Podsumowanie Jeżeli my Polacy chcemy, aby nasza wspólnota dalej rozwijała się gospodarczo i pod względem ekonomicznym zbliżała się do zamożnych krajów Unii Europejskiej, musimy zmienić sposób postrzegania własnego państwa. Musimy także zacząć interesować się gospodarką naszego kraju. Powinniśmy mniej myśleć o tym, jakie maksymalne korzyści „wyciągnąć” dla siebie z naszej Wspólnoty, a więcej o tym, co razem możemy zrobić dla gospodarki naszego kraju. Musimy także docenić to, że jesteśmy w Unii Europejskiej, ale również pamiętać o tym, że reguły gospodarcze, jakie funkcjonują w Unii, zostały ustalone przez zamożne kraje i po to, aby w pierwszej kolejności im służyły. Na wolnym rynku zawsze wygrywa większy kapitał i kraje, które mają świadomych ekonomicznie obywateli. Niestety Polska posiada niewiele rodzimych firm globalnych, brak jest również w Polsce w pełni świadomego ekonomicznie społeczeństwa. Nasz kraj otrzymuje z UE średnio 8-9 mld euro czyli 30 mld złotych rocznie. Równocześnie z naszego kraju co roku inwestorzy zagraniczni wyprowadzają około 100 mld zł, a w samych dywidendach około 40 mld zł. Jeżeli przeliczymy to na jednego obywatela zatrudnionego w gospodarce to okazuje się, że aby zrealizować wypływ tych środków do innych wspólnot ekonomicznych, przeciętny Polak musi rocznie wypracować ok. 7 tys. zł. Jeżeli nie zmienimy naszego podejścia do budowania własnej wspólnoty ekonomicznej, jaką jest Polska, to oprócz podatków PIT, CIT, VAT, akcyzy będziemy płacić coraz wyższe tzw. „podatki korporacyjne”. Są one zapłatą za usługi korporacyjne dla zagranicznych koncernów, które zaspokajają nasze potrzeby. Podatki te mogą sięgać od 5 do 30 proc. wartości zakupionych przez nas ich produktów, nawet jeżeli zostały one wyprodukowane w Polsce. Jeżeli uwzględnimy fakt, że jesteśmy krajem zadłużonym na kwotę około 78,5 tys. zł na obywatela pracującego w gospodarce, a z tytułu samych odsetek od
zadłużenia rocznie musimy oddać po ok. 3,3 tys. zł, to jeżeli nic się nie zmieni, na pewno będziemy obywatelami drugiej kategorii pod względem wynagrodzeń w Unii Europejskiej. Kryzys gospodarczy jest dla nas jedną z szans, gdyż teraz właśnie zaczynamy się zastanawiać i szukać odpowiedzi na następujące pytania: Dlaczego jedne kraje upadają (jak np. Grecja), a inne dobrze się rozwijają (np. Niemcy, Dania)? Dlaczego statystyczny Duńczyk, czy Niemiec wytwarza 4 razy więcej niż Polak czy Grek? Dlaczego w ostatnich 6 latach nasze polskie PKB/os. w euro wzrosło jedynie o 6,31%, niemieckie o 7,31%, a szwedzkie o 21,33%? Dlaczego nasza polska wspólnota ekonomiczna jako całość jest tak mało wydajna w porównaniu z innymi wspólnotami gospodarczymi konkurującymi na wspólnym europejskim rynku, a także na rynku globalnym? W czym my Polacy jesteśmy gorsi od innych, skoro mamy idealne położenie geograficzne, niższą średnią wieku niż Niemcy czy Duńczycy? Dlaczego nie wykorzystujemy szansy, jaką dało nam uczestnictwo w Unii Europejskiej a wręcz przeciwnie - patrząc długofalowo - być może więcej na tym tracimy? Wielu młodych Polaków w wieku produkcyjnym bezpowrotnie opuszcza nasz kraj, ponieważ nie znajduje zatrudnienia w Polsce. Łączna wartość dotacji unijnych jest dużo mniejsza od kwoty, jaka zostałaby przez nich wpłacona do polskiego budżetu, gdyby znaleźli pracę w kraju (niezapłacone podatki i składki). Dlaczego tej pracy w Polsce nie ma? Bezsensownie zadłużamy nasz kraj. Państwowe kredyty i unijne dotacje przeznaczamy na bieżącą konsumpcję, a nie na tworzenie trwałych miejsc pracy i poprawę konkurencyjności naszego kraju na arenie międzynarodowej.
FUNDACJA POMYŚL O PRZYSZŁOŚCI
67