Issuu on Google+

Kultura. Architektura. Ekologia. Nowe spojrzenie na miasto.

Kongres kultury | Koloroffon | Filmowe kwiaty na kinowym bagnie | Velisa Sorer Prawdziwe historie | Polityka kulturalna | Fabryka plakatu

egzemplarz bezpłatny


B4mag. 05 Strona: 1 / 14

KONGRES KULTURY. FORUM KULTURY POWSTAŁO 18 LISTOPADA 2010 ROKU W GABINECIE DYREKTORA TEATRU POLSKIEGO W BYDGOSZCZY PAWŁA ŁYSAKA. SPOTKANIE BYŁO BARDZO BURZLIWE, TRWAŁO 3,5 GODZINY I ZAKOŃCZYŁO SIĘ KONSENSUSEM W POSTACI DEKLARACJI WSPÓLNEGO DZIAŁANIA NA RZECZ ORGANIZACJI KONGRESU KULTURY BYDGOSKIEJ, KTÓRY ODBĘDZIE SIĘ JESIENIĄ/ZIMĄ 2011 ROKU. ZGODZILIŚMY SIĘ WTEDY WSZYSCY, ŻE PUNKTEM WYJŚCIA BĘDZIE PIĘĆ OBSZARÓW WYŁONIONYCH W TRAKCIE PRAC NAD APLIKACJĄ DO EUROPEJSKIEJ STOLICY KULTURY 2016, KTÓRA ZAMKNIĘTA ZOSTAŁA POD TYTUŁEM „KULTURA W BUDOWIE”. PRZEDSTAWIAMY PIĘĆ WYWIADÓW Z CZŁONKAMI FORUM, KTÓRE MAJĄ WYJAŚNIĆ, O CO CHODZI W DZIAŁALNOŚCI FORUM KULTURY ORAZ JAKI JEST SENS POWOŁANIA KONGRESU KULTURY.

Paweł Łysak W 1989 roku ukończył Wydział Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, a w 1993 roku Wydział Reżyserii Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie. Przez rok studiował na University of Toronto, w 1996 roku odbył staż w BBC Radio Drama w Londynie. W 1998 roku został wiceprezesem Towarzystwa Teatralnego propagującego teatr społecznie zaangażowany i najnowszą zachodnią dramaturgię, założonego wspólnie z reżyserem Pawłem Wodzińskim, który został prezesem zrzeszenia. W latach 2000-2003 był zastępcą dyrektora Teatru Polskiego w Poznaniu. Od 2006 roku jest dyrektorem naczelnym i artystycznym Teatru Polskiego im. Hieronima Konieczki w Bydgoszczy, gdzie stworzył prężną, otwartą na poszukiwania scenę. W 2009 roku za prowadzenie bydgoskiego teatru został uhonorowany Paszportem „Polityki” – „nagrodą za konsekwentne budowanie ambitnego repertuaru, za łączenie kolejnych premier z dyskusjami i akcjami aktywizującymi widzów, teatr i miasto”.


Rozmawiał: Arek Hapka | Znaki: 33398

Arek Hapka: Z czego wzięła się idea powołania Forum Kultury oraz Kongresu Kultury? Paweł Łysak: Takim pierwszym ważnym impulsem był start Bydgoszczy do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury. Nasze miasto nie przeszło do kolejnego etapu eliminacji, ale odpadło w niezłym towarzystwie takich kulturalnych potentatów jak np. Łódź czy Poznań. Myślę, że właśnie wtedy bydgoskie środowiska kulturalne uzmysłowiły sobie rolę, jaką może spełnić kultura w naszym mieście, rolę Bydgoszczy dla rozwoju kultury polskiej i potencjał, jaki mamy. W przeciągu dwóch tygodni w ramach otwartego naboru wpłynęło 600 propozycji projektów. Złożyli je bydgoscy artyści, najważniejsze organizacje pozarządowe, wyższe szkoły, wszystkie bydgoskie media i instytucje artystyczne. To dowód na wielką energię drzemiącą w środowiskach. Zgłoszone pomysły składają się na program stanowiący spójną, długoterminową wizję rozwoju naszego miasta poprzez kulturę - program „Kultura w budowie”. Już podczas naszych pierwszych środowiskowych spotkań podkreślaliśmy, że program, który tworzymy, to plan rozwoju Bydgoszczy na najbliższe 10 lat. Projekt ESK był tylko katalizatorem, a może pretekstem do tego, aby pomyśleć o mieście w kontekście kultury. Potrzebna jest wspólna wizja i plan rozwoju, dlatego powstało otwarte Forum Kultury, które postanowiło doprowadzić do zwołania w drugiej połowie nadchodzącego roku Bydgoskiego Forum Kultury. Arek Hapka: Bardzo inspirujące dla mnie było Pana zdanie o tym, że Bydgoszcz jest materią podczas tworzenia się i że w związku z tym jest niedookreślona, a co za tym idzie można ją kształtować w znaczący sposób - dużo bardziej niż wielkie polskie miasta z ugruntowaną pozycją. Ale czy materia, z której chcielibyśmy tworzyć kulturę w Bydgoszczy, nie jest zbyt miałka? Może jest tak, że nic nie da się ulepić z tej gliny i zawsze będzie się ona rozpadać w bezkształtną masę? Paweł Łysak: Zdaje się, że chodzi Panu o moje stwierdzenie o wielkim potencjale rozwoju Bydgoszczy. W jednej z dyskusji na temat tożsamości miasta na stwierdzenie o brakach w ugruntowaniu tożsamości Bydgoszczy stwierdziłem, że to jej wielki atut. Przyszłość, bowiem nie należy moim zdaniem do miast, gdzie wszystko jest już rozstrzygnięte, gdzie niepodzielnie rządzą od lat te same środowiska, gdzie życiem kulturalnym kierują niezmienne reguły. Czuję, że Bydgoszcz szuka właściwego dla siebie, zgodnego z aspiracjami miejsca na mapie Polski, że chce zmian, że jest głodna sukcesu. Tu nie ma, co mówić o miałkości czy bezkształtności, trzeba pracować, abyśmy się stali lepsi. Te kształty trzeba tworzyć, nikt tego za nas nie zrobi. Arek Hapka: Jaki cel ma Bydgoski Kongres Kultury? Paweł Łysak: Kultura jest w dzisiejszym świecie jednym z najważniejszych motorów rozwoju. Czasy wielkiego przemysłu - hut i walcowni - mamy już dawno za sobą. Wielkie zakłady przemysłowe, na przykład fabryka Volkswagena czy międzynarodowe targi to inwestycje, które powstają latami i walczą z ogromną konkurencją. Przyszłość leży w przemysłach kreatywnych, w tzw. przemysłach wolnego czasu, emocji, sztuki. Dlatego kultura, a więc sztuka, edukacja i nauka, to szansa dla naszego miasta. Kongres Kultury, opierając się na aktualnych badaniach, raportach itp., miałby być skanem naszej sytuacji. Solidna diagnoza pozwoliłaby na określenie problemów i próbę stworzenia pomysłów na rozwój Bydgoszczy poprzez kulturę. Taki plan rozwoju mógłby się opierać na projekcie „Kultura w budowie”, który łączy wszystkie środowiska Bydgoszczy, ale wychodzić dużo dalej i konkretniej. Potrzeba nam szerokiej, ale wspólnej wizji. Oprócz niezbędnego wizjonerstwa (właśnie wielkie i nieskrępowane wizje rozwijają kulturę) potrzeba nam konkretnego i realistycznego planu. Taki plan w trakcie Kongresu nie powstanie, ale mógłby być tam konsultowany. Arek Hapka: Jak ocenia Pan nową sytuację polityczną w mieście? Paweł Łysak: Zbyt duża ilość polityki kulturze nie służy. Od polityków kultura potrzebuje opieki, co się przekłada na jej finansowanie i brak cenzurowania, w zamian daje niezmiernie dużo. Żywię głęboką nadzieję, że nowe władze Bydgoszczy chcą wszechstronnego rozwoju naszego miasta i że rozumieją szanse, jakie daje kultura. Foto: Marcin Szpak

Arek Hapka: Jest Pan jedną z niewielu postaci w mieście, które wyrastają ponad rolę, która jest im przypisana. Wcześniej walka o ESK 2016, teraz Forum i Kongres. Ma Pan misję do spełnienia w Bydgoszczy? Paweł Łysak: Mimo że jestem tu dopiero od kilku lat, bardzo identyfikuję się z Bydgoszczą. Nasze miasto jest bardzo otwarte, pełne pozytywnej energii, nadziei na rozwój. Mam wrażenie, że inicjatywy związane z kulturą spotykają się tu z większą życzliwością niż w innych miastach Polski. Z drugiej strony zastanawia wciąż niskie uczestnictwo w kulturze, mała współpraca międzynarodowa czy międzyśrodowiskowa. To mobilizuje do pracy, stanowi wyzwanie dla osoby zajmującej się kulturą. Arek Hapka: Jaki problem związany z kulturą w Bydgoszczy uważa Pan za najważniejszy? Paweł Łysak: Projekt „Kultura w budowie” określa pięć najważniejszych problemów Bydgoszczy: uczestnictwo, kreatywność, rewitalizacja, tożsamość, współpraca. Są to zarazem obszary, których rozwój pozwoli na dynamiczny rozwój miasta. Właśnie tymi problemami zajmie się Bydgoski Kongres Kultury, nad którym intensywnie pracujemy. •


B4mag. 05 Strona: 3 / 14

Arek Hapka: Co sądzisz na temat powołania Fo-

Marzena Matowska

rum Kultury oraz powołaniu Bydgoskiego Kon-

Absolwentka filologii polskiej Wyższej Szkoły

gresu Kultury?

Pedagogicznej w Bydgoszczy. Ukończyła studia

Marzena Matkowska: Forum Kultury jest dla mnie

podyplomowe z wiedzy o teatrze, filmie

najlepszym efektem naszych działań związanych

i telewizji i scenopisarstwo na Uniwersytecie

z Europejską Stolicą Kultury. Zależało mi na wej-

Gdańskim. Pracowała na stanowisku sekretarza

ściu do drugiego etapu, ale teraz najważniejsze

literackiego w Teatrze Polskim w Bydgoszczy

jest, by nie zmarnować potencjału, który się przy

za czasów dyrektora Wiesława Górskiego.

okazji ujawnił. Gdy chwilę po ogłoszeniu wyników

Zajmowała się PR i marketingiem

padła propozycja zorganizowania kongresu kultu-

w polsko-szwedzkim koncernie wydawniczym.

ry bydgoskiej, wiedziałam, że się nie rozejdziemy

Dyrektorka Wojewódzkiego Ośrodka Kultury

i że projekty zgłoszone do aplikacji będą realizo-

i Sztuki „Stara Ochronka”. Był członkinią

wane. Widziałam jednak niebezpieczeństwo zaję-

grupy przygotowującej aplikację Bydgoszczy

cia się wyłącznie kulturą bydgoską. Nie chciałam,

w konkursie o tytuł Europejskiej Stolicy

byśmy tworzyli jakąś miejską enklawę, koncen-

Kultury w 2016 roku.

trowali się wyłącznie na sobie. Nazwa Bydgoski Kongres Kultury jest lepsza. Zaproszeni są ludzie z całego regionu. Bydgoszcz jest gospodynią. Jako przyszła stolica metropolii staje się nią właśnie w aspekcie kultury. Płaszczyzną twórczą, promieniującą na inne, będzie właśnie kultura. Jako

Foto: Marcin Szpak

koło zamachowe. Ideą kongresu jest forum. I to jest lepsze niż jednorazowe wydarzenie. Podczas spotkań ludzi zaangażowanych w kongres już mówimy, że potrzebne są rzetelne badania przygotowane we współpracy z bydgoskimi uczelniami. Poczucie identyfikacji z tym projektem rośnie. Spotykamy się cyklicznie i rozmawiamy o strategii rozwoju kultury na 10 lat. Czyli tak jak rozmawialiśmy w Ostromecku. Spotkania kongresowe to nie ma być tylko konferencja, ale zdarzenia gromadzące socjologów, ekonomistów, prawników, media, samorządowców. Chcemy się łączyć z programem ministerialnym Obywatele Kultury. Podpisać pakt dla kultury. W kongresie potrzebni są też psychologowie społeczni. Chcemy wprowadzić programy interwencyjne. Kultura to lek na zaburzenia patologiczne, uzależnienia. Jest ważna w wychowaniu, kształtowaniu świadomości. Warto też spojrzeć na kulturę w kontekście pracy. Uważam, że człowiek myślący kreatywnie, uczestnik kultury, jest lepszym pracownikiem. Chcemy w kongresie nauczycieli, ponieważ kultura i edukacja nie istnieją bez siebie. Artefakty to wartości same w sobie, ale by żyć, muszą mieć odbiorców. Forum i Kongres widzę jako formę dialogu społecznego. Największe wartości tego forum będą mierzalne - jako zmiany profili miejskich instytucji kultury, ścieżki edukacyjnej. Przełożeniem ma być też odczuwanie tożsamości bydgoskiej. Odkrycie jej, odczucie i pielęgnowanie. Zostajemy przy pięciu obszarach, które wypracowaliśmy przy okazji tworzenia aplikacji do ESK. Dzięki temu, że głos będą mieli twórcy kultury i jej odbiorcy, kultura stanie się tym, co zmienia miasto, pobudza kreatywność nie tylko wśród artystów. Mamy szansę

zaangażować się w ESK, by dziś tworzyć przemysł kreatywny. Zaczęła się prawdziwa współpraca miedzy

Arek Hapka: Jaki jest najważniejszy cel Bydgo-

instytucjami. Okazało się, że jesteśmy sobie potrzebni. Potrzebne jest teraz miejsce spotkań, realizacji

skiego Kongresu Kultury?

projektów. Potrzeba miejskiego forum działającego nie tylko dla siebie, ale otwartego na świeże pomysły.

Marzena Matkowska: Badania, które pozwolą

Forum jako miejsce i jako przestrzeń dialogu. Biuro ESK tworzyli bardzo zaangażowani ludzie. Nie było

zdiagnozować deficyty i potrzeby miasta. Spre-

wielkiego budżetu, struktury. Idealnie spełniliśmy podstawowe kryterium: miasto i obywatele. Najważ-

cyzowanie tego, co ustaliliśmy już w Ostromec-

niejsze jest uczestnictwo.

ku, i przełożenie tych wyników na zbudowanie rozwoju miasta przez pryzmat kultury na kolejne

Arek Hapka: Jesteś kandydatką na pełnomocnika do spraw kultury Rafała Bruskiego. Na czym będzie

10 lat. Umiejscowienie kultury w budżecie. Jeśli

polegała Twoja praca?

Bydgoszcz stałaby się miastem rozpoznawal-

Marzena Matkowska: O tym chciałabym mówić dopiero po wypracowaniu szeregu zapisów regulami-

nym przez kulturę, to byłby ogromny sukces. Ze

nowych. Nad nimi pracuje już ratusz. Kultura staje się w tej kadencji samorządowej czymś wyjątkowym.

wszystkich badań wynika, ze bydgoszczanie nie

Dzięki ESK mamy nowe spojrzenie na jej role. Chciałabym pracować tak, by nie narzucać niczego arbitral-

są dumni ze swojego miasta, są zakompleksieni

nie. Wolę proponować, ale też dyskutować nad kulturą, która ma emanować na miasto, region, Polskę,

i są malkontentami. Ogromną rolę muszą spełnić

Europę, świat. Nie musimy mieć kompleksów. Chcę też ściśle współpracować z promocją.

media.

Arek Hapka: No właśnie. Nie obawiasz się, ze połączenie promocji ze sportem w osobie Sebastiana

Arek Hapka: Czy wciągniesz magistrat w powo-

Chmary nie zdegraduje nieco kultury?

łanie Kongresu?

Marzena Matkowska: Absolutnie nie. Bydgoszcz jest miastem, które z promocją przez sport będzie

Marzena Matkowska: To się już dzieje. Rafał Bru-

sobie radzić bardzo dobrze. Jesteśmy z Sebastianem po wielu rozmowach. Wiem, że jest orędownikiem

ski podczas kampanii brał udział w wielu debatach

promocji przez kulturę i przez dziedzictwo. Nie są mu obce sprawy związane z patriotyzmem. On bar-

na temat kultury. Zachwycił się takim podejściem

dzo dobrze rozumie, że promocja to jest jakość. Odbywa się przez wszystkie dziedziny życia, również

do niej. Stąd jego decyzja, że kultura podlega jemu

edukację czy kontakty z inwestorami. To szalenie ważny aspekt. Nie ma sensu bezmyślnie kupować

i do władania nią ustanowił swojego pełnomocni-

wydarzeń kulturalnych i sportowych. Lepiej tworzyć swoje. Chyba że pokaże to wartość naszego miasta.

ka, który nie ma niczego innego na głowie. Urząd

Z naszych rozmów wynika, że najlepiej promować miasto pokazując, jak ono dobrze się rozwija. Musi

ma stać się partnerem, koordynatorem wspiera-

być też precyzyjnie określony adresat promocyjnych zdarzeń. Myślimy o stworzeniu pakietów promocyj-

jącym działania ludzi kultury. Wydział Kultury ma

nych. Zaproponujemy gościom ciekawy sposób zwiedzania miasta, by poczuli jego tętno. Zabawią się

pełnić funkcję administracyjną, ale też usługową

w gry uliczne, zderzymy kulturę z turystyką. Będą wiedzieć, że jest tu co zobaczyć, gdzie zjeść, gdzie się

i informacyjną. Ma pomagać w poszukiwaniu pro-

zrelaksować. Że warto tu inwestować. Zatrzymać się w niezwykle eleganckim miejscu. Że mamy rzekę,

gramów finansujących projekty. Przewodniczącym

która przepływa przez miasto. Żeby bydgoszczanie docenili, co mają. Żeby nie opuszczali miasta, a zaczęli

komisji kultury został Lech Zagłoba-Zygler, który

je chwalić. By byli dumni. Zadaniem promocji jest odzyskanie Bydgoszczy. Dla przyjezdnych i dla nas

był dużym entuzjastą ESK. Rada miasta będzie

samych. Cała wiedza na temat miasta ukryta w archiwum, w pracowni dokumentacji zabytków WOKiS-u

miała świadomość, jak wielką rolę ma kultura.

powinna ujrzeć światło dzienne.

Wiele lat pracowałam w instytucjach kultury i zależałam od ratusza. Wiem, jak ważne jest otwar-

na to, by zmienić status kultury - z piątego koła u wozu na koło zamachowe. Arek Hapka: Jak oceniasz pracę nad ESK 2016? Marzena Matkowska: Świetnie. Na pierwsze spotkanie przyszli wszyscy i wspólnie podjęliśmy decyzję, że wchodzimy w ten projekt. Rozmawialiśmy o idei. Nie aż tak ważne było dla mnie, że jest mało czasu. Toruń, który pracował nad ESK trzy lata, zebrał ok. 350 projektów. My po sześciu miesiącach mieliśmy ich ponad 650. Nie rzucaliśmy wyimaginowanych haseł. Na podstawie rzetelnie opracowanej diagnozy pracowaliśmy pod hasłem kultury w budowie. Nie ograniczaliśmy się do wąskiej grupy specjalistów. Świetna była ta energia, integracja środowiska. I to przetrwało. Warto było

cie się urzędników na kulturę.

BYDGOSZCZ JAKO PRZYSZŁA STOLICA METROPOLII STAJE SIĘ NIĄ WŁAŚNIE W ASPEKCIE KULTURY. PŁASZCZYZNĄ TWÓRCZĄ, PROMIENIUJĄCĄ NA INNE, BĘDZIE WŁAŚNIE KULTURA, JAKO KOŁO ZAMACHOWE ROZWOJU MIASTA, AGLOMERACJI I REGIONU.

Arek Hapka: Jakie problemy kultury uważasz za najważniejsze? Marzena Matkowska: Niedofinansowanie infrastruktury kulturalnej. Zawsze jest deficyt budżetowy. Zbyt małe uczestnictwo w kulturze bydgoskiej. Potrzebne jest forum internetowe, taki bank pomysłów, by bydgoszczanie mogli je tam zgłaszać. By twórcy i odbiorcy mogli być w ciągłym kontakcie. •


Arek Hapka: Od początku byłeś krytyczny wobec działań wokół ESK 2016, pomimo to włączyłeś się w działania Forum i Kongresu. Dlaczego? Marcin Płachorczyk: Włączyłem się w Forum, ponieważ daje szansę na zrealizowanie działań i badań, na które zabrakło czasu podczas przygotowywania aplikacji ESK, może stworzyć ramy dla debaty o bydgoskiej kulturze, co jest ważne i zrozumiałe chyba dla każdego. Debata czy też dyskusja o kondycji naszej kultury da nam możliwość wyjścia poza codzienną potoczność i schematyczność naszego postrzegania, pozwoli przygotować podstawy pod programy interwencyjne. Przeciwny idei ESK byłem i jestem nadal, program Europejskiej Stolicy Kultury w ogóle mnie nie przekonuje. Podobnie jak większość organizacji zajmujących się animacją kulturową i wykluczeniem społecznym, jestem sceptycznie nastawiony do konkursów na Kulturalną Miss Europy (Barbie uwrażliwiona społecznie), którym towarzyszą milionowe kwoty na miejski make up. Długofalowych zmian, zmian wartościowych społecznie w kulturze miast zdobywających ów zacny tytuł nie zaobserwowałem, króluje raczej ,,festiwalówka” i kulturalny fast food. W Polsce ESK zadziałało trochę inaczej, bo forma aplikacji wymusiła wspólne budowanie programów kulturalnych przez władze miast kandydujących z artystami/obywatelami i niezależnymi organizacjami pozarządowymi (w różnych miastach skala tego zjawiska była różna: od sztafażu kulturalnego do prawdziwie partnerskich programów). Bydgoszcz miała bardzo dobry pomysł na start w tym konkursie. Główne hasło programu, czyli „Kultura w budowie” naprawdę zyskało dobrą opinię wśród ogólnopolskich NGO (a o to niełatwo, bo środowisko jest raczej powściągliwe w prawieniu komplementów). To, co hamowało mój udział w bydgoskim ESK, to brak pracy u samego źródła kultury naszego miasta, czyli wśród Mieszkańców - uczestników/odbiorców uchylnych/potencjalnych liderów zmiany społecznej. Faktem jest, że w przygotowywaną aplikację włączyły się NGO, instytucje kultury, artyści i twórcy kultury Foto: Marcin Szpak

(co już samo w sobie było miejską R: ewolucją). Tylko że to jest hermetyczne środowisko. „Ludzie kultury” są w pewien sposób wykluczeni społecznie (swoista sub: Kultura z własnym językiem, wrażliwością i rytuałami). Projekty przygotowywane na poziomie lokalnym mają często więcej wspólnego z miejskim szamanizmem („przeczuwam...”, „wewnętrzny głos mówi mi ...”, itp.) niż są wynikiem konkretnej diagnozy i pracy na rzecz zmiany społecznej. Takie funkcjonowanie w przypadku twórców kultury elitarnej czy klubowej jest zrozumiałe, bo tam ma znaczenie „indywidualność artystyczna”. Jest ona niejako koniecznością, ale aplikacja ESK w warstwie ideowej zakładała zmianę modelu kultury naszego miasta, więc tu diagnoza i animacja lokalna (przygotowanie projektów wspólnie z mieszkańcami w ich naturalnym

Arek Hapka: Jaki jest według Ciebie najważniej-

środowisku) była w moim odczuciu pożądana . Brak tego działania może i nie wpłynął na ocenę aplikacji,

szy problem kultury bydgoskiej?

Marcin Płocharczyk

ale taka forma jej budowania automatycznie powodowała, że nie widziałem sensu w angażowaniu się

Marcin Płachorczyk: Problem kultury naszego

etnolog, koordynator ds programów

w te działania. Rozumiem, że wynikało to z braku czasu; Bydgoszcz ewidentnie urodziła wcześniaka

miasta to problem kondycji/kultury jego miesz-

Ośrodek Działań Kulturowych Las

w przeciwieństwie do większości miast startujących, które z kolei przenosiły swoje porody (10 punktów

kańców - obywateli. Innego nie widzę. Kultura

w skali Apgar nie osiągając).

w Polsce/ Bydgoszczy jest w dużym stopniu nie-

A skoro mamy już wcześniaka, to wypada zadbać o niego, stworzyć mu jak najlepsze warunki do rozwoju

chcianą schedą po pięćdziesięciu latach realizacji

i inkubator w postaci Kongresu czy też cyklu debat o kulturze jest sensownym posunięciem (adopcja

jedynego słusznego modelu kultury, w którym

kulturalna jest obecnie jednym z wyznaczników naszej europejskości). To chyba więc wyjaśnia mój udział

człowiek ma dwie drogi do wyboru: a) może być

w spotkaniach Forum.

biernym odbiorcą lub też b) nadawcą komunikatów zgodnych z „centralnym biurem kulturalnym”.

Arek Hapka: Jak powinien według Ciebie wyglądać Kongres i jaki powinien być jego cel?

Tego modelu biernego odbiorcy bądź też konfor-

Marcin Płachorczyk: Kongresy na temat kultury odbywały się zawsze w momentach przełomowych

mistycznego nadawcy uczy polska szkoła [pięć-

przyprawa kulturalna do codziennej monodiety.

dla naszego kraju, było ich bodajże sześć na przestrzeni ostatnich stu lat i miały duży wpływ na model

dziesiąt lat treningu daje naprawdę doskonałe

Pytanie tylko, czy ta monodieta jest optymalna

kultury w naszym kraju. Forma kongresu mogłaby być połączeniem debaty o kulturze z wystąpieniami

efekty]. Jeśli rezygnujesz z tych dróg i idziesz wła-

dla nas? Jaka w niej jest energia, a jeśli nawet

ekspertów z różnych dziedzin życia społecznego, można dodatkowo go poszerzyć o bloki warsztatowe.

snym szlakiem, pod prąd, niezależnie, czy robiłeś

jest ona OK, to w takim razie gdzie w naszym

Kongres może wyznaczyć kierunki do badań jakościowych i pomóc w planowaniu lub też realizowaniu

to w latach 60., 80., czy obecnie, ponosisz tego

miejskim organizmie są bloki energetyczne? Gdzie

strategii kulturalnej (dobra diagnoza daje prawidłowe działanie). O im większe fundusze się staramy,

konsekwencje i masz satysfakcję gwarantowaną,

przepływ energii jest zahamowany i jak uruchomić

tym diagnoza musi być bardziej precyzyjna. W pracy nad zmianą społeczną i aplikowaniu o środki unijne

ale garnka z dukatami na końcu tęczy na pewno

procesy odblokowywania?

przeczucia felczerskie to za mało i tu raczej tomografia jest standardem.

nie znajdziesz (znasz to na pewno z autopsji, jak

Niewłaściwa monodieta kulturalna jest w stanie

większość osób realizujących projekty).

wykończyć w odpowiednim czasie nawet najsil-

Arek Hapka: Myślisz, że jest szansa na integrację organizacji pozarządowych w naszym mieście?

To, co jest więc ważne, to wytworzenie w toku

niejszy miejski organizm. Brakuje mi więc w na-

Marcin Płachorczyk: Pracownicy (wolontariusze) NGO to najczęściej ludzie bardzo zapracowani, żyjący

negocjacji społecznych modelu kultury miasta,

szej kulturze podejścia holistycznego. Brakuje mi

intensywnie - tzw. naturalni liderzy - często realizujący dwa-trzy projekty jednocześnie lub też pracujący

który poprzez swoją strukturę programową bę-

osiedlowych strategii kulturalnych dopasowanych

w instytucjach/biznesie na uczelniach i jednocześnie działający w trzecim sektorze, mający mało czasu na

dzie otwarty na zmianę społeczną i oddolną inicja-

do potrzeb mieszkańców, często to mieszkańców

kawiarnianą integrację (pracoholizm i chroniczny brak czasu jest tu powszechnym zjawiskiem).

tywę lokalną. Główny problem kultury w Bydgosz-

dopasowuje się do bloku imprez kulturalnych.

Jeżeli natomiast pytasz, czy bydgoskie środowisko NGO pracuje nad integracją, to myślę że raczej do

czy jest dokładnie taki sam jak w innych polskich

Mamy jedno centrum kultury (centrum stacjonar-

integracji stymulują nas podmioty zewnętrzne: bydgoskie fora NGO były często organizowane przez

miastach: statyczny model kultury, promowanie

ne i symboliczne razem z teatrem, operą, filhar-

UM, debatę o kulturze miasta inicjuje dyrektor Teatru Polskiego, spotkania trzeciego sektora w celu jego

modelu konsumenckiego w kulturze, brak wypra-

monią, klubami, Pałacem Młodzieży), a można

integracji inicjował kilka lat temu ówczesny dyrektor Wydziału Kultury. Myślę więc, że trzeci sektor jest

cowanych mechanizmów demokracji kulturowej,

je multiplikować poprzez programy i projekty,

zapracowany w biegu po dotacje, pracując na 300 procent wydajności i to powoduje jego atomizację.

terytorialna dystrybucja dóbr kultury, brak ogólne-

które wytworzą wiele pomniejszych centrum

Dlatego dobrze, że ktoś za nas stara się nas integrować.

go dostępu do środków produkcji kultury, model

kulturalnych (nie budynki i etaty instytucjonalne,

edukacji odtwórczej, a nie eksperymentalno-do-

tylko dwu-trzyletnie programy i outreach work).

świadczalnej.

W 1968 roku w Anglii uruchomiono Urban Programme nastawiony na rozwiązanie problemu

Arek Hapka: Jesteś reprezentantem jednego

bezrobocia i uprzedzeń rasowych. W 1969 roku

z prężniejszych środowisk w Bydgoszczy. Co naj-

Program Community Development Projects odda-

bardziej przeszkadza Ci w działaniu?

wał znaczną część środków i decyzji społeczno-

Marcin Płachorczyk: Trzeci sektor jest ciągle jesz-

ściom lokalnym zagrożonym biedą, wykluczeniem

cze atrakcją kulturalną dopełniającą menu insty-

społecznym i bezrobociem, a to było czterdzieści

tucjonalne, bez możliwości wejścia w rolę praw-

lat temu! Te czterdzieści lat różnicy w podejściu

dziwego stymulatora życia miasta. Egzotyczna

do kultury to jest to, co mi przeszkadza. •


B4mag. 05 Strona: 5 / 14

Arek Hapka: Jakie cele według Pana powinien

tych, którzy wzbogacają już funkcjonujące środowiska artystyczne i naukowe. Te ostatnie są także kultu-

mieć Bydgoski Kongres Kultury?

rotwórcze i przyczyniają się do większej atrakcyjności miasta. Ostateczny wynik jest zawsze pozytywny,

Marek Chamot: Podstawowym celem Bydgo-

nie znam przypadku, aby jakieś miasto straciło na rozwoju kultury, tym bardziej że może się on odbywać

skiego Kongresu Kultury powinno być moim

bez aż tak szalonych nakładów, które ponosi się przy innego typu priorytetach. Bydgoszcz dzięki kulturze

zdaniem określenie jej kondycji, w tym poziomu

może tylko zyskać. To aż truizm.

uczestnictwa w kulturze, świadomości oraz aktywności kulturalnej bydgoszczan. Diagnozy wy-

Arek Hapka: Czy Bydgoszcz jako miasto w trakcie tworzenia się, nieokreślone, bez wielkich tradycji,

maga także stan materialny placówek i instytucji

może stać się ważnym ośrodkiem kultury w kraju?

kultury w mieście. Środowiska tworzące kulturę

Marek Chamot: Bydgoszcz ma ciekawą i urozmaiconą historię. Dzieje miasta są w znacznej mierze zba-

w Bydgoszczy są liczne i aktywne, o czym świad-

dane i opisane przez profesjonalnych historyków, chociażby z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego czy

czy m.in. wielka liczba projektów złożonych przy

Archiwum Państwowego i Towarzystwa Miłośników Miasta Bydgoszczy. Marek Romaniuk, znakomity

okazji ESK 2016. Potencjał zatem jest bardzo

historyk i znawca Bydgoszczy twierdzi, że bez znajomości dziejów własnego miasta nie poczujemy się

obiecujący, inną kwestią jest co z nim zrobimy,

w pełni bydgoszczanami, bowiem niewiedza historyczna sprawia, że po mieście poruszamy się jak we

w jaki sposób go wykorzystamy. Uważam, że

mgle. Zatem upowszechnianie historii miasta jest pilnym zadaniem także dla władz samorządowych

kultura bydgoska osiągnęła tzw. masę krytycz-

Bydgoszczy. Znacznie większy odsetek mieszkańców powinien się pod względem tożsamości dookreślić.

ną w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Należy

Skończyć trzeba z tą miejską obojętnością. Na wyższy poziom podnieść kultywowanie własnych tradycji

zdiagnozować, jak ważki jest dorobek instytucji

historycznych, w tym pamięć o dorobku kulturalnym wielu wybitnych Bydgoszczan, jak Andrzej Szwalbe,

kulturalnych w mieście oraz wielu twórców nie-

Witold Bełza, Tadeusz Nowakowski, Kazimierz Borucki, Jerzy Sulima-Kamiński i wielu innych. Pamięć to

zależnych i środowisk działających na własną od-

tożsamość. Do budowania tożsamości Bydgoszcz potrzebuje własnych patronów. Tożsamość potrze-

powiedzialność. Kongres tym samym przyczynić

buje dumy z własnego pochodzenia i wielu z nas ją odczuwa, ale chciałoby się o wiele więcej. Kongres

się powinien do większej integracji środowisk

ten wątek tożsamościowy powinien koniecznie podnieść i nadać mu nowy, ożywczy wymiar, bowiem

animatorów, menedżerów kultury i artystów, któ-

z poziomem tożsamości wiąże się integralnie uczestnictwo w kulturze.

rych można skupić wokół wspólnej idei tworzenia strategii kultury dla miasta i jego mieszkańców.

Arek Hapka: Jaki problem związany z kulturą w Bydgoszczy postrzega Pan jako najważniejszy?

Celem Kongresu musi być także promocja kultury

Marek Chamot: Przede wszystkim brak syntezy i integracji. Życie kulturalne Bydgoszczy jest dosyć inten-

wśród mieszkańców i uświadomienie sobie, jak

sywne, wielorakie i wielopłaszczyznowe. Oferta jest coraz bogatsza. Osiągnięcia też niemałe, jest się do

Dr Marek Chamot

bardzo jest to ważny element życia społecznego.

czego w przeszłości odwołać. Jednocześnie brakuje syntezy tego, co stanowi o sile bydgoskiej kultury,

Historyk kultury, absolwent UMK w Toruniu.

Kultura przyczynia się do promocji Bydgoszczy

jej atrakcyjności i oryginalności. Moim zdaniem wiąże się to z brakiem integracji czy też z atomizacją śro-

Dyrektor Instytutu Kulturoznawstwa

w regionie i kraju. Od jakiegoś czasu tak się dzieje,

dowisk tworzących kulturę w mieście. Konieczna jest także praca na rzecz integracji środowisk kultury,

i Centrum Kultury Medialnej Wyższej Szkoły

wydarzenia kulturalne w Bydgoszczy są na coraz

biznesu, administracji, uczelni wyższych wokół kultury. Bliski jest mi demokratyczny model zarządzania

Gospodarki w Bydgoszczy. W latach 1988-2005

wyższym poziomie, ciekawsze, w łączności z liczą-

w kulturze w oparciu o szerokie konsultacje środowiskowe i społeczne. Mieszkańcy wtedy czują współ-

pracował jako wykładowca na historii

cymi się środowiskami w kraju. Kongres powinien

zależność między tym, co oferują instytucje kulturalne i środowiska twórcze, a jakością własnego życia

i socjologii UMK w Toruniu. Współzałożyciel

tylko wzmocnić te pozytywne tendencje i nadać

w mieście. Gdyby Kongresowi udało się chociaż na to pytanie pozytywnie odpowiedzieć, będzie sukcesem. •

i członek Stowarzyszenia Klub Bydgoski.

życiu kulturalnemu jeszcze większy rozmach. Z jednej strony pokazać, w jakim punkcie się znajdujemy, i jednocześnie uświadomić, że tworzący kulturę i jej odbiorcy muszą wreszcie w pełni decydować o kształcie i znaczeniu Bydgoszczy na mapie kraju. Dzięki kulturze można na nowo określić pojęcie przestrzeni publicznej i postawy obywatelskiej. Kongres nie może przebiegać w oderwaniu od tego, co w sferze kultury dzieje się w Polsce - mam na myśli chociażby „Pakt społeczny dla kultury”, który ma na celu określenie działań zmierzających do poprawy państwa i społecznego uczestnictwa w kulturze. Ma to zasadnicze znaczenie dla pozycji naszego kraju w Europie. Przypomnę słowa Jerzego Waldorfa z początku lat 90. XX wieku, który twierdził, że tyle będzie w zjednoczonej Europie Polski, ile będzie kultury polskiej. Można ten bon mot zastosować do naszego miasta: tyle Bydgoszczy w Polsce, ile bydgoskiej kultury. Sądzę, że świadomości tej zależności ciągle jeszcze nie mamy. Arek Hapka: Czy kultura w Bydgoszczy ma szansę stać się kołem zamachowym rozwoju miasta? Marek Chamot: Jestem o tym od dawna przekonany. Zwłaszcza promocja kultury jest silnym motorem rozwoju gospodarczego i społecznego miasta, o czym wiedzą doskonale chociażby w Niemczech czy Francji. Dlaczego tego typu postaw nie przenosić do nas? Dbanie o własną kulturę w łączności ze światem jest warunkiem sine qua non rozwoju i funkcjonowania wielu miast ziom życia kulturalnego miast jest brany pod uwagę przy wyborze miejsc dla inwestycji, zwłaszcza tych strategicznych, długoterminowych. Ponadto kultura jest ważna dla wewnętrznego rozwoju społeczności ośrodków miejskich, przyciąga wartościowych ludzi i przyczynia się do pozostania

Foto: Marcin Szpak

i metropolii w krajach wysoko rozwiniętych. Po-


Arek Hapka: Od lat jest Pan obserwatorem i współtwórcą bydgoskiej kultury. Jaki problem uważa Pan za najważniejszy w jej prawidłowym rozwoju? Grzegorz Karczmarek: Kultura dużego miasta to skomplikowany system. Jego rozwój zależy od wielu czynników - samej skali i rangi miasta: liczby i rangi instytucji – nie tylko kultury - jakie w nim funkcjonują, ale także współpracy i konkurencji między nimi. Zależy od zdolności wytwarzania wzorotwórczych środowisk; mechanizmów wsparcia, mecenatów i polityki kulturalnej samorządu, wreszcie od przygotowania obywateli do uczestnictwa w kulturze, wykreowania i wspierania potrzeb, a nawet snobizmów kulturalnych. W każdym z tych aspektów jest w Bydgoszczy wiele do zrobienia. Żeby stać się promieniującym ośrodkiem kultury (a nie głównie jej konsumentem), musimy sięgnąć do własnych tradycji i potencjałów, ale także otworzyć się na nowe idee; przyciągać talenty i twórców. Miasto i jego kultura muszą przyciągać i przemieniać ludzi i wartości. Ponadto to przybysze wnoszą zazwyczaj twórczy ferment i energię. Potrzebna jest więc większa otwartość; odwaga i „uobywatelnienie” kreowania kultury i uczestnictwa w niej. Arek Hapka: Włączył się Pan w działania Forum Kultury na rzecz powołania Bydgoskiego Kongresu Kultury niedawno – jak ocenia Pan tę Foto: Marcin Szpak

inicjatywę? Grzegorz Karczmarek: Dobra i potrzebna inicjatywa. Świat nasz ulega radykalnym zmianom i można odnieść wrażenie, że kultura się w nim zagubiła i „nie nadąża”. To bardzo niedobra diagnoza. Trzeba przywrócić kulturze jej konstytutywne dla społeczeństwa funkcje. Trzeba społeczeństwo o tym przekonać. Świadomość tego wzrasta

Arek Hapka: Jak postrzega Pan działania wokół ESK 2016? Grzegorz Karczmarek: To ważne doświadczenia dla wszystkich: decydentów i organizatorów konkursu

Dr Grzegorz Karczmarek

ESK; aplikujących twórców i instytucji, ale i „zwykłych” mieszkańców – głównie odbiorców kultury. Uza-

Socjolog, nauczyciel UKW i WSG;

sadnienie werdyktu komisji oceniającej ESK nie pozostawia złudzeń. Mieliśmy szansę awansu jedynie

analityk; komentator i animator życia

ski Kongres Kultury.

wspólnie z Toruniem: budując oryginalną – dopełniającą się propozycję kulturalną. To także przypomnie-

społecznego Bydgoszczy.

Arek Hapka: Jakie cele według Pana powinien

niem wielu pomysłów i potencjałów, a także zdolności mobilizacyjnych…

w ostatnich latach w licznych środowiskach, także bydgoskim. Samej kulturze potrzebne są impulsy i autorefleksja i taką rolę powinien spełnić Bydgo-

mieć Kongres? Grzegorz Karczmarek: Kongres planowany jest na jesień, jest więc szansa, aby stał się okazją do szerokiej społecznej i środowiskowej debaty o kulturze we wszystkich jej wymiarach. Chcemy, by stał się impulsem do pogłębionej, opartej na badaniach diagnozy całego systemu kultury Bydgoszczy. Jednak to tylko narzędzie pozwalające odkryć pełne potencjały kulturowe miasta, przedsięwziąć głęboką ich rewitalizację. Zakładamy, że te działania i prace spełnią zarazem funkcję organizacyjną i porządkującą, a w dalszej perspektywie ułatwią opracowanie i realizowanie dobrej polityki kulturalnej samorządu. Dlatego ważna jest idea ścisłej z nim współpracy. Liczę na wypracowanie nowatorskiego, społecznego modelu zarządzania kulturą w mieście. Mamy też nadzieję, że cały proces przygotowań i sam Kongres spełnią ważną funkcję inspirującą i integrującą środowiska bydgoskich twórców, ale także mieszkańców. Osobiście dużą wagę przywiązuję do aktywnego uczestnictwa w przygotowaniach do Kongresu jak najliczniejszych grup; środowisk i organizacji. Prawie 600 projektów zgłoszonych do ESK pokazuje, że jest to możliwe i kreatywne. Wreszcie niejako dodaną wartością Kongresu i prac nad jego przygotowaniem będzie zewnętrzna i wewnętrzna promocja kultury i Bydgoszczy.

nie, że Kultura nie znosi ścigania się; fobii i akcyjności. Mimo porażki konkursowej wygraliśmy ujawnie-

Arek Hapka: Nie można takich ludzi i pomysłów stracić. Idee i energie kongresowe dają nadzieję, że tak będzie. Kultura to także działania społeczne. Czym według Pana jest kultura i czy jest jakiś oryginalny wyznacznik kultury w Bydgoszczy? Grzegorz Karczmarek: Kultura miasta jest funkcją nie tylko talentów i aktywności twórców, ale całej zbiorowości jego mieszkańców - jej wartością dodaną. Bydgoszcz jest społecznością o potencjałach i właśnie kulturowych tradycjach zdolnych wytwarzać własną oryginalną kulturę i twórczo przekształcać inne kultury oraz uniwersalne wartości i motywy kultury współczesnej i dawnej. Ale czyni to w niewystarczającym stopniu, epigońsko, odtwórczo, lękliwie, często zapoznając najcenniejsze lokalne tradycje i talenty. Fenomen kultury polega właśnie na tym, że wartości uniwersalne i humanistyczne mogą przejawiać się w nieskończenie różnych, nawet najbardziej lokalnych czy indywidualnych formach. I przynależność do uniwersum kultury oznacza, że jest to relacja wzajemna. Każdy wytwór; zachowanie czy symbol - jeśli nie traci związku z owym żywym źródłem - tworzy, podtrzymuje i przekształca kulturę. Wierzę, że kultura materialna i duchowa społeczności ludzkich nie jest tylko sumą indywidualnych historii i losów, ale wytwarza własne wymiary i wartości. I nasza społeczność bydgoska ma takie „oryginalne wyznaczniki” stanowiące jej niepowtarzalną i uniwersalną zarazem tożsamość. To nasza nadrzeczność; to nasza śródleśność; to nasza „niemieckość”; to nasza robotniczość; kolejarskość; wojskowość, niepewna pomorskość jak i kujawskość; niedopełniona metropolitalność; niekulturalność…? Zawsze kiedy potrafimy to dostrzec i zaakceptować jako składnik naszej zbiorowej tożsamości, włączamy się w uniwersum kultury. Wtedy przestajemy być „niekulturalni”, wtedy przestajemy być prowincją świata. •

ŚWIAT NASZ ULEGA RADYKALNYM ZMIANOM I MOŻNA ODNIEŚĆ WRAŻENIE, ŻE KULTURA SIĘ W NIM ZAGUBIŁA I „NIE NADĄŻA”. TO BARDZO NIEDOBRA DIAGNOZA. TRZEBA PRZYWRÓCIĆ KULTURZE JEJ KONSTYTUTYWNE DLA SPOŁECZEŃSTWA FUNKCJE.


Rozmawiał: Sławek Richert | Znaki: 7618

to narażanie się na kompromis. Bycie twórcą offowym to jest robienie dokładnie tego, czego się chce. Ta wolność mi odpowiada, mimo że sporo kosztuje. Ja nawet boję się przekroczenia tej granicy, boję się momentu kiedy poczuję, że off jest dla mnie niewystarczający. Chwilowo to bardzo odległa sprawa. To nie jest dla mnie „tylko” off, ale „aż” off. Rzeczywiście wielu twórców filmowych zaczyna od offu, aby później, w miarę zdobywania wiedzy i doświadczenia profesjonali-

przekroczyć tej granicy myślowej, że sztuka filmo-

zować się. Dla mnie nie jest celem robienie kariery

wa była zarezerwowana wyłącznie dla profesjona-

Sławek Richert: Czym tak naprawdę jest Koloroffon? To grupa filmowa, nazwa eventu, stowarzyszenie?

w filmie. Ja na co dzień pracuję, a w wolnym cza-

listów, a dzięki technologicznej rewolucji stała się

Krzysztof Nowicki: Koloroffon to twór artystyczny, który skupia wokół siebie wszystkich pasjonujących

sie robię filmy, czerpiąc wiele inspiracji z codzien-

dostępna również dla innych osób.

się kinem niezależnym - i to pod względem artystycznym, bo z tego się wywodzi grupa filmowa - ale rów-

nie wykonywanych obowiązków.

nież skupia wokół wiele osób, którym zależy na promocji kina niezależnego i promowaniu innego spoj-

Sławek Richert: Musiało minąć trochę czasu,

rzenia na film. Darek, Ania i ja to trzon osób tworzących te wydarzenia. Poznaliśmy się na warsztatach

Sławek Richert: A może off jest usprawiedli-

zanim twórcy niezależni doszli do poziomu, jaki

organizowanych w TVP przez Marcina Sautera i Macieja Cuske. Właśnie od tamtego spotkania możemy

wieniem na brak umiejętności? Czy środowisko

prezentują dzisiaj - z szerokim dostępem do no-

datować powstanie idei oraz rozwój Koloroffonu. Od tamtego spotkania tworzymy razem filmy, organi-

podchodzi krytycznie do własnej twórczości?

wości technologicznych.

zujemy przeglądy. W niedługim czasie dołączyły do nas osoby wspierające nas organizacyjnie. Zajmują się

Krzysztof Nowicki: Podczas realizacji filmu eks-

Krzysztof Nowicki: Obecnie pułapką kina nieza-

promocją wydarzeń, wspierają grupę pomysłami marketingowymi, wspierają działania internetowe. „Dla-

perymentalnego ktoś chce pokazać tylko jeden

leżnego jest zbytnie wpatrywanie się bezkrytycz-

czego z grupy artystycznej przechodzimy od działalności bardziej zorganizowanej?”. Jednym z głównych

kadr. Jeżeli to jest celowe, to wszystko w po-

nie i szukanie wzorców w kinie mainstreamowym.

powodów jest fakt, że kino niezależne jest bardzo słabe dystrybucyjnie. Różnica między filmem a muzyką

rządku. Dlaczego nie miałby tego robić? Problem

Zaczynają powielać się schematy, a przecież kino

jest taka, że muzyka alternatywna jest bardzo dobrze postrzegana i ma dobry wizerunek. Z filmem jest

pojawia się w chwili, kiedy pojawia się zbyt wiele

niezależne powinno je często łamać, a nie powie-

tak, że nie jesteśmy traktowani jako alternatywa, lecz jako kino bardzo amatorskie. Oczywiście zdajemy

przypadkowych ujęć, montażu wynikającego po

lać. Mamy wstęp, rozwinięcie, zakończenie. Kino

sobie sprawę z wielu barier technicznych i finansowych, ale po to wykonujemy te wszelkie działania

prostu z braku umiejętności - na to nie ma uspra-

niezależne powinno znaleźć własną drogę. To

promocyjne, aby przełamać stereotyp. Próba tworzenia kina autorskiego, niezależnego, trafia na takie

wiedliwienia.

znaczy być zrealizowane dobrze, wzorowo tech-

bariery. Uważam, że powstaje mnóstwo naprawdę ciekawych rzeczy wartych pokazania. Staramy się na

nicznie, aby widz skupił się wyłącznie na emoZauważmy - postęp technologiczny następuje

cjach. Film niezależny powinien szukać nowych

tak szybko, że od niedawna dysponujemy narzę-

wartości - i to właśnie pokazał mi ostatni festiwal

Sławek Richert: Chciałbym nawiązać do dystrybucji. Jak chcesz sobie z tym poradzić? Wydawałoby

dziami, dzięki którym różnice się stopniowo za-

DocumentArt.

się, że jedyna forma prezentacji to portale internetowe, przeglądy czy festiwale.

cierają. Minął już okres przecierania szlaków, jaki

Krzysztof Nowicki: Internet jest rzeczywiście dobrym miejscem. Oczywiście na premiery internetowe też

występował w latach 80., gdzie różnica między

Sławek Richert: Nie odnosisz wrażenia, że dzię-

musimy czasem poczekać. W pierwszej kolejności film pokazywany jest na festiwalach, bo często jest

offem a kinem mainstreamowym była ogromna.

ki waszym projektom i możliwości prezentacji,

to jeden z warunków jego zgłoszenia - aby nie był wcześniej nigdzie prezentowany, aby był pewnego

Właśnie w tych odległych już czasach pojawiło

jaka się dzięki nim stworzyła, ożywiliście mocno

rodzaju tajemnicą. Kiedy schodzi z obiegu festiwalowego, możemy zaprezentować go innymi kanałami.

się postrzeganie kina niezależnego jako czegoś

środowisko niezależne?

Chcielibyśmy docierać do portali, ale takich, które na rynku filmu niezależnego mają już ugruntowaną

bardzo amatorskiego. Teraz się to zmienia. Moż-

Krzysztof Nowicki: Mam taką nadzieję. Zależy

pozycję, jak choćby Doc Alliance. Jest to portal filmu dokumentalnego stworzony dzięki współpracy or-

na to zaobserwować na przykładzie Grzegorza

nam naprawdę na zmianie wizerunku kina nieza-

ganizacji z kilku krajów europejskich. Zawsze pozostaje nam możliwość umieszczenia filmu na YouTube

Lipca - jego „Że życie ma sens” spowodował, że

leżnego, aby coraz mniej było nazywane kinem

lub pojawiające się co jakiś czas pomysły o własnej platformie, choć na razie to bardzo odległe.

zacząłem myśleć o realizacji filmów. Zobaczyłem

amatorskim. Staramy się wybierać najciekawsze

ten film pierwszy raz w kinie we Wrocławiu, po-

propozycje, jakie pojawiają się w kraju. Regular-

Sławek Richert: No właśnie, bycie w offie to wybór świadomy i ewentualny początek drogi do filmu

nieważ miał świetnie zorganizowaną dystrybucję.

nie gościmy na festiwalach filmu niezależnego,

bardziej mainstreamowego?

Dla mnie to było niewyobrażalne. Pomyślałem: to

nawiązujemy nowe kontakty, gdzie prezentujemy

Krzysztof Nowicki: Nie wyobrażam sobie, aby moim dążeniem była chęć wyjścia z offu - że chciałbym

można zrobić film z przyjaciółmi i mieć dystrybu-

również własne produkcje i zdobywamy nagrody.

iść do szkoły filmowej, przekroczyć jakąś barierę i stać się profesjonalistą. Bycie profesjonalistą dla mnie

cję w kinach na terenie całego kraju? Nie mogłem

Chociażby ostatni film „Basen”, który zdobył wiele

tyle dobrze je selekcjonować, aby nasze przeglądy były ciekawe i wyraziste.

nagród, a ostatnio był prezentowany na niemieckim festiwalu DocumentArt. Staramy się raz na

AUTORSKIE KINO PEŁNE PASJI

dwa-trzy miesiące prezentować kino niezależnie. Zależy nam na jak największej ilości spotkań autorskich, zresztą taka forma prezentacji artystów już się doskonale sprawdzała. Pojawiła się m.in. Monika Kuczyniecka, będąca offowym odkryciem roku w animacji. Pan Waldemar Grzesik, twórca niezależny z Torunia, który robi filmy na podstawie opowiadań Marka Hłaski. Paweł Słomkowski, który zdobył mnóstwo nagród na festiwalach offowych w Polsce. Sławek Richert: Twoje autorskie kino też rozwija się i ewoluuje. W ostatnim okresie wstrzymałeś realizację fabuł na rzecz dokumentów. Krzysztof Nowicki: Jak już wspomniałem, dwa lata temu uczestniczyłem w warsztatach TVP prowadzonych przez Marcina i Macieja. Nie ukrywam, że dzięki nim zafascynowałem się dokumentem, wcześniej nie miałem nic z nim wspólnego. Marcin zaraził mnie w stu procentach tą formą. Zrozumiałem, że realizowanie fabuł to nie to samo co praca z prawdziwym bohaterem czy prawdziwą historią. Przeżywa się jego emocje, które często nie dotyczą wyłącznie przeszłości, ale tworzą się w teraźniejszości. To najwspanialsze dla dokumentu, kiedy nie opowiadamy tego, co było wcze-

Foto: Marcin Szpak

śniej, tylko to, co się dzieje w danym momencie. •


B4mag. 05 Strona: 8 / 14

Felieton: Jarek Jaworski | Znaki: 5775

POLITYKA KULTURALNA.

Jarosław Jaworski Historyk sztuki z wykształcenia, dziennikarz i PR-owiec z zawodu. Specjalista z zakresu PR świata kultury. Był współzałożycielem kolektywu artystycznego Kompania M3, z którym zrealizował blisko 1000 materiałów radiowych dla takich stacji jak Trójka czy Eska. Wraz z M3 wystąpił na największym europejskim festiwalu teatralnym w Awinionie. Jest współtwórcą pełnometrażowej komedii o Krzyżakach „1409 - afera na zamku Bartenstein” z Janem

Koniec roku 2009. Bydgoszcz, ulice śródmieścia.

Brzmi pięknie, nieprawdaż? Ale niestety, ten

Machulskim, Borysem Szycem i Joanną Brodzik

Na planie uwija się spora ekipa filmowa. Tak re-

film nie został ukończony i najprawdopodobniej

w rolach głównych. Współorganizuje

lacjonuje to „Gazeta Wyborcza”: Kiedy wszystko

nie powstanie w najbliższym czasie. Powody?

Międzynarodowy Festiwal Filmowy Tofifest,

jest już gotowe, reżyser daje znak do rozpoczęcia

Proste. Brak finansów. Tak niestety kończą tak-

jedną z pięciu największych imprez filmowego

nagrania. Spod wiaduktu wyjeżdża grupa Niem-

że inne projekty regionalne – świetny pomysł na

lata w Polsce. Był też redaktorem naczelnym

ców. Szybko okazuje się, że na wiadukcie usta-

film o legendzie żużla Marianie Rose autorstwa

kujawsko-pomorskiego miesięcznika

wiona jest polska armia. Zaczyna się wymiana

ekipy Next Level z Torunia: zawieszony. Koncept

kulturalnego „Ilustrator” oraz założycielem

ognia. Ekipa młodych, dynamicznych ludzi z grupy

niesamowitego filmu „Caissa” Marcela Woźnia-

portalu satyrycznego Humoria.pl.

Bydzia TV kręci film „Jutro będę zabita”. Histo-

ka: w zawieszeniu. Fabularna wersja „Doktora”

ria jest niesamowita – ta niezależna produkcja

Łukasza Karwowskiego: cisza – a miała ruszać

wojenna sięga do wydarzeń bydgoskiej Krwawej

w 2010. Zapytacie co się dzieje? Dlaczego tak się

Niedzieli z września 1939. Na ich tle filmowcy

dzieje? Odpowiedź jest prosta. Nad wyraz prosta.

chcą opowiedzieć o losach Heleny Bembnistów-

Toruń, Bydgoszcz, region kujawsko-pomorski nie

ny, najmłodszej Polki rozstrzelanej z wyroku hitle-

mają polityki w sferze filmu. Politycy rządzący

rowskiego sądu specjalnego, biorącego odwet na

miastami i regionem nie dostrzegają wciąż faktu,

bydgoskich Polakach za wydarzenia z pierwszych

że na nowy odcinek „Harry’ego Pottera” idzie wię-

dni wojny. Walczyli oni wtedy z dywersantami

cej ludzi niż na wybory, w których się ich wybiera.

niemieckimi, strzelającymi w plecy wycofujących

A trzeba mieć świadomość, że film i muzyka są

się przez miasto polskich żołnierzy. Dywersan-

dziś najsilniejszymi, najbardziej absorbującymi

ci także byli bydgoszczanami... Tragiczne losy

ludzkość dziedzinami sztuki. Stały się elementem

II wojny. Film zapowiada się interesująco…

codzienności miliardów ludzi. Dlatego dziś taką politykę mieć trzeba. Bo na zastanawianie się nie ma już czasu. Gdy my deliberujemy, czy powoływać koordynujący działania wokół produkcji filmów w regionie Regionalny Fundusz Filmowy, Amerykanie zapowiadają uruchomienie całodobowego programu telewizyjnego w 3D, a ta technika realizacji dotarła już nawet do naszej kinematografii. Tak kręcony jest bowiem monumentalny

z 28 grudnia 1895 roku. Wtedy w Paryżu pokazali oni „Wyjście robotników z fabryki” i rozpoczęli erę kina.

obraz wojny polsko-bolszewickiej z 1920 roku „Bi-

Już w 1907 powstało pierwsze kino w Toruniu. Dzisiaj osoby wchodzące do sklepu spożywczego na rogu

twa Warszawska 1920” w reżyserii związanego

Rynku Nowomiejskiego i ulicy Prostej nie zdają sobie zapewne sprawy z tego, że płacą za bułki i parówki

z Bydgoszczą Jerzego Hoffmana, z rolami toru-

w kasie, która stoi w miejscu kasy pierwszego toruńskiego kina noszącego nazwę Corso. Przechadzając

nian: Bogusława Lindy, Grażyny Szapołowskiej

się wzdłuż szaf chłodzących, chodzą po śladach krzeseł widowni. Kino zwane z niemiecka flokastą (co

i Piotra Głowackiego.

wiem dzięki Szymonowi Wiśniewskiemu z Ośrodka Informacji Turystycznej w Toruniu) było nastawione na tanią rozrywkę. Flokasta czy bydgoskie flobudy były kinami dla robotników, gdzie kupowało się bilet

Powiecie: „zaczął z grubej rury”. Nie ma tu jednak

na cały dzień, nie konkretny film, a gdy dziecko, z którym przyszliśmy chciało siku, to robiło to bez żenady

mowy o żadnej przesadzie. Nasz region i jego

pod ścianą koło rzędów krzeseł. To nie żart, taką relację zdobył Szymon Spandowski, niezmordowany

stolice zasługują na stworzenie mechanizmów

odkrywca tajemnic międzywojennego kina w Toruniu.

pozwalających takim ludziom jak założyciele Bydzi TV i Next Level Group, toruński reżyser Marcin

Byliśmy pionierami kina także w innych sferach. Przed wojną w Bydgoszczy i Toruniu działały aż trzy

Gładych, twórcy Bydgoskiej Kroniki Filmowej czy

wytwórnie filmowe! Polonia-Film, Dworkowski-Film i Marwin-Film. Daliśmy światu seksbombę Hollywo-

członkowie grupy Koloroffon na tworzenie filmów

od - Polę Negri (urodzoną w Lipnie), twórcę gatunku horroru filmowego - Paula Wegenera (urodzonego

w regionie za konkretne pieniądze. Dziś niezależ-

w Jarantowicach pod Wąbrzeźnem), rekordzistę w ilości filmów Kurta Vespermanna (183 role!; uro-

ny twórca nie może wystąpić do Polskiego Insty-

dzony w Chełmży) i piękną, utalentowaną supergwiazdę kina przedwojennej Polski Helenę Grossównę

tutu Sztuki Filmowej o dotację na swój projekt.

(urodzoną w Toruniu).

Mógłby, gdyby był studentem szkoły filmowej lub zawodowcem. Trzeba dążyć do zasypania tego

Po wojnie też nie było źle. Bogusław Linda, Grażyna Szapołowska, Jerzy Hoffman, Adrianna Biedrzyńska.

dołu.

I nowa fala – Małgorzata Kożuchowska, Joanna Koroniewska, Magdalena Czerwińska, Olga Bołądź, Piotr Głowacki, Tomasz Szafrański, Rafał Kapeliński. Jest wiele powodów do dumy.

Warto dbać o teraźniejszość, bo nasz region może pochwalić się niesamowitą historią filmową. Festi-

Trzeba budować środowisko. Trzeba dbać o rozmyślne inwestowanie – nie wydawanie, ale inwestowanie

wal Tofifest, w którego organizacji mam zaszczyt

– pieniędzy w film. To przyniesie regionowi zysk. W czasie Tofifest 2010 jasno wyłożyli to goście specjal-

uczestniczyć, przygotowuje właśnie publikację

nej konferencji dotyczącej RFF zorganizowanej przez festiwal. Wśród nich była zdobywczyni Kryształowej

o historii i teraźniejszości kina nad Wisłą i Brdą.

Kuli na MFF w Karlowych Varach za „Nikifora” Joanna Kos-Krauze. Mamy mądrych samorządowców

Pierwsze projekcje filmowe odbywały się nas już

powodujących, że region wciąż idzie naprzód. Skoro projektując most słuchamy inżynierów, to czemu

w dwa lata po legendarnym pokazie braci Lumière

myśląc o filmie nie posłuchać filmowców? Trzeba słuchać fachowców. Wiedzą co mówią. •


B4mag. 05 Strona: 09 / 14

Tekst: Dominika Kiss-Orska | Znaki: 6112

FILMOWE KWIATY NA KINOWYM BAGNIE. PRZYKRE JEST TO, ŻE NIE MAMY STUDYJNEGO KINA. WIĘKSZOŚĆ Z NAS MA JEDNAK NADZIEJĘ, ŻE W CIĄGU NAJBLIŻSZYCH CZTERECH LAT TA SYTUACJA SIĘ ODMIENI. BO JAK TU ŻYĆ W PRAWIE CZTERYSTUTYSIĘCZNYM MIEŚCIE, MAJĄC DO WYBORU DWA MULTIPLEKSY? NO NIE DA SIĘ, NO BEZ SENSU. Jest jednak kilkoro zapaleńców, którzy mimo wszystko dbają o nasz rozwój w zakresie sztuki audiowizu-

jeszcze „Zabiłem moją matkę” Xaviera Dolana

Dominika Kiss-Orska: Niemowlaki też mają tu

alnej. Organizują pokazy filmów, które już widzieliśmy na pewno (tzw. arcydzieła), które może widzieliśmy

(„Wyśnione miłości”).

coś dla siebie. Kafka Jaworska: Filmowe niemowlaki to seanse,

(dla koneserów) i te, które zobaczyć powinniśmy (nowinki). I tak w ciągu trzech pierwszych miesięcy nowego roku możemy zasiąść w kinowym fotelu i wyjść z niego dopiero, gdy stopnieją śniegi. Maraton

Również Wyższa Szkoła Gospodarki ma znacz-

na które przychodzą najczęściej mamy z pociecha-

rozpoczyna 17 stycznia trzeci już Sputnik, który nadleci nad Bydgoszcz. W kinie Moment w Mózgu (zor-

ny udział w bydgoskich inicjatywach filmowych.

mi. Jest wytłumiony dźwięk, wyciszone światło.

ganizowanym na czas trwania festiwalu) zobaczymy sporą dawkę rosyjskiego kina. Będą filmy, które

Dzięki pomocy Uczelni powstał przegląd filmowy

Projekcje cieszą się dużą popularnością, ponieważ

zwyciężyły na warszawskim Sputniku - festiwalu matce, dwie retrospekcje autorskie i kilka animacji.

Never Seen, któremu przypisuje się w mieście rolę

współpracujemy w tym temacie z kilkoma świet-

Bliżej przyjrzymy się twórczości Siergieja Paradżanowa i Aleksieja Bałabanowa. Ten drugi znany jest tym,

misyjną dla promocji kina. WSG jest od kilku lat

nymi organizacjami, takimi jak Mama w mieście.

którzy gościli na ubiegłorocznym Sputniku, ponieważ widzieli oni jego „Morfinę” i „Ładunek 200”. Ten

akademickim partnerem Festiwalu Camera Ob-

drugi film będzie można zobaczyć i podczas tegorocznego przeglądu. „Ładunek 200” posiada miliardowy

scura, wspiera też kinowe działania klubu Mózg

Dominika Kiss-Orska: A co to są poranki rodzinne?

ładunek zła, więc podczas seansu, kto zechce, zostanie poczęstowany „pięćdziesiątką”. Osobiście pole-

i współtworzy Bydgoski Festiwal Filmowy AFFe-

Kafka Jaworska: Od stycznia będziemy prezento-

cam skorzystać z oferty gościnnych gospodarzy. 18 stycznia zobaczymy też „Brata” i „To nie boli” tego

ra. Wydarzeniem kojarzącym WSG z filmem, choć

wać polskie filmy, które coraz rzadziej zdarzają się

autora. Dzień wcześniej o godz. 18 „Barwy granatu” i o 20 „Cienie zapomnianych przodków” Siergieja

o zupełnie innym charakterze, były warsztaty

w telewizji, a wspominamy je z rozrzewnieniem.

Paradżanowa - artysty niepokornego, wszechstronnego, który za swe niepopularne w Rosji poglądy

filmowe PlusCamerimage, podczas których hala

„Stawiam na Tolka Banana”, „Historia Żółtej Ci-

i styl życia na długi czas stracił wolność.

sportowa Uczelni zmieniła się w studio filmowe

żemki” - to kultowe filmy naszej młodości. Wtorki

odwiedzane przez mistrzów i studentów szkół

są u nas skierowane do studentów, ponieważ są

filmowych z całego świata.

„tanie”. Pokazujemy filmy, które bez problemu

Po tych hołdach złożonych twórcom czas na kobiety. O tym, dlaczego nie było wielkich artystek, napisała w 1971 Linda Nochlin w eseju pod tym samym tytułem (kto nie czytał, niech koniecznie nadrobi zaległą

można kupić na DVD, ale zdecydowanie przyjem-

lekturę). Na szczęście dzisiaj, nie bez trudu, ale nie musimy zajmować się obowiązkami narzuconymi

niej obejrzeć je sobie u nas, w szerszym gronie,

nam przez patriarchat, a możemy zająć się rozwijaniem naszych artystycznych talentów. O tym jak to

w artystycznym klimacie.

robią rosyjskie kobiety, przekonamy się 20 stycznia. Kolejny dzień festiwalowy otworzy „Babunia” Lidii Dominika Kiss-Orska: A co Centrum przygoto-

Bobrowej, a zaraz po niej obejrzymy „Czas żniw” Mariny Razbieżkiny. Sputnik odleci od nas 22 stycznia.

wuje dla swoich widzów w najbliższym czasie?

Szczegółowy program na stronie mozg.art.pl. Kino Centrum

Kafka Jaworska: Dopiero co zakończyliśmy festiwal Sputnik. W czerwcu zaprezentujemy wybrane

A już 30 stycznia 26. edycja najstarszej imprezy filmowej w mieście. AFF-Era Filmowa to sztandarowy festiwal Pałacu Młodzieży, który od początku istnienia zyskał ogromną liczbę wiernych fanów. W tym

W podsumowaniu wydarzeń filmowych regionu

filmy z ostatniej Ery Nowe Horyzonty. Szczególnie

roku filmy dobierane były do hasła festiwalu, którym jest Bunt. I tak przez siedem dni zobaczymy m.in.

nie mogło zabraknąć jedynego kina studyjnego

polecam „Zwyczajną historię”, „Mamę”, czy „Ha-

„Ostatni dzwonek” Magdy Łazarkiewicz, „Bonnie i Clyde” Arthura Penna, „Do utraty tchu” Godarda,

w dual city, działającego przy toruńskim Centrum

dewijch” Bruno Dumonta. W marcu zapraszamy

„Taksówkarza” Martina Scorsese czy „Żywot Briana” Terry’ego Jonesa. By poznać szczegóły programu,

Sztuki Współczesnej, kina Centrum. O tym poroz-

na Węgierską Wiosnę Filmową. W Toruniu odbę-

należy polubić profil AFF-ery Filmowej na Facebooku lub wejść na stronę Pałacu Młodzieży.

mawialiśmy z dyrektor kina Kafką Jaworską.

dzie się już po raz trzeci. •

Ciekawą propozycją na luty jest Ekran w mroku. W Walentynki proponujemy zaprosić swoją połowę,

Dominika Kiss-Orska: Poza Wami w Kujawsko-

trzy czwarte czy pięć szóstych na „Metropolis” z 1927 roku w reżyserii Fritza Langa do klubu Mózg.

-Pomorskiem jest już tylko świecki Wrzos.

Niemiecki ekspresjonizm leży w kręgu zainteresowań pomysłodawcy Ekranu - Marcina Pukaluka. Marcin

Kafka Jaworska: Rzeczywiście, nie ma u nas wię-

zilustruje muzycznie film, grając na żywo na pianinie i akordeonie. Całkiem niezła opcja na romantyczny

cej kin studyjnych. Nasza oferta jest bardzo szero-

wieczór. Polecamy!

ka, skierowana do szerokiej publiczności.

A w drugiej połowie marca 7. już Never Seen In Bydgoszcz. Festiwal, oprócz tego że jest okazją do

Dominika Kiss-Orska: Macie wiele różnych cykli,

zobaczenia filmów, które nie miały premiery w naszym mieście,  to czas spotkań towarzyskich, dyskusji

nawet wtorkowe kino dla seniorów.

i zabawy. Tak jak przed jesienną edycją, sami będziecie mogli wybrać, co zobaczycie w kinie Adria. Tych,

Kafka Jaworska: Współpracujemy w tym te-

którzy jeszcze tego nie zrobili, zachęcamy do polubienia profilu NSiB na portalu Facebook. Będziecie

macie z Uniwersytetem Trzeciego Wieku. Raz

wówczas na bieżąco, w czym możecie wybierać. Filmy, które są już w zestawie do głosowania, to między

w miesiącu, we wtorek o godz. 13 gromadzą się

innymi „Mary i Max” - film twórców słynnego „Harviego Krumpeta” - „Hej skarbie” - zwycięzca Sudance

u nas seniorzy. Za każdym razem otrzymują od

Festiwal 2010. Kolejna wielka animacja to „Iluzjonista”, film twórcy „Trio z Belleville”. W rezerwie są

nas upominek. Uwielbiają do nas przychodzić.


B4mag. 05 Strona: 10 / 14

Kafka Jaworska Pomysłodawczyni i dyrektor Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Tofifest, kurator kina Centrum w CSW „Znaki Czasu”, inicjatorka i pomysłodawczyni powołania Kujawsko-Pomorskiego Regionalnego Funduszu Filmowego, organizator Toruń Short Film Festival, wydawca Toruń - Film City, organizatorka wielu przeglądów filmowych, spotkań; z wykształcenia filolog polski, kulturoznawczyni i filmoznawca.


Rozmawiał: Sławek Richert | Znaki: 8447

FABRYKA PLAKATU.

ję, że będę tworzył coraz więcej. Sławek Richert: Byłeś wiele razy wyróżniany i nagradzany m.in. przez Adobe. Zdajesz sobie sprawę, że dla wielu osób na całym świecie jesteś ekspertem i autorytetem. Jak się z tym czujesz? Czy widzisz młode talenty, które chciałbyś poprowadzić i przekazać im trochę swojego doświadczenia? Tomek Opasiński: Skromność nie pozwala mi czuć się ekspertem. Ja po prostu robię to co lubię. Obecnie staram się założyć własną firmę zajmującą się tworzeniem grafiki i plakatów. Chciałbym w jakiś sposób ściągnąć zdolnych artystów do siebie i dać im taką samą szansę, jaką ja dostałem. Sporo osób pisuje do mnie maile z załączonym portfolio, tak więc jeszcze trochę cierpliwości, a takie możliwości się pojawią. Sławek Richert: Skąd pomysł na plakatową kino fabrykę dla Camerimage? Tomek Opasiński: Od razu chciałbym rozwiać plotki, iż nie wzięło się to z Łodzi. To nie miało nic wspól-

Sławek Richert: W jaki sposób trafiłeś do Los

nie jest moją ulubioną formą. Zdecydowanie wolę

nego z tym miastem. Do ludzi z Camerimage wysłałem kilkanaście projektów, jednym z nich była ta

Angeles?

krótkie, ale treściwe wytyczne.

postapokaliptyczna kamero-fabryka. W zasadzie w Łodzi byłem tylko raz, więc ciężko mówić o fabrycznych inspiracjach, ponieważ nie miałem okazji poczuć tamtejszego klimatu. Chodziło mi bardziej o sam

Tomek Opasiński: Przez mały przypadek, rozpocząłem karierę w Milwaukee niedaleko Chicago.

Sławek Richert: Z czego wynika fakt, że wersje

motyw kamery, a ponieważ skojarzyło mi się to z „hollywoodzką fabryką” pomyślałem, że dobrze byłoby

W momencie kiedy firma, która upadała, roze-

plakatów w poszczególnych krajach często się

to połączyć. Udało się stworzyć interesującą ikonę i z tego co wiem wielu ludziom się spodobało. Jeżeli

słałem około czterystu życiorysów po całych

zdecydowanie różnią?

dojdzie do możliwości współpracy z Camerimage w kolejnych latach, postaram się stworzyć plakat nieco

Stanach. Jeden z nich trafił do firmy Seiniger

Tomek Opasinski: Mnogość wersji dyktowana

weselsze, aby odbić się od zimowej aury, w której odbywa się ten festiwal.

AG, legendarnej firmy wykonującej plakaty

jest różnorodnością kulturową. Zupełnie inny

w USA  przez 35 lat. Zaprosili mnie na rozmowę

plakat będzie projektowany na Europę, inny na

Sławek Richert: Jednym z elementów festiwalu były prowadzone przez Ciebie warsztaty w Wyższej

kwalifikacyjną, a po tygodniu testowania zapro-

przykład do Japonii, gdzie jest kompletnie inne

Szkole Gospodarki. Jak oceniasz zarówno warunki do pracy, jak i atmosferę tam panującą?

ponowali kontrakt.

postrzeganie sztuki aktorskiej, formy, kolorów czy

Tomek Opasiński: Bardzo miło to wspominam. Jedyny problem jaki miałem, to pełna improwizacja, jaką

treści. Nawet w Stanach Zjednoczonych w zależ-

musiałem uskutecznić. Po prostu wszystkie materiały, jakie przygotowałem, miałem na dysku skonfi-

Sławek Richert: Czy był taki przełomowy mo-

ności od szerokości geograficznej plakaty mogą

gurowanym na maca, a w auli był pecet, więc nie mogłem skorzystać z prezentacji przygotowanych

ment poprzedzający prace dla największych wy-

się od siebie zdecydowanie różnić. Etniczność czy

wcześniej. Mam nadzieję, że sobie poradziłem i wyszło wszystko dobrze. Na szczęście wiele osób komu-

twórni filmowych?

typografia wymaga, aby inny plakat był w Nowym

nikowało się ze mną i zadawało pytania. Mimo mojej pełnej improwizacji, chciałbym bardzo podziękować

Tomek Opasiński: Takiego momentu w zasadzie

Jorku, inny w środkowej części, a jeszcze inny

ludziom z Wyższej Szkoły Gospodarki za bardzo dobre przygotowanie tych warsztatów. Dziękuję bardzo

nie było. Może wpłynęła na to pierwsza praca,

w Los Angeles. Czasami się tak zdarza, że w sa-

za galerię. Podziękowania również należą się osobom, które pojawiły się na warsztatach, które chciały

stawiając mnie przed tym światem z dnia na

mej Kalifornii wykonujemy inne wersje. Jedna tra-

poznać zaplecze projektowania plakatów i dowiedzieć się, jak działa cały ten mechanizm marketingowy

dzień. W piątek przyjechałem, w poniedziałek już

fia do San Francisco, inna do San Diego.

i reklamowy w Stanach.

sprawdzić, nie było żadnego okresu przejściowe-

Sławek Richert: Ile wersji plakatu zdarza Ci się

Sławek Richert: Jakie jest środowisko sprzętowe i programistyczne, na jakim pracujesz?

go - albo się klientowi spodoba, albo nie. Przez

przygotowywać, zanim klient zaakceptuje osta-

Tomek Opasiński: Pracuję na macu z 20 GB pamięci RAM do tego  5 TB dysków HD, dobra karta graficz-

ostatnie 10 lat wciąż się to podoba i dzięki temu

teczną?

na, dwa monitory i tablet, bo bez niego trudno sobie poradzić. Oprogramowanie to Adobe Photoshop,

funkcjonuję wciąż na tym rynku.

Tomek Opasiński: Wersji jest bardzo dużo. Nie

Illustrator, a do elementów  3D - Maya, Zbrush, Maxon Cinema.

działałem dla wytwórni i od razu musiałem się

tylko ja przygotowuję plakat do konkretnego filSławek Richert: Na stronach Goldenline zauwa-

mu. Nad tym pracuje kilkadziesiąt osób, ja jestem

Sławek Richert: Powiedz mi, podsumowując festiwal, jak na jego tle wypadło miasto Bydgoszcz.

żyłem, że w czasie tych 10 lat zmieniałeś studia

tylko częścią tej maszyny. Tak się zdarzyło, że

Tomek Opasiński: Po 10 latach bez zimy w Los Angeles było mi naprawdę bardzo trudno. Poza aura

projektowe około 20 razy. Z czego wynika taka

mnie akurat poznałeś. Każdy z nas przygotowuje

pogodową; wszędzie gdzie chciałem iść, było bardzo blisko, i to jest na wielki plus. Sama organizacja

częstotliwość?

kilkadziesiąt wersji plakatów dla studia. General-

Camerimage według mnie - rewelacja. Wszystko skoncentrowane w trzech miejscach nieoddalonych od

Tomek Opasiński: Wszystkie prace, które tutaj

nie do klienta wypływa kilkaset plakatów do filmu,

siebie. Miasto? Chciałbym więcej po Bydgoszczy pospacerować, ale ze względu na mnogość wydarzeń

wykonuję, to są prace artystyczne na kontrakt.

a z nich wybierany jest jeden, który widzisz potem

i spotkań nie udało mi się wystarczająco poświęcić na to czasu. Zabawna historia wiąże się z moją edu-

Firmy projektowe zatrudniają ciebie ze względu

w kinie czy na billboardzie. Zdarzyło nam się, że

kacją w Szkole Żeglugi, płynęliśmy wtedy barką po rzece przepływającą przez Bydgoszcz, wtedy jeszcze

na styl, który pasuje do realizacji, jakie mają za-

ze studia wypłynęło około tysiąca wersji plakatów

Opera Nowa była w trakcie budowy. •

planowane. Kiedy kończy się kontrakt, zmienia się

do jednego filmu. Tak więc jest tego naprawdę

pracę. Inną sprawą jest moje nastawienie do pra-

sporo.

cy - uważam że najlepszym momentem na zmianę jest osiągnięcie jakiegoś sukcesu. Duża część

Sławek Richert: Czujesz się kontynuatorem pol-

z firm, dla których pracowałem, splajtowała. Wy-

skiej szkoły plakatu?

nika to ze specyfiki rynku. W Stanach firmy po-

Tomek Opasiński: Nie. Z wykształcenia nie je-

wstają jak grzyby po deszczu. Część z nich osiąga

stem plakacistą, ani nawet artystą. Jestem nawi-

sukces, innym biznes nie wychodzi.

gatorem. Oczywiście ukończyłem studium grafiki komputerowej, ale raczej dla papierka, a jedynym

Sławek Richert: Jak mocno jesteś briefowany

związkiem mojej pracy z tym kształceniem jest

przed rozpoczęciem projektu, a jak dużo własnej

Photoshop. Lubię bardzo metafory w projekcie,

inwencji możesz zaaplikować w projektach?

może to jest ten polski pierwiastek, który we

Tomek Opasiński: Czasami mam możliwość obej-

mnie siedzi. Ja wykonuję plakaty komercyjne.

rzenia całego filmu - oczywiście bez specjalnej

Tamte były sztuką. Powtarzam były, bo obecnie

postprodukcji, a to ze względu na fakt, że wiele

nie są. Nie są nawet komercyjne, są po prostu

plakatów powstaje nawet rok przed premierą.

obrzydliwe, zresztą to nie tylko moja opinia. Mam

Na tej podstawie pojawiają się pomysły. Czasa-

nadzieję, że się coś zmieni.

oszczędny, zwracający uwagę na najważniejsze

Sławek Richert: Znajdujesz jeszcze czas na twór-

elementy. Zdarzało się też, że klient briefował

czość niekomercyjną?

nas ustnie opowiadając, o czym jest film, czego

Tomek Opasiński: To połowa mojego życia. Od

się wystrzegać i na co zwrócić specjalną uwagę.

czasu kiedy się przeniosłem do Stanów, tworzę

Również zdarza się, że otrzymujemy skrypty, co

wiele grafik eksperymentalnych. Problemem jest jedynie znalezienie odpowiedniej ilości czasu, a nie jest to łatwe. Ale tworzenie jest dla mnie wielkim hobby, bawi mnie to bardzo. Czas, który temu poświęcam, jest bardzo cenny. Zazwyczaj jest to pomiędzy 23.00 a 2.00. Tak więc zawsze musi być to dobrze skoordynowane. Mam nadzie-

Foto: Marcin Szpak

mi czytamy brief kreatywny, który jest bardzo


B4mag. 05 Strona: 12 / 14

Surrealizm i liberatura (fragmenty) Przekład: Marcin Karnowski | Znaki: 6008

VELISA SORER.

Fabio Ongarato - Mercy Mercer www.fabioongaratodesign.com.au

Pierwszy kontakt z liberaturą miał miejsce blisko rok temu. Po otwarciu dużej bąbelkowej koperty znalazłam płytę zespołu ///moonboys „16” oraz książkę Katarzyny Bazarnik i Zenona Fajfera „Oka-leczenie”. Później dotarłam do pozostałych pozycji serii Liberatura i zauważyłam, że mój sposób recepcji dzieła literackiego zaczyna zmieniać się, a emocje towarzyszące temu procesowi mogę porównać do radości z nieoczekiwanej wizyty gościa, na którego długo czekaliśmy. I przypomniały mi się czasy studenckie oraz odkrycie surrealizmu. I zaczęłam odnajdywać pewne wspólne punkty liberatury i tego niezwykle płodnego ruchu z początków XX wieku. Przezwyciężanie antynomii. Jedną z dyrektyw Andre Bretona w dążeniu do nadrzeczywistości było poszukiwanie tajemniczego punktu, w którym marzenie i jawa, świat realny i irracjonalny nie tyle spotykają się, co przestają być wobec siebie przeciwstawne1. Wiara w przezwyciężenie tej antynomii – mniejsza o to, czy możliwa do realizacji, czy nosząca cechy jednej z wielu charakterystycznych dla surrealizmu utopijnych mrzonek – wywoływała niezwykłą erupcję twórczą. Liberatura sygnalizuje anachroniczność podziału na treść i formę dzieła literackiego. I słusznie, ponieważ wydaje się, że ten szkolny porządek, który obliguje spojrzenie do sztucznej dychotomii odbioru, może stwarzać wrażenie, że obie sfery (forma i treść) są wobec siebie antynomiczne. Tymczasem są to przecież elementy nierozerwalnie ze sobą związane (o tym jak ścisły, jak fizycznie widoczny będzie ów związek, decyduje twórca); rozpatrywanie ich rozdzielnie jest kastracją autorskiego zamysłu. W liberackich dzie-

pisma „Ha.art” pojawia się Wyborna Trupa, co jest

łach komunikat wysyłany przez autora poprzez formę bywa czasami bardzo spektakularny (książka za-

wyraźnym nawiązaniem do surrealizmu.

mknięta w półlitrówce, trzy scalone grzbietami księgi, kartki pocięte w paski umożliwiające czytelnikowi współudział w komponowaniu sonetów, luźne składki zamknięte w pudełku, spotkanie liberatury i muzyki

Niewątpliwą zasługą tego najdynamiczniejszego

w ramach albumu rockowego), niekiedy są to subtelne sygnały, jednak w każdym wypadku zarówno

kierunku w dwudziestoleciu międzywojennym

treść, jak i forma dzieła tworzą jeden organizm.

było przywrócenie prawa do niczym nieograniczonej fantazji w sztuce, do wolności (w pierwszy

Czy przezwyciężenie antynomii jawy i snu w surrealizmie zakończyło się sukcesem, nie zaryzykuję jedno-

manifeście Breton pisze, że tylko słowo „wolność”

znacznej oceny. Obcując z sztuką artystów skupionych wokół papieża surrealizmu wydaje się, że przeby-

potrafi go jeszcze porwać). Liberatura (łac. liber

wali bardzo blisko nadrzeczywistości. Liberatura antynomię pomiędzy formą a treścią dzieła w praktyce

– wolny, książka) również opowiada się za wol-

twórczej unieważnia, a w świadomości odbiorcy – jeśli tej granicy nie znosi definitywnie, to przynajmniej

nością. Chodzi tym razem o uwolnienie książki

ją bardzo zaciera. Forma nie pełni usługowej funkcji pojemnika, w którym zamknięto znaczenie. Jest

od ograniczającej ją konwencji kodeksu i linearnej

znaczeniem po prostu2.

formy. Wspólne dla surrealizmu i liberatury są próby przełamywania przyzwyczajeń publiczności

Przeszłość – teraźniejszość – przyszłość.

w zakresie odbioru dzieła. Gdy Marcel Duchamp wystawił swoją „Fontannę” w Salonie Niezależ-

Wtajemniczeni pamiętają zapewne, że „Manifest surrealizmu” wymienia szereg nazwisk artystów z prze-

nych (1916), zerwał z „sztuką siatkówkową”, czyli

szłości zaanektowanych do ruchu. Można odnieść wrażenie, że Andre Breton przyjął sobie tylko znane

taką, którą podziwiać należy jedynie przy pomocy

kryteria tej operacji. Wydaje się jednak, że poszukiwał przede wszystkim jednostek o podobnej wrażli-

oka. Katarzyna Bazarnik i Zenon Fajfer powołując

wości, bez względu na epokę w jakiej żyli i tworzyli. Później ta lista ulegała rozmaitym modyfikacjom.

do życia liberaturę zwrócili uwagę na nowe możli-

Lowman - Ros Brochure

Abstrahując od dylematów, czy próba włączenia obrazów Hieronima Boscha (na przykład) do wykazu

wości obcowania z literaturą wyzwoloną. Wskaza-

www.hellowman.nl

katalogowego dzieł surrealizmu ma uzasadnienie czy też nie, dostarczenie przez Bretona nowego klucza

li na nowe sposoby czytania książki. •

interpretacyjnego dawnych mistrzów wydaje się wartościowe i twórcze.

Od tłumacza.

Liberatura działa podobnie. Jest to zjawisko, które bardzo dynamicznie rozwija się, a także promieniuje,

Powyższy tekst jest fragmentem artykułu, które-

inspiruje twórczo artystów z różnych dziedzin i środowisk. Ideę liberatury wysunął Zenon Fajfer w 1999

go objętość, wykraczałaby poza możliwości prze-

roku. Od tego czasu jej znaczenie stale wzrasta, budzi coraz szersze zainteresowanie, zyskuje między-

strzenne „B4mag”. W Bydgoszczy w Cafe Pianola

narodowy zasięg.

(ul. Jagiellońska 2) znajduje się mała czytelnia liberatury, do której serdecznie zapraszam.

Ale ogromna wartość liberatury – i ot tym nie należy zapominać – tkwi także w tym, że dostarcza zupełnie nowego narzędzia do patrzenia w przeszłość. Rzuca nowe światło na owoce kultury z epok, które minęły. Pojęcie liberatury pojawiło się, aby nazwać „Oka-leczenie”, ale później zaczęło funkcjonować

1. W drugim manifeście Breton pisze, że „wszystko skłania do tego, aby wierzyć, że istnieje pewien punkt w umyśle,

w szerszym zakresie, a w serii Liberatura znalazły się dzieła z przeszłości (Stephan Mallarmé, Raymond

w którym życie i śmierć, to, co realne i to, co wyobrażone, przeszłość i przyszłość, to, co komunikowalne i to, co nieko-

Queneau, B.S. Johnson i inni). Co ciekawe, w opisanej przez autorów „(O)patrzenia” historii liberatury

munikowalne, góra i dół przestają być postrzegane jako sprzeczne”. Cyt. za Krystyna Janicka, Światopogląd surrealizmu,

(polecam www.liberatura.pl) pojawiają się nazwiska o surrealistycznych koneksjach, jak choćby Marcel

Warszawa 1969, s. 163.

Duchamp, Guillaume Apollinaire czy wspomniany Raymond Queneau.

2. W tym kontekście interesująco brzmi refleksja Andre Bretona dotycząca substancji nadrzeczywistości. Pisze on bowiem, że „ nadrzeczywistość zawierałaby się w samej rzeczywistości i nie byłaby w stosunku do niej ani nadrzędna, ani

Surrealiści duże znaczenie przywiązywali do roli przypadku w procesie twórczym. Stąd rozmaite odkrycia

zewnętrzna. I odwrotnie, gdyż to, co zawierające, byłoby tym, co zawarte. Między tym, co zawierające, a tym, co zawarte

technik poetyckich i malarskich. Stąd ecriture automatic (pismo automatyczne) podniesione do rangi

zachodziłoby coś takiego jak w naczyniu połączonym”. Ib., s. 163. Stosunek formy i treści w liberaturze wydaje mi się

sztuki. Wprawdzie dzieła liberackie to zazwyczaj misterne konstrukcje, w których nie ma mowy o przy-

opierać na podobnym mechanizmie.

padku, wydaje się jednak, że jeśli chodzi o odbiór, przypadek może okazać się pomocnym narzędziem

3. Ostatnio w serii Liberatura ukazała się książka Herty Müller Strażnik bierze swój grzebień i jest to jedyne jak dotąd

(np. „Sto tysięcy miliardów wierszy” Raymonda Queneau). Poza tym w broszurce dodanej do 29 numeru

tłumaczenie dzieła noblistki na świecie.


B4mag. 05 Strona: 13 / 14

Rozmawiał: Sławek Richert | Znaki: 7616

PRAWDZIWE HISTORIE.

Foto: Marcin Szpak

Sławek Richert: Jakie wrażenia po niedawno za-

nizacją pokazów premierowych zajmowaliśmy się

nie zastanawiam się nad tym wcześniej. Chociaż

kończonym Camerimage? Czułeś się jak gospo-

sami. Udało się zrealizować seanse w większości

wiele ludzi mówi mi, że te filmy są smutne, chciał-

darz ze względu na fakt, że jesteś z Bydgoszczy

dużych miast polski. Bardzo pomogli nam dzien-

bym tworzyć pozytywne obrazy. Mnie bardziej in-

i odbyła się projekcja Twojego filmu? Znajomi

nikarze oraz wiele osób mocno sprzyjających. Dla

teresuje sposób robienia tych filmów - oczywiście

wypytywali, jak tu się żyje?

mnie samego jest to bardzo zaskakujące, że do

temat jest najważniejszy, ale interesuje mnie zna-

Marcin Sauter: Trochę tak, tym bardziej że przy

dziś spotykam wiele osób znających ten film. Bar-

lezienie własnej autorskiej ścieżki. Nie za bardzo

zapowiedzi filmu zwrócono uwagę na ten fakt.

dzo mnie to cieszy.

interesują mnie filmy fabularne. Nie chciałbym

Czułem się bardzo dobrze jako gospodarz, przede

robić w tej chwili filmów czysto dokumentalnych,

wszystkim wobec znajomych, którzy zjechali się

Sławek Richert: A potem już było łatwiej?

mimo że lubię to. Interesują mnie filmy o praw-

z całej Polski. Większość kompletnie nie miała po-

Marcin Sauter: Potem wróciliśmy do swoich co-

dziwych ludziach, ale często mocno aranżowane.

jęcia o Bydgoszczy, a zarówno miasto, jak i orga-

dziennych zajęć. I kolejnym ważnym krokiem fil-

nizacja festiwalu bardzo się podobały. Chwalono

mowym był okres studiów w Mistrzowskiej Szkole

Sławek Richert: W przypadku „Na północ od

fakt, że wszystko było skupione w jednym miej-

Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy.

Kalabrii” mieszasz gatunki, łączysz prawdziwych aktorów i wpuszczasz ich w realną tkankę

scu. Myślę, że dla wielu przyjezdnych Bydgoszcz okazała się bardzo urokliwym i miłym zaskocze-

Sławek Richert: I krótki metraż „Za płotem”,

społeczną.

niem. Jestem z tego dumny jako lokalny patriota.

uznany przez L'Agence du Court Metrage we

Marcin Sauter: Polega to na tym, że najważ-

Francji za jeden z 10 najciekawszych krótkich

niejszych emocji poszczególnych osób i tego, co

Sławek Richert: Zanim zrealizowałeś pierwszy

metraży ostatniej dekady.

się między nimi dzieje nie chcę stwarzać, tylko

film, przez wiele lat byłeś (i jesteś nadal) utytu-

Marcin Sauter: To był film dyplomowy, bardzo

chciałbym aranżować sytuacje pozwalające ob-

łowanym fotografem. Jesteś w stanie określić

prosty film o dzieciach. Mistrzowska Szkoła Reży-

serwować, co się między ludźmi dzieje. Aktorzy

moment w swoim życiu, kiedy zacząłeś myśleć

serii Filmowej Andrzeja Wajdy tak naprawdę po-

byli moimi dobrymi znajomi, nie mieli do zagra-

bardziej obrazami ruchomymi?

mogła nam mocno zadebiutować i zrobić pierwszą

nia ról. Zaangażowałem ich w filmie, ponieważ

Marcin Sauter: To było kompletnie odwrotnie.

profesjonalną realizację.

znając ich charaktery wiedziałem, że każdy z nich

Pierwszy był jednak film, bo ta przygoda zaczę-

będzie mógł coś ciekawego opowiedzieć. Po-

ła się jeszcze w liceum, kiedy realizowaliśmy

Sławek Richert: Większość osób z branży znajdu-

przez ich charaktery stali się bardziej bohaterami

z Maciejem Cuske filmy amatorskie. Później, aby

je swoje miejsce w Warszawie. Ty, mimo że filmy

dokumentalnymi niż aktorami. Nie chcę stwarzać

dostać się do szkoły filmowej, musiałem zacząć

realizujesz na całym świecie, stworzyłeś sobie

fikcyjnego świata, ale aranżując pewne spotkania

robić zdjęcia. Efekt był taki, że fotografowanie

miejsce postoju w rodzinnym mieście. Co Ciebie

czy rozmowy chciałbym uzyskać to, czego poszu-

wciągnęło mnie bardzo poważnie. Stało się moim

tutaj trzyma?

kuję. Jeżeli chcę zrobić film o samotności, to nie

zawodem. Do tej pory czuję się bardziej fotogra-

Marcin Sauter: Praca przy filmach nie wymaga

wystarczy stanąć na rynku z kamerą i szukać jej,

fem niż filmowcem.

mieszkania w Warszawie, jak jest potrzeba to

bo nie masz tyle czasu. Trzeba stworzyć sytuację,

po prostu dojeżdżam. Poza tym obecnie są ta-

która opowie ci o tej samotności. Znajduję kobie-

Sławek Richert: Byłeś szefem działu foto w GW

kie możliwości techniczne pracy montażowej, że

tę, która jest samotna, znajduję mężczyznę, który

i nagle pojawiła się możliwość realizacji autor-

mogę nadzorować ją i pracować, będąc w Byd-

w tym filmie zagra i patrzę, co się między nimi

zamkniętych ludzi jest bardzo mało, jednak każ-

skiego filmu z Maciejem Cuske pt. „ I co wy na

goszczy. Zdjęcia do filmów i tak robię wielu miej-

dzieje. Jeżeli będę cierpliwy i dobrze zaaranżuję

dy człowiek chce, aby ktoś go wysłuchał. Ludzie

to Gałuszko” - premiera odbyła się w 2001 roku

scach, tak więc nie ma naprawdę znaczenia, gdzie

to spotkanie, to dostanę opowieść o samotności.

często wyczuwają prawdziwe zaangażowanie. Je-

i chyba był to najważniejszy moment, od którego

mieszkam. Najtrudniej jest jedynie z postproduk-

„Kalabria” była takim eksperymentem, kręciliśmy

żeli wyczuwają, że się spieszysz, to nic z tego nie

zaczęto postrzegać Was jako filmowców.

cją, ale z tym też można sobie poradzić.

tam sceny typowo fabularne, ale z czasem jak po-

wyjdzie. To jest trochę taka wymiana, chcesz coś

stępował plan filmowy, stopniowo z tych fabula-

otrzymać, to musisz tyle samo dać od siebie. Ja

Marcin Sauter: Przez cały okres poprzedzający ten film, tak jak już wspomniałem, realizowaliśmy

Sławek Richert: Szukając informacji o premierze

ryzowanych elementów zaczęliśmy rezygnować,

mam z tym bardzo duży kłopot, bo jestem bardzo

różne filmy amatorskie z Maciejem, ale mieliśmy

„Na północ od Kalabrii” znajduję takie opisy:

ponieważ się okazywało, że aktor nie zagra tego,

mało kontaktowym człowiekiem, także dla mnie

trudną drogę, ponieważ nie chcieliśmy realizować

„Uważany za wschodzącą gwiazdę polskiego fil-

co możemy dostać od prawdziwego człowieka.

to jest ciągły sposób przełamywania się. Zawsze

filmów na kasetach VHS, lecz na taśmie filmowej.

mu dokumentalnego, co potwierdzają nagrody

Dla mnie nie ma takiej możliwości. Jeżeli mam do

trzeba wejść na wysoki poziom emocjonalnej roz-

Wiele filmów nam nie wychodziło z takich powo-

na festiwalach w Polsce czy za granicą ...”. Twój

wyboru człowieka, który zagra mi radość, i czło-

mowy, jeżeli chcesz o nich opowiadać i dostać ja-

dów jak okazyjnie zdobyta taśma, która była po

status w branży jest naprawdę wysoki i chyba

wieka, który się naprawdę cieszy, to nie ma dla

kąś prawdę o człowieku.

prostu przeterminowana lub mieliśmy problem

ostatnie lata należą do najbardziej pracowitych.

mnie w ogóle rozmowy.

z jej wywołaniem. Przy realizacji „I co wy na to Ga-

Marcin Sauter: Sławek, tak naprawdę my cały

łuszko” postanowiliśmy się bardzo mocno przyło-

czas ciężko pracujemy. Informacje prasowe o fil-

Sławek Richert: Przez aranżację granica po-

niu od fabuły dokument jest mniej przewidywal-

żyć. Po tylu latach prób zdawaliśmy sobie sprawę,

mie docierają dopiero w momencie jego premiery,

między fabułą a dokumentem jest tu naprawdę

ny. Wiele razy sytuacja, którą filmujesz, mocno

że jak nam teraz się nie uda, to doświadczenia

a przecież bardzo często prace nad nim trwają

cienka.

kreuje kierunek, w którym film podąży.

amatorskie zostaną spisane na straty. Realizo-

dwa-trzy lata. Prawda jest taka, że jest to praca

Marcin Sauter: Ważne jest jak daleko z taką

Marcin Sauter: Nie do końca tak jest. Jest to

waliśmy ten film blisko trzy lata, przeznaczając

taka jak każda. Trzeba ciężko zasuwać i nie można

aranżacją możesz się posunąć. Akurat ten film był

zależne od sposobu, w jaki szukasz pomysłów.

wszystkie wolne środki prywatne na realizację

odpuszczać.

aranżowany bardzo mocno, dlatego teraz poja-

U mnie jest dokładnie odwrotnie. Najpierw wiem,

wia się problem, który mają bardziej nawet kryty-

o czym chciałbym opowiedzieć, a dopiero później

Sławek Richert: Mam wrażenie, że w wielu swo-

cy niż widzowie, aby określić gatunek tego filmu.

szukam możliwości, w jaki mógłbym to zrobić.

ich filmach szukasz idylli, harmonii.

Nie jest to mój problem, ja nawet nie myślałem

Przykładowo teraz szukam opowieści o moim

Sławek Richert: Potwierdzeniem sukcesu było

Marcin Sauter: Szukam różnych rzeczy. Na pewno

o tym, czy to będzie dokument, czy film fabularny.

dzieciństwie, a dokładnie o bajkach, jakie zapa-

wykupienie praw do tego filmu przez Canal+.

chcę robić filmy pozytywne, nie szukam już dra-

Ciężko było znaleźć tak ważnego partnera?

matów. Trudno mi powiedzieć, czego szukam, bo

Sławek Richert: Opowiadasz najczęściej praw-

bienia filmu o miejscu, w którym bajki powstają.

Marcin Sauter: Canal+ sam się do nas zgłosił i to

mógłbym długo opowiadać. Różne rzeczy mnie

dziwe historie. Chyba nie jest najłatwiejszym za-

Okazało się, że w krajach arabskich jest taki za-

chyba właśnie dzięki tej ciężkiej pracy, jaką wy-

interesują, każdy temat to inna historia. Pozytyw-

daniem docieranie do ludzi - jak Ci się to udaje?

wód jak opowiadacz bajek, i dlatego realizuję film

konaliśmy. Do tego czasu promocją filmu, orga-

nie opowiadam o świecie, bo tak jakoś wychodzi,

Marcin Sauter: Z doświadczenia już wiem, że

na Bliskim Wschodzie. •

produkcji. I udało się. Był to pierwszy nasz film, który został zauważony.

Sławek Richert: Mam wrażenie, że w odróżnie-

miętałem z dzieciństwa. Wpadłem na pomysł zro-


Tekst: Ewa Gruszka | Znaki: 2167

Kultura może stać się katalizatorem rozwoju społeczno-gospodarczego. Starania o tytuł ESK w pewnym stopniu przyczyniły się do rozpowszechnienia takiego sposobu postrzegania kultury. By jednak zapomnieć o stereotypie kultury wyłącznie obciążającej budżet, ubiegającej się o wsparcie, potrzeba narzędzi, które sprawią, że hasło „kultura kołem zamachowym rozwoju miasta i regionu” nie będzie tylko pustym sloganem. Do tego może przyczynić się między innymi trafna diagnoza sytuacji, wiedza i umiejętność korzystania z doświadczeń. Problemy, z którymi się borykamy, często nie są nowe. Polityka i ekonomia

Z DOŚWIADCZENIA JUŻ WIEM, ŻE ZAMKNIĘTYCH LUDZI JEST BARDZO MAŁO, JEDNAK KAŻDY CZŁOWIEK CHCE, ABY KTOŚ GO WYSŁUCHAŁ. LUDZIE CZĘSTO WYCZUWAJĄ PRAWDZIWE ZAANGAŻOWANIE. JEŻELI WYCZUWAJĄ, ŻE SIĘ SPIESZYSZ, TO NIC Z TEGO NIE WYJDZIE.

nie mogą być nam obce (i wzajemnie), problemów kultury bowiem nie da się od nich odseparować. Przykładowo – zjawiska kulturalizacji ekonomii i ekonomizacji kultury służą jednej i drugiej stronie. Kongres może stać się okazją do poznania i zastosowania narzędzi, które to umożliwią. Należy także pamiętać także o tym, że efektu działań w sferze kultury nie da się ściśle przewidzieć ani ściśle zaplanować. Trudno go także zmierzyć. Ponadto efekt ten jest długofalowy. Z kolei – niektórych czynników wpływających na ten efekt nie da się rozwinąć w krótkim czasie. Przykładowo – popyt na działalność kulturalną wiąże się

Ewa Gruszka

z pewną transakcją, dość prostą do zaobserwo-

skrzypaczka, ekonomistka.

wania, natomiast uczestnictwo w kulturze – jako czynnik w pewnym stopniu wpływający na popyt

Absolwentka klasy skrzypiec prof. Jadwigi

– to już sprawa bardziej skomplikowana. Jest po-

Kaliszewskiej na Wydziale Instrumentalnym

jęciem o wiele szerszym, może mieścić w sobie

Akademii Muzycznej im. Feliksa

pojęcie konsumpcji kulturalnej. Zawarcie transak-

Nowowiejskiego w Bydgoszczy. W 2003 r.

cji kupna-sprzedaży nie jest jednak jednoznaczne

ukończyła także Akademię Ekonomiczną

z pojęciem uczestnictwa w kulturze – zakłada-

w Poznaniu oraz studium doktoranckie tejże

jąc, że realizuje się ono między innymi jako akt

uczelni na Wydziale Ekonomii, pisze

poznawczy, przeżycie estetyczne wymagające

rozprawę doktorską z zakresu ekonomiki sztuki.

„odbierania i rozumienia sensu znaków lub umie-

Od października 2007 r. kieruje Pracownią

jętności nadawania im sensu” (A. Tyszka). Chcąc

Animacji i Zarządzania w Kulturze Wyższej

rozwijać tzw. „uczestnictwo w kulturze” nie mo-

Szkoły Gospodarki w Bydgoszczy.

żemy liczyć na skutek mierzalny. Nie można zatem wymagać, by nasze działania w sferze kultury dały efekt ściśle wymierny i krótkookresowy. •


Kwartalnik B4mag. numer 05 nakład 2000 szt.

WYDAWCA: Wyższa Szkoła Gospodarki | ul. Garbary 2, Bydgoszcz tel. 52/567 00 00 | www.wsg.byd.pl | www.apk.byd.pl

PROJECT MANAGER: Arkadiusz Hapka tel. 504 27 66 75 | arkadiusz.hapka@gmail.com REDAKTOR NACZELNY / CREATIVE DIRECTOR: Sławek Richert tel. 500 232 122 | s.richert@gmail.com REDAKCJA: Dominika Kiss-Orska | Ewa Gruszka | Jarek Jaworski | Marcin Karnowski PHOTO: Marcin Szpak | www.marcinszpak.com | marcinshpaq@gmail.com STUDIO PROJEKTOWE: Fajne Chłopaki | www.fajnechlopaki.com PROJEKT GRAFICZNY: David Błażewicz | www.macov.pl | david.blazewicz@gmail.com KOREKTA: Agata Szomszor DRUK: Remedia | ul. Dolina 35, Bydgoszcz

www.facebook.com/B4mag

www.issuu.com/b4mag


B4mag 05