Issuu on Google+

Niepospolita JESTEŚ TYM CO JESZ…

WYWIAD x2 PLASTIKOWA MIŁOŚĆ


Cudze chwalicie, swojego nie znacie Wywiad z Redaktor Naczelną Studens scribit i radia Spectrum Małgorzatą Boguń.

frustrujesz

się

Małgorzata Boguń - redaktor naczelna. Niepozorna studentka Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa oraz Studium Dziennikarskiego UP. Niepozorna, bo dość niska, ale kryjąca w sobie duże pokłady dobrej (!) energii. Pasjonatka fotografii. Miłośniczka polskich gór. Jej motto brzmi: Długoterminowe cele powodują, że nie krótkoterminowymi porażkami.

-Jak się zaczęła Twoja praca w radiu Spectrum na stanowisku Redaktor Naczelnej? -W radiu pracuję od niedawna, tak naprawdę od początku grudnia. Przede mną stanowisko Redaktor Naczelnej obejmowała Pani Anna Borowiec-Tonia, która zakończyła współpracę z radiem. Po czym to właśnie mnie zaoferowano podjęcie tej funkcji. Pewnie dlatego, że aktywnie działam w samorządzie 2|Strona


uczelnianym, w różnych miejscach się angażuję, gdzieś tam jestem widoczna i to pewnie zaowocowało. - Czy radzi sobie pani z kolejnymi obowiązkami jakie na panią spadły? - Na początku, wiadomo ogromny stres, gdyż jest to duża odpowiedzialność. Do tej pory pracowałam w mediach lecz była to gazeta. Inna specyfika i inny tor działań. Kolejną kwestią z którą musiałam się zmierzyć było stworzenie nowego zespołu redakcyjnego od podstaw. Zaznajomienie się z masą nowych obowiązków np. podpisywaniem umów z różnymi agencjami i instytucjami, kwestie prawne. Zajmuje to mnóstwo czasu i uwagi. Wszystkiego musiałam się nauczyć aby radio mogło prężnie działać. Również na mojej głowie jest to, co możemy puścić na antenie czy zebranie odpowiedniego materiału nadającego się do audycji. Jako, że jest to świeży projekt Uniwersytetu Pedagogicznego chcemy się rozwijać, czemu służyć ma remont i doposażenie radia abyśmy mogli już w krótce nadawać na żywo. - Jesteście „młodym” wystartowaliście?

radiem na rynku medialnym, kiedy dokładnie

-Radio zaczęło nadawać 15 października 2012 roku, tak jak wspominałam nie nadajemy na żywo, gdyż warunki lokalowe nas do tego zmuszają. Tworzymy radio „z odtworzeń” lecz cały czas można posłuchać w radiu dobrej muzyki. -Czy jest to jakiś konkretny rodzaj muzyki? -Nie w żadnym wypadku. Muzyka puszczana w naszym radiu jest zróżnicowana. W ostatnich dniach przeprowadzaliśmy sondę w postaci „akcji cukierkowej”, po przez którą chcieliśmy zbadać gusta słuchaczy- jakiej muzyki oczekiwali by od radia. Jest to wszystko świeże, ludzie muszą dopiero nas poznać. - Konkretne cele na przyszłość? -Mam nadzieję, że już niedługo ruszymy z audycjami na żywo. Jest to mój główny cel jaki sobie obrałam na następne miesiące. Oczywiście liczę na to, że zespół się będzie rozwijał. Obecnie liczy on ok. 10 osób zdeklarowanych do działania. Już tak naprawdę aktywnie realizujemy swoje plany. Ostatnio byliśmy współorganizatorami koncertu zespołu Classic w klubie studenckim Bakałarz wraz z Samorządem Studenckim. Z powodu, że musimy zaczynać ze wszystkim od nowa staramy się dobrze opracować strategię na kolejne lata działań. 3|Strona


-Czym wasze radio się wyróżnia od pozostałych? -Myślę, że już się wyróżniamy. Radio fonia – znane radio studenckie, które nie ma licencji na puszczanie popularnych utworów, które możemy usłyszeć codziennie w RMFie bądź w Radiu Zet. Puszczają tylko i wyłącznie młode zespoły, dopiero co debiutujące. To też jest fajne i oryginalne ale jednak wiąże ze sobą utrudnienia. Nie każde radio studenckie może pozwolić sobie na puszczanie muzyk, której zapragną słuchacze. Nie bez kozery nasze radio nazywa się Spectrum - czyli spectrum możliwości, spectrum dźwięku. Puszczamy wszystko, puszczamy dla każdego. Takie jest założenie, aby nie ograniczać się do jednego typu muzyki a być radiem, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. -Czy każda chętna osoba może stać się jednym z was? Czy jednak musi spełnić pewne kryteria kwalifikacyjne? -Uważam, że każdy chętny może spróbować swoich sił jako dziennikarz . Człowiek jest taki, że się rozwija i może się nauczyć wszystkiego. Nie prowadziłam nigdy jakiegoś konkretnego kryterium naboru, czy to tu w radiu, czy też w gazecie. Przyjmowałam każdego kto był chętny do pracy kreatywnej i kto chciał. Przede wszystkim liczą się chęci, gdyż zostawiamy tutaj sporo swojego wolnego czasu. Nie liczy się wykształcenie tak naprawdę, przecież jest wielu znanych radiowców, którzy nie skończyli żadnych studiów a fach i doświadczenie zdobyli już działając w radiu. Pasja to, to co nas napędza. Wiadomo, że nie każdy posiada głos radiowy ale w radiu potrzebne są też osoby do pisania audycji czy robienie zdjęć, fotorelacji. Radio to nie tylko muzyka. - Czy otrzymaliście dofinansowanie na stworzenie radia z uczelni ? Czy środki musieliście pozyskać z innych źródeł? -Nie, całość projektu została sfinansowana przez uczelnię. Jesteśmy oficjalnym radiem Uniwersytetu Pedagogicznego, tak z resztą mamy w nazwie. Dlatego też środki pieniężne pochodzą właśnie z uczelni. -Pomimo tylu obowiązków daje pani radę, czy to nie koliduje ze stacjonarnym trybem studiów? -Jest to dużo obowiązków zwłaszcza, że w tym roku zamierzam się bronić. Trochę nazbierało mi się nowych zadań i czasami bywa ciężko. Natomiast jestem 4|Strona


taką osobą, która lubi działać. Od zawsze gdzieś tam miałam tzw. ”żyłkę organizatora”. Ja to po prostu lubię. Zwłaszcza jak widzę efekty. Mam pewne obawy jak to wszystko wyjdzie ale stworzenie zespołu, który ma plany i motywację na dalsze działania ogromnie mnie cieszy. Utrzymanie tego będzie dużym sukcesem.

Rozmawiała Natalia Dudka

Plastikowa miłość Z wystaw sklepowych nie zdążyły jeszcze zniknąć choinki i kolorowe światełka, cieszące nasz wzrok skądinąd już od początku listopada, a już wszędzie się robi czerwono i różowo. Bal dla małych księżniczek? Nie, to Walentynki. Komercyjne święto przyszło do nas z Zachodu - i jak wszystko inne co stamtąd pochodzi - natychmiast podbiło serca Polaków. Któż zdoła się oprzeć tym przesłodkim, pluszowym misiom? Ich świdrujące oczka z pewnością ucieszą wybranki naszego serca. No właśnie, bo 14 lutego to Dzień Zakochanych. Nie ważne jacy jesteśmy cały rok, ważne byśmy tego właśnie dnia zabrali swoją partnerkę na wymarzoną randkę. O czym należy pamiętać? W dobrym guście będzie jakiś drobny prezent, wspomniany pluszowy miś, srebrny naszyjnik za 30 zł i - równie oryginalne – czekoladki w kształcie serca. Jeśli jednak nie jesteśmy na tyle odważni, by zaprosić dziewczynę na randkę można jej wysłać kartkę. Pocztówki z napisem „Dla tej jedynej” chłopcy zazwyczaj kupują hurtowo. Wiadomo, zwiększa to ich szanse na udaną randkę. Gdy jedna adresatka odmówi, mamy jeszcze kilka innych kandydatek. Obowiązkowo tego wieczoru musimy udać się do eleganckiej restauracji, zamówić drogie dania, których nazwy nawet nie potrafimy wypowiedzieć, a smak również pozostawia wiele do życzenia. Przy kieliszku wyszukanego wina i oślepiającym blasku świec, patrząc sobie głęboko w oczy, w najbardziej 5|Strona


oryginalny sposób wyznawajmy sobie miłość. W portfelu trzeba mieć kilka dodatkowych złotych dla pani chodzącej z koszem między stolikami i oferującej nieco przywiędłe już róże. Jeśli wcześniej nie obdarowaliśmy naszej wybranki serca ogromnym bukietem, nie można odmówić, bo nasza towarzyszka może się poczuć niedoceniona, bądź wyjdziemy na skąpców. Konieczne wydaje się także wybranie do kina. Oczywiście na „poruszającą” komedie romantyczną. Doborowa obsada, świetni aktorzy, których nie mieliśmy okazji wcześniej podziwiać, duża dawka dobrego humoru gwarantowana. Panom radzę zabrać paczkę chusteczek, bo ukochana pod koniec filmu z pewnością się wzruszy. Fabuła z pewnością nie będzie oklepana i bardzo nas zaskoczy. Po tak udanym seansie należy udać się na romantyczny spacer. Do parku. Dziewczęta robią dziwne miny, bo buty na wysokiej szpilce obcierają stopy, ale w tak istotnym dniu trzeba jakoś wyglądać! Śnieg wpadający do oczu rozmazał makijaż i panienka wygląda jak wampir? Mów, że jest najpiękniejsza. Przykrótka sukienka może nie daje dużo ciepła i kobiety trzęsą się z zimna, ale to idealna okazja, by się do siebie przytulić. A to chyba o to chodzi. Można też, jak na prawdziwego dżentelmena przystało zaoferować własną kurtkę. W ogóle prezent musi być drogi, wyjątkowy i wyrażający naszą dozgonną miłość. Taki, by obdarowana osoba mogła się nim jutro w pracy pochwalić przed koleżankami, a te, by uschły z zazdrości. I w ogóle rozpływały się nad naszym szczęściem. Fajnie jest też zadbać o fotorelacje z naszych Walentynek, by później dodać zdjęcia na facebooka. Pokażmy jak wyglądaliśmy, gdzie byliśmy, co dostaliśmy. Niech znajomi wiedzą jak bardzo trafiła nas strzała pulchnego bobaska ze skrzydełkami, bądź jak kto woli Amora. Gdybyśmy zapomnieli o tym szczególnym dniu, kobieta nigdy by nam tego nie wybaczyła. Ba, byłaby pewna, że już jej nie kochamy, że nam nie zależy, albo – o zgrozo – mamy kogoś innego! A chyba nikt nie ma wątpliwości jak bardzo nie powinno się denerwować kobiet. Dlatego trzeba dziękować właścicielom sklepów i kioskarzom za ich dobre serca. Bezinteresownie, na każdym kroku starają się nam przypomnieć o nadchodzącym Dniu Miłości. Bogata oferta prezentów przyciąga większe tłumy, niż promocja na banany w „Biedronce”. Ewelina Giereś

6|Strona


HISTORIA BEZ OBRAZÓW Wywiad z Pawłem Królem Paweł jest niewidomy od 26 lat. Mimo swojej niepełnosprawności jest pełen entuzjazmu i czerpie radość z każdej przeżytej chwili. Radzi sobie w codziennych sytuacjach bez pomocy wzroku – wyłącznie za pomocą zmysłu słuchu, węchu i równowagi… * Czy czas pomógł Ci z pogodzeniem się z niepełnosprawnością? -Nie do końca, zdarza się że znowu nachodzi mnie masa pytań z tym jednym najtrudniejszym: dlaczego? *Co było przyczyną utraty wzroku prze Ciebie? - Mając 2,5 roku przydarzył mi się nieszczęśliwy wypadek. Odłamki zbitej szyby zraniły moje oczy. *Jak teraz wygląda Twoje życie? Co Cię interesuje, czym się zajmujesz? - Obecnie jestem studentem III roku filologii hiszpańskiej na Uniwersytecie Pedagogicznym. Interesuję się wieloma rzeczami: głównie sportem ale też lubię czytać książki. Byłem kiedyś na wolontariacie europejskim w Granadzie w Andaluzji. Uczyłem języka polskiego dzieci z gimnazjum i liceum. Organizowałem krótkie kursy poruszania się z laską oraz robienia kawy przy zasłoniętych oczach. Trenuję brazylijskie jiu- jitsu, jest to sport walki polegający głównie na walce w parterze. 7|Strona


*Czy często trenujesz? -Teraz ćwiczę sam 4 razy w tygodniu, wcześniej ćwiczyłem od 6 do 7 razy. Wypadek, który miałem 3 miesiące temu trochę pokrzyżował moje plany. Zdarzyło się to pod akademikiem, auto wyjechało zza zakrętu z dużą prędkością. Kierowca nie wiem gdzie patrzył ale na pewno nie tam, gdzie powinien. Od tej pory nie trenuje w klubie, bo mam naderwane więzadła oraz uraz łękotki i muszę chodzić na rehabilitację. Jednak stworzyłem sobie mała siłownię w pokoju i staram się ćwiczyć regularnie, żeby nie stracić formy. *Podobno brałeś udział nawet w zawodach, czy to prawda? - Tak, w ogólnopolskich juniorach. Jest trudno bo oni wszyscy widzą. Plusem jest to, że nie walczę w terenie. Nie ma kopnięć ale są tzw. dźwignięcia i ruszenia. Walkę zawsze zaczynam od uchwytu przeciwnika, więc czuje jego każdy ruch. Kilka razy udało mi się wygrać. Nawet ostatnio szło mi już bardzo dobrze ale musiałem zawiesić treningi ze względu na wspomniany już przeze mnie wypadek. *Dlaczego akurat ten sport? - Bo lubię się bić, lubię walczyć, a nie ma zbyt wielu sportów walki, w których mógłbym uczestniczyć z widzącymi. Pomaga mi to w dowartościowaniu siebie. Zwłaszcza gdy wygrywam z osobą pełnosprawną. Ze względu na studia mam ostatnio mało wolnego czasu. Często słucham muzyki i czytam książki historyczne. Właśnie tematem mojej pracy licencjackiej jest udział Polaków w hiszpańskiej wojnie domowej. *Dlaczego wybrałeś filologię hiszpańską, a nie jakiś inny kierunek? - Widziałem kiedyś reklamę kursu hiszpańskiego i bardzo mi się spodobało brzmienie tego języka. * Na Uniwersytecie Pedagogicznym działa Biuro ds. Osób Niepełnosprawnych. Czy korzystarz z jego usług? - Wiele razy mi pomogli. Zawsze mogłem liczyć na wsparcie z ich strony. Zwłaszcza jak miałem jakiś problem np. z napisaniem podania ich drzwi stały dla mnie otworem. *Czy uważasz, że jest coś co należałoby poprawić w funkcjonowaniu biura? - Szczerze mówiąc to nie wiem. To pierwsze tego rodzaju biuro, z którym miałem do czynienia. Wydaje mi się, że jest w porządku. Choć na pewno można by cos jeszcze zrobić, bo zawsze jest cos do zrobienia. 8|Strona


* Jakie są Twoje relacje z kolegami i koleżankami z roku oraz z wykładowcami? - Koleżanki z grupy czytają mi notatki, wykładowcy tez są w porządku, nie spotkałem się z żadnymi większymi problemami z ich strony. *Czy zdarza się że ze względu na Twoją niepełnosprawność jesteś uprzywilejowany? -Czasami tak czasami nie. Na pewno niektórzy patrzą na mnie trochę przez palce. *Przeszkadza ci to, czy raczej ułatwia życie? - Nie lubię przesadnej litości. Chce być traktowany normalnie, bo jestem normalny. *Trudno Ci jest się poruszać po Krakowie? -Pochodzę z Krakowa, teraz mieszkam w akademiku, aby być bliżej uczelni i młodych ludzi. Bardzo późno tak naprawdę się usamodzielniłem, bo dopiero w wieku 20 lat. Nieznajomość drogi to główny hamulec w poruszaniu się. Nie znałem ulic, po prostu się bałem. Poza tym jak ktoś Cię prowadzi jest to dla ciebie wygodne, bezpieczne i sprawniejsze . Choć teraz chodzę szybciej niż niektórzy widzący. Czasem bywa trudno, zwłaszcza na skrzyżowaniach pozbawionych dźwiękowej sygnalizacji informującej o zielonym i czerwonym świetle. Pomimo industrializacji naszego miasta nadal występuje znaczny deficyt tego typu sygnalizacji. *Często nabijasz sobie guzy? -Rzadko, czasami jak nie znam ulicy, a idę dość szybko, ale to raczej nie nabijam sobie guza tylko zahaczam barkiem, albo kolanem. *Długo zajmuje Ci nauka nowych dróg? - To zależy od tego jak bardzo jest skomplikowana. Przyswajalność niekoniecznie zależy od jej długości. Może ciągnąć się nawet przez jeden kilometr ,ale być łatwą do zapamiętania. Najtrudniejsze są trasy, które wymagają licznych skrętów i przemieszczania się przez przejścia dla pieszych. *Czy uczelnia jest dobrze dostosowana? - Mogłoby być więcej oznaczeń przed schodami np., więcej napisów alfabetem Braille’a na drzwiach, ale generalnie nie jest tak źle. Jestem przyzwyczajony do budynków bez oznaczeń, wcześniej chodziłem do mało przystosowanych szkół i jakoś sobie radziłem. *Jak się uczysz? 9|Strona


- Wykłady nagrywam na dyktafon i później odsłuchuje. Teraz głównie mamy ćwiczenia więc piszę na komputerze, pomaga mi w tym specjalny program, dzięki któremu mogę zmieniać języki, co ułatwia mi pisanie w języku hiszpańskim. *Nie myślałeś o pracy w radiu? Masz dobra dykcję i doskonałą artykulację. -Mnóstwo osób mi to mówi. Ostatnio była u mnie Patrycja ze stowarzyszenia osób niepełnosprawnych i dostałem propozycję poprowadzenia audycji. *Zawsze towarzyszy Ci uśmiech na twarzy? Skąd czerpiesz siły? -Nie wiem, staram się być optymistą . Jak jestem z kimś to zawsze się uśmiecham ale jak jestem sam, to rożnie z tym bywa. Miałem skłonności do dołowania się ale dużo nad sobą pracowałem i to przyniosło efekty. Trzeba „stanąć przed lustrem” i się do siebie uśmiechać, powiedzieć : dobra, nie udało mi się, ale musze teraz zrobić coś, aby to poprawić. Jak myślisz negatywnie dzieje się dużo negatywnych rzeczy w twoim życiu. Jak myślisz, że jesteś do niczego i nic ci nie wychodzi, to rzeczywiście tak zaczyna być. *Miałeś kiedyś chwile załamania? -Tak jak skończyłem liceum. Chciałem robić dokładnie to, co robią moi koledzy; mieć prawo jazdy, auto i podrywać dziewczyny, chciał em normalnie chodzić bez zaczepiania obcych ludzi, gdy nie znam trasy. Nowe miejsca są związane z ciągłym pytaniem o drogę a ja jestem już tym zmęczony. Bo wysiadam z autobusu czy tramwaju, a nie wiem czy mam skręcić w prawo, w lewo, czy przejść przez ulice. Nie lubię pytać ludzi, lubię czuć się samodzielnie. *Czego najbardziej nie lubisz w ludziach? -Kłamstwa, obłudy i nieszczerości. Lubię kiedy ludzie mówią mi, co o mnie myślą. Nie lubię obgadywać ludzi za plecami, denerwuje mnie to, kiedy inni to robią. *Spotkało cię kiedyś coś negatywnego ze strony człowieka ze względu na to, że jesteś niewidomy? -Tak, słowa lekceważenia, jakbym był niepełnosprawnym umysłowo. Kiedyś przyjechał wujek i wraz z z moja młodszą siostra pojechałem na rowerach przywitać się z nim, wsadziłem klucz do kieszeni, w której była dziura, o czym nie wiedziałem i klucz wyleciał mi po drodze. Potem moja ciocia krzyczała na moja siostrę, „jak ty mogłaś dać mu klucz, przecież on nie widzi, nie wie gdzie go wkłada”. Równie dobrze mógł go włożyć gdzieś poza kieszenie. 10 | S t r o n a


*Jest coś co chciałbyś zobaczyć? -Wszystko, bo nic nie pamiętam, byłem za mały. Pamiętam historie, ale bez obrazów. *Nie miałeś żalu do pana Boga, że akurat Ciebie to spotkało? -Jak byłem młodszy to kilka razy dziennie zadawałem sobie to pytanie, które pewnie zadaje sobie mnóstwo osób - dlaczego ja? Nie zrozumiałem tego do końca, ale zacząłem tolerować, może trochę doszedłem do wniosku, że będę się starał czerpać jak najwięcej radości i wnosić jak najwięcej optymizmu do otoczenia, że po przez to będę robił coś dobrego. Rozmawiały Natalia Dudka i Ewelina Giereś „Kolorowych jarmarków...” Zwyczaj urządzania lokalnych jarmarków jest głęboko zakorzeniony w naszej kulturze. Tradycję tę zaczerpnęliśmy z Niemiec, gdzie kultywowana była co najmniej od XV wieku, z tego okresu pochodzą najwcześniejsze wzmianki o targach tego typu. Najstarszy z nich, działający do dziś, funkcjonuje w Dreźnie. Pod koniec listopada w największych polskich miastach możemy podziwiać liczne stragany, oferujące rozmaite przysmaki czy ozdoby świąteczne. Choć bożonarodzeniowe kiermasze są organizowane praktycznie w całej Polsce, to te największe znajdują się we Wrocławiu, w Krakowie i w Warszawie. Uroczystości W Krakowie nie może też zabraknąć korowodu szopek. Uroczystość rozpocznie się w pierwszy czwartek grudnia o godz. 10:00 pod pomnikiem Adama Mickiewicza. Kiedy grany z Wieży Mariackiej hejnał ucichnie, wyruszy uroczysty pochód wokół rynku. Kolejno nastąpi przeniesienie szopek na scenę pod ratuszem. Owe szopki podziwiać będzie można aż do połowy lutego w muzeum w Krzysztoforach (zabytkowej kamienicy przy ul. Szczepańskiej). Na stoiskach znajdą się miniaturki szopek krakowskich, które szczególnie wśród obcokrajowców cieszą się olbrzymim powodzeniem. Na targu świątecznym będzie także szereg atrakcji, na scenie jarmarku świątecznego wystąpią 11 | S t r o n a


krakowscy artyści, odbędzie się Korowód Kolędniczy oraz pochód Świętych Mikołajów. Krakowski rynek Kraków, drugi po Wrocławskim najsłynniejszy kiermasz w Polsce, przez wielu uznawany za najlepszy i najciekawszy. Jarmark Bożonarodzeniowy w stolicy Małopolski trwający od 25 listopada do 26 grudnia, co roku ściąga tysiące turystów. Handlarze oferują nam bardzo szeroki asortyment. Można nabyć wiele wspaniałych ozdób świątecznych, tj. drewniane aniołki, pluszowe mikołaje i renifery, świece, gwiazdki i różnego rodzaju figurki. Wszystko to przy dźwiękach, zachęcających do zakupów, świątecznych piosenek i kolęd. Ciężko się oprzeć tej magicznej wręcz atmosferze. Na straganach dominują tradycyjne wyroby: zwierzątka z siana, zabawki z drewna, gliniane anioły, figurki do domowych szop. Tysiące lampek, zapach choinki- wszystko stwarza magiczną wręcz atmosferę. Atrakcją jarmarku świątecznego w Krakowie są także szopki. Przedstawiają ręcznie robione wizerunki małopolskich zabytków, zachwycają niebywałą kolorystyką i perfekcją wykonania Wśród kolorowych bombek na szczególną uwagę zachowują te ręcznie robione. –Z mężem od 10 lat nimi handlujemy, ludzie chcą takie kupować. Wiadomo, że za taką trzeba więcej zapłacić, ale za to jak ładnie na choince wyglądają. – zachęca pani Maria - Mamy pewność, że nikt takich nie będzie miał– dodaje. Frotowe skarpety z naszytymi bałwankami czy mikołajami, aż się proszą, by kupić je jakimś zmarzluchom. Dla nich też są stoiska z grubymi kożuchami i ciepłymi kapciami. Dzieci z pewnością się ucieszą z nowych sanek albo jabłek do zjeżdżania. Na pewno nie przejdą też obojętnie obok zabawek. Panie z kolei niewątpliwie zechcą poszerzyć swój kuchenny asortyment o porcelanowe dzbanuszki, talerzyki i filiżanki. – Te zastawy stołowe są jak wyjęte z głowy mojej żony, zawsze o takich marzyła! To będzie najlepszy prezent dla niej– cieszy się pan Michał. Warto wspomnieć, że magazyn Times, w 2008 roku, umieścił krakowski jarmark na liście 20 najlepszych europejskich świątecznych jarmarków. Przysmaki Podczas długich spacerów między kramami na pewno poczujemy głód. Właściciele straganów wychodzą naprzeciw naszym oczekiwaniom. Między stoiskami unoszą się zapachy ciepłych potraw, zachęcając do ich skosztowania. Z pewnością nikt nie oprze się przed skosztowaniem prawdziwego bigosu 12 | S t r o n a


świątecznego. Ta chyba jedna z najstarszych i najbardziej znanych polskich potraw, z pewnością gości w każdym domu w tym kraju. Surowa i kiszona kapusta, przyprawiona czerwonym winem, to mieszanka, której każdy powinien spróbować. Nie można przejść obojętnie także obok skwierczących na ogniu grillowanych kiełbasek i oscypków. Stoiska gastronomiczne oferują także domowego wyrobu pieczywo czy wędliny. Na szczególną uwagę zasługują także pierogi, bez których święta nie byłyby takie same. Trudną decyzją będzie wybór deseru. Pieczone jabłka z orzechami i cynamonem, ciasta z bakaliami, miodowe ciasteczka, pierniczki o ciekawych kształtach, prażone orzechy w karmelu- to gratka nie tylko dla naszego podniebienia, te kolorowe przysmaki cieszą również oczy. Kolejne zachwycające produkty to wyroby czekoladowe i marcepanowe. Wszystko tak bogato zdobione, że aż żal jeść. Dla tych, którym z wrażenia zaschło w gardłach polecam miód pitny i aromatyczne, grzane wino. Warto spróbować także tradycyjnych małopolskich soków: buraczanego oraz selerowego. Nabyte kalorie pomoże spalić ruch na lodowisku, znajdującym się Prezenty W tym magicznym okresie chcemy podarować coś niezwykłego naszym najbliższym, galerie handlowe nie zawsze oferują nam, to czego potrzebujemy. Prezenty tam kupione są zbyt „oklepane”, chodzimy tam przecież cały rok. A upominki z tego niecodziennego targu zawsze się sprawdzają. Każdy ucieszy się, gdy znajdzie pod choinką jakiś drobiazg związany ze świętami Bożego Narodzenia, bo zawsze będzie on przywoływał te szczęśliwe chwile spędzone w rodzinnym gronie, przy suto zastawionym stole, kiedy śpiewaliśmy kolędy, a świat pokryty był śnieżną pierzyną. Nie musimy odwiedzić wielu miejsc, by dla wszystkich coś znaleźć, duży wybór akcesoriów sprawia, że dla każdego coś tu będzie. Bez względu na wiek, płeć czy też osobowość. Jak miło będzie móc ubrać gruby, ciepły sweter, z motywami świątecznymi lub w skandynawskie wzory. W związku z lokalizacją Krakowa, nie może zabraknąć tu akcesoriów prosto z gór. W zimne, grudniowe wieczory nie pogardzimy baranicami, skórami owczymi czy wełnianymi rękawicami. Znajdziemy także kierpce i futra. Dzieci mogą otrzymać ręcznie robione zabawki, takie jakimi bawili się ich rodzice, a nawet dziadkowie. Gospodynie z pewnością ucieszy nowa zastawa, piękne serwety i obrusy. Nasz dom możemy ciekawie udekorować rozmaitymi dekoracjami z tego targu. Śliczne światełka, uformowane w renifery z saniami, będą cieszyć nasze oczy przez lata. Poza tym odwiedzenie tego jarmarku pozwoli poczuć nam świąteczną atmosferę już miesiąc przed świętami, nawet z dala od domu. 13 | S t r o n a


Dwa w jednym Krakowski Kiermasz Świąteczny przyciąga wielu turystów, którzy pobyt w Krakowie mogą wykorzystać także do zwiedzania. Dawna stolica Polski bogata jest w zabytki. Jeśli już jesteśmy na rynku warto zobaczyć Sukiennice, a nuż widelec tam znajdziemy ciekawe pamiątki. Kolorowe korale i bursztynowe naszyjniki znalezione pod choinką także ucieszą naszych najbliższych. Na rynku znajduje się też Brama Floriańska i Barbakan. Z sakralnych budowli na pewno warto zobaczyć Kościół Mariacki, może uda nam się usłyszeć hejnał. Nieopodal znajduje się Wawel, siedziba polskich królów. Koniecznie trzeba obejrzeć królewskie komnaty, kolekcję wschodniej sztuki i trofeów wojennych, zbiory flamandzkich arrasów i eksponatów archeologicznych. Zwiedzenia wymaga także katedra, groby królewskie, przy których patrzy na nas cała historia Polski i ogromny dzwon Zygmunta, który bije tylko przy okazji najdonioślejszych dla kraju i miasta wydarzeń. Wchodząc w zamkowe mury warto udać się także na dziedziniec arkadowy i spojrzeć z góry na Wisłę. Dzieci na pewno zechcą obejrzeć Smoczą Jamę i ziejącego Ogniem Smoka. Na szczególną uwagę zasługują też krakowskie Planty. Ewelina Giereś

14 | S t r o n a


JESTEŚ TYM CO JESZ Ludzie żyją w ciągłym biegu, żywią się jedzeniem kupionym gdzieś na mieście między jednym, a drugim spotkaniem. Pani Katarzyna Książkiewicz 2 lata temu postawiła przerwać ten proceder i otworzyć jedzenie ze zdrową żywnością. -Od 2 lat jest Pani właścicielką baru sałatkowego Zielony lunch. Skąd pomysł na własny biznes? - Kiedyś pracowałam w korporacji, jednak ta praca była bardzo męcząca. Nie miałam czasu ani dla siebie, ani dla znajomych. Mąż też ciągle narzekał na moją nieobecność, brak porządku w domu czy obiady z torebki. Czułam, że ta praca wysysa ze mnie chęci do życia. Pieniądze nie dają szczęścia, zwłaszcza, gdy nie ma ich kiedy wydawać. Postanowiłam odejść. Miałam dużo wolnego czasu i mogłam wrócić do swojej pasji- do gotowania. Często eksperymentowałam. Rodzina i znajomi byli bardzo zadowoleni z posiłków jakie im serwowałam, prosili o przepisy i porady. Cieszyło mnie to, jednak bezczynność dawała się we znaki, ciągnęło mnie też do ludzi. Tym razem postanowiłam połączyć przyjemne z pożytecznym i zająć się czymś co sprawi mi ogromną satysfakcję. - Dlaczego akurat bar sałatkowy? - Gdy odeszłam z firmy zaczęłam trochę ćwiczyć i przede wszystkim zwracać uwagę na to co jem. Od razu poprawiła mi się kondycja, miałam więcej energii i 15 | S t r o n a


czułam się szczęśliwsza. Zauważyłam też, że w naszej okolicy nie ma restauracji, która zapewniałaby swoim gościom zdrowe, ekologiczne jedzenie. -Nie bała się Pani skoku na głęboką wodę? -Oczywiście, że tak. Długo biłam się z myślami, ale gdy dowiedziałam się, że w centrum zwalnia się lokal postanowiłam zaryzykować. Porozmawiałam z koleżankami, zrobiłam mały wywiad środowiskowy i stwierdziłam, że „raz się żyje”. - Jak ludzie zareagowali na Pani pomysł? - Pozytywnie. Oczywiście znaleźli się i tacy, którzy mi odradzali, mówili, że „ludzie to nie króliki, żeby sałatę jeść”, że to się nie przyjmie. Lecz wbrew obiegowym opiniom Polacy są coraz bardziej świadomi, stają się coraz bardziej „eko” i dbają o własną dietę. W końcu jesteśmy tym co jemy. - Co sprawiło Pani największe trudności? - Muszę przyznać, że były to formalności. Na szczęście mąż bardzo mi pomógł i wziął to na siebie. Ja w tym czasie wyobrażałam sobie jak mój lokal będzie wyglądał. -Po jakim czasie inwestycja zaczęła się zwracać? - Już po kilku miesiącach. Bar sałatkowy był naprawdę strzałem w dziesiątkę. Fast ford ludziom kojarzy się przede wszystkim z burgerami, pizzą, kebabem czy frytkami. Tymczasem można zjeść tanio, szybko, ale też i zdrowo. Mam taką przewagę nad konkurencją, że moje jedzenie nie tuczy. Z pewnością lokalizacja też mi pomaga w obrotach. -Czy klientkami są tylko kobiety? - To jest stereotyp. Choć przyznam, że kiedyś sama tak myślałam. Początkowo faktycznie odwiedzały mnie głownie młode kobiety i nastolatki, ale w moim menu mieszczą się różne rodzaje sałatek. Także z tuńczykiem, kurczakiem i szynką. To właśnie głównie te zamawiają panowie. - Bar odwiedzają stali klienci? - Tak, co bardzo mnie cieszy, bo to znaczy, że ludziom smakuje, a nasze produkty są dobrej jakości. Pamiętam jak pierwszego dnia przyszła do nas taka jedna pani i do tej pory przychodzi 2-3 razy w tygodniu. To są takie małe sukcesy, ale mi dają dużą satysfakcję. Ciągle pozyskujemy też nowych klientów. - A więc pracy ciągle przybywa. 16 | S t r o n a


- Jest spory ruch. Początkowo zatrudniałam trzy osoby, teraz jest nas już dziewięcioro. Cieszy mnie fakt, że pracownicy dobrze się ze sobą dogadują, są komunikatywni i kreatywni. Często korzystam z ich rad, a klienci chwalą obsługę. - Żałowała Pani kiedyś swojej decyzji? - Nie zastanawiam się jakby wyglądało moje życie, gdybym została w korporacji. Teraz czuje się spełniona, lubię to co robie i ludzi, którzy mnie otaczają. Jestem z daleka od tzw. wyścigu szczurów, żyję sobie trochę jak u Pana Boga za piecem. Bar dobrze prosperuje. Ostatnio zaczęłam się zastanawiać nad otwarciem kolejnego lokalu. - Co było dla Pani największym zaskoczeniem? - Hm... muszę przyznać, że to dosyć trudne pytanie. Najbardziej zaskoczył mnie chyba fakt, jak dużo dzieci nas odwiedza. Nie mam na myśli nastolatek, które dbają o linie. Nie każda matka ma czas przygotować dziecku drugie śniadanie, ale sądziłam, że maluchy sięgają po słodkie drożdżówki. Tymczasem jest dość spore zainteresowanie na gotowe kanapki, pełne witamin i odżywczych składników. - Nie napotkała Pani żadnych przeszkód? - Było całe mnóstwo. Ekipa remontowa opóźniła prace, bardzo długo czekałam na decyzję urzędniczą o oddaniu lokalu do użytku, czasem dostawca się spóźni lub jakiś sprzęt się zepsuje. Problemy zdarzają się wszędzie, ważne by nie tracić zimnej krwi i postarać się je jak najszybciej rozwiązać. - Co Pani radzi osobą, pragnącym rozpocząć własną działalność? - Życzę przede wszystkim odwagi, wytrwałości i cierpliwości. Najważniejszą rzeczą jest chyba, by robić to, co sprawia nam największą przyjemność. Rozmawiała Ewelina Giereś

17 | S t r o n a


Milczenie owieczek. Rzecz o aborcji* Aborcja jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów poruszanych w Polsce. Wywołuje falę sprzeciwu oraz krytyki ze strony osób wierzących. Zwolennicy jednak nie pozostają bierni i walczą o zmianę prawa polskiego, w taki sposób, aby aborcja stała się legalnym zabiegiem. Polskie prawo Aborcja w świetle polskiego prawa dopuszczana jest tylko w kilku przypadkach, wynika to z ustawy z dnia 7 stycznia 1993 roku O planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerwania ciąży: Art. 4a.1 mówi o warunkach w jakich może być dokonane przerwanie ciąży, wyłącznie przez lekarza, gdy:1. Ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej. 2.Badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. 3. Zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego np. gwałtu. „STOP aborcji” Przedstawiciele Human Life International- Polska pragną wysłać model małego Jasia, do wschodnich krajów, w ramach profilaktyki w przeciwdziałaniu aborcji. To naturalnej wielkości model maleńkiego dzidziusia w łonie matki w wieku 10. tygodni od poczęcia. Ma zaledwie 5 centymetrów. Można go wziąć do ręki, przyjrzeć się uważnie, przytulić, pocałować, a przede wszystkim uświadomić sobie, jak każdy z nas kiedyś wyglądał. Kładąc go na swojej dłoni nie sposób twierdzić, że „to jeszcze nie dziecko” – czytamy na stronie www.hli.org. Kościół 18 | S t r o n a


Dla Kościoła katolickiego obecnie aborcja równoznaczna jest z morderstwem. Tak pisał w swojej książce Przekroczyć próg nadziei Jan Paweł II: Legalizacja przerywania ciąży jest to nic innego, jak uprawnienie dane człowiekowi dorosłemu, dane w autorytecie prawa stanowionego, ażeby mógł pozbawić życia człowieka nie narodzonego, czyli tego, który nie może się obronić. Trudno pomyśleć sytuację bardziej niesprawiedliwą i trudno tu naprawdę mówić o obsesji, gdy wchodzi w grę podstawowy nakaz prawego sumienia: to znaczy obrona prawa do życia ludzkiej istoty- niewinnej i bezbronnej. Stanowisko Kościoła katolickiego nie było jednolite na przestrzeni wieków, ponieważ prowadzono polemikę nad dwoma problemami: czy aborcja jest, czy nie jest sposobem ukrycia grzechu, oraz czy nie jest pozbawieniem życia istoty ludzkiej? Uważana ją zawsze za grzech ciężki, choć o różnym znaczeniu. Św. Augustyn uważał, że po 40. dniach po zapłodnieniu dusza wnika do ciała. Okropnym przestępstwem aborcję nazwał II Sobór Watykański w 1965 roku. Zakazano również praktyk antykoncepcyjnych. Kościół podkreśla, że nie można wartościować ludzi. W tym przypadku kobiety (matki) i jej dziecka, uznając jedno z nich za ważniejsze. Jednak rozróżnia aborcję bezpośrednią jako cel sam w sobie od aborcji pośredniej czyli poronienia lub zabiegów medycznych w celu ratowania życia matki. Podsumowując, Kościół katolicki kategorycznie mówi nie aborcji jako celowi samemu w sobie. Jednakże rozważa sytuację, gdy chodzi o ratowanie życia matki, zagrożonej śmiercią. Co zrobić? Stracić dwa ludzkie istnienia? Czy może uratować jedno z nich? Druga strona medalu Zwolennicy legalnej aborcji chcą, żeby na świat przychodziło jak najwięcej chcianych dzieci. Dziś w Polsce, ci którzy chcą mieć dzieci, spotykają się z mnóstwem przeszkód: młodym matkom trudniej znaleźć pracę, żłobki są przepełnione, pomoc społeczna praktycznie nie istnieje. To musi się zmienić, żeby wszyscy, którzy marzą o dziecku, mogli się nim cieszyć i nie musieli z ciężkim sercem decydować się na aborcję. Za to ci, którzy nie chcą mieć dziecka, nie powinni być do tego zmuszani, czytamy na stronie internetowej TAK dla kobiet. Kazimiera Szczuka tak pisze w książce Milczenie owieczek. Rzecz o aborcji : Prawo do aborcji jest właśnie taką gaśnicą, której można użyć po stłuczeniu szybki. Po prostu powinna być na swoim miejscu i aby nikt nie musiał z niej korzystać. Sumienie

19 | S t r o n a


Chociaż w Polsce aborcja jest nielegalna, to w województwie łódzkim nie ma żadnego problemu ze znalezieniem ginekologa, który usunie ciążę albo poda pigułkę wczesnoporonną. Marta z Łodzi usunęła ciążę trzy lata temu. Wie o tym tylko ona i jej chłopak. Dlatego nie chce pokazać twarzy, chce pozostać anonimowa. Przez te trzy lata wiele się u niej zmieniło. Skończyła studia, pracuje. Wydaje się być zadowolona z życia. Nadal spotyka się z tamtym chłopakiem. Żałuje jednego. Właśnie tego, że zabiła własne dziecko. Aborcja na statku Kobiet na Falach Wiadomo już, że aborcja w naszym kraju to przestępstwo. Women on Waves (Kobiety na falach) udostępniają ją legalnie i bezpiecznie. Na pokładzie statku holenderskiego na pełnym morzu obowiązuje prawo holenderskie. Na jego mocy Kobietą na falach wolno jest wydać preparaty wywołujące aborcje medyczną (farmakologiczną), o ile przewidywana miesiączka jest spóźniona o najwyżej 16 dni. Usługi te są wykonywane według holenderskich standardów medycznych, wyłącznie z ich poufnym charakterem. Więzienie za aborcję Mimo surowej kary za aborcję (w Polsce matce grozi za to od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności) kobiety często nie mają innego wyboru i decydują się na zabieg. Wiedząc, iż ich zachowanie nie jest zawsze zgodne z prawem. W Polsce karze podlegają również osoby, które pomogły kobietom w aborcji. W Lublinie dwa lata temu na sądową wokandę trafiła sprawa matki, która pomogła swojej nastoletniej córce w aborcji. To ona umówiła ją w odpowiednim gabinecie ginekologicznym na zabieg oraz pokryła wszelkie koszty z nim związane. Potem towarzyszyła jej podczas aborcji. Socjolog z Uniwersytetu Łódzkiego mówi: Podziemie aborcyjne kwitnie, bo młode pokolenie nie ma wystarczającego dostępu do wiedzy o tym, jak niechcianej ciąży uniknąć.

Natalia Dudka

20 | S t r o n a


Natalia Dudka Na ratunek „Małemu Księciu” My, silne i apodyktyczne kobiety sprawiłyśmy, że mężczyźni zagubili się w tym ogromny „zbabszczonym świecie”. Zachciało nam się władzy, kariery, pieniędzy- rządzenia. A oni biedni nie potrafią się w tej sytuacji odnaleźć. W sytuacji gdzie stoją na słabszej pozycji (wg nich oczywiście). Samiec Alfa ma być niżej niż kobieta? Nie, no tak być nie może! Czy Machulski „Seksmisją” ostrzegł swoich braci przed złymi kobietami? Czy już w 1983 roku czuł wielką ekspansję babskich sił? Nie popadajmy w paranoje. Zachłysnęliśmy się „nowym światem” i nie potrafimy sobie z nim poradzić. Cicha wojna, która od paru lat toczy się pomiędzy dwoma płciami staje się wielkim paradoksem, na który nikt nie potrafi znaleźć antidotum. Współcześni mężczyźni zostali schwytani w pułapkę. Społeczeństwo, które sami współtworzą, z jednej strony wymaga od nich, aby byli wrażliwi, serdeczni i roześmiani, a jednocześnie wysyła ich na wojnę, gdzie mają wykazać się twardością, bezwzględnością i okrucieństwem. Dylematem staje się wyzwanie jak scalić antagonistyczne cechy osobowości? Być wrażliwym, czułym, wyrozumiałym, a zarazem pozostać silnym, pewnym siebie, stanowczym i odpowiedzialnym - to wyzwanie dla wielu mężczyzn staje się tym trudniejsze, że męskości nikt ich nie uczy, a fala krytyki świata męskiego narasta. Zagubili się czego przejawem jest niechęć do rzeczywistego dojrzewania 21 | S t r o n a


osobowego. W miarę, upływu lat coraz bardziej widoczny jest rozdźwięk pomiędzy wiekiem a dojrzałością, emocjonalną, i duchową. Mężczyźni coraz częściej przyjmują postawy i zachowania dojrzewających chłopców. Popularność „Małego Księcia” reprezentuje zbiorowego bohatera dzisiejszego społeczeństwa zachodu. Męski bohater jest tak wrażliwy, że nie chce mieszkać na Ziemi, zakochany w swej róży, odlatuje na inna planetę. W istocie rzeczy wynika to z tęsknoty za idealną atmosferą raju, jaki stwarza dziecku matka. Nawet jeżeli uda mu się zawrzeć związek małżeński, to i tak nie będzie widział więcej niż czubka swego nosa. Nie wejdzie w głębsza relację emocjonalna z żoną, i z dziećmi; będzie skoncentrowany na sobie i własnych subiektywnych przeżyciach. Kiedy zaś "mały książę" zakocha się w innej kobiecie, nie będzie miał oporów dla zostawienia żony i dzieci dla „nowej róży” . Fundamentalna zasada Piotrusia Pana (tak go również możemy nazwać) brzmi: życie ma być zawsze niesamowicie wielką, i ciekawą, przygodą. Praktyka pokazuje jednak, że nie jest to takie proste. Nieustanne poszukiwanie nowych przygód czyni życie "małego księcia", czy tez Piotrusia Pana, jałowym, pustym i pełnym niepokoju. Zaś jego nostalgia za rajską, miłością, i przyjaźnią, czyni go w końcu wyizolowanym i samotnym zarówno w domu rodzinnym, jak tez wśród przyjaciół. Dopiero alkohol doprowadza do ujawnienia się jego frustracji i rozczarowania światem. Może Miłosz swą ironią w wierszu „Piesek” przemówi do „zagubionych” mężczyzn!? „Świadomy współzawodnictwa. Napięty. Czujny. Gotowy do biegu. Agresywnie myślący. Wiedzący lepiej od innych. Poprawiacz świata. Przeżuwający latami każdą porażkę. Rzucający wyroki potępienia. Niezdolny do pogodzenia się ze sobą . A kobieta przygląda się temu z uśmiechem, bo wie, że on jest zajęty rzeczami, które przemijają i nie maja większej wagi”.

22 | S t r o n a


Niepospolita