Page 1

silesia NR 1 (37) / 2014 (styczeń)

ukazuje się na terenie Śląska i Zagłębia

ISSN 2082-1417

MAGAZYN BEZPŁATNY

HIpSTERSKI SpOSÓb życIA Z ulic Nowego Jorku, Berlina i Londynu zawitała do Polski już kilka lat temu. Dotknęła głównie wielkich miast ze stolicą kraju na czele. Dziś coraz częściej ujęta w cudzysłów, coraz rzadziej traktująca się ze śmiertelną powagą, choć dalej bardzo medialna

LINIE cZASu

czyli przeszłość połączona ze współczesnością

MODERNIZM W SĄSIEDZTWIE FAMILOKÓW Dziś Katowice przypominają wielki plac budowy. Remonty oraz powstające obiekty nie pozostają bez wpływu na wygląd miasta. Czy jednak ten wpływ jest pozytywny, a nowe budynki wpisują się w swoje otoczenie?

www.panoramasilesia.pl


Z drugiej strony

Do zobaczenia lub przeczytania Na absolutnym TOP-ie w ostatnim czasie są dwie książki i – co rzadko się zdarza w tym samym momencie – dwie adaptacje filmowe tych właśnie książek. Jedną wyreżyserował Martin Scorsese, a drugą Wojtek Smarzowski. W obu filmach zagrała plejada znakomitych gwiazd. Wszystko to powoduje, że polecamy naszym czytelnikom zarówno filmy, jak i lekturę obu powieści, gwarantując zupełnie odmienne wrażenia i doznania estetyczne

Wilk z Wall Street – Martin Scorsese

Pod Mocnym Aniołem – Wojtek Smarzowski

robert więckiewicz w roli uzależnionego pisarza

11. Pięćdziesiąt twarzy Greya; E. L. James; Sonia Draga 12. Pod mocnym aniołem; Jerzy Pilch; Świat Książki 13. Dowód; Eben Alexander; Znak 14. Boks na ptaku, czyli każdy szczyt ma swój Czubaszek I Karolak; Maria Czubaszek, Wojciech Karolak, Artur Andrus; Prószyński Media 15. Biegnij, chłopcze, biegnij; Uri Orlev; Grupa Wydawnicza Foksal 16. Alibi na szczęście; Anna Ficner-Ogonowska; Znak 17. Rzeczowo o modzie męskiej; Michał Kędziora; Sine Qua Non 18. Anioły jedzą trzy razy dziennie; Grażyna Jagielska; Znak 19. Krok do szczęścia; Anna Ficner-Ogonowska; Znak 20. Policja; Jo Nesbo; Wydawnictwo Dolnośląskie

ma a r o Pan leca po

www.matras.pl

1. Media. Resortowe dzieci; Dorota Kania, Jerzy Targalski, Maciej Marosz; Fronda 2. Hobbit; J. R. R. Tolkien; Amber 3. Silmarillion; J. R. R. Tolkien; Amber 4. Inferno; Dan Brown; Sonia Draga 5. Zamień chemię na jedzenie; Julita Bator; Znak 6. Wołanie kukułki; Robert Galbraith; Wydawnictwo Dolnośląskie 7. Drugi dziennik 21 czerwca 2012 – 20 czerwca 2013; Jerzy Pilch; Wydawnictwo Literackie 8. Wałęsa. Człowiek z teczki; Sławomir Cenckiewicz; Zysk i S-ka 9. Wiedźmin. Sezon burz; Andrzej Sapkowski; SuperNowa 10. Doktor Sen; Stephen King; Prószyński Media

leonardo di Caprio w roli Jordana Belforta Nie trzeba być miłośnikiem kina, by wiedzieć, kim jest Martin Scorsese. Twórca „Taksówkarza”, „Chłopców z ferajny”, „Kasyna” i „Aviatora” zaliczany jest do czołówki najlepszych reżyserów, a jego najnowsze dzieło – „Wilk z Wall

Street” wzbudza emocje na całym świecie. Śmiałe sceny przedstawiające seks i zażywanie narkotyków spowodowały, że niektóre kraje zdecydowały się na ocenzurowanie filmu, a w Malezji i Nepalu całkowicie zakazano jego emisji.

„Wilk z Wall Street” opowiada historię Jordana Belforta – chciwego maklera, który zaczynał od handlu mięsem i owocami morza, a mając 26 lat w ciągu roku zarobił 49 milionów dolarów, co dało wynik prawie jednego miliona tygodniowo. W jego postać wcielił się Leonardo DiCaprio. Za tę rolę aktor otrzymał Złoty Glob – drugą po Oscarach nagrodę filmową. To już druga taka statuetka w jego dorobku. Pierwszy raz Leonardo DiCaprio został nagrodzony Złotym Globem za rolę w filmie „Aviator”. W „Wilku z Wall Street” występują również: Jonah Hill, Matthew McConaughey oraz Margot Robbie. Film jest nominowany do Oscara w pięciu kategoriach.

„Panoramę Silesia” znajdą Państwo w takich miejscach, jak:

Matras poleca

www.matras.pl

Fot. Rabbit Action

znane nam twarze – Mariana Dziędziela, Arkadiusza Jakubika i Bartłomieja Topy, choć jego rola w tym filmie jest symboliczna. W obsadzie znaleźli się również między innymi: Julia Kijowska, Jacek Braciak, Iwona Wszołkówna, Kinga Preis, Lech Dyblik, Andrzej Grabowski, Iwona Bielska, Robert Wabich, Marcin Dorociński, Eryk Lubos, Iza Kuna, Krzysztof Kiersznowski oraz Henryk Gołębiewski. „Pod Mocnym Aniołem” kręcono w Krakowie, Brzesku i Nowym Sączu, a na tytułowy bar zaadaptowano krakowską Cafe Szafę przy zbiegu ulic Felicjanek i Małej.

Fot. Jacek Drygała

Od 17 stycznia na ekranach kin można oglądać najnowszy film Wojtka Smarzowskiego „Pod Mocnym Aniołem”. Reżyser zekranizował powieść Jerzego Pilcha o tym samym tytule Głównym bohaterem jest uzależniony od alkoholu pisarz Jerzy, w którego rolę wcielił się Robert Więckiewicz. Aktor w swoim dorobku ma cztery Orły, pięć Złotych Kaczek, dwa Złote Lwy oraz nagrodę specjalną Warszawskiego Międzynarodowego Festiwalu Filmowego. Wojtek Smarzowski współpracuje głównie z gronem swoich ulubionych aktorów. „Pod Mocnym Aniołem” nie jest wyjątkiem, więc zobaczymy tu dobrze

„Pod mocnym aniołem”

„Wilk z Wall street”

Najgłośniejsza powieść Jerzego Pilcha, uhonorowana Nagrodą Literacką NIKE '2001. Studium nałogu i walki z uzależnieniem oraz opis uczuć alkoholika dogłębnie przybliżający czytelnikowi rzeczywistość pijackiego świata. Szpitalny oddział samobójców-deliryków kojarzy się tylko z więzieniem. Każdy z przebywających tam, ma swoje podłe życie poza psychiatrykiem i marzy o wyjściu z niego. Główny bohater-narrator, jest pisarzem i realizuje się poprzez spisywanie niebanalnych „historii życia” swoich towarzyszy. A że epizody życia codziennego przeplatają się z pijackimi halucynacjami, czytelnik raz po raz traci kontrolę nad fabułą powieści niczym po jednym głębszym. Lektura, która wciąga niczym nałóg głównego bohatera!

Satyryczna rekonstrukcja jednej z najbardziej zwariowanych karier w historii światowego biznesu. Jordan Belfort prowadzący interesy na krawędzi prawa, bądź je łamiąc, zwrócił na siebie uwagę amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości, lecz nawet wtedy nie zrezygnował z hulaszczego trybu życia. W ten sposób rozpoczęła się emocjonująca gra w kotka i myszkę z FBI oraz instytucjami nadzorującymi nowojorską Wall Street. Jego historia została przeniesiona na ekran kinowy przez Martina Scorsese, a w rolę Belforta wcielił się Leonardo DiCaprio.

Altus, Katowice, ul. Uniwersytecka 13 Energomontaż-Południe, Katowice, ul. Mickiewicza 15 Biuro Centrum Katowice, ul. Mickiewicza 29 Rektorat Uniwersytetu Śląskiego, Katowice, ul. Bankowa 12 Rektorat Uniwersytetu Ekonomicznego, Katowice, ul. 1 Maja 5 Cogitatur, Katowice, ul. Gliwicka 9a Jazz Club Hipnoza, Katowice, pl. Sejmu Śląskiego 2 MG Centrum, Katowice, ul. Kolejowa 54 Hotel Arsenal Palace, Katowice/Chorzów, ul. Paderewskiego 35 Centrum Informacji Turystycznej, Katowice ul. Rynek 13 Lorneta z Meduzą, Katowice, ul. Mariacka 5 Flow Club, Katowice, ul. 3 Maja 23 Kato Bar, Katowice, ul. Mariacka 13 Tommed, Katowice, ul. Fredry 22 Oko Miasta, Katowice, Rondo im. Gen. Jerzego Ziętka 1 Śląski Urząd Wojewódzki, pl. Sejmu Śląskiego 1 Biuro ESK 2016, Katowice, pl. Sejmu Śląskiego 2 Quality Hotel Katowice, ul. Szybowcowa 1A WSZMOiJO Gallus, Katowice, ul. Gallusa 12 Bawaria Motors, Katowice, al. Roździeńskiego 204 Teatr Śląski, Katowice, Rynek 10 Biblioteka Śląska, Katowice, pl. Rady Europy 1 Lexus, Katowice, al. Roździeńskiego 208A Autokopex, Katowice, al. Roździeńskiego 208 B.Fit, Katowice, ul. Dąbrówki 10 Cyferblat, Katowice, ul. Damrota 6 Centrum Sztuki Filmowej, Katowice, ul. Sokolska 66 Galeria Szyb Wilson, Katowice, ul. Oswobodzenia 1 Renault Pietrzak, Katowice, ul. Bocheńskiego 125 Pro-Moto, Katowice, ul. Rzepakowa 6 Regionalna Izba Gospodarcza, Katowice, ul. Opolska 15 Fundusz Górnośląski, Katowice, ul. Sokolska 8 Filharmonia Śląska (Hala Gallus), Katowice, ul. Pszczyńska 6 Tauron PE, Katowice, ul. Lwowska 23 Księgarnia Matras, Katowice, Stawowa 10 Księgarnia Matras, Katowice, pl. Wilhelma Szewczyka 1 (dworzec PKP)

Księgarnia Matras, Katowice, Chorzowska 107 (Silesia City Center) Geszeft, Katowice, Morcinka 23-25 Złoty Osioł, Katowice, Mariacka 1 Longman, Katowice, Gliwicka 10 Dentim Clinic, Katowice, ul. Opolska 7 Dębowe Tarasy, Dentim Clinic, Katowice, ul. Baildona 12 Centrum Kultury Katowice, Katowice, pl. Sejmu Śląskiego 2 WSZOP, Katowice, ul. Bankowa 8 Dobra Karma, Katowice, ul. Św. Jacka 1 Urząd Miejski, Bytom, ul. Parkowa 2 Auto-Boss, Chorzów, Drogowa Trasa Średnicowa 51 Marrakech, Czeladź, ul. Wojkowicka 13 Opera Śląska, Bytom, ul. Moniuszki 21/23 Peugeot Lubos, Bytom, ul. Strzelców Bytomskich 82C Renault Bamarko, Bytom, ul. Strzelców Bytomskich 51 Centrum Działalności Podwodnej „Nurek-Bytom”, Bytom, ul. Chorzowska 28A Jazz Club Fantom, Bytom, ul. Żeromskiego 27 Music Republic Museum, Bytom, pl. Jana III Sobieskiego 2 Agora Bytom, pl. Kościuszki Hala na Skarpie, Bytom, ul. Frycza Modrzewskiego 5a Teatr Dzieci Zagłębia, Będzin, ul. Teatralna 4 Urząd Miejski, Będzin, ul. 11 Listopada 20 Zamek, Będzin, ul. Zamkowa 1 Centrum Handlowe Pogoria, Dąbrowa Górnicza, ul. Jana III Sobieskiego 6 Nemo, Dąbrowa Górnicza, Aleja Róż 1 Galeria Secesja, Gliwice, ul. Grodowa 5A Siłownia Dublet, Gliwice, ul. Warszawska 35 Squash Ball Club, Gliwice, ul. Robotnicza 2 Biurowiec GZUT, Gliwice, ul. Kościuszki 1C Autostrada A4, Punkt Obsługi Klienta, Mysłowice, ul. Piaskowa 20 Śląski Klub Golfowy, Siemianowice Śląskie, ul. Sowia Hotel Vacanza, Siemianowice Śląskie, ul. Olimpijska 4 Renault Pietrzak, Świętochłowice, ul. Bytomska 39 Urząd Miasta, Piekary Śląskie, ul. Bytomska 84

MBP w Rudzie Śląskiej, ul. Dąbrowskiego 18 Centrum Informacji Miejskiej, Sosnowiec, pl. Stulecia Agencja Rozwoju Lokalnego, Sosnowiec, ul. Teatralna 9 Salon Berendowicz & Kublin, Sosnowiec, ul. Warneńczyka 2 Urząd Miasta Sosnowiec, al. Zwycięstwa 20 EXPO SILESIA, Sosnowiec, ul. Braci Mieroszewskich 124 Środula, Sosnowiec, ul. Zuzanny 24 Urząd Miasta Radzionków ul. Męczenników Oświęcimia 42 Centrum Kultury Karolinka Radzionków, pl. Jana Pawła II 2 Muzeum Chleba, Radzionków, ul. Z. Nałkowskiej 5 Zamek Tarnowice Stare, Tarnowskie Góry, ul. Pyskowicka 39 Muzeum Miejskie, Tychy, ul. Katowicka 9 Tyskie Browarium, Tychy, ul. Mikołowska 5 Mera, Tychy, ul. Przemysłowa 70 Kopalnia Guido, Zabrze, 3 Maja 93 Muzeum Górnictwa Węglowego, Zabrze, ul. 3 Maja 19 Panorama trafia także do najlepszych szkół średnich w regionie: LO Filomata, Gliwice, ul. Bojkowska 20A II LO, Gliwice, ul. Wróblewskiego 9 Technikum nr 1, Gliwice, ul. Chorzowska 5 III LO, Katowice, ul. Adama Mickiewicza 11 I Społeczne LO, Katowice, ul. Mikołowska 26 I LO, Katowice, ul. Sienkiewicza 74 Centrum na Mariackiej, Katowice, ul. Mariacka 10 Zespół Szkół Plastycznych, Katowice, ul. Ułańska 7A Śląskie Techniczne Zakłady Naukowe, Katowice, ul. Sokolska 26 Technikum nr 1, Katowice, ul. Techników 7 Technikum nr 2, Katowice, ul. Raciborska 3 Katolickie LO, Zabrze, ul. Tarnopolska 3 III LO, Zabrze, ul. Sienkiewicza 33 IV LO, Sosnowiec, pl. Zillingera 1 I LO, Chorzów, ul. Dąbrowskiego 36 I LO, Bytom, ul. Strzelców Bytomskich 9 IV LO, Bytom, pl. Sikorskiego 1 Technikum nr 2, Bytom, ul. Powstańców Śląskich 10 Technikum nr 8, Radzionków, ul. Knosały 113 Kolejnej Panoramy szukajcie w lutym

PANORAMA SILESIA Adres redakcji: ul. Szpitalna 3, 41-250 Czeladź, redakcja@panoramasilesia.pl

Książki są dostępne w sieci Księgarni Matras, Katowice: ul. Stawowa, Dworzec PKP, ul. Chorzowska

2

Redaktor naczelny: Marek Szeles / m.szeles@panoramasilesia.pl / Zespół: Monika Pacukiewicz, Adrian Karpeta, Tomasz Adamiec, Łukasz Respondek, Dawid Kwiecień / Fotoreporter: Łukasz Kaliszewski, Adrian Larisz / Skład: emildesign / Wydawca: Panorama Silesia Sp. z o.o. / ul. Szpitalna 3/ 41-250 Czeladź / Reklama i Promocja: Rafał Bura, reklama@panoramasilesia.pl, / tel. 696 617 550 / Kolportaż: Erwin Sławik / Druk: Polskapresse Sp. z o.o. Oddział Poligrafia / ul. Baczyńskiego 25a, 41-203 Sosnowiec

styczeń 2014 nr 1 (37)


www.panoramasilesia.pl

1979 rok

„Wszystko płynie” stwierdził Heraklit z Efezu, opierając swoją filozofię na koncepcji zmiany i wszedł do rzeki dwa razy, aby swoją tezę udowodnić. My jednak postanowiliśmy złamać tę zasadę, wchodząc do rzeki wspomnień i teraźniejszości. Na moment zatrzymujemy i cofamy czas, by spojrzeć na siebie i nasze otoczenie oczami przeszłości. Przełom roku skłonił nas do odświeżenia pamięci, do wspominków dotyczących mody, architektury, kultury sprzed kilkudziesięciu lat i porównania z dzisiejszymi trendami. Pokazujemy Śląsk i Zagłębie w perspektywie przeszłości i teraźniejszości. Jednocześnie wyprzedzamy nieco przyszłość, wyróżniając atrakcje kulturalne czy spor towe czekające nas w tym roku. Pokazujemy ludzi, miejsca, zwyczaje i trendy w różnych czasowych perspektywach. Wskrzeszając przeszłość na łamach gazety i odnosząc ją do współczesności, mieliśmy wrażenie, że odkrywamy niewidzialne nici łączące nas z czasem naszych rodziców, dziadków czy pradziadków. Mieliśmy też możliwość spojrzeć na samych siebie z perspektywy

przodków i w wielu wypadkach musieliśmy przyznać, że owo nowe, ta nasza współczesność to zmodyfikowana, ulepszona forma przeszłości. Nie różnimy się zbytnio od bohaterów minionych śląsko-dąbrowskich pokoleń, którzy również pragnęli żyć godnie, szczęśliwie, modnie i wygodnie. I wykorzystywali do tego wówczas najnowsze osiągnięcia techniki, budownictwa oraz wszelkich innych sfer życia. Jednocześnie tworzyli wyjątkową specyfikę społeczno-gospodarczą i tradycję tego regionu. Dziś pod tym względem nic się nie zmieniło. Nadal dążymy do szczęścia. Osiągamy to jednak innymi narzędziami, które są efektem postępu i rozwoju. Tak funkcjonuje cały świat niemal od początku swego istnienia. My jednak mamy to coś wyjątkowego, coś jedynie śląskiego. Czy jest to zamiłowanie do rzeczy „gryfnych”, czy specyficzny język lub krajobraz... to jest mniej ważne. Istotne okazało się, że jesteśmy wyjątkowi, a to miejsce nad Brynicą jest nasze tak, jak było sto lat temu. I pod tym względem naprawdę nic się nie zmieniło.

Zdjęcie z archiwum: Marianny i Adama Kalinowskich

Zdjęcie z archiwum: Lidii Holub

pANTA RHEI... PO ŚLĄSKU

Babcia Gertruda mendecka jako druhna na ślubie brata, Katowice 1937 rok

reklama

styczeń 2014 nr 1 (37)

3


Panorama zdrowia

Miej Stres, długa praca przy komputerze, ciągłe korzystanie z tabletów i smartfonów prowadzą do bólu i zaczerwienienia oczu. Choć przez wiele osób te objawy są bagatelizowane, nie warto ich lekceważyć – mogą być bowiem objawami schorzenia zwanego zespołem suchego oka

Człowiek mruga zazwyczaj 15 razy na minutę. Pracując przy komputerze lub w klimatyzowanym pomieszczeniu ilość mrugnięć obniża się do zaledwie 7. Wtedy też pojawia się uczucie zmęczenia, pieczenia lub lekkiego zaczerwienienia oczu. Wymienione objawy mogą świadczyć o zespole suchego oka – jednej z najczęściej spotykanych dolegliwości okulistycznych (z ang. Computer Vision Syndrome (CVS)). Wszystkiemu winna jest nieprawidłowa ilość produkowanych łez, które niedostatecznie zwilżają gałkę oczną, przez co oczy narażone są na rozwój zakażeń i wnikanie różnego rodzaju mikroorganizmów. Stosując się do zasady, że lepiej zapobiegać niż leczyć, warto pamiętać, iż kiedy tylko istnieje taka możliwość, pracę z komputerem należy ograniczyć do minimum. W innym przypadku po każdej godzinie pracy z komputerem zaleca się zrobić pięciominutową przerwę, spojrzeć przez okno, na oddalone od nas obiekty. Zespół suchego oka leczy się jedynie objawowo, stosując w tym celu preparaty zwane „sztucznymi łzami”, które przypominają prawdziwe łzy i przynoszą natychmiastową ulgę pacjentowi. Ważne w profilaktyce CVS jest odpowiednie przygotowanie miejsca pracy. Podczas pracy z komputerem należy umieścić środek monitora o około 10 cm niżej niż nasze oczy, najlepiej w odległości stanowiącej 2-3-krotność przekątnej jego ekranu. Aby zapobiec CVS monitor powinien być dobrej jakości i ustawiony na jak najwyższym odświeżaniu, a miejsce pracy powinno zapewniać komfort podczas siedzenia – ważne jest odpowiednie podparcie głowy, aby nie nadwyrężać kręgosłupa szyjnego. Należy również pamiętać o prawidłowym oświetleniu pomieszczenia w którym pracuje-

4

oko na komputer

lek. med. piotr Jaworski, Centrum mikrochirurgii oka opTomeD w Katowicach my – unikać pracy z komputerem w ciemnym pomieszczeniu, a jeśli nie jest możliwe rozświetlenie otoczenia, war to zmniejszyć jasność monitora. Do zdiagnozowania zespołu suchego oka lekarze wykorzystują test Schirmera, czyli badanie wydzielania łez. Test polega na umieszczeniu w załamku dolnym spojówki kalibrowanych pasków bibuły, które w ciągu

dziesięciu minut powinny zwilżyć przynajmniej 10 mm paska od krawędzi powieki. Jeżeli ten wynik nie zostanie osiągnięty, lekarz może stwierdzić zespół suchego oka. Nieleczenie zespołu suchego oka może doprowadzić nie tylko do pogorszenia się objawów, ale także do poważniejszych chorób oczu, a nawet całkowitej utraty wzroku.

LEK. MED. PIOTR JAWORSKI, okulista Centrum Mikrochirurgii Oka OPTOMED w Katowicach specjalizuje się w okulistyce dziecięcej, neurookulistyce, kontaktologii, or tokorekcji i chirurgii oka (zajmuje się m.in. chirurgią jaskry, zeza, zaćmy, dróg łzowych, stożka rogówki, przeprowadza operacje zeza w wyrównywaniu skomplikowanych wad refrakcji u dzieci i dorosłych). Ukończył Śląską Akademię Medyczną w Katowicach i odbył wiele zagranicznych staży (m.in. w Instytucie Okulistyki Fiodorowa w Moskwie). Ukończył też szereg specjalistycznych szkoleń m.in. z zakresu mikroendoskopii Como, chirurgii oczodołu Rostock, implantacji INTAX-ów i aplikacji soczewek kontaktowych. Nie tylko skutecznie leczy problemy ze wzrokiem swoich pacjentów, ale też wprowadza do medycyny nowe rozwiązania. W 1996 skonstruował i opatentował aparaturę pomiarową wyznaczającą kąt skręcenia osi soczewki kontaktowej. Wraz z zespołem lekarzy z OPTOMEDU jako pierwsi wprowadzili do Polski technologię tzw. indywidualnego dopasowania miękkich i twardych soczewek kontaktowych, a także technikę wykorzystującą laser połączony z mikroendoskopem do rekonstrukcji dróg łzowych. styczeń 2014 nr 1 (37)


Panorama Gospodarcza

Przywracanie do O modzie na rewitalizację terenów i obiektów poprzemysłowych rozmawiamy z dr inż. GrzeGOrzeM SPOrySzeM z Centrum Badań i Dozoru Górnictwa Podziemnego Sp. z o.o. w Lędzinach CBiDGP

nego dziedzictwa, że górnictwo było bardzo ważnym elementem życia społeczeństwa w tym regionie.

wasze Centrum od wielu lat wykonuje badania z zakresu zagospodarowania i rewitalizacji terenów zdegradowanych. Jak zmienia się świadomość inwestorów czy samorządów w tym zakresie?

rewitalizować czy nie? przed tym pytaniem stają często samorządowcy z województwa śląskiego. Pojedyncze budynki, tereny poprzemysłowe czy wręcz całe dzielnice, przedmieścia o walorze historycznym – w każde z nich można tchnąć nowe życie. Pole do popisu jest szerokie. Zwłaszcza na Śląsku. To przywracanie do życia może być wieloaspektowe: od przywracania pierwotnej formy i przeznaczenia, jak w Zabrzańskiej kopalni Guido, po nadawanie zupełnie nowego znaczenia, na przykład Bytom i okolica, gdzie ponad 100 lat działała kopalnia „Szombierki”. Powstało tam pole golfowe i miejsce pod zabudowę deweloperską. Inny z możliwych scenariuszy wykorzystania substancji elementu architektonicznego to choćby kato-

wicki Szyb Wilson przy kopalni „Wieczorek”. Czy wreszcie to, co dzieje się w okolicach katowickiego „Spodka” – czyli powstająca tam nowa siedziba Muzeum Śląskiego. Miasta metropolii katowickiej powinny być przygotowane, że za 25 lat nie będzie już u nich wydobycia węgla lub będzie mocno ograniczona – taką opinię specjalistów z Niemiec usłyszałem niedawno podczas konferencji zorganizowanej w Katowicach przez Górnośląski Związek Metropolitalny. Porównywali oni nasze elementy poprzemysłowego krajobrazu do tego, co działo się przed laty w Zagłębiu Ruhry. Ale to, co mówi się o zmierzchu górnictwa węgla kamiennego, nie musi wcale oznaczać, że kopalniany szyb powinien zniknąć z krajobrazu. Chodzi o pokazanie za kilkadziesiąt lat historycz-

Badania substancji zawartych w glebie, gruntach i wodach to obecnie bardzo ważny element dla inwestora czy lokalnych samorządów. Sprzedając ziemię lub chcąc na niej inwestować, przyszli lub obecni właściciele muszą wiedzieć, czy nie ma tam np. ukrytej bomby ekologicznej. W takim przypadku trzeba przede wszystkim oszacować koszty rekultywacji. W wielu miejscach, na przykład w powstających strefach ekonomicznych, wykonywaliśmy i wykonujemy takie badania dla inwestorów zagranicznych. Chcą wiedzieć, czy budują we właściwym miejscu, bez zagrożeń. I ile będzie kosztowało ich ewentualne usunięcie. Dla nich to norma, zresztą i w Polsce świadomość w tym zakresie jest coraz większa, a obowiązujące przepisy oraz powstające regulacje prawne w tym zakresie, coraz dokładniej określają co, jakimi metodami i jak dokładnie należy badać w odniesieniu do konkretnych rodzajów degradacji. Przez lata panowała w tym względzie dowolność w interpretacji niektórych zapisów prawa, co mogło prowadzić przykładowo do niepotrzebnych wydatków.

Czyli jak zwykle główną przeszkodą są pieniądze? Podam taki przykład z naszego doświadczenia: CBiDGP przygotowało projekt zagospodarowania rejonu stawu Kudrowiec w Chełmie Śląskim. Pierwsze zapiski o tym miejscu

są datowane na XVI wiek i mówią o wykorzystywaniu akwenu do hodowli ryb. Przypuszczalnie poza hodowlą stawy mogły służyć do przetrzymywania ryb przywożonych z różnych rejonów Księstwa Pszczyńskiego na rybny targ w Zabrzegu, który w tym okresie był jednym z najważniejszych wiślanych targowisk rybnych, gdzie zaopatrywali się kupcy krakowscy. Hodowla podupadła jednak na przełomie XVIII i XIX wieku. A przez ostatnie dekady budowle hydrotechniczne i inżynierskie na tym terenie uległy całkowitej dewastacji. Swoje zrobiła oczywiście działalność górnicza. Dzięki zaproponowanym rozwiązaniom to miejsce sukcesywnie odżywa. Nie bez znaczenia było w tym wypadku partnerstwo publiczno-prywatne, bo nie zawsze samorząd może udźwignąć cały koszt rewitalizacji. Trzeba podkreślić, że przemysł na Śląsku odcisnął głębsze piętno niż choćby w Łodzi. Przecież łatwiej zaadaptować pomieszczenia dawnej szwalni niż huty metali nieżelaznych. A na pewno taniej.

rynek mieszkań powstałych na przykład w dawnych loftach może wskazywać na pewną modę. Czy to pana zdaniem wyraźny trend? Gdy jest możliwość restytucji danego obiektu, na pewno jest on pożądany ze względu na swój historyczny charakter. Osobną kwestią jest to, czy mówimy o obiektach zlokalizowanych w centrach miast, czy na obrzeżach. Tutaj istotna może być wartość samych działek. Obserwuję też, jak znakomicie polscy architekci potrafią podnieść walor estetyczny takich miejsc np. przez odpowiednie oświetlenie. Ale nie tylko opuszczone budynki potrzebują rewitalizacji. Zamieszkałe familoki też stracą swój charakter, jeśli nikt nie zadba o ich odnowienie, a przecież takich osiedli jak Nikiszowiec, nie ma nigdzie indziej w Polsce.

ż y c I A

Armada Golf Club

pole golfowe. przykład rewitalizacji zdegradowanych terenów po Kopalni „szombierki” w Bytomiu styczeń 2014 nr 1 (37)

5


Panorama architektoniczna

MODernizM

Górnik Architekt

Dziś Katowice przypominają wielki plac budowy. Remonty oraz powstające obiekty nie pozostają bez wpływu na wygląd miasta. Czy jednak ten wpływ jest pozytywny, a nowe budynki wpisują się w swoje otoczenie?

nowe, a sTare – Uważam, że zarówno nowa siedziba Muzeum Śląskiego, jak i Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia to obiekty bardzo mocno wpisane w kontekst zastanej przestrzeni. Siedziba NOSPR-u, zaprojektowana przez Tomasza Koniora, z fasadą z cegły klinkierowej oraz czerwonymi akcentami wokół okien, nawiązuje zarówno do pobliskich Bogucic, jak i nieco oddalonego Nikiszowca. Za to Nowe Muzeum Śląskie jest szczególnie dobrym przykładem wykorzystania terenów poprzemysłowych z zachowaniem ich charakteru. Fakt, że zostało zlokalizowane pod ziemią, ma symboliczny sens i pokazuje, że Śląsk przestał odcinać się od swojej górniczej tradycji – twierdzi Zofia Oslislo, autorka albumu „Katowicka Moderna 1927-1939”.

muzeum ŚląsKie Pracownia Riegler Riewe Architekten z Grazu, projektująca nową siedzibę muzeum, zdecydowała się na maksymalne wykorzystanie prze-

6

Bartek Barczyk

strzeni pod powierzchnią ziemi. Ograniczyła do minimum ingerencję w teren będący pozostałością po Kopalni Węgla Kamiennego „Katowice”. Ponad powierzchnię wystają jedynie szklane boksy, które odpowiadają za doświetlenie wnętrz oraz budynek administracyjny. W podziemnej części Muzeum Śląskiego umieszczono przestrzenie ekspozycyjne, sale konferencyjne, bibliotekę, pracownie muzealne, trzykondygnacyjny garaż oraz hol, gdzie mają odbywać się koncerty czy festiwale. Z kolei stara maszynownia ma teraz służyć jako restauracja, a w magazynie odzieży będzie mieściło się Centrum Scenografii Polskiej. Wieża szybu „Warszawa”, dzięki dobudowaniu windy oraz uzupełnieniu klatki schodowej, będzie umożliwiała zwiedzającym dostanie się na platformę, z której rozciąga się widok na panoramę Katowic. Warto dodać, że pracownia Riegler Riewe Architekten ZT GmbH należy do światowej czołówki w swojej branży. Jej projekty zostały uhonorowane między innymi Austriacką Nagrodą Budowlaną oraz Nagrodą Architektoniczną Styrii. Firma była też nominowana do Europejskiej Nagrody Architektonicznej oraz Światowej Nagrody Architektonicznej. Pracownia ma swoją filię w Katowicach. Prowadzi nadzory autorskie przy realizacji nowej siedziby Muzeum Śląskiego,

a w 2012 roku otrzymała wyróżnienie w konkursie architektonicznym na zagospodarowanie przestrzeni Rynku w Katowicach.

naroDowa orKiesTra symfoniCzna polsKieGo raDia w KaTowiCaCh W bliskim sąsiedztwie nowej siedziby Muzeum Śląskiego wyrasta inny obiekt godny uwagi. Trwają tam prace przy budowie gmachu Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach, zaprojektowanego przez pracownię Konior Studio. Projekt ten otrzymał nagrodę w konkursie European Commercial Property Awards 2010 w Londynie w kategorii budynków użyteczności publicznej. Budynek z elewacją pokrytą szkłem oraz cegłą klinkierową ma być częścią katowickiej Osi Kultury, składającej się z nowej siedziby Muzeum Śląskiego oraz Międzynarodowego Centrum Kongresowego. Nowa siedziba NOSPR-u składa się z dwóch części oddzielonych od siebie czterokondygnacyjnym atrium z holem kasowym, restauracją oraz sklepami muzycznymi. Pierwsza część, która jest sercem gmachu, to dwie sale koncertowe. Ta większa posiada estradę o powierzchni ponad 250 metrów kwadratowych. Można ją dowolnie profilować dzięki zastosowaniu systemu platform. Pomieści 1800 słuchaczy. Mniejsza sala, zwana kameralną, jest przewidziana na koncerty dla 300 osób. styczeń 2014 nr 1 (37)


Panorama Architektonicza KONIOR Studio

w sąsiedztwie familoków

Katowice stały się dużym miastem dopiero w efekcie rozwoju gospodarczego w XIX wieku. Mimo to, przemierzając katowickie ulice, znajdziemy wiele ciekawych rozwiązań architektonicznych. z jednej strony mamy piękne zabudowania osiedla robotniczego Nikiszowiec z charakterystyczną cegłą, a z drugiej katowicką modernę, której przedstawicielem jest jeden z pierwszych w europie Drapacz Chmur przy ulicy Żwirki i Wigury lub też hala widowiskowo-sportowa zwana „Spodkiem”. Architektura Katowic jest więc nie tylko interesująca, ale także zróżnicowana

KONIOR Studio

Druga część obiektu to pierścień z pomieszczeniami dla muzyków. Projekt objął również otoczenie budowli. Na placu wejściowym mają znajdować się fontanna, trawniki i drzewa. NOSPR będzie połączony z nową siedzibą Muzeum Śląskiego kładką. W powstawaniu okazałego gmachu Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach bierze udział szereg różnych ekspertów. Do współpracy zaproszono między innymi firmę Nagata Acoustic, która odpowiada za świetną akustykę Walt Disney Hall w Los Angeles czy Danish Radio Concert Hall w Kopenhadze.

Galeria KaTowiCKa 18 września 2013 roku otworzono w centrum miasta Galerię Katowicką. Jej budowa stanowiła jeden z elementów kilkuetapowej inwestycji, w efekcie której powstał też nowy dworzec kolejowy oraz terminal autobusowy. Nowy obiekt nie wszystkim przypadł do gustu. Część mieszkańców regionu uważa, że Galeria kompletnie nie pasuje do otaczających ją budynków. – Galeria Katowicka jest niefortunnie połączona z dworcem, wykonana ze złej jakości materiałów, zachłannie zaanektowała przestrzeń. Nie ma żadnego związku ani z otaczającymi dawny plac Szewczyka styczeń 2014 nr 1 (37)

Muzeum Śląskie

eklektycznymi kamienicami, ani z odtworzonym w dawnym kształcie brutalistycznym dworcem – twierdzi Zofia Oslislo. – Punktem wyjścia dla architektów przygotowujących projekt przebudowy była bryła starego dworca kolejowego – zarówno jeśli chodzi o architekturę, jak i użyte materiały – beton, szkło i metal. Stąd też ostateczny kształt – miał on nawiązywać do poprzedniego dworca, a nie do okolicznych kamienic – tłumaczy Daniel Muc z biura prasowego Galerii Katowickiej – Ocenę bryły Galerii Katowickiej i tego, co wniosła do przestrzeni miejskiej, pozostawiamy każdemu z osobna. Galeria musi zakorzenić się w centrum, żeby każdy mógł spojrzeć na nią z dystansem. Wierzymy jednak, że obiekt przetrwa próbę czasu – dodaje Daniel Muc.

oszCzęDnoŚć enerGii i eKoloGia Jak wygląda współczesna architektura i panujące wśród projektantów trendy? Ogromny nacisk kładzie się na oszczędność energii i ochronę środowiska, więc projektanci obierają kierunek proekologiczny. Te trendy nie dotyczą jednak tylko budowy wielkich obiektów. Prywatni inwestorzy również obierają tę drogę przy swoich projektach. Powstające domy jednorodzinne są przeszklone, dzięki czemu ich przestrzeń wypełnia światło słoneczne. Ponadto do ich budowy wykorzystuje się naturalne materiały.

– W 2013 roku w Poznaniu rozpoczęła się najnowocześniejsza i najbardziej ekologiczna realizacja kompleksu pięciu biurowców „Pixel”, zaprojektowanych przez pracownię JEMS Architekci. W tym samym czasie zrealizowano pierwszą pasywną i jedną z najbardziej energooszczędnych w Europie halę sportową dla Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie. Ponadto w Warszawie zakończono pierwszy etap budowy proekologicznego kompleksu Warszawskie Ogrody Biznesu – mówi Mateusz Górnik z Górnik Architekt. – Nasza pracownia, działająca na terenie Górnego Śląska, realizuje proekologiczne i energooszczędnościowe trendy. W 2013 roku pracownia otrzymała dwie nagrody. Pierwszą za projekt domu energooszczędnego w konkursie zorganizowanym przez wydawnictwo Murator „Energooszczędny Dom Dostępny”. Drugą natomiast zdobyliśmy w międzynarodowym konkursie zorganizowanym przez World Architecture Community 20+10+X za modernizację budynku jednorodzinnego z lat siedemdziesiątych położonego w Zawierciu, który został zaprojektowany jako budynek proekologiczny i energooszczędny – opowiada Mateusz Górnik.

7

Dawid Kwiecień


Panorama sportowo-rozrywkowa Fivb.org

Mistrzostwa świata i okolic

rozgrywki sportowe w regionie śląskim, niezależnie od dyscypliny, będą w tym roku zdominowane przez jedno, ale za to ogromne i międzynarodowe wydarzenie. Katowice po raz pierwszy w historii staną się we wrześniu tego roku areną zmagań podczas Mistrzostw Świata w piłce siatkowej mężczyzn 2014. Siatkarze rozegrają swoje mecze między innymi w katowickim „Spodku”, mieszczącym ponad 11 tysięcy widzów Me cze bę dą się co praw da od by wać także w sześciu innych miastach na terenie Polski, ale dla Katowic zarezer wowane zostały te najważniejsze, bo pół fi na łowe i sam fi nał roz gry wek. Oprócz Ka towic, zma ga nia naj lep szych drużyn siatkarskich na świecie obser wować będą mogli także mieszkań cy Byd gosz czy, Gdań ska, Ło dzi, Krakowa i Wrocławia. Siódmym miastem goszczącym siatkarski mundial jest Warszawa, gdzie zaplanowano organizację meczu otwarcia na... Stadionie Narodowym. Powie rze nie Pol sce orga ni za cji tak wielkiej imprezy siatkarskiej, to forma uznania nie tylko dla naszych zawodników, ale też kibiców, którzy dopingując polską kadrę za granicą, wzbudzili podziw i świata. Międzynarodowa Federacja Piłki Światowej (FIVB) nazwała nawet to zjawisko żar tobliwie "volley-land-Poland".

Oprócz spor towego splendoru Mistrzostwa Świata, niezależnie od dyscypliny, to znakomita okazja do promocji danego kraju na całym globie. Możemy też być pewni, że dzięki rozegraniu w Katowicach półfinałów i finału tej imprezy, nazwę naszego miasta poznają miliardy ludzi na świecie. Możliwe, że kilka milionów nawet ją zapamięta i być może kilkadziesiąt tysięcy zechce w późniejszym czasie miasto odwiedzić. Promocję tego wydarzenia Katowice rozpoczęły we wrześniu 2013 roku. Na Mariackiej w Katowicach ruszył specjalny zegar odmierzający czas do rozpoczęcia Mistrzostw, a uczniowie katowickich szkół otrzymali 2014 piłek siatkowych z logo tego wydarzenia. Prezydent Piotr Uszok zapewnił, że do września 2014 roku wszystkie ważniejsze inwestycje w mieście, szczególnie komunikacyjne, zostaną

zakończone. Jest to istotna deklaracja, szczególnie w kontekście terenów sąsiadujących ze „Spodkiem”, gdzie powstaje Muzeum Śląskie oraz obiekt Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia. Już dziś można się spodziewać, że w pobliżu „Spodka” powstanie strefa kibica prawdopodobnie o wiele większa, niż podczas EURO 2012. Z pewności we wrześniu tego roku do Katowic przyjadą organizatorzy tej imprezy, przedstawiciele mediów z całego świata, tysiące kibiców. Ale przede wszystkim najlepsze na świecie drużyny siatkarskie. Miejmy nadzieję, że największą grupę będą stanowili kibice polscy i to nie tylko dlatego, że jesteśmy gospodarzami Mistrzostw Świata, ale przede wszystkim dlatego, że w „Spodku” zagra nasza reprezentacja. marek szeles

Śląskie zagłębie rozrywkowe Deeppurple.com

o godz. 20. rozpocznie się bowiem koncert kultowego zespołu światowej sceny rockowej Deep Purple. Grupa wpisana została do Księgi Rekordów Guinessa jako najgłośniejszy zespół świata. Uznawany jest za najważniejszą kapelę w historii muzyki, która współtworzyła takie gatunki jak heavy metal oraz hard rock. Ma na swoim koncie 100 mln sprzedanych płyt i działa nieprzerwanie od 44 lat. Muzycy często odwiedzają Polskę, a ich koncerty cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem. Wynika to zapewne z tego, że na scenie rockmani dają wciąż niesamowity popis żywiołowości. Poza tym, kto by nie chciał na żywo posłuchać „Smoke On The Water”, utwór tak klasyczny dla rocka, jak „Eine kleine nacht Musik” Mozarta dla każdego melomana.

sTrauss, Chór armii i zespół pieŚni i TańCa

ROK 2014 ZAPOWIADA SIę W REGIONIE ŚLąSKIM JAKO WIELKA UCZTA SPORTOWA I KONCERTOWA. OPRóCZ CyKLICZNyCH WyDARZEń, JAK OFF FESTIWAL CZy RAWA BLUES, CZEKAJą NAS WyDARZENIA O ŚWIATOWyM WRęCZ POZIOMIE. TRADyCyJNIE JUż WŚRóD ORGANIZATORóW CIEKAWyCH ZDARZEń KULTURALNyCH, ROZRyWKOWyCH I SPORTOWyCH PRyM WIEDZIE KATOWICKI „SPODEK”. Jednak patrząc na kalendarz imprez, wcale nie ustępuje mu zabrzański Dom

8

Muzyki i Tańca, a dzięki organizacji Life Festival i zaplanowanemu na tegoroczną edycję koncertowi Erica Claptona do tego grona z pewnością można także zaliczyć Oświęcim.

Bony m i Deep purple Niezwykle ciekawie zapowiada się tegoroczny okres Walentynek. 14 lutego w katowickim „Spodku” wystąpią kultowe zespoły światowego POP-u, w tym między innymi Bad Boys Blue, Alpha-

ville i Bony M. Z kolei dla zwolenników polskiej muzyki Dom Muzyki i Tańca w Zabrzu przygotował specjalny, ekskluzywny Koncert Walentynkowy Sylwii Grzeszczak. Tego dnia dla zakochanych wystąpią też: Katarzyna Groniec w Sosnowcu, Golden Life w Łazach, Maciej Maleńczuk w Wodzisławiu Śląskim, Enej w Istebnej, czy Renata Przemyk w Mikołowie. Jednak żadne z tych wydarzeń nie jest w stanie przebić tego, co czeka nas następnego dnia. 15 lutego

A propos klasycznej muzyki, ciekawą propozycję szykuje na początku lutego Dom Muzyki i Tańca w Zabrzu, w którym odbędzie się Wielka Gala – Strauss i przyjaciele. Jest to projekt nawiązujący do znanej na świecie formuły wiedeńskich koncertów noworocznych. Pomysł zrodził się kilka lat temu w Wielkopolsce, a dziś przemierza cały kraj. Gwiazdami Wielkiej Gali w Zabrzu będzie Zbigniew Wodecki, Grażyna Brodzińska, Andrzej Lampert i Jacek Wójcicki. Dla widzów zatańczy duet znany z Tańca z Gwiazdami: Rafał Maserak oraz An-

na Głogowska. Sporym zaskoczeniem będzie zapewne fakt, że w rolę konferansjerów wcielą się dwie postacie o kompletnie różnej stylistyce i osobowości: Bogusław Kaczyński oraz Krzysztof Skiba, lider zespołu Big Cyc. Już sam ten fakt zapowiada wiele niespotykanych zdarzeń scenicznych.

Dla KażDeGo CoŚ miłeGo Wymienione dotąd koncerty i zdarzenia kulturalne dopiero otwierają listę wszystkich tego typu przedsięwzięć w tym roku w województwie śląskim. W kalendarium zamieszczonym na portalu www.koncertomania.pl odnotowanych zostało 330 imprez widowiskowo-estradowych. Zapewne i to nie jest lista wyczerpująca, ale można na niej znaleźć różnorodne propozycje dla każdego gustu poczynając od zespołu Letz Zep – Zeppelin’s Resurection, którego covery uznane są przez wielu za lepsze od oryginału, przez występy Zespołu Pieśni i Tańca Śląsk oraz Mazowsze czy Chóru Armii Alexandra Pustovalova, a na kameralnych koncertach Renaty Przemyk czy Steve’a Hacketta kończąc. Do tego trzeba dodać wiele plenerowych imprez rozrywkowych, w które w roku wyborczym szczególnie obfitują kalendarze samorządowe. W ten sposób rysuje nam się obraz regionu, który jawi się jako zagłębie rozrywkowe i żaden mieszkaniec Śląska lub Zagłębia nie może powiedzieć, że u nas nic się nie dzieje. marek szeles

styczeń 2014 nr 1 (37)


Panorama śląskiej mody

Czy nadal jesteśmy

modni? Zdjęcie z archiwum: Małgorzaty Szymiczek

Zdjęcie z archiwum: Cecylii Doroty

Zdjęcie z archiwum: Lidii Holub

Wystawa zdjęć Narodowego Archiwum Cyfrowego oraz fotografa Józefa Ligęzy, która stanęła na Placu Tropikalnym w Silesia City Center, zabrała odwiedzających w modową podróż do przeszłości. Można było na własne oczy przekonać się o tym, że katowiczanie zawsze byli modni i stylowi. Wszak w latach 60. ulica w stolicy Śląska przypominała tę najmodniejszą w swoich czasach – londyńską. Sporą atrakcję wystawy stanowią wmontowane w nią lustra, w których odbijał się dzisiejszy styl... No właśnie… jaki jest? Czy można bez kozery mówić o pojęciu moda śląska? Czy Śląsk jest modny?

Zdjęcie z archiwum: Walerii Sinicy

Zdjęcie z archiwum: Marii Cyran

rodzina podczas powrotu z mszy, Katowice, lata 30.

helena i Gertruda mann, lata 30. ul. 3-go maja, Katowice

Katowice, lata 30.

Zanim padną odpowiedzi, zatrzymajmy się na chwilę w czasach minionych. – Eksponowane na wystawie fotografie przedstawiają styl, jaki panował w latach 30., 60. i 80. Katowiczanki zdobiły się w wytworne garsonki i plisowane kiecki. Ważny element stanowił także kapelusz, kabotek czy galanda. Przedwojenne Katowice były eleganckie i ekstrawaganckie. To miasto skrajności, gdzie europejska moda mieszała się ze strojami ludowymi, gdzie mężczyźni w szytych na miarę garniturach pozowali do zdjęć z górnikami w bergmůńokach – opowiada Ewa Marcinek, dyrektor Silesia City Center. Źródłem informacji o panujących trendach lat 70. była wydawana w Katowicach „Panorama”. Był to jedyny kolorowy tygodnik na Śląsku. – Przyznam, że dawna „Panorama”, śląski magazyn ilustrowany, był mi niezmiernie bliski. Pisałam nawet pracę dyplomową: „Moda żeńska lat 70. na podstawie magazynu Panorama” – mówi Dagmara Gdala, miłośniczka nowych mediów, współautorka bloga Silesia Street Look. – Rubrykę modową w gazecie prowadziła Wera Sztabowa. Bardzo szeroko pisała o ówczesnych projektantach, relacjonowała pokazy mody, opisywała kroje, materiały, wzory ubrań – dodaje Dagmara. – Ślązaczki, czerpiąc wzorce z tej rubryki, nosiły m.in. szmizjerki, sukienki z mocno podkreśloną talią, torby konduktorki, baskinki, sukienki z dekoltami podobnymi do tych, jakie były w męskich podkoszulkach – wymienia autorka bloga. Jak moda to i kolory – a tych, jak na tamte czasy było co niemiara. – Na ulicach królowała czerwień, biel i granat. Pojawiały się też ostre turkusy, butelkowa czy przyżółcona zieleń, kolory młodego groszku i bordo. Modne były odcienie beżu. Oniemiałam, czytając, ile było wtedy określeń na kolory w modzie – mówi Dagmara. Powodzeniem cieszył się tzw. styl marynarski. Hit stanowiły sukienki i bluzki w kotwice i żaglówki. Z dużą aprobatą podchodzono też do kwiecistych tunik, ręcznie wyrabianych bransoletek, dużych okularów czy kamizelek. W szafie należało mieć także dziergane lub futrzane bananowe spódnice. Czy dzisiaj można mówić o modzie śląskiej? – Myślę, że cechy charakterystycznej, która by wyróżniała śląskie trendy, nie ma. W twórczości młodych twórców pojawiają się typowe dla Śląska napisy, grafiki z architekturą i w tym kontekście możemy mówić o śląskiej modzie. Na topie jest też twórczość „gryfnie” wykorzystująca na ubraniach śląskie napisy – mówi Dagmara Gdala. Podobnego zdania jest Milena Bekalarska, autorka bloga www.majlena-fashion.blogspot.com, studentka amatorsko zajmująca się projektowaniem, która twierdzi, że w przeszłości moda śląska wyróżniała się o wiele bardziej na tle innych regionów charakterystycznym strojem śląskim, czyli „ciężką” sylwetką oraz bogactwem w zdobieniach i fasonach. Teraz granica coraz bardziej się zaciera. Jednak nasz region, może pochwalić się takimi markami jak gryfnie (www.gryfnie.com/sklep). Pochodną działalności gryfnie jest powstały na osiedlu Koszutka, sklep z produktami lokalnymi, promujący śląskie marki i projektantów. – Znajdziemy w nim gadżety i książki o Śląsku, a także sztukę, dizajn oraz właśnie śląską modę. W sumie będziemy mieli produkstyczeń 2014 nr 1 (37)

moja ciocia, Katowice, 1935 rok

maria Kocur, zdjęcie wykonane przez ulicznego fotografa, Katowice, 1936 rok

ty 30 marek, z tego 90 procent pochodzi ze Śląska. Zaprosiliśmy do współpracy blisko 50 projektantów, są to zarówno studenci zaczynający swoją przygodę z modą, jak i ci już doświadczeni w branży – mówi Michał Kubieniec, współwłaściciel sklepu. Wystrój salonu też nawiązuje do Śląska. Jest surowy, minimalistyczny, koresponduje z produktami. W placach przy Geszefcie są pokazy mody, promocje kolekcji, festyny dzielnicowe, debaty. – Właśnie takie oddolne inicjatywy mają wpływ na tożsamość regionu. To nimi można kreować pozytywny jej odbiór – dodaje. Pojęcie moda śląska może być zatem bardzo szeroko rozumiane. W kontekście ubrań jawi się jako łącznik rodzimego folkloru oraz dodatków zaczerpniętych właściwie zewsząd. Należy być przede wszystkim na czasie. Jak zatem połapać się w tym tyglu nowości? Pomocą służą autorki notatnika internetowego – Silesia Street Look. – Jesteśmy jedynym blogiem w Polsce, który poprzez modę reklamuje swój region, projektantów i mieszkańców. Poprzez internetowe wpisy pokazujemy, że Śląsk to ciekawe miejsce, gdzie tworzą i żyją ludzie pełni pasji i talentu. Prezentując naszą stylizację dobieramy tło, które jest ciekawym elementem architektonicznym, dzięki czemu opisujemy i zapoznajemy czytelników z kawałkiem naszego regionu – wyjaśnia Dagmara Gdala. Tomek Ossoliński (projetant), Joanna Horodyńska (modelka, stylistka i projektantka), Ilona Kanclerz (projektantka, pomysłodawczyni i organizatorka projektu Modny Śląsk) czy Sophie Kula (projektantka, przez Fashion Magazine okrzyknięta debiutem roku). Te nazwiska prócz tego, że są znane w dużym świecie mody, łączy śląskie pochodzenie. Nie da się ukryć, że w tzw. śląskiej modzie dzieje się coraz więcej i ciekawiej. A udowadnia to choćby impreza odbywająca się pod szyldem projektu Modny Śląsk. Pierwsza edycja dedykowana jest kierunkom w modzie inspirowanej kulturą folkową, a jej zadaniem jest pokazanie najciekawszych tendencji nie tylko ze Śląska, ale z całego kraju. W 2013 roku w ramach Europejskiego Kongresu Gospodarczego odbyły się pokazy mody w budynku starego dworca PKP w Katowicach. Projekt Modny Śląsk jest – jak powiedziała jego pomysłodawczyni, projektantka Ilona Kanclerz – inicjatywą społeczną służącą promocji oraz integracji środowisk związanych z modą na Śląsku. Platforma powstała na facebooku. Skupia twórców i wykonawców z całego regionu. Rozwija kreatywne myślenie, a co najważniejsze służy pozytywnym zmianom w budowaniu wizerunku nowoczesnego Śląska. Platforma przedsięwzięcia pod hasłem Modny Śląsk jest dostępna pod adresem www.facebook.com/ModnySlask. – Byłabym ostrożna z używaniem pojęcia moda śląska. Lepiej formułować stwierdzenia – moda na Śląsku. A z nią jest coraz lepiej. Śledzimy trendy, podążamy za modą, a także coraz więcej otwiera się butików z ubraniami młodych projektantów. Czy Ślązacy ubierają się dobrze? Ciężko odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ co oznacza w tym przypadku słowo „dobrze”? Na pewno szukamy jeszcze swojego stylu, ale stajemy się coraz odważniejsi, choć wciąż boimy się krytyki innych – podsumowuje Dagmara Gdala. Rafał Bura

9


Panorama zdarzeń

KatOwiCe st Zdjęcie z archiwum: Marianny i Adama Kalinowskich

W ramach Projektu „Katowice – stylowe od zawsze” w Silesia City Center ruszyła kolejna wystawa prezentująca stolicę Śląska na dawnych fotografiach. Tym razem przy współpracy z „Gazetą Wyborczą” wystawę stworzyli sami mieszkańcy Katowic, którzy nadesłali zdjęcia z własnych, prywatnych archiwów. Posiadają one niepowtarzalny klimat zatrzymany w obiektywie aparatów nawet kilkadziesiąt lat temu. Postanowiliśmy część z nich udostępnić naszym czytelnikom i gorąco namówić do obejrzenia kilkunastu najlepszych zdjęć prezentowanych w Silesia City Center Dziadek w. mendecki (w środku) na balu karnawałowym 1932/1933

lata 20. lu

Zdjęcie z archiwum: Moniki Kassner

Zdjęcie z archiwum Elżbiety Dyhdalewicz

Krystyna i siegfrid B., rodowici katowiczanie, moi nieżyjący przyjaciele, zdjęcie z sierpnia 1957

piknik na początku lat 30. Trzecia z lewej to moja babcia - a adolf Jendrysek. nie byli jeszcze wtedy małżeństwem. pozo po lewej obok babci siedzi siostra dziadka anna, a po prawe

Zdjęcie z archiwum Brunona Sikory

ulica warszawska, 1937

Babcia adelajda, lata 30.

zajezdnia i warsztaty Śląskich linii autobusowych przy ulicy

10

styczeń 2014 nr 1 (37)


Panorama zdarzeń

tylowe od zawsze Zdjęcie z archiwum: Marka

Zdjęcie z archiwum: Agnieszki Przewdzieckiej

Zdjęcie z archiwum: Adama Kamioskiego

zdjęcie wykonano w 1971 roku, na zdjęciu uwieczniono 5 z 7 sióstr. pierwsza z lewej anna to moja mama, następne to ciocie: aniela, elfryda, róża i zofia. Zdjęcie z archiwum: Ewy Hornik-Pietrzyk

ub 30. Zdjęcie z archiwum: Moniki Kassner

zdjęcie z lat 40. XX wieku

prababcia i pradziadek ze strony ojca, 1901 rok Zdjęcie z archiwum: Marka

Zdjęcie z archiwum: Józefa Heisiga

adelajda Dehner, ostatni z lewej to mój dziadek ostali dwaj panowie to bracia dziadka, a panie to: ej najstarsza siostra babci łucja Zdjęcie z archiwum: Agnieszki Przewdzieckiej

moja matka (druga z prawej) razem z koleżankami w zakładzie krawieckim w Bogucicach, 1932 rok Zdjęcie z archiwum Katarzyny Stolarskiej

y mickiewicza w Katowicach 1935 - 1939

styczeń 2014 nr 1 (37)

młodsza siostra mojego pradziadka Guntera f., lena, prawdopodobnie ze swoimi rodzicami, moimi prapradziadkami. Katowice, czerwiec 1918

zdjęcie z lat 40. XX wieku

11


Panorama stylów

HIp STER SKI sposób na życie z ulic Nowego Jorku, Berlina i Londynu zawitała do Polski już kilka lat temu. Dotknęła głównie wielkich miast ze stolicą kraju na czele. Dziś coraz częściej ujęta w cudzysłów, coraz rzadziej traktująca się ze śmiertelną powagą, choć dalej bardzo medialna. O czym mowa? O ciągle trudnej do uchwycenia, ale raczej niegroźnej dla społeczeństwa (czy aby na pewno?) – epidemii hipsterów Nie bez przyczyny do teksu dołączona jest definicja z portalu Wikipedia oraz jej ironicznego odpowiednika. Bowiem hipsterzy to jedna z najbardziej ulotnych i nieokreślonych subkultur. Nie wiadomo nawet, czy jest subkulturą, czy może postsubkulturą lub subkulturą w cudzysłowie. Według definicji Władysława Kopalińskiego, hipster to „zapalony miłośnik jazzu, osoba zamiłowana w rzeczach modnych i eleganckich, w nowościach”. Wiadomo, że słowo pochodzi z lat 40. Sprawa komplikuje się, gdy chcemy odczytać jego pochodzenie. Jest bowiem kilka wersji genezy. Pierwsza mówi, że wzięło się od okrzyku hep, używanego w środowiskach jazzowych jako wyraz aprobaty dla czyichś umiejętności, stylu, wyczucia. Druga, że pochodzi od hop – slangowego określenia opium. Trzecia, że od hipi, co w afrykańskim narzeczu oznacza: otwierać komuś oczy. Według Rober ta Lanhama, autora książeczki „The Hipster Handbook”, hipster to ktoś, kto ukończył liberalną artystyczną szkołę, której drużyna futbolowa nie wygrała meczu od czasu rządów Ronalda Reagana i ma jednego przyjaciela republikanina. Uwielbia termin postmodernizm, używa słów w znaczeniu ironicznym, spędza wolny czas w barach, ale nigdy w sieciowych, w których kelnerzy mają plakietki z imionami, albo gdzie gra się w rzutki. Bardzo niehipsterskie są m.in. samochody typu suv, przedmieścia, książki z wypukłymi literami na okładce, praca na etacie, bożonarodzeniowe swetry z mikołajem i muzyka, którą można usłyszeć w radiu.

sposóB na żyCie Hipsterski sposób na życie? Z pewnością jest to odcięcie się od jakichkolwiek standardów, począwszy od doboru garderoby, po kupowane produkty czy nawet piastowane stanowisko – mówi Szymon, specjalista ds. social media. Jeśli chodzi o wyznaczniki hipsterskiego sposobu na życie to sprawa jest dosyć prosta, przynajmniej mam takie wrażenie – ma być modnie, ale pod przykrywką, w nieoczywisty sposób, ma być alternatywnie i niszowo, ma być inaczej niż wszyscy i wszystko – dodaje Basia, właścicielka jednej z agencji reklamowych. Ubiór? Przede wszystkim nie może kojarzyć się z jakąkolwiek subkulturą – wygląda raczej na wypadkową zakupów w second handzie i infiltracji babcinej szafy. To jest trudny styl. Trzeba sprawiać wrażenie, że człowiekowi zupełnie na modzie nie zależy. Na niewtajemniczonych hipster może sprawiać wrażenie, jakby przed chwilą wstał z łóżka (fryzura) i ubierał się po ciemku – mówi Ania, studentka Akademii Sztuk Pięknych, a z zamiłowania – projektantka. Metki są wykluczone. Kto ma wiedzieć, że to z Berlina, ten wie. Założyć można niemal wszystko. Istotna jest kombinacja stylów, np. sportowego z retro albo kiczu z elegancją. Dobrze widziane są także cytaty z różnych modowych epok. Dziś tzw. vintage to podstawa hip-

12

sterskiego stylu. Nazwa ma to do siebie, że można określić nią właściwie wszystko, co ma związek z przeszłością. Jeśli chodzi o strój to reguły wydają się dość proste. Hipster ubiera się w wąskie spodnie, trampki lub adidasy stylizowane na modele z lat 70., flanelowe koszule lub koszulki w serek. Dobrze widziane jest wszystko, co wygląda jak wyciągnięte ze starej szafy rodziców. Środek transportu? Wysłużony rower, obowiązkowo wyposażony w wiklinowy kosz, a w nim dietetyczna żywność, francuskie bagietki i świeżo zerwany szczypiorek – mówi Szymon. Tryumfy święcą pieczołowicie odnawiane amsterdamki i stare kolarzówki. Basia dodaje, że najmodniejsze jest jednak tzw. ostre koło. Są to takie rowery, które nie posiadają hamulców i przerzutek. Początkowo były używane przez ulicznych kurierów. Jak łatwo można się domyślić – są bardzo niewygodne i mało bezpieczne, ale właścicielom to nie przeszkadza. Sprzęt? Choć dla większości hipsterskich atrybutów popularność oznacza natychmiastowe skreślenie z listy rzeczy, które warto mieć, są od tej reguły wyjątki. Niezmienną popularnością cieszą się wszystkie produkty firmy Apple. W modnych kawiarniach trudno dostrzec kogoś, kto zamiast białego macbooka miałby zwykły szary laptop, a iPhone to dziś bardziej dodatkowa część ciała niż gadżet. Zawód – syn? Hipster nie trudni się pracą, prędzej to praca znajduje nieszczęsnego hipstera „freelancera”, który tworzy artystyczne wizje świata na swoim wysłużonym sprzęcie z logiem nadgryzionego jabłka. Jako że nie sposób przypisać mu określonego zawodu, pomoc nadeszła z humorystycznych portali internetowych typu Kwejk. Prawdopodobnie to tam należy doszukiwać się narodzin określenia syn/córka jako wolnych zawodów – czytaj: pobieram pieniądze od bogatych rodziców, to ważny projekt. Projekt to słowo równie ważne jak vintage. Jeśli zapytasz hipstera, co robi, prawie zawsze odpowie, że pracuje nad jakimś projektem. Pomaga zorganizować koncert, wystawę, cokolwiek, co pozwoli mu unikać pracy na etacie i najbardziej na świecie niehipsterskiej korporacji. Wszyscy doskonale wiemy, że etat ogranicza człowieka. Mam kolegę, który zmienia pracę statystycznie co dwa miesiące. Dzieje się to z powodów iście filozoficznych, uważa, że każdy tak powinien robić, aby uniknąć monotonii. Takie to chyba trochę hipsterskie? – dodaje z uśmiechem Szymon. Miejsce spotkań? Kawiarnia, która wieczorem zamienia się w klub, to centrum życia hipstera. Jak zostało już stwierdzone – gardzi on sieciówkami. Tam bowiem można spotkać się z paskudną kawą, a barma-

ni mają plakietki z imionami. W miejscach, gdzie pojawiają się celebryci, polują paparazzi i odbywają się imprezy firmowe, hipster nie bywa nigdy. Wybiera lokalne bary z domowym wystrojem, gdzie menu wypisane jest kredą na tablicy albo szarym kartonie. Ponoć zamawia tartę z ekologicznym sokiem albo piwem z małego browaru, koniecznie niepasteryzowanym, tak słyszałam – mówi Basia. Ważne, żeby mieć dobry kontakt z barmanem. Warto pogadać z nim o życiu, kiedy będzie robił ci latte – dodaje Szymon. Zatem kawiarnia powinna spełniać trzy warunki: mieć nieco ascetyczny wystrój, bezprzewodowy Internet i dobrą caffé latte (najlepiej także w wersji z mlekiem sojowym). Do bycia członkiem hipsterskiej subkultury nikt nie chce się przyznawać. Także dlatego, że dziś wszyscy z hipsterstwa się śmieją. Swoistą bazą ironicznych hasełek stanowi oczywiście internet. Kawały o tej grupie społecznej weszły do kanonu niczym te o Jasiu. Z resztą jest przecież postać hipstera Antka, krążąca po sieci. Sam znam kilka kawałów, np. Dwóch hipsterów wchodzi do baru. Pierwszy wszedł, zanim knajpa stała się popularna. Drugi zrobił to ironicznie – przytacza Szymon. Profil, który jest zbiorem zmodyfikowanych obrazków – Antkowi nie wyszło, powstał w 2012. Zdobył kilkanaście tysięcy fanów w zaledwie kilka dni. Zdjęcie wrażliwego chłopaka w okularach z grubymi oprawkami, papierosem oraz kubkiem kawy w dłoni, szybko stało się symbolem hipstera. O hipsterach było już wszędzie: na okładkach czasopism, w telewizjach śniadaniowych, w kawiarniach, na ulicach miast i w kampaniach reklamowych. Wynika z tego, że hipsterzy trafili do mainstreamu. Czy to zatem ich koniec? Podobno zaawansowany hipsteryzm przekłada się nawet na wyjątkowo ostrą selekcję produktów w osiedlowym warzywniaku, bo tylko tam można uciec od zgiełku sieciówek i szarego tłumu. Czy nie wszyscy tak czasem robimy? Za hipsterski powoli uważany jest każdy festiwal filmowy czy muzyczny. Za mekkę tej grupy społecznej został niedawno uznany muzyczny Off Festiwal w Katowicach. Nikt jednak nie wie, czy z powodu zespołów, publiczności czy jeszcze czegoś innego. A może każdy z nas ma w sobie coś z hipstera? Rafał Bura

WIKIPEDIA: Hipster – przedstawiciel współczesnej subkultury, funkcjonującej zarówno wśród nastolatków, jak i ludzi po 20. i 30. roku życia i starszych. Wyznacznikiem stylu hipsterów jest deklarowana niezależność wobec głównego nurtu kultury masowej (tzw. „mainstreamu”) i ironiczny stosunek do niego oraz przesadne akcentowanie swojej oryginalności i indywidualności. Hipsterzy silnie podkreślają swój wizerunek, rozumiany zarówno poprzez wyrazisty i „artystyczny” strój (m.in. w stylu vintage), jak i poprzez wyjątkowe, nieszablonowe zainteresowania. Pośród hipsterów ceniona jest deklarowana niezależność myślenia, zajmowanie się twórczością artystyczną, zainteresowanie niszowymi formami kultury, w tym muzyką, filmem niezależnym itd., niezależnymi magazynami typu Vice i Clash i stronami internetowymi takimi jak Pitchfork Media (cytat z Wikipedii). NONSENSOPEDIA: (…) Hipster – to ktoś tak oryginalny, że w skali oryginalności od 1 do 10 jest siedemnastką. Brzydzi się komercją i nie słucha zespołów, których nazwę da się wymówić (...) (cytat z Nonsensopedii).

styczeń 2014 nr 1 (37)


Panorama wspomnień Ciekawy projekt śląskiego fotografa Tomka Kiełkowskiego

LINIE cZASu W jednej chwili można przenieść się dziesiątki lat wstecz i sprawdzić, jak to samo miejsce wygląda dziś. efekt? Oszałamiający. Jego autorem jest śląski fotograf Tomek Kiełkowski. Projekt nosi nazwę Linie Czasu, a jego kontynuacją jest poniekąd tegoroczny kalendarz Bytomia wydany na 760-lecie miasta

czyli przeszłość połączona ze współczesnością Zdjęcia: Tomasz Kiełkowski

Kiełkowski w dorobku ma już kilka udanych projektów (Symetrie Modernizmu, Przestrzenie Art Deco, Projekt PKP). Miłośnik architektury, fotografii, modernizmu i Górnego Śląska. Linie Czasu to bodaj najgłośniejsze z jego przedsięwzięć. Pewnie dlatego, że zdjęcia budzą ogromne emocje. Ukazują miejsca i obiekty, głównie w Katowicach i w Bytomiu, do których Górnoślązacy mają ogromny sentyment. Najistotniejsze założenie to jak najdokładniejsze oddanie miejsca z archiwalnego obrazu 100, 50 czy 30 lat później. Można potem łatwo ocenić, które z nich, te sprzed lat czy obecne, wyglądają korzystniej. Sam autor nie ma zbyt dużych wątpliwości. – Miejsca z przeszłości wyglądają lepiej – uważa. – Dominuje ład i porządek, a sama przestrzeń jest bardziej uporządkowana. Te zdjęcia mają edukować, przypostyczeń 2014 nr 1 (37)

minać o przeszłości, ale mogą też stanowić pewien materiał dla osób odpowiadających za to, jak wyglądają nasze miasta – twierdzi.

z TeJ sameJ perspeKTywy Obecnie Linie Czasu ukazują ponad 20 różnych miejsc. Jest wśród nich m.in. Drogowa Trasa Średnicowa w latach 80., katowicka ulica 3 Maja w 1915 roku, bytomski Rynek w 1909 roku, Dom Handlowy Ślązak w latach 70. Obok materiałów archiwalnych znajdują się obecne fotografie dokładnie tych samych miejsc. Mają dokładnie taki sam kadr, ogniskową, kąt widzenia. Słowem – są ich kopią uchwyconą kilkadziesiąt lat później. Na stronie linieczasu.pl użytkownik otrzymuje nowatorski system, dzięki któremu, za pomocą suwaka, można dokładnie uchwycić zmiany na fotografiach. Kiełkow-

ski tłumaczy, że praca nad jedną pozycją to kilka godzin wytężonej pracy. Polega na odszukaniu miejsca, z którego fotografia została wykonana, zrobieniu jego idealnego odwzorowania, o dokładnie takiej samej ogniskowej i mozolna obróbka w programie graficznym. – Nie każde archiwalne zdjęcie nadaje się do takiej przeróbki. Często zdarza się, że o ile istnieje budynek znajdujący się na fotografii, to nie ma miejsca, z którego została zrobiona – podkreśla Tomek i dodaje, że przed rozpoczęciem prac, musiał przebrnąć przez sporą ilość archiwaliów. Wybrał tylko te, które się nadawały. – W ubiegłym roku nie miałem zbyt wiele czasu, ale w tym będę chciał dodać kolejne miejsca – zapewnia. Jak zapowiada, na pewno znów pojawią się te z Katowic i z Bytomia, ale też innych śląskich miast. – Szczegól-

nych preferencji nie mam. Wszystko zależy od dostępności materiałów, głównie zdjęć i pocztówek – wyjaśnia Tomek. Osoby, które dysponują ciekawymi archiwami zaprasza do kontaktu poprzez stronę internetową projektu.

na TyCh samyCh zaKupaCh Linie Czasu spotkały się z bardzo pozytywnym odbiorem społecznym. Nic więc dziwnego, że władze Bytomia zaprosiły Kiełkowskiego do przygotowania niezwykłego kalendarza 2014 na 760-lecie miasta. Tym razem stare pocztówki połączono ze współczesnymi zdjęciami. Nad wydaniem kalendarza pracowało mnóstwo osób: graficy, fotografowie, znawcy i pasjonaci historii, kolekcjonerzy pocztówek. Stare łączy się z nowym w niezwykle symetryczny, spójny i harmonijny sposób.

Po jednej stronie ulicy stoją samochody z lat 20., a po drugiej współczesne, w jednym miejscu zakupy robią damy z początków ubiegłego stulecia i obecni mieszkańcy Bytomia. Oba światy łączy jedno: piękna bytomska architek-

tura. – Przedsięwzięcie jest wprawdzie nietypowe, ale jego efekt jest na pewno zadowalający – jak zwykle skromnie o swojej pracy mówi Kiełkowski.

13

łukasz respondek


Panorama zmiany Kolejka linowa w Parku Śląskim – reaktywacja

A K L E a w o N godnie zastąpiła

starą ELKę sTara elKa (1967 – 2006) Elektryczne Linowe Koleje powstały – jak niemal wszystkie inwestycje w tamtych latach – w czynie społecznym. Budowaną przez dwa lata atrakcję otwarto 7 września 1967 roku. Przez prawie 40 lat swojego funkcjonowania kolejka krzesełkowa przewiozła 15,5 miliona pasażerów. Jednocześnie mogło nią podróżować 1200 osób. Trasa miała prawie 6 kilometrów i składała się z trzech two-

14

rzących trójkąt stacji. Kolejka kursowała od Stadionu Śląskiego do Wesołego Miasteczka i od lunaparku do Planetarium Śląskiego m.in. nad śląskim zoo. Elka jeździła średnio 10 metrów nad ziemią. Przejazd całej trasy zajmował prawie godzinę. Największe oblężenie Elka przeżywała podczas Święta Trybuny Robotniczej i 22 lipca. Wtedy kursowała nawet do trzeciej w nocy. Starsi bywalcy mogą pamiętać, że przy wej-

Krzesełkowa kolej jeździła w parku Śląskim przez 39 lat

ściu na każdą stację działały automaty z biletami, a pracownicy kolejki nosili te same spodnie oraz koszulki w trzech głównych kolorach: żółtym, niebieskim oraz czerwonym. Elka była otwarta jedynie w sezonie letnim, w okresie od ostatniego weekendu kwietnia do połowy października. Jeździli nią m.in. znani muzycy, aktorzy i komunistyczni dygnitarze. Ostatni kurs kolejki odbył się w październiku 2006 roku.

nowa elKa (2013 – ...) Budowa nowej Elki trwała pół roku. Otwar to ją 8 września ubiegłego roku. W ciągu zaledwie czterech miesięcy funkcjonowania z atrakcji skorzystało 80 tysięcy osób. Na razie odtworzono jeden odcinek kolejki – od Stadionu Śląskiego do Śląskiego Wesołego Miasteczka. Jego długość to 2200 metrów. Elka to obecnie najnowocześniejsza kolej linowa w Polsce i jedyna działająca

To było jak rytuał: po niedzielnym seansie „Bonanzy”, całe rodziny zmierzały na elkę, aby z góry podziwiać swoje ulubione miejsca. Stara kolejka linowa była symbolem śląskiej solidności – a uderzając w ton bardziej patetyczny – wizjonerstwa. Była przecież najdłuższą tego typu atrakcją w europie. Otwarta we wrześniu zeszłego roku nowa elka miała zapełnić lukę po wysłużonej poprzedniczce. również tę w wyobrażeniach i wspomnieniach użytkowników. Nowe miało zastąpić stare, i tak samo cieszyć. Tak też się stało ARC\Park Śląski

w systemie mieszanym – ma do dyspozycji zarówno ośmioosobowe gondole, jak i czteroosobowe krzesełka. Tych pierwszych jest 15, a drugich 30. Trasa oraz stacje są monitorowane przez 40 kamer. Maksymalna prędkość wynosi 5 metrów na sekundę. Wycieczka w obie strony trwa natomiast średnio pół godziny. Jednocześnie kolejką może podróżować 240 pasażerów. Podczas jazdy można oglądać m.in. Rosarium, Ha-

lę Wystaw „Kapelusz”, promenadę generała Jerzego Ziętka. Przy stacjach kolejki ustawiono 10 wyremontowanych krzesełek starej Elki. Teraz pełnią funkcję stylowych ławek. Bilet nor malny w jedną stronę kosztuje 10 zł, w obie 15 zł, a ulgowy 8 i 12 zł. Nowa Elka, w odróżnieniu od swojej poprzedniczki, może jeździć przez cały rok, a gondolami, którymi stara kolejka nie dysponowała, mogą podróżować niepełnosprawni.

nowa elka jest najnowocześniejszą kolejką linową w kraju styczeń 2014 nr 1 (37)


Panorama kulturalna Filmowcy i producenci coraz chętniej zaglądają do naszego regionu

Zdecydowanie

TAK

Film na Śląsku i o Śląsku?

film roberta Glińskiego „Benek” przedstawia historię górnika, który decyduje się odejść z kopalni

w parku Śląskim kręcono film „Chce się żyć” macieja pieprzycy, który miał swoja premierę w zeszłym roku

Buchający z kominów dym, wieże wyciągowe szybów kopalnianych, przaśni tubylcy z dość ograniczonymi horyzontami. To warunki, które jeszcze pół wieku temu musiał spełniać niemal każdy film o Śląsku. Potem był przełom – twórczość Kazimierza Kutza. Dziś nasz region na szklanym ekranie jest bardzo różnorodny, a ambitne i dobre filmy można wymieniać jednym tchem.

filmy propaGanDowe Zaczęło się już w 1920 roku od „Męczeństwa ludu górnośląskiego”. Był to pierwszy film zrealizowany w regionalnej scenerii. Niestety, nie zachowała się styczeń 2014 nr 1 (37)

żadna jego kopia. Niemal 20 lat później, w 1939 roku nakręcono „Czarne diamenty” w reżyserii Jerzego Gabryelskiego. Akcja toczy się w kopalni, którą zagraniczni właściciele zamierzają zamknąć. Na pytanie, co charakteryzowało śląskie kino przedwojenne, odpowiedź może być jednak tylko jedna: znikoma ilość pozycji. Zdecydowanie lepiej było w latach 50. i 60., ale bynajmniej nie przekładało się to jakość. W filmie „Autobus odjeżdża 6.20” grana przez Aleksandrę Śląską bohaterka wyjeżdża z centralnej Polski i opuszcza męża. Postanawia robić karierę w Zabrzu. W „Rodzinie Milcarków”, która opowiada o powstaniach ślą-

w Kinie śląskim lewandowski opisał ponad 60 filmów z regionalnym rodowodem

skich, bohaterka wychodzi natomiast za niemieckiego sztygara, a ten zamierza... wysadzić przyznaną w plebiscycie Polsce kopalnię. – Perswazja polityczna, propaganda, agitacja – krótko określa kino tamtego okresu historyk i filmoznawca Jan F. Lewandowski, autor przewodnika „Kino śląskie”. – Obraz jest jednolity: szyby, kominy, poczciwi Ślązacy, idealnie nadający się do roboty. A mówiący poprawną polszczyzną aktorzy nie przekonują, są mało naturalni – uważa.

filmy przełomu Przełom nastąpił pod koniec lat 60. dzięki filmom Kutza. – Miały tę niespotyka-

„paciorki jednego różańca” to zdaniem krytyków jeden z najważniejszych filmów śląskiego kina

ną do tej pory cechę, że ukazywały nasz region z perspektywy górnośląskiej, nie warszawskiej – tłumaczy Lewandowski i określa je jako nowe otwarcie oraz zmianę sposobu mówienia o Śląsku. – Przekaz zmienia się w nich diametralnie, także w sensie estetycznym, te filmy były manifestacją górnośląskiej rodzajowości i górnośląskiej odrębności kulturowej – dodaje filmoznawca. Z całego tryptyku śląskiego, na który składają się „Sól ziemi czarnej”, „Perła w koronie” i „Paciorki jednego różańca”, z dzisiejszej perspektywy może najważniejszy jest ten ostatni film. To w nim emerytowany górnik sprzeciwia się akcji wyburzania domków górniczych i przesiedlenia mieszkańców do bloków z wielkiej płyty, broni swojego Śląska przed totalitarną władzą. Pozostałe dwa filmy mają charakter bardziej historyczny. Podobnie jak „Grzeszny żywot Franciszka Buły” Janusza Kidawy. Tu jednak losy tytułowego bohatera w realiach dwudziestolecia międzywojennego wypadają bardzo naturalnie. Kolejne ważne filmy tamtego okresu to na pewno „Magnat” Filipa Bajona, „Pamiętnik znaleziony w garbie” Kidawy, „Śmierć jak kromka chleba” i „Zawrócony” Kutza.

filmy amBiTne Największy „wysyp” filmów kręconych na Śląsku i o Śląsku można zaobserwować w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Są to zazwyczaj obrazy ambitne, różnorodne, nie ma w nich jednolitej tendencji. Istnymi pozycjami są tu filmy Lecha Majewskiego. W „Angelusie” śledzimy losy istniejącej na Śląsku w latach 30. gminy

okultystycznej, w „Wojaczku” – młodego i ekscentrycznego poety w okresie schyłkowego Gomułki. Współczesny obraz Ślązaków, ich problemy, próbują przekazać filmy „Benek” Roberta Glińskiego i „Ewa” Adama Sikory i Ingmara Villqista. I trzeba przyznać, że robią to dość udanie. Lewandowski przyznaje, że coraz ważniejszą rolę w tych filmach odgrywa dialekt, gwara czy – jak kto woli – język śląski. – On uwiarygadnia bohaterów. A w niektórych filmach, jak np. w „Zgorszeniu publicznym”, pełni rolę motoru napędowego, ma bawić publiczność, przynajmniej w intencjach. Dzięki temu te filmy, w odróżnieniu od ich poprzedników m.in. z lat 50., rzadziej wpadają w pułapkę sztuczności – uważa. Część z nich, jak „Pręgi” i „Senność” Magdaleny Piekorz, powstała na bazie prozy, i to takiej najwyższych lotów. Niektóre historie napisało życie. Tak było oczywiście z „Jesteś Bogiem” Leszka Dawida czy ostatnim obrazem nakręconym przez Macieja Pieprzycę – „Chce się żyć”. – Rozprawę z przeszłością zastąpiły dramaty społeczne i obyczajowe – zaznacza Lewandowski. Jak wyjaśnia, te filmy nie niosą, jak w PRL, perswazji politycznej dotyczącej systemu, one opowiadają o ludziach i życiu, są dzisiaj bardziej zróżnicowane. – Dlaczego filmowcy coraz chętniej wybierają Śląsk? Myślę, że także z powodu bogactwa i różnorodności górnośląskiej scenografii. Na stosunkowo niewielkim obszarze są zarówno zdegradowane obszary poprzemysłowe, wsie i przestrzenie wielkomiejskiego. To na pewno ogromny scenograficzny atut – kończy Lewandowski.

15


Panorama indywidualności

Pasja po pięćdziesiątce Wiele osób twierdzi, że już po czterdziestce zaczyna się u mężczyzn kryzys wieku średniego. Objawia się on kupowaniem drogich, sportowych samochodów lub motocykli czy też realizowaniem wyjątkowych, niecodziennych zainteresowań. Mirosław Krzemiński z Będzina w wieku 50 lat zdobył licencję pilota

Z tym kryzysem wieku średniego to wielka przesada – stwierdza M. Krzemiński – najczęściej bowiem jest tak, że dopiero jako czterdziesto, pięćdziesięciolatek mężczyzna może sobie pozwolić na realizację marzeń. Wynika to z odpowiedzialności, bo najpierw trzeba osiągnąć pewną stabilizację życiową i niezależność finansową, zadbać w pierwszej kolejności o rodzinę. Kiedy to się uda, można realizować marzenia. Dlatego częściej na drogie auta, motory czy inne pasje stać nas, gdy jesteśmy dojrzałymi facetami, choć pragniemy tego od dziecka. Mirosław Krzemiński jest współwłaścicielem firmy. Na swój status materialny pracował wiele lat, wykonując różne zawody, choć od młodości interesowało go lotnictwo. Ma na swoim koncie dziesiątki własnoręcznie sklejonych modeli samolotów. Zna niemal każdą publikację dotyczącą latania, a jedną z jego pierwszych książek był „Dywizjon 303” Arkadego Fiedlera. Jako dziecko, kiedy tylko mógł, budował własnoręcznie jakieś skrzydła, naciągał na nie jakieś worki i próbował polecieć skacząc ze wzniesienia. Jednak na starcie w dorosłe życie, gdy został nauczycielem, nie było go stać na realizację marzeń. Później była żona, dziecko i odpowiedzialność nie tylko materialna za rodzinę, bo jak sam podkreśla, lotnictwo oprócz tego, że dostarcza fantastycznych wrażeń, jest pasję niebezpieczną. – Teraz już mogę sobie na to pozwolić, bo syn odchowany, wyszedł z domu, więc razem z żoną postanowiliśmy, że skoro mam takie marzenie i szansę jego spełnienia, to dlaczego nie – mówi M. Krzemiński i zaraz dodaje, że mimo wszystko realizacja tego

16

hobby nie była łatwa i wymagała bardzo dużo samozaparcia i pracy. – Aby zdobyć uprawnienia pilota, trzeba zaliczyć dziewięć egzaminów z najprzeróżniejszych dziedzin i znać odpowiedź na kilka tysięcy pytań egzaminacyjnych dotyczących anatomii człowieka, fizjologii, fizyki, aerodynamiki, geografii, nawigacji, mechaniki, prawa lotniczego. Aby wziąć udział w egzaminach, które odbywają się w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego w Warszawie, M. Krzemiński przeszedł 150-godzinne szkolenie i poświęcił kilka tygodni na naukę. W tym czasie mocno wspierała go żona, przepytując ze zdobywanej wiedzy. Dzięki temu wie wszystko o lataniu, śmieje się pan Mirosław. I choć przyznaje, że obserwując młodszych od siebie uczestników szkolenia czuł, że ta wiedza ciężej mu wchodzi do głowy, ma wielką satysfakcję, że wszystkie egzaminy zdał w jednym dniu i w bardzo dobrym czasie, bo w ciągu godziny i 45 minut, a co najważniejsze, osiągnął znakomity wynik zdobywając blisko 95% punktacji przy 75% wystarczających do zdobycia uprawnień pilota. – Założyłem sobie taki ambitny plan, aby w jednym dniu wszystko zaliczyć, bo nie chciałem kilkakrotnie tracić czasu na jazdę do Warszawy. Są jednak tacy, którzy podchodzą jednorazowo do dwóch, trzech egzaminów zostawiając sobie pozostałe na inne terminy. Jest taka możliwość. Ale tym bardziej jestem dumny z osiągniętego wyniku – mówi M. Krzemiński.

Dokumenty poświadczające, że jest pełnoprawnym pilotem pan Mirosław zrządzeniem losu otrzymał dokładnie w dniu swoich pięćdziesiątych urodzin. Od tej pory może oddawać się swojej pasji spoglądając na ziemię z lotu ptaka. Chociaż swój pierwszy samodzielny lot odbył jeszcze w trakcie szkolenia. Po serii lotów z instruktorem nadchodzi moment, w którym kursant sam wsiada do samolotu łącząc się z instruktorem jedynie drogą radiową. Nie jest to może wielkie latanie, bo ogranicza się do dwóch kręgów nad lotniskiem, ale świadomość, że za plecami nie ma nikogo, kto skoryguje ruchy manetką, pomoże przy lądowaniu, że jest się samemu w powietrzu zdanym jedynie na siebie i maszynę, to niezapomniane wrażenia. Kolejnym był lot na trasie między dwoma lotniskami. W powietrzu nie ma znaków drogowych, drogowskazów. Jest jedynie mapa i pokładowy kompas. Nawet jeśli widać ziemię, to trudno z góry stwierdzić, w jakim się

miejscu człowiek znajduje. – Oczywiście są dostępne lotnicze GPS-y, ale postawiłem sobie kolejne zadanie, nie iść na łatwiznę i nauczyć się latać bez wsparcia osiągnięć techniki, wychodząc z założenia, że przecież może się zdarzyć, że GPS wysiądzie, a ja tam w powietrzu nie mogę się zatrzymać i zapytać o drogę. Muszę sobie radzić sam – opowiada M. Krzemiński. Okazuje się, że w ogóle latanie spowodowało w jego zachowaniu wiele zmian. Stał się jeszcze bardziej niż dotąd odpowiedzialny, choć tej cechy nigdy mu nie brakowało, przezorny, co w lataniu jest niezbędne i nabrał dbałości o urządzenia mechaniczne. Lecąc, człowiek jest zdany na swoje umiejętności i na maszynę. – Uważam, że trzeba być absolutnie pewnym, że samolot jest technicznie sprawny, nim nas uniesie w powietrze. Takie zachowanie przeniosłem teraz na inne urządzenia: samochód, motor, którym czasem jeżdżę. Sprawdzanie wszystkich istotnych elementów odpowiedzialnych za moje bezpieczeństwo we wszystkich urządzeniach latających, jeżdżących, pływających stało się dla mnie normą, weszło mi w krew. Patrząc na Mirosława Krzemińskiego, pięćdziesięciolatka z uprawnieniami pilota, widać wyraźnie, że jest spełnionym człowiekiem, że realizacja dziecięcych marzeń stała się wisienką na torcie jego życia. Słychać to w głosie, gdy z pasją opowiada o swoich lotach do Olsztyna, Zielonej Góry czy Szczecina. Widać w zachowaniu, któremu towarzyszy pełne opanowanie i spokój. To już nie jest samo wrażenie, to pewność, że się ma do czynienia ze szczęśliwym człowiekiem. Pan Mirosław jest też żywym dowodem na to, że warto zachować swoje marzenia z dzieciństwa, nie pozbywać się ich i mimo wszystko nosić wraz z bagażem lat ciążącym na plecach. Nigdy bowiem nie można sobie powiedzieć „nigdy” ani na pewno. A z tym kryzysem wieku średniego to chyba faktycznie jakaś ściema. marek szeles

styczeń 2014 nr 1 (37)


Panorama kulturalna

Magiczna podróż po alternatywnym Świecie

Jarosław Jaśnikowski

ferrum Viator - obraz promujący cykl tegorocznych wystaw

pierwszy przystanek w magicznej podróży - muzeum lotnictwa w Krakowie

Muzea techniki, kolejnictwa, lotnicze, morskie i sztuka surrealistyczna. Geniusz tworzenia w wersji rzeczywistej i fantastycznej. Historia technologicznej ewolucji oraz surrealistyczna wizja konstruktorska. Te dwa tak różne, ale podobne światy spotkają się w tym roku podczas magicznej „Podróży po Alterna-

owana, przemierzając Polskę i odwiedzając takie miejsca, jak choćby Muzeum Techniki i Komunikacji – Zajezdnię Sztuki w Szczecinie, Narodowe Muzeum Morskie w Gdańsku, Muzeum Przemysłu i Kolejnictwa na Śląsku w Jaworzynie Śląskiej czy Muzeum Miedzi w Legnicy. Te punkty podróży łączy jed-

tywnym Świecie” wystawy Jarosława Jaśnikowskiego, współczesnego surrealisty i przedstawiciela polskiego steampunku w malarstwie po największych muzeach technicznych w Polsce. Podróż rozpoczęła się w styczniu 2014 roku w Muzeum Lotnictwa w Krakowie. Później będzie kontynu-

na wspólna idea: mariaż techniki ze sztuką w jej fantastycznym, steampunkowym wymiarze. Artysta, który sam siebie nazywa Opowieściomalarzem i przedstawia nam magiczne obszary zwane przez niego Światem Alternatywnym, tłumaczy, że powstał on w czasie równoległym do na-

szej rzeczywistości. O ile jednak koleje naszego świata potoczyły się tak, jak je znamy z historii, o tyle w Świecie Alternatywnym wybuchł kataklizm. Ziemia została rozbita na tysiące dryfujących wysp. Ci, którzy ocaleli, spędzają życie w wiecznej podróży. W tamtym świecie rządzą jednak zupełnie inne prawa fizyki, niż w naszym. Rzeczy materialne wolne są od siły grawitacji, unoszą się swobodnie w powietrzu. Tylko człowiek nie potrafi uwierzyć, że posiada zdolności do latania, dlatego powstają najprzeróżniejsze machiny: samoloty, balneoloty, powietrzne żaglowce i lokomotywy. Prezentowane na obrazach steampunkowe maszyny są świetną prezentacją fantazji artysty. Powodują, że oglądający przenoszą się w nierealny świat ze snu, w którym wiele rzeczy jest rozpoznawalnych i podobnych, ale nic nie jest takie samo, jak w świecie rzeczywistym. Twórczość Jarosława Jaśnikowskiego stawiana jest w jednym rzędzie z twórczością Zdzisława Beksińskiego, Tomasza Sętowskiego czy Jacka Yerki. O rosnącym znaczeniu artysty świadczą liczne wystawy oraz ceny obrazów, które sięgają obecnie nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. marek szeles

reklama

styczeń 2014 nr 1 (37)

17


Panorama motoryzacyjna

Moda na

HybRyDę

Samochody hybrydowe mają coraz więcej entuzjastów, choć faktycznie są hybrydami między samochodami z silnikami spalinowymi a napędzanymi elektrycznie. Silniki hybrydowe są ekologiczne i oszczędne. Koncerny samochodowe widzą drzemiący w nich potencjał i dostosowują swoją ofertę do oczekiwań entuzjastów ekologicznego i tańszego użytkowania auta. Czy wobec tego przeciętny Kowalski powinien skusić się na zakup? Toyota Konsek Sosnowiec

Przed decyzją przede wszystkim należy wziąć pod uwagę spalanie. Auta hybrydowe mają niesamowicie niski apetyt na paliwo. W przypadku debiutującej w Polsce Toyoty Auris jest to zaledwie 3.7 l na 100 km podczas jazdy w mieście. Mimo że początkowa cena samochodów o napędzie hybrydowym mocno odstraszy, to łatwo można wykalkulować, że w przypadku częstych podróży pieniądze szybko mogą się zwrócić. Należy też pamiętać, że eksploatacja to również koszty serwisu, które

w przypadku samochodów hybrydowych nie obciążają mocno portfela. W Katowicach kierowcy hybryd mogą parkować w wybranych strefach taniej lub za darmo, ale to jedyna zachęta, by być proekologicznym posiadaczem auta w Polsce. Moda na eko to bardzo słuszna droga, ale dobrze też, by miała jednocześnie ekonomiczne poparcie. W Europie Zachodniej właściciele aut ekologicznych są odpowiednio wspierani przez rząd, płacą niższe podatki lub mają ulgi w ubezpieczeniu.

Toyota auris Touring sports 2013

Toyota prius plug-in 2013

Wizja zastosowania napędu hybrydowego od dziesięcioleci towarzyszyła przemysłowi motoryzacyjnemu. Wiązało się to jednak z opracowaniem nowych technologii i przezwyciężaniem wielu problemów, wśród których chyba największym była wysoka cena. Pierwszą firmą, której udało się stworzyć masowo produkowany samochód hybrydowy jest Toyota, która w 1997 roku wprowadziła do sprzedaży pierwszą generację modelu Prius. W 2003 roku Toyota przedstawiła Priu-

Legendarna

SyRENKA AMZ - KUTNO Sp. z o.o.

wróci na drogi?

18

sa drugiej generacji, który okazał się rynkowym hitem, idealnie pasującym do proekologicznej mody zachodnich cywilizacji. Osiągnięty sukces wymusił na pozostałych koncernach motoryzacyjnych próbę dogonienia jej w dziedzinie napędów hybrydowych. Dziś praktycznie każdy koncern motoryzacyjny ma w swojej ofercie samochody o takim układzie. Nawet jeżeli ich sprzedaż nie przynosi wielkich zysków – obecność modeli hybrydowych jest konieczna ze względów wizerunkowych.

W Czerwcu 1955 roku pierwszy samochód marki Syrena został oficjalnie zaprezentowany na Międzynarodowych Targach Poznańskich. Produkcja samochodu trwała do 1983 roku. Nie ma wątpliwości, że Syrena to legenda polskiej motoryzacji. Pod koniec zeszłego roku było głośno o Firmie AK Motor International Corporation, teraz o powrót samochodu na drogi stara się firma AMz-KUTNO. zbudowała od podstaw prototyp, używając do tego celu nowoczesnych technologii, dzięki którym bez ogromnych nakładów finansowych być może uda się uruchomić produkcję mało seryjną

Obecnie w Polsce nie produkuje się seryjnie żadnego rdzennie polskiego pojazdu osobowego. Reaktywacja polskiej marki na przykładzie Syrenki może być pierwszym krokiem do odbudowy polskiego przemysłu motoryzacyjnego. Co prawda prawa do kontynuowania produkcji samochodów pod marką Syrena wykupił Arkadiusz Kamiński, właściciel AK Motor International Corporation – może wytwarzać lub zlecać stworzenie kultowych aut pod nowym szyldem (Syrena Meluzyna), w nawiązaniu do klasyka sprzed ponad 30 lat. Jednak konsorcjum kutnowskich firm – AMZ-KUTNO Sp. z o.o. i Polfarmex S.A. realizuje projekt „Reaktywacja polskiego przemysłu motoryzacyjnego – Syrenka”. Nowoczesny wizerunek i stylistyka, nowoczesne technologie materiałowe, nowoczesny niskoemisyjny napęd spalinowy oraz alternatywny ekologiczny napęd elektryczny przy lekkiej kompozytowej konstrukcji nadwozia ma uczynić z Syrenki pierwszy po wielu latach polski pojazd, który będzie skutecznie konkurować z podobnymi rozwiązaniami europejskimi. Na obecnym etapie firma nie zdradza danych technicznych. Podyktowane jest to faktem, że nie zdecydowano w 100% jakie podzespoły zostaną zastosowane. Można jedynie potwierdzić, że silnik będzie małolitrażowy, a w przyszłości również elektryczny. Jeśli prototyp się spodoba, syrenka zaprojektowana przez polskich inżynierów, może wrócić na drogi.

styczeń 2014 nr 1 (37)


Panorama gastronomiczna

Sky Bar

Lokal na wysokim poziomie To tutaj zapierającą dech w piersiach panoramę Śląska podziwiali muzycy red Hot Chilli Peppers czy Phil Collins. zlokalizowany na 27. piętrze Qubus Hotel Prestige Katowice to najwyżej położony bar w tej części kraju W Sky Barze delektować można się nie tylko widokami. Siłę lokalu stanowi szeroka gama koktajli. Napoje serwuje m.in. jeden z najlepszych barmanów w Polsce – Rafał Nawrot. Jego autorski trunek – True Bacardi Desire (dostępny w barze) wygrał polską edycję Bacardi Legacy Cocktail Competition 2013 – jednego z najbardziej prestiżowych konkursów barmańskich – mój napój zrodził się z połączenia entuzjazmu, ciężkiej pracy oraz miłości do barmaństwa – wyznaje Rafał. Nasz pracownik ma ogromną szansę na powtórzenie swojego zeszłorocznego sukcesu, co pozwoli mu po raz drugi reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej. Mamy w kraju wielu doskonałych barmanów, a jeden z najlepszych pracuje u nas. Bardzo się z tego powodu cieszymy i wspieramy go w swoich pasjach – mówi Magdalena Adamska, Specjalista ds. Sprzedaży i Marketingu w Hotelu Qubus. Mimo tego, że Sky Bar jest typowym drink barem i wybór gastronomiczny jest ograniczony, to w ofercie znajduje się szeroki wybór przekąsek. Sky Bar jako Coffee Bar oferuje kawy, herbaty oraz desery przygotowywane przez kuchnię Qubus Hotel. Od poniedziałku do piątku w godzinach od 10:00 do 18:00 serwowane są drożdżówki, ciasta, dwa rodzaje sałatek, cztery rodzaje kanapek – dodaje Magdalena Adamska. Specjał stanowi kajmak, sernik oraz gorące panini i focaccie. Okazała pojemność lokalu sprawia, że Sky Bar może być doskonałym pomysłem na imprezy firmowe, przyjęcia okolicznościowe lub szkolenia. Klimat lokalu najlepiej służy jednak romantycznym wieczorom.

Dobry wizerunek zdrowe fast foody. Brzmi abstrakcyjnie? Nie dla Mariusza i Karoliny Piotrowicza, którzy od 4 stycznia w Sosnowcu prowadzą bistro – zapiekarnik. Właściciele zgodnie twierdzą, że można u nich zjeść dobrze i zdrowo

Lokal znajduje się na Pogoni, w dzielnicy studentów, a dokładnie na rogu ulic Grota-Roweckiego i Pustej. Ulica w Sosnowcu ma renomę iście krakowskiej, a krakowski Kazimierz wiódł kulinarny prym wśród zapiekanek, bo to o nich głównie mowa. Czas przeszły nie jest tu przypadkiem, gdyż do walki o miano najlepszych polskich fast foodów stanął sosnowiecki Zapiekarnik. – Chcieliśmy stworzyć miejsce proste, charakterystyczne, w którym można zjeść szybko i zdrowo. Taki polski fast food, tylko nie aż tak bardzo fast – mówi Mariusz Piotrowicz. Do odwiedzenia bistra zachęcają regionalne nazwy zapiekanek jak Duma Edwarda, Przysmak Janka, Radocha z Marchewy, Zielony Sielec czy Dar Stawików. – Sama zapiekanka jest produktem tradycyjnym, ale w połączeniu z naszą wyobraźnią i zaangażowaniem robi się wyjątkowa. Chcieliśmy przedstawić je w ciekawy i zabawny sposób, stąd nazwy nawiązujące do miejsc, wydarzeń i osób związanych z naszym miastem – wyjaśnia właściciel. Zapiekarnik to jedyne miejsce w Sosnowcu, w którym można zjeść autorskie zapiekanki pełne ulubionych smaków. – Staramy się żeby nasze zapiekanki były smaczne, naturalne i ładne, tak, żeby każdy był zadowolony, że nas odwiedził. Nasze Zapieksy robione są z pasją, od podstaw, ze składników dostarczanych od sprawdzonych dostawców – dodaje Karolina Piotrowicz.

styczeń 2014 nr 1 (37)

w Katowicach

Sky Bar

fast foodów

Zapiekarnik

W zależności od wielkości, miłośnicy ciepłych bagietek muszą liczyć się z kosztem od 5,5 do 9,5 zł. W bistro dostaniemy też frytki własnej produkcji. Lokal jest czynny cały tydzień, w godzinach 12 – 22/23. Wszelkie aktualności związane z Zapiekarnikiem można śledzić na jego facabookowym profilu. Mimo że lokal działa od niedawna, już może pochwalić się przychylnymi opiniami internautów: Zapiekany mistrzostwo świata! Testowane były Przysmak Janka oraz Czarne na Morawie. Pieczywko idealnie chrupkie, składniki czuć, że świeżutkie i sosy własnej produkcji. Budka z jedzeniem jedyna w swoim rodzaju. Widok warzyw i przypraw stojących za szybką miło zachęca do spróbowania czegoś z oferty, która jest olśniewająca, a swoimi nazwami nawiązuje do Sosnowca. Próbowałam zapiekanki Kazimierz Płomień iii... Tak jak ktoś już tutaj stwierdził, wygrał mecz. Jeszcze tam wrócę. Miejsce ma potencjał, zobaczymy jak to wyjdzie. (Wpisy pochodzą z adresu www.facebook.com/zapiekarniksc) Panorama Silesia, dzięki uprzejmości właścicieli, dysponuje dwoma podwójnymi bonami na duże zapiekanki. Zatem warto śledzić profil na facebooku www.facebook.com/panoramasilesia, za pomocą którego będzie można wygrać owe zaproszenia.

19


Panorama regionu

20

Znany w Polsce producent muzyczny Donatan w niekonwencjonalny sposób promuje słowiański folklor. Nie jest jednak prekursorem takich działań. 4 lata temu, z okazji 50-lecia istnienia, członkinie Zespołu Regionalnego Pszczyna, stanęły przed obiektywem aparatu fotograficznego, by pozować do specjalnego, limitowanego kalendarza. Kobiety odsłaniające nieco ciała sprawiły, że zdjęcia cieszyły się dużym zainteresowaniem. Zyski z ich sprzedaży zostały przeznaczone na stroje dla męskiej części zespołu. Chociaż panie zapewniały, że robią to pierwszy i ostatni raz, to z okazji 25-lecia Muzeum Prasy Śląskiej znów pozowały do kalendarza. Tym razem zdjęcia były czarno-białe, a niekompletnie ubranym kobietom towarzyszyły ma-

szyny drukarskie. Motywem głównym najnowszego kalendarza jest natomiast strój ludowy. Kobiety pozują jednak do zdjęć ubrane tylko w jeden z elementów stroju. Fotografie utrzymane są w dobrym smaku, a nagość nie jest wulgarna. Pomysł Zespołu Regionalnego „Pszczyna” spotkał się z dużym zainteresowaniem nie tylko w Pszczynie, ale w całym kraju, a nawet poza jego granicami. Kalendarz trafił między innymi do Belgii, Niemiec oraz Wielkiej Brytanii. Chociaż zainteresowanie kalendarzem jeszcze nie ucichło, to zespół już myśli o kolejnym i zapowiada, że również nie będzie można nazwać go standardowym. Dawid Kwiecień

zdjęcia: Towarzystwo Miłośników Ziemi Pszczyńskiej

12

części jednego stroju

styczeń 2014 nr 1 (37)

Panorama Silesia 01/2014 r.  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you