Page 29

A MBASADA RP W S ANTIAGO DE C HILE

P

ierwszy pies wkroczył do mojego życia w najmniej oczekiwanej chwili – w dniu mojej pierwszej komunii. Pamiętam bardzo dobrze, jak ubrana w długa białą sukienkę i lakierowane pantofelki, z wałkami we włosach i zdobiącymi je małymi, białymi kwiatuszkami, trzymałam w ramionach malutką kremową kuleczkę – mojego pierwszego szczeniaczka. Wcześniej rodzice nie pozwalali mi mieć psa. Na podwórku bawiłam się z Zolką, suczką pani Koralewskiej, naszej sąsiadki. W dniu mojej pierwszej komunii – dniu, który dla każdego Polaka jest wyjątkowym wydarzeniem – dowiedziałam się, że Zolka wpadła pod samochód i osierociła trzy szczeniaczki. Mama nie chciała żebym tego dnia pogrążyła się tylko w rozpaczy. W ten sposób stałam się właścicielką mojego pierwszego pieska. Od tego momentu minęło już wiele lat. Zdążyłam w tym czasie wyjechać z Polski, mieszkać i pracować w wielu krajach. W 1999 r. przyjechałam do Chile. Jadąc z lotniska do mojego nowego domu w dzielnicy Ñuñoa, patrzyłam zaskoczona na wałęsające się po ulicach psy. Obok pałacu prezydenckiego La Moneda zebrała się ich cała gromada. Wszystkie bez właściciela, bez obroży, bez smyczy. Niektóre w sweterkach, niektóre z wełny, inne z polaru. Wszystkie leniwie grzały się w zimowym słońcu. Sądzę, że właśnie wtedy zakiełkowała w mojej głowie myśl, ze muszę coś zrobić żeby to zmienić. Żeby psom nigdy nie zabrakło nadziei na

lepsze jutro. Od tamtego pamiętnego dnia nasz dom stał się tymczasowym schroniskiem dla przeszło 30 psów, którym szukaliśmy nowych właścicieli. Jeden z nich pozostał z nami na zawsze, a dziś ma jeszcze dwóch kolegów. To Noelia, Dalia oraz niedawno przybyła Julieta. W tym czasie ja i moje dzieci poświęciliśmy wiele godzin troszcząc się o bezdomne psy z Ñuñoa w jedynym chilijskim schronisku miejskim, które w pełni zasługuje na tę nazwę. Od 2010 roku należymy do Centrum Ratownictwa Psów (www.facebook.com/ voluntarioscrc?fref=ts) i wspieramy jego działania m.in. uczestnicząc w dniach adopcyjnych, wyprowadzając psy na spacer poza ośrodek, prowadząc wyprzedaże garażowe i zbierając darowizny. Od dwóch lat jesteśmy partnerem Matpet (www.facebook.com/ pages/Matpet-Refugio-dePerritos/281548868545066? fref=ts), dość specyficznego schroniska w Curacavi, w którym 150 psów otrzymuje pożywienie i opiekę weterynaryjną dzięki ludziom dobrej woli, którzy każdego miesiąca przekazują niewielkie sumy pieniędzy na jego utrzymanie. Niestety, nasza praca to tylko kropla w morzu potrzeb. Sytuacja psów jest opłakana, brakuje choćby przepisów prawa, które chroniłyby psy i ustanawiały sankcje dla tych, którzy je porzucają. Proponowana przez wielu eutanazja wydaje się być najprostszą metodą rozwiązania problemu, jednak nie jest najbardziej efektywna. W Europie, w tym

w Polsce, coraz powszechniejsza jest tendencja stosowania sterylizacji oraz prowadzenia szeroko zakrojonych działań społecznych, których celem jest wzrost wśród właścicieli psów odpowiedzialności za swoich pupili. Nie mam prawa żeby pouczać kogokolwiek jak ma żyć i postępować. Jedyne, co mogę zrobić, to przyczynić się choćby trochę, zupełnie bezinteresownie, poświęcając własny czas i odrobinę serca, żeby chronić zwierzaki z ulicy. Od redakcji: Niezdecydowanych na adopcję psa lub kota zachęcamy do obejrzenia teledysku Moby’ego do utworu „Almost home” - http:// www.youtube.com/watch? v=qr_qFHF7Zr0

W 1999 R. PRZYJECHAŁAM DO CHILE. JADĄC Z LOTNISKA DO MOJEGO NOWEGO DOMU W DZIELNICY ÑUÑOA, PATRZYŁAM ZASKOCZONA NA WAŁĘSAJĄCE SIĘ PO ULICACH PSY. 29

Biuletyn Ambasada RP w Chile Nr 16  
Biuletyn Ambasada RP w Chile Nr 16  
Advertisement