Skip to main content

Pismo Studentów WUJ - Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego, maj 2026

Page 1


Jak dbać o profilaktykę zdrowotną?

 str. 12

Jak Ai zmyśla regionalizmy?

 str. 13

Jaką wartość mają stare przedmioty?

 str. 19

Z pamiętnika studenta

Drzwi do windy

Drogi M., piszę do ciebie, bo jeśli tego nie wyrzucę z siebie na papier (lub ekran laptopa), to chyba zacznę recytować bibliografię z mojego licencjatu.

Ostatnie miesiące to była jakaś totalna partyzantka. Jeśli nie bawiłem się w kotka i myszkę z promotorem (swoją drogą nadal nie wysłałem mu nic poza ledwie skleconym konspektem, a przypominam, że mamy już maj), to musiałem szybko nauczyć się sztuki teleportacji z budynku wydziału na drugi koniec Krakowa. Tam bowiem znajduje się zakład pracy, który zapewnia mi ten niepomierny byt i dostatek. Nie wspomnę już o tych nieszczęsnych zajęciach z Profesorem X… Jeszcze promotor chciałby go obsadzić w roli recenzenta mojej pracy dyplomowej. Ha! Już to widzę!

Dlatego właśnie na juwenalia krakoskie czekałem jak na zbawienie. Plan był prosty: zero myślenia o metodologii, zero sprawdzania przypisów – tylko ja, moje ziomki i koncerty na Strefie. A ponieważ okno w akademiku, w pokoju Tomka, wychodzi prosto na scenę, nawet nie musiałem kupować biletów. Wszyscy mieliśmy u niego siedzieć i grzecznie posłuchać koncertu.

Ale to były tylko plany…

Zaczęło się od prozy życia, czyli od żołądka. Postanowiłem zjeść coś konkretnego przed wyjściem, więc uderzyłem do stołówki. Ceny poszły w górę – i to w juwenalia! To powinno być karalne. Stałem przed cennikiem i kalkulowałem, o ile zmieni się przez to mój budżet na „studenckie czwartki”. Pomyślałem: „trudno, zjem w akademiku” i wróciłem do mojego azylu. Oczywiście winda, która jest jedyną szansą, żeby bez zawału serca dotrzeć na trzynaste piętro akademika, chwilowo nie działała. Z zupą w jednej ręce i kotletem w drugiej zacząłem wdrapywać się po schodach. Wspinaczka szła mi całkiem nieźle, dopóki nie dotarłem w okolice siódmego piętra. Na klatce schodowej ktoś (prawdopodobnie w przypływie juwenaliowej fantazji lub przesadnej dbałości o czystość) rozlał całą butlę płynu do prania. Efekt? Moje jedyne wyjściowe trampki stały się magnesem na wszelki brud, a tryb incognito został wyłączony, bo zosta­

Na juwenalia krakoskie czekałem jak na zbawienie. Plan był prosty: zero myślenia o metodologii, zero sprawdzania przypisów – tylko ja, moje ziomki i koncerty na Strefie.

wiałem za sobą niebieskawą ścieżkę lepkich śladów.

Wściekły i głodny dotarłem w końcu do pokoju, marząc o tym, żeby przyrządzić tosty i nadać im miano „obiadu”. Niestety, ledwo zamknąłem za sobą drzwi, do środka wpadł mój współlokator Filip z ekipą.

– Stary, na klatce jest taki syf! Widziałeś? Ale co ty jesteś taki niemrawy? Chodź, zaczynamy Juwe! – krzyknął, machając mi kubkiem przed nosem.

Natychmiast zrobiło się ciasno, głośno i zdecydowanie zbyt tłoczno, jak na mój aktualny stan. Zostawiłem Filipa z jego kolegami, zabrałem ze sobą chleb, szynkę, ser i te małe ketchupy z Maka i ewakuowałem się do Tomka.

Tam, w jego pokoju, zjadłem sobie tosty i opowiedziałem o płynie do prania, który zalał naszą klatkę schodową. Przemilczałem moment, w którym dowiedziałem się, że ten nieszczęsny Persil należał do Filipa… Gdy cała reszta gości

już przyszła, zaczęliśmy naszego grzecznego biforka przed koncertem. W oparach soku z winogron i chmielu słuchaliśmy najnowszego albumu dzisiejszej gwiazdy wieczoru, przy okazji oglądając, jak przygotowuje się na scenie jego support. Gdy się ściemniło i muzyka zaczęła wybrzmiewać w całej Strefie, zaczęliśmy się przyglądać tłumowi studentów pod sceną. Nagle do pokoju wpadła wściekła, wręcz purpurowa na twarzy recepcjonistka. Zaczęła mówić coś nieskładnie o jakichś drzwiach i awarii, ale byliśmy kompletnie zdezorientowani, a w głowach już dość dobrze nam szumiało. Okazało się, że drzwi ze składu pokojowego Tomka zostały wyjęte z zawiasów i włożone do ledwo co naprawionej windy! Cały ochrzan za tę akcję zgarnęliśmy my, chociaż grzecznie siedzieliśmy sobie w jego pokoju. Gdy wytłumaczyliśmy jej, że nie mamy z tym absolutnie nic wspólnego, kazała odebrać drzwi z recepcji jutro, a odcho­

dząc, krzyczała coś o wpisaniu na „czarną listę”. Nie mieszkałeś nigdy w akademiku, ale to bujda z tymi listami. Chyba. W każdym razie okazało się, że Filip, mówiąc łagodnie, „pożyczył” sobie drzwi Tomka, żeby sprawdzić, czy na pewno dobrze naprawili windę… Drzwi oczywiście zaklinowały się między piętrami i zablokowały mechanizm na amen. Nadal nie mogę uwierzyć, że mój współlokator jest takim młotem. Muszę przestać z nim mieszkać. Nie myślałeś o przeprowadzce do akademika? Uważaj na siebie w te juwenalia!

Twój M.

Historie przedstawione w felietonie są fikcyjne i nie wydarzyły się naprawdę. Miejsca i osoby wymienione w tekście również zostały wymyślone.

fot. Pexels

autorka: Martyna LaLik

V edycja akcji „ p oe Z ja s tudencka”

tylu jeszcze nie było!

Zwycięskie wiersze można przeczytać na stronie 18.

W sobotę 25 kwietnia w radiu studenckim UJOT FM odbył się finał akcji „Poezja Studencka”. To już piąta odsłona audycji organizowana przez autorów audycji Dramat na Antenie. Akcja, jak co roku, łączy osoby autorskie z wszelakich uczelni, którzy chcą zaprezentować swoje teksty, opowiedzieć o inspiracjach oraz o tym, co im w duszy gra!

Na antenie gościliśmy sześć z dziesięciu osób wyłonionych do finału. Niektóre prezentowały zgłoszone dzieła samodzielnie, a część oddała je w nasze ręce. Poza wierszami i prozą, audycja bogata była w muzyczne propozycje od zaproszonych gości. również tutaj nie zabrakło autorskiego utworu jednego z finalistów.

Piąta odsłona akcji nie miała sobie równych w kwestii zgłoszeń, co zdecydowanie nie ułatwiło wyboru finałowej dziesiątki. Poza rekordową liczbą zgłoszeń zachwyciła nas mnogość tematów: od przenikających się sfer sacrum

i profanum, miłości czy piękna, po przemijalność natury. Nie brakowało momentów zachwytu i radości, jak z lat dziecięcych. Ponadto spora część utworów była pełna zadumy i osobistych przemyśleń.

Choć autorowi tego tekstu nie jest po drodze z poezją, to dzięki udziale w sobotniej audycji uświadomił sobie, że wierszopisarstwo to nie coś odległego i niedostępnego, wręcz przeciwnie, jest bliżej niż myślisz. Może być ucieczką od codzienności, sposobem na zażegnanie i zrozumienie emocji kłębiących się w nas każdego dnia czy zwyczajnie piękną pasją.

sZukamy dZiennikarZy, rysowników i fotografów

Publikuj w „wuJ‑u”!

Celem akcji od zawsze było, jest i będzie stwarzanie przestrzeni dla wszystkich talentów, dlatego szczególnie cieszą nas tegoroczne debiuty, które wcześniej skrywały się gdzieś w szufladach „na potem”. Jesteśmy wzruszeni, jak wielu z Was zechciało podzielić się z nami swoimi historiami i cząstką siebie w trakcie tamtych minionych dwóch godzin. Mamy nadzieję na ponowne spotkanie w przyszłym

Redakcja pisma „WUJ – Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego” poszukuje młodych dziennikarzy chętnych do współpracy. Szukamy osób piszących, fotografujących oraz rysowników. Jesteśmy otwarci na tych, którzy mają swoje pomysły na materiały, ale podpowiemy też, o czym warto napisać. Skupiamy się na tematach związanych ze studentami i naszą uczelnią. Zapraszamy do współtworzenia pisma wydawanego od 1990 roku na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zainteresowane osoby prosimy o kontakt pod adresem e‑mail wuj.redakcja@gmail.com. Do zobaczenia w redakcji!

roku, być może w jeszcze liczniejszym składzie.

A teraz zapraszam Cię, Droga Osobo Czytająca, do lektury wierszy autorstwa laureatów tegorocznej edycji, wybranych w głosowaniu internetowym.

„Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego” były patronem medialnym akcji. 

Mieszko Mazurek (audycja Dramat na Antenie uJOt FM)

wiesz, że dzieje się coś ciekawego?

Daj nam znać!

Organizujesz ciekawą inicjatywę na UJ, którą chcesz nagłośnić? Wiesz, że na UJ powstaje coś, co warto przedstawić naszej społeczności akademickiej?

Znasz kogoś z naszej uczelni, kto ma niecodzienną pasję lub dokonał czegoś wyjątkowego? Ruszasz z nowym projektem, skierowanym do studentów? Skontaktuj się z nami pod adresem wuj.redakcja@gmail.com, przesyłając szczegóły. Chętnie pomożemy!

Pismo Studentów „WUJ – Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego”

Redakcja: ul. Piastowska 47, 30­067 Kraków

Wydawca: Fundacja Studentów i Absolwentów UJ „Bratniak” e‑mail: wuj.redakcja@gmail.com; tel. 668 717 167

Strony internetowe: www.issuu.com/pismowuj oraz www.facebook.com/pismowuj

Redaktor naczelny: Adrian Burtan

Zespół: LUDZiE i rELACJE: Justyna Arlet­Głowacka, Alicja Bazan, izabela Biernat, Karolina Jońca, iwona Łaciak; SZTUKA i iNSPirACJE: Karolina iwaniec, Michał Jarosz, Natalia Krajenta, Adam Kwiatek, Martyna Lalik, Wiktoria Piwowarska, Gabriela Wolińska, Oliwia Wójciak; SŁOWA i MyśLi: Zofia Betlej, Maja Janoszek, Klaudia Katarzyńska, Daria Kopczyńska, Wojciech Seweryn, Maria Wieruszewska; SPOrT i rEKrEACJA: Michał Kowal, Wojciech Skucha; KADr i OBrAZ: Mikołaj Cembaluk, Emilia Czaja, Lucjan Kos, Agata Kurzepa, Martyna Szulakiewicz­Gaweł

Korekta: Karolina iwaniec, Wiktoria Piwowarska

PR i marketing: Justyna Arlet­Głowacka

Media społecznościowe: Marta Kwasek

Okładka: Lucjan Kos

Reklama: wuj_reklama@op.pl

Numer zamknięto: 30 kwietnia 2026 roku

Znajdź nas!

ważna łopata na r uczaju

Wbito symboliczną pierwszą łopatę pod budowę jednego z dwóch nowych domów studenckich przy Kampusie

600 lecia Odnowienia Uniwersytetu Jagiellońskiego. To moment, na który od dłuższego czasu czekała społeczność akademicka, a w szczególności studenci.

Studiowanie wiąże się dziś z wysokimi kosztami. W 2023 i 2024 roku dwa głośne medialnie, studenckie strajki okupacyjne poznańskiego akademika ,,Jowita” i krakowskiej ,,Kamionki” zapoczątkowały szerszą dyskusję na temat standardów życia studentów, dostępności domów studenckich i cen wynajmu mieszkań, które co roku wzrastają.

autorka: GabrieLa Wolińska

To ,,jak dużo” kosztują studia, obrazuje nam przygotowywany co roku przez Warszawski instytut Bankowości i Związek Banków Polskich raport ,,Portfel Studenta”. Jak wynika z przeprowadzonej przez jego autorów symulacji, miesięczne wydatki studenta wynoszą 3979,22 zł. Natomiast w wariancie studiów stacjonarnych bez konieczności opłaty za naukę jest

to kwota 3419,22 zł. Liczby te, w porównaniu z poprzednim rokiem wzrosły nieznacznie, jednak w dłuższej perspektywie podstawowe potrzeby studenta kosztują coraz więcej. Z danych przedstawionych w raporcie wynika, że 41 proc. studentów ocenia swoją sytuację finansową jako lepszą niż rok wcześniej, podczas gdy pogorszenie deklaruje 24 proc.

Zmniejsza się również liczba osób, które rozważają przerwanie bądź zrezygnowanie z nauki z powodu problemów finansowych. Jednocześnie coraz więcej studentów deklaruje, że podejmowane zatrudnienie pozwala im ustabilizować budżet. Tą refleksją dzieli się również Emilia, mieszkająca w akademiku ,,Piast” i studiująca na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej UJ. Zaznacza, że w jej przypadku podjęcie się równoczesnej pracy zarobkowej było podyktowane koniecznością związaną z utrzymaniem się w Krakowie. – Zapotrzebowanie na miejsca w akademikach jest realne i wciąż niewystarczająco zaspokojone. Dodatkowo, przy rosnących kosztach wynajmu mieszkań w Krakowie, akademiki często pozostają jedyną realnie dostępną opcją dla wielu studentów – dodaje Emilia.

Ruczaj bogatszy o akademik

W obecnym roku akademickim Uniwersytet Jagielloński dysponuje 3773 miejscami w domach studenckich, w tym 668 należącymi do Collegium Medicum. Miejsc dla studentów będzie więcej, bowiem na ruczaju w marcu symbolicznie wbito pierwszą łopatę pod budowę jednego z dwóch planowanych akademików, które powstaną na Kampusie 600­lecia Odnowienia Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Nowy budynek, o powierzchni wynoszącej ponad 7,8 tysięcy m2, pomieści 214 mieszkańców, do których dyspozycji zostanie przeznaczone 110 umeblowanych oraz wyposażonych w potrzebny sprzęt AGD pokoi.

Podczas uroczystości Michał Oronowicz, przewodniczący Samorządu Studentów UJ, zaznaczył, że miejsce zamieszkania jest dla młodych ludzi kluczowym elementem komfortowego studiowania. Dlatego cieszy go fakt, że nowy akademik będzie nie tylko drugim domem studentów, ale także przestrzenią integracji i budowania relacji.

Nowy budynek, o powierzchni wynoszącej ponad 7,8 tysięcy m², pomieści 214 mieszkańców, do których dyspozycji zostanie przeznaczone 110 umeblowanych oraz wyposażonych w potrzebny sprzęt AGD pokoi. Na piętrach znajdą się także kuchnie, przestrzeń do pracy cichej i relaksacyjnej oraz pralnie. Dodatkowo w budynku ma zostać wykorzystane urządzenie automatycznie regulujące temperaturę poszczególnych pomieszczeń.

Przy akademiku powstanie parking na 40 miejsc postojowych, a wokół całego obiektu posadzone zostanie 91 drzew. W planach jest również stworzenie ogólnodostępnego, zielonego dachu wyposażonego w panele fotowoltaiczne. Kwaterowanie nowych mieszkańców ma rozpocząć się w roku akademickim 2027/2028.

Nowe akademiki są niezbędne

Dom studencki na ruczaju pomoże studentom dojeżdżającym z innych dzielnic Krakowa skrócić czas dojazdów. Emilia zaznacza, że na ten cel codziennie musi przeznaczać od 40 minut do nawet

godziny. Podobne doświadczenia ma również Mikołaj Mazur, który na sam dojazd na Kampus poświęca 30 minut w jedną stronę, co często w godzinach szczytu wydłuża się o dodatkowy kwadrans. Podkreślił, że choć dobrze słyszeć informację o budowie akademika na

Kampusie, szkoda, że prace nad nim podjęto dopiero teraz. Budowa domów studenckich i tym samym tworzenie miejsc, gdzie student może mieszkać taniej, niż gdyby płacił za wynajem pokoju, jest więc niezbędna. 

Co nowego na uJ?

Misja Artemis ii i kosmiczne plany uJ

Kwiecień 2026 roku zapisze się na kartach historii jako moment, w którym ludzkość oficjalnie wróciła w okolice Księżyca. Misja Artemis ii, realizowana przez statek Orion, pobiła rekord odległości od Ziemi, który do tej pory należał do załogi Apollo 13. Astronauci Gregory Wiseman, Victor Glover, Christina Koch i Jeremy Hansen oddalili się od naszej planety na niemal 407 tysięcy kilometrów, docierając dalej niż jakikolwiek człowiek wcześniej. Aby uzmysłowić sobie skalę, warto zaznaczyć, że ten naturalny satelita Ziemi znajduje się niemal tysiąc razy dalej od naszej planety niż Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (iSS). Mimo początkowych problemów technicznych i opóźnień lot zakończył się sukcesem, dzięki czemu stał się kluczowym krokiem w kierunku planowanego na 2028 roku lądowania na Księżycu. równolegle na Uniwersytecie Jagiellońskim realizowana jest misja H y DES. Zespół pod kierownictwem dr. Michała Drahusa buduje pierwszego satelitę naukowego UJ, który w 2028 roku będzie badał komety w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: skąd pochodzi woda na Ziemi?

Pomysł na zatrzymywanie wody w mieście

Naukowcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego opracowali przełomowe rozwiązanie dla błękitno­zielonej infrastruktury, które pozwala zatrzymać wodę deszczową w miastach znacznie dłużej niż dotychczasowe systemy.

Wykorzystując odpady budowlane, takie jak rozdrobniony gruz ceglany i marglowy, stworzyli podłoża magazynujące do 100 proc. opadów. Nowe kompozyty utrzymują wilgoć o 20 dni dłużej niż popularne na rynku materiały, takie jak keramzyt. Fundamentem technologii jest zintegrowany układ podłoże­roślina. Badacze postawili na rodzimą macierzankę piaskową, która jest rośliną miododajną, estetyczną i niezwykle odporną na skrajne warunki pogodowe. Można ją zastosować na zielonych dachach, w ogrodach deszczowych czy na nowoczesnych przystankach autobusowych. Ten niemal samowystarczalny ekosystem świetnie realizuje założenia nowoczesnej urbanistyki. rozwiązania zgłoszone już do ochrony patentowej wpisują się w ideę gospodarki cyrkularnej i pomagają walczyć z efektem miejskiej wyspy ciepła. Za komercjalizację wynalazku odpowiada Centrum Transferu Technologii Ci TT r U UJ.

uJ i PAP łączą siły

Jak sztuczne światło nocne zmienia życie ptaków?

Sztuczne światło nocne (ALAN) to coraz poważniejsze zagrożenie dla przyrody. Badaczki z Uniwersytetu Jagiellońskiego – doktorantka Sayuri Diaz­Palmy i magistrantka Juliette Champenois z instytutu Nauk o środowisku UJ – opublikowały w prestiżowych czasopismach „Ecology Letters” i „Proceedings of the royal Society B” wyniki badań nad wpływem nocnego oświetlenia na ptaki.

Analizy dowodzą, że ALAN zaburza zegar biologiczny, tłumiąc wydzielanie melatoniny, co rozregulowuje sen i przyspiesza metabolizm. Eksperyment terenowy na muchołówkach białoszyich pokazał, że w oświetlonych gniazdach pisklęta żebrzą o pokarm także w nocy. Zmusza to rodziców do pracy dłuższej o ok. 40 minut dziennie, co jednak nie przekłada się na efektywność karmienia. Skutkiem tego jest wolniejszy rozwój młodych i ich mniejsza przeżywalność w późniejszych etapach życia. Z tego powodu autorzy badań apelują o traktowanie zanieczyszczenia świetlnego na równi z hałasem czy chemikaliami. Podkreślają, że wpływ ALAN można stosunkowo łatwo ograniczyć dzięki mądrzejszemu projektowaniu oświetlenia i wygaszaniu latarni nocą, co pomoże chronić ekosystemy bez obniżania bezpieczeństwa ludzi. Obecnie zespół finalizuje analizy genetyczne, które rzucą nowe światło na reakcje obronne organizmów ptaków.

Odszedł wiesław Myśliwski

29 marca 2026 roku zmarł jeden z najwybitniejszych polskich pisarzy, Wiesław Myśliwski. Urodzony w 1932 roku w Dwikozach przez dziesięciolecia kształtował krajobraz polskiej literatury, pozostając wiernym etosowi godności, pokory wobec życia i trudu, który według samego pisarza, definiuje człowieka. Z Uniwersytetem Jagiellońskim łączyła go szczególna więź –uczelnia w 2022 roku nadała mu tytuł doktora honoris causa. Podczas tej poruszającej uroczystości w Collegium Novum Myśliwski dzielił się refleksją nad „trudem bycia wolnym”. Jego słowa o tym, że „słowo jest cudem”, pozostaną w murach krakowskiej wszechnicy jako testament wielkiego humanisty, który z lojalności wobec prawdy uczynił fundament swojej twórczości. Jako jedyny pisarz w historii został dwukrotnie uhonorowany Nagrodą Literacką Nike (za „Widnokrąg” oraz „Traktat o łuskaniu fasoli”). Jego utwory były wystawiane na scenach teatrów, a także w Teatrze Telewizji i Teatrze Polskiego radia, a także zostały zekranizowane. Przekłady jego dzieł ukazały się w kilkunastu językach.

9 kwietnia 2026 roku w Warszawie Uniwersytet Jagielloński, Polska Agencja Prasowa oraz Fundacja PAP podpisały strategiczne porozumienie o współpracy. Umowa ta otwiera nowy rozdział w komunikacji naukowej, stawiając na nowoczesną edukację oraz szeroką popularyzację wyników badań prowadzonych na najstarszej polskiej uczelni. rektor UJ, prof. Piotr Jedynak, podkreślił, że celem partnerstwa jest uczynienie nauki przystępną dla każdego – od przedszkolaka po seniora. Dzięki zasięgowi PAP informacje o sukcesach dydaktycznych i badawczych polskich naukowców mają szansę dotrzeć do szerokiego grona odbiorców, zwiększając widoczność polskiej nauki na arenie krajowej i międzynarodowej. Prezes PAP, Marek Błoński, zapowiedział rozwój innowacyjnego projektu o roboczej nazwie „Think Tank PAP”. inicjatywa ta zakłada stworzenie sieci współpracy między agencją a ekspertami akademickimi, co zaowocuje profesjonalnymi raportami i analizami dotyczącymi kluczowych zagadnień społeczno­gospodarczych. Agencja zadeklarowała również dalsze aktywne wsparcie dla prestiżowych wydarzeń, takich jak Copernicus Festival.

fot. uj.edu.pl, Ignacy Cembrzyński, Adam Koprowski Źródło informacji: uj.edu.pl

autorka: Martyna LaLik

sylwetka

Architekt niepodległości

W maju obchodzimy

91. rocznicę śmierci

Marszałka Józefa Piłsudskiego, który był jednym z najważniejszych architektów odrodzonej Polski. Jego spuścizna wciąż pozostaje żywa we współczesnej Polsce.

Dla Marszałka Piłsudskiego ojczyzna była czymś więcej niż tylko machiną biurokratyczną. Państwo w jego rozumieniu było wartością nadrzędną, o którą należy walczyć w każdy możliwy sposób. Obecnie coraz więcej osób zaczyna podzielać pogląd, że suwerenność nie jest dana raz na zawsze, a każdego dnia tworzymy dla niej przestrzeń swoimi działaniami na arenie międzynarodowej.

Podmiotowość w geopolityce

W dwudziestoleciu międzywojennym kwestia bezpieczeństwa Polski była fundamentalną częścią debaty publicznej. środowisko sanacji prowadziło politykę „równych odległości” w stosunku do Berlina i Moskwy. Państwa, z którymi Polska graniczyła na wschodzie i zachodzie, były postrzegane jako wrogie naszej państwowości organizmy. Piłsudski promował i rozwijał wizję ii rzeczpospolitej jako mocarstwa regionalnego; cel ten miały ułatwić sojusze m.in. z Francją i rumunią (a w późniejszym okresie także z Wielką Brytanią) i idea Międzymorza, która miała stanowić federacyjny blok państw w celu stworzenia „trzeciej siły” na naszym kontynencie. W Polsce wciąż toczy się debata o naszej roli na arenie międzynarodowej, szczególnie w ramach struktur unijnych. Wielu polityków chce, na wzór Józefa Piłsudskiego, aby nasza ojczyzna była podmiotem polityki międzynarodowej, a nie jej przedmiotem. Nawiązując do tej tradycji, powołano inicjatywę Trójmorza, która stawia na rozwój gospodarczy i infrastrukturalny. Właśnie dzięki two­

rzeniu przestrzeni do współpracy z krajami regionu oraz wchodzeniu w skład organizacji międzynarodowych Polska jest obecnie kluczowym partnerem w Europie środkowo­Wschodniej dla państw z wielu części globu.

Prometeizm

i wielonarodowość

Adam Mickiewicz zapoczątkował w literaturze spojrzenie na Polskę jako „Chrystusa Narodów”. ślady tego myślenia widać w podejściu Marszałka Piłsudskiego, którego strategia zakładała wspieranie dążeń niepodległościowych narodów znajdujących się pod panowaniem bolszewików.

Współcześnie fundamentem polskiej polityki wschodniej jest wsparcie dla białoruskich opozycjonistów i suwerennej, proeuropejskiej Ukrainy. Pomimo upływu lat dla rządu w Warszawie dwie kwestie pozostały niezmienne: postrzeganie rosji jako głównego zagrożenia oraz przekonanie, że bezpieczeństwo Polski zależy

fot. fotograf nieznany (źródło – Wikipedia)

od decyzji podejmowanych między innymi w kijowskich i wileńskich ośrodkach władzy.

Józef Piłsudski był gorącym zwolennikiem państwa federacyjnego, które – na wzór i rzeczypospolitej – miało składać się z Białorusinów, Litwinów, Polaków i Ukraińców. Tworzyło to romantyczną wizję państwa będącego ojczyzną wielu narodów. i choć Polska przez długi okres od zakończenia ii wojny światowej była jednolita narodowościowo, to elementy wizji Piłsudskiego można dostrzec w pewnym stopniu również współcześnie. W ostatnich latach liczba osób innych narodowości w Polsce zmienia się dynamicznie. Współcześnie stworzyliśmy przestrzeń, w której przedstawiciele innych narodów mogą koegzystować z zachowaniem swojej odrębności i bez szkody dla własnego rozwoju. W momencie wybuchu wojny za naszą wschodnią granicą jako społeczeństwo otworzyliśmy serca i zaangażowaliśmy się w pomoc dla naszych wschod­

autor: adaM kwiatek

Józef Piłsudski był gorącym zwolennikiem państwa federacyjnego, które – na wzór I Rzeczypospolitej –miało składać się z Białorusinów, Litwinów, Polaków i Ukraińców. Tworzyło to romantyczną wizję państwa będącego ojczyzną wielu narodów.

nich sąsiadów, którzy walczą o suwerenność i możliwość wyrwania się z rosyjskich wpływów.

Demokracja a silny wódz

Dziedzictwo Piłsudskiego do dzisiaj budzi skrajne emocje, gdyż to właśnie on wraz z obozem sanacyjnym położyli kres demokracji w ii r P. Od przewrotu majowego w 1926 roku do ii wojny światowej Polska była rządzona silną ręką przez „wodza narodu”. Niewątpliwie osłabiło to rozwijające się tendencje demokratyczne na rzecz zarządzania przez wizjonerską jednostkę.

Spuścizna ta odbija się we współczesnej Polsce, gdzie wciąż trwa debata nie tylko nad oceną sprawowania rządów i sposobu przejęcia władzy przez obóz sanacyjny, ale też nad tym, czy jako Polska powinniśmy dążyć do jak najpełniejszej demokratyzacji i wzmacniania niezależnych instytucji, czy władza powinna być bardziej zcentralizowana. 

wolontariat w p olsce

Kiedy czas staje się luksusem

autorka: Justyna arLet‑GłoWacka

Jedni spełniają marzenia, drudzy ratują żółwie, a jeszcze inni wyrównują życiowe szanse sierot. Przyjrzyjmy się idei wolontariatu i temu, co daje nam zaangażowanie się w niego.

W życie człowieka jako istoty społecznej nieodłącznie wpisane są interakcje międzyludzkie. Chociaż jedni potrzebują do szczęścia grupy przyjaciół, inni tylko jednej zaufanej osoby, a niektórzy wolą ciszę wśród natury, wszyscy jesteśmy częścią gatunku Homo sapiens. To właśnie ta przynależność wyzwala w nas chęć pomocy pobratymcom i potrzebę niesienia bezinteresownego wsparcia. Czy w przestrzeni wszechobecnego kapitalizmu i konsumpcjonizmu jest jeszcze miejsce na „akty dobroci” w postaci wolontariatu?

Jaki? Dobrowolny Jak podaje Słownik Języka Polskiego PWN, wolontariat to „dobrowolna, bezpłatna praca społeczna, zwłaszcza związana z opieką nad nieuleczalnie chorymi lub niepełnosprawnymi ludźmi”. Encyklopedia PWN definiuje to zjawisko nieco szerzej jako: „nieodpłatne, świadome i dobrowolne działanie na rzecz innych osób, społeczności lub organizacji”. Chociaż obydwie definicje nie wyczerpują w pełni współczesnego znaczenia, wskazują na dwie istotne cechy: dobrowolność i nieodpłatność. Ta charakterystyka zawiera się już w samym języku, ponieważ łacińskie „volontarius” oznaczało nic innego jak „dobrowolny” oraz „chętny”. Dziś wolontariat jest obecny na całym świecie pod różnymi nazwami, formami, a także obszarami działania. Mogą to być zagraniczne wyjazdy na rzecz lokalnej społeczności lub przyrody, praca z drugim człowiekiem w sytuacjach kryzysowych czy zdobywanie doświadczenia zawodowego. Pomoc ta znacznie wykracza poza nasz gatunek, gdyż popularny stał się również wolontariat oparty na działaniach wspierających faunę i florę środowiska, w którym żyjemy – od schronisk dla bezdomnych zwierząt po umożliwianie żółwiom bezpiecznego przedostania się do oceanu.

Niechlubne podium

Jak wygląda skala wolontariatu w Polsce? Według danych Głównego Urzędu Statystycznego (za i kwartał 2022 roku) na terenie kraju 28 proc. osób w wieku 1589 angażowało się w działalność wolontariacką. Mówimy o ponad ośmiu milionach ludzi, którzy poświęcali swój czas, aby nieść pomoc tym, którzy jej potrzebują. Warto podkreślić, że przeważały tutaj formy świadczone indywidualnie, najczęściej wobec rodziny i najbliższych znajomych, podczas gdy w wolontariacie w ramach organizacji lub instytucji brało udział jedynie 5 proc. społeczeństwa. Znacznie mniej optymistyczne są dane CBOS, według których w 2023 roku w takie inicjatywy zaangażowało się tylko 8 proc. osób. Polacy potrafią się jednoczyć, solidaryzować i pomagać z wielkim sercem, co pokazały chociażby pandemia COViD­19 czy wojna w Ukrainie. Jednak w międzynarodowych zestawieniach Polska plasuje się niestety na samym dole tabeli. raport World Giving index 2024 przygotowany przez Charities Aid Foundation porównuje dane z ponad 140 państw, zestawiając m.in. czas poświęcony na wolontariat, wysokość darowizn oraz chęć udzielania pomocy nieznajomym. W 2024 roku ten globalny indeks osiągnął jeden z najwyższych wyników w historii. Jednak mimo tego, że świat zdaje się być coraz bardziej zaangażowany w działalność charytatywną, sytuacja Polski nie przedstawia się zbyt optymistycznie. W pomocy obcym Polska znajduje się na ostatniej pozycji, deklarując jedynie 23 proc. wsparcia. W „dolnej” dziesiątce znalazła się również Japonia (24 proc.), Francja (38 proc.), Litwa (41 proc.) oraz Szwajcaria (45 proc.). Z kolei w czołówce dominują państwa afrykańskie: Kenia (82 proc.), Nigeria (81 proc.), Gambia (78 proc.) oraz nasi ukraińscy sąsiedzi (77 proc.). Polska pojawia się również w szeregu państw prze­

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego na terenie kraju 28 proc. osób w wieku 15 89 angażowało się w działalność wolontariacką. Przeważały tutaj formy świadczone indywidualnie, najczęściej wobec rodziny i najbliższych znajomych.

znaczających najmniej czasu na wolontariat, bo zaledwie 7 proc., podobnie jak Serbia, rumunia czy Bułgaria (6 proc.). W zbiorczym raporcie uwzględniającym wszystkie te wyniki uplasowaliśmy się na niechlubnej, ostatniej – 142. pozycji rankingu World Giving index. Który naród jest najhojniejszy i najbardziej zaangażowany w pomoc charytatywną? Pierwsze miejsce należy do indonezji, a w czołów­

ce znajdują się również Singapur, USA, Ukraina, Australia, Malta oraz irlandia.

Działa ich wiele Mimo rozczarowujących wyników w globalnej skali wolontariatu warto doceniać gesty tych, którzy na naszym podwórku swoją pracą chcą uczynić ten świat choć trochę lepszym. Studia to często czas wzmożonej aktywności,

– Najważniejszą walutą jest czas, a tego mamy coraz mniej. Dużo łatwiej jest nam „pomóc kliknięciem”, co wynika z tempa życia. Praca, obowiązki, rodzina… czas staje się luksusem. Jednak osoby, które choć raz spróbują wolontariatu „na żywo”, często zostają na dłużej, bo żadna wpłata nie daje tego samego doświadczenia, co spotkanie z drugim człowiekiem – podkreśla Marcin Czerwiński, wolontariusz z 15 letnim stażem z krakowskiego oddziału Fundacji Mam Marzenie.

poszukiwania nowych doświadczeń i obszarów rozwoju. Nie każdy dysponuje taką przestrzenią, by zaangażować się w długoterminowy wolontariat, ale możliwości partycypacji społecznej jest wiele. Pomagać można nawet online – wpłacając darowizny przez strony internetowe lub nagłaśniając zbiórki w mediach społecznościowych.

Jedną z najpopularniejszych w naszym kraju form zaangażowania jest finał Wielkiej Orkiestry świątecznej Pomocy, który co roku zrzesza setki tysięcy wolontariuszy. rozpoznawalnością cieszą się również takie organizacje jak DKMS, Polska Akcja Humanitarna, Polski Czerwony Krzyż czy Caritas. W każdym województwie znajdziemy również oddziały Fundacji Mam Marzenie (mającej siedzibę w Krakowie), która od ponad 20 lat spełnia marzenia swoich podopiecznych cierpiących na choroby bezpośrednio zagrażające ich życiu. Lokalny wymiar ma również Dzieło Pomocy Dzieciom Fundacja ruperta Mayera, założona przez krakow­

Pexels

skich studentów, wspierająca od 46 lat działalność charytatywną i opiekuńczo­wychowawczą wobec sierot, dzieci samotnych, porzuconych i pozbawionych opieki rodzicielskiej.

Poczucie sensu

Jak w wolontariat angażują się Polacy i czy możemy zaobserwować na tym polu jakieś zmiany? –Najważniejszą walutą jest czas, a tego mamy coraz mniej. Dużo łatwiej jest nam „pomóc kliknięciem”, co wynika z tempa życia. Praca, obowiązki, rodzina… czas staje się luksusem. Jednak osoby, które choć raz spróbują wolontariatu „na żywo”, często zostają na dłużej, bo żadna wpłata nie daje tego samego doświadczenia, co spotkanie z drugim człowiekiem – podkreśla Marcin Czerwiński, wolontariusz z 15­letnim stażem, zastępca koordynatorki krakowskiego oddziału Fundacji Mam Marzenie.

Znaczenie czasu podkreśla również Paweł Mader z Dzieła Pomocy Dzieciom. – Jest wielu chętnych na wolontariat jednorazowy, ak­

cyjny. Takie działania też są ważne i potrzebne, jednak dla dzieci i młodzieży ogromną wartością jest zaangażowanie długoterminowe, pokazujące postawę dobrej obecności, budujące pozytywne relacje i motywujące ich do zmiany stylu życia – tłumaczy wolontariusz.

Przedstawiciele fundacji zgodnie podkreślają, że wolontariat niesie ze sobą coś „magicznego”, czego nie da się wycenić, a co zostaje z człowiekiem na dłużej. – Do wolontariatu trafiają wyjątkowi ludzie, którzy potrafią i chcą na chwilę zapomnieć o sobie i dawać siebie innym. Doświadczenie wolontariatu wiele uczy nas o nas samych, ale też o drugim człowieku. Dobro powraca – podsumowuje Paweł Mader.

– Wolontariat daje coś, czego dziś bardzo nam brakuje: poczucie sensu, realnego wpływu na sytuację i kontakt z drugim człowiekiem. Przynosi nam też prawdziwe relacje oraz coś bardzo osobistego – wewnętrzny spokój. Takie ciche przekonanie, że zrobiło się coś dobrego – dopowiada Marcin.

O idei wolontariatu w swoim życiu wspomina również Ania Leśniak, doktorantka Szkoły Doktorskiej Nauk Społecznych na UJ i wieloletnia członkini Fundacji Mam Marzenie. – Brakowało mi czegoś więcej: poczucia spełnienia i świadomości, że mogę dawać komuś coś od siebie, poświęcać swój czas i realnie pomagać. Czułam potrzebę zaangażowania się w coś, co ma głębszy sens i wykracza poza codzienne obowiązki – wspomina. – Wolontariat daje mi ogromną satysfakcję z pomagania innym i poczucie, że robię coś naprawdę wartościowego. Dodaje mi sił i energii, a także pokazuje, że w ludziach jest ogromne dobro. Każde spotkanie, rozmowa czy nawet drobny gest potrafią przypomnieć, jak ważna jest obecność oraz wsparcie drugiego człowieka. Wolontariat uczy mnie także pokory, wdzięczności i dystansu od codziennych problemów. To doświadczenie, które bardzo rozwija i daje poczucie sensu – podsumowuje doktorantka. Warto zostawić ten świat trochę lepszym, niż go zastaliśmy. 

Algorytmiczne dziury i nisze

Muzykom coraz trudniej przebić się ze swoją twórczością. Pod górę mają zwłaszcza niszowi, początkujący artyści, którzy zmuszeni są tworzyć na coraz bardziej zalgorytmizowanym rynku muzycznym. Jak sobie radzą?

Jestem na koncercie Stowarzyszenia OUTPOST na Poczcie Głównej. Kolorowe światła, niektórzy tańczą, krzyczą teksty piosenek, inni stoją i słuchają, poznając coś nowego. Nie znam żadnego z wykonawców. Wychodzi na scenę duet. Zaraz dowiem się, że to genetic mess, Spotify nigdy by mi ich nie podsunął. Dlaczego? Bo to nie mój nastrój. Jeżeli słucham BTS, Lorde, Queen i Maty (co już jest mieszanką wybuchową), to nie ma tam miejsca na polską alternatywę. TikTok czy instagram podsunęłyby mi ich dopiero wtedy, gdybym zaczęła obserwować profile OUTPOST­u i poświęcać im większą część mojego czasu. A podoba mi się ta muzyka, ale algorytm tego nie wyłapuje. Nie łapie też młodych niszowych artystów za rękę. Ma być łatwiej, bo możesz się promować „tak po prostu”. Czy na pewno?

– Social media stworzyły iluzję, że jest łatwo. Bo łatwo jest nagrać filmik i go opublikować. Jednak niewiele się zmieniło w kwestii tego, jak się wybić na rynku muzycznym. Umiejętne posługiwanie się narzędziem, jakim jest TikTok, jest dziś jednym z najważniejszych elementów promocji. Jeśli przez zły hook [chwytliwy element na początku materiału, którego celem jest przyciągnięcie uwagi odbiorcy i zatrzymanie go przy treści – przyp. red.] Twoje wideo zamiast stu tysięcy wyświetleń, będzie miało sto, to tym samym piosenka dotrze do o wiele mniejszej grupy, niezależnie od jej jakości – komentuje Magda Kuźnik, menadżerka artystów. Wraz z Juliuszem Kamilem współtworzyła sukces gwiazd, takich jak roxie Węgiel, Ochmana czy Cyrko. – Jak więc zacząć? – pytam. – Trzeba zbudować silną markę osobistą.

Nie jest to jednak łatwe w świecie muzycznym rządzonym przez ciągle zmieniające się algorytmy.

Twój Spotify Taste Profile

Gustav Söderström 13 marca 2026 roku podczas konferencji SXSW zaprezentował funkcję Taste

Profile na Spotify. Ma ona zbierać informacje o tym, czego słuchamy i w jaki sposób to robimy. Obejmuje zarówno artystów, jak i gatunki. Każda piosenka znajdująca się w bazie serwisu jest dokładnie opisana nie tylko pod względem gatunku, wykonawcy, ale również takich parametrów jak taneczność czy nastrój. Na tej podstawie powstaje profil pokazujący nasz gust muzyczny. – Jakiej muzyki słuchają Wasi odbiorcy? – pytam duet genetic mess, zespół gustujący w mocno elektronicznych brzmieniach. W ich utworach słychać też cyfrowe przetwarzanie gitary rockowej i czuć wyraźną aurę tajemniczości. – W naszej muzyce bardzo hejtujemy kapitalizm i korpo, więc słuchają nas młodzi i pewnie też osoby, które odnajdują się w tych tematach, na przykład sfrustrowani pracownicy korporacji. Kiedy rozmawiamy z naszymi słuchaczami, czyli osobami, które naprawdę nas lubią, to wydaje nam się, że to, co tworzymy, nie pasuje do tego profilu. Okazuje się, że osoba, która nas słucha, lubi też bardzo dużo różnych gatunków. A myśleliśmy, że są to głównie osoby zainteresowane elektroniką – mówią.

– W jaki sposób niszowi artyści mogą zostać odkryci? Czy algorytmy są stronnicze?

– Na platformach algorytmy albo promują większych artystów, albo często tych artystów, którzy mają podpisane kontrakty z wytwórniami. Zdarza się, że algorytm podsunie coś mniej znanego, ale raczej z naszego doświadczenia wynika, że jeśli szukamy jakichś undergroundowych i niezależnych brzmień, korzystamy z wyszukiwania na podstawie poleceń. Tu rolę odgrywa to, jakie wytwórnie inwestują pieniądze w Spotify. Artysta więźniem kontentu Martyna Adamowska, dziennikarka muzyczna i twórczyni konta instagramowego @reakcjemuzyczne, zauważa, że media społecznościowe potrafią dawać piosenkom drugie życie. Tak było

– Na platformach algorytmy albo promują większych artystów, albo często tych artystów, którzy mają podpisane kontrakty z wytwórniami. Zdarza się, że algorytm podsunie coś mniej znanego, ale raczej z naszego doświadczenia wynika, że jeśli szukamy jakichś undergroundowych i niezależnych brzmień, korzystamy z wyszukiwania na podstawie poleceń – mówią artyści z duetu genetic mess.

na przykład z utworem „Absolutnie, absolutnie” zespołu Sorry Boys. Naukowcy z UC Davis opublikowali na początku 2025 roku badanie „information, Communication & Society”, gdzie porównali algorytmy Spotify oraz TikToka. Wyniki badania pokazują, że hity na listach przebojów obu platform różnią się od siebie, a piosenki dłużej utrzymują swoją popularność właśnie na TikToku. Na Spotify w ciągu roku trendowało 1707 utworów, a na TikToku jedynie 321. Wpływają na to między innymi trendy, taneczne wyzwania oraz możliwość wykorzystywania utworów do własnych treści. Użytkownicy chcą się utożsamiać. – Gdzie zaczęłaś się promować? – pytam Mani G. Zaczęła pisać piosenki, gdy miała 12 lat. inspirowała ją popularna Billie Eilish. Mając 16 lat, dołączyła do zespołu i tworzyła muzykę elektroniczną. Jak sama przyznaje, dziś ma poczucie, że robiła to głównie dlatego, że było to modne. – Zaczęłam promować się dość późno. Na początku nieśmiało wrzucałam nagrania do internetu. Teraz moim głównym kanałem jest TikTok, ale pamiętam, że działałam też na Musical.ly. Korzystałam również z instagrama. Mam wrażenie, że promowanie nigdy nie było łatwym zadaniem. Prawdziwe budowanie wizerunku zaczęłam dwa lata temu – dodaje. Wpisuję na TikToku frazę „niszowi artyści”. Musiałam przewinąć aż 27 filmów, przejrzeć komentarze i oznaczenia użytkowników, żeby znaleźć kolejnych rozmówców: iNKĘ i Michała Sochackiego. Michał wstawiał na instagrama głównie posty ze zdjęciami, okładkami singli albo rolki, na których

autorka: Maja Janoszek
fot. Karolina Mikulska

śpiewał. Dopiero gdy lepiej zorientował się w mechanizmach promocji muzyki, zaczął aktywnie działać także na TikToku. Najlepsze zasięgi przynoszą mu karuzele. Kilka zdjęć, najczęściej selfie, opatrzonych różnymi „hookami”. Przeglądam jego konto i zapada mi w pamięć rolka z napisem: „Właśnie trafiasz na niszowego artystę, który nie trenduje na TikToku”.

– Musisz walczyć o uwagę odbiorcy?

– Biorąc pod uwagę erę TikToka i to, ilu artystów działa dziś na rynku muzycznym, to śmiało mogę powiedzieć, że zdecydowanie tak. – Jesteś muzykiem czy twórcą treści wideo, który robi muzykę?

– Te dwa określenia są odpowiednie i nierozłączne. Szczególnie dla niezależnych muzyków, którzy większość rzeczy muszą robić sami. Często się zdarza, że więcej czasu zajmuje nagranie oraz zmontowanie rolek niż pisanie i nagrywanie piosenek.

Jesteś wszystkim Michał, i NKA i genetic mess opowiadają mi o tym, jakie konsekwencje wynikają z zalgorytmizowania się rynku rządzonego przez polubienia.

Julia rocka na swoim TikToku pokazuje kulisy tworzenia trasy koncertowej i teledysków jako początkująca artystka z niskim budżetem. Jest już rozpoznawalna w tiktokowej społeczności, nie zaczynała bowiem jako piosenkarka. Wybiła się dzięki kon­

tentowi o szkole aktorskiej. Mimo tego iNKA podkreśla, że ciężko jest się przebić z własną twórczością, a szczególnie muzyczną.

– Wielu nie wiedziało, kim jestem. Nadal mnóstwo osób tego nie wie, więc ludzie niechętnie, zwłaszcza na instagramie, zaczynają mnie obserwować. Nie masz fanów, bo cię nie followują, ale dlaczego użytkownicy mieliby to robić, jeśli widzą, że nie masz jeszcze zbudowanej bazy fanów? – pyta retorycznie i NKA.

Gatunek, jaki wykonuje, określa jako pop poetycki, ale śpiewa też po francusku. Nie znam tego języka, a mimo to słucham. Są to eteryczne, spokojne brzmienia.

– A jednak musisz wciąż tworzyć, bez tego nie miałabyś żadnych słuchaczy.

– Chciałabym być po prostu wokalistką, a muszę robić kontent na TikToka. Gdybym chciała się bawić w marketing, to poszłabym w marketing – dopowiada inka. Nie tylko ona zwraca na to uwagę.

– Trudno to pogodzić z pracą na etat. Trzeba być swoim social media menadżerem, bookerem i producentem – dodają genetic mess. Muzycy są dziś wszystkim, tylko nie muzykami. Z przymusu.

Wychodzenie z baniek Przebicie się przez bańki muzyczne jest trudne – zarówno dla artystów, jak i dla słuchaczy. Gdzie więc szukać nowości?

– Na platformie Bandcamp czy nowopowstałej polskiej aplika­

– Wielu nie wiedziało, kim jestem. Nadal mnóstwo osób tego nie wie, więc ludzie niechętnie, zwłaszcza na Instagramie, zaczynają mnie obserwować. Nie masz fanów, bo cię nie followują, ale czemu użytkownicy mają to robić, jeśli widzą, że nie masz zbudowanej bazy fanów? – pyta retorycznie INKA.

cji UnknownBand, która oferuje odkrywanie muzyki w ciemno –podpowiada Kamila Szcześniak, twórczyni „rozmowy Kulturalne. podcast”. Paweł Górkiewicz, twórca profilu instagramowego @spotkania_z_kulturą, na którym opowiada o muzyce, poleca z kolei festiwale showcase’owe. Warto

również zwracać uwagę na supporty występujące przed gwiazdami wieczoru.

Wciąż myślę o tamtym koncercie, a w moich słuchawkach po raz dziesiąty wybrzmiewa piosenka Lorde. Zresztą na tej samej playliście mam już więcej utworów genetic mess niż Lorde… 

fot. Jakub Sokołowski

p rofilaktyka Zdrowotna

Lepiej zapobiegać, niż leczyć

autorka: Justyna arLet‑GłoWacka

Współczesna medycyna dysponuje zaawansowanymi narzędziami diagnostycznymi, jednak bez świadomych i zaangażowanych pacjentów system opieki zdrowotnej nie działa tak, jak powinien. Co zrobić, żeby to zmienić?

„Profilaktyka to nie puste hasło –to styl życia i sposób, aby skutecznie zadbać o siebie, uniknąć chorób (lub wykryć je na wczesnym etapie) i cieszyć się pełnią życia” –czytamy na stronie polskiego Ministerstwa Zdrowia. W przestrzeni publicznej coraz więcej mówi się o regularnym wykonywaniu badań i kontrolach lekarskich. Mimo to w dalszym ciągu towarzyszy nam strach przed diagnozą.

Nie jesteśmy niezniszczalni

Fundacja SEXEDPL we współpracy ze specjalistkami i specjalistami opublikowała kompendium wiedzy na temat rodzaju i częstotliwości badań, jakie należy wykonywać. – To najlepszy sposób na wczesne wykrycie chorób, zanim staną się poważnym problemem –czytamy na stronie fundacji. – regularne kontrole pomagają zadbać o swoje zdrowie i uniknąć nieprzyjemnych niespodzianek. To nie tylko kwestia zdrowia, ale też spokoju ducha – tłumaczą specjaliści z SEXEDPL.

Ministerstwo Zdrowia hasło „profilaktyka” rozbija na dwie części: profilaktykę pierwotną i wtórną. Ta pierwsza to zbiór zachowań i codziennych praktyk, które minimalizują ryzyko problemów zdrowotnych. Zaliczamy do nich: zdrowe odżywianie, regularny ruch, stronienie od używek, a także odpoczynek i dbanie o równowagę psychiczną. Profilaktyka wtórna to wczesne wykrywanie chorób, co jest możliwe dzięki badaniom i konsultacjom lekarskim. Warto pamiętać, że nawet jeśli czujemy się zdrowi i w pełni sił, nie zwalnia nas to z obowiązku interesowania się własnym organizmem. Choć dobra forma pozwala czuć się „niezniszczalnym”, wszyscy podlegamy tym samym prawom natury, a te potrafią zaskoczyć.

Lepiej wcześniej niż za późno

Dlaczego profilaktyka jest tak ważna? – Badania dają kontrolę nad własnym zdrowiem i pozwalają uniknąć poważniejszych problemów w przyszłości. Lepiej

Od czego zacząć zaprzyjaźnianie się z profilaktyką? Podstawowym badaniem jest morfologia krwi, którą należy wykonywać przynajmniej raz do roku. Po 30. roku życia warto również sprawdzić kondycję serca poprzez badanie EKG, a także poziom witaminy D.

działać zawczasu! – radzą eksperci z Fundacji SEXEDPL. rolę badań podkreśla również Zuzanna Bieniek, studentka 6. roku medycyny. – Profilaktyka pełni kluczową rolę, ponieważ zapewnia ochronę przed chorobami i zapobiega ich powikłaniom. Należy ją wspierać poprzez zdrowy styl życia, szczepienia i systematyczne badania kontrolne. Warto zwracać uwagę na sygnały wysyłane przez organizm i nie ignorować objawów – zachęca.

W Polsce działa kilka programów profilaktycznych Narodowego Funduszu Zdrowia, a także szereg akcji edukacyjnych i kampanii społecznych, które zachęcają do dbania o siebie. Wśród nich warto wymienić kilka nowych inicjatyw NFZ, takich jak program „Planuję długie życie” czy akcja „Moje zdrowie”, realizowana przez przychod­

nie podstawowej opieki zdrowotnej (POZ). Popularnością cieszy się również internetowa platforma Diety NFZ, dzięki której możemy nie tylko zadbać o nawyki żywieniowe, lecz także skonsultować się ze specjalistami podczas darmowych sesji online.

Nie diagnozuj się sam Od czego zacząć zaprzyjaźnianie się z profilaktyką? Podstawowym badaniem jest morfologia krwi, którą należy wykonywać przynajmniej raz do roku. Warto, by obejmowała ona takie parametry jak stężenie glukozy, lipidogram, próby wątrobowe, pakiet tarczycowy (TSH, FT3, FT4), kreatyninę czy kwas moczowy. Z podobną częstotliwością kontrolujmy również wzrok, słuch oraz uzębienie, choć najnowsze wytyczne zalecają przeglądy stomatologiczne co

sześć miesięcy. Kobiety powinny w swoich kalendarzach uwzględnić coroczną wizytę u ginekologa wraz z wykonaniem cytologii i USG piersi, nie zapominając o regularnym samobadaniu. U mężczyzn rekomenduje się cykliczne samobadanie jąder oraz kontrolę stężenia antygenu PSA we krwi. Po 30. roku życia warto również sprawdzić kondycję serca poprzez badanie EKG, a także poziom witaminy D. Należy podkreślić, że jeśli jakiekolwiek wyniki nas zaniepokoją, ich interpretacją powinni zająć się specjaliści –ani Google, ani ChatGPT nie są dobrymi doradcami. Pamiętajmy o tym, by za każdym razem zgłosić się do lekarza lub lekarki, którzy w swojej diagnozie uwzględnią wszystkie czynniki zdrowotne pacjenta. 

r oZmowa Z dr. arturem cZesakiem

sztuczna inteligencja zmyśla regionalizmy

Zamiast ufać algorytmom, które zmyślają słowa, warto wrócić do źródeł żywej mowy. Sztuczna inteligencja zapytana o regionalizmy potrafi brzmieć przekonująco, a zarazem całkowicie mijać się z prawdą.

Zanim usiadłam do tej rozmowy, poprosiłam ChatGPT o napisanie tekstu o regionalizmach krakowskich na poziomie akademickim. Efekt był zaskakujący: model wyprodukował słowa wyglądające wiarygodnie tylko na pierwszy rzut oka, jak choćby „bojok” i „macanek”, których próżno szukać w słownikach.

O tym, dlaczego sztuczna inteligencja bardziej zmyśla niż bada, rozmawiam z dr. Arturem Czesakiem, dialektologiem, leksykografem i badaczem gwar związanym z Uniwersytetem Jagiellońskim.

Czy możemy liczyć na to, że sztuczna inteligencja stanie się rzetelnym narzędziem w badaniu regionalizmów?

 Dr Artur Czesak: Sztuczna inteligencja mogłaby pomóc w analizie wielkich partii tekstu. To są wręcz tradycje naszej krakowskiej polonistyki. Jeszcze kilkanaście lat temu używaliśmy jako kartek do notatek olbrzymich wydruków z drukarek igłowych – z pierwszych komputerów – kiedy zespoły badawcze analizowały język mówiony mieszkańców Krakowa czy sprawozdawców sportowych. Chciano badać język ściśle, komputerowo, naukowo, kwantytatywnie. Uważam, że wraz z rozwojem techniki powinno być prościej, a tymczasem nie jest ani prościej, ani bardziej wiarygodnie. Nie można wierzyć w to, co Ai wylicza.

Na podstawie moich testów mogę powiedzieć jedno: modele, które sprawdzałem, są bezradne, ale za to bezczelne. Nawet nie zastrzegają, że mogą się mylić, tylko od razu wymyślają formy nieistniejące.

na czym polega ta „bezczel ność” modelu?

 Testowałem krótki tekst napisany gwarą orawską. Wystę­

fot. archiwum prywatne

powały tam typowe dla niej formy czasu przeszłego, łączące się z końcówkami „­ek”, „­ak”, czyli np. „byłek”, „widziałak”. Poprosiłem model o analizę gramatyczną. Wydawałoby się, że skoro model analizujący język podobny do polskiego jest sprawny składniowo, powinien poradzić sobie z rozpoznaniem pozycji danej formy w zdaniu. rdzenie leksykalne typu „być” czy „widzieć” są przecież identyczne. Niestety, poległ. Oferował wiele, ale nie wykonał precyzyjnych poleceń, takich jak: „przetłumacz na język polski” czy „wypisz wyłącznie formy czasu przeszłego”.

Gdy w dialogu wskazałem konkretne formy czasowe, licząc na poprawną analizę systemu, ten i tak potrafił wygenerować formę „idłem” zamiast oczekiwanej formy czasu przeszłego od czasownika „iść”. W przypadku regionalizmów ChatGPT w modelu płatnym pokazuje, z jakich stron czerpie odpowiedzi. Jestem tym zażenowany. To nie są źródła naukowe. Chat zaczyna od portali dla uczniów, którzy chcą szybko odrobić pracę domową. Sprawdza w niewłaściwych miejscach i tworzy formy regionalne, o których badacze nigdy nie słyszeli. To są zwykłe halucynacje.

Poda Pan jakiś konkretny przykład zmyślonego regio nalizmu?

 Wśród regionalizmów krakowskich pojawiły się podhalańskie „grule”, za to „weki” to – bez mojej podpowiedzi udzielonej modelowi – tylko statystycznie częstsze słoiki, a nie pieczywo. Spotkałem się też ze słowem „babasik”, które krąży w Wikipedii i mediach jako rzekomy zwyczaj z okolic Bochni i Wieliczki, polegający na oblewaniu kawalerów wodą przez panny. Przeszukałem wszelkie słowniki i źródła – to słowo tam nie występuje. Ktoś je wy­

autorka: kLaudia katarzyńska

– Nie można wierzyć w to, co AI wylicza. Na podstawie moich testów mogę powiedzieć jedno: modele, które sprawdzałem, są bezradne, ale za to bezczelne. Nawet nie zastrzegają, że mogą się mylić, tylko od razu wymyślają formy nieistniejące – mówi dr Artur Czesak, dialektolog, leksykograf i badacz gwar.

myślił, a mechanizm skali sprawił, że zaczęto w nie wierzyć. Jeśli pomnożymy to przez setki przypadków generowanych przez A i, mogą powstać dialekty zupełnie pomieszane – sztuczne twory, które na mapach i w studenckich pracach będą wyglądać wiarygodnie, ale z rzeczywistością nie będą miały nic wspólnego. Oby do tego nie doszło.

Może problemem jest też to, że dane o gwarach są roz proszone lub niedostępne cyfrowo?

 Oczywiście. Masa słownictwa regionalnego jest zapisana w różnych standardach, często w niszo­

wych publikacjach, które nie są czytelne dla systemów komputerowych. Pewne prace w tym zakresie prowadzone są w instytucie Języka Polskiego PAN przy Alei Mickiewicza w Krakowie. Badacze próbują nauczyć nowsze modele rozumienia zapisów gwarowych tak, aby system potrafił połączyć i usystematyzować znaki diakrytyczne stosowane w różnych czasach do różnych dialektów. Ale to wciąż odległa przyszłość.

Brzmi to jak przestroga przed nadmierną ufnością w cyfrowe narzędzia.  Dlatego nie ustaję w apelach: rozmawiajmy ze sobą. Szukajmy

– Masa słownictwa regionalnego jest zapisana w różnych standardach, często w niszowych publikacjach, które nie są czytelne dla systemów komputerowych. Badacze próbują nauczyć nowsze modele rozumienia zapisów gwarowych tak, aby system potrafił połączyć i usystematyzować znaki diakrytyczne stosowane w różnych czasach do różnych dialektów. Ale to wciąż odległa przyszłość – twierdzi dr Czesak.

słów wśród ludzi, a nie za pomocą internetowych wyszukiwarek. O wiele ciekawiej jest dowiedzieć się od własnej babci, jak się robi prażoki albo proziaki (to nie to samo!), aniżeli uzyskać wykoncypowaną, zsyntetyzowaną z dwóch różnych regionów odpowiedź z generatora, który krakowskiego „bajoka” lokuje na śląsku i przestrzega, by nie mylić go z nieistniejącym na południu Polski „bojokiem”. Taka cyfrowa odpowiedź to fikcja naukowa, a mówiąc wprost: kłamstwo i oszustwo. Oszukana jest osoba, która pyta i może zostać oszukany każdy, dla kogo ta praca szkolna czy studencka jest przeznaczona.

Nauczenie systemów tych „języków mniejszych” byłoby niezwykle pożyteczne. Ten „efekt wow”, który dziś powstaje przy generowaniu tekstów standardowych, byłby o wiele większy, gdyby A i opanowała choćby gwarę podhalańską. Przecież mamy czym „karmić” pamięć komputerową! Zacząć można od Tetmajera, a także dodać – za zgodą autora – dwunastotomowy leksykon gwary i kultury podhalańskiej profesora Józefa Kąsia. Tam precyzyjnie opisane jest nie tylko słownictwo, ale i fleksja. Mamy więc fundamenty, ale trzeba by te działania mądrze połączyć.

Coraz więcej tekstów w me diach społecznościowych tworzy A i są one popraw‑ ne, ale ujednolicone, niemal „wygładzone”. Czy za kilkana ście lat regionalizmy prze trwają to starcie z algoryt mem?

 Era żywej mowy nie podda się tak łatwo ugrzecznieniu, które widzimy w odpowiedziach na proste prompty. Oryginalność naszego myślenia i mówienia wynika z zakorzenienia w regionie. Jeśli ktoś przez całe życie na Wielkanoc jadł „serowiec”, a nie „sernik” czy „serniczek”, to prawdopodobnie będzie tak mówił przez kolejne dekady, bez względu na to, jak bar­

dzo język pisany zostanie wsparty komputerowo.

Oczywiście jako autorzy słowników poprawnej polszczyzny stajemy przed nowym wyzwaniem. Po roku 2023 zaczynamy mieć wątpliwości: czy dany tekst to na pewno twórczość czysto ludzka? Grozi nam błędne koło, w którym teksty maszynowo opracowywane będą zasilane tekstami maszynowymi. Jednak regionalizmy mają tę przewagę, że trudno je ująć w proste, statystyczne ramy. Zawierają intonację, specyficzną odmianę, czyli to wszystko, co modele uznają za „odchylenie”. A my te odchylenia po prostu kochamy. 

f elieton

niełatwa sztuka odpuszczania sobie

Kult produktywności na dobre rozgościł się w naszej kulturze.

W mediach społecznościowych zalewają nas zdjęcia estetycznych stanowisk pracy, a osoby, które obserwujemy np. na instagramie, zdają się bez przerwy przy nich przesiadywać (pomińmy kwestię tego, czy faktycznie pracują tak ciężko, jak chcą być postrzegane, czy próbują oszukać innych i przy okazji siebie samych). Na szczęście coraz częściej poruszana jest kwestia uświadamiania, że tego typu treści, o ile w tym przypadku nie są robione i publikowane tylko dla poprawy czyjejś samooceny, mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Brakuje w nich autentyczności: gorszego dnia, leżenia w przepoconym łóżku z gorączką, fast foodów na obiad i tak dalej. Kiedy wydaje nam się, że czyjeś życie wygląda jak wyreżyserowana, idealistyczna opowieść, bardzo łatwo popaść w kompleksy. Wszędzie wokół słyszymy, aby „wziąć się do roboty”, zapełnić swój grafik aż po brzegi, a równocześnie zachować work­life balance. To trochę tak jakby zmuszać kogoś do nauki jazdy na motocyklu, ale bez motocykla. Nic dziwnego, prawda?

W świecie tak pełnym sprzeczności jak ta powyżej, zanim podejmiemy próbę zmiany zasad gry, musimy je wpierw poznać, by wiedzieć, co wymaga tejże zmiany. inaczej mówiąc, sami musimy postępować sprzecznie: czasami najlepsze, co możemy zrobić w świecie zdominowanym przez kult produktywności, to odpuszczenie – sobie. Popularni dzisiaj instruktorzy medytacji, nauczyciele mindfulness’u, ale także szerokie grono cenionych psychologów jako jedną z pierwszych wskazówek do osiągnięcia dobrostanu wewnętrznego podają naukę odpuszczania sobie. Najczęściej mają na myśli rezygnację z kontroli nad kwestiami, na które nie mamy wpływu, a więc tego, co znajduje się poza nami, z zastrzeżeniem, że mamy natomiast wpływ, jak na to reagujemy i co w związku z tym robimy. Zamówione meble przyjadą z kilkudniowym opóźnieniem?

autorka: izabela biernat fot. Freepik

Okej, wprowadzka do nowego domu będzie musiała jeszcze trochę poczekać. Wolny termin do fryzjera jest dopiero w przyszłym miesiącu? Szkoda nerwów, trzeba po prostu uzbroić się w cierpliwość i nic więcej. Strasznie dzisiaj zimno, a planowałam założyć nową, zwiewną sukienkę? Założę coś innego, a na tę sukienkę przyjdzie jeszcze czas.

Powyższa sztuka odpuszczania dotyczy kwestii niezależnych od nas. A co z kwestiami zależnymi bezpośrednio od nas? Z odpuszczaniem samym sobie?

Myśli, by sobie odpuścić, najczęściej kiełkują w naszych głowach w chwilach w chwilach wypalenia, zmęczenia (zarówno psychicznego, jak i fizycznego), poczucia bezsilności, , ale także wtedy, gdy dopada nas najzwyklejsze lenistwo lub prokrastynacja. Nieraz odczuwamy ogromną satysfakcję, gdy w takich momentach zapieramy się i nie odpuszczamy, wykonując dane zadanie. Wola walki, samodyscyplina i determinacja to nie­

zwykłe cechy, które zawsze warto w sobie pielęgnować. Zapominamy jednak regularnie o drugiej stronie medalu – o odpuszczaniu. Nie chodzi oczywiście o zaprzestanie jakichkolwiek czynności, bo nie zaprowadziłoby nas to do niczego. Mam tutaj na myśli to, że elementem rozwoju zawsze powinna być znajomość własnych możliwości, ograniczeń oraz tego, kiedy należy się wycofać. Wycofać tylko po to, by nie dać się „zajechać”, dać sobie przestrzeń na regenerację i by następnym razem wrócić ze zdwojoną siłą.

Odpuszczanie samemu sobie, by zarazem nie traktować tego jako porażki, nie należy do łatwych zadań. Pomocnym narzędziem w takich momentach jest przypomnienie sobie, że nikt nie jest względem nas samych tak krytyczny i wymagający jak my sami. Ta perspektywa pozwala na zdjęcie z siebie trochę presji, ponieważ zwraca uwagę na być może dosyć brutalny, ale oczywisty fakt: świat się bez nas nie zawali,

Praktyka odpuszczania sobie samemu potrafi być niemal zbawienna. Zwłaszcza jeśli dotyczy odpuszczania sobie oczekiwań, które narzuciliśmy na siebie poprzez bezustanne porównywanie się do innych.

dlatego możemy zerwać z narzuconą sobie rolą bohatera. świat niewiele obchodzi to, czy dzisiaj cały dzień poświęcimy na pracę bądź studia, czy tylko pół, a drugie pół przeznaczymy na ulubione hobby, by utrzymać się w dobrej kondycji, kolejnego dnia znowu zasiąść przy biurku i się przy tym nie wypalić. reasumując, praktyka odpuszczania sobie samemu potrafi być niemal zbawienna. Zwłaszcza jeśli dotyczy odpuszczania sobie oczekiwań, które narzuciliśmy na siebie poprzez bezustanne porównywanie się do innych – „bo wydaje nam się, że tak powinno wyglądać nasze życie”, „bo właśnie wtedy poczujemy, że nasze życie spełnia społeczne wymagania i jest coś warte”. Żaden z tych scenariuszy nie jest prawdą. Życie składa się również z tych nieidealnych momentów, słabszych dni i porażek –każde z nich jest wart przeżycia, a o ich wartości musimy przekonać się już sami. 

Lato w kraju, a nie w Dubaju

Wakacje to idealny czas na eksplorowanie nowych terenów, a nasza ojczyzna to prawdziwa skarbnica podróżniczych miejsc. Auto, camping, zgrana ekipa – ahoj, przygodo, road trip czeka!

Polska jest świetną bazą wypadową zarówno na jednodniowe eskapady, jak i dłuższe wycieczki. Nawet jeśli wydaje Wam się, że widzieliście już wszystko, jestem pewna, że znajdzie się coś, co może Was zaskoczyć. A gdyby tak spakować samochód, przygotować jedzenie do słoików i ruszyć w głąb Polski? Zapraszam na road trip po kraju nad Wisłą.

Parki Narodowe czy spływy kajakowe?

Tętniące życiem miasta, majestatyczna architektura, urokliwe sielskie wioski, wymagające górskie szczyty, rwące rzeki i gęste lasy to

tylko niektóre z kierunków, które mogą wyznaczyć azymut letniej podróży. Wybór należy do Was. Jeśli natomiast lubicie zielone przestrzenie i spokój, jaki niesie ze sobą przyroda, to być może znajdziecie w tym mini poradniku coś dla siebie. Nie starczyłoby wakacji, aby

zrealizować wszystkie pomysły na spędzenie urlopu w Polsce, ale może któraś z destynacji przypadnie Wam do gustu. Kolekcjonujecie nasze rodzime parki narodowe? Do wyboru są 23 kompleksy przyrodnicze wyróżniające się swoją fauną i flo­

autorka: Justyna arLet‑GłoWacka

rą, które pozwalają odetchnąć od zgiełku miasta. rozrzucone po całym kraju mogą stanowić ciekawy punkt wyjścia do wytyczenia mapy wakacyjnych podróży.

A może nieco zapomniana i niedoceniana wschodnia ściana kraju? Podlasie, Białowieża i piękne

Z namiotem po p olsce

pojezierza mają do zaoferowania coś więcej niż przeludnione w sezonie mazurskie porty.

Kaszuby – kolejny rejon, który umyka Polakom, a w swojej niepozorności kryje prawdziwe skarby. Dziki zachód r P to z kolei gęste lasy i rzeczne meandry idealne na spływy kajakowe oraz biwakowanie pod gołym niebem. Jest w czym wybierać, a różnorodność przyrodnicza naszego kraju na pewno Was nie rozczaruje.

Road trip po polsku Chociaż samochód nie jest najbardziej ekologicznym środkiem transportu, pozwala dotrzeć w rejony, do których trudno trafić koleją. Jeśli zbierzecie zgraną ekipę, przygotujecie prowiant i opanujecie rozkładanie namiotu w 10 minut, zorganizujecie wyjazd idealny na studencką kieszeń, a przy okazji zapuścicie się w głąb Polski tam, gdzie prawie nikt nie dociera. W sezonie wakacyjnym trudno uniknąć tłumów, jednak możecie być pewni, że na molo w Sopocie będzie znacznie więcej turystów niż na równie urokliwej kładce nad kaszubskim jeziorem. Bierzemy auto, pakujemy

namiot i w drogę. infrastruktura campingowa jest w miarę dobrze rozwinięta, więc ze znalezieniem miejsca na nocleg nie powinniście mieć problemu.

Co zrobić, żeby jak najbardziej zminimalizować koszty podróży? im Was więcej, tym weselej i tym mniejsze rachunki. Jedzenie? Sto­

łowanie się w restauracjach to nie jest najbardziej ekonomiczna opcja, ale na wyjeździe domowe spaghetti ze słoika to prawdziwa uczta. Do tego warto pamiętać o aplikacjach takich jak Too Good To Go lub Foodsi, które zapobiegają marnowaniu żywności, a przy okazji ratują portfel.

Łazienkowy zawrót głowy

Kluczem do udanego road tripu po Polsce jest sprawne auto, nieprzeciekający namiot i prowiant, który obniży koszty wycieczki. im więcej własnego sprzętu biwakowego, tym łatwiej przetrwać, więc turystyczna kuchenka, menażka, maty samopompujące czy przedłużacz również podniosą komfort takiej podróży.

Chociaż nie możemy narzekać na brak campingów, niektóre z nich pamiętają jeszcze czasy P r L­u i przydałby im się gruntowny remont. Pole namiotowe wyposażone w dobrze zorganizowaną infrastrukturę sanitarną to w Polsce prawdziwy skarb, a tym, co przerasta naszą myśl technologiczną, jest… łazienka. Ze świecą szukać dobrze funkcjonujących kabin prysznicowych, bez prześwitujących kotar, z działającym odpływem i przestrzenią większą niż jeden metr kwadratowy. Każdy kolejny camping to nowe, zaskakujące rozwiązania, które błagają o pomstę do nieba. Jednak zgrana ekipa i cuda natury potrafią wynagrodzić wszelkie trudy podróży. Namiot to dla wielu dosyć egzotyczna propozycja, ale warto mieć w swoim życiorysie takie doświadczenie, bo połączenie bliskości natury i paczki przyjaciół to kombinacja idealna. 

Namiot to dla wielu dosyć egzotyczna propozycja, ale warto mieć w swoim życiorysie takie doświadczenie, bo połączenie bliskości natury i paczki przyjaciół to kombinacja idealna.

V edycja akcji „ p oe Z ja s tudencka”

wiersze laureatów tegorocznej edycji „Poezja studencka”

organizowanej przez autorów audycji Dramat na Antenie uJOt FM

O mężczyźnie tak brzydkim że jego jedynym pięknem była twarz

Pewnego razu spotykałem się z mężczyzną tak brzydkim że jego jedynym pięknem była twarz skąpana w blasku ostatnich promieni słońca kiedy niby wspólnie przemierzaliśmy autostradę swą brzydotę próbował zakryć słowami o mym pięknie jakby miało być ono żylastym okryciem na jego brak duszy który rozkwitał w czynach opakowanych melodią rodzinnej kolacji wśród świec i marzeń jego ust. od zrywania dla mnie kwiatów na polu droga się okazała krótsza i prostsza (niż nie jeden by pomyślał) do umniejszania innym na których spoglądał z bocznego lusterka choć i tak fakt siedzenia obok niego nie sprawiał że w rzeczywistości patrzył na mnie inaczej niż na baranka codziennie rozmazującego się na horyzoncie się za nim, dziś akurat złapanego i sterczącego na ołtarzu podczas mantry o chrześcijaństwie i braku potrzeby umierania za dobro kiedy tak jechaliśmy autem w kolędzie komentarzy zatopiłem się w bocznym lusterku nie spoglądałem na innych a na siebie i zobaczyłem jak strasznie zbrzydnąłem jakby mi się oczy już nie ruszały wcale tylko zamarły z powodu mej ciszy róż bo uwierzenie ma być wystarczające z czym z ulgą się jednak nie zgadzam

Franciszek Ptak sonet i

Bartosz Krakowiak

Kotem być…

Człowiek to bardzo skomplikowana i zagmatwana istota, Toteż dość często w umysł człowieka łatwo się wkrada głupota, Pan Bóg by wszechświat był w równowadze stworzył mądrzejsze istoty, I są to koty…

Ludzie wciąż goniąc prestiż i chwałę, nie widząc nic prócz pościgu, Sami stawiają labirynt złudzeń w pokrętnym szczurzym wyścigu, A czemuż to koty całe swe życie gonią wciąż za myszami?

Bo są kotami…

Nasi tak “ludzcy” filozofowie zadają sobie pytanie, “Co to oznacza by być człowiekiem?” - wyjaśnić, ich powołanie, Dlaczego znany koci filozof odłożył ten problem na potem? No bo jest kotem…

Czemu Ci wszyscy co chcieli być inni, finalnie są tacy sami? Dlaczego dzielimy wciąż ludzi, na tych co są z “nimi” lub z “nami”? Żeby w tym świecie pełnym sprzeczności pociechą być, nie kłopotem,

Chciałbym być kotem…

(fragment ze szkatułkowego opowiadania „Najdalsze z Miast”)

Jakaż cisza w figowców gęstwinie, Niepewnym krokiem zdążam w niemocy. Błyszczący sztylet pytań mnie nie minie, Gdy zapłonie szereg świec pośród nocy.

Przyjaciółko, jak odnowić tamte chwile, Gdy choć bliski Twych życzliwych dłoni byłem Nie zdołałem wypowiedzieć cierpień cichych, Którem skrył nieufny pośród krzewin lichych?

Wspomnienie Ciebie trwa wciąż we mnie żywe, Mglisty obraz wonnych ketmii zarośli, Gdym szeptał słowa one niemożliwe: “Dzień mój wyrywasz z objęć ciemności!”

Teraz, wszakże odejść muszę, tego nie pojmuję, Wiedz jednak, że powrócę, na zawżdy Cię miłuję.

f elieton

Piękno w zużyciu

W świecie nowości pojawiających się co minutę, sklepów kuszących tym, co tanie i „lepsze” niż stare, oraz influencerów nawołujących do całkowitej wymiany tego, co posiadamy, największym protestem jest używanie tych samych przedmiotów od lat.

Zegarek z porysowanym szkiełkiem i wypłowiałym, przetartym paskiem. Piórnik, w którym kiedyś rozlał się atrament z długopisu. Kubek z utłuczonym uchem i pajęczyną drobnych pęknięć na szkliwie. Wszystkie te przedmioty łączy fakt, że znajdują się w moim posiadaniu wystarczająco długo, bym musiała się dokładnie zastanowić, zanim określę, ile dla mnie znaczą.

Pamiętają ostatnie minuty przed odjeżdżającym pociągiem; szukanie w pośpiechu długopisu, by zapisać coś ważnego, herbatę wypitą z dawno niewidzianymi bliskimi. Sięgając po nie codziennie, znam już dokładnie ich fakturę i kształt. Używam ich niemal intuicyjnie – nie muszę myśleć, czy się sprawdzą, czy dostosują się do tempa mojego życia. Są dobrze oswojone.

Posiadanie tych samych rzeczy nieprzerwanie od lat to źródło komfortu i bezpieczeństwa –a przy tym coś, co w lśniącym dobrobycie XX i wieku pozostaje mocno niedoceniane. Zwykły kubek, portfel czy ten sam wazon, odkurzany co tydzień od dekady, oferują stabilność. W dobie ciągłego medialnego hałasu i zmian, które pojawiają się szybciej, niż zdążymy oswoić poprzednie, najzwyklejsze przedmioty są w stanie stworzyć poczucie stałości. Gdy świat kolejny raz testuje nasze umiejętności zachowania spokoju, nieoceniona okazuje się codzienność – a trudno o niej mówić bez wspominania o jej prozaicznych, namacalnych elementach.

Pozwalając przedmiotom zagościć w naszym życiu dłużej niż na sezon lub dwa, oprócz odporności na zmiany budujemy również niepowtarzalny portret swoich nawyków, preferencji i wspomnień. Widoczne ślady zużycia to nie sygnał do pozbycia się danej rzeczy. Stanowią one raczej dowód na to, że coś lubimy na tyle, że podejmujemy codziennie ten sam wybór –taki, z którym jest nam wygodnie. Kultura wynosząca na piedestał stan „nowy z metką” wypiera naturalny proces zużywania rzeczy,

fot. Maria Wieruszewska

Posiadanie tych samych rzeczy nieprzerwanie od lat to źródło komfortu i bezpieczeństwa –a przy tym coś, co w lśniącym dobrobycie XXI wieku pozostaje mocno niedoceniane. Zwykły kubek, portfel czy ten sam wazon, odkurzany co tydzień, od dekady oferują stabilność. W dobie ciągłego medialnego hałasu i zmian, które pojawiają się szybciej, niż zdążymy oswoić poprzednie, najzwyklejsze przedmioty są w stanie stworzyć poczucie stałości.

traktując każdy najdrobniejszy uszczerbek jako coś niepożądanego i dalekiego od wymarzonej perfekcji. Uczestnicząc w kulcie nowości, tracimy więc możliwość budowania przez lata wyjątkowego archiwum upodobań, które bezpośrednio przyczynia się do kształtowania naszej indywidualności. Jednocześnie coraz większym wyzwaniem staje się wykształcenie cech potrzebnych do wyrobienia własnego gustu: cierpliwości, lojalności oraz odporności na trendy. Jedno odświeżenie strony głównej na instagramie wystarczy, by grono uśmiechniętych, wygładzonych filtrem twarzy zachęciło nas do zakupu nowej, bardziej efektywnej suszarki do włosów, słuchawek w niedostępnej wcześniej wersji kolorystycznej czy kosmetyczki, która pomieści jeszcze więcej. Wymieniać można by bez końca – bo świat współczesnego

marketingu nie ma granic. Skuteczność reklamy jest prawdopodobnie silniejsza niż kiedykolwiek, a to za sprawą zmniejszenia dystansu pomiędzy nią a odbiorcą, co znacznie ułatwiają media społecznościowe i oferowane przez nie formy przekazu. Będąc ich użytkownikiem, choćby w niewielkim stopniu, prędzej czy później i tak spotkamy treści, które z pozoru wyglądają jak dobra, przyjacielska rada, nagrywana entuzjastycznie z czyjejś łazienki. Jednak ich główny cel to przekonanie nas do zakupu, a co za tym idzie – wymiana starego na nowe jako przepustka do lepszego życia, czekającego na nas już po jednym użyciu karty płatniczej. rozwiązanie jest jedno, banalnie proste i wymagające samodyscypliny: nie kupować. W świecie nieustających transakcji, nie zawsze tych potrzebnych, prote­

stem staje się odłożenie portfela. Być może nawet warto zrobić to na dłuższy czas, jak w przypadku zdobywających popularność postanowień „no­buy”, które zakładają zminimalizowanie zakupów i skupienie się na tym, co już posiadamy. Nie chodzi o to, by całkowicie wyrzec się dóbr materialnych – dla większości z nas byłoby to niemożliwe. Wyłączając się jednak z błędnego koła kup­wyrzuć, które automatycznie zakłada, że każdy przedmiot ma wyznaczoną datę przydatności, oferujemy sobie przestrzeń do namysłu nad tym, co rzeczywiście nam się podoba i co nam służy. rzeczy przestają natomiast pełnić rolę tymczasowego gościa w naszym życiu, a w zamian stają się jego integralną częścią – kapsułą czasu, dla której mijające dni są jedynie upiększaczem, podwajającym jej wartość. 

autorka

Już nie media i już nie społecznościowe

Czekamy na sygnał

Większość dorosłych ludzi w Polsce korzysta z aplikacji, które pozwalają kontaktować się z innymi osobami i przekazywać istotne informacje. Są one wygodne i tak zadomowiły się w naszej codzienności, że zapomnieliśmy zadać sobie pytanie o to, kto za nimi stoi i jaki ma cel.

Kiedy tylko usłyszała o powstaniu Facebooka, młoda i ambitna Sarah zapragnęła dla niego pracować. Wierzyła, że może on być produktem łączącym ludzi, pomagającym odnaleźć się zaginionym członkom rodziny, współpracującym z organizacjami działającymi na rzecz praw człowieka. Kiedy spełniła swoje marzenie i została dyrektorką do spraw globalnej polityki publicznej, wkładała całe

ile może się wydarzyć w przestrzeni kwadratu? Okazuje się, że całkiem sporo, na pewno więcej, niż mogłoby się wydawać. „Kwadrat” to muzyczny spektakl grany przez dwóch aktorów młodego pokolenia (prywatnie przyjaciół), Stanisława Linowskiego i Łukasza Szczepanowskiego. Przy akompaniamencie muzyków i polskich hitów zespołów, takich jak Maanam, Kult czy Brygada Kryzys, bohaterowie zabierają nas do świata zamkniętego w bliżej nieokreślonej, kwadratowej przestrzeni.

W tym świecie słowa straciły znaczenie, a jedyną drogą do porozumienia jest właśnie muzyka, która – perfekcyjnie dopasowana do fabuły (a może to fabuła do niej?) – staje się właściwą narratorką historii. Spektakl jest

swoje serce w wykonywane zadania. Namówiła twórcę platformy, Marka Zuckerberga, do utrzymywania kontaktów z przywódcami państw – wierzyła, że pomoże to odpowiednio opracować regulacje i odpowiedzieć na potrzeby ludzi. Z czasem zaczęła dostrzegać w firmie coraz więcej zjawisk, które ją oburzały: traktowanie podwładnych z wyższością, współpracę z dyktaturami, przemoc seksualną i jej tuszowanie, a także świadome stosowanie mechanizmów uzależniających użytkowników. Sama była zmuszana do pracy podczas urlopu macierzyńskiego. Gdy zaczęła sprzeciwiać się praktykom Facebooka, spotykała się z wrogością.

Sarah Wynn­Williams w książce „Bezwzględni. O władzy, chci­

pełen humorystycznych scen, gestów i mimiki, które przy ograniczonym przekazie słownym odgrywają kluczową rolę. Jednak między wybuchami śmiechu publiczności jest również przestrzeń na refleksję i zadumę nad istotą relacji międzyludzkich. Energia między aktorami – dzięki ich wieloletniej przyjaźni poza sceną – jest czymś, co zauważamy od pierwszych chwil. Cytaty w postaci utworów muzycznych i filmowych osadzają „Kwadrat” w znanej nam rzeczywistości popkultury, zestawiając problemy bohaterów ze sceny z tym, z czym w dzisiejszym świecie mierzymy się sami. Chociaż scenariusz powstał już w 2019 roku, okazuje się niezwykle aktualny w czasach, w których demokratyczna wolność przesta­

wości i upadku ideałów największego portalu społecznościowego” zrelacjonowała siedem lat swojej pracy dla Facebooka i to, co w jej trakcie zaobserwowała, pracując blisko najwyżej postawionych w nim osób. Napisała nie tylko o tych nadużyciach, które są już obecne w świadomości społecznej, lecz także o takich, o których zdecydowana większość ludzi nie ma pojęcia.

Alicja Bazan sarah wynn‑williams, „Bezwzględni. O władzy, chciwości i upadku ideałów największego portalu społecznościowego” wydawnictwo Znak, Kraków 2026

je być czymś niepodważalnym. Zamknięci przyjaciele odtwarzają rytuały codzienności, próbują się ze sobą skomunikować i odnaleźć we wrogim świecie. Szukają bezpieczeństwa w schematach i we wzajemnej obecności, która – mimo że chwilami przytłaczająca – jest jedynym, co im pozostało. Bo czasem do szczęścia potrzebujemy tylko człowieka obok i odrobiny miłości. Justyna Arlet Głowacka „Kwadrat”, reż. ewa Kaim, narodowy stary teatr, Kraków 2022 

Wielka wędrówka słów

Językoznawcy potrafią spędzać długie godziny na analizie współczesnych tekstów, ale rzadko zaglądają w mroki prehistorii, gdzie powstawały fundamenty naszej komunikacji. Laura Spinney w swojej najnowszej książce „Proto. Jak nasz prajęzyk dotarł na krańce świata” wyciąga lingwistykę porównawczą z gabinetów uczelni i rzuca ją w wir wielkiej, globalnej przygody.

Autorka błyskotliwie dowodzi, że chcąc zrozumieć etymologię słów, musimy sięgnąć po narzędzia genetyki populacyjnej. Dzięki analizie kopalnego DNA śledzimy wielkie migracje ludów stepowych, które niosły ze sobą geny i zalążki gramatyki. Spinney z pasją tropi również ewolucję dźwięków i po­

kazuje, w jaki sposób drobne przesunięcia fonetyczne ukształtowały dzisiejszą mapę Europy i Azji. Jako doświadczona dziennikarka naukowa autorka skutecznie przełamuje akademicki schemat, pisząc dynamicznym, reporterskim stylem. Zamiast suchej teorii otrzymujemy fascynującą opowieść o ludziach – ich lękach, wierzeniach oraz wizji świata zakodowanej w strukturze języka praindoeuropejskiego. Warto dodać, że Spinney rzetelnie rozlicza się z mroczną przeszłością badań, wyraźnie oddzielając nowoczesną naukę od dawnych nadużyć i politycznych mitów.

Książka przywraca poczucie sensu badaniom nad etymologią i stanowi lekturę obowiązkową dla

każdego, kto chce zrozumieć, dlaczego mówimy tak, jak mówimy. To opowieść o tym, jak głęboko w naszej mowie ukryte są ślady wspólnej, zapomnianej przeszłości. Lektura uczy z większą czułością wsłuchiwać się w dźwięki otaczającego nas świata.

Klaudia Katarzyńska

Laura spinney, „Proto. Jak nasz prajęzyk dotarł na krańce świata”, wydawnictwo Znak Horyzont, Kraków 2026 

Przeszłość

i teraźniejszość w jednym kadrze

Siła słabych w obliczu dyktatury

Jak oduczono nas krytycznego myślenia?

„Martwe natury” w reżyserii Elsy revcolevschi to spektakl, w którym jedna przestrzeń staje się świadkiem wielu wydarzeń: miejscem spotkania przeszłości i teraźniejszości, zamkniętych w jednym kadrze. Hotelowy pokój zmienia swoje role: jest miejscem policyjnego śledztwa, planem filmowym, intymną przestrzenią relacji, wnętrzem getta z 1942 roku, a także muzeum ustanowionym przez państwową narrację. Każda z tych odsłon pozostawia po sobie ślad. Elsa revcolevschi, francuska artystka o polsko­żydowskich korzeniach, jest pierwszą zagraniczną rezydentką Narodowego Starego Teatru.

impulsem dla tej wizji jest historia łódzkiego Grand Hotelu, miej­

Dlaczego systemy totalitarne boją się tęczowej flagi, makijażu czy bycia po prostu sobą? Odpowiedź na to pytanie jest kluczem do zrozumienia mechanizmów władzy w Białorusi czy w rosji. Spektakl „Moja miłość” w krakowskim Teatrze Barakah to fascynująca, polsko­białoruska koprodukcja, która błyskotliwie i przewrotnie kreśli studium relacji pomiędzy społecznością queer a maszyną totalitaryzmu. rzuca wyzwanie mrocznym widmom dyktatury, robiąc to w najmniej oczywisty sposób: przez humor, metaforę i celebrację życia.

Czasem wydaje się, że represje czy walka o prawo do własnej tożsamości to rzeczywistość równoległa, na którą nie ma miejsca w naszym uporządkowanym

Negatywnych skutków nadmiaru mediów społecznościowych nikt dzisiaj nie kwestionuje. ich świat skonstruowany został w taki sposób, aby zatrzymać naszą uwagę jak najdłużej, przez co szybko tracimy poczucie czasu. Przeglądając telefon, rozpraszamy się w pracy i myślami regularnie wracamy do newsów, które wyświetliły nam się w telefonie. Początkowo wydawało mi się, że „Wiek magicznego myślenia” Amandy Montell będzie kolejną publikacją na odmieniony już przez wszystkie przypadki temat szkodliwych konsekwencji wszechobecnego szumu medialnego – niby każdy z nas zdaje sobie z tego sprawę, ale nie oszukujmy się: mało kto decyduje się dzisiaj na zupełne odcięcie się od internetu. Miłe było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że jestem w błędzie.

sca, w którym czas nie znika, ale osadza się w przedmiotach i samej przestrzeni. Pamięć staje się tu słowem kluczem, pozwalającym zrozumieć, jak istotny – w kontekście historii ludzkości – jest pojedynczy człowiek i to, co po sobie pozostawia. W tej sztuce pamięć indywidualna i zbiorowa przeplatają się, balansując między tym, co prywatne i publiczne, a także tym, co politycznie poprawne i nieocenzurowane.

Na uwagę zasługuje również gra świateł – to w jej rytmie aktorzy zmieniają swoje role i tożsamości, a największe tajemnice wychodzą na jaw. istotną rolę odgrywają także przedmioty obecne na scenie. rzeczy przesycone wspo­

świecie. Jednak nienawiść i pragnienie wolności to dwie strony tego samego medalu. Wszyscy –bez względu na polityczne granice – szukamy przestrzeni, w której nikt nie będzie nam dyktował, jak mamy kochać i kim mamy być. Twórcy spektaklu wychodzą od drastycznej sytuacji na Białorusi, gdzie nowe prawo ma wymazać z przestrzeni publicznej symbolikę queer. Jednak nie o skupienie na cierpieniu tu chodzi, lecz o zrozumienie mechanizmu nienawiści, która karmi współczesne dyktatury. Na scenie pokazane jest „widmo dyktatora”, które nie może umrzeć i ciągle się odradza, przyjmując nowe formy i próbując narzucić swoje reguły. Zamiast jednak uderzać w poważne tony, autorzy stawiają na „siłę słabych” i poczucie hu­

To, co mnie zaciekawiło w tej książce, to sposób, w jaki Amanda Montell podeszła do tematu. Jej przedmiotem zainteresowania są sekty – to, w jaki sposób funkcjonują, jak pozyskują nowych członków i jak ich zatrzymują. Przez lata pracowała również jako redaktorka w branży dziennikarskiej, dzięki czemu świat mediów i rządzących nim mechanizmów jest jej doskonale znany.

Połączyła dwa dobrze sobie znane obszary i tym samym dwie perspektywy w jedno. Do opisywania świata mediów podeszła jak do opisywania sekty. Przeprowadziła czytelnika przez manipulacyjne sztuczki pracowników mediów oraz samych użytkowników. Opisała także, dlaczego sami dajemy się na nie złapać z psychologicznego punktu widzenia, a także ja­

mnieniami stają się śladami pamięci lub tytułową „martwą naturą”. Spektakl zaskakuje głębią przekazu i prostotą formy: niewielka liczba rekwizytów, czworo aktorów wcielających się we wszystkie role oraz precyzyjna gra światłem wystarczają, by stworzyć wielowarstwową opowieść o pamięci, która trwa poza czasem. Dzieło stawia również pytanie o to, w jaki sposób my – jako jednostki – zarządzamy pamięcią. „Martwe natury” pokazują, że pamięć nie znika, a jedynie zmienia swoje formy. wiktoria Piwowarska

„Martwe natury”, reż. elsa revcolevschi, narodowy stary teatr, Kraków 2026 

moru, bo to śmiech okazuje się tu najskuteczniejszą bronią.

„Moja miłość” zmusza do refleksji nad tym, dlaczego lęk przed innością jest tak ważny dla propagandy. Pokazuje dziwny, miłosno­nienawistny związek między człowiekiem a władzą, zachęcając nas do pytań o własną postawę wobec konformizmu. Aktorzy zabierają nas w świat pozornie daleki od tego, który znamy, a jednocześnie bardzo bliski. Bo choć wiele nas różni, wszyscy na końcu tęczy szukamy tego samego: szczęścia i wolności. Agata Kurzepa

„Moja miłość”, reż. Maciej Gorczyński, teatr Barakah, Kraków 2026

ką rolę w tym procesie odgrywają czynniki takie jak chociażby budowa naszego mózgu. A co najważniejsze przy takich opracowaniach, Montell przez cały czas podpierała się licznymi pracami naukowymi i badaniami.

„Wiek magicznego myślenia” był naprawdę przyjemną lekturą. Całość została napisana płynnym językiem, a wszelkie „naukowe” treści przeplatały się z osobistymi doświadczeniami autorki. Książka rzuca również nowe spojrzenie na świat mediów, choć mogłoby się wydawać, że powiedziano już na ten temat wszystko.

izabela Biernat

Amanda Montell, „wiek magicznego myślenia”, tłum. Adam Pluszka, wydawnictwo Czarne, wołowiec 2026

Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Pismo Studentów WUJ - Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego, maj 2026 by Pismo Studentów WUJ - Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego - Issuu