Issuu on Google+

KULTURA

12 marca 2014

9

WYDARZENIE www.czytelniasztuki.pl

Niespokojny Szlaga przemierza świat Wjego pracach widać galopadę myśli i zdarzeń. W pierwszej chwili trudno się skupić, potrzeba dłuższej obserwacji, także zaprzyjaźnienia się z wizją artysty. Szlaga wykorzystuje w swoim malarstwie śmieci – słowa i znaki tylko pozornie wyrwane z kontekstu. Obrazy sprawiająwrażenieniedokończonychrysunków, ale to właśnie cały urok jego sztuki. Szlaga namawia nas do tworzenia własnych zakończeń jego historii. Wystawa w Czytelni Sztuki to nie tylko podróż w krainę dzieciństwa, również wyprawa przez wiele miejsc, w których artysta choć na chwilę się zatrzymał. Przywiózł stamtąd zbiór wspomnień, później „przerobionych” w obrazy. Są w tych przeróbkach odniesienia do rodzinnych zdarzeń, spotkanych ludzi, zauważonych detali, przeczytanych książek, wysłuchanych płyt, obejrzanych obrazów. Prace Szlagi układają się po prostu w malarski pamiętnik. Jest w nim miejsce na gliwickie osiedle Milenium, poznańskie doświadczenia studenckie czy amerykańskie przebitki.

Rozmowa z Radkiem Szlagą

 Na slajdzie widzimy przywołany z pamięci, odręczny szkic gliwickiego osiedla. Jest bardzo szczegółowy… Byłam niedawno na Milenium. Zresztą to okolice i mojego dzieciństwa. I wie pan co, niewiele się tam zmieniło. Postawili kilka plomb, odnowili stare elewacje.  Pamiętam SP nr 40 imienia Marcelego Nowotki. Nie wiem, jakie teraz nosi imię?  Ignacego Paderewskiego.Atak przy okazji, SP18 (moja szkoła dzieciństwa) bardzo nie lubiła się z „Czterdziestką”.  Coś mi świta. O, tu mamy Spółdzielczą 19/3. Jądro ciemności, centrum wszechświata. Moje mieszkanie. Naszkicowałem miejsce, w którym potrącił mnie żuk, było to gdzieś w okolicach Świerczewskiego. Na tej ulicy był też sklep „U Murzyna”. Sprzedawali w nim w foliowych torebkach oranżadę w proszku.  I cukierki „kamyczki”...  Zgadza się. Na Milenium była jeszcze restauracja. Czasami w niedzielę chodziłem tam z rodzicami na bajeczne desery, kolorowe galaretki z bitą śmietaną. Był zakład szewski. Szyba mu pękła, kiedy nad Milenium przelatywał MIG. Pamiętam ten huk. A potem, jak łaziliśmy po osiedlu, wszędzie widzieliśmy popękane szyby.  Targ był bardzo fajny.  Nie ma go już?  Wdawnym miejscu, nie.Wybudowali tam Biedronkę, a targ prze-

F o t o : e w a j u ś ki e wi c z

Małgorzata Lichecka

Radek Szlaga urodził się w 1979 roku w Gliwicach, gdzie mieszkał przez pierwszych dziesięć lat swojego życia. W 2005 roku ukończył z wyróżnieniem malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu, pod kierunkiem prof. Jerzego Kałuckiego. Współtworzył grupę Penerstwo. W 2012 r. nominowany do Paszportów Polityki w kategorii: sztuki wizualne. Brał udział w licznych wystawach indywidualnych i zbiorowych, m.in. w roku 2013 w galerii Trinosophes w Detroit, razem z Konradem Smoleńskim podczas 13. edycji festiwalu Performa w Nowym Yorku, a także w głośnej „British British Polish Polish” w warszawskim CSW Zamek Ujazdowski.

niósł się bliżej cmentarza Lipowego. Stał się bardziej cywilizowany.  Ze starego targu pamiętam kolejki dla dzieci, których nigdy nie mogłem sobie kupić.  Dlaczego postanowił pan wrócić na stare śmieci? WGliwicach mieszkałem dziesięć lat i niewiele z tego czasu pamiętam. Chciałem spróbować poukładać sobie obrazy, wątki, zdarzenia, historie. Tym bardziej, że w mojej praktyce artystycznej najbardziej interesuję się tożsamością. Być może dlatego, że moja rodzina wyjechała do Stanów i osiedliła się w Detroit, w miejscu, gdzie większość toAfroamerykanie, również wyrwani ze swojego pierwotnego miejsca. Właśnie takimi ludźmi się interesuję i poniekąd z nimi utożsamiam, choćby z racji podobnych losów. Wprawdzie nigdy nie byłem zniewolony, ale podobnie jak oni nie mam swojego miejsca. Podróżuję między Detroit a Warszawą. Gliwice są dla mnie jednym z domów, po latach chciałem zobaczyć, ile z mojej tożsamości tutaj przynależy. Stąd m.in. wystawa w Czytelni Sztuki.  Nie wiem, jaki obraz osiedla zabrał pan ze sobą w świat. Co może zapamiętać dziesięciolatek?  Coś, o czym nie mówiło się rodzicom. Dzwonienie do sąsiadów i uciekanie, palenie gazet, karbidu, wyprawy na roraty do Chrystusa Króla. Pamiętam powódź: woda lała się z pękniętej rury i podtopiło pół kolejowego osiedla. Budowaliśmy szałasy, grupując się w bandy, między którymi rozgrywały się całkiem poważne wojny. Jak widać,

szczegóły mało związane ze sztuką konceptualną czy krytyczną.  Kiedy wobec tego pojawiła się sztuka?  Rysowałem od zawsze. Dużo. Dla siebie i kolegów. Wojny i inne chłopięce rzeczy. Skończyłem liceum plastyczne i Akademię Sztuk Pięknych w Poznaniu. Klasyka gatunku. I nagle moje prace zaczęto nazywać malarstwem. Dochodzenie do sztuki było naturalnymprocesem,bezwymyślaniasiebie na siłę. Szczęśliwie praca jest moim hobby, nie zmuszam się do niczego, a to, co robię, wypełnia mi każdą chwilę.  Wystawa w Czytelni Sztuki to nie tylko „Milenium”.  Tytuł jest umowny.  Ale chwytliwy. Mój redakcyjny kolega jest z Milenium i bardzo się wystawą zainteresował.  Zapraszam całą dzielnicę.  Umowny, ponieważ podróżujemy ze Szlagą w różne rejony. Nie tylko geograficzne. To pański świat, właśnie w ten sposób Szlaga przetwarza rzeczywistość.  Na wystawie oglądamy w pigułce tysiąc lat historii. Jako ktoś urodzony w tej części świata, w dodatku przesiąknięty literaturą romantyczną, namaszczony patriotyzmem, stykający się z historią znaczoną powstaniami i wojnami, mam określony światopogląd i stosunek do siebie, swoich i obcych. Wystawa rzeczywiście pokazuje mój świat. Nie jakiś wyjątkowo unikalny. Obrazy są punktami na mapie. Każdy, kto na nią spojrzy, zbuduje między nimi własną sieć powiązań. To takie za-

proszenie do gry.  Czy znajdziemy na niej punkt egzemplifikujący Milenium?  Jest nim slajd z moim odręcznym szkicem. Pod koniec wystawy niewiele z niego zostanie, analogicznie dzieje się z naszą pamięcią: pewne motywy bardziej się wypalą, jakieś kreski zupełnie znikną, zostaną tylko niektóre.  „Najbrzydszy obraz świata”. Pana pierwsza sprzedana praca.  Ważniejszy jest mój ostatni obraz, namalowany kilka dni temu. Stylistyką nawiązuje do malarstwa powierzchni kolorowych, wywodzącego się z tradycji amerykańskiej abstrakcji. Liczy się tylko kolor wywołujący określone uczucia. Dla każdego bardzo subiektywne.  Dużo czerwieni. Czyli gorączka, emocje, wzburzenie, nabuzowanie.  Do wyboru.  I jedyny motyw, ogromne oczy.  Z zezem rozbieżnym. Patrzą na marginesy, gdzie coś się dzieje. Obraz bardzo sugestywnie przekazuje to, czym się od kilku lat zajmuję.  Penetruje pan obrzeża.  Interesują mnie rzeczy przez innych pomijane. Murzyni, karły, kaleki, zbiry różne, margines wszelaki, białe śmieci, przeróżne zadupia, wiochy, zatylcza. Penetruję z zapamiętaniem margines marginesu i z tego próbuję sklecić swój wszechświat.  Rzecznik penerstwa?  Może… Grupę „Penerstwo”zakładałem w Poznaniu wspólnie z kolegami. Pener to trochę kryminał z marginesu, mafioso, a w Poznaniu takie

określenie bywa komplementem.Ale to zależy od kontekstu i od tego, kto ci to mówi. Na Śląsku bardziej rozumieją kontekst, w Warszawie – zupełnie.  Gliwice, Poznań, Warszawa, Detroit. Które z doświadczeń wykorzystuje pan w sztuce?  Bywam w każdym z tych miejsc, lecz nie mają one bezpośredniego przełożenianato,corobię.Jestemcorazstarszy, zmienia się więc moje doświadczenie. Widać to w obrazach. Pierwsze są beztroskie, na wesoło. Śmieję się ze wszystkiego, z siebie, z innych. Późniejsze poważnieją, w każdym razie humor jest inny.Wracającdo pytania.WDetroit mieszkają moi rodzice i bywam u nich dwarazywroku,zregułynaświęta.Detroitbyłokiedyśzadbanymmiastem,perłą kapitalistycznego świata. Kolebka przemysłu motoryzacyjnego, piękna architektura, dużo estakad, dróg szybkiegoruchu.DziśDetroitjestsymbolemrozpadu. Przypomina mi trochęWarszawę, tylko ona znajduje sie w zupełnie innym miejscu. Bezkrytycznie pędzi w stronę Zachodu,budujewieżowceikolejnedrogi, kamienice oblepiają reklamy, rządzą sieciówki, fastfoody.  Jest pan włóczykijem.  Na to wychodzi.  To nie męczy?  Męczy. Próbuję zatrzymać się gdzieś dłużej, teraz w Warszawie.  Trzeba było wybrać Śląsk.  Mam tu dom, stoi pusty.  Więc może jak się Warszawa znudzi…  Może.  Wogóle nie rozmawiamy o sztuce…  Bo nie ona jest najważniejsza.Trzeba żyć, żeby mieć o czym robić sztukę. W książkach jest wiedza, którą każdy może sobie wziąć. Ale żeby twoje działanie miało indywidualny sznyt, musisz wypracować język wynikający z intensywnych doświadczeń.  Pojedzie pan na Milenium?  Oczywiście.  Wizyta będzie inspiracją do kolejnych obrazów – opowieści?  Nie pracuję w taki sposób. Obrazy długo są we mnie, kłębią się w głowie, w szkicownikach. Sto razy je przerabiam, zanim ostatecznie naniosę na płótno. Nigdy też ich nie kończę, zawsze mogę do nich wrócić i domalować cokolwiek. One pracują między sobą, wyciągnięte z kontekstu – tracą.  Pana obrazy nadają się idealnie na murale. I tak sobie myślę, że gdyby pan zostawił taki ślad w Gliwicach, na Milenium, byłoby fajnie.  Na bloku przy Spółdzielczej?  Tak.  Podoba mi się taki pomysł. 


Niespokojny szlaga