Issuu on Google+

TEKST Y | W Y WIADY | ANKIETA |

BAUMAN | BENDYK | CHACIŃSKI | CHYRA | DEMIRSKI | DUKAJ | GRETKOWSKA | GROCHOLA | MARECKI |

| NOWAK | ODOROWICZ | POTOROCZYN | STASIŃSKA | STOKFISZEWSKI | STRZĘPKA | ŚRODA | TOKARCZUK | TRZASKA | ZADARA |

KURIER KULTURA

K O N G R E S O B Y WAT E L I K U LT U R Y, 13 -14 M A J A , WA R S Z AWA

SŁAWOMIR SIERAKOWSKI redaktor naczelny „Krytyki Politycznej”

Polac y zorganizowali polit ykom prawdziwą kongresomanię. Pierwszy w tej nowej fali samoorganizacji społecznej był Kongres Kobiet. Okazał się skutecznym sposobem na oswojenie szerokiej opinii publicznej z problematyką równego statusu i zaangażowanie szerokiej grupy obywateli w konkretne działanie. W końcu zmusił polityków do zajęcia stanowiska w sprawie parytetów, której bali się jak ognia. Od tej pory kongresy zwoływane są wtedy, gdy politycy tchórzą przed nowoczesnością. Dziś po raz kolejny wypada przywołać starą zasadę demokracji, o której zdarzało się nam

zapomnieć po 1989 rok u: że polityka jest zajęciem zbyt fascynującym, żeby pozostawiać ją politykom. Dziś to już nie tylko Kongres Obywateli Kultury, ale cała oby watelska kultura kong resów. Skoro polit ykom w zamęcie medialnych występów podzielność uwagi pozwala na załatwianie tylko jednej sprawy naraz. W tej sytuacji za plecami polityków stanąć muszą współpracujące ze sobą zgodnie organizacje i instytucje – jakby w kontraście do kłócących się o absurdalne sprawy partii – i popychać do działania. I tak aktywni obywatele zafundują im całą serię kongresów. Melodia ta dotarła dziś nawet do „Polski smoleńskiej”. Może dotrze także to, że kongresy wtedy są obywatelskie, gdy są dla partii wyzwaniem, a nie aklamacją. „Kiedy słyszę słowo kultura, odbezpieczam rewolwer” – miał

pow iedzieć pew ien niemiecki polityk w czasach i w kraju, w którym politycy nosili rewolwery. Dzisiejsza Polska nie jest takim krajem, ale ujęte w metaforę, zdanie to wcale nie różni się od tego, co myśli się niejednemu z naszych rządzących, gdy widzi zmierzającą do niego pewnym krokiem Stasińską, Mytkowską, Odorowicz czy Zadarę. Każdego, kto trzyma w ręku garść kartek z podpisami, a mówić chce o statystykach czytelnictwa w Polsce, sytuacji organizacji pozarządowych, niedofinansowaniu teatrów lub opóźnieniach w budowie muzeów. Owszem przychodzimy po podpis, ale nie pod zdjęciem, ale pod paktem. Dziś dla kultury, a jutro w sprawie in vitro, związków partnerskich, sytuacji w służbie zdrowia i edukacji publicznej. Nie bójcie się, to demokracja.

PAKT DLA KULTURY Świadomi tego, że kultura musi być przedmiotem szczególnej odpowiedzialności władzy i obywateli, o czym mówią zapisy Konstytucji RP: Art . 6. Rzeczpospolita Polska st warza war unki upowszechniania i równego dostępu do dóbr kultury, będącej źródłem tożsamości narodu polskiego, jego trwania i rozwoju, Art. 73. Każdemu zapewnia się wolność twórczości artystycznej, badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników, wolność nauczania, a także wolność korzystania z dóbr kultury. oraz zapisy Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka:

Art. 27 1. Każdy człowiek ma prawo do swobodnego uczestniczenia w życiu kulturalnym społeczeństwa, do korzystania ze sztuki, do uczestniczenia w postępie nauki i korzystania z jego dobrodziejstw. 2. Każdy człowiek ma prawo do ochrony moralnych i materialnych korzyści

w ynikając ych z jakiejkolwiek jego działalności naukowej, literackiej lub artystycznej. strony zgadzają się, że:

I Przyszłość Polski zależy od wolnych, twórczych, rozumiejących się wzajemnie obywateli. Polska potrzebuje nowoczesnej wizji rozwoju, wskazania wspólnych celów oraz skutecznych narzędzi do ich realizacji. Jedną z najważniejszych przeszkód w rozwoju Polski jest niedostatek kapitału społecznego, czyli niski poziom zaufania do instytucji państwa oraz słabość komunikacji społecznej, współpracy i działania dla dobra wspólnego. II Powszechne i ak t y wne uczestnict wo w kulturze jest jednym z najważniejszych cz y nników roz woju spo łecznego i ekonomicznego. Państwo odpowiada za wspieranie rozwoju kultury, tworzenie sprawiedliwego prawa, zapewnienie równego dostępu do kultury wszystkim oby-

watelom, zachowanie dziedzictwa kulturowego oraz współtworzenie odpowiedniej infrastruktury i ładu krajobrazu kulturowego. III St an i dostęp do kult ur y mają ścisł y związek z jakością życia. Celem polityki państwa powinno być budowanie solidarnego i różnorodnego, spójnego i otwartego, wolnego, bezpiecznego i dostatniego społeczeństwa, współtworzonego przez świadomych i aktywnych obywateli. IV Kultura jest dobrem wspólnym. Tworzy przestrzeń ot wartą na różnorodność myśli, poglądów i postaw obywatelskich. Polityka kulturalna – by sprostać wyzwaniom przyszłości – winna brać pod uwagę przemiany społeczne, rosnącą mobilność, zmieniające się sposoby uczestnictwa w kulturze oraz indywidualizację postaw.

V Finansowanie to najmniej, co państwo może zrobić. Uczestnictwo w kulturze i twórcza aktywność obywateli powinny być priorytetami władzy publicznej, realizowany mi poprzez nowoczesne programy kulturalne, poprawę jakości edukacji i nauki, powszechny dostęp do zasobów kultury, bibliotek, mediatek

i wielofunkcyjnych ośrodków kultury oraz wysokiej jakości instytucje kultury i media publiczne. Wskaźniki ekonomiczne nie mogą być jedynym kryterium oceny inwestowania w dobra kultury i wspierania uczestnictwa w kulturze. VI Władza publiczna z należytą starannością wypełnia swój obowiązek gwarantowania wolności t wórczej i swobodnej wypowiedzi artystycznej. Wspiera także twórczość krytyczną, eksperymentalną i skierowaną do oby wateli o różnym światopoglądzie oraz tworzy warunki dla rozwoju t alentów i prowadzenia działalności artystycznej. VII Władza publiczna powinna prowadzić s p ójn ą p ol it y k ę wob e c or g a n i z ac ji społecznych, a wspierając ich działalność, uwzględniać różnorodne funkcje i zadania tych organizacji. Fragment tekstu Paktu dla kultury, który zostanie ogłoszony i podpisany podczas Kongresu Obywateli Kultury 13-14 maja 2011 w Warszawie. Pełny tekst Paktu dla kultury: www.obywatelekultury.pl.

 1


K U R I E R K U L T U R A

|

K R Y T Y K A P O L I T Y C Z N A

|

K O N G R E S O B Y W A T E L I K U L T U R Y

|

1 3 - 1 4 M A J A 2 0 11 | W W W . O B Y W A T E L E K U L T U R Y . P L | W W W . K R Y T Y K A P O L I T Y C Z N A . P L

ANALFABECI NA WŁASNE ŻYCZENIE? Jan Smoleński, Krytyka Polityczna: Jak powinno wyglądać odpowiedzialne inwestowanie w kulturę? Beata Stasińska, wydawca: Inwesto-

wanie w kulturę ma sens wówczas, gdy stymuluje obieg kultury, czyli z jednej strony wspiera t wórców poprzez mechanizmy wyszukiwania i wspierania talentów, systemy stypendialne, granty czy nagrody, z drugiej zaś umożliwia odbiorcy udział w kulturze. Odpowiedzialne inwestowanie w kulturę oznacza troskę o poziom eduk acji k ult uralnej odbiorców, kształcenie kompetencji językowych i kulturalnych już w wieku przedszkolnym aż po ofertę, również edukacyjną w sferze kultury dla starszego pokolenia. To edukacja jest najważniejszym dziś wydatkiem. Edukacja kulturalna ma jednak sens tylko wtedy, gdy rozpatruje się ją jako proces długofalowy. Najpierw musimy wykształcić edukatorów kulturalnych i wiedzieć, gdzie ich posłać.

Gdzie?

Do domów kultury, do przedszkoli, szkół podstawowych i średnich. Powinniśmy mieć programy również dla studentów i seniorów. Na świecie emeryci i renciści to bardzo liczna grupa odbiorców kultury.

Załóżmy, że mamy edukatorów. Jak powinna ich praca wyglądać? Po pierwsze, podpatrujmy doświadczenia innych w tej dziedzinie: Niemców, Skandynawów czy Francuzów. Od nich wiemy, jak ważne jest, żeby dzieci chodziły do przedszkoli i jak

ważny jest twórczy wirus, jakim tam mogą się zarazić, malując, słuchając bajek, tańcząc, lepiąc w glinie czy ucząc się pracy w grupie, by kiedyś w odróżnieniu od swych dziadków i rodziców budować kapitał społeczny. To w przedszkolu często po raz pierwszy dzieci stają się małymi artystami. Szkoła podstawowa z kolei jest bardzo ważna prz y zdoby waniu umiejętności czytania i pisania ze zrozumieniem oraz umiejętności abstrakcyjnego myślenia.

A gdy dziecko nie może posiąść t ych umiejętności często z powodów finansowych? To obowiązek taki spada na państwo. Lepiej inwestować w nowoczesny system edukacyjny, by w przyszłości zaoszczędzić na więzieniach.

Czy rzeczy wiście Polakom tak zależ y na dostępie do kultury i czy inwestycje w odbudowanie obiegu kultury na pewno przyniosą efekty?

Jeśli nie ma wzorów, nie ma potrzeb. Jeśli rodzice tych potrzeb nie kształtują, a często tego nie robią, to jedyna szansa dla takiego dziecka jest w przedszkolu, szkole, ognisku muzycznym, bibliotece czy teatrzyku amatorskim. W Polsce najtrudniejszy jest dostęp do dóbr kultury wysokiej jakości. Uprzywilejowani są jedynie mieszkańcy wielkich miast, ale prowincja jest często skazana na siebie. Sytuację mogłyby w znacznej mierze poprawić media publiczne, gdyby sobie przypomniały o obowiązku działalności misyjnej. Na razie po-

zostaje nam – o, ironio! – wzdychać z utęsknieniem do oferty kulturalnej i edukacyjnej z czasów PRL-u. Z moich podróży po Polsce, a jeździłam trochę w ostatnim czasie, wynika, że głód kultury jest duży, ale nie ma dobrej informacji o tym, co warto czytać, oglądać, czego słuchać. Brakuje dobrze zaopatrzonych bibliotek, nie ma księgarń z małą kawiarnią, gdzie można przyjść, poczytać książkę i porozmawiać o niej. Nie mówiąc już o edukacji kulturalnej dla dorosłych. Mam znajomą, która w Szwecji jest emerytowaną skrzypaczką i pracuje ze starszymi ludźmi, ucząc ich gry dla skrzypcach. W Niemczech moja pr z y jac ió łk a ma la rk a prowad zi warsztaty terapeutyczno-artystyczne dla kobiet chorych na raka, ludzi z zaburzeniami psychicznymi i popołudniowe ognisko plastyczne dla dzieci. Pomysły były jej autorstwa, ale wszędzie pomagały jej władze lokalne.

Ze Szwecji pamiętam między innymi to, że biblioteki były na niemal co drugiej ulicy.

Biblioteka jest podstawą. Jeśli w promieniu kilkunastu kilometrów jest pust ynia edukacyjno-kulturalna, jedyną szansą pozostaje biblioteka, choćby w bibliobusie. W Norwegii na początku nowego st ulecia zaobser wowano spadek czytelnictwa literatury norweskiej. Parlament norweski wprowadził ust awę określającą maksymalną odległość biblioteki od miejsca zamieszkania (6 kilometrów!). Stworzono nowe biblioteki, punkty biblioteczne, uzupełniono zbiory o książki

rozmowa z Beatą Stasińską

autorów norweskich tak, by żaden Norweg nie miał problemu z dotarciem do klasyki i nowości. To brzmi jak pomysł szaleńca, ale jest realizowany i działa. Domyślam się, że u nas znajdą się głosy, że na to stać tylko bogate państwa. Bylebyśmy nie stali się bogatym państwem bez bibliotek. Norwegowie potrafili swego czasu znaleźć pieniądze na ośrodki animacji kulturalnej. Stworzenie świetlicy z biblioteką było swego czasu jednym z warunków stawianych sieciom supermarketów. Polska już jest pokryta supermarketami, a bibliotek nam ubyło, w niektórych z tych, co się ostały, brakuje toalet.

Pani powiedziała, że inwestycje w kulturę się zwracają i da się to zmierzyć. A jeśliby z tych bilansów wyszło, że się jednak nie zwróciły, to co? Wyobraźmy sobie bibliotekę na terenach popegeerowskich, wiadomo że to przynajmniej na razie studnia bez dna...

Ale zwrot z takiej inwestycji to nie zawsze są pieniądze. Dlaczego jeden z banków austriackich przeprowadził kampanię promującą czytanie ze zrozumieniem? Inwestycja w bibliotekę zwraca się, kiedy przychodzą do niej czytelnicy. Mierzy się to liczbą wypożyczeń, co w zachodnich krajach bibliotekarze regularnie raportują. Pewien konserwatywny pisarz polski wieszczył koniec bibliotek w erze internetu. Zapomniał, że biblioteki to miejsce społeczne, gdzie ludzie przychodzą nie t ylko po książkę, ale również po to, by porozmawiać z bibliotekarzem. Dlaczego w dobie

internetu szwedzki pisarz Henning Mankell zakłada w swoim rodzinnym miasteczku na Północy ośrodek kultury organizujący festiwal kryminałów? By przyjeżdżali tam autorzy i fani kryminałów z całego świata.

A inne przykłady? Szwecja i Wielka Brytania to bardzo bogate państwa.

Na przykład fawele w Rio de Janeiro. Mieszkańcy faweli, którzy nie chcieli się wyprowadzać ze swych dzielnic, tylko pragnęli je zmieniać, zaczęli zakładać ośrodki kulturalno-społeczne, organizować drużyny sportowe dla dzieciaków i młodzieży, kluby tańca. Idea była oddolna i budowała poczucie odpowiedzialności za miejsce, w którym się żyje. Niektóre z tych centrów zamieniły się w ośrodki lokalnej kultury. Lokalni animatorzy, często byli kryminaliści, wyrywali młodzież z rąk gangów, na które, wydawało się, jest skazana. Program „rekultywacji faweli” miał poparcie władz miasta i prezydenta Luli. Model brazylijski stał się pewnego rodzaju wzorem do naśladowania dla biednych, skryminalizowanych dzielnic wielkich miast. Nie ma zapewne jednego modelu tworzenia lokalnych ośrodków k ult ur y, ale żeby działanie było skuteczne, wola mieszkańców musi się spotkać z działaniem polityków, przede wszystkim tych na szczeblu lokalnym. Fragment wywiadu, któr y ukazał się w k siążce Ekonomia k u lt ur y (Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2010).

ZAPAŚĆ CZYTELNICZA W POLSCE

1. Polit yka w yrówny wania szans, a także

Jedna trzecia uczących się i studiujących nie miała w ciągu roku kontaktu z książką. Brak kontaktu ze słowem drukowanym dłuższym niż kilka stron deklaruje 56% Polaków. Tylko 53 proc. badanych przeczytało tekst dłuższy niż trzy strony maszynopisu. 35 proc. nie pobrudziło sobie rąk gazetami w minionym roku, 41 proc. czyniło to sporadycznie, prasę regularnie czytało 24 proc. Nie czyta 36 proc. osób na stanowiskach kierowniczych, 44 proc. przedsiębiorców i połowa pracowników administracji i usług. Zapaści czytelniczej towarzyszy fatalny stan bibliotek publicznych i szkolnych, malejąca liczba księgarń, czyli w efekcie coraz trudniejszy dostęp do książki. W ciągu ostatnich lat mieliśmy do czynienia ze zmniejszaniem się zakupów do bibliotek: w 2008 r. średnia zakupów wyniosła 9,6 woluminów na 100 mieszkańców, w 2009 r. już tylko 7,5. Nieznaczny wzrost w 2010 nie czyni jeszcze wiosny, standard międzynarodowy bowiem ustalony jest na 30 woluminów. Dzieje się to przy rosnącej liczbie obywateli z wyższym wykształceniem, deklaracjach ministerstwa infrastruktury o 1 mld na laptopy dla uczniów przy jednoczesnym braku zrozumienia, że warunkiem racjonalności takich decyzji są kompetencje językowe i cywilizacyjne użytkowników. Świat zmierza ku społeczeństwu informacyjnemu, my pozostajemy na etapie pozornej modernizacji.

petencji językowych i wychowania do książki dziecka od trzeciego roku życia.

 2

reforma szkolnictwa dostosowane do dyrektyw Unii Europejskiej, która za priorytet przyjmuje kształcenie myślenia krytycznego i twórczego.

2. Program alfabetyzacji, kształcenia kom3. Szkolne programy promujące czytanie:

lekcje biblioteczne, nowoczesne biblioteki szkolne, programy twórczego pisania, recenzowania i dyskusji wokół książek. Stworzenie systemu wieloletniego obrotu podręcznikami szkolnymi.

4. Nowoczesne, z bogatym księgozbiorem biblioteki prowadzone przez wykształconych bibliotekarzy-animatorów kultury.

5. Stworzenie ochronnego systemu ulg i pomocy dla małych i średnich księgarń, kawiarnio-księgarń i bibliotek publicznych i prywatnych poprzez obniżki czynszów i ulgi podatkowe. rys. Marek Raczkowski

SPOŁECZNY PROGRAM CZYTELNICTWA I ZWALCZANIA ANALFABETYZMU FUNKCJONALNEGO

Spadek czytelnictwa w Polsce prowadzi do obniżenia kompetencji językowych i kulturowych społeczeństwa. Do nieczytającej rzeszy Polaków (62%) dołączyli w roku 2010 studenci, ludzie z wyższym wykształceniem, głównie mężczyźni. Społeczny Program Czytelnictwa staje się koniecznością. Jego skuteczność zależy od co najmniej 15-letniego okresu prowadzenia i współpracy ministerstw kultury, edukacji i nauki. Składać powinny się nań:

6. Wprowadzenie systemu zakupu konkursowego książek dla bibliotek zamiast dotacji dla wydawców.

7. Programy promujące czytelnictwo i kształ-

tujące nawyki kulturalne w mediach w czasie dostępnym dla wszystkich grup społecznych i wiekowych, przy jednoczesnym zawieszeniu kryterium oglądalności w ich ocenie. Media publiczne powinny być zobowiązane do prowadzenia skierowanej do rodziców wieloletniej kampanii społecznej wspierającej rozwój kompetencji językowych i pierwszy kontakt z książką.


K U R I E R K U L T U R A

|

K R Y T Y K A P O L I T Y C Z N A

|

K O N G R E S O B Y W A T E L I K U L T U R Y

|

1 3 - 1 4 M A J A 2 0 11 | W W W . O B Y W A T E L E K U L T U R Y . P L

|

W W W . K R Y T Y K A P O L I T Y C Z N A . P L

KULTURA NA SPRZEDAŻ Rynek został nowym opiekunem kultury. Czy kultura zyska na tej zmianie? Czy ją przeżyje? – pyta Zygmunt Bauman Rzecz jest przedmiotem kultur y w zależności od długości jej trwania; jej trwałość zaś pozostaje w opozycji do jej funkcjonalności – aspektu który musiałby uczynić ją przemijalną i spowodować jej zniknięcie ze świata zjawisk przez jej wyczerpanie, zużycie się czy zdarcie... Hannah Arendt, La crise de la culture

Zdaniem Arendt kultura sięga poza i ponad realia bieżące. Nie liczy się z tym, co w danym momencie znalazło się na porządk u dzienny m i zostało mianowane „imperatywem chwili”; a przynajmniej zabiega o to, by nie wiązać się limitami zakreślonymi przez „aktualność” sprawy przez kogokolwiek i jakkolwiek dekretowaną, i stara się uwolnić od skrępowań przez nią narzucanych. Bycie zużytym/spożytym na miejscu i na poczekaniu, a tym bardziej uleganie zniszczeniu w toku i w wyniku zużywania/spożywania, nie są zdaniem Arendt przeznaczeniem wytworów kultury, ani tym bardziej miernikiem ich wartości. Arendt t wierdzi, że w kulturze (w domyśle: w sztuce) idzie o piękno - a moim zdaniem wybiera ona to miano dla zainteresowań kultury dlatego, że idea piękna jest synonimem czy ucieleśnieniem ideału twardo i uparcie wymykającego się rozumow y m uzasadnieniom cz y przyczynowym objaśnieniom; piękno jest ze swej istoty pozbawione celu czy oczywistego pożytku, niczemu innemu poza sobą nie służąc - ani też nie może usprawiedliwić swego istnienia powołaniem się na już uznaną, odczuwaną i zdokumentowaną potrzebę domagającą się niecierpliwie a donośnie zaspokojenia. Jakiekolwiek potrzeby miało by piękno ewentualnie zaspokoić, muszą być jeszcze w y wabione na świat i powołane do życia aktem artystycznego stworzenia. Rzecz jest „obiektem kulturowym” o tyle, o ile trwa dłużej niż jakikolwiek pożytek, który mógł towarzyszyć czy przyświecać jej przyjściu na świat.

MARKETING KONTRA PĘDZLE

Andy Warhol, z właściw ym sobie upodobaniem do paradoksu i niekonsekwencji oraz słuchem niebywale wyczulonym na to, co aktualnie w trawie piszczy, orzekał jednym tchem, że „artysta to ktoś taki, kto wytwarza rzeczy, jakich ludzie nie potrzebują”, i że „bycie dobrym w interesach jest najbardziej fascynującą odmianą sztuki. Robienie pieniędzy jest sztuką, praca jest sztuką, a dobry interes jest najlepszą ze sztuk” (kursywa dodana – Z.B.). Kuszenie przez nowych zwierzchników, operatorów konsumpcyjnego rynku, a więc specjalistów od podciągania popytu do poziomu podaży, polega na obietnicy, że pod nowym zarządem te dwa twierdzenia przestaną być wzajem sprzeczne i będą mogł y być naraz głoszone: now i

szefowie sprawią, że ludzie odczują potrzebę posiadania (i płacenia za posiadanie) tego, co artyści zechcą stworzyć, a więc że uprawianie sztuki stanie się „dobrym interesem”. A przymuszanie polega na tym, że to od chcenia nowych władz ma odtąd zależeć, na jakie twory artystyczne zapotrzebowanie się stworzy, a więc jaka to twórczość stanie się dobrym interesem, t ą najlepszą odt ąd ze sztuk – w której to sztuce, nawiasem mówiąc, eksperci od marketingu biją mistrzów pędzla czy dłuta na głowę. Pośredniczenie w doprowadzaniu dzieł sztuki do odbiorców nie jest niczym nowym: zajmował się tym, z lepszym czy mniejszym powod zeniem i k u w ięk szemu c z y mniejszemu zadowoleniu artystów, państwowy mecenat; zajmowały się nim polityczne instancje zawiadujące kulturą. Prawdziwą nowością są kr y teria, jakimi posługują się w ow ym pośredniczeniu zarządcy kultury nowego chowu, agenci mocy rynkowych pretendujący do miejsca opuszczonego przez (lub uwolnionego od) pełnomocników

Artysta to ktoś taki, kto wytwarza rzeczy, jakich ludzie nie potrzebują ANDY WARHOL

władz państwowych. Jako że są to kryteria rynkowo-konsumpcyjne, idzie w nich o sprawy takie, jak natychmiastowość konsumpcji, natychmiastowość gratyfikacji i natychmiastowość pieniężnego z nich zysku. Rynek konsumpcyjny pracujący nad zaspokojeniem potrzeb długoterminowych, nie mówiąc już o potrzebach wiecznych czy ponadczasowych, to contradictio in adiecto (czy, jak to się u nas za Anglikami mówi, „oksymoron”). Rynek konsumpcyjny faworyzuje i forytuje szybki obieg towaru i mak sy malne sk racanie odległości czasowej między pożytkiem a wysypiskiem śmiecia - w imię sprawnego a niezwłocznego zastępowania niedochodowych już dóbr.

DZIEŁA JAK DORSZE

Pierwsze pytanie zadawane artystycznym inicjatywom ubiegającym się o uznanie dla swej wartości dotyczy rynkowego zapotrzebowania, wspartego zasobami finansowymi potencjalnych nabywców. Zauważmy jednak, że intencje konsumenckie są notorycznie kapryśne i ulotne, i że dzieje panowania r y nk u konsumpcyjnego nad sztuką pstrzą się przeto od fałszywych prognoz, pomy ł kow ych i myl ąc ych ocen, oraz błędnych, bo na nich opartych decyzji. Logika owego panowania

rys. Marek Raczkowski

sprowadza się w praktyce do kompensowania braku jakościow ych kryteriów estetycznych pomnażaniem ofert i „obstawianiem zakładów”, czyli mówiąc prosto marnotrawczym nadmiarem i nadmiernym marnotrawstwem. George Bernard Shaw, obok autorstwa znakomitych sztuk teatralnych także namiętny miłośnik fotografiki, zwykł był ostrzegać swych towarzyszy-amatorów, że w fotograficznych poczynaniach winni iść za przykładem dorszy, które jak wiadomo muszą składać tysiące jajeczek ikry, aby jeden dorsz mógł dożyć dojrzałości; ma się wrażenie, że cały przemysł konsumpcyjny i jego marketingowi agenci wzięli sobie jak mało kto przestrogi/porady Shawa do serca. To potencjalni klienci, a ściślej ich liczebność, zawartość ich kont bankowych i rozmiary dostępnego im kredytu, decydują dziś, świadomie czy bezwiednie, o losach tworów kultury. Linia dzieląca „udane” dzieła sztuki (czytaj: skupiające na sobie uwagę publiczności) od nieudanych czy chybionych (czytaj: takich, które nie zdołały się przebić do renomowanych i przez właściwą klientelę uczęszczanych galerii czy sal licytacyjnych) przeciągana jest z powołaniem się na statystyki sprzedanych egzemplarzy, notowań oglądalności czy wpływów kasowych. Wedle na poły, ale nie całkiem żartobliwych definicji Daniela J. Boorstina, „celebryci to osoby dobrze znane z bycia znanymi” – zaś dobra książka to taka, która się dobrze sprzedaje, bo dobrze się sprzedaje. Dociekając wartości dzieł sztuki dziś na rynek rzucanych i usiłując znaleźć współzależność między popularnością artysty a wartością jego dzieła, teoretycy i krytycy sztuki nie zdołali jak dotąd pójść dużo dalej niż to uczynił Boorstin w swych dowcipach. Gdy się szuka przyczyny sprawczej w ysok ich notowań artysty, łatwiej niż w jego dziełach można ją znaleźć w marce galerii, widowiska telewizyjnego czy prasowego organu, odpowiedzialnych

za wydobycie jej czy jego i ich dzieł z mroków i ustawienie w światłach reflektorów.

POSPRZĄTAĆ PO RYNKU

Od stuleci kultura bytowała w niełatwej symbiozie z rozmaitego typu możny mi opiekunami/zarządcami, żywiąc nader mieszane wobec nich uczucia, skrępowana a czasem i duszona w swych samozwańczych opiekunów objęciach – ale też i antyszambrując u nich często-gęsto z prośbą cz y ż ądaniem pomoc y, a z niejednej audiencji w racając z nową dawką wigoru i ambicji. Czy kultura zyska, czy straci na „zmianie kierownict wa” (czy jak się dziś mówić woli, posługując się pewnie dla schlebiania szefom i ratowania własnego czoła autorytatywnym, bo importowanym terminem „menadżmentu”)? Czy wyjdzie cało ze zmiany warty w wieży strażniczej? Czy tę zmianę warty przeżyje? Czy przypadnie jej dziełom w udziale coś więcej niż szansa motylego żywota i piętnastu minut chwały? Czy nowe kierownictwo, w zgodzie z modnym dziś stylem zarządzania, nie ograniczy przypadkiem swoich czynności opiekuńczych do „asset stripping”, czyli zagarnięcia i zawłaszczenia aktywów podopiecznego? Czy, w roli przenośni dla sposobu bycia kultury najtrafniejszej, „cmentarzysko wydarzeń kulturalnych” nie zastąpi przypadkiem „wznoszącego się ku niebu górskiego zbocza”? Z odpowiedzią na te pytania trzeba jeszcze poczekać. Ale jej poszukiwania, i to energicznego, odkładać nie wolno. Ani troski o to, jaki kształt, w wyniku naszych poczynań lub ich braku, ostatecznie przybierze. Patronat państwa nad kulturą narodu nie uniknął losu wielu „deregulowanych” i „prywatyzowanych” funkcji państwa, chętnie pozbywającego się dziś na rzecz rynku coraz to nowych zadań, jakich nie jest w stanie utrzymać w swych słabnących (m.in. choć nie tylko z powodu tejże prywatyzacji...) dłoniach. Ale dwu

funkcji zderegulować, spry wat yzować i scedować się nie da bez katastrofalnych społecznie „szkód współbieżnych”. Pierwsza to obrona rynków przed nimi samymi, przed następstwami ich notorycznej niezdolności do samoograniczania się i samokontroli, i równie notorycznej skłonności do bagatelizowania wszelk ich war tości opornych na wycenę i spieniężenie - i zrzucania ich z listy planowanych poczynań, a kosztów ich zrzucenia z kalkulacji opłacalności. Druga to naprawianie szkód społecznych i kulturowych, którymi z przyczyny wspomnianej niezdolności i wspomnianej skłonności rynki zasiewają gęsto szlaki swej ekspansji. Jack Lang wiedział, co czyni... Nie pot ra f iłby m podsumować t ych rozważań lepiej ani w ysnuć zeń wniosków praktycznych, niż to uczyniła Anna Zeidler-Janiszewska, wnikliwa badaczka losów kultury ar t yst ycznej i zaw ił ych szlaków sztuki w III Rzeczpospolitej: Jeśli odróżnimy kulturę artystyczną (jako „rzeczywistość myślową”) od praktyki uczestnictwa w niej (twórczego i odbiorczego, dziś bardziej: twórczo-odbiorczego czy odbiorczo-twórczego) i instytucji, które umożliwiają to uczestnictwo, to polityka kulturalna państwa powinna dotyczyć instytucji tegoż uczestnictwa (w skład których wchodzą też media „publiczne”), a jej troską podstawową jest wyrównywanie możliwości uczestnictwa... Jakość i wyrównanie szans uczestnictwa, a więc „odbiorcy”, a nie treści i formy, ani też stosunki „zarządców z ludźmi sztuki” są punktem skupienia polityki kulturalnej.

ZYGMUNT BAUMAN

światowej sławy socjolog, filozof, eseista, jeden z najważniejszych twórców koncepcji postmodernizmu. Wielokrotnie nagradzany prestiżowymi nagrodami, w tym nagrodą im. Theodora W. Adorno.

 3


K U R I E R K U L T U R A

|

K R Y T Y K A P O L I T Y C Z N A

|

K O N G R E S O B Y W A T E L I K U L T U R Y

|

1 3 - 1 4 M A J A 2 0 11 | W W W . O B Y W A T E L E K U L T U R Y . P L | W W W . K R Y T Y K A P O L I T Y C Z N A . P L

KOMU ZABRAĆ, ŻEBY DAĆ NA KULTURĘ?

Politycy często mówią, że uczciwe postawienie sprawy podniesienia wydatków na kulturę wymagałoby wskazania, komu zabrać. Pytamy zatem: czy istnieją w Polsce instytucje kultury, które państwo finansuje niepotrzebnie, lub czy są inne wydatki budżetowe, które należałoby przeznaczyć na kulturę? OLGA TOKARCZUK pisarka

Wydaje mi się niesprawiedliwe finansowanie przez biedne państwo nauki religii w szkołach. Głównym beneficjentem tej praktyki jest Kościół katolicki – ogromna instytucja, wielka międzynarodowa korporacja, którą z pewnością stać na utrzymanie nauczycieli religii. Opłacanie nauki religii z budżetu państwa uważam za niemoralne. W sytuacji, kiedy w naszym wspólnym portfelu wciąż brakuje pieniędzy, zwłaszcza na kulturę, warto byłoby w końcu pomyśleć o opodatkowaniu kościołów wyznaniowych oraz o stworzeniu systemu utrzymywania tych instytucji przez samych wiernych.

KRZYSZTOF MIESZKOWSKI

dyrektor Teatru Polskiego we Wrocławiu Kiedy pojawia się problem przyznania kulturze pieniędzy, jak bumerang powraca pytanie, komu zabrać. Oznacza to, że dziedzina kultury, jako byt nierealny, wyimaginowany i roszczeniowy, ciągle traktowana jest jako dodatek do prawdziwej rzeczywistości. A prawdziwa rze-

czywistość jest przecież na wojnie w Iraku, Afganistanie, w kopalniach, na budowie autostrad, w urzędach, na stadionach, ale nie w teatrze, na planie filmowym, w filharmonii czy w gabinecie pisarza. Na pytanie, komu zabrać, odpowiedź jest prosta: pisarzom, malarzom, aktorom, muzykom, reżyserom, domom k ult ur y, pismom artystycznym i kulturalnym, kulturze w ogóle. Wystarczy jedno cięcie. Bohaterska decyzja i po zawodach. Pieniądze odebrane kulturze przeznaczyłbym na dozbrojenie rosomaków, myśliwców F16, wybudowanie jeszcze kilku stadionów, żeby w 2013 roku, zaraz po euro, odbył się mundial. Oraz emerytom.

AGNIESZKA ODOROWICZ

dyrektor Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej Są pewne aktywności w sferze kultury, na które środki wydaje się niezbyt mądrze. Moim zdaniem wynika to z problemu słabej współpracy pomiędzy instytucjami rządowymi, samorządowymi i pozarządowymi. Uważam, że środki publiczne powinny być rozdysponowywane w ramach wcześniej przyjętych strategii

CO MA SMOLEŃSK DO STOSUNKÓW PAŃSTWO-KULTURA Zeszłoroczna żałoba narodowa ogłoszona po katastrofie smoleńskiej stała się gorzką puentą opowieści o kulturze i państwie, snutej od szeregu lat. W opowieści tej protagonistami są twórcy i pracownicy instytucji kultury, antagonistami zaś przedstawiciele różnych szczebli władzy państwowej, protestujący przeciw wystawom, zamykający galerie, odwołujący dyrektorów teatrów, których repertuar nie znajduje uznania konserwatywnych kręgów społecznych. W kwietniu 2010 roku na apel ministra Bogdana Zdrojewskiego instytucje kultury zawiesiły swoją działalność. Zamknięcie instytucji nie powstrzymało praktykowania sztuki. Nie uległa ona szantażowi żałob-

 4

nej mantry, lecz nie mogła odnaleźć wsparcia w publicznych instytucjach. Może więc należałoby wyprowadzić kulturę spod patronatu państwa? Oddać regulacje przepływu symboli i dóbr kulturalnych w ręce drugiego, trzeciego lub czwartego sektora: skomercjalizować pole kultury, włączyć je w krwiobieg społeczeństwa obywatelskiego lub pozostawić inicjatywie jednostek? Pomijając spustoszenie symboliczne, jakie niosłoby to ze sobą, jestem przekonany, że sytuacja sprzed roku prowadzi do wniosku dokładnie odwrotnego: konieczne jest ściślejsze związanie kultury z państwem, po to, by dokonać społecznej renegocjacji charakteru, podstawowych założeń i celów samego państwa.

i programów, w k tór ych zakłada się równość podmiotów. Zamiast współpracy, toczy się rywalizacja. Dobrym przykładem jest promocja kulturalna.

ANDRZEJ CHYRA aktor

Zabrać dotacje partiom politycznym. W państwie z założenia demokratycznym może i dotowanie ich jest słuszne, ale przez to, w jaki sposób funkcjonują, nie zasługują na to!

MANUELA GRETKOWSKA pisark a

Na kulturę należy po prostu dać pieniądze, a przy tym nikomu nie trzeba ich zabierać. Obecny stan kultury jest katastrofalny, dlatego uruchomiłabym fundusz na katastrofy czy stan wyjątkowy. Znaczna część środków powinna pójść z tego właśnie funduszu. Nie chcę, aby pieniądze przeznaczone na kulturę były komukolwiek wyszarpane. Politycy zawsze będą mówić, że nie ma pieniędzy, bo państwo ma swoje priorytety. Kultura to nie jest coś, co trzeba komuś wyszarpać z gardła, bo jest naszą podstawową potrzebą.

„Żałoba narodowa” pokazała, jaka prawda kr y je się za postulat ami „uwolnienia” kultury od państwa. Nie idzie bow iem t a k naprawdę o „uwolnienie” kultury od państwa (po to by chronić instytucje kultury przed wpływami bieżącej polityki), lecz o uwolnienie państwa od kultury, a więc - wyzwolenie państwa spod krytycznego spojrzenia sztuki. Gdyby instytucje kultury nie zostały zamknięte, moglibyśmy się dowiedzieć, że istnieje więcej niż jeden sposób spojrzenia na „żałobę”, że państwo dopuszcza różne formy „żałobnej” ekspresji, a nawet jest w stanie wyobrazić sobie krytyczne ujęcie „żałobnej” (bez)ceremonialności. Fantazmat neutralnego państwa, które w liberalnym geście pragnie oddać społeczeństwu kulturę, zrzec się kontroli nad nią w imię wolności i przenieść pełnię inicjatywy na indywidualne wybory lub „niezależne” instytucje drugiego i trzeciego sektora ukazał podczas zeszłorocznej

MICHAŁ CHACIŃSKI

dyrektor artystyczny Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni Komu zabrać, żeby dać na kulturę? Komukolwiek, bo każdemu powinno zależeć na tym, żeby na kulturę starczyło środków. Tylko idiota nie rozumie, że każdy wartościowy projekt korzeniami tkwi gdzieś w kulturze, a owocami kulturę karmi.

KATARZYNA GROCHOLA pisarka

Ponieważ to politycy pytają, komu zabrać, moja odpowiedź brzmi: politykom. Niektórym politykom.

ŁUKASZ GORCZYCA kurator, galeria Raster

Komu zabrać? Oczywiście wojsku. Jeśli zaś szukać oszczędności w sferze kultury, to w pierwszej kolejności należałoby obciąć w ydatki na wszystkie te przedsięwzięcia, które traktują kulturę jako wygodne i tanie narzędzie reprezentacji, a jej twórców jako marki promocyjne. A więc koniec jubileuszy, sezonów polsk ich, roków chopinowsk ich itp. projektów okolicznościowych

żałoby swoje prawdziwe oblicze. Komercyjne instytucje kultury, media masowe i popkultura w pełni wywiązały się z „żałobnego” poddaństwa. Wolny rynek dóbr i idei nadawał na jednej fali wzruszeń idealnie pokrywającej się z państwową dok tr yną wstrzymania oddechu. Dla krytycznego spojrzenia na wydarzenia tamtych dni przewidziano miejsce na dopuszczalnym marginesie. Dzięki temu wiemy, że „różnica”, „pluralizm” i „negocjacja” nie mieszczą się w granicach państwowej doktryny. A ponieważ drzwi zamknięte zostały nie siłą administracyjnego zakazu, lecz obyczaju, budzi to nadzieję, że poprzez renegocjację obyczaju, możliwa jest renegocjacja charakteru państwa. Niezbędne jest zatem dołożenie wszelkich starań, aby w nowym obow iązując y m nas społeczny m pakcie „różnica”, „pluralizm” i „negocjacja” usytuowały się w centrum obyczaju oraz państwowego kodek-

przywracających instytucję chałtur artystycznych i kultury jako zbioru stereotypowych haseł i sloganów. W drugiej kolejności trzeba zakazać instytucjom i projektom finansowanym ze środków publicznych wydatkowania pieniędzy na produkty i gadżety reklamowe, które dewastują sferę kultury wizualnej, a w szczególności zabronić drukowania wielkoformatowych banerów reklamowych przesłaniających architekturę obiektów kultury oraz innych wulgarnych form promocji, które urągają współczesnym standardom ochrony środowiska naturalnego i kulturowego.

MAGDALENA ŚRODA filozofka

Na pewno muzea są inst ytucjami nieco przepłacanymi. Myślę, że jest wiele starych i nienowoczesnych placówek kulturalnych, takich jak Muzeum Narodowe czy Muzeum Wojska Polskiego. Ludzie siedzą na etatach, ekspozycje są stare, generalnie nic się nie dzieje, bo nikt nie ma ochoty tam przychodzić. Myślę, że tutaj jest mnóstwo do zrobienia, niestety wiązałoby się to z redukcją etatów, ale efektem tego byłaby duża oszczędność.

su. A ponieważ tamte dni pokazały, że są one żywymi wartościami wyznawanymi w praktyce artystycznej, w działaniach trybów kultury, pow inniśmy zrzec się wciskanej nam na siłę „wolności” kultury od państwa i stać na straży „zniewolenia” państwa przez kulturę. Walka o wzmocnienie więzi między instytucjami kultury – galeriami czy teatrami – i państwem jest w istocie walką na rzecz jednostkowej wolności, zapew nianej przez społeczeństwo. Jest to walka o realizację zróżnicowanych potrzeb, oczekiwań i akceptację dla odmiennych, nieograniczonych kombinacji indywidualnych i zbiorowych tożsamości.

IGOR STOKFISZEWSKI

krytyk literacki, dramaturg, członek zespołu „Krytyki Politycznej”


K U R I E R K U L T U R A

|

K R Y T Y K A P O L I T Y C Z N A

MARCIN MASECKI pianista

Przed zabieraniem innym można by szczegółowo przejrzeć i zaktualizować to, co już jest wydawane.

ŁONA raper

To, paradoksalnie, nie jest uczciwie postawione pytanie. Nie chodzi wszak o to, których instytucji nie finansować czy komu należy „zabrać”, by „dać” na kulturę, ale o jakość finansowania. Pogranicze biurokracji i kultury nie różni się niestety od innych przestrzeni, w których decydujący głos mają urzędnicy; finansowanie to jest więc nieprzejrzyste i – na ogół – nieefektywne, urzędnicy zaś mają zw ykle blade pojęcie o tym, co finansują z publicznych – przypomnijmy – pieniędzy. Na nic przeznaczanie największych nawet kwot na kulturę, gdy brak kompetentnych

|

K O N G R E S O B Y W A T E L I K U L T U R Y

pracowników urzędów i przejrzystych standardów przy wydawaniu publicznych pieniędzy.

MICHAŁ PIRÓG

tancerz, prezenter telewizyjny Przede wszystkim Kościołowi, który także powinien interesować się kulturą i w nią inwestować.

KAMIL SIPOWICZ

wieloletni manager Maanamu i Kory Za rządów PO wzrosła o kilkadziesiąt tysięcy liczba urzędników. Każdy w Polsce, kto ma firmę codziennie ma do czynienia z nowymi mnożącymi się w nieskończoność przepisami. Ci urzędnicy bowiem chcą udowodnić swoją konieczność. Polska na listach rankingowych wskazujących trudność założenia i prowadzenia własnej firmy jest na końcu długiej listy. Gdyby część tych urzędników zwolnić, to można by przeznaczyć

|

1 3 - 1 4 M A J A 2 0 11 | W W W . O B Y W A T E L E K U L T U R Y . P L

pieniądze za ich w y nagrodzenia na kulturę. Także firmy prywatne odczułyby ulgę i dostarczały więcej środków do budżetu państwa. Niestety jest to głos wołającego na puszczy. Polska staje się biurokratycznym tworem, gdzie marnuje się tony papieru.

winienem występować tu solidarnie dla dobra innych, tych, co nie mogą tak wystąpić - wciąż jednak czułbym się jak wyciągający rękę po wspólne pieniądze dla własnej korzyści. Zwłaszcza gdy miałbym przepychać i tratować innych w kolejce, także sięgających do państwowej kiesy. Powstrzymam się więc od odpowiedzi na to pytanie.

JACEK DUKAJ pisarz

Pozakomercyjne finansowanie różnych struktur i generatorów kultury jest tym bardziej konieczne, im mocniej będziemy wchodzić w gospodarkę innowacyjności, bo żywotność szeroko rozumianej kultury to najmocniejszy korelat kreatywności także na poziomie konkurencji ekonomicznej, cywilizacyjnej. Nie potrafię jednak pozbyć się poczucia niestosowności sytuacji, gdy pieniędzy na kulturę domagają się od państwa właśnie producenci kultur y. Być może to niesłuszne skrupuły i po-

MIKOŁAJ TRZASKA muzyk

Gdybym był Janosikiem, zabrałbym tym, którzy decydują o tym, komu dać, a komu nie. W porównaniu do krajów zachodnio-europejskich nie mamy zbyt wiele środków na kulturę. A mimo to rok chopinowski pochłonął krocie. Część zrealizowanych projektów to klęska. W moim mieście Gdańsku, rada miasta wciągnęła Jarmark Dominikański na listę wydarzeń kulturalnych. Na koncerty telewizyjnych

|

W W W . K R Y T Y K A P O L I T Y C Z N A . P L

g wiazd poszł y miliony. Na znany na cał ym świecie teatr Dada Von Bzdülöw zabrakło kasy. W małych miasteczkach roczny budżet na kulturę kończy się po pierwszej majówce. Po kilku koncertach, Dody, Big Cyca, Perfectu. Kasa na kulturę idzie na kaszankę. Jeżeli zabrać to starostom. Chopinowi. Rokom Polskim za Granicą. Bankietom na tych obchodach. Ministerstwu. Powołać Polskie Instytuty Kultury w Polsce: w Nowym Sączu, Zamościu, Kościerzynie, Lidzbarku Warmińskim, we wszystkich średnich miastach w kraju.

WOJTEK ZIEMILSKI

reżyser teatralny, artysta wizualny Ordynariat Polowy Wojska Polskiego otrzymał w budżecie na rok 2011 20 mln 530 tys. zł. Komu zabrać? Kapelanom wojskowym zabrać. Połowę dać na kulturę, połowę – na psychologów. Bo najwyższy czas, żeby odróżniać wsparcie psychologiczne od wsparcia duchowego.

PAWEŁ BRAVO

publicysta „Plusa Minusa”, dodatku do „Rzeczpospolitej” Można na chybił trafił i za każdym razem celnie wskazać pieniądze publiczne warte odzyskania „na kulturę”. Co i rusz np. słyszę groteskowe opowieści o bezsensownych a tłustych dotacjach z unijnego programu Innowacyjna Gospodarka. Gdyby przemianować go na „Innowacyjną kulturę” (skądinąd to tautologia), może byłoby więcej „nowości”, cokolwiek ona znaczy. Ale w kategorii „temu zabrać, temu dać” pierwszy krok powinien dotyczyć kieszeni tzw. kulturalnych ludzi. Gdyby te kilkaset tysięcy ludzi w ydawało 1% swojej kasy na wytwory kultury (tej żywej i istotnej, niekoniecznie najgłośniejszej), uczyniłoby to niesamowitą różnicę. Zapy tajcie dowolnego niszowego wydawcę albo kiniarza.

PAWEŁ POTOROCZYN

dyrektor Instytutu Adama Mickiewicza

rys. Marek Raczkowski

LICZY SIĘ TO, CO SIĘ NIE LICZY Jaś Kapela, Krytyka Polityczna: Brakuje ci czegoś w Pakcie dla kultury? Piotr Marecki, wydawca, szef Korporacji Ha!art: Zwróciłbym większą uwagę na obszar bardzo trudno mierzalny, ryzykowny i nierynkowy. Związany z łamaniem formatu i status quo: innowacje, eksperymenty, one posuwają kulturę do przodu. W systemie menadżerskim, dotacyjno-grantowym i eksperckim takie inicjatywy nie są uwzględniane i premiowane, trudno je oceniać, mierzyć, nie gwarantują dużej liczby odbiorców, patronatów medialnych. Są bliższe pojęcia „twórczość” niż „usługi”. Władza utożsamia kulturę z utrzymaniem budynków czy instytucji, w ielk imi iwent ami. Jeszcze niedawno minister Zdrojewski mówił, że na „substancję instytucjonalną” ministerstwo wydaje ok 80 % bu-

dżetu, na wydarzenia artystyczne – zaledwie kilkanaście procent. Minister tak ustalił hierarchie wydatków: „Obecnie na pierwszym miejscu w wydatkach jest wspomniane dziedzictwo narodowe, na drugim edukacja artystyczna i kulturalna, na trzecim – wszelkiego rodzaju wydarzenia artystyczne (przeważnie wielkie festiwale i tradycyjne, lokalne imprezy artystyczne), dopiero na końcu są nowości”. Oczywiście należałoby to odwrócić dokładnie o 180 stopni.

I chciałbyś, żeby to było w Pakcie? Może innowacji, eksperymentów nie da się instytucjonalnie wesprzeć? Co z tego, jeśli zwiększy się nakład na kulturę, jeśli nic się nie zmieni? Kiedyś w molochu krakowskiego Muzeum Narodowego Joanna Raj-

kowska przeprowadziła taką akcję: ponad 400 pracowników pracujących codziennie w określonych godzinach zaprosiła na zewnątrz na Błonia, w yrwała ich z codziennej rutyny, w jakiej tkwili od kilku lat. Pakt dla kultury powinien spełniać właśnie taką rolę. In n a w a ż n a s pr aw a: z m ia n a w kulturze bardzo zależy od tego, że działają w niej różne podmioty, o różnych kapitałach i w różnych warunkach instytucjonalnych. Od lat 80. do dziś najważniejsze, najciekawsze i najbardziej produktywne instytucje kultury były kreowane poniekąd nielogicznie, poza zasadami rynkowymi.

Jakieś przykłady?

Czasopisma, wokół których później narastały inne działania, wydawnic-

Armii. Bylem w Afganistanie i widzialem jak Paragraf 22 spotyka Czas Apokalipsy i Rambo.

twa, imprezy. Drugi obieg w latach 70. i 80., potem trzeci obieg w latach 80., fanziny.

Totart, „bruLion”...

Właśnie. Później „Lampa”, „Czas Kultury”, „Portret”. I nagle to się kończy. Od kilku lat nie powstaje nic nowego. Dziś na studiach mamy roczniki 90. Nie mają wyrazistej instytucji, przez którą komunikowaliby swoje narracje. W lat ach 90. t a część k ult ur y działała na dziko, ale przez to była nastawiona na kreatywność. Dziś dominuje podejście zawodowe, menadżerskie, skalkulowane. Obawiam się, że nic nowego nie powstaje, bo po prostu się nie opłaca. Winą za ten stan można obarczyć też politykę dużych instytucji publicznych, które dostosowują się do zamówień z góry, a artyści, organizacje pozarządowe mają się dostosować do nich. Przykładem są wielkie wydarzenia typu...

Rok Chopina.

Rok Miłosza, Prezydencja itd. Słynny socjolog Pierre Bourdieu pisał, że w polu produkcji kulturowej kapitał symboliczny jest odwrotnie proporcjonalny do zainwestowanego kapitału realnego. Ostatnie dwadzieścia lat kultury polskiej jest na to najlepszym dowodem. Duże instytucje oparte na prawach rynkowych, menadżerskich mają najmniejszy wpływ na kreowanie nowych jakości. Mają wpływ jedynie na utwierdzanie i budowanie kanonu. Ale ktoś to nowe, które minister wymienia na samym końcu, przecież musi robić. Jakoś mam pewność i przekonanie, że „w ostatecznym rozrachunku liczy się to, co się nie liczy”. To z wiersza krakowskiego poety współczesnego.

 5


K U R I E R K U L T U R A

|

K R Y T Y K A P O L I T Y C Z N A

|

K O N G R E S O B Y W A T E L I K U L T U R Y

TEATR

|

1 3 - 1 4 M A J A 2 0 11 | W W W . O B Y W A T E L E K U L T U R Y . P L | W W W . K R Y T Y K A P O L I T Y C Z N A . P L

PRYWATNY CZY PUBLICZNY?

Molochy. Tak najczęściej określa się publiczne instytucje kultury. Restrukturyzacja, prywatyzacja. Te zaklęcia mają zmienić je w firmy produkujące wydarzenia artystyczne. Prezentujemy trzy spojrzenia z ukosa na jedną z takich instytucji – teatr. Choć domaga się on naprawy, to raczej nie za pomocą

BABILON CZY ZIEMIA OBIECANA

mamy, działa źle, i że te teatry, na które tak liczymy, są prowadzone źle. Ani nie produkują wielkiej sztuki, ani nie mają świetnej frekwencji, ani nie budują nowych relacji między widzami. Co pół roku słyszymy o jakiejś idiotycznej nominacji na

dyrektora w ważnym teatrze, co pół roku odkładamy nadzieje, że wreszcie ktoś sensowny poprowadzi teatr, że objawi się nowy teatr, gdzie będą powst awał y ciek awe spek t ak le, które tę naszą estetykę pchną do przodu. I co pół roku się okazuje,

że znowu nic z tego, że teatrów jest najwyżej siedem w kraju, a reszta to instytucje reprodukujące gotowe formy. I ciągle myślimy, że jak tylko Maciej Nowak zost anie dyrek torem teatru w Warszawie, to nas wszystkich zbawi. Ale już tyle lat minęło i jakoś Maciej Nowak nie dost ał propozycji bycia dyrektorem teatru w Warszawie. A to, że Maciej Nowak byłby świetnym dyrektorem, jest oczy wiste (bo już to udowodnił). Ale mimo oczywistości jego kandydatury nikt go nie nominuje. To nie jest problem niechęci kilku osób do Macieja Nowaka, tylko problem systemowy – wyraziste osobowości nie są brane pod uwagę przy wyborze dyrektorów miejskich teatrów. Maciej Nowak nie jest bezpiecznym wyborem, więc żaden prezydent miasta go nie wybiera. Dlatego najwyższy czas, by pomyśleć nad innymi rozwiązaniami dla teatru w Polsce – bo przy całej naszej awangardowości, jakoś nikt z artystów nie zaproponował innej formy produkcji teatru, tylko ciągle czekamy aż Maciej Nowak nas zbawi. Może

marnego okresu we współczesnych dziejach polskiego teatru, jakim było piętnastolecie 1982 – 1997. Stan wojenny przetrącił mu kręgosłup ideowy, na afisz najważniejszych scen wprowadził wulgarny reper tuar bulwarowy, a samych artystów zdegradował do pozycji „dupy do srania”, jak w swoim czasie wdzięcznie nazwał to Kazimierz Dejmek. Dekadę później Andrzej Łapicki, jako kandydat na prezesa ZASP, nazwał to prostytucją, ale już jako demokratycznie wybrany prezes organizacji aktorskiej, szybko wycofał się z tego określenia. W końcu nie po to poddawał się procedurze demokratycznej, żeby dręczyć koleżanki i kolegów srogością ocen. Maciej Nowak zwraca uwagę, że mimo wszystko jednak w środowisku teatrów publicznych udało się pokonać marazm lat 80. i 90. Nie po raz pierwszy w jego długiej historii. System okazał się na tyle sprawny, że wygenerował na przełomie wieków silną grupę artystów, którzy zmienili wizerunek polskiego teatru. Wśród nich znalazł się też Michał Zadara (konkretny, o nie znanym mi obecnie numerze PESEL). Że zmiany te nie dotknęły wszystkich, a nawet większości? Zgoda! Czy jednak można sobie wyobrazić, że jak Polska długa i szeroka wszędzie powstają wyłącznie postdramatyczne spektakle bez kulis? Czy ze wszystkich teatrów miałyby zniknąć siwe głow y, a ich miejsce zająć w yłącznie

publiczność w dresach i słuchawkach na uszach? Maciej Nowak jest jak najdalszy od takiego poglądu i chciałby, aby rozmaite teatry zaspok aja ł y pot r zeby rozma it ych grup widzów i twórców. Bo przecież celne spostrzeżenie prof. Dariusza Kosińskiego nie odnosi się tylko do przeszłości. Nie istnieje jeden polski teatr. Istnieją liczne polskie teatra. Uznając – niebezpodstwnie – Macieja Nowaka za nieaktualny pomysł na zbawienie nowego teatru, Michał Zadara pisze: „…może trzeba razem z nową estetyką teatru wymyślać nową ekonomię teat r u – a może nawet ta nowa ekonomia nam wytworzy nową estetykę? Może da się przez inny rodzaj produkcji, inny rodzaj organizacji pracy, wytworzyć taki rodzaj relacji między artystami a widownią, o którym marzymy?”. Nowy typ produkcji teatralnych, odmienny od tego, który uprawiany jest na scenach publicznych, nie wymaga wielkich namysłów. Uprawia się go w naszym kraju dość powszechnie w postaci spektakli-projektów, na które pozyskuje się środki grantowe. Działają w ten sposób nie t ylko przedsięwzięcia pr y watne czy tzw. niezależne. Również wiele teatrów publicznych realizuje ten model. Problem tylko, że w ten sposób zaspokaja się przede wszystkim ar t yst yczną pot rzebę ek spresji. Spektakl-projekt rusza w objazd po festiwalach krajowych i zagranicznych, zbiera entuzjastyczne recenzje

w mediach, promuje kraj nasz kwitnący i niemały, ale tak naprawdę jest latającą wyspą. Z rzadka pojawia się na afiszu, nie ma szans na pięćdziesiąte, setne czy dwusetne powtórzenie na tej samej scenie i przed tą samą widownią. W rezultacie nie doświadcza tego, co w uprawianiu teatru artystycznego najbardziej pasjonujące i o czym - zdaje się - marzy Michał Zadara, pisząc o właściwej „relacji między artystami a widownią”. Chodzi w tym przypadku o konfrontację z fantazmatyczną, nierealną wspólnotą, jaką jest publiczność gromadząca się co wieczór w salach teatrów publicznych. Fotel w fotel, plecy w plecy, łokieć w łokieć gniotą się tutaj ludzie, którzy tak naprawdę nie mają prawa spotkać się ze sobą. Spore pieniądze na bilet y w ydają ci dobrze sytuowani, którzy wszak pogodzić się muszą z tym, że na wolnym miejscu przy nich, za ułamek ceny biletu pełnopłatnego usiądzie chudy student, emeryt lub bezrobotny. Dostojna prawniczka czy urzędniczka samorządowa ma za sąsiadki zrewoltowaną parę lesbijek z kolczykami w języku. Słuchaczka Radia Maryja siedzi obok przegiętego geja, który z kolei znieść musi bliskość obleśnego grubasa w niemodnych okularach. Ta heterogeniczna i przelotna zdawałoby się komuna jest trwałą instytucją naszego życia społecznego od prawie 250 lat. Odradzającą się i umierająca co wieczór i poza teatrem publicznym nie występują-

Michał Zadara Ja też lubię komunikację miejską, bo sześć lat spędziłem w kraju, gdzie ją sprywatyzowano i w dużej mierze zlikwidowano, i widziałem, jak to wpł ywa na stosunki międzyludzkie (źle). I też lubię teatry miejskie, bo sześć lat spędziłem w k raju, gdzie obalono państwowy mecenat sztuki i widziałem, jak to wpłynęło na poziom życia w miastach (źle). W kraju, gdzie spędziłem sześć lat, młodzież nie ma czym pojechać ani dokąd pojechać, więc siedzą w swoich domach, w piwnicach palą trawę i oglądają filmy na wideo. Więc ja też uważam, że teatry miejskie są ekstra i są wielkim osiągnięciem kultury europejskiej. W całej dyskusji o teatrach miejskich finansowanych przez państwo jednego ciągle nie bierze się pod uwagę – że ten system, który teraz

JA JAKO MACIEJ NOWAK Maciej Nowak

dyrektor Instytutu Teatralnego

W swoim felietonie Michał Zadara przywołuje figurę Macieja Nowaka, jako płonną nadzieję pokolenia ar t ystów, reprezentujących nurt t z w. nowego teat r u. „Może czas się przebudzić i zdać sobie sprawę z tego, że żaden Maciej Nowak nie w jedzie do Warszaw y na biał ym koniu?” – pisze Zadara. Ponieważ na Portalu Społecznościowym, Którego Imienia Nie Należy Wymieniać sam posiadam 5 znajomych Maciejów Nowaków, a i w realu znam ich kilku, nie do końca jestem pewien, którego z rzeczonych ma na myśli felietonista. W tej sytuacji postanowiłem włączyć się w dyskusję nie jako konkretny Maciej Nowak o numerze PESEL 64121700678, lecz jako Maciej Nowak uogólniony. Jako idea Macieja Nowaka, k tór y – zgodnie z diagnozą Michała Zadary – obstaje bezrozumnie przy idei teatrów publicznych, które „ani nie produkują wielkiej sztuki, ani nie mają świetnej frekwencji, ani nie budują nowych relacji między widzami”. Otóż Maciej Nowak w pełni zgadza się z tą oceną. Ze 120 teatrów publicznych w Polsce ogromna większość to sceny zapyziałe, nieistotne, grzęznące w artystycznym frazesie i konwencjach najbardziej kosz-

 6

rys. Marek Raczkowski

reżyser

czas się przebudzić i zdać sobie sprawę z tego, że żaden Maciej Nowak nie wjedzie do Warszawy na białym koniu? A jak wjedzie, to – znając Macieja Nowaka – zatrudni całkiem innych artystów niż tych, którzy najbardziej na to liczą (przynajmniej mam taką nadzieję). I w związku z tym może trzeba razem z nową estetyką teatru wymyślać nową ekonomię teatru – a może nawet ta nowa ekonomia nam wytworzy nową estetykę? Może da się przez inny rodzaj produkcji, inny rodzaj organizacji pracy, wytworzyć taki rodzaj relacji między artystami a widownią, o którym marzymy? Bo że takiej relacji nie ma w obecnych teatrach miejskich, jest oczywiste. I tak czekamy i czekamy aż obecny system nas obejmie i nas otuli, i da nam pracę, widownię, i najlepiej jeszcze konserwatywną krytykę, co by nas atakowała. Ale jak się stoi na Marszałkowskiej, krzycząc „to jest Babilon”, nie można się spodziewać, że to miasto zapewni nam takie warunki, jakich byśmy chcieli. Takie warunki musimy sobie stworzyć sami.

cą. Nie ma jej podczas prezentacji na festiwalach dla establishmentu, nie ma w niekonwencjonalnych przestrzeniach tak chętnie zagarnianych przez autorów spektakli-projektów. Bo tam skazujemy się na widownię homogeniczną, wyznawczą i niepolemiczną. I dlatego Maciej Nowak, nawet za cenę wrzucenia go na zapomnianą i zakurzoną półkę, nie zamierza rezygnować z maszynki do uspołeczniania sensów, jaką jest teatr publiczny. Dlaczego z systemu tego mieliby korzystać wyłącznie twórcy, reprezentujący teatr zachowawczy i gatunkowy? Dlaczego mamy skazywać się na funkcjonowanie na marginesie głównego nurtu debaty publicznej? To jest stanowisko Macieja Nowaka w ogólności. Ten z numerem PESEL 64121700678 podpisuje się pod nim również.

LICZBA WIDZÓW W TEATRACH

1988 10 139 066 1990 7 616 338 2007 6 392 433

dane GUS


K U R I E R K U L T U R A

|

K R Y T Y K A P O L I T Y C Z N A

NA TEN STRASZNY PRYWATNY TEATR Paweł Demirski dramaturg

Monika Strzępka reżyserka

Od jakiegoś czasu – chociaż równie dobrze moglibyśmy napisać – do jakiegoś czasu – mieliśmy bardzo przyjemny sen. Sen przyjemny dla nas, dla wielu naszych przyjaciół i dla naszych nieprzyjaciół. Dla całej masy ludzi, których nie znamy osobiście, bo ciężko jest znać osobiście wszystkich Polaków. Sen był też przyjemny dla Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. A także dla lewicowców mieszkających w państwach ościennych. Co prawda brytyjscy dramatopisarze, którzy piszą dla brytyjskich, wspieranych przez Art Council teatrów, twierdzą, że publiczne opowiadanie o snach jest sprawą błahą i zabierającą przestrzeń tego, co najważniejsze, czyli zbiorowości, ale akurat nasz sen dotyczył sprawy społecznej. Nasz sen był snem drogi: robimy z naszym synem Jeremim trasę zaczynającą się w Gdańsku przez Szczecin, Olsztyn, Białystok, Rzeszów, Ełk, Legnicę, Lublin, Zieloną Górę, Tarnów, Zakopane, Elbląg, Słupsk, Warszawę i wszystkie miasta w Polsce i w każdym z nich przejeżdżamy obok dotowanego przez państwo, publicznego teatru. A przynajmniej publicznej instytucji kultury. Jedziemy t a k sobie, jedziemy, z nudów włączamy publiczne radio, w którym właśnie trwa teatralna audycja, w której prowadząca kryguje się i mówi, że chociaż teatralna audycja trwa dziś wyjątkowo cztery godziny, bo jedną godzinę obcięto ze względu na transmisję koncertu młodych kapel, który odby wa się w Przemyślu, to może jednak – kontynuuje prowadząca – może uda się opowiedzieć o wszystkich interesujących premierach teatralnych, które odbyły się w mijającym właśnie tygodniu. Po kilku zapowiedziach i teatralnych newsach dzwoni do radia stały teatralny widz Pan Roman, który opowiada o t ym, że musical Billy Eliot, który widział – okazał się – pomimo zapowiedzi – komercy jnym gniotem, wystawionym tylko dlatego, że kilka lat temu film o tym samym tytule zrobił karierę – jeżeli chodzi o box office. Poza tym atakowanie Margaret Thatcher i jej przydupasów nie jest dla niego jako dla związkowca obecnie interesujące i tyle jest tam antykapitalizmu co mniej więcej w Wigilijnej opowieści, na której Pan Roman był w zeszłym miesiącu z dzieck iem. Poza t y m ogłaszanie faktu, że Elton John napisał do tego musicalu piosenki, nie robi na Panu Romanie wrażenia, bo jak Pan Roman chce posłuchać popu, to włącza sobie kanał muzyczny w telewizorze. Zaraz po telefonie Pana Romana, w radio odbywa się dłuższa dyskusja między prowadzącą a młodym słuchaczem, który urodził się w USA i miał tę szansę, żeby przyjechać do Europy, bo gdyby nie ta przeprowadzka, żaden komercyjny teatr w Stanach nie znalazłby sponsorów na wystawienie jego sztuki, ponieważ ta sztuka nie sprawdziła się jako scenariusz filmow y. Bo była scenariuszem teat ralny m. Nato-

|

K O N G R E S O B Y W A T E L I K U L T U R Y

miast tutaj wiedział, gdzie uderzać ze swoim tekstem i po udanej premierze w Polsce, wersja jego sztuki została wyekspediowana na West End, a stamtąd za ocean. Dawno już nie było polskiej sztuki na West Endzie, puentuje prowadząca. To znaczy jakieś trzy miesiące - odpowiada młody człowiek i pozdrawiając słuchaczy – czyli też nas – rozłącza się. Kolejne godziny audycji to spory od lewej do prawej na tematy kolejnych realizowanych prapremier i premier w teatrach publicznych i teatrach prywatnych. Nasza trasa jest długa, ale za to przyjemna. Co prawda, nie jedziemy po autostradach tylko po zwykłych drogach krajowych, ale mamy przynajmniej tę świadomość, że o ile zbudowanie w Polsce dróg było przedsięwzięciem ponad rządowe siły, to jednak ten niewielki procent PKB przeznaczony na kulturę – jeden procent PKB – mówiąc dokładniej – okazał się strzałem w przysłowiową dziesiątkę. Do tego stopnia, że widzowie z krajów ościennych wsiadają w samochody i jadą przez Polskę dziurawymi drogami do polskich instytucji kultury. Bo wiedzą, że polska kultura jest dobra dla nich, a ich samochody jakoś te kuriozalne wertepy przejeżdżą. Ostatnie pięć minut teatralnej audycji w publicznym radiu, to kolejna rozmowa – tym razem w nostalgicznym tonie – pomiędzy redaktorem dużego ogólnopolskiego dziennika a prowadzącą. O tym, jak w kulejącej polskiej debacie publicznej kulejącej, umówmy się, przez brak równego dostępu do kultury przez oby wateli, wtrąca na wstępie redaktor – było niebezpiecznie blisko, żeby zapatrzeć się na neoliberalne wzorce i zacząć bezrefleksyjnie prywatyzować kulturę. Zwłaszcza, że nastrój parę lat temu w Polsce był po temu nadzwyczaj sprzyjający i właściwie wszyscy już stracili nadzieję na niepowtarzalne dla naszego europejskiego regionu rozwiązanie tej kwestii. Na szczęście mamy to już za sobą i okazuje się, że jeden procent wystarczył, żeby zrozumieć, które teatry są teatrami artystycznymi, a które można było spokojnie zamienić na teatry prywatne. Dotyczyło to zwłaszcza Warszawy. Podoba nam się to, co mówi redaktor. A że akurat go znamy – wysyłamy mu smsa, że nam się jego wypowiedź podoba. Najwyraźniej redaktor odpowiedział nam strasznie szybko, a do tego telefon Strzępki strasznie głośno pipczy. I pipczy, i pipczy, i pipczy. Pipczy, o tym że jest siódma rano i trzeba się obudzić. Obudzić się – to nie jest problem. Problemem jest wst ać, zobaczyć warunki, w jakich pracuje się w państwowej inst y tucji kultury i cał y czas wierzyć, że nasz sen nie jest po to, żeby zaspać na jakąś niepowtarzającą się już nigdy okazję, ale jest po to, żeby o nim opowiedzieć, urefleksyjnić i wdrożyć. (Bez skojarzeń – po prostu nie mogliśmy się oprzeć – zwłaszcza, że Jeremi strasznie się awanturuje, że za mało jest o nim w ostatnich felietonach) Jereminek zrobił kupkę. A dlaczego? Bo ma pupkę! Pupka robi kupkę? Trzeba umyć pupkę! Felietony Michała Zadary, Macieja Nowaka, Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego ukazały się na portalu www.krytykapolityczna.pl.

|

1 3 - 1 4 M A J A 2 0 11 | W W W . O B Y W A T E L E K U L T U R Y . P L

|

W W W . K R Y T Y K A P O L I T Y C Z N A . P L

A MOŻE EUROPEJSKI PAKT DLA KULTURY? Edwin Bendyk „Czy kultura w Polsce ma znaczenie?” – odpowiedzi na to py tanie szukałem pięć lat temu wspólnie z socjologiem profesorem Kazimierzem Krzysztofkiem, przygotowując monograficzny numer „Kultury współczesnej”. Nie spodziewaliśmy się, że za trzy lata minister kultury zwoła ogólnopolski kongres pod hasłem „Kultura się liczy!”. Minister z kolei nie spodziewał się, że już wkrótce kultura policzy się z nim. Krakowski kongres miał zainicjować „plan Balcerowicza w kulturze”, miał zlikwidować ostatni bastion PRL w Polsce i położyć podwaliny pod Nowy Ład w Kulturze. Twórca terapii szokowej wystąpił osobiście, podobno na życzenie Andrzeja Wajdy. Nie zdołał jednak przekonać do swych racji zgromadzonych na sali ludzi o „mentalności radzieckiego działacza”. Nie pomógł nawet dowcip o Ronaldzie Reaganie, który miał mawiać, że najstraszniejsze słowa, jakie zna angielszczyzna, brzmią: „I’am from the government and I’am here to help”. Radzieccy działacze, czyli polscy ludzie kultury zamiast wybuchnąć śmiechem w ybuchnęli g niewem. Zamiast uznać, że państwu nic do kultury, bo powinna być ona domeną rynku i społeczeństwa obywatelskiego kongresowicze skrzyknęli się i wystosowali petycję. Domagali się zwiększenia nakładów publicznych na kulturę do 1 procenta budżetu państwa. Reszta jest historią, którą domyka Ruch Oby watele Kultury i Pakt dla kultury.

EUROPA BOI SIĘ KULTURY

Kultura ma w końcu znaczenie. Co dalej? Można iść za ciosem, spróbować doświadczenie Ruchu i Paktu zuniwersalizować, a przynajmniej zeuropeizować. Wszak kultura ma kłopoty wszędzie na Starym Kontynencie, w każdym niemal kraju pada ofiarą budżetowych pokryzysowych oszczędności. Szef francuskiego radia publicznego France Culture Olivier Poivre d’Arvor mówi wręcz, że Europa dokonała aktu kulturowej kapitulacji. Unijny budżet na kulturę w latach 2007–2013 oscylował wokół 400 mln euro. Tyle co budżet Avat ara, super produkcji Jamesa Camerona. W kolejnej unijnej perspektywie finansowej może nie być nawet tyle. Europa boi się włączyć kulturę w sferę polit yk i unijnej. Kult ura to przecież sfera wartości, kr yje w sobie wspomnienia europejskiej świetności i jednocześnie czai się w niej to, co w Europie najstraszniejsze. Zainicjowany przez Polskę spór o preambułę Traktatu Konstytucyjnego doskonale pokazał, na czym polega problem, gdy zaczyna się mówić o europejskich korzeniach kulturowych. W rezultacie kultura ma w Unii szansę t ylko wówczas, gdy st aje

się częścią gospodarki i wpływowe lobby upominają się o korzystne regulacje i ochronę swoich interesów. Przykładem dyrektywa o multimedialnych usługach audiowizualnych. Kiedy próbowano ją wdrożyć, wywołała w Polsce głośny gniew internautów. Dyrektywa i wynikająca z niej ustawa zrównała formalnie Internet z telewizją, w ten sposób otworzyła furtkę do możliwości nadmiernej ingerencji urzędników i polityków w przestrzeń, w której panowała dotychczas względna wolność. Inny przykład to działania lobby producenckich dążących do zaostrzenia reżimu praw autorskich i jego egzek ucji na w zór f rancuskiego prawa Hadopi. To instytucja w swym duchu zaiste średniowieczna, bo umożliwia odcinanie internautów od sieci, skazując de facto na cyfrową banicję. Istnieje duża szansa, że podobne prawo zacznie obowiązywać w całej Unii. Cóż, Poivre d’Arvor ma racje, to już nie tylko wyraz kapitulacji, lecz wręcz demencji. Podobne dyrektywy nie tylko bowiem nie obronią europejskiej kultury przed inwazja ze strony Hollywood, Google’a, Apple’a i Wikipedii. Nie pomogą nawet lobbującym za tymi rozwiązaniami europejskim przemysłom kultury.

WYOBRAŹNIA TO ZA MAŁO

Kultura stała się w Polsce powodem spo łecznego przebudzenia. Jego efektem jest Pakt dla kultury. To prawda, że z treści dokumentu nikt nie jest w pełni zadowolony. Trudno jednak, żeby było inaczej, skoro jest on wyrazem kompromisu. Najważniejsze było znalezienie zestawu uniwersalnych kwestii, kluczowych dla kultur y, k tóre mogł yby zjednoczyć wszystkie „stany kultury”: twórców, producentów, odbiorców. Kto obserwował narodziny Paktu, wie, że osiągnięcie kompromisu nie było ani łatwe, ani oczywiste, drzwi trzaskał y często, jeszcze częściej padał y mocne słowa i w ybuchał y emocje. Patrząc z tej perspektywy, ważniejszy od samego dokumentu i jego treści wydaje się proces, który doprowadził do porozumienia. Rozmawiać i wspólnie działać zaczęli ludzie, którzy dotychczas żyli (i nadal będą musieli żyć) z konkurowania ze sobą o mizerne pieniądze, jakie idą w Polsce na kulturę. Czy można wyobrazić sobie Europejski Pakt dla Kultury? Dokument będący głosem europejskiej opinii publicznej w yry wającym spraw y kultury w Unii Europejskiej z rąk eurokratów i lobbistów? Gdy podczas Kongresu Kultury Polskiej w Krakowie powstała petycja w sprawie 1 procenta, nikt jeszcze nie myślał o Pakcie, nikt też nie wyobrażał sobie narodzin Ruchu Obywatele Kultury. Najwyraźniej nie należy próbować zbyt wiele sobie wyobrażać, by nie stępić woli działania. A nadarza się okazja.

POLSKA POTRAFI

We wrześniu we Wrocławiu odbędzie się Europejski Kongres Kultury, jego hasło „Art for Social Change” domaga się adekwatnej treści. Kongresowi towarzyszyć będzie konferencja ministrów kultury krajów Unii Europejskiej. Niech wyjadą ze wspólną deklaracją domagającą się zwiększenia nakładów na kulturę w przyszłym unijnym budżecie, trudno o lepszy czas – to w trakcie polskiej prezydencji rozpoczną się prawdziwe negocjacje w sprawie kolejnej perspektywy finansowej, a negocjacjami tymi zawiaduje Janusz Lewandowski. Jak sprawie nadać polityczny impet i nośność? Mamy dobre doświadczenia z pierwszych dni obecności w unijnych strukturach. Olbrzymi niepokój europejskiego społeczeństwa informacyjnego budziła wówc z a s dy r ek t y w a u mo ż l iw iając a patentowanie oprog ramowania. Sprawa wydawała się przesądzona, Komisja Europejska nowe prawo już zaakceptowała, nagle jednak Polska pod wpływem nacisków ze strony społecznej zmieniła stanowisko. Jednocześnie rząd zyskał poparcie ze strony europarlamentarzystów, od Jerzego Buzka przez Ryszarda Czarneckiego po Adama Gierka. Ich działania (i nacisk opinii publicznej) spowodowały, że Parlament Europejski zagłosował przeciwko dyrektywie. Czy pomysł Europejskiego Paktu dla Kultury miałby szansę na podobną społeczną i polityczną mobilizację? Wszystko zależy od argumentów wspierających inicjatywę. Najważniejszy jest prosty i oczywisty. Unia Europejska, jeśli ma być czymkolwiek więcej niż pragmatycznym sojuszem państw, potrzebuje europejskiej opinii publicznej. Czy taką opinię wykreuje debata o wspólnym rynku i wolnym przepływie usług? Wątpię. Szansę taką stwarza natomiast kultura, bo kryje w sobie potencjał umożliwiający prowadzenie debaty, sporu i poszukiwanie porozumienia wokół spraw dla Europejczyków wspólnych. O ile przeszłość dzieli, o tyle przyszłość kultury i związane z nią wyzwania powinny łączyć. Kultura cyfrowej granicy i epoki kapit alizmu kognit y w nego st aje się polem wielkiego eksperymentu, podczas którego testowane są nowe formy życia społecznego: wykluczenie i partycypacja, własność i dobro publiczne, wolność i wyzysk digitariatu to tylko kilka z kwestii dotyczących w takim samym stopniu Polaków, Francuzów i Portugalczyków. Najwyższy czas się nimi zająć, przejmując inicjatywę z rąk biurokratów. Obywatele Kultury, encore un effort pour être révolutionnaire!

EDWIN BENDYK

publicysta tygodnika „Polityka”

 7


K U R I E R K U L T U R A

|

K R Y T Y K A P O L I T Y C Z N A

|

K O N G R E S O B Y W A T E L I K U L T U R Y

KONGRES OBYWATELI KULTURY 13-14 MAJA 2011

PIĄTEK | 13 MAJA 2011 | DEBATY | WARSZTATY KINO KULTURA

Krakowskie Przedmieście 21/23 10.00 – 11.30

PAKT MISYJNY CZY NOWA USTAWA MEDIALNA? organizator: Stowarzyszenie Filmowców Polskich uczestnicy: Marek Borowski, b. marszałek sejmu, Jan Dworak, przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Jarosław Sellin, b. wiceminister kultury, b. członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Iwo Zaniewski, członek Komitetu Obywatelskiego Mediów Publicznych prowadzenie: Maciej Strzembosz

11.45 – 13.15

USTAWA O ZAMÓWIENIACH PUBLICZNYCH – FAKTY I MITY organizator: Polski Instytut Sztuki Filmowej uczestnicy: Michał Borowski, były główny architekt Warszawy, Tomasz Czajkowski, były prezes Urzędu Zamówień Publicznych, redaktor naczelny pisma „Zamówienia Publiczne”, Jerzy Fedorowicz, wiceprzewodniczący Komisji Kultury i Środków Przekazu, Magdalena Sroka, wiceprezydent Miasta Krakowa

13.45 - 15.15

CZY VAT JEST BARIERĄ W ROZWOJU KULTURY? organizator: Polski Instytut Sztuki Filmowej uczestnicy: Maciej Grabowski, wiceminister finansów, Maciej Hoffman, dyrektor generalny Izby Wydawców Prasy, Paweł Jaskanis, dyrektor Muzeum Pałacu w Wilanowie, Witold Modzelewski b. wiceminister finansów, Joanna Mucha, członek SKFP prowadzenie: Elżbieta Mucha

15.15 – 16.30

PO CO NAM TRADYCJA? PO CO NAM NOWOCZESNOŚĆ? organizator: Krajowa Izba Producentów Audiowizualnych uczestnicy: Dariusz Gawin, wicedyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego, Andrzej Mencwel, Instytut Kultury Polskiej Uniwersytet Warszawski, Karolina Wigura, „Kultura Liberalna” prowadzenie: Paweł Śpiewak, socjolog

MUZEUM SZTUKI NOWOCZESNEJ

ul. Pańska 3

12.00 – 13.30

DEBATA PUBLICZNA W KULTURZE, KULTURA DEBATY PUBLICZNEJ organizatorzy: Ogólnopolska Federacja Organizacji Pozarządowych (OFOP), „Kultura Liberalna” uczestnicy: Paweł Marczewski, „Kultura Liberalna”, Grzegorz Lewandowski, Inicjatywa Warszawa 2020, Piotr Frączak, prezes OFOP, Bogna Świątkowska, Fundacja Bęc Zmiana prowadzenie: Anna Mazgal, OFOP

13.30 – 15.00

CZY ORGANIZACJE POZARZĄDOWE MOGĄ BYĆ SAMOWYSTARCZALNE? organizator: OFOP, Fundacja Anioły Filantropii uczestnicy: Paweł Bronikowski, Aleksandra Kiełczewska, Fundacja Anioły Filantropii, Roman Osadnik, Fundacja Krystyny Jandy Na Rzecz Kultury Teatr Polonia, Tomasz Schimanek, Akademia Rozwoju Filantropii w Polsce prowadzenie: Jarosław Lipszyc, Fundacja Nowoczesna Polska

15.00 – 16.30

FUNDUSZE EUROPEJSKIE NA KULTURĘ organizator: OFOP uczestnicy: Renata Calak, wicedyrektor Departamentu Koordynacji Polityki Strukturalnej w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego, Elżbieta Dydak, sekretarz Programu Rozwoju Bibliotek, Fundacja Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego, Piotr Frączak, prezes OFOP prowadzenie: Agata Wiśniewska-Górczewska/Michał Dymkowski, OFOP

TR Warszawa, Mała Scena

ul. Marszałkowska 8 15.00 – 16.30

CZY BIZNESOWI KULTURA JEST DO CZEGOKOLWIEK POTRZEBNA? organizator: TR Warszawa

 8

|

1 3 - 1 4 M A J A 2 0 11 | W W W . O B Y W A T E L E K U L T U R Y . P L | W W W . K R Y T Y K A P O L I T Y C Z N A . P L

uczestnicy: Irena Herbst, doradca zarządu Lewiatana, prezes zarządu Centrum PPP, Ewa Łabno-Falęcka, dyrektor PR Mercedes-Benz Polska, prezes Towarzystwa Przyjaciół Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, Radosław Drabik, dyrektor zarządzający, Stowarzyszenie Nowe Horyzonty, Konrad Piasecki, strateg i doradca biznesowy prowadzenie: Tomasz Janowski, zastępca dyrektora naczelnego TR Warszawa

CENTRUM KULTURY NOWY WSPANIAŁY ŚWIAT

Nowy Świat 63 15.00 – 16.30

NAWET O TYM NIE MYŚL! WSPÓŁCZESNE FORMY CENZURY

organizator: Krytyka Polityczna uczestnicy: Dorota Nieznalska, artystka sztuk wizualnych Artur Domosławski, dziennikarz, Jan Dworak, przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji prowadzenie: Michał Sutowski, politolog, „Krytyka Polityczna”

ZASP, sala konferencyjna

Al. Ujazdowskie 45 12.00 – 14.00

PRAWO KAŻDEGO CZŁOWIEKA DO TOŻSAMOŚCI KULTUROWEJ organizatorzy: Polskie Stowarzyszenie Jazzowe, Fundacja Jazz Jamboree uczestnicy: Mikołaj Ł. Lipowski, Uniwersytet Warszawski, Komitet Prognoz Polska 2000 Plus przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk, Jacek Niedziela-Meira, Akademia Muzyczna we Wrocławiu, Irena Wojnar, Uniwersytet Warszawski, Komitet Prognoz Polska 2000 Plus przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk prowadzenie: Krzysztof Sadowski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego

ZACHĘTA NARODOWA GALERIA SZTUKI

pl. Małachowskiego 3 11.00 – 12.30

W STRONĘ LEPSZEJ DEMOKRACJI? O ROLI KULTURY I NAUK HUMANISTYCZNYCH W PROCESIE EDUKACJI organizator: „Kultura Liberalna” uczestnicy: Waldemar Baraniewski, historyk sztuki, Jerzy Szacki, socjolog, Paweł Śpiewak, socjolog prowadzenie: Jarosław Kuisz, redaktor naczelny „Kultury Liberalnej”

13.00 – 14.30

PO CO NAM INSTYTUCJE PUBLICZNE? organizatorzy: Muzeum Sztuki w Łodzi, Zachęta uczestnicy: Maciej Nowak, dyrektor Instytutu Teatralnego, Lechosław Olszewski, Fundacja Spot, Poznań, Janek Sowa, socjolog, Jarosław Suchan, dyrektor Muzeum Sztuki w Łodzi, Bogna Świątkowska, Fundacja Bęc Zmiana, Hanna Wróblewska, dyrektorka Zachęty Narodowej Galerii Sztuki w Warszawie

15.00 – 16.30

IDEA WYMIANY, WYMIANA IDEI

organizator: Instytut Adama Mickiewicza uczestnicy: Polska na eksport, Piotr Łukasiewicz, Brand Planning Director, Millward Brown, b. podsekretarz stanu w Ministerstwie Kultury, Art from Poland czyli kulturalniej nad Tamizą, Bogdan Frymorgen, RMF, Przecena w supermarkecie kultury. O pułapkach promocji i marketingu kultury, Roman Pawłowski, „Gazeta Wyborcza”, Miasto szybko sprzedam, Magdalena Sroka, wiceprezydent Krakowa prowadzenie: Paweł Potoroczyn, Instytut Adama Mickiewicza

TEATR DRAMATYCZNY, SALA ZATORSKIEGO

Pałac Kultury i Nauki 12.00

CZYTAM WIĘC JESTEM. KULTURA OTWARTEGO SPOŁECZEOSTWA INFORMACYJNEGO uczestnicy: Edwin Bendyk, dziennikarz tygodnika „Polityka”, wykładowca Collegium Civitas Mirosław Filiciak, Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej Zina Jarmoszuk, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego Tomasz Makowski, dyrektor Biblioteki Narodowej Joanna Zaremba, nauczycielka języka polskiego w LO im. Poniatowskiego w Warszawie prowadzenie: Beata Stasińska, wydawca, współautorka Społecznego Programu Czytelnictwa

KINO KULTURA

Krakowskie Przedmieście 21/23 17.00 PANEL PLENARNY

CZY BUTY SĄ WAŻNIEJSZE OD SZEKSPIRA? ODBIORCA KULTURY W CENTRUM ZAINTERESOWANIA

uczestnicy: Marek Belka, prezes Narodowego Banku Polskiego, b. premier Michał Boni, minister w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Rafał Dutkiewicz, prezydent Wrocławia, Dariusz Gawin, wicedyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego Anda Rottenberg, historyk sztuki, krytyk sztuki, kuratorka, Ludwik Sobolewski, prezes Giełdy Papierów Wartościowych prowadzą dziennikarze TVN 24

Skwer Hoovera 20.00

ODCZYTANIE PAKTU DLA KULTURY KONCERT PLENEROWY „PIEŚNI BUNTU I NIEDOLI” R.U.T.A.

wykonawcy: Maciej Szajkowski (Kapela ze Wsi Warszawa), Paweł „Guma” Gumola (Moskwa), Robert „Robal” Matera (Dezerter), Nika (Post Regiment), Hubert „Spięty” Dobaczewski (Lao Che)

SOBOTA | 14 MAJA 2011 | MUZEUM NARODOWE W WARSZAWIE

Al. Jerozolimskie 3 10.30 – 12.00

PANEL SAMORZĄDOWY prowadzenie: Jerzy Hausner

12.30 – 15.30 SESJA PLENARNA

NIE-PANELE. ZANIK OBIEGU – DROGI WYJŚCIA O kondycji psychicznej społecznej kultury współczesnej, o wojnie o obrazy i o praktyce podmiotowej edukacji kulturalnej w polskiej szkole Krzysztof Chlipalski, nauczyciel, polonista, Andrzej Leder, filozof kultury, psycholog O miejscu uczelni w społecznym systemie kultury i o kulturalnych perspektywach uczelni, o zamkniętych i otwartych perspektywach uniwersytetu Anna Giza-Poleszuk, socjolożka, Uniwersytet Warszawski, Maria Poprzęcka, historyk sztuki, Uniwersytet Warszawski O samorządzie i społeczności lokalnej, o cudzie stworzenia poza metropoliami żywych społecznie i artystycznie ośrodków kultury współczesnej Marek Balcer, burmistrz Mikołowa k. Katowic, Paweł Łysak, dyrektor Teatru Polskiego w Bydgoszczy O nowoczesnej animacji kultury u podstaw i na wysokościach, o sukcesie instytucji kultury napełnianych nową treścią i tworzonych z niczego Artur Liebhart, dyrektor Planete DocReview, Dorota Olejnik, dyrektor Biblioteki Publicznej Gminy Grodzisk Mazowiecki O odzyskiwaniu wielonarodowej świadomości, o wrażliwości etnicznej we współczesnej kulturze i społeczeństwie polskim Bogumiła Berdychowska, publicystka, Janusz Makuch, dyrektor Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie prowadzenie: Edwin Bendyk, publicysta, dziennikarz, Joanna Mytkowska, dyrektor Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie Beata Stasińska, wydawca, Sergiusz Sterna-Wachowiak, prezes Stowarzyszenia Pisarzy Polskich

16.00-18.00 SESJA PLENARNA

KULTURA – UTRZYMANKA ELEGANCKICH PANÓW? O MASACH, KLASACH, PANACH I CHAMACH uczestnicy: Kinga Dunin, socjolożka, krytyczka literacka, Jan Klata, reżyser teatralny, Wojciech Orliński, dziennikarz, bloger, Barbara Toruńczyk, redaktor naczelna „Zeszytów Literackich” prowadzenie: Maciej Gdula, socjolog, „Krytyka Polityczna”

18.00-20.00 OTWARTY MIKROFON

CZY PAKT ZAŁATWIA SPRAWĘ? prowadzi Michał Zadara, reżyser teatralny od 20.00

OTWARCIE NOCY MUZEÓW WSPÓŁORGANIZATORZY KONGRESU OBYWATELI KULTURY: Polskie Stowarzyszenie Jazzowe Fundacja Jazz Jamboree Biuro ESK w Warszawie Stowarzyszenie Filmowców Polskich Polski Instytut Sztuki Filmowej Instytut Adama Mickiewicza Instytut Teatralny
 Narodowa Galeria Sztuki „Zachęta” Muzeum Narodowe w Warszawie Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie Związek KompozytorówPolskich
 Fundacja Nowoczesna Polska TR Warszawa Krytyka Polityczna PEN Club Tomo Group Ogólnopolski Kongres Kobiet JETLINE outdoor Fabryka Trzciny Krajowa Izba Producentów Audiowizualnych TVN24 TVN INFO Muzeum Sztuki w Łodzi Ogólnopolska Federacja Organizacji Pozarządowych Stowarzyszenie Pisarzy Polskich S&J Consulting sp. z o.o. Teatr Dramatyczny m.st. Warszawy im. G. Holoubka „Kurier Kultura” został przygotowany przez zespół Krytyki Politycznej © Wydawnictwo Krytyki Politycznej & Authors, 2011


Kurier Kultura