Issuu on Google+

Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

1 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

MAPA SKARBÓW czyli nasza wspólna podróż przez życie Wstęp...............................................................................................5 PRYWATNIE....................................................................................7 Trochę prywaty, czyli kim jestem w skrócie.............................................................8 59 faktów o Hermesie Morpheusie cz.1 – ludzki wymiar......................................9 59 faktów o Hermesie Morpheusie cz. 2 – poglądy i wartości...........................12 59 faktów o Hermesie Morpheusie cz. 3 – kobiety, rozwój i plan na przyszłość ....................................................................................................................................17 Bo chyba przyszedłem na ten świat za wcześnie.................................................21 Skorupa zdarzeń, czyli dlaczego docieram do liderów obecnych i przyszłych...24 Tydzień z życia...........................................................................................................26

DEUS EMPIRE LIFE ACADEMY...................................................33 Moja praktyka rozwoju osobistego, czyli jak to działa a jak nie.........................34 Zdrowa Edukacja. Mity i kłamstwa związane z edukacją....................................40 Wybierz tezę – znajdziesz argumenty #1: Maciej Zientarski..............................46 Dzisiaj cena nie jest wyznacznikiem jakości, tylko lansu!....................................49 Sny, klucz do krainy ukrytej pod skórą rzeczywistości.........................................51 Dojrzały Hedonizm: o przyjemności w bezsensie sensu życia............................52 Accessing – nowy model ekonomiczny znany od dawna....................................54

SZKOŁA LIDERÓW....................................................................................56 Szkoła Liderów cz. I: Początek.................................................................................57 Szkoła Liderów cz. II: Natura głupoty i wyciąganie wniosków............................60 Szkoła Liderów cz. III: Perfekcjonizm......................................................................64 Szkoła Liderów IV: Automatyzmy w komunikacji oraz odkrywanie natury.......66 Szkoła Liderów V: Przyspieszony kurs dojrzewania na rynku pracy...................69

LIFESTYLE MILIONERA ZA ŚREDNIĄ KRAJOWĄ...............................72 Lifestyle milionera za średnią krajową cz. 1: wprowadzenie i moja historia....73 Lifestyle Milionera za Średnią Krajową cz. 2: progi finansowe, a dostępny styl życia............................................................................................................................75 Lifestyle Milionera za Średnią Krajową cz. 3: rybka lubi pływać, czyli przekraczanie progów finansowych.......................................................................80

JAK ZMIENIA SIĘ PRZESTRZEŃ ŻYCIOWA..........................................85 Jak zmienia się przestrzeń życiowa cz. 1: Eko-Wioski, Techno-Miasta i Futurystyczne Technologie.....................................................................................86 Jak zmienia się przestrzeń życiowa cz. 2: Zamieszkanie.....................................88 Jak zmienia się przestrzeń życiowa cz. 3: Podróżowanie....................................89 Jak zmienia się przestrzeń życiowa cz. 4: Przyszłość jest dziś............................90 Jak zmienia się przestrzeń życiowa cz. 5: refleksje z odwiedzin w TZM House ....................................................................................................................................92 Futurologia, czyli co wiemy na temat przyszłości cz. 1 (2013 – 2023)..............95 2 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

BRANŻOWO...............................................................................................98 Minimalizm a “minimalizm” – czyli nie bądź graficznym nazistą.......................99 Zmiany w algorytmie Google – nie ważne, że na lepsze, zawsze znajdą powód, żeby narzekać..........................................................................................................102 Stara Gwardia MLM vs. Młode Wilki a sprawa Internetu..................................104

SPOŁECZNOŚCI..........................................................................106

PUA............................................................................................................107 Seduction Community – gorzka prawda o tzw. “społeczności uwodzicieli”. .108 Historia kobiety, która zakochała się w “PUAsie”..............................................110

BLOGOSFERA I INTERNET....................................................................112 Drodzy Blogerzy – dobrze, że jesteście!...............................................................113 Share Week 2, czyli kogo odwiedzam w sieci.....................................................116 Test Monety, czyli Blogerę Jestę..........................................................................118 OchMyBoat, czyli blogerzy kameralnie o marce.................................................121 Hejter: anatomia nienawiści. Motywacje............................................................128 Czy YouTube i Internet zaburzają naszą perspektywę czasową?....................131 Blogerem jestem, czyli kim? O przyszłości blogosfery i jej udziale we władzy w świecie.....................................................................................................................133

POLSKA....................................................................................................134 Bo w Polsce źle się dzieje od dawna…..................................................................135 31. rocznica stanu wojennego – a tutaj wojna nadal trwa…............................136 Zawieszona kawa, czyli jak paradoksalnie Polacy wystawiają sobie złe świadectwo.............................................................................................................137 W odpowiedzi do komentarzy tekstu nt. Zawieszonej Kawy...........................139 Reprezentują biedę, ale chcą mieć american dream.........................................141

CO Z TĄ POLSKĄ?...................................................................................144 Co z tą Polską? | cz. I: diagnoza stanu obecnego...............................................145 Co z tą Polską? | cz.2: koncepcja reform grup społecznych..............................149 Co z tą Polską? | cz. 3: reformy w myśleniu (socjalne) i w działaniu (gospodarcze).........................................................................................................153

GLOBALNIE..............................................................................................159 Chore, zboczone i patologiczne rytuały zbrodniczej i najbardziej niebezpiecznej sekty istniejącej współcześnie..............................................................................160 Co się dzieje na Bliskim Wschodzie?....................................................................164 Ten dzień zmienia wszystko. Na ten dzień czekałem całe życie. Ty też powinieneś/-aś…....................................................................................................165

WYDARZENIA.............................................................................167

Blog Forum Gdańsk 2012 – dotknąć nieba choć na chwilę…...........................168 Kariera w rytmie YouTube: event i refleksje.......................................................169 Social Media Day – jak, a może dlaczego internet zmienia media...................171 IV Pogaduchy Blogerów – jeszcze nie diament, ale już świeci konkretnie.....172

3 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

ROZMOWY I WYWIADY............................................................176 O uwodzeniu słów kilka – wywiad dla Menstream............................................177 Popełniane błędy w relacjach damsko-męskich.................................................179 Czym jest Magia Uwodzenia?...............................................................................180 Siła Wkurwienia, wywiad z Piotrem Kupś, twórcą Ruchu Wkurwionych........181

FEEDBACK...................................................................................186

Zadziwiające efekty coachingu.............................................................................187 Komentarz do: „Zadziwiające efekty coachingu”..............................................189 Marcin Dylewski – wrażenia ze szkolenia indywidualnego...............................191

OCENY I RECENZJE....................................................................192

Sejf Sekielskiego....................................................................................................193 Chanel No 5 – gra ciszą i Bradem Pittem............................................................195 Bloger – recenzja pierwszej książki Kominka.....................................................197

PROJEKTY...................................................................................200

Deus Empire – megakooperacja wolnych ludzi..................................................201 7evenD.com – przyszłość siedmiu wymiarów ludzkiego życia.........................203

PASJE, HOBBY, POMYSŁY........................................................204

Manifest Młodej Zdrowej Polski [tekst]..............................................................205 Harry Otter and The Corpo-Bitch Lifestyle | fragment 1...................................208 Gramifikacja, czyli jak grając stworzyłem narzędzie do budowania biznesów ..................................................................................................................................211 Personal Brand Funding – ależ jest idea!............................................................213

INTYMNIE....................................................................................214

Na czym polega styl Magii Relacji w kwestiach damsko-męskich?................215 List od czytelnika #3: czy można być “Miśkiem” i uwodzić?.............................218 Portret Kochanka Idealnego cz. 1: pierwsze kroki.............................................220 Portret Kochanka Idealnego cz. 2: nagość serca................................................222 Portret Kochanka Idealnego cz. 3: pocałunki......................................................223 Portret Kochanka Idealnego cz. 4: głos...............................................................224 A, jak Alkohol i bycie Alfa......................................................................................225 C, jak Czekanie na Cud...........................................................................................227 D, jak Dojrzałość.....................................................................................................229 E, jak Emerytura uwodziciela................................................................................231 Kobiecy orgazm cz. 1..............................................................................................234 Kobiecy orgazm cz. 2..............................................................................................235

Sekrety zapachu........................................................................237 Chronologiczna lista stron publikacji....................................240 Epilog i zaproszenie..................................................................241 Najważniejsze korzyści Deus Empire iFederation..............242

4 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Wstęp Pod różnymi adresami, różnymi pseudonimami, w różnych celach, ale w gruncie rzeczy wokół jednego głównego tematu: „Ja, człowiek”. Czyli humanizm, w jego klasycznym, wszechstronnym znaczeniu – którego celem i ośrodkiem myśli jest natura naszego życia, tego kim jesteśmy i jak wygląda od środka ta gra nazywana życiem. Pamiętam, że zrobiłem kiedyś podobną kompilację swoich tekstów na koniec liceum. Pisałem wtedy mnóstwo felietonów. Z nieskromnością i przyjemnością stwierdzam, czytając je po latach, że już wtedy pisałem dobrze i ciekawie. I żałuję, że nie było wtedy internetu w takiej formie, jaką znamy ją dzisiaj. Bo to był doskonały materiał na bloga. I wtedy bardzo chciało mi się pisać. Obecnie piszę już z innych powodów. Wtedy potrzebowałem wyrazić siebie i spojrzeć na siebie z zewnątrz, nabrać nowej perspektywy, zmaterializować swoje myśli. Dzisiaj znam je naprawdę dobrze. I stwierdzam, że wiele z nich jest przydatnych, wnosi realną wartość do mojego życia i może zrobić to samo dla innych. Dlatego publikuję dzisiaj. Bo jedną z tych myśli, które były wyjątkowo istotne, była ta, że rzeczywistość po prostu jest – natomiast bardzo wiele zależy od tego, jak ją postrzegamy. Bo w gruncie rzeczy nasza percepcja świata i wiedza na jego temat – to co faktycznie rozumiemy, a nie jedynie to, co nam powiedziano – może mieć bezpośredni wpływ na to, jak to życie sobie poukładamy. Jednak te myśli, które usłyszymy – mogą zainspirować nas do poszukiwań we właściwym kierunku. Dla mnie takim zmieniającym grę doświadczeniem było na przykład wyjechanie po tylu latach życia w Polsce – za granicę na dłużej. To był ten czas, kiedy zrozumiałem, że Polska to jedynie jedno z mnóstwa miejsc na tej planecie, gdzie mogę być i żyć – a nie więzienie, z którego nie wiedziałem, jak się wydostać. Bardziej nawet mentalnie, niż fizycznie. Dzięki tej myśli, o tym, że to jedno z wielu miejsc, znacznie łatwiej i spokojniej mi się żyje. Zbiór myśli, które spotkasz w tym tekście – podobnie, jak sens bloga, który najpewniej jest tym docelowym po tych wszystkich latach – mają właśnie ten cel. Dać Tobie inspirację i nowy punkt widzenia lub wzmocnić ten dobry, już istniejący i wzmocnić Cię w ten sposób lub zmotywować do dobrego poukładania sobie życia. Blog Deus Empire (http://blog.deusempire.com/) i moja działalność na nim ma za zadanie przede wszystkim zatem, dostarczyć bardzo konkretnych, cennych i wartościowych wskazówek, dzięki którym łatwiej będzie żyć. Po prostu.

5 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

I o ile nikt nie wykona za Ciebie potrzebnych działań, o tyle doskonale wiemy, że czasami najbardziej potrzeba nam poczucia, że nie jesteśmy jedynymi, którzy tak myślą, działają, żyją. Bo wsparcie innych inspiruje, napędza, sprawia, że nam się po prostu chce. Dlatego drugim ważnym elementem jest Deus Empire iFederation (http://ifed.deusempire.com/). To miejsce, gdzie będzie możliwe budowanie relacji, uczenie się od siebie i dzielenie tymi wartościowymi doświadczeniami, kontaktami i zasobami. Naszym celem jest zarówno zarabianie i budowanie ciekawego życia, jak i spędzanie czasu z fajnymi ludźmi tak off-, jak i on-line. Jeżeli czujesz, że to jest Twoja bajka – to także miejsce, do którego zajrzyj po lekturze tych tekstów. Tymczasem polecam i zapraszam Cię do tematycznej podróży po tekstach od początków mojej blogowej działalności z 2009 roku, aż po dzień dzisiejszy, kiedy to piszę pod koniec 2013. Hermes Nikodem Mikołaj Morpheus

6 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

PRYWATNIE W kwestii blogów pytanie o to, co jest publikowane – często równie istotne jest pytanie o to, kto publikuje. Tak jest na pewno w tym przypadku. Dział „Prywatnie” to przede wszystkim teksty osobiste o historii życia, poglądach, drodze rozwoju. O tym wszystkim, kim jestem i z czym przychodzę.

7 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Trochę prywaty, czyli kim jestem w skrócie Pisałem kiedyś krótką zajawkę o tym, kim jestem – do konspektu rozmowy. Myślę, że to dobra okazja też dla osób odwiedzających bloga, żeby zyskać szerszy ogląd na ostatnie 26 lat mojego życia. Jeżeli idzie o przeszłość, to przede wszystkim wychowywałem się w domu ludzi, którzy nie przekazali mi żadnej sensownej wiedzy czy kompetencji na temat tego, jak żyć w społeczeństwie, pośród ludzi. Zaczynałem z perspektywy nie dość, że braku to jeszcze mnóstwa złych wzorców, które mi swoimi postawami przekazywali. Z powodu tego startu i dalszych konsekwencji, które miały miejsce – dorastanie jest czasem, którego nie lubię i nie chcę wspominać. Natomiast przez te 26 lat doszedłem od poziomu ujemnego w kompetencjach komunikacyjnych do miejsca, w którym mogę prowadzić dosłownie z marszu wystąpienia publiczne czy warsztaty i kilka takich doświadczeń w moim życiu już było. To były takie testy kompetencji, jakie sam dla siebie prowadziłem. No i rzeczywiście po 10 latach wystąpień publicznych częstszych lub rzadszych przez ten czas jestem w miejscu, w którym mogę spokojnie powiedzieć, że jestem specjalistą od komunikacji społecznej. Co dla mnie najważniejsze – od strony praktycznej. Bo to, że teorię doskonale już rozumiem i sam opisuję swoje odkrycia traktuję jako mapę – ale mapa nie oznacza jeszcze, że umiemy się po danym terenie poruszać. Dlatego cieszy mnie ten znakomity warsztat, który wypracowałem przez te lata życia. Pod koniec 2012 roku zrozumiałem ostatecznie kim jestem, dlaczego się tutaj znalazłem i czym tak właściwie w życiu się zajmuję. Można to opisać w 3 słowach: Obserwator, Patron, Projektant Zmian. Pierwsze 23 lata mniej więcej – poświęciłem na obserwowanie i poznawanie gatunku ludzkiego. Szukałem wzorców, modeli zachować, pewnych ogólnych prawd na temat ludzi i tego, jak reagują na różne sytuacje. To było potrzebne, aby zrozumieć z kim mam tak właściwie do czynienia. Jako Patron opiekuję się liderami. Tymi, którzy mogą i chcą się nimi stać przede wszystkim. Ale ważne jest też dla mnie docieranie do obecnych liderów – bo to ich zasoby będą kluczowe, aby móc połączyć te dwie grupy i zacząć wdrażać zmiany w tym kraju i na świecie. A jeśli idzie o zmiany. Zajmuję się ich projektowaniem. Z wykształcenia jestem Projektantem Komunikacji. Z misji Projektantem Zmian. Z tego tytułu i pewnie kilku innych, których może nie jestem jeszcze świadomy – mam czasami wrażenie, że ludzie chyba się mnie obawiają. Może więc czas na ocieplenie wizerunku i opowieść o kulisach i efektach mojej działalności…

8 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

59 faktów o Hermesie Morpheusie cz.1 – ludzki wymiar Zainspirowany wpisem Aliny Rose, poczuwszy, że każda moja partnerka zostanie poproszona o taką listę, a jednocześnie świadomy, że to jest świetna sprawa przy okazji poznawania drugiej osoby – postanowiłem napisać coś podobnego. Na swój temat. Czyli co chcieliście wiedzieć, ale baliście się zapytać. Czy jakoś tak to szło. O tożsamości, o rozwoju, o poglądach, codzienności, charakterze i planach na przyszłość. Cieszę się pisząc to, bo taka forma jest moim zdaniem świetnym sposobem, żeby się poznać lub przedstawić. W pierwszej części o mnie od tej ludzkiej strony. A zatem… Podstawy 1. Tożsamość prawna. W dowód wpisano mi „Mikołaj Matysiak”. Naturalnie narzucanie mi czegokolwiek, a zwłaszcza tożsamości, jest sprzeczne z fundamentalną wartością, jaką dla mnie jest Wolność. Dlatego w ciągu kilku przyszłych miesięcy pozbędę się tego elementu także z dowodu, a w międzyczasie już funkcjonuję pod tą tożsamością, którą sam wybrałem i zbudowałem przez te lata. Żeby oswoić z tym siebie i innych. 2. Narodziny. Na początku ’87 roku. Wodnik. Numerologiczna 11. 3. Dorastanie. Dorastałem w Ostrowie Wielkopolskim. Gdzie nigdy nie czułem się u siebie. Dopiero we Wrocławiu poczułem coś, co mógłbym nazwać swoim domem. Wszędzie blisko, więc w zasadzie czuję się tam, jak w kameralnym rodzinnym miasteczku. 4. Tożsamość faktyczna. Hermes Heremes Morpheus. Każdy z tych elementów jest celowy i uzasadniony. Hermes, jako połączenie Niko, czyli z greckiego zwycięstwo oraz Demos, czyli społeczeństwo. W połączeniu można potencjalnie interpretować na kilka sposobów, natomiast mnie najbliżej do „zwycięstwo wespół ze społeczeństwem”. Tutaj odsyłam jedynie do pojęcia Bodhisattva dla zgłębienia tematu. Hermes, jako doskonały mówca, dyplomata, handlowiec, podróżnik a zarazem posłaniec bogów, ambasador pośród ludzi. Morpheus w nawiązaniu do boga świata snu i magii, ale także w nawiązaniu do postaci stworzonej w filmie Matrix. Co miało na mnie wpływ w trakcie dorastania 5. Rodzina. Z rodzicami kontaktu nigdy w zasadzie sensownego nie miałem. Co miało swoje wieloletnie konsekwencje dla mojego rozwoju i samopoczucia. W zasadzie to trudno mi powiedzieć, że w ogóle ktoś taki w moim życiu istnieje lub kiedykolwiek istniał. Nigdy też nie zaakceptowałem ich jako takich. Dla mnie rodzic to ktoś o kompletnie innej charakterystyce bycia i zachowania względem potomków. Reszta rodziny była w różnych częściach Polski, więc w najlepszym wypadku widywaliśmy się w wakacje. Najlepszy kontakt z tzw. rodziny rodzonej mam chyba z bratem. Ale to też już na studiach czy nawet po nich najbardziej. W zasadzie zatem, pojęcie rodziny nigdy nie oznaczało dla mnie kogoś emocjonalnie bliskiego. Przynajmniej w odniesieniu do tej rodziny zastanej tudzież narzuconej. 6. Alienacja. W zasadzie przez lata byłem sam. I chociaż byłem wśród ludzi i była zawsze jakaś ekipa podwórkowa, z którą spędzałem czas na boisku, zwykle grając w piłkę nożną – przez wiele lat nie doświadczałem emocjonalnej bliskości. Na swój sposób zawsze byłem sam przez większość życia. Problem potęgował fakt, że nikt mi nie przekazał sensownych kompetencji odnośnie życia w gromadzie ludzkiej czy w kwestiach komunikacji z ludźmi. Przez to wiele razy przekraczałem granice i robiłem rzeczy, które w ludziach wywoływały

9 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

strach czy irytację – nawet o tym nie wiedząc. Więc moja nauka w kwestii zrozumienia tych mechanizmów była „the hard way”. 7. Sport. Do czasów liceum – boisko sportowe, albo podwórko było w zasadzie moim drugim domem. To tam spędzałem godziny grając w piłkę nożna lub koszykówkę. Nigdy nie miałem szczęścia do trenerów. Gdyby nie to – dzisiaj grałbym w kosza, albo kopał w piłkę w jakiejś drużynie. Kilka lat prób w jednym i drugim sporcie pod okiem niekompetentnych, bezmyślnych i znerwicowanych kretynów – było wystarczającym hamulcem i powodem, żeby zmienić ścieżkę planowanej kariery. 8. Edukacja. Pierwsze 9 lat edukacji to czas stracony i skradziony z mojego życiorysu. Jedyną jasną stroną tego okresu był fakt, że zainteresowałem się już w gimnazjum kwestiami rozwoju i ezoteryki. Kolejne 3 lata także by były stracone. Ale na to nie pozwoliłem – na tyle na ile było to możliwe – i w liceum wziąłem sprawy w swoje ręce. Intensywny, faktyczny rozwój w wielu dziedzinach pomógł mi odnaleźć swoje pasje i rozwinąć wartościowe kompetencje. 9. Języki. Angielski w zasadzie, jak polski. Tutaj rzeczywiście zaleta posiadania matki anglistki. Używam na co dzień, w zasadzie przynajmniej połowa materiałów, z którymi mam do czynienia jest w tym języku. Z niemieckim dawno nie miałem do czynienia, dlatego potrzebowałbym w tym kontekście na powrót się oswoić, poużywać, poprzypominać sobie słownictwo i poznać go więcej. Aczkolwiek do ogarnięcia temat i dość łatwo mogę go rozwinąć, jeśli zajdzie taka większa potrzeba. Z hiszpańskim i francuskim miałem jedynie krótkie przygody. Może kiedyś do tego wrócę. 10. Studia. Było 21 osób na jedno miejsce, ale chciałem iść właśnie tam, więc w zasadzie tylko tam złożyłem papiery. Z drugiej tury dostałem się na Dziennikarstwo i komunikację społeczną na Uniwersytecie Wrocławskim. Wybrałem specjalizację Public Relations. Na magisterce było Projektowanie Komunikacji. Ostatecznie magistra nie zrobiłem, bo brakowało mi wystarczająco dobrego tematu. A dla papieru robić tego nie chciałem. Po czasie stwierdzam, że znacznie cenniejsze jest to, co potrafię i czego się nauczyłem przez te 2 lata. Zresztą praca pt. „Wstęp do programowania rzeczywistości. Model dwuwymiarowy.” napisana na licencjacie stawia poprzeczkę odpowiednio wysoko.

11.Praca. Pracowałem w różnych miejscach. W sumie dość zabawne są sytuacje, kiedy ludzie się mnie pytają „czego Ty jeszcze nie robiłeś?” – mam problem, żeby na to odpowiedzieć. Bo lista jest dość długa. Może prościej będzie odesłać na mój profil Linkedin, gdzie zebrałem te główne obszary mojej działalności. Obecnie organizuję się na nowo i planuję wyjazd za granicę, żeby zdobyć trochę środków finansowych, a przy okazji zobaczyć życie poza Polską. Choć obstawiam, że i na inne sposoby mogę to zrobić. Codzienność 12. Sen. Jednej rzeczy nienawidzę. Ale to nienawiścią dozgonną. Kiedy ktoś przerywa, bądź narusza mój sen bez wyraźnego i sensownego uzasadnienia. To jest moja świętość. Kiedy mnie nie ma – w sensie, kiedy jestem w świecie snu – to mnie tu zwyczajnie nie ma i już. I życzę ognia piekielnego wraz z wielkim murzyńskim kutasem w dupie tym wszystkim, którzy w godzinach mojego snu permanentnie napieprzali młotkiem w ściany. I ludzie, którzy to robią narażają się na duże nieprzyjemności z mojej strony. Sen to moje królestwo, mój dom, miejsce, w którym odpoczywam, w którym poznaję, w którym podróżuję, w którym nieraz także nauczam. I niełatwo jest mi wracać do tej stałej, gęstej siatki

10 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

trójwymiarowego życia. Dlatego nie cierpię ściągania mnie tu na siłę bezmyślnym hałasowaniem. 13. Mieszkanie. W swoim życiu mieszkałem w ilości miejsc, w których przeciętny człowiek starszej daty zwykle nie był (notabene, w większości mieszkań trafiałem na wspomnianych wcześniej sąsiadów z młotkami). Ciekawość, ale też potrzeba zmian prowadziła mnie przez różne miejsca, mieszkania. Na studiach zmieniałem miejscówkę co rok, czasem pół, czasem byłem gdzieś tylko na wakacje. Po studiach za sprawą coachsurfingu, jak i kontaktów prywatnych – odwiedziłem więcej niż drugie tyle mieszkań. Tak to jakoś wyszło. Lubię zmiany i mobilność. Poza tym mieszkając z kimś, można poznać drugą osobę znacznie lepiej niż siedząc z nią jedynie na kawie. Nawet jeśli ktoś udaje na co dzień, to u siebie, po kilku dniach robić tego już zwykle nie będzie. W ten sposób łatwo jest weryfikować ludzi oraz to kim i jacy są. 14. Gotowanie. Uwielbiam. I bardzo lubię eksperymentować, szukać nowych smaków, testować różne rozwiązania. Śniadanie i kolacje robiłem dla siebie w zasadzie od wieku 7 lat. Dwa lata później zrobiłem samodzielnie pierwsze pierniki na święta. Teraz lubię czarować w kuchni i pora obiadowa zwykle dobrze mi się kojarzy. 15. Codzienne obowiązki. Ze względu na to, że w dzieciństwie żądano i wymuszano na mnie takie rzeczy jak sprzątanie czy wyrzucanie śmieci – przez wiele lat zakorzeniło mi się to jako coś bardzo negatywnego, do czego podchodziłem bardzo niechętnie i z ogromnym oporem. Dopiero z czasem, kiedy zacząłem to robić sam dla siebie, a przy okazji pracowałem w różnych miejscach, gdzie była to część obowiązków – pozbyłem się skojarzeń z przymusem i potraktowałem to, jako normalną część życia czy codziennej aktywności. Czasami zostawiam po prostu talerze czy garnki, żeby się odmoczyły na później. Ale nie mam problemu z tym, żeby je później umyć. Relacje z ludźmi 16. Przyjaciele. Spotkałem się kiedyś z określeniem, że przyjaciele to rodzina, którą samemu wybieramy. W moim przypadku zdecydowanie się to sprawdza. Przyjaciele to ludzie, którzy istnieją w mojej świadomości. Których przyjąłem do swojego świata. Którzy są moją odskocznią i tarczą od rzeczywistości i ogólnego społecznego syfu. To bardzo wyselekcjonowane jednostki. Swojego czasu usunąłem na facebooku ponad 400 osób. Do tego ponad 500 na naszej klasie. Pomijając już kolejne setki ludzi, z którymi nie łączyłem się przez żaden z portali. W tej chwili zostało ok. 150 osób. Z czego w kontakcie jestem pewnie z jakąś 1/3. Można by rzec, że jestem wybredny i wymagający. Ale po prostu dbam o czystość socjalną w swoim otoczeniu i o to, żeby mieć kontakt z tymi, którzy faktycznie coś wnoszą swoją obecnością, którzy sprawiają, że chcę im powiedzieć „dobrze, że jesteś”. 17. Wizerunek. Edukowałem się w tym temacie w praktyce. Uczyłem się o tym na studiach. Zgłębiałem tą dziedzinę na różne sposoby i znajdowałem optymalne sposoby w tej dziedzinie. Dlatego nawet w tych kilku momentach życia, kiedy nie miałem gdzie spać, albo pieniędzy na zwykłą bułkę – wyglądałem lepiej niż większość ludzi, którzy byli wokół mnie i czułem się pewniej i lepiej niż oni. Ale wpadłem w ten sposób w pewną pułapkę. Ludzie uwierzyli, że nie mam słabości, moje życie jest pasmem sukcesów i wszystko przychodzi mi z łatwością i lekkością, niczym za dotknięciem magicznej różdżki. A to nie do końca tak było. I nie spodziewam się, że kiedyś będzie. A w drugiej części o tym, w co wierzę, o moich poglądach na kluczowe społecznie sprawy. O tym, co nas dotyczy, jako ludzi i mieszkańców takiego, czy innego kraju. 11 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

59 faktów o Hermesie Morpheusie cz. 2 – poglądy i wartości Życie na tej planecie wiązało się z wieloma, często przykrymi, historiami. Jednocześnie było źródłem mnóstwa obserwacji, refleksji, a także świadomości tego, co się tutaj dzieje i co ludzie wyprawiają w tej części wszechświata. I nie tylko ludzie, jak się okazuje, a na co mamy już wystarczające potwierdzenie. Więc jakie są moje poglądy i co najbardziej cenię tutaj? O tym w drugiej części, w której podzielę się także dość szerokim spektrum wiedzy o świecie, w którym żyjemy. W pierwszej części było o tym, kim jestem jako człowiek. W kolejnej natomiast o tym, co dostrzegam w kontekście całej cywilizacji ludzi i tego, co ich dotyczy. Problemy społeczne 1. Ludzie. Te ślady, które mi zostawili sprawiają, że naprawdę nie sposób nie uznać – że większość to niestety zwykli idioci. Lub skurwysyni. Bo albo krzywdzili przez głupotę, albo celowo. Co bardzo utrudnia koncepcję Bodhisattvy i łączenia swojego życia z życiem innych. Tych, którzy bardzo nie ogarniają świata i tego, jak działa. I którzy zamiast poszukać alternatyw i rozwiązań – uciekają się do zadawania cierpienia innym. Siejąc nienawiść, zamiast zrozumienia. Naprawdę trudno się żyje w takim otoczeniu. 2. Społeczeństwo. W odróżnieniu od poszczególnych ludzi, którzy tworzą tą sieć informacyjną – społeczeństwo to system złożony z informacji, które łączą się ze sobą, tworząc swoisty organizm. Jak widownia w jakimś programie telewizyjnym czy koncercie. Tam nie ma jednostek. Tam jest pewien nowy byt, który posiada swoją osobliwą inteligencję i formę grupowej komunikacji. I tak samo jest w przypadku ludzi wypełniających przestrzeń miejską. Jest to pewien organizm, którego zwyczajem w takiej Polsce na przykład – jest to, że jednostki sobie „obce”, traktują się z obojętnością, a często wręcz niechęcią. Nie zdając sobie nawet sprawy ze szkodliwości takiego programu, który w tym organizmie funkcjonuje. Jest takie powiedzenie, że ilość inteligencji dla społeczeństwa jest stała – ale ludzi wciąż przybywa. I być może coś w tym jest. 3. Polityka. Oryginalnie to forma zarządzania społeczeństwem. W praktyce zbiór absurdów i przestarzałych, pozbawionych sensu, złodziejskich rozwiązań oraz praktyk. Odrzucam koncepcje centralnego sterowania. Nie wierzę w to, że jakiś cieć w garniturze, zamknięty w warszawskim urzędzie jest w stanie zarządzać problemami jakiegoś człowieka we wsi na podkarpaciu. Wierzę natomiast w centralny projekt, którego realizację i modyfikację wedle potrzeb realizują poszczególne jednostki terytorialne. W przypadku polityki samorządy, albo organizacje pozarządowe. W przypadku społeczności – określone grupy celowe. Wierzę też w działania doradcze i negocjacyjne, których celem jest wspieranie w rozwiązywaniu problemów i ułatwianie współpracy poszczególnych grup czy struktur. 4. Wojna domowa. W Polsce trwa wojna domowa. To jest fakt. Nastąpił potężny rozdział na przełomie pokoleń okresu II Wojny Światowej, a ich wnukami. Ich dzieci są gdzieś pośrodku, ale z całą pewnością widzą, że pokolenie ich rodziców, a naszych dziadków nie poradziło sobie z traumą wojny, ani z tym, co działo się później. Kraj został zrujnowany, a podział okazał się być zbyt wielki. Ostatecznie doprowadzono ten kraj do społecznej ruiny, do kryzysu wewnątrz najbardziej podstawowych struktur, jakim są rodziny – a w konsekwencji uczyniono z tego kraju gospodarczą kalekę. I jest bardzo mało ludzi, którzy mogliby ten kraj postawić na nogi. A jednocześnie pod ich własne cały czas różni ludzie rzucają przeróżne kłody, narzucając różnego rodzaju ograniczenia i spowalniacze.

12 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

5. Pokolenia. W tej chwili w Polsce nie jestem w stanie wyobrazić sobie sytuacji, w której mogłoby dojść do porozumienia pomiędzy starszymi pokoleniami, a młodszymi. Jedyne, co możemy zrobić, jako pokolenia przejściowe, czyli lat ’70 i ’80 – to odciąć się od starych, zacząć budować alternatywną rzeczywistość i wdrażać w nią młodych a jednocześnie dać sobie i im swobodę działania oraz tworzenia.

6. Kościół/Religia. Jeden z największych wrogów zdrowego społeczeństwa. Chora, patologiczna struktura kontroli, która powoduje poważne problemy i zaburzenia na poziomie myśli, emocji, poczucia własnej wartości czy też seksualności. Więcej o tym pisałem w tym tekście. A poznałem te mechanizmy bardzo dobrze, bo spędziłem sporo czasu na poznawaniu i analizowaniu tych struktur. Nawet przez jakiś czas byłem w ich ruchu oazowym w czasach liceum. Nawet poznałem tam trochę fajnych osób. Niestety poróżniła nas religia właśnie i moje przywiązanie do prawdy i rozumu. Zresztą problem dotyczy w zasadzie każdej religii. To w ich imię wymordowano najwięcej ludzi na tej planecie. Już dawno straciła swoją strukturę regulującą i stała się swoją własną karykaturą oraz zaprzeczeniem. Bo jak inaczej mówić o ludziach, których dogmatem jest „nie zabijaj” – a którzy to palili ludzi żywcem i torturowali ich bestialsko, bo mieli inne poglądy od narzucanych przez tych ludzi od „nie zabijaj”. Kpina i absurd. 7. Związki partnerskie. Nic mnie tak nie wkurza, jak sprowadzenie tego tematu do kwestii czy homoseksualiści będą czy nie będą mogli się wspólnie rozliczać z podatków. Bo związki partnerskie są przede wszystkim dla osób heteroseksualnych! Bo jest ich większość i to ich ten temat dotyczy. Ale jak w takim zarażonym katolicyzmem kraju kler sobie uświadomił, ile pieniędzy straci na tych wszystkich ludziach, którzy nie będą biegli do kościółka w białych welonach dawać „co łaska 2 tysiące” albo i więcej – to im na rękę jest sprowadzić ten temat wespół z usłużnymi polityczkami i mediami od nich zależnymi do kwestii, do której sami przede wszystkim ludzi podburzyli. 8. Homoseksualiści. Nie obchodzi mnie, co, kto i z kim robi w swoim łóżku. Natomiast nie lubię publicznego obnoszenia się ze swoją orientacją. A już obrzydzeniem napawają mnie te wszystkie cioty, których głos mieści się w rejestrach szczekania wykastrowanego ratlerka. Ratlerki też mnie zresztą wkurzają. Te wszystkie wypindrzone paniusie z miękkim zwisem w gardle. A jak jeszcze zaczynają gwiazdorzyć, to mi się naprawdę nóż w kieszeni otwiera. Zjedz snickersa geju. Generalnie są mi obojętni, póki są daleko ode mnie. 9. PUA. Jeszcze gorszy typ gejów. Bo chowających się pod płaszczykiem „uwodzicieli”. Takie same miękkie fryty, z tą różnicą, że ta społeczność przerabia ich na socjopatów lub homoseksualizujących zwolenników środowiska pozbawionego kobiet. No bo jak wytłumaczyć fakt, że w społeczności rzekomych podrywaczy i uwodzicieli praktycznie nie ma kobiet, są jedynie opowieści o nich sprowadzające je do obiektów, na których testują różne sztuczki i które jakoś na nie reagują, a ostatecznie każde ich wyjście kończy się tym, że połazili sobie po centrum handlowym z kilkoma kolegami, albo wypili kilka browarów w klubie. Wkurzają mnie tym bardziej, bo skutecznie okłamywali także mnie. Ja natomiast straciłem prawie 3 lata życia na próby zreformowania tejże społeczności. O jakże się pomyliłem. Nie uwzględniłem jednego prostego, acz fundamentalnego faktu. Że im może wcale nie chodzić o kobiety. Ku przestrodze napisałem krótki e-book, w którym opisuję, jak krok po kroku prowadzi się zagubionych młodych chłopaków w zupełnie odwrotnym kierunku, niż ten który pierwotnie ich tam zaprowadził. Nie ma mnie tam już od dawna i mało mnie już obchodzą ci ludzie, ale niechęć nadal jest szczera i żywa. Bo nienawidzę ludzi, którzy mnie oszukują, a w konsekwencji okradają mnie z Prawdy i Czasu, a w

13 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

konsekwencji zabierając moją Wolność. Gdybym ten czas poświęcił sobie, a nie tej społeczności – wyszedłbym na tym o niebo lepiej. Wartości 10. Prawda. To, co w życiu najbardziej cenię, to prawda. Zawsze jej szukałem. Oswoiłem się z faktem, że prawda najpierw Cię wkurwi, ale później Cię wyzwoli. Nieustannie szukam tych wyzwoleń, tych prawd w świecie, w którym króluje kłamstwo, a ciemnota wciskana jest do głów z prędkością karabinu maszynowego. W tym świecie Prawda jest najbardziej deficytowym towarem zaraz obok Czasu i Wolności. 11. Czas. Kradzież czasu jest gorsza niż kradzież pieniędzy. Bo czasu już nie odzyskamy. Dlatego uczę się z niego korzystać, a jednocześnie robić z nim magiczne rzeczy. Dla mnie nie jest niczym niemożliwym przygotowanie w kilka tygodni zaplecza pod jakiś model biznesowy. Nawet z ograniczonymi zasobami innego typu lub nawet ich brakiem. Choć to wymagająca sztuka. 12. Wolność. Jej potrzeba była ze mną od zawsze. Już jako dziecko nie znosiłem, kiedy ktokolwiek próbował ingerować w moje plany lub cokolwiek mi narzucać. Tak mam do dzisiaj. Nie znoszę ludzi, którzy nie potrafią prosić, negocjować lub zlecać – a zamiast tego próbują rozkazywać, wymuszać lub oszukiwać dla osiągnięcia jakiegoś efektu. Podróż w jej poszukiwaniu była jednym z największych wyzwań tego życia, którym żyłem dotychczas. 13. Korzyści. To ich ludzie szukają i to one napędzają ludzi do działania. Zwykle albo chcą coś zyskać, albo pozbyć się jakiegoś problemu. Tak czy owak – moja praca, jak i praca każdej innej osoby – opiera się na generowaniu odpowiednich Korzyści dla siebie i innych. 14. Pieniądze. W okresie dorastania nawrzucano mi mnóstwo chorych i szkodliwych poglądów na ich temat. Naturalnie zrobili to ludzie, którzy nie potrafili nimi odpowiednio zarządzać, ani mądrze z nich korzystać. One nie są do chomikowania ich. Pieniądze są narzędziem obrotu, a jednocześnie atrybutem o magicznych właściwościach. Po prostu trzeba umieć ich używać, tak samo jak młotka. Jeden walnie się nim w palec, inny walnie nim kogoś w głowę, a ktoś zbuduje z jego pomocą dom. To tylko narzędzie. Tylko i aż w rzeczywistości, w której żyjemy, jak się okazuje. 15. Moc. Powstaje z połączenia Prawdy, Czasu i Wolności. Kiedy za ich sprawą generuje się odpowiednie Korzyści, ludzie odwdzięczają się za nie w odpowiednich modelach Pieniędzmi. Mniej więcej taka jest ścieżka do budowania Mocy. Mocy oddziaływania na świat, zmieniania go wedle woli bądź projektu. Kontrowersyjne tematy 16. Śmierć. Nie mam z nią żadnego problemu. W zasadzie jedynym pocieszeniem dla mnie w wielu chwilach była świadomość – że przecież ostatecznie jedyne, co może mi się przytrafić, a co przecież i tak najpewniej będzie – to śmierć. A to nic takiego. Po prostu mnie nie będzie. Wielokrotnie chciałem, żeby mnie nie było. Nie raz zazdrościłem tym, którzy już odeszli. Dlatego śmierć traktuję, jako naturalną część życia, a w wielu przypadkach wręcz jako coś pożądanego i co jest optymalnym rozwiązaniem w niektórych sytuacjach . Choć jeśliby miało mi się kiedykolwiek przytrafić „samobójstwo” – to nie dajcie sobie nigdy wmówić prostych wyjaśnień w tej kwestii. Jeśli nie zrobiłem tego dotychczas, jeżeli nie spowodował tego brak domu, pieniędzy, ciężka choroba, wieloletnia alienacja i samotność, miłosne zawirowania albo śmierć bliskich mi istot – to mało prawdopodobne, żebym miał ku temu wystarczająco mocny powód tudzież chęć na dalszej drodze życia. 14 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

17. Eutanazja. Każdy ma prawo decydować o swoim życiu i bycie. Państwo się w to wpieprza, próbując używać argumentu tożsamości prawnej, żeby kontrolować ludzi. Cały czas to zresztą robi. Ale zapomina o jednym. To byt biologiczny jest nośnikiem prawnego a nie na odwrót i to człowiek ma prawo zdecydować czy i jak długo chce być na tym ziemskim padole. Eutanazja to dobrowolne odejście z tego świata. Uważam, że każdy ma prawo podjąć taką decyzję, a przede wszystkim, że nikt nie ma prawa komuś takiej decyzji odmawiać. 18. Aborcja. Trudny wątek. Bo to tutaj już nie decyduje się o swoim losie czy życiu, ale o czyimś. I o ile urodzenie kogoś w niektórych warunkach jest większą zbrodnią niż aborcja – o tyle czynników, które mogą o tym decydować – jest ogrom. Mogę jedynie stwierdzić, że mniej bym miał za złe w kwestii mojego życia aborcję, niż zgotowanie mi takiego dorastania i życia przez tyle lat. Natomiast nie podjąłbym się ogólnej oceny tego zjawiska. Moim zdaniem zawsze wymaga to indywidualnej oceny sytuacji. W przypadku własnych potomków – nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Zbyt wiele poczucia spełnienia i radości daje mi myśl o tym, że spotkamy się w końcu razem i będziemy mieli dla siebie dużo czasu i wszystkiego. 19. In-vitro. Akurat tutaj nie jestem wcale zwolennikiem. Daleko mi do niego. Tak, jak mnóstwo ludzi nie nadaje się za kierownicę, tak samo wielu rodziców jest bardzo źle przygotowanych do tej roli. Powiększać jeszcze bardziej to grono? W moim przekonaniu to, że dana para nie może mieć ze sobą dziecka – z czegoś wynika. A ponieważ dopasowanie jest fundamentem we wzorze miłości, w moim przekonaniu taka para powinna poszukać innych rozwiązań – zmiana partnera, albo zagłębienie się w swój stan zdrowia chociażby. Ale nie próbować na siłę przechytrzyć naturę. Ja wierzę, że natura wie co robi. I jak nie każdy powinien mieć prawo jazdy, tak nie każdy powinien mieć dziecko. Czy się to komuś podoba czy nie. To za duża odpowiedzialność i za duże ryzyko, żeby decydować o takich kwestiach na zasadzie „bo wypada mieć”. Natomiast nie zabraniam. Po prostu uważam, że ludzie nie myślą w takich kwestiach racjonalnie i nie zamierzam się do czyjejś głupoty dokładać w formie dofinansowań z moich czy czyichkolwiek pieniędzy. A jak ich stać, to kto bogatemu zabroni…

20.Obce cywilizacje. Temat, który dla mnie jest i był oczywisty od zawsze. Prosta statystyka nawet. Zresztą, o tym pisałem we wpisie, który gromadzi kluczowe informacje na ten temat. Każda epoka ma swoje rewolucje. Jedni mieli Kolumba, inni mieli Kopernika. My mamy to. Świadomość, że ta okrągła planeta, kręcąca się wokół słońca istnieje w międzygalaktycznym i międzycywilizacyjnym kontekście, w którym bezmyślne przekonanie o wyższości tej cywilizacji nad innymi formami życia jest prymitywnym i infantylnym wierzeniem, które jest kompletnie pozbawione połączenia z obserwowalną rzeczywistością. 21. Poliamoria. Na koniec, bo wprowadzając do ostatniej części Faktów. Tłumacząc to na polski – wielomiłość. Forma relacji, która oficjalnie była zawsze częścią moich relacji z kobietami. Była jawna, oparta na dobrowolności i na przekonaniu, że w bliskości chodzi o dawanie sobie możliwości ponad narzucaniem jakichkolwiek ograniczeń. Ostatecznie dzięki temu modelowi relacji zrozumiałem czym jest wybór w relacjach, jak korzystać mądrze ze swobody w tej części życia, jak ważne jest dopasowanie i że pewne rzeczy dzieją się naturalnie, z czasem, a ich sztuczne narzucanie w imię konwencji szkodzi relacji i czyni ją często toksyczną, zbyt zamkniętą, powodując, że chce się z niej uciec. Ja myśląc o monogamii chciałem uciekać. Już nie muszę, nie mam takiej potrzeby. Ale to poczułem i zrozumiałem dzięki temu, że nigdy nie pozwoliłem na to, żeby ktoś za nas decydował – 15 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

jaka będzie ta nasza relacja. Dzięki temu zrozumiałem i poczułem, na czym polega faktyczne budowanie wspólnego świata i życia i co jest ważne. Bo dzięki temu wiem, jak smakuje szczęście i jak go szukać i jak je wspólnie znajdować. A na koniec o miłości, pasjach, rozwoju, a także o planach na przyszłość. O tym wszystkim, co mnie napędza do działania.

16 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

59 faktów o Hermesie Morpheusie cz. 3 – kobiety, rozwój i plan na przyszłość Moje pierwsze próby nawiązania jakichś bliższych relacji z kobietami – bo tak to niestety należałoby określić – zaczęły się mniej więcej w wieku, w którym rozpoczęła się też moja przygoda z rozwojem osobistym. Chociaż w tamtym czasie ta nazwa nawet jeszcze nie funkcjonowała. Przez te 12 lat zbudowałem wizję oraz kompetencje potrzebne do tego, żeby napędzić działania na najbliższe 20 lat i dalej. Bo co najmniej na tyle mam zaplanowanego życia i celów. A ten najważniejszy to… Ale po kolei. Kobiety 1. Kobiety. Lubię miękkość ich skóry. Zawsze zwracam uwagę na twarz, spojrzenie i głos. Z tym ostatnim bywa najsłabiej. To trochę smutne wręcz, kiedy widzę ładną istotę, która traci swój urok w jednej chwili, kiedy tylko otworzy usta. Chyba nie mógłbym być z kobietą, której głosem nie mógłbym się upajać. Naturalnie inne przymioty kobiecego ciała i duszy także mnie poruszają. Pod tym względem chyba rzeczywiście kobiety mogą mówić o sobie w kategoriach płci pięknej. A kiedy jeszcze dana istota jest płcią zadbaną i dobrze ubraną – wprawia mnie to w swojego rodzaju zachwyt i jest źródłem wielkiej przyjemności. 2. Ten kluczowy moment. To dla mnie bardzo ważne, ten moment, kiedy czuję, że jej obecność sprawia mi przyjemność. To jest chyba najważniejszy element, na podstawie którego stwierdzam, czy warto daną kobietę bliżej poznać. 3. Uwodzenie. Pojęcie wieloznaczne. Kiedyś go używałem w kontekście bloga, którego tworzyłem. Zrezygnowałem z tego pojęcia, ponieważ jest spalone – podobnie, jak kilka innych słów. Dla mnie natomiast to zawsze był obustronny proces, w którym budujemy swój własny, prywatny, intymny świat. Świat, w którym tworzymy nasze własne reguły. Dlatego choć stworzyłem swojego czasu coś, co można spokojnie nazwać encyklopedią uwodzenia w pigułce – jedyne, czego doświadczysz – to mnie. Tego, kim jestem. Ta wiedza wzbogaciła mnie, jako człowieka. Ale jest wtórna względem tego, kim się stawałem przez lata. Jest uzupełnieniem dla mojej drogi życia, ale zdecydowanie nie jest nią samą. Tą buduję i być może ktoś, kiedyś będzie nią szedł wraz ze mną. 4. Związki. W zasadzie całe aktywne towarzysko życie prowadziłem z uwzględnieniem faktu, że monogamia mi nie leżała. W tym sensie uwzględnieniem, że każda moja partnerka czy też kobieta, z którą miałem do czynienia – była uświadamiana przeze mnie odpowiednio wcześnie, że ten typ relacji mi nie pasował. I wtedy mogła wybrać, co z tym zrobić i czy chce dalej w to iść. Jedne się wycofywały, inne robiły sobie nadzieje, że zmienię zdanie lub po prostu chciały sprawdzić, co się wydarzy, a z jeszcze innymi od tego zaczynaliśmy, a z czasem rodziło się z tego coś, co osobiście nazwałbym dzisiaj klasycznym, fajnym związkiem. Choć to określenie w sumie nigdy nie padło. I najwyraźniej to był największy problem w tych sytuacjach. 5. Monogamia. W zasadzie myślałem o niej głównie w kontekście potomków. A że do dzieci mi się nie spieszyło, toteż i do monogamii nie za bardzo. To się trochę zmienia. Chyba trochę się starzeję. Albo dojrzewam. Mnie tam obojętne, jak się to nazwie. W każdym razie nie wykluczam. Wiele zależy od tego, kogo spotkam na swojej drodze. 6. Potomkowie. Faktem jest, że ostatnio częściej o nich myślę. Słowo dzieci, także jest słowem, które źle się kojarzy. Dla mnie, te istoty, które zaproszę na ten świat – są indywidualnościami, wolnymi i autonomicznymi od samego początku, a jednocześnie niosą jakiś zestaw cech i połączenie tego, co w sobie nosimy i kim jesteśmy razem z 17 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

partnerką. W zasadzie już teraz jestem z nich dumny. A jednocześnie bardzo ciekaw kim będą i jakie drogi życia wybiorą. Chociaż jeszcze ich nie ma, a Tą, z którą zaprosimy je na świat – pewnie dopiero poznam. 7. Dogadywanie się. Ktoś mi kiedyś powiedział, że kobiet nie da się zrozumieć. Oczywiście był to facet. I to niejeden. Cóż. Mylili się. Przynajmniej do pewnego stopnia. Bo rozumiem kobiety. Czasami nawet lepiej, niż one same siebie. A mimo to nadal potrafią mnie zaskoczyć. A przy okazji siebie chyba też. 8. Domyślanie się. Potrafię. Ale jak każdy facet zapewne, nie lubię. Nie lubię, bo czasami zostaje zbyt wiele przestrzeni dla mylnych interpretacji. Wolę, jak powiesz mi coś wprost. Wtedy nie muszę się domyślać. I nie martw się – słyszałem już takie rzeczy, że drobne problemy po prostu przyjmuję do wiadomości, uwzględniam i wdrażam bez rozwodzenia się nad nimi. A większość spraw to drobne sprawy. 9. Przyjaźń damsko-męska. Naturalnie, że istnieje i może istnieć. To nie jest kwestia tego, czy to możliwe czy nie. Moim zdaniem kluczem jest dostrzeżenie drugiej osoby, człowieka, duszy, z którą nawiązujemy tą więź. Niemniej najpiękniejsza przyjaźń damsko-męska, jaką znam – to ta, która łączy mnie z kochanką i partnerką zarazem. Wtedy cudownie dopełnia całości i stanowi kluczowy fundament dla takiej relacji. Nie poszedłbym do łóżka z kobietą, której nie traktowałbym, jak swojej przyjaciółki. Nie widziałbym w tym większego sensu. Choć faktycznie przyjaźnię się z tymi, które były niegdyś moimi kochankami. I to także jest możliwe, a jednocześnie moim zdaniem pięknie świadczy o tym, że te relacje faktycznie opierały się na czymś mocnym i szczerym. Rozwój, kompetencje i pasje 10. Początki. Zaczęło się w wieku czternastu lat. Pamiętam nawet od czego. Jose Silva „Mental Dynamics”. To od tej publikacji spojrzałem na umysł z nowej strony, szukając reguł kształtujących świat, ludzi i ich zachowania. Później zagłębiałem się w wiedzę o podświadomości, klimaty ezoteryczne, astralne, energetyczne, medytacyjne. Na początku łykałem wszystko, jak młody pelikan. Dopiero z czasem wyrobiłem sobie umiejętność krytycznej analizy i oceny danej wiedzy. A jednocześnie weryfikowałem ich przydatność w codzienności. 11. Lektury. Dziesiątki tematów, setki publikacji, tysiące przeczytanych stron, miliony przetworzonych w umyśle znaków. Moje lektury w liceum znacząco różniły się od tego, co narzucali nam w szkole. Bardzo często przesiadywałem w bibliotece lub mieszkaniu, czytając o muzyce, o fizyce kwantowej, ale i o budowie samochodu. Natomiast lektury szkolnej nie przeczytałem żadnej. Lalkę zacząłem. Ale to było złodziejstwo czasu, takie samo jak te z lat poprzednich. Młodzi mają pełne prawo nienawidzić tych idiotyzmów i „obowiązków” narzucanych przez stare pokolenia. Są kompletnie z dupy i totalnie pozbawione jakiejkolwiek wartości czy przydatności w życiu. Sprawdziłem. Tak samo, jak miliony innych, na których się eksperymentuje w tzw. „szkołach”. 12. Kompetencje. Przez lata kształciłem kompetencje, które dzisiaj są moim najcenniejszym kapitałem. Żadnej z nich nie było w oficjalnym planie nauczania. Wszystkie wiązały się z jakąś dodatkową aktywnością i inicjatywą. Te rzeczy, które były zaplanowane i narzucone przez ministerstwo – były zwykłymi złodziejami czasu, zapychaczami umysłu. Ostatecznie lądowały w nieskończonych odmętach zapomnienia. Tam gdzie jest ich miejsce. 13. Pisanie.Pierwsze większe dzieło – opowiadanie na podstawie gry komputerowej – powstało, kiedy byłem w 3 klasie podstawówki. W zasadzie powinienem doliczyć jeszcze 18 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

ze 2 lata, bo wcześniej była gazetka rodzinna, co sprawiło, że pisałem pierwsze teksty wkrótce po tym, jak nauczyłem się składać słowa na papierze. Po drodze, przez tych ostatnich 17 lat, powstały prace w zasadzie każdego gatunku. Mnóstwo felietonów, trochę reportaży, wywiadów, newsów, kilka opowiadań i powieści, setki wpisów na blogach i jeszcze więcej wypowiedzi na forach, e-booki, poradniki, teksty copywriterskie i co tam jeszcze ma swoją nazwę i składa się ze słów. Siedzi to na komputerze, w starych wydrukach, gazetach, na forach, blogach i stronach wszelakich. Zapisałem tysiące stron. To jedna z najcenniejszych i najgłębiej zbadanych kompetencji, jakie w życiu posiadłem. Zresztą słowem robiłem w życiu różne rzeczy, ale o kobietach już przecież było… 14. Wystąpienia Publiczne. Doświadczenie z aktorstwem, które sięga początków liceum pomogło mi oswoić się ze sceną, z sytuacjami publicznymi. Doszedłem do miejsca, w którym prowadziłem seminaria w tematach dla mnie znanych, choć nigdy wcześniej nie prowadzonych, a o których dowiedziałem się na kilka godzin przed samym wystąpieniem. Były sytuacje, gdzie prowadziłem wystąpienia a nawet całe, ponad godzinne szkolenie dosłownie z marszu (to miało miejsce np. w ramach feedbacku dla grupy MLMu, właśnie w ramach wystąpień i prezentacji). To jest możliwe, dzięki niezwykle skutecznej metodzie przygotowywania i tworzenia takich właśnie wystąpień, a którą wypracowałem i udoskonalałem przez lata. 15. Social media. Było kilka kanałów na YouTube. Kilkaset tysięcy wyświetleń. (kanał nikolaos1987 oraz Hermes Laos oraz Hermes Morpheus). To dzisiaj nie ma wielkiego znaczenia. Było natomiast cennym doświadczeniem odnośnie niezależnej pracy nad budowaniem wizerunku, obserwacji reakcji ludzi na różne treści, tego co różne działania wywoływały w większych grupach ludzi, jak i w jednostkach. To zresztą analizowałem także na kilku większych forach. Natomiast to były jedynie przygotowania do realnego startu z robieniem własnych produkcji video na większą skalę. 16. Coaching. Ze względu na korzenie pedagogiczne (matka i babcia nauczycielki), które się we mnie objawiały od zawsze – ciężko jednoznacznie stwierdzić, kiedy zaczęło się moje nauczanie. Dużo się działo i podjęta kiedyś decyzja o wdrożeniu reformy edukacji jest w mocy. Choć zamierzam robić to oddolnie. Kluczowa tematyka w tamtym czasie to rozwój osobisty i relacje. Obecnie przede wszystkim w kierunku modeli biznesowych i pracy z ludźmi. 17. Webdesign. Stron stworzonych własnoręcznie powstało już dotąd kilkadziesiąt. Strony projektów tworzę samodzielnie. W zasadzie pogłębienie znajomości html i css było bodaj najcenniejszą twardą umiejętnością w dalszej drodze życia, jaką wyniosłem m.in. przy okazji zajęć na uczelni. Nie wiem na ile to świadczy o niej samej, tym bardziej, że to były zajęcia opcyjne… 18. Muzyka. O ile pisanie pomogło mi poukładać swoje myśli – o tyle to właśnie nauka i rozwój umiejętności gry na pianinie pomógł mi poukładać emocje. Zarówno jedno, jak i drugie miało swój najintensywniejszy okres wzrostu właśnie w czasach liceum. To właśnie był czas, który wyciągałem spomiędzy szkoły, żeby móc się zająć faktyczną edukacją i rozwojem. Poznałem także całkiem solidne podstawy gitary, natomiast tą umiejętność także planuję rozwijać. Podobnie, jak pracę nad wokalem. 19. Głos. Kiedyś padły takie zabawne słowa „bo Ty to tak się napawasz tym swoim głosem i prawisz te swoje mądrości!”. No dobra, kiedyś faktycznie miałem takie momenty. Ale to akurat było znacznie wcześniej, niż kiedy te słowa padły. Natomiast owszem, włożyłem ogrom pracy w głos i w sposób mówienia. To jedna z tych kompetencji, która była u mnie 19 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

na bardzo niskim poziomie, ale z czasem i rozwojem przekroczyłem przeciętność. Podobnie pracuję w wolnych chwilach nad wokalem. To pewien mój kruczek, coś co wymaga ode mnie bardzo wiele i gdzie wiele detali i elementów gdzieś tam przeszkadza, chowa się czy sprawia trudności. Czy może raczej sprawiało. Bo tutaj cały czas zachodzi ewolucja, a momentami wręcz rewolucja i wraz z moim wzrostem i rozwojem, także ta sfera ma się coraz lepiej. Co mnie bardzo cieszy, bo mam plany z tym związane. 20.Przedsiębiorczość. Nie miałem ani podstaw, ani nawet kontaktów z ludźmi, którzy mogliby mi pomóc w tej dziedzinie. Dlatego zabrało mi kilka lat, żeby zrozumieć wiele podstaw, a także wykształcić i wdrożyć w ten kontekst swoje umiejętności i kompetencje. Tak na dobrą sprawę nadal jeszcze pierwsze faktyczne sukcesy i odczuwalna kapitalizacja pomysłów oraz tego, co wypracowałem – przede mną. Jednak to jest jedna z tych kluczowych dziedzin życia, która jest moją drogą do tych wszystkich miejsc i celów, które chcę zrealizować. To kolejna kompetencja, której przyszło mi się uczyć i doskonalić w samotności. Jednak i tym razem spodziewam się ponadprzeciętnych wyników z rozwoju tej kompetencji. Mam wręcz przeczucie, że jestem na krawędzi lawiny, którą przygotowywałem przez wiele ostatnich lat, żeby nie powiedzieć, że wręcz całe swoje życie tutaj. Przyszłość w teraźniejszości 21. Deus Empire. 21 branż w ciągu najbliższych 21. lat. Taka jest koncepcja. Wiem bardzo dokładnie, co i dlaczego chcę stworzyć. A stworzyć chcę przede wszystkim społeczność ludzi szczęśliwych, wolnych, niezależnych, którzy budują nową rzeczywistość. Rzeczywistość, w której jest miejsce na radość, na szczęście, na korzystanie z potencjału, który mamy. W którym będziemy przekraczać ograniczenia i budować świat możliwości. Świat, z którego będziemy mogli czerpać. Świat oparty na zupełnie nowym dla ludzi paradygmacie – na współpracy, na współdziałaniu, na dzieleniu się. Świat, w którym wykorzystamy możliwości, jakie daje nam XXI wiek. Świat, w którym nastąpi w końcu rewolucja w mentalności ludzi i doścignie rewolucję, jaka dokonała się w rzeczywistości technologicznej. To jest możliwe. Dlatego otworzyłem Deus Empire iFederation. Gdzie już teraz zapraszam Cię w odwiedziny. Być może jesteś osobą, z którą zbudowanie tej rzeczywistości będzie możliwe. Przekonamy się o tym tylko, kiedy to sprawdzimy… Wiesz już o mnie bardzo dużo. Teraz czas, żebyśmy mogli się poznać w drugą stronę. Na początek zapraszam Cię na stronę Deus Empire (http://DeusEmpire.com), żeby zapoznać Cię z wizją, którą przez co najmniej najbliższe dwie dekady będę żył. A następnie do Deus Empire iFederation (http://iFed.DeusEmpire.com), gdzie będziemy mogli się poznać, a Ty będziesz mieć okazję się przedstawić i przy okazji poznać innych, którzy czują, że to jest to miejsce, w którym chcą być i znajdą tam tych ludzi, których szukali. Przyjaciół, doradców, wspólników, ludzi wartościowych, otwartych, aktywnych, szczęśliwych, spełniających się każdego dnia. Właśnie takim miejscem chcę, żeby była iFederation. Ty także tego pragniesz? Jeśli tak, koniecznie odwiedź powyższe strony i zdecyduj, co zrobisz dalej. Widzimy się po drugiej stronie lustra, Hermes Morpheus

20 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Bo chyba przyszedłem na ten świat za wcześnie Raz na jakiś czas przychodzą na świat ludzie, którzy są inni niż wszyscy. Patrzą na tą rzeczywistość i nie rozumieją jej. Coraz częściej otoczenie przekonuje ich, że to z nimi coś musi być nie tak, jeżeli nie chcą żyć, jak reszta stada. A oni robią swoje. Ale to echo dudni im w głowie latami. Czasami zostają docenieni jeszcze za życia. Czasami już po swojej śmierci. Ale zdradzę Wam jeden sekret na temat tych ludzi. Jak by się zastanowić to potencjalnie z żadną ze stron nie jest nic szczególnie nie tak. Po prostu innowatorzy niemal zawsze rodzili się za wcześnie. I praktycznie zawsze też mieli za mało czasu, żeby dotrzeć wystarczająco szeroko z tym, z czym przychodzą… Przebyłem drogę ekstremalną. To jest ten typ edukacji, którego nie zdobyłbym na żadnej uczelni. Nie nauczyłbym się tego, zaczynając od pracy w korporacji, w czasie i stopniu, który by mnie satysfakcjonował. Natomiast przejście drogi ekstremalnej oznacza w tym przypadku osiągnięcie takiż właśnie efektów. I w moim obecnym miejscu w życiu, mogę rozpocząć swoją drogę, jako człowieka – w taki sposób, jaki mnie interesuje. A interesują mnie cele, zadania i skuteczność. Często znajdując kreatywne rozwiązania umożliwiające skupienie się na esencji produktywności i efektywności. A kluczem dla efektywności – o czym się przekonałem i co doskonaliłem kilkanaście lat – jest umiejętność dostrzegania wzorców, ich składowych elementów i odpowiedniego ich łączenia ze sobą. I tak na umiejętności sprzedaży składa się na podstawowym poziomie – zrozumienie człowieka, znajomość mechanizmu potrzeb i skuteczna komunikacja w obrębie własnej oferty. Te elementy razem dają efekt końcowy, natomiast kompetencje poszczególnych można kształcić na różne sposoby. I tak chociażby – zrozumienie człowieka doskonaliłem w trakcie praktyki mentorskiej. Dzięki temu, że ludzie przychodzili ze swoimi problemami i temu, że szukałem ich przyczyn, aby dokonać diagnozy – dowiadywałem się o ludziach rzeczy, o których nigdy bym się nie dowiedział w trakcie sprzedawania dowolnego produktu. Mechanizm potrzeb najlepiej analizować po sobie. Zasada kontrastu jest najsilniejszym narzędziem percepcji. W praktyce, jak nie znalibyśmy bieli bez czerni, tak trudno jest zrozumieć dostatek – nie będąc nigdy świadomym niedostatku. Ponieważ mój niedostatek był moim celowym wyborem – zaowocowało to tym, że jestem w stanie pokazać, jak można przeżyć za 400 zł/mieś. przy zachowaniu podstawowej satysfakcji życiowej, zaś już przy średniej krajowej prowadzić lifestyle milionera. Komunikację natomiast, doskonaliłem na wiele sposobów przez całe życie. 17 lat doświadczenia w pisaniu swoje robi. Wystąpienia publiczne i działania aktorskie sprawiły, że bycie w centrum uwagi jakiegoś audytorium sprawia mi, w sensie dosłownym, czystą przyjemność. Świadoma bliskość z kobietami nauczyła mnie zaś, troski o drugiego człowieka, jego odczucia i wrażliwość. Te wszystkie elementy razem – połączone z opracowaniem wzorca modelu sprzedaży, behawioralną analizą rynku i ekstremalną kreatywnością – zaowocowały szkoleniem Deus Empire Sales. Lub, jak lubię je nazywać, “Cokolwiek Komukolwiek” – dlatego, że zawsze ekstrema mają to do siebie, że poszerzają naszą świadomość tego, co jest możliwe. Co więcej – wiem, jak minimalizować koszta i przedkładam dostępność nad posiadanie. Tak było w przypadku Projektu Drukarskiego, gdzie w ciągu 2 miesięcy zorganizowałem samodzielnie projekt, który oprogramował w międzyczasie jeden programista (wypisał się niedawno i trzeba 21 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

zrobić restrukturyzację, ale w tym modelu można sobie z tym zaskakująco łatwo poradzić) i gdzie w tej chwili możemy używać sprzętu za kilka milionów złotych, a jedyne pieniądze, jakie na to wydałem – to te na podróże i jedzenie. A mamy w tej chwili kontakty i możliwości wydrukowania wszystkiego, na każdej powierzchni, produkcie, czy formacie (w tej chwili jedynie poza megaformatami w rozmiarze budynków), mając ponad 100 rodzajów papieru do wyboru oraz druk 3d. Przyszłość natomiast wygląda jeszcze ciekawiej – technologie umożliwią druk całych domów i bloków. Już teraz mamy przykłady wydrukowanych samochodów (Aston z ostatniego Bonda). Potencjalnie też, w każdej chwili mamy logistykę umożliwiającą wystartowanie z całą marką odzieżową. Mógłbym tak wymieniać te poszczególne elementy i wyniki mojego faktycznego rozwoju – natomiast chodzi o to, dwa główne fakty: 1)

Ostatnie dwa lata żyłem tym, co będzie się działo w ciągu następnych kilkunastu dekad. Już nie muszę. Już zobaczyłem przyszłość, której szukam.

2) Jestem w miejscu, w którym mogę śmiało powiedzieć, że zatrudniając mnie do jakiejś działalności – zatrudnia się osobę, która z powodzeniem może uzupełnić lub nawet samodzielnie zrealizować funkcje kilkunastu osób. To oznacza, że dość trudno zaburzyć płynność mojej pracy zewnętrznymi zależnościami. Nie że się nie da, ale prawa Murphiego dość regularnie są przeze mnie obijane. Ostatnio tylko coś im się udało odegrać, głównie na zdrowiu. Co więcej, współpraca ze mną oznacza zatrudnianie jednej osoby w kilkunastu odsłonach + cały pakiet kontaktów i modeli biznesowych, które można dość swobodnie transferować w zależności od potrzeb. Zwłaszcza w kwestii modeli. W praktyce zatem, można spokojnie stwierdzić, że jeśli potrzeba coś załatwić lub zorganizować – mogę tego w większości przypadków dokonać – dysponując odpowiednią ilością czasu i zasobów. Zwykle szybciej i z użyciem mniejszej ich ilości, niż ludzie do tego nawykli w podobnych sytuacjach. Trzeba tylko doliczyć czas na rozruch. Natomiast, żeby nie było tak kolorowo. Robiąc analizę mojej oferty, stwierdzam, że w segmencie zagrożeń jest fakt, że dla organizacji i ludzi w niej, największym wyzwaniem może być adaptacja równie szybka do mojej obecności – jak ma to generalnie miejsce w drugą stronę. I to będzie najważniejsze wyzwanie na start, żeby ułożyć współpracę z uwzględnieniem tego, co proponuję i tą świadomość przekazać dalej do osób w organizacji. Żeby mogły sobie łatwo umiejscowić mnie w swoich głowach i było to miejsce sprzyjające współpracy. Natomiast to jest już do ułożenia indywidualnie, w konkretnych przypadkach. Podobnie, jak zasady i forma wzajemności za pracę. Mam świadomość, że w przypadku pierwszej takiej współpracy – pierwszeństwo w ustaleniu warunków należy do organizacji. Moim celem jest pokazanie, jakie jest praktyczne przełożenie moich kompetencji na efekty działalności firmy. W tej chwili interesuje mnie znalezienie takiej firmy, w takiej branży – żebyśmy mogli razem działać w przyszłości, bez względu na to gdzie mnie poniesie i jak się rozwinie moja wizja przyszłości. To oznacza, że z mojej strony – ważne, żeby była to duża, międzynarodowa korporacja w jakiejś znaczącej branży, w której chce być liderem innowacji lub jest nim i ten kierunek chce dalej rozwijać. Jest o tyle łatwiej jeszcze działać razem, że angielski jest u mnie praktycznie, jak drugi ojczysty. Także kontakty międzynarodowe są wręcz wymagane z mojej strony – ponieważ za długo dusiłem się w tym polskim sosie. 22 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Moja droga nie była standardowa. Mam świadomość, że kogoś może śmieszyć to, że nocowałem w namiocie, albo nie dysponowałem środkami na zakup zwykłej bułki. I chociaż były to sytuacje jednostkowe, które wydarzyły się zaledwie kilka razy – one były podstawą pod zupełnie inne myślenie o zasobach i finansach. Mnie się już nie zdarza wchodzić do sklepu, wydać 50 zł i nie wiedzieć, na co one poszły. Nie kupuję rzeczy tylko dlatego, że miały ładne opakowanie (głównie dlatego, że wiem, jak tego mechanizmu się używa). Nie płacę też za produkty, bo ktoś mi je ładnie sprzedał, albo bo społeczeństwo uważa, że tak wypada. Natomiast przenosząc to na dużą skalę – nie wydam 1 mln zł na adaptację strony do Internet Explorera 6 – jak to miało miejsce w jednym z tych największych telekomów w Polsce – bo wiem, że to był wałek informatyków. Nie zrobię tego tym bardziej, że jestem jedną z niewielu istot, która potrafi tłumaczyć język informatyków na zrozumiały dla reszty ludzi i przekazać o co im chodzi. Dla mnie najważniejszy jest fakt, że spotykając się z kimś, kto ma to czego szukam – oferuję bardzo bogaty zestaw KOMPETENCJI. Coś czego z klasycznego biegu życia i edukacji, nigdy bym nie wyciągnął. Coś, co zresztą, najprościej będzie pokazać. A tak prywatnie już. To jest chyba w końcu ten ten etap, kiedy mogę zacząć żyć, jak zwykły człowiek (czy coś w tych okolicach). Który jednak prowadzi niezwykłe życie. I dostarcza takich też efektów tam, gdzie się znajdzie i z kim będzie pracował. Teraz mogę zacząć na nowo. W taki sposób i na takich zasadach, żebyśmy wszyscy na tym najbardziej skorzystali.

23 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Skorupa zdarzeń, czyli dlaczego docieram do liderów obecnych i przyszłych Gdyby porównać życie ludzkie do etapów życia kurczaka – najtrudniejszym momentem jest chyba właśnie przebijanie się przez skorupkę, wykluwanie się z jajka. Patrząc po ludziach, którzy są wszędzie wokół na ulicy, centrach handlowych czy innych miejscach publicznych – mam wrażenie, że niestety znalazłem się w chowie przemysłowym. Ale to nie do końca mój problem póki co. Przede mną tak czy owak jest etap wyklucia się, wyjścia na światło dzienne. A obecny etap swojego życia widzę właśnie w taki sposób. Wizja chowu przemysłowego ludzi nie jest może najbardziej optymistyczną wizją, jakką można mieć, ale hej – kurczaki też pewnie chciałyby wierzyć, że jest dla nich jakaś radosna przyszłość. Inna niż skończenie w panierce na tacy z napisem KFC. Ja też się łudzę, że tam dalej coś jest. Że być może ktoś pójdzie po rozum do głowy i uwolni nas z tego koszmaru. Bo tak, jak trudno się spodziewać spontanicznej rewolucji ze strony kurczaków, tak też takowa ze strony ludzi raczej nie nadejdzie. Nie, jeżeli nie ma ku niej odpowiednich warunków, inicjatywy właściwych jednostek i zaangażowania tych, którzy tą inicjatywę podejmą, aż reszta uzna, że właśnie takie są nowe standardy działania i zachowań. Co jednak, jeżeli faktycznie da się taki łańcuch zdarzeń zapoczątkować? Co jeżeli skorupa przez którą się obecnie przebijam – jest skorupą rewolucji. Skorupą zmian. Są pewne sygnały, które sugerują, że taki czas właśnie nadszedł. Nie są oczojebne, nie są jeszcze wymalowanym na niebie napisem „zapierdalać, jest nowe” (a może właśnie już są?) – natomiast dla mnie są wystarczające, żeby mieć wyraźne poczucie, że coś się dzieje. I dziać będzie. A, jako że zawsze miałem parcie na to, żeby być w pierwszych rzędach – przyglądam się tym wydarzeniom. Od wizji do możliwości To, co jest pewne na chwilę obecną to fakt, że każda rewolucja zaczyna się małymi krokami. Że zaczyna się od wizji i trafia do tych, którzy mają możliwości. A za nimi dopiero idą kolejni. Ja mam wizję. Obecnie przebijam się do tych, którzy mają możliwości. Tych, którzy także zwykle zaczynali od takiej czy innej wizji właśnie. To, co na przestrzeni moich działań i doświadczeń zrozumiałem – to fakt, że nie do końca jest sens pchać się do pierwszych rzędów. A przynajmniej nie tam, gdzie już jest tłoczno. Dzisiaj wiem, że znacznie sensowniej jest wspierać tych, którzy już w pierwszych rzędach są. A jednocześnie szukać dla siebie wolnej, niezagospodarowanej przestrzeni. I to jest wizja, z którą wychodzę. Wizja wspierania obecnych liderów, innowatorów. Lata minęły. Spojrzałem na mentalność konfrontacyjną zupełnie inaczej. Dzisiaj nie interesuje mnie konkurowanie z innymi, ani udowadnianie swojej wartość. Ja już ją znam. Mnie interesuje znajdowanie partnerów w działaniach, współpracowników, osoby, które mogą wesprzeć i które wesprą także mnie w moich projektach i wizjach. Moja droga To, co obecnie robię i na dobrą sprawę robić będę – to przebijanie się przez skorupę zdarzeń. To docieranie do tych, którzy będą kształtować i kształtują już obecnie rzeczywistość tego chowu. Bo jeśli kiedykolwiek uda się ludzkości z niego wyjść – to właśnie oni będą na pierwszej linii tych zmian. To za nimi pójdą kolejni. Ja swoją drogę widzę, jako wsparcie i pomoc w przygotowaniu się do realizacji tych zmian.

24 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

To jest ten moment, kiedy dołączam do Was. Zachodzi coraz więcej zbieżności, połączeń, powiązań. Teraz czas zacząć nadawać im mocy poprzez siłę połączenia i skoordynowania ich razem. Ostatecznie – moją misją jest znalezienie wspólnego języka i porozumienia pomiędzy liderami – aby mogli wzmocnić swoje działania i w sposób skoordynowany zacząć zmieniać rzeczywistość, w której wszyscy się znajdujemy. Make it happen W tej chwili – siedząc i pisząc to w centrum handlowym – widzę mnóstwo chorych jednostek. Widzę też od czasu do czasu jednostki obiecujące. Ale te drugie często są schowane, przestraszone, mają wątpliwości co intencji, nie potrafią czytać świata i ludzi. Zwykle same jeszcze nie widzą kim są i jak wiele mogą. Przebudzenie czeka. Wiele dróg i wiele rozwiązań wymaga koordynacji. Będę się z Wami kontaktował. Będziemy szukali porozumienia. Szukajmy wspólnych dróg. Te są. Tylko potrzebujemy narzędzi do ich wdrożenia i uruchomienia. Świat czeka na nasz ruch. Let’s make it happen.

25 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Tydzień z życia Tym razem z trochę innej beczki. Przez wiele lat tak właściwie funkcjonowałem w sposób bardzo odległy i inny od tego, jak ludzie na co dzień funkcjonują. Te 12 lat rozwoju osobistego i doskonalenia rozmaitych kompetencji zaowocowało efektami, w które może być w zasadzie nawet dość trudno uwierzyć. Ale właśnie taki jest wynik tak długiej i obszernej pracy nad tym, co faktycznie ważne. To są wpisy z mojego dziennika z ostatniego tygodnia. Dzień po dniu. Jak to mawia znajomy “another day at work” – mój przynosi mniej więcej taki obraz… 4 MAJA 2013 | RODZI SIĘ LEADER’S SCHOOL OF BUSINESS NIKODEUS Z DZIENNIKA HERMES MORPHEUS I A więc zaczęło się. Portal postawiony (props dla Grzegorza), jest sporo pracy do wykonania, żeby z nim wystartować – ale jest już fajnie. Zrobione dzisiaj: - Wybrany layout - Ogarnięte pluginy + rejestracja i wysyłanie zaproszeń przez facebooka i google - Stworzone działy na forum - Sprawdzenie działania poszczególnych elementów na portalu - Ułożenie elementów na stronie głównej Do ogarnięcia: - Jest jakiś problem przy ustawianiu ról w Privacy&Permissions (wygląda to, jak by nie dało się ustawić więcej znaczków niż jakaś ilość, albo nie wiem co – coś dziwnego się dzieje przy zapisywaniu) I trochę innych rzeczy, których już nie pamiętam, bo piszę wstecznie. Taka myśl na przyszłość, dzieje się tyle, że ciężko to spamiętać, więc dobrze jest to spisać tego samego dnia. Przy okazji sympatyczne spotkanie z Adrianem – zawsze miło się spotkać i pogadać, a przy okazji opowiedzieć, co tam u kogo słychać. Z pewnością będzie mocnym i owocnym partnerem w Programie Partnerskim Secure Print. Także mamy już kilka osób, które będą bardzo mocnym wzmocnieniem już na start w tym temacie. Bo, że branż i możliwości jest mnóstwo – to mówić chyba nie trzeba. A co chwilę pojawiają się nowe pomysły. Rodzi się radość, bo LSB Nikodeus [edit: nastąpi zmiana w kolejnych wpisach na nową nazwę] nabiera kształtów. 5 MAJA 2013 | CZASAMI SIĘ ZASTANAWIAM, CZY ABY NA PEWNO MOJA DOBA MA TYLKO 24 H Z DZIENNIKA HERMES MORPHEUS I No to lista dzisiaj zrobionych, póki jeszcze pamiętam: - Dopieszczenie layoutu i zrobienie grafiki na portalu - 2 obszerne teksty z nowego cyklu Lifestyle Milionera za Średnią Krajową na Nikodeus.pl (to będzie bomba i solidne yebnięcie. - Zaczynam już używać portalu - Projekt Magazynu: Projekt w Google Docs - Trochę zabawy w backendzie portalu

26 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Do zrobienia po przebudzeniu: - Zmiana czcionek na obsługujące polskie znaki [DONE] - 3 część Lifestyle’u Milionera [DONE] Błędy na stronie: - Problem z przydzielaniem uprawnień - Nie wyświetlają się eventy na głównej (prawdopodobnie problem jest powiązany z uprawnieniami) [SOLVED] To, co istotne w tym, co ma miejsce – to świadomość, że cyklem o Lifestyle’u Milionera podsumowuję niemal dokładnie 2 lata moich badań i poszukiwań, które rozpoczynały się właśnie, kiedy kończyłem ostatni rok studiów. To zabawne, ale dopiero z tej perspektywy widzę, że to, co robiłem ma sens. Zobaczyłem też jaki i dokąd z tym zmierzam. Niezwykle istotny dzień i niezwykle ważne teksty. Dzisiaj już poszła publikacja pierwszego, jest dość intymny, ale przełamuje pewną wizję i wyjaśnia historię ostatnich 2 lat mojego życia: Lifestyle Milionera za Średnią Krajową cz. 1: wprowadzenie i

moja historia 6 I 7 MAJA 2013 | PODSUMOWANIE, TOTEM I GŁĘBOKIE BADANIA TOŻSAMOŚCI Z DZIENNIKA HERMES MORPHEUS I 2 dni, jako, że były bezpośrednio ze sobą połączone. Nie sądziłem, że spędzę je na intensywnych badaniach kultur starożytnych i czasów historycznych, które kształtowały tzw. Kulturę Zachodnią. Ale od jednego do drugiego elementu, po nitce do kłębka – odnalazłem znacznie więcej, niż się spodziewałem… Ale po kolei. 6 maja stał pod znakiem pisania tekstu. Bardzo obszernego i ważnego i zajefajnego tak przy okazji. Ale nie mogło być inaczej, kiedy się podsumowuje 2 lata badań tak bardzo różnych i niezwykle istotnych. Badań, które zamykają także pewną epokę. Jednak publikacja dopiero jutro. Dzisiaj cz. 2 Lifestyle’u Milionera za Średnią Krajową - które przewraca do góry nogami możliwości, jakie ludzie mają na określonych poziomach zarobków – a z czego nie zdają sobie zupełnie sprawy. Duży otwieracz na świat i możliwości. Z rzeczy pobocznych. Zauważyłem, że jest problem z dostępem do sensownej wody. Bo nawet, jak już jest sensowna, to jest w plastikowych butlach, wystawiona na świetle – czyli kaszana. Więc jest duży potencjał, jeżeli ktoś nie chce wyrzucać na start 2-3 tys. zł na filtr do wody. Można się zrzucić albo zgadać z kimś, kto już ma. Tylko potrzeba szklanych butelek. Najlepiej własnych, choć możliwych do uzupełniania na bieżąco, żeby nie produkować śmieci bez sensu. Z szybkiego researchu wyszło, że to, czego potrzeba – czyli butelek szklanych – możemy dostać albo w Masterze, albo zaprojektować w PolAmPacku. Oczywiście polska szkoła brandingu się kłania, no ale już trudno – ważne, żeby szkło było dobre. Projekt kreacji wizualnej został zunifikowany i podłączony bezpośrednio do projektu głównego. W tej chwili jest już pod nowym adresem. Przerzucał Grzegorz. Tak przy okazji, urocze było usłyszeć ten sentyment w jego głosie w trakcie rozmowy:

27 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

- I jak tam Grzegorzu się czułeś w trakcie pierwszego dnia Wolności? [właśnie rozstał się z pracodawcą] - Dzwonił budzik o 7 rano. - I co? - Wyłączyłem i spałem dalej… [i tutaj nastąpiło cudowne rozmarzenie ] No i teraz główny punkt programu, czyli kilkanaście godzin badań, researchu i przemieszczania się od hasła do hasła i od informacji do informacji. Kultura Zachodnia i jej fundamenty poznane i rozpracowane w kwestiach podstawowych. A zaczęło się od budowania totemu. Skończyło zbudowaniem potężnej samoświadomości. No jest cudo Przy okazji totemu powstała naturalnie koncepcja symboli totemicznych. W tym przypadku logo, zawieszki, laski i pojazdu. Jest MOC P.S. A na portalu dodałem jeszcze pola profilu. Jest już jasno, więc chyba czas się przespać chwilę 8 MAJA 2013 | PŁODNY UMYSŁ Z DZIENNIKA HERMES MORPHEUS I Czasami się zastanawiam nie tylko, czy moja doba ma 24 godziny, ale też skąd biorę te miliony pomysłów. No, miliony to może nie, ale dobra setka albo i więcej już jest. Dzisiaj kolejnych kilka zresztą. Naprawdę, niech mi nikt nie mówi, że nie ma nisz na rynku, albo że nie ma co robić – jest roboty od groma! I. Zakupy grupowe na Alibaba.com - serwis umożliwia zakup bezpośrednio u producenta. Grupowe, dlatego, że większość towarów ma minimalną ilość zamówień, a i transport wyjdzie wtedy taniej. Co do towarów. O ile z żywnością jest kiepsko, bo jakoś nie widzę w tej chwili zamawiania jednej czy dwóch ton suszonych moreli a nawet żelków – o tyle w kwestii elektroniki, albo telefonów na ten przykład jest po prostu kosmos! Oczywiście można zrobić z tego portal jakiś, natomiast możemy też zacząć na mniejszą skalę, tutaj wewnętrznie. Kilka przykładów takich produktów. Telefony: Telefon Ferrari (ok. 130 PLN/szt.) | Telefon w formie zegarka (ok. 225 PLN/szt.) Słuchawki: Wersja na lato (ok. 6 PLN/szt.) | Wersja na zimę (ok. 7 PLN/szt.) Garnitury: Garnitury (ok. 130 PLN/szt.) | Garnitury weselne Laptopy i notebooki: Notebook 10″ 2Gb Ram, 160 GB HDD (ok. 500 PLN/szt.) | Laptop 15″ 4

GB Ram 640 HDD (ok. 1200 PLN/szt.) No i znalazłem też namiary na producentów butelek do wody i chyba jednak tam będę zamawiał. Mnie się podoba na przykład taki wzór: Brandy/Cognac, Sześcienna wydłużona albo Obła wszystkie możliwe do zadrukowania w technice frost, co jest bardzo sexy ^^

EDIT: Przy okazji istotny wątek odnośnie designu butelki. Na jej boku zaznaczone kreskami progi, co 100 ml. II. Drugi wątek to powrót myśli w kierunku telekomunikacji. A to przy okazji tego, co zobaczyłem wchodząc na stronę NASK. 10 000 zł na start i mamy domeny .pl w takich cenach: Cennik NASK

dla domeny .pl Połączenie tego, z niezbyt popularnym – ale zajebistym rozszerzeniem, o którym teraz pisać nie będę – daje nam bardzo ciekawą specjalizację, kiedy połączymy to z Husarią21.

28 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

A kiedy wrócimy do faktu, że mamy namiary do VoIPa i możemy zrobić na ich infrastrukturze swój brand telefonii komórkowej bardzo prosto – no to mamy bardzo zajebistą ofertę. Do tego telefony z alibaby i mamy gotowy model biznesowy czegoś, czego jeszcze nie było – bo jakoś nikt nie pokusił się dotąd o połączenie telefonii komórkowej z tworzeniem stron www – a przecież jedno i drugie to komunikacja. Dokładając do tego owe tajemnicze rozszerzenie… cóż, podpowiem tylko, że to daje doskonałą ofertę dla firm i klientów biznesowych. III. Wpadł mi przy okazji zajebisty pomysł na promocję dla naszej drukarni. Potrzebne są ofoliowane wizytówki na złotym papierze. A później… To jest właśnie ciekawy przykład tego, że zmiana percepcji otwiera nowe sposoby myślenia. Że chodzę pieszo zazwyczaj, albo jeżdżę komunikacją to zwracam uwagę na ludzi tam. Ale wystarczyło przenieść uwagę na ludzi w samochodach i już się pojawił smak inspiracji. IV. A tak przy okazji jeszcze koncept mojego Pojazdu Totemicznego. Robi wrażenie, co ^^ —————– Przy okazji namierzyłem też tłumaczenie serwisu, na którym stoi portal. Myślę, że te 10 zł mogę wydać, żeby zaoszczędzić dobre 1-2 dni pracy. Wobec tego zostaje obsługa płatności (hajs na plugin) i rozwiązanie problemu przypisywania/zapisywania ról w panelu admina. Rozwiążemy te 2 elementy i kwestie techniczne dla portalu są w zasadzie załatwione. Czyli, że wypełnianie treścią i wtedy już można oficjalnie startować, w międzyczasie rozkładając poszczególne klasy na poszczególne kroki/lekcje. Kurde, nie mogę się doczekać, kiedy to będzie już banglało! 9 MAJA 2013 | PLAN ZAJĘĆ W EARTH LEADERS EDUCATION | NIKODEUS Z DZIENNIKA HERMES MORPHEUS I Dzisiejszy dzień to przede wszystkim konkretny plan nauczania w ELE Nikodeus. Mam już rozpisane w zasadzie wszystkie kroki poza Klasą Oczyszczenia Narodzin. Do dodania będą wymogi rekrutacyjne, opcje dodatkowe i produkty w sklepie przy poszczególnych lekcjach. Także jeszcze trochę pracy będzie. Ale najważniejsze, że jest już pierwszy obraz, który podsumowuje 12 lat pracy! Przy okazji mam już zakupione tłumaczenie do systemu, na którym stoi portal. Także przelew pójdzie i pewnie jutro będzie już po polsku. Dobre 2 dni roboty do przodu za 10 zł. Dobry przykład kiedy opłaca się kupić niż robić całość samemu. Plan zajęć jest materiałem wewnętrznym ELE Nikodeus, natomiast wrzucam tu na bloga, jako że wierzę, że właśnie to jest model skutecznej edukacji i budowania mocnego kapitału społecznego. A z nim jest w Polsce koszmarnie. Bo jego nie buduje się wpompowując pieniądze w ludzi czy w instytucje – bo oni je przejedzą. Najpierw trzeba zainwestować w dobrą i mądrą edukację u podstaw, żeby chociażby na ten przykład wiedzieli, co z tymi pieniędzmi zrobić, żeby przyniosły coś więcej niż tylko zostały skonsumowane. Bo wiadomo, co zostaje z konsumpcji… Ta wizja to kluczowy dorobek mojego życia, a jednocześnie podsumowanie zainwestowanych 12 lat mojej pracy w osobisty rozwój oraz poznawanie życia na Ziemi i jej mieszkańców. To jednocześnie efekt głębokiego przebicia się przez obraz świata, w którym się znajdujemy – oparty na poznaniu i zrozumieniu istotnych dla człowieka mechanizmów wpływających na jego życie.

29 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Z pewnością jest to jeden z najnowocześniejszych modeli edukacji, jakie dotąd powstały – a który tak naprawdę powinien być zestawem elementarnych zagadnień i kompetencji przed jakąkolwiek dalszą formą edukacji. Oto Plan Zajęć Earth Leaders Education | Nikodeus —————Ze spraw codziennych. Zastanawiam się, jak bardzo trzeba być pozbawionym wyobraźni, żeby być w stanie jednocześnie jeść obiad i rozmawiać o zbieraniu psiej kupy przez woreczek foliowy… Kto mnie zna, ten wie, że do konserwatyzmu mi daleko – ale jednak pewne rzeczy mają swoją kolejność i jej odwracanie jakoś do mnie trafia. To prawie, jak blowjob po analu, no nie, nie i jeszcze raz nie w takiej kolejności! A już tym bardziej nie trafia do mnie równoczesność, zwykle postępujących po sobie w naturze, zjawisk! No chyba, że mówimy o meange a trois, ale to osobna historia. Chyba dobrze mi zrobi kilka dni we Wrocławiu. Nawet przy wejściu umysłem w emocję zdziwienia, jako nadrzędną – co przypomniało mi bardzo głęboko tą naturalną reakcję emocjonalnej ciekawości na rzeczywistość – odpoczynek od starszych będzie zdecydowanie dobrym rozwiązaniem. Przy okazji załatwię formalności na uczelni i dogadam kwestie zaliczeń. Tyle roboty miałem przez ostatnie miesiące, że dopiero w maju jadę załatwiać eksternistyczne zaliczanie przedmiotów. Czego to się nie robi, żeby kiedyś te doktoraty mieć 10 MAJA 2013 | TŁUMACZENIE LSB, IMPLANTY ZĘBÓW, “PROJEKT VINTAGE” CORAZ BLIŻEJ STARTU Z DZIENNIKA HERMES MORPHEUS I Jak tu się wyrobić – tyle rzeczy do zrobienia, a czas nie kutas, nie stoi. Ale ważne, że są kolejne postępy. - Na LSB jest już polski język. Jeszcze kilka customizowanych tłumaczeń na portalu i w zasadzie lokalizacja najważniejszych treści jest gotowa. - Wygląda na to, że będziemy mogli wejść w produkcję implantów zębów. W tej chwili kluczem jest wycena. Okazuje się, że taki ząb to tytanowa śrubka z wkrętką do niej i ceramiczna nakładka. W sumie od 2,5 zł w górę, a zwykle nawet więcej za jednego zęba. Obstawiam, że przy wykorzystaniu druku 3D jesteśmy w stanie konkretnie zejść z kosztami, a przy okazji przyspieszyć czas realizacji i zwiększyć poziom dopasowania do indywidualnych potrzeb pacjentów. Jest bardzo konkretny potencjał w tej branży. Czekam na wycenę i coś czuję, że będzie moc. Kontakt z dentystką i potencjalnym pierwszym klientem przy dobrej cenie już jest. Cały czas czekamy na dogadanie cen i logistyki produkcyjnej z naszym partnerem od druku cyfrowego, a w międzyczasie program partnerski postępuje. Te same rozwiązania na dobrą sprawę, na zasadzie kopiuj-wklej, będą mogły zostać wdrożone też do Sklepu Nikodeus. Także zrobienie jednego załatwia nam ileś kolejnych projektów i możliwości, których realizacja skraca się o co najmniej miesiąc czasu (przy standardach działania, które mi towarzyszą, więc mnożymy to razy kilka – kilkanaście). A w końcu czas to jedyny zasób, którego nie da się odzyskać – więc to bardzo cenna korzyść. Czas iść spać. Jutro będziemy już kończyć dogadywanie strony Projektu Vintage, któremu patronuję i będziemy mogli wejść do sprzedaży on-line. Na miejscu jest już organizacja, sklep działa, zarabia, jest sprawny zespół. Także to już jest dobry projekt. A teraz będzie jeszcze lepszy. Strona www i wizytówki przygotowane na jutrzejsze spotkanie. Jestem ciekaw, jak dziewczyny zareagują na obecny kształt strony.

30 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

P.S. Rodzinka chyba nie skumała jeszcze, jakimi możliwościami już obecnie dysponuję. To zabawne obserwować ich zagubienie w tym wszystkim. Chyba za długo słyszeli o postępach, nie widząc ich – a teraz, kiedy są już gotowe i działające modele biznesowe – są tak zaskoczeni, że ich zachowanie jest doprawdy zadziwiające. Wręcz chamskie w zasadzie. 11 MAJA | UDOSKONALENIA Z DZIENNIKA HERMES MORPHEUS I Jest trochę zmian i udoskonaleń. Przede wszystkim nazwę Leader’s School of Business Nikodeus zmieniam na Earth Leaders Education. W dzisiejszej rozmowie z Ciocią pojawiły się ważne, istotne wątki. Pierwszy to potencjalne bariery, które system prawny może próbować nakładać na produkcję implantów, jako że to sobie nazwali “produktem medycznym” i dojebali miliony obostrzeń, których realizacja kosztuje właśnie grube miliony. Więc sprawdzę ten trop i dowiem się więcej. Jednak w takich chwilach myślę sobie, że zrobienie działającego biznesu to jest relatywnie prosta sprawa i kwestia realizacji konkretnych kroków. Ale po drodze jest tyle skurwysynów, którzy mogą próbować zabrać albo popsuć te zabawki, to jest po prostu jakaś parodia. I opowiadanie, że to kwestia bezpieczeństwa, srata tata, to mnie gówno obchodzi. Tylko idiota sprzedaje coś, co może zaszkodzić jego klientom. Nie twierdzę, że idiotów nie ma – ale cholera jasna. Natomiast to, że dopierdalają podatkami na poziomie ok. 87% na ten przykład – no kurwa zabić, inaczej podejść do tematu nie sposób. Im więcej regulacji i wpierdalania się państwa w sprawy ludzi, tym większe są ograniczenia i hamulce dla realnego rozwoju takiego społeczeństwa. I opowiadanie bajek, że te regulacje są dla ich bezpieczeństwa jest tak banalnym kłamstwem, że naprawdę dzisiaj mogę się już tylko dziwić, że ludzie takie rzeczy łykają. Zakładanie, że o Twoje bezpieczeństwo martwi się kutas, który Cię okrada z 4/5 Twoich pieniędzy jest, jak wiara w to, że lew szczerzy na Twój widok zęby, żeby Ci się pochwalić, jak bardzo dba o higienę jamy ustnej. No kurwa, logika, ludzie kochani… Natomiast drugi ważny wątek z rozmowy to ten, że to – czym jest ten projekt dla Liderów – trudno nazwać szkołą biznesu. Bo nie jest to na dobrą sprawę szkoła (wraz z wszelkimi implikacjami i skojarzeniami z tym konstruktem), choć chodzi tu o rozwój i edukację. Stąd zielone słowo Education w nazwie. Nie chodzi tu też tylko o biznes, choć robienie dobrego biznesu ma swoje oparcie chociażby w głębokim oczyszczeniu ciała i umysłu oraz kompetencjach w projektowaniu. Dlatego też z tych właśnie względów zmiana jest na Earth Leaders Education, czyli na Edukację Liderów Ziemi i myślę, że ta nazwa znacznie lepiej oddaje sens tego projektu. Jego samego zresztą traktuję, jako formę zaliczenia tego dwuletniego okresu mojej własnej Edukacji Lidera Ziemi. Droga była to bardzo długa i wymagająca i nie kryję, że ogromnie się cieszę, że już się kończy. Bo to są koszta. Robić to samemu, bez wsparcia, bez kontaktu z tymi, którzy są w stanie mi chociażby wskazać jakie są kroki takiej edukacji – to był gigantyczny wysiłek i w tej chwili jestem już tym dość mocno zmęczony. To był olbrzymi wkład i inwestycja w to, żeby to ruszyć i przygotować. Bo do tych dwóch lat można dopisać dodatkowe 10 pracy nad rozwojem osobistym (czyli razem 12). No i do tego te lata dotychczasowego życia, choć jego początki – jak sobie dzisiaj przypomniałem – były tak ograniczone ze wszystkich stron, że po prostu mnie to aż wkurwia. To był koszmarny

31 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

podatek/haracz, jaki mi to chore społeczeństwo narzuciło za fakt urodzenia się w nim. Kurwa, jego mać, że tak to określę… Ciężar tego wszystkiego jest olbrzymi. Więc dobrze jest widzieć, że w końcu zaczyna się ruszać w tą stronę, która jest dla mnie ważna. Że w końcu widzę efekty na zewnątrz, a co więcej – mogę je pokazać innym, napędzając w ten sposób wiele ważnych tematów. Przez lata tego mi właśnie najbardziej brakowało. Skutecznego transferu mojego świata przeżyć do światów przeżyć innych mieszkańców tej planety. Teraz w końcu zyskuję modele i narzędzia, którymi ten transfer będzie mógł się sprawnie odbywać. Uf… P.S. Przy okazji jest też już pełna lokalizacja skryptu na polski. P.S.2 Jest mocne postanowienie, żeby faktycznie w niedzielę nie pracować, tylko zrobić sobie wolne ;P Z tej okazji wrzucę na bloga wpisy z ostatniego tygodnia, a co ^^ P.S.3 Przy okazji – w trakcie strzyżenia (tak, jest nowa fryzura na lato, dzięki Pati :*) – pojawił się istotny wątek programów partnerskich i kluczowego problemu z nimi. Ich pierwotne założenia były bardzo dobre, dlatego, że skracały maksymalnie drogę od producenta do klienta ostatecznego i jedynym pośrednikiem był w zasadzie transport i przedstawiciel firmy. Ale w momencie, kiedy są budowane struktury kilkunastu albo kilkudziesięciu nawet poziomów w MLMie – to ta idea się rozpada – bo zamiast mieć 2-3 pośredników jak jest to możliwe, albo nawet 4-6 w klasycznych biznesach, robi nam się ich nagle kilkanaście albo i kilkadziesiąt! Absurd i wypaczenie! Ale o tym pewnie napiszę swojego czasu na blogu, bo to bardzo ważny wątek na temat rozwiązań współczesnego biznesu.

32 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

DEUS EMPIRE LIFE ACADEMY Deus Empire Life Academy to przede wszystkim materiały, które odpowiadają na klasyczne pytanie, jakim jest „jak żyć?”. Choć tutaj pytanie jest rozszerzone o pewien element, mianowicie „jak żyć mądrze?”. Naturalnie jest to droga pełna poszukiwań. Ale to także droga odkryć. I właśnie tymi odkryciami oraz refleksjami się dzielę. Z jednej strony felietony, a drugiej w Loading znajdziesz trzy niesamowicie ważne serie. Po pierwsze Szkoła Liderów – cykl skierowany głównie do młodych, ale tak naprawdę każdy znajdzie tam rozwiązania dla powszechnych problemów. Po drugie Lifestyle milionera za średnią krajową, czyli o tym, że pieniądze dają więcej możliwości, niż nam się pierwotnie wydawało. Wszystko zależy, jak je wydajemy. A po trzecie Jak się zmienia przestrzeń życiowa, czyli zbiór bardzo konkretnych rozwiązań, jak korzystamy z dostępnych zasobów, a jak możemy to robić efektywniej.

33 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Moja praktyka rozwoju osobistego, czyli jak to działa a jak nie Robię to już długo. Tak świadomie od 12 lat. Chociaż pierwsze istotne kompetencje budowałem już ponad 17 lat temu. Dzisiaj przydaje mi się to bardzo. Poznałem po drodze m.in. środowisko rozwoju osobistego. Jego mocne i słabe strony. W dzisiejszym, mocno skondensowanym wpisie, postaram się odnaleźć połączenia między jednym i drugim i oddzielić ziarna od plew. Po tylu latach obraz jest dość wyraźny i oczywisty. Kiedyś taki nie był. Menda bym był, jakbym się nie podzielił – a sporo ludzi może oszczędzić w ten sposób grube tysiące i dobrych kilka lat życia. Dla ludzi ze środowiska “rozwojowców” i okolic – lektura obowiązkowa. Dla tych ciekawych mojej drogi i tego, kim jestem – również gorąco polecam. Od razu zaznaczę na początek, że nie jest to żaden atak na branżę rozwoju – zwłaszcza, że ta po pierwsze może wiele zyskać na tym wpisie i mojej działalności, a po drugie głęboko udoskonalić swoje procesy i dostarczyć ludziom znacznie głębszej zmiany na lepsze. A tego wszyscy potrzebujemy, tylko jeszcze nikt dotąd nie miał planu tak kompletnej transformacji, jaka jest konieczna, żeby móc nie tylko spełnić swoje obietnice marketingowe, ale wręcz je znacząco przeskoczyć. Nie mówiąc już o tym, że po prostu świat potrzebuje takich rozwiązań. My wszyscy ich potrzebujemy. Bo tak może się zacząć prawdziwa zmiana. Dobra, do rzeczy. Szkoleniami zupy nie nagotujesz Klasyczny problem. Tak, jak studenci myślą, że dostaną dobrze płatną pracę od tego, że naczytają się książek na studiach – tak adepci rozmaitych szkoleń z rozwoju myślą, że się im w życiu polepszy od tego, że pójdą na jakieś szkolenia, wykłady i co to tam jeszcze jest w ofercie. A to nie do końca tak jest. W zasadzie to prawie w ogóle tak nie jest. Student, który się naczytał książek, który jest “oczytany” – to student, którego kompetencje sprowadzają się do obsługi komputera, jakiejś podstawowej znajomości języka obcego (często dalekiej od komunikatywności, bo oni się muszą “przygotować” do rozmowy w obcym języku) i właśnie owego “studiowania”. I tyle. Tyle, co ma dzisiaj przeciętny gimnazjalista. Większość studentów praktycznie dowolnego kierunku umie dokładnie tyle. I rzadko kiedy cokolwiek więcej. Więc nie dziwcie się Państwo studenci, że Was później najwyżej na praktyki, albo staż chcą wziąć – skoro jeszcze niczego nie umiecie! To jest oczywiście koszmarny problem płynący z tego, jak jest poukładany system edukacji w tym kraju – ale takie są fakty i czas zdać sobie z nich sprawę. Więcej praktycznych porad dla studentów w Szkole Liderów V: Przyspieszony kurs dojrzewania na rynku pracy. Natomiast dokładnie tak samo jest z ludźmi po rozmaitych kursach z rozwoju osobistego. Może nie jestem obiektywny (bla, bla, bla, dopisz swoje uzasadnienia i racjonalizacje, jeżeli ich potrzebujesz), ale z tego, co widziałem – to głównymi kompetencjami, które ludzie wykształcili po różnych kursach to nadmierne skupianie się na sprawach umysłu, uciekając do niego od swoich problemów. I tak na ten przykład, na jednym z wykładów swoją historię w skrócie przedstawił człowiek, który się zapożyczył na grube tysiące, żeby opłacić jakieś szkolenia. Nie bardzo rozumiem, dlaczego nie wziął pod uwagę faktu, że ukończenie szkolenia oznacza jedynie ukończenie szkolenia. A nie nagłą zmianę życia o 180 stopni. Nazwijmy rzeczy po imieniu. Po szkoleniu przede wszystkim “skończyłeś szkolenie”. Masz jakiś papierek, certyfikat, dyplom. To jest to, co masz realnie. Reszta jest kwestią mobilną. Czasem ktoś 34 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

wyciągnie mniej, czasem więcej, czasem otworzy oczy na nowe rzeczy – ale jedyną realną, pewną korzyścią ze szkoleń jest to, że możesz później powiedzieć, że wziąłeś w nich udział. I to jest jedyna gwarancja, którą jakikolwiek coach, trener, mentor – nazwij jak chcesz – może Tobie dać. Nie można przesuwać odpowiedzialności za swój rozwój na kogokolwiek i na jakiekolwiek szkolenie. Jeszcze raz zatem, dużymi literami, żeby było jasne i wyraźne. SZKOLENIA NIE ZMIENIAJĄ TWOJEGO ŻYCIA! JEDYNE CO JEST MOŻLIWE, TO TY – POD WPŁYWEM I INSPIRACJĄ SZKOLENIA LUB PROWADZĄCEGO – MOŻESZ JE ZMIENIĆ. OBY NA LEPSZE. Szkolenie nie jest życiem (chyba, że jest…) Druga ważna rzecz. Rozwój osobisty generalnie nie odbywa się na salach szkoleniowych. On generalnie nie ma miejsca na szkoleniu. W trakcie wykładu, seminarium, czegokolwiek – widzisz jedynie wyidealizowany, świadomy projekt osobowości trenera, który pokazuje Tobie to, co chce Tobie pokazać. A później wraca do swojej codzienności, ma swoje problemy z dziewczyną albo żoną, wkurza się na idiotów w samochodach obok i zastanawia się, jak spłacić następną ratę kredytu za mieszkanie. Ty możesz wierzyć w ikonę, ale on jest człowiekiem i nigdy nie przestanie nim być. No może poza tymi krótkimi okresami, kiedy wychodzi na scenę i robi show. I na salach szkoleniowych też jest generalnie show. I jest też integracja ludzi w środowisku. Ale płacić kilka tysięcy tylko za to, żeby się spotkać z fajnymi osobami? A to nie można się normalnie umówić ze sobą na jakąś fajną aktywność, porobić coś razem, realizować swoje własne projekty i pomysły? Każda społeczność, która chce się nazywać społecznością rozwoju osobistego, powinna mieć na uwadze, że wszelkiego rodzaju szkolenia, eventy, etc. to jedynie punkt wyjścia – natomiast to, co jest najmocniejszą stroną takich grup, to właśnie ludzie w nie zaangażowani. Ale ograniczanie się jedynie do tego, co “dadzą”, co ktoś inny zrobi, co ktoś inny zaproponuje – no to jest ogromne marnotrawstwo zasobów i możliwości. Ale mam wrażenie, że tą możliwość rozszerzania schematów danej społeczności także trzeba ludziom najpierw dać, bo sami nie wymyślą. No cóż, jeżeli ktoś potrzebuje przyzwolenia, to proszę bardzo, oto ono. A teraz dość już “przepracowywania” sobie milionów pierdół w głowie i czas na podjęcie działania w swoim życiu. Masz czas, masz pomysły, są ludzie – po prostu zacznij robić, nie musi być idealne, ale czas i tak minie. Pytanie, gdzie będziesz za kilka lat. Robiąc nic, będziesz nikim. Robiąc tylko tyle, ile inni dla Ciebie wymyślili – będziesz tylko tym, kim ktoś pozwoli Ci być. Robiąc to, co chcesz – stajesz się tym, kim chcesz. Proste. Nikt Ci nie musi pozwalać na to, żeby się naprawdę rozwijać i robić to po swojemu, wedle swoich zasad i swojego pomysłu na siebie. Rozwój Pozorny, a Rozwój Faktyczny W nawiązaniu do poprzedniego nadtytułu. Szkolenie, czyli taki faktyczny rozwój – ma sens, kiedy opiera się na faktycznym życiu. Nie, kiedy mamy wykreowane sytuacje, piedestały na scenie, ćwiczenia do wykonania – ale kiedy jesteśmy puszczeni swobodnie, w swoich życiach, z ludźmi w naszym otoczeniu. I tymi ze środowiska i tymi spoza niego. Swoją drogą – zauważyłem, że ludzie ze środowiska “rozwojowców” – są koszmarnie pozbawieni umiejętności komunikowania się z “nierozwojowcami”, z tzw. “normalnymi ludźmi”. Co jest zabawne, z czasem coraz bardziej przestają to robić i coraz bardziej skupiają się na swoim 35 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

środowisku. Ich interakcje coraz bardziej zamykają się wyłącznie w tej przestrzeni, wśród tych ludzi, do takiego stopnia, że przestają zauważać inne światy. I są strasznie zdziwieni, kiedy rozmawiają z kimś, kto nie operuje ich “kategoriami pojęciowymi” i standardami komunikacji. Ja rozumiem, że to dotyczy każdej subkultury, no ale od jakiej, jak nie właśnie od grupy powołującej się na rozwój – można by oczekiwać, że będą potrafili być elastyczni i być tym spoiwem, medium pomiędzy różnymi segmentami i grupami społeczeństwa? Kto ma to robić – dziennikarze, marketingowcy, księża? Oni już pokazali ile (nie) potrafią w tej kwestii. No więc czym jest rozwój? I znów – to moja opinia – natomiast podparta robieniem tego od 12 lat, a jak by się dobrze zastanowić, to od 17. W moim głębokim przekonaniu rozwój to przede wszystkim zdobywanie nowych i doskonalenie już zdobytych KOMPETENCJI. Jeżeli widzę, że u rozwojowców kluczowymi i takimi realnymi kompetencjami, wynikającymi z ich obecności w środowisku, jest znajomość i umiejętność posługiwania się komunikacją swojego plemienia, przy jednoczesnym uciekaniu od rozwiązywania problemów do kolejnych szkoleń, gierek słownych, sztuczek i samooszukiwania swojego umysłu – tylko po to, żeby mieć pretekst do zdobywania uwagi grupy swoimi “nierozwiązanymi problemami” i istnieniem w niej w obrębie tychże – to wiem, że coś się dzieje. I to dzieje się coś bardzo niedobrego. I już naprawdę nie obchodzi mnie w tej chwili wskazywanie winnych tego stanu rzeczy. Follow the money, jak to mówią. Natomiast mnie interesują alternatywy. Takie realne. Takie sensowne. Takie, których używam w swoim własnym życiu, dzięki czemu faktycznie byłem w stanie rozwiązać mnóstwo problemów, które na swojej drodze miałem. I być może jedyną zaletą tego, że na tej drodze byłem sam – jest to, że nie została ona zanieczyszczona żadnymi zewnętrznymi wpływami, grupami interesu, możliwością zarabiania na tworzeniu problemów i dawaniu na nie rozwiązań. Miałem swoje problemy, tylko sam mogłem je rozwiązać – zaś te rozwiązania, których szukałem – musiały być maksymalnie skuteczne. A jestem wybredny i wymagający. Więc musiały być naprawdę prima sort. Bo były dla mnie. Robić dobry biznes na robieniu dobrych rzeczy Natomiast jeśli chodzi o to, co robię teraz i co planuję w najbliższych dniach już zacząć. To nie, że jestem jakimś wielkim altruistą czy nie wiadomo kim. Nazwijmy rzeczy po imieniu. Ja zwyczajnie wiem, że można zarabiać o niebo więcej na faktycznym rozwiązywaniu problemów. Bo zamiast bić się o rynek już zastany – ten rynek można budować i rozszerzać. Ja mam wyjebane na udziały w istniejącym rynku. Ja chcę budować nowe i rozszerzać istniejące. Ale wiem i widzę, że nie da się tego zrobić na bazie takich standardów, jakie obecnie funkcjonują. Tu potrzeba nowych modeli. Modeli, które umożliwią rozszerzanie pewnych idei i rozwiązań na niekompatybilne z obecnymi rozwojowcami grupy. A najlepszym sposobem na to, żeby to zrobić jest dostarczenie takich rozwiązań, które faktycznie działają, które rozwiązują realne i powszechne problemy ludzi. Jeżeli obiecam za dużo – stracę. Jeżeli pozwolę przenieść na siebie, jako coacha, odpowiedzialność za czyjś sukces i zmianę – stracę. Jeżeli zamknę ludzi w ich własnym sosie – względem potencjału, gdyby ich uwolnić – także stracę. Ale jeżeli dostarczę działających rozwiązań – zyskam. Jeżeli nauczę ludzi brać odpowiedzialność za swoje życie i pokażę, jak osiąga się sukces na praktycznych przykładach – zyskam. Jeżeli zainspiruję ich do zmiany i pomogę im odnaleźć wielość przestrzeni i możliwości dla faktycznego rozwoju – zyskam.

36 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Tu nie ma żadnego wielkiego idealizmu. Ja po prostu wiem, że naprawdę pomagając innym – zwiększam prawdopodobieństwo, że oni także naprawdę mi pomogą. Że, jak im dam coś naprawdę dobrego – to oni czymś naprawdę dobrym się odwzajemnią. Że, jak nie zostawię ich samych sobie – to oni także będą razem ze mną i będą mnie wspierać. To jest prosta filozofia wzajemności, która wszystkim się opłaca i po to powstała. Sytuacja win – win. Mam też jedną bardzo prostą filozofię sprzedaży, którą wdrażam do każdego realizowanego obecnie i w przyszłości projektu. To są trzy proste zasady. 1. DAWAJ LUDZIOM NAJLEPSZE, A WRÓCĄ PO WIĘCEJ. 2. DZIEL SIĘ TYM Z NAJLEPSZYMI, A ODWZAJEMNIĄ SIĘ TYM SAMYM. 3. NAUCZ LUDZI SWOJEGO BIZNESU. I naprawdę niewiele więcej. To jest najważniejsza rzecz, jakiej mogę kogoś nauczyć w kwestii robienia biznesu. Nauczyć jak się robi to najlepsze i pokazać, że warto się tym dzielić z odpowiednimi osobami, które się odwzajemnią dokładnie tym samym. A później uczyć ludzi, jak to działa i dlaczego działa i jak sami mogą tego użyć i skorzystać w swoim życiu. Rozwój faktyczny w praktyce A mówię o tym na własnym przykładzie. Natomiast raz jeszcze – nazwijmy rzeczy po imieniu. Moim największym dotychczasowym sukcesem życia, jestem Ja sam. To jest mój rozwój. To jest sposób, w jaki udoskonalałem i rozwijałem swoje wewnętrzne oprogramowanie. To jest gigantyczny zbiór kompetencji, które opracowałem przez te lata i które wdrożyłem, zadając kłam powszechnemu powiedzonku, że “jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego”. Co jest totalną bzdurą, kiedy wdraża się mechanizmy faktycznego rozwoju. Aczkolwiek faktem jest, że nie jestem specjalistą od wszystkiego. Jestem po prostu specjalistą od rzeczy ważnych. A że tych jest cała encyklopedia, to już swoją drogą. Mój pierwszy bieg życia był poświęcony inwestowaniu w siebie. Takim ekstremalnym, gdzie chodziło o sprawdzenie gdzie są możliwości i granice rozwoju dla człowieka, w jego klasycznym biegu życia. Gdzie człowiek, standardowo, jest w stanie dojść – zaczynając z niskiego pułapu. I powiem szczerze, że byłem generalnie przerażony, tym co zobaczyłem. Ze względu na to, że czas można modyfikować – wdrażając w swoje życie inną jego definicję – mnie zrobienie tego zajęło 25 lat, po których nastąpił jakiś rok emerytury połączonej z tym, co nazywam “ciążą przedsiębiorczości”, która właśnie się kończy. Zmiana definicji opiera się na tym, że czasu nie mierzy się biegiem zegarka, ale biegiem zdarzeń. Co najlepiej będzie można zrozumieć na przykładzie tego, co zaraz pokażę. Więc, jak działa rozwój faktyczny? To działa mniej więcej tak, jak klocki lego, albo składanie jakiegoś mechanizmu. Jest jedna zębatka, do której dokładasz kolejną, do tego kolejną – aż w końcu, jak te klocki – składasz coraz większy zestaw zabawek. Aż w końcu masz bardzo bogatą kolekcję kompetencji, które bardzo ładnie się ze sobą nawzajem zazębiają, uzupełniają i łączą. W dużym skrócie wyglądało to u mnie tak 17 lat temu zacząłem pisać. W zasadzie to 19 lat temu nawet. I pisałem od tamtego czasu coraz więcej. I coraz lepiej. I coraz lepiej rozumiałem, jak działa słowo, jak działa komunikacja, jaki jest wpływ słów na procesy umysłowe i jakie to ma dalsze konsekwencje i wpływy. 12 lat temu trafiłem na pierwsze materiały dotyczące mechanizmów i praw umysłu. Było tego po drodze mnóstwo. Od rozwoju osobistego, psychologię, duchowość, przez muzykę, mechanikę, 37 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

fizykę kwantową, naukę o ciele, aż po rozmaite inne odmiany dziedzin pomagających lepiej zrozumieć naturę świata i człowieka w nim. Ale sama wiedza nigdy nie była moim celem. Mnie zawsze interesowało praktyczne jej przełożenie i szybko zrozumiałem, że tylko na tym polega jedyna realna wartość książek. Nie w ich czytaniu – ale w tym, co z tego czytania można później zrobić. Dzisiaj ta droga sprawiła, że w bardzo wielu tematach wystarczy mi przeczytanie spisu treści i uzupełnienie o kilka kluczowych stron w wybranych działach, żeby przyswoić zawartość książki. To opiera się na znajomości i dostrzeganiu powtarzających się struktur i wzorców w ich wielości form, choć korzenie i mechanizmy zarządzające procesami są te same. To niezwykła umiejętność, która przypomina dość mocno scenę z matrixa, kiedy Neo, albo Trinity wgrywali sobie wybrany program bezpośrednio do mózgu w błyskawicznym tempie. 9 lat temu rozpocząłem przygodę z aktorstwem i wystąpieniami publicznymi. Kiedy coraz lepiej rozumiałem świat słów pisanych – zacząłem szukać dla nich nowych form przekazu. Uczyłem się słowa mówionego, mowy ciała, pracowałem z głosem. Poznawałem procesy natury grupowej, widziałem i doświadczałem tego, jak działa scena. To wszystko były kolejne mechanizmy, zazębiające się ze zdobytymi wcześniej kompetencjami. Mniej więcej w podobnym czasie szukałem wyrazu i ekspresji dla słów i komunikacji w pracy w mediach. Przez kolejne lata zwiedziłem wszystko, co się dało. Z każdej dostępnej strony. Przed kamerą, za kamerą, na montażu, przed mikrofonem, przy realizacji dźwięku, jako reporter, jako publicysta, jako redaktor naczelny gazety szkolnej, nawet przy ustawianiu oświetlenia. Jako dziennikarz, jako aktor, jako statysta, jako człowiek odbierający telefony od słuchaczy, jako uczestnik kilku show. Po prostu przerobiłem i poznałem wszystko to, co było ważne i co istniało w tej dziedzinie i branży. Zobaczyłem, jak się produkuje content, ale też, jak się ustawia wyniki podobnoż programów w konwencji konkursu i jak się zatrudnia aktorów do tzw. reality shows. Poznałem i zgłębiłem ogromną część tego świata. Dzisiaj – przygotowując się do wejścia do przestrzeni publicznej i do mediów – wiem dokładnie, co mnie tam czeka i z czym się to wszystko wiąże. Nie mam też do nikogo pretensji o to. Po prostu zobaczyłem, jak to działa od środka, bez ściemy i właśnie tego chciałem. Że już w wieku 18 lat wiedziałem, że chcę być postacią istniejącą publicznie – takie badania i działania były dla mnie naturalną konsekwencją moich wyborów i pomysłu na siebie. Na tym właśnie polega przygotowanie do realizacji swoich celów. Na tym właśnie polega faktyczny rozwój. Tych rzeczy w moim życiu było mnóstwo. Mnie samego zadziwia, że to moje CV – obszerne na 7 stron, a pisałem tam nie pojedynczymi firmami czy instytucjami, ale całymi zgłębianymi zagadnieniami, pomijając przy okazji sporo, bo było by tego za dużo – dotyczy życia jednego człowieka. I to rocznika ’87 w 2013 roku. I nie mówię, że rozwój faktyczny wymaga od kogoś tego, żeby też był w stanie obdzielić swoim doświadczeniem cały zespół ludzi – albo być w stanie cały zespół ludzi zastąpić lub uzupełnić jego kompetencje w razie potrzeby. Ale faktem jest, że to jest naturalna konsekwencja tego, czym taki rozwój jest. To tak właśnie działa i takie efekty daje. Wpis zrobił się już sporych rozmiarów, dlatego na tym zakończę w tej chwili. Jeżeli chcesz poznać moją szerszą historię – wczoraj uzupełniłem właśnie swój profil na Goldenline. Zapraszam Cię tam po więcej informacji o mnie i sporą dawkę inspiracji przy jednocześnie zapewne, sporej dawce niedowierzania. Ale tak to właśnie wygląda i taka jest moja historia dotychczasowego życia.

38 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Natomiast wkrótce zaczyna się nowy etap i nowa droga. Ciąża właśnie się kończy, a Ja nie mogę się już doczekać – kiedy w końcu wyjdę na światło dzienne! Póki co pracuję nad kluczowymi projektami od wstania do zaśnięcia z przerwami na jedzenie i uzupełnianie zapasów ze sklepu. Ale już za kilka dni znowu zobaczę słońce i ludzi tak na żywo – także, jak wspominałem, nie mogę się już doczekać! ELE!

39 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Zdrowa Edukacja. Mity i kłamstwa związane z edukacją. W mojej misji, jako Patrona kluczem jest edukacja. Dorastanie w rodzinie, w której jestem w zasadzie trzecim pokoleniem nauczycieli – daje mi ciekawą perspektywę. Chociażby na to, jakie choroby trawią edukację w Polsce i mimo nawet najszczerszych chęci – nie są możliwe do realizacji. A obraz jest niestety zły. W zasadzie tragiczny. A przy okazji nagromadziło się mnóstwo mitów i mechanizmów obronnych wokół czegoś, co powinno zostać jak najszybciej rozpieprzone. System edukacji w Polsce jest trzecią – zaraz po modelach „wychowania” i religii – linią frontu powstrzymującego ten kraj przed realnym rozwojem. Tym wpisem chcę zamknąć usta wszystkim niekompetentnym osiołkom, które używają pewnych „argumentów” – aby bronić stanu systemu edukacji zastanej. Panuje takie popularne określenie – „useful idiots”, które bardzo dobrze oddaje rolę takich właśnie osobników w ramach tego systemu. Czas rozprawić się z siedmioma największymi mitami związanymi z edukacją. Do dzieła. Mit I – Więcej informacji to więcej wiedzy W szkołach panuje osobliwe przekonanie, że więcej informacji to więcej wiedzy. Otóż, każdemu osiołkowi, który myśli, że jak jego dziecko będzie miało więcej lekcji, to będzie mądrzejsze – chcę uświadomić proste fakty na temat informacji. Więcej informacji to więcej stresu. Przyswajanie ich w zbyt wielkiej ilości powoduje niezdolność do przyswajania wiedzy. Sam przekonałem się o tym lata po ukończeniu szkoły – kiedy ograniczyłem ilość przyswajanych z internetu informacji. Nagle okazało się, że jestem spokojniejszy i mniej się wkurzam. A co się dzieje, kiedy w szkole mamy za dużo informacji – bo 3 kartkówki, sprawdzian i jeszcze odpytywanie przy tablicy następnego dnia? ZZZ. Zakuć, Zdać, Zapomnieć. Jedyny mechanizm obronny. Zapamiętać w bardzo krótkim czasie duże ilości informacji, które nie mogą być strawione ani przyswojone, ale na lekcje zostaną doniesione. Mózg – podobnie, jak żołądek w przypadku jedzenia – będzie w tej sytuacji tymczasowym pojemnikiem na informacje, które zostaną wydalone w momencie, w którym nie będą już potrzebne. Funkcją żołądka, jak i mózgu – który funkcjonuje zdrowo, w komfortowych warunkach – jest dystrybucja przyswojonych i zintegrowanych treści. Czy to pokarmowych, czy też informacyjnych. Nadmiar stresu ogranicza tą funkcję i powoduje, że z posiadacza i dystrybutora – Twoje organy stają się jedynie tymczasowym transporterem. Dziurawym. Mit II – Nawet jeśli niewiele wiedzy zostanie, to jednak przecież zawsze coś zostanie Zazwyczaj w tym momencie stwierdzam, że rozmówca jest idiotą i kończę dyskusję. Ale na potrzeby tekstu – ten jeden raz przejdę przez to morze intelektualnych ekstrementów. Wyobraź sobie Kowalskiego. Poszedł do sklepu. Kupił jajka, chleb, masło, kilogram mandarynek, wino i duże chipsy. Zapłacił 30 zł. Wychodząc ze sklepu potknął się o nierówny próg przed wyjściem. Wyrżnął na podłogę. Jajka chuj strzelił. Musiał wyrzucić. Wino się ostało, bo spadło na kartonik z jajkami. Spieszy się na mecz, więc już nie wracał do sklepu, tylko poszedł do domu przeklinając chędożonego sklepikarza. Chwilę później okazało się, że siatka była bardzo cienka i folia od chipsów ją przedziurawiła. Nawet nie zauważył, kiedy wszystko wylądowało na chodniku. Chyba nie trzeba wyjaśniać, że 40 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

chleb po kąpieli w brudnym śniegu do rarytasów nie należał. Że warstwa owej pluchy gruba nie była – wino też chuj strzelił. Kowalski próbował je ratować, widząc je w ostatniej chwili. Niestety nie zdążył i całość roztrzaskała się na chodniku, dziurawiąc przy okazji opakowanie do masła i rozrywając części jego opakowania, niczym granat odłamkowy. Wystarczyło, żeby ¾ masła było upieprzone podobnie, jak chleb. Chleb położył na murku obok chodnika – może jakimś ptakom, albo bezdomnemu się przyda. Masło schował do kieszeni, coś tam jeszcze się jeszcze z tego wyciągnie. Mandarynki były w osobnym worku. Ucierpiał od odłamków butelki, ale owoce można jeszcze umyć. Pochował je po kieszeniach, ile się dało. Z resztek worka zrobił jakąś prowizorkę. Że szlag Kowalskiego już trafił, to siadł z paczką chipsów – ostatnią rzeczą, która jeszcze pozostała nietknięta. A wiesz co lubią robić foliowe opakowania, prawda? Najpierw potrzeba siły Pudzianowskiego, żeby je otworzyć. A kiedy przekroczysz ten krytyczny punkt parcia – zawartość radośnie otwiera się, jak nogi przydrożnego punktu usług seksualnych, zaś zawartość radośnie wyskakuje z opakowania, niczym ilość chorób wenerycznych wspomnianej koleżanki. Możesz sobie wyobrazić minę Kowalskiego, który właśnie zobaczył – jak większość zawartości z opakowania powietrza i odrobiny chipsów w nim schowanych, uwolniła się i rozbiegła we wszystkich możliwych kierunkach – uciekając ze szczelnego, foliowego więzienia. Ostatecznie, przeklinający na czym świat stoi Kowalski, dotarł do domu po drodze prawie wpadając pod jadący samochód, któremu w tej wściekłości prawie wszedł pod koła. Ostatecznie do domu przyniósł upieprzony kawałek masła, z którego wyciął z 3 gramy używalnego produktu. Kilka chipsów. Prawie kilogram mandarynek. Z których większość okazała się zgniła w środku. I zapach wina na płaszczu i spodniach. Ale przecież, hej: „zawsze coś zostało”… Mit III – Trzeba chodzić do szkoły Na całe szczęście to kolejny mit. Podobno jest jakiś obowiązek ukończenia kształcenia podstawowego. Zakładam, że też da się to obejść. Faktem jest, że nigdzie w konstytucji nie ma zapisu o tym, jakoby istniał przymus wysyłania swoich dzieci do przepełnionych, półotwartych więzień, jakimi są tzw. „szkoły”. Jakiś osiołek jeden z drugim zaraz wyjedzie z tekstem, że przecież teraz niż idzie i za chwile te więzienia nie będą przepełnione. Jeden chuj. Po niżu przychodzi wyż, a problem zniewolenia i ubezwałasnowolniania pozostaje. Rodzice wysyłają dzieci do szkoły dla [1] własnej wygody, [2] obniżenia poziomu stresu wynikającego z problemów powodowanych stosowanymi modelami „wychowania”, [3] chęci przenoszenia odpowiedzialności za swoją łóżkową twórczość na innych oraz [4] zwykłego lenistwa i [5] braku kompetencji w dziedzinie edukowania. Ale edukacja szkolna nie jest jedyną opcją. Istnieje coś takiego, jak edukacja domowa. Większość ludzi – także w szkołach – nie ma zielonego pojęcia o co chodzi. Często będą to mylić z indywidualnym tokiem nauczania. Nie o to chodzi. Odsyłam do strony, tak będzie najprościej: www.edukacjadomowa.pl

41 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Jednak – ponieważ jestem absolutnie pewien, że większość rodziców nie ma żadnych kompetencji w nauczaniu, a jedyne co generalnie znają, jest tym, czego doświadczali w szkołach – będą tak samo niekompetentni w swoim nauczaniu, jak reszta „nauczycieli” w szkołach. Dlatego proponuję, żeby dziecko samo wyszukało sposoby, którymi będzie chciało się uczyć. Jeżeli nie jest za późno, to dziecko nie będzie jeszcze ogłupione i ubezwłasnowolnione intelektualnie przez system szkolny – dlatego będzie w stanie dotrzeć do takich źródeł, jak chociażby Khan Academy: www.khanacademy.pl, znana wszystkim Wikipedia: www.wikipedia.pl, czy inspirujący TED: www.ted.com. Wujek Google także zna wiele odpowiedzi na wiele pytań i jest gotowy udzielić ich w dowolnym miejscu i czasie: www.google.com. Mit IV – Ale w Internecie jest niesprawdzona wiedza, w szkołach przynajmniej wiedza jest pewna Że można w internecie trafić na ludzi, którzy będą jakieś głupoty opowiadać? Cóż, ludzie w internecie reprezentują taki sam poziom, jak wszędzie indziej. Tak samo jest z politykami. Tak samo jest z nauczycielami. Oni wszyscy są po prostu na podobnym poziomie. To jest ogólnospołeczny problem. To tak, jakby mówić, że szkoła jest dobra, bo jest tak samo chora, jak reszta społeczeństwa. Z dupy argumentacja. Pamiętam, jak na fizyce uczono mnie o świecie atomów na przykładzie latających wokół siebie kuleczek. A to były już czasy ogólniedostępnej wiedzy na temat fizyki kwantowej. Idiotą jest każdy, kto twierdzi, że model kuleczek sprzed kilku wieków ułatwia zrozumienie natury atomów. Od kiedy wibracje, kolory i fraktale da się łatwiej zrozumieć za pomocą popierdalających dookoła siebie kuleczek? Ten model pokazuje jedynie poziom aktualności informacji przekazywanych w starych i chorych szkołach. Internet ma tą przewagę, że w momencie, w którym ktoś na drugim końcu świata dokona jakiegoś epokowego odkrycia, które zmieni zupełnie dotychczasowe postrzeganie danego zjawiska – Ty, przynajmniej teoretycznie, chwilę później możesz się już o tym dowiedzieć. W praktyce jednak, jest sporo mechanizmów spowalniających rozprzestrzenianie się wiedzy. Najwyraźniejszym przykładem dla mnie jest socjalny fenomen, który powstał wokół systemu EPAR, tudzież tzw. zderzaków Łągiewki. Nie ważne, że Lucjan Łągiewka pokazał, że system działa. Nie ważne, że praktyka obala teorie. Profesorowie z uczelni są tak zapatrzeni w teorie, że krytykują to rozwiązanie tylko dlatego, że udawadnia, jakimi bzdurami karmili siebie i innych całe życie. Nie ważne, że zwyczajnie ktoś nie zrozumiał do końca tego, o czym wspominał Newton. Nie ważne, że potem ktoś to puścił dalej w świat. Nie ważne, że później kolejne setki lat nikt nie zadał podstawowych pytań – bo przecież nic już nie ma do dodania, a my rozumiemy co i jak. Nie ważne, że brak dociekliwości jest zaprzeczeniem fundamentów postawy naukowej. Nie ważne, że EPAR może ratować życie dziesiątkom tysięcy ludzi każdego roku na całym świecie. Ważne, że ktoś ma „prof.” przed nazwiskiem, posadkę na uczelni i nie potrafi przyznać się do błędu… Natomiast ignorancją jest nie poddawanie w wątpliwość tez kogoś, kto podpiera się papierem, ale kogo teorie są obalane przez praktykę. Lenistwem zaś, nie wejście na stronę EPAR i nie sprawdzenie, co takiego oferuje ten system. Na zachętę, zajawka: www.EPAR.pl

42 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

I możesz mieć pewność, że w takich szkołach, jakie mamy obecnie – o takich rzeczach na fizyce nie usłyszysz. Mit V – Oceny określają wiedzę uczniów Biorąc pod uwagę fakt, że uczniowie i studencie nie posiadają wiedzy, ponieważ jedyne, co robią – to zaliczają kolejne sprawdziany i egzaminy – pojawia się pytanie o to, co faktycznie sprawdzają oceny. Swojego czasu widziałem jakieś statystki, w których pucowano się tym, że Polska ma wysokie wyniki w testach egzaminacyjnych. Że to niby jest dowód na wysoką pozycję intelektualną Polski na świecie. Problem w tym, że kiedy przychodzi do weryfikacji faktycznej wiedzy o świecie i życiu badanej w sposób spontaniczny – okazuje się, że Polacy to w gruncie rzeczy idioci. I to jedni z większych w Europie. http://wyborcza.pl/1,75400,12337458,Polowa_Polakow_wierzy_w_naukowe_bzdury.html Żeby nadać temu bardziej doświadczalnego wymiaru – wystarczy obejrzeć pierwszy lepszy odcinek Matura to bzdura. Nie bójmy się nazywać rzeczy po imieniu. Polacy to idioci. Ich poziom wiedzy i kompetencji wyrasta niewiele bardziej ponad poziom gruntu rolnego, na którym rosną spożywane przez nich ziemniaki. Ich winą jest lenistwo i brak jakichkolwiek sensownych inicjatyw, aby to zmienić. Jednak przyczyną jest stan edukacji, w która im towarzyszyła przez cały okres dorastania. Wracając do głównego pytania. Co faktycznie sprawdzają oceny? Przede wszystkim posłuszeństwo. Lub zdolność do kombinowania. Mamy dwa typy uczniów w Polsce. Są ci, którzy [1] posłusznie zakuwają, co im w szkole czy na uczelni podsuwają. Oraz ci, którzy [2] kombinują ze ściągami, aby zaliczyć przedmioty. Te dwie grupy są bezpośrednim produktem, efektem systemu edukacji, który istnieje w Polsce. Nie ma opcji, żeby było inaczej. Ta znacząca mniejszość, która [3] chce zdobywać wiedzę i szuka jej tam, gdzie ona się znajduje – a do której sam należałem – jest po pierwsze piętnowana, a po drugie ma utrudnione zadanie. Piętnowana jest przez dominujące grupy uczniów, ponieważ się wychyla poza schemat. Piętnowana przez nauczyciel, ponieważ zadają niewygodne pytania, a jak nie znajdują odpowiedzi u nauczycieli – to szukają odpowiedzi w innych źródłach. A utrudnione zadnie mają chociażby dlatego, że czas który mogliby poświęcać na faktyczny rozwój – próbuje się im zabierać dopierdalając tonami całkowicie zbędnych informacji, których doniesienia na kolejne sprawdziany i egzaminy się od nich oczekuje. Z ciekawostek i inspiracji. W Finlandii nikomu nie wystawia się żadnych ocen do 16 roku życia! Jakoś nikt tam od tego głupszy nie jest. Ale z tego nigdy sami nie zdadzą sobie sprawy ludzie, którzy wierzą na przykład, że fotoradary stawia się, żeby zwiększać bezpieczeństwo. Mit VI – Papierek się przydaje Tego mitu używa się, jako kluczowej instancji, kiedy pierwsze dwie grupy kwestionują zasadność swojego działania lub też trzecia grupa dowodzi jego głupoty. Wtedy wchodzi w grę argument, którego używa pokolenie, które faktycznie coś z takiego papierka mogło mieć. Problem w tym, że wtedy takim papierkiem dysponowała zdecydowana mniejszość. Była mała lub żadna konkurencja na rynku ludzi z papierkami. 43 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Dzisiaj „papier” wyższej uczelni może mieć byle ćwok, który będzie chciał go mieć, bo tak wypada, bo rodzice powiedzieli, bo będzie lepsza praca, bo cokolwiek. Ów osobnik nie zada sobie pytania o zasadność wypuszczania na rynek pracy setek politologów, albo innych socjologów. Nie zadadzą sobie pytania o zapotrzebowanie rynku. Bo przecież praca się znajdzie. Bo rodzice tak powiedzieli. Bo im się tak znalazła. Mit papierka jest toczony przez ludzi, którzy nie chwycili, że w Polsce zmienił się ustrój a wraz z nim zmieniły się totalnie zasady gry i życia. Mit papierka jest sprzedawany przez – w ogromnej części – sfrustrowanych, zgorzgniałych i zastałych w poprzedniej epoce ludzi, którzy przegrali swoje życie wraz z utratą systemu, króry całe życie podejmował decyzje zamiast nich. A ten system często podejmował za nich decyzje nawet o małżeństwie. Ludzie, w domu których się wychowywałem – ochajtali się ze sobą, bo mogli dostać mieszkanie, ale ono było dostępne tylko dla małżeństwa. Właśnie tak przegrali swoje życie. I chcieli przegrać moje, wmawiając mi mit papierka i pracy na etacie. Niech to będzie ważna lekcja dla każdego. Jeśli masz za kimś podążać – to idź śladami tych, którzy są przed Tobą. A tym za sobą nigdy nie daj się oszukać i zatrzymać. To Twoje życie i nikt nie przyznaje medali za jego przegranie. Za wygranie też nie, ale wtedy nie będziesz ich do niczego potrzebować. A jak wygrać to życie? Zawodowo przede wszystkim specjalizując się. Jak kiedyś była mała podaż na rynku ludzi po studiach, tak teraz mamy równie małą konkurencję na rynku ludzi, którzy faktycznie posiadają jakiekolwiek kompetencje do czegoś. W praktyce zatem, nie chcesz mieć papierka – chcesz mieć portfolio i checsz mieć umiejętności, których możesz jakoś dowieść, pokazać. A wtedy łatwiej dotrzesz do ludzi. I to wcale nie muszą być pracodawcy. To mogą być klienci Twojego własnego biznesu, a przynajmniej samodzielnego stanowiska pracy. Mit VII – Oj tam, oj tam, przecież szkoła to nic takiego Zwykle, kiedy kończą się już pseudo racjonalne argumenty – pada zwykle hasło w stylu „oj tam, oj tam”. Uniwersalna riposta zaraz „bo tak/bo nie”. Natomiast ktoś, kto używa takiego argumentu jest o krok od tego, żeby nadziać się na ostrze nieokiełznanego gniewu, jaki wywołuje we mnie bezgraniczna głupota ludzka. A właśnie o czymś takim można mówić, kiedy ktoś wychodzi z tego rodzaju „argumentacją”. Pracuje z ludźmi od dawna. Poznawałem ich sekrety, problemy, wyzwania i trudności, które stawały na ich drodze. Pomagałem ludziom radzić sobie z tymi problemami. Nadal to zresztą robię i jako Patron robić będę nadal. I jednego jestem pewien. Jeżeli ktokolwiek wierzy, że szkoła nie pozostawia śladu w człowieku – dowodzi to tylko i wyłącznie tego, że ów ma bardzo słabą pamięć. Wiele osób, które przychodziły do mnie z problemami – przychodziły do mnie, ponieważ ktoś, coś po drodze spierdolił w ich życiu. Zwykle jest to mieszanka [1] rodziców, [2] religii oraz [3] szkoły z mniejszą lub większą domieszką [4] mediów i [5] otoczenia socjalnego danej osoby. Poza [6] indywidualnymi predyspozycjami oraz decyzjami prowadzącymi do mniejszych lub większych problemów – to właśnie te przyczyny zwykle serwują ludziom ich bagaż. Chodzi jednak o to, że ludzie bardzo szybko zapominają, wypierają z pamięci fakt – że coś ich wkurza, ponieważ przypomina im o przykrych doświadczeniach z przeszłości. O zwyczajach matki do powtarzania się. O tępej suce, która brała kogoś na każdej lekcji do odpowiedzi, bo się autentycznie uwzięła. O „radach” od starszych kolegów, którzy byli autorytetem, bo przecież byli dwie klasy wyżej.

44 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

W konsekwencji ktoś jedzie przez resztę życia z takim bagażem przekonań (często nieuświadomionych) oraz emocjonalnych kotwic (odruchów warunkowych) przez resztę życia. Czas najwyższy zrozumieć raz na zawsze – myśląc o systemie edukacji – że nie ma czegoś takiego, jak dziecko. Jest istota ludzka w różnych etapach swojego rozwoju. I jak się komuś potnie skrzydła na dzień dobry, to te skrzydła nawet jak się trochę zrosną – to już nigdy nie będą takie, jak by były bez tych blizn i cierpienia zaserwowanego każdemu w sposób systemowy w pieprzonej fabryce skurwysyństwa nazywanej ironicznie „szkołą”. To nie jest „oj tam, oj tam”. To jest „o ja pierdolę”. I czas z tym coś zrobić. W kolejnych częściach o tym, jak nauczanie może naprawdę wyglądać. I tak, to będzie jak najbardziej realna i możliwa do wdrożenia wizja. I w co najmniej jednej z nich nauczycieli nie będzie potrzeba mniej, ale wręcz więcej właśnie. A co więcej – nauczyciel mniej będzie zawodem, a bardziej misją. A przecież o to chyba chodzi, prawda...

45 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Wybierz tezę – znajdziesz argumenty #1: Maciej Zientarski Komunikacja to taki bardzo osobliwy twór. Można ściągnąć ludziom kajdanki z rąk, można wyjąć ich z klatki, można dać im swobodę przemieszczania się – ale mimo to nadal, za sprawą słów i komunikacji – tak łatwo utrzymać ich w niewoli. W tym wypadku niewoli bezrefleksyjności i wyuczonej reaktywności na bodźce emocjonalne. Bo komunikacja to jest taki twór, którym da się zrobić w zasadzie wszystko. Klasyczny przykład to seria, którą nazwałem „Wybierz tezę – znajdziesz argumenty”. Seria służy w zasadzie autorefleksji. To okazja, żeby zaobserwować, jakie odruchy warunkowe w nas siedzą. Dokładnie, jak w psie Pawłowa. Jedyną obroną może być krytyczny umysł, który stwierdzi, że dana reakcja to przecież idiotyzm. Ale temu umysłowi da się zawsze dostarczyć odpowiedniej argumentacji. To w zupełności wystarcza w niemal 100% przypadków. Zobaczmy, jak to działa na realnym przykładzie z życia. Sprawie Macieja Zientarskiego, wypadku samochodowego, śmierci jego kolegi i całym tym igrzyskom, które zorganizowano wokół tej sprawy. Teza 1: Zientarski to morderca Definicja mordercy zakłada świadome i celowe działanie prowadzące do śmierci drugiego człowieka. W przypadku argumentacji na rzecz tej tezy zakładamy zatem, że Zientarski wsiadł do samochodu, wziął do niego swojego kolegę, rozpędził się, po to żeby wjechać w dziurę, wyrżnąć w filar i liczyć na to, że zabije swojego kolegę a sam wyjdzie z tego cało, zaś sąd przyzna mu najwyżej prace socjalne, bo przecież ma znaną mordeczkę. Generalnie nie będę podejmował się oceny poszczególnych tez, bo zwykle mówią same za siebie. Niemniej w tym przypadku ludziom wystarczy proste uproszczenie definicyjne. Była śmierć. Było aktywne działanie. Mamy mordercę. Dobrze o tyle, że sąd nie miał takich problemów z definicją czynu. Wbrew pozorom słowa naprawdę mają pewne definicje, za nimi zaś idą znaczenia, a wraz z nimi często także konsekwencje względem rzeczywistości. Nie tylko w sytuacjach prawnych. Teza 2: Zientarski to ofiara Nie ma jednak pewności, co do tego, kto był kierowcą tamtego dnia. Jak wspomina Zientarski w wywiadzie dla TVP, nie pamięta tego zdarzenia, często zaś zdarzało się, że jechał do kogoś autem, żeby ta osoba się przejechała. Istnieje zatem prawdopodobieństwo, że Zientarski jest ofiarą – idąc tropem rozumowania internautów – mordercy-samobójcy, swojego kolegi, społeczeństwa oraz systemu sądowniczego. Co ciekawe – on nie pamięta samego zdarzenia, więc nie jest w stanie się w żaden sposób do tego ustosunkować, ani przed tym obronić. A zatem ofiara. Teza 3: Ludzie dokonują linczu na Zientarskim A skoro ofiara, to musi być też kat. Ponieważ ludzie najwyraźniej nie uznają systemu sądowniczego w Polsce – sami wyznaczają odpowiednią „karę”. No bo przecież wiemy, że nie ofiara, tylko, że morderca. A skoro morderca, to należy go napiętnować. Bo zabił. Swojego czasu widziałem taki filmik, gdzieś z bliskiego wschodu – na którym lokalna społeczność muzłumanów wzięła tamtejszego dealera narkotyków, wyciągnęła go na środek placu i wielkim 46 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

drewnianym balem połamała mu wszystkie kończyny. Film był na tyle drastyczny, że nie zamierzam go szukać, ani do niego wracać, czy też go linkować. Niemniej faktem jest, że owa lokalna społeczność wyraźnie zaznaczyła swoje niezadowolenie względem takiego zachowania. I na pewno ich działania na rzecz walki z narkotykami będą skuteczniejsze, niż dostarczanie dealerowi kolejnego rynku zbytu w postaci kolegów z sąsiednich cel. Ludzie w Polsce potrzebują jednak płaszczyka bycia cywilizowanym. Dlatego nie walą w Zientarskiego drewnianą balą – tylko szczują go tak długo, tak bardzo i tak powszechnie – że podobnego działania dokonują na jego życiu, mózgu i emocjach. Co też bardzo wyraźnie widać po Zientarskim w wywiadzie chociażby. Okazuje się, że ta taktyka także jest bardzo skuteczna w tym przypadku. Teza 4: Ludzie słusznie karają go za to, co zrobił Naturalnym jest teza, która idzie w ślad za tą myślą. Że przecież skoro jest czyn naganny, to za nim powinna iść też kara. Więc idzie. Każdy wymierza ją po swojemu i swoją miarą. Bo po co raz i instytucjonalnie, skoro można wziąć udział w powszechnych igrzyskach. Takie współczesne koloseum, na którym wybiera się kogoś – kto akurat się nawinął – i wrzuca na arenę pełną lwów. Jest crunchips, jest impreza. Ludzie siedzą, zażerają chipsy czy inny popcorn i patrzą na upadek i lincz znanej mordeczki. Bo przecież wszyscy mamy prawo go oceniać, bo przecież wszyscy wiemy, że zrobił źle, bo przecież to nas dotyczy. Nas, każdego, indywidualnie. Przecież nam powiedzieli w telewizji, że źle i niedobrze. Jak rodzicie mówili, że źle i niedobrze, to dawali klapsy. Jak pani w szkole mówiła, że źle i niedobrze, to dawała jedynki. To przecież wiemy, że jak ktoś powie, że źle i niedobrze – to trzeba mu zrobić krzywdę. Bo źle i niedobrze. Teza 5: Więzienie dla Zientarskiego to dobra decyzja Ale skoro źle i niedobrze i igrzyska – to przecież wiadomo, że to nie można tak, że samosąd. Że przecież są sądy od tego. Więc po igrzyskach wsadzamy go do więzienia. Bo źle i niedobrze. Bo zabił. A przynajmniej spowodował wypadek ze skutkiem śmiertelnym. No śmierć jest – musi być kara. Bo taka kara, to przecież to przykład dobry dla społeczeństwa będzie. Że przecież ludzie będą myśleć, zanim się rozpędzą. Że przecież nie podniecą się tym, że mogą sobie pojeździć fajną furą. Że przecież nie chodzi o to, że idioci w całym kraju dostają prawa jazdy – bo przecież prędkość, to prędość zabija. Nie brak kompetencj, zła nawierzchnia, źle skonstruowane samochody. Prędkość, to ona zabija. Ludzie się zastanowią. Ludzie uwierzą. Ludzie poprą kolejne fotoradary. Bo przecież w mediach powiedzieli, że one poprawiają bezpieczeństwo. W mediach tak powiedzieli. A media mówią prawdę. One mówią że źle i niedobrze, albo że dobrze i cacy. My nie musimy myśleć. Media zrobią to za nas. Teza 6: Więzienie dla Zientarskiego to zła decyzja Ale dlaczego nikt już nie pamięta o tym, że na tej drodze, w tamtym miejscu – była solidna hopa. Niestety wynikała ona nie z świadomego projektu – ale zaniedbania stanu drogi. Ależ oczywiście, że gdyby nie przekroczyli prędkości, to by nie wylecieli. Ale hej, właśnie mamy kolejną okazję do igrzysk!

47 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Poskaczmy po drogowcach. W końcu mordercy. Oni też. Jak się skończy temat Zientarskiego, to mamy kolejnego do areny – fantastyczny temat na kolejny nudny, nijaki, gówniany dzień wypełniony „muszę”, „wypada” i tym podobnymi dyrdymałami. A tutaj proszę, jest impreza. Puścimy w tle „Ona tańczy dla mnie” i wszyscy będą się świetnie bawić. Teza 7: Ludzie to bezmyślni idioci A teraz popatrz na poprzednie tezy i jeżeli uważasz, że to nie Twoja sprawa, ani kogokolwiek innego – poza zaangażowanymi w to osobami – i dostrzegasz, jak wiele niuansów jest w tej sprawie, z powodu których ciężko jest w ogóle jednoznacznie stwierdzić, co tam się tak właściwie wydarzyło – znalezienie argumentów dla tej tezy znajdziesz wystarczająco dużo. Teza 8: Ale przecież ludzie troszczą się o dobro społeczne Przepraszam, okłamałem Cię na początku. Komunikacja ma swoje ograniczenia. Nie wszystko da się uargumentować. No chyba, że ktoś jest gotowy oddać resztki godności i z poziomu IQ truskawki upaść do poziomu drewnianego kołka, składając je wszystkie w ofierze zakłamania i hipokryzji. A przecież to nie jest tak, że tacy się nie znajdą. Oni zawsze się znajdą. Zawsze się znajdują… P.S. Odnośnie tabloidu i jego chamstwa na dobrą sprawę. Skazany nazywa się Maciej Zientarski. Wcześniej był podejrzanym Maciejem Z. Co stosuje się, aby chronić dane osobowe kogoś, komu nie udowodniono winy, a zatem dotyczy go zasada domniemania niewinności. I oczywiście w rzeczywistości medialnej to jest nic innego, jak właśnie ta lampka u Pawłowa, która powoduje u psa, że się ślini. “Znany celebryta Jan K. podejrzany w sprawie o coś, czego mu nie udowodniono i co jest powszechną praktyką, ale ten miał pecha bo wpadł” – to wystarczające hasło, żeby opinia publiczna zaczęła toczyć pianę z pyska w ogólnokrajowych igrzyskach. P.S.2 Link do pierwszego wywiadu Macieja Zientarskiego dla TVP po wyroku: http://wiadomosci.onet.pl/wideo/maciej-zientarski-przerywa-milczenie,103954,w.html

48 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Dzisiaj cena nie jest wyznacznikiem jakości, tylko lansu! Zaprawdę powiadam Wam – jako projektant komunikacji wiem jedno – to, na co choruje współczesny biznes to iluzja, która okazuje się wystarczająca, żeby sprzedawać. Iluzja, w której ludzie wierzą, że ten sam produkt – ale z inną metką, z innym opakowaniem – to inny produkt. Świetnym przykładem tego rodzaju zjawiska jest case przygotowany przez Ad Bustera o energy drinkach. Ale jeszcze lepszym przykładem chyba, jest jego konfrontacja konsumencka prezerwatyw. Cena w dzisiejszych czasach nie jest wyznacznikiem tego, co pierwotnie oznaczała. Nie będę Was nawet wkurwiał, mówiąc ile kosztuje prezerwatywa u producenta w Chinach (tak, tak – tam właśnie produkowane są Twoje ulubione Durexy, w które tak wierzysz za sprawą reklam). Ale wkurwię Cię, czym innym. I na Boga, nie mów mi, że dzisiejsze 60 gr to nie to samo 60 gr, co w tamtych czasach. Bo problem tkwi właśnie, dokładnie w tym. Że ten pieniądz jest już gówno wart! Ja dzisiaj widzę w sklepach kajzerki po 50 groszy za sztukę, co to kurwa jest? Ja pamiętam czasy, jak 10 000 zł oznaczało dzisiejszą złotówkę. Takie rzeczy biorą się stąd, że system pieniężny oraz system długu jest tak skonstruowany, że prędzej czy później zawsze wychodzi na jaw, że pieniądze to czysto wirtualna wartość. Która od bodaj czterdziestu lat nie ma już nawet żadnego poparcia w czymkolwiek. Nawet w tym złocie, co też było śmieszne, ale chuj. Ludzie wypracowują wartość – a okazuje się, że kraj zamiast być w procesie wzrostu – jest w procesie pogłębiającego się długu! A później jest taka akcja z hiperinflacją, jak w Niemczech po wojnie, albo w Zimbabwe obecnie. Pierwotnie marka, to było nazwisko. Firmy były sygnowane przez ich twórców. Którzy ponosili osobistą odpowiedzialność za wartość, którą wnosili do lokalnej społeczności. Więc oczywistym jest, że zależało im na jakości ich produktów, bo by im jajca poucinano, jakby po roku ich produkty się spierdoliły. Jak to wyglądało kiedyś? Kominek bardzo trafnie to opisał. U babci zawsze miałem te same talerze, garnki, to samo radio(!), dziadek miał tę samą latarkę, taką „wędkarską”, raziła po oczach, że o ja pierdolę. Miał też ten sam ruski aparat fotograficzny, te same wielkie i ciężkie słuchawki na uszy i adapter do płyt winylowych. Tych ostatnich od dawna nie używał, bo były to czasy kiedy upowszechniało się CD. W tamtych czasach noszono zegarki, ale nie zawsze się je kupowało. Przechodziły z pokolenia na pokolenie. Nie było nic dziwnego, że ktoś miał zegarek, który nosił wcześniej jego dziadek. To były czasy, kiedy rzeczy były trwałe. Ja sam pamiętam, jak mój dziadek nieustannie majstrował przy swoim maluchu (samochodzie w sensie). I ten czerwony grzdyl śmigał przez wiele lat, chociaż dziś nikt nie dałby za niego nawet stówki. Bo dziadek wiedział, jak naprawić. Problem w tym, że młode pokolenie nawet nie wie, że takie czasy istniały!

49 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Pobiegnie taki po kolejnego IPhona tylko dlatego, że ma piątkę w nazwie! Że to jest trendy niby. Że niby warto wywalić kilka tysięcy za to, że dostanie większy wyświetlacz. Kiedyś marka oznaczała osobistą odpowiedzialność, za którą szła gwarancja jakości. A teraz co? Przecież nie pójdziesz do Ronalda McDonalda i nie wsadzisz mu tego pajacowatego łba w te jego jebane nuggetsy ze zmielonych w całości kur, które później są kolorowane, aromatyzowane i lądują w czyimś żołądku. Tęskno mnie. Ale wiem, że przyjdą czasy, kiedy jakość będzie faktycznie coś oznaczać. Że cena także będzie niosła ze sobą jakąś realną informację. Że będzie mówiła coś więcej, niż tylko “jak dużo hajsu jesteś w stanie wyjebać, żeby się pokazać i popisać”. Ja wiem, że mówimy o naturze jakichś 20 – 30% społeczeństwa. Ale powiedzmy sobie szczerze – w dzisiejszych czasach wszyscy jesteśmy w jakimś stopniu skażeni tym idiotycznym podejściem, które rozprzestrzeniło się, jak cholerny wirus. A wiecie co sobie myśli później taki Steve Jobs na tej swojej pierdolonej chmurce, tudzież na piwku z Belzebubem? “Przyjdzie głupi i kupi”. I przychodzą. I kupują. I to jest właśnie sedno problemu…

50 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Sny, klucz do krainy ukrytej pod skórą rzeczywistości Sny. Zawsze mi towarzyszyły. Tobie zresztą też. Nie wiem, jak u Ciebie – ale u mnie pamięć snów ma się całkiem nieźle. Pamiętam też, że od dziecka miałem w zwyczaju wchodzić w nie świadomie i wpływać na przebieg zdarzeń w danym śnie. Choć w miejscach bywałem przeróżnych. Ale czym jest sen i co chcę Ci ważnego dzisiaj powiedzieć? Zakładałem, że taki temat na blogu powstanie. I w istocie jest on tutaj. Prawdopodobnie wiele z nich będzie schowanych za hasłem i dostępnych jedynie osobom, przeze mnie wybranym. Niemniej tutaj jest pewien wstęp do zagadnienia. Chcę dać Wam pewien pogląd na to, co może się dziać w tej warstwie mojej obecności tutaj. Umówmy się co do jednej ważnej rzeczy. W tematach pod hasem “sny” możesz spotkać rzeczy wychodzące daleko poza oficjalne, a nawet znane wersje i interpretacje wydarzeń. Jest kilka podstawowych założeń, którymi myślę, że mogę się spokojnie podzielić. 1. Podstawowym jest to, że sny są zazwyczaj czymś na zasadzie mixa Minecrafta z Simsami, ale daleko zaawansowanej generacji. 2. W śnie wchodzisz do jakiejś przestrzeni snu, zwanej także teatrem lub sceną snu. Która okazuje się być ograniczona. Kiedy przejmujesz kontrolę nad snem i próbujesz odlecieć ze sceny – wylot z niej powoduje zerwanie połączenia z serwerem i wyjście z danego snu. Tutaj podobne jest to trochę do Minecrafta. 3. Przestrzenie snu są często inspirowane znanymi i istniejącymi miejscami, ale są często zaaranżowane zupełnie inaczej. Pamiętam doskonale, że bywałem w tych samych teatrach kilkukrotnie – doświadczając innych historii i przygód. 4. Zwykle ludzie w snach są jedynie marionetkami lub obserwatorami wydarzeń, których ich wyobrażeniowa powłoka jest zwykle bohaterem. Trochę, jak Simsy. Natomiast istnieje możliwość przejęcia kontroli nad sobą w śnie. Zakładam jednak, że nie jest to dostępne ludziom, którzy na co dzień przywykli do oddawania kontroli na sobą i swoim życiem zewnętrznym czynnikom i innym ludziom. 5. W przestrzeni snu obowiązują inne zasady związane z ludzkim wymiarem codziennego życia. Zarówno czas, przestrzeń, jak i tożsamość bohaterów może ulegać zmianom i przebiegać odmiennie od liniowej konstrukcji, do której przywykliśmy na jawie. 6. Świadomość rządzi się swoimi prawami. Można ją odnaleźć zarówno w tym wymiarze, jak i wymiarze snu. Podobnie z tożsamością. We śnie możesz – i często tak się dzieje – znane Tobie osoby. Jeżeli jednak dziwi Cię obecność twarzy nigdy Tobie nie znanych – to prawdopodobnie możesz tutaj użyć metafory gier MMO. Które powstały w zasadzie właśnie po to, żeby ludzie umieli zrozumieć je, jako metaforę snu. O grupowej nieświadomości wspominał Jung w zeszłym stuleciu. W obecnym łatwiej to zrozumieć mówiąc o serwerach gry/snu. 7. Lubię śnić. Bardzo długo. I w nietypowych dla tej strefy czasowej godzinach. Natomiast moje sny ostatnimi czasy są czymś więcej, niż tylko historiami i narracjami. Wygląda na to, że od jakiegoś czasu sny są formą komunikacji oraz głębszym wymiarem odkrywania nie tylko świata snu – ale też świata, który właśnie z poziomu serwera wpływa na umysły ludzi zakotwiczonych w świecie jawy. Zobaczę, co będę dalej z tematem robił, ale prawdopodobnie będzie więcej tekstów na ten właśnie temat. Sam jestem ciekaw, bo na chwilę obecną to nadal jeszcze pewna niewiadoma, czy też niedomówienie ze strony świata snu. Będę się bawił, zobaczymy, co z tym dalej zrobię. 51 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Dojrzały Hedonizm: o przyjemności w bezsensie sensu życia Lifestyle. Takie modne słowo ostatnio. Zastanawiałem się niedawno nad sensem swojego życia. Nad tym, co mnie napędza. Nie tyle, co chcę w życiu zrobić czy osiągnąć. Bo to wiem od dawna. Ale w jaki sposób żyć. Jak żyć tak na co dzień. Doszedłem do ciekawych wniosków. Ale początek był mało optymistyczny… A to dlatego, że punktem wyjścia było klika fundamentalnych pytań na temat życia jako takiego. Po co żyć, skoro na końcu i tak zawsze umierasz? Po co jeść, skoro i tak to wysrasz? Po co mówić, skoro i tak większość słów i rozmów zostanie zapomniana? Szukałem odpowiedzi. Prawdę mówiąc chętnie poznam alternatywne. Natomiast z refleksji, które się zrodziły w mojej głowie na powyższe pytania. Po co żyć, skoro na końcu i tak zawsze umierasz?

(nocny spacer z Mag.)* W gruncie rzeczy to pytanie dodało mi skrzydeł. Moment, w którym uświadamiasz sobie, że jedyne czego nie wiesz to kiedy i jak stąd odejdziesz – dodaje odwagi. W końcu hej, kiedyś i tak to się stanie. Więc po co się martwić? Po co trwać w niepewności i wątpliwościach zamiast sprawdzać? Po co czekać? Dlaczego by liczyć na to, że ktoś coś da – zamiast samemu po to sięgnąć? W obliczu nieuniknioności śmierci i akceptacji tego faktu (bo i tak nic z tym nie zrobimy) – powyższe pytania stają się retoryczne. Nagle otwiera się zupełnie nowa przestrzeń do myślenia i działania. Po co jeść, skoro i tak to wysrasz?

(przemyślenia w podróży)* Strasznie mnie irytuje, kiedy ktoś sprowadza to do tezy, że trzeba jeść, żeby żyć. Bo przecież jeszcze nie odpowiedzieliśmy sobie na pytanie o sens w sensie życia i czy w ogóle jest sens szukać sensu w sensie, bo może bezsens jest jedynym sensem sensu. Chaish? Więc skoro jeszcze nie wiemy po co tak właściwie żyć – to odpowiedź, którą dałaby nam matka, albo jej matka (w sensie, że matka matki, czyli, że babcia) jest w gruncie rzeczy zupełnie inną odpowiedzią: “bo w ten sposób podtrzymasz stan wegetacji/pasożytnictwa”. Moją odpowiedzią jest zatem – “jem, aby dostarczyć sobie przyjemności zmysłowej”. Nie ma być zdrowo. Mam w dupie zdrowo. Ma być smacznie, ma być oryginalnie, ma być ciekawie, ma być pożywnie. Jeżeli zdrowo idzie w parze z paradygmatem przyjemności – spoko, podwójna korzyść. Ale przypominam, że przecież i tak kiedyś pójdziemy do piachu, a hamburger czy inny kebab nas raczej nie zabije sam z siebie. W końcu sam już jest martwy. A nas i tak kiedyś czeka podróż na drugą stronę życia. Po co mówić, skoro i tak większość słów i rozmów zostanie zapomniana?

(spotkanie z Mat.)* Jest to pewna myśl. Pewna refleksja Mat.: “gdybyś miał płacić za każde słowo, które wypowiadasz – które faktycznie chciałbyś wypowiedzieć?”. I coś w tym jest. Jedna sprawa to, co

52 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

warto w ogóle mówić. Ale druga to – może ważniejsza nawet – do kogo warto mówić, z kim warto rozmawiać. Kiedyś szukałem. Chciałem poznać, jak najwięcej, żeby mieć szeroki ogląd sytuacji. W liceum podrywałem każdą dziewczynę, która się pojawiła w okolicy (wiem, to smutne – tym bardziej, że przez to relacje były płytkie). Na studiach chciałem z wszystkimi mieć fajny kontakt (także nie wyszło, bo zaczęły się pojawiać subgrupy i to wystarczyło, żebym się na tym wyłożył). Ostatecznie stwierdzam, że ci, z którymi warto spędzać czas to zawsze będzie wąska grupa wybranych osób. Dlatego dzisiaj stawiam na jakość. Blog jest miejscem, gdzie realizuję paradygmat ilościowy. Ale tylko po to, żeby z tego grona odbiorców wypłynęła ta wąska grupa osób, które będą w moich bliskich kręgach. Kiedy myślę o swoich poprzednich blogach – to, to była największa korzyść, jaką dała mi obecność w internecie. To te osoby, które dzisiaj nadal są w moim życiu. I to ma dla mnie kluczową wartość tak ostatecznie. Więc co z tym życiem? (spontaniczna refleksja)* Pamiętam, jak jeszcze w liceum prowadziłem wywiad z jednym z zakonników. W tamtych czasach byłem wkręcony w sprawy religijne. I to był ten rzadki przykład, że pośród morza chorych, da się czasami spotkać prawdziwe kwiaty, tych którzy zupełnie nie pasują do całościowego obrazu. Ten starszy już, wyjątkowy człowiek, zrobił coś, co zmieniło moje myślenie o dziennikarstwie i wywiadach na zawsze. W trakcie standardowego spotkania, gdzie pytałem, a on odpowiadał – nagle nastąpił zwrot akcji. To on zaczął mnie pytać. Stwierdził, że nic o mnie nie wie, że chciałby mnie lepiej poznać. I zaczęliśmy rozmawiać. To już nie był wywiad przypominający przesłuchanie, ale szczera, ciepła i bardzo sympatyczna rozmowa. To właśnie wtedy zmieniło się zupełnie moje podejście do sytuacji, kiedy prowadziłem wywiady. Od wtedy to już były rozmowy. O niebo ciekawsze, bogatsze i bardziej satysfakcjonujące dla obu stron. I uświadomiłem sobie – myśląc o tamtej sytuacji i o tym, że minęło już pewnie kilka lat od jego śmierci – że może wartością życia jest zostawianie śladów dla tych, którzy przyjdą po nas, dla tych, którzy są i którzy chcą żyć. I chociaż mnie może nie być w każdej chwili, to te ślady mogą pozostać. Mogą nieść się dalej. Mogą być tym, co pomoże żyjącym w tym, aby ten czas dobrze spędzić. Bo ostatecznie – skoro na końcu i tak umrzemy – to zamiast się przejmować pierdołami, może lepiej jest po prostu spędzić ten czas przyjemnie. Bo i tak mamy jedynie tu i teraz. Wspomnienia i plany także temu służą. Poprawianiu naszego samopoczucia w teraźniejszości. Bo nic innego nie mamy. Przeszłość już odeszła, a przyszłość jeszcze nie istnieje. Jedynie tu i teraz. Więc niech będzie ono przyjemne. Z tym, że rozsądnie.

* w nawiasach osoby lub sytuacje, w trakcie których miał miejsce ten przełom

53 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Accessing – nowy model ekonomiczny znany od dawna Czas na alternatywy. Powiedziałem co potrzebowałem powiedzieć kto ma poznać, ten pozna – teraz czas na zmiany i dobre rozwiązania. 21. wiek ma w sobie coś takiego, że otwiera nowe ścieżki, a jednocześnie umożliwia nowy sposób realizacji starych. O tym, że wiertarkę można pożyczyć od sąsiada – nasi rodzice czy dziadkowie wiedzieli doskonale. My dzisiaj w dobie konsumpcjonizmu mamy w zwyczaju biegać do marketu po nią, a później ją trzymamy nieużywaną przez kolejne lata bo “może się przyda”. Komuś na pewno, ale może sensowniej i taniej wychodzi mieć dostęp do czegoś, zamiast robić magazyn w domu. Dzisiaj będzie o nowej-starej filozofii, a na końcu znajdziesz moją propozycję, bo tak buduje się historię właśnie. Sprawa jest bardzo prosta i nie ma się co jakoś szczególnie rozpisywać. Możemy wyróżnić 3 podstawowe formy możności korzystania z zasobów: 1) udostępnienie 2) wynajem 3) kupno Każde kolejne wiąże się z większym kosztem, ale i potencjalnie większą stabilnością dostępu. Problem się zaczyna, kiedy ktoś bierze np. kredyt na zakup mieszkania. Wystarczy kilka gorszych miesięcy i szybko dana osoba przekonuje się, jak bardzo “jej własne” było coś kupione za pieniądze i na własność banku (przypomnij sobie zwartość ksiąg wieczystych, jeśli masz kredyt mieszkaniowy). Inny problem to wspomniane we wstępie gromadzenie dóbr których zwykle potrzebujemy i używamy niezwykle sporadycznie. Tak realnie na własność warto mieć ubrania, telefon, sprzęt komputerowy (laptop, notebook, czy nawet tablet z klawiaturą, na którym piszę wygodnie ten tekst w plenerze) i jakiś transport. Jednak na dobrą sprawę każdą z tych rzeczy można mieć taniej, no i da się poukładać to tak, żeby dokonywać bieżącej wymiany dóbr i towarów. W ten sposób zamiast obracać wydrukowanym papierem, obracasz czymś realnej wartości. Docelowo, jeśl nie jest to towar FMCG (szybkozbywalny, czyli jedzenie, rzeczy higieniczne, itp.) – i tak wszelkie środki trwałe pozyskujesz za pomocą pieniędzy. Po to chcesz je mieć i do tego się przydają ale przecież można też inaczej. Koncepcja, którą proponuję to organizacja w obrębie sieci kontaktów, listy udostępnianych sobie nawzajem dóbr. Ja w tej chwili u zaufanych osób mam laptopa, kamerę, statyw, trochę ubrań, narzędzia do stylizacji zapachowej i doboru papierów w ramach projektu drukarskiego. Jeśli ich nie potrzebuję – po prostu leżą u kogoś udostępnione do użytku. Że jestem mobilny, to marynarka na wieczór wraz z tabletem, telefonem i kartą płatniczą stanowią wystarczający pakiet do przemieszczania się i mobilnej pracy w terenie o tej porze roku. Wtedy jedyne czego potrzeba, to – jak to nazwałem – Access Pointów, w których mogę przechować posiadane sprzęty, zrobić wymianę, coś wyprac, gdzieś się wykąpać, albo przenocować. Prosta filozofia budowania logistyki dla mobilnego lifestyle’u. Czegoś co mnie kręciło od zawsze, a co obecnie w końcu realizuję. W momencie publikacji przebywam obecnie w Warszawie. Natomiast interesuje mnie zbudowanie bazy zaufanych kilku-kilkunastu Access Pointów w każdym większym mieście w Polsce. Najbardziej interesują mnie w kolejności – Warszawa, Wrocław, Kraków, 3miasto, Poznań i Katowice. Jeżeli interesuje Cię taka opcja – skorzystaj z zakładki kontaktu i daj mi znać.

54 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

To, co oferuję, to przede wszystkim dostęp do moich produktów oraz preferencyjne warunki u moich Partnerów (także na tej stronie). Przy okazji będę rozkręcał programy partnerskie w zgodzie z filozofią dopasowywania oferty do klienta, a nie klienta do oferty. Jednak idąc dalej – dopasowania oferty do potrzeb za sprawą multiprofesjonalnej megakooperatywy. Najpewniej nie tylko oszczędzisz pieniądze, nauczysz się nowych rzeczy, zyskasz możliwości swobodnego zarabiania (gdzie Ty decydujesz z kim, gdzie i w jakiej branży pracujesz), ale też po prostu zyskasz ogrom nowych możliwości i zwiększysz dostęp do wielu dóbr budowanej sieci kontaktów. Jednym słowem – zabwa w 21. wiek na pełnym wypasie już w latach ’20. Budujemy historię! Dołączysz się?

55 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

SZKOŁA LIDERÓW Szkoła Liderów, jak sama nazwa wskazuje – to cykl artykułów, które mają dostarczyć konkretnych i praktycznych porad oraz refleksji, które ułatwią przemyślenie pewnych spraw. To seria, która powstała z myślą o tych, którzy w przyszłości będą przewodzić i wyznaczać kierunek zmian. Kim jest lider? To przede wszystkim ktoś, kto podejmuje działanie. O tym, jak robić to mądrze traktuje właśnie ten cykl, a jego kontynuację znajdziesz na blogu.

56 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Szkoła Liderów cz. I: Początek Mamy dwie drogi. Drogę nienawiści i zemsty. Oraz drogę koncentracji i działań prowadzących do tego, żeby budować zdrowe ekosystemy. Żebyśmy mieli jasność. NIE ZAMIERZAM NIKOGO POWSTRZYMYWAĆ PRZED PIERWSZĄ. Postaram się natomiast pomóc z tą drugą. O tym będzie cykl Szkoły Liderów. O tej drugiej drodze. Choć nie sposób zapomnieć o tym, dlaczego ta pierwsza się pojawiła. Ale po kolei. W pierwszej części cyklu o naszym punkcie wyjścia… Wkurw już jest? Słusznie. Bardzo słusznie. Bo nie wierzę, że kampanie społeczne coś zmienią. One uświadamiają problem. Tak, jak Mafia dla Psa. One pokazują problem. Ale one go nie rozwiążą. To jest największy problem z tym, co można zobaczyć w Internecie albo plakacie, a później o tym zapomnieć. A to nie o to chodzi. Też nie o trochę pieniędzy, które się przy tej okazji zbierze. To poprawi sytuację punktowo, ale całościowo nadal mamy problem. Prawo Natury Ale natura ma swoje prawa. A jednym z podstawowych jest prawo zemsty. Protestować będą tylko ci, których ta zemsta może dotyczyć. A tych jest sporo. Ale przyjdzie czas zapłaty. Przyjdzie też czas budowania lepszego świata. Moją radą dla Liderów jest – aby zemsta była ukierunkowana i skupiona na tych, którzy faktycznie są odpowiedzialni za doświadczoną krzywdę. Jeśli zaś idzie o budowanie… Źródło Na początek kilka fragmentów listu, który dostałem niedawno od jednej z osób, której patronuję. Mówimy tu o przebudzeniu. O tym momencie, którego skurwysyni z otoczenia takiej osoby najbardziej się boją. Nie liczcie, że zapomnimy. Wdrukowaliście w nas swoją nienawiść, więc ją odzyskacie. Ale dla nas – Liderów – ważniejsze jest to, jak zacząć budować. Polacy pokazali, że potrafią walczyć, ale nie mają pojęcia, co zrobić później. Znacznie bardziej potrzebujemy zatem wiedzy o tym, co zrobić, kiedy znajdziemy się już w miejscu – w którym będziemy mogli pójść własną drogą. Samodzielnie. Oto fragmenty listu. Mogę jedynie potwierdzić, że to, o czym pisze ta osoba – jest prawdą. Zwłaszcza o pozycji względem swojego otoczenia.

Hej, na dzień dzisiejszy jestem już pewien, że wróciłem do dawnej świetności – tzn. że jestem człowiekiem stabilnym, świadomym wszystkiego i mam już dobrze wszystko poukładane w głowie. Ten stan rzeczy doprowadził też do nowych wniosków, bolesnych. Mianowicie uświadomiłem sobie, że moja inteligencja, moje predyspozycje i możliwości stały się moim przekleństwem. Społeczeństwo mając do czynienia z taką jednostką, bardziej lub mniej świadomie, spycha ją na margines, próbuje ją stłamsić, zniszczyć jej życie. Takiej jednostce odmawia się podstawowych praw, aby “broń Boże” nie osiągnęła czegoś więcej. Klasyczny problem przebywania w nieodpowiednim otoczeniu. Pośród ludzi zbyt ograniczonych, zbyt prostych, zbyt bezmyślnych – aby zrozumieć, że inność nie jest przestępstwem wobec norm. 57 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Że to może służyć korzyści dla wszystkich. Ale wtedy musieliby przyznać otwarcie przed sobą i innymi, kim i gdzie są.

Co z tego wszystkiego dla mnie wynika? Ja podjąłem walkę o normalne życie, ludzie już wiedzą, że jestem niesamowiecie inteligentny, ale to tylko doprowadza do tego, że jestem sam. Jestem jednostką niechcianą, nieakceptowaną. Ludzie mogą się tłumaczyć, że to ze strachu, braku zrozumienia, ale tak naprawdę powodem jest moja przewaga. Za bardzo się odkryłem i poczyniłem za duże postępy – to ludzi przeraża. (…) Im bardziej będę walczył, tym bardziej będą robić ze mnie wariata. (…) Nie ma wokół mnie ludzi, którzy potrafili zrozumieć. Zamiast otwarcie i szczerze pogadać o rzeczywistości – otoczenie woli kłamać. Okłamywać siebie nawzajem. Okłamywać daną jednostkę, wmawiając jej bzdury na jej własny temat. Próbując podciąć skrzydła.

(…) Najbardziej boli mnie to, że nie przeżyłem w pełni swojej młodości, że dużo straciłem. I robią to od najmłodszych lat. Od samego początku.

Jest jeszcze jedna ważna rzecz, którą sobie uświadomiłem. Mój umysł skupia się na tym, co się dzieje wokół, kontroluje sytuację, czasami ją kreuje. Dlatego tak trudno mi się wzrasta, dlatego tak trudno wychodzą mi rzeczy, które innym mężczyzną wychodzą z łatwością. I to jest dla mnie koszmarny problem. Jak się odłączyć od tego, co się dzieje wokół i skupić na sobie, własnym wzrastaniu, na poznawaniu kobiet i wielu innych rzeczach… Połączenie między tym, co dzieje się w nas samych a naszym życiem jest wyraźne i dość proste do zauważenia. Czas, który poświęcasz na wkurwianiu się na idiotów, którzy Cię otaczają – równie dobrze można by było przeznaczyć na coś wartościowego, rozwój projektu, spotkania z klientami. Porady Mam kilka propozycji na poradzenie sobie z tą sytuacją. Jako, że sam też przechodziłem i poniekąd jeszcze przechodzę pewne rzeczy związane z czyszczeniem i układaniem sobie zdrowego otoczenia – piszę ze swojego doświadczenia tu na ziemi. 1.Po pierwsze maksymalnie możliwie skupiać się na realizacji swojego planu i pomysłu na wyjście z tego syfu. 2. Po drugie – usunąć ze swojego otoczenia KAŻDEGO, kto robi Ci syf i nie potrafi być dla Ciebie wsparciem. Jeśli zostaną wokół Ciebie 2-3 osoby? Wierz mi, że cała reszta i tak nie wniesie żadnej wartości do Twojego życia. Nie marnuj czasu na niewłaściwych ludzi. Oni i tak odejdą, a Ty czasu już nie odzyskasz. 3. Jeżeli nie masz innego wyjścia – bo mieszkasz w niewłaściwym miejscu, a nie masz jak się stamtąd wydostać – pierdol to. Wychodź z domu, jeśli nie musisz w nim być. Załóż sobie słuchawki i zapuść dobrą muzykę. A przede wszystkim rób wszystko, żeby iść swoją drogą. 4. Nigdy, nikomu nie daj sobie wmówić, że czegoś nie możesz, że coś ci się nie uda. Jak ktoś ci mówi o tych, którym się nie udało – uświadom sobie, że miarą sukcesu nie jest ilość

58 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

nieprzygotowanych do niego osób, które próbowały go podjąć – ale Twoje własne kompetencje, które kształcisz, aby ten sukces osiągnąć. 5. Nie chowaj emocji w sobie. Szukaj sposobu na ich wyrażenie. Nie bój się tracić ze swojego otoczenia ludzi, którzy nie potrafią przyjąć prawdy. Oni dawno temu powinni z niego zniknąć. Wyrażaj siebie. 6. Jeżeli masz już dość wkurwiania się na to wszystko. Spróbuj to wyśmiać. Znajdź w tym absurd. Wyolbrzym go. Nazwij. Pokaż. Wyśmiej. O dziwo – możesz w ten sposób pozyskać sporo sympatyków. 7. Pamiętaj o swoim celu. ZAWSZE. To jedyne, co pozwoli ci oderwać się od bezmyślnych ludzi. Masz Internet, korzystaj z niego, szukaj podobnych sobie. Nikt nie powiedział, że znajdziesz wsparcie w swojej małej miejscowości, albo w szkole. Szukaj podobnych sobie tam, gdzie oni są. Zapewniam Cię, że problemy podobne problemy do Twoich ma mnóstwo ludzi. Znajdź ich. Ale nie skupiajcie się na problemie. Skupiajcie się na swoich celach. I to w nich się wspierajcie. Takich ludzi szukaj. Pomagaj. I otrzymuj pomoc. 8. Nie czekaj. Czas i tak minie. Działaj! Podsumowanie Być może jest coś, w tym, co napisał mi mój patronowany.

Żyjemy w dżungli, bardzo dzikiej, w której tylko najbardziej bezwzględne jednostki prowadzą godne życie. Reszta jest podtrzymywana w nieświadomości, na ludzi narzuca się presję, aby nie mogli zastanowić się nad życiem. Przemyśl to, ale później znajdź swój cel. I realizuj go. Każdego dnia. Nie czekaj na innych, nie szukaj pozwolenia, nie pytaj czy możesz. Możesz. Zawsze. Do dzieła!

59 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Szkoła Liderów cz. II: Natura głupoty i wyciąganie wniosków Temat niesamowicie ważny. I nie chodzi o piętnowanie kogokolwiek personalnie. Sam przecież robię nieraz głupie rzeczy. Ba, zrobiłem ich całe mnóstwo. Ale ten temat jest fundamentalny, dlatego, że to właśnie głupota/brak kompetencji jest źródłem wszelkiego cierpienia. Dosłownie. Przeczytaj. Zacznijmy od mocnego, jednoznacznego argumentu. Pierwsza lepsza kompilacja faili, tudzież porażek. A tak naprawdę najlepszy dowód na to, że głupota jest źródłem cierpienia. Zacznijmy od dość wyraźnego rozróżnienia. Głupota to podejmowanie nadmiernego ryzyka, brak zdolności do przewidywania, nieznajomość podstawowych nieraz, praw rządzących światem. Każdy z nas to robi. Każdy z nas tego doświadcza. Ktoś, kto potrafi wyciągnąć z niej wnioski ostatecznie będzie mądrzejszy. Idiotyzm to skrajnie debilne zachowanie, które w gruncie rzeczy w sposób jasny i oczywisty prowadzi i prowadzić będzie do zagrożenia zdrowia, a nieraz też życia danej osoby i/lub jej otoczenia. Jedynym pocieszeniem jest fakt, że idiotyzm można potraktować, jako mechanizm selekcji naturalnej. Tutaj doskonałym przykładem są Nagrody Darwina, albo koleś z filmu powyżej w 3:05 filmu. W sensie serio, czego ten idiota się spodziewał podkładając głowę pod automatyczną bieżnię, na której drugi idiota postawił magnetofon? Głupota zawsze jest źródłem cierpienia Z głupotą problem jest taki, że ona zawsze doprowadzi do cierpienia. Różnie rozumianego. Czasem wynikającego z nie osiągnięcia czegoś, czego się spodziewaliśmy. Cytując Schopenhauera: ”Okazja to niezwykle korzystna okoliczność żeby doznać rozczarowania”. Nie ma to, jak kupić coś w promocji, żeby się przekonać, że było przecenione z powodu przeterminowania. A wystarczyło poszukać informacji na opakowaniu. To może być cierpienie fizyczne, jak już widzieliśmy w niezliczonej ilości kompilacji porażek publikowanych na YouTube. To może być także cierpienie emocjonalne związane z niezliczoną ilością powodów, które ludzie są w stanie wymyślić, żeby nie sięgnąć po to, czego chcą. Zajmując się tematem relacji – zadziwia mnie nieustannie, co jeszcze ludzie są w stanie wykreować w swojej głowie, żeby nie być w stanie się dogadać z płcią przeciwną na ten przykład. Ale najważniejsza informacja to ta, że: związek przyczynowo-skutkowy między głupotą i cierpieniem zawsze zachodzi. Problem zaczyna się wtedy, kiedy czas między przyczyną a skutkiem jest od siebie dość odległy. Wtedy trudniej jest – w odróżnieniu od przykładów z porażek na YouTube – dostrzec, że przyczyną obecnego cierpienia była właśnie głupota. Szkoła nie jest rozwiązaniem – ona jest jednym z głównych źródeł problemów

60 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

I teraz tak. Jeżeli ktoś myśli, że idąc do szkoły będzie mądrzejszy, że jak dostanie papierek magistra, to poradzi sobie w życiu, praca sama się znajdzie i w ogóle będzie super – to właśnie takim myśleniem rozpoczyna ciąg przyczynowo-skutkowy prowadzący go w sposób bezpośredni do cierpienia. Często przez resztę życia. O systemie szkolnym i mitach już pisałem wcześniej tutaj. Natomiast w moim przekonaniu najlepszym przykładem tego, że da się fajnie ogarnąć życie bez tych systemowych absurdów – jest dla mnie Piotrek Kaszubski. Nazywany 20-letnim milionerem. Najpewniej ta historia jest już Tobie znana. Wolałeś wyjechać, niż pójść na studia. Nie wydały Ci się wystarczająco interesujące? - Nie. Nigdy nie planowałem studiów. Czasem mam wrażenie, że studia mogą oddalić cię od celu. Po studiach ludzie są tacy stonowani, nadszarpnięci życiem, nie mają odwagi, młodzieńczego wigoru, żeby działać, nie bać się niczego. Mają wątpliwości. Pracują na garnuszku u kogoś i piszą komentarze w internecie. Ludzie zarzucają mi, że jestem kompletnie nieskromny, że jestem zapatrzony w siebie, dumny. Ja po prostu cieszę się, że spełniam swoje marzenia. Jeśli komuś się to nie podoba – sayonara. Piotrek Kaszubski, wywiad dla Deser.pl I teraz tak. Kim są ludzie, którzy zamiast wyciągać wnioski – wolą po Piotrku jechać i go hejtować? To idioci. To ludzie, którzy nie wyciągają wniosków, tylko stwarzają realne zagrożenie dla siebie i innych. Głównie dlatego, że swoim idiotyzmem stwarzają wrażenie, jakoby piętnowanie kogoś za sukces i podążanie własnymi ścieżkami – było czymś normalnym. Otóż nie. Jest to coś skrajnie niebezpieczne i szkodliwe społecznie. Niestety ludzi hejtujących tych, którzy osiągnęli sukces – nie pierdolnie jadący po bieżni magnetofon. A szkoda. Oni wnioski wyciągną za 10, 20, 30 lat. Może wcale. Ale zwykle, kiedy będzie już za późno. I żeby zrobić coś z tym przegranym życiem. I z pewnym sposobem myślenia o sukcesie, który do tej przegranej w życiu doprowadził. A to się sieje i rozprzestrzenia. Jak wirus, przed którym nie ma ochrony. To jest właśnie przykład idiotyzmu i dowodu na słowa Alberta Einsteina: Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej. Masz prawo popełniać błędy – ale wyciągaj z nich wnioski Nie ma nic gorszego, niż popełnianie błędu raz – żeby później popełnić go po raz kolejny, kolejny i kolejny. Tak dla pewności. Żeby się upewnić, że to faktycznie był błąd. Kobiety wchodzą w związki z nieodpowiednimi facetami, po czym po raz kolejny i kolejny okazuje się, że on ją zdradzał. Faceci po raz kolejny i kolejny dają się wciskać pod pantofel, kupują kobietom drogie prezenty – tylko po to, żeby później szukać w internecie albo wśród przyjaciół odpowiedzi na pytanie, czy da się jakoś odzyskać ten wyłożony na nią hajs. Masz prawo się pomylić. Masz prawo czegoś nie wiedzieć. Masz prawo popełnić błąd i zrobić coś głupiego. Ale nie wyciągając z tego wniosków – popełniasz idiotyzm. A do tego prawa sobie nie dawaj.

61 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Każdy popełnia błędy To nie jest tak, że ludzie są nieomylni. Bardzo często niestety – ci najmądrzejsi, to ci, którzy po drodze zrobili najwięcej błędów. To, co ich wyróżnia, to fakt, że wyciągali z nich wnioski, aby w przyszłości omijać pułapki na tej samej drodze. Dzięki temu mogli iść dalej. Bo rzadko kto jest na tyle genialny, żeby wpaść na pomysł, że możnaby tak od początku robić dobrze. Ci, którzy w życiu przegrali przypominają ludzi, którzy idąc chodnikiem na wielki bankiet weszli w psie gówno. Zamiast wytrzeć but i na dalszej drodze patrzeć pod nogi – stwierdzili, że w ujebanych gównem butach na salony przecież nie pójdą. I wracają tam, skąd wrócili. Zwykle do małej, ciasnej umysłowej celi przygotowanej im przez społeczeństwo, rodziców, szkołę czy kościół. Jestem PRowcem, specjalistą komunikacji społecznej. Znam się na wizerunku i komunikacji. Umiem zarządzać wrażeniem. Wiem, jak i na co ludzie reagują. Ale tego uczyłem się przez lata. I jednym z moich największych chyba błędów było stworzenie wrażenia, że u mnie wszystko świetnie. Że doskonale sobie w życiu radzę. Że nie mam problemów i wiodę beztroskie życie. Niestety mało kto zdaje sobie sprawę z ceny, jaka idzie w ślad za podążanie własną ścieżką. Za uczenie się na własnych błędach. Za ból, jaki idzie w ślad za upadkami, kiedy tak naprawdę uczę się jeszcze chodzić o własnych siłach. Kiedy dopiero rozkręcam swoje projekty. Być może życie byłoby znacznie prostsze, gdyby mój idol z dzieciństwa – Michael Jordan – nagrał ten spot, kiedy dorastałem. Sukces zawsze wiąże się z cierpieniem Nie da się najpewniej osiągnąć sukcesu – nie popełniając po drodze jakiegoś błędu, robienia jakiejś głupoty. Czasem jest ich mniej. Czasem jest ich więcej. Czasami jest ich całe mnóstwo. Czasami drogą do sukcesu jest the hard way. Ta na błędach. Na cierpieniu. Na pokonywaniu wciąż nowych przeszkód. A życie jest ich przecież pełne. Szkoła Liderów to nie jest the easy way. To jest the easier way. Nikt za Ciebie nie wyciągnie wniosków. Ale może Ci opowiedzieć o swoich. Może pomóc Tobie oszczędzić czas i błądzenie ścieżkami, które zostały już przez kogoś zweryfikowane. Ale to oznacza, że Ci, którzy dzisiaj osiągnęli sukces i są pietyzowani, traktowani niemal jak posąg, jak ideał (który istnieje jednak tylko w wyobraźni odbiorców) – będą musieli zrezygnować z tego smacznego kąska, jakim jest bycie postrzeganym, niczym boska, doskonała istota. To oznacza, że ci, którzy osiągnęli sukces – będą potrzebowali opowiedzieć o swoich porażkach. Często wielokrotnych, niekończących się porażkach i głupotach, z których musieli wyciągać wnioski. I zrobili to. Dlatego osiągnęli sukces. Ja jestem jedną z takich osób. W Szkole Liderów będę opowiadał także o tym, co mi nie wyszło. O tym, jakie błędy popełniłem i jakie wnioski szły w ślad za nimi. Ale nie chcę tego robić publicznie, dla przypadkowych osób. Przykład Piotrka i tego, co się działo po tym, jak zaistniał – to doskonały przykład, że pewnymi informacjami warto się dzielić jedynie z tymi, którzy są gotowi, aby słuchać. A to wymaga weryfikacji. Dlatego w kolejnej części opowiem Tobie o leczeniu się z napędzanego cudzymi kompleksami perfekcjonizmu oraz o roli selekcji w życiu. Tą ostatnią zamierzam też zresztą wprowadzić

62 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

zapraszając ludzi do moich kręgów. To będzie osobny portal, na którym będziemy mogli wspólnie budować nową, lepszą rzeczywistość dla nas wszystkich. Ale to będzie wymagało sporo pracy i zaangażowania. A te ostatnie będą weryfikowane w trakcie przekraczania kolejnych granic i zbliżania się w moich kręgach. Wkrótce opowiem więcej o tym, czym będzie i jak będzie funkcjonował portal, który znajdziesz na końcu tego tekstu.

63 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Szkoła Liderów cz. III: Perfekcjonizm Eh ci wszystko-wiedzący, ci wszystko-oceniający, ci wszędzie-wchodzący z butami. Ci, którymi sam czasem bywałem. Despotyczni przywódcy przekonani, że świat musi być idealny. Tak ciężko przyjmujący dysonans poznawczy między swoją wizją, a faktami. Ci, którzy oczekują od Ciebie doskonałości wedle sobie tylko znanych kryteriów. Jeśli kiedykolwiek byłem winny tego podejścia względem Ciebie – przepraszam. Jeżeli Ty – przeprosiny i zmiana podejścia wyraźnie wskazana. Dzisiaj zatem tekst diagnozująco-odprężający na temat dwóch bardzo powszechnych problemów dotykających bodaj każdej osoby, jaką w życiu poznałem. A sporo ich było… Punkt wyjścia Mam zupełnie szczerze ochotę momentami urwać głowę wszelakim internetowym znawcom wszechrzeczy, którzy przypierdolą się o każdą jedną pierdołę, którą znajdą tylko po to, żeby móc Ci wmawiać jakieś niedoskonałości. Mam zupełnie szczerze ochotę nakopać do dupy każdemu, kto był na tyle nieodpowiedzialny, żeby brać się za robienie dzieci – nie będąc zupełnie do tego przygotowanym i w praktyce przekazywał bezmyślnie i bezrefleksyjnie chore wzorce przejęte od poprzednich pokoleń. Mam też przeogromną ochotę skopać dupę każdemu, komu się wydaje, że wie lepiej ode mnie co i jak mogę robić, albo kim być. I jestem głęboko przekonany, że masz dokładnie tak samo. Natomiast przez lata obecności w internecie, rozmów z ludźmi, poznawania mechanizmów komunikacji – pewien jestem tego, że takie słowne napierdalanki, takie wytykanie komuś czegoś, szukanie byle pretekstu, żeby na kogoś przerzucić swoje kwaśne myśli do niczego sensownego jeszcze nie doprowadziły poza chwilowym show w postaci obrzucania się nawzajem gównem wyjętym z pomiędzy własnych uszu. Dlatego szybka diagnoza i jeszcze szybsze rozwiązanie ode mnie dla Ciebie, dla Was. Diagnoza, czyli skąd ten perfekcjonizm? Bardzo często powtarzam, że podstawowym źródłem każdego powszechnego problemu – a takim jest np. perfekcjonizm – są: rodzice, szkoła, religia i kultura upowszechniana przez media. Prosty mechanizm. Wracasz do domu, a rodzice Cię pytają dlaczego dostałeś 4 a nie 5 – zamiast się cieszyć z dobrej oceny. Ci sami ludzie mówią Ci później, żebyś szedł grzecznie do kościółka w niedzielę, co czynisz. Tam zaś słyszysz, że to Twoja bardzo wielka wina, że w ogóle żyjesz. A kiedy wracasz do domu nijak Cię nie dziwi fakt, że kiedy patrzysz na “elitę kraju”, tych którzy decydują o losie całego narodu – widzisz bydło obrzucające się werbalnymi wymiotami na antenie ogólnopolskiej telewizji. Bo przecież to normalne. Bo przecież tak już jest… I nie będę tutaj powoływał się na to, jak często spotykałem się w swojej działalności, jako Patron z tym, że ludzie wiodący realnie bardzo udane i fajne życie – czuli się z jego powodu niezadowoleni, wiecznie im mało, wiecznie czegoś brak. Przykład ekstremalny i może niepotrzebny, ale bardzo mnie rozbawiło, kiedy zaprzyjaźniony lekarz wypowiedział te słowa: “w końcu się przeniosę do nowego miejsca i nie będę pracował za te marne 50 zł za godzinę”. Jeszcze bardziej bawi mnie myśl, że stada sfrustrowanych ludzi wcale nie poczują się rozbawieni, ale dotknięci tymi słowami. I naprawdę nie sposób będzie im wyjaśnić, że też by mogli być w podobnej sytuacji życiowej. I że najprawdopodobniej także mieliby poczucie niedosytu.

64 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Nie zamierzam leczyć kogoś z przekonania, że jest kawałkiem gówna (lub odmian zbliżonych i mniej drastycznych) i jedyne co może zrobić, to skakać w przeręblu, krzycząc jak mu w nim zimno i niedobrze. To jest bardzo długa droga. I bardzo śmierdząca. Ja lubię ładne zapachy. Ale, jak spotkasz kogoś, kto tak się właśnie zachowuje i zasmradza całą okolicę swoim przekonaniem o tym, że świat musi być doskonały – poleć mu to bardzo proste rozwiązanie. Rozwiązanie problemu perfekcjonizmu Istnieje coś takiego, jak zasada pareto. Zasada Pareto (zasada 80/20 lub 80 na 20) – zasada opisująca wiele zjawisk, w których 20% badanych obiektów związanych jest z 80% pewnych zasobów. Wikipedia, hasło: Zasada Pareto Czyli, że 20% działań daje 80% efektu końcowego. Czyli, że jak pracujesz, to tylko 1/5 rzeczy, które robisz ma faktyczny sens. Bo jeżeli szukasz tych pozostałych 20% to popełniasz istotny błąd, o ile nie jesteś saperem albo kontrolerem ruchu lotniczego. Błąd polegający na dążeniu do perfekcjonizmu. W tej sytuacji mam jedno pytanie – wolisz się umordować o pozostałe 20% czy w tym samym czasie zająć się czterema innymi zadaniami z puli 20%? Prosta zasada umożliwiająca zarządzanie czasem i priorytetami. Jeżeli rodzice uczyli Cię, że masz robić coś na 100% to przykro mi, ale byli tak samo głupi, jak moi. Dla nich to się nie sprawdziło, osobiście nie zamierzam sprawdzać czy osiągnę inny efekt popełniając ten sam błąd. A Ty? Natomiast jeśli nadal coś Cię gryzie, bodzie, mówi, że nie, że głupota, że na 100%, albo i na 110% – to zanim pozwolisz tej myśli zaistnieć – weź pod uwagę jedną prostą kwestię. Kiedy przyłożysz zasadę pareto do zasady pareto wychodzi na to, że 4% daje aż 64% EFEKTU KOŃCOWEGO! Masz pełne prawo kopnąć w dupę tych wszystkich, którzy Ci wmawiali, że musisz coś robić na 100%. Wmawiali Ci niewolnictwo. To było zwykłe skurwysyństwo. A za to się wystawia konkretne rachunki. A teraz przyłóż pareto do podwójnego pareto i wiesz już, że zaledwie 1% daje Ci 51% efektów. Jeszcze jakieś pytania? Ja tam moje dzieci będę uczył bardzo prostej zasady. 1% to, to co wymyślisz – a samo to już da połowę efektu końcowego. Rób na 4%, ale te kluczowe. Pozostałe 16% zlecaj innym. Resztą się nie zajmuj, chyba że to naprawdę uzasadnione, a rzadko kiedy zajdzie taka konieczność. Zasada Potrójnego Pareto Hermesa Morpheusa

65 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Szkoła Liderów IV: Automatyzmy w komunikacji oraz odkrywanie natury Nie licz na dobry humor po tej publikacji. Statystycznie 1 na 10 osób wyciągnie z tego jakieś wnioski. Jako, że bloga prowadzę właśnie dla tych statystycznych 10% – liczę, że wnioski faktycznie się pojawią. A problem jest tego typu, że kiedy ktoś jest wtórnym analfabetą (można śmiało założyć, że mówimy o 90% ludzi w Polsce) – to będzie reagował nie na to, co zostało powiedziane, ale na to “co się komuś wydaje”. A wydają się polakom zwykle te najgorsze możliwe interpretacje. To niesamowicie smutne i przykre, że kiedy pracuję nawet z już ogarniętymi ludźmi – tak często trafiam na nieporozumienia w komunikacji. Interakcje mają to do siebie, że się dzieją w czasie rzeczywistym. Tam nie ma czasu na przemyślenie odpowiedzi. Są automatyzmy. A kiedy już ktoś jest emocjonalnie pobudzony w trakcie rozmowy – nie ma niemal żadnych szans na sensowne reakcje. Jest to tym smutniejsze, że wtedy widać w ludziach wszystkie przekonania, które im zainstalowano po drodze. Niestety często jest to osobliwy zestaw poczucia bycia kimś gorszym, przy jednoczesnej gotowości do ataku każdego “kto ma więcej, albo jest bardziej” i reakcji wynikających z tego faktu. Zwykle jest to po prostu wybieranie najgorszego z możliwych scenariuszy. Przeraża mnie jak powszechne i częste jest to zjawisko. Jedno mówisz a drugie z tego wychodzi Komunikacja interpersonalna – czyli taka zwyczajna, z drugim człowiekiem – ma to do siebie, że czasem chcemy coś powiedzieć, ale odbiorca odbiera to totalnie inaczej. Z prostych przykładów. Sytuacja była złożona, natomiast w skrócie. Moją intencją była ochrona osoby przed narażeniem się po raz kolejny na krytykę grupy. Jednak moja postawa skojarzyła się tej osobie z autorytaryzmem własnego ojca. Pojawiła się automatyczna reakcja ataku, nie zahamowana, ponieważ owym nie byłem – więc wyrzucił z siebie, co mu w takich sytuacjach po głowie chodziło. Więc to była dość osobliwa sytuacja, w której próbując kogoś faktycznie ochronić – zostałem przez tą osobę zaatakowany w sposób personalny. Czyste automatyzmy. Jest akcja, jest reakcja fizjologiczna, za nią idzie określony zestaw reakcji emocjonalnych na bazie skojarzeń z tego rodzaju reakcjami – jest odpowiedź. I to, że miała się nijak do intencji – niczego nie zmienia w tej sytuacji. Była akcja, była reakcja, pojawił się nieuzasadniony, acz zaistniały konflikt. I to jest właśnie to, co mnie najbardziej martwi w komunikacji. Bo nigdy nie wiesz, jakie skojarzenia może ta osoba mieć w głowie, kiedy zareaguje w jakiś niezrozumiały dla Ciebie sposób na coś, co może by zupełnie dobrą i szczerą intencją. To, co się chyba nie zdarza, a co zaistniało – to wyjaśnienie sobie tej sytuacji, intencji, powodów dla takiej reakcji. Myślę, że wyczyściliśmy sobie tą sytuację i będziemy w przyszłości znacznie bardziej świadomi swoich reakcji na siebie w podobnych sytuacjach. A przynajmniej pojawi się pytanie “czy na pewno dobrze rozumiem jego intencje”. A to już dużo. Wtórny analfabetyzm, czyli Kali robić zamiast rozumieć Ostatnio czytałem w naTemat artykuł o wtórnym analfabetyzmie. W praktyce, to, co to oznacza – to fakt, że mamy społeczeństwo w sposób zautomatyzowany reagujące na rzeczywistość. Natomiast ma koszmarne te swoje automatyczne reakcje. 66 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Okazuje się, że w państwie zakrapiano-katolickiej podwójnej moralności styl komunikacji ludzi stanowi realne zagrożenie dla zdrowia lub życia, a w najlepszym wypadku nastroju jej mieszkańców. To jest na przykład powód, dla którego nie ma u mnie komentarzy. Nie mam ochoty marnować czasu i energii na przypadkowych krzykaczy. Nie interesuje mnie nawet świadomość tego, że w ogóle tu zaglądają. Większość tych, których zdanie mnie obchodzi – to Ci, z którymi mam kontakt, których znam i z którymi chcę rozmawiać. Reszta osób, która się tu dobrze czuje zawsze może napisać do mnie maila. Jednak lata spędzone w internecie, jako osoba mniej lub bardziej rozpoznawalna w kilku środowiskach – nauczyły mnie jednego. Ludzie przeceniają swoją zdolność do używania tego, co nazywają mózgiem. Może to kogoś zaboli, ale fakty są takie, że ludzie w swoich zachowaniach w interakcjach naprawdę nie różnią się wiele od innych zwierząt. Problem w tym, że w miejscach, w których mamy standard “morda w chodnik i byle szybciej do celu” – świadomość zachowań stadnych przy takim stylu bycia jest dość przykra, kiedy prowadzi się świadomą i uważną obserwację. Remedium Ale, żeby nie było, że tylko narzekanie/dopierdalanie/wyżywanie się/leczenie kompleksów/dopisz swoją automatyczną interpretację – kilka propozycji rozwiązań i tego, co można z tym zrobić. 1. Świadoma obserwacja siebie to pierwszy i bodaj najlepszy element edukacji. Ale chociaż raz spójrz na siebie z perspektywy nagradzająco-chwalącej zamiast karząco-krytykującej. Jeśli to Ci pomoże – załóż sobie zeszyt dobrych ocen i tam wpisuj sobie tylko i wyłącznie dobre rzeczy, za które możesz się pochwalić. Niech chwalenie wejdzie Ci w nawyk. I nie bój się, że przesadzisz z tym chwaleniem siebie. Nie przesadzisz. Najpewniej masz bardzo daleką drogę ku temu. Przejdź chociaż jej połowę. 2. Świadoma obserwacja innych. To będzie bolało. Im bardziej świadomie będziesz widzieć, tym bardziej. Aż w końcu zobaczysz, że czasami udaje się z ludzi wyciągać jakieś głębsze, mniej zautomatyzowane, mniej czysto stadno-zwierzęce zachowania. Ale, żeby móc je realizować – zwykle potrzeba wejść w bardzo głęboką relację i komunikację z taką osobą. O języku duszy pewnie jeszcze nieraz napiszę, ale póki co polecam poszukać osób, które przynajmniej stwarzają prawdopodobieństwo, że taka szczera, faktyczna komunikacja u nich może zajść. 3. Wrzuć na luz. Ludzie strasznie się spinają na myśl o tym, że niewiele może ich różnić od innych zwierząt – tak bardzo przesiąknęli propagandą, że są/mają/muszą być kimś więcej. Otóż w większej części swojego istnienia na tej planecie nie są i nigdy nie będą. Różnica w kodzie genetycznym między człowiekiem a wieloma gatunkami zwierząt to mniej niż 1%. I to naprawdę się przekłada na praktykę życia. Ta realna różnica faktycznie tyle wynosi. Pytanie, czego ten 1% będzie dotyczył. Bo to może być bardzo istotny 1%, który daje nawet 50% efektu końcowego. O tym ostatnim mówiłem w Szkole Liderów III: Perfekcjonizm. Polecam. 4. Pogódź się ze swoją naturą. Nie ma niczego złego w zgodzie z własną naturą, instynktami i potrzebami. Nie jesteś kimś szczególnie więcej, ani szczególnie mniej. Wszystko jest częścią świata i rzeczywistości, w której wspólnie istniejemy. Odpuść sobie przypisywanie szczególnie istotnej, jak i szczególnie nieistotnej roli. Wszystko jest po coś i istnieje w obrębie swojej natury. Naprawdę nie ma sensu z nią walczyć. Nie ma też sensu próbować na siłę jej zmieniać, bo i tak tego nie zmienisz. 67 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

5. Zamiast walczyć ze swoją naturą – zgłęb ją. A w tejże naturze jest mnóstwo bardzo ciekawych zjawisk. Te czysto animalistyczne zachowania w sytuacjach grupowych, czy w kontaktach 1 na 1, one naprawdę są ok, kiedy są naturalne. Ingerowanie w nie niech się opiera na tym, żeby lepiej rozumieć swoje możliwości. To, jak z szybkim autem, które kupujesz. Jak będziesz jeździł jedynie po ulicach miasta, w zgodzie z wszystkimi “ograniczeniami ruchu drogowego”, na automatycznej skrzyni biegów – nigdy nie poznasz możliwości, jakie mogą się kryć pod jego maską. 6. Przypomnij sobie, jak to jest bawić się bez ograniczeń. Wyjedź czasami za miasto i poszalej, wykrzycz się, tańcz nago na polanie, cokolwiek. Spontaniczna, naturalna zabawa bez ograniczeń, puszczając wodze fantazji jest najlepszym sposobem na poznawanie i lepsze zrozumienie siebie. I naprawdę nie potrzeba do tego używek – będąc dzieckiem ich nie miałeś, a założę się, że zabawa była o niebo lepsza niż teraz na jakichś pijackich spotkaniach ze znajomymi. 7. Wychodź poza ramy. Żyjemy w absolutnie debilnej rzeczywistości, w której ktoś non-stop próbuje nam wystawiać ograniczenia. Mówić, że czegoś nie możemy, albo że coś musimy, albo cokolwiek. Próbuje wymyślać nam kary za nieposłuszeństwo. Otóż komuś tu się coś wyraźnie popierdoliło. Popierdoliło się ZUSowi, politykom, dziennikarzom, nauczycielom, urzędnikom, strażnikom miejskim, policjantom i całej reszcie tej bandy, której się wydaje, że może coś komuś nakazać i próbuje to wymuszać na innych. I oczywistym jest, że w tym kraju nie ma rządów demokracji, ani nawet społeczeństwa potrafiącego takim być. Ale serio, jeżeli chcesz naprawdę coś sensownego ze swoim życiem zrobić – potrzebujesz się oswoić z wychodzeniem poza narzucane ramy. W tym kraju i tak od dobrych kilku setek lat nie da się inaczej funkcjonować, więc pogódź się z tym, poznaj to i może kiedyś kolektywnie ten naród stwierdzi, że może nie warto stawiać autorytarnych ram – skoro i tak wszyscy wychodzą poza nie i wtedy dopiero zaczną ze sobą rozmawiać. Albo się pozabijają. W każdym razie coś się ruszy w tej szarej, smutnej jak pizda, zastałej i skostniałej rzeczywistości w samym pierdolonym centrum Europy! Więc wychodź poza ramy, bo masz gwarancję całego systemu, w którym żyjemy – bardziej pewną niż obligacje państwowe – że te ograniczenia, które Ci narzucają nie powstały po to, żeby się żyło lepiej. A przynajmniej nie Tobie…

68 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Szkoła Liderów V: Przyspieszony kurs dojrzewania na rynku pracy Drodzy młodzi. Przyszli liderzy. Ci, którzy będziecie kształtować ten kraj za 10-15 lat, może nawet szybciej. Także ci, którzy będziecie wkrótce kończyli studia. Tak, oszukano Was. Dla każdego moment tej świadomości przychodzi w różnych etapach. Ja miałem to szczęście, że samodzielnie szybko się zorientowałem. Ty potencjalnie możesz mieć kumatych rodziców, albo trochę szczęścia – prawdopodobnie jednak wcale tak nie jest. Prawda Cię wyzwoli. Ale najpierw Cię wkurwi. Nie przeskoczymy tego faktu, ale możemy znaleźć rozwiązania, bo one są prostsze niż się wydaje. Tylko trzeba zrozumieć kilka mechanizmów, które mają wpływ na to, że w tym kraju jest, jak jest. Dzisiaj poznasz 3 wzięte z życia historie tych, którzy całkiem niedawno zdążyli już wejść w rzeczywistość, która jest bardziej zaskakująca niż większość hollywoodzkich filmów, które zrobiły nam sieczkę z mózgu i skrzywiły postrzegania świata. Żeby to robiły jeszcze same to spoko, ale one zwyczajnie nawoziły doskonale przygotowany grunt do tych kłamstw. Sprawdź rynek i wejdź w niego Moja Szwagierka poszła na biotechnologię we Wrocławiu. Poświęciła 5 lat intensywnych i czasochłonnych studiów. Na tyle czasochłonnych, że w zasadzie jedyne na co miała czas to studiowanie i trochę życia prywatnego. Niestety nie sprawdziła przed wyborem tego kierunku, że we Wrocławiu jest jedna albo dwie firmy w branży biotechnologicznej. Z czego większość dostępnych stanowisk pracy do praca przedstawiciela handlowego, sprzedawcy. Biotechnologię w samym Wrocławiu co roku kończy blisko setka osób. Jaka jest szansa na to, że dostaną pracę w zawodzie choćby zbliżonym do ich kierunku studiów? Prosta statystka. A rozwiązanie takiej sytuacji jest banalne i oszczędzi Tobie co najmniej 5 lat życia, bo mówimy tylko o samych studiach, a nie o kolejnych latach szukania pracy, pracy w zawodach zupełnie nas nie interesujących byle przeżyć, albo dalszego mieszkania z rodzicami licząc na cud i mannę z nieba. Więc jak to zrobić? 1. Sprawdź ile jest firm w danej branży w mieście, w którym chcesz żyć. Sprawdzisz to bez problemu np. na Panoramie Firm. Na tej podstawie określasz branże, które Cię interesują. W Polsce jest ich około tysiąca. Przy okazji możesz zobaczyć, czy myślisz o zasadnym mieście – pamiętaj, że kontakty najlepiej wyrabia się będąc na miejscu. Czyli albo mobilność, albo dobry wybór od samego początku. 2. Przejrzyj portale ogłoszeniowe pod kątem interesujących Cię branż. Na pierwszym miejscu w wyszukiwanie w google na frazę “portale ogłoszeń pracy” znalazłem link gromadzący 31 najważniejszych portali tego typu. Pierwsze miejsce w google – ile czasu może Tobie zająć znalezienie tego? Ile czasu właśnie zaoszczędziłeś/-aś? 3. Wybierz interesujące Cię firmy, znajdź namiar do nich, dowiedz się o nich więcej. Tutaj pomogą Tobie same nazwy firm. Wpisujesz w google i wyszukujesz, albo często też znajdziesz adres ich strony w ogłoszeniu. Wchodzisz i patrzysz, co oficjalnie o sobie komunikują. Wpisujesz też w google frazę “nazwa firmy opinie” i czytasz co o nich mówią. 4. Skontaktuj się z wybranymi i dowiedz się, jak można się do nich wbić, albo od nich uczyć. Większość firm młodych i tak bierze najpierw na bezpłatne staże. Skoro masz pracować za darmo, 69 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

to rób to wtedy, kiedy Cię jeszcze na to stać. Zaufaj mi, jako komuś, kto pracuje z przedsiębiorcami – Wasze kompetencje są im zajebiście potrzebne. 5. Wejdź do firmy, a później znajdź w niej swoją niszę. Pokolenie obecnie prowadzące przedsiębiorstwa i instytucje ledwie umie maila wysłać. O obsłudze obecności w przestrzeni społecznościowej nawet nie myśl – poza agencjami interaktywnymi i reklamowymi praktycznie nie istnieje coś takiego, jak świadome istnienie firm w internecie. Nie pchaj się jednak do pierwszego rzędu na start, pamiętaj, że najpierw potrzebujesz poznać firmę. Nie ważne, gdzie zaczniesz – w zasadzie chodzi tu jedynie o ich zaufanie do Ciebie. Pamiętaj – rób to, na czym się znasz. Wiele z Was, Młodych, będzie świetnymi przedstawicielami i osobami od kontaktu z klientami, albo osobami od social media. Korzystajcie z tego już teraz. Zastanów się nad swoim “dlaczego?” Moja Dobra Znajoma skończyła jakiś rok temu studia medyczne. Obok prawa chyba najbardziej przejebane studia, jakie można sobie wyobrazić, pod kątem ilości przyswajanych informacji, jakich się od studentów oczekuje. Oczywiście w późniejszej pracy i tak będziesz przesiadywał z książkami, żeby lepiej sobie radzić w swojej specjalizacji i więcej zarabiać. I owszem, zarobki lekarzy są bardzo przyzwoite. Swojego czasu naprawdę bardzo sympatyczny lekarz – przy okazji coachingu, który z nim prowadziłem – wspomniał, że “w końcu się przeniesie i nie będzie już zarabiał tych marnych 50 zł za godzinę”. Czyli da się zarobić. I nawet nie jest aż tak trudno, żeby dostać jakąś pracę, bo społeczeństwo jest chore, niedołężne i niesamodzielne pod kątem zdrowia, a przy okazji przesiąknięte wiarą w to, że tabletki są rozwiązaniem na wszystkie problemy. Więc klientów także będzie pod dostatkiem. Ale, co kiedy tak, jak ta Dobra Znajoma, stwierdzisz po sześciu latach, że tak w zasadzie to wolałaby zostać kwiaciarką?… Zawsze zadaj sobie jedno bardzo ważne pytanie – dlaczego chcesz iść na dany kierunek studiów! W jej przypadku wynikało to z tego, że się naoglądała wyidealizowanego i odrealnionego obrazu szpitala w serialu “Ostry Dyżur”, kiedy była dzieckiem. Otóż jedno musisz wiedzieć, zanim się napalisz na te “marne 50 zł za godzinę” – szpital to koszmarne miejsce. Atmosfera w nim panująca dla mnie prywatnie jest nie do zniesienia dłużej niż 1-2 godziny. Mnie nikt nie przekona ładnymi obrazkami z telewizora, że to jest fajne. Ale czym nasiąkniesz za młodu, tego możesz później nie pamiętać – a wpływ na Twoje decyzje będzie miało tak czy owak. Zawsze zadawaj sobie ważne pytanie: “dlaczego chcę robić to, co robię?”. Zobaczysz, że odpowiedzi jeszcze wiele razy Cię zaskoczą. Zamiast studiować, jak robić – rób studiując I na koniec moja prywatna sytuacja. Dość szybko skumałem, że ktoś tu pcha mi ściemę, skoro jestem w liceum, a ani razu w życiu nie przydało mi się nic poza czytaniem, pisaniem i liczeniem. Dość szybko się zorientowałem, że ulubiona bajka mojej chemiczki pt. “nigdy nie wiadomo, co Wam się w życiu przyda” – to tak naprawdę nie bajka, ale koszmar, który sprzedawała kolejnym pokoleniom od kilkudziesięciu ostatnich lat. Dlatego już w liceum bardzo intensywnie działałem w wolontariacie, kole teatralnym, regularnie odwiedzałem lokalną bibliotekę w poszukiwaniu książek na interesujące mnie tematy, do czasu rozpoczęcia studiów dziennikarskich na UWr miałem już na koncie bycie redaktorem naczelnym szkolnej gazety, praktyki w kilku gazetach lokalnych i regionalnych oraz radiu, a do tego bardzo mocne doświadczenie w wystąpieniach publicznych i interakcjach z ludźmi. 70 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

A były to czasy, kiedy internet praktycznie nie istniał, zaś sam mieszkałem w średniej wielkości mieście. Ty dzisiaj masz o niebo łatwiej. Nawet, jak mieszkasz na ostatnim wypizdowie. Jeżeli dolatuje tam do Was internet – znaczy, że masz o niebo więcej ode mnie na starcie. Więc skorzystaj z tego i dość z cholernymi wymówkami, jasne? Jeżeli chcesz iść na filologię, żeby się nauczyć języka – oszczędź sobie 5 lat życia i poszukaj dobrych kursów językowych. A najlepszym będzie poszukanie pracy, albo pomysłu na życie w kraju, w którym się tego języka używa. Jeżeli chcesz iść na politologię, żeby zostać politykiem – dowiedz się, jak możesz się zorganizować w obrębie samorządów, albo partii i istniejących opcji politycznych (np. The Zeitgeist Movement, Anonymous, Liquid Democracy, wszelkiego rodzaju instytucje pozarządowe i społeczne [tzw. NGO, czyli Non-Governmental Organizations], itd.) . Jeżeli chcesz iść na dziennikarstwo, żeby zostać dziennikarzem – poszukaj lokalnych mediów i zapytaj ich, jak możesz się od nich uczyć. Albo załóż i prowadź regularnie swojego własnego bloga. I tak dalej – mechanizm jest zawsze ten sam. Jeśli chcesz coś robić – ucz się poprzez robienie tego, a nie studiowanie. A jeśli chcesz iść na filozofię, to możesz od razu dokonać głęboko egzystencjalnego jebnięcia się z okna. Podsumowując “Podsumowując”, to chyba jedyna fraza, jaką byłbym skłonny powtórzyć w takiej sytuacji z czasów szkolnych. A więc podsumowując tą jakże rozległą rozprawkę, tudzież wręcz esej na temat głęboko egzystencjalnych problemów młodzieży w Polsce XXI wieku – przechodzącej obecnie głęboki kryzys ekonomiczno-społeczny, ze względu na zmiany tożsamości, wpływ nowoczesnych technologi oraz tarć na linii zmieniającej się świadomości świata i tego, kim jesteśmy, jako ludzie – chciałem zaakcentować tym podsumowaniem jedną kluczową myśl. Nigdy nie użyjesz tego rodzaju konstrukcji zdania w swoim życiu, chyba że będziesz chciał wyśmiać nią samą. Więc rusz głową. A później rusz dupą. Do tego pierwszego masz w tym tekście absolutnie wszystko, czego potrzebujesz na start. Tego drugiego nikt za Ciebie nie zrobi – więc do dzieła, Twoje życie czeka na lepsze rozwiązania niż te, które Ci dotychczas sprzedawano. Post Scriptum Jeśli uważasz, że masz jeszcze chwilę, albo zastanawiasz, czy ta wiedza jest znana komuś poza mną, albo chcesz sobie temat głębiej postudiować - zajrzyj do tych dwóch istotnych tekstów, które uzupełniają wątek decydowania o swojej przyszłości, kiedy nie masz jeszcze żadnej wiedzy ani kompetencji do tego, żeby to robić. Jakub Żulczyk nazywa rzeczy po imieniu i mówi bardzo sensownie: http://m.onet.pl/styl-

zycia/facet,dyqdh Violetta Rymszewicz o tym, jak absurdalne i odległe od rzeczywistości jest przekonanie, że studiowanie jest dla wszystkich (przy okazji wymienia potencjalnie zasadne kierunki studiów): http://rymszewicz.natemat.pl/57853,wspolczesna-edukacja-to-uczenie-glupoty-i-

konformizmu Łukasz Banach z bardzo dobrą diagnozą rynku przedsiębiorczości w Polsce i gdzie tkwi problem: http://antyweb.pl/czemu-w-polsce-nie-powstaja-startupy-na-miare-skype/

71 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

LIFESTYLE MILIONERA ZA ŚREDNIĄ KRAJOWĄ Na swój sposób, to cykl, który opowiada o tym, jak uczynić niemożliwe – możliwym. A to dlatego, że wiele zależy od naszych nawyków, zwyczajów, a także wiedzy, którą posiadamy. Okazuje się, że poszerzenie tej wiedzy przekłada się bezpośrednio na efekty finansowe i nasze możliwości. Na początek jednak spójrzmy na zagadnienie pieniędzy świeżym spojrzeniem.

72 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Lifestyle milionera za średnią krajową cz. 1: wprowadzenie i moja historia To, co dzisiaj przeczytasz może stanowić pewne wyzwanie dla tego, w co wierzysz i jak widzisz świat. Ale także tego, w co możesz sądzić na mój temat – jeżeli przyłożysz do mnie miary starego świata. Te o statusie materialnym chociażby. Bo zaskoczę Cię pewnie bardzo. Jednak ostrzegam, że znienawidzę głęboko każdego, kto próbując mnie w nie wciskać – będzie próbował to wykorzystać przeciwko mnie. Ostrzeżenie padło. Teraz czas na wyjaśnienie. A historia jest rzeczywiście bardzo inna od tego, co możesz znać z powszechnie realizowanej drogi ludzkiego życia. Zaczęło się niemal dokładnie 2 lata temu, pod koniec maja 2011 roku. To wtedy zbliżał się koniec mojej formalnej edukacji na UWr. Szeroko rozumiane studia nad wizerunkiem i komunikacją społeczną. Co było moją pasją, więc robiłem w tym temacie zdecydowanie więcej niż program przewidywał. I to jest jedyna sensowna droga, jeżeli faktycznie chce się wynieść z tego czasu więcej niż papier. Ja już po licencjacie zobaczyłem, że ten dyplom to tylko trochę znaczków wydrukowanych na grubszym papierze. Takie coś, co możemy w Secure Print bez problemu wydrukować (mówię o samym druku, nie o fałszowaniu dokumentów) i zrobić dosłownie w kilkanaście sekund – więc nie widzę sensu w tym, żeby poświęcać dla tego papieru 5 lat życia, jeżeli tylko o to komuś chodzi. W mojej i wielu innych branżach znacznie lepiej sprawdzi się ładne, wydrukowane portfolio, tudzież CV i to one otworzą dzisiaj znacznie więcej drzwi, niż ten papierek z uczelnianą pieczątką i podpisem w praktycznie każdej firmie, która nie jest państwowa. W poszukiwaniu Przebudzenia Wolności Studia się skończyły. Przez te 5 lat moje CV urosło do sporych rozmiarów. Głównie dlatego, że w pracy na etacie najdłużej wytrzymałem 3 miesiące, natomiast zwykle było to kilka tygodni, po których dziękowałem pracodawcy i się z nim rozstawałem. Strasznie nie lubię głupoty, mam na nią wdrukowaną od zawsze alergię i po prostu nie mogłem wytrzymać w źle pomyślanych, źle traktujących pracowników, często bezsensownie wizerunkowo prowadzonych modelach biznesowych. Uciekałem zawsze od smrodu, mając świadomość, że jak się nim nasiąknie, to się nim później śmierdzi bardzo długo i ciężko się go pozbyć. Więc nie pozwalałem sobie nim nasiąknąć. Jednak znalezienie “dobrze pachnących” modeli biznesowych jest w zasadzie nierealne w tej części świata, o czym miałem okazję zbyt wiele razy się przekonać. Więc pozostaje takie stworzyć. Ale to jest wyzwanie i to jakie! Bo tak naprawdę kontekst i okoliczności są absolutnie przeciw. Ani system urzędniczy, ani rozwiązania przedsiębiorcze, ani nastrój i mentalność społeczeństwa, ani cokolwiek co istnieje w tym kraju – nie sprzyja budowaniu dobrych i zdrowych modeli biznesowych. Bo prawie nikt ich tutaj nie zna i traktuje je, jak jednorożce rzygające tęczą, fantazję, banialuki. Więc nie jest łatwo uświadomić ludziom, że da się inaczej, bo to trzeba pokazać. A żeby to pokazać – pozostaje pójść niemal wszystkim wbrew i naprzeciw. A to wymaga ogromnej mocy i robienie tego samodzielnie to wycięczająca i koszmarnie kosztowna droga, w której bardzo łatwo popełnić błąd, a ciężko o kogoś, kto wtedy wesprze i podtrzyma. Moje zabezpieczenie finansowe – z kilkoma wyjątkami – przez ostatatnie 2 lata sprowadzało się w gruncie rzeczy średnio do 100-150 zł zapasu finansowego miesięcznie. Tak, dokładnie takiej kwoty. Natomiast poza w zasadzie tygodniowym okresem w trakcie pierwszej ucieczki do Stolicy, a później w sumie kilkudniowych etapów podczas drugiego wyjazdu do Warszawy – nie doświadczyłem głodu, który byłby wymuszony przez brak pożywienia. Nie doświadczyłem także braku dachu nad głową, bo przez ten okres czasu, to w zasadzie miało miejsce tylko jednej nocy.

73 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Tej przełomowej dla mnie, a którą nagrałem wówczas i która była dla mnie moim osobistym Przebudzeniem Wolności…

Jaki styl życia dostajesz za normalną krajową? Ten styl życia, to uczucie, które wtedy poczułem pod koniec tej Pierwszej Uczieczki do Stolicy, było trochę jak narkotyk. Uczucie Przebudzenia, po którym wiesz już, że nigdy więcej nie masz ochoty zasnąć. Bo wiesz, że wtedy wróciłbyś do tego koszmaru codziennego wstawania na określoną przez kogoś godzinę, za określone przez kogoś pieniądze, w wymyślonych przez kogoś modelach biznesowych, w których Ty – jako pracownik – jesteś na samym końcu łańcucha pokarmowego. I nie ma znaczenia, że to właśnie Ty, swoją pracą, dostarczasz w zasadzie ten pokarm. Takie życie upodla i odziera z godności. Świat, gdzie czyjaś praca jest komuś odbierana – bo tak – jest światem przed którym uciekłem. A może raczej, z którego się przebudziłem. I od tego momentu wiedziałem już, że nigdy do niego nie wrócę. Dlaczego? Dlatego, że za te 100-150 zł miesięcznie prowadziłem styl życia podobny do tego, kiedy płacono mi 1200 zł w perfumerii, jako sprzedawca. Tyle, że w niej na te 1200 urabiałem się tak, że po powrocie do domu nogi mi z dupy wyłaziły od stania, a kręgosłup krzyczał o pozycję horyzontalną. Co z tego miałem? To, że mogłem przeżyć, częściej jeść na mieście (w sumie nie miałem innej opcji, żeby nie paść tam z głodu), kupić sobie jakiś ciuch w C&A a nie w ciucholandzie (gdzie często są rzeczy lepsze i trudniej dostępne na rynku, o cenach nawet nie wspominając) i przyjść następnego dnia znowu do pracy. To było totalnie pozbawione wartości! Dlatego z perspektywy czasu zupełnie nie dziwi mnie fakt, że mając do wyboru odmóżdżające wykonywanie czyichś poleceń i stale tych samych wzorców działania – a pracę na rzecz zorganizowania alternatyw po znacznie niższych kosztach – wybierałem to drugie. Nie wyobrażam sobie na przykład sytuacji, w której z powodu czyjegoś widzimisię nie mógłbym wstawać o 14 i pracować do 4 w nocy nad swoimi projektami, nad tym co jest wartościowe i wnosi jakąś realną wartość. A tą wartością jest chociażby znalezienie, wypracowanie i przetestowanie przez te 2 lata rozwiązań obniżających gigantycznie koszta życia. Więc jeżeli za 100-300 zł jesteś w stanie prowadzić życie podobne do tego za normalną krajową (1200-1600 zł), to pomyśl jakie mogą być możliwości mając faktycznie do dyspozycji średnią krajową (ok. 3600 zł)! W kolejnej części dowiemy się, jakie mamy progi finansowe i jak w ich obrębie można funkcjonować oraz czego dzięki nim się nauczyć. A wierz mi, że czeka Cię duże zaskoczenie!

74 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Lifestyle Milionera za Średnią Krajową cz. 2: progi finansowe, a dostępny styl życia Oczywistym jest, że finanse trzeba skądś pozyskać. Natomiast to skąd – omówimy sobie w kolejnej części. Tutaj mówimy o sytuacji, kiedy dysponujemy daną kwotą. Jakie mamy progi finansowe i jak wygląda życie oraz możliwości na poszczególnych? O tym w drugiej części tego niezwykle istotnego cyklu artykułów, które rzucają zupełnie nową perspektywę na dobrobyt materialny i nasze faktyczne możliwości. Przejdźmy teraz zatem przez kilka podstawowych progów finansowych i zobaczmy, jak to może wyglądać i jak dojść do stylu życia milionera przy zarobkach w okolicy średniej krajowej. A warto zobaczyć i w sposób kontrolowany doświadczyć okolice każdego z nich – żeby dojść do optymalnych rozwiązań. To, jak z przeprowadzeniem świadomej głodówki, żeby organizm mógł się oczyścić i wdrożyć znacznie łatwiej nowe nawyki i sposoby bycia. Próg w okolicach 0 zł/miesięcznie Skrajne ubóstwo i wykluczenie ze społeczeństwa. Jednak to o dziwo nie oznacza jeszcze wyroku śmierci. Co więcej – to jest etap, na którym z bardzo dużym dystansem można spojrzeć na to, jak ludzie żyją, na co wydają pieniądze, po co to właściwie robią i czym się kierują w swoim życiu. To także okazja do tego, żeby docenić najmniejsze nawet rzeczy. To były momenty, w trakcie których potrafiłem docenić fakt, że z miedziaków jestem w stanie uzbierać na bułkę. Mobilność – poza przemieszczaniem się o własnych siłach lub rowerem jeśli się posiada – jest niemalże zerowa. Jednak okazuje się, że i na to o dziwo są rozwiązania. Jeżeli jednak głupio ci, albo nie ma podstaw lub sensu (bo robisz to tylko na kilka dni) do tego, żeby zgłosić się do fundacji dla bezdomnych, która wyda papierek, na którym potwierdza się status bezdomności i na którym widnieje prośba o możliwe wsparcie dla danej osoby – to pozostaje bystrość umysłu i siła własnych mięśni. Ta pierwsza wyrabia się chociażby w trakcie przemieszczania się po mieście tramwajami, przy jednoczesnym poszukiwaniu wzorców i wychwytywaniu tego, kto może być kanarem. Są zwykle dość charakterystyczni, także osobowościowo (jeśli idzie o tych starszych z wieloletnim doświadczeniem w zawodze), jednak przy tej okazji można też wyrobić sobie nawyk dostrzegania pewnych powtarzających się wzorców u ludzi. Siła własnych mięśni zaś w połączeniu z rowerem, a nawet bez niego – może zaowocować pieszą lub rowerową wędrówką w stronę słońca. Tak też zrobił jeden z moich znajomych, a czego mu w sumie nawet trochę zazdrościłem i z ogromnym zainteresowaniem wczytywałem się w jego bloga, którego napisał po swojej podróży. W takich miejscach okazuje się, że natura i miejsce, w którym się znajdujemy – nawet z dala od cywilizacji – jest w stanie o nas zadbać i umożliwić nam przeżycie. A przygotowanie do takiej podróży może się sprowadzić w zasadzie do zainwestowania w karimatę, śpiwór, namiot i coś w czym będziesz transportować wodę. I to już. Wsadzić to do plecaka i można ruszać w dal, a trochę schowanej gotówki zabezpiecza wystarczająco taką podróż. W moim przypadku – doświadczenia poziomu 0 zł/mieś. miały miejsce jedynie w krótkich, trwających najdłużej kilka dni, okresach czasu. Na dobrą sprawę teraz w święta majowe robiłem sobie głodówkę, więc poza piciem wody i tak na nic nie wydawałem. Samo to, już ten I Krok w Klasie Oczyszczania Ciała, daje Tobie możliwość spojrzeć z nowej perspektywy na siebie, swoje życie i system, w którym żyjemy. 75 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Znam też osobę, która świadomie wyszła z systemu, w którym – jak dobrze kojarzę – zarabiała pewnie i ponad tą średnią krajową, a która to osoba wyszła na ulicę i przez już kilka lat chyba na tej ulicy jest i żyje i funkcjonuje w bardzo osobliwy i odległy od wyobrażenia o standardach życia dla ludzi. A mimo to, tak naprawdę ma niewiele mniej niż ogromna część ludzi w tym kraju. Bo większość ludzi w tym kraju ma jedynie ambicje do tego, żeby przeżyć, napierdolić się w weekend i o zgrozo, niektórzy także chcą się też reprodukować, powielając te same, proste i pozbawione większych ambicji wzorce. Jedyną różnicą między tym znajomym, który żyje w okolicach poziomu 0 zł/mieś. jest to, że spał w trochę twardszych i zimniejszych miejscach, jak chciał się upić, to mógł zrobić to rozcieńczonym spirytusem a nie sfermentowanym chmielem (nazywanym także “piwem”) – a do reprodukcji ambicji na szczęście chyba nie miał. Realizacja potrzeb jest na bardzo podobnym poziomie do wielu ludzi w tym kraju, po prostu standard ich realizacji jest nieco bardziej pierwotny. Zysk to możliwość nauczenia się totalnej samodzielności. Koszt, to oswojenie się z faktem, że potrzeby można zaspokajać inaczej niż wszyscy wokół. Tym, co myślą inni przejmować się szybko przestaniesz, bo zobaczysz, że ludzie nie zwracają na Ciebie w ogóle uwagi. W Polsce ludzie są z definicji obojętni wobec obcych. Próg w okolicach 100-150 zł Wbrew pozorom te 50 zł różnicy w tym progu robi realną różnicę. Na tym etapie uczymy się tego, że pieniądze można wydawać na różne sposoby – jednak każda złotówka robi realną różnicę w możliwościach i tym, co można za nią kupić. W ten właśnie sposób poznajemy faktyczną siłę nabywczą pieniędzy, którymi się posługujemy. I tak, okazuje się, że za złotówkę nie da się praktycznie nic kupić, co znajduje się w opakowaniu. W okolicach takich cen są co najwyżej kisiele z taką ilością chemii, że jak spojrzałem na opakowanie, to to opakowanie automatycznie wylądowało w koszu na śmieci. Wtedy zweryfikowałem, że to był zły zakup, jednak dopiero po jego dokonaniu. Wniosek? Weryfikować zawartość przed kupnem. Mówiąc inaczej, nie kupować kota w worku. A opakowanie dla nowego, nieznanego nam towaru – oznacza właśnie taką decyzję. To niestety dość chamska praktyka produkcyjna, chowanie towaru za ładnym opakowaniem, że nakłonić klienta do kupna. To oznacza, że konsumenci nie kupują towaru, nie kupują tego, czego będą używać – ale kupują opakowanie i skojarzenia, które ono budzi. Opakowanie ląduje w koszu, skojarzenia zostają, klient wraca po więcej, bo tak naprawdę nie zweryfikował jakości towaru. Po prostu go skonsumował. Oglądając w międzyczasie w telewizji odrealnione reklamy kolejnych produktów, które odciągają jego uwagę od konsumowanego produktu. Reklamy mają za zadanie robić dokładnie to – tworzyć w mózgu połączenia skojarzeniowe, które wpływają na postrzeganie na rzeczywistość – mimo tego, że z rzeczywistością związku żadnego mogą nie mieć. Wszelkie farmaceutyki, zupki z proszku i setki innych badziewi są opychane i wciskane ludziom do głów właśnie w taki sposób. Na tym progu mamy okazję się tego pozbywać i weryfikować faktyczną wartość tego, co konsumujemy. Wtedy przestawiamy się na kupowanie produktów bez opakowania, których ilość i jakość sami wybieramy. Owoce, warzywa, orzechy, nasiona, bakalie, mięso i wędliny, ryby, sery – to wszystko są rzeczy, które można dostać bez opakowania i które można wybrać w kwestii jakości, jak i ilości. Tylko z mięsem trzeba uważać, bo w supermarketach są przechowywane w koszmarny sposób i chyba bezpiecznej jest jednak kupić te w opakowaniach. Jednak trzeba uważać na przeklejanie dat, co jest powszechną praktyką w dużych sklepach. Dowolnych. To płynie z rachunku ekonomicznego i kontekstu i nie ma związku z logiem sklepu.

76 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Próg w okolicach 300-500 zł Na tym etapie dalej nie stać Cię na wynajęcie własnego kąta, choćby pokoju. Ale wiesz już, że kwestie żywieniowe są zabezpieczone i z głodu nie umrzesz. Na tym etapie możesz już sobie spokojnie pozwolić na odwiedziny w sklepach i kupowanie od czasu do czasu czegoś ekskluzywnego, na co masz ochotę. Możesz wyskoczyć do kina, albo na jakiś ciekawy event. Możesz też odłożyć już trochę pieniędzy na inwestycje. Możesz też bezpiecznie kupić sobie bilet miesięczny, najlepiej ulgowy jeśli możesz go mieć i wtedy podróżować po mieście. Dzięki czemu jedyne, co Cię interesuje – to to, żeby było ciepło za dnia i żeby mieć gdzie spać w nocy i przechować swoje rzeczy. A resztę możesz już swobodnie realizować – miasto jest bardzo bogate w publiczne przestrzenie. Galerie handlowe, parki, place zabaw, ulice, różne instytucje publiczne. To wszystko są miejsca, które można odwiedzać i dostrzegać w nich wzorce, uczyć się społeczeństwa, życia, systemu – obserwować i rozwijać swoją świadomość siebie oraz otoczenia. Wbrew pozorom i mimo tego, że krajobraz społeczny jest bardzo przybijający w tym kraju, to doświadczenie może być źródłem ogromnej ilości inspiracji oraz pomysłów na to, co można poprawić, zmienić, udoskonalić w tej przestrzeni, w której żyjemy. Jedynym wyzwaniem na tym progu jest zabezpieczenie sobie schronienia oraz dbałość o higienę. I tutaj z pomocą przychodzi idea couch surfingu. Ludzie udostępniają kanapę, czasem nawet cały pokój, jednak nam w zupełności wystarczy kawałek podłogi i karimata – co jest zdrowsze i wbrew pozorom, wygodniejsze i łatwiej się wyspać. Na tym progu także, łatwiej jest podróżować i gdzieś się przemieścić. Jednak zamiast pchać się do brzydkiej, choć czasem koniecznej, drożyzny z pkp – znacznie taniej i przyjemniej wychodzi wspólna podróż za sprawą carpoolingu, albo bla bla car. Jedynym minusem jest to, że serwisy i idee są dość świeże, więc nie na wszystkie trasy i nie w każdym terminie uda się znaleźć jakiś przejazd. Ale widziałem, że się reklamują teraz, temat jest bardzo fajny, więc jest spora szansa, że będzie się fajnie rozwijał w najbliższym czasie. Ja przy tej okazji poznałem chociażby człowieka, który okleja samochody, a taka usługa w pakiecie Secure Print – gdzie ideą jest, żeby wszystko było dostępne w jednym miejscu – jest doskonałym uzupełnieniem naszej oferty. Obstawiam, że nie poznałbym go jadąc pkp, bo przecież naturalne jest, że jeździ własnym autem. Jak długo można w ten sposób funkcjonować i ile takich hostów nam potrzeba? Cóż, wystarczająco długo, żeby poukładać sobie życie i pomysł na siebie. To, ile osób jest potrzebnych – aby móc sensownie i bez nadmiernego ingerowania w ich życie działać – zależy też od Twojego stylu życia. Jeżeli pracuje gdzieś w starych modelach biznesowych – po jakimś czasie może boleć tą osobę, że sobie śpisz, kiedy ona wychodzi do pracy. Jeżeli siedzi w domu i Ty też – może poczuć, że jej przestrzeń osobista jest naruszana, na co także kończy się z czasem cierpliwość i pojemność. Sytuacją optymalną jest, kiedy spędzasz raczej mało czasu w czyimś domu, głównie tam nocujesz i spędzasz z tą osobą trochę czasu towarzysko, jeśli nie jest zajęta niczym ważnym w danym czasie. Jest to zdecydowanie okres przejściowy i dobrze jest, żeby przy jego okazji w takim gronie osób, u których możesz pomieszkać było przynajmniej kilka. Minimalna ilość to jedna i tak było na przykład w ostatnią zimę, którą spędziłem u swojej partnerki. Pracując nad Secure Print także mieszkaliśmy w gronie dwóch głównych twórców tego projektu, dzięki czemu w 3 tygodnie stworzyliśmy i zorganizowaliśmy tyle – ile korporacjom zajmuje dobry rok, a czego patrząc na to co przygotowaliśmy – nikomu dotąd, bez względu na to, jakim budżetem i ilością pracowników dysponowali, nie udało się osiągnąć. I to nie tylko w Polsce, ale znacznie, znacznie szerzej patrząc. 77 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Więc są sytuacje, w których bez względu na to – jakim progiem finansowym dysponujesz – warto skorzystać z tych rozwiązań. Głównie, kiedy masz sprawnie działający zespół i chcesz naprawdę przyspieszyć w realizacji jakiegoś projektu. Bo wierz mi, że nie da się w sposób zdalny położyć tak mocnych fundamentów pod start-up, jak robiąc go osobiście ze sobą, fizycznie w jednym miejscu. Pracę zdalną można realizować, kiedy są już później niezależne, indywidualne zadania do realizacji. I wtedy rzeczywiście koszta takiej pracy mogą faktycznie miesić się w podobnych ramach finansowych. Próg w okolicach 800 – 1 000 zł/mieś. Oj tu się zaczyna high life, serio! Potencjał, jaki zyskujesz zarabiając podobne pieniądze jest po prostu ogromny. I w tym momencie każdy, kto za te pieniądze przymiera głodem i ledwo żyje, niech ma świadomość, że nie dzieje się tak dlatego, że nie da się inaczej – ale dlatego, że nie ma pojęcia, jak to inaczej zrobić… A kwestia jest bardzo prosta. Jeżeli jest jedna osoba, która zarabia takie pieniądze – to może jej być bardzo ciężko przy standardowej organizacji życia społecznego. Ale, jeżeli mamy do czynienia z siedmioma, osimioma, dziesięcioma osobami, które się zbiorą razem – wtedy nie mamy jednej osoby zarabiającej 1 000 zł, ale wspólnotę, która zarabia 10 000 zł! A potencjał możliwości takiej wspólnoty miałem okazję obserwować i o tym pisałem całkiem niedawno. Obiad? Przy dziesięciu osobach robisz go raz na 10 dni, a każdego z dni jesz pełny posiłek (i bardzo smaczny, jeśli mieszkańcy potrafią gotować ) za sumę, która mieści się w okolicach 5-7 zł. A mówimy o daniach, za które na mieście płaci się 3-4 razy więcej! Do tego dochodzi potencjał łączony miejsca życia. Jest proste pytanie – chcesz mieszkać w bloku pełnym idiotów, którzy napierdalają cały dzień piosenką Piaska, albo robią trwający 2 miesiące generalny remont mieszkania 7 dni w tygodniu? Czy w dużym, fajnym domu, z ludźmi, których znasz i z którymi w razie potrzeby możesz się wygodnie komunikować, żeby wyjaśnić jakieś nieporozumienia, albo dać komuś znać, że jego nawyki w sposobie bycia są niekorzystne dla innych. Moim zdaniem to jest oczywisty i bardzo prosty wybór. Do tego dochodzi jeszcze potencjał kompetencji, posiadanych dóbr i narzędzi (filtry do wody, narzędzia do ćwiczeń, sprzęty AGD, itd.) oraz możliwości samego miejsca, które w gruncie rzeczy przy dobrej organizacji jest w stanie zarobić samo na siebie wynajmem miejsc noclegowych, przydomowym ogródkiem, albo usługami, które oferują mieszkańcy domu. No i kontakty. Siła kontaktów. Już nie masz do dyspozycji w jednej chwili kilkuset znajomych, ale kilka tysięcy. A to często jest wystarczające, żeby rozpędzić i puścić w świat jakiś fajny projekt. A teraz powiedz mi, jak inaczej możnaby mieć tak potężne możliwości – płacąc za wynajęte mieszkanie ok. 500 zł czynszu? O ile nie skonsolidujesz całego bloku, w którym mieszkasz – takie coś jest po prostu nierealne. A przy takiej organizacji? Z łatwością! Próg w okolicach 1 500 – 2 200 zł/mieś. Zarabiając takie pieniądze i korzystając z dobrodziejstw życia Razem i Wspólnie, nie musisz się martwić już w zasadzie o nic. Nie istnieją zasadnie ekonomicznie powody do tego, żeby się czymkolwiek przejmować. Na tym etapie możecie sobie pozwolić na wynajęcie przestrzeni, gdzie każdy ma swój własny pokój. To wychodzi w okolicach 1 000 – 1 400 zł (gdzie każde sto oznacza potencjalnie realny wzrost standardu danego miejsca, bo przecież mnoży się razy ilość osób). Żywienie przy takim rozwiązaniu, przy bardzo fajnym standardzie, nie wychodzi ponad 200 – 400

78 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

zł. To oznacza, że każda suma powyżej tych podstawowych progów, to suma którą dysponujesz i możesz wydać na cokolwiek. Podróże, rozrywka, integracja, inwestycje – cokolwiek. Na tym poziomie w zasadzie jedynym tematem jest to, żeby się nawzajem nie pozabijać. Ale też nie ma ku temu powodów wśród zdrowych ludzi. Ludzie naprawdę garną się do siebie, kiedy potrafią ze sobą rozmawiać, wymieniac sie informacjami i są oczyszczeni ze złych, chorych nawyków, które wdrukowano nam w trakcie dotychczasowego życia. To jest ten próg, gdzie zaczyna się przestrzeń do samorealizacji i możliwości realizacji prawdziwego spełnienia w życiu. Tutaj zaczyna się próg, gdzie możesz godnie żyć i cieszyć się tym życiem. To jest ten próg, gdzie jest już po prostu fajnie, bezpiecznie, miło i sympatycznie. Jeżeli wybierasz korzystne rozwiązania Razem i Wspólnie. Bo w przypadku Samotnie ten próg jest dopiero okolicą, gdzie można odrobinę odsapnąć i zabezpieczyć swoje życie tak na granicy. Bilans rozwiązania jest dość oczywisty, myślę. Próg w okolicach oficjalnej średniej krajowej (3 600 zł/mieś.) W tym momencie możesz mieszkać w dużym domu z fajnymi ludźmi, jeździć fajnym autem gdziekolwiek masz ochotę i na dobrą sprawę możesz robić co i gdzie chcesz, dlatego że realnie – przy tym zdrowym poukładaniu sobie życia – masz w zasadzie wszystko, czego możesz tylko chcieć. Stać Was na kupowanie wspólnie nawet drogich sprzętów, a zbierać na nie będziecie w zasadzie miesiąc, albo i krócej. Te sprzęty później można wdrożyć w jakieś modele biznesowe i jeszcze bardziej podnosić swój standard życia i finansów. To jest w zasadzie ten etap, gdzie ograniczenia materialne znikają, zaś jedynym ograniczeniem może być już tylko Wasza własna wyobraźnia. To jest ten etap, gdzie najcenniejsza jest inspiracja do rozwoju i doświadczania nowego – a jednocześnie stan radości, spokoju i oprężenia płynący z faktu, że przekroczyliście próg materialnych ograniczeń i dostępności do dóbr oraz zasobów. Gratulacje, jesteście bogaci i korzystając nadal z mądrych rozwiązań opartych na Razem i Wspólnie – możecie śmiało prowadzić styl życia milionerów! Próg powyżej 5 000 zł/mieś. To jest ten etap, na którym – kierując się dalej filozofią Razem i Wspólnie – na dobrą sprawę nie inwestuje się już tylko w swoją lokalną, domową wspólnotę. To jest ten etap, gdzie myśli się już bardziej kategoriami wpływu oraz korzyści, który można mieć na jakość życia znacznie szerszego grona. To jest ten poziom, na którym myśli się o otwieraniu kolejnych domów tematycznych, gdzie będzie istniał dostęp do potrzebnych sprzętów i zasobów. Inwestuje się w ich pozyskanie. Robi sie więcej dla innych, dla szerszego grona osób. To jest ten etap, gdzie chce się pomagać innym i można sobie na to pozwolić. Na tym poziomie człowiek nie tylko czuje się potrzebny, ale faktycznie taki jest i wnosi realną i potrzebną wartość w życie innych osób. Osoby na tym progu mają możliwość wniesienia bardzo fajnej wartości w życie innych ludzi i chwała im za to, kiedy to robią. A kiedy nabiorą nawyku działania Razem i Wspólnie – to będzie naturalna droga ich rozwoju oraz działania. Ale jak dojść do tego progu? Jak przekraczać kolejne? Omówienie modelu w tej kwestii w trzeciej części Lifestyle’u Milionera za Średnią Krajową!

79 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Lifestyle Milionera za Średnią Krajową cz. 3: rybka lubi pływać, czyli przekraczanie progów finansowych Źródełka, strumyki, rzeki – to nie tylko nazwy biegów wodnych, to także bardzo sensowna metafora progów finansowych, które w życiu możemy przejść. To także historia ryb, które w swoim życiu nie wypłyną dalej, niż poza strumyk – a w gruncie rzeczy, z powodu zobowiązań, które na siebie wzięły – cały czas szurają brzuchem po Źródełku. Albo, które dają się zamknąć z tego samego powodu w jakimś Stawie Hodowlanym, czy innym Akwarium. Ale to również Deszcze Inspiracji, które na nas spadają i dają nam okazję posmakować światów, w których jeszcze nas nie ma – ale o których istnieniu się dowiadujemy i wierzymy, że jesteśmy w stanie do nich dotrzeć – kierując się smakiem, który poznaliśmy. Dzisiaj tekst, który mam wrażenie, ma dużą szansę wejść do społecznych kanonów myślenia o finansach i zarządzaniu własnymi pieniędzmi. Bardzo praktycznie i obrazowo – zacznijmy >> Na początek zaznaczę jedynie, że podane progi finansowe – jeżeli byłyby uznawane za zarobki – mogą dotyczyć pojedynczej jednostki (raczej płci męskiej), wolnej od dodatkowych zobowiązań finansowych w jakiejkolwiek formie. Czyli model bazowy, który jest możliwy, ale zwykle nie występujący w zachodnim świecie powyżej pewnego wieku. Więc umownie – sumy podane dla głębokości to wolne środki, którymi dysponujesz – kiedy już opłacisz wszystkie swoje zobowiązania. Głębokość 0 zł/mieś. [Susza] Na dobrą sprawę – w systemie, w którym żyjemy – przeżycie w warunkach całkowitego 0 zł jest możliwe bardzo krótko. Dlatego konieczne staje się dotarcie do jakiegoś wodopoju, wyżebranie chociaż kilku łyków z czyjejś kieszeni. I tak po łyku, dzień po dniu, niektóre rybki potrafią przeżyć wiele lat i nawet się zestarzeć w taki sposób. Jednak oczywistym jest, że taki stan rzeczy jest niemal nierealny w kapitalizmie. A przecież rybki to nie to, co wielbłądy – nie zrobią sobie zapasu wody. A te można znaleźć w ekowioskach (miastowi przenoszący się na wieś tak w gruncie rzeczy), ale też po prostu na zwykłych, rdzennych wsiach, gdzie ludzie mają pole, jakieś zwierzęta i są samowystarczalni. Być może ich życie nie jest zbyt kolorowe, ale realnie rzecz biorąc – poziom zaspokojenia ich podtrzeb wcale nie różni się od ogromu ludzi w miastach. Po prostu realizują je trochę innymi standardami, co pokazują na przykład przyjeżdżając do miast ze swoim disco polo i darciem mordy w miekszaniu, tak że ich słychać na całej klatce i u sąsiadów 2 piętra w obie strony. Bo przecież “na polu” głos się musi nieść. W blokach już niekoniecznie, ale “czego się jaś za młodu nauczy…” i tak dalej. Głębokość 100 – 150 zł/mieś. [Źródełko] W gruncie rzeczy najczystsza i najbardziej podstawowa forma nawodnienia portfela. Ludzie mają w zwyczaju Źródełka wydawać i w podobnym stopniu także je zarabiać, sprzedając swój czas. Wycena kosztów i zarobków jest w miarę zbliżona. Jak ludzie trochę więcej zarabiają, to trochę więcej wydają. Źródełko ma jednak pewną zaletę. Jest bardzo czyste, przejrzyste, łatwo jest je wyizolować z otoczenia i zauważyć. W momencie, kiedy mamy Rzeczkę – o niej za kilka chwil – ona składa się już z wielu biegów wodnych, jest bardziej różnorodna. Problem w tym, że kiedy przychodzi Deszcz Inspiracji – jego smak gubi się tam gdzieś w tym stabilnym nurcie. Źródełko natomiast, daje 80 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

możliwość zastanowienia się nad tym, skąd biegnie, jak działa, jaka jest jego wartość, a także poczuć to, czego nie poczujemy na głębszych wodach. Problem się zaczyna, kiedy jakaś grubsza ryba (o tym decydują realne kompetencje kogoś, czyjaś “wartość rynkowa”, czyli za ile może sprzedawać to, czym dysponuje) do niego wpływa. I tak, kiedy wpłynąłem do Źródełka, okazało się, że te deszcze inspiracji przychodziły niemal codziennie. I tak niemal codziennie przez w sumie kilka lat – smakowałem nowych Rzek, Mórz, a kilka razy nawet Oceanów. Ten smak był na tyle upajający, że niestety, ale żyłem właśnie ich smakiem. Jednocześnie brodząc brzuchem po dnie Źródełka. To zaowocowało ogromem bogatej mapy świata i potencjału, ale niestety starą prawdą jest to, że mapa nie jest drogą. Że ta droga jest do przejścia. Ja zaś, wybrednie i konsekwentnie omijałem te nieco głębsze nurty, póki nie miałem pewności, że wiem, w jaki sposób szybko je przepłynąć. Chyba sam się złapałem na tym osobliwym ludzkim podejściu, że zachowanie braku zmian, status quo jest wartościowsze dla człowieka niż zmiana, która w konsekwencji wyprowadziłaby go na szersze wody. Łatwo jest to ocenić z dystansu, jednak będąc w środku – każdy z nas tego doświadcza i się temu nieustannie poddaje. Co nie jest niczym złym jeżeli korzysta się z Potrójnej Zasady Pareto (więcej w: Szkole Liderów o Perfekcjonizmie). To ona będzie kluczem do przeskakiwania na kolejne progi, na głębsze biegi. Na tej głębokości można budować mapy, marzyć, poruszyć swoją wyobraźnię, poczuć smak deszczu inspiracji, który pojawia się regularnie. Póki jest się młodą rybką – to przychodzi razem z wyczulonymi na świat zmysłami – jednak wtedy nie wiemy co jest ze źródełka, a co z deszczu. Kiedy jest się już większą rybą – potrafi się już te rzeczy rozróżniać, jednak ciało ma już wtedy mocno zakorzenione nawyki i jedynym wyjściem jest popłynięcię naprzeciw nurtowi Źródełka, żeby faktycznie poczuć co się w nim znajduje. Oczywiście można też na tej głebokości popaść w głęboką depresję. Zależy czy ktoś potrafi popłynąć pod prąd i czy przypadkiem nie sponiewierało go za bardzo, jeśli wpadł na tą głębokość z jakiejś wyraźnie większej. Głębokość 300 – 500 zł/mieś [Źródło] Źródło składa się z kilku mniejszych Źródełek, co dzieje się w przypadku różnego rodzaju programów partnerskich, prowizji, marży, tudzież sprzedanych godzin swojej pracy (co jest najsłabszym rozwiązaniem w tym zestawieniu, bo doba godzin ma zawsze tyle samo). Może też być pojedyńczym dopływem z jakiejś usługi wycenianej na podobnym poziomie. Przy dobrej organizacji dachu nad głową (mówiąc inaczej, nie ponosząc kosztów dysponowania tymże) – ten poziom daje już w zasadzie bez większych problemów możliwości operacyjne i gwarantuje przeżycie bez zmartwień o byt. Wtedy można już być pewnym, że będzie się mogło pracować nad swoim projektem – mając jednocześnie dość znaczące poczucie niedosytu i niepewności – które motywuje do dalszego rozwoju i przekraczania kolejnych progów. W przypadku, w którym jest to po prostu wolna kwota, którą dysponujesz – zaczynają się możliwości inwestycyjne w coś, co pogłębi Twoje możliwości. To jest próg, który jest optymalny dla budowania i realizacji projektów – kiedy już wiemy z czasu pobytu w Źródełku – dokąd chcemy dopłynąć. Jest też o tyle fajny, że to pierwszy smak świadomości – w przypadku realizacji własnych projektów lub pracy opartej na efektach – że coś dobrego zaczyna się dziać, że coś zaczyna nabierać tempa. Choć dla wielu sprzedających swoje usługi w przeliczeniu na czas zamiast na efekty – to może być również próg świadomości, że przez najbliższe lata nie będą dysponowali większą ilością wolnych środków w miesiącu.

81 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Głębokość 800 – 1 000 zł/mieś. [Strumyczek] Tutaj mamy kilka opcji. Opcja bardzo zła: pracujesz poniżej średniej krajowej, ale w pełnym wymiarze godzin. Opcja słaba: pracujesz na część etatu (gdzie faktycznie oznacza to mniejszy wymiar godzin). Opcja spoko: masz na tyle niski poziom zobowiązań i/lub na tyle wysokie dochody, że taka kwota zostaje Tobie w portfelu co miesiąc. Opcja całkiem dobra: realizujesz jakąś usługę w tej cenie (np. stronę www [co opłaca się zrobić w takiej cenie, jeżeli dobrze zorganizujesz sobie model kreacji]). W praktyce jest to Źródełko, ale na wyższym poziomie cenowym. Opcja dobra: masz już zauważalny i odczuwalny dopływ Źródełek (np. prowizje z programu partnerskiego lub marże ze sprzedaży). Opcja bardzo dobra: dopływ Źródełek jest dochodem pasywnym, który płynie do Ciebie, choć najwięcej potencjalnej pracy wymagało jedynie doprowadzenie do pierwszej sprzedaży (możliwe przy niektórych programach partnerskich, np. w Secure Print). W przypadku pracy na umowę, tego rodzaju dochód możesz sobie również budować po godzinach – bez konieczności poświęcania lat życia na to, żeby ktoś Cię awansował. Możesz to także robić, jeżeli posiadasz kompetencje i klientów, dla których możesz przeprowadzić usługi w tego rodzaju cenie. Ewentualnie, przy dopasowanych modelach biznesowych i programach partnerskich, możesz to robić przy okazji swojej własnej pracy. Tak na przykład, jak to jest w przypadku naszego programu Secure Print, gdzie przy okazji np. pracy przedstawiciela handlowego, albo doradcy finansowego – nasi partnerzy mogą pokazać klientowi, z którym rozmawiają, również naszą ofertę i możliwości. Przy okazji – warto wrócić do cz. 2 tego cyklu – żeby przypomnieć sobie, jak fajny potencjał daje bycie już na tej głębokości. A przecież to dopiero Strumyczek! Głębokość 1 500 – 2 200 zł/mieś. [Strumyk] To jest głębokość, w okolicach których mamy tak realnie do czynienia z zarobkami w systemie sprzedaży własnej pracy przeliczanej na godziny. Natomiast od tych zarobków zwykle odejmowane są przecież zobowiązania. W praktyce zatem to, że ktoś zarabia w okolicach tego progu, nie zmienia faktu, że realne możliwości może mieć gdzieś w okolicach Źródełka, albo Źródła. Czyli kiepska sprawa. Ale niektórym pasuje wpłynięcie do Stawu Hodowlanego (korporacje), albo do Akwarium (średnie i małe firmy) i tam sobie w nim pływają. Często przez wiele lat, nie rozwijając się, ściągając jedynie plankton i papu, które dostają regularnie, co miesiąc, w bardzo określonej ilości i więcej nie będzie – bo w Stawach ani Akwariach nie ma terenów łownych, nie upoluje się niczego więcej. Po prostu ma się pewność regularnych wpłat w określonej wysokości. I tylko tyle. Co jest zabawne – tak apropos Stawów Hodowlanych i Akwariów – ryby, które wpływają tam na własne życzenie są tam hodowane, ale nie są zjadane w całości. Nie, one są nadgryzane. Regularnie, każdego dnia. W jednym miejscu się zabliźni, nadgryzą w innym. W tym przypadku o tym nadgryzaniu decyduje właściciel tych akwenów (państwo), ale i inne nagryzane rybki uznają, że nadgryzanie jest spoko, więc robią to sobie nawzajem. Ten, który je karmi (przedsiębiorca) zwykle nawet gdyby chciał – nie da rybkom więcej, bo sam często nie ma. On dostaje od Państwa określony przydział możliwości, rynek mu nie pomaga, a musi swoje możliwości rozdzielić na

82 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

zobowiązania wynikające z umów, które zostały mu narzucone, kiedy zdecydował, że będzie chciał hodować rybki i próbował na tym zarabiać. Ale rybka lubi pływać, a że wpływa do hodowli – bo sobie nie radzi na otwartych wodach – to tak to się zwykle kończy. Przynajmniej w ogromnej części przypadków. Jeżeli jednak mówimy o wolnej kwocie na tym poziomie – spokojnie można mówić o sukcesie i o życiu na bardzo fajnym i wygodnym poziomie. Wielu ludzi w istocie na tym poziomie zostaje. Bez względu na to, czy to Staw Hodowlany albo Akwarium, czy Strumyk. Choć Ci drudzy mają generalnie w życiu więcej możliwości. Nie twierdzę, że to źle – są takie gatunki ryb, które są przystosowane do pewnych głębokości i nawet gdyby wpłynęły do Morza – i tak żyłyby, jak ta rybka z płytszych wód. Doskonałym przykładem jest chociażby założyciel IKEI, Ingvar Kamprad. Głębokość ok. 3 600 zł/mieś. [Rzeczka] W przypadku zarobków – jest to oficjalna średnia krajowa. Z tą średnią jest jednak tak, jak z tą statystyką, że z psem na spacerze macie średnio po trzy nogi. Oficjalną średnią krajową GUS liczy na podstawie zatrudnionych w przedsiębiorstwach liczących powyżej 9 osób. Problem w tym, że większość ludzi w tym kraju jest zatrudniona w firmach mniejszych. To oznacza, że jest to średnia liczona mniej więcej dla Stawów Hodowlanych i większych Akwariów. Tak, jakby reszty tych ogromnych ilości małych Akwariów rozsianych po całej Polsce w ogóle nie było. Ale czy to pierwszy raz, kiedy Państwo próbuje wciskać ciemnotę swoim obywatelom i wszystkim innym dookoła? Niemniej, jeżeli jest to kwota, która jest komuś dostępna po odliczeniu zobowiązań – to w tym momencie możemy spokojnie mówić o bogactwie. A jeśli płynie ono z systemów pasywnego dochodu – w tym momencie masz też czas na to, żeby z tego bogactwa skorzystać. I właśnie wtedy zaczyna się to, co nazywam Lifestylem Milionera za Średnią Krajową. Jednak tutaj dotrze już znacznie mniejsza grupa ryb. Bo tutaj można dopłynąć i się namordować, żeby poradzić sobie z prądem rzeki – albo mieć wypracowane mechanizmy i umiejętności, dzięki którym umie się z tego prądu korzystać, aby dopłynąć tam, gdzie się chce. A to już wymaga kompetencji. Jednak tych nikt w zasadzie nie uczy… A przynajmniej nie uczył, bo właśnie po to powstaje Leader’s School of Business Nikodeus – gdzie od siebie nawzajem i od bardziej doświadczonych od siebie – uczyć się będziemy tego, co wartościowe i cenne. A co ważniejsze, wdrażać to w życie – bo nauka w LSB Nikodeus opiera się przede wszystkim na praktyce w prawdziwym życiu, w którym wspierają nas doświadczone osoby w danych dziedzinach. Na dobrą sprawę często będziemy i uczniami i nauczycielami – dzieląc się wiedzą, praktycznymi rozwiązaniami problemów oraz inspiracjami, na które natrafiamy na naszej drodze. Bo Razem i Wspólnie daje znacznie więcej możliwości niż samotnie przez życie. Głębokość powyżej 5 000 zł/mieś. [Rzeka] Jeżeli mówimy o wolnej do dyspozycji kwocie, to tutaj mówimy już nie tylko o sukcesie, ale o progu, gdzie można zacząć myśleć o konkretnych inwestycjach. Czy to w swój styl życia, czy w firmę, czy w społeczność. W moim przypadku będzie to wszystko naraz. Chcę robić fajne rzeczy w życiu, zwiedzać świat i poszukiwać w nim inspiracji. Naturalnie chcę rozwijać swoje projekty i to, co tworzę i nad czym pracuję. Ale zdecydowanie też ważne dla mnie jest, aby rozwijać ten zupełnie nowy styl prowadzenia i realizowania edukacji – tą Szkołę Liderów 21. wieku – Leader’s School of Business Nikodeus.

83 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

To jest mój cel, to jest głębokość, po przekroczeniu której, będę mógł realizować swobodnie te wszystkie trzy główne cele. Ale w tym będziemy potrzebowali się nawzajem wspierać. To jest ta głębokość, na którą warto już mieć dobrze przemyślaną drogę, a także zespół, z którym będzie można się na nim poruszać. Dlatego, że im głębiej, tym więcej nowych zjawisk się pojawia i tutaj zaufany, sprawdzony, skuteczny zespół nie tylko Współpracowników – ale w pierwszej kolejności właśnie Przyjaciół – będzie niezwykle istotnym, kluczowym w zasadzie, wsparciem. Dlatego, że czuję smak Morza, czuję też smak Oceanu i wiem, że jestem w stanie się w nich znaleźć i odnaleźć. Ale tam samotnie się nie wybieram. Bo mogłoby to być samobójstwo. Seryjne, jak to się tu i ówdzie przemieszcza. Także zbieram najlepszych. Niejedną ośmiornicę będzie trzeba ubić. Ale też, co przeżyjemy i czego doświadczymy to Nasze! Na pohybel!

84 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

JAK ZMIENIA SIĘ PRZESTRZEŃ ŻYCIOWA Po odświeżeniu spojrzenia na pieniądze w cyklu Lifestyle Milionera pojawia się naturalne pytanie „ok, ale jak to zrobić?”. Cóż, my dzisiaj nazwalibyśmy to ekonomią alternatywną. Ale tak naprawdę to jest ekonomia w jej najbardziej klasycznej, podstawowej formie. Ta oparta na współpracy, na realnej wartości i na bezpośredniej wymianie. My dzisiaj mamy o tyle łatwiej – że dzięki internetowi – handel lokalny przybiera charakteru globalnego, a znalezienie partnera do takiej wymiany okazuje się być znacznie łatwiejsze wraz z rozwojem świadomości, że można mieć więcej za mniej.

85 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Jak zmienia się przestrzeń życiowa cz. 1: Eko-Wioski, Techno-Miasta i Futurystyczne Technologie Dobrze jest czuć, że coś się zmienia. Że w tym miejscu, w środku Europy, są już całe grupy i rodzące się społeczności, które zmieniają zupełnie to, jak ludzie żyją obecnie. Dla mnie – mieszczucha z wieczną tęsknotą za natrualnym stylem życia – to jest miód na serce. Dla mnie, jako Patrona – cel i źródło radości, że to już, że właśnie się zaczyna. No właśnie, ale co dokładnie… A zaczyna się prawdziwa rewolucja. Lubię używać tego słowa. A to dlatego, że urodziłem się własnie po to, właśnie w takich czasach. Czasach zmian, które zostawią swój ślad w skali globalnej. Ślad potrzebny i znaczący. Przyszłość jest już dzisiaj dość wyraźna. Ale zbudowanie jej to osobna historia. Jednak jaka jest ta przyszłość? Jak będzie wyglądał świat dzisiejszych dzieci? Czasy, gdzie miasto jest fizyczną przestrzenią odseparowanych, obcych sobie jednostek, które bardzo rzadko cokolwiek łączy – będą się zmieniać. W jakiej skali – to mało istotne obecnie. W tej chwili jesteśmy w fazie wzrostu i pojawiania się innowatorów. Tych, którzy postawią pierwsze kamienie, tych, którzy zaprogramują pierwszy software, tych, którzy przyciągną pierwsze jednostki i zbudują pierwsze przestrzenie dla wspólnego życia. Ja wiem już dzisiaj na pewno, że kiedy przyjdzie taki czas i zajdzie taka możliwość – moi potomkowie uczyć się będą w szkole życia, korzystając z kursów internetowych i obecności mentorów, którzy pomogą im zdobyć kluczowe kompetencje. Będą chętnie odwiedzać lokalne społeczności Techno-Miast i Eko-Wiosek. I swoje przestrzenie tego typu także będą współtworzyć lub inicjować własne. To jest zresztą styl życia, który sam zamierzam obrać w zasadzie już teraz. W perspektywie najbliższych 2-3 miesięcy, może szybciej, zacznie się coś bardzo ważnego i potrzebnego. Do tego czasu zdążę zbudować swoją podstawową infrastrukturę komunikacji i docierania do osób, grup, liderów, projektów, firm. To oznacza ogromne zmiany dla mnie. To oznacza ogromne zmiany dla tych, z którymi będę w kontakcie. To oznacza mnóstwo radochy i szczęścia. Bo w końcu zacznie się to, na co, kurwa, tak długo czekałem. Zacznie się życie, jakim chcę żyć. Techno-Miasta Ale konkrety. Co i gdzie się zaczyna, bo mamy do czynienia z istniejącymi już przestrzeniami i grupami. Mamy już zaczątek prawdziwych społeczności. Mamy ziarno ruchu prawdziwej zmiany. Przyszłością jest nowe spojrzenie na Internet i możliwości, które daje. Mateusz Jarosiewicz dostrzegł tą wizję i zaczął ją realnie wdrażać. Co już teraz zaowocowało cohousingiem we Wrocławiu, czyli wynajętą willą, w której żyje grupa dzieląca się wydatkami, obniżając w ten sposób znacząco koszta życia – jednocześnie podnosząc standard swojego życia. Coworking jeszcze nie zagrał, ale z mieszkaniem jest znacznie prościej, jako że zaspokaja to znacznie bardziej podstawowe potrzeby. Informacje o dalszym rozwoju póki co na Fanpage’u City2.0.neOS.

86 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

A możliwości są znacznie większe. To oznacza miasto w mieście. Rzeczywistość, gdzie będą ci biedni socjalnie, odseparowani od siebie ludzie i będą jednostki, które korzystając z mocy dopasowania i zarażania ideą, będą potrafiły wspólnie zmieniać otoczenie i przestrzeń wokół siebie. Także tą ludzi odseparowanych, pomagając im łączyć się, a nam wszystkim stawać się społeczeństwem – zamiast zbiorem przypadkowych, chaotycznych biologicznych maszyn przenoszących uśpiony i niewykorzystany potencjał do uczynienia świata lepszym. Eko-Wioski Tak naprawdę bez Eko-Wiosek życie w Techno-Miastach może być bardzo niewygodne. W tej chwili w miastach nie mamy żywności, tylko jakieś gówno, które się nazywa jedzeniem. Ale wartości odżywczych tam brak. Więc albo dojdziemy do miejsa, gdzie nastąpi dystrybucja żywności z przestrzeni podmiejskich, albo miasta zaczną same drukować sobie żywność (co jest już możliwe, o tym za chwilę). Niemniej to, co przyświeca takim przestrzeniom, to budowanie samowystarczalnych przestrzeni blisko natury. I jestem bardziej niż pewien, że z czasem dojdzie do pięknych kooperacji, gdzie EkoWioski będą dostarczać zdrowej i smacznej żywności społecznościom w Techno-Miastach. Te zaś będą dostarczać technologi i nardzędzi, dzięki którym życie będzie wygodniejsze i bogatsze w wrażenia i doświadczenia. Mówiąc inaczej zdrowie i żywność wzamian za narzędzia i zabawki. Bardzo fajny, dobrze rokujący układ, który znakomicie uzupełnia się nawzajem. Do tego dochodzi wymiana ludzi, relacji, emocji, wspólne doświadczanie i dzielenie się światem, kompetencjami, wiedzą. Razem tworzy to nam rzeczywistość, w której aż chce się żyć. A przede wszsystkim właśnie – można żyć, zamiast nieustannie martwić się o przeżycie. I tutaj podstawy pod to rozwiązanie zapoczątkował Artur Milicki wraz z Akademią Bosej Stopy. Obecnie trwa projekt Crowdfundingowy, co jest zresztą kolejnym fundamentem przyszłości, która dzieje się już dziś. Możesz tego doświadczyć wspierając projekt na stronie projektu na PolakPotrafi. Futurystyczne technologie dziś Pierwsza drukarka 3D powstała już w 1984 roku. Ale dopiero w 2010 nasąpił przełom, kiedy branża urosła o 100% w porównaniu z rokiem poprzednim i na dobre zaczęła się stopniowa rewolucja w tej technologii. Ceny drukarek 3D zaczynają się już od kilku tysięcy dolarów. Te za kilkaset tysięcy są już w stanie wydrukować cały dom (!). Zresztą komponenty można wydrukować nawet na tych gdzieś pośrodku. A możliwości są dzisiaj takie, że w zasadzie wchodzimy w Star Treka i urządzenia, które są w stanie stworzyć dowolny przedmiot. Można już drukować przedmioty plastikowe, metalowe, a nawet żywność. Trwają także prace nad drukarkami zdolnymi do wydrukowania ludzkich narządów! W Krakowie jest bardzo fajna grupa, która zaczyna wchodzić na rynek ze swoimi produkcjami. Materialination zbiera wokół siebie coraz większą grupę sympatyków. Bieżące informacje można znaleźć na ich fanpage’u.

87 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Co to oznacza? To oznacza, że stoimy u progu zmian, jakie mogą się wydawać niewyobrażalne, ale w gruncie rzeczy takie rzeczy będą się działy na mniejszą skalę już w przeciągu najbliższych kilku lat!

Jak zmienia się przestrzeń życiowa cz. 2: Zamieszkanie Wyprzedźmy chwilę czasy, w których żyjemy – i spójrzmy na rewolucję, która nadchodzi oczami wyobraźni. Wybierzmy się w krótką podróż po świecie, który własnie się rodzi za sprawą takich inicjatyw, jak wspomniane w pierwszej części tekstu. Podkreślam, że cała ta wizja opiera się na rzeczach, które już są (!) i potrzeba je jedynie rozpropagować i wdrożyć. Pozbyliście się niewolnictwa współczesnego świata. Jak? Macie dom, który częściowo jest wkopany w ziemię a częściowo zbudowany z surowców naturalnych – dzięki czemu koszta mieszkania są praktycznie żadne. Piec rakietowy – zbudowany ręcznie z pomocą dwójki przyjaciół i projektu dostępnego na zasadzie open-source – dostarcza ciepła w zimie. Wiele go nie potrzeba, bo ściany ze słomy, oblepione zabezpieczającą ją materiałem, doskonale trzymają ciepło, latem zaś chłodzą. Przydomowy ogródek i nieduży sad dają Wam warzywa i owoce, które w porze letniej jecie, a na zimę robicie zapasy. Krowa dostarcza mleka. Kilka kur z przydomowego kurnika wystarcza w zupełności, żeby codziennie cała rodzina mogła jeść świeże jajka. Wasze zwierzęta, podobnie, jak 2 psy i kot, którego macie są częścią rodziny, przyjaciółmi. Nie martwicie się zatem o przeżycie. Nie potrzebujecie też pieniędzy. Wykupionej ziemi nadaliście statut własnego państwa, nikt Was zatem nie obkłada podatkami za to, że żyjecie. Umowy handlowe także przeprowadzacie na zasadach przez siebie ustalonych. A jedną z nich jest to, że nie okradacie swoich obywateli ani kogokolwiek innego. Nie do pomyślenia w dzisiejszym świecie, co? Jedziecie właśnie odwiedzić przyjaciół na Mazurach. Zabieracie się całą rodziną. Zwierzęta będą w tym czasie pod opieką sympatycznych ludzi, u których mieszkaliście na wakacjach w Chorwacji, a którzy pod Waszą nieobecność zatrzymają się będąc w trakcie podróży po Europie. Nie musicie zostawiać kluczy, wezmą je sobie ze środka, do którego wejdą po tym – jak otworzycie im drzwi zdalnie za pomocą aplikacji w smartfonie. Zaś sami przyjaciele na Mazurach żyją w lokalnej społeczności, Eko-Wiosce, do której jeździcie aby popływać i pobawić się nowymi zabawkami, które lokalni wynalazcy testują u siebie. Ale najpierw trzeba tam się dostać…

88 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Jak zmienia się przestrzeń życiowa cz. 3: Podróżowanie Jedziecie z rodziną odwiedzić przyjaciół w Eko-Wiosce na Mazurach. Nie pytacie nikogo o pozwolenie ani o urlop, nie jesteście niczyją własnością. Prowadzicie swoje projekty z przyjaciółmi, ale robicie to dla przyjemności. Wasze życie jest bezpieczne i nie wymusza na Was oddawania swojego czasu komuś, aby przeżyć. Chcecie jechać, więc jedziecie. Smartfon pełni rolę GPSu. Wystarczy głosem wyznaczyć miejsce docelowe, a aplikacja robi za Ciebie resztę i kieruje najsensowniejszą drogą do celu. Nie przejmujecie się fotoradarami, bowiem za sprawą odpowiednich rozwiązań prawnych Wasz pojazd nie podlega absurdalnym przepisom drogowym panującym w Polsce. Nie stanowicie jednak zagrożenia dla innych podróżnych. Samochód posiada elektroniczne systemy zabezpieczające przed zjechaniem z pasa ruchu, nadmiernym zbliżeniem się do nadjeżdżającego pojazdu czy wjechaniem w zakręt ze zbyt dużą prędkością na bazie odczytów z GPSu. A gdyby nie sposób było z jakiegoś powodu uniknąć zderzenia – macie system EPAR wbudowany w pojazd oraz zderzaki, dzięki czemu nawet duże prędkości zabezpieczają wnętrze pojazdu, który jest dodatkowo wzmocniony klatką bezpieczeństwa i fotelami z rajdowymi zapięciami. Poruszając się w ten sposób bezpieczni jesteście zarówno Wy, jak i inni użytkownicy drogi. Sam pojazd też zresztą robi spore wrażenie. Jego nadwozie było projektowane i wydrukowane z włókna węglowego za pomocą solidnej drukarki 3D zaprzyjaźnionej techno-społeczności, która w okolicach Krakowie produkuje i specjalizuje się w customizowanych elementach do samochodów. To było akurat Twoje marzenie. Czerwone-czarne, sportowe auto, nadwoziem przypominające Lamborgini Aventador. Najzabawniejsze jest to, że ów pojazd jeździ jest hybrydą, która może jeździć na silniku spalinowym połączonego diesla z parą wodną lub na ogniwach elektrycznych. Za drugie nie płacisz nic, bo masz panele słoneczne i własne agregatory prądu. Za pierwsze w razie potrzeby płacisz grosze, bo za litr diesla płacisz 1zł dzięki społeczności, która posiada odpowiednie kontakty i wdrożone rozwiązania prawne. A spalasz tych litrów 3 na 100 kilometów. Więc nawet w wersji spalinowej płacisz 10 zł (!) za podróż całej rodziny na Mazury. A tam na Mazurach, no właśnie, tam czeka Was doskonała zabawa!

89 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Jak zmienia się przestrzeń życiowa cz. 4: Przyszłość jest dziś Wyobraź sobie, że wchodząc do sklepu dzielisz każdą cenę w nim przez 10. Czyli zamiast 4 zł płacisz 40 groszy. Że mieszkasz w wielkim domu (ponad 300 m2) z trzema łazienkami. Masz w nim mnóstwo sprzętów, których potrzebujesz, takie które się przydają i takie, o których istnieniu nawet nie wiedziałeś/-aś. A do tego wszystkiego – co kluczowe i najważniejsze w zasadzie – przebywasz w otoczeniu osób Tobie podobnych, z którymi wspólnie tworzycie niesamowitą przestrzeń, totalnie różną od tego, z czym najpewniej masz do czynienia obecnie. A wiesz co jest w tym najlepsze? Że koszta są znacząco mniejsze niż te, które ponosisz obecnie za obecny standard życia. To niezwykłe, ale właśnie znajduję się w takim miejscu i doświadczam tej przestrzeni, tego świata przeżyć. A zaczęło się tak… Niedziela, godzina 15, Wrocław. Z pl. Legionów jedziemy wspólnie na miejsce. Już wtedy można poczuć, że dzieje się coś nowego. Umawiamy się przez facebooka. Nie znaliśmy się wcześniej. Jedziemy razem prosto na miejsce. Można poczuć pierwsze oznaki shared economy, czyli ekonomi opartej na dzieleniu się zasobami i możliwościami. Okazuje się też, że kierowca Piotrek i jego pasażerka Magda mieszkają w podobny sposób, jak ekipa, do której właśnie jedziemy. Po prostu tego tak nie nazwali, natomiast założenia są bardzo podobne. Co-Housing – idea Na miejscu bardzo sympatyczne osoby, a jednocześnie da się wyczuć, że atmosfera nie przypomina tej klubowo-pijackiej, gdzie ludzie się spotykają, żeby się napić i pogadać o dupie maryni. Piszę o tym w ten sposób, bo nigdy nie czułem tego klimatu. Znacznie bliższe były mi natomiast spotkania celowe. Celem tego, było pokazanie i opowiedzenie od środka, jak wygląda świat przyszłości już dzisiaj. Sama koncepcja jest w zasadzie bardzo prosta. Zbiera się grupa osób, która wynajmuje wspólny dom i dzieli się ze sobą tym, co ma, robi wspólne zakupy, żyje razem. A przy okazji także pracuje nad swoimi projektami korzystając z potencjału zebranych w domu osób. To ostatnie jest u ekipy z Żernik w fazie wstępnej – biorąc pod uwagę potencjał – ale już wypracowali sporo standardów wspólnego życia, a także tworzą system informatyczny, który ułatwia rozliczanie i sprawy organizacyjne. O tym, jak to działa za chwilę, natomiast działa naprawdę sprawnie. Kluczowe idee co-housingu to: 1. Razem raźniej. Być może nie każdy podziela ten pogląd, ale zwykle dlatego, że żyjemy w rzeczywistości, w której często nie znamy nawet sąsiadów mieszkających dwa piętra wyżej. Realnie jednak – ludzie są istotami społecznymi i gdyby nie fakt, że ta natura została zaburzona współczesnością – takie sytuacje byłyby naturalne. One są naturalne. 2. Razem bardziej opłacalnie. O tym już wspominałem, natomiast zakupy dzielone są na wszystkich domowników. Każdy sprzęt, który kupujecie (mikser, odkurzacz, etc.) jest dzielony. To oznacza, że dostęp do każdej rzeczy, którą chcecie mieć – jest prostszy o tyle, ile osób się włącza do zakupu. Czyli zamiast 100 złotych, każdy daje po 10, a i tak z większości sprzętów korzysta się sporadycznie. 3. Razem więcej możliwości. Ludzie w warunkach swobodnych gromadzą się i uzupełniają swoje kompetencje, aby zaspokajać swoje potrzeby. Warunki swobody są ograniczane obecnie przez 90 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

dostępność zasobów pieniężnych, co wynika z błędów systemu finansowego. Natomiast te błędy są naprawiane w obrębie właśnie takich innowacji, jak co-housing. 4. Razem więcej zabawy. Czy chodzi o wspólne granie sieciowe, czy muzyczne freestyle, albo realizację wspólnych projektów – będąc razem, w fizycznej przestrzeni, zabawa jest po prostu fantastyczna. Zresztą to oczywiste, razem zawsze jest ciekawiej niż samemu… Co-Housing w praktyce W praktyce wyszło tak, że mam teraz wolny czas do kwietnia, a co-housing jest tym, co chciałem stworzyć już dobre 2-3 lata temu. Okazuje się, że istnieje miejsce, w którym to już jest, istnieje, ekipa wypracowała sporo standardów i przeszli sporo z tego, co jako pionierzy do przejścia mają. Głównie kwestie komunikacyjne i dogrania się w kwestiach życiowych. Czasem tak banalnych, jak sprzątanie – ale kiedy one są nierozwiązane – prowadzą do napięć, które mogą się nie pojawiać z tego tytułu, mając wypracowane standardy. A to wbrew pozorom wymaga sporo mądrej pracy. Natomiast z całą pewnością co-housing jest czymś, co już istnieje, działa, system tworzony przez Żernikowską ekipę jest bardzo funkcjonalny. Obecnie pomagam ekipie rozkręcić swój potencjał biznesowo-projektowy, a jednocześnie sam korzystam z możliwości, które już są tu obecne. Historia jest tak ciekawa, że na pewno będą pojawiać się kolejne materiały i historie tu ze środka. Pizza, którą zrobiłem dla 10 osób wyniosła po 5,71 na osobę. Wszyscy się najedli. Pizza była zajebista. A takich historii i możliwości będzie więcej.

91 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Jak zmienia się przestrzeń życiowa cz. 5: refleksje z odwiedzin w TZM House No to się porobiło. Miałem być jeden dzień dłużej, a zostałem prawie dwa tygodnie. I jakże się z tego ogromnie cieszę! To był właśnie czas, kiedy zobaczyłem, że to już, że to już się dzieje, że to już jest. Nie będę zdradzał za wiele z treści, która powstała w trakcie tego wyjazdu – bo o tym dowiecie się z filmu dokumentalnego, który będziemy tworzyć w TZM (The Zeitgeist Movement) House. Natomiast zdecydowanie było tam kilka kluczowych przełomów. Dzisiaj będzie o bardzo praktycznych obserwacjach i rozwiązaniach, które płyną z tego doświadczenia. Oszczędności Rzecz pierwsza, o której wspominałem już w poprzedniej części, koszta dzielą się przez ilość osób. Spożycie wcale nie wzrasta tak dramatycznie. Realnie rzecz biorąc zatem, można śmiało wchodzić do sklepu i dzielić ceny przez ilość osób. W praktyce więc, za bardzo obfite i smaczne obiady (no chyba że komuś nie wyszło ;)) wychodzi średnio w okolicach 5-7 zł! Rozwój Osobisty Kwestia kolejna to fakt, że takie miejsca są doskonałym narzędziem do rozwoju osobistego. Naprawdę – żadne warsztaty, gdziekolwiek, u kogokolwiek – mogą nie dać tak wiele, jak tydzień czy dwa w otoczeniu świadomych osób, z którymi po prostu się mieszka, rozmawia, żyje, poznaje się nawzajem. To jest nieprawdopodobna szkoła życia, niesamowicie intensywna, której nie da się porównać z żadnym istniejącym obecnie rozwiązaniem w branży rozwoju. Serio. Bezkonkurencyjne. Rzuć seminarium z dowolnym guru, jakiego uważasz za boga w tej dziedzinie – nie nauczysz się tam tyle praktycznych, życiowych umiejętności, jak w takim miejscu. Jestem pewien, że właśnie tak wygląda prawdziwa przyszłość tego, co znamy, jako rozwój osobisty. Ze mnie samego powychodziło sporo rzeczy i mogłem się w tym procesie nauczyć sporo o sobie, o procesach grupowych, o społecznościach. A naprawdę potrzeba bardzo mocnego i głębokiego przeżycia i doświadczenia, żebym po tylu latach świadomego rozwoju mógł stwierdzić, że wiele z czegoś wyniosłem w tych kategoriach. Myślę, że to jest najlepsza rekomendacja, jaką mogę wystawić. Nowa jakość życia Kolejna sprawa, to fakt, jak wiele wnosi możliwość wspólnego kupowania różnych przedmiotów i narzędzi. Mając 10 osób w domu, możesz 10 razy łatwiej, 10 razy częściej inwestować w takie rzeczy, jak elektronika, AGD, itp., których zwykle używa się sporadycznie. Na tyle sporadycznie, że można się nimi dzielić w użytkowaniu – nic na tym nie tracąc, a jedynie zyskując więcej możliwości. Nie mówiąc już o tym, że zamiast mieszkać w ciasnej klatce, w przeludnionym bloku, w którym nie znasz czasami nawet ludzi mieszkających drzwi obok – mieszkasz w domu z osobami, które znasz, lubisz i z którymi wiele Cię łączy. Gdzie nie ma przypadkowych i niepasujących jednostek, hałaśliwych sąsiadów, albo przewrażliwionych i chodzących spać o 22 emerytów na ten przykład. Sami ustalacie swoje otoczenie.

92 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Ten moment, kiedy uświadomiłem sobie, że jestem w gronie osób, z którymi rozmawianie o obcych cywilizacjach albo technologiach jutra jest czymś absolutnie normalnym – bezcenne. Siła Grupy Do tego dochodzi wiedza, kompetencje i kontakty każdej z osób, która mieszka w takim domu. Strasznie żałuję, że nie miałem więcej czasu na to, żeby się zagłębić w tą kwestię i w osobisty kontakt z mieszkańcami TZM House – ale przygotowanie do filmu, projektowanie, obserwacja procesów grupowych i dążenie do ich optymalizacji były bardzo angażujące. Więc nadrobimy i uzupełniać z pewnością będziemy. Natomiast z bardzo prostych przykładów – dzień ostatni, miałem już wyjeżdżać. Rozmawiamy z Piotrkiem i nagle pokazuje mi technologię tak kosmiczną, że można się w sensie dosłownym bawić w Jezusa i będzie się miało realne efekty. Nie tyle zamienianie wody w wódkę, ale bardziej kwestie związane uzdrawianiem, albo wpływem na ciało człowieka. No po prostu magia i kosmos, będę ten temat zresztą zgłębiał dokładniej. A jestem pewien, że takich historii jest jeszcze sporo, tylko nie mieliśmy okazji o tym porozmawiać. Potencjał biznesowy Tym z natury rzeczy i mojej specjalizacji zajmowałem się przede wszystkim. W tej chwili ekipa spisuje swoje możliwości i to, co może zaoferować. Generalnie z takiego domu, w którym zbierze się ekipa specjalistów z różnych dziedzin – można zrobić naprawdę bardzo prężnie działającą firmę. I wszystko jest w zasadzie na miejscu, a produktywność takiego zespołu będzie zdecydowanie większa – przy dobrej organizacji – od dowolnych tradycyjnie zorganizowanych firm, nawet kilka rzędów większych pod względem ilości zaangażowanych osób. Naprawdę nie ma sensu wyróżniać teraz, jak wiele branż może skorzystać z tego potencjału, bo jest ich za wiele na ten wpis. Opowiem jednak o kilku przykładach domów, które można łatwo zorganizować i otworzyć, co też niewątpliwie będzie miało miejsce prędzej czy później. Domy tematyczne Oto kilka przykładów domów, które możemy otworzyć: • • • • • •

Dom Kreacji Wizualnej Dom Zdrowia Dom Wizerunku Dom Muzyczny Dom Przedszkolny Dom Wczesnoszkolny

W praktyce to się wydarzy. Jestem przekonany, że na bazie filmu dokumentalnego o co-housingu, który powstanie oraz całej promocji wokół niego – zainteresowanie tematem będzie rosnąć i takich domów tematycznych powstawać będzie coraz więcej. Więcej – jestem pewien, że z czasem branża budowlana, którą już w tym roku zaczyna wchodzić w pot��żny kryzys – znajdzie bardzo dużą niszę w budowaniu domów, metodami alternatywnymi (przykład: Cohabitat). Często właśnie domów tematycznych. Budowanych na konkretne potrzeby. W tej chwili problem polega na tym, że większość domów jest budowana pod kątem rodzin. To można bardzo łatwo zmienić. Wystarczy, że ludzie uświadomią sobie, że za znacznie wyższy 93 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

standard życia mogą płacić mniej niż za te ciasne klatki, w których się obecnie gnieżdżą. A kto raz spróbuje co-hosuingu, już nie będzie chciał wrócić do życia w bloku. To uzależnia i przyciąga bardzo skutecznie. Praktyczne rozwiązania W tej chwili jest już działające rozwiązanie do wspólnych rozliczeń, co jest niesamowicie wygodne. W zasadzie już działa i dobrze się sprawdza, więc można rejestrować swoje własne grupy. Rejestracja jest i będzie darmowa dla użytkowników, z tego co mówią jej twórcy. Więc brać i korzystać, bo w zasadzie gdziekolwiek, gdzie istnieją wspólne wydatki – tam to narzędzie będzie niesamowicie wygodne i pomocne: CoHousingTools (CoHoTo.net). Dom Deus Empire To jest już w zasadzie pewne. Prędzej czy później otwieram swój dom. Wiem, kogo szukam i jakie kompetencje są dla mnie ważne. Choć koncepcji i możliwości stworzenia Domów jest kilka. Mam już namierzone bardzo ciekawe miejsca pod wynajem we Wrocławiu. A z czasem otwierać będę też placówki w kolejnych miastach. Będę się kontaktował z wybranymi osobami, natomiast każdy kto płaci w tej chwili więcej niż 500550 zł za miejsce, w którym mieszka – a nie jest to jakaś luksusowa przestrzeń – przepłaca. I warto zdać sobie z tego sprawę. Tak samo, jak z tego, że istnieje alternatywa. Ta, którą sam wdrażam i będę uruchamiał. Ale nikt Cię przecież nie zatrzyma. Możesz zrobić to też po swojemu. Możemy się dzielić naszymi doświadczeniami. M.in. na tym blogu znajdziesz więcej wiedzy oraz informacji o budowaniu wspólnych domów. O rozwiązaniach. O radzeniu sobie z problemami i trudnościami. O ustalaniu standardów. O rozliczeniach. O szukaniu odpowiedniej lokalizacji. O dobieraniu mieszkańców i wspólnym uczeniu się siebie nawzajem. I o wielu innych sprawach ważnych w tym zagadnieniu. Bądź na bieżąco i jesteśmy w kontakcie!

94 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Futurologia, czyli co wiemy na temat przyszłości cz. 1 (2013 – 2023) Każdy z nas chciałby się dowiedzieć, co przyniesie przyszłość. Okazuje się natomiast, że znając przeszłość, wiedząc gdzie jesteśmy obecnie i znając plany i projekty o dużym zasięgu oraz dynamikę problemów, które się pojawiają na świecie – da się sporo rzeczy przewidzieć. To się przydaje. Mnie osobiście interesuje perspektywa możliwych zmian oraz rozwoju. Chociażby po to, żeby wiedzieć gdzie warto inwestować swój czas, energię i pieniądze. W części pierwszej – najbliższa dekada zmian. Tekst powstał przede wszystkim na bazie materiałów ze strony www.futuretimeline.net oraz innych zebranych i poznanych przy różnych okazjach. Naturalnie nie obejmuje ze szczegółami wszystkich przewidywań, natomiast daje pewien ogólny i w miarę pewny obraz tego, co będzie się działo na świecie przez najbliższe lata. Przynajmniej jeżeli nie wydarzy się jakiś wielki, globalny kataklizm (małe prawdopodobieństwo) lub nie nastąpi coś, co zmieni znacząco paradygmaty myślenia o świecie. Jedną z takich zmian mógłby być potencjalny otwarty i publiczny kontakt z pozaziemskimi cywilizacjami. Albo nawet wojna z nimi, jak niektórzy donoszą. Poza tymi okolicznościami – przyszłość rysuje się mniej więcej w taki sposób. Ogólny obraz Kluczowa w moim przekonaniu – jest zmiana generacyjna, jaka zachodzi obecnie i która przez najbliższe 10 lat doprowadzi do znaczących zmian w myśleniu, działaniu, także na skalę globalną. Przede wszystkim kluczowe role zacznie przejmować generacja ludzi, którzy znają i rozumieją internet, który zresztą będzie wciąż powiększał swoje możliwości, a infrastruktura będzie umożliwiała coraz większe prędkości przesyłu danych. Internet jest o tyle istotny w procesie zmian, że uświadomił ludziom, iż mają głos, dał im zdywersyfikowane źródła informacji, umożliwił zupełnie inny styl przekazywania informacji i komunikacji ze sobą nawzajem. Oczywiście jest jeszcze młody, następują próby jego bezpośredniej kontroli (obecnie jest po prostu monitorowany na bieżąco) – niemniej nadal, jego funkcja pozostanie do pewnego stopnia stabilna i raczej nie zmieni się w propagandową tubę, jak miasta z czasów II WŚ ze „szczekaczkami” na każdym rogu oraz kontrolowanymi w pełni przez rząd mediami. Choć nie możemy zapominać, że jesteśmy obecnie w fazie, w której wojny prowadzi się coraz bardziej za pomocą informacji oraz hakerów. Oprócz zmian w układzie sił względem wieku – nastąpią także znaczące zmiany w układzie gospodarczym i politycznym na świecie. Z jednej strony dalsze rozszerzanie unifikacji państw. Tutaj mówimy głównie o Unii Euroazjatyckiej oraz Unii Północnoamerykańskiej. Wraz z tym będzie można zobaczyć sygnały narastającego totalitaryzmu. Jednym z nich będzie obładowanie kamerami, dronami i sprzętem analizującym ludzkie zachowania w wielu miastach w Stanach czy Wielkiej Brytanii chociażby. Jednocześnie na świecie następuje przesunięcie dominacji gospodarczej w kierunku Azji. Zwłaszcza Chin. Natomiast swoją rolę zagrają z pewnością także Indie, które w kolejnych dwóch dekadach mają przekroczyć ilością mieszkańców wspomnianą potęgę produkcyjną. Oczywiście gigantyczny ślad odcisną na życiu ludzi nowe technologie i rozwój tych obecnych. Z jednej strony, wraz ze zmniejszającą się ilością zasobów – ludzie zaczną coraz lepiej rozumieć znaczenie recyclingu (albo i nie, co jest tym gorszym scenariuszem), a jednocześnie coraz więcej będziemy mieli do czynienia z tzw. „zieloną” energią. Tutaj – wraz z rozwojem nanotechnologii – coraz wydajniejsze baterie umożliwią budowanie samochodów z napędem elektrycznym lub hybrydowym, którego czas ładowania i zasięg będą zbliżony do aut benzynowych. A to oznacza zupełnie inne koszta i poziom zanieczyszczenia środowiska z powodu transportu. 95 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Sam transport zresztą także będzie się zmieniał i już w ciągu najbliższych 5 lat zaczną się pojawiać samobieżne ciężarówki, albo roboty zbierające owoce. Zdecydowaną zaletą takiej automatyzacji jest na pewno fakt, że mogą pracować 24 godziny na dobę i nie trzeba im płacić pensji. To znaczące korzyści, które będą z czasem coraz bardziej zmniejszać rolę pracowników w tych obszarach. Przynajmniej w tzw. krajach wysokorozwiniętych. Do tego dochodzi magia druku 3D, czy rozwój biotechnologi oraz genetyki, co umożliwił fakt, że już w pierwszej dekadzie 21. wieku odczytano ludzki genom. W ślad za tym idą doniosłe odkrycia oraz zastosowania w medycynie i innych branżach. Tutaj praca nad procesami starzenia i przedłużanie życia oraz hodowanie organów zastępczych są jednymi z tych ciekawszych możliwości. Pozostaje pytanie o to, w jaki sposób na świat wpłyną takie zdarzenia, jak kryzys ekonomiczny, czy trwająca właśnie arabska wiosna ludów. Osobiście wierzę, że to będzie grunt pod rozwój alternatywnych rozwiązań ekonomicznych – gdzie ludzie mniej będą chcieli mieć w posiadaniu, a bardziej mieć dostęp, dlatego będą się ze sobą dzielić. Coraz więcej ludzi zapragnie być niezależnym, dlatego na przykład, zaczną hodować swoje własne jedzenie. I będą chcieli być mobilni, a rynek pracy będzie się globalizował – przez co na znaczeniu zyska praca zdalna, za pomocą internetu. W podobnym kierunku będzie również szła edukacja. Już dzisiaj możemy korzystać z otwartych kursów tworzonych przez uniwersytety z całych Stanów, czy innych kursów on-line. Nie bez znaczenia pozostaje także kwestia problemów z dostępem do wody pitnej, która z roku na rok będą coraz większym problemem. A także początki turystki kosmicznej i wielu misji, które globalizujące się społeczeństwo zacznie przygotowywać do stania się międzyplanetarnym. Co według przewidywań będzie znaczącym kierunkiem w kolejnym wieku. A teraz w skrócie – punkty i powiązane z nimi hasła, które możesz wyszukać w internecie, jeżeli ciekawi Cię dany temat. Polecam raz jeszcze stronę www.futuretimeline.net, gdzie znajdziesz obszerniejszy opis przewidywań, aż do czasów skończenia się Wszechświata. Istotne lub będące w kluczowym etapie rozwoju branże • Problem starości (dalsze starzenie się i wymieranie społeczeństw, okres przejściowy pomiędzy pokoleniami, reformy w systemach socjalnych i emerytalnych, branża opieki, prace nad genetycznym przedłużaniem życia i zachowaniem młodości) • „Zielona” energia (energia słoneczna, elektryczna, hybrydowa, początki zimnej fuzji) • Recycling (zmniejszanie się zasobów ropy, minerałów czy wody [technologie odsalające i wojny patentowe]) • Zdalna praca i edukacja, prace kreatywne • Alternatywne modele ekonomiczne (shared economy, home farming, etc.) • Druk 3D (wdrażanie poszczególnych rozwiązań w różnych branżach, w tym pierwsze kroki i wdrożenia w druku całych budynków/osiedli oraz zbliżanie się do powszechnie używanego druku organów ludzkich) • Technologie elektroniczno-informatyczne (sterowanie za pomocą myśli, wirtualna rzeczywistość, CGI, UltraHD, technologie holograficzne, web 3.0 [internet semantyczny], pojemności dysków zbliżające się do 1 Petabajta [1 Pb = 1000 Tb], technologie samochodowe, usieciowienie przedmiotów codziennego użytku, elastyczne i cienkie wyświetlacze dotykowe) • Nanotechnologia

96 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

• Inżynieria genetyczna (w wyniku odczytania całego ludzkiego genomu już w pierwszej dekadzie 21. wieku) i biotechnologia • Dalsza automatyzacja pracy (rolnictwo, transport towarowy i osobowy) • W wielu miejscach świata – początki zapotrzebowania na technologie odsalania wody, których rola będzie rosnąć z roku na rok • Początki turystyki kosmicznej Kluczowe zdarzenia definiujące zmiany • Dalsza unifikacja państw (Unia Euroazjatycka, Unia Północnoamerykańska) • Transformacja władzy i wpływów na rzecz Generacji X (urodzeni w latach ’60 – ’80) • Dalsze konsekwencje tzw. „wojny z terrorem” (zacieśnianie swobód, zmniejszanie się roli prywatności w krajach zachodnich, wzrost uprawnień państw kierując je w kierunku rosnącego totalitaryzmu) • Wynik tzw. arabskiej wiosny ludów i przekształceń, które zajdą na bazie tych wydarzeń • Dalsze konsekwencje kryzysu finansowego, które ostatecznie muszą doprowadzić do zastanowienia się nad koncepcją i rolą pieniądza oraz kwestii obrotu zasobami i sposobu zarządzania nimi • Dalsze zwiększanie dostępu populacji do internetu (z 1,7 miliarda do planowanych 5 mld) oraz wzrost dostępności i możliwości szerokopasmowego i mobilnego internetu (prędkość nawet 1 Gb/sek., technologia 5G, Australia z dostępem szerokopasmowego internetu na poziomie ok. 93% populacji) • Potencjalny otwarty i publiczny kontakt z obcymi cywilizacjami (?) Kierunki rozwoju i zmian w układzie sił na świecie • Zmieniająca się rola państw z gospodarkami opartymi na ropie (głównie Bliski Wschód) • Rola zbankrutowanego USA oraz amerykańskiego dolara słabnie (prawdopodobnie zareagują próbą przeniesienia swoich wpływów i większej aktywności, także militarnej, w Azji) • Azja, a szczególnie Chiny i z nieco większym opóźnieniem również Indie wyrastają na dominujące siły na świecie • Tzw. grupa BRIC, czyli Brazylia, Rosja, Indie i Chiny stopniowo przejmują gospodarczą dominację nad grupą G7 (USA, Kanada, Niemcy, Wlk. Brytania, Włochy, Francja i Japonia) • Stopniowe zarysowanie się wzrostu roli Afryki, która demograficznie jest zdecydowanie młodsza i bardziej płodna niż kraje europejskie • Japonia, Hongkong, Australia – jako miejsca silnie rozwijające się, bliskie kluczowym obszarom zmian, a jednocześnie bezpieczniejsze niż np. Azja południowa zmagająca się chociażby z problemem zmniejszających się zapasów wody

97 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

BRANŻOWO Jako, że zajmuję się różnymi branżami i z różnymi osobami mam do czynienia – pojawiają się czasami tematy być może stricte branżowe – ale które zawsze staram się ująć w kontekście zrozumiałym dla osób spoza danej społeczności czy grupy. Dlatego też polecam tych kilka tekstów, które mówią co nieco o kulisach działalności kilku takich struktur społecznych, o ich problemach, refleksjach a także rozwiązaniach.

98 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Minimalizm a “minimalizm” – czyli nie bądź graficznym nazistą Minęło kilka dni od ostatniej publikacji, a działo się, oj działo. Ale głównie dlatego właśnie była przerwa. Niemniej jest kilka ważnych tematów, także lecimy z koksem. Na początek szybkie nawiązanie do tego, co się działo ostatnio i spraw problematycznych, które się pojawiły przy tej okazji. A chodzi tu o trend tzw. minimalizmu, który niestety doczekał się swojej osobliwej choroby i zniekształcenia. Czas wyjaśnić i wyprostować kilka kwestii. Grafika jest ważna i stanowi reprezentację sensu. Ale najpierw potrzebny jest właśnie ten sens, komunikacja… Z Minimalizmem jest generalnie tak, jak z introwertykami. Popatrz na to, jak działa taka osoba. Sprawia wrażenie zamkniętej, mało mówi, nie rzuca się w oczy. Z jej punktu widzenia chodzi o to, że mówi, kiedy ma coś do powiedzenia, że interakcje ją wyładowują zamiast pobudzać (w odróżnieniu od ekstrawertyków, których nakręca obecność innych ludzi i interakcje z nimi). Ta oszczędność ma oczywiście swoje zalety – ale w zamerykanizowanej, ekstrawertycznej kulturze takie zachowanie prowadzi do ostracyzmu, wycofania i alienacji. Po raz kolejny zatem – przyjmując kulturę amerykańską (ekstrawersja, pewność siebie) na polską (introwersja, nieśmiałość) – robi nam się “kulturowy rozpierdol”. Który ma dość znaczące konsekwencje. Jak to się ma do projektowania komunikacji i grafiki? Wśród osób powołujących się na ideę Minimalizmu utarło się powiedzenie “mniej znaczy więcej”. Otóż nie. Mniej, znaczy mniej. Na tym właśnie polega znaczenia tego słowa. Mniej. Natomiast mniej treści daje więcej przestrzeni, którą odbiorca może zapełnić wyobraźnią. Ale równie dobrze może być zbyt leniwy, żeby chcieć to zrobić. I wtedy go ta przestrzeń jedynie zirytuje. On zwykle wcale nie chce się domyślać. Albo może to zinterpretować zupełnie inaczej, niż planowaliśmy. Klasyka z działu relacji, którą da się przenieść bezpośrednio także na projektowanie komunikacji oraz grafikę. Grafik wie co chce powiedzieć, ale to odbiorca musi się domyślać, o co mu chodzi… Mam wrażenie, że w pewnym momencie ktoś owo powiedzenie “mniej znaczy więcej” zinterpretował na zasadzie “mniej pracy przy projekcie znaczy więcej czasu na leniuchowanie”. W praktyce zatem maźnie taki dwie kreski, albo zrobi czerwone kółeczko i powie, że to już. Że robota zrobiona. A tu niekoniecznie. Byłoby prościej, gdyby ludzie powołujący się na Minimalizm mieli świadomość, że jego esencją jest zasada optymalności “tak wiele, jak potrzeba – nie więcej, ale też nie mniej“. Może gdybyśmy mówili o Optymalizmie, a nie Minimalizmie, to sprawa byłaby jaśniejsza i mniej podatna na błędne interpretacje. Realia biznesowe, o których graficy zapominają W praktyce jest tak, że design oparty na tej idei – wcale niekoniecznie będzie się dobrze sprawdzał w realiach biznesowych. A przecież po to jest grafika, jeżeli nie traktujemy jej hobbystycznie. Graficy tworzą dla klientów. A Ci klienci mają swoich klientów. I szansa na to, że ktokolwiek na tym szczeblu doceni projekt, dlatego, że jest zgodny z najnowszymi trendami w designie – jest nikła. A w pewnych branżach praktycznie żadna.

99 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Wyobrażasz sobie sytuację, w której Pani Krysia, 50-letnia krawcowa, która kupuje materiały pasmanteryjne u Pani Joli stwierdzi: “Jolka, jakie to Twoje nowe logo i ta strona są trendy! Normalnie szał, jaki piękny Minimalizm w dyzajnie!”? Raczej mało prawdopodobne. Wiedz dla kogo i po co to robisz To czego potrzeba – to tego, żeby graficy zrozumieli realia, w których pracują. W przeciwnym wypadku będą się wiecznie rozbijali o mur klientów i tego, że ich wiara w to, co mówi branża – jest wyznacznikiem “tego, co się powinno”. A gówno prawda. Zdanie klientów, jako wyznacznik powinności też nie jest dobry. Zwykle nie znają się na podstawach doboru kolorów, czcionek, układu elementów itd. O świadomym projektowaniu komunikacji już w ogóle nie mówię – bo kogoś, kto zna się na temacie od strony praktycznej i potrafi to skutecznie robić – ze świecą szukać w ogóle gdziekolwiek. Także na uczelniach, a jedną z nich kończyłem. Tutaj bez praktyki, pasji, doświadczenia i świadomości szerszego kontekstu – nie da się. Dlatego, jeżeli projektujesz – to to, co chcesz powiedzieć jest najważniejsze. Zawsze. I do tego dopasowujesz formę. Chyba, że bawisz się w sztukę dla sztuki a nie współpracę z biznesem. I masz się na tym znać. Żeby świadomie ocenić, [1] czego klient chce, [2] czego faktycznie potrzebuje (czasem dwie różne rzeczy) i [3] jaka forma najlepiej to zrealizuje. Zboczenie zawodowe grafików i jego konsekwencje Klasyczny problem każdej chyba społeczności. W tym wypadku grafików. Przyjęło się u nich, że ma być dużo pustej przestrzeni i trochę tekstu. I że to już. Może jakieś menu schowane. Ale to nie ma sensu w realiach biznesowych! Ja jestem przerażony, jak widzę, jak ludzie korzystają ze stron, które robimy. Oni czasami boją się w cokolwiek kliknąć, jakby się bali, że się zgubią, albo coś zepsują (sic!). A ktoś im tam chce jeszcze do tego chować menu gdzieś w dziwnych miejscach, pod mało intuicyjnymi obrazkami (mało intuicyjne to cokolwiek, co nie jest standardem a chowanie menu już samo w sobie wychodzi poza niego). Kto Ci płaci – konkurencja czy klienci? I w takich sytuacjach zawsze pada pytanie – czy odbiorcami twórczości grafików są inni graficy czy klienci danego biznesu? Szczerze? Zdanie innych grafików jest chuja warte, jeżeli sprowadza się do “to nie jest zgodne z trendami”. To nie zdanie konkurencji ma mieć znaczenie przy ocenie dzieła. Jeżeli to Twoja konkurencja, to zwykle ich interesem nie jest to, żebyś czuł się dobrze ze swoją pracą, albo miał powody, żeby się nim chwalić. A tym bardziej – to nie oni Tobie płacą za Twoją pracę, do cholery. Ty masz się znać na swojej robocie, ale też wiedzieć co i dlaczego i dla kogo robisz. Nie rób dla innych grafików. Rób dla tych, którzy Tobie płacą. Dając im to, czego potrzebują. Tego, co zaspokoi ICH potrzeby, Twoich klientów. Bo właśnie za to płacą. Nie za spełnianie fantazji grafików, nie za zrobienie sobie dobrze w branży, ani też zwykle nie za bycie trendy. Oni płacą za zaspokojenie SWOICH potrzeb. Kropka.

100 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Czym się kierować przy projektowaniu? Przede wszystkim tym, co chcesz powiedzieć. Nie wedle trendów, ale tego, co i jakie to jest lub ma być. Nie daj sobie wmówić, że gradienty są be, bo “teraz się ich nie używa”. A co to, kurwa, znaczy, że się nie używa? Jest jakieś rozporządzenie od Adobe pt. “Drodzy Państwo, od dzisiaj korzystanie z funkcji gradientu zawartej w naszym programie stanowi synonim obciachu i zacofania”, czy jak? No kurwa. Minimalizm oddaje pewien styl, tożsamość i charakter. Ale robienie wszystkiego wedle jednego stylu to jest zwykły artystyczny totalitaryzm. Tworząc wedle trendów, a nie tego, co jest [1] celem i [2] kontekstem danego produktu (loga, strony www, opakowania, etc.) – godzisz się na twórczy nazizm. Stajesz się hitlerem projektowania. Nie rób tego. Minimalizm, czyli introwertyk siada do kompa i robi grafikę Minimalizm ma swoje źródło w introwersji. Ale bycie introwertykiem wcale nie jest dobrą strategią towarzyską. Ani biznesową. O ile cennym jest mówienie, kiedy ma się coś do powiedzenia, o tyle warto pamiętać, że nawet nie mając nic do powiedzenia – warto zadbać o interakcje, żeby podtrzymać energię w danej relacji. Mówiąc prościej – miej coś do powiedzenia. Nawet na tematy proste czy czasem banalne. To naprawdę pomaga. I w biznesie jest dokładnie tak samo. A grafika – jeśli nie jest robiona hobbystycznie dla własnej przyjemności – zawsze jest elementem biznesu. A tam źle jest nic nie mówić. Bo i tak komunikujesz. Zwykle jednak wcale nie szacunek dla komunikacji grupy, ale niechęć względem niej (“nie gada z nami = nie lubi nas”). Przekładając to na realia współpracy z klientami “jest mało = nie chciało mu się robić”. A takie coś wraca do osoby wysyłającej taki komunikat. Nie chcesz dawać takiego komunikatu. I nie chcesz, żeby taki do Ciebie wrócił. Pamiętaj Jeśli idzie o grafikę: Minimalizm (podejście optymalne) – tak. Ale “minimalizm” (lenistwo) – nie. A przede wszystkim – znaj priorytety. To klient ma być zadowolony. I ma mieć do tego powód.

101 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Zmiany w algorytmie Google – nie ważne, że na lepsze, zawsze znajdą powód, żeby narzekać.. To już chyba klasyka, że ludzie nie lubią zmian. To absolutnie pozbawione znaczenia, czy z perspektywy ogólnej zmiana jest na lepsze. Na poziomie doświadczenia jednostkowego może być zupełnie odwrotnie. Zmiany w algorytmie wyszukiwania Google idą w dobrym kierunku. Ale to nie powstrzymuje ludzi przed histerycznymi reakcjami na nie… Przeczytałem właśnie na jednej z zagranicznych stron dramatyczny krzyk w związku ze zmianami w algorytmie w Google. Tylko czekać, aż w Polsce podniosą larum. Albo już to zrobili. Nie wiem, nie śledzę aż tak. Ale tak z dystansu na to patrząc – to jest absurd i śmiech na sali.

W skrócie chodzi o zmiany, których celem jest osłabianie pozycji osobników piszących teksty pod algorytm google, a nie czytelnika. No i oczywiście nagle zaczyna się wielki krzyk, że niedobrze, że jakiejś grupce “niewinnych” też się dostanie. Oczywiście nie chodzi o to, że niewinni w tej definicji “to Ci, którzy nie naruszają zasad prowadzących do kary”. Oni mają problem, że znaleźli się tacy, którzy ich wyprzedzili w wynikach wyszukiwania na podstawie “zasad sprzyjających nagrodzie”. Ale o tym ostatnim już nie powiedzą. Oni wyciągną jakieś przypadki, gdzie pusta strona trafiła wyżej w wynikach. Bo to nie jest tak, że oprogramowanie ma bugi i część z nich jest poprawiana post factum. Bo przecież ma być idealnie od samiuśkiego począteczku… Ja rozumiem, że wielu z tych z branży marketingu i okolic czuje się zagrożona. Ale to nic nie zmienia. Błędem Google było jedynie to, że tak długo pozwalał na to, żeby content traktować, jakby był tworzony przez maszyny dla maszyn. Niemniej określenie “za długo” też jest z dupy. Więc może raczej – wystarczająco długo, żeby użytkownicy zdążyli zbudować sobie swoje życia wokół zdolność do zachowywania się, jak roboty dla robotów. Wiadomo, że z poziomu ogólnego zmiany w algorytmie i filozofii są dobre. Mówienie o tyranii Googla jest trochę śmieszne. Każdy ustala w swoim domu swoje zasady. Albo komuś to pasuje, albo nie i się rozstajecie. Niewątpliwie Google dyktuje warunki dla wielu ludzi. Niewątpliwie jest dyktatorem na swoim podwórku, czyli w branży wyszukiwania. Ale też nie mam wątpliwości co do tego, że wie co robi. To co się natomiast dzieje i może dziać – to wielkie larum na poziomie doświadczenia jednostkowego. Jak napisał jeden z cytowanych w artykule ludzi:

Zmagam się z myślą o tym jak: zapłacić czesne córek, opłacić samochód, ubezpieczenie zdrowotne, ubezpieczenie samochodu, czynsz i wszystkie opłaty związane z wynajęciem domu. Nie wspominając o jedzeniu na stół. Śledziłem wasze wytyczne dla webmasterów i nie zrobiłem nic spamerskiego, a moja firma i strony internetowe zostają zamknięte i zgaszone ot tak. I myślę sobie wtedy tylko “i weź tu niewolnikowi wytłumacz, że w życiu nie chodzi o bycie posłusznym – ale o wnoszenie wartości i dywersyfikację kanałów jej wymiany”. Ale o niewolnikach, najemnikach i niezależnych będzie już przy innej okazji… Tymczasem na koniec polecam myśleć o Google, jak o wielkim portalu newsowym zbierającym content z całego świata i umożliwiającego wyszukiwanie go wedle potrzeb danej osoby. To przestaje być mechaniczny, odrealniony bożek, który funkcjonuje za pomocą śrubek i trybików, 102 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

którymi ludzie chcieli się stawać. To, co dzieje się teraz w algorytmach i patchach Panda oraz Penguin – to nadawanie ludzkiego wymiaru mechanizmom decydującym o tym, kto znajdzie się na stronie głównej. I całe szczęście, czas był najwyższy.

103 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Stara Gwardia MLM vs. Młode Wilki a sprawa Internetu Dzisiaj przeczytałem artykuł Piotra Zarzyckiego o robieniu MLM przez Internet. To, co mnie nieodmiennie smuci, to właśnie ta walka i przepaść między generacjami. Owi “starzy pierdziele”, jak sam określił swoją grupę Piotr, odcinają się od internetu mówiąc, że tylko osobiście, że tylko twarzą w twarz. Wspominałem już wcześniej o generacjach w Polsce. To kolejny przykład, że jest rozdźwięk. To kolejny dowód, że potrzebne są rozwiązania i porozumienie. Tych kilka ważnych myśli polecam nie tylko “starej gwardii” – ale przede wszystkim młodym, którzy mogą się czuć zagubieni słysząc słowa autorytetu, a jednocześnie czując, że coś jest nie tak… Drogie, „stare pierdziele”, odnoszę wrażenie, że popadacie niepotrzebnie w skrajność. Taką samą, jak owe „młode pierdziele”. Wy [1] za bardzo idziecie w robienie biznesu osobiście, oni za bardzo w robienie go przez internet. I w takich chwilach zastanawiam się, dlaczego nie połączycie tego, zamiast przypisywać jakieś narzędzia do jakichś konkretnych grup i mówić, że Wy, jako starzy z interneta to korzystać nie będziecie? A ten blog [Piotra Zarzyckiego] to niby gdzie jest, jak nie w internecie? Moi Drodzy, a nie macie wrażenia, że dobrze by było skorzystać z internetu, do tego, żeby nawiązywać kontakty, prowadzić selekcję, wyszukiwać ludzi, poznać ich lepiej? Na profilu społecznościowym macie mnóstwo informacji dostępnych, na których poznanie na spotkaniu w realu poświęcicie kilka godzin. Prosta matematyka czasu. Przyspieszamy rekrutację, poprawiamy sito selekcji (bo przecież do rekrutacji i budowania struktur nie nadaje się każdy – a kto twierdzi inaczej szkodzi sobie i samemu biznesowi), usprawniamy procesy, a przede wszystkim zyskujemy czas, który możemy poświęcić na inne zadania. Dochodzi kolejna sprawa. Dlaczego [2] zamykacie się w myśleniu o MLMie – a odnoszę takie wrażenie – do zapraszania ludzi do tego biznesu. Nie rozumiem tego. Ok, możecie komuś zaproponować skrócenie drogi dystrybucji i kupowanie bezpośrednio od firmy. Ale po co zaraz im mówić, że mogą robić biznes? Kolejny raz – nie każdy ma mentalność, dzięki której biznes będzie w stanie zrobić. Wiele osób sprawdzi się jedynie, jako konsument. Oni się ucieszą, że mogą mieć dobry produkt, że jakieś zniżki. Ale wielu z nich na starcie, a część w zasadzie nawet za 10 kolejnych lat, nie będzie dobrymi biznesmenami. Nie każdy się do tego nadaje! I na koniec jeszcze. Być może, jako „stare pierdziele” (wolałbym jakieś mniej inwazyjne określenie, może „stara gwardia”) nie zdajecie sobie sprawy, że [3] w tej chwili żyje i dorasta pokolenie, które nie zna świata bez komputera. A za chwilę wejdzie pokolenie, które nie zna świata bez internetu. I sorry Drodzy Państwo, ale ich świat, mentalność i styl życia jest totalnie inny. I tak, MLM przez internet będzie można robić coraz lepiej, skuteczniej i prościej. Bo za jakiś czas już w zasadzie nikt nie będzie mówił o rozróżnieniu na MLM i nieMLM. Bo coraz mniej firm będzie w stanie istnieć na rynku, jeżeli nie będzie oferować klientom możliwości kupna bezpośrednio u nich, jako producenta, po cenach hurtowych, dzieląc się prowizją ze swoimi przedstawicielami handlowymi rozproszonymi w różnych miejscach on i off-line. Oczywiście to jest proces, który będzie powstawał i rozwijał się przez najbliższą dekadę, żeby wejść do szerokiej świadomości. Ale ten czas i tak przecież minie. A przygotować się na zmiany można zacząć już dzisiaj. I rozumiem, że jako „stara gwardia” tego nie ogarniecie. To zrozumiałe. To nie jest powód, żeby Was obwiniać. Ale w tej chwili potrzeba wzajemnej otwartości. Wy potrzebujecie uczyć młodych o 104 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

znaczeniu relacji i o tym, jak wiele wnosi interakcja z człowiekiem twarzą w twarz. Oni zaś, potrzebują wypracować i pokazać Wam, jak można skutecznie korzystać z internetu. Nie tylko, żeby nawiązywać kontakty ze współpracownikami, ale może przede wszystkim – budować swoje sieci dystrybucji. Bo osób, które będą potrafiły być klientami zawsze będzie więcej niż tych, które będą potrafiły być biznesmenami. Samodzielność to przecież spore wyzwanie. Moją propozycją i radą jest to, żebyście inwestowali w młodych i nie stawiali tak kategorycznych sądów na temat dowolnego narzędzia. Bo ostatecznie – kluczem jest znalezienie takich, które najlepiej się sprawdzą dla Was i dla osób, do których chcecie dotrzeć. Na koniec polecam materiał na temat Generacji w Polsce - żeby spojrzeć szerzej na problem znaczących zmian, jakie zachodziły w kraju i jaki ma to wpływ na relacje między ludźmi, którzy urodzili się w innych czasach i innej rzeczywistości. Myślę, że to otworzy nieco oczy na to, gdzie jesteśmy i co potrzebujemy zrobić, jako społeczeństwo.

105 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

SPOŁECZNOŚCI W gruncie rzeczy klucz do działalności i tego, czym się głównie zajmuję. Społeczności. Ludzie i ich systemy. To, w jaki sposób się organizują. Dlaczego pewne rzeczy nie działają, a pewne owszem. To zbiór wiedzy na temat grup, które badałem i obserwowałem. To także grupy, w których uczestniczyłem lub uczestniczę. To systemy, które stały się dla mnie z takiego czy innego powodu ważne lub ciekawe.

106 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

PUA Pierwsza społeczność, którą wziąłem w karierze na warsztat tak na poważnie. Aż za poważnie. Co odbijało mi się czkawką przez wiele lat niestety. Niemniej wiedza i doświadczenia wyciągnięte z tej społeczności stanowią pewien zbiór, z którego będę w przyszłości korzystał. Żałuję jedynie, że cena tych badań była tak duża. Przede wszystkim w kwestii czasu i energii poświęconej grupie ludzi, którzy oficjalnie określali się mianem „artystów podrywu”, albo wręcz „uwodzicieli” - choć, jak się okazało – nijak się to miało do rzeczywistości. Pomijając już całą historię i szczegóły – przejdźmy jedynie do wniosków, a także historii, która najlepiej oddaje obraz tego, czym ta społeczność faktycznie jest...

107 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Seduction Community – gorzka prawda o tzw. “społeczności uwodzicieli” Niedawno napisała do mnie osoba, która chce napisać artykuł na temat tego, co określiła mianem “Seduction Community”. Jako, że 3 lata badałem to zjawisko – postanowiłem podzielić się kilkoma obserwacjami. Dość gorzkimi niestety. Niestety, ponieważ kiedyś wierzyłem, że coś takiego faktycznie istnieje. Okazało się jednak, że będzie to trzeba dopiero stworzyć. Więc w sumie dobrze się składa… Witam zatem, na początek prośba – po prostu Hermes, na formę “Pan” reaguję dosyć alergicznie:) I chyba od razu muszę sprostować – coś takiego, jak Seduction Community nie istnieje. Nie istnieje dlatego, że ani tam nie ma uwodzenia czy uwodzicieli, ani nie ma społeczności.Zawsze zdarzają się wyjątki, natomiast mówimy o ogólnym obrazie,który wyłonił się po 3 latach badania tej grupy ludzi. Generalnie to, co robią ci goście nie jest uwodzeniem tylko podrywem. Uwodzenie jest procesem dłuższym, zwykle ma miejsce już na randce lub randkach i wiąże się z jakąś formą budowania relacji. Oni zazwyczaj ograniczają się do zebrania numerów telefonów od dziewczyn, ewentualnie do przelecenia jakiejś pijanej laski w klubie. To nie jest uwodzenie, a pod względem podrywu nawet psy (w sensie czworonogi) sobie lepiej radzą. I mówię zupełnie poważnie z tymi psami, wystarczy popatrzeć, porównać i zobaczyć różnicę. Ot dla przykładu u psów nie występuje coś takiego, jak lęk przed nawiązaniem interakcji. Choć to akurat jest przywara kulturowa. Dotyczy znacznie szerszego grona, niż tylko PUAsów. Inna kwestia to taka, że gdyby taki Pitt z Clooneyem i na ten przykład Dorociński z Jankiem Nowickim się zebrali – to wtedy moglibyśmy mówić o uwodzicielach. Gdyby zaczęli budować faktycznie jakąś społeczność, to wtedy rzeczywiście moglibyśmy mówić o community. Natomiast byłaby to społeczność demograficznie zdominowana przez kobiety. Piękne, świadome siebie, zadbane, atrakcyjne, albo przynajmniej wybitne właśnie w uwodzeniu,kobiety (a trochę ich jest). Bo przecież żadnemu z uwodzicieli nie przystawałoby sprowadzać do społeczności jakiś zdesperowanych,napalonych małolat… Z czasem to samo by się nakręcało, a te dziewczyny ściągałyby do społeczności swoje koleżanki i tak by to się rozwijało już samo w pewnym momencie. U PUAsów trudno mówić o czymś takim. Na ponad 20 tys. użytkowników jednego z for może kilkanaście z nich to kobiety. Natomiast ok. 70% (według ankiety,którą przeprowadzałem 3 lata temu i ankiety założyciela tego forum sprzed 4 lat) z nich to goście w wieku 16-21 lat, dla których wyzwaniem jest to, jak dotknąć kobietę – więc o jakim uwodzeniu może tu być mowa? Ostatnio usłyszałem, że jedna z bardziej znanych postaci w tej grupie prowadziła statystyki tego, z iloma kobietami spał. Jak żenujące i nieprzystające uwodzicielowi to jest?!Na dodatek – co zawsze wybitnie mnie irytowało -najbardziej absurdalne jest to, że opisują grupie anonimowych kolesi wszystkie szczegóły swoich intymnych relacji z kobietami! Przecież to przekracza wszelkie granice przyzwoitości i ci ludzie nie mają żadnego prawa nazywać się uwodzicielami, jeżeli łamią w tak chamski i rażący sposób więź zaufania,jaka połączyła ich z tą kobietą! Droga Magdo – niestety, ale to nie są uwodziciele. To banda kryptopedałów i niestety takie są fakty. Prześlę Tobie w wolnej chwili mój raport na temat tego,jak działają mechanizmy w tej chorej, toksycznej społeczności i jak się spedala facetów, którzy na początku po prostu chcieli

108 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

lepiej zrozumieć kobiety. Ale, jak mieliby się tego dowiedzieć od facetów, którzy większość swojego czasu spędzają z facetami?! Mam nadzieję, że uda się przestrzec kolejnych facetów przed wpadaniem w te destruktywne mechanizmy. I naprawdę- lepiej być trochę zagubionym, ale ciekawym tematu i szczerym – niż stawać się sztucznym robotem, który wykuwa jakieś schematy i rutyny na pamięć. O tym, jak to wygląda z perspektywy kobiety możesz przeczytać na mojej stronie osobistej – jedna z moich uczennic wspomina tam, jak zmienił się facet, którego znała i jak absurdalnie zmieniło to jego zachowanie w kierunku zwykłego chamstwa i wiary w to, że takie zachowanie uczyni go”uwodzicielskim”. Gość w kontaktach z kobietami stał się po prostu zwykłym prostakiem. Cóż, to tak w skrócie. Mam nadzieję,że pomogłem no i koniecznie daj znać, jak już będziesz publikować ten artykuł. Jestem ciekaw tego, co stworzysz i czego się jeszcze dowiesz . W razie dalszych pytań pisz śmiało, pozdrawiam Hermes P.S. Chcę wyraźnie zaznaczyć. Problemem nie są szeregowi przedstawiciele czegoś, co nazywane bywa społecznością PUAs. Problem tkwi w mechanizmach, które są w tym środowisku wpisane w charakterystykę działań, zachowań, czy rozmów, które są prowadzone. Naprawdę trudno tam o dyskusje na poziomie. I na tym właśnie polega problem. Nie tyle na ludziach, ile na standardach zachowań i ukrytych, szkodliwych mechanizmach, które realizowane są w tej grupie ludzi.

109 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Historia kobiety, która zakochała się w “PUAsie” Ten tekst jest kamieniem milowym. Jeżeli to nie otworzy oczu tym domniemanym “uwodzicielom” – nic już tego nie zrobi. Okazało się, że jedna z moich uczennic zakochała się w gościu, który trafił do społeczności PUAs. Z czasem z fajnego i sympatycznego faceta – stawał się coraz bardziej mechanicznym robotem, który oprócz zmiany stylu ubierania (co tragedią przecież nie jest) zmienił przede wszystkim to, że stał się bezmyślnym robotem. Robotem, który niszczy życie swoje i być może jedynej dziewczyny, której naprawdę na niemu zależy...

Imię wspomnianego bohatera zostało zmienione. Natomiast i tak problem leży w mechanizmie. Ten człowiek – znany mi zresztą osobiście – stał się ofiarą podobną do wielu tysięcy innych młodych, zagubionych chłopaków. ———————————————————————————————————Jest 3.30 nad ranem, a ja nie mogę spać bo cały czas myślę o tobie. O tym jaki byłeś kiedyś, jak się zmieniłeś i jaki jesteś teraz. Gdyby rok temu ktoś kazał mi napisać taki tekst chyba niepotrafiłabym, tak wiele dla mnie znaczyłeś, dziś pisanie tego nadal nie jest łatwe. To nadal, gdzieś wewnątrz mnie boli. Tekst mój będzie swoistą spowiedzią kobiety która obserwowała jak społeczność PUA zmienia jej świetnego mężczyznę, w człowieka zimnego, zamkniętego w sobie do granic możliwości. Kobiety którą PUA również zmieniło… Damiana poznałam kilka lat temu. Był osobą radosną, miłą przy której zawsze się śmiałam. Który sprawiał samą swoją obecnością, że czułam się dobrze. Czułam, że mogę mu wszystko powiedzieć, a on zrozumie. Spędzaliśmy ze sobą naprawdę dużo czasu. Wychodząc razem bądź też z naszymi znajomymi. Życie upływało nam tak jak upływa młodym ludziom w wielkim mieście. Niestety do czasu. Do czasu, aż pewnego dnia, podczas spotkania z naszymi znajomymi padło hasło „ forum PUA”. Z początku zignorowałam to, myśląc, że to jedno z tych for na których człowiek rejestruje się i zapomina. Myliłam się… W rozmowach coraz częściej padały hasła o samorozwoju, o trenerach PUA czy owym forum. Zostałam zasypywana linkami, w których faceci składali sobie relacje o swoich podbojach, o swoim podejściu do spraw kobiet i mężczyzn. Z dnia na dzień obserwowałam jak Damian z normalnego faceta, zmienia się w stereotyp wyglądu typowego „PUA”. Zmienił fryzurę, diametralnie zmienił styl ubierania- z faceta w bluzie i jeansach stał się facetem w koszuli z czarnym śledzikiem. Zmiana wyglądu niestety nie była jedyną zmianą. Damian powoli zmieniał swój charakter i nastawienie do mnie. Zaczął krytykować mnie i mój wygląd, sposób ubierania się (tak- PUA nauczyło go jak wyglądać ma „idealna kobieta dla PUA”). Wyśmiewał moje problemy mówiąc, że on nie będzie takich głupot słuchał. Wtedy też po raz pierwszy oznajmił, że wyjeżdża na zlot PUA. Nie wytrzymałam, postanowiłam sprawdzić kto i co sprawia, że mężczyźni z taką łatwością potrafią się zmienić. Zmienić tak diametralnie… Zarejestrowałam się na forum. To co tam ujrzałam było dla mnie swoistym szokiem. Kilka tysięcy użytkowników, którzy opowiadali o swoich podbojach dziewczyn w kilkustronnych tekstach, ludzi którzy posługiwali się dziwaczną skalą ocen kobiet (HB1-10) gdzie 10 oznacza świetną kobietę w oczach piszącego. Admina który radzi im jak w jedną noc poderwać i przespać się z kilkoma kobietami. Który odgrywa tam rolę swoistego guru, którego członkowie PUA próbują naśladować (szczególnie sposób ubierania). Bądź też kółka wzajemnej adoracji gdy komuś podryw nie wyszedł – („ba! Przecież to była jej wina, że na ciebie nie poleciała! Ty jesteś zajebisty!”). 110 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Dział gotowych tekstów z którymi masz podejść do kobiety i ona na pewno zwróci na ciebie uwagę np. „uważasz, że więcej kobiet czy mężczyzn kłamie?”. Do tego dorzućmy jeszcze kilka książek, bo w każdej prymitywnej społeczności musi być coś takiego żeby było bardziej wiarygodnie i tym sposobem mamy całe forum PUA. Przeglądałam je prawie codziennie, przeczytałam niektóre wymienione przez nich pozycje. Poza dość ciekawą fabułą, nie dowiedziałam się z nich nic. Damian wrócił ze zlotu jeszcze bardziej odmieniony. Był jeszcze bardziej chamski. Jednym słowem potrafił sprawić, że moja samoocena spadała coraz niżej i niżej. Sprawiał, że czułam się przy nim jak głupia idiotka która nie potrafi sama decydować o sobie. Która nie nadaje się do niczego. Potrafił za to w mojej obecności chwalić inne dziewczyny i wymieniać ich zalety. Wtedy to po raz pierwszy nasz kontakt urwał się na jakiś czas. A ja czytając wciąż teksty trenerów uwodzenia zastanawiałam się co zrobiłam źle. Czy to wina tego, że nie byłam taka jak ‘idealna kobieta dla PUA”? Życie z pozoru toczyło się dalej, a ja czułam się każdego dnia gorzej. Po jakimś czasie spotkałam Damiana na mieście. Znów było jak dawniej, myślałam, że jednak wrócił po rozum do głowy, jednak życie pokazało inaczej. Odniosłam za to wrażenie, że im bardziej byliśmy bliżej i im było lepiej, on zwalczał to i odpychał mnie. Tak jakby bał się, że mu zależy, że to nie jest filozofia przekazywana przez trenerów uwodzenia. Od tamtego czasu nie widziałam Damiana. Przestałam czytać teksty PUA. Postanowiłam odciąć się od tamtej społeczności raz na zawsze. Społeczność ta zabrała mi świetnego człowieka, a oddała zimną maszynę, z wyuczonymi tekstami, zachowującą się w określonych przez jednego człowieka kanonach. Którzy nie zdają sobie sprawy jak krzywdzą kobiety. Społeczność która sprawiła też, że do tej pory moja samoocena jest beznadziejna, że nie mam dawnej pewności siebie, że gdzieś w głębi myślę, że wszystko to co stało się z Damianem, to moja wina. Tekst ten pewnie kiedyś trafi na owe forum i zostanie doszczętnie wyśmiany przez tamtejszych zapaleńców. Takich kobiet jak ja pewnie jest więcej. Tak jak i „trenerów uwodzenia” jest coraz to więcej. PUA w Łodzi, w Warszawie, we Wrocławiu i innych większych miastach. Łatwo ich poznacie, są bardzo charakterystyczni. Ale pamiętajcie wszędzie tam gdzie takich spotkacie – dajcie sobie spokój, po co potem cierpieć? Jest 4.15 a ja nadal myślę o tobie…

111 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

BLOGOSFERA I INTERNET Na dobrą sprawę, to jest ta grupa, w której jestem i pewnie będę się odnajdywał jeszcze przez wiele lat. To właśnie tutaj otwiera się zupełnie nowy rozdział dla nas wszystkich. Ale o ile trudno mówić o jednej blogosferze – o tyle na pewno można mówić o wielu ciekawych inicjatywach, o których zresztą będzie więcej w dziale Wydarzenia. Tutaj z jednej strony będzie o mojej relacji do blogosfery, a z drugiej będzie zbiór bardzo konkretnych i praktycznych porad.

112 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Drodzy Blogerzy – dobrze, że jesteście! Społeczność blogerów coraz bardziej się komercjalizuje. Jednocześnie coraz bardziej staje się faktyczną społecznością. I obie te rzeczy są bardzo dobre! Że ze społecznościami miałem, trochę bardzo nawet, do czynienia i mam dość głęboki insight w mechanizmy działania takich struktur – chcę się podzielić kilkoma obserwacjami i myślami właśnie w kontekście tej bardzo ciekawej i innej społeczności. Bo społeczności rzeczywiście różnorodnej i w której jest miejsce dla indywidualności. Największą siłą blogosfery był, jest i będzie fakt, że jej członkowie mają swoje poletko, na którym działają. Znaczy czasem poletko, a czasami wielkie hektary fanów i odbiorców. Tak czy owak jednak – to właśnie to „moje własne”, ten fakt, że to własne jest progiem wejścia do tej społeczności – jest tym, co świetnie ją zabezpiecza. Po pierwsze daje dobrą okazję do [1] weryfikacji poszczególnych jej członków. Po drugie [2] zaistnieć w niej mogą jedynie ci, którzy faktycznie coś ciekawego wnoszą do świata. A po trzecie – blogosfera, mimo swojej internetowej natury – [3] coraz chętniej wychodzi ze świata internetu i spotyka się ze sobą w prawdziwym świecie. A to – połączone jeszcze z [4] ciekawymi postaciami, które w tej społeczności się znajdują i kolejnymi, które się pojawiają – skłania mnie do refleksji, że mamy tutaj podstawy pod coś, co można by nazwać społecznością idealną. Nie to, że nie ma wad. Po prostu jest tak skonstuowana, że da się w niej naprawdę fajnie funkcjonować i nikt na nikogo skazany nie jest. Jak komuś przeszkadzają wybryki i bitwy innych blogerów – zawsze może postawić na budowanie silnej marki osobistej, gdzie bycie blogerem jest częścią stylu życia, ale nie jego główną tożsamością. Proste i skuteczne zabezpieczenie, które – co ważniejsze nawet – otwiera kolejne drogi rozwoju i możliwości. Moje zaplecze odnośnie społeczności Ale tak po kolei – skąd się wziąłem i z czym przychodzę. Moja przygoda ze społecznościami zaczęła się gdzieś na drugim roku studiów. Nie wdając się już w konkretną chronologię i źródła – jednym z najobszerniejszych badań i obserwacji, jakie przeprowadziłem – było to trwające niemal 3 lata, społeczności tzw. pick up artists. Nazwa nijak się ma do rzeczywistości, a mówienie o tym, że ci kolesie są „uwodzicielami” – jest, jak nazywanie słonia baletnicą. W sensie, że naprawdę da się nauczyć słonia poruszać trąbą w rytm muzyki, ale to go zwiewną tancerką nie uczyni… Być może oryginalnie początki tej społeczności sięgającej USA były trochę inne. Chociaż nie przesadzałbym z tym. Ktoś, kto szuka sztuczek i dróg na skróty do kobiecych majtek nie ma i nie będzie miał zdrowego podejścia do tematu relacji, seksualności, ani miłości. Niemniej faktem jest, że pierwotnie – przynajmniej w pewnych kręgach – ta sztuka była uprawiana przez ludzi, którzy osiągnęli jakiś sukces w życiu i doświadczenie z kobietami. Tutaj w Polsce mamy do czynienia z karykaturą, w ramach której stada prawiczków kupują kapelusz, jakiś naszyjnik z bazaru i biegają po mieście i klubach z wykutymi na blaszkę tekstami. Do dzisiaj pamiętam jednego takiego gościa. Nawet wśród znajomych puasów miał pseudonim “Rutynka”. Gość chodził ze spisanymi tekstami w portfelu. Któregoś razu był na imprezie. Podbija do dziewczyn, zagaduje, one o dziwo chwyciły temat, gadają, uśmiechają się. Nagle on w połowie konwersacji odwraca się i odchodzi. Kumple się go pytają o co kaman, dlaczego się wycofał, tak dobrze mu szło. Na co on z rozbrajającą szczerością stwierdził, że “rutyny mu się skończyły”…

113 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Niekoniecznie dobra inwestycja Ale wracając do głównego wątku. Faktem jest, że w momencie, w którym kilka lat temu natrafiłem na polskich puasów – okazało się, że ta społeczność „uwodzicieli” została zdominowana przez sfrustrowanych prawiczków, kryptohomoseksualistów (co dopiero z czasem stało się wyraźniejsze) i socjopatów. I nie mówię tutaj o domysłach, ale o weryfikowanych przez blisko 3 lata obserwacjach zarówno off-line, jak i on-line. Swojego czasu opisałem to w mojej pracy licencjackiej, a później w raporcie na temat tej społeczności i myślę, że mało jest osób, które mogą się pochwalić takim insightem. Niemniej był to mimo wszystko czas poniekąd stracony. A przynajmniej nadmiernie i źle zainwestowany. To, co pierwotnie miało być jedynie dodatkiem do mojego własnego pomysłu na życie – stało się niestety swoistym przyzwyczajeniem. Bycie gwiazdą, nawet jeśli było to odbierane w kategoriach antybohatera – było swoistym narkotykiem. W zasadzie jedyną sensowną postacią w obrębie tej społeczności był dla mnie Mateusz Grzesiak. Ale w czasie, kiedy miałem z nimi do czynienia – on już wtedy wychodził w kierunku swojej własnej marki i nowej społeczności skupionej wokół ideii rozwoju osobistego. Pierwotnie twórca nieistniejącego już PUA.pl, a obecnie Grupy Mateusza Grzesiaka i klubów Eddu zaczął budować zupełnie nowe otoczenie. Nie chcę krytykować czegoś, co bądź co bądź jest duże i robi trochę fajnych rzeczy na tym rynku. Nie chodzi już o fakt, że ludzie zbierają się na zbędnych im szkoleniach, bo tak naprawdę chcą się po prostu ze sobą spotkąć. Nie chodzi też o to, że szkolenia z pracy z wyobraźnią i słowami kosztują bodaj 5 czy 7 tysięcy złotych w kraju, w którym są to dwie albo trzy średnie krajowe zarobków miesięcznych. To, co mnie najbardziej martwi to fakt, że wielu z tych ludzi chyba za bardzo uwierzyło w moc zmieniania życia za pomocą zmiany siebie. Oni chyba zapomnieli, że nie żyją sami na świecie i że samą zmianą swoich przekonań i postaw nie rozwiążą problemu pryszczy na twarzy, bezmyślnych rodziców, albo gównianej pracy czy studiów, na których wylądowali, ani tym bardziej chorych systemów, które dominują w społeczeństwie, a które wpływają na życie każdego z nas w takim, czy innym stopniu. Jest już naprawdę lepiej Mimo to – społeczność rozwoju osobistego pokazuje naprawdę fajnie, jak ludzie mogą się ze sobą integrować i łączyć. Wyeliminowany został problem jednopłciowości społeczności, który prowadził do wiecznych wojen u puasów. Tutaj konflikty są mniejsze i łagodniejsze. A same postawy są mimo wszystko lepsze. Choć klasyczne akcje z ciągłym „dawaniem feedbacku” nawet jak ktoś o niego nie prosił i próby doszukiwania się u innych, co to oni jeszcze „muszą sobie przepracować” nadal chyba są na porządku dziennym. Ale przy tym, co poznałem wcześniej – są to rzeczy, z którymi można sobie poradzić. Chociażby wybierając otoczenie osób, które nie mają takich jazd, jakie towarzyszą wchodzącym w tą społeczność, nawiedzonym, nadmiernie wkręconym w temat adeptom rozwoju osobistego. Faktem jest, że właśnie w ramach tego środowiska poznałem wiele bardzo fajnych osób, które bardzo cenię i lubię i cieszę się, kiedy mamy okazję się ze sobą spotkać. A może być jeszcze ciekawiej Także pua – syf. Rozwój osobisty – poza nawiedzonymi i leczącymi kompleksy – naprawdę sympatycznie. Tak teraz wchodzi trzecia społeczność. Społeczność blogerów. 114 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

I tutaj trzeba przyznać, że młoda jest ona i w gruncie rzeczy bardzo zdywersyfikowana, bardzo nieświadoma siebie nawzajem. Wielu znanych i dużych blogerów czy vlogerów jeszcze do niedawna nie znała zbyt wielu innych, którzy tworzą i publikują w sieci. Dopiero takie akcje, jak Blog Forum Gdańsk, eventy branżowe na temat Internetu, książka Kominka Blogerzy, czy choćby takie inicjatywy, jak działalność Ilony nazywanej Blogermamą, albo wspólne kampanie reklamowe, a także różnego rodzaju kooperacje blogerskie, które dopiero raczkują, ale z pewnością będzie ich więcej, czy też raporty i badania, jak ten Natalii Hatalskiej, spotkania z fanami, jak te Rocka i Roja, albo fantastyczne akcje, jak Mafia dla Psa bądź spotkanie z premierem, co ląduje na półce trofeów u Mediafuna - kładą fundamenty pod coś, co można będzie nazwać społecznością blogerów. Jak działają społeczności Społeczności składają się zwykle z kilku prostych elementów. [1] Liderzy, którzy wyznaczają kierunek i kreują trendy. [2] Platforma komunikacji, która umożliwia komunikowanie się ze sobą i budowanie wzajemnych relacji. [3] Wydarzenia, które łączą daną społeczność. [4] Subgruypy w ramach danej społeczności. I w przypadku blogerów są to narzędzia dość mocno zdywersyfikowane. I bardzo dobrze! Nie ma na przykład czegoś takiego, jak ogólne forum dla blogerów. Miejsca, gdzie blogerzy mieli by takie jedno, główne miejsce, w którym rozmawiają ze sobą. Nie wiem czy to dobrze, czy nie. Prawdę mówiąc uważam, że blogosfera nie zyskała by wcale tak wiele za sprawą takiego wirtualnego portalu społeczności blogerskiej. Pamiętajcie o tym, Drodzy Blogerzy Wcześniejsze doświadczenia ze społeczności nauczyły mnie jednego. Im bardziej ludzie tworzą i budują swoje światy w rzeczywistości wirtualnej – tym mniej autentyczne, sensowne i zasadne są relacje, które tworzą się w ten sposób. Nie chodzi o to, że nagle będziemy kazali się wszystkim ze sobą na kawę nawzajem umawiać – ale właśnie w tej dywersyfikacji kanałów komunikacji i eventach oraz spotkaniach na żywo upatruję największej siły każdej społeczności. I blogosfera ma to wszystko. I bardzo dobrze. Z mojego osobistego doświadczenia mogę jedynie polecić podtrzymanie tego kursu i uciekanie od nadmiernych form centralizacji, bo przesada w tym kierunku tworzy więcej problemów niż możliwości. No może poza bardzo wąską grupą interesów, która zawsze się klaruje i znajduje w tym pewne korzyści dla siebie. Ale nie jest to zwykle w interesie większości. Dlatego właśnie ta obecna blogosfera, taka dziewicza, zdywersyfikowana, a jednocześnie otwarta na kontakt ze sobą i poznawanie się nawzajem – jest tą blogosferą, którą chcę widzieć i w którą wierzę. I jestem naprawdę mocno przekonany, że tą jej różnorodną naturę uda się zachować. Bo ona stanowi największą siłę tej unikalnej społeczności!

115 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Share Week 2, czyli kogo odwiedzam w sieci Wtorki zwykle przeznaczam na wiedzę. Że cały dzień upłynął pod znakiem niezwykle ciekawego wywiadu/rozmowy, którą prowadziłem – dzisiaj będzie luźniej. Czyli wiedza na temat tego, do kogo zaglądam w sieci i kogo najczęściej widuję w tej wirtualnej przestrzeni. Andrzej z jestKultura.pl zarzucił ostatnio ideę. Właściwie to drugą edycją Share Week. O co chodzi: w notatce u niego. Sama idea sprowadza się do zalinkowania i polecenia ludzi dobrych jakościowo, a przynajmniej takich, którzy ścigają naszą uwagę. Jak rzadko wchodzę generalnie w jakieś “akcje grupowe” – tak ta ma sens. Tym bardziej, że mam nieco podobny pomysł, ale to w jednym ze wpisów za jakieś 2 tygodnie. Tymczasem. Kogo witam, kogo goszczę i kogo odwiedzam, bo lubię. Kominek – odkąd zapoznałem się z jego książką Bloger, w zasadzie zostałem stałym czytelnikiem. Przyglądam się mu, bo raz, że lubię i czuję dobry rezonans z nim, a dwa, że Tomek przeciera szlaki w blogowaniu. A pionierów zawsze cenię. Segritta – hektary czasu temu trafiłem na jej różowego bloga. Jeszcze na starym adresie. Później tak się któregoś razu zdarzyło, że trafiliśmy na siebie na jednym z for podrywaczy. Ja już w sumie się wkręciłem w społeczność trochę bardziej, niż tylko pierwotnie zamierzałem przy okazji badań do licencjatu. Co Mati tam wtedy robiła to nie mam pojęcia. Później jakoś to poleciało, zgadaliśmy się na fejsie. No i mam nadzieję, że w końcu uda się spotkać osobiście (co w zasadzie dotyczy wszystkich wspomnianych dzisiaj osób w perspektywie czasu). Mediafun – też słyszałem o Maćku już dłuższy czas temu. Ze 2 miechy temu był u niego konkurs z fajną nagrodą. Wygrać tym razem nie wygrałem, ale jakoś tak już zostałem. A później była wyborna akcja pt. Mafia Dla Psa, no i od tego czasu zdecydowanie przyglądam się Mediafunowi z dużą sympatią i zaciekawieniem. Natalia Hatalska – może już nie tak często, ale lubię zajrzeć czy przeczytać co tam na fejsa wrzuca. Troche rzadziej publikuje to i trochę rzadziej bywam. Natomiast robi bardzo fajną robotę dla blogosfery i chociażby jej ostatni raport wniósł bardzo ciekawą, nową perspektywę w ten obszar. Ruch Wkurwionych – a tutaj niespodzianka pewna, bo bardziej profil na facebooku niż blog. Natomiast nie da się nie zauważyc ilości postów Piotrka, który potrafi wrzucić i po 20 wpisów jednego dnia. Ale co ciekawe, sporo z nich jest naprawdę sensownych. A reszta to zwykle rozrywka. Więc jest dobrze. Na tyle dobrze, że zaprosiłem go do rozmowy, którą w zasadzie cały dzień dzisiaj prowadziliśmy na fejsie. I powiem szczerze, że życzę sobie na przyszłość więcej tak ciekawych rozmówców. Co jest zresztą możliwe. A publikacja pierwszej części wywiadu już w czwartek! Jakub Królikowski – drugi rozmówca do wywiadu w najbliższym czasie. W sumie to się nie spodziewałem, że na bloga Kuby będe zaglądał na tyle często. Znamy się już jakiś czas i wiem, że jest bardzo nietypową postacią, jako całokształt. No bo ilu znacie ludzi, którzy zupełnie serio w projekt swojego życia wpisali na listę to-do “osiągnąć nieśmiertelność ciała”? Natomiast zaglądam, bo to jest kawał naprawdę mocnego merytorycznie materiału o rozwoju osobistym. Wiem też przynajmniej o jednej jeszcze osobie, która także ma dobry content w tej dziedzinie i zamierza wejść z blogiem. Ale o nim pogadamy, jak już tego bloga faktycznie postawi.

116 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Poza tą szóstką zdarza mi się też zajrzeć tu i ówdzie. Podglądam Dorotę Kamińską z Pozytywnej Kuchni na jej profilu. Alina Rose dość często na moim wallu się pojawia. Make up to trochę nie moja branża, dlatego głównie ze względów estetycznych sobie “paczę”. Szukam też newsów i ciekawych namiarów w Blogostrefie. Ostatnio wpadła Radomska Ola do listy podglądanych. Czasem zajrzę na jakiegoś V-loga. A to Niekryty, a to Ad Buster, a to czasami 20m2 Łukasza. Swojego czasu oglądałem też batalie battelfieldowe Rocka i Roja – teraz jakoś dłuższy czas nie zaglądałem. Zresztą pod jednym ze starych wywiadów ze mną ktoś się pytał w komentarzach czy to Rojo. Ale że co w sensie, że my podobni? No bez przesady ;) Ostatnio też zacząłem się przyglądać kilku blogom startującym w konkursie na Blog Roku 2012. Ale to ciii, bo o tym miałem nie mówić. Generalnie po Blog Forum Gdańsk podłapałem bakcyla, zobaczyłem trochę fajnych ludzi i tak to się zaczyna kręcić, także wracam do tworzenia w sieci. I mam nadzieję, że będzie okazja spotkać któregoś razu te wszystkie osoby, które dzisiaj wymieniłem. Pogadać. Może coś fajnego nagrać, albo jakąś rozmowę poprowadzić, tak jak dzisiaj z Piotrkiem z RW. Czas pokaże!

117 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Test Monety, czyli Blogerę Jestę Kupiłem Blogera. Znalazłem coś, co od razu zwróciło moją uwagę i mi się spodobało. Ładne. Stwierdzam, że skorzystam. Kominka test monety. Rozejrzyj się wokół siebie i skup się na trzech przedmiotach. Przede mną znajdują się szklanka, telefon i moneta. A teraz zamknij oczy i uczciwie odpowiedz sobie, czy byłbyś w stanie napisać o tych trzech rzeczach ciekawą historię, na co najmniej pięćdziesiąt stron maszynopisu. Szklanka. Na jej dnie unosi się jedynie resztka zielonego płynu. Lubię ten napój. Nawet jeśli wygląda, jak wygląda. Ale to właśnie on kojarzy mi się z bardzo ważnym dla mnie czasem. Czasem, kiedy pierwszy raz w życiu zaczynałem czuć, że żyję w warunkach – w których nie jestem, jak zapędzony do rogu kundel. To nie był wygodny czas. Nadal większość hajsu, który miałem – był od rodziców. Nadal nie czułem się w żaden sposób kompatybilny z systemem sprzedawania czasu za pieniądze. A jednocześnie nie wiedziałem jeszcze, jak można to robić inaczej. To jeszcze nie był czas, kiedy stwierdziłem, że zajmę się biznesem. Wtedy byłem idealistą. I perfekcjonistą. Wierząc w to, że lata przygotowań i takie tam pierdoły. Do dzisiaj nie wiem czy było warto. Nie wiem czy warto było czekać tak długo ze swoim pierwszym razem tylko po to, żeby móc później opowiadać, że moja pierwsza partnerka seksualna doświadczyła na dzień dobry dziewiątego poziomu orgazmu. Fajna historia, ale tak realnie nie wiem czy było to tego warte. Okazało się, że penetracja sama z siebie nie jest taką wielką rocket science, jak wierzyłem i idealizowałem przed tym faktem. I że wcale nie jest to wielce przyjemniejsze od robienia tego samemu. I że zwykle to moim partnerkom bywa znacznie przyjemniej niż mnie. Nie wiem czy to kwestia mojego zaangażowania w relacje, czy kompetencji dziewczyn, czy chuj nawet nie wie czego jeszcze. Faktem jest, że znałem mapę kobiecego ciała znacznie lepiej niż swojego własnego – kiedy zaczynałem swoje erotyczne podboje. Podobnie, jak umysł ludzi. Znacznie mniej wiedziałem o sobie, niż o tych, których obserwowałem i poznawałem. I do dzisiaj zastanawiam się, czy było warto. Minęło już niemal 26 lat ludzkiego biegu życia. Wiem, że mniej więcej ostatnie 3 mogłem zarabiać fajne pieniądze i dzisiaj bawić się leżącą przede mną monetą – gdzieś w cieplejszym kraju, gdzie twarze mijanych ludzi nie przypominają miny kota srającego na pustyni, gdzie można się do kogoś uśmiechnąć i nie być uznanym za wariata. Wiele nie było trzeba. Od ośmiu lat jesteśmy w Unii. Równie dobrze mogłem robić za kelnera w Wielkiej Brytanii, a później polecieć gdzieś do Włoch chociażby, albo do LA czy NY. Za granicą przynajmniej nie pracowałbym za stawki urągające wszelkiej godności. Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że to dość wymagająca praca. I fizycznie, i intelektualnie, i towarzysko. A płaca 4,5 zł za godzinę to zwykłe jebanie w dupę swojego pracownika (w domyśle wielu pracodawców – niewolnika). Do dzisiaj pamiętam twarze tych wybranych skurwysynów, których spotkałem na swojej drodze – a którym to się wydawało, że zatrudniając się w firmie – oddawałem im prawo do wydawania mi

118 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

rozkazów i podbudowywania swoją niby-pozycją (którą zwykle i tak w końcu tracili) ich nadwątlonego ego. Pamiętam, jak w perfumerii była jedna taka szmata. Zastępczyni kierowniczki. Jak zwykle nie wypowiadam się w taki sposób o konkretnych osobach – tak o niej… Powiem szczerze, że nie wyobrażam sobie sytuacji, w której uderzył bym kobietę. Ale ona była jedną z dwóch czy trzech bodajże – którym zapierdoliłbym z bani z wielką przyjemnością. Tak po prostu. W ramach edukowania kadry managerskiej tejże firmy. Chociaż w tamtych czasach byłem jedynie konsultantem. Do dzisiaj zastanawiam się, jak to się dzieje, że tacy ludzie są tolerowani na kierowniczych stanowiskach. Czy naprawdę nikt z szefostwa nie dostrzega, że tacy ludzie szkodzą absolutnie wszystkim wokół, a przede wszystkim samej firmie? Nie rozumiem, dlaczego firmy nie potrafią namierzyć i pozbyć się skurwysynów ze swoich struktur, albo że zajmuje im to tyle czasu. To nie jest trudne. Wystarczy popatrzeć na to, co się dzieje z boku i jak wygląda atmosfera w firmie. Jeśli jest zjebana – oczywistym jest, że ktoś ją psuje swoją obecnością. Nienawidziłem tamtych czasów. Czasów, kiedy przekonywałem się o tym, że ścierwo panoszy się wszędzie. Jedynym wytchnieniem były momenty, w których spotykałem jednostki dające mi wiarę w to, że da się poukładać fajnie życie z fajnymi osobami. I cieszę się, że te nieliczne, ale wyjątkowe osoby są dzisiaj w moim otoczeniu. Przeglądam sobie jednak listę kontaktów w moim telefonie. Zastanawiam się, ile z tych setek osób z listy zebranej przez lata – kiedykolwiek jeszcze zobaczę, albo chociaż z nimi porozmawiam. Jakiś czas temu posprzątałem u siebie na osobistym koncie na facebooku. Za dużo przypadkowych i bezsensownych znajomości. Zwłaszcza ludzi, których nigdy nie spotkałem, a którzy znali mnie jedynie z Internetu. 300 osób poleciało bez wahania. Od razu zrobiło się przyjemniej. Bez spamu, bez głupich prowokacji, bez chamstwa. Po prostu ludzie, których lubię, cenię i z którymi chcę spędzać czas. I tak jest ich za dużo, żeby dało się wszystkich ogarnąć. Ale przynajmniej się nie wkurwiam tam wchodząc. Moją uwagę przykuwa jednak co innego. Tych kilka numerów telefonów, które mogą zmienić wszystko. Kilka spotkań, które mogą zapoczątkować prawdziwą lawinę zmian… Dzisiaj wiem już, kim jestem. Wiem, po co jestem. Wiem, co chcę osiągnąć i co mam do zaoferowania. Dzisiaj mogę przestać mówić i myśleć o rewolucji – a zacząć ją naprawdę wdrażać i wprowadzać. Dzisiaj wiem, że moje życie zmieni się ogromnie. Jeszcze tylko na chwilę wracam w wyobraźni do czasów, kiedy w końcu poczułem, że w moim życiu zapanował choć odrobinę większy spokój, choć odrobinę więcej komfortu. Mieszkałem wtedy na poddaszu dużego domu. Miejsce było wygodne, ciche. Mieszkałem z bardzo ciepłą i sympatyczną dziewczyną, z którą bardzo szybko weszliśmy w nieformalne relacje lokatorskie. I na dobrą sprawę mieszkaliśmy szczęśliwie razem przez prawie 8 miesięcy. W zasadzie chyba nawet się nie pokłóciliśmy ani razu przez ten czas. Żaden sąsiad nie napierdalał młotkiem każdego dnia, kiedy chciałem się wyspać. Cisza. Nikt mi nie zawracał dupy ani nie próbował mówić, co mam robić. Wspólne mieszkanie z dziewczyną, z którą świetnie się dogadywaliśmy. Bez szaleństw z kasą, ale wystarczyło, żeby przeżyć. To był

119 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

pierwszy raz w życiu, kiedy naprawdę poczułem choć odrobinę spokoju w życiu. To był pierwszy moment, kiedy mogłem odetchnąć i nabrać dystansu. To było mi zajebiście potrzebne. Dzisiaj patrzę raz jeszcze na swój telefon. Chuj, że przepłaciłem. Wiem, że wkrótce takie rzeczy przestaną mnie martwić. Wiem, co chcę zrobić i jak na tym zarobić. Wiem, że wkrótce zamienię PLNy na Euro, albo Dolary lub inną Walutę. Wiem, że dzisiaj dzieli mnie od tego jedynie czas. I nie zamierzam go nikomu sprzedawać. Zamierzam go wykorzystać. Spoglądam raz jeszcze na pustą szklankę. Wiem, że za chwilę napełnię ją czymś, co lubię. Wkładam monetę z powrotem do portfela. Przeglądam notatki w telefonie i patrzę na wyświetlający się na nim kalendarz. Nie, nie zamierzam odliczać dni do chwili, kiedy wystrzelę. Zamierzam doliczać każdy dzień, którym zbliżam się do realizacji swojego celu. Jestem Projektantem Zmian. Jestem Biznesmenem. Jestę Blogerę. I lubię dobrze spędzać swój czas w życiu z tymi, którzy są warci by przeżyć je razem. P.S. Przede mną jeszcze jakieś 47 stron nawiązujących do tematu. Na te lata życia, które jeszcze przede mną i projekty do zrealizowania – ilość jak znalazł.

120 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

OchMyBoat, czyli blogerzy kameralnie o marce Świeżo po, więc jeszcze pamiętam co i jak całkiem dobrze. Spotkanie blogerów. Głównie zaczynających swoją przygodę. Kameralnie. Z Maćkiem Budzichem. Pozostałych troje organizatorów (Ilona Patro i Podróżniccy) tym razem nie dojechało. Ale też było dobrze. W gronie głodnych wiedzy blogerów spotkaliśmy się w Łodzi. Wiedzy może aż tak wiele nie było – natomiast inspiracji już owszem. Temat: marka blogera. Ja się cieszę. Za każdym razem, kiedy widzę jakieś inicjatywy. Kiedy widzę, że ludzie podejmują aktywność. Kiedy widzę, że coś się rusza i coś się dzieje. Bo wtedy czuję, że dzieje się coś dobrego. Bo wtedy czuję łyk nadziei, że może jednak coś się ruszy. Że w końcu kamyk do kamyka – zacznie się jakaś lawina. Na razie – jak chyba wszystko w Polsce – takie inicjatywy dopiero zaczynają, raczkują, przecierają szlak. Ale to właśnie pionierzy wydeptują te pierwsze ścieżki, na których ktoś, kiedyś w przyszłości może zbudować autostradę. I najpewniej tak właśnie jest z OchMyBlog. Liderzy, inicjatorzy, organizatorzy Bo tak naprawdę lider, to nie jest ktoś o szczególnych predyspozycjach czy wyjątkowych kompetencjach, ale zwykle ten, kto pierwszy decyduje się podjąć działanie i konsekwentnie je realizuje. I tak na przykład ciekawą drogę wybrała sobie jedna z uczestniczek spotkania – Ula z Interiors Design – która w zasadzie już zorganizowała spotkanie dla blogerek w swojej branży wnętrzarskiej. Branży mało aktywnej, a posiadającej spory potencjał. Rozmiary takiego OBI mówią same za siebie – w tej branży musi być zainteresowanie i niemały kapitał. A się okazało, że mało kto tematem aktywnie się zajmuje. I Ula stwierdziła, że to ogarnie. Widać, że działanie jest intuicyjne – natomiast właśnie w taki sposób zostaje się liderem i ekspertem w danej branży, a co za tym idzie i co naturalne – zawsze wiążą się z czasem odpowiednie korzyści. I bardzo dobrze, że tak jest. Do tego, jak jeszcze doda strategię Maćka Budzicha z jego Mediafun Magazine (o czym wspominał na spotkaniu) i założy magazyn, którego zostanie Redaktor Naczelną – zrobi, za przeproszeniem, ładny rozpierdol w swojej niszy. Obstawiam, że w ciągu najbliższego roku bardzo się rozwinie. I wtedy rzeczywiście, jak wspominał Maciek, będzie mogła przyjechać do Australii (co ma w planach), jako znana blogerka z Polski. I faktycznie, jak wspominałem, może się to skończyć jakimś programem w tv, przy dobrze rozpropagowanej informacji prasowej. Czego zresztą jej życzę i liczę na pocztówkę, kiedy tak się stanie Do inicjatorów niewątpliwie można także zaliczyć Huberta z Webbrand, który w Łodzi organizuje konferencję. Ilość partnerów jest doprawdy imponująca. A na dodatek pisze ciekawe teksty. I w takich chwilach kompletnie nie rozumiem, dlaczego tak mało. 15 tekstów od stycznia? Hubert, do roboty! Nisza, międzynarodowość, kameralność Swoją niszę znalazła Ula, ale także kolega Maciej z Fibidi.com – a który działa w branży programowania. Chyba, bo to, co zobaczyłem na jego stronie było dla mnie dość mocno egzotyczne. Ale z tego, co wspominał – trudno jest znaleźć materiały z jego specjalizacji – dlatego wiele for z całego świata do niego linkuje. Ostatnio nawet jakieś arabskie. Także mimo niszowego tematu – osiąga stałe przyrosty zasięgu. A dzięki temu, że prowadzi bloga po angielsku – może budować swoją rozpoznawalność praktycznie na całym świecie. Nie zdziwiłbym się, gdyby załapał dzięki temu właśnie jakieś fajne oferty pracy gdzieś w Dubaju albo innym ciekawym miejscu –

121 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

zanim jeszcze skończy studia. Lub znacznie ułatwił sobie dzięki temu proces rekrutacji w przyszłości. W zasadzie jest to praktycznie pewne. Do tematu niszy podszedł natomiast inaczej kolega Wojtek, z www.mysleiczuje.pl, student prawa. Całe spotkanie szukałem w głowie tego słowa, które mi umknęło – a które najlepiej chyba oddaje ten styl blogowania. Który obstawiam i z tego, co widzę – jest naprawdę powszechny, a polega na stworzeniu swojej prywatnej, mikroniszy. Chodzi mianowicie o blogowanie kameralne. Czyli takie, w którym autor pisze „dla siebie” i swojej przyjemności, satysfakcji, spełnienia. Zwykle o sobie, albo sprawach, które go interesują. I taki autor w ten sposób się realizuje, a tych kilku aktywnych komentatorów i ta nieduża nawet grupa odbiorców w zupełności mu wystarcza. Ja to kupuję i to rozumiem. Ktoś ma jakiś pomysł na życie. Jako hobby sobie bloguje. Jedni wędkują, inni grają w gry, inni piją wódkę, a on sobie pisze i publikuje to w sieci dla jakiegoś wąskiego nawet grona odbiorców. Być może mu się znudzi kiedyś, albo stwierdzi, że formuła się wyczerpała – ale hej, wędkowanie czy gry też mogą pójść w odstawkę na takiej samej zasadzie. Hobby to hobby, nie łączy Cię z nim przysięga małżeńska. Zresztą, po drugiej stronie mikronisz jest na przykład Kominek. On też stworzył swoją swoistą niszę, tudzież ekosystem – tyle, że jego mikronisza nie jest mikro, tylko makro (w kategoriach blogowych). Ale, jak by tak się wgryźć, spojrzeć i zastanowić – to u niego chodzi przede wszystkim o personal branding. O to, że to Kominek coś zrobił, coś zjadł, gdzieś był, coś zobaczył, albo o czymś pomyślał. Z początku było inaczej i może dlatego dzisiaj niektórzy lubią powtarzać, że „Kominek się skończył”. Cóż, faktycznie się skończył. Ten, którego kiedyś znali się skończył, a w jego miejsce powstał nowy. Bo Kominek to marka, a marka to jest coś, co się tworzy i co się posiada – a nie to, kim się jest. Personal branding i marka centralna Ale zanim o tożsamości. Koleżanka Anita ze swoim blogiem podróżniczym (myślałem, że jest studentką – to miałem zdziwko, jak się dowiedziałem, że nie i to od dobrego trochę czasu ) – zastanawiała się jaki wybrać nowy adres domeny dla swojej strony. Czy podtrzymać dalej konwencję adresu i stworzyć imienazwisko.pl – czy może jednak pójść w innym kierunku i poszukać jakiejś nazwy niezwiązanej osobowo lub tylko pośrednio. Cóż, rozwiązań w takiej sytuacji jest co najmniej kilka. Natomiast warto mieć na uwadze to, co nazwałem sobie roboczo marką centralną (obstawiam, że gdzieś już ktoś na to wpadł, ale jeszcze się z tym po prostu nie spotkałem). Chodzi o markę, która stanowi centrum Twojej działalności, jej trzon. Natomiast do niej możesz dobudowywać kolejne branże, gałęzie, działy. U mnie na blogu taką funkcję pełni zarówno marka osobista, jak i marka Deus Empire. Natomiast – w kontekście stricte blogowym – w przypadku posiadania odpowiednio silnej marki osobistej (w znaczeniu odpowiednio zauważalnej, wyeksponowanej) – Ula nie musi zakładać drugiego bloga o swoich planach przeprowadzki do Australii, a Anita nie musi zakładać drugiego bloga o zdrowym lifestyle’u. Mogą to robić w jednym miejscu, a na stronie umieścić odpowiednie działy/tagi. I wtedy ktoś zainteresowany takim czy innym tematem – wybiera sobie odpowiedni tag i sprawa załatwiona, a jest to spójne, ponieważ spaja to właśnie marka centralna. Dlatego też na przykład mogę spokojnie publikować materiał o tym, jak chore i przepełnione dewiacjami są rytuały i symbole kościoła katolickiego – a w kolejnym wpisie pisać o spotkaniu na OchMyBlog. A to dlatego, że u podstaw stoi odpowiednia marka osobista, w którą wpisana jest tożsamość oparta na wszechstronności i wielowymiarowości. Natomiast łatwo jest to

122 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

skategoryzować w prostym formacie pt. „odkrywanie warstw rzeczywistości w jej wielu wymiarach, aby wyjaśnić ich znaczenie oraz funkcję”. A że czasem wychodzi kontrowersyjnie… Kontrowersje, ryzyko, wpływowość No właśnie, kontrowersja. Swojego czasu Kominek napisał tekst o budyniu. Kilka lat później napisał w swojej książce, że mimo próśb, gróźb i prób przekupienia go – nie wycofał się z tego tekstu, ponieważ, cytuję z pamięci, „wiedział, że będzie o nim głośno dzięki temu”. I rzeczywiście było. A tekst do dzisiaj jest na pierwszej stronie google po wpisaniu „dr oetker”. Na czwartym miejscu. Tuż nad ich fanpagem… Więc jeśli mówimy o wpływowości, to faktem jest, że kiedy kupowałem jakiś tydzień temu budyń – Oetkera omijałem z daleka. Kupiłem z jakiejś innej firmy. Natomiast przy jego robieniu przez chwilę myślałem, że spotkała mnie podobna historia. I już się zdążyłem wkurwić, ale stwierdziłem, że chwilę jeszcze poczekam. Chodziło o to, że zagotowałem mleko, proszek wsypałem do szklanki zimnego, rozmieszałem, wlałem, zacząłem mieszać i dupa. Rzadkie, jak sraczka – cytując wspomniany tekst. Myślałem, że dzisiaj budyniu to sobie nie zjem. Najwyżej zupę mleczną o smaku bananowym. Ale okazało się, że po dłuższej chwili dalszego podgrzewania materia zaczęła gęstnieć. I faktycznie po jakiejś minucie czy dwóch miałem klasyczny, gęsty budyń bez grudek, do którego dodałem płatki owsiane, na to dżem wiśniowy i jabłkowy, posypałem cynamonem oraz czekoladą i wkurw mi przeszedł. Nie ma gwarancji, jak było w przypadku case’u Oetkera – natomiast istnieje spore prawdopodobieństwo, że zaledwie 2 minuty dzieliły ich od uniknięcia największego kryzysu w swojej historii. 2 minuty także zadecydowały o wystrzale fame’u i mocnym doładowaniu rozpoznawalności Kominka, jako blogera i w dalszej konsekwencji, z czasem – uczynieniu go jednym z najbardziej wpływowych członków blogosfery. A przynajmniej tak się o nim mówi. Cóż, w kwestii budyniu mnie przekonał, więc coś w tym musi być… Wspominam natomiast o kontrowersji, ponieważ na spotkaniu był bardzo świeży bloger (blog od zaledwie kilku tygodni), który jednak wybrał sobie ciekawą, choć ryzykowną niszę. Na razie zachowajmy jego tożsamość w tajemnicy (przynajmniej dopóki facebook nie przypomni mi jego imienia [update: dobra, może zachowam, ale zalinkuję do jego bloga). Zaczął mianowicie działać, jako obywatelski nadzór instytucji publicznych i urzędów. Zaczął, bo zainspirował go tekst Piotra „Vagli” Waglowskiego. W skrócie chodzi o portal dla Dolnego Śląska za kompletnie, ale to kompletnie absudralną kwotę 66 mln zł (która powinna kosztować w najlepszym wypadku jedną tysięczną tej kwoty). Jeśli mnie pamięć nie myli, to przebili tą kwotą nawet równie absurdalną stronę ZUSu. A myślałem, że już nic mnie nie zaskoczy… Natomiast wracając do kolegi w białych włosach. Postanowił działać. Więc założył bloga i zaczął wysyłać odpowiednie wnioski do urzędów. I teraz tak – temat jest ciekawy. Osobiście uważam, że takich jednostek powinny być tysiące, bo sam jeden jak będzie – to go banalnie łatwo wyeliminować czy udupić, zwłaszcza że jest z niedużej miejscowości. Więc będzie potrzebował silnych pleców, żeby się utrzymać. Bo o ile większość hejterów i komentatorów z sieci do pizdy w realu, które nie powiedzą ci zwykle nawet jednego złego słowa na żywo (sprawdzone) – o tyle ci z urzędów czy polityki to już wyższy poziom. Bo mają już trochę inne narzędzia, niż to, co ma mentalna gimbaza. Osobiście nie wiem czy to jest dobry pomysł, żeby tak młoda osoba wchodziła na tą ścieżkę. Na dodatek sama. Bo o ile pisząc o koparkach czy majsterkowaniu nie ma aż takiego dużego prawdopodobieństwa, że nagle coś się wydarzy i zleci się do Ciebie kilkaset tysięcy userów w ciągu jednej doby – o tyle tutaj łatwo jest o wyciągnięcie czegoś mocnego, co później chwyci w 123 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

jednym dużym medium i wtedy poleci reszta. I w przypadku takiego tematu to naprawdę nie znacie dnia ani godziny. Tylko, że wtedy zainteresuje się nim każdy urząd państwowy, polityczny oraz informacyjny (służby specjalne). I wtedy ma jak w banku, że będą bardzo dokładnie sprawdzać i gromadzić informacje, które także będą funkcjonować na zasadzie nie znacie dnia ani godziny. Także trzeba uważać, śliski temat. Dr Oetker może co najwyżej założyć sprawę w sądzie, na której wygranie będzie miał pewnie średnie szanse. Te kanalie mogą znacznie więcej. Bo te sądy, to są generalnie ich (pozdrawiam wszystkich, którzy żyją w bajce, w której sądy są narzędziem społeczeństwa). Tak kończąc wątek budyniu. Jak się tak przyjrzeć temu tekstowi Kominka – to tam na początku w „Dr Oetker ty pizdo” są dwa zdania typowe dla roztargnionego i zbulwersowanego nastolatka. Po czym następuje ok. 10 zdań na temat tego, że budyń się nie udał. Po czym następuje prawie strona A4 tekstu, który w gruncie rzeczy jest odzwierciedleniem pojawiającej się od czasu do czasu tezy, że „za komuny było lepiej”. Nie wiem czy to, że za komuny nie można było niczego kupić, nawet jak się miało za co – to był taki lepszy świat. Ale faktem jest, że po tej serii argumentów, ktoś mógłby tak pomyśleć (tutaj znów wątek wpływowości, która faktycznie się pojawiła i tworzyła odczucie łatwo weryfikowalnej, a w konsekwencji wiarygodnej – także ciekawy mechanizm, który intuicyjnie został wprowadzony). Przedostatni akapit kończy się wspomnieniem parówki w bułce, po czym w ostatnim następuje powrót do wątku budyniu. I to tutaj upatrywałbym siły tego tekstu. Bo on wcale nie jest o budyniu ani o Oetkerze. Firma miała zwyczajnie pecha trafić na moment, w którym bloger poczuł potrzebę pozbycia się z żołądka tęsknoty za zmianami, jakie nastąpiły w świecie – a którego to zawartość trafiła na producenta owego feralnego budyniu. Który prawdopodobnie nie był nawet tą sraczką, o którą został posądzony. Z ciekawości aż chyba sprawdzę. Natomiast tej pozycji nad ich fanpagem im nie zazdroszczę. Lokalność Tak samo, jak nie zazdroszczę mieszkańcom Łodzi – w którym to odbywało się nasze spotkanie i w której mieszkałem przez ostatni miesiąc. Ale znalazła się odważna, która stwierdziła, że spróbuje wykonać pracę, którą powinien zajmować się łódzki PRowiec z urzędu miasta. I założyła bloga. Wyłożyła przy okazji sporo hajsu, żeby ten blog ładnie wyglądał. I zaczęła działać. Relacje z ogólnodostępnych eventów w Łodzi, a do tego recenzje miejsc, w których można zjeść coś dobrego. Na początek w zupełności wystarczy, żeby temat móc rozkręcać. Mam nadzieję, że jest tam coś na kształt Mediafunowego kalendarza nadchodzących imprez, żeby zobaczyć co i gdzie się będzie odbywać ciekawego. A fajne pomysły pojawiły się też już po spotkaniu – mianowicie o tym, żeby zapraszać czytelników na wspólne wypady na jakiś event, albo do restauracji. Która zresztą może zasponsorować taką wizytę dla kilku osób w zamian za umieszczenie wpisu na blogu. Koszta są minimalne, a zaletą jest nie tylko pojawienie się na stronie posiadającej określony zasięg w chwili publikacji danego tekstu – ale też fakt, że ten wpis będzie na tym blogu nadal wraz z tym, jak będzie on rósł. Nie mówiąc już o tym, że często takie wpisy mogą być wyżej w wyszukiwarce, niż strona firmowa takiego miejsca. Więc jeśli nie serwują tam kurczaków, które miały być przerobione na karmę dla psów, a sama wizyta odbyła się sympatycznie i bez jakichś wielkich kryzysów – to będzie to dla takiej restauracji korzyść nieproporcjonalnie większa niż poniesiona inwestycja w taki event.

124 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Obstawiam, że koleżanka Karolina z ObyLodz.pl zostanie z czasem jedną z wpływowych blogerek lokalnych. Co także jest ciekawym segmentem. A jak wspominałem – liderami zostają Ci, którzy pierwsi zaczynają coś konsekwentnie realizować. Czy zostanie doceniona, czy się wybije? Wiele zależy od tego, ile wykona pracy nie tylko w tworzenie bloga – ale także w to, żeby zobaczyli ją Ci, którzy powinni ją zobaczyć. Faktem jest, że jej dotychczasowe podejście opierało się na zasadzie „będzie co będzie, wolę poczekać, aż sami zaczną do mnie przychodzić”. Co jest kiepskim podejściem na start. Dlatego, że jeżeli dopiero zaczynasz, to aktywna sprzedaż tego, co tworzysz – jest absolutną koniecznością. Bo jeszcze nikt Cię nie zna, nikt o Tobie nie mówi, nikt Cię nie szuka, bo nie wie, że istniejesz. Dopiero z czasem możesz sobie pozwolić na bycie pasywnym, bo oferty same będą spływać. I może kiedyś będzie tak, że jak u śmietanki polskiej blogosfery – będzie dostawać po kilka propozycji dziennie. Tego jej życzę i uważam, że jest to jak najbardziej prawdopodobne – ale podkreślam – nie weźmie się samo z siebie, samo nie przyjdzie, samo się nie zrobi. Na początek naprawdę potrzebnego aktywnego wyjścia ze sprzedażą tego, co się ma do zaoferowania i tego, co się tworzy. Zakładając oczywiście, że chce się robić coś dużego, zauważalnego i znaczącego. Między kreacją a rzeczywistością, świadomość siebie, percepcja otoczenia A na koniec z wątków, myśli i refleksji w trakcie, po i dookoła tematu spotkania – czyli marki, ze szczególnym uwzględnieniem marki blogera – kwestia kreacji. Radomska. Ola Radomska. Ma ten problem, z którym sam się swojego czasu borykałem (na mniejszą skalę na szczęście), a który mnie zaskoczył, kiedy zdałem sobie z niego sprawę. Mianowicie kreacja. To, że ludzie, odbiorcy – zaczynają Cię odbierać, jako kogoś bardziej, kogoś wyżej, że jakieś bóstwo czasami i w ogóle. Gdzie bloger jest dzisiaj już na pozycji celebryty. Tak jest odbierany i traktowany przez tych, którzy go znają. To już jest ten poziom. To jest ten sam mechanizm stawiania na piedestale, ponieważ wiele ludzi kogoś zna. Ten mechanizm powoduje przypisywanie danej osobie cech wręcz nadludzkich, zaś jej portfelowi rozmiarów wręcz nieskończonych. I przykład Oli jest tutaj tematem na całą osobną historię. Natomiast powiem szczerze, że chciałbym mieć taki problem, jak ona Znaczy się – jest zasięg. Ogromny. Bo jeżeli trafiają jej się strzały po 250 tys. UU w ciągu doby (przychodzą z głównej onetu), no to mówimy o dużych możliwościach i dużym potencjale. Na razie korzysta z niego, żeby pomagać innym. Ale ileż można pomagać innym, samemu potrzebując wsparcia. I o tym też coś niestety wiem z własnego doświadczenia. Moją pierwszą myślą, jaka przychodzi mi do głowy jest – Ola, pogadaj z Michałem Góreckim i zrób swoje koszulki. Blogowe, pod personal brand, pod hospicjum, pod nowego bloga nawet. Możliwości jest sporo. To jest jeden z najprostszych pomysłów, które mi przychodzą do głowy na skapitalizowanie takiego zasięgu. Obstawiam, że jak zrobisz warsztaty z pisania – też znajdziesz wystarczająco dużo chętnych, żeby na pieluchy starczyło. Pierwsze myśli z brzegu. Jak coś to kontakt do mnie będziesz mieć, więc możemy pogadać więcej w temacie. Natomiast schodząc już z Oli Radomskiej… Znaczącym przebłyskiem przy okazji spotkania OchMyBlog była świadomość, że mam specyficzny i raczej wyjątkowo rzadki problem. To było przy okazji feedbacku od Maćka i od grupy już pod koniec spotkania (zdążyliśmy do mnie dojść jeszcze przed północą, success! Przy okazji, plus za szczerość). Wniosek ogólny z tego, już w oderwaniu generalnie od spotkania i osób w nim uczestniczących, jest mianowicie taki – że przez wiele lat zgłębiałem i studiowałem komunikację, jej mechanizmy, jej związki z innymi dziedzinami, przełożenie na percepcję, wyobraźnię, wizerunek, a przede

125 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

wszystkim świadomie kształtowałem siebie i swoją tożsamość na bazie tej wiedzy, aż weszło mi to w krew i stało się nieodłączną częścią mnie. Jednak za sprawą tak daleko przesuniętej świadomości tego zjawiska doszedłem do miejsca, w którym najwyraźniej mam problem z komunikacją z osobami, które żyją „intuicyjnie”. Tudzież, które są kształtowane przez system, otoczenie i serię przypadkowych zdarzeń z życia, które interpretują w zgodzie z tym, czego się nauczyli i w co uwierzyli, oraz przez osoby, które spotkali na swojej drodze – a co ostatecznie daje jakiś mniej lub bardziej przewidywalny wynik ich tożsamości (która zresztą stanowi fundament dla kształtowania marki). To nie to, że chcę kogoś obrażać czy cokolwiek – tak mniej więcej wygląda standardowa wersja rozwoju ludzi. Po prostu martwi mnie świadomość, że mój problem z komunikacją z tzw. „normalnymi ludźmi” dotyczy i dotyczyć będzie w zasadzie większości społeczeństwa. Więc skali tego problemu raczej zignorować przeze mnie się nie da w tej sytuacji. Oczywiście inną opcją jest to, że jestem zwyczajnie stuknięty. W końcu, kto normalny w czasach liceum zagłębia się w fizykę kwantową, żeby później szukać jej związków z muzyką, która oparta jest na ściśle określonych wzorach, które można opisać za pomocą matematyki. Ale, jak już kiedyś pisałem – to czy „ci, którzy urodzili się za wcześnie” będą postrzegani, jako jednostki wybitne czy jako szaleńcy – zależy w zasadzie głównie od wyobraźni i interpretacji odbiorców. Zasadniczą różnicę robi jedynie sytuacja, kiedy dokonają czegoś, co dostarczy znaczących korzyści dla interpretatorów. W innym przypadku, zanim jeszcze tego dokonali, są traktowani, jako mniej lub bardziej groźni wariaci. I prawdę mówiąc tak się przez chwilę poczułem na łódzkim OchMyBlog. Natomiast faktem jest też to, o czym wspominał Maciek Budzich na spotkaniu. To nie jest takie trudne, żeby włączyła się jakaś fala niekorzystnych komentarzy na bazie tego, co tworzę, kim jestem lub jak mogę być postrzegany. Dla mnie problemu nie ma, bo wyłączyłem komentarze a na blogu publikuję to, co uważam za ważne i potrzebne ludziom. Natomiast mam świadomość, jak banalnie można podejść do tematu i jak równie banalnie można zacząć komentować ad persona tekstami w stylu „za kogo on się uważa” itp. itd. Tylko chodzi właśnie o to, że bardzo dokładnie wiem. Zajęło mi to sporo lat, natomiast wiem kim jestem. I to jest to, co sprawia, że różnię się dość znacząco od tych, których spotkasz na swojej drodze. Nie podejmę się oceny tego czy to dobrze czy to źle – natomiast jest to pewien fakt, z którego w tym kontekście warto zdać sobie sprawę. Jest to też o tyle istotne, że właśnie unikalność – czy to w wyborze swojej niszy, czy to w stylu pisania, czy to w byciu tam, gdzie jeszcze nikogo aktywnego nie ma, czy w podejściu do życia i jego elementów, czy w jakiejkolwiek innej formie – stanowi najsilniejszy atraktor dla każdej marki. I marka, która nim dysponuje oraz konsekwentnie wdraża go w życie – dysponuje potężnym narzędziem. I wtedy jest już tylko pytanie, jak się go używa i do czego. Na koniec Powyżej jest merytoryka zaczerpnięta ze spotkania oraz zainspirowana osobami i case’ami, które się pojawiły na łódzkim OchMyBlog. A jeśli chodzi o samą imprezę? Plusy: + Budowanie pomostu pomiędzy doświadczonymi a świeżymi blogerami. + Kameralna atmosfera. + Organizacja OchMyBlogów w różnych miastach. + Ciekawy potencjał na przyszłość. 126 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

+ Możliwość zbudowania nowych kontaktów i poznania różnych obszarów blogowania od zaplecza. + Feedback na temat własnego bloga, twórczości, marki, etc. Minusy: - Za mało czasu - Forma łączenia przedstawiania się z jednoczesną dyskusją ma ten minus, że osoby na końcu mogą dostać swoje 5 minut koło północy, kiedy już wszyscy są zmęczeni włącznie z tą osobą. Pomysły na usprawnienia: ~ Ostatnio odbył się event z osobą specjalizującą się w prawie, myślę, że warto takie spotkania wprowadzić od czasu do czasu do kalendarza – być może dla większych grup, dla głodnych wiedzy – a jednocześnie nadal prowadzić te kameralne spotkania, które zbliżają i integrują. ~ Być może warto także pomyśleć o jakichś lokalnych koordynatorach. Wiem, że się wyrabiacie generalnie, ale obstawiam, że z łatwością znajdziecie chętnych do wsparcia technicznego i organizacyjnego dla takich spotkań. ~ Jakieś ciastka, woda? A jak się sponsor znajdzie to jakiś koks, alkohol, dziwki, coś w ten deseń? Mając w świadomości żelazną zasadę internetu: “ludzie w internecie wszystko, co napisane – biorą na serio” – tak dla pewności, dla osób, które doczytały aż tutaj – to ostatnie zdanie to był żart. Do plusów w zasadzie można pewnie było dodać również afterparty. Mnie akurat na nim nie było, ale bardzo fajnie, że się odbyło coś podobnego. W końcu nie ma lepszego zakończenia imprezy, jak dobry after. Tak sobie myślę jeszcze. Moja ciocia stwierdziła wczoraj, wychodząc z mieszkania: „Ty, dopiero zaczynasz, jeszcze dużo przed Tobą”. Cóż, całkiem możliwe, że w tej ostatniej części faktycznie coś jest. I że chyba nie jestem w tym sam. Jeszcze wiele może się zdarzyć. Ta ciekawość niewątpliwie może dodać chęci do życia. Do zobaczenia na trasie zatem!

127 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Hejter: anatomia nienawiści. Motywacje Hejter. Istota wyjątkowo specyficzna. Pasożyt, który żeruje na blogach, w mediach społecznościowych, forach. Poza internetem przypomina zwykle zaszczutego kundla, który chciałby zaszczekać, ale się boi. Niestety to się zmienia, kiedy znajdzie się w swoim naturalnym środowisku. Za komputerem. Na dodatek gatunek wyewoluował na tyle, że teraz coraz częściej podpisuje się swoim imieniem i nazwiskiem, a nawet twarzą. Zwykle marnej urody. Płci obojga. Choć częściej chyba płeć samcza. W pierwszej części cyklu o tym, co go motywuje, co napędza, co odpala w hejterze potrzebę podzielenia się faktem, że myśli. I że to nie za bardzo wychodzi. Moje początki z internetem i społecznościami wiązały się w zasadzie z niekończącą się serią polemik, dysput i ścierania się z różnej maści ułomkami. Wczoraj pisałem o przełomie, jakim było potwierdzenie przez prezydenta Rosji istnienia tzw. obcych cywilizacji. Problem w tym, że materiał badawczy, jakiego dostarcza internet i ludzie w nim – zbyt często potwierdza smutną refleksję Lema „dopóki nie wszedłem do internetu, nie wiedziałem, że jest tylu idiotów na świecie”. O ile problem jest upierdliwy – o tyle przez lata wypracowałem sobie system radzenia sobie z nim. Pewnie będzie jeszcze ewoluował, natomiast dla dobra i spokoju każdego, kto się z tym styka – podzielę się wypracowanymi rozwiązaniami w tej serii. Jednak najpierw potrzebujemy zrozumieć, co siedzi u podstaw ludzi, którzy zatruwają życie i przestrzeń wielu blogów, stron, portali, for czy społeczności… Koło emocji, czyli jakie istnieją możliwości? Pierwsza, najważniejsza, fundamentalna kwestia. Działania każdego hejtera motywowane są STRACHEM. Strach zawsze stoi u podstaw każdego działania, które prowadzi do krytykanctwa, wytykania drobnostek, czy ataków personalnych. To jest fundamentalna kwestia, którą warto zrozumieć w tym kontekście. Ludzie myślą, że hejter hejtuje, bo czuje się pewnie. Ale w rzeczywistości na podstawowym poziomie zawsze znajduje się strach. Jak zatem działa strategia hejtu i co ona daje takiemu hejterowi? Na początek spójrzmy na koło emocji. Istnieje pewna różnica wobec tego, co znasz z książek czy wikipedii – natomiast obrzydzenie jest uczuciem, w odróżnieniu od prostej emocji. Zmianę umownie nazwijmy pewnością. Temat jest na osobny materiał, natomiast na tej bazie możemy już pracować, a najprościej jest to zweryfikować w praktyce.

128 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Istnieje kilka podstawowych ruchów, jakie człowiek może wykonać w obrębie koła swoich emocji. Ze strachu może pójść do najbliższej emocji po ruchu wskazówek zegara, czyli do agresji. Może próbować przeskoczyć po przekątnej do pewności siebie. Ewentualnie w opozycji do wskazówek zegara, przejść do radości. Bazą natomiast zawsze będzie podstawowa emocja, czyli strach. W praktyce zatem strategią kogoś, kto odczuwa strach – bo na przykład czuje się gorszy od blogera, bo tamten więcej zarabia i czuje instynktowną obawę wobec konkurencji w reprodukcji (emocje nie są logiczne) – może zacząć atakować personalnie danego twórcę. Próbując zamaskować swój strach agresją. Robi to po to, aby wzbudzić w sobie pewność siebie. Ta droga przez agresję w próbie odczucia pewności siebie dąży do tego, żeby poczuć „radość zwycięstwa”. Niektórzy mogą też pójść inną drogą i radością/śmiechem próbować maskować swój strach. To jest potencjalnie trudniejszy typ hejtu, ale tylko dlatego, że jest rzadziej spotykany. Dlatego może zaskoczyć. Natomiast efekt zawsze jest taki sam. Strach wywołuje strach. Tak działają neurony lustrzane. Agresja podszyta strachem skłania nas do podobnej reakcji. Dlatego nie lubimy hejterów. Bo prowokują nas do odczucia strachu. A to jest zwykle nieprzyjemne doświadczenie. A nasze strategie radzenia sobie zawsze będą takie same. Także możemy chcieć zareagować agresją. Kiedyś tak robiłem. I pewnie mogłoby mi się jeszcze zdarzyć. Natomiast jest inna strategia na radzenie sobie z agresją, która wynika z koła emocji. Strategia #1 dla blogera: Na agresję słowną hejterów zwykle nie warto reagować agresją. One się wtedy dodadzą i zwielokrotnią. Ignorowanie także nie jest dobrym pomysłem, ponieważ może sugerować wycofanie się i strach. A ten stoi u podstaw hejtera i wzmacnia emocje strachu w równaniu. Zamiast tego zneutralizuj agresję hejtera zdziwieniem. W ten sposób możesz naturalnie przejść do pewności siebie, neutralizując w ten sposób jego strach. Jak użyć strategii? Czym się możesz zdziwić? Cóż, jest kilka podstawowych kwestii, do których można nawiązać. Zwykle nawet zasugerowanie wątku wystarczy. Ludzie, kiedy mają więcej czasu na zastanowienie się, łatwiej chwytają sens. Nie zawsze, ale jednak. A dziwić się można co najmniej kilku kwestiom. Przede wszystkim hejter ma głębokie przekonanie, że jego zdanie ma jakieś znaczenie. Zwykle jednak jest nikim, żyjącym w nigdzie, pośrodku krainy nicości. Zwykle nic nas nie łączy. Zwykle jego opinia jest warta dla nas nic. Ponieważ hejter na dobrą sprawę opowiada nam jedynie o 129 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

swoim strachu. Jak dziecko, które się skarży, że zupa była za słona. Ale Ty nie jesteś przecież jego czy jej matką albo ojcem. Społeczność, której się skarży także nie jest. Nawet jeśli napastnik robi w wyobraźni projekcję, że tak jest. Czy to nie dziwne? Albo dlaczego taki osobnik czy osobniczka czuje tak silną potrzebę podzielenia się swoją opinią, wiedząc, że nie wnosi ona niczego wartościowego – nawet jeśli wierzy, że tak jest? Przede wszystkim warto mieć świadomość, że za tego rodzaju działalność nie weźmie się ktoś, kto jest otoczony przyjaciółmi, kto jest szczęśliwy, kto dobrze odnajduje się wśród ludzi. O ile braki w tej kwestii są koszmarnie powszechnie – o tyle, jak dziwne jest to? Najważniejszy katalizator prowadzący do hejtu Zapewne masz świadomość, że podstawowym katalizatorem do wylewania żali w internecie jest frustracja. Dla pewności uświadommy sobie, że typowy hejter to przeciętny mieciu czy miecinka, którzy żyją w przeciętnych warunkach, mając przeciętne wyniki we wszystkim co robią, przeciętne relacje i równie przeciętną pensję, jeśli w ogóle jakąś. Często żadnej. Dlatego ma czas na siedzenie i pieklenie się w internetach. A najgorsze jest to, że w takiej Polsce ta przeciętna jest naprawdę na niskim poziomie. To wszystko budzi frustrację. Coraz większą z roku na rok życia w taki sposób. Sam czuję frustrację tym krajem do takiego poziomu, że po prostu stąd wyjeżdżam. Bo ciężko jest być szczęśliwym w takim kraju. W kraju, w którym na dodatek ten mieciu czy miecinka nawet nie próbują nic zrobić z tą swoją przeciętnością, bo wierzą, że to jest „normalne”. Normalne, czyli kompletnie nijakie, szare, bezbarwne, przeźroczyste. Jak ludzie, którzy się mijają każdego dnia i nawet się do siebie nie potrafią uśmiechnąć, nie mówiąc już o czymś jak, zwykłe „cześć”. Frustracja wynika zwykle z czynników zewnętrznych, natomiast jeżeli ktoś jej używa, żeby napastować inne osoby, używa jej jako pretekstu do ataków – coś takiego jest niegodne. Coś takiego wymaga odpowiedniego potraktowania. Jeżeli będzie istnieć na to milczące przyzwolenie, sprawa będzie jedynie narastać. A to jak z alkoholem. Nie znajdziesz odpowiedzi. Jedynie zapomnisz na chwilę, jakie było pytanie. Notabene, kolejny typowy problem i kolejna typowa strategia działania ludzi w tym kraju. Obstawiam, że mimo wszystko hejterzy także potrzebują w tej sytuacji pomocy. Ok, recepta dla tej strony zatem. Recepta #1 dla hejterów: Strach i agresja zawsze nawarstwiają się pod wpływem frustracji. Bardzo łatwo się w nich zapętlić. A im one większe, tym łatwiej i częściej nawet drobne zdarzenia i rzeczy urastają do rangi problemu na miarę okupacji. A nikt nie jest bardziej sfrustrowany od ludzi, którzy godzą się na przeciętność. Nikt nie podnosi się po takim upadku od razu, ale liczy się każdy krok, każdy element życia, który sprawia, że jest lepiej. Który sprawia, że czujesz się lepiej. Ludzie szczęśliwi, wyjątkowi, wybitni, ciekawi nie mają czasu ani ochoty na plucie jadem w innych z byle powodu. Oni wolą żyć. Dawać i otrzymywać. Frustraci jedynie chcą brać i skamlą o uwagę. Jeśli to robisz – skończ. I poświęć więcej uwagi temu, co możesz zrobić, żeby było w życiu lepiej. A przede wszystkim, zacznij to wdrażać krok po kroku.

130 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Czy YouTube i Internet zaburzają naszą perspektywę czasową? Zadałem sobie to pytanie, w momencie, w którym siedząc na kiblu – uświadomiłem sobie, jak absurdalna myśl mnie naszła. Mianowicie, po wpisie Piotra Tymochowicza o Kaczyńskich, czy w zasadzie opinii z testamentu ich ojca o nich: “Broń Boże, żeby moi narwańce chcieli kiedyś rządzić Polską “. - Rajmund Kaczyński Po tymże właśnie wpisie zobaczyłem oczami wyobraźni młodych Kaczyńskich, jak podpierdalali księżyc – a po chwili naszła mnie refleksja, że przecież widziałem ich, jako młody chłopak, jak byli jeszcze młodsi ode mnie. Jak to się stało, że oni tak szybko wyrośli?… I właśnie w tym momencie uświadomiłem sobie, że YouTube zrobił coś dziwnego z moją głową. Jako, że jestem pokoleniem, które wychowało się na telewizorze. W międzyczasie jednak przeszedłem do miejsca, w którym nawet nie pamiętam za bardzo co to jest i jak się to obsługuje. Ostatnio widziałem magnetowid i kasety VHS. I normalnie, jak miałem to włączyć to była czarna magia. Sprawa jest w zasadzie prostsza, niż można by się spodziewać. Na dobrą sprawę 99% filmów, które oglądamy na YouTube to materiały, które były nagrane w czasach istnienia samego YouTuba. Znaczy się z tej epoki. Znaczy się zakładamy, że to, co widzimy – jest aktualne i oddaje stan na dzisiaj. To jest zresztą problem w przypadku, kiedy nasze poglądy, tożsamość, bądź cele (jak w tym przypadku) ewoluują. Jest taki film na przykład, na moim pierwszym koncie na YT. W zasadzie miał największą oglądalność na nim. Problem zaczyna się w momencie, w którym nie mam już ochoty zajmować się tym tematem. Minęło kilka lat, emocje ze mnie zeszły, forma może byłaby dzisiaj nieco inna. Treść owszem, zgadza się – ale zwyczajnie nie jest to już moja bajka. Niemniej człowiek, który wchodzi na ten film i widzi go po raz pierwszy – nie spojrzy na jego datę. Często nawet nie przeczyta opisu do filmu. Powiedzmy sobie szczerze – jak często to robisz? To naturalne zachowanie umysłu, który zakłada, że materiały wideo są aktualne i oddają nasz własny stan w trakcie ekspozycji – stan dzisiaj. To w ogóle jest fenomen mediów i telewizji na przykład. Ludzie nie chwytają tego, że to było kiedyś nagrane i jest odtwarzane. Ludzie reagują na to tak, jak by te wszystkie postacie i wydarzenia materializowały się tu i teraz, specjalnie dla widza. I że to się dzieje tak samo, jak każde inne spotkanie z człowiekiem na żywo. Tak bardzo umysł daje się chwycić na to, że widzi i słyszy i docierają jakieś treści komunikacyjne. Tak samo jest z serialami. Mogę na swoim przykładzie zresztą podać. Któregoś razu miałem okazję zagrać jakiś drobny epizod w Pierwszej Miłości. To, co mnie zaskoczyło totalnie to fakt, że ludzie reagowali na te wydarzenia, jakby to było naprawdę! Ja rozumiem, że dobrze zagrane, że przekonywujące, ale ludzie! A scenariusz, a gra aktorska? Nie, nic, zupełnie? Żaden dzwonek się nie odzywa?

131 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Oczywiście cieszyć mnie będzie, jeżeli ten problem Cię nie dotyczy, ale faktem jest, że wielu aktorów – zwłaszcza serialowych – skarży się, że ludzie zwracają się do nich po imieniu postaci, którą grają. Pamiętam, jak zapytałem moją babcię, jak się nazywa ten aktor, który grał daną postać. O ile wcześniej opowiadała mi ze szczegółami, kto, komu, jak, dlaczego – o tyle nagle na to pytanie zasępiła się i po dłuższej chwili wycedziła jedynie przez zęby “a już nie pamiętam”. Media wpływają na mózg. Zmieniają go. Prowadzono badania na ten temat (nie bądź takim leniem, jak Ja – poszukaj, znajdziesz ). Głupstwem byłoby myśleć, że takie rzeczy nie mają na nas wpływu. Mają. I teraz pytanie o to, w jaki sposób będą postępować te zmiany. Chociażby w kontekście technologii, które będą angażować jeszcze więcej zmysłów niż tzw. tradycyjne media…

132 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Blogerem jestem, czyli kim? O przyszłości blogosfery i jej udziale we władzy w świecie Mogę Ci zaoferować prawdę i tylko prawdę. Nic więcej. Nic mniej. Ta prawda równie dobrze może Ci się nie spodobać, co Cię podniecić i pobudzić do działania. Niemniej Twoja reakcja na tą prawdę jest mi nieznana i nie jestem w stanie przewidzieć jej konsekwencji dla Twojego życia. Decyzja należy do Ciebie. Tekst znajdziesz pod tym adresem: http://blog.deusempire.com/blogerem-jestem-czyli-kim-o-

przyszlosci-blogosfery-i-jej-udziale-we-wladzy-nad-swiatem/ Hasło: blogeręjestę

133 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

POLSKA Na dobrą sprawę chciałbym pominąć ten temat milczeniem. Ale się nie da. Nie sposób przejść obojętnie obok miejsca, w którym dorastałem. Polska, Polacy. Tak bardzo chciałbym napisać te dwa słowa małą literą. A z drugiej strony wierzę, że nam młodym może się udać odbudować wielkość. Choć niekoniecznie widzę potrzebę łączenia się pod sztandarem narodowościowym. Bardziej, jako generacja. Młoda generacja ludzi, którym się chce. I którzy w tej chwili najbardziej potrzebują tych, którzy pokażą jak przekuć tą chęć w rzeczywiste zmiany na lepsze w naszych życiach.

134 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Bo w Polsce źle się dzieje od dawna… Źle się dzieje. Na świecie i w Polsce dokładnie tak samo. Wspominałem jakiś czas temu o generacjach i wyzwaniach, jakie przed nimi stoją. Ale pozyskanie wsparcia ’70 przez ’80, żeby te drugie mogły pomóc pójść ’90 jakąś rozsądną drogą to jedno. Ale drugie, to problem starszych generacji, które w tej chwili siedzą na tykającej bombie zegarowej i zastanawiają się, kiedy im głowy pourywa. Bo w końcu to się wydarzy. Nie wiadomo tylko dokładnie kiedy i w jaki dokładnie sposób… Bądź co bądź – wpuszczanie obcych wojsk to już poważny problem. W końcu wiedzą, że wojsko i policja to też Polacy i też czują, jak są robieni w czoko czoko. Naprawdę potrzebujemy zacząć się przerzucać na demokrację bezpośrednią, na politykę prowadzoną oddolnie. Póki jeszcze jesteśmy jeszcze w stanie to zrobić… W USA podpisali dokładnie takie same ustawy i otwarli bramę dla takich rozwiązań całkiem niedawno. Oni się przygotowują. I nie żadne Iluminaty i nie wiadomo kto jeszcze. Ot po prostu te wszystkie staruchy, ta generacja, która spierdoliła sprawy w tym kraju i innych. Te wszystkie sukinsyny, które doczłapały się do stanowisk, a później korzystały z publicznych zasobów, jak z prywatnej dziwki. Problem w tym, że to się działo na całym świecie. Więc w tej chwili możemy mieć do czynienia z potężną rewolucją. Ale przede wszystkim rewolucją młodych. I w tej walce mamy przewagę na starcie. My mamy internet i wiemy, jak z niego korzystać. My będziemy w stanie się zorganizować poza oficjalnymi i formalnymi strukturami i instytucjami. Ja nie będę zabijał braci i sióstr, bo są z innych krajów. Ja zamierzam zadbać o to, żebyśmy razem poszli do tych, co nas na siebie nasłali i to im zrobili razem z dupy jesień średniowiecza. Bo taka jest naturalna kolej rzeczy, jeżeli ktoś tak bardzo próbuje nas zrobić w konia. Czas zrozumieć, że problemem nie jest narodowość, ani też nieszczególnie czyjeś wyznanie. Największym problemem współczesnego świata są ci, którzy są już za starzy na to, żeby zrobić cokolwiek sensownego na świecie (jeśli kiedykolwiek w ogóle zrobili coś poza wojnami trwającymi przez kolejne dekady) – a trzymają się jeszcze wszelkimi możliwymi sposobami tej iluzji “władzy”. Iluzji, której potrzebujemy się pozbyć. Wystarczy popatrzeć na średnią wieku w sejmie. I co? Dokładnie to. Czas na zmiany. Ale potrzeba wiele mądrości, odwagi i szczerości, żeby pójść inną drogą niż oni poszli…

135 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

31. rocznica stanu wojennego – a tutaj wojna nadal trwa… Przełom w zasadzie. Myśl taka znacząca. Też dałem się złapać na ta iluzję. Iluzję, jakoby wojna w Polsce się skończyła w ’45. A gówno prawda. Stan wojenny też się nie skończył… 31 lat temu Jaruzelski nazwał rzeczy po imieniu. Realnie rzecz biorąc nadal jeszcze stan wojenny nie został odwołany. Przynajmniej nie w mentalności. To w zasadzie przełom, bo w tym momencie nie patrzę już na ludzi w Polsce tak bardzo, jak na idiotów – ile bardziej na ludzi targanych zawieruchą wojenną, która zostawia swój ślad w psychice. Wyjazd z tego kraju nadal w mocy. Po co siedzieć w mentalnej Jugosławi, jak można być gdzieś, gdzie jest spokojniej i sensowniej. Niemniej jest to pewien przełom. Będzie cały cykl na ten temat. A dzisiaj po prostu inspiracja ku niemu na przyszłość. Faktem jest, że wojna to nie tylko czołgi i proch. To także stan umysłu. A to ostatnie jest znacznie gorsze. Bo czasem niewidzialne. A przynajmniej trudniej dostrzec.

136 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Zawieszona kawa, czyli jak paradoksalnie Polacy wystawiają sobie złe świadectwo Paradoksy. Jest w nich coś osobliwego. A nie ma nic bardziej osobliwego, niż społeczeństwo rzucające się na akcję socjalną – pokazując przy okazji, jak jest upośledzone socjalnie właśnie. To smutne, że akcja z zawieszoną kawą staje się doskonałym dowodem na to, że polskie społeczeństwo nie kuma akcji opartych na spontanicznej życzliwości. I nie chodzi już o same reakcje. Ktoś tu mocno spierdolił sam komunikat w pierwszej kolejności… Nie wiem kto i po co wrzuca pod wpis promujący zawieszoną kawę zdjęcie bezdomnego i nim ją promuje. Naprawdę – nie ma dobrej akcji czy koncepcji, którą da się promować żulem. Komuś się to może nie podobać, ale takie są fakty. Akcja społeczna ma inspirować. Trudno znaleźć w bezdomnym inspirację i nazwijmy rzeczy po imieniu – nikt jej w nim nie szuka. Tak już jest, pogódź się z tym. Naprawdę, jak bardzo upośledzony socjalnie musi być kraj, który akcję na zasadzie “zrób coś fajnego dla rodaka” przekształca ją w postaw świeżą kawę komuś woniejącemu świeżą kupą? Dlaczego idea bezinteresownej pomocy kojarzy się zawsze ludziom w tym kraju z ludźmi upośledzonymi, niepełnosprawnymi, bezdomnymi i na wszelkiego rodzaju marginesie społecznym? Kto Wam, Polacy, wmówił, że pomocy potrzebują jedynie Ci, którzy są na samym dnie socjalnej drabiny? Serio? Naprawdę stać Was na pomoc jedynie dla kogoś, kto już jest na granicy życia? Chcecie mu pomóc, żeby dłużej cierpiał czy jak? Polacy, o chuj Wam, za przeproszeniem, chodzi? A ten, kto ideę zawieszonej kawy zaczął promować tym zdjęciem powyżej – powinien się poważnie nad tym zagadnieniem zastanowić. Ja się pytam – dlaczego w tym kraju pomaganie i życzliwość zawsze musi się kojarzyć z ludźmi, których społeczeństwo wykluczyło, ale od czasu do czasu chce się poczuć “altruistycznie” i na pokaz próbuje udowodnić, że jednak nie jest chore, bo przecież akcje, bo kawa, bo coś? Okazuje się, że pod powierzchnią, w intencjach, kryje się koszmarna hipokryzja i zwykłe chamstwo. Dla tych co jeszcze nie kumają. Gdyby faktycznie ta akcja była promowana z głową – to na zdjęciu było by zdjęcie jakiejś sympatycznej, uśmiechniętej osoby, która bierze zawieszoną kawę, wysyła pocztą pantoflową podziękowanie dla tej osoby i sama stawia kolejną kawę, kolejnej osobie. Nie dlatego, że jej nie stać. Ale dlatego, że chce komuś coś dać, czymś się podzielić. Bo chce, żeby ta druga osoba też się uśmiechnęła. I osoba dająca nie będzie mieć za złe, że dostanie ją biznesmen “którego stać”, albo że studentka “której rodzice na wszystko dają”, albo wstaw cokolwiek co pasuje do archetypu “kogoś lepszego od Ciebie, bo ma więcej”. Nie wiem, kiedy w tym kraju ludzie zrozumieją, że uśmiech to jest coś, co się daje. A kiedy się to daje, to przyjemnie jest kiedy to się niesie. A ostatecznie może nawet wraca. Jak patrze na te skapcaniałe mordy ludzi łażących z nienawistnym spojrzeniem do wszystkiego wokół po ulicach – to obawiam się, że jeszcze sporo wody w Wiśle upłynie, zanim ludzie w tym kraju skumają, że fajniej się żyje w społeczeństwie uśmiechniętych ludzi, a nie tych wiecznie sfrustrowanych i jawnie lub niejawnie dopierdalających innym. Bo uśmiech nie kosztuje wiele. I nie potrzeba do niego kawy zawieszać, choć można i to miły zwyczaj. Ale niechże to służy faktycznie dzieleniu się uśmiechem, a nie podejściu na zasadzie “mnie stać, to znaj łaskę Pana żulu”. Bo wtedy nikt normalny tej kawy brać nie będzie chciał i 137 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

faktycznie stada osobników zdolnych do położenia każdego Starbucksa swoją aurą będą się zlatywać i korzystać z tej idei. Na czym nikt nie skorzysta, a sama akcja stanie się karykaturą i źródłem problemów, a nie korzyści. Jakie to polskie… Chcecie, żeby ta akcja miała sens? To zacznijmy rozmawiać o tym, co możemy dobrego dla siebie nawzajem robić. I pomagajmy sobie bez względu na to, kto kim jest i czym się zajmuje. Człowiek to człowiek. W szerokiej palecie możliwości. Ktoś może zapomnieć portfela, mogła mu się skończyć kasa przed wypłatą, ktoś może zwyczajnie chcieć uczestniczyć w akcji opierającej się na tym, że zamiast płacić za swoją kawę – płacisz za kawę dla kolejnej osoby. Nawet tej następnej w kolejce. I wtedy z uśmiechem siadacie sobie do stolika i macie okazję się poznać i porozmawiać. Chcecie promować tą akcję? To takich obrazów szukajcie do ich promocji, a nie wizji starego, odrzuconego ze społeczeństwa człowieka, którym można sobie reperować kompleksy, bo macie więcej od niego, to Was stać na “altruizm”.

138 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

W odpowiedzi do komentarzy tekstu nt. Zawieszonej Kawy To zabawne, kiedy zdarza się taka niespodzianka. W tym przypadku chodzi o tekst nt. Zawieszonej Kawy, do którego z facebookowej strony promującej ową ideę (https://www.facebook.com/zawieszonakawa) trafiło na mój blog sporo osób. O ile ilość rekomendacji oraz poziom konwersji wejść na polecenie tekstu (średnio co czwarta osoba) danego tekstu mówi sama za siebie i daje mi znać, że był on potrzebny – o tyle utwierdzam się w przekonaniu, że pozbycie się komentarzy z bloga było dobrym posunięciem. Dlaczego? Wątek komentarzy to materiał na osobny wpis, podobnie jak kwestia formy użytej w moim pierwotnym wpisie – niemniej wnioski są dość jasne. To nie jest istotne, jakie ma się intencje – zawsze znajdą się ludzie, w których odpalać się będą różne dziwne kotwice i skojarzenia, na które ludzie się zafiksują. I tak padły oskarżenia o to, że obrzucam mięsem bezdomnych – choć w istocie ten tekst uderzał w sposób myślenia i motywacje tych, którzy ten dom i trochę grosza w kieszeni właśnie mają. Padły jakieś zarzuty odnośnie osób niepełnosprawnych – chociaż nigdzie, w ani jednym miejscu, ani jednym słowie – nie nawiązywałem, ani nie uwzględniłem tej grupy społecznej w tym tekście. Obstawiam jednak, że to mówiły osoby, których w istocie ten tekst właśnie dotyczył – więc w ogóle mnie nie dziwi, że kiedy nie ma argumentów merytorycznych to ludzie przesiedli się na personalne i przeinaczanie sensu moich słów, albo wręcz wymyślanie takich, które nigdzie nie padły. Więc mniejsza z nimi – to właśnie ich miało zaboleć i skłonić do myślenia. Zmartwił mnie jedynie fakt, że na tekst trafiło trochę wrażliwych osób, do których prawdopodobnie ani treść, ani forma nie była skierowana. Mam świadomość, że forma “Ty” w tekście pisanym raczej utrudnia podejście do niego z merytorycznym dystansem. Nie wiem – może powinienem zamiast leadów pisać dla kogo dany tekst jest, a dla kogo nie, a na koniec wypisywać jakie tezy zostały w nim zawarte, a jakie nie? Nie wiem, może to jest jakiś pomysł na pisanie tekstów do szerokiej publiczności – to może mieć sens. Coś na kształt klauzuli prawnej, która z definicji przynajmniej ma konstytuować sens oraz zakres treści danego dokumentu. Nie wiem, może taka forma jest potrzebna. Chyba spróbuję przy następnej okazji i zobaczymy, jak to wyjdzie w praktyce. Tymczasem moja odpowiedź do komentarzy umieszczona na fanpage’u Zawieszonej Kawy. Jest i autor w odwiedziny. Powiem tak, nie mam ochoty rozmawiać z osobami, które twierdzą, że tekst obrażał osoby bezdomne, nie mówiąc już o niepełnosprawnych, o których nigdzie nie padło ANI JEDNO słowo. Bo już przy okazji pisania tekstu o automatyzmach w komunikacji i mechanizmach wtórnego analfebytyzmu wyjaśniałem, jak to u ludzi działa i dlaczego widzą to, co chcą widzieć. Widzę też, że co wrażliwsi oburzyli się na język użyty w tekście. Cóż, powiem tak – ze względu na Waszą wrażliwość – wolałbym, żebyście tego tekstu nie czytali, ponieważ jego forma nie była skierowana do Was. Niestety nie mam możliwości zrobienia odgórnego filtrowania tego kogo zaboli niepotrzebnie, a kogo właśnie zaboleć miało, żeby zobaczył jakimi mechanizmami się posługuje w myśleniu o innych. Problem polega na tym, że właśnie w takim sposobie opowiadania o akcji 139 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Zawieszonej Kawy kryje się między wierszami owo chamstwo, które mi się zarzuca. Otóż zakładam, ze o tej części rzeczywistości wiem całkiem sporo. Moim bliskim współpracownikiem swojego czasu był gość, który wybrał właśnie taki styl życia. Na coś takiego nie odważy się ktoś przyzwyczajony do tego, że ma gdzie spać, co jeść i nie martwi się o przeżycie. Jeśli to kogoś interesuje – choć nie zakładam, że osoby wystosowujące zarzuty pod względem mojej osoby były zainteresowane zmianą swojego odległego od rzeczywistości przekonania na temat autora tekstu – swojego czasu zrobiłem eksperyment. I faktycznie byłem w sytuacji życiowej, w której nie byłem w stanie z miedziaków zebrać sumy umożliwiającej mi kupno bułki w sklepie. I musiałem kombinować gdzie i jak zorganizować sobie nocleg. To był mój prywatny sprawdzian umiejętności organizacji oraz przetrwania w ekstremalnych warunkach w mieście. Zakładam, że jest to doświadczenie nieznane większości z osób, które zetknęły lub zetkną się z tym tekstem. Niemniej wierzcie mi, ze o kwestii mechanizmów – jakich doświadczają osoby bezdomne – wiem z doświadczenia więcej niż większość z Was tutaj. Więc bardzo proszę, żeby nie zarzucać mi czegoś – czego w tekście nie było. Sama forma, jak i treść nie dotyczyła osób bezdomnych – ale właśnie tych, którzy owe domy mają i trochę kasy w portfelu, a którzy pod płaszczykiem “altruizmu” stawiali kawę komuś, komu akurat jest ona najmniej potrzebna. Jeżeli ktoś chce pomóc bezdomnemu – niech się najpierw zastanowi, jakiej pomocy on potrzebuje. Bo niestety, z czego większość ludzi nie zdaje sobie sprawy – bezdomność jest dość specyficznym stylem życia, który mimo swoich kosztów – daje jedną fundamentalną korzyść, która utrzymuje tych ludzi w takim położeniu: poczucie wolności. Wolności, którą zrozumiałem, kiedy zobaczyłem setki smutnych, zmarzniętych twarzy jadących warszawskim metrem tuż przed 6 rano do pracy, żeby zarobić na dom i jedzenie, żeby móc jechać w kolejne dni do pracy o godzinie, o której sam nieraz się kładę spać. To były twarze, na które patrzyłem z perspektywy kogoś, kto mając 25 lat, właśnie jechał na plac zabaw pohuśtać się. Kiedy wyobrazicie sobie ten kontrast i spojrzycie na swoje życie z dystansu – zrozumiecie jedną cenną lekcję, którą dają bezdomni. Brak posiadania to brak zobowiązań. A nic tak nie zniewala człowieka, jak nadmiar tych ostatnich. Wtedy nie ma wyboru. Wtedy jest smutna twarz, która nie potrafi się uśmiechnąć do drugiej osoby. Osobiście życzę tu zebranym, żebyśmy któregoś razu mogli się spotkać na takiej huśtawce razem, a później pójść na kawę, którą postawimy sobie nawzajem – bo fajnie jest coś dawać i czymś się wymieniać i dzielić – a po tym spotkaniu zwyczajnie obdarzyć się uśmiechem mijając się na ulicy. Życzę nam wszystkim życia w kraju, w którym to będzie się działo częściej niż raz na milion. Życzę nam wszystkim życia w kraju, o którym będzie można opowiadać innym językiem niż ten, który znaleźliście w tekście na moim blogu. Wszystkiego dobrego Rodacy

140 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Reprezentują biedę, ale chcą mieć american dream Polska to taki dziwny kraj. Pisałem i mówiłem o tym już wcześniej wiele razy, ale tematy wciąż pojawiają się nowe. Ten zadziwiający dysonans między tym, gdzie ten kraj jest – a tym gdzie chciałby być jednocześnie będąc tutaj i będąc tam – zastanawia mnie nieodmiennie. Tym razem pojawia się ciekawy wątek tego, że Polacy chcą być jednocześnie bogaci i biedni. Jeszcze bardziej zadziwia mnie fakt, że wiem, jak faktycznie zrobić z tego coś… Zacznijmy od podstaw. Każdy kraj jest swoistą korporacją. Każda korporacja tworzy swoje wewnętrzne gry. Formalne i nieformalne. Formalnie za przekroczenie prędkości płacisz mandat i dostajesz punkty. Nieformalnie za to samo możesz nie dostać punktów, a jak masz ładny biust i zakręcisz rzęsami to możesz nawet nie zapłacić mandatu. Mówimy o faktach, więc proszę się nie burzyć, że szowinizm itp. – w tym wypadku to jest zresztą argument na niekorzyść mężczyzn pełniących określone funkcje. Faktem jest, że korpo Polska jest zupełnie inna niż korpo USA. I, jak to ktoś kiedyś określił, Polska jest biednym krajem wschodnim, ale zachowuje się jak bogaty kraj zachodni. Z tą jedną różnicą. Polska jednocześnie chce być bogatym krajem i chce chwalić swoją biedę. A zasady gry w biednym kraju i w bogatym kraju są zupełnie różne. W kraju, który jest biedny – nie wypada się chwalić hajsem, który to robi się gdzieś poza systemem (tzw. “na lewo”) bo tak się najbardziej opłaca, nie wypada dobrze mówić ani nawet myśleć dobrze o sobie, nie jest też dobrze widziane pomaganie równym sobie – no chyba że są już skrajnie upodleni, bo wtedy można sobie podbudować samopoczucie – a przede wszystkim warto mieć poczucie walki ze światem i brak zaufania do ludzi, którzy choć odrobinę różnią się poglądami, wyglądem, zachowaniem, albo czymkolwiek innym od powszechnego wyobrażenia o większości i jej standardach. Bo takie są reguły gry w biednej korpo. W bogatym kraju jest w zasadzie na odwrót i można spokojnie pozwolić sobie na takie zerojedynkowe uproszczenie w tej chwili. Sens jest bowiem taki, że ludzi w bogatym kraju życie tak nie boli. I zwykle nie jest to żadna ich zasługa. Oni także podążają za regułami gry ustalonymi na ich terenie. Po prostu urodzili się w innym miejscu. A nie w takim na przykład Afganistanie, gdzie podstawową regułą jest przede wszystkim “przeżyć i nie dać sie zabić”. Albo w takiej Polsce, o której była już przed chwilą mowa. Reprezentuje bogactwo czy może zwykłą głupotę? Ostatnimi czasy zrobił się szum wokół gościa o pseudonimie PiKej, czyli Piotra Kukulskiego. Przyrodniego brata Natalii i syna swojego ojca, który napisał wiele piosenek i zostawił dziciakowi bardzo konkretne mieszkanie. Choć kolega PiKej mówił w jednym z wywiadów, że to było jedyne co dostał w spadku i że z tantiemów ojca ledwie na życie starcza. Cóż, zafascynowanie historiami opowiadanymi przez amerykańskich raperów rzeczywiście może budzić niedosyt. W końcu biedny polski raper ma tylko mieszkanie warte ponad 1 mln zł i zabezpieczony byt. A przecież mógłby jeszcze dostać Maybacha, helikopter i cały dom z basenem a nie jakieś tam mieszkanie. Mnie prywatnie nie przeszkadza to, że dostał coś w spadku i może – bez żadnych zasług własnych w tym względzie – zaliczać się do tej dobrze sytuowanej mniejszości w tym kraju. Irytuje mnie natomiast to, że chyba nie docenia tego, co ma. Tudzież, że nierozważnie się z tym obchodzi. A obnoszenie się ze swoim wysokim statusem materialnym w biednej korpo zdecydowanie zakrawa o brak rozwagi. 141 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Bardzo uczciwy przekaz w tej kwestii wypowiedział kolega z kolorowyvlog, werbalizując faktyczne myśli osób szydzących z “krula” polskiego rapu, PiKeja. Do tego należałoby jeszcze tylko dodać, że takie obnoszenie się z tym, co ma – a czego oni najpewniej nie będą mieli – jest odbierane, jako celowe ranienie i sprawianie bólu tym, którzy nie mają. Więc oddają tym samym. Że bieda zwykle oznacza, że ktoś ma dużo wolnego czasu (no chyba, że ma mnóstwo zobowiązań – wtedy nie ma ani tego, ani tego) – to poświęca go na zajmowaniu się takimi historiami. Najlepszym dowodem na fakt, że jest to pewien lokalny standard – jest to, że Polacy 1,5 roku żyli sprawą jakiejś kobiety, która udusiła swoje dziecko, a później zrobiła się z tego medialna historia. Historia, która chwyciła tak bardzo – że naprawdę nie ma lepszego dowodu na to, że masowy odbiorca nie posiada czegoś takiego, jak gust i zdolność do selekcji informacji. I proszę nie mówić, że to jest kwestia gustu, że co kto lubi. Nie. Kiedy mamy do czynienia z jego brakiem – nie możemy mówić o kwestiach gustu, bo go tam po prostu nie ma. Jeżeli emocjonowały Cię losy Katarzyny W. – masz pełne prawo czuć się głęboko zażenowanym/ą. Nie dogodzisz komuś, kto nie wie czego chce Ale wracając do kolegi PiKeja. Tak naprawdę jego case pokazuje pięknie, jaki jest stan myśli w Polsce i jak one wyglądają. A wyglądają tak, że: 1. Polacy są biedni materialnie (głównie dlatego, że są okradani rękami własnego kraju, ale to osobna historia). 2. Polacy są zafascynowanie bogatym zachodem. 3. Polacy uważają, że bogactwo jest złe. Tak. Punkt drugi i trzeci się wzajemnie wykluczają. Punkt pierwszy na dobrą sprawę dodaje tej całej sytuacji osobliwego smaku. Coś, jak połączenie moczu z szmpanem. Niby kolor podobny, ale smak zupełnie nie ten. No i problem polega na tym, że PiKej się tym szampanem oblewa i nim zachwyca. Przynajmniej taka jest tego percepcja. I to budzi zdziwienie. No bo wiadomo, że ten szampan to nie jest szampan, o jakim słyszymy od ciemnoskórych kolegów z zachodu. To, jaki on jest na tym zachodzie – to także zupełnie osobna historia. Głównie dlatego, że większość Polaków nigdy na zachodzie nie była (dotyczy to obecnie też mnie zresztą) – to pozostaje nam wierzyć w american dream. To nic, że zamienia się to stopniowo w american nightmare. I że Polaków czeka dokładnie to samo. American Nightmare Skala jest nieco inna, bo w stanach powstała idea, że każdy powinien mieć swój dom. U nas ludzie wierzą, że każdy powinien mieć swoje mieszkanie. To, co łączy oba te przekonania – to fakt, że zarówno te domy, jak i mieszkania – nie są czymś, na co ludzi kupujących stać. Więc kupują na kredyt. A co to oznacza? Że mieszkanie czy też ten dom wcale nie jest ich. Ale banku. A jak się im noga podwinie kilka miesięcy z rzędu – to zwykle dopiero wtedy to sobie uświadamiają. Jaki to ma związek z PiKejem? Ano taki, że jak młodzi ludzie nie znajdą i nie wdrożą alternatywnych i rozsądnych rozwiązań – to zarówno oni, jak i kolega PiKej wylądują dokładnie tam, gdzie już teraz lądują amerykańskie rodziny. Na chodniku przed domem. Nie swoim, ale banku, który go kupił i wynajmował im go z umową na jakieś 30 lat naprzód. A wylądują tam dlatego, że grają według zasad gry, która z definicji powstała po to, żeby ludzie nie mogli w tą grę wygrać. Dlatego, że – patrząc z perspektywy mas grających w nią – na końcu jest jedno wielkie GAME OVER dla

142 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

większość i YOU WIN dla bardzo wąskiej grupy ludzi. Tak, w taki sposób ta gra systemowa została zaprojektowana i to nie jest kwestia opini, ale faktów. Trudnych, ale prawdziwych. Swoją drogą, już teraz rynek nieruchomości pokredytowych jest ogromny i nawet polskie banki dysponują dużymi ilościami nieruchomości, których nikt nie kupuje. Każda taka nieruchomość oznacza właśnie GAME OVER dla osób, które w to weszły. I to nie jest tak, że one czemuś zawiniły. Statystycznie takie osoby są i będzie ich stopniowo coraz więcej. Nie wszystkie naraz, bo to by zagroziło buntem i upadkiem całej gry – ale krok po kroku, jeden po drugim, każdy kolejny, który przyszedł do banku i podpisał, że resztę swojego aktywnego życia będzie płacił mu za to, że może żyć w jakimś miejscu. Miejscu, które na dodatek – nieświadom ironii tego stwierdzenia – nazywa “swoim”. Zajrzyj do księgi wieczystej tego “swojego” mieszkania kredytobiorco. Kogo tam widzisz? Światełko w tunelu Kończąc wątek PiKeja. Tak naprawdę to jest dobry sygnał. To, że ludzie tak na niego zareagowali. Tam pod powierzchnią płynie w ślad za tym głębszy sens. Tego, że kolega Kukulski próbuje nam sprzedać idee i obrazy, które doprowadziły społeczeństwo USA do bankructwa. Podobnie, jak zrobiły to z ogromną rzeszą innych społeczeństw, które mają do spłacenia długi – których spłacić się nie da. Z samej definicji pieniądza i inflacji. Więc Polacy nie chcą tego kupować. I teraz pytanie czy dlatego, że przynajmniej czują, że nie tędy droga. A może po prostu wierzę, że tak jest i przypisuję wzniosłe idee zwykłej ludzkiej głupocie i zawiści. Kto wie… Natomiast światełko w tunelu się pojawia, dlatego, że przy okazji badań przeze mnie prowadzonych – przekonałem się, że da się znacznie więcej, za znacznie mniej. Tylko trzeba wiedzieć jak. A o tym pisałem we wstępie do czegoś większego, czyli w cyklu Lifestyle Milionera za Średnią Krajową.

143 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

CO Z TĄ POLSKĄ? Obstawiam, że to może być jedna z najważniejszych serii w mojej karierze. To jest fundament pod realne zmiany w tym kraju. Pod prawdziwe reformy oparte na tym, jak faktycznie jest. I jak może być. I naprawdę można to zrobić tak, że inne narody będą się uczyć na przykładzie tej zmiany. Ale najpierw trzeba ją wprowadzić. A do tego bardzo długa droga. W Co z tą Polską nakreślam obraz tego, na czym możemy się oprzeć w tym procesie reform. Głębokich reform. Przede wszystkim w myśleniu i w tym, jak można to przekuć na realne zmiany na lepsze w codziennym życiu. To także odpowiedź na wiele obaw, które towarzyszą ludziom w obecnych czasach.

144 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Co z tą Polską? | cz. I: diagnoza stanu obecnego Temat Polski jest bardzo obszerny i można go rozpatrywać wielowątkowo. Natomiast to, co mnie zawsze interesuje – to społeczeństwo. Dlatego, że naród tworzą ludzie. A jaki mamy naród i jaki mamy kraj na początku lat ’20 XXI wieku? Śmiem twierdzić, że w stanie gorszym niż sto lat temu. Choć coś się rusza. Ale jeśli powtórzy się scenariusz z przed wieku, to Polska ponownie upadnie. Zresztą i tak jest cały czas na kolanach. To, jak wygląda stan polskiego społeczeństwa, narodu, ludzi na ulicach, po prostu przeraża. Przeglądam sobie Politykę. Na okładce piszą o klasach społecznych, to stwierdzam, że zajrzę. Jakiś czas temu robiłem segmentację rynku na bazie cech osobowości i motywacji wewnętrznych to sprawdzę, co tam inni badacze piszą. No i gdyby nie to, że to nic by nie zmieniło – to najchętniej zamknąłbym tą gazetę i uciekł z krzykiem z tego sklepu. Co było w środku? Tak statystycznie rzecz biorąc, jak by postawić koło siebie 10. reprezentatywnych Polaków, to okazałoby się, że aż 7 na 10 żyje w kontekście, w którym najzwyczajniej w świecie nie mogą być nikim innym, jak tylko – i przepraszam za określenie, ale nazwijmy rzeczy po imieniu – debilami! Nie jestem w stanie użyć innego określenia. Nie chcę nikogo głaskać po jajkach. Tutaj naprawdę potrzeba konkretnego szoku, żeby otrzeźwieć. Co w owej Polsce i wśród tych 7. na 10 za często się nie zdarza. Wśród pozostałych trzech też w sumie nie. Więc umówmy się, że ten wpis i ten tekst nie będzie nikogo głaskał po główce, nie będzie używał eufemizmów (bo utonąłby w nich niechybnie, jak w gównie), nie będzie też dla nikogo łagodny, a jego autor nie czuje się nikim więcej ani bardziej, bo sam babra się dokładnie w tym samym szambie. Moi Drodzy, potrzebujemy otrzeźwieć, potrzebujemy spojrzeć z dystansu, potrzebujemy zrozumieć gdzie jesteśmy, jako Naród. Piłsudzki mawiał, że “Naród piękny, tylko ludzie kurwy”. Nie mogę się z nim nie zgodzić. Ale mogę też zadać pytanie o to, dlaczego. Dlaczego ludzie w tym kraju to zazdrosne, popychane prymitywnymi odruchami, wiecznie kombinujące [wstaw swój ulubiony epitet lub wulgaryzm]. Stan polskiego społeczeństwa na dzień dzisiejszy Jestem w tym sklepie i czytam w tej gazecie, że Polacy mają największe w Europie zaufanie do polityków, dziennikarzy i księży. Ja się pytam, jak to działa? Przecież to takie same [znowu ulubione określenie], jak cała reszta. To, jak to się dzieje, że ludzie darzą ich jakimkolwiek zaufaniem? I znajduję tam bardzo konkretne odpowiedzi. Wedle wyników tychże badań, gdyby postawić 10 reprezentatywnych Polaków pod ścianą, to: 1 osoba jest wykluczoną z życia społecznego jednostką, która nie wiedzieć jakim cudem – żyje mimo tego, że generuje jedynie koszta dla społeczeństwa i żyje na jego koszt na różnych zasiłkach, rentach i bóg wie jakich jeszcze socjalistycznych wynalazkach. 2 osoby to niewykwalifikowani fizyczni, ludzie bez jakiejkolwiek edukacji i kompetencji. Ludzie, których jedynym kapitałem są mięśnie, które mogą oddać komuś do dyspozycji na określoną ilość godzin. Też nie to, żeby jakoś szczególnie ambitni byli w realizacji tego zadania tak swoją drogą. 2 osoby to fizyczni, ale z wyuczonym zawodem. Ich zaletą jest to, że są w stanie coś zrobić, coś zaszpachlować, coś tam przykleić, albo pomalować. Jak mieli łeb i się dobrze zakręcili, to teraz zarabiają za granicą pieniądze porównywalne do tych, które zarabiają klasy wysokie tutaj w

145 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Polsce. Jak łba nie mieli, to siedzą tu w Polsce i przerzucają piasek łopatą na robocie, żeby wyglądało, że coś robią. 1 osoba to pracownik handlu. W większości przypadków jest to pracownik supermarketu, który przesuwa przez cały dzień produkty na taśmie przy powtarzającym się nieustannie “pip”, które śni się tym ludziom później po nocach. Zastanawiam się, co bardziej odmóżdża – machanie łopatą, czy taśmowe powtarzanie tego samego schematu w otoczeniu wbijającego w trans dźwięku, przez większość aktywnej części dnia. 1 osoba to urzędnik, czyli ten co pilnuje, żeby obywatele się słuchali nakazów tych wyżej. Jeżeli ktoś się spodziewa działalności intelektualnej po pracownikach urzędów, wojska, policji, albo nauczycieli (tak, tak, ich także!) to chyba nie bierze pod uwagę faktu, że to, co nieużywane – zanika. Urzędnik przerzuca papiery i sprawdza czy jeszcze głupsi od niego wypełnili dobrze odpowiednie rubryczki. Wojskowy ma słuchać rozkazów. Policjant także. A nauczyciel ma “zrealizować program nauczania”, czyli podyktować uczniom notatki ze swojego zeszytu do ich, a później “zweryfikować i ocenić ich wiedzę”. To ostatnie słowo w tym kontekście jest najzabawniejsze, nie uważasz? 1 osoba to specjalista. I to jest pierwsza grupa społeczna, która jakoś rokuje i coś potencjalnie może sobą reprezentować. To, że bierze nieraz udział w bandyckich procederach, w których na ten przykład lekarz nie jest w stanie pacjentowi pomóc, ale nafaszeruje go taką ilością farmaceutyków, że ten będzie musiał przyjść po więcej – to swoją drogą. A mówię to, jako jednostka, która ostatni raz lekarza na wizycie odwiedzała prawie 10 lat temu. Ale typów specjalistów jest więcej, a samych lekarzy zachodniej medycyny kiedyś się nauczy, jak działa zdrowie i że faktycznie można być zdrowym. Więc generalnie jest to pierwsza sensownie rokująca osoba w tym statystycznym zestawieniu, która będzie w stanie zrobić coś więcej, niż wypełniać cudze polecenia.

1 osoba to kierownik, manager, właściciel małego biznesu. Chciałbym powiedzieć coś miłego o tej grupie, ale pracowałem już w tylu miejscach i jestem w stanie sobie przypomnieć tylko jedną osobę na stanowisku kierowniczym, którą dobrze wspominam. A że zastępczynię miała sukę, to sytuacji i tak to nie poprawia. Niemniej jeśli chodzi o właścicieli małych przedsiębiorstw. Dla mnie fenomenem jest to, że przy takich złodziejskich stawkach i opłatach, jakie są nakładane na nich, a jednocześnie przy tym, jak słabo wymyślone i robione są te firmy – są w stanie przeżyć i utrzymać swój biznes. To jest chyba najlepszy dowód na to, że to chyba jedyna grupa, która podjęła dobrą decyzję zawodową. Ale, że pozostali chcą na nich żerować, to ich życie do lekkich nie należy. A póki przedsiębiorców jest tak mało (ok. 6,9% społeczeństwa), to nic się nie zmieni, bo przecież w kupie siła. A jaka jest ta polska kupa, każdy widzi. 1 osoba należy do grupy nazywanej elitą. Nie bardzo rozumiem, dlaczego twórcy badania zdecydowali się w tym gronie umieścić polityków chociażby. Chyba tylko ze względu na stan portfela. Napychanego cudzą kapuchą tak swoją drogą. W moim odczuciu ktoś, kto idzie do polityki i pobiera tam pensję – nigdy nie powinien się znaleźć w polityce. Jak może zarządzać życiem 40 milionów ludzi ktoś, kto nie potrafił zarządzić swoim własnym życiem i majątkiem? Jak premierem mógł zostać pomywacz okien na ten przykład? A wcześniej prezydentem jakiś spawacz, czy kim on tam ten Bolek był. Niemniej w tej grupie znajdują się też niezwykle rzadko spotykane w Polsce osoby, które wyszły poza system, zrozumiały go, znalazły w nim odpowiednie drogi i zaczęły z nich korzystać. Choć część z nich to po prostu głowa lepiej lub gorzej zorganizowanej mafii (tu mam na myśli bardziej obraz z Układu Zamkniętego, niż z Pitbula). Więc takiej czystej, dorodnej, prawdziwej, zdrowej elity, to my w Polsce mamy tyle, że nawet kot nie napłakał, bo jak to zobaczył to się zesrał i uciekł na drzewo. 146 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

I naprawdę wiem, że każda z tych klas i ludzie w nich żyjący – są tacy, bo tak ich ukształtowała rzeczywistość, w którą weszli lub zostali do niej przystosowani. Ale fakty są też takie, że jak ktoś toleruje otoczenie smrodu, brudu i budzących szerokie zniesmaczenie doświadczeń zmysłowych – to niech się nie dziwi, że żyje tak, jak żyje. A jeśli dla kogoś priorytetami w życiu jest to, żeby “pójść się napierdolić ze znajomymi” – to w tym momencie traci jakiekolwiek argumenty w polemice. Życie zawsze jest wyborem. Jak ktoś wybiera taki styl życia i nic z tym nie robi, to w takim stylu życia umrze i zostanie pochowany przez swoje dzieci, namiestników i spadkobierców tego rodzaju podejścia do świata i siebie samego. Willkommen w Польша(Pol’sha) Jest burdel Państwo Koledzy i Koleżanki. Jest potężny burdel. Taki jest stan rzeczy. To jest Polska właśnie. Środek Europy. Witamy w kraju, w którym blisko 70% mieszkańców mieszka we wsiach i małych miasteczkach. Kraju, w którym jakieś 60% ludności nawet nie dotknęło książki w ubiegłym roku, bo przecież, jak nie jest obowiązkowe – to po co czytać (przy okazji podziękowania dla klasy urzędniczej za obrzydzenie ludziom książek, rynek wydawniczy powinien wystawić Wam potężną fakturę za straty, które generujecie). Witamy w kraju, w którym wtórny analfabetyzm dotyka nawet 90% osób kończących formalną edukację. Kraju, w którym nawet wiosna wstydziła się pokazać. Gdybym chciał się poznęcać nad Polakami, to w tym momencie zostawiłbym z taką diagnozą i idzież w pizdu, bo co tu z takim bajzlem zrobić, przecież stajnia Augiasza przy tym, to jest restauracja po wizycie Magdy Gessler, w porównaniu z obecnym stanem Polski. Nam w pokoleniu pradziadków wybito większość tych, którzy posiadali kompetencje do tego, żeby myśleć. Przez kolejne 2 pokolenia socjalistycznej propagandy wyhodowano nam społeczeństwo, w którym 7 na 10 osób nie myśli i nikt tego od nich nie wymaga, a oni sami od siebie również tego nie oczekują i najwyraźniej do szczęścia im to niepotrzebne. Tych ludzi wrzucono nagle na przełomie lat ’90 do szamba z napisem “kapitalizm”, do czego owi naturalnie nijak i nigdzie nie byli przygotowani. My teraz jesteśmy w kraju, w którym “Polska” istnieje jedynie na zdezaktualizowanych podziałach mapy politycznej, jako, że ten kraj jest obecnie pod rozbiorami ekonomicznymi (znaczy się jeden chuj jakimi, kupili sobie “Korporację Polska” i nią zarządzają po swojemu) – gdzie głównymi udziałowcami są Niemcy oraz Rosja, z tego co mnie doszły słuchy – a co historycznie ani geopolitycznie patrząc, nie powinno nikogo dziwić. Co z tą Polską zatem? Jeżeli czytasz ten tekst poza granicami tego kraju – a nie jest to jakiś głęboki Afganistan – wiedz, kurwa, że Ci zazdroszczę, jak na prawdziwego polaczka przystało. Ale już tak bardzo niepolsko – cieszę się, że Cię tu nie ma, że jesteś daleko, że nie oddychasz tą stęchlizną, tym smrodem codzienności, że możesz żyć normalnie, tak po ludzku, godnie (zakładam, że nie uciekałeś/-aś z gówna do jeszcze większego szamba). Wkrótce mnie także tu nie będzie. Ale zastanawiam się nad tymi, którzy jednak będą, którzy tu zostaną. Którzy chcą tu zostać. Wieloma spośród tych, których chciałbym stąd zabrać jak najdalej. Ale wszystkich nie wyciągnę. Więc, albo wyjadę tak, jak reszta myślących, żeby zapomnieć o tym kraju – albo zostawię coś po sobie, jakiś ślad, stworzę fundamenty pod coś, co ma szansę coś zmienić, coś ruszyć, coś aktywować.

147 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Dlatego wymyśliłem i przygotowałem projekt Leader’s School of Business Nikodeus. Choć nie kryję, że bardzo już chcę go wdrażać i realizować poza granicami Polski. Bo o ile jakoś się już oswoiłem z tym, że ludzie tutaj są, jacy są – o tyle nadal myśl o tym, że budzę się w kraju tak głęboko, zatwardziale skamieniałym w tym swoim zastaniu, w tym całym brudzie, w tym wszystkim, co budzi tak głębokie zniesmaczenie – sprawia, że otrząsam się raz po raz, jak ten pies, który nie jest w stanie pozbyć się ze swojej sierści zapachu szamba, w które wskoczył z nadmiernym hurra-optymizmem. W kolejnym wpisie wspomnę o tym, jak Leader’s School of Business Nikodeus się wpisuje w zmiany i jakie zmiany są możliwe wedle mojego wyobrażenia i stanu wiedzy o tym, co da się potencjalnie zrobić – nawet w takim otoczeniu. Bo, jeśli uda się coś ruszyć w Polsce – to naprawdę w ogromnej części świata się to będzie dało zrobić. I to jest chyba jedyny powód, dla którego spędziłem tu tak wiele czasu. P.S. Tak przy okazji. Wedle kryteriów obranych przez badaczy, a podanych w formie testu w gazecie, w chwili pisania tego materiału wychodzi na to, że należę do okolic najniższej klasy społecznej. Kto mnie poznał i zna moje możliwości, wie, że ten fakt napełnia pewną dozą optymizmu.

148 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Co z tą Polską? | cz.2: koncepcja reform grup społecznych Potrzebujemy przebudować polskie społeczeństwo totalnie od podstaw i to w tempie przyspieszonym, na turbodoładowaniu. To, co potencjalnie można zrobić, to przekształcać poszczególne grupy i angażować je do rzeczy, na których się znają. Ku zaskoczeniu – nawet w tym bajzlu jest pewien potencjał, z którego da się coś gdzieniegdzie wyciągnąć. Ale bez chęci samych zainteresowanych nic się nie wydarzy. Mówimy jednak o sytuacjach, w których chęci są, tylko pomysłu brak. No to lecimy – jak można zbudować Zdrową Polskę od podstaw, na nowo, na bazie tej gleby i nawozu, który mamy. Na początek, jak można zacząć zmieniać krajobraz społeczny w Polsce. Lustro dla społeczeństwa Osoby Wykluczone żyją, choć teoretycznie nie powinny. To oznacza, że na kształt karaluchów – są niemal niezniszczalni. Prosty przykład to, fakt, że bezdomni potrafią przeżyć tak wiele lat, mimo mrozów i braków podstawowych wytworów cywilizacji, bez których większość ludzi nie jest i nigdy nie będzie w stanie sobie poradzić dłużej niż kilka godzin. Chyba, że się przyjrzy tej grupie, jej innowacyjności, pomysłowości, swobodzie bycia i wyciągnie wnioski. Bo wtedy można zrozumieć, czym jest potrzeba a czym zachcianka. Wtedy przestaje się przejmować zdaniem innych. Wtedy można docenić nawet rzeczy najmniejsze, jak zwykłą bułkę. Poznałem świat i funkcjonowanie tej grupy na własnym doświadczeniu, prowadząc swoisty eksperyment w swoim życiu. Trwał on dość długo w gruncie rzeczy i na dobrą sprawę dopiero teraz się kończy. Niewątpliwie potwierdza się teza, którą znałem już wcześniej – że przyjaciele są cenniejsi niż pieniądze. Bo te drugie łatwiej odzyskać, niż tych pierwszych. Ale że źródła jednych i drugich trzeba dobrze przygotować i zorganizować. Natomiast potencjał w pomocy człowieka dla człowieka jest i zawsze będzie cenniejszy niż jakikolwiek model ekonomiczny oparty na wierze – a właśnie na tym opiera się system pieniężny – na wierze w to, że te papierki mają jakąś wartość. Osoby z tej grupy, kiedy z nimi porozmawiać głębiej, obnażą z łatwością wiele kłamstw, którymi żyje całe społeczeństwo. Ta grupa, jej istnienie, jej stan – stanowi doskonałe odzwierciedlenie stanu całego społeczeństwa. To, jak ludzie ich traktują – mówi wiele o nich samych. Stanowi odbicie tego, czego społeczeństwo nie akceptuje, co wypiera, czego się obawia. Ta grupa zawsze będzie istniała w takiej czy innej formie. Pytanie brzmi jedynie, co ta forma będzie mówić o reszcie społeczeństwa. Aktywni fizycznie Osoby Niewykwalifikowane Fizycznie to grupa, która przede wszystkim potrzebuje praktycznej edukacji. Ale nie takiej formalnej, ją można sobie o kant chuja wsadzić i przez ramię przewiesić. Potrzebny jest im kontakt z kompetentnymi przewodnikami, osobami z doświadczeniem, które pokażą im, jak się robi konkretne rzeczy. W praktyce życia współczesnego, jedyne co w tej chwili funkcjonuje w taki sposób, to świat przestępczy. I w tej branży Polacy są przodownikami pracy w Europie. Ale wzięło się to tylko i wyłącznie z tego, że opracowali sobie skuteczny system praktycznego kształcenia postaw, wiedzy oraz kompetencji, w którym więzienia pełnią kluczową rolę. Natomiast klasyczną prawdą jest to, że młotkiem można kogoś zabić, a można nim zbudować dom – to tylko narzędzie, jest pytanie, jak się go używa. Gdyby tych ludzi kształcić w praktyczny sposób, mogą się zająć budową i wdrażaniem nowoczesnych domów chociażby. Takich, których budowa kosztuje mniej niż kupno mieszkania, a utrzymanie jest tańsze od utrzymania samochodu. A czego, jak czego, ale ziemi i wolnych pod zabudowę przestrzeni w 149 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Polsce jest tyle, że by się tu ze dwie Ukrainy mogły jeszcze spokojnie osiedlić i byłoby luźno. To bardziej kwestia dobrej organizacji miejsca, bo możliwości w Polsce są. Osoby Wykwalifikowane Fizycznie potrzebują wzbogacić swoje kompetencje o nowoczesne rozwiązania. Potrzeba pokazać im więcej technologii, nauczyć ich używać, wdrażać pewną kulturę bycia i pracy. Uświadomić, że jebanie młotkiem od 8 rano to bardzo zły pomysł, bo niektórzy naprawdę nie funkcjonują w trybie 8-16. Przydałoby się oswajać ich z wyższym stylem życia. Nie mówię, że zaraz wysyłać do teatru albo opery, bo by się tam zanudzili na śmierć – ale niechże się elegancko ubiorą, kiedy wyjdą z pracy. Nawet prosta koszula i jeansy na start. Przygotować takie materiały, albo tak zorganizować strój roboczy, żeby nie wychodzili z tej pracy ujebani, jak górnik, tyle, że na biało. Wdrożyć w ich kulturę bycia, że zamiast żłopać wódę, fajnie jest napić się nawet tej whiskey z colą czy innego drinka i spoko, obejrzeć sobie mecz, czemu nie. A jak książki czy inne materiały, to w temacie nowoczesnych rozwiązań z ich branży – żeby mogli je wdrażać i rozwijać się w swoich specjalizacjach. Takie drobne rzeczy, które jednak zmieniają zupełnie sposób bycia i krajobraz społeczny, z którym mamy do czynienia. W końcu ich praca może być naprawdę pożyteczna i jeśli nie będzie przy okazji tak inwazyjna i brudna, to naprawdę może zacząć być doceniana przez resztę społeczeństwa. Zresztą to ta grupa będzie wyciągać wyżej tych wszystkich niewykwalifikowanych fizycznych, a nieraz też wykluczonych i uczyć ich kultury. Może nie wysokiej, ale na pewno wyższej niż dotychczasowa. Tylko najpierw sami potrzebują podnieść swoją. Kontakt bezpośredni z drugim człowiekiem Pracownicy Handlowi. Nie ważne jaką ideę czy towar masz – potrzebujesz go sprzedać. Tylko wtedy biznes się rozwija i działa. To może czas wyciągnąć ludzi sprzed tych kas i dać im możliwość ciekawszej, bardziej aktywnej sprzedaży. Niech poznają Twój towar, niech pogadają z ludźmi, niech rozpoczną aktywne działania. Niech się wykażą. Ale żeby to miało sens – potrzebne są dobre, faktycznie wartościowe produkty. Z pustego i Salomon nie naleje. Nie możesz dawać swoim handlowcom gówna do opychania. To ma być dobrze przygotowany, dopasowany do odbiorców produkt, którego faktycznie potrzebują. I do nich niech docierają. Klient się bardzo ucieszy, kiedy ktoś przyjdzie do niego z tym, czego faktycznie potrzebuje. Ten segment można bardzo rozwinąć i jest tu gigantyczny potencjał. Ale tak samo, jak w reszcie przypadków – potrzeba dobrej, praktycznej edukacji. A dodatkowo dobrych modeli biznesowych i dobrych, wartościowych produktów. Segment Urzędniczy. Powiem szczerze, że to jest ciężki temat, bo są o niebo bardziej uciążliwi niż segment wykluczonych a jeszcze mniej przydatni patrząc realnymi korzyściami. Nauczycieli trzeba przekwalifikować i przygotować bardziej pod indywidualne nauczanie, bądź w bardzo małych grupach, a cały system edukacji totalnie zreformować w kierunku nauczania praktycznych umiejętności przez tych, którzy faktycznie je posiadają. System, który w gruncie rzeczy kształci rzesze bezrobotnych i pozbawionych jakichkolwiek przydatnych kompetencji magistrów – nie ma racji bytu. Policję i straż miejską przekwalifikować, zostawić najlepszych i faktycznie potrzebnych, a resztę rozproszyć po innych grupach, tam gdzie się poszczególne jednostki odnajdą. Wojsko to grubszy temat, ale sama idea robienia z nich bezmózgów pociągających za spust i słuchających bezrefleksyjnie rozkazów – szkodzi zdecydowanej większości społeczeństwa i nie może być tolerowane. Z urzędników biurowych zostawić jedynie garstkę wykwalifikowanych administratorów danych oraz operatorów systemów informacyjnych, a pozostałych tak samo – przekwalifikować, nauczyć praktycznych kompetencji i wdrożyć do innych grup społecznych. Obstawiam, że pójdą w pierwszej kolejności do handlu. Nie zdziwiłbym się, gdyby część tych zgrzybiałych biurw zastąpiła młodych ludzi przy kasach, bo ci zaczęli się edukować. Reszta 150 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

urzędników pewnie ruszy głową i nauczy się w końcu jakiegoś zdrowego kontaktu z drugim człowiekiem. Wszyscy na tym skorzystają. Realizatorzy Specjaliści. Potencjalnie najcenniejsza, najbardziej wykwalifikowana i najciekawsza grupa ludzi Zdrowej Polski. W dzisiejszym świecie, a zwłaszcza w tej części świata, nikogo nie brakuje tak bardzo, jak tych – którzy faktycznie coś potrafią. Zakres kompetencji jest gigantyczny. W tej chwili mamy w Polsce około tysiąca branż w biznesie. Jest z czego wybierać, jest co udoskonalać, jest nad czym pracować i jest się czym zająć. To nie jest tak, że w Polsce nie ma pracy. Jest od groma rzeczy do zrobienia! Problem w tym, że nie ma ludzi, którzy są tą pracę w stanie wykonać. Doskonalenie się i specjalizacja to fundament XXI wieku. Nic nie jest i nie będzie cenniejsze, jak jednostki, które posiadają kompetencje. Dowolne. Byle wysokie. Wtedy sobie poradzą. Być może w czasach PRLu studia coś dawały i coś załatwiały. W dzisiejszym świecie możesz nie mieć żadnego papierka, ale potrzebujesz mieć mocne portfolio, które możesz pokazać. Ci, którzy mają głowę na karku – zaproponują Tobie współpracę już teraz. Ci, którym nauka zajmuje więcej czasu – otrząsną się za jakiś czas. Ale fakty są takie, że mając jakieś wartościowe i dające się zweryfikować specjalizacje – poradzicie sobie nawet w dzisiejszej Polsce. Organizatorzy Managerowie i Mały Biznes. Tutaj mamy dwie kategorie, które jednak przy nowoczesnych rozwiązaniach mogą mieć podobny ksztatł. Chodzi w skrócie o bycie koordynatorem i organizatorem. Forma może się ujednolicić. Dzięki wynajmowi przedsiębiorczości – będą mogli działać, jako niezależni przedsiębiorcy w obrębie współpracy, jaką podejmą z innymi lub w ramach samodzielnych projektów. Docelowo ta grupa może bardzo urosnąć i może ją zasilić w takiej czy innej formie spora ilość młodych ludzi, którzy zamiast iść na studia – pójdą właśnie w tym kierunku, na czym wszyscy skorzystają (no może poza społecznymi pasożytami, ich będzie trzeba wytępić albo zneutralizować w taki czy inny sposób, bo w ich zreformowanie wiary nie mam). Inspiracja i Zdrowe Zarządzanie Elita. Taka zdrowa i prawdziwa. To ci, których chcę kształcić. Ci, z którymi chcę pracować i razem autentycznie zmieniać ten kraj na lepsze. Potrzebujemy prawdziwej Elity. Osób, które mają coś do powiedzenia, które posiadają wartościowe kompetencje, które zbudowały mocne, trwałe i wartościowe relacje w kluczowych przestrzeniach życia społecznego. Doskonałych organizatorów. Świadomych siebie i świata. Których praca wnosi realną i głęboko penetrującą społeczeństwo wartość. Tych, którzy będą stanowić fundamenty tego Narodu. To wielkie wyzwanie i odpowiedzialność. Ale czas najwyższy, żeby ktoś je w końcu podjął i godnie je realizował. Jak to zrobić? Jak to zmienianie kraju i grup społecznych będzie wyglądać w praktyce? Dyfuzja innowacji działa zawsze w bardzo podobny sposób, jest to klasyczny model, który można przystosować do dowolnego rozwiązania, które wymieniłem. Weźmy dla przykładu klasę fizycznych z zawodem. Zaczyna się od jednej, dwóch, trzech firm budowlano-remontowych, które wdrożą skutecznie pewne standardy w swoją działalność. Zanim rozpoczną remont, wywieszą na klatkach schodowych informację z tym, co planują, jakie będą to prace, ile będą trwały – a obok wywieszą kartkę, gdzie ludzie będą pisali w jakich godzinach zgadzają się na prowadzenie takich prac. Dodatkowo będzie można napisać maila, albo na jakimś portalu, albo nawet zadzwonić gdzieś, 151 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

gdzie ktoś naprawdę to przeczyta, odbierze i zadba o to, żeby sprawa faktycznie została załatwiona i wyjaśniona. Pracownicy będą wyglądali estetycznie, a mieszkańców będą pozdrawiać serdecznym “dzień dobry”. Po pracy zaś, ubiorą się w jakiś fajny ciuch i kulturalnie spędzą czas, popijając drinka i rozmawiając o najnowszym modelu wiertarki, która jest 3 razy cichsza niż sprzęt, na którym działa większość firm doprowadzających mieszkańców remontowanej okolicy do szewskiej pasji. To się później zbierze, nagra, nagłośni i opowie o tym, że się, kurwa, da. A jak inni zobaczą komunikat “da się, kurwa, i jest fajnie”, to oni go przejmą. Bo to się będzie zwyczajnie opłacać. I będzie fajne. I wtedy to “kurwa” nie będzie już tak bodło, bo to “fajnie” będzie równie mocne, albo i mocniejsze. Bo będzie w końcu po ludzku, tak normalnie, godnie. Tylko razem możemy tego dokonać! Proste prawda? No to bierzemy się do roboty, bo nie wiem, jak Ty, ale Ja mam już dość patrzenia na ten kraj w takiej ruinie. Budynki odbudowaliśmy po wojnie. Czas najwyższy odbudować społeczeństwo, Naród. A to dopiero przed nami i tylko wspólnymi siłami możemy to osiągnąć. Jeżeli podzielasz moją chęć dokonania zmiany na lepsze – zastanów się gdzie jesteś i co możesz zrobić w obrębie swojego segmentu. Ze mną, czy beze mnie, to bez znaczenia. Ruch prawdziwej zmiany nie jest zależny od jednostek, ale od współpracy wielkich mas społecznych. Jednak je uruchamiają zawsze pojedyńcze kamyczki, które ostatecznie staną się wielką lawiną. Chcesz rozpocząć lawinę zmian? Leader’s School of Business Nikodeus powstaje właśnie w tym celu.

152 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Co z tą Polską? | cz. 3: reformy w myśleniu (socjalne) i w działaniu (gospodarcze) Tekst w dużym stopniu zahacza o tematykę poruszoną w “21 powodach, dla których

zarabiamy 4 razy mniej, niż w bogatych krajach Europy Zachodniej i przestaliśmy się do nich zbliżać?“. To doskonała lektura na temat mechanizmów działania gospodarki wolnorynkowej. W zasadzie jedyne, w czym nie podzielam myśli autorów – to nawoływania do konkurowania w gospodarczych mistrzostwach świata (w domyśle, kapitalistycznych). Bo to trochę tak, jakby nawoływać Maćka z Klanu, żeby walczył w zawodach lekkoatletycznych z Usainem Boltem. My potrzebujemy pójść w nowym kierunku i zamiast walczyć w grze, w której jesteśmy skazani z góry na porażkę – poszukać nowych, alternatywnych gier i rozwiązań. Co notabene bardzo dobrze współgra z diagnozą i koncepcjami zawartymi w publikacji, jednak wymaga uzupełnienia. Bowiem jesteśmy jedną drużyną zarówno w gospodarczych mistrzostwach świata, jak i po prostu w życiu. Wszyscy skorzystamy na graniu do jednej bramki. Drodzy, fakty są takie, że Polska ma za sobą 200 lat zaborów i 50 lat komuny. To oznacza, że jesteśmy 250 lat wyniszczającej dla Narodu historii w plecy i tego ani w dekadę, ani dwie nie nadrobimy. Nie da się. Zwyczajnie się nie da i to jest rzucanie się z motyką na słońce – jeśli byśmy chcieli być lepsi w tą grę od tych, którzy mają 250 lat lepszego doświadczenia w niej. Mamy natomiast bazę pod to, żeby odnaleźć się w nowej grze, w nowej rzeczywistości, w której człowiek może po prostu godnie żyć. Dzisiaj tkwimy mentalnie w epoce szeroko rozumianego kapitalizmu. Kapitalizm to dość głupia gra, w której nagrodami za efektywność są domy, samochody i inne przymioty bogactwa – zaś słaba jakość gry w ów, prowadzi do biedy, utraty zdrowia i coraz gorszej sytuacji życiowej. Jeżeli są ludzie, którzy chcą w nią grać? Spoko, niech grają. Ale to nie oznacza, że Ty także jesteś zmuszony w nią grać. To nie oznacza, że musisz wobec niej iść samotnie przez życie. Bo możesz inaczej. Ale do tego ostatniego potrzebne jest zaufanie. Tam, gdzie Narody wykazują się wysokim zaufaniem – panuje także dobrobyt. Jednak w Polsce, gdzie chociażby przez 50 ostatnich lat mieliśmy konfidentów, UBeków i resztę tego łajtajstwa – zaufanie społeczne spadło do krytycznych wartości (zaledwie 10%). I starych już się nie nauczy zaufania ani postaw je uzasadniających. Ale mamy Młode Pokolenia i to na nas leży obecnie olbrzymi ciężar. Dlatego, że te pokolenia mają teraz na swoich barkach przyszłość tego Narodu i nie ma już nikogo poza nami, kto może ten ciężar dźwignąć i przenieść do lepszego świata… Ale też my, jako te Młode Pokolenia – nie możemy czekać, aż ktoś coś za nas zrobi, da nam pracę, nauczy nas czegoś. My potrzebujemy maksymalnie szybko i skutecznie wejść w życie, w alternatywne rozwiązania gospodarcze, zacząć napędzać zmiany w tym kraju i w sposób dosłownie fizyczny – zmieniać krajobraz miast i miejsc, w których żyjemy i jesteśmy. Potrzebujemy zacząć wychodzić poza system, którego nas uczono i który nam wkładano do głów. Starzy robią nam w tej chwili krzywdę. I sobie przy okazji też. My potrzebujemy wyjść poza i ponad to, czym nas próbują obecnie karmić. Zarówno w sensie metaforycznym, jak i dosłownym. Konkrety, co jest do zrobienia? Przede wszystkim – o czym wspomina diagnoza 21 powodów – nie mamy społeczeństwa kompatybilnego z kapitalizmem i wolnym rynkiem. Więc albo będziemy naginać ludzi do systemu, albo nagniemy system do ludzi. Że to pierwsze zwykle kończy się totalitaryzmem, to już z historii powinniśmy wiedzieć. Ale jak zatem nagiąć system do ludzi? 153 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Przede wszystkim potrzebne jest odbudowanie zaufania społecznego. Ale do tego potrzebne jest zbudowanie zaufania do samego siebie. To dzieje się, kiedy nabywamy wartościowych kompetencji, kiedy potrafimy coś robić, kiedy jesteśmy w czymś dobrzy, a inni to doceniają. Potrzebujemy zacząć dostrzegać i nagradzać się nawzajem za sukcesy. W tej chwili żyjemy w chorym kraju, w którym za sukcesy życzy się komuś ich utraty, w którym ludzie czekają tylko na impuls, żeby komuś dopierdolić. To jest chore. Potrzebujemy, każdy z nas indywidualnie, zacząć doceniać swoje i innych dokonania, cieszyć się swoimi i cudzymi sukcesami. Choćby najmniejszymi. Ważne, żeby zogniskować uwagę na dobrych, wartościowych zdarzeniach, na tym, czego chcemy więcej w świecie. W naszych sercach walczą ze sobą te dwie natury – zawiści i radości – ale przeżyje i wygra tylko ta, którą będziemy karmić… Kolejny problem to fakt, że nie mamy społeczeństwa proaktywnego, lecz społeczeństwo reaktywne, konsumpcyjne. Mówiąc prościej – mamy mnóstwo ludzi, którzy zamiast coś wymyśleć i zacząć to realizować, będzie czekać całe życie, żeby ktoś im mówił, co mają robić. Bo, jak ktoś im nie powie, że mogą, to oni o dziwo nie wiedzą, że faktycznie mogą. Nie wiedzą też, że jak ktoś im czegoś zabrania, to to jest coś, co daje nam jedynie informację na temat zabraniającego. I tylko tyle. To nie znaczy, że czegoś się nie da, ani nie można. Po prostu są rzeczy, których robić nie warto. Ale warto/nie warto to zupełnie inna kategoria niż można/nie można. I zupełnie zmienia perspektywę myślenia i życia. To, czego potrzebujemy w tym kontekście – to nauczyć ludzi swobody bycia. A ona bierze się ze świadomości, że można podejmować się fajnych projektów i realizować je po swojemu, poszukiwać, popełniać po drodze błędy i wyciągać z nich wnioski, żeby osiągać coraz większe sukcesy. To oznacza, że za podejmowanie wyzwań nie dostajesz złych ocen, a jedynie informację zwrotną od rzeczywistości. I ona nie mówi o Tobie, a jedynie o rzeczywistości, którą kreujesz z perspektywy odbiorcy. A różni odbiorcy mają różne perspektywy. Więc jeszcze bardziej konkretnie, co jest do zrobienia w tej materii? Przede wszystkim – skoro ludzie w Polsce bardziej chcą konsumować i brać, niż dawać – to potrzebujemy ich na początek nauczyć gdzie i jak można rozsądnie brać. To oznacza, że potrzebujemy modeli biznesowych, które będą maksymalnie skracać drogę od producenta do klienta. To oznacza, że im więcej pośredników po drodze, tym wyższe marże narzucane na poszczególnych etapach, a im jest ich mniej – tym niższe są ceny, a więc większe są możliwości nabywcze dysponując taką samą sumą pieniędzy w portfelu. Oprócz tego niezwykle istotne jest, aby produkty były dopasowane do faktycznych potrzeb konsumentów. Kooperatywy spożywców są doskonałym przykładem takiego rozwiązania. Tam jest jedynie JEDEN pośrednik między rolnikiem a klientem docelowym, zaś same zamówienia są składane wygodnie przez internet. Starsze pokolenia nie miały aż tak daleko posuniętej wygody. Więc zamiast się z jej powodu rozleniwiać, czas zacząć uczyć się jej skutecznie używać. Skrócenie drogi między producentem a klientem do samego transportu jest jedną z takich korzyści, które są nam obecnie dostępne. Nie mówiąc już o tym, że można gigantycznie obniżyć ceny, dzięki dostarczaniu produktów w ilości dopasowanej do faktycznych potrzeb. To oznacza, że problem piekarni, które wyrzucają na śmietnik nawet PÓŁ TONY WYROBÓW DZIENNIE – a co wliczane jest w koszta towaru – zostaje rozwiązany niemal automatycznie przy jego pełnym wdrożeniu. Zadbać o kolektywne zaspokojenie potrzeb Narodu Kolejna istotna kwestia to fakt, że ludzie w Polsce mają zaburzone potrzeby na podstawowych poziomach piramidy Maslowa. To oznacza, że żywność i sposób jej przetwarzania oraz 154 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

spożywania szkodzi zdrowiu jednostek – a kultura przygotowania tych potrzeb utrwala wiele bardzo szkodliwych i niekorzystnych nawyków, a także promuje skutecznie przeszkadzające w uzdrowieniu tego faktu mity (chociażby te na temat głodówki, która dobrze przeprowadzona jest bardzo korzystna i oczyszczająca dla organizmu). Więc edukacja i dostarczanie wysokich jakościowo produktów w dostępnych cenach dla konsumentów stanowi fundamentalne wyzwanie dla tego Narodu. Kolejna kwestia to uwolnienie się z chorych, zboczonych i patologicznych konstruktów nakładanych na seksualność przez kolesi w czarnych sukienkach do kostek. Tak długo, jak życie seksualne Polaków będzie zaburzane przez ludzi, którzy w logo swojej instytucji umieścili półnagiego mężczyznę przybitego gwoździami do drzewa – tak długo będziemy mieli w Polsce jednostki pozbawione zdrowych postaw wobec swojej i cudzej intymności. A ta zdrowa intymność to znacznie więcej, niż tylko przyjemność płynąca z udanego pożycia. To źródło fundamentalnych postaw, które umożliwiają budowanie zdrowego, silnego, szczęśliwego społeczeństwa. To przełamywanie wzorców samotności zakotwiczonych w Narodzie. To budowanie zdrowej bliskości ze sobą i drugim człowiekiem. Seksualność jest fundamentalnym ludzkim popędem. Jej zaburzanie przez ludzi, którzy twierdzą, że nie uprawiają seksu, ale robią to po kątach, albo robią to z dziećmi – prowadzi do poważnych problemów w życiu późniejszym osób poddanych ich wpływom. Tego zaburzania i tego wpływu potrzebujemy się maksymalnie szybko pozbyć, eliminując ich z przestrzeni, do których nie powinni mieć wstępu. Szkoły i polityka to pierwsze przestrzenie życia społecznego, które potrzebują gruntownego oczyszczenia z tych chorych, zboczonych produktów komunikacji kleru. Jak ktoś chce chodzić do kościołów – jego sprawa – ale wpieprzania się w tzw. życie świeckie czarne sukienki prawa mieć nie mogą. Potrzebujemy bardzo wyraźnego rozdzielenia przestrzeni klerykalnej od państwowej i publicznej. Potrzebujemy także zadbać o lepsze i zdrowsze dotlenienie i więcej ruchu. W Holadnii osiągnięto to przerzucając się z aut na rowery. Najprostsze z możliwych rozwiązań. Ale spójrzmy na samochody, zaledwie co dziesiąta może osoba, przewozi w nim coś więcej niż własny tyłek i powietrze. A przecież ludzie poruszają się na podobnych trasach. Zamiast jechać czterema autami – można wsiąść do jednego i pojechać tam, gdzie chcemy – dzieląc się kosztami podróży, zmniejszając korki na drogach, a jednocześnie poziom zanieczyszczenia powietrza. Albo wsiąść na rower i dostarczyć sobie korzystnego dla ciała ruchu, bez jakiejkolwiek emisji spalin. Czy nawet częściej korzystać z publicznego transportu. Kiedy atmosfera w kraju się poprawi – to ostatnie będzie przecież zdecydowanie przyjemniejsze. Potrzebujemy także zadbać o zdrowy sen. Pozbycie się zbyt miękkiego łóżka i chociażby przerzucenie się ze snem na podłogę – dało mnie prywatnie doskonałą poprawę samopoczucia i wysypiania się i szczerze polecam przeprowadzenie takiego eksperymentu. Wystarczy zwykła karimata+poduszka+kołdra i kilka nocy. Rozwiązanie problemu ze snem to także dopasowanie godzin funkcjonowania do naszego zegara biologicznego. Jeżeli nasz system nerwowy jest zaburzany przez sztuczne oświetlenie i elektronikę, z której korzystamy – potrzebujemy dopasować korzystanie z nich do naszego trybu życia lub też uwzględnić w nim te czynniki. Póki co w grę wchodzą jedynie tzw. wolne zawody, freelancerzy. Ale realnie jedynie w fabrykach istnieje zasadność funkcjonowania w z góry określonych godzinach. W biznesach nieprodukcyjnych to naprawdę nie jest takie wielkie wyzwanie, żeby dopasować godziny funkcjonowania do swoich odbiorców. Poczta Polska, której listonosze roznoszą awizo zamiast paczek – bo chodzą w godzinach pracy ludzi, to najlepszy przykład tego, do jak skrajnych absurdów potrafili dojść twórcy tych zastałych i przestarzałych modeli biznesowych. 155 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Takich rzeczy przedsiębiorcy potrzebują się pozbywać ze swoich biznesów i je transformować, jeżeli naprawdę chcą osiągać sukces i skuteczność w swoich działaniach. Kolejny przykład – między ok. 9-13 w galeriach handlowych, czy większości firm usługowo-detalicznych w tygodniu praktycznie nikogo nie ma. Jaki jest sens płacenia pracownikom za siedzenie w pustym sklepie, w którym fizycznie nie ma możliwości przeprowadzenia sprzedaży? Jeśli już muszą tam siedzieć, to może lepiej, żeby prowadzili sprzedaż on-line w tym czasie? I tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. Takich rzeczy jest mnóstwo na każdym poziomie potrzeb. Najprościej zacząć od samego dołu i dochodzić do kolejnych rozwiązań, kolejnych usprawnień, kolejnych udoskonaleń. Właśnie w taki sposób buduje się zdrowe i dobre modele biznesowe. A im jest ich więcej – tym gospodarka jest silniejsza, a nasza pozycja – mimo że się o nią bić z nikim nie będziemy – będzie w naturalny sposób rosła i mogła nieść się w świat, korzystając z możliwości, jakie daje nam współczesna, globalna gospodarka. To takie proste! Ale jest tego więcej! Jest jeszcze kilka bardzo istotnych kwestii, o których w tym kontekście warto powiedzieć. Jeśli jesteśmy już tutaj – przejdźmy jeszcze kilka ważnych kroków naprzód. Potrzebujemy wprowadzić do szkół lekcje nowoczesnego państwa, społeczeństwa i gospodarki prowadzone głównie przez praktyków tychże. Większy nacisk na edukację ze strony osób z zewnątrz, które posiadają wartościowe kompetencje. Przedsiębiorców, dziennikarzy, samorządowców, lokalnych działaczy społecznych, specjalistów z różnych dziedzin, ludzi wnoszących wartość do świata i wspólnoty, w której żyjemy. Uczynienie ze szkół przestrzeni dla dialogu społecznego i swobodnej wymiany doświadczeń stanowi klucz dla kształtowania się zdrowego społeczeństwa i budowania zaufania społecznego. Bo właśnie na bazie zaufania można budować silną ekonomię i szczęśliwe, uśmiechnięte Narody. Polakom obecnie koszmarnie do tego daleko. Ale właśnie takimi praktycznymi rozwiązaniami możemy zacząć to zmieniać krok po kroku. Kolejny wątek to obniżenie kosztów tworzenia miejsc pracy i zatrudnienia. Absolutna konieczność. W 21 powodach wymienione były koszta stworzenia jednego miejsca pracy. One w standardowej gospodarce zaczynają się od kilkunastu tysięcy do nawet kilku milionów złotych! Co za absurd! Jak ten biedny przedsiębiorca, ścigany przez ZUS, US, urzędników i cały aparat państwowy ma te miejsca tworzyć? Jak ten pracownik ma później zarobić na siebie? Tu konieczne są natychmiastowe zmiany! I co ważniejsze, one są. Dzisiaj chociażby druk 3D obniża gigantycznie koszta badań i prototypowania. Otwiera też znacznie większe możliwości. A takich technologii, takich rozwiązań – już teraz jest całkiem sporo. Wiele z nich stoi przed istotnym wyzwaniem, aby je wdrażać i upowszechniać na rynku, zwiększać ich dostępność oraz świadomość korzyści, jakie w ślad za nimi idą. Zmiana w myśleniu o tym, czym jest “Państwo” Kolejna kwestia. Źle zarządzane państwo generuje słabą wartość zwrotną z pieniędzy, które otrzymuje z podatków. Więc to czy pieniądze trafią do polskiego budżetu czy nie – nie ma znaczenia. Twórzmy wspólnoty ponadnarodowe, oparte na wspólnocie wartości, motywacji i celów – a nie miejsca urodzenia czy pochodzenia naszych przodków. Przywiązanie do pochodzenia ogranicza możliwości jednostkowe – a to w konsekwencji prowadzi do osłabienia gospodarek, gdzie ludzie zamiast znaleźć się w lub zbudować adekwatną przestrzeń – siedzą w niewłaściwych przestrzeniach na zasiłku i innych wynalazkach, zamiast wnosić realną wartość do świata oraz życia swojego i innych. 156 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Zresztą, co tak właściwie niby daje nam Państwo w zamian za nasze pieniądze? Chujową edukację, miesiące oczekiwania w kolejkach do lekarzy, dziurawe drogi produkowane, jak najtaniej, a często ze stratą dla przedsiębiorców je budujących? Po cholerę nam to? Zarządzanie Państwem i publicznymi pieniędzmi także wymaga totalnej zmiany. W tej chwili największa część publicznych pieniędzy idzie na spłatę odsetek od pożyczek i debilnie pomyślany system socjalno-emerytalny. Gdzie odsetki i te pożyczki, to jest coś, co ktoś w naszym imieniu, zrobił za nas – wbrew naszym interesom. Gdzie te pieniądze szły na podtrzymanie przy życiu chorych systemów i utrzymania się przy żłobie przez wąską grupę polityczków i osób czerpiących korzyści z kontaktów z nimi. Czekam, aż ktoś podliczy koszta funkcjonowania każdej z partii w przeliczeniu na prywatną kieszeń obywatela. A później wymierzy tym idiotom po jednym bacie za każdą złotówkę, którą swoją głupotą wyciągnęli od każdego z obywateli. W tej chwili dług całościowy na każdego jednego zatrudnionego wynosi 59 000 zł. Naprawdę radzę, żeby odpowiedzialni za ten stan rzeczy już teraz szukali drogi ucieczki na jakąś odludną planetę, gdzie nie dosięgnie ich uzasadniona wściekłość ludzi, w imieniu których podjęto tego rodzaju decyzje. Uznanie, że owe “odsetki” to w gruncie rzeczy fantazja, kategoria wyobrażeniowa, której nie uznajemy, jako Naród – wobec czego oddamy tylko tyle, ile faktycznie pożyczyliśmy – może stanowić pewną okoliczność łagodzącą. Jednak, jak znam życie – takiego przewrotu nie dokonają trzęsące cipami o swoje stanowiska polityczki – ale jeśli już, to sami ludzie. Tak, jak to miało miejsce w Islandii całkiem niedawno. Wdrażanie alternatywnych modeli ekonomicznych Następna kwestia. Biznes podstawowy (względem wtórnego, więcej na ten temat w 21 powodach), czyli tak naprawdę ciągłe przeciąganie liny i zawody kto jest lepszy, silniejszy, ma większe PKB. A może gdyby tak obok wskaźnika PKB, zacząć w ekonomii uwzględniać wskaźnik zadowolenia i społecznego szczęścia? To nie tak, że PKB nagle gdzieś zniknie, albo przestanie być używane. Ono faktycznie coś nam mówi. Jednak mówi nam przede wszystkim o zależności konsumpcji od produkcji i tym, co się z tą ostatnią robi. Ale nie mówi nam nic o tym, jak się w danym kraju żyje. Tutaj wskaźnik zaufania społecznego daje nam pewne wskazówki. Także na temat tego, jak się żyje tu w Polsce. A to generuje dodatkowe koszta życia. Świat, w którym nie można ufać swoim własnym ludziom – jest światem bardzo smutnym, samotnym i przykrym w doświadczeniu codzienności. A to właśnie tę codzienność potrzebujemy zmieniać na lepsze mądrymi decyzjami indywidualnie, a dalej grupowo i kolektywnie. Potrzebujemy kontaktować się z tymi, z którymi nam najbardziej po drodze i wraz z nimi szukać porozumienia z kolejnymi grupami, budując w ten sposób zdrowy kolektyw. Budować i wdrażać zdrowe alternatywy. Na pocieszenie mogę dodać jedynie argument na zasadzie “jest tak źle, że gorzej już nie będzie”. W Polsce przestrzeń do budowania alternatywnej gospodarki jest o tyle korzystna, że Polska w zawodach kapitalizmu jest i będzie na straconej pozycji i już jej nie odzyska, nie nadrobi. Natomiast mamy dobre dwie dekady na wykształcenie generacji Liderów, którzy rozumiejąc nowe zasady gry, korzystając z alternatywnych rozwiązań – będą inspirować nie tylko ludzi ze swojej wspólnoty geograficznej, ale całych generacji świata. A tej wartości nie sposób przecenić…

157 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Teraz wszystko zależy już przede wszystkim od Nas! Deus Empire iFederation powstaje właśnie po to, żeby wskazać młodym ludziom alternatywy, pomóc im wdrożyć te rozwiązania, a także otworzyć na samodzielne poszukiwania. To już nie są żarty. Te gierki starych pokoleń posunęły się za daleko. Potrzebujemy potężnej rewolucji i tylko my, Młode Pokolenia, jesteśmy w tej chwili w stanie jej dokonać. To coś więcej niż wpis na blogu. To jest wezwanie na barykady, to jest apel do bardzo konkretnego i zdecydowanego działania! Jednak tym razem nie będzie się lała krew ludzka, lecz zmieniać i budować będziemy na nowo świat, w którym żyjemy. Nikt nie zrobi tego za nas, w tej walce mamy już tylko siebie i tylko my możemy tego dokonać! A na tej naszej drodze są nam życzliwi, choć może nie tak liczni, ze Starszych Pokoleń, którzy rozumieją i chcą tego lepszego świata, a których wsparcie może się okazać bardzo istotne w tej drodze. Są tam ludzie myślący i potrzebni. Jednak obecnie mogą nas już jedynie wspierać. Ten świat, którego chcemy i szukamy, świat, w którym możemy po prostu godnie żyć – on jest w naszych rękach, tylko my jesteśmy zdolni, żeby go zbudować, tylko nam się tak naprawdę chce to zrobić! Zbudujmy ten Naród, Naród Zdrowej Polski!

158 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

GLOBALNIE O ile wiele tekstów dotyczy uniwersalnych problemów, o tyle materiały stricte o charakterze globalnym pojawiają się jeszcze w stosunkowo wąskim, choć niesamowicie istotnym zakresie. Do tego działu wybrałem 3 przełomowe teksty. Pierwszy dotyczy koszmarnej plagi, jaką jest religia katolicka, choć można to śmiało podciągnąć pod temat religii jako takiej. Następnie zmiany w kluczowym obecnie rejonie świata. A na koniec tego działu coś – co zmienia w zasadzie wszystko. Ale z tym najlepiej zapoznać się już bardziej szczegółowo w tekście.

159 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Chore, zboczone i patologiczne rytuały zbrodniczej i najbardziej niebezpiecznej sekty istniejącej współcześnie Byłem jej częścią. Na papierze teoretycznie, w chwili pisania tego tekstu, nadal jeszcze jestem. Poznałem jej mechanizmy i czas je w końcu odsłonić. Zadziwiające jest, że nikt nie zrobił tego wcześniej. Ta chora, zbrodnicza organizacja połączyła ze sobą najbardziej hardcorowe i obrzydliwe zboczenia, jakie można sobie tylko wyobrazić. Ekstremalny sadomasochizm, połączony z poniżaniem, pedofilią dotykającą dzieci począwszy od niemowlęcia, elementami transseksualnymi, homoseksualnymi i kanibalistycznymi, realizowanymi w formie grupowych rytuałów nawet przez kilka tysięcy osób jednocześnie. Jak można tolerować istnienie czegoś takiego?! Ale okazuje się, że wszelkie służby i instytucje, jak i samo społeczeństwo, są zwyczajnie bierne i przyzwalają na cotygodniowe odbywanie się tych głęboko zboczonych praktyk. To może czas uświadomić kilka podstawowych faktów i odsłonić kulisy tej zbrodniczej organizacji… Zacznijmy od podstawowego elementu identyfikacji każdej firmy czy też organizacji, czyli od logo. Dla przykładu, każdy wie, że McDonald ma w logo M o określonej typografii. Każdy kojarzy też charakterystyczny znaczek Nike, albo 3 paski Adidasa. Logo, to coś takiego, co umieszcza się na każdym produkcie, miejscu, budynku czy materiale powiązanym z daną marką. No więc, co jest logiem tej chorej sekty? Jest nim praktycznie nagi mężczyzna, z przepaską na biodrach (co ma ogromne znaczenie, ale o tym trochę dalej), przybity gwoździami na dłoniach i stopach do jakiegoś drzewca. I się okazuje, że w takim kraju, jak Polska – tych ikon jest zdecydowanie więcej niż wszystkich McDonaldów, Nike i Adidasów razem wziętych! Obstawiam, że ten obraz jest Tobie tak znany, że nie wywołuje w Tobie jeszcze takiego oburzenia, jakie we mnie bucha. No więc jeszcze raz. Nie mamy jakiejś literki, znaczka, serduszka – czegokolwiek, co kojarzyłoby się z posłannictwem miłości, które wedle podań, było głównym przekazem bohatera marki. Mamy za to tego mężczyznę. Nagiego. Prawie. Ma tylko przepaskę na biodrach. Ktoś wbił gwoździe w jego dłonie i stopy. On na tych gwoździach wisi całym ciężarem ciała. Na dodatek na głowie ma splecione, ostre pnącza wbijające się w jego czaszkę. Wedle doniesień i opowiadanej przez tą markę historii – wiemy także, że ma koszmarnie poharatane plecy. Mamy element sadyzmu? No taki, że ja pierdolę… Gdzie jest element transseksualizmu? Ty klękasz przed facetem w czarnej sukience. Podkreślam, klękasz przed gościem. Gdybym się przebrał w kusą, małą czarną i powiedział Ci na mieście, będąc na dodatek obcym facetem, żebyś klęknął/-ęła to jaka byłaby reakcja? Ok, w przypadku klęknęła i trochę innym kontekście, to może byłaby inna historia, ale rozumiesz o co chodzi. No więc obcy facet w sukience, który Ci mówi gdzieś na mieście „klęknij” to psychopata i chory, niebezpieczny człowiek. A wchodzisz w niedzielę do tego ich rozpasanego i o kilkadziesiąt metrów za wysokiego budynku i tam już klękasz bez większych oporów z dokładnie takim samym zestawem elementów, tylko że w innym miejscu, razem z innymi ludźmi. Czy to jest racjonalne zachowanie? Przy okazji zahaczamy o temat masochizmu i poniżania. Nie dość, że klękasz przed tym gościem, to on jeszcze Ci każe powtarzać, że to „Twoja wina, Twoja wina, Twoja bardzo wielka wina”. Oczywiście na kolanach. On Ci mówi między innymi, że jesteś zły, bo na ten przykład używasz prezerwatyw. Nie ważne, że chronią przed chorobami, przed zrobieniem dziecka, do którego wychowania kompletnie się możesz nie nadawać, że oszczędzasz ogromne pieniądze względem potencjalnego zaciążenia. On Ci powie, że robisz źle. I że masz mu o tym opowiedzieć ze szczegółami w zacisznym miejscu. Na kolanach oczywiście. 160 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Ty na dodatek wchodząc do tego ich przybytku – rysujesz dłońmi na swoim ciele ich logo. A co oni mają w logo? No właśnie, zboczony, sadystyczny obraz. A Ty rysujesz go na swoim ciele. I mówisz, że to Twoja wina. Tak samo, jak to, że jakaś cipa tysiące lat temu zjadła jakieś pierdolone jabłko i teraz Ty jakimś magicznym sposobem jesteś złym człowiekiem z definicji. Bo się urodziłeś/-aś. To wystarczy. Masz grzech, bo narodziny. Jeszcze nic nie zdążyłeś odjebać, nawet krzesełka zepsuć, czy napluć do zupy. Nawet nasrać do pieluchy. Ty już masz w sobie zło. Bo żyjesz. Bo jesteś człowiek. A dlatego, że jesteś zły/-a z samego faktu narodzin – rodzice niosą Cię po raz pierwszy do tego ich chorego przybytku zboczonych rytuałów (o których więcej za chwilę) – żeby Cię umyć w ich magicznej wodzie. Gdzie oczywiście ten facet w sukience, kładzie swoje łapska na Twoim niemowlęcym ciele i odprawia jakieś rytuały. Oczywiście przy okazji nie omieszkując narysowania swoimi łapskami logo tej chorej instytucji na Twojej głowie. Tak, jakby sama obecność w tym miejscu, to było za mało. No więc od maleńkości oswaja się Ciebie z tym otoczeniem, tym miejscem, rytuałami, logiem i całą resztą. A jak masz już 9 lat – znaczy nadal jesteś dzieciak, ale im to już wystarcza – zaczyna się znacznie bardziej hardcorowa część. Tu już jadą grubą pedofilią. Pierwsze lata życia to po prostu oglądasz. Ale w tym momencie już po prostu jadą po całości. No i po Tobie oczywiście. No więc najpierw na kolanach, w zacisznym miejscu, opowiadasz, jakim to niegrzecznym dziewięciolatkiem jesteś. No oczywiście bandyta i gangster z Ciebie jest w tym wieku, to siedzisz tam pół godziny i opowiadasz, jak to u cioci na imieninach zajumałeś kawałek ciasta, a innym razem mamie podstawiłeś takie pierdzące coś na siedzenie i jak usiadła przy stole to strzeliła buraka, a ojcu apetyt odszedł, bo myślał, że ona faktycznie. Ewentualnie opowiadasz ile fragów zrobiłeś w Counter Strike’a i się pytasz czy wirtualne zabijanie też się liczy. Oczywiście, że nie – Ty mały głąbie – ale za coś zdrowaśki dojebać trzeba. Ale to nie istotne – dopiero później zaczyna się prawdziwa akcja. Taka, za którą normalnie ścigają i zamykają za pedofilię. Ale, że tutaj jest rytuał i symbolicznie i przy ludziach, to już chuj, nikt się nie interesuje. Ale, żeby zrozumieć w pełni o jaki chory syf tutaj chodzi – najpierw wyjaśnijmy sobie działanie instynktów. Jak ktoś Cię zajdzie niespodziewanie od tyłu i krzyknie do ucha, to podskakujesz na krześle i reagujesz skokiem pobudzenia. I to nie jest kwestia tego, że chcesz czy nie chcesz się przestraszyć. A gówno – jest akcja, jest reakcja prosto z podświadomości. Totalnie poza Twoją świadomą kontrolą. Generalnie nie masz za wiele do gadania przy instynktach. Innym instynktem jest odkrywanie tego, co zakryte. Chodzi w skrócie o to, że w odległych czasach, jak przodek widział coś w krzakach, albo w oddali – to musiał się nauczyć rozpoznawać, czy przypadkiem nie jest to coś, co będzie chciało mu odgryźć dupę. Że nie zawsze się da, to mózg uzupełnia obraz o to, co już zna z poprzednich doświadczeń. Czyli, jak widział już wcześniej tygrysa i widzi coś zbliżonego nawet – w głowie automatycznie pojawia się obraz tegoż. Odesłałbym do opracowań naukowych tego zjawiska, ale i tak wiem, że masz to w dupie i Ci się nie chce. Więc kontynuujmy, wiedząc już, że mamy instynkty i mamy taki, który każe nam odkrywać zakryte. Albo realnie, albo przynajmniej w wyobraźni, odnosząc się do tego, co znamy. Swoją drogą, dlatego kobiety są takie wścibskie i tak plotkują – no nie poradzisz, musiały umieć rozpoznawać zagrożenia i dzielić się informacjami o nich. Dzisiaj nadal to na swój sposób robią. No ale wracając – bo ten instynkt jest wspólny dla obu płci. No więc, jeśli już wiesz, jak to działa – to teraz wydedukuj. Masz już kilkanaście lat dajmy na to. Widzisz gołego faceta. Prawie gołego. Bo jedyna część zasłonięta, to przepaska biodrowa zasłaniająca tzw. części intymne. Więc, co podświadomie robi instynkt, który każe nam odkrywać zakryte? Jak jesteś zapóźniony/-a w rozwoju to załapiesz temat za kilka kolejnych lat, ale w końcu skumasz! 161 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

I teraz przechodzimy do rytuału. Kolejność jest prosta. Masz przed sobą obraz gołego faceta z przepaską, który jest pobity i przybity do krzyża (obrazowy sadyzm). Koleś w sukience (transseksualizm) mówi, że właśnie magicznym sposobem zamienia kawałki pieczywa w ciało gościa z krzyża, a wino w jego krew (pierdolenie, które jednak ma znaczenie). Ty właśnie klęczysz (poniżenie) i wykonujesz na sobie znak krzyża kilka razy, wcześniej powtarzając głośno i publicznie, że to jego zwisanie z drzewca to Twoja wina (psychiczny masochizm). Facet w długiej czarnej je to, o czym przed chwilą mówił, że jest czyimś ciałem i krwią (symboliczny kanibalizm). Później podchodzisz do miejsca, gdzie zwisa nagi facet z przepaską (instynkt), klękasz, a „ksiundz” wkłada Ci wtedy do ust coś, o czym powiedział, że jest jakąś częścią ciała tego faceta z krzyża (raz jeszcze, instynkt, jaką część ciała będziesz podświadomie łączył z tym pieczywem, które w wyobraźni pełni funkcję ludzkiego ciała?). Więc w tym momencie, realizując ten rytuał – jeżeli jesteś facetem na ten przykład – dokonujesz symbolicznie aktu oralno-homoseksualnokanibalistycznego. A jeżeli masz mniej niż 15 lat, dochodzi do tego jeszcze wątek pedofilski. Super rytuał, co? A po raz pierwszy doświadczasz tego, już w wieku 9 lat. Co najśmieszniejsze (tudzież najobrzydliwsze w zasadzie) – wszystkie wujki, ciotki, babcie, dziadkowie, rodzice, zasypują Cię różnego rodzaju prezentami w nagrodę, tudzież na osłodę tego patologicznego doświadczenia. W zasadzie to trochę tak, jakby skurwiel, który właśnie Cię wycwelił – podał Ci Jacka Danielsa, żeby zabić ten obrzydliwy smak, który masz w ustach. To mniej więcej tego rodzaju przełożenie. Przypomnę tylko raz jeszcze. Masz wtedy 9 lat. Jesteś dzieckiem. Nie masz jeszcze zielonego pojęcia, co się właśnie wydarzyło. Tak samo, jak nie masz pojęcia, że właśnie dostałeś/-aś wyrok na najbliższe kilkanaście, albo kilkadziesiąt lat. Albo nawet dożywocie. Wszystko zależy, kiedy się zorientujesz, co Ci zrobili przez te pierwsze lata życia. Aha, no i nie zapominajmy, że ten cały rytuał i cała reszta tego obrzydlistwa odbywa się grupowo. I to w zbiorowiskach sięgających nawet kilku tysięcy ludzi. A zdarzają się takie eventy, że liczby idą w dziesiątki, albo i nawet setki tysięcy. Berlusconi ze swoim bunga-bunga przy tym, to niewiniątko zawinięte w kocyk i ze smoczkiem w buzi. Kończąc temat, bo mi tu ciśnienie zaraz tak skoczy, że pójdę rozpierdolić kilka tych ich przybytków. Daleko nie ma. Jest tego mnóstwo. Na każdym rogu niemalże. W takim Wrocławiu – który bardzo lubię, ale z zupełnie innych względów – w samym centrum miasta postawili 5 takich przerośniętych centrów chorych, patologicznych dewiacji zaraz obok siebie. W sensie to cholerstwo tam stoi jakieś 100 m od siebie, jedno obok drugiego! I w każdym jednym mieście, mieścinie, miasteczku czy wsi stoją te cholerne loga tej pieprzonej sekty. I nikt kurwa dupy nie ruszy, mało kto się oburzy, a jeszcze mniej zrozumie dlaczego to jest takie obrzydliwe! No to może chociaż kilku więcej tych ostatnich się znajdzie, co to później przetłumaczy tym, którzy się powinni oburzyć. Mnie ogarnia wściekłość na myśl o tych wszystkich skurwysynach. O tym, co mi robili przez tyle lat, a z czego nawet nie zdawałem sobie wtedy sprawy. O tym, że pod groźbą przemocy i przymusem agresji w domu przez lata zaciągano mnie do tych chorych miejsc, żeby uczestniczyć w tych patologicznych rytuałach. I mam szczerą ochotę, każdego z tych odpowiedzialnych za to wszystko i każdego z tych, którzy te rytuały odprawiali – kurwa jebana ich mać – …podziękować im adekwatnie za wkład w moje życie, emocje i psychikę… A przypomnę na koniec, że mówimy o instytucji, która oficjalnie chwali się statystykami – wedle których twierdzą, że posiadają zdecydowanie większościowy pakiet na rząd dusz w tym kraju. I rzeczywiście, przynajmniej w jakimś stopniu jest to prawda. Także tego, miłego spania Polacy, to już, mój dzwonek na pobudkę właśnie kończy dzwonić w tym tekście. 162 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Możecie dalej iść spać i się tumanić tymi chorymi, patologicznymi, zboczonymi rytuałami, albo mówić, że macie to w dupie – no bo przecież po co się przejmować tym, że jacyś zwyrodnialcy mają tak znaczący wpływ na kraj, w którym żyjemy. No bo przecież, po co mamy się chociażby starać o wzrost płac, które są w tym kraju o co najmniej 5 razy niższe od europy zachodniej – skoro grubas, obwieszony złotem, ze swojego nowego auta z salonu nam bardzo dokładnie wyjaśni, że ubóstwo jest cnotą. No bo, po co mamy zacząć myśleć i robić po swojemu i przestać wkładać sobie gówno do głowy. Jeszcze dojdziemy do wniosku, że te transy w czarnych sukienkach – nie dość, że do niczego nam są potrzebnie – to jeszcze robią potworny syf w naszych głowach. I jeszcze „nie daj Boże” stwierdzimy, że jednak trzeba tą hołotę przepędzić, a te ich budowle poprzerabiać na hotele, sale szkoleniowe, centra konferencyjne, apartamentowce, dyskoteki, restauracje, supermarkety, ośrodki pomocy, noclegownie, czy zabudowę rozmaitego innego przeznaczenia. No przecież po co mielibyśmy zacząć myśleć. No nie daj Boże…

163 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Co się dzieje na Bliskim Wschodzie? Co się obecnie dzieje w najbardziej zaognionej (przynajmniej w przestrzeni medialnej) części świata? Spójrzmy na mapę i kolejność zdarzeń – a wszystko staje się wówczas bardzo wyraźne… Spojrzenie na mapę mówi coś bardzo prostego o tym, co właśnie dzieje się na bliskim wschodzie. https://maps.google.pl/maps?q=syria+mapa&oe=utf-8&rls=org.mozilla:pl:official&client=firefoxa&channel=fflb&gws_rd=cr&um=1&ie=UTF-8&hl=pl&sa=N&tab=wl Najpierw USA. Turcja, Turkmenistan i Azerbejdżan są sojusznikiem. Wojenną ścieżką weszli do Afganistanu. Później do Iraku. Kuwejt jest malutki, Armenia ma swoje problemy i też do wielkich nie należy. Co to dało w praktyce? Otoczyli niemal kompletnie Iran od strony lądowej. Iran, który był dotychczas wspierany jeszcze tylko przez Syrię i Pakistan. Jak widać - zabierają się właśnie za Syrię. Logicznym ciągiem zdarzeń jest to, że następny będzie Pakistan. Ostatni sojusznik Iranu. O tyle trudny, że ma broń atomową. Ale jestem bardziej niż pewien, że to właśnie ten wątek zostanie podjęty, dołączona zostanie historia o ukrywaniu terrorystów (podobno to tam miał się ukrywać Osama po atakach) i w następnym kroku właśnie tam będą chcieli wejść. Pod byle pretekstem, nie musi być prawdziwy - taki zawsze można stworzyć, co robili już wielokrotnie przez ostatnie 100 lat. A teraz drugi wątek, czyli Izrael. Jakoś dziwnym trafem wszędzie wokół nich i ich pobliżu, albo są rozruchy społeczne - albo wkroczyły już wojska USA. A u nich generalny spokój, poza tym, że tępią Palestyńczyków. Przypadek? I to, że są Żydami a nie Muzłumanami jest jeszcze dalekie od wyjaśnienia tej sprawy. Ten bliski wschód to jednak jakiś popierdolony jest. Ten cały dziki zachód tak samo zresztą. Na co im tam ten cały burdel?

164 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Ten dzień zmienia wszystko. Na ten dzień czekałem całe życie. Ty też powinieneś/-aś… Nawet nie wiesz, jak długo czekałem, żeby móc opublikować podobny materiał. To jest TO! To jest dzień, jak żaden inny. To jest dzień, w którym mogę publicznie powiedzieć, że mamy mocne potwierdzenie faktów znanych już od bardzo dawna. Bardzo, bardzo dawna. Czy może być coś mocniejszego, niż prezydent jednego z trzech największych mocarstw ludzkich tej planety, który potwierdza istnienie cywilizacji pozaziemskich, które na dodatek od dawna odwiedzają ziemię? Chyba tylko masowe pojawienie się statków na niebach całego świata byłoby czymś mocniejszym w tej sytuacji. Dzisiaj będzie wyjątkowo. Na ten moment czekałem ponad 26 lat swojego życia… Jeszcze raz. Wideo, które zmienia wszystko. http://www.youtube.com/watch?v=opTaLJplRo8 To chyba komentarza nie wymaga. TO OTWIERA ZUPEŁNIE NOWY ETAP CYWILIZACJI LUDZI. To, jak odkrycie Kolumba, to jak odkrycie Kopernika, to jest odkrycie nowego lądu, który zawsze tam był. Ale jego świadomość oznacza coś kompletnie nowego dla ludzi na całym świecie. O tej wypowiedzi więcej znajdziesz pod tym adresem: http://www.wykop.pl/ramka/1626728/eng-miedwiediew-wystosowal-pismo-do-obamy-by-ujawnic-prawdeo-ufo/ Co bardzo ważne – dlatego, że pojawiały się kilka razy opinie, że żartował – ze względu na to, że mówił o Men in Black. Tyle, że on mówił o rosyjskim filmie dokumentalnym, a nie o amerykańskiej komedii. O tym filmie konkretnie: http://www.youtube.com/watch?v=kR014_jY7po Nic szczególnie nowego, ale jak ktoś tematu nie zna, to może się zapoznać z kilkoma historiami i informacjami. Chcesz wiedzieć więcej i zgłębić temat bardziej? Na początek warto zajrzeć do materiału z konferencji z 2001 roku, na której o swoich doświadczeniach opowiadali wysoce postawieni urzędnicy i wojskowi. Wszyscy mówią to samo. Tak, ludzie nie są jedyną inteligentną cywilizacją we wszechświecie. Co więcej, nie są jedyną inteligentną cywilizacją na tej planecie. Przy założeniu, że mówimy o definicyjnym znaczeniu tego pojęcia, bo wiemy, jak jest… http://www.youtube.com/watch?v=KcVv3_cG-sw Natomiast powyżej jest konferencja z gadającymi głowami, gdzie za wiele się nie dzieje. Natomiast ze znacznie ciekawszym sposobem opowiedzenia tego tematu spotkasz się w materiale Dzień Przed Ujawnieniem. http://www.youtube.com/watch?v=upfXYgrASM4 Okazuje się, że są już tacy, którzy myślą przyszłościowo w tym kontekście. Kazahstan, który ma bardzo dobre informacje na temat odwiedzin obcych, jako że są często odwiedzani – jak mówią ich materiały wywiadowcze – przygotowują już nawet lotnisko, o czym na stronie tvn24 pisali już w 2009 roku tutaj. To się Borat zdziwi… A więc kim są owi przybysze? Najlepiej zapytać u źródła. Zakładając prawdziwość tych przekazów, linkuję przekazy od zaledwie kilku grup, z którymi mamy tu do czynienia. Mega dużo materiałów dla wytrwałych. Głównie po angielsku. Ale daje ciekawy obraz tego, o czym tutaj mówimy i z kim oraz czym możemy mieć do czynienia. A to tylko kropla w oceanie wszechświata… Andromedanie: w ich imieniu Mythi Reptilianie: wywiad z Lacertą 165 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Szarzy: w opowieści Victora Ludzie z przyszłości: Bashar Mieszkańcy wnętrza Ziemii: tutaj obszerny opis, historie tych, którzy odwiedzili, czyli Olafa Jansena i Richarda Byrda, a także wywiady miszkańców Adamy i Mikosa Plejadianie oraz informacje o Galaktycznej Federacji A jeśli szukasz ciekawego ogólnego obrazu zebranych informacji na temat tzw. “alternatywnej historii świata”, a która to może być właśnie tą faktyczną – pełną związków, połączeń i wpływów, o których nie usłyszysz w szkole – polecam ten, naprawdę ciekawy materiał. Myślę, że w tym momencie rozumiesz, co mam na myśli – pisząc poniższe słowa.

166 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

WYDARZENIA Dzieje się tu i ówdzie. Lubię być tam, gdzie się dzieje coś ciekawego. Bo wtedy mogę wyciągnąć jakieś wnioski. A później się nimi podzielić. Tak, jak w przypadku tych właśnie wydarzeń, które znajdziesz w Loading.

167 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Blog Forum Gdańsk 2012 – dotknąć nieba choć na chwilę… Koniec roku, kończę wydarzeniem, które było najbardziej znaczącym w 2012. To niezwykłe. Myślałem, że będę tam osobiście. Nie byłem. I okazało się, że to też było doskonałe. To pierwsza taka ocena na tym blogu. I pewnie jeszcze długo kolejnej nie będzie. Najważniejsze dla mnie wydarzenie 2012 – Blog Forum Gdańsk. Doniosłość i wielkość organizacji oraz logistyki tego przesięwzięcia stała się dla mnie jasna – kiedy przeczytałem od zaplecza wpis jednej z organizatorek BFG. Oni prawie cały rok to przygotowywali. No i nie ma się co dziwić – efekt był oszałamiający. Kilka faktów zatem. Wszyscy najlepsi ze sceny blogerów byli tam i prowadzili swoje wykłady. Ciekawe i wartościowe merytorycznie. Byli celebryci. Była gigantyczna ilość widzów przed komputerami. Stream z każdej sali, który działał bez zarzutów. Była opłacona impreza dla uczestników, włącznie z noclegiem. Był event na nowej PGE Arenie w Gdańsku. Tam było po prostu wszystko! Z tego co widziałem i słyszałem, był też świetnie spędzony czas na integracji i poznawaniu się po wykładach. Naprawdę, nie jestem w stanie wyobrazić sobie, co jeszcze lepiej można by tam zrobić. Bo warsztaty też tam były dla uczestników. Jedyną rzeczą, która mi przychodzi na myśl to taka, że było za krótko! Ale i to jest plusem, bo przecież to wzmaga apetyt i chęć kontynuacji – a przecież o to chodzi! Niesamowite. Po prostu niesamowite. Jedynym minusem jest to – że gdyby być tam osobiście, to ominęłoby się trochę ciekawych prelekcji, będąc na innych ciekwych prelekcjach. Więc oglądanie tego w necie dawało ten komfort przełączania się z sali do sali i maksymalnego skorzystania merytorycznie z tego wydarzenia. Nie będąc tam jednak osobiście, nie miało się okazji spędzić fizycznie czasu w tym niezwykłym gronie. Tylko, czy na pewno? Blogerzy po powrocie z BFG bardzo często wspominali o tzw. syndromie odstawienia. O tej depresji, która przychodziła – kiedy event już się skończył, ludzie się rozjechali do domów. Ten spadek energii – po tym, jak w codziennej rzeczywistości nagle zaczyna brakować tych ludzi, tych wydarzeń, tej beztroski, tej radości, tego stylu życia w zasadzie, tego świata, do którego to wydarzenie przeniosło jego uczestników. I wiecie co? Cholera – Ja miałem dokładnie to samo! Ja nie wiem, jak oni to zrobili. Jak to się stało. Ale Blog Forum Gdańsk przeteleportował mnie do swojego świata. Dosłownie. Wyłączając komputer po ostatniej prelekcji – czułem, jakbym odstawił jakąś używkę. Zajebiście dobrą używkę. Nie wiem, jak to się stało – ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. A przecież następny BFG już za mniej, niż rok! Ocena: 7 W pełni zasłużona, pierwsza na blogu, najwyższa możliwa ocena zarezerwowana dla najlepszych, pośród najlepszych. Za przekroczenie granic czasu i przestrzeni. Za event, który można było poczuć i w niego wejść – nawet nie będąc fizycznie na miejscu. Za magię. Bo tylko przestrzeń i czas stanęły na drodze do tego, żeby było jeszcze lepiej. A prawa fizyki, póki co, pozostają nieubłagane… Dziękuję Wam, twórcy i organizatorzy oraz uczestnicy BFG. Za to, że byliście. Za to, że jesteście.

168 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Kariera w rytmie YouTube: event i refleksje O tym, że spotkanie było udane – pomimo, a może własnie dzięki kameralnej atmosferze – wspominałem już w video-leadzie powyżej. Swoją drogą koncepcji, która powstała własnie w trakcie tego spotkania. To zadziwiające, ale to właśnie towarzystwo odpowiednich osób może być kluczem dla wielu cennych inspiracji. A to towarzystwo było bardzo udane. Ale do rzeczy – jest kilka istotnych myśli po spotkaniu. Na początek trochę informacji z samego spotkania. Wiedza ze spotkania Kluczową kwestią chyba jest wątek break point. Tego wydarzenia lub zjawiska, które sprawia, że rozpoczyna się lawina. Tego ruchu, który napędzi sekwencję zdarzeń. W przypadku Magdy “Radzkiej” Kanoniak były to – z tego co udało się nam w trakcie dowiedzieć – polecenia od innych vlogerek. W przypadku Ewy z RedLipstickMonster – zwiększenie jakości swoich materiałów. Jak było z Dorotą z Pozytywnej Kuchni – na ile miałem okazję się przekonać – jakość, połączona z dobrym pozycjonowaniem wyszukiwań. Oczywiście bazą zawsze jest dobra zawartość. A o co chodzi, to chyba najlepiej sprawdzić oglądając materiały dziewczyn. Mam nadzieję, że uda się dorwać do prezentacji dziewczyn. Tam było trochę ciekawych danych. Natomiast dość istotna informacja to kontekst kulturowy. Chodzi głównie o ilość wyświetleń i subskrybentów. Liderzy światowi mają prawie 2 miliony. Nasze dziewczyny naście-dziesiąt tysięcy. Co na polskie warunki i tak jest spore. Tutaj zagrały dwa elementy: [1] międzynarodowy charakter materiałów (inglisz bejbe) oraz [2] prawo pierwszeństwa. Nisze i korzystanie z dobrych wzorców Obie rzeczy wymagają kompetencji – niemniej ta druga jest teoretycznie przynajmniej łatwiejsza. Wygląda na to, że wystarczy wejść w niszę (choć to nie jest warunkiem koniecznym) i zapełniać ją regularnie dobrym contentem. Gdzie akcent jest na [1] dobry (ze względu na jakość marki i wyszukiwanie) oraz [2] regularnie (ze względu na przywiązanie i powracanie odbiorców). Z drobną dozą zazdrością pozostałe dwie Vlogerki spoglądały na szybki sukces Ewy, która w ciągu zaledwie 9 miesięcy zdobyła 20 000 subskrybentów. Uczucie uzasadnione biorąc pod uwagę, że one uczyły się na swoich błędach – zaś ci, którzy przychodzą później zawsze mogą uczyć się i wyciągać wnioski od tych, którzy przecierali szlaki. Dla potencjalnych przyszłych twórców jest to jednak dobra informacja. To oznacza, że są wzorce, z których można korzystać i iść dalej, dokładając nowe elementy. W ten sposób – zamiast wymyślać koło na nowo – możesz się skupić na tym, jak zbudować kolejne części swojej układanki. A jednym z nich jest z pewnością budowanie swojej marki osobistej i własnej oferty produktowej. Quo Vadis “Jutubie” I – bycie rozpoznawalnym Nasze utalentowane Vlogerki wspominały o kilku problemach, na które natrafiły. Na dobrą sprawę jednak, w tych problemach tkwi właśnie potencjał do rozwoju.

169 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Nie jestem do końca pewien czy dziewczyny doceniają tak do końca fakt, że stały się rozpoznawalne. To jest już klasyka, którą zresztą widziałem swojego czasu po młodych aktorach Tancerzy. Ludzie nie są przygotowani na to, że osoby rozpoznawalne żyją w zupełnie innym świecie. Że nie są ludźmi, którzy anonimowo przemierzają ulicami, tak jak wszyscy. Idąc tą drogą trzeba się liczyć z faktem, że reguły życia w społeczeństwie się zmienią. I mam wrażenie, że chyba nigdy osoby rozpoznawalne nie są przygotowane na to, żeby rozpoznawalnym być w tym względzie. Nie twierdzę, że to łatwe – ale to część cyrografu, który się podpisuje ze sławą. Nawet tą “jutubową”. A w gruncie rzeczy to świetna sprawa. Przede wszystkim można na żywym organizmie (dosłownie) – zobaczy, jak nasze produkcje wpływają na świat i jak go zmieniają. Quo Vadis “Jutubie” II – praca na markę Dorota wpsominała o problemach z domeną. W pewnym momencie ktoś w pewnym momencie zarejestrował domenę Pozytywna Kuchnia, ale z myślnikiem w środku. Jakieś meble kuchenne na dodatek, więc podobny temat. No i pytanie co dalej, będą się lansować na marce tworzonej przez Dorotę? Tak! Dokładnie tak, ale z Dorotą, jako ambasadorką marki, jeżeli produkt jest dobry to obie strony mogą na tym skorzystać. Dobra, uczciwa umowa i mamy deal na którym obie strony mogą skorzystać. Ja i tak czekam na produkty żywnościowe, albo zestaw noży czy akcesori kuchennych firmowanych marką Pozytywnej Kuchni. Która to marka otwiera gigantyczny potencjał, który można fantastycznie zagospodarować biznesowo. I już nawet nie chodzi o to, że bezy czekoladowe w jej wykonaniu to było prawdziwe mistrzostwo świata. Tu chodzi o to, co jeszcze można w tej materii zrobić. Ta najważniejsza myśl, która wyszła też w trakcie tego spotkania, to chyba ta – że: YouTube to tylko pewne narzędzie. Niekoniecznie do zarabiania bezpośrednio. Ale przede wszystkim do budowania zasięgu i docierania do ludzi, którzy nam zaufają, polubią to, co robimy. Którzy będą z nami w taki czy inny sposób związani. I dlatego będą znacznie bardziej otwarci na nasze propozycje. Zwłaszcza, kiedy te dobrze trafiają w ich [1] potrzeby i [2] możliwości. Quo Vadis “Jutubie” III – co dalej z video w internecie Zwykle, kiedy jesteśmy ciekawi co będzie trendy za jakiś czas w internetach – wystarczy spojrzeć na to, co jest popularne obecnie w USA. I chcąc nie chcąc – to własnie tam mamy do czynienia z największą inicjatywą i propozycjami kulturowymi, które przyjmowane są także poza granicami Stanów. A co jest w Stanach trendy? Jedną z takich rzeczy na pewno są kolaboracje muzyczne. W Polsce mamy pierdyrliard utalentowanych muzycznie osób, z których część jest znana z talentshows różnych tvnów i innych polsatów. To gdzie oni są? Nie ma ich. A powinni być. Bo są zajebiści. To może potrzebują się znaleźć. I zacząć tworzyć takie fajne akcje-kolaboracje, jak ta: I tutaj nie przeszkadza nawet fakt, że to cover Bibera. Bo jest fajnie. I tego właśnie warto szukać. Rozrywka dobrze chodzi. A muzyka ma potencjał międzynarodowy. Jeśli gdzieś – to właśnie w tej niszy może się wydarzyć coś fantastycznego. Czekam z utęsknieniem, a gdzie się będzie dało – swoje 3 gorsze dołożę. 170 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Social Media Day – jak, a może dlaczego internet zmienia media O jakie jebnięcie, to nawet nie to, że nie było wolnych miejsc siedzących. W Wielkiej Zachodniej na DZIKSie ledwie miejsc stojących wystarczyło. Więc w tym względzie śmiało można mówić o sukcesie zasięgowym. Prelegenci też dopisali. Czuję dumę, że taki event miał miejsce na uczelni tak dla mnie ważnej, bo na niej studiowałem. Natomiast co do “contentu” – bo o tym warto słów kilka… Takie spotkania – dla mnie przynajmniej – są przede wszystkim wydarzeniem socjalnym. Okazją do tego, żeby doświadczyć obecności osób, które są w centrum uwagi. Treść merytoryczna choć ciekawa, o tyle sama zawartość nie była przełomowa. Przełomem było co innego. Mam poczucie, że była to okazja do tego, żeby zebrały się wpływowe osoby i w tym gronie można było powiedzieć jedno: “Tak, internet jest ważny i będzie coraz ważniejszy. Po 10 latach jego kariery w Polsce nie sposób go już dalej ignorować”. W moim odczuciu bardzo istotne było wystąpienie Jacka Żakowskiego. Szczera, dosadna analiza sytuacji, w której dziennikarze – ci staromedialni – są w miejscu, w którym ciężko będzie im nadążyć za zmianami. Są w miejscu, w którym ich rola zmienia się zupełnie. I chyba nie wiedzą jeszcze jak, ale póki co jeszcze trzymają się autorytetu, który ma branża mediów tradycyjnych i swoich biurek, póki nie opustoszeją w wyniku kolejnych redukcji etatów. Rozmawiając o przyszłości Polityki – Kominek mówił że za 10 lat dalej będziemy chcieli czytać Żakowskiego. Tak, to pewne. Ale mam wrażenie, że za dekadę nie będzie to już na stronach Polityki, ale na stronie osobistej Pana Jacka. Który – podobnie, jak wielu jego starszych kolegów z wyrobionym nazwiskiem – będzie pełnił rolę pewnej starszyzny, mentorów dla młodszych pokoleń. Ale już jako oni. Ludzie z imienia i nazwiska. Budujący swoją społeczność wokół siebie. Posiadający swoją własną, prywatną markę. Czyli Personal Brand, o którym mówił Tomasz Machała. I co ciekawe – właśnie taki bieg zdarzeń może zbliżyć starsze pokolenia do internetu i blogosfery. A wtedy może się wydarzyć coś istotnego. Wtedy jest szansa na to, że zaistnieje dialog pomiędzy pokoleniami. Coś, czego w Polsce w tej chwili praktycznie brak. Kiedy osobowości młodych ludzi mediów z tymi starszymi się spotkają i połączą – istnieje szansa na to, że poprowadzą myśli i uwagę ludzi w ciekawszym kierunku, niż Matka Madzi. Bo o tym, że to chłam to śmiało możemy powiedzieć. Ale co w zamian? Wierzę, że ta alternatywa pojawi się właśnie w wyniku tego dialogu. I przyznam, że jestem go ogromnie ciekaw. Wielkie brawa i podziękowania dla Szymona Sikorskiego i wszystkich zaangażowanych w proces osób za to, że właśnie takimi spotkaniami, jak to – otwierają drogę dla tych znaczących zmian. Jedynym, co nurtuje w tej sytuacji – to czym kierują się ci, którzy ten dialog tworzą i tworzyć będą. Niemniej doskonale zdaję sobie sprawę, że to pytanie – jest pytaniem wymagającym i dość intymnym. Być może wraz z biegiem zdarzeń wyklaruje się odpowiedź i w tej kwestii… Zastanawiając się jeszcze nad tezą w tytule. W sumie nie wiem. Być może internet zmienia media - bo może, bo tak chce. A może dlatego, że musi, bo nie mamy innej drogi. Może jest tutaj kluczowym słowem. Tymczasem, raz jeszcze – brawo, podziękowania i do następnego!

171 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

IV Pogaduchy Blogerów – jeszcze nie diament, ale już świeci konkretnie Byłem (w zasadzie to byliśmy :*). Widziałem od środka. Poczytałem feedback od blogerów. Pojawiły się pochwały, pojawiła się krytyka, były też propozycje usprawnień w kolejnych odsłonach. I wszystkie są potrzebne i uzasadnione. Zaś tych ostatnich też kilka chcę od siebie dodać – bo mój kreatywny umysł konkretnie zaszalał przy okazji tej niezwykle obiecującej imprezy. Uwaga – wpis ma więcej niż przeciętnie. Natomiast warto przeczytać. Na początek pochwały. Później usprawnienia. Następnie propozycja alternatywy. I to, co sam od siebie mogę zaproponować i wdrożyć w kwestii zawartości merytorycznej.

Zdjęcie główne zrobione przez dlaBab.com PLUSY Padło stwierdzenie w jednym z komentarzy, że studiumprzypadku nie są profesjonalnymi organizatorami eventów. Cóż, nie odczułem tego. Nie odczułem, bo mocnych stron było mnóstwo. Nie odczułem, bo błędy popełniają także profesjonaliści. A co do plusów. Przede wszystkim świetni partnerzy imprezy. Frugo faktycznie wygrało tą imprezę. Nowe Horyzonty są moim ulubionym kinem. W zasadzie to chcą i stają się faktycznie czymś więcej nawet, niż kino. Lubię tym bardziej. Widziałem, że były przystawki. Niestety tylko na zdjęciach, kiedy dotarliśmy – już ich nie było. Lena zwariowała z zachwytu nad paczką od Secret Soap. Wyborowa na imprezie nie lała się litrami, ale z tego, co widzę to 5000 butelek faktycznie do obrotu blogerów wejdzie. W zasadzie to szczęście, że nie trafiły wcześniej. Zakładam, że akcji z niszczeniem dekoracji – jak ta w wykonaniu kolegi z irokezem – byłoby znacznie więcej niestety. No i przede wszystkim sam rozmach imprezy. Zebranie ekipy z Warszawy (tutaj oczywiście nie można nie wspomnieć o Blogermamie) i Wrocławia dało naprawdę potężną mieszankę osób, które cytując: “razem mają większy zasięg niż niejeden dziennik w kraju”. A za sprawą zapowiedzi Polonusa jest szansa, że takie imprezy powiększą się o kolejne jeszcze miasta. No cudo! Niestety tutaj dochodzimy do podstawowego pytania. Po co te osoby się zebrały? PLUSY UJEMNE Pojawia się pytania o to, czemu tak właściwie służy ta impreza. Jeżeli tytuł brzmi IV Reklamowe Pogaduchy Blogerów – to niestety najwięcej w tym było jedynie prawdy tym, że czwarte i o obecności blogerów na spotkaniu. O reklamie było zaledwie kilka minut (pomijając film, który choć ciekawy to dość poza tematem) ze strony Marty z Lemon Sky. I chociaż dobrych minut, ale to zdecydowanie za mało, jak na tą imprezę. A jest o czym gadać. Jeżeli chodzi o pogaduchy – to z tym też różnie było. Mieliśmy na imprezie 300 osób. Z czego ci, którzy się znali lub mieli wspólnych znajomych – faktycznie skorzystali nieco z tego spotkania. Jednak nie była to impreza, która umożliwiłaby łatwe wejście i integracje z innymi uczestnikami. Chyba nawet Rock – a że to on to pewny nie byłem z początku (eh te internety, jeden niższy niż myślisz, inny szerszy, inny znowuż wyższy ) – przechadzał się po okolicy i o dziwo tłumu ludzi wokół niego nie było. A przecież widziałem jaką bibę rozkręcili z Rojem swojego czasu. Wiem, że tam był zlot fanów, ale mimo to nadal nie spodziewałem się takiej sytuacji. To chyba jeden z lepszych przykładów tego, że potrzebna jest jakaś forma animowania i integracji. I są osoby, które mogą i będą chciały się tym zająć. Mam w głowie co najmniej kilka. 172 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Pojawiło się też trochę argumentów krytycznych ze strony Arnolda Buzdygana – z których najważniejszym wydaje się chyba ten techniczny. Faktycznie o kwestie mikrofonów warto zadbać na przyszłość. Bartosz Majewski natomiast wskazał sporo cennych usprawnień i partnerów, których warto pozyskać jeszcze dla tej imprezy – a jest to jak najbardziej możliwe i organizatorzy już obecnie pokazali, że doskonale sobie z tym radzą. Niestety, kiedy myślę o IV Pogaduchach Blogerów – mam to przykre odczucie marnowania potencjału. Szczerze. Czy po tym spotkaniu życie uczestników, ich blogi, blogosfera, nasze otoczenie – staną się lepsze? Mam wątpliwość. A mogłyby. Przy takich potencjale mogłyby bardzo. JAK ZMIENIĆ PLUSY UJEMNE W DODATNIE? Niestety, ale mam wrażenie, że tzw. “część oficjalna” była potraktowana bardzo po macoszemu. Sama akcja pozbywania się zalewu tandety z ulic ma małe szanse powodzenia w obecnym kształcie. Bo przede wszystkim brakuje alternatywy. Ola z Miasto Moje a w Nim jest sympatyczną osobą, ale w gruncie rzeczy wychodzi z propozycją: “zdejmijcie szmaty z budynków i miejcie mniej pieniędzy w portfelu, a w zamian dostaniecie pochwałę od geeków – bo jak pokazują statystki, większość społeczeństwa i tak ma to w dupie i nie zwraca na nie uwagi”. Natomiast wypłynęła przy tej okazji zajebiście istotna kwestia. Ale to tak mega i mam wrażenie, że ta godzinka czasu spędzona na prezentację i dyskusję na ten temat – była warta o tyle, że właśnie ta kwestia wypłynęła. Chodzi o polską kulturę. A w tym ujęciu o zestaw pewnych norm, które funkcjonują w społeczeństwie. I właśnie tutaj są moje propozycje tego, co możemy zrobić. UWAGA, PRZYTULAMY! – CZYLI POCZUJ SWOJĄ SIŁĘ BLOGERZE Żyjemy w niezwykłych czasach. Czasach, które mało kto jeszcze rozumie. Ich potencjał. Tego, co mogą robić grupy i społeczności. Jaki mogą mieć wpływ na rzeczywistość. Taki faktyczny, realny, dający się zobaczyć, poczuć, nazwać. To moja propozycja, natomiast uważam, że będzie znakomitą okazją do tego, żeby blogerzy naprawdę odczuli, jaką dysponują mocą. Znacznie łatwiej i przyjemniej (w sensie dosłownym) niż walka z milionami bilboardów na mieście. Ale realizując ten sam cel – oddziałując na kulturę i zwyczaje Polaków. Na to, jak się zachowują, co mówią, o czym myślą, jak patrzą na innych ludzi. Ostatecznie zatem – dążymy do tego, żeby uczynić ich i naszą wspólną przestrzeń lepszymi. Akcja jest prosta, choć wzmocniona kilkoma elementami. Znana jest Wam zapewne idea free hugs (darmowe przytulanie). Jedyny problem tkwi w tym, że kiedy robi to grupka 4-5 osób w dużym mieście – te osoby są buntownikami, którzy próbują przełamać zasady panujące na ulicy (“morda ściągnięta, usta zacietrzewione, gały w posadzkę i unikamy kontaktu wszelakiego z nieznajomymi”). Wtedy taka mała grupka to rebelianci, bo są w mniejszości. Ale teraz wyobraźcie sobie, że nie robi tego 4 czy 5 osób – ale w jednym miejscu, na dającej się zobaczyć przestrzeni takich osób jest 20, albo 30. I widzicie, że takich grupek nie jest jedna, ale jest ich całe mnóstwo. Gdziekolwiek się rozejrzycie. Oni już nie są rebeliantami. Oni stają się innowatorami. Tymi, którzy wprowadzają i ustalają zupełnie nowe standardy wraz z tymi, którzy podążą za nimi. A teraz wyobraźcie sobie, że takich kilkudziesięcioosobowych grup jest w mieście kilka, albo kilkanaście. Idziecie przez rynek – jedna grupa. Przechodzicie przez Oławską – druga grupa. Pod 173 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

galerią, gdzie idziecie na przystanek – trzecia. Wchodzicie do Galerii, a tam to samo. W pewnym momencie, na całej trasie trafiacie na pozytywnych, uśmiechniętych ludzi, którzy po prostu bezinteresownie przytulają Was i innych ludzi. Po prostu Cię przytulają z hasłem “Uwaga, Przytulamy!”. I dają naklejkę – jak te z WOŚPu, ale z NASZYM hasłem. Żadnych opłat, żadnych kruczków, żadnego zbierania pieniędzy. Po prostu szczere, ciepłe przytulenie od uśmiechniętych ludzi, których imię i adres bloga możesz zobaczyć na plakietce, którą mają na szyi. Ale na wprowadzeniu nowych zasad w danej przestrzeni i czasie się nie kończy. O nie, od tego dopiero się zaczyna. Gigantyczna ilość wpisów na blogach, zdjęć, filmów, wpisów (zebranych przez Brand24) w mediach społecznościowych od przypadkowych uczestników akcji, informacji prasowych i newsów odbija się szerokim echem w całym kraju (a może i dalej). Nagle centrum jednego z polskich miast staje się zupełnie inną przestrzenią. Zupełnie innym światem. Światem ludzi uśmiechniętych. Światem, który możemy przypominać na kolejnych spotkaniach. Aż ludzie skumają ideę bezinteresownego ciepła dla drugiej osoby, tak, jak skumali ideę pomagania dzięki WOŚPowi. Zresztą o tym właśnie bardzo fajnie opowiadał film na Pogaduchach. O tym, że marketing w swej esencji może służyć zaszczepianiu idei, które uczynią życie ludzi lepszym. My możemy to zrobić! Takie spotkanie, jak Pogaduchy Blogerów, daje takie możliwości, daje taki potencjał. Możemy to zrobić. Możemy spróbować. Możemy to zacząć. Na tym właśnie polega siła bycia wpływowym. Na tym, że możesz zacząć zmieniać świat wokół siebie. Blogerzy, zróbmy to, poczujmy ten power! W off-line. I pokażmy to on-line. Żeby ludzie zobaczyli, że się da… Tak się zmienia świat na lepsze! BLOGEREM JESTEŚ, CZYLI KIM? A druga sprawa to kwestia zawartości merytorycznej Pogaduch Blogerów. I teraz już na szybko tylko lista tego, co ze swojej strony mogę dodać. Mam wrażenie, że jeszcze wiele osób nie wie, że bycie blogerem to nie jest tylko pisanie postów, które ktoś komcia i lajkuje. To istotna rola społeczna, która będzie z każdym kolejnym przełomem (takim jak BFG czy Pogaduchy) rosła. Ważni są ci, którzy tworzą. Ważni są ci, którzy rozmawiają. Ważni są ci, którzy po prostu czytają. Ważni są ci, którzy szukają współpracy z twórcami. Tylko kim oni są? Co ich łączy? Czego szukają? Są bardzo konkretne segmenty, o specyficznej charakterystyce i warto to wiedzieć – żeby móc świadomie projektować swoją komunikację. Żeby dawać i czerpać korzyści z tej działalności. Są też bardzo konkretne pomysły, które można w formie think tanków wyklarować. Jako bloger jesteś przede wszystkim osobowością – kimś o charakterystycznych cechach, które przyciągają i oddziałują w jakiś sposób na ludzi. Znasz się na czymś, masz coś do powiedzenia. Ty, jako Personal Brand, możesz zacząć z tego korzystać. Myślę, że warto zrobić spotkanie, na którym na sali jako forma pokazu, a w mniejszych grupach jako działania warsztatowe – zbiorą się w mniejszych grupach osoby i odpowiedzą sobie nawzajem na pytanie: “co możesz sprzedawać, co chciałbym u Ciebie kupić, za co jestem/byłbym skłonny Tobie zapłacić?” – w kontekście perspektywy czytelników danego blogera. W ten sposób dostarczając sobie nawzajem mnóstwa pomysłów na to, jak mogą rozwinąć swojego bloga. Ja mogę dostarczyć i zaprezentować technologię do tego rodzaju działań warsztatowych i tego, jak z nich skorzystać. Mogę też podpowiedzieć sporo rozwiązań. A dalej będzie już okazja i powód

174 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

do tego, żeby ze sobą rozmawiać. A właśnie tej celowości w szerokim kontekście najbardziej brakowało na IV Pogaduchach. Do tego dodałbym jeszcze animatorów. Gdzie wsparcie Michała Góreckiego z Koszulkowo.com jest czymś pożądanym i naturalnym w tej sytuacji. Na spotkaniu było i jest trochę osób, których predyspozycje do oddziaływania na grupy są większe niż innych. Takie osoby warto zaktywizować i nadać im rolę. Np. liderów grup w akcji “Uwaga, Przytulamy!”. Jestem przekonany głęboko, że to wszystko jest do zorganizowania. Będę docierał z tymi pomysłami do odpowiednich osób, natomiast Wasze wsparcie, poparcie, pomysły i gotowość do działania będzie tutaj równie istotna. Każdy ruch zaczyna się od idei. Ale później są ludzie, którzy będą chcieli ją wdrożyć w życie. To jak Kochani, pomożecie?

175 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

ROZMOWY I WYWIADY O ile w Loading znajdziesz przede wszystkim wywiady prowadzone ze mną, o tyle bardzo cenię sobie interesujących rozmówców i jedną z takich osób był na pewno Piotrek Kupś. W tej sekcji znajdziesz zatem wstęp do działu dotyczącego intymności, a na koniec pogadamy o social mediach, Polsce i o tym, jak wygląda prowadzenie dużego fanpage'u od kuchni.

176 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

O uwodzeniu słów kilka – wywiad dla Menstream Tak mnie na wspomnienia naszło. W zasadzie to już za chwilę 4 lata miną, odkąd założyłem swojego pierwszego bloga pod dawnym pseudonimem. Dzisiaj obie te rzeczy już nie istnieją. Natomiast większość tekstów powędrowała na Magię Relacji. Teraz ta ostatnia czeka na swoje lepsze dni. Niemniej zabawnie a jednocześnie ciekawie jest wrócić do wywiadu sprzed dwóch lat. Faktem jest, że zawsze mnie irytowało, kiedy nazywano mnie “trenerem uwodzenia”, albo “zawodowym podrywaczem” – niemniej jest tam kilka wartościowych myśli, do których dzisiaj zajrzymy.

Fragmenty z wywiadu. (…) W jaki więc sposób działa ta magia uwodzenia? Są pewne zaklęcia, które rozkochują w nas kobiety? To właśnie często popełniany błąd. Wiele systemów opiera się na rutynie. Dają jednoznaczne odpowiedzi i recepty na udany podryw. Czasem nawet mówią, co konkretnie należy powiedzieć w danym momencie. A przecież nie trzeba być specjalistą, aby wiedzieć, że każda sytuacja jest inna i rządzi się innymi prawami. Nie ma więc konkretnych i jedynych sposobów, słów kluczy, które działają zawsze i wszędzie. To co można przekazać, to jak coś powiedzieć, a nie co dokładnie. Czasem jest to znacznie bardziej istotne niż słowa, które wypowiadamy. Istotą jest to, co się chce zakomunikować drugiej osobie, czasem bez wypowiadania słów. (…) Czy każdą kobietę można poderwać? W teorii tak, w praktyce różnie to bywa. Sam w swoim, życiu spotkałem kilkaset kobiet, z którymi łączyły mnie różne relacje. To, że można poderwać każdą kobietę, to absurd i oczywista nieprawda. Najczęściej takie stwierdzenia to marketingowa papka, którą karmi się naiwnych. Nie jest tak, że każdą kobietę można poderwać, jakby tak było, byłoby to strasznie głupie. Sięgając do psychologii ewolucyjnej, czy genetyki udowodniono, że nie każda kobieta ma odpowiedni, że tak się wyrażę genotyp. W jakim sensie? To znaczy, że czasem zwyczajnie pewne typy do siebie nie pasują i już. Nie z każdą kobietą się dogadamy, nie z każdą dobrze będziemy się czuli i nie z każdą nawiążemy więź porozumienia, a zwłaszcza porozumienia seksualnego. To działa w obie strony. Jest to więc zupełnie naturalne z punktu widzenia tego jak jesteśmy zbudowani. (…) Czy jednak w dzisiejszych czasach mężczyźni naprawdę muszą się tak bardzo starać by poderwać kobietę? Mam wrażenie, że dziś panie są tak wyzwolone, że same biorą sprawy w swoje ręce. Może i tak, ale sygnały, które wysyłają facetom nie są wystarczająco mocne, abyśmy je dobrze interpretowali. Jeżeli chcą być skuteczne, muszą działać bardziej wyraziście. Mężczyźni w ogóle słabiej odczytują gesty i zachowania kobiet. Są mniej wyczuleni. Stąd dobrym rozwiązaniem były takie kursy dla pań jak uwodzić facetów.

177 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Cały wywiad tutaj: http://menstream.pl/ludzie-rozrywka/jak-poderwac-kobiete-sztuki-

uwodzenia-mozna-sie-nauczyc,0,692159.html P.S. Przez ostatnie dwa lata się trochę pozmieniało w typie relacji, które mają miejsce w moim życiu – ale o tym już przy innej okazji pewnie ;)

178 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Popełniane błędy w relacjach damsko-męskich Tym razem kolejny fragment wywiadu przeprowadzonego ze mną całkiem niedawno. Całość dostępna tutaj: http://maturzysta.e-magnes.pl/news.php?extend.218&co=5&id=218 . O błędach, o inspiracjach, o kierunku szkoleń i dlaczego właśnie dla kobiet…

Karolina Werstler: Jakie są podstawowe problemy w nawiązywaniu kontaktów damskomęskich? Hermes: Hmm… W moim odczuciu największym problemem jest to, że ludzie robią nie za mało, ale za wiele właśnie. Są zbyt namolni, za bardzo się starają, za dużo inwestują, zbyt szybko, za bardzo spieszą się z pewnymi decyzjami i deklaracjami. Za bardzo chcą. Za bardzo potrzebują jakichś efektów i to ich gubi. Największym problemem jest to, że ludzie nie dbają o swoje życie i swoje potrzeby na wielu poziomach – a źródła rozwiązania upatrują w tym jednym. W uwodzeniu czy podrywaniu. Przez to frustracja narasta, dlatego, że największy sukces w uwodzeniu odnoszą ludzie, którzy odnoszą sukces w wielu dziedzinach swojego życia. Dlatego, że podstawą każdego sukcesu zawsze jest to samo. I jeżeli nauczysz się osiągać sukces chociażby w sporcie, wiesz, jak osiągnąć sukces w uwodzeniu czy podrywaniu. Ponieważ wiesz, że jedynie trening pod okiem doświadczonego trenera i posiadanie odpowiedniej wiedzy dadzą Tobie umiejętności i świadomość, dzięki którym będziesz mógł osiągnąć najwyższy poziom. Dobry trener uwodzenia to przede wszystkim wybitny pedagog. Sama teoria to za mało. Samo bieganie po centrach handlowych czy próby podrywu w klubie, jak wiele osób to robi – to także za mało. Nieodpowiednie ukierunkowanie przez innych ludzi także się nie sprawdzi. Nie ważne czy robią to ludzie, którzy „siedzą w temacie i przeczytali kilka książek” czy ludzie którzy prowadzą szkolenia i nazywają się trenerami uwodzenia. Nawet jeżeli ktoś sam sobie radzi w uwodzeniu – nie ma gwarancji, że nauczy Cię tego samego. Dobry trener uwodzenia to przede wszystkim wybitny pedagog. A takich jest strasznie mało i to w skali globalnej. Ale i tak najwięcej zawsze nauczysz się od płci przeciwnej. Moimi „trenerami” były same kobiety. Kobiety, z którymi poznałem przestrzenie i doświadczenia, których na żadnym szkoleniu nigdy bym nie otrzymał, bo to nierealne. Musiałbym pójść z takim trenerem do łóżka, albo wejść z nim w związek – co oczywiście jest totalnym absurdem. Dlatego też bardzo poważnie myślę o skupieniu się przede wszystkim na szkoleniach dla kobiet. Wbrew pozorom kobiety także mają mnóstwo problemów i wiele rzeczy chciałyby zwyczajnie zrozumieć, żeby móc się skuteczniej dogadywać z facetami. Myślę, że to ogromna nisza a przede wszystkim odpowiedni kierunek, jeżeli chodzi o te wszystkie „szkolenia z uwodzenia”…

179 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Czym jest Magia Uwodzenia? Ostatnio przeprowadzono ze mną wywiad na temat Magii Uwodzenia. Całość do przeczytania tutaj: http://maturzysta.e-magnes.pl/news.php?extend.218&co=5&id=218 Że strasznie obszerny, toteż będę wrzucał we fragmentach. Tym razem o tym czym dla mnie jest Magia Uwodzenia i z czego wynika sama “magia” w uwodzeniu. Choć to tylko próba odpowiedzi na to, co istnieje poza zdolnością do logicznego wyjaśnienia czy opowiedzenia. Czym jest System Magii Uwodzenia? Mi osobiście kojarzy się z zaczarowaniem. Czy naprawdę tak nie jest? Uwodząc drugą osobę, czy jej po prostu nie czarujemy? (…) to, co wykracza poza zdolność racjonalnego rozumienia. Zależy co rozumiesz przez „czarowanie”. Magią nazywane jest to, co wykracza poza zdolność racjonalnego rozumienia. Iluzja często bywa mylnie nazywana magią, podobnie, jak często podrywanie mylone jest z uwodzeniem. I o ile można wyjaśnić działanie iluzji, o tyle magia zawsze będzie tym, co wykracza poza sferę rozumienia. Tak samo jest z uwodzeniem. Ja mogę opowiedzieć o tym, że możemy uwodzić spojrzeniem, dotykiem, mową ciała czy innymi elementami – chociażby zapachem – ale co z tego, kiedy to tylko narzędzia. Magia zawarta jest w tym, dlaczego to działa. Ja nadal zastanawiam się na jakiej zasadzie za pomocą samego spojrzenia tylko, mogę w niektórych sytuacjach sprawić, że kobieta poczuje się bardziej naga, niż gdybym ściągnął z niej ubranie. Odkrywając nagość jej emocji, myśli a bywało, że nawet duszy. To są te wszystkie magiczne momenty w moim życiu, kiedy rozmawiałem z kobietą na poziomie, na którym język nie był w stanie operować. Dlatego, że w języku nie ma pojęć i konstruktów, którymi w tamtej komunikacji się wymienialiśmy. Patrzyłem w duszę kobiety. Mówiąc inaczej. Wiele razy znajdowałem się w sytuacji, w której patrząc w oczy kobiety – patrzyłem znacznie głębiej niż tylko w maski społeczne, które na co dzień nosimy. Patrzyłem w duszę kobiety. To strasznie dziwne uczucie, wiesz. To trochę tak, jakbyśmy wyrwali sobie kable od Matrixa i patrzyli na siebie. Na prawdziwych siebie. I tu nie chodzi o to, że w mówię czy piszę o tym, tak, że to fajnie brzmi – to jest seria licznych doświadczeń z mojego życia, których do teraz nie za bardzo potrafię wyjaśnić czy wytłumaczyć. To były doświadczenia, w trakcie których czułem się, jakbym się przeniósł w zupełnie inny czas i przestrzeń. W zupełnie inny wymiar. (…) choćbym chciał, mogę być jedynie drogowskazem. I tym właśnie jest dla mnie Magia Uwodzenia. Magia, ponieważ choćbym chciał, mogę być jedynie drogowskazem. Mogę pokazać ścieżki, którymi możesz podążać – ale dopiero, kiedy zaczniesz ich doświadczać – zaczniesz rozumieć, o co w nich chodzi i jak wielka magia jest w nich zawarta. Jednak lojalnie ostrzegam, że to zmienia zupełnie percepcję świata i nie bez powodu jestem odbierany przez wielu ludzi, jako wariat czy szaleniec. Jestem nim. I zajebiście się z tym czuję…

180 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Siła Wkurwienia, wywiad z Piotrem Kupś, twórcą Ruchu Wkurwionych Piotrek Kupś. Lat ok. 35, choć nie wygląda. Na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym szczególnym – ot, pomyślałby kto, że kolejny człowiek z szarych polskich bloków. Jednak ten obraz ma się nijak do tego, co kryje się pod jego czapką z daszkiem. Ten człowiek ma łeb na karku, jego Ruch Wkurwionych na facebooku zebrał już 15 tysięcy osób, a on sam najwyraźniej prowadzi niestrudzony bój o rozum. A to spore wyzwanie. O jego projekcie od strony twórcy, a jednocześnie prywatnie i po ludzku. Piotr Kupś, twórca Ruchu Wkurwionych. Hermes (Nikodeus.pl): Sam o sobie piszesz na blogu “Wieczny student, sceptyk, prześmiewca i cynik. Samozwańczy adiunkt w Instytucie Dziejów Najnowszych Pseudologii Stosowanej. Na blogu publikuję teksty związane z paranauką, pseudonauką, teoriami spiskowymi oraz papką informacyjną.” A tak z takiej czysto ludzkiej perspektywy rzeczy banalnych, acz podstawowych – kim jest twórca Ruchu Wkurwionych, gdzie mieszka i jak mu się żyje w tym smutnym kraju w centrum europy? Piotrek (Ruch Wkurwionych): Kim jest? Z pewnością Ziemianinem, Europejczykiem, Polakiem i Szczecinianinem. Jestem też przedstawicielem homo-sapiens-sapiens – dość wyrafinowanego gatunku jeśli chodzi o możliwości intelektualne, nie mniej, nie pozbawionego wad. Żyje mi się tu, z pewnością jak innym, raz lepiej raz gorzej, w każdym razem jest na co się wkurwiać. Hermes: Z tym twierdzeniem, że homo-sapiens-sapiens jest dość wyrafinowany intelektualnie to czasami mam wątpliwości tak po prawdzie. Nie to, że nie ma wybitnych jednostek. Ale gatunek… Niemniej, jak wspomniałeś – jest na co się wkurwiać. Przejrzałem historię RW. Założono 3 maja 2011, ale pierwszy wpis pojawił się dopiero niemal rok później – pod koniec stycznia 2012 przy okazji dymu z ACTA. No właśnie – wygląda na to, że potrzeba Ci było takiego zapalnika, żeby wybuchnąć. Ale powiedz mi, co się działo w tym roku pomiędzy założeniem a zapłonem? Piotrek: Szczerze mówiąc nie pamiętam bym zakładał RW w maju, prędzej był to rzeczywiście okres zimowy. Być może FB coś tam pochrzanił, ale pewny jestem jednego: publikowanie zacząłem po szczecińskich protestach przeciw umowie ACTA, którą chcieli nam zafundować po stołem polscy politycy. W międzyczasie pomysł na RW ewoluował – z serwisu informacyjnego do parablogowego spustu za który czasem ciągnę pisząc co leży mi na wątrobie. Hermes: Facebook robi różne rzeczy ostatnio, więc kto go tam wie, jak to co podaje – ma się do rzeczywistości. Niemniej faktycznie dość szybko pojawiły się pierwsze wpisy. Rozkręciłeś się solidnie widzę. Ot przykład. 21 maja 2012 – 20 wpisów jednego dnia RW i 2 użytkowników! Poradniki odnośnie social media podają, żeby nie zalewać użytkowników treściami, a jeden wpis dziennie to takie optimum. Ty jakoś się tym nie przejmujesz i nie wygląda na to, żeby to jakoś społeczności czy interakcjom na RW szkodziło. Ale 21 maja podałem też nieprzypadkowo. Wtedy pojawił się pierwszy wpis na temat nie dotyczący ACTA ani polityki. To był pierwszy raz, kiedy pojawił się wpis na temat szczepionek akurat. A później już poleciało i dzisiaj mówisz w zasadzie o wszystkim, co wkurwia. Powiedz mi, jak wyglądała ewolucja samych interakcji ludzi? Jak zareagowała gromadzona społeczność? Bądź co bądź zacząłeś, jako “jeden z nich” w obronie przeciw ACTA. Teraz prowadzisz już mocno zróżnicowaną komunikację i nieraz wybierasz różne role. Jak ludzie reagują na te zmiany? Piotrek: Rożnie, bo dotykam różnych spraw. Polityka jest oczywiście niezwykle fascynująca, ale wg mnie nie jest jedyną godną uwagi. Jak zauważyłeś, prowadzę dość zróżnicowaną komunikację i 181 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

zróżnicowany dyskurs – staram się objąć działalnością publicystyczną całe spektrum przekonań i zachowań ludzkich. Polityka jest tylko dodatkiem, swoistą wisienką na torcie, ale wciąż tylko dodatkiem. Ewolucja czytelników to też ciekawa sprawa – zdarzają się wpisy po których “ucieka” z RW po 50 osób dziennie, inne wpisy sprawiają, że ludzi przybywa w podobnym tempie, jest więc zachowana jakaś równowaga, jakieś status-quo. Ludzie jak to ludzie, raz się wkurwiają i leją pomyje, innym razem twierdzą że “lepiej tego ująć nie można”, powoli jednak przyzwyczajają się do tego że “tu nie ma lekko”, a w dyskusji należy stosować twarde argumenty, jeśli tego nie ma, nie mają na RW czego szukać. Hermes: A właśnie, polityka. Generalnie podjąłeś co najmniej kilka ciekawych wątków, ale dzisiaj to ma być taka rozgrzewka. Więc polecimy trochę jeszcze samym facebookiem i tworzeniem społeczności. A później Krótka Piłka z Ruchem Wkurwionych. Idąc dalej tropem social mediów. Jak powstają treści na RW? Bo przyznam szczerze, że czasem się zastanawiam czy jeden człowiek jest w stanie to wszystko sam prowadzić w taki sposób, w jaki istnieje Ruch Wkurwionych. Jak to jest od zaplecza? Piotrek: RW pod początku prowadzę sam, zresztą przedstawiałem się czytelnikom, co nie jest regułą na fanpejdżach FBowych. Treści są lustrem rzeczywistości i aktualnych bądź ponadczasowych problemów, nie ma tu żadnej reguły, zdarzają się dni kiedy klnę i psioczę na politykę i działania polskich parlamentarzystów, są i takie, kiedy niemal cały dzień tłukę jeden temat, np medycyny cudów – od A do Z. Można to nazwać iskrą bożą, można to nazwać impulsem, ot – pomysł na wpis wpada do głowy i niemal natychmiast materializuje się na ścianie RW. Grunt to zaskoczyć czytelnika, staram się to robić rzetelnością wywodów i twardymi argumentami, sam oceń czy się to udaje. Hermes: No właśnie! Nie mogę nie zapytać Piotrku. Jakie jest Twoje wykształcenie formalne? Pytam, dlatego, że stanowisz rzadki przypadek kogoś, kto najwyraźniej umie czytać ze zrozumieniem, wyszukiwać danych i używać ich w rozmowach. Albo jesteś tak kumaty, albo doskonale radzisz sobie ze stwarzaniem takiego wrażenia. Którakolwiek z tych opcji byłaby prawdziwa – świadczą one o dość niespotykanej błyskotliwości. A tego w szkołach nie uczą. Więc jak to u Ciebie jest – jak wyglądał i wygląda Twój własny rozwój? Piotrek: W moim przekonaniu, szkoły uczą wiedzy, a nie uczą jak myśleć. Moje wykształcenie nie ma więc tu żadnego znaczenia – ale dla przypomnienia (pisałem o tym w którejś notce) – nie skończyłem studiów z powodów osobistych – nie pozwoliłem jednak, parafrazując, stanąć szkole na drodze do swojej edukacji. Nie przesadzałbym też z tą błyskotliwością, po odpowiednim treningu umiejętność czytania ze zrozumieniem czy robienia researchu w necie, to przychodzi samo i na stałe się zakorzenia. Trzeba chcieć wyjść z pudełka, wtedy przed człowiekiem otwiera się zupełnie inny świat, trzeba chcieć zrozumieć rzeczy wcześniej nie zrozumiałe i pojąć to co wydawało się do niedawna abstrakcją. Mój rozwój osobisty rozpoczął się kilkanaście lat temu, i podobnie jak ewolucja przebiega skokami, choć zwiastują ten skok powolne zmiany. Trudno tu wskazać jakieś konkretne wydarzenie. Hermes: Pełna zgoda. Zastąpiłbym tylko słowa “uczą wiedzy” na “uczą posłuszeństwa wobec systemu i jednoczesnego wkurwu na niego – zalewając przy okazji umysł gigantyczną ilością zbędnych nam do życia informacji”. 182 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

A co do rozwoju. Jak byś miał wymienić takie kluczowe elementy i źródła tegoż? Tylko research i poszukiwanie faktycznej wiedzy na przypadkowe tematy – czy może jakieś inne ścieżki? Wiem, że z NLP masz bekę. A jakieś inne drogi? Piotrek: To nie tak. Podstawy biologii np. powstawały na długo przed tym jak rodził się nowoczesny system edukacji. Jest to jakaś wiedza podstawowa którą każdy powinien posiadać, ale uściślijmy: ten system nie jest potrzebny by istniał sam dla siebie, on ma służyć ludziom zrozumieć świat. To przede wszystkim ludzie muszą chcieć się uczyć, muszą być ciekawi świata – bez tego nie pomoże nawet najlepsza szkoła, najlepszy profesor i najlepszy system. Źródłem rozwoju są przede wszystkim chęci, ciekawość, dociekliwość, ale także, co cenię sobie nad wyraz, skrajny sceptycyzm, dystans wobec niesamowitych twierdzeń, bo jak wiadomo – niesamowite twierdzenia wymagają niesamowitych dowodów. Hermes: Myślisz, że faktycznie ten system temu służy? Jak wspominasz czasy swojej szkoły? Piotrek: Służy tym którzy chcą z niego coś wynieść, jak każda działalność ludzka, również system edukacji nie jest pozbawiony wad. Jak wspominam? Mile, zaczynałem jeszcze za komuny, szkołę średnią kończyłem w 1995 r, wczesne lata przemian w Polsce, ciężki okres, ale nie miałem nigdy jakiegoś specjalnego problemu z przyswajaniem wiedzy. Na studiach, wbrew pozorom, nie szlajałem sie po akademikach. Subkultura studencka zupelnie mnie nie interesowała, nie było z resztą na to czasu, trzeba bylo pracować i opiekować się najbliższymi. Hermes: Tak sobie myślę wiesz, że ludzie, którzy pytają na samosi czy mogli zajść w ciążę od dolania domestosa do kąpieli, bo im brzuch stale rośnie – chyba niekoniecznie chcieli cokolwiek ze szkoły wynieść poza kredą, którą wciągali nosem, wyobrażając sobie, że to amfetamina… Niemniej system edukacji to obszerny dział i wolałbym go potraktować osobno. Nie wiem też na ile chcesz wchodzić w tematy rodziny i opieki, o której wspominałeś. Pisałeś natomiast niedawno, że zmarła Twoja Mama, współczuję, mam nadzieję, że już się trochę pozbierałeś po tym trudnym przeżyciu. Piotrek: Dziękuję, jakoś sobie radzę. Ostatnia dekada nie była dla mnie za szczęśliwa, 11 lat temu zmarł mój ojciec, 5 miesięcy temu mama, zostałem więc niejako sam. Cieszę się za to, że wokół mnie są ludzie którzy mnie wspierają, mam wspaniałą dziewczynę i oddanych przyjaciół, którzy są dla mnie oparciem. Cóż, życie, nikt nie powiedział że zjazd na ten padół łez będzie usłany różami, to by było za proste. Hermes: A RW? Jest to jakaś forma odreagowania tych trudności czy traktujesz to, jako kwestię osobną od swojego prywatnego życia? Piotrek: RW traktuję jako formę dziennikarstwa, staram się oddzielić życie prywatne od działalności “publicznej” – jeśli tak można nazwać to co robię. W takich dywagacjach trzeba zachować obiektywizm, i sądzę że mi się to udaje. Hermes: Mhm. Z tego, co widziałem, to dorobiłeś się nawet swojego własnego trolla w swojej działalności. Niektórych ludzi aż tak boli to, że masz swoje zdanie i je wyrażasz publicznie? Piotrek: Forma “troll” jest tu chyba nie na miejscu, zawsze z satysfakcją przyjmuję bezsporny fakt że mogę się mylić, mylić się to nic złego, złe jest trwanie w błędzie pomimo dowodów. Jeśli ktoś istotnie twierdzi że się mylę, udowodnienie tego jest proste. Nie przywiązywał bym do złośliwości tego człowieka jakiejś specjalnej misji, albowiem jak okazało się jest to zwolennik Medycyny Cudów i dumny mieszkaniec Krainy Jednorożców. 183 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Hermes: Mówisz, że nie będziemy nobilitować człowieka tym zacnym tytułem? A skoro już jesteśmy przy twórczości facebookowej. Masz jakieś ulubione fanpage, które śledzisz? Teraz jest szczególnie dobra okazja ku temu, jako, że w sieci panuje inicjatywa pt. Share Week, czyli blogerzy piszą, których blogerów lub twórców sieci czytają/oglądają. Jak jest u Ciebie – nauka, rozrywka, co lubisz, do czego zaglądasz? Piotrek: Czytam kilkadziesiąt fanpejdży na FB. Są to zarówno ściśle naukowe strony, jak i czysta rozrywka. Mam dość szerokie horyzonty i nie mógłbym ograniczyć się do jednego typu treści, można by przez to zwariować. Tak czy owak, nie samym wkurwem człowiek żyje! Hermes: Jakieś konkretne najbardziej? Takie pierwsze 3 albo 5 które Ci przychodzą do głowy? Piotrek: NaukaGlupcze, Badania.net, fanpejdże polskich tygodnników i gazet codziennych, czytam “lewicowe i prawciowe dla beki”, jest tego naprawdę dużo. Lubie czytać trochę oszołomstwa – niestrudzeni dostawcy lol-contentu – to dla rozrywki. Hermes: Ok, super. To kończąc tą zapoznawczą część naszej rozmowy – powiedz mi jeszcze Piotrku, z kim wczoraj rozmawiałem? Wczoraj, dość późnym wieczorem dzwoniłem i umawialiśmy się na wywiad – ale najwyraźniej trafiłem najpierw na? Kto tam w tej Twojej wesołej ekipie był? Piotrek: Trafiłeś na moich przyjaciół, jak zwykle bardzo wesołych i rozgadanych. Tak było i tym razem. Goszczę ich na moich “obiadach czwartkowych” – przy piwie czy czymś innym zawsze znajdziemy tematy do dyskusji, ale głównie, boleje nad tym, jest to światowa polityka. Ileż można? Hermes: Zakładacie partię? Piotrek: Nie, to raczej takie “kółko zainteresowań rozumem” (jak mawiali komicy Kabaretu pod Egidą). Znamy się od lat, ani razu nie przyszło nam do głowy zakładanie partii, raczej jakieś wystrzelone pomysły jak Stowarzyszenie na Rzecz Globalnego Oświetlenia. Wyszliśmy z założenia że jedna półkula Ziemi jest oświetlona, zaś druga nie, a to przecież dyskryminacja! Wpadliśmy na pomysł zbierania funduszy na drugie Słońce, żeby jasność na Ziemi zagościła NA ZAWSZE. Mniejsza przestępczość, więcej witaminy D, ludzie bardziej uśmiechnięci, a problemy biologiczne sama Natura szybko by rozwiązała. Sam widzisz jaką gimnastyką umysłową się zajmujemy. Grunt, że nawzajem potrafimy się rozbawić. Hermes: A tak serio – pisałeś w jednym ze wpisów: “Ok, powiem to. Narażę się niejednym, ale w sadze ze jestem tylko stroną interetową, więc w dupie to mam. Także: PL jest w TOP3 jeśli chodzi o IQ w UE, ok? PL jest w TOP5 jeśli chodzi o pracowitość w UE, ok ? Czego nam brakuje żebyśmy stali się mocarstem? Niczego. Musimy zmienić elity polityczne, tego nam brakuje, zmiany, pookrągłostołowej zmiany. My, młodzi, głosujemy na tych samych ludzi od 20 lat, na PO, PIS, czy RP (starość Urbana to nie radość), albo PSL. (WTF?). Chyba czas powiedzieć dość, prawda? Stwórzmy coś. Uda nam się.” No właśnie, a chcemy? Uda się nam? Piotrek: Żeby się udało, ludzie muszą wyjść ze swoich pudełek i poddać zwłaszcza własne przeświadczenie o słuszności czy niesłuszności jakiejś idei którą wyznają, krytyce, żywej, uczciwej krytyce – bez tego nic nie da się zmienić.

184 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Z sondaży wynika że 40-50% Polaków nie chodzi na wybory – są w swoich pudełkach z napisem “Polityka mnie nie interesuje” – błąd tkwi w tym, że to polityka interesuje się nimi, ale zdają się tego nie dostrzegać.

185 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

FEEDBACK Jako, że zajmuję się coachingiem i pomagam ludziom przy różnych okazjach – lubię dowiedzieć się, jak to wygląda później z ich strony, co im to dało, jakie korzyści osiągnęli. I tak, jak w przypadku pierwszej historii – dzieją się czasami rzeczy niepojęte, nieco dziwne, ale z całą pewnością zaskakujące. I właśnie takich zaskoczeń było sporo. Ale spotkania, które prowadzę to także zestaw konkretnych narzędzi czy porad, którymi się dzielę i które później uczestnicy spotkania wdrażają do swojego życia.

186 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Zadziwiające efekty coachingu Będąc w Warszawie spotkałem się bodaj 2 razy z jednym z kursantów. Młody chłopak, problemy z rodzicami, dużo trudnych emocji, uczuć i przekonań do przepracowania. Poćwiczyliśmy trochę nad wolnością emocjonalną, tym jak emocje działają i jak można ich faktycznie użyć w praktyce. Jednak to, co się wydarzyło jakiś tydzień później zaskoczyło nawet mnie… Pamiętam, jak zadzwonił do mnie i powiedział, że nie wie, co się z nim dzieje – ale czuje się, jak pod wpływem jakichś środków. Rzeczywiście, brzmiał bardzo osobliwie. Wiedziałem już po sobie, że to narzędzie jest silne – ale nie sądziłem, że można w ten sposób aż tak odlecieć. W sumie piszę ku pewnej przestrodze i żeby uwrażliwić na to, że w przypadku naszej pracy szkoleniowej mogą pojawić się dość osobliwe zjawiska. Nie jestem w stanie przewidzieć tego, jakie granice przekroczysz, ponieważ w pewnym momencie proces rozwoju przejmujesz już na własną rękę. A to mail, w którym kursant opisał to, co się wydarzyło tego zadziwiającego dnia:

Byłem w galerii handlowej i widziałem ludzi, jak oni nie kontrolują swojego życia. Tak jak błądzą, i zawsze jak coś takiego widziałem to czułem jak to ja kontroluje swoje życie. Choć to jest dziwne bo największy odpał miałem gdy spotkałem się z matką, jak ona nic nie rozumie. Potem poszedłem do parku tanecznym krokiem. Byłem absolutnie pewny siebie, niczego się nie bałem. Było koło 21 zimno jak skurwysyn, a mimo wszystko było mi ciepło chociaż byłem w koszuli. Gdy nie byłem w pobliżu ludzi to rzeczywiście jakby mi przechodziło, ale potem zobaczyłem jakąś parę. Tak jak normalnie tylko spojrzę na przechodzących ludzi teraz patrzyłem na nich, widziałem że się boją i jeszcze bardziej się zajarałem. Jakbym był na narkotykach i właśnie muszę znaleźć kolejnych ludzi dzięki którym będę się czuł jeszcze lepiej. Potem zobaczyłem jakichś dwóch dryblasów z dziewczyną , przy ławce. Takie wielkie karki. Tam niebyło żadnych ludzi poza mną a nimi. Poczułem tylko mały strach. I poszedłem obok nich. Wiedziałem że nic nie mogą mi zrobić, już wiedziałem że srają w gacie ze strachu. To coś niesłychanego jak ja przechodziłem to odwrócili się ode mnie na pewno dlatego żebym nie widział że się boją. To była po prostu fala pozytywnych uczuć, po prostu jakby mnie wypełniały. Tak że w ogóle straciłem kontakt z rzeczywistością. Jakby jakaś potężna moc mnie wypełniła i próbowała się ze mnie wydostać. W ogóle odjazd. Potem byłem tak pobudzony że myślałem że zaraz zemdleje. Usiadłem na ławce bo ledwo co stałem. Tutaj nie bardzo pamiętam co się stało, byłem zupełnie rozluźniony tak że zsunąłem się z ławki. Nie pamiętam co się stało. W końcu siedziałem na ziemi opierając się o ławkę i nie czułem nic absolutnie. Tak jak nowo narodzone dziecko. Jakby mi się mózg zresetował. Popatrzyłem przed siebie, o to jest jezioro, ja opieram się o ławkę. Byłem zupełnie spokojny jak jeszcze nigdy. Całe moje przeszłe życie jakby uciekło bardzo daleko. Wracałem bardzo powoli do mieszkania, nic nie czułem. Zacząłem sobie przypominać że ja przecież muszę jutro pójść do szkoły, wrócić do tego mieszkania którego tak nie lubię. I czułem się coraz gorzej jakby mi ktoś odbierał wolność. Zrobiłem też to ćwiczenie z wstrzymywaniem powietrza i prawie w ogóle nie czuje strachu. Ale dlaczego ja mam jutro iść do szkoły przecież to ja decyduje o sobie. Już następnego dnia czułem 187 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

się znowu najarany tylko mniej. Od tego czasu czuje się przez cały czas w większym lub mniejszym stopniu naćpany. I to jest w sumie fajne bo ludzie się mnie boją lub są agresywni. Tylko że to dosyć męczący stan wbrew pozorom. Już wiem o co chodzi w tych wszystkich debilnych szkoleniach uwodzenia. U mnie efekty są takie że: Jestem rozluźniony Bardzo pewny siebie. Mam poszerzone źrenice, prawie cały czas. Dużą potrzebę dotykania kobiet i napierdalania facetów. Nie zastanawiam się albo krótko zanim coś powiem. Jest też coś dziwnego, zmieniły mi się rysy twarzy. Teraz wyglądam znacznie lepiej. Ty też coś takiego miałeś? Już jutro mój komentarz do tego wydarzenia… Jeszcze tylko drobne sprostowanie. Mam wrażenie, że gdyby na owych “szkoleniach z uwodzenia” faktycznie pojawiały się takie efekty – to może rzeczywiście ich cena byłaby w jakimś chociaż stopniu uzasadniona. A tak zwykle ogranicza się do suchej teorii, którą można przeczytać w książce i pójścia na miasto lub klubu, gdzie domniemany “trener” mówi do kursanta “podejdź do niej”. Ale to bez znaczenia, każdy zarządza swoimi finansami. Jak ktoś chce wydawać kupę kasy na to, że ktoś Ci powie “podejdź do niej” – jego hajs, jego sprawa.

188 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Komentarz do: „Zadziwiające efekty coachingu” Jeden z kursantów przeżył bardzo dziwne i głębokie doświadczenie przemiany. Przyznam szczerze, że byłem nieco zaskoczony tym, co się wydarzyło i tym, co przeczytałem później w mailu od niego. Jednak wygląda na to, że LifeChanging Experience w pełni zasłużyło na swoją nazwę. Jednak, co dokładnie się wydarzyło?… Emocje i ludzki organizm to dość osobliwe zjawiska. Używając metafory – przetwarzają energię, żeby nadać im określonego kierunku. Mówiąc od strony logicznej – nadają interpretacji, sprawiają, że widzimy świat w określony sposób i w określony sposób na niego reagujemy. Są różne sposoby na pobudzenie emocji. Jednym z nich są różnego rodzaju używki. Ja jednak byłem ciekaw, czy da się wytworzyć podobny efekt bez użycia czynników zewnętrznych. Okazało się, że się da. Ludzie często używają alkoholu na ten przykład – mówiąc, że to po to, żeby się dobrze bawić. Czyli, żeby odblokować emocję radości. Samo w sobie jest to czymś dobrym. Problem polega na tym, że organizm broni się przed zewnętrznym wpływem i z czasem potrzeba więcej alkoholu, żeby osiągnąć ten sam efekt. To dlatego, że wzbudzanie radości za pomocą piwa nie jest naturalne. W momencie, w którym ludzie potrzebują więcej alkoholu dla tego samego efektu – wtedy właśnie zaczyna się problem. Pomijając wątrobę – może się najzwyczajniej w świecie skończyć hajs, a finanse pójdą się walić. Tak właśnie rozwija się problem tzw. alkoholizmu. Jednak nie o tym, tym razem. Znalazłem narzędzia dzięki którym możliwe jest osiąganie rozmaitych, często głębokich stanów – bez użycia jakichkolwiek zewnętrznych środków. Prosty przykład to film, który nagrałem swojego czasu. Strasznie mnie bawiło, kiedy ludzie mnie pytali, czy byłem wtedy pijany. Rzeczywiście, mój stan wtedy był zapewne zbliżony. Zresztą jest to stan, którego najbardziej nam właśnie brakuje. Owszem, brakuje. To jest coś, co jest nam znane! Rodzimy się z tym uczuciem. Popatrz na małe dzieci – one nie mają żadnych oporów, wątpliwości, lęków. Po prostu doświadczają świata takim, jakim on jest. Dopiero z czasem nabywają rozmaitych cech, zachowań, przyzwyczajeń i reakcji emocjonalnych. Jednak każdy z nas ma w sobie tą tęsknotę za wolnością, za samodzielnym decydowaniem o tym, jak chcesz się czuć. Na tym właśnie polega wyjątkowość pracy z takimi narzędziami, jak LifeBreath, InnerChild czy też EmotionsCircle. To są narzędzia, których celem jest odzyskanie wolności i swobody wyrażania siebie. Jednak co takiego wydarzyło się tamtego dnia z moim kursantem? Przede wszystkim uwolnił tłumione w sobie przez bardzo długi czas emocje. Co więcej, w momencie, w którym je uwolnił – miał narzędzia oraz wiedzę do tego, żeby nad nimi zapanować. Dzięki temu zyskał poczucie kontroli nad własnymi emocjami. Połączenie silnego pobudzenia, z wiedzą na temat tego, jak przejąć nad nim kontrolę i nabytą umiejętnością przetransformowania negatywnych emocji w pozytywne – dała tak zadziwiający efekt. Efekt dość ekstremalny, trzeba tu dodać. Bo przyznam szczerze, że sam nie spodziewałem się, że coś takiego się wydarzy. Gdyby nie fakt, że sam na sobie to przetestowałem i zobaczyłem, jak niezwykłe efekty to daje – pewnie sam zastanawiałbym się, czy to wszystko było możliwe jedynie dzięki obsłudze własnego mózgu. Jednak na dobrą sprawę każda używka jedynie stymuluje wewnętrzne procesy. Natomiast to właśnie ta mieszanka hormonów i neuroprzekaźników stymuluje te zadziwiające efekty. I Ty 189 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

także możesz się nauczyć tego, jak odzyskać kontrolę nad własnymi emocjami. A w dalszej perspektywie – nad swoim życiem…

190 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Marcin Dylewski – wrażenia ze szkolenia indywidualnego Wspominałem o tym, jak niezwykłe jest to, co się dzieje w trakcie mojego pobytu w Warszawie. I śmiało mogę powiedzieć, że właśnie takie też było pierwsze szkolenie indywidualne, które poprowadziłem w tym mieście. 2 dni wspólnej pracy i realne zmiany, które obserwuję. I właśnie o to chodzi. Oddaję głos Marcinowi… “W zasadzie to cały coaching mógłbym opisać jednym angielskim słowem – wow. Hermes jest bardzo otwartym i sympatycznym człowiekiem i szybko zdobył moje zaufanie, co uważam za szalenie istotne w tym co robi. Muszę przyznać iż początkowo miałem ogromne wątpliwości by zaprosić obcego człowieka do swojego mieszkania, ale tak naprawdę po kilkudziesięciu minutach całkowicie przestałem się tego obawiać. Sam sposób pracy Hermes oceniam jako całkowicie profesjonalny – konkretnie wypytał się o moje oczekiwania i potrzeby by później na tej podstawie ustalić plan poruszanych zagadnień, a następnie konsekwentnie go realizować. Co do merytorycznej zawartości, to muszę przyznać że byłem pod ogromnym wrażeniem. Od razu na pierwszy rzut oka widać, że ten facet rzeczywiście ma dużą wiedzę na tematy o których mówi. Właśnie zaczyna się trzeci tydzień po zakończeniu coachingu. W tym czasie wydarzyły się rzeczy, których w życiu bym się nie spodziewał. Z tych mniej hardcore’owych to np. pojawiłem się na antenie radia EskaRock i wygrałem płytę mimo że zagłosowałem po raz pierwszy w życiu. Wiem oczywiście, że żadna w tym zasługa Hermes. Chodzi mi jedynie o to, że zacząłem dostrzegać mnóstwo pozytywnych rzeczy jakie się dzieją w moim życiu, bo tej pory koncentrowałem się jedynie na tych złych. Był to główny problem z jakim zgłosiłem się na coaching i widzę że moje zachowanie diametralnie się w tej kwestii zmieniło. A na koniec dostałem jeszcze w gratisie stylizację zapachową i namiar na naprawdę kapitalne perfumy. Aha, byłbym zapomniał – kilka dni później Hermes uświadomił mi jeszcze jakie fajne rzeczy można kupić w sklepach z używaną odzieżą, które do tej pory omijałem szerokim łukiem. Pozdrawiam, Marcin Dylewski

191 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

OCENY I RECENZJE To w zasadzie jedna z najważniejszych części tego, co robię. Tego, co chcę robić. Projektów jest dużo. Jednak ich realizacja wymaga wiele czasu i zasobów. Ale głęboko wierzę, że właśnie tą ścieżką – tworzenia czegoś unikalnego – otwieram razem ze współtwórcami coś niezwykle ważnego. Coś, co w przyszłości przejdzie na swój sposób do historii. W tym segmencie opowiem Tobie przede wszystkim o tym najważniejszym projekcie. O Deus Empire. Ale poznasz także zajawkę czegoś, co mam nadzieję – uda się wdrożyć. Bo to jest coś, co może spokojnie przeskoczyć wszystkie rozwiązania social mediowe, jakie dotąd powstały. Ale o tym więcej mówię już w zaufanym gronie.

192 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Sejf Sekielskiego Sejf Sekielskiego. Kupiłem na święta (nie zdążyłem się załapać na bycie znanym blogerem, który dostał z podpisem i dedykacją). Zanim przekazałem – zdążyłem pochłonąć w dwa dni. I tak żeś mnie Tomek wkurzył, że Ci szóstki nie dam – że nawet sobie nie wyobrażasz! Ale po kolei…

Aha, jak ktoś nie czytał wcześniej a planuje to niech wróci do recenzji po lekturze. Będą spojlery. Sprawa pierwsza i najfajniejsza. Zachował ostatniego asa do samego końca. Zaskoczył mnie. Nie spodziewałem się, że na 335 stronie pojawi się taki zwrot, a w zasadzie zawiązanie akcji. Tak bajkowe, że aż nierealne. Ale później stwierdzam, że przecież to wszystko działo się w świecie służb specjalnych. One z założenia mają tworzyć nierealne scenariusze, zbiegi okoliczności tak nietypowe, że każdy stwierdzi, że to niemożliwe, że paranoja. A w istocie teza faktycznie się broni. Nie jestem pewien na ile ramy czasowe się zgadzają. Chodzi mi o czas między znalezieniem trupa a wysłaniem Solskiego tak, żeby zdążył akurat na akcję miejscowej policji. No ale potraktujmy to, jako szczęśliwy zbieg okoliczności na potrzeby literackiej fikcji (czy może jednak nie przypadek – o tym za chwilę). Notabene, odnośnie nazwisk. Autor fajnie podziałał literkami i skrótami. Z SLD zrobił PLD. Hofman to wiadomo kto. Jeśli dobrze rozumiem, główna partia opisywana w książce to alternatywny bieg wydarzeń, w którym PiS zbratał się z PO. I zrobił z tego w książce partię OPP (dwa P i odwrócona kolejność PO). Zresztą autor lubił się bawić prostymi odwróceniami inicjałów. I tak Ludwik Tokarczyk – redaktor naczelny głównego bohatera – zadziwiająco przypomina z rysopisu Tomasza Lisa. W tym kontekście pada zatem (uwaga, spojler) podejrzenie wobec niego właśnie, o współpracę ze służbami. Co nie jest niemożliwe. Podobno Tomasz Lis ma tradycje rodzinne w tym względzie. Cytując klasyka – przypadek? Nie żebym miał coś do Tomka Lisa, myślę, że mamy sporo podobnych obserwacji na temat Polski i jej mieszkańców. Ale wracając do książki. Ciekawa historia. Bardzo. Pojawiają się jednak pewne pytania. Cała historia jest zbudowana w taki sposób, że cały czas miałem wrażenie – jakby była tam jeszcze jedna warstwa. Jeszcze jedno dno, od którego akcja czasami się odbija, zostawiając echo, które daje do myślenia. Tam cały czas jest jakaś pusta, niewyjaśniona przestrzeń, która bardzo subtelnie zdaje się kierować poczynaniami bohaterów. Nawet tych z Sekcji „0”. A pardon, Sekcji „1”.

Teraz uwaga – będzie prawdopodobny spojler do kontynuacji, na którą już teraz czekam. Wygląda na to, że tym ukrytym dnem jest urząd kontrolujący urząd poza kontrolą państwową (Sekcja „1” prowadząca główny wątek). To właśnie echo splotu wydarzeń dotyczących tej Sekcji daje do myślenia. Czy śmierć generała była przypadkowa, czy też celowo do niej doprowadzono? Czy wtopa Sekcji „1” była świadomie przez kogoś zaplanowana i ukierunkowana? Czy spóźnienie szyfranta było przypadkowe, biorąc pod uwagę fakt, że bez niego nie nastąpiła by cała lawina dalszych wydarzeń, o których opowiada Sejf?

193 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

A jeśli istnieje Sekcja „0” – to czy istnieje Sekcja „-1”? A jeśli tak, to ile jest tych Matrioszek? Czy może to są lustra. Nieskończona, fraktalna struktura kontroli kontrolujących, którzy są pozornie poza kontrolą? Niewidziane ramy, których ostatnią instancją są słowa, wyobraźnia, świadomość? Świetnie mi się czytało tą książkę. Dawno nie czytałem, ani nie kupowałem niczego. Od dłuższego czasu wolę pisać, bo ciężko było znaleźć coś sensownego do czytania. A tu proszę. Najpierw Bloger Tomka Tomczyka, teraz Sejf Tomka Sekielskiego. W obu przypadkach miałem intuicyjną pewność, że chcę je mieć. Super, tylko czemu te dzieła nie były doskonałe? Czemu autorzy pozwolili na to, żeby drobne, acz znaczące detale nadszarpnęły ten obraz? O tym, dlaczego Bloger Kominka został publikacją Nie-Ocenioną już pisałem. O tym, dlaczego Sejf dostaje 5 zamiast 6 mogę zawrzeć w jednym zdaniu. Bo o ile mam w dupie product placement w środku książki – o tyle wybitnie wkurza mnie, że ostatnie dwa akapity książki są reklamą. Inteligentną, ale alkoholu. A tego, nie lubię. Przez 2 dni, godziny spędzone na lekturze, setkach obrazów, którymi żyłem przez ten czas – poczułem się, jakby autor całe to moje nagromadzenie emocji i uczuć stworzył tylko po to, żeby wlać je do szklanki po whisky. Tak, jakby to było godne uczczenie tej podróży. Nie wiem, rozumiem, że to niepolskie – ale dla mnie to nie było godne. Tak, jakby autor sprzedał tą naszą podróż i rezonans, który zbudował tą niewidzialną nicią pomiędzy umysłem autora a czytelnika – sprzedał za butelkę starego, płynnego, sfermentowanego zboża. Ocena: 5

194 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Chanel No 5 – gra ciszą i Bradem Pittem Czy jesteś w stanie sobie wyobrazić reklamę, w której nie ma muzyki? Wyobrazić może i tak, ale nie spodziewałem się, że kiedyś taką zobaczę w świecie, w którym twórcy reklam licytują się na to, kto zrobi głośniejszą, bardziej kolorową i bardziej roznegliżowaną reklamę. I tutaj nagle szok. Ktoś w końcu użył mózgu przy projektowaniu… A to niestety bardzo rzadko się dzieje. Większość reklam jest robiona według sztampy. Jak auto, to jeździ a ludzie się na nie oglądają. Jak spożywka, to żona gotuje a reszta domowników szerzy zęby i stwierdza z przekonaniem, że chuj z domowym jedzeniem – zupka z proszku bije ją na głowę. I tak dalej, i tak dalej, aż do zerzygania tym lukrowanym stekiem bzdur i kłamstw. I tutaj nagle pojawia się reklama Chanel. Rzecz pierwsza – zawsze mieli ambicje robić coś unikalnego. Zrobienie mini filmu z Nicole Kidman to doskonały przykład. Tym razem jednak podnieśli poprzeczkę raz jeszcze. Podkreślam, że recenzja nie dotyczy zapachu (którego stara wersja jest babciowa i koszmarna, a nowa po prostu nie zabija przez uduszenie, ale nic szczególnego) – ale samej reklamy, jej projektu i komunikacji w niej zawartej. A reklama jest wyjątkowa. Jest inna. Opis Ok, więc czym się tu zachwycać? Bardzo konkretnymi elementami. 1. Granie ciszą, kiedy wszyscy w okół drą mordy. 2. Granie seksualnością ze smakiem. To nie jest tv-porno. To nie jest świecenie gołą dupą. To jest erotyzm. Świadomy, ukryty w spojrzeniu, brzmieniu głosu, intymności płynącej właśnie z tej ciszy i czystości przekazu. 3. Wybór aktora. To nie jest jakiś ładny model. To nawet nie jest jakiś znany aktor. Ze wszystkich ludzi na tej planecie – to jest dokładnie ten człowiek. Ikona. Brad Pitt. 4. Zastanawiałem się nad wykorzystanym tam tłem. Czy nie lepsza była by nieskończona biel? Ale wtedy byłoby to wejście w świat idei, odrealnienie, abstrakcja. Tutaj szarość. Ściany przypominające kamień, skały. Ziemia. Dzięki temu obraz jest bardzo ludzki. Oddaje rzeczywistość, nie koncepcje. 5. Tekst krótki, prosty, wypełniony treścią, ale bez przesytu. Oddaje mit i ponadczasowość samego produktu. 6. A co tak naprawdę pierwsze i najważniejsze. W końcu ktoś użył mózgu i doszedł do tego, że w perfumach chodzi o płeć przeciwną! Że to jej zdanie ma znaczenie. Że to właśnie temu wyjątkowemu facetowi ma się ten zapach podobać, zapadać w pamięć i sprawiać, że każdy jego wdech przypomina mu o niej. O tym, jak znacząca jest cisza i forma tam użyta – widać na przykładzie drugiej wersji tej samej reklamy. W zasadzie ten sam przekaz, ładne obrazy, dźwięk. Wszystko gra, jest ładne. Ale się nie wyróżnia. Jest jedną z wielu ładnych reklam perfum i na tym blogu by się pojawiła, bo zapomniałbym o niej, jak o dziesiątkach innych. Podsumowanie Nie ma siódemki tylko o włos.

195 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Zabrakło mi wejścia Brada totalnie w świat przeżyć. Nie poczuł tego. Jego oczy były zbyt rozbiegane na początku. Jakby próbował przypomnieć sobie tekst, a nie poczuć to o czym mówi. Drobna submodalność – ale przy takiej koncentracji na postaci – każdy detal ma znaczenie. Tutaj zabrakło. Nieco, ale wystarczająco. No i mimo wszystko reklama zawsze będzie powiązana z produktem. Ten ma piękną historię. Ale sam taki nie jest. Chanel No 5 był czymś wyjątkowym w latach ’20, kiedy powstawał. Dzisiaj jest mitem. Tyle, że jakościowo towar jest przedawniony. Niemniej jestem pewien, że w przyszłości właśnie ta reklama będzie pokazywana w galeriach sztuki przyszłości. Ta reklama coś zmieniła. Przetarła szlak. Czy ktoś będzie miał odwagę nim pójść dalej? Czas pokaże… Ocena: 6

196 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Bloger – recenzja pierwszej książki Kominka Kategoria Nie-Ocenione to specyficzna kategoria. Zakładam, że będzie się pojawiać równie rzadko, jak siódemki i zdecydowanie rzadziej niż Karne Kutasy. Niemniej to jest pierwszy raz, kiedy Ja – mający zdanie i opinię na każdy temat – stwierdzam, że tym razem oceny nie wystawię. Siódemki nie będzie, bo za tanio. Bo kupiłem e-booka, a tam nie było okładki. Nie było też odpowiedniej oprawy wizualnej publikacji. Nie wiem – może kupiłem jakiś trefny towar – ale to wyglądało na publikację, w której treść ma się sama obronić. Robi znacznie więcej. Ale nadal nie ma godnej formy i oprawy. Dlatego nie będzie siódemki. A powinna być. Więc nie będzie niczego innego. Dla mnie Bloger to publikacja Nie-Oceniona. Wprowadzenie Kominek to zadziwiająca dla mnie postać. Patrząc na jego dotychczasowe działania – szukałem odpowiedniej segmentacji, tego gdzie ów się znajduje ze swoją postacią. Wpisałem go w kategorię Popisujących Się Starych, który przechodzi do Ambitnych (Ilościowo/Jakościowo – jeszcze się konstytuuje). Jednak po przeczytaniu Epilogu zrozumiałem, że Kominek faktycznie się wpisuje w tą segmentację swoją postacią. Ale Tomek to zupełnie inna historia. Zrozumiałem, że w przypadku Tomka – mamy do czynienia z kimś, kto w głębi zawsze był Kreatywnym. Przez lata Myślicielem, a później Działaczem wraz z rozkręceniem bloga. A to oznacza, że od Elity dzieli go jedynie niezależna dostępność zasobów (Przedsiębiorczy) oraz cele życiowe (Elita lub Mroczna Elita). I tak, marzenia młodego Tomka faktycznie się dzisiaj materializują. I tak, właśnie takich ludzi cenię i z takimi szukam wspólnych dróg, bo wiem, że nam po drodze do wielu miejsc. To była ta rzadko spotykana sytuacja, kiedy wiedziałem, że chcę ją mieć. Kiedy pieniądze nie miały większego znaczenia. I jeszcze rzadsza sytuacja, kiedy poczułem, że nie żałuję tego zakupu. I zupełnie wyjątkowa, kiedy czytając Epilog (w którym pisał o swoich początkach, swojej drodze i tworzeniu bloga) – czułem, jak bardzo ta historia ze mną rezonuje. Jak bardzo jest mi bliska.O tym zresztą wspominałem przy okazji Testu Monety. To jest to, po co żyjemy. Inspirowanie. Dzielenie się światem przeżyć. Edukowanie ludzi. Szukanie i dzielenie się efektami tych poszukiwań. Poszukiwań zaczynających się od pozornie prostego i banalnego pytania: „Jak żyć? Jak żyć dobrze?”. Kluczowe obserwacje Co do samej publikacji. To, co mnie zaskoczyło to fakt – że chociaż znam i rozumiem temat dobrze, a że niegłupi jestem to umiem wyciągać wnioski z obserwacji – to mimo to, takie usystematyzowanie wiedzy, a czasem nawet zwykłe potwierdzenie przewidywań od kogoś, kto już przeszedł pewne rzeczy, była pomocna. Dała mi więcej komfortu. Chociażby świadomość, że tak z pół roku czasu na rozkręcanie tego do jakiegoś sensownego poziomu (wstępnie oczywiście) – jest tym, z czym naturalnie będzie trzeba się liczyć. Po lekturze łatwiej mi się skupić i nie rozpraszać statystykami tego nowego bloga mojego. Zresztą w nich też widać potencjał (zaskakująco duża ilość odsłon w stosunku do wejść [przynajmniej w porównaniu z moimi wcześniejszymi, czyli ok. 6 na odwiedziny]). 197 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Rozbawił mnie nieco fragment o Facebooku. Pomyślałem sobie „Tomek, jeszcze nie wiesz co mówisz – kiedyś Polacy nie wyobrażali sobie życia bez Naszej Klasy”. Rozumiem, że wizyta w Palo Alto musiała zrobić wrażenie, ale rozbawiło mnie to tylko dlatego, że wiem, co nadchodzi. I wiem, dlaczego odniesie sukces. Ale to taka prosta prawda o przyszłości. Jeżeli chcesz ją przewidzieć – stwórz ją… Pozytywne zaskoczenia To, co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło – a czego mimo wszystko się aż tak nie spodziewałem – to fakt, że zawartość zainspirowała mnie do kilku tekstów, przypomniała mi o kilku ważnych obserwacjach i przemyśleniach. Z pewnością jeszcze kilka razy wspomnę ową książkę w swoich publikacjach. No i na koniec jeszcze ta wisienka na torcie. Ależ dywersja. Ładne. Ależ ładne. Rozchodziło się o tępaczków, którym przeszkadzało, że Kominek zarabia na życie za pomocą reklam. Nie to, że mieli dla niego alternatywy – po prostu nie i chuj, ma więcej to go hejtem. A co Tomek zrobił? Nawiązał kontakt, poznał ich lepiej, żeby mieć sensowniejszy obraz ich codzienności i tego, kim są – a później wyszło to, czego można się było spodziewać. Tępaczki. Proste, bez ambicji, bez pomysłu na życie i samych siebie. Ale mniejsza o nich. To chyba pierwsze badanie jakościowe stricte nakierowane na hejterów w kontekście komercyjnym. Apeluję o kontynuację! Nawet mam kilka szatańskich pomysłów w tym temacie. Ot taka akcja społeczna, co by gawiedź internetową trochę wyedukować. Co nie zagrało Niestety nie mogę pominąć pewnego zgryzu. Cytuję: „ty, jako bloger, nie potrzebujesz z nikim wchodzić w spółki, nie potrzebujesz oddawać nawet cząstki swojego bloga innej firmie w zamian za usługi, jakie dla ciebie zrobią”. Owszem, istnieje taka możliwość – ale tutaj była o tym mowa w kontekście agencji, która zobowiązała się stworzyć od podstaw i opiekować się Kominkowym blogiem ZA DARMO. A przecież – cytując wcześniejszy fragment – „albo budujesz wizerunek profesjonalisty, albo wizerunek frajera, bo tylko frajer pracuje za darmo.”. Może dlatego, wdzięczność za współpracę mogła być w tej sytuacji jednostronna. Grzyie. Bardzo. To, że książka była pisana etapami i miejscami może być niespójna nie jest usprawiedliwieniem. Nie, jeżeli cały poprzedni segment i kilka innych miejsc powtarzało po raz kolejny i kolejny, że masz się cenić i swoją pracę. Owszem, masz – ale chyba zgodzimy się, że chcemy tez cenić pracę tych, którzy robią nam dobrze? Czy były inne słabe punkty? Były. O tym wspominałem na początku. A merytoryczne? Tylko w myśleniu odnośnie możliwych sposobów zarabiania z użyciem bloga. Nie to, że mentalność jest zła. Chodzi o gigantyczne pole potencjału, na które Tomek dopiero wchodzi. Ale to osobna historia. Dokąd zmierza ta historia Faktem jest, że idzie w bardzo dobrym kierunku. Ale wygląda na to, że – w momencie wkrótce po napisaniu publikacji – znajduje się w miejscu, w którym jest na etapie szukania innych sposobów, niż tylko robienia wymiany zasięgu za pieniądze. Co w przełożeniu na świat „zwykłych ludzi” jest tym samym, co sprzedawanie czasu na etacie.

198 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

I bardzo dobrze, że te poszukiwania trwają. Ja na razie sprawdzam i testuję nowe drogi. Tu i ówdzie pewnie coś, komuś podpowiem. Ale na razie interesuje mnie wdrożenie tych rozwiązań, żeby mieć, co pokazywać i czym się dzielić. Podsumowanie Pomysł na życie pt. Bloger to jedna z wielu odpowiedzi, których można udzielić. Jednak, jeśli idzie o publikację Bloger – to, to jest właśnie ta lektura, dzięki której ktoś może znaleźć odpowiedzi na podstawowe pytania, jak owe życie można skonstruować i z czym to się je. A przynajmniej, jak sprawnie prowadzić bloga. Bo czas i tak minie. A wiedza z publikacji będzie wsparciem i na prostej i na zakrętach. Warto jednak pamiętać, że bycie Blogerem to zaledwie narzędzie. Sam zajmuję się tym tematem i znajduję w tym radość. Ale to nie jest główna oś mojej działalności, lecz narzędzie do jej wzmocnienia. Będę zatem opowiadał i przekazywał ze swojej perspektywy – jak to poletko ciekawie i korzystnie zagospodarować. Tak dla siebie, jak i osób, z którymi dzielimy się naszymi światami przeżyć. Ale swojej raczej pisać nie będę. Będę odsyłał do Kominka. Co najwyżej popracuje się nad kolejnym wydaniem – jeśli to, co wdrażam jest tak dobre, jak się okaże w najbliższych latach i będą warunki do współpracy – żeby można śmiało i z czystym sumieniem wystawić ocenę adekwatną, czyli najwyższą. Ocena: Nie-Ocenione

199 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

PROJEKTY To w zasadzie jedna z najważniejszych części tego, co robię. Tego, co chcę robić. Projektów jest dużo. Jednak ich realizacja wymaga wiele czasu i zasobów. Ale głęboko wierzę, że właśnie tą ścieżką – tworzenia czegoś unikalnego – otwieram razem ze współtwórcami coś niezwykle ważnego. Coś, co w przyszłości przejdzie na swój sposób do historii. W tym segmencie opowiem Tobie przede wszystkim o tym najważniejszym projekcie. O Deus Empire. Ale poznasz także zajawkę czegoś, co mam nadzieję – uda się wdrożyć. Bo to jest coś, co może spokojnie przeskoczyć wszystkie rozwiązania social mediowe, jakie dotąd powstały. Ale o tym więcej mówię już w zaufanym gronie.

200 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Deus Empire – megakooperacja wolnych ludzi Kooperacja zamiast korporacji. Współpraca zamiast rywalizacji. Zamiast pracy, możliwości zarabiania i wnoszenia wartości do świata. Płaca za efekty zamiast za czas. I działanie w zgodzie ze swoim zegarem biologicznym w optymalnym dla siebie czasie wydajności. A przede wszystkim mobilność, dostępność i życie, które staje się przygodą zamiast udręki. Tu nie dostaniesz “pracy”, ale możliwości zarabiania i wnoszenia wartości do świata. Praca, gdzie ktoś płaci Tobie za to, że oddajesz określoną ilość godzin swojego życia na wykonywanie cudzych poleceń – to nazwijmy rzeczy po imieniu – zwykłe, współczesne niewolnictwo. Mamy absurdalne społeczne przekonanie, że niewolnik to taki ktoś, kto był cały czas zamknięty, w kajdanach i w ogóle, a to bzdura! Co więcej – były czasy i miejsca, gdzie niewolnicy mieli znacznie więcej swobody i nie byli tak ograbiani ze swojej płacy, jak obecnie (tak, niewolnicy generalnie byli opłacani i oczywiście mieli zapewnione przeżycie). No ale cóż, technologie idą do przodu, także te społeczne – dzisiaj ludzie nawet nie wiedzą, że są niewolnikami, chociaż robią dokładnie to, co każdy niewolnik w historii. Pracują na swojego Pana. No więc w praktyce jest tak, że mamy społeczeństwa, w których ludzie pracują w z góry narzuconych godzinach, miejscach, ramach, wykonując czyjeś żądania i będąc opłacanym za godziny a nie za efekty, a później odwiedzając te same miejsca, gdzie się zaopatrują i te same rozrywki, którymi zabijają swój czas i mieszkają wciąż w tym samym miejscu, do którego jeszcze przywiązują się kredytem na 30 lat – najzwyczajniej w świecie wiodąc lifestyle niewolnika. Czyli człowieka pozbawionego swojej wolności i swobody podejmowania samodzielnych decyzji w sprawach, które go dotyczą. Mnie też jest przykro, że tak jest, ale nazwijmy rzeczy po imieniu i uświadommy sobie fakty. To nie jest tak, że wolny człowiek nie może mieć w swoim życiu jakichś spośród tych elementów i zrobić z nich użytku. Może. Ale obstawiam, że tak, jak moi – Twoi rodzice z pewnością nie nauczyli Cię jednego – wolności. I że w ponad 90% to stwierdzenie będzie prawdziwe odnośnie każdego, kogo obecnie mogę spotkać na swojej drodze. To nie jest tak, że nie potrzebujemy mieszkań. Jednak nocleg można zorganizować na conajmniej kilka różnych sposobów. Dla mnie jednym z najciekawszych jest na przykład kamper, a jeszcze lepiej – przyczepa kempingowa z autem. Pełna mobilność i funkcjonalność. Chcesz się przenieść – robisz to. Chcesz gdzieś zostać na dłużej – robisz to. Chcesz pomieszkać w czymś innym – robisz to. Pełna swoboda. Ale rozwiązań jest znacznie, znacznie więcej. Tak samo, jeśli chodzi o pracę. O ile określenie jest definicyjnie neutralne – o tyle zostało zawłaszczone przez kategorię niewolnictwa. Dlatego w świecie, w którym wartością nadrzędną stał się pieniądz – to, co Cię powinno interesować, to nie dostanie pracy, ale możliwości zarabiania… A to można robić na całe mnóstwo sposobów i nie potrzebujesz “Pana”, który Ci na to pozwoli. W świecie wolnych ludzi nie ma “Panów” czy “Pań” – są po prostu ludzie, albo też współpracownicy, czy przyjaciele. Wtedy kategoria “Pana” staje się jedynie przestarzałą i generalnie zbędną konwencją, której można ewentualnie użyć, jeśli nie chce się wprowadzać nadmienego dysonansu poznawczego w starszym pokoleniu. Natomiast grzeczność zostawmy niewolnikom, zaś szczere uznanie ludziom wolnym. A teraz do rzeczy. Deus Enterprise to potężny, przygotowany i opracowywany latami projekt. Jego organizacja wymagała mnóstwa kompetencji i bardzo szerokiego podejścia do świata. Dlatego też potrzebowałem na to kilkunastu lat celowych działań oraz świadomego i faktycznego rozwoju. 201 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Dlatego, że to, co mnie interesowało – to przygotowanie modeli strukturalnych dla nowoczesnych biznesów wolnych ludzi – które będą obejmować szeroką paletę istotnych dla nas branż. Dlatego w kooperacji Deus Enterprise już obecnie obejmujemy działy: żywność, odzież, zdrowie, zarządzanie budżetem domowym, kontakt business 2 business, rekrutacja, marketing, szkolenia, rozwój osobisty i coaching, wizerunek, perfumy, produkty finansowe i bankowość, druk i poligrafia, copywriting, strony www, grafika, fotografia, produkcja audio, produkcja wideo. Wszystkie w nowoczesnych modelach biznesowych, w których nie mamy pracowników, ale współpracowników i w których nie zajmujemy się “pracowaniem”, tylko zarabianiem i wymianą dobrami oraz wnoszeniem wartości do świata. Jeżeli takie podejście Cię kręci i chcesz dołączyć do grona wolnych ludzi – najlepiej będzie poznać ich i ich lifestyle od środka, osobiście. Dlatego właśnie wybrałem model, w którym buduję Access Pointy, a przy okazję mogę prowadzić Rekrutację do kooperacji Deus Enterprise. Jeżeli temat Cię interesuje – zapoznaj się z tymi wątkami, a jeśli chcesz w to wejść – skorzystaj z zakładki kontaktu i daj znać. To, co robię obecnie – to przede wszystkim dzielę się światem, w którym jestem dla siebie największym bohaterem, a największą przygodą jest moje życie każdego dnia. I nikt Tobie, jako wolnemu człowiekowi, nie zabroni tego, żeby też tak żyć. Bo to jest kwestia chęci i organizacji. To, jak to zrobić – to właśnie przynoszę ludziom i światu – prezentując przykładem własnego życia. Potrzebny był ktoś z pokolenia zmiany, kto ogarnia możliwości 21. wieku, a jednocześnie rozumie historię poprzednich i przygotuje to, co dzisiaj możesz poznać, jako Deus Enterprise. Właśnie zaczynamy, witaj! Hermes Morpheus I

202 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

7evenD.com – przyszłość siedmiu wymiarów ludzkiego życia Rozpoczynają się prace nad portalem, który zmieni wszystko. I otworzy wiele dróg. Zbliża się potężna fala możliwości oraz zmian wraz z wielką górą lodową tożsamości, która właśnie zaczyna się odkrywać i unosić coraz wyżej… Liczby są nieubłagane. Facebook – szumnie nazywany portalem społecznościowym – to portal interakcyjny dla grup znajomych. Składają się na niego 3 wymiary jawne (interakcje, agregacja treści, wyszukiwanie) oraz 2 ukryte (rozrywka, transfer pomiędzy realem a virtualem). Jego twórca – mimo swej sympatycznej natury i pięknego sukcesu, który odniósł – sprawia wrażenie, jakby do dzisiaj nie do końca rozumiał dlaczego tak się stało. A gdyby tak przyjrzeć się temu procesowi i wyciągnąć informacje o przyczynach tego sukcesu, a później przekuć wnioski na konkretny projekt komunikacji? Portal społecznościowy – oddający faktyczny charakter tego, czym są społeczności – dopiero przed nami. 7evenD to 7 wymiarów jawnych i 5 ukrytych. To także portal, którego natura wciąga błyskawicznie użytkownika do swojego świata, niczym heroina w formie bajtów. To prosta budowla skrywająca potężną konstrukcję komunikacyjną. Ten portal to efekt połączenia błyskotliwego umysłu oraz gigantycznych kompetencji w projektowaniu Hermesa z zadziwiającą sprawnością oraz dyscypliną pracy Grzegorza. Razem tworzą trzon tej niezwykłej konstrukcji. Koncepcja Marketingu Kompletnego, odkrycie Wzorca Miłości, opisanie konstrukcji 12 Zmysłów oraz zrozumienie najnowszych trendów i źródeł sukcesu największych portali ostatnich lat łączą się i tworzą mieszankę wybuchową, która czyni z tego projektu prawdziwą rakietę. Która właśnie jest konstruowana i już wkrótce wyruszy w swoją pierwszą podróż.

203 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

PASJE, HOBBY, POMYSŁY Ale nie samą pracą i projektami człowiek żyje. Muzyka, pisanie, perfumy – to tylko kilka spośród moich pasji. To także narzędzia, którymi opowiadam o świecie. A że ten nieustannie mnie inspiruje – pojawia się także sporo pomysłów. I o nich także w tej sekcji.

204 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Manifest Młodej Zdrowej Polski [tekst] Edukacja to jeden z najważniejszych elementów w każdym państwie, społeczeństwie, grupie. Uczymy się przede wszystkim postaw. Informacje, które są przekazywane za pomocą mówienia są mało istotne. Ważne jest to, czego uczy się działaniem. A o tym, że obecny system edukacji w Polsce jest w tragicznym stanie – o tym pisałem już ostatnio. Jak w przypadku każdej choroby – pierwszy krok to diagnoza. Chcę, żeby na drodze ku zdrowieniu mogły towarzyszyć ludziom słowa tego manifestu. Manifestu, który już wkrótce przybierze muzyczną formę. A tymczasem słowa i przekaz.

Przy okazji podziękowania dla Drogiej Redaktor M. za przystrojenie tego domostwa Moje serce płonie Ty tu toniesz, Ja tu tonę W polskie sprawy uwikłany W polskich sprawach ubabrany taki Naród nasz wybrany, przegrany, posrany jak chrystusa rany, tak tu jesteś wychowany umiesz cierpieć, cierp więc rany Twoja wina, wielka wina Rozlanego człowieczego syna Na ludzką niedolę W codzienności tym mozole Umiesz cierpieć rany Tak tu jesteś wychowany Obolały codziennością i Mamiony wciąż wiecznością A Twa dusza płonie, Przy włączonym mikrofonie Szepczę Ci do ucha Poruszając Twego ducha Obudź się do końca W blasku porannego słońca Wznieć się od gorąca Wznieście w górę lasy rąk, tak Ja płonę, Ty płoniesz a Twoja dusza siedzi przy włączonym mikrofonie Ja płonę, Ty płoniesz Obudzisz się czy utoniesz, o… Szkoły oraz wychowanie to jest jedno wielkie sranie tu natrudzisz się baranie, i nasiedzisz w błogostanie, w bezmyślności ramie narzuconych obrazów 205 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

poskładanych wyrazów, słów bez znaczenia, bez ładu, bez składu, bez zadowolenia, nie wyjdziesz nawet do kibla bez pozwolenia Siedzisz w tej celi dwa cztery na dobę, z tłumem debili Odsiedzisz połowę, będziesz siedział do chwili, aż zrobisz dodatkowe zadanie domowe, chujowe, bo bezwartościowe, za tydzień kartkóweczka, zakujesz i piąteczka, potem główka będzie pusta lecz napchają inne gówna i że czeka Cię matura. Że gdy skończysz tę szkołę nie będziesz matołem, studia Ci wybiorą potem tam nasiąkniesz gorszym smrodem Stamtąd droga jest już prosta czeka codzienności chłosta bezustannej charówki, od rana do nocy, za eura trzy stówki i nie mów że znów nic, niebyło pomocy uśmiechu żadnego Nie było niczego nie było radości, jak w przypowieści o smaku starości o emerytach, masonach i żydach, zusie, krusie i całym tym brudzie. Telewizja kłamie, a nauczyciele? Popatrz żesz na nich, obłudzie bez granic. Uczą kim masz być, a nie potrafią żyć. Nie ważne, że państwo, nie ważne że system, Ty nie jesteś warzywem, nie daj się mamić, 206 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

że świat jest bez granic. Nie daj im wmówić, że świat ma im służyć że wiedzą co lepsze oni są w PRLu jeszcze. Weź te słowa z sobą, niech odwaga będzie bronią, nie daj się stłamsić, olej ich zawiść nie daj się zatrzymać, ty dalej swoje życie wygrywaj. Dzieciak tak, dzieciak tak, czy Ty wiesz ile jesteś tutaj wart? Czy Ty znasz ten stan, kiedy wchodzisz w życia trans? Kiedy idziesz swoją drogą, kiedy mina rzędnie wrogom, kiedy słowa Ci pomogą, przetrwać zimę srogą. Kiedy stoisz na szczycie, kiedy czujesz co to życie, kiedy wiesz co Cię czeka, żaden pies nie zaszczeka karawana jedzie dalej coraz szybciej i wytrwalej Dzieciak tak, dzieciak tak czy Ty wiesz ile jesteś tutaj wart?

207 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Harry Otter and The Corpo-Bitch Lifestyle | fragment 1 Harry Otter and the Corpo-Bitch Lifestyle to historia o tym, jak życie jednej z najpopularniejszych postaci w historii literatury współczesnej, przebiegało dalej. Już po ukończeniu szkoły. Między zakończeniem Insygniów Śmierci, a epilogiem minęło aż 19 lat. Ale co działo się pomiędzy? Jak zmieniało się życie przyjaciół? Jakimi ścieżkami pójdą i z jakimi wyzwaniami przyjdzie im się zmierzyć, kiedy okaże się, że po szkole magicznej nie ma zbyt wielu perspektyw – a życie potrafi dać w kość nawet takiemu bohaterowi, jak Harry? Harry Otter, bo tak się obecnie nazywa, aby odciąć się od przeszłości i zacząć życie na nowo. Ale jak ono wygląda? Jak wygląda początek nowej podróży życia? O tym w pierwszym fragmencie historii… Wielki błysk wyrwał go ze snu. Harry obudził się cały zlany potem. Próbował zwolnić swój przyspieszony oddech, żeby jej nie obudzić. Nie pomogło. - Znowu masz koszmary, Kochanie? – zapytała, obejmując go. - Tak. Przepraszam – odpowiedział, szukając po omacku okularów na nocnej szafce stojącej obok niedużej kanapy kupionej za pożyczone pieniądze od przyjaciela i dawnego nauczyciela. „Jak tylko stanę na nogi i skończę ten pieprzony staż, to na pewno mu oddam. Z jakimś procentem. Przynajmniej 0,5. Może nawet ćwiartkę wezmę. W końcu będzie co opijać…” – pomyślał sobie, kładąc się z powrotem na poduszce, na zaplecionych pod głową palcach. Wierzył, że po roku harówki na tym chędożonym stażu, ktoś go zauważy, doceni i da mu jakieś stanowisko, na którym będzie mógł się poczuć choć odrobinę lepszą korpodziwką od innych. No a przynajmniej będą inni stażyści. W końcu nie będzie najniżej w hierarchii grupy. Kredyt na mieszkanie nie będzie już pochłaniał prawie połowy jego zarobków. O tyle dobrze, że ma się z kim podzielić wydatkami. On spłaca kredyt, ona zajmuje się kosztami życia. Jakoś to leci. Może stać go w końcu będzie na jakieś wesele. Herm już od dawna wspomina o jakimś ślubie. Powtarza jej, że czeka na awans, żeby mogli stanąć na nogi. Już chyba zdążyła zapomnieć o Ronie. Ich związek nie przetrwał próby czasu i powrotu do „normalności”. Bardzo szybko się rozpadł, Ron wylądował na zasiłku i się trochę rozpił. Ginny też nie była w stanie dotrzymać Harry’emu kroku. Czasem wracał do niej myślami, nawet zastanawiał się nad tym, jak by się potoczyły ich dalsze losy – mając gromadkę dzieci, piękny dom. Ale to było naturalne i oczywiste, że Harry i Herm się ze sobą zejdą. Tylko ten ślub. Tak naprawdę wcale nie chodzi o awans. Wesele nie musi być duże – w końcu przyjaciół mają zaledwie kilkoro. Z przyszywaną rodziną kontaktu nie ma. Po dawnym blasku, sławie i chwale nie ma już śladu. Absolwenci szkoły – tak, jak on – musieli wrócić do świata niemagicznego. A tam czekała ich praca od 8 do 16 w ciasnych pomieszczeniach z jeszcze ciaśniejszymi krawatami, których szczerze nienawidzili. Tylko w przerwach opowiadali sobie czasami o dawnych czasach, ale mówiąc tak, żeby nikt nie słyszał. Po spojrzeniach stwierdzali jednak, że chyba im się to nie udaje za dobrze i zwykle mają ich w robocie za wariatów. Harry nie potrafił się odnaleźć w tym świecie. Już nawet stara, jak świat sztuczka ze stającym na widok Herm krawatem mu się przejadła. Wiedział, że ją też już to dawno przestało śmieszyć, ale mimo to zawsze na jej twarzy pojawiał się choć cień tego cudownego spojrzenia i uśmiechu, w którym zakochał się już podczas ich pierwszego spotkania, ale nigdy jej tego nie powiedział. „Kto by wtedy pomyślał, że tak to się potoczy…” – pomyślał sobie, patrząc czule na jej unoszącą się spokojnie pierś i twarz, którą zasłonił delikatny kosmyk jej włosów.

208 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Kochał ją. To jej spojrzenie. To, że śmiała się z jego żartów, chociaż powtarzał je poraz setny. Miał ochotę zatopić się w jej ustach, odpłynąć przy niej raz jeszcze. Jej obecność go uspokajała. A jednocześnie podniecała. Wiedział jednak, że za trzy godziny oboje będą wstawać i po takich igraszkach Herm będzie miała do niego później pretensje, że się nie wyspała. A i on przecież do szczęśliwych później pod koniec dnia nie należy. Nie to, że jakoś szczególnie długo mu to zajmuje. Po prostu szybko się męczy. A później dość długo się regeneruje. Rzucanie na siebie czaru pobudzenia działa podobnie, jak energetyki – tylko, że trudniej dobrze wymierzyć jego siłę. A nie chciał, żeby w pracy znowu myśleli, że ćpa amfetaminę, jak ostatnio, kiedy przesadził z Majorus Stimulum. To się dobrze sprawdza w weekendy, wieczorami z Herm, ale nie w środku tygodnia. Zostało mu oddanie się myślom o siedzeniu w klimatyzowanym pomieszczeniu, w którym czuł się, jak zwierze w klatce, która już na niego czekała. To już nie były bezkresne połacie dawnej szkoły. Teraz towarzyszył mu ścisk tłumu w autobusie, wszechobecne korki i wieczny bieg. Jedynym pocieszeniem w pracy była dziewczyna, która przynosiła kanapki i smsy z Herm, które wysyłali sobie czasami po kryjomu pod blatami swoich biurek. Uwielbiał, kiedy ona, zawsze z równie wielkim entuzjazmem, przyjmowała jego „I’m gonna potter [ang=”garncarz, alt. grzebać się”] in Your otter [ang=”wydra, bóbr”]”. Nawet jeśli te trzy xD mogła pisać siedząc właśnie na korporacyjnym spotkaniu z kamienną twarzą, na której wypisana jest czysta, nieskalana inteligencja. Nigdy jej tego nie powiedział, ale obstawiał, że to właśnie ta mina otworzyła jej drogę na staż w firmie prawniczej, chociaż nie miała żadnego doświadczenia w tym temacie, a jej wiedza o prawie sprowadzała się do kilku notatek przeczytanych na Wikipedii. Śmiał się w takich chwilach w duchu z jej szefa. „Co za frajer” – myślał sobie wtedy. Nie to, że chciał odebrać honoru swojej partnerce, wiedział, że doskonale sobie poradzi. Tak pod skórą czuł po prostu, że myśl o tym, że Herm jest asystentką przystojnego, starszego od niego, dobrze zarabiającego gościa na wysokim stanowisku – budzi w nim spory dyskomfort. „No dobra, kogo próbuję oszukać, sam bym mu obciągnął za takie możliwości awansu, jakie ma Herm” – powiedział do siebie, mając jedynie głęboką nadzieję, że jej samej nigdy nie przyszło coś podobnego do głowy… Ostatnio kupił sobie książkę „Sztuka iluzji dla żółtodziobów”. Chciał mieć choć odrobinę dawnego życia. Nikt nie wiedział, że czasami pomagał sobie w sztuczkach prawdziwą magią. To właśnie dawało mu największą satysfakcję, kiedy nikt nie zorientował się, że właśnie zetknął się z prawdziwym zakrzywianiem rzeczywistości, a nie jedynie oszukiwaniem zmysłów obserwatora. Ale ta namiastka była jedynie drobnym pocieszeniem. Nie radził sobie ze zmianami, jakie nastąpiły po ukończeniu szkoły. Studiów magicznych podejmować nie chciał, wiedział, że prędzej czy później przyjdzie mu się zmierzyć z rzeczywistością. Miał dwa wyjścia – albo spędzić kolejne lata na Wyższej Uczelni Magicznej i dążyć do zostania profesorem w jakiejś Szkole Magicznej – albo pójść swoją drogą, jak reszta mugolskich i niemugolskich rówieśników. Z jakiegoś powodu, nie potrafił dalej żyć w świecie magii. Każdej nocy budził się zlany potem, przypominając sobie wydarzenia z przeszłości. Co gorsza, w swoich snach nie zawsze wygrywał. Znacznie częściej właściwie – ginął. A to oślepiony wąż usłyszał dźwięk kamienia, który przypadkiem poruszył, cofając się do ściany i pozbawiał go głowy. A to Voldemort lub jego ludzie po raz kolejny – w jednej z niezliczonych sytuacji, które mieli ku temu – zabijali jego, albo kogoś z przyjaciół. A to roztrzaskiwał się na kawałki spadając z miotły, bo Dumbledore akurat gapił się na

209 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

jakąś seksowną uczennicę i tak się na nią zapatrzył, że lecącego Harrego zobaczył dopiero, kiedy ten śmignął mu przed oczami z krzykiem. Właśnie ten ostatni obraz błysnął Harry’emu przed oczami, kiedy obudził się tej nocy. Popatrzył na miotłę, która stała w rogu. Tą, którą wygrywał tyle meczy. Teraz stała w kącie i służyła mu do sprzątania w mieszkaniu. Lubił jej dotyk, ale wiedział, że nie może ryzykować, że jakiś mugol go zobaczy. Nawet nocami, takim jak ta, bał się, że ktoś zauważy człowieka wylatującego przez okno mieszkania „Państwa Otter” – jak ich nazywano, odkąd zamieszkali razem i zmienili nazwisko, żeby odciąć się od przeszłości i ułatwić sobie nowy start, w nowym życiu. Formalnie byli bez ślubu, ale to było bez znaczenia. Wzięli kredyt na mieszkanie, mieszkali razem, było im dobrze. Jednak Harry nie potrafił się przekonać do tego, żeby faktycznie się z nią hajtnąć. Mówił, że to dlatego, że chce fajne wesele, że to tylko papierek, że przecież ją kocha i to mu wystarcza. Ale wiedział, doskonale o co chodzi. Wiedział, że takich bezsennych nocy, jak ta – znowu odda się myślom o tym, jak nie potrafił skorzystać ze swojej popularności. O tych wszystkich dziewczynach, które wlepiały swoje maślane oczy w niego, jak w obrazek, a które to spojrzenia paraliżowały go i jedyne, co potrafił zrobić to przemknąć pod ścianą, uśmiechając się dość pokracznie. Nie miał temu Dumbledorowi ze snu za złe, że go nie zauważył. Wiedział dokładnie, o jaką uczennicę chodziło. Była dwa lata starsza od niego. Sam przyglądał się jej dość często, kiedy mijał ją na korytarzu. Była z innego domu, więc nie zdarzało się to zbyt często. Ale te chwile, kiedy ją widział – zabierał ze sobą do łóżka każdej nocy, odkąd odkrył, że ta druga różdżka też kryje w sobie trochę magii. Marzył o tym, że jego nauczycielką będzie właśnie ona. Nie wiedział nawet, jak miała na imię…

210 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Gramifikacja, czyli jak grając stworzyłem narzędzie do budowania biznesów - Co robisz? - Analizuję psychologiczne aspekty gier pod kątem gramifikacji oraz ich implikacji behawioralnych. Znaczy się tego, w zasadzie to gram… Tak mniej więcej brzmiała rozmowa, kiedy zostałem napotkany w trakcie rozgrywki w dość prostą, ale bardzo dobrze zaprojektowaną komunikacyjnie grę. Jednak oprócz aspektu rozrywkowego – kluczem dla mnie było wyciągnięcie strategii oraz rozwiązań wdrożonych do samej gry. Jednocześnie na sobie mogłem obserwować swoje reakcje na świat gry. O ile wcześniej zapoznawałem się już z ciekawym materiałem teoretycznym na ten temat – tyle tutaj sprawdzałem te mechanizmy w praktyce. Jednak to, co jest najlepsze w tym wszystkim – to fakt, że wiem jak użyć notatek na temat gry do tworzenia modeli biznesowych. Wybitnych modeli, należy tu dodać. Ale do rzeczy��� Zaczęło się od gry Berzerk Ball 2 (ostrzegam, że wciąga, mnie pochłonęła na dobrych 8 godzin w ciągu dwóch dni). Jak wspominałem – komunikacyjnie świetnie zaprojektowana. Będę opisywał elementy i obrazował je screenami z gry. A na koniec pytania pomagające przełożyć zjawiska gramifikacji na biznes. Gramifikacja Element: Atrakcyjność gry Odniesienie do gry: Ogólna koncepcja gry. Grafika i dźwięk. Łatwość gry (wszystko robi się za pomocą prostego kliknięcia). Opis: Tutaj w grę wchodzi fabuła, poziom skomplikowania, grafika, dźwięk, itd. Ogólne oddziaływanie na zmysły. Projekt koncepcji. Pytanie/-a: W jaki sposób biznes wpływa na zmysły? Jakie zmysły są przez niego poruszane? Jaką historię biznes opowiada? Element: Cele Odniesienie do gry: Zdobywanie waluty. Zdobywanie kolejnych przedmiotów. Zdobywanie poziomów rozwoju postaci. Zwiększanie statystyk. Odkrywanie kolejnych wyzwań. Zdobywanie trofeów i osiągnięć. Przekraczanie kolejnych granic odległości. Przekraczanie barier prędkości. Opis: Im bardziej różnorodne, a jednocześnie powiązane ze sobą – tym lepiej. Jednak nawet błędne koło celowości wystarcza, żeby wciągnąć i zaangażować na długo. Dopóki nie nastąpi antyteza, zaprzeczenie – człowiek jest skłonny powtarzać daną czynność nawet jeżeli powtarza ją tylko po to, żeby powtórzyć ją ponownie kolejnym razem. Pytanie/-a: Jakie cele można realizować w ramach danego biznesu? Czy jest to tylko kupno towaru, czy może istnieje coś więcej w modelu biznesowym firmy/projektu? Element: Etapy

211 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Odniesienie do gry: Zaczyna się od niewielkich dystansów i prędkości. W pierwszym etapie uczy się podstawowych elementów, czyli wystrzelenia postaci, utrzymywania jej w locie, zbierania waluty i jej wydawania. Dopiero w kolejnych etapach korzysta się ze zdobywanych przedmiotów oraz zwiększonej ilości uderzeń do tego, żeby przekraczać kolejne granice oraz rekordy. Opis: Ważna jest ich długość. Pierwsze etapy nie mogą być zbyt długie. Kluczem jest rozłożenie gry na krótsze okresy. To stanowi też podstawę pod kolejny element gramifikacji. Dopiero wraz z pojawianiem się zaangażowania – można wydłużyć czas trwania danych etapów. Pierwsze muszą być krótkie i proste, aby zaznajomić ze światem gry i jego pojedynczymi elementami. Pytanie/-a: W jaki sposób możesz podzielić doświadczenie związane z biznesem na mniejsze etapy? Jakie pojedynczy elementy składają się na niego? W jaki sposób ułożyć je w czasie i jak optymalizować okresy ich trwania (jak rozłożyć interwały)? Ciąg dalszy nastąpi… Powiem szczerze, że jestem zajarany tematem. Robiłem wczoraj testy wykorzystania całego narzędzia. Efekt jest fantastyczny. Jedynym problemem jest to, że jest bardzo obszerny i dotyczy startupu, więc wdrażanie go w praktyce z rok czasu nam zajmie, zanim będzie można pokazać coś dużego. Opis mechanizmu będzie dostępny na blogu, ale zabezpieczony hasłem. Je będzie można zdobyć po kontakcie osobistym i przejściu selekcji. Narzędzie jest potężne, dlatego chcę się nim dzielić ze sprawdzonymi osobami. Chcę mieć pewność, że ta wiedza będzie rozsądnie wdrożona i w dobrym celu. Nie chcę pisać o rewolucjach, ale wiem, że to jest coś – co zmienia zasady gry, co wnosi nową i unikalną wartość. Jaram się tym. Bardzo. I nie mogę się doczekać, kiedy te rozwiązania będą wdrażane do istniejących i powstających biznesów. Pełny opis gramifikacji w praktyce i jej wykorzystaniu w biznesie dostępny w przyszłości na blogu, a obecnie już na osobistych konsultacjach po podjęciu współpracy.

212 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Personal Brand Funding – ależ jest idea! Ależ mnie oświeciło dzisiaj “nad ranem” przed południem! Tak mnie oświeciło, że aż się opaliłem ^^ Jak sfinansować swój projekt, a właściwie to siebie – będąc na przykład blogerem, albo jakąś istotną społecznie postacią? Takie coś u mnie będzie wprowadzone. Narzędzia już są, chociaż sprawdzimy jak szybko uda się je wdrożyć. W każdym razie zobacz, co mam na myśli… Człowiek nie roślina – samą wodą i powietrzem raczej nie pożyje. A przynajmniej nie opanowałem jeszcze takowej sztuki. Mieszkać też gdzieś trzeba. Na chwilę obecną takie proste nawet rzeczy – stanowią podstawę egzystencji i w gruncie rzeczy główny dystraktor od pracy i misji, którą realizuję. A moja praca nie polega na sprzedawaniu czasu za pieniądze, lecz wykorzystywaniu czasu do generowania realnej wartości. Piszę o tym, co ludzkie. Ściągam maski z kłamstw, którymi nas się straszy. Odkrywam wzorce rządzące światem i codziennością. Robię to – ponieważ wierzę, że każdy może podnosić jakość swojego życia. Spójrz na skalę ocen na mojej stronie. Pomyśl gdzie jesteś, a gdzie możesz być i czego potrzeba, aby tam się znaleźć. A później podziel się tym ze mną. Ludzie mają wiele pytań. Ja wiem, jak znajdować odpowiedzi. Układ jest więc prosty. Ja szukam ważnych pytań i znajduję na nie odpowiedzi. Czasem pełniejsze, czasem wymagające dalszych badań. Niemniej zawsze taka podróż ma przynosić wartość. Moja propozycja jest prosta. Ponieważ ten sam materiał może mieć różną wartość dla różnych osób. A nawet w różnym czasie może ona rosnąć jeszcze bardziej. Dlatego zróbmy tak. Ja publikuję materiały (poza tymi kierowanymi do bardzo konkretnych grup) otwarcie i zwykle ogólnodostępnie. Ty natomiast określasz, jaka jest wartość tych materiałów dla Ciebie. Odwzajemniasz się natomiast adekwatnie do tej wartości i swoich możliwości. Dla mnie główną wartością będą pieniądze, które możesz wpłacić za pomocą systemu crowdfundingowego oraz dotarcie z moimi materiałami do osób, które także mają pytania. Pytania, na które odpowiedzi w tych materiałach znajdą i które także odwzajemnią się za to tak, jak Ty. Natomiast optymalnym rozwiązaniem dla mnie – na chwilę obecną – jest jakieś połączenie tych dwóch form. Daję Tobie wolną rękę. [1] Zapoznaj się z materiałami – [2] wyceń ich wartośc dla siebie – [3] wyceń swoją wzajemność – [4] dokonaj transakcji. I pamiętaj, że liczy się wkład całościowy. Nawet jeżeli wpłacisz złotówkę – to nawet już pół tysiąca osób, które tak zrobią – dają mi komfort nie martwienia się o wyżywienie. A to zwiększa komfort mojej pracy i dalszego wnoszenia wartości dla nas wszystkich. I tak każdy kolejny osiągany próg osób i finansów otwiera nowe możliwości.

213 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

INTYMNIE A na koniec to, na co chyba każdy czytelnik czekał. Ludzka intymność kryje zdecydowanie więcej skarbów, niż można by sądzić – patrząc na jej obraz przedstawiany w pornografii. To właśnie te sekrety i skarby, znacznie bliższe romansom – odkrywałem i nadal odkrywam. A co ciekawszymi odkryciami i obserwacjami dzielę się na blogu.

214 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Na czym polega styl Magii Relacji w kwestiach damsko-męskich? Czym się charakteryzuje styl Magii Relacji? Czym różni się to od tego, co znane było dotychczas? Różnic jest sporo, natomiast zastanawiając się nad tym – doszedłem do wniosku, że jest 7 kluczowych elementów, które wyróżniają to, co robię i co przekazuję. 1. Staranny dobór właściwej osoby Nie ma nic głupszego niż bieganie, jak pies za każdą dwunożną istotą płci przeciwnej, która pojawi się w promieniu wzroku. Jednym z elementów wzorca miłości jest dopasowanie. I właśnie tego szukam w pierwszej kolejności. Selekcję odpowiedniej osoby i tego, czy będę chciał kontynuować daną znajomość opieram przede wszystkim na tym, jak się czuję z daną osobą. Zazwyczaj jest to, to bardzo ciepłe uczucie przyjemności płynącej z samego faktu, że ta druga osoba jest koło mnie. W momencie, w którym na chwilę się zatrzymuję, spoglądam na nas z dystansu i stwierdzam, że obecność tej osoby sprawia mi przyjemność – wtedy wiem, że coś się dzieje… 2. Spokój, śmiałość i swoboda w działaniu Głęboki wewnętrzny spokój. Chyba tak najprościej scharakteryzować to, co kobieta odczuwa przebywając ze mną. Przynajmniej dopóki do gry nie wchodzi podniecenie i pożądanie. Dzięki poczuciu bezpieczeństwa, jakie daje ten spokój – możemy sobie pozwolić na znacznie więcej śmiałości i swobody w działaniu. Emocje w trakcie uwodzenia są różnorodne, ale u ich podstawy zawsze leży zaufanie do samego siebie oraz czyste i szczere intencje wobec drugiej osoby. 3.Działanie w zgodzie ze sobą oraz stan flow i kierowanie się intuicją Zawsze działam w zgodzie ze sobą. Robię to, co czuję. Był taki czas, kiedy zbyt skupiony na bzdurach, których się naczytałem – za bardzo próbowałem stosować jakieś techniki i tym podobne klimaty (naturalnie bez przekraczania granic absurdu). To zupełnie bez sensu. Dopiero, kiedy zacząłem się kierować tym, co czuję, kiedy po prostu pozwalałem się temu rozwijać w naturalny sposób, w naturalnym tempie – dopiero wtedy uwodzenie stało się po prostu czystym, swobodnym, przyjemnym procesem. Dopiero, kiedy moje działania opierały się przede wszystkim na znajomości siebie oraz dążeniu do tego, żeby poznać i zgłębić świat drugiej osoby – uwodzenie stało się po prostu naturalne, przyjemne. 4. Budowanie relacji opiera się na przyjaźni podsycanej przez podniecenie i umacnianej poprzez seksualność W pierwszej kolejności zawsze stawiam na przyjaźń. Różnica między seksem z kobietą, której sama już obecność sprawia mi przyjemność – a seksem dla samego seksu jest diametralna. Tak dla niej, jak i dla mnie. Dlatego nie lubię się nigdzie z tym spieszyć. To, że często dzieje się to nadzwyczaj szybko wynika jedynie z tego, że wiem, w jaki sposób pogłębiać relację – bez odbijania się od setek zbędnych przeszkód. Które zresztą – w momencie, kiedy podejście jest uczciwe i szczere – pojawiają się w zasadzie jedynie pro forma. I to w zasadzie też jedynie czasami. Wtedy podniecenie jest tym rozkosznym ogniem, który pojawia się w relacji. Zaś sama seksualność ma w swej naturze zbliżanie i integrowanie osób go uprawiających. Patrząc na to, 215 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

jakim wyzwaniem dla wielu par jest zajście w ciążę – mam wrażenie, że funkcja integracyjna seksu jest wręcz ważniejsza niż prokreacyjna. Nie biorę odpowiedzialności za błędne interpretacje tej tezy, natomiast faktem jest, że seks zbliża. I to jest coś, co w seksie bardzo cenię. 5. Niezależność w określaniu formy relacji To zabawne, jak bardzo próbuje się narzucać ludziom monogamię. Która bądź, co bądź w odniesieniu do gatunku homo sapiens jest dość kontrowersyjna. Naturalnie jest możliwa. Ale nikt nie powiedział, że sprawdzi się dla każdego. Dla mnie sprawdzała się raczej słabo, stąd też pewnie fakt jawnej “otwartości” zdecydowanej większości moich relacji. Mam kontakt z większością kobiet, z którymi miałem bliższy kontakt, więc jest to chyba najlepszy dowód na to, że ma to sens i da się to zrealizować. Oczywiście każda z dziewczyn mówiła, że coś takiego jej nie pasuje – natomiast doświadczenie nauczyło mnie, żeby zwracać zdecydowanie mniej uwagi na to, co ludzie deklarują, a patrzeć na to, co robią. Takie słowa są naturalnym mechanizmem obronnym kobiety, natomiast z mojej strony otwarcie zadeklarowana poligamia jest czymś zupełnie normalnym i daleki jestem od piętnowania czyichś wyborów. Bez względu na to czy dana osoba wybiera mono, stereo czy dolby surround… 6. Proces staje się prosty, a relacje są przejrzyste, zrozumiałe i przyjemne Jak to określiła moja współpracowniczka – którą także za jakiś czas z przyjemnością przedstawię – uwodzenie jest zbyt proste. I w gruncie rzeczy tak właśnie jest. Gdyby nie było proste, nikogo z nas nie byłoby na tym świecie. To nie jest tak, że bez tej całej wiedzy, książek, e-booków, szkoleń i nie wiadomo czego jeszcze – nie da się zbudować szczęśliwej relacji. Da się! I bez względu na ilość materiałów, które przyswoisz – udany związek, relacja czy nawet podryw, będą wymagały zaangażowania od obu ze stron tego procesu. To, co możesz zyskać dzięki wartościowej wiedzy – to jakość doświadczenia oraz zdolność do tworzenia i przeżywania historii, o których zwykłym śmiertelnikom zazwyczaj się nawet nie śni. Natomiast na najbardziej podstawowym poziomie uwodzenie sprowadza się do trzech elementów: 1. znaj siebie 2. znajdź właściwą osobę 3. nie spierdolcie tego po drodze Koniec całej filozofii w uwodzeniu. Cała reszta to już pełna dowolność w korzystaniu z wszechświata możliwości, jakie daje zdrowa, szczera i otwarta więź z bliską osobą. 7. Budowanie głębokiego kontaktu i otwieranie się na siebie na niedostępnych na co dzień poziomach To już jest coś, co wykracza poza możliwość opisu za pomocą słów. To jest ta przestrzeń, gdzie słowa tracą swój sens. Trochę, jak orgazm na najwyższych jego poziomach – ilekroć pytałem o to, jakie to jest uczucie, nigdy nie udało mi się dowiedzieć, o co chodzi. Dopiero, kiedy sam przeżyłem kiedyś coś zbliżonego – zrozumiałem, że faktycznie próby opisu mijają się z celem. 216 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Najprościej będzie to chyba określić otwieraniem się na siebie na poziomie duszy, esencji tożsamości, tego miejsca, gdzie opadają wszelkie społeczne maski i konwencje. To jest ten moment, kiedy możemy patrzeć na siebie takimi, jakimi jesteśmy w głębi. Różnica bywa nieraz gigantyczna. Samo doświadczenie zaś, zmienia człowieka na zawsze. To jest już naprawdę głębokie, metafizyczne, duchowe połączenie. W zasadzie nie ma sensu próbować tego opisywać. Jeżeli nie masz tego doświadczenia za sobą – poczujesz jedynie bezradność podobną do mojej, kiedy dziewczyny po długim czasie dochodzenia do siebie, nie były w stanie wyjaśnić mi, czego właśnie doświadczyły. Jeżeli zaś wiesz, o czym mowa – żadne słowa nie są tutaj potrzebne, jako, że doskonale wiesz, o co chodzi. Na tych siedmiu elementach opiera się unikalność tego, co przekazuję i czego nauczam. W tym nie ma żadnej wielkiej filozofii. To są naprawdę proste sprawy. Z jakiegoś powodu niektórzy ludzie zaczęli dorabiać do tego jakieś gigantyczne filozofie i rozmydlać w gruncie rzeczy bardzo proste zjawisko. Jedno doświadczenie odpowiedniego rodzaju wyjaśni Tobie znacznie więcej, niż dziesiątki ebooków. W ten sposób na przykład bardzo wiele nauczyłem się o napięciu. Żaden e-book czy artykuł nie dałby mi tak wiele, jak tych kilka bezpośrednich doświadczeń z dziewczynami wtedy. Dlatego zdecydowanie stawiam na to, żeby wychodzić z tej komputerowej hipnozy, z tych wszystkich internetowych dywagacji czy coś działa czy nie i po prostu zacząć przenosić ten temat do realnego świata. Co też jest jednym z kluczowych wątków, jakie mamy w planach, aby wprowadzić w projekcie Magii Relacji.

217 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

List od czytelnika #3: czy można być “Miśkiem” i uwodzić? Tym razem inny, bardzo sympatyczny list. Tym razem z pytaniem o to, czy można pozostać łagodnym, uśmiechniętym, pozytywnym człowiekiem i nadal budować pozytywne relacje z kobietami. To straszne, że w ogóle pojawia się takie pytanie, ale bardzo fajne jest, że są ludzie, którzy po prostu chcą się dzielić pozytywnymi emocjami z innymi.

Dzień dobry/Dobry wieczór! Zauważyłem,że jesteś jedną z niewielu osób,która całkiem sensownie ocenia to, co się w PUAsowym środowisku dzieje. Może najpierw się przedstawię-Mam na imię MMM,mam 17 lat,od jakiś 1,5 roku siedzę w PUAsowym bagienku. Zaczęło się typowo- zamknięty w sobie chłopaczek,któremu spodobała się dziewczyna, podszedł do niej,dostał “zlewkę”, po czym zaczął szukać “jak poderwać dziewczynę” i wpadł do tego środowiska.Zaczął oglądać (dużo),czytać (jeszcze więcej). Fakt,trochę się nauczyłem,od momentu gdy w to wszedłem zmieniłem się na lepsze:większa pewność siebie, “obycie” z dziewczynami. Ale od jakiegoś czasu jestem w czarnej…tzn.,w dolnej części pośladków. Do tej pory wszystko wydawało mi się być ok-tu polatałem po galerii albo po ulicy żeby pozaczepiać dziewczyny o numer,albo leżałem plackiem w galerii (bo jakiś guru tak radził). I wszystko było super,dopóki nie chciałem czegoś więcej,wskoczyć na wyższy poziom. Ale napotkałem mur-aby to zrobić,musiałbym zmienić się w totalnego chama i Super-AlphaPUA,który nie szanuje dziewczyn.A tym się najzwyczajniej w świecie brzydzę.I gdy zacząłem robić to co ja uważałem za słuszne,zostawałem całkowicie zjechany.Ot,w dużym skrócie, przykład z ostatniego czasu-półmetek, idzie jedna fajna dziewczyna na parkiet,ja od razu biorę ją do tańca, a potem szepczę do ucha,że to była przyjemność zatańczyć z najpiękniejszą dziewczynę na sali.Albo idzie druga, podobny scenariusz, ale zamiast słów jest pocałunek w rękę. Znajomi-szok,że świetna akcja,kozak z ciebie etc.A PUA-si w śmiech-że trzeba było za tyłek chwycić,że takie rzeczy to na bankiecie z królową Anglii itd. I tak oto podzielony wewnętrznie byłem do ostatnich dni. Dopóki nie poznałem 2 gości.Pierwszym z nich jest smiler (prowadzi projekt Od zera do bohatera, dla “gości którzy nie chcą się bawić w PUA,a być normalni”). A drugą osobą jesteś Ty (a może Pan,zważywszy na dużą różnice wiekową ;) ). Przeczytałem już kilka (naście?) twoich artykułów czy nagrań, i muszę powiedzieć,że odwracasz mój świat do góry nogami.I za to Ci z całego serca dziękuję. Mam jednak pytanie o to, co teraz mam robić. Co teraz robić,by stawać się coraz lepszy,by,posuwać (ekhem…) relacje z dziewczynami do przodu.Nie chcę stać w miejscu,chce móc mieć życie pełne szczęścia,dziewczyn,ale jednocześnie wciąż być tym łagodnym z natury wobec płci pięknej, wiecznie optymistycznym Miśkiem. Bo to jest dla mnie najwspanialszy widok na świecie – uśmiech pięknej dziewczyny. I tu pada moje pytanie-jak to zrobić,by nawet i się narobić,ale coś takiego zrobić?

218 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Pozdrawiam oraz życzę powodzenia w dalszym tworzeniu tak ambitnych projektów, a także wesołych i spokojnych świąt! – MMM Cześć MMM, miło jest przeczytać Twoją wiadomość i bardzo fajnie, że są tacy ludzie, bo właśnie dla Was to robię. Bądź, co bądź ta wiedza i umiejętności są już moje. Ale fajnie wiedzieć, że są ludzie z fajnymi intencjami i podejściem, które sam w znacznym stopniu podzielam. Ten motyw z półmetka jest naprawdę uroczy i jestem pewien, że dziewczyna bardzo fajnie się wtedy poczuła. Natomiast nie widzę sensu w dzieleniu się tymi historiami z anonimowymi frustratami, którzy szukają jedynie okazji do tego, żeby się na kimś wyładować. Naprawdę, te fajne, przyjemne wydarzenia niech pozostaną między Tobą a uczestniczkami. Ewentualnie przyjaciółmi lub zaufanymi ludźmi, którzy Cię wspierają. Pytasz o to, co zrobić dalej. Na ten moment – znaleźć dziewczynę lub dziewczyny, które docenią to kim jesteś i co możesz wnieść. I na dobrą sprawę to jest kluczowe. W swoim LifeScriptie odpowiadam też na kilka kluczowych pytań, jeśli idzie o start i zdrowy rozwój w tej dziedzinie. Jeżeli pojawiają się jakieś dodatkowe pytania – zawsze mogę je uzupełnić. Raz jeszcze, fajnie, że jesteś, rób swoje, znajdź ludzi, którzy będą Cię wspierać. Reszta będzie się naturalnie rozwijać… :) Pozdrawiam serdecznie Hermes P.S. Zdecydowanie piszmy na “Ty”, nie uznaję formy “Pan”, jest absurdalna. Więcej lat nie czyni nikogo kimś więcej, a partnerstwo i swoboda w komunikacji są znacznie fajniejsze. I jeszcze puenta ze strony czytelnika:

I tą wiadomością po raz kolejny zgniotłeś PUAsów-gdy napisałem do jednego takiego “Guru”, to jedyne co dostałem, to link do jego sklepu ;) . Dzięki!

219 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Portret Kochanka Idealnego cz. 1: pierwsze kroki Zainspirowany obrazem dość przerażającym – a jednak intuicyjnie, zadziwiająco prawdziwym – Kominka w jego tekście (http://www.kominek.in/2011/12/portret-kochankaidealnego/), uznałem, że warto napisać uzupełnienie. W tym wypadku jednak, tytuł potraktowany zostanie dosłownie. Dziewczyny – jakoś się odwdzięczycie za tą przysługę. Faceci – uznajmy, że radość Waszych dziewczyn będzie formą rekompensaty, niech mają coś w końcu od życia… A zatem, jak wygląda ten pierwszy raz z idealnym kochankiem? Cóż, obraz jest w gruncie rzeczy listą zebraną najlepszych praktyk z mojego życia i nie spodziewałbym się wystąpienia wszystkich tych elementów jednocześnie. Jeśli jednak przynajmniej jakaś część tych rzeczy ma miejsce – możesz się nazwać szczęściarą. Prawdopodobnie bowiem znałaś “kochanków idealnych” raczej bliższych tym, bardzo trafnie zresztą, opisanych przez Kominka – a tego nie życzyłbym nikomu. Chociaż i tak wszyscy wiemy, że to jest pewien “obowiązujący” standard. No więc, jaki jest ten pierwszy raz z Kochankiem Idealnym? Kochanek Idealny wie, że ten moment, kiedy trafiacie razem do łóżka – jest bardzo ważnym momentem. Tak dla każdego z Was z osobna, jak i dla Waszej relacji. Często zdefiniuje czy też wskaże Wam pewne cechy, które będą się przewijać przez kolejne spotkania. A kolejne spotkania będą zwykle w planach, bo po co robić raz coś, co można robić wiele razy. Być może nie jesteście jeszcze w związku, być może po prostu czujecie intensywne motylki w brzuchu na myśl o sobie, być może po prostu chcecie pogłębić Waszą relację. Ale masz pewność, że idąc z Tobą do łóżka – robi to nie dlatego, że znudziła mu się masturbacja albo chce się pochwalić kumplom, że zaliczył panienkę – ale dlatego, że wspólny seks jest wyrazem oddania, bliskości i chęci poznania Cię znacznie głębiej i znacznie bardziej, niż to miało miejsce dotychczas. A co działo się do tego momentu, w którym jesteście teraz i wiecie już, że to spotkanie będzie tym – na którym to się wydarzy? Spędziliście ze sobą wyjątkowy czas. To mogło być nawet jedno spotkanie, to może być nawet ten sam dzień, w którym się spotkaliście po raz pierwszy. Ale nadal. Po tym spotkaniu czujesz, że jesteście sobie bliscy. Że czujecie się ze sobą dobrze. Że patrząc na siebie – czujecie się, jak małe dziecko na gwiazdkę, które patrzy na prezent i nie może się doczekać, kiedy go w końcu rozpakuje. I nasycacie się nawzajem tym oczekiwaniem. Tym napięciem. Tą ciekawością siebie nawzajem na tak wielu różnych poziomach. I wtedy dzielicie się ze sobą nawzajem czymś bardzo intymnym. To nie musiało być wypowiedziane za pomocą słów. Ale między Wami wydarzyło się coś niezwykłego. Podzieliliście się ze sobą tym wewnętrznym pięknem. Dokładnie tym, które na co dzień chowamy przed innymi ludźmi – żeby nie zabrudzili go swoim zniecierpliwieniem, znużeniem czy codzienną frustracją. Tego dnia te wszystkie rzeczy odeszły na bok.

220 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Jesteście skupieni zupełnie na sobie. Nic poza Wami nie ma znaczenia. Są Wasze spojrzenia, Wasze wspólne oddechy, Wasza bliskość, wzajemna szczerość i emocjonalna nagość. To właśnie dzięki niej odkrywanie nagości ciała staje się zupełnie naturalne. Już wcześniej podzieliliście się ze sobą czymś znacznie bardziej intymnym – swoimi emocjami, swoją prawdą o sobie. Pierwsze wspólne pocałunki i pierwszy dotyk dłoni, które subtelnie, choć pewnie wędrują wzdłuż Twoich włosów, szyi, ramion – sprawiają, że coraz bardziej stajesz się częścią tu i teraz. Gdzie zamykając oczy – otwierasz swoje serce. A to wyjątkowe uczucie ciepła i bliskości przepływa przez Wasze ciała…

221 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Portret Kochanka Idealnego cz. 2: nagość serca Kochanek Idealny rozumie doskonale, że udany seks wymaga poznania się nawzajem, dopasowania, intymności. Wie też, że pierwszy raz – choć jest ważny – to często dopiero drugi, czy trzeci jest prawdziwą ucztą. Wie, że pierwsze spotkanie jest okazją do tego, żeby nawiązać tą pierwszą, głęboką nić porozumienia. Jednak dopiero wraz z kolejnymi nićmi – miłość nabiera prawdziwego smaku. Dlatego też zupełnie spokojnie, niczym artysta – Kochanek Idealny pozwala na to, żeby proces odbywał się zupełnie naturalnie, bez pośpiechu. Macie dla siebie całą noc. Kolejny dzień jest dniem, który możecie poświęcić sobie – kontynuując to wyjątkowe spotkanie. Możecie też pozwolić sobie na zupełnie swobodne, nieskrępowane niczym ani nikim wyrażanie tego doświadczenia, które między Wami ma miejsce. Nie potrzebujecie alkoholu ani innych używek, żeby się poczuć lepiej. Wy już się czujecie ze sobą znakomicie. To dlatego właśnie pogłębiacie swoją relację. Upajacie się sobą nawzajem. Zapach ciał unoszących się w powietrzu, smak ust, ciepło ciała, zmysłowy dotyk. Nagość emocji. Szczerość i obecność w chwili, która trwa. Jak dobrze wiedzieć, że Kochanek Idealny doskonale rozumie, że prawdziwa gra wstępna zaczyna się od spojrzenia. Poczułaś to już wtedy – kiedy po raz pierwszy spojrzeliście sobie w oczy. Zobaczyłaś to głębokie, szczere, przenikliwe spojrzenie. Spojrzenie, które mówi Tobie prawdę o sobie, ale nie pozostawia też miejsca na dziwne gierki i ukrywanie czegokolwiek. Spojrzenie, które wie. Które rozumie. Które akceptuje. Akceptuje Ciebie taką, jaką jesteś. Z wszystkimi Twoimi niedoskonałościami i drobnostkami, na które narzekasz na co dzień. A które w tym momencie stanowią element dopełniający całości. Ten element, który sprawia, że w tej wyjątkowej atmosferze uniesienia – pozostaje Wam jeszcze ta ludzka część. Część, która przypomina Wam o ulotnym i kruchym człowieczeństwie. Człowieczeństwie, w którym odnajdujecie z każdą kolejną chwilą cząsteczki boskości. Ta szalona jazda, niczym na rollercoasterze – pomiędzy jawą a snem, człowieczeństwem a boskością, teraźniejszością a wiecznością – sprawia, że coraz bardziej zatracacie się w sobie. Z każdą chwilą odkrywacie się na siebie coraz bardziej. Opadanie kolejnych ubrań staje się w tym momencie symbolem kolejnych zasłon. Zasłon, które odkrywają nagość. Nagość Twojego serca, Twojej duszy, Twojego ciała… A w jego oczach widzisz zachwyt. To spojrzenie, które spoglądało w Twoim kierunku – teraz jest milimetry przed Tobą. A głębokiemu spojrzeniu towarzyszy bliskość ciała, wspólny oddech, rytm rozkoszy, który wyznaczacie wspólnie falą ciepła tańczących zmysłowo ust.

222 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Portret Kochanka Idealnego cz. 3: pocałunki Wybraliście siebie nawzajem. To była Wasza wspólna decyzja. Te pierwsze chwile, które Was połączyły. I te kolejne, które sprawiły, że chcecie, żeby to trwało i z każdą chwilą było coraz głębsze i głębsze. Choć zaczynacie subtelnie. Uważni i otwarci na siebie, poznajecie się. Szczerze, autentycznie, bez pośpiechu. I chociaż Wasze ciała krzyczą spragnione – Kochanek Idealny obejmuje Cię mocno – pozwalając pierwszym falom pobudzenia rozpłynąć się wzdłuż Waszych ciał. Jeszcze nie teraz, nie chcecie opaść na łóżko w pierwszych chwilach uniesienia. Prawdziwa rozkosz nie płynie bowiem z fastfoodowego zaspokojenia – lecz z ucztowania i smakowania siebie nawzajem. I to dosłownie… Zastanawiałaś się zapewne czemu służyć będą kawałki owoców, które leżą nieopodal. Wątpliwości mijają, kiedy sok zaczyna spływać spomiędzy piersi, wzdłuż Twego rozkosznego brzuszka – a w ślad za nim czujesz spragnione usta smakujące każdego fragmentu soczystego szlaku. Jeszcze nikt, nigdy wcześniej nie zwiedzał Twego ciała tak dokładnie. Jeszcze nikt, nigdy nie sprawił, że czułaś jak druga osoba nawiązuje tak głęboki kontakt z każdym jego fragmentem. Czujesz, jak zwinny język wędruje wśród rozkosznych zakamarków, podróżuje szlakiem krągłości i wzniesień, zatrzymuje się, aby nacieszyć się krajobrazem, a później ponownie kontynuuje swoją drogę pomiędzy tajemnicami, w drodze do krainy rozkoszy. Taki właśnie jest pocałunek Kochanka Idealnego. Jest podróżą, wędrówką, drogą. Drogą, której celem nie jest odkrycie tzw. “stref erogennych”, gdyż wie, że kobieta, z którą spędza te wyjątkowe chwile – z każdym kolejnym pocałunkiem staje się jedną wielką strefą erogenną. Wielkim oceanem tętniącym rozkoszą. Czekającym na swoje tsunami. A każdy pocałunek dawany jest z taką pasją i namiętnością, jak gdyby miał być tym ostatnim. Gdzie pocałunek nie jest jedynie dotykiem ust na aksamitnej skórze. Jest wyznaniem. Jest wyrazem głębokiego pragnienia połączenia się z Tobą tam, gdzie nikt inny nie miał dotąd wstępu. Tam, gdzie prawda i rozkosz mieszają się w gigantycznej eksplozji kolorów, dźwięków, zapachów i znaczeń. Znaczeń tak wyjątkowych, przeszywających nas na wylot. Wypełniających, obejmujących, przejmujących do głębi. Tam, gdzie słowa zatracają swój sens. Gdzie istnieje czysta przestrzeń, pustka, cisza. I to wibrująca przyjemność, narastająca z każdą chwilą. Coraz mocniej, intensywniej i głębiej…

223 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Portret Kochanka Idealnego cz. 4: głos Zapewne zastanawiasz się co słychać w sypialni Kochanka Idealnego. To bardzo dobre pytanie. Wyobraź sobie moment, w którym głęboka, spokojna, ciepła wibracja towarzyszy kolejnym pocałunkom. Głos Kochanka Idealnego płynie z wnętrza i rozchodzi się wzdłuż rozluźnionego, rozgrzanego ciała. Ten dźwięk wypełnia głęboko Waszą intymną przestrzeń. I nie chodzi już o to, co mówi, ani nawet o to, jak mówi. Ważne jest to, co chce przekazać. A przekazuje to, co czuje. Kiedy patrzy głęboko w oczy swojej partnerce i mówi jej z głębi serca o tym, jak jej obecność na niego wpływa – jej ciało i serce przechodzi fala przyjemności. Na całym ciele odczuwa drżenie. Prawdziwa siła jego słów płynie z faktu, że wypowiadając je – wypowiada je całym sobą. Jego słowa są nie tylko nadaniem czemuś znaczenia, są także wyznaniem. Dlatego też takie słowa, jak “pragnę Cię” – mogą być jedynym czego potrzeba, żeby rozpocząć najbardziej pasjonujące, namiętne i satysfakcjonujące połączenie dwojga istot, jakie można sobie tylko wyobrazić. Kochanek Idealny opiera się bowiem na prawdzie, na tym, w co wierzy. Doskonale zna też i rozumie kobietę, z którą jest w łóżku. Dlatego też ich wzajemne obcowanie ze sobą staje się bardzo głębokim przeżyciem. To jest bowiem jeden z niewielu momentów, w których rozmowa z drugą osobą staje się czymś więcej, niż wymianą informacji. W tym momencie staje się dzieleniem się prawdą. O sobie, o uczuciach, o myślach, o tożsamości. To właśnie siła autentycznego i prawdziwego połączenia jest siłą, która nadaje temu doświadczeniu takiej mocy. Jednocześnie w tej prawdzie zawarta jest głęboka akceptacja i zrozumienie. To właśnie to sprawia, że między dwojgiem rodzi się tak głębokie odprężenie i komfort. Na bazie tego odprężenia właśnie, ciało otwiera nieznane dotąd pokłady rozkoszy, ukryte głęboko pod okryciem codzienności. Określenie wielokrotny orgazm w pewnym momencie traci zupełnie sens w sytuacji, w której doświadczenie to przeradza się w jeden, wielki orgazm, który jest jedynie nieco mniej lub jeszcze bardziej intensywny. Gdzie będąc coraz bardziej w tu i teraz – zagłębiasz się w esencję własnej tożsamości i tego, kim jesteś. Kochanek Idealny otwiera przed kobietą drzwi do świata, w którym na dobrą sprawę, ma ona okazję doświadczyć prawdziwej głębi własnej tożsamości i tego, kim jest…

224 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

A, jak Alkohol i bycie Alfa Jeżeli spodziewasz się po tym tytule opowieści o tym, jak to po pijaku włącza mi się tryb „nieśmiertelność” i czego to wtedy nie robię – zasmucę Cię. Nie piję. I w zasadzie nigdy nie piłem. Bo alkohol, który wypiłem w życiu wlejesz w dwie szklanki. Bawi mnie natomiast to, że ludziom w Polsce tak trudno w to uwierzyć… A tak jest, bo chcę, żeby tak było. Nie piję, bo nie lubię. Nie piję, bo nie rozumiem idei wlewania w siebie sfermentowanych produktów dziwnego pochodzenia. Co nie zmienia faktu, że generalnie mało mnie interesuje, co ktoś wlewa w siebie – tak długo, jak długo nie dotyczy to mnie osobiście w jakikolwiek sposób. Problem w tym, że czasami dotyczy. Pierwszy typ sytuacji to oczywiście ten, kiedy ktoś mi proponuje alkohol. „Ze mną się nie napijesz” to kiepski argument z jednego powodu. „Ani z Tobą, ani z kimkolwiek innym”. Tyle, że to nie ma dla mnie żadnego wpływu na naszą relację. Przynajmniej z mojej strony. Niestety czasami ludziom w tak przesyconej wódką i browarami kulturze, jak polskiej, trudno to zrozumieć. No cóż, życie. Generalnie to jest jeden z powodów, dla których średnio przepadam za typowymi imprezami. Druga sprawa, to pijani faceci. Po pewnej ilości alkoholu, z jakiegoś dziwnego powodu, albo im się wydaje, że są nieśmiertelni, albo nagle robią się otwarci, wylewni i tak bardzo przesadnie przyjaźnie nastawieni do świata. W sumie dziwna to tendencja i w dziwne skrajności ludzie pod jego wpływem wpadają. Ale szczerze? Mnie najbardziej martwią pijane laski. I co z tego, że łatwo je – za przeproszeniem – zaliczyć? Ani to żadne osiągnięcie. Chociaż z jakiegoś powodu dla niektórych przelecenie pijanej laski, która sama się o to prosi, jest jak wspięcie się na Mt Everest, o którym trzeba opowiedzieć wszystkim w około. Ani szczególna satysfakcja. Kto zna różnice między masturbowaniem się przy pomocy drugiej osoby, a prawdziwym, głębokim, namiętnym seksem – ten wie, o co chodzi. Ten kto zasmakował prawdziwego kochania się, a nie jedynie seksu – ten z masturbowania się drugą osobą, po prostu będzie się śmiać. Tak, jak sam się z tego dzisiaj śmieję. Ale do tego się dochodzi. Do tego się dojrzewa. Rozumiem to. I chociaż dzisiaj widzę gigantyczną przepaść między tymi wszystkimi wanna-be-alfa a tym, gdzie sam się dzisiaj znajduję – to pamiętam, że przecież sam kiedyś byłem w głębokiej dupie. Niedawno odkopałem stary materiał, jeszcze z czasów pracy w studenckiej telewizji. Nie pokażę, bo się trochę wstydzę, a trochę się z tego sam dzisiaj śmieję. Jednak każdy ma do przejścia krótszą lub dłuższą drogę, aby zbudować sobie pozycję, aby poczuć się dobrze z samym sobą. Z jakiegoś powodu mało kto się z tym rodzi. Tudzież, mało komu to zostaje. W wielu przypadkach trzeba niestety walczyć o to, żeby móc pozostać sobą. Przynajmniej tak było u mnie. I z jakiegoś powodu, moje nie picie alkoholu w niektórych sytuacjach wymagało obrony tego stanowiska. Dziwne to, ale dzisiaj bardzo szybko to ucinam. Jeżeli nie chcę czegoś robić, to tego nie robię – proste.

225 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Tyle, że takiej postawy – jestem tym, kim jestem i robię to, co chcę robić – z jakiegoś powodu trzeba się nauczyć. I z jakiegoś powodu czasami wymaga to naprawdę sporo pracy. Tyle, że warto. Kiedy patrzę na to z perspektywy czasu – wiem, że warto. Tylko warto pamiętać także o jednym. Alfa to nie próba udowadniania wszystkim na około, że masz wyjebane, że możesz sobie pozwolić na łamanie społecznych konwencji głupimi i ryzykownymi zachowaniami. To jest typowe zachowanie wanna-be-alfa. Prawdziwy alfa wie, że jest alfa. Tyle, że prawdziwy alfa nie pryska zajebistością na prawo i lewo – on jedynie subtelnie nią ocieka. To wystarczy, żeby aromat jego siły unosił się w powietrzu. Tylko, że aby go poczuć, trzeba się znaleźć wystarczająco blisko. Taka jest moja wizja bycia alfa. To bycie w tej pozycji wtedy, kiedy zachodzi taka potrzeba. A jednocześnie jest to proces. Proces, który w gruncie rzeczy się nie kończy. A także proces, na który duży wpływ ma kontekst, w którym się znajdziesz. No i na koniec. Pozycja alfa, to pozycja kogoś, kto w jakimś sensie zdobywa władzę. A ta zawsze wiąże się z odpowiedzialnością. Im silniejsza pozycja, tym większa odpowiedzialność. Zawsze mam to na uwadze, kiedy myślę o tej postawie i tej pozycji. Jednak alfa, to wcale nie koniec drogi. To jedynie jej początek. Ale o tym będzie już innym razem…

226 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

C, jak Czekanie na Cud Dosyć regularnie piszą do mnie różne osoby ze swoimi problemami. To, co się najczęściej chyba powtarza – o dziwo bez względu na płeć – to jak nawiązać kontakt z drugą osobą, jak zacząć. Nie wiem do końca dlaczego tak jest. Czy to strach przed odrzuceniem, świadomość znaczenia pierwszego wrażenia, czy jakiekolwiek inne przekonania na temat rzeczywistości. Niby to takie proste, czasem wystarczy jeden krok, kilka słów, szczery uśmiech. Niby, a jednak… Jak tak myślę o tym wszystkim, mam dziwne wrażenie, że największym problemem w tym wszystkim jest fakt, że ludzie czekają na cud. Liczą, że jedna z tych mitologicznych historii o niezwykłej iskrze, która rozpala największą przygodę życia – wydarzy się właśnie teraz. A jeśli się nie wydarzy, to będzie wielka tragedia. Tylko, że w życiu to tak nie działa. Bez sensu byłoby przecież, gdyby takie rzeczy działy się zawsze i od ręki, a na dodatek od samego początku. Chcąc, nie chcąc – jesteśmy uwiązani w mechanizmie ewolucji. I ten mechanizm zawsze ma miejsce. Owszem, z czasem dochodzi się do pewnych spraw. Owszem, można się przygotować – nazwijmy to dookoła – do tego, żeby faktycznie rozpoczęcie czegoś wiązało się ze znaczącymi i zauważalnymi sukcesami. Jednak za tym zawsze będzie stała bardzo długa droga rozwoju i przygotowań. Dzisiaj, kiedy myślę o tych wszystkich niedoskonałych próbach, które mogłem podjąć – a których nie podjąłem w wierze, że jak lepiej się przygotuję, to lepiej mi to wyjdzie – zastanawiam się czy może nie byłoby prościej iść krok po kroku. Bo tak naprawdę jedyna różnica polega na tym, że mogę sobie budować mitologię własnego „Ja”. Owszem, moja pierwsza poważna partnerka seksualna doszła do dziewiątego poziomu orgazmu w dziewięciostopniowej skali Tao seksu. I to była moja pierwsza. Ale koszta były takie, że jak na standardy dzisiejszych czasów, zacząłem relatywnie późno. Być może akurat w tej kwestii nie było to takie złe rozwiązanie. Przynajmniej byłem do tego naprawdę gotowy, dojrzałem do tego. W zasadzie o niebo bardziej, niżby to kiedykolwiek było potrzebne. Ale tak się zastanawiam – kiedy myślę sobie o tych wszystkich projektach, które zacząłem, a które teraz siedzą w kącie i czekają na realizację – że w zasadzie byłbym dzisiaj w zupełnie innym świecie i w zupełnie innej rzeczywistości. Gdybym nie czekał na cud. Gdybym nie liczył, że czasoprzestrzeń się zagnie, a rzeczywistość zacznie się wyginać na wszystkie strony – żeby nagle świat zaczął działać według innych praw. I to, co zrozumiałem to fakt, że nie ma większego sensu próbować zmieniać świata na siłę. Znacznie prościej jest zacząć go używać w takiej formie, w jakiej go zastałem, a dopiero później szukać alternatywnych rozwiązań. Bo tak jest po prostu prościej. Oczywiście, że życzyłbym sobie konstruktywnych komentarzy pod moimi materiałami. Oczywiście, że życzyłbym sobie, żeby ludzie dostrzegali to, jak wiele wartości mogę wnieść do ich życia.

227 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Oczywiście, że chciałbym, żeby świat był miejscem wymiany konstruktywnych wniosków i wzajemnego wsparcia. Ale czekając na cud, nie pozbędę się hejterów, którzy są nimi po prostu dla zasady. Nie zmuszę przecież nikogo, żeby wyszedł poza absurdalne stereotypy i przekonania na jakiś temat. Nie zmienię faktu, że większość swojego dotychczasowego życia spędziłem w kraju nienawiści, co obserwuję na co dzień na ulicach, w mediach, polityce. Więc, skoro tego nie zmienię – to po co czekać na cud? Cudów nie ma. Miejsce na cuda jest w tych wyjątkowych chwilach pomiędzy ciężką pracą, a przekonaniem, że ona ma sens. W tych wyjątkowych chwilach, kiedy piszą do mnie ludzie i opowiadają mi o tym, jak bardzo się zmienili, jak bardzo zmienił się ich świat. W tych szczególnych momentach, kiedy za sprawą wymiany tych kilku nawet wiadomości udaje mi się kogoś ochronić przed gigantycznymi błędami, które ta osoba mogła popełnić. W niezwykłych momentach, kiedy spośród tej szarzyzny nudnych i zamkniętych w sobie ludzi, mam okazję spotkać jakąś kolorową, radosną, wyróżniającą się z tłumu postać. I wtedy dopiero zaczyna się prawdziwa magia. Dlatego, jeżeli zastanawiasz się, co zrobić, żeby Twój wymarzony chłopak do Ciebie zagadał, albo co zrobić, żebyś Ty zagadał do niej. Powiem Ci jedno. Zrób cokolwiek, ale nie popełniaj mojego błędu. Nie czekaj na cud. Bo cudów nie będzie. Działajmy. A być może któregoś razu, patrząc wstecz, uda nam się spojrzeć na tą drogę, którą przeszliśmy i dojść do wniosku, że w gruncie rzeczy – faktycznie dokonaliśmy czegoś niemożliwego. I wtedy rzeczywiście zobaczymy cud. Cud naszej własnej drogi i pracy, którą wykonaliśmy…

228 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

D, jak Dojrzałość Dojrzałość. Robiąc sobie dalej jaja, mógłbym zapytać równie majestatycznie: „czym jest dojrzałość”. Jednak w tym osobliwym poczuciu humoru znajdziesz puentę. Cudowną puentę zawartą w trailerze mojego I Mentor Tour – a płynącą z faktu, że patos i kościelna wręcz podniosłość spotkały się w jednym miejscu z osranym przez ptaki, opuszczonym silosie. Puentę, która będzie znakomitym punktem wyjścia do felietonu na temat dojrzałości. Nie kryję, że czasami trudno mi zaznaczyć granicę między żartem a głębokim przekonaniem do czegoś. Być może nawet sam takowej granicy nie stawiam. Być może czuję się zbyt odległy od świata, który zastałem. Natomiast gdybym miał obok słowa dojrzałość umieścić inne słowo na „d” to byłby to właśnie dystans, a nie dupy – jak się niektórym wydaje. W moim odczuciu dystans do świata ułatwia zachowanie resztek normalności w tym przedziwnym świecie. Świecie zaskakującym. Świecie, gdzie uwodziciele są pedałami. Świecie, gdzie elity społeczne są chlewem. Świecie, gdzie prawda jest kłamstwem, a kłamstwo jest prawdą. Świecie, gdzie normalność jest uznawana za szaleństwo, zaś szaleństwo za normalność. Rozejrzyj się. Popatrz na ludzi, którzy Cię otaczają – zobacz w jakim transie żyją, jak są zaślepieni, jak są częścią systemu okłamywania samych siebie, jak szaleństwo wypełnia codzienność. Jak ludzie błądzą bez sensu między pracą, sklepem a domem. I tak cały czas. Zakupy, dom, praca. Dom, praca, zakupy. Zakupy, praca, dom. I tak w kółko. Czasami z jakimś jeszcze hobby. A czasami tylko w innej kolejności, żeby nie mieć poczucia rutyny. Więc czym jest dojrzałość? Mam dziwne wrażenie, że dojrzałość, to tak naprawdę oderwanie się od świata zastanego. Dojrzałość to odcięcie się od potrzeby ciągłego zastępowania sobie miejsca rodziców – szkołą, pracą, religią czy czymkolwiek, co ludzie stawiają ponad sobą. Mam dziwne wrażenie, że dojrzałość to umiejętność bycia innym. To umiejętność działania po swojemu. Po jaką cholerę ludzie ciągle powtarzają, że nie mają pracy? Nie masz pracy? To może warto ją sobie stworzyć, żeby robić to, co się kocha – a nie to, co ktoś Ci każe robić… Jakakolwiek wymówka by się tutaj nie pojawiła – będzie jedynie próbą mniej lub bardziej racjonalnej odpowiedzi na pytanie, dlaczego ktoś nie podjął jeszcze odpowiednich kroków, żeby uwolnić się spod cudzego kierownictwa. Tylko co, jeśli ludzie wcale tego nie chcą? Co jeśli wcale nie chcą dojrzewać, usamodzielniać się, co jeśli pasuje im rola wykonawców? Cóż. Przecież to ich problem, że zarabiają kilka lub kilkanaście razy mniej, niżby mogli – gdyby robili to, co robią, ale na własny rachunek. Nie chcę tutaj być jakimś szczególnie zaangażowanym propagatorem idei przedsiębiorczości – wiadomo, że niektórzy ludzie nigdy się tego nie podejmą, tak jak nie będą chcieli dojrzeć, nie będą chcieli być świadomi tego, że tak naprawdę to oni decydują o tym, jak wygląda ich życie. Niektórzy ludzie po prostu nie chcą podejmować odpowiedzialności za własne czyny. Bo tak im łatwiej. Bo tak wygodniej. Dlatego nie będę Cię pytał o to, czym jest dojrzałość. Jeżeli wiesz, to znasz odpowiedź. Jeżeli jej szukasz, to ją znajdziesz. 229 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

A jeżeli nie, to dobrze wiesz, co z tego wynika. Nic. Zupełnie nic. Świat się nie zmieni. Przynajmniej ten znany. Bo świat się zmienia tylko wtedy, kiedy przekraczamy granice. Często granice ukryte jedynie w naszej własnej wyobraźni. Dlatego warto zwrócić uwagę na tą prostą prawdę: pewne rzeczy widać jedynie z odpowiedniej odległości, patrząc na nie z odpowiednim dystansem, patrząc na świat z szerszej perspektywy. I tą cudowną puentą zakończmy temat dojrzałości. Bowiem już za tydzień będzie o emeryturze. W tym wypadku, mojej emeryturze…

230 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

E, jak Emerytura uwodziciela Jeżeli mnie zapytasz, jak się czuję, jako emeryt w wieku 25 lat – to powiem Ci szczerze, że w sumie całkiem nieźle się trzymam. Jestem trochę zmęczony, trochę sfrustrowany niektórymi ludźmi i tym, czego się o nich dowiedziałem. Jednocześnie nadal mam w sobie sporo tej dziecięcej ciekawości, natomiast dzisiaj skupiam ją już na zupełnie innych sprawach. Moje podejście do życia i świata z jednej strony mocno się zmieniło przez te lata. Z drugiej zaś strony zachowałem w sobie te najważniejsze wartości, które w sobie nosiłem. Indywidualizm, podążanie własną ścieżką, chęć widzenia rzeczy takimi, jakimi są, poznanie przed wydaniem oceny. Powiem szczerze, że czuję się już trochę zmęczony. Nie jest łatwo otwierać się na ludzi, jednocześnie dostawać od nich w kość – a później mimo to nadal wychodzić ponad stereotypy i starać się patrzeć trzeźwo na świat, nie oceniać zbyt pochopnie. Problem w tym, że często ten prosty, nieskomplikowany obraz świata naprawdę wystarcza. Może ktoś się z tym będzie kłócił, ale za stary już jestem na takie przepychanki. Ludzie upraszczają świat z jakiegoś powodu. I nie ma powodów, dla których miałoby się próbować z tym walczyć. Bo po co kopać się z koniem? Fakty są takie, że można ten mechanizm wykorzystać, skoro nie da się go zmienić (a przecież wielu już próbowało). Problem w tym, że dany fragment rzeczywistości zgłębiają jedynie jego pasjonaci. A trudno być pasjonatem wszystkiego, przy tak różnorodnym świecie… Dlatego nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy zmuszać dzieciaki do uczenia się kilkunastu różnych dziedzin. Po co? Gromadźmy pasjonatów matematyki i uczmy ich matematyki. Jak się znudzą, to niech się zajmą biologią, albo fizyką czy czymkolwiek, co ich zainteresuje. Tak samo nie oczekujmy, że byle baran z podwórka, będzie się zna�� na polityce czy na relacjach damsko-męskich. Byle baran z podwórka może wiedzieć, że Kaczyński to lol, a że Tusk to w sumie też nie najlepiej. I że jak kobieta to cycki, a jak facet, to że wkłada swój miecz do pochwy i ta dam. Tylko, że ten byle baran z podwórka może mi pomóc w doborze ćwiczeń na przyrost masy. A jego niunia może wiedzieć całkiem sporo o doborze kolorów ubrań do typu urody. I też jest git. Więc na dobrą sprawę, jako emeryt mogę powiedzieć, że potrzebujemy więcej ludzi na „e”. Ale nie emerytów, tylko ekspertów. Każdy z nas ma statystycznie 700 000 godzin życia. 1/3 idzie na sen i zaspokojenie podstawowych potrzeb. Załóżmy, że odejmiemy kolejną 1/3 na pracę bądź szkołę. Nadal zostaje nam ok. 250 tysięcy godzin. Na zostanie ekspertem w jakiejś dziedzinie potrzeba zaledwie 10 tys. godzin celowych ćwiczeń. Co oznacza, że praktycznie jesteś w stanie bez problemu osiągnąć poziom faktycznego eksperctwa w co najmniej kilkunastu, a przynajmniej kilku dziedzinach. I to nie jest tak, że my tych ekspertów nie mamy. O nie, my ich mamy całe mnóstwo! Te godziny nie uciekają, Ci ludzie naprawdę na coś je przeznaczają… Problem w tym, że mamy całe mnóstwo ekspertów od opierdalania się, od narzekania, od kłócenia się, od rzucania powierzchownymi opiniami, od bycia sfrustrowanym, od ciągłego 231 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

poczucia zagrożenia i walki z wszystkimi i wszystkim wokół, od okłamywania samych siebie, od nie zwracania uwagi na kluczowe sprawy w życiu, od wykonywania poleceń, od nie szukania, od nie pytania, od bycia takimi, jak wszyscy, a przede wszystkim od nie używania mózgu. Mamy całe mnóstwo ekspertów o bardzo szerokim przekroju umiejętności w bardzo licznych dziedzinach! Jednak, jak to wszystko ma się do mojej emerytury, jako uwodziciela? Przede wszystkim patrzę na wiele różnych spraw ze znacznie szerszej perspektywy. Dzisiaj nie rozumiem tego, jak można nonstop zajmować się tematem tego, jak podejść, jak zagadać, jak uwieść, jaką technikę zastosować, co zrobić itd. Tak naprawdę nie rozumiem, jak można się non-stop zajmować tematem relacji damsko-męskich. Owszem, tematów i wątków jest wystarczająco, żeby to robić – pytanie tylko po co? Nie wiem, może są ludzie, którzy lubią się koncentrować tylko na jednej sprawie na raz. Być może jest to jakiś pomysł. Tylko wtedy brakuje czasami odniesień, możliwości spojrzenia na temat z innej perspektywy. Do dzisiaj pamiętam, jak ciekawym było – kiedy przeniosłem mechanizmy mechaniki kwantowej na mechanizmy relacji damsko-męskich. To otworzyło mi perspektywę na kilka ciekawych zagadnień. Dlatego, jeżeli zapytasz, jaki jest emerytowany uwodziciel – opowiem Tobie teraz. Przede wszystkim odszedłem całkowicie od jakichkolwiek technik. Czy może inaczej – od celowego ich wykorzystywania, w wierze, że dadzą jakikolwiek przewidywalny efekt. To jest absurd. Na każdą interakcję wpływa kilkanaście różnych elementów. Wiara w to, że jeden z nich może mieć decydujący wpływ – często jest zwykłym złudzeniem. Interakcje i relacje są zbyt skomplikowane, ma miejsce zbyt wielka ilość wymiany informacji – żeby móc je świadomie postrzegać i na dodatek świadomie nimi zarządzać. To jest, jak z walką na ringu. Tak naprawdę nie ma większego znaczenia to, co próbujesz zrobić już w trakcie. Bo na to nie ma już czasu. Na ringu działasz zupełnie automatycznie, nie myślisz, po prostu działasz. Natomiast o tym, jak działasz – decyduje Twoje przygotowanie, to wszystko, co zrobiłeś przed pojawieniem się w tamtym miejscu. Tak samo jest w relacjach i interakcjach. Liczy się to, kim jesteś, jak się ze sobą czujesz, do czego dążysz. Równie ważne jest to, na kogo trafiasz, kim jest ta osoba. W trakcie tzw. „uwodzenia” tak naprawdę Twoja koncentracja powinna być skierowana w pełni na tą drugą osobę. Ty już siebie znasz, rozumiesz jak działasz, kim jesteś, w co wierzysz. W trakcie bycia z drugą osobą już nie ma miejsca na zajmowanie się tym, czy dobrze siedzisz, czy wystarczająco ładnie się uśmiechasz, albo czy nie śmierdzi Tobie z paszczy. Te wszystkie rzeczy były do przepracowania wcześniej. W trakcie trwania procesu liczy się już tylko tu i teraz i te biliardy informacji, którymi w każdej sekundzie wymieniają się Wasze mózgi. Dlatego dzisiaj mówię o sobie, jako o emerycie. Bo tak naprawdę przestałem to robić. To zabawne, ale najwyższy „poziom uwodzicielskości” osiągnąłem doskonale rozumiejąc te wszystkie procesy i to, jak one działają – a jednocześnie nie robiąc praktycznie nic, co było by jakąkolwiek próbą ingerowania w nie, czy też próbą sterowania nimi. Tak naprawdę dzisiaj, kiedy moja ingerencja w to, jest praktycznie minimalna – okazuje się, że daje to największe efekty. Dzisiaj, nie zastanawiam się dla przykładu nad tym, czy chcę się uśmiechnąć – tylko po prostu to robię, kiedy naprawdę to czuję. 232 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

To dosyć dziwne uczucie. Przejść tak długą drogę, tylko po to, żeby ją zrozumieć – a później ją odrzucić. Żeby móc stać się wolnym i prawdziwie doświadczać tego, czym jest to, o czym tak długo się uczyłem. Dopiero dzisiaj, jako emerytowany uwodziciel, który odrzucił swoją niegdysiejszą drogę – mogę w pełni poczuć i odnaleźć się w świecie relacji damsko-męskich. Doprawdy, przedziwne to wszystko…

233 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Kobiecy orgazm cz. 1 Po pierwsze – średnio przemawia do mnie koncepcja dzielenia orgazmów na łechtaczkowe, pochwowe, analne itd. Dla mnie orgazm to orgazm i dopełnienie aktu seksualnego. Że można go wywołać poprzez stymulację praktycznie dowolnej części działa – to po prostu kwestia fizjologii i emocji. To nie z nastawienia na osiągnięcie orgazmu – tenże się pojawia. Za to to, co mnie ciekawi – to poziomy jego natężenia. Na początek poziomy 1 – 4. Sama typologia pochodzi z Tao seksu. Sprawa jest fascynująca. Jako, że wypisane w Wikipedii objawy niewiele mówią same z siebie – uzupełnię je dla większej plastyczności obrazu o obserwacje płynące z moich doświadczeń z partnerkami. Poziom: 1 Organ: płuca Objawy: Kobieta wzdycha, oddycha ciężko Opis: Banał i oczywista oczywistość, szkoda się nad tym szczególnie rozwodzić. Jeżeli ktoś nie umie doprowadzić kobiety chociażby tutaj, to ma poważny problem. Poziom: 2 Organ: serce Objawy: Całując mężczyznę, wkłada mu język do ust Opis: Oczywiście, o ile pozycja na to pozwala. Na tym poziomie zaczynasz czuć, że coś się dzieje i jesteś na dobrej drodze. Poziom: 3 Organ: śledziona, trzustka i żołądek Objawy: Mięśnie kobiety są napięte, partnerka obejmuje kurczowo partnera Opis: Dochodzi do pierwszych zauważalnych skurczów. W przypadku pozycji klasycznej jest to bardzo przyjemne doznanie. Kobieta wtulająca się w Ciebie z rozkoszy daje poczucie przyjemnego ciepła i bliskości. Poziom: 4 Organ: nerki i pęcherz Objawy: Pochwa kobiety przechodzi serię skurczów i zaczyna płynąć z niej śluz Opis: Podobno to na tym poziomie typowy facet przestaje. Nie ma się co dziwić. Zwykle trochę czasu zajmuje dojście do tego poziomu, a często w między czasie facet zdąży już dojść. Poza tym robi się naprawdę wilgotno i przyjemnie. Bez odpowiedniej stymulacji emocji, dojście do tego poziomu nie będzie na tyle szybkie, żeby można było swobodnie dojść te kilka poziomów dalej. Chyba, że ktoś nie ma tendencji do szybkiego dochodzenia, albo zaczyna stosować stymulację manualną. Ale to chyba rzadkość wśród facetów – na tyle, na ile się dowiedziałem z rozmów. Tyle na teraz. Za kilka dni o poziomach, których większość kobiet najprawdopodobniej – według statystyk – nigdy nie doświadczyło ani w ciągu swojego życia nie doświadczy. Zadziwiające, smutne, ale niestety także głęboko prawdziwe. Wypatrujcie…

234 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Kobiecy orgazm cz. 2 I ciąg dalszy poziomów kobiecego orgazmu. Tym razem narastający sztorm, wznoszące się tsunami, droga ku “małej śmierci”. Poziomy od 5 – 9. Pośród kobiet, które w ogóle orgazmów doświadczają – podobno rzadkość. Jestem skłonny w to uwierzyć po tym, co słyszałem… Poziom: 5 Organ: kości Objawy: Stawy kobiety rozluźniają się; zaczyna gryźć partnera Opis: Przekroczenie bariery czwartego poziomu wprowadza kobietę w nowy wymiar, w nową przestrzeń. Oprócz gryzienia może się także pojawić drapanie, które na kolejnych poziomach może się jeszcze nasilić. Na tym poziomie traci już w znaczący sposób kontrolę nad swoimi reakcjami i ciałem. I właśnie tutaj czas zacząć zwracać większą uwagę na to, co robi – bo ona kontrolować tego za chwilę już zupełnie nie będzie. Poziom: 6 Organ: wątroba i nerwy Objawy: Kobieta wije się jak wąż, próbując opleść rękoma i nogami mężczyznę Opis: Coś, jak poziom trzeci tyle, że znacznie, znacznie silniej. To dobry moment na to, żeby pomyśleć o jakiejś pozycji tylnej. O tym dlaczego, przy kolejnym poziomie. Poziom: 7 Organ: krew Objawy: kobieta próbuje gorączkowo dotykać ciała partnera; jej krew “gotuje się” Opis: Jeżeli jesteście w tej chwili w pozycji, w której ona będzie miała dostęp do Twojego ciała – zwłaszcza jeżeli jesteś pierwszym, który ją tak daleko zaprowadził – masz jak w banku, że Cię solidnie podziara. Jeżeli to Twoja kochanka, którą ukrywasz przed stałą partnerką – to właśnie w tym momencie możesz zacząć żałować, że nie odwróciłeś jej wcześniej na brzuch, obejmując ją i przytrzymując mocno jej ciało. Poziom: 8 Organ: mięśnie Objawy: kobieta jeszcze mocniej gryzie partnera i ściska jego sutki; jej mięśnie całkowicie rozluźniają się Opis: Nigdy, ale to nigdy nie pozwalaj kobiecie na to, żeby przy ósmym poziomie dorwała się do Ciebie swoimi pazurami, ani tym bardziej, żeby dorwała się do Twoich sutków. W tym momencie miej pewność, że jesteś z dala od zasięgu jej dłoni – a najlepiej obejmij ją najmocniej jak potrafisz. Gwarantuję Ci, że nawet z drobną kobietką będziesz miał problem, żeby ją w tym momencie utrzymać. Najpewniej już wcześniej jej ciało przechodziły skurcze i dreszcze. Wchodząc w nią głęboko – dotkniesz dna jej pochwy, która już wcześniej się skurczyła i cofnęła. Nawet mały chuj powinien dać radę. Bardzo możliwe, że kobieta będzie się wyrywać, rzucać, krzyczeć, całe jej ciało przeszywać będą niekontrolowane skurcze całego ciała. To takie sporych rozmiarów tsunami. Zapanować nad tym – prawdziwa sztuka. Niemal równie wielka, jak umiejętność doprowadzenia kobiety do tego poziomu. Z opisów wiem tylko, że uczucie jest, jakbym przeszywał kobietę na wylot. Jakbym był w niej aż na głębokości gardła, tyle, że wchodząc przez cipkę… 235 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Poziom: 9 Organ: całe ciało Objawy: kobieta osiąga stan tzw. “małej śmierci”, poddaje się mężczyźnie i w pełni “otwiera” Opis: A tutaj jest surprise. I wbrew pozorom – pomimo tego, że jesteś już na ósmym poziomie – wcale nie jest tak łatwo doprowadzić kobietę do “dziewiątki”. Resztki jej świadomości i autokontroli często będą ją powstrzymywać przed tak totalnym otwarciem się na mężczyznę. Zwłaszcza, jeżeli jesteście jeszcze cały czas w trakcie ostrego dymania. “Dziewiątka” często przychodzi dopiero, kiedy skończycie. W odróżnieniu od narastającego tsunami na poprzednich poziomach – ten poziom jest, jak nagłe rozejście się chmur, jak ucichnięcie porywistego wiatru, jak spokojne lustro wody, którym nagle stał się sztorm szalejący jeszcze przed chwilą. Doświadczenie zadziwiające i fascynujące jednocześnie. I ilekroć pytałem o to, jakie to jest uczucie – tylekroć odpowiedź wymykała się zdolności werbalizacji. Wygląda na to, że to jest coś, co jest poza słowami, poza świadomością, poza możliwością uchwycenia tego w jakichkolwiek ramach. Z doświadczeń własnych jestem tylko skłonny stwierdzić, że być może chodzi o doświadczenie zbliżone do OOBE (ang. Out of Body Experience – Doświadczenie Wyjścia z Ciała), bądź też wzbudzenia energii Kundalini. Poszukaj w necie, jeżeli Cię to ciekawi. Nie znam i nie słyszałem o niczym innym, co potencjalnie można by porównać z doświadczeniem dziewiątego poziomu orgazmu w dziewięciostopniowej skali Tao seksu. Z tego miejsca obiecuję stały dopływ dziewiątek każdej kobiecie, która choć odrobinę zbliży mnie do zrozumienia, czym jest to właśnie doświadczenie. Ostrzegam jednak lojalnie, że najprawdopodobniej prościej będzie Tobie doświadczyć dziewiątego poziomu, niżeli go opisać.

236 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Sekrety zapachu Z dobieraniem zapachu jest, jak z dobieraniem partnerki albo partnera. To spore wyzwanie i dalekie jest od banału. Tak samo, jak z ludźmi – nie z każdym będzie nam po drodze. Co gorsza – nawet jeśli perfumy robią dobre wrażenie, mają ładne opakowanie, a nawet fajnie pachną – nie znaczy to jeszcze, że będzie tak samo na naszej skórze. Zapach trzeba poznać. A później wzmocnić... Sam akord głowy, to pierwsze wrażenie, to zdecydowanie za mało. To jest zbiór zapachów, które szybko się ulatniają. Jak wygląd, który przyciąga, ale jeszcze za mało mówi nam o tej drugiej osobie. Wkrótce po nim przychodzi akord serca. Jeśli on nas poruszy, wówczas dopiero jesteśmy bliżej celu. To, jak zauroczenie. Tym etapem można się zachwycić, poczuć go, zapamiętać. Jednak to, co stanowi prawdę o perfumach to ich baza. To jest to, co nam towarzyszy, kiedy ulotnią się nuty serca. To jest zapach, który utrzymuje się najdłużej na naszym ciele. To ta część kształtuje tożsamość i działa najintensywniej. Ale szukanie perfum dla siebie to nie tylko odpowiedź na pytanie, jakiego partnera bądź partnerki szukamy. To w zasadzie przede wszystkim odpowiedź na pytanie, jaką kobietą bądź jakim mężczyzną chcesz być. A nic tak nie wzmacnia działania dobrze dobranych perfum, jak odpowiednie feromony. W tym wypadku perfumy działają podobnie, jak strój – dają nam wrażenia, odczucia, tworzą i uruchamiają pewne skojarzenia oraz przekonania związane z danym stylem. Podobnie jest zapachem. Nawet jeśli nie jesteśmy w stanie tego nazwać – zapachy orientalne będą nam się naturalnie kojarzyć ze zmysłowością, zaś cytrusowe ze świeżością i aktywnością. O ile spójność stanowi klucz, jeśli chodzi o kreowanie tożsamości – a zatem wpływa na to, jak jesteśmy odbierani – o tyle różne narzędzia pełnią różne funkcje. Dobór kroju, koloru czy rozmiaru i stylu ubrań jest tym, co widzimy już z daleka. Natomiast, kiedy już się zbliżmy do danej osoby – jej zapach dotyka naszych nozdrzy. To subtelny, a jednocześnie bardzo silny sposób na wejście w przestrzeń osobistą drugiej osoby przed którą praktycznie nie sposób się ochronić. No chyba, że silnym katarem ;)

237 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Natomiast dlaczego dobrze dobrane perfumy zdecydowanie warto wzmocnić feromonami? Tutaj najlepiej użyć metafory. Perfumy można porównać do gry wstępnej. Pierwszych subtelnych, aczkolwiek znaczących pocałunków, objęć, dotyku. To jest ten moment, kiedy osoba Cię czuje, kiedy Cię poznaje. Natomiast feromony są tutaj, jak penetracja. Głęboka, intensywna, przeszywająca. Połączenie perfum i feromonów w jedno daje nam zatem dwa kluczowe elementy – wyraża i buduje, a jednocześnie wzmacnia naszą tożsamość. Sprawia, że docieramy do drugiej osoby poza jej mechanizmami obronnymi, a jednocześnie automatycznie sprawiamy jej przyjemność naszą osobą. W tej sytuacji nawet stanie w kolejce do kasy, albo siedzenie obok na przystanku ściągnie uwagę drugiej osoby. I to nie jest coś, o czym ona świadomie decyduje bądź nie. To się po prostu dzieje. To jeden z najsilniejszych instynktów, a sam zmysł węchu jest pierwszym, który się w nas wykształca w okresie prenatalnym – w konsekwencji oddziałując na nasz mózg, jak żaden inny zmysł. W praktyce zatem – dobre połączenie perfum z feromonami daje nam naprawdę potężne narzędzie. I o ile mamy feromony, jak i perfumy o różnym charakterze – o tyle ich działanie zawsze posiada ten niezwykły potencjał docierania głęboko do drugiej osoby czy nawet całych grup. Jedno jest pewne – dobrze dobrany zapach potrafi być dosłownie uzależniający, a skojarzenia z nim mogą wracać nawet po latach. Celem stylisty zapachowego jest taki dobór zapachów, aby osoba korzystająca z nich osiągnęła maksymalne korzyści oraz taki efekt, jakiego szuka. Stylizacja zapachowa to intymne spotkanie w świecie zmysłów, wrażeń i zapachów. To także unikalna i niezwykle rzadka sztuka, której niezależnych, zawodowych specjalistów można policzyć na palcach jednej ręki. Jestem jednym z nich. Natomiast o tych, którzy by posiadali podobną, dogłębną wiedzę na temat mechanizmów uwodzenia i relacji międzyludzkich zwyczajnie nie słyszałem, jak świat długi i szeroki. Choć z ogromną przyjemnością poznam kogoś podobnego. Lub nauczę jeśli pierwsze okaże się niemożliwe. Wracając do Ciebie. Zapach idealny to taki, który będzie przyjemny i dopasowany na każdym z etapów odkrywania siebie. Takiego zapachu szukamy. Takie perfumy chcemy znaleźć. Wyselekcjonowaniem takich właśnie olfaktorycznych kreacji zajmuję się od lat, a odpowiedni dobór i połączenie zapachu z osobowością stanowi za każdym razem niezwykłą przygodę.

238 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

W tekstach na stronie www.feromony-opinie.pl będę się dzielił sekretami tej niemal magicznej specjalizacji. Jestem Hermes Morpheus. Będę Twoim przewodnikiem po świecie gdzie przyjemność miesza się z fascynacją i ulatnia się w woni doskonałego połączenia, którą uraczysz swoje otoczenie... Do przyjemności! P.S. Już teraz możesz zajrzeć na strony naszych partnerów i zapoznać się z ich znakomitą ofertą. Doskonałe ceny i nieprawdopodobnie szeroką dostępność perfum znajdziesz na: www.iperfumy.pl Natomiast feromony, które przekonały mnie do siebie, kiedy sprawdziłem je w praktyce są na www.feromony.pl. Zupełnie szczerze – pierwotnie nie byłem pewien co do tego, czy jest potrzeba korzystać z feromonów. W tej chwil nie wyobrażam sobie nie mieć tego narzędzia w swoim arsenale możliwości. To po prostu działa. Ku przyjemnemu zaskoczeniu.

239 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Chronologiczna lista stron publikacji Magia Uwodzenia. Pierwszy blog, od którego rozpoczęła się przygoda z blogowaniem. Znajdowała się najpierw pod adresem www.magiauwodzenia.blogspot.com a później na www.magia-uwodzenia.pl. Oba adresy już nie funkcjonują, ale wspomnienia pozostały. Magia Relacji. Słowo uwodzenie było dość niejednoznaczne i okazało się, że w potocznym pojmowaniu nie oddaje tego, o co chodziło. Budowanie relacji stanowi tutaj znacznie lepsze skojarzenie i sens tego, co znajdowało się na stronie. Sam projekt zszedł na dalszy plan, jednak jego koncepcja nadal istnieje i czeka na lepsze czasy. Strona znajdowała się pod adresem www.magia-relacji.pl Nikodem Laos. To właśnie tutaj zaczęło się intensywniejsze działanie nakierowane na budowanie marki osobistej. Pod takim pseudonimem funkcjonowałem i tak zaczynałem swoje pierwsze projekty, rekrutacje, a także publikowałem kolejne teksty. Love Doctor. Strona dedykowana tematowi relacji i nakierowana bardziej pod kątem konkretnych produktów. Temat jednak nie został jeszcze odpowiednio rozwinięty. W tej chwili strona nadal istnieje i można ją znaleźć pod adresem www.LoveDoctor.pl – gdzie znajduje się większość tekstów z Magii Uwodzenia i późniejszej Magii Relacji. Nikodeus. Z połączenia NIKODem morphEUS powstało oryginalnie połączenie NIKODEUS. Tam właśnie publikowałem teksty przez ostatni rok. Aż do czasu powstania i dojrzenia wizji projektu Deus Empire. Projektu, który stanowi ośrodek i fundament dla przyszłej działalności. Obecnie adres www.Nikodeus.pl przekierowuje na adres Bloga Deus Empire (choć w momencie czytania tego, może już być nieaktywny). Deus Empire Blog. Tutaj zebranych jest większość tekstów z ostatnich lat i pozostałych stron. To także miejsce, w którym kontynuowana będzie działalność blogowa wraz z kluczowymi informacjami o partnerach, projektach i działaniach, które mają miejsce wewnątrz i wokół Deus Empire. Blog znajduje się pod adresem http://Blog.DeusEmpire.com/

240 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Epilog i zaproszenie To jest zbiór tych najważniejszych myśli, którymi dzieliłem się z publicznością w sieci. Przez ten czas na moje strony i do moich tekstów zajrzało ok. 30 000 – 40 000 osób (tzw. unikalnych użytkowników). Czyli całkiem sporo, w końcu to średniej wielkości miasteczko. Do tego dochodzi jeszcze ponad 160 000 wyświetleń filmów na trzech kanałach na You Tube. Jednak największą bolączką zawsze i wszędzie dla mnie związaną z publikowaniem w sieci była anonimowość i nienamacalność ludzi, którzy korzystali z wiedzy, doświadczeń, refleksji oraz porad którymi się dzieliłem. Niestety zwykle nie wiedziałem, z kim. Niestety zwykle, najwięcej do powiedzenia mieli ci, którzy byli zbyt głupi, żeby zrozumieć treść, ale też zbyt pozbawieni rozsądku, żeby zachować ten fakt dla siebie. I to jest właśnie największy problem blogowania czy vlogowania. Nie wiesz, do kogo trafiasz z przekazem – a najgłośniejsi są zawsze ci najgłupsi, najbardziej chamscy, najbardziej sfrustrowani. To musi się zmienić. Dlatego, jeżeli ten przekaz i te myśli, którymi dzieliłem się przez ostatnie 4 lata – do Ciebie trafiają i czujesz, że masz ochotę stwierdzić „pojadłem, smakowało, teraz się położę i poleżę z satysfakcją” - proszę, nie rób tego, jeszcze nie teraz. Dlatego, że to jest ten moment, w którym możesz zweryfikować i zdiagnozować do jakiej grupy należysz. Do tych głośnych, pyskatych, którzy nie skumali – czy do tych, którzy poczuli dobre połączenie i mają ochotę na więcej. Pierwsza grupa, jeśli sama się nie wyeliminuje – będzie eliminowana przeze mnie lub moich współpracowników. Selekcja i dobór współgrających ze sobą osób jest kluczem dla sukcesu każdej społeczności. Dlatego ta druga grupa jest bardzo ważna. To naprawdę wyjątkowo istotne, żeby ci, którzy czują połączenie, podobieństwo, bliskość ze mną i moim światem przeżyć, którzy są go ciekawi – otwarcie powiedzieli, że tak właśnie się dzieje, że tak właśnie jest. Wierz mi, że głos i obecność osób, z którymi coś nas łączy – jest zajebiście, podkreślam, zajebiście ważna i potrzebna. To oznacza, że Twój głos może się okazać zajebiście ważny i potrzebny. To oznacza, że zapraszam Cię już teraz do Deus Empire iFederation, gdzie możesz się przedstawić i rozpocząć kolejny, nowy etap na naszej drodze. Etap, na którym jesteś już nie tylko odbiorcą, ale także uczestnikiem i współtwórcą czegoś wyjątkowo ważnego. Miejsca, w którym mieszają się różne cele i interesy – jednak jednym naczelnym jest jedno: „zbudować fajne życie pośród fajnych i wartościowych osób”. To nie stanie się z dnia na dzień i będzie wymagać od każdej z osób w tym uczestniczących – zaangażowania. Jednak gra ze wszech miar warta jest swojej ceny. To jest ten czas, kiedy możemy zacząć sobie pomagać nawzajem. Tak samo dawać, jak i brać. Wzrastać.

www.iFed.DeusEmpire.com

241 | 242


Loading, czyli najcenniejsze teksty blogowej kariery Morpheusa

Najważniejsze korzyści Deus Empire iFederation Dużo jest do zrobienia, dopiero zaczynamy, wartość budować będzie wkład poszczególnych osób. Również Twój wkład. Niemniej możliwości i potencjał jest bardzo szeroki. Ile ktoś z tego wyciągnie indywidualnie, zależy w gruncie rzeczy od tej konkretnej osoby. Natomiast każdy ma potencjał, aby z tego skorzystać. Każdy może także pomagać innym generować zwrot z tego doświadczenia. Wspólnie możemy wzrastać i czynić nasze życia lepszymi. Indywidualnie i jako społeczność czy grupy wewnątrz niej. 1. 2. 3. 4. 5. 6. 7. 8. 9. 10. 11. 12. 13. 14. 15.

Uczestniczenie w projektach Najnowsze informacje Kontakty i budowanie relacji Nowi ludzie Dzielenie się wiedzą i doświadczeniami Wspólne aktywności na żywo i on-line Ogłoszenia (praca, współpraca, handlowcy, współlokatorzy, inne) Akademia Życia Deus Empire (LADE: Life Academy of Deus Empire) Biznes i przedsiębiorczość Własny sklep internetowy i możliwość oferowania własnych usług/produktów Czat Wydarzenia, imprezy, spotkania Grupy tematyczne i celowe Rozrywka Organizacja rozwiązań optymalnej ekonomii (wymiana, ciuchy, co-house, kooperatywy spożywcze, zakupy grupowe) 16. Magazyn Deus Empire 17. Własny blog (najciekawsze teksty publikujemy w magazynie) 18. Pomoc, porady i wsparcie społeczności, a także specjalistów i osób z doświadczeniem w różnych dziedzinach życia

www.iFed.DeusEmpire.com

242 | 242


Hermes Morpheus | Loading, najcenniejsze teksty