Page 1

Adam Sieńko

„Prawda o systemach” (myśli niezależnego wolnomyśliciela – czyli moje myśli, przepisane do tego pliku w latach 1999-2012)

Spis treści Wstęp . . . . . . Systemy religijne . . . . . Natura religijnej głupoty i jej wpływ na ludzki umysł Religia i manipulacja emocjonalna . . . Problematyka dobra i zła . . . . Dekalog . . . . . . Religijne prawa, nauki i obrzędy . . . Realne oblicze religii . . . . Religia i inne systemy . . . . Istota Stwórcy i Boga . . . . Duchowa ewolucja . . . . . Przemyślenia na inne tematy. . . . Żołnierze Natury . . . . . Alfa i omega chrześcijaństwa . . . Świat bez pieniędzy . . . . .

1

. . . . . . . . . . . . . . .

. . . . . . . . . . . . . . .

2 3 5 8 12 14 16 26 34 38 41 42 46 47 48


Wstęp Piszę ten tekst by ocalić od zapomnienia różne cenne myśli i za ich pośrednictwem uświadomić jego potencjalnych czytelników o istnieniu konkretnego zła, które kreuje konkretne problemy. By wiadomo było jak te zło wygląda i jak działa, by można je było świadomie identyfikować w swoim otoczeniu i świadomie je zwalczać lub przed nim bronić. Obserwowałem wielokrotnie opisane tu zło i wynikające z niego problemy w swoim bliższym i dalszym otoczeniu, czasem doświadczałem jego działania na własnej skórze, dlatego wiem, że naprawdę istnieje, jak wygląda i jak działa. Biada temu kto wykorzysta te informacje w charakterze instrukcji jak np. zwiększyć swoją władzę i kontrolę nad ludźmi. Dzięki działaniu naturalnej sprawiedliwości prędzej czy później odczuje tego konsekwencje. Nie będę tolerował jakiegokolwiek fałszowania i przekręcania tych tekstów (obracania ich na swoją korzyść) jak również wykorzystywania ich do wspierania jakichkolwiek ideologicznych interesów (wiadomo od dawna, że sam Kościół wielokrotnie fałszował lub tuszował różne źródła informacyjne, które stanowiły zagrożenie dla jego ideologicznej wiarygodności), lub wykorzystywania ich zawartości przeciwko mojej osobie. Mam zresztą podstawy do podejrzeń, że takie działania – w odniesieniu do obecnych tu tekstów w ich wcześniejszej, mniejszej objętościowo wersji – miały już miejsce. Wszelkie działania tego typu traktuję jako intelektualne przestępstwo, które prędzej czy później zostanie ukarane. Jeśli chodzi o osoby, które myślą podobnie jak ja, w tym wypadku nie mam nic przeciwko kopiowaniu moich myśli, o ile nie będzie to związane z przywłaszczaniem ich autorstwa. Jeśli niektóre z moich przemyśleń wydadzą się trochę niejasne, wynika to z niejasności i zagmatwania problemów z jakimi się w nich borykam. Prawda prawdziwa jest zawsze prosta. „Prawdy” fałszywe, rozpowszechniane przez ideologie religijne i polityczne są z reguły zawikłane i niejasne. Dlaczego? Bo z jednej strony ułatwia to ogłupianie ludzi a z drugiej utrudnia takim jak ja dotarcie do sedna ich sensu i bezsensu. Niełatwo jest znaleźć jakikolwiek sens w oceanie ideologicznego bezsensu. Przemyślenia te są świadectwem mojej umysłowej i duchowej – w odniesieniu do religii – ewolucji, począwszy od czasów, kiedy jeszcze „jedną nogą” tkwiłem w Kościele, aż do czasów, gdy już całkowicie z nim zerwałem. Dlaczego zrezygnowałem z religii? Ponieważ w okresie mojego największego zainteresowania religią (w tym wypadku katolicką) nie udzieliła ona wiarygodnych odpowiedzi na ważne pytania, oferowała mi najczęściej jedynie bełkot religijnego mędrkowania, mistycznych iluzji i majaczeń. Rozczarowany tym wszystkim zacząłem szukać odpowiedzi poza religią. Wiedza do której dotarłem nauczyła mnie korzystać z rozumu (jego duchowego potencjału) w odniesieniu do religii (również innych systemów), dzięki czemu ujrzałem ją w całkiem nowym świetle. Po okresie fascynacji religią nadszedł czas zwątpienia i zastanowienia. W końcu stwierdziłem istnienie wielu oczywistych sprzeczności między naukami religii a realną rzeczywistością świata materialnego jak i duchowego, uświadomiłem sobie absurdalność i głupotę typowej religijności. W tej sytuacji nie mogłem dłużej tolerować religii w swoim życiu. Niestety ta zmiana nie spodobała się otoczeniu. Dzięki doświadczeniom, jakie z tego wynikły poznałem smak psychoumysłowego piekła kreowanego przez religię, ile zła i psychicznej ohydy wprowadzają one do ludzkiej świadomości i w ludzkie życie (w tym wypadku „piekło” te polega głównie na prawie codziennej, już ponad dziesięcioletniej, wewnętrznej walce z jadem katolickiej trucizny wewnątrz mojego umysłu. Prawda wypalona w tym ogniu to najcenniejsza nagroda za te cierpienie). To tylko potwierdziło słuszność mojej oceny religii. Wszystko to znacznie przyspieszyło ewolucję mojej świadomości. Widoczna obecnie (głównie w roku 2005), zwłaszcza w Europie, fala sztucznie wzbudzonego zainteresowania religią może budzić u mnie tylko ironiczne komentarze. Ja już przez to przeszedłem i wiem jak to się skończy. Prędzej czy później ludzie wierzący przejrzą na oczy i zrozumieją bezsens i głupotę swojej religijności – jeśli odrzucą tę ewolucję, spowoduje to ich umysłową i duchową stagnację i destrukcję (taka reakcja może wynikać z manipulacji religijnych przywódców i ich narzędzi, którzy w ten sposób będą próbowali się zabezpieczyć przed taką ewentualnością). Wynikające stąd oświecenie zapoczątkuje koniec systemów religijnych (przy okazji również politycznych i innych, przynajmniej niektórych) – mam nadzieję, że ostateczny – i skończą tak samo jak starożytne systemy. Mam tylko nadzieję, że ich upadek nie zostanie zapoczątkowany wybuchem nowej wielkiej wojny. Nie ma sensu ginąć z powodu religii, nie są tego warte. Faktem jest, że religie były – i nadal są – inicjatorem i siłą napędową wielu bezsensownych konfliktów i religijnych wojen. Również obecnie religijni fanatycy (tzw. terroryści) swoimi zamachami tworzą napięcia polityczno-religijne, które mogą wzniecić nową wojnę. Nie mam zamiaru – za pomocą ostrych słów, jakie tu często używam – niszczyć morali czy poczucia własnej wartości u ludzi wierzących. Po prostu pewne zło musi być nazwane po imieniu i napiętnowane, dokładnie tak, jak na to zasługuje. Nie ma sensu postępować jak chora umysłowo katolicka przyzwoitka,

2


która smaruje „miodem i cukrem” każde „gówno”, z jakim się zetknie, by nie robiło tak złego wrażenia. Prawda prawdziwa przedstawia rzeczy takimi, jakimi są naprawdę, niczego nie wybiela, nie poleruje, sztucznie nie upiększa. Teksty te można potraktować jako test na duchową inteligencję. Im więcej myślenia i zrozumienia wzbudzą one w umyśle czytelnika a mniej zbędnych emocji, tym większym poziomem takiej inteligencji prawdopodobnie dysponuje. Teksty te są owocem logicznej i beznamiętnej analizy danych i tak samo beznamiętnie powinny być traktowane. Odbiorcami tych przemyśleń powinny być osoby znające przynajmniej podstawy (para)psychologii, wiedzy naturalnej, ekologii, realnej fizyki itp. Ignoranci w takich (i innych) dziedzinach nauki, kierujący się w życiu głównie emocjami a nie rozumem, prawdopodobnie nie zrozumieją tych tekstów i dojdą do błędnych wniosków. Zamieszczone tu przemyślenia są również częściowo oficjalnym oskarżeniem, osądzeniem i skazaniem Kościoła Katolickiego (częściowo i innych religii) za popełnienie licznych przestępstw i zbrodni wymierzonych zarówno przeciwko ludziom jako takim, jak i przede wszystkim przeciwko rozwojowi i ewolucji umysłowej i duchowej ludzkości. Wina Kościoła została wykazana i udowodniona już wielokrotnie przez ludzi szukających prawdy o naszym świecie. Niestety wynikające stąd wnioski ciągle nie docierają do tępej świadomości ludzi wierzących, celowo ogłupianych przez duchowieństwo oraz ich świeckich odpowiedników. Ludzie Kościoła Katolickiego, po przeczytaniu tych tekstów, z pewnością będą zaprzeczać ich wiarygodności i głosić wymierzoną przeciwko zawartej w nich prawdzie kłamliwą propagandę (mogą w tym celu wykorzystać również fragmenty oryginalnej lub zafałszowaną wersję moich tekstów). Będą łżeć ludziom w żywe oczy – właściwie już to robią - dla ochrony interesów systemu religijnego (swojego „Boga”), któremu służą. Będą brnąć uparcie w swoich kłamstwach i oszustwach bo inaczej nie mogą. Nie mają odwrotu z błędnej drogi jaką obrali tysiące lat temu, bo już wtedy spalili za sobą wszystkie mosty – głównie za pomocą ustanowionych wówczas, „nienaruszalnych” religijnych dogmatów. Systemy religijne Skąd się wzięły religie – takie jak obecnie istniejące - i po co w ogóle istnieją? Ludzie żyjący w świecie znanych nam cywilizacji chyba zawsze szukali tzw. Boga, który miał być ostatecznym celem naszej duchowej ewolucji, szczytem doskonałości, jaki warto osiągnąć i religie – teoretycznie - mogłyby ludziom w tym pomagać. Główny problem z ziemskimi religiami sprowadza się do tego, kto lub co naprawdę jest tym „Bogiem”, o którym nauczają? Analizując nauki systemów religijnych można stwierdzić, że różne religie a czasem i te same nauczają o dwóch różnych rodzajach Boga. Pierwszym Bogiem jest nieuchwytna, inteligentna moc, kreująca wszechświat i wszystkie znajdujące się w nim postacie materii i energii, zarówno w formie ożywionej jak i nieożywionej. Moc ta kreuje inteligentne formy życia, które – wbrew temu co wmawiają ludziom religie – istnieją po to, by ją wspomagać w dziele kreacji i wzbogacania wszechświata, między innymi poprzez własną duchową ewolucję, której owoce służą ewolucji samego Boga. W tej sytuacji cel do jakiego dążymy ciągle się oddala, wydaje się nieosiągalny na niewyobrażalnie długi okres czasu, jeśli nie na zawsze. Oznaczałoby to z kolei, że nasza ewolucja może nie mieć końca. Drugi Bóg jest człowiekiem, bo wygląda jak człowiek, zachowuje się jak człowiek, myśli jak człowiek i działa jak człowiek. Czy to znaczy, że ludzie oddając cześć takiemu „Bogu” kultywują wizerunek doskonałych siebie samych? Niestety nie, bo ta rzekoma „doskonałość” („rzekoma” bo w dużym stopniu nierealna, wynaturzona) została przypisana tylko zmyślonemu, ludzkiemu wizerunkowi konkretnego bóstwa. W chrześcijańskich Kościołach widać wyraźnie, że ich „Pan Bóg” jest skupiony albo w osobie tzw. Pana Jezusa lub w pełnej wersji tego bóstwa w postaci „świętej trójcy” („boskie trójce” występowały również w innych religiach, nie jest to wcale wynalazek chrześcijaństwa). W buddyźmie wcieleniem Boga w ludzkiej skórze jest Budda a w hinduizmie Kriszna. Również w Islamie przypisuje się Allahowi ludzkie atrybuty, mimo że oficjalnie religia ta zabrania kreowania jakichkolwiek uczłowieczonych wizerunków Allaha. Zwykli ludzie (wierni) nie są tym Bogiem, są traktowani przez religie jak stado głupich owiec – faktycznie się nimi stają pod wpływem religii – albo gromada nędznych grzeszników, którzy rzekomo muszą się kajać przed tym bóstwem, pokutować i nawracać. Można się zastanawiać, co ma wspólnego nieuchwytna moc kreująca wszechświat, którą będę tu nazywał Stwórcą (lub idąc za przykładem istot pozaziemskich z Plejad – Kreacją) z bogiem w ludzkiej postaci. Nie

3


ulega wątpliwości, że sami ludzie stworzeni przez Kreację nie mogą być szczytem doskonałości, bo ciągle się rozwijają, to samo się tyczy różnych bogów w ludzkiej postaci – obecnych w różnych religiach, o ile tacy rzeczywiście istnieli. Z informacji przekazanych przez istoty pozaziemskie jak również z ustaleń ziemskich badaczy zagadek przeszłości wynika, że tymi bogami (czasem również aniołami) w ludzkiej skórze – o których jest mowa w religijnych księgach – byli albo zwykli ludzie albo istoty pozaziemskie. Co więcej, większość ludzkich ras istniejących na Ziemi pochodzą spoza Ziemi, są potomkami pozaziemskich kolonistów, którzy kiedyś tutaj się osiedlili. Koloniści ci ulegli jednak globalnej katastrofie, wywołanej przez nadmierny wzrost aktywności Słońca, która zniszczyła nowe cywilizacje jakie tu utworzyli. Oto czego dowiedział się na ten temat od przedstawiciela pozaziemskiej rasy Karran, Brazylijczyk Herminio da Silva Reis: „Ów kataklizm objął swoim zasięgiem nie tylko naszą planetę, ale cały system. Spowodował go nagły wzrost wysyłanego przez Słońce promieniowania. Karran powiedział, że dawno temu, w zamierzchłych czasach, na Słońcu doszło do gigantycznych eksplozji. Wyzwolona w ich wyniku energia zniszczyła systemy ochronne naszej planety. Przede wszystkim system filtrów promieniowania. Napływające kolejno fale promieniowania zmieniły pierwotne położenie naszej planety w przestrzeni, wpłynęły na przyspieszenie jej ruchu oraz przesunięcie osi. Spiętrzone w ogromne fale, morskie wody zalały położone wysoko miasta i skupiska ludzkie, niszcząc tętniące życiem ośrodki, naruszając równowagę całej planety, zmiatając z jej powierzchni niemal wszystko, co na niej istniało... w tamtym czasie [czyżby chodziło o „biblijny” potop? przyp. A.S.]. Najpoważniejszą konsekwencją tego zdarzenia nie były jednak straty materialne, lecz wzrost promieniowania, na jakie wystawione zostały ciała jej mieszkańców. W jego następstwie obniżyła się aktywność naszych mózgów i straciliśmy pamięć... Utraciliśmy wiedzę o nas samych, staliśmy się brutalni i agresywni...Upodobniliśmy się do zwierząt... Karran powiedział, że podwyższone promieniowanie utworzyło barierę magnetyczną pomiędzy naszymi układami, której nie mogli pokonać. Musiało minąć 3000 lat [naszego czasu], zanim ponownie tu przylecieli. Ówczesne promieniowanie było dla nich zabójcze. Wie pan, panie Casellato bardzo interesująca wydała mi się informacja, że przed wybuchem ludzie mieli dwa rodzaje pamięci. Pierwsza z nich, pamięć naturalna, zapisana była bardzo trwale, tak że nawet nadmierne promieniowanie nie zniszczyło jej doszczętnie. Jej obszar uległ jedynie znacznemu ograniczeniu. Druga pamięć tej próby nie wytrzymała i doznała poważnych zniszczeń. Obejmowała ona sprawy związane z istnieniem Boga, Stwórcy, Istoty Najwyższej. Nawet z umysłem zaćmionym przez ograniczoną działalność mózgu i utratę pamięci Człowiek szukał Boga. W rezultacie podczas każdego pojawienia się istot pozaziemskich, mieszkańcy tej planety traktowali ich jak bogów i oddawali im boską cześć. Zdarzało się także, że atakowali ich i prześladowali pod wpływem strachu będącego wynikiem tej katastrofy. [...] Powiedział, że rasy, które zamieszkiwały Ziemię na początku katastrofy, oczekiwały przylotu statków ewakuacyjnych. Nie wiedzieli jednak, nie zdawali sobie sprawy z istnienia bariery magnetycznej powstałej w momencie rozbłysków na Słońcu, która uniemożliwiała im lądowanie na Ziemi. Pomoc nie mogła nadejść, a ludzie czekali. Oczekiwanie, że wybawienie nadejdzie z nieba, zostało głęboko zakodowane w ich świadomości i trwa po dzień dzisiejszy... Można się z nim zetknąć we wszystkich religiach Ziemi. Są tam również wzmianki o tym, że udamy się do nieba... Rozwijając ten temat, dodał, że to przeświadczenie wryło się nam mocno w pamięć i wciąż mamy nadzieję, że oni przybędą, aby nas ocalić, rozwiązać nasze problemy, zabrać nas ze sobą. Mówił, że wszystkie religie w taki lub inny sposób nauczają o tym wiernych. Uczą, że po śmierci udajemy się do nieba, że Jezus przybędzie z niebios i zabierze nas ze sobą. Inne utrzymują, że jesteśmy wygnańcami z różnych planet i przebywamy tutaj, aby odkupić nasze grzechy. I tak dalej, i tak dalej. Teorii jest wiele. Pod pewnymi względami są zgodne z tym, co mówił Karran...”. Jak z tego wynika, ludzie w wyniku katastrofy stali się agresywnymi barbarzyńcami o ograniczonej, upośledzonej duchowości, która znalazła swój wyraz w prymitywnych religiach, jakie później powstały. Ludzie w niczym nie zawinili, nie popełnili żadnego „pierworodnego grzechu”, który mógłby przyczynić się do tego upadku. Jedyne zło, jakie później mogło obciążyć ludzi odpowiedzialnością, to barbarzyńskie działania dyktowane przez chore, wypaczone religie a także przybywające później na Ziemię niektóre istoty pozaziemskie, które widząc co się stało z ludźmi, wykorzystali ich umysłowe ograniczenia by ich oszukać i wykorzystać do realizacji własnych celów. Istoty te nie wyprowadziły ludzi z błędu, gdy ci uznali, że przybysze z kosmosu są tym „Bogiem”(?!), którego powrotu oczekiwali. Potwierdzili te fałszywe mniemanie, bo uznali, że mogą z pozycji, na jaką ich wyniesiono, wykorzystać ludzi dla dobra swojego interesu, np. w charakterze robotników do wykonywania ciężkich prac fizycznych lub budowy lokalnej bazy. Najgorsze jest jednak to, że kiedy te istoty opuściły Ziemię, ludzie, którzy byli pośrednikami między nimi a resztą ludzkiej społeczności przywłaszczyli władzę, jaką wcześniej nadano kosmitom i obwołali się ich następcami, kapłanami-pośrednikami. Te oczywiste oszustwo pozwoliło im również nadać sobie różne

4


zmyślone prawa i przywileje, np. prawo do gromadzenia bogactw w ramach ofiar przeznaczonych rzekomo dla pozaziemskich „Bogów”. Aby umocnić swoją władzę i wpływ na życie swoich wiernych, wymyślili różne bzdurne obrzędy, święta i mnóstwo religijnych praw, które miały nie tylko regulować życie takiej społeczności w ramach konkretnego porządku (część z tych praw otrzymali od kosmitów) ale również chronić interesy tych oszustów. W ten sposób stworzyli „Boga”, który nie istnieje a z którym potajemnie, w pewnym sensie się utożsamiali, władzę i bogactwo, wszystko to co nie ma nic wspólnego z Kreacją-Stwórcą ani z duchową ewolucją. Oszustwo te od tysiącleci jest konsekwentnie powielane we wszystkich religiach, aż do naszych czasów. Natomiast kapłani konsekwentnie utrzymują wiernych w stanie duchowej ciemności, blokując w różny sposób ich samodzielną ewolucję, wszystko po to by zachować nad nimi władzę i kontrolę oraz wszelkie korzyści jakie z tego czerpią (w ten sposób kapłani stali się społecznymi pasożytami, którzy od początku stanowią zagrożenie dla normalnych ludzi. Można się tylko domyślać, na ile te pasożytnictwo jest dziełem samego człowieka a na ile skutkiem wpływu pozaziemskich pasożytów). W tym celu wypaczono również sens i cel życiowych misji i nauk różnych proroków lub duchowych nauczycieli, jak np. samego Jezusa. Powtarzane bez końca od tysiącleci religijne kłamstwa stały się w końcu „prawdą”. Religie nie są zainteresowane wspieraniem prawdziwego, daleko idącego rozwoju umysłu i ducha bo nie leży to w ich interesie; mogłyby stracić nad ludźmi władzę i kontrolę, gdyby ci wspięli się na daleko idące wyżyny rozwoju, znacznie wyprzedzające granice i bariery ustanowione przez kapłanów. To byłby koniec ich władzy i bogactwa, których nie chcą stracić, dlatego ciągle kombinują jak zdobyć i zatrzymać coraz więcej wiernych, którzy dadzą kapłanom to, czego ci pragną: władzę i bogactwo. Ludzie z natury nie powinni i nie rodzą się głupi, jednak szkodliwy wpływ różnych czynników sprawia, że dorosła, dojrzała jednostka nie zawsze jest tak mądra, jak być mogłaby. Co więc wpływa na ukształtowanie typowej głupoty człowieka? Już na wstępie może to być wpływ złych genów, potem dochodzi materialne i psychoumysłowe oddziaływnie otoczenia. Na szkodliwe oddziaływania o charakterze materialnym mogące zakłócać pracę umysłu składają się najczęściej skażenie pożywienia i środowiska naturalnego, skutki przebytych chorób albo zły styl życia (sprzeczny z prawami Natury). Znacznie bardziej szkodliwe wydają się negatywne oddziaływania o charakterze psychoumysłowym, które mogą być w pewnym stopniu odpowiedzialne za pojawienie się destrukcyjnych czynników materialnych. Czynnikami psychoumysłowymi są najczęściej różne systemy, które zamykają nasze życie w błędnym kole różnych, nie zawsze mądrych zachowań i działań, które określają nasz styl i sposób życia, ograniczając naszą wolność wyboru w tym zakresie. Najbardziej niebezpieczny i destrukcyjny wpływ na wiarygodność i logikę działania umysłu człowieka mają systemy religijne, które przekreśliły realny obraz świata i zastąpiły go fałszywym, spreparowanym. Jak to wpłynęło na ludzkie umysły? Opisują to przedstawione dalej myśli (rozmieszczenie tych tekstów nie jest chronologiczne). Natura religijnej głupoty i jej wpływ na ludzki umysł Na początek muszę podkreślić, że ludzie wierzący z reguły głupimi się nie rodzą, to religia ich takimi uczyniła, tak ich zaprogramowała. Po co? Bo tylko nad takimi głupcami może mieć pełną władzę i kontrolę. Tam, gdzie panuje niewiedza, ignorancja i głupota nic nie istnieje, tylko umysłowa próżnia (gdy ludzie mówią, że to o czym nic nie wiedzą istnieć nie może). Moja osobista negacja istnienia pewnych rzeczy ma źródło w czymś przeciwnym: w wiedzy i wynikającej stąd świadomości prawdziwej natury pewnych rzeczy. Nie znaczy to jednak, że jestem wszechwiedzący bo nie jestem a poniższe teksty nie są odpowiedzią na wszystkie pytania. Ludzie wszechwiedzący nie istnieją bo każdy ma jakieś „białe plamy” (analogiczne do „białych plam” na mapie) w swoim mózgu, czyli obszary nie zapełnione żadną, świadomie wykorzystywaną wiedzą czy umiejętnością. Głupia i bezrozumna wiara występuje tam gdzie rozum do głosu dojść nie może (święta głupoto, módl się za nami?!). To religijna, wyświęcona głupota kreowała w dużym stopniu niektóre oblicza tej cywilizacji, to religijna, wyświęcona głupota kreowała wiele elementów polskiej kultury i dlatego jest jej istotną częścią. Religijne kłamstwa i herezje dość często znajdują swoje odbicie w światowej kulturze, literaturze i sztuce. Prawdziwą herezją (w sensie kłamstwa) jest nie to, co jest sprzeczne z naukami Kościołów, tylko to, co jest sprzeczne z realną rzeczywistością realnego świata (nie chodzi tu o rzeczywistość ludzkiej cywilizacji,

5


tylko rzeczywistość świata istniejącego niezależnie od człowieka i jego cywilizacji, czyli wszechświatowej Natury), zarówno w jego materialnym jak i duchowym wymiarze. A takie są właśnie nauki systemów religijnych, przynajmniej ich część. Rzeczy nierealne nie mogą być prawdą i nigdy nią nie są. Wielkie, choć plugawe systemy religijne odbierają swoim wiernym świadomość swojej własnej, duchowej, boskiej tożsamości. W chrześcijaństwie mówi się: „Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz” (niby co lub kto? Ciało czy duch? Właśnie ciało) i z tego wynika u wiernych widzenie swojej prawdziwej tożsamości w cielesnej a nie w duchowej postaci. Prawdą jest, że to ciało, mózg i zmysły określają nasze ludzkie, związane z tym światem człowieczeństwo. Ale to energia i świadomość ludzkiego ducha ożywia nasze ciała i daje im moc wpływu na ten świat. I to bez względu na to, czy duch będzie traktowany jako istota elektronowa, kwantowa, eteryczna lub jeszcze inaczej. Religie nie chcą by wierni myśleli lecz tylko wierzyli i właśnie te oderwanie wiary od rozumu pozbawia wiernych możliwości świadomej kontroli tego co wkłada się im do głowy. Czy oni (wierni) nie widzą, że widzą w duchownych wyidealizowany, wymyślony przez religię wizerunek Jezusa? Z kim poprzestajesz, takim się stajesz. Wierni przebywając często w towarzystwie kapłanów o chorych, wypaczonych umysłach i sumieniach - nic dziwnego, skoro kapłani prowadzą nienormalny styl życia - po jakimś czasie sami zaczynają tak samo świrować. Zmiany te wynikają najczęściej jako skutek naśladowania rzekomego „Chrystusa”. Ale w kościołach nie ma i nigdy nie było żadnego „Chrysta”, są tylko księża, więc ludzie naśladują tych, których tam widzą i słyszą naprawdę: właśnie księży. I dlatego stają się tak samo źli, zepsuci, zakłamani, obłudni, pluderyjni, nieodpowiedzialni, dwulicowi, dwujęzyczni, itd., itp. Zupełnie jak ci, których tak bezmyślnie naśladują. Czy samochód może jechać bez paliwa? Czy żołądek może coś trawić kiedy jest pusty? Czy można mieć pożytek z logicznego myślenia nie mając materiału do przemyśleń? Czy można o czymś myśleć gdy nie ma o czym myśleć? Kto ignoruje informację i wiedzę nie ma pożytku z własnego rozumu. Jednym z przejawów religijnej, wyświęconej głupoty jest nierozsądna, wręcz śmieszna troska o ludzkie ciało i to wtedy gdy jest to najbardziej zbędne. Chodzi mi o te kosztowne, eleganckie opakowania (trumny, nagrobki) skrywające smrodliwą, rozkładającą się zawartość. Nie troszcie się o to co jest martwe tylko o to co jest żywe. Niepotrzebny nam elegancki supermarket dla robaków, pełen konserw z „homowiną”. Nie ma sensu przeszkadzać ciału w jego naturalnym rozkładzie, kreować podziemnego siedliska bakterii i chorób. Pochówek powinien być prosty i tani. Ze względu na oszczędność miejsca, zmniejszenie kosztów i szkodliwych dla środowiska odpadów najlepsza wydaje się być kremacja ludzkich zwłok. Większość wierzących (np.: katolików) potrafi myśleć tylko takimi kategoriami jakie narzucą im władze religijne. To głupota urządzać wielkie święto z powodu narodzin jakiegoś „Żyda” (Jezusa). Co innego, gdyby każda rodzina świętowała w podobny sposób narodziny nowego potomka. To miałoby sens. Można by powiedzieć do Żydów - i innych wierzących ludów: Przestańcie być Żydami (lub innymi wiernymi); zacznijcie być normalnymi, myślącymi ludźmi, prawdziwymi Homo Sapiens, bo na razie niewiele wspólnego z nim macie. Autorytety religijne służą często do wzmacniania wpływu czyjejś głupoty (np. jakiegoś „świętego” albo duchownego). Nieświadomość jest źródłem naiwnej ufności. Źródłem nieświadomości jest brak wiedzy. Tylko głupcy nie mają nigdy wątpliwości, ludzie mądrzy mają je zawsze tam, gdzie one być powinny. Moralność jest chorym i wypaczonym wytworem religii i kultury narodowej, tylko etyka może mieć duchowe podłoże.

6


Nieodłącznym towarzyszem religijnej, wyświęconej głupoty jest nierealna wiara, na którą składa się między innymi wiara w wskrzeszenie umarłych, tj. ich ciała fizycznego (zwłaszcza gdy uległo już rozkładowi) albo wiara w życie wieczne w tymże ciele. Wiara tego typu jest sprzeczna z naturalnym porządkiem rzeczy ustalonym przez Stwórcę i dlatego nierealna. Wiara jest dobra tylko wtedy gdy odnosi się do rzeczy realnych a nie zmyślonych i urojonych. Wiara oderwana od rozumu zawsze schodzi na manowce (taka wiara jest dobra tylko dla tych, co w ogóle nie myślą albo nic nie wiedzą). Rzeczy nierealne nigdy nie mogą być prawdą, dlatego wiara odnosząca się do rzeczy nierealnych jest fałszywa. Choćby kapłani stawali na głowie, nigdy nie dadzą wiernym rzeczy nierealnych ani tego – z pośród rzeczy realnych, co wierni mają już od samego początku swojego istnienia, zarówno jako istoty duchowe jak i jako ludzie (Podobno ludzka dusza [albo duch] jest nieśmiertelna. Jeśli to prawda, to znaczy, że żyje wiecznie, nie ma więc sensu zabiegać o coś, co mamy od zawsze). A może kapłani nie odróżniają sfery materialnej od duchowej i pomieszali je ze sobą? Jak mówi stare powiedzenie: „obiecanki cacanki a głupiemu radość”. Cieszcie się więc, alleluja, że dostaniecie to, czego nigdy nie dostaniecie (od swojego „Boga”), wy głupcy! Religia działa na ludzi wierzących jak słodka trucizna, jak wilcza jagoda (typowym objawem poważnego zatrucia wilczą jagodą jest ślepota). Tylko głupcy nawracają się na religijną, wyświęconą głupotę (nigdy nie wrócę do Kościoła). To co religia nazywa nawracaniem to nic innego jak bałamucenie i ogłupianie ludzi za pomocą pseudowiedzy, pseudomądrości (czyli zatruwanie umysłów nawracanych osób wyświęconą głupotą i ciemnością zalegających w umysłach duchownych) oraz przede wszystkim manipulacji emocjonalnej w celu zdobycia władzy i kontroli nad czyimś umysłem za pośrednictwem odpowiednich emocji, np. strachu przed piekłem i potępieniem albo chorej „miłości” do obiektu kultu. Dzieło nawracania jest najchętniej realizowane przez religijnych fanatyków i oszołomów, pragnących zatruć cudze umysły własną religijną chorobą. Kościół wmawia czasem wiernym, że ludzie odchodzą od Kościoła z powodów materialnych, biedy itp. Naprawdę tak jest? Jakoś trudno w to uwierzyć. Jest to wierutna bzdura w odniesieniu do mojej osoby. Ja opuściłem szeregi katolickich żmij wyłącznie ze względów intelektualnych i etycznych (w czasach, kiedy się na to zdecydowałem, powodziło mi się materialnie całkiem nieźle). Gdybym tego nie zrobił, to bym zaprzeczył wartości własnego rozumu. Człowiek żyje po to by żyć i coś z tym życiem zrobić – coś pożytecznego i produktywnego - a nie kultywować własną, przyszłą śmierć, co z góry przekreśla sens jego życia. Ta głupia postawa była powszechna w starożytnym Egipcie i nadal można ją spotkać w wielu religiach. To głupota gdy ludzie wierzący dziękują wymyślonemu przez religię „Panu Bogu” (lub „Boginiom”, np. „bożym matkom”) za rzeczy, których NIGDY ludziom nie dał. Nic dobrego nie wynika z tego chwalenia, błogosławienia i innych debilizmów, tylko totalne ogłupienie (wzajemne umacnianie w tym ogłupieniu czyli tzw. „wierze”). Równie dobrze mogą dziękować kłamcom za to, że ich okłamują, oszustom za to, że ich oszukują albo złodziejom za to, że ich okradają - to jest ten sam rodzaj głupoty. A takimi właśnie kłamcami, oszustami i złodziejami są ich kapłani, ich „Panowie Bogowie”. Myślący wierni? Koń by się uśmiał! Nawet jeśli nauczą się używać rozumu w odniesieniu do religii, to ich myślenie nigdy nie będzie w pełni obiektywne i niezależne. Zawsze będzie ograniczone, podporządkowane i naginane do ideologicznych i politycznych potrzeb i oczekiwań danego systemu religijnego. Tak to już jest z psychoumysłowymi niewolnikami. Oficjalnie w świetle prawa jesteśmy ludźmi wolnymi ale w rzeczywistości nasza wolność ciągle jest ograniczana przez systemy rządzące tym światem tzn. polityczne, religijne i finansowe. W tych warunkach nasza wolność wydaje się często być zwykłą iluzją. Wolność propagowana przez rządy i religie jest najczęściej wolnością głupoty a nie rozumu. Dlatego ludzie wykazują daleko posuniętą wolność w zakresie głupoty i wyjątkowe ograniczenie w zakresie rozumu. Jeśli ludzie chcą pozostać normalnymi ludźmi, muszą zwalczać wszelkie przejawy daleko posuniętej wolności ciemnoty, głupoty, ignorancji i nietolerancji oraz wynikającego z tego zła; muszą walczyć o wolność dobra, prawdy i mądrości. Pisząc te teksty potępiające religię (przynajmniej w jej obecnej postaci) w zasadzie nie potępiam w religii

7


tego co dobre - o ile coś takiego tam istnieje. Chodzi o to, że istnienie w religii tego dobra nie ma dla mnie żadnego znaczenia bo te dobro egzystuje również po za religią - i to w o wiele czystszej, zdrowszej postaci i dlatego religia do zaistnienia tego dobra w ogóle nie jest potrzebna. Nie wyrażam w tych tekstach pogardy dla ludzi wierzących - jeśli czymś gardzę to ich naiwnością i głupotą - ale gniew w stosunku do systemu religijnego, którego ludzie padli ofiarą, który sprawił, że ludzie wierzący są tacy a nie inni. Nie potępiam tu wszystkich duchownych bo wiem, że nie wszyscy są tacy źli, jednak ci „lepsi” też są współwinni szerzącego się w religii zła bo z obawy przed możliwością utraty posady nie kiwną nawet palcem by te zło naprawić. Zresztą takie „naprawcze” działania byłyby szkodliwe dla żywotnych interesów kapłanów, sprzeczne z naturą systemu, któremu służą. Dlatego do tych działań nigdy nie dojdzie. „Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci”. Religijna trucizna, wprowadzona do ludzkich umysłów w okresie dzieciństwa i młodości, w pełni ujawnia się w okresie starości, gdy umysł jest już słaby, by bronić się przed jej szkodliwym wpływem. Tak powstaje typowe u starych ludzi „religijne świrostwo”, będące owocem religijnego prania mózgu, jakie im robiono w dzieciństwie i później; owocem kłamstw na temat przeznaczenia człowieka i celu jego życia oraz kłamstw związanych z tzw. „zaświatami” i „życiem pozagrobowym”. Kolejną przyczyną starczego świrostwa na punkcie religii jest po prostu starcze osłabienie energii ich mózgów, co osłabia ich odporność na zewnętrzne manipulacje. Tacy spośród wyświęconych głupców, jak Justyn czy Augustyn, wyraźnie dali do zrozumienia w swoich teologicznych pismach, że nie można posługiwać się rozumem, gdy się opisuje „Boga”, którego nie da się pojąć ani ogarnąć rozumem. Ponieważ wszystko, co jest sprzeczne z rozumem i logiką jest z reguły kłamstwem, oznacza to, że posługiwali się kłamliwymi wymysłami, by objawić ludziom „prawdę” o swoim Bogu; Bogu, który realnie nie istnieje, a który był wytworem ich wypaczonych umysłów, wyrazem ich własnej ignorancji, ciemnoty i głupoty. Gdy ktoś, przekazując ludziom jakieś informacje, przekazuje je ciągle „na wiarę” zamiast odwoływać się do ludzkiego rozumu i wiedzy, wtedy można realnie podejrzewać, że informacje są fałszywe. Pontyfikat Benedykta XVI jest określany mianem „pontyfikatu rozumu”. Brzmi to jak kiepski żart, bo w Kościele nigdy nie było miejsca dla prawdziwego rozumu, wszelkie jego ludzkie ucieleśnienia były zawsze w jakiś sposób zwalczane, niszczone, potępiane. W Kościołach nigdy nie było prawdziwego, wolnego i swobodnego rozwoju umysłowego – dogmaty skutecznie to blokowały. „Rozwój umysłowy” Kościoła polega najczęściej na kradzieży lub asymilacji (przejmowaniu i przystosowaniu – fałszowaniu - do swoich potrzeb) cudzej własności intelektualnej. Gdyby pontyfikat Benedykta XVI był rzeczywiście „pontyfikatem rozumu”, gdyby on sam rzeczywiście kierował się prawdziwym rozumem - zwłaszcza jego duchowym potencjałem, sam już dawno by stwierdził, że religia której przewodzi jest niewiarygodna i bezwartościowa - że zrodziła się ona z kłamstwa, kłamstwu służy i z tym kłamstwem musi być pogrzebana. Religia i manipulacja emocjonalna Nie można oceniać religii z punktu widzenia zaprogramowanych przez tą religię określonych reakcji emocjonalnych i uczuciowych na religijne bodźce, bo wynik oceny będzie zawsze zgodny z oczekiwaniem danej religii (a konkretnie samego duchowieństwa) a więc przez nią narzucony. Manipulacja emocjonalna stosowana przez religie deformuje i okalecza „ciało emocjonalne” ludzi wierzących (manipulacja ta wykorzystuje najczęściej element strachu, który jest czasem maskowany fałszywą „miłością” do jakiegoś „Boga”). Religie kradną pewną cząstkę duszy swoich wiernych w ten sposób, że przywiązują pod względem emocjonalnym ich umysły do własnego systemu (jest to rodzaj emocjonalnego uzależnienia, mentalne niewolnictwo). Uzależnienie od religii jest poważną chorobą, występującą na Ziemi od tysiącleci. Duchowni zniewalają i uzależniają emocjonalnie wiernych od siebie by ci nie potrafili żyć bez religii. Gdy kapłani przejmują władzę i kontrolę nad umysłami i życiem wiernych, wtedy wierni tracą osobistą

8


kontrolę nad własnym umysłem i życiem, co ma potem tragiczne konsekwencje. Kapłani nigdy nie nauczą wiernych jakichkolwiek metod samokontroli gdyż to zagroziłoby ich kapłańskiej władzy. Wszystkie religie stosują mniej lub bardziej wyrafinowane techniki audio - wizualne, których celem jest emocjonalne i „duchowe” związanie wiernych z daną religią, np. bogaty wystrój wnętrz, ogłupiające pieśni (zupełnie jak w przemyśle rozrywkowym, który produkuje dużo przebojów o bezsensownej, powtarzanej w kółko treści), duże ilości symboli i postaci religijnych; możliwe, że również elektroniczno-akustyczne metody kontroli umysłu realizowane przy pomocy specjalnych urządzeń; przykładowo: jeśli w waszej okolicy są kościoły wyposażone w elektroniczne „dzwony” generujące nienaturalny, elektronicznie spreparowany dźwięk, słuchając go stajecie się celem akustycznej manipulacji, prania mózgu. Technologie akustycznej lub elektromagnetycznej manipulacji ludzkim umysłem są utajnione i dlatego dostępne jedynie w kręgach militarnych i rządowej agentury tych krajów i mocarstw, w których je opracowano; niektóre z tych urządzeń – w wersji mikrofalowej - zainstalowano na sztucznych satelitach; mogą one być używane również przy użyciu naziemnych nadajników. Jednak kapłani, mający odpowiednie fundusze, wpływy i wiedzę, również mogą mieć do ich dostęp i wykorzystywać je do realizacji różnych przestępczych manipulacji. Nawet największe kłamstwo czy oszustwo (religijne) może robić na ludziach dobre wrażenie jeśli się je dostatecznie pięknie ubierze, elegancko opakuje. Takim „opakowaniem” są święta i obrzędy. Manipulacja innymi ludźmi na podłożu emocjonalnym zmierzająca do osiągnięcia prywatnej korzyści jest zbrodnią wymierzoną przeciwko ludziom, bo niszczy ich umysły i upośledza dusze. Skutki tych zbrodni są tym gorsze, że mogą być odczuwalne nawet w następnych życiach (inkarnacjach). Dzięki manipulacji emocjonalnej stosowanej przez religię ludzie wierzący stali się podatni na destrukcję zaprogramowaną na poziomie ich podświadomości. Źródła programujące tą destrukcję nie muszą i nie są zawsze związane z religią. Celem religijnej manipulacji emocjonalnej jest generowanie w umysłach wiernych niewolniczego poddaństwa, które umożliwia potem mafijnym pasożytom – świeckim i kapłańskim - niewolniczy ucisk i wyzysk wiernych. Podświadomość jest tą częścią umysłu, która jest związana z życiem na poziomie emocjonalno – uczuciowym, która ma pamięć ale nie ma rozumu (nie jest związana z intelektem), która rozumie jedynie język znaków i symboli – jest tak dlatego bo nie jest obsługiwana przez świadomość. Będąc pod wrażeniem religijnych znaków i symboli podświadomość z łatwością zapisuje w pamięci wszelkie religijne kłamstwa i bzdury jakie są tam przemycane za pośrednictwem tychże znaków i symboli, zwłaszcza gdy towarzyszy temu odpowiednie podłoże emocjonalne generowane u wiernych w czasie trwania danego obrządku religijnego. Podświadomość można łatwo oszukać bo bez współpracy intelektu może zaakceptować każde zło, jeśli nie wywołuje ono negatywnych reakcji emocjonalnych. Co z tego, że podświadomość może przechowywać duże ilości cennej wiedzy, której istnienia czasem nawet nie podejrzewamy, skoro może być również przechowalnią dużej ilości bezużytecznych śmieci. Podświadomość potrafi rejestrować wszelkie informacje napływające z otoczenia, a które nie docierają do naszej świadomości. Ten tak zwany „głos serca” (serce – jako narząd pompujący krew - same z siebie niczego nie przekazuje, nie ma żadnego „głosu”) to po prostu głos podświadomości, która przemawia czasem to świadomości językiem uczuć i emocji. Natomiast religijny „głos serca”, to nic innego, jak przejaw działania religijnych, intelektualnych brudów i smrodów (czyli wszelkich religijnych kłamstw i bzdur), umysłowych śmieci i myślowych wirusów, które zostały podstępnie wprowadzone do ludzkiej podświadomości za pomocą religijnego prania mózgu, manipulacji emocjonalnej. Podświadomość pełni rolę śmietnika, do którego trafiają rzeczy odrzucane przez świadomą część umysłu - właśnie w świadomej jest ulokowana nasza realna osobowość. Kapłani natomiast kłamliwie wmawiają – albo przynajmniej sugerują swoim wiernym, że to w podświadomości – i związanej z nią sfery fizycznoemocjonalnej – jest ukryta nasza „prawdziwa” istota, osobowość. Ludzie wierzący, wierząc w te kłamstwa i dostosowując się do nich, tworzą siebie samych w oparciu o ten psycho-emocjonalny śmietnik, jaki mają w podświadomości – stają się psycho-umysłowymi kloszardami. Czy to stąd się bierze u ludzi „brudny” stosunek do środowiska naturalnego? Podświadomość jest „mroczna”, bo jest poza światłą kontrolą świadomości. Gdyby człowiek

9


wykorzystywał świadomie cały potencjał mózgu (kory mózgowej), wtedy nieoświecona podświadomość przestałaby istnieć. Podkręcona do maksimum moc umysłu mogłaby się manifestować wizualnie w postaci energetycznej otoczki dookoła głowy, która w religiach jest bzdurnie kojarzona jako „aureola świętości”. Gdyby człowiek wykorzystywał świadomie potencjał całego mózgu – również jego „emocjonalne” obszary, wtedy podświadomość przestałaby istnieć, a wszelkie uczucia i emocje byłyby odczuwane wyłącznie na poziomie mózgu – właśnie tam gdzie jest ulokowana nasza duchowa świadomość. Intensywne angażowanie energii fizycznego serca do celu, do jakiego nie jest normalnie przeznaczona, jest chore, nienormalne i powinno być leczone (ale nie u psychiatry, ci są tutaj bezużyteczni) poprzez równoważenie energii wszystkich czakr w organiźmie oraz podwyższanie i poszerzanie świadomej aktywności mózgu. Jedynie emocje i uczucia generowane i odczuwane w obrębie mózgu mogą być w pełni wiarygodne, dzięki ich zgodności i harmonii z naszymi myślami i działaniami. Takie emocje i uczucia wspaniale uzupełniają, wyrażają i wzmacniają nasze myśli i działania. Ten, kto nigdy nie czuł tego rodzaju emocji i uczuć, nie wie co stracił – jest to konsekwencja niszczenia substelnej, emocjonalnej części umysłu przez skutki destrukcyjnego wpływu kłamstw i manipulacji systemów religijnych, jak również czynniki czysto fizyczne. Słyszałem ostatnio w telewizji (luty 2008), że biskup Pieronek twierdził, że ludzie, którzy nie myślą jak biskupi, są psami i szczurami (ta gadka ujawnia ich żądzę władzy i kontroli). Co za głupiec! Człowiek będący istotą duchową odczuwa wszelkie emocje przy użyciu energii zasilającej mózg, czyli tam, gdzie jest ulokowana świadomość ducha. Natomiast ludzie, ktorzy preferują „sercowe uczucia”, czyli wykorzystujące energię zasilającą ciało, upodabniają się do zwierząt. W ten sposób ten biskup, który należy przecież do propagatorów emocjonalności sercowej, sam się określił, że jest zwierzęciem, „psem i szczurem”. Twierdzenie, że zwierzęta kierują się tylko emocjami nie jest do końca prawdziwe, one też mają swój zwierzęcy rozum i potrafią z niego korzystać – w przeciwieństwie do kapłanów, którzy często wydają się pozbawieni rozumu. To żadna tajemnica, że kapłani również padają ofiarą religijnych kłamstw, oszustw i manipulacji. Oni również są poddawani religijnemu praniu mózgu na katachezach, mszach, rekolekcjach i później jako uczniowie seminariów duchownych. Wszystko to skutecznie zdebilnia i blokuje duchowy potencjał ich mózgów. Zło jakie kapłani wprowadzają do umysłów wiernych działa na nich tak samo jak na ich wiernych. To że ludzie rozmnażają się tak bezmyślnie, jak zwierzęta, jak króliki, to właśnie wynik nienormalnego rozbudzania energii ich serca przez religijną manipulację emocjonalną, żerującą na energii życiowej ciała fizycznego, zasilającej również ten narząd. Głównym (największym) źródłem energii życiowej jest czakra podstawowa ulokowana na wysokości narządów płciowych i kości ogonowej. To nie uczucia religijne kreują nasze intelektualne i duchowe życie ale wiedza. Nasze uczucia i emocje nie mogą być przyczyną życia duchowego lecz jego owocem. To nie życie duchowe kreuje tzw. uczucia religijne lecz manipulacja emocjonalna stosowana przez religię, która towarzyszy wiernym przez całe ich religijne życie. Ponieważ kobiety znacznie częściej niż mężczyźni kierują się emocjami niż rozumem, są przez to bardziej podatne na manipulację emocjonalną. Kapłani z pewnością dobrze o tym wiedzą, dlatego chętnie wmawiają wiernym – zwłaszcza kobietom - rzekomą potrzebę słuchania „głosu serca” a nie rozumu. Nic dziwnego, że kobiety popełniają w życiu więcej głupot niż mężczyźni, choć tak naprawdę emocjonalno-duchowe zdebilnienie staje się udziałem wiernych obu płci. Zdebilnienie te dość skutecznie blokuje działanie duchowego rozumu co sprawia, że ludzie wierzący stają się niezdolni do jego wykorzystania w odniesieniu do religii. Emocjonalne przywiązanie umysłu - zwłaszcza podświadomości, która jest związana ze sferą emocjonalną – do religijnych bzdur i głupot sprawia, że gdy pojawiają się dane religijne uczucia, razem z nimi pojawiają się w umyśle te religijne bzdury, z którymi zostały one związane. W tym wypadku „głos serca” kłamie, oszukuje i wodzi na manowce logiczny rozum, co może prowadzić do zaburzeń emocjonalnych lub umysłowych, wynikających z zaistniałych sprzeczności w relacjach między nimi. Religijny „głos serca” nie jest naturalną częścią ludzkiej psychiki lub umysłu lecz sztucznym wytworem religijnej manipulacji emocjonalnej. Tak właśnie wyglądają metody działania wyświęconego, ubóstwionego diabła (najczęściej w sutannie): ogłupić i otumanić ludzkie umysły bezrozumną wiarą opartą na bzdurach, kłamstwach i strachu (lub fałszywej „miłości”) a następnie mocno związać te umysły z tymi bzdurami i kłamstwami za pomocą „łańcuchów” w postaci religijnych uczuć wytwarzanych za pomocą technik audiowizualnych, teologicznych bajek i manipulacji emocjonalnej. Wciskają ludziom do głów negatywne wzorce myślowe i bzdurne afirmacje, które przy emocjonalnym wsparciu mogą w nich generować różne choroby. Emocjonalne wiązanie umysłu do różnych bzdur i głupot występuje również w mediach, multimediach,

10


przemyśle filmowym i reklamowym (Kto ich tego nauczył? Właśnie religia!). Religijne - i nie tylko religijne – siły ciemności zawsze wykorzystują sferę emocjonalną człowieka, która jest najsłabszym punktem jego psychiki, w celu zdobycia nad nim władzy i kontroli. Po tym można poznać ich obecność. Religijne siły ciemności są wrogiem prawdziwej wiedzy, swobodnego rozwoju i oświecenia, dlatego starają się prześladować i niszczyć wszystko i wszystkich (a więc również i mnie), którzy są źródłem i wsparciem dla tej wiedzy, rozwoju i oświecenia. Emocjonalne wiązanie umysłu do różnych bzdur i głupot można przyrównać do „śmiesznej” sytuacji pokazywanej czasem w niektórych kreskówkach, która polega na tym, że ktoś złośliwie naciąga komuś na głowę jego własne majtki lub podkoszulkę. Ludzie wierzący, broniąc swoich religijnych uczuć gdy zostaną zranione, są głupcami bo nie rozumieją, że zerwanie tych emocjonalnych więzów to pierwszy krok do wyzwolenia ich umysłów od niewolniczego przywiązania i uzależnienia od religii, od głoszonych przez nią kłamstw, bzdur i fałszywych obietnic. Kto nie zaznał nigdy prawdziwej wolności myślenia, mówienia i czucia ten nie zrozumie, jak wielką zbrodnią jest odbieranie ludziom tej wolności. Ludzie opętani przez żądzę władzy – obecni w środowisku polityków, kapłanów czy bankierów – nienawidzą tej wolności, bo nie mogą mieć na nią samą jak i jej owocami żadnej kontroli, dlatego starają się ją ograniczać. Religijne uczucia służą do: 1. kreacji „religijnych potrzeb” aby raz uruchomiona „maszyna wiary” toczyła się dalej sama (Ludzie wierzący nigdy się nie zastanawiają, skąd się biorą te „potrzeby”. Nie są one wytworem Natury bo się z nimi nie narodzili). A do czego służy ta „maszyna wiary”? Oczywiście do napędzania interesów kapłanów, głównie finansowych. 2. ogłupiania i zdebilniana duchowego intelektu (duchowego potencjału mózgu) człowieka, aby stał się niezdolny do samodzielnego poszukiwania prawdy, wiedzy i mądrości duchowej. Aby był w tym zakresie całkowicie uzależniony od duchowieństwa. 3. emocjonalnego wiązania ogłupionego wcześniej umysłu z religijnymi bzdurami, kłamstwami i herezjami sprzecznymi z realną rzeczywistością świata materialnego jak i duchowego. Rzecz jasna, dzięki zdebilnieniu duchowej inteligencji, taka osoba nie będzie mogła wiarygodnie odróżnić i rozpoznać, czy dane religijne nauki są prawdą czy kłamstwem. 4. zaspokajania emocjonalnego „głodu” o charakterze narkotycznym. Emocjonalna narkomania jest tak samo destrukcyjna i niebezpieczna jak narkomania fizjologiczna choć w tym wypadku uderza głównie nie w ciało ale w umysł. Źródłem emocjonalnej narkomanii są nie tylko religie ale również media, gry komputerowe i przemysł filmowy. Takie są prawdziwe cele, dla których religijne uczucia są sztucznie generowane (wzbudzane) a potem bezczelnie eksploatowane w ramach religijnego „szoł-biznesu”. Są głównym narzędziem religijnego prania mózgu. Źródło Wszechświata nie posiada żadnych religijnych potrzeb ani uczuć. Religijne potrzeby są wytworem religii i służą zaspokajaniu materialnych oraz psychoumysłowych potrzeb twórców religii albo – jeszcze częściej - ich następców (zastępców), czyli kapłanów – społecznych i psychicznych pasożytów. Nasze uczucia i emocje są i powinny być wyrazem i ozdobą - a czasem i brudem, choć tak być nie powinno - naszego umysłu (czasem również głosem podświadomości) a nie celem, obiektem lub wytworem manipulacji emocjonalnej. Emocje i uczucia służą również do wzmacniania pracy umysłu (czasem również ciała) w kierunku wytyczonym przez ludzkie myśli. Są generowane przy użyciu zasobów energii życiowej zgromadzonej w czakrach sercowej i splotu słonecznego – normalnie powinny być w to angażowane jedynie czakry samego mózgu. Wbrew temu co się powszechnie na ten temat sądzi, serce jako pompa przetaczająca krew nie ma nic wspólnego z generacją uczuć i emocji - to kompletna bzdura wymyślona przez ludzi (również w sutannach) nie mających zielonego pojęcia o energetycznej fizjologii ludzkiego organizmu - bo jest zasilane tą samą energią, która je tworzy. Serce jedynie reaguje na zmiany tej energii. Istnieje tu swego rodzaju energetyczne dodatnie sprzężenie zwrotne: serce swoją pracą ożywia organizm zapewniając normalny przepływ i działanie energii życiowej, która również i je zasila. Tak więc praca serca to nie tylko elektrochemia ale również działanie bardziej substelnej energii życiowej. Zakładając, że „prawo zachowania energii” działa również w odniesieniu do żywych organizmów, można stwierdzić, że nadmierne manipulowanie (rozbudzanie) energii czakry sercowej i splotu słonecznego – często spotykane w systemach religijnych - może wpływać fatalnie na stan i zdrowie nie tylko tego narządu ale w ogóle całego organizmu

11


(może to być jedna z ważniejszych przyczyn – oprócz czysto fizjologicznych – takich chorób jak atak czy zawał serca, nadciśnienie albo przerost mięśnia sercowego. Można tylko zgadywać, ile już ludzi katolickie „żmije” w ten sposób uśmierciły, nie tylko przy użyciu typowej religijnej manipulacji ale również za pomocą praktyk, które można określić jako katolickie „woo-doo”). Kiedy wreszcie dotrze do świadomości chrześcijańskich głupców, że manipulacja emocjonalna to manipulacja energią życiową. Nie ma sensu marnować jej zasobów do zasilania religijnych bzdur i głupot. Taki jest zresztą cel systemów religijnych: nadmiernie rozbudzać energię serca w celu osłabienia energii mózgu. Działalność wszelkiego duchowieństwa przypomina w tym zakresie działanie wampirów odżywiających się energią życiową swoich ofiar, w tym wypadku w postaci energii emocjonalnej. To samo można by powiedzieć o producentach różnych bzdurnych filmów i gier komputerowych, których celem również jest wzbudzanie i eksploatowanie ludzkich emocji. Ludzie wierzący, nawet kiedy się żegnają, robią to samo (bezmyślnie manipulują energią własnych czakr): to co powinno pozostać w mózgu przenoszą do serca, a potem do ramion, by serce – a nie mózg – kierowało ich działaniami. Co za głupcy! Możliwość polegająca na tym, że ten gest oznacza jedność myśli, uczuć i działań w grę nie wchodzi, bo emocjonalne działania ludzi wierzących są najczęściej sprzeczne z rozumem i logiką, głównie z powodu niewłaściwego ulokowania energii emocjonalnej - właśnie w narządzie, który normalnie nie jest przeznaczony do jej obsługi. Energia emocjonalna i energia seksualna to różne przejawy tej samej energii życiowej. Bezmyślne i nieodpowiedzialne manipulowanie tą pierwszą może fatalnie wpływać na stan i orientację tej drugiej - i na odwrót. Inne negatywne skutki manipulacji emocjonalnej osłabiającej umysł to: pogoń za przyjemnościami (np. w postaci obżarstwa i nadmiaru seksu – nadmiar seksu, dowolnego rodzaju, również może osłabiać umysł oraz różnych używek), obniżona odporność na stres i wysiłek oraz związany z tym wzrost lenistwa, niechęć do rozwoju i nauki; nadmiernie emocjonalne podejście do kontaktów międzyludzkich oraz towarzyszący temu często wzrost presji i agresji. Oznacza to, że manipulacja emocjonalna – poprzez skutki swojego działania - jest głównym, ale nie jedynym narzędziem, za pomocą którego religia – i nie tylko religia – wprowadza do umysłów i w życie swoich wiernych tzw. „grzechy”. Ludzie „grzeszą” m.in. dlatego, bo kierują się emocjami sprzecznymi z rozumem i logiką, oderwanymi od rozumu i logiki, a jest tak właśnie dlatego, bo w wyniku kłamstw i manipulacji religii, sfera emocjonalna ludzi została ulokowana w narządzie, który nie ma nic wspólnego z mózgowym ośrodkiem emocji, rozumu i logiki, czyli w sercu. Kreowana przez manipulację emocjonalną religijna ekstaza stanowi dla kapłanów substytut seksu, przynajmniej na poziomie emocjonalnym. I odwrotnie: dla wielu innych kapłanów seksualny orgazm to substytut religijnej ekstazy. Ponieważ księża lubią dużo jeść – dlatego wielu z nich ma wydatne brzuchy – możliwe, że mylą „przyjemne” wzdęcie przepełnionego żołądka - uciskającego przy okazji serce, co może mieć wpływ na jego pracę - z „sercowymi” uczuciami. Należy pamiętać, że mózg znajduje się w głowie a nie w klatce piersiowej. Serce nie ma rozumu (nie jest siedliskiem świadomości) i nie może być jakimkolwiek wiarygodnym drogowskazem. Serce nie jest mózgiem i nie może pełnić jakichkolwiek funkcji mózgu. Kościół wmawiając ludziom – nie wprost, ale jednak – że rozum znajduje się w sercu a nie w głowie (mózgu), zrobił z nich emocjonalnych debilów. Ludzie, którzy kierują się sercem a nie mózgiem są nienormalni. Ludzie, którzy twierdzą, że „uczucia płyną z serca”, przekłamują realną naturę ludzkiego organizmu; pomieszała im się akcja i reakcja. U normalnie, prawidłowo funkcjonującego człowieka o maksymalnie aktywnym mózgu, wszelkie uczucia i emocje - zwłaszcza te „wyższe” - powinny być generowane i odczuwane wyłącznie w obszarze samego mózgu, a od strony ciała przy użyciu hormonów. Wy przeklęci głupcy w sutannach (lub innych zafajdanych szatach), co wy robicie z ludźmi! Do jakiego nienormalnego stanu ich doprowadzacie - identycznego z waszym! Niech was ziemskie piekło pochłonie! Problematyka dobra i zła Ludzie wierzący nie potrafią często odróżniać prawdziwego zła od prawdziwego dobra, bo jedyne zło jakie według nich - najwyraźniej - istnieje (w świecie danej religii), to grzechy wymyślone przez religię. Dlatego robią z siebie samych wielkich durniów i głupców, gdy dręczą swoje dusze poczuciem winy z powodu zła, którego tak naprawdę nie popełnili, podczas gdy prawdziwego zła, jakie naprawdę czasem czynią, w ogóle nie dostrzegają lub dostrzegać nie chcą (bo tak im najwygodniej, zwłaszcza gdy władze

12


religijne nie zwracają na te same zło żadnej uwagi. Takie zachowanie władz religijnych wynika czasem z tego, że to właśnie one są źródłem danego zła, dlatego je ignorują, udając, że nie istnieje albo kłamliwie wskazują jego źródło gdzie indziej. Wszystko po to, by uniknąć odpowiedzialności za te zło). Religia niszczy i deprawuje ludzkie sumienia, kiedy je programuje, narzucając fałszywe i sztuczne osądy i stereotypy dobra i zła. Programowanie sumienia do postaci sprzecznej z naturalną osobowością danej osoby może prowadzić do wewnętrznego konfliktu, który w najgorszym razie może doprowadzić do zaburzeń chorobowych, zarówno na poziomie ciała jak i umysłu (to właśnie religie swoimi kłamstwami i herezjami tworzą w człowieku wewnętrzne sprzeczności, skłócenie z sobą samym). Nie w sposób stwierdzić ile ludzkich egzystencji zostało w ten sposób zniszczonych, zmarnowanych. Fakt programowania sumienia przez religię z góry przekreśla jego wiarygodność i naturalność. Ludzkie emocje (te negatywne) nie są żadnym grzechem. Ludzkie emocje mogą mieć chore lub zdrowe podłoże, mogą też być naturalne lub nienaturalne. Te nienaturalne zostały stworzone i określone przez warunki życiowe powstałe w obrębie danej cywilizacji. Do nienaturalnych emocji należą: zazdrość, chciwość, itp. Nienaturalne emocje występują najczęściej u ludzi o niskim poziomie ewolucji duchowej. Kto pozna ciemną stronę ludzkiego umysłu ukształtowaną przez religię, ten pozna ciemną stronę samej religii. Ludzie wierzący nie mogą świadomie odczuć obecności i działania religijnego zła, bo traktują te zło jako coś dobrego; to wynik manipulacji, jakiej ich poddano. Zadaniem takich ludzi jak ja, jest odkręcić te oszustwo poprzez uświadomienie ludziom wierzącym prawdziwego, mrocznego oblicza religii. Wydaje mi się, że poziom (wielkość) ciemnej strony ludzkiego umysłu jest odwrotnie proporcjonalny do poziomu świadomości oraz etyki danego człowieka. Wiele przejawów zła naturalnego istnieje w Naturze tylko wtedy gdy panujący w niej porządek i harmonia zostaną zakłócone. Przejawem ciemności ludzkiego umysłu są strach przed tym co nowe i dotąd nieznane oraz gniew z powodu zmian jakie przynoszą rzeczy nowe i nieznane. Takie przejawy ciemności ludzkiego umysłu występują najczęściej u skrajnych konserwatystów, którzy szczelnie zamknięci w swoim własnym światku obawiają się wszystkiego co mogłoby go zburzyć. Wspomniany wcześniej strach i gniew są również siłami podtrzymującymi istnienie ciemności ludzkiego umysłu, gdyż zamykają mu dostęp do nowej wiedzy no a ignorancja, niewiedza i wynikająca z nich głupota to normalne objawy ciemności ludzkiego umysłu. Są dwa rodzaje rozsądku: zdrowy rozsądek, który współpracuje z rozumem, logiką i etyką oraz chora jego odmiana, która jest mieszaniną tchórzostwa i egoizmu. W realnym świecie nie ma czegoś takiego jak walka dobra ze złem. Istnieje jedynie „walka” pomiędzy różnymi priorytetami dobra i zła, które są przypisane do poszczególnych form i gatunków żywych istot, a które określają ich życiowe potrzeby, możliwości i ograniczenia. Dobro i zło przypisane do konkretnego priorytetu nie mogą ze sobą walczyć bo by się nawzajem zniszczyły razem z formą życia, w świecie której funkcjonują (stanowią jedną całość; dwie różne strony tego samego medalu, coś jak jing i jang w filozofii chińskiej). Systemy religijne, głosząc swoje kłamstwa o walce ogólnie widzianego dobra i zła (utożsamianego najczęściej z konkretnymi ideologiami lub religiami), tworzą lub podtrzymują w ten sposób besensowne konflikty i wojny o podłożu religijnym lub politycznym, które między ludźmi jako istotami jednolitymi gatunkowo nigdy istnieć nie powinny (wyjątkiem mogą być działania o charakterze „oczyszczającym” lub „uzdrawiającym”. Takimi działaniami mogły być m.in. minione światowe wojny. Niestety proces oczyszczania, jaki mógł z tego wyniknąć nie został ani osiągnięty ani przeprowadzony, gdyż z powodu ideologicznych błędów i głupot, zarówno działania komunistów jak i nazistów były skierowane w niewłaściwym kierunku i realizowane w niewłaściwy, fatalny sposób. Dlatego z ich działań wynikły same szkody i niepotrzebne zniszczenia). To jest sprzeczne z Naturą. Gdy priorytety naturalnego dobra i zła się ze sobą pokrywają to związane z nimi formy życia mogą ze sobą współegzystować, jeśli są natomiast ze sobą sprzeczne, wtedy stają się naturalnymi wrogami. Przynajmniej większość priorytetów dobra i zła jakie istnieją na danej planecie ma wspólny mianownik, np. konieczność oddychania tym samym powietrzem lub picia tej samej wody albo nieuniknioność śmierci. Również priorytety dobra i zła o charakterze globalnym,

13


planetarnym, przypisane do różnych form życia na różnych planetach we Wszechświecie mogą być bardzo podobne lub się znacznie różnić, tzn. to co jest dobre lub złe dla Ziemian, nie musi być wcale tak samo dobre lub złe dla mieszkańców innych planet. Słowem, typowo ludzkie pojęcie „dobra” i „zła” to pojęcia lokalne, które w wymiarze kosmicznym, uniwersalnym nie istnieją (w każdym razie nie muszą istnieć). W realnym świecie istnieją obecne wszędzie, przeciwne sobie ale bynajmniej nie wrogie biegunowości. Mogą to być przykładowo różnoimienne bieguny magnetyczne albo płeć męska i żeńska. Każda para różnych biegunów jest ze swej natury skłonna łączyć się ze sobą, nie ma między nimi żadnej walki. Ta rzekoma „walka” istnieje tylko w odniesieniu do biegunów tego samego typu. Jak z tego wynika, religie wmawiając ludziom swoje herezje o urojonej walce przeciwstawnych biegunowości, stawiają świat na głowie, kreują jego nienormalny, wynaturzony wizerunek - identyczny z prawdziwym obliczem religii. Pewne istoty pozaziemskie twierdziły, że ludzie są jednością nie tylko jako gatunek, ale nawet na poziomie umysłowym i duchowym („nawet ja jestem tobą, a ty mną”). Może wydawać się to dziwne, bo z naszego, ludzkiego punktu widzenia, wszyscy się znacznie różnimy, nie tylko w zakresie rysów twarzy ale i posiadanych różnych osobowości i charakterów. Skąd ta pozorna niezgodność? Ludzie mogą być traktowani jako jedność tylko w tym sensie, że są częścią jednego gatunku, który ma jednakowe wyposażenie fizyczno-psycho-umysłowe, ale różny dostęp do różnych części tego wyposażenia na poziomie świadomości, co tworzy istniejące różnice osobowe, intelektualne itp. Wynika to częściowo z różnego poziomu świadomego wykorzystania potencjału mózgu, im większą część mózgu świadomie wykorzystujemy, tym większe i szersze mamy możliwości. Trudno realnie zniszczyć zło urojone, które realnie nie istnieje. Albo mówiąc inaczej, zniszczenie zła urojonego – zmyślonego przez kapłanów, jest bardzo łatwe; można w tym celu zrobić wszystko, co tylko kapłani zdołają wymyślić, wyssać z palca. Zwalczają zło urojone urojoną bronią w postaci różnych bezsensownych działań, takich jak głupie modły, obrządki itp. Kościół od początku gardził Naturą – realną naturą realnego świata, występował przeciwko niej przekłamując realną rzeczywistość. Występując przeciwko Naturze, wystąpił również przeciwko podstawom ludzkiego życia a więc przeciwko samemu człowiekowi. W ten sposób stał się utajonym wrogiem własnych wiernych, których ciągle popycha w stronę samozagłady. Bóg, który jest źródłem tylko i wyłącznie samego dobra nie istnieje, podobnie jak nie istnieje żaden Szatan, który ma być źródłem wyłącznie samego zła. Wszystko co jest określane jako „dobro” lub „zło” pochodzi z tego samego źródła. Używając w tym celu porównania ze świata Natury, można stwierdzić, że „dobro” i „zło” to pojęcia względne, tzn. to co jest dobre lub złe dla wilka nie musi być tak samo dobre lub złe dla zająca. Pojęcie względności dobra i zła nie istnieje w odniesieniu do materii nieożywionej, gdyż ta zawsze tak samo reaguje na te same działania. Religie stworzyły fałszywego Boga-Stwórcę, który funkcjonuje w oderwaniu od Natury i jest wcieleniem wszystkiego, co jest z nią sprzeczne, np. fizyczna nieśmiertelność, źródło władzy i bogactwa, skończona doskonałość nie wymagająca dalszego rozwoju - stanowi to zaprzeczenie sensu istniejącego w Naturze rozwoju i ewolucji, która w rzeczywistości służy rozwojowi (lub jest przejawem rozwoju) i ewolucji prawdziwego Stwórcy. Owoce duchowej ewolucji i rozwoju człowieka służą ewolucji Stwórcy (albo Źródłu Wszechświata), dlatego religie, które tę ewolucję blokują – zamykając ludzkie umysły i dusze w obłędnym kole powtarzanych bez końca religijnych kłamstw, bzdur i herezji – sprzeciwiają się i występują przeciwko tej ewolucji, szkodząc zarówno duchowi człowieka jak i samego Stwórcy. Dlatego takie religie – zgodnie z prawami Natury ustanowionymi przez Stwórcę – muszą zostać zniszczone. Tak było w przeszłości i tak będzie znowu, bo historia niczego ludzi nie nauczyła. Dekalog Biblijny dekalog został wymyślony (zaprojektowany) po to by pomóc rozwiązać społeczne i życiowe problemy, jakie u ówczesnych Izraelitów zaobserwował Jahwe. Te prymitywne prawo wydaje się dobrze dopasowane do prymitywnego życia żydowskich pasterzy w czasach starożytnych, nie wydaje się jednak w pełni wiarygodne. Zostało tak skonstruowane, by umożliwić nie tylko uporządkowanie życia tych ludzi, dla których było przeznaczone ale również by chronić osobiste interesy samego Jahwe oraz ułatwić kontrolę

14


narodu żydowskiego. Wszystko po to by można było wykorzystać ten naród do realizacji celów, jakie Jahwe chciał osiągnąć. Tak zwani „Czciciele Graal'a” uważają, że starożytni „Żydzi nie słyszeli o Jahwe i czcili boginię Aszirat” - tak było do momentu, gdy władzę religijną przejął Mojżesz. Jeśli to prawda, to jeszcze bardziej podważa wiarygodność biblijnego Jahwe. W tej sytuacji narzucają się dwie możliwości: albo Jahwe rzeczywiście istniał i ingerował w życie narodu żydowskiego za pośrednictwem Mojżesza albo też został zmyślony przez samego Mojżesza, w celu pogrzebania kultu izraelskiej bogini oraz związanej z tym obyczajowości (w drugim wypadku dekalog byłby dziełem samego Mojżesza). Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. Jahwe, jak sam o sobie podobno powiedział, był „Bogiem” zazdrosnym o „boską” konkurencję. Jeśli rzeczywiście był istotą pozaziemską (albo samym Mojżeszem) i chciał wykorzystać Żydów do realizacji swoich celów, nie dziwi, że wymagał od nich pełnego posłuszeństwa i oddania. Dlatego chciał wyeliminować każdą konkurencję, która by mu w tym przeszkadzała; obojętnie czy były to martwe, złote bałwany czy żywe istoty, żywe bałwany (być może również pozaziemskie). W ramach walki z konkurencją napuścił Żydów na ośrodki kultu tej konkurencji w ramach walki o „ziemię obiecaną”. Wykorzystał ich jako narzędzie krwawej eksterminacji. Możliwe więc, że żydowski holokaust w okresie II wojny światowej był swego rodzaju sprawiedliwością dziejową, karą za to, co sami robili w starożytności. Rzecz jasna nie w ten sam sposób, co to to nie. Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremnie. Imię (lub imiona) dowolnego „Boga”, wymyślone przez dowolnych kapłanów nie ma żadnej praktycznej wartości, no, chyba że w obrębie rytuałów i zachowań związanych z daną religią. Nadużywanie tych wyświęconych imion może służyć co najwyżej nadużywaniu ludzkiego zaufania, być elementem religijnych kłamstw i oszustw (albo tzw. dewocji), podobnie jak kłamstwem jest wmawianie ludziom, że to obraża jakiegoś „Pana Boga”. Realna moc, Stwórca – czy jakkolwiek nazwać to, co najczęściej określa się mianem „Boga” - która kreuje Wszechświat razem z całą jego zawartością, nie jest żadną konkretną osobą i nie jest przywiązana do żadnych konkretnych imion, można używać dowolne nazwy, jakie komu nabardziej pasują. Problem w tym, że Stwórca jest często mylony z wymyślnymi przez systemy religijne bogami obojga płci. Pamiętaj, abyś dzień święty święcił. Realna Natura kreowana przez realnego Stwórcę nie wyróżnia żadnych „świętych dni”, bo takie po prostu w niej nie istnieją, nie mają żadnego znaczenia. „Święte dni” zostały ustanowione przez systemy religijne dla ochrony ich ideologicznych interesów; po to, by podkreślały obecność i wpływ religii na życie wiernych. Stanowią ważny element religijnej propagandy i manipulacji. Tak samo jest ze świeckimi świętami. Czcij ojca swego i matkę swoją. Szacunek dla rodziców jest pożądany ale pod warunkiem, że będzie w rozsądnych granicach, nie wbrew wszystkiemu i wszystkim – a zwłaszcza wbrew rozumowi. Nie ma sensu okazywać szacunku rodzicielskiej głupocie, egoistycznym manipulacjom i innym rzeczom, które mogą mieć fatalny wpływ na życie i rozwój ich potomstwa. Odrobina zdrowego, słusznego i uzasadnionego buntu jest prawie zawsze pożądana. Tak więc należy okazywać rodzicom tylko tyle szacunku, na ile zasługują. Debilna uległość wobec wszystkich nakazów i zakazów rodziców oznacza brak samodzielnego rozwoju i życiowej nauki poprzez ponoszenie konsekwencji własnych wyborów. Nie zabijaj. Zgodnie z prawami Natury zabijanie jest dozwolone w celu zdobycia pożywienia albo obrony własnego lub cudzego życia. Takie właśnie zabijanie jest powszechne w całej Naturze i nie ma w tym nic złego ani „grzesznego”; jest to przykład „zła naturalnego”. Tak więc bezpośrednie i bezmyślne stosowanie tego prymitywnego przykazania - powszechne w świecie ludzi wierzących - nie ma sensu. Zakaz zabijania może być odnoszony jedynie do zabijania nieuzasadnionego krytyczną koniecznością, zarówno w odniesieniu do ludzi jak i innych stworzeń. Złamanie tego zakazu nie jest żadnym „grzechem” tylko działaniem wbrew prawom Natury, które może stanowić zagrożenie dla przetrwania wszelkich żywych istot jak i samych ludzi. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu. Kłamstwo to czynnik, który tworzy i/lub rozmnaża zło, najczęściej za pomocą zniszczenia (prawdy) i manipulacji. Wprowadzając kogoś w błąd sprawiamy, że osoba ta działając pod wpływem błędnej informacji

15


może popełnić błędy, z których może wyniknąć jeszcze więcej zła - tak się ono rozmnaża. Jak z tego wynika, kłamstwo jest źródłem samych problemów, lepiej więc trzymać się od niego z daleka. Oddzielny problem stanowią kłamstwa nieświadome, wynikające albo z niedoinformowania albo błędnego działania mózgu. Kłamstwo jako nośnik informacji sprzecznej z rozumem i logiką, sprzecznej z rzeczywistym stanem czynnika, do którego ta błędna, fałszywa informacja się odnosi, jest źródłem chaosu i bezsensownego cierpienia, z których nie ma żadnego realnego pożytku. Obecnie pojęcie kłamstwa bywa zastąpione eleganckim pojęciem „blef”, które oznacza kłamstwo „na niby”. Moim zdaniem nie ma żadnej różnicy między kłamstwem a blefem, bo jedno i drugie prowadzi do tego samego celu: wprowadza ludzi w błąd. Tak więc zakaz kłamstwa jest słuszny, dziwi jednak, że pochodzi od kogoś, kto na pewno od niego nie stronił. Niektórym ludziom chyba się wydaje, że umiejętność kłamania jest przejawem „wyższej” inteligencji. To nonsens, bo kłamstwo – z uwagi na jego skutki, nie może być narzędziem inteligencji duchowej, zwłaszcza przy jej wyższym poziomie. Zdolność do kłamania może być co najwyżej przejawem wyższego poziomu osobistej „chytrości”; wyższej aktywności mózgu wspieranej przez tchórzliwy egoizm. Nie cudzołóż / Nie pożądaj żony bliźniego swego. Nie wiem na pewno, co było przyczyną dewiacji lub nadmiernej swobody seksualnej wśród starożytnych Żydów. Czy brakowało im kobiet, czy one same były tak „puszczalskie”, czy też wynikało to z braku zrozumienia i poszanowania praw Natury, które się do tego odnoszą. W każdym razie musiała to być przyczyna różnych wewnętrznych niepokojów i konfliktów, które należało ukrócić. I słusznie. Tyle, że w tym wypadku narzucone ograniczenia były przesadzone i dlatego nie odnosiły spodziewanych efektów a seksualna rozpusta nadal istnieje, częściowo jako przykład zła popełnianego dla pieniędzy a częściowo jako skutek przedmiotowego traktowania kobiet. Nie kradnij / Ani żadnej rzeczy, która jego jest. Kradzież była i zawsze będzie przestępstwem w świecie, w którym istnieje własność prywatna. I nie ma tu znaczenia, czy ktoś kradnie w imieniu prawa czy wbrew prawu, w obu przypadkach są to takie same działania i tak samo powinny być traktowane. Należy jednak zaznaczyć, że prawo własności obowiązuje tylko tak długo, jak długo właściciel danej rzeczy żyje i z niej korzysta. Po jego odejściu prawo własności przechodzi na jego spadkobierców (rodzinę) a jeśli takich nie ma to staje się własnością publiczną. W świecie (społeczeństwie), w którym nie ma własności prywatnej za przestępstwo może uchodzić co najwyżej nadmierne nadużywanie wspólnej własności, ze szkodą dla życia i pracy innych członków danej społeczności. Podsumowując: Biblijny dekalog jest częściowo słuszny ale część zawartych w nim praw jest wyraźnie nie przemyślana a nawet fałszywa, zmyślona wyłącznie dla ochrony interesów ich autora. Biblijne prawa służyć powinny wszystkim ludziom. Natomiast Źródło wszechświata nie ma z nimi nic wspólnego jak również nie ma z nich żadnego pożytku. Religijne prawa, nauki i obrzędy Jedyne prawa jakie naprawdę pochodzą od Stwórcy to prawa wpisane w konstrukcję całego Wszechświata np.: prawa natury, prawa chemii i fizyki, prawa sterujące naszym fizycznym, umysłowym i duchowym rozwojem. Sęk w tym, że nasze zrozumienie tych praw ciągle się zmienia w miarę rozwoju naszej świadomości. Prawa rządzące Wszechświatem ograniczają nie tylko nas ale i Stwórcę, nie może on ich łamać nie licząc się z konsekwencjami - zniszczeniem Wszechświata a więc częściowo i siebie samego. To oczywiste, że Źródło (Stwórca) Wszechświata nie mógłby stworzyć Wszechświata będącego jawnym zaprzeczeniem własnego źródła – a taki jest właśnie Bóg wymyślony przez religię, zwłaszcza chrześcijańską. Analizując nauki religii dalekowschodnich – głównie hinduizmu - można stwierdzić, że wiele ich nauk wygląda na zniekształconą, zafałszowaną przez religijny, mistyczny punkt widzenia wersją czysto naukowej wiedzy, którą ludzie kiedyś posiadali i utracili; to co przetrwało, zachowało się w zmienionej formie, intelektualnie mało wiarygodnej.

16


Krzyż symbolizuje to co sobą przedstawia. Przedstawia to do czego służy czyli narzędzie męki i śmierci. Jezus na krzyżu symbolizuje ludzkość umęczoną i udręczoną przez chore i zboczone systemy religijne oraz polityczne, tym bardziej, że on sam również padł ofiarą dwóch takich systemów. Jezus nie jest jedyną osobą, która cierpiała i „zginęła” na krzyżu (pozostaje kwestią sporną, czy jego fizyczna śmierć i „zmartwychwstanie” faktycznie miało miejsce – mogło to być wynikiem pozaziemskiej interwencji – czy też zostało zmyślone dla nadania Jezusowi nadprzyrodzonych możliwości, jak to zostało ustalone przez badaczy zagadek przeszłości, ksiąg biblijnych i apokryfów. Niektórzy badacze uważają, że Jezus w ogóle nie został ukrzyżowany, lecz ktoś go w tym zastąpił). Rzymianie wykończyli w ten sam sposób wielu innych ludzi. W sumie ofiary ukrzyżowania przecierpiały wielokrotnie więcej niż sam Jezus a ich cierpienia nie zbawiły ani nie polepszyły świata, mogły co najwyżej przyśpieszyć bunt prześladowanych ludzi. Wszystko, co Kościoły wmawiają ludziom na temat sensu i przeznaczenia „ofiary” Jezusa jest kłamstwem. Biblia została sfałszowana za pomocą cenzury, błędnych interpretacji i błędnego tłumaczenia; w niektórych przypadkach również poprzez dodawanie zmyślonych tekstów, których w oryginalnych, pierwotnych księgach w ogóle nie było, albo usuwanie tych ksiąg, które były dla kościelnych manipulatorów niewygodne; jest owocem politycznych intryg i manipulacji. W religiach wszystko się nagina i fałszuje tak, by było zgodne z „pismem świętym” albo wolą jakiegoś „Boga” (czyli w tym wypadku samego Kościoła). Tak samo naukowcy – przyuczeni do tego przez religię – wielokrotnie fałszowali i naginali wiele teorii, odkryć i badań (nadal to czasem robią), by były zgodne z treścią ich naukowych „Biblii” i zawartych w nich prawami. Wbrew pozorom, Biblia nie mówi o jednym lecz co najmniej o trzech różnych „Bogach”. Biblia jest bezsensowną mieszaniną informacji odnoszących się zarówno do istoty Stwórcy jak i do żywych, historycznych postaci, które były albo ludźmi z tej Ziemi, albo istotami pozaziemskimi. Wynikające z tego ideologiczne pomyłki i absurdy przekreślają wiarygodność i użyteczność ksiąg biblijnych. Wiara w uzdrowienie - stan umysłu jaki się wtedy generuje pobudza organizm do działania w kierunku wytyczonym przez ludzkie myśli. Stąd właśnie się biorą „cudowne uzdrowienia” generowane przez wiarę. Wszelkie „cuda” istnieją tylko dla niedouczonych, leniwych ignorantów, którzy nie rozumieją, z czym mają do czynienia. Duchowni nie znają Jezusa, nic o nim nie wiedzą (poza tym co pisze w Biblii). Cokolwiek mówią w jego imieniu są to ich własne poglądy (a nie Jezusa) albo zwykłe bzdury wyssane z palca (ich własnego lub teologów). Święci nie istnieją. Istnieją jedynie jednostki bardziej niż inni zaawansowane pod względem rozwoju umysłowego i duchowego. Ale większość „świętych” nie zasługuje na miano „zaawansowanych”. Mówiąc inaczej bezsensem byłoby gdyby uczeń - pierwszoklasista oddawał cześć starszemu czwartoklasiście tylko dlatego, że ten drugi jest bardziej zaawansowany w nauce. Wszelkie świętości są wymyślane po to by zapewnić „tabu” (nietykalność) różnych kłamstw, oszustw i herezji będących najważniejszym elementem religijności i obrzędowości danego systemu religijnego. W sytuacji, gdy się okazuje, że „święci” działali według bzdurnych zasad fałszywej, kłamliwej religii, cała ich działalność okazuje się nie warta funta kłaków a życie zmarnowane. A ci, którzy rzeczywiście robili coś dobrego, nie robili nic nadzwyczajnego, bo te same dobro istnieje również poza religią; to żaden powód by wynosić ich na ołtarze i robić z nich kolejne religijne bałwany – obiekty debilnej czci (fuj, co za ohyda!). Konfesjonał to nie „kibel” (tak go nazywają niektórzy księża). Kibel to umysł duchownego. Co duchowni wysyłają to też do nich wraca. Czy to taki pseudointelektualny recycling? Księża nie uzdrawiają dusz wiernych tylko ich religijne uczucia, które sami zresztą produkują a potem bezczelnie nimi manipulują i je eksploatują. Spowiedź służy duchownym jako źródło informacji o aktualnym poziomie i rodzaju „grzeszności” ich wiernych, dzięki którym mogą dostosować swoje nauki do aktualnych „potrzeb” wiernych. W naukach wygłaszanych w czasie spowiedzi a także przy innych okazjach - o ile nie zawierają żadnych bzdur i kłamstw - nie ma nigdy nic takiego do czego wierni sami by nie doszli gdyby nauczyli się trzeźwo, logicznie

17


i rozsądnie myśleć o sobie samych i o własnym życiu. Ale oni nie myślą, oni tylko wierzą a duchowni bezczelnie to wykorzystują. Spowiedź jest również źródłem etycznej nieodpowiedzialności w życiu i postępowaniu wiernych – kapłanów również - bo wyobrażają sobie, że gdy się wyspowiadają przed „Panem Jezusem” w sutannie to zostają zwolnieni z odpowiedzialności za skutki swoich czynów. Jedynie osoby poszkodowane mogą udzielić realnego przebaczenia swoim winowajcom; głupi księżulo jako osoba postronna, w ogóle nie związana ze sprawą, nie może nikogo wyręczać w zakresie przebaczenia ani anulować czyjejś winy, mimo że problem wcale nie został rozwiązany. Spowiedź to również narzędzie manipulacji i kontroli stanu ludzkiego sumienia. Poświęceni głupcy nigdy nie wnikają w prawdziwe, realne źródło realnego zła i nie robią nic by je usunąć z tego świata. Wręcz przeciwnie, sami biorą udział w kreacji i podtrzymaniu tego zła; jest obojętne, czy robią to świadomie czy nie. Prawdziwa odpowiedzialność polega na zdolności świadomego, logicznego przewidywania wszystkich dobrych i złych skutków własnego działania i na gotowości ponoszenia konsekwencji tych skutków. W świecie religijnej ciemnoty, głupoty i umysłowego lenistwa taka odpowiedzialność nie istnieje. Modlenie się do nieistniejącego, fałszywego „Pana Boga” w ludzkiej postaci przedstawianego na „świętych” obrazach i posągach jest absurdalne, głupie i śmieszne bo to jest to samo jakby ludzie modlili się do siebie samych (skoro jednak ich własne modły w ogóle do nich nie docierają, jakże mogą być spełnione?). Nie wierzycie? Więc stańcie przed lustrem i wpatrując się z czcią i uwielbieniem we własne odbicie zacznijcie do niego klepać jakieś popularne modlitwy. Ciekawe, jakie to zrobi na was wrażenie. Również kult „boskiej Trójcy” albo „świętych” jest analogiczny z modleniem się do siebie samego. Modły mające formę „zaklinania rzeczywistości” również nie mają sensu, bo realnie nie wpływają na rzeczywistość, to tylko pobożne życzenia. Modlenie się do siebie samego może mieć sens tylko w jednym wypadku: gdy będzie miało postać w pełni świadomego i dobrowolnego programowania własnego umysłu za pomocą dostępnych technik w taki sposób, by wykreować różne przejawy pozytywnego myślenia i działania, tak by nagiąć własne życie do różnych (własnych - chodzi tu o eliminację jakichkolwiek zewnętrznych manipulacji), pozytywnych potrzeb i oczekiwań. Po co Kościół nawymyślał tę całą armię nieistniejących „bożych matek”? (Jedyne żywe istoty, które realnie istnieją i udają „boże matki”, podszywają się pod nie – świadomie lub nie - to zakonnice) Jedyna odpowiedź, która nie budzi wątpliwości to to, że posłużyły one za dodatkowy pretekst do dalszej rozbudowy kościelnego imperium, jako pretekst do zakładania nowych parafii i budowy nowych świątyń, rzekomo pod ich wezwaniem. Ale tych „wezwań” - przynajmniej w większości wypadków - nigdy nie było, jest to więc jeszcze jedno oszustwo, które dobrze posłużyło interesom władz Kościoła. Jest to również pretekst do wymyślania nowych świąt gdyż dobrze to służy materialnym interesom duchownych (im częściej wierni chodzą do kościoła tym więcej pieniędzy trafia do tacy). Kult maryjny jest wskrzeszoną, chrześcijańską odmianą starożytnego kultu różnych rzymskich i egipskich bogiń, które były czasem czczone jako madonny z dzieckiem na ręku – dokładnie tak jak katolickie madonny. W starożytnych systemach religijnych czczono różnych bogów i boginie, którzy patronowali różnym dziedzinom ludzkiego życia, materialnego i psychoduchowego. To samo jest w kulcie maryjnym, z tą tylko różnicą, że wszystkiemu patronuje „jedna” osoba, zmieniono też wiele priorytenów patronactwa. Dodatkowo przypisano tej głupiej Żydówce nadprzyrodzone atrybuty i władzę, których realnie nigdy nie posiadała i nie posiada. Maryjne obrazy i posągi – malowane lub pozłacane „bałwanice” - są tak samo ślepe, głuche, nieme i martwe jak wszystkie inne religijne bałwany; skierowane do nich modły nigdy nie odniosą skutku bo realnie te bałwany nic zrobić nie mogą. Zakładając, że Jezus rzeczywiście został poczęty w nienaturalny sposób i była to sprawa pozaziemskiej interwencji, można stwierdzić, że: matka Jezusa nie jest pierwszą ani ostatnią kobietą, która spłodziła z inicjatywy istot pozaziemskich genetycznego mieszańca, pół - człowieka, pół – kosmitę (albo tylko kosmitę – zależy jak został poczęty: poprzez sztuczne zapłodnienie jej własnego jajeczka, podanie obcego, zapłodnionego już jajeczka czy też podłączenie do macicy jego ziemskiej nosicielki gotowego, rozwiniętego już częściowo noworodka, poczętego gdzie indziej). Przed nią i po niej było wiele innych, które dostąpiły tego „zaszczytu”. To żaden powód by oddawać jej ten cały bezsensowny kult. Mam podstawy do podejrzeń, że doprowadzony do przesady kult maryjny ma również coś wspólnego z kościelnym celibatem oraz występującą w tym środowisku plagą seksualnych zboczeń. Przesadnie

18


upiększona i ubóstwiona postać pewnej kobiety może w tym wypadku uosabiać nierealny ideał kobiety, której pragną kapłani ale mieć nie mogą, natomiast jej kult może być sposobem na „odpokutowanie” kapłańskiego homoseksualizmu albo pedofilii. No dobrze, niech sobie zboczeńcy „pokutują”, nawracają na normalną orientację seksualną ale po co mają to robić normalni wierni? Co natomiast jest bezpośrednią przyczyną kapłańskiego - a czasem i wiernych – homoseksualizmu i pedofilii (wbrew pozorom, nie jest to wyłącznie zasługa chorobowych zmian w mózgu)? Po pierwsze celibat, który nie pozwala pozbyć się w normalny, powszechnie akceptowalny sposób nadmiaru potencjału seksualnego a po drugie sama wiara religijna, to znaczy kult Jezusa jako ubóstwionego dziecka (pedofilia) – mam tu głównie na myśli prawie nagie dzieciątko umieszczane kiedyś w betlejemskim żłobie (uwaga, dziecięca pornografia!); obecnie tej golizny tak często się już nie spotyka - lub kult Jezusa w postaci dorosłego, „boskiego” mężczyzny (homoseksualizm). Wynika z tego jasno, że stosunek kapłanów lub wiernych do ich „bogów” czy „bogiń” może mieć wpływ na stosunek do innych ludzi i związaną z tym orientację seksualną. Zboczenia te nigdy nie znikną, chyba że ludzie przestaną wierzyć w religijne kłamstwa i herezje i oddawać cześć zmyślonym, urojonym „Panom Bogom” czy „Boginiom” w ludzkiej postaci. Powinniście być świadomi tego, że fascynację religijną dzieli czasem tylko jeden krok od fascynacji seksualnej. Nic dziwnego, że w konfrontacji z celibatem kapłani dość często robią ten krok, co bezpośrednio prowadzi do konkretnych zboczeń. Niektórzy chyba nawet mylą ze sobą oba rodzaje fascynacji. Tym „pomyłkom” sprzyja każde roznegliżowywanie obiektów religijnych uniesień. Dla wielu kapłanów widocznym w religii – nie zawsze świadomie – odzwierciedleniem ich seksualnych katuszy, jest wizerunek cierpiącego na krzyżu Chrystusa. Biedne, boskie, prawie nagie ciało, jak cierpi. Och, jak cierpi!... (Czy dlatego to ich tak fascynuje? Fuj, co za ohyda!) Ale czy kapłani cierpią z powodu realnych gwoździ? Nie, jedynym „gwoździem”, jaki ich dręczy, jest ich własny penis. Skoro tak, to niech rozwiążą problem jak Amazonki i niech sobie obetną tą dokuczliwą część ciała. I tak zawsze byli „mężczyznami” bez jaj. Skoro nawet noszą czarne „spódnice”(sutanny). Pozostaje jeszcze sprawa „wiecznego dziewictwa” matki Jezusa. Poświęceni heretycy, którzy wymyślili tą bzdurę nie mieli najwyraźniej zielonego pojęcia o kobiecej fizjologii. Nawet jeśli ta kobieta nie straciła dziewictwa w czasie poczęcia, to z pewnością straciła je w czasie porodu. Skoro natomiast poczęła dziecko bez mężczyzny, to musiała zostać sztucznie zapłodniona lub „wypchana” przygotowanym gdzie indziej noworodkiem. Tak więc nie jest żadną „zawsze dziewicą”. To, co pieprzą słuchacze „radia Maryja” w czasie różańcowego bełkotu nie ma żadnego sensu – totalna debilniada. Natomiast sam różańcowy, „zdrowaśkowy” bełkot to „niezłe” – w bardzo negatywnym tego słowa sensie - narzędzie religijnego prania mózgu; takie podręczne obłędne koło powtarzanych na okrągło głupot. To człowiek jest tym „w trójcy jedynym Bogiem”, bo to człowiek składa się z trzech części, tj. ciała, duszy (można ją również określić mianem „umysłu - świadomości ciała”, gdyż faktycznie się nim staje po zjednoczeniu z ciałem; dusza jest po prostu częścią Ducha, która została ograniczona i ukształtowana przez ciało, mózg i zmysły) i Ducha (ale nie „świętego”). To człowiek posiada trzy rodzaje świadomości (podświadomość związana z ciałem, świadomość ukształtowana przez mózg - świadomość duszy ograniczona i ukształtowana przez zmysły oraz nadświadomość - Ducha, który jest prywatnym „bogiem” każdego z nas, przewodnikiem i nauczycielem) określane również mianem trzech umysłów lub trzech osobowości (niższe „ja”, „ja” - normal, wyższe „ja”). Pomieszanie człowieczej „trójcy” ze Stwórcą jest efektem zwykłego nieporozumienia, niezrozumienia nauk Jezusa (tak było tylko przy założeniu, że Jezus faktycznie nauczał o trzyczęściowej, niematerialnej konstrukcji człowieka, a nie o czymś innym). Najwyraźniej apostołowie a zwłaszcza ich następcy nie cieszyli nadmiarem rozumu. Rzecz jasna, człowiek nie składa się ani z „ojca”, ani z „syna” ani z „ducha świętego”. Takie bóstwo, w dosłownym tego słowa znaczeniu nie istnieje ani w odniesieniu do człowieka, ani też samego Stwórcy. Należy pamiętać, że Jezus mówił oddzielnie o „duchu” i oddzielnie o „ojcu i synu”, nigdy ich ze sobą nie łączył. To jego głupi uczniowie lub ich następcy połączyli jedno z drugim i w ten sposób wykreowali zmyślony wizerunek nieistniejącego „trójosobowego Boga-Stwórcy”. Zresztą z badań i ustaleń religioznawców – głównie ze środowiska komunistycznego – wynika, że chrześcijański kult boskiej trójcy jest zmienioną, przerobioną wersją podobnych kultów, istniejących już w starożytnych, pogańskich religiach. Przedstawiony wcześniej punkt widzenia jest słuszny przy założeniu, że istota duchowa człowieka jest stale podzielona na trzy „odrębne” sfery i stale w nich działa; można przecież założyć, że jeśli istota duchowa człowieka jest skupiona w jego świadomości, to jest ona obecna tylko tam, gdzie jest świadomość. To znaczyłoby, że „na jawie” jest ona skupiona głównie na poziomie świadomego umysłu; we śnie – gdy aktywna jest podświadomość – właśnie w podświadomości; gdy odrywa się od ciała – częściowo lub

19


całkowicie - i działa poza nim, wtedy mamy do czynienia z nadświadomością albo po prostu czystym duchem. Podsumowując: jeśli takie trójczęściowe (fizyczno-psychoumysłowo-duchowe) „bóstwo” rzeczywiście istnieje, to tylko w odniesieniu do każdego człowieka, nigdzie indziej go nie znajdziecie. To z góry przekreśla sens chrześcijańskiej (zwłaszcza katolickiej) religijności. Problem w tym, że „boskość” ludzi wierzących jest nic nie warta, bo została zbeszczeszczona przez religię, zmieszana z błotem zmyślonych grzechów, skażona przez nienaturalne, nienormalne zachowania i głupią religijność. Gdy ludzie modlą się o zesłanie lub zstąpienie „ducha świętego”, tak naprawdę proszą się o opętanie. W tym wypadku „duchem opętującym” jest sam kapłan, który za pomocą psychoumysłowych, manipulacyjnych technik zdobywa władzę i kontrolę nad umysłami wiernych; „opętuje” ich, by czerpać z tego nielegalne, przestępcze korzyści – psychoumysłowe i społeczne, takie jak władza, sława i wpływy oraz materialne, czyli głównie pieniądze. Wielki i potężny Szatan, którego rzekomo nie może pokonać żaden człowiek, nie istnieje. Wizerunek Szatana jest odbiciem, odzwierciedleniem mrocznej zawartości ludzkiego umysłu znajdującego się w stanie ciemności. Szatan (czasem z rogami i ogonem a czasem nie) został wymyślony po to, by pełnił rolę „chłopca do bicia”, by można było zwalić na niego winę za zło czynione przez samych ludzi (zwłaszcza tych, którzy go wymyślili). Jest bardzo możliwe, że za powstanie wiary w Szatana są odpowiedziali również przybysze z kosmosu, którzy w zamierzchłej przeszłości wyrządzili ludziom wiele zła i z uwagii na zaawansowane, niepojęte dla ludzi możliwości techniczne zostały określone mianem „wielkich, potężnych diabłów szatanów”. Ludzie, którzy czczą Szatana czczą ciemność, która znajduje się w nich samych. Ciemność ta została wykreowana przez religie, które rozszczepiły jednolitą świadomość jaką człowiek kiedyś posiadał na dwie, przeciwne sobie siły: światłości i ciemności. Tak więc diabeł to tylko stan umysłu, który jest w stanie ciemności. Podobno diabłem można określić również świadomość korzyści jakie można osiągnąć dzięki popełnianiu jakiegoś zła połączona z chęcią jego realizacji. Wymyślony przez religię Szatan a diabeł lub siły ciemności, o których piszę gdzie indziej to zupełnie różne rzeczy, nie należy więc ich ze sobą łączyć ani mylić. Wymyślony przez religię Szatan nie istnieje, natomiast realne, mroczne zło – przypisywane kłamliwie szatanowi - jakie faktycznie istnieje, jest ściśle związane z istniejącymi na tej planecie systemami religijnymi, politycznymi i finansowymi, gdyż bezpośrednio z nich wynika. Oferowana przez religię „walka z szatanem” lub samym złem, jakie rzekomo od niego pochodzi, nigdy nie odniesie realnego skutku, skoro odnosi się do czegoś (kogoś), co realnie nie istnieje. Ludzie „walczą” z urojonymi, zmyślonymi przez religię szatanami, diabłami i demonami od tysiącleci i jak dotąd nie odniosło to żadnego efektu – zło, jakie im przypisano ciągle istnieje. Nic dziwnego, skoro jego realnym źródłem jest m.in. sama religia. Można tu stwierdzić, że Szatan nie istnieje poza religią, bo Szatanem jest sama religia. Kościół twierdzi, że Szatan jest sprytny, inteligentny i potrafi sprawiać atrakcyjne wrażenie. I to jest prawda w odniesieniu do samego Kościoła – takie są właśnie cechy jego kapłanów. Ostra selekcja, przeprowadzana w seminariach duchownych, pozwala Kościołowi wyłowić spośród kandydatów i przeznaczyć na kapłańskie „zatracenie” najbardziej inteligentne, wartościowe osoby, które po odpowiednim zaprogramowaniu „w duchu Kościoła”, uzyskują najlepsze psychoumysłowe predyspozycje do manipulowania, oszukiwania i wykorzystywania innych ludzi. Taki jest właśnie cel religijnych sił ciemności: za pomocą manipulacji emocjonalnej zwabiać naiwne osoby w pułapkę tzw. „kapłańskiego powołania”, by je potem - na nowej drodze życiowej - stopniowo psuć i niszczyć w tym wynaturzonym, kapłańskim środowisku. Grzech nie istnieje. To co Kościoły nazywają „grzechem” jest albo złem naturalnym (np. choroba i całe zło jakie ludzie czynią będąc pod jej wpływem albo zło popełniane pod wpływem oszukańczych ograniczeń ciała i mózgu albo pod wpływem sił kosmicznych. Złem naturalnym są również błędy popełniane przez duszę, która jest często wprowadzana w błąd przez mózg i zmysły - to normalna część szkoły na planie materii. Błędy tworzone przez mózg i zmysły mogą mieć źródło w genetycznej destrukcji jaka stała się udziałem ludzkości w zamierzchłej przeszłości co spowodowało utratę części naturalnego wyposażenia zapisanego w genach) albo nienaturalnym, będącym wytworem lokalnej cywilizacji (np. skażenie środowiska i wynikające stąd problemy) oraz istniejącej w jej obrębie religii. Zło nienaturalne jest tym złem, które w Naturze normalnie nigdy nie występuje i grzechy wymyślone przez religię można śmiało zaliczyć do tej kategorii. Zło naturalne, choć jest naturalne jest niczym kłody na naszej drodze umysłowego, duchowego

20


a nawet cywilizacyjnego rozwoju dlatego należy je zwalczać (przynajmniej na tyle, na ile to możliwe), by nie miało na nas tak destrukcyjnego wpływu ale likwidacja zła nienaturalnego powinna być na pierwszym miejscu bo jest ono zagrożeniem dla Natury. Wiele grzechów wymyślonych przez religię to zło urojone, które w Naturze w ogóle nie istnieje (jest ono „złem” wyłącznie z punktu widzenia interesów duchowieństwa). A przecież człowiek jest częścią Natury. Wszystkie grzechy wymyślone przez religie zostały przez nie wprowadzone do świadomości ludzi a więc również w ich życie, dlatego są w nim obecne. Ludzie, którzy nie znają (jeszcze) religii i ich kłamstw - między innymi małe dzieci – nigdy nie „grzeszą” tylko postępują zgodnie ze swoją naturą (i to bez względu na jej charakter). Jeśli jednak postępowanie ludzi jest sprzeczne z prawami Natury to znaczy, że ludzka natura jest chora i wymaga uzdrowienia. W jaki sposób? Na pewno nie za pomocą tzw. „spowiedzi”, bo to nic nie da, ludzie przed nią i po niej są tacy sami i tak samo dalej postępują. Wiele ludzkich działań nazywa się „grzechem” tylko dlatego, bo tak zostały zdefiniowane przez bzdurne prawa, nakazy i zakazy zmyślone przez religię, żądnych władzy członków hierarchi chrześcijańskich Kościołów i innych religii. Podsumowując: nikt nie grzeszy ale za to wszyscy popełniają błędy. Mówi się, że błędów nie popełniają tylko ci, którzy nic nie robią. A ja mówię: błędów nie popełniają ci, którzy myślą szybciej niż działają. Niestety ludzkie umysły są przeważnie do tego stopnia otumanione i spowolnione przez kłamstwa i manipulacje politycznych i religijnych systemów, w świecie których funkcjonują a także różne trucizny zawarte w jedzeniu, wodzie, powietrzu, lekach i innych chemikaliach, że w takich warunkach nie są w stanie szybko i efektywnie działać. Dlatego popełniają tyle błędów, zwłaszcza gdy umysł jest dodatkowo wyręczany przez emocje oderwane od rozumu. Kościoły nieraz nazywają grzechem te „zło”, które szkodzi wyłącznie interesom samego duchowieństwa. Zadaniem praw – i związanych z nimi grzechów - wymyślonych przez religię jest strzec przyziemnych (materialnych) oraz ideologicznych interesów duchowieństwa. Prawa te nie pochodzą od Boga – w sensie Stwórcy, to ludzie są ich autorami. Dla rządowych i wyświęconych cwaniaków dobre jest tylko to, co dobrze służy ich interesom, a złe tylko to, co źle służy ich interesom. Takie są właśnie najczęściej (najczęściej, a więc nie zawsze) kryteria, za pomocą których „odróżniają” oni dobro od zła. Kościoły wmawiają ludziom, że mają „grzeszną naturę”. Jeśli popełnianie grzechów jest zgodne z ludzką naturą to musi być zgodne z wolą Boga, który człowieka takim uczynił (a jeśli nie Bóg to kto? Szatan? W tej sytuacji nie możemy odpowiadać za zło, którego nie jesteśmy źródłem). A przecież religia naucza, że grzech jest przeciwstawieniem się woli Boga. Skąd się bierze ta sprzeczność? Kto uczynił człowieka „grzesznym”: Bóg, o którym Kościoły nauczają (a który nie istnieje), czy same Kościoły, które wmówiły ludziom te grzechy? W zasadzie obie możliwości są prawdziwe gdyż Kościoły (duchowieństwo) utożsamiają się z Panem Bogiem, którego wymyśliły na własny użytek. Uzurpują sobie „boską” władzę i atrybuty, które u duchownych realnie nie istnieją. Jeśli tak nie jest, to dlaczego Kościoły wymyśliły swoje własne prawa i przykazania, których złamanie również jest rzekomo grzechem? Dlatego, bo się utożsamiają z „Bogiem”, któremu te prawa przypisują. Co prawda utożsamiają się nie wprost, nie bezpośrednio, tylko drogą okrężną, po kryjomu – tak żeby wierni się nie zorientowali, że są oszukiwani - za pośrednictwem wizerunków konkretnych ubóstwionych postaci, ale tak właśne jest. Kapłani nie mówią: „To my jesteśmy waszymi Bogami, to my was zbawiamy lub potępiamy za pomocą religijnych technik, to my odpuszczamy wasze grzechy i sprzedajemy «życie wieczne»” (nie mówią tego słowami, ale mówią to swoją działalnością). Gdyby tak robili, nawet najwięksi głupcy i idioci spośród wiernych zrozumieliby, że są oszukiwani, dlatego kapłani przypisują własne działania zmanipulowanym wizerunkom konkretnych historycznych postaci. Żeby jeszcze bardziej zminimalizować ryzyko kojarzenia kapłanów z wizerunkiem zmyślonego „Boga”, nadaje mu się tak samo zmyślone, nadprzyrodzone atrybuty i możliwości, które w realnym świecie nigdy nie występują, bo są sprzeczne z jego realną naturą. Księża uczą swoich wiernych - swoimi naukami i osobistym przykładem - tzw. „grzechów”, bo sami kłamią, oszukują, kradną, są „nieczyści” (chodzi tu o „nieczystość” seksualną – w zakresie ich seksualnych zboczeń. Piszę „nieczystość” w cudzysłowiu, bo w zdrowej ludzkiej seksualności nie ma nic nieczystego, to jest bzdura wymyślona przez wyświęconych heretyków, którzy chcieli w ten sposób „uświęcić” swój celibat), chciwi, skorumpowani, obżerają się, piją alkohol itp. Cała ich świętoszkowata „świątobliwość” to oszustwo, aktorkie granie i udawanie. Są zarówno twórcami jak i częścią składową chorych, nienormalnych systemów pleniących się na naszej planecie, i dlatego mają swój udział w dalszym tworzeniu i rozmnażaniu zła stworzonego przez te systemy, zła kreującego wszelkie „grzechy” (zmuszającego wręcz ludzi do ich

21


popełniania) i napędzającego ich interesy związane z tymi „grzechami”. „Grzech” gniewu został wymyślony po to, by przeprowadzić emocjonalną „kastrację” wiernych. By zamienić ich w łagodne, bezmyślne „owce”, które nie będą miały odwagi przeciwstawić się jakiemukolwiek złu popełnianemu przez duchowieństwo, co miało mu zapewnić większą bezkarność a przy okazji chronić jego skórę. Z tego samego powodu wymyślono cywilne prawo o „groźbach karalnych”. Prawo te jest tak samo bzdurne i świadczy o braku odpowiedzialności i tchórzostwie tych, którzy je wymyślili (gdyby politycy umieli odróżniać realne dobro i zło, to by wiedzieli, że uzasadniona groźba wymierzona w stronę realnego zagrożenia nie jest żadnym przestępstwem). Skutkiem usuwania zdrowych reakcji o gniewnym charakterze jest usunięcie mechanizmów obronnych przed ludzką podłością i głupotą. Różne kultury tworzą różne wersje ludzkiego człowieczeństwa, zarówno legalnego jak i nielegalnego (czyli „grzesznego”). Głównym celem misji Jezusa było uświadomienie ludziom kim są oni sami (zwłaszcza ich duchowa istota), jak wygląda całościowo widziana ludzka istota i jakie drzemią w niej możliwości i temu właśnie ostatniemu celowi służyła prezentacja tych możliwości w postaci tzw. „cudów”. Poza tym jako polityczno-religijny buntownik chciał obalić złe systemy istniejące w jego czasach, dążył do równouprawnienia kobiet i mężczyzn w każdej dziedzinie ludzkiego życia, oraz wykazania absurdalności różnych praw zmyślonych przez religię, pętających wolność ludzkiego umysłu i ducha. Natomiast celem politycznym jego działalności było odzyskanie tronu króla żydowskiego, należnego potomkowi rodu Dawida, którym właśnie był. „Bóg” Kościoła jest tak samo „mądry” jak jego kapłani i tak samo głupi jak jego wierni. „Bóg” Kościoła nie myśli, nie rozumuje, nie jest istotą inteligentną, on tylko czuje (tylko wiara, nadzieja i miłość?). Jeśli ten „Bóg” jest Stwórcą to czy stworzone przez niego inteligentne byty są jedynymi, które potrafią myśleć? Taki „Bóg” w sensie Stwórcy nie istnieje a Kościół wymyślił go po to by dodatkowo zanegować ważną rolę umysłu w rozwoju duchowym. Ludzie wierzący nie doceniają wartości intelektu i dlatego pozwalają by „duchowni” zatruwali ich umysły sprzecznymi z rozumem i logiką religijnymi bajkami i herezjami (większość tych bajek jest zmyślana przez teologów – przeczytałem w swoim czasie kilkadziesiąt książek religijnych i teologicznych, głównie wydawnictw salezjańskich, dlatego wiem ile jest tam kłamstw, mistycznych majaczeń i pobożnych życzeń. Np. w książce „Pożądanie wzgórz wiekuistych” autor zamieścił spreparowany wizerunek zaświatów, będący chytrą kombinacją informacji zawartych w książce R. Moody'ego „Życie po życiu” i wybranych fragmentów z Biblii. Ze wszystkich książek najbardziej mnie rozczarowała „Księga prawdy” - autorstwa bł. Henryka Suzo, w której w ogóle nie znalazłem żadnej realnej prawdy o realnym świecie). Cała ta religijna ciemnota służy interesom diabła - czyli ciemnej stronie umysłu ukształtowanej przez religię, religijnych kłamców i oszustów oraz kreowanego przez nich strachu, którym się „odżywiają”, gdyż prawdziwa - zgodna z realną rzeczywistością a więc taka, której ujawnienia nie chcą wiedza i mądrość są ich wrogami. Ludzie, którzy działają w interesie tego diabła - a więc również „duchowni” - są jego narzędziami. Niektóre z religijnych kłamstw i oszustw mogą pochodzić również od tych istot pozaziemskich, które chciały wykorzystać ziemskie religie do realizacji własnych celów (na szczęście nie wszystkie tak postępują, to znikomy procent wszystkich pozaziemskich gości – większość z nich nawiązuje szczere i otwarte kontakty z wybranymi osobami), jednak nie zawsze tak było, bo część „objawionych” kłamstw pochodziło od kapłanów-teologów, którzy fałszowali sens przekazu zawartego w tych objawieniach - albo też sami te objawienia zmyślali. Dobro naturalne jest naturalną częścią istoty każdego człowieka i dlatego te dobro prawdziwego Stwórcy do niczego wobec nas nie zobowiązuje, nie musi nas za nie nagradzać. Dlatego głupie i bez sensu jest, gdy ludzie wierzący mówią „Bóg zapłać”. A jeśli tym „płacącym Bogiem” są duchowni to proszę bardzo, niech płacą, niech oddadzą ludziom co im zabrali. Dzięki szkodliwym wpływom religii oraz pieniędzy dobro naturalne stało się nienaturalne, bo stało się aktem jakiejś łaski, interesowne i wyrachowane (pieniądze nigdy nikogo dobrym nie czynią, takie „dobro” to iluzja tworzona i napędzana przez pieniądze). Dobro nienaturalne, debilne i głupkowate, jakie kapłani kreują w umysłach wiernych, jest psychoumysłowym środowiskiem, w jakim kapłani dobrze się czują i na którym chętnie żerują. To samo się tyczy tych osób świeckich – nie tylko wierzących, które są tak samo chytre i cwane jak kapłani i podobnie jak oni działają. Są dwa rodzaje nietolerancji: nietolerancja pochodząca z ciemności ludzkiego umysłu i nietolerancja

22


pochodząca z jasności ludzkiego umysłu. Ludzie będący pod wpływem ciemności własnego umysłu nietolerują różnych rzeczy bo ich nie rozumieją a nie rozumieją dlatego bo nic o nich nie wiedzą. Tak więc ta nietolerancja nie opiera się na odróżnianiu dobra od zła lecz zwykłej ciemnocie i głupocie. Ludzie będący pod wpływem jasności własnego umysłu nietolerują pewnych rzeczy bo świadomie wiedzą i rozumieją, że to jest złe i dlatego nie można tego tolerować. Chyba, że ktoś lubi obecność danego zła w swoim życiu. Dusza istnieje wszędzie tam, gdzie istnieje świadomość. Zwierzęta też ją mają. Poziom i złożoność tej świadomości zależy od poziomu i złożoności centralnego układu nerwowego (mózgu), który tą świadomość obsługuje. Czy Kościół naprawdę myśli, że może dać komuś jego własną duszę albo ducha (w sakramencie Bierzmowania) - co w tym wypadku na jedno wychodzi - zupełnie jakby wcześniej się jej nie miało (więc jakim cudem się żyło)? Bez względu na to czy należy to traktować dosłownie czy symbolicznie, jest to chyba największe kłamstwo, oszustwo i heretycka bzdura jaką ta religia zdołała dotąd wymyślić w oparciu o fałszywie rozumiane księgi biblijne - chyba, że takim samym oszustem był sam Jezus. Ponieważ Kościół utożsamia się ze swoim „Panem Bogiem”, uważa, że może robić to samo co on. W rzeczywistości, ponieważ Duchem, który ożywia nasze ciała jesteśmy my sami (nasza duchowa istota) łączymy się z ciałem już od momentu, gdy zaczyna ono samodzielnie funkcjonować (oddychać). Wcześniej ciało noworodka funkcjonuje wyłącznie jako „część” organizmu matki. Podobnym oszustwem jest eucharystia, która jak wiadomo jest produkowana przez samych ludzi – nie spada z nieba i nie jest ciałem żadnego Chrystusa – zarówno realnym jak i mistycznym. Nie daje ludziom żadnych boskich atrybutów ani cudownych, nadprzyrodzonych mocy. Nie ma również żadnego wpływu na zmyślone „zbawienie” czy tzw. „życie pozagrobowe”. Natomiast wszelkie „cuda” związane z eucharystią są dziełem samych ludzi; te fałszywe są ewidentnym oszustwem, a te „prawdziwe” są przejawem niezwykłych możliwości ludzkiego ciała i umysłu – poświęcone opłatki nie mają z tym nic wspólnego, w najlepszym razie działają jako zwykłe „placebo”, wspierające skutki religijnych autosugestii. Najnowsze, poważne oszustwo Kościoła, a konkretnie samego Watykanu polega na wmawianiu ludziom, że jego nauki, np. o „Bogu w trójcy jedynym” znajdują rzekome potwierdzenie w konstrukcji wszechświata, albo że „promień Eucharystii nie wyczerpuje się w obrębie Kościoła, wartość Eucharystii ma zasięg kosmiczny” - to są słowa samego Benedykta XVI, wygłoszone w czerwcu 2006 r. Jeszcze większą odrazę budzą plany ewangelizacji wszechświata, nawracania istot pozaziemskich żyjących na innych planetach. Jestem przekonany, że i tak nic z tego nie będzie, bo nawet jeśli w końcu zaczniemy kiedyś prowadzić otwarte kontakty i wymianę z istotami pozaziemskimi, kosmici - wiedząc, jakie naprawdę cele przyświecają temu zwyrodniałemu systemowi religijnemu - nie pozwolą Kościołowi mieszać im w głowach jego prymitywnymi i bzdurnymi naukami; „wykopią” ze swojej planety ziemskich kapłanów. Jaki jest cel tego oszustwa? Przede wszystkim przekreślenie wiarygodności informacji, jakie prawdziwe istoty pozaziemskie przekazały w przeszłości ludziom na tematy związane z religią, a które przekreślają wiarygodność wielu nauk ziemskich religii, zwłaszcza samych Kościołów. Z tego wynika, że obłudny Watykan, który z jednej strony niby popiera ideę istnienia pozaziemskiego życia, z drugiej jednak strony prowadzi ideologiczną wojnę z wiedzą i prawdą przekazaną ludziom właśnie przez istoty pozaziemskie. W tym też celu zmyślono historie o spotkaniach kosmitów z księżami, którzy mieli otrzymać od tych istot informacje potwierdzające rzekomą prawdziwość nauk Kościoła. Wygląda na to, że proceder podszywania się pod kosmitów i przekazywania pod tym płaszczykiem konkretnych ideologii występuje również w środowisku chrześcijańskiej masonerii lub iluminatów. Tak w każdym razie sugeruje zawartość różnych książek, zawierających rzekome posłania od rzekomego Jezusa czy jego matki, jakie były w ostatnich dekadach publikowane. Najstarszym i najbardziej podstawowym oszustwem Kościoła oraz innych religii jest sam fakt wymyślenia różnych bogów i boginek, którzy mieli być rzekomym celem i pragnieniem działalności kapłanów oraz wiernych. Rzeczywistym celem tego oszustwa jest zamaskowanie realnych celów działalności kapłanów, jakimi są władza i pieniądze. Kościół katolicki już tyle razy zmieniał i poprawiał swoje nauki, że już dawno powinno to u jego wiernych wzbudzić poważne wątpliwości co do ich wiarygodności. Niestety ten fakt jakoś nie dociera do tępej świadomości wiernych o co zresztą zadbał sam Kościół. Nie rozumieją, że autorem chrześcijańskiego „słowa bożego” nie jest żaden „nieomylny Bóg” (A kto nim jest? Czyżby sam Kościół albo jego „nieomylny” papież? Bo na pewno nie Jezus), tylko sami ludzie. O ile te kłamliwe, heretyckie kanalie w

23


sutannach można w ogóle nazwać „ludźmi”. Dlaczego napisałem „ludźmi” w cudzysłowiu? Takie zjawiska, jak drapieżnictwo czy przede wszystkim pasożytnictwo w świecie Natury występują przeważnie jedynie pomiędzy różnymi, wrogimi sobie gatunkami żywych istot. Występowanie takich zjawisk w obrębie tego samego gatunku – w tym wypadku ludzi - jest nienormalne i może budzić wątpliwości co do człowieczeństwa takich humanoidalnych „drapieżców” czy „pasożytów”; może stanowić źródło zagrożenia dla przetrwania ludzkiego gatunku (w świecie Natury pasożyty niszczą swoich żywicieli. Gdyby pasożyty wyłoniły się w swoim własnym gatunku, zniszczyłyby swoich żywicili a potem same zginęły z powodu braku pożywienia; dlatego w Naturze takie zjawisko nigdy się nie pojawia, po prostu nie ma racji bytu). Dlatego nie można ich traktować jak normalnych ludzi, ale raczej jak wrogie ludziom obce istoty - w tym wypadku jak najbardziej ziemskie. Jeśli pasożytnictwo pojawia się jako twór cywilizacji (a konkretnie religii i pieniędzy), wtedy swoimi skutkami uderza w samą cywilizację; powoduje jej stopniowe zepsucie i zniszczenie. Jedyne „zbawienie” jakiego naprawdę potrzebują ludzie wierzący to zbawienie (wybawienie) od ich własnych, głupich i prymitywnych religii; zbawienie od wyświęconej głupoty, religijnych kłamstw, bzdur i herezji. Zbawienie od nieistniejących grzechów czyli zła urojonego oraz związanego z nimi strachu. Zbawienie od niewolniczego uzależnienia od religii i dzięki temu uwolnienie oraz uzdrowienie swojej naturalnej, spontanicznej duchowości. Zbawienie od niedoskonałości ciała i umysłu oraz oszukańczych ograniczeń ciała i umysłu poprzez odbudowę utraconych genów - to zadanie dla ludzi na odległą jeszcze przyszłość, lub już teraz dla stopniowej, naturalnej ewolucji - oraz poszerzenie swojej percepcji rzeczywistości, czasu i przestrzeni. Te ostatnie dotyczą wszystkich ludzi, nie tylko wierzących. Kościół oczekuje na przyjście „Zbawiciela” nie po to by go przyjąć z otwartymi ramionami ale po to, by go zniszczyć. Wszyscy potencjalni kandydaci na „Zbawicieli”, którzy mogą wprowadzić zmiany, które są niekorzystne z punktu widzenia interesów Kościoła, są prześladowani i niszczeni. Ci tzw. „mesjasze” i „zbawiciele” przynoszą z reguły zmiany, które są uważane przez panujące na Ziemi złe systemy polityczne i religijne za szkodliwe i destrukcyjne dla ich żywotnych interesów, dlatego widzą w tych ludziach zagrożenie. To samo się tyczy zwykłych ludzi (takich jak ja), poszukujących prawdy o świecie, w jakim żyją i samodzielnie – niezależnie od religii - się rozwijających. Oni również stanowią zagrożenie dla religijnych sił ciemności, dlatego bywają przez nie prześladowani. Modlenie się za kogoś jest psychotelepatyczną wampiryzacją umysłu tej osoby, za którą się ktoś modli. Tak więc osoby, które to robią, w rzeczywistości telepatycznie atakują i trują – przeważnie nieświadomie umysły tych osób, o których myślą w trakcie swych głupich modłów; jest to najwyraźniej widoczne i odczuwalne, gdy modlący się wejdzie w stan autohipnotycznego transu. Czym jest zjawisko określane jako „opętanie”? Religie wmawiają ludziom, że to wina Szatana albo umarłych. Ja myślę, że to kłamstwo, bo z jednej strony Szatan nie istnieje a z drugiej zmarli nie mają z żywymi najczęściej żadnego kontaktu (zwłaszcza na poziomie naszej świadomości) co z góry przekreśla możliwość jakiegokolwiek opętania. Rzeczywistego źródła tego zjawiska należy szukać u ludzi żywych a nie umarłych. Są dwa rodzaje opętania: atak myślowych (umysłowych) wirusów lub bunt wkurzonego ducha (osoby żywej, nie umarłej). Pierwsze może wystąpić u kogokolwiek, drugie występuje najczęściej u ludzi wierzących. Działanie myślowych zarazków jest analogiczne do działania wirusów komputerowych: wdzierają się podstępnie do umysłu i sieją tam zamęt i spustoszenie. Myślowe zarazki mogą być przenoszone (infekowane) na trzy podstawowe sposoby: werbalno - słuchowy, wizualny i telepatyczny. Myślowe zarazki mogą atakować umysły tych ludzi, do których zostały celowo adresowane. Jeśli tak nie jest, to spontanicznie uderzają w te umysły, które stanowią przeciwieństwo umysłu, z którego pochodzą (nie jestem całkiem pewien tej reguły) na zasadzie przyciągania przeciwieństw. Myślowe wirusy mogą być również generowane i przenoszone drogą elektroniczną, jako tzw. przekazy podprogowe. (Prawidłowe wydaje się być skojarzenie, że myślowe zarazki - tak jak biologiczne - działają najaktywniej w brudnym, skażonym środowisku (umyśle). Obfitym źródłem myślowych, informacyjnych wirusów (czyli „złośliwego oprogramowania”) są często religijne modlitwy. Szaleństwo, jakie czasem opanowuje ludzi „opętanych” przypomina objawy gorączki, jaka występuje gdy organizm walczy z bakteryjną infekcją. Takie „opętania” mogą być również objawem buntu ducha danej osoby przeciwko kłamstwom religii i ich szkodliwego działania na rozwój duchowy tej osoby, lub buntu umysłu mającego dość psycho-intelektualnych toksyn wysyłanych przez umysł jakiegoś duchownego lub innych wiernych (jest to „opętanie antyreligijne”). Księża

24


natomiast swoimi diabelskimi egzorcyzmami przywracają stan poprzedniego ogłupienia (poprzez odnawianie emocjonalnych łańcuchów wiążących dany umysł z religijnymi kłamstwami i herezjami), tłumiąc w ten sposób objawy buntu rozgniewanego umysłu lub ducha danej osoby (najpierw trują a potem udają, że leczą, przeklęte ścierwoludy. To jest metoda stara jak świat: rozmyślne – i oczywiście przestępcze – tworzenie różnych problemów i zagrożeń, by następnie, udając niewniątka, zarabiać na ich usuwaniu rzeczywistym lub urojonym). Innym przykładem opętania antyreligijnego jest sytuacja, kiedy myślowe wirusy generowane przez umysł osoby niewierzącej atakują i zmieniają umysł osoby wierzącej na niekorzyść jej wiary. Skąd natomiast bierze się opętanie religijne? Wynika ono z oddziaływania i manipulacji religijnych sił ciemności działających w umysłach duchowieństwa, które za pośrednictwem myślowych wirusów kreują w umysłach kapłanów jak i wiernych, chore, dogmatyczne i fanatyczne podejście do rzeczywistości i wszelkich dziedzin ludzkiej działalności. Ponieważ kierunek działania religijnych, myślowych wirusów jest w tym wypadku zgodny z nastawieniem osoby wierzącej, wzmacniają one jej religijne ogłupienie. Tak więc to kapłani są źródłem większości myślowych zarazków (pasożytów umysłu), jakie mogą atakować i prześladować umysły ich wiernych. Niestety wierni nie są tego świadomi. Traktując religijne zło jako coś dobrego nie są w stanie świadomie odczuć negatywnych skutków jego działania. Co innego byli wierni, którzy odeszli od swojej religii. Ci ludzie, straciwszy wszelkie złudzenia co do religii i widząc jej prawdziwe oblicze, w pełni świadomie odczuwają jej destrukcyjne wpływy; jedni mocniej inni słabiej, to zależy od stopnia wrażliwości ich umysłów (tak jest również u mnie). Mówiąc inaczej, jak długo ludzie zgadzają się być głupimi owcami pędzonymi przez „pasterzy” tam, gdzie im dyktuje ich własny, pasterski interes, tak długo ludzie (wierzący) nie są świadomi wyrządzanej im krzywdy. Gdy natomiast ktoś oderwie się od tego głupiego stada by samodzielnie decydować o swoim umysłowym i duchowym życiu, wtedy wszelkie ograniczenia i przeszkody w rozwoju – narzucone przez religijnych „pasterzy”, stają się widoczne i dokuczliwe, stają się życiowym przekleństwem. Podsumowując: prawdziwym źródłem opętania religijnego jest sama religia, natomiast objawy wewnętrznej walki z tą ideologiczną trucizną są omyłkowo brane za same opętanie. Bez sensu? Owszem, ale tak właśnie jest. Z kolei źródłem opętania antyreligijnego są inne ideologie, równie pomylone jak te religijne, które tak samo niszczą ludzkie umysły i okaleczają ich dusze. W obu przypadkach zjawiska te mogą również powodować destrukcję zdrowotną ciała fizycznego. Tak więc „opętanie” jest przejawem-skutkiem psychoumysłowych manipulacji i ataków. Skąd duchowni mogą wiedzieć, jak te zaświaty naprawdę wyglądają? Żaden z nich nie potrafi wyjść ze swojego ciała, pójść „na tamten” świat, zobaczyć jak tam wszystko naprawdę wygląda i funkcjonuje, następnie wrócić i przekazać wiernym co tam znaleźli. Ich fałszywe nauki nie mają żadnego oparcia na realnym doświadczeniu świata „pozagrobowego” i dlatego są niewiarygodne, oparte na ich własnych wymysłach lub błędnie interpretowanych księgach biblijnych lub niebiblijnych albo kłamliwej dezinformacji niektórych kosmitów przekazanej w trakcie niektórych objawień – o ile te „objawienia” faktycznie były pozaziemskim produktem. To oczywiste, że w zaświatach, do których ludzkie, materialne ciało nie ma wstępu, nie ma mowy o przeżywaniu jakichkolwiek fizycznych rozkoszy i uciech. Taki raj w zaświatach nie istnieje, dlatego kapłani próbują sobie załatwić i utrzymać ten raj na tym świecie, bo tylko tutaj jest dla nich osiągalny. Tak samo bzdurne są kłamstwa o materialnym, ognistym piekle w zaświatach. Kapłani kreują realne, ziemskie, cywilizacyjne piekło w wymiarze psychoumysłowym (są oni zarówno jego stwórcami, jak i strażnikami), natomiast politycy i bankierzy w wymiarze materialnym (finansowym). W zaświatach nie ma miejsca na błędne, bzdurne ideologie i dlatego żadna wiara z nich wynikająca tam nie wejdzie, umrze razem z materialnym ciałem. Duchowy raj, w którym dusze zaznają wiecznego szczęścia z obcowania z Bogiem lub jego oglądania nie istnieje, podobnie jak nie istnieje duchowe piekło, w którym rzekomo dusze przeżywają męki z powodu niemożności oglądania Chrystusa. Ludzie wierzący przez całe religijne życie wlepiają swe durne gały w różne wizerunki swoich „Bogów” i co z tego wynika dla ich duchowego życia i rozwoju? Poza ogłupieniem i zaślepieniem zupełnie nic. W prawdziwych zaświatach nie ma ani piekła, ani czyśca ani nawet nieba – przynajmniej w takiej postaci, w jakiej te niebo zostało przez religie wyimaginowane. Prawdziwe zaświaty składają się – podobno z siedmiu poziomów ewolucyjnych i każdy duch trafia na taki poziom, który jest zgodny z poziomem jego aktualnego zaawansowania na drodze duchowej ewolucji. Czy naprawdę tak jest? Z licznych relacji opisujących przeżycia z pogranicza śmierci – ludzi, którzy „przeżyli własną śmierć” (kliniczną) – wynika, że zaświaty - w obrębie naszej planety - albo wcale nie istnieją, albo w ogóle nie mają nic wspólnego ich czysto materialistycznym wizerunkiem, jaki religie sobie wymyśliły, a który jest wyidealizowaną wersją naszego,

25


ziemskiego świata. Jeśli jednak informacje o jakichś innych światach (a nie zaświatach), opisywanych w religijnych księgach są prawdziwe, to muszą się odnosić do światów realnych, ale znajdujących się albo na innych planetach w naszym wszechświecie, albo do tak samo materialnych światów ale będących w innych wymiarach innych wszechświatów. Związany z zaświatami „wieczny odpoczynek” nie istnieje (Bajki o „wiecznym odpoczynku” są odzwierciedleniem ludzkiego lenistwa. Niestety, wszędzie gdzie istnieje życie - obojętnie w jakiej formie – istnieje również praca, aktywne dziełanie, które jest normalną częścią każdego życia. Wydumane przez religijnych heretyków „wieczne lenistwo” jest jawnym odbiciem ich nienormalnego, wynaturzonego stosunku do życia). Pobyt w zaświatach ma charakter tymczasowy, potem następuje kolejne wcielenie w następne ludzkie ciało w celu kontynuacji duchowej ewolucji. Jaki jest stosunek Kościołów do zjawisk parapsychicznych? Najczęściej albo negują ich istnienie albo wmawiają ludziom, że są one przejawem nadprzyrodzonych mocy i są atrybutem jedynie jakiegoś „Boga”; świadkowie Jehowy uważają je za przejaw działania Szatana. To fałsz, bo w rzeczywistości są one normalnym „wyposażeniem” ludzkiego umysłu i pojawiają się po osiągnięciu odpowiednio wysokiego poziomu rozworeligijne potrzebyju w zakresie umysłowej i duchowej ewolucji. Po co kapłani mieliby wmawiać wiernym różne kłamstwa na ten temat? Głównie po to by przekreślić ich zainteresowanie tym tematem i zniechęcić do rozwoju w kierunku ich osiągnięcia. Kapłani, którzy interesują się parapsychologią, nie mieliby nic przeciwko temu by posiąść te rzekomo „boskie” możliwości (Do czego im się przydałyby? Głównie do bardziej efektywnego manipulowania i kontrolowania wiernych, produkcji rzekomych „cudów”, w razie potrzeby również do podstępnego prześladowania i niszczenia swoich wrogów. Na szczęście kapłani – jako ludzie żyjący w kłamstwie - nie mają większych szans na efektywny rozwój zdolności PSI), z drugiej jednak strony nie chcą, by ich wierni mieli do nich dostęp. Gdyby wierni uzyskali dostęp do parapsychicznych umiejętności (mających podłoże naturalne a nie generowanych sztucznie, za pomocą różnych urządzeń), zniszczyłoby to wiarygodność zmyślonego przez kapłanów „Pana Boga”, który rzekomo jest jedyną postacią, która może z nich korzystać. Zagrożeni byliby również sami kapłani, bo gdyby wierni opanowali umiejętność telepatii, mogliby bez trudu przejrzeć prawdziwe myśli, cele i zamiary kapłanów, którzy w tych warunkach nie mogliby bezkarnie kłamać i oszukiwać wiernych. To byłby koniec systemów religijnych. Tak więc wbrew temu, co różni kłamcy mogą wam wmawiać na temat zjawisk parapsychicznych, nie bójcie się ich, nie negujcie i z nimi nie walczcie, bo nic dobrego z tego nie wyniknie. Jak długo ludzie będą widzieć różne możliwości i działania o charakterze parapsychicznym wyłącznie poza sobą – czyli w jakimś zmyślonym przez religię „Bogu” - a nie w sobie, tak długo nie będą mogli uzyskać do nich świadomego dostępu. W Kościołach nieraz mówi się o potrzebie bycia „ubogim duchem”. Co to naprawdę znaczy? Oznacza to brak rozumnego rozróżnienia między ubóstwem materialnym a duchowym. Być „ubogim duchem” oznacza posiadanie jak najmniej duchowej wiedzy i umiejętności, zero postępu i ewolucji w rozwoju duchowym, co zresztą jest zgodne ze skutkami destrukcyjnego działania religii. Wesołych Świąt? A z czego tu się cieszyć? Z kłamstw i oszustw religii? Wszystkie zwyczaje i tradycje oraz wynikająca z nich kultura, które są oparte na kłamstwach i oszustwach religijnych, są bezwartościowe, społecznie szkodliwe i jako takie muszą zniknąć. Realne oblicze religii Świątynie Kościołów nie są wizerunkiem i ucieleśnieniem władzy i potęgi jakiegoś „Boga” lecz władzy i potęgi (głównie finansowej) samych Kościołów. Przypatrzcie się dobrze wizerunkowi swojego „Boga”. To nie jest wizerunek żadnego Boga. To jest wizerunek ziemskich królów, cesarzy i papieży, którzy zasiadali na tronach i rządzili swoimi poddanymi, wydając polecenia i rozkazy oraz sądząc poddanych, wydając wyroki skazujące lub ułaskawiające. Ten wizerunek został przypisany Bogu po to by te kanalie mogły się z nim utożsamiać, by ludzie myśleli, że ich władza pochodzi od Boga i dlatego sprzeciwiając się im, sprzeciwiają się rzekomo samemu Bogu. Te oszustwo dobrze posłużyło ich interesom czyli ich żądzy władzy, zaszczytów i pieniędzy, żądzy bycia Panem

26


(Bogiem?) i autorytetem. Nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że wizerunek „Boga” stworzony przez religie jest wyświęconym, nadnaturalnym (a więc i nierealnym), ubóstwionym a czasem nawet wynaturzonym wizerunkiem samego człowieka. Religia stała się dla różnych cwaniaków świetnym sposobem na to, jak stać się bogiem (albo Bogiem) dla innych ludzi. Po co zmyślono bajkę o biednym Jezusie? Chyba po to, by zlikwidować skojarzenie potrzeb „boskich” z potrzebami „ludzkimi”. Gdyby okazało się, że potrzeby samozwańczych „Panów Bogów” (kapłanów) – podszywających się pod Jezusa - są identyczne z ludzkimi, wtedy ich „boskość” - oderwaną rzekomo od potrzeb tego świata – szlag by trafił. I tak właśnie się stało. „Boga” na tronie wymyślono po to by kłamstwa o władzy od Boga i posłuszeństwie przed Bogiem zyskały na wiarygodności. Duchowni ciągle podsuwają ludziom pod nos odpowiednio zmanipulowany wizerunek rzekomego „Pana Boga” w osobie Jezusa ale za tym wizerunkiem kryje się sam Kościół, sami duchowni. Budowanie wielkich i kosztownych świątyń to przejaw nie kultu Boga lecz kultu pieniędzy. Kult Jezusa jako „Boga” i Króla, który nami „rządzi” to kult nie Boga lecz kult władzy - głównie samego Kościoła. Wszelkie nauki, obrządki i modły rozpowszechniane w systemach religijnych nie pochodzą od Stwórcy wszechświata i nie są mu do niczego potrzebne; były, są i będą dziełem samych ludzi, służącym samym ludziom. Złote szaty, złote kielichy i inne liturgiczne naczynia, złote posągi, pozłacane ołtarze i obrazy... W ten sposób religia wiąże pojęcie bogactwa – którego złoto jest ucieleśnieniem i źródłem – ze stworzonym przez siebie Bogiem. Punkt widzenia, jaki z tego wyniknął, sugeruje wiernym, że „tam gdzie jest złoto, jest i Bóg”, dlatego wszystko, co uchodziło za najbardziej „święte” oraz godne czci i kultu, musiało być złote lub złocone. Bóg (w sensie Stwórcy, Źródła wszechświata), który jest źródłem bogactwa i władzy nie istnieje, podobnie jak władza i bogactwo (pieniądze) nigdy nie czynią nikogo Bogiem. Niestety są na Ziemi ludzie, którzy myślą inaczej, którzy mając nadmiar władzy i pieniędzy uważają się za naszych Panów-Bogów; to dotyczy głównie wyższych hierarchów systemów religijnych, czasem i osób świeckich. Stwórca nie dzieli, nie wartościowuje i nie klasyfikuje ludzi według posiadanego przez nich bogactwa i wszelkich dóbr materialnych. To religie stworzyły ten wynaturzony podział, to kapłani wartościowują wiernych, patrzą przychylnym okiem na bogatych (i hojnych) wiernych a wzgardliwym na biednych – być może nie wszyscy, ale to bez znaczenia. Realny Stwórca nie stworzył systemów politycznych i religijnych, nie ma z nimi nic wspólnego. Nie popiera w żaden sposób ich bzdurnych ideologii i polityki, nie pomaga również w żadnych ich działaniach, zarówno pokojowych, jak i wojennych. Wszystko to pochodzi od ludzi – z tej lub nie z tej Ziemi – dlatego mieszanie do tego Stwórcy nie ma sensu, bo to jest zwykłe oszustwo. Spośród wielu możliwych przyczyn powstania religii (a także ich świeckich odpowiedników w postaci systemów politycznych), podawanych przez różne źródła: emocjonalnych, kosmicznych, społecznych, antropologicznych... jedna nie budzi wątpliwości: są one dziełem społecznych pasożytów i darmozjadów żądnych władzy i bogactwa. Faktem, który potwierdza, że to pieniądze i bogactwo są jedynym Bogiem Kościoła, jest skandal z Komisją Majątkową, dzięki której Kościół „odzyskał” więcej majątków - odebranych mu przez komunistów, niż mu się faktycznie należało; wszystko dzięki kłamstwom i korupcji. Aby częściowo zrekopensować Kościołowi utratę tych majątków, władze PRL utworzyły fundusz kościelny, który miał zapewnić finansowanie kapłańskich emerytur. Ponieważ kościół odzyskał „swoje” majątki, w tej sytuacji nie ma prawa dalej korzystać z kasy tego funduszu, obecnie pobiera te pieniądze nielegalnie. Tak się jednak składa, że Kościół zdobył znaczną część swoich majątków nielegalnie, drogą przestępczą i dlatego nie miał prawa ich odzyskiwać; komuniści słusznie mu je odebrali. W jaki więc sposób je zdobył? Część została zafundowana przez polskich władców i prywatnych darczyńców; resztę otrzymał w nagrodę za współpracę i kolaborację z rozbiorcami i okupantami państwa polskiego. Ci biskupi, którzy współpracowali i kolabrowali z carską Rosją, otrzymywali w nagrodę majątki na terenie rozbioru rosyjskiego; ci biskupi, którzy dopuścili się kolaboracji z cesarzem Niemiec lub Austro-Węgier, otrzymywali majątki na terenie zaboru niemieckiego (pruskiego) lub austro-węgierskiego. Tak więc Kościół pozyskał znaczną część swoich zasobów na terenie Polski dzięki zdradzieckiej kolaboracji z wrogami Polski.

27


Powinniście być świadomi analogii między religijnym oraz filmowym (medialnym) szoł-biznesem. Co robi religia? Wymyśla urojonego, realnie nieistniejącego pana-Boga o urojonych, zmyślonych, nadprzyrodzonych możliwościach i umiejętnościach, które są przekłamaniem realnej natury realnego świata. Dla popularyzacji postaci tego pana-Boga oraz związanej z nim religijności produkuje się mnóstwo dewocjonaliów, które są dla religijnych oszustów źródłem zysków. Co robi przemysł filmowy (rozrywkowy)? Kreuje zmyślonych, urojonych, realnie nieistniejących superbohaterów (takich jak np. superman, spiderman, batman, hulk itp), którym przypisuje zmyślone, urojone, nadnaturalne możliwości i umiejętności, które w realnym świecie nie istnieją a przy okazji sugeruje, że rzeczy zmutowane, wynaturzone mogą być czymś dobrym. W ramach popularyzacji tych pokręconych bohaterów produkuje mnóstwo gadżetów, które są źródłem dodatkowych zysków. Religia to dla ludzkiego umysłu i ducha puste, obłędne koło, z którego nic nie wynika bo nic do niego nie wnika (nic dobrego ani twórczego, nic co by efektywnie wspierało realny rozwój duchowy wiernych. Myślicie, że jest inaczej? A co to miałoby być? Wałkowane w kółko głupie modły? Teatralne, widowiskowe, mszalne przedstawienia? Głupawe i kłamliwe w swojej treści religijne pieśni? Tzw. „dobre uczynki”? Co to ma wspólnego z duchowym życiem czy rozwojem? Zupełnie nic). To jałowe obciążenie, które nadaremno wypala życiowy potencjał ludzkiego ciała i umysłu. Skoro te jałowe obciążenie nie napędza ewolucji ludzkiego umysłu i ducha to co napędza? Oczywiście siebie samego: sam system religijny; ideologiczne i finansowe interesy kapłanów. Postępując w ten sposób kapłani zamknęli drogę swobodnej umysłowej ewolucji i duchowego rozwoju zarówno sobie samym jak i innym ludziom, którzy wpadli w pułapkę tego błędnego koła. Religia jest źródłem psychoumysłowych nieczystości, intelektualnego gówna, którym „obsrywa” ludzkie mózgi. Na czym polega zawód pasterza? Do czego tak naprawdę są potrzebne pasterzowi owce? Pasterz wodzi swoje owce do miejsc gdzie jest najwięcej paszy, dba o nie i troszczy. Dlaczego? Bo są jego źródłem utrzymania. Tak samo wygląda stosunek duchownych („pasterzy”) do wiernych („owiec”). Duchowni wodzą wiernych na manowce, otumaniają (czyt. karmią) ich umysły pięknymi bajkami, oderwanymi często od rzeczywistości, żeby zdobyć władzę i kontrolę nad nimi, by wierni chodzili do ich świątyń i dawali pieniądze bo tylko na tym duchownym najbardziej zależy. Dlaczego? Bo są ich źródłem utrzymania. Im więcej dobrobytu zapewniają „pasterzom” „owce” tym bardziej „pasterze” je „miłują” i dobrze traktują ale jest to miłość fałszywa, sztuczna i powierzchowna gdyż wynika z czysto przyziemnych, materialnych pobudek. Cały dobrobyt jaki zyskują dzięki swoim wiernym jest ich osobistym, ziemskim rajem, do którego wierni – o ironio - nie mają żadnego wstępu (nie mogą z niego swobodnie korzystać), mimo że został zbudowany za ich pieniądze. Tym „rajem” jest oczywiście prywatny majątek duchownych a nie jakieś budowle sakralne choć te ostatnie również są ich własnością. Nie myślcie, że pisząc to wyrażam zawiść czy zazdrość w stosunku do duchownych. O nie, ja złodziejom łupów nie zazdroszczę bo faktem jest, że pobierając od wiernych coś, co się księżulom w ogóle nie należy, zwyczajnie swoich wiernych wykorzystują i okradają (zazdrościć tym łajdakom ich łajdactwa mogą tylko inni łajdacy). Jeśli ktoś zdobywa swój majątek uczciwą, rzetelną i naprawdę pożyteczną pracą, słusznie mu się należy więc niech się sobie nim cieszy, mi nic do tego. Jeśli jednak ktoś się bogaci wykorzystując w tym celu różne kłamstwa, oszustwa, kradzieże i podłe manipulacje (tak jak religijne duchowieństwo), jest zwykłym przestępcą. Majątki tych kanalii powinny zostać skonfiskowane i przeznaczone na cele publiczne a oni sami wyjęci spod prawa i wypędzeni ze społeczeństwa, na którym żerowali. Niech zaznają tego, przed czym uciekali przez całe życie: głodu, zimna, nędzy i ciężkiej pracy (niech żyją i zdychają jak bezdomni). Może wtedy wypocą razem z potem całą swoją wyświęconą głupotę a przy okazji nauczą się odróżniać rzeczy realne od nierealnych. Przykładowo: aby wyświęceni heretycy nauczyli się odróżniać, gdzie naprawdę może istnieć ogniste piekło, tutaj czy w zaświatach, należałoby ich żywcem spalić na stosach, tak samo jak to robili w średniowieczu z tzw. „czarownicami”. „Czarownice” były często mordowane przez kościelną inkwizycję za rzekome rzucanie uroków, jednakże analizując ówczesną rzeczywistość można stwierdzić, że prawdziwymi „męskimi czarownicami” albo raczej „czarnoksiężnikami”, którzy rzeczywiście rzucali złe „uroki i czary” na ludzkie umysły i dusze – poprzez manipulację emocjonalną i związane z tym pranie mózgu – byli sami księża (byli i nadal są). To kapłani Kościoła powinni byli wtedy ginąć na stosach a nie jakieś nieszczęsne znachorki i zielarki czy w ogóle zwykłe kobiety.

28


Dla ludzi, którzy nie znają życia i bujają w mistycznych obłokach, takich jak księża – przynajmniej ich części – cierpienie to faktycznie niezłe narzędzie dla ich otrzeźwienia i zejścia z tych obłoków na ziemię. Problem w tym, że oni nie lubią cierpieć i uciekają od cierpienia „gdzie pieprz rośnie”. I pomyśleć, że te obłudne kanalie wmawiają wiernym w kościołach, że „każde cierpienie ma sens, prowadzi do pełni życia”. Wierutne kłamstwo! Po co takie kłamstwa – obecne nie tylko w chrześcijaństwie? Głównie po to by usprawiedliwić społeczne podziały klasowe i majątkowe, by uzasadnić sens tego, co nie ma sensu i nie ma racji bytu. By tłumić słuszny gniew niesłusznie pokrzywdzonych. By tymi kłamstwami napędzać interesy ich autorów. Ludzie wierzący ciągle proszą swojego „Pana-Boga” - czyli sam Kościół, jego kapłanów - o „chleb powszedni”. Ale czy kiedykolwiek widziano, by „pan Jezus” w sutannie pracował przy jego produkcji: na polu, w młynie lub piekarni? Jasne, że nie. Co prawda katolicki Caritas może czasem organizować żywnościową pomoc dla ubogich, ale nigdy z pracy czy za pieniądze kapłanów. Wszystko jest wyłudzane od ludzi świeckich. Przestańcie dawać duchownym pieniądze a zobaczycie jak się zmienią; zrzucą maskę fałszywej dobroci, „świętości” i pobożności, z pod której wyjrzy oblicze demona, którego Bogiem jest mamona. Tak właśnie jest: „Bogiem”, który daje systemom religijnym władzę, sławę i chwałę, bogactwo i wpływy są pieniądze. Nie ma w tym nic dziwnego, w końcu to pieniądze są realnym, ostatecznym celem całej działalności kapłanów. Ironizując: Bogiem Kościoła są pieniądze a „Bogami Ojcami” pieniędzy, którzy je „spłodzili” są oczywiście bankierzy. Wielu duchownych nosi swoją wiarę tylko na końcu języka bo w środku jej nie mają. Jedyna wiara jaką można czasem u nich znaleźć to wiara w potęgę władzy i pieniędzy. „Miłość” Kościołów do wiernych – która symuluje „miłość Pana-Boga” - istnieje tylko dlatego, bo jest finansowana pieniędzmi wiernych, nie ma w sobie nic bezinteresownego. Gdy pieniądze Kościołów znikną i staną się one nędzarzami, ich „miłość” i „dobro” również zniknie; bez pieniędzy nic dobrego czy bezinteresownego nie uczynią. Księża udają przed wiernymi świętoszkowate niewniątka, a tak naprawdę są wilkami w owczej skórze, psychicznymi wampirami i demonami, którzy dla władzy i dla pieniędzy niszczą ludzkie umysły i okaleczają ludzkie dusze. To samo można powiedzieć o ich świeckich odpowiednikach, np. ze środowiska tzw. „katolickiej mafii”. Działania tego typu są niewybaczalną zbrodnią – wymierzoną przeciwko naszej umysłowej i duchowej ewolucji - za którą nawet kara śmierci fizycznej wydaje się zbyt lekka. Za zbrodnie tego typu nie ma ani wybaczenia ani zadawalającego zaduśćuczynienia; jedyne co można tu zrobić, to zniszczyć źródło tego zła. W rzeczywistości to księża (również biskupi, arcybiskupi, prymasi i przede wszystkim papież) - a nie Jezus - są tymi fałszywymi, samozwańczymi choć realnie nie mającymi prawa istnieć „Panami Bogami” swoich wiernych, bo to kapłani rządzą ich życiem, dyktują im jak mają żyć, w co wierzyć i co myśleć. To również kapłani mają czelność „decydować” o czyimś zbawieniu czy potępieniu, o tym, gdzie trafi się po śmierci. Właśnie oni a nie Jezus. Głupia pobożność i wszelkie ofiary wiernych służą interesom kapłanów a nie Jezusa. Jezus jest marionetką w rękach Kościołów, które dowolnie sterują jego wizerunkiem jaki same wykreowały – by zrobić z niego „supergwiazdę” religijnego „szoł-biznesu” - i wkładają mu w usta słowa, których realnie nigdy nie głosił (głównie w zakresie fałszywych interpretacji ksiąg biblijnych). Jezus realnie już nie istnieje (kiedyś był ale się zmył) i nie ma żadnego wpływu na nasze życie - zwłaszcza duchowe - a jego miejsce zajęli kapłani (jedyny „wpływ Chrystusa” na życie wiernych, jaki realnie istnieje, to wpływ generowany przez samych wiernych – w ich umysłach, wyobraźni – pod wpływem kapłańskich sugestii i manipulacji). Wpływ Jezusa (lub innego „Pana-Boga”) na wszelkie postacie i formy życia wiernych, został zmyślony po to, by na bazie tego urojonego wpływu kapłani mogli zbudować swój własny, realny wpływ na życie wiernych – nic dziwnego, przecież utożsamiają się ze swoim „Panem-Bogiem”. By przywłaszczyć sobie władzę, do której nie mają żadnego prawa; władzę, która nie ma prawa istnieć. Nasze życie jest wolną egzystencją, o której sami powinniśmy decydować. Realne Źródło wszechświata nie jest żadnym „Bogiem” - tak, jak to rozumieją religie – i nie potrzebuje żadnych religijnych kultów. Kult jest potrzebny tylko i wyłącznie kłamliwym kreaturom (społecznym

29


pasożytom) opętanym przez żądzę władzy – często i pieniędzy (żądza władzy, sławy i kultu często występują obok siebie, są ze sobą powiązane), gdyż to właśnie takie kreatury stworzyły systemy religijne i ciągle je podtrzymują dla dobra swoich pasożytniczych, mafijnych, antyludzkich interesów. I takimi właśnie kreaturami są m.in. kapłani. Jedynym prawdziwym Bogiem Kościoła (podobnie i innych religii), ostatecznym celem całej jego działalności - jego zbawieniem i jego rajem, źródłem i podporą jego władzy, sławy oraz wszelkich wpływów – politycznych i religijnych, są pieniądze. Kościół służy mamonie, do mamony dąży i mamonie wszystko zawdzięcza; bez pieniędzy Kościół zginie, przepadnie. Gdyby to nie była prawda, to w Kościele nigdy by nie było żadnej tzw. „tacy” ani żadnych datków na Kościół. Ponieważ ten religijny, pasożytniczy system jest od początku nastawiony na wyłudzanie od wiernych pieniędzy i to przy każdej możliwej okazji, to wyraźnie dowodzi, do czego zmierza ten religijny biznes. Kapłani – oraz ich świeccy odpowiednicy, np. bankierzy - w pieniądzach widzą swoją siłę, w pieniądzach pokładają swoją nadzieję, w pieniądzach lokują swoją wierność i miłość. „Bogiem” Kościoła jest również on sam – Kościół, bo jak każdy społeczny pasożyt dba tylko o własny interes. Realne Źródło Wszechświata podobnie jak i sam wszechświat nie jest również człowiekiem, nie wygląda, nie mówi i nie działa tak jak sam człowiek. Taki uczłowieczony „Bóg” nie istnieje zarówno w odniesieniu do wszechświata jak i jego źródła. Bóg systemów religijnych - zwłaszcza ten chrześcijański i islamski - jest pasożytem, gdyż został zmyślony przez ludzkich pasożytów na ich własny obraz i podobieństwo. Dlatego też pasożytniczy charakter zachowania i działania tego Boga jest identyczny z analogicznymi cechami jego autorów. Biblia mówi, że nie można służyć dwóm panom: Bogu i mamonie. Ponieważ Jezus Chrystus realnie nie istnieje, więc kapłani wolą służyć realnie istniejącej mamonie. Realny charakter głównych celów religii – jakimi są władza i pieniądze – całkowicie przekreśla jakikolwiek związek „Boga” religii z realnym Źródłem Wszechświata, które przecież nie jest źródłem tych rzeczy i do niczego ich nie potrzebuje. Założyciele religii albo ich uczniowie i kapłani stworzyli nieistniejącego „Pana-Boga” na swój własny obraz i podobieństwo; Bóg chrześcijański jest identyczny (kompatybilny) z chrześcijaństwem oraz jego kapłanami; Bóg islamu jest identyczny z islamem i jego kapłanami; Bogowie hinduizmu i buddyzmu są identyczni z tymi religiami i ich kapłanami. To oczywiste, że poza chrześcijaństwem nie ma Chrystusa, poza islamem nie ma Allaha, poza buddyzmem nie ma Buddy a poza hinduizmem nie ma hinduskich bogów. Konkretni bogowie konkretnych systemów religijnych istnieją tylko w obrębie tych religii, bo zostali zmyśleni, stworzeni w konkretnej, często sztucznie upiększonej i nadnaturalnej postaci przez założycieli tych religii lub ich uczniów i kapłanów. Nie przekreślam tu realnego istnienia wszystkich osób, które zostały uznane przez religie za bogów (lub Boga), przekreślam jedynie ich nadludzki i nadprzyrodzony charakter. Jak słusznie stwierdził Ludwik Feuerbach, religie – tworząc swoich bogów i demonów na ludzki obraz i podobieństwo - przypisały swoim bogom najlepsze ludzkie ludzkie cechy a diabłom i demonom najgorsze. Dlatego bogiem człowieka stał się człowiek, natomiast diabłem człowieka również stał się sam człowiek. To sprawia, że dzięki religii człowiek jest skłócony z samym sobą. Napisałem kiedyś ironiczny wiersz obnażający prawdziwe oblicze niektórych elementów wiary chrześcijan a poniekąd i muzułmanów. Oto jego treść: „Wiara (nie)wierzących” Hej Panie Boże! Do nogi, do nogi! Patrz, to poganin, niewierzący! Bierz go, bierz go! Wtrąć do piekielnych czeluści! Tyś naszym Panem i Sługą my tobie służymy Ty nam spełniasz nasze życzenia a my Twoich . . . nie Dlaczego? Bo ich nie znamy więc je sami wymyślamy.

30


Handlujemy z Tobą od wieków na targu Ziemia – Niebo dobro za dobro zło za zło. Duchowni kochają swój ziemski „raj” i za nic w świecie nie chcieliby go utracić. Na pewno by do tego doszło gdyby którykolwiek z nich wykazał brak lojalności i posłuszeństwa wobec swoich przełożonych a zwłaszcza Watykanu. Taki duchowny zostałby szybko i skutecznie usunięty z pośród szeregów duchowieństwa. Dlatego wolą być bardziej lojalni wobec przełożonych niż wobec swoich wiernych. W razie potrzeby wolą kłamać ludziom w żywe oczy zgodnie z zarządzeniem Watykanu lub miejscowych władz kościelnych niż powiedzieć prawdę, która na pewno mogłaby Kościołowi zaszkodzić. Z moich osobistych doświadczeń i obserwacji związanych z Kościołem katolickim wynika, że w jego obrębie (być może również i w innych religiach) funkcjonuje coś w rodzaju „ideologicznego pogotowia ratunkowego”. W skład tego „pogotowia” wchodzą najczęściej przedstawiciele wyższych szczebli hierarchii kościelnej, np. biskupi, którzy są najbardziej doświadczeni i wprawieni, jeśli chodzi o umiejętność manipulowania, ogłupiania, okłamywania i oszukiwania wiernych. „Pogotowie” te jest uruchamiane za każdym razem gdy w Kościele dzieje się jakaś afera – z reguły o charakterze kryminalnym - z udziałem kapłanów, której nagłośnienie i „niewłaściwe” zinterpretowanie mogłoby Kościołowi zaszkodzić. Celem „pogotowia” jest ukręcić łeb aferze, uspokoić wiernych, odnowić ich (naiwne) zaufanie i odbudować pozytywny wizerunek Kościoła. W roli tego „pogotowia” wykorzystuje się również media. Slogany typu „Wy (tzn. wierni) jesteście Kościołem” są zwykłą bzdurą wymyśloną przez duchownych, której celem jest jeszcze silniejsze związanie wiernych z religią, tak by ludzie wierzący jeszcze silniej się z nią utożsamiali (slogany tego typu były głoszone nawet przez tzw. artystów, wspomagających kościół w jego manipulacjach. Również aktorzy, czyli tzw. „kłamcy do wynajęcia” nieraz są wykorzystywnie przez władzę – świecką lub religijną jako narzędzie oszukiwania i okłamywania społeczeństwa). Dzięki temu duchowni mogą znacznie łatwiej wykorzystać wiernych w roli narzędzi do usuwania różnych problemów wewnątrz Kościoła oraz likwidacji - dosłownie lub w przenośni – różnych jego wrogów (w wielu wypadkach wrogów samego duchowieństwa a nie wiernych). Dzięki temu nie będą musieli brudzić swoich wyświęconych rączek. Odkąd wyrwano Kościołowi inkwizycyjne zęby i pazury nie może on obecnie, nie narażając przy tym na szwank swojej wyświęconej opinii, „kąsać i gryść” swoich przeciwników, dlatego duchowni w razie potrzeby starają się tak ogłupić i zaprogramować swoich wiernych, by ci sami wykonali za nich brudną robotę. Od jakiegoś czasu Watykan wykorzystuje do ochrony interesów Kościoła nowe narzędzie w postaci organizacji „Opus Dei”. Należałoby ją raczej nazwać „Opus Diabolo” albo „Opus Demon”, gdyż jest dziełem pewnego hiszpańskiego księdza, chorego psychicznie, faszystowskiego „demona w ludzkiej skórze” (faktem jest, że Josemaría Escriva de Balaguera, który założył tą organizację, sympatyzował z Hitlerem i jego ideologią; sam Kościół Katolicki [Watykan] widział w Hitlerze sojusznika w walce ze znienawidzonymi komunistami oraz Żydami, dlatego go skrycie popierał i pomagał wielu nazistom uciec za granicę po przegranej wojnie - głównie do krajów Ameryki południowej), bo normalny człowiek czegoś takiego by nie stworzył. Ta religijna mafia nie cofnie się przed wykorzystaniem wielu brudnych, podstępnych chwytów – często stosowanych w świecie świeckiej polityki i agentury – dla ochrony systemu, któremu służy. Świątynie Kościołów to prawdziwe „pobielane groby”. Na zewnątrz są to eleganckie, bielone wapnem budowle a w środku widać, że rozum został tu pogrzebany, bo „śmierdzi” tam zgnilizną intelektualnego rozkładu. Organizacja władzy i hierarchi w typowej sekcie może mieć dwojaką postać: 1. Na czele sekty stoi Guru, który jest najwyższym autorytetem i bezpośrednio wpływa na swoich wiernych, wydając im odpowiednie zarządzenia i polecenia. 2. Na czele sekty stoi Guru, który jest najwyższym autorytetem i wpływa na swoich wiernych za pośrednictwem pewnej grupy podlegających mu bezpośrednio osób, które wykonują bądź przekazują wiernym jego wolę.

31


Organizacja władzy i hierarchi w Kościołach oraz innych, wielkich systemach religijnych w pełni odpowiada organizacji sekty opisanej w punkcie drugim. Jedyna różnica polega na tym, że jest bardziej rozbudowana. Tak więc, gdy katoliccy duchowni szkalują i obrzucają błotem różne sekty, świadczy to o ich zakłamaniu i obłudzie, bo sami również są członkami wielkiej sekty, do czego, rzecz jasna nigdy się nie przyznają. Również metody manipulowania i wpływania na wiernych stosowane zarówno w sektach jak i systemach religijnych niewiele się różnią. Istotna różnica polega na tym, że metody manipulowania i wpływania na wiernych stosowane w sektach są bardziej jawne, natomiast w dużych systemach religijnych, np. Kościołach bardziej ukryte i zakamfulowane i przez to bardziej podstępne i niebezpieczne. Inne cechy, które zdradzają sekciarski charakter Kościołów oraz innych religii to: – wywyższanie wartości danej religii, jej nauk i działalności ponad inne wyznania; – szykanowanie lub prześladowanie innowierców i niewiernych; – odrzucenie rozumu i racjonalnego myślenia jako narzędzi poznania czy oświecenia; – kontrola nad życiem i zachowaniem członków hierarchi (kapłanów) poprzez liczne obowiązujące reguły, połączone z wymogiem posłuszeństwa i dyscypliny; podobnie kontrolowani są wierni; – szerząca się w danym religijnym środowisku demoralizacja, generująca działania i zachowania sprzeczne z jego oficjalnymi regułami i zasadami; – nabór nowych wyznawców już w wieku dziecięcym połączony z ich intensywnym, religijnym szkoleniem (psychomanipulacja); – pasożytniczy styl życia przywódców religijnych i kapłanów, żerujących na swoich wiernych. W systemach religijnych nigdy nie było prawdziwej wolności myślenia, mówienia i czucia ale zawsze i tylko umysłowo-psychiczne niewolnictwo. Systemy religijne są odpowiednikiem filmowego „Matrixa”, bo uwięziły ludzkie umysły w sieci religijnych, mistycznych kłamstw i iluzji. Psychoumysłowe niewolnictwo jest najgorsze i najbardziej odrażające ze wszystkich rodzajów niewolnictwa, bo najgłębiej i najdotkliwiej uderza w duchową istotę człowieka. Chrześcijańscy misjonarze niszczyli starożytne zabytki i artefakty często po to, by ukryć przed wiernymi fakt, że część chrześcijańskich nauk i obrzędów ma wiele wspólnego z naukami i obrzędami starożytnych (tzw. pogańskich) systemów religijnych. W innych wypadkach na miejscu starożytnych świątyń stawiano kościoły by przejąć „święte” właściwości miejsca, w którym się znajdowały. Chrześcijańskie misje – zwłaszcza katolickie - są również przejawem imperialistycznych dążeń tej religii. Starożytne systemy religijne nie zginęły bezpowrotnie, niektóre częściowo przetrwały w nowej postaci, przeobrażonej na chrześcijańską modłę. Starożytne, „faryzejskie” lub „saduceuskie” zło, które zniszczyło przynajmniej w pewnym stopniu - tamte cywilizacje (głównie starożytnego Rzymu, Izraela i Egiptu), nie umarło. Nadal istnieje i ewoluuje z obecną cywilizacją. Zło obecne w dzisiejszych religiach to jest te same starożytne zło, przyodziane obecnie w inne szaty i głoszące inną ideologię, ale to jest ciągle te same zło, tak samo chore i wynaturzone. Kościół katolicki chętnie obrzuca błotem i potępia żydowskich faryzeuszy i saduceuszy, ale w swojej obłudzie i zaślepieniu nie dostrzega, że on sam również jest wcieleniem tego samego zła, które istniało i działało w umysłach żydowskich faryzeuszy i saduceuszy; także w umysłach kapłanów działających w starożytnym Egipcie i Rzymie. Dopóki ludzie są małymi dziećmi, nie znającymi jeszcze religii, ich umysły są „czyste i niewinne”, wolne od jakichkolwiek religijnych bzdur i śmieci. Tak jest do czasu gdy znajdą się pod oddziaływaniem religii, gdy ich umysły zostają ukształtowane (czyt. wypaczone i skażone) na wzór umysłów kapłańskich, przy wydatnej i bezmyślnej pomocy ich rodziców. To co rodzice i księża robią z umysłami dzieci to nic innego jak pogwałcenie ich wolności wyboru. W końcu nikt nigdy tych dzieci nie pyta czy chcą wyznawać daną religię czy nie, a one nie mogą udzielić świadomej odpowiedzi bo są na to za małe (niedouczone, niewykształcone i przez to nieświadome istoty decyzji, jaką mają podjąć). Duchownym ta okoliczność bardzo odpowiada bo w tych warunkach mogą bez przeszkód pomnażać ilość wiernych i rozbudowywać swoje religijne imperium. Jezus mówił: „dopóki nie staniecie się jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego”. No tak, tylko o jakie dzieci tu chodzi: takie które jeszcze nie znają czy takie, które już znają religię? Ja myślę, że te pierwsze. Bez względu na to, czy „królestwo niebieskie” istnieje naprawdę czy też jest zmyślone, czy jest to jakieś konkretne miejsce czy tylko „niebiański” stan umysłu, można je osiągnąć tylko poprzez odrzucenie religii (w tym wypadku chodziło o religię starożytnego Izraela i Rzymu, choć ja uważam, że chodzi tu o wszystkie, również obecnie istniejące systemy religijne - stosunek Jezusa do

32


współczesnych mu religii [tzn. tych, z których naukami i działaniami się nie zgadzał] był czysto anarchistyczny). Wszystko po to, by przywrócić „czysty i niewinny” (naturalny) stan umysłu, typowy dla dzieci nie znających jeszcze religii, tzn. wolny od religijnych kłamstw, bzdur i herezji, wypaczających właściwy, zdrowy i trzeźwy ogląd rzeczywistości. Odrzucenie religii musi być nieodwołalne, nie ma sensu schodzić z jednego religijnego gówna tylko po to, by zaraz potem wdepnąć w kolejne. Tak samo bezsensowne jest uparte tkwienie w tym „gównie”, gdy rozum wyraźnie mówi ile naprawdę jest ono warte. Religijne kłamstwa i herezje do tego stopnia wypaczają u wiernych trzeźwy i rozumny ogląd rzeczywistości, że w takich warunkach nie są w stanie zidentyfikować rzeczywistych źródeł gnębiących ich problemów i dlatego nie potrafią ich rozwiązać. Problemy te z biegiem dziesięcioleci a nawet całych wieków, stopniowo narastają do tak wielkich rozmiarów, że mogą się przyczynić do destrukcji i upadku całej cywilizacji. Tak było w starożytności i to się znowu powtórzy, chyba że ludzie - nie tylko wierzący wreszcie zmądrzeją, przejrzą na oczy i zrobią z tymi problemami - zwłaszcza ich przyczyną – porządek. „Porządek” trzeba będzie zrobić również z samymi religiami, tzn. czyli usunąć je z tego świata, raz na zawsze. Tak więc religie – w zakresie wiarygodnej identyfikacji realnej przyczyny, źródła wszelkiego zła – okazały się zupełnie bezwartościowe, niewiarygodne. Podstawowym założeniem religii chrześcijańskiej i muzułmańskiej jest twierdzenie, że źródłem zła jest szatan, demony albo dżiny, a przecież one nie istnieją, a zło, jakie się im przypisuje, pochodzi z reguły od samych ludzi, w tym wypadku samych kapłanów oraz tworzonych przez nich religijnych systemów. Z kolei w buddyźmie lub hinduiźmie wmawia się ludziom, że zło jest karmiczną karą za ludzkie postępki w poprzednich wcieleniach i nie można z nim walczyć ani się przeciwko niemu buntować, bo jego doświadczenie jest nieuniknioną koniecznością. To oczywista bzdura. Religie – głównie chrześcijańskie - stawiają człowieka ponad Naturą (w ten sposób kreują ludzką pychę) oraz izolują go od niej, sprawiając, że człowiek traktuje Naturę przedmiotowo i bezlitośnie ją eksploatuje, co na dłuższą metę musi doprowadzić do ekologicznej katastrofy – kiedyś o zasięgu lokalnym, obecnie już globalnym – i związanego z tym upadku cywilizacji. Inne problemy tworzone przez kłamliwe ideologie religijne to marnotrastwo zasobów Natury na różne bezsensowne, religijne przedsięwzięcia, oraz związany z nimi gigantyzm w skali ich realizacji. Kolejny problem to bezsensowne pomnażanie ludzkiej populacji, czego konsekwencje jeszcze bardziej obciążają Naturę i ją niszczą; niszczą również samego człowieka. Tak przy okazji: zachęcanie polskiego społeczeństwa do rozmnażania za pomocą tzw. „becikowego” (również „miłosnej propagandy”, jaka jest obecna w mediach) jest głupie i nieodpowiedzialne, bo w ten sposób polski rząd może wyhodować całe pokolenie ludzi bezrobotnych a może i bezdomnych – pokolenie, które na pewno mu za to nie podziękuje. To bardzo możliwe, bo obecna poprawa wydajności polskiej gospodarki połączona z jeszcze szybciej postępującą destrukcją środowiska naturalnego, prędzej czy później zostanie zahamowana a potem uwsteczniona przez ten drugi czynnik. A po co powstało te „becikowe”? Oczywiście dla pieniędzy. Większa ilość pracujących obywateli oznacza większe wpływy do kasy państwa z podatków; tylko na tym zależy rządowym durniom, resztę mają w nosie. Kolejne problemy mają swoje źródło w ideologicznych kłamstwach, które fatalnie wpływają na rozwój ludzkiej świadomości, rozwój umysłowy i duchowy, oraz związaną z tym zdolność poszukiwania i rozumienia realnej prawdy. To również religie – razem z bankierami i tworzonymi przez nich pieniędzmi – są odpowiedzialne za istniejące podziały klasowe i majątkowe i związane z tym konflikty. Podziały tego typu najbardziej uwidoczniły się w obszarach wpływu hinduizmu. Kapłani – i nie tylko oni – chętnie zawracają ludziom głowę problemami przeszłości, by odwrócić ich uwagę od problemów teraźniejszości. Religie są dziełem - między innymi - leniwych pasożytów (taka jest społeczna geneza religii), którym nie chce się uczciwie pracować, więc wolą wyłudzać od ludzi pracujących potrzebne do życia środki za pośrednictwem wizerunków zmyślonych bogów i boginek (ten punkt widzenia jest zgodny z tym, co twierdzili na temat religii twórcy komunizmu; mimo pewnych błędów swojej ideologii, mieli oni rację kojarząc religię z kapitalizmem. Podłe, plugawe, oparte na kłamstwach i oszustwach manipulacje; pozyskiwanie bogactwa i pieniędzy kosztem oszukanych, zmanipulowanych ludzi – te wszystkie najgorsze cechy kapitalizmu zrodziły się właśnie w religii). Jeśli świadomość tego faktu nie wzbudza w was słusznego gniewu, oznacza to, że jesteście „ulepieni z tej samej gliny” co kapłani i dlatego popieracie ich kłamstwa i oszustwa, bo tak jak oni czerpiecie z takich przestępczych działań konkretne korzyści. Można tu jeszcze stwierdzić, że religie są wyrzutem sumienia i samousprawiedliwieniem społecznych pasożytów, którzy za pośrednictwem tworzonej przez nich religijnej ideologii próbują zalegalizować nienormalne społeczne podziały (klasowe) i związany z tym niewolniczy ucisk i wyzysk. To nie przypadek,

33


że twórcy religii lub samych religijnych filozofii wywodzili się z możnych, bogatych rodów i w ich interesie było zachowanie posiadanego statusu społecznego oraz tego, co go podtrzymuje. Dlatego wymyślili takie ideologie, które usprawiedliwiają istniejące aktualnie systemy społeczne. Religie są śmiertelnym, pasożytniczym rakiem drążącym organizm ludzkiego społeczeństwa. Wszystkie starożytne cywilizacje, które były nim zarażone marnie zginęły. Tak samo będzie z naszą cywilizacją, jeśli nie przeprowadzi się skutecznej operacji wycięcia tego psycho-umysłowego raka. Nie twierdzę, że każda cywilizacja jest od samego początku dziełem pasożytów; w niektórych wypadkach pasożyty mogły się pojawić w ich obrębie znacznie później i przejmując w nich władzę i kontrolę, rozpocząć swoje niszczące, pasożytnicze dzieło. Religia to „obóz koncentracyjny” dla ludzkich umysłów i dusz, w którym są one dręczone, okaleczane i pasożytniczo eksploatowane. Moja walka z religią to walka nie z ofiarami (wiernymi), tylko z umysłowo-duchowymi katami i oprawcami w kapłańskiej postaci. Religia i inne systemy Największymi wrogami religii będą w przyszłości ich własni (byli) wierni. Nikt inny, tylko właśnie ludzie wierzący zetrą z powierzchni ziemi swoje własne religie, bo nikt inny, tylko właśnie ludzie wierzący będą mieli najwięcej powodów żeby to zrobić. I zrobią to, o ile przełamią swoją umysłowo-duchową głupotę i lenistwo. Jeśli jednak ludzie tego nie zrobią, zrobi to sama Natura. Ludzie, którzy dla dobra własnego interesu zamieniają życie innych ludzi w prawdziwe piekło - zwłaszcza na poziomie psychoumysłowym - są prawdziwymi psychicznymi zbrodniarzami i jako tacy nie mają prawa bytu na tym świecie. Są wcieleniem chorego, wynaturzonego zła i zgodnie z prawami Natury powinni zniknąć. Stalin i Hitler niszczyli (zabijali) ludzkie ciała i okaleczali ludzkie umysły swoimi pomylonymi ideologiami. Natomiast kapłani niszczą ludzkie umysły i okaleczają ludzkie dusze - głównie za pomocą manipulacji emocjonalnej. Oceńcie sami, jeśli potraficie, która z tych zbrodni jest gorsza. Kto nauczył świeckich władców - również takich dyktatorów - jak manipulować i wykorzystywać ludzi dla dobra swojego interesu? Oczywiście religia! I nie ma tu znaczenia, czy ta nauka dotarła do nich na poziomie świadomości czy podświadomości. Z nauki tej korzystali wszyscy: monarchiści i demokraci, komuniści i faszyści. Stalin jako komunista nie był zainteresowany religią, nie znaczy to jednak, że w dzieciństwie nie miał żadnego kontaktu z ruską cerkwią (jak ostatnio ustaliłem, Stalin nie tylko miał kontakt z ruską cerkwią, ale nawet w wieku 17 lat podjął naukę w prawosławnym seminarium duchownym w Tbilisi). Z kolei Hitler nie tylko miał bezpośredni kontakt z religią (w młodości był ministrantem i płynące z tego doświadczenia obserwacje – jak księża manipulują wiernymi – bardzo mu się przydały, gdy sam manipulował tłumami w czasie swoich napuszonych przemówień) ale później związał się z niemiecką mistyczną sektą, która wpoiła mu wiele poglądów, które stały się potem częścią faszystowskiej ideologii. Gdy przyjdzie czas zagłady systemów religijnych, możecie być pewni, że żaden „Pan-Bóg” ani „Pani-Bogini” z nieba nie zstąpi i nie będzie ich ratować. Z nieba - czyli z kosmosu - zstąpić mogą jedynie istoty pozaziemskie, ale one, jeśli mają choć trochę uczciwe zamiary wobec ludzi, nie będą kłamliwie podawać się za kogoś kim nie są; niestety, takie oszustwa miały już nieraz miejsce (w niektórych przypadkach te „oszustwa” miały charakter aktorskiego występu – udawanego wcielania się w rolę jakiejś postaci. Muszę jeszcze zauważyć, że nie tylko kapłani lub kosmici mogą się czasem podszywać pod zmyślonych przez religie bogów. Czasem może być i tak, że różni ziemscy, świeccy cwaniacy podszywają się pod istoty pozaziemskie, by w „ich imieniu” wcisnąć naiwnym ludziom różne bzdury. Mogą w tym celu wykorzystywać przechwycone lub odtworzone na Ziemi pozaziemskie technologie, np. ziemskie wersje „latających spodków”). Tylko w jednym znanym mi wypadku takiego „religijnego kontaktu” - chodzi o jedno z objawień maryjnych - istota, która się podawała za „matkę boską” przyznała się uczciwie, że wszelkie objawienia mają zawsze związek z obecnością na Ziemi istot pozaziemskich. W ten sposób ujawniła również własną tożsamość. Myślę tu o włoskim stygmatyku Giorgio Bongiovannim, który w 1989 lub 1990 roku otrzymał od tej istoty posłanie. Jak twierdzi sam Giorgio: „Jest bardzo dziwne. Głosi ono przede wszystkim, że nie jesteśmy sami we Wszechświecie i istnieje związek między obecnością przybyszy z innych planet a objawieniami. Moim zadaniem jest połączyć te dwie sprawy, mówiąc o nich ludziom. Zdaję sobie sprawę z tego, że to bardzo trudne, a dla wielu być może nawet nie do przyjęcia. W posłaniu jest zawartych wiele wiadomości. W największym skrócie: ludzkość znajduje się w katastrofalnej sytuacji, i to z jakiegokolwiek punktu widzenia patrząc – zarówno pod względem moralnym,

34


jak duchowym, czy ekologicznym. Dlatego, jeśli nie zostaną podjęte działania w celu zmiany tej sytuacji, autodestrukcja jest nie do uniknięcia. Chrystus i wysłannicy z innych wymiarów, bardziej niż nasz rozwiniętych, starają się na wszystkie sposoby dać nam do zrozumienia, że we wszystkich dziedzinach – politycznej, religijnej, społecznej – zmierzamy ku katastrofie. Ponieważ jednak, od kiedy zostaliśmy stworzeni, otrzymaliśmy wolną wolę, nie będzie ingerencji, jeśli sami tego nie zechcemy. Jesteśmy wolni i możemy się sami zniszczyć. Chrystus będzie natomiast interweniował, aby uchronić od zniszczenia planetę Ziemię. Posłanie z Fatimy mówi o karze, nie będzie to jednak kara typu Boga przeszywającego włócznią Ziemię. Tę karę stworzymy sobie sami dokonując wyboru między dobrem i złem. Podążamy drogą negatywną i daje nam się to do zrozumienia. Dotyczy to zwłaszcza dwóch dziedzin: religii i ekologii. Religie źle pojęły Boga i jego naukę, podzieliły ludzi. Stworzyły Boga, który nie istnieje, bogactwo i władzę, wszystko to, co nie jest Bogiem. Uczyniły to w imieniu bożych wysłanników, których nie zrozumiały. Bóg wysyłał swych wysłanników przez cały czas trwania naszej planety. Chrystus, Kriszna, Budda, Konfucjusz, Mahomet i jeszcze inni byli właśnie Jego wysłannikami. Druga kwestia dotyczy niszczenia i złego obchodzenia się z planetą, na której żyjemy. Z tych właśnie dwóch problemów wynikają wszystkie pozostałe, takie jak: gwałty, upadek moralności itp. Wyjście z sytuacji jest jedno: starać się zjednoczyć i trzymać razem, czuć się częścią tej planety i całego Wszechświata będącego dziełem Boga. Nie chcę być katastroficzny, lecz świat musi się zmienić. Inaczej dobrze się to nie skończy. Jest coraz więcej Znaków i pewnego dnia przybysze z innych cywilizacji, którzy ciągle odwiedzają Ziemię, ukażą się wszystkim i przemówią, lecz nie wiem, czy nawet wówczas ludzkość każe chęć zmian. [...]” Powyższy tekst oświadczenia Bongiovanniego został opublikowany na łamach „Nieznanego Świata” (nr. 12/1994). Były tam również różne fotografie, między innymi fotka pokazująca spotkanie Bongiovanniego z Michaiłem Gorbaczowem na dworze hiszpańskiej królowej w Madrycie (październik 1990). Ostatnio (kwiecień 2008) widziałem w pewnej gazecie artykuł w którym twierdzono, że Gorbaczow planował zabicie papieża za pomocą ludzi z KGB. Skoro Gorbaczow znał przesłanie Bongiovanniego, to się temu nie dziwię. W świetle informacji zawartych w tym przesłaniu, papież jawi się jako niebezpieczny kłamca i oszust, religijny przestępca, którego niejeden oświecony człowiek mógłby chcieć usunąć z tego świata. Źródłem wszelkiego zła, jakie ludzie czynią dla pieniędzy i z powodu pieniędzy lub finansują pieniędzmi są same pieniądze. Aby całkowicie i nieodwracalnie zlikwidować całe zło, jakie ludzie popełniają dla pieniędzy i z powodu pieniędzy trzeba zlikwidować same pieniądze (razem z nimi wszystkie instytucje, które są z nimi związane, tj. banki, urzędy skarbowe, giełdy, itp.). Nie miejcie złudzeń: jak długo na Ziemi będą istnieć pieniądze, zło jakie ludzie popełniają dla pieniędzy albo z powodu pieniędzy nigdy, po prostu nigdy nie przestanie istnieć. Oznacza to, że za wszelkie przestępstwa, jakie ludzie popełniają dla pieniędzy lub z powodu pieniędzy, są współodpowiedzialni również ci, którzy te pieniądze tworzą i wprowadzają do obiegu - czyli bankierzy. Właśnie dlatego, że ograniczając pieniędzmi naszą wolność wyboru dowolnego sposobu uiszczania zapłaty lub wymiany handlowej, po prostu zmuszają wielu ludzi do łamania prawa. W tym wypadku jest tak dlatego, bo działania zgodne z prawem wymyślonym dla ochrony interesów twórców pieniędzy stanowić mogą zagrożenie dla przetrwania ludzi łamiących te prawo. Prawo, które stanowi zagrożenie dla życia i przetrwania ludzi, które jest zdradą interesu społecznego, nie ma prawa istnieć. Wszyscy, którzy takie prawo tworzą i egzekwują powinni być traktowani jak przestępcy. Dla tych co mają pieniądze, politycy i bankierzy zapewniają iluzję ziemskiego raju. Dla tych co nie mają pieniędzy, zapewniają oni realia ziemskiego, materialno-finansowego piekła. Likwidacja szkodliwych systemów politycznych, religijnych i pieniężnych spowoduje likwidację zła, jakie zaistniało na Ziemi dzięki tym systemom. Każde Prawo odnoszące się do tego zła straci rację bytu i ludzie je wyeliminują, zastępując te Prawa nowym Prawem, które opierając się na trzeźwym, rozsądnym i logicznym myśleniu oraz umiejętności odróżniania prawdziwego dobra od prawdziwego zła a także zła realnego od zła urojonego (czyli to, co naprawdę jest złe lub dobre dla ludzkości i Natury), określi zdrowe zasady określające nowy porządek jaki wprowadzą w życie wszystkich ludzi. Gdy ludzie nauczą się odróżniać realne dobro i zło od urojonego dobra i zła, wtedy będą wiedzieli, które prawa należy przestrzegać a które ignorować, bo są chore, wynaturzone i antyspołeczne, wymyślane przez rządowych i wyświęconych cwaniaków tylko po to, by chroniły ICH WŁASNE a nie nasze - zwykłych ludzi – interesy. Oczywiście naszym kosztem. Dobre Prawo powinno być w miarę proste i uniwersalne w swojej treści – odpowiednie dla wszystkich. Powinno mieć formę podstawowego, sztywnego szkieletu otoczonego elastycznymi „mięśniami”

35


elastycznego działania. Mówiąc inaczej powinno zapewniać ludziom duży zasób wolności samodzielnego decydowania o sposobie i samej konieczności egzekwowania konkretnych podstawowych przepisów (taki prawny numer może się udać tylko w społeczeństwie oświeconym, gdzie ludzie mają dość rozumu – zwłaszcza duchowego – i wiedzy, by móc odpowiedzialnie zastąpić obecnie istniejący wymiar sprawiedliwości). Nie może być tak prymitywne jak biblijny dekalog ale nie powinno być też tak absurdalnie rozbudowane i skomplikowane jak wiele współcześnie stosowanych systemów prawnych. Współczesne prawo jest takie, jakie jest, bo stanowi prawną spuściznę po wcześniejszych rządach, które za pomocą konkretnych przepisów prawnych starały się chronić polityczne lub biznesowe interesy, zarówno swoje własne jak i swoich politycznych przyjaciół i różnych wierzycieli. Zamykając w obrębie konkretnych przepisów wiele ludzkich działań stało się skostniałe, sztywne (czyli martwe), niepodatne na zmiany i przez to „nieżyciowe”. Zamiast ułatwiać ludziom życie, często je komplikuje, utrudnia a nawet niszczy. Ludzie mogą łamać prawo całkowicie bezinteresownie, za darmo, nikt im za to płacić nie musi. Natomiast skuteczność działania policji zależy w dużym stopniu od dysponowanych funduszy. Oznacza to, że jeśli policja nie nauczy się działać bardziej bezinteresownie, zawsze będzie na przegranej pozycji a jej praca będzie „pracą syzyfową”, bez końca i bez daleko idących efektów. Tak więc z powodu pieniędzy świat przestępczy ma nad policją znaczną przewagę. Kolejny czynnik, który obniża skuteczność i wiarygodność policji, to znaczny poziom bezmyślności i nieodpowiedzialności jej działania w zakresie ochrony i egzekwowania prawa, co wynika z głupoty i nieodpowiedzialności tych, którzy te prawo tworzą. Dobrym przykładem nieodpowiedzialności, skorumpowania i etycznej głupoty policji jest historyczny fakt, że zawsze tak samo dobrze służy swoim rządowym „panom”, niezależnie od tego jacy oni są. Gdy Polskę najechali naziści, policja służyła nazistom. Gdy rządzili komuniści, milicja rozrabiała i tłukła pałkami zgodnie z rozkazem tej władzy. Teraz, gdy w naszym kraju panoszy się katolicka mafia, policja chroni jej przestępcze interesy. W tej sytuacji nie można się dziwić, że różni ludzie często przezywają policjantów mianem „psów gończych”. Policja nigdy nie zdoła zwalczyć przestępstw i zła, przeciwko którym została powołana, bo sama uczestniczy w kreacji tych przestępstw i tego zła – zła popełnianego dla pieniędzy i z powodu pieniędzy. W jaki sposób? Właśnie poprzez prawo, które chroni i egzekwuje. Chroniąc przestępcze interesy władzy państwowej, które swoimi skutkami są wymierzone przeciwko ludziom lub przeciwko Naturze, Policja – jak i samo Prawo - sama zmusza wielu ludzi do przeciwstawiania się Prawu i jego łamania. Jedni ludzie – dla pieniędzy, dla zysku – łamią prawo, inni ludzie – również dla pieniędzy, dla zysku – je chronią i egzekwują. Jaki to ma sens? Prawa tworzone w świecie, w którym rządzą pieniądze, są przeznaczone dla tych, co mają pieniądze. Ci ludzie, którzy nie mają pieniędzy, nie mają też często powodu, by te prawa przestrzegać. W gruncie rzeczy nie ma większego znaczenia, jaka forma rządów aktualnie tutaj występuje. Monarchiści i demokraci (albo katolicka mafia), komuniści i faszyści, wszyscy są tacy sami, bo chcą tego samego: władzy i pieniędzy. Stosują różne metody dla osiągnięcia tych celów, głoszą różne i tak samo bzdurne ideologie, ale główny cel jest zawsze ten sam: władza i pieniądze. Podobnie jest z religiami. Systemy polityczne można w pewnym sensie traktować jak świecką wersję systemów religijnych, z tą jednak różnicą, że w tym wypadku sprawowana przez nie władza i kontrola jest rozciągnięta na wszystkich ludzi, zarówno wierzących jak i niewierzących. Widać to wyraźnie zwłaszcza w odniesieniu do starożytnych cywilizacji, gdzie władza religijna i świecka często ze sobą współpracowały, były ideologicznie sprzężone; podobnie bywa i obecnie. „Nie zabija się kury znoszącej złote jajka”, dlatego każdy następny rząd chętnie przejmuje wszelkie polityczne, prawne i finansowe narzędzia swoich poprzedników (przeciwników), by je wykorzystać dla dobra swojego interesu; by tak samo (lub podobnie) skutecznie – jak poprzednicy – okłamywać, oszukiwać i okradać społeczeństwo. Likwidacja pieniędzy - tylko globalnie (lokalna likwidacja pieniędzy też jest możliwa, ale tylko wtedy, gdy dana społeczność będzie w pełni samowystarczalna). Dzięki temu globalizacja zainicjowana przez ludzi rządnych pieniędzy i zysków obróci się przeciwko ich interesom i zyskom, gdy pieniądze - obojętne, w jakiej by nie były postaci – zostaną globalnie zlikwidowane. Globalizacja mogłaby być pożyteczna, gdyby napędzało ją coś innego niż żądza globalnej władzy, kontroli i jeszcze większych zysków. Można pójść jeszcze w innym kierunku i nie likwidować samych pieniędzy, lecz jedynie „perpetuum pecunię”. Może dzięki temu zaistnieje sprawiedliwość przy podziale wszelkich dóbr i wycenie realnej wartości ludzkiej

36


pracy (pracy realnej, owocnej a nie urojonej, na niby), nie zlikwiduje to jednak wszystkich problemów kreowanych przez pieniądze. Ludzka praca powinna być dostosowana do praw Natury i zgodnie z tymi prawami każdego dnia jest czas na pracę i na odpoczynek. W tym celu wszystkie święta i dni wolne od pracy powinny być zlikwidowane, można zachować jedynie okresowe urlopy. Dzięki temu codzienna ilość pracy niezbędna do wykonania będzie znacznie mniejsza, bardziej na luzie, bez zbędnego pośpiechu i stresu (czynnikiem, który kiedyś na pewno wymusi te zmiany jest globalne przeludnienie). Niestety, dzięki głupocie kapłanów i polityków tak nie jest, co powoduje z jednej strony nadmierne obciążenie pracą w dni robocze a z drugiej nadmierne lenistwo w dni wolne. Gdy piszę o likwidacji pieniędzy, to mam na myśli wszystkie stare i nowe formy finansowej płatności: monety, banknoty, karty kredytowe, pieniądze elektroniczne na bankowych kontach czy wszczepiane pod skórę chipy zastępujące porfel i dokumenty osobiste. Ta ostatnia technologia już istnieje i była z powodzeniem testowana (omówiono ją w jednym z odcinków telewizyjnego serialu „Eksploracje”), okazało się jednak potem, że ma ona niekorzystne efekty uboczne. Wygląda na to, że jej powszechne wprowadzenie planuje się na okres ustanowienia „nowego porządku świata”, który ma ukoronować proces globalizacji cywilizacji. Właśnie ta technologia stanowi największe zagrożenie dla wolności i prywatności ludzi, może być nowym narzędziem globalnej kontroli i manipulacji. Niektórzy uważają, że jest ona ucieleśnieniem znaku apokaliptycznej Bestii. Ciekawe więc, że nieżyjący już papież Jan Paweł II, w jednym ze swoich watykańskich przemówień nawoływał do wprowadzenia „nowego porządku świata”(była o tym mowa w telewizyjnym programie informacyjnym). Czy ten stary dureń zdawał sobie sprawę z tego co mówi, co się kryje za tym porządkiem, czy tylko bezmyślnie czytał co mu w tekście napisano (chyba, że sam był jego autorem)? Kościołowi najwyraźniej bardzo by odpowiadało, gdyby mógł jeszcze bardziej zwiększyć swoją władzę i kontrolę nad wiernymi (a przy okazji i niewiernymi), dlatego wspiera rozwój wszelkich narzędzi, które to umożliwiają. Pieniądze są „krwią w żyłach” Kościoła (innych religii też). Bez pieniędzy każda z nich marnie zginie. Religie wprowadziły do ludzkich umysłów chore, dogmatyczne podejście do Nauki i rzeczywistości, które skutecznie hamuje daleko idący rozwój Nauki i techniki. Proces ten jest jeszcze bardziej wzmacniany przez kreowaną przez pieniądze chciwość i żądzę zysku, chęć zachowania „status quo”. Martwe bałwany z kamienia lub złota zostały zastąpione przez żywe bałwany w sutannach, które również są „ozłacane” przez wiernych. Co prawda nie do końca, bo martwe obrazy i posągi nadal są czczone. Duchowni tak bardzo pokochali te darmowe bogactwo, że sami coraz częściej wyciągają rękę po cudzą własność, do której nie mają żadnego prawa. W ten sposób upodobnili się do bankierów - albo raczej bankierzy upodobnili się do duchowieństwa. I tu i tam istnieje „perpetuum pecunia” albo „aeterus pecunia” („perpetuum pecunia” oznacza „nieustający [w napływie] pieniądz” a „aeterus pecunia” - wieczny pieniądz) czyli finansowe „perpetuum mobile” (jedyne, które naprawdę istnieje i ma konkretny, negatywny wpływ na nasze życie), produkcja „własnych” pieniędzy, bogactwa i zysków za darmo, za nic, po prostu z niczego (zero pracy na „wejściu”, kopa forsy na „wyjściu”). I ci i tamci nie wykonują żadnej użytecznej dla społeczeństwa pracy, dzięki której by zasługiwali na te pieniądze. W systemach religijnych „perpetuum pecunia” jest pozyskiwana dzięki kłamstwom, oszustwom, manipulacjom i podstępnym wyłudzeniom a w bankowych głównie dzięki lichwiarskiemu złodziejstwu oraz przy użyciu elektronicznego, wirtualnego pieniądza, które są tworzone dosłownie z niczego (kolejnym nowym narzędziem, który pozwala bankierom okradać całe kraje i narody, stał się tzw. „dług publiczny” albo „narodowy”, który został lichwiarsko, spekulandzko wyolbrzymiony). „Perpetuum pecunię” można spotkać również w wielu innych dziedzinach ludzkiej działalności, wszędzie tam, gdzie istnieje finansowy, pasożytniczy wyzysk ludzkiej pracy. Niektórzy z tych wyzyskiwaczy mogą twierdzić, że ciężko pracowali na to, co osiągnęli. Może i tak było na początku ich kariery, ale w miarę jak się wspinali coraz wyżej po jej szczeblach, wykonywali coraz mniej pracy – bo większość tej pracy zlecali swoim podwładnym – a mimo to zgarniali coraz wyższe pensje (ciekawe za co); widać to wyraźnie w dużych firmach, zatrudniających mnóstwo ludzi na wielu stanowiskach i szczeblach firmowej, piramidalnej hierarchi. W małych, prywatnych firmach, zatrudniających mało pracowników, pracodawcy nieraz muszą pracować niewiele mniej niż zatrudniane przez nich osoby, więc w tym wypadku pozyskiwanie „czegoś za nic” raczej nie występuje. W systemach politycznych „perpetuum pecunia” znajduje się wszędzie tam, gdzie z racji wymyślonego przez rządowych cwaniaków prawa, członkowie różnych elementów rządowej administracji pobierają od ludzi różne nieuzasadnione opłaty, na które realnie nie zapracowali. Działalność tych systemów ma jak najbardziej przestępczy, chory i sprzeczny z prawami

37


fizyki i Natury charakter i jako taka powinna być wyeliminowana. Wcale mnie nie dziwi, że właśnie spośród ludzi, którzy urządzili sobie finansowe „perpetuum mobile” wywodzą się najczęściej ci, którzy zwalczają wszystko co się z tym pojęciem kojarzy – czasem słusznie, czasem niesłusznie. Po prostu obawiają się skojarzenia - bzdurnej skądinąd - teorii „perpetuum mobile” (w wersji technicznej) ze swoją własną działalnością. Z jednej strony mówią, że nie można mieć „czegoś z niczego” - co jest prawdą - a z drugiej sami pozyskują „coś z niczego” (albo raczej „coś za nic”) na płaszczyźnie finansowej. Sami sobie zaprzeczają. Polski konkordat to pakt o nieagresji i wzajemnej współpracy między państwem a Kościołem w ramach bardziej skutecznego manipulowania i wykorzystywania obywateli i wiernych, tak by skutki tych oddziaływań lepiej służyły interesom obu nacji, zarówno politycznym jak i finansowym (współpraca tego typu istnieje od czasów starożytnych, choć takie konkordaty z pewnością ją wzmacniają). Kościół wspomaga polityków (czasem również bankierów) w realizacji ich politycznych celów (dyktowanych nieraz przez Unię Europejską) – biorąc udział w upowszechnianiu ideologicznych kłamstw, manipulowaniu i ogłupianiu ludzi i oczekuje w zamian, że państwo będzie chronić interesy duchowieństwa, np. zapewniać prawną ochronę kapłanom, którzy złamali prawo i powinni gnić w więzieniu a w tej sytuacji wszystko ujdzie im na sucho (były już takie historie, omawiane w mediach lub prasie). Innym skutkiem wprowadzenia nowego konkordatu jest szersze udostępnienie Kościołowi mediów i wprowadzenie w nich chrześcijańskiej manipulacji i cenzury. Celem tej manipulacji i cenzury jest umacnianie wpływów Kościoła oraz podważanie i niszczenie wszystkich informacji, które mogą być szkodliwe dla ideologicznych i materialnych interesów Kościoła, a które były rozpowszechniane za rządów jego politycznych przeciwników – w tym wypadku komunistów i postkomunistów. Jest to działanie o charakterze „miecza obosiecznego”, bo pozbawione rozumnej oceny tego co się zwalcza. Dlatego ci głupcy mogą zniszczyć wiele pożytecznych rzeczy. Totalna debilniada. To religia oraz pieniądze sprawiają, że ludzie (zwłaszcza wierzący, choć nie jest to regułą) bezmyślnie niszczą różne dobre, pożyteczne rzeczy i zastępują je tym, co najgorsze. Pieniądze niszczą ludzi od zewnątrz a religie od wewnątrz. Dla wzmocnienia wpływów Kościoła katolicka propaganda zajmuje się również wynajdywaniem fałszywych cudów i wydawaniem bzurnych, teologicznych książek (wcale bym się nie zdziwił, gdyby kościelna propaganda zaczęła się również angażować w produkcję fałszywych przepowiedni i „objawień”, o ile już tego nie robi). Stara się również wykreować papieża Jana Pawła II na wielkiego religijnego przywódcę i świętoszka, nawet półboga. Przypomina to propagandę w stylu Goebbelsa, który kreował Hitlera na wielkiego wodza III Rzeszy. Teraz, w roku 2011, po beatyfikacji JP II, kult tego człowieczego bałwana oraz związany z tym religijny szoł-biznes osiągnął szczytowy poziom. Żydzi są pyszałkowatymi głupcami, jeśli myślą, że ich holokaust zasługuje na ten cały kult i część, jakim się go otacza. W starożytności istniały cywilizacje i narody, które również doświadczyły ziemskiego piekła np. w formie naturalnego kataklizmu - i go nie przetrwały, uległy całkowitej zagładzie. Również w czasach nowożytnych podobny los spotkał - tym razem za sprawą białych najeźdźców - wiele indiańskich plemion Ameryki Północnej. Dlaczego o tych holokaustach nie mówi się tak często jak na to zasługują? Nawiasem mówiąc, ja do Żydów jako normalnych ludzi nic nie mam, mam jednak do nich wiele jako do narodu, który oszukał cały świat - zwłaszcza chrześcijański świat - herezjami i kłamstwami swojej własnej religii. Istota Stwórcy i Boga Biblijny Jahwe: jego zamiary, sposób myślenia i wynikający z nich sposób działania całkowicie obnażają jego ludzką naturę, słowem, nie był tym za kogo kłamliwie się podawał - lub za kogo kłamliwie został uznany. Duchowni podtrzymują te kłamstwo, bo głosząc wiarę w takiego „Boga” sami się z nim utożsamiają, kiedy przypisują mu własne myśli, słowa, cele, zamiary i działania. Również pozaziemski ojciec Jezusa (o ile taki rzeczywiście istniał – wątpliwość ta wynika z tego, że nie ma żadnej gwarancji, że teksty biblijne sugerujące nadludzki [ale nie nadprzyrodzony] charakter jego ojca są prawdziwe. Zgodnie z tym co twierdzą „wyznawcy Graal'a”, mogły zostać zmyślone przez heretyków w sutannach) był ludzką istotą a ponieważ najwyraźniej nie raczył go w porę uświadomić co do swojej prawdziwej tożsamości, Jezus nawymyślał na jego temat kopę mistycznych głupot (pomylił go ze Stwórcą?). Możliwe jednak, że to fałszerze Biblii włożyli mu w usta te bzdury.

38


„Bóg osobowy” w sensie Stwórcy nie istnieje. To my, Jego stworzenia jesteśmy takimi osobowymi „bogami”, a konkretnie nasza duchowa istota (ta jej najwyższa cząstka), bo to nasz duch kreuje w sobie samym swoją własną, niepowtarzalną, boską osobowość. Osobowość tą tworzą również wszystkie dobre i złe doświadczenia nabywane w świecie materialnym a ze strony ciała - geny (być może również odpowiednie układy gwiazd i planet, filtrujących energię kosmiczną, jaka do nas dociera); także wybory naszego ducha - w sensie wpływu ich konsekwencji na nasze życie – oraz zdobywana przez niego wiedza i zrozumienie. Tak więc czymkolwiek jest źródło wszechświata i całej jego zawartości, nie ma sensu przypisywać mu ludzkiej osobowości, ludzkiego sposobu myślenia i działania, bo takie atrybuty posiada tylko człowiek, lub jakakolwiek inna, podobnie jak on inteligentna, żywa istota. Moc, która kreuje wszechświat i wszystko co w nim istnieje (czyli tzw. Stwórca lub Kreacja) jest bezosobowa, bezimienna, i bezpłciowa. Źródło wszechświata (jak i sam wszechświat) nie jest żadnym „Panem-Bogiem” ani „Panią-Boginią”. Źródło wszystkiego co istnieje nie wygląda jak człowiek, nie myśli jak człowiek i nie działa jak człowiek; przypisywanie mu ludzkich atrybutów nie ma sensu, to ze strony religii (kapłanów) zwykłe kłamstwo i oszustwo. Po prostu zmyślają swojego „Boga” na własny – ludzki – obraz i podobieństwo. Źródło wszechświata i wszystkiego co w nim istnieje jest tożsame z samym wszechśwatem, bo natura źródła została wpisana w konstrukcję wszechświata. Istota mocy kreującej wszystko co istnieje, znajduje się we wszystkim co istnieje. Szukając Istoty Źródła wszechświata, szukajcie go w jego dziele – w samym wszechświecie; w całej jego materii i energii, a nie w religijnych, mistycznych iluzjach i bzdurnych, teologicznych majaczeniach. Stwórca nie jest Bogiem a Bóg nie jest Stwórcą. Starożytni Bogowie zawsze byli ludźmi (z tej lub nie z tej Ziemi). Bogowie nie stworzyli wszechświata i całej jego zawartości, byli jedynie nauczycielami – czasem duchowymi, czasem również materialistycznymi - którzy podlegają tym samym ograniczeniom i prawom Natury jak wszystko inne we wszechświecie. Co natomiast zrobili przywódcy i kapłani ziemskich religii? Stworzyli i utożsamili się z fałszywym wizerunkiem nierealnego Boga-Stwórcy, któremu nadali własny wygląd i własne cechy, przypisali mu własne myśli, słowa, cele, zamiary i działania; któremu przypisali zmyślone, nierealne, nadnaturalne możliwości, których kapłani realnie nie posiadają. Wszystko po to, by w imieniu tego zmyślonego „Boga” przywłaszczyć sobie bezprawną władzę nad ludźmi, władzę, której zarówno ten ich „Bóg”, jak i realne źródło Wszechświata w żaden sposób nigdy im nie dało. Istoty pozaziemskie – Plejadanie – twierdzą, że słowo „Bóg” oznacza duchowego nauczyciela, tzw. „króla mądrości”, który osiągnął najwyższą wiedzę i mądrość, jaką może osiągnąć ludzka istota na dostępnym aktualnie poziomie duchowej ewolucji. Tak więc jest to w tym wypadku zwykła godność – społeczna funkcja, podobna do funkcji prezydenta czy generała, choć w tym wypadku odnosi się do zupełnie innej działalności. Czy tak rozumiany „Bóg” ma coś wspólnego z Bogiem zmyślonym przez ziemskie religie? Nie! Kapłani – ci fałszywi, zamozwańczy Panowie-Bogowie swoich wiernych - są wcieleniem religijnej, wyświęconej głupoty, ciemnoty, umysłowego lenistwa i ignorancji. Nie ma u nich miejsca na samodzielny - niezależny od systemu religijnego, któremu służą - daleko idący rozwój, żadnej zaawansowanej, duchowej wiedzy i mądrości, tylko mistyczne iluzje i majaczenia, bzdurne herezje oderwane od realnego świata w jego realnym, materialnym i duchowym wymiarze. Są oni całkowitym przeciwieństwem „króla mądrości”; są wcieleniem tego, co kłamliwie przypisali zmyślonemu szatanowi. Zdaję sobie sprawę, że po uwzględnieniu ryzyka popełnienia błędu - wynikającego z ewentualnego niedoinformowania - takie przemyślenia mogą wydawać się trochę niewiarygodne ale podejrzewam, że nawet Stwórca podlega pewnym ograniczeniom. Czy Stwórca bez stworzonych przez siebie bytów może być „głuchy i ślepy”? Czy to jego stworzenia są jego rękoma i oczyma, dzięki którym może doświadczać życia na tym poziomie na jakim dane formy życia egzystują? Jeśli tak to ilość i jakość stworzonych przez Stwórcę bytów może być miarą jego doskonałości. Zważywszy na ilość form życia tylko na naszej planecie, Istota, która jest w stanie to wszystko powołać do życia, kontrolować i doświadczać w rzeczy samej musi być doskonała ale czy na 100%? Czysta i nie skażona informacja jaką dostarczają Stwórcy dusze (nie tylko ludzkie) przebywające na najwyższym poziomie zaświatów może mu służyć również jako inspiracja do kontynuacji ewolucji Wszechświata i wszystkich form życia oraz ich ewentualnego poprawiania. Trzeba jednak zauważyć, że część tego dzieła jest wykonywana przez istniejące we Wszechświecie inteligentne

39


formy życia a więc również przez nas. Bez naszej pomocy Stwórca nie jest w stanie zrobić wielu rzeczy - i na odwrót. Dwustronne zależności łączące Stwórcę z Wszechświatem i zamieszkującymi go bytami mogą wyjaśniać jedność i nierozerwalność tego „trójkąta”. Stwórca, Wszechświat i inteligentne formy życia jeszcze jedna „Trójca”? Nie, to nie ma nic wspólnego z „boską trójcą” wymyśloną przez Kościoły. Gdy ludzie mówią: „wszystko w rękach Boga”, są głupcami, bo nie rozumieją, że to właśnie my, ludzie, jesteśmy „rękoma” Stwórcy. Co prawda ciałem materialnym Stwórcy jest cały Wszechświat i zamieszkujące go formy życia jednak faktem jest, że bez naszej pomocy Stwórca nie jest w stanie zrobić wielu rzeczy. Podobnie jak i my nie możemy zrobić wielu rzeczy bez pomocy Stwórcy. Jesteśmy od siebie nawzajem uzależnieni. Można powiedzieć, że jest On ograniczony do granic własnego dzieła tak samo jak my wszyscy, jednak możliwości Stwórcy są znacznie większe niż nasze, choć ta różnica z biegiem czasu (wieków lub tysiącleci) będzie się zmniejszać. Stwórca kreuje Wszechświat w makro i mikroskali natomiast my w miniskali. Tak więc należy mówić: „wszystko w naszych rękach”, bo jeśli ludzie sami nie wezmą się za realizację swoich „pobożnych życzeń”, to żaden „Pan Bóg” a już na pewno nie Stwórca za nich niczego nie zrobi. To całkowicie przekreśla rzekomą „wszechmocność” Stwórcy. Jeśli Stwórca jest „wszechmocny” , to tylko razem z nami, bo bez nas... Po to właśnie człowiek żyje na tym świecie by między innymi kontynuować dzieło kreacji i ulepszania tego świata, w takim zakresie jaki jest dla nas aktualnie dostępny. Realnej, namacalnej pomocy należy szukać jedynie u realnych, namacalnych, żywych istot żyjących w realnym, namacalnym świecie, bo tylko one mogą jej udzielić w realny, namacalny sposób. Tak więc jeśli chcecie, by spełnione były wasze życzenia, o których spełnienie prosicie zmyślonych, urojonych Bogów lub Boginie – którzy nie istnieją i dlatego nic zrobić nie mogą, sami musicie się o to postarać, zapracować na to. Wtedy na pewno to osiągniecie, ale pod warunkiem, że są to rzeczy realne, zgodne z realną rzeczywistością realnego świata, a nie zmyślone, urojone. Zamiast wierzyć w zmyślonych, urojonych bogów czy boginie w ludzkiej postaci, którzy nie istnieją i nie mają żadnego wpływu na nasze życie, ludzie powinni uwierzyć w siebie samych (źródłem i oparciem dla tej wiary jest wiedza), własne realne możliwości i stosować je dla osiągnięcia realnych celów. Gdy ludzie modlą się do bogów w ludzkiej postaci prosząc ich o różne rzeczy, tak naprawdę modlą się do siebie samych, jednak sami nie robią nic by uzyskać to, czego od swoich Bogów oczekują. Widać tu jawną sprzeczność między „chceniem” i „działaniem”, dlatego nic nie wynika ich głupich religijnych praktyk, które kreują i napędzają ich lenistwo. Duch (energia) Stwórcy jest „panem i władcą” w świecie duchowym i materialnym (za pośrednictwem praw wpisanych w konstrukcję Wszechświata, które ograniczają zarówno samego Stwórcę jak i jego dzieła), natomiast w świecie samej materii „rządzimy” my, ludzie. Nie znaczy to jednak, że możemy tu robić co chcemy. Nasze działanie musi być podporządkowane regułom i zasadom, w oparciu o które funkcjonuje cały Wszechświat. Duch każdego człowieka jest wyodrębnioną i usamodzielnioną częścią ducha ogólnej Istoty (lub mocy) zwanej Stwórcą (u Plejadan - Kreacją). Duch skupia w sobie duchową świadomość, energię, działanie i oddziaływanie (bardziej zaawansowany również wiedzę, mądrość itp.), i takie atrybuty nadaje każdej żywej istocie z którą się połączy. Aby duch mógł cokolwiek namacalnego zdziałać w świecie materii musi się najpierw w tą materię przyoblec. Realne Źródło wszechświata realizuje swoją „wolę” wobec samego wszechświata poprzez siły natury, które nie są w stanie zrealizować bzdurnych wymysłów religii. Źródło wszechświata „gra” tylko według tych zasad, które samo wpisało w naturę wszechświata; jest do nich tak samo ograniczone, jak my. „Nieskończone” możliwości Źródła wszechświata realizują się tylko w kierunku nieskończonej różnorodności kreacji. Każda żywa istota jest wcieleniem konkretnych możliwości Wszechświata. Nikt nie jest niczyim Bogiem. Jezus, Allah czy Budda jak również żaden kapłan nie mają prawa uzurpować sobie zmyślonego prawa do rządzenia i manipulowania duchowym życiem innych ludzi. Każdy jest kowalem swojego losu i dlatego każdy sam podejmuje decyzje i ponosi odpowiedzialność co do własnej duchowej ewolucji. Jeśli Jezus jest „Bogiem” - istotą boską, to tylko na tyle i tylko w takim stopniu, w jakim jest nią każdy człowiek.

40


Duchowa ewolucja Poszukiwanie duchowej wiedzy i mądrości powinno być oparte na logicznym, trzeźwym i rozsądnym myśleniu mającym swój punkt odniesienia w realnej rzeczywistości (mierzonej w skali całego wszechświata a nie tylko tej jednej planety) a nie w religijnych, mistycznych bzdurach i urojeniach czy wyświęconych księgach. Tylko w realnej rzeczywistości można odnaleźć Prawdę, zarówno w ziemskiej Naturze jak i po za Ziemią, posługując się w tym celu różnymi narzędziami, np.: własnym umysłem, badaniami naukowymi albo podróżami astralnymi lub kosmicznymi. Ewolucja ducha związanego z ludzkim, materialnym ciałem, jest określona i zdeterminowana przez prawa fizyczne, które rządzą światem materialnym. Prawa fizyczne nie mają wpływu na istnienie ducha, wpływają jedynie na jego ewolucję, która przebiega w ten sposób jedynie w świecie materialnym; poza ciałem taka ewolucja nie istnieje. Prawdziwej ewolucji zawsze towarzyszy choćby odrobina kreacji, gdyż to kreacja wyznacza cel ewolucji. Gdyby tak nie było, gdyby ewolucją rządził sam chaos i przypadek, osiągnięcie jakiegokolwiek celu – świadomie zaplanowanego, albo też wynikającego z naturalnych sposobów i skutków działania energii i materii – byłoby niemożliwe; niemożliwa byłaby prawdziwa nauka i rozwój. Reinkarnacja służy do konwersji energii zaświatów - lub innych światów - na energię naszego świata. W zasadzie proces ten ma charakter dwukierunkowy (proces odwrotny jest znany jako śmierć - z punktu widzenia człowieka najgorszy przejaw zła naturalnego). W ramach tej konwersji może być przesyłana – za pośrednictwem ludzkiego ducha - różnorodna wiedza, mądrość, umiejętności itp. Istnieje również reinkarnacja naturalna, która polega na tym, że ciało dowolnego z rodziców znajduje swoje (ale połowiczne) następne wcielenie w ciele własnego potomka. Dzięki genom rzecz jasna. Reinkarnacja jest również narzędziem fizycznego „zmartwychwstania” - w całkiem nowej postaci (osobie) - gdyż pozwala ludzkiemu duchowi na powrót do świata materii, w celu zdobycia kolejnej porcji różnych doświadczeń, wiedzy itp. oraz namacalnej realizacji różnych, wytyczonych wcześniej celów, związanych często z osobistym rozwojem danego ducha. Dzięki reinkarnacji ludzki duch może nie tylko kontynuować swój rozwój (pojedyńcze życie jest na to za krótkie) ale również odczuć na własnej (ludzkiej) skórze wszystkie skutki własnych działań z poprzedniego wcielenia, zarówno pozytywne jak i negatywne oznacza to, że w zaświatach nie ma żadnej kary ani nagrody za działania w świecie materii. Istnienie reinkarnacji przekreśla sens zabiegania o jakieś urojone zbawienie czy tym bardziej „życie wieczne”, bo po co to robić ciągle od nowa w każdym następnym wcieleniu? To właśnie reinkarnacja jest fizycznym narzędziem realizującym możliwość „wiecznego życia” w świecie materii. Życie wieczne w jednym i tym samym ludzkim ciele jest fizycznie niemożliwe, sprzeczne z realną naturą świata materialnego. Ani Jezus (ani żaden inny zmyślony przez religię „Pan Bóg”) ani żaden kapłan nie mogą mieć kontroli nad czyimkolwiek reinkarnacyjnym „zmartwychwstaniem”, dlatego zabieganie u nich o to nie ma sensu. Religie dalekiego wschodu, czyli buddyzm i hinduizm przekłamały i zafałszowały prawdziwy sens, cel i charakter reinkarnacji, wmawiając ludziom, że jest ona czymś złym, czego trzeba się pozbyć. Ogólnie rzecz biorąc, wmawiają ludziom, że trzeba przerwać cykl ciągłych wcieleń poprzez wyzwolenie od przywiązania do ciała i związanych z nim ziemskich problemów, cierpień i przyjemności oraz osiągnięcie konkretnego oświecenia (jakieś marne te „oświecenie”, jeśli uwzględnimy jego skutki). Wynikający z tej filozofii punkt widzenia służy w rzeczywistości zagładzie rodzaju ludzkiego. Wszystkie problemy i cierpienia, które – według tych bzdurnych religii, mają rzekomo swoje źródło w cyklu ciągłych narodzin i śmierci oraz samym życiu doczesnym i życiowych pragnieniach, są w rzeczywistości generowane i podtrzymywane przez systemy religijne, polityczne i finansowe. To właśnie te systemy sprawiają, że ludzkie dusze w każdym następnym wcieleniu, ciągle, bez końca muszą się borykać z tymi samymi, absurdalnymi problemami i cierpieniami. Kłamstwa religii tuszują tę prawdę, i pozwalają społecznym pasożytom – za pośrednictwem tych systemów, bez końca żerować na cierpiącym organizmie ludzkości. Aby więc przerwać ten obłąkany cykl doświadczania w każdym następnym wcieleniu tych samych cierpień i problemów, należy zlikwidować wszystkie pasożytnicze systemy, które ten nienormalny stan generują i podtrzymują. Nie wiem jak wy, ale ja nie mam ochoty doświadczać w każdym następnym, ludzkim wcieleniu tego samego życiowo-materialnego „piekła” co w obecnym życiu, dlatego uważam, że już teraz coś trzeba zrobić z przyczynami (czyli wspomnianymi wcześniej systemami) problemów jakie mnie dotknęły, a które gnębią również większość ludzi na całym świecie. Chcę mieć pewność, że w następnych wcieleniach nie będę

41


obiektem pasożytniczej kontroli, manipulacji i wyzysku, a moje życie i praca będzie służyła wyłącznie normalnym, prawdziwym ludziom a nie ludzkim pasożytom. Rzeczywisty, realnie występujący u danej osoby poziom duchowej inteligencji (duchowego potencjału mózgu), determinuje realny poziom boskiej kreacji, twórczej inwencji, umiejętności poszukiwania i rozumienia duchowej wiedzy i mądrości oraz dostrzegania i odróżniania realnego dobra od realnego zła. Chciwość i żądza zysku to niewiarygodne i nieekonomiczne paliwo do napędzania czyjejś twórczej inwencji. Boska kreacja i twórcza inwencja nie dadzą się pogodzić z tak przyziemnymi pobudkami. Trzeba mieć na względzie bardziej szlachetne cele. Pieniądze nie pobudzają twórczej inwencji, likwidują jedynie bariery głównie finansowe - blokujące realizację owoców jej działania. Rozwój duchowy polega na zdobywaniu doświadczeń, duchowej wiedzy i mądrości oraz poszerzaniu świadomości (i ograniczaniu mrocznej podświadomości) a nie na przeżywaniu i kontemplowaniu religijnych uczuć, które są wytworem religijnej manipulacji a nie naszego duchowego życia. Samodzielne poszukiwanie i odkrywanie prawdy oraz wynikającej z tego wiedzy, jest jednym z głównych warunków umysłowej i duchowej ewolucji. Ponieważ ludzie wierzący okazują się często za głupi i za leniwi by się na to wysilić, nic dziwnego, że ich ewolucja tkwi w miejscu lub kręci się w kółko, jak pies goniący za własnym ogonem (swoją drogą, takie zachowanie zwierzęcia może być jego próbą odzwierciedlenia tego, co się dzieje w umyśle jego właściciela. Niestety ta możliwość jakoś nigdy do ludzi nie dociera - znajduje to swój wyraz w ich religijności, która przypomina takie obłędne koło powtarzanych w kółko bezsensownych obrzędów, świąt i modłów). W religiach nie ma niczego co by efektywnie wspierało daleko idący rozwój duchowy wiernych. Oferowane przez religie „duchowe życie” polega najczęściej na uczestnictwie w religijnych imprezach i przedstawieniach, szukaniu nierealnej „pomocy” u malowanych i złoconych lub rzeźbionych bałwanów obojga płci, debilnej kontemplacji bzdurnych religijnych tajemnic oraz emocjonalnych, chorych „wzdęciach” energii serca powodujących jednocześnie zmiękczenie i ogłupienie umysłu, zdołowanie jego energii. Przemyślenia na inne tematy Żyje się tylko raz ale tylko w jednym ciele. A może te nagie bobasy ze skrzydłami – przedstawiane na różnych sakralnych obrazach - to nie są żadne aniołki tylko pedofilskie marzenia duchownych? A co ten „Pan Bóg” widziany na innych obrazach robi? Buja w obłokach! - podobnie jak ci, którzy go zmyślili i którzy się pod niego podszywają. Kuchnia smażona to kuchnia „demonów”, ognista, śmierdząca i rakotwórcza. Zachwalany przez różnych głupców smak tej kuchni to nie jest smak zdrowia i życia tylko smak choroby i śmierci (nie ma w tym nic dziwnego, wielu ludzi przypłaciło nowotworem przewodu pokarmowego i przedwczesną śmiercią nadmierne zamiłowanie do takiego jedzenia, np. wyrobów McDonalda). To samo można powiedzieć o smaku wielu innych, wytwarzanych przemysłowo produktów spożywczych, faszerowanych toksycznymi chemikaliami lub konserwowanych za pomocą radioaktywności. Ludzie powinni zrozumieć, że wszystko co trafia do żołądka, trafia również częściowo do mózgu i ma wpływ na jego działanie. Trując mózg, trują całe swoje życie. Gdyby ludzie przejawiali w tym zakresie więcej rozumu i odpowiedzialności, to by zlikwidowali wszystkie firmy i zamknęli wszystkie zakłady produkujące toksyczną pseudożywność, którem celem jest dostarczanie wyłącznie wrażeń smakowych a nie potrzebnych substancji odżywczych (ludzie zapomnieli, do czego służy jedzenie?). Ponieważ substancje smakowe to w większości substancje odpadowe, wydalane z organizmu, ludzie jedząc taką „żywność”, jedzą po prostu gówno – i dlatego „to samo” mają w głowach. Zapamiętajcie: zmiana odżywiania to normalna konsekwencja zmiany świadomości; zmiana świadomości to normalna konsekwencja nauki i rozwoju; kto się nie uczy i nie rozwija, ten żre... gówno. Jeśli w waszej kuchni pracuje nie kucharz ale „kostucha”, to oferowane w tym wypadku potrawy nie są źródłem smaku zdrowia i życia - stają się źródłem smaku choroby i śmierci.

42


Moc, która kreuje wszechświat jest zawsze jedna i ta sama, nie jest podzielona na żadną ciemną ani jasną stronę; „ciemne” lub „jasne” mogą być jedynie sposoby wykorzystania tej mocy. W tym zakresie „Gwiezdne wojny” Georga Lucasa kłamią. Ten bzdurny podział został wykreowany przez religie, które rozszczepiły jednolitą niegdyś ludzką świadomość na dwie przeciwstawne strony, blokujące dalszy rozwój tej świadomości we właściwym kierunku (ciemna i jasna strona znajdują się wyłącznie w ludzkim umyśle). Natomiast rycerze Jedi i Sithowie – po dokładnej analizie ich zachowania i działania – mogą być widziani jako banda emocjonalnych głupców, którzy szukają rozumu tam, gdzie go nie ma, i tak samo głupio, emocjonalnie wykorzystują udostępnioną im moc. Tak jak Polacy bluzgają często „kurwami”, tak Amerykanie (choć te bluzgi znajdują naśladowców na całym świecie) bluzgają „main God’ami”. I jedno i drugie jest dla mnie tak samo chore i nienormalne (bo bezmyślne, bez widocznego, sensownego celu; skierowane do kogoś, kto nie istnieje), są to dwa różne bieguny tej samej głupoty. Słysząc postreligijne bluzgi w jakimś filmie (np. amerykańskim), trudno czasem powstrzymać się od drwiących komentarzy w stylu: „A KTO jest tym «twoim bogiem», którego tak bezmyślnie wzywasz, ty głupcze? Może inny aktor, na którego właśnie patrzysz i do którego mówisz, albo ty sam? Jeśli ty sam to po co siebie samego wzywasz? Czyżbyś nie wiedział gdzie jesteś?” Prywatyzacja medycyny sprawiła, że nieszczęśni lekarze, zmuszeni do „uganiania się” za pieniędzmi, muszą ciągle kombinować: jak tu leczyć pacjenta, żeby z jednej strony za szybko nie umarł, a z drugiej za szybko nie wyzdrowiał; żeby zdążyć jak najwięcej zarobić na jego chorobie. W tych warunkach medycyna konwencjonalna coraz bardziej traci na wiarygodności, staje się po prostu niebezpieczna. Koncerny farmaceutyczne nie są organizacjami charytatywnymi i nie rozdają leków za darmo. Produkcja leków to wielki biznes i wielkie pieniądze, gdzie liczy się tylko wielki zysk. Koncerny farmaceutyczne nie chcą by ludzie cieszyli się pełnym zdrowiem tylko by chorowali, jak najczęściej i jak najdłużej, bo tylko to może najlepiej służyć ich finansowym interesom, ich zyskom. Dlatego produkują wiele bezwartościowych „leków”, które choć usuwają same objawy niektórych chorób, to przy okazji wprowadzają do organizmów różne trucizny, których celem jest wywołanie za jakiś czas kolejnej, nowej choroby. Z tego powodu dopuszcza się również stosowanie toksycznych chemikaliów przy produkcji żywności aby dodatkowo podtruwać ludzi. Wszystko po to, by zmuszać ludzi do wydawania coraz większej liczby pieniędzy na dalsze „leczenie”. Czy to jakiś spisek? Tak, to spisek, zmowa wielkich interesów. Przykładem, który świadczy o tym, że koncerny farmaceutyczne mają na względzie głównie własny interes, są medyczne reklamy w telewizji. Wszystkie bzdurnie wmawiają ludziom, by kupowali leki „w ciemno”, by załączone ulotki czytali „przed użyciem” a nie przed zakupem, czyli nie wiedząc, co to dokładnie jest i jak działa. Tylko idiota kupuje „kota w worku”. Wmawiano dawniej ludziom, że „wszystkiemu” są winni „Żydzi, masoni i cykliści”, a ja twierdzę, że źródłem cywilizacyjnego zła, które niszczy nasz świat są politycy, bankierzy (oraz pieniądze, jakie tworzą i wprowadzają do obiegu) i kapłani. Nie zmienia to faktu, że masoni nadal występują w środowisku polityków i bankierów; zdarzało się, że wśród nich byli nawet kapłani. Seks to taniec energii życiowej. Jest to ta sama energia, która jest wykorzystywana również do kreacji fizycznych emocji. Eksploatując tą energię zmniejszamy jej zasoby i w ten sposób możemy skrócić sobie życie, zwłaszcza z powodu zdrowotnych skutków jej nadmiernej eksploatacji. Można ją uzupełniać z zewnętrznych źródeł, na przykład w postaci tzw. energii pranicznej, pobieranej przy użyciu właściwego oddychania; właściwego, wydajnego energetycznie pożywienia czy kuracji witaminowo-ziołowych. Mężczyźni tracą na uprawianiu seksu znacznie więcej energii niż kobiety, dlatego seksualny „kac”, jaki odczuwają może okresowo obniżać ich sprawność umysłowo-fizyczną. Z tego względu będąc pod wpływem takiego kaca, nie należy np. prowadzić samochodu, podobnie jak przy upojeniu alkoholowym. Geometrycznie ludzkie ciało jest bardzo proste, nic nadzwyczajnego. Gdyby nie wpływ hormonów i emocji – generujących lub wyrażających określone upodobania seksualne - to można by się dziwić, czym ludzie tak się podniecają. Pedofilia jest zjawiskiem chorym i wynaturzonym bo odnosi się do dzieci, czyli osób niedojrzałych płciowo, nie przygotowanych jeszcze do życia płciowego. Dlatego wykorzystywanie ich w zakresie seksualnym jest sprzeczne z Naturą. Homoseksualizm również nie jest czymś normalnym w Naturze, stanowi jednak bezpieczny – dla ludzi sposób na powstrzymanie nadmiernego przyrostu populacji (właśnie z powodu braku potomstwa z takich

43


związków), który jest źródłem różnych cywilizacyjnych problemów i zagrożeń. Odchylenia tego typu pojawiają się, gdy rozwój i funkcjonowanie danego ludzkiego środowiska jest sprzeczny z Naturą i stanowi dla niej zagrożenie – mam tu na myśli rozwój i funkcjonowanie zarówno na polu materialnym jak i psychoumysłowym. Mniejszy przyrost zaludnienia planety oznacza mniejszy przyrost eksploatacji i skażenia środowiska, toksycznych odpadów i śmieci, itp. Tak więc homoseksualizm ma częściowo podłoże naturalne i pełni rolę nietypowego mechanizmu samoregulacji wielkości ludzkiej populacji; jest jednak również przejawem zachodzącej destrukcji ludzkości. Nowy dom – w sensie nowego, lepszego świata - buduje się od fundamentów a nie od dachu. Oznacza to, że należy rozwiązywać w pierwszej kolejności problemy podstawowe, przyziemne, od których zależy ludzkie życie i przetrwanie. Chodzi tu głównie o problem wyżywienia, mieszkania, odzieży itp. Natomiast głupi politycy – w pogoni za władzą i pieniędzmi – robią wszystko na odwrót: starają się w pierwszej kolejności zabezpieczyć swoje własne interesy, czyli zaczynają budowę nowego domu od dachu. Dodatkowo mają czelność marnować publiczne pieniądze na różne nowobogackie duperele, z których większość ludzi nie ma żadnego pożytku. Dlatego ich działania przynoszą często skutki odwrotne w stosunku do tych, jakich oczekuje społeczeństwo. W liście do nowowybranego prezydenta Kaczyńskiego napisałem: „Partie polityczne już wielokrotnie udowodniły, że są politycznie nieprzydatne i bezwartościowe. Zamiast rozwiązywać problemy w rzeczywistości je kreują i rozmnażają. Ośmieszają się i kompromitują, prowadząc jałowe, debilne dyskusje, z których nic nie wynika; walczą o stołki, władzę i pieniądze. Jak z tego logicznie wynika, największym problemem polskiego rządu są same partie polityczne, dlatego wszystkie - bez wyjątku - powinny zostać zlikwidowane i zdelegalizowane. Sejm nowego rządu powinien zostać obsadzony posłami niezależnymi, bezpartyjnymi i niezrzeszonymi, którzy nie będą zajmować się polityką lecz tylko i wyłącznie rozwiązywaniem społecznych i gospodarczych problemów ludności tych konkretnych regionów, z których wywodzą się konkretni posłowie. Tacy posłowie nie będą politykami (w takim sensie jak dotąd) mogą być jednak „biznesmenami”, którzy będą ustalać priorytetowe transfery towarów z jednej gminy, powiatu czy województwa do innych w celu sprawnej realizacji konkretnych, wyłącznie publicznych projektów i przedsięwzięć, zgłoszonych przez konkretne lokalne władze. Wszystko jawnie i za potwierdzeniem całego Sejmu, by nie było jakichkolwiek konfliktów interesów. Władza polityczna powinna być sprawowana tylko przez Senat, odpowiednich ministrów i Prezydenta. A skąd brać nowych kandydatów na takie stanowiska? Tak jak posłowie powinni być niezależni, solidnie wykształceni w konkretnym, wymaganym na danym stanowisku kierunku i doświadczeni w rozwiązywaniu problemów”. Niepotrzebna nam demokracja partyjna skoro wszystkie partie pilnują zawsze wyłącznie własnego interesu oraz swoich zwoleników, a resztę mają w nosie. W tak urządzonej polityce nigdy nie będzie pełnej zgody i współpracy między politykami, a część społeczeństwa zawsze będzie się czuła przez nich zdradzona. Partie polityczne nie są przejawem równości społeczeństwa lecz wyrazem istniejących podziałów ideologicznych, klasowych i majątkowych w społeczeństwie, które są reprezentowane i wzmacniane przez konkretne grupy polityczne. Póki co partie jednak nadal istnieją, więc co można zaproponować, by było z nich więcej pożytku? Choćby to: Partyjne debile, zamiast marnować fundusze na głupie kampanie wyborcze, mogliby wykorzystywać je do kreacji „wyborczych inwestycji” w ramach „wyborczego konkursu”. Chodzi o finansowanie różnych, pożytecznych publicznych inwestycji – pod sztandarem konkretnej partii. Która inwestycja bardziej przypadnie do gustu wyborcom, to na taką partię będą głosować. Wiele problemów wynika z tego, że istnieje jeden budżet dla wszystkich i wszystkie frakcje polityczne próbują „żreć z tego samego koryta”, przeszkadzając jednocześnie innym. Problem ten można rozwiązać w jeden sposób: zakładając, że istnieją trzy podstawowe ugrupowania polityczne: lewica, centrum i prawica, należałoby podzielić budżet państwa na cztery oddzielne, niezależne grupy. Pierwszym byłby budżet socjalny obsługujący społeczne świadczenia: renty, emerytury, szkoły, służba zdrowia itp. Pozostałe to budżet lewicowy, budżet centralny i budżet prawicowy. Załóżmy, że połowa każdego podatku byłaby wpłacana obowiązkowo na budżet socjalny, druga połowa byłaby wpłacona na konto tego ugrupowania politycznego, które podatnik sam określi (zaznaczy) na swoim zeznaniu podatkowym. Dzięki temu każdy będzie miał pewność, że jego pieniądze będą przeznaczone na realizacje takich programów wyborczych konkretnych ugrupowań politycznych, które są zgodne z jego własnymi przekonaniami i oczekiwaniami. W tych warunkach żaden podatnik nie będzie się czuł zdradzony czy finansowo wykorzystany przez aktualny rząd. Byłby to również przykład dobrej, zaawansowanej demokracji.

44


Jak długo społeczeństwo nie ma kontroli nad podatkami, tak długo rząd może przeznaczać je na różne nielegalne przedsięwzięcia, sprzeczne ze społecznym interesem. Dlatego rządy wmawiają ludziom za pośrednictwem mediów, że wola rządu jest rzekomo wolą ludu. Taka demokracja to fałsz. Opodatkowanie polskich rolników jest ze strony rządu poważnym błędem, który w przyszłości – nawet nie tak odległej – może zaowocować katastrofą ekologiczno-gospodarczą. Chodzi o to, że poziom świadomości ekologicznej w polskim rolnictwie ciągle nie jest wystarczająco wysoki i wielu rolników źle eksploatując zasoby posiadanych gruntów doprowadzają je do wyjałowienia i zubożenia. W sytuacji, gdy muszą dodatkowo płacić podatki, aby zarobić potrzebne na to pieniądze, będą musieli jeszcze bardziej intensywnie ją uprawiać a przy okazji ją szybciej niszczyć (duże ilości sztucznych nawozów na dłuższą metę nic nie pomogą). W tej sytuacji coraz więcej rolników będzie bankrutować i sprzedawać swoje grunty na inne, nierolnicze cele; produkcja żywności spadać a jej ceny rosnąć. W końcu może dojść do tego, że rolnicy, widząc do czego doprowadziła głupota i chciwość ludzi „z miasta” (zwłaszcza samego rządu) wściekną się na nich i przestaną im sprzedawać swoje produkty – to co jeszcze będą w stanie wyprodukować – pozwalając jednocześnie, by „miastowi” zdychali z głodu. W tej sytuacji ludzie z miasta, aby przeżyć, sami będą musieli produkować żywność, co na pewno nauczy ich większego szacunku dla Natury i ochrony środowiska a także dla pracy ludzi ze wsi. Innym błędem polskiego rządu jest bezkrytyczne korzystanie z unijnych funduszy. Unia Europejska to nie „święty Mikołaj”, nie rozdaje pieniędzy za darmo, w prezencie. Jej „dopłaty” to swego rodzaju pożyczki, inwestycje, które muszą być jakiś czas później zwracane, i to z procentem (jak w banku). Im więcej bierzemy, tym więcej potem tracimy a w państwowej kasie pojawiają się finansowe dziury i braki – wbrew pozorom nie jest to tylko wynik nadmiernych wydatków rządu, współfinansowanych zresztą nieraz przez Unię. Jak tak dalej pójdzie, możemy tak samo skończyć jak niektóre kraje Ameryki Południowej, których kasy państwowe zostały skutecznie zdrenowane, rozgrabione przez zachodnie banki i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Kolejną pijawką, która drenuje polskie kieszenie, jest Kościół Katolicki, który wyciąga – głównie od ludzi wierzących – mnóstwo pieniędzy na różne, bezwartościowe i bezproduktywne, religijne „inwestycje”, np. budowę nowych kościołów – a więc to, co służy interesom wyłącznie samych kapłanów. Jedyną skuteczną bronią przeciwko temu całemu złodziejstwu jest wykopanie z Polski zachodnich banków i funduszy walutowych, usunięcie religijnych pijawek, likwidacja pieniędzy we wszystkich ich możliwych postaciach i zbudowanie świata bez pieniędzy; świata, w którym jedyną wartościową rzeczą – od strony materialnej – będzie ludzka praca i owoce, produkty tej pracy. W systemie kapitalistycznym nieraz zdarzają się finansowe oszustwa polegające na tym, że zleceniodawcy nie chcą zapłacić za wykonanie jakiejś pracy i w ten sposób mogą doprowadzić nawet do bankructwa wykonawcę zleconej pracy. W Polsce stało się tak np. w niektórymi firmami budowlanymi, realizującymi zamówienia na cele publiczne. Jak zapobiec takim przekrętom? Można w tym celu zmienić Prawo Pracy wprowadzając przepis, który automatycznie ustanawia każdego pracownika właścicielem swojej pracy, co oznacza, że pracodawca (zleceniodawca) nie będzie mógł swobodnie dysponować efektami wykonanej pracy, dopóki za nią nie zapłaci pracownikowi (firmie). „Moja praca jest moją własnością; chcesz mieć moją pracę, musisz za nią zapłacić, a jak nie, to zabieram moją pracę do domu”. Rządy różnych krajów, aby chronić swoje interesy głoszą konieczność światowego pokoju. Niby wszystko w porządku, problem w tym, że im chodzi – przynajmniej czasami – o pokój między Panami a Niewolnikami („Pan” i „Niewolnik” oznacza w tym wypadku nie pojedyńczą osobę ale nawet cały naród, cały kraj). To raczej nierealna mrzonka, bo niewolnicy mają naturalną i w pełni uzasadnioną skłonność do buntu. Dlatego rządy różnych krajów przymierzają się – a czasem już stosują, choć na małą skalę – do stosowania elektronicznych środków masowej kontroli umysłu, by manipulować ludźmi w celu dławienia takich buntów. Wygląda na to, że niektórzy ekolodzy kpiny sobie urządzają gdy udają, że chronią środowisko naturalne. I to gdzie? Właśnie tam gdzie ono od dawna nie istnieje: na terenie dużych, skażonych spalinami samochodowymi miast! Wymądrzać się na temat ochrony środowiska i różnych zagrożeń każdy może ale niech choć jeden ekolog zaproponuje konkretne rozwiązania, które realnie zablokują dalsze skażenia (nie myślę tu o oczyszczalniach ścieków, bo te są mało efektywne). Tacy ekolodzy zachowują się jak „świadkowie Jehowy”, co z góry przekreśla praktyczną użyteczność ich pracy. Praktyczną realizacją ekologicznych rozwiązań powinni zajmować się naukowcy i inżynierowie - ekolodzy niestety nimi nie są ale ci nie zawsze przejmują się środowiskowymi skutkami działania swoich odkryć i rozwiązań

45


technicznych. Natura jest w stanie szybko neutralizować tylko te zanieczyszczenia, odpady i toksyny, które sama produkuje. Toksyczne chemikalia i trucizny, jakie produkuje człowiek, nie są wytwarzane i neutralizowane przez Naturę, nie znajdują się w naturalnym obiegu i dlatego nie ma mowy o ich szybkim – wspomaganym przez normalnie działające siły Natury - rozkładzie. W tej sytuacji można liczyć tylko na samoistny rozkład tych substancji, którego okres trwania będzie zależał od ich chemicznej trwałości i stabilności. Istnieje co prawda możliwość, że Natura sama rozwiązałaby ten problem ale tylko przy użyciu katastrofalnie wzbudzonych żywiołów. Z tego wynika, że jeśli dojdzie do globalnej ekologicznej katastrofy, będzie to wina wyłącznie ludzkiej głupoty i lenistwa, bo ludzie nie zrobili nic lub za mało, by zablokować dalszy wzrost skażenia środowiska i wyeliminować jego źródła oraz zneutralizować istniejące już zanieczyszczenia. Człowiek postępujący zgodnie z prawami Natury i produkujący różne trucizny i odpady, powinien również produkować i stosować środki do ich szybkiej neutralizacji. Na przykład przed wylaniem do ścieków wodnego roztworu zużytego proszku do prania, powinno się wcześniej do niego dodawać chemiczny neutralizator, który ten proszek rozłoży na mieszaninę nieszkodliwych związków chemicznych, które po ewentualnym wyodrębnieniu z wody mogłyby być ponownie wykorzystane do celów produkcyjnych. Niestety takich dwuskładnikowych zestawów się nie produkuje. Działania „chroniące środowisko” polegające na sadzeniu dużej ilości roślin zielonych i drzew w obszarach miejskich nie mają sensu w konfrontacji z coraz większą ilością jeżdżących tam samochodów oraz rosnącą ilością generowanych przez nie spalin. To się zbilansuje ekologicznie na zero a na dłuższą metę na minus, co przekreśla sens takich inwestycji. Gdy nasze działania są zgodne z prawami Natury, wtedy Natura nam pomaga w naszych działaniach; gdy są sprzeczne z prawami Natury - wtedy przeszkadza. Żołnierze Natury Cywilizowany świat pochłonięty pogonią za zyskiem coraz bardziej stacza się w stronę ekologicznej katastrofy. Natura nie podchodzi do tego obojętnie i coraz częściej pokazuje człowiekowi, jaki ma do tego stosunek. Większość ludzi ma w nosie ekologię, w każdym razie nie zwracają na nią tyle uwagi ile powinni. Ci, którzy mają za dużo władzy i pieniędzy, wykorzystują je głównie do ochrony własnych interesów, co się odbywa najczęściej kosztem środowiska. Ludzie nie robią tyle ile mogliby zrobić, by pomóc Naturze w zaprowadzeniu porządku – w eliminacji wszystkich źródeł zabójczych dla środowiska i dla samych ludzi skażeń i trucizn. Możliwe więc, że trzeba będzie powołać do istnienia armię tzw. „Żołnierzy Natury”, którzy siłą i przemocą wymuszą potrzebne zmiany (zmiany te można przeprowadzić metodami pokojowymi, szczerze jednak wątpię, aby ludzie opętani przez żądzę władzy i pieniędzy chcieli się na to dobrowolnie zgodzić): – likwidacja wynaturzonych systemów religijnych, które tworząc Boga oderwanego od Natury i sprzecznego z naturą tego świata (jest to bardzo wyraźnie widoczne w chrześcijaństwie), tak samo ustawiły stosunek ludzi do Natury. – postawienie w stan oskarżenia i likwidacja systemów władzy politycznej, które dla władzy i dla pieniędzy celowo i rozmyślnie podtrzymują fatalny, destrukcyjny dla Natury i dla samych ludzi stan rzeczy w wielu dziedzinach ludzkiego życia i działalności, jak np. czerpanie zysków – podatków – z produkcji toksycznych paliw, wyrobów tytoniowych, alkoholi; podtrzymywanie przestarzałych i szkodliwych dla środowiska metod produkcji energii. – postawienie w stan oskarżenia i likwidacja wszystkich „ludzi”, którzy dla dobra własnego interesu, celowo i rozmyślnie blokują lub niszczą różne wynalazki i technologie, które mogłyby rozwiązać wiele problemów kreowanych przez obecną cywilizację. – minimalizacja i w końcu likwidacja obecności i niszczącego wpływu na nasze życie systemów bankowych i pieniędzy. Mogłoby to być przeprowadzone etapami, by uniknąć problemów i zamieszania z tym związanych; konieczna byłaby jednoczesna edukacja ludzi o celach i skutkach tych zmian. – likwidacja tradycyjnych technologii pozyskiwania i przetwarzania energii (np. elektrowni cieplnych i jądrowych) i zastąpienie ich nowymi technologiami, bardziej ekonomicznymi i bezwzględnie przyjaznymi dla środowiska. – likwidacja produkcji i dystrybucji toksycznych paliw i chemikaliów (np. benzyny [zwłaszcza bezołowiowej], detergentów i pestycydów). – likwidacja produkcji toksycznej pseudożywności (nadzianej chemikaliami lub genetycznie

46


modyfikowanej), która jest produkowana wyłącznie dla zysku i jako taka – w skutkach swojego działania – służy wyniszczeniu „cywilizowanej” lub „niepożądanej” części ludzkości. – likwidacja przemysłu motoryzacyjnego i transportowego wykorzystującego silniki spalinowe; jedynym dla niego ratunkiem może być rezygnacja z benzyny i przejście na czysty ekologicznie wodór. – likwidacja produkcji taniej elektroniki, która jest nietrwała, zawodna i z tego powodu zbyt szybko trafia na wysypiska odpadów elektronicznych, powiększając jeszcze bardziej ogólny poziom skażenia środowiska. Należy ją zastąpić urządzeniami o najwyższej, „militarnej” jakości, wytwarzanej z materiałów i części stosowanych normalnie tylko w sprzęcie wojskowym, ale tym razem - jeśli to możliwe - w wersji czystej ekologicznie. Taka elektronika będzie bardziej niezawodna i łatwiej neutralizowana w specjalnych zakładach do przetwarzania odpadów elektronicznych. – likwidacja nieodpowiedzialnych, chciwych koncernów farmaceutycznych, które dla pieniędzy produkują mnóstwo toksycznych, niebezpiecznych i bezwartościowych pseudoleków, stosowanych np. w terapii nowotworowej, psychiatrycznej i innych chemioterapiach. – likwidacja tych gałęzi przemysłu, które produkują mnóstwo tanich, tandetnych produktów, które łatwo się psują – a jeśli są produkowane z toksycznych materiałów, to również trują ludzi – i szybko trafiają na wysypiska śmieci. To jest niewybaczalne marnotrastwo surowców i materiałów - także ludzkiej pracy, które można by lepiej wykorzystać. – likwidacja przemysłu produkującego jednorazowe opakowania – zwłaszcza do żywności, które są chyba najbardziej obfitym źródłem śmieci zanieczyszczających środowisko. Żywność w marketach – przynajmniej ta, w odniesieniu do której jest to możliwe – powinna być sprzedawana hurtowo, na wagę, a w samym sklepie przechowywana w dużych, sterylnych pojemnikach i dawkowana w żądanej ilości do trwałych pojemników wielokrotnego użytku dostarczonych przez klienta. W niektórych sklepach można czasem zaobserwować namiastkę takiego działania, ale to za mało. – oskarżenie i likwidacja lub zmuszenie do zmiany zainteresowań wszystkich naukowców i inżynierów, którzy dla zysku angażują się w tworzenie niebezpiecznych dla człowieka i Natury technologii, zarówno militarnych jak i cywilnych. – likwidacja przemysłu rozrywkowego, a konkretnie tej jego części, która jest wykorzystywana głównie przez polityków i kapłanów – jako narzędzie ideologicznej, kłamliwej propagandy i manipulacji. – likwidacja przemysłu nuklearnego i wszystkiego, co jest z nim powiązane. Wymienione wyżej działania nie są wszystkimi celami jakie „żołnierze natury” musieliby osiągnąć, ale na pewno należą do najważniejszych. Policja „zwalcza” przestępstwa wskazane przez władzę państwową. Żołnierze Natury będą zwalczać przestępstwa samej władzy. Zniszczenie lub przetworzenie zagrożeń ekologicznych przy użyciu siły może być traktowane przez ludzi - których interesy byłyby w tym wypadku zagrożone - jako ataki terrorystyczne; nie byłby to jednak żaden terroryzm, tylko zdrowa, naturalna sprawiedliwość, działania zgodne z prawami Natury. Można to również potraktować jako operację chirurgiczną, niezbędną dla uzdrowienia chorej ludzkości. Na prawdziwych terrorystów nie ma co liczyć w zakresie takich działań, gdyż będąc głupcami, duchowymi debilami (tak jak ludzie wierzący), otumanionymi przez chore, wynaturzone ideologie, nie potrafią odróżniać realnego dobra od realnego zła i dlatego nie wiedzą jakie cele powinny być zniszczone, by wynikło z tego coś naprawdę dobrego. Dla wszystkich normalnych ludzi. Zniszczenie systemów politycznych, religijnych i finansowych uwolni świat na zawsze od wszelkiego piekła generowanego przez te systemy. To będzie koniec świata – świata społecznych pasożytów. Społeczne pasożyty, które stworzyły te systemy i je wykorzystują, by nas kontrolować, oszukiwać i niewolniczo wykorzystywać będą musieli zginąć albo zniknąć; w tym drugim wypadku schronią się prawdopodobnie w swoich podziemnych lub podwodnych „norach” - tajnych bazach-miastach, które specjalnie na taką okoliczność wybudowali. Alfa i omega chrześcijaństwa Religia chrześcijańska, taka jaką znamy, jest owocem religijnych i politycznych intryg, kłamstw i oszustw, jakie w czasach cesarza Justyniana przeprowadził on sam (wcześnej również niektórzy z apostołów,

47


którzy w ten sposób zdradzili sprawę swojego mistrza) oraz współcześni mu i późniejsi hierarchowie Kościoła. Owoce tych intryg i kłamstw stały się częścią religijnych nauk i dogmatów, które pogodziły w sobie różne elementy wiary pierwotnych chrześcijan oraz nawracanych pogan. Tak powstała religijna hybryda (albo raczej wielogłowa hydra), która już od dwóch tysięcy lat oszukuje, manipuluje i niszczy ludzi od środka na skalę wcześniej nie spotykaną. Te całe zło stanie się w niedalekiej przyszłości „gwoździem do trumny” chrześcijańskich Kościołów. Kłamstwa i herezje religii chrześcijańskiej połączone z manipulacją emocjonalną oraz umiejscowieniem rozumu i świadomości w narządzie, które nie ma z nimi nic wspólnego – czyli w sercu, doprowadziło ludzi z tego wynaturzonego środowiska do dwóch skrajnych postaw (występują one również w innych religiach): – Z jednej strony nadmierne ubóstwienie Natury połączone z „kultem” (albo „uczłowieczaniem”) zwierząt oraz lekceważeniem istoty człowieka. – Z drugiej strony ubóstwienie samego człowieka połączone z odrzuceniem i pogardą dla Natury oraz wynikającym z tego zagrożeniem dla podstaw ludzkiego życia (niszczenie środowiska). – Dodatkowo tworzy nienormalny konflikt pomiędzy logicznym rozumem a sferą emocjonalną, zmanipulowaną przez religię. W ten sposób środowisko chrześcijańskie stworzyło nasienie własnej zagłady, własnej autodestrukcji, nic więc dziwnego, że uparcie zmierza w tym kierunku w celu zebrania owoców własnej głupoty, ciemnoty i leniwej ignorancji. Owoców kapłańskich kłamstw, oszustw i przestępczych manipulacji; nie są zresztą one wynalazkiem chrześcijaństwa, gdyż zostały one w znacznym stopniu „odziedziczone” po starożytnym Babilonie, Egipcie i Rzymie. Jak z tego wynika, każda religia, która funkcjonuje w oderwaniu i dysharmonii z człowiekiem i Naturą, stanowi zagrożenie dla podstaw życia, rozwoju i ewolucji człowieka. Dlatego musi zostać zniszczona, bo w przeciwnym razie zniszczy człowieka – podstawy jego życia (tak już nieraz było w starożytności), bo ze swej wynaturzonej natury jest wymierzona przeciwko samemu człowiekowi. Swojemu stwórcy. Tak jak niezliczone rzesze wielu innych ludzi na całym świecie, ja również padłem ofiarą różnych religijnych zbrodni popełnianych na ludzkim umyśle i duszy (pomijam tu przestępstwa seksualne, finansowe itp. gdyż te dotyczą sfery materialnej, a takich osobiście nie doświadczyłem. Mógłbym co prawda uznać tu za przestępstwo wyłudzanie pieniędzy na tacę, ale z reguły nie były to moje pieniądze). Dlatego jako osoba poszkodowana przez religię – w tym wypadku Kościół Katolicki, mam pełne prawo być sędzią i katem swoich winowajców. Kara śmierci, całkowite unicestwienie – taki jest mój wyrok na systemy religijne. Wyrok ten dotyczy głównie samych kapłanów; wierni, którzy są jedynie ofiarami zbrodniczych działań kapłanów, nie zasługują na taką karę. Wyjątek stanowią tylko ci spośród wiernych, którzy są zdrajcami i kolaborantami współpracującymi z kapłanami w ich przestępczym dziele, i tak jak oni czerpiący z tego procederu konkretne brudne korzyści. Być może wystarczy zniszczyć same systemy – narzędzia społecznych pasożytów - by ludzkie pasożyty zniknęły (dosłownie lub w przenośni), jednak likwidacja tych pasożytów, którzy będą walczyć o utrzymanie status quo, może być nadal niezbędna. Świat bez pieniędzy Niektórzy mogą twierdzić, że pieniądze są podstawą ludzkiego życia. To kompletna bzdura, bo pieniądze nie są cześcią jakiegokolwiek ekosystemu, nie mogą być wykorzystane jako pożywienie, picie ani też powietrze do oddychania, nie nadają się też do budowy domu czy produkcji trwałej odzieży. Słowem, same w sobie są praktycznie bezwartościowe (wartościowy może być co najwyżej materiał, z którego są produkowane, np. metale z których bije się monety); jeśli mają jakąś wartość, to tylko matematyczną. Zachodząca obecnie globalizacja, generowana pod dyktando międzynarodowych finansistów jest bardzo niebezpieczna, bo równie niebezpiecznie uzależnia ludzkie życie i wszelkie działania od pieniędzy. Nie ma wątpliwości co do tego, że świat, w którym rządzą pieniądze, chciwość i żądza zysku jest na przegranej pozycji. Pogoń za zyskiem kreuje i napędza wiele niebezpiecznych, destrukcyjnych działań, sprowadzających się w ostateczności do niszczenia podstaw ludzkiego życia, dewastacji Natury i jej zasobów. Działania te są nasilniejsze w środowisku kapitalistycznym oraz objętym wpływem religii chrześcijańskiej. Kościoły popierają kapitalizm i związany z nim styl życia, bo jest to zgodne z ich interesami i działaniami. I nie ma w tym nic dziwnego, bo to przecież religia jest pierwotnym źródłem kapitalizmu (kapitalistyczno-pasożytniczego stylu życia i działania) oraz związanych z tym systemem pieniędzy i bogactwa.

48


O ile mi wiadomo, komuniści planowali pozbyć się pieniędzy aby uwolnić się od tej podstawy kapitalizmu, ale dopiero w jakiejś bliżej nieokreślonej przyszłości. Najwyraźniej doszli do wniosku, że do budowy świata bez pieniędzy potrzeba – w okresie, kiedy pieniądze jeszcze istnieją – dużo pieniędzy. Brzmi to dość absurdalnie i faktycznie jest to absurd, który został zrealizowany w praktyce w postaci tak zwanego socjalizmu. Niestety do komunistów nie dotarło, że system socjalistyczny, będący próbą pogodzenia dwóch jawnych sprzeczności – czyli komunizmu i kapitalizmu – nie ma większych szans na przetrwanie. Pieniądze, które są wytworem wrogów komunizmu, czyli kapitalizmu i religii, mogły podziałać i podziałały na komunizm jak śmiertelna trucizna, kreując w socjalistycznym świecie zachowania, działania i problemy sprzeczne z ideami komunizmu. W tych warunkach jakiekolwiek komunistyczne idee – nawet te najlepsze i społecznie najzdrowsze – nie mogły być normalnie i skutecznie realizowane. Komuniści zaczęli zachowywać się jak kapitaliści: tak samo kłamać, oszukiwać i kraść. Komuniści nie rozumieli, że materialny dobrobyt nie musi być zawsze wynikiem pasożytniczego ucisku czy wyzysku, może być również owocem uczciwej, ciężkiej pracy, dlatego wielu z nich w ramach czystek społecznych obok zwalczania społecznych pasożytów, krzywdzili również wielu niewinnych ludzi. Aby skutecznie zniszczyć wszelkie pasożytnictwo, należało w pierwszej kolejności zniszczyć podstawowe narzędzia pasożytów, czyli tworzone przez nich systemy polityczne, finansowe i religijne; później wyeliminować samych pasożytów, którzy za pomocą tych systemów generowali i podtrzymywali całe ziemskie piekło, zarówno materialne jaki i niematerialne. Likwidacja pieniędzy nie oznacza dążenia do komunizmu, komunizm jako taki nie jest nam potrzebny. Można stworzyć coś o wiele lepszego, bardziej trwałego i społecznie korzystnego, chociaż nie ma powodu, by rezygnować z tego, co w komuniźmie było najlepsze. Alternatywą dla świata skażonego pieniędzmi jest oczywiście świat bez pieniędzy, i to we wszystkich ich rodzajach, zarówno realnych jak i wirtualnych (elektronicznych). Jak będzie wyglądał taki świat i co z tego wyniknie w praktyce? 1. Likwidacja pieniędzy spowoduje likwidację wszystkich złych, pasożytniczych i antyspołecznych systemów politycznych oraz religijnych, których priorytetowym, ostatecznym celem są właśnie pieniądze. Nie będzie więcej politycznych kłamstw i oszustw, korupcji czy politycznej zdrady napędzanych przez chciwość i żądzę pieniądza. 2. Razem z pieniędzmi znikną wszystkie bezwartościowe i bezproduktywne, społecznie szkodliwe zawody, których jedynym celem jest produkcja, przetwarzanie lub pozyskiwanie pieniędzy. Oznacza to, że: – zniknie większość urzędów – zwłaszcza znienawidzony przez wielu ludzi urząd skarbowy albo komornik; znikną również wszystkie przepisy prawne związane z pieniędzmi, egzekwowane przez te urzędy; – znikną wszyscy kapłani – leniwe pasożyty; cóż mają robić w obliczu śmierci ich jedynego Boga-mamony. Praca biurowa, jaką kapłani często wykonują jest społecznie bezwartościowa, gdyż służy wyłącznie kontrolowaniu i porządkowaniu ich wewnątrzsystemowych interesów. Równie jałowe i bezsensowne są ich kapłańskie posługi; – znikną bankierzy, banki i bankomaty, mennice, kantory i giełdy; wszelki handel będzie się odbywał poprzez bezpośrednią wymianę surowców i produktów, dóbr i usług – bez finansowego oszukiwania i wyzyskiwania; – zniknie większość przemysłu rozrywkowego, którego produkty służą nie tylko pozyskiwaniu wielkich pieniędzy, ale czasami bywają również wykorzystywane jako narzędzie kłamliwej propagandy (politycznej, religijnej, naukowej lub jakiejkolwiek innej), za pomocą której nieraz wmawia się ludziom, że rzeczy nierealne mogą być realne (np. przy użyciu efektów specjalnych). Dodatkowym, negatywnym skutkiem takiej medialnej manipulacji jest osłabianie ludzkiej odporności na kolejne bzdury i kłamstwa (ludzie są bardziej skłonni je akceptować co samo w sobie jest już niebezpieczne); – zniknie większość tworzonych przez rządy służb państwowych: np. policja albo celnicy. Likwidacja pieniędzy zlikwiduje przynajmniej większość przestępstw popełnianych dla pieniędzy albo z powodu pieniędzy, tak więc policja nie będzie miała zbyt wiele do roboty. Z kolei celnik nie będzie miał gdzie pracować, gdyż w świecie bez pieniędzy zniknąć mogą również granice państwowe; od strony gospodarczej istnieją one głównie jako narzędzie kontrolowania i filtrowania ruchu granicznego oraz grabieży – w imieniu prawa – określonych ilości przewożonych towarów lub pieniędzy; – zniknie prostytucja i pornografia. Nikt więcej nie sprzeda swojego ciała za pieniądze. Jest co prawda możliwe, że jacyś erotomani (erotomanki) nadal chcieliby to robić – za darmo – ale to już ich problem.

49


3. Dzięki likwidacji pieniędzy znikną wszelkie przestępstwa popełniane dla pieniędzy i z powodu pieniędzy: finansowe oszustwa, wyłudzenia i kradzieże, napady rabunkowe i zabójstwa, nawet wojny. 4. W świecie bez pieniędzy znikną wszystkie domowe rachunki, takie jak opłata czynszowa, za wodę, gaz i energię elektryczną. Wszystkie dobra służące zaspokajaniu podstawowych potrzeb człowieka będą udostępniane za darmo w ramach społecznej umowy: „My ci dajemy to i tamto a w razie potrzeby jeszcze więcej, a ty w ramach podziękowania i społecznego zobowiązania będziesz rzetelnie i uczciwie wykonywał swoją pracę zawodową”. 5. W świecie bez pieniędzy nie będzie bezrobocia (będzie one nielegalne), bo wszyscy, aby mieć legalne prawo do nieodpłatnego – choć limitowanego – dostępu do wszelkich produktów, będą musieli wykonywać jakąś pracę związaną z produkcją tych produktów. Produkowane będą wyłącznie naprawdę potrzebne rzeczy, nikt nie będzie tak głupi, by tracić czas i energię na wytwarzanie rzeczy, których nikt nie zaakceptuje, ze względu na ich społeczną nieprzydatność (chyba, że na własne potrzeby). W takim świecie nie będzie również żadnych rent ani emerytur, będą całkowicie zbędne. Obowiązkowy okres zatrudnienia nadal będzie obowiązywać, jednak po jego zakończeniu ludzie sami będą decydować, czy chcą dalej pracować i czym w ogóle się zajmować – będą różne rodzaje „emerytalnej” pracy do wyboru. W świecie bez pieniędzy „zapłatą” za towar będzie inny towar a wynagrodzeniem za pracę - inna praca (tzn. jej owoce), lub różne ich kombinacje: praca za towar lub towar za pracę. Wszelka praca będzie wykonywana nie dla pieniędzy i zysku, tylko dla zaspokajania priorytetowych jak i mniej znaczących potrzeb ludzi – tych realnych potrzeb. Nie będzie takich absurdalnych sytuacji, że nie można wykonać jakiejś pracy i to nie dlatego, że brakuje rąk do pracy, potrzebnych narzędzi czy materiałów ale właśnie pieniędzy; chociaż forsa w ogóle nie jest do tego potrzebna - tak bezpośrednio. W dzisiejszych czasach to właśnie pieniądze (brak pieniędzy) kreują globalne, cywilizacyjne lenistwo i nieróbstwo. Obecnie występujące bezrobocie jest skutkiem istnienia i stosowania pieniędzy. Wielu pracodawców nie zatrudnia nowych pracowników nie dlatego, że nie chcą albo nie mają dla kandydatów zajęcia, tylko dlatego, że ich na to nie stać; nie opłaca im się to. Dlatego w świecie, którego ekonomia jest napędzana nie przez uczciwą i rzetelną pracę ale właśnie przez pieniądze, bezrobocie nigdy nie przestanie istnieć. W świecie bez pieniędzy nie będzie również samych pracodawców – takich, jakich znamy obecnie: leniwych pasożytów szukających taniej siły roboczej. Tacy pracodawcy zostaną zastąpieni specjalistami w konkretnych zawodach, którzy - osiągając ten status na drodze społecznego i zawodowego awansu – będą kierować i kontrolować wykonywanie konkretnej pracy dla zaspokojenia konkretnych społecznych potrzeb. 6. W nowym świecie znikną wszystkie międzynarodowe korporacje – największe w świecie przemysłowo-gospodarcze pasożyty. Zniknie korporacyjny zysk i wyzysk. Obecnie pieniądze – które same w sobie nie mają większej wartości - nieraz są wykorzystywane jako narzędzie do okradania ludzi z ich ciężkiej pracy. 7. Świat bez pieniędzy może być światem absolutnej ale rozumnej wolności ograniczanej jedynie społecznymi zobowiązaniami, realizowanymi poprzez społecznie użyteczną i niezbędną pracę, związaną z zaspokajaniem podstawowych ludzkich potrzeb. Obecnie doświadczenie takiej swobody i wolności przez wszystkich ludzi jest ograniczane, tłumione przez pieniądze – a konkretnie brak pieniędzy; jest to udziałem tylko najbogatszych. 8. Świat bez pieniędzy będzie wybitnie ekologiczną cywilizacją, w której nie będzie miejsca na ciągle obecnie istniejące toksyczne technologie pozyskiwania lub przetwarzania różnych surowców i produktów. Przestarzałe i zabójcze dla środowiska technologie pozyskiwania energii, środki transportu, skażona chemią żywność i leki medyczne, zaśmiecanie środowiska, niszczenie cennej gleby przez bezwartościowe uprawy czy niepotrzebną zabudowę oraz wiele innych zagrożeń, wszystko to będzie musiało zniknąć by ich miejsce zajęło to, co jest zgodne z Naturą i nie stanowi dla niej żadnego bezpośredniego zagrożenia. Również rolnictwo będzie musiało być bezwzględnie ekologiczne, ponieważ jednak produkcja takiej żywności może pochłaniać dużo zasobów i energii, do jej wykonywania będą musieli się angażować nie tylko mieszkańcy wsi, ale również część mieszkańców miast – tych, dla których nie ma innego zajęcia. W ramach ochrony środowiska zwalczane będą również wszelkie niebezpieczne odchylenia w naturze samych upraw, co oznacza konieczność zniszczenia wszystkich laboratoryjnie wyprodukowanych roślin genetycznie modyfikowanych (GMO). Korporacje produkujące GMO także zostaną zniszczone. Jedyne „GMO”, które nadal mogłoby być legalnie produkowane i stosowane, to te „naturalne”, pozyskiwane poprzez tradycyjne – np. drogą zapylania lub szczepienia - krzyżowanie różnych odmian i gatunków roślin. Słowem: bezpieczne jest tylko takie „GMO”, które było „konsultowane z Naturą”. W bieżącym roku (2011) rząd uchwalił sobie prawo odebrania rolnikom tej ziemi, którą oni wydzierżawili od rządu. Po co rząd chce te ziemie odzyskać? Czy chce na nich uprawiać sztuczne GMO?

50


9. Likwidacja pieniędzy spowoduje, że lekarze i farmaceuci przestaną truć pacjenów bezwartościowymi pseudolekami, które niczego nie leczą lecz tłumią jedynie same objawy. Medyczni naukowcy i farmaceuci przestaną zmyślać i generować poprzez chemiczne trucizny nowe choroby, by wykorzystywać je potem do napędzania swoich interesów. Zniknie cała produkcja tych chemicznych świństw i produkowane będą wyłącznie leki naturalne. Sami lekarze przestaną myśleć o zyskach i będą skupiać uwagę wyłącznie na zdrowiu swoich pacjentów. 10. W świecie bez pieniędzy niedopuszczalne będzie marnowanie zasobów Natury na produkcję bezwartościowych używek (produkcja żywności będzie absolutnie priorytetowa), takich jak tytoń czy alkohol. Jeśli ktoś będzie chciał nadal zażywać wątpliwej przyjemności ich stosowania, sam będzie musiał je produkować; własny bimber lub jakieś fajki. Jeśli taka osoba się nimi otruje i rozchoruje, sama będzie za to odpowiedzialna i sama poniesie tego konsekwencje. Bezsensowna będzie również produkcja narkotyków, które są przecież wytwarzane i rozprowadzane głównie dla pieniędzy. Swoją drogą, największym narkotykiem cywilizowanego świata wydają się być same pieniądze. 11. Człowiek, aby normalnie, zdrowo żyć i w pełni się rozwijać, powinien pracować zarówno fizycznie jak i umysłowo. Nie ma większego znaczenia, która praca będzie pracą zawodową a która prywatnym hobby. Oczywiście, wybór pracy zawodowej musi być dostosowany do osobistych możliwości i predyspozycji danej osoby, tak by była w stanie tą pracę maksymalnie efektywnie wykonywać. I tak być powinno w świecie bez pieniędzy; obecnie również choć pieniądze – a w zasadzie ich brak - często w tym przeszkadzają. 12. Likwidacja pieniędzy zlikwiduje wszelki strach i obawy związane z podstawami ludzkiego życia, a które są generowane przez ryzyko braku pieniędzy – obecnie często spotykane wśród ubogich. Tak więc świat bez pieniędzy zagwarantuje pełne bezpieczeństwo podstaw ludzkiego życia, które obecnie jest zarezerowane tylko dla bogatych. 13. Likwidacja pieniędzy usunie wszystkie finansowe bariery, które blokują daleko idący postęp w świecie nauki i techniki. Wszystkie najlepsze, użyteczne technologie i wynalazki będą bez żadnych finansowych czy prawnych oporów – które obecnie są rozmyślnie tworzone dla ochrony egoistycznych interesów różnych społecznych pasożytów – wdrażane do produkcji i ogólnego użycia. Nie dla wybranych lecz dla wszystkich potrzebujących. W tych warunkach nie będzie więcej marnowania naukowego i inżynieryjnego potencjału na bezwartościowe, a nawet społecznie szkodliwe badania i projekty, które obecnie są często wykonywane wyłącznie dla pieniędzy. Nie będzie więcej takich sytuacji, że naukowcy blokują nowe idee i odkrycia, bo kieruje nimi strach przed utratą dotychczas zajmowanej pozycji w świecie naukowym oraz związanych z tym korzyści materialnych, funduszy na badania itp. 14. Szkoły i uczelnie będą bardziej wyspecjalizowane, nastawione na uwypuklanie i rozwój osobistych uzdolnień i predyspozycji każdego ucznia. Obowiązkowa będzie jedynie nauka tych rzeczy, które są bezpośrednio związane z zawodem, jaki dany uczeń w przyszłości będzie wykonywał. Pozostała wiedza będzie wykładana nieobowiązkowo, na życzenie samego ucznia, w ramach jego osobistego hobbystycznego zainteresowania. 15. Świat bez pieniędzy będzie światem, w którym panuje Wiedza i Prawda. Niedopuszczalne i surowo karane będzie tworzenie i rozpowszechnianie jakichkolwiek kłamstw (myślą przewodnią tego karania może być w najgorszym wypadku hasło: „kto kłamie, ten ginie”), w celu ochrony i/lub napędzania czyichkolwiek interesów - tak, jak to ma miejsce w obecnym świecie. 16. W świecie bez pieniędzy własność prywatna - społecznie gwarantowana - będzie zachowana, jednak ograniczona do niezbędnego minimum. Każdą nadwyżkę prywatnej własności trzeba będzie samemu wypracować we własnym zakresie. Oznacza to intensywny rozwój umiejętności majsterkowania i związanego z tym rzemiosła. Z kolei własność prywatna odnosząca się do tego, co ma ze swej natury służyć ogółowi społeczeństwa, czyli własność ziemska i nieruchomości, np. obszary rolnicze i ogrodnicze, budynki mieszkalne i zakłady przemysłowe itp. będzie zlikwidowana. Ludzie będą dysponować tego typu obiektami tylko na mocy umowy społecznej i/lub pracowniczej, tzn. prawo do mieszkania będzie udzielane okresowo lub dożywotnio zależnie od miejsca i czasu konkretnego zatrudnienia, natomiast prawo do wykorzystania konkretnych obiektów produkcyjnych i przemysłowych będzie udzielane tylko w ramach wykonywanej tam pracy. 17. W każdym nowym świecie (cywilizacji) budowanym i podtrzymywanym przez ludzkich pasożytów przy użyciu różnych piramidalnych systemów (również niszczonym poprzez skutki ich pasożytnictwa), głównym ideałem i celem każdej kariery istniejącej w obrębie tych „piramid”, staje się właśnie same pasożytnictwo, które jest ulokowane na ich szczycie. W świecie bez pieniędzy te pasożynicze, wynaturzone

51


„piramidy” bezpowrotnie znikną, a wszelkie próby ich odbudowy przez nowych pasożytów – o ile te kreatury znowu się pojawią - będą bezlitośnie zwalczane. 18. Aby świat bez pieniędzy normalnie funkcjonował, niezbędne jest zorganizowanie centralnego, globalnego planowania wszelkiej pracy i działalności, oraz planowania lokalnego, które będzie weryfikować i dostrajać plan centralny do lokalnych możliwości.

52

Prawda o systemach  

Moje przemyslenia o dzisiejszym swiecie i rzadzacych nim systemach.

Advertisement