Wokół jednego zabytku
Matka Boska zbrojna
.........................................................................................................................................
(fot. Michał Gradowski)
tradycji mongolskiej, jeździli kłusa odsiadanego, czyli trzęśli się na siodle w takt końskiego kroku. Taki sposób jazdy na twardym siedzeniu jest nie do zniesienia, dlatego też na twardej terlicy umieszczano wypchaną końskim włosiem poduszkę, przywiązaną pod końskim brzuchem szerokim pasem, zwanym powęzem. Poduszkę tę określano tatarskim mianem „jaszak”. Nasi na kresach oczywiście jeździli konno tak jak wszyscy w tamtych stronach i takich
samych siodeł używali. Tak więc żołnierz, gdy się do snu układał, nie brał pod głowę siodła, lecz jego część − jaszak. Zatem nazwa tej małej poduszeczki, którą pod ucho co wieczór kładziemy, nie pochodzi od Jaśka, lecz wywodzi się z języka Tatarów. Wróćmy jednak do kaplerza. W codziennej swej wędrówce siedział on w irchowym worku pod żołnierską koszulą, ale bywało że miewał tam sublokatora. W ówczesnym odzieniu nie było tylu
kieszeni co w dzisiejszych ubraniach i gdy ktoś dostał list lub inny ważny drobiazg do przewiezienia, chował go do kaplerzowego woreczka. Tak też postępował żołnierz, który nosił na piersi kaplerz widoczny na zamieszczonym zdjęciu. Często go pewnie z rozkazami posyłano, bo mu się z czasem od tych listów malunek olejny na kaplerzu zaczął wycierać. Oblicze Najświętszej Panienki coraz mniej było wyraźne i wyglądało na to, że może całkowicie zniknąć, a wtedy nie będzie do kogo wieczornych pacierzy zanosić. Postanowił więc żołnierz interweniować póki czas i starym obyczajem wizerunek Matki Bożej srebrną sukienką osłonić. Kiedy na dłuższy popas stanął w kresowym miasteczku, odszukał miejscowego złotnika i kazał mu odpowiednią osłonę malunku wykonać. A że noszony na żołnierskiej piersi obraz narażony był najbardziej na strzały i ciosy wroga, przeto należało taką osłonę wymyślić, żeby odpowiednio chroniła Świętą Osobę. I kazał żołnierz złotnikowi wyklepać w srebrnej blasze nie ozdobną sukienkę − jak było to w zwyczaju − lecz… zbroję karacenową. Odtąd miała Pani Jasnogórska wraz z Synem należytą ochronę i mogła śmiało stawać w boju, chroniona łuskową zbroicą, tak popularną za czasów króla Jana i jego licznych przewag, wśród których potrzeba wiedeńska do najprzedniejszych się zalicza. Pewno też jeszcze przez długie lata kaplerz naszemu żołnierzowi służył, bo malunek wytarł się ze szczętem i karacena, choć metalowa, zdążyła się powyszczerbiać, nosi też ślady licznych doraźnych napraw. Lecz ta pamiątka dawnych bojów dzielnie dotrwała do naszych czasów i choć Matka Boska na Jasnej Górze ma bezliku wspaniałych sukienek zdobnych złotem i kosztownymi kamieniami, to jednak nasz kaplerz jest chyba jedynym Jej wizerunkiem w zbroję przyodzianym.
Spotkania z Zabytkami
Michał Gradowski
9-10 2011 |
39