Skip to main content

Pismo Studentów WUJ - Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego, styczeń 2026

Page 1

MIESIĘCZNIK NR 4 (330) • ROK XXX • STYCZEŃ 2026 • ISSN 1429–995X WWW.ISSUU.COM/PISMOWUJ • ROZDAWANY BEZPŁATNIE

Czy dodatki do żywności nam szkodzą?  str. 7 Jak nauczyć się asertywności?  str. 10 szydełko metodą na przebodźcowanie  str. 16

Trauma Czym jest, skąd się bierze, jak się jej pozbyć? 

str. 14


uniwersytet > studenci > kultura > sport Z pamiętnika studenta

autorka: Martyna Lalik

W ostatnie święta

Biały puch przykrył brukowane ulice Krakowa dopiero na początku stycznia, nie pozwalając mieszkańcom cieszyć się zimową aurą podczas minionych świąt Bożego Narodzenia. Teraz spadające z nieba płatki schładzają oblane potem czoła studentów i profesorów. Przedsesyjna gorączka właśnie się rozpoczęła. – Bardzo dziękuję Państwu za dzi­ siejsze zajęcia. Przypominam, że w przyszłym tygodniu spotyka­ my się na kolokwium zaliczenio­ wym. Do widzenia – rzuciła do nas pani doktor, po czym wy­ jęła chusteczkę i z przesadną wręcz elegancją zaczęła wycie­ rać zatkany nos. Na moim wy­ dziale wszyscy są albo chorzy, albo niewys­pani. Nawet ściany budynku zdawały się pochylać i szarzeć przez zmęczenie stu­ dentów przesiadujących całymi dniami w bibliotece. Styczeń już od kilku lat kojarzył się mi właśnie z katarem, gorącz­ ką oraz długopisem w dłoni, któ­ rym najpierw z ogromną staran­ nością zapisywałem na gładkim papierze daty egzaminów i ko­ lokwiów, a następnie pod pre­ sją czasu kreśliłem znaczki, pę­ telki i kropki, nazywane później, z wielką dumą, „notatkami”. Nie­ kiedy, aby odetchnąć od nauki, postanawiałem zrobić coś nowe­ go i nietypowego. Tym razem, za sprawą obejrzanego przed chwi­ lą odcinka serialu, postanowiłem zostać poetą. Bo czemu nie? Za­ wsze to coś kreatywniejszego niż przeglądanie reelsów, a na pewno urozmaici mi to pisanie sprawozdań czy esejów zalicze­ niowych. To znaczy – nigdy nie napisałem wiersza, ale zawsze musi być ten pierwszy raz! Zamieniłem więc długopis na pióro. Jakoś tak bardziej kojarzył mi się… no wiecie… z czymś „więk­ szym”. Zacząłem pisać: „W ostat­ nie święta…”. Raz po raz ociera­ łem pot z czoła. Świetnie, miałem już pierwszy wers. Co dalej, co dalej… Postanowiłem, że zrobię sobie kawę i przeczytam artykuł na wtorkowe zaliczenie. Po pięciu minutach znowu ocierałem pot z czoła. Strasz­ nie tu duszno. Chyba od lata nie było w tym pokoju tak gorąco. Przekręciłem się na krześle ob­ rotowym i przysunąłem do okna, pod którym znajdował się stary, żeliwny grzejnik, pomalowany na kolor ścian. W miejscu pokrę­ tła odnalazłem jedynie sterczą­ cy pręt, więc po prostu uchyliłem

okno. W tej samej chwili, jak ob­ jawienie, wpadł mi do głowy ko­ lejny wers: „Oddałem ci me ser­ ce”. Chwyciłem pióro i zapisałem kolejne wersy. Szło mi świetnie! Założyłem bluzę, bo jednak za­ częło ciągnąć chłodem, wytar­ łem nos i wróciłem do artykułu. Dziesięć minut później mia­ łem absolutnie dosyć. Przeczy­ tałem trzy strony i nie zrozu­ miałem z nich ani słowa. Żad­ ne metody 3-2-1 czy pomodoro focus nie zadziałały. Rzuciłem więc wszystko i wróciłem do mo­ jego wiersza. Przeczytałem na głos dwa wcześniejsze wersy i nie mogłem pozbyć się wrażenia, że już gdzieś to słyszałem. W końcu zacząłem pisać, a słowa jakby sa­ me się ze mnie wylewały. Pisałem i pisałem… Mam! Skończyłem! Świat lekko zawirował, strużka potu spłynęła mi po skroni, a rę­ ce zadrżały, pewnie z przypływu nagłej weny twórczej. Przeczy­ tałem wiersz jeszcze raz, ale po cichu. Genialne… Musiałem to po­ kazać innym! Szturchnąłem mojego współ­ lokatora Tomka, który siedzi na łóżku z słuchawkami na uszach. Gdy tylko na mnie spojrzał, zaczą­ łem recytować z namaszczeniem: „W ostatnie święta Oddałem ci me serce Ale kolejnego dnia Zwróciłaś mi je W tym roku By oszczędzić sobie łez Ofiaruję je komuś wyjątkowemu”. Po ostatnim wyrazie padłem na łóżko. Ostatkiem sił wepchną­ łem w ręce Tomka wymiętą kart­ kę z moimi złotymi zgłoskami. Znów pomyślałem o sesji i ob­ lałem się zimnym potem. Tomek bez słowa i z lekkim przeraże­ niem w oczach patrzył się to na mnie, to na wiersz. Nagle, jakby rodzicielskim gestem dotknął mo­ jego czoła. – Przecież ty jesteś strasznie rozpalony! Nie masz gorączki? – zapytał. Zanim zdążyłem cokolwiek od­ powiedzieć, rzucił mi koc i ter­ mometr. Po chwili na malut­

2 styczeń 2026 • Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego

Niekiedy, aby odetchnąć od nauki, postanawiałem zrobić coś nowego, nietypowego. Tym razem, za sprawą obejrzanego przed chwilą serialu, postanowiłem zostać poetą. Bo czemu nie? Zawsze to coś kreatywniejszego niż przeglądanie reelsów, a na pewno urozmaici mi to pisanie sprawozdań czy esejów zaliczeniowych. kim wyświetlaczu pojawiło się: 38,2 stopni Celsjusza. Faktycz­ nie! W takim stanie już musia­ łem majaczyć! Resztę wieczoru przespałem, a gdy obudziłem się następnego dnia, wymiętej kartki z wierszem już nigdzie nie było. Za oknem zamiast zimowej scenerii zoba­ czyłem wczesnowiosenną plu­ chę. Cały nocny śnieg stopniał

bez śladu. Tomek z ponurą miną oznajmił mi, że oblał zerówkę, ja natomiast zorientowałem się, że nawet nie dotarłem do połowy artykułu. Lecz zanim wróciłem do nauki, musiałem poczekać, aż spadnie mi ta sesyjna gorączka. Szkoda, że mój nagły talent po­ etycki nie przekładał się na rów­ nie nagłe zdolności do nauki pod­ czas sesji.  fot. Pexels


uniwersytet > studenci > kultura > sport Konferencja OFMA

autorka: Izabela Biernat

Rzut okiem na stan polskiego dziennikarstwa

autorka:

Daria Kopczyńska

W dniach 5-7 grudnia w Klubie Bankowca w Warszawie odbyła się kolejna edycja Ogólnopolskiego Forum Mediów Akademickich (OFMA) – od 11 lat największej w Polsce inicjatywy dla dziennikarzy studenckich. Co roku wśród gości konferencji znajdują się przedstawiciele najważniejszych ogólnopolskich redakcji, eksperci z zakresu PR­‑u i komunikacji społecznej, reprezentanci świata akademickiego oraz liderzy instytucji medialnych i finansowych, którzy dzielą się wiedzą i doświadczeniem z młodymi adeptami dziennikarstwa i PR. Pierwszym, najbardziej odczu­ walnym aspektem organizacji te­ gorocznej edycji była niezwykła dbałość o szczegóły i spójność między poszczególnymi punkta­ mi programu. Już od wejścia czuć było charakterystyczną mieszan­ kę profesjonalizmu i życzliwej at­ mosfery, z której OFMA słynie od lat. Powitani ciepłym świa­ tłem wnętrz oraz wielowymia­ rowym – bo trudno użyć inne­ go słowa – obiadem, mogliśmy odetchnąć po dwu i półgodzin­ nej podróży pociągiem. Co cieka­ we, połączenie Kraków­‑Warszawa Centralna, zwykle kojarzące się ze zdradą lub irracjonalnymi wyrzu­ tami sumienia, tym razem odeszło w zapomnienie. Zastąpił je ener­ giczny gwar rozmów wypełniający salę i wprowadzający uczestników w pozytywny nastrój przed oficjal­ nym rozpoczęciem wydarzenia. Oficjalną część wydarzenia otworzył panel „Cyfrowa dezin­ formacja – wojna, której nie wi­ dać”, poprowadzony przez Sylwię Adamczyk z NASK. Już ten pierw­ szy punkt programu zarysował główną oś tegorocznej konferen­ cji: mierzenie się z informacyjnym

chaosem, rosnącą rolą technolo­ gii i odpowiedzialnością, jaka spo­ czywa na mediach i ich twórcach. Wieczorna inauguracja XI Kra­ jowej Konferencji OFMA była na­ tomiast ukłonem w stronę szerzej zakrojonej refleksji o świecie – za­ równo medialnym, jak i geopoli­ tycznym. Najpierw dyskutowa­ no o przecięciu interesów Polski w obszarze gospodarki i geopo­ lityki, a następnie o tym, jak dziś uprawiać rzetelne, odpowiedzial­ ne dziennikarstwo. Sobotnie prelekcje rozpoczęły się od porannej kawy, a następ­ nie uczestnicy podzielili się na dwie ścieżki: dziennikarską oraz PR­‑owo­‑marketingową. Liczne panele obfitowały w żywe dys­ kusje, które nierzadko przenosi­ ły się także do kuluarów. Kulmina­ cyjnym punktem dnia była deba­ ta z udziałem Agnieszki Gozdyry, Pawła Prusa, dr Dominiki Rafal­ skiej i Radomira Wita. Dyskusja koncentrowała się wokół paradok­ su współczesności: czy odbiorcy naprawdę chcą prawdy, skoro tak łatwo ulegają emocjom? Atmosfe­ ra na sali była gęsta – nie tylko od refleksji, lecz także od intensyw­

nych reakcji uczestników. Finał XI Krajowej Konferencji OFMA sta­ nowił połączenie inspiracji i bar­ dzo ludzkiej perspektywy. OFMA 2025 okazała się nie tylko konferencją, lecz przede wszystkim przestrzenią spotkań, rozmów i realnej wymiany wie­ dzy. Był to prawdziwie intensyw­ ny czas – miejscami wręcz przytła­ czający mnogością tematów – lecz jednocześnie dawał poczucie do­ brze wykorzystanego czasu. Trzy

Pismo Studentów „WUJ – Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego” Redakcja: ul. Piastowska 47, 30-067 Kraków Wydawca: Fundacja Studentów i Absolwentów UJ „Bratniak” e­‑mail: wuj.redakcja@gmail.com; tel. 668 717 167 Strony internetowe: www.issuu.com/pismowuj oraz www.facebook.com/pismowuj Redaktor naczelny: Adrian Burtan Zespół: Ludzie i relacje: Justyna Arlet­‑Głowacka, Izabela Biernat, Alicja Bazan, Iwona Łaciak; Sztuka i inspiracje: Martyna Lalik, Karolina Iwaniec, Oliwia Wójciak, Wiktoria Piwowarska; Michał Jarosz; Słowa i myśli: Klaudia Katarzyńska, Wojciech Seweryn, Daria Kopczyńska; Sport i rekreacja: Wojciech Skucha, Michał Kowal; Kadr i obraz: Lucjan Kos, Emilia Czaja, Martyna Szulakiewicz­‑Gaweł Korekta: Karolina Iwaniec, Wiktoria Piwowarska PR i marketing: Justyna Arlet­‑Głowacka Media społecznościowe: Marta Kwasek, Izabela Biernat Okładka: Emilia Czaja Reklama: wuj_reklama@op.pl Numer zamknięto: 23 grudnia 2025 roku

fot. stock.adobe.com

dni spędzone w Klubie Bankowca udowodniły, że środowisko me­ diów akademickich w Polsce jest żywe, ambitne i świadome swo­ jej roli. Wyjeżdżając, można było od­ nieść wrażenie, że każdy z uczest­ ników zabiera ze sobą coś nowe­ go: kontakty, inspiracje, pomysły na własne projekty, a czasem po prostu odnowioną wiarę w sens dziennikarskiej pracy. 

Znajdź nas!

Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego • styczeń 2026

3


uniwersytet > studenci > kultura > sport

Co nowego na UJ?  Gra z XVI wieku Badaczka z Uniwersytetu Ja­ giellońskiego, dr hab. Justyna Kiliańczyk­‑Zięba, prof. UJ, zi­ dentyfikowała w zbiorach Ba­ warskiej Biblioteki Państwowej w Monachium unikatowy XVI­ ‑wieczny egzemplarz książki­ ‑gry „Fortuna albo szczęście”. To jedyna znana polska renesan­ sowa publikacja przeznaczona do zabawy, dotąd znana jedy­ nie z późniejszych wydań. Ustalono, że druk powstał w Krakowie, w oficynie Łazarza Andrysowica, następcy Hieronima Wietora, na przełomie lat 60. i 70. XVI wieku. Odkrycie było możliwe dzięki analizie drzeworytów, krojów pisma i struktury dzieła. „Fortuna” – opracowana przez Stanisława z Bochni (zwanego Kleryką) – była popularną w Europie grą losową, opartą na wybo­ rze pytań o przyszłość i rzucie kośćmi. Zawierała humorystyczne, często dosadne wróżby Sybilli, łączące erudycję z renesansowym komizmem. Publikacja funkcjonowała zarówno w środowisku dworskim, jak i wśród osób słabiej wykształconych, dzięki cze­ mu należała do najpowszechniejszych form ówczesnej rozrywki.

 Jak AI zmienia nasze poglądy? Międzynarodowy zespół badaczy, w tym dr Gabriela Czarnek z In­ stytutu Psychologii UJ, ustalił, że rozmowa z chatbotem opar­ tym na sztucznej inteligencji może znacząco zmieniać preferen­ cje wyborców. Wyniki opublikowane w „Nature” pokazują, że krótkie dialogi z modelami językowymi przesuwają deklaracje wyborcze skutecz­ niej niż tradycyjne reklamy polityczne. W eksperymencie z udzia­ łem 2,3 tys. Amerykanów chatboty popierające kandydatów w wy­ borach prezydenckich zmieniały postawy o 2-4 pkt proc., nawet czterokrotnie silniej niż spoty wyborcze. Jeszcze większe efekty – sięgające ok. 10 pkt proc. – odnotowano w badaniach przeprowa­ dzonych w Kanadzie i Polsce przed wyborami w 2025 r. Modele AI przekonywały głównie poprzez odwołania do danych i pozytywne argumenty, choć nie wszystkie informacje przedsta­ wiane jako fakty były poprawne. Badacze oceniają, że technolo­ gia może w istotny sposób wpływać na procesy demokratyczne i przyszłe kampanie polityczne.

autorka: Izabela Biernat

 Krakowscy licealiści ekspertami od klimatu Około 200 uczniów krakowskich szkół ponadpodstawowych wzię­ ło udział w 3. Krakowskim Teście Wiedzy o Klimacie, zorganizowa­ nym w ramach kongresu eko­ logicznego E­‑Know. Test, przy­ gotowany we współpracy z Uniwersytetem Jagiellońskim, obejmował 40 pytań dotyczą­ cych zmian klimatu, ekologii i po­ lityki środowiskowej, w tym m.in. porozumienia paryskiego, gre­ enwashingu i strefy czystego transportu. Uczestnicy mieli 45 minut na rozwiązanie zadań. Najlepiej wypadli uczniowie II LO: Julian Biedroń, Zuzanna Kwinta i Olga Szczęsna. Wyróżnienia trafiły również do przedstawicieli kilku innych krakowskich szkół. Zwycięzcy otrzymali sprzęt elektro­ niczny i upominki. Krakowski test towarzyszył IV edycji kongresu E­‑Know, który odbył się w Auditorium Maximum UJ. Program obejmował wystą­ pienia ekspertów, panele tematyczne oraz wydarzenia poświęco­ ne zmianom klimatu i problemowi fast fashion.

 Najlepsze oko, czyli „Camera Jagiellonica” W Oranżerii im. Józefa Warszewicza ogłoszono wyniki 9. edycji konkursu fotograficznego „Camera Jagellonica”, organizowanego przez Biuro Prasowe UJ. Uczestnicy rywalizowali w czterech ka­ tegoriach: „Architektura”, „Impresje”, „Życie studenckie” oraz no­ wej kategorii „Alumni”. Jury, w skład którego weszli m.in. przedstawiciele UJ i fotogra­ ficznych redakcji prasowych, przyznało nagrody oraz wyróżnienia. Zwycięzcy odebrali dyplomy i nagrody, w tym vouchery na sprzęt i upominki uniwersyteckie. Nagrody główne otrzymali: Barbara Kaczyńska, Marta Zając (w dwóch kategoriach) oraz Paweł Dudzik. W kategorii „Alumni” zwyciężyła również Marta Zając. Przyznano także nagrody spe­ cjalne rektora UJ i serwisu „Cafe Nauka” oraz nagrody miesięcz­ nika „Alma Mater”, które trafiły do Łukasza Gacka i Angeliki Mus­ ‑Nowak. Wybrane fotografie zostaną opublikowane w kolejnych numerach czasopisma.

 W imię dobrego imienia Tadeusza Kościuszki Uniwersytet Jagielloński i Komitet Kopca Kościuszki podpisali 1 grudnia porozumienie o współpracy na rzecz ochrony i upowszechniania dzie­ dzictwa Tadeusza Kościuszki. Dokument sygnowali rektor UJ prof. Piotr Jedynak oraz prezes Komitetu i dziekan WPiA UJ prof. Piotr Dobosz. Umowa przewiduje długoterminowe działania obejmujące projekty naukowe, edukacyjne i popularyzatorskie, a także wspólne inicja­ tywy dotyczące ochrony dziedzictwa kulturowego. Strony planują m.in. realizację badań interdyscyplinarnych i przedsięwzięć promują­ cych postać Kościuszki. Jak podkreślił prof. Dobosz, współpraca łączy potencjał naukowy UJ z wieloletnim doświadczeniem Komitetu w opiece nad ważnym symbolem narodowym. Porozumienie wpisuje się w strategię Komitetu, który wcześniej zawarł podobne umowy m.in. z Politechniką Kra­ kowską i Szpitalem Uniwersyteckim. Źródło informacji: uj.edu.pl

4 styczeń 2026 • Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego

fot. uj.edu.pl.jpg, Justyna Kuś


uniwersytet > studenci > kultura > sport Social media przyszłości

autorka: Klaudia Katarzyńska

Czy żyjemy już w „Black Mirror”?

To, co jeszcze niedawno wydawało się mroczną fantastyką z serialu „Black Mirror”, dziś staje się rzeczywistością. Kultowa produkcja przeraża nie tyle samą technologią, co wizją świata, w którym nasze cyfrowe uzależnienia ostatecznie obracają się przeciwko nam. Czy elementy znane z tego serialu nie towarzyszą nam już teraz?

– Tempo rozwoju jest obecnie tak szybkie, że nie wiemy, jak będzie wyglądać świat za pięć lat – mówi nam prof. Włodzisław Duch z Wydziału Filozofii i Nauk Społecznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Czy sztuczna inteligencja sta­ nie się lekarstwem na ludzką sa­ motność, czy może narzędziem totalnej kontroli, które pod po­ zorem wygody odbierze nam wolność wyboru? Maszyny co­ raz bardziej upodabniają się do ludzi, a tempo tych zmian zaska­ kuje nawet największych wizjone­ rów. Postanowiliśmy sprawdzić, gdzie w tych prognozach kończy się ponura serialowa wizja, a za­ czyna naukowa rzeczywistość. Przewidywanie tego, jak bę­ dzie wyglądał świat za dwadzie­ ścia lat, pozostaje zadaniem z po­ granicza fantastyki. – Tempo roz­ woju jest obecnie tak szybkie, że nie wiemy, jak będzie wyglądać świat za pięć lat – mówi nam prof. Włodzisław Duch z Wydzia­ łu Filozofii i Nauk Społecznych Uniwersytetu Mikołaja Koper­ nika w Toruniu.

Skoro nawet naukowcy nie są w stanie z pełnym przekona­ niem wypowiedzieć się o najbliż­ szej przyszłości, wszelkie zapew­ nienia, o tym, że w pełni kontro­ lujemy przyszłość – choćby tą związaną z rozwojem sztucznej inteligencji – brzmią co najmniej niewiarygodnie. W świecie pę­ dzącej technologii pokora wyda­ je się jedyną rozsądną postawą. Zgadza się z tym dr inż. Joanna Świebocka­‑Więk, kierowniczka studiów na kierunku sztuczna inteligencja z Wydziału Matema­ tyki i Informatyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. – Jestem ogrom­ ną zwolenniczką stanowiska An­ drzeja Dragana, który zauwa­ żył, że nie należy ufać nikomu, kto w stu procentach przewidu­ je kierunek i bezpieczeństwo roz­ woju sztucznej inteligencji. Uwa­ żam tak samo, bo pewności nie

fot. grafika wygenerowana przez AI (Gemini)

mamy nigdy, ale możemy mówić o trendach, które już dziś są za­ uważalne i technologicznie wia­ rygodne – podkreśla badaczka.

Bot jako Twój przyjaciel

Granica między człowiekiem a ma­ szyną zaciera się bowiem szybciej niż myślimy. – Niektórzy ludzie częściej rozmawiają z botami niż z innymi ludźmi, a nawet tworzą sobie awatary, czyli postaci na ekranie, nie wystarczy im sam głos – tłumaczy prof. Duch. Wyni­ ka to z prozaicznej i smutnej przy­ czyny: – Mamy różne potrzeby i nie zawsze na tyle dobrych zna­ jomych czy rodzinę, by z nimi swo­ bodnie porozmawiać. Natomiast boty zawsze są miłe i pozwalają się wygadać – kontynuuje. Ta emocjonalna więź niesie jednak ryzyko, na które reagują już twórcy technologii. Ekspert

zwraca uwagę, że firmy produ­ kujące takie boty, jak przykłado­ wo ChatGPT, starają się zmniej­ szyć ich zbyt przyjazne nasta­ wienie, by uniknąć potencjalnych procesów sądowych, co wiąże się z oskarżeniami o negatywny wpływ na zdrowie psychiczne użytkowników. Z drugiej strony, wizja total­ nego uzależnienia emocjonal­ nego od maszyn ma swoje ra­ cjonalne uzasadnienie. Doktor Świebocka­‑Więk wskazuje na utylitarny charakter nadchodzą­ cych zmian. – W mediach społecz­ nościowych AI stanie się przede wszystkim warstwą wspoma­ gającą komunikację – mówi. Za­ miast szukać w maszynie powier­ nika, będziemy traktować ją jako narzędzie. – Użytkownicy będą coraz częściej wchodzić w inte­ rakcje z agentami, ale raczej dla

Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego • styczeń 2026

5


uniwersytet > studenci > kultura > sport uzyskania wsparcia i pomocy, nie zaś w celu zastąpienia komunika­ cji z drugim człowiekiem – pod­ kreśla ekspertka, powołując się na badania wskazujące, że użyt­ kownicy wolą „filtrowanie infor­ macji” od „sztucznych przyjaź­ ni”. Niezależnie jednak od tego, czy AI będzie przyjacielem, czy asystentem, jedno jest pewne – zmieni się forma naszego kon­ taktu z siecią. Smartfon w dło­ ni może niedługo być już dla nas przeżytkiem. – Nadchodzą okula­ ry AR, czyli rozszerzonej rzeczy­ wistości, z którymi będzie moż­ na nieustannie rozmawiać. Będą wiedziały o wszystkim, co robi­ my i doradzały nam na bieżąco. Podobnie jak rozpowszechniły się smartfony, tak i okulary AR staną się powszechne. Te urzą­ dzenia otworzą nam nowe źródła danych, które pomogą AI wcielić się w nasze życie – podkreśla prof. Duch. Niedługo może zmienić się także fundament uczenia maszy­ nowego. – Modele nie będą uczo­ ne tylko na tekstach i obrazach, ale będą także przewidywać za­ chowanie ludzi – dodaje ekspert. – Choć technologia będzie wnikać w nasze życie głębiej, pozwala to mieć nadzieję, Kiedy maszyny zaczną nas pamię­ że personalizacja – choć nieunikniona – będzie przebiegać w bardziej etycznych tać, wówczas zamiast narzędzia i przejrzystych ramach – podkreśla dr Świebocka­‑Więk. zyskamy „przyjaciela”, który zna nas na wylot. Zmiany będą większe niż tyl­ treści – wylicza dr Świebocka­ oczach. – Technicznie to jest możli­ staje niezwykle trudne, ponieważ ko pojawienie się nowego sprzę­ ‑Więk. To dowód na to, że cze­ we, widziałem już bardzo głębokie rzadko udaje się wskazać jedno­ tu. Profesor Duch zapowiada ka nas era totalnej personaliza­ dyskusje egzystencjalne z botami, znacznie konkretną przyczynę, na erę osobistych agentów, któ­ cji. – Opuszczamy wiek informacji, które niezwykle rzadko zdarzają przykład poradę udzieloną przez rzy przejmą nasze obowiązki, a wkraczamy w wiek rekomenda­ się pomiędzy ludźmi – przyznaje bota. W tle toczy się walka intere­ a dr Świebocka­‑Więk uzupełnia cji – dodaje ekspertka, powołując prof. Duch. Dla niego przyszłość sów. – Na każdej konferencji jest tę wizję o cyfrowe „drugie ja” – al­ się na słowa Chrisa Andersona. to symbioza, w której cyfrowy obecnie wiele rozważań na temat gorytm uczący się naszego sty­ W tym nowym, rozszerzonym byt staje się naszym wiernym etyki. Wciąż pozostaje nadzieja, lu i preferencji. Ta wygoda może świecie media społecznościowe odbiciem. – Modele AI są lustrem że systemy AI będą działać na na­ stać się jednak pułapką. – Ludzie wciąż ewoluują. – W perspekty­ naszego umysłu. Jeśli dużo z ni­ szą korzyść, a nie wyłącz­nie na są leniwi, więc zostawią myśle­ wie kilku lat media społeczno­ mi rozmawiamy, upodobniają się rzecz wielkich firm, które dzięki nie maszynom. A jak pisał Her­ ściowe staną się przestrzenią one do nas i starają się odpowia­ sieciom społecznościowym już bert w „Diunie”, to nie zapewni współistnienia ludzi i agentów dać na nasze potrzeby – podkreśla. wiedzą o nas bardzo wiele – mówi. nam wolności, lecz doprowadzi AI, z naciskiem na pełnienie przez Problem pogłębia także trud­ do zniewolenia przez zarządców nich ról informacyjnych, eduka­ Prawo nadąży? ność w weryfikowaniu praw­ owych maszyn – ostrzega badacz. cyjnych i moderacyjnych – mó­ Chociaż wizja algorytmów, któ­ dy. – Tracimy zaufanie do wszyst­ Ryzykujemy więc życie w iluzji wi dr Świebocka Więk. Czy ozna­ re czytają w nas jak w otwartej kiego, co widzimy w internecie. księdze, budzi obawy, dobrą in­ Może rozwiązaniem byłoby re­ kontroli, gdzie nie będzie moż­ cza to zmierzch znanych nam na odróżnić człowieka od awata­ gigantów platform społeczno­ formacją jest to, że na straży stoją jestrowanie użytkowników, co ra. Ekspertka stawia sprawę ja­ ściowych? Zdaniem naszej eks­ już nowe przepisy. Dr Świebocka ograniczyłoby anonimowość sno i podkreśla, że technologia pertki jest to bardzo prawdopo­ Więk uspokaja, że regulacje euro­ i przywróciło odpowiedzialność wprawdzie może być imponu­ dobne, ale raczej jako ewolucja już pejskie, takie jak Digital Services za własne działania – proponuje jąca, ale to człowiek musi pozo­ istniejących platform, a nie poja­ Act czy AI Act, nakładają obowią­ badacz. Jesteśmy więc rozdarci stać w jej centrum, zamiast być wienie się czegoś zupełnie nowe­ zek transparentności i ogranicza­ między bezpieczeństwem a wol­ spychanym na marginesy algo­ go. – Postęp w tej dziedzinie jest ją możliwość tzw. manipulacji be­ nością. – Opieramy się przed ta­ rytmów. błyskawiczny, a badania pokazu­ hawioralnej. kim ograniczeniem wolności, sta­ – Choć technologia będzie wni­ wiamy na edukację i wskazywa­ ją, że duże modele językowe po­ nie wiarygodnych źródeł, ale to Czy bot rozpozna nasze trafią rozpoznawać emocje lepiej kać w nasze życie głębiej, pozwala emocje? niż wcześniejsze systemy klasy­ to mieć nadzieję, że personaliza­ może nie wystarczyć – podsu­ Już teraz algorytmy w imponu­ fikacji – dodaje badaczka. W re­ cja – choć nieunikniona – będzie mowuje prof. Duch. jącym tempie dostosowują się zultacie może to fundamentalnie przebiegać w bardziej etycznych Stajemy dziś przed testem do naszych preferencji. – Szacu­ zmienić nasz odbiór mediów spo­ i przejrzystych ramach – podkre­ dojrzałości i definiowania war­ je się, że 70 proc. treści wyświe­ łecznościowych. śla dr Świebocka­‑Więk. W prak­ tości, którego nie rozwiąże za tlanych nam w serwisie YouTube Skoro algorytmy znają nas tak tyce jednak egzekwowanie tych nas żaden bot. Pamiętajmy, że pochodzi z rekomendacji opar­ dobrze, relacja z maszyną sta­ zasad napotyka na mur rzeczywi­ to nie technologia zdecyduje tej o analizę naszych zachowań. je się czymś więcej niż tylko wy­ stości, na co zwraca uwagę pro­ o naszej przyszłości, lecz grani­ Analogiczne badania dla serwisu mianą danych. Bariera emocjo­ fesor Duch. Jak zaznacza, przy­ ce, które sami odważymy się jej pisanie winy algorytmom pozo­ pos­tawić.  TikTok mówią nawet o 100 proc. nalna przełamuje się na naszych

6 styczeń 2026 • Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego

fot. Pexels


uniwersytet > studenci > kultura > sport autorka: Justyna Arlet­ ‑Głowacka

Dodatki do żywności

Jak rozkodować jedzenie? Wejdźmy głębiej w temat przetworzonej żywności. Czym są dodatki do żywności, jak je rozpoznawać i jak wpływają na nasze zdrowie? Aby żywność dłużej utrzymywała świeżość i nie psuła się zaraz po wytworzeniu, opracowany został szereg dodatków, które wpływają m.in. na jej trwałość i datę waż­ ności. Niektóre z nich odpowia­ dają także za konsystencję, kolor czy zapach, czyniąc produkty bar­ dziej atrakcyjnymi dla konsumen­ tów. Dodatki do żywności bywa­ ją owiane złą sławą – sprawdźmy zatem, czy rzeczywiście jest cze­ go się obawiać.

Badania

Dodatki do żywności znajdują się w wielu elementach naszej diety, wywołując sporo emocji – pyta­ nie jednak, czy słusznie? – Każda substancja dodawana do żywności musi zostać dokład­ nie przebadana pod kątem bez­ pieczeństwa jej stosowania – mó­ wi dr hab. Justyna Dobrowolska­ ‑Iwanek, specjalistka od żywności z Zakładu Bromatologii Collegium Medicum UJ. – Kluczową rolę od­ grywają badania toksykologiczne (np. pod kątem rakotwórczości) prowadzone na różnych gatun­ kach zwierząt. Analizuje się tak­ że sposób, w jaki substancje te są wchłaniane, metabolizowane i wy­ dalane z organizmu, a następnie ocenia się ich potencjalne działanie szkodliwe – wyjaśnia specjalistka. Aby konsumentom zapewnić jak największe bezpieczeństwo, takie badania mają charakter wie­ lopokoleniowy, co pozwala okre­ ślić wpływ substancji nie tylko na dorosłe osobniki, ale także na potomstwo. – W Unii Europejskiej bezpie­ czeństwo dodatków do żywno­ ści jest oceniane przez Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żyw­ ności (EFSA), który analizuje do­ stępne dane naukowe i wydaje za­ lecenia dotyczące ich stosowania w żywności – podsumowuje na­ ukowczyni.

Aspartam czy ksylitol?

Jednymi z najpopularniejszych dodatków budzących emocje są słodziki; zerknijmy na nie nauko­ wym okiem. – Wśród substan­ cji słodzących wyróżnia się kilka grup: poliole, zarówno te natural­ ne, jak i uzyskiwane syntetycznie fot. Pexels

– Ostatnie doniesienia sugerują, że syntetyczne słodziki, takie jak sukraloza i sacharyna, mogą zaburzać równowagę mikrobioty jelitowej, zmniejszając liczebność korzystnych bakterii i zwiększając tym samym obecność tych potencjalnie szkodliwych. Takie zmiany mogą wpływać na metabolizm glukozy i funkcjonowanie jelit, jednak efekty obserwowane u poszczególnych osób są kwestią indywidualną, a wyniki badań bywają niejednoznaczne i częściowo sprzeczne, co podkreśla potrzebę dalszych badań klinicznych – zwraca uwagę dr hab. Justyna Dobrowolska­‑Iwanek. (jak pochodne sacharozy, np. sor­ bitol, ksylitol, erytrytol), słodziki syntetyczne i półsyntetyczne (np. aspartam, sukraloza) oraz natural­ ne słodziki roślinne (np. glikozydy stewiolowe) – wymienia dr hab. Dobrowolska­‑Iwanek. – Osobom z nadwagą czy chorym na cukrzycę zastępowanie cukru substancjami słodzącymi rekomendowane jest m.in. przez Polskie Towarzystwo Badań nad Otyłością i Polskie To­ warzystwo Diabetologiczne – pod­ kreśla specjalistka. – Ostatnie doniesienia sugerują jednak, że syntetyczne słodziki, ta­ kie jak sukraloza i sacharyna, mogą zaburzać równowagę mikrobioty jelitowej, zmniejszając liczebność korzystnych bakterii i zwiększając tym samym obecność tych poten­ cjalnie szkodliwych. Takie zmiany mogą wpływać na metabolizm glu­ kozy i funkcjonowanie jelit, jednak efekty obserwowane u poszcze­

gólnych osób są kwestią indywi­ dualną, a wyniki badań bywają nie­ jednoznaczne i częściowo sprzecz­ ne, co podkreśla potrzebę dalszych badań klinicznych – zwraca uwa­ gę badaczka.

Nie takie złe

Wielu z nas patrząc na skład pro­ duktów w trakcie zakupów, po zlo­ kalizowaniu substancji zakodowa­ nej literą „E”, niechętnie wkłada go do wózka. – Numeracja E, którą są opatrzone wszystkie dodatki do żywności, może przestraszyć – zgadza się ekspertka. Okazuje się jednak, że kryją się pod nimi składniki spotykane także w na­ szej kuchni. – E100 (kurkumina), to barwnik pozyskiwany z korze­ nia rośliny Curcuma longa. E296 to kwas jabłkowy, czyli regulator kwasowości naturalnie występują­ cy w owocach, a za E306 kryje się tokoferol, czyli witamina E, która

naturalnie występuje w olejach ro­ ślinnych – wymienia dr hab. Justy­ na Dobrowolska­‑Iwanek. Sięgając po produkt ze sklepo­ wej półki, warto zapoznać się bliżej z jego składem, zwrócić uwagę na ilość cukru i tłuszczu czy obecność dodatków do żywności. Pojedyn­ cze dodatki nie muszą nas jednak martwić, ponieważ wiemy już, że wszystkie zostały przebadane pod kątem szkodliwości dla człowieka. Tak czy inaczej, jeśli ich liczba się wydłuża, powinna nam się zapa­ lić czerwona lampka. Zdrowe nawyki żywieniowe to także zachowanie rozsądku i umiaru – jeśli raz na jakiś czas zjemy coś słodkiego lub tłustego, świat się nie zawali. Popadanie w skrajności nie pomoże w budo­ waniu dobrych relacji z jedzeniem, dlatego warto korzystać z wiedzy naukowców. 

Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego • styczeń 2026

7


uniwersytet > studenci > kultura > sport Metoda Montessori

autorka: Karolina Jońca

Nauka, ale inaczej

Zróbmy eksperyment. Wyobraźmy sobie szkołę, w której nie ma tradycyjnych ocen, dzwonków, sprawdzianów, a uczeń z zaciekawieniem bierze podręcznik do ręki i przygotowuje notatki. Choć brzmi to jak pedagogiczna fikcja, w placówkach pracujących metodą Marii Montessori jest to codzienność. Pedagogika włoskiej lekarki, znana już od ponad stu lat, wciąż zaska­ kuje kształcących się nauczycieli i rodziców, którzy poszukują me­ tod opartych na wolności i samo­ dzielności dziecka. Jak to możliwe, że kobieta, która nie sprawowała opieki nad swoim synem, opraco­ wała metodę wychowania podzi­ wianą do dziś przez ludzi na ca­ łym świecie?

oraz kierunek pracy – mówi na­ uczyciel języka polskiego Alek­ sander Gawlica. W placówkach Montessori kluczowym elemen­ tem działania jest właśnie zacie­ kawienie ucznia. – Kiedy po 20-minutowej pre­ zentacji „zarzucę wędki”, a ucznio­ wie przechodzą do własnej inter­ pretacji, widzę, że oni naprawdę chcą pracować. Bo to jest ich pra­ ca – podkreśla Aleksander Gawlica. Uczniowie realizują zadania z za­ angażowaniem, bo czują, że jest to ich obowiązek. Wiedzą, że je­ śli w szkole nie wykonają określo­ nych zadań, będą musieli nadrobić je w domu, a to szkoła jest miej­ scem przeznaczonym do nauki.

Tutaj uczysz się od starszych

– Maria Montessori była jedną z pierwszych kobiet, która ukoń­ czyła kierunek medyczny. Odwa­ żyła się i została przyjęta. Podję­ ła niełatwą decyzję. Dzięki temu mogła sobie pozwolić na to, aby pracować i żyć w godny sposób – podkreśla Anna Karpińska (@wiel­ kie_lekcje), nauczycielka i trener­ ka Montessori. Poprzez obserwacje dzieci z trudnościami opracowała me­ tody wspomagające rozwój dziec­ ka, zwracając uwagę na naturalną ciekawość uczniów, ujawniającą się w określonych fazach ich roz­ woju. W pewnym momencie życia dzieci zaczynają zadawać więcej pytań i oczekiwać na nie odpo­ wiedzi – chcą zdobywać wiedzę. – Od dzieci w szkole tradycyjnej oczekuje się, że będą mniej wię­ cej w równym tempie uczyły się czytać czy pisać, a to nie do koń­ ca tak działa – mówi Anna Karpiń­ ska. – Mamy przecież podopiecz­ nych o różnych zdolnościach, jak i deficytach. Tak naprawdę w takiej klasie „jednorocznikowej” ucznio­ wie są na bardzo odmiennym po­ ziomie. W Montessori zaś mamy klasy mieszane wiekowo, co po­ zwala młodszym dzieciom uczyć się od starszych, tak jak w domu młodsze rodzeństwo czerpie wie­ dzę od starszego – dodaje. Jak podkreśla specjalistka, me­ toda Montessori uczy zarówno na­ śladowania starszych, jak i bycia liderem oraz testowania własnej wiedzy. W salach nie ma zatem biurka dla nauczyciela, tablicy ani ławek ustawionych w rzędzie. To przestrzeń pozbawiona elemen­ tów stworzonych dla nauczyciela.

Uczniowie robią, co chcą?

– Od dzieci w szkole tradycyjnej oczekuje się, że będą mniej więcej w równym tempie uczyły się czytać czy pisać, a to nie do końca tak działa – mówi Anna Karpińska. W pomieszczeniach dla młodszych dzieci jest pełno materiałów dy­ daktycznych z kontrolą błędu, czyli takich, które pozwalają uczniowi na samodzielne ich wychwytywa­ nie i naprawienie błędu. Jeszcze bardziej zadziwiający okazuje się nietypowy przebieg zajęć, który w centrum stawia roz­

8 styczeń 2026 • Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego

wój krytycznego myślenia, a przez to uczy samodzielności. – W tradycyjnym modelu edu­ kacji uczeń słucha wykładu i wy­ pełnia zadania według ściśle na­ rzuconego planu. W Montesso­ ri natomiast to on jest głównym podmiotem lekcji – to od jego de­ cyzji i ciekawości zależy tempo

Tak, ale w wyznaczonych grani­ cach. Sama Maria Montessori pi­ sała, że jeśli dorosły nie dopilnu­ je dziecka, aby wykonało swoje zadania, to jest to równoznacz­ ne z jego zaniedbaniem – odpo­ wiada Anna Karpińska. Obok na­ uki określonych tematów, istotny jest również rozwój umiejętności organizacyjnych, takich jak pla­ nowanie pracy czy zarządzanie czasem. W tym celu dzieci korzy­ stają z planowników – podkreśla. – To właśnie w nich dzieci zapi­ sują sobie, co mają do zrobienia, a co już wykonały, aby ta praca nie pozostawała wyłącznie w gło­ wie, bo to, co w głowie, szybko ula­ tuje – mówi Anna Karpińska. Jak dodaje, planownik pozwala dzie­ ciom na monitorowanie własnych zadań, ale jest także przydatnym narzędziem dla nauczyciela, któ­ ry wspiera i kontroluje prace pod­ opiecznych.

Dzień w szkole Montessori

Standardowy dzień w placówce Montessori rozpoczyna się od pla­ nowania harmonogramu 20-mi­ nutowych prezentacji – rozumia­ nych jako lekcje, nie zaś referaty z pokazem slajdów w tle. Anna Karpińska zaznacza, że zajęcia te wprowadzają nowe tematy, zaś po nich uczniowie otrzymują zadania fot. Daria Chyra (@mantulien)


uniwersytet > studenci > kultura > sport utrwalające. Ich przebieg nadzoru­ je od dwóch do trzech nauczycieli, którzy prowadzą zajęcia w mniej­ szych grupach, dobieranych we­ dług umiejętności podopiecznych. – Obowiązkiem dzieci jest to, aby były one gotowe na kolejną prezentację o konkretnej godzi­ nie. Uczniowie mogą w między­ czasie kończyć zadania, projekty, ale muszą być na nich obecne, bo to jest nasz – nauczycieli – czas dla nich – mówi specjalistka Mon­ tessori. W ten sposób opiekunowie nie tylko uczą dzieci, jak istotna jest znajomość zegarka, ale tak­ że planowanie zadań i zarządza­ nie własną pracą. Nieco inaczej wygląda praca choćby w klasie siódmej, w któ­ rej uczniowie przygotowują się do egzaminu ósmoklasisty. Jest to o tyle istotne, że sama Maria Montessori podkreślała, że edu­ kacja jej metodą: kończy się na etapie mniej więcej dwunastego roku życia. Wówczas dzieci sku­ piają się na nawiązywaniu relacji, pomocy – działaniu, nie zaś na zdobywaniu wiedzy. Aleksander Gawlica także roz­ poczyna zajęcia od wprowadze­ nia nowych zagadnień z zakresu literatury. Zajęcia z języka pol­ skiego są jednak bliższe tradycyj­ nemu rozumieniu lekcji, jednak to podopieczni odpowiedzialni są za analizę i interpretacje utworów. Zadaniem pedagoga jest nie je­ dynie tłumaczenie niezrozumiałe­ go materiału, ale przede wszyst­ kim zaciekawienie wychowanków tematem prezentacji. – Ważną wartością mojej pracy jest to, że

uczniowie mogą odkrywać – szu­ kać ukrytych znaczeń, wnioskować, zadawać pytania. Widzę, że kiedy sami do czegoś dochodzą, lepiej to zapamiętują i czują z tego re­ alną satysfakcję – mówi polonista.

Nie materiały, ale filozofia

Jak się okazuje, to właśnie wolność i poczucie sprawczości odgrywają decydującą rolę w kształtowaniu ciekawości i poczucia obowiązku ucznia, nie zaś kontrolujący i na­ dopiekuńczy nauczyciel, który usi­ łuje przelać na swoich podopiecz­ nych posiadaną wiedzę. W dobie powszechnego dostępu do edu­ kacji coraz trudniejsze jest poka­ zywać dzieciom świat i zachęcać je do tego czerpania z niego wie­ dzę całymi garściami. Pomoce na­ ukowe nie są zatem jedynym źró­ dłem nauki. – W montessoriańskim środowi­ sku jest takie powiedzenie, że na­ uczyciel nawet nie mając żadnej pomocy czy materiału, nadal mo­ że być najlepszy, bo to nie chodzi, ale o całą filozofię – zauważa An­ na Karpińska. Nie znajdziemy roz­ praszających, grająco­‑świecących pomocy dydaktycznych, które od­ ciągną uwagę dziecka od omawia­ nego tematu. Na rynku edukacyj­ nym można jednak znaleźć wiele materiałów oznaczonych dopi­ skiem „Montessori”, które w rze­ czywistości nie mają nic wspólne­ go z tą metodą. – Maria Montessori nigdy nie zastrzegła swojej metody, gdyż chciała, aby była ona dostępna dla wszystkich – mówi autorka @wielkich_lekcji. Warto więc we­

fot. stock.adobe.com, archiwum prywatne

– Ważną wartością mojej pracy jest to, że uczniowie mogą odkrywać – szukać ukrytych znaczeń, wnioskować, zadawać pytania. Widzę, że kiedy sami do czegoś dochodzą, lepiej to zapamiętują i czują z tego realną satysfakcję – mówi Aleksander Gawlica. ryfikować pomoce, które mogą jedynie czerpać z dorobku peda­ gogiki, ale nie stanowią jej części. Od wielu lat obserwuje się wzrost zainteresowania alterna­ tywnymi formami edukacji wśród

polskiego społeczeństwa. Nie da się jednak zaprzeczyć, że szkoła Montessori daje możliwość spoj­ rzenia na wychowanie i rozwój młodego człowieka w odmienny sposób. 

Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego • styczeń 2026

9


uniwersytet > studenci > kultura > sport Wysoka wrażliwość

Paulina Hycnar o stawianiu granic i wybieraniu siebie

autorka: Izabela Biernat

Zaczęło się od zagubienia i poszukiwania własnej tożsamości. Z czasem przyszło zrozumienie własnych potrzeb i umiejętność ich wyrażania. Dziś Paulina Hycnar, studentka psychologii, znana również w internecie jako Wysoko Wrażliwa, uczy, jak szanować siebie i komunikować swoje granice w sposób pełen empatii. łam okazji prowadzić ich w for­ mie stacjonarnej. Energia i dy­ namika z pewnością są wtedy zupełnie inne. Obecnie jednak moja działalność psychoeduka­ cyjna zajmuje mi mniej czasu, bo skupiłam się na czymś in­ nym – pomagam psychologom i psychoterapeutom w tworze­ niu treści. Spotykamy się na mo­ nitoringach, robimy burzę mó­ zgów i wymyślamy pomysły na nowe materiały. Pracuję nie tylko ze świetnymi specjalistami, ale także studenta­ mi psychologii. Mają ogrom wie­ dzy, ale brakuje im albo czasu, al­ bo pomysłu, jak to pokazać. Sama mam duże doświadczenie w two­ rzeniu takich treści – wiem, co działa, a co nie. Staram się prze­ kazywać im wiedzę w taki sposób, żeby było to ciekawe i życiowe. Oczywiście przez to cierpi moja własna działalność, bo skupiając się na innych, mam mniej energii na swoją pracę. Cieszę się jednak, że inni psychologowie dzięki temu rozwijają swoje profile i dociera­ ją do osób, które potrzebują psy­ choedukacyjnych treści.

Od czego zaczęło się u Ciebie zainteresowanie tematem wysokiej wrażliwości?

ÂÂ Od mojego niesamowicie głę­ bokiego zagubienia, niezrozumie­ nia siebie, lęków, obaw. Zadawa­ łam sobie pytania o poszukiwanie samej siebie, swojej tożsamości, a także o sposób stawiania gra­ nic w kontaktach z innymi oso­ bami. Odpowiedzi znalazłam w różnych poradnikach psycho­ logicznych. Natrafiłam też wte­ dy na określenie „wysoka wraż­ liwość”. Zaczęłam o tym czytać i coraz bardziej odnajdywałam w tym siebie. To sprawiało, że zaczęłam lepiej siebie rozumieć, pewne moje braki i lęki. Najpierw oswajałam się z tym, a dopiero później przepracowywałam na psychoterapii. Postanowiłam podzielić się tym wszystkim, co odkryłam, z szerszym gronem osób. Na po­ czątku był to blog, do którego założenia i prowadzenia bardzo zachęcał mnie mój partner, mó­ wiąc, że może więcej osób chcia­ łoby poznać moją perspektywę i wiedzę na ten temat. Początko­ wo tworzyłam anonimowo. Oba­ wiałam się, co pomyślą sobie inni i jak zareagują moi znajomi. Mu­ siałam dojrzeć do tego i przerobić wiele rzeczy w głowie, by wresz­ cie się ujawnić.

Dziś działasz na wielu kanałach: Instagram, podcast, prowadzisz też warsztaty. Który format jest dla Ciebie najważniejszy?

ÂÂ Każdy format dociera do in­ nej grupy osób, które w danym momencie szukają czegoś inne­ go. Podcast świetnie sprawdza się „w drodze” – w samochodzie, tramwaju, pociągu. Na Instagra­ mie tworzę treści bardzo szybkie do przyswojenia – pokazuję też zaplecze, podobnie jak na TikToku. Bloga już nie prowadzę, bo natu­ ralnie przeniosłam się na Insta­

– Przez wiele lat sama miałam ogromny problem z mówieniem „nie”. W moim słowniku nie było asertywności, odmawiania, wyrażania własnego zdania. Nie byłam tego nauczona – jak wiele kobiet. Byłyśmy uczone, by być grzecznymi, co często znaczy „bądź uległa”. Rób, jak inni chcą. Pomagaj zawsze, nawet gdy nie masz siły – mówi Paulina Hycnar.

grama – to tam czułam najwięk­ szą interakcję ze społecznością. I to on jest obecnie moim ulu­ bionym „miejscem”. Mam tam realny kontakt z ludźmi: niektó­ rzy nagrywają głosówki, wysy­ łają zdjęcia, na przykład książek, które polecają albo książek, któ­ re kupili, bo ja je polecałam. Mam więc poczucie, że to jest bardziej taki dialog, a nie monolog. Z czasem zaczęłam rozumieć, jak działają różne formaty, ja­ ki dają odbiór i jak wygląda sam

10 styczeń 2026 • Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego

proces tworzenia treści. Dzięki temu wybrałam to, co najbar­ dziej mi odpowiadało.

Oprócz tego wszystkiego regularnie organizujesz warsztaty, a także prowadzisz konsultacje dla psychologów i psychoterapeutów na temat tworzenia własnej marki osobistej.

ÂÂ Warsztaty są dla mnie bardzo przyjemną formą pracy. Żałuję bardzo, że do tej pory nie mia­

Jak dziś patrzysz na temat wysokiej wrażliwości?

ÂÂ To był ważny temat na począt­ ku mojej drogi, ale już nie jest moim głównym obszarem psy­ choedukacji. Na początku, gdy zaczynałam interesować się psy­ chologią, sięgnęłam po książki Elaine Aron na temat wysokiej wysokości. Ta perspektywa bar­ dzo mnie zaciekawiła i pomogła mi zrozumieć siebie. Kiedy za­ częłam studiować psychologię, zrozumiałam, że wysoka wraż­ liwość to tylko jeden ze skład­ ników osobowości i nie oznacza to, że wszystkie osoby wysoko wrażliwe są identyczne. Nigdy nie wierzyłam w ich jednorod­ ność – czułam sprzeciw, gdy ktoś zadawał pytania w stylu: „Jaka praca jest najlepsza dla wysoko fot. archiwum prywatne


uniwersytet > studenci > kultura > sport

– Zdrowa granica to taka, którą wyrażamy w sposób empatyczny, czyli taki, który nie rani i nie obraża. Zawsze warto brać pod uwagę, że to, co my czujemy, nie jest tym samym, co czuje druga osoba. Dla kogoś niektóre pytania czy prośby mogą być absolutnie na miejscu, naturalne, a jednocześnie dla nas są bardzo rażące lub intymne – mówi nasza rozmówczyni.

wrażliwych?”. To oczywiście za­ leży od wielu czynników, tak jak wszystko. Z czasem naturalnie odeszłam od tej tematyki. Nie odcinam się jednak od tego i nie uważam, że wysoka wrażliwość „nie istnieje”. Nie czuję już, że to mój temat przewodni – bardziej element mojego doświadczenia, który przerobiłam i poszłam da­ lej. To już nie jest ta sama fascy­ nacja, jaką, miałam jeszcze pięć lat temu.

Dziś mówisz głównie o granicach i asertywności. Dlaczego ten temat jest dla Ciebie tak ważny?

ÂÂ Przez wiele lat sama miałam z tym ogromny problem. W mo­ im słowniku nie było takich po­ jęć, jak asertywność, odmawianie czy wyrażanie własnego zdania. Nie byłam tego uczona – jak wiele kobiet. Byłyśmy wychowywane do tego, aby być grzecznymi, co często znaczy „bądź uległą”. Rób fot. Pexels

to, co i jak chcą inni. Pomagaj za­ wsze, nawet gdy nie masz siły. Nie chodzi o to, żeby popa­ dać z jednej skrajności w drugą i dbać tylko o siebie. Najzdrow­ sze jest to, co pośrodku. Dlatego fascynuje mnie asertywność – ja­ ko umiejętność szanowania wła­ snych potrzeb, jednocześnie ro­ zumiejąc, że inni też mają prawo odmówić. To temat szeroki i do­ tyczący każdej relacji – rodzin­ nej, przyjacielskiej, zawodowej, romantycznej.

śnie dla nas są bardzo rażące lub intymne. Są pewne pytania, tema­ ty, o których po prostu nie chcemy rozmawiać. Często zapominamy, że osoba zadająca niewygodne pytanie może po prostu nie zda­ wać sobie sprawy z naszych gra­ nic. Dlatego warto mówić w spo­ sób obiektywny: co się wydarzy­ ło, jak się z tym poczuliśmy, czego potrzebujemy. Przykład: „To py­ tanie sprawiło, że poczułam się niekomfortowo. Wolałabym nie rozmawiać na ten temat”. Albo: „Rozumiem, że to dla Ciebie waż­ Jak zatem według Ciebie ne, ale dziś nie mam czasu, żeby wygląda dobrze postawio- Ci pomóc”. Najważniejsze jest mówienie na granica? ÂÂ Zdrowa granica to taka, którą o własnych odczuciach, a nie ata­ wyrażamy w sposób empatycz­ kowanie drugiej osoby. Zamiast: ny, czyli taki, który nie rani i nie „Ty zawsze robisz…”, lepiej powie­ obraża. Zawsze warto brać pod dzieć: „Ja poczułam…”. Bliski jest uwagę, że to, co my czujemy, nie mi model Porozumienia Bez Prze­ jest tym samym, co czuje druga mocy, którego schemat empa­ osoba. Dla kogoś niektóre pytania tycznej komunikacji składa się czy prośby mogą być absolutnie z czterech kroków – najpierw na miejscu, naturalne, a jednocze­ przedstawiamy fakty, dotyczą­

ce danej sytuacji, potem mówi­ my o uczuciach, a na końcu o po­ trzebach i formułowanie prośby. Co istotne, nie ma tam miejsca na ocenianie czy oskarżanie drugiej osoby i wytykanie jej błędów, bo wtedy komunikacja staje się agre­ sywna i pozbawiona szacunku wobec drugiej osoby.

A co, jeśli ktoś notorycznie przekracza nasze granice?

ÂÂ Nie ma jednej recepty – to za­ wsze zależy od kontekstu, relacji, sytuacji. Inaczej reagujemy na ko­ leżankę ze studiów, a inaczej na mamę czy szefa. Jeśli przez lata zgadzaliśmy się na coś , ludzie przyzwyczajają się, że to „normal­ ne”. A kiedy nagle powiemy „nie”, oni będą próbować zrozumieć, co się stało. Mogą poczuć się zasko­ czeni albo odrzuceni, zastanawiać się, czy zrobili coś nie tak. To nie oznacza braku szacunku dla na­ szych granic, lecz zauważenie zmiany. Zawsze powtarzam, że

Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego • styczeń 2026

11


uniwersytet > studenci > kultura > sport

Paulina Hycnar: – Wiedza z psychologii nie sprawia, że żyję w innym świecie. Ludzie wciąż przekraczają granice, czasem świadomie, czasem nie. Często stawiam granice spokojnie i pewnie, ale nadal zdarzają się sytuacje, w których zamieram i nie wiem, co powiedzieć, automatycznie się uśmiecham, żeby być „miłą”, a po czasie rozmyślam: „Dlaczego nie powiedziałam tego wprost?”.

warto rozmawiać, ale jeśli roz­ mowy nic nie dają i trwa to lata­ mi, dobrze skorzystać ze wspar­ cia psychologa. Psychoedukacja nie zastąpi pracy ze specjalistą w indywidualnej sytuacji.

A jak Tobie samej idzie stawianie granic?

ÂÂ Zdecydowanie lepiej niż kiedyś, ale nadal bywa różnie. Wiedza z psychologii nie sprawia, że ży­ ję w innym świecie. Ludzie wciąż przekraczają moje granice, cza­ sem świadomie, czasem nie. Czę­ sto stawiam granice spokojnie i pewnie, ale nadal zdarzają się sytuacje, w których zamieram i nie wiem, co powiedzieć, auto­ matycznie się uśmiecham, żeby być „miłą”, a po czasie rozmy­ ślam: „Dlaczego nie powiedziałam tego wprost?”. Jestem w proce­ sie, chodzę na terapię i widzę, że nadal mam przestrzeń do pracy. Nauka asertywności to proces, który trwa.

Jak wygląda kwestia stawiania granic w Twojej działalności online? Czy Twoi klienci lub odbiorcy stosują się do wiedzy, którą się z nimi dzielisz?

ÂÂ W pracy z psychologami i psy­ choterapeutami moje granice są szanowane. Mamy różne normy, ale reagują spokojnie i ze zro­ zumieniem, gdy mówię np., że

w weekendy nie pracuję. Mam osobny służbowy telefon – w pią­ tek odkładam go do szuflady i nie zaglądam do niego aż do ponie­ działku. Natomiast w mediach społecznościowych spotykam się z różnymi, niekiedy nieprzy­ jemnymi reakcjami. Ludzie czę­ sto piszą bardzo długie, intym­ ne wiadomości i proszą o porady. Odpowiadam wtedy empatycz­ nie, ale jasno: nie prowadzę in­ dywidualnych konsultacji. Wciąż jestem w trakcie studiów z psy­ chologii, nie mam odpowiednich kompetencji, by takich konsulta­ cji udzielać. Czasem zdarzały się reakcje typu: „Ty tylko potrafisz bzdury publikować, żadnej real­ nej pomocy nie dajesz”. Były też sytuacje, które moc­ no przekraczały moje granice – jak wtedy, gdy inna twórczyni wykorzystała moją treść do pro­ mowania swojego szkolenia. Po­ prosiłam wtedy o jej usunięcie. Dostałam bardzo emocjonalną odpowiedź, byłam kilkukrotnie blokowana i odblokowywana. To było bardzo nieadekwatne i zde­ cydowanie nie w duchu aser­ tywności.

rą poleciłaś, bardzo mi pomogła”, podobnie każda refleksja, jaką dzielą się ze mną moi odbiorcy. Wzrusza mnie, kiedy ktoś pisze, że coś zrozumiał dzięki moim tre­ ściom; że mój podcast towarzy­ szy komuś w drodze do pracy i ta osoba czeka na nowe odcinki. To daje mi ogromną motywację, by działać dalej. Dostaję też wia­ domości, że moje zdjęcia z życia nad morzem zmotywowały ko­ goś do spełnienia własnego ma­ rzenia i przeprowadzki – to nie­ samowite uczucie. Mam społeczność, która pa­ mięta mnie sprzed lat – tę nie­ pewną siebie dziewczynę przed kamerą. A teraz widzą mnie, jak opowiadam, działam i dojrzewam. To daje mi wielką satysfakcję.

I co dalej?

ÂÂ Dostawałam liczne propozy­ cje napisania poradników o wraż­ liwości i inne oferty, ale świa­ domie z nich rezygnowałam. Uważam, że nie mam jeszcze wystarczającej wiedzy i to nie jest ten moment. Książka to dla mnie pewne zwieńczenie, któ­ re chciałabym tworzyć dopiero, gdy nabiorę więcej doświadcze­ Co daje Ci motywację, żeby nia. Przede wszystkim nie mówię mimo wszystko dalej two- „nie” książce w przyszłości, ale na rzyć wartościowe treści, tak ten moment odrzucam wszystkie jak robisz to od sześciu lat? propozycje wydawnicze. Teraz ÂÂ Wiadomości od ludzi. Każde koncentruję się na pomaganiu „dziękuję”, każde „ta książka, któ­ psychologom i psychoterapeu­

12 styczeń 2026 • Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego

tom w tworzeniu swoich marek osobistych, wykorzystując w ten sposób własną wiedzę. Oprócz tego chcę rozwijać psychoedu­ kację w formatach przystępnych dla szerszej publiczności – wie­ rzę, że media społecznościowe, mimo wad, mogą też nieść war­ tościową treść, jeżeli korzysta się z nich świadomie. Równo­ cześnie skupiam się na studiach z psychologii, które są aktualnie moim priorytetem. W przyszło­ ści chciałabym otworzyć własny gabinet i pracować w nim jako psycholog lub psychoterapeuta.

Z czym chciałabyś zostawić naszych odbiorców na koniec rozmowy?

ÂÂ Może zabrzmi banalnie lub zbyt motywacyjnie, ale chciała­ bym powiedzieć, że każdy z nas ma w sobie potencjał. Bardzo ważne jest to, żeby w tym mo­ mencie wkraczania w dorosłość, uczyć się ufać najbardziej sobie, nawet jeśli inni uważają to za egoistyczne. Oczywiście można brać pod uwagę opinie naszych bliskich – zazwyczaj mają dobre intencje – ale ostateczna decy­ zja należy zawsze do nas. Nikt tak naprawdę nie wie, co jest dla nas najlepsze. Na koniec przypomnę jesz­ cze, że zdrowie psychiczne jest niezwykle ważne i warto o nie dbać.  fot. Pexels


uniwersytet > studenci > kultura > sport Felieton

autorka:

Syzyf między polami

Daria Kopczyńska

Nowy rok przychodzi świeży, połyskujący szronem. Odbarwioną bibułą, złośliwym brokatem w szczelinach paneli. Trochę pogłosu na korytarzach. Nieco więcej pustych ścian, białej przestrzeni i niewiadomych, które przeskakują z nami w kolejne etapy życia. Patrzeć w przyszłość – bo do tego nawołuje każdy kolejny początek – zdaje się oznaczać odklejenie od wszystkiego, co znajduje się za długością linii własnego ciała. Zdystansowanie. Najtrudniejszym wyzwaniem pierwszych dni stycznia jest ra­ cjonalizacja. Odnalezienie pro­ duktywnych wniosków, wytłuma­ czeń dla wszystkiego, co przeszłe. Przypisanie dotychczasowemu życiu wydźwięku przyczynowo­ ‑skutkowego. Przy pewnym wy­ siłku nawet w światłocieniu wspo­ mnień da się odnaleźć logiczne rozwiązania – przecież nad nie­ wiadomymi uczuciami, zdarzenia­ mi i ludźmi można próbować po­ stawić zero albo jeden. To jednak wymaga odwagi. Do tego podzia­ ły prawda–fałsz czy dobro–zło ni­ gdy nie miały wystarczającej tole­ rancji błędu, a ich konsekwencją bywał zły wynik – częsta nadin­ terpretacja. Styczeń za to, siarczystym po­ wiewem, przywołuje warstwy zeszłorocznego kurzu, z którymi przyszło nam się rozstać: majo­ we początki i czerwcowy marazm; wrześniowe ambicje i paździer­ nikowe niedociągnięcia. To zapo­ wiedź kolejnych ruchów i prze­ sunięć. Szara strefa szachowni­ cy, granica między polami. Czas na reminiscencję i podsumowa­ nia był w grudniu, a teraz? Chwi­ la wyroku. Za stawianie kamieni milowych płacimy wielką cenę – zobowią­ zujemy się do jednotorowego to­ czenia się po krawędziach osi cza­ sowej. Wzdłuż niej kształtuje się pytanie o naturze egzystencjal­ nej – jak osadzony w niej człowiek odnajduje się w rzeczywistości? Jak układa się on w odniesieniu do jej przemijalności? Gdy, wbrew jakiejkolwiek ru­ tynie, zmuszony będzie obserwo­ wać, jak jego rodzice starzeją się z każdą wizytą w domu rodzin­ nym, a los każe mu patrzeć na nie­ trwałości: kursy migracji mebli po salonach, blaknięcie ścian, łusz­ czenie się farby. Wymiana Ziaji na Tołpę. Powrót z Euforii Kle­ ina w J’adore. W wilgotniejącym powietrzu zachody rozpłyną się ze szkarłatu w róż. A po ostatnim fot. Pexels

Camus zaleca wyobrażać sobie Syzyfa szczęśliwym, w kontekście zarówno byłego, jak i aktualnego życia, z którym dane jest mu się zmierzyć. On i jego głaz w obiegu zamkniętym – bez pytań.

dniu lutego, bezwzględnie i jak co roku, świat wieczorami będzie pachniał już tylko marcem. Jak radzi sobie jednostka ludz­ ka z tym przyzwyczajeniem? Z wiedzą, że mentalne ramy cza­ sowe wkrótce skrystalizują się na nowo, wytyczą ślady w świado­ mości i oddzielą od siebie epo­ ki: człowieka numer x i x+1, ludzi wynikających z poprzednich, po­ wiązań dzisiejszych wynikających z wczorajszych. Pytanie, czy akceptuje rzeczy­ wistość taką, jaką jest– że taki już jest ten status quo, z którym na­ leży się bezwzględnie pogodzić. Czy może uważa, że nie warto szukać – albo po prostu widzieć – w nim tragizmu. Na przykład Albert Camus w „Micie Syzyfa”, w kontekście egzystencji, nie postrzega jed­ nostki w sposób jednoznaczny. Wychodzi z pojęciem człowie­ ka absurdalnego, gdzie sam ab­ surd rodzi się z pragnienia jasno­ ści, w tym potrzeby tłumacze­ nia świata. „Nie ma słońca bez cienia i nie można nie znać nocy. [Człowiek]

powraca do życia, Syzyf do swo­ nie szukałby w nim niesprawie­ jego głazu”. dliwości. Nie usiłowałby przypi­ Bo ceną pamięci jest to, że ży­ sać światu zmiennej. cie toczy się dalej. Na dni pozostałe jedynie „Zostawiam Syzyfa u stóp gó­ w lusterkach wstecznych trud­ ry. Człowiek zawsze odnajdzie no zastosować metodę zero­ swój ciężar. Syzyf uczy go wier­ ‑jedynkową. Próżnia szachow­ ności wyższej, tej, która neguje nicy nie wymusza ani zgody, ani bogów i kamienie. On także mó­ odrzucenia wobec swoich pól. wi, że wszystko jest dobre. Świat Nie każe nazywać czy katego­ bez władcy nie wydaje mu się ani ryzować. Istotą bycia człowie­ jałowy, ani przemijający. kiem absurdalnym jest rezygnacja Każda z cząsteczek kamienia, z szukania rozstrzygnięć i w ten każdy poblask minerału w tej sposób autor unika apatii. Za to górze pełnej nocy sam w sobie na sytuację, gdzie jednak ułoże­ tworzą świat”. nie wzdłuż osi staje się niewy­ Zgodnie z perspektywą Ca­ godne, a kamienie milowe wbi­ musa, usytuowanie w chaosie – jają się w lędźwie i plecy, odpo­ w trudzie i nietrwałości – nie wiada jedynie: jest w pełni wytłumaczalne. Po­ „Trzeba wyobrażać sobie Syzy­ łożenie jednostki, jej umiejsco­ fa szczęśliwym”. wienie w świecie nieuczciwym Nie porządkując życiowych i asymetrycznym nie jest aspek­ niedopowiedzeń i niejasności. Nie tem, dla którego warto doszuki­ poszukując wyjaśnień tragizmu. wać się porządku. Nadawanie Camus zaleca wyobrażać so­ sensu niespójności – w mnie­ bie Syzyfa szczęśliwym, w kon­ maniu autora – jest bezcelowe. tekście zarówno byłego, jak i ak­ W próbie dostosowania się do tualnego życia, z którym dane jest spraw bieżących, w rozmyciu mię­ mu się mierzyć. On i jego głaz dzy kolejnymi powrotami do do­ w obiegu zamkniętym – bez py­ mu i niemymi porankami, Camus tań. „Kamień toczy się dalej”. 

Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego • styczeń 2026

13


uniwersytet > studenci > kultura > sport Jak rozpoznać i leczyć traumę?

Kiedy ciało mówi „dość”

autorka: Klaudia Katarzyńska

W mediach społecznościowych termin „trauma” odmieniany jest przez wszystkie przypadki i staje się synonimem każdego trudniejszego doświadczenia. Jednak dla psychologów to pojęcie oznacza coś znacznie głębszego niż chwilowy dyskomfort – to stan, w którym układ nerwowy zostaje przeciążony tak mocno, że traci zdolność obrony. Opublikowane w lipcu 2023 roku badania zespołu pod kierunkiem dra hab. Marcina Rzeszutka poka­ zują, że aż 60 proc. dorosłych Po­ laków doświadczyło w swoim ży­ ciu co najmniej jednego zdarzenia traumatycznego. Przekłada się to na niepokojąco wysoki wskaźnik prawdopodobnego zespołu stresu pourazowego (PTSD), który doty­ czy 18 proc. całej populacji i znacz­ nie przewyższając statystyki od­ notowywane w innych krajach. Dla porównania, światowa średnia po­ pulacji nieobjętej wojną waha się zazwyczaj w granicach 5–10 proc. Dlaczego w Polsce odsetek ten jest tak wysoki? Badacze wskazują na specyficzny zbiór czynników – od nieprzepracowanych traum historycznych i wojennych, które dziedziczymy międzypokoleniowo, po systemowe braki w dostępie do opieki psychiatrycznej. – Trauma to przeciążenie układu nerwowe­ go do takiego stopnia, że jesteśmy na tyle bezsilni, że nie potrafimy się ani obronić, ani uciekać – wy­ jaśnia mgr Katarzyna Jędrasiak­ ‑Rogóż, psycholożka i psychotera­ peutka poznawczo­‑behawioralna w trakcie certyfikacji. Należy przy tym zaznaczyć, że próg, za którym wydarzenie sta­ je się traumatyczne, jest kwestią indywidualną. Dla jednej osoby traumą będzie nadużycie seksual­ ne, podczas gdy dla innej to samo doświadczenie, choć bardzo trud­ ne i bolesne, nie wywoła skutków traumatycznych. Sama trauma jest doświadczeniem, natomiast PTSD stanowi jej możliwą, lecz nieko­ nieczną konsekwencję w postaci utrwalonych objawów, zaburza­ jących funkcjonowanie.

Walka i lęk

Umysł w trybie przetrwania eli­ minuje odcienie szarości i narzu­ ca myślenie w radykalnych ka­ tegoriach „zawsze” i „nigdy”, co psychologowie wiążą z mechani­ zmami obronnymi 4F (fight, flight, freeze, fawn, czyli kolejno: walka, ucieczka, zamrożenie i „obgłaski­ wanie”). – To pułapka nadmier­ nej empatii, w której bezbłędnie

– Trauma to przeciążenie układu nerwowego do takiego stopnia, że jesteśmy na tyle bezsilni, że nie potrafimy się ani obronić, ani uciekać – wyjaśnia mgr Katarzyna Jędrasiak­‑Rogóż. wyczuwamy potrzeby innych, ignorując własne. Mamy empa­ tię do wszystkich poza sobą – wy­ jaśnia ekspertka. Nawet branie całej winy na siebie, typowe dla tzw. narcyzmu wysoko wrażliwe­ go, pełni tu określoną funkcję. – To mechanizm dający złudne poczu­ cie sprawstwa: jeśli uznamy, że to my jesteśmy winni, zyskujemy przekonanie, że mamy wpływ na sytuację i możemy ją naprawić – tłumaczy psycholożka. Konsekwencją tego stanu jest trwały ślad w organizmie: cia­ ło staje się nadwrażliwym rada­

14 styczeń 2026 • Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego

rem, który wciąż szuka zagroże­ nia. – Ciało, które spotkało się z traumą, nie chce spotkać się z nią po raz drugi, tak samo, jak umysł. Stajemy się nadwrażliwi na dźwię­ ki, dotyk i ruch – wylicza ekspert­ ka. Ta czujność prowadzi do zaska­ kującego paradoksu: w sytuacjach kryzysowych i w chaosie osoby po traumie działają zadziwiająco sprawnie, natomiast w momen­ tach spokoju ich system nerwowy reaguje lękiem i bólem psychoso­ matycznym. – Kiedy jest bezpiecz­ nie, nagle aktywuję niepokój i po­ czucie, że muszę coś zrobić – tłu­

maczy psycholożka, wskazując na mechanizm błędnego koła: – Bez tego stresu, napięcia, kontroli nie ma wypoczynku. Dlatego kluczem do zdrowienia staje się świadome spowalnianie, na przykład uważ­ ne picie wody i nauka „stopowa­ nia” natrętnych myśli, choć ten pro­ ces wymaga systematycznego treningu.

Zdrowienie wymaga cierpliwości

Decyzja o sięgnięciu po pro­ fesjonalną pomoc bywa trud­ na, a lęk przed pierwszą wizytą fot. Pexels


uniwersytet > studenci > kultura > sport u psychologa lub psychoterapeuty jest całkowicie naturalny. – Przychodzisz do obcej oso­ by i masz jej opowiedzieć o swo­ ich najtrudniejszych momentach swojego życia, o których nie mówi­ łeś nikomu. Można tego nie chcieć. Fundamentem relacji z terapeu­ tą jest zaufanie. Jeśli go nie zbu­ dujemy, proces leczenia nie ru­ szy z miejsca – podkreśla eks­ pertka. I ostrzega: – Jeżeli już na pierwszym spotkaniu specjalista wywiera presję, by opowiedzieć o wszystkich szczegółach traumy, powinna nam się zapalić czerwo­ na lampka. Zdrowienie wymaga cierpliwo­ ści, bo nie da się w kilka chwil od­ wrócić mechanizmów budowa­ nych latami. – Jeżeli trauma trwa­ ła u kogoś, załóżmy 18 lat życia w dysfunkcyjnym domu, nie zmie­ nimy tego w ciągu jednej godziny. Nie mamy szansy natychmiast zmienić naszego umysłu ani jego chemii – tłumaczy psycholożka. Wciąż jednak wielu Polaków szuka drogi na skróty. Rynek well­ ness oferuje dziś setki „alternatyw­ nych” metod leczenia traumy: od „oddychania macicą”, przez ceremo­ nię z ayahuascą, po „powtórne po­ rody”. Ekspertka jednak ostrzega, że mogą one dać chwilowe uczu­ cie ulgi, dzięki wyrzutowi endorfin, ale często prowadzą do retrauma­ tyzacji. – Takie sesje opierają się na gwałtownym wyrzucie emocji: jest płacz, krzyk i chwilowa euforia wywołana endorfinami. To jednak tylko iluzja poprawy. Gdy ten stan mija, nieprzepracowane problemy wracają, często uderzając w nas ze zdwojoną siłą – mówi. Rzetel­ na terapia wymaga czasu, który różni się w zależności od nurtu: od kilkudziesięciu sesji w terapii poznawczo­‑behawioralnej, aż po lata pracy w podejściu psychody­ namicznym.

Krzyk o „nic”

Codzienność osoby, która zmaga się z traumą, to często nieustanna praca umysłu, który zamiast od­ poczywać, tworzy czarne scena­ riusze, co prowadzi do błędnego koło lęku i zmęczenia. – Część tych mechanizmów polega na ciągłym analizowaniu każdego słowa, ge­ stu i reakcji otoczenia. To prowa­ dzi do nadmiernego zamartwiania się, które uderza w nas najmocniej, gdy umysł nie jest zajęty bieżący­ mi sprawami, czyli głównie w nocy. W efekcie naturalną konsekwen­ cją staje się bezsenność – tłuma­ czy psycholożka. Do tego dochodzą wzorce wy­ niesione z domu, gdzie trudne emocje były „zamiatane pod dy­ wan”. Ten bagaż staje się szczegól­ fot. Pexels

Codzienność osoby, która zmaga się z traumą, to często nieustanna praca umysłu, który zamiast odpoczywać, tworzy czarne scenariusze, co prowadzi do błędnego koła lęku i zmęczenia. nie dotkliwy w relacjach, zwłasz­ cza gdy osoba po traumie zaczyna zdrowieć. Odzyskiwanie sprawczo­ ści paradoksalnie może być trud­ ne dla otoczenia, ponieważ wiąże się z wyrażaniem tłumionej lata­ mi złości. – Droga do odnalezie­ nia własnego głosu rzadko jest łagodna. Czasami jej koniecznym etapem jest po prostu krzyk – mó­ wi wprost terapeutka.

zyskujemy nie tylko spokój, ale i odporność na przyszłość. – Wie­ my, że trauma jest częścią na­ szej historii, ale nas nie definiuje. Najważniejsza zmiana polega na tym, że w obliczu ewentualnego zagrożenia nie będziemy już bez­ radni, bo teraz dysponujemy na­ rzędziami, by właściwie zareago­ wać – wyjaśnia. Współczesna neurobiologia, z badaniami Bessela van der Kol­ Droga do ulgi ka na czele, dowodzi, że „ciało pa­ Dlaczego warto skorzystać z po­ mięta” nawet wtedy, gdy umysł mocy specjalisty w leczeniu trau­ wyparł zdarzenie. Zakończenie my? Przede wszystkim po to, by terapii przynosi ulgę niemal fi­ przerwać błędne koło niesłuszne­ zycznie namacalną. – Pacjenci go samooskarżania się. Celem te­ często są zszokowani tym, jak rapii nie jest wymazanie pamięci, lekkie może być ich ciało. Wie­ lecz osiągnięcie stanu, w którym lu przyznaje, że nie zdawali so­ przeszłość staje się faktem, a nie bie sprawy z tego, jak ogrom­ otwartą raną. – Budujemy w niej ny, fizyczny ciężar nosili w sobie rolę rodzica dla samego siebie – przez lata – opisuje Katarzyna wyjaśnia terapeutka. Dzięki temu Jędrasiak­‑Rogóż.

Najważniejszą zmianą jest jednak odzyskanie sprawczości i umiejętność bycia ze sobą w ci­ szy, nawet jeśli cena za to bywa wysoka, jak choćby utrata części znajomych, którzy nie akceptują nowych granic. Jak wspierać bli­ skich w takiej drodze? – Zdejmij­ my z siebie presję: nie musimy wchodzić w rolę terapeuty, na­ prawiać czyjegoś życia ani go le­ czyć. Naszym jedynym obowiąz­ kiem jest obecność – wysłuchanie i zaakceptowanie tego, co czuje druga osoba – zaznacza specja­ listka. To wymaga jednak dojrza­ łości emocjonalnej od obu stron. Trauma nie odbiera nam przy­ szłości, jeśli nie zostajemy z nią sami. Terapia pozwala odzyskać głos, ciało i sprawczość, tak aby wreszcie zacząć żyć, zamiast je­ dynie przetrwać. 

Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego • styczeń 2026

15


uniwersytet > studenci > kultura > sport Hobby w dobie ekranów

autorka:

Maria wieruszewska

Odłóż telefon, weź… kłębek włóczki

W czasach, gdy dajemy się ponieść niekończącemu się przewijaniu aplikacji społecznościowych, prędzej czy później musi pojawić się pragnienie odmiany i próba odejścia od dotychczasowych nawyków. Dobra wiadomość – znalezienie alternatywy jest na wyciągnięcie ręki, a prym wiedzie paradoksalnie pokolenie ekranów, które coraz chętniej sięga po… szydełka. Styl życia poprzetykany włócz­ ką i krzyżówkami staje się pożą­ daną aspiracją. Same babcie nie są jednak w pełni odpowiedzial­ ne za wzrost popularności tego typu zajęć – tym razem to mło­ dość zaprzyjaźnia się z korzenia­ mi i przejmuje to, co dotąd było domeną starszych pokoleń. Coraz mniej już dziwi widok młodej osoby, która podróż umi­ la sobie robótką na drutach, czy przebijające się na mediach spo­ łecznościowych inicjatywy organi­ zujące warsztaty z tworzenia pa­ pierowych ozdób, haftu, czy ce­ ramiki. Natknąć się można nawet na krzyżówki i wykreślanki two­ rzone z myślą o młodszych od­ biorcach, z odpowiednio dobra­ nymi hasłami. Młodzi chcą robić coś kreatyw­ nego i odprężającego, bo coraz wy­

raźniej odczuwają przesyt tym, co wirtualne.

Świetny trening dla mózgu…

Hobby wymagające aktywności manualnych zdają się być odpo­ wiedzią na potrzebę ucieczki od ekranu. Sięgając po motek włócz­ ki, kolorowanki czy puzzle, oferu­ jemy swojemu umysłowi prawdzi­ wie odprężającą ucztę. Powtarzalne, regularne ruchy pozytywnie wpływają na proce­ sy kognitywne, a sam akt two­ rzenia czegoś – czy to skarpetek, czy obrazu – daje poczucie satys­ fakcji. Pozwalamy sobie zwolnić, a oprócz relaksu – jako głównego pożądanego efektu – zyskujemy znacznie więcej. Nowe hobby to świetna okazja do przełamywania swoich granic oraz pracy nad cier­

Hobby wymagające aktywności manualnych, zdają się być odpowiedzią na potrzebę ucieczki od ekranu. Sięgając po motek włóczki, kolorowanki czy puzzle, oferujemy swojemu umysłowi prawdziwie odprężającą ucztę.

16 styczeń 2026 • Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego

pliwością. Nieznana dotąd termi­ nologia, obce schematy ruchowe i zakres informacji całkowicie od­ rębny od tego, czym się zajmuje­ my na co dzień, to idealna recepta na zachowanie naszych mózgów w dobrej kondycji.

… ale swoje kosztuje

Nasze babcie wiedziały więc, co robią. Tylko czy je również tyle to kosztowało? Dla kogoś, kto sięga po rękodzielnicze zainteresowa­ nia po raz pierwszy, może okazać się to przytłaczającym doświad­ czeniem. Jak wybrać odpowiedni wzór na szalik? Jaka jest różnica między słupkiem a półsłupkiem? Naturalnym kierunkiem staje się wówczas poszukiwanie pomocy u mistrzów. Szybkie rozeznanie się w ofercie warsztatów na terenie Krakowa daje jasny obraz obecnej

sytuacji na rynku, która rękodziel­ niczych świeżaków może jednak łatwo zniechęcić. Przykładowo: warsztaty two­ rzenia ozdób świątecznych z pa­ pieru i metalu to koszt 150 zł od osoby; spotkania dziewiarskie z profesjonalistką – to nawet 300 zł. Można by wyliczać dalej; chociażby wspomniane wcześniej krzyżówki dla młodzieży kosztują 30 zł, w porównaniu do ich ogólno­ dostępnych odpowiedników, które kupimy za 10 zł lub mniej. Trzeba oczywiście doliczyć jeszcze ceny włóczki, gliny, farb i innych na­ rzędzi. Im dalej w las, tym cena bardziej wzrasta. 150 zł za mate­ riały na sweter? To już chyba wo­ lę scrollować.

Jak nie rozpruć portfela?

Musimy pamiętać, że wiedza kosz­ tuje, a rękodzielnictwo nie jest za­ zwyczaj traktowane na tyle po­ ważnie, by w nie zainwestować. Jeśli możemy, wspierajmy eks­ pertyzę – jeśli nie na co dzień, to od święta. Gdy chcemy jednak bez specjalnej okazji wkroczyć w świat babcinego wypoczynku, a nasz bu­ dżet jest ograniczony, wciąż ma­ my szeroki wachlarz możliwości. Przede wszystkim: YouTube i fo­ ra rękodzielnicze to klucz do bramy wiedzy. Jeśli zakres wideo tutoria­ li przytłacza, grupy na Facebooku z łatwością wskażą te najbardziej sprawdzone i przystępne. Tam rów­ nież dowiemy się o wyprzedażach w sklepach specjalistycznych i w co na początku zainwestować, tak aby później nie żałować. Dobrym roz­ wiązaniem są także materiały z lum­ peksów, pełnych wyjątkowej i taniej włóczki oraz tekstyliów. Jeśli nadal jednak istnieje potrzeba warszta­ tów i porady na żywo, warto zajrzeć do bibliotek i centrów kultury. Czę­ sto bezpłatnie lub za drobną opła­ tą, oferują one nie tylko naukę, ale i poczucie przynależności. Może więc kolejny weekend to najwyższy czas, by odłożyć telefon i zabrać się za rękodzieło. Babcia na pewno będzie dumna.  fot. Pexels


uniwersytet > studenci > kultura > sport Wspomnienie Wincentego Witosa

Ojciec niepodległości

autor: Adam Kwiatek

W styczniu obchodzimy 152. rocznicę urodzin trzykrotnego premiera Rzeczpospolitej Polskiej, Wincentego Witosa. Mimo skromnych początków stał się jedną z najważniejszych postaci polskiej historii pierwszej połowy XX wieku. Jego idee wciąż mają wpływ na współczesną rzeczywistość. cenci żywności zapewniają Pol­ sce bezpieczeństwo żywnościo­ we. Wielu ekonomistów uważa, że to właśnie produkcja lokalna jest odpowiedzią na postępującą globalizację i niepewne łańcuchy dostaw. Można zatem śmiało po­ wiedzieć, że spuścizna Witosa ma ogromną wartość ekonomiczną. Chłopi przez pokolenia byli war­ stwą pozbawioną podmiotowości, co sprawiało, że ich głos nie był brany pod uwagę w sprawach do­ tyczących całego społeczeństwa. Ludowcy wnieśli nową jakość na salony polityczne, gdyż mówili ję­ zykiem ludzi ziemi i pługa. Spo­ łeczny awans chłopów pozwolił wykształcić elity, które sprawiły, że wieś stała się równorzędnym aktorem życia społecznego.

Bronił wartości

Witos powiedział: „Chłop zachował w najgorszych chwilach ziemię, religię i narodowość. Te trzy wartości dały podstawę do stworzenia państwa”. Współcześnie coraz bardziej dostrzegamy i doceniamy wkład, który wnieśli chłopi w budowę niepodległej ojczyzny. Partie i ruchy ludowe wciąż odwołują się do tych tradycji. Coraz częściej słyszy się, że ktoś uprawia politykę zawodowo. Win­ centy Witos widział ją jako służ­ bę dla państwa i społeczeństwa, twierdząc, że: „nie ma sprawy waż­ niejszej niż Polska”. Kwestiami honoru były dla nie­ go uczciwość i odpowiedzialność, przez co niejednokrotnie był zmu­ szony ponosić konsekwencje wy­ znawanych wartości. W 1913 roku był jednym z członków Stronnic­ twa Ludowego, którzy doprowa­ dzili do rozłamu w partii. Powodem stał się fakt, że prezes Stapiński przyjmował korzyści majątkowe. Dla Witosa natomiast łapówkar­ stwo było nieakceptowalne. fot. histmag, stock.adobe.com

Nowa jakość

Trzykrotny premier był człowie­ kiem, który sytuację włościan znał od podszewki. Wierzył, że wieś może być silna i niezależna. Jako wybitny ideolog promował chłopską samopomoc, kółka rol­ nicze i spółdzielnie. Współtworzo­ na przez niego partia PSL „Piast” wspierała powstawanie lokalnych spółdzielni wiejskich, co pozwala­ ło na zakładanie lokalnych bizne­ sów i napędzało konsumpcję. Lu­ dowców śmiało można uznać za pierwszych większych promoto­ rów gospodarki lokalnej. Obecnie spółdzielnie przeży­ wają swoje odrodzenie, a produ­

Właśnie agraryzm, który rozpo­ wszechniał Witos, dał szansę naj­ liczniejszej grupie społecznej, aby mogli czuć, że państwo jest też ich własnością. Podczas jednego ze swoich pu­ blicznych wystąpień premier Wi­ tos powiedział: „Chłop zachował w najgorszych chwilach ziemię, religię i narodowość. Te trzy war­ tości dały podstawę do stworze­ nia państwa”. Współcześnie coraz bardziej dostrzegamy i doceniamy wkład, który wnieśli chłopi w bu­ dowę niepodległej ojczyzny. Partie i ruchy ludowe wciąż odwołują się do tych tradycji. Ostatnim, ale najważ­ niejszym elementem jego spuścizny jest obrona demokracji. Na tym polu Win­ centy Witos zbu­ dował sobie po­ mnik trwalszy od spiżu. Demokra­ cję uważał za nie­ zbędną podstawę dla budowy państwa, a nie jako narzędzie do zdobywania wpły­ wów i zapewnienia so­ bie dostatniego życia. Jako osoba sprawująca trzykrotnie urząd premiera miał świadomość słabości rządów w rodzącej się na nowo Polsce. Pomimo negatyw­

nych doświadczeń z polską klasą polityczną nie pochwalał działań sanacji, zmierzających ku rządom autorytarnym. Jako jeden z twórców Centro­ lewu (sojuszu partii centrowych z lewicowymi powstałego w 1929 roku) robił wszystko, co było w je­ go mocy, aby obronić demokra­ cję parlamentarną. W tym czasie regularnie krytykował rząd za nadużywanie władzy, represjo­ nowanie opozycjo­nistów i łama­ nie konstytucji. Sanacja postanowiła ukrócić działalność opozycji. W tym celu rząd zorganizował proces poka­ zowy, który przeszedł do histo­ rii pod nazwą procesu brzeskie­ go. W 1930 roku liderzy Centrole­ wu zostali aresztowani i osadzeni w twierdzy w Brześciu nad Bugiem, pełniącej rolę więzienia. W następ­ nym roku Witos został skazany na półtora roku pozbawienia wolno­ ści. Wyrok jednak nie złamał je­ go ducha i wyznawanych warto­ ści, a zamiast tego zbudował le­ gendę polityka gotowego ponieść wszelkie konsekwencje za obronę swobód obywatelskich. Po zakończeniu kary, udał się na emigrację. 

Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego • styczeń 2026

17


uniwersytet > studenci > kultura > sport autorka: Justyna Arlet­ ‑Głowacka

Rozmowa z Janem Jakubem Grabowskim

Do zła można się przyzwyczaić

– Rola kobiet w wydarzeniach historycznych zaczyna być wreszcie dostrzegana i otrzymuje odpowiednie i w pełni zasłużone miejsce w dyskursie na temat przeszłości. Faktem jednak pozostaje, że wciąż jest to narracja hagiograficzna, a o tych „złych” kobietach mówi się niewiele – opowiada Jan Jakub Grabowski, autor popularnego kanału historycznego na YouTube „Okupowana Polska”. Niedawno ukazała się jego książka o nadzorczyniach z niemieckich obozów koncentracyjnych.

– Ciągłe obcowanie ze śmiercią, terrorem i przemocą potrafiło mnie psychicznie wykończyć. Po dziennej lub nocnej sesji czułem się po prostu źle lub, co gorsza, neutralnie – mówi Jan Jakub Grabowski, autor książki o nadzorczyniach w niemieckich obozach zagłady.

Najpierw ,,Okupowany Kraków”, teraz ,,Okupowana Polska”. Jak ewoluował Pana kanał przez ostatnie lata?

ÂÂ Początki tego projektu sięgają czerwca 2020 roku. W tym czasie zmieniła się nie tylko nazwa ka­ nału, ale również powiększył się skład zespołu. Było to spowodo­ wane rosnącymi zasięgami kana­ łu i zapotrzebowania mi ze stro­ ny widzów na większą liczbę ma­ teriałów oraz naszymi własnymi ambicjami. Chcieliśmy częściej jeź­ dzić w teren, aby pokazywać ko­ lejne miejsca związane z historią II wojny światowej. Jednak dzia­ łalność na YouTube ma swoje cie­

nie. W dobie AI algorytm nam nie sprzyja – sieć wypełniona jest tre­ ściami stworzonymi przez sztucz­ ną inteligencję, które stanowią konkurencję dla „żywych” twórców. Sytuacja diametralnie się zmienia, czasami trudno przewidzieć, co przyniesie kolejny miesiąc. Z dru­ giej strony działa to na nas mobili­ zująco i zachęca do poszukiwania nowych tematów.

Jak wygląda praca nad tworzeniem materiałów, aby były one atrakcyjne dla widzów?

ÂÂ Wszystko zależy od charakteru i długości odcinka. Niejednokrotnie zdarza się, że filmy przygotowuje­

18 styczeń 2026 • Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego

my wspólnie z instytucjami, któ­ rych pracownicy pomagają nam przy kwerendach i doborze mate­ riałów. Gdy temat jest popularny, np. związany z historią III Rzeszy, sytuacja jest ułatwiona, ponieważ nie brakuje ikonografii, przez co prace posuwają się bardzo dyna­ micznie. Jednak kiedy chcemy po­ chylić się nad mniej znanym zagad­ nieniem, musimy się nieco bardziej namęczyć, aby był on atrakcyjny nie tylko merytorycznie, ale rów­ nież wizualnie. Obecnie staramy się utrzymać poziom trzech odcin­ ków miesięcznie. To całkiem sporo, aczkolwiek okres II wojny świato­ wej wciąż skrywa przed nami wie­

le tajemnic, więc na razie nie grozi nam wyczerpanie tematów.

Z jakim odbiorem spotykają się Wasze filmy?

ÂÂ Mamy nadzieję, że z pozytyw­ nym! O tym na pewno świadczą liczne przychylne komentarze od naszych widzów. Jeśli chodzi o charakterystykę odbiorców, to trudno wskazać jednoznaczną tendencję. Statystyki pokazują, że największe audytorium sta­ nowią osoby w wieku 30–50 lat, choć podobnie jest z młodymi osobami między 18 a 30 rokiem życia. Większość zainteresowa­ nych to mężczyźni, aczkolwiek fot. materiały prasowe


uniwersytet > studenci > kultura > sport

trafiają się także takie tematy, które zyskują uwagę pań.

Najpierw kanał, teraz książka „Suki, wiedźmy i bestie. Historie nadzorczyń z niemieckich obozów koncentracyjnych”. Kiedy pojawił się pomysł na tę publikację?

ÂÂ Od bardzo dawna myślałem o wydaniu książki. Sądziłem jed­ nak, że w pierwszej kolejności skupię się tylko na Krakowie, ale ostatecznie stał się on tłem dla niektórych historii obecnych w naj­ nowszej publikacji. Pomysł publika­ cji o nadzorczyniach trafił do wy­ dawnictwa, gdzie zyskał aprobatę, a następnie propozycję wydania książki. Wiążące decyzje zapadły jesienią 2024 roku. Od tego mo­ mentu nie było odwrotu i trzeba było zabrać się do pracy.

nej, przez co kontakt z niemiecko­ języcznymi źródłami nie był wca­ le taki problematyczny, jakby się mogło wydawać. Inną kwestię stanowi ciężar te­ matyczny dokumentów. Ciągłe obcowanie ze śmiercią, terrorem i przemocą potrafiło mnie psy­ chicznie wykończyć. Po dziennej lub nocnej sesji czułem się po pro­ stu źle lub, co gorsza, neutralnie. Zauważyłem, że do zła można się przyzwyczaić. Tak samo by­ ło w przypadku sprawców i ofiar w niemieckich obozach koncen­ tracyjnych. Każda ze stron w koń­ cu zaakceptowała charakter tych miejsc, bo bez tego chyba nie uda­ łoby się nikomu przetrwać w tak nieludzkich warunkach.

Dlaczego zdecydował się Pan pisać o aufzejerkach [tj. nadzorczyniach w niemieckich obozach zagłady – przyp. red.]?

A tej na pewno było wiele: 18 stron bibliografii i ponad 60 stron przypisów pokazują, ÂÂ Ten temat od samego początku ile zaangażowania wymagała wydawał mi się bardzo intrygują­ ta książka. Co było najwięk- cy. Z jednej strony wzbudzał i na­ szym wyzwaniem w trakcie dal wzbudza emocje, a jednocze­ analizy dokumentów? śnie są to często uczucia oparte na

ÂÂ Wydanie książki komercyjnej, a taką mimo wszystko są „Su­ ki, wiedźmy i bestie”, jest bardzo ograniczone czasowo. Miesiące przeznaczone na kwerendę, ana­ lizę i tworzenie treści są niepo­ równywalne z komfortem pisa­ nia chociażby pracy dyplomowej lub książki naukowej. Nie wszyst­ kie dokumenty były drukowane, niektóre protokoły przesłuchań sporządzano ręcznie i w pośpie­ chu. Niejednokrotnie odszyfro­ wanie takich treści zajmowało kil­ kadziesiąt minut. Część dokumen­ tów była sporządzona w języku niemieckim. Na szczęście jest on dość schematyczny, szczególnie w dokumentacji administracyj­ fot. materiały prasowe

uproszczeniach, przekłamaniach i demonizacji – zjawisku szcze­ gólnie szkodliwym w kontekście II wojny światowej. Jeszcze w trak­ cie przygotowywania filmów po­ święconych nadzorczyniom za­ uważyłem, jak niewiele wiemy na ich temat. Było to zaskakujące o tyle, że materiał źródłowy jest w tym przypadku naprawdę ob­ szerny i wystarczy udać się do ar­ chiwum i zapoznać z dokumentami poświęconymi SS­‑Aufseherinnen, aby znacznie poszerzyć swoją wie­ dzę na ten temat .

Pisze Pan, że w naszej świadomości wojna to ,,męska rzecz”. Dlaczego umniejsza-

– Nie miejmy złudzeń – w przeważającej większości znane nam nadzorczynie były brutalnymi i pozbawionymi empatii funkcjonariuszkami jednego z najbardziej zbrodniczych totalitaryzmów w dziejach świata – mówi autor.

my rolę kobiet w czynieniu zła? Z niewiedzy, czy może nie pasują nam do obrazu oprawcy?

ÂÂ Przez wiele dekad historia ko­ biet w zasadzie nie istniała. W naj­ lepszym wypadku traktowano ją marginalnie. Od kilku lat to się jed­ nak zmienia. Rola kobiet w wyda­ rzeniach historycznych zaczyna być wreszcie dostrzegana i otrzy­ muje odpowiednie i w pełni zasłu­ żone miejsce w dyskursie na te­ mat przeszłości. Faktem jednak pozostaje, że wciąż jest to narra­ cja hagiograficzna, a o tych „złych” kobietach mówi się niewiele, co znowu jest wypadkową wielu za­ niedbań i niechęci w przyznaniu kobietom sprawczości – szcze­ gólnie tej zbrodniczej.

w zakazanym handlu czy wymia­ nie grypsów. Musimy również pa­ miętać o masie anonimowych lub znanych jedynie z imion i nazwisk nadzorczyń, których zachowanie było neutralne (jak na warunki pa­ nujące w obozach).

Najbardziej niespodziewane odkrycie to...

ÂÂ Na pewno refleksja nad tym, że do zła można się przyzwycza­ ić – to było przerażające. Ponad­ to zaskoczył mnie cynizm niektó­ rych nadzorczyń. Zdarzyło się, że aufzejerka, posyłająca na śmierć matki z dziećmi, a po zakończe­ niu wojny pisała prośbę o ułaska­ wienie, powołując się na własne pociechy i chęć ich wychowania. W tym kuriozum jest coś szale­ nie wstrząsającego.

Nadzorczynie to nie tylko tytułowe suki, wiedźmy i bestie, Jakie ma Pan marzenia zwiąale też Mutti (mamusia), Pezane z obecnością książki na rełka i Słoneczko. Jaki obraz rynku wydawniczym? nadzorczyń wyłonił się po ÂÂ Oczywiście bestseller! Bardzo Pana badaniach? bym chciał, aby ta książka dotarła

ÂÂ Nie miejmy złudzeń – w prze­ ważającej większości znane nam nadzorczynie były brutalnymi i po­ zbawionymi empatii funkcjona­ riuszkami jednego z najbardziej zbrodniczych totalitaryzmów w dziejach świata. Pośród nich znalazły się również jednostki wyjątkowo odporne, które przy olbrzymim ryzyku postanowiły w jakiś sposób ulżyć doli więźnia­ rek. Czasami była to pomoc słow­ na lub wyrażona gestem, ale nie­ jednokrotnie dochodziło do przy­ mykania oka na wykroczenia tj. nielegalne organizowanie żyw­ ności lub wręcz pośredniczenie

do jak najszerszego i zróżnicowa­ nego grona odbiorców, a nie tyl­ ko do historyków (choć ich odbiór jest rzecz jasna niezwykle ważny). Historie, które omawiam w mojej książce, odbyły się na tle bezpre­ cedensowych wydarzeń, ale nie­ które aspekty – totalitaryzm, prze­ moc, wyzysk i szykanowanie grup wykluczonych – pozostają nieste­ ty uniwersalne i wciąż aktualne. Ta książka nie powstrzyma pew­ nych mechanizmów, ale pozwoli zrozumieć, że na służbę zbrodni­ czej ideologii może wstąpić każdy z nas. Początki zaś są prawie za­ wsze niewinne. 

Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego • styczeń 2026

19


uniwersytet > studenci > kultura > sport Blogosfera

autorka:

Blogi umarły? Nie do końca

Zofia Betlej

Substack powoli podbija internet. To platforma do promowania dłuższych projektów pisanych, łącząca cechy blogów i funkcje mediów społecznościowych. Dziś, w obliczu zmian w internecie związanych z rozwojem generatywnej sztucznej inteligencji, powinniśmy przyjrzeć się fenomenowi Substacka jako potencjalnemu następcy blogosfery.

Choć w zamyśle Substack miał być platformą umożliwiającą uznanym już twórcom rozsyłanie newsletterów na zasadzie subskrypcji (płatnych i bezpłatnych), jej zasięg szybko wypełnił lukę na rynku, którą wcześniej zajmowały tradycyjne blogi. do komunikacji, jak i rzesze użyt­ kowników, do których dotarcie jest nieporównanie prostsze. To po prostu optymalizacja działań – kontynuuje. Ofiarą internetowego przemija­ nia nie była zatem sama blogosfe­ ra, ale także jej forma. Na początku zeszłej dekady każdy mógł publi­ kować na Bloggerze i pokrewnych platformach, a bardziej zaanga­ żowani twórcy kupowali dome­ ny i korzystali z WordPressa do publikowania swoich treści. Póź­ niej pojawiło się Medium, łączą­ ce przystępność w użytkowaniu z profesjonalną oprawą graficzną. Dziś te czysto blogerskie serwi­ sy, które przetrwały, są popular­ ne głównie wśród niszowych spo­ łeczności lub osób posiadających rzesze fanów już wcześniej goto­ wych do interakcji z ich twórczo­ ścią. Dla typowego użytkownika w 2025 roku blog to teraz nic in­ nego jak strona, gdzie znaleźć moż­ na aktualności dotyczące danego produktu lub osoby. Blogi w tra­ dycyjnym znaczeniu tego słowa prawie zupełnie zniknęły z naj­ popularniejszych miejsc w inter­ necie. Kiedyś wszechobecne, te­ raz trzeba ich szukać. Jeśli w internecie cały czas coś umiera, czy taki sam los cze­ ka media społecznościowe? Nikt nie wrzuca już zdjęć fotogeniczne­ go obiadu na Instagrama, a Face­

book i Pinterest pełne są reklam się po głównych nurtach inter­ i treści generowanych przez al­ netu, tak jak niegdyś blogosfera. gorytmy. TikTok staje się dome­ A tam, gdzie ludzie mogą tworzyć ną influencerów – tak blogosfe­ bez ograniczeń, nieuchronnie po­ ra stała się domeną sław. Może jawia się społeczność. W ten spo­ się wręcz wydawać, że mniejsi sób na platformie zagościły krótkie twórcy oraz użytkownicy publi­ posty w stylu X (dawniej Twittera) kujący nie dla zasięgów, lecz je­ oraz grupy zrzeszające subskry­ dynie dla własnej przyjemności, bentów poszczególnych publikacji. redukowani są do roli pasywnych Substack stał się więc reinkarnacją obserwatorów. Media społeczno­ starej formy blogosfery – dostoso­ ściowe tracą więc swój społeczny waną do współczesnych realiów; aspekt, ale to wcale nie oznacza, miejscem zarówno dla twórczości że spędzamy na nich mniej czasu. „do szuflady” jak i dla celebrytów, Od dawna mówi się już o uzależ­ a zarazem alternatywą dla użyt­ niających właściwościach algo­ kowników zmęczonych resztą me­ rytmu TikToka, czy „doomscrol­ diów społecznościowych. Gwał­ lingu” – pochłanianiu lawin ne­ towny przyrost popularności był gatywnych treści, których ilość tylko kwestią czasu. sprawia, że trudno się zatrzymać Sukces ten nie byłby jednak i zastanowić, czego tak właściwie nawet w połowie tak duży, gdy­ szukamy w internecie. by nie dwa rodzaje treści domi­ nujące i definiujące Substacka. Substack, czyli internet Publikacje należące do pierwszej z tych kategorii mają jasno okre­ w pigułce W takich warunkach narodził się ślony cel – walkę z bezmyślnym Substack. Choć w zamyśle mia­ spędzaniem czasu przed ekra­ ła to być platforma umożliwiają­ nami i traceniem życia na rzeczy, ca uznanym już twórcom rozsy­ o których nie będziemy pamiętać łanie newsletterów na zasadzie pod koniec dnia. Są to rekomen­ subskrypcji (płatnych i bezpłat­ dacje lub zestawienia nastawione nych) jej zasięg szybko wypełnił na wskazanie czytelnikom treści, lukę na rynku, którą wcześniej wydarzeń oraz inicjatyw wartych zajmowały tradycyjne blogi. Wraz polecenia – takich, które wzboga­ z napływem nowych tekstów two­ cają nasze życie w internecie i po­ rzonych przez prywatne osoby za nim, zamiast wzbudzać poczu­ bez gwarantowanych obserwa­ cie winy spowodowane całodzien­ torów, Substack rozprzestrzenił nym scrollowaniem.

20 styczeń 2026 • Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego

fot. screen Substack

W internecie cały czas coś umie­ ra. Nikt nie pamięta już o nowym albumie Taylor Swift ani o drugim sezonie „The Last of Us”, a Labubu leżą zakurzone na półkach i niko­ go to nie dziwi. Przyzwyczailiśmy się do mikrotrendów, kultury unie­ ważniania i sztucznej inteligencji w tym samym tempie, w którym podcasty wychodzą z mody. Przy­ zwyczailiśmy się do zapominania. W tym samym czasie blogi od­ żyły.

Blogerzy zmienili przystań

Tak przynajmniej może się wyda­ wać, ale czy blogi rzeczywiście zu­ pełnie nas opuściły? – Blogosfe­ ra nie musi zmartwychwstawać, bo tak naprawdę nigdy nie umar­ ła. Po prostu się zmieniła, rozwi­ nęła i podzieliła na więcej seg­ mentów – tłumaczy dr Agnieszka Całek z Zakładu Nowych Mediów UJ. – Tak samo zmieniły się okre­ ślenia twórców, których kiedyś nazwalibyśmy blogerami. Dziś są to youtuberzy, instagramerzy, tik­ tokerzy, influencerzy. Tego rodza­ ju twórcy przestali tworzyć na blogach – rozumianych jako in­ dywidualne strony internetowe, a nawet strony umieszczone na platformach blogowych. Wejście z takimi samymi treściami do sie­ ciowych mediów społecznościo­ wych dało im zarówno platformę


uniwersytet > studenci > kultura > sport

W internecie cały czas coś umiera, a najszybciej zapewne dobre chęci. Substack często odbiega od ideału, który sobie wyznaczył. Ostatecznie platforma łącząca fundamenty blogosfery i naturę mediów społecznościowych borykać się będzie z tymi samymi problemami, co jego poprzednicy. Jeśli publikacje z pierwszej ka­ tegorii służą za mapę internetu, to publikacje z drugiej chcą być miejscem, do którego prowadzą wszystkie drogi na mapie. To tek­ sty niszowe i popkulturowe; ese­ je, felietony, proza i poezja. Nie li­ czy się jednak ich forma, lecz za­ wartość. Niezależnie od tematyki mają być cenione za pasję oraz przekrojowe i aktualne podejście autorów do wybranego zagadnie­ nia. Funkcja subskrypcji dodatko­ wo tworzy w tym przypadku silną motywację do dbania o wysoką jakość tekstów i prezentowania oryginalnych opinii. W internecie cały czas coś umie­ ra, a najszybciej zapewne dobre chęci. Substack często odbiega od ideału, który sobie wyznaczył. Ostatecznie platforma łącząca fun­ damenty blogosfery i naturę me­ diów społecznościowych borykać się będzie z tymi samymi proble­ mami, co jego poprzednicy. W re­ zultacie krótkie posty na Sub­stacku

pełne są bezsensownych treści generowanych przez sztuczną in­ teligencję oraz truizmów rodem z platformy LinkedIn. Z kolei dłuższe formy pisane cierpią na przerost formy nad tre­ ścią. Zamiast jakości często oferują szablonowe tytuły, za którymi kry­ ją się przemyślenia mało odkryw­ cze i od dawna już znane. Zwłaszcza za granicą Substack w dużej mierze zawdzięcza swój sukces promowaniu się jako ostat­ nim miejscu w sieci z nowymi, inte­ ligentnymi publikacjami. To spra­ wia, że nawet najbardziej zatwar­ dziali użytkownicy tej platformy często traktują znalezione tam tre­ ści jako wartościowe i wiarygodne. W rzeczywistości Substack ma jed­ nak dokładnie taki sam potencjał do rozprzestrzeniania mylnych in­ formacji jak każdy inny serwis spo­ łecznościowy – czyli spory. Z te­ go powodu cała platforma bywa krytykowana, a nawet oskarżana o pseudointelektualizm, elitaryzm

i brak moderowania szkodliwych przekazów. Koniec końców serwis, który miał być ratunkiem od nija­ kości i problemów internetu, sam też się z nimi zmaga.

Czy blogerzy przegrają z AI?

Czy Substack skazany jest zatem na podzielenie losu Bloggera i WordPressa? Czy raczej utrzyma się on obok nieustannie opuszcza­ nych i krytykowanych Instagrama i TikToka? Czy może wszystkie wy­ żej wspomniane serwisy zostaną wygryzione przez Sorę – model AI, na którym oparta jest cała no­ wa platforma społecznościowa? – Wbrew dynamicznemu roz­ wojowi sztucznej inteligencji nie przewiduję rewolucji w me­ diach społecznościowych – mówi dr Całek. – Będzie to raczej proces ewolucyjny podobny do wszyst­ kich wcześniejszych zmian. Nie­ które z bardziej popularnych me­ diów społecznościowych będą się

wyludniać, ponieważ opanuje je zawartość wygenerowana przez sztuczną inteligencję i coraz trud­ niej będzie znaleźć tam coś war­ tościowego, a przede wszystkim oryginalnego. Użytkownicy będą się przenosić do nowych projek­ tów lub adaptować już istniejące media społecznościowe do swo­ ich celów – wyjaśnia badaczka. Odpowiedzi na pytania doty­ czące przyszłości internetu zale­ żą w dużej mierze od tych, którzy projektują uzależniające algorytmy i kreują kolejne mikrotrendy. Mi­ mo tej cynicznej wizji warto jed­ nak pamiętać, w jakich okoliczno­ ściach powstał Substack. Blogos­ fera wcale nie umarła, a jedynie dostosowała się do nowych cza­ sów pod wpływem samych użyt­ kowników. Substack, łączący jej starą i nową formę, jest częścią tej ewolucji. W internecie cały czas coś umie­ ra, ale to my decydujemy, co się zmienia. 

Znajdź nas!

fot. screen Substack

Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego • styczeń 2026

21


uniwersytet > studenci > kultura > sport Rekomendacje kulturalne dziennikarzy „WUJ­‑a”:

Dziewczynka to pół dziecka?

Kobieta fatalna w rytmie tanga

W labiryncie relacji francuskiej szlachty

To pierwszy polski reportaż ukazu­ jący, jak polityka jednego dziecka ukształtowała współczesne Chi­ ny. Autorzy podcastu Maopowie­ dziane – Piotr Sochoń, Weronika Truszczyńska i Nadia Urban – do­ skonale znający Państwo Środka, obnażają prawdę o realiach życia w tym kraju. Książka wciąga od pierwszych stron i z przytupem ukazuje realia chińskiej polityki, w której podsta­ wą jest model rodziny dwa plus jeden. To właśnie ona ukształ­ towała dzisiejsze Chiny. A to nie jedyna kwestia, którą poruszają twórcy podcastu Maopowiedziane. Czy Chińczyk bez mieszkania ma szansę znaleźć żonę? Jak Państwo Środka stało się państwem kujo­ nów? Dlaczego w Chinach każde­ go roku dokonuje się więcej abor­

cji niż rodzi się dzieci? Kogo nazy­ nieco burząc stereotypowy obraz wa się „nagimi gałęziami”? Na te komunistycznego mocarstwa, ja­ i wiele innych odpowiada właśnie ki na co dzień nosimy wykreowa­ ny w naszych głowach. To repor­ ten reportaż. Jednym z największych atutów taż, który zostaje w czytelniku na książki jest jej język, pełen literac­ długo. Po przewróceniu ostatniej kiego kunsztu. Mimo pokaźnej ob­ strony ma się ochotę sięgnąć po jętości, czyta się ją jak dobrze na­ kolejne książki o Chinach – bo pisaną powieść, w której głównym „Chiny jednego dziecka” otwiera­ bohaterem jest „jedno dziecko”. To ją oczy i zostawiają po sobie nie­ dzięki wprowadzonej polityce jed­ zwykle wyraźny ślad. nego dziecka Chiny uniknęły prze­ ludnienia i stały się globalną potę­ Wiktoria Piwowarska gą, ale cenę za to zapłaciły przede  Sochoń Piotr, Urban Nadia, wszystkim kobiety i dziewczynki: Truszczyńska Weronika, matki zmuszane do sterylizacji, po­ „Chiny jednego dziecka”, rzucane i sprzedawane córki, któ­ Wydawnictwo Znak, rych „przeznaczeniem” miało być Kraków 2025 małżeństwo. Lektura „Chin jednego dziecka” pozwala zobaczyć Państwo Środ­ ka z zupełnie innej perspektywy,

Przed Wami pierwsza femme fa­ tale polskiego kina lat międzywo­ jennych. Tak określano Inę Benitę, aktorkę urodzoną w 1912 roku, któ­ rej burzliwe życie stało się kanwą spektaklu w Teatrze Współcze­ snym w Krakowie. Ta kameralna przestrzeń sceno­ graficznie staje na wysokości za­ dania, umiejętnie przenosząc wi­ dza do pokojowego hotelu gdzieś na amerykańskiej prowincji w la­ tach 60. XX wieku. Jak to możli­ we, że w okresie rozwoju przemy­ słu filmowego i fonograficznego ta popularna niegdyś polska ak­ torka zapada się pod ziemię? Czy hotelowa pokojówka to gwiaz­ da przedwojennego kina, która próbuje ukryć swoje tajemnice za oceanem? Czy jej śmierć w trakcie

powstania warszawskiego to mi­ gólnie zwraca uwagę na kobiety styfikacja, a zmiana tożsamości i ich wybory – te same, które tak jest w rzeczywistości ucieczką od łatwo ocenić z zewnątrz. Spek­ zawoalowanej przeszłości? Losy takl podany w lekkiej formie za­ filmowca w podróży splatają się biera widza w świat przedwojen­ z polską femme fatale pracującą nych filmów, piosenek i kultowego w hotelu. Twórcy spektaklu próbu­ „Tanga Milonga”, rozbrzmiewają­ ją pokazać, że każda historia za­ cego w rytmie przejeżdżających sługuje na wysłuchanie – nawet za hotelowym oknem pociągów. jeśli z naszej perspektywy wyda­ Jak argumentują twórcy, to hi­ je się ona czarno-biała. storia kobiety „na śmierć zako­ W otoczce papierosowego dy­ chanej w życiu”. mu i przy szklance whisky obser­ wujemy sensualną grę dwojga lu­ Justyna Arlet-Głowacka dzi, którzy balansują między praw­  dą a ukrywanymi przez Benitę „Femme fatale”, reż. Jacek Koprowicz, tajemnicami. Jednak czy to, co Teatr Współczesny, skrywane ujrzy światło dzienne Kraków 2025 spod hotelowych żaluzji? „Femme fatale” to uniwersalna opowieść na sobotni wieczór, która szcze­

Teatr Barakah swoją ostatnią w 2025 roku premierą zabrał wi­ dzów do dusznego świata dwor­ skich intryg. „Niebezpieczne związki” w reżyserii Wiktora Sty­ py i Anity Szymańskiej będące au­ torską interpretacją powieści epi­ stolarnej Pierre’a Choderlosa de Laclos o tym samym tytule przed­ stawiają nam splątane losy francu­ skiej szlachty. Historia ta staje się pretekstem do pokazania skompli­ kowanych mechanizmów manipu­ lacji, w których miłość jest okrut­ ną grą bez kompromisów. W interpretacji aktorów Teatru Barakah widać inspirację kultowy­ mi ekranizacjami tej powieści, któ­ re zachwyciły publiczność. Twórcy

proponują jednak nową perspek­ tywę tej historii – w centrum wy­ darzeń stawiają Cecylię. Tym sa­ mym wykorzystana i odrzucona bohaterka, nieświadomie wplą­ tana w niecne dworskie intrygi, pozwala widzom głębiej wejrzeć w fabułę i zmierzyć się z jej dra­ matycznym finałem. Nie bez powodu po premie­ rze publiczność nagrodziła twór­ ców gromkimi oklaskami i owa­ cją na stojąco. ,,Niebezpieczne związki” w wydaniu Teatru Ba­ rakah to historia, którą czuje się całym sobą – bez mrugania, bez ruchu i z zapartym tchem obser­ wuje się wydarzenia na scenie. To sto minut prawdziwej uczty dla

22 styczeń 2026 • Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego

ducha. Kostiumy i gra aktorska na możliwie najwyższym pozio­ mie sprawiają, że widz sam malu­ je przed swoimi oczami wnętrza francuskich salonów, w których rozgrywa się akcja. Nowoczesne czynią tę klasyczną historię przy­ stępniejszą i bardziej prawdziwą, gdzie bohaterowie przestają być jedynie figurami literackimi, a sta­ ją się ludźmi z krwi i kości. Gabriela Wolińska

,,Niebezpieczne związki”, reż. Wiktor Stypa i Anita Szymańska, Teatr Barakah, Kraków 2025


uniwersytet > studenci > kultura > sport

Zło nie ma płci

Jezioro jak w baśni

Mroczna i osobliwa „Bugonia”

Ten tytuł to pierwsze zdanie ze wstępu do książki Jana Jakuba Grabowskiego, twórcy kanału hi­ storycznego „Okupowana Polska”. „Suki, wiedźmy i bestie” wpisują się nurt herstorii, czyli opowiada­ nia o wydarzeniach historycznych z uwzględnieniem roli kobiet. Kie­ dy myślimy o II wojnie światowej, obozach koncentracyjnych i zagła­ dzie Żydów, w głowach pojawia­ ją nam się obrazy nazistów i na­ zwiska takie jak Rudolf Höss czy Heinrich Himmler. Jednak warto pamiętać, że w zbrodnie te były za­ angażowanie również kobiety – bo chociaż w świadomości społecz­ nej wojna to „męska rzecz”, nad­ zorczynie skutecznie realizowały zbrodnię, jaką było ludobójstwo. SS-Aufseherinnen (aufzejer­ ki) wykonywały rozkazy na rzecz

SS – jako nadzorczynie w obozach koncentracyjnych miały styczność z więźniarkami i realny wpływ na ich los. Autor przybliża nam sylwetki sześciu z nich, ukazując drogę ich degeneracji, okrutny sadyzm, ale także rzadko spoty­ kane ludzkie odruchy dobroci i li­ tości. Obraz tych kobiet nie jest czarno-biały. Wprawdzie część z nich miała skłonności do prze­ mocy, zło tkwi przecież w każdym nas, ale eskalację najgorszych in­ stynktów zawdzięczały indoktry­ nacji i sprawnie działającej machi­ ny państwowej. Grabowski wykonał tytaniczną pracę, zbierając i analizując akta, protokoły i materiały dowodo­ we, o czym świadczy kilkadzie­ siąt stron przypisów i bibliografii. To książka potrzebna nie tylko dla

lepszego zrozumienia historii, ale także współczesności, ponieważ – jak pisze autor – „niespokojne cza­ sy […] aż za dobrze uświadamiają nam uniwersalność zła […]”. Cho­ ciaż od zakończenia wojny minę­ ło 80 lat, „wciąż dochodzi do ma­ kabrycznych zbrodni, dehumani­ zowania mniejszości, odbierania ludziom wolności”.

Dzieło Piotra Czajkowskiego to jeden z najsłynniejszych baletów w historii. Składające się z czte­ rech aktów „Jezioro Łabędzie” cie­ szy się niesłabnącą popularnością. To kulturowy fenomen, który od ponad stu lat porusza widzów na całym świecie. Premiera „Jeziora Łabędziego” odbyła się w 1877 roku w Teatrze Bolszoj w Moskwie. Co ciekawe, początkowo spektakl nie spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem, a dopiero z czasem zyskał status legendy. Na przestrzeni lat „Jezio­ ro Łabędzie” doczekało się wielu interpretacji – jedną z nich może­ my obejrzeć dzięki Królewskiemu Baletowi Klasycznemu pod kierow­ nictwem Marcina Rolczyńskiego. Miłosna historia Odetty, prze­ mienionej w łabędzia, oraz księcia Zygfryda łączy w sobie uniwersal­

ne motywy znane z baśni: miłość, walkę dobra ze złem i obecność magii. Dramat, piękno i refleksja nad przeznaczeniem nadają dzie­ łu ponadczasowy wymiar. To opo­ wieść, której przekaz nie słabnie, wręcz przeciwnie – odkrywa co­ raz więcej znaczeń i emocjonal­ nych warstw. Sam motyw prze­ miany w łabędzia to symbol na­ dziei i pragnienia wolności. Prawdziwa magia musicalu „Je­ ziora Łabędziego” tkwi w jego uni­ wersalnej wymowie, która pozwa­ la każdemu pokoleniu odczytywać ten utwór na nowo. Ogromną ro­ lę odgrywa też muzyka Czajkow­ skiego, która buduje nastrój i na­ daje spektaklowi wyjątkową głę­ bię. Nie można także zapomnieć o roli, jaką odgrywają scenogra­ fia i kostiumy. Stroje tancerzy są ręcznie szyte, a starannie zapro­

jektowane dekoracje tworzą nie­ zwykły baśniowy klimat. Wszyst­ ko to przenosi widza w baśniowy świat pełen magii. Na „Jezioro Łabędzie” powi­ nien wybrać się każdy, kto chce doświadczyć sztuki o ponadcza­ sowej wymowie, łączącej nowo­ czesną interpretację z magią kla­ sycznej baśni. Spektakl trwa trzy godziny, jednak zdecydowanie warto ten czas przeznaczyć na spotkanie z tak wyjątkowym dzie­ łem. W Krakowie będzie można je zobaczyć 25 stycznia w Centrum Kongresowym ICE.

Niepokojący i z wysublimowanym poczuciem humoru – tymi słowa­ mi można najtrafniej określić czar­ ną komedię „Bugonia” w reżyserii Yorgosa Lanthimosa, która zago­ ściła w kinach tej jesieni. Bohaterami filmu są dwaj mło­ dzi mężczyźni, Teddy i Don, którzy wierzą w teorie spiskowe, mówią­ ce, że we wszechświecie istnieje także inne życie – kosmici, których celem jest zagłada ludzkości. Nie­ którzy z kosmitów zdołali na tyle dobrze zakamuflować się na Zie­ mi, że trudno ich odróżnić od zwy­ kłych ludzi. Ich misją jest przepro­ wadzanie eksperymentów na ro­ dzaju ludzkim, zdobywanie wiedzy na ich temat, by w razie ostatecz­ nego starcia pomiędzy tymi dwo­

ma gatunkami wykorzystać ją na swoją korzyść. Zdaniem bohaterów jedną z ko­ smicznych istot przebywających na Ziemi jest Michelle, dyrektor­ ka potężnej korporacji medycz­ nej. Teddy uważa ją nie tylko za odpowiedzialną za śmierć swo­ jej matki, ale też za wiele działań szkodzących środowisku. Przeja­ wem tego jest zjawisko drastycz­ nego wymierania pszczół, których hodowlą zajmuje się Teddy. Męż­ czyźni postanawiają uprowadzić kobietę, a następnie zmusić ją, by umożliwiła im kontakt z kosmita­ mi, aby ci mogli uratować Ziemię. Emma Stone wypadła fenome­ nalnie w roli zimnej, nie dającej so­ bą pomiatać szefowej korporacji,

która znajdzie rozwiązanie nawet w najbardziej koszmarnej sytuacji. Choć w filmie nie brakowało dra­ stycznych momentów, przeryso­ wane sceny z udziałem Teddy’ego oraz Dona zrównoważyły napię­ cie całej ekranizacji. Po pojawieniu się napisów końcowych w sali ki­ nowej dało się wyczuć emocje wi­ dzów (od niepokoju po rozbawie­ nie) – tak intensywny był to seans.

Justyna Arlet-Głowacka

Jan Jakub Grabowski, „Suki, wiedźmy i bestie. Historie nadzorczyń z niemieckich obozów koncentracyjnych”, Wydawnictwo HI:STORY, Kraków 2025

Wiktoria Piwowarska

„Jezioro Łabędzie” Królewski Balet Klasyczny, Marcin Rolczyński, Kraków 2025

Izabela Biernat

„Bugonia”, reż. Yorgos Lanthimos, USA, Korea Południowa, Irlandia, Kanada i Wielka Brytania 2025

Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego • styczeń 2026

23


F o t o r e po r t a ż Śladami Budapesztu

autorka:

Agata Kurzepa


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Pismo Studentów WUJ - Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego, styczeń 2026 by Pismo Studentów WUJ - Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego - Issuu