie i rozwój wielu kluczowych inicjatyw. Bez Uniwersytetu Śląskiego ten scenariusz prawdopodobnie by się nie zrealizował.

Gdzie w tym wszystkim jest edukacja przez całe życie (lifelong learning)? Informatyka to zawód, który jest wręcz definicją tego pojęcia. Technologia ewoluuje z miesiąca na miesiąc. Choć sztuczna inteligencja bardzo nas dziś wspiera i wyręcza w wielu zadaniach –co widzę codziennie w pracy – to jeśli przestaniemy się uczyć i doszkalać, w branży IT zostaniemy daleko w tyle.

Kiedy byłem w liceum i zbliżał się czas wyboru studiów, wcale nie miałem w głowie gotowego planu na życie.

Wiedziałem jedno: zawsze lubiłem

pracować z komputerem i od dłuższego czasu chciałem nauczyć się programować, aby lepiej zrozumieć cyfrowy świat.

Zdecydowałem się na informatykę na Uniwersytecie Śląskim. Towarzyszyły mi oczywiście obawy, czy podejmuję właściwą decyzję dotyczącą ścieżki

kariery. Był to dla mnie skok na głęboką wodę, choć dodatkowym bodźcem

i ogromnym wsparciem był fakt, że moja ówczesna dziewczyna (a dziś narzeczona!)

również planowała studia na tym samym kierunku. Z perspektywy czasu oboje

niezwykle ciepło wspominamy ten studencki okres. Zwracając się do dzisiejszych licealistów: wiem, że aktualny rynek pracy–zwłaszcza w IT – wygląda inaczej niż jeszcze kilka lat temu. Może to budzić nowe niepokoje, głównie przez wzgląd na niezwykle dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji.

Jednak z odpowiednim podejściem do nauki ta droga naprawdę potrafi się świetnie ułożyć.

Pamiętajcie, że nigdy nie da się w pełni przewidzieć, jak potoczy się Wasza kariera. Choć AI może zamykać pewne drzwi, otwiera ich znacznie więcej –chociażby założenie i prowadzenie własnej działalności jeszcze nigdy nie było tak proste jak dziś!

Dla mnie studia okazały się strzałem w dziesiątkę, w dużej mierze dzięki możliwościom, jakie dał mi uniwersytet. Wziąłem udział w ogólnopolskim projekcie „Mistrzowie Dydaktyki”, opartym na innowacyjnym modelu tutoringu. Praca w tej formule pozwoliła mi zdobyć ponadprogramową wiedzę i stać się współautorem kilku międzynarodowych publikacji naukowych (dotyczących m.in. sztucznej inteligencji w edukacji czy analizy indeksów siły w klasyfikatorach danych). Naukowe zaangażowanie zaowocowało otrzymaniem stypendium ministra edukacji za pracę badawczą oraz wielokrotnym stypendium rektora. Ostatecznie zarówno studia inżynierskie, jak i magisterskie ukończyłem obroną z wyróżnieniem.

mgr inż. Filip Smyczek, absolwent UŚ

Wydział Nauk Ścisłych i Technicznych

alg ORytm na P rzysz ŁOŚĆ.

O d szk O lnych dylematów d O sztucznej inteligencji i ... astr O n O mii

3 skojarzenia: Rozwój.

Ciekawość świata. Automatyzacja.

2 pytania:

Jakie nowe możliwości, innowacje (a także problemy) przyniesie nam dalszy rozwój sztucznej inteligencji?

Czy kiedykolwiek będą możliwe podróże międzygwiezdne w racjonalnym czasie (np. z wykorzystaniem mostu Einsteina-Rosena)?

1 metafora: STEAM jest jak zbalansowana droga życia.

Dziś mam 26 lat i równolegle do doktoratu rozpoczęłam

Cognitive technologies na Politechnice Śląskiej w Zabrzu.

W końcu, po 14 latach, wiem, czym jest sztuczna inteligencja i jak mogę rozwijać się w programowaniu. Angielski nadal jest trudny, ale zaczęłam rozumieć, po co w szkole

był WOS. Czy jako przedszkolanka mam szansę zostać inżynierem? Tak – jeśli będę działać mimo lęku

i gremlina, który mówi mi, że powinnam już to umieć zrobić idealnie za pierwszym razem. Każdy błąd to wynik eksperymentowania i droga do sukcesu.

Jeszcze nie wiem, kim będę za 10 lat. Ale wiem, kim jestem teraz, i że lata odkrywania siebie to droga, dzięki której odważyłam się wychodzić poza sztywne ramy i budować własne mosty między nimi.

z badaniami. Nawet jeśli inni nie rozumieją, po co mi tyle kierunków, ja czuję, że znalazłam

swoje miejsce. Moich zainteresowań nie da się zamknąć w 45 minutach lekcji. Pierwszy raz wykorzystuję

podstawy programowania do próby zbadania kreatywności mojego zespołu podczas udziału w Odysei Umysłu pod opieką dr Magdaleny Christ, prof. UŚ, w kole naukowym „Włącznik”.

Kończę studia z samodzielnie opracowanymi narzędziami do badania krytycznego myślenia w matematyce i rok później zdobywam wyróżnienie

za pracę magisterską pisaną pod czujnym okiem dr hab. Ireny Polewczyk, prof. UŚ. Po ukończeniu

studiów dostaję się do Szkoły Doktorskiej

Uniwersytetu Śląskiego z pomysłem na badanie

miejsc, gdzie nastolatki spędzają swój czas wolny i czego się wtedy uczą. Za wskazówki do pracy jestem wdzięczna dr. hab. Krzysztofowi Maliszewskiemu, prof. UŚ

oraz dr Mateuszowi Tofilskiemu. Tutoring pod opieką

dr Agaty Cabały i późniejsza praca w zespole kończą

się publikacją monografii– a ja od zawsze marzyłam, żeby napisać książkę.

Zastanawiam się nad związkiem między różnicami indywidualnymi, czynnikami środowiskowymi a zachowaniami ludzkimi. Przestaję myśleć o dziennikarstwie – nie jestem w stanie pisać. Fotografia też przestaje sprawiać mi radość i to jest okej. Czas na nowe eksperymenty.

Mam 18 lat i już nie lubię czytać. Jeszcze nie wiem, że będę miała słaby wynik z podstawy z polskiego i rozszerzonej biologii, ale i tak dostanę się na studia. Po licznych spotkaniach z doradztwa zawodowego postanowiłam iść na pedagogikę przedszkolną i wczesnoszkolną.

Brené Brown przez lata prowadziła badania nad wrażliwością, a ja chciałabym dawać innym możliwość rozwoju niezależnie od tego, skąd pochodzą. Pierwszy rok kończę z niedosytem…

A co, gdyby pójść jeszcze na kognitywistykę? Tam odkrywam, że proces uczenia się i sposoby zachowania ludzi można badać za pomocą technologii. Na trzecim roku pedagogiki postanawiam spełnić swoje licealne marzenie i znowu rozpoczynam nowe studia – przepisuję kognitywistykę na Indywidualne Studia Międzyobszarowe. Tutaj dodatkowo mogę rozwijać się pod okiem wybranego naukowca i rozszerzać moje perspektywy o inne dyscypliny naukowe. Współpraca z koleżankami i kolegami w kołach naukowych pozwala mi przeprowadzić pierwsze działania naukowe i wystąpić na konferencji, a także zorganizować własną dzięki wsparciu dr hab. Edyty Widawskiej, prof. UŚ. Wcale nie musiałam zostać dziennikarką, by móc dzielić się swoimi przemyśleniami, które do tego łączą się

Mam 12 lat, gdy czytam otrzymane kilka lat wcześniej opowiadanie Rafała Kosika o trójce przyjaciół i sztucznej inteligencji. Jeszcze nie wiem, że 10 lat później będę zastanawiała się nad funkcją AI w systemie edukacji. Idę do gimnazjum z nową energią i marzeniami. Prowadzę blog, w którym dzielę się swoimi przemyśleniami. Jego wygląd zmienia się co kilka dni – eksperymentuję z CSS-em, czasem coś się psuje, ale każdy błąd to lekcja. Wpisy wzbogacam własnymi zdjęciami ze spacerów. Niedługo później piszę z przyjaciółką opowiadanie, w którym wymyślamy kwadratową planetę i język jej mieszkańców. Lubię czytać i język polski –może zostanę polonistką? A może dziennikarką, bo lubię obserwować rzeczywistość i o niej pisać? Angielski jest trudny, wolę niemiecki. A może będę fotografką, skoro znam Gimpa i zdobywam nagrody? Przychodzi dzień, kiedy chcę stworzyć własnego Manfreda –asystenta do stawiania czoła wyzwaniom codzienności, nauki i zrobienia czegoś wow . Otwieram Wikipedię (od której tym razem to ja jestem starsza) i czytam, czym właściwie jest sztuczna inteligencja. Googluję, jak mogę ją stworzyć. Ale boję się.

Boję się, że zawirusuję komputer. I na tym strachu się kończy. Zabrakło mi odwagi.

O tym pomyśle nie mówię ani rodzicom, ani nauczycielom. Nie wiedziałam wtedy, że eksperymentowanie to nie tylko efekt końcowy – to prawo do zadawania pytań, popełniania błędów i próbowania od nowa.

Mam 14 lat i czytam Maxime’a Chattama o nastolatkach ratujących świat. Jeszcze nie wiem, że 10 lat później będę znała swoje supermoce i stawiała czoła dorosłym sprawom. Zazdroszczę znajomym, którzy już wiedzą, kim zostaną w dorosłości.

Uczę się budowania relacji z innymi i angażuję się intensywnie w działania wolontariackie na rzecz lokalnej społeczności.

Cieszę się, że moje umiejętności mogą przydać się innym. Gdy przychodzi czas egzaminów i rekrutacji do liceum, wybieram klasę artystyczną w X L.O. im. I. J. Paderewskiego w Katowicach. To jedyna klasa humanistyczna bez rozszerzonego WOS-u, którego nie lubię. Odkrywam rozwój osobisty i eksperymentuję w szkole – nowe sposoby notowania, nauki, prezentacji. Z przyjaciółmi chodzimy na otwarte wykłady na uniwersytecie i dyskutujemy o teoriach psychologicznych.

Manfred był programem sztucznej inteligencji, czyli AI, stworzonym przez Neta i jego ojca. Jako program mógł mieć wiele kopii, więc być naraz w wielu miejscach, a jednym z tych miejsc był laptop Neta, który to laptop Net miał prawie zawsze przy sobie. Prawie, bo teraz go nie miał. Manfred przyjaźnił się z Felixem, Netem i Niką, wiele razy pomagał im wygrzebać się z poważnych kłopotów1 .

1 R. Kosik, Felix, Net i Nika oraz Ściema Smoczysława, Powergraph, Warszawa 2008, s. 17.

mgr Sylwia Korzon

Szkoła Doktorska Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach

czy P rzedszk O lanka m OŻ e z O staĆ in Ż ynierem ?

3 skojarzenia: Równość płci. Badania. Styl życia.

2 pytania:

W jaki sposób możemy zapewnić wszystkim równy dostęp do edukacji?

W jaki sposób nowe technologie mogą nam pomóc w procesie nauczania i uczenia się?

1 metafora: STEAM jest jak ciągle przekształcający się labirynt, w którym cały czas odkrywam coś nowego.

Czego AI za nas nie zrobi? Poza fizjologicznymi oczywistościami dobieranie do siebie słów na podstawie prawdopodobieństwanie doświadczy za nas życia.

Nie stoczy walki o zachowanie dziecięcej ciekawości. Nie pośmieje się z żartów szefa. Nie wyda pierwszej wypłaty na nowe buty. Nie wyjdzie z kina w połowie filmu. Nie przejdzie załamania nerwowego, bo ktoś mlaszcze przy jedzeniu. Nie będzie miało problemu z decyzją pomiędzy kotem a psem.

Przy wyborze kariery ważne jest szczęście w nieszczęściu i dobra playlista. Jeśli na nic nie możecie się zdecydować, to zdecydujcie się na cokolwiek i zobaczcie, jak Wam z tym będzie. Jeśli już wiecie, co chcecie robić, to zawsze możecie robić więcej (albo mniej).

dbajcie o siebie

i łagodnie Poszerzajcie Pole codziennej walki (always samuraj style).

Minusem studiów informatycznych jest konieczność pisania sprawozdań (serio, zapchałem sobie nimi cały dysk chmurowy). Minusem kariery programisty jest matematyka. Minusem matematyki jest filozofia. Minusem filozofii jest język polski. A jeśli jesteście dobrzy z polskiego, to nie będziecie mieli problemów ze znalezieniem pracy. Jeśli nie jesteście dobrzy z matematyki, to nie martwcie się, po prostu znajdźcie dobrą playlistę i ćwiczcie. Jeśli jesteście dobrzy z filozofii, to tylko Wam się wydaje.

No ale gdzie są plusy? Przestrzeń plusowa nie ma limitu, ale wymaga kreatywności. To dlatego właśnie regularnie zastanawiamy się: po co dalej żyć?

Po co dalej chodzić, skoro wynaleziono koło?

Po co dalej mówić, skoro wynaleziono druk?

Po co dalej pisać, skoro wynaleziono AI?

Plusy tworzymy sobie sami, dla siebie i dla innych. Jeśli potencjalne straty (największym minusem, raz jeszcze, jest pisanie sprawozdań) są ograniczone, a potencjalne zyski są nieograniczone (plusy tworzymy sobie sami) – to z inwestycyjnego punktu widzenia (rynek pracy to giełda) jest to opłacalne ryzyko. („Keep gambling” – jak powtarza mój przyjaciel).

Naprawdę nikt nie ma pewności, jak w ostatecznym rozrachunku czaty z AI zmienią rynek pracy. Rynek to rodzaj giełdy, a na giełdzie jest spokojnie jak na wojnie (tu, tam) – praca z ludzkimi skojarzeniami też ma w sobie trochę z prawdopodobieństwa. Please, pardon my digression. Clue (wskazówka), czy też klucz (key) jest taka/taki, że przyszłości nie sposób przewidzieć.

I chociaż dobrze jest być przygotowanym, to głupio jest martwić się na zapas.

Programowanie wciąż łączy w sobie co najmniej

dwie z trzech najfajniejszych (moim zdaniem) w dorosłej pracy rzeczy: ciekawość, kasę i celowość.

Oczywiście każda z nich ma przynajmniej dwie strony medalu. Ciekawość oznacza, że trzeba będzie się ciągle uczyć (czy się akurat ma na to ochotę, czy nie).

Z kasą jest taki problem, że jak coś jest dobrze płatne, to nie może być łatwe. Natomiast celowość

(czy może lepiej purpose) to dopiero dziwna bestia –trzeba ją samemu wytropić (i prawdopodobnie dla każdego i każdej z nas jest dość unikatowa).

To nie żart – chociaż większości z nas (programistów) sztuczna inteligencja nie zabrała (jeszcze?) pracy, to informatycy (tak, ci w koszulach w kratę i z serniczkami na spodeczkach) coraz częściej zadają sobie pytanie o sens swojej pracy. Do pisania tego tekstu nie wykorzystuję

sieci neuronowych – czego dowodzę zabawnym szykiem zdania, zaburzeniem rytmiczności.

Chat GPT i mu (a może jej? im?) podobne sieci generatywne (to G jest od generacji) wykorzystują w przetwarzaniu języka rozkład prawdopodobieństwa. Jak to działa?

Gdy sieć „spojrzy” na sto miliardów i dziesięć trylionów tysięcy plików tekstowych, to „zauważy”, że po ciągu znaków „taki mamy” w 80% „zapamiętanych” zdań

następuję słowo „klimat”, w 15% przypadków – słowo „problem”, a w 2% – „rosół”. W świecie rozpalających

mój procesor sieci neuronowych wygrywa to, co dzieje się najczęściej. Natomiast, jak uczył nas pradziadek Darwin, w przyrodzie często zwycięża to, co unikatowe (bo wtedy naturalnie dobiera się jedno z drugim).

Zacząłem ostatnio studia magisterskie i po wyczerpującej walce o wydanie na świat mojej pracy inżynierskiej (krew, pot i łzy – samuraj style) ostatnie, na co mam ochotę, to silić się na kreatywność, by każde ze stu tysięcy laboratoryjnych sprawozdań (na kierunku informatyka laboratoria to sale z komputerami, na których śmiga Windows 10) miało w sobie coś unikatowego.

inż. Kacper Książek

PO c O dalej Ż yĆ ( sk O r O mamy ai )?

3 skojarzenia: Łodyga. Para.

A może translacja?

2 pytania:

Co jest paliwem ciekawości?

Gdzie można ją zatankować?

1 metafora:

STEM/STEAM jest jak zadanie sobie pytania, czy metafora to skojarzenie.

dzisiaj w świecie, który Pędzi i ciągle się zmienia, jest to jeszcze bardziej istotne. warto być otwartym i gotowym rozwijać się nawet w obszarach, o których nigdy nie słyszeliśmy.

bo zmiana może zacząć się od tej jednej decyzji, by Po Prostu zaryzykować i sPróbować czegoś nowego, co na Początku wydaje się straszne.

W roku 2024 i 2025 miałam okazję wziąć udział w Finałach Światowych Odysei Umysłu, organizowanych

na amerykańskich uczelniach. Była to dla mnie przygoda życia, choć USA nigdy nie było moim marzeniem.

Niemniej doświadczenie spędzenia tygodnia

na amerykańskim kampusie, który jest ogromną częścią miasta wydzieloną dla studentów, było niezaprzeczalnie niesamowite. Ogromne wrażenie zrobiły na mnie m.in. domy bractw, czyli mniejszych studenckich społeczności.

Mnogość akademików i bliskość budynków wydziałowych, laboratoryjnych, administracyjnych czy kulturowych potęgowały poczucie bycia w przestrzeni wielkiego akademickiego domu –jest to jednak zupełnie inny wymiar wspólnotowości.

Z drugiej strony pobyt tam i kontakty z amerykańskimi licealistami uświadomiły mi również, jak wielkim przywilejem jest studiować. W USA nie wszyscy mogą sobie na to pozwolić ze względów finansowych.

A przecież właśnie studiowanie pozostaje pewnym buforem bezpieczeństwa, który jest płynnym przejściem w dorosłość – takim okresem próbnym, który wyposaża młodego człowieka w kompetencje i świadomość, że uczenie się trwa przez całe życie i nie może się ograniczać do jednej dziedziny.

komPetencji i umiejętności naraz. świat też nie działa osobno, rozwiązywanie Problemów nie może

się więc ograniczać do jednej dziedziny.

Kiedy zostaje się wrzuconym w interdyscyplinarny wir zadań (który można nazwać dorosłością), czasem trudno nie zwariować. Tego właśnie nauczyła mnie Odyseja – nawet jeśli coś wydaje się niemożliwe, trzeba rozbić to sobie na mniejsze kroki. Praca i zarządzanie zespołem, planowanie i organizacja pracy, pilnowanie formalności, tworzenie innowacyjnych rozwiązań i nieoczywistych połączeń splątanych ze sobą intrygującą fabułą – to tylko wierzchołek góry lodowej, który wyrasta na wzmocnionej pewności siebie, poczuciu sprawczości i odwadze do podjęcia nowych działań.

I choć czasem jest trudno, wiele spraw się nawarstwia, a czasem nawet mało co wychodzi tak, jak powinno –to świadomość tego, że problem jest tak naprawdę wyzwaniem, a błąd i porażka są okazją do nauki i wyciągnięcia wniosków na przyszłość, nie przekreśla żadnych działań. Bo liczy się droga, a nie efekt, a doświadczenie przewyższa wszystko.

W czasie studiów pojawił się program tutoringowy – zaryzykowałam i wysłałam zgłoszenie.

Ani się obejrzałam, a trzymając puchar Odysei Umysłu stałam na wielkim amerykańskim stadionie, ramię w ramię z moją mentorką i wspaniałą drużyną.

Odyseja Umysłu, czyli międzynarodowy program edukacyjny, to konkurs twórczego rozwiązywania problemów, który trudno jest streścić w kilku zdaniach. Jest kolorowo, inspirująco i innowacyjnie. Drużyny – kilkuosobowe zespoły – wspólnymi siłami dążą do rozwiązania wybranego problemu, np. budują pojazd, konstruują strukturę z drewna balsowego czy tworzą komediowy występ z efektem wow. To wszystko w ramach znanej im instrukcji, która nadaje pewne ramy i wyznacza kierunek rozwiązania, ale pozostaje otwarta na twórcze inwencje uczestników. W czasie finałów zespoły prezentują efekty swojej pracy w ośmiominutowym przedstawieniu, a do tego rozwiązują zadanie niespodziankę. Całość opiera się na idei „Marzymy, myślimy, tworzymy” i łączy nie tylko ludzi i ich różnorakie talenty, ale również dziedziny nauki i działania. Tak jak metoda STEAM.

czy odyseja jest więc steam-owa? tak, i – Podobnie jak steam –szeroko ujmuje rzeczywistość, tworząc naturalne możliwości do rozwoju wielu

Jak mawiał Heraklit z Efezu, „Jedyną stałą w życiu jest zmiana”. To paradoksalne zdanie, które niesie ze sobą dużo mądrości, usłyszałam i zrozumiałam tak naprawdę

dopiero w trakcie studiów. Studiów, które już prawie kończę. Studiów, dzięki którym poznałam wspaniałych ludzi. Studiów, które otwarły mi wiele drzwi i naprawdę wszechstronnie mnie rozwinęły. Studiów, na które dokumenty złożyłam dopiero ostatniego dnia rekrutacji i do ostatniej chwili nie byłam pewna, czy to dobra decyzja. Tak wiele wyborów, tak wiele zainteresowań i tak wiele możliwości.

Trudno jest wybrać. Trudno jest być pewnym. To normalne.

Cześć, jestem Sara! Studentka piątego roku i prawie nauczycielka. Opowiem Ci, jak to jest robić rzeczy, które wydają się nowe i straszne, oraz co może wyniknąć z tego, że zaangażujesz się całym sobą. Pedagogika wczesnoszkolna i przedszkolna była w moim przypadku dobrym wyborem. To bardzo interdyscyplinarna ścieżka, a nauczyciel dzieci młodszych to człowiek orkiestra!

Chyba to mi się podoba najbardziej: że można towarzyszyć młodym ludziom i rozwijać ich potencjał, a przy okazji samemu też nie można zostawać w miejscu. Ale żeby nauczyć się towarzyszyć, warto uczyć się podążać i być prowadzonym. A kiedy dasz się poprowadzić odpowiedniej osobie, dzieją się prawdziwe cuda.

Sara Piątek, studentka

Wydział Nauk Społecznych

„t O by ŁO straszne ” –POwiedzia Ł a , zachwycając si Ę ws PO mnieniami i P lanując POwtórk Ę

3 skojarzenia:

Połączona różnorodność.

Wiele drzwi do otwarcia.

Narzędzia do zmieniania świata.

2 pytania:

Jak przekonać zwolenników zasady Z-Z-Z i metryczkowych efektów o wartości doświadczania?

Czy w STEAM jest miejsce na troskę o społeczeństwo i ludzi w potrzebie?

1 metafora:

STEAM jest jak kalejdoskop – można zachwycać się cały czas czymś innym.

czy talentu. Może z nich korzystać każdy i właśnie to jest w nich piękne. Bo w grze planszowej nie jest istotny wiek, wykształcenie, światopogląd czy religia. Co więcej–im bardziej zróżnicowane jest towarzystwo, tym lepiej dla wszystkich graczy, bo niekiedy właśnie gra pozwala dzielić się doświadczeniem, konfrontować idee i budować relacje, a przez to staje się mostem łączącym tych, którzy w nią grają.

odpowiedzialny za pytania dotyczące liturgii katolickiej, które formułowałem na podstawie przeprowadzonych

przeze mnie zajęć mających na celu pogłębienie jej zrozumienia. Pierwszy raz w życiu czułem tak wielką radość i satysfakcję, gdy docierające do zajmowanego

przeze mnie punktu dzieci odpowiadały poprawnie na zadawane pytania.

czego można się nauczyć, grając w gry? wydaje mi się, że odPowiedź na to Pytanie mogłaby brzmieć: wszystkiego.

bo nie wątPię, że tak właśnie jest.

Gra w gry planszowe rozwija wiele umiejętności, które mogą przydać się w innych dziedzinach życia –wszakże kim byłby architekt bez kreatywności, matematyk bez umiejętności logicznego myślenia, biznesmen bez zdolności myślenia strategicznego czy nauczyciel bez umiejętności interpersonalnych? Gry planszowe pozwalają nam rozwijać wiele naszych ludzkich cech –wystarczy tylko potrafić to odpowiednio wykorzystać. Ponadto ich uniwersalność pozwala korzystać z nich niezależnie od wieku, poziomu wykształcenia

Ostatnio do moich rąk trafiła solowa gra fabularna Haiku, w której rozgrywka polega na pisaniu tytułowych haiku, czyli krótkich wierszy konstruowanych według tradycyjnej japońskiej formy literackiej mającej za cel zawrzeć maksimum treści w minimum słów. Mamy również do dyspozycji szeroką gamę gier logicznych i kryminalnych, które wspomagają rozwój logicznego myślenia i uczą wychodzić poza schemat. Co więcej, gry planszowe nie mają górnej granicy wieku. Na pudełkach wielu z nich znajduje się symboliczne „99+”, przez które wydawca zdaje się mówić: „W tę grę zagra każdy dopóty, dopóki będzie miał w sobie chęć i zdrowie mu na to pozwoli”. Dla mnie jako studenta teologii ważne jest także istnienie wielkiej ilości gier związanych z religią katolicką, które naprawdę mogą pomóc poszerzyć swoją wiedzę na tematy Biblii, liturgii, a także szeroko pojętego chrześcijaństwa. Ale nie ograniczam się tylko do takich gier.

Podczas różnych rekolekcji i wyjazdów nieraz grałem z podopiecznymi w najpopularniejsze z gier planszowych i karcianych, a także samemu lub z innymi animatorami opracowywałem nowe formuły i urozmaicenia znanych i lubianych przez wszystkich gier. Rekolekcje wiążą się też ze znaną również starszym pokoleniom grą terenową nazywaną Biegiem Samarytańskim. Uczestnicy tej gry przechodzą z punktu do punktu, rozwiązując zadania mające na celu sprawdzić to, co zapamiętali podczas rekolekcji. Sam byłem podczas jednej z takich gier

Wydaje mi się, że najpopularniejszym

z systemów gier fabularnych jest Dungeons and Dragons, które odbiło swój ślad w popkulturze, między innymi w znanej

serii „Stranger Things”. Sam nigdy nie miałem okazji zagrać sesji w tym systemie, a swoją przygodę z grami fabularnymi rozpocząłem od gry Warhammer Fantasy

Roleplay. W grupie, w której wspólnie graliśmy, pojawiało się z biegiem czasu coraz więcej osób, co wzbogacało rozgrywkę –także przez różnorodność naszych doświadczeń życiowych i środowisk, z których pochodziliśmy.

Spotkania w celu wspólnego grania często zaczynały się od zwyczajnej rozmowy i wymiany poglądów, co zmieniło moje spojrzenie na wiele tematów, z których nie zdawałem sobie wcześniej sprawy. Zachęciło mnie to do pogłębienia mojej wiedzy na różne tematy. Zresztą sama rozgrywka budziła we mnie chęć zdobywania nowych informacji z zakresu nauk ścisłych i humanistycznych, a także religii. Gra w gry fabularne wymaga również znajomości matematyki, w szczególności gdy zasady gry przewidują konieczność obliczania różnych wyników (niekiedy jest to jedynie

kwestia odjęcia od siebie dwóch liczb, a czasami rozwiązania krótkiego równania).

Tak naprawdę jedyną granicą w przypadku gier fabularnych jest kreatywność graczy.

Nawet dostępny czas nie pełni w ich przypadku tak ważnej roli. Jedna rozgrywka może trwać niecałą godzinę, a czasami potrafi zająć wiele godzin. Wszystko zależy tak naprawdę jedynie od graczy.

W tym miejscu chcę przejść do tego, w jaki sposób, moim zdaniem, gry łączą się z nauką i STEM. Poza rozwojem kreatywności pozwalają one nauczyć się zdrowej rywalizacji i kooperacji, w zależności od rozgrywanej gry.

Istnieją gry, które umożliwiają naukę historii, matematyki, a także literatury.

Istnieją także gry takie jak Dopa Land, dająca możliwość zapoznania się i utożsamienia z różnymi neuroprofilami. Poza tradycyjną planszą wykorzystuje ona do rozgrywki aplikację mobilną, na której wyświetlane są różne zadania.

W ten sposób rozrywka łączy się z nauką, technologia z tradycyjnym modelem gry stołowej.

przez ojca współczesnej fantastyki. Śródziemie wydawało mi się sto razy bardziej fascynujące niż, dajmy na to, Narnia C.S. Lewisa. Książki Tolkiena wciągały mnie tak bardzo, że za pierwszym razem Silmarillion przeczytałem w zaledwie tydzień, chociaż muszę przyznać, że nie wszystko zrozumiałem. Na tak podatny grunt trafiły więc opowieści moich starszych kolegów o grach fabularnych. Musiało jednak minąć trochę czasu, bym po raz pierwszy wziął udział w sesji RPG. Ten skrót pochodzi od angielskiego określenia role-playing game i odnosi się do gier rozgrywanych przez grupę osób, którzy odgrywają stworzone przez siebie postacie w trakcie rozgrywek nazywanych sesjami. Robią to pod przewodnictwem jednego z graczy nazywanego Mistrzem Gry (lub Mistrzem Podziemi). Ma on za zadanie poprowadzić pozostałych graczy przez wykreowane przez niego scenariusze osadzone w świecie określonym przez fabułę jakiegoś systemu lub wykreowanym przez niego samego. Wszystko odbywa się według określonych we wcześniej wspomnianym systemie zasad, które zawarte są w odpowiednich podręcznikach. Jest to gra, która wymaga kreatywności i wolnego czasu.

a potem modliszki. Kiedy zaczynałem edukację w liceum, w klasie o profilu biologiczno-chemicznym, mój pokój był mieszkaniem nie tylko dla mnie, ale też dla małego stadka różnych stawonogów: ptaszników, modliszek, karaczanów, a także wijów. Naukę w biol-chemie zaczynałem z myślą o zostaniu weterynarzem lub zoologiem. Weterynarię szybko przekreślił fakt, że boję się psów, a jednak to właśnie nimi musiałbym się zajmować zawodowo. Została więc zoologia, chociaż z biegiem czasu pojawiła się również myśl o patologii. Nie mam pojęcia dlaczego, ale bycie koronerem wydawało mi się w tamtym czasie fascynujące. A jednak studiuję na Uniwersytecie Śląskim, a nie Medycznym. I to nie jakikolwiek kierunek ścisły, ale teologię. Pozwolę sobie sparafrazować Świętego Pawła i stwierdzić, że niezbadane są wyroki Boże (por. Rz 11,33).

Co więc łączy studenta teologii i gry? Poza

pasją przekonanie o wartości gier, a dokładniej gier planszowych i fabularnych, w budowaniu relacji międzyludzkich i wspólnoty. Z mojego doświadczenia wynika, że mało co potrafi zjednoczyć ludzi tak bardzo jak porządna partyjka w grę planszową, a w szczególności taka, która potrafi ciągnąć się długimi godzinami.

Żyjemy w czasach, gdy znalezienie interesującej gry nie jest żadną trudnością, a raczej wybranie tej jednej spośród setek różnych pozycji może stanowić wyzwanie. Od kiedy pamiętam to właśnie gry pomagały mi budować relacje z innymi ludźmi. W szkole tworzyliśmy z kolegami własne planszówki, a nauczyciele wprowadzali gry edukacyjne polegające na zaprojektowaniu gry mającej na przykład utrwalić informacje dotyczące lektury. Tak samo miała się sprawa w domu. Nieraz siadaliśmy całą rodziną, by pogrążyć się w wielogodzinnej rozgrywce w grę „Talizman: Magia i miecz”, a czasem braliśmy ją ze sobą nawet na wakacje, gdzie, dzięki wspólnej grze, poznawaliśmy nowe osoby.

Byłem ministrantem, a także należałem do wspólnoty młodzieżowej przy mojej parafii.

Tam także spotykaliśmy się razem w przyparafialnych salkach, żeby wspólnie grać w różne gry, które mieliśmy w domach. To właśnie w ten sposób dowiedziałem się o grach fabularnych. Od dziecka lubiłem czytać książki fantasy, a dokładniej książki J.R.R. Tolkiena. Pasją tą zaraził mnie mój tata, który sprezentował mi komiks Hobbit, czyli tam i z powrotem.

Nie potrafię teraz znaleźć słów, które opisywałyby, jak fascynujący był dla mnie świat wykreowany

Różnorodne gry są znane ludzkości od wieków i przez te wszystkie lata zdążyły przyjąć

wiele różnych form. W dzisiejszych czasach człowiek może szukać rozrywki w grach terenowych, karcianych, kościanych, planszowych, a od niedawna (w kontekście rozwoju technologicznego) także grach komputerowych i mobilnych, które umożliwiają łączenie się z graczami z całego świata. Tak naprawdę nie można wyobrazić sobie świata bez żadnych gier.

Jako dziecko uwielbiałem grać w różne gry.

Na początku były to głównie gry planszowe, takie jak chińczyk i grzybobranie, które mimo swej prostoty dawały wiele radości i zajmowały wiele czasu. Poza nimi lubiłem grać z kolegami z osiedla w podchody. Kto by pomyślał, że kawałek zwykłej kredy może uwolnić w dziecku takie pokłady kreatywności? Zagadkom, wyzwaniom i fortelom mającym wywieść przeciwników w pole nie było końca. Z biegiem czasu odkrywałem także różne gry komputerowe, z których najbardziej lubiłem gry sieciowe, bo umożliwiały mi utrzymywanie kontaktu z kolegami ze szkoły. Moja droga edukacyjna jest,

jak uważam, nieco zagmatwana. W przedszkolu nauczycielka rytmiki zaproponowała moim rodzicom posłanie mnie do szkoły muzycznej, bo twierdziła, że zauważa we mnie talent. Tak też się stało, a mały Szymon zadecydował, że będzie grał na gitarze. Nauka w takiej szkole wiąże się z wieloma wyrzeczeniami i dużą ilością ćwiczeń. Nie raz musiałem, z bólem serca, wyjść na balkon i krzyknąć do czekających kolegów, że owszem, wyjdę, ale dopiero za godzinę, bo muszę ćwiczyć grę na gitarze. Strasznie mnie to frustrowało, a zeszyty nutowe i same nuty nieraz fruwały po moim pokoju, gdy w nerwach rzucałem nimi o ścianę. Z tego powodu w szóstej klasie postanowiłem zakończyć moją edukację muzyczną i pójść do „zwykłego” gimnazjum. Wybrałem klasę turystyczno-krajoznawczą, której nazwa była po prostu ładnym określeniem na nieco rozszerzone biologię i geografię. W gimnazjum zafascynowałem się biologią, a dokładniej stawonogami, z którymi miałem styczność już wcześniej –od kiedy pamiętam.

W moim domu było przynajmniej jedno terrarium z zamieszkującym je ptasznikiem. Sam zacząłem hodować patyczaki,

Szymon Sojka, student

Wydział Teologiczny

rzu Ć kOŚ cią na wiedz Ę, czyli g Ry w s Łu Ż bie r O zw O ju cz ŁOwieka

3 skojarzenia:

Angielskie słowa, które tworzą te akronimy: stem, czyli ‘łodyga, szypułka’, i steam, czyli ‘para’.

STEAM– popularna platforma dystrybucji cyfrowej o identycznej nazwie.

Nauczanie przez doświadczenie i praktyczne poznawanie świata.

2 pytania:

Jakie są realne możliwości tej metody?

Jaki może być potencjalny wpływ tej metody na rozwój nauki?

1 metafora:

STEM/STEAM jest jak roślina, która odpowiednio pielęgnowana i doglądana może w przyszłości wydać piękne owoce.

To, czego uczę się w nauce, wpływa na sposób, w jaki komunikuję się z ludźmi, a radio spina to wszystko, ucząc mnie, że wiedza i doświadczenie mają sens dopiero wtedy, kiedy można się nimi dzielić.

Dziś nie patrzę już na te obszary jak na coś, co trzeba było uporządkować i sprowadzić do jednej ścieżki.

widzę je jako moje steam – nie hasło, ale realny sPosób myślenia i działania, w którym nauka, sztuka i komunikacja nie konkurują ze sobą, tylko tworzą wsPólną Przestrzeń rozwoju.

każdy z tych elementów jest inny, ale żaden nie jest dodatkiem ani mniej ważną wersją drugiego.

Mikrofon obok pipety nie jest już przypadkiem ani ciekawym zestawieniem dwóch odległych światów. Stał się symbolem czegoś znacznie bardziej osobistego, drogi, którą wybrałam – choć przez długi czas wydawało mi się, że wcale jej nie wybieram. Drogi, w której nie trzeba rezygnować z żadnej części siebie, żeby być wystarczająco konkretną, naukową czy artystyczną.

Największy rozwój nie polega na zawężaniu siebie do jednej kategorii, ale na odwadze, żeby pozwolić tym kategoriom się spotkać

Każde z tych doświadczeń wnosi coś innego, ale żadne nie jest dodatkiem. Wszystkie współtworzą sposób, w jaki się uczę i rozwijam. Zrozumiałam też, że rozwój nie polega na dopasowaniu się do jednej, zamkniętej definicji siebie. Wręcz przeciwnie: zaczyna się wtedy, gdy przestajemy mieścić się w jednej kategorii i pozwalamy, żeby różne doświadczenia mogły współistnieć.

Właśnie pomiędzy nimi pojawia się najwięcej przestrzeni na uczenie się, zmianę i odkrywanie nowych prawd o sobie i świecie.

W tym wszystkim coraz mocniej wybrzmiewa

dla mnie myśl, że rozwój nie kończy się na uczelni ani nie zamyka się w żadnym jednym etapie życia. To proces ciągły, który dzieje się równolegle z codziennością: w rozmowach, doświadczeniach i spotkaniach, które często nie mają nic wspólnego z edukacją. Każdy człowiek, którego spotykamy, coś wnosi: inny sposób myślenia, inne podejście do problemów, inną wrażliwość albo po prostu inne tempo życia. To właśnie różnice stają się źródłem wiedzy, która nie wynika z programu, tylko z samego bycia w relacji z drugim człowiekiem.

Z czasem przestałam traktować rozwój jako coś uporządkowanego i przewidywalnego, dziejącego się wyłącznie w wyznaczonych miejscach. W praktyce bardzo często najwięcej wydarza się poza schematem, w sytuacjach nieplanowanych, w rozmowach, które zostają na dłużej, w doświadczeniach, niebędących częścią żadnego planu. Wychodzenie poza schemat nie oznacza chaosu, ale zgodę na to, że życie nie zawsze mieści się w jednej definicji i że właśnie tam, gdzie pojawia się coś nieoczywistego, często zaczyna się realne uczenie się świata i siebie.

Mikrofon nauczył mnie słuchać, fortepian nauczył mnie cierpliwości i systematyczności, a laboratorium – precyzji i uważności na szczegół. Każde z tych doświadczeń przez długi czas funkcjonowało w moim życiu osobno, jakby należało do innego świata i innej wersji mnie. Dopiero z czasem zaczęły się ze sobą łączyć przez codzienne sytuacje, w których okazywało się, że umiejętności z jednego obszaru naturalnie przenikają do drugiego. To, co wyniosłam z muzyki, pomaga mi w nauce.

się nie przewiduje. W tym doświadczeniu coraz wyraźniej ujawniało się, że nauka, nawet ta najbardziej ścisła i precyzyjna, nie istnieje w próżni. Bez komunikacji i umiejętności przekazania myśli traci swoją pełną wartość, ponieważ dopiero w rozmowie staje się czymś żywym i wspólnym.

Dopiero z czasem zaczęłam zauważać, że te światy wcale się nie wykluczają. To, co wcześniej wydawało mi się koniecznością wyboru i uporządkowania wszystkiego w jednej kategorii, zaczęło się stopniowo zacierać. Sztuka nie stała w opozycji do STEM-u, ale zaczęła go uzupełniać, podobnie jak inne doświadczenia. Wcześniej traktowałam je jako odrębne, lecz z czasem stworzyły jeden spójny sposób myślenia i działania. Fortepian, radio i nauka przestały być osobnymi ścieżkami – zaczęły się wzajemnie przenikać, rozwijając we mnie różne, równie potrzebne kompetencje: precyzję, uważność, koncentrację, komunikację i wytrwałość.

Z perspektywy czasu widzę, że to właśnie te pozornie odległe obszary nawzajem się wzmacniały. Koncentracja i systematyczność wyniesione z muzyki pomagają mi w nauce, precyzja i myślenie analityczne ze STEM-u porządkują sposób, w jaki podchodzę do różnych zadań, a radio uczy mnie, jak tę wiedzę przekazywać i budować relacje z ludźmi.

próbowania. Każde ćwiczenie, każda powtórka i każda godzina spędzona przy instrumencie była w gruncie rzeczy pracą nad sobą, nie tylko nad dźwiękiem, ale też nad sposobem myślenia i reagowania na trudność.

Kiedy pojawiło się radio, bardzo szybko zderzyłam się z rzeczywistością zupełnie inną niż ta fortepianowa.

Na początku byłam przede wszystkim skupiona na sobie, na tym, jak brzmię, jak formułuję myśli i czy potrafię odnaleźć się na antenie. Wydawało mi się, że w radiu się głównie mówi i dobrze prezentuje. Szybko odkryłam jednak, że mikrofon jest tylko narzędziem, a istota radia

leży gdzie indziej: w relacji, słowach i obecności drugiego człowieka. W naszym radiu najczęściej są po prostu dwie

osoby przy mikrofonie i to właśnie ta prostota sprawiła, że zaczęłam inaczej rozumieć, czym naprawdę jest rozmowa.

Z czasem zauważyłam, że dobra audycja nie powstaje wtedy, kiedy jedna osoba dominuje, ale wtedy, kiedy między rozmówcami pojawia się porozumienie i naturalna wymiana myśli. To była jedna z pierwszych ważnych lekcji, jakie dało mi radio: odpowiedzialność za słowo. W radiu każde zdanie zostaje, nie można go cofnąć ani poprawić, dlatego zaczęłam bardziej świadomie podchodzić do tego, co mówię i jak wpływa to na drugą osobę. Słowa okazały się czymś znacznie silniejszym niż sam przekaz. Mogą porządkować myślenie, budować relacje albo zostawać w człowieku na długo w sposób, którego

uważności i skupienia, czyli cech, które znałam już z muzyki i stopniowo odkrywałam również w innych obszarach swojego działania.

Coraz częściej zaczęłam spoglądać na swoje zainteresowania

przez prosty i schematyczny podział. Muzyka stawała się „tylko” pasją i sentymentem, który nie wiązał się

z przyszłością, ale miał wpływ na teraźniejszość.

Czymś, co daje radość i rozwija, ale nie musi definiować kierunku życia. Z kolei nauka stała się dla mnie realną przestrzenią do dalszego rozwoju. W takim obrazie świata zaczęło się więc naturalnie układać, co jest ważniejsze,

a co dodatkowe, i coraz trudniej było zostawić miejsce na coś pomiędzy tymi kategoriami. Wydawało się, że właśnie taki porządek jest potrzebny, żeby móc iść dalej, nawet jeśli oznaczał rezygnację z części siebie, która do tej pory funkcjonowała naturalnie.

Z perspektywy czasu widzę jednak, że sztuka istniała nie obok mojego rozwoju, ale od początku go współtworzyła. Fortepian nauczył mnie przede wszystkim umiejętności pełnego skupienia się na jednym zadaniu, mimo zmęczenia czy powtarzalności. Z czasem stał się też lekcją systematyczności i cierpliwości, ponieważ postęp nie przychodził nagle, tylko był efektem codziennej, konsekwentnej pracy. W muzyce szybko zrozumiałam, że błędy nie są końcem procesu, ale jego częścią, czymś, co wymaga wracania, poprawiania i ponownego

„Kim właściwie chcesz być?” przez długi czas wydawało mi się pytaniem o konieczność wyboru jednej, jasno określonej drogi – takiej, która porządkuje wszystko: zainteresowania, umiejętności i codzienne decyzje. W moim myśleniu długo istniało przekonanie, że życie i praca powinny być spójne, a każde odejście od tego porządku oznacza brak zdecydowania albo pewną niekonsekwencję.

Od piętnastu lat towarzyszy mi fortepian, obecny w mojej codzienności tak naturalnie, że trudno wskazać moment, w którym został czymś więcej niż tylko instrumentem do nauki gry. Z czasem stał się przede wszystkim lekcją cierpliwości, systematyczności i wytrwałości, czyli wszystkiego, co wymaga powtarzalności i zgody na błędy. Znacznie później pojawiło się radio – Radio LUUUZ w Pałacu

Młodzieży – a wraz z nim zupełnie odmienny sposób działania: rozmowy, szybkie reagowanie, uważność na drugiego człowieka i odpowiedzialność za słowo.

Ten świat wymagał innego rodzaju precyzji niż muzyka, ale równie intensywnego skupienia.

Trzeba było zdecydować, w którą stronę pójść dalej.

W tym czasie trochę przypadkiem pojawiła się biotechnologia jako jedna z możliwych dróg, które zaczęły się przede mną otwierać. Nie była czymś, co od początku miało dla mnie jasne znaczenie, ale szybko okazało się, że niesie ze sobą coś znajomego. Wymaga precyzji,

Lena Jędrasik, studentka, stypendystka Funduszu Talentów UŚ

c O mikr OFO n r O bi O b O k P i P ety ?

3 skojarzenia: Nauka. Nagrody. Współpraca.

2 pytania:

Jak połączyć współpracę tak wielu specjalistów?

Jak zainteresować innych STEM/STEAM?

1 metafora: STEAM jest jak ciągły rozwój.

d ziś wiem, że informatyka daje P rzede wszystkim swobodę –możliwość zmieniania kierunku i s P rawdzania, co tak na P rawdę chce się robić.

n ie wszystko trzeba wiedzieć z góry.

n iektóre od P owiedzi P rzychodzą z czasem.

Kiedy decydowałam się na studia, nie miałam gotowego planu na siebie. Zależało mi na kierunku, który daje możliwości i przestrzeń do działania, ale jednocześnie mnie nie ogranicza. Informatyka była odpowiedzią na to, czego szukałam.

Początki należały do trudnych. Informatyka nie była moim pierwszym wyborem, więc podchodziłam do niej z dużą ostrożnością. Nowe tematy, pierwsze projekty i mnóstwo momentów, kiedy nic nie chciało działać tak, jak powinno. Z czasem jednak zrozumiałam, że tak po prostu wygląda nauka – polega na próbach i błędach.

Dużo się zmieniło, gdy dostałam szansę zrealizowania

własnego projektu w ramach jednego z uczelnianych programów – wtedy zobaczyłam, jak wiedza ze studiów wygląda w praktyce. To był jeden z pierwszych momentów, w których poczułam, że to, czego się uczę, naprawdę ma sens.

Ważnym doświadczeniem był też wyjazd na Erasmusa do Hiszpanii (pięć semestrów na Uniwersytecie w Alicante). Przekonałam się tam, że umiejętności, które zdobywam, działają niezależnie od miejsca – można odnaleźć się w zupełnie nowym środowisku i świetnie współpracować z ludźmi z różnych krajów. Następny krok: aplikowanie do programu DUO-Korea Scholarship z Sungshin Women’s University.

Kinga Badeja, studentka

Wydział Nauk Ścisłych i Technicznych

kierunek , K tó Ry z O stawia ci wybór

3 skojarzenia:

Próbowanie, popełnianie błędów i szukanie własnej drogi.

Technologia, która może realnie ułatwiać ludziom życie.

Współpraca i łączenie różnych pomysłów, ludzi oraz dziedzin.

2 pytania:

Jak tworzyć technologię, która nie zastępuje człowieka, ale pomaga mu lepiej się rozwijać, uczyć i podejmować decyzje?

Dlaczego właśnie połączenie informatyki z innymi dziedzinami –medycyną, sztuką, psychologią czy edukacją – daje dziś największe możliwości zmieniania świata?

1 metafora:

STEAM jest jak szukanie własnego miejsca –próbujesz różnych rzeczy, poznajesz ludzi i dopiero z czasem odkrywasz, co naprawdę Cię interesuje.

Gdy teraz myślę o projekcie, jestem niezmiernie szczęśliwa, że mogłam wziąć w nim udział.

Dowiedziałam się naprawdę dużo, poszerzyłam mój zbiór hobby o botanikę i zaczęłam zauważać rzeczy, których kiedyś nie dostrzegałam – gdy idę chodnikiem i widzę roślinę, to często przypominają mi się słowa mojej tutorki na jej temat i lekko uśmiecham się pod nosem. To doświadczenie pokazało mi wiele interesujących rzeczy i choć nie było ono bezpośrednio związane z medycyną, to ją w sobie przemycało.

Mimo że program już się zakończył, to zawsze będę go wspominać z radością.

Pewnego letniego dnia, gdy miałam sześć lat, postanowiłam, że zostanę lekarzem.

Nie wiem, co sprawiło, że tak zdecydowałam. Może opowieść, którą moja mama tego dnia mi przeczytała i która od razu mnie

zainteresowała – był ona o żółwiku, który trafił do szpitala. Może to była decyzja impulsywna, która była wolą przypadku. Raczej się tego nie dowiem, ale wiem jedno. Mam na imię Julia, mam piętnaście lat i nadal chcę zostać lekarzem.

Kiedy chodziłam do siódmej klasy, interesowała mnie biologia – był to mój ulubiony przedmiot, zapewne dlatego, że opowiadał o tym, jak jesteśmy zbudowani.

Bardzo chciałam się rozwijać w tej dziedzinie, więc gdy usłyszałam od taty o programie Uniwersytet Najlepszych, byłam wniebowzięta. Zaaplikowałam, opisując w barwny sposób swoją największą pasję. Poczekałam na wyniki, przeszłam rozmowę kwalifikacyjną i zostałam przydzielona do tutora – dr Teresy Nowak, która zajmuje się botaniką. Choć na początku myślałam, że nie da się połączyć botaniki i pasji do budowy organizmu człowieka,

to pani doktor pokazała mi, że jest to naprawdę możliwe i ciekawe – za co będę jej dozgonnie wdzięczna.

Zależało mi na tym, żeby dowiedzieć się czegoś nowego i stworzyć coś namacalnego. Po wielu rozmowach zdecydowałyśmy się na zrobienie przeze mnie zielnika oraz na wytworzenie domowego olejku z dziurawca.

To było kilka godzin zbierania roślin (a co najlepsze – o każdej usłyszałam jakąś historię), następnie etykietowałyśmy

i zasuszałyśmy rośliny. Zajęło to sporo czasu, ale efekt był piorunujący – nie wiedziałam, że rośliny są tak różnorodne! Było to dla mnie ogromne wyzwanie, ale po przeczytaniu kilku książek, wielu rozmowach i dopytywaniu, po małych załamaniach, godzinach

w terenie i kilku wywiadach byłam gotowa na prezentację końcową. Pomimo mojego stresu i, prawdę mówiąc, początkowo małej wiedzy na temat botaniki, pani doktor Nowak genialnie i niezwykle trafnie mi to wszystko wytłumaczyła, pozostawiając mi pole do manewru i własnych pomysłów. Prezentacja projektu również wypadła naprawdę dobrze, a olejek z dziurawca sprawdza się świetnie do dzisiaj.

Julia Kubok, uczennica

I LO im. Kopernika w Katowicach, profil biologiczno-chemiczny, uczestniczka programu Uniwersytet Najlepszych UŚ

3 skojarzenia: Innowacja. Kreatywność. Przyszłość.

2 pytania:

Jakie kompetencje miękkie rozwijają się najszybciej

podczas pracy metodą projektowania w tych obszarach?

W jaki sposób najlepiej połączyć nauki ścisłe z elementami sztuki, aby nie stracić merytorycznej głębi?

1 metafora: STEM jest jak szwajcarski scyzoryk. Ś cie Ż kami Pasji

PRZYKŁADOWE ZAWODY PRZYSZŁOŚCI

• inżynier ds. sztucznej inteligencji i machine learning (AI/ML Engineer)

• architekt Big Data / Data Scientist

• inżynier DevOps / SRE (Site Reliability Engineer)

• inżynier ds. chmury obliczeniowej (Cloud Architect)

• inżynier / programista kwantowy (Quantum Computing Engineer)

• deweloper rozszerzonej i wirtualnej rzeczywistości (XR Developer / Architect)

• analityk ryzyka i modelowania finansowego (Quant / Quantitative Analyst)

• inżynier ogniw nowej generacji i magazynowania energii (OZE)

• technolog ds. zielonego wodoru

• inżynier procesów gospodarki cyrkularnej (obiegu zamkniętego)

• projektant biodegradowalnych opakowań

• inżynier bioremediacji (ekologiczny detoks)

• menedżer ds. adaptacji klimatycznej i ryzyka środowiskowego

• inżynier ds. aquamatyki i gospodarki wodnej

• specjalista ds. bioróżnorodności i ekosystemów w biznesie

• doradca ds. strategii ESG (Environmental, Social, and Governance)

• projektant zrównoważonego rozwoju regionu i ekoturystyki

• bioinformatyk / analityk danych genomicznych

• projektant terapii komórkowych i genowych

• projektant leków celowanych (Targeted Drug Designer)

• inżynier druku tkankowego (3D Bioprinting Engineer)

• rolnik komórkowy (Cellular Agriculturist)

• projektant systemów BCI (Brain-Computer Interface)

• projektant algorytmów dla bionicznych protez

• analityk obrazowania medycznego (Medical Image Computing Specialist)

• architekt systemów telemedycznych i IoT (Internet of Medical Things)

• fizyk medyczny / dozymetrysta kliniczny

• toksykolog cyfrowy / chemik sądowy nowej generacji

• inżynier robotyki kolaboracyjnej (Cobot Engineer)

• projektant Human-Robot Interaction (HRI Designer)

• architekt systemów autonomicznych i robotyki (w tym kosmicznej)

• inżynier ds. symulacji komputerowych (CAE Engineer)

• inżynier materiałowy nowej generacji / projektant inteligentnych materiałów

• inżynier ds. syntezy nanomateriałów

• programista silników graficznych i fizyki gier (Gameplay/Engine Programmer)

• analityk danych satelitarnych i obserwacji Ziemi / analityk GIS

• specjalista ds. teledetekcji i kartografii cyfrowej

• inżynier oprogramowania systemów wbudowanych dla space-tech

• architekt konstelacji satelitarnych (Satellite Network Architect)

• projektant materiałów aerospace i deep-space

• inżynier pogody kosmicznej (Space Weather Forecaster)

SCIENCE

biologia | biotechnologia | chemia | fizyka | biofizyka | geografia | geologia | geologia stosowana | ochrona środowiska

T ECHNOLOGY

informatyka | informatyka stosowana | Data Science i sztuczna inteligencja

E NGINEERING

inżynieria biomedyczna | inżynieria materiałowa | mechatronika | technologia chemiczna | technologie środowiskowe i nowoczesne materiały | fizyka medyczna | inżynieria zagrożeń środowiskowych | gospodarka wodna – aquamatyka

*A RTS

projektowanie gier i przestrzeni wirtualnej | grafika | reżyseria |

realizacja obrazu filmowego, telewizyjnego i fotografia | organizacja produkcji filmowej i telewizyjnej | edukacja artystyczna w zakresie sztuk plastycznych | edukacja artystyczna w zakresie sztuki muzycznej | muzyka w multimediach | architektura informacji

M ATHEMATICS

matematyka

*Kierunki, na które obowiązuje egzamin wstępny – praktyczny / rozmowa kwalifikacyjna / portfolio

PRZEDMIOTY MATURALNE

biologia | chemia | fizyka / fizyka i astronomia | geografia | informatyka | matematyka;

matura kierunki studiów

zawody Przyszłości

zawody rzyszłościP

POczątek mOstu – sPrawdź

PO drugiej strOnie mOstu –sPrawdź, jak jest teraz.

3 skojarzenia:

STEM/STEAM – o co chodzi?

Dopisz trzy pierwsze skojarzenia.

Nie zastanawiaj się zbyt długo.

Pomyśl, napisz, przejdź dalej.

2 pytania:

Co Cię w związku z tym ciekawi?

Czego chcesz się dowiedzieć?

1 metafora:

STEM/STEAM jest jak… (dokończ zdanie).

3 skojarzenia:

STEM/STEAM

Dopisz trzy pierwsze skojarzenia. Nie zastanawiaj się zbyt długo.

Pomyśl, napisz, przejdź dalej.

2 pytania:

Co Cię w związku z tym ciekawi?

Czego chcesz się dowiedzieć?

1 metafora:

STEM/STEAM jest jak… (dokończ zdanie).

schemat 3-2-1

Klamrą spajającą publikację oraz przedstawione w niej opowieści jest jedna z rutyn widocznego myślenia, opracowanych przez zespół badaczy z Uniwersytetu Harvarda w ramach projektu „Visible Thinking” (Project Zero).

Schemat „3-2-1 Most” odniesiono do obszaru STEM/STEAM:

• 3 skojarzenia: stem/steam –o co chodzi? doPisz trzy Pierwsze skojarzenia. nie zastanawiaj się zbyt długo.

Pomyśl, naPisz, Przejdź dalej.

• 2 Pytania: co cię w związku z tym ciekawi? czego chcesz się dowiedzieć?

• 1 metafora: stem/steam jest jak… (dokończ zdanie).

Czytelniczko/Czytelniku, zapraszam Cię do świata nieoczywistych połączeń, metamorfoz, eksperymentów, zwrotów akcji i autentyczności. Zabierz ze sobą to, czego teraz najbardziej potrzebujesz. Wróć, kiedy będziesz eksperymentować z czymś nowym. Buduj mosty (nie mury!).

dr Magdalena Christ, prof. UŚ

architektka mostów

Inspiracją do uczynienia mostów spoiwem dla tej publikacji były:

• STEM/STEAM jako most między naukami ścisłymi, technologią, inżynierią, sztuką i matematyką;

• eksperymentowanie jako most pomiędzy tym, co wiadome, a tym co ciekawe i nieodkryte;

• mosty między etapami naszego życia (szkoła podstawowa – szkoła średnia – studia –dalsze wybory życiowe);

• Uniwersytet Najlepszych UŚ – program tutoringowy dla uczniów klas 7–8 szkoły podstawowej oraz szkół

średnich, stanowiący most pomiędzy uczniami a pracownikami Uniwersytetu Śląskiego;

• Kolegium Indywidualnych Studiów Międzyobszarowych Uniwersytetu Śląskiego

w Katowicach (ISM) –powstało z połączenia i rozwinięcia istniejących wcześniej

na Uniwersytecie Śląskim jednostek prowadzących kształcenie interdyscyplinarne: Międzywydziałowych

Indywidualnych Studiów Humanistycznych (MISH) i Międzywydziałowych Indywidualnych

Studiów Matematyczno-Przyrodniczych;

• MOST – program mobilności studentów i doktorantów, umożliwiający studiowanie przez semestr lub cały rok akademicki na jednym z dwudziestu polskich uniwersytetów, oraz „Śląski Most” – regionalny program mobilności, pozwalający studentom siedmiu śląskich uczelni (w tym Uniwersytetu Śląskiego) na realizację zajęć na partnerskich uczelniach w regionie;

• Śląskie Interdyscyplinarne Centrum Chemii

jako nowoczesne przestrzeń prowadzenia dydaktyki, nauki i realizacji badań, która połączy studentów, naukowców oraz lokalną społeczność;

• Konsorcjum Śląskich Uczelni Publicznych –połączenie dziewięciu uczelni publicznych z regionu, mających różnoraki charakter: artystyczny, humanistyczny, ekonomiczny, techniczny, medyczny i sportowy, które razem prezentują szeroką ofertę kształcenia na kilkuset kierunkach studiów licencjackich, magisterskich, inżynierskich, podyplomowych i doktoranckich;

• sojusz Transform4Europe łączący dziesięć europejskich uczelni (w tym Uniwersytet Śląski), aby razem prowadzić badania naukowe na najwyższym poziomie oraz kształcić młodych ludzi na międzynarodowych kierunkach studiów.

Rita Pierson w swoim wystąpieniu TED Talk pt. „Every kid needs a champion” powiedziała, że dzieci nie uczą się od osób, których nie lubią. Ludzie efektywniej zdobywają wiedzę i umiejętności poprzez obserwację, naśladowanie i własne działanie przy wsparciu mistrzów-mentorów, którzy wzbudzają sympatię. Czy można być autorytetem, inspirować innych, mieć w sobie gotowość do nieustającego rozwoju, promieniować twórczą ciekawością, a jednocześnie dać się lubić? Odpowiedzi na to pytanie warto poszukać w niniejszej publikacji, pełnej nieoczywistych życiowych zwrotów akcji.

Potrzebujemy relacji – z przyrodą, drugim człowiekiem, samym sobą. Główny wniosek płynący z harwardzkiego badania rozwoju osób dorosłych (The Harvard Study of Adult Development) jest zaskakująco prosty: dobre relacje czynią nas zdrowszymi i szczęśliwszymi3 .

W czasach nieco sztucznych (sztuczna inteligencja, tworzywa sztuczne, sztuczne uśmiechy…) szukamy prawdziwych ludzi oraz ich historii. W publikacji zawarto dwadzieścia siedem esejów autorstwa mentorek oraz mentorów z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, na czele z Jego Magnificencją Rektorem, doktorantek, studentek i studentów, a także uczennicy liceum, która uczestniczyła w programie Uniwersytet Najlepszych UŚ.

3 R. Waldinger, M. Schulz, Dobre życie. Lekcje z najdłuższego na świecie badania nad szczęściem, Znak, Kraków 2025, s. 27.

w szelkie o P owieści są nośnikami emocji i budują mosty między „nimi” a „nami”. w szechobecne, wielowymiarowe mosty łączą zamieszczone tu historie.

1 M. Jachimowicz, Pomyśl , [w:] Ponad widzianym , Wydawnictwo Literackie, Kraków 1967, s 85.

Pomyśl siebie s tań się na nowo b ezrozumnych zmyślają inni. 1

Badania prof. Carol Dweck pokazują, że nasze własne wyobrażenia o sobie wywierają ogromny wpływ na to, jak będzie wyglądać nasze życie. Według badaczki mogą one zdecydować, czy staniesz się tym, kim chcesz być, i czy zdobędziesz to, co ma dla Ciebie prawdziwą wartość.

Jej koncepcja dotyczy nastawienia na trwałość, które konkuruje z nastawieniem na rozwój. Pierwszemu towarzyszy przekonanie, że cechy człowieka są ustalone raz na zawsze, co zmusza go do ciągłego udowadniania swojej wartości. Drugie jest nośnikiem przekonania, że te cechy nie są kartami otrzymanymi od losu, lecz stanowią punkt wyjścia do dalszego rozwoju.

Każdy człowiek może się zmieniać i doskonalić2 .

Uczymy się przez całe życie (lifelong learning). Jeśli towarzyszy nam nastawienie na rozwój – zdobywamy wiedzę i umiejętności bardziej świadomie i celowo. Wartościowym uzupełnieniem pytań z serii „Kim jestem?

Kim będę?” stają się pytania z grupy: „Co już potrafię? Czego jeszcze nie potrafię? Czego chciałabym/chciałbym się nauczyć? Jak mogę to osiągnąć? Kto i w jaki sposób może mi w tym pomóc?”

2 C. Dweck, Nowa psychologia sukcesu. Nastawienie na rozwój to gwarancja sukcesu, MUZA SA, Warszawa 2024, s. 12.

3-2-1...

zaProjeKtuj siebie!

O relacjach, rOzwOju i budOwaniu mOstów

dr Anna Piekarska-Stachowiak – Między porządkiem a chaosem: matematyka, która nauczyła się biologii

dr Anna Wojtas-Rduch – Czy góralka może śpiewać w języku migowym?

W stronę drugiego Człowieka. Góralskie drogowskazy przyszłości

dr Magdalena Marekwia– Eksperyment: matematyka. Zaliczyłam „porażkę”, żebyście Wy nie musieli

(i co ma do tego metkownica)

dr Jakub Bryła, dr Roman Marchaj – Administracja bez nudy. Jak pokazaliśmy, że prawo może inspirować

dr Sara Knapik-Szweda – Między inkubatorem a dźwiękiem – historia, której nie planowałam

dr Jacek Francikowski – Od świerszczy do mikrokontrolerów

dr Magdalena Christ, prof. UŚ – Architektka mostów

dr Marcin Lipowczan, prof. UŚ – Eksperymentuj! Historia naukowca, który nie przestał zadawać pytań

dr Agnieszka Skorupa, prof. UŚ – Co psycholożka robi w kosmosie

dr Łukasz Dawidowski, prof. UŚ – Dlaczego matematyka jest taka trudna?

dr hab. Michał Kłosiński, prof. UŚ – Wyznanie groznawcy

dr hab. Małgorzata Przybyła-Kasperek, prof. UŚ – Od wzorów do sztucznej inteligencji.

Historia o tym, jak STEAM otwiera drzwi do świata

prof. dr hab. n. med. Armand Cholewka – Czy można bawić się nauką?

O tym, czy zabawa, nauka i dydaktyka mogą mieć wspólną przestrzeń – hobby

prof. dr hab. Robert Musioł – Prawie spaliłem piwnicę. Teraz projektuję leki i pomagam budować

Śląskie Interdyscyplinarne Centrum Chemii – taka karma

Jego Magnificencja Rektor Uniwersytetu Śląskiego prof. dr hab. Ryszard Koziołek –Sprawdź, czy to jest prawda

Schemat 3-2-1. Po drugiej stronie mostu

dr Magdalena Christ, prof. UŚ –Wstęp 3, 2, 1… zaprojektuj siebie! O relacjach, rozwoju i budowaniu mostów

STEAM – Żywioły

Schemat 3-2-1. Początek mostu

OPOWIEŚCI

Julia Kubok – Ścieżkami pasji

2. 3.

Kinga Badeja – Kierunek, który zostawia Ci wybór

Lena Jędrasik – Co mikrofon robi obok pipety?

Szymon Sojka – Rzuć kością na Wiedzę, czyli gry w służbie rozwoju człowieka

Sara Piątek – „To było straszne” – powiedziała, zachwycając się wspomnieniami i planując powtórkę

inż. Kacper Książek – Po co dalej żyć (skoro mamy AI)?

mgr Sylwia Korzon – Czy przedszkolanka może zostać inżynierem?

mgr inż. Filip Smyczek – Algorytm na przyszłość. Od szkolnych dylematów do sztucznej inteligencji i... astronomii

mgr Katarzyna Jurasz – Czy można wyśpiewać sobie karierę naukową?

mgr Krzysztof Holvik – Psychofizjologia, humanistyka i podejrzliwość

mgr Klaudia Nowak – Między linijką a partyturą – opowieść dla tych, którzy nie potrafią wybrać

mgr Daniel Wahl – Anatomia ciekawości. O tym, jak nie poszedłem na medycynę, by zostać podróżnikiem w świecie STEAM

3-2-1… Zaprojektuj siebie! O relacjach, rozwoju i budowaniu mostów.

STEAM –przepływ wartości – edukacja, człowiek, przyszłość

Redakcja naukowa: dr Magdalena Christ, prof. UŚ

Redakcja i korekta językowa: Katarzyna Litwinowicz

Projekt okładki, layout i skład: dr Przemysław Jeżmirski

Koordynacja: Daniel Wahl

Druk: Drukarnia Skleniarz, ul. Lea 118, 30-133 Kraków

Wydawca: Uniwersytet Śląski, ul. Bankowa 12, 40-007 Katowice

Katowice 2026

ISBN: 978-83-226-4706-6

Copyright © Uniwersytet Śląski, 2026

Publikacja bezpłatna

Wydanie publikacji STEM – przepływ wartości – edukacja, człowiek, przyszłość dofinansowane w ramach realizacji projektu „Zbudowanie systemu koordynacji i monitorowania regionalnych działań na rzecz kształcenia zawodowego, szkolnictwa wyższego oraz uczenia się przez całe życie, w tym uczenia się dorosłych” w ramach Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności.

Pod redakcją

3-2-1... zaProjeKtuj siebie!

o relacjach, rozwoju i budowaniu mostów

steam – P rze P ływ wartości –

edukacja, człowiek, Przyszłość

Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook