Issuu on Google+


2


Irving Stone Irving

STONE Grecki skarb

Grecki skarb

Powieść biograficzna o Henryku i Zofii Schliemannach

przełożył Jędrzej Polak

Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA 3


Tytu³ orygina³u: The Greek Treasure A Biographical Novel of Henry and Sophia Schliemann

Projekt serii i ok³adki: Tadeusz Kazubek Redakcja orygina³u: Jean Stone Redakcja: Anna Górecka Konsultacja jêzykowa: Przemys³aw Kordos Redakcja techniczna: Zbigniew Katafiasz Korekta: Wojciech Górnaœ Ilustracja na ok³adce: The Red Roofs, or Corner of a Village, Winter, 1877 (oil on canvas) by Pissarro, Camille (1831–1903)  Musée d’Orsay, Paris, France / Lauros / Giraudon / The Bridgeman Art Library Copyright  1975, by Irving Stone, copyright renewed 2003 by Jean Stone Published by arrangement with Doubleday, an imprint of The Knopf Doubleday Publishing Group, division of Random House, Inc. All rights reserved  for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2008, 2014  for the Polish translation by Jêdrzej Polak

ISBN 978-83-7758-017-2

Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA Warszawa 2014

4


Dla Jean Stone, mojego najcenniejszego greckiego skarbu

5


6


Od Autora Chcia³bym wyraziæ moj¹ najg³êbsz¹ wdziêcznoœæ doktorowi Francisowi R. Waltonowi, dyrektorowi Biblioteki Gennadiona przy Amerykañskim Instytucie Studiów Klasycznych w Atenach, oraz jego wszystkim asystentom za ich niezawodn¹ uprzejmoœæ i pomoc podczas mojej pracy w archiwum Henryka Schliemanna, a tak¿e za zgodê na wykorzystanie i cytowanie dokumentów, do których prawa nale¿¹ do biblioteki. Tak siê szczêœliwie z³o¿y³o, ¿e przebywa³em w Atenach, kiedy Biblioteka Gennadiona wykupi³a z r¹k ostatniego z prawnuków Schliemanna du¿¹ walizkê zawieraj¹c¹ prywatn¹ i intymn¹ korespondencjê miêdzy Henrykiem i Zofi¹ Schliemannami oraz miêdzy ma³¿eñstwem Schliemannów a rodzin¹ Engastromenosów. Korespondencja ta zosta³a od³¹czona wczeœniej od korpusu spuœcizny literackiej Schliemannów, który znajdowa³ siê w posiadaniu biblioteki. Zakupione przez bibliotekê listy ukazuj¹ w pe³ni prawdziw¹ naturê wiêzi ³¹cz¹cej Henryka z Zofi¹ od dnia ich pierwszego spotkania a¿ do œmierci Schliemanna dwadzieœcia jeden lat póŸniej. Listów tych nie czyta³ nikt spoza rodziny, nie udostêpniono ich nawet Ernstowi Meyerowi, który w latach 1953 i 1958 opublikowa³ przy wspó³pracy potomków Henryka i Zofii dwa tomy korespondencji Schliemannów. I.S.

7


8


Nieobliczony czas ten, wszechpotê¿ny Wska¿e, co skryte, co jawne, zacieni, Wszystko ma w mocy; kto krzywprzysiê¿ny, Tego obna¿y, zaciêt¹ myœl zmieni1. Sofokles, Ajas

1

Sofokles, Ajas, prze³. Kazimierz Morawski, PIW, 1969.

9


10


Ksiêga pierwsza

„Musisz wierzyæ!” 1 Zofia wraz z innymi dziewczêtami z miasteczka ozdabia³a w³aœnie ikonê œw. Melecjusza przed zbli¿aj¹c¹ siê uroczystoœci¹, uk³adaj¹c wokó³ kapliczki poœrodku niedu¿ej cerkwi stokrotki, póŸnosierpniowe chryzantemy i skilakia, gdy z dworu wbieg³a zadyszana Marigo, jej siostra, i zawo³a³a: – Zofio! Przyjecha³ Amerykanin! Twój konkurent, pan Schliemann! Zaskoczona, z uniesionymi w górê – ku zdobionej kwiatami œcianie – szczup³ymi ramionami, szepnê³a: – Naprawdê? Spodziewaliœmy siê go przecie¿ dopiero w sobotê. – Owszem, ale siedzi tak, jak ciê tutaj widzê, w naszym ogrodzie i popija lemoniadê. Przywióz³ go wuj Wimpos. Mama ka¿e ci siê pospieszyæ. – Ju¿ idê. Powiedz mamie, ¿e muszê siê najpierw obmyæ i przebraæ. Marigo wybieg³a przez drewniane wrota œwi¹tyni ju¿ udekorowane mirtem i anturium. Zofia od³o¿y³a kwiaty i stanê³a na rêcznie tkanym chodniku, przyniesionym przez dziewczêta z domu – nowym i piêknym, z wielokolorowym geometrycznym deseniem – który mia³ zast¹piæ podczas œwiêta podniszczone i wytarte cerkiewne dywaniki. Dziewczêta przerwa³y

11


pracê i wpatrywa³y siê w Zofiê z nieskrywanym przejêciem. Jeszcze przed rokiem by³y tylko jej wakacyjnymi przyjació³kami, z którymi spotyka³a siê latem, gdy rodzina Engastromenosów zje¿d¿a³a do po³o¿onego o pó³tora kilometra od Aten Kolonos, gdzie spêdza³a kaniku³ê w letniej willi na przedmieœciach, stoj¹cej wœród cienistych drzew. Mija³ jednak rok, odk¹d ojciec Zofii znalaz³ siê w finansowych tarapatach, a letnia willa sta³a siê ostatnim schronieniem Engastromenosów. Tylko dziêki najwiêkszym wyrzeczeniom rodziny i pomocy równie zad³u¿onego wuja Wimposa Zofia zd¹¿y³a jeszcze ukoñczyæ ostatni rok nauki w Arsakeionie, drogiej, uchodz¹cej za najlepsz¹ w Grecji pensji dla panien. – Cherete – po¿egna³a siê z przyjació³kami i pod¹¿y³a ku drzwiom. Powietrze na placu Œwiêtego Melecjusza by³o suche, a b³ogos³awiony upa³ póŸnego lata wydawa³ siê tak namacalny, jak mê¿czyŸni, którzy wyszli z domów, by w ulubionych kawiarniach zasi¹œæ pod palmami i akacjami przy fili¿ankach gêstej kawy po turecku. Obok fili¿anek sta³y na sto³ach lœni¹ce w przejrzystym powietrzu szklanki z wod¹ i ³y¿eczkami z³o¿onymi na brzegach. Dom Zofii sta³ po drugiej stronie, na skos od cerkwi œw. Melecjusza, lecz zamiast przeci¹æ plac i rozgrzany chodnik, jak mia³a w zwyczaju, dziewczyna posz³a pod drzewami rosn¹cymi po obu stronach skweru. Nie by³o jej spieszno na spotkanie z przeznaczeniem. Potrzebowa³a kilku chwil, aby przypomnieæ sobie wszystko, co wydarzy³o siê od tamtego dnia w marcu, niemal przed pó³ rokiem, kiedy wuj – a œciœle, kuzyn jej rodziców – podj¹³ starania, które w oczach siedemnastoletniej Zofii Engastromenos wydawa³y siê zaledwie romantycznym figlem. A teraz, za kilka chwil, figiel ów mia³ staæ siê rzeczywistoœci¹. Przed trzynastoma laty, w roku 1856, Theokletos Wimpos studiowa³ teologiê na uniwersytecie w Sankt Petersburgu, gdzie udziela³ korepetycji z greki klasycznej rdzennemu

12


Niemcowi, poddanemu cara – cz³owiekowi o nadzwyczajnych umiejêtnoœciach lingwistycznych, prawdziwemu poliglocie, który przyswaja³ sobie now¹ mowê w kilka zaledwie tygodni. Cz³owiek ten nie ukoñczy³ szkó³, w rzeczy samej, przez wiêkszoœæ trzydziestoczteroletniego ¿ycia zajmowa³ siê hurtowym handlem indygo, oliw¹ i herbat¹, a dbaj¹c o jakoœæ sprowadzanych towarów i zadowolenie klientów, dorobi³ siê fortuny. Dwudziestoczteroletni student teologii z Grecji i Heinrich Schliemann zostali przyjació³mi. Schliemann urodzi³ siê 6 stycznia 1822 roku w Niemczech na plebanii w Meklemburgii. Firma kupiecka B.H. Schröder i Spó³ka, dla której pracowa³ w Amsterdamie, wys³a³a go jako przedstawiciela do Sankt Petersburga, gdy m³ody subiekt samodzielnie nauczy³ siê rosyjskiego. Tam tak dobrze przys³u¿y³ siê swym pracodawcom, ¿e pozwolono mu otworzyæ w³asny interes i zostaæ poddanym cara. W roku 1850, u szczytu amerykañskiej gor¹czki z³ota, Schliemann wyjecha³ do Kalifornii, gdzie zgromadzi³ drugi maj¹tek. Dwa lata póŸniej wróci³ do Sankt Petersburga, o¿eni³ siê i sp³odzi³ troje dzieci, a podczas wojny krymskiej dorobi³ siê trzeciej fortuny. Ma³¿eñstwo okaza³o siê zupe³nie nieudane. Latem roku 1869 wyjecha³ do Nowego Jorku, gdzie jako Henry Schliemann otrzyma³ obywatelstwo amerykañskie i przeniós³ siê do Indianapolis, by uzyskaæ szybki rozwód. Stamt¹d naprzykrza³ siê listownie staremu przyjacielowi z Aten, wówczas ju¿ ojcu Theokletosowi Wimposowi, ¿¹daj¹c od niego pomocy w znalezieniu m³odej greckiej ¿ony. Ojciec Wimpos bezzw³ocznie napisa³ do kuzynostwa – rodziców Zofii – pytaj¹c, czy wolno mu zarekomendowaæ jako kandydatkê na ¿onê dla przyjaciela ich m³od¹ córkê. Sporz¹dzaj¹c rys charakterologiczny cz³owieka, który w tamtym czasie nalega³, by nazywano go Henrym Schliemannem, ojciec Wimpos wspomnia³ o wizycie, któr¹ z³o¿y³ w sk³adzie hurtownika, po³o¿onym nad New¹ w Sankt Petersburgu:

13


Niektórzy zarzucaj¹ mu fanatyczne metody prowadzenia interesów, gdy¿ zatrudnianym przez siebie subiektom powierza wy³¹cznie najprostsze i rutynowe zadania. Osobiœcie przyjmuje ka¿dego klienta, jaki siê pojawi, wypytuje go o ¿yczenia odnoœnie towaru i nadzoruje jego wysy³kê ze sk³adu. Podczas wojny krymskiej uzyska³ monopol na handel indygo – barwnikiem niezbêdnym w carskiej armii. Pod koniec roku 1863, maj¹c lat czterdzieœci jeden, móg³ zostaæ rentierem. Wyzna³ mi, ¿e choæ ¿ywi podziw dla pieniêdzy, s¹ one dlañ jedynie œrodkiem prowadz¹cym do celu: maj¹ pos³u¿yæ mu do sfinansowania wykopalisk i odkrycia homeryckiej Troi.

Zofia zakrêci³a na piêcie w najdalszym rogu placu i unios³a siê nieco na palcach, zmieniaj¹c kierunek i zmierzaj¹c do domu. Rozeœmia³a siê perliœcie, przypomniawszy sobie list, który pan Schliemann przys³a³ wujowi Wimposowi z Pary¿a. Wuj przekaza³ jej list i pozwoli³ go zatrzymaæ. Czyta³a go tak wiele razy, ¿e zna³a jego treœæ na pamiêæ: Przyjacielu Drogi, nie potrafiê wys³owiæ mojego umi³owania dla Twojego miasta i wszystkich jego mieszkañców… Przysiêgam na koœci mej matki, ¿e uczyniê wszystko – poœwiêcaj¹c temu ca³e serce i ca³¹ energiê – by uszczêœliwiæ moj¹ przysz³¹ ma³¿onkê. Przysiêgam, ¿e nigdy nie dam jej powodów do skarg i jeœli tylko oka¿e siê kobiet¹ dobr¹ i obdarzy mnie przyjaŸni¹, bêdê jej powolny we wszystkim… Proszê zatem usilnie, abyœ zechcia³ do³¹czyæ do swej odpowiedzi na mój list kilka podobizn uroczych Greczynek. Bêdê ci wdziêczny nawet za jeden konterfekt panny, któr¹ mi przeznaczasz. Zaklinam ciê: wybierz dla mnie ¿onê o tak anielskim charakterze, jakim jest obdarzona Twoja zamê¿na siostra. Powinna byæ uboga, ale wykszta³cona, musi podziwiaæ Homera i mieæ entuzjastyczne nastawienie wobec odrodzenia mej ukochanej Grecji. Znajomoœæ jêzyków obcych jest bez znaczenia. Ale powinna byæ w typie greckim: o czarnych w³osach i – jeœli to mo¿liwe – du¿ej urodzie. Jednak moim podstawowym wymogiem jest dobre, kochaj¹ce serce. Mo¿e znasz jak¹œ sierotê b¹dŸ córkê

14


uczonego – zmuszon¹ przez okolicznoœci do pracy w charakterze guwernantki – posiadaj¹c¹ cnoty, na jakich mi zale¿y.

Zofia wesz³a do domu przez z rzadka u¿ywane drzwi frontowe: w ten sposób by³a niewidoczna dla rodziny zgromadzonej w ogrodzie wokó³ honorowego goœcia. Kiedy sk³ada³a d³oñ na ga³ce drzwi, ogarnê³a j¹ niepewnoœæ. Czy wolno jej wejœæ do domu? Mo¿e powinna zacz¹æ od przedstawienia siê mê¿czyŸnie, za którego z woli rodziny wyjdzie za m¹¿. Nie mog³a siê zdecydowaæ. „Ale pan Schliemann te¿ nie potrafi siê zdecydowaæ” – pomyœla³a. Bowiem jego drugi list, przes³any na rêce wuja Wimposa, niemal zwali³ z nóg matkê dziewczyny – znan¹ w Kolonos jako madame Wiktoria ze wzglêdu na jej stroje kopiuj¹ce w najdrobniejszych szczegó³ach szaty brytyjskiej monarchini. Theokletos Wimpos – twierdz¹c, ¿e nie chce byæ pos¹dzony o haniebny nepotyzm – przes³a³ Schliemannowi, oprócz portretu Zofii, podobizny dwóch innych urodziwych m³odych kobiet. OdpowiedŸ konkurenta, napisana nowo¿ytn¹ grek¹, nadesz³a na pocz¹tku marca: Jako stary podró¿nik i doœwiadczony znawca ludzkich fizjonomii umiem od rêki opisaæ charaktery obu dziewcz¹t, których konterfekty mia³em zaszczyt otrzymaæ. Nazwisko Polikseny Gousti wskazuje, i¿ jej przodkowie wywodzili siê z Italii. Wiek ma odpowiedni do zam¹¿pójœcia, ale jest despotyczna, w³adcza, dominuj¹ca, zawziêta i ³atwo wpada w gniew. Rzecz jasna, mogê siê myliæ, a stan¹wszy przed ni¹, dostrzeg³bym i odkry³ w niej skarbnicê wszelkich cnót. A co siê tyczy Zofii Engastromenos, widzê w niej wspania³¹ kobietê: uprzejm¹, wra¿liw¹, hojn¹, energiczn¹, dobrze wychowan¹ i przygotowan¹ do prowadzenia domu. Ale niestety jest za m³oda dla mê¿czyzny czterdziestosiedmioletniego…

Zofia przekrêci³a ga³kê i wesz³a do skromnej, acz gustownej wiejskiej willi Engastromenosów. Przesz³a przez korytarz,

15


maj¹c po prawej stronie salon, a po lewej jadalniê. W kuchni znalaz³a miednicê i nala³a do niej gor¹cej wody z kot³a, który kiria Wiktoria Engastromenos zawsze trzyma³a w pogotowiu na wêglowym piecu. Miarowym krokiem wesz³a na w¹skie schody wiod¹ce do jej sypialni. Uwa¿a³a, ¿eby nie polaæ siê wrz¹tkiem. W naro¿nej sypialni, której okna wychodzi³y na plac, odstawi³a miednicê na umywalkê i roz³o¿y³a na pod³odze rêcznik. Z komody wyjê³a myjkê, a z mydelniczki zdjê³a kostkê greckiego myd³a, któr¹ wrzuci³a do wody, by j¹ zmiêkczyæ. Zsunê³a bawe³nian¹ sukienkê w kwiatowy deseñ, uszyt¹ z niedrogiego materia³u sprzedawanego przez ojca w belach w sklepie tekstylnym przy placu Romwis. Materia³ przypomina³ organdynê i muœlin, by³ mi³y w dotyku, gdy Zofia rozpina³a guziczki biegn¹ce jeden obok drugiego wzd³u¿ boku od szyi po taliê krótkiego stanika. Prze³o¿y³a nogi przez d³ug¹ bufiast¹ spódnicê i powiesi³a sukienkê za parawanem stoj¹cym w k¹cie pokoju. Koszulkê i bieliznê rzuci³a na w¹skie ³ó¿ko ze s³upkami z br¹zu u wezg³owia i w nogach, a poñczochy zawiesi³a na przykrêconych do s³upków ga³kach. Namoczy³a myjkê w miednicy i obmy³a siê. Prostuj¹c plecy podczas wycierania, ujrza³a swoje odbicie w lustrze o z³otych ramach zawieszonym na œcianie nad umywalk¹. Spojrza³a na gibk¹, mocn¹ figurê o przepiêknie zaokr¹glonych ramionach, szczup³ej talii i jêdrnych, niezwykle kszta³tnych piersiach. Mia³a zadziwiaj¹co d³ugie nogi jak na Greczynkê, a osi¹gn¹wszy siedemnasty rok ¿ycia, mierzy³a blisko metr siedemdziesi¹t wzrostu i by³a wiêksza od rówieœniczek z Arsakeionu. Pod wzglêdem budowy i temperamentu wrodzi³a siê w przodków ojca. ¯achnê³a siê, uœwiadomiwszy sobie, ¿e przygl¹da siê swemu cia³u inaczej ni¿ do tej pory. „Czy to dlatego – przemknê³o jej przez myœl – ¿e na dole czeka konkurent? Siedzi sobie w ogrodzie i w³aœnie omawia

16


plany ma³¿eñskie z rodzicami. Nied³ugo cia³o, które dot¹d nale¿a³o wy³¹cznie do mnie, stanie siê… jego cia³em. Bêdzie nale¿a³o do mê¿a, do dzieci, które w nim urosn¹… Jaka bêdzie ta mi³oœæ?”. Czy jako kobieta zamê¿na bêdzie równie szczêœliwa jak w swych dziewczêcych latach? Usiad³a na ³ó¿ku, przycupn¹wszy na koñcu wysokiego zag³ówka. Wk³ada³a œwie¿¹ bieliznê pachn¹c¹ fio³kami, które matka po ususzeniu zaszywa³a w woreczki i trzyma³a w szufladach komody. Naci¹gnê³a poñczochy na szczup³e nogi. A skoñczywszy, przejrza³a siê po raz drugi w lustrze, skupiaj¹c siê na twarzy. „Ma zbyt… – szuka³a odpowiedniego s³owa – zbyt… ³agodny wyraz”. W Arsakeionie uczono j¹, ¿e urok kobiety zale¿y od jej charakteru. Wykrzywi³a siê do siebie drwi¹co i odwróci³a g³owê. Nikt nigdy nie nazwa³ jej ³adn¹: s³owo to nie pasowa³oby do jej oblicza. Ale byli tacy, którzy widzieli w jej twarzy zapowiedŸ wdziêku i elegancji. Zofia mia³a patrycjuszowsk¹ g³owê, któr¹ nosi³a wysoko i wdziêcznie na wysmuk³ej szyi. Emanowa³a œwiat³em p³yn¹cym z przemieszanych w niej si³y i ³agodnoœci. Przypomnia³a sobie z nag³ym rozczuleniem s³owa wuja Wimposa, które us³ysza³a od niego w czerwcu po egzaminach koñcowych w Arsakeionie: – Moja droga Zofio, dziœ na twej roziskrzonej ze szczêœcia twarzy maluje siê spokój i uroda klasycznej Greczynki. Widzê kruczoczarne w³osy zaczesane za zaró¿owione uszy, których barwa przypomina wnêtrze muszli, widzê ukoœny ³uk gêstych, czarnych brwi, które oboje odziedziczyliœmy po przodkach twej matki; ogromne oczy, prosty nos, jasn¹ karnacjê i przepiêknie wykrojone usta o pe³nej i czerwonej dolnej wardze. Widzê wreszcie brodê, któr¹ móg³ by³ wyrzeŸbiæ Fidiasz w swojej pracowni w Olimpii. Mimo twej radosnej i ³agodnej natury, dostrzegam cieñ powagi w wyrazie twojej twarzy i ¿e z godnoœci¹ nosisz g³owê. Która jest równie¿ klasyczna i grecka.

17


– Wuju Theokletosie – wykrzyknê³a Zofia w zdumieniu, gdy¿ jej krewni nie nale¿eli do nazbyt wylewnych – u³o¿y³eœ w³aœnie romantyczny wiersz! – Pierwszy i ostatni, niestety. Mam do przekazania pewn¹ wiadomoœæ, Zofio. Sk³adam uniwersyteck¹ profesurê, by obj¹æ biskupstwo naszego Koœcio³a. – Bêdziesz biskupem, wuju! Ale to oznacza, ¿e… nigdy siê nie o¿enisz… – Ani siê nie zakocham, Zofio. Nigdy nie kocha³em kobiety. Tylko Boga i nasz¹ Cerkiew. Mój ingres wyznaczono na listopad, kiedy obejmê diecezjê Mantinii i Kynourii. Kierowana nag³ym pragnieniem ujrzenia konkurenta, Zofia podesz³a do okna w korytarzu. Spogl¹daj¹c na dó³ do ogrodu, zobaczy³a matkê i ojca. Siedzieli odwróceni do niej plecami po obu stronach obcego mê¿czyzny – bez w¹tpienia Henryka Schliemanna, którego oblicze pozosta³o jednak dla niej tajemnic¹. W œrodku grupy siedzia³ ojciec Wimpos odwrócony twarz¹ w stronê domu – wysoki, szczup³y mê¿czyzna w czarnym egzorasonie okrywaj¹cym go od jab³ka Adama po czubki butów. Jego grubokoœciste cia³o wieñczy³a wielka g³owa. – Nie mo¿e mieæ innej – stwierdzi³ kiedyœ ojciec – gdy¿ gdzieœ musi pomieœciæ wielki mózg. Swoj¹ drog¹ zastanawiam siê, czy go czasem nie boli od niej szyja. Przygl¹daj¹c siê z rozczuleniem duchownemu, us³ysza³a jego donoœny g³os, który wydobywa³ siê gdzieœ z g³êbi trzewi i zyskiwa³ moc, wêdruj¹c ku krtani. Theokletos Wimpos mia³ trzydzieœci siedem lat i by³ o dwadzieœcia lat starszy od Zofii, zachowa³ jednak m³odzieñcz¹, pozbawion¹ zmarszczek twarz. Urodzi³ siê w cieniu Akropolu i ukoñczy³ studia teologiczne na Uniwersytecie Ateñskim, po czym wyjecha³ kszta³ciæ siê dalej do Moskwy i Sankt Petersburga, gdzie udziela³ korepetycji Henrykowi Schliemannowi. Uzyska³ czteroletnie stypendium na uniwersytecie lipskim, gdzie studiowa³

18


u dwóch najznamienitszych europejskich hebraistów i obroni³ dysertacjê doktorsk¹ z filozofii. Wróci³ na Uniwersytet Ateñski w wieku dwudziestu oœmiu lat i obj¹³ katedrê teologii. Zapocz¹tkowa³ w Grecji studia nad jêzykiem hebrajskim i wyda³ pierwszy podrêcznik z tej dziedziny, Elementy hebrajskiej gramatyki. Po szeœciu latach – nie rezygnuj¹c z profesury – odebra³ œwiêcenia kap³añskie greckiej Cerkwi prawos³awnej, choæ nie dosta³ w³asnej parafii. Tej zimy przyjecha³ do Kolonos, aby naradziæ siê z rodzicami Zofii. Jako biskup bêdzie musia³ zamieszkaæ w Trypolisie, siedzibie diecezji, w dosyæ biednym i ja³owym, górzystym rejonie œrodkowego Peloponezu. Podró¿e, które odbywa³, a przede wszystkim lata nauki sprawi³y, ¿e by³ zad³u¿ony po uszy: kwota jego zobowi¹zañ przekracza³a dziesiêæ tysiêcy drachm i co miesi¹c p³aci³ od niej wierzycielom odsetki w wysokoœci dwu od sta. Najlepsze rody w Atenach kusi³y go pokaŸnymi posagami. Czy zatem powinien obj¹æ biskupstwo, które nie przynosi ¿adnego zysku? Jak wydobyæ siê z d³ugów, nie ¿eni¹c siê z jak¹œ nieszczêsn¹, której nie kocha? Dylemat ten rozwi¹za³ przyjaciel wuja Henryk Schliemann, który poleci³ swemu bankowi w Pary¿u przys³aæ Wimposowi czek, uwalniaj¹cy go od najpilniejszych zobowi¹zañ. Henryk Schliemann! Kiedy Theokletos Wimpos dosta³ list, w którym przyjaciel prosi³ go o znalezienie ¿ony, pierwsz¹ osob¹, która przysz³a mu do g³owy, by³a Zofia. Zbli¿y³ siê do dziewczyny i zaprzyjaŸni³ z ni¹, gdy dorasta³a, okazywa³ jej wielk¹ sympatiê i pomoc, szczególnie podczas lat nauki na pensji Arsakeion. Udziela³ jej lekcji z trudnej geometrii euklidesowej, fizyki eksperymentalnej i staro¿ytnej Grecji Homera i Tukidydesa. Zofia zawsze by³a ¿ywym dzieckiem, które uwielbia³o siê œmiaæ i bawiæ. Z drugiej strony przyk³ada³a siê do nauki i jako siedemnastolatka wydawa³a siê dojrza³a nad wiek.

19


– Wygl¹da na to… – uœmiecha³ siê ojciec Wimpos. – A zreszt¹ pal szeœæ, có¿ mo¿e wiedzieæ mê¿czyzna o tym, co kryje siê w sercu dziewczêcia? Jego swaty by³y wiêc czymœ naturalnym. W Grecji wszystkie rodziny siedemnastoletnich panien zaczyna³y rozgl¹daæ siê za kandydatami na mê¿ów, rozwa¿a³y ¿¹dane posagi. Dziewczêta mia³y niewiele do powiedzenia. ¯adna nie oœmiela³a siê kwestionowaæ tradycji. Theokletos Wimpos z³ama³ jednak nakazy obyczaju, gdy¿ nalega³, aby Zofia uczestniczy³a w rozmowie o Henryku Schliemannie. Wszyscy wyrazili zgodê na przedstawienie konkurentowi jej imienia. Teraz Zofia przygl¹da³a siê krewnemu i przyjacielowi o zapadniêtych policzkach ascety, który zamiast dolmadakiami i musak¹ karmi³ siê ksi¹¿kami. Jako profesor nosi³ d³ug¹ brodê, ale krótko przycina³ w³osy. Od czasu œwiêceñ przed trzema laty zgodnie z tradycj¹ przesta³ siê strzyc, a d³ugie w³osy zaczesywa³ do ty³u i wi¹za³ w wêze³ na karku, tu¿ pod okr¹g³ym czarnym kalimafi. Zofia g³êboko wierzy³a, ¿e wuj Wimpos pragnie dla niej tylko dobra i szczêœcia. Zerknê³a raz jeszcze na plecy pana Schliemanna, ale powstrzyma³a siê przed snuciem jakichkolwiek domys³ów. Zamiast tego wróci³a do siebie i pad³a na kolana przed promiennym, choæ powa¿nym obliczem Matki Boskiej w ciemnofioletowych szatach i modli³a siê przed ikon¹ o boskie wstawiennictwo.

2 Bia³a batystowa suknia nale¿a³a niegdyœ do starszej siostry, Katingo, zanim ta wysz³a za m¹¿. Nie zabra³a jej ze sob¹, gdy¿ suknia sta³a siê za ciasna, bowiem Katingo odziedziczy³a figurê po matce, z jej pulchnymi ramionami, biodrami,

20


brzuchem i barkami. Na Zofiê suknia by³a za du¿a, co dziewczyna uœwiadomi³a sobie, zapinaj¹c koronkowy ko³nierzyk przy szyi. Ale lepszej sukni nie mia³a. W rodzinie Engastromenosów nie kupowano nowych ubrañ od czasu katastrofy finansowej ojca, która kosztowa³a ich dobrze prosperuj¹cy sklep tekstylny oraz dom nad sklepem przy placu Romwis. Okna domu wychodzi³y na wspania³y bizantyjski koœció³ pod wezwaniem œw. Panagitsy, w którym Zofia i pozosta³a pi¹tka potomków Engastromenosów zostali ochrzczeni, oraz na t³oczn¹ ulicê Evangelistrias i widoczny z daleka, góruj¹cy nad wszystkim Akropol. Rodzina mog³a sobie wówczas pozwoliæ na sowity posag dla Katingo, dziêki czemu wysz³a ona za zegarmistrza Ioannesa Synessiosa. Ale tu¿ po œlubie starszej siostry nadszed³ termin sp³aty wysokiej po¿yczki, któr¹ Georgios Engastromenos zaci¹gn¹³ wraz ze wspólnikiem. Wspólnik uciek³ z kraju, a ca³y ciê¿ar sp³aty kredytu spad³ na Georgiosa. Chc¹c wywi¹zaæ siê z zobowi¹zañ, ojciec Zofii musia³ sprzedaæ sklep i piêkny dom kupiony za posag ¿ony. Przestronny dom, do którego wchodzi³o siê bocznymi drzwiami, dom o wielu sypialniach, z ogrodem na dachu i nadbudówk¹, gdzie sypiali ch³opcy, z eleganckimi podwójnymi drzwiami prowadz¹cymi na balkon, otoczony kut¹ ¿eliwn¹ balustrad¹, przed któr¹ po kolacji gromadzi³a siê ca³a rodzina, by delektowaæ siê wieczornym ch³odem. Tak wiêc dom przy placu Romwis, tu¿ obok wykwintnego Ermou, odszed³ w przesz³oœæ, podobnie jak posag Wiktorii Geladiki. Georgios wynajmowa³ teraz swój dawny sklep, w którym pracowali równie¿ jego dwaj najstarsi synowie, Aleksandros i Spyros. P³aci³ tak wysoki czynsz, ¿e we trzech zarabiali tyle, ¿e ledwo wi¹zali koniec z koñcem. Niepowodzenia finansowe nadwerê¿y³y tak¿e pozycjê towarzysk¹ Engastromenosów w Atenach. Zofia i Marigo nie mog³y liczyæ na posag, co praktycznie przekreœla³o ich szanse

21


na zam¹¿pójœcie. Najm³odszy ch³opiec, zaledwie dziesiêcioletni Panagiotes, nie móg³ nawet marzyæ o studiach, choæ wykazywa³ spore zdolnoœci do nauki i uwielbia³ ksi¹¿ki, co w normalnych okolicznoœciach predestynowa³oby go do pójœcia na uniwersytet. Matka Zofii, niska i korpulentna madame Wiktoria, by³a dumn¹ i pe³n¹ godnoœci kobiet¹. Lœni¹ce czarne w³osy zaczesywa³a do ty³u po obu stronach równego przedzia³ka na œrodku g³owy, przykrywa³a nimi uszy i splata³a je w gruby kok. Zawsze by³a nienagannie ubrana, nawet w kuchni. Wywodzi³a siê ze znanego rodu z Krety, a jej przodkowie stali na czele jednego z pierwszych powstañ przeciwko Turkom. Po powstañczej klêsce musieli uciekaæ do Aten – ma³ej mieœciny z polnymi duktami zamiast ulic, któr¹ nie tak dawno, bo w roku 1834, og³oszono stolic¹ Grecji. Choæ utrata rodzinnego domu i pozycji towarzyskiej by³a powa¿nym ciosem dla madame Wiktorii, Zofia nigdy nie s³ysza³a, by matka strofowa³a lekkomyœlnego ojca, wyrzuca³a mu nieszczêœcia, jakie za jego spraw¹ ich dotknê³y, czy te¿ skar¿y³a siê na swój ciê¿ki los. Z córk¹ zawsze by³a szczera. Czêsto rozmawia³a z ni¹ przyciszonym g³osem, kiedy po przeprowadzce do Kolonos zostawa³y same: – Moja droga Zofio, sytuacja ta dotyka ciê bezpoœrednio, gdy¿ masz ju¿ niemal¿e siedemnaœcie lat i wkrótce ukoñczysz naukê na pensji Arsakeion. Ani ojciec, ani ja nie chcieliœmy ciê poganiaæ, ale ju¿ dawno rozpoczêliœmy starania, by wydaæ ciê odpowiednio za m¹¿. Teraz to niemo¿liwe. Nie dostaniesz posagu, a ¿aden mê¿czyzna, którego sobie upatrzysz i który móg³by zapewniæ ci odpowiedni¹ pozycjê, nie o¿eni siê z kobiet¹ bez posagu. Zofia a¿ podskoczy³a z radoœci i uca³owa³a matkê w jêdrne, pyzate policzki. – Ale¿, mamo! Dopiero za siedem d³ugich lat minie mi dwudziesty czwarty rok ¿ycia, kiedy to uznaj¹ mnie za star¹, niezdatn¹ do ma³¿eñstwa pannê!

22


Madame Wiktoria a¿ wzdrygnê³a siê, s³ysz¹c o staropanieñstwie. – Och, Zofio, nasze mo¿liwoœci s¹ tak ograniczone! Staæ nas tylko na to, ¿eby wydaæ ciê za ubo¿uchnego popa albo m³odego oficera z prowincjonalnego garnizonu… Najlepiej by³oby, gdyby trafi³ siê jakiœ Grek zza morza, mê¿czyzna, który dorobi³ siê maj¹tku w Egipcie, Azji Mniejszej czy Stanach Zjednoczonych i zatêskni³ za greck¹ ¿on¹. Tylko tacy nie pytaj¹ o posag, szukaj¹ dobrze u³o¿onych dziewcz¹t, które sprawdz¹ siê jako panie domu… Zofia nie mia³a zamiaru przejmowaæ siê takim nieszczêœciem. – Z³o¿y³am ju¿ podanie do seminarium nauczycielskiego. Dziewczêta z Arsakeionu przyjmowane s¹ bez egzaminów. W batystowej sukience, z zaczesanymi do ty³u gêstymi czarnymi w³osami, które a¿ lœni³y i rzuca³y skry, z per³owymi kolczykami w uszach, Zofia pochowa³a rozrzucone rzeczy i poprawi³a poœciel na ³ó¿ku. Nie mog³a d³u¿ej zwlekaæ. Przesz³a przez korytarz z oknem wychodz¹cym na ogród, w którym zgromadzili siê ju¿ wszyscy krewni. Przez otwarte okno s³ysza³a gwar blisko trzydziestu g³osów. Wszyscy zbiegli siê z ró¿nych zak¹tków Kolonos, by ujrzeæ na w³asne oczy tajemniczego i s³ynnego milionera, który zjecha³ w konkury do Zofii. „Niezupe³nie! – pomyœla³a i zachichota³a cichutko. – Pan Schliemann chce siê o¿eniæ z ca³¹ Grecj¹”. W kwietniu do wuja Wimposa nadszed³ list, który brzmia³ jak oœwiadczyny: Przyjacielu Drogi, zakocha³em siê ju¿ w Zofii Engastromenos, wiêc mogê Ci przysi¹c, ¿e tylko ona zostanie moj¹ ¿on¹. Jednakowo¿ istniej¹ dwa powody, przez które moje ma³¿eñstwo mo¿e nie dojœæ do skutku: po pierwsze, nie wiem jeszcze, czy uzyskam rozwód; po drugie, ze wzglêdu na moje ma³¿eñskie niepowodzenia nie wspó³¿y³em z kobiet¹ przez

23


szeœæ lat… Kiedy przekonam siê, ¿e nadal jestem mê¿czyzn¹, bez wahania wyjadê do Aten prosiæ o rêkê Zofii, któr¹ poœlubiê, uzyskawszy jej zgodê. Musimy jednak poczekaæ, jeœli bowiem oka¿ê siê impotentem… nie o¿eniê siê. Owszem, kobieta mo¿e pokochaæ mê¿czyznê przed œlubem, lecz bêdzie nim gardziæ, gdy po œlubie nie zaspokoi jej fizycznej namiêtnoœci. W jakim wieku jest Zofia? Jakiego koloru ma w³osy? Czy gra na fortepianie? Czy zna obce jêzyki? Jak¹ jest gospodyni¹? Czy rozumie Homera i innych autorów staro¿ytnych? Czy zgodzi siê wyjechaæ ze mn¹ do Pary¿a i towarzyszyæ mi w podró¿y do W³och, Egiptu i gdzie indziej?

Zofia dowiedzia³a siê jednak, ¿e podczas dwudniowego pobytu w Atenach Henryk Schliemann spotyka³ siê i rozmawia³ z innymi „kandydatkami”, kierowany, jak twierdzi³ ojciec Wimpos, „germañsk¹ skrupulatnoœci¹ i amerykañsk¹ energi¹”. Jej konkurent nie stara³ siê nawet ukryæ tych spotkañ przed Wimposem, w istocie, zda³ mu z nich pe³n¹ relacjê. Z³o¿y³ wiêc wizytê pannie Chariklei, „która nie zrobi³a na mnie dobrego wra¿enia jako osoba zbyt wysoka i nazbyt nieœmia³a”. Prosto od panny Chariklei pojecha³ powozem do wdowy kirii Kleopatry Lemoni. – Spodziewa³em siê – opowiada³ – zastaæ star¹ kobietê, smutn¹ i przygiêt¹ do ziemi od nadmiaru nieszczêœæ. Spotka³em natomiast m³od¹, piêkn¹ i weso³¹ dziewczynê, która nie mia³a wiêcej ni¿ trzydzieœci lat. Bardzo mnie poci¹ga³a. Niewykluczone, ¿e by³oby dla mnie lepiej, gdybym poœlubi³ m³od¹ przyk³adn¹ wdowê, która wie, czym jest ma³¿eñstwo. Kobieta tego pokroju nie jest ju¿ tak popêdliwa i zmys³owa, podczas gdy m³ode panny wierz¹, ¿e niebo i raj kryj¹ siê w fizycznym spe³nieniu. Schliemann zamieni³ swój apartament w hotelu d’Angleterre przy placu Syntagma na wprost pa³acu królewskiego w jednoosobowe i s³u¿¹ce tylko jemu biuro matrymonialne. Od chwili jego przyjazdu do Aten – a powszechnie by³o wia-

24


domo, ¿e zjecha³ tu, by znaleŸæ greck¹ ¿onê – zasypano go ofertami, sk³adanymi przez najlepsze rody, które mia³y idealne, lecz, niestety, niezamê¿ne jeszcze córki. – O ile da siê prowadziæ dok³adn¹ ksiêgowoœæ w przypadku huraganu, jestem gotów przysi¹c, ¿e spotka³ siê ju¿ i rozmawia³ z piêtnastoma kandydatkami. I to przez dwa dni! – t³umaczy³ Zofii wuj Wimpos. Dziewczyna rozeœmia³a siê dŸwiêcznym i mi³ym dla ucha œmiechem. – Ten pan Schliemann to zaiste niezwyk³y cz³owiek! – Spowa¿nia³a nagle, a jej czarne oczy spochmurnia³y. Ale jak mam okie³znaæ huragan? Nie zamieni³am nawet dwudziestu zdañ z mê¿czyznami spoza rodziny. Zofiê rozbawi³a wiadomoœæ o Schliemannie dokonuj¹cym przegl¹du ateñskich panien na wydaniu, natomiast jej rodzice – dla których ma³¿eñstwo córki by³o niczym dar niebios – poczuli siê ura¿eni i zniesmaczeni. Madame Wiktoria pyta³a Theokletosa Wimposa: – Czy¿ nie przyniesie to ujmy naszemu honorowi, nie bêdzie ciosem wymierzonym w nasz¹ rodow¹ dumê, jeœli pan Schliemann z³o¿y nam wizytê po obiegniêciu ca³ego miasta…? – Taki by³ zawsze, kuzynko Wiktorio. Widzia³em, jak prowadzi³ interesy w Sankt Petersburgu: dorobi³ siê maj¹tku dziêki tej metodzie. Rodzina zyska wiêkszy szacunek, gdy ludzie siê dowiedz¹, ¿e pan Schliemann nie kierowa³ siê tylko wizerunkiem Zofii znanym mu z fotografii, ale wybra³ j¹ ponad wszystkie inne, z jakimi mia³ do czynienia. Rodzina odzyska³a spokój, choæ w k¹cikach ust madame Wiktorii pojawi³y siê zmarszczki niepewnoœci. Bo gdyby Schliemann poœlubi³ Zofiê, jej m³odsza siostra Marigo mog³aby liczyæ na posag, a najm³odszy Panagiotes na studia uniwersyteckie. Znalaz³by siê kapita³ na zakup nowych towarów do sklepu tekstylnego, który od czasu nieszczêsnej sprzeda¿y domu popada³ w ruinê z powodu braku kredytu.

25



Grecki skarb